Source: http://stajniatrot.pl/texts/mondre/kupsko.html
Timestamp: 2020-08-03 09:48:47+00:00
Document Index: 55309848

Matched Legal Cases: ['art. 570', 'Art.556', 'Art.556', 'Art.557', 'art. 5561', 'Art. 556', 'Art. 557', 'art. 471', 'Art.576', 'Art.560', 'Art.558', 'Art.556', 'art. 556']

Jak się nie dać zrobic w konia
czyli: o rękojmi przy transakcji kupna-sprzedaży
"Trzy miesiące temu kupiłam konia, niestety, jak się potem okazało, koń posiada nałogi, tj. tka i łyka (...) Niedawno, po treningach, ukazały się następne grzeszki byłej właścicielki - koń okulał. Badanie rentgenem wykazało zmiany w okostnej - zmiany, które NIE były nowe. Mojego konia badał jeden z najlepszych specjalistów w Polsce, który jest zdania, że kupiłam konia z tylko podleczonymi kontuzjami. (...) Przy kupnie konia, NIE zostałam poinformowana o problemach konia."
Myślę, że każdy z nas spotkał się osobiście lub wirtualnie z takimi sytuacjami. Koń kupiony za ciężkie pieniądze, bez dokładnego sprawdzenia jego stanu zdrowia, umowa spisana byle jak, "na kolanie" i pod presją czasu, a także pod presją narzucającego się sprzedającego, który do chwili odebrania pieniędzy jest zawsze najlepszym kumplem, a tuż po tej chwili przestaje nagle korzystać z dobrodziejstw poczty elektronicznej i telefonii komórkowej... Wspólną cechą takich opowieści klasy "gorzkie żale" jest to, że są to żale "po ptokach" i najczęściej powstałe na własne życzenie kupującego. A wystarczyłoby przed transakcją trochę poczytać przepisów, a umowę zawrzeć na piśmie...
Jak wiadomo, w świetle prawa cywilnego zwierzęta, w tym konie, traktowane są jak rzeczy ruchome. W takiej sytuacji zastosowanie znajdą przepisy Kodeksu cywilnego o rękojmi za wady zwierząt oraz rozporządzenia wykonawcze. Zanim jednak zacznę dywagacje na tematy formalno-prawne związane z "końskimi" transakcjami, pozwolę sobie najpierw zacytować (w nieco przetworzonej postaci) kilka definicji, do których w dalszej części tekstu pojawią się odwołania:
1) Wada fizyczna - to taka wada przedmiotu umowy, która sprawia, że zmniejsza się przez nią tej rzeczy wartość lub użyteczność. To także taki rodzaj wady, przez którą przedmiot jest niekompletny lub nie ma właściwości, o których kupujący był zapewniony przez sprzedawcę. Przedmiot mający wady fizyczne to np. rzecz stworzona z materiałów gorszej jakości albo nie odpowiadająca pewnym określonym w umowie lub ogólnie uznanym standardom.
2) Wada prawna - to wada, która polega na tym, że sprzedawany przedmiot nie jest własnością sprzedającego lub są jakieś roszczenia innych osób względem tej rzeczy (np. sprzedaje się nam rzecz, na której jest ustanowiony zastaw).
3) Rękojmia - to prawo kupującego do wystąpienia z określonymi roszczeniami, jakie kupującemu przysługuje w związku z wystąpieniem wady w kupionym przezeń przedmiocie. W przypadku rękojmi kupujący ma prawo odstąpić od umowy sprzedaży. Skorzystanie z takiego prawa wiąże się ze zwrotem mu przez sprzedającego pieniędzy (chyba, że sprzedający niezwłocznie wymieni rzecz wadliwą na rzecz wolną od wad albo niezwłocznie wady usunie; to jednak w przypadku sprzedaży konia raczej nie ma zastosowania).
Jak to wyglądało do tej pory ? Ano do końca roku 2014 do koni zastosowanie miały trzy artykuły kodeksu cywilnego:
Do sprzedaży zwierząt, które wymienia rozporządzenie Ministra Rolnictwa wydane w porozumieniu z Ministrami Sprawiedliwości oraz Przemysłu Spożywczego i Skupu, stosuje się przepisy o rękojmi za wady fizyczne ze zmianami wskazanymi w dwóch artykułach poniższych.
§ 1. Sprzedawca zwierzęcia jest odpowiedzialny tylko za wady główne i jedynie wtedy, gdy wyjdą one na jaw przed upływem oznaczonego terminu. Wady główne i terminy ich ujawnienia, jak również terminy do zawiadomienia sprzedawcy o wadzie głównej określa rozporządzenie Ministra Rolnictwa wydane w porozumieniu z właściwymi ministrami.
§ 1. Rozporządzenie Ministra Rolnictwa wydane w porozumieniu z właściwymi ministrami może postanawiać, że uprawnienia z tytułu rękojmi wygasają, jeżeli kupujący w określonym przez rozporządzenie terminie nie zgłosi choroby zwierzęcia właściwemu organowi państwowemu lub nie podda chorego zwierzęcia zbadaniu we właściwej placówce lekarsko-weterynaryjnej.
Okres rękojmi wynosił ogólnie 1 rok, ale obowiązywało przy tym Rozporządzenie Ministra Rolnictwa z dnia 7 października 1966 r. w sprawie odpowiedzialności sprzedawców za wady główne niektórych gatunków zwierząt (Dz. U. z dnia 18 października 1966 r. nr 43, poz. 257), które na podstawie ww. artykułów k.c. zarządzało, że wadami głównymi są u koni tylko i wyłącznie: łykawość, dychawica świszcząca, wartogłowienie (przewlekłe schorzenie mózgowia lub opon mózgowych z obniżeniem świadomości zwierzęcia) lub przewlekłe schorzenie wewnętrznych części oka powstałe na tle nieurazowym. Mocą tego rozporządzenia (§ 2. 1.) okres rękojmi w obrocie końmi został skrócony. Sprzedający odpowiedzialny był za wady główne, jeżeli wyszły one na jaw przed upływem 15 dni od dnia wydania zwierzęcia dla łykawości, dychawicy i wartogłowieniu, lub 30 dni przy przewlekłym schorzeniu oka. Przy tym rozporządzenie to określało, że termin do zawiadomienia sprzedawcy o wadzie głównej, warunkujący zachowanie uprawnień z tytułu rękojmi, wynosi tylko 7 dni, licząc od końca terminu rękojmi przewidzianego w ust. 1. Wreszcie § 3. 1 stanowił, że przy wszystkich wadach głównych, z wyjątkiem łykawości u koni, uprawnienia z tytułu rękojmi wygasają, jeżeli kupujący w terminie rękojmi nie zgłosił chorego zwierzęcia do zbadania. Badanie to musiało być wykonane przez państwowy zakład leczniczy dla zwierząt lub klinikę wydziału weterynaryjnego wyższej szkoły rolniczej.
Powyższe trzy artykuły k.c. zacytowałem, gdyż widnieją one nadal w tym kodeksie, co może być mylące. Wcześniej za wadę główną w obrocie końmi nie uważało się np. tkania - choć oczywiście na logikę być powinno, gdyż może obniżać wartość użytkową konia znacznie bardziej, niż łykawość. Również inne popularne "duże" wady takie, jak np. szpat, nie były uważane za wady główne - a przecież co za problem ostrzykać staw kulejącego konia kwasem hialuronowym, dodać cenę zabiegu do ceny konia i wmawiać kupującym, że przecież zwierzak nie kuleje i zdrowy ?... Widać, że tak sformułowany prawnie katalog wad głównych nie przystawał do rzeczywistości i chronił zdecydowanie lepiej Sprzedawców, niż Kupujących. Na szczęście to się zmieniło.
Stan obecny jest następujący: ustawa z 30 maja 2014 r. o prawach konsumenta (Dz. U. z 2014 r. poz. 827) uchyliła cytowane wyżej przepisy art. 570-572 kodeksu cywilnego, ustalające dotychczasowe zasady odpowiedzialności z tytułu rękojmi za wady fizyczne przy sprzedaży zwierząt. Moc obowiązującą utraciło także wspomniane rozporządzenie Ministra Rolnictwa z 7 października 1966 r. Nadal jednak obowiązują następujące przepisy ogólne:
Art.556.Sprzedawca jest odpowiedzialny względem kupującego, jeżeli rzecz sprzedana ma wadę fizyczną lub prawną (rękojmia).
Art.556 (1). §1.Wada fizyczna polega na niezgodności rzeczy sprzedanej z umową. W szczególności rzecz sprzedana jest niezgodna z umową, jeżeli:
4)została kupującemu wydana w stanie niezupełnym.
§2.Jeżeli kupującym jest konsument, na równi z zapewnieniem sprzedawcy traktuje się publiczne zapewnienia producenta lub jego przedstawiciela, osoby, która wprowadza rzecz do obrotu w zakresie swojej działalności gospodarczej, oraz osoby, która przez umieszczenie na rzeczy sprzedanej swojej nazwy, znaku towarowego lub innego oznaczenia odróżniającego przedstawia się jako producent.
§3.Rzecz sprzedana ma wadę fizyczną także w razie nieprawidłowego jej zamontowania i uruchomienia, jeżeli czynności te zostały wykonane przez sprzedawcę lub osobę trzecią, za którą sprzedawca ponosi odpowiedzialność, albo przez kupującego, który postąpił według instrukcji otrzymanej od sprzedawcy.
Art.557
§1.Sprzedawca jest zwolniony od odpowiedzialności z tytułu rękojmi, jeżeli kupujący wiedział o wadzie w chwili zawarcia umowy.
§2.Gdy przedmiotem sprzedaży są rzeczy oznaczone tylko co do gatunku albo rzeczy mające powstać w przyszłości, sprzedawca jest zwolniony od odpowiedzialności z tytułu rękojmi, jeżeli kupujący wiedział o wadzie w chwili wydania rzeczy. Przepisu tego nie stosuje się, gdy kupującym jest konsument.
§3.Sprzedawca nie jest odpowiedzialny względem kupującego będącego konsumentem za to, że rzecz sprzedana nie ma właściwości wynikających z publicznych zapewnień, o których mowa w art. 5561§ 2, jeżeli zapewnień tych nie znał ani, oceniając rozsądnie, nie mógł znać albo nie mogły one mieć wpływu na decyzję kupującego o zawarciu umowy sprzedaży, albo gdy ich treść została sprostowana przed zawarciem umowy sprzedaży.
Z pierwszego przepisu (Art. 556) wynika jasno, że warto zawrzeć umowę w formie pisemnej, a w niej wskazać, jak koń będzie używany (np. do sportowej jazdy ujeżdżeniowej). Zawarta tam definicja rzeczy niezgodnej z umową de facto mówi, że jeżeli:
ad 1) koń ma wadę, która powoduje, że nie nadaje się on do określonego w umowie sposobu użytkowania,
ad 2) koń nie nadaje się do określonego użytkowania mimo, że sprzedający zapewniał, że się nadaje,
ad 3) kupujący informował sprzedawcę, że np. chce jeździć wierzchem, a sprzedający w odpowiedzi nie poinformował, że tak się nie da,
ad 4) koń został wydany w stanie niekompletnym, czyli np. miał być sprzedany w komplecie z rzędem jeździeckim, którego sprzedający nie wydał,
wówczas oznacza to odpowiedzialność sprzedającego. Ale uwaga: te sformułowania są dość ogólne - a tam, gdzie sa ogólniki, wszystko jest w rękach sędziego i od jego widzimisię zależy. W świetle obecnych przepisów sędzia musi uwzględnić świadomość sprzedającego co do celu, w jakim koń był kupowany przez nabywcę oraz uczciwość sprzedającego, której miernikiem jest zgłoszenie przez tegoż sprzedającego zastrzeżeń co do przyszłego planowanego przeznaczenia zwierzęcia.
Co do wymowy Art. 557 §1: łatwo można sobie wyobrazić sytuację, w której ogłoszenie o sprzedaży zawiera manipulacje w rodzaju: "Do konia dołączam aktualne zdjęcia RTG konia, wyniki badań krwi (itd. itp.)". W razie sporu sprzedawca-oszust będzie oczywiście w sądzie twierdził, że przecież informował kupującego o wadach konia, że przedstawiał mu przecież dokumentację medyczną ! Tyle tylko, że co z tego, skoro kupujący nie jest weterynarzem i nie potrafił ocenić tego, co było na tych zdjęciach, albo zinterpretować wynikó laboratoryjnych ? Dlatego w umowie warto np. zawrzeć klauzulę: "Sprzedający oświadcza, że koń w chwili sprzedaży jest zdrowy i nie ma żadnych wad ukrytych". A co do wymowy §2: jeśli kupujemy konia, dbajmy o to, by był w tej umowie w maksymalnym stopniu oznaczony i opisany imieniem, płcią, rasą, maścią, odmianami, numerem paszportu itp. Unikajmy w umowie lakonicznych stwierdzeń typu: "Jan Kowalski sprzedaje Adamowi Nowakowi konia Karino." - to jest proszenie się o kłopoty.
Taka definicja wady to definicja bardzo "płynna" i niejednoznaczna, można pod nią podciągnąć rozmaite stany, sytuacje i roszczenia. W żaden sposób nie określa ona jasno listy uszkodzeń, chorób, narowów, nałogów itd., które będziemy uważali za wady. Ustawodawca podkreśla tu rolę określenia właściwości i celu transakcji, o których strony powinny się wzajemnie poinformować. A co jeśli tej wymiany informacji nie będzie, a przynajmniej nie będzie po takiej wymianie śladu w umowie ? Cóż, bardzo celnie było to podsumowane na jednej ze stron: "Jeśli myśląc o nauce jazdy konnej, kupimy konia, na którym nie można jeździć, to tak, jakbyśmy świadomie (!) kupili sobie auto, które będzie stało w garażu lub w warsztacie." Z punktu widzenia kupującego najbezpieczniej zatem byłoby, gdyby w umowie zawarł wszystkie możliwe sposoby użytkowania konia, tj. nie pisał tylko, że "koń stanowiący przedmiot umowy będzie używany do rekreacyjnej jazdy ujeżdżeniowej", ale zapisał wprost, że będzie on używany "we wszystkich możliwych zastosowaniach, w szczególności rekreacyjnie i sportowo w zakresie ujeżdżenia, skoków, rajdów, powożenia, woltyżerki i hipoterapii, a także do prac rolniczych i hodowli" (to ostatnie oczywiście wykreślimy w przypadku wałacha). Rzecz jasna znajdą się na pewno i tacy, którzy kupiwszy zdrowego konia ujeżdżeniowego klasy CS nie będą potem potrafili przejechać na nim czworoboku klasy L i w związku z tym będą przy takim zapisie kombinować, jak by tu użyć przepisów o rękojmi - ale to już zakrawać będzie na pieniactwo sądowe, bardzo nielubiane przez panie i panów w czarnych togach.
Obecne sprzedający odpowiada z tytułu rękojmi, jeżeli wada fizyczna zostanie stwierdzona będzie przed upływem dwóch lat. Dostrzeżoną w tym okresie wadę konia koniecznie trzeba zgłosić sprzedającemu i żądać zwrotu pieniędzy za zwrotem konia. Zwrotu pozostałych kosztów można żądać na podstawie art. 471 k.c., z tytułu nienależytego wykonania zobowiązania. Art.576.§1 stanowi, że roszczenie kupującego o usunięcie wady lub wymianę rzeczy sprzedanej na wolną od wad będzie ulegało przedawnieniu z upływem roku, licząc od dnia stwierdzenia wady. W takim samym terminie rocznym kupujący będzie mógł złożyć oświadczenie o odstąpieniu od umowy albo obniżeniu ceny z powodu wady rzeczy sprzedanej. Ale uwaga (§2): jeżeli kupujący dowiedział się o istnieniu wady prawnej (nie fizycznej !) dopiero na skutek powództwa osoby trzeciej, termin ten biegnie od dnia, w którym orzeczenie wydane w sporze z osobą trzecią stało się prawomocne, a upływ powyższego terminu nie wyłącza wykonania uprawnień z tytułu rękojmi, jeżeli sprzedawca wadę podstępnie zataił. Zarzut z tytułu rękojmi może być podniesiony także po upływie powyższego terminu (§3), jeżeli przed jego upływem kupujący zawiadomił sprzedawcę o wadzie. Zatem jeszcze raz podkreślmy i powtórzmy: dla skutecznego dochodzenia swoich praw oszukany kupujący powinien o stwierdzeniu wady i wynikającym z niej swoim roszczeniu skutecznie zawiadomić sprzedającego. Skutecznie, czyli najlepiej klasycznie, "po staremu": listem poleconym za potwierdzeniem odbioru. Roszczenie to może w myśl Art.560 §1 polegać na żądaniu obniżenia ceny albo odstąpieniu od umowy. Sprzedający oczywiście nie musi się zgodzić na spełnienie żądania kupującego. Wówczas pozostaje sąd. W razie takiego sporu sądowego sprzedający będzie się oczywiście bronił, że o wadach nie wiedział, a jeśli nawet, to o wszystkich kupującego przed kupnem informował (zapewne wręcz będzie twierdził, że informował, że koń w ogóle do niczego się nie nadaje). Będzie słowo przeciw słowu - a to dla sądu za mało, żeby orzec o winie sprzedającego. Dlatego rzeczą bardzo ważną jest, by - choć nie jest to wymagane - zawierać taką umowę zawsze w formie pisemnej, bez względu na to, czy kupujemy konia za 2 tysiące irańskich riali albo białoruskich rubli, czy za 2 miliony dinarów kuwejckich (obecny kurs to ok. 12 złotych za 1 dinara). Umowa powinna nie tylko określać co kto komu kiedy i za ile sprzedał, ale też zawierać wspomniane ważne dane uszczegóławiające. Wówczas taka umowa będzie dla sędziego silną podstawą do ustalenia, czy wada fizyczna występuje i przesłanką co do treści wyroku. Od stopnia szczegółowości umowy zależeć więc będzie stopień odpowiedzialności sprzedającego i poziom uprawnień kupującego. Umowy ogólnikowe i niedoprecyzowane to obecnie rzecz jeszcze bardziej dla kupującego ryzykowna, niż w przeszłości. I jeszcze uwaga: takie uszczegółowienia nie ograniczają kupującego w jego prawach. Precyzyjne dookreślenie zasad odpowiedzialności w umowie nie ogranicza możliwości kupującego co do osiągnięcia przed sądem ewentualnego dalszego rozszerzenia odpowiedzialności sprzedającego z tytułu rękojmi. Mówi o tym
Art.558.§1.
§2.Wyłączenie lub ograniczenie odpowiedzialności z tytułu rękojmi jest bezskuteczne, jeżeli sprzedawca zataił podstępnie wadę przed kupującym.
Wspomniane wydłużenie okresu rękojmi to duży postęp w stosunku do wcześniejszych 15 lub 30 dni, lecz skutkiem ubocznym będzie zapewne więcej sporów sądowych autorstwa rozmaitych cwaniaczków, którzy nabędą wierzchowca, będą go intensywnie użytkować przez 23 miesiące, a 24-go wystąpią ze swymi "rękojmijnymi" żądaniami, próbując zajechane zwierzę zwrócić, a zapłacone niegdyś pieniądze odebrać i kupić sobie za nie nowe zwierzę na kolejne 23 miesiące. Druga sprawa: rzecz jasna sprzedawca jest odpowiedzialny tylko za te wady, które koń posiadał w chwili jego sprzedaży, a które dopiero ujawnią się w trakcie jego dwuletniego użytkowania, ale stwierdzenie, czy wada ujawniła się po roku od zakupu, czy też wtedy dopiero powstała, będzie w 99% przypadków leżało w gestii sądu. Nie będzie to proste, a czasem wręcz okaże się niemożliwe. Sąd zapewne w tym celu będzie każdorazowo powoływał biegłych, co może znacząco podnieść koszty postępowania sądowego. Może to być zagrożeniem dla powoda, tj. oszukanego kupującego. Znaną mi praktyką jest takie sterowanie przebiegiem sprawy przez sąd, którego celem jest nie tyle wydanie rzetelnego wyroku, co przede wszystkim pozyskanie od dowolnej ze stron (czytaj: tej wypłacalnej) kwoty, stanowiącej pokrycie wysokich kosztów. Jeżeli sprzedający-oszust oświadczy sędziemu, że jest bezrobotny i nie ma żadnego majątku (czytaj: gdy jego stajnia jest przepisana na jego żonę, z którą na papierze ma rozdzielność majątkową), to może się okazać, że sąd świadomy nieskuteczności ewentualnego postępowania komorniczego względem takiego człowieka dopatrzy się "na siłę" takich nieścisłości w pozwie lub postępowaniu po stronie oszukanego powoda, które pozwolą pod byle naciąganym pretekstem nie uznać dużej części roszczeń, a tym samym tego powoda obciążyć lwią częścią tych koszów sądowych.
Dla pełnego opisu prztytoczę jeszcze jeden przepis - już bez komentarza, bo sentencja jasna:
Art.556 (3)
Na zakończenie jeszcze jedna uwaga: na wielu konikowych stronach internetowych widnieją artykuły, które uzależniają kwestie odpowiedzialności od sposobu sprzedaży. W tych artykułach mówi się, że w wypadku kupna konia w warunkach ustawy o sprzedaży konsumenckiej (czyli sprzedaży rzeczy ruchomej osobie fizycznej, która nabywa tę rzecz w celu niezwiązanym z działalnością zawodową lub gospodarczą) nie stosuje się przepisów art. 556-581 k.c., a co za tym idzie nie mają również zastosowania przepisy o rękojmi przy umowie sprzedaży zwierząt. Nie jest to prawda. Ustawa z 30 maja 2014 r. o prawach konsumenta uchyliła wcześiejszą ustawę z dnia 27 lipca 2002 r. o szczególnych warunkach sprzedaży konsumenckiej oraz o zmianie Kodeksu cywilnego. Tym samym pojęcie "sprzedaży konsumenckiej" przestało prawnie istnieć, a od 25 grudnia 2014 r. stosuje się wyłącznie przepisy Kodeksu cywilnego dotyczące sprzedaży. Przepisy ustawy z dnia 27 lipca 2002 r. o szczególnych warunkach sprzedaży konsumenckiej oraz o zmianie Kodeksu cywilnego w zakresie niezgodności towaru konsumpcyjnego z umową stosuje się wyłącznie do umów zawartych przed tym dniem - co oznacza, że w praktyce już nie ma chyba żadnych spraw, związanych z obrotem końmi, odwołujących się do tych starych przepisów ?...
http://www.lex.pl/forum/-/message_boards/message/3469765
http://prawoikonie.com/wazne-zmiany-w-przepisach-w-zakresie-sprzedazy-koni/
http://www.infor.pl/prawo/prawa-konsumenta/prawa-konsumenta/93134,Wady-fizyczne-i-prawne.html