Source: http://czasopismo.legeartis.org/2014/08/parkowanie-w-strefie-zamieszkania-d-40.html
Timestamp: 2017-07-21 18:36:27+00:00
Document Index: 84692290

Matched Legal Cases: ['art. 2', 'art. 11', 'art. 43', 'art. 20', 'art. 49', 'art. 17']

Strefa zamieszkania parkowanie za znakiem D-40 | Lege Artis
by Olgierd Rudak • 13 sierpnia 2014 • 26 komentarzy Dla przypomnienia — a może dla wyjaśnienia (chociaż mam nadzieję, że większość P.T. Czytelników Czasopisma Lege Artis zna przepisy ruchu drogowego jak własną kieszeń): w strefie zamieszkania wolno parkować wyłącznie w miejscach do tego wyznaczonych! Czyli działa tu zasada odwrotna, niż na „zwykłej” drodze publicznej: nie szukamy znaku „zakaz parkowania”, by wiedzieć gdzie nie wolno postawić auta, lecz szukamy znaku „parkować dozwolono”, by móc spokojnie postawić tam swój pojazd.
Przypomnijmy, że zgodnie z definicją z art. 2 pkt 16 prawa o ruchu drogowym strefa zamieszkania to „obszar obejmujący drogi publiczne lub inne drogi, na którym obowiązują szczególne zasady ruchu drogowego, a wjazdy i wyjazdy oznaczone są odpowiednimi znakami drogowymi”. Znakiem tym jest znak D-40 (oraz odwołujący go znak D-41), zaś do podstawowych różnic względem normalnego ruchu należą:
bezwzględne pierwszeństwo pieszego, który może łazić jak chce i każdy pojazd zawsze musi go przepuścić (art. 11 ust. 5 PoRD); także dzieci można się tam zawsze, w każdym czasie i miejscu (art. 43 ust. 1);
ograniczenie dopuszczalnej prędkości do 20 km/h (art. 20 ust. 2 PoRD);
zakaz postoju w innym miejscu niż wyznaczone w tym celu (art. 49 ust. 2 pkt 4 PoRD);
zaś każdy wyjeżdżający ze strefy jest włączającym się do ruchu (art. 17 ust. 1 pkt 1 PoRD).
Niestety jak widać na poniższym obrazku (wykonany w poniedziałek popołudniem na jednym z wrocławskich osiedli… — uwaga, to jest oczywiście fotomontaż, ale znak D-40 naprawdę stoi — 150 metrów wcześniej, tj. przy wjeździe na osiedle) większość kierowców dosłownie sobie bimba na te przepisy. Parkowanie gdzie popadnie, jak popadnie, na wprost wjazdu do garażu, w taki sposób, że inne auto nie może komfortowo wjechać lub wyjechać podziemnego parkingu, w taki sposób, że większy pojazd nie może się przecisnąć — norma.
Zabawne, ale po wykonaniu tej fotografii napisałem listela do firmy, której chrysler został zaparkowany w wyjątkowo buracki sposób — do wrocławskiego przedsiębiorstwa ABC Design zajmującego się projektowaniem i realizacją wnętrz (słaba reklama…) — z głupim pytaniem: dlaczego tak?
Nie ma to jak parkować gdzie popadnie, np. w strefie zamieszkania (za znakiem D-40). (Fot. i opracowanie Olgierd Rudak, CC-BY.3.0)
Minęło coś ponad 12 godzin i dostałem odpowiedź od współwłaścicielki przedsiębiorstwa (dla ciekawych: NIP 9222192335 — zabawne, podmiot ten można znaleźć na liście uzyskujących dostęp do informacji objętych tajemnicą bankową Getin Noble Bank SA): że auto się popsuło i nie może odjechać, że czekają na lawetę, że przecież nie ma jak zmywarki donieść do klienta jeśli się nie zaparkuje na chama…
No autentycznie klasyczny zestaw z cyklu „musimy po chamsku olewać przepisy, a zwłaszcza parkować gdzie popadnie, bo taką mamy pracę” (znacie z naszych dróg TIR-y i dostawczaki, które napieprzają, bo się spieszy?) — natomiast gdyby nie to, że ze mnie agnostyk powiedziałbym, że palec Boży maczał w tym palce, bo oto najprawdopodobniej ktoś nie wytrzymał i próbował przepchnąć zawalidrogę, a że to automat, to skrzynia padła… (a może to dowód na istnienie Wszechmogącego?)
Ludzie, błagam, nie pozwalajcie sobie na takie bylejactwo. Jak widać na załączonym obrazku kara boska — na przykład w postaci awarii skrzyni biegów — was nie uniknie…
Tags: parkowanie ruch drogowy znaki drogowe	Post navigation
← O jasności wypowiedzi kształtującej pogląd klienta na jego sytuację prawną a charakteryzującej stanowisko usługodawcy
Nie ma już De Lege Artis… jest Kam-Term! [aktualizacja 2] →
Drogi Olgierdzie pomijając aspekty prawne – rozumiem, ze w tym momencie osoba po prostu złamała przepisy- warto zauważyć, że tego typu problem często nie wynika z buractwa ludzi tylko z barku miejsc parkingowych na osiedlach. Nie zwalałbym tego na lenistwo tylko na brak innych możliwości. Przecież często bywa tak, ze w ten sam sposób parkują mieszkańcy, gdyż wolne miejsca parkingowe kończą się 17
Szanowny Szymonie, przecież tłumaczenie &quot;wynika z braku tego a tamtego&quot; można dopasować dokładnie do wszystkiego! Brakiem środków finansowych mogę uzasadnić rozbój i kradzież, brakiem czasu jazdę autem 120 km/h jednokierunkową pod prąd lub głośne słuchanie muzyki po 23.00 (bo nie miałem czasu posłuchać o 12.00 i nie mam czasu pójść do sklepu po słuchawki), brakiem cierpliwości… etc.
W pełni się z Tobą zgadzam. To żadne usprawiedliwienie dla blokowania drogi czy wyjazdu z garażu. Nie mniej chodzi mi o sytuację, w której 80% mieszkańców osiedla ma samochód a miejsc parkingowych jest dla 60% przez co reszta parkuje lepiej lub gorzej poza dozwolonymi miejscami.<br /><br /><br />Chodzi mi o to, ze nie koniecznie jest to zawsze związane z bylejakością danej osoby, a po prostu
Ta sytuacja była prosta: panowie jechali do klienta na montaż, jednak zamiast wypakować się 100 metrów wcześniej i użyć wózeczka (którego, co już wiem, firma nie zapewnia) albo nawet od biedy wypakować się i cofnąć — postanowili grandziarsko zostawić auto w taki sposób, żeby uniemożliwić innym kierowcom sensowne korzystanie z uliczki oraz zajechanie do podziemnego parkingu.<br /><br />Co do
Na Pana miejscu uważałbym na zebrach… ;)<br /><br />`I refuse to prove that I exist,&#39; says God, `for proof denies faith, and without faith I am nothing.&#39;<br />&quot;Palec Boży maczał palce – dowód na istnienie&quot;<br />`Oh dear,&#39; says God, `I hadn&#39;t thought of that,&#39; and promptly disappears in a puff of logic.<br />`Oh, that was easy,&#39; says Man, and for an encore goes
Jestem przekonany, że ludzie zwyczajnie nie mają pojęcia o tym przepisie, nie znalazłem nawet w kursach na prawo jazdy. Przyznaję, że też nie miałem aż do przeczytania artykułu. <br />I tak generalnie staram się parkować tak, aby nie utrudniać innym wjazdu/wyjazdu/dostępu, niezależnie od znaków, choć czasami też bezmyślnie zaparkuję.<br />Fakt faktem niedobór miejsc parkingowych na osiedlach (o
&gt; Jestem przekonany, że ludzie zwyczajnie nie mają pojęcia o tym przepisie, nie znalazłem nawet w kursach na prawo jazdy.<br /><br /><br /><br />Niemniej ignorantia iuris nocet…
Brak miejsc to jedna sprawa, ale nic nie usprawiedliwia parkowania w taki sposob, ze utrudnia sie zycie innym mieszkancom. Sam regularnie mam zastawiany podjazd do garazu, w sposob uniemozliwiajacy wyjazd/wjazd, tylko dlatego ze zaraz obok sa 2m chodnika i kazdemu wydaje sie, ze to juz wystacza, zeby postawic tam swoj samochod. Po to oplacam garaz, zeby w kazdej chwili moc z niego wyjechac lub do niego wjechac. Takze to jest kwestia lenistwa i glupoty, bo dany bezmozg moglby zaparkowac ulice dalej, tylko nie chce mu sie tyle lazic. Kazde zaparkowanie auta w miejscu utrudniajacym/uniemozliwiajacym innym jazde jest wynikiem glupoty, buractwa i lenistwa i nie ma na to usprawiedliwienia. Do tej pory wzywalem straz miejska i wsiadalem w tramwaj, gdyz samochod byl zablokowany w garazu, a nie chcialem, zeby ktos musial szukac auta po parkingach policyjnych. Jednak sytuacja ta powtarza sie tak czesto, ze postanowilem juz, ze teraz bedzie to tylko wezwanie policji i lawety w celu odholowania pojazdu.
Czemu komentarze do tego artykułu się zrobiły takie pokiereszowane? Czy w Disqusie treści ulegają jakiejś erozji z czasem?
Nie, to są komentarze przeddiskusowe, które tak właśnie zostały zaciągnięte do Diskusa (oryginalnie był to własny system Blogspota).
Dokładnie. Mieszkam na tym osiedlu (Potokowa) i miejsc postojowych jest 11 na 190 mieszkań. Podczas budowy osiedla przewidziane były 2 bloki, po zakupie mieszkań deweloper zmienił (zastrzegł sobie prawo do zmiany w 2 etapie koncepcji) i dobudował jeszcze 3 bloki mając w du*** mieszkańców.
Przecież na miejscu tych 2 bloków (D i E) były przewidziane szeregowce, nie miejsca parkingowe.
Natomiast w piwnicach nadal są wolne miejsca, można kupić i spokojnie garażować pod dachem. Ale niektórzy P.T. Sąsiedzi wolą parkować pod chmurką, czasem w taki sposób, że dość dokładnie utrudnia się wyjazd i wjazd (zwłaszcza do piwnicy).
PS tak, widziałem, że wczoraj SM znów pozakładała blokady na ulicy.
Dokladnie! Jakis burak stanal na MOIM miejscu wiec stalem pod blokiem i godzinę temu odebrałem wezwanie na komende. Ale kogo to obchodzi. Ania
Przed wjazdem na mój parking jest znaki zakazu w obu kierunkach B-1, taki biały okrągły z czerwoną lamówką :) Parking -36 miejsc, tyle ile jest mieszkań w mojej wspólnocie, non stop jest zajęty przez mieszkańców okolicznych blokow. Jak grzecznie proszę, aby nie parkowali to albo: usłyszę: „wal się”, zobaczę palec środkowy albo nic nie zobaczę ani nie usłysze a uto dalej dzień w dzień jest parkowane.
Czy sa jakieś sankcje za naruszenie tego przepisu?? Straż miejska twierdzi, ze oni się tym nie zajmują. Natmiast zarządca twierdzi (choć przestałam już jej wierzyć), ze przesyła foty tych aut na policję, ktora nie reaguje.
Czyli parking jest za znakiem B-1? ;-) To raczej nikomu nie wolno tam wjechać, chyba że jest jakaś tabliczka dojaśniająca („nie dotyczy mieszkańców wspólnoty”). Oczywiście SM powinna w takich sytuacjach reagować.
Dokładnie tak – jest znak – i za znakiem wjazd na parking. Pod znakiem oczywiście tabliczka, ze nie dotyczy mieszkańców konkretnej wspólnoty.
Generalnie znak dotyczy zakazu wjazdu na uliczkę, która to uliczka prowadzi do owego parkingu i garaży – niektórzy mieszkańcy wspólnoty posiadają garaże a większość miejsca parkingowe pod chmurką.
SM mi odpowiada: „to co ja mam teraz sprawdzać czy każdy samochód jest własnością Pani wspólnoty?” Odpowiadam, ze moge mu „palcem wskazać”, które auta nie są „nasze” – a zazwyczaj 20 z 25 stojących są własnością mieszkańców pobliskiej wspólnoty.
Czasami myślę, ze jednorazowa akcja dużo by dała. Cóż mam takiemu Panu/Pani z SM odpowiedzieć, moze powinnam zareagowac pismem, powołać się na jakieś przepisy…
Dziękuję za zainteresowanie i odpowiedz :)
Ja bym zaczął od starej zasady rozmowy ze strasznikami — nic na gębę, jeśli interweniować to tylko pisemnie. Jak dostaną papier (czasem wystarczy korespondencja elektroniczna) z żądaniem interwencji, to albo muszą coś zrobić, albo mieć argument, żeby sprawę zignorować.
Co do podstawy prawnej — znak B-1 jest podstawą :) a skoro taki znak stoi, to teraz niech się zajmują tym. Będzie trudno, bo faktycznie auta są niepodpisane, a poza tym nawet jeśli staną i będą sprawdzać dokumenty, to: (i) w nowym dowodzie w ogóle nie ma adresu, (ii) auto może być służbowe/pożyczone, (iii) nawet jeśli auto jest moje, to nie da się sprawdzić „czy tutejsze” nawet na podstawie dowodu rejestracyjnego (mogę mieć 4 mieszkania, auto ma rejestrację „stamtąd”).
Dziękuję. dzisiaj wyśle meila wraz z foto aut, które nie są „nasze”. Zrobię to stojąc jeszcze na parkingu :)
Jak będe montować meble na waszym ośiedlu to dolicze za noszenie mebli , lub wynajme tragarzy czyli dodatkowe koszta.Zaparkuje oczywiście poza strefą bo moje auto dostawcze nie mieści się na parkingu wyznaczonym dla samochodów osobowych a parkingu dla dostawczych raczej niema.Odległość 600 m x10kursów + 3piętro x 4 osoby=1800zł.Jak powiew o tym dla pana W to odpowie ni żebym zaparkował byle jak przy bloku , sąsiedzi nic nie powiedzą bo też będą się przeprowadzać. Tylko jak sąsiad będzie się przeprowadzać to dla pana W będzie to przeszkadzać.
To ty jesteś cwaniakiem i burakiem .
Masz garaż to hojrakujesz .
Spróbuj ty znaleźć parking na osiedlu tak po 18 to zobaczysz Olgierd Rudak
Kolejny spór o „lepszy i gorszy sort” mieszkańców naszych miast — ugarażowieni, nieugarażowieni.
Ja bym dodał, że posiadanie garażu nie jest zakazane. Natomiast parkowanie w sposób utrudniający życie innym… nie dość, że można otrzeć się o zakaz, to w dodatku zrobić łatkę lewusa.
Wyzywanie istoty ludzkiej od chama i buraka za to, że z nieznanych autorkowi przyczyn zaparkowała na kilkanaście minut w strefie zamieszkania – jak widać wcale nie blokuje przejazdu. To jest uwłaczający język hejtu. Jak najmniej takich stron.
Wtrącę swoje 3 grosze – nie muszą. Napisałem pismo, że nagminnie kierowcy jadą pod prąd. Minęło pół roku i nic. Jak mnie chciał dostawczy staranować to się zirytowałem i zadzwoniłem z pytaniem co się musi stać, żeby ktoś zareagował. Usłyszałem, że „ja nie postawię tam człowieka, żeby sprawdzał jak kto jeździ” i że mogę osobiście złożyć zawiadomienie z numerem rej. i godziną. I tak się zastanawiam czy jak przyjdę z listą 50 samochodów z jednego dnia to czy będą zadowoleni? Więc nie, papier(em) można sobie/się powachlować.
Nie oceniam, ale jak się komuś samochód zepsuł to jest trójkąt i światła awaryjne. Nie ma – zatem samochód sprawny.
Kiedyś czytałem że Policja narzekała na czowieka który im wysyłał masowo zawiadomienia o np. źle zaparkowanych samochodach. Że musza się każdym takim zgłoszeniem zająć. Wnoszę z tgo, że jakbyś wysłał drogą oficjalną tę listę, z jakimiś dowodami w postaci zdjęć – to musieliby się jakoś do tego odnieść.
Teoretycznie tak. Praktycznie „nie wykrycie sprawcy” bo np. samochód jest firmowy. Kiedyś kierujący prawie przejechał dziadka na pasach. Zgłosiłem i otrzymałem pismo, że samochód jest firmowy i sprawcy nie ma. Firma pewnie jednoosobowa ale co to ma za znaczenie? Ale jak wiem kto kierował to mogę napisać… Więc teoria swoje, a praktyka swoje. A kolejne pismo wysłałem chyba 3 miesiące temu – bez odpowiedzi. Nie, nie muszą.