Source: http://prawo.vagla.pl/node/166
Timestamp: 2020-07-08 23:15:51+00:00
Document Index: 104755123

Matched Legal Cases: ['art 24', 'art. 40', 'art. 242', 'art. 61', 'art. 61', 'art. 661', 'art. 78', 'art. 2', 'art. 78', 'art. 12', 'art. 7', 'art. 2', 'art. 287', 'art. 20', 'art. 112', 'art. 226']

2003, jazda bez trzymanki? | prawo | VaGla.pl Prawo i Internet
We wstępie kolejnego podsumowania roku warto zauważyć, iż nasz ustawodawca z pewnością dostrzega Internet. W zeszłym roku podsumowanie zatytułowałem "2002, coś drgnęło w Polsce". Istotnie - efekty ówczesnego poruszenia widać również w kolejnym roku. Rodzi się świadomość, ale nie powstała jeszcze praktyka i systematyka tworzenia prawa, którą - jak przypuszczam - będzie można zaobserwować w latach przyszłych. Na razie dominuje chaos i brak wprawy. Tym czasem na świecie toczy się poważna debata doktrynalna dotycząca ram prawnych wykorzystania Sieci w gospodarce poszczególnych krajów. Efektem jej są kolejne akty normatywne mające znaczenie dla całego świata online. Jak wspomniałem - w Polsce praktyka rodzi się powoli. W minionym roku odnotowałem kolejne stanowiska polskiego wymiaru sprawiedliwości i decyzje urzędów (wciąż nieliczne). Jednak zdecydowanie na pierwszym miejscu w niniejszym podsumowaniu postawiłbym coraz bardziej wyrazisty konflikt pomiędzy prawem każdej jednostki do poszanowania jej życia prywatnego a innym prawem każdej jednostki - prawem do rozpowszechniania informacji. W roku 2003 najistotniejszym tematem - jak mi się wydaje - był spam, a więc przesyłanie niezamówionej informacji drogą elektroniczną. W minionym roku miały miejsce również inne, doniosłe z punktu widzenia prawa dotyczącego Internetu wydarzenia.
W dniu 10 marca weszła w życie ustawa z dnia 18 lipca 2002 roku o świadczeniu usług drogą elektroniczną. Na mocy ustawy przesyłanie niezamówionej korespondencji handlowej stanowi czyn nieuczciwej konkurencji w rozumieniu ustawy o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji. Taki czyn stanowi również wykroczenie. Świadoma problemu niezamówionej informacji przesyłanej drogą elektroniczną część internetowej społeczności przywitała wejście w życie tej ustawy z pewnym entuzjazmem. Pojawiło się mnóstwo chętnych, którzy chcieli z niej skorzystać przeciwko "spamerom". Dochodziło do ciekawych sytuacji, jak w przypadku odpowiedzi jednego z policjantów zapytanego jak zgłaszać fakt złamania ustawy. Policjant odpowiedział, że "na wydruku maila przydałaby się pieczątka nadawcy. A najlepiej podpis...". Wstępna analiza mechanizmów przewidzianych w ustawie prowadzi do stwierdzenia, że ustawodawca przygotował regulację w sposób niespójny. W niektórych przypadkach wręcz nie możliwy do zrealizowania (adres elektroniczny to zgodnie z ustawą oznaczenie systemu, nie może zatem identyfikować odbiorcy informacji itp.). Nie zraziło to tych wszystkich, którzy postanowili sprawdzić jak działa ustawa w praktyce. Na mocy art 24 ustawy: Kto przesyła za pomocą środków komunikacji elektronicznej niezamówione informacje handlowe, podlega karze grzywny. Ściganie wykroczenia, o którym wyżej mowa, następuje na wniosek pokrzywdzonego. W takiej sprawie został złożony wniosek, a termin pierwszej rozprawy w Sądzie Rejonowym w Białej Podlaskiej, VII Wydział Grodzki, wyznaczony został na 30 maja 2003 r. Rozprawa została jednak odwołana, ze względu na zaświadczenie lekarskie o braku możliwości przybycia obwinionego. Niejako równolegle: Urząd Ochrony Konsumentów i Konkurencji delegatura w Lublinie wydał decyzję, w której stwierdził naruszenie m.in. ustawy o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji oraz ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną i nakazał pewnej firmie z Grudziądza, aby zaprzestała wysyłania "spamu", oraz zamieściła w Gazecie Wyborczej stosowne oświadczenie. Rozprawa dotycząca wykroczenia miała znaleźć swój finał w listopadzie. Wówczas to prezes firmy CPI w charakterze obwinionego miał stanąć przed sądem w związku z wysyłaniem niezamówionej informacji handlowej reklamującej szkolenia tej firmy. Rozprawa odbyła się, sąd wysłuchał wyjaśnień obwinionego, wedle którego oferty uczestnictwa w seminariach organizowanych przez zarządzaną przez niego spółkę wysyłała Anna K. - studentka zatrudniana dorywczo do takich czynności na umowę zlecenia. Sąd ogłosił przerwę w rozprawie do dnia 26 listopada 2003 roku. Tuż przed rozprawą Sejmowa Podkomisja stała ds. łączności i nowoczesnych technik informacyjnych działająca w ramach Komisji Infrastruktury rozpatrywała informacje o stanie realizacji ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną. Zdaniem Komisji - ustawa dobrze wpisała się w realia rynku. Dzień później odbyła się dalsza część rozprawy, w trakcie której sąd przesłuchiwał Annę K. w charakterze świadka. 23 letnia studentka z Warszawy od marca 2002 roku do czerwca 2003 roku zajmowała się w CPI organizowaniem szkoleń na podstawie umowy zlecenia, co polegało na wysyłaniu informacji handlowych w tym drogą elektroniczną. W świetle zebranego materiału dowodowego, na zgodny wniosek stron, sąd obwinionego prezesa firmy od zarzucanego mu czynu uniewinnił, gdyż nie zostały wyczerpane znamiona podmiotowe czynu. To nie on wysyłał spam. Pokrzywdzony zaś złożył wniosek o ściganie przeciwko studentce... W ten oto sposób, w minionym roku, przed polskim wymiarem sprawiedliwości pojawił się problem niezamówionej informacji (też handlowej) przesyłanej drogą elektroniczną.
Spam amerykański
Nie będzie przesadą jeśli napiszę, że największa część spamu docierającego w najdalsze krańce świata jest generowana w USA. Dlatego właśnie od ponad pięciu lat trwały tam prace nad regulacjami poświęconymi temu właśnie zagadnieniu. Wiele stanów przyjęło w międzyczasie własne statuty regulujące to zjawisko. One właśnie były podstawą spektakularnych procesów sądowych w USA. Warto tu wspomnieć o tym, że jeden z największych na świecie dostawców internetu - a także najchętniej nadużywanych do wysyłania spamu - Earthlink wygrał proces przeciwko spamerowi, używającemu fałszywych adresów w domenie tej firmy do wysyłania spamu. Sedzia Thomas W. Thrash Jr. zasądził na rzecz firmy od winnego Howarda Carmack'a odszkodowanie wysokości 16 mln. dolarów. Amerykański provider, pozwał również blisko stu innych spamerów (wysyłających niechcianą korespondencję). Przez kilka miesięcy prowadził prywatne dochodzenie by zanalizować skąd przychodzi "najdotkliwszy ruch" w ich sieci. Firma podnosiła, że osoby, przeciwko którym wytacza powództwa dopuszczają się w swojej działalności wielu przestępstw - w tym związanych z kartami kredytowymi oraz tzw. "kradzieżą tożsamości". Swoje śledztwo prowadził również America Online, która złożyła pozwy przeciwo kilku firmom, zajmującym się rozsyłaniem spamu, co naraziło koncern na straty rzędu 10 milionów dolarów. W tym miejscu można przytoczyć również inne orzeczenie amerykańskiego sądu (z Kalifornii), który ukarał dwoje właścicieli firmy marketingowej PW Marketing z Los Angeles County grzywną w wysokości dwóch milionów dolarów za wysyłanie niezamówionej informacji elektronicznej, ze względu na możliwość uzależnienia orzekanej grzywny od ilości przesyłek. Wyrok został wydany na podstawie prawa stanowego z 1998 roku. Sąd wydał wyrok, gdyż w przysyłanych listach nie znalazł numeru bezpłatnego telefonu, pod który można zadzwonić i zrezygnować z dalszych reklam. Sąd nie znalazł również prawidłowego adresu zwrotnego do firmy. Pokazując pewne trendy warto zauważyć, że grupa "podmiotów" przesyłająca wszelkiego rodzaju informacje (w tym pornografię, oferty powiększania penisa oraz sprzedaż viagry), zjednoczona pod wspólnym sztandarem EmarketersAmerica.org, postanowiła pozwać organizacje blokujące spam oraz indywidualnych użytkowników zakładających filtry na niechcianą korespondencję elektroniczną. W pozwie cywilnym domagała się 75 mililonów dolarów (wraz z odsetkami oraz kosztami postępowania). Główne zarzuty: blokowanie adresu IP powodów, wyrządzenie szkody, naruszenie prywatności, publikowanie nieprawdziwych informacji oraz doprowadzenie do naruszenia umów. EmarketersAmerica.org postanowiło się następnie wycofać po miesiącu od złożenia pozwu. Tylko, że... Pozwani przeciwnicy spamu postanowili im na to nie pozwolić... Chcą, by sąd wydał werdykt w ich sprawie. Obraz amerykańskiego fermentu dopełnia fakt podpisania przez prezydenta Busha regulacji pozwalającej na powstanie rejestru Do-Not-Call, dedykowanemu telemarketingowi. Miało to miejsce w marcu, następnie zapowiedziano podjęcie prac nad stworzeniem analogicznego rejestru dla adresów poczty elektronicznej, co jednak spotkało się z pewną krytyką środowiska. W takich oto okolicznościach powstawała federalna ustawa poświęcona spamowi. Najpierw amerykańska komisja senacka zaakceptowała wstępnie projekt ustawy. Następnie, 21 listopada, Kongres USA ustalił swoją wersję federalnej ustawy CAN SPAM Act. Ustawa przewiduje bardzo wysokie kary za wysyłanie spamu - aż do 2 mln dolarów, lub 6 mln dolarów w przypadku międzynarodowego charakteru naruszenia prawa, nie ogranicza kar w przypadku oszustw, za wysyłanie oszukańczego spamu grozi karą więzienia. Ustawa uprawnia Federalną Komisję Handlu do stworzenia listy "Do-Not-SPAM" (na wzór listy "Do-Not-Call"). Zdaniem komentatorów ustawa de facto legalizuje wysyłkę spamu komercyjnego, gdyż uznaje za podstawowy model opt-out. Projekt ustawy został przegłosowany, stosunkiem głosów 392 za 5 głosów przeciw. Senat nieco zmodyfikował projekt regulacji: pojawił się nakaz umieszczania w korespondencji o charakterze reklamowym informacji o sposobie rezygnacji z dalszych przesyłek, pojawiły się ułatwienia w zaskarżaniu nadawców przesyłek niestosujących się do przepisów ustawy i rozszerzenie katalogu przesyłek, których nie wolno wysyłać na urządzenia przenośne (takie jak np. telefony komórkowe). Ustawa wprowadza również współodpowiedzialność nadawcy spamu i firm świadczących mu usługi internetowe... Na początku grudnia Kongres przesłał do Białego Domu ustawę zatytułowaną the Controlling the Assault of Non-Solicited Pornography and Marketing Act of 2003 (czyli właśnie CAN SPAM Act), po przyjęciu poprawek Senat, a prezydent Bush ją podpisał. O tym, jak trudno zrozumieć ducha takiej regulacji świadczy pewien fakt. Biały Dom postanowił zaakcentować fakt podpisania ustawy i przesyłał dziennikarzom niezamówioną korespondencję wraz z załącznikiem ("ważącym" 1.1 MB), w którym znajdowało się zdygitalizowane zdjęcie prezydenta podpisującego ustawę w otoczeniu kongresmanów i przedstawicieli świata Internetu... Podsumowując warto nadmienić, że w 2003 roku AOL zablokował ponad 500 miliardów niezamówionych przesyłek elektronicznych. Ustawa obowiązuje od 1 stycznia 2004 roku.
Spam światowy
W innych krajach również przyjęto regulacje poświęcone przesyłaniu drogą elektroniczną niezamawianej informacji. Zgodnie z nowymi przepisami włoskimi za zasypywanie nieznajomych niepożądanymi e-mailami grozi do 90 tysięcy euro grzywny i do trzech lat więzienia. W roku 2002 we Włoszech zarejestrowano ponad 1 milion skarg na spam. Nowe prawo antyspamowe działa już w Korei. Norweski Minister Transportu i Komunikacji wraz z tamtejszym Urzędem Regulacji Poczty i Telekomunikacji wydali poradnik: jak uniknąć niechcianej korespondencji i wirusów. Również w Brazylii przedstawiono projekt nowego prawa antyspamowego. Nawet Chiny walczą ze spamem... Wedle nowego prawa Wielkiej Brytanii na osobę wysyłającą niezamówioną korespondencję elektroniczną może zostać nałożona grzywna w wysokości 5 tysięcy funtów. Taką karę może nałożyć sąd magistracki. Grzywna, którą może nałożyć sąd powszechny nie ma już takiego ograniczenia. Wedle brytyjskiego prawa spamem jest rozsyłanie korespondencji do konsumentów, bez wcześniejszej relacji biznesowej łączącej wysyłającego i odbiorcę. W dniu 18 września wniesiono pod obrady australijskiego parlamentu projekt ustawy Spam Bills 2003, która uważana jest za prawo antyspamowe. Projekt spotkał się z krytyką Electronic Frontiers Australia. Intensywne prace nad regulacjami dotyczącymi spamu w Europie wynikają z procesu implementacji w krajach członkowskich dyrektywy Parlamentu Europejskiego i Rady Unii Europejskiej nr 2002/58 z dnia 12 lipca 2002 r. (dyrektywa w sprawie przetwarzania danych osobowych oraz ochrony prywatności w sektorze komunikacji elektronicznej). Directive for Privacy and Electronic Communications (termin tej implementacji upłynął 31 listopada). Nieco przed terminem implementacji zorganizowano warsztaty, z których wynikało, iż projekty narodowe skierowane na walkę ze spamem są nieskuteczne - istnieje olbrzymia potrzeba stworzenia inicjatywy paneuropejskiej. Przy czym - co zauważono - nie ma możliwości np. harmonizowania wysokości grzywny za wysyłanie niezamówionej informacji handlowej drogą elektroniczną (w poszczególnych krajach). Dopiero przyszłe ramowe decyzje Komisji, dotyczące ataków na systemy informatyczne, dadzą podstawę do harmonizacji procesu penalizacji spamu. Po warsztatach kolejne kraje dołączały do tych, które przyjęły regulacje antysamowe: Irlandzka regulacja przewiduje kary finansowe do 3 tys. euro za każdy wysłany komunikat elektroniczny. Ustawa obejmuje także spam telefoniczny, faxowy, automaty zgłoszeniowe, sms-y i mms-y oraz wykorzystanie "cookies" oraz "spyware". Były również kraje, które mimo upływu terminu nie zaimplementowały na grunt swojego prawa pakietu dyrektyw dedykowanych gospodarce elektronicznej. Unia Europejska postanowiła interweniować. Do krajów tych należąły: Belgia, Niemcy, Grecja, Finlandia, Francja, Luksemburg, Holandia, Portugalia i Szwecja. Kraje te otrzymały dwa miesiące na implementację. W przeciwnym razie sprawą zajmie się europejski sąd. Jak się wydaje zmobilizowało to niektóre kraje, gdyż zaraz po oświadczeniu Unii rząd szwedzki ogłosił, iż ma zamiar wprowadzić wysokie kary pieniężne dla spamerów. Firmy przesyłające niezamówione informacje elektroniczne mogą zostać ukarane grzywną w wysokości do 5 mln koron. Szwedzi w swoich regulacjach prawnych uwzględnili również spam przesyłany użytkownikom telefonów komórkowych. Przepisy mają wejść w życie z dniem 1 kwietnia 2004. Sygnalizowane wyżej prace nad antyspamową ustawą australijską doprowadziły do jej przyjęcia. Australijskie firmy otrzymały czas do 11 maja 2004 roku by dostosować swoją działalność do nowej regulacji. Po tym terminie zakazane będzie wysyłanie niezamawianej poczty elektronicznej oraz sms-ów z Australii, lub zawierających odnośniki (linki) do australijskich witryn. Jeśli ktoś postanowi złamać nałożony ustawą zakaz grozi mu grzywna w wysokości 1.1 mln dolarów australijskich (około 800 tys dolarów amerykańskich) za każdy dzień trwania naruszania. Poszczególne kraje wprowadzają regulacje, ale jednocześnie trwa postępowanie przed Holenderskim Sądem Najwyższym, gdzie sąd rozważa, czy dostawca usług internetowych (w tym przypadku jest to Xs4all) jest zobligowany do przesyłania (lub blokowania) niezamówionej informacji elektronicznej czy też nie jest. Wcześniej, w tej samej sprawie sąd apelacyjny w Amsterdamie stwierdził, że dostawca usług nie może nie realizować swojego obowiązku dostarczania przesyłek elektronicznych. 14 lutego 2004 roku oczekiwany jest wyrok Sądu Najwyższego. W swoim stanowisku - główny obrońca (Advocate General) stwierdza, że dostawca usług nie powinnien realizować takiego obowiązku, jeśli ma w tym uzasadniony interes prawny. W jego opinii - blokowanie niezamówionej korespondencji może mieć miejsce ze względu na ochronę klientów serwisu internetowego (subskrybentów), jak również ze względu na ochronę infrastruktury dostawcy usług (providera). Cały świat czeka na wyrok.
Wielka europejska debata nad patentowaniem oprogramowania
Przez Unię Europejską przetoczyła się debata związana z propozycją dyrektywy dotyczącej patentów na oprogramowanie komputerowe (Proposal for a directive of the European Parliament and of the Council on the patentability of computer-implemented inventions). Pracom Unii towarzyszył największy jak do tej pory lobbing zarówno zwolenników jak i przeciwników jej wprowadzenia. Zwolennicy proponowanej dyrektywy wskazywali, że nowe rozwiązania zwiększą szanse europejskich firm w konkurencji z USA. Postulowano również harmonizację prawa patentowego poszczególnych krajów członkowskich - by w konsekwencji praktyka poszczególnych krajów była zgodna z dotychczasową praktyką Europejskiego Urzędu Patentowego. Wedle komentatorów pierwotne propozycje (będące przedmiotem dyskusji przed przyjęciem projektu przez Parlament Europejski) miały się sprowadzać do uznania, że patentować można nie tylko rozwiązania techniczne, ale także takie, których efekt działania można określić mianem technicznego (przykładowo, gdy oprogramowanie zainstalowane w telefonie komórkowym rozszerza jego funkcjonalność). Ochroną nie byłyby objęte same algorytmy, jednak w praktyce - stosowanie patentów w informatyce znaczeni by się rozszerzyło. Objęłoby struktury baz danych czy metody przetwarzania informacji. W dniu 27 sierpnia w Brukseli, w Parlamencie Europejskim do natarcia przeszli przeciwnicy projektu. Głównym koordynatorem była Foundation for a Free Information Infrastructure. Również Polacy mieli możliwość bezpośredniego przekonywania parlamentarzystów. Osoby przygotowujące wystąpienia na organizowanych społecznie konferencjach prasowych lub chcące włączyć się aktywnie w działania w inny sposób mogły liczyć na miejsca noclegowe...Tuż przed planowaną debatą parlamentarną kilka setek serwisów internetowych "zdjęło" swoje główne strony zastępując je protestem przeciwko wprowadzeniu możliwości patentowania oprogramowania komputerowego. W wyniku protestów na całym świecie 28 sierpnia kontrowersyjny projekt dyrektywy został wycofany z obrad i wrócił do komisji. Dzięki działaniom członków i entuzjastów wspomnianej wyżej fundacji do sekretariatu Parlamentu Europejskiego wpłynęło kilkadziesiąt poprawek mających na celu zmianę kształtu dyrektywy. W dniu 24 września Parlament Europejski przyjął dyrektywę głosami 364 za, 153 przeciw, 33 deputowanych wstrzymało się... Deputowani do Parlamentu Europejskiego zignorowali stanowiska skrajne, starając się przyjąć kompromis. Zgodnie z nim nie będzie teoretycznie można chronić patentem algorytmów lub metod biznesowych. Warunkiem uzyskania patentu miało by być "przemysłowe" zastosowania innowacji. Wynalazek informatyczny będzie musiał mieć ścisły związek z techniczną funkcją urządzenia. Co podkreślali przeciwnicy możliwości patentowania programów - nie ma obawy, że pod rządami takiej dyrektywy ktoś program komputerowy opatentuje. Tak przyjęty projekt miał być poddany ocenie przedstawicieli rządów piętnastki. Jak się wydaje - w przyjętym przez parlament kształcie dyrektywa była nieco niespójna. Już w grudniu okazało się jednak, że dyrektywy patentowej w tej kadencji parlamentu europejskiego nie będzie. Spotkanie COREPER (Rada Ministrów Europy ds. Konkurencji) z 28 listopada było ostatnią szansą przygotowania dyrektywy do wprowadzenia jej pod obrady Parlamentu Europejskiego i Komisja nie zdecydowała się na to. "Włosi wolą przekazać kłopot Irlandczykom, którzy obejmą prezydencję Unii od stycznia". Zatem będzie to kolejne wyzwanie w roku 2004.
Jak to Janosik z Płatnikiem wojował
W podsumowaniu roku 2002 informowałem, iż powstała inicjatywa zmierzająca do napisania otwartej, wolnej wersji oprogramowania Płatnik, a w przyszłości również oprogramowania Przekaz Elektroniczny, zaś po zakończeniu prac do oficjalnego zgłoszenia do ZUS-u prośby o ich akceptację jako oprogramowania dopuszczonego do użytku na takich samych prawach jak Płatnik/PE. Rok 2003 przyniósł kolejne epizody dotyczące projektu nazwanego Janosik. Programiści zwrócili się do ZUS z wnioskiem o udostępnienie informacji publicznej dotyczącej sposobu szyfrowania danych programu Płatnik. W efekcie korespondencji pomiędzy programistami a ZUSem - sprawa trafiła do NSA. Sąd wyznaczył rozprawę w celu rozpoznania sprawy udostępnienia sposobu szyfrowania dokumentów płatników składek na dzień 6 lutego 2003 roku w siedzibie Ośrodka Zamiejscowego NSA we Wrocławiu. NSA oddalił jednak skargę Sergiusza Pawłowicza ze względów proceduralnych. ZUS niewłaściwie odesłał wnioskującego do NSA, a powinien jeszcze raz samodzielnie rozpatrzyć skargę. W między czasie ukazała się pierwsza, testowa, wersja Janosika przeznaczona głównie dla programistów chcących przetestować działanie programu i pomóc w jego rozwoju. Pojawił się apel o składanie podań w lokalnych oddziałach ZUS o udostępnienie informacji przez wszystkich, którzy pragnęliby wspomóc akcję Janosika. Płatnicy, którzy rozliczają składki za więcej niż pięć osób, od 1 kwietnia są zobowiązani do przekazywania dokumentów drogą elektroniczną. Obowiązek taki wynika ze znowelizowanej ustawy o systemie ubezpieczeń społecznych. Rzecznik ZUS, Anna Warchoł powiedziała, że płatnicy, którzy nie są przygotowani, np. nie mają komputerów bądź uczą się dopiero jak obsługiwać pocztę elektroniczną, jeszcze przez trzy miesiące będą mogli składać "papierowe" dokumenty. Zakład Ubezpieczeń Społecznych w Warszawie, odmawia udostępnienia informacji o (jak to sformułowano we wniosku) specyfikacji technicznej formatu KSI MAIL wykorzystywanego przez program Płatnik - Przekaz Elektroniczny, służący do wymiany dokumentów płatników składek z Zakładem Ubezpieczeń Społecznych. Wedle komentarzy ze środowiska OS, z uzasadnienia do tej odmowy wynika, iż "system informatyczny, mimo wszystkich kluczy i certyfikatów, nie zapewnia integralności danych. Tak więc osoba znająca specyfikację KSI MAIL (np. nieuczciwy pracownik ZUS czy Prokomu) jest w stanie wyłożyć system na łopatki". Aż w połowie sierpnia polska prasa pisze: "Programiści z Janosika złamali sposób transmisji danych z programu Płatnik. - Potraktowaliśmy to humorystycznie - mówi rzecznik ZUS". "Brawo, chłopaki! - komentarz Dariusza Ćwiklaka": "To skandal, że ZUS - instytucja publiczna - broni się przed ujawnieniem informacji należących się obywatelom jak psu kość...". Pojawił się również oficjalny komunikat ZUS, zgodnie z którym fakt poznania sposobu szyfrowania danych nie ma wpływu na ich bezpieczeństwo (dlaczego nie chcą go udostępnić?). W dniu 29 września 2003r pełnomocnik Internet Society Poland wniósł do Naczelnego Sądu Administaracyjnego w Warszawie skargę na decyzję Prezesa ZUS o odmowie udostępnienia żądanej informacji publicznej dotyczącej specyfikacji technicznej KSI-Mail. Aktualnie sprawa czeka na wyznaczenie terminu. Internet Society Poland postanowiło wesprzeć batalię, którą toczy Sergiusz Pawłowicz uruchamiając odrębne postępowanie. W dniu 5 grudnia 2003 roku przed Naczelnym Sądem Administracyjnym w Warszawie, odbyła się rozprawa w sprawie Sergiusz Pawłowicz przeciw Prezesowi Zakładu Ubezpieczeń Społecznych, o odmowę udostępnienia informacji publicznej. Mimo wątpliwości co do prawidłowości zaskarżonej przez Sergiusza Pawłowicza decyzji Prezesa ZUS, powołanie się przez ZUS w przesłankach odmowy udzielenia informacji publicznej na tajemnicę przedsiębiorstwa skutkuje tym, że właściwym do rozstrzygania w przedmiotowej sprawie jest sąd powszechny a nie sąd administracyjny - stwierdził Naczelny Sąd Administracyjny. Sąd postanowił odrzucić niniejszym skargę, uznając, że właściwym trybem jest powództwo cywilne. Skarżący zapowiedział, że zamierza skorzystać z tej drogi. Zdaniem pełnomocnika skarżącego sprawą powinien się zająć Trybunał Konstytucyjny, gdyż uzależnienie przesyłu danych do ZUS od "Płatnika" daje monopol Microsoftowi ("Płatnik" działa wyłącznie pod systemem Windows tej firmy). To kolejna sprawa, która będzie przedmiotem podsumowania roku 2004.
"Podsłuch" po Polsku
Tym razem nie było żadnych protestów... Po cichu i sprawnie wprowadzono rozporządzenie Ministra Infrastruktury z dnia 24 stycznia 2003 r., wydane na podstawie art. 40 ust. 3 ustawy prawo telekomunikacyjne - rozporządzenie w sprawie wykonywania przez operatorów zadań na rzecz obronności, bezpieczeństwa państwa oraz bezpieczeństwa i porządku publicznego (Dz. U. Nr 19, poz. 166)... Jednak nie trzeba było czekać długo, by media podchwyciły temat. "Operatorzy będą musieli wyłożyć setki milionów złotych na sprzęt do inwigilacji" - pisze Wyborcza. Społeczność internetowa poczuła zagrożenie, upatrując w nowych regulacjach narzędzie niekontrolowanego podsłuchu internetowych przekazów informacji. Równolegle trwały prace nad rozporządzeniem Ministra Sprawiedliwości w sprawie kontroli rozmów telefonicznych lub innych przekazów informacji. Przyjęte rozporządzenie określiło sposób technicznego przygotowania sieci służących do przekazywania informacji, do kontroli rozmów telefonicznych lub innych przekazów informacji dokonywanych z wykorzystaniem tych sieci oraz sposób dokonywania, rejestracji, przechowywania, odtwarzania i niszczenia zapisów z kontrolowanych rozmów telefonicznych oraz treści innych rozmów lub przekazów informacji, w tym korespondencji przesyłanej pocztą elektroniczną. Rozporządzenie wydano na podstawie art. 242 ustawy Kodeks postępowania karnego. Weszło w życie 1 lipca. Podobnie jak znowelizowany Kodeks. Na początku lipca Polska Konfederacja Pracodawców Prywatnych postanowiła zaskarżyć niektóre przepisy Prawa telekomunikacyjnego i rozporządzenia Ministra Infrastruktury do Trybunału Konstytucyjnego. Dostrzegając obawy środowiska Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego ogłosiła w mediach stanowisko, zgodnie z którym ABW "zachowa zdrowy rozsądek i nie będzie wymagała od wszystkich operatorów urządzania kancelarii tajnych" (co wynika z regulacji). Powstało pytanie czy prawo obowiązuje jednakowo wszystkich? A jeśli tak, to na jakiej podstawie ktoś będzie traktowany lepiej? Jeśli miałoby być tak, że zdrowy rozsądek miał być zachowany, to wydaje się, że najlepszym do tego momentem było tworzenie przepisów. W tym miejscu warto odnotować orzeczenie austriackiego federalnego Trybunał Konstytucyjnego z lutego, zgodnie z którym obowiązek wprowadzania na własny koszt dostawców usług internetowych systemu pozwalającego na kontrolę przekazów informacji jest niekonstytucyjny.
W marcu Grupa SCO (dawniej Caldera) pozwała do sądu IBM, oskarżając korporację o ujawnianie tajemnic handlowych systemu UNIX poprzez udostępnianie części kodu społeczności Open Source. IBM nie zgadzał się z zarzutami. SCO postawił również zarzuty dotyczące wykorzystania chronionego prawem kodu w źródłach Linuksa. Niemieckie stowarzyszenie LinuxTag lobbujące na rzecz linuksa zapowiedziało, że ma zamiar podjąć kroki prawne przed niemieckim sądem w stosunku do SCO Group, jeśli firma nie zaprzestanie atakować osób zajmujących się rozwojem systemu. W efekcie SCO zostało zmuszone do zamknięcia swojej niemieckiej strony internetowej. Prawnicy reprezentujący LinuxTag doprowadzili do wydania zarządzenia zabezpieczającego powództwo w sprawie, w której podnosi, że SCO dokonało deliktu nieuczciwej konkurencji wysyłając listy do firm korzystających z linuxa. W liście komunikuje, że korzystanie z linuxa jest nielegalne, gdyż system nielegalnie wykorzystuje kod źródłowy będący własnością SCO. Do batalii o linuxa włączyli się polacy. Firmy CYBER Service oraz IT ZONE wystąpiły z roszczeniami przeciwko SCO Group. Polski oddział SCO odmówił komentarzy. Potem następowały kolejne kroki stanowiące eskalację konfliktu. SCO cofnęło firmie IBM licencję na Uniksa, wykorzystywaną przez IBM m.in. do tworzenia systemu AIX. Zdaniem SCO, niniejszym wszystkie dotychczas sprzedane licencje na systemy AIX tracą ważność. IBM się nie obawia, twierdząc, że wykaże, iż licencje, których udziela na systemy AIX są niepodważalne. Do batalii włączył się Red Hat, wytaczając powództwo przeciwko SCO. Red Hat postanowił doprowadzić do orzeczenia, zgodnie z którym nie narusza on tajemnicy handlowej grupy SCO oraz nie narusza prawa autorskiego do oprogramowania SCO. IBM pozwało SCO. W pozwie stwierdza, że skoro SCO dystrybuowało wersję linuksa na warunkach licencji GPL, nie może twierdzić, że kod ten jest nielegalny. Dodatkowo IBM uważa, że systemy SCO - UnixWare i OpenServer łamią cztery patenty IBM: dotyczące metod kompresji danych, potwierdzenia odbioru przesyłki elektronicznej, nadzorowania komputerów połączonych w klaster i menu opartego o graficzne drzewo. W Niemczech SCO Group zostało ukarane przez sąd grzywną za głoszenie, że kod źródłowy linuksa zawiera rozwiązania naruszające jej własności intelektualne. Zamykając swoją niemiecką witrynę SCO zapomniała usunąć ze swojej witryny sco.de dokument zatytułowany "Letter to SCO's Partners", który zawierał według sądu nieprawdziwe informacje. Stąd grzywna w wysokości 10 tysięcy euro. Trochę zamieszania wywołało oświadczenie SCO, zgodnie z którym wprowadzony przez firmę program licencyjny obejmujący systemy linux dotyczy jedynie korporacji. Małe i średnie przedsiębiorstwa użytkujące linuxa, które nie wniosły z tego tytułu opłat na rzecz SCO, nie muszą obawiać się sądowych pozwów... W listopadzie zaś pojawiły się stanowiska, zgodnie z którymi SCO ma zamiar skarżyć użytkowników. Kolejnym wielkim przeciwnikiem SCO jest Google. Zdaniem SCO Google nie płaci firmie (należnych wedle SCO) opłat licencyjnych za korzystanie z linuxa... Jak na razie trwają procesy z IBM, batalia z Novellem... Wielu uważa, że SCO pozywa gigantów, żeby się lepiej sprzedać. Ciąg dalszy nastąpi.
BIP i fikcja prawna
W dniu 1 stycznia 2002 roku weszła w życie ustawa z 6 września 2001 r. o dostępie do informacji publicznej (Dz. U. nr 112, poz. 1198), zobowiązująca m.in. organy władzy publicznej do udostępniania wszystkim zainteresowanym dokumentów i innych źródeł informacji publicznej. Pierwsze obowiązki udostępniania informacji w specjalnie przygotowanych do tego celu serwisach internetowych miały powstać w lipcu 2003 roku. Uważni obserwatorzy strony głównej BIP dostrzegali wiele zmian, jakie z biegiem czasu następowały na witrynie. Ogólnie można jednak śmiało stwierdzić, że BIP nie spełnia wymagań dedykowanego rozporządzenia. Ale jest jeszcze gorzej - serwis internetowy BIP nie spełnia również podstawowych standarwów tworzenia serwisów internetowych W3C. Nastał 1 lipca. Jednym z poprawnie wstawionych znaczników meta było "author" content="Internet Contact SA". Cóż. Rozporządzenie Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji z dnia 17 maja 2002 r. w sprawie Biuletynu Informacji Publicznej jest napisane tragicznie. Brak również świadomości obowiązków wśród podmiotów zobowiązanych do posiadania BIP. Efekt jest taki, że nawet teraz wiele podmiotów nie dysponuje swoimi stronami, ewentualnie prezentuje tam informacje niezgodnie z ustawą. Na rynku pojawiły się aplikacje, które miały pomóc zobowiązanym do utrzymania stron, również specjalne oferty hostingu. Niestety aplikacje te również nie spełniaja nawet podstawowych standardów tworzenia zasobów w Internecie. Pojawiła się interesująca kwestia. Oto Sejm i Senat RP nie są zobligowane do posiadania BIP, gdyż w ich przypadku tryb udzielania informacji publicznej określają regulaminy, a te nie zostały zmienione. Nie znalazłem powodów, dla których Prezydent RP swojego Biuletynu Informacji Publicznej nie posiada. Być może w swoim czasie się dowiem. Jak na razie - uważam, że realizowanie prawa dostępu obywateli do informacji publicznej poprzez zintegrowany system internetowy to czysta fikcja "prawna".
Żywe przepisy, martwa praktyka?
W dniu 25 września 2003 weszły w życie znowelizowane przepisy Kodeksu cywilnego. Do wartych odnotowania zmian w tym podstawowym polskim akcie normatywnym zaliczyłbym zmianę brzmienia art. 61 dotyczącego oświadczenia woli: Oświadczenie woli wyrażone w postaci elektronicznej jest złożone innej osobie z chwilą, gdy wprowadzono je do środka komunikacji elektronicznej w taki sposób, żeby osoba ta mogła zapoznać się z jego treścią (art. 61 § 2 kc). Zmieniają się również przepisy ogólne dotyczące zawarcia umowy, w tym dodano art. 661, którego § 1 brzmi: Oferta złożona w postaci elektronicznej wiąże składającego, jeżeli druga strona niezwłocznie potwierdzi jej otrzymanie, Zmieniono również inne przepisy dotyczące składania oferty w postaci elektronicznej. Poprawiono również art. 78 § 2; nowe brzmienie: Oświadczenie woli złożone w postaci elektronicznej opatrzone bezpiecznym podpisem elektronicznym weryfikowanym przy pomocy ważnego kwalifikowanego certyfikatu jest równoważne z oświadczeniem woli złożonym w formie pisemnej. W dniu 1 października weszła w życie nowelizacja ustawy Prawo telekomunikacyjne. Zmieniło się min. brzmienie art. 2, zawierającego podstawowe definicje prawa telekomunikacyjnego (które są istotne również ze względu na interpretacje niektórych innych ustaw, w szczególności ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną...). Założeniem nowelizacji było doprowadzenie do zgodności przepisów Prawa telekomunikacyjnego z uregulowaniami unijnymi, w szczególności w zakresie definicji usługi powszechnej, warunków świadczenia usług powszechnych, przenoszalności numerów, wyboru operatora świadczącego usługi, dostępu do pętli abonenckiej... W dniu 11 października weszła w życie ustawa o elektronicznych instrumentach płatniczych. Reguluje ona kwestie związane z obrotem bezgotówkowym oraz wprowadza przepisy dotyczące posługiwania się kartami płatniczymi. Nowe przepisy ograniczają odpowiedzialność konsumenta w razie kradzieży lub zgubienia karty do równowartości 150 euro. W przypadku zastrzeżenia karty za operacje dokonywane przez osoby trzecie odpowiada bank. W lipcu Minister Sprawiedliwości Grzegorz Kurczuk otworzył w Górze Kalwarii koło Warszawy Ośrodek Migracyjny Ksiąg Wieczystych. W tym miejscu księgi wieczyste przerabiane będą na wersję elektroniczną. W październiku zaś weszły w życie rozporządzenia Ministra umożliwiające uruchomienie nowego systemu komputerowych ksiąg wieczystych. Był to warunkiem uruchomienia pierwszych wirtualne ksiąg, na początek w: Warszawie, Płocku, Olsztynie, Bytomiu oraz Wejherowie. Na większą skalę elektroniczne księgi pojawią się dopiero na początku roku 2004. Podstawą stworzenia systemu komputerowego ksiąg dała ustawa z dnia 14 lutego 2003 r. o przenoszeniu treści księgi wieczystej do struktury księgi wieczystej prowadzonej w systemie informatycznym (Dz. U. nr 42, poz. 363), która weszła w życie 1 lipca.
Jak przylepić znaczek?
W Dzienniku Ustaw nr 143 (poz. 1392) można znaleźć Rozporządzenie Ministra Finansów z dnia 11 sierpnia 2003 roku zmieniające rozporządzenie w sprawie sposobu pobierania, zapłaty i zwrotu opłaty skarbowej oraz sposobu prowadzenia rejestrów tej opłaty. Wspomnianym rozporządzeniem dodano zapis, wedle którego: "Znaki opłaty skarbowej od podania i dołączonych załączników nakleja się na podaniu albo na protokole stwierdzającym wniesienie podania, albo na wydruku komputerowym podania wniesionego za pomocą poczty elektronicznej. Jeżeli załączniki są składane w terminie późniejszym niż podanie, znaki opłaty skarbowej należnej od załączników nakleja się na załącznikach". I dalej "Jeżeli opłata skarbowa od podania i dołączonych załączników została zapłacona gotówką lub bezgotówkowo, na podaniu albo na protokole stwierdzającym wniesienie podania, albo na wydruku komputerowym podania wniesionego za pomocą poczty elektronicznej zamieszcza się adnotację, w której stwierdza się wysokość i datę wpłaty oraz numer pokwitowania lub numer rachunku bankowego właściwego urzędu gminy (miasta). Odpis dowodu wpłaty lub wydruk komputerowy dowodu wpłaty w formie elektronicznej dołącza się do akt sprawy". Zatem jak przylepić znaczek skarbowy elektronicznie? Bez komentarza.
W styczniu sąd federalny (USA) nakazał firmie Verizon Communications ujawnienie danych użytkowników podejrzewanych o nielegalne udostępnianie plików muzycznych w sieci peer-to-peer. Przemysł muzyczny wygrał kolejną bitwę. Podstawą decyzji były zapisy Digital Millennium Copyright Act (DMCA). W związku z zarządzeniem: firma ma przekazać Recording Industry Association of America (RIAA) dane użytkowników Kazaa. Zdaniem Verizon Communications oraz grup walczących o swobody obywatelskie - zapisy DMCA nie chronią w dostateczny sposób prywatności w Sieci i nie powinny być stosowane do tego typu spraw. Verizon ogłosiło zamiar złożenia apelacji. W równoległej sprawie sędzia orzekł, że pozwalanie użytkownikom na pobieranie z Sieci plików muzycznych oraz następnie umożliwienie im wypalania ich na płytach CD stanowić może naruszenie prawa autorskiego. Sprawa dotyczy sieci kawiarni internetowych EasyInternet. W ten sposób zbliżyło zakończenie procesu, który trwa w Wielkiej Brytanii od 18 miesięcy. Firma ogłosiła jednak, że zamierza wnieść apelację od tego wyroku. W Polsce sejmowe komisje kultury i zagraniczna opowiedziały się za ratyfikacją traktatu WIPO, którą następnie uchwalił Sejm w postaci projektu ustawy o ratyfikacji Traktatu WIPO o prawie autorskim, sporządzonego w Genewie dnia 20 grudnia 1996 r. Traktat WIPO obejmuje swą ochroną autorów dzieł literackich i artystycznych. Przedmiotem traktatu są utwory objęte ochroną przez Konwencję Berneńską oraz programy komputerowe i bazy danych. Traktat uzupełnia regulacje Konwencji Berneńskiej o m.in. uprawnienia majątkowe w zakresie prawa dystrybucji, prawa najmu, prawa rozpowszechniania za pomocą środków przewodowych i bezprzewodowych, ograniczenia i wyłączenia ochrony, usuwania informacji o zarządzaniu prawami, dochodzenia i egzekwowania praw. Za Sejmem poszedł Senat, który przyjął projekt bez poprawek. Tym czasem na świecie: firmy Grokster oraz StreamCast (operator serwisu Morpheus) nie mogą być sądzone za to, że użytkownicy udostępnianych przez nie programów naruszają prawa autorskie, kopiując pliki muzyczne i filmowe. Sędzia uzasadnił wyrok, tłumacząc, że przecież nikt nie oskarża o nielegalne kopiowanie filmów producentów magnetowidów. Przedstawiciele RIAA zapowiedzieli złożenie apelacji oraz pozywanie do sądu indywidualnych, ich zdaniem nielegalnie ściągających pliki, internautów. Zaczęła się gra podjazdowa. RIAA rozesłało listy ostrzegawcze do kilku osób, podejrzewanych o nielegalne udostępnienie w sieciach P2P ogromnych ilości plików muzycznych. Domaga się w nich natychmiastowego zaprzestania niezgodnych z prawem działań. Jednym z nich jest klient firmy Verizon, którego tożsamość została ujawniona stowarzyszeniu po kilkutygodniowej batalii prawnej RIAA na mocy wyroku sądu. Zresztą RIAA rozpoczęło rozsyłanie do innych amerykańskich dostawców usług internetowych pism, w których domaga się ujawnienia personaliów kilkuset internautów, nielegalnie ich zdaniem kopiujących pliki MP3 za pośrednictwem sieci P2P... W Europie strach padł na internautów w związku z propozycją nowej dyrektywy (Proposal for a Directive of The European Parliament and The Council on measures and procedures to ensure the enforcement of intellectual property rights). Zdaniem komentatorów regulacja może mieć fatalnie skutki dla indywidualnych konsumentów oraz małych firm, a dla ogromnych koncernów może okazać się sposobem na duże pieniądze. "W jej myśl użytkownicy sieci P2P są przestępcami, a dostawcy usług internetowych mają obowiązek ujawniania ich danych osobowych władzom". Międzynarodowa koalicja składająca się z 32 organizacji zajmujących się prawami człowieka i obywatela wysała petycję do władz Unii Europejskiej, w której apeluje o niewprowadzanie w życie projektu. Ich zdaniem propozycje godzą w podstawowe wolności jednostek. Wracając do USA: niezadowolona z kwietniowego wyroku w sprawie Grokster RIAA postanowiła się od niego odwołać. W kolejnych pozwach przeciwko indywidualnym użytkownikom Sieci dochodzi do absurdów. Siedemdziesięciojednoletni Durwood Pickle został pozwany (podobnie jak ponad 250 innych amerykanów) przez RIAA. Stowarzyszenie zarzuciło mu naruszenie prawa autorskiego przez kopiowanie chronionych prawem utworów z Internetu. Zdaniem samego Pickle'a - nie jest on typem komputerowca. Nie może ponosić odpowiedzialności za to, co robią jego wnuki, gdy go odwiedzają... Przedstawione pozwy sądowe są pierwszymi, które RIAA zaadresowała do indywidualnych użytkowników sieci P2P po długiej kampanii wyszukiwania za pośrednictwem dostawców internetowych nazwisk osób korzystających z sieci. Polityka była prosta. Nastraszyć, pozwać, zaproponować ugodę. We wrześniu RIAA poinformowała o zawarciu ugody z pierwszym z użytkowników sieci P2P, pozwanych za nielegalna kopiowanie muzyki. Osobą, która kopiowała pliki okazała się dwunastoletnia Brianna Lahara. Jak wynika z ugody: jej matka zapłaci stowarzyszeniu 2 tys. dolarów, a przedstawiciele RIAA odstąpią od zarzutów. Jednocześnie RIAA ogłosiło "amnestię" (polegającą m.in. na tym, że trzeba sie zgłosić do stowarzyszenia). Zdaniem oponentów tego typu ogłoszenie stanowi nieuczciwą praktykę biznesową. Stowarzysznie zostało pozwane, zaś wedle pozwu: "amnestia ma zmierzać do tego, by użytkownicy przyznali się do popełnienia przestępstwa, mimo że nie ma ku temu żadnych podstaw prawnych...". EFF twierdzi, że skorzystanie z tzw. amnestii nie daje pewności, że użytkownicy nie staną przed sądem. W Europie przesunięto głosowanie nad propozycją dyrektywy, a gdy już miał się zająć nią Parlament Europejski okazało się, że służby translatorskie nie zdążyły przygotować tłumaczenia dokumentów na wszystkie oficjalne języki Uniii... Godzinę przed posiedzeniem dostarczono 159 stronicowy dokument jedynie w językach angielskim, greckim i duńskim. Prace nad dyrektywą związane są z pracami nad dyrektywą dopuszczającą możliwość opatentowania programów komputerowych... W USA kolejni dostawcy usług odmawiają przekazania danych identyfikujących użytkowników, podejrzewanych przez RIAA o naruszanie praw autorskich w Sieci p2p. SBC Communications twierdzi, że będzie walczyć o każdego swojego użytkownika i będzie odmawiać udzielania takich danych, aż sąd im powie, że ich postawa jest sprzeczna z prawem. Podobnie postąpiła firma Charter Communications. RIAA nie próżnuje i przygotowuje się do pozwania kolejnej grupy, tym razem dwustuczterech, użytkowników P2P. Tym jednak razem stowarzyszenie przed pozwem rozesłało do nich listy z propozycją ugody. Adresaci mają 10 dni na zawarcie porozumienia. Do grupy niepokronych dostawców dołaczył sie Pacific Bell, który sprzeciwił się stowarzyszeniu RIAA nieudostępniając danych swoich klientów. RIAA nadal pozywa. W trzeciej fali kolejne 41 osób...Tym czasem w dalekiej Kanadzie Kanadyjska Rada Praw Autorskich orzekła, że pobieranie plików (nawet tych chronionych prawem autorskim) z sieci P2P jest legalne i nie można zabraniać tego tamtejszym internautom. Z takim postawieniem sprawy absolutnie nie zgadza się stowarzyszenie Canadian Recording Industry Association. Sytuacja w USA ma wpływ na Europę. To Europejczycy obecnie najczęściej korzystają z technologii P2P. Zgodnie z raportem Nielsen/NetRatings 9,35 miliona europejczyków używa programu Kazaa, podczas gdy w tym samym czasie (w październiku) z tego oprogramowania korzystało jedynie 8,24 miliona amerykanów. Tym czasem IFPI ostrzega, że europejczycy mogą spotkać się z podobnymi jak w Stanach restrykcjami prawnymi. Pierwsze mają się zacząć w 2004 roku. Pod koniec grudnia miały miejsce dwa orzeczenia, które stawiają pod znakiem zapytania dotychczasowe akcje przemysłu muzycznego. Oto holenderski Sąd Najwyższy orzekł, że operator sieci Kazaa nie może odpowiadać za to, że użytkownicy tejże sieci łamią prawo, wymieniając się nielegalnymi filmami, muzyką i oprogramowaniem. Jednocześnie w USA federalny sąd apelacyjny odrzucił zabiegi przemysłu muzycznego, usiłującego zmusić dostawców usług internetowych w USA do ujawnienia nazwisk abonentów, podejrzanych o nielegalną wymianę nagrań w Internecie. Orzeczenie sądu apelacyjnego Dystryktu Kolumbia obala decyzję sędziego sądu niższej instancji, który nakazał firmie Verizon Communications Inc. ujawnienie takich nazwisk. Sędziowie sądu apelacyjnego wyrazili opinię, że argumenty przemysłu muzycznego, reprezentowanego przez RIAA, "graniczą z głupotą".
We wrześniu Sąd Apelacyjny w Poznaniu odrzucił apelację i utrzymał wyrok sądu pierwszej instancji w mocy. Chodzi o sprawę Marzenna Kielan v. Krzysztof Kaźmierczak, o naruszenie praw autorskich (w oparciu o art. 78.1 Ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych) przez publikowanie tekstów powódki na stronie Malawi.pl. W sierpniu zeszłego roku sąd pierwszej instancji ogłosił wyrok w tej sprawie. Wówczas sąd nakazał usunąć sporne artykuły, opowiadania oraz tłumaczenia powódki oraz nakazał pozwanemu przeprosić ją publicznie w Internecie (na grupach dyskusyjnych pl.rec.akwarium, natura.akwarium, natura.ogłoszenia i natura.hydepark). Sąd stwierdził w wyroku, że prawa autorskie powódki zostały pogwałcone i że jako autor ma ona prawo chronić swoje prace w wybrany przez nią sposób. Pozwany ma zapłacić na rzecz powódki 1800 zł. tytułem zwrotu kosztów sądowych. Pozwany złożył apelację. Rozprawa odbyła się 10 września, stanowisko sądu ogłoszono dwa tygodnie później. To pierwszy tego typu orzeczenie jakie wydał sąd apelacyjny w oparciu o prawo polskie, w którym mowa jest o naruszenia prawa autorskiego w Internecie. Jak wspomniano: sąd apelacyjny podtrzymał wyrok pierwszej instancji i nakazał pozwanemu umieścić na okres dwóch miesięcy na wybranych stronach tekst przeprosin oraz wysłanie ich na grupy dyskusyjne...
Na froncie DVD
O tej sprawie również informowałem w poprzednim podsumowaniu roku. Efektem działań przeciwko Jonowi Johansenowi było to, że sąd w Oslo oczyścił go ze wszystkich zarzutów. Sąd uznał, że złamanie kodu zabezpieczającego w celu prywatnego korzystania z płyt DVD nie jest sprzeczne z prawem. "To tak jak z kopiowaniem kaset video w domu - legalne jest kopiowanie legalnie posiadanej kasety". Również Jon kopiował jedynie legalnie posiadane płyty DVD, ale by je obejrzeć czy skopiować musiał napisać specjalny program DeCSS, gdyż pod posiadanym przez niego systemem operacyjnym (linux) nie istniało stosowne oprogramowanie służące do tego celu. Od wyroku uniewinniającego dziewiętnastoletniego Jona Lecha Johansena postanowiła odwołać się grupa ds. przestępczości w "białych kołnierzykach" o nazawie Okokrim, która uważa, że jednak doszło do naruszenia prawa autorskiego przez stworzenie, dystrybucję oraz korzystanie z algorytmu dekodującego płyty DVD. W efekcie to prokuratura złożyła apelację od wyroku w sprawie DVD Jona. Jon Johansen, Norweg, który w wieku 15 lat zdołał obejść zabezpieczenia płyt DVD, po raz kolejny stanął przed sądem. W USA prokurator stanu Kalifornia, Bill Lockyer, nazwał program DeCSS "narzędziem włamywaczy i złodziei!". Wystąpienie Lockyera było częścią przesłuchań w innej sprawie: DVD Copy Control Association vs. Andrew Bunner - DVD CCA zarzuca Bunnerowi, że popełnił przestępstwo rozpowszechniając ów kod. W tej sprawie stanowy Sąd Najwyższy stanu California stwierdził, że nakaz usunięcia odnośników do kodu umożliwiającego przełamania zabezpieczeń DVD (DeCSS) nie narusza wolności słowa przewidzianej w amerykańskiej konstytucji. Sprawą znów będzie się zajmował sąd niższej instancji... Sprawę można postrzegać jako dotyczącą ujawnienia tajemnicy przedsiębiorstwa i w tym kontekście należy się zastanowić: czy jest tajemnicą coś, co wszyscy mogą poznać? Rozpoczyna się apelacja w sprawie Jona. Podobnie jak poprzednim razem - DVD Jon został uznany niewinnym, a ściślej - sąd apelacyjny podtrzymał wyrok sądu niższej instancji. Werdykt był oczekiwany w styczniu roku 2004, jednak został ogłoszony pod koniec grudnia. Finałem sprawy (jak się wydaje) jest stanowisko sądu, zgodnie z którym, obecnie dwudziestoletni Jon Lech Johansen, nie zrobił nic nieleglanego gdy opublikował swój DeCSS w Internecie w roku 1999.
Patenty nie oszczędzają wielkich
Wszystko zaczęło się od wyroku sądu, zgodnie z którym firma Microsoft naruszyła przysługujący firmie Eolas Technologies oraz University of California patent (numer 5,838,906). Sąd zdecydował, że Microsoft zapłaci na ich rzecz rekordowe odszkodowanie w wysokości 521 mln dolarów. Patent chroni technologię umożliwiającą automatyczne uruchamianie zewnętrznych aplikacji oraz przeglądanie zewnętrznych obiektów wewnątrz stron internetowych ("hypermedia document"). Twórcy serwisów internetowych zamarli oczekując stanowiska Microsoftu, w którym wskaże kierunki rozwoju swojej przeglądarki internetowej w związku z tym wyrokiem. Jednocześnie W3C powołało grupę roboczą, której zadaniem było przyjrzenie się rekomendacjom konsorcjum dotyczącym języka HTML. To również miało związek z niedawnym orzeczeniem sądu. W październiku przewodniczący konsorcjum W3C zwrócił się do amerykańskiego regulatora z apelem o unieważnienie spornego patentu. Władze Amerykańskiego Urzędu Patentowego postanowiły zbadać go raz jeszcze... Czy możliwość patentowania metod biznesowych lub algorytmów oraz programów komputerowych może dotknąć największych graczy na rynku?
Konsumenci a witryny
Niejasne oznaczenia cenowe, brak informacji o pełnych kosztach usług, niezabezpieczanie danych osobowych klientów - to tylko kilka uwag, jakie pod adresem przedsiębiorców oferujących w Internecie usługi turystyczne ma Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów. W połowie lutego pracownicy UOKiK przeprowadzili akcję przeszukiwania Internetu. Przeglądali strony poświęcone usługom turystycznym. Akcja miała charakter międzynarodowy i była wspólnym przedsięwzięciem prowadzonym przez instytucje będące członkami Międzynarodowej Sieci Ochrony i Egzekwowania Praw Konsumenckich (International Consumer Protection and Enforcement Network). Wg UOKiK, okazało się, że niemal żadna ze skontrolowanych firm nie zabezpieczała danych osobowych klientów przy internetowym składaniu zamówień. Rzadziej spotykanym uchybieniem jest brak pełnej informacji o danych adresowych przedsiębiorcy, ewentualnie informacji o siedzibie lub oddziale, nie mówiąc już o wymogach ustawy Prawo o działalności gospodarczej (zgodnie z art. 12, jeżeli przedsiębiorca oferuje towary lub usługi w sprzedaży za pośrednictwem środków sieci informatycznych, jest obowiązany do podania w ofercie co najmniej następujących danych: oznaczenia przedsiębiorcy, numeru, pod którym przedsiębiorca wpisany jest do rejestru przedsiębiorców, wraz z oznaczeniem sądu rejestrowego, siedziby i adresu przedsiębiorcy). W europie raport publikuje IWD Market Research Institute. Wynika z niego, że operatorzy europejskich witryn internetowych wciąż nie w pełni dostosowali się do dyrektyw Unii Europejskiej, nakazujących umieszczanie na stronach WWW informacji o polityce prywatności oraz (w przypadku witryn firm działających w Sieci) zasadach rezygnacji z zamówień. W Niemczech Regionalny Sąd we Frankfurcie wydał orzeczenie, zgodnie z którym, serwisy internetowe mające siedzibę poza granicami Niemiec, a które świadczą usługi niemieckim obywatelom w tym kraju, są zobowiązane do publikowania na swoich stronach internetowych danych rejestrowych (łącznie z numerem pod jakim zostały zarejestrowane w kraju gdzie mają swoją siedzibę). Jeśli takie dane nie będą publikowane - będzie to naruszeniem niemieckiego prawa konkurencji, a także niemieckiej ustawy o teleserwisach. Dyskusja o prawach konsumenta była podstawą orzeczenia wydanego przez Sąd Ochrony Konkurencji i Konsumentów w Polsce. Klient powinien mieć możliwość wycofania się z umowy zawartej na odległość także po upływie 10 dni. Wówczas jednak druga strona może domagać się od niego zapłaty kary umownej - orzekł. Zgodnie z orzeczeniem: ustawa o ochronie niektórych praw konsumentów gwarantuje uprawnienia do rezygnacji z umów zawartych na odległość (w tym przez Internet) w terminie 10 dni. Komisja Europejska zaproponowała nową dyrektywę dotyczącą nieuczciwych praktyk w relacji przedsiębiorca - konsument, mających miejsce w Internecie (Proposal for a Directive of the European Parliament and of The Council concerning unfair business-to-consumer commercial practices in the internal market). Projekt ma również zmieniać dyrektywy 84/450/EEC, 97/7/EC oraz 98/27/EC (Dyrektywa o nieuczciwych praktykach rynkowych). Polska, sygnalizowana wyżej dyskusja doprowadziła do nowelizacji ustawy o ochronie niektórych praw konsumentów oraz o odpowiedzialności za szkodę wyrządzoną przez produkt niebezpieczny. Ustawa została znowelizowana 19 września 2003 r., a nowela weszła w życie w dniu 6 grudnia. Zgodnie z nowym brzemieniem art. 7 ust. 1: "konsument, który zawarł umowę na odległość, może od niej odstąpić bez podania przyczyny, składając stosowne oświadczenie na piśmie w terminie dziesięciu dni od zawarcia umowy. Do zachowania tego terminu wystarczy wysłanie oświadczenie oświadczenia przed jego terminem". W takim przypadku "umowa jest uważana za niezawartą, a konsument jest zwolniony z wszelkich zobowiązań. To co strony świadczyły, ulega zwrotowi w stanie niezmienionym, chyba że zmiana była konieczna w ramach zwykłego zarządu. Zwrot powinien nastąpić niezwłocznie, nie później niż w terminie 14 dni. Jeśli konsument dokonał jakichkolwiek przedpłat, należą się od nich odsetki ustawowe od daty dokonania przedpłaty" - zmieniono również ust. 3. Analogicznie zmieniono art. 2 ust. 1 i 3 - dotyczący umowy zawartej poza lokalem przedsiębiorstwa...
Halo? Z kim się połączyłem?
Niemieckie Ministerstwo Gospodarki (Bundesministerium für Wirtschaft und Arbeit) opublikowało regulacje nakazującą producentom oprogramowania tego typu rejestrację w urzędzie regulacyjnym Die Regulierungsbehörde. Za niezarejestrowanie numeru dialerów grozi kara 1000 euro, a numery będą blokowane. W minionym roku sporo mówiło sie o dialerach i połączeniach internetowych na numery 0700 równiez w Polsce. Rzecznik konsumentów zawiadomił gorzowską prokuraturę o popełnieniu przestępstwa komputerowego. Sprawa dotyczy "surfowania" w Internecie za pośrednictwem dialerów. Wymiar sprawiedliwości dostrzegł, że programy tego typu zmieniają numer dostępowy do Sieci na 0 700... Najwyższy znany mi rachunek jaki z tego powodu został zareklamowany sięgał 18 tysięcy złotych. Problem jest ogólnopolski. Gorzowski rzecznik konsumentów uważa, że z punktu widzenia Kodeksu karnego jest to przestępstwo, określane jako oszustwo komputerowe: "Kto w celu osiągnięcia korzyści majątkowej lub wyrządzenia innej osobie szkody, bez upoważnienia wpływa na automatyczne przetwarzanie, gromadzenie lub przesyłanie informacji lub zmienia, usuwa albo wprowadza nowy zapis na komputerowym nośniku informacji, podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5. Prokuratura Rejonowa w Brzesku (Małopolska) prowadzi dochodzenie w sprawie wyłudzenia pieniędzy przez połączenie komputera poszkodowanej z płatnymi witrynami internetowymi. Postępowanie dotyczy wyłudzenia kwoty 3 tys. zł na szkodę mieszkanki Brzeska przez wprowadzenie, bez jej wiedzy i upoważnienia, na dysk twardy jej komputera nowego zapisu, służącego automatycznemu łączeniu komputera z płatnymi witrynami www. Prokuratura prowadzi postepowanie w kontekscie tego samego art. 287 kk, dotyczącego usuwania lub wprowadzania nowego zapisu na komputerowym nośniku informacji bez upoważnienia i w celu osiągnięcia korzyści majątkowej. Postępowanie dotyczy również wyłudzenia kwoty 3 tys. zł na szkodę mieszkanki Brzeska, za pomocą dialera. Te niepokojące doniesienia doprowadziły do tego, że w maju Urząd Regulacji Telekomunikacji i Poczty rozpoczął kontrolę zasad i warunków udostępniania przez Telekomunikację Polską numerów zaczynających się na 0-700. Powodem były liczne skargi. "Z uwagi na złożony charakter zagadnienia, kluczowe znaczenie może mieć także przeprowadzona przez UOKiK kontrola przestrzegania przepisów dotyczących ochrony konsumentów, przez firmy dzierżawiące od TP S.A. numery 0-700" - czytamy w uzasadnieniu. Po wszczęciu przez Urząd Regulacji Telekomunikacji i Poczty postępowanie administracyjnego, które miało określić zakres naruszeń prawa telekomunikacyjnego przez TP S.A. w związku ze świadczeniem usług audioteksowych z wykorzystaniem numerów 0-700/701 prasa podała następującą informację: "Telekomunikacja Polska nie chroni dostatecznie abonentów przed nadużyciami firm oferujących w Internecie usługi rozrywkowe pod nr 0- 700... - twierdzi Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów". Na stronach Ministerstwa Infrastruktury można było przeczytać: "Analiza umów, zawartych przez TP S.A. z wytwórcami treści audioteksowych z wykorzystaniem numerów 0-700 i 0-701, jednoznacznie wskazuje, że podmiotem świadczącym te usługi w stosunku do abonentów i ponoszącym wobec nich odpowiedzialność jest TP S.A. Tym samym podnoszona przez TP S.A. teza, że odpowiedzialność wobec abonentów ponoszą wytwórcy treści, jest nieuzasadniona". TP S.A. zorganizowała konkurs na antydialer. I znów Sieć obiegła niepokojąca informacja: SSAntyDialer - zwycięski program, który miał stać się oficjalnym i sprawdzonym narzędziem napisany został w środowisku programistycznym DELPHI. Cóż z tego wynika? Regulamin konkursu nakazywał autorom programów antydialerowych stworzenie aplikacji "wolnych od wad prawnych". W kodzie zwycięskiego programu można było znaleźć jednak informację, że aplikacja wykorzystuje niezarejestrowany BusinessSkinFormVCL (jeden z pakietów autorstwa Almediadev). Aplikacja wykorzystująca komponent, uruchomiona bez obecności środowiska DELPHI powinna w pierwszej kolejności uruchomić NagScreen (komunikat, że aplikacja używa niezarejestrowanego komponentu). W kodzie SSAntyDialera procedura została wyłączona... "Czyżby autorzy programu antydialerowego napisanego dla Telekomunikacji użyli pirackiej/spatchowanej wersji komponentów?" - pyta "zanies" - autor analizy. Stanowisko TP S.A. w tej sprawie, wypowiedziane ustami Barbary Górskiej, jej rzecznika , jest następujące: "Komponent firmy Almediadev nie jest używany w programie. Był on elementem wersji testowej i przez nieuwagę odwołanie do niego nie zostało usunięte z wersji ostatecznej programu. Najnowsza wersja programu nie zawiera już tego błędu". Jednocześnie rozpoczęły się prace nad samoregulacją operatorów - mają powstać jednolite Zasady postępowania dla dostawców usług o podwyższonej płatności typu 0-70x, które będą obowiązywały wszystkich graczy na polskim rynku.
Anonse i dobra osobiste
Prezes Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich Krystyna Mokrosińska domaga się od Wirtualnej Polski przeprosin i 15 tys. zł na cel społeczny. Jej zdaniem WP zamieściła pozwalające na identyfikację obrażające prezes SDP anonse towarzyskie. Mokrosińska twierdzi, że portal WP, zamieszczając ogłoszenia, których dziennikarka nie była autorem, zawierające obsceniczne opisy, jej nazwisko i numer służbowego telefonu komórkowego, naruszyła jej dobra osobiste, godność, cześć i dobre imię. Mogła narazić na utratę zaufania potrzebnego do piastowania stanowiska prezesa SDP. Pozew w tej sprawie trafił do sądu w Gdańsku. Zdaniem pełnomocnika powódki "Wirtualna Polska powinna skontrolować treść anonsu i upewnić się, czy osoba wskazana z imienia i nazwiska oraz z telefonu rzeczywiście takie ogłoszenie zamieściła". Ogłoszenia sugerujące niedwuznaczne zachowania seksualne powódki pojawiły się 26 i 27 października 2002 r. W jednym z nich napisano m.in. "Zadzwoń do mnie. Oferuję wesoły seks bez zahamowań". Pokrzywdzona i Zarząd SDP złożyli również doniesienia do prokuratury. Prokuratura Rejonowa Warszawa-Żoliborz 23 stycznia 2003 r. wszczęła dochodzenie. Policja ustala nadawcę ogłoszenia. WP poinformowała Generalnego Inspektora Danych Osobowych, że ma dane osobowe użytkownika o loginie bartex07, który miał zamieścić ogłoszenia na jej stronach. Grozi mu kara do 2 lat więzienia. Jednak w kwietniu okazało się, że Sąd Okręgowy w Gdańsku zawiesił proces do czasu rozstrzygnięcia sprawy karnej. Warszawska prokuratura, która prowadzi śledztwo w tej sprawie, nie ustaliła jeszcze autora obraźliwych anonsów. Sprawa przycichła. Jednak zapadł wyrok w innej sprawie. Sąd Rejonowy w Lublinie nie znalazł dowodów, że oskarżony jest autorem matrymonialno-towarzyskiego anonsu zamieszczonego w Internecie. Uniewinniono go, gdyż sędziego zawodowego przegłosowało dwóch ławników. "...Niegdyś byli parą. Po rozstaniu relacje między nimi stały się napięte. Kobieta zorganizowała m.in. wystawę performance, na której upubliczniła jego intymne listy. Kilka tygodni później, październikowego dnia w 2001 r., Mariola W. odebrała ok. 40 telefonów z niewybrednymi propozycjami. Od jednego z dzwoniących dowiedziała się, że na jednym z portali internetowych w rubryce ogłoszeń towarzyskich i matrymonialnych zamieszczono anons, w którym podano jej zastrzeżony numer telefonu komórkowego..." Po półtorarocznym procesie lubelski Sąd Rejonowy uniewinnił mężczyznę, argumentując, że "oskarżenie jest jedynie subiektywną intuicją oskarżycielki, niepopartą konkretnym materiałem dowodowym".
W 2003 roku prawodawcy zajmowali się licznymi projektami nowelizacji obowiązujących aktów prawnych powstały również zupełnie nowe projekty. Ministerstwo Kultury udostępniło na swoich stronach projekt nowelizacji ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych. Wiele kontrowersji wzbudziły propozycje nowego brzmienia art. 20 ustawy, w którym wskazywano komputery osobiste jako przedmioty od których producenci i importerzy mieli odprowadzać specjalne opłaty na rzecz organizacji zbiorowego zarządzania prawami autorskimi. W kolejnej wersji projektu zapis się nie zachował. Wedle innych propozycji: nie wymaga zezwolenia twórcy, przejściowe lub incydentalne zwielokrotnianie utworów, nie mające samodzielnego znaczenia gospodarczego, a stanowiące integralną i podstawową część procesu technologicznego, oraz mające na celu wyłącznie umożliwienie: a) przekazu w systemie teleinformatycznym wśród osób trzecich przez pośrednika, lub b) zgodnego z prawem korzystania. Zgodnie z projektem do programów komputerowych nie stosuje się przepisów projektowanych zapisów dotyczących dozwolonego użytku dla dobra osób niepełnosprawnych, dla celów bezpieczeństwa publicznego lub w celu zapewnienia sprawnego przebiegu lub sprawozdań z procedur administracyjnych, sądowych lub ustawodawczych, oraz w związku z prezentacją lub naprawą sprzętu lub w celu reklamy wystaw publicznych lub publicznej sprzedaży... Kolejny projekt dotyczy nowelizacji ustawy o zmianie ustawy o ochronie danych osobowych. Po konsultacjach ze środowiskiem projektodawca ustawy zrezygnował z rozszerzenia zakresu zbiorów danych mających podlegać rejestracji, Komisję Europejską pracuje nad określeniem zakresu i rodzajów zbiorów danych, które powinny podlegać rejestracji. Ożywioną dyskusję wywołał projekt ustawy o informatyzacji działalności podmiotów realizujących zadania publiczne. Pierwszego kwietnia rozpoczęło działalność Ministerstwo Nauki i Informatyzacji, które ma mieć pieczę nad Strategią Informatyzacji Rzeczpospolitej Polskiej - e-Polska. "Po dziewięciu miesiącach międzyresortowych przepychanek rząd przyjął projekt ustawy o informatyzacji niektórych podmiotów realizujących zadania publiczne" - podała Gazeta Wyborcza. Nad projektem zaczął pracować parlament. Wedle komentarzy - jeśli pomyślnie przejdzie procedurę legislacyjną Minister Nauki i Informatyzacji dostanie do ręki potężną broń i równocześnie stanie się odpowiedzialny za określanie ram prawnych elektronicznego obiegu dokumentów wśród jednostek administracji publicznej. W Sejmie odbyła się pierwsza debata nad projektem, w trakcie której posłowie zdecydowali o przesłaniu go do sejmowej komisji nadzwyczajnej. We wrześniu Sejm powołał komisję nadzwyczajną. W trakcie jej prac poseł Waldemar Pawlak złożył następujący wniosek: "W sprawie czytelności i jawności naszych prac moglibyśmy poprosić nasz Ośrodek Informatyki o przedstawianie na bieżąco prac naszej Komisji, aby uniknąć ewentualnych podejrzeń." Niestety informacje na temat postępu prac na stronach Sejmu ukazują się sporadycznie i z dużym opóźnieniem. Prasa branżowa szeroko rozpisuje się nad założeniami ustawy. Jedynie 4 spośród 13 badanych państw europejskich posiada takie uregulowania prawne. "Celem informatyzacji powinna być nie sama informatyzacja, a udostępnienie usług świadczonych przez administrację publiczną wszystkim obywatelom (m.in. poprzez Internet)". Takie m.in wnioski wynikają z konferencji "Open source w sektorze publicznym - alternatywa czy mrzonka". W sierpniu Rada Ministrów przyjęła projekt ustawy o zmianie ustawy Kodeks karny oraz ustawy Kodeks postępowania karnego. Nowelizacja ustaw ma na celu implementację do prawa polskiego m.in. Konwencji o cyberprzestępczości (podpisanej przez Polskę 28 listopada 2001 r.). Propozycje przewidują wprowadzenie do kk nowego przestępstwa - sabotażu komputerowego (zakłócenia pracy systemu komputerowego). Projekt penalizuje wytwarzanie, pozyskiwanie, zbywanie i udostępnianie innym osobom urządzeń lub programów komputerowych, które mogą służyć do popełnienia przestępstwa przeciwko ochronie informacji. Wyszczególniono rodzaje przestępstw, które można popełnić przy użyciu programów i urządzeń komputerowych. Przewidziano kary za wytwarzanie, pozyskiwanie, zbywanie i udostępnianie innym osobom haseł komputerowych i kodów dostępu. Rozszerzono treść art. 112 kk poprzez objęcie jego zakresem przestępstw popełnionych poza granicami Polski, niezależnie od obywatelstwa sprawcy oraz karalności czynu w miejscu jego popełnienia, o ile na terytorium Polski została w jego wyniku osiągnięta - chociażby pośrednio - korzyść majątkowa. Zaproponowano przywrócenie wyrażeniu "dokument" podłoża przedstawiającego lub zawierającego dane treści, obejmując nim nośniki materialne i niematerialne. Uniknie się w ten sposób (zdaniem projektodawców) wątpliwości interpretacyjnych dotyczących uznania za dokument zapisu naniesionego metodą niekonwencjonalną na podłoże, które nie jest komputerowym nośnikiem informacji, lecz nośnikiem innego rodzaju, ale służącym również gromadzeniu, przetwarzaniu lub przekazywaniu danych informatycznych. Konwencja o cyberprzestępczości nakłada obowiązek zapewnienia możliwości prowadzenia działań m.in. procesowych w odniesieniu systemów komputerowych i przechowywanych w nich informacji. Wprowadzono m.in. przepis, na mocy którego obowiązkiem będzie wydanie sądowi lub prokuratorowi na ich żądanie tzw. bilingów wszystkich przekazów informacji, w tym również korespondencji przesyłanej pocztą elektroniczną. Projekt trafił do Sejmu. Spotkal sie jednak z krytyką, zgodnie z którą nowelizacja nie spełnia wszystkich zaleceń podpisanej przez Polskę konwencji, nie reguluje poprawnie problemu pornografii dziecięcej, zakładania podsłuchów komputerowych a przede wszystkim nie kryminalizuje włamania do systemu jako takiego, jeśli nie będzie ono połączone np. ze skasowaniem danych. Zdaniem prof. Adamskiego: nowelizacja zawiera wiele usterek, które powodują że treść ustawy będzie można w wielu miejscach dość swobodnie interpretować. Na koniec tej części warto również odnotować prace nad nowelizacją ustawy o zamówieniach publicznych. W marcu tygodnik Computerworld przytoczył słowa wiceprezesa Urzędu Zamówień Publicznych, który "zniechęcał do grzebania" w tej nowelizacji. Jednocześnie firmy zrzeszone w Polskiej Izbie Informatyki i Telekomunikacji dostrzegały pilną potrzebę przyspieszenia procesu informatyzacji zamówień publicznych, w szczególności poprzez szersze zastosowanie elektronicznych środków komunikacji. Stosowanie nowych technologii przyczyni się ich zdaniem do przyspieszenia procedur, zwiększenia ich efektywności, a także przejrzystości postępowania o udzielenie zamówienia publicznego. Urząd Zamówień Publicznych rozważa procedurę aukcji elektronicznych dla kontraktów, w których o wyborze wykonawcy decyduje głównie oferowana przez niego cena. Projekt został opracowany pod nazwą Prawo zamówień publicznych. Słowo "internet" (w różnych odmianach) pada w projekcie 11 razy, słowo "elektroniczny" 38 razy - np. tytuł oddziału 7: "Aukcja elektroniczna". W dniu 21 października rząd przyjął opracowany projekt. Zmianę ustawy wymusiła na Polsce Unia Europejska. Dzięki nowym przepisom od 2004 roku będzie można organizować przetargi przez Internet. Jedną z ważniejszych innowacji proponowanych przez nowe przepisy są aukcje internetowe (aukcja elektroniczna), które na razie obejmą zamówienia o równowartości do 60 tys. euro. Wedle rządu: Pilotaż systemu elektronicznych zamówień publicznych wystartuje na początku przyszłego roku. W przyszłym roku finał znajdą również prace nad kolejną nowelizacją Prawa telekomunikacyjnego, a także znajdującej się w Sejmie ustawy o ochronie informacji niejawnych...
VAT na dostęp w Polsce
We wrześniu ogłoszono, że Ministerstwo Finansów planuje podniesienie stawki VAT na usługi internetowe z 7% do 22%. Sprzeciwia się temu Ministerstwo Infrastruktury, które uważa, iż takie plany godzą w rozwój społeczeństwa informacyjnego w Polsce. Politycy włączyli się do dyskusji. Pozostawienia 7 proc. stawki podatku VAT na połączenia z Internetem chce Klub Prawo i Sprawiedliwość. "Utrudnijmy życie urzędnikom, masowo wysyłając maile" - apelują posłowie Platformy Obywatelskiej. Można tylko wierzyć, że że to był nieprzemyślany poryw dobrych chęci, gdyż w przeciwnym razie oznaczałoby to promowanie chuligaństwa sieciowego. Nad nowelizacją pracuje Sejmowa Komisja Finansów Publicznych. Rada Ministrów zapoznała się z propozycjami specjalnie powołanego w tym celu roboczego zespołu. Dla lepszej koordynacji prac, Rada Ministrów uznała za celowe przekształcenie tego zespołu w Zespół Międzyresortowy, powołany zarządzeniem Prezesa Rady Ministrów. W kolejnej odsłonie dowiedzieliśmy się, że Rząd wystąpi na forum UE z inicjatywą zmiany dyrektywy dotyczącej podatku VAT. Chodzi o specjalne traktowanie usług dostępu do Internetu - poinformował w Sejmie minister nauki Michał Kleiber. Unia Europejska, VI dyrektywą Rady UE nr 77/388/EWG z 17 maja 1977 r., która weszła w życie 1 stycznia 1980 r., dokonała określenia zasad kształtowania jednolitej podstawy opodatkowania podatkiem od wartości dodanej (VAT). Załącznik "H" do ww. dyrektywy określa szczegółową listę towarów i usług, w przypadku których kraje członkowskie UE mogą stosować preferencyjne stawki podatku VAT. Na liście tej nie wymieniono ani usług telekomunikacyjnych, ani usług dostępu do Internetu. Jak na razie, aby zapobiec ewentualnym skutkom podwyżki VAT na usługi dostępowe, rząd przyjął propozycje zespołu, by po przystąpieniu do UE zwolniono z VAT polskie placówki edukacyjne. EICTA - europejskie stowarzyszenie firm i instytucji branży teleinformatycznej na spotkaniu w Brukseli z komisją ds. społeczeństwa informacyjnego (DGINFO) - ogłosiła, że zaproponuje podjęcie działań na rzecz obniżenia VAT-u na dostęp do Internetu w Europie, ze szczególnym uwzględnieniem krajów akcesyjnych. W swej argumentacji EICTA posłużyła się przykładem Polski, w której zdaniem autorów propozycji podniesienie podatku VAT z 7 do 22 proc. stanowiłoby poważną przeszkodę w rozwoju np. szerokopasmowych sieci dostępowych. Podczas spotkania Rady Ministrów do Spraw Ekonomicznych i Finansowych Unii Europejskiej minister finansów Andrzej Raczko zgłosił wniosek o zwolnienie usług dostępu do Internetu w całej Unii Europejskiej z opodatkowania podatkiem VAT. A jak będzie? Od maja najprawdopodobniej 22%.
Pod czym by się tu podpisać?
W dniu 1 lutego 2003 w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów w Warszawie odbyła się uroczystość wręczenia premierowi Leszkowi Millerowi pierwszego w Polsce kwalifikowanego certyfikatu klucza publicznego. Certyfikat kwalifikowany nr 1 został wystawiony w dniu 31 stycznia 2003 roku przez Unizeto CERTUM - Centrum Certyfikacji Kwalifikowane, po podpisaniu przez Prezesa Rady Ministrów Leszka Millera i Prezesa Zarządu Unizeto w obecności notariusza umowy o świadczenie kwalifikowanych usług certyfikacyjnych. Jak podaje PAP w lutym: "Premier Leszek Miller podpisał pierwszy w Polsce dokument za pomocą podpisu elektronicznego. Jest to pismo skierowane do Marszałka Sejmu Marka Borowskiego". W jaki sposób została wybrana firma wydająca certyfikat? Po przytoczonych faktach na rynku pojawił się dopiero drugi podmiot mogący świadczyć usługi certyfikacyjne w Polsce: Centrum Certyfikacji Signet. Firmę wpisano do rejestru kwalifikowanych podmiotów świadczących takie usługi. Dopiero teraz jednak Rada Ministrów wydała rozporządzenie dotyczące zasad tworzenia, utrwalania, przechowywania i zabezpieczania dokumentów bankowych sporządzanych na elektronicznych nośnikach informacji, w tym przy zastosowaniu podpisu elektronicznego. Banki miają 6-miesięczny okres vacatio legis na dostosowanie wewnętrznych systemów bankowych do ustawy o podpisie elektronicznym. W czerwcu zaś w Internecie pojawiły sie komentarze, że "wbrew wcześniejszym oczekiwaniom banki nie spieszą się z wprowadzeniem obsługi kwalifikowanego podpisu elektronicznego w kontaktach z klientami". W Rzepie zaś można było przeczytać we wrześniu, że ustawa o podpisie elektronicznym to "kolejny dowód na nieprawidłową implementację dyrektyw Wspólnoty Europejskiej". Na razie Polska nie może za to odpowiedzieć przed Europejskim Trybunałem Sprawiedliwości, niebawem jednak to się zmieni. Wymogi formalne to m.in. obowiązek publikacji oraz odesłania w prawie krajowym do prawa wspólnotowego. Precyzyjność, jasność, kompletność i bezpieczeństwo prawne decydują o spełnieniu wymogów materialnych. "Niestety, w ustawie ani jedne, ani drugie nie wydają się spełnione, co może prowadzić do rozpoczęcia postępowania z art. 226 traktatu ustanawiającego Wspólnotę Europejską (TWE) o naruszenie zobowiązań członkowskich". Konsekwentnie Polska Izba Informatyki i Telekomunikacji uważa, że ustawa o podpisie elektronicznym nie spełnia pokładanych w niej oczekiwań. Zdaniem Izby konieczna jest jej nowelizacja, a także innych aktów prawnych, które przyspieszą stosowanie podpisu elektronicznego. W uwagach przekazanych na ręce posła Henryka Długosza, przewodniczącego podkomisji ds. łączności i nowoczesnych technik informacyjnych, PIIT stwierdza m.in. że nowelizacja ta jest nieodzowna szczególnie w kontekście pełnego otwarcia polskiego rynku na konkurencje z krajów Unii Europejskiej, które nastąpi 1 maja 2004 r
Genewa: szczyt społeczeństwa informacynego
W trakcie Światowego Szczytu ONZ o Społeczeństwie Informacyjnym trwającego od 10 grudnia w Genewie, ponad 16 tys. delegatów z całego świata zastanawiało się m.in. jak zmniejszyć pogłębiającą się "cyfrową przepaść" między bogatymi państwami Północy i biednym Południem? Jak nowe technologie mogą pomóc państwom rozwijającym się? Sporo też miejsca poświećono międzynarodowym regulacjom prawnym Internetu. Sporo wcześniej, w Rezolucji 56/183 z 21 grudnia 2001 roku Zgromadzenie Ogólne ONZ zaaprobowało założenia Światowego Szczytu wypracowane przez Radę Międzynarodowego Związku Telekomunikacyjnego. Honorowy patronat nad Szczytem objął Sekretarz Generalny ONZ Kofi A. Annan. Szczyt Społeczeństwa Informacyjnego odbywa się w dwóch etapach. Pierwszy w roku 2003, drugi odbędzie się w Tunisie w dniach 16 - 18 listopada 2005 roku. Proces przygotowawczy obejmował pracę trzech komitetów przygotowawczych oraz organizację konferencji regionalnych. W trakcie tych spotkań debatowano m.in. nad tym, w jaki sposób zmniejszyć różnice w tworzących się społeczeństwach informacyjnych, omówiono szczegółowo problemy związane z walką ze spamem oraz pornografią. Podczas trzeciej sesji przygotowawczej ochrona Wolnego Oprogramowania została na stałe wpisana do deklaracji przyjętej przez ONZ. Wykorzystanie wolnego oprogramowania i oprogramowania z otwartym kodem źródłowym może stanowić pomost dla zamknięcia luki cyfrowej dzielącej kraje rozwijające się od Pierwszego Świata. Jednak pierwszy etap Szczytu się zakończył. Nie obyło się bez zgrzytów. W czasie przygotowań powstał konflikt, gdy kraje rozwijające się zasugerowały utworzenie międzyrządowego ciała, które miałoby zarządzać Internetem. - Kraje rozwinięte opowiedziały się za tym, by Internet pozostał w rękach pozarządowych. A Polska? Jak powiedział mediom prof. Michał Kleiber, Minister Nauki i Informatyzacji po powrocie z Genewy: "zawstydzająco niski poziom dostępu do Internetu w Polsce wynika z braku wyrażania takiej potrzeby przez społeczeństwo".
Arbitraż domenowy
Centrum Mediacji i Arbitrażu przy Światowej Organizacji Własności Intelektualnej (WIPO) ogłosiło, że będzie rozstrzygać spory dotyczące rejestracji nazw domenowych w domenie .pl pomiędzy stronami mającymi swoją siedzibę lub miejsce zamieszkania poza Polską. WIPO wyraziła oficjalną zgodę na współpracę z NASK i na umieszczenie swojego logo na stronie internetowej polskiego arbitrażu. Prace polskiego Sądu Polubownego ds. Domen Internetowych rozpoczęły się oficjalnie pod koniec stycznia. Sąd powstał przy Polskiej Izbie Informatyki i Telekomunikacji. Zapadły już pierwsze wyroki. Czekamy na ich upublicznienie (o ile to okaże się możliwe ze względów proceduralnych).
Piotr Waglowski, VaGla.pl
Artykuł powstał na podstawie Kroniki Wydarzeń serwisu VaGla.pl Prawo i Internet, dostępnej pod adresem http://www.vagla.pl
« Atak na gazetę? | 2002, coś drgnęło w Polsce »
Teraz korporacje...