Source: http://prawo.vagla.pl/node/8374
Timestamp: 2018-09-20 05:47:38+00:00
Document Index: 67285559

Matched Legal Cases: ['art. 115', 'art. 79', 'art. 1', 'art. 23', 'art. 23', 'art. 110']

Ile redakcje/wydawcy powinni płacić za wypowiedź, albo za udział w programach? | prawo | VaGla.pl Prawo i Internet
Dziś w TOK FM, w audycji "Komentarze Radia TOK FM", rozmawiałem z p. Mikołajem Lizutem na temat prawa autorskiego, a pretekstem była niedawna ugody między Google a Gildią Autorów (por. Przegląd wydarzeń - proces TPB, ugoda Google Book, pytania prejudycjalne o internetowy clipping...). Moim zdaniem ugoda w amerykańskiej sprawie The Authors Guild, Inc. i inni przeciw Google Inc., Nr sprawy 05 CV 8136 (S.D.N.Y.) oznacza tyle, że jak ktoś jest dostatecznie silny (ekonomicznie), to nie musi się przejmować takimi drobiazgami, jak wyłączne uprawnienie do decydowania o korzystaniu przez twórców z ich utworów. Wystarczy zapłacić 63% dochodów ze sprzedaży prenumerat (dochodów, a nie przychodów, a więc jeśli nie ma dochodu, np. koszty przewyższają przychody, to można płacić 63% od zera). Interesującym warunkiem ugody jest to, że Google sfinansuje mechanizmy statystyki, które będą wyliczały potem wynagrodzenie dla autorów. Oczywiście Google i tak taki mechanizm by wdrożył (być może nie w celu wypłacania wynagrodzeń, ale chociażby po to, by wiedzieć ile razy reklama była "świecona" przy danej "treści" i móc wystawić reklamującym się podmiotom faktury), jednak to fajnie wygląda - przeznaczenie zbiorowi uczestników "kwoty 34,5 miliona USD wypłaconą przez Google na założenie i prowadzenie rejestru praw do książek („rejestr”) w celu ściągania należności od Google i wypłacania ich właścicielom praw autorskich". Problem liczenia tego, jak często ktoś korzysta z danej informacji (po to, by się podzielić pieniędzmi, co - jak się wydaje - jest jednym z większych problemów "społeczeństwa informacyjnego", spędzających sen z powiek "wielkim aktorom gospodarki opartej na wiedzy") jest wyzwaniem przeogromnym. Oczywiście wówczas, gdy się przyjmie, że faktycznie podział pieniędzy w twórczości jest najważniejszy.
Napisałem wyżej, że ugoda z Google to przełamanie zasady monopolu. Dobrze. Jeden z warunków ugody jest taki, że jednak "właściciele praw autorskich" będą mieli prawo do decydowania "czy i w jakim zakresie Google może korzystać z ich utworów". Kto się nie zorientuje, nie weźmie udziału w ugodzie i będzie mógł indywidualnie pozywać Google. Powodzenia. Podtrzymuję tezę, że pojawia się nowa zasada, która jest przeciwieństwem monopolu. O to właśnie walczą polskie telewizje kablowe, gdy trzy lata temu uzyskały niewdrożony do tej pory wyrok Trybunału Konstytucyjnego (por. Przepisy prawa autorskiego niezgodne z Konstytucją i konsultacje społeczne), uznającego za niezgodne z Konstytucją RP część przepisów ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych. Chodzi też o to, żeby sobie radio grało i nie pytało za każdym razem, czy może wypuścić Dodę teraz czy nie może. Dajcie nam "one stop shop" i prawo negocjowania opłat (stąd to całe zamieszanie z udziałem specyficznie rozumianych "użytkowników praw" w Komisji Prawa Autorskiego, która ma w nowy sposób ustalać tabele wynagrodzeń; por. Zachmurzenie zwiastuje burzę w prawie autorskim (ustalanie tabel wynagrodzeń), Do tabel wynagrodzeń i nowelizacji prawa autorskiego kolejne podejście). Tu korporacja Google wykazała się umiejętnością wykorzystania swojej pozycji i sama będzie ustalała, ile ma zapłacić....
Dziś jest tak, że jak się nie dogadasz z OZZ-tami (zgłaszają się kolejno: ZaiKS, ZPAV, STOART i SAWP...), to nie możesz prowadzić radia, telewizji, być może też innych mediów. Tworzenie własnych treści to kosztowny proces. Lepiej wziąć cudze. Radio też nie puszcza jedynie kawałków, które nagrali jego pracownicy. Bierze cudze. Wcześniej musiało wziąć udział w negocjacjach z OZZ-tami. Te negocjacje też są interesujące, bo prowadzone są pod groźbą kary. Układ jest taki: niby można negocjować, więc negocjujmy. Jeśli chcesz korzystać w swoim radio z utworów, to zapłać nam 100. Skoro możemy negocjować - odpowiada radio, to - może zapłacimy wam 50? Możemy negocjować - odpowiadają OZZ-ty - i nasza propozycja to 100, a jak nam nie zapłacisz tyle, ile chcemy, to mamy naszych dobrych przyjaciół: art. 115, 116, 117, 118, etc. ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych, a w nich przepisy karne. Do 5 lat, do 2 lat, do 3 lat, do roku... A jakby tego było mało, to jeszcze przedziwna instytucja wypłaty wielokrotności "stosownego wynagrodzenia" (art. 79 ust. 1 pkt. 3 lit. b) ustawy - tam też dwukrotność wobec braku jakiejkolwiek winy; a są jeszcze takie mechanizmy do wykorzystania jak żonglowanie ciężarem dowodu i inne)... Jak wyglądają takie negocjacje? Policja zabezpieczyła sprzęt i płyty w Rebelii.
Niby czym jest też to prawo decydowania przez Organizacje Zbiorowego Zarządzania Prawami Autorskimi czy można skorzystać z utworu czy nie? Są w ustawie przypadki, w których to nie autor decyduje, a ktoś za niego. I gdzie ten monopol, "wyłączne prawo decydowania" - istota prawa autorskiego i sens istnienia biednych twórców, skoro nagle może się okazać, że oto na nieznanej mi podstawie prawnej ZAiKS decyduje, że "rezygnuje z pobierania tantiem autorskich za utwory wykonywane podczas koncertów i imprez organizowanych przez Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy w dniu 11 stycznia" (por. Czy ZAiKS może zrezygnować z pobierania tantiem, albo swobodnie decydować o przeznaczeniu wpłat? oraz Z jakimi "wyższymi prawami" może się zderzyć prawo artysty wykonawcy do wynagrodzenia?)... Czy to też kradzież?
Pan Mikołaj Lizut nazwał mnie dziś "liberalnym prawnikiem", bo - jak przypuszczam - nie nazywam różnych spraw takimi samymi mianami (nie chciałem się zgodzić na określenie "kradzież"). Świat nie jest taki czarno-biały. Nagranie tej rozmowy jest dostępne online (na serwerze Gazeta.pl, w formacie mp3). Prowadzący spuentował, że "nie pogodzimy się chyba w sprawie wartości intelektualnej". Nie było na to czasu, ale mam propozycję. Skoro ja tak samo dużo (a może nieco więcej) czasu zająłem słuchaczom swoimi wypowiedziami w audycji, to chyba należy mi się takie samo, jak prowadzącego, wynagrodzenie za udział w niej, prawda? Przecież za dokładnie to samo p. Lizut bierze pieniądze. A jeśli szanujemy wkład intelektualny, to chyba każdy wkład (nie tylko ja nie dostałem nagrody Nobla)? Oczywiście teraz mleko się rozlało, audycja się zakończyła i nie mam dobrej pozycji negocjacyjnej.
Ktoś odpowie: nie marudź VaGla, masz swoje +10 punktów do lansu. To ciekawy wątek w tej dyskusji, bo jak wyceniać promocje i czy ten argument jest równie atrakcyjny np. w przypadku albumów płytowych? Wydawcy chyba wolą gotówkę, ale promocja też kosztuje. Strasznie trudno wyznaczyć granicę w coraz wyraźniej rysującym się sporze: kto, komu i za co ma płacić. Czy gość ma płacić za możliwość lansowania się w radio, czy radio za możliwość nagrania gościa i zabawienia tym słuchaczy? Ale dziś żyjemy w takich czasach, w których Jennifer Lopez inkasuje sześć milionów dolarów od magazynów „People” i „OK!” tylko za to, że pozwoliła na sesję fotograficzną ze swoimi nowonarodzonymi bliźniakami. Sześć baniek. Wszystko zależy kto zabiega o to, by ktoś inny coś zrobił. Przedsiębiorca będzie chciał pojawić się w mediach z jasnym przekazem: kupujcie moje usługi, a przy okazji będzie robił za "gadającą głowę", która potrzebna jest dla wykazania rzetelności dziennikarskiej przy materiałach pewnego typu (musimy też umieścić tu wypowiedź kogoś reprezentującego drugą stronę potencjalnego sporu). Inni mogą brać udział w programach medialnych, by mieć szansę zabiegania o rząd dusz: lobbing, polityka... Media zaś zaproszą gościa i dadzą swoim użytkownikom (słuchaczom, widzom, internautom) chwilę rozrywki...
Z tym lansem to też nie jest tak kolorowo. Powyżej przykład z wczorajszego programu w TVN CNBC Biznes. Nie wiedziałem nawet jak mnie podpiszą. Widać, że dziś jest ważne, by nie tylko nie przekręcili nazwiska, ale również adresu serwisu internetowego...
Część z tych książek, które zeskanował Google, nigdy nie dotarłaby do czytelników (jest tu więc element promocji). Po zeskanowniu i wrzuceniu w wyszukiwarkę kilka osób - być może na nie trafi. Dodatkowo otrzymają - być może - swoje 10 centów (tylu jest przecież twórców, i na wszystkich trzeba rozłożyć "dochód", który przecież nie jest z gumy, a więc wszyscy dostaną mało, bo zasada "wyłącznego decydowania" przestaje działać i coraz rzadziej można tworzyć podciśnienie przez brak zgody na dostęp).
Chociaż nikt nie pytał mnie, czy nie mam nic przeciwko temu, by rozmowa przeprowadzona dziś w TOK FM była dostępna online - można ją sobie pobrać i wysłuchać (za darmo). Następnym razem, gdy jakiś dziennikarz będzie chciał ze mną rozmawiać o prawie autorskim i "kradzieży własności intelektualnej" zapytam: z jakimi danymi adresowymi mam mu wystawić fakturę. Ja zaproponuję stawkę. Szanujemy twórczość intelektualną, prawda? Nie kradniemy wykorzystujemy bez płacenia cudzego wkładu intelektualnego. Media wówczas wybiorą tańszego, bo bezpłatnego komentatora, albo takiego, który zarobi gdzieś indziej - np. u zleceniodawcy chcącego przekonywać opinie publiczną, że należy myśleć o obiegu informacji w kategoriach kradzieży.
« Takie zapowiedzi zwykle się bada... | Microsoft przeciwko TomTom - rozpoczęcie walki patentowej przeciwko open source? »
Dostaniesz tyle ile wyegzekwujesz
Śr, 2009-02-25 18:15 by Kamil (niezweryfikowany)
Strasznie długi ten wpis i trudno w komentarzu odnosić się do wszystkich wątków jakie poruszasz. Ale od razu zaznaczam - Twój wpis jest bardzo ciekawy :) Spróbuję więc odnieść się do tego co mnie w nim poruszyło:
1. Wszyscy jesteśmy twórcami. Zgadzam się. I zauważ, że w coraz większej liczbie serwisów możesz swoimi prawami autorskimi zarządzać i na nich zarabiać. Jako szybki przykład podam: fotograficzne serwisy stockowe typu Fotolia.com.
2. Jeniffer Lopez. Brangelina. Paris Hilton. Itepe itede. To są osoby, które są wyceniane przez rynek na takie a nie inne pieniądze. Taką wartość ma ich wizerunek, który one bez żadnych skrupułów skutecznie spieniężają.
3. Ponieważ media zarabiają na treści - wydają duże pieniądze, aby ją pozyskać. W przypadku mediów kolorowych to są gigantyczne pieniądze za zdjęcie bliźniaków Lopez.
4. W przypadku mediów takich jak wspomniany przez Ciebie TOK FM i TVN CNBC - reguła jest ta sama co w pkc. 3 - tyle, że treść (goście) jest tańsza :) Bo w TVNowskim Tańcu z gwiazdami stawki są już o wiele, wiele wyższe :)
5. Dlaczego tak jest? Odpowiedziałeś sobie na to pytanie. Tylko, że ja bym nie użył słowa lans. Tylko autopromocja. W ten sposób budujesz swój publiczny wizerunek, który następnie - czego Ci szczerze życzę - przyniesie Ci profity, których oczekujesz po swoim udziale w takim programie. .Zauważ, że o to samo chodzi bankowi, którego przedstawiciel się tam wypowiada, albo ważnej sprawie, o której opowiada ktoś z organizacji pozarządowej. Sam wiesz ile kosztuje 30 sek reklamy w TV albo radiu.
6. W połowie lat 90-tych ubiegłego wieku pracowałem w Gazecie Wyborczej, dla której napisałem prawie 1000 tekstów i tekścików. Już wtedy jednym z najważniejszych punktów umowy o pracę był punkt mówiący, że właścicielem praw autorskich (ten punkt był o wiele bardziej rozbudowany) do moich wypocin jest Agora. Piszę to po to, aby pokazać, że tradycyjne media doskonale zdają sobie sprawę z tego na czym zarabiają i pilnują tego bardzo mocno. I tu dochodzimy do tych wszystkich dziwnych organizacji zarządzających prawami autorskimi, o których pisałeś.
7. I na koniec: moja sugestia jako PR-owca/marketingowca. Bezwzględnie i bezwstydnie pilnuj swoich spraw wizerunkowych. Żądaj przed programem, aby Ci pokazali co napiszą na Twój temat na pasku, co powie zapowiadający Cię redaktor, itp., itd. Lopez ma do tego agenta i prawników, Ty masz siebie :) I ustal jasne reguły z kim/ z jakim medium chcesz gadać i na jakich warunkach.
I dlatego napisałem w temacie, że dostaniesz od mediów tylko tyle, ile sam od nich wyegzekwujesz.
Pożyteczny model
Cz, 2009-02-26 17:20 by kakaz (niezweryfikowany)
Jak wynika z użytecznego modelu Chomskiego dotyczącego mediów, to co sprzedają media to odbiorcy (widzowie, czytelnicy, słuchacze). Klientami mediów są zaś reklamodawcy. Występ Waglowskiego w TV (gazecie, kinie) to rodzaj nawozu dla czytelników - karczochów. Owszem można go traktować w kategoriach reklamy nawozu jaki Waglowski ma na swojej stronie.
To użyteczny model, bo pokazuje kto komu płaci i dlaczego. Gdyby Waglowski nie miał strony z nawozem, ale był Jenifer Lopez to w ramach tego modelu uważalibyśmy go za utalentowanego ogrodnika, albo specjalistę od dobrego nastroju karczochów - wtedy TV by mu zapłaciła, adekwatnie do nastroju uzyskiwanego przez widza. Jednak Waglowski jest "wykształciuchem", a to może widza wpędzić w kompleksy, albo wręcz przestraszyć. W złym nastroju lub w strachu chipsy nie smakują, więc albo TV musiałaby dedykować Waglowskiemu odpowiedni blok reklamowy adresowany do skonfundowanych lub przestraszonych "prostaczków", albo cóż, obeszło się bez zapłaty....
a Britney Spears?
Śr, 2009-02-25 19:50 by konrad (niezweryfikowany)
ciekawe czy Britney Spears dostaje pieniądze od ZAIKS-u.. czy jest niezrzeszona, nie zgłosiła się "osobiście" i po pięciu latach od odtworzenia któregoś jej przeboju wpływy jako "tantiemy puste" przechodzą na związek.
A swoją drogą czy ZAIKS jako organizacja państwowa nie ma obowiązku publikowania dokładnych rozliczeń finansowych?
OZZ nie są "organizacjami państwowymi"
Śr, 2009-02-25 20:06 by VaGla
OZZ nie są "organizacjami państwowymi" (staram się zdekodować co piszący miał na myśli). Organizacje zbiorowego zarządzania prawami autorskimi są stowarzyszeniami (a więc ustawa o stowarzyszeniach), które dodatkowo działają na podstawie decyzji ministra kultury i dziedzictwa narodowego zezwalającej na zbiorowy zarząd (w tekście Decyzje zezwalające na zbiorowe zarządzanie odnotowałem stan na 2006 rok). Odpowiadając - nie. Nie musza publikować "dokładnych rozliczeń finansowych", gdyż gromadzone środki są bliższe cywilnoprawnemu wynagrodzeniu między dwoma (równoprawnymi) podmiotami (niektórzy myślą, że to publiczna danina, a tak nie jest, chociaż państwo de facto daje pewne przywileje ozz-tom, jak np. przyznanie uprawnień pokrzywdzonego, albo specjalne uprawnienia do poszukiwania informacji o wykorzystaniu utworów...)
Cz, 2009-02-26 11:09 by Kamil (niezweryfikowany)
to nie ma większego problemu, aby założyć podobne stowarzyszenie zajmujące się ochroną praw autorskich w internecie?
Ile wart jest ten komentarz? :)
Śr, 2009-02-25 21:25 by januszek (niezweryfikowany)
I gdzie wysłać rachunek? ;)
Cz, 2009-02-26 00:14 by VaGla
Ile jest warty "przejaw działalności twórczej o indywidualnym charakterze, ustalony w jakiejkolwiek postaci, niezależnie od wartości, przeznaczenia i sposobu wyrażenia", a więc ile wart jest "utwór" w rozumieniu art. 1 ust. 1 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych? Utwór, który jest "przedmiotem prawa autorskiego". Również poszukuję zadowalającej i nadającej się do ekstrapolacji odpowiedzi na to pytanie.
W podlinkowanej audycji z
Śr, 2009-02-25 23:15 by delmer (niezweryfikowany)
W podlinkowanej audycji z Radia TOK FM można usłyszeć: "[...] treść tej książki znajduje się u mnie w serwisie i dostępna jest bezpłatnie."
Rozumiem, że chodzi o: "Prawo w sieci. Zarys regulacji internetu."
Niestety udało mi się odnaleźć jedynie spis treści. Czy mógłbym prosić o wskazanie miejsca gdzie znajduje się cała zawartość?
Cz, 2009-02-26 00:11 by VaGla
Celowo powiedziałem "treść tej książki". W książce zostały opublikowane felietony, które gromadzę w dziale felietony. Jest tam teraz nieco więcej tekstów, niż było w 2005 roku, gdy książka się ukazała (nota bene w opisie na stronie wydawcy, jak również w opisach na innych stronach poświęconych tej książce, można znaleźć następujący fragment: "Książka "Prawo w sieci. Zarys regulacji internetu" to zbiór felietonów publikowanych przez autora w ramach prowadzonego przez niego od 1997 roku serwisu internetowego". W książce zostały również opublikowane podsumowania kolejnych lat, które również są w tym serwisie, np. podsumowanie roku 2001. Materiały do druku były zredagowane w tym sensie, że zostały ułożone w rozdziały, zostały poprawione stylistycznie i poddane tego typu tuningowi. No dobrze, w książce może są drobne uzupełnienia, których tu nie ma, co nie zmienia faktu, że - co do zasady - jej treść jest dostępna online. W tym serwisie jest obecnie 8374 "teksty" (i 14449 komentarzy do nich, a ukazują się tylko te, które przejdą przez moderację; dalej mówiąc nawiasem: dostępna jest również mapa serwisu z wyszczególnionymi kategoriami i liczbą przypisanych do danej kategorii tekstów)...
Czas na nową książkę?
Śr, 2009-05-06 10:08 by incognitus (niezweryfikowany)
Chyba sporo się zmieniło od pojawienia się książki. Chętnie przekonam bibliotekę by sfinansowała mi przeczytanie również kolejnej części! ;)
Cz, 2009-02-26 00:32 by PanTofel (niezweryfikowany)
Poruszony Twoim wpisem odwiedziłem stronę internetową ZAIKSU.
Szukałem czytelnych wyjaśnień - zgodnie z moim przypuszczeniem takich nie znalazłem.
Znalazłem za to zbiorowe zdjęcie osób zarządzających tą instytucją i ... wszystko jasne.
Widać, że ta instytucja skutecznie oparła się wszystkim zmianom i jeszcze wielu się oprze. Niczym sekwoje.
Nie jest moim celem atakowanie
Cz, 2009-02-26 01:04 by VaGla
Nie jest moim celem atakowanie organizacji zbiorowego zarządzania i nie chciałbym, by w komentarzach takie ataki się pojawiały. Moim zamiarem jest takie prowadzenie tego serwisu, by toczyła się tu merytoryczna dyskusja. To tak tytułem komentarza - na wszelki wypadek.
Cz, 2009-02-26 08:27 by deejay1
Odnośnie ostatniego akapitu - o ile mnie pamięć nie myli to nie ma kogoś takiego jak "bezpłatny komentator", w końcu od każdego nośnika danych jest odprowadzana opłata na rzecz OZZ i komentator taki powinien dostać swoją część tejże opłaty...
Ach, to Ty byłeś ;-)
Cz, 2009-02-26 10:35 by Olgierd
Jechałem właśnie autem, miałem jakieś 8 minut na słuchanie, w żadnym momencie nie padło Twoje nazwisko ;o)
Ale w pewnym momencie aż zacząłem się zastanawiać jaki jest numer do Tok FM, chciałem zadzwonić i... powiedzieć, że art. 23 pr.aut. jest troszkę inny, niż się go tam przedstawia ;-)
Mówiąc p2p zapomniałeś o ust. 2 i "kręgu osób pozostających w związku osobistym".
Co do książki "na prezent" też jest troszkę inaczej -- z prostej przyczyny: podarowanie takiego przedmiotu na pewno nie opiera się na dozwolonym użytku. Będzie nim użyczenie książki -- bezdyskusyjnie w takim przypadku nie musimy nawet zastanawiać się nad "pojedynczymi egzemplarzami utworów". Zwielokrotnienie nie będzie wówczas niezbędne.
Cz, 2009-02-26 11:38 by VaGla
Wymieniamy się tymi uwagami, Olgierd, ile to już lat? :) Znasz uzasadnienia moich tez, bo je komentowałeś i tu i u siebie :) W każdym razie mówiąc o p2p odpowiadałem na wyraźne pytania o pobieranie i w każdym przypadku informowałem, że toczy się o to spór. W tym serwisie (wystarczy sięgnąć do wyszukiwarki) przedstawiam argumenty padające zarówno z jednej, jak i z drugiej strony tej dyskusji.
W grudniu 2008 roku ten serwis odwiedziło 51909 "unikalnych użytkowników". W sposób oczywisty nie znam znacznej większości z nich (nie pozostajemy "w związku osobistym"). Na jakiej podstawie te osoby korzystają z zebranych tu utworów, a zastrzegam, że nie udzieliłem im licencji, zaś utwory są chronione prawem autorskim ("bez spełnienia jakichkolwiek formalności")?
No już przeszło 3 lata
Cz, 2009-02-26 15:30 by Olgierd
No już przeszło 3 lata ciągniemy temat art. 23 ust. 2 pr.aut., aczkolwiek wówczas szło o owe "pojedyncze egzemplarze". O "krąg" jeszcze kopii nie kruszyliśmy ;-)
"Trudności może budzić stwierdzenie istnienia "stosunku osobistego" ze względu na "stosunek towarzyski". Należy tu wykluczyć relacje jednorazowe czy też oparte na wyłącznie na zinstytucjonalizowanej konieczności wspólnego przebywania (np. studenci, pracownicy jednego zakładu pracy). Konieczna wydaje się pewna stała, nieformalna, prywatna więź, oparta np. na wspólnych spotkaniach, rozmowach, rozmowach (...) nie wykluczając relacji powstających w związku z korzystaniem z Internetu."
"Prawo autorskie i prawa pokrewne", J.Barta, R. Markiewicz, Wolters Kluwer 2008, s. 92.
Wspólna dyskusja pod
Cz, 2009-02-26 18:11 by incognitus (niezweryfikowany)
Wspólna dyskusja pod torrentem na The Pirate Bay wydaje się łączyć mnie z towarzyszami rozmowy bardzo silnie emocjonalnie, dużo bardziej niż powiedzmy z moją ciocią.
Cz, 2009-02-26 11:57 by ksiewi
A ja uważam, że VaGla w ogóle nie powinien opowiadać Panu Redaktorowi o przepisach prawa autorskiego. Przecież on pytał o "własność" i "kradzież" - wobec czego należało mu wyłożyć regulacje Księgi Drugiej Kodeksu Cywilnego oraz Rozdziału 35 Kodeksu Karnego.
a może to Ty powinieneś zapłacić TOK FM?
Cz, 2009-02-26 15:59 by ksiewi
Prawo autorskie owszem coś tam wspomina o prawie twórcy do wynagrodzenia. Zwróćmy jednak uwagę, że dzięki zaproszeniu do studia Twojego utworu mogli wysłuchać radiosłuchacze, do których samodzielnie nie masz dostępu (bo nie masz koncesji KRRiT). Czy nie jest zatem tak, że TOK FM wykonał na Twoją rzecz pewną usługę, za którą należy im się wynagrodzenie?
To pytanie oczywiście zawiera pewne przemilczenia, podobnie jak Twoje pytanie o wynagrodzenie za utwór. Ale skoro utwory Twojego autorstwa kosztują miliard euro za sztukę, to może potrąć to sobie ze stawką radia za powyższą usługę? Jak w tym dowcipie, w którym chłop sprzedał kozę za dwa miliony wymieniając ją na dwa koty po milionie... (plus VAT... :) )
A jeżeli już pójdziemy tą drogą to może PirateBay będzie mogło sobie potrącić roszczenia IFPI z "punktami lansu", które dzięki PirateBay otrzymali ci, na rzecz których IFPI występuje.
W każdym razie warto rozważyć na poważnie pytanie, czy zgodnie z art. 110 wynagrodzenie płacone przez takie radio nie powinno uwzględniać np. faktu, że dzięki puszczeniu tam piosenki wzrosła sprzedaż płyt. A jeżeli tak, to jak to obliczyć inaczej niż potrącając takie koty z kozami...
a może..... zrozumiec?
Cz, 2009-04-16 08:55 by Jarek Żeliński (niezweryfikowany)
"Czy nie jest zatem tak, że TOK FM wykonał na Twoją rzecz pewną usługę, za którą należy im się wynagrodzenie?"
To pytanie, bez zrozumienia modelu biznesowego Radia jest "puste" bo bez kontekstu, wręcz demagogiczne.
Pytanie "kto jaka usługę świadczy" to za mało, brakuje mi pytania "jaką usługę uzgodniono". Dodam tylko, że mamy niezbywalne prawo autorskie osobiste. A więc Nazwisko osoby POJAWIĆ SIĘ MUSI.
Jeżeli Radio zaprasza kogoś kto "ma autorytet" by z nim pogadać to bierze kogoś "kogo posłuchają" radiosłuchacze a więc "zamawia kontent" dla swoich słuchaczy, tu usługe "dawcy kontentu" świadczy Vagla. Jeżeli to Vagla zgłosił by się pierwszy do Radia by go "puścili" bo "ma coś ciekawego od siebie" wtedy Radio świadczyło by mu usługe "dostępu do słuchaczy".
Ot tyle, proste i oczywiste wystarczy "nie ukrywać intecji" lub je "wykryć" (kwestia z której strony się patrzy) ale tu już wkraczamy na pole negocjacji i zrozumienie "kto od kogo i czego w TYM MOMENCIE potrzebuje".
Na szczęście dla "autora treści" zawsza musi się pojawić jego nazwisko i o to warto dbać :)
So, 2009-02-28 22:26 by Asen (niezweryfikowany)
W temacie "piractwie i kradzieży (złodziejstwie) intelektualnego dorobku (własności intelektualnej)"
jak skomentować takie coś: http://www.zczuba.tv/zczubatv/1,89849,6330010.html, Serwis Agory ZCzuba, bierze z Youtube (fatalnej zresztą jakości) klip skradziony Eurosportowi, i lansuje go oficjalnie: "28.02.2009 15:59 Justyna Kowalczyk zdobywa drugie złoto Mistrzostw Świata (wideo)".
Śr, 2009-03-04 20:40 by h2ols (niezweryfikowany)
Myślowy rebus: Piszę blogi na otwartych platformach [ostatnio najczęściej z racji potrzeby przełamania monologu ideologicznego na platformie axelowej] i się zastanawiam biorąc pod uwagę wielkie haloo dziennikarzy co do ich tekstów i praw [sami zresztą słabo przywołują źródła w przeważającej części]: skoro w postach i komentarzach daję treść a na tych postach wyświetlane są reklamy [bez względu na zapisy regulaminu] czy nie powinienem mieć hipotetycznie prawa do jakiejś części zysków skoro uwagę przyciąga moja treść?
Wiadomo przynajmniej jakie stawki obowiązują na Ukrainie.
Cz, 2009-03-19 01:12 by mostro
U naszego wschodniego sąsiada możliwe, że to Vagla musiałby zapłacić za wystąpienie w programie radiowym:
Polityk ujawnia ceny za pojawienie się w mediach.
jest subtelna różnica
Cz, 2009-03-19 01:45 by VaGla
Różnica polega na tym, co mogą - jak przypuszczam - potwierdzić niektórzy dziennikarze, że ja nie mam "parcia na szkło" (chociaż zdarzały się już takie opinie, że jest przeciwnie). Nie zabiegam o występowania w mediach, a często zdarza się, że nie mogę przyjąć zaproszenia, ponieważ mam inne obowiązki, projekty, spotkania, etc. Nie przeszkadza mi to w ramach "autolansu" odnotowywać w serwisie wystąpień medialnych. Skoro już tam poszedłem i pokazałem głowę, albo coś tam powiedziałem (nie zawsze coś mądrego), to dlaczego nie miałbym tego jeszcze raz wykorzystać w ramach "mojego medium", albo przynajmniej sprostować własną wypowiedź sprzed kilku godzin?
Cz, 2009-04-16 08:58 by Jarek Żeliński (niezweryfikowany)
"Media wówczas wybiorą tańszego, bo bezpłatnego komentatora, albo takiego, który zarobi gdzieś indziej - np. u zleceniodawcy chcącego przekonywać opinie publiczną, że należy myśleć o obiegu informacji w kategoriach kradzieży."
Śledzę temat od dawna i powiem tak:
- większość ludzi nie ma szacunku, nie tylko do praw autorskich, nie ma szacunku w ogóle do cudzej własności (wolno robić wszystko to na czym mnie nie przyłapią) (tu niestety wielu ludzi w mediach)
- to co zacytowałem to moim zdaniem kwintesencja zasady "pieniądz gorszy wypiera pieiądż lepszy".
Na koniec coś co chyba tłumaczy podejście wielu mediów: "ludzie chcą słuchać a nie rozumieć". I tu niestety moje doświadczenie potwierdza to, chęc "dojścia do prawdy" mało kogo interesuje.