Source: http://lifechip.pl/dotyczy_transplantacji.php
Timestamp: 2019-11-12 10:29:43+00:00
Document Index: 83898578

Matched Legal Cases: ['art. 150', 'art. 151', 'art. 151', 'art. 148', 'art. 160', 'art. 162', 'art. 192', 'art. 424', 'art. 26', 'art. 192', 'art. 5', 'art. 38', 'art. 39']

dotyczy transplantacji
prawny aspekt osiągnięć medycznych, w kontekście
Nowy post przez eljasz » sobota, 8 stycznia 2011, 19:32
www.e-dp.pl/pl/warto-wiedziec/medycyna-p.. .0:pag:3,0:pag:1#nav0
Przyjmując, iż w efekcie działania lekarza pacjent może ponieść śmierć, można rozważyć odpowiedzialność lekarza za zabójstwo eutantyczne (art. 150 K.k.) lub pomoc do samobójstwa (art. 151 K.k.). Wydaje się jednak, iż przyjęcie takiej kwalifikacji prawnej nie będzie dopuszczalne. Wynika to z konstrukcji tych czynów zabronionych. Dla jasności warto bowiem wskazać, iż sprawca może odpowiadać za zabójstwo eutanatyczne, gdy zabije człowieka na jego żądanie i pod wpływem współczucia dla niego. Pacjent musiałby zatem skierować do lekarza wyraźne, jednoznaczne i stanowcze życzenie (żądanie) pozbawienia go życia, a
lekarz w wyniku swego zachowania zabić pacjenta. W analizowanej sytuacji pacjent domagający się odłączenia od stymulatora serca nie żąda, by lekarz go zabił.
Wydaje się również, iż wykluczona jest odpowiedzialność za tzw. pomoc do samobójstwa (art. 151 K.k.). Czyn ten polega bowiem na namawianiu innej osoby, by targnęła się na własne życie, albo na udzieleniu jej pomocy i doprowadzeniu przez to do aktu samobójczego. Niewątpliwe pierwszy z przedstawionych wariantów nie wchodzi w grę. Lekarz nie namawia bowiem pacjenta, by ten poprzez wyłączenie stymulatora serca zakończył swoje życie. Więcej trudności może sprawić analiza drugiej sytuacji. W piśmiennictwie wskazuje się jednak, iż użycie w opisie czynu sformułowania „doprowadza" sprawia, że lekarz musiałby być inicjatorem zamachu samobójczego, odgrywać wiodącą rolę w tym procederze. W przypadku wyłączania
stymulatora serca inicjatywa leży po stronie pacjenta. Poza tym, uwzględniając uwarunkowania dotyczące zamiaru lekarza, należałoby przyjąć, iż co najmniej przewiduje on możliwość aktu samobójczego i na to się godzi. Odłączenie stymulatora nie może zaś być utożsamiane z samobójstwem.
Należy jednak jeszcze rozważyć odpowiedzialność za inne czyny przeciwko życiu i zdrowiu, począwszy od zabójstwa (art. 148 K.k.), a skończywszy na narażeniu na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia lub ciężkiego uszczerbku na zdrowiu (art. 160 K.k.) oraz na przestępstwie nieudzielania pomocy (art. 162 K.k.). Lekarz dokonujący wyłączenia stymulatora serca może bowiem spowodować stan zagrożenia życia czy zdrowia chorego. Warto jednak podkreślić, iż czynności tej dokonuje na życzenie pacjenta. Można zatem przyjąć, iż chory nie chce kontynuacji takiej terapii. Utrzymywanie więc stymulacji serca pozostaje w sprzeczności z wolą pacjenta. Zgodnie zaś z art. 192 K.k. wykonanie zabiegu bez zgody pacjenta stanowi
przestępstwo zagrożone karą do dwóch lat pozbawienia wolności. Powstaje więc pytanie, czy lekarz powinien kierować się pierwszoplanowe chęcią ratowania życia i zdrowia chorego, czy też priorytet ma autonomia pacjenta, jego prawo do samostanowienia.
Zdania w nauce prawa są w tym zakresie podzielone. Zwłaszcza w piśmiennictwie z zakresu prawa cywilnego można znaleźć pogląd, iż żądnie zaniechania kontynuacji terapii w warunkach, w których może to spowodować śmierć czy poważny uszczerbek dla zdrowia, jest nieważne i może być przez lekarza pominięte. Życzenie takie jest bowiem sprzeczne z zasadami współżycia społecznego i należy je traktować jako nadużycie prawa. Taka wola pacjenta nie podlega więc ochronie prawnej. Innymi słowy, lekarz powinien pierwszoplanowo ratować życie i zdrowie, zdanie pacjenta może zaś zostać pominięte. Podobne zapatrywania można znaleźć również w nauce prawa karnego. Część autorów wskazuje bowiem, iż w omawianych okolicznościach lekarz mógłby powołać się na tzw. stan wyższej konieczności. Konstrukcja ta występuje zarówno w Kodeksie cywilnym (art. 424 K.c), jak i w Kodeksie karnym (art. 26 K.k.). W uproszczeniu można podać, iż znajduje ona zastosowanie w sytuacji, gdy wystąpi konieczność poświęcenia jednego dobra dla ratowania innego. Przy czym dobro poświęcane powinno mieć (zasadniczo) mniejszą wartość społeczną. Wówczas bowiem jego zniszczenie będzie usprawiedliwione - będzie to wybór „mniejszego zła". W analizowanej sytuacji w
kolizji pozostaje z jednej strony życie (zdrowie) pacjenta, z drugiej zaś jego wolność (prawo do
samostanowienia). Przyjmując współczesne założenia aksjologiczne, można stwierdzić, że życie zawsze jest cenniejsze od wolności. Oznacza to, iż ta ostania może zostać poświęcona, jeśli będzie to niezbędne dla ochrony życia. Tym samym lekarz mógłby pominąć stanowisko pacjenta i wykonać każdy zabieg bez jego zgody, jeśli byłoby to konieczne dla ratowania życia i zdrowia. Przeważająca część doktryny nie aprobuje jednak takiego rozumowania. Podkreśla się bowiem, iż przyjęcie możliwości powołania się na stan wyższej konieczności spowodowałoby, iż zgoda pacjenta stałaby się konstrukcją fikcyjną i iluzoryczną. Zbyteczny byłby również art. 192 K.k., gdyż lekarz zawsze mógłby powołać się na wspomniany stan i uniknąć odpowiedzialności. Poza tym stanowisko takie prowadzi wprost do przymusu leczenia, co pozostawałoby w
sprzeczności z licznymi normami chroniącymi wolność człowieka. Nie dokonując dalszego przedstawienia argumentacji przeciwników stosowania stanu wyższej konieczności, można jedynie skonkludować, iż wola pacjenta powinna mieć priorytetowe znaczenie. Jeśli więc chory żąda zaprzestania terapii (lub udzielenia innych świadczeń zdrowotnych), to lekarz powinien to stanowisko uszanować. Wówczas nie odpowie za wykonanie zabiegu bez zgody pacjenta, ale również nie zostanie pociągnięty do odpowiedzialności za przestępstwa przeciwko zdrowiu i życiu. Stanowisko takie wydaje się do zaakceptowania w przypadku zaprzestania (na żądanie pacjenta) terapii niezbędnej do ochrony jego zdrowia lub życia. Odnosząc się wprost do pytania zadanego we wstępie, można zatem przyjąć, iż lekarz na żądanie chorego może zaniechać czynności koniecznych do dalszego funkcjonowania stymulatora serca, np. nie wymienić baterii i
w ten sposób doprowadzić do unieruchomienia urządzenia. Bardziej problematyczna jest jednak sytuacja, gdy zaprzestanie jego działania wymaga aktywnej postawy lekarza, np. przeprogramowania aparatu, wydobycia go z organizmu pacjenta. Wówczas de facto pacjent cofa zgodę na kontynuację leczenia. W doktrynie prawa cywilnego przyjmuje się, iż chory może naturalnie cofnąć zgodę, lekarz zaś powinien uszanować jego decyzję (por. przykładowo: Świderska M.: Zgoda pacjenta na zabieg medyczny. Toruń 2007: 33-34, a także art. 5 konwencji bioetycznej). Odnosi się to jednak do sytuacji, gdy zabieg jeszcze nie został
wykonany albo gdy zgoda dotyczy części zabiegu jeszcze nieprzeprowadzonej (zaprzestanie dalszej terapii). Można mieć natomiast wątpliwości, czy chory może zmienić zdanie (uprzednio zgodził się bowiem na wszczepienie stymulatora) już po wykonaniu zabiegu. Aby zilustrować omawianą problematykę, można podać przykład pacjenta, u którego dokonano przeszczepienia nerki. Czy pacjent może zażądać jej usunięcia? Wydaje się, iż odpowiedź na takie pytanie powinna być przecząca. Idąc tym torem rozumowania, należałoby przyjąć, iż żądanie pacjenta, by lekarz w sposób aktywny doprowadził do dezaktywacji stymulatora serca, nie byłoby skuteczne i usprawiedliwiające takie działanie. Innymi słowy, lekarz nie powinien aktywnie wyłączać stymulatora. Gdyby jednak przyjąć, iż lekarz ma obowiązek uszanować wolę
chorego, warto podkreślić, iż oświadczenie pacjenta musi być skuteczne prawnie. Należałoby zatem szczegółowo zbadać, czy chory znajduje się w stanie, w którym może z rozeznaniem zajęć stanowisko (np. czy nie wykazuje zaburzeń psychicznych, nie pozostaje pod wpływem leków ograniczających percepcję itp.). Ponadto czy dysponuje kompletną informacją na temat skutków takiej decyzji oraz czy nie złożył oświadczenia pod presją. Wydaje się, iż konieczność spełnienia tych wszystkich uwarunkowań sprawi, że przypadki skutecznie złożonej zgody takiego chorego będą naprawdę nieliczne. Jeśli zaś oświadczenie nie jest prawnie skuteczne, lekarz nie może zadośćuczynić żądaniu pacjenta. W tym miejscu warto zwrócić uwagę na obowiązek informacyjny, którzy ciąży na lekarzu. W omawianej sytuacji wystąpi on
dwukrotnie. Po pierwsze bowiem przed wszczepieniem stymulatora serca lekarz powinien szczegółowo i przystępnie wyjaśnić pacjentowi, jakie są konsekwencje takiego zabiegu. Informacja musi dotyczyć nie tylko samej operacji, ale także uciążliwości czy możliwych powikłań związanych z używaniem takiego aparatu.
Jeśli pacjent dokładnie pozna ewentualne negatywne skutki proponowanej terapii i mimo to świadomie podejmie decyzję ojej zastosowaniu, to można przypuszczać, że nie będzie następnie żądał jej zaprzestania. Po raz drugi obowiązek informacyjny powstanie przed wyłączeniem stymulatora (zakładając, że będzie to dopuszczalne). W literaturze podkreśla się bowiem, iż lekarz powinien przedstawić pacjentowi konsekwencje takiego kroku. W wielu przypadkach odmowa terapii czy żądanie jej zaprzestania jest podyktowane niewiedzą lub chwilową emocją. Lekarz powinien się więc starać przekonać pacjenta, by ten spokojnie, świadomie i rozważnie podjął decyzję.
Dotychczasowy wywód był poświęcony prawu lekarza do wyłączenia stymulatora serca. Kończąc rozważania, warto odnieść się do kwestii, czy lekarz ma taki obowiązek. Czy zatem na żądanie chorego musi dokonać takiej czynności? Warto zwrócić uwagę, iż przepisy przewidują możliwość odmowy udzielenia świadczeń zdrowotnych. Pierwsza wątpliwość dotyczy ustalenia, czy wykonanie omawianego zabiegu jest w ogóle rodzajem świadczenia zdrowotnego. Nie analizując bliżej tego pojęcia, można przyjąć, iż świadczeniem takim są "wszelkie czynności ukierunkowane na ochronę życia lub zdrowia ludzkiego, wykonywane zgodnie z prawidłami wiedzy medycznej przez wykwalifikowane osoby" (por. Kubiak R.: Prawo
medyczne. Wykłady specjalizacyjne. Warszawa 2010: 19). Jest to zatem bardzo szeroka definicja, akcentująca jednak cel leczniczy (poprawę stanu zdrowia). Z drugiej strony pojęcie zdrowia jest również traktowane dość szeroko. Zakładając więc, iż zaprzestanie terapii za pomocą stymulatora serca może w efekcie poprawić komfort życia, a zatem de facto spowodować "poprawę" zdrowia, działanie takie można uznać za rodzaj świadczenia zdrowotnego (interpretacja taka jest jednak dość ryzykowana). Jeśli zaś omawiany zabieg nie należałby do takiej kategorii, to lekarz naturalnie nie musiałby go wykonywać.
Przyjmując jednak nawet, że jest to rodzaj świadczenia zdrowotnego, lekarz może powołać się na art. 38 lub 39 ustawy o zawodach lekarza i lekarza dentysty. Pierwszy ze wskazanych przepisów dozwala na niepodjęcie się leczenia pacjenta albo odstąpienie od niego. Z kolei art. 39 zawiera konstrukcję tzw. klauzuli sumienia. Zgodnie z nią lekarz może się powstrzymać od wykonania świadczeń zdrowotnych niezgodnych z jego sumieniem. Chcąc skorzystać z przytoczonych regulacji, lekarz musi jednak spełnić określone w nich warunki. Przede wszystkim powinien wskazać realne możliwości uzyskania takiego świadczenia u innego lekarza.
Podsumowując, można zatem przyjąć, iż zasadniczo lekarz może na żądanie pacjenta zaprzestać zabiegów niezbędnych do dalszego funkcjonowania stymulatora serca (zaniechanie). Nie poniesie odpowiedzialności, ale tylko wówczas, gdy żądanie to było skuteczne prawnie. Wątpliwa jest natomiast dopuszczalność aktywnego wyłączenia urządzenia. W każdym przypadku lekarz nie jest związany takim żądaniem, przepisy przewidują bowiem możliwość odmowy udzielenia świadczeń zdrowotnych (o ile w ogóle tego rodzaju zabieg
mieści się w kategorii świadczenia zdrowotnego). Lekarz nie musi zatem zadośćuczynić życzeniu chorego. Oceny wspomnianych uwarunkowań należy jednak dokonywać indywidualnie w każdym przypadku.
Chciałbym nawiązać w swoim komentarzu do treści http://wolnemedia.net/zdrowie/serce-i-mozg/
„Serce i mózg - jak twierdzi autor odkrycia ma być jakoby połączone neuronami przewodzącymi odczucia i z tej przyczyny serce jest elementem myślącym”. Więc główne zagadnienie będzie dotyczyć również kwestii stanów tzw. śmierci klinicznej oraz kwestii przeszczepów do czego nawiązują również komentarze pod artykułem.
Podstawowe pytanie brzmi – dlaczego jest określenie „śmierć”? skoro ciało nadal żyje i właśnie za chwilę się „obudzi” wstanie do normalnej egzystencji. O śmierci ciała możemy raczej mówić gdy nie wstanie po 3 dniach, może raczej pomylono zlepek sylab (nazywa się to np. ermiciś) lub nie wiadomo jak nazwać sytuację chwilowego unieruchomienia procesów metabolicznych TYLKO w mózgu!
http://www.gwiazdy.com.pl/component/content/article/6151-serca-pelne-wspomnien
Idąc dalej tropem zjawiska możemy założyć, że przy wymianie serca i płuc, rogówki i jeszcze czego tam, mała cząstka świadomości zacznie wzrastać w odpowiednich warunkach i stanie się większa od świadomości biorcy. I co wtedy! Kim będzie osoba biorcy – świadomością biorcy czy dawcy? Dalej kwestia śmierci klinicznej, jak wykazują te doświadczenia śmierć dawcy nie nastąpiła nawet gdy ciało już się rozkłada, bo istnieje w biorcy, czyli ustalona (medyczna) granica śmierci jest błędnie określona.
Z całą odpowiedzialnością mogę stwierdzić, że rozpowszechniane opowieści jakoby z tamtej strony był super „raj” (opisy znasz) są zwykłą REKLAMĄ, aby zachęcić do powrotu na drugą stronę. A jak tam jest? Tak jak opowiadają o piekle, bo wejście w ciało jest po to, aby się stamtąd wyrwać, tu jesteś na wczasach.
Jak w tym wypadku wygląda sprawa „dawcy” albo raczej tego kto został okradziony ze swojej części świadomości, z UZDOLNIEŃ I TALENTÓW nad których osiągnięciem ciężko pracował? Czy one się skopiowały tylko i została zabrana jedna jej wersja, czy faktycznie jest to pełna kradzież i zostaje po tamtej stronie bez jakichkolwiek umiejętności. Z czym potem ma się wcielić do nowego życia?
A powiedziane w Ewangelii „ nie bójcie się tych co zabijają ciało, ale nie mogą zabić ducha (świadomości)”. I tu System wymyślił sposób na niszczenie wartości głoszonych przez Chrześcijańskie nauki Jezusa.
Re: Generalne KŁAMSTWO dotyczy transplantacji i śmierci pozo
UNREAD_POSTprzez jona » środa, 26 marca 2014, 10:08
RE: Generalne KŁAMSTWO dotyczy transplantacji i śmierci pozornej
Właściwie to w innym temacie już pisałam,ale powtórzę sie
To jest bardzo kontrowersyjny temat i bardzo delikatny bo niemal wszędzie mozna sie natknąć na ....
"Oddaj organ do przeszczepu..oddaj szpik,zostań dawcą."
możemy założyć, że przy wymianie serca i płuc, rogówki i jeszcze czego tam, mała cząstka świadomości zacznie wzrastać w odpowiednich warunkach i stanie się większa od świadomości biorcy. I co wtedy! Kim będzie osoba biorcy – świadomością biorcy czy dawcy? Dalej kwestia śmierci klinicznej, jak wykazują te doświadczenia śmierć dawcy nie nastąpiła nawet gdy ciało już się rozkłada, bo istnieje w biorcy, czyli ustalona (medyczna) granica śmierci jest błędnie określona.
Podajesz ze ciało sie,rozkłada Ale smierć dawcy nie następuje ponieważ istnieje w BIORCY.
Czyli ci co tak wspaniałomyslnie oddają swoje CZĘSCI innym nie zdaja sobie sprawy z tego Co sobie szykują ?
Oni nadal tkwią uwięzieni w ciele biorcy jako Dusza ?
Ale czy Dusza moze byc az tak porozrywania jesli stał sie dawca dla wielu ?
Co wtedy czy jest jakieś wyjście z tego więzienia ?
A co jesli bierze sie 'częsci ' od już nieżyjącego np biora kości ,skórę itp .
Jak to sie ma do świadomości ,która strona tu ponosi szkodę na Duszy o ile ponosi.
Jeśli trupa nie wolno dotykać to co z tymi od których pobiera sie - kości,skórę , np pobrano za zgoda matki od jej zmarłego syna Twarz do przeszczepu dla innego poszkodowanego.
Przeszczep się udał,rozgłos w medycynie na cały świat ,wszystko jest jak najlepiej.
Czy biorca nie ma się cieszyć ze odzyskał wygląd człowieka ?
Dołączył(a): piątek, 4 lipca 2008, 14:28
UNREAD_POSTprzez eljasz » niedziela, 30 marca 2014, 21:24
jeśli tkanka "nie żyje" komórki się NIE dzielą to nie nadaje się do przeszczepu. może z jakimiś wyjątkami na zasadzie wsadzania przerobionych świńskich części, np. zastawek.
problem istnieje nie dla dawcy lecz dla biorcy.
zresztą od niedawna pisze się o zagadnieniu szerzej i profesorowie. wypowiadają się w temacie jako "kanibalizm".
fakt, że ktoś potrzebuje jakiejś części z innego ciała powstał z woli tegoż biorcy, który zniszczył swoje ciało, grzesząc! i teraz wymusza śmierć kogoś z niższego szczebla rozwoju do zabicia się.
istnieje taka patologia i jest wykorzystywana.
Re: Rozdział XIII
Skąd bierze się Olej i Mąka?- PRZESZCZEPY
Jedynie dzięki uporowi ojca życie zachował młody Brytyjczyk, u którego czterech lekarzy stwierdziło „śmierć mózgu" - podaje pch24.pl.
Medycy chcieli pobrać od pacjenta narządy do przeszczepu. O tego typu przypadkach słyszymy coraz częściej - i nie dotyczy to zacofanej prowincji ale najbardziej „cywilizowanych" krajów świata.
Siedemnastoletni Stephen Thorpe trafił do szpitala tuż po wypadku samochodowym, w którym zginął jego przyjaciel - kierowca. Nastolatek wprowadzony został w stan śpiączki farmakologicznej. Zespół złożony z czterech lekarzy przekonywał ojca, że jego syn znajduje się w stanie „śmierci mózgu" i nie ma szans na powrót do zdrowia. Prosili o wyrażenie zgody na pobranie narządów do przeszczepu.
Ojciec zwrócił się jednak o pomoc do lekarza pierwszego kontaktu i neurologa - ci udowodnili, iż jego syn wciąż żyje. Wskazali na aktywność fal mózgowych. Lekarze zgodzili się wybudzić chłopca ze śpiączki. Pięć tygodni później Stephen Thorpe opuścił szpital niemal całkowicie zdrowy.
Dzisiaj 21-latek z rzekomym „uszkodzeniem mózgu" studiuje rachunkowość na lokalnym uniwersytecie. - Mam wrażenie, że szpital nie był bardzo szczęśliwy z tego powodu, że ojciec poprosił o drugą niezależną opinię - przekonuje Thorpe.
aleksanderpinski.nowyekran.pl/post/60589...czenia-smierci-mozgu
Horror transplantacji. "Śmierć mózgowa" nie istnieje!
Przeszczep serca zawsze oznacza uśmiercenie dawcy. Oznacza pozbawienie życia konkretnego, ludzkiego organizmu.
I nawet jeśli nazywamy go „zwłokami z bijącym sercem", nie różni się on co do swoich podstawowych parametrów, od każdego innego żywego organizmu - mówi w rozmowie z PCh24.pl o. Jacek Norkowski OP.
W kwestii orzekania śmierci człowieka przyzwyczailiśmy się - co zrozumiałe - ufać lekarzom. Przez szereg lat za śmierć uznawano trwałe ustanie oddychania i krążenia, choć wiadomo, że sam zgon następuje 20-40 minut później. Niewiele osób wie jednak, iż ta definicja śmierci została zmieniona całkiem niedawno, bo w 1968 roku. Czy ta zmiana była efektem rzetelnych badań naukowych?
- Wprowadzenie neurologicznych kryteriów śmierci człowieka jest związane z raportem Harvardzkim z 1968 roku, w którym na samym początku pojawia się ciekawe zdanie: „naszym zadaniem jest zdefiniowanie nieodwracalnej śpiączki jako śmierci człowieka". To zadanie zostało wykonane, reszta raportu mówi głównie o tym, co należy zrobić od strony praktycznej, aby stwierdzić czyjąś śmierć. Kryteria orzekania śmierci na podstawie stwierdzenia nieodwracalnej śpiączki funkcjonują do dzisiaj. Nie wiadomo zresztą, na jakiej podstawie decyduje się, iż dany przypadek śpiączki jest rzeczywiście nieodwracalny. Nigdy nie uzasadniono, dlaczego człowiek w śpiączce miałby zostać uznany za martwego.
Wynika z tego, iż definicję śmierci z zmieniono bez przeprowadzenia rzetelnych badań naukowych?
Odbyło się to arbitralnie, według schematu: konferencja - dyskusja - dokument?
- Tak właśnie było. Nie przeprowadzono żadnych badań naukowych. Zazwyczaj kiedy w medycynie wprowadza się jakąś nowość, trzeba podać, na jakiej grupie pacjentów zostały przeprowadzone badania, ile trwały i jakie przyniosły rezultaty. Tymczasem przy zmianie
definicji śmierci człowieka takich badań nie było! Definicję zmieniono po pierwszej operacji przeszczepu serca w południowej Afryce po to, żeby obronić lekarza, który dokonał przeszczepu i któremu groził sąd za zabicie dawcy. Zmiana definicji śmierci sprawiła, iż sądy zaczęły się nią posługiwać i orzekać, iż w momencie pobierania narządu do przeszczepu nie mamy do czynienia z przestępstwem.
Każde wprowadzenie na rynek farmaceutyczny nowego leku wymaga przeprowadzenia szeregu
badań. Tymczasem w tak fundamentalnej sprawie jaką jest orzekanie kryteriów zgonu tych badań nie przeprowadzono?
- Tak, zmieniono definicję bez podania jakiegokolwiek uzasadnienia. W latach 80. próbowano stawiać tezę, iż mózg jest integratorem organizmu, a zatem jeśli jest on nieczynny, oznacza to, iż nie mamy już do czynienia z organizmem jako takim, ale ze zbiorem tkanek i narządów. W konsekwencji wprowadzono w medycynie pojęcie „zwłok z bijącym sercem". Nie ma to wiele wspólnego z rzeczywistością, ponieważ badania przepisane do orzekania śmierci mózgowej niewiele mówią o rzeczywistym stanie mózgu, są zbyt powierzchowne.
Osobną sprawą jest wyciąganie wniosku, że organizm, którego mózg został uszkodzony, przestaje być żywym organizmem. Taki wniosek również nie ma żadnego uzasadnienia. Profesor Alan Shewmon, amerykański neurolog, który bardzo rzetelnie zajmował się tym zagadnieniem, podkreśla zawsze, iż organizm ludzki jest zintegrowany w fazie przed powstaniem mózgu, wtedy, kiedy mózg się rozwija, a także - kiedy został on uszkodzony.
Znane są przypadki pomyślnego rozwoju ciąży u kobiet, u których orzeczono śmierć mózgową.
Oznacza to, że mimo uszkodzeń mózgu, hormony mogą wydzielać się prawidłowo.
- Prof. Shewmon mówi, że jeżeli jesteśmy w stanie ukuć termin „zwłoki z bijącym sercem", możemy idąc tym tropem równie dobrze dojść do posługiwania się hasłem „zwłoki świadome".
Kiedy bada się ludzi będących w stanie śpiączki połączonej z bezdechem - nawet jeśli nie mają oni tzw. odruchów pniowych, czyli rogówkowego, źrenicznego, wykrztuśnego, połykowego i oczno-mózgowego, nie
oznacza to jeszcze, że przestały działać głębsze poziomy mózgu - np. śródmózgowie. Wiadomo natomiast, że dla świadomości to ono właśnie jest najważniejsze. Jakiś poziom świadomości może być zatem
zachowany nawet wtedy, kiedy człowiek pozostaje w głębokiej śpiączce i nie reaguje na bodźce.
Istnieją przypadki osób, które wybudziły się ze stanu określonego przez lekarzy jako śmierć
mózgowa?
- Tak, ich relacje możemy obejrzeć nawet na kanale You Tube. Jednym z głośniejszych jest tutaj przypadek Zachariasza Dunlapa ze Stanów Zjednoczonych, u którego komisja orzekła śmierć i który słyszał przygotowania do własnego pogrzebu. Za dzień czy dwa miały być od niego pobrane narządy. Przyjechała rodzina, a wśród krewnych - kuzyni pielęgniarze. To oni
zauważyli, iż Zachariasz reaguje na bodźce. Zbadali go i nie zgodzili się na pobranie narządów do przeszczepu. Po kilku dniach "zmarły" został wybudzony, a następnie rehabilitowany. Jego relację można obejrzeć w internecie. Zwierzył się, iż kiedy usłyszał, że komisja lekarska orzeka o jego śmierci, miał ochotę wyrzucić jej członków przez okno.
Brzmi to może anegdotycznie, ale na ten temat wypowiada się szereg lekarzy z różnych krajów - nie tylko prof. Shawman, ale także dr Byrne i Potts ze Stanów Zjednoczonych, anestezjolodzy Hill i Evans z Wielkiej Brytanii czy Brazylijczyk, prof. Coimbra. Twierdzą oni, że pewna grupa chorych, u których orzeczono śmierć mózgową może mieć na tyle wysoki poziom świadomości, żeby wiedzieć, co się z nimi dzieje i odczuwać ból.
- Nie. Podaje się środki zwiotczające. Nie ma obowiązku podania środków znieczulających, a
tymczasem aby pobrać serce, trzeba rozciąć piłą klatkę piersiową i powłoki ciała od mostka do
spojenia łonowego. Człowiek mimo braku oznak świadomości może odczuwać wtedy ból - tak jak podczas zwykłej operacji.
- Tak. Oznacza ona pozbawienie życia konkretnego, ludzkiego organizmu. I nawet jeśli nazywamy ten organizm „zwłokami z bijącym sercem" nie różni się on co do swoich podstawowych parametrów, od każdego innego żywego organizmu. Orzeczenie śmierci mózgowej zmienia radykalnie sytuację chorego - ale tylko w aspekcie prawnym. Do momentu złożenia kilku podpisów pod diagnozą śmierci, istnieje wobec pacjenta obowiązek terapeutyczny. Tymczasem po ich złożeniu, można zaprzestać ratowania człowieka i skupić się na pobraniu od niego narządów do przeszczepu.
- Tak, według statystyk - większość z nich. Wymagają oni jednak intensywnej terapii polegającej przede wszystkim na zapobieżeniu obrzękowi mózgu. Tych działań nie podejmuje się; jeśli u pacjenta zostanie orzeczona śmierć mózgowa.
- Wtedy, kiedy nie ma mowy o wyborze „życie za życie", ale kiedy mamy do czynienia z przeszczepem od żyjącego dawcy za jego pełną świadomością i zgodą oraz wtedy, kiedy ponosi on minimalną szkodę niezagrażającą jego zdrowiu i życiu. Z taką sytuacją mamy do czynienia np. wtedy, kiedy pobieramy od krewnego biorcy jedną nerkę.
Niewiele osób w Polsce wie, że w naszym kraju istnieje tak zwana „domniemana zgoda" na pobranie narządów do przeszczepu. Oznacza to, że jeśli nie wypełnimy odpowiedniego formularza i nie wyślemy go na adres Poltransplantu, jesteśmy potencjalnymi dawcami - czy tego chcemy, czy nie.
- Tak, a rodziny pacjentów po wypadkach są na ogół tak zdezorientowane i poddane takiej presji, iż często nie mają odwagi reagować. Sprzeciw na adres Poltransplantu wysłało w Polsce tylko kilka tysięcy osób.
Ciekawym pytaniem, jakie można byłoby zadać transplantologom byłoby, czy sami wyrażają zgodę na pobranie ich organów po orzeczeniu śmierci mózgowej. Badania przeprowadzone w Stanach Zjednoczonych wykazały że tak nie jest: transplantolodzy w większości nie chcą być dawcami narządów.
marucha.wordpress.com/2013/01/21/horror-...istnieje/#more-29606
Skąd bierze się Olej i Mąka?- PRZESZCZEPY Czy taki los czeka tych co oddali swoje części dla innych czy oni beda tymi których lod opisujesz w powyższym art ? Będa sie wałęsać nie znajdując spokoju ? To samo dotyczy transfuzji ?