Source: https://www.aptekarski.com/100807-co-jest-nie-tak-z-dyzurami-w-aptekach-felieton
Timestamp: 2020-07-07 03:40:03+00:00
Document Index: 31728258

Matched Legal Cases: ['art. 94', 'art. 94', 'SA/Po ', 'art. 94', 'Art. 94', 'art. 94']

Co jest nie tak z dyżurami w aptekach? [FELIETON]
mgr farm. Mariusz Politowicz
Gdy w sprawie dyżurów aptek wiele lat temu przeszedłem od fazy poirytowania nimi, do fazy pisania i działania, nie przypuszczałem jednak, że doczekam chwili zawalenia się dotychczasowego pseudorozwiązania zawartego w art. 94 Prawa farmaceutycznego.
Grzech pierworodny dysfunkcjonalnego przepisu polega na tym, że rady powiatów ustalają dni i godziny pracy aptek, ale nie będąc ich właścicielami, nie ponoszą żadnej odpowiedzialności, za skutki, także finansowe, wywołane swymi uchwałami, czyli aktami prawa miejscowego. Brak szeroko pojętej współodpowiedzialności powiatów za dyżury aptek, jest generatorem nikomu niepotrzebnych konfliktów z aptekarzami.
Nikt nie kwestionuje oczywistych faktów, że dyżur nocny lub świąteczny jest obciążeniem, kosztem oraz utrudnieniem spowodowanym zrozumiałą koniecznością przestrzegania także Kodeksu Pracy.
Rada powiatu tylko zasięga opinii, m.in. samorządu aptekarskiego, ale nie jest nią związana. Przepis w istocie wymusza na radzie podjęcie uchwały dla "zapewnienia całodobowej dostępności do leków", a więc aptek.
Aptekarze słusznie czują się zignorowani i władczo potraktowani przez uchwałodawcę. Uchwała hipotetycznie zmusza aptekarzy do niewykonalnej (mnóstwo aptek jest 1-osobowych) pracy, która nie przynosi zysku. Dyżury z definicji są niedochodowe, co od lat przyznaje samo Ministerstwo Zdrowia. Jednocześnie nikt nie płaci aptece za gotowość pracy, jak czyni się wobec wszelakich służb ratowniczych. Wszystkie koszty spoczywają na aptekach – prywatnych firmach.
Wielokrotnie wczytywałem się w uzasadnienia pisane do uchwał rad powiatu. Niezwykle często znajdowałem frazy, które wprost wskazywały, że opinia Izby Aptekarskiej jest dla nich "tylko" opinią, której nie muszą uwzględniać. Zdarzało się nawet, że powiaty w swej arogancji prawnej nawet nie czekały na opinię, ale za każdym razem wojewoda, a najpóźniej Sąd Administracyjny unieważniał takie uchwały. Uzasadnienie było proste. Gdyby opinia nie była istotna, racjonalny ustawodawca by jej nie zaimplementował do art. 94 Prawa farmaceutycznego.
Cóż z tego, skoro powiaty najzupełniej bezkarnie ignorują niewygodne dla nich opinie Izby, czyli aptekarzy, ale akceptują, z definicji pozytywne (dlaczego miałyby być negatywne?), opinie wójtów i burmistrzów? Także i oni nie płacą za dyżury. Kto by nie nie chciał darmowych usług aptekarzy? Kto by nie chciał darmowych posiłków lub taksówek? Widać wyraźnie, że taki kształt przepisu jest z definicji pozorowaniem konsultacji społecznych, które powinny uwzględniać interes obu zainteresowanych stron. Aptekarze w realny sposób zostali tu zmarginalizowani, potraktowani przedmiotowo. Czy tak się tworzy dobre prawo?
Rada powiatu z zasady nie ma w swym składzie farmaceutów, którzy fachowo przekonaliby innych radnych do podjęcia uchwały w kształcie możliwym przez nich do zaakceptowania lub do jej nie przyjęcia. Z kolei nawet gdy pojawiały się uchwały, które w swej treści były zbieżne z postulatami i możliwościami aptekarzy, były unieważniane rozstrzygnięciami nadzorczymi wojewodów.
Te same rozstrzygnięcia są wykorzystywane przez rady powiatów do wyznaczania do dyżurów większej liczby aptek niż tylko jedna. Tak jest m.in. w moim powiecie, pleszewskim. Jednakże wojewoda w swych rozstrzygnięciach wyraźnie wskazał, że rada "w miarę możliwości" powinna włączać do dyżurów wszystkie apteki. Niestety, rada widzi słowo "wszystkie", a apteki - "w miarę możliwości". Treść uchwały jednak jest pisana przez powiat, a nie aptekarzy. Konflikt jest nieuchronny, bo niesprawiedliwość jest widoczna aż nadto.
Wskazanie, która apteka i kiedy ma pracować na swój koszt, jest niesłychanie wygodne dla przedstawicieli powiatów. Zawsze mogą powiedzieć, że oni, radni lub starosta, chcą dobrze dla obywateli, ale nie chcą tego leniwi i chciwi aptekarze. Jednakże ci sami aptekarze bezproblemowo wygrywają z powiatami sprawy wytoczone im w Sądach Administracyjnych. Także i ja mam na swym koncie wygraną (Sygn. Akt IV SA/Po 412/16, orzeczenie z 2016-12-07). Warto przypomnieć kluczowe zdanie z uzasadnienia wyroku:
„Szczególna rola apteki, o której mowa wyżej nie może być jednak podstawą do nadmiernego obciążenia obowiązkiem pracy we wskazanych porach i nie może mieć charakteru dowolnego. Ustawodawca dając organom samorządowym kompetencję do określenia pracy we wskazanych porach, wskazał na przesłankę 'dostosowania do potrzeb ludności', którą organy winny się kierować”.
Niestety, w kolejnych latach powiaty podejmują nowe, identyczne uchwały, które przez aptekarzy za każdym razem musiałyby być kierowane do Sądu Administracyjnego. Praca i syzyfowa, i równie frustrująca. W każdym razie w powiatach, gdzie funkcjonują szczególnie zdeterminowani aptekarze, dyżurów nie ma i nie będzie.
Jak podaje resort zdrowia, w statystycznej polskiej aptece pracuje zaledwie 1,78 magistra farmacji, z czego 83 proc. to kobiety. To właśnie są możliwości aptek: ludzie, nie maszyny.
Personel, czyli magistrowie farmacji, ich liczba, są pierwszym i podstawowym kryterium, które musi być brane pod uwagę w rozważaniach na temat istnienia dyżurów.
Przepisy wprowadzone w okresie epidemii COVID-19, spowodowały w aptekach gwałtowny spadek liczby pracujących. Zwłaszcza farmaceutek, które, jak inne matki, okolicznościami zostały zmuszone do pozostania w domu i opiekowania się dziećmi. Dodatkowo większe apteki wprowadziły pracę w systemach dwuzespołowych, które się nie stykały ze sobą. Chodziło o zapewnienie możliwości funkcjonowania aptek w ciągu dnia w przypadku, gdyby ktoś z personelu zachorował lub musiał być poddany kwarantannie. Tym samym, jeśli apteka jest czynna w dzień, nie jest w stanie być czynna w nocy. Dokładnie taka sama zależność funkcjonowała w 1-osobowych aptekach, które przed COVID-em próbowano zmusić do dyżurowania. W tej materii nic się nie zmieniło.
Jako ciekawostkę podam, że w ramach Biuletynu Informacji Publicznej pozyskałem dokument z 24 marca 2020 r. z wydziału bezpieczeństwa i zarządzania kryzysowego jednego z urzędów wojewódzkich. Z upoważnienia wojewody został skierowany do starostów i prezydentów miast z jego województwa. Zaleca się w nim, żeby w miarę możliwości wspierali apteki, aby w czasie COVID-u mogły funkcjonować w godzinach 10-18, "gdyż są one najbardziej odpowiednie dla osób pracujących". Równocześnie dla wojewody "oczywistym jest, że dla funkcjonowania aptek zasadnicze znaczenie ma personel, który boryka się również z problemami związanymi z obecnymi obostrzeniami, a także jest narażony na zakażenie".
Nie do końca... Jeden ze starostów, na którego terenie przytłoczone nadmiarem pracy apteki odmówiły dyżurowania, 22 kwietnia 2020 r., m.in. w ślad za ww. pismem, zwrotnie skierował do wojewody zapytanie, czy "organ [rada powiatu] ma możliwość zmiany uchwały w taki sposób, jak wskazano we wspomnianym dokumencie, a więc dla zapewnienia funkcjonowania aptek we wskazanych godzinach 10-18?".
Wydział nadzoru i kontroli urzędu wojewódzkiego odpowiedział, że nie, a starosta poinformował o tym apteki. Jednocześnie zaznaczył, że o odmowie dyżurowania każdorazowo będzie informował wojewodę i okręgową izbę aptekarską. Dodatkowo zaznaczył, że art. 94 ust. 1 PF nie został zmieniony przepisami wprowadzonymi z powodu COVID-u.
Ta nieprzyjemna próba nacisku, na dodatek niespójna (eufemizm) z wcześniejszą sugestią wspierania aptek, nie wzbudziła zachwytu (też eufemizm) wśród farmaceutów. Podtrzymali swoje stanowisko i solidarnie nie dyżurują.
Logiczna sekwencja poważnych zdarzeń formalnych i COVID-owych, nie wzruszyła starosty ze Świdnicy. Ni mniej, ni więcej, tylko do prokuratury złożył doniesienie, jakoby przez brak dyżurów aptekarze stworzyli zagrożenie zdrowie i życia dla mieszkańców. Co prawda prokurator nic takiego nie stwierdził, ale wymachiwanie przez starostę toporem wojennym nie zostanie zapomniane.
Art. 94 PF pozwala być butnym i aroganckim, czego także byliśmy świadkami, czytając list przewodniczącego rady powiatu mogileńskiego. Wśród słów świadczących o głębokim niezrozumieniu powagi sytuacji, w której znaleźli się aptekarze, znalazły się zarzuty mające świadczyć o... ich chciwości. Według autora listu rzekomo chcieli wykorzystać okres COVID-u dla własnych zysków.
W obliczu takich zdarzeń trudno oczekiwać konstruktywnych rozmów z powiatami. To stwierdzenie nie dotyczy Związku Powiatów Polskich, z którym nasz Samorząd wspólnie przygotował sensowny projekt nowelizacji art. 94 PF. "Magazyn Aptekarski" wielokrotnie wspominał o tym projekcie, który od ponad dwóch lat spoczywa nietknięty w przepastnych szufladach Ministerstwa Zdrowia. Można przypuszczać, że gdyby wdrożono zawarte w nim propozycje, nie tylko dziś już nie pisałbym o dyżurach jako poważnym problemie, bo już by go nie było.
Również w ramach BIP pozyskałem dokumenty, dzięki którym poznałem sekwencję zdarzeń, które doprowadziły do kolejnej interpelacji poselskiej.
19 maja 2020 r. starosta czarnkowsko-trzcianecki napisał do ministra zdrowia list, w którym zgodził się z argumentacją aptekarzy co do fizycznej niemożności dyżurowania i jego nieopłacalności, co potwierdzili strajkiem trwającym od 7 października 2019 r. Zauważył również, że powiat nie może od nich egzekwować dyżurów, gdyż jakiekolwiek jego działania stanowiłyby naruszenie kompetencji ustawowych.
List ten wysłał do wiadomości dziewięciu posłów. W ślad za nim grupa posłów skupiona wokół posłanki Marii Janyskiej z Czarnkowa, złożyła interpelację poselską. W odpowiedzi na nią wiceminister zdrowia Maciej Miłkowski odpisał, że resort rozważa całą gamę możliwych rozwiązań, w tym także dotyczących ewentualnego egzekwowania stosowania prawa miejscowego.
Tego typu sformułowanie w innych okolicznościach mogłoby budzić zaniepokojenie. Jednakże nie zakładam, aby po tylu latach i wielu kontaktach z naszym Samorządem, popartych przez aptekarzy mocnymi dowodami, resort zdrowia chciał rozwiązań konfrontacyjnych. Podczas niedawnej i głośnej w swej wymowie debaty, która odbyła się pod auspicjami Dziennika Gazety Prawnej, pan minister osobiście zapewnił, że sprawa dyżurów musi zostać wreszcie uregulowana.
Opowiedział się za rozmowami z zainteresowanymi, co w tym wypadku oznaczało przede wszystkim aptekarzy. Przyznał, że dyżury przynoszą straty, a marża z obrotu lekami refundowanymi nie przynosi dochodu. W godz. 24-6 ruch w aptekach zamiera (dane dzięki DRR, czyli Dokumentowi Realizacji Recepty), więc dyżur nie jest koniecznością i należałoby rozważyć inne formy pomocy pacjentom, np. poprzez SOR. Tam są przypadki ratowania życia, a nie w dyżurnych aptekach. Poza tym nie ma sensu, wg ministra, aby do dyżurów wyznaczać małą aptekę, zwłaszcza z dala od SOR, itp. Zachęcam do obejrzenia i wysłuchania dyżurowej wypowiedzi pana ministra, która trwa od ok. 1 h 24` do ok. 1 h 29`. Ja się z nią zapoznałem bardzo uważnie.
5 maja 2020 r. Naczelna Rada Aptekarska podjęła uchwałę, w której zaproponowała, by w nowych okolicznościach tak znowelizować przepisy, aby zamiast rad powiatów wojewoda fakultatywnie ustalał dyżury. Jednakże nie powinien robić tego bezrefleksyjnie, czyli musi uwzględnić m.in. możliwości kadrowe aptek (opinia Izby). Płatnikiem miałby być NFZ, w uzgodnieniu z którym wojewoda ustalałby dyżury. W ten oto sposób doszliśmy do drugiego, nie podlegającego kwestionowaniu warunku, który musi być spełniony, aby dyżury mogły istnieć. Jest nim zapłata.
Z przykrością stwierdzam, że przez wszystkie lata mojej pracy zawodowej (poza okresem zatrudnienia w państwowym Cefarmie), ze strony wszelkiego rodzaju decydentów padały słowa zdziwienia, że aptekarze oczekują zapłaty za swoją pracę. Zawsze się zastanawiałem, czy za tym niefrasobliwym podejściem jest więcej niewiedzy, czy, nomen omen, wyrachowania polityków różnego szczebla?
Pozostaje tylko czekać, aby – co 18 czerwca 2020 r. podczas jednego z kongresów przytomnie zauważył pan minister Miłkowski – minął okres wyborczy. Po tym wydarzeniu powinny ruszyć różnego rodzaju prace parlamentarne, choć nie zapominajmy, że przecież nadchodzą wakacje, także dla polityków.
Autor: mgr farm. Mariusz Politowicz
Osłony dla aptek. "Wyjątkowe wyzwania wymagają sprawdzonego partnera"
- Skupiliśmy się na długofalowej poprawie rentowności aptek. Czujemy się w obowiązku w taki sposób odpowiedzieć na dzisiejsze wyzwania, bo wiele aptek bez naszej pomocy sobie nie poradzi – mówi Tomasz Pilecki, dyrektor departamentu wsparcia niezależnych aptek w Grupie Ne...
Coś tu nie gra… [ FELIETON]
Pewna popularna artystka na jednym z koncertów wykonała swój największy przebój. Nie wyszło najlepiej. Tymczasem publiczność zaczęła skandować: śpiewaj, śpiewaj! Młoda gwiazda z radością wykonała bis. Po raz kolejny usłyszała: śpiewaj, śpiewaj! Szczęśliwa zaśpiewała jesz...
"Niezależność farmaceuty będzie solą w oku wielu graczy na rynku aptecznym" [FELIETON]
26 maja 2020 r. miało miejsce rozpoczęcie prac na ustawą o zawodzie farmaceuty (UoZF). W zasadzie byliśmy świadkami formalnej procedury, która według zapowiedzi wiceministra zdrowia Macieja Miłkowskiego powinna się zakończyć jeszcze w czerwcu br., choć moim zdaniem nastą...
Kilka pytań o przyszłość rynku farmaceutycznego [ROZMOWA]
Jak epidemia wpłynie na sytuację aptek w przyszłosci? Czy spowoduje odpływ pacjentów do internetu lub marketów oferujących podobne lub te same produkty? Czy w konsekwencji apteki będą częściej niż do tej pory zmuszone utrzymywać się jedynie z marż aptecznych? O tych spra...