Source: https://wodolot.wordpress.com/2010/11/03/bezpieczenstwo-i-higiena-pracy-na-praktykach-archeologicznych/
Timestamp: 2018-03-22 12:00:53+00:00
Document Index: 115909016

Matched Legal Cases: ['art.304', 'art. 94', 'Art. 2373', 'art. 207', 'art. 2071', 'art. 2377', 'art. 233', 'art. 2221']

Bezpieczeństwo i higiena pracy na praktykach archeologicznych – Wod.o.Lot
Opublikowane 3 listopada 2010 24 Maj 2011 przez wodolot
W Polsce działa kilkanaście dużych jednostek akademickich kształcących młodych ludzi w dziedzinie archeologii, a co pewien czas uruchamiane są kolejne studia w tym kierunku na kolejnych uczelniach. Szacując, że naukę na I roku na jednej uczelni rozpoczyna ok. 100 studentów rocznie, którzy co roku muszą odbyć praktyki wykopaliskowe, otrzymujemy liczbę przynajmniej 3 tysięcy studentów lat I-III (studia licencjackie) biorących udział w praktykach w kraju i zagranicą.
„Kursy” bhp na studiach archeologicznych, o ile w ogóle są przeprowadzane, ograniczają się do krótkiej rozmowy ze studentami I roku, najczęściej przy okazji inauguracji studiów. Są wtedy przedstawiane ogólne zasady, bądź opowiadane historie o wypadkach – co w oczywisty sposób nie ma większego wpływu na praktyczne bezpieczeństwo pracy w tak skomplikowanej dziedzinie, jaką jest archeologia.
Częstą praktyką jest kilkuminutowe instruowanie przez nich studentów na stanowisku archeologicznym, w momencie rozpoczynania praktyk. Taki „kurs” ogranicza się zazwyczaj do kilku uwag, na przykład: ”uważajcie jak machacie łopatą, żeby nie trafić kolegi i nie zniszczyć zabytków”. Lub: „nie wpadnijcie z taczką do wykopu”. Tendencja jest taka, że większą wagę przykłada się do ochrony eksplorowanej materii archeologicznej niż zdrowia praktykantów. A prawie całkowity brak kontroli ze strony upoważnionych instytucji prowadzi do utrzymywania stanu niewiedzy o prawach i obowiązkach wynikających z Kodeksu pracy, a w konsekwencji do narastania liczby patologii.
W zawodzie archeologa mamy do czynienia z dwoma głównymi kategoriami zagrożeń – urazami fizycznymi oraz zagrożeniami biologicznymi. Pierwsze wynikają ze specyfiki prac, dość podobnych do prac budowlanych – wykorzystywane są narzędzia i techniki pokrewne (łopaty, szpadle, taczki, szalunek). A budownictwo ma przecież największy współczynnik ryzyka wypadkowego, więc jedynie mniejszej skali prac należałoby przypisać brak archeologii w rankingu wypadków. Archeolodzy wykonują często tytaniczną pracę, usuwając nierzadko wiele metrów sześciennych ziemi podczas prac na jednym stanowisku. Pamiętając, że 1m3 ziemi waży ponad 1 tonę, a prace wykonywane są nieraz na głębokościach przekraczających 2 metry, otrzymujemy obraz trudu prac oraz zagrożeń. Ewentualne obsunięcia profilów (ścian wykopu) czy też wpadnięcie przedmiotów do wnętrza wykopu stanowią stałe ryzyko towarzyszące wykopaliskom.
Wszystko co jest pozostałością materialną po ludziach i sytuacji mającej miejsce w danym miejscu w przeszłości, jest przedmiotem zainteresowań archeologów, w tym wszelkiego rodzaju śmietniska, jamy kloaczne, kanały, groby i grobowce, miejsca uboju zwierząt itd. Są to miejsca, o czym się często nie pamięta, dalej biologicznie aktywne – choć w mniejszej skali niż za czasów funkcjonowania. Do toksycznych zagrożeń biologicznych należałoby zatem zaliczyć podobne czynniki, jak w przypadku śmietnisk komunalnych [2], czyli pleśnie i inne grzyby, laseczki tężca, pałeczki duru brzusznego, paciorkowce, itp., a dodatkowo pierwotniaki, pasożyty, alergeny roślinne i zwierzęce czy mykotoksyny. Te mikroorganizmy mogą dostać się do organizmu poprzez wdychanie oparów i pyłu, bądź poprzez zabrudzenie zadrapań, czy spożywanie posiłków brudnymi rękami podczas przerw.
Jeszcze jednym, choć nie bezpośrednio związanym z pracą zagrożeniem są czynniki środowiskowe. Praca wykopaliskowa – jak już wspomniano – zazwyczaj ma miejsce w miesiącach letnich, po rocznym cyklu zajęć akademickich. Naraża to praktykantów na nadmierną ekspozycję na słońce, co może powodować kurcze cieplne mięśni, omdlenie cieplne, zmiany na skórze, udary czy wyczerpanie cieplne [3]. Do dobrych praktyk, realizujących zamysł rozporządzenia ministra pracy i polityki społecznej [4], należy stawianie namiotów lub rozciąganie plandek nad wykopami w celu ochrony zarówno przed nadmierną ekspozycją na słońce, jak i deszczem.
Kolejne zagrożenie powiązane z warunkami atmosferycznymi wynika z nasiąkania gruntu, zalewania wykopów i powstawania błota. Wodę i osady należy usunąć przed wznowieniem prac – najczęściej jest to wykonywane przez praktykantów, którzy wchodząc do szlamu wybierają go wiadrami bądź łopatami. Ziemia i woda nie są jałowe, więc czynności w takiej formie oznaczają ekspozycję praktykantów na szkodliwe czynniki biologiczne.
Ostatnim rodzajem zagrożeń są ugryzienia zwierząt i owadów. Pierwsze mogą powodować zakażenia, drugie – reakcje alergiczne. Nornice, myszy polne, jaszczurki, krety to zwierzęta często wpadające do wykopów, które przecinają ich naturalne tunele. Z kolei insekty, takie jak komary, gzy czy kleszcze, a nawet osy ziemne bądź ślepaki pospolite występują podczas większości prac polowych, naprzykrzając się pracującym. Mogą one przenosić różne choroby – stwarzają zagrożenie, które jest powszechnie ignorowane.
Studenci trafiają na praktyki nieświadomi niebezpieczeństw, nie wiedząc, że objęci są szeregiem ochronnych przepisów wynikających z art.304 § 2 Kodeksu pracy (zgodnie z którym pracodawca, który organizuje praktyki ma obowiązek zapewnić studentom bezpieczne i higieniczne warunki pracy). Traktują prowadzących badania jako autorytety. Jeśli nawet czują, że coś jest nie tak i dana sytuacja stanowi zagrożenie, często nie zabierają głosu, bojąc się o zaliczenie praktyk. Powoduje to niebezpieczną sytuację, gdy nieświadomość przepisów i strach przed konsekwencjami zamyka usta i oczy na zagrożenia.
Wg Kodeksu pracy (art. 94) obowiązkiem pracodawcy jest zaznajomienie pracowników z obowiązkami i sposobem wykonywania pracy oraz zapewnienie bezpiecznych i higienicznych warunków pracy. Nie można też dopuścić pracownika niezaznajomionego z zasadami bezpieczeństwa pracy do wykonywania czynności (Art. 2373 § 1) [1]. Jest to podstawa zdrowej i bezpiecznej praktyki, która przegrywa z chęcią szybkiego i energicznego prowadzenia prac. W interesie samego prowadzącego praktyki powinno leżeć podnoszenie świadomości pracowników i praktykantów, gdyż ponosi on ustawową odpowiedzialność za bezpieczeństwo i higienę pracy (art. 207 § 1), a przede wszystkim obowiązany jest znać przepisy bhp oraz przedstawiać pracownikom i praktykantom informacje o zagrożeniach i sposobach zaradzania im (art. 2071 § 1) [1].
Na etapie organizacji rzadko bierze się pod uwagę wymogi sanitarne pracy na wykopie. Dotyczy to zarówno środków ochrony indywidualnej, jak i narzędzi. Pierwsze, w postaci masek czy rękawiczek, najczęściej zapewniane są doraźnie, kaski używane są sporadycznie i wykorzystuje się je tylko w przypadkach ekstremalnych prac (np. pod głębokim profilem lub w wykopie szybowym).
Na praktykach studenci muszą najczęściej sami zapewnić sobie środki ochrony oraz odzież i obuwie robocze. Ustawowo przypada im w takim przypadku ekwiwalent pieniężny za zużycie własnego ubrania (art. 2377 § 4) [1]. Uczelnie rozwiązują ten problem, przeznaczając przed wykopaliskami kwotę pieniędzy na każdego studenta. Pieniądze te trafiają do prowadzącego praktyki, który zbiera od studentów pokwitowania za ich otrzymanie – w rzeczywistości pieniądze trafiają do kasy wykopalisk i są przeznaczane najczęściej na koszty utrzymania bazy danej ekspedycji (zapewnienie prądu, i/lub wody, wynajęcie pokoi, opłacenie szkód wyrządzonych przez prace właścicielowi gruntu). W taki sposób obowiązkowe praktyki nie dość, że niepłatne, to jeszcze generują studentom dodatkowe koszty w postaci konieczności zapewnienia sobie środków, niezbędnych dla ochrony przed mikroorganizmami oraz pyłami i oparami, mogącymi zawierać groźne czynniki biologiczne. Do ich dostarczenia pracodawca zobowiązany jest na mocy przepisów. Instytucje naukowe omijają ten wymóg podając w regulaminach praktyk informację o nie zwracaniu studentowi kosztów poniesionych z tytułu odbywania praktyki (np. Regulamin praktyk w IA UW [7]).
Stare narzędzia, chociaż spotyka się je na stanowiskach archeologicznych coraz rzadziej, mogą również stanowić zagrożenie. Zużyte, wysuszone trzonki łopat czy kilofów, pękające pod naciskiem i naprężeniem mogą być przyczyną groźnych urazów.
Kolejnym przepisem rozporządzenia, którego przestrzeganie w praktyce wygląda różnie, jest obowiązek zapewnienia pracownikom wody do picia i celów higieniczno-sanitarnych, gospodarczych i przeciwpożarowych w ilości nie mniejszej niż 30 l na człowieka dziennie (§ 13 ust.1 pkt 2) [4]. Są wykopaliska, gdzie woda do picia kupowana jest w ilościach hurtowych (tam, gdzie istnieje możliwość przechowania jej na stanowisku pracy, np. podczas prac w obrębie zamku czy kościoła) lub gdzie bliskość obozu ekspedycji do stanowiska pozwala na wykorzystanie beczkowozu. Istnieją jednak i takie wykopaliska, gdzie praktykanci zmuszeni są sobie sami kupować wodę, gdyż organizatorzy tłumaczą się koniecznością pokrycia innych kosztów. Zdecydowanie karygodnym przypadkiem jest wprawdzie zapewnianie wody, lecz pochodzącej z ujęć o – mówiąc delikatnie – niepewnych warunkach sanitarnych, jak wodopoje dla zwierząt czy strumienie.
W przypadku ekspedycji, której obóz składa się z kilku – kilkunastu namiotów, a woda dostępna jest z beczkowozu, trudno też o zapewnienie odpowiednich urządzeń higieniczno-sanitarnych, niezbędnych środków higieny osobistej (art. 233) [1] i przestrzeni przeznaczonej tylko do celów sanitarnych. Skutkuje to tym, że przez miesiąc praktyk studenci myją się w miskach bądź morzu, jeziorze czy rzece, żywią się w okolicznej wsi lub mieście, pracują w zabrudzonych i zapylonych ubraniach, a potrzeby fizjologiczne załatwiają w wykopanych w lesie szaletach. Do dobrych praktyk należy wynajmowanie przenośnej toalety i stawianie jej nieopodal stanowiska pracy – zaś do najgorszych pobieranie od studentów dodatkowych pieniędzy w ramach ogólnoekspedycyjnej „zrzutki” na wodę.
Jednym z poważnych zaniedbań jest niewykonywanie badań pod kątem zagrożeń biologicznych (art. 2221) [1]. W przypadku odkrycia zagrożeń, pracodawca powinien dążyć do ich wyeliminowania lub ograniczenia oraz prowadzić rejestr pracowników wykonujących czynności narażające na ekspozycję na takie zagrożenia. Brak badań w tym kierunku stawia wszystkich pracowników w sytuacji nieświadomej ekspozycji na nieznane mikroorganizmy. Dotyczy to zarówno prac archeologicznych w obrębie pozostałości architektury, jak i pracy przy wydobywaniu szczątków szkieletowych.
Elementem, który zapewnia zachowanie status quo jest brak jakichkolwiek kontroli bezpieczeństwa pracy na stanowiskach archeologicznych. Inspekcje takie zazwyczaj pojawiają się w momencie, gdy już dojdzie do wypadku i zachodzi ustawowy obowiązek kontroli stanowiska pracy. W raportach i planach Państwowej Inspekcji Pracy nie ma wzmianek o kontrolach sektora archeologicznego. Stwarza to pole do nadużyć, za które nikt nie czuje się odpowiedzialny, ani których nikt nie ma powodu zmieniać – niekonfliktowi studenci dostają wpisy, organizatorzy praktyk realizują niższymi kosztami plan badań, a państwowi kontrolerzy mają mniej pracy. Oto koło zamachowe napędzające archeologiczne patologie.
W celu opisania pełnego zakresu zagrożeń i ryzyka zawodowego można posłużyć się schematem etapów eliminowania ryzyka zawodowego, przedstawionym przez Europejską Agencję Bezpieczeństwa i Zdrowia w Pracy w broszurze „Ocena ryzyka zawodowego – zadania i obowiązki” [6]:
ustalenie zagrożeń i wskazanie osób zagrożonych
ocena rodzajów ryzyka i uporządkowanie ich wg ważności
podjęcie decyzji w sprawie działania zapobiegawczego
Prosty schemat pozwala na zdiagnozowanie oraz zaplanowanie sposobów wyeliminowania zagrożeń oraz profilaktyki.
Pozostaje jeszcze kwestia przełamania milczenia w sprawie złych praktyk podczas prac wykopaliskowych. Należy dążyć do zmiany świadomości pracodawców w kierunku dbania przede wszystkim o bezpieczeństwo pracy, a nie o koszty. Muszą oni uznać partnerstwo praktykantów we wprowadzaniu inicjatyw poprawiających warunki i atmosferę pracy. Należy zwrócić uwagę środowiska na rolę szkolenia w zakresie bhp oraz zasad udzielania pierwszej pomocy. Szkolenia powinny uwzględniać specyfikę warunków danego środowiska.
Ostatnim i ostatecznym środkiem jest nakładanie kar na pracodawców powodujących zagrożenie dla pracowników oraz otwarcie łamiących przepisy.
[1] Ustawa Kodeks pracy z dnia 26 czerwca 1974r (DzU z 1998 r., nr 21 ze zm.) , stan prawny na dzień 20 stycznia 2010 r.
[2] Z. Makles, W. Domański, Zagrożenia chemiczne i biologiczne – sortowanie odpadów komunalnych (1). „Bezpieczeństwo Pracy” 3(462)2010
[3] Bezpiecznie latem, „Bezpieczeństwo Pracy” 7-8(454-455)2009
[4] Rozporządzenie Ministra Pracy i Polityki Socjalnej z dnia 26 września 1997 r. w sprawie ogólnych przepisów bezpieczeństwa i higieny pracy, § 15 ust.2 z 2003 r., nr 169, poz. 1650 ze zm.)
[5] Rozporządzeniem Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego z dnia 5 lipca 2007 – W sprawie bezpieczeństwa i higieny pracy w uczelniach (DzU nr 128, poz. 987)
[6] Ocena ryzyka zawodowego – zadania i obowiązki. Europejska Agencja Bezpieczeństwa i Zdrowia w Pracy, ISSN 1725-7077
[7] Regulamin praktyk w IA UW, „Informator o zajęciach w Instytucie Archeologii Uniwersytetu Warszawskiego 2010-2011”, Warszawa 2010.
Pełna wersja artykułu pojawi się w czasopiśmie Bezpieczeństwo i higiena pracy – nauka i praktyka 10/2010.
Autor : O.C.S.
Posted in CiekawostkiOtagowane bezpieczeństwo i higiena pracy, BHP, BHP w archeologii, Kodeks Pracy, Operacja Czarny Szpadel, praca archeologa, praktyki wykopaliskowe, ryzyko zawodowe, wykopaliska, zagrożenia
12 thoughts on “Bezpieczeństwo i higiena pracy na praktykach archeologicznych”
3 listopada 2010 o 23:01
fantastycznie, oby tylko coś dobrego z tego wyszło : )
3 listopada 2010 o 23:16
podejrzewam, że wiele osób się zdziwi (PW)
3 listopada 2010 o 23:27
A potem nic się nie zmieni (bo nie ma pieniędzy; bo jest kryzys; bo idą zwolnienia) ;p
4 listopada 2010 o 01:10
Mam pomysl! Zrobimy pracownie badan terenowych i bedzie finansowac instytut ze zlecen komercyjnych! (PW)
4 listopada 2010 o 11:26
Lepiej – niech studenci rozpiszą projekty prowadzenia wykopalisk w ramach działalności Kół Naukowych, pieniądze na to przyjdą dofinansowania z różnych agend UW, czyli nadrzędnego do IA budżetu, dany dr czy prof się podpisze i będzie można przeprowadzić badania w tym roku. Albo metodą wielkich zachodnich projektów badawczych – weźmy wolontariuszy, którzy zapłacą za czterotygodniowy pobyt na „obozie archeologicznym”, tak powiedzmy 2.5kafal od osoby.
shavril pisze:
4 listopada 2010 o 11:50
Ładnie pięknie, ale czy gdyby wszystkie te obowiązki miały być wypełniane, to ostałyby się jakiekolwiek praktyki dla studentów? Być może w ogóle nie byłoby możliwości ich odbycia.
Dobrze wiesz, że to nie są praktyki tylko regularne badania, na których student jest „pracownikiem”, niestety na ogól fizycznym a nie umysłowym (PW)
4 listopada 2010 o 19:36
No racja MarJaw, tylko niestety nie można od archeologów wymagać by byli jednocześnie biznesmenami… (PW)
4 listopada 2010 o 21:42
Dlaczego nie? Jeżeli dostajesz pieniądze na konkretną pracę to twoim obowiązkiem jest tą pracę wykonać, trzymając się przepisów, a następnie próbować sprzedać jak najszerzej produkty tej pracy (wszelkie efekty naukowe, nawet nie spektakularne) w celu pozyskania środków na rozwój swojego projektu. Problem archeologii moim zdaniem jest taki, że za mało w niej menadżerstwa a za dużo kolesiostwa. Archeologia zarabiająca na siebie a nie tylko będąca dziurą dla państwowych pieniędzy chcąc czy nie chcąc będzie musiała stać się faktem, albo wszystkie „leśne dziadki” doprowadzą ostatecznie do załamania systemu.
Sportwagen kinderwagen pisze:
20 marca 2014 o 01:04
Jette Joop pisze:
27 marca 2014 o 02:55
13 lipca 2017 o 06:57