Source: http://czasopismo.legeartis.org/2017/06/prawo-godwina-debata-przerywanie-ciazy.html
Timestamp: 2018-03-17 16:23:30+00:00
Document Index: 116902143

Matched Legal Cases: ['art. 8', 'art. 23', 'art. 24', 'art. 122', 'art. 64', 'art. 25']

Prawo Godwina w debacie o przerywaniu ciąży (wyrok I CSK 90/15)
Pytanie jest proste: czy Prawo Godwina ma zastosowanie w sporach o przekroczenie granic swobody wypowiedzi — nawet w tak istotnych sprawach jak dopuszczalność przerywania ciąży?
wyrok Sądu Najwyższego z 11 marca 2016 r. (I CSK 90/15)
Porównywanie postępowania kobiety zamierzającej zgodnie z ustawą z dnia 7 stycznia 1993 r. o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży dokonać przerwania ciąży do zbrodni popełnianych przez nazistów, stanowi naruszenie jej dóbr osobistych w postaci czci i godności.
Orzeczenie dotyczy głośnej swego czasu sprawy: matka dwójki dzieci, o poważnej wadzie wzroku (-20 dioptrii), zaszła w trzecią ciążę. Biorąc pod uwagę zagrożenie zdrowia zwróciła się o przeprowadzenie legalnego zabiegu przerwania ciąży, którego lekarz jej odmówił. Sprawa trafiła do ETPCz, który uznał, że doszło do naruszenia art. 8 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka i przyznał odszkodowanie w wysokości 39 tys. euro (Tysiąc v. Poland — 05410/03).
Proces był szeroko komentowany w mediach (w l. 2008-09) — m.in. w felietonie opublikowanym w serwisie internetowym dziennikarz napisał, iż „zasłanianie tej prostej prawdy słowami o tym, że [kobieta] nie złamała prawa, a jedynie próbowała egzekwować przysługujące jej prawa – jest absurdalne. Adolf Eichmann też nie łamał hitlerowskich praw, czy to znaczy, że nie można go nazwać mordercą (w tym przypadku już niedoszłym, a jak najbardziej doszłym)? Czy od teraz, żeby nie sprawiać przykrości (może już nie jemu samemu) jego dzieciom przestaniemy określać jego działalność, jako zbrodniczą?”, a po kilku miesiącach dodał: „Szanowni prawnicy [kobiety] spieszę was poinformować, że ja także uważam, że robienie kasy na tym, że nie pozwolono komuś zabić dziecka jest obrzydliwe moralnie. I ja także uważam, że aborcja jest zamordowaniem człowieka, a ktoś kto robi na tym kasę niczym szczególnie nie różni się od nazistów”.
Sprawa trafiła do sądu, który prawomocnie nakazał publikację przeprosin: członek kościoła rzymsko-katolickiego ma prawo uznawać zabieg przerywania ciąży za zabójstwo, ale poglądy katolików nie są jednak jedynymi funkcjonującymi w Polsce i są osoby, nie podzielające takiego światopoglądu. Trzeba zatem odróżnić prawo do wyrażenia swojego stanowiska od spersonalizowanych zarzutów usiłowania zabójstwa.
Nieuprawnione były także zarzuty „robienia kasy” na tym, że kobiecie nie pozwolono „zabić własnego dziecka”, a także porównanie zgodnego z prawem działania powódki do zbrodni nazistowskich — „możliwe jest w debacie publicznej używanie figury retorycznej w postaci redukcji ad hitlerum, dla unaocznienia pewnych zjawisk na poziomie ogólnym” — ale kierowanie jej do konkretnej osoby może wiązać się z naruszeniem jej dóbr osobistych.
Rozróżnić też należy debatę o dopuszczalności aborcji — w której wolno stosować ostrą, ekspansywną i przejaskrawioną argumentację — od ataków wymierzonych w poszczególne osoby, odnoszące się do ich osobistych przeżyć (nb. nawet sam pozwany w innym tekście o kobiecie oskarżonej o zabicie własnego dziecka pisał, iż „z faktu, iż podejrzewamy kogoś o przestępstwo nie wynika, że wolno nam wobec niego zachować się nieetycznie (…), że wolno nam traktować ludzi jak śmieci i rozjeżdżać ich emocjonalnie. Niezależnie od tego co się wydarzyło ona także zasługuje na minimum szacunku, na traktowanie jej z godnością. Bo jest istotą ludzką i nigdy tej godności nie utraci” — jednak tego minimum szacunku powódce nie okazał).
Oceniając skargę kasacyjną wniesioną przez dziennikarza SN powtórzył zdanie dobrze znane — a mianowicie:
Swoboda wypowiedzi stanowi jeden z zasadniczych filarów społeczeństwa demokratycznego i nie ogranicza się do informacji i poglądów, które są odbierane przychylnie, uważane są, za nieobraźliwe lub neutralne, lecz odnosi się także do tych, które obrażają, oburzają lub wprowadzają niepokój, kwestionując ustalony porządek.
Dodając, iż nawet tak rozumiana wolność słowa nie może być absolutyzowana — nie może zatem prowadzić do naruszenia czci i dobrego imienia innych osób. Tak rozumiana wolność słowa nie zwalnia z odpowiedzialności za skutki naruszenia dóbr osobistych dokonanego w opublikowanym materiale prasowym. Stąd też także opinia wartościująca może być uznana za przekraczającą granice akceptowalnej krytyki — skoro zatem powódka nie otrzymała żadnych gratyfikacji za to, że chciała zabić własne dziecko, to autor felietonu nie dopełnił wymogu zachowania należytej staranności i etyki dziennikarskiej.
Pozwany dziennikarz nie wykazał, że formułowane oceny służyły działaniu w obronie uzasadnionego interesu, a nie poniżeniu kobiety w opinii publicznej, zaś forma wypowiedzi była adekwatna do treści — wolność słowa wiąże się z odpowiedzialnością za słowo, toteż nie można z niej korzystać w sposób wyrządzający krzywdę innym osobom. Krytyka jest działaniem społecznie pożytecznym i pożądanym, pod warunkiem, że ma na celu interes społeczny — ale formułowanie ocen ad personam, w sposób nierzetelny i napastliwy, nie służy żadnemu dobru. Dziennikarz ma obowiązek dostrzegać różnice między dyskursem publicznym — wymianą argumentów — a używaniem wolności słowa w celu artykułowania swojej niechęci do innej osoby.
Nawet wierny kościoła rzymsko-katolickiego musi uwzględnić, że system prawny może rozmijać się z jego oceną etyczną — zaś dopuszczalność aborcji może być nieuniknioną konsekwencją życia w pluralistycznym społeczeństwie, w którym dochodzi do kolizji podstawowych wartości. Odwoływanie się do wartości chrześcijańskich i społecznej nauki kościoła nie może przybrać tak bezrefleksyjnej postaci: w doktrynie kościoła nie można znaleźć podstawy do braku szacunku dla innych ludzi, zwłaszcza, że sama powódka nie posługiwała się takimi sformułowaniami we własnych wypowiedziach.
Bogactwo języka polskiego pozwala prasie użycie takich form ekspresji, które pozwalają na uzewnętrznienie poglądów bez krzywdzenia innych osób — a skoro pozwany nie potrafił sprostać tym powinnościom, zaskarżony wyrok został utrzymany w mocy, a skarga kasacyjna oddalona.
Słowem: prawu Godwina stało się zadość — odwołał się do Hitlera i przegrał…
Tags: art. 23 kc art. 24 kc dziennikarze religia Sąd Najwyższy wolność słowa zadośćuczynienie zdrowie
← Milczące załatwienie sprawy administracyjnej (art. 122a kpa)
Sprzeciw od decyzji kasacyjnej (art. 64a ppsa) →
43 comments for “Prawo Godwina w debacie o dopuszczalności przerywania ciąży”
6 czerwca 2017 at 07:34
Miło widzieć tak wyważone wyroki sądu, przypominające nazbyt gorliwie zasłaniającym się wiarą, że ich światopogląd to nie świat. To samo, z resztą, dotyczy każdego światopoglądu i oceny działań innych przez jego pryzmat.
Coś z zupełnie innej beczki: ostatnio pojawiły się informacje, że państwo – rząd – pomimo przeforsowanego ograniczenia dostępu do słynnej tabletki, tzw. dzień-po, pomimo wystawiania chochoła w postaci tematu zastępczego – aborcji, gdy jest to wygodne dla przeforsowania innych ustaw, ten rząd, który tak ochoczo peroruje (terroryzuje, fetyszyzuje) „obronę życia poczętego” (tutaj wnioskuję o powołanie Wojsk Obrony Życia Poczętego, WOŻP), będzie redukował wydatki na świadczenia w ramach patologii ciąży. Czyli słaby, chorzy, powinni sobie radzić sami. Przez głowę przechodzi ostrzejszy komentarz, ale bacząc na ten wyrok powstrzymam się, tym bardziej, że część mogłoby stanowić wypełnienie prawa Godwina.
Jako przykład proponuję podawać „higienistów” ze Szwecji i USA :)
6 czerwca 2017 at 08:22
Względnie można by też podawać hodowców. Wielu też do przesady dba o czystość i brak wypaczeń genetycznych. Ale przecież ludzie to ludzie.
6 czerwca 2017 at 09:41
Tak się zbiegło (w praniu):
A ja nadal nie rozumiem dlaczego krzyż przeszkadza tzw. ateistom. Przecież skoro nie wierzą to krzyż pozostaje na ścianie li tylko jako ozdoba, jak obrazy czy inne pierdółki, więc ściąganie go w ogóle nie ma sensu.
I tu dziwię się, że sądy w ogóle się takimi sprawami zajmują.
Sądy zajmują się wszystkimi sprawami — jeśli je opłacisz i będzie merytorycznie do rozpoznania.
Rzecz nie dotyczyła krzyża lecz pomówienia o kradzież tego krzyża — oraz tego czy to oznacza, że kradnie inne rzeczy.
Poza tym się z Tobą zgadzam, nawet w zakresie „tzw. ateistów” :-) Prawdę mówiąc istnieje tyle religii, że czasem można nie wiedzieć, że jakiś przedmiot jest jej symbolem (np. czerwona nitka na nadgarstku).
Crvena nitka na przegubie, to kabała, to wie każdy fan Madonny. ;-)
Tego typu ludziom chodzi o rzeczywistą i faktyczną neutralność światopoglądową. Jeśli w tej sali/klasie odbywały się lekcje religii, to samolocik z pilotem może lądować, gdy są zajęcia z tego przedmiotu.
Nie znam się na organizacji szkoły (tym bardziej na lekcjach religii) — ale czy, gdyby się zdarzyło, że religia jest w tej samej sali, w której jest biologia, na jej czas wynosi się ew. słoiki z formaliną względnie tablice pokazujące ewolucję gatunków? ;-)
6 czerwca 2017 at 13:08
Jestem rocznikiem kiedy religię uczono w szkole, mało pamiętam, bo szybko się (zostałem) wypisany, ale to religia była uczona gdzie była wolna sala.
6 czerwca 2017 at 16:49
Nie wiem czemu słoiki z formaliną miałby być niezgodne z religią. Natomiast ewolucja gatunków jest zgodna z nauką kościoła katolickiego. Co ciekawe fundamentalistyczny kreacjonizm nie jest z nią zgodny.
Przyznam, że nie jestem biegły w teologii biblijnej, niemniej wydawało mi się, że mężczyzna powstał z gliny, a kobieta z żebra, więc chyba nie było etapów A. afarensis, H. ergaster, etc. (nie wiem jak inne gatunki zwierząt).
Niemniej tamten komentarz należy traktować w kategoriach dowcipkowania, wyłącznie.
Jednak chłopa z pośledniejszego materiału zrobiono niźli niewiastę ;-) Wielka to sztuka z jednego gnata zmajstrować damskich tyle różności ;-) Chyba z błota było łatwiej modelować
6 czerwca 2017 at 21:17
https://scontent-frt3-1.xx.fbcdn.net/v/t1.0-9/15327514_1282309305167333_6012012486192532964_n.jpg?oh=040bf71d6f99773d3fdf37202479a8e4&oe=59DC87D6
Polecam czytanie Biblii, nie na zasadzie poznaj wroga (co niektórzy mi zarzucają, czy sugerują), ale poznanie kultury. Jesteśmy nasiąknięci symbolami, sposobem myślenia wywodzącym się z Biblii jak tylko się da. A Jahwe to kawał mściwego *%#$@!
Kiedyś próbowałem przeczytać Nowy Testament — chyba troszkę pod wpływem opowieści o Rycerzach Okrągłego Stołu, troszkę pod wpływem książek Arnolda Mostowicza i Ericha von Daenikena ;-)
7 czerwca 2017 at 09:21
Lecę po kolei. Ale zrobiłem sobie przerwę, bo czytanie Biblii wymaga dużego skupienia, a to spowalnia czytanie innych książek, które zacząłem wcześniej. Więc póki co jestem na Exodusie (nie zespole).
Von Daeniken. Wspomnienia.
https://s-media-cache-ak0.pinimg.com/236x/ce/4d/1e/ce4d1e65f41e18f38c19ab400870bd22.jpg
(Nie?)stety nie istnieje takie cudo jak „neutralność światopoglądowa”, więc to tylko wymówka służąca szykanowaniu religii w ogóle przez tzw. ateistów. Co jest w zasadzie sprzeczne z ideą(?) ateizmu jako takiego.
7 czerwca 2017 at 13:56
Chodzi o to, żeby nie było sytuacji, w której widzi się nad sobą logotyp tej czy innej religii. To ma sprawiać wrażenie, że nie presji, że ponad wszystkim jest królestwo boże.
Logicznie, to nie ma sensu, ale wojujący ateiści lubią czuć się niczym ciemiężeni przez wieki, którzy walczą o emancypację spod jarzma krzyża i biretu.
Niechby spróbowali emancypacji spod znaku gwiazdy Dawida, zaraz by się okazało, że to tak naprawdę antysemitnicy są. ;-)
Odpowiem przekornie, że słaba taka (nie?)wiara co się boi symbolu krzyża tak bardzo, że aż czuje się pod presją.
Na moje niech każdy sobie propaguje jaką religię chce, byle nic na siłę. I tyle.
W moim idealnym kraju każda szkoła mogłaby sama decydować jaki symbol chce na ścianach, bo nie byłoby min.edu…. ale jak się chce mieć państwowe, to się musi zgodzić z pewnym narzucaniem przezeń jakiegoś światopoglądu. To tylko konsekwencja.
jak się chce mieć państwowe, to się musi zgodzić z pewnym narzucaniem przezeń jakiegoś światopoglądu
Jednak najpierw trzeba zapisać w konstytucji — która religia jest panująca.
Bo którą będzie narzucać szkoła w takim przypadku? Wyznawaną przez prezydenta? premiera? marszałka (Sejmu? Senatu? województwa)? wojewodę? wójta? dyrektora szkoły? pani od biologii?
7 czerwca 2017 at 21:51
w zasadzie skoro mamy taki fetysz, że najlepsza jest tyrania większości to tym samym religia większości siłą rzeczy jest obowiązująca…. to kolejna konsekwencja, niezależnie od kostytucji.
Nota bene w preambule tejże jest odwołanie do chrześcijaństwa, więc… siłą rzeczy :)
8 czerwca 2017 at 07:29
Tyrania większości jest zawsze faktem, ale tyranizowanie jednych prowadzi do buntu drugich. (to gwoli przypomnienia oczywistych oczywistości).
8 czerwca 2017 at 13:13
to zawsze zależy od stopnia tyranii… wątpię, aby wieszanie krzyża w państwowych instytucjach było dostatecznym powodem buntu… w szczególności jeśli się w ten symbol nie wierzy…
8 czerwca 2017 at 14:01
Im chodzi o, to żeby zapis o neutralności światopoglądowej z Konstytucji RP (art. 25 ust. 2 Władze publiczne w Rzeczypospolitej Polskiej zachowują bezstronność w sprawach przekonań religijnych, światopoglądowych i filozoficznych, zapewniając swobodę ich wyrażania w życiu publicznym). A skoro wisi logotyp jednej religii, to znaczy, że inna jakby trochę mniej ważne, nie mówiąc o tym, że negacja religii, to już w ogóle fe.
8 czerwca 2017 at 09:30
Wot, to też jest jak najbardziej chrześcijański krzyż, ale jakby coś się nie zgadzało ;-)
http://www.mosinski.com.pl/508-234-thickbox/krzyz-prawoslawny-metalizzloty.jpg
8 czerwca 2017 at 10:09
Albo krzyż Św. Piotra — nawet nie wiedziałem, człek uczy się całe życie:
http://conggiao.info/pic/news/2011/09/15-ThanhGiadaonguoc.jpg
8 czerwca 2017 at 11:14
Rzeczywiście, zapomniałem, że tak się nazywa. ;-)
https://static.mediaequalizer.com/files/uploads/2015/01/Pope-flashes-hand-signal-in-Philippines-AP.jpg
Jak byłem młodym człowiekiem też się tym interesowałem (ale później Larry LaLonde trafił do Primusa, a ja razem z nim ;-)
https://metalrecusants.com/wp-content/uploads/2012/02/Possessedband.jpg
9 czerwca 2017 at 09:25
Nie widziałem! Ale Larry LaLonde dobrze zrobił!
ależ owszem, mógłby być i krzyż koptyjski (pochodzący od greckiego) … naprawdę forma graficzna tegoż ma aż takie znaczenie?
8 czerwca 2017 at 13:33
Nie wiem, dla mnie nie ma najmniejszego, ale chyba są ludzie, dla których ma znaczenie (obecność, brak obecności, kształt).
8 czerwca 2017 at 09:53
Ale mówisz o religii deklaratywnej czy faktycznej? Bo jeżeli mówisz o faktycznej religii to mamy rządy new age lub tumiwisizmu, ale z kolei nie ateizmu. Sprecyzuj, proszę.
8 czerwca 2017 at 13:19
faktycznej nie jesteśmy w stanie sprawdzić…. deklarowana jest katolicka… ale skoro się takową deklaruje to nie widzę powodu, aby to podważać. Czy i na ile faktycznie ludzie wierzą nie jest do sprawdzenia w zasadzie.
8 czerwca 2017 at 13:53
Więc skoro deklaratywna jest tak ważna to ze względu na deklaratywny rozdział państwa i kościoła symbole religijne nie powinny mieć miejsca w państwowych instytucjach.
Więc skoro deklaratywna jest tak ważna to ze względu na deklaratywny rozdział państwa i kościoła, księża powinni być sądzeni wyłącznie przez sądy kościelne i nie podlegać prawu polskiemu?
Ja rozumiem rozdział jako organizacyjny na takiej zasadzie jak działają korpo… jeśli nie to konsekwentnie jw.
Symbole w urzędach to tradycja jedynie. Co komu to przeszkadza skoro większość jednak żyje w tej tradycji, niezależnie od prawdziwości wiary?
8 czerwca 2017 at 16:51
Oczywiście! Co oznacza normalną odpowiedzialność karną za pedofilię na ten przykład (dopiero teraz nie da się jej zamiatać pod dywan!).
… zawsze można zapisać, że religię panującą stanowi ustawa ;-)
Dla ateisty (oczytanego) taki krzyż na pewno nie jest symbolem religijnym, ale jest przecież narzędziem tortur i śmierci. Zatem może kiedyś jakiś ateista powiesi obok miniaturkę gilotyny lub szafotu
6 czerwca 2017 at 15:58
Cóż, nie wypominajmy Rzymianom, że w taki sposób wymierzali kary — wszakże gdyby nie oni, nie byłoby chrześcijaństwa…
6 czerwca 2017 at 16:10
gdyby mieli inny sposób uśmiercania to pewnie byłby inny logotyp ;-)
6 czerwca 2017 at 16:15
Dobrze, że na bazie jakobinizmu nie powstała żadna religia…
7 czerwca 2017 at 13:42
Cóż poradzić, gusta są różne, mnie też się nie wszystkie obrazki czy inne ozdoby wieszane tu i ówdzie podobają, że nie wspomnę o reklamach. Ale czy mam przez to żądać pustych ścian wszędzie publicznie? A jaki kolor tych ścian byłby neutralny (światopoglądowo, bo gust to też przecież światopogląd)?
Tak więc nie dajmy się zwariować z „neutralnością światopoglądową”, bo nie ma czegoś takiego. Wszystko wynika z tego czy innego poglądu.
7 czerwca 2017 at 14:11
Akurat usunięcie takiego zagęszczenia billboardów, citylightów, plakatów, banerów, płacht byłoby dobre z czysto estetycznego punktu widzenia.