Source: https://czasopismo.legeartis.org/2019/08/potracenie-pieszego-wtargnal-przejscie.html
Timestamp: 2019-09-18 15:26:31+00:00
Document Index: 13543220

Matched Legal Cases: ['art. 19', 'art. 26', 'art. 177', 'art. 19', 'art. 26', 'art. 177', 'art. 177', 'art. 19', 'art. 26', 'art. 13', 'art. 16', 'art. 3', 'in dubio', 'in dubio']

Potrącenie pieszego, który wtargnął na przejście pod nadjeżdżający pojazd
A skoro tydzień temu było o tym, że kierowca ma widzieć pieszego, który wchodzi na jezdnię — to dziś będzie chyba jeszcze bardziej (w odczuciu niektórych P.T. Czytelników) kontrowersyjnie: kierowca ponosi odpowiedzialność za potrącenie pieszego, który wtargnął na przejście dla pieszych, wprost pod nadjeżdżający samochód, bo go nie widział, bo pieszy był zasłonięty znakami drogowymi — bo jak jest przejście, to trzeba uważać, bo na przejściu zawsze może pojawić się pieszy.
Dla przypomnienia: kierowca, który ma problemy z widzeniem, nie powinien wsiadać za kierownicę — bo może się okazać, że ponosi odpowiedzialność nawet za potrącenie pieszego, który wtargnął na przejście dla pieszych wprost pod nadjeżdżający samochód (fot. Magdalena Rudak, CC-BY-SA 3.0)
nieprawomocny wyrok SR w Legionowie z 14 maja 2019 r. (II K 120/09)
Na przejściach dla pieszych wejście pieszego na jezdnię w zasadzie nie może być zaskoczeniem dla kierowcy.
Sprawa dotyczyła kierowcy oskarżonego o nieumyślne naruszenie zasad bezpieczeństwa w ruchu drogowym — nie dostosował prędkości do warunków na drodze (art. 19 ust. 1 pord) i nie ustąpił pierwszeństwa pieszemu na przejściu dla pieszych (art. 26 ust. 1 pord) — przez co doszło do potrącenia pieszego ze skutkiem śmiertelnym (art. 177 par. 2 kk).
Wypadek wydarzył się na terenie zabudowanym, oskarżony wracał z apteki, jechał prędkością 50 km/h; z apteki, bo jego stan zdrowia ogólnie nie był najlepszy — wieloletnia cukrzyca spowodowała powikłania w postaci zmian ocznych (w postaci praktycznej ślepoty oka prawego i niedowidzeniem oka lewego) i zespół neuropatycznej stopy cukrzycowej, a do tego rozpoznano przewlekły nieżyt oskrzeli).
W pewnym momencie na jezdnię wszedł — z wysepki, na przejście dla pieszych (oznaczone migającym żółtym światłem), bezpośrednio pod nadjeżdżające auto — lekko podpity przechodzeń (0,5 prom. alkoholu we krwi), zaś kierowca, nie przewidując takiego rozwoju wypadków, nie zmniejszył prędkości, nie zahamował i uderzył w człowieka, który wskutek upadku doznał wielonarządowych obrażeń ciała i zmarł.
W ocenie kierowcy nie ponosił on winy za wypadek („fakt miał miejsce, ale nie zgadzam się z tym zarzutem do końca”), ponieważ nie widział pieszego z racji takiego a nie innego ukształtowania infrastruktury drogowej, która mu zasłoniła widok („przed wysepką stoi pachołek drogowy, przynajmniej stał w tamtym czasie, potem jest znak drogowy nakaz jazdy w prawo na wysokości 1,30 m, a za tym stał maszt z sygnalizacją świetlną, (…) w tym momencie kiedy ja nadjechałem nie widziałem pieszego, ponieważ pieszy stał za tym wymienionym wcześniej pachołkiem, okrągłym znakiem nakazu jazdy w prawo i masztem„). Oskarżony zaczął hamować dopiero po uderzeniu w pieszego — nie widział człowieka, więc nie musiał wykonywać manewrów obronnych, zaś całe zdarzenie było splotem nieszczęśliwych okoliczności „ze strony pieszego, że wszedł i mnie nie przepuścił, a jak że tam się znalazłem”. Równocześnie stwierdził, iż jego stan zdrowia nie miał żadnego wpływu na zdolność obserwacji sytuacji na drodze.
Sąd zauważył, że obie opinie biegłych, których zadaniem było zrekonstruowanie przebiegu wypadku, wskazują, iż bezpośrednią przyczyną zdarzenia było nieprawidłowe zachowanie nietrzeźwego pieszego, który wszedł na jezdnię bezpośrednio pod nadjeżdżający samochód. Gdyby ofiara potrącenia była trzeźwa, najprawdopodobniej dostrzegłaby pojazd i poczekała na możliwość bezpiecznego przejścia na drugą stronę. Co do zachowania oskarżonego biegli mieli pewną trudność: jeśli pieszy zatrzymał się na wysepce przed wkroczeniem na jezdnię, to sposób jazdy oskarżonego nie może być uznany za nieprawidłowy i miał prawo jechać (żaden ze świadków nie widział przebiegu samego zdarzenia). Przyjmując jednak, że kierowca rzeczywiście po prostu nie widział pieszego, oznacza to, że nie zachował szczególnej ostrożności przed przejściem, a zwłaszcza nie zmniejszył prędkości (w ocenie prokuratora pozwala to na przypisanie kierowcy zarzutu przyczynienia się do wypadku — w mojej natomiast ocenie nie dostrzegam alternatywy w tej logice).
W ocenie sądu oskarżony był wiarygodny w tym co mówił — ale źle interpretował stan faktyczny i swoje własne reakcje na sytuację na drodze. Przyczyną zaistniałego wypadku był wyłącznie brak ostrożności ze strony kierowcy, który zbliżając się do przejścia nie obserwował otoczenia jezdni w sposób prawidłowy — a nie wadliwa infrastruktura drogowa. Oczywiście można zakładać, że nie dostrzegł on pieszego ze względu na zły stan wzroku, ale nie można tego traktować jako okoliczności wyłączającej winę.
Każdy kierujący pojazdem ma obowiązek jechać z prędkością umożliwiającą panowanie nad pojazdem, z uwzględnieniem warunków (w szczególności rzeźby terenu, stanu i widoczności drogi, stanu i ładunku pojazdu, warunków atmosferycznych i natężenia ruchu). Obowiązkiem kierowcy jest prowadzić auto z taką prędkością, by miał możliwość rozpoznania zagrożeń oraz czas na reakcję — jeśli przeznaczył mniej czasu na analizę i czynności niezbędne do przeciwdziałania zagrożeniu, na tym polega jego błąd i wina. Jadąc 50 km/h oskarżony nie przekroczył dopuszczalnej szybkości, ale w tych konkretnych warunkach nie była to prędkość bezpieczna w rozumieniu art. 19 ust. 1 pord; skoro oskarżony mówi, że nie widział pieszego, bo widoczność zasłaniały znaki drogowe — to jego powinnością było przewidywać [podkr. moje] i jechać z taką prędkością, by mieć możliwość zareagowania gdyby ktoś stał za nimi (hamować).
Z tego względu nieprawidłowe zachowanie pokrzywdzonego — który wszedł pod nadjeżdżający samochód — prowadzące bezpośrednio do wypadku nie wyklucza oceny, iż do potrącenia przyczynił się oskarżony: nie dostosowując prędkości i nie reagując na nieprawidłowe zachowanie pieszego, a także nie zachowując szczególnej ostrożności przed przejściem dla pieszych (art. 26 ust. 1 pord). Oskarżony nie może bowiem pomijać faktu, że przejście było oznaczone migającym żółtym sygnalizatorem, zaś taki sygnał nakazuje zachowanie dodatkowej szczególnej ostrożności.
W konsekwencji należy stwierdzić, że wina oskarżonego nie budzi wątpliwości — winy tej nie eliminuje to, że wkroczenie pieszego na jezdnię było zaskoczeniem i nie do przewidzenia ze względu na ograniczoną widoczność, ponieważ kierowca był uprzedzony o przejściu dla pieszych, zaś jego „decyzja o kontynuowaniu jazdy nie wynikała z oceny zachowania pieszego, ale z faktu, że go po prostu nie widział, czyli nieprawidłowo obserwował innych uczestników ruchu” — toteż jego czyn wyczerpał dyspozycję art. 177 par. 2 kk.
Uznając oskarżonego winnym przestępstwa sąd wymierzył mu karę 7 miesięcy więzienia w zawieszeniu na 1 rok, ponadto będzie on musiał zapłacić 8 tys. złotych kosztów sądowych i tytułem zwrotu kosztów zastępstwa procesowego, a także 1 tys. złotych nawiązki na rzecz oskarżycielki posiłkowej.
PS to jest bardzo ciekawe: wypadek miał miejsce we wrześniu 2007 r., nieprawomocny wyrok mamy po prawie 12 latach.
Tags: art. 177 kk art. 19 pord art. 26 pord pieszy ruch drogowy wypadek
← Załączniki do wykazów poparcia kandydatów na członków KRS są informacją publiczną
Kateřina Tučková, „Boginie z Žítkovej” — chodź, opowiem ci bajeczkę… →
A jak w świetle tego wyroku ma się sprawa pana Najsztuba?
Nie wiem, nie czytałem (można gdzieś go przeczytać?), pomijając kwestie różnej oceny – może nie można mu było zarzucić braku ostrożności?
No ale chwila moment, a co z pierwszym przepisem artykułu 16 PoRD – „Zabrania się wchodzenia na jezdnię bezpośrednio przed jadący pojazd, w tym również na przejściu dla pieszych„?
On nagle zniknął, bo kierowca dojeżdżając do przejścia musi zachować szczególną ostrożność? Pieszy wchodząc na jezdnię, na przejściu lub poza nim, też musi – art. 13 ust. 1.
Olgierd (niezal.)
Cóż, za naruszenie tego zakazu pieszy już nie odpowie (a pewnie wolałby takie rozwiązanie).
Natomiast przypominam, że odpowiedzialność karna A nie oznacza braku odpowiedzialności B („czy mogę rozjechać babcię, która przebiega przez ulicę w niedozwolonym miejscu? mogę. Ale muszę się liczyć z konsekwencjami.”)
Nie nie, ja tylko pytam czy to w ogóle jest brane pod uwagę. Bo jak widzę argument, że „trzeba uważać bo pieszy zawsze może pojawić się na przejściu”, to od razu zapala mi się lampka ostrzegawcza że przecież nie może, bo wspomniany przepis mu tego czasem zabrania. ;)
Z tym, że odpowiedzialność karna to nie tylko pojedynek na przepisy, ale też na czyny.
Porównajmy to do instytucji obrony koniecznej: mniej-więcej wszyscy wiemy, że można odeprzeć ten bezprawny atak, że nie można działać za wcześnie, za późno, ani za mocno. Czy znajomość normy, i widok zwłok w progu oraz gospodarz mówiący „napadł mnie!” wystarczy dla oceny zdarzenia?
Tak samo jest na drodze: dookoła jest zwykle co najmniej kilkunastu innych użytkowników, każdy coś powinien lub mu nie wolno. Gdybyśmy go wyjmowali spod prawa tylko dlatego, że nie zastosował się do normy — to każdy inny mógłby go swobodnie napierniczać? ;-)
No więc powtórzę raz jeszcze – nie chodzi mi o żadne pojedynki na przepisy ani o wyjmowanie spod prawa kogoś kto przekroczył normę. Chodzi mi o ten prosty, acz według mnie fałszywy argument – „pieszy zawsze może się pojawić” – który jest fałszywy właśnie z racji wspomnianego przepisu. Bo owszem, zawsze tam gdzie przy drodze jest przeszkoda ograniczająca widoczność jest też szansa, że ktoś lub coś zza tej przeszkody pojawi się przed pojazdem zupełnie nagle. I po to właśnie według mnie powstały przepisy podobne do art. 16 PoRD, aby w takiej sytuacji odciążyć nieco kierowcę – w końcu nie jest… Czytaj więcej »
Prawda — każdy ma SWOJE obowiązki, każdy ponosi odpowiedzialność za niezastosowanie się do SWOICH powinności.
Jesteś niekonsekwentny. Podkreślasz często, że prawo to pewien system. A komentując ten – oczywiście niesprawiedliwy – wyrok, jakby o tym zapominasz. I nagle już nie patrzysz całościowo – że pieszy też ma obowiązki, tylko próbujesz tłumaczyć (usprawiedliwić) wyrok, który przerzuca winę na kierowcę. Wyrok o tyle kuriozalny (ach, ci powiatowi sędziowie), że sprzeczny z dwiema opiniami biegłych. Rozumiem, że sąd swobodnie ocenia dowody, ale – by posłużyć się chwytem, który przed chwilą zastosowałeś – sąd to nie tylko ślepa temida, ale i niedouczeni sędziowie, mający elementarne problemy z logiką i oceną faktów. Mam nadzieję, że w apelacji ten wyrok się… Czytaj więcej »
Ten niekrótki wywód o tyle jest zbyteczny, że nikt (nawet orzeczenie) nie polemizuje z tym, że pieszy naruszył przepisy.
Zadam krótkie pytanie: gdzie jest napisane, że naruszenie przepisów przez uczestnika ruchu „A” automagicznie zwalnia uczestnika ruchu „B” z odpowiedzialności za jego naruszenie przepisów, wskutek których poszkodowanym był „A”?
Nigdzie. Przeciwnie, jest art. 3 ust. 2.
Ale clue – moim zdaniem, które mimo wszystko podtrzymuję – jest inne. Napisałem niżej.
Bo – o ile rozumiem – za winnego uznano jednak pieszego. Nie rozumiem natomiast, dlaczego dodatkowo ukarano kierowcę. Cały ten (długi – fakt ;) ) wywód miał służyć pokazaniu tego, że kierowca niekoniecznie zachował się nieprawidłowo. Pewnych rzeczy nie da się mu udowodnić, więc in dubio… A tu sędzia jakby się uwziął, że go jednak ukarze i szukał argumentów pod uzasadnienie tezy.
Najwyraźniej sąd doszedł do wniosku, że można mu udowodnić brak wymaganej ostrożności — skoro pieszego nie widział i nie hamował aż do momentu uderzenia, to oznacza, że nie uważał na to co się wokół niego dzieje.
(Co do in dubio… — niedawno o tym było, że zasada ta odnosi się do sytuacji kiedy sąd ma wątpliwości, nie kiedy wątpliwości ma np. oskarżony ;-)
A wiesz, że przeczytałem ten fragment uzasadnienia, które przesądziło o skazaniu? Czyli właśnie ten fragment o tym, że kierowca powinien widzieć pieszego. Jest to najsłabiej umocowany w dowodach fragment uzasadnienia, więc nadal uważam, że sąd działał pod z góry ukutą tezę. W innych akapitach dziesiątki wyliczanek (wymieniane zeznania, opinie biegłych itd.), a w tej części po prostu stwierdzenie, że kierowca powinien widzieć (z odwołaniem do szkicu sytuacyjnego), mimo że sąd podkreślił, że oskarżony zeznał inaczej. Sędzia (okazało się, że to kobieta) po prostu wysnuła wniosek, że „oskarżony przyjął taką linię obrony” i nie dała mu wiary. Nie wiem, czy kiedykolwiek… Czytaj więcej »
Ale jak sąd ma opisać motywy, dla których uznał sprawcę winnym? Nie dość, że dowodu na to nie przeprowadzi, to zwróć uwagę, że nawet kodeks nie opisuje sposobu w jaki sąd ma ocenić winę — ba, nie definiuje nawet czym jest wina (polecam lakoniczne hasło na Wikipedii). Można się rozwodzić nt. dyrektyw wymiaru kary („sąd wymierza karę według swojego uznania, w granicach przewidzianych przez ustawę, bacząc, by jej dolegliwość nie przekraczała stopnia winy”), ale zawsze kara jest sprawą wtórną względem winy. Nb. trochę dziwnie wyglądają wywody nt. tego, że „zasadniczo kierowca zbliżający się do wysepki, która zawsze zwęża jezdnię, patrzy jednak… Czytaj więcej »
Ten wyrok sadu oznacza, ze mozna spokojnie wprowadzic obowiazek ustapienia pierwszenstwa pieszym na przejsciu. Przeciwnicy nie moga sie zaslaniac brakami infrastruktury, kiepskim oswietleniem poza miastami, etc, etc.
Zasłanianie się brakiem infrastruktury (można poprawić) lub złym oświetleniem poza miastami (też można poprawić) sugeruje inne niż logiczne przyczyny. W tym takie, które brzydko formułować w internetach ;/
Czyli trzeba jeździć z pasażerem… Gdy dojeżdżamy do miejsca, w którym gucio widać pasażer wyskakuje i biegnie przed samochód, żeby sprawdzić, czy za rogiem nikt nie czai się, żeby rzucić się nam pod koła… Oczywiście jestem za tym, że kierowca ma zawracać szczególną uwagę na wszystko co się dzieje dookoła, ale bez przesady…
No właśnie przesadą byłoby powiedzieć, że niedowidzący i nie uważający kierowca może jeździć po uważaniu. Ma widzieć i reagować.
Ma patrzeć i reagować. Różne okoliczności zewnętrzne (elementy infrastruktury drogowej, ubiór pieszego itd.) mogą mu uniemożliwić prawidłowe „widzenie” pieszego. I właśnie dlatego pieszy też ma obowiązek zachować szczególną ostrożność. Prawo nakazuje kierowcy tylko patrzeć (szczególna ostrożność = zwiększenie uwagi, a nie założenie noktowizora czy kamery termowizyjnej). Inaczej każdy z nas jako kierowca odpowiadałby np. za błędy drogowców*. A nawet za to, że pieszy ubrał się na czarno i wszedł na nieoświetlone przejście dla pieszych prosto przed nasze koła. Idę o zakład, że ten sędzia obwiniłby kierowcę i w takim przypadku. *) Jest w Wa-wie sporo wielce interesujących przejść dla pieszych.… Czytaj więcej »
Ale oczywiście, że okoliczności mogą być różne, więc sąd, który nie odniósłby się do okoliczności nie byłby sądem, lecz trąbą.
Może być totalna mgła z widocznością na 10 metrów, więc pieszy musi bardzo uważać — ale czy to oznacza, że kierowca auta uważać nie musi? Może być przejście z bardzo wymyślnymi szykanami uniemożliwiającymi łatwą orientację pieszemu — ale czy to oznacza, że kierowca może obok takiej konstrukcji przemknąć, bo to nie jest jego problem?
(Niemniej to są tylko modele teoretyczne, model praktyczny był taki jak w sprawie — niedowidzący i nieuważający kierowca + wizja, że znak zawieszony na 130 cm zasłonił dorosłego mężczyznę.)
Cześć :) Nie czytałem pełnego uzasadnienia (po Twojej relacji uznałem, że szkoda czasu i nerwów na taką lekturę), ale wydaje mi się, że wzroku kierowcy ostatecznie nie uznano za okoliczność obciążającą (w zasadzie trzeba by mu odebrać prawo jazdy, bo to wada nieodwracalna, a chyba tego nie zrobiono). Mnie chodziło o to, że sędzia jakby na siłę szukał argumentów, by ukarać kierowcę i dość wybiórczo oceniał fakty. Nieistotne dla sprawy (żółte światło) wziął pod uwagę, a istotne (jak był ubrany pieszy itd.) nie. De facto ukarał kierowcę za niedochowanie ostrożności, choć obowiązek jej dochowania miały obie strony. I jeszcze raz… Czytaj więcej »
W postępowaniu karnym nie ma możliwości odebrania prawa jazdy za słaby wzrok. Wydaje mi się, że uprawnienia bezterminowe są „wieczyste”, czyli nawet późniejsze pogorszenie stanu zdrowia nie ma wpływu na odebranie uprawnień.
Co do tego, że „ukarał kierowcę za niedochowanie ostrożności, choć obowiązek jej dochowania miały obie strony” — jestem prawie pewien, że gdyby była możliwość, do odpowiedzialności byłby pociągnięty także pieszy, no ale cóż, nie ma szans.
Dodam, że skoro kierowca nie hamował przed potrąceniem pieszego, to oznacza, że go nie widział — jak można nie widzieć pieszego, który jest przed maską??!
Chce pan stwierdzić, że zawsze świadomie widzi pan to co ma przed oczami ? Swój nos też pan cały czas widzi ?
Bakterii, cząsteczek tlenu w powietrzu też nie widzę, aczkolwiek na pewno one są — jednak mówimy o przepisach ruchu drogowego, nie o badaniach laboratoryjnych lub o złudzeniach optycznych.
Pisałem wyżej: patrzeć a widzieć to dwie zupełnie różne rzeczy. Na YT są dziesiątki filmików z pieszymi idącymi poboczem, zwierzętami, które nocą wybiegają z boku – w większości przypadków w chwilę po zderzeniu kierowca w ogóle nie wie, co się stało. Dla mnie samego to było spore przeżycie, gdy zrozumiałem, że wzrok potrafi nas bardzo oszukać. Nawet nas – całkowicie zdrowych. A zdarzenie miało miejsce we wrześniu o godz. 18, a nie w południe. Wystarczy cień od budynków, pochmurne niebo i pieszy ubrany na czarno, by go nie dostrzec z dostatecznym wyprzedzeniem. Nie dlatego, że się nie patrzyło (czyli zaniechało… Czytaj więcej »
Rozumowanie zmierza w dobrym kierunku: gdy dojeżdżamy do miejsca, w którym gucio widać zwalniamy do tych 30km/g by móc sprawdzić czy za rogiem się nikt nie czai a nawet jeżeli to dajemy sobie szansę na reakcję przed atakującym pieszym.
Podobnie jak kierowcy wymuszający pierwszeństwo na rowerzystach przy skręcie w prawo – którzy twierdzą, że „nie widzieli” roweru. Nie widzisz – nie jedziesz. To prawda, że czasem profil zakrętu jest taki, że trzeba mocno się szyją nakręcić, żeby ogarnąć wzrokiem DDR z tyłu – wtedy jadę 3km/h, jak trzeba to się zatrzymuję – i nie ma stresu, że niewidzialny rowerzysta pojawi się z nikąd ;)
A co do pasażera wyskakującego – to w PORD jest już taki zapis – „w razie trudności w osobistym upewnieniu się kierujący jest obowiązany zapewnić sobie pomoc innej osoby.” (przy cofaniu)
Podsumowując logikę wywodu SR : Jeżeli byłeś uczestnikiem wypadku, to jesteś mu zawsze współwinny bo mogłeś być ostrożniejszy/uważniejszy/bardziej przewidujący, a wtedy do wypadku by nie doszło… Chyba czas pozbyć się auta, bo robi się zbyt ryzykownie. Albo może warto powrócić do przepisu, że przed jadącym samochodem powinien biec umyślny z dużą czerwoną flagą. Poza tym moją uwagę zwróciła następująca ocena stanu wzroku kierowcy: „wieloletnia cukrzyca spowodowała powikłania w postaci zmian ocznych (w postaci praktycznej ślepoty oka prawego i niedowidzeniem oka lewego)” Uff… Coś czuję, że gdyby pieszy przeżył to byłby współwinny nie tylko ze względu na wtargnięcie na jezdnię pod… Czytaj więcej »
Czy ja dobrze rozumiem, oskarżony tłumaczył się że nie widział i to jest jego wina. Gdyby natomiast powiedział „zauważyłem, ale zbyt późno żeby zareagować” — byłby w lepszej sytuacji?
Przy takiej argumentacji jak w tej sprawie – nie sądzę. Nie widziałeś więc twoja wina, bo powinieneś widzieć. Widziałeś ale nie było czasu na reakcję więc twoja wina, bo powinieneś jechać wolniej aby tego czasu mieć więcej. Na wszystko znajdzie się wytłumaczenie.
Ale jeśli widziałem, ale jednak nie dało się przewidzieć że pieszy wtargnie? Wtargnąć mu nie wolno, a poza tym nie ma przepisu który nakazywałby mi jechać tak, żeby w dowolnym momencie móc uniknąć skutków nagłego wtargnięcia.
Obowiązek zachowania szczególnej ostrożności istniejący podczas zbliżania się na przykład do przejścia dla pieszych jest właśnie takim przepisem. Oczywiście na pieszym również ten obowiązek ciąży.
Gdyby był dowód (np. w postaci opinii biegłego), że prawidłowo jadący i prawidłowo obserwujący przedpole kierowca nie zapobiegłby wypadkowi — wówczas jego czyn nie byłby zawiniony.
A ja napiszę tak: chcesz ukarać kierowcę – paragraf się znajdzie. Stara prawda, zaczęło się od kija. Winny czy nie – co za różnica.
Hej, no przecież kierowca nawet nie zwolnił przed przejściem dla pieszych (do czego zobowiązuje go kodeks a ściślej zapis w rozporządzeniu). No nie ma opcji, że był „niewinny” skoro NIE stosował się do przepisów.
Brak stosowania się do wybranego przepisu nie implikuje automatycznie odpowiedzialności za określone zdarzenie.
Prawnikiem nie jestem ale zdaje się, że kierowca ponosi odpowiedzialność wynikającą z ryzyka jaką niesie ze sobą prowadzenie pojazdów. W przypadku kombinacji czynników „nie zwolnił przed przejściem” oraz „rozjechał pieszego” wyłączenie odpowiedzialności nie wygląda na specjalnie uzasadnione.
To na gruncie cywilistycznym.
Na gruncie karnym (słaby ze mnie karnista, ale to jeszcze ze studiów pamiętam): KAŻDY ODPOWIADA ZA SWOJE. Ten kierowca nie odpowiada za to, że mu pieszy wskoczył pod koła (sąd przecież wyraźnie powiedział, że bezpośrednią przyczyną była nieostrożność pieszego). Ale kierowca odpowiada za to, że dojeżdżając do przejścia nie uważał — nie widział, a przecież trudno pieszego (nawet zza znaku 1,30 m) nie zobaczyć jak podchodzi na wysepkę. Nie byłoby wypadku gdyby pieszy nie wtargnął, ale też nie byłoby go, gdyby kierowca miał baczenie.
Z tym „widzeniem” to naprawdę zależy od warunków obserwacji, sam miałem dwie okazje by w nocy potrącić wielbicieli dresowych ciuchów znanej marki. Tej, która naszywa po trzy paski i te paski szczęśliwie są odblaskowe. ;)
Bo w niezabudowanym (?) pieszy ma obowiązek chodzić w odblaskach. Ale znów — czy brak takiej ozdoby zwolniłby kierowcę od odpowiedzialności? Jedyna prawidłowa odpowiedź brzmi: to zależy.
W obu przypadkach akurat był obszar zabudowany – co nie zmienia faktu, że były to kompletnie ciemne odcinki jezdni. Tak samo w obu przypadkach jechałem naprawdę powoli, rzędu 30km/h, bo dopiero co opuściłem skrzyżowanie po wykonaniu skrętu, notabene zostawiając przejście dla pieszych za sobą.
Jeśli chcesz powiedzieć, że „jeszcze trzeba złapać”, to masz rację.
Zwróć uwagę, że sama w sobie nieostrożna jazda jest wykroczeniem (pewne historie przed przejściem dla pieszych to 10 pkt.). Tutaj rzecz jasna nikt nie mówi o wykroczeniu, bo „grubsza sprawa” „zeżarła” to wykroczenie.
Nie, tego akurat nie chcę powiedzieć (acz to trafna uwaga), po prostu przyczyna zdarzenia może być zupełnie niepowiązana z przekroczonym akurat w tym czasie przepisem. Żeby uciąć w zarodku prowadzoną już gdzie indziej dyskusję – to tylko generalna uwaga, nie piję tu do konkretnej sytuacji o której rozmawiamy. ;)
A co z pieszymi polującymi na odszkodowanie, w jaki sposób mam możliwość „obronić” się przed takim zdarzeniem?Jako kierowca zawsze będę winny, bo nie zachowałem ostrożności.
Jeśli to samobójca, który celowo rzuci się pod auto, żeby rodzina dostała pieniądze, to rzeczywiście może być problem — miejmy nadzieję, że chociaż tacy zostawiają list.
Kup kamerkę. Inwestycja niewielka, korzyści może dać olbrzymie.
A później się okaże, że RODO-srodo ;-)