Source: https://www.rp.pl/Rzecz-o-prawie/310289989-Bartlomiej-Nowotarski-Demokracje-musza-reagowac-na-niepraworzadnosc-inaczej-nie-przetrwaja.html
Timestamp: 2019-06-24 09:52:33+00:00
Document Index: 6682952

Matched Legal Cases: ['art. 176', 'art. 173', 'art. 2', 'art. 6', 'art. 178', 'art.58']

Bartłomiej Nowotarski: Demokracje muszą reagować na niepraworządność, inaczej nie przetrwają - Rzecz o prawie - rp.pl
Aktualizacja: 28.10.2018, 11:17
Bartłomiej Nowotarski: Demokracje muszą reagować na niepraworządność, inaczej nie przetrwają
Demokracje muszą reagować na niepraworządność, inaczej nie przetrwają
Polacy regularnie słyszą zapewnienia rządzących, że Polska jest wciąż krajem w pełni demokratycznym i praworządnym, a uczestniczący w różnych protestach sędziowie sprzeniewierzają się swojej misji, wkraczając do czystej polityki. Dodatkowo, że mają służyć państwu, a bardziej zreflektowani mówcy, że narodowi (nie zaś praworządności).
W służbie praworządności
Sędziowie służą właściwie pojętej, czyli zgodnie z zasadami demokratycznego państwa prawa, praworządności, a w ten sposób obywatelom, w szczególności tym narażanym na niesprawiedliwe traktowanie państwa. Praworządność to jasny przekaz, iż władza musi podlegać prawu, które ją ogranicza. Biegunowym przeciwieństwem tej zasady są rządy królów, dyktatorów, fűhrerów. W praworządnej demokracji idzie przede wszystkim o podleganie prawu chroniącemu wyższe, bo uniwersalne, i z reguły zapisywane w konstytucjach wartości, w tym prawu obywateli do sprawiedliwego procesu przed niezależnym, niezawisłym i bezstronnym sądem. A niezawisłość, która jest podstawą bezstronności, opiera się na dwóch tradycyjnych podstawach: „wolności od" (wpływów, nacisków) i „wolności do", czyli do kierowania się wartościami, gdy prawo ustawowe stoi z nimi w wyraźnej sprzeczności.
Tak rozumiemy praworządność w sensie materialnym. Nie należy zatem mylić rządów prawa z prostym legalizmem, czyli stanowieniem ustaw przez jakąś doraźną, bo okresową, większość parlamentarną. Ustawa przenosząca nagle sędziów w stan spoczynku (choć formalnie poprawna jako wyjątek od zasady nieusuwalności, poza przypadkiem prezes Sądu Najwyższego, bo ją chroni w konstytucji zasada lex specialis) jest właśnie takim legalizmem.
Status „sygnalisty"
Ustawy upoważniające, nawet na krótko, ministra sprawiedliwości do usuwania i mianowania po uważaniu prezesów sądów i do każdorazowego wglądu w akta spraw, zostały z kolei niepraworządnie uchwalone w aspekcie materialnym ( zagrażają dobru publicznemu, jakim jest niezależność sądów i niezawisłość sędziów), a także formalnym, bo dotyczą aktów kierownictwa i nadzoru, a nie wyłącznie dopuszczanego przez konstytucję ustawowego określenia ustroju i właściwości sądów oraz postępowania przed nimi (art. 176). Trzeba przypomnieć, że sędziowie podlegają wprawdzie także ustawom zwykłym, ale tylko w sensie orzekania zgodnie z kodeksami, a nie w aspektach mogących wpływać na ich niezawisłość.
Po pierwsze, w praworządnej demokracji sądy i sędziowie są trzecią, odrębną i równą względem parlamentów, rządów i prezydentów władzą. Każdy obywatel ma mieć prawo do niezależnego, niezawisłego i bezstronnego sądu, a obrona tych wartości to powinność wynikająca z zasady praworządności. To także niezbywalne prawo sędziów, gdyż idzie o reputację całego wymiaru sprawiedliwości. Do tego polski sędzia nigdy nie jest wolny od analizy zgodności prawa z konstytucją, bo zawsze może trafić na taką sprawę w sądzie, wymagającą pytania do TK. Sędzia to strażnik praworządności, a dodatkowo sygnalizuje społeczeństwu zagrożenia. I aż się prosi, aby miał także status „sygnalisty" z ochroną właściwą dla tej funkcji. Odmowa zastosowania niepraworządnie uchwalonej ustawy zawsze jest takim sygnałem.
Po drugie, w Polsce konstytucja chroni nie tylko niezawisłość sędziów, ale i niezależność sądów jako instytucji (art. 173), i to mocniej niż np. konstytucja amerykańska. W USA dopuszczana jest większa ingerencja ustawodawcy w sprawy ich organizacji czy finansowania, choć uchylane są przez Sąd Najwyższy próby ingerencji w niezależność finansową sądów jako takich. W Polsce przyjdzie nam jeszcze rozważyć, czy wyjątki konstytucyjne od zasady separacji władz nie poszły za daleko np. w kwestii możliwości określenia trybu pracy i wyboru członków KRS na poziomie zwykłej ustawy.
Po trzecie, raczej bezsporne jest prawo sędziego do odmowy zastosowania prawa skonfliktowanego z konstytucją i jej wartościami. Zasadniczo jednak tylko do czasu rozstrzygnięcia kwestii przez TK. Dziś mamy tu w Polsce wyrwę. Z powodu podręcznikowych wręcz okoliczności każdy wyrok z udziałem „dublerów" będzie niepraworządnie wydany. Na szczęście dla praworządności, wartości podstawowe wyrażone w naszej konstytucji powielają się w art. 2 i 6 traktatu o Unii Europejskiej czy art. 6 konwencji o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności. Śmiało można zatem dochodzić praworządności przed TSUE.
Przykład z Urugwaju
Po czwarte wreszcie, prosta konfrontacja naszej konstytucji z choćby urugwajską (najlepiej notowaną demokracją w Ameryce Łacińskiej) zdecydowanie upoważnia do stwierdzenia, że sędziowie mogą bez przeszkód prowadzić także pozasądową aktywność publiczną, jeśli tylko nie stoi to w sprzeczności właśnie z zasadami niezawisłości i niezależności (art. 178 ust.3). Ale przypominam, polscy sędziowie stają, co deklarują jasno, w obronie właśnie niezawisłości i niezależności. Konstytucja Urugwaju po prostu mówi precyzyjniej niż nasza o zakazie agitacji na terenie urzędu, w godzinach pracy z wykorzystaniem oficjalnej nazwy instytucji (art.58), i tylko tyle.
To właśnie z przyczyn coraz częstszego w nowych demokracjach naruszania przez władze polityczne autonomii władzy sądowniczej rozwija się także doktryna „pozasądowej obrony" stosowanej przez sędziów. Demokracje na niepraworządne zjawiska muszą reagować, inaczej nie przetrwają. W przyszłości to właśnie z sędziów sądów powszechnych trzeba będzie konstytucyjnie uczynić drugą po TK redutę obrony demokracji. Tymczasem „pozasądowa obrona" jest ostatnim praworządnym i demokratycznym bastionem sędziów, wszelako z jednym zasadniczym warunkiem, jakim jest pozyskiwanie dla tej obrony społecznych sojuszników oraz opinii publicznej.
Autor jest profesorem Uniwersytetu Ekonomicznego we Wrocławiu, prawnikiem konstytucjonalistą, politologiem
Sąd to nie jarmark osobliwości
Europejskie sądy bronią demokracji
Po decyzji TSUE: Odlot jastrzębi politycznych
Inwestorzy polubili duże miasta
Ukraina: Partia Saakaszwilego nie wystartuje w wyborach
Rabiej o postulatach LGBT: Polacy nie chcą przeciągania struny