Source: http://prawo.vagla.pl/node/167
Timestamp: 2019-07-21 05:30:20+00:00
Document Index: 70565143

Matched Legal Cases: ['Art. 4', 'art. 11', 'Art. 4', 'art. 29', 'Art. 1', 'art. 78']

2002, coś drgnęło w Polsce | prawo | VaGla.pl Prawo i Internet
W zeszłym roku zacząłem "Odyseję prawno-internetową" od przeglądu najważniejszych wydarzeń na świecie. W tym roku odnotowałem wiele wydarzeń ważnych z punktu widzenia prawa związanego z nowymi technologiami i internetem na "naszym podwórku". Wśród najważniejszych wydarzeń znalazły się takie jak wejście w życie ustaw o podpisie elektronicznym czy o dostępie do informacji publicznych, został wydany pierwszy wyrok w spawie związanej z naruszeniem prawa autorskiego na stronach www, powstał nasz rodzimy sąd arbitrażowy, który będzie rozstrzygał w sprawach nazw domenowych. W dziedzinie prawa nowych technologii zaczyna się coś dziać również w naszym kraju. Dlatego właśnie tegoroczne podsumowanie rozpoczynam od najważniejszych wydarzeń mijającego roku 2002 jakie miały miejsce w Polsce.
W dniu 1 stycznia 2002 roku weszła w życie ustawa z 6 września 2001 r. o dostępie do informacji publicznej (Dz. U. nr 112, poz. 1198), zobowiązująca m.in. organy władzy publicznej do udostępniania wszystkim zainteresowanym dokumentów i innych źródeł informacji publicznej. W czerwcu, podczas VI Konferencji Miasta w Internecie Gustaw Pietrzyk, dyrektor Departamentu Rozwoju Informatyki i Systemu Rejestrów Państwowych MSWiA poinformował, że minister Spraw Wewnętrznych i Administracji podpisał rozporządzenie nt. budowy Biuletynu Informacji Publicznej. Rozporządzenie weszło w życie 20 czerwca i niedługo potem na stronie bip.gov.pl można było zobaczyć roboczą wersję strony głównej Biuletynu. Uważna lektura rozporządzenia Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji w sprawie biuletynu informacji publicznych spowodowała, że włosy mi stanęły dęba... Pierwsze obowiązki dla podmiotów przewidzianych w ustawie powstaną w lipcu przyszłego roku (18 miesięcy od dnia wejścia w życie ustawy). Już teraz jednak powinny się one zaopatrzyć w dwa serwery (drugi serwer jest serwerem zapasowym), administratora, który będzie robić codziennie kopie bezpieczeństwa... Wedle uzasadnienia do rozporządzenia koszt strony głównej Biuletynu szacowany był na jeden milion złotych! Dziwi mnie to zważywszy, że to jedynie witrynka, stanowiąca odesłania do stron przygotowywanych przez podmioty obowiązane (m.in.: organy władzy publicznej, organy samorządów gospodarczych i zawodowych, podmioty reprezentujące Skarb Państwa, państwowe osoby prawne, osoby prawne samorządu terytorialnego, inne państwowe i samorządowe jednostki organizacyjne, etc.). To na nich będą ciążyły zasadnicze koszty wprowadzenia w życie idei dostępu obywateli do informacji. W chwili obecnej za Biuletyn odpowiedzialne jest Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji, ale prawdopodobnie kompetencje te przejmie Ministerstwo Nauki i Informatyzacji (obecnie nadal Komitet Badań Naukowych).
W dniu 16 sierpnia weszła w życie ustawa z dnia 18 września 2001 r. o podpisie elektronicznym. Art. 4 pkt 3-6 oraz art. 11 ust. 4 wchodzą w życie z dniem uzyskania przez Rzeczpospolitą Polską członkostwa w Unii Europejskiej. Art. 4 pkt 2 obowiązuje do dnia uzyskania przez Rzeczpospolitą Polską członkostwa w Unii Europejskiej. Oto kilka komentarzy prasowych, które ukazały się w tym czasie. Puls Biznesu: "Podpis elektroniczny wciąż pozostaje fikcją", Gazeta Wyborcza: "zanim podpis elektroniczny się upowszechni, musi pokonać takie bariery, jak brak wielu rozwiązań prawnych w procedurach administracyjnych czy sądowych", Trybuna: "żaden urząd w Polsce nie jest przygotowany do przyjmowania od petentów elektronicznie podpisanych dokumentów". Sześć dni przed wejściem w życie ustawy ukazały się rozporządzenia wykonawcze do niej. Można je znaleźć w Dzienniku Ustaw nr 128 z 12 sierpnia 2002r., gdzie opublikowano pięć rozporządzeń Ministra Gospodarki: cztery z 6 sierpnia 2002r., w sprawie: Wzoru i szczegółowego zakresu wniosku o dokonanie wpisu do rejestru kwalifikowanych podmiotów świadczących usługi certyfikacyjne, związane z podpisem elektronicznym; Wysokości opłaty za rozpatrzenie wniosku o wpis do rejestru kwalifikowanych podmiotów świadczących usługi certyfikacyjne, związane z podpisem elektronicznym; Sposobu prowadzenia rejestru kwalifikowanych podmiotów świadczących usługi certyfikacyjne związane z podpisem elektronicznym, wzoru tego rejestru oraz szczegółowego trybu postępowania w sprawach o wpis do rejestru; Określenia zasad wynagradzania za przeprowadzenie kontroli podmiotów świadczących usługi certyfikacyjne, związane z podpisem elektronicznym. Ostatnie z dnia 9 sierpnia 2002r., w sprawie: Określenia szczegółowego trybu tworzenia i wydawania zaświadczenia certyfikacyjnego związanego z podpisem elektronicznym. Tym czasem, w wrześniu, Polska Izba Informatyki i Telekomunikacji zdecydowała się zaskarżyć do Trybunału Konstytucyjnego przepisy wprowadzone przez Senat do ustawy o podpisie elektronicznym. Zdaniem Izby, senackie poprawki wyszły poza materię ujętą w sejmowej wersji ustawy i tym samym są niezgodne z konstytucją. Konstytucyjność ustawy będzie najprawdopodobniej badana w nadchodzącym roku. Proszę zwrócić uwagę, że ustawa weszła w życie w sierpniu, dosłownie chwilę wcześniej ukazały się rozporządzenia a dopiero w grudniu (szesnastego) Jacek Piechota, Minister Gospodarki, oraz Leszek Balcerowicz, prezes Narodowego Banku Polskiego, podpisali protokół wytworzenia kluczy elektronicznych, które formalnie należąc do Ministra Gospodarki, będą służyły do fizycznego uruchomienia systemu podpisu elektronicznego w Polsce.
W dniu 9 listopada weszła w życie ustawa z 27 lipca 2001 r. o ochronie baz danych. Komentatorzy stwierdzają, iż najlepszym przepisem tej ustawy jest ten, który mówi kiedy ustawa wchodzi w życie. W rozumieniu ustawy o ochronie baz danych termin baza danych to zbiór danych lub jakichkolwiek materiałów i elementów zgromadzonych według określonej systematyki lub metody, indywidualnie dostępnych w jakikolwiek sposób, w tym środkami elektronicznymi, wymagający istotnego, co do jakości lub ilości, nakładu inwestycyjnego w celu sporządzenia, weryfikacji lub prezentacji jego zawartości. Ustawa definiuje również termin pobieranie danych jako stałe lub czasowe przejęcie lub przeniesienie całości lub istotnej, co do jakości lub ilości, części zawartości baz danych na inny nośnik, bez względu na sposób lub formę tego przejęcia lub przeniesienia z pewnymi zastrzeżeniami.
Usługi i pieniądz
Kolejne ustawy przyjęte przez Sejm w mijającym roku to ustawa z dnia 5 lipca 2002 r. o ochronie niektórych usług świadczonych drogą elektroniczną opartych lub polegających na dostępie warunkowym, ustawa z dnia 18 lipca 2002 r. o świadczeniu usług drogą elektroniczną, ustawa z dnia 12 września 2002 r. o elektronicznych instrumentach płatniczych. Pierwsza ustawa ma zapewnić ochronę usługodawcom, świadczącym tytułowe usługi (w tym online), przed pozbawianiem ich należnych im wynagrodzeń przez osoby, które wprowadzają, a także używają w obrocie handlowym niedozwolonych urządzeń oraz innych rozwiązań technicznych służących obejściu zabezpieczeń. W ustawie o świadczeniu usług drogą elektroniczną znalazły się zapisy dotyczące rozsyłania komercyjnej niechcianej korespondencji (spamu). Wspomniana regulacja mówi m.in. o przesyłaniu niezamówionej informacji handlowej skierowanej do oznaczonego odbiorcy za pomocą środków komunikacji elektronicznej. Informację handlową uważa się za zamówioną, jeżeli odbiorca wyraził zgodę na otrzymywanie takiej informacji, w szczególności udostępnił w tym celu identyfikujący go adres elektroniczny. Powstaje problem czy udostępnienie adresu poczty elektronicznej na stronie internetowej może być traktowane właśnie jako taką zgodę. Nie zapominajmy również, że spam ma charakter nie tylko korespondencji komercyjnej. Śmiało możemy mówić o spamie politycznym czy religijnym. Takich regulacji, które chroniły by przed takim spamem, w Polsce jeszcze nie ma. Ale od czegoś już zaczęliśmy. Kolejna ustawa - o elektronicznych instrumentach płatniczych, podpisana przez prezydenta 1 października, ma za zadanie dostosowanie polskiego rynku finansowego do prawa UE w celu usunięcia barier rozwoju technologicznego i produktowego elektronicznych instrumentów płatniczych. Ustawa wchodzi w życie po upływie 12 miesięcy od dnia ogłoszenia. Przepisy ustawy dotyczące instytucji pieniądza elektronicznego stosuje się od dnia uzyskania przez Rzeczpospolitą Polską członkostwa w Unii Europejskiej.
Nowelizacje: strony, VAT i pola eksploatacji
Tu warto odnotować trzy ustawy nowelizujące: ustawę o zamówieniach publicznych, ustawę o podatku od towarów i usług oraz o podatku akcyzowym oraz ustawę o prawie autorskim i prawach pokrewnych. W pierwszej wprowadzono termin strony internetowe, w drugiej wprowadzono VAT na licencje na program komputerowy a trzecią dostosowano do traktatów WIPO. Od 9 października obowiązuje przyjęta przez Sejm nowelizacja ustawy o zamówieniach publicznych. Nakłada ona na instytucje publiczne obowiązek ogłaszania informacji o przetargach w Internecie. Obecnie art. 29 ustawy stanowi: "Zamawiający zaprasza do udziału w przetargu nieograniczonym, zamieszczając ogłoszenie w miejscu publicznie dostępnym w swojej siedzibie, na stronie internetowej oraz za pośrednictwem Prezesa Urzędu w Biuletynie Zamówień Publicznych". Ogłoszenie o przetargu nieograniczonym winno być zamieszczone na stronach internetowych również wtedy gdy wartość zamówienia nie przekracza 30 tys. euro. W marcu Prezydent Aleksander Kwaśniewski podpisał ustawę z 15 lutego 2002 roku o zmianie ustawy o podatku od towarów i usług oraz o podatku akcyzowym, o zmianie ustawy o Policji oraz o zmianie ustawy - Kodeks wykroczeń. Przepisy weszły w życie w 14 dni po ogłoszeniu. W ustawie z dnia 8 stycznia 1993 r. o podatku od towarów i usług oraz o podatku akcyzowym wprowadzono zapis, iż w rozumieniu ustawy, usługą jest m.in.: sprzedaż praw lub udzielanie licencji i sublicencji w rozumieniu przepisów prawa własności przemysłowej, udzielanie licencji lub upoważnianie do korzystania z licencji oraz przeniesienie autorskiego prawa majątkowego w rozumieniu przepisów prawa autorskiego - w odniesieniu do programu komputerowego. (Art. 1 pkt. 2 lit. a). W ten sposób VAT związany z licencjami na oprogramowanie wynosi 22 % (dotychczas nie były objęte podatkiem). Ustawa z dnia 28 października 2002 r. o zmianie ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych została nazwana "małą nowelizacją". Została podpisana przez prezydenta w dniu 15 listopada. Zadaniem tej nowelizacji jest dostosowanie regulacji prawnych z zakresu prawa autorskiego i praw pokrewnych do istniejących obecnie na świecie standardów technicznych zawartych w Traktacie WIPO o prawie autorskim oraz Traktacie WIPO o artystycznych wykonaniach i fonogramach. Przyjęte regulacje przyznają twórcom, artystom, wykonawcom oraz producentom fonogramów dodatkowe uprawnienia związane z wykorzystaniem ich praw za pomocą Internetu. Korzystanie z utworu na polu eksploatacji jakim jest internet będzie formą "publicznego udostępnienia utworu w taki sposób, aby każdy mógł mieć do niego dostęp w miejscu i w czasie przez siebie wybranym". Mimo, że Polska nie jest stroną żadnego z traktatów należy odnotować, że w mijającym roku oba traktaty WIPO zaczęły obowiązywać. Pierwszy z nich The World Intellectual Property Organisation's (WIPO) Copyright Treaty (WCT) wszedł w życie 6 marca 2002, drugi: WIPO Phonograms and Performances Treaty (WPPT), Zmierzający do harmonizacji prawa autorskiego dotyczącego muzyki i filmów w internecie wszedł w życie 20 maja.
Rozporządzenia: wnioski, rękojmia i niestrzeżone pasmo
Również wiele rozporządzeń dostrzega internet. W dniu 6 lutego weszło w życie rozporządzenie Rady Ministrów z dnia 8 stycznia 2002 roku w sprawie organizacji przyjmowania i rozpatrywania skarg i wniosków (DZ. nr 5, poz. 46). Przepis § 5 mówi, iż "skargi i wnioski mogą być wnoszone pisemnie, telegraficznie lub za pomocą dalekopisu, telefaksu, poczty elektronicznej, a także ustnie do protokołu". Przepis ten może ułatwić nieco postępowanie administracyjne, o ile w biurze podawczym będą wiedzieli gdzie na poczcie elektronicznej można przylepić znaczek skarbowy. Kolejnym rozporządzeniem, które mówi o poczcie elektronicznej (nie bezpośrednio, ale jednak) jest rozporządzenie Rady Ministrów, które określa warunki zawierania i wykonywania umów sprzedaży między przedsiębiorcami a konsumentami (Dz. U. nr 96, poz. 851), a które obowiązuje od 1 lipca. Zgodnie z nim, o wadach fizycznych rzeczy sprzedanej (w ramach rękojmi) konsument zawiadamia sprzedawcę na piśmie, ustnie lub przy wykorzystaniu środków porozumiewania się na odległość (czyli też pocztą elektroniczną). Jednak dla branży najistotniejsze chyba jest rozporządzenie Ministra Infrastruktury z dnia 6 sierpnia 2002 r. w sprawie urządzeń radiowych nadawczych lub nadawczo-odbiorczych, które mogą być używane bez pozwolenia (Dz. U. 2002, nr 138, poz. 1162). Rozporządzenie to zwalnia między innymi pasmo 2.4 GHz z wymogu uzyskania zezwolenia radiowego. Chodzi o "niestrzeżone pasmo radiowe" 2.4 GHz. W wielu krajach to pojęcie stosuje się do pasma, z którego korzystanie nie wymaga żadnych zezwoleń ani opłat. Niniejszym nie będzie potrzebne zezwolenie na zakładanie i używanie radiokomunikacyjnych urządzeń nadawczych i odbiorczych wraz z przydziałem ww. częstotliwości na co środowisko czekało prawie 3 lata.
Pierwszy wyrok: prawo autorskie
W sierpniu sąd ogłosił wyrok w sprawie Marzenna Kielan v. Krzysztof Kaźmierczak, o naruszenie praw autorskich (w oparciu o art. 78.1 Ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych) na stronie Malawi.pl. Sąd nakazał usunąć sporne artykuły, opowiadania oraz tłumaczenia powódki oraz nakazał pozwanemu przeprosić ją publicznie w Internecie (na grupach dyskusyjnych pl.rec.akwarium, natura.akwarium, natura.ogłoszenia i natura.hydepark). Sąd uznał, że prawa autorskie powódki zostały pogwałcone i że jako autor ma ona prawo chronić swoje prace w wybrany przez nią sposób. Pozwany ma zapłacić na rzecz powódki 1800 zł. tytułem zwrotu kosztów sądowych. To pierwszy tego typu wyrok jaki wydał sąd w oparciu o prawo polskie, w którym mowa jest o naruszenia prawa autorskiego w internecie. Tło sprawy: W dniu 30 sierpnia 2001 roku redakcja serwisu internetowego Malawi.pl przestała działać w swoim pierwotnym składzie. Pięć, spośród działających aktywnie sześciu, osób zrezygnowało z prowadzenia prac w wymienionym serwisie postanawiając kontynuować swoją działalność w nowej strukturze internetowej (Malawi.org.pl). Przedmiotem sporu pomiędzy jedyną osobą pozostałą w redakcji a tymi, które z niej odeszły stały się wówczas artykuły, wywiady, opisy, zdjęcia i inne materiały wykonane przez byłych członków redakcji. W uzasadnieniu wyroku sąd stwierdził: "Artykuły autorstwa powódki i tłumaczenia przez nią dokonane, a których usunięcia ze strony internetowej www.malawi.pl domagała się powódka podlegają ochronie ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych. (...) Poza sporem jest, że powódce w odniesieniu do publikacji wymienionych w pozwie przysługują uprawnienia wynikające z przepisów ustawy. (...) W świetle powyższych przepisów ustawy, fakt prezentowania przez pozwanego na stronie internetowej www.malawi.pl materiałów autorstwa powódki wbrew jej żądaniom usunięcia tych materiałów, ze strony zarządzanej przez pozwanego, jest naruszeniem autorskich praw osobistych powódki. Bierna legitymacja pozwanego nie budzi wątpliwości zważywszy na fakt, że od początku funkcjonowania strony internetowej www.malawi.pl był on jej nieformalnym administratorem i jedynym spośród grona redaktorów, który mógł zarządzać zawartością strony tj. wprowadzać na nią nowe materiały, lub część lub całość z nich usuwać. Obecnie zaś, gdy stał się właścicielem nazwy domeny oznaczonej www.malawi.pl, tym bardziej żądanie skierowanie przez powódkę do pozwanego jest w pełni uzasadnione..."
Arbitraż w sprawie nazw domenowych
W dniu 22 marca 2002 roku w Hotelu Mercure w Warszawie odbyło się XI Zwyczajne Walne Zgromadzenie Członków Polskiej Izby Informatyki i Telekomunikacji. Podczas walnego zgromadzenia dokonano zmian w Statucie Izby i Regulaminie Komisji Arbitrażowej PIIT, tworząc sąd polubowny, którego zadaniem będzie rozstrzyganie sporów powstałych w wyniku rejestracji nazw domen internetowych. Sąd zostanie uruchomiony na początku stycznia przyszłego roku. Koszt postępowania przed sądem będzie wynosił 2,5 tys. zł. i będzie opłacany przez stronę, która przegra spór. NASK zobowiązał się do wykonywania orzeczeń sądu, przygotował już stosowne zmiany w umowach podpisywanych z osobami rejestrującymi nazwy domenowe. W założeniu postępowanie arbitrażowe ma trwać jeden miesiąc. Strony będą mogły wybrać arbitra z listy 22 osób (na początek). Jeśli strony nie będą zgodne co do wyboru arbitra - sąd może rozpatrywać sprawę w składzie trzyosobowym - po jednym arbitrze wybranym przez każdą ze stron oraz jeden wybrany przez wybranych arbitrów.
Płatnik przed NSA
Na początku roku powstała inicjatywa zmierzająca do napisania otwartej, wolnej wersji oprogramowania Płatnik, a w przyszłości również oprogramowania Przekaz Elektroniczny, zaś po zakończeniu prac do oficjalnego zgłoszenia do ZUS-u prośby o ich akceptację jako oprogramowania dopuszczonego do użytku na takich samych prawach jak Płatnik/PE. Projekt ma kryptonim "Janosik". Sergiusz Pawłowicz postanowił przetestować w jaki sposób działa ustawa o dostępie do informacji publicznej. Jego zdaniem ZUS zmusza płatników ubezpieczeń do używania systemu operacyjnego Windows firmy Microsoft. W efekcie skomputeryzowania ZUS - płatnicy ubezpieczeń otrzymali przymus rozliczeń z ZUS poprzez oprogramowanie działające wyłącznie pod systemem MS Windows. W marcu Sergiusz Pawłowicz skierował pismo do dyrektora oddziału wrocławskiego ZUS z prośba o udostępnienie specyfikacji sposobu kodowania danych przesyłanych za pomocą programu Płatnik. Po wymianie korespondencji, biorąc pod uwagę, że minął czas przewidziany ustawą na odpowiedź ZUS, Sergiusz zdecydował się na pozew do NSA. Następnie został wezwany do uzupełnienia skargi poprzez dostarczenie kopii pisma wzywającego do usunięcia naruszenia interesu prawnego, po czym złożył stosowne wyjaśnienia. W lipcu w aktach sprawy znalazła się odręczna notatka stanowiąca zarządzenie: "proszę o zdjęcie sprawy z wokandy posiedzenia niejawnego. Jednocześnie należy wykreślić n/n sprawę z rejestru II SAB/Wr jako załatwioną w inny sposób i wpisać tę sprawę do rejestru II SA/Wr. Pismo z dnia 2 kwietnia 2002 r. kierowane przez skarżącego do Dyrektora ZUS należy uznać za wezwanie do usunięcia naruszenia. Stąd też należy wezwać skarżącego do wniesienia wpisu od skargi i po wykonaniu tej czynności skierować skargę do strony przeciwnej celem odpowiedzi na skargę i przesłanie akt". Powód wniósł opłatę i nieoficjalnie dowiedział się, że NSA sprawą zajmie się w październiku, sześć miesięcy od pierwotnej prośby. W dniu 20 sierpnia Sergiusz otrzymał z ZUS decyzję o odmowie udzielenia oczekiwanych informacji. Jak wynika z tego pisma, ZUS nie wie, w jaki sposób szyfrowane są dokumenty płatników! Dzień później Sergiusz napisał kolejny wniosek do ZUS z pytaniem, kto, jeśli nie ZUS, zna specyfikację szyfrowania. ZUS niestety nie wie, kto może wiedzieć jak są szyfrowane dane. W dniu 2 września, na żądanie sądu, powód podtrzymał swój pozew. W październiku nadal nie wyznaczono sprawy. Zdaniem powoda: "Iluzją jest artykuł 21 ust. 2 ustawy o dostępie do informacji publicznej, mówiący, że: skargę rozpatruje się w terminie 30 dni od dnia otrzymania akt wraz z odpowiedzią na skargę". Po interwencji u prezesa sądu wyznaczono datę pierwszej rozprawy na 21 listopada. Rozprawa się odbyła, ale jak się okazało powód popełnił błąd proceduralny: powinien złożyć kolejną skargę na odmowną decyzję ZUS, zamiast podtrzymywać skargę na bezczynność. W związku jednak z tym, że powód zachował termin złożenia skargi, sąd przesunął skargę do oddzielnego postępowania, i postanowił wezwać ZUS do odpowiedzi na skargę w ciągu 15 dni. Realny termin kolejnej rozprawy, to styczeń 2003 roku. W wyniku działań Sergiusza w sprawę zaangażował się już NIK, GIODO oraz Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Nadal nie wiemy jak są szyfrowane dane. Wedle Gazety Wrocławskiej: Prokom wykonał oprogramowanie tylko pod system Windows na wyraźne zlecenie ZUS.
Wiele się - jak widać - w Polsce wydarzyło. I szkoda, że system informatyczny, który po raz pierwszy w wyborach miał przetwarzać dane już na poziomie wybranych obwodów wyborczych i zapewnić szybkie przesyłanie danych, nie sprawdził się w takim stopniu w jakim oczekiwała Państwowa Komisja Wyborcza. "Pilotaż nie spełnił oczekiwań w takim zakresie jak przypuszczaliśmy" powiedział zastępca przewodniczącego PKW sędzia NSA Jan Kacprzak. W tym roku na obsługę informatyczną wyborów przeznaczono 24,5 mn zł (całe wybory kosztują ok. 150 mln zł), z czego ok. 2,5 mln to infrastruktura. Mam nadzieję, że mimo kontrowersji w sprawie wyborów, informatyka i internet będą w przyszłości filarem demokratycznego państwa i jedno niepowodzenie nie zrazi polityków.
W styczniu prokuratura w Norwegii postanowiła przesłuchać osiemnastoletniego Jona Johansena, który zdaniem władz złamał w 1999 roku (mając wówczas 15 lat) krajowe prawo dotyczące przestępstw komputerowych. Nastolatek wraz ze swoimi kolegami opracowali DeCSS - narzędzie umożliwiające omijanie zabezpieczeń DVD. Chcieli oglądać filmy przy pomocy komputerów z systemem operacyjnym linux. Władze Norwegii postanowiły zastosować przepisy, które stosowane są zazwyczaj w przypadku włamania się do cudzego systemu. Chłopakowi groziła kara do dwóch lat więzienia, jednak został uniewinniony. Jego linia obrony zakładała, że korzystał z DeCSS'a by zdjąć zabezpieczenia przed kopiowaniem płyt DVD, które posiadał w sposób legalny. Dystrybuował kopie oprogramowania jedynie do beta testów. W innej sprawie związanej z DVD i DeCSS magazyn 2600 postanowił nie odwoływać się do Sądu Najwyższego USA od decyzji Sądu Apelacyjnego. Sprawa Felten v. RIAA rozpoczęła się tym, że magazyn internetowy 2600 opublikował na swoich stronach internetowych narzędzie DeCSS, które zdaniem przemysłu filmowego narusza prawa autorskie. Magazyn 2600 przegrał sprawę przed sądem pierwszej i drugiej instancji. Sąd zakazał im publikować na swoich stronach oprogramowania, a nawet linkować do niego. Decyzja o nie odwoływaniu się do Sądu Najwyższego kończy dwu i półroczną batalię prawną o wolność słowa.
Technologia peer to peer zmienia oblicze internetu. Coraz więcej osób z niej korzysta i nic dziwnego, że chroniąc swojej interesy przemysł muzyczny i filmowy stara się prowadzić batalię z procederem udostępniania plików innym użytkownikom internetu. Pytanie czy metody, jakich używa, okażą się skuteczne? Ze względu na decyzję sądu w Holandii firma Kazaa BV czasowo uniemożliwiła pobieranie ze swej strony swojego oprogramowania umożliwiającego wymianę plików pomiędzy użytkownikami Sieci. Sędzia nakazał modyfikację oprogramowania w taki sposób, by nie można było wymieniać się plikami, np. muzycznymi, chronionymi prawem autorskim. Serwis muzyczny KaZaA - holenderski odpowiednik Napstera, który stanął w obliczu procesu sądowego o naruszanie praw autorskich, ogłosił sprzedaż swojej witryny KaZaA.com i oprogramowania prywatnej firmie australijskiej Sharman Networks Limited, co jednak nie zapobiegło procesowi. W Holandii system Kazaa, wygrał proces i od tej pory działa całkowicie legalnie, ale to orzeczenie dotyczy sytuacji prawnej jedynie w kraju, który wydał orzeczenie. W Holandii firma udostępniająca oprogramowanie ma prawo do jego rozpowszechniania. Sąd stwierdził, że Kazaa nie jest odpowiedzialna za indywidualne naruszenia prawa autorskiego przez użytkowników. Jednak amerykański sąd federalny zezwolił stowarzyszeniu RIAA (Recording Industry Association of America) na poszerzenie listy oskarżonych w trwającym od października roku poprzedniego procesie serwisów P2P o nowego właściciela Kazaa - Sharman Networks. W ten sposób firma dołączyła do grona pozwanych przez RIAA oraz MPAA (Motion Picture Association of America - skupiająca największe wytwórnie filmowe): właściciela Morpheusa - StreamCast Networks, Grokstera oraz Kazaa BV - twórcę Kazaa Media Desktop. Electronic Frontier Foundation (EFF), która bierze udział w procesach sądowych związanych z nowymi technologiami zwróciła się do sędziego federalnego, by zawyrokował, że używanie programu Morpheus, umożliwiającego wymianę plików, jest legalne i nie może być zakazane. Tym czasem na innym froncie tej batalii federalny sąd apelacyjny w USA zdecydował, że Napster Inc. pozostanie zamknięty dopóki nie będzie w stanie zablokować dostępu do wszystkich plików muzycznych zawierających muzykę, do których prawa autorskie przysługują zewnętrznym wydawcom. W kolejnym posunięciu amerykański sąd zablokował sprzedaż amerykańskiej firmy Napster Inc. niemieckiemu gigantowi medialnemu Bertelsmannowi, co w praktyce oznacza koniec tej popularnej witryny internetowej. Następny w kolejności jest Madster. Sędzia federalny stanu Illinois nakazał w grudniu serwisowi Madster zaprzestać działalności (wyłączyć wszystkie komputery na czas trwania procesu). Madster już wcześniej ogłosił bankructwo, a jego użytkownicy korzystają z innych narzędzi takich jak Kazaa czy Morpheus. Wyrok jaki zapadnie w sprawie Madstera będzie miał zatem znaczenie jedynie symboliczne. Obroną przed zamknięciem może być ugoda. W czerwcu jeden z najpopularniejszych (po Napsterze) serwisów internetowych służących bezpłatnej wymianie plików - Audiogalaxy.com - zgodził się na uruchomienie filtrowania utworów chronionych prawem autorskim. Firma podpisała porozumienie z RIAA, jednak ugoda ta okupiona została wprowadzeniem opłat za korzystanie z serwisu. Jeśli sądy zaczną wyrokować, że udostępnianie oprogramowania peer to peer nie jest nielegalne, wówczas strategia zamykania kolejnych sieci będzie nieskuteczna. Stowarzyszenie RIAA ogłosiło zatem, że zamierza występować z pozwami przeciwko indywidualnym użytkownikom sieci peer to peer, zwłaszcza tych, udostępniających największe zbiory plików ze zdygitalizowaną muzyką. Wyrazem silnego lobbyngu przemysłu muzycznego były propozycje kongresmena Howarda Bermana, który przygotował projekt ustawy, umożliwiającej dysponentom praw autorskich (na przykład firmie fonograficznej) atak hackerski na sieci typu p2p (zniszczenie komputerów osób wymieniających się plikami zawierającymi chronione utwory, wypuszczenie do sieci wirusa, etc...), w których naruszane są prawa autorskie. Normalnie takie działania są przestępstwem. Pomysłodawca uznał, że to nie fair, że takie podmioty jak firmy fonograficzne nie mają skutecznych narzędzi ochrony swoich uprawnień w sieciach p2p. Kongresmen wycofał się jednak z części propozycji...
Cztery lata DMCA
Cały świat śledził sprawę rozpoczętą aresztowaniem przez FBI Dimitra Sklariowa, który został następnie oskarżony o naruszenie praw autorskich firmy Adobe na podstawie przepisów Digital Millennium Copyright Act. W ten sposób rozpoczął się pierwszy proces karny na podstawie przepisów tej ustawy. Adobe wycofała się z popierania swoich oskarżeń w stosunku do Dimitra, oskarżono natomiast jego pracodawcę - firmę ElcomSoft z Moskwy. Firma domagała się umorzenia postępowania przed amerykańskim sądem, argumentując to tym, że jurysdykcja sądu amerykańskiego nie rozciąga się na rosyjską firmę w tej sprawie. Sąd jednak negatywnie rozpatrzył wniosek o oddalenie oskarżenia i proces się rozpoczął. W jego wyniku amerykański sąd federalny uznał, że spółka ElcomSoft nie jest winna naruszenia prawa autorskiego. Zdaniem przedstawiciela ławy przysięgłych: nie ma wątpliwości co do nielegalnego charakteru spornego programu. Ława uznała jednak, że firma udostępniała oprogramowanie bez zamiaru popełniania przestępstwa. W Rosji tego typu działanie nie jest sprzeczne z prawem. Zdaniem przedstawiciela ławy przysięgłych przyczyną dla których działanie rosyjskiej firmy mogło wejść w konflikt z amerykańskim prawem jest niejasny dla Rosjan charakter ustawy DMCA. Zrozumienie ustawy sprawiało kłopoty nawet przysięgłym.
W mijającym roku zakończyła się sprawa patentu na link. Jeszcze w 2001 roku angielski gigant British Telecom pozwał firmę Prodigy Communications Corp. w sprawie podejrzenia naruszenia amerykańskiego patentu stanowego (numer 4,873,662, zgłoszony w 1986 roku), dotyczącego używanej w internecie technologii hiperlinków. Nagle zadano sobie pytanie: Czy możliwe jest, by jakaś firma otrzymała prawo do pobierania opłat za każde kliknięcie na link i "przeskoczenie" na inną stronę? BT Group uważało, że posiada taki patent. Jednym z dowodów przeciwko uznaniu patentu BT jest film z 1968 roku, na którym naukowcy ze Stanford przedstawiają idee hiperlinku. Media spekulowały kto ma najlepsze prawa do spornej technologii. Przykładem takiej osoby był Bob Bemer, który uważa siebie za najstarszego żyjącego programistę komputerowego na świecie. Teoria odnośników ("associative linking") została opublikowana wcześniej, niż zgłoszono patent przez BT - w lipcu 1945 przez Vannevar'a Bush'a, który przedstawił swoją wizję WWW w Atlantic Monthly. A może dysponentem praw z patentu powinni być Douglas Engelbart oraz Ted Nelson twórcy technologii hyperlinkowania (połowa lat sześćdziesiątych)? Koniec końców: patent zgłoszony przez firmę British Telecommunications Inc., zdaniem sędziego federalnego z Nowego Jorku nie dotyczy hiperlinków! W 2002 roku również World Wide Web Consortium (W3C) zamierzał umożliwić pobieranie opłat licencyjnych związanych z opatentowanymi rozwiązaniami stosowanymi w internecie. Grupa robocza World Wide Web Consortium Patent Policy Board przy W3C przygotowała rekomendację, zgodnie z którą szereg opatentowanych rozwiązań składających się na to coś, co można dziś nazwać stronami i serwerami www będzie udostępniane bez opłat licencyjnych. W efekcie W3C przyjęło założenia polityki, które uchronią w przyszłości twórców webowych przed niespodziankami patentowymi. Wszyscy dysponenci opatentowanych technologii, składających się na www muszą zgodzić się na politykę patentową W3C. Oznacza to, że nie będzie opłat licencyjnych za technologię webową. Aczkolwiek pewne opatentowane rozwiązania kuszą by pobierać za nie opłaty. Przykładowo IBM pragnie pobierać opłaty za licencję na standard oparty na XML'u: ebXML. ebXML to zbiór definicji XML'owych związanych z przeprowadzaniem transakcji w drodze elektronicznej. IBM chce chronić przysługujący tej firmie patent, zaś standard XML, na którym rozwiązanie IBM'a się opiera jest rozwijany i popierany m.in przez ONZ. Kontrowersje wzbudza również inny patent związany ze stronami www. Amazon.com wszczął kroki prawne przeciwko BarnesandNoble.com w związku z naruszeniem patentu na technologię "jednego kliknięcia" (One-Click checkout system). System umożliwia powrót do sklepu i za pomocą jednego "kliknięcia", bez konieczności ponownego podawania swoich danych, dokonywać zakupów. Ostatnio światło dzienne ujrzała informacja, że America Online po cichu opatentowała technologię wykorzystywane w aplikacjach typu instant messaging. Patent o numerze 6449344, którego zgłoszenie nastąpiło w 1997 roku chroni technologię, za pomocą której, przy wykorzystaniu sieci komputerowej wielu użytkowników może zobaczyć, czy inni są obecni w Sieci oraz komunikować się z nimi... No cóż... Microsoft oraz Yahoo dystrybuują swoje własne komunikatory. AOL teoretycznie może teraz dochodzić swoich praw w stosunku do konkurentów.
W czerwcu sąd federalny pokrzyżował plany rządu amerykańskiego, usiłującego chronić dzieci przed pornografią w Internecie. Powołując się na wartość nadrzędną, jaką jest wolność słowa, sędziowie orzekli zakaz egzekwowania kontrowersyjnej ustawy Children's Internet Protection Act, przewidującej wstrzymywanie subsydiów bibliotekom publicznym, które nie zainstalują w podłączonych do Internetu komputerach specjalnego oprogramowania, uniemożliwiającego dostęp do materiałów pornograficznych. Departament Sprawiedliwości oraz Amerykański Instytut ds. Muzeów i Bibliotek (U.S. Institute of Museum and Library Sciences) zapowiedziały, że zamierzają odwołać się od decyzji Sądu Najwyższego. Sąd Najwyższy USA uznał również za niezgodną z prawem federalną ustawę zakazującą tzw. wirtualnej pornografii dziecięcej, stwierdzając, że ustawa narusza wolność słowa. Ustawa uznająca komputerową pornografię dziecięcą za przestępstwo została przyjęta przez Kongres i podpisana przez prezydenta Billa Clintona w 1996 r. Zgodnie z nią przestępstwem jest rozpowszechnianie lub posiadanie pornograficznych obrazów z udziałem dzieci, nawet jeśli nie przedstawiają one prawdziwych osób. Ustawa przewidywała wysokie kary dla twórców, którzy sceny pornograficzne z udziałem dzieci zastępują generowaną komputerowo "rzeczywistością wirtualną" lub angażują młodych dorosłych, udających dzieci. Stosunkiem głosów sześć do trzech trybunał unieważnił ustawę. Po decyzji Sądu Najwyższego Prokurator Generalny podjął starania o uchwalenie nowej ustawy dotyczącej dziecięcej pornografii. W efekcie do amerykańskiego Kongresu wpłynął projekt ustawy zmierzającej do całkowitego zakazu publikowania w internecie zdjęć nagich dzieci i nastolatków. Również takich, które nie zostały sfotografowane w pozach "seksualnych". W maju Sąd Najwyższy USA po raz kolejny przemówił w sprawie ustawy chroniącej dzieci w internecie. Częściowo utrzymał w mocy kontrowersyjne prawo chroniące dzieci przed "szkodliwymi treściami" - Child Online Protection Act (COPA). Pozostały jednak pytania o wolność słowa, które powodują, iż prawo to nie może jeszcze wejść w życie w całości. Rząd amerykański po raz trzeci postanowił wprowadzić regulacje zakazujące rozpowszechniania pornografii z udziałem dzieci wygenerowanych elektronicznie. Pozostałe dwa przypadki okazały się regulacjami niezgodnymi z konstytucją. Nowe regulacje stanowią, że niezgodne z prawem będzie rozpowszechnianie wygenerowanych elektronicznie materiałów, na których będą przedstawione dzieci, przygotowanych w taki sposób, iż są trudne do odróżnienia od prawdziwej fotografii lub filmu. Oskarżony będzie musiał udowodnić, że materiały były w całości wygenerowane komputerowo, i nie stanowią "fotografii" rzeczywistych wydarzeń. Równolegle prowadzone są prace nad stworzeniem "bezpiecznego placu zabaw" w Sieci. Amerykańska Izba Reprezentantów zaaprobowała regulacje "Dot-Kids Implementation and Efficiency Act of 2002, następnie Departament Handlu wybrał firmę NeuStar Inc. do prowadzenia m.in domeny kids.us. W grudniu prezydent Bush podpisał ustawę, na podstawie której tworzone będą warunki do przygotowania takiego bezpiecznego miejsca, które byłoby wolne od niebezpiecznych dla dzieci materiałów, materiałów, które nawołują do przemocy, nienawiści, oraz inne, które nie są przeznaczone dla dzieci poniżej trzynastego roku życia. Linki do zewnętrznych zasobów z tego, bezpiecznego miejsca, będą blokowane. Podobnie jeśli chodzi o wszelkiego rodzaju komunikatory, które muszą uzyskać wcześniejszy certyfikat. Teoretycznie ma powstać azyl wolny od niebezpieczeństw czyhających w internecie na nieświadome pociechy. Tylko czy to się uda?
Na koniec pragnę odnotować największy, jak do tej pory, atak, przeprowadzony na infrastrukturę Sieci. Atak groził takimi konsekwencjami, że można nawet mówić o ataku na internet jako taki. Miał miejsce pod koniec października i był atakiem typu distributed denial of service na trzynaście serwerów obsługujących system domenowy najwyższego poziomu. Sprawą zajęło się FBI, Prokurator Generalny USA, Narodowa Agencja Bezpieczeństwa Infrastruktury (National Infrastructure Protection Agency), obudzono prezydenta. Gdyby atak się powiódł, mógłby "wyłączyć" cały internet. Cztery czy pięć maszyn - na szczęście - przetrwało atak. Aż strach pomyśleć co by się mogło wydarzyć, gdyby nagle internetu zabrakło. Internet będzie się rozwijał dalej. Zatem i ta dziedzina: prawo regulujące zachowania ludzi korzystających z Sieci będzie się rozwijać.
« 2003, jazda bez trzymanki? | 2001 Odyseja prawno-internetowa »