Source: https://czasopismo.legeartis.org/2018/06/fakty-przyznane-niezaprzeczone.html
Timestamp: 2018-12-15 07:30:34+00:00
Document Index: 75937681

Matched Legal Cases: ['art. 6', 'art. 229', 'art. 230', 'art. 75', 'art. 229', 'art. 230', 'art. 509', 'art. 6']

Fakty przyznane i niezaprzeczone nie wymagają dowodu procesowego
Reguły ciężaru dowodu — kto powinien przedstawić dowody potwierdzające jego twierdzenia — sprawiają niekiedy niemało kłopotów; gorzej jeśli kłopoty ze zrozumieniem jakie są konsekwencje przyznania pewnych faktów i niezaprzeczenia twierdzeń strony przeciwnej ma sąd. Dziś zatem czas na kilka akapitów o tym czym są fakty przyznane i fakty niezaprzeczone w procesie cywilnym — czyli czy na każdą okoliczność musi być przedstawiony dowód pod rygorem oddalenia powództwa?
wyrok Sądu Apelacyjnego w Warszawie z 21 lutego 2017 r. (sygn. akt VI ACa 1932/15)
Dowodu nie wymagają fakty przyznane przez stronę przeciwną, jak też — przy uwzględnieniu wszystkich okoliczności sprawy — fakty niezaprzeczone.
Spór dotyczył zwrotu niespłaconego kredytu: ponieważ kredytobiorca zalegał ze spłatami, bank wypowiedział umowę kredytową i wystawił BTE, któremu sąd nadał klauzulę wykonalności. Egzekucja się nie powiodła, zatem po kilku latach wierzytelność została przelana na rzecz powodowej spółki, która wytoczyła kolejne powództwo o zwrot należności tytułem udzielonego kredytu.
Sąd I instancji oddalił powództwo w całości: powód nie przedstawił żadnych dowodów na istnienie dochodzonej należności. Nie wiadomo czy i kiedy umowa kredytowa została wypowiedziana, nie ma żadnych dokumentów potwierdzających zaległości kredytobiorcy, nie wiadomo na jakiej podstawie wypowiedziano kredyt, zaś część twierdzeń jest sprzeczna z dowodami. Szereg dowodów ma postać zwykłego ksera — nawet bez poświadczenia za zgodność. Nie wiadomo też czy rzeczywiście doszło do przelewu wierzytelności z niespłaconego kredytu, zaś sama egzekucja prowadzone przez cedenta może nadal być w toku.
A ponieważ „rzeczą sądu nie jest domyślanie się i odgadywanie, czy wypowiedzenie takie rzeczywiście nastąpiło”, toteż strona powodowa nie sprostała obowiązkom dowodowym (art. 6 kc) — zatem sądowi nie pozostało nic innego jak oddalenie powództwa w całości.
Skuteczna okazała się apelacja powódki: skoro pozwany nie kwestionował faktu wypowiedzenia umowy kredytowej, to sąd nie mógł zarzutu takiego uwzględnić z urzędu. Pozwany nie zaprzeczył żadnemu z twierdzeń strony powodowej — ba, w toku postępowania przyznał, że kredyt wziął, że go częściowo nie spłacił, a także, że umowa została wypowiedziana przez bank. Skoro pozwany nie podważał żadnej okoliczności istotnej z punktu widzenia jego odpowiedzialności (ani faktu zaciągnięcia zobowiązania, ani też skuteczności cesji), ograniczając się wyłącznie do próby podważenia wysokości zobowiązania — to w tym zakresie spoczywał obowiązek przedstawienia dowodów potwierdzających wysokość spłaconych kwot.
Tymczasem nie wymagają dowodu fakty przyznane przez stronę przeciwną (art. 229 kpc), a za przyznane sąd powinien uznać także twierdzenia powódki, którym pozwany nie zaprzeczył (art. 230 kpc).
Co więcej brak dowodu na wypowiedzenie kredytu nie mógł być podstawą do oddalenia powództwa także z tego względu, że termin jego spłaty już dawno minął, zatem czynność wypowiedzenia nie była niezbędna do dochodzenia zwrotu pożyczonej kwoty (art. 75 ust. 1 pr. bank.)
Sumarycznie oznacza to, że powództwo powinno być uwzględnione, zatem sąd zmienił zaskarżony wyrok i nakazał zwrot niespłaconego kredytu.
Tags: art. 229 kpc art. 230 kpc art. 509 kc art. 6 kc kredyt
← Administrator fanpage na Facebooku ponosi odpowiedzialność za przetwarzanie danych osobowych swoich użytkowników
Czy oskarżyciel prywatny musi osobiście uiścić opłatę od aktu oskarżenia? →
2 comments for “Czy wystarczy nabrać wody w usta, by wygrać spór o zwrot kredytu?”
6 czerwca 2018 at 15:05
Czyli na dobrą sprawę ta decyzja sądu II instancji jest nowa w tej sprawie, i jednocześnie nie przysługuje od niej kontrola odwoławcza. Jak to się ma do konstytucyjnej zasady dwuinstancyjności postępowań?
6 czerwca 2018 at 15:15
Nigdy nie miałem wątpliwości, że możliwość orzeczenia reformatoryjnego co do istoty sprawy nie narusza zasady dwuinstancyjności postępowania, pod warunkiem, że sąd II instancji mówi o tym samym stanie faktycznym (minus pewne zastrzeżenie, o którym poniżej). Gdyby odwołaniach były tylko orzeczenia kasatoryjne, to sprawy trwałyby 2-3 razy dłużej.
Aczkolwiek mam pewne wątpliwości co do praktyki, w której sąd II instancji mówi „sąd I instancji się pomylił co do prawa, bo zastosował przepis X, a trzeba było zastosować przepis Y” (a przepis X był rozpatrywany, bo tak chciał powód) — podczas gdy pozwany nie miał szans odnieść się do podstawy Y, a może miałby dobry argument. Ale kiedyś mi wyjaśniono, że nie ma z tym problemu, bo liczy się zasada „daj sądu stan faktyczny, a sąd znajdzie prawo” — więc o ile stan faktyczny jest rozpoznany prawidłowo, to nie ma problemu.