Source: https://www.rp.pl/Prawo-prasowe/310139991-Wolnosc-prasy-a-bezpieczenstwo-narodowe.html
Timestamp: 2019-12-08 18:07:58+00:00
Document Index: 76089322

Matched Legal Cases: ['art. 31', 'art. 10', 'art. 10', 'art. 10', 'art. 10', 'art. 10']

Wolność prasy a bezpieczeństwo narodowe - Prawo prasowe - rp.pl
Aktualizacja: 13.10.2018, 08:00
W imię wyższych wartości.
Nie ma wątpliwości, że gdy narodowe bezpieczeństwo jest porównywane do wolności prasy i prawa do informacji jako niezbywalnych praw, to ono jest ważniejsze. Choćby z tego prostego powodu, że bez bezpiecznej egzystencji państwa i obywateli nie byłoby ani prasy, ani czytelników – powiedział we wrześniu 2012 r. izraelski sędzia Ido Drujan, zatwierdzając ugodę, na mocy której dziennikarz Uri Blau został skazany na cztery miesiące prac publicznych za posiadanie tajnych dokumentów.
Czytaj także: Polska traci wolność słowa
Był to faktyczny koniec kilkuletniej afery związanej z przeciekami tajnych informacji z izraelskiej armii. Wspomniany dziennikarz pracujący dla gazety „Haarec", na podstawie tajnych wojskowych dokumentów wyniesionych przez żołnierkę opublikował artykuły o tym, jak izraelskie wojsko wbrew instrukcjom Sądu Najwyższego zabiło podejrzewanych o terroryzm Palestyńczyków, mimo że istniała możliwość ich aresztowania. Przywołane fakty świadczą o tym, że wolność wypowiedzi czy prasy nie może być absolutna i jako taka podlega ograniczeniom. Ta wielokrotnie powtarzana konstatacja nabiera innego wymiaru, gdy spojrzymy na wolność słowa z innej perspektywy, zapewne wymuszonej dynamicznie zmieniającą się rzeczywistością.
W państwach demokratycznych niepodważalne jest przekonanie, że wolność wypowiedzi i mediów są jednymi z najważniejszych i nienaruszalnych praw człowieka, co z kolei implikuje postrzeganie ich przez społeczeństwo jedynie w pozytywnym świetle.
Powszechny dostęp do mediów spowodowany rozwojem prasy drukowanej, powstaniem nowych technologii medialnych, a zwłaszcza pojawieniem się internetu skłania do głębokiej refleksji i próby znalezienia odpowiedzi na pytanie, czy przywołane postrzeganie wolności słowa i mediów jest adekwatne do szybko zmieniającej się rzeczywistości.
Twórcą treści publicznych korzystających z wolności słowa, a zwłaszcza wolności mediów może obecnie być praktycznie każdy człowiek bez względu na to, czy posiada kompetencje wymagane od dziennikarzy. Coraz częściej swobodę, jaką zapewnia internet, wykorzystuje się do celów niezgodnych z prawem, a nawet celowego fałszowania rzeczywistości, jak tzw. trolli, czyli twórców treści internetowych zatrudnianych w celu szerzenia szkodliwej propagandy lub hejtowania.
Wobec zasygnalizowanych problemów nie ulega wątpliwości, że wolność słowa nie powinna być postrzegana li tylko w aspekcie pozytywnym. Nie może zagrażać innym równie ważkim dobrom człowieka ani bezpieczeństwu państw, których podstawowym zadaniem jest zapewnienie prawidłowego i wolnego od strachu rozwoju jednostek.
Gwałtowny rozwój przestępczości zorganizowanej o charakterze międzynarodowym, jak również stale wzrastające zagrożenie terroryzmem sprawia, że bezpieczeństwo państwa zyskuje na znaczeniu. Świadomi tego stanu rzeczy twórcy zarówno Konstytucji RP (art. 31 ust. 3), jak i europejskiej konwencji praw człowieka i podstawowych wolności (art. 10 ust. 2) wśród dopuszczalnych ograniczeń wolności prasy umieścili na pierwszym miejscu bezpieczeństwo państwa.
Bezpieczeństwo, o którym mowa, to określenie stanu państwa postrzeganego przez obywateli jako wolność od zagrożeń, strachu lub ataku. W imię tych wartości zarówno ustawodawca, jak i organy stosujące prawo mogą podejmować działania ingerujące w swobodę wypowiedzi, a w konsekwencji w wolność mediów. W pewnych sytuacjach działania te mogą ingerować bardzo głęboko, tzn. w treść tajemnicy dziennikarskiej, która jest elementem konstytutywnym wolności wypowiedzi.
W tych wypadkach muszą cechować się daleko posuniętą precyzją i wnikliwością, gdyż ochrona dziennikarskich źródeł informacji to jeden z fundamentów państwa demokratycznego realizującego prawo społeczeństwa do rzetelnej informacji. Standard, który powinien być osiągnięty, aby mogło dojść do ingerencji w tajemnicę dziennikarską w celu zapewnienia bezpieczeństwa narodowego, od lat wyznacza orzecznictwo Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu.
Choć jego wstępna lektura prowadzi do przekonania, że jakiekolwiek działania zobowiązujące dziennikarzy do ujawnienia swoich źródeł informacji czy przeszukania ich miejsc pracy lub zamieszkania są niedopuszczalne, można zauważyć stanowisko odmienne, którego celem jest poprawienie bezpieczeństwa państwowego. Ten punkt widzenia zaprezentowany został 19 czerwca 2014 r., gdy Trybunał ogłosił wyrok w sprawie Stichting Ostade Blade przeciwko Holandii. Po serii zamachów bombowych w Arnhen w 1995 i 1996 r. dwutygodnik „Ravage" poinformował, że jest w posiadaniu listu od organizacji odpowiedzialnej za zamachy bombowe i go opublikuje w kolejnym numerze. Następnego dnia służby przeprowadziły przeszukanie w redakcji na potrzeby prowadzonego śledztwa w sprawie zamachów. Mimo że listu nie odnaleziono, funkcjonariusze zatrzymali komputery i inne materiały redakcyjne.
Skarżące wydawnictwo zarzuciło naruszenie art. 10 konwencji chroniącego dziennikarską wolność wypowiedzi, której elementem jest ochrona anonimowości dziennikarskich źródeł informacji. Uważam, że nie przychylając się do skargi, Trybunał słusznie odmówił ochrony informatorowi, który przecież nie działał z intencją przekazania opinii publicznej ważnych i społecznie relewantnych informacji, wręcz przeciwnie, przyznając się do zamachów bombowych, zmierzał równocześnie do uniknięcia odpowiedzialności karnej. Nie zasługiwał więc na taką samą ochronę, jaka zazwyczaj przysługuje dziennikarskim źródłom informacji. Przeszukanie redakcji celem ustalenia tożsamości informatora było zatem uzasadnione i nie doszło do ingerencji w treść art. 10 konwencji.
W sprawie Weber i Saravia przeciwko Niemcom decyzją z 29 czerwca 2006 r. Trybunał poddał analizie rozwój technik podsłuchiwania, uznając, że pozwane państwo, korzystając z szerokiego marginesu uznania w tej sferze, było uprawnione do przyjęcia, iż ingerencje w tajemnicę przekazów telekomunikacyjnych wynikające z zaskarżonych przepisów były niezbędne w demokratycznym społeczeństwie w interesie bezpieczeństwa narodowego i dla zapobieżenia przestępstwu. W przedmiotowej sprawie ingerencja w prawa skarżących polegała na przechwytywaniu połączeń telekomunikacyjnych w celu ustalania i zapobiegania zagrożeniom. Jedną ze skarżących była dziennikarka, która powoływała się na zasadę ochrony dziennikarskich źródeł informacji.
Trybunał podkreślił, iż w procedowanej sprawie monitoring strategiczny był prowadzony, by zapobiec przestępstwom i nie miał na celu monitorowania dziennikarzy. Dopiero po przebadaniu przechwyconych przekazów telekomunikacyjnych władze dowiadywały się, iż monitorowana rozmowa została przeprowadzona przez dziennikarza.
Konkludując, Trybunał zaakcentował, że władze krajowe, wykorzystując przysługujący im margines uznania, były uprawnione do uznania bezpieczeństwa narodowego za wartość nadrzędną względem prawa do wolności wypowiedzi, nie doszło zatem do nieuzasadnionej ingerencji w treść art. 10 konwencji.
Warto jeszcze wspomnieć o wielokrotnie kontestowanym wyroku z 25 listopada 1997 r. w sprawie Mehdi Zana v. Turcja. Chociaż nie dotyczy on tajemnicy dziennikarskiej, uwidacznia konflikt pomiędzy wolnością wypowiedzi a potrzebą ochrony bezpieczeństwa państwowego. Wskazano w nim bowiem istotne elementy wypowiedzi, która może stanowić zagrożenie dla bezpieczeństwa państwa i porządku publicznego.
Skargę wniósł Mehdi Zana będący w przeszłości burmistrzem Diyarbakir, największego miasta tureckiego Kurdystanu. Polityk ten, odbywając karę pozbawienia wolności, powiedział w wywiadzie udzielonym ogólnokrajowemu dziennikowi, że popiera ruch wyzwolenia narodowego PPK, będąc jednocześnie przeciwnikiem stosowania przemocy w walce o niepodległość. Za wypowiedziane słowa Zana został skazany na rok pozbawienia wolności. Trybunał wskazał, że chociaż użytych słów nie da się w prosty sposób zakwalifikować, bo są one równocześnie „sprzeczne i dwuznaczne", to nie mogą być ocenione w oderwaniu od sytuacji w południowo-wschodniej Turcji.
Sędziowie Trybunału uznali, że nie doszło do ingerencji w treść art. 10 konwencji, gdyż wypowiedź byłego burmistrza najważniejszego miasta regionu udzielającego poparcia organizacji uznanej za terrorystyczną mogła się przyczynić do zaognienia i tak już bardzo napiętej sytuacji. Uwzględniając zatem krajowy margines ocen, Trybunał uznał, że istniało prawdopodobieństwo spowodowania zagrożenia dla bezpieczeństwa publicznego, więc ingerencja w wolność wypowiedzi była konieczna i proporcjonalna.
Więcej o prawie prasowym
Ani bocznymi drzwiami, ani po drabinie