Source: http://aferyprawa.eu/Interwencje/Chylin-w-wypadku-ginie-pasazer-cz-4-Sedzia-Malgorzata-Lewandowska-Myczka-falszowanie-faktow-przez-Sad-Rejonowy-w-Plocku-VII-Wydzial-Karny-1513
Timestamp: 2020-08-09 02:39:08+00:00
Document Index: 7273073

Matched Legal Cases: ['K 25/04\n', 'arty 851', 'arta 886', 'arta312', 'art.3', 'art.12', 'art.37', 'art.40', 'arta 72', 'arta 73', 'arta 812', 'arta 851']

Aferyprawa - Chylin - w wypadku ginie pasażer - cz.4. Sędzia Małgorzata Lewandowska Myczka - fałszowanie faktów przez Sąd Rejonowy w Płocku VII Wydział Karny.
Aferyprawa.com Interwencje Chylin - w wypadku ginie pasażer - cz.4. Sędzia Małgorzata Lewandowska Myczka - fałszowanie
Chylin - w wypadku ginie pasażer - cz.4. Sędzia Małgorzata Lewandowska Myczka - fałszowanie faktów przez Sąd Rejonowy w Płocku VII Wydział Karny.
Fałszowanie faktów w trzecim procesie w Sądzie Rejonowym w Płocku VII Wydział Karny w dniach od 17 sierpnia do 15 września 2004 roku Sygn.akt VII K 25/04
Sędzia Małgorzata Lewandowska Myczka na podstawie wciąż tego samego aktu oskarżenia fałszującego fakty, ukarała Zdzisława Kaźmierczaka wyrokiem z dnia 15 września 2004roku realnie grzywną 1500 zł za nieprawidłową technikę jazdy kierowcy.
Wyrok nie ma żadnego związku przyczynowo skutkowego z zabójstwem mojego Syna. Sprawa trafiła do Sądu z oskarżenia publicznego tylko dlatego, że został zabity człowiek, a realna kara-grzywna 1500 zł orzeczona została za to, że kierowca „zastosował nieprawidłową technikę jazdy” .Takie przewinienie karane jest mandatem policyjnym. Nie ma także żadnego związku przyczynowo skutkowego ze spustoszeniem jakiego kierowca dokonał w drzewostanie, z kompletnym rozbiciem samochodu i z ciężkim okaleczeniem pasażera. Opisane skutki mają związek z szaleńczą prędkością samochodu rozwijaną przez kierowcę.
Fałsze i manipulacje w tekście wyroku, z dnia 15 września 2004 roku są dosłowną kopią, plagiatem wyroku wydanego w 2003 roku przez sędziego Jacka Lisiaka dlatego jego treści nie przytaczam.
Solidarnie jako trzecia sędzia potwierdziła uczestnictwo rowerzysty w wypadku wbrew dowodom materialnym i mimo dwukrotnych zastrzeżeń sądu odwoławczego. Kłamliwe odpowiedzi oskarżonego, udzielone wspaniałomyślnie w drodze wyjątku jedynie na pytania nowego obrońcy po trzech latach odmowy zeznań, uznała za dowody materialne. I o zgrozo w imieniu Rzeczypospolitej zastosowała hańbiącą wymiar sprawiedliwości procedurę wrobienia w nieistniejącego rowerzystę nieletniego Bogu ducha winnego chłopca.
Trzeci wyrok sędzia wsparła nowymi trzema charakterystycznymi dla tego sądu dowodami:
1)wiarygodnym zeznaniem świadka Franciszka W, sąsiada oskarżonego kierowcy, który słyszał na jarmarku w Wyszogrodzie rozmowę nieznanych mu kobiet, trzy lata po wypadku, a dwa tygodnie przed tym trzecim z rzędu procesem, że owym rowerzystą który spowodował wypadek, jest nieletni Mariusz W.
2)kłamliwym zeznaniem nieletniego Mariusza W. , którego sędzia uznała rowerzystą i równocześnie kłamcą bez żadnego dowodu materialnego
3)kłamliwym zeznaniem, złożonym na życzenie obrońcy pod przyrzeczeniem, matki Mariusza W. Magdaleny W.
Widząc, że są świadkowie równi i równiejsi zażądałem ponownego przesłuchania świadków Bogdana M. i Władysława M. pod przysięgą co natychmiast wywołało oburzenie sędzi i obrońcy oraz oddalenie wniosku.
Sędzia Małgorzata Lewandowska Myczka zignorowała moje twierdzenia, że proces toczy się na podstawie aktu oskarżenia fałszującego okoliczności i przyczyny zabójstwa w których wskazałem konkretne sfałszowane dokumenty i ich autorów. Uznała je za karalne obrażanie Sądu.
Manipulowała dowodami. Nierówno traktowała strony. Zablokowała moje pytania do świadków i biegłego zmierzające do ujawnienia faktów, zmieniała sens moich wypowiedzi na bezsens podczas ich dyktowania protokolantkom.
Za najważniejsze dowody na podparcie wyroku uznała odpowiedzi zabójcy na pytania obrońcy i zeznania podstawionych już trzech świadków którzy tylko słyszeli to co świadczyli i żaden nie potrafił wskazać nazwiska kobiet od której posiadł wiadomość. Tego trzeciego powołała w ekspresowym tempie.
Uzasadnienie wyroku przez sędzię jest kuriozalną w formie, ale urzędową, obroną zabójcy.
Bez dowodowy, lecz bardzo szczegółowy przebieg wypadku sprzed trzech lat opisała sędzia Małgorzata Lewandowska Myczka. W uzasadnieniu wyroku z dnia 15 września 2004 roku. Przytaczam dwa fragmenty z tego uzasadnienia wyroku.
Pierwszy fragment ze strony 1-ej cytuję: „Nagle z za samochodu jadącego w kierunku Warszawy,z bocznej drogi dochodzącej do trasy nr.62 na pas ruchu którym poruszał się Volkswagen Passat wyjechał rowerzysta, przejeżdżając z lewej strony na prawą patrząc w kierunku Płocka. Był nim mieszkający w Kupisach Podgórzu Mariusz W. .wówczas dziewięcioletni wnuczek Genowefy M. , który wybrał się tego dnia do niej do Chylina. Przejazd rowerem z lewej na prawą stronę trasy nr 62 był ostatnim etapem drogi jaki musiał pokonać. Widząc to, Zdzisław K. zjechał na lewy-przeciwny pas ruchu do swojego kierunku jazdy w celu ominięcia rowerzysty, co pozwoliło mu uniknąć uderzenia w niego.
Następnie zbyt gwałtownie- przy rozwijanej prędkości co najmniej 113-117 km/h- wykonał manewr skrętu w prawo w celu powrotu na prawy pas ruchu przeznaczony dla jego kierunku jazdy. Na skutek tego stracił panowanie nad samochodem, którego koła straciły przyczepność i pojazd wpadł w boczny poślizg. W wyniku tego zjechał do prawej krawędzi jezdni,”
Drugi fragment ze strony 15-ej i 16-ej: „W ocenie Sądu niewątpliwym jest w świetle analizy i logicznej oceny materiału dowodowego w sprawie, że oskarżony zmuszony został do zmiany pasa ruchu właśnie przez rowerzystę, którym był Mariusz W. jadący do swojej babci Genowefy M, mieszkającej przy barze w Chylinie.
Mariusz W.. przesłuchany w charakterze świadka wprawdzie nie przyznał się do tego, jednak analiza jego zeznań, także zeznań jego matki Magdaleny W. i w/w Genowefy M. , potwierdzona pośrednio przez zeznania Franciszka W., wskazuje na to, że to właśnie Mariusz W. wyjechał na jezdnię pod samochód kierowany przez oskarżonego. Świadek samodzielnie pokonywał odcinki drogi podobne dzielącego Kupise, w którym mieszkał od baru babci Genowefy M. Jeździł przecież na ryby. Tam też podróż trwała około 7-10 minut. W prawdzie aby wjechać na posesję babci należało pokonać asfaltową ruchliwą trasę relacji Płock –Warszawa, ale 23 sierpnia 2001 r. Mariusz W. wybrał się do niej wieczorem przed godziną 19:00, kiedy ruch był niewielki. Po dojechaniu do tej drogi świadek zaczekał, aż przejedzie samochód poruszający się w kierunku Warszawy, po czym nie rozglądając się dostatecznie czy po prawym pasie nie poruszają się pojazdy, zaraz po przejechaniu w/w samochodu Mariusz W. wyjechał zza niego z zamiarem przejechania jezdni z lewej strony na prawą. Dopiero będąc przy osi jezdni zobaczył jadący z dużą prędkością samochód osobowy, którym był Passat kierowany przez oskarżonego. Przemknął przed nim, zmuszając kierowcę samochodu do zmiany pasa ruchu na lewy, aby nie doszło do uderzenia Mariusza W. Po przejechaniu jezdni świadek pojechał dalej. Możliwe, że pojechał do babci jak zamierzał, ale bardziej prawdopodobne jest w ocenie Sądu, że chłopiec był tak przestraszony, że wrócił do domu w Kupisach Podgórzu. Tam nic nikomu nie powiedział, obawiając się reakcji matki, która prawdopodobnie nic nie wiedziała o wyprawie syna.Kiedy Mariusz W. był już w domu usłyszał jadącą na sygnale karetkę pogotowia, która umilkła koło Genowefy M. Słyszała to również Magdalena W,. i z obawy lub ciekawości, że coś się stało koło baru i domu jej matki pojechała tam na rowerze. Zabrała ze sobą Mariusza . Na miejscu zobaczyli skutki wypadku komunikacyjnego. Zgromadzeni tam ludzie mówili „to sprawa Mariuszka” (bardzo podobnie brzmi do „Januszka”). Wówczas zarówno Magdalena W. jak i Genowefa M. pytały Mariusza czy to nie on był rowerzystą, który wyjechał na drogę kierowcy Passata. Niezależnie od tego czy chłopiec się przyznał , w nocy bał się spać z obawy przed konsekwencjami. Sąd nie przyjął wersji opartej na zeznaniach Franciszka W. jakoby Mariusz W. . jechał do baru, aby odwiedzić swoją matkę, która miała tam pomagać tego dnia, ponieważ ani Michał B. , ani Grzegorz S. nie wspomnieli o obecności Magdaleny W. w barze, czy też na posesji Genowefy M., a także na miejscu zdarzenia.”
Tym tekstem, bajka o podsłuchanych rozmowach o Januszku, puszczona w obieg dowodowy, przez właściwego dla tego procesu świadka Bogdana M., dnia 16 listopada 2001 roku, po zatoczeniu trzyletniego kręgu, wróciła na tę samą salę sądową w postaci bajki o Mariuszku.
Prawdziwego rowerzystę wskazał sądowi już nowy obrońca zabójcy Jarosław Pardyka podczas pierwszego pojawienia się w Sądzie dnia 17 sierpnia 2004 roku i zarekomendował trzeciego w tym procesie świadka ze słyszenia który sam się zgłosił do niego, aby świadczyć. Dnia 31 sierpnia 2004 roku pojawił się w Sądzie ów ś w i a d e k Franciszek W. tym razem sąsiad oskarżonego). Co prawda oświadczył, że nie wie skąd się tu wziął, wyparł się znajomości obrońcy i zabójcy, ale potwierdził, że tym nie szukanym przez organa ścigania rowerzystą jest ostatecznie nie Januszek, nie Jaś, lecz Mariusz W.,(karty 851v i 852).
Dla uprawdopodobnienia tej szytej grubymi nićmi mistyfikacji dnia 17 sierpnia 2004 roku został po raz kolejny świadek Bogdan M. Na pytanie nowego obrońcy oskarżonego czy dobrze słyszał imię Januszek, Bogdan M. już nie był tego pewien i dopuścił, że mogło być to imię zbliżone.
Uzasadnienie wyroku, tak jak przebieg przewodu sądowego odzwierciedlony w protokołach z rozpraw pisanych pod dyktando sędzi, jest nadmiarem przeinaczeń, pobożnych życzeń i po prostu nie prawdy. Na to moje twierdzenie przytoczę kilka przykładów.
Strona 1,15,16.Szczegółowy opis przebiegu wypadku to wytwór fantazji, nie poparty żadnym dowodem materialnym. Nawet obrońca oskarżonego, inicjator opowiadania z jarmarku w Wyszogrodzie oświadczył dnia 15 września 2004 roku (karta 886)
cyt: „Wątek rowerzysty jest w tej sprawie wprawdzie drugorzędny, ale wykluczyć go nie można. Nie twierdzę, że był nim świadek M. Wiśniewski, tylko twierdzę ,że mógł nim być”
Strona 2 cyt: „W czasie wypadku z przeciwka nie nadjeżdżały żadne samochody”.
Strona 1.cyt „Nagle zza samochodu jadącego w kierunku Warszawy….wyjechał rowerzysta”
Strona 3 cyt. „Sąd dał wiarę wyjaśnieniom oskarżonego, ponieważ są logiczne i konsekwentne” Fakty żaden policjant telefonu nie pożyczał , nie on zatamował krwotok.
Strona 6 cyt. „Sąd dał wiarę zeznaniom Bogdana M. i Władysława M.”
Strona11 cyt .„świadek Franciszek W…..Sąd nie znalazł podstaw aby zakwestionować wiarygodność zeznań”
Strony 8 do 11. Niewiarygodne dla sędzi były zeznania Magdaleny W i jej syna na rozprawie już dwunastoletniego Mariusza.
Te kilka cytatów z uzasadnienia wyroku świadczy o tendencyjności stroniczości i braku staranności dokumentacyjnej sędzi. Po prostu kompromituje Sąd jako organ konstytucyjny.
Kontynuacja farsy dowodowej w dniach od 17 sierpnia 15 września 2004 roku
Po przedstawieniu aktu oskarżenia przez prokuratora Krzysztofa Świętkowiaka dnia 17 sierpnia 2004 roku, poprosiłem Sąd o głos przeciwny, gdyż akt oskarżenia opracowany przez prokurator Joannę Świętkowiak fałszuje okoliczności i przyczyny zabójstwa mojego Syna. Sędzia odpowiedziała nie teraz – w swoim czasie. Dopiero dnia 15 września 2004 roku po zamknięciu przewodu sądowego sędzia udzieliła mi głosu. Wówczas dowiedziałem się, że nie mogę odczytać przygotowanej na piśmie precyzyjnej 13 stronicowej wypowiedzi sumującej stanowisko strony pokrzywdzonej w procesie. Mało tego, prawem kaduka nie chciała przyjąć tego końcowego pisemnego oświadczenia do protokołu.
Moje końcowe pisemne oświadczenie zostało przyjęte do akt, dopiero po moim proteście. Pierwotnie sędzia oświadczyła, że przewód jest zamknięty i swoje oświadczenie mam złożyć w Biurze Podawczym Sądu.
Dopiero na moje żądanie wpisania tej decyzji sędzi do protokołu rozprawy, oświadczenie zostało przyjęte do akt i zignorowane jako niegodne nawet stosunkowania się w uzasadnieniu wyroku.
Dnia 17 sierpnia 2004 roku kierowca zademonstrował swoją chęć współpracy z Sądem w dziele ustalenia prawdy, ale tylko na pytanie obrońcy, opowiedział z własnej nieprzymuszonej woli, jako oskarżony, a więc miarodajnie, okoliczności i przyczyny zdarzenia. Trzy lata po zabójstwie oświadczył przed Sądem, że był rowerzysta i manewr obronny wokół niego, że zatamował krwotok, że z jego telefonu dzwonili policjanci z Wyszogrodu. Sędzia realizując zmowę dowodową, uznała te opowieści za fakty i uwzględniła w wyroku oraz w uzasadnieniu wyroku. W rzeczywistości zaaprobowała kłamstwa( wystarczy porównać ze sobą wszystkie jego zeznania). Ani jednym słowem sędzia nie odniosła się do najważniejszej, bo spontanicznej wypowiedzi oskarżonego natychmiast po wyjściu z samochodu. Oto relacja naocznego świadka wg Gazety Wyborczej z 24 sierpnia 2001 r (karta312) Cytuję.„-„Kierowca wysiadł sam, nie potrzebował pomocy. Powiedział tylko przecież nie jechałem szybko. Jego ubranie pochlapane było krwią” - wówczas nie powiedział o rowerzyście dlatego, że zapomniał, ale dlatego, że przed telefonicznym porozumieniem się z chroniącym go policjantem i przyszłym świadkiem Bogdanem M. sam jeszcze o rowerzyście nie wiedział.
Po tych wypowiedziach oskarżonego, zeznawał jako świadek Wawrzyniec Wawrzyński dowódca dwuosobowego zespołu policjantów z Wyszogrodu .Czyli jeden z tych policjantów którym rzekomo Z Kaźmierczak pożyczał swój telefon komórkowy. Nieprzypadkowo, ani sędzia ani prokurator Krzysztof Świętkowiak, nie zadali temu świadkowi prostego pytania czy korzystał z telefonu kierowcy. To pytanie nie padło również ze strony sędzi i kolejnej prokurator dnia 31 sierpnia 2004 roku, kiedy zeznania składał drugi z w/w zespołu policjantów z Wyszogrodu Bogdan Jankowski. To pytanie zadałem dopiero ja wiedząc z lektury protokołu, że wyjaśnienie tego problemu nie interesuje Sądu i Prokuratury. Dowody przeczące wypowiedziom oskarżonego znajdują się na kartach 72,141, 317, 851.
Trzeci wyrok tak jak dwa poprzednie jest oparty na sfałszowanych okolicznościach i przyczynach zabójstwa mojego Syna, zawartych w akcie oskarżenia. W tej wersji nie uznaje już wirtualnego rowerzystę Januszka za sprawcę. Po trzech latach nie szukania Januszka mimo, że tego domagałem się kilkakrotnie, na owego rowerzystę w pokrętnych okolicznościach został wytypowany żywy chłopiec dwunastoletni w dniu rozprawy Mariusz W. Można by rzec nowy obrońca dokonał rewelacyjnego odkrycia i dostarczył niezbitych dowodów sędzi Małgorzacie Lewandowskiej Myczka która jako trzecia z tego VII Wydziału Karnego uznała, że był rowerzysta i manewr obronny kierowcy wokół niego. Nie ważne, że niema w żadnym dokumencie z dnia zabójstwa śladów omijania tego, wymyślonego w tym dniu przez zabójcę i jego kolegów rowerzysty, którego rzekomo w rozpędzonym samochodzie zabójca omijał. Nie ważne, że w dwóch opiniach drogowych i kilkugodzinnych wyjaśnieniach przed dwojgiem sędziów, biegły sądowy Piotr Żbikowski nie dał się na namówić na potwierdzenie rowerzysty i manewru obronnego. Nie ważne, że owego rowerzysty nie widzieli wspomniani już dwaj świadkowie naoczni. Tego cudu procesowego dokonał sąsiad zabójcy, świadek Franciszek W. w monologu zaprezentowanym przed Sądem dnia 31 sierpnia 2004 roku. Chociaż sam nie wiedział dlaczego i z czyjej inspiracji został wezwany. Za przyzwoleniem Sądu przebił niewiarygodnością nawet świadka Bogdana M. opowiadającego swoją bajkę o Januszku tylko starszemu sierżantowi Policji.
Nie było dociekliwych pytań do świadków kolegów i sąsiada zabójcy, nie spełniających kryteriów świadków obiektywnych, bo ujawniłyby wszystkie przekręty w tym procesie.
W zamian z zażenowaniem obserwowałem krzyżowe pytania do dwunastoletniego Mariusza W., wrabianego w dniach 19 i 31 sierpnia 2004 roku, pytaniami sędzi i obrońcy na rzekomego rowerzystę, sprawcę wypadku, zamiast dotychczasowego Januszka czy Jasia. Męczenie chłopca psychologiem straszenie go przez obrońcę zasięganiem opinii o nim w szkole, doprowadziło do tego, że chłopiec chodził zastraszony po korytarzu sądowym i płakał.. To wszystko działo się z pogwałceniem praw dziecka w Sądzie Rzeczypospolitej, bez żadnych realnych podstaw, bo nie ma ani jednego śladu, ani żadnego innego dowodu materialnego, że był rowerzysta. Aż tak cynicznego spektaklu na sali sądowej dotąd nie było.
W tym miejscu wyraziłem swoje oburzenie i protest, że w procesie o zabójstwo mojego Syna ,na podstawie wirtualnego niecnego inscenizowanego pomówienia, podczas w/w zeznań, i w uzasadnieniu wyroku sędzia złamała Konwencję Praw Dziecka Dz.U. z dnia 23 grudnia 1991 r. art.3.p1, art.12.p1 i 2, art.37, art.40 p1 i 2.b I
To wszystko odbyło się na podstawie drugiej bajki napisanej na użytek tego procesu, tym razem trzy lata po zabójstwie Zdzisława Ptaka, wyrecytowanej przez świadka Franciszka W. , który rzekomo sam się zgłosił ze swymi bardzo szczegółowymi rewelacjami, rzekomo zasłyszanymi na jarmarku w Wyszogrodzie pod koniec lipca 2004 roku, akurat dwa tygodnie przed rozpoczęciem trzeciego przewodu sądowego.
S p o s ó b p o w o ł a n i a i t r e ś ć z e z n a ń świadka Franciszka W, jest powtórką z historii z dnia 15.11.2001r.(karta 72) kiedy poprzedni obrońca po dwumiesięcznej przerwie w dowodach, uratował prokurator Joannę Świętkowiak i dostarczył świadka Bogdana M. Ten z kolei błyskawicznie bo w przesłuchaniu 16.11.2001 (karta 73) zapowiedział następnego Władysława Marona. Obaj byli później wychwalani przez wszystkich troje sędziów VII Wydziału Karnego Sądu Rejonowego w Płocku za rzetelność. Z tej wypróbowanej metody f a b r y k o w a n i a dowodów bez żadnych zahamowań skorzystała sędzia Małgorzata Lewandowska Myczka i wpisała się jako trzecia z sędziów do kontynuowanej w tym procesie zmowy dowodowej.
Faktyczny wkład tego świadka do rozstrzygnięcia sprawy to ciąg dalszy robienia wody z mózgu poszkodowanym zgodnie z trzyletnią tradycją VII Wydziału Karnego Sądu Rejonowego Płocku..
Konfrontując tryb powołania świadka Franciszka W. z jego wypowiedzią dnia 31 sierpnia 2004 roku, zastanawiałem się co ja robię na tej sali w której nie toczył się przewód sądowy lecz kpiny z prawa. Zamiast realizmu obiektywizmu i zdrowego rozsądku zaprezentowana została na sali sądowej kolejna farsa dowodowa Nie w Sądzie i nie w sprawie o zabójstwo powinny być realizowane takie cwaniackie popisy procesowe.
Oryginalnym przykładem dociekliwości w ustalaniu prawdy materialnej była próba obrońcy, przy akceptacji prokuratora Krzysztofa Świętkowiaka, wprowadzenia do procesu żonę skarżonego jako kolejnego świadka który nic nie widział (karta 812) Najnowsze przykłady tego współdziałania są w protokołach z przewodu sądowego zakończonego zaskarżonym wyrokiem z dnia 15 września 2004 roku.
Spodziewałem się takiego spektaklu i dlatego wnosiłem w apelacji z dnia 26 sierpnia 2003 roku do Sądu Okręgowego w Płocku o konkretny wyrok i nie zwracanie sprawy do ponownego rozpatrzenia. Gdy jednak to się stało, złożyłem wniosek o wyłączenie VII wydziału Karnego Sądu Rejonowego w Płocku. Wniosek został załatwiony odmownie , gdyż w tym wydziale jest wielu sędziów
W wyniku oddalenia Przez Sąd Rejonowy tego wniosku o wyłączenie VII Wydziału Karnego z rozpoznawania sprawy, wdrożona została w Sądzie Rejonowym procedura wyłonienia sędzi tego wydziału do prowadzenia przewodu w 2004 roku. Z analizy dokumentów z tą procedurą związanych (karty:707do712,715, 761) wynika, że sędzia Iwona Wiśniewska Bartoszewska, autorka pierwszego wyroku-grzywny w tym procesie, aktualna przewodnicząca VII Wydziału Karnego Sądu Rejonowego w Płocku, poza konkursem wyznaczyła do prowadzenia tej edycji procesu sędzię Małgorzatę Lewandowską Myczkę. Wyznaczona sędzia zaufania nie zawiodła, szybko ustaliła bez dowodów sprawcę, opisała bardzo szczegółowo przebieg zdarzenia z 23 sierpnia 2001 roku .
Sam wyrok powielony dosłownie po raz drugi jest bezdowodową specyfikacją sprzeczności. Oto argumenty. Konstrukcja zwrotu „zastosował nieprawidłową technikę jazdy”, została oparta na obliczeniach prędkości minimalnych, a nie rzeczywistych .W/g tego rozumowania prędkość 61,5 km/h uderzenia w pierwsze drzewo decydowała o rozmiarach zniszczenia samochodu , spustoszenia drzewostanu i w wyniku o urwaniu ręki pasażera. Jeśli tak to ta prędkość także umożliwiała opanowane prowadzenie samochodu po miękkim podłożu na odcinku 35 metrów i uniknięcia wypadku w ogóle. Efekty uderzenia i świadkowie potwierdzają, że prędkość rzeczywista była dużo, dużo większa. Przy prędkości 113-117 km/h znaczenia pierwszego śladu znoszenia samochodu na asfalcie, kierowca rozpoczął tę nieprawidłową technikę jazdy. Ale również przyczyną tej nieprawidłowej techniki jazdy był rowerzysta.(gdyby go nie było, nie było by nieprawidłowej techniki jazdy).Na rowerzystę nie ma żadnego dowodu materialnego. Z kolei nieumyślnie nikt zdrowy fizycznie i sprawny umysłowo nie przekracza dopuszczalnych prędkości.
Kolejne przykłady manipulowania dowodami w dniach od 17 sierpnia do 15 września 2004 roku
Oświadczenie kierowcy, że pożyczył telefon komórkowy policjantom, było decydującym dowodem, że to policjanci rozmawiali miedzy sobą. Różnice czasowe pomiędzy rozmowami telefonicznymi z telefonu kierowcy, a przyjazdem na miejsce wypadku pierwszych policjantów z Wyszogrodu Wawrzyńca Wawrzyńskigo i Bogdana Jankowskiego nie były godne uwagi. Również bez znaczenia było pierwsze zeznanie W. Wawrzyńskego, że nie pamiętał gdzie był kierowca, gdy przyjechali na miejsce wypadku. Nieistotne także okazało się zeznanie B. Jankowskiego ,że nie pożyczał telefonu od kierowcy.
Pierwsze oświadczenie kierowcy złożone po trzech latach, że podwiązał rękę krawatem, było decydującym dowodem dla sędzi, że to on reanimował natychmiast swoją ofiarę. Wielokrotne zeznania świadków naocznych ,że to oni zatamowali krwotok nie stanowiły żadnej przeciwwagi w tej ocenie.
Wymowny dla tego procesu jest szczegółowy opis sędzi jak rowerzysta Mariusz zmusił kierowcę do zastosowania nieprawidłowej techniki jazdy. Ten opis został skonstruowany na podstawie niewiarygodnych zeznań dwojga osób, dwunastoletniego chłopca Mariusza i jego matki Magdaleny W., a wsparty pośrednio zeznaniem świadka Franciszka W. sąsiada zabójcy.
Ale przecież matka Mariusza składała zeznania pod przysięgą powtarzaną za sędzią. Sędzia wydała na podstawie tych niewiarygodnych zeznań wyrok. Czy zapomniała o konsekwencjach prawnych za złamanie przysięgi w zeznaniach wspierających wyrok? Czy uznanie tych zeznań za niewiarygodne jest pozbawione dowodów i podstaw prawnych. Myślę, że właśnie dlatego obrońca odżegnał się w mowie końcowej od utożsamiania Mariusza z wirtualnym rowerzystą, na przekór sędzi , co z kolei jest ewenementem w tym procesie.
Wymowne również w udowadnianiu rowerzysty jest niezauważenie przez sędzię, moich zarzutów sfałszowania okoliczności zabójstwa w akcie oskarżenia przez prokurator Joannę Świętkowiak, wspólnie z biegłym Wenantym Lewandowskim, w których wymieniłem sfałszowane dokumenty znajdujące się w aktach sądowych. Konsekwentne niedostrzeganie rozbieżności w zeznaniach o podsłuchanych rozmowach kolegów zabójcy Bogdana M. i Wladysława M., a także w kolejnych opowiadaniach Władysława M. , w których każdorazowo bezskutecznie, informował innego policjanta o podsłuchanej rozmowie o Jasiu (Januszku). I wreszcie ignorowanie zeznań świadków naocznych stwierdzających, że ludzie zaczęli gromadzić się dopiero po kilkunastu minutach od zaistnienia wypadku i to wcale nie miejscowe kobiety, które podsłuchali dwaj koledzy zabójcy .
Czytelna jest w tym procesie współpraca w podstawianiu właściwych świadków, na których można polegać w realizacji postawionych celów. Tylko świadków pracujących uchem, bo naoczni nie widzieli tego co pasowało dla osiągnięcia celu ustalonego 23 sierpnia 2001 roku. Świadka Bogdana M. powołała prokurator Joanna Świętkowiak w momencie przestoju w śledztwie na wniosek obrońcy Marka Szczygielskiego który pojawił się w odpowiednim momencie. Świadka Władysława M. powołała sędzia Iwona Wiśniewska Bartoszewska z własnej woli, ale po anonsie obrońcy Marka Szczygielskiego z okresu śledztwa, bo właściwych świadków musi być co najmniej dwóch.
Świadka Franciszka W. powołała sędzia Małgorzata Lewandowska Myczka na wniosek już nowego obrońcy Jarosława Pardyki, przy moim sprzeciwie Nowy obrońca pojawił się w procesie dnia 14 lipca 2004 roku, a już dnia 19 sierpnia 2004 roku oświadczył, że ma świadka który sam się zgłosił bo wie, że rowerzystą który spowodował wypadek 23 sierpnia 2001 roku jest Mariusz W.
Właśnie zeznania świadka Franciszka W. (karta 851v,852),sąsiada oskarżonego z miejsca zamieszkania, złożone 31 sierpnia 2004 roku, w porównaniu z wyrokiem i jego uzasadnieniem, obnażyły do końca jak prymitywne chwyty i metody rządziły tym przewodem sądowym zakończonym zaskarżanym wyrokiem.
Pięć miesięcy trwało odmowne załatwienie ostatniego mojego wniosku z dnia 18 marca 2004 roku o dowody z Zakładu Energetycznego Płock i akta prokuratorskie sygnowane Ds.2169/02, mające na celu dalsze obnażanie fałszerskiej zmowy. Prokuratorskie akta sygnowane Ds.2169/02 zawierają dokumenty zgromadzone w ramach załatwiania mojej skargi na funkcjonariuszy publicznych zaangażowanych w tym procesie. Są tam pisma władz administracyjnych i „dowody” zgromadzone podczas śledztwa prowadzonego przez Prokuraturę Rejonową w Mławie. Śledztwo to zostało wszczęte z inicjatywy Prokuratury Okręgowej w Płocku, a potem umorzone. W/g tego „śledztwa” funkcjonariusze publiczni zaangażowani w procesie o zabójstwo mojego Syna w Chylinie, których oskarżałem , załatwili wszystko jak trzeba .
Ta decyzja odmowna jest kontynuacją blokowania dowodów od dnia zabójstwa.
24-12-2014 / 03:42
Aretclis" rel="nofollow">vryoyarroe.com">Aretclis like this just make me want to visit your website even more.
~Hwanjin