Source: http://aferyprawa.eu/Urzednicy/Bydgoszcz-Fundusz-alimentacyjny-przywrocony-Jolanta-Sztuba-i-Dorota-Gluszczynska-z-ZUS-Zasluzone-dzieciom-alimenciarzy-Sprawa-Ireneusza-Ciszewskiego-cz-4-2227
Timestamp: 2020-07-07 02:45:02+00:00
Document Index: 67054406

Matched Legal Cases: ['Art. 2', 'Art. 1', 'Art.460', 'Art. 2', 'Art.33', 'Art.2']

Aferyprawa - Bydgoszcz – Fundusz alimentacyjny przywrócony. Jolanta Sztuba i Dorota Głuszczyńska z ZUS – Zasłużone dzieciom alimenciarzy... Sprawa Ireneusza Ciszewskiego cz. 4
Aferyprawa.com Urzędnicy Bydgoszcz – Fundusz alimentacyjny przywrócony. Jolanta Sztuba i Dorota Głuszczyńska z ZUS
AFERY PRAWA FUNDUSZ ALIMENTACYJNY MATACZENIA PRACOWNIKÓW ZUS JOLANTA SZTUBA DOROTA GŁUSZCZYŃSKA
Bydgoszcz – Fundusz alimentacyjny przywrócony. Jolanta Sztuba i Dorota Głuszczyńska z ZUS – Zasłużone dzieciom alimenciarzy... Sprawa Ireneusza Ciszewskiego cz. 4
Pomoc osobom uprawnionym do alimentów...?
Dnia 1 października 2008 roku wchodzi w życie nowa ustawa (Ustawa z dnia 7 września 2007 r. o pomocy osobom uprawnionym do alimentów), która w założeniach swych „bardziej precyzyjnie” określa zakres i sposób pomocy państwa osobom uprawnionym do alimentów. Inaczej, niż poprzednia ustala zasady finansowania świadczeń z funduszu oraz działania, podejmowane wobec alimenciarzy, w sytuacji uchylania się przez nich od obowiązków alimentacyjnych. Zastępuje ona tym samym poprzednią ustawę (z dnia 22 kwietnia 2005 r. o postępowaniu wobec dłużników alimentacyjnych oraz zaliczce alimentacyjnej, która właściwie stanowiła jedynie o fazie przejściowej, pomiędzy dwoma okresami funkcjonowania funduszu alimentacyjnego), ale przede wszystkim dawną Ustawę z 18 lipca 1974 r. o funduszu alimentacyjnym. Z dniem 1 października 2008r fundusz alimentacyjny zostaje przywrócony. Lepiej późno, niż wcale, gdyż krzywda, jaką wyrządziło państwo (zwłaszcza samotnym matkom i dzieciom), likwidując poprzedni fundusz (zarządzany przez ZUS), jest wprost nie do opisania. Objawiało się to nieustającymi protestami ze strony matek, pozostawionych niejednokrotnie w trudnej sytuacji materialnej i bez środków na utrzymanie dzieci. W praworządnym państwie pokrzywdzone w ten sposób osoby (których dobra zostały zagrożone i wyrządzona została im przez państwo trudno wymierna szkoda), miały by prawo do żądania jej naprawienia, nie mówiąc już o tym, że winni takiej sytuacji, powinni być przykładnie ukarani. Sprawa przecież dotyczyła tysięcy dzieci, których dobro (podobno) jest prawnie chronione przez ustawy i Konstytucję RP. Poprzedni fundusz alimentacyjny funkcjonował przez 30 lat. Nawet za czasów PRL samotne matki z dziećmi, nie zostały pozostawiane na pastwę losu, tak bezlitośnie, jak w okresie po roku 89, który to czas określam mianem IV rozbioru Polski. Problem dotyczy głównie samotnych matek, gdyż to one, porzucone i w ten sposób podwójnie skrzywdzone (również przez władzę), odczuły najbardziej „dobrodziejstwa” państwa wobec swoich małych i bezbronnych dzieci. Ci, co okradli Polskę (a wiadomo, którzy są sprzedawczykami, a którzy to oszukany naród), powinni zwrócić pieniądze i naprawić krzywdy. Niestety po złodziejach naiwnie byłoby się spodziewać uczciwości, dlatego trzeba z pokorą przyjąć obecny stan rzeczy (tudzież wypędzić z Polski przestępców i odebrać im majątki). Obecna ustawa ma mieć na tyle przewagę nad poprzednią (Ustawą z dnia 18 lipca 1974 r. o funduszu alimentacyjnym – prostą przecież i przejrzystą), że nie dopuści do tak wielkich przekrętów i marnotrawstwa, do jakich dochodziło, kiedy dysponentem funduszu był Zakład Ubezpieczeń Społecznych. Jak będzie, to się dopiero okaże... Tak naprawdę jednak, to nie ustawa była beznadziejna, ale jak zwykle, funkcjonariusze państwowi, mający dostęp do środków publicznych. Trwonili je oni niejednokrotnie bez zastanowienia i odpowiedzialności (nadzór był przecież w tym czasie zajęty zbijaniem kabzy na wyższym pułapie), a także rozkradali społeczne pieniądze, jeśli się tylko bezkarnie udało. Resztę załatwiały korupcja i poplecznictwo wśród urzędników administracji publicznej, ale przede wszystkim wśród sędziów, prokuratorów, komorników i w instytucjach ich nadzorujących. ZUS rzeczywiście nie może w dalszym ciągu zajmować się funduszem (jak i nie powinien, w obecnej formie zajmować się czymkolwiek, co jest związane z zabezpieczeniem społecznym Polaków), gdyż jego zbiurokratyzowane struktury zapewniają dobrobyt jedynie wąskiej elicie układów osób, które dorwały się do koryta. Biurokracja, jak każdy widzi, to osłona przed bezkarnością, odpowiedzialnością władzy, a także kurtyna, za którą okradane jest społeczeństwo polskie w majestacie prawa. Zdają sobie (oni) przecież sprawę, że to wszystko do czasu (jak z dzbanem), więc trzeba nakraść, ile się tylko da.
Nowa ustawa, to scedowanie problemów z alimenciarzami na jednostki samorządu terytorialnego, co jest poniekąd słuszne, o ile i tu będzie panowała uczciwość, porządek i kompetencja decydentów, z czym nadal nie jest dobrze. Pozornie precyzyjna ustawa, dążąca na siłę do spełniania priorytetów europejskich, niestety jeszcze bardziej uderza w rodzinę, w jej integralność i dobro nadrzędne w stosunku do innych form życia społecznego. Mądrość narodowa głosi, że rodzina to przecież siła, a jedność rodzin, składająca się na naród, to podstawa bytu narodu, stanowiąca o jego potędze i szczęściu. Czego się boją, zatem i z czym walczą ci, co kształtują porozumienia ponad głowami narodów, doprawdy nie trudno dociec. Wymyślają więc takie absurdy sprzedajni uzdrawiacze prawa i obrońcy dobra rodziny polskiej, które ich tylko celom służyć mają. Polskim rodzinom, których dobro i ochrona zagwarantowana jest w Konstytucji RP opluwanej i znieważanej przez samych „prawników”), zagraża nowe, wciąż osłabiające ją prawo. Wymyślają zatem „mądre” i szkodliwe łepki artykuły, nadając im moc prawną, takie, jak chociażby Art. 2 pkt 12c, w którym to, czy rodzina istnieje, czy też nie, uzależniają od widzi mi się sędziego (a jakich mamy sędziów -każdy wie), a nie od tego, jaki jest naprawdę stan faktyczny w rodzinie. Ustawa z dnia 29 listopada 1990 r. o pomocy społecznej definiowała już rodzinę, jako osoby spokrewnione lub nie spokrewnione pozostające w faktycznym związku, wspólnie zamieszkujące i gospodarujące, ale żeby to stwierdzić, jakiś urzędnik (niekoniecznie przecież sędzia) musiałby ruszyć zza biurka swoje tłuste dupsko (a wiadomo, jak z tym jest w praktyce). Nowa ustawa (pro europejska) nie uznaje już za rodzinę ojca, czy matki dziecka, która mieszka wraz z nim, utrzymuje je i wychowuje, w sytuacji, kiedy jakiemuś debilnemu asesorowi, czy przekupnemu sędziemu (od jakich aż roi się w sądach) zechce się wystawić przeciwko rodzicowi tytuł wykonawczy. Władzę nietykalni dostają zatem jeszcze większą, niż mieli do tej pory (ciekawe, kiedy uchwalą sobie immunitety od zabójstw i innych ciężkich przestępstw, bo od głupoty, jazdy po pijanemu i złodziejstwa już mają), po to aby mogli naród gnębić jeszcze bardziej. Przypomnę, powołując się na moje doświadczenia w sprawach z nietykalnymi, że wydanie tytułu wykonawczego zależy wyłącznie od „widzi mi się” najjaśniej nam panujących dworzan, którzy mogą, jeśli im się tak podoba, narzucić sankcjonowaną alimentację bez zgody rodzica, a nawet z jego sprzeciwem. Wystarczy konflikt pomiędzy stronami (np. rodzicem i dzieckiem, albo małżonkami), aby od razu wykorzystali to nietykalni, do realizacji swoich chytrze przemyślanych interesów partykularnych. Wszak gdzie się dwóch bije tam trzeci korzysta. Polityka rozwalania polskich rodzin na siłę przez totalitarne i niepolskie państwo antyrodzinne, dążące w swej zawziętości do stworzenia struktur ponadnarodowych (czytaj JUE), marginalizuje znaczenie rodziny i narodu po to, aby nowa jewropejska władza mogła zarządzać masami niewolników, pochodzących z podporządkowanych jej narodów gojów. Obudźcie się wreszcie Polacy i inne nacje! Czas najwyższy się budzić, gdyż sztylet w plecy w czasie snu, to specjalność tych, co właśnie Was usypiają...
Według nowej ustawy o pomocy osobom uprawnionym do alimentów (stwarzającej pozory samych dobrodziejstw dla matek i dzieci) syn zatem nie stanowi rodziny z rodzicem, nawet jeśli z nim mieszka i jest otoczony przez niego opieką i troską. W sytuacji, kiedy tak zechce się stwierdzić jakiemuś nietykalnemu, nawet, jeśli fakty będą wszystkiemu zaprzeczać, dziecko i rodzić nie będzie w rodzinie!!! Takie funduje nam prawo podobno nasza władza. Za nasze pieniądze, Polacy, które im (stanowiące efekt naszej ciężkiej pracy przez połowę roku), w formie podatków oddajemy. Prawo wymierzone w nas, w nasze polskie i katolickie rodziny. Nie polskie, nie konstytucyjne, ale prawie już europejskie. Cóż, ustanawiane jest ono przez ludzi, wyznających odmienne, niż chrześcijańskie wartości, których sami nieświadomie i oszukani wybraliśmy do sprawowania władzy... Po cóż zatem taka ustawa...? Już napisałem...
NIC się nie zmieni w naszej Polsce, jeżeli nietykalni, będą nadal beztroscy i nieodpowiedzialni. To jest przyczyną, że poprzedni fundusz alimentacyjny został zlikwidowany. Zarządzany był przecież przez debili, których głupotę i przekręty wspomagali pseudostróże prawa. Dzięki takim przestępcom z prawem zgodne było nawet wypłacanie środków pochodzących z funduszu alimentacyjnego przy równolegle świadczonej alimentacji przez zobowiązanych.
Utrzymując pasożytów przy władzy, KAŻDE polskie pieniądze będą zmarnowane i rozkradzione, niezależnie od tego ile bubli prawnych w sejmie uchwalą (które to buble pogarszają za każdym razem sytuację naszego narodu i ograniczają w coraz większym stopniu niezależność naszego polskiego prawa, Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej (zresztą z wieloma błędami), z której już teraz NIC sobie nie robią sprzedajni i pejsaci sędziowie. Tym samym suwerenność naszej Ojczyzny – Polski jest coraz bardziej zagrożona (Traktat Lizboński i tarcza antyrakietowa – a co mnie to Polaka obchodzi. To zapewne interesy Izraela, ale nie Narodu Polskiego! Bodaj by innego Bubla wreszcie dopuścili do głosu... Ale jego, jak widać się boją, gdyż szykanują go nawet za to, że uważa, że Polska powinna być rządzona przez Polaków, a nie przez reprezentację Żydów, którzy stanowią mniejszość narodową, a rządzą krajem i dyskryminują Polaków. Przecież to jest nienormalna sytuacja...
Szanowni czytelnicy AP... Wracając do moich dywagacji na temat funduszu alimentacyjnego... Chciałem zwrócić uwagę na to, że nie w ustawach nowych (których mamy obfitość wszelaką) jest ratunek dla uzdrowienia i polepszenia sytuacji polskiego społeczeństwa. Trzeba wymienić w końcu kadry rządzące Polską, od góry zaczynając, a na dole kończąc. Skorumpowane, ześwinione, niedouczone i destrukcyjne... Komunistyczne i ubeckie w myśleniu i pochodzeniu. Po tatusiach mordercach, aparatczykach, esbekach i pezetperowcach, nie kierujące się polskim interesem narodowym. Jeśli reprezentujesz interesy żydowskie, rosyjskie, niemieckie w naszej Ojczyźnie – won ze stołka!!! Tu jest Polska! Cwaniaków, faryzeuszy, oszustów i złodziei, nabijających sobie kabzy i swoim ziomkom dobrze robiący, dość już mają Polacy!
Dnia 5 lutego 2003 roku, w tak zwanym sądzie, odbył się sabat czarownic nad ojcem, który dobrowolnie świadczył alimentację, opiekował się swoim synem, utrzymywał go i wychowywał, razem z nim mieszkając i w zwyczajny sposób troszcząc się o jego dobro i potrzeby. Miałem jednak pecha, gdyż tym ojcem byłem ja. Jedna z tych czarownic (ta która chciała dostać pieniądze) powiedziała drugiej (tej, która przewodniczyła obradom), że ja wcale się synem nie zajmuję, a wręcz przeciwnie głodzę go i nie interesuję się nim. Druga była z ZUS i zasugerowała tej, co prowadziła obrady, że to jest prawda, gdyż (choć nie wie, jak jest), wszystko powiedziała jej czarodziejska kula. Przewodnicząca sabatu uwierzyła w kulę (wszak ona też była nie z tego świata), a że miała dodatkowo końskie klapki na oczach, nie dostrzegła nawet, że numer na czarodziejską kulę, był sprytnym zabiegiem referent (bez)prawnej ZUS z Bydgoszczy, która to referent w ten jedynie sposób mogła uzasadnić swoje poparcie dla „dobroczynnej” decyzji, przyznającej mojemu synowi alimenty z funduszu alimentacyjnego. Gdyby nie czarodziejska kula, niczym nie mogła by wytłumaczyć swojego szkodzącego Zakładowi Ubezpieczeń Społecznych działania. Prawo przecież nie zezwala szkodzić komukolwiek, a zwłaszcza tym, których interesy się reprezentuje i bierze za to wypłatę. Zaraz po sabacie wysłałem pismo z zapytaniem, żeby się przekonać, jak jest naprawdę, gdyż w czarodziejskie kule nie wierzę do dziś. Pani referent (nie w pełni chyba s)prawna z ZUS odpisała mi, ale na pytanie (czym wcale mnie nie zaskoczyła), nie odpowiedziała. Pismem z dnia 8 lutego 2003 roku poprosiłem ją o uzasadnienie jej własnego wniosku w sądzie (sabacie), w którym domagała się oddalenia mojego odwołania od decyzji ZUS. Pani referent prawny ZUS Dorota Głuszczyńska odpisała mi (uprzejmie informując na dodatek), że uzasadnienie stanowiska organu rentowego ZUS znajduje się w odpowiedzi na odwołanie z dnia 24.10.2002r i że stosownych informacji uzyskałem również w Wydziale Alimentów.
Przyznam się szczerze, że zwątpiłem, gdyż żadnego pisma z dnia 24 października 2002r z ZUS nie otrzymałem (mimo, iż usilnie potem zabiegałem o zapoznanie mnie z nim). Otrzymałem, co prawda pismo z dnia 15 października 2002 roku oraz pismo z dnia 31 października 2002 roku, ale tam nic nie było na temat uzasadnienia wniosku Doroty Głuszczyńskiej (przed sabatem sądowym) o oddaleniu mojego odwołania od szkodliwej dla ZUS i dla mnie decyzji Jolanty Sztuby.
Dorota Głuszczyńska oszukała mnie więc, gdyż sabat odbył się dnia 5.02.2003 roku, a ona napisała mi, że stanowisko organu rentowego jest w odpowiedzi na odwołanie z dnia 24.10.2002 roku, sugerując, że jest to uzasadnienie, o które pytam. Jak uzasadnienie wniosku z dnia 5.02.2003r może znajdować się w jakimś tajemniczym piśmie z dnia 24.10.2002r, kiedy zegary nie chodzą przecież do tyłu (?!) wie chyba tylko sama Głuszczyńska... Może referent prawny ZUS Dorota Głuszczyńska rzeczywiście jest jakąś wróżką, która nie tylko widzi przez czarodziejską kulę, ale na dodatek potrafi cofnąć czas...?! Przydałaby się taka do naprawy sytuacji w podobno polskim wymiarze sprawiedliwości. Pac różdżką i już wszyscy sędziowie, prokuratorzy i komornicy są uczciwi. Kuli mogłaby, przy okazji zapytać, jak pozbyć się polityków, nie mówiących prawdy mediów polskojęzycznych i w ogóle całej tej antypolskiej sprzedajnej bandy. Do sądu w imieniu ZUS niech lepiej nie chodzi...
Nie dałem za wygraną i dnia 23 kwietnia 2003 roku wystosowałem do Głuszczyńskiej pismo, licząc w swej naiwności, że osoba ta zrehabilituje się w moich oczach i w końcu napisze prawdę. Jakież byłoby moje zdziwienie, że prawnik zawsze postępuje w sposób prawy, ale niestety tak się nie stało...
„Do Pani referent Prawnej ZUS – Pani mgr Doroty”
„W odpowiedzi na Pani odpowiedź na moje pismo z dnia 8 lutego 2003r (wpływ do ZUS 19.03.2003r) odpowiadam, iż nie zaspokaja mnie Pani odpowiedź w sensie merytorycznym w najmniejszym stopniu, bo mi Pani na moje pytanie odpowiedzi nie udzieliła wcale, a próbuje Pani wykrętnie pozbyć się mojej dociekliwości. Pytanie brzmi:
„Na JAKIEJ PODSTAWIE ZUS Wydział Alimentów oddalił na sprawie dn. 5.02.03 roku moje odwołanie się od decyzji?”
Pani Referent Prawny ZUS... Jest Pani chyba na tyle osobą inteligentną, że rozumie Pani moje pytanie, które Pani zadaję już od samego początku...? Pytanie brzmi: Na jakiej podstawie ZUS (dotyczy konkretnie Pani osoby, bo to Pani, z tego, co mi wiadomo, reprezentowała ZUS przed sądem), czyli Pani, oddaliła przed Sadem Rejonowym VII Wydział Pracy i Ubezpieczeń Społecznych dn. 5 lutego 2003 roku moje odwołanie? Proszę, aby Pani uzasadniła mi ten wniosek, który Pani przed sądem złożyła. Czy Pani tego nie rozumie o co mi chodzi? Jak mam to Pani wytłumaczyć jaśniej?
Mnie nie interesuje informacja pochodząca od Pani, co miał na uwadze Sąd Rejonowy w Bydgoszczy, orzekając w sprawie, bo wniosek taki SAM mogę sobie wyciągnąć, byłem przecież na sprawie. Sąd orzekł, jak uważał, a Pani mi tu zaszkodziła. Ja proszę Panią o uzasadnienie Pani słów przed sędziną, które Pani wypowiedziała dn. 5.02.03r w sądzie, jako referent prawny ZUS. Czy jeszcze nie może Pani zrozumieć, o co mi chodzi?
Skąd Pani wie, że stosownych informacji uzyskałem również w Wydziale Alimentów, kto to Pani powiedział...? Ja tam nie otrzymałem żadnych odpowiedzi, na temat tego, czego chcę się od ZUS dowiedzieć, a ponieważ Pani wnioskowała w sądzie, a nie kto inny, proszę mi uzasadnić, dlaczego tak Pani zrobiła, ale konkretnie, a nie wykręcając się sianem.
Uzasadniam swoje stanowisko w ten sposób, że: żona powiedziała, że mąż nie płaci, komornik powiedział, że nie płaci i nic nie mógł zabrać i że odwołanie pana Ciszewskiego od decyzji jest niewiarygodne, i podpis.
Jeszcze raz Panią proszę o przedmiotowe uzasadnienie na piśmie.
W odpowiedzi na odwołanie z dn. 24.10.02 nie ma uzasadnienia wniosku ZUS, co do jego stanowiska przed sądem dn. 5.02.03, bo występuje tu sprzeczność, wynikająca z dat. Widzi ją Pani? Tam jest tylko informacja, że ZUS kieruje sprawę do zbadania jej przez Sąd. Pani wystąpiła jednak na sprawie i zajęła swoje stanowisko (z czegoś chyba ono wynika, prawda?). O to stanowisko Panią przecież pytam. Dlaczego tak Pani powiedziała sądowi?
Proszę o uzasadnienie Pani wniosku o oddalenie mojego odwołania się od decyzji ZUS przed sądem, złożonego przez Panią dn.5.02.03.
Przepraszam za brak nazwiska Pani w nagłówku pisma, ale na Pani odpowiedzi jest nieczytelna pieczątka.”
29 lipca 2003 roku odebrałem pismo z ZUS, w którym referent prawny Dorota Głuszczyńska zaszczyciła mnie swoją kolejną dwuzdaniową treścią, wmawiając mi uporczywie, że stanowi ona odpowiedź na moje pytanie. Poziom adrenaliny wzrastał, niestety, wprost proporcjonalnie do bezczelności i arogancji Głuszczyńskiej. Jak się bowiem okazało, wypociny na które się wysiliła uczestniczka sabatu czarownic z 5 lutego 2003 roku i pierwsza wróżka dworu bydgoskiego, były dokładnym powtórzeniem treści z poprzedniego wykrętnego pisma.
Dnia 30 lipca 2003 roku napisałem do niej kolejne pismo, które specjalnie nazwałem reprymendą. Dorocie Głuszczyńskiej w tym czasie nie należała się reprymenda. Będąc na miejscu dyrektora ZUS, po prostu, na zbity pysk, wyrzuciłbym ją z pracy. Tak głupkowatej gęsi jeszcze wcześniej nie spotkałem, choć muszę przyznać, że późniejsze znajomości, jakich doświadczałem z głupimi prawnikami były równie imponujące. Że też się oni niczego nie boją i dowody swojej przestępczej działalności przysyłają dosłownie pod nos... Oto obszerniejsze fragmenty tegoż pisma:
„Pani Referent,
Czy z Panią wszystko w porządku...? Co mi Pani tu wypisuje za „odpowiedzi”...? Idiotę ze mnie Pani robi, czy z siebie...? Czy ja za obszerne pisma do Pani piszę, że nie może ich Pani objąć intelektem? Przecież jest Pani magistrem i Pani polskiego języka nie rozumie? W kółko mi Pani przysyła to samo zdanie, zaczynające pisma i na co Pani liczy? Że w końcu mi się naprzykrzy pytać?! (...) Umie Pani pomoc nieść tylko, że nie ze swojego, bo myśli Pani, że pójdzie i tak z mojego? Niech Pani pomoże ze swojego, no proszę... 250zł ze swojej pensji. Chce tak Pani? (...)
Bardzo Panią proszę o odpowiedź na pytanie: Na jakiej podstawie ZUS Wydział Alimentów oddalił na sprawie dn.5.02.03 roku moje odwołanie się od decyzji? Trudne? Wskazówka jest w piśmie z 23.04.2003r. Niech Pani poszuka. Proszę, aby Pani uzasadniła mi ten wniosek, który Pani przed sądem złożyła dn.5.02.03 roku. Tego uzasadnienia nie ma w piśmie z 24,10.02, bo sprawa była dopiero 5.02.03. Czy Pani nie umie logicznie myśleć?
Ten kit, którym wypełnia Pani swoje „odpowiedzi” na moje notoryczne pytanie, niech Pani wciska innym, jako bajki na dobranoc, bo to, co Pani napisała od akapitu, jest mi tak potrzebne, jak dziura w moście i tak dobrze znane, że nie musi się Pani powielać. (...) Niech też pani nie pisze kłamstw, że organ rentowy przyznał tu cokolwiek zgodnie z artykułem ustawy, bo z tymi ustawami, to mają problem nawet w sądzie. Jeśli dzieją się bezprawne rzeczy, to nie mają one nic wspólnego i zgodnego z ustawami, z Konstytucją. Szargają Ją tylko (!) Pani Prawnik! Wszystko, co robi „ten organ”, czyli kilka osób z ZUS to, jak na razie, łamanie prawa, bo nie wolno wydawać ZUSowi środków z funduszu, jak funkcjonuje alimentacja, a ja alimentację świadczę i nawet święty turecki mi nie zabroni tego robić. Rozumie Pani??? Proszę o zwięzłą i konkretną odpowiedź – tylko na pytanie (!), a nie o siedmiu zbójach. Proszę też o przysłanie mi pisma z 24.10.02. Proszę też swoim podstępnym sposobem „odpowiedzi” nie prowokować mnie do zachowania impulsywnego, bo jestem tylko człowiekiem i mam ograniczone nerwy. Pytanie jest proste, więc prosto niech Pani odpowie, ale na to pytanie:
Na jakiej podstawie ZUS Wydział Alimentów oddalił na sprawie, dn.5.02.03 roku moje odwołanie się od decyzji? Proszę odpowiedzieć na temat.
Podam jeszcze Pani taki przykład do przemyślenia... Gdy do krowy się coś mówi, to ona co najwyżej muczy. Pani krową przecież nie jest, a referentem prawnym, więc język powinien być bogatszy, tym bardziej, że pytanie jest jedno i to samo. Na koniec opowiem jeszcze Pani bajkę i pozostawiam ją pod rozwagę:
Pewien ślepiec na ulicy zapytał się przechodnia: - Proszę pana...! Czy dzisiaj świeci słońce? – Przechodzień ów odpowiedział mu na to: - Uprzejmie pana informuję, że wczoraj padał deszcz. – Ale ja pytałem, czy dzisiaj świeci słońce? – pyta ślepiec ponownie. – Uprzejmie pana informuję, że wczoraj padał deszcz. – Uparł się przechodzień na swoją „odpowiedź”. – Ślepiec zapytał go po raz kolejny, ale znów otrzymał taką samą odpowiedź. Na dodatek przechodzień dodał, że deszcz padał od ziemi do góry.
Potwierdzenie przechodnia (robiącego ślepca w konia), tak naprawdę nie było ślepcowi potrzebne, gdyż doskonale czuł przez skórę, że słońce świeci (czuł przecież jego ciepło), a wiedział też doskonale, że deszcz nie pada „do góry”. Chciał tylko przekonać się, na ile może liczyć na pomoc ze strony przechodnia w tej sprawie. Zawiódł się jednak na nim i stwierdził, że ów przechodzień jest jeszcze bardziej ślepy od niego samego, choć wzrok miał całkiem w porządku. Przechodzień ten był zaślepiony, niestety tak mocno tym, że widzi słońce lepiej od ślepca, że zaślepienie to padło mu na umysł i przestał logicznie myśleć. Czy będzie chciał przyznać się kiedyś do tego, że słońce uderzyło mu na mózg, czy stwierdzi, że to zbyt duża ujma dla fałszywie pojętego honoru...?
Z tej bajki się tego nie dowiemy. W życiu bywa jednak różnie...
Pozdrowienia dla Pani, Pani Referent Prawny... i proszę, i o odpowiedź na pytanie, i o pismo, jak najszybciej, bo 22.08.03, o godz.11.30 mam sprawę.”
Referent Prawny ZUS oddział w Bydgoszczy, mgr Dorota Głuszczyńska przysłała mi wkrótce odpowiedź. Radę, jakiej chciałbym udzielić przy tej okazji Państwu na łamach AP, zapamiętajcie Państwo, a przyda się niewątpliwie: Proszę nie pytać chorego psychicznie człowieka o drogę...
Głuszczyńska załączyła (po wielu naciskach z mojej strony) osławione już pismo z 24.10.2002 roku, w którym to, rzekomo, miało się znajdować uzasadnienie jej wniosku w sprawie, odbywającej się 3 miesiące później na sądzie sabatowym, dnia 5.02.2003 roku. Jak widać, w nierealnym świecie wróżek i czarownic, czas nie odgrywa najmniejszej roli… W piśmie tym (zatytułowanym „odpowiedź na odwołanie”) brak jest jakiegokolwiek odniesienia do moich informacji o sytuacji w rodzinie (popartych tak zdecydowanym sprzeciwem), jakie w odwołaniu od decyzji zawarłem (w najmniejszym stopniu nie zweryfikowanych przez Naczelnik Wydziału Alimentów bydgoskiego ZUS Jolantę Sztubę). Mógłbym więc sobie 50 odwołań jeszcze napisać, a ZUS i tak miałby je wszystkie w starym dupsku pani naczelnik Jolanty Sztuby. Wystarczy więc pomóc złodziejom i poprzeć ich w sądzie (ciekawe za ile...). Nieważne dlaczego, wszak złodzieje nie okradają Sztuby, ani Głuszczyńskiej, a tylko pieniądze podatników. W końcu fundusz alimentacyjny i tak padał, więc lepiej go było po prostu dobić, żeby się zbyt długo nie męczył...
Pismo to zawiera ponadto informację, że świadczenie z funduszu alimentacyjnego przyznano zgodnie z postanowieniem Sądu Rejonowego z dnia 20.11.2001r. Pani referent chyba była pijana czytając to postanowienie, albo też wzięła łapówkę od zainteresowanych, gdyż niczego zgodnie z nim nie zrobiła. Pozwolę sobie przypomnieć, że postanowienie to było postanowieniem Sądu Okręgowego w Bydgoszczy i zabezpieczało potrzeby całej naszej rodziny na czas trwania procesu o rozwód w kwocie 500zł. Nie orzekało ono natomiast o żadnych alimentach dla mojego syna Bartosza, w kwocie 500zł (jak sobie wymyślił podobno komornik - a na pewno kłamca i złodziej, wraz z moją szacowną i przedsiębiorczą małżonką), ani też w kwocie 250zł (jak sobie wymyśliła, podobno referent prawny ZUS - a na pewno wróżka, Dorota Głuszczyńska. Zważyć należało, że ja cały czas, mieszkając wraz z synem spełniałem swój obowiązek alimentacyjny w sposób zwyczajny, jak każdy ojciec. Wówczas Art. 1 Ustawy z dnia 18 lipca 1974 r. sprzeciwiał się kategorycznie wypłaty środków, za które, w swoim czasie ZUSowi podziękowałem, gdyż musiałem je w końcu potraktować, jako darowiznę dla mojej rodziny.
Choć usilnie poszukiwałem w piśmie z 24.10.2002r żądanego uzasadnienia wniosku pani referent prawnej, wierzcie mi Państwo, nie znalazłem... Pani referent złożyła przecież ten wniosek dopiero 3 miesiące później…
Perypetii z ZUSem to nie był, niestety, koniec.
Jeszcze się wyrok sędzi (podobno) Koźlińskiej nie uprawomocnił (odwołałem się od niego do sądu okręgowego), a pracownicy ZUS, wypłacając co miesiąc alimenty z funduszu dla mojego syna, zadłużyli mnie na siłę wobec funduszu na kwotę 3.016,24zł (stan na dzień 9.04.2003r). Otrzymałem informacje w tej sprawie od pani inspektor Małgorzaty Balcer. W związku z tym zareagowałem stanowczo, nie godząc się na takie potraktowanie sprawy, wystosowałem pismo do pani Balcer, aby przeprowadziła kontrolę, ponieważ są nieprawidłowości, które należy zbadać, w celu zaprzestania wypłaty świadczeń, wyłudzanych przez moją małżonkę, działającą w porozumieniu z Hanną Chamier-Gliszczyńską, Jolantą Sztubą i Dorotą Głuszczyńską. Poinformowałem również, że wypłata alimentów z funduszu dla mojego syna, przy równolegle świadczonej alimentacji w domu (kupowaniu dla syna jedzenia, ubrań, zabawek, utrzymywaniu go i wychowywaniu) jest niezgodna z prawem i szkodzi interesowi publicznemu. Stwierdziłem, że skoro Małgorzata Balcer jest inspektorem, to nie zlekceważy ona mojego wniosku o przeprowadzenie kontroli, zwłaszcza, że chodziło o interes Zakładu Ubezpieczeń Społecznych. Inspektor Balcer była chyba mocno powiązana jakimiś nieformalnymi układami z naczelnik wydziału alimentów Jolantą Sztubą, gdyż wiedząc, że w sprawę zamieszana jest sama naczelnik, musiała przekazać wniosek Jolancie Sztubie (skoro nie udzieliła mi żadnej odpowiedzi, a sprawę kontroli zamknęła sama Sztuba pismem z dnia 23 lipca 2003r). Prosiłem inspektor Balcer o właściwą reakcję na szkodliwe dla funduszu działanie Głuszczyńskiej i Sztuby i doczekałem się „właściwej” reakcji. Balcer oddała sprawę Sztubie (nie jest wykluczone, że Sztuba nie przekazała pisma do adresata). Prosiłem też inspektor Balcer o zweryfikowanie fałszywego oświadczenia żony i stanu faktycznego. Do dnia dzisiejszego (a minęło już ponad 5 lat) nie zostało to uczynione. Poniżej przytaczam fragmenty informacji, którą ZUS otrzymał na piśmie dnia 4 lipca 2003 roku (zawierającej zarazem wniosek o przeprowadzenie kontroli), skierowanej do inspektor ZUS Małgorzaty Balcer:
- „W związku z informacją z dn.9.04.2003 roku, ja również uprzejmie informuję, iż w sprawie wypłaty środków z funduszu alimentacyjnego, na rzecz mojego syna Bartosza, złożyłem stosowne zastrzeżenia (w piśmie do sądu za pośrednictwem ZUS z dn.11.09.2002r), aby tych środków nie wypłacać, gdyż nie ponoszę za to odpowiedzialności. Nikt mnie na siłę nie będzie zadłużał i nikt nie ma takiego prawa, gdyż ja obowiązek alimentacyjny wypełniam. Informuję, że ktokolwiek podejmie w ZUSie decyzje, związane z wypłatą tych środków, naraża fundusz na stratę, gdyż wypłaty odbywają się NIEZGODNIE z prawem, o czym ostrzegałem już wcześniej. (...) Panią osobiście proszę, ponieważ jest Pani inspektorem (a to zobowiązuje, gdyż jest Pani odpowiedzialna za wyniki kontroli), aby Pani skontrolowała to, co zrobiły inne osoby (pracownicy ZUS, czy także moja żona), gdyż poniesie Pani kiedyś również odpowiedzialność za niewłaściwe rozporządzanie funduszem. Niech Pani inspektor, chociażby najpierw, sprawdzi jak żona nakłamała ZUSowi, podpisując takie oświadczenie, jakie dołączyła do wniosku. Zasadności postanowienia sądu nie będzie już Pani rozpatrywać, bo od tego jest sąd, który, jak naważył piwa, niech sam sobie je spije.
Zadłużenie moje wobec ZUSu (jak i również zadłużenie całej mojej rodziny) wynosi na dzień 9.04.2003r zero złotych, zero groszy i innego nie uznaję. (...) Proszę ZUS o założenie okularów – będzie lepiej widać...”
Na pismo, skierowane do inspektor Małgorzaty Balcer (w tym na inne kolejne zastrzeżenia) udzieliła odpowiedzi nie pani Balcer, lecz naczelnik Jolanta Sztuba…
Dnia 26 sierpnia 2003 roku zakończyłem jałową korespondencję z Wydziałem Alimentów ZUS w Bydgoszczy i jego skorumpowanymi urzędniczkami, zwracając się z ostatnim pismem, na które przez 5 lat nie raczył mi odpisać nikt z ZUSu:
Art.460 § 1 k.p.c. w dziale o postępowaniu w sprawach z zakresu prawa pracy i ubezpieczeń społecznych mówi: Zdolność sądową i procesową ma także zakład pracy, chociażby nie posiadał osobowości prawnej, a w sprawach z zakresu ubezpieczeń społecznych zdolność ten ma organ rentowy.
ZUS skorzystał ze swojego przywileju, wysyłając na rozprawę (którą ja nazwałem sabatem czarownic), dnia 5 lutego 2003 roku swojego przedstawiciela, referent, podobno prawną, ZUS Dorotę Głuszczyńską. Nie wiem czyje interesy reprezentowała Dorota Głuszczyńska (swoje, Hanny Chamier-Gliszczyńskiej, Jolanty Sztuby, czy też mojej małżonki), jedno jest pewne, że nie były to interesy Zakładu Ubezpieczeń Społecznych, ani funduszu alimentacyjnego, na którego szkodę działała.
„Dlaczego ZUS Wydział Alimentów powierzył Sądowi Rejonowemu w Bydgoszczy rozstrzygnięcie sprawy, zajmując jednocześnie stanowisko strony, działającej na szkodę mojego interesu i interesu publicznego?” (cyt. z pisma do ZUS z dn.26.08.2003r)
Do dzisiejszego dnia odpowiedzi BRAK...
Co zatem zmieni Ustawa z dnia 7 września 2007 r. o pomocy osobom uprawnionym do alimentów, jeśli zarządzający środkami publicznymi będą w dalszym ciągu skorumpowanymi, niekompetentnymi, beztroskimi z powodu swej bezkarności urzędasami...? Wydaje się, że niewiele... Art. 2 pkt.12 powyższej ustawy, definiujący na nowo rodzinę po jeuropejsku, daje tylko jeszcze większe pole do popisu wszelkiej maści głupkom togowym i skorumpowanym pierdzistołkom (przypomnę: ustawa nie uważa za rodzinę „rodzica osoby uprawnionej zobowiązanego tytułem wykonawczym pochodzącym lub zatwierdzonym przez sąd do alimentów na jego rzecz” (cyt.). Ojciec dziecka, który mieszka wraz z nim, utrzymuje je, żywi i wychowuje jest z nim w rodzinie tylko do momentu, kiedy nie ma orzeczenia o alimentach. Kiedy stuknięta małżonka (może to być za nieformalnym porozumieniem „stron” z mającym dwie lewe ręce małżonkiem) stwierdzi, że jej mało pieniędzy i pozwie męża do sądu (a sędzia przekupiony, albo głupi, wyda orzeczenie przeciwko mężowi) rodzina od razu (!) przestaje istnieć, a synek, lub córka staje się w tym samym momencie, obcy wobec swojego tatusia (!). Pozywajcie zatem wszystkie żony i matki swoich mężów do sądów! Im więcej macie dzieci, tym więcej da wam państwo pieniędzy! Wprost więc nie warto facetom pracować! Stan faktyczny nie jest przecież ważny, zwłaszcza, że i tak nikt go nie sprawdza...
Pobożnym życzeniem twórców ustawy jest kompetentna realizacja jej zadań przez jednostki samorządu terytorialnego. Funduszem alimentacyjnym wszak nie będą się już zajmowali (pojęcia nie mający, co się dzieje z pieniędzmi społecznymi pracownicy ZUS), ale miejskie i gminne ośrodki pomocy społecznej, które mają mieć lepszy wgląd w sytuację faktyczną rodzin, czy uprawnionych do świadczeń z funduszu alimentacyjnego. Zabieg ten nie jest złym posunięciem, pod warunkiem wyeliminowania z sądownictwa rodzinnego wszystkich baranów w togach, a stado (zapewniam państwa) znalazłoby się duże. Przeszkolenie z zakresu logicznego myślenia w interpretacji orzeczeń sądowych, etyki i wiedzy urzędniczej (uczciwość, solidność, uprzejmość dla petenta i umiejętność wysłuchania go), też jest konieczna. Pragnę więc zwrócić Państwu uwagę, że głównie ludzie, a nie ustawy są do wymiany w pierwszej kolejności. Ustawy, jeśli się je zmienia, albo tworzy nowe, niech będą z kolei lepsze od poprzednich, a nie poprawniejsze politycznie względem jeuropejskiego establishmentu. Konstytucja Rzeczypospolitej Polskiej z 2 kwietnia 1997 roku w Art.33.1 daje równe prawa kobiecie i mężczyźnie w życiu rodzinnym, zatem jasno wynika z niej, że kwestionowany przeze mnie Art.2 pkt.12 Ustawy z dnia 7 kwietnia 2007 r. jest sprzeczny z Najwyższą Polską Ustawą! Jeśli twórcy ustawy są przekonani, że ustawa nie godzi w równouprawnienie kobiety i mężczyzny w życiu rodzinnym, to są w błędzie (mam w tym względzie życiowe doświadczenia), jeśli natomiast z premedytacja forsują przepisy, zmierzające w jeszcze większym stopniu do osłabienia rodziny i naszej Polskiej Konstytucji, to pragnę Państwu, Czytelnikom AP i wszystkim Polakom zwrócić uwagę na działania szkodzące naszemu interesowi narodowemu. Wówczas łatwo się domyślić komu (jakim grupom społecznym) mają służyć takie przepisy (sędziom, komornikom, a w następstwie prokuratorom i administracji biurokratycznej). Na pewno nie - wciąganym w konflikty dzieciom. Fundusz alimentacyjny, stanowiący środki publiczne (a więc własność Społeczeństwa) są w takim rozumieniu najmniej istotne i stają się elementem przetargowym dla skorumpowanych klik obecnego wymiaru sprawiedliwości i administracji.
Kto zyska...? Komornicy - na egzekucjach, sędziowie – na ilości spraw, tudzież łapówkach, adwokaci – na poradach prawnych, prokuratorzy – na konfliktach rodzinnych i przestępstwach wyłudzeń, urzędnicy – na ilości spraw, tudzież łapówkach. W założeniu powinny skorzystać osoby, „które nie są w stanie zaspokoić swoich potrzeb” (a w szczególności dzieci), w praktyce skorzysta uwłaszczająca się wciąż na majątku narodu polskiego nomenklatura, czyli nasz nietykalny establishment postkomunistyczny. W uczciwość dzisiejszej władzy, tak, jak i w bajki, nie wierzę. W kompetencje i czyste ręce niższej sfory rządzącej - również.
Za zbadanie sytuacji bytowej w mojej rodzinie, ustalenie okoliczności faktycznych i decyzje administracyjne, pierwsze miejsce przyznałem pracownikom Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej UM w Bydgoszczy oddział Błonie, za przyznanie pomocy społecznej ze środków publicznych rodzinie, o statusie majątkowym: własnościowe mieszkanie, sklep muzyczny, dobrej klasy samochód i latająca samolotami żona. Dla żebraków i głodnych dzieci jednak już nie mieli... (o wyczynach w MOPS Błonie jeszcze napiszę).
Drugie miejsce w klasyfikacji przyznałem pracownikom ZUS (dyplom otrzymali), wszak nie są oni takimi specjalistami w sprawach pomocy społecznej, jak ośrodki samorządowe, zajmujące się opieką socjalną.
Tym drugim jednak nowa ustawa alimentacyjna powierza kolejne odpowiedzialne obowiązki. Pozostaje im zatem życzyć, aby dzielili chleb sprawiedliwie, choć niekoniecznie zgodnie z Ustawą z dnia 7 września 2007 r. o pomocy osobom uprawnionym do alimentów...
24-12-2014 / 08:19
That kind of thknniig" rel="nofollow">axsxlmlm.com">thknniig shows you're an expert