Source: http://www.usa-eu.krakowskie.nazwa.pl/index.php/artykuy/youtube.com/index.php?option=com_content&view=article&id=129:maciej-starzewski-qz-zagadnie-konstytucji-kwietniowejq&catid=37:maciej-starzewski&Itemid=4
Timestamp: 2019-10-15 01:14:07+00:00
Document Index: 2482425

Matched Legal Cases: ['art. 58', 'art. 53', 'art. 31', 'art. 46', 'art. 58', 'art. 50', 'art. 58', 'art. 53', 'art. 50', 'art. 50', 'art. 53', 'art. 53', 'art. 58', 'art. 58', 'art. 54', 'art. 58', 'art. 59', 'art. 58', 'art. 58', 'art. 53', 'Art. 58', 'art. 585', 'art. 60', 'art. 54', 'art. 60', 'art. 58', 'art. 58', 'art. 57', 'art. 55', 'art. 79', 'art. 56', 'art. 55', 'art. 79', 'art. 52', 'art. 56', 'art. 35', 'art. 35', 'art. 58', 'art. 79', 'art. 57', 'art. 52', 'art. 35', 'art. 59', 'art. 60', 'art. 60', 'art. 29', 'art. 60', 'art. 60', 'art. 60', 'art. 29', 'art. 60', 'art. 11', 'art. 29', 'art. 60', 'art. 44', 'art. 81', 'art. 80', 'art. 44', 'art. 52', 'art. 49', 'art. 56', 'art. 56', 'art. 56', 'art. 56', 'art. 49', 'art. 57', 'art. 57', 'art. 49', 'art. 57', 'art. 57', 'art. 57', 'art. 56', 'art. 56', 'art. 29']

Home Maciej Starzewski
Maciej Starzewski, "Z zagadnie� Konstytucji kwietniowej"
Krakowscy my�liciele polityczni	- Maciej Starzewski
Pierwodruk:�?Ruch Prawniczy, Ekonomiczny i Socjologiczny?, rocznik 17, drugie p�rocze 1937, s. 358-386.
Cz�� systematyczno-dogmatyczna cennej ksi��ki prof. Komarnickiego 1) nie ust�puje wysokim poziomem cz�ci historyczno-genetycznej. Cechuje j� traktowanie tematu podobnie zwi�z�e, a jednak dok�adne i oparte na zbadaniu skrz�tnie zebranego materia�u, wysi�ek ku ogarni�ciu mo�liwie szerokim spojrzeniem rozleg�ych wid�nokr�g�w konstytucyjnych, pow�ci�gliwo�� i umiar w formu�owa�niu ocen przy ci�g�ym staraniu o wynajdywanie dla nich kryteri�w wy��cznie przedmiotowych. Trudne zadanie osi�gni�cia wszech�stronno�ci uj�cia, a zarazem zwi�z�o�ci wyk�adu, zachowuj�cej jas�no�� i przejrzysto��, rozwi�za� autor w spos�b znakomity, z pe�nym powodzeniem, jakie mo�e sta� si� udzia�em tylko wybitnych znaw�c�w przedmiotu, b�d�cych r�wnocze�nie wytrawnymi i do�wiadczo�nymi nauczycielami. Do tego powodzenia przyczynia si� niema�o doskonale przemy�lany uk�ad. Trzyma si� on o tyle porz�dku przy�j�tego przez sam� Konstytucj�, �e po og�lnym om�wieniu zasad nast�puj� rozdzia�y po�wi�cone Prezydentowi Rzeczypospolitej, Rz�dowi, Izbom Ustawodawczym; skupiaj� one jednak tre�� prze�pis�w tak organizacyjnej, jak kompetencyjnej natury, w samej Konstytucji przewa�nie odr�bnie zgrupowanych. Nast�puj� rozdzia��y o Sile Zbrojnej, wymiarze sprawiedliwo�ci, administracji pa�stwowej (tu w��czone om�wienie NIK i Najwy�szego Trybuna�u Administracyjnego jako gwa�rant�w praworz�dno�ci), dalej rozdzia� ?Obywatele Rzplitej? (obywatelstwo; prawa polityczne, obywatelskie w �cis�ym znaczeniu, wolno�ciowe; zawieszenie swob�d obywatelskich). Zamyka ksi���k� rozdzia� o zmianie Konstytucji; ten jeden wydaje si� wyrywa� do pewnego stopnia z karb�w przyj�tej systematyki, skoro przecie� nie funkcje tworz� jej podstaw�. Uk�ad prosty i naturalny w zasad�niczych liniach, dzieli ogrom materia�u w spos�b przejrzysty i ekonomiczny. Obok przepis�w Konstytucji uwzgl�dnia wyk�ad w szero�kiej mierze tak�e wykonywaj�ce je ustawy.
We wst�pie pisze autor, �e stosuje ?obok metody dogmatycznej tak�e metod� prawno-por�wnawcz�? oraz korzysta ?z niewielkiej jeszcze wprawdzie, ale ju� zawieraj�cej ciekawe momenty praktyki konstytucyjnej?. Pomimo tej wielokierunkowo�ci metod unikn�� autor szcz�liwie synkretyzmu pos�uguj�c si� tymi r�nymi narz�dziami r�wnolegle i nie u�ywaj�c ich nigdy r�wnocze�nie. Wyciecz�ki por�wnawcze (przede wszystkim w regiony Konstytucji marco�wej) przedsi�brane zawsze z pe�n� celowo�ci� gwoli uwypuklenia rozpatrywanej instytucji kontrastem czy podkre�lenia jej ry�s�w podobie�stwem z wytworami odmiennych ustroj�w ? ni�gdy dla erudycyjnego popisu. Analiza przepis�w niekiedy nazbyt sk�pa, budzi pragnienie szerszego rozwini�cia, zel�enia surowej zwi�z�o�ci. Okupione to jednak roztoczeniem wielo�ci aspekt�w, gdy autor szuka wyja�nie� przepisu w zwi�zkach jego z pr�dami epoki, w pogl�dach i zamierzeniach tw�rc�w, w historycznym pod��o�u, w roli, jaka mu przypada w ca�okszta�cie ustroju.
Oceny prawnicze prowadz� do bystrego wytkni�cia licznych luk Konstytucji i najcz�ciej trafnej krytyki mniej szcz�liwych sformu�owa� tekstu. Ocena polityczno-ideowa powstrzymuje si� od si�gania do probierzy zaczerpni�tych z system�w o odmiennych za�o�eniach, stara si� natomiast wnikn�� w podstawowe zasady bada�nego planu organizacji. Autor nie mierzy nowego ustroju k�tami widze� jakichkolwiek doktryn, ale wa�y jego zalety i wady ci�a�rami realnych warunk�w bytu, historycznego do�wiadczenia, troski o zachowanie i rozw�j wielkich narodowych warto�ci.
Wszystkie te cechy dzie�a ka�� odnie�� si� do niego z rzetel�nym szacunkiem i powita� w nim ze szczer� rado�ci� pierwsz� na wielk� skal� zakre�lon� monografi� nie tylko obecnie panuj�cej Konstytucji, ale ca�ego naszego �ycia ustrojowego od pocz�tk�w wskrzeszenia niepodleg�o�ci. Przyszli badacze znajd� w ksi��ce prof. Komarnickiego niezale�nie od r�nicy pogl�d�w konieczn� pomoc dzi�ki niezmiernie sumiennemu zebraniu nieraz ju� dzisiaj nie�at�wo dost�pnego materia�u historycznego, prawnego, bibliograficznego oraz znaczne u�atwienie przy orientowaniu si� w g�szczu za�gadnie�. Znajd� jeszcze co� wi�cej: szereg powa�nych konstrukcji, z kt�rymi b�d� musieli si� liczy� i wobec kt�rych b�d� zobowi��zani zaj�� wyra�ne stanowisko.
�adna, wysok� nawet miar� osi�gaj�ca praca naukowa nie mo��e by� ostatnim s�owem w swej dziedzinie, zamkn�� piecz�ci� niewzruszalnych ustale� dalszych bada�. Przeciwnie, im wi�ksza jej warto��, tym silniej pobudza do nowych poszukiwa�, do skonfron�towania z jej wynikami w�asnych pogl�d�w, do przeciwstawienia jej uj�ciom odmiennych konstrukcji. Podczas studiowania dzie�a prof. Komarnickiego niejednokrotnie przychodzi�a mi na my�l mo�liwo�� innych zupe�nie koncepcji od tych, kt�re on przyj��. W�a��nie tym innym mo�liwo�ciom pragn� po�wi�ci� nast�puj�ce rozwa��ania. Ich przedmiotem b�dzie przede wszystkim kilka zagadnie� interpretacyjnych, wi�c wy��cznie prawniczej natury, kt�re rozwi��zuj� inaczej ni� prof. Komarnicki. Nie przeciwstawiam twierdzeniom tamtym jakich� prawd absolutnych, wysuwam jedynie wy�k�adni� przepis�w opart� na pr�bie odmiennego ich rozumienia. Krytyka moja nie jest przeto zaprzeczeniem bezwzgl�dnym, wska�zuje tylko na pewne mo�liwo�ci niedostrze�one przez omawiane dzie�o. Nie pragn� wykazywa�, �e s�dy prof. Komarnickiego s� fa��szywe. Zale�y mi raczej na rozbudzeniu �wiadomo�ci, �e przepisy Konstytucji nie s� bynajmniej jednoznaczne, �e mo�na je r�nie rozumie� i wyprowadza� z nich r�ne wnioski stosownie do odmien�nego ujmowania ich tre�ci.
Przepisy Konstytucji wywo�uj� w�tpliwo�ci, kt�re da�yby si� usun�� w spos�b zupe�ny jedynie drog� interpretacji autentycznej, tzn. moc� ustaw rewizyjnych. Gdyby nawet bowiem czynniki, kt�rym Konstytucja powierza swoje wykonanie, przychyli�y si� w prak�tyce do takiej czy innej wyk�adni, nie ustali�oby to raz na zawsze tre�ci wieloznacznych przepis�w. Wytworzy�yby si� w ten spos�b tylko precedensy, na skutek powtarzania przekszta�cone ew. w zwy�czaj konstytucyjny. Przyj�ta interpretacja nie posiada�aby jednak bezwzgl�dnie wi���cego charakteru: ci sami nawet piastunowie w�adzy mogliby inn� uzna� za lepsz� w zmienionych okoliczno�ciach. Tym wi�cej nauka nie jest w�adna narzuca� swoich koncepcji jak gdyby by�y prawem. Mo�e jedynie wskazywa� na punkty niejasne i w�tpliwe tekst�w prawnych, wysuwa� r�ne mo�liwo�ci wyk�adni i u�wiadamia� czynnikom sprawuj�cym w�adz� potrzeb� dokonania zmian i uzupe�nie�, o ile oczywi�cie uznaj�, �e �ycie prawne nale�y oprze� na mocnych fundamentach niedopuszczaj�cych dowolno�ci. Stwierdzenie mo�liwo�ci odmiennej wyk�adni nie uderza jeszcze samo przez si� w rzekome b��dy inaczej tekst rozumiej�cych. T�u�macz naukowy winien stara� si� wprawdzie o rzucenie �cis�ego rozumowania pod swoje uj�cie przepisu i o podparcie wywod�w do�brze przemy�lanymi za�o�eniami. Wysi�ek ten jednak nie powinien zaciemnia� �wiadomo�ci, �e przyj�te za�o�enia nie musz� by� wy���cznymi i �e, jakkolwiek dobre racje przemawia�yby za nimi, nie mog� one skupi� za sob� najcz�ciej tylu i tak przekonywaj�cych argument�w, by nie dopu�ci�y ju� do g�osu odmiennych tez. Ca�ko�witej pewno�ci nie da si� osi�gn�� w tej dziedzinie; otacza j� zawsze atmosfera wzgl�dno�ci. Wszelkie bowiem rozumowanie posiada tu�taj warto�� tylko w stosunku do przyj�tych za�o�e�; owych za� za��o�e� najcz�ciej nie b�dzie mo�na dowie�� bez reszty; najmocniejsze nawet argumenty nie b�d� nigdy nieodpartymi. Dyskusja mo�e wnie�� wiele �wiat�a, mo�e uzasadni� wy�szy stopie� prawdopodo�bie�stwa danej tezy, nie b�dzie jednak zdolna rozwia� wszel�kich w�tpliwo�ci i uczyni� zb�dnym wkroczenie ustrojodawcy.
Wysuni�te w dalszym ci�gu pr�by rozwi�za� poszczeg�lnych zagadnie� interpretacyjnych potwierdz� niew�tpliwie s�uszno�� ta�kiego relatywistycznego stanowiska. Wywody nie przedsi�bior� od�s�dza� od obywatelstwa uj�� prof. Komarnickiego, skazywa� je na wygnanie poza obr�b prawniczej prawdy. Pragn� jedynie wywalczy� miejsce dla innych pogl�d�w, kt�re o tyle tylko mog� by� od tam�tych lepszymi, o ile zdo�aj� wykaza� si� wy�szym od nich stopniem prawdopodobie�stwa.
A. Zagadnienie znaczenia Rozdzia�u VII Konstytucji: ?Bud�et?
Z interpretacji prof. Komarnickiego art. 58, 59 i 60 Konsty�tucji wynika, �e stoi on na stanowisku potrzeby uzupe�nienia prze�pis�w Rozdzia�u VII o przychodzeniu do skutku bud�etu przepi�sami Rozdzia�u VI: ?Ustawodawstwo?. Za�o�enie to, nie wypowie�dziane wyra�nie, stanowi jednak niew�tpliwie podstaw� takiego np. twierdzenia: (s. 335) ?Do uchwa� Senatu stosuje si� tu og�lna procedura przeg�osowania ponownego przez Sejm (art. 53 (2))? (mo�wa o zmianach wprowadzonych przez Senat do bud�etu), albo np. (s. 335-336): (Konstytucja) ?nie wspomina o analogicznym prawie Senatu? (odrzucenia bud�etu w ca�o�ci) ?mo�na jednak przyj��, �e czyni to ze wzgl�du na okoliczno��, i� votum Senatu nie jest ostateczne i �e rozstrzyga ponowne g�osowanie Sejmu, a za�tem ta druga ewentualno�� prawniczo sprowadza si� do pierwszej?. Za�o�enie, i� przychodzenie do skutku bud�etu nie zosta�o unor�mowane w rozdziale VII w spos�b wyczerpuj�cy, tkwi tak�e u podstawy twierdzenia: (s. 250) ?Szczeg�lnie praktyczne znaczenie posiada mo�no�� ustalenia bud�etu Pa�stwa w czasie wojny w tej drodze? (dekretu).
Mo�liw� jest jednak rzecz� przyj�� odmienne za�o�enie. Mia�nowicie: Rozdzia� VII normuje przychodzenie bud�etu do skutku w spos�b dok�adny i wyczerpuj�cy, tak, �e do tego aktu pa�stwo�wego odnosz� si� jedynie przepisy Rozdzia�u VII i �adne inne prze�pisy Konstytucji, maj�ce za przedmiot ?ustawodawstwo?, a nie ?bud�et?, nie powinny by� wobec bud�etu stosowane. Teza ta da si� oprze� przede wszystkim na fakcie, �e Konstytucja ujmuje prze�pisy o bud�ecie w osobny rozdzia�, wyodr�bniaj�c w ten spos�b bud�et od ?ustawodawstwa? i jak gdyby przeciwstawiaj�c je wza�jemnie. Prawda, �e dzielenie tre�ci tekst�w prawnych na grupy oznaczone tytu�ami nie posiada samo przez si� normatywnego zna�czenia. Ma na celu na og� jedynie uporz�dkowanie przepis�w, u�atwienie tymczasowej w nich orientacji i nie przes�dza o praw�nych oraz logicznych zwi�zkach mog�cych zachodzi� pomi�dzy przepisami nale��cymi do r�nych rozdzia��w. Czy jednak stworze�nie osobnego rozdzia�u dla bud�etu da si� wyt�umaczy� jedynie szczeg�ln� wag� tego aktu tudzie� ch�ci� skupienia razem przepi�s�w o podstawach prawnych gospodarki Rz�du w �atwo daj�cej si� ogarn�� przestrzeni? Gdyby odgrywa� rol� jedynie wzgl�d na uk�ad tre�ci, nale�a�oby oczekiwa� raczej umieszczenia np. przy ko�cu Rozdzia�u VI artyku��w 58-60, ani�eli tworzenia zupe�nie nowego rozdzia�u. Gdyby Rozdzia� VII nie mia� normowa� spraw bud�etu w wyczerpuj�cy spos�b (zw�aszcza sprawy powstawania bud�etu), trudno by�oby znale�� dla� uzasadnienie w systematyce tre�ci przy�j�tej przez Konstytucj�. Poza wst�pem dekalogu i przepisami ko�cowymi buduje Konstytucja rozdzia�y na odr�bno�ci organ�w oraz na odr�bno�ci funkcji. O organach m�wi� rozdzia�y II, III, IV V, o funkcjach rozdzia�y VI, VIII, IX, X, XI, XII i XIII. Rozdzia� VII jest pomieszczony pomi�dzy rozdzia�ami traktuj�cymi o funk�cjach. Nie b�dzie chyba mylnym wniosek, �e Konstytucja uwa�a bud�et za akt obj�ty specjaln� funkcj�, nie mieszcz�c� si� w poj�ciu �adnej innej funkcji, wi�c tak�e funkcji ?ustawodawstwa?. Po�twierdza to tak�e art. 31: ?Sejm sprawuje funkcje ustawodawcze... nadto do Sejmu nale�y ustalanie bud�etu...?; oraz art. 46: ?Senat... rozpatruje bud�et i projekty ustaw??. Prawda, �e ?ustawa ustala corocznie bud�et Pa�stwa? (art. 58 (1)). Ale owa nazwa ?ustawy? nie przys�uguje bud�etowi z tego wzgl�du, �eby prowadz�ca do nie�go droga mia�a by� taka sama jak droga ?ustawodawstwa?. Nazwa ta wskazuje tylko, �e bud�et posiada w polskim porz�dku prawnym ten sam stopie� hierarchiczny, jaki przys�uguje ustawom. Jest usta�w� nie dlatego, �e wchodzi w sk�ad formalnej funkcji ustawodaw�czej, lecz dlatego, �e posiada warto�� ustawy. Zar�wno formalnie jak materialnie tworzy bud�et odr�bn� funkcj�. Dlatego nie nale�y do bud�etu stosowa� automatycznie przepis�w proceduralnych nor�muj�cych inne funkcje, w szczeg�lno�ci obejmowa� bud�et uprawnieniami organ�w tworz�cymi zawiasy innych funkcji. Tego rodza�ju podporz�dkowywanie bud�etu przepisom nieodnosz�cym si� wprost do niego by�oby dopuszczalne tylko na mocy wyra�nego po�stanowienia Konstytucji. Skoro za� takiego postanowienia nie ma, a przeciwnie, Konstytucja stale przeciwstawia bud�et ustawodaw�stwu, trzeba stan�� na stanowisku, �e Konstytucja podda�a bud�et wy��cznie przepisom Rozdzia�u VII i �e usun�a bud�et spod dzia��ania przepis�w innych rozdzia��w, w szczeg�lno�ci rozdzia�u po��wi�conego ?ustawodawstwu?. Pomimo tego, �e bud�et jest ?usta�w�? (tzn. jest zawarty w dokumencie nosz�cym nazw� ustawy i og�o�szonym jako ustawa oraz posiada t� sam� rang�, co ustawy), to jednak nie podlega przepisom o ?ustawodawstwie?. Genez� formal�n� bud�etu normuje Rozdzia� VII, stanowi�c tryb r�ny od ustano�wionego dla powstawania wszelkich innych ustaw, a czyni to w spo�s�b wyczerpuj�cy, okre�laj�c dok�adnie wszystkie warunki koniecz�ne dla przyj�cia bud�etu do skutku.
Przeciwko takiemu uj�ciu sprawy m�g�by kto� podnie��, �e Konstytucja m�wi jednak w art. 50 (2) (nale��cym do Rozdzia�u VI), i� ?inicjatywa ustawodawcza w sprawach bud�etu.... nale�y wy��cznie do Rz�du?, a zatem nie odcina w tym ust�pie tak wy�ra�nie bud�etu od ustaw. Pomijaj�c zb�dno�� tego przepisu (osta�tecznie to, co on stanowi, wynika ju� z przepisu art. 58 (2): ?Rz�d sk�ada Sejmowi projekt bud�etu?...) nale�y zauwa�y�, i� nie da si� z tego jeszcze wyprowadza� wniosku o dopuszczalno�ci stosowania do bud�etu innych artyku��w Rozdzia�u VI, w szczeg�lno�ci art. 53 i 54. Je�li Konstytucja w art. 50 (2) wymieni�a bud�et pomi�dzy materiami usuni�tymi spod inicjatywy ustawodawczej Sejmu i wy�j�a tym samym bud�et wyra�nie spod dzia�ania art. 50 (1), mog�a uczyni� to dlatego, poniewa� wystarcza�o tutaj u�ycie jednego s�o�wa, podczas gdy dla zaznaczenia innych r�nic pomi�dzy procedur� ustawodawcz� a bud�etow�, tym samym dla wyra�nego wyjmowania bud�etu spod dzia�ania art. 53 i 54, trzeba by by�o u�ywa� ca�ych zda�, co zreszt� w�a�nie wobec wprowadzenia osobnego Rozdzia�u VII by�oby ca�kowicie zbyteczne. Inny jeszcze argument na rzecz w�a�ciwo�ci art. 53 i 54 wobec bud�etu mo�na by�oby pr�bowa� zaczerpn�� z pomini�cia przez art. 58 stwierdzania przez Prezyden�ta Rzplitej podpisem mocy bud�etu jako ustawy konstytucyjnie uchwalonej i z ograniczenia si� art. 58 jedynie do postanowienia: ?Prezydent Rzplitej zarz�dzi og�oszenie bud�etu...? Tymczasem nie�w�tpliwie ma Prezydent podpisywa� tak�e bud�et, podpis ten za� posiada znaczenie okre�lone art. 54 (1). Pomini�cie to jednak da si� �atwo wyt�umaczy� samym faktycznym zespoleniem czynno�ci Pre�zydenta podpisania ustawy i zarz�dzenia jej og�oszenia. Czynno�ci te wyodr�bniaj� si� tylko w abstrakcji: w praktyce jest to jeden i ten sam akt. Wspomniane w art. 58 zarz�dzenie og�oszenia wi��e si� zawsze z podpisaniem tekstu, kt�ry ma by� og�oszony, co wi�cej nawet, samo podpisanie jest obecnie jedyn� form� i wyrazem ?zarz�dzenia?.
Z zaj�tego tutaj stanowiska wyp�ywa szereg nader wa�nych konsekwencji, dotykaj�cych zar�wno uprawnie� Sejmu i Senatu jak Prezydenta Rzeczypospolitej.
a) Senat mo�e tylko wprowadza� zmiany do projektu bud�etu uchwalonego przez Sejm (oczywi�cie w granicach art. 59 (1)), nie posiada natomiast prawa odrzucania bud�etu w ca�o�ci 2). Kon�stytucja nie stanowi tego wyra�nie. Podczas gdy jednak w rozdziale ?Ustawodawstwo? m�wi o uchwa�ach Senatu, odrzucaj�cych projekt wzgl. wprowadzaj�cych do projektu zmiany, w rozdziale o ?Bud�ecie? m�wi tylko o zmianach. Wi�c w art. 58 (3): ?Na rozpa�trzenie zmian, zaproponowanych przez Senat, pozostawia si� Sejmowi 10 dni od up�ywu terminu przepisanego dla Senatu?. W art. za� 60 (3) przewiduje Konstytucja gospodark� Rz�du w granicach zesz�orocznego bud�etu tylko w przypadku, gdy ?Sejm z�o�ony mu projekt bud�etu w ca�o�ci odrzuci?. Mo�na by wprawdzie utrzy�mywa� (razem z prof. Komarnickim), �e art. 58 (3) zamyka pod terminem ?zmiany? tak�e odrzucenie, art. za� 60 (3) przypisuje Sej�mowi odrzucenie bud�etu przez Senat z tego powodu, �e skoro Sejm posiadaj�c mo�no�� obalenia uchwa�y Senatu nie uczyni tego, tym samym przemieni odrzucenie we w�asne dzie�o. Pierwsze jed�nak z tych twierdze� pozostaje w niezgodzie z nasz� dotychczaso�w� tradycj� terminologiczn�, rozr�niaj�c� zupe�nie jasno ?odrzu�cenie? od ?zmian?. Drugie za� twierdzenie nie wydaje si� harmo�nizowa� z zasad�, �e organa pa�stwowe rozporz�dzaj� takimi tylko uprawnieniami, jakie im przyzna�a Konstytucja: ta za� m�wi przecie� tylko o ?rozpatrywaniu? bud�etu przez Senat oraz o ?propo�nowaniu? przez Senat zmian w bud�ecie i nie wspomina wcale o ?odrzucaniu?, kt�re jako takie nie mie�ci si� w tre�ci ani ?roz�patrywania? ani ?proponowania zmian?.
b) Sejm jest w�adny odrzuci� zmiany wprowadzone przez Se�nat do bud�etu ju� zwyczajn� wi�kszo�ci� g�os�w, a nie dopiero wi�kszo�ci� 3/5, jak to ma miejsce w wypadkach art. 53 (2). Art. 58 (4) stanowi bowiem tylko: ?Na rozpatrzenie zmian, zaproponowanych przez Senat, pozostawia si� Sejmowi 10 dni od up�ywu terminu przepisanego dla Senatu?. Jasn� jest rzecz�, �e w tym zestawieniu wyraz ?rozpatrzenie? zawiera upowa�nienie dla Sejmu przyj�cia lub odrzucenia poprawek Senatu. Nale�y jednak podkre�li�, �e dla od�rzucenia przez Sejm poprawek bud�etowych nie wymaga Konstytu�cja jakiej� kwalifikowanej wi�kszo�ci, mimo �e przy innych projektach ustaw ustanawia wi�kszo�� kwalifikowan�. Tak zatem po�siada Senat w por�wnaniu z Sejmem jeszcze bardziej szczup�e uprawnienia w zakresie bud�etu ni� w zakresie ustawodawstwa. Po�zostaje to zreszt� w zgodzie z daj�cym si� stwierdzi� sta�ym d��e�niem ustroj�w dwuizbowych (nie wsz�dzie zreszt� zrealizowanym) do oddania w sprawach bud�etowych rozstrzygaj�cego g�osu Izbie liczniejszej, nawet w�wczas, gdy Izba mniej liczna mo�e si� wy�kaza� r�wnym stopniem ?demokratyczno�ci? 3).
c) Prezydentowi Rzeczypospolitej nie przys�uguje prawo veta w odniesieniu do bud�etu, skoro art. 585 m�wi tylko o ?zarz�dze�niu og�oszenia bud�etu? nie wspominaj�c wcale o mo�no�ci zwr�cenia projektu bud�etu Sejmowi. Co wi�cej, art. 60 nie przewiduje �adnych innych powod�w op�nienia doj�cia do skutku bud�etu, opr�cz nieuchwalenia bud�etu do dnia, w kt�rym rozpoczyna si� nowy rok bud�etowy, na skutek b�d� rozwi�zania Izb Ustawodaw�czych, b�d� odrzucenia bud�etu w ca�o�ci przez Sejm. Gdyby pre�zydent by� w�adny ob�o�y� vetem projekt bud�etu, niew�tpliwie korzystaj�c z tego prawa nie tylko spowodowa�by niedoj�cie bud��etu do skutku we w�a�ciwym czasie, ale nawet w og�le uniemo�li�wi� uchwalenie bud�etu w danym roku (art. 54.). Pa�stwo pozo�sta�oby bez bud�etu, wbrew zasadzie art. 60j. Konstytucja bowiem upowa�nia Rz�d do ?pobierania dochod�w i czynienia wydatk�w w granicach zesz�orocznego bud�etu? tylko w dw�ch powy�ej wymienionych wypadkach. W�a�nie pomini�cie milczeniem przez Roz�dzia� VII prawa veta Prezydenta, nie dopuszczaj�c innej interpre�tacji pr�cz tej tylko, �e prawo to nie ma zastosowania wobec bud��etu, przemawia walnie za tez� wy��czaj�c� mo�no�� automatycznego uzupe�niania przepis�w rozdzia�u o ?Bud�ecie? przepisami nor�muj�cymi ?Ustawodawstwo?.
d) Bud�et nie mo�e by� przedmiotem w�adzy dekretowania Prezydenta: musi by� zawsze zawarty w dokumencie wyst�puj�cym jako ?ustawa? ? nawet w�wczas, gdy faktycznie opiera si� na akcie samego Prezydenta (art. 58 (5)-d). Nie tylko dlatego, �e art. 58 (1) stanowi: ?Ustawa ustala corocznie bud�et Pa�stwa?. Tutaj prze�cie� nawet przeciwnicy stosowania przepis�w Rozdzia�u VI do bud�etu mogliby przyj�� dopuszczalno�� dekretowania bud�etu po�wo�uj�c si� na art. 57 (2), wobec bezsprzecznie przekraczaj�cego gra�nice tego rozdzia�u brzmienia ust�pu: ?Ilekro� Konstytucja lub ustawy dla unormowania poszczeg�lnej dziedziny z zakresu ustawodawstwa wymagaj� ustawy, dziedzina ta mo�e by� unormowana r�wnie� dekretem Prezydenta Rzplitej wydanym w warunkach Kon�stytucj� oznaczonych?. Dekrety jednak nie mog� normowa� bud�etu przede wszystkim dlatego, poniewa� dla doj�cia do skutku bud�etu stanowi Konstytucja tylko i wy��cznie drogi opisane w Roz�dziale VII, ten za� rozdzia� nic o dekretach nie m�wi. Przed�miotem sporu mo�e by� oczywi�cie tylko stanowienie bud�etu drog� dekret�w z upowa�nienia ustawy (art. 55 (2)) wzgl. dekret�w stanu wojennego (art. 79 (2)). Dekrety z art. 56 nie mog� tutaj wchodzi� w gr� ju� ze wzgl�du na specjaln� swoj� tre��; sama za� Konstytucja wyjmuje bud�et wyra�nie spomi�dzy materii, jakie mog� by� normowane dekretami z konieczno�ci.
Ten ostatni w�a�nie moment m�g�by by� wysuni�ty przeciwko tezie o niekompetencji wobec bud�etu r�wnie� wymienionych dw�ch rodzaj�w dekret�w. Je�liby Konstytucja rzeczywi�cie zamie�rza�a nie oddawa� tym dekretom w�adzy nad bud�etem, dlaczego nie postanowi�a tego wyra�nie, tak jak to uczyni�a w stosunku do dekret�w z konieczno�ci i zadowoli�a si� jedynie zakazem przepro�wadzania zmian Konstytucji w drodze dekret�w z upowa�nienia oraz dekret�w stanu wojennego? Argument ten m�g�by posiada� wag�, gdyby si� da�o dowie��, �e ?zmiana Konstytucji? jest jedy�nym wyj�tkiem spod ogarniaj�cej wszelkie zreszt� materie w�a�ci�wo�ci omawianych rodzaj�w dekret�w. Rzecz si� ma jednak przeciw�nie. Pomimo �e przy dekretach z upowa�nienia ustawy art. 55 (1) zastrzega jedynie: ?upowa�nieniem tym nie mo�e by� obj�ta zmiana Konstytucji?, przy dekretach za� stanu wojennego art. 79 (2) m�wi, �e mog� one obraca� si� ?w zakresie ustawodawstwa pa�stwowego z wyj�tkiem zmiany Konstytucji?, to jednak nie ulega w�tpliwo�ci, �e �w jedynie wyszczeg�lniony wyj�tek nie jest bynajmniej jedy�nym. Z pewno�ci� bowiem dekrety, o kt�rych mowa, nie s� r�wnie� w�a�ciwe wobec innych norm podpadaj�cych pod poj�cie ustawo�dawstwa pa�stwowego w znaczeniu materialnym (bo� w tym tylko znaczeniu u�ywa tutaj Konstytucja tego terminu). Dekrety te nie s� w�adne tak�e zmienia� traktat�w mi�dzynarodowych, nie mo�g� r�wnie� wyra�a� ?zgody Izb Ustawodawczych na ratyfikacj�? (art. 52 (1). Nie powinny w ko�cu zmienia� lub uchyla� dekret�w z art. 56 skoro Konstytucja pozwala to czyni� tylko ?takim �e de�kretom Prezydenta Rzplitej?, tym samym przeto wy��cza od tego wszelkie innego rodzaju dekrety. Wyra�ne przeto wyj�cie przez Konstytucj� spod kompetencji omawianych obydwu rodzaj�w dekre�t�w tylko zmiany Konstytucji nie mo�na uzna� za jedyne ogranicze�nie nie dopuszczaj�ce ju� wszelkich innych, przekre�laj�ce nawet te, kt�re by si� da�o wyprowadzi� z innych przepis�w Konstytucji. Przemilczenie bud�etu jako wyj�tku istniej�cego obok ?zmiany Konstytucji? nie mo�e wystarcza� jako dow�d dopuszczalno�ci ustalania bud�etu w drodze dekret�w z upowa�nienia ustawy oraz dekret�w stanu wojennego. Konstytucja nie potrzebowa�a stwierdza� niedopuszczalno�ci wyra�nie, skoro to ju� wynika z przepi�s�w Rozdzia�u VII jako wy��cznie ustalaj�cych prawn� genez� bud�etu.
Na poparcie tezy mo�na przywie�� inne jeszcze argumenty. Je�li chodzi o brak kompetencji dekret�w z upowa�nienia ustawy, mo�na si� powo�a� na art. 35 (2), kt�ry zezwala na zamkni�cie sesji zwyczajnej Sejmu przed up�ywem czterech miesi�cy tylko w�wczas, gdy bud�et zosta� ?uchwalony? w terminie wcze�niejszym; wynika z tego, �e tak�e art. 35 (2) nie przewiduje, by bud�et m�g� by� ustala�ny drog� dekretu poza bezpo�rednim udzia�em Izb; udzielenie ew. Prezydentowi upowa�nienia do zadekretowania bud�etu nie by�oby przecie� ?uchwaleniem? bud�etu. Je�eli za� chodzi o niew�a�ciwo�� dekret�w stanu wojennego, mo�na si�gn�� do art. 58 (2), kt�ry uj�muje w spos�b bezwzgl�dny obowi�zek Rz�du sk�adania projektu bud�etu Sejmowi nie p�niej ni� na cztery miesi�ce przed rozpocz�ciem roku bud�etowego, co z pewno�ci� nie nast�pi�oby, gdyby podczas trwania stanu wojennego Prezydent ustali� bud�et moc� w�asnego dekretu. Rozszerzanie uprawnie� Prezydenta w czasie wojny nie przekre�la przecie� konstytucyjnych obowi�zk�w Rz�du. W czasie wojny wprawdzie Rz�d m�g�by si� znale�� w niemo��no�ci dotrzymania terminu, skoro Prezydent ma w�wczas prawo ?otwiera�, odracza� i zamyka� sesje Sejmu i Senatu w terminach dostosowanych do potrzeb obrony Pa�stwa? (art. 79 (2); sam jed�nak obowi�zek Rz�du z�o�enia projektu bud�etu nie zostaje jesz�cze na skutek tego uchylony, a nawet terminy winny by� za�chowane, o ile to nie koliduje z ?potrzebami obrony?.
W konsekwencji bronionego tutaj pogl�du nale�y przyj��, �e Konstytucja wyjmuje bud�et spod w�a�ciwo�ci wszelkich ustanowio�nych przez siebie rodzaj�w dekret�w, tym samym, �e ustanowiona przez art. 57 (2) r�wno�� dekret�w z ustawami ze wzgl�du na materie normotw�rstwa nie obejmuje bud�etu. Prof. Komarnicki re�prezentuje odmienny pogl�d (przynajmniej co si� tyczy dekret�w stanu wojennego) (s. 250): ?Szczeg�lnie praktyczne znaczenie po�siada mo�no�� ustalenia bud�etu Pa�stwa w czasie wojny w tej drodze? (dekret�w wydawanych na podstawie samej Konstytucji). Jed�nakowo� nawet gdyby si� t� mo�no�� przyj�o, trudno by�oby przy�pisa� jej ?szczeg�lne praktyczne znaczenie?. W�a�nie bowiem w cza�sie wojny Rz�d z pewno�ci� nie potrzebowa�by ucieka� si� celem uzyskania potrzebnych kredyt�w do tego, konstytucyjnie co najmniej w�tpliwego, politycznie za� dra�ni�cego �rodka; pomijaj�c ju� mo�no�� uzyskania od Izb w tym wzgl�dzie upowa�nie�, dostateczn� podstaw� do rozporz�dzania wszelkimi potrzebnymi dla prowadzenia wojny kredytami daje Rz�dowi art. 52 (2); Rz�d nie mia�by chyba nigdy sposobno�ci do powo�ania si� z wi�ksz� s�uszno�ci� na ?konieczno�� pa�stwow�? przy czynieniu wydatk�w bez ustawowego upowa�nienia.
Skoro ju� mowa o bud�ecie, porusz� jeszcze w tym zwi�zku kilka kwestii, co do kt�rych r�ni� si� zapatrywaniami z prof. Komarnickim:
1. (S. 330): ?sam bud�et jako taki nie zawiera �adnych przepis�w prawnych?. Uto�samianie bud�etu z preliminarzem nie wydaje si� rzecz� trafn�: ?bud�et?, przynajmniej w rozumieniu naszej Konstytucji, to zawsze Ustawa skarbowa wraz ze swoim za��cznikiem. Jednak nawet sam preliminarz jest zbiorem norm cz�stkowych, skoro wype�nia szczeg�owymi okre�leniami, wi���cymi Rz�d og�lne upowa�nienia Ustawy skarbowej, przynajmniej (u nas) w odniesieniu do wydatk�w.
2. (S. 299): ?obecna Konstytucja nie wymienia bud�etu jako jednego z g��wnych cel�w, dla kt�rych zbieraj� si� coroczne Izby na sesj� zwyczajn�?. Owszem, wymienia: wed�ug art. 35 (2) sesja zwyczajna Sejmu, kt�ra ma by� otwierana corocznie najp�niej w listopadzie, ?nie mo�e by� zamkni�ta przed up�ywem czterech miesi�cy, chyba �e bud�et b�dzie uchwalony w terminie wcze�niejszym?.
3. M�wi�c o przesy�aniu przez Rz�d do Sejmu projektu ustawy o przyznaniu kredyt�w dodatkowych dodaje prof. Komarnicki (s. 331): ?Izby maj� mo�no�� wydania swego s�du o tym dopiero ex post ��cznie z zatwierdzeniem tych kredyt�w, najcz�ciej po kilku miesi�cach?. A przecie� sam cytuje kilka linii wy�ej przepis art. 59 (2), nakazuj�cy przes�a� do Sejmu projekt ?w terminie siedmiodniowym od powzi�cia uchwa�y? przez Rad� Ministr�w o pozabud�etowym wydatku. Wi�c nie kilka miesi�cy, ale siedem dni, co winno poci�ga� za sob� ew. zwo�anie sesji nadzwyczajnej skoro przesy�anie projekt�w poza sesjami nie mog�oby czyni� zado�� ��daniu Konstytucji.
4. Niezbyt jasno wypad�y wywody na s. 336-377 o odrzuceniu przez Sejm bud�etu w ca�o�ci. Sk�adaj� si� na nie dwa ust�py, z kt�rych drugi zdaje si� zaprzecza� pierwszemu. Ten pierwszo brzmi: ?Z tre�ci tego przepisu? (art. 60 (3)) ?wynika i� Konstytucja kwietniowa nie uznaje odrzucenia bud�etu za akt o charakterze politycznym, stanowi�cy votum nieufno�ci Sejmu dla Rz�du, gdy� 1-o uchwalenie bud�etu uwa�a za obowi�zek Sejmu wynikaj�cy z zasady, i� Pa�stwo nie mo�e pozosta� bez bud�etu (art. 60 (l)) oraz 2-o dla uchwalenia votum nieufno�ci przyjmuje �ci�le okre�lon� procedur� (art. 29), tym samym wy��czaj�c obalenie Rz�du w drodze po�redniej?. Nie jest to przekonywaj�ce: 1-o Konstytucja nie ujmuje uchwalenia bud�etu jako obowi�zku Sejmu, skoro art. 60 (3) wyra�nie przewiduje odrzucenie przez Sejm bud�etu w ca�o�ci; za�sada art. 60 (l) bynajmniej nie pozbawia Sejmu tego prawa; prze�pis art. 60 (3) jest w�a�nie wnioskiem z przes�anek, jakie tworzy ta zasada oraz zasada prawa Sejmu do odrzucenia bud�etu. (Sam zresz�t� prof. Komarnicki pisze w ust�pie drugim: ?... pojmowanie uchwa�lenia bud�etu jako konstytucyjnego obowi�zku Izb nale�y rozumie� nie w sensie konieczno�ci przyznania kredyt�w wszelkiemu Rz�do�wi...?, lecz w takim razie jak mo�na m�wi� o obowi�zku?). ? 2-o Przyj�cie w art. 29 szczeg�lnej procedury dla wyra�enia przez Sejm Rz�dowi votum nieufno�ci nie wy��cza bynajmniej obalenia Rz�du w drodze po�redniej; formalne votum nieufno�ci poci�ga za sob� oznaczone skutki prawne, kt�rych nie rodzi wyra�enie braku zaufania drog� po�redni�, co zreszt� nie przeszkadza, �e w�a�nie ta po�rednia droga mo�e si� sta� faktycznie o wiele hardziej skuteczna i doprowadzi� ewent. do obalenia Rz�du. Widzi to zreszt� prof. Ko�marnicki pisz�c w drugim ust�pie: ?Proceduralne... utrudnienia w uchwaleniu votum nieufno�ci mog� w konsekwencji sk�ania� Izby do po�rednich form wyra�ania go?. W dalszym jednak ci�gu wy�wodzi: ?Z tych wzgl�d�w przepis art. 60 (3) okaza� si� mo�e niewystarczaj�cy do rozwi�zania wytworzonej sytuacji, przewiduje on bowiem tylko ewentualno�� zmiany projektu przez Rz�d?. Czy� jednak by�o zadaniem przepisu podawa� regu�y ?rozwi�zania sy�tuacji?? Czy powinien by� nakaza� Rz�dowi ust�pienie, tzn. ustanawia� w tym wypadku tzw. parlamentarn� odpowiedzialno�� Rz�du w znaczeniu Konstytucji marcowej?
Owa parlamentarna odpowiedzialno�� jest chyba najbardziej nieszcz�liwym wynalazkiem Konstytucji bezpo�rednio po wielkiej wojnie tworzonych. Mia�a jakoby w instytucj� prawa przekszta�ci� na zwyczaju tylko przed tym opart� g��wn� spr�yn� mechanizmu rz�d�w gabinetowo-parlamentarnych. Tymczasem zniekszta�ci�a tyl�ko i wypaczy�a ten system, usztywniaj�c go w ciasnych ramach fran�cuskiej praktyki. Nie zabezpieczy�a Rz�du przed obaleniem drog� wykorzystywania przez Izby dla zwalczania niemi�ego im Rz�du og�u przys�uguj�cych im uprawnie�, zmusza�a natomiast Rz�d do bezwarunkowego z�o�enia broni przed formalnie uchwalonym vo�tum. Dobrze zrobi�a Konstytucja kwietniowa przyt�piaj�c prawie zupe�nie ostrze odpowiedzialno�ci parlamentarnej. By�aby post�pi�a jeszcze lepiej przekre�laj�c j� zupe�nie. Pozosta�aby w�wczas tylko tzw. polityczna odpowiedzialno�� Rz�du przed Izbami, czysto fak�tyczna. Wyrasta ona na konieczno�ci wsp�pracy Rz�du z Izbami i polega nie na jakim� formalnym prawie Izb do obalania Rz�du, ale na fakcie, �e Rz�d nie ma mo�no�ci skutecznego rozwijania dzia��alno�ci wtedy, kiedy Izby z nim sk��cone odmawiaj� mu poparcia i wzbraniaj� si� dostarcza� mu podstaw i �rodk�w koniecznych dla realizacji programu rz�dowego. Gdy Izby systematycznie odrzucaj� przed�o�enia ustawodawcze Rz�du, odmawiaj� potrzebnych pe�nomocnictw i kredyt�w, zasypuj� Rz�d dokuczliwymi interpelacjami szkodz�cymi mu w opinii publicznej, gro�� postawieniem jego cz�on�k�w przed Trybuna� Stanu, Rz�d zostaje sparali�owany i traci zdolno�� pe�nienia swych zada�. Polityczna odpowiedzialno�� jest wyp�ywem zaz�biania si� wzajemnego funkcji organ�w pa�stwo�wych i oplata raczej akcj� Rz�du ani�eli wprost osoby jego cz�on�k�w. Nazwa tradycjonalna nie powinna wprowadza� w b��d: nie jest to odpowiedzialno�� w prawniczym znaczeniu, to raczej zesp� �rodk�w stoj�cych do dyspozycji Izb, nakazuj�cych Rz�dowi liczy� si� z Izbami. Dlatego odpowiedzialno�� polityczna nie zmusza Rz��du do ust�pienia na skutek jakiej� poszczeg�lnej uchwa�y, przeciw�nie, pozwala samemu Rz�dowi ocenia� po�o�enie i wyci�ga� st�d dla siebie wnioski. Tam za�, gdzie uzupe�niona zosta�a prawem G�owy Pa�stwa rozwi�zywania Izb, pozostawia Rz�dowi mo�no�� prosze�nia o rozwi�zanie, gdy Rz�d czuje si� na si�ach broni� swej sprawy przed forum wyborc�w.
I tej w�a�nie politycznej odpowiedzialno�ci Rz�du przed Izba�mi Konstytucja kwietniowa nie uchyli�a i nic mog�a jej uchyli�, sko�ro przyzna�a Izbom b�d� co b�d� szerokie i bynajmniej nie papie�rowe atrybuty. Przeciwnie, dlatego w�a�nie, �e podnios�a Izby do znaczenia wydatnych i nieodzownych wsp�czynnik�w dzia�alno�ci Pa�stwa, musia�a liczy� si� z powstaniem konflikt�w politycznych pomi�dzy Rz�dem a Izbami oraz obmy�li� �rodki za�atwiania tych konflikt�w. Odrzuci�a mechaniczne rozwi�zania, oddaj�ce z g�ry zwyci�stwo tej samej zawsze stronie. Powierzy�a Prezydentowi Rzplitej misj� harmonizowania dzia�a� naczelnych organ�w pa�stwowych, uzbrajaj�c go w prawo powo�ywania i odwo�ywania cz�on�k�w Rz�du oraz w prawo rozwi�zywania Izb i czyni�c ze� tym sa�mym arbitra konflikt�w politycznych. W�a�nie odrzucenie bud�etu jest nawi�zaniem takiego konfliktu. Rozumie je w ten tak�e spo�s�b prof. Komarnicki, zamykaj�c sw�j wyw�d zdaniem: ?Odrzucenie bud�etu nale�y w ka�dym razie uzna� za przejaw g��bokiego konfliktu mi�dzy Sejmem a Rz�dem, powoduj�cy konieczno�� in�terwencji Prezydenta Rzplitej jako czynnika harmonizuj�cego dzia��ania naczelnych organ�w pa�stwowych (art. 11), analogicznie do sytuacji przewidzianej w art. 29?. Tylko jak nale�y wobec tego ro�zumie� zdanie o nieuznawaniu przez Konstytucj� odrzucenia bud��etu za akt o charakterze politycznym, stanowi�cy votum nieuf�no�ci?
Wydaje si� poprawniejszym takie uj�cie ca�ego problemu: Kon�stytucja odda�a Prezydentowi rozstrzyganie konflikt�w pomi�dzy Rz�dem a Izbami. Konflikty mog� mie� r�ny pocz�tek, np. odrzu�cenie bud�etu lub uchwalenie formalnego votum nieufno�ci 4). Ten ostatni wypadek tym r�ni si� od innych, �e 1) uchwa�a votum mo��e zapa�� tylko na sesji zwyczajnej, 2) je�li Prezydent nie powe�mie decyzji w ci�gu trzech dni po uchwale Sejmu, winien rozpatrzy� wniosek o ust�pienie Rz�du Senat, a gdy ten tak�e wypowie si� za wnioskiem, Prezydent jest obowi�zany wyda� decyzj�. R�nica w gruncie rzeczy papierowa, skoro obowi�zek Prezydenta nie jest obwarowany �adn� sankcj�, skoro trudno sobie wyobrazi�, by wo�bec jakiegokolwiek ostrego konfliktu Prezydent zachowa� si� obo�j�tnie, skoro Prezydent utrzymuje zawsze pe�n� swobod� decyzji, skoro w ko�cu nawet wyb�r chwili decyzji tak�e w wypadku for�malnego votum zale�y od Prezydenta (mo�e np. Izby odroczy� i op�ni� przez to uchwa�� Senatu). Konstytucja nie tylko w wy�padku odrzucenia bud�etu nie podaje przepisu wystarczaj�cego dla rozwi�zania sytuacji; otwiera natomiast we wszystkich wypadkach konflikt�w jedyn� drog� rozwi�zania: decyzj� Prezydenta. �ad�na uchwa�a Izb nie rozstrzyga jeszcze sama przez si� o losach Rz��du: ani votum nieufno�ci, ani inne uchwa�y. Tak�e odrzucenie bud��etu chocia�by ju� ze wzgl�du na przepis art. 60 (3), kt�ry po�zwala Rz�dowi czyni� wydatki wed�ug zesz�orocznego bud�etu przy ewent. obni�eniu ich w poszczeg�lnych pozycjach do granic zakre��lonych odrzuconym bud�etem. Odrzucenie bud�etu zatem nie wpro�wadza Pa�stwa w stan ?ex lex?, ani nie zawiesza nad g�ow� Rz�du toporu. Tym bardziej w�a�nie nale�y uzna� w odrzuceniu bud�etu jeden z �rodk�w wprawiania w ruch politycznej odpowiedzialno�ci Rz�du, tzn. �rodk�w stwarzania przez Izby takich sytuacji, kt�re wywo�uj� interwencj� Prezydenta. On rozstrzyga, czy Rz�d ma przed Izbami ust�pi�, czy ma trwa� nadal na stanowisku mimo wro�go�ci Izb, czy w ko�cu ma otrzyma� mo�no�� bronienia swoich pozycji na terenie wybor�w.
B. R�ne zagadnienia zwi�zane z budow� porz�dku prawnego
1. Stanowisko w porz�dku prawnym Statutu Wojew�dztwa �l�skiego . Prof. Komarnicki pisze na str. 198: ?...Konstytucja kwietniowa zmieni�a art. 44 statutu w ten spos�b, �e zmiany statutu organicznego wymagaj� ustawy pa�stwowej, a zatem 1-o warunek zgody Sejmu �l�skiego zosta� w przysz�o�ci uchylony i 2-o statut organiczny straci� charakter ustawy konsty�tucyjnej?. Nie s�dz�, by brzmienie art. 81 (3) pozwala�o na wy�ci�gni�cie tego ostatniego wniosku. Ust�p ten stanowi bowiem wy�ra�nie, �e Statut zachowuje sw� moc. Nie mo�e to oznacza� nicze�go innego, jak tylko tego, �e Statut zachowa� przys�uguj�cy mu poprzednio stopie� hierarchiczna ustawy konstytucyjnej. Znajduje to zreszt� potwierdzenie w utrzymaniu dla Statutu nadal nazwy ?usta�wy konstytucyjnej?. Ta za� nazwa i ten stopie� hierarchiczny wska�zuj� na tak� w�asno�� danej ustawy, �e mo�e ona by� zmieniona wzgl. uchylona tylko w drodze ustawy, kt�ra przysz�a do skutku w trybie rewizyjnym, tzn. w trybie przepisanym art. 80 Konstytucji. Ustaw� pa�stwow�, o jakiej m�wi zmieniony obecnie art. 44 Sta�tutu, mo�e by� przeto jedynie ustawa rewizyjna. Konstytucja kwietniowa nie przeprowadzi�a dekonstytucjonalizacji Statutu; wchodzi on nadal w sk�ad naszej konstytucji w znaczeniu formalnym. Tyle tylko, �e odpad� obecnie dodatkowy warunek zmiany Statutu: zgo�da Sejmu �l�skiego.
2. Postanowienia um�w wprowadzone w �y�cie tymczasowo. W zwi�zku z art. 52 (2), upowa�niaj�cym Prezydenta Rzplitej do tymczasowego wprowadzenia w �ycie w przypadkach nie cierpi�cych zw�oki, przed ratyfikacj�, postanowie� za�wartych w umowach handlowych lub celnych, powiada prof. Ko�marnicki (s. 247): ?Uchwa�a Izb, zawieraj�ca projekt ustawy o od�mowie zgody na ratyfikacj�, mo�e by� za pomoc� veto Prezydenta zawieszona do nast�pnej sesji zwyczajnej, a dla ponownego uchwa�lenia wymaga si� wi�kszo�ci kwalifikowanej. Przez ten czas umowa ?tymczasowa? wprowadzona w �ycie obowi�zuje, a tym samym wp�yw Izb na zawieranie um�w handlowych i celnych staje si� iluzoryczny?. Obawy te wydaj� si� by� p�onne: l-o Umowa przed ra�tyfikacj� nie istnieje prawnie, wi�c ?tymczasowe wprowadzenie w �ycie? postanowie� nie mo�e wystarcza� ani wobec kontrahenta, kt�ry b�dzie m�g� czu� si� pewnym swoich uprawnie� dopiero po zawarciu, tzn. ratyfikowaniu umowy, ani wobec Pa�stwa Polskiego, kt�re przecie� drog� rozporz�dzenia Prezydenta nie mo�e naby� uprawnie� wzajemnych; ju� to samo zapewnia ?tymczasowo��? roz�porz�dzenia Prezydenta i nie pozwala na zbyt d�ugie zwlekanie z wniesieniem do Sejmu projektu ustawy wyra�aj�cej zgod� na ratyfikacj�. 2-o Uchwa�y Izb ?zawieraj�cej projekt ustawy o odm�wie zgody na ratyfikacj�? w og�le by� nie mo�e; mo�e pojawi� si� tylko odrzucenie przez kt�r�� z Izb wniesionego przez Rz�d projektu wzmiankowanej wy�ej ustawy, zatem czynno�� nie nadaj�ca si� do ob�o�enia vetem. Odrzucenie takie uniemo�liwia ratyfikacj�, a cho�cia� wprost nie znosi ?rozporz�dzenia tymczasowego?, to jednak niew�tpliwie musi wywo�a� w nast�pstwie uchylenie rozporz�dzenia przez Prezydenta skoro tylko umowa jest zdolna zabezpieczy� oby�dwu stronom korzy�ci, jakie zamierza�y osi�gn�� d���c do jej za�warcia.
3. Promulgacja. Instytucj� promulgacji rozumiem inaczej ani�eli prof. Komarnicki i z tego wzgl�du nie uwa�am, by Prezydent mia� dokonywa� tego aktu ?w charakterze zwierzchnika Rz�du?. Promulgacja nie jest tylko ?urz�dowym stwierdzeniem fak�tu, �e projekt przyj�ty zosta� przez czynniki ustawodawcze i pole�ceniem wykonywania nowej ustawy jako prawa obowi�zuj�cego? (str. 228). Nie widz� w og�le potrzeby przypisywania promulgacji znaczenia owego ?polecenia? i nie umiem odkry� dostatecznej ku temu podstawy prawnej. Jest to chyba reminiscencja jakich� teorii szukaj�cych ostatnich okop�w dla szcz�tk�w monarchii absolutnej w zasadzie najostrzejszego podzia�u w�adz i dlatego przyjmuj�cych za�o�enie, �e egzekutywa nie mo�e wi�za� wprost to, co uchwali ?legislatywa?, tak, �e podstaw� tego zwi�zania mo�e by� tylko roz�kaz G�owy aparatu wykonawczego. Znaczenie promulgacji podaje sa�ma Konstytucja: jest to stwierdzenie podpisem Prezydenta mocy ustawy konstytucyjnie uchwalonej. Jest zatem autorytatywnym stwierdzeniem zgodno�ci ustawy z Konstytucj�, powszechnie wi���cym i pozbawiaj�cym wskutek tego zar�wno obywateli jak wszyst�kie organa pa�stwowe (wi�c tak�e s�dy) prawa samodzielnego badania konstytucyjno�ci ustaw i rozstrzygania o ich wa�no�ci. Prawo promulgacji przys�uguje zatem Prezydentowi raczej w charakterze stra�nika Konstytucji.
Z dalszego ci�gu tekstu prof. Komarnickiego wynika zreszt�, �e w gruncie rzeczy stanowisko jego nie odbiega zbyt daleko od mojego: ?m�wi�c o promulgacji Konstytucja kwietniowa akcentuje moment konstytucyjno�ci uchwalenia ustawy?. Ale znowu rozcho�dz� si� nasze drogi, gdy dodaje: ?co odnosi si� do formalnej zgodno�ci ustawy z Konstytucj�? i gdy twierdzi, �e ?do badania mate�rialnego zgodno�ci uchwalonych ustaw z Konstytucj� Prezydent mo��e wykorzysta� prawo veta?. W moim przekonaniu moment zgod�no�ci materialnej splata si� naj�ci�lej z momentem formalnej zgodno�ci: sprzeczny z Konstytucj� przez tre�� swoj� tekst, nie mo�e by� tym samym w zgodzie z procedur� przepisan� przez Konstytucj� dla przychodzenia do skutku ustaw, o ile nie zosta� wydany w trybie rewizyjnym. Skoro Prezydent stwierdzi, �e przed�o�ony mu do podpisania projekt zosta� wydany jako ustawa zwyczajna, mimo� �e ze wzgl�du na tre�� swoj� wymaga formy ustawy konstytucyjnej, odm�wi po prostu podpisu i nie ode�le projektu z powrotem do Sej�mu z ��daniem ponownego rozpatrzenia. Decyzja Prezydenta jest ostateczna i nie mo�e by� obalona sposobem przewidzianym dla uchylania veta. Z tych wzgl�d�w rozr�niam �ci�le wypadki odmo�wy podpisu z powodu niezgodno�ci projektu z Konstytucj� (oboj�t�ne, materialnej czy formalnej) od wypadk�w ob�o�enia projektu vetem, pojawiaj�cych si� w�wczas, gdy Prezydent merytorycznie si� nie zgadza z danym projektem. Izby mog� w�wczas przeprowadzi� swoj� polityczn� wol� wbrew woli Prezydenta, nie mog� nato�miast obali� jego s�du o niezgodno�ci uchwa�y ustawodawczej z Konstytucj�. Dlatego te� nie mog� przyzna� ca�kowitej s�uszno�ci prof. Komarnickiemu, gdy twierdzi o art. 49 (2) (s. 327): ?przepis ten pozbawiony jest skutecznej sankcji prawnej?: sankcja istnieje w�a�nie pod postaci� odm�wienia przez Prezydenta podpisu akto�wi ustawodawczemu stoj�cemu w sprzeczno�ci z Konstytucj� i prawnie wywiera pe�ny skutek; czy sankcja ta oka�e si� w praktyce wystarczaj�ca (wi�c faktycznie ?skuteczna?), o tym przes��dza� trudno, wolno mie� jednak pod tym wzgl�dem w�tpliwo�ci.
4. Dekrety z art. 56. Prof. Komarnicki twierdzi o tych dekretach (s. 219): ?te z nich, kt�re s� wydawane przez Prezy�denta w wykonywaniu zwierzchnictwa nad Rz�dem, administracj� i si�ami zbrojnymi maj� formaln� moc wy�sz� od ustaw, poniewa� mog� by� zmieniane tylko drog� dekret�w?, a nast�pnie jeszcze (s. 234): ?Ten stosunek r�wnorz�dno�ci? (ustaw i dekret�w) ?na�ruszony jest na niekorzy�� ustaw, gdy� jeden z rodzaj�w dekret�w, a mianowicie dekrety z art. 56 nie mog� by� przez ustaw� uchylone ani zmienione?. Ujmuj� to zagadnienie inaczej, przede wszystkim inaczej rozumiem stosunki hierarchii mog�ce zachodzi� pomi�dzy normami.
Moim zdaniem, pewna norma jest nadrz�dna w stosunku do innych norm w�wczas, gdy nad nimi panuje, tzn. przepisuje im pod groz� ich niewa�no�ci warunki formy ich wzgl�dem tre�ci. Wt�rn� tylko funkcj� nadrz�dno�ci jest moc uchylania dawniej istniej�cych prze�pis�w, skoro wynika dopiero z w�adzy norm nadrz�dnych przesu�wania granic ustanowionych uprzednio dla norm ni�szego stopnia. W my�l tego podrz�dnymi w stosunku do jakiej� normy s� ta�kie normy, kt�re musz� podda� si� warunkom ustanowionym dla nich przez norm� panuj�c�, gdy� w ten spos�b tylko mog� sta� si� cz�ci� sk�adow� porz�dku prawnego: norma podrz�dna nie mo�e nigdy ani wprost ani po�rednio zmieni� wzgl. uchyli� normy wobec niej nadrz�dnej. R�wnorz�dno�� pomi�dzy normami zasadza si� na tym, �e normy pozostaj�ce do siebie w tym stosunku nie stano�wi� wzajemnie dla siebie prawa, nie panuj� nad sob� wzajemnie, podlegaj� natomiast tym samym g�rnym w stosunku do nich war�stwom porz�dku prawnego i panuj� nad tymi samymi stopniami ni�ej od nich postawionych norm. R�wnorz�dno�� mo�e przybra� dwojak� posta�. Pierwsza posta� polega na tym, i� normy pomi�dzy sob� r�wnorz�dne mog� wzajemnie si� uchyla� w my�l zasady ?lex posteriori?; forma ta wyst�puje w�wczas, gdy r�nica w pro�ceduralnym powstawaniu norm r�wnorz�dnych nie wi��e si� z wy�specjalizowaniem danego rodzaju norm do wy��cznego reglamentowania danych okre�lonych materii, wzgl. z wy��czn� ich w�a�ci�wo�ci� wobec pewnego okre�lonego terytorium. Druga natomiast posta�, jak� mo�e przybra� r�wnorz�dno��, wyrasta na pod�o�u rzeczowej wzgl. terytorialnej specjalizacji danego rodzaju norm; w�wczas pomimo swojej r�wnorz�dno�ci, nie b�d� mog�y normy wkracza� na tereny zastrze�one dla norm im wprawdzie r�wnych, ale jedynie wobec tych teren�w w�a�ciwych i tym samym nie b�d� mog�y takich norm zmienia� czy uchyla�.
W jaki spos�b przedstawia si� na tle powy�szej teorii sprawa stosunku dekret�w z art. 56 do ustaw formalnych? Inaczej dekre�t�w z zakresu zwierzchnictwa Si� Zbrojnych, inaczej dekret�w or�ganizacyjnych. Sprawy stanowi�ce przedmiot dekret�w z zakresu zwierzchnictwa Si� Zbrojnych, jako podlegaj�ce wy��cznie zwierzch�nictwu Prezydenta, tym samym s� wyj�te ca�kowicie spod w�a�ci�wo�ci ustaw formalnych (tak�e innych rodzaj�w dekret�w). Tworz� odr�bn�, zamkni�t� domen�, dost�pn� wy��cznie tylko dla dekre�t�w zwierzchnictwa, kt�re ze swej strony nie mog� przekracza� granic tej domeny. Dekrety te podlegaj� na r�wni z ustawami je�dynie Konstytucji oraz ew. traktatom, staj� si� �r�d�em norm zaj�muj�cych te same ni�sze szczeble (w pierwszym rz�dzie rozporz��dze� ministr�w); posiadaj� zatem ten sam stopie� hierarchiczny, co ustawy. Ich r�wnorz�dno�� w stosunku do ustaw przybiera posta� wzajemnej niezdolno�ci zmieniania si� wzgl. uchylania. Nie s�dz�, �eby to stanowisko w porz�dku prawnym omawianych dekret�w by�o dopiero innowacj� Konstytucji kwietniowej i nie zga�dzam si� ze zdaniem prof. Komarnickiego, �e za czas�w Konstytu�cji marcowej ?dekrety te nie posiada�y mocy ustawodawczej?. Wprawdzie Konstytucja marcowa nie wyznacza�a stosunku ich do ustaw, co wi�cej, nawet w og�le wyra�nie nie wspomina�a o nich. Ustanawia�a jednak Prezydenta najwy�szym zwierzchnikiem Si� Zbrojnych Pa�stwa i tym samym ju� zawiera�a implicite upowa�nienie dla normowania spraw odno�nego zakresu i to normowania wy��cznego, skoro owo zwierzchnictwo przys�ugiwa�o tylko Prezy�dentowi i tym samym wyklucza�o wszelk� konkurencyjn� dzia�a��lno�� na tym polu.
Czy pomi�dzy ustawami a obydwoma grupami dekret�w orga�nizacyjnych zachodzi taki sam stosunek r�wnorz�dno�ci jak pomi�dzy ustawami a dekretami zwierzchnictwa? Rozpatrzmy najpierw spraw� wy��cznej kompetencji tych dekret�w wobec materii maj��cych stanowi� ich przedmiot. Prof. Komarnicki jest zwolennikiem przyj�tej na og� interpretacji (kt�r� sam zreszt� niegdy� wysun���em), �e w tej dziedzinie droga ustawodawcza jest wykluczona (s. 230). A jednak Konstytucja nie zamyka wyra�nie ustawom do�st�pu na owe tereny 5). M�wi tylko, �e ustawy nie mog� zmienia� lub uchyla� dekret�w organizacyjnych. Nie jest to r�wnoznaczne z og�lnym zakazem zajmowania si� organizacj� Rz�du i administracji rz�dowej. Z przepisu Konstytucji wynika jedynie, �e ustawy nie b�d� mog�y normowa� organizacji tych w�adz, kt�re ju� zosta�y zorganizowane w drodze dekretu. Mog� natomiast zaj�� si� takimi punktami organizacji w�adz, kt�rych jeszcze nie dotkn�� �aden dekret, z tym oczywi�cie, �e odpowiednie ich postanowienia b�d� mu�sia�y ew. ust�pi� postanowieniom przysz�ego dekretu. Nie ma tu zatem bezwzgl�dnego zastrze�enia danych materii wy��cznie tylko dla dekret�w, jest natomiast oddanie prymatu dekretom nad usta�wami w danym zakresie materii. Jest to praktycznie najzupe��niej uzasadnione. W przeciwnym bowiem razie ka�da ustawa mu�sia�aby by� uzupe�niona jakim� dekretem organizacyjnym. Wszak��e ka�da powierza normalnie swoje wykonanie pewnym ministrom: jest to ju� przydzia� kompetencji, przeto sprawa podlegaj�ca de�kretom organizacyjnym. Gdyby jedynie dekrety mog�y j� normowa�, klauzula wykonawcza winna by�aby opiewa� zawsze na Rz�d i dopiero dekret by�by w�adny oznaczy� ten czynnik ?Rz�du?, kt�ry zostanie powo�any do wykonania danej ustawy. Nie mog�yby r�w�nie� ustawy powo�ywa� do �ycia �adnych nowych urz�d�w, nawet w�wczas, gdy wst�puj� na tereny dziewicze, kt�rych uprawa winna by� powierzona nowym a wyspecjalizowanym organom. Ustawy nie mog�yby powo�ywa� do wsp�dzia�ania w pewnych sprawach z czyn�nikiem urz�dniczym czynnika obywatelskiego. Nie mog�yby w og�le porusza� kwestii, kto ma je wykonywa�, chocia�by kwestia ta posiada�a najbardziej istotne znaczenie dla utrzymania si� w �yciu danej ustawy. A przecie� cz�sto zagadnienia organizacyjne splataj� si� z innymi momentami w zasadniczy w�ze�.
Konstytucja jednak nie odebra�a ustawom mo�no�ci zaj�cia si� tymi sprawami. Pozwoli�a jedynie Prezydentowi korygowa� odpowiednie przepisy ustaw, co dostatecznie t�umaczy si� rzeczowymi kwalifikacjami samej administracji do przeprowadzania ulepsze� organizacyjnych, czy to w celu osi�gni�cia wy�szego poziomu technicznego, czy to w celu zmniejszenia koszt�w. Wprowadzane za� przez Prezydenta poprawki musz� ju� ustawy przysz�e szanowa� i musz� si� do nich przystosowywa�. Tylko jeszcze bud�et, po�redni� drog� skre�lenia kredyt�w na jak�� organizacj� administracyjno-rz�dow�, m�g�by wywrze� nacisk w kierunku zniesienia czy zmienienia tej organiza�cji moc� dekretu Prezydenta.
Z powy�szego ju� wywodu wynika, �e stosunek pomi�dzy usta�wami a dekretami organizacyjnymi nie jest stosunkiem r�wnorz�dno�ci, lecz jest stosunkiem podporz�dkowania ustaw tym dekretom. W tym punkcie zgadzam si� z prof. Komarnickim; omawiane de�krety istotnie ?maj� formaln� moc wy�sz� od ustaw? (s. 219). Podporz�dkowanie to wyst�puje jednak w do�� w�skiej p�aszczy�nie tre�ci, zakre�lonej przez Konstytucj� dekretom organizacyjnym. Pod ka�dym innym wzgl�dem dekrety te winny przystosowywa� si� do postanowie� ustaw, przede wszystkim za� bud�etu; nie tylko nie mog� postanowie� tych zmienia�, ale musz� uzgadnia� z nimi swoje przepisy.
Dlatego te� nie nale�a�oby przywi�zywa� wi�kszej wagi do w�szo�ci dekret�w organizacyjnych nad ustawami. Jakkolwiek nie mo�na nazwa� fa�szywym twierdzenia, �e ?zasadniczy stosunek r�wnorz�dno�ci pomi�dzy ustawami a dekretami jest naruszony na niekorzy�� ustaw? przez dekrety organizacyjne (dekrety zwierzch�nictwa Sil Zbrojnych nie mog� tu wchodzi� w gr� jako w pe�ni r�w�norz�dne z ustawami), to jednak akcent jest tu zbyt mocny i owo ?naruszenie? jest raczej zaledwie tylko odchyleniem. A nawet owo odchylenie r�wnowa�y, je�eli nawet nie przewa�a inne, lecz ju� na rzecz ustaw ustanowione: oto dekrety z upowa�nienia ustawy nie posiadaj� zupe�nie tego samego stopnia, jaki s�u�y ustawom. Dekrety te nie opieraj� si� przecie� wprost na Konstytucji (w przeciwie�stwie do ustaw, dekret�w z konieczno�ci i dekret�w z art. 56), ale znajduj� swoj� bezpo�redni� podstaw� w ustawie upowa�niaj�cej. W�ada nimi nie tylko Konstytucja, ale tak�e i ta ustawa. Posiadaj� wprawdzie moc ustaw, jednak nie w stosunku do jakichkolwiek ustaw, lecz tylko w stosunku do tych ustaw, wobec kt�rych moc t� otwar�a im ustawa upowa�niaj�ca. Gdyby nawet to pe�no�mocnictwo by�o najbardziej szerokie, zawsze b�dzie ono stanowi� granic� dla dekretu i dekret nie b�dzie w�adny zmieni� tej granicy. Te dekrety zatem s� w stosunku przynajmniej do ustawy upowa�niaj�cej normami podrz�dnymi.
5. Zr�wnanie dekret�w z ustawami. Z powy�szymi rozwa�aniami wi��� si� inne jeszcze problemy interpretacyjne. Chodzi mianowicie o znaczenie art. 49 (1): ?Aktami ustawo�dawczymi s�: a) ustawy, b) dekrety Prezydenta Rzplitej? oraz o znaczenie art. 57 (1): ?Dekrety Prezydenta Rzplitej maj� moc ustawy?. Obj�cie ustaw i dekret�w wsp�ln� nazw� pozwala przy�puszcza�, i� Konstytucja d��y do ur�wnorz�dnienia tych rodzaj�w norm. Nie da si� st�d jednak jeszcze �adn� miar� wyprowadzi� wniosku, �e dekrety zosta�y zr�wnane z ustawami; nadanie dw�m przedmiotom wsp�lnej nazwy �wiadczy tylko o mo�no�ci zaliczenia ich do jakiego� tego samego ?genus?, tzn. o tym, �e przedmioty te posiadaj� niekt�re cechy wsp�lne. Jest to raczej techniczny �rodek u�atwiaj�cy odnoszenie pewnych wypowiedzi w skr�conej formie do obydwu przedmiot�w r�wnocze�nie. Mo�e wi�c zr�wnanie o jakim mowa, przeprowadza art. 57 (1)? Na pierwszy rzut oka: tak! Przy g��bszym jednak zastanowieniu dochodzi si� do przekonania, �e nie ma si� tu do czynienia bynajmniej z prost� spraw�.
C� bowiem mo�e oznacza� w danym zastosowaniu okre�lenie ?moc ustawy?? a) Dekret�w nie mog� uchyla� ani zmienia� �adne normy zajmuj�ce ni�szy od ustaw stopie� hierarchiczny. Twierdze�nie to jest prawdziwe w stosunku do wszelkich rodzaj�w dekret�w. b) Dekrety panuj� nad tymi samymi rodzajami norm co ustawy. Twierdzenie to jest prawdziwe w stosunku do wszelkich dekret�w, z wyj�tkiem dekret�w organizacyjnych; te bowiem panuj� tak�e nad ustawami w obr�bie swojej w�a�ciwo�ci materialnej, c) Dekre�ty przybieraj� w stosunku do ustaw jedn� z dw�ch postaci r�wnorz�dno�ci. Twierdzenie to jest prawdziwe z dwoma wyj�tkami: 1) dekrety z upowa�nienia mog� by� zmieniane przez ustawy, same natomiast mog� zmienia� tylko ustawy obj�te upowa�nieniem, nigdy za� nie mog� zmieni� ustawy upowa�niaj�cej, ich r�wnorz�dno�� przeto z ustawami nie jest zupe�na; w jakim� graficznym sche�macie hierarchii norm naszego porz�dku prawnego nale�a�oby je umie�ci� o p� stopnia poni�ej ustaw; 2) dekrety organizacyjne mo�g� zmienia� odpowiednie przepisy ustaw, ich postanowienia natomiast s� dla ustaw nietykalne; g�ruj� zatem (aczkolwiek w w�skim tylko zakresie swej tre�ci) nad ustawami i dlatego nale�a�oby w schemacie wyznaczy� im miejsce wy�sze od ustaw. d) Dekrety podlegaj� na r�wni z ustawami tym samym tylko normom posiadaj�cym od ich obydwu wy�sz� rang�; wi�c jedynie Konstytucji i traktatom. Wy�szo�� Konstytucji stwierdza wyra�nie art. 49 (2): ?�aden akt ustawodawczy nie mo�e sta� w sprzeczno�ci z Konstytuuj�?. Wy�szo�� traktat�w wynika z jednej strony z recepcji tej instytucji przez Konstytucj�, tym samym z recepcji przez ni� norm prawa narod�w o uchylaniu traktat�w (wyst�puje za tym niemo��no�� uchylania norm traktatowych przez akty ustawodawcze), z drugiej za� strony z ustanowienia przez Konstytucj� traktat�w jako samoistnego a nie maj�cego wytkni�tych granic tre�ci �r�d�a prawa (co prowadzi do wniosku, �e traktaty s� w�adne ? przynaj�mniej w zakresie stosunk�w z wsp�kontrahentem ? zmienia� po�stanowienia akt�w ustawodawczych). Twierdzenie jednak o pod�leganiu ustaw i dekret�w tylko tym samym, tzn. wy��cznie wy�ej podanym normom b�dzie znowu nieprawdziwe w stosunku do de�kret�w z upowa�nienia (podlegaj� one jeszcze ustawie stanowi�cej ich podstaw� prawn�), a tak�e w stosunku do ustaw (podlegaj� one jeszcze dekretom organizacyjnym).
Z powy�szej analizy wynika, �e okre�lenie ?moc ustawy? nie jest bynajmniej jednoznaczne w odniesieniu do wszelkich dekre�t�w. Je�li ur�wnorz�dnia dekrety z ustawami, czyni to tylko grosso modo , wskazuj�c jedynie na og�ln� mo�liwo�� stosowania wobec dekret�w regu� r�wnorz�dno�ci, lecz bynajmniej nie stanowi�c, �e wszystkie znamiona r�wnorz�dno�ci maj� si� odnosi� do stosunku pomi�dzy ustawami a dekretami wszelkich rodzaj�w. Wszystkim dekretom jest w zakresie tego stosunku wsp�lna tylko cecha wy�ej pod liter� a) wyszczeg�lniona. Z tych wzgl�d�w badanie naukowe nie mo�e przyj�� jako podstaw� swoich wywod�w proste tylko brzmienie art. 57 (1), ale musi przeprowadzi� gruntown� analiz� oraz zbudowa� w�asn� na niej opart� konstrukcj�.
Kilka s��w jeszcze o znaczeniu dla problemu zr�wnania dekre�t�w z ustawami cytowanego ju� poprzednio art. 57 (2). Przepis ten ustanawia zasadnicz� r�wno�� dekret�w z ustawami jedynie ze wzgl�du na materie mog�ce by� przedmiotem prawodawstwa. Nie wynika z niego oczywi�cie bynajmniej, �e ka�dy rodzaj dekret�w jest w�adny normowa� wszelkie materie. Przeciwnie, stwierdza on wyra�nie, �e zdolno�� dekretu normowania danych materii zale�y od warunk�w oznaczonych przez Konstytucj�. Mo�liw� jest zatem rzecz�, �e dla jakiej� materii nie znajdzie si� �adnego rodzaju de�kretu, kt�ry by by� w�adny j� normowa�, z tego powodu, �e Kon�stytucja wyj�a t� materi� wprost lub po�rednio spod w�a�ciwo�ci wszelkich rodzaj�w dekret�w. Tak si� rzecz ma np. ze zgod� Izb Ustawodawczych na ratyfikacj� umowy mi�dzynarodowej; zgoda ta mu�si by� wyra�ona w ustawie i ustawy tej nie mo�e zast�pi� �aden dekret. (Dlatego trudno si� zgodzi� z twierdzeniem prof. Komarnickiego wyra�onym na s. 230: ?W por�wnaniu do Konstytucji poprzedniej zakres dekret�w z konieczno�ci rozszerzy� si�, gdy� wy��czenia nie obj�y.... 5. zawarcia traktat�w, kt�re wymagaj� zgody Sejmu?). Tak si� rzecz ma r�wnie� z bud�etem, je�li po�przednio podane rozumowania oparte s� na s�usznych przes�ankach. Ustanowiona zatem przez art. 57 (2) zasadnicza r�wno�� dekret�w z ustawami ze wzgl�du na materie normotw�rstwa dopuszcza pew�ne, cho� nieliczne, wyj�tki. Odwrotnie, tak�e ustawy nie mog� wkracza� na wszelkie tereny otwarte dla dekret�w; materie wy�szczeg�lnione w art. 56 zosta�y wyj�te spod kompetencji ustawo�dawstwa formalnego b�d� bezwzgl�dnie (sprawy z zakresu zwierzch�nictwa wojskowego), b�d� tylko w oznaczonych warunkach (spra�wy organizacyjne, o ile ju� zosta�y unormowane dekretami).
6. Przewaga Prezydenta na polu ustawodawstwa. W �wietle przedstawionych powy�ej interpretacji musi dozna� znacznego os�abienia s�uszno�� nast�puj�cego zdania prof. Komarnickiego (s. 232): ?...stwierdzi� musimy przyznanie przez Konstytucj� Prezydentowi przewagi na polu ustawodawstwa nad Izbami ustawodawczymi, wynikaj�c� z zasadniczego zr�wnania de�kret�w z ustawami oraz z trudno�ci uchylania dekretu przez usta�w�, podpadaj�c� pod dzia�anie veto ze strony Prezydenta?. Tej ostatniej uwadze nale�y w pe�ni przyklasn��; istotnie, niewyj�cie spod veta ustaw uchylaj�cych dekrety stanowi przykr� inelegantiam iuris . Zapewne jednak jeszcze nie uzasadnia przewagi prezy�denta na polu ustawodawstwa, skoro b�d� co b�d� veto mo�e by� obalone, a w�a�nie w omawianym wypadku nie by�oby chyba w praktyce zbyt trudno zdoby� w Izbach potrzebn� do tego wi�kszo��. Natomiast argument ?zasadniczego zr�wnania? nie prze�konywa ju� z tego wzgl�du, �e owo ?zr�wnanie? jest w gruncie rzeczy do�� nier�wne, przede wszystkim za� z tego powodu, �e mo�no�� korzystania przez Prezydenta z ustawodawstwa dekreto�wego zale�y przecie� w lwiej cz�ci od Izb, skoro przewa�aj�ca ilo�� dekret�w opiera si� na uchwalonym przez Izby upowa�nie�niu. Inne rodzaje dekret�w nie s� zdolne uzasadni� ?przewagi?; dekrety z konieczno�ci wyst�puj� tylko w czasie pomi�dzy kaden�cjami, dekrety stanu wojennego tylko w czasie wojny, dekrety w ko�cu art. 56 zosta�y ograniczone do specjalnego odcinka, za�zwyczaj pozostawianego na og� przez same parlamenty normotw�rstwu, tzw. egzekutywy. W tych warunkach trudno chyba m�wi� o przewadze Prezydenta. Raczej nawet s�uszniejszym by�oby twierdzenie o przewadze czynnika parlamentarnego na polu ustawodaw�stwa, co prawda nieposuni�tej tak daleko i nie tak bezwzgl�d�nej jak to by�o np. za czas�w przedmajowych, jednak nie odbiega�j�cej rozmiarami swymi zbyt daleko od stanu wprowadzonego w tym wzgl�dzie przez reform� 1926 r.
Brak miejsca nie pozwala ju� na zaj�cie si� kilkoma innymi kwestiami interpretacyjnymi, jakie mia�bym do poruszenia. Musz� natomiast jeszcze po�wi�ci� kilka uwag, cho�by pobie�nych, spra�wie konstrukcji typu ustrojowego stworzonego przez Konstytucj� kwietniow�. Pisa�em ju� zreszt� niejednokrotnie o tym 6). W pracach tych okre�li�em obecny ustr�j jako ?system rz�d�w gabinetowych nastawiony na wsp�prac� Rz�du z Izbami ? przy czym Prezydent pe�ni misj� regulatora systemu?. Wskazywa�em, �e Konstytucja zbli�y�a zorganizowany przez siebie system do postaci, jak� system ten przybiera w tzw. monarchiach parlamentarnych. �e ma si� tu�taj do czynienia z typem rz�d�w gabinetowych, uzasadnia�em przede wszystkim dwoma wzgl�dami: 1. przyznaniem przez Konstytucj� Izbom (zw�aszcza Sejmowi) szerokich uprawnie� ustawodawczych i kontrolnych, 2. mocnym konstytucyjnym zwi�zaniem z Rz�dem wykonywania przez Prezydenta przys�uguj�cej mu w�adzy tak, �e Rz�d jako samoistny i jedynie odpowiedzialny czynnik wsp�dzia�a z Prezydentem we wszystkich aktach ��cz�cych si� z normalnym to�kiem spraw pa�stwowych, tzn. w aktach b�d�cych w�a�nie ?rz��dzeniem?.
Takie uj�cie zagadnienia r�ni si� ca�kowicie od konstrukcji prof. Komarnickiego. M�wi on: (s. 194) ?...ustr�j Polski wed�ug Konstytucji kwietniowej stanowi form� po�redni� mi�dzy republi�k� a monarchi�, zwan� ustrojem cezarystycznym?. �w ?ustr�j cezarystyczny? charakteryzuje w dalszym ci�gu jako form� pa�stwa autorytatywnego, mog�c� przybra� rozmait� posta� ustrojow�, w ka�dym jednak razie o tendencjach antyparlamentarnych, kt�rej istota le�y w osobistych rz�dach jednostki. Nast�pnie jednak �agodzi s�d sw�j o przynale�no�ci ustroju Polski do typu cezarystycznego: (s. 195) ?Cechy te odnajdujemy w nowym ustroju Pol�ski, jednakowo� nie wszystkie z nich s� jednakowo rozwini�te, nie�kt�re s� tylko zaznaczone jako mo�liwe tendencje rozwojowe. Prze�de wszystkim Konstytucja kwietniowa pozostawia ograniczony co prawda w swych kompetencjach Sejm, ale oparty o g�osowanie po�wszechne?. Dochodzi w ko�cu do konkluzji: (s. 196) ?Z cech ustroju cezarystycznego najpe�niejsze urzeczywistnienie znalaz�a w nowym ustroju Polski zasada koncentracji w�adzy w r�ku G�owy Pa�stwa. Daje ona konstytucyjn� mo�liwo�� Prezydentowi Rzplitej zapewnienia funkcjonowania organizacji Pa�stwa z wyeliminowaniem wsp�udzia�u parlamentu. Z drugiej strony struktura Pa�stwa zosta�a tak ukszta�towana, by pozostawi� mo�no�� konstytucyjnej wsp�pracy Prezydenta z parlamentem. Mamy wi�c w Konstytucji kwietniowej swoisty dualizm ustrojowy, co otwiera mo�no�� dal�szej ewolucji b�d� w kierunku autorytatywnym, b�d� demokratycz�nym. Dominuj�c� wszak�e cech� nowego ustroju Polski jest jego autorytatywny charakter; pozostawione cechy demokratyczne od�grywaj� rol� drugoplanow�, mo�no�� wykorzystania ich zawis�a od woli Prezydenta Rzplitej?.
O ile dobrze rozumiem, istotne cechy nowego ustroju Polski polegaj� zdaniem prof. Komarnickiego: 1. na koncentracji w�adzy w osobie Prezydenta, 2. na autorytatywnym charakterze ustroju. Konstrukcja ta nie przemawia do mojego przekonania.
Koncentracja w�adzy? Nie mo�e jej by� tam, gdzie Konstytu�cja tworzy wicie organ�w zasadniczych o charakterze samoistnym, pe�ni�cych samodzielnie im wy��cznie do sprawowania oddane funkcje. Takie za� w�a�nie stanowisko w ustroju przyznaje Konsty�tucja nie tylko Prezydentowi, lecz i Rz�dowi oraz obydwu Izbom. Prezydent posiada tylko �ci�le przez sam� Konstytucj� okre�lon� kompetencj�. Nie mo�e substytuowa� si� w miejsce innych orga�n�w, nie mo�e zmienia� ani uchyla� akt�w przez nie zdzia�anych, nie mo�e im narzuca� swej woli w spos�b wi���cy. Prawda, �e mo��e odwo�a� Rz�d. Rz�d ten nie jest jednak wykonawc� rozkaz�w Prezydenta, waga za� Rz�du wobec Prezydenta spoczywa w sto�sunku Izb do Rz�du oraz w sile wewn�trznej Izb. Wi�zania bowiem gmachu w�adzy krzy�uj� si� w ten spos�b, �e ew. samowolnie wy�wo�any przez Prezydenta kryzys rz�dowy mo�e za sob� snadnie po�ci�gn�� kryzys parlamentarny, a ten z kolei mo�e wstrz�sn�� sta�nowiskiem samego Prezydenta. Prawda, �e Prezydent mo�e roz�wi�za� Izby, po czym mo�e przez oko�o 130 dni rz�dzi� nawet fak�tycznie osobi�cie, nie potrzebuj�c liczy� si� z Izbami (chocia� i w�w�czas nie ma m.in. prawa ustala� bud�et, nak�ada� podatki, zaci��ga� po�yczki, ratyfikowa� szereg wa�nych rodzaj�w traktat�w). Po up�ywie jednak owych 130 dni musi ju� wkroczy� na drog� nor�malnego wsp�dzia�ania z innymi przez Konstytucj� ustanowiony�mi organami (nie zawis�o to ju� od jego woli), gdy� traci przys�u�guj�c� mu w tamtym czasie w�adz� spontanicznego legiferowania, a powo�any przeze� Rz�d podlega kontroli Izb. Konstytucja nie zawiera wprawdzie wyra�nego zakazu powtarzania rozwi�za� Izb; nie czyni� tego wszak�e inne tak�e Konstytucje; wystarcza tu ju�, �e Izby dzi�ki swym atrybutom s� koniecznym elementem pozo�stawania machiny pa�stwowej w pe�nym ruchu. Wystarcza, �e Pre�zydent (wbrew twierdzeniu prof. Komarnickiego) nie posiada ?konstytucyjnej mo�liwo�ci zapewnienia funkcjonowania organiza�cji Pa�stwa? i ?wyeliminowania wsp�udzia�u parlamentu?. Je�li ?cezaryzm? Prezydenta polskiego przejawia si� w tym, �e mo�e odwo�ywa� Rz�d i rozwi�zywa� Izby, to s� cezarystycznymi wszelkie ustroje u�wi�caj�ce te uprawnienia G��w Pa�stwa.
Pa�stwo autorytatywne? Wydaje si�, �e prof. Komarnicki ro�zumie ten termin w dwojakim sensie: a) Pa�stwo antydemokra�tyczne, b) Pa�stwo odrzucaj�ce gwarancje praworz�dno�ci, prze�ciwstawiaj�ce si� Pa�stwu prawnemu (s. 192). Do antydemokratyzmu stosuje si� to wszystko, co wysun��em wy�ej przeciwko ?kon�centracji?. Pozostaje zatem do om�wienia drugi sens ?Pa�stwa au�torytatywnego?. Prof. Komarnicki uzasadnia taki charakter nasze�go ustroju tym, �e Konstytucja ustanowi�a prerogatywy oraz nieod�powiedzialno�� Prezydenta: ?powsta�a pewna kategoria akt�w pa�stwowych, za kt�re nikt nie jest odpowiedzialny w sensie prawnym i kt�re pokrywa jedynie autorytet Prezydenta, a zatem mamy przy�j�cie zasady rz�d�w nieodpowiedzialnych prawnie, czyli przej�cie na grunt pa�stwa autorytatywnego?. Ale�: 1) przy pomocy prero�gatyw rz�dzi� si� nie da, cho�by dlatego, �e s� nieliczne i �e nie mieszcz� si� w obr�bie bezpo�redniego kszta�towania spraw pa�stwa; 2) prerogatywy polegaj� na aktach swobodnego uzna�nia (nominacje, odwo�anie premiera, rozwi�zanie Izb, akty laski), zatem na aktach z natury swojej nie nadaj�cych si� jako podstawa odpowiedzialno�ci prawnej, a nawet faktycznie nie staj�cych si� z regu�y powodem wprawiania w ruch odpowiedzialno�ci politycz�nej sprawuj�cego je organu. Zbyt pochopny by�by wniosek, �e Kon�stytucja opiera ustr�j na zasadzie autorytetu, wyprowadzony st�d, �e wyjmuje ona tego rodzaju akty spod odpowiedzialno�ci, �e wi�c stanowi jako norm� to, co wsz�dzie gdzie indziej jest faktem. W tym zakresie zasada ta znajduje zastosowanie prawie we wszyst�kich pa�stwach, mimo �e nie wszystkie Konstytucje stawiaj� j� w podobnie jasny i wyra�ny spos�b. Zapewne, w uj�ciu sprawy przez nasz� Konstytucj� jest pewien odmienny odcie�, nie przy�biera jednak jeszcze przez to Konstytucja specyficznej barwy.
Autorytet polskiego Prezydenta nie jest autorytetem Wodza. Nie kieruje on sprawami Pa�stwa i nie on je prowadzi. Jest tylko harmonizatorem ?dzia�a� naczelnych organ�w pa�stwowych?, ar�bitrem rozstrzygaj�cym ich konflikty, stra�nikiem Konstytucji; ze wzgl�du na te swoje funkcje i w �cis�ym z nimi zwi�zku jest tak�e regulatorem polityki, ale nie jest ani jedynym i bezpo�rednim jej tw�rc�, ani jej realizatorem. I nie autorytet Prezydenta wzniesiony ponad wszelkie organa tworzy podstaw� ustroju. Podstaw� t� jest Konstytucja ograniczaj�ca Prezydenta na r�wni z innymi organami oraz prawo rozwijane wprawdzie przy udziale Prezydenta, bynajmniej jednak nie jego wy��cznie wol�. Je�li Konstytucja sta�wia Prezydenta na czele Pa�stwa, nie znaczy to wcale, by ca�� dzia�alno�� Pa�stwa w nim ogniskowa�a; je�li skupia w jego osobie jednolit� i niepodzieln� w�adz� pa�stwow�, nie znaczy to, by real�nie oddawa�a mu pe�ni� w�adzy; je�li ka�e innym organom pozo�stawa� pod zwierzchnictwem Prezydenta, nie znaczy to, by mia�y by� one tylko narz�dziami jego woli i mog�y zabiera� g�os tylko kiedy on na to pozwoli; je�li mianuje Prezydenta czynnikiem nadrz�dnym w Pa�stwie, nie znaczy to, by go czyni�a wszechw�adnym. Wszystkie te epitety mog�yby przemawia� na rzecz pa�stwa auto�rytetu, gdyby Konstytucja poprzesta�a na nich i nie rzuci�a na nie w�a�ciwego �wiat�a przez szczeg�owe i wyczerpuj�ce okre�lenie uprawnie� Prezydenta, co w�a�nie wyznaczy�o dok�adne i nieprze�kraczalne granice jego w�adzy.
Prawnicza analiza Konstytucji nie pozwala bra� dos�ownie zwrotu o ?skupieniu w�adzy?: to raczej konstrukcja symboliczna, jak w monarchicznych systemach ?Korona?, posiadaj�ca zapewne warto�� wychowawczo-pa�stwow�, b�d�ca jednak dla prawnika chyba tylko unaocznieniem zasady jedno�ci w�adzy pa�stwowej. Stanie na czele Pa�stwa, nadrz�dno��, zwierzchnictwo ? sprowa�dzaj� si� realnie nieomal tylko do prawa rozwi�zywania Izb oraz prawa powo�ywania i odwo�ywania szeregu dygnitarzy, przede wszystkim cz�onk�w Rz�du; do dokonywania przeto akt�w istot�nie zwierzchniczych, lecz nie wystarczaj�cych dla wzi�cia we w�asne r�ce spraw Pa�stwa ? w�a�nie dlatego, �e wy��cznie zwierzchnicze; akt�w swobodnie w zasadzie decydowanych, lecz nie samo�wolnie ? skoro s� one tylko cz�ci� bogato rozbudowanego ustro�ju i logika tego ustroju musi kierowa� tak�e ich sprawowaniem.
Gdyby ustr�j ?cezarystyczny? mia� by� tym, czym go chce mie� pierwsze okre�lenie prof. Komarnickiego: ?form� po�redni� mi�dzy republik� a monarchi�?, zgodzi�bym si� ch�tnie na ochrzcze�nie t� nazw� naszego ustroju; rzeczywi�cie bowiem Konstytucja d��y do zast�pienia w�adzy Monarchy systemu gabinetowo-parla�mentarnego w�adz� Prezydenta uzbrojonego odpowiednio do pe��nienia zada� konstytucyjnej G�owy Pa�stwa. Je�li jednak ma by� ustr�j ?cezarystyczny? ?form� pa�stwa autorytatywnego? ? pa�stwo Konstytucji kwietniowej nie posiada ustroju ?cezarystycznego?.
Wydaje mi si�, �e konstrukcja prof. Komarnickiego wyros�a raczej pod wp�ywem terminologii u�ytej przez Konstytucj� oraz ust�p�w jej o og�lnikowej, wieloznacznej tre�ci, ani�eli pod wp�ywem analizy przepis�w o pozytywnym charakterze; �e si�ga raczej do ideologicznych wypowiedzi niekt�rych spomi�dzy czyn�nych przy tworzeniu Konstytucji polityk�w, ani�eli do dzie�a goto�wego ju� i oderwanego jako prawo od os�b u jego kolebki stoj��cych; �e wreszcie natchn�o j� raczej zapatrzenie si� na bezpo�red�nio prze�ywan� pierwsz� dopiero faz� realizowania Konstytucji, rozwijaj�c� si� pod znakiem ordynacji wyborczej i b�d�c� wyrazem przej�ciowych stosunk�w, ani�eli rozwa�enie tych z�o�onych w Kon�stytucji moment�w, kt�re zmierzaj� ku osi�gni�ciu przez ustr�j r�wnowagi w oparciu na wzgl�dnie ustabilizowanych stosunkach. Dlatego prof. Komarnicki jest sk�onny raczej tak�e interpretowa� poszczeg�lne przepisy Konstytucji w duchu z g�ry powzi�tej kon�cepcji, zamiast budowa� konstrukcj� na analizie samych przepis�w i zachodz�cych pomi�dzy nimi zwi�zk�w. Daje konstrukcj� wpraw�dzie jednolit�, ale odpowiadaj�c� bardziej temu stanowi rzeczy, jaki Konstytucja przewiduje na czas wojny, ani�eli temu, jaki winien wyr�� na gruncie przepis�w normuj�cych stosunki w czasie po�koju.
Konstytucja typu kwietniowej zak�ada niew�tpliwie ramy, w kt�rych mo�e si� zmie�ci� wielka rozmaito�� ukszta�towa� �ycia politycznego. Podatna gi�tko�� tych ram pozwala na r�ne chwi�lowe ustosunkowywanie si� dzia�aj�cych w ich obr�bie dynamizm�w politycznych, na przej�ciowe przybieranie przez ustr�j r�nych po�staci nawet kra�cowych: od sejmow�adztwa po dyktatur� Prezyden�ta. Sama Konstytucja nadaje jednak mimo tej elastyczno�ci pewien sta�y kierunek ewolucji, zmierza ku osi�gni�ciu przez ustr�j pew�nej r�wnowagi, maj�cej w�a�nie stanowi� optimum jego funkcjono�wania. W moim przekonaniu ten kierunek przez sam� Konstytucj� obrany nie idzie ku ?pa�stwu autorytetu?, ale ku wsp�dzia�aniu wszystkich organ�w zasadniczych. Prezydentowi za� wyznacza Kon�stytucja zadanie sterowania ku tej r�wnowadze ustroju i nie po�zwala mu jej burzy� przez si�ganie po osobiste rz�dy. Daje Prezy�dentowi tyle tylko w�adzy, by pa�stwo w oparciu o ni� mog�o przetrwa� okresy, w kt�rych r�wnowaga zosta�a zachwiana; zbyt ma�o jednak w�adzy na to, by Prezydent m�g� w zgodzie z prawem swoj� dyktatur� utrwali�: sama Konstytucja by�aby na takiej dro�dze najwi�ksz� przeszkod�.
R�nice pomi�dzy uj�ciami i pogl�dami prof. Komarnickiego a moimi s� liczne i zasadniczej niejednokrotnie natury. Nie wp�ywa to jednego przez autora w swe dzie�o, ani nie zmniejsza podziwu dla jego wiedzy, horyzont�w i talentu. Jest rzecz� mo�liw� napisa� na ten sam temat ksi��k� odmiennie rozwi�zuj�c� poszczeg�lne zagadnienia i dochodz�c� do r�nych wynik�w. Trudno by�oby jednak do�r�wna� pracy prof. Komarnickiego bogactwem materia�u, sumien�no�ci� w jego traktowaniu, dok�adnym przedstawieniem rozleg�ej i wielostronnej problematyki. Z tych wzgl�d�w Ustr�j pa�stwowy Polski wsp�czesnej pozostanie w naszej literaturze prawno-kon�stytucyjnej jako dzie�o trwa�ej, niezast�pionej warto�ci, podstawowe i nieomal klasyczne.
1) Dr Wac�aw Komarnicki, Ustr�j pa�stwowy Polski wsp�czesnej. Geneza i system, Wilno 1937. (Cz�� II, System prawno-polityczny Konstytucji Kwiet�niowej, s. VIII + 175-443). Co do cz�ci I Ewolucja ustrojowa Polski wsp�czesnej, patrz: recenzja przez autora niniejszego artyku�u w ?Ruchu Prawniczym, Ekonomicznym i Socjologicznym? 1937, zeszyt I.
2) To samo twierdzi prof. Tadeusz Grody�ski, Bud�et w nowej Konstytu�cji Polskiej. Lw�w, 1935, s. 11.
3) Ze wzgl�du na potrzeb� przedstawienia ca�o�ci omawianego zagadnienia powt�rzy�em w punktach a) i b) wywody wyg�oszone ju� przez siebie w Kato�wicach, na III Zje�dzie Prawnik�w Polskich, w referacie ?Stanowisko Senatu w Konstytucji 23 kwietnia 1935 r.?.
4) Nale�y podkre�li�, �e Konstytucja nie m�wi o votum nieufno�ci, ale o ��daniu ust�pienia Rz�du lub Ministra. Nie stoi zatem nic na przeszkodzie wydania przez Sejm uchwa�y, np. ?Sejm stwierdza, �e Rz�d nie wype�nia swojego zadania? albo ?Sejm stwierdza, �e nie mo�e nadal wsp�pracowa� z Rz�dem? itp.; przy czym Sejm nie by�by skr�powany warunkami ograniczaj�cymi art. 29 (2).
5) Zwr�ci� mi na to uwag� rektor Fryderyk Zoll.
6) Uwagi prawno-polityczne nad projektem Konstytucji wicemarsza�ka Cara (Krak�w 1934); Od sejmow�adztwa do rz�d�w gabinetowych (Kra�k�w 1934); Typ nowego ustroju pa�stwowego Polski (?Przegl�d Notarial�ny? 1935, nr 9).