Source: http://fundacjaparagraf.pl/category/publikacje/
Timestamp: 2018-07-19 02:06:50+00:00
Document Index: 47046403

Matched Legal Cases: ['in fine', 'art. 23', 'art. 23', 'art. 212', 'art. 23', 'art. 81', 'art. 6', 'art. 12', 'art. 24']

Publikacje | Fundacja Paragraf
Sędzia wydalona z zawodu za jawny przekręt odwołuje się do SN, a ten ją przywraca. „To zupełnie nadzwyczajna kasta”
Sędzia Beata R. z Poznania zasądziła ugodę alimentacyjną, której celem było ukrycie majątku przed wierzycielami. Sprawa wyszła na jaw i Beata R. została wydalona z zawodu za – tu cytat – „rażące niedbalstwo” oraz „dotkliwe skutki wizerunkowe dla wymiaru sprawiedliwości”. Sędzia odwołała się od tej decyzji do Sądu Najwyższego. Ten potwierdził jej niedbalstwo, ale jednocześnie… przywrócił do zawodu sędziego (sic!). Beata R. powróciła do orzekania. Po dwóch sprawach przeszła w stan spoczynku. Dożywotnio będzie otrzymywać 75 proc. pensji.
Władysław W. chciał sprzedać holenderskim inwestorom kamienicę. W tym celu pobrał od nich 6 mln zaliczki, ale… umowy nie podpisał. W tym samym czasie przypomniał sobie o dwójce nieślubnych dzieci. Skontaktował się z ich matką i wniósł do sądu o zawarcie ugody alimentacyjnej. Na jej mocy miał płacić 100 tys. zł alimentów miesięcznie (!) oraz wyrównać zaległości alimentacyjnej z kilku poprzednich lat. Strony wspólnie stwierdziły, że do zapłaty jest okrągłe 6 mln zł zaległych alimentów. Skąd takie kwoty? Otóż metoda „na alimenty” to stary trik wszystkich przekręciarzy, którzy próbują ukryć swój majątek przed wierzycielami. Zgodnie z obowiązującym prawem, jeśli sąd zasądzi alimenty, to mają one pierwszeństwo zaspokojenia przed wszystkimi innymi roszczeniami.
W ten oto sposób Władysław W. uchronił swój majątek (kamienicę) przed Holendrami, którzy przekazali mu wcześniej 6 mln zł tytułem zaliczki. Okazało się bowiem, że sędzia Beata R. z Poznania bezrefleksyjnie zgodziła się na sądowe zawarcie ugody alimentacyjnej. Holendrzy wnieśli sprawę o odzyskanie 6 mln zł do sądu. Uzyskali tytuł wykonawczy i skierowali sprawę do komornika. Ten zajął kamienicę, sprzedał ją na licytacji, ale cała uzyskana w ten sposób kwota pieniędzy trafiła do formalnie do nieślubnych dzieci Władysława W. Zgodnie z decyzją sędzi Beaty R. był on bowiem wobec nich potężnie zadłużony alimentacyjnie, a te długi miały pierwszeństwo w zaspokojeniu przed wszystkimi innymi długami. W ten oto sposób wierzyciela Władysława W., nie dość, że wtopili 6 mln zł, to jeszcze nic nie odzyskali.
Opisany powyżej przekręt przy współudziale sędzi Beata R. był aż tak chamski, że nie można było go ukryć. Sprawa trafiła przed sąd dyscyplinarny, który nie miał wątpliwości – za „rażące niedbalstwo” oraz „dotkliwe skutki wizerunkowe dla wymiaru sprawiedliwości” wydalił sędzię Beatę R. z zawodu, tj. zastosował najsurowszą możliwą karę dyscyplinarną.
I tutaj dopiero zaczyna się istota problemu. Sędzia Beata R. odwołała się bowiem od decyzji sądu dyscyplinarnego do Sądu Najwyższego (miała takie uprawnienie). Co zrobili sędziowie Sądu Najwyższego? Uznali, że wydalenie z zawodu był karą nazbyt dotkliwą. Mimo „rażącego niedbalstwa” postanowili przywrócić Beatę R. do zawodu i zmienić karę na mniej dotkliwą, tj. przeniesienie do innego sądu.
Beata R. trafiła ostatecznie do sądu w Rzeszowie, gdzie po orzekała w zaledwie dwóch sprawach i… zachorowała. Po roku przebywania na L4 Krajowa Rada Sądownictwa (KRS) przeniosła ją w stan spoczynku, co oznacza, że dożywotnio dostawać będzie 75 proc. otrzymywanego ostatnio uposażenia sędziowskiego (tj. między 5-6 tys. zł).
Sędzia Naczelnego Sądu Administracyjnego Irena Kamińska na ubiegłorocznym kongresie sędziów polskich powiedziała: „Całe życie broniłam sędziów. Uważam, że to jest zupełnie nadzwyczajna kasta ludzi i myślę, proszę państwa, że damy radę”.
Proszę państwa – dają radę.
Źródło: http://niewygodne.info.pl/artykul8/03814-Laskawy-jak-Sad-Najwyzszy.htm
Posted on Listopad 29, 2017 by fundacja999
Brzoskwiniowa 13, 04-782 Warszawa
tel. 516 219 698
Konto: 33 1090 2590 0000 0001 2206 5076
NIP: 9522125490
Piękna 15 lok. 15
W związku z Pana wezwaniem z dnia 2 listopada 2017 roku, skierowanym w imieniu Pani Judyty Papp do Fundacji Paragraf informuję, co następuje:
W sprawie publikacji zdjęcia Pana Mocodawczyni na stronie internetowej Fundacji wskazać należy, że zdjęcie to jest wizerunkiem osoby publicznej, obecnie powszechnie znanej, która sama publikuje w Internecie własny wizerunek. Skoro odwołał się Pan do Prawa prasowego, to wskazać należy pogląd wyrażony przez Sąd Najwyższy w uzasadnieniu wyroku z 24 stycznia 2008 roku (sygn. akt I CSK 341/07) – „do kategorii osób publicznych należą zarówno osoby sprawujące funkcje publiczne, jak i osoby, które nie pełniąc ich, odgrywają rolę w różnych dziedzinach życia publicznego, takich jak polityka, życie społeczne, kultura, sztuka”. Na gruncie tego poglądu Sąd Najwyższy wskazał, iż publikacja wizerunku osoby publicznej nie wymaga jej zgody. Jeśli jednak Pani Judyta Papp wstydzi się swojego wizerunku, rozważę możliwość usunięcia go ze strony Fundacji.
W kwestii publikacji zamieszczonych na stronie Fundacji, jest tam wyraźna informacja, skąd te publikacje zostały zaczerpnięte. Są to zatem przedruki, a przedruk jest legalny, jeśli dokona się go bez jakichkolwiek zmian w treści, czyli bez naruszenia ich integralności.
III. Fundacja Paragraf nie wymyśliła sobie, że Pana Mocodawczyni uprawia copyright trolling. Jest to pogląd wyrażany w Internecie dość powszechnie. Orzeczenia Sądów oddalające pozwy Pani Judyty Papp wskazują, że omawiane zjawisko zostało przedstawione prawdziwie, z zachowaniem szczególnej staranności i rzetelności przy zbieraniu i wykorzystaniu materiałów prasowych. Nota bene ich ilość jest tak duża, że nie sposób byłoby zamieścić wszystkich tych publikacji. Szczególnie polecam Pana uwadze publikację zatytułowaną: Judyty Papp copyright trolling „na Miłosza”.
Na stronie https://centrumcyfrowe.pl/blog/2016/03/10/copyright-trolling-skala-zjawiska-i-propozycje-rozwiazan/, w części poświęconej zjawisku copyright trollingu, jako pierwszy przykład podano: – fotografka, będąca posiadaczką praw do fotografii Czesława Miłosza, rozsyła bibliotekom i szkołom pisma z żądaniem zapłaty za naruszenie prawa autorskiego (na kwoty do wysokości nawet 70 000 zł). Jeżeli więc uważa Pan, że zamieściłem jakąkolwiek tezę oszczerczą, nieprawdziwą i krzywdzącą, to odsyłam Pana do coraz bardziej powszechnych informacji internetowych na temat działań Pana Mocodawczyni. Jest to lektura wielce zajmująca i zaprzeczająca takiemu Pana twierdzeniu.
Niezależnie od powyższego podzielam Pana pogląd, iż nie powinno się używać określenia copyright trolling. Język polski jest bardzo bogaty i nie musi sięgać do zwrotów obcojęzycznych. Swoją rolę spełni przecież polskie określenie „antyspołeczne zachowanie prawnoautorskie”, które zrozumie każdy. Rozważę odpowiednią zmianę na stronie Fundacji Paragraf.
Wezwanie, które od Pana otrzymałem, jest listem adresowanym do mnie, a jako jego adresat i właściciel mogę zrobić z nim co mi się żywnie podoba. Zatem umieszczę to wezwanie na inkryminowanej przez Pana stronie Fundacji.
Nie ukrywam, że zdumiało mnie Pana ostrzeżenie a właściwie straszenie kodeksem karnym. Jest to zachowanie nieetyczne i co do tego odsyłam Pana do wyroku Sądu Najwyższego z dnia 12 maja 2012 roku pod sygnaturą SDI 9/12.
Adwokat nie może w swych zawodowych wystąpieniach grozić postępowaniem karnym. Pana wezwanie było wystąpieniem zawodowym, a w tego rodzaju korespondencji nie powinny się znajdować jakiekolwiek sformułowania stanowiące groźbę spowodowania postępowania karnego w stosunku do adresata pisma. W § 16 in fine Zbioru Zasad Etyki Adwokackiej i Godności Zawodu stwierdza się, iż nie wolno grozić ściganiem karnym. Przywołanie przez Pana określonego przepisu kodeksu karnego stanowi próbę skłonienia mnie do określonego działania – ale trafił Pan kulą w płot. Wprawdzie udało się Panu skłonić mnie do określonego działania, ale tym działaniem będzie wniosek do Sądu Dyscyplinarnego Okręgowej Rady Adwokackiej w Warszawie. Ponadto Pana nieznajomość prawa w mojej ocenie dyskwalifikuje jako prawnika, którego nikomu nie wolno polecać. Choć obraz ten może mieć gorsze oblicze, że łamie obowiązujące prawo świadomie i groźbą chce zmusić do zapłacenia nienależnej gigantycznej kwoty. Co też kwalifikuje się do prokuratury.
JUDYTA PAPP UWAGA ZAGROŻENIE
Pismo adwokata
Warszawa, dnia 2 listopada 2017 roku
do usunięcia skutków naruszenia dóbr osobistych i do zapłaty
Działając w imieniu i na rzecz mojej Mocodawczyni — Pani Judyty Papp (pełnomocnictwo w załączeniu), na podstawie art. 23 i 24 Kodeksu cywilnego, w związku z opublikowaniem w serwisie internetowym „www.fundacjaparagraf.pl” (dalej: Serwis) publikacji pod adresem http://fundacjaparagraf.pl/judyta-papp/, zawierającej przedruki „artykułów” dotyczących mojej Mocodawczyni, godzących wjej dobre imię oraz jej wizerunek
wzywam Fundację Paragraf, jako wydawcę Serwisu, do:
zaprzestania naruszania dóbr osobistych mojej Mocodawczyni przez niezwłoczne usunięcie publikacji znajdującej się na stronie internetowej dostępnej pod adresem http://fundacjaparagiaf.pl/judyta-papp/ oraz wszelkich informacji dentyfikujących moją Mocodawczynię jako bohaterkę zebranych i opublikowanych tam „artykułów” oraz do zaniechania dalszych naruszeń przez zaprzestanie rozpowszechniania szkalujących informacji dotyczących mojej Mocodawczyni, w tym zawierających sugestie lub wyrażone wprost oskarżenia, jakoby jej działanie wyczerpywało znamiona „copyright trollingu” i zawierających jej wizerunek;
zapłaty kwoty 27 500 zł (dwadzieścia siedem tysięcy pięćset złotych) tytułem zadośćuczynienia za krzywdę wynikającą z zawinionego naruszenia przysługujących mojej Mocodawczyni dóbr osobistych.
Usunięcia wskazanej powyżej publikacji oraz zapłaty zadośćuczynienia należy dokonać
terminie do 7 dni, licząc od doręczenia niniejszego wezwania na rachunek mojej Mocodawczyni o numerze: 11. 1020 1068 0000 1302 0092 3847.
W Serwisie fundacjaparagraf.pl należącym do Fundacji Paragraf, w publikacji pod adresem http://fundacjaparagraf.pl/judyta-papp/, zamieszczono szereg materiałów poświęconych mojej Mocodawczyni. Całość opatrzono dodatkowo nazwiskiem oraz wizerunkiem bohaterki.
Zamieszczone materiały zawierają szereg kłamliwych informacji, fałszywie opisując działalność mojej Mocodawczyni. Co więcej, całość przekazu skupia się na tezie, że uprawia ona proceder copyright trollingu oraz że prowadzenie spraw sądowych przeciwko naruszycielom to dla niej intratny biznes. Jest to teza oszczercza, nieprawdziwa i krzywdząca. Rozpowszechnianie takich informacji, w sposób szkalujący odnoszących się do działalności mającej na celu ochronę praw autorskich przysługujących mojej Mocodawczyni, stanowi naruszenie jej czci, dobrego imienia. Obydwa wymienione dobra podlegają ochronie na gruncie prawa cywilnego na podstawie art. 23 k.c. oraz prawa karnego na podstawie art. 212
k.k. Dodatkowo, materiały zostały opatrzone zdjęciem przedstawiającym wizerunek mojej Mocodawczyni, co stanowi naruszenie art. 23 k.c. i art. 81 ust. 1 u.p.a.p.p.
Publikacja materiałów w rażący sposób narusza ciążący na dziennikarzach i wydawcach prasy — za jaką uważać należy również Serwis — obowiązek prawdziwego przedstawiania omawianych zjawisk (art. 6 ust. 1 pr. pras.) oraz zachowania szczególnej staranności i rzetelności przy zbieraniu i wykorzystaniu materiałów prasowych (art. 12 ust. 1 pr. pras.). Podstawą wyłączenia odpowiedzialności nie może być w szczególności fakt, że materiały opublikowane w Serwisie stanowią przedruki artykułów innych wydawców.
Wobec powyższego, żądanie usunięcia materiałów uznać należy za w pełni uzasadnione. Wskazuję przy tym, że zarówno to roszczenie, jak i uprawnienie do żądania zaniechania dalszych naruszeń, mieszczą się w katalogu roszczeń określonym w art. 24 1 k.c. Wysokość zadośćuczynienia ustalona została w wysokości adekwatnej do skali naruszenia, rozmiaru krzywdy oraz stopnia winy.
Jednocześnie wskazuję, że dalsze utrzymywanie w/w publikacji w Serwisie fundacjaparagraf.pl oraz nieusunięcie skutków naruszenia i zapłaty należnego zadośćuczynienia, spowoduje skierowanie sprawy na drogę sądową.
Na marginesie nadmieniam, że wskazana w niniejszym wezwaniu znieważająca publikacja ukazała się wkrótce po przegraniu przez spółkę należącą do prezesa zarządu Fundacji Paragraf procesie dotyczącym bezprawnego rozpowszechniania utworu autorstwa mojej Mocodawczyni bez jej wiedzy i zgody oraz bez oznaczenia autorstwa, co pozwala ocenić jej zamieszczenie w Serwisie jako próbę.
Kraków, 3 września, 2016 r.
Ja niżej podpisana Judyta Papp, zam. w Krakowie przy ul Dobrej 7, legitymująca się dowodem osobistym: AZE 482746 niniejszym udzielam adwokatowi Piotrowi Barczakowi (nr 3044), Kancelaria Adwokacka w Warszawie przy ul. Pięknej 1 5 lok. 1 5, pełnomocnictwa do zastępstwa w sprawach dotyczących ochrony moich praw autorskich do utworów będących wynikiem mojej twórczości artystycznej, m. in. fotografii i projektów graficznych, a w tym do występowania w moim imieniu do wskazanych podmiotów, które dopuściły się naruszeń, reprezentacji moich interesów w rozmowach ugodowych, zawierania porozumień i umów licencyjnych, które są wynikiem ugód.
Pełnomocnictwo upoważnia również do występowania w moim imieniu przed sądami powszechnymi oraz Sądem Najwyższym w postępowaniach o zaniechanie naruszeń, o odszkodowanie i zadośćuczynienie w związku z dokonanymi naruszeniami, organami ścigania, innymi organami państwowymi, samorządowymi lub społecznymi, instytucjami, innymi jednostkami organizacyjnymi, osobami prawnymi i fizycznymi, w szczególności do składania oświadczeń woli i wiedzy przed tymi podmiotami ustnie lub pisemnie.
Adwokat Piotr Bączek nie zna prawa! Nie polecam!
Posted on Maj 19, 2017 by fundacja999
DLACZEGO NIEKTÓRZY SĘDZIOWIE KRADNĄ?
Na pewno nie z głodu. Ani z powodu wyższej konieczności. Część środowiska prawniczego wywodząca się z kręgów homo sovieticus ten elementarny brak uczciwości wyniosła z czasów krwawego terroru komunistycznego, gdy cel uświęcał środki, a ferowane kary nijak się miały do sprawiedliwości. Ta skaza to pokłosie sądowych mordów na Żołnierzach Wyklętych. To brutalne prześladowania solidarnościowej opozycji z użyciem peerelowskiego bezprawia. To wreszcie tuszowania przestępstw i zbrodni towarzyszy z partii, SB, ZOMO, WSI… To też zupełnie już współczesne wyroki serwowane na zamówienie polityczne III RP (kazus Milewskiego, „sędziego na telefon” i licznych jego „consortes”). Praktyka instrumentalnego wykorzystywania prawa stawia tę „nadzwyczajną kastę ludzi” ponad maluczkimi. Elementarny brak etyki zawodowej jest zaraźliwy i przenosi się na inne profesje. Znany polityk ukrywa, że był TW. Niezły lekarz okazuje się łapówkarzem. Skuteczny policjant brata się niespodzianie z mafią. A miły skądinąd ksiądz jawi się nagle pedofilem. To skutek wieloletniego rugowania z życia codziennego uniwersalnych przykazań Dekalogu: „nie kradnij”, „nie zabijaj”,,, nie mów fałszywego świadectwa” etc.
Sędziowie stykają się na co dzień z przestępstwami i wiedzą o nich prawie wszystko. Jeśli mają mentalność postkomunistycznego żulika, wierzą, że są sprytniejsi od pospolitych przestępców. Jednak rezygnując dobrowolnie z etosu szeryfa i czystości żony Cezara, przechodzą na ciemną stronę mocy. Tacy, sprzedając samochód, podkręcą licznik. I nie oddadzą znalezionego na ulicy portfela. Albo kradną, gdy tylko wydaje się im, że nikt nie widzi. Dla nich liczą się tylko pieniądze i władza.
Brak lustracji w wymiarze sprawiedliwości skutecznie blokuje naprawę kraju. Tymczasem sędziowie, którzy niegdyś pielgrzymowali do Moskwy, donoszą dziś na legalny polski rząd do Brukseli. I chyba tylko jakiś Robin Hood może to powstrzymać…
Źródło: „wSieci”, 6–12.03.2017
SĘDZIOWIE: SIEDEM GRZECHÓW GŁÓWNYCH
Porażające sprawy związane z ludźmi w sędziowskich togach zaczynają dziś wychodzić na jaw. Wcześniej, przez ostatnie 27 lat, o tym środowisku mówiono tylko dobrze albo wcale.
Nikt nie patrzył im na ręce, byli beneficjentami systemu. Ale reforma sądownictwa, którą z mozołem wprowadza obecnie Ministerstwo Sprawiedliwości, obnażyła bezkarność wielu przedstawicieli wymiaru sprawiedliwości oraz specyficzną, kastową strukturę w środowisku, która –jak się okazuje – dość często przypomina tę mafijną, znaną z kronik kryminalnych i filmów sensacyjnych.
1 NIEKOMPETENCJA
Jak się okazuje, całkowita bezkarność i dowolność w orzeczeniach sędziów mogą być tragiczne w skutkach. Przekonała się o tym 12-latka z Golczewa, którą niecałe dwa tygodnie temu, w piątek S marca, porwał Ryszard D. – zwyrodnialec odsiadujący wcześniej wyrok za porwanie i pobicie siedem lat temu dziewięcioletniej dziewczynki. W 2016 r. sąd uwierzył w bajkę przestępcy, że za kratami przeszedł on rzekomą metamorfozę i przedterminowo wypuścił go na wolność.
Na nic zdały się protesty przedstawicieli zakładu karnego, którzy w zachowaniu Ryszarda D. nie dopatrzyli się udanej resocjalizacji, oraz pięć odmownych decyzji innych sędziów o przedterminowym wypuszczeniu Ryszarda D. Znalazł się jednak taki, który w niego uwierzył. To sędzia Andrzej Olszewski z Sądu Apelacyjnego w Szczecinie, który uznał, iż sam fakt uczestniczenia Ryszarda D. w programach resocjalizacyjnych i „stała poprawa w zachowaniu” są wystarczającymi przesłankami, by bandyta wyszedł z więzienia.
O rezultatach tej rzekomo udanej „resocjalizacji” dowiedziała się niestety cała Polska, gdy psychopata kilka miesięcy po przedterminowym wyjściu na wolność porwał 12-latkę, a potem porzucił ją w lesie pod Golczewem. Tylko szczęśliwy przypadek sprawił, że policjanci znaleźli przerażone dziecko i oddali je w ręce lekarzy. Ryszard D. ponownie trafił za kraty.
Jak na decyzję sędziego zareagowali jego przełożeni? Uznali, że „prognoza” zachowania wypuszczonego przedterminowo bandyty na wolność okazała się „błędna” i na tym temat się zakończył.
Nic dziwnego, że 52 proc. społeczeństwa źle dziś ocenia pracę sądów. Głośne ostatnio ekscesy niektórych sędziów jeżą włos na głowie. Jednym z największych grzechów jest w tym środowisku chciwość. Rzecz znana, ale nie do zaakceptowania przy pełnieniu tak ważnej publicznej funkcji. I nie chodzi już tylko o szokującą wypowiedź I Prezes Sądu Najwyższego Małgorzaty Gersdorf, która stwierdziła niedawno, że za 10 tys. zł pensji miesięcznie „dobrze żyć” można jedynie na prowincji. Chciwość pcha bowiem niekiedy sędziów do popełniania przestępstw i machlojek, które burzą pielęgnowany wizerunek nieskazitelnego sądu.
Przykładem może być jedna z największych finansowych afer w polskim sądownictwie, której bohaterem jest prezes Sądu Apelacyjnego w Krakowie Krzysztof Sobierajski. Jak wynika z ustaleń prokuratury, prezes zawarł ponad sto prywatnych umów z firmami wykonującymi zlecenia na rzecz jego sądu i zarobił na tym gigantyczne pieniądze. Umów jest w sumie ponad 120 na łączną kwotę blisko miliona złotych. Każdą z nich prezes kwitował własnym podpisem, którego autentyczność potwierdzili eksperci.
Z zeznań przesłuchanych osób wynika, że umowy opiewające zwykle na 8 tys. zł – miały fikcyjny charakter. Prezes przyjmował pieniądze, ale nie wykonywał zleceń. Nie informował też ministra sprawiedliwości o tym, że podejmuje dodatkowe zarobkowe prace, mimo że spoczywał na nim taki obowiązek wynikający z prawa o ustroju sądów powszechnych. Straty krakowskiego sądu apelacyjnego, wynikające z afery związanej z wyłudzeniami, prokuratura szacuje już na ponad 10 mln zł.
3 ZŁODZIEJSTWO
Chorobliwa chciwość zgubiła także sędziego Roberta Wróblewskiego z Sądu Apelacyjnego we Wrocławiu. Został on złapany na gorącym uczynku, gdy okradał market elektroniczny w swoim mieście. W procederze miała też uczestniczyć jego żona, którą również przyłapano na kradzieży. Wiele wskazuje na to, że działali jak dobrze zorganizowana szajka złodziejska. Zarejestrowała ich kamera monitoringu w wałbrzyskim sklepie.
Z informacji, do których dotarł portal wPolityce.pl, wynika, że 4 lutego para pojawiła się w markecie z elektroniką. Sędzia wraz z żoną wyciągali drobny sprzęt elektroniczny z pudełek i chowali do kieszeni. Puste pudełka miały być przez nich odkładane tak, by nie budziły podejrzeń, że towar został z nich wyciągnięty i ukradziony. W ich mieszkaniu znaleziono łupy o wartości 1,7 tys. zł skradzione prawdopodobnie właśnie w Wałbrzychu. Z jednej z hipotez badanych przez śledczych wynika, że sędzia mógł dokonywać podobnych kradzieży dużo wcześniej i znacznie częściej. Zatrzymany na gorącym uczynku zasłaniał się immunitetem sędziowskim, alei tak został odsunięty od spraw w sądzie i zawieszony w czynnościach.
Kolejnym amatorem kradzieży sklepowych okazał się sędzia Paweł M. z Sądu Okręgowego w Szczecinie. „Zainteresowały” go części do wiertarek. Wziął z półki przegubowy łącznik wkrętarki z pinem za 95 zł, schował do kieszeni i wyszedł ze sklepu. Potem tłumaczył, że nie chciał tego ukraść, tylko dostał telefon z warsztatu, więc szybko poszedł odebrać samochód. Żeby się ratować, pokazał ochronie legitymację sędziowską i zaproponował, że kupi cały zestaw, a nie tylko wyniesioną w kieszeni część wiertarki. Nic jednak z tego nie wyszło. Ochrona wezwała policjantów, a ci od razu wlepili sędziemu 100 zł mandatu za kradzież.
Listę ostatnio ujawnionych kradzieży sklepowych dokonanych przez sędziów zamyka sprawa sędzi w stanie spoczynku Katarzyny K.-H., która we wrześniu zeszłego roku próbowała ukraść w łódzkiej Manufakturze parę spodni.
4 KŁAMSTWO
Granicę żenady przekroczył też sędzia Tomasz L. z Zielonej Góry. Gdyby potraktować opowieść sędziego serio, trzeba by przyjąć, że niesforne auto uciekło mu z garażu i złośliwie przekroczyło prędkość. Ale w tę wersję trudno było uwierzyć nawet jego kolegom po fachu. A mimo to uniewinnili go, a Sąd Najwyższy uznał, że mógł kłamać we własnej obronie.
Kiedy w październiku zeszłego roku inspektorzy od fotoradarów dostali zdjęcia opla insigni, który gna przez małą wioskę, przekraczając dozwoloną prędkość o 14 km/h, postąpili rutynowo. Wysłali właścicielowi auta pytanie, czy to on siedział za kierownicą, a jeśli nie, to kto kierował autem.
Odpowiedź ich zdziwiła: – Nie kierowałem autem ani nikomu go nie oddałem, by nim jeździł – zadeklarował właściciel. Autorem odpowiedzi był zielonogórski sędzia, który zasłonił się przy tym immunitetem.
Inspektorzy nie wierzą jednak w cuda, dlatego powiększyli na zdjęciu oblicze kierowcy i okazało się ono tym samym, przed którym staje w sądzie wielu oskarżonych. Wysłali powiększone zdjęcie sędziemu, ale jego odpowiedź była identyczna.
Tomasz L. stanął przed sądem dyscyplinarnym. – Postępowanie sędziego miało cechy mataczenia – orzekł sąd dyscyplinarny pierwszej instancji i ukarał sędziego upomnieniem.
Zupełnie serio potraktował więc to, co parę lat temu napisał sam Tomasz L., opiniując ustawę o sądach we wniosku do Sejmu: „Sędzia powinien dbać o autorytet swojego urzędu” – postulował.
Jednak dziś zamiast dbać o autorytet sędziego, Tomasz L. odwołał się od kary upomnienia do Sądu Najwyższego. I tam – w najwyższym sędziowskim gronie – znalazł zrozumienie u kolegów po fachu. Został właśnie uniewinniony.
Zgodnie z przyjętą przez Sąd Najwyższy interpretacją, sędzia może więc kłamać we własnej obronie. Tomasz L. zaoszczędził więc 100 zł na mandacie, a – według kolegów sędziów cwaniactwem i krętactwami ani trochę uchybił autorytetowi swojego urzędu.
5 LICHWA
Operatywność i zaradność sędziowska ujawniła się także przy okazji sędziego z Puław, który określenie „wysoki sąd” zamienił na wysoki procent. Konkretnie: 40 proc.
Sędzia z Puław po godzinach zajmował się lichwiarstwem. – Był jak sęp
– opowiadał o nim człowiek, któremu pan sędzia udzielał wbrew prawu lichwiarskich pożyczek. Marek S.-K. uniknie jednak odpowiedzialności. Sąd dyscyplinarny właśnie ostatecznie urnorzył jego sprawę, bo się przedawniła.
To jeszcze jeden argument za tym, żeby wydłużyć przedawnienia w sprawach dyscyplinarnych, które dotyczą sędziów. Przygotowujemy taki projekt. Chcemy wydłużyć okres przedawnień z trzech do lat pięciu. A w razie wszczęcia postępowania w okresie tych pięciu lat do przedawnienia będzie dochodzić po upływie ośmiu lat od popełnienia czynu – mówi wiceminister sprawiedliwości Marcin Warchoł.
6 MORDERSTWO
Jedną z najpotworniejszych historii jest sprawa zabójstwa, którego w 1997 r. dopuścił się w Koninie b. sędzia Krzysztof F. Udusił on kablem od telewizora 10-letniego Olka Ruminkiewicza. Gdy chłopiec już nie żył, sędzia morderca próbował wymusić od jego rodziców 100 tys. zł okupu za uwolnienie dziecka.
Sędzia wprawdzie odsiaduje dziś wyrok 25 łat więzienia, ale nie chce płacić ojcu swojej ofiary odszkodowania. Dziś Olek miałby 30 lat, a jego oj ciec wciąż żyje tą tragedią.
Wojciech Ruminkiewicz od kilkunastu lat próbuje odzyskać od mordercy zasądzone odszkodowanie – dziś z odsetkami to ponad 300 tys. zł. Ale zabójca sprytnie tego unika. Szansa na odzyskanie pieniędzy pojawiła się, gdy zmarli rodzice mordercy. Ale cały spadek zapisali drugiemu synowi – notariuszowi. Ten ojcu Olka zaproponował ochłapy – nie więcej niż 10tys. zł. Mordercy formalnie należy się tzw. zachowek, czyli jedna czwarta majątku po rodzicach. Sprytny sędzia zrzekł się jednak tych pieniędzy, by nie płacić ani grosza ojcu Olka. Dlatego Wojciech Ruminkiewicz wystąpił do sądu, by unieważnić decyzję o zrzeczeniu się spadku. Przegrał. Po apelacji sprawa toczy się odnowa. Włączyła się do niej Prokuratura Krajowa.
– Gdy w grę wchodzi taka tragedia, prokuratura nie może być obojętna. Morderca musi ponieść wszystkie konsekwencje, także materialne – mówi minister sprawiedliwości prokurator generalny Zbigniew Ziobro. W jego imieniu zastępca prokuratora generalnego Robert Hernand zdecydował, że prokuratura wystąpi w procesie cywilnym po stronie ojca Olka.
7 NIEUDOLNOŚĆ
Sędziowie często podkreślają powagę swojej pracy i jej szczególny wkład w poszanowanie zasad prawa. Ale jak tu wierzyć w powagę sądów i sprawiedliwość, skoro do wyroku w jednej sprawie sąd dołączył uzasadnienie wy- roku z drugiej, zupełnie innej sprawy. Wyszedł nonsens. Niedbali sędziowie mają za to odpowiedzieć przed sądem dyscyplinarnym. Wystąpił oto minister sprawiedliwości.
W uzasadnieniu wyroku, który wydał Sąd Apelacyjny we Wrocławiu, zgadzają się tylko dwa pierwsze zdania – dotyczą orzekanej sprawy. Cała reszta zaś odnosi się do zupełnie innej. Wygląda, jakby sędziowie – metodą „kopiuj, wklej” – powielili inne uzasadnienie, ale zapomnieli pozmieniać w nim fakty i nazwiska.
Pod uzasadnieniem skwapliwie podpisał się cały skład orzekający – troje sędziów z wrocławskiego sądu apelacyjnego, a więc najwyższego w sądowej hierarchii. Nie wiadomo, czy rzetelnie zbadali sprawę i wydali sprawiedliwy wyrok, czy „tylko” napisali uzasadnienie na łapu-capu, popełniając błędy i się kompromitując. Teraz będą mieli kłopoty.
– Postępowanie sędziów można zakwalifikować jako uchybienie godności urzędu – napisał minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro we wniosku o pociągnięcie ich do odpowiedzialności dyscyplinarnej.
Niekompetencja, rutyna i zła organizacja pracy polskich sądów to od lat jedna z największych bolączek systemu. Przewlekłość postępowania nie wynika jednak zawsze z natłoku pracy. Sąd Dyscyplinarny w Poznaniu w październiku 2016 r. usunął sędziego Sądu Rejonowego w Żaganiu Bogdana Sokołowskiego z funkcji przewodniczącego Wydziału Ksiąg Wieczystych. Powodem było to, że sędzia nie podejmował w ogóle lub podejmował rażąco przewlekłe czynności procesowe w 69 sprawach przydzielonych do referatu, dopuszczając się istotnych uchybień w sprawności postępowania. Rekordowe okresy bezczynności w niektórych sprawach wynosiły 482 dni.
Takie przykłady można mnożyć. Okazuje się, że najlepiej opłacane sądy pracują najgorzej – taki wniosek płynie z raportu Instytutu Wymiaru Sprawiedliwości, który porównał wydatki na sądy z ich efektywnością. Wysoka pensja sędziego też nie przekłada się na wydajność w pracy. Często im wyższe ma zarobki, tym mniej zakończonych procesów na koncie.
Tymczasem sądownictwo kosztuje nas rocznie ponad 7 mld zł. Na każdy sąd apelacyjny wydaje się średnio ponad 20mln zł rocznie. Najwięcej dostają te w największych miastach.
Według danych instytutu za 2013 r. na utrzymanie Sądu Apelacyjnego w Warszawie wydano ponad 34 mln zł. Pracowało w nim 82 sędziów ze średnią pensją 12 tys. zł brutto każdy. Ale wydajność w warszawskiej apelacji była najniższa. Jeden sędzia w ciągu miesiąca rozpatrywał4,5 sprawy procesowej, podczas gdy średnia dla kraju wynosi sześć. I to pomimo tego, że na jednego sędziego w „apelacjach” przypadało średnio dwóch pracowników obsługi.
Z kolei sądy okręgowe dostają co roku na utrzymanie ok. 30 mln zł. Sędziowie mają tu zwykle po trzy osoby do pomocy. Rekordzistą według danych Instytutu Wymiaru Sprawiedliwości był zatrudniający 255 sędziów Sąd Okręgowy w Warszawie z kwotą ponad 141 mln zł. Biorąc pod uwagę uśrednione wartości, sędziowie zarabiali ponad 10 tys. zł miesięcznie. Każdy z nich rozpatrywał po dziewięć spraw procesowych, które ciągnęły się ponad dziewięć miesięcy. Tymczasem w skali kraju jeden sędzia rozpatrywał średnio po 12 spraw procesowych, a każda trwała przeciętnie pięć miesięcy.
Najtańsze w utrzymaniu są sądy rejonowe – ich budżety wynosiły przeciętnie po mniej więcej 11mln zł rocznie. Zazwyczaj pracuje w nich po 20 sędziów, na których przypada niespełna czterech pracowników obsługi. Sędzia w rejonie dostaje 8,5tys. zł pensji, ale wciągu miesiąca załatwia średnio 26 spraw procesowych. Tu przeciętny czas trwania sprawy wyniósł trzy miesiące.
Tak więc ani podwyżki wynagrodzeń sędziów, ani dodatkowe etaty dla ich asystentów, referendarzy, urzędników i pracowników obsługi sytuacji nie poprawią, jeśli organizacja pracy nadal będzie pozostawiać wiele do życzenia.
Pomimo tak wielu nieprawidłowości w pracy sędziów oraz wielu patologii trawiących to środowisko problem przez wiele lat był zamiatany pod dywan. Wynika to z liczb. Okazuje się bowiem, że od 2011 do 2015 r. pozbawiono urzędu tylko H sędziów (na 310 wniosków dyscyplinarnych). Oznacza to, że średnio dwóch sędziów rocznie jest usuwanych i stanowi to jedynie 3 proc. wszystkich spraw. Najczęściej Stosowana jest najmniej uciążliwa kara upomnienia.
To wszystko świadczy o pilnej potrzebie głębokiej reformy polskiego sądownictwa. Środowisko nie oczyści się samo. Miało na to 27 lat i je zmarnowało.
Źródło: „wSieci”, 13–19.03.2017
KAPŁANI WŁASNEJ PYCHY
Człowiek nie jest wyspą, istnieje we wspólnocie. Im więcej członków owej wspólnoty ma wpływ na formę jej organizacji i decyzje, tym państwo jest bardziej demokratyczne. Teoretycznie każdy ma do tego prawo, w praktyce korzysta z niego połowa, czasem dwie trzecie obywateli. Reszta nie korzysta, bo nie interesuje się polityką albo nie wierzy w swoją szansę na realny wpływ na sprawowanie władzy. Nie ufa państwu. I zapewne wielu ma ku temu poważne powody wynikające ze złych doświadczeń, ale tą abdykacją przekazują wszystkim pozostałym prawo podejmowania decyzji także w ich imieniu. Bo milczenie jest zgodą.
Państwa demokratyczne są – w ogromnej większości – zorganizowane wedle opisanej przez Charles’a Louisa de Secondat de Montesquieu zasady trójpodziału na władzę ustawodawczą, wykonawczą i sądowniczą. Owe trzy władze mają się nawzajem wspierać, ale i kontrolować. Po to, by żadna nie zdominowała pozostałych. Ów trójkąt kompetencji i zależności ma tworzyć możliwie najskuteczniejszą gwarancję, że państwo nie obróci się w despotyzm jednostki czy grupy.
Ale ów trójpodział ani tym bardziej żadna z części triumwiratu nie istnieje w oderwaniu ani od systemu aksjologicznego, ani od woli suwerena, czyli narodu, który – nie tylko w teorii –jest władzą najwyższą.
Degeneracja systemu władzy w ostatnich dziesięcioleciach w wielu krajach starych i świeżych demokracji doprowadziła do potężnej redukcji wpływu suwerena na jego własny los. Jak rak rozrosła się klasa biurokratów żyjących z pieniędzy podatników, w praktyce niemających żadnego wpływu na sposoby wydawania pieniędzy, które na państwo płacą. A władza ponadnarodowych korporacji chwyciła za gardło państwa małe i średnie, coraz skuteczniej sięga do gardeł tych najsilniejszych.
A GDZIE SPRAWIEDLIWOŚĆ?
W Polsce walka ta przybrała ostre formy. Zawarty z komunistami tajny układ magdalenkowy, wbrew woli narodu, określił formę przejścia od totalitaryzmu ku postkomunistycznej hybrydzie zwanej III RP. Wydawało nam się, że kluczowe w owym przepoczwarzaniu się są resorty siłowe, czyli wojsko, policja i tajne służby, wolność słowa i wolność gospodarcza. Tymczasem właściciele PRL właśnie przeistaczający się we właścicieli III RP, głównie wywodzący się z komunistycznych służb, doskonale wiedzieli, że dwie są sfery, których opanowanie da im nie tylko bezpieczne lądowanie w nowej rzeczywistości, lecz także pełną kontrolę nad tą rzeczywistością. O tyle sprytniejszą, że niejawną jak w siermiężnej komunie, ale świetnie ukrytą. Widoczną dla nielicznych. Te dwie sfery to banki i sądy. Od kilkunastu miesięcy Polacy próbują odzyskać wpływ na swój los, z różnym skutkiem w różnych dziedzinach. W tej kurzawie walki o odzyskanie podmiotowości długo umykał opinii publicznej wątek sądów i sędziów. W okresie transformacji wielce zasłużony, patriotyczny i szlachetny prof. Adam Strzembosz zapewnił, że nie ma potrzeby weryfikacji przechodzącego z PRL środowiska sędziowskiego, że ono oczyści się samo. Wielu mu uwierzyło, pozostałych zakrzyczano. A była to nie tylko skrajna naiwność, nie tylko błąd, była to, a właściwie jest, ogromna szkoda, jaką Polsce i Polakom prof. Strzembosz tym swoim głupstwem wyrządził.
Armia komunistycznych sędziów wzięła prysznic i z dnia na dzień stała się sędziami wolnej Polski. Ale przecież minęło 28 lat, ogromna większość z nich jest na emeryturze, w czym więc problem? Ano w tym, że ustanowili oni standardy dla wstępujących do tego zawodu ludzi. Najlepiej ujmuje go wypis z Wikipedii (hasło niezawisłość sądów wedle Trybunału Konstytucyjnego). Idę o zakład, że pisał to sędzia. Otóż wedle tego wpisu sędzia zobowiązany jest, by „nieskrępowanie orzekać zgodnie z własnym sumieniem, wskazaniami wiedzy, doświadczeniem życiowym oraz literą prawa”.
Zwróćmy uwagę na tę hierarchię: prawo jest tu na ostatnim miejscu. Wcześniej sędzia ma się kierować „wskazaniami wiedzy”. Ciekawe skąd czerpanej? Ważniejsze od prawa jest także „doświadczenie życiowe”. Zwłaszcza dla starych komunistów i sędziów bardzo młodych to kategoria osobliwa. Na końcu jest „litera prawa Właśnie „litera prawa”, nie ma nic o „duchu prawa, choć to pojęcie znane każdemu studentowi I roku i absolutnie kluczowe, bo przypominające o obowiązku sędziego, by przyglądał się uważniej i dokonywał oceny zgodnej z systemem etycznym zapisanym wprawie. Ale przede wszystkim nie ma w tych wskazaniach dla sędziów nic o… sprawiedliwości. Nie ma nic o etyce ani moralności. Jakże to charakterystyczne dla polskiego sądownictwa pełzającego śladem komunizmu.
Pisze Monteskiusz: „Nie ma wolności, jeśli władza sądowa nie jest oddzielona od władzy prawodawczej i wykonawczej. Gdyby była połączona z władzą prawodawczą, władza nad życiem i wolnością obywateli byłaby dowolną, sędzia bowiem byłby prawodawcą”.
Otóż właśnie w Polsce niepostrzeżenie pozwoliliśmy sobie zainstalować system, w którym z trzech filarów władzy dwa mamy demokratyczne, a jeden całkowicie pozbawiony jakiegokolwiek mandatu i jakiejkolwiek kontroli. Po prostu idziesz do zawodu „władza”, wpasowujesz się i sprawujesz władzę dożywotnio. Monteskiusz doradzając trójpodział władzy, przestrzega jednocześnie przed sytuacją, w której sędziowie są wybierani przez sędziów i sami wybierają sędziów. To prowadzi do utworzenia kasty, alienacji tej kasty i sprzeniewierzenia się idei demokratycznego państwa prawa.
Sędziowie broniący zdegenerowanego systemu krzyczą o swej „absolutnie koniecznej niezawisłości” przemilczają jednak problem braku jakiegokolwiek mandatu społecznego do sprawowania władzy oraz pozostawania poza wszelką demokratyczną kontrolą. Skutkuje to poczuciem bezkarności, egotyzmem rozrastającym się do gigantycznych rozmiarów, upadkiem etycznych standardów. Skutkuje nie zapobieganiem degeneracji, jak chciał Monteskiusz, ale budowaniem degeneracji, wspieraniem układów patologicznych i praktyczną bezradnością państwa, by ten proceder zatrzymać.
Co powiedzielibyśmy, gdyby np. policjanci stworzyli kastę i domagali się władzy dożywotniej oraz pozostającej pod kontrolą wyłącznie innych policjantów?
PEDOFIL LEGALNY
Ogrom krzywdy powodowany jest nie tyle niewydolnością sądów, ile ich – jak mówią ludzie – bezdusznością. Wstrząsająca była ubiegłotygodniowa historia pedofila, który za znęcanie się nad dziećmi trafił do więzienia, a potem pięciokrotnie występował do sądu o przedwczesne zwolnienie. I pięciokrotnie otrzymał od mądrego sądu odmowę, władze więzienia także były zwolnieniu przeciwne. A jednak wniosek trafił do sądu apelacyjnego i sędzia apelacyjny pedofila zwolnił. Oczywiście pedofil natychmiast zaatakował kolejne dziecko. Po czym wystąpił rzecznik owego sądu apelacyjnego. Ale wcale nie był wstrząśnięty, nie mówił obłędzie, nie przepraszał. Ze spokojem tłumaczył, że decyzja była prawidłowa, zgodna z prawem. Są trzy możliwości:
albo sędzia został przekupiony, albo jest głupi, albo jest… no właśnie, jak to nazwać? Niegodziwy? Nieczuły? Nieludzki? Bezduszny–to dobre słowo. Podobnie przerażający był spokój owego rzecznika, że wszystko jest w porządku. Zatem dziewczynka została napadnięta zgodnie z prawem.
Doprawdy lepiej byłoby, gdyby ów sędzia i jego rzecznik byli przekupni, wzięli łapówkę i pedofila zwalniali, mając świadomość czynienia przestępstwa. To by przynajmniej znaczyło, że mają choćby szczątkową świadomość zła. Rozwiązanie problemu polegałoby na przyłapaniu takich łapówkarzy i wyeliminowaniu z polskiego sądownictwa. Boję się jednak, że problem jest znacznie głębszy. Ze to nie chciwość ani korupcja, ale głębokie deformacje etyczne w umysłach sędziego i jego rzecznika były powodem decyzji o zwolnieniu pedofila. Otóż sędzia ów kieruje się „wskazaniami wiedzy, doświadczenie życiowym”, ew. literą prawa i taka właśnie decyzja mu z owej układanki wypada. Nie ma cienia pomysłu, by kierować się sprawiedliwością, duchem prawa, dobrem ofiary i bezpieczeństwem społecznym. I będzie on nadal spokojnie orzekał w przekonaniu, że jest władzą absolutną, na którą nikomu nie wolno podnieść ręki ani powiedzieć słowa krytyki. I będzie nadal w majestacie prawa i obecnego systemu szkodził ludziom. Są oczywiście w Polsce sędziowie sprawiedliwi, rozumiejący, że ich funkcją jest obrona krzywdzonych przed krzywdzicielami. Coraz częstsze wyroki korzystne dla klientów banków okradzionych metodą na „kredyt frankowy” stanowią jeden z jasnych punktów na mapie polskiego sądownictwa. Alei owi sprawiedliwi sędziowie tkwią w chorym systemie, który nie zachęca, ale zniechęca do odwagi przeciwstawiania się możnymi wpływowym.
Komunistyczna sitwa sędziowska wmówiła wielu z nas, a teraz wmawia młodym sędziom i kandydatom na nich – że z jednej strony sędzia jest skrupulatnym urzędnikiem schowanym za paragrafami i niezainteresowanym ludźmi, a z drugiej, że sędziowie są jak egipscy kapłani, jedyni, którzy posiedli tajemną wiedzę, których nikt nie ma prawa krytykować ani kontrolować. Kapłani bóstwa, które nie istnieje.
Sądy to krwiobieg sprawiedliwości i poczucia bezpieczeństwa, że w Polsce warto żyć. Bez sprawiedliwych, sprawnych, rozumiejących swą funkcję sędziów nie uda się żadna gospodarcza reforma, żadne uwolnienie energii Polaków. Nic się nie uda.
Źródło: „wSieci”, 13–10.03.2017
Posted on Marzec 7, 2017 by fundacja999
W ciągu ostatnich 27 lat władza ustawodawcza i wykonawcza w Polsce była przedmiotem wyborów (nadzorowanych oczywiście przez sądy!), zaś władz sądownicza jest niczym rak na ciele chorego organizmu – trwała i niezmienna, nieodpowiedzialna przed nikim i nietykalna.
Przez 27 lat sędziowie akceptowali oszustwa przy reprywatyzacji. Do tego mają się za stojących poza prawem i osądem Narodu. Ostatni bezpiecznik komuny. Okoliczność tajnego, szybkiego, faktycznie ukrytego przed władzami i społeczeństwem zwołania Kongresu Sędziów Polskich, dowodzą o jego przestępczym charakterze. Bezkarność sędziów, prokuratorów, adwokatów i komorników, jest właściwą przyczyną grabieży Polski, niszczenia zakładów pracy, prywatnych firm i zwyczajnej krzywdy setek tysięcy ludzi, dla których sprawa sądowa była niejednokrotnie wyrocznią, w skrajnych przypadkach – samobójstwem!
Adam Strzembosz powiedział, że obecnie władza wykonawcza chce mieć – przynajmniej w jakimś stopniu – wpływ na to, czy ktoś będzie sędzią. „Szalenie nas to niepokoi, przecież było inaczej, wszyscy godziliśmy się, że wymiar sprawiedliwości musi być absolutnie niezależny od władzy ustawodawczej i wykonawczej”.
Sędziowie Rzeczypospolitej Polskiej podjęli na Kongresie 3 uchwały, ale zwrócę uwagę na jedną: „Uczestnicy Nadzwyczajnego Kongresu Sędziów solidaryzują się z sędziami tureckimi bezprawnie zwolnionymi ze służby, w związku z ostatnimi wydarzeniami w Turcji. Aktualną sytuację tureckich koleżanek i kolegów oceniamy jako dramatyczną – sędziowie zostali zwolnieni ze służby, uwięzieni w aresztach lub zakładach karnych, skonfiskowano ich majątki, wprowadzono szereg ograniczeń w swobodzie poruszania się i opuszczania miejsca zamieszkania. Takie działania, podejmowane przez władze rządzącej partii stanowią zamach na przedstawicieli władzy sądowniczej. Poprzedzone zostały wprowadzeniem przepisów prawa istotnie ograniczających niezależność sądów i niezawisłość sędziów. Krytyka kierunku zmian legislacyjnych, podjęta przez sędziów tureckich w słusznie pojętym interesie obrony fundamentów wymiaru sprawiedliwości, ściągnęła na nich represje władzy. Polskie środowisko sędziowskie deklaruje udzielenie wsparcia i pomocy sędziom tureckim wydalonym ze służby”.
Kasta sędziowska wbiła sobie, do swoich ciasnych umysłów że są nietykalni! Otóż nie! To my, Naród, mówimy wam, że nie jesteście świętymi krowami! Postawa i zachowanie się ludzi zgromadzonych na Kongresie, dowodzą buty, arogancji i zupełnego oderwania się od swojej roli i powinności, padały takie słowa: „to my, sędziowie, jesteśmy solą tej ziemi”, „na nas opiera się demokracja” oraz że sędziowie to „zupełnie nadzwyczajna kasta ludzi”.
„Ja czułem na tej sali niepokój tysiąca ludzi, sędziów Rzeczypospolitej Polskiej różnych szczebli. Niepokój o to, czy w Polsce będzie system przestrzegania prawa”. Zaś Rzepliński dodał, że „Suwerenem są również sędziowie, którzy wydają wyroki w imieniu Rzeczypospolitej, w imieniu suwerena”. Prawda jest taka, że Suwerenem jest Naród! Sędziowie to jeden z tych ohydnych zawodów, które muszą być, by państwo mogło poprawnie funkcjonować. Ale to praca jak każda inna; poza sądem sędzia jest tylko człowiekiem, jak każdy inny na ulicy.
Dziś sędziowie nie wydają wyroków „w imieniu Rzeczypospolitej”, ale w imieniu własnym i w interesie tego, kto więcej zapłaci! To obraza Rzeczypospolitej, drwina z Narodu. Natomiast niezawisłość sędziego kończy się wraz z wyrokiem na sali rozpraw. Potem jest tylko obywatelem, podległym takim samym prawom jak każdy inny obywatel. Włącznie ze zwolnieniem z pracy za źle, nieuczciwie wykonywaną robotę.
Polska posiada:
* największy wskaźnik liczby sędziów na jednego mieszkańca w Europie,
* najwyższych wskaźników wydatków na sądownictwo w stosunku do PKB,
* największy wskaźnik przewlekłości postępowania.
Źródło: kukiz.army
Posted on Styczeń 30, 2017 by fundacja999
Czytaj więcej na Lustracja.net
LECH OBARA SMRÓD KOMUNY ZAFAJDANY ŻYCIORYS ETYCZNO-MORALNE DNO.
WSPÓŁPRACOWNICY MACIEJA LISOWSKIEGO KOŃCZĄ Z GOŁĄ DUPĄ
POSZUKIWANY MAJĄTEK GRZGORZA WALIŃSKIEGO, KTÓRY PRZEGRAŁ PROCES Z LESZKIEM BUBLEM