Source: http://7thguard.net/5186/
Timestamp: 2019-12-09 18:22:24+00:00
Document Index: 52015760

Matched Legal Cases: ['art. 791', 'art. 22', 'art. 27', 'art. 28', 'art. 30', 'art. 331', 'art. 332', 'art. 791', 'art. 1181', 'art. 6', 'art. 269', 'art. 269', 'art. 1181', 'art. 118', 'art. 7531', 'art. 2']

7thGuard.net | DRM w Polsce
Krótko o… Fedora Weekly News #54
DRM w Polsce
archiwum, 11/07/2006 · Dodaj komentarz
Wcześniej dokument ten krążył nieoficjalnie, dziś otrzymaliśmy go z biura prasowego MSWiA. Chodzi o stanowisko Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji dotyczące planowanej nowelizacji prawa autorskiego mającej w pełni zalegalizować systemy restrykcji cyfrowych (DRM), w którym można znaleźć krytyczną ocenę projektu Ministerstwa Kultury. Wstępną analizę stanowiska przeprowadził jakiś czas temu Piotr Waglowski, warto do niej zajrzeć po lekturze udostępnionego dziś dokumentu.
Tymczasem czekamy na dalsze kroki legislacyjne związane z nowelizacją prawa autorskiego. Mimo głośnych zapowiedzi wycofania najbardziej kontrowersyjnych zmian (i niezrobienia tego wtedy, kiedy było to obiecywane), o projekcie jest w ostatnim czasie bardzo cicho…
Proponowana w projekcie zmiana ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych zmierza w istocie do implementowania do prawa polskiego rozszerzonej ochrony utworów związanej z zastosowaniem technik łącznie nazywanych digital rights management(dalej powoływanych jako DRM). Zaproponowany system możliwych do zastosowania przez twórców — a w praktyce przez ich wydawców — obostrzeń w dostępie do treści utworów może doprowadzić do eliminacji w znacznym zakresie ustawowych praw konsumenta (użytkownika) wynikających z utrwalonych w prawie polskim i prawie międzynarodowym instytucji dozwolonego użytku, takich jak prawo cytatu czy prawa do korzystania z utworów na podstawie innych licencji ustawowych. Może to wpłynąć bardzo negatywnie na działania dążące do budowania społeczeństwa opartego na wiedzy oraz tworzenia zrębów społeczeństwa informacyjnego. Dotyczy to tak ograniczenia praw jednostek — w tym kolejnych twórców — jak i instytucji publicznych takich jak biblioteki, uczelnie i placówki naukowe.
DRM jest nazwą ogólną dla systemów zabezpieczeń mających przeciwdziałać używaniu danych elektronicznych (w tym bibliotek, baz danych i pojedynczych utworów) w sposób sprzeczny z zamiarem ich wydawcy i chronić prawa autorskie twórców. Jego zastosowanie powoduje, że ciężar kontroli nad tym, co się dzieje z kopią, zostaje przesunięty z właściciela kopii w stronę właściciela praw autorskich lub jego wydawcy.
Wiele środowisk reprezentujących użytkowników takich utworów (które to środowiska nie wydają się wystarczająco reprezentowane wśród podmiotów, z którymi Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego prowadziło konsultacje społeczne) zwraca uwagę, że DRM jest nie tyle sposobem ochrony praw autorów, co rozszerzonej ponad miarę ochrony praw wydawców. Stosowanie DRM może również prowadzić do sytuacji, w której wykorzystanie danych będzie możliwe tylko wówczas, gdy dostępne są na rynku legalne urządzenia techniczne służące ich odtwarzaniu i zapoznawaniu się z ich treścią. Po zniknięciu z rynku takich urządzeń z utworu nie można będzie w sposób zgodny z prawem korzystać.
Projekt przedstawiony przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego zmierza wprost w kierunku osłabiania pozycji użytkownika utworu, jednocześnie prowadząc do ograniczenia prawa do dozwolonego użytku prywatnego i publicznego utworów. W działaniu tym Ministerstwo powołuje się na konieczność poprawnej implementacji dyrektywy w sprawie harmonizacji niektórych aspektów praw autorskich i pokrewnych w społeczeństwie informacyjnym. Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji uważa, że implementacja owej – skądinąd bardzo kontrowersyjnej — dyrektywy idzie jednak zbyt daleko. W każdym praktycznie przypadku, gdy dyrektywa pozostawia Państwu dyskrecjonalne prawo do zastosowania bądź nie danego rozwiązania, polski sposób implementacji prowadzony jest w kierunku ochrony praw wydawcy i autora a przeciwko prawom użytkownika.
Wedle proponowanej treści art. 791 ust. 2 ustawy uprawniony stosujący skuteczne techniczne zabezpieczenia jest zobowiązany udostępnić podmiotom korzystającym z utworu w przypadkach, o których mowa w art. 22, art. 27, art. 28 pkt 1 i 2, art. 30, art. 331 1 i art. 332 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych, dobrowolnie lub na podstawie porozumień z beneficjentami, niezbędne środki techniczne umożliwiające tym podmiotom korzystanie z utworu w ramach dozwolonego użytku publicznego, pod warunkiem, iż powyższe podmioty posiadają tzw. zgodny z prawem dostęp do utworu. Przepis ten stosować się będzie przede wszystkim wobec instytucji kultury, bibliotek, instytucji oświatowych oraz podmiotów świadczących pomoc osobom niepełnosprawnym. Co prawda pozostawiono instytucjom tym możliwość skorzystania z drogi sadowej dla ochrony swych praw, lecz konieczność każdorazowego korzystania z owej drogi (i to przed sądami okręgowymi) nie ułatwi pracy tymże instytucjom.
W zakresie dozwolonego użytku osobistego (art. 791 ust. 3) wprowadza się tryb dochodzenia od uprawnionego wydania technicznych środków umożliwiających sporządzanie pojedynczych kopii. W tej sytuacji wszakże wprowadzona zostaje konieczność udowodnienia tak zwanego zgodnego z prawem dostępu do utworu. Niejasność tego pojęcia, jak i problemy w ustaleniu przez użytkownika prywatnego legalności całej “drogi” jaką odbył utwór nim do niego trafił powodują, że przepis ten należy uznać za nadto niekorzystny dla użytkownika.
Niejasne jest również jakimi przesłankami kierowali się twórcy projektu formułując definicję pojęcia “techniczne zabezpieczenia”, która ma do prawa polskiego implementować pojęcie “środków technicznych”, którym posługuje się dyrektywa w sprawie harmonizacji niektórych aspektów prawa autorskiego i praw pokrewnych w społeczeństwie informacyjnym.
Zgodnie z definicją przyjętą w projekcie technicznymi zabezpieczeniami są wszelkie technologie, urządzenia lub ich elementy, których przeznaczeniem jest „zapobieganie działaniom lub ograniczenie działań umożliwiających korzystanie z utworów lub przedmiotów praw pokrewnych z naruszeniem prawa”. Natomiast pod pojęciem środków technicznych dyrektywa rozumie wszystkie technologie, urządzenia lub części składowe, które przy normalnym funkcjonowaniu są przeznaczone do powstrzymania lub ograniczenia czynności w odniesieniu do utworów lub innych przedmiotów objętych ochroną, które nie otrzymały zezwolenia od podmiotu praw autorskich lub prawa pokrewnego prawu autorskiemu przewidzianego przez prawo lub prawa sui generis przewidzianego w rozdziale III dyrektywy 96/9/WE.
Największe zastrzeżenia Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji budzi nowa treść art. 1181 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych. Doktryna prawa zgłaszała od dłuższego czasu uwagi do treści artykuł 1181 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych wskazując, że przepis ten może stać się barierą dostępu społeczeństwa do informacji między innymi poprzez niejasność zawartych w nim sformułowań (J.Barta, R.Markiewicz„Śluzy szeroko otwarte”, Rzeczpospolita z 23 czerwca 2000 r.). Niestety proponowane zmiany nie wyjaśniają owych wątpliwości. Wprowadzają natomiast dodatkowy chaos pojęciowy.
Przepis artykułu 1181 posługiwał się przez pierwsze lata swego obowiązywania pojęciem “przedmioty” w miejscu, gdzie dziś stosuje się pojęcie “urządzenia lub ich komponenty”. Wywoływało to wątpliwości doktryny. Zwracano również uwagę na fakt, że za “przedmioty”, o których mowa w ust. 1 omawianego artykułu uznawać należało programy komputerowe (jakkolwiek rozumiane), co prowadziło do karalności wejścia w posiadanie (de factosamego “ściągnięcia”) programu dekodującego niezależnie od świadomości sprawcy lub jej braku, że dany program może zostać użyty przez kogoś z jego użytkowników do przełamywania zabezpieczeń (M.Kliś “Przestępstwa elektroniczne w aspekcie prawa autorskiego”, Czasopismo Prawa Karnego i Nauk Penalnych nr 2 z 2003 r. oraz P.Sedlec “ Przestępstwa naruszające prawa autorskie”, Przegląd Sądowy nr 7-8 z 2003 r.). Dokonana w 2004 r. zmiana do omawianego przepisu zdawała się rozwiązywać spory ograniczając zakres odpowiedzialności jedynie do “urządzeń i ich komponentów”. Choć i takie sformułowanie poddać można by krytyce, wydaje się, że postąpiono wówczas celowo (nie wynika to jednak z uzasadnienia do projektu zmiany z 2004 r.).
Wprowadzenie w proponowanym dziś projekcie sformułowania “urządzenia, ich komponenty lub programy komputerowe” nie pozostawia co prawda wątpliwości, że tym razem posiadanie oprogramowania będzie karalne, lecz stawia przed użytkownikami komputerów wiele pytań, na które nie można znaleźć jednoznacznych odpowiedzi, co zdaniem Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji jest niedopuszczalne w przepisach karnych.
Po pierwsze prawo polskie nie zawiera dziś jasnej definicji tego, czym jest program komputerowy. W sytuacji, w której oprogramowanie, które może służyć do przełamywania skutecznych zabezpieczeń jest dziś w dużej mierze tworzone poprzez kompilowanie powszechnie dostępnych komponentów programistycznych, nie ma możliwości jednoznacznego stwierdzenia czy posiadanie konkretnego komponentu jest już zabronionym przez prawo posiadaniem “programu”, czy też jeszcze nie mamy do czynienia z “programem”. Powoduje to nieusuwalną niejasność niedopuszczalną w przepisach karnych.
Warto w końcu zwrócić uwagę, że implementowana dyrektywa zaleca podejmowanie działań zapobiegających “posiadaniu w celach handlowych urządzeń, produktów lub części składowych” (art. 6.2 dyrektywy w sprawie harmonizacji niektórych aspektów prawa autorskiego i praw pokrewnych w społeczeństwie informacyjnym), podczas gdy polska ustawa ma generalnie zabraniać posiadania takich produktów lub ich części składowych. Co prawda dyrektywa nie wyklucza takiej możliwości (teza 49 preambuły), lecz wprowadzenie takiego rozwiązania przy całkowitym braku wyłączeń powoduje nielegalność posiadania odpowiedniego oprogramowania przez wszystkich użytkowników niezależnie od ich świadomości co do możliwości, jakie oprogramowanie mogłoby stwarzać. Nawet gdyby przyjąć, że świadomość taka jest niezbędna, rozwiązanie takie jest wprost wymierzone w rozwój nauki w zakresie kryptografii i kryptologii, oznacza bowiem, że posiadanie — nawet przez naukowców — oprogramowania kryptograficznego stałoby się przestępstwem.
Niestety nie jest to pierwszy taki przypadek w prawie polskim. Przepis art. 269b Kodeksu karnego powoduje dziś, że każdy szanujący się administrator sieci posiada nielegalne oprogramowanie i dane służące do przełamywania zabezpieczeń, a tym samym jest przestępcą. Fakt, że przepis ten jest w praktyce całkowicie martwy nie wpływa na złagodzenie jego oceny. Zarówno bowiem przepis art. 269b Kodeksu karnego jak i proponowany przepis art. 1181 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych zobowiązują Policję do podejmowania działań, mających służyć realizacji norm w nich zawartych.
Ministerstwo pozwala sobie zwrócić uwagę na wyżej wymienione problemy dotyczące art. 118 przede wszystkim ze względu na niejasną — co naszym zdaniem jest niedopuszczalne — sytuację organów ścigania, a przede wszystkim Policji. Wymaganie, by organy ścigania podejmowały działania przeciwko sprawcom przestępstw o nieustalonych znamionach powoduje, że Policja zmuszona będzie podejmować czynności, które sądy — zapewne słusznie — uznają za bezzasadne. Stawianie organów ścigania w pozycji cenzora zawartości komputerów w sytuacji niejasności znamion czynów zabronionych jest również co najmniej niewskazane ze względów społecznych.
Uprzejmie proponuję uzupełnienie uzasadnienia załączonego do ww. projektu ustawy o wskazanie przyczyn wyłączenia obowiązku przeprowadzania rozprawy w postępowaniach o udzielenie zabezpieczenia roszczeń wymienionych w art. 7531 § 1 pkt 6 i 7 Kodeksu postępowania cywilnego (art. 2 pkt 1 projektu).