Source: http://www.f-lex.pl/2013/03/
Timestamp: 2017-07-23 10:45:32+00:00
Document Index: 83246730

Matched Legal Cases: ['art. 5', 'art. 173', 'art. 173', 'art. 173', 'Art. 173', 'art. 45', 'art. 7', 'art. 20', 'art. 7', 'art. 6', 'art. 1', 'art. 6', 'art. 1', 'art. 7', 'art. 1', 'art. 36', 'art. 94', 'art. 1', 'art. 770', 'art. 23', 'art. 1', 'art. 23', 'art. 24', 'art. 23']

Marzec | 2013 | F-LEX
Miesięczne archiwum: Marzec 2013	Brukselskie ciasteczka
Opublikowany 28 marca 2013 przez dar_wro	1	Durne prawo, to jednak wciąż prawo. I w zasadzie mógłbym w tym miejscu zakończyć wpis odnoszący się do „polityki cookies”. Przynależność do wielkiej rodziny europejskiej powoli przyzwyczaja nas do tego, że urzędnicy unijni potrafią uprzykrzyć życie bzdurnymi przepisami, które muszą być implementowane do przepisów prawa krajowego, bez względu czy się to nam podoba, czy nie. Tym razem prawo to (zdaniem unijnych biurokratów) ma chronić prywatność użytkownika Internetu. Od kilku dni na większości witryn internetowych pojawiła się informacja o tym, co to są cookies, do czego służą i czy właściciel witryny zbiera informację w tym zakresie. Może to mało fotograficzny temat, ale warto o nim wspomnieć, bo wielu fotografów prowadzi swoje serwisy, strony czy też blogi, a wtedy „polityka cookies” może dotyczyć także ich.
Praźródłem „polityki coockies” jest Dyrektywa Parlamentu Europejskiego i Rady 2009/136/WE z dnia 25 listopada 2009 r. zmieniająca dyrektywę 2002/22/WE w sprawie usługi powszechnej i związanych z sieciami i usługami łączności elektronicznej praw użytkowników, dyrektywę 2002/58/WE dotyczącą przetwarzania danych osobowych i ochrony prywatności w sektorze łączności elektronicznej oraz rozporządzenie (WE) nr 2006/2004 w sprawie współpracy między organami krajowymi odpowiedzialnymi za egzekwowanie przepisów prawa w zakresie ochrony konsumentów (jak oni potrafią krótko i zwięźle nazwać akt prawny 😉 ), która w dyrektywie 2002/58/WE (dyrektywa o prywatności i łączności elektronicznej) wprowadziła art. 5 ust. 3 o nowym brzmieniu:
„Państwa Członkowskie zapewniają, że korzystanie z sieci łączności elektronicznej w celu przechowywania informacji lub uzyskania dostępu do informacji przechowanej na terminalu abonenta lub użytkownika jest dozwolone wyłącznie pod warunkiem że abonent lub użytkownik otrzyma jasną i wyczerpującą informację zgodnie z dyrektywą 95/46/WE, między innymi o celach przetwarzania, oraz zostanie zaoferowane mu prawo do odmówienia zgody na takie przetwarzanie przez kontrolera danych. Nie stanowi to przeszkody dla technicznego przechowywania danych lub dostępu do danych jedynie w celu wykonania lub ułatwiania transmisji komunikatu za pośrednictwem sieci łączności elektronicznej lub gdy jest to szczególnie niezbędne w celu dostarczania usługi społeczeństwa informacyjnego, wyraźnie zażądanej przez abonenta lub użytkownika.”
Polski ustawodawca zobowiązany do wdrożenia przepisów dyrektywy wprowadził stosowne zmiany w Prawie telekomunikacyjnym (art. 173) i stąd pojawiła się nagle „polityka cookies”. Jeżeli jednak nie podrzucasz cookies, lub podrzucone cookies konieczne są jedynie do wykonania transmisji komunikatu za pośrednictwem publicznej sieci telekomunikacyjnej, albo usługa jest świadczona na żądanie, to w sumie możesz zapomnieć o obowiązkach z art. 173 Prawa telekomunikacyjnego. Ja swoje okienko zostawię, ale tylko po to, żeby każdy trafił na ten wpis i wiedział skąd się nagle wzięło takie ogólne zainteresowanie ciastkami.
Swoją drogą F-LEX nie rozsiewa cookies i nie prowadzi żadnej analizy danych w nich zawartych. Jeżeli jednak znajdziesz jakieś cookies z F-LEXa, to wykorzystywane są one w celu utrzymanie sesji użytkownika F-LEXa (po zalogowaniu), dzięki której nie musi on za każdym razem wpisywać loginu i hasła. Jeśli Cię to z jakiś powodów oburza możesz to łatwo zmienić. Jak to zrobić? Przeczytaj treść art. 173 ust. 2. Prawa telekomunikacyjnego
Na koniec jedna duża garść paragrafów, czyli polski przepis na ciastka. 🙂
Art. 173.1. Przechowywanie informacji lub uzyskiwanie dostępu do informacji już przechowywanej w telekomunikacyjnym urządzeniu końcowym abonenta lub użytkownika końcowego jest dozwolone, pod warunkiem że:
Zaszufladkowano do kategorii F-LEX, Ogólne	| Tagi: ochrona prywatności, polityka cookies	| 1 odpowiedź
Opublikowany 25 marca 2013 przez dar_wro	6	Lato 2007 r. Głośno było wówczas (zwłaszcza w kręgach wydawców prasy) o orzeczeniu Sądu Najwyższego, w którym Sąd uznał, że strona internetowa może być uznana za prasę w rozumieniu prawa prasowego (sygn. akt IV KK 174/07). Sytuacja była o tyle nieprzyjemna, że chodziło o odpowiedzialność karną. Sąd stwierdził wówczas, że „osoba rozpowszechniająca bez rejestracji w właściwym sądzie okręgowym dziennik bądź czasopismo za pośrednictwem Internetu zarówno wówczas, gdy przekaz taki towarzyszy przekazowi utrwalonemu na papierze, stanowiąc inną elektroniczną jego postać, jak i wówczas, gdy istnieje tylko w formie elektronicznej w Internecie, wyczerpuje znamiona przestępstwa z art. 45 ustawy – Prawo prasowe.”
Wróćmy do uzasadnienia orzeczenia łódzkiego sądu i zapoznajmy się z jego argumentacją. Zwracam uwagę, że sąd nie orzekł, że każdy blog należy traktować jak prasę i trzeba go zarejestrować. Sąd stwierdził jedynie, że nie można wykluczyć, że niektóre blogi mogą wypełniać te znamiona. Sąd cytując komentarz do Prawa prasowego wskazuje, że „Niektóre serwisy internetowe mogą być uznane za prasę, to jest te spełniające przesłanki z definicji prasy: ukazujące się w regularnych odstępach czasu, ale nie rzadziej niż raz do roku, opatrzone stałym tytułem albo nazwą, numerem bieżącym i datą, nie tworzące zamkniętej, jednorodnej całości (związanej fabułą, postaciami) i mające ogólnoinformacyjny charakter”. I dalej w uzasadnieniu sąd podkreśla, że „Blog nie zawsze ma charakter prywatny, wyłącznie opiniotwórczo – literacki, zdeterminowany osobowością jego twórcy. W doktrynie podkreśla się, że część blogów, z racji periodyczności i spełniania innych warunków przewidzianych w treści art. 7 ust. 2 pkt 1 pr. pras., będzie musiała zostać zaliczona do prasy, a co za tym idzie będzie podlegała rejestracji w myśl art. 20 ust. 1 pr. pras. W świetle przepisu art. 7 ustawy Prawo prasowe cechą dystynktywną „prasy” jest periodyczność przekazu, jego ogólnoinformacyjny cel, a także poprzedzający samą publikację proces przygotowania redakcyjnego. Wszystkie te przymioty może spełniać także przekaz internetowy w formie bloga. O tym, czy publikacja internetowa ma charakter prasowy, decydować powinien cel, jakiemu ma służyć. Skoro rolą i zadaniem prasy jest rozpowszechnianie informacji, to periodyczność przekazu, czyli cyklicznego informowania opinii publicznej o określonych faktach społecznych, ekonomicznych, gospodarczych, politycznych, oświatowych, kulturalnych, pod oznaczonym tytułem, nazwą, adresem czy nawet linkiem, wskazywać będzie na cel, jaki realizuje redakcja, wydawca czy autor danej publikacji elektronicznej, na stworzonej specjalnie w tym celu stronie internetowej”
Zaszufladkowano do kategorii F-LEX, Prawo prasowe	| Tagi: blog, bloger jako wydawca, prasa, rejestr czasopism	| 6 komentarzy
Opublikowany 21 marca 2013 przez dar_wro	Odpowiedz	Your destination is straight ahead!(c) dar_wro
W Unii Europejskiej obowiązuje Dyrektywa 2006/116/WE Parlamentu Europejskiego i Rady z dnia 12 grudnia 2006 r. w sprawie czasu ochrony prawa autorskiego i niektórych praw pokrewnych (Dz.U.UE.L.2006.372.12). Dyrektywa ta zawiera również postanowienia dotyczące ochrony fotografii. Zgodnie z art. 6 Dyrektywy fotografie, które są oryginalne w tym sensie, że stanowią własną intelektualną twórczość autora, podlegają ochronie zgodnie z przepisami art. 1. Państwa Członkowskie (czyli poszczególne państwa UE) nie mogą w stosunku do fotografii stosować żadnych innych kryteriów, niż wskazane w art. 6.
Mając na uwadze treść art. 1 Dyrektywy:
a) fotografie podlegają ochronie w okresie życia autora i przez okres 70 lat licząc od dnia jego śmierci, niezależnie od daty zgodnego z prawem podania utworu do publicznej wiadomości.
b) w przypadku fotografii mających współautorów czas ochrony liczy się od dnia śmierci ostatniego z autorów (zajrzyj do „Współsprawstwa”),
c) w przypadku fotografii anonimowych lub fotografii, przy których posłużono się pseudonimem, czas ochrony wynosi siedemdziesiąt lat od dnia zgodnego z prawem podania utworu do publicznej wiadomości (jeżeli pseudonim, którym posłużył się autor, nie pozostawia wątpliwości co do tożsamości autora, lub jeżeli autor ujawnia swoją tożsamość w okresie ochrony, to okres 70 lat liczy się od dnia jego śmierci),
d) w przypadku fotografii, których czas ochrony nie jest liczony od dnia śmierci autora lub autorów, i które nie były zgodnie z prawem podane do publicznej wiadomości w okresie siedemdziesięciu lat po ich stworzeniu, ochrona wygasa.
Uważny i systematyczny czytelnik F-LEXa od razu zauważy, że wszystkie te postanowienia prawa unijnego zostały recypowane wprost do naszej Ustawy. Postanowienia art. 7 w związku z art. 1 Dyrektywny znalazły odzwierciadlenie w art. 36 Ustawy.
w odniesieniu do utworu audiowizualnego – od śmierci najpóźniej zmarłej z wymienionych osób: głównego reżysera, autora scenariusza.
Przepisy Dyrektywy obowiązują w całej Unii Europejskiej, tym samym czas trwania autorskich praw majątkowych jest jednakowy. W każdym zakątku Unii zdjęcie będzie podlegało ochronie na tych samych zasadach, przez ten sam okres czasu. Bez wyjątku. Dyrektywa nie zezwala na zawężenie ochrony i stosowanie bardziej rygorystycznych zasad, niż z niej wynikające. W odwrotną stronę nie ma przeciwskazań. Jeżeli Państwo Członkowskie chce objąć ochroną fotografie inne, niż taki które są oryginalne (stanowią własną intelektualną twórczość autora), to proszę bardzo. 🙂
Zaszufladkowano do kategorii F-LEX, Ochrona, Prawo autorskie	| Tagi: czas ochrony majątkowych praw autorskich, ochrona fotografii w prawie unijnym	| Napisz odpowiedź
Opublikowany 16 marca 2013 przez dar_wro	7	Sobota, a więc czas odpoczynku. W ramach solidaryzowania się z tą albo tamtą partią, jak również tymi lub tamtymi związkami zawodowymi, w ramach protestu przeciwko temu lub tamtemu, postanowiłem dzisiaj nie pisać o prawie. Mija prawie tydzień od warsztatów w Pradze organizowanych przez Szturchańca, tak więc dobry pretekst żeby pokazać kilka własnych „pstryków”. Coroczne wyjazdy na zdjęcia do Pragi stały się już tradycją (w końcu to był już trzeci wyjazd organizowany przez Ewę i Piotra). Wyborne towarzystwo szalonych fotografów, którym niestraszne są pobudki koło 4:40 nad ranem (w tym miejscu kłaniam się nisko wszystkim uczestniczkom i uczestnikom wyjazdu), świetne zimne czeskie piwo, jak zawsze niesamowity przewodnik, znawca Pragi i zapalony fotograf Włodek „Sewo” Krajewski, no i oczywiście główna bohaterka – PRAGA. W zasadzie nic więcej nie potrzeba. No było jednak coś, czego trochę brakowało. Dobrego światła. Tym razem Opatrzność nie była aż tak łaskawa, jak na poprzednich wyjazdach. Zawsze jednak mogło być gorzej. Teraz czas na zdjęcia. Jedno już widzieliście na wstępie. Zrobione zostało z wieży Klementinum. Ja jestem dachowiec, więc zaliczenie każdej nowej wieży sprawia mi dużo przyjemności. 🙂
Byliśmy w kościele Św. Mikołaja (niestety tym razem niedane nam było używać statywów). Z pomocą musiało przyjść czasem wysokie ISO, silne i stabilne ręce i szeroka dziura, czasem podłoga.Uwadze naszej jak zawsze nie umknęło metro. Wprawdzie koledzy z Warszawy mają bardzo rozbudowaną cała jedną linię, ale ich także interesowała architektura praskiego metra.W przeddzień warsztatów, były „pre-warsztaty” i wpadliśmy na dworzec (Praha hlavní nádraží). Fantova Kavarna (Cafe) niestety była niedostępna. ;-(W ramach pleneru zajrzeliśmy do Muzeum Techniki. Akurat lało okrutnie, więc ten punkt programu pozwolił nam schować się przed deszczem.Pomiędzy jednym a drugim złocistym napojem włóczyliśmy się po zamglonej i dżdżystej Pradze robiąc zdjęcia różnym detalom. 🙂 Niedziela, to wielki finał. Wizyta w Synagodze Hiszpańskiej. Włodek stanął na wysokości zadania i dokonał rzeczy prawie niemożliwej. Uzyskaliśmy zgodę na fotografowanie w miejscu, gdzie nie można zrobić zdjęcia nawet telefonem. Były dwa warunki. Włodek dał słowo honoru dyrektorowi, że zdjęcia nie będą wykorzystywane komercyjnie i że zamieścimy odpowiednią informację o zgodzie na fotografowanie. Co niniejszym czynię.
Poniższe zdjęcia są zrobione za zgodą Muzeum Żydowskiego w Pradze.To tyle z Pragi. Następnym razem będzie już znowu prawo.
PS. Update 29.03.13
Tu znajdziesz relację organizatorów.
Zaszufladkowano do kategorii F-LEX	| Tagi: Plener w Pradze	| 7 komentarzy
Wideogram czy utwór?
Opublikowany 12 marca 2013 przez dar_wro	1	Swego czasu na blogu we wpisie zatytułowanym „Producent” pisałem o utworach audiowizualnych i wideogramach. W dobie powszechnie dostępnych kamer, aparatów fotograficznych z funkcją filmowania, czy też telefonów z opcją kręcenia wideo wiedza na ten temat zapewne się przyda. Poniżej kilka tez z uzasadnienia wyroku Sądu Apelacyjnego w Łodzi zapadłego w 2002 r. (sygn. akt I Aca 254/02) w sprawie dotyczącej filmu „Witajcie w życiu” (najdłuższy półkownik jest do obejrzenia w Internecie, wystarczy skorzystać z wyszukiwarki).
„Utwór audiowizualny jest takim przejawem działalności twórczej o indywidualnym charakterze, w którym współgra ze sobą wizja i dźwięk. Nie każda rejestracja zdarzenia kamerą stanowi utwór audiowizualny i może być traktowany jako przedmiot ochrony prawa autorskiego, a tylko wtedy gdy wypełnia ogólne znamiona utworu. Nie wystarczy zatem, że umieszczone zostanie na kasecie zastrzeżenie prawa autorskiego.”
„Efekt pracy rejestrującego spektakl teatralny będzie najczęściej wideogramem, niebędącym utworem audiowizualnym.” „Wideogramami są zarówno utwory, jak i rejestracje niemające charakteru twórczego, utrwalone na nośniku.”
„Decyzja o utrwaleniu seminariów na nośniku nie przesądza jeszcze o tym, że rejestracja spełnia wymogi oryginalności i indywidualności.”
„Należy oddzielić elementy twórcze zdarzeń będących przedmiotem rejestracji od twórczego charakteru samej rejestracji.” „Od utworu audiowizualnego wymaga się twórczego połączenia elementów wizji i fonii.” W ramach powtórki z „Producenta” przypomnę że:
każdy utwór audiowizualny jest wideogramem, ale nie każdy wideogram jest utworem audiowizualny,
twórcy utworu audiowizualnego przysługuje ochrona osobistych i majątkowych praw autorskich,
wideogram (o czym uważny czytelnik zapewne pamięta, a jeżeli nie pamięta szczegółów, to niech zajrzy do „Producenta”) jest zaliczany do praw pokrewnych (Rozdział 11 Ustawy) i dlatego też producentowi wideogramu przysługują jedynie uprawnienie wymienione w art. 94 ust. 4.
I na koniec jeszcze jeden cytat z uzasadnienia sądu w Łodzi. „Na gruncie polskiego prawa autorskiego brak jest podstaw do formułowania domniemania twórczego i indywidualnego charakteru dzieła.” W praktyce oznacza to, że aby skutecznie dochodzić ochrony swoich praw na podstawie przepisów Ustawy musisz w pierwszej kolejności wykazać, że Twoje zdjęcie/film/obraz/szkic/opowiadanie mają cechy utworu w rozumieniu art. 1 ust. 1.
Zaszufladkowano do kategorii F-LEX, Ochrona, Prawo autorskie	| Tagi: utwór audiowizualny, wideogram	| 1 odpowiedź
Opublikowany 5 marca 2013 przez dar_wro	1	Nie każdy wie, że jest konsumentem nie tylko robiąc zakupy w sklepie czy to realnym czy wirtualnym, ale także w komisie. Idąc do komisu na zakupy jesteś od 1. stycznia 2003 r. konsumentem, no chyba że sam zdecydowałeś, że wolisz być przedsiębiorcą (zakupując sprzęt na fakturę dla swojej firmy).
Zgodnie z art. 770(1) k.c. do umowy sprzedaży rzeczy ruchomej, zawartej przez komisanta z osobą fizyczną, która nabywa rzecz w celu niezwiązanym z jej działalnością gospodarczą ani zawodową, stosuje się przepisy o sprzedaży konsumenckiej. Kupując używany sprzęt w komisie przysługują Ci zatem prawa określone w ustawie z dnia 27 lipca 2002 r. o szczególnych warunkach sprzedaży konsumenckiej oraz o zmianie Kodeksu cywilnego (Dz.U. nr 141, poz. 1176, z późn. zm.), a na komisancie spoczywają wszelkie obowiązki, jakie cytowana ustawa nakłada na sprzedawcę.
Najważniejsza informacja to ta, że komisant odpowiada wobec Ciebie (konsumenta) za niezgodność towaru z umową. Komisant odpowiada więc zarówno za wady fizyczne, jak i prawne towaru, jaki u niego nabędziesz. O uprawnieniach konsumenta pisałem m.in. w „Pobożne życzenie, czy też prawo konsumenta”. Wszystko, co zostało tam opisane odnosi się również do zakupów zrobionych w komisie.
Kupując używany sprzęt od komisanta nie musisz się obawiać ryzyka związanego z tym, że po kupnie „trefnego” towaru (pochodzącego z kradzieży) możesz stracić i towar, i pieniądze. Komisant odpowiada bowiem również za taką wadę prawną. Sąd Najwyższy w wyroku z dnia 3. grudnia 2008 r. (sygn. Akt V CSK 293/08) uznał, że towar konsumpcyjny jest niewątpliwie niezgodny z umową sprzedaży, gdy nabywca nie ma możliwości swobodnego z niego korzystania w związku z niewywołaniem w następstwie wady prawnej jej skutku rozporządzającego, czyli braku nabycia przez kupującego własności rzeczy. Jeżeli więc okazałoby się, że nie stałeś się właścicielem wymarzonej lustrzanki lub obiektywu, bo pochodził z kradzieży, to masz możliwość odzyskania pieniędzy od komisanta. Powyższe stanowisko Sąd Najwyższy potwierdził w postanowieniu z 14. października 2011 r. (sygn. akt III CZP 50/11) pisząc w uzasadnieniu, że do odpowiedzialności komisanta będącego przedsiębiorcą za wady prawne rzeczy sprzedanej konsumentowi stosuje się przepisy ustawy z dnia 27 lipca 2002 r. o szczególnych warunkach sprzedaży konsumenckiej oraz zmianie Kodeksu cywilnego (Dz.U. Nr 141, poz. 1176 ze zm.).
PS. Tekst nie jest sponsorowany, ani nie zawiera lokowania produktu. To tylko prawo 🙂
Zaszufladkowano do kategorii Ogólne	| Tagi: niezgodność towaru z umową, ochrona konsumenta, odpowiedzialność komisanta	| 1 odpowiedź
Opublikowany 1 marca 2013 przez dar_wro	8	„Ciemność. Widzę ciemność. Ciemność widzę.” Prawie każdy wie, kto i w jakim filmie wypowiada te słowa. Mało za to kto jest świadom, że słowa te użyte w sloganie reklamowym jednej ze stacji radiowych stały się przedmiotem procesu sądowego, który toczył się w Krakowie. Nas zainteresują pewne tezy zawarte w uzasadnieniu wyroku Sądu Apelacyjnego (sygn. akt I ACa 35/04). Sad uznał, że efekt twórczości (np. scenariusz czy wyreżyserowana wypowiedź aktora) zredukowany do krótkiej figury retorycznej jest na tyle ogólny, że posiada wartość idei. Jako taki, o walorze abstrakcyjnym i ogólnym nie stanowi przedmiotu prawa autorskiego, gdyż traci cechę oryginalności. Skoro nie stanowi przedmiotu praw autorskich, to tym samym nie podlega ochronie przewidzianej w Ustawie. Na szczęście nie oznacza to, że w takim razie można beztrosko korzystać z twórczości innych osób. Twórczość artystyczna jest bowiem zaliczana przez kodeks cywilny do jednego z dóbr osobistych (art. 23 k.c.) i na tej podstawie podlega ochronie prawnej.
Potwierdza to krakowski sąd pisząc w uzasadnieniu wyroku, że „podwyższenie progu twórczości w rozumieniu art. 1 Prawa autorskiego nie oznacza, by twórcy nie korzystali z ochrony prawnej. Ochronę interesów osobistych twórców wartości niematerialnych (animowana wypowiedź) ustawodawca zapewnia w art. 23 k.c. terminem „twórczość artystyczna”. Brak zapłaty wynagrodzenia za upowszechnienie dobra osobistego artysty bez jego zgody może stanowić czyn niedozwolony (art. 24 § 2 k.c.) usprawiedliwiający roszczenie o odszkodowanie.”
Białostocki Sąd Apelacyjny w uzasadnieniu do jednego ze swych orzeczeń (sygn. Akt I ACa 303/12) potwierdził, że ochroną przewidzianą w art. 23 k.c. objęta jest m.in. „dobra sława dzieła” jak i „dobre imię dorobku twórcy”. Podzielając poglądy profesora J.Barty sąd zwraca uwagę, że „w katalogu dóbr osobistych podlegających ochronie cywilnoprawnej ustawodawca ujął m.in. twórczość artystyczną, której zakres przedmiotowy obejmuje szeroko rozumiane niemajątkowe, indywidualne wartości związane z procesem działalności artystycznej oraz z będącym jego wynikiem dorobkiem twórczym, niepodlegającym ochronie na podstawie przepisów szczególnych, a głównie przepisów ustawy z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych. Wśród przykładów płaszczyzn ochrony twórczości jako dobra osobistego wymienia się przede wszystkim prawo do ochrony „dobrej sławy dzieła” lub „dobrego imienia dorobku twórcy„, tj. prawo do przeciwdziałania zachowaniom, które mogą naruszać dobrą reputację (renomę) dzieła, bądź reputację samego autora, a także prawo do ochrony przed nieuprawnionym wykorzystywaniem elementów procesu twórczego i dorobku twórcy oraz przed przywłaszczaniem ich.”