Source: http://czasopismo.legeartis.org/2017/07/kara-za-jazde-rowerem-po-chodniku.html
Timestamp: 2017-11-22 01:40:50+00:00
Document Index: 36778651

Matched Legal Cases: ['art. 33', 'art. 33', 'art. 33', 'art. 97', 'art. 33', 'art. 33', 'art. 97', 'art. 777']

Kara za jazdę rowerem po chodniku z naruszeniem art. 33 ust. 5 pord
Bardzo krótko i na temat: jaka może być kara za jazdę rowerem po chodniku z naruszeniem art. 33 ust. 5 pord? (wyrok Sądu Okręgowego w Jeleniej Górze z 7 listopada 2014 r., sygn. akt VI Ka 467/14).
Kara za jazdę rowerem po chodniku z naruszeniem art. 33 ust. 5 pord może być różna (fot. Olgierd Rudak, CC-BY-SA 3.0)
Rowerzysta został uznany winnym tego, że poruszał się rowerem po chodniku w miejscu, gdzie jest to niedozwolone (art. 97 kw w zw. z art. 33 ust. 5 pord), za co sąd I instancji wymierzył mu karę grzywny w wysokości 200 złotych (zwalniając jednak z kosztów sądowych i opłaty).
Smaczku sprawie dodaje fakt, że rowerzysta ruszył rowerem spod komendy policji, zaś całe zdarzenie widzieli z okien policjanci — zdaniem obwinionego policjanci kłamali, bo są z nim skonfliktowani.
Obwiniony wniósł apelację od wyroku, jednak nie sprecyzował żadnych zarzutów wobec zaskarżonego orzeczenia. Z treści apelacji wynika, że zakwestionował on ustalenia faktyczne co do przebiegu zdarzeń, jednak to za mało, by udało się sklecić jakiś dłuższy tekścik.
W tej sytuacji sąd II instancji nie znalazł podstaw do uwzględnienia apelacji — jednak zmienił zaskarżone orzeczenie, zamieniając grzywnę na karę nagany.
PS WordPress lubi teksty ponad 300 słów, zatem korzystając z okazji wyłuszczę, że kocham rowery i uwielbiam rowerzystów (chociaż niektórzy strasznie mnie denerwują) — zdaję sobie też sprawę z tego, że cyklizm ma w sobie odpowiednią dozę anarchii — jednak już to (skromnie bo skromne) orzecznictwo wskazuje, że pewna część cyklistów chce traktowania z niejasną pobłażliwością, co mnie akurat dziwi.
Zawsze bowiem trzeba brać na klatę to co się robi, a tymczasem sporadycznie widać następujące racjonalizowanie decyzji:
znak musi być po prawej stronie, więc nie będę jechał drogą dla rowerów po lewej, bo nie zauważam (także przepisu, który wyraźnie mówi, że w przypadku DDR znak może być po lewej stronie — więc nie ma co szukać DDR patrząc na azymut znaków);
może i jest droga dla rowerów — ale przecież chodnikiem też się da jechać.
Tags: art. 33 PoRD art. 97 kw rower
← Nie ma aktu notarialnego „na okaziciela” (nawet jeśli jest to poddanie się egzekucji z art. 777 par. 1 pkt 5 kpc)
Loios VR Alentejano 2016 — czyli dywagacje o ochronie praw konsumenta →
Pomyśleć, że jak byłem w wieku szkolnym to się jeździło na rowerze wszędzie tylko nie po jezdni – z tymi wyjątkami gdzie jezdnia była bezpieczna (bo mało ruchliwa) i wygodniejsza. Kask? Lampki? A komu to potrzebne? A pieszych się ominie jakoś – to dopiero była anarchia! I nie, nigdy nie udało mi się na nikogo wpaść tudzież potrącić. Raz tylko wjechałem w drzewo rosnące częściowo na chodniku. :D
Dzisiaj to już nie te czasy. Lampka to pół biedy, bo dzisiaj bateria w LEDzie wystarcza na dłuuuugie godziny jazdy – co w porównaniu z hamulcem elektrodynamicznym zwanym „dynamo” jest o niebo lepsze. Gorzej niestety z infrastrukturą, bo nagle część jest realnie nielegalna (realnie, bo kiedyś mało kto się przejmował a dzisiaj mandat jest bardzo możliwy), a ta legalna bywa strasznie upierdliwa. Jeżeli zauważam to nie jeżdżąc rowerem od lat to nie chcę myśleć jak bym się poczuł gdybym wrócił na nożny jednoślad…
Kiedyś to chyba głównie dzieci jeździły rowerami :) dorosły na rowerze to był raczej obciach (chyba że działkowiec, może wędkarz).
Ale chodnikami jeździli prawie wszyscy.
https://youtu.be/7od4JA2Y274?t=6
Tylko czy zakaz (z wyjątkami) poruszania się po chodniku ma sens? Jeżdząc po mieście częso się zdarza, że droga rowerowa zmienia się nagle w ciąg pieszo-rowerowy, i to w miejscach, gdzie pieszych jest całkiem sporo, istnieją przystanki itp., a mimo to jakoś ten układ funkcjonuje.
Z drugiej strony za jazdę po praktycznie pustym chodniku mogę dostać mandat. Średnio trzymają się kupy przepisy vs. rzeczywistość, więc chyba aż prosi się o liberalizację zasad.
Sens oczywiście ma — rower jest za szybki na chodnik, potencjalna szkoda zderzenia z pieszym jest dość duża. Jazda z prędkością 10 km/h nie ma sensu jeśli chodzi o dojazdy. Jak pozwolą jeździć chodnikiem, to nie będą robić infrastruktury (pasów i tych nieszczęsnych DDR).
Przecież nikt nie każe jechać po chodniku, nie chcesz uważać na pieszych, chcesz szybko dojechać? Ulica jest twoja.
Nigdzie Ci się nie spieszy, a ulica nie dość że ruchliwa to jeszcze wąska? Chodnik stoi otworem, byle rowerzysta uważał na pieszych.
Za to istnieją dziś takie absurdalne ścieżki, które z drogi rowerowej przemieniają się nagle w pas pieszo-rowerowy, pomimo, że w tych miejscach porusza się sporo pieszych. To jest dopiero absurd, bo z tego co rozumiem nie wolno mi z takiej pseudościeżki zjechać na ulicę.
na moje to za dużo jest przepisów (jak zwykle)
Najprościej to byłoby: jeśli rowerzysta porusza się po drodze to obowiązują go zasady jak pozostałych kierowców, a jeśli woli chodnik to pieszy ma pierwszeństwo… ewentualna DDR jest tylko dla rowerzystów, obowiązuje na niej ruch prawostronny. Koniec.
A dzisiaj ja, Panie rednaczu, pojechałem sobie rowerem (przed dużym deszczem koło 19 godziny) z „ronda” na POWSTAŃCÓW ŚLĄSKICH do PLACU ZGODY nie łamiąc ani jednego przepisu drogowego (taki sobie cel postawiłem: DDR jeśli jest, czerwone jak świeci to stoję, nie jadę po przejściach dla pieszych i chodnikach).
Na co dzień rowerzystów zza kierownicy na tej trasie, którą pokonuję periodycznie samochodem, określam „je*anymi pe*alarzami”.
No i jechałem i jechałem … Za punkt honoru postawiłem sobie pojechać zgodnie z przepisami. Więc pojechałem powstańców-piłsudskiego-kołłątaja-oławska-traugutta i powiem Panu, Panie rednaczu tyle – siedząc na siodełku ani razu nie zakląłem na kierowców „blachosmrodów” (i mam wrażenie, że i oni na mnie nie klęli), ani razu nie zakląłem na tomich ((prw) kierowców autobusów); zakląłem jednak siarczyście na je*anych pedalarzy (zwłaszcza tych na rowerach miejskich) i na je*anych deskorolkarzy.
Klnięcie moje na powyższych głównie wynikało z jazdy pod prąd po DDR, hamowanie na zielonym, przyspieszanie i przejeżdżanie skrzyżowań na czerwonym, jazdę slalomem po DDRvsPRZEJŚCIAvsCHODNIKIvs…
Urodziła się we mnie wewnętrzna potrzeba zorganizowania „masy krytycznej” kierowców i pieszych wymierzona przeciwko w/w je*anym pedalarzom …
Co Pan na to, Panie rednaczu ?
Z drugiej strony byłby to ewenement: pieszy może tylko po chodniku, automobil może tylko jezdnią — a na rower trzeba by zważać wszędzie ;-)
Niestety moja obserwacja części — niedużej, ale wyraźnej — użytkowników naszego roweru miejskiego potwierdza, że podchodzą do zasad ruchu drogowego z dużym olejstwem (głównie jazda lewą stroną DDR oraz korzystanie z telefonu podczas jazdy, a także niespodziewane zatrzymywanie się oraz specyficzny sposób zakręcania — jak chce pojechać w lewo, to najpierw jedzie w prawo ;-)
– sygnalizowanie swoich manewrów rękami przeważnie nie istenieje, jeśli rowerzysta porusza się po DDR; jeśli porusza się po zwykłej jezdni również jest z tym różnie
– wyprzedzanie innych rowerzystów/omijanie drobnych przeszkód przy prędkości ~20 km/h bez obejrzenia się, czy przypadkiem nie jest wyprzedzany/-a przez szybszego (35-40 km/h) użytkownika DDR. Już nie wspominając o jeździe wężykiem bez wyraźnego powodu ;)
Niestety, DDR’y to dżungla, jeśli chce się regularnie po nich poruszać bezkolizyjnie, zasadę ograniczonego zaufania trzeba stosować aż do granic absurdu :/
Dlaczego jazda z prędkością 10km/h nie ma sensu? To jest ciągle 2x szybciej niż marsz i ze 4x szybciej niż marsz z dzieckiem.
Osobiście, jeżeli nie ma DDRu i na jezdni jest duży ruch (co mi po ograniczeniu do 50km/h skoro wszyscy jadą 70?) – jadę chodnikiem, oczywiście z pełnym poszanowaniem pieszego i ze świadomością żem tam gościem. Może i łamię przepisy, ale życie cenię sobie bardziej niż praworządność.
Dlaczego jazda z prędkością 10km/h nie ma sensu?
Bo można łatwo spaść (brak efektu żyro ;-)
Rednacz ma jakieś strasznie niestabilne rowery. U mnie kłopoty z utrzymaniem równowagi zaczynają się dopiero poniżej szybkiero marszu (czyli okolice 6km/h).
Nawiasem mówiąc, mówią że efekt żyro został zdetronizowany i co innego odpowiada za równowagę roweru: http://www.fiztaszki.pl/node/56
Bardzo ciekawe, nigdy nie zastanawiałem się z aż taką szczegółowością nad kwestią wyprzedzenia widelca (offset), chociaż wiadomo, że zamontowanie różnego widelca do tej samej ramy daje bardzo różne efekty.
Niemniej myślę, że bez efektu żyro żadna geometria na nic by się zdała ;-)
tak czy owak trzeba zważać na wszystkich uczestników ruchu drogowego (ograniczone zaufanie)…. nawet jako szybkochodzący pieszy…
więc nic w zasadzie nie zmieniłoby się, poza skończeniem z fikcją i niejakim ułatwieniem życia rowerzystom…
mało kto jeździ 50km/h jeśli tylko nie musi, bo to zwyczajnie za niska prędkość…. można usnąć
to w sumie ciekawe, że technika idzie do przodu… a ograniczenia w przeciwną stronę jeśli już
A co jak jest strefa 30km/h albo wręcz 20km/h?
Rozumiem, że takie strefy są konieczne w specyficznych wypadkach (np. droga osiedlowa pomiędzy blokami, ścisłe centra miast gdzie jest mnóstwo pieszych), ale w przypadku zwykłej drogi wystarczy znak ostrzegawczy a kierowca sam dostosuje się.
Jednocześnie jednak w przypadku spowodowania wypadku i uszkodzeniu innych osób/mienia kary powinny być szczególnie surowe, do przepadku narzędzia (samochodu) włącznie.
Ee, w sensie jaki znak ostrzegawczy i przed czym ma kierowcę ostrzegać?
W sensie grupy znaków ostrzegawczych, która już istnieje.