Source: https://www.rpo.gov.pl/raport_1/872
Timestamp: 2019-11-17 02:46:24+00:00
Document Index: 94734122

Matched Legal Cases: ['art. 24', 'art. 68', 'art. 115', 'art. 66', 'art. 31', 'art. 114', 'art. 115', 'art. 115', 'art. 66', 'art. 115', 'art. 82', 'art. 66', 'art. 22', 'art. 180', 'art. 180', 'art. 71', 'art. 71', 'art. 32', 'art. 7', 'art. 5', 'art. 68', 'art. 146', 'art. 5', 'art. 185', 'art.37', 'art. 24', 'art. 66', 'art. 64', 'art. 66', 'art. 33', 'art. 92', 'art. 66', 'art. 66', 'art. 187', 'In dubio', 'art. 72']

Liczba całkowita wyników: 32
Artykuł ten omawia dwa szczegółowe zagadnienia dotyczące indywidualnego prawa pracy:
Prawo do bezpiecznych i higienicznych warunków pracy (ust. 1). Przepis ten nakłada na ustawodawcę obowiązek uregulowania sposobu realizacji tego prawa bez naruszania jego istoty.
Uprawnienia związane z czasem pracy (ust. 2), pośrednio wyrażające ogólne prawo do wypoczynku.
Analizować je można zatem w kontekście zasady ochrony pracy (art. 24) oraz prawa do ochrony zdrowia (art. 68).
Policjanci bez ekwiwalentu za niewykorzystany urlop. Rzecznik prosi MSWiA o wyjaśnienia
W świecie jest dużo zmiennych, dużo więcej, niż zdoła pomieścić moja wyobraźnia. Olga Tokarczuk – Gra na wielu bębenkach
Funkcjonariusze Policji, Centralnego Biura Antykorupcyjnego i Służby Ochrony Państwa skarżą się, że nie otrzymują ekwiwalentu pieniężnego za niewykorzystany urlop
Taka sytuacja jest wynikiem niewykonania wyroku Trybunału Konstytucyjnego z 30 października 2018 r.
Narusza to prawa i wolności obywatelskie funkcjonariuszy, którzy wytaczają z tego tytułu procesy - wskazuje Rzecznik Praw Obywatelskich
30 października 2018 r. TK (sygn. akt K 7/15) zakwestionował niekorzystne dla policjantów zasady naliczania ekwiwalentu za niewykorzystany urlop. TK orzekł, że artykuł art. 115a ustawy z 6 kwietnia 1990 r. o Policji - w zakresie, w jakim ustala wysokość ekwiwalentu pieniężnego za pierwszy dzień niewykorzystanego urlopu wypoczynkowego lub dodatkowego w wymiarze 1/30 części miesięcznego uposażenia - jest niezgodny z art. 66 ust. 2 w związku z art. 31 ust. 3 zdanie drugie Konstytucji. Wyrok wszedł w życie 6 listopada 2018 r.
Z informacji Rzecznika wynika, że wyrok ten do dziś nie został wykonany. Co do zasady - zgodnie z art. 114 ust. 1 pkt 2 ustawy o Policji - policjant zwalniany ze służby otrzymuje ekwiwalent pieniężny za niewykorzystane urlopy wypoczynkowe lub dodatkowe.
Wyrok oznaczał wyeliminowanie pewnego zakresu znaczeniowego art. 115a ustawy. Jak głosi uzasadnienie wyroku, „przyjęcie w art. 115a ustawy o Policji wskaźnika 1/30 części miesięcznego uposażenia policjanta oznacza, że wypłacanej policjantowi należności za jeden dzień niewykorzystanego urlopu nie można nazwać rekompensatą ekwiwalentną, co prowadzi do naruszenia istoty corocznego płatnego urlopu chronionego przez art. 66 ust. 2 Konstytucji”. Głosi on: "Pracownik ma prawo do określonych w ustawie dni wolnych od pracy i corocznych płatnych urlopów; maksymalne normy czasu pracy określa ustawa".
W takim zakresie Trybunał uznał normę wynikającą z art. 115a za niezgodną z Konstytucją. Możliwe pozostaje zastosowanie ekwiwalentnego mechanizmu wypłaty policjantowi rekompensaty za niewykorzystany urlop wypoczynkowy proporcjonalnie do wymiaru urlopu wypoczynkowego, wynikającego z art. 82 ustawy o Policji. Z obiegu prawnego wyeliminowana została określona, niekonstytucyjna norma prawna. Przepis pozostał w mocy.
Zaniechaniu ustawodawcy w wykonaniu wyroku Trybunału towarzyszy wstrzymanie wypłat ekwiwalentu policjantom zwolnionym ze służby po 6 listopada 2018 r.
- W mojej ocenia praktyka taka, w zakresie, w jakim uniemożliwia skorzystanie z prawa do ekwiwalentu za niewykorzystane urlopy wypoczynkowe odchodzącym ze służby policjantom, narusza ich prawa i wolności obywatelskie, w tym w szczególności art. 66 ust. 2 Konstytucji – podkreśla RPO.
Identyczne przepisy istnieją w ustawie o Służbie Ochrony oraz w rozporządzeniu Prezesa Rady Ministrów w sprawie urlopów funkcjonariuszy Centralnego Biura Antykorupcyjnego.
Rzecznik zwrócił się do Mariusza Kamińskiego - ministra spraw wewnętrznych i administracji oraz koordynatora służb specjalnych - o wyjaśnienie zwłoki w podjęciu inicjatywy ustawodawczej dla wykonania wyroku Trybunału.
Poprosił też o podanie powodów wstrzymania wypłaty ekwiwalentu funkcjonariuszom odchodzącym z policji po 6 listopada 2018 r. RPO chce też wiedzieć, ile postępowań sądowych o wypłatę ekwiwalentu za niewykorzystany urlop wytoczyli policjanci zwolnieni po 6 listopada 2018 r.
WZF.7043.68.201
PS. Motta w komunikatach dajemy tylko dziś (i zawsze wtedy, gdy Polak lub Polka dostanie literackiego Nobla)
Kuria krakowska odpowiada na pytania Rzecznika Praw Obywatelskich
Kanclerz Kurii ks. Tomasz Szopa wyjaśnia RPO przyczyny zwolnienia trzech pracowniczek biura prasowego
Wyjaśnia, że ich stan cywilny i sytuacja osobista nie miały z tym nic wspólnego, a przyczyny zwolnienia były czysto merytoryczne. Opinia publiczna źle zrozumiała pierwszy komunikat o zwolnieniu, dlatego został on zmieniony
Ksiądz kanclerz wyjaśnia też, dlaczego Kuria nie jest w stanie zatrudniać na umowę o pracę pracowników i pracownic biura prasowego
O wyjaśnienia te RPO wystąpił po informacjach w mediach, że zdaniem Kurii przyczyną zwolnienia trzech pracowniczek jest to, że nie tworzą katolickich małżeństw, ale samotnie wychowują dzieci. Rzecznik pytał też, pracowniczki te nie były objęte ochroną, jaką daje umowa o pracę – były zatrudnione na umowach cywilnych, które można było łatwo rozwiązać.
Oto treść pisma księdza kanclerza
W odpowiedzi na pismo z 24 września 2019 r. (III.7041.23.2019.JJ) w sprawie zmian personalnych w Biurze Prasowym Archidiecezji Krakowskiej pragnę uprzejmie wyjaśnić, co następuje.
Przede wszystkim chcę z mocą podkreślić, że decyzja o zwolnieniu trzech spośród pięciu osób tworzących Biuro Prasowe opierała się wyłącznie na przesłankach merytorycznych i w absolutnie żaden sposób nie była związana z sytuacją osobistą czy stanem cywilnym tych osób. Rzeczywiście w komunikacie, jaki ukazał się na stronie internetowej Archidiecezji Krakowskiej w dniu 21 września 2019 r., pojawiły się sformułowania zacytowane w Pańskim piśmie. Niemniej jednak komunikat ten nie zawierał informacji o jakimkolwiek związku przyczynowym między stanem cywilnym czy sytuacją osobistą osób tworzących Biuro Prasowe a faktem zakończenia współpracy z niektórymi z nich. Takiego związku przyczynowego oczywiście nie było. Zdaję sobie sprawę, że w przestrzeni medialnej wspomniany komunikat zinterpretowany został inaczej i między innymi z tego powodu oraz dla uniknięcia jakichkolwiek wątpliwości w tej sprawie w dniu 23 września 2019 r. z treści komunikatu zostały usunięte wszelkie odniesienia do sytuacji osobistej pracownic Biura Prasowego.
Pragnę zaznaczyć, że sama koordynator Biura była świadoma narastania trudności w wewnętrznej komunikacji z jej przełożonymi i pogłębiających się różnic w spojrzeniu na kwestie, dotyczące powierzanych jej zadań. Między innymi dlatego w dniu 10 sierpnia 2019 r. pisemnie poprosiła Metropolitę Krakowskiego o zwolnienie jej z obowiązków. Prośba ta została przyjęta, czego konsekwencją było zwolnienie koordynator Biura i jej dwóch najbliższych współpracowniczek. Zgodnie z umowami każda ze stron mogła rozwiązać umowę z zachowaniem jednomiesięcznego okresu wypowiedzenia bez wskazywania powodów.
Natomiast odnosząc się do kwestii motywów, które legły u podstaw decyzji o nawiązaniu przez Archidiecezję Krakowską współpracy z osobami obsługującymi Biuro Prasowe na podstawie umów cywilnych zamiast nawiązania z nimi stosunku pracy, należy wskazać, iż wszystkie osoby, których dotyczy komunikat, zatrudnione były na umowach zlecenia oraz umowach o dzieło z uwagi na to, iż charakter pełnionych przez nie obowiązków nie pozwalał na nawiązanie z nimi stosunku pracy.
Jeżeli chodzi o zawarte umowy o dzieło, to ich przedmiotem było m. in. wykonywanie wraz z przekazaniem praw autorskich dokumentacji filmowej istotnych dla Archidiecezji wydarzeń oraz zapewnienie sprzętu do wykonywania tej dokumentacji. Jak wynika z zakresu przyjętych w umowie obowiązków wykonywanych przez zatrudnione w Biurze Prasowym osoby, w żaden sposób nie można było objąć ich stosunkiem pracy z uwagi na fakt, iż nie świadczyły one pracy w warunkach określonych w art. 22 § 1 Kodeksu Pracy. Przez nawiązanie stosunku pracy pracownik zobowiązuje się do wykonywania pracy określonego rodzaju na rzecz pracodawcy i pod jego kierownictwem oraz w miejscu i czasie wyznaczonym przez pracodawcę. Osoby zatrudnione w Biurze Prasowym miały swobodę w wykonywaniu swoich obowiązków, zarówno jeżeli chodzi o czas, jak i o miejsce.
Trudno wyobrazić sobie sytuację, aby rodzaj wykonywanych przez osoby zaangażowane do obsługi Biura Prasowego obowiązków mógł być ściśle kontrolowany przez Archidiecezję w taki sposób, w jaki zazwyczaj pracodawca kontroluje pracownika zatrudnionego na umowę o pracę (przez bezpośredniego przełożonego). Zawarcie w takiej sytuacji umów o pracę byłoby jedynie fikcją, gdyż Archidiecezja jako pracodawca nie miałaby możliwości realizowania obowiązków kontrolnych (np. w zakresie ewidencji czasu pracy), ani relacji ścisłego podporządkowania. Nie byłyby spełnione co najmniej dwa kryteria, charakteryzujące stosunek pracy, a więc wykonywanie pracy pod kierownictwem pracodawcy, a także w miejscu i czasie przez niego wyznaczonym. Z uwagi na powyższe najbardziej adekwatną formą zatrudnienia osób do obsługi Biura Prasowego było zawarcie z nimi umów zlecenia oraz umów o dzieło tam, gdzie rezultatem ich pracy był element twórczy oraz potrzeba przekazania majątkowych praw autorskich. Praca w Biurze Prasowym miała zatem wszelkie cechy pracy zdalnej, polegającej na właściwej organizacji pracy, która była w dużej mierze delegowana koordynatorowi Biura.
Wskazać ponadto należy, iż m. in. osoba pełniąca obowiązki koordynatora Biura Prasowego była równolegle zatrudniona u innego pracodawcy. Osoba ta we własnym zakresie zapewniała także Archidiecezji Krakowskiej swój sprzęt do wykonywania dokumentacji filmowej i fotograficznej oraz we własnym zakresie ponosiła koszty jego użycia i eksploatacji. Archidiecezja nie posiadała bowiem takiego sprzętu. Tym bardziej więc, kierując się tym, aby umożliwić takiej osobie właściwe wypełnianie jej obowiązków, wynikających z posiadanego wcześniej stosunku pracy, wspólnie z tą osobą zdecydowano o wyborze bardziej elastycznej formy zatrudnienia, jaką niewątpliwie w tych okolicznościach była umowa cywilnoprawna. W ten sposób obowiązki w ramach Biura Prasowego na rzecz Archidiecezji nie były wykonywane z pokrzywdzeniem innego pracodawcy, a koordynator Biura Prasowego miała możliwość samodzielnego decydowania, kiedy i w jakim miejscu będzie wypełniać obowiązki na rzecz Archidiecezji.
Dla pozostałych osób również najbardziej adekwatną była powyżej przedstawiona forma świadczenia pracy z uwagi na fakt, iż wszyscy pracownicy Biura Prasowego obowiązani byli do ścisłej współpracy ze sobą i niewłaściwe byłoby ich różnicowanie poprzez różne formy zatrudnienia. Dlatego z wszystkimi osobami wykonującymi obowiązki w Biurze Prasowym zawierane były umowy cywilne.
Ufam, że powyższe wyjaśnienia pozwolą na lepsze zrozumienie okoliczności sprawy i obiektywne spojrzenie na nią.
III.7041.23.2019
Ponadto stwierdził, że pierwszym dniem urlopu macierzyńskiego mógłby być dziń, gdy kończy się zwolnienie lekarskie. A tak się złożyło, że dzień ten przypadał już po po dniu zwolnienia jej ze służby. „W związku z powyższym brak jest podstaw do uwzględnienia Pani wniosku o udzielenie urlopu macierzyńskiego przed porodem, bowiem pierwszy dzień tego urlopu będzie przypadał w okresie kiedy nie będzie Pani posiadała statusu funkcjonariusza ABW” – głosiła odpowiedź Dyrektora Biura Kadr ABW.
Zdaniem Rzecznika nie sposób podzielić takiego stanowiska. Przepisy Kodeksu pracy (art. 180 § 2 ) w sprawie urlopu macierzyńskiego dają jedno ogranicznie: przed przewidywaną datą porodu pracownica może z niego wykorzystać nie więcej niż 6 tygodni urlopu. A poza tym prawo do urlopu macierzyńskiego jest prawem podmiotowym, które przysługujące z mocy prawa, z chwilą urodzenia dziecka. Oznacza to, że funkcjonariuszka nie musi składać pracodawcy wniosku o urlop. Temu prawu podmiotowemu odpowiada po stronie pracodawcy obowiązek jego udzielenia. Funkcjonariuszka może się zrzec tego prawa dopiero po 14 tygodniach od porodu (art. 180 § 4 Kodeksu pracy).
Również w przypadku korzystania z tego urlopu na nie więcej niż 6 tygodni przed porodem prawu funkcjonariuszki do urlopu macierzyńskiego odpowiada obowiązek jego udzielenia.
Przebywanie zaś na zwolnieniu lekarskim (szczególnie przypadku ciąży zagrożonej) nie może uniemożliwiać skorzystania z urlopu macierzyńskiego przed porodem. Taki warunek nie wynika bowiem z przepisów prawa.
Do takiego wniosku prowadzi także odwołanie się do art. 71 ust. 2 Konstytucji, który przyznaje matce przed i po urodzeniu dziecka prawo do szczególnej pomocy władz publicznych. Gdyby przyjąć, że funkcjonariuszkę w ciąży pozbawia się prawa do urlopu macierzyńskiego przed urodzeniem dziecka, to władze publiczne nie tylko nie świadczyłyby szczególnej pomocy, lecz destabilizowałyby sytuację takiej osoby, pozbawiając ją środków utrzymania. Taka wykładnia przepisów jest nie do pogodzenia z art. 71 ust. 2 w związku z art. 32 i art. 7 Konstytucji.
Dlatego w ocenie Rzecznika stanowisko Biura Kadr ABW - w zakresie, w jakim odmawia funkcjonariuszce prawa do urlopu macierzyńskiego przed porodem – narusza jej prawa i wolności oraz może stanowić dyskryminację ze względu na płeć, związaną z rodzicielstwem.
Rzecznik zwrócił się do szefa ABW prof. Piotra Pogonowskiego o zweryfikowanie stanowiska w tej sprawie.
WZF.7043.66.2019
Spotkanie w Biurze RPO z ombudsmanką Ludmyłą Denisową
Sytuacja obywateli ukraińskich w Polsce była głównym tematem spotkania rzecznika praw obywatelskich Adama Bodnara z parlamentarną komisarz praw człowieka Ukrainy Ludmyłą Denisową. Rozmawiano o przypadkach mowy nienawiści kierowanej do obywateli ukraińskich, jak również problemach pracowników migrujących oraz przebywających w zakładach karnych. Podpisany został list intencyjny wyrażający wolę dalszej współpracy pomiędzy Parlamentarnym Komisarzem Praw Człowieka i Rzecznikiem Praw Obywatelskich.
W spotkaniu udział wzięli również: konsul Ukrainy Dmytro Horban, zastepczyni RPO Hanna Machińska, dyrektor zespołu prawa pracy i zabezpiecznia społecznego Lesław Nawacki, naczelnik wydziału praw migrantów i mniejszości narodowych Marcin Sośniak i naczelniczka wydziału ds. współpracy międzynarodowej Barbara Kurach.
Trudna sytuacja Służby Więziennej na przykładzie Aresztu na Grochowie
Problemem dla więzienników w Warszawie jest też brak szpitala dla osadzonych po tym, jak w Areszcie Śledczym przy ulicy Rakowieckiej powstało Muzeum Żołnierzy Wyklętych i Więźniów Politycznych PRL. Teraz najbliższy szpital więzienny jest w Łodzi.
Takie są efekty kontroli RPO przeprowadzonej 17 lipca 2019 r.
WZF.7044.18.2019
W tegorocznej edycji Nagrody Głównego Inspektora Pracy im. Heleny Krahelskiej Rzecznik Praw Obywatelskich zaproponował przyznanie tej nagrody przewodniczącemu Związku Zawodowego Pracowników Ukraińskich w Polsce Jurijowi Kariaginowi.
Nagroda przyznawana jest za wybitne osiągnięcia w dziedzinie: nadzoru i kontroli przestrzegania prawa pracy, prewencji zagrożeń zawodowych, wynalazczości, projektowania bezpiecznych technik i technologii, a także popularyzacji ochrony zdrowia, bezpieczeństwa i prawa pracy. Celem nagrody jest wyróżnianie i promowanie osiągnięć w zakresie ochrony pracy i zdrowia w środowisku pracy.
Jurij Kariagin, przy wsparciu Ogólnopolskiego Porozumienia Związków Zawodowych, utworzył w maju 2016 r. Międzyzakładowy Związek Zawodowy Pracowników Ukraińskich w Polsce. Głównym celem jest Związku jest ochrona godności, praw i interesów związanych z wykonywaniem pracy zarobkowej przez obywateli Ukrainy na terenie Polski. Z jego inicjatywy stworzono portal internetowy informujący o warunkach legalnej pracy obywateli Ukrainy w Polsce. Z wielkim zaangażowaniem chroni prawa i interesy pracowników z Ukrainy w trakcie kontaktów z polskimi pracodawcami, udziela pomocy w rozwiązywaniu innych problemów, związanych m.in. z wysyłaniem pieniędzy za granicę, w poszukiwaniu mieszkań, nauką języka, podejmowaniem działalności gospodarczej itp. Jego działalność znacząco wpływa na zmniejszenie skali naruszeń prawa z zakresu legalności zatrudnienia obywateli Ukrainy w Polsce.
III.402.1.2019
Przez zaniedbania państwa psychologowie nie mają prawa wykonywania zawodu. Cierpią wszyscy. RPO pisze do MRPiPS
Przyjęta 13 lat temu ustawa o zawodzie psychologa nigdy nie zaczęła być stosowana. Nie powołano samorządu zawodowego psychologów, który ma dawać prawo do wykonywania zawodu
Sądy powołują więc biegłych psychologów na podstawie niejasnych kryteriów; to samo dotyczy psychologów szkolnych czy tych, którzy oceniają osoby ubiegające się o broń albo odpowiadające za bezpieczeństwo jądrowe
Ludziom w kryzysie doradzają psychologowie, którzy formalnie nie mają prawa wykonywania zawodu
To przykład trudnej do zrozumienia niemocy państwa – pisze RPO do Ministra Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej
Sytuacja ta, wynikająca z wieloletnich zaniechań kolejnych rządów, stanowi naruszenie praw obywatelskich, w szczególności prawa do bezpieczeństwa (art. 5 Konstytucji) i prawa do ochrony zdrowia (art. 68 ust. 1 Konstytucji).
Problem przez lata uznawany był za mało istotny, choć ma on wpływ na sprawy setek tysięcy jeśli nie milionów obywateli. Dowodem są bezskuteczne interwencje kolejnych Rzeczników Praw Obywatelskich. Adam Bodnar przypomina o tym nowej minister rodziny, pracy i polityki społecznej Bożenie Borys-Szopie.
Jej wszyscy poprzednicy niezmiennie i konsekwentnie stali na stanowisku, że z powodu wad ustawa o zawodzie psychologa jest niewykonalna. Nie powstał jednak żaden inny projekt, więc ustawy nie dało się też uchylić. Nadal obowiązuje, tworząc fikcję prawa, co narusza konstytucyjną zasadę demokratycznego państwa prawnego (pismo RPO z 9 lutego 2012 r, nr RPO-683517).
Brak przepisów wykonawczych oraz niepowołanie regionalnych izb psychologów formalnie uniemożliwia wykonywanie zawodu psychologa (pismo z 4 sierpnia 2008 r., nr RPO-573306-VI/07). Taki stan rzeczy, nie do zaakceptowania w demokratycznym państwie prawnym, jest jaskrawym przykładem naruszenia art. 146 ust. 4 pkt 1 Konstytucji, który obliguje Radę Ministrów do zapewnienia wykonania ustaw (tak też w piśmie z 14 lutego 2012 r., nr RPO-683517-V/11).
Tysiące psychologów, setki tysięcy osób, które badają
Niewykonanie ustawy jest w dalszym ciągu przedmiotem skarg do RPO. Brak samorządu zawodowego psychologów, który m.in. powinien stwierdzać prawo wykonywania zawodu, nie powoduje bowiem, że psychologów nie ma. Wykonują oni zadania także w sferze publicznej: w edukacji, lecznictwie, więziennictwie, wymiarze sprawiedliwości, administracji. To co najmniej kilka tysięcy osób, które – przynajmniej formalnie – nie mają prawa wykonywania zawodu.
Jak powołać biegłego?
To przykład trudnej do zrozumienia niemocy państwa – pisze RPO. - Wymaga bowiem od różnych organów państwa znalezienia sposobów na radzenie sobie ze skutkami zaniechania wykonania ustawy o zawodzie psychologa. W takiej sytuacji są m.in. marszałkowie województw, wydający zezwolenia na wykonywanie zawodu w ramach indywidualnej praktyki psychologicznej. Choć weryfikacja kompetencji przed wydaniem zezwolenia odbywa się za pomocą wszelkich dostępnych środków, część marszałków napisała do RPO, że nie mają pewności co do kompetencji psychologów, którym wydawane są zezwolenia.
Z problemem borykają się też sądy, które muszą powoływać biegłych z dziedziny psychologii. Zgodnie z rozporządzeniem Ministra Sprawiedliwości w sprawie biegłych sądowych z 24 stycznia 2005 r., kandydat na biegłego musi mieć opinię albo zakładu pracy, albo organizacji zawodowej. Psychologowie wykonujący zawód na własny rachunek w sposób oczywisty nie są w stanie tego wymogu spełnić. Sądy radzą sobie z tym w ten sposób, że traktują tych psychologów jako „współpracujących” z jakąś instytucją i jej opinię biorą pod uwagę. Opinia nieistniejącego samorządu zawodowego bywa też zastępowana opinią różnych stowarzyszeń psychologów.
Jest to sytuacja wysoce niepokojąca, jeśli się pamięta, że na psychologach wykonujących swoją pracę w sferze publicznej ciąży ogromna odpowiedzialność.
Zezwolenie na broń? Opinię wyda psycholog z rejestru komendanta policji
Skutki niewykonania ustawy widać także w przepisach resortowych. Np. zatrudnieni w szkołach psycholodzy nie muszą się legitymować prawem wykonywania zawodu, a jedynie odpowiednim wykształceniem.
Najbardziej rozbudowaną „resortową” regulacją dotyczącą zawodu psychologa są przepisy dotyczące psychologów transportu. Tworzą one kategorię „psychologów uprawnionych”, podlegających wpisowi w ewidencji prowadzonej przez marszałka województwa. Prawodawca nie wymaga od nich uzyskania prawa wykonywania zawodu, a jedynie odpowiedniego wykształcenia.
W systemie prawa występuje również kategoria „psychologów upoważnionych”. Odpowiadają oni za badanie psychologiczne osób ubiegających się o pozwolenie na broń. Także oni nie muszą dysponować prawem wykonywania zawodu, a wystarczające jest wykształcenie i – dodatkowo – doświadczenie zawodowe, stanowiące podstawę do wpisu do rejestru komendanta wojewódzkiego policji. „Psycholodzy upoważnieni” są również uprawnieni do badań związanych z wykonywaniem zawodu pracownika ochrony fizycznej, pełnieniem funkcji sędziego, czy też osób wykonujących czynności w zakresie bezpieczeństwa jądrowego i ochrony radiologicznej.
Podobnie rzecz się ma z psychologami obecnymi w publicznej służbie zdrowia. Wymogami stawianymi przed nimi jest, co do zasady, wykształcenie.
Choć Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej – jak wynika z pisma z 12 czerwca 2019 r. do Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Psychologów – prowadzi już prace nad nowelizacją przepisów, próżno szukać informacji o tym wykazie prac legislacyjnych Rady Ministrów (nie wspominając o informacjach o konkretnych kierunkach rozwiązań), co sugeruje, że są one na bardzo wczesnym etapie.
Doświadczenie instytucjonalne Rzecznika Praw Obywatelskich każe przypuszczać, że na gotowy projekt ustawy przyjdzie wszystkim jej interesariuszom – zarówno samym psychologom, jak również osobom, którym świadczą oni pomoc – poczekać nawet kilka lat.
Oznacza to, że czynności wpływające na to:
kto będzie mógł prowadzić pojazdy,
kto zajmie się opieką psychologiczną nad dziećmi w szkołach,
kto będzie mógł posługiwać się bronią,
kto będzie mógł rozstrzygać sprawy sądowe,
jak przebiegnie powrót do zdrowia,
nadal dokonywać będą osoby, które:
nie muszą kierować się kodeksem etycznym,
nie posiadają ustandaryzowanych metod psychologicznych,
nie podlegają odpowiedzialności dyscyplinarnej za ewentualne błędy.
RPO ma nadzieję, że resort pracy podejmie energiczne działania, które zaowocują szybkim sformułowaniem projektu ustawy, rozwiązującym problem ważny dla setek tysięcy (jeśli nie milionów) obywateli naszego państwa.
V.7014.23.2018
Co pozwala kurierom Ubera obchodzić obowiązek zezwolenia na pracę w Polsce
Po interwencji RPO Inspekcja Pracy odtwarza mechanizm działania w Polsce firmy z grupy UBER. Nie zatrudnia ona nikogo poza pracownikami biurowymi. Nie zajmuje się też rozwożeniem jedzenia
Dowożący je kurierzy-cudzoziemcy formalnie są tylko użytkownikami aplikacji internetowej. Prowadzą działalność gospodarczą, a kolejni kurierzy mogą być podzleceniodawcami takich małych firm
Kurierzy ci nie podlegają ustawie o działalności gospodarczej, bo wykazują bardzo małe dochody. Dzięki temu nie muszą występować o zgodę na pracę w Polsce
Utrudnia to skuteczne kontrole inspektorom pracy. Skomplikowany system rozliczeń sprawia zaś, że cudzoziemcy nie otrzymują należnego wynagrodzenia
Na ulicach największych miast często widać osoby na rowerach z pleckami Uber Eats. To kurierzy dowożący jedzenie zamawiane przez aplikację internetową. Są nimi głównie obywatele Indii ze statusem studentów. Z ich usług korzystają głównie lokale gastronomiczne nie dysponujące własnym transportem.
RPO podjął z urzędu sprawę kurierów Uber Eats po reportażu „Dużego Formatu” z 18 lutego 2019 r. „Pracowałem na czarno w Uber Eats”. Nabrał wątpliwości m.in., czy dowożenie posiłków w systemie Uber Eats jest zgodne z warunkami pracy w Polsce.
Z reportażu wynikało, że część kurierów wykonuje zajęcie na podstawie niestandardowych form współpracy z podmiotami gospodarczymi. Tylko niektórzy z nich są samozatrudnienii; większość dostarcza jedzenie na podstawie umów zlecenia, które są dodatkowo połączone z umową najmu roweru. Praca kurierska wykonywana jest w trudnych warunkach, zwłaszcza zimą. Wynagrodzenie ustalane jest ustnie przez pośredników (tzw. partnerów flotowych). Obywatele Indii przyjeżdżają do Polski, zapisują na studia w prywatnych uczelniach, a następnie korzystają ze statusu studenta (płacą niższe podatki i składki).
Sam Uber Eats podaje, że jest tylko pośrednikiem, a nie organizatorem dowozu.
Rzecznik wystąpił do Głównego Inspektora Sanitarnego Jarosława Pinkasa o udostępnienie zapowiadanej w 2018 r. kontroli dotyczącej działania Uber Eats. Do Głównego Inspektora Pracy Wiesława Łyszczka zwrócił się zaś o rozważenie kontroli warunków pracy kurierskiej w systemie Uber Eats. A ponieważ kurierzy są formalnie studentami dwóch prywatnych uczelni, o zwrócenie na to uwagi wystąpił do wicepremiera, ministra nauki i szkolnictwa wyższego Jarosława Gowina.
Odpowiedź Głównego Inspektora Pracy – model funkcjonowania UBER Eats
Okręgowy Inspektorat Pracy w Warszawie ustalił, że UBER Eats nie jest podmiotem gospodarczym prowadzącym działalność w Polsce. Tę prowadzi firma Uber Poland Sp. z o.o., której właścicielami są dwa podmioty zarejestrowane w Holandii. Uber Poland sp. z o.o. zatrudnia 20 obywateli polskich, wykonujących prace administracyjno-biurowe (to wynika z kontroli Inspekcji Pracy w 2018 r. i w 2017 r.). Nie zatrudnia natomiast kurierów i nie zajmuje się rozwożeniem żywności czy przewozem osób. Jej działalnośc polega głównie na obsłudze aplikacji internetowych umożliwiających przewozy osób czy jedzenia.
Sama aplikacja internetowa, za której pośrednictwem można zamówić posiłek z restauracji, a także zostać kurierem (po zarejestrowaniu na www uber.com), jest prowadzona przez firmę Uber Technologies Inc. z siedzibą w USA. Kurier jest więc po prostu użytkownikiem aplikacji. Udostępnianie tego rodzaju aplikacji jest natomiast przedmiotem działalności gospodarczej innych podmiotów wchodzących w skład grupy UBER.
Kurierzy rozwożący jedzenie w Polsce formalnie prowadzą działalność gospodarczą lub też wykonują tzw. działalność nieewidencjonowaną - z uwagi na to, że ich przychód nie przekracza 50% kwoty minimalnego wynagrodzenia za pracę. Nie są więc przedsiębiorcami w rozumieniu ustawy z 6 marca 2018 r. Prawo przedsiębiorców.
Mogą powierzać pracę zarobkową innym osobom. Zatem mogą być zleceniodawcami innych kurierów.
Odpowiedź Głównego Inspektora Pracy – jak to wygląda w praktyce
Główny Inspektor Pracy wystąpił 8 marca 2019 r. do Komendanta Głównego Straży Granicznej o wspólne działania kontrolne. Znane są wyniki z obszarów inspektoratów pracy w Krakowie, Rzeszowie i Olsztynie. Udało się np. wytypować podmioty, na rzecz których wykonywało pracę dwóch kierowców samochodów osobowych.
Kierowcy ci oświadczyli:
że mają umowy z firmami powierzającymi pracę.
że realizują przewóz osób, jednak dla nikogo nie świadczą pracy,
że jeżdżą za kolegę,
że dorabiają sobie w ramach nierejestrowanej działalności gospodarczej itp.
Te kontrole pozwoliły wytypować do kontroli kolejne podmioty współpracujące z firmami należącymi do grupy UBER.
Działalność jednej polega na poszukiwaniu kierowców okazjonalnych do przewozów osób dla podmiotu zewnętrznego. Nie zatrudnia pracowników, a na jej rzecz wykonuje usługi jeden zleceniobiorca. Kierowcy funkcjonują w ramach aplikacji internetowych i mają zawarte umowy zlecenia z partnerem kontrolowanej firmy. Sama zaś firma zapewnia obsługę techniczno-organizacyjną kierowców, tj. rejestruje ich w aplikacji internetowej, doradza im oraz pomaga rozwiązywać problemy z aplikacją i rozliczeniami finansowymi.
Działalność drugiej firmy, z woj. warmińsko-mazurskiego polega na odpłatnym przewozie osób w ramach platform Uber i Taxify, a usługi świadczone są na terenie Warszawy i okolic. Powierza ona pracę wyłącznie obywatelom polskim. Czynności Straży Granicznej również nie wykazały powierzania pracy cudzoziemcom.
Odpowiedź Głównego Inspektora Pracy – wnioski
- Podsumowując, należy stwierdzić, że wykonywanie pracy z wykorzystaniem aplikacji internetowych jest nową formą związaną z pracą cudzoziemców. W tym modelu trudno mówić o istnieniu typowego związku między podmiotem powierzającym pracę a cudzoziemcem. Jest to relacja zbliżona raczej do wykonywania zleceń w ramach prowadzonej działalności gospodarczej – napisał RPO Główny Inspektor Pracy Wiesław Łyszczek.
Firmy oferujące pracę cudzoziemcom, wykorzystując aplikacje internetowe, zawierają z nimi jedynie umowy dotyczące wypożyczenia sprzętu i udostępnienia aplikacji, ale nie jest to równoznaczne z zatrudnieniem cudzoziemca w danym podmiocie. Skomplikowany (zwłaszcza dla cudzoziemców) system rozliczeń finansowych wynikający ze wspomnianych umów prowadzi często do sytuacji, że osoby wykonujące pracę nie otrzymują należnego, wynagrodzenia lub jest ono obciążone karami pieniężnymi. Poza tym stosowany przez firmy z grupy UBER i podmioty z nimi współpracujące schemat „zatrudniania" utrudnia prowadzenie skutecznych kontroli przez inspektorów pracy.
Wiesław Łyszczek podkreślił, że wprowadzony 30 kwietnia 2018 r. art. 5 ust. 1 ustawy z 6 marca 2018 r. Prawo przedsiębiorców - zgodnie z którym nie stanowi działalności gospodarczej taka forma działalności, z której przychód nie przekracza w żadnym miesiącu 50% kwoty minimalnego wynagrodzenia za pracę - umożliwia cudzoziemcom oraz podmiotom powierzającym im pracę obchodzenie przepisów dotyczących obowiązku posiadania zezwolenia na pracę na terytorium Polski
III.7041.6.2019
Wyższa Szkoła Gospodarki Euroregionalnej, gdzie studiują m.in. obywatele Indii-dostawcy Uber Eats, nie narusza ich praw i wolności
Stwierdził tak Rzecznik Praw Obywatelskich po wyjaśnieniach uczelni co do zasad rekrutacji, kwestii opłat za studia i jakości kadry naukowej
Także Minister Nauki i Szkolnictwa Wyższego uznał, że nie ma potrzeby podjęcia działań nadzorczych wobec tej uczelni
Na ulicach największych miast często widać osoby na rowerach z charakterystycznymi pleckami Uber Eats. To kurierzy dowożący jedzenie klientom do domów lub miejsc pracy – zamawiane przez specjalną aplikację. Z ich usług korzystają głównie lokale gastronomiczne nie dysponujące własnym transportem.
RPO podjął z urzędu wielowątkową sprawę kurierów Uber Eats po reportażu „Dużego Formatu” z 18 lutego 2019 r. „Pracowałem na czarno w Uber Eats”, gdzie opisano warunki dowozu jedzenia przez kurierów.
Z reportażu wynikało, że część kurierów wykonuje swe zajęcie na podstawie niestandardowych form współpracy z podmiotami gospodarczymi. Tylko niektórzy z nich wykonują pracę w formie samozatrudnienia; większość dostarcza jedzenie na podstawie umów zlecenia, które są dodatkowo połączone z umową najmu roweru. Praca kurierska wykonywana jest w trudnych warunkach, zwłaszcza zimą. Wynagrodzenie ustalane jest przez pośredników (tzw. partnerów flotowych), bez zachowania formy pisemnej.
Jedzenie dostarczają głównie obywatele Indii o statusie studentów. Zachęceni obietnicami lepszych warunków życia, mają płacić wysokie czesne za studia w prywatnych uczelniach, które ich rekrutują w Indiach. Już w Polsce, w celu zdobycia środków utrzymania, podejmują pracę jako kurierzy. Ich status studentów umożliwia niższe obciążenia podatkowe oraz z tytułu ubezpieczeń społecznych – pisał „DF” .
W 2018 r. media donosiły, że inspekcja sanitarna zainteresowała się sprawą i zapowiedziała kontrolę warunków higienicznych przewożenia posiłków. Sam Uber Eats podaje, że jest tylko pośrednikiem, a nie organizatorem dowozu.
O udostępnienie raportu z zapowiadanej 2018 r. kontroli podmiotów realizujących dostawy jedzenia na zlecenie Uber Eats lub podmiotów współpracujących, Rzecznik wystąpił do Głównego Inspektora Sanitarnego Jarosława Pinkasa. Do Głównego Inspektora Pracy Wiesława Łyszczka zwrócił się zaś o rozważenie kompleksowej kontroli warunków wykonywania pracy kurierskiej w systemie Uber Eats.
Według reportażu „DF”, zajęcia dla obcokrajowców w Wyższej Szkole Gospodarki Euroregionalnej im. Alcide De Gasperi w Józefowie prowadzone są na niskim poziomie, przez osoby nieposługujące się w dostatecznym stopniu językiem angielskim. Na zajęciach nie jest wymagana obecność. Rekrutacja na uczelnię studentów z Indii jest prowadzona we współpracy z zagranicznym pośrednikiem, który ma pobierać dodatkową opłatę związaną z rekrutacją.
Z kolei Wyższa Szkoła Pedagogiki i Administracji im. Mieszka I w Poznaniu, ma nie zwracać kandydatom opłat za wystawienie zaproszenia do studiów, jeśli kandydat nie uzyska polskiej wizy. Praktyki takie budzą wątpliwości co do zgodności z prawem.
W związku z tym RPO zwrócił się do wicepremiera, ministra nauki i szkolnictwa wyższego Jarosława Gowina o podjęcie przewidzianych prawem działań nadzorczych.
Wyjaśnienia WSGE
Zarzutom „DF” zaprzeczyła w piśmie z 8 marca 2019 r. do RPO rektor Wyższej Szkoły Gospodarki Euroregionalnej dr hab. Magdalena Sitek. Zadeklarowała poddanie się ewentualnej kontroli MNiSW. Jednocześnie, zarzucając tekstowi „DF” podawanie nieprawdy, a nawet pomówień, wskazała m.in., że
we wszystkich polskich uczelniach, poza WSGE, wystarczy zapłacić czesne za pierwszy rok studiów, aby otrzymać list zapraszający. Dla WSGE nie wystarczy to do rekrutacji, a pracownik szkoły na miejscu w Indiach weryfikuje jakość kandydatów i ich znajomość jęz. angielskiego;
czesne WSGE jest jednym z najniższych wśród uczelni oferujących studia w jęz. angielskim, a jego wysokość nie zmienia się od wielu lat, wyższe czesne dotyczy tylko informatyki;
pracę dorywczą podejmują studenci nie tylko WSGE, ale też publicznych uczelni;
podawanie w wątpliwość jakości kształcenia w WSGE jest krzywdzące dla uczelni, zajęcia dla cudzoziemców prowadzą osoby biegle władające jęz. angielskim, posiadające co najmniej stopień doktora oraz pracują lub pracowały w renomowanych uczelniach;
uczelnia prowadzi elektroniczny system sprawdzania obecności studentów i wykładowców; mimo, że żadna uczelnia w Polsce nie ma prawa wymagać obecności studenta na zajęciach, WSGE to sprawdza, a na podstawie sumarycznego wyniku studenta z każdego przedmiotu stawiane są mu inne, dodatkowe wymagania. Za najlepszą obecność oraz najlepsze wyniki w nauce uczelnia przydziela własne stypendium.
Wnioski RPO i MNiSW
13 maja 2019 r. Rzecznik napisał do rektor Magdaleny Sitek, że po zapoznaniu się z jej pismem i w wyniku uzyskanych wyjaśnień nie stwierdził naruszenia praw i wolności obywatelskich.
Minister Nauki powiadomił zaś 23 kwietnia RPO, że pismo rektor Magdaleny Sitek do Rzecznika wyjaśnia m.in. zasady procesu rekrutacyjnego, kwestię czesnego oraz jakości kadry naukowej uczelni. - Wyjaśnienia te w wystarczający sposób przedstawiły sytuację; zasadnym jest zatem wstrzymanie się od podejmowania działań nadzorczych w niniejszej sprawie – ocenił minister.
Jednocześnie Jarosław Gowin wezwał Wyższą Szkolę Pedagogiki i Administracji im. Mieszka I w Poznaniu do złożenia wyjaśnień w kwestii zasad zwrotu opłat od kandydatów na studia. Po otrzymaniu informacji od uczelni możliwe będzie podjęcie decyzji co do ewentualnych dalszych działań nadzorczych.
VII.7033.10.2019
Dlaczego rodzice karmiący sztucznym pokarmem nie mają prawa do przerw w pracy? RPO proponuje zmiany
Dlaczego nie uznać czasu przewidzianego na karmienie piersią za czas uwagi poświęcanej dziecku i pomost pomiędzy życiem rodzinnym a życiem zawodowym?
Możliwe wtedy byłoby przyznanie prawa do korzystania z przerw na karmienie również kobietom i mężczyznom karmiącym sztucznym pokarmem
Rzecznik zwrócił się do minister rodziny, aby w porozumieniu z MSWiA rozważyła wprowadzenie odpowiednich zmian
Co mówi obecnie kodeks pracy?
pracownica (kobieta) karmiąca dziecko piersią ma prawo do dwóch półgodzinnych przerw w pracy wliczanych do czasu pracy;
pracownica karmiąca więcej niż jedno dziecko ma prawo do dwóch przerw w pracy, po 45 minut każda;
pracownicy zatrudnionej przez czas krótszy niż 4 godziny dziennie przerwy na karmienie nie przysługują;
jeżeli czas pracy pracownicy nie przekracza 6 godzin dziennie, przysługuje jej jedna przerwa na karmienie;
przerwy na karmienie mogą być na wniosek pracownicy udzielane łącznie.
Kodeks pracy nie uzależnia prawa do korzystania z przerwy na karmienie od wieku dziecka i nie wymaga przedłożenia pracodawcy stosownego zaświadczenia lekarskiego (tak jak ma to miejsce w przypadku pracownic w ciąży – art. 185 Kodeks pracy).
W praktyce przerwy na karmienie udzielane są często na wniosek pracownicy, na podstawie jej oświadczenia, że karmi dziecko piersią. W piśmiennictwie istnieje pogląd, zgodnie z którym pracodawca mający wątpliwości co tego, czy pracownica faktycznie karmi dziecko pokarmem własnym, może zażądać przedstawienia stosownego zaświadczenia lekarskiego. Pogląd ten wywołuje jednak w praktyce znaczne kontrowersje. Niektórzy przełożeni z uwagi na brak regulacji ustawowych próbują również we własnym zakresie określać maksymalny okres karmienia, w którym honorowane jest oświadczenie pracownicy (np. 1 rok). Po jego upływie oczekują od nich zaświadczeń lekarskich potwierdzających fakt karmienia piersią, a żądanie takie ponawiane jest co miesiąc.
Jakie są rozwiązania w innych krajach?
Przedstawione praktyki wywołały wątpliwości RPO, czy obowiązujące w Polsce przepisy w sposób właściwy chronią matki karmiące przed dyskryminacją ze względu na płeć. Rzecznik zwrócił się w ramach sieci EQUINET (European Network of Equality Bodies) do europejskich organów ds. równości z prośbą o przybliżenie rozwiązań prawnych co do prawa do przerw na karmienie w innych krajach UE.
Prawa związane z macierzyństwem odnoszą się tylko do kobiet zatrudnionych (także w niepełnym wymiarze czasu pracy). Kobiety karmiące piersią nie mogą wykonywać pracy, która mogłaby mieć negatywny wpływ na jej zdrowie i zdrowie dziecka. W prawie federalnym nie jest wskazane, jak długo można karmić piersią w czasie pracy, ale w orzecznictwie wskazuje się na termin 24 miesięcy od urodzenia dziecka. Przerwy na karmienie muszą być zapewnione przez pracodawcę na wniosek matki. Są to dwie 30-minutowe przerwy albo jedna godzinna. Jeżeli kobieta pracuje dłużej niż 8 godzin, przysługują jej dwie 45-minutowe przerwy lub jedna 90-minutowa. Jeżeli pracodawca wymaga zaświadczenia lekarskiego, ponosi jego koszt. Gdy ojciec zajmuje się dzieckiem, nie zmienia to sytuacji - matce także przysługują przerwy na karmienie.
Kobiecie karmiącej piersią przysługuje godzina przerwy w pracy. Można z niej skorzystać w całości i skrócić dzień pracy do 7 gdozin albo podzielić na dwie 30-minutowe przerwy, trzy 20-minutowe albo w porozumieniu z pracodawcą w inny sposób. Prawo to przysługuje matkom tylko do ukończenia przez dziecko 6. miesiąca życia. Termin ten wynika z definicji pracownika-kobiety karmiącej. Jeżeli kobieta skorzysta z urlopu macierzyńskiego i dodatkowego macierzyńskiego po powrocie do pracy przysługuje jej przerwa na karmienie jeszcze tylko przez 1 lub 2 tygodnie w zależności od wieku dziecka.Pracodawca musi dodatkowo ocenić ryzyko możliwości wystąpienia czynników szkodliwych dla zdrowia kobiet ciężarnych i karmiących piersią. Jeżeli takie ryzyko wystąpi zobowiązany jest przenieść taką kobietę na inne stanowisko pracy.
Takiej samej oceny ryzyka jak w Irlandii musi dokonać także pracodawca w Wielkiej Brytanii. Nie ma jednak przepisów zapewniających określoną przerwę na karmienie dla matek-pracowników. Pracodawca ma obowiązek jedynie zapewnić odpowiednie miejsce do odpoczynku dla kobiet karmiących piersią, gdzie mogą też karmić i przechowywać mleko w odpowiednich warunkach.
Kobiecie karmiącej piersią przysługuje przerwa na karmienie. Są to dwie 30-minutowe przerwy na każde dziecko do ukończenia pierwszego roku, a potem jeszcze jedna 30-minutowa przez kolejne 3 miesiące. Nie ma obowiązku dostarczenia zaświadczenia lekarskiego.
Sprawą prawa do przerw na karmienie piersią w Hiszpanii zajmował się Trybunał Sprawiedliwości UE (wyrok z 30 września 2010 r. w sprawie C-104/09, Pedro Manuel Roca Alvarez v Sesa Start Espana ETT SA). Hiszpański sąd krajowy wskazał, że przerwa przewidziana w art.37 ust.4 kodeksu pracy została ustanowiona początkowo w 1900 r. dla ułatwienia karmienia piersią przez matkę. Ewolucja uregulowania oderwała ją od tego celu, ponieważ przepis ten przestał odnosić się do karmienia piersią. Ponadto orzecznictwo od wielu lat dopuszcza korzystanie z tej przerwy w przypadku karmienia sztucznego. Sąd ten podniósł, że przerwa ta została oderwana od biologicznego faktu, jakim jest karmienie piersią i od tamtego czasu jest uznawana za czas uwagi poświęcanej dziecku i środek pojednawczy pomiędzy życiem rodzinnym a życiem zawodowym po wygaśnięciu urlopu macierzyńskiego. Jak wynika z wyroku TSUE, przerwa taka przysługuje zarówno mężczyźnie, jak i kobiecie.
Jakie są zalecenia Światowej Organizacji Zdrowia (WHO)?
WHO zaleca wyłączne karmienie piersią do ukończenia 6. miesiąca życia oraz kontynuację karmienia piersią przy jednoczesnym wprowadzaniu pokarmów uzupełniających do ukończenia 2. roku życia bądź dłużej.
W ocenie Rzecznika obecne przepisy mogą powodować dyskryminujące zachowania pracodawców. Praktyka żądania przedstawiania zaświadczeń lekarskich o karmieniu piersią może przyczyniać się do rezygnacji kobiet z przysługującego im uprawnienia lub w ogóle z karmienia piersią. W sytuacji, kiedy kobiety same muszą pokrywać koszt uzyskania takiego zaświadczenia czynnik ekonomiczny może przeważyć nad czynnikiem zdrowotnym i rozwojowym dziecka. Rozwiązaniem pozwalającym na ograniczenie takiej praktyki mogłoby być wprowadzenie po stronie pracodawcy obowiązku odpłatności za takie zaświadczenie.
Na rynku pracy są również kobiety, które utraciły pokarm oraz rodzice, którzy przysposobili niemowlę. Dlatego zdaniem RPO warto rozważyć uznanie czasu przewidzianego na karmienie piersią za czas uwagi poświęcanej dziecku i pomost pomiędzy życiem rodzinnym a życiem zawodowym (takie rozwiązanie funkcjonuje w Hiszpanii). Możliwe wtedy byłoby przyznanie prawa do korzystania z przerw na karmienie również kobietom i mężczyznom karmiącym sztucznym pokarmem.
Jak zaznaczył Rzecznik, wprowadzenie takich rozwiązań wymagałoby jednocześnie ustalenia maksymalnego okresu możliwości korzystania z prawa do przerw na karmienie.
WZF.7043.25.2015
Rzecznik pyta MON o efekty zapowiedzianych działań w sprawie skarg żołnierzy
W 2018 roku żołnierze jednej z jednostek wojskowych skarżyli się RPO m.in. na złą jakość przestarzałego sprzętu, problemy z awansami podoficerów czy nieodpowiednią pomoc medyczną
Ministerstwo w odpowiedzi zapewniło, że zbada wskazane przez Rzecznika problemy i podejmie odpowiednie działania
Teraz RPO dopytuje o efekty tych zapowiedzianych działań
W kwietniu 2018 roku Adam Bodnar opisał w wystąpieniu do Ministra Obrony Narodowej skargi i uwagi żołnierzy jednej z jednostek wojskowych po kontroli przestrzegania praw i wolności obywatelskich.
Żołnierze skarżyli się Rzecznikowi Praw Obywatelskich m.in. na złą jakość sprzętu, zwłaszcza transportowego, który jest eksploatowany od ponad 30 lat. Jakość tego sprzętu zagraża bezpieczeństwu samych żołnierzy. Remontowane pojazdy jednostki często wracają jako niesprawne i nienadające się do dalszej eksploatacji.
Podkreślano też, że w tym samym kompleksie koszar mieści się Batalion Obrony Terytorialnej, który w odróżnieniu od kontrolowanej jednostki jest wyposażany w najnowszy sprzęt (w tym transportowy, uzbrojenie, umundurowanie itp.). Dzieje się tak, chociaż ten sprzęt jest użytkowany tylko w czasie 16-dniowego szkolenia żołnierzy tego rodzaju wojsk. „Priorytetowe traktowanie potrzeb w zaopatrzeniu tej jednostki oraz brak realizacji podstawowych potrzeb kontrolowanej jednostki operacyjnej, prowadzi do kierowania przez żołnierzy wniosków o przeniesienie do formowanego Batalionu OT” - napisał Adam Bodnar.
Żołnierze wskazywali również na problemy z awansami podoficerów i negatywnie oceniali wprowadzenie do wojska systemu zmniejszania uposażenia do 80 proc. w przypadku zwolnienia lekarskiego.
Ministerstwo w odpowiedzi z maja 2018 roku zapewniło, że właściwe instytucje i organy resortu obrony narodowej zostały zobligowane do zbadania wskazanych problemów oraz podjęcia działań zmierzających do ich rozwiązania.
Teraz Rzecznik ponownie wystąpił do MON o przedstawienie efektów zapowiedzianych działań, dotyczących w szczególności:
zmiany struktury etatowej jednostki (brak odpowiednich stanowisk dla podoficerów młodszych),
wysokości uposażenia w okresie przebywania na zwolnieniu lekarskim oraz pomocy medycznej dla żołnierzy,
niskiej jakości sprzętu transportowego oraz wadliwego wykonywania jego napraw,
braku sprawnego systemu kontroli jakości umundurowania.
WZF.7040.6.2018
Uber Eats pod lupą Rzecznika Praw Obywatelskich
Czy dowożenie posiłków w systemie Uber Eats - najczęściej przez cudzoziemców – jest zgodne z warunkami pracy w Polsce?
Czy rynek takich dostaw wymaga regulacji prawnych?
Jak ocenić uczelnię, która rekrutuje studentów – późniejszych dostawców Uber Eats - w Indiach? Nie wymaga od nich obecności na zajęciach, a na egzaminach pozwala korzystać z pomocy naukowych
Rzecznik Praw Obywatelskich podjął z urzędu sprawę kurierów Uber Eats, dowożących posiłki w kilku polskich miastach. Wystąpił w tej sprawie do Głównego Inspektora Pracy, Głównego Inspektora Sanitarnego, a także do Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego.
Na ulicach największych miast często widać (niezależnie od dnia czy pory roku) osoby na rowerach z charakterystycznymi pleckami Uber Eats. To kurierzy dowożący jedzenie klientom do domów lub miejsc pracy – zamawiane przez specjalną aplikację. Z ich usług korzystają głównie lokale gastronomiczne nie dysponujące własnym transportem.
RPO podjął sprawę po reportażu „Dużego Formatu” z 18 lutego 2019 r. „Pracowałem na czarno w Uber Eats”, gdzie opisano warunki dowozu jedzenia przez kurierów.
Z reportażu wynika, że część kurierów wykonuje swe zajęcie na podstawie niestandardowych form współpracy z podmiotami gospodarczymi. Tylko niektórzy z nich wykonują pracę w formie samozatrudnienia; większa grupa dostarcza jedzenie na podstawie umów zlecenia, które są dodatkowo połączone z umową najmu roweru. Praca kurierska wykonywana jest w trudnych warunkach, zwłaszcza zimą. Wynagrodzenie ustalane jest przez pośredników (tzw. partnerów flotowych), bez zachowania formy pisemnej.
Dostarczają je głownie obywatele Indii o statusie studentów. Zachęceni obietnicami lepszych warunków życia, płacą wysokie czesne w prywatnych uczelniach, które ich rekrutują w Indiach. Już w Polsce, w celu zdobycia środków utrzymania, podejmują pracę jako kurierzy. Ich status studentów umożliwia niższe obciążenia podatkowe oraz z tytułu ubezpieczeń społecznych.
Do Głównego Inspektora Pracy Wiesława Łyszczka Rzecznik zwrócił się o rozważenie kompleksowej kontroli warunków wykonywania pracy kurierskiej w systemie Uber Eats.
- Mając na uwadze treść art. 24 Konstytucji, według którego państwo sprawuje nadzór nad warunkami wykonywania pracy, zwracam się o przedstawienie uwag i opinii dotyczących tej niestandardowej formy świadczenia pracy w rozumieniu konstytucyjnym - głosi pismo do Wiesława Łyszczka (Zgodnie z art. 66 Konstytucji każdy ma prawo do bezpiecznych i higienicznych warunków pracy. Sposób realizacji tego prawa oraz obowiązki pracodawcy określa ustawa).
O udostępnienie raportu z zapowiadanej 2018 r. kontroli podmiotów realizujących dostawy jedzenia na zlecenie Uber Eats lub podmiotów współpracujących, Rzecznik wystąpił do Głównego Inspektora Sanitarnego Jarosława Pinkasa.
Spytał go, czy kontrola stwierdziła nieprawidłowości, a jeśli tak, to jakie podjęto działania. RPO chce także wiedzieć, czy do inspekcji sanitarnej wpływały skargi dotyczące Uber Eats. - Ponadto będę wdzięczny za wskazanie, czy w ocenie Pana Ministra rynek dostaw gotowych posiłków wymaga dodatkowych regulacji prawnych – napisał Adam Bodnar do GIS.
W związku z opisanym w reportażu nieprawidłowościami, do jakich ma dochodzić w Wyższej Szkole Gospodarki Euroregionalnej im. Alcide De Gasperi w Józefowie oraz w Wyższej Szkole Pedagogiki i Administracji im. Mieszka I, oddział w Warszawie, Rzecznik zwrócił się do wicepremiera, ministra nauki i szkolnictwa wyższego Jarosława Gowina.
Według reportażu, zajęcia dla obcokrajowców w Wyższej Szkole Gospodarki Euroregionalnej prowadzone są na niskim poziomie, przez osoby nieposługujące się w dostatecznym stopniu językiem angielskim. Na zajęciach nie jest wymagana obecność, a na egzaminach dopuszcza się możliwość niesamodzielnego rozwiązywania zadań, w tym korzystania z pomocy naukowych.
Rekrutacja na uczelnię studentów z Indii jest prowadzona we współpracy z zagranicznym pośrednikiem, który ma pobierać dodatkową opłatę związaną z rekrutacją. Z kolei Wyższa Szkoła Pedagogiki i Administracji ma nie zwracać kandydatom opłat za wystawienie zaproszenia do studiów, jeśli kandydat nie uzyska polskiej wizy. Praktyki takie budzą wątpliwości co do zgodności z prawem.
Dlatego Adam Bodnar poprosił Jarosława Gowina o podjęcie przewidzianych prawem działań nadzorczych.
III.7041.6.2019, V.7108.32.2019, VII.7033.10.2019
Spotkanie dotyczyło przede wszystkim praworządności
Ale jak zwykle na spotkaniach regionalnych obok spraw „wielkich” pojawiły się zwykłe, codzienne problemy praw człowieka
Oceniajmy fakty, pytajmy o konkrety, nie wdawajmy się w "gry plemienne" - powiedział na koniec, po omówieniu tych problemów, Adam Bodnar
30 osób przyszło na popołudniowe spotkanie z RPO Adamem Bodnarem w Bibliotece Miejskiej w Jarosławiu. Głównie zainteresowani problemami praworządności, ale też sprawami osób z niepełnosprawnościami czy prawami pracowniczymi. Jeden pan przyszedł na spotkanie w sprawie Regionalnego Programu Operacyjnego (RPO), ale zdecydował się na spotkanie z rzecznikiem praw obywatelskich (RPO).
Przedstawiając się (i ważne dla siebie tematy) uczestnicy spotkania pytali, czy mogą mieć powody do nadziei. Chodziło im nie o sprawy osobiste, ale publiczne.
- Pytacie o powody do optymizmu? To zacznę tak: nie zdajecie sobie pewnie sprawy z tego, co macie na miejscu. Wasze lokalne koło Polskiego Stowarzyszenia na rzecz Osób z Niepełnosprawnością Intelektualną działa w sposób wybitny, kompleksowo wspiera osoby z niepełnosprawnościami – rehabilituje, uczy niezależności, uczy praw, daje pracę. – powiedział Adam Bodnar. – Naprawdę możecie być dumni z Jarosławia.
A sprawa Sądu Najwyższego – przecież odnieśliście Państwo sukces. Protestowaliście, zabieraliście głos, także tu, nie tylko w Warszawie. I mamy nadal Sąd Najwyższy, a Pierwsza Prezes nadal jest na stanowisku. Europa nie zabrałaby tak ostro głosu w sprawie Polski, gdyby nie głos polskich obywateli. To Wasz głos zmienił „bieg lawiny”.
Owszem, są w Sądzie Najwyższym dwie nowe izby – Kontroli Nadzwyczajnej (ale nie płyną do niej strumienie spraw, sam RPO zgłosił dwie skargi nadzwyczajne, z czystym sumieniem, a Prokurator Generalny jedną, więc to narzędzie nie stało się - jeszcze? -narzędziem politycznym)
Izba dyscyplinarna to nieco inna sprawa – bo próbuje naciskać na sędziów, ale też pokazuje w efekcie siłę sprzeciwu środowiska sędziowskiego.
Oczywiście, trzeba się obawiać, że presja polityczna na sędziów zmieni sposób ich zachowania i kryteria orzekania. To poważne zagrożenie.
Ale też nie wolno zapominać, że działanie sądów trzeba poprawiać. Jest tu bardzo dużo do zrobienia i o tym trzeba mówić głośno (warto zajrzeć do dorobku II Kongresu Praw Obywatelskich). Prawo, by się tego domagać, mają zwłaszcza ci obywatele, którzy w ciągu dwóch ostatnich lat bronili niezależności sądów.
Społeczeństwo obywatelskie się wzmacnia. Dlatego Rzecznik Praw Obywatelskich przekazał nagrodę, jaką otrzymał od norweskiej Fundacji Rafto (bo jako urzędnik publiczny nagród nie przyjmuje) Funduszowi Obywatelskiemu dla mini inicjatyw dotyczących sądownictwa i grup marginalizowanych – na seminaria, konferencje, akcje ulotkowe, dla aktywnych obywateli z małych miejscowości.
Ustawa represyjna (tzw dezubekizacyjna)
Odebrała świadczenia emerytalne na zasadzie odpowiedzialności zbiorowej wszystkim, którzy choć jeden dzień przepracowali w służbach uznany przez ustawodawcę w 2016 r za służące totalitarnemu państwu komunistycznemu. Nie daje narzędzi na ocenę jednostkowego zachowania danej osoby.
Rzecznik uważa, że ta ustawa jest zbędna i krzywdząca.
Coraz więcej obywateli wchodzi w tej sprawie na drogę sądową. Jednak sądy nie zaczęły tu stosować bezpośrednio Konstytucji, tylko wykorzystały możliwość skierowania pytania prawnego do obecnego Trybunału Konstytucyjnego. Sprawa tam leży i czeka na rozstrzygnięcie, a sądy powszechne zawieszają do czasu rozstrzygnięcia trybunalskiego postępowania. W papierach wszystko się zgadza, w prawach człowieka – nic.
Rzecznik chce się do takich wybranych spraw przed sądami przyłączać - by zwracać uwagę sądom na problem.
Na co można liczyć? Na zmianę ustawy albo na Europejski Trybunał Praw Człowieka. Ale to potrwa (skoro nawet w sprawie ekshumacji smoleńskich zajęło dwa lata, a same ekshumacje zostały w tym czasie przeprowadzone).
- Nas tu jednak interesują nie organy władzy w Warszawie, ale sądy, policja i prokuratura tu, na miejscu. A traktują nas źle. To zwycięstwo obróciło się przeciwko nam. Na czele protestów często byli ludzie, którzy doprowadzili do tego, że sądy źle działają. A władze wykorzystały sytuację w sądach do obsadzenia sądów swoimi ludźmi – mówił jeden pan.
Innym uczestnikom spotkania się to nie podobało.
- Nie możemy głosu Pana tak zostawić – zaapelował Adam Bodnar. – Wymiar sprawiedliwości nie funkcjonował dobrze – pod względem organizacyjnym, podejściem do ludzi, przewlekłością, zarobkami pracowników. To nie jest efekt tego, że jakieś „struktury” miały w tym udział – ale w skutek bałaganu i braku jasnej wizji, jak ma funkcjonować wymiar sprawiedliwości. Nikt nie pytał się ludzi, co trzeba zmienić, a na szczeblu lokalnym sędziowie zamykali się środowiskowo (to był w dużej części skutek niskich zarobków sędziowskich – wielu prawników nawet nie rozważało kariery sędziowskiej, co tamowało dopływ „świeżej krwi”, a wspierało praktyki nepotystyczne).
Z drugiej strony – do sądów zaczęły napływać nowe typy spraw. Bo kto by 15 lat temu wyobraził sobie, że będą sprawy o upadłość konsumencką, służebność związaną z telefonią komórkową, czy tysiące spraw o kredyty „frankowe”? Nikt. A teraz sądy mają takie sprawy. Sądy mają coraz więcej spraw, a ich sposób organizacji nie zmienił się od ćwierćwiecza. To jest problem!
I te źle zorganizowane sądy nie były w stanie uporać się także ze sprawami związanymi z rozliczeniami z przeszłością (przykładem sprawa Grzegorza Przemyka, ale też sprawa osądzenia przepisów, które uznały przestępstwa funkcjonariuszy PRL zagrożone karami do 3 lat). Osoby ukrywające się w stanie wojennym, ale nie internowane, nie mają prawa do odszkodowania za utraconą pracę i dochody. Sprawy wszystkich osób represjonowanych po wydarzeniach zielonogórskich w 1960 r. nie zostały załatwione!
Pojawia się pytanie, tłumaczył Adam Bodnar, do czego użyjemy tych problemów. Do niszczenia sądów, czy do ich naprawy? Mamy to naprawiać, bo prawa wszystkich osób – i tych represjonowanych w walce o niepodległość i policjantów, którzy ryzykowali życiem w obronie porządku publicznego – są ważne.
I prawa radiologów też – podsumował ten wątek rzecznik praw obywatelskich
Prawa radiologów
Przepisy wydłużaniu czasu pracy radiologów nie uwzględniły stażu pracy ani podniosły wynagrodzeń (za dłuższy czas pracy pensja była taka sama). W jarosławskim szpitalu radiolodzy dostają tylko nieco więcej niż sprzątacze, a pielęgniarki mają ponad tysiąc złotych więcej.
RPO: Bo jak widać, słabsze grupy zawodowe, bez silnej reprezentacji związkowej, mają w Polsce gorzej. To jest sprawa dla Rzecznika. Musimy się temu przyjrzeć.
Co można zrobić, kiedy zarządca drogi publicznej nie wywiązuje się z obowiązków, a zatem droga i jej infrastruktura niszczeje (drogą powiatową, podczas robót jeździły pojazdy wykorzystywane na drogi, a błoto z ich kół zatkało kolektor ściekowy)?
RPO: Zwracał się Pan do nas? Nie, ale zwracałem się nawet do premiera.
RPO: My w właśnie w takich sprawach interweniujemy. Proszę nam to wysłać.
A z jakiego przepisu wynika obowiązek właściciela do odśnieżania chodnika przy posesji?
RPO: Prawo do własności (art. 64 Konstytucji) podlega ograniczeniom, a jednym z nich może być taki dodatkowy obowiązek.
Barbara Imiołczyk, BRPO: Ale najwyraźniej przepisy są przestarzałe i być może wymagają zmiany?
RPO: zanalizujemy problem.
Inne problemy zgłaszane na spotkaniu
Zasady monitoringu w miejscu pracy
Problemy posiadaczy książeczek mieszkaniowych PKO BP
Jak doprowadzić do tego, by od emerytur nie płacić podatków (RPO: tu chodzi o podwyżkę emerytur, prawda? Moim zdaniem jest to możliwe tylko dzięki głębszej integracji europejskiej, w perspektywie niestety 20 lat. A poza tym potrzebna jest wyższa kwota wolna od podatów - bo to narzędzie sprawiedliwe)
Kiedy ludzie będą mieli wreszcie prawo do mieszkania. Przecież jak się mieszka z dorosłymi dziećmi, do relacje codzienne są coraz gorsze. Mieszkanie nie powinno być luksusem! (RPO: To prawda, Konstytucja nie jest tu realizwoana, ten rząd wziął się do tego dobrze, w ramach programu Mieszkanie+, niestety, ten program nie wyszedł)
Co zrobić z kredytami „frankowymi”?
Protesty, w tym antyrządowe
Wielu uczestników takich protestów jest potem ciąganych na policję, do prokuratury – a wszystko kończy się w sądzie uniewinnieniem. Czy mamy prawo do odszkodowania za stracony czas, dojazdy?
RPO: Sprawa jest niestety skomplikowana, bo w toku pozwu cywilnego przeciwko Skarbowi Państwa trzeba by wykazać, że organ państwa naruszył prawo. To nie jest łatwe. Udaje się to w sytuacji, gdy ktoś zostanie pozbawiony wolności a następnie uniewinniony. W przypadku samego oskarżenia trudno od razu założyć, że organ państwowy od początku działał w złej wierze – a nie, że się po prostu pomylił. Być może jednak warto to wyjaśnić przed sądem?
Sam rozkład jazdy nie gwarantuje odpoczynku kierowcom miejskich autobusów. RPO pisze do Ministra Infrastruktury
Kierowcy autobusów w dużych miastach nie mają gwarancji przepisowego odpoczynku między kursami
Prawo nie uwzględnia bowiem korków, zmian organizacji ruchu, wypadków czy awarii pojazdów.
Potrzebę skuteczniejszego systemu dokumentowania czasu pracy kierowców widzą inspekcje pracy oraz transportu drogowego
Konieczna jest zmiana przepisów - Rzecznik wystąpił o to do Ministra Infrastrkutury
Po skargach Adam Bodnar we wrześniu 2018 r. zwrócił uwagę na problem Głównemu Inspektorowi Transportu Drogowego oraz Głównemu Inspektorowi Pracy.
- Z odpowiedzi wynika zgodne stanowisko o potrzebie zmian przepisów o czasie pracy kierowców w zakresie obowiązku rejestrowania dokładnych i wiarygodnych danych dotyczących czynności kierowcy w pojeździe - napisał teraz Rzecznik w wystąpieniu do ministra infrastruktury Andrzeja Adamczyka.
Kierowcy nie mogą odpoczywać tyle, ile trzeba
W praktyce nie działają bowiem przepisy, na podstawie których kierowcy maja mieć co najmniej 30 minut przerwy (gdy łączny czas prowadzenia pojazdu wynosi od 6 do 8 godz. dziennie) oraz 45 minut (gdy czas ten przekracza 8 godz.).
O takich przerwach mówi ustawa z 16 kwietnia 2004 r. o czasie pracy kierowców. Zakłada ona, że prawo do przerw ma zagwarantować dobrze ułożony rozkład jazdy. Nie reguluje jednak minimalnej długości poszczególnych przerw ani ich dopuszczalnej liczby. Mówi tylko, że przerwy można dzielić, ale jedna z nich trwa co najmniej 15 minut.
Ustawodawca nie dostrzegł, że sam rozkład jazdy nie wystarczy, by zapewnić ludziom odpoczynek: zatory, korki i zmiany organizacji ruchu wskutek budów i remontów sprawiają, że kierowcy muszą nadrabiać opóźnienia a więc rezygnują z przerw (mimo że oficjalny rozkład jazdy je przewiduje).
Ze skarg kierowanych do RPO wynika, że sprawa nie jest objęta ani kontrolą Państwowej Inspekcji Pracy, ani Inspekcji Transportu Drogowego. Obowiązujący system ewidencji czasu pracy kierowcy nie przewiduje bowiem wpisów dotyczących wyjazdu na trasę oraz czasu przyjazdu na przystanek końcowy. Ponadto wątpliwości może budzić sama możliwość uznawania przerw międzykursowych na pętlach za przerwy w pracy, skoro kierowca pozostaje w autobusie udostępnionym pasażerom.
Pogląd taki potwierdził Główny Inspektor Pracy w stanowisku z 7 listopada 2008 r. Uznano, że przerwa jest okresem, w którego trakcie kierowca nie świadczy pracy, chociaż może on zostać zaliczony do czasu pracy.
Aby uniknąć trudności z utrzymaniem odpowiedniego zatrudnienia kierowców, większość przewoźników uznaje przerwy w prowadzeniu pojazdów za czas pracy - podkreśla RPO. Nie eliminuje to jednak naruszeń przepisów co do obowiązkowych przerw na odpoczynek. Mają one bowiem istotne znaczenie dla bezpieczeństwa ruchu drogowego, a ponadto wymiar socjalny.
- Wymaga to, moim zdaniem, odpowiedniej zmiany regulacji ustawowej. Trzeba kierowcom zapewnić możliwość faktycznego korzystania z przerw - napisał Adam Bodnar. Powinna ona być w pełnej zgodzie z normami dotyczącymi okresów prowadzenia pojazdów, obowiązkowych przerw w prowadzeniu i gwarantowanych okresów odpoczynku, określonych w rozporządzeniu (WE) nr 561/2006 Parlamentu Europejskiego i Rady z 15 marca 2006 r. w sprawie harmonizacji niektórych przepisów socjalnych odnoszących się do transportu drogowego oraz w Umowie europejskiej dotyczącej pracy załóg pojazdów wykonujących międzynarodowe przewozy drogowe (AETR) z 1 lipca 1970 r.
Odpowiedzi inspekcji transportu drogowego oraz inspekcji pracy
O ocenę odpowiednich przepisów Rzecznik poprosił głównego inspektora transportu drogowego Alvina Gajadhura oraz głównego inspektora pracy Wiesława Łyszczka.
Zastępca GITD Łukasz Bryła, przyznał, że trudno jest ustalić, czy kierowcy mają wymagane przerwy w pracy. Tej pracy najczęściej nie rejestruje się za pomocą tachografu, a kontrolujący muszą opierać się wyłącznie na opracowanych przez przewoźnika rozkładach czasu pracy. Tymczasem przedkładane przez przewoźników rozkłady oraz ewidencja czasu pracy kierowcy niejednokrotnie nie odzwierciedlają rzeczywistych okresów pracy i przerw.
Dlatego GITD uznał za zasadne zmiany przepisów w kierunku zagwarantowania skuteczniejszego systemu dokumentowania i weryfikacji czasu pracy. Wyraził gotowość współdziałania w ewentualnym procesie legislacyjnym, co pozwoliłoby na zmianę niekorzystnej sytuacji tej grupy kierowców.
Ewentualna zmiana przepisów ustawy o czasie pracy kierowców, w zakresie wskazanym w piśmie RPO, powinna przewidywać wprowadzenie obowiązku rejestrowania dokładnych i wiarygodnych danych dotyczących czynności kierowcy w pojeździe – napisał zaś w odpowiedzi zastępca GIP Bogdan Drzastwa.
Poinformował, że ocena stanu przestrzegania przepisów o czasie pracy kierowców na trasach do 50 km była przedmiotem kontroli w 2011 r. Inspektorzy pracy zakresem kontroli objęli 1021 kierowców u 69 pracodawców i sprawdzili blisko 100 tys. dni pracy kierowców. Naruszenie polegające na niezapewnieniu wymaganej przerwy przed upływem 6 godzin łącznego czasu prowadzenia pojazdu, gdy łączny czas prowadzenia pojazdu jest dłuższy niż 8 godzin, stwierdzono 295 razy i dotyczyło 15 kierowców. Stwierdzono 196 przypadków skrócenia dopuszczalnego minimalnego czasu dziennego odpoczynku kierowcy (nieprawidłowość dotyczyła 63 kierowców). W 267 przypadkach ujawniono przekroczenie dziennego limitu czasu prowadzenia pojazdu (6 kierowców).
Stanowiska inspekcji Rzecznik przekazał do wiadomości ministrowi Andrzejowi Adamczykowi, którego poprosił o stanowisko.
III.7044.45.2018
Brak przerw w pracy kierowców autobusów w dużych miastach. Odpowiedź GITD
Kierowcy autobusów w dużych miastach nie mają gwarancji przepisowego odpoczynku między kursami - alarmował RPO. Prawo nie uwzględnia bowiem korków, zmian organizacji ruchu, wypadków czy awarii
Problem dotyczy nie tyle gwarancji prawa do przerw, ile praktyki przedsiębiorców przy projektowaniu rozkładów jazdy i pracy kierowców - odpowiada Główny Inspektor Transportu Drogowego
Skoro czasu pracy tych kierowców nie zapisują tachografy, należy rozważyć, jak zapewnić rzetelny system rejestracji pracy, który umożliwiłby efektywną kontrolę przestrzegania norm socjalnych
Chodzi o trudności z zagwarantowaniem należytych przerw na odpoczynek kierowcom transportu miejskiego, wykonującym przewozy regularne, których trasa nie przekracza 50 km. Według Rzecznika potrzebna jest zmiana ustawowa, która zapewni możliwość faktycznego korzystania z obowiązkowych przerw, określonych także przez prawo europejskie. We wrześniu 2018 r. Adam Bodnar wystąpił w tej sprawie do GITD oraz do Głównego Inspektora Pracy.
Ustalenia RPO
Wymiar przerw określa ustawa z 16 kwietnia 2004 r. o czasie pracy kierowców. Przysługuje im przerwa nie krótsza niż 30 minut (gdy łączny czas prowadzenia pojazdu wynosi od 6 do 8 godz. dziennie) oraz 45 minut (gdy czas ten przekracza 8 godz.). Przerwy te mogą być dzielone na okresy krótsze, wykorzystywane zgodnie z rozkładem jazdy, pod warunkiem że jedna z nich trwa co najmniej 15 minut. Według ustawy rozkłady jazdy powinny umożliwiać kierowcom wykorzystanie przerw. Ustawa nie reguluje jednak minimalnej długości poszczególnych przerw ani ich dopuszczalnej liczby. Może to oznaczać krótkie, kilkuminutowe przerwy międzykursowe.
W praktyce regulacje te nie zapewniają kierowcom przerw gwarantowanych w ustawie. Dzieje się tak dlatego, że ustawodawca nie dostrzegł występowania znacznych utrudnień w komunikacji miejskiej, związanych z zatorami ulicznymi, zmianami organizacji ruchu wskutek budowy lub remontu dróg, wypadkami drogowymi, awariami pojazdów itp. Wymusza to często na kierowcach jazdę bez przerwy w celu nadrobienia opóźnień w stosunku do założonego rozkładu jazdy.
System ewidencji czasu pracy kierowcy nie przewiduje wpisów dotyczących wyjazdu na trasę oraz czasu przyjazdu na przystanek końcowy. Ponadto wątpliwości może budzić sama możliwość uznawania przerw międzykursowych na pętlach za przerwy w pracy, skoro kierowca pozostaje w autobusie udostępnionym pasażerom.
Aby uniknąć trudności z odpowiednim zatrudnianiem kierowców wykonujących przewozy miejskie i podmiejskie, większość przewoźników uznaje przerwy w prowadzeniu pojazdów za czas pracy - podkreśla RPO. Jego zdaniem nie eliminuje to jednak naruszeń przepisów co do obowiązkowych przerw na odpoczynek w prowadzeniu pojazdów, które mają istotne znaczenie dla bezpieczeństwa ruchu drogowego, a także wymiar socjalny.
Odpowiedź GITD
- Występowanie utrudnień w ruchu będących wynikiem zatorów, remontów dróg itp., nie stanowi już wystarczającego powodu odstąpienia od przestrzegania przepisów socjalnych kierowców - napisał w odpowiedzi dla RPO z 16 października Łukasz Bryła, zastępca Głównego Inspektora Transportu Drogowego. Powołał się na wytyczne Komisji Europejskiej i orzecznictwo sądów administracyjnych.
Jeżeli zaś takie sytuacje nie są następstwem nagłych i nie dających się przewidzieć okoliczności, powinny być one uwzględniane przy planowaniu i organizacji pracy kierowcy, albowiem szczególnie w większych miastach czy aglomeracjach utrudnienia w ruchu w określonych porach dnia są raczej zjawiskiem powszechnym. To na wykonawcy przewozu spoczywa zatem obowiązek dostosowania planu pracy kierowcy (i dostosowania rozkładu jazdy) w taki sposób, aby zapewnić mu możliwość odbioru wymaganych przerw i odpoczynków.
Według GITD przed wystąpieniem o zezwolenie na wykonywanie przewozów przewoźnik drogowy powinien dokładnie przenalizować trasę oraz warunki drogowe występujące na planowanej linii. - Planując trasę oraz rozkład jazdy, przewoźnik powinien ustalać wykonywanie przewozów w taki sposób, aby zapewnić przerwy o których mówi ustawa. Ponadto powinien wziąć pod uwagę wielkość taboru samochodowego, długość trasy, warunki związane z ruchem drogowym na planowanej trasie oraz liczbę kierowców.
- Tym niemniej, należy zgodzić się ze stwierdzeniem, że pomimo prowadzonych przez Inspekcję Transportu Drogowego kontroli w tym zakresie, w świetle obowiązujących regulacji prawnych niezwykle utrudnione jest ustalenie, czy kierowcy wykonujący przewozy regularne osób na trasach do 50 km, odbierają wymagane przerwy w pracy – przyznał Łukasz Bryła.
Do tych przewozów nie odnosi się bowiem rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) nr 165/2014 z 4 lutego 2014 r. w sprawie tachografów. Okresy pracy tych kierowców nie muszą i najczęściej nie są rejestrowane za pomocą tachografu - co pozwoliłoby na rzetelną i dokładną analizę faktycznego czasu pracy kierowcy, w tym okresów przerw.
W tej sytuacji, kontrolujący zmuszeni są opierać się wyłącznie na opracowanych przez przewoźnika rozkładach czasu pracy, które powinny zawierać m.in. harmonogram pracy. Obejmuje on okresy prowadzenia pojazdu, wykonywania innej pracy, przerw i pozostawania w dyspozycji oraz dni wolne. Według GITD przedkładane przez przewoźników drogowych do kontroli rozkłady oraz ewidencja czasu pracy kierowcy niejednokrotnie nie odzwierciedlają jednak rzeczywistych okresów pracy i przerw .
Problem dotyczy zatem nie tyle norm gwarantujących kierowcom prawo do przerw w pracy, ile praktyki i postępowania przedsiębiorców przy projektowaniu rozkładów jazdy i planowaniu pracy kierowców.
- Dostrzegając powyższe trudności, należy uznać za uzasadnione dokonanie zmian w przepisach, które powinny zmierzać w kierunku zagwarantowania skuteczniejszego systemu dokumentowania i weryfikacji czasu pracy kierowców wykonujących przewozy regularne na trasach do 50 km. Rozważenia wymaga to, w jaki sposób zapewnić rzetelny system rejestracji okresów pracy kierowcy, umożliwiający efektywny sposób weryfikacji i kontroli przestrzegania norm socjalnych - napisał zastępca szefa GITD.
Wyraził gotowość współdziałania w ewentualnym procesie legislacyjnym, co pozwoliłoby na zmianę niekorzystnej sytuacji, w jakiej znajduje się ta grupa kierowców.
RPO: kierowcy miejskich autobusów nie mają gwarancji należytego odpoczynku między kursami
Kierowcy autobusów w dużych miastach nie mają gwarancji przepisowego odpoczynku między kursami - alarmuje Rzecznik Praw Obywatelskich
Prawo nie uwzględnia bowiem korków, zmian organizacji ruchu, wypadków czy awarii pojazdów
Często wymusza to na kierowcach jazdę bez przerw dla nadrobienia opóźnień rozkładu jazdy
Według Rzecznika potrzebna jest zmiana przepisów, która zapewni możliwość faktycznego korzystania z obowiązkowych przerw, określonych także przez prawo europejskie
RPO Adam Bodnar wystąpił w tej sprawie do Głównego Inspektora Transportu Drogowego oraz do Głównego Inspektora Pracy.
Chodzi o praktyczne trudności z zagwarantowaniem należytego wymiaru przerw na odpoczynek kierowcom transportu miejskiego, wykonującym przewozy regularne, których trasa nie przekracza 50 km. Określa je ustawa z 16 kwietnia 2004 r. o czasie pracy kierowców. Przysługuje im przerwa nie krótsza niż 30 minut (gdy łączny czas prowadzenia pojazdu wynosi od 6 do 8 godz. dziennie) oraz 45 minut (gdy czas ten przekracza 8 godz.). Przerwy te mogą być dzielone na okresy krótsze, wykorzystywane zgodnie z rozkładem jazdy, pod warunkiem że jedna z nich trwa co najmniej 15 minut.
Według ustawy rozkłady jazdy powinny umożliwiać kierowcom wykorzystanie przerw. Ustawa nie reguluje jednak minimalnej długości poszczególnych przerw ani ich dopuszczalnej liczby. Może to oznaczać krótkie, kilkuminutowe przerwy międzykursowe. Zgodnie ze stanowiskiem Głównego Inspektoratu Pracy takiemu kierowcy-pracownikowi przysługuje jedna przerwa 15-minutowa oraz jedna przerwa 30- lub 45-minutowa. Z uwagi na to, że przerwy mogą być dzielone na krótsze, z których co najmniej jedna ma mieć nie mniej niż 15 minut, kierowcy-pracownikowi przysługują co najmniej dwie przerwy obejmujące nie mniej niż 15 minut oraz przerwa - odpowiednio - do 30 lub do 45 minut.
Pogląd taki potwierdził Główny Inspektor Pracy w stanowisku Departamentu Prawnego z 7 listopada 2008 r. Uznano, że przerwa jest okresem, w którego trakcie kierowca nie świadczy pracy, chociaż może on zostać zaliczony do czasu pracy.
Aby uniknąć trudności z odpowiednim zatrudnieniem kierowców wykonujących przewozy miejskie i podmiejskie, większość przewoźników uznaje przerwy w prowadzeniu pojazdów za czas pracy - podkreśla RPO.
Jego zdaniem nie eliminuje to jednak naruszeń przepisów co do obowiązkowych przerw na odpoczynek w prowadzeniu pojazdów, które mają istotne znaczenie dla bezpieczeństwa ruchu drogowego, a także wymiar socjalny. - Wymaga to, moim zdaniem, odpowiedniej zmiany regulacji ustawowej, która zapewni możliwość faktycznego korzystania z przerw przez kierowców wykonujących przewozy regularne, w pełnej zgodzie z zasadami stosowania norm dotyczących okresów prowadzenia pojazdów, obowiązkowych przerw w prowadzeniu i gwarantowanych okresów odpoczynku, określonych rozporządzeniem (WE) nr 561/2006 Parlamentu Europejskiego i Rady z dnia 15 marca 2006 r. w sprawie harmonizacji niektórych przepisów socjalnych odnoszących się do transportu drogowego oraz z Umową europejską dotyczącą pracy załóg pojazdów wykonujących międzynarodowe przewozy drogowe (AETR), sporządzoną w Genewie dnia 1 lipca 1970 r. - napisał Adam Bodnar.
O ocenę odpowiednich przepisów, na podstawie wyników kontroli czasu pracy kierowców, Rzecznik poprosił głównego inspektora transportu drogowego Alvina Gajadhura oraz głównego inspektora pracy Wiesława Łyszczka.
III.7044.45.2018 z 14 września 2018 r. – wystąpienie do Głównego Inspektora Pracy i Głównego Inspektora Transportu Drogowego w sprawie uregulowania wymiaru przerw na odpoczynek kierowcom transportu miejskiego.
Rzecznik Praw Obywatelskich zwrócił uwagę na problem praktycznych trudności z zagwarantowaniem należytego wymiaru przerw na odpoczynek kierowcom transportu miejskiego, wykonującym przewozy regularne, których trasa nie przekracza 50 km.
Gwarantowane okresy odpoczynku takich kierowców wynikają z przepisów ustawy o czasie pracy kierowców. Okazuje się jednak, że istniejące regulacje nie zapewniają w praktyce kierowcom przerw w prowadzeniu pojazdu. Dzieje się tak dlatego, że ustawodawca nie dostrzegł występowania znacznych utrudnień w komunikacji miejskiej, związanych z zatorami ulicznymi, zmianami organizacji ruchu wskutek budowy lub remontu dróg, wypadkami drogowymi, awariami pojazdów itp. Wymusza to często na kierowcach jazdę bez przerwy w celu nadrobienia opóźnień w stosunku do założonego rozkładu jazdy.
Ze skarg kierowanych do Rzecznika wynika, że powyższa sytuacja nie jest objęta kontrolą sprawowaną przez Państwową Inspekcję Pracy oraz Inspekcję Transportu Drogowego, ponieważ obowiązujący system ewidencji czasu pracy kierowcy nie przewiduje wpisów dotyczących wyjazdu na trasę kursu oraz czasu przyjazdu na przystanek końcowy trasy. Ponadto, wątpliwości budzić może już sama możliwość uznawania przerw międzykursowych na pętlach (przystankach) za przerwy w pracy, skoro kierowca pozostaje w autobusie udostępnionym pasażerom.
Aby uniknąć trudności z utrzymaniem odpowiedniego poziomu zatrudnienia kierowców wykonujących przewozy miejskie i podmiejskie, większość przewoźników uznaje przerwy w prowadzeniu pojazdów za czas pracy. Powyższe rozwiązania nie eliminują niestety naruszeń przepisów dotyczących obowiązkowych przerw na odpoczynek w prowadzeniu pojazdów, mających przecież istotne znaczenie dla bezpieczeństwa ruchu drogowego, a także wymiar socjalny. Wymaga to, zdaniem Rzecznika, odpowiedniej zmiany regulacji ustawowej, która zapewni możliwość faktycznego korzystania z przerw przez kierowców wykonujących przewozy regularne w pełnej zgodzie z zasadami stosowania norm dotyczących okresów prowadzenia pojazdów, obowiązkowych przerw w prowadzeniu i gwarantowanych okresów odpoczynku.
W związku z powyższym Rzecznik zwrócił się z prośbą o przedstawienie oceny regulacji prawnej na podstawie wyników kontroli czasu pracy kierowców wykonujących przewozy regularne.
V.7014.24.2018
V.7014.24.2018 z 26 lipca 2018 r. – wystąpienie do Ministra Zdrowia w sprawie warunków pracy pielęgniarek i położnych.
Rzecznik Praw Obywatelskich szczególną uwagę zwraca na sprawne funkcjonowanie systemu ochrony zdrowia we wszystkich jego aspektach. Bez wątpienia jednym z głównych elementów gwarantujących należytą opiekę medyczną nad pacjentem oraz właściwy poziom udzielanych świadczeń, jest liczba oraz warunki zatrudnienia personelu medycznego – pielęgniarek i położnych.
Wśród aktualnych od lat problemów tej grupy zawodowej są takie kwestie jak: nieadekwatne do wymagań i obowiązków wynagrodzenia, stale malejąca liczba przedstawicieli i przedstawicielek tych zawodów, ale także brak precyzyjnych danych na temat liczby osób wykonujących te zawody. Środowisko pielęgniarek niezmiennie sygnalizuje konieczność podjęcia realnych działań na rzecz poprawy wynagrodzenia pielęgniarek i położnych oraz pilną potrzebę zmian obowiązujących minimalnych norm zatrudnienia pielęgniarek w przepisach wykonawczych. Obecny sposób ustalania norm nie gwarantuje bowiem m.in. bezpieczeństwa pacjenta i jednakowego średniego dobowego czasu udzielania świadczeń pielęgniarskich.
Kolejną kwestą, na którą zwracają uwagę pielęgniarki i położne, jest konieczność zwiększenia liczby osób wykonywujących te zawody. Środowisko pielęgniarek i położnych w chwili obecnej mierzy się z problemem braku zastępowalności pokoleń w tych zawodach. Młode osoby nie chcą wykonywać zawodów pielęgniarki i położnej, a tylko niewielki procent absolwentów i absolwentek podejmuje pracę w zawodzie. Ponadto, środowiska pielęgniarek i położnych nie omijają problemy demograficzne, dotyczące całego społeczeństwa polskiego. Starzenie się pielęgniarek i jednoczesny brak zastępowalności pokoleniowej powoduje niedobór kadry w strukturach opieki zdrowotnej.
Mając powyższe na uwadze, Rzecznik zwrócił się do Ministra z prośbą o zajęcie stanowiska w sprawie oraz o wskazanie, jakie działania na rzecz pielęgniarek i położnych w długofalowej perspektywie podejmuje lub planuje podjąć resort zdrowia.
Rzecznik pyta MON i Służbę Więzienną o konserwy z mięsem ze stref zagrożonych wirusem Afrykańskiego Pomoru Świń
Rzecznik Praw Obywatelskich spytał MON i Służbę Więzienną, czy pochodzące ze stref zagrożonych wirusem Afrykańskiego Pomoru Świń konserwy z mięsem świń były poddane wewnętrznej kontroli jakości
Chce też wiedzieć, czy o pochodzeniu tego mięsa informuje się podczas żywienia zbiorowego w jednostkach wojskowych oraz więzieniach i aresztach
Rzecznik podkreśla, że mięso zdrowych świń może być spożywane bez ryzyka - wobec restrykcyjnych wymagań weterynaryjnych przy produkcji żywności z obszarów zagrożonych wirusem ASF
Zastępca RPO Stanisław Trociuk napisał do Mariusza Błaszczaka, ministra obrony narodowej oraz gen. Jacka Kitlińskiego, dyrektora generalnego Służby Więziennej w sprawie informacji mediów, że konserwy z mięsem z terenów objętych ASF trafiły do wojskowych stołówek i magazynów Agencji Rezerw Materiałowych oraz do Służby Więziennej. Z informacji tych wynikało, że produkty są zgodne z normami prawa żywieniowego i są bezpieczne dla konsumentów. Wskazuje na to również oświadczenie producenta wydane w związku z publikacjami prasowymi.
Stanisław Trociuk przypomniał, że ustawa z 5 września 2016 r. o szczególnych rozwiązaniach związanych z wystąpieniem ASF na terytorium RP przewidziała szczególny tryb udzielania zamówień na produkty żywnościowe pochodzące z miejsc, w których wystąpił wirus. Przepisy te mają na celu przede wszystkim wyeliminowanie ryzyka rozprzestrzenia się wirusa ASF i powstawania jego nowych ognisk.
Według ustawy, zgodnie z prawem unijnym i krajowym, dopuszczalna jako całkowicie bezpieczna dla zdrowia ludzi, jest produkcja produktów pochodzenia zwierzęcego na obszarach podlegających ograniczeniom oraz ich wprowadzanie na rynek, jeżeli:
produkty nie pochodzą z gospodarstwa, w którym podejrzewa się lub stwierdzono chorobę zakaźną zwierząt;
przy ich produkcji spełniono wymagania określone w przepisach, dotyczących m.in. wytwarzania produktów pochodzenia zwierzęcego pochodzących z obszarów podlegających ograniczeniom, nakazom lub zakazom.
Mięso pochodzące z takich obszarów przed jego przetworzeniem i wprowadzeniem do obrotu jest poddawane szczegółowym badaniom przez lekarzy weterynarii. Świeże mięso jest też znakowane specjalnym znakiem jakości zdrowotnej. Mięso zdrowych świń, pochodzących z obszarów objętych tymi ograniczeniami, może być zatem spożywane przez ludzi bez jakiegokolwiek ryzyka, bowiem obowiązujące przy zwalczaniu ASF restrykcyjne wymagania weterynaryjne są bezwzględnie wypełniane przy produkcji i wprowadzaniu na rynek żywności, którą wyprodukowano ze zdrowych zwierząt pochodzących z takich obszarów - podkreślił Stanisław Trociuk.
Ustawa z 5 września 2016 r. stanowi, że dla zamawiającego gwarancją spełnienia restrykcyjnych norm żywieniowych jest odpowiednie oświadczenie ubiegającego się o udzielenie zamówienia, złożone pod rygorem odpowiedzialności karnej. Istnieje też możliwość zastrzeżenia informacji związanych z zamówieniem.
Stanisław Trociuk poprosił ministra Mariusza Błaszczaka o wyjaśnienie czy zamówione i dostarczone produkty zostały poddane wewnętrznej kontroli jakości. Zwrócił się też o informacje, czy żołnierze są informowani o pochodzeniu mięsa w trakcie korzystania z form żywienia zbiorowego (np. w trakcie ćwiczeń poligonowych) oraz czy informację taką zawiera indywidualna racja żywnościowa (tzw. eska). Gen. Jacka Kitlińskiego zastępca RPO poprosił o wyjaśnienie, czy produkty poddano wewnętrznej kontroli jakości oraz czy konsumenci są informowani o pochodzeniu mięsa w trakcie korzystania z dostępnych w Służbie Więziennej form żywienia zbiorowego.
WZF.519.3.2018
Elastyczny rozkład czasu służby policjantów może zaradzić brakom kadrowym w policji. RPO pisze do MSWiA
Według Rzecznika Praw Obywatelskich bardziej elastyczny rozkład służby wymaga jednak zapisania odpowiednich gwarancji w ustawie; dziś mówi o tym tylko rozporządzenie ministra
Zgodnie z nim to przełożeni określają minimalny i maksymalny dobowy rozkład czasu służby policjantów - co rodzi wątpliwości RPO. Indywidualny rozkład nie może też prowadzić do obejścia prawa
Sami policjanci wskazywali ekspertowi BRPO, że taki czas służby jest korzystny dla ich życia rodzinnego. Pozwala bowiem na dodatkowy dzień wolny w tygodniu (w trakcie czterech służb 10-godzinnych wypracowują tygodniową 40-godzinną normę czasu służby). Przerwy między tymi służbami wynoszą 14 godzin. Brak zgody policjanta na taką służbę jest honorowany - pełni wówczas służbę 8-godzinną.
Doświadczenia z Białegostoku wydają się możliwe do przeniesienia do innych garnizonów policji; nie powinno to jednak polegać na nadużywaniu indywidualnego rozkładu służby 10-godzinnej. Instytucja ta ma bowiem charakter wyjątkowy, a regułą w policji jest pełnienie służby w systemie zmianowym lub podstawowym rozkładzie czasu służby - wskazał Adam Bodnar. Dlatego takiej inicjatywie powinna towarzyszyć zmiana obowiązujących przepisów.
W tym przypadku określenie maksymalnego dobowego czasu służby i minimalnego dobowego czasu wypoczynku nastąpiło w rozporządzeniu, co samo w sobie budzi wątpliwości RPO z punktu widzenia art. 66 ust. 2 Konstytucji. W rozporządzeniu z 2001 r. minister - niezgodnie z art. 33 ust. 6 ustawy o Policji - ustalenie indywidualnego rozkładu czasu scedował na przełożonego (subdelegował). Regulacja ta wywołuje wątpliwości z punktu widzenia zakazu subdelegacji (art. 92 ust. 2 Konstytucji).
Nawiązując do problemu zwiększającej się liczby odchodzących ze służby policjantów oraz braku chętnych do wstępowania do policji, pragnę zauważyć, że bardziej elastyczne kształtowanie rozkładu czasu służby mogłoby stanowić jeden z argumentów przemawiających, odpowiednio, za pozostaniem, względnie podjęciem służby w policji - podkreślił Adam Bodnar.
służba na pół etatu (przewidywana np. wobec rodziców, policjantów-seniorów lub funkcjonariuszy w okresie rekonwalescencji)
elastyczny czas służby (ruchome godziny rozpoczęcia i zakończenia służby, np. w pionie kryminalnym)
służba na odległość (za pośrednictwem internetu, np. pion cyberprzestępczości)
policyjne żłobki i przedszkola
WZF.7043.79.2017
Wątpliwości RPO wobec zmianowego, 10-godzinnego czasu służby policjantów z Białegostoku
Rzecznik Praw Obywatelskich ma wątpliwości wobec wykonywania przez policjantów z Białegostoku zadań w zmianowym systemie 10-godzinnym. Może to m.in. powodować nadmierne przemęczenie
Sami funkcjonariusze mówili, że pozwala to na dwa dodatkowe wolne dni w miesiącu. Po wizytacji pracownika Biura RPO policjanci mieli być jednak zmuszani do podpisywania oświadczeń wyrażających zgodę na 10-godzinną służbę
Adam Bodnar przyznaje, że taki tryb służby może być uzasadniony potrzebami, ale powinien być poprzedzony analizami bezpieczeństwa i higieny służby
O wynikach kontroli przestrzegania praw i wolności obywatelskich funkcjonariuszy Komendy Miejskiej Policji w Białymstoku Rzecznik napisał do komendanta głównego policji nadinsp. Jarosława Szymczyka.
Zgłoszone Rzecznikowi nieprawidłowości dotyczyły:
niezgodnego z przepisami planowania 10-godzinnych służb;
niewłaściwych, zagrażających zdrowiu zatrzymanych i samych funkcjonariuszy, warunków w pomieszczeniach dla osób zatrzymanych
wadliwych pistoletów Walther P-99.
10-godzinna służba
Rzecznik dostał informacje, że w Wydziale Patrolowo-Interwencyjnym (WPI) białostockiej policji wprowadzono 10-godzinne służby, choć ustawa o policji nie przewiduje służb innych niż 8- lub 12-godzinne. 10-godzinne służby eksploatują policjantów ponad miarę i powodują nadmierne przemęczenie. Stosowane są do nich przerwy takie, jak przy służbach 8-godzinnych. Z powodu braków kadrowych policjanci już od początku miesiąca zmuszani są do wypracowywania nadgodzin.
Podczas spotkania pracownika Biura RPO z policjantami WPI wskazywano na zaletę 10-godzinnych służb, polegającą na korzystnym dla ich życia rodzinnego układaniu grafików. Pozwala to bowiem na uzyskanie w skali miesiąca dodatkowych dwóch dni wolnych od służby.
Z informacji od przełożonych WPI wynika, że przerwy między służbami wydłużono do 14 godzin, a przerwę w trakcie służby - do 30 minut. Odnosząc się do trybu 10-godzinnego, przełożony wyjaśniał, że większość funkcjonariuszy ma ustalony indywidualny czas służby. Brak zgody policjanta na służbę w tym trybie jest honorowany (służy wówczas 8 godzin). Liczba nadgodzin wynosi zaś średnio 50 na policjanta.
„W tym kontekście wskazać trzeba, że z uzyskanych od wnioskodawcy informacji wynika, iż po wizytacji pracownika Biura RPO policjanci byli zmuszani do podpisywania oświadczeń wyrażających zgodę na służbę 10-godzinną” – napisał RPO.
Zgodnie z rozporządzeniem Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji z 18 października 2001 r. w sprawie rozkładu czasy pracy policjantów, funkcjonariusz w zmianowym rozkładzie czasu służby pełni służbę na zmiany trwające po 8 godzin. W szczególnie uzasadnionych przypadkach przełożony może wprowadzić służby na zmiany trwające po 12 godzin. Ponadto przełożony może ustalić indywidualny rozkład czasu służby. Wydaje się, że ten przepis stanowi podstawę prawną ustalania indywidualnego czasu służby funkcjonariuszom WPI - wskazał Rzecznik.
Wątpliwości RPO wobec 10-godzinnej służby
Z rozmów z policjantami wynika, że indywidualny 10-godzinny rozkład czasu służby zyskał ich aprobatę. W świetle uzyskanych przez RPO informacji o zmuszaniu do podpisania oświadczenia o zgodzie na taką służbę, wątpliwości budzi zasadność gromadzenia takich oświadczeń. Obowiązek taki nie wynika z rozporządzenia MSWiA.
Decyzja o indywidualnym ustaleniu rozkładu należy do przełożonego, który może ją podjąć, jeżeli przemawiają za tym szczególne okoliczności. Powinien się on przy tym zmieścić w ramach 40-godzinnego tygodnia służby, w 3-miesięcznym okresie rozliczeniowym.
Przyjęcie dla policjantów WPI indywidualnego czasu służby jako zasady może nie uwzględniać ograniczeń wynikających z normalnego trybu pełnienia służby. To przełożony decyduje o czasie pełnienia służby i o prawie do wypoczynku. Indywidualne ustalenie wymiaru przerw pomiędzy służbami, a także liczby służb nocnych, może w adekwatny sposób nie uwzględniać ograniczeń wynikających ze specyfiki danej służby czy wydolności policjanta - podkreślił Adam Bodnar.
Przyznał, że być może wprowadzenie 10-godzinnego rozkładu jest uzasadnione potrzebą służby. Powinno ono jednak zostać poprzedzone rzetelną analizą z zakresu bezpieczeństwa i higieny służby.
Zdaniem RPO pozostawienie przełożonym możliwości decydowania o prawie do wypoczynku w zwykłym trybie pełnienia służby może budzić wątpliwości z punktu widzenia art. 66 ust. 2 Konstytucji. Stanowi on, że maksymalne normy czasu pracy określa ustawa. W tym przypadku określenie maksymalnego dobowego czasu służby nastąpiło w formie aktu wykonawczego, co samo w sobie może stanowić naruszenie art. 66 ust. 2 Konstytucji.
Skoro minister scedował określanie maksymalnego dobowego czasu pracy oraz minimalnych okresów wypoczynków dobowych na przełożonego, to o proporcjonalności maksymalnego czasu służby do minimalnego okresu wypoczynku może decydować liczba wakatów w danej jednostce. W konsekwencji może to przyczynić się do zwiększenia zagrożenia, wynikającego z przemęczenia, także dla samych policjantów – podkreśla Rzecznik.
Brud w pomieszczeniu dla zatrzymanych
Z sygnałów dla RPO wynikało, że przełożeni byli wielokrotnie informowani o konieczności prania, czyszczenia, dezynfekcji i wymiany wydawanych zatrzymanym materacy i poduszek. Są one przesiąknięte różnymi wydzielinami. Zdarza się, że zatrzymani mają rany; że są zarażeni bakteriami i wirusami jak HIV czy żółtaczka; pojawia się także wszawica. Tymczasem w jednostce ma istnieć niepisany zakaz oddawania do prania poduszek i materacy ze względu na wysokie koszty, pod groźbą ich pokrycia z własnych środków.
W trakcie wizytacji przeprowadzono rozmowy z funkcjonariuszami pomieszczeń dla zatrzymanych. Wskazywali oni na niedostateczne wyposażenie w meble (prywatne fotele). Środki czystości organizują czasami sami. Nie przechodzą też badań związanych z potencjalnym ryzykiem zakażenia materiałem biologicznym.
Na materacach i poduszkach widoczne były liczne zabrudzenia. Zaprezentowano też dresy, które otrzymują osadzeni. Poważne wątpliwości budziły ich wyeksploatowany stan oraz dostępne rozmiary. W klapki dla zatrzymanych, funkcjonariusze zaopatrują się na targu.
Państwowy Inspektor Sanitarny wskazywał, że materace są wyeksploatowane i zniszczone. Nakazał zapewnić wyłącznie materace pokryte obustronnie tkaniną zmywalną, gwarantującą utrzymanie ich w czystości.
Według Rzecznika niedostateczne wyposażenie pomieszczeń dla zatrzymanych ma charakter systemowy. Problem ten wielokrotnie sygnalizowany przy okazji wizytacji jednostek policji przez Krajowy Mechanizm Prewencji Tortur.
Zarządzający nieruchomością ma obowiązek utrzymywać ją w należytym stanie w celu zapobiegania zakażeniom i chorobom zakaźnym. Innymi słowy to komendant powiatowy czy miejski jest narażony na odpowiedzialność karną za niedopełnienie tego obowiązku. W praktyce jednak to komendant wojewódzki policji odpowiada za brak realizacji potrzeb zgłaszanych przez funkcjonariuszy – podkreśla RPO.
Wadliwa broń Walther P-99 i inne problemy
RPO dostał tez sygnał o wadliwej i niebezpiecznej broni służbowej marki Walther P-99. Wada dotyczyła plastikowej zaślepki zamka i wyrzucania bijnika w kierunku osoby strzelającej. Z uzyskanych informacji wynika, że pistolet został przez producenta naprawiony poprzez wymianę plastikowej zaślepki na metalową.
Wskazywano też na problem nieczytelnej ścieżki kariery i braku awansów. Niektórzy policjanci służą w jednej grupie wiele lat.
Rzecznik poprosił komendanta głównego o zbadanie wskazanych problemów oraz ewentualnie podjęcie działań w celu ich rozwiązania.
Żołnierze skarżą się RPO na przestarzały sprzęt - nowocześniejszy ma jednostka WOT
Żołnierze z Białegostoku skarżą się Rzecznikowi Praw Obywatelskich na złą jakość sprzętu, zwłaszcza transportowego, który jest eksploatowany ponad od 30 lat
Wskazują, że w przeciwieństwie do ich jednostki tamtejszy Batalion Obrony Terytorialnej jest wyposażany w najnowszy sprzęt
Żołnierze pozytywnie oceniają zmianę przepisów regulujących zasady odbywania służby kontraktowej
Takie skargi i uwagi Adam Bodnar opisał w wystąpieniu do Ministra Obrony Narodowej po kontroli przestrzegania praw i wolności obywatelskich żołnierzy z 18. pułku rozpoznawczego z Białegostoku. Dotyczyła ona warunków szkolenia i pełnienia służby, spraw socjalnych, bezpieczeństwa i higieny służby oraz funkcjonowania systemu kadrowego.
Problemy z awansami podoficerów
Za najistotniejszy żołnierze uznali problem wiarygodnego informowania żołnierzy, zwłaszcza z korpusu podoficerskiego, o możliwości odpowiedniego, indywidualnego planowania ich rozwoju służbowego. Wskazywali, że struktura korpusu podoficerskiego w pułku, wynikająca z usytuowania i zaszeregowania stanowisk, utrudnia podejmowanie racjonalnych i efektywnych decyzji. Dla stopni podoficerów młodszych nie istnieją bowiem w strukturze pułku odpowiednie stanowiska. Wpływa to na brak możliwości awansu żołnierzy z grupy podoficerów młodszych pełniących stanowiska dowódcze.
Pułk ma przestarzały sprzęt, jednostka WOT - najnowszy
Praktycznie wszyscy żołnierze pułku zwracali uwagę na niską jakość posiadanego sprzętu wojskowego, zwłaszcza transportowego. Z reguły przekracza on 30 lat eksploatacji i nie jest w stanie zapewnić prawidłowego wykonania zadań. Jakość tego sprzętu zagraża ponadto bezpieczeństwu samych żołnierzy. Remontowane pojazdy jednostki często wracają jako niesprawne i nienadające się do dalszej eksploatacji.
Postulowano też stworzenie sprawnego systemu kontroli jakości produktów kierowanych na użytek wojska, zwłaszcza co do umundurowania i wyposażenia.
Wskazywano, iż w tym samym kompleksie koszar mieści się Batalion Obrony Terytorialnej, który w odróżnieniu od kontrolowanej jednostki jest wyposażany w najnowszy sprzęt (w tym transportowy, uzbrojenie, umundurowanie itp.). Dzieje się tak, chociaż ten sprzęt jest użytkowany tylko w czasie 16-dniowego szkolenia żołnierzy tego rodzaju wojsk.
„Priorytetowe traktowanie potrzeb w zaopatrzeniu tej jednostki oraz brak realizacji podstawowych potrzeb kontrolowanej jednostki operacyjnej, prowadzi do kierowania przez żołnierzy wniosków o przeniesienie do formowanego Batalionu OT” - napisał Adam Bodnar.
Inne uwagi żołnierzy
Ponadto żołnierze negatywnie oceniali wprowadzenie w wojsku systemu zmniejszania uposażenia do 80 proc. w przypadku zwolnienia lekarskiego. Według nich prowadzi to do rezygnacji z pomocy lekarskiej, odmów przyjęcia zwolnienia lekarskiego i stawiania się chorych żołnierzy do służby, w tym także na poligonie.
Z pozytywnymi reakcjami spotkała się natomiast zmiana przepisów regulujących zasady odbywania służby kontraktowej i zniesienie 12-letniego limitu maksymalnego okresu służby dla żołnierzy korpusu szeregowych. Zdaniem żołnierzy spowodowało to poprawę dyscypliny i jakości wykonywania obowiązków.
Niepokój żołnierzy budził fakt, że podczas szkolenia poligonowego nie jest obecny lekarz wojskowy oraz że jednostka nie dysponuje izbą chorych. Ustalana opieka medyczna żołnierzy w cywilnych jednostkach służby zdrowia nie spełnia zaś podstawowych potrzeb. Żołnierze spotykają się nawet z odmowami udzielenia pomocy medycznej w okolicznych szpitalach.
Z uwagi na szkolenie w kompleksach leśnych sygnalizowano również potrzebę opracowania skuteczniejszego systemu zapobiegania ukąszeniom kleszczy oraz ochrony przed przenoszonymi przez nie chorobami.
Rzecznik zwrócił się do ministra Mariusza Błaszczaka o zbadanie wskazanych problemów i o działania w celu ich rozwiązania.
WZF.7040.6.2018 z 9 kwietnia 2018 r. – wystąpienie do Ministra Obrony Narodowej w sprawie kontroli przestrzegania praw i wolności żołnierzy.
W jednej z jednostek wojskowych została przeprowadzona kontrola przestrzegania praw i wolności obywatelskich żołnierzy. Celem kontroli było zapoznanie się z warunkami szkolenia i pełnienia służby, zwłaszcza zabezpieczenia socjalnego, realizacji uprawnień w zakresie zabezpieczenia mundurowego, bezpieczeństwa i higieny służby oraz funkcjonowania systemu kadrowego. Kontrolowano również funkcjonowanie systemu skarg oraz przestrzegania procedur dyscyplinarnych.
Za najistotniejszy problem – z punktu widzenia żołnierzy – uznano wiarygodne informowanie żołnierzy, zwłaszcza z korpusu podoficerskiego, o możliwości odpowiedniego, indywidualnego planowania ich rozwoju służbowego. Żołnierze wskazują, że struktura korpusu podoficerskiego w pułku, wynikająca z usytuowania i zaszeregowania stanowisk w ustalonym systemie organizacyjnym, utrudnia podejmowanie racjonalnych i efektywnych decyzji w tym zakresie. Wskazywano, że dla stopni podoficerów młodszych nie istnieją w strukturze organizacyjnej pułku odpowiednie stanowiska, co wpływa na brak możliwości awansowych żołnierzy z grupy podoficerów młodszych pełniących służbę na stanowiskach dowódczych.
Negatywnie oceniono wprowadzenie w wojsku systemu zmniejszania uposażenia do 80% w przypadku pozostawania żołnierza na zwolnieniu lekarskim. Z pozytywnymi reakcjami spotkała się natomiast zmiana przepisów regulujących zasady odbywania służby kontraktowej i zniesienie 12-letniego limitu maksymalnego okresu służby dla żołnierzy korpusu szeregowych. W ocenie samych żołnierzy spowodowało to poprawę dyscypliny i jakości wykonywania obowiązków służbowych.
Praktycznie wszyscy żołnierze kontrolowanej jednostki wskazywali na niską jakość posiadanego sprzętu wojskowego, zwłaszcza transportowego, który z reguły przekracza 30 lat eksploatacji i nie jest w stanie zabezpieczyć prawidłowego wykonania nałożonych na nich zadań służbowych. Jakość tego sprzętu zagraża ponadto bezpieczeństwu samych żołnierzy. Postulowano także stworzenie sprawnego systemu kontroli jakości produktów kierowanych na użytek wojska, zwłaszcza w zakresie umundurowania i wyposażenia.
Niepokój wzbudził również fakt, że podczas szkolenia poligonowego nie jest obecny lekarz wojskowy, oraz że jednostka nie dysponuje izbą chorych. Co więcej, ustalana opieka medyczna żołnierzy w cywilnych jednostkach służby zdrowia nie spełnia nawet podstawowych potrzeb. Żołnierze spotykają się z odmowami udzielenia pomocy medycznej w okolicznych szpitalach. Z uwagi na szkolenie w kompleksach leśnych sygnalizowano również potrzebę opracowania skuteczniejszego systemu zapobiegania ukąszeniom kleszczy oraz ochrony przed przenoszonymi przez nie chorobami.
Rzecznik zwrócił się do Ministra z prośbą o zbadanie wskazanych problemów oraz ewentualnie podjęcie działań zmierzających do ich rozwiązania.
Praktyka żądania od pracownic zaświadczenia lekarskiego o karmieniu piersią
Do Rzecznika wpłynęła skarga w sprawie istniejącej w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych i Administracji praktyki żądania od pracownic dostarczania zaświadczeń lekarskich o karmieniu piersią.
W opinii RPO praktyka ta nie znajduje oparcia w prawie.
Po interwencji Rzecznika MSWiA przewiduje dokonanie zmiany przepisów i zniesienie obligatoryjnego obowiązku dostarczania przez pracownice zaświadczeń.
W związku ze skargą w sprawie istniejącej w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych i Administracji praktyki żądania od pracownic dostarczania zaświadczeń lekarskich o karmieniu piersią, Rzecznik zwrócił się do Dyrektora Generalnego w Ministerstwie o odniesienie się do przedstawionego problemu.
W odpowiedzi zaprezentowano stanowisko Dyrektora Biura Kadr i Organizacji w Ministerstwie, które w opinii Rzecznika Praw Obywatelskich nie znajduje oparcia w prawie. W związku z tym Rzecznik zwrócił się ponownie do Ministra z prośbą o weryfikację stanowiska.
Odpowiadając Minister podkreślił, że w MSWiA prawa kobiet karmiących piersią są w pełni respektowane i szanowane.
Poinformował, że z uwagi na fakt, iż powszechnie obowiązujące przepisy prawa pracy, a w szczególności ustawa z dnia 26 czerwca 1974 r. Kodeks pracy nie przewidują sposobu potwierdzenia faktu karmienia piersią ani nie ustanawiają granicy wieku dziecka karmionego piersią, którego matka może wystąpić o udzielenie przerw na karmienie, pracodawca ma swobodę w zakresie żądania określonej formy udokumentowania zarówno samego faktu karmienia dziecka piersią przez pracownicę, jak i okresowego aktualizowania takiego dokumentu.
Ponadto pracodawca, w przypadku uzasadnionych wątpliwości w odniesieniu do tego czy pracownica rzeczywiście korzysta z uprawnienia do przerw w pracy zgodnie z przeznaczeniem, ma pełne prawo zobowiązać pracownicę do przedstawienia właściwego zaświadczenia lekarskiego. Ponadto dodał, że kwestia dotycząca dostarczania zaświadczenia o karmieniu piersią nie jest sprawą jednostkową, gdyż taka praktyka jest stosowana również przez innych pracodawców, w tym w urzędach administracji.
Jednocześnie podkreślił, że to stanowisko znajduje potwierdzenie w doktrynie i jest powszechne wśród komentatorów, którzy wskazują, iż pracodawca ma prawo wymagać od pracownicy ubiegającej się na podstawie art. 187 Kodeksu pracy o przerwy na karmienie dziecka piersią przedstawienia zaświadczenia lekarskiego potwierdzającego fakt karmienia piersią.
Tym niemniej poinformował, że MSWiA przewiduje dokonanie zmiany przepisów obecnie obowiązującego Regulaminu pracy w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych i Administracji poprzez zniesienie obligatoryjnego obowiązku dostarczania przez pracownice zaświadczeń o karmieniu dziecka piersią, a zastąpienie go uprawnieniem pracodawcy do jego żądania.
Rzecznik Praw Obywatelskich będzie monitorował działania legislacyjne w tym zakresie.
Spotkanie regionalne Adama Bodnara w Ostrowcu Świętokrzyskim: dużo spraw dla Rzecznika
Piją i jeżdżą. Bez kary. Budują, jak chcą, nie zważają na przepisy. „Co zwykły człowiek może zrobić?” – skarżą się ludzie w Ostrowcu. Ale jednocześnie mieszkają tu ludzie z pasją, którzy potrafią wdrażać innowacyjne programy społeczne, wykrywać luki w unijnym systemie koordynacji świadczeń społecznych, wymyślić, jak propagować pomysły Rzecznika na wspieranie osób starszych w środowisku zamieszkania. Wszyscy oni spotkali się w Miejskim Centrum Kultury na spotkaniu z RPO Adamem Bodnarem. - Z Ostrowca wyjeżdżamy z mnóstwem spraw do załatwienia i z nowymi pomysłami - podkreśla rzecznik praw obywatelskich.
Na spotkanie regionalne w Ostrowcu Świętokrzyskim przyszło 30 osób. Celem tych spotkań, jak wyjaśnił obecnym Adam Bodnar, jest zbieranie informacji o tym, co jest ważne dla ludzi lokalnie, a także informowanie o tym, co może zrobić Rzecznik Praw Obywatelskich, bo wtedy łatwiej korzystać z jego pomocy.
Rzecznik formalnie nie ma uprawnień „sprawczych” – niczego nie może komuś kazać, zmienić decyzji czy wyroku. Ma jednak kompetencje pozwalające mu wpływać na to, jak działa państwa. Może np. formułować postulaty – z dobrą argumentacją prawną – w sprawie problemów, z jakimi zgłaszają się do niego obywatele. Te pisma – zwane wystąpieniami generalnymi – inspirują ministerstwa do pracy i bardzo wiele postulatów trafia tą drogą do realizacji. Rzecznik może też przyłączać się przed sądami do spraw po stronie obywateli. Rzecznik może żądać wyjaśnień, może zażądać dokumentów, zajmuje się kontrolą prewencyjną w miejscach pozbawienia wolności (chodzi o zapobieganie torturom i nieludzkiemu traktowaniu).
Czy nowy gazociąg budowany jest w sposób bezpieczny?
Nowy gazociąg ma biec 4 metry od starego, budowanego w latach 60. Mieszkańcy przypominają, że przepisy ze względów bezpieczeństwa nie pozwalają nic budować w odległości 15 m od gazociągu. Ale nie są słuchani.
RPO: Nie mogę oceniać tego merytorycznie. Ale na pewno możemy sprawdzić, czy Państwo zostali wysłuchani i potraktowani poważnie.
RPO zajmuje się podobnymi sprawami, np. w sprawach linii energetycznych wysokiego napięcia.
Książeczki mieszkaniowe – czy to jest do rozwiązania?
Ludzie potracili na tych książeczkach majątek. Czy można to naprawić?
W czasach PRL ludzie oszczędzali na mieszkanie na tzw. książeczkach mieszkaniowych. System zawalił się jednak w kryzysie gospodarczym lat 70. i 80. Teraz można odzyskać choć część pieniędzy w postaci tzw. premii gwarancyjnych, ale tylko na konkretne wskazane w ustawie wydatki mieszkaniowe.
RPO Adam Bodnar opowiedział zebranym o swoim niedawnym wystąpieniu generalnym do premiera Morawieckiego. Zaproponował w nim, żeby poszerzyć katalog wyjątków, na które przysługiwałaby premia gwarancyjna. Tych niezrealizowanych książeczek jest bowiem ponad milion.
Kary za wypadki samochodowe spowodowane przed kierowców pod wpływem narkotyków lub alkoholu
Kolegi syn zginął w wypadku. Pijany kierowca dostał 6 lat – za znęcanie się nad psem dostaje się trzy lata. To jest niesprawiedliwe.
RPO: Kara to już ostateczna rzecz. Tymczasem my za mało dbamy o prewencję, o przeciwdziałanie takim tragediom, o skuteczne badanie kierowców pod kątem narkotyków i alkoholu.
Z karami jest tak, że jeśli sprawca karany jest po raz pierwszy, to sądy obniżają karę. Stąd kiedy porówna się wyrok na kierowcy i na sprawcy wielokrotnych przestępstw na zwierzętach, to można dojść do wniosku, że prawo jest niesprawiedliwe. Ale o karach nie warto mówić w emocjach, bo w ten sposób nie naprawi się krzywdy. Nie ulegajmy jednak złudzeniu, że zaostrzenie kar pomoże. Bo skoro kary nie skutkują, to najwyraźniej w ogóle nie działają. Sprawcy nie kojarzą swoich działań z sankcjami.
Ma Pan jednak rację, za bardzo przyzwyczailiśmy się do tego, że ileś osób ginie pod kołami pijanych. Najwyraźniej trzeba poważnie przyjrzeć się efektywności kar. Zajmuje się tym Instytut Wymiaru Sprawiedliwości, interesuje się tym Najwyższa Izba Kontroli i organizacje pozarządowe (np. Alter Ego).
Przepisy podatkowe a ulga mieszkaniowa
Bardzo wiele osób nie złożyło oświadczeń wymaganych przez nowelizację prawa podatkowego. Teraz są ścigani przez urzędy podatkowe, a należności są ogromne. Czy Rzecznik zna tę sprawę?
RPO: To klasyczny przykład wprowadzania przepisu bez zastanawiania się, jak ludzie mają się o tym dowiedzieć. Znamy takie sprawy, interweniujemy (tu – przykład interwencji w analogicznej sprawie ulgi meldunkowej). Myślimy o przyłączaniu się do spraw przed sądami.
Warto też pamiętać o propagowaniu zasady prawnej In dubio pro tributario, czyli w razie wątpliwości [rozstrzygaj] w interesie podatnika. RPO wydał w tej sprawie poradnik. Wygrał też jedną sprawę przed NSA w sprawie stawki VAT za umacnianie brzegu morskiego.
Alimenty, świadczenia rodzinne i 500+
Jeśli ojciec porzuca rodzinę i wyjeżdża za granicę, to dziecko nie dostanie wsparcia od polskiego państwa (opieki społecznej), bo legalnie pracującemu ojcu przysługuje za granicą świadczenie na nie. Choć ojciec tych świadczeń nie bierze, to sam fakt zarejestrowania się w systemie ubezpieczeń społecznych za granicą wystarcza do pozbawienia rodziny pomocy. Założenie jest bowiem takie, że rodzina taka powinna pobierać bardziej korzystne świadczenie zagraniczne.
Najtrudniejsza sytuacja jest wtedy, gdy ojciec – za granicą - jest aktywny zawodowo, a matka w Polsce – nie. Bo wtedy przepisy unijne wskazują, że świadczenia społeczne powinny być wypłacane tam, gdzie obywatel Unii pracuje zawodowo.
Takich osób w regionie jest około dziesięciu.
Od listopada jest nowa bariera dla matek: jeśli mają dwoje dzieci, ale nie żyją z ojcem w formalnym związku, to muszą wystąpić o alimenty, żeby dostać 500 plus.
RPO: Przekazujemy ten problem koordynacji zabezpieczenia społecznego w Unii naszym ekspertom w Biurze RPO (to zespół, który np. zajmuje się kwestią opieki naprzemiennej).
Przekażemy to też naszemu Zespołowi Ekspertów ds. Alimentów.
Praca pielęgniarki „pomiędzyresortowej”
Czy praca pielęgniarki, która w terenie pracuje z osobami chorującymi psychicznie, nie powinna być traktowana jako praca w uciążliwych warunkach – i dawała np. dodatkowe urlopy, jak w innych takich zawodach?
RPO: Nie wiem, sprawdzę, co możemy zrobić. Skoro pielęgniarka taka jak Pani, pracująca w ośrodku pomocy społecznej, podlega pod Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Spolecznej i trochę pod resort zdrowia, to rzeczywiście nikt się nie pali do zajęcia się tą sprawą. I tu jest rola dla Rzecznika Praw Obywatelskich, by pokazać problem.
Wiemy, że RPO przygotował ekspercki program wspierania osób starszych w środowisku zamieszkania. Czy możecie z nim zapoznać lekarzy rodzinnych, bo to oni właśnie w naszym regionie kierują seniorów do domów opieki.
RPO: Rzeczywiście! O tym programie rozmawiamy głównie z samorządowcami, ale do tej pory nie myśleliśmy o tym, by o tym rozmawiać ze środowiskiem lekarskim.
Przy okazji RPO przypomina o sprawie zasiłków dla opiekunów osób z niepełnosprawnościami. Dziś ustawa różnicuje wysokość tego wsparcia w zależności od tego, czy niepełnosprawność została orzeczona w dzieciństwie (wyższe świadczenie) czy w wieku dorosłym (niższe). Trybunał Konstytucyjny orzekł ponad trzy lata temu, że jest to rozróżnienie niekonstytucyjne. Wyrok nie został wykonany, ustawa obowiązuje. Ale ludzie mogą skarżyć decyzje w sprawie świadczenia do sądów administracyjnych powołując się na Konstytucję – robią to i wygrywają. RPO wspiera ich argumentacją prawną.
Czy rząd nie mógłby wesprzeć uniwersytetów trzeciego wielu.
RPO: UTW to wspaniała sieć organizacji pozarządowych. Skoro się tak świetnie rozwinęła, to strzeżmy tego, bo to jest skarb. Jeśli brakuje Państwu pieniędzy, to dowiedzcie się od młodszych, jak się zbiera pieniądze w ramach crowdfundingu. Nie znajdziecie we mnie sojusznika prawnego regulowania uniwersytetów trzeciego wieku, bo regulacje ograniczą rozwój tego ruchu.
Naziści w Polsce
TVN ujawniła skandaliczne nazistowskie praktyki. Czy nie powinniśmy uczyć lepiej o nazizmie w szkołach?
RPO: Dla mnie ważniejsza jest edukacja obywatelska. Uczenie przez emocje, a nie klasówki. Obok zielonych szkół – wspólne wyprawy do Treblinki czy Auschwitz z dobrym przygotowaniem i przepracowaniem doświadczenia po.
Takie programy możemy tworzyć lokalnie. I są samorządy, które już to robią, np. Wrocław. Choć oczywiście powinien się tym zająć rząd.
- W Ostrowcu możecie zacząć od cmentarza żydowskiego. Tu leży pochowanych ponad tysiąc mieszkańców, w tym dzieci. Do tego właśnie prowadzi nienawiść, która zaczyna się od marszów z pochodniami. Macie tu wielką szansę na twórczy program edukacyjny – dodała Barbara Imiołczyk, dyrektorka Centrum Projektów Społecznych BRPO i współorganizatorka programu spotkań regionalnych Rzecznika.
Odpowiedź Ministra Zdrowia w sprawie maksymalnych norm czasu pracy dla personelu medycznego
Część lekarzy zdecydowała się wypowiedzieć tzw. klauzulę op-out pozwalającą na pracę powyżej 48 godzin tygodniowo. Niewystarczająca obsada lekarska może prowadzić do zamknięcia niektórych oddziałów.
Rzecznik od dawna alarmował, że nierozwiązany problem czasu pracy lekarzy stanowi zagrożenie zarówno dla pacjentów, jak i dla samych medyków – w ubiegłym roku dwoje lekarzy zmarło w trakcie wielogodzinnego dyżuru.
Jednak zdaniem Ministra Zdrowia obecnie nie można zrezygnować z elastycznego sposobu zatrudniania lekarzy.
Powszechnie wiadomo, że lekarze wykonują zawód nie tylko na podstawie umowy o pracę, ale też w oparciu o umowy cywilne i indywidualną praktykę. Dlatego Rzecznik Praw Obywatelskich wystąpił do Ministra Zdrowia w sprawie maksymalnych norm czasu pracy personelu medycznego. Przypomina w piśmie o dwóch tragicznych zgonach lekarzy w miejscu pracy: we Włoszczowej i w Jaśle.
Analizując problem, Rzecznik szczególną uwagę zwrócił na różne formy prawne w jakich lekarze wykonują zawód. Wskazał, że ze względu na powszechną wieloetatowość i łączenie etatu z umowami cywilnymi u pracujących medyków zasadne jest określenie maksymalnych norm czasu pracy w danym okresie rozliczeniowym, bez względu na formę prawną jej świadczenia.
RPO zwrócił uwagę na szczególnie trudną sytuację lekarzy pracujących w szpitalnych oddziałach ratunkowych (SOR) i Centrach Urazowych (CU). To miejsca, gdzie ustalenie maksymalnych norm czasu pracy mogłoby wpłynąć na bezpieczeństwo pacjentów i lekarzy.
Rzecznik przychylił się też do postulatów prezesa Naczelnej Rady Lekarskiej w sprawie nadmiernego wykorzystywania tzw. klauzuli „opt-out” w celu zapewnienia obsady lekarskiej na nocnych dyżurach. Korzystanie z tej klauzuli pozwala lekarzowi na świadczenie pracy w wymiarze przekraczającym przeciętnie 48 godzin na tydzień w przyjętym okresie rozliczeniowym. RPO podkreślił, że wieloletnie nawarstwianie się przekroczeń tygodniowych norm czasu pracy negatywnie wpływa na stan zdrowia dyżurujących lekarzy.
RPO zwrócił się do Ministra Zdrowia o wskazanie, jakie działania podejmuje w celu zmiany istniejącego stanu rzeczy.
W odpowiedzi Minister stwierdził, że przyczyną nadmiernego wydłużania czasu pracy lekarzy są nie tyle niewystarczające zabezpieczenia zawarte w przepisach prawa, ale przede wszystkim deficyt kadr medycznych. Ministerstwo Zdrowia podejmuje systematycznie działania zmierzające do zwiększenia liczby personelu medycznego w Polsce, jednak z uwagi na tok nabywania wiedzy i umiejętności, efekty tych działań przyniosą odczuwalną poprawę sytuacji kadrowej dopiero w perspektywie najbliższych lat. Stąd też, w celu sprostania wymaganiom w zakresie jakości oraz dostępności do świadczeń zdrowotnych na poziomie porównywalnym do tego w rozwiniętych krajach europejskich, istnieje potrzeba zapewnienia dopuszczalności elastycznego kształtowania stosunków prawnych, na podstawie których lekarze oraz pozostali pracownicy wykonujący zawody medyczne świadczą pracę w podmiotach leczniczych.
Ponadto Minister poinformował, że 8 czerwca 2017 r. uchwalona została ustawa o sposobie ustalania najniższego wynagrodzenia zasadniczego pracowników wykonujących zawody medyczne zatrudnionych w podmiotach leczniczych (Dz. U. poz. 1473), na mocy której w okresie od dnia 1 lipca 2017 r. do dnia 31 grudnia 2021 r. podmioty lecznicze w drodze corocznych rozmów ze związkami zawodowymi będą ustalać wysokość stopniowego wzrostu wynagrodzeń zasadniczych pracowników wykonujących zawody medyczne, z uwzględnieniem minimalnych wymogów określonych w ustawie.
Minister Zdrowia zdecydował przy tym, że lekarze kwalifikowani na rezydenturę w dziedzinach: chirurgia ogólna, choroby wewnętrzne, kardiologia dziecięca, ortodoncja, psychiatria oraz w 15 dziedzinach uznanych za priorytetowe, otrzymają wynagrodzenia zasadnicze wyższe o co najmniej 1168 zł niż ustalone dla lekarza odbywającego specjalizację w zwykłej dziedzinie medycyny.
Wedle zapewnień Ministra resort zdrowia podejmuje stałe działania mające na celu zwiększanie liczby personelu medycznego w Polsce, w szczególności lekarzy specjalistów w poszczególnych dziedzinach medycyny. Działania te, poza zwiększaniem limitów przyjęć na kierunki lekarski i lekarsko dentystyczny i zmian w kierunku zapewnienia innowacyjnego kształcenia symulacyjnego w dziedzinach klinicznych, zmierzają do wprowadzenia korzystnych zmian w systemie odbywania stażu podyplomowego oraz kształcenia specjalizacyjnego.
V.7014.29.2016
Złe warunki pracy w Zakładzie Linii Kolejowych w Tarnowskich Górach. Rzecznik interweniuje.
Pracownicy PKP PLK S.A. Zakład Linii Kolejowych w Tarnowskich Górach zaalarmowali Rzecznika, że pracują w bardzo zatłoczonych pokojach, w pomieszczeniach na poddaszu i w baraku przy ul. Oświęcimskiej. Dlatego Pełnomocnik Terenowy RPO w Katowicach zwrócił się do Okręgowego Inspektora Pracy w Katowicach z prośbą o zbadanie warunków, w jakich wykonywana jest praca w budynku przy ul. Nakielskiej 3 w Tarnowskich Górach.
Po przeprowadzonej kontroli inspektor pracy nakazał poprawić stan techniczny pomieszczeń zlokalizowanych w budynku przy ul. Częstochowskiej w terminie do 29 grudnia 2017 r. Jeśli chodzi o pomieszczenia na poddaszu w budynku przy ul. Nakielskiej, inspektor stwierdził, że pomieszczenia te nie spełniają wymogów dotyczących pomieszczeń, w których wykonywana jest praca stała (min 2,5 m). Dlatego zobowiązał on pracodawcę do zapewnienia w pomieszczeniach pracy stałej minimalnej wysokości 2,5 m lub uzyskania zgody państwowego wojewódzkiego inspektora sanitarnego na odstępstwo od powyższego obowiązku.
Aktualnie pracodawca oczekuje na rozpatrzenie przez Głównego Inspektora Sanitarnego w Warszawie odwołania od decyzji Śląskiego Państwowego Inspektora Sanitarnego w Katowicach o braku zgody na użytkowanie pomieszczeń nie spełniających wymogów. W związku z powyższym inspektor pracy wyznaczył nowy termin wykonania nakazu na 31 marca 2017 r.
BPK.7044.3.2017
Rzecznik ma wątpliwości co do zasad przydzielania spraw sędziom nieobecnym w pracy
Na tle jednej ze spraw Rzecznik Praw Obywatelskich powziął wątpliwości co do prawidłowości regulacji prawnej przyjętej w Regulaminie urzędowania sądów powszechnych.
ze strony resortu obrony narodowej pozytywnie ustosunkować się do propozycji Rzecznika Praw Obywatelskich w zakresie poddania analizie i ingerencji legislacyjnej zagadnień związanych z ochroną sygnalistów, w zakresie grup zawodowych żołnierzy i funkcjonariuszy;
jako sposób procedowania przyjąć realizację w ramach zadania nr 12.1 Rządowego Programu Przeciwdziałania Korupcji, z wyznaczeniem przedstawicieli do prac grupy roboczej pod przewodnictwem Ministerstwa Sprawiedliwości;
Interesariuszka pracuje na stanowisku technika RTG od 1 września 1982 r. Przepisy, które uznawały jej pracę za uciążliwą, wygasły w wyniku reformy emerytalnej. Zgodnie z przepisami przejściowymi laborantka mogłaby skorzystać z emerytury pomostowej, gdyby prawa do niej uzyskała do końca 2008 r.
Rzecznik zbadał sprawę i wyjaśnił, że w tym przypadku prawo do emerytury pomostowej nie może przysługiwać (BPK.7060.1.2017). Sprawą zajmował się zresztą Trybunał Konstytucyjny, który w wyroku z 3 marca 2011 r. (sygn. K 23/09) stwierdził, że zmiany w regulacjach dotyczących emerytur pomostowych były zgodne z Konstytucją. Nie odebrały też ludziom prawa do emerytury, a tylko pewne przywileje i to w taki sposób, że osoby długo pracujące w starym systemie zachowały swoje prawa, a zmiany dotknęły tylko osoby młodsze.
Chodzi o reformę emerytalną sprzed 18 lat. W 1999 r. fundamentalnie zmienił się bowiem w Polsce sposób obliczania emerytur. Dotychczasowy nie był w stanie dalej funkcjonować (w starzejącym się społeczeństwie pracujący nie byliby w stanie złożyć się na emerytury na dotychczasowych zasadach).
Najważniejsza zmiana polegała na tym, że wysokość emerytury zaczęła być ustalana na podstawie zebranych przez pracującego składek, a nie wysokości jego ostatnich zarobków. Oznaczało to także zlikwidowanie przywilejów dla niektórych grup zawodowych (bo nie idą za nimi wyższe składki) i ujednolicenie wieku emerytalnego ubezpieczonych (bowiem w tym systemie wcześniejsza emerytura byłaby emeryturą niższą ze względu na mniejszą liczbę wpłaconych składek - chyba że uznałoby się, że tę różnicę należy dopłacić ze składek innych pracujących).
Reforma przewidziała okres przejściowy – i w przypadku prawa do emerytury pomostowych założyła, że takie prawo nie zostanie zniesione od razu, ale będzie przysługiwało do końca 2008 r..
Ustawa zmieniła też wykaz prac uznawanych za szczególnie szkodliwe. Ustawodawca wyszedł m.in. z założenia, że niektóre prace, które kiedyś uchodziły za szkodliwe, teraz już takie nie są, bo mamy lepsze zabezpieczenia, badania lekarskie itd.
18 lat od reformy emerytalnej i 9 lat od końca obowiązywania przepisów przejściowych nie da się tego zmienić – chyba, że tak zdecydowałyby parlament (oceniając wcześniej, że państwo jest w stanie wypłacać takie dodatkowe świadczenia).
Wystąpienie do Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji w sprawie obowiązku wykorzystania zaległego urlopu przez policjantów
Do Biura Rzecznika Praw Obywatelskich wpływają wnioski policjantów, którzy informują, że są zobligowani do wykorzystania zaległego urlopu wypoczynkowego w ciągu pierwszego kwartału bieżącego roku. Większość z wnioskodawców stanowią funkcjonariusze, którym w roku ubiegłym wstrzymano urlopy w związku z organizacją szczytu NATO oraz Światowych Dni Młodzieży. Policjanci wskazują przy tym, że regulacje obowiązujące pracowników cywilnych są bardziej korzystne, gdyż wedle kodeksu pracy mogą oni wykorzystać zaległy urlop wypoczynkowy w porze letniej (najpóźniej do dnia 30 września następnego roku kalendarzowego). Ograniczeń w tym zakresie nie posiadają także niektóre służby: np. strażakowi, który nie wykorzystał urlopu w danym roku kalendarzowym, urlopu tego należy udzielić w innym, nieokreślonym terminie (art. 72 ust. 4 ustawy z dnia 24 sierpnia 1991 r. o Państwowej Straży Pożarnej).
Rzecznik zauważył, że w stosunku służbowym funkcjonariusza występuje nasilenie elementów władczych, zhierarchizowanych, których brak w stosunku pracy. Podlegają oni zarządzeniom i rozkazom służbowym przełożonych, mogącym kształtować i zmieniać bez ich zgody treść istotnych elementów stosunku służbowego (np. stanowisko, uposażenie, miejsce i czas pracy, zakres podporządkowania, dyspozycyjności). O ile na gruncie Konstytucji porównanie stosunków służbowych ze
stosunkami pracy może sprawić niejakie trudności, o tyle zasada równego traktowania znajduje zastosowanie na gruncie ustaw pragmatycznych, w ramach zbiorczej kategorii służb mundurowych. Zdaniem Rzecznika wydłużenie okresu udzielenia zaległego urlopu wypoczynkowego w większym stopniu godziłoby zachowanie właściwych proporcji pomiędzy interesem jednostki a interesem danej służby. Pozwoliłoby także na uelastycznienie czasu służby funkcjonariuszy.
Jednocześnie Rzecznik zwrócił uwagę na problem nabycia przez policjantów prawa do pierwszego urlopu wypoczynkowego z upływem 6 miesięcy służby, podczas gdy np.
funkcjonariusze Służby Więziennej prawo do pierwszego urlopu wypoczynkowego nabywają z upływem każdego miesiąca służby w wymiarze 1/12 wymiaru urlopu wypoczynkowego. W ocenie Rzecznika również zasady w tej materii wymagają aktualizacji na gruncie obowiązującego systemu prawa.
Rzecznik zwrócił się do Ministra z prośbą o spowodowanie zbadania sprawy oraz odniesienie się do przedstawionych problemów.