Source: https://www.ebos.pl/artykul/1355_.html
Timestamp: 2018-01-23 09:25:56+00:00
Document Index: 16492760

Matched Legal Cases: ['art. 278', 'art. 282', 'art. 288', 'art. 230', 'art. 232', 'art. 244', 'art. 245']

Prywatna opinia w toku postępowania cywilnego
27.09.2011 / ebos/lege artis
"Nie może być traktowana jako dowód w procesie opinia biegłego, choćby nim był stały biegły sądowy, sporządzona na piśmie na polecenie strony i złożona do akt sądowych" -- a to dlatego, że "kodeks postępowania cywilnego nie zna dowodu z pozasądowych oświadczeń znawców. Nie może zatem być traktowana jako dowód w procesie opinia biegłego, choćby to był stały biegły sądowy, sporządzona na piśmie na polecenie strony i złożona do akt sądowych".
Z prawniczego bloga -Lege Artis
Niedawno (w nr 37(2824) z 7 września 2011 r.) padło na tekst "Żyje z opinii" Piotra Pytlakowskiego (skądinąd jednego z najmocniejszych piór POLITYKI), w którym pochylił się on nad losem pokrzywdzonej przez medyków pacjentki, która zdecydowała się na wytoczenie im sprawy w sądzie -- przy współpracy jakiegoś tam Zakładu Usług Medycznych i Opinii Cywilnych Medicum – Opinia.
W dużym skrócie: dr Ryszard Frankiewicz, lekarz z Tarnowa, zobowiązał się do sporządzenia -- za pieniądze, na zlecenie powódki -- opinii na temat leczenia, którą ta przedstawiła sądowi w toku procesu. Ale sędzina -- na pewno jakaś niedobra sędzina -- "nie dopuściła opinii pozaprocesowej dr. Frankowicza. – Powiedziała, że dla niej to żadna opinia, nie ma związku ze sprawą. Pytała: A doktor Frankowicz jako kto ma tu występować?" Skutkiem tego pokrzywdzona sprawę przegrała, co pozwala Piotrowi Pytlakowskiemu na postawienie tezy, iż "w gruncie rzeczy klienci Doktora biorą udział w loterii. Jeśli wygrywają, to razem z dr. Frankowiczem. Jeśli przegrywają, to samotnie".
Po pierwsze nigdzie w tekście nie jest powiedziane, iżby dr Frankiewicz przedstawiał się jako "biegły sądowy" i mamił swoją klientkę skutkami zamówionej i zapłaconej przez nią opinii medycznej jak identycznymi ze skutkami opinii biegłego sądowego.
A więc przyjmuję za pewnik, że nic takiego nie miało miejsca -- i bardzo dobrze, bo zgodnie z procedurą cywilną to sąd powołuje biegłego, jeśli się na czymś nie zna ("w wypadkach wymagających wiadomości specjalnych" -- art. 278 par. 1 kpc), to sąd odbiera przyrzeczenie od biegłego przed wykonaniem przezeń czynności dowodowych (art. 282 par. 1 kpc) -- i to sąd płaci biegłemu (art. 288 i 291 kpc -- chociaż oczywiście na koniec rachunek wystawia się przegrywającemu).
Natomiast każda ze stron ma -- powinna! -- w toku postępowania wyrażać jakieś opinie na temat materii objętej sporem, komentować stanowisko zawarte przez przeciwnika (ze skutkiem jak w art. 230 kpc!) i podpierać prezentowane tezy własnymi dowodami (które sąd traktuje jak każdy inny dowód pochodzący od strony -- art. 232 kpc).
Sąd jest związany wyłącznie treścią dokumentów urzędowych (art. 244 kpc), natomiast dokument prywatny -- że pozwolę sobie wprost zacytować art. 245 kodeksu postępowania cywilnego -- stanowi dowód tego, że osoba, która go podpisała, złożyła oświadczenie zawarte w dokumencie.