Source: https://www.niebieskalinia.pl/pismo/wydania/dostepne-artykuly/4307-prawne-korzenie-przemocy-wobec-dziecka
Timestamp: 2020-02-24 08:10:25+00:00
Document Index: 12668414

Matched Legal Cases: ['art. 177', 'art. 165', 'art. 1592', 'art. 373', 'art. 376', 'art. 377', 'art. 379', 'art. 6']

﻿ Ogólnopolskie Pogotowie dla Ofiar Przemocy w Rodzinie "Niebieska Linia" - Prawne korzenie przemocy wobec dziecka
Prawne korzenie przemocy wobec dziecka
Ewolucja w kierunku ochrony życia dziecka była powolna.
Psycholodzy wiodą spór z biologami społecznymi o źródła przemocy wobec dzieci. Jest wyuczona - twierdzą psychologowie. Jest "naturalna", ma swe źródła w pierwotnych, prymitywnych odruchach, które naszym przodkom pomagały w przetrwaniu - upierają się biologowie społeczni. Jednocześnie i jedni, i drudzy są zgodni, że dziś przemoc nie tylko nie jest konieczna dla przetrwania gatunku, lecz wręcz przetrwaniu szkodzi.
Ale przemoc występuje i ma potężnego sojusznika w złowieszczych obyczajach, przyzwyczajeniu i braku wiedzy o innych formach komunikowania się z dziećmi i otoczeniem. Sprzymierzeńcem przemocy wobec dziecka jest także, a może nade wszystko, utrwalona przez wieki tradycja jurydyczna i samo prawo.
Wystarczy krótki rzut oka na historię, by przyznać, że walcząc z przemocą wobec dzieci, z przemocą w rodzinie, dokonujemy zamachu na uświęconą instytucję patriarchalnej rodziny. W wymiarze historycznym możemy mówić o skutecznej próbie ograniczania praw rodziców, jak i o ewolucji stosunków między rodzicami i dziećmi.
Przyjrzenie się prawu w szerszej, historycznej perspektywie powinno nam pomóc w lepszym zrozumieniu przyczyn współczesnych porażek w zapobieganiu zjawisku krzywdzenia dzieci. Uzmysławia to nam, skąd biorą się przekonania, że rodzice "mają prawo" bić dzieci oraz że bicie jest "normalnym, naturalnym, legalnym" środkiem wychowawczym.
Ojcowskie prawo życia i śmierci nad członkami rodziny
Jeszcze w IV wieku n.e. rzymska "głowa rodziny" - ojciec, zwany pater familias, miał prawo do decydowaniu o życiu i śmierci członków swojej rodziny. Mógł kazać dziecko zabić lub porzucić i - jak pokazuje historia - korzystał z tego prawa dość często.
Tradycja niezaprzeczalnej władzy ojcowskiej jest obecna w kolejnych wiekach zarówno w życiu codziennym, jak i w obowiązujących prawach. Dawni Fenicjanie i Kartagińczycy składali swym bóstwom ofiary z dzieci. W Sparcie dokonywano selekcji, skazując na śmierć dzieci słabe, kalekie, upośledzone. Prawa do życia dzieciom słabym odmawiali Platon i Arystoteles. Ewolucja w kierunku ochrony życia dziecka była powolna. W Rzymie przysługujące ojcu prawo życia i śmierci zniesiono dopiero w roku 365 n.e. Nadal jednak mógł on porzucić dziecko słabowite i chore (z wyjątkiem pierworodnego), sprzedać w niewolę lub oddać komuś, komu ewentualnie wyrządziło szkodę.
W IV w. n.e. zabicie lub porzucenie dziecka zaczęto uznawać w prawie rzymskim za przestępstwo. Na ojca nałożono obowiązek wychowania i utrzymywania dzieci aż do ich usamodzielnienia się. Nadal jednak, na co wskazuje George Duby w Historii życia codziennego, władza ojcowska nad dziećmi, określona przez ustawy, teksty prawne czy etyczne, była prawie nieograniczona.
Dzieci winne były okazywać ojcu głęboki szacunek i całkowite uszanowanie jako osobie dla nich świętej. Upoważniało się mężów do wymierzania kary: dzieciom, młodszemu bratu, jak również żonie. Każde uchybienie, każdy bunt, obelga, niedbałość (względem podeszłego w latach ojca) miały być słusznie karane albo przez samego rodziciela, albo przez sprawiedliwość publiczną.
Peter Spierenburg w książce Odczarowanie - antropologiczna historia przedindustrialnej Europy pisze, iż nieposłuszne dzieci można było nie tylko karać chłostą lub innymi karami cielesnymi czy pozbawieniem majątku rodzinnego i wyrzuceniem z rodziny. Można było także oddać je do więzienia, by skłonić do uległości i poprawy zgodnie z rozumieniem treści tego słowa przez rodziców.
Decydowanie o swoim losie nawet w przypadku dorosłego syna (o córce nawet nie wspominając) było często iluzją. Nie pytano o zdanie wydawanej za mąż córki, a i syn niewiele mógł zdziałać bez ojcowskiego pozwolenia. Jędrzej Kitowicz, ukazując obyczaje w Polsce za Augusta III, pisał, że ludzie i bestie w jeden sposób na świat przychodzą. Może więc to przyrównanie do dzikich stworzeń sprawiło, że przy okazji opisu kształcenia dzieci w szkołach parafialnych beznamiętnie wyliczył kary, jakie stosowano wobec chłopców (nikogo, rzecz jasna, nie dziwiło, że dziewczynek do szkół nie posyłano). Placenta ("skóra okrągła, gruba, w kilkoro złożona, na dłoń ręki szeroka, na trzonku drewnianym obdłużnym osadzona, którą - za omyłki w czytaniu lub na pamięć tego, czego się nauczyć naznaczono, odmawianiu - bito w rękę"), rózga brzozowa, kańczuga, bicie cholewą w pośladki w celu poniżenia ucznia - to stanowiło codzienność miejsc, których zadaniem było kształcenie umysłu, i tak owo zadanie wówczas pojmowano - jako "nauki wbijanie".
Możemy również zajrzeć do zbiorów ustaw, które obowiązywały na terenie ziem polskich, by przekonać się, że władza nad dzieckiem była tym, co pojęcie władzy zgodnie ze Słownikiem Języka Polskiego zawiera: panowanie, rządzenie, kontrola i stosowanie przymusu dla egzekwowania woli tego, kto ma władzę.
Zwód Praw Cesarstwa Rosyjskiego z 1832 roku stanowił w art. 177: Dzieci obowiązane są wykazywać względem rodziców szczere i serdeczne poważanie, posłuszeństwo, uległość i miłość, oddawać im rzeczywiste posługi, mówić o nich z uszanowaniem, napomnienia zaś i karcenia rodzicielskie znosić cierpliwie i bez szemrania. Po śmierci rodziców dzieci powinny szanować ich pamięć. A co się dzieje, gdy dzieci pozwolą sobie na ów zakazany szmer lub nie sprostają ustawowemu wymogowi szczerego poważania? Wówczas art. 165 stanowi: Rodzice mają prawo do krnąbrnych i nieposłusznych dzieci stosować w celach poprawy domowe środki karcenia. W razie niepowodzenia tych środków rodzice są władni: 1) dzieci w wieku od dziesięciu do siedemnastu lat oddawać celem poprawy do zakładów wychowawczo-poprawczych w porozumieniu z przełożonymi tych zakładów; 2) dzieci swe obojga płci, nie piastujące urzędów państwowych, za uporczywe nieszanowanie władzy rodzicielskiej, rozwiązłe życie i inne jawne występki oddać do więzienia stosownie do przepisów art. 1592 Kod. Kar Głow., wyd. 1885; 3 r.) wnosić przeciwko nim skargi do sądu". Była więc to władza wszechobecna ingerująca również w życie dorosłego dziecka. Władza, która mogła nawet pozbawić je wolności.
Podobne środki przewiduje Kodeks Napoleona z 1804 roku. Uważany za nowoczesny i niezwykle postępowy, za arcydzieło sztuki legislacyjnej - Kodeks Napoleona stanowi, że władzę nad dziećmi do czasu dojrzałości lub samouwolnienia sprawuje ojciec (art. 373: W ciągu trwania małżeństwa sam ojciec władzę te sprawuje). Ojciec, który nie jest zadowolony z postępowania dziecka, może żądać jego zamknięcia, przez czas nie dłuższy niż miesiąc, jeśli dziecko nie ukończyło lat szesnastu (art. 376). A od lat szesnastu do pełnoletności lub samouwolnienia - na nie dłużej niż sześć miesięcy (art. 377). Do jakiego stopnia nawet wolność dziecka znajdowała się w rękach ojca, pokazuje art. 379: Mocen jest ojciec zawsze skrócić czas zamknięcia, którego żądał, albo o które prosił. Jeżeli dziecię, po wypuszczeniu na wolność, w nowe popadnie zboczenia, zamknięcie znowu może być rozporządzone wolą ojca samego. Również ojciec decydował, co jest owym "zboczeniem", a co nie jest. "Zboczeniem" było okazywane mu nieposłuszeństwo i stawianie swojego zdania nad zdaniem rodziców.
W tych warunkach do postępowych, z dzisiejszego punktu widzenia, zaliczyć należy przepisy z Prus - tzw. Landrechtu Pruskiego (lp) z 1794 roku. Wprawdzie tradycyjnie stwierdza się w nim, że dzieci zostają szczególnie pod władzą ojca (§62 lp) oraz że wolno rodzicom dla kształcenia dzieci użyć wszelkich środków karności, byle nie szkodziły one ich zdrowiu (§86 lp), jednak pozwala się, aby po ukończeniu lat czternastu (tradycyjny wiek konfirmacji w krajach protestanckich) od samego dziecka zależał wybór religii, którą chce wyznawać (§84 lp). Wydaje się, że łączyło się to z faktem częstego pomieszania nawet w jednej rodzinie wiary katolickiej i protestanckiej. W ten więc, nieco wymuszony sytuacją sposób, kiełkowała na ziemiach pod rządami Landrechtu pruskiego idea tolerancji religijnej i praw dzieci.
Związki między prawem, tradycją i mentalności
Można spytać, co te przepisy mają wspólnego z naszymi poglądami na stosunki rodzinne i sposoby traktowania dzieci. Sporo. Polskie ziemie pod zaborami znajdowały się pod bezpośrednim ich wpływem. Największy wpływ wywarł bodajże Kodeks Napoleona, który został wprowadzony "żywcem" i obowiązywał na terenie Księstwa Warszawskiego od 1 maja 1808 roku. Miał on też zasadniczy wpływ na treści Kodeksu Cywilnego Królestwa Polskiego, uchwalonego przez Sejm w 1825 roku. Ktoś może twardo obstawać, że nasi przodkowie żyli pod rządami tych dawnych kodeksów i nie ma to nic wspólnego z naszą obecną rzeczywistością. Przypomnijmy więc protest przeciwko temu, by w Konstytucji zapisać prawo dziecka do swojego zdania i ostre sprzeciwy, by rodzice mieli obowiązek liczenia się ze zdaniem dziecka. Działo się to w 1997 roku.
Prawo przez fakt swego obowiązywania sprawia, że treści w nim zawarte stają się czymś normalnym, naturalnym. Normy rodzą przekonania. Sprawiają, że jesteśmy im posłuszni, kształtują nasze zachowania. Odwołujemy się do nich, nie zastanawiając się ani nad ich genezą, ani politycznym znaczeniem.
Najczęściej nie zadajemy sobie pytań, przez kogo i dla kogo zostały ustanowione, czyim interesom miały służyć. Stają się częścią naszej codzienności, częścią naszego sposobu myślenia. Wpojone w procesie wychowania, powtarzane w formie nauk w szkołach, zinternalizowane przez sposób zachowania, jaki kształtują stają się częścią społecznej rzeczywistości. Stają się elementem obowiązujących zwyczajów i obyczajów i tą drogą są przekazywane następnym pokoleniom.
Skoro więc zależy nam na eliminowaniu przemocy wobec dzieci, powinniśmy - jak dotychczas zrobiło to już osiem państw europejskich - zapisać w Kodeksie rodzinnym, iż zakazane jest wobec dzieci stosowanie kar cielesnych i innych poniżających metod. Prekursorem tego prawa była Szwecja. 1 lipca 1979 roku w kraju tym zaczęło obowiązywać prawo zakazujące fizycznego karcenia dzieci. Wprowadzone do kodeksu rodzinnego (Föräldrabalken) stanowi, że: Dzieci mają prawo do opieki, bezpieczeństwa i dobrego, właściwego wychowania. Dzieci traktuje się z respektem należnym każdej jednostce. Zakazane jest stosowanie wobec dzieci kar cielesnych i innych poniżających metod (§1, rozdz. 6; tłum. M.P.).
Przepis ten pozostaje w logicznym związku z §5 rozdz. szwedzkiego kodeksu karnego, który stanowi, iż sprawianie bólu i zadawanie krzywdy winno być karane tak jak naruszenie nietykalności cielesnej lub obraza.
Kiedy w 1977 roku wprowadzano w Szwecji zakaz bicia dzieci, 70% ankietowanych obywateli wypowiadało się przeciw takiej ustawie. Dwadzieścia lat później, w roku 1997, przeciwnych ustawie było już tylko 10%, a przekonanych do jej zalet - 90%. Liczby te wskazują, jak bardzo zmieniła się pod wpływem wprowadzonego prawa przeciętna mentalność. W tym czasie także i inne kraje europejskie, jak Austria, Dania, Norwegia, Finlandia, Cypr, Łotwa i Włochy, wprowadziły ustawowy zakaz bicia dzieci.
Przepis zakazujący kar cielesnych wobec dzieci nigdy nie jest używany wprost. Jego znacznie jest właśnie "obyczajotwórcze". Ogłasza kierunek, który ustawodawca uznaje za właściwy przy określaniu tego, jak mają się kształtować relacje międzyludzkie. Odwołując się do wiedzy mówiącej o szkodliwości przemocy i siły jako środka kształtowania stosunków międzyludzkich, wskazuje na potrzebę wyeliminowania go zwłaszcza tam, gdzie stosunki oparte są na naturalnej nierówności i gdzie mamy do czynienia z najważniejszym okresem kształtowania ludzkiej osobowości. Jeśli ktoś bije swoje dziecko, odpowiada z Kodeksu karnego za naruszenie nietykalności cielesnej lub obrazę. Oskarżyciel może powołać się dodatkowo w tej sytuacji na art. 6 par. 1 Föräldrabalken, podkreślając, że rodzice nie mają prawa korygować zachowań swoich dzieci za pomocą siły fizycznej.
Samo dziecko nie ma prawa w Szwecji postawić swoich rodziców przed sądem za stosowanie kar cielesnych. Bo też nie chodzi tu o rozbijanie rodziny, lecz o wskazanie na kierunek, w jakim ewoluować mają stosunki rodzinne, by przemoc w rodzinie - tak samo obecna w Szwecji, jak i w Polsce - była powstrzymywana. Wydaje się, że negatywny stosunek do tego zjawiska, wyrażony przez ustawodawcę szwedzkiego, jest zwróceniem się ku obszarom, gdzie prawo może oddziaływać właśnie jako drogowskaz zachowań zalecanych lub uznanych za niedopuszczalne. Z kolei praktyka polskiej judykatury służy utrwalaniu zjawiska krzywdzenia dziecka przez aprobatę dla karcenia, które aż nazbyt często jest eufeministycznym określeniem bicia i kar cielesnych.
Nie można skutecznie prawem nakazać, by dziecko kochać i okazywać mu miłość. Próby takiego zapisu zostały na szczęście zarzucone. Na szczęście, bowiem dobre prawo powinno być wolne od tzw. martwych przepisów, w stosunku do których brak skutecznych procedur egzekucyjnych. Możemy jednak pokusić się o zakaz fizycznego karcenia i innych form poniżania dzieci. Nie chcemy nikogo wsadzać za kratki. Chcemy spowodować, by bicie dzieci uważane było za nieobyczajne, nieprzyzwoite, niegodne.
Rodzic, który nie daje sobie rady ze sobą i z dzieckiem, powinien umieć to przyznać i otrzymać pomoc. Powinien wiedzieć, że wcale się go nie dyskwalifikuje. Kochając nasze dzieci, nadal pozostajemy dobrymi, nawet jeśli nie całkiem doskonałymi, rodzicami.
Badinter E., Historia miłości macierzyńskiej, Warszawa 1998, Volumen, s. 40-41.
Delumeau, J. Roche'a D., Historia ojców i ojcostwa, Warszawa 1995, Volumen, s. 99.
Hey D., The Oxford Guide to family history, Oxford.1993, Oxford University Press.
Kitowicz J., Opis obyczajów za panowania Augusta III. PIW. Warszawa 1985, s. 56-57.
Spierenburg P., The Broken spell. A cultural and anthropological history of preindustrial Europe, New Brunswick1991, Rutgers.
Veyne P. Cesarstwo Rzymskie. W: Historia życia prywatnego, tom 1. (red.) P.Veyne. Wrocław 1998, Ossolineum.