Source: https://ipaie.up.krakow.pl/blog-category/tydzien-prawa/
Timestamp: 2020-08-13 08:30:13+00:00
Document Index: 7045744

Matched Legal Cases: ['art. 31', 'art 9', 'art. 2', 'art. 29', 'art. 25', 'art. 28']

Tydzień Prawa | Instytut Prawa, Administracji i Ekonomii
Category: Tydzień Prawa
Jeszcze o koronawirusie – z prawnej perspektywy
19 kwietnia 202000Tags: koronawirus, pandemia, problemy obywateli
Pandemia wciąż trwa. Codziennie słyszymy informacje o nowych zarażeniach, ofiarach śmiertelnych. Nasze prawa zostały siłą rzeczy ograniczone, co wydaje się być normalne. Jednak organy stojące na straży naszych wolności i praw nadal funkcjonują i wykonują swoje zadania. Jednym z nich jest Rzecznik Praw Obywatelskich. Jeżeli wejdziemy na jego stronę internetową, wówczas przekonamy się, jak wiele problemów mają obywatele. Są to często sprawy indywidualne, podejmowane na wniosek lub z urzędu, ale często sprawy te mają także wymiar generalny. Często na tle indywidualnej sprawy widoczny jest problem systemowy.
Przykładem jest sprawa podchorążych ze Szkoły Głównej Służby Pożarniczej w Warszawie, która zaraziła się koronawirusem.
Zgodnie z przepisami, gdy strażak uległ skażeniu materiałem potencjalnie zakaźnym, substancjami niebezpiecznymi lub doznał urazu w wyniku oddziaływania innych czynników szkodliwych dla zdrowia, podlega niezbędnemu badaniu lekarskiemu. W przypadku bezpośredniego kontaktu odzieży i sprzętu specjalistycznego strażaka z materiałem potencjalnie zakaźnym, substancjami niebezpiecznymi i innymi czynnikami szkodliwymi dla zdrowia, kierownik jednostki organizacyjnej PSP zapewnia odkażanie tej odzieży i sprzętu.
Z serii materiałów prasowych o sytuacji w SGSP wynika, że podchorążowie byli każdorazowo kierowani do lekarza, który jednak początkowo nie dopatrzył się u nich choroby zakaźnej. Pozostaje zatem ocenić czy „niezbędne badanie lekarskie” w tym stanie faktycznym nie obejmowało konieczności przeprowadzenia odpowiedniego testu na obecność SARS-CoV-2. Ostateczna decyzja w tym zakresie powinna należeć do lekarza, nie zaś do dowódcy – szczególnie, że objawy choroby COVID-19 mają swoją dynamikę, a jej przebieg nie jest jednakowy u wszystkich zakażonych.
Ryzyko popełnienia błędu przez przełożonego jest w takim przypadku duże, a skutki w postaci utraty zdolności operacyjnej – daleko idące. Rozstrzygnięcie tych wątpliwości może podlegać w dalszej perspektywie odpowiedzialności dyscyplinarnej. W ocenie RPO jest to właściwa droga dla oceny ewentualnych nieprawidłowości poszczególnych przełożonych.
Inną sprawą pozostaje odpowiedzialność odszkodowawcza Skarbu Państwa za ewentualny uszczerbek na zdrowiu podchorążych. Wnioski wynikające ze szczegółowej analizy tego zdarzenia nadzwyczajnego mogą okazać się bardzo pomocne dla realizacji zadań (w okresie szczególnego zagrożenia epidemicznego) nie tylko przez Państwową Straż Pożarną, ale także przez inne formacje mundurowe, czy w dalszej kolejności Siły Zbrojne.
Zdarzenie nadzwyczajne SGSP pokazuje bowiem luki w pełnieniu służby w systemie skoszarowanym w czasie zagrożenia epidemicznego. Konieczność realizacji nałożonych zadań czy też szczególne poczucie misji (związane np. z etosem służby) powinny zostać zrównoważone maksymalnym zabezpieczeniem samych funkcjonariuszy. Alternatywą jest bowiem utrata zdolności operacyjnej danej jednostki organizacyjnej.
Bezpieczeństwo czy wolność? (c.d.)
29 marca 202000Tags: bezpieczeństwo, wolność
W swoim ostatnim wpisie na blogu napisałem, że wprowadzony w Polsce stan epidemii zmusza niestety do praktycznego zastosowania wdzięcznych skądinąd dyskusji akademickich o pojęciach nieostrych: konieczności, proporcjonalności, ale też jak najbardziej ostrych i dających się zweryfikować: podstawach prawnych, hierarchii źródeł prawa czy określoności pojęć języka prawnego. Zachęcam do przeczytania w całości (a nie tylko notatki prasowej!) listu Rzecznika Praw Obywatelskich do Prezesa RM w sprawie niekonstytucyjności rozporządzenia Ministra Zdrowia, możliwego naruszenia EKPC, nieskuteczności przepisów karnych oraz możliwości powstania roszczeń o szkody, jakie zostały wyrządzone przez niezgodne z prawem działanie organu władzy publicznej.
Pobierz list Rzecznika Praw Obywatelskich do Prezesa RM
25 marca 202000Tags: bezpieczeństwo, koronawirus, wolność
Społeczeństwo popierające władzę, jest marzeniem każdej władzy. Oczywiście tej, której, choć w niewielkim stopniu zależy na społecznej legitymizacji. Marzenie to nie jest obce władzy w pełni demokratycznej, technokratycznej, autorytarnej i neoautorytarnej, choć sposoby urzeczywistnienia owego marzenia znacznie się różnią. Historia najnowsza obfituje w szereg odcieni relacji ludzie – władza: syntezy państwa i jednostki, wspólnoty uczuć, ducha rewolucji, paternalizmu, czy celowo, acz subtelnie lansowanego desinterresment obywateli w sferze publicznej. W każdym z tych wypadków cel polityczny pozostaje ten sam: utrzymanie, a może również – zwiększenie władzy, najlepiej przy utrzymującym się silnym poparciu społecznym.
Wśród zestawu narzędzi sprawowania władzy, takich jak chociażby język i metafora (człowiek – wspólnota, społeczeństwo – naród, dom – Ojczyzna, Rodacy – obcy) kluczowe miejsce zajmuje prawo: potężne narzędzie sprawowania władzy politycznej. Korzystając z autorytetu władzy, ale też ten autorytet budując, prawo jawi się w odbiorze społecznym jako szczególny system normatywny, silniejszy i godny większego poważania niż np. religia, moralność, etyka czy zwyczaj.
Monopol państwa (a zatem władzy) na uchwalanie i stosowanie prawa, jest też monopolem na stosowanie przemocy (znowu z pomocą przychodzi język: czyt. „przymusu bezpośredniego”, o ile zgrabniej to brzmi!), na określanie co jest, a co nie jest dozwolone, co mieści się w ramach wolności, a co wolnością nie jest. Co pozostawione jest poza nawiasem. Umiejętne stanowienie i stosowanie prawa jest majstersztykiem sprawowania władzy.
Klasyczne koncepcje praw człowieka mają swoje źródło właśnie w potrzebie ograniczenia władzy: wolności rozumianej (zgodnie ze słynną koncepcją Isaiaha Berlina) jako najpierw przestrzeni wolnej od ingerencji władzy, wpierw tej opartej na panowaniu tradycyjnym, współcześnie tej opartej na panowaniu racjonalnym – na prawie. W konsekwencji prawa człowieka mają ograniczać nadużywanie władzy. Mają ograniczać wszechwładzę prawa.
Prawa człowieka zawieszone są jednak pomiędzy idealizmem a realizmem (Ch. Tomuschat, Human Rights, Between Idealism and Realism), większość z nich to prawa derogowalne. Wyraźnie na plan pierwszy wysuwa się zresztą prawo do życia, którego ochrona jest obowiązkiem władz publicznych. Ponadto ochrona wielu praw człowieka może doznawać ograniczeń z uwagi na inne wartości jakie państwo (czyt. władza) ma chronić. Mówi o tym np. art. 31 ust 3 Konstytucji RP,
Jest to słynny „test” ustawowości, konieczności i wartości, niemal wprost przekopiowany do polskiej ustawy zasadniczej z art 9-11 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka, i art. 2 protokołu nr 4 (prawo do swobodnego poruszania się).
Wprowadzony w Polsce stan zagrożenia epidemicznego, a następnie stan epidemii w związku z zakażeniami wirusem SARS-CoV-2 zmusza niestety do praktycznego zastosowania wdzięcznych skądinąd dyskusji akademickich o pojęciach nieostrych: konieczności, proporcjonalności, ale też jak najbardziej ostrych i dających się zweryfikować: podstawach prawnych, hierarchii źródeł prawa czy określoności pojęć języka prawnego.
Dla przykładu: ogłoszony przez kilka nadleśnictw zakaz wstępu do lasów nie ma podstawy prawnej (albo jak w przypadku nadleśnictwa Limanowa przywołuje błędną podstawę prawną, w tym akt prawa wewnętrznego), jest zatem niezgodny z prawem, oraz w moim przekonaniu nieproporcjonalny i niekonieczny. Został on zresztą szybko odwołany. Podobnych wątpliwości prawnych dostarcza najnowsze „epidemiczne” rozporządzenie Ministra Zdrowia, gdzie konstytucyjne wolności zostały ograniczone rozporządzeniem (dyskusyjne z punktu widzenia relacji ustawa – akt wykonawczy, a także zastosowania przepisów karnych na podstawie Kodeksu Wykroczeń). W Polsce, wbrew oświadczeniu Premiera nie ma również stanu „narodowej kwarantanny” (czym zresztą różni się ona od nienarodowej i kto należy do narodu otwiera koleje pole dyskusji), nie jest też konieczne żadne „narodowe wyciszenie”, gdyż stan epidemii to nie rekolekcje.
Epidemia SARS-CoV-2 jest sprawą niezwykle poważną. Zagrożenia jakie niesie ze sobą ten wirus nie wolno bagatelizować. Obowiązkiem władz publicznych jest ochrona życia i zdrowia ludzi, czego jednak, uważam, nie można interpretować zgodnie ze słynnym zawołaniem: „nie czas żałować róż, gdy płoną lasy”, bo tych zawsze szkoda.
Gdy zagrożenie jest szansą
23 marca 202000Tags: koronawirus, szansa
Odwołane zajęcia, niepewne egzaminy, znikające dochody. Tegoroczna wiosna zaczęła się w warunkach zagrożenia dla każdego studenta i wykładowcy. Czy da się z tej dramatycznej sytuacji wyciągnąć pozytywne wnioski, okruchy nadziei, szanse na sukces? Spróbujmy.
Wszyscy jesteśmy na etapie szukania rozpaczliwej odpowiedzi na pytanie ,,kiedy to się skończy’’? A ona brzmi: już się skończyło. Coś, co nie wróci, teraz będzie inaczej. Ale powoli…
Podczas studiów, mój rocznik musiał się zmierzyć z nagle wprowadzonym stanem wojennym. Pytanie stawiane w pierwszych dniach po 13 grudnia 1981 r., było podobne do aktualnego. Chodziło o koniec tego koszmaru. I on formalnie nastąpił: 31 grudnia 1982 r. Zawieszenie stanu wojennego, a 22 lipca 1983 r. jego zniesienie. Jednocześnie wprowadzono ustawy na czas tzw. normalizacji, w których kary były surowsze, niż w stanie wojennym (np. 3 lata więzienia za sprzedaż butelki bimbru). Mało kto mógł w Polsce, w latach 1982-1983, z satysfakcją odnotować zakończenie stanu wojny i nastanie pokoju. Jak wiadomo ten okres przejściowy trwał kilka lat, a odbijanie się od dna rozłożone było na raty, nie tylko w tzw. okresie transformacji (1989-1993), także później. Ale w końcu to nastąpiło. Pokolenie studentów ze stanu wojennego (dzień dobry!), mogło po latach powiedzieć: udało się! Jest lepiej, mamy więcej wolności, jesteśmy bogatsi, mądrzejsi. Stało się tak m.in. dlatego, że udało się wykorzystać to zagrożenie sprzed trzydziestu lat do nauki i twórczej pracy. Bieda, upokorzenia i poniewierka stanu wojennego, to dla tysięcy Polaków czas intelektualnego rozwoju, hartowania charakteru, miłości (efekt: wyż demograficzny z pierwszej połowy lat osiemdziesiątych XX w.).
Piszę o tym wszystkim w dniach dynamicznego rozwoju koronawirusa. Mam nadzieję, że studenci tęskniący za dygresjami podczas wykładu, rzucą okiem na ten tekst. Może to ich zaciekawi, zainspiruje, zmotywuje. Niewiele mogą zrobić (poza siedzeniem w miejscu zakwaterowania), aby zmniejszyć zagrożenie. Ale mogą skorzystać z wielu szans, które przyniósł ten trudny czas.
Oto moje propozycje dla Ciebie Czytelniku, na najbliższe dni, tygodnie, a może i miesiące:
• Notuj to co się dzieje wokół Ciebie i w Tobie, prowadź dziennik, rób zdjęcia, kręć filmiki. Z takiej dokumentacji po latach, może powstać bezcenny zapis chwili. Jest pewne, że media, a może i naukowe ośrodki, ogłoszą konkursy na różnego rodzaju osobiste historie z czasów zarazy. Masz szanse stworzyć coś oryginalnego.
• Prowadź badania, najlepiej pod kierunkiem doktora/profesora (służę pomocą). Ich zakres może dotyczyć kierunku, który studiujesz. Studenci prawa mogą śledzić działalność organów wymiaru sprawiedliwości w warunkach pandemii; na administracji interesujące może być funkcjonowanie urzędów; adepci ekonomii społecznej powinni sprawdzać losy najlepiej znanej małej firmy rodzinnej.
• Napisz pracę (zaliczeniową, licencjacką, magisterską) na podstawie badań własnych. Ręczę, że promotor (opiekun) zaakceptuje Twoje kreatywne pomysły. Oto przykładowe tematy: ,,Lex specialis’2020 a konstytucja’’ (prawo); ,,Zarządzanie oświatą w warunkach epidemii – gmina X’’ (administracja); ,,Społeczne skutki kryzysu MŚP w branży turystycznej’’ (ekonomia społeczna.
Do zbadania tej nadzwyczajnej sytuacji nadaje się wiele uniwersalnych tematów, np. komunikacja: jakich słów najczęściej używamy. Dodatkowy czas można też przeznaczyć na lekturę (dawno żaden student nie zadał mi prostego pytania ,,Co powinienem przeczytać?’’). Można wreszcie pomóc innym, wzmocnić przyjacielskie relacje, oryginalnie zakochać się i tęsknić w czasach przymusowej rozłąki.
Specjaliści od marketingu, niemal w ramach każdej dyscypliny naukowej, przypominają, że największą sztuką w życiu jest przekucie porażki w sukces. Zagrożenie, z którym się mierzymy, daje nam też taką szansę. Skorzystajmy z niej!
Prezydenta RP nie można zmusić do działania
1 marca 202000Tags: prezydent RP
Szczególny rozgłos medialny zyskały ostatnio postępowania w sprawie nadania tytułu naukowego profesora dwóm osobom ze stopniem doktora habilitowanego. Głowie państwa zarzucono, iż specjalnie przeciąga procedurę. Prawda jest taka, że w żaden sposób nie można zmusić głowy państwa do działania. Nie ma żadnego środka, który można zastosować w przypadku jego bezczynności.
Zgodnie z art. 29 ust. 1 ustawy o o stopniach naukowych i tytule naukowym oraz o stopniach i tytule w zakresie sztuki (która ma zastosowanie do ww. postępowań na mocy Przepisów wprowadzających ustawę Prawo o szkolnictwie wyższym i nauce) w postępowaniach dotyczących m.in. nadania tytułu profesora stosuje się odpowiednio przepisy Kodeksu postępowania administracyjnego.
Postępowanie w sprawie nadania stopnia profesora jest szczególnego rodzaju procedurą złożoną, która kończy się postanowieniem Prezydenta RP w sprawie nadania stopnia naukowego profesora. Złożoność ta wynika z tego, iż toczy się ono na różnych poziomach i przed różnymi podmiotami. Merytoryczna część postępowania toczy się jednak nie przed Prezydentem, a na wcześniejszym etapie. To recenzenci oceniają daną osobę. Rola Prezydenta sprowadzona została właśnie do „nadania tytułu profesora” – art. 25 ww. ustawy stanowi bowiem, że „tytuł profesora nadaje Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej na podstawie wniosku Centralnej Komisji…”.
Prezydent nie może weryfikować recenzji, ani samodzielnie oceniać „wartości” kandydata. To właśnie recenzenci na wcześniejszym etapie oceniają te kwestie. Jedyną „merytoryczną” czynnością jaką może Prezydent RP na tym etapie, przewiduje art. 28 ust. 3a ww. ustawy: Prezydent RP może zwrócić się do Centralnej Komisji o dołączenie do wniosku opinii komisji do spraw etyki w nauce przy Polskiej Akademii Nauk, jeżeli poweźmie wiadomości o możliwości naruszenia przez kandydata do tytułu profesora praw autorskich.
Rozstrzygnięcie w sprawie nadania tytułu profesora kończy ww. postępowanie; jest ono wydawane przez Prezydenta RP, a więc głowę państwa. Prezydent RP nie jest organem w rozumieniu kodeksu postępowania administracyjnego. Przepisy prawne nie określiły żadnego terminu wydania takiego rozstrzygnięcia. W przypadku bezczynności Prezydenta nie ma w zasadzie żadnych środków, które mogłyby zmusić Prezydenta RP do podjęcia działania – ponaglenie nie wchodzi w grę, podobnie skarga do sądu administracyjnego. Sądy administracyjne (m.in. w sprawach dotyczących powołania sędziów), uznawały, że skarga na bezczynność Prezydenta jest niedopuszczalna.
Pozostaje jedynie czekać na ruch Prezydenta RP…
O małżeństwie i związkach partnerskich
12 stycznia 202000Tags: małżeństwa, małżeństwa jednopłciowe, związki partnerskie
Małżeństwo charakteryzowane jest jako instytucja prawna, będąca formą partnerstwa między dwiema osobami, która jest kreowana przez formalny akt rejestracji, i skutkuje licznymi prawami i obowiązkami. Jak jednak wiadomo, coraz więcej państw przyjmuje rozwiązania prawne, pozwalające zawierać małżeństwa osobom tej samej płci – odmienność płci biologicznej nie jest zatem w tych państwach warunkiem sine qua non zawarcia małżeństwa.
W literaturze amerykańskiej (por. Ch.M. Glass, N. Kubasek, E. Kiester, Toward A “European Model” of Same – Sex Marriage Rights: a Viable Pathway for the U.S.A, Berkeley Journal of Internationa Law, vol. 29, 2011 r., s. 166 i nast.)– opierając się na doświadczeniach państw europejskich – wskazuje się na trzy teorie służące do wyjaśnienia rozwoju prawa do małżeństwa dla par jednopłciowych.
Według pierwszej z nich rozwój tego prawa koresponduje z zanikiem znaczenia małżeństwa jako instytucji, a obecnie – zdaniem A. Cherlin – jesteśmy świadkami „deinstytucjonalizacji” małżeństwa w demokracjach zachodnich, łącznie ze Stanami Zjednoczonymi (A. Cherlin, The Deinstitutionalization of American Marriage, w: Journal of Marriage and Family, vol. 66, 2004 r., s. 848). Autor ten wskazuje, że od kilku poprzednich dekad następuje proces „deinstytucjonalizacji” – słabnięcia norm społecznych, które determinują zachowania partnerskie. Przykładem jest wzrost liczby związków kohabitacyjnych oraz powstanie małżeństw osób tej samej płci. W Stanach Zjednoczonych dwie okoliczności, które pojawiły się w ciągu dwudziestego stulecia, stworzyły społeczny kontekst tej deinstytucjonalizacji. Pierwsza z nich to przejście od małżeństwa instytucjonalnego do małżeństwa „towarzyskiego (companionate). Druga zaś to przejście do „zindywidualizowanego małżeństwa”, w którym kładzie się nacisk na osobisty wybór i samorozwój. I chociaż praktyczne znaczenie małżeństwa się zmniejszyło, to jednak jego symboliczne znaczenie pozostało wysokie, a może nawet wzrosło. Pozostaje bowiem znakiem prestiżu i osobistych osiągnięć. Inni autorzy – przedstawiciele tej teorii – opisując podobne procesy społeczne – posługują się pojęciem demarriage („demałżeństwo”) – por. P. Festy, G. Rogers, Legal Recognition of Same-Sex Couples in Europe, 61 Population vol. 4, 2006 r., s. 423. Na opisywane tu procesy „deinstytucjonalizacji” wpływ mają m.in. zmniejszenie się liczby małżeństw, podwyższenie wieku, w którym zawiera się pierwsze małżeństwo, zwiększona liczba rozwodów, narodziny dzieci poza małżeństwem oraz wzrastająca liczba konkubinatów.
Druga teoria, która opisuje rozwój praw mniejszości w tym zakresie, odnosi się bezpośrednio do procesów politycznych. Jest to tzw. teoria politycznej mobilizacji, która zakłada, że do zapewnienia praw osób tej samej płci potrzebne są pewne polityczne czynniki. Są nimi m.in. silne i prężnie działające organizacje mniejszości seksualnych (LGBT) na poziomie narodowym słaba polityczna opozycja oraz przekonanie rządzących, że żądania aktywistów LGBT są uprawnione (K. Kollman, Same-Sex Unions: The Globalization of an Idea, International Studies Quarterly, vol. 51 z 2007 r., s. 338). Częściowo rozwój takich praw może być wyjaśniony przez ponadnarodowe sieci, skupiające aktywistów LGBT, a także wpływ jaki oni wywierają na ponadnarodowe elity.
Trzecia teoria (por. K. Waaldijk, Small Change: How the Road to Same – Sex Marriage Got Paved in the Netherlands (w:) Legal Recognition of Same – Sex Partnerships. A Study of National, European and International Law, Oxford 2001, s. 437) preferuje ewolucyjne podejście do procesu uznania małżeństw osób tej samej płci. Cel ten może być osiągnięty poprzez realizację celów cząstkowych, takich jak np. polityka antydyskryminacyjna. Można więc ją określić jako teorię małych kroków. Dokonanie jednej czynności (jednego małego kroku) implikuje kolejną (kolejny mały krok), np. nie można logicznie wprowadzić dyskryminacji w zatrudnieniu bez uprzedniej depenalizacji aktów homoseksualnych.
Każda z tych teorii kładzie nacisk na różne czynniki, które mają przyczynić się do wprowadzenia małżeństw osób tej samej płci. Jak się jednak wydaje, w różnych państwach poszczególne okoliczności, wskazane przez te teorie występują z różnym nasileniem. W Polsce jest podobnie. Następuje na pewno proces zmniejszenia się znaczenia małżeństwa, jednak nie można uznać, by było ono jedynie ważnym symbolem. W Polsce nadal małżeństwo wywołuje określone – i daleko idące – skutki prawne, a prawo wiąże z nim określone prawa i obowiązki. Jednak zalegalizowanie związków partnerskich to tylko kwestia czasu. W Polsce i na świecie mamy osoby, które niekoniecznie chcą żyć i funkcjonować w związkach „typowych”. Mają do tego prawo. Wydaje się, że pilną sprawą jest regulacją statusu prawnego osób żyjących wspólnie, niezależnie od charakteru ich związku. Ważne jest to, by w codziennych sprawach nie doznawali żadnych trudności. Polecam także najnowszy wywiad ze mną: Trzeba uregulować sytuację osób żyjących w „nietypowych” związkach<<