Source: http://www.sierzantundsaper.fora.pl/kacik-pytan-wszelkich,42/pytanie-okoloprawne,7158-100.html
Timestamp: 2018-01-20 05:14:16+00:00
Document Index: 23361785

Matched Legal Cases: ['Art. 1', 'art. 5', 'art. 8', 'art. 1', 'Art. 5', 'art. 2']

Wysłany: Śro 13:43, 19 Kwi 2017 Temat postu:
Na początku tego tematu Mal pytała o prawną stronę sprzedaży rękodzieła w sensie konieczności rejestrowania/nierejestrowania działalności, a mnie teraz naszło pytanie z tej samej beczki, ale od innej strony i byłabym wdzięczna, gdyby ktoś mi to na chłopski rozum wyjaśnił. Chodzi mi o kwestię praw autorskich do wzorów rzeczy, które później sprzedaję. Posłużę się przykładem, żeby nie gmatwać:
Koleżanka prosi mnie, żebym jej zrobiła sweterek/pamiątkę ślubną/kapcie. Ja się zgadzam, kupuję gazetę z wzorami, odwalam rękodzieło, biorę od koleżanki pisiąt złotych, i...? Robię coś złego? Bo przecież teoretycznie czerpię zysk z czyjegoś dizajnu... Czy może prawo traktuje to tak, że te pisiąt złotych wzięłam nie za dizajn, a za pracę moich rąk, wobec tego autorowi wzoru już nic nie jestem winna? Czy może tak, że samo to że autor wystawił swój wzór do gazety/do kupna w internecie załatwia jego ewentualne roszczenia finansowe i ja sobie mogę dowolnie tenże (kupiony w tej czy innej formie) wzór wykorzystywać w celach zarobkowych? Czy może jednak w ogóle nie i do sprzedaży trzeba za każdym razem projektować własne wzory rękodzielnicze (czego sobie nie wyobrażam w sumie )?
Usiłowałam to rozgryźć na logikę, ale to chyba nie jest dobra ścieżka w rozważaniach prawnych, więc uznałam że zapytam na forum, ktoś na pewno będzie wiedział.
Wysłany: Śro 14:07, 19 Kwi 2017 Temat postu:
Nie wiem, czy w każdym przypadku, ale zazwyczaj strony internetowe ze wzorami (gazetek żadnych w rękach nie miałam, więc nie wiem xD) zastrzegają, że wzory jedynie do użytku domowego i żadnych korzyści finansowych z tego czerpać nie można. Przy czym nie wiem, jak sprawa się ma, jeśli ktoś takiego zastrzeżenia zapomni wstawić...
Wysłany: Śro 14:15, 19 Kwi 2017 Temat postu:
O, to jest bardzo ciekawe pytanie i ja też chętnie usłyszę na nie odpowiedź Nie mam pojęcia, jak jest w przypadku gazet, ale np. w niektórych darmowych wzorach z Ravelry autorki/autorzy zaznaczają, że pełne copyright i proszę nie czerpać zysków ani z wzoru, ani z produktów wydzierganych według wzoru. Chyba nawet w przypadku niektórych płatnych wzorów pojawiają się takie zastrzeżenia (ale jak do tej pory kupiłam chyba trzy, tak że ten), co wydaje mi się jeszcze bardziej, eee, interesujące.
Co jeszcze mnie ciekawi, to jak daleko sięgają kwestie copyrightu jeżeli chodzi o wzory dziewiarskie - w końcu wiele (także tych "zastrzeżonych") wzorów polega na zebraniu znanych i ogólnie dostępnych motywów tak, żeby powstała sensowna całość (np. chusta czy sweter). Tak więc sam motyw (jakiś listek, muszelka czy coś) albo rodzaj ściegu (jakieś tam ściągacze, kombinacje warkoczy etc.) są właściwie dobrem publicznym, dopiero stworzenie wzoru np. chusty, w której mamy pas listków, potem pas wybranego ściegu, a na koniec jakiś tam wymyślny ażur stanowi, jako całość, przedmiot ochrony praw autorskich - a przynajmniej tak mi się wydaje. Jeżeli więc zainspiruję się jakimś designem, ale np. motyw listków zastąpię muszelkami, a zamiast ażuru wrzucę coś jeszcze innego, i potem zechcę to sprzedać, to czy łamię prawa autorskie?
E: nawet nie wspominam o takich rzeczach jak, nie wiem, metoda zszywania swetrów albo nadanie chuście pożądanego kształtu, no bo istnieje dość ograniczona ilość sposobów, żeby to zrobić.
No i kwestie przekraczania granic - prawo autorskie czyjego kraju obowiązuje mnie, osobę mieszkającą w Polsce, korzystającą z wzoru kogoś mieszkającego w USA?
Ostatnio zmieniony przez Mal dnia Śro 14:17, 19 Kwi 2017, w całości zmieniany 1 raz
Wysłany: Śro 14:45, 19 Kwi 2017 Temat postu:
Jeżeli więc zainspiruję się jakimś designem, ale np. motyw listków zastąpię muszelkami, a zamiast ażuru wrzucę coś jeszcze innego, i potem zechcę to sprzedać, to czy łamię prawa autorskie?
Nie łamiesz, wtedy się inspirujesz.
Wzory z magazynów (no, krawieckich, ale zakładam, że zasady są podobne) jak Burda, wszystkie są opatrzone adnotacją, że można z nich korzystać na własny użytek, ale nie na sprzedaż. Nie wiem tylko czy chodzi o zakaz sprzedaży hurtowej (takie hm szyjące z burdowych wykrojów), czy detalicznej również (kiedy sąsiadka prosi o uszycie czegoś). Podobno można wystawić uszytek na allegro po pół roku, bo wtedy jest to sprzedaż używanej odzieży (nawet jeśli nie miało się jej fizycznie na sobie), ale lepiej, żeby ktoś to info potwierdził.
Przy czym uważam takie podejście za takie... psoogrodnicze. Bo rozumiem zastrzeganie wzorów i ich sprzedaż - to jest praca, za którą należy się pieniądz, jasne jak słońce. Ale co ich obchodzi, czy ktoś, kto ten wzór kupił potem sprzedaje uszyte na jego postwaie ciuchy czy nie? Przecież nijak nie ogranicza to przychodów wzornika. Za to praca krawca czy osoby robiącej na drutach czy szydełku jest przecież ogromna, dlaczego mieliby nie móc za nią dostawać pieniędzy?
Wysłany: Śro 15:45, 19 Kwi 2017 Temat postu:
No właśnie to mi się wydaje najbardziej bez sensu i zgadzam się z tobą, że jest też w pewien sposób niefajne dla osoby "rękodziełującej".
Sama nie mam talentu do tworzenia wzorów, nie umiem rysować, ale wyszywanie idzie mi wcale nieźle, a prezenty handmade są teraz z cenie. Ale przy takim podejściu autorów, nie mam szans zarabiać na tym co umiem robić. Dodatkowo, imho, tworzy to niefajną sytuację podziału artystów na lepszych (twórczych, mogących na swoim talencie zarabiać) i gorszych (odtwórczych, których praca nie jest "na tyle" wartościowa). To trochę tak, jakby muzycy dostawali pieniądze tylko wtedy, jeśli będą grać skomponowane przez siebie utwory, a za Szopena czy Rynkowskiego to już nie.
Ostatnio zmieniony przez Lizard dnia Śro 15:45, 19 Kwi 2017, w całości zmieniany 1 raz
Wysłany: Śro 16:08, 19 Kwi 2017 Temat postu:
No i tak w sumie jest, jak zaczniesz grać Rynkowskiego to cie pozwie za naruszanie praw autorskich Te Szopena za to zdaje się wygasły. Tak samo możesz uszyć renesansową kiecę z wykroju, ale współczesnej już nie
No nie do końca, bo z tego co wiem wszelcy (uczciwi) grajkowie weselni czy dansingowi mają w jakiś sposób wykupione prawa do odtwarzania popularnych utworów i różnym autorzy oryginalnym liczy się to do tantiemów. Nie wiem do końca jak to działa, ale tu jest to jako-tako prosto objaśnione na stronie ZAIKSU - [link widoczny dla zalogowanych]
Więc kupują licencję na odtwarzanie i dostają pieniądze za występ. Ale ja nie mogę kupić "licencji" na dany wzór i brać za jego wykonanie pieniędzy.
Ostatnio zmieniony przez Lizard dnia Śro 16:18, 19 Kwi 2017, w całości zmieniany 1 raz
Wysłany: Śro 16:26, 19 Kwi 2017 Temat postu:
Tak sobie myślę, z drugiej strony - przerobienie np. cudzego fanartu na haft (na poduszce, na tamborku, cokolwiek) i późniejsze sprzedawanie tego bez zgody autora oryginału wydaje mi się dość niefajne, mimo ogromu włożonej przeze mnie pracy to nadal trochę jak czerpanie zysków z reprodukcji cudzej sztuki.
Z trzeciej strony - rysować/malować nie każdy potrafi, przerobienie obrazka na haft wymaga jednak mniejszych umiejętności plastycznych niż stworzenie artu (choć nie powiem, że żadnych, noale). Natomiast w przypadku rzeczy robionych na drutach jest, moim zdaniem, trochę pół na pół - różne wzory żakardowe czy motywy faktycznie wymagają od autora umiejętności i kreatywności, i nie dziwi mnie, że ktoś, kto opracował sobie, jak zrobić np. [link widoczny dla zalogowanych] nie chce, żeby inni to powtarzali i na tym zarabiali (tzn. akurat w przypadku tego wzoru nie widzę takiej informacji, ale wzięłam pierwszy z brzegu, bo nie chciało mi się szukać) E#2: ALBO [link widoczny dla zalogowanych], tutaj to w ogóle nie zdziwiłby mnie copyright. Jednocześnie są rzeczy, które relatywnie łatwo byłoby "podrobić", np. [link widoczny dla zalogowanych] (znowu - nie wiem, jak ma się kwestia poglądów autorki na copyright, akurat ten wzór mam po prostu zapisany na pintereście i stosuję go poglądowo ), zresztą akurat w tej kompozycji nie ma chyba niczego przesadnie rewolucyjnego, jeśli chodzi o technikę wykonania. No można by się upierać, że plagiat i matkobosko, gdyby ktoś sprzedawał coś takiego w identycznych/podobnych kolorach, ale gdyby dobrać inne i dla pewności np. zastosować inny ścieg na rękawach, no to sorry.
Na niektórych wzorach dziewiarskich dodają "without [the author's] written permission", więc może dałoby się tą drogą - po ludzku zapytać autora/autorkę wzoru, czy wyraża zgodę, ewentualnie dogadać się w sprawie jakichś tantiem (choć to akurat wydaje mi się mało prawdopodobne, odpalanie autorowi wzoru jakiejś doli za każdy sprzedany egzemplarz to już także dla tego autora chyba jakaś forma działalności gospodarczej, więc wyobrażam sobie, że większość będzie wolała zabronić, niż się w to bawić ).
Ostatnio zmieniony przez Mal dnia Śro 16:33, 19 Kwi 2017, w całości zmieniany 2 razy
Wysłany: Śro 16:57, 19 Kwi 2017 Temat postu:
Ja się zgadzam z tym co mówisz, Mal, ale też mam wrażenie że się rozmijamy w dwóch podstawowych kwestiach:
Mi nie chodzi o przerabianie czyjegoś rysunku na wzór haftu, mi chodzi o gotowe wzory stworzone przez autorów właśnie z przeznaczeniem na haft. Bo w sytuacji w której znajduję randomowy fanart w sieci i zarabiam na sprzedaży haftu z tym motywem to jasne, że jest to nieuczciwe, bo nie zapłaciłam autorowi za ten wzór (czyli za jego pracę jako artysty). Ale w momencie w którym ktoś stworzył wzór, ja za niego zapłaciłam (czy to kupując gazetę/książkę, czy płacąc na stronie internetowej), ale nie mogę sprzedać np. obrazków przeze mnie wykonanych z tym wzorem, to jest sytuacja w której autor wzoru zarobił na swojej pracy artystycznej, a jednocześnie uniemożliwia mi zarobienie na mojej (którą jest nie projektowanie, ale już samo szycie). Czyli de facto tworzy sytuację, w której moja praca jako artysty jest postrzegana jako mniej warta, niż jego.
Nie jest to może przestępstwo, ale imho - mocno niefajne.
A tak w ogóle btw, zaprojektowanie ręcznie od podstaw wzoru na haft krzyżykowy wymaga nie tylko umiejętności plastycznych, ale i niemałej matematyki.
A druga rzecz - mi nie chodzi istnienie copyritghtu jako takiego, bo to jest oczywiste, że przypisywanie sobie czyjejś pracy jako swojej powinno być karane. Ale o jego... eee, zakres? Bo w sytuacji w której np. ktoś wystawia na sprzedaż wydziergany przez siebie sweter i pisze "wzór wg Ziuty Pipcińskiej, wykonanie Janina Kowalska" to dlaczego miałby to podpadać pod naruszenie praw autorskich? Nie przypisuję sobie wtedy autorstwa wzoru, tylko samo jego wykonanie.
Dodatkowo można się kłócić, że każde wykonanie jednego wzoru jest oddzielnym dziełem jeszcze przez wzgląd na to, że każdy rękodzielnik ma swoją "kreskę", i jeden zrobi np. kulfoniastymi krzyżykami, a drugi drobniutkim maczkiem na skrawku wielkości post-ita. I to też wpłynie na ostateczny wygląd dzieła.
Wysłany: Śro 17:15, 19 Kwi 2017 Temat postu:
Mi nie chodzi o przerabianie czyjegoś rysunku na wzór haftu, mi chodzi o gotowe wzory stworzone przez autorów właśnie z przeznaczeniem na haft. Bo w sytuacji w której znajduję randomowy fanart w sieci i zarabiam na sprzedaży haftu z tym motywem to jasne, że jest to nieuczciwe, bo nie zapłaciłam autorowi za ten wzór (czyli za jego pracę jako artysty). Ale w momencie w którym ktoś stworzył wzór, ja za niego zapłaciłam (czy to kupując gazetę/książkę, czy płacąc na stronie internetowej), ale nie mogę sprzedać np. obrazków przeze mnie wykonanych z tym wzorem, to jest sytuacja w której autor wzoru zarobił na swojej pracy artystycznej, a jednocześnie uniemożliwia mi zarobienie na mojej (którą jest nie projektowanie, ale już samo szycie).
Znaczy, ja się zgadzam, te obrazki mi się w sumie tak nasunęły jako luźno powiązane.
Pewnie! Ja jestem beznadziejna i z plastyki, i z matematyki, więc nie mogę powiedzieć, żebym kiedykolwiek zaprojektowała coś dużego, tym bardziej też podziwiam ludzi, którzy potrafią. Zrobienie haftu ze znalezionego artu jest de facto dużo prostsze - obrazek wrzucasz do odpowiedniego programu i w parę sekund masz go przerobionego na piksele.
Tak, też chętnie przeczytałabym wypowiedź kogoś kompetentnego w tej kwestii Tak szczerze mówiąc, nie wiem, jak autorzy wzorów odnoszą się do uprzejmych próśb w stylu "hej, spodobał mi się Twój wzór, chętnie zrobiłabym kilka rzeczy według niego i wystawiła je potem w swoim sklepie internetowym", nigdy nie próbowałam - może część zgodziłaby się na taką adnotację, tylko chcą być przede wszystkim poinformowani i nie chcą, żeby ktoś przypisywał sobie pomysł? Kwestia skali, o której wspomniała gaya też chyba nie jest bez znaczenia, wydaje mi się, że co innego masowa produkcja, a co innego indywidualna rękodzielniczka, która zrobi (i sprzeda) maks kilkanaście egzemplarzy.
No niby tak, ale bez przesady, imo jak zrobisz dokładnie to samo, tylko w mniejszej skali (inna kanwa) albo mniej wprawnie (te kulfoniaste krzyżyki), to nie ma co się "bronić" tego rodzaju wymówkami, bo wejdziemy w argumentację w stylu "użyłam muliny innej firmy w całkowicie identycznym jak twój obrazku, więc co mi tu zarzucasz plagiat?". E: to znaczy, to już tak trochę abstrahując od tematu. Nie wiem, jak plagiatujesz czyjś obraz, to też możesz zrobić "po swojemu" (trochę inną techniką, używając innego rodzaju farb, w mniej lub bardziej wyrobionym stylu itd.), ale jeżeli zachowasz identyczną kompozycję, te same postacie i identyczne kolory, no to trochę głupio mówić, że to jest Twoje i autor oryginalnego dzieła nie ma prawa się domagać czegoś tam, zwłaszcza jeżeli ze swojego wykonania osiągasz profity, np. sprzedajesz pocztówki czy coś - z taką sytuacją mi się skojarzyło.
Ostatnio zmieniony przez Mal dnia Śro 17:18, 19 Kwi 2017, w całości zmieniany 1 raz
Wysłany: Śro 17:34, 19 Kwi 2017 Temat postu:
ale jeżeli zachowasz identyczną kompozycję, te same postacie i identyczne kolory, no to trochę głupio mówić, że to jest Twoje i autor oryginalnego dzieła nie ma prawa się domagać czegoś tam, zwłaszcza jeżeli ze swojego wykonania osiągasz profity, np. sprzedajesz pocztówki czy coś - z taką sytuacją mi się skojarzyło.
No wiadomo. Tu mi bardziej chodziło o pokazanie, że jak się człowiek (albo dobry prawnik) uprze, to każdy tego typu argument w sądzie ma szansę obalić. Że to by było bez sensu w kontekście zwykłej uczciwości ludzkiej, to trochę inna rzecz. ;)Tylko że jeszcze - autor imho ma prawo domagać się profitów tylko w zakresie praw autorskich do wzoru, ale przecież nie za moją pracę!
Moim zdaniem najłatwiej byłoby to załatwić za pomocą współpracy autorów ze stronami/wydawnictwami w których taki autor umieszczałby wzory "na sprzedaż". Wtedy ja bym jednorazowo zapłaciła trochę więcej niż za "zwykły" wzór, ale miałabym wolną rękę, a już sama strona/wydawnictwo dogadywałoby się z autorem, jak się tą fortuną podzielą.
Ostatnio zmieniony przez Lizard dnia Śro 17:34, 19 Kwi 2017, w całości zmieniany 1 raz
Wysłany: Śro 19:31, 19 Kwi 2017 Temat postu:
Na dobry początek macie druczek z Burdy: [link widoczny dla zalogowanych]
Jeśli się mylę, to poprawcie, ale jeśli nie ustalono inaczej (np. przez polskiego dystrybutora), obowiązuje cię prawo kraju autora.
Podobno można wystawić uszytek na allegro po pół roku, bo wtedy jest to sprzedaż używanej odzieży (nawet jeśli nie miało się jej fizycznie na sobie), ale lepiej, żeby ktoś to info potwierdził.
Wszystko rozbija się o:
Podatku nie muszą odprowadzać osoby, które sporadycznie sprzedają w sieci, a wystawiane przedmioty są używane i pochodzą z własnego majątku, np. ubrania czy obuwie, które zalegają w garderobie. –. Sprzedaż przedmiotów używanych zwolniona jest z podatku pod warunkiem, że zostały one nabyte co najmniej pół roku wcześniej, licząc od końca miesiąca.
Szukanie pod frazami "sprzedaż po pół roku", "sprzedaż rzeczy prywatnych" itp. pomoże wam znaleźć coś więcej na ten temat.
Ale ja nie mogę kupić "licencji" na dany wzór i brać za jego wykonanie pieniędzy.
Możesz, choć to trochę więcej zachodu niż kupienie gazety. Fakt, nie zawsze i nie każdy, ale wielu sprzedaje licencję.
No ale... jak to sobie inaczej wyobrażasz? Płacisz za to, że ktoś za ciebie zaprojektował, a ty tylko to wyszywasz. Piszę "tylko" z bardzo prostej przyczyny - bo równie dobrze możesz sobie zaprogramować hafciarkę i trzaskać tego na tony, dla autora projektu efekt jest ten sam: zero złotych.
Właśnie dlatego płacisz temu, kto opracował wzór/wykrój, bo ty nie umiesz. Wiesz, znowu, to chroni osoby, które coś wymyśliły, zaprojektowały, bo - jak widzisz - nie jest to takie proste. Ktoś przegrzewa sobie zwoje, żeby ktoś mógł to wziąć i zrealizować bez głębszej analizy.
Iesu, brzmię, jakbym uwłaczała rękodzielnikom. Nic dalszego od prawdy, w końcu sama się do tej grupy zaliczam. Po prostu rozumiem sytuację osoby projektującej. (Pomijam kwestię jak bardzo oryginalny/innowacyjny jest projekt, to temat na inną okazję).
Tylko że jeszcze - autor imho ma prawo domagać się profitów tylko w zakresie praw autorskich do wzoru, ale przecież nie za moją pracę!
Ale... jak to chcesz oddzielić?
Tak szczerze mówiąc, nie wiem, jak autorzy wzorów odnoszą się do uprzejmych próśb w stylu "hej, spodobał mi się Twój wzór, chętnie zrobiłabym kilka rzeczy według niego i wystawiła je potem w swoim sklepie internetowym", nigdy nie próbowałam - może część zgodziłaby się na taką adnotację, tylko chcą być przede wszystkim poinformowani i nie chcą, żeby ktoś przypisywał sobie pomysł? Kwestia skali, o której wspomniała gaya też chyba nie jest bez znaczenia, wydaje mi się, że co innego masowa produkcja, a co innego indywidualna rękodzielniczka, która zrobi (i sprzeda) maks kilkanaście egzemplarzy.
Podejrzewam, że to kwestia indywidualna i każdy podejdzie do sprawy trochę inaczej, nie ma jednego uniwersalnego rozwiązania.
I raz jeszcze: Żałuję, że nie jest to tak proste jak kupienie gazety, ale też znowu nie jest to niemożliwe. Nie wiem, może z punktu widzenia osoby, która trochę posiedziała w usługach informatycznych, wydaje się to banalne, ale jakoś nie wierzę, że w innych dziedzinach jest to nie do przeskoczenia (vide tekst z Burdy).
Wysłany: Śro 19:44, 19 Kwi 2017 Temat postu:
Możesz, choć to trochę więcej zachodu niż kupienie gazety. Wink Fakt, nie zawsze i nie każdy, ale wielu sprzedaje licencję.
No ale to, czy ja sobie uszyję z danego wzoru jedną sukienkę dla siebie czy fafnaście na sprzedaż, nie zmienia sytuacji projektanta - dostaje pieniądze tylko raz. Więc imho idealnym rozwiązaniem byłoby, gdyby albo się dało kupić je za większą sumę tak, żeby projektant mógł z tego wyżyć, albo faktycznie tantiemy od sprzedanej sztuki, zapłaciłabym z uśmiechem na ustach.
Do tego, jak tak sobie myślę, to przecież nikt nie zmusza projektantów do sprzedaży wzorów. Równie dobrze mogą zatrzymać je dla siebie i sami wg nich wyszywać, dziergać, szyć i trzaskać grubą kasę - bo wtedy zerżnięcie od nich wzoru będzie przestępstwem. Ale jeśli sami z własnej woli sprzedają wzory, to czemu równocześnie chcą ograniczać ich użytek? To czy uszyję z nich pięć czy pięćdziesiąt sukienek, nie wpłynie na ilość sprzedanych egzemplarzy, bo ci co sami szyją i tak kupią, a ci co nie szyją, i tak nagle nie zaczną.
Wysłany: Śro 20:13, 19 Kwi 2017 Temat postu:
Odpowiem ci z punktu widzenia pracownika branży IT:
Piszesz aplikację (albo sobie wstaw tutaj grę, będzie łatwiej dla wyobraźni). Pochłania ona tyle a tyle czasu, wymagała od ciebie nauczenia się tego, tego i tego. Apka gotowa, przychodzi do sprzedaży licencji. I tu następuje szacowanie ceny. Na ile wyceniasz swój czas. Na ile swoją wiedzę i doświadczenie. Jakie są dodatkowe koszta. Jaka jest cena rynkowa podobnych programów. A przede wszystkim: Kto tę aplikację kupi, w ile osób celujesz. W rękodziele dochodzą kolejne kwestie, mniej lub w ogóle nieistotne w IT: Czy jesteś znaną marką czy anonem oraz eksluzywność (bo za to, że nikt więcej, tylko jedna/pięć/dziesięć osób na całym świecie będzie coś twojego miało, też winduje cenę). Choć w sumie znana marka = większe zaufanie = większa sprzedaż, a za ekskluzywność podstawmy sobie unikatowość jakiegoś rozwiązania. Piętnasty klon Angry Birds nie zarobi na siebie za bardzo.
W dużym, bardzo dużym uproszczeniu: wiedza + czas = kwota za twoją pracę. Powiedzmy 20 tysięcy. Na podstawie wyliczeń specjalisty/wizyty u wróżki i czegoś tam jeszcze, wychodzi, że cena pojedynczej licencji (która pozwoli ci żyć i zarobić więcej niż 5 zł/h) to 200 złotych.
Jeśli znajdzie się ktoś, to chce nawiązać stałą współpracę, to - jeśli masz warunki - możesz zejść z ceny, umówić się na procenty, sprzedać ilość hurtową z góry (np. 1000 licencji), sprzedać całość za jakąś opłacalną sumę (spore ryzyko wtopy, jeśli im się powiedzie, a twoje zarobione 50 kafli nagle okaże się drobniaczkami przy ich milionach, i vice versa ). Możesz też powiedzieć "a takiego wała, ten naszyjnik zaprojektowałam i wykonałam dla jednej, jedynej osoby, ta osoba zapłaciła za tę wyłączność" i żyć z drogich, jednorazowych projektów dla bogatych klientów. Zmiennych jest od groma, ja tu ledwie liznęłam temat.
E: konkluzja: masz cel w postaci zarobku, jaki konkretna praca ma ci przynieść.
A na pierwsze pytanie nie odpowiem, bo nie wiem, ale jak np. Burda ma u siebie, że "zabronione bez zgody", to znaczy, że zgoda jest negocjowalna. Mam nadzieję.
Jeżu, nie wiem czy cię dobrze zrozumiałam, ale niech już wisi.
Ostatnio zmieniony przez Rufus dnia Śro 20:24, 19 Kwi 2017, w całości zmieniany 3 razy
Wysłany: Śro 21:51, 19 Kwi 2017 Temat postu:
Gaya w sumie idealnie ujęła to, o co i mi chodzi, więc ja już nie będę nic dodawać.
Tylko jeszcze w sumie tak powiem, że IT to zupełnie co innego niż rękodzieło z punktu widzenia ewentualnej licencji (nie mówię ofc o sytuacji prawnej, tylko o takim zwykłym ludzkim odczuciu). Bo kupując licencję na grę czy program nie wkładasz w niego żadnej swojej pracy - kupujesz i używasz, (albo odsprzedajesz innym w formie niezmienione)j. Mało tego, nie ponosisz też żadnych kosztów pobocznych typu montaż czy materiały. Program sie instaluje i wsio.
A kiedy kupujesz wzór robótki, dodajesz do pracy autora również swoją pracę, czyli wykonanie plus koszta własne czysto materialne. Czyli, gdyby chcieć przenieść sytuację IT na rękodzieło toby bylo tak, jakbyś kupiła sweter, magicznie powieliła go kilkanaście razy, i w ten sposób użytkowała, bądź odsprzedawała. I ja po prostu nie widzę przekonywującego powodu dlaczego autor wzoru za swoją pracę może wziąć pieniądze, ale ja za swoją, zupełnie inną przecież (bo projektowanie nie zawsze równa się dobre szycie i wice wersa, stąd rozróżnienie na krawcowe i szwaczki ) nie mogę, skoro autorowi wzoru już odpaliłam żądaną przez niego dolę, rzeczony wzór kupując.
Ostatnio zmieniony przez Lizard dnia Śro 21:57, 19 Kwi 2017, w całości zmieniany 1 raz
Wysłany: Śro 23:18, 19 Kwi 2017 Temat postu:
W IT (prawda, wcześniejszy przykład na to nie wskazywał, ale) jest sporo półproduktów, narzędzi developerskich i inszych takich, które musisz modyfikować, musisz mieć wiedzę, jak się je obsługuje i puszcza dalej w świat* itp. -> jesteś w tym samym miejscu łańcucha pokarmowego co rękodzielnik z czyimś wzorem. Swetra nie powielisz magicznie, ale co za problem (potencjalny autor projektu nie wywróży twoich intencji z fusów) pójść w automatyzację produkcji czy outsourcing?
O to mi się tylko rozchodzi i tylko o to, że sprzedajesz więcej rzeczy z danym wzorem -> więcej hajsu dla autora wzoru. Przecież nie mówię, że praca rękodzielnika-odtwórcy jest nic niewarta. Chodzi tylko i wyłącznie o dogadanie się dwóch stron.
Przy okazji, to chyba nie jest tak, że od jednej sztuki zaczyna się sprzedaż komercyjna, wystawisz sweterek na allegro i jutro zwijają cię bagiety, ale gdzie przebiega ta granica, pozostawiam jako pytanie otwarte do prawników (ale podejrzewam, że na podobnej zasadzie jak ze sprzedażą zwykłego rękodzieła, co było wałkowane jakiś czas temu).
* Tutaj lepszym przykładem będą strony internetowe. Już od dawna nie jest tak, że klepniesz sobie prosty kod i strona gotowa. Znaczy, można, ale nie o tych przypadkach rozmawiamy. Tu szablon, tu wtyczka, tu zdjęcia stockowe - każdy puzelek trzeba kupić i dostosować do potrzeb klienta. (Jasne, że są wersje darmowe, ale takoż i w rękodziele, więc nie o tym mówimy).
Jeśli kupujesz assety, bo wkręciłaś się w robienie gier indie, to też pewnie wybulisz za sprzęt, który to wszystko udźwignie, więc czy koszty naprawdę są takie zerowe? A nawet jeśli zostaniemy przy samych stronach www, bieda-monitor to prawdziwe wyzwanie przy pracy. Etap instalacji wcześniej wspomnianego programu/gry to etap założenia swetra.
E: kodowanie mnie dzisiaj nie lubi.
Ostatnio zmieniony przez Rufus dnia Śro 23:25, 19 Kwi 2017, w całości zmieniany 1 raz
Wysłany: Czw 10:27, 20 Kwi 2017 Temat postu:
Faktycznie, przy takim przykładzie wychodzi w sumie podobnie.
O to mi się tylko rozchodzi i tylko o to, że sprzedajesz więcej rzeczy z danym wzorem -> więcej hajsu dla autora wzoru. Przecież nie mówię, że praca rękodzielnika-odtwórcy jest nic niewarta. Razz Chodzi tylko i wyłącznie o dogadanie się dwóch stron.
No nie mówię, że mówisz. I mi też zasadniczo o to chodzi, żeby to było jakoś lepiej rozwiązane, a nie, że jak chcę sprzedać jeden sweterek i parę skarpet, to muszę zakładać działalność, się kontaktować z autorem, podpisywać umowę, i wyrabiać przepustkę ze zdjęciem.
Nie wiem, może mogłoby działać to na zasadzie stron ze zdjęciami stockowymi? No bo tam też ktoś te zdjęcia robi, dostaje za to hajs, ale potem różne firmy je odkupują i trzepią piniąc, bo pani Krysia w reklamie się ładnie uśmiecha...
Ostatnio zmieniony przez Lizard dnia Czw 10:28, 20 Kwi 2017, w całości zmieniany 1 raz
Tu jest tak dużo różnych kwestii, że wszystko nadaje się na jakiś cykl wykładów.
Zastanawiałem się nad tym głównym pytaniem i w miarę możliwości czasowych moje myśli średnio uczesane:
Wyobrażam sobie 4 możliwości:
a)	bierzesz wzór i całkowicie go kalkujesz na sweter czy inną rzecz;
b)	bierzesz wzór i dokonujesz jego przerobienia czy dostosowania, aby stworzyć rzecz;
c)	bierzesz parę różnych wzorów i dostosowujesz tak, aby skompilować z tego jakąś rzecz;
d)	bierzesz parę różnych wzorów i je łączysz w taki sposób, że tworzysz nowy wzór.
Jeżeli jakąś możliwość pominąłem, to mnie poprawcie (nie znam się na rękodzielnictwie).
- Jeżeli robisz to jednorazowo, a przynajmniej w niedużej skali (punktem odniesienia jest całość twoich źródeł i wysokości dochodów), to raczej (US mają wybredne wytyczne obecnie) nie stanowi to działalności gospodarczej, a więc nie musisz się nad tymi kwestiami zastanawiać; także „koleżanka prosi mnie” wskazuje, że nie dokonałaś zorganizowanych czynności nastawionych na pozyskanie klienta;
- zawsze wzór stanowi (powinien stanowić) część składową ceny – przecież to nie jest tak, że jak ktoś płaci 50zł za sweter to płaci tylko albo za prawa do wzoru, albo za pracę wykonawcy; na cenę składają się wszystkie te elementy składowe, po prostu w przypadkach a) i b) wartość wzoru będzie stanowiła proporcjonalnie wysoką część ceny, a w przypadku c) stosunkowo mniejszą, a w d) zbliża się do zera;
- należy rozróżnić kwestię wzoru sensu stricto, tj. to co ma być przedstawione na rzeczy (jakieś wizerunki, choinki itp.), od wzoru w sensie rozwiązania, które jest zastosowane do wykonania rzeczy (np. metoda szydełkowania, ścieg jakiś tam); o ile w przypadku wzoru sensu stricto możemy mówić o prawach autorskich do konkretnych wizerunków (np. prawa autorskie nie przysługują rzeczom powszechnego użytku takimi jakie one są, np. wizerunek choinki czy kaczki chyba że przedstawione w specyficzny sposób, ale już przysługują np. Kaczorowi Donaldowi czy minionkom), o tyle wzór w sensie rozwiązania co do zasady nie podlega ochronie, bo (jak sobie wyobrażam) jest to wymuszone szydełkiem i strukturą wełny, że np. nie można jej naklejać, a trzeba przeplatać w określony sposób (chyba że to faktycznie innowacyjna metoda, wtedy może podlegać ochronie; ogólnie to reguluje Art. 1 ust. 2(1) Pr. Aut. „nie są objęte ochroną odkrycia, idee, procedury, metody i zasady działania oraz koncepcje matematyczne”);
- prawo autorskie jest gałęzią prawa cywilnego, więc tutaj decydujące znaczenie mają te adnotacje dokonywane przez autora; jeżeli udostępnia wzór, ale tylko do określonych celów, to może on zostać wykorzystywany tylko w tych celach; jeżeli nie ma żadnych adnotacji, to kierowałbym się jakimikolwiek wskazówkami, np. umieszczenie takich wzorów w gazecie na łamach „Pomysł na ćwiczenia”, czy „pomysł na biznes”, czy inne „na pochmurne dni”;
- kupując gazetę nie możesz założyć, że kupujesz wzór, chyba że z jakaś adnotacja gazety wskazuje inaczej.
Mam największy problem z tym, na ile te wzory można uznać za oryginalne, bo generalnie przedstawienie rzeczy powszechnych czy rzeczy codziennego użytku nie podlega z natury ochronie prawa autorskiego. Dopiero jakiś specyficzny ich układ mógłby, ale tutaj też mam spore wątpliwości, jeżeli jest to zwykła linia czy kółko. Niestety, z tego co widzę orzeczeń brak, a więc raczej są traktowane przez prawo autorskie dość luźno.
Też temat na osobny wykład. Generalnie ochrona praw autorskich idzie w pierwszej kolejności za obywatelstwem twórcy i za miejscem pierwszej publikacji dzieła (czyli Amerykanin publikujący dzieło w USA – prawo amerykańskie).
Wzory z magazynów (no, krawieckich, ale zakładam, że zasady są podobne) jak Burda, wszystkie są opatrzone adnotacją, że można z nich korzystać na własny użytek, ale nie na sprzedaż. Nie wiem tylko czy chodzi o zakaz sprzedaży hurtowej (takie hm szyjące z burdowych wykrojów), czy detalicznej również (kiedy sąsiadka prosi o uszycie czegoś).
Interpretowałbym to jako sprzedaż w rozumieniu prowadzenia działalności gospodarczej (jako przeciwieństwo „własnego użytku”). Sprzedaż hurtowa, jeśli stanowi czynność jednorazową, nie musi być uznana za taką działalność, np. jednorazowo 20 szalików czy 20 razy po jednym szaliku – raczej te 20 razy po jednym szaliku by wskazywały na zorganizowanie działalności. Kwestią jest też intencja – przecież rzecz może zostać zrobiona na własny użytek, ale z jakichś powodów następczo sprzedawana.
Tutaj już się ocieramy o czerpanie korzyści z cudzej pracy. Przecież nikt nie mówi, że praca krawca czy innej osoby jest bezwartościowa, ale nie jest w takiej sytuacji twórcza w tym rozumieniu (w sensie zawierania indywidualnych cech danego utworu – mając już odpowiedni wzór, każda osoba posiadająca dane umiejętności jest w stanie to zrobić, być może potrzebne są wyższe kwalifikacje, to wtedy tych osób będzie mniej, ale nie zmienia to faktu, że niepotrzebne są już na etapie wykonywania jakieś indywidualne właściwości). Jeśli rozpatrujemy to tylko i wyłącznie na gruncie praw autorskich – to jest prawo cywilne, a więc strony mogą w umowie się ułożyć, jak chcą. Licencja może obejmować określone pola ekploatacji, więc nic nie stoi na przeszkodzie, aby tak się umówić, aby można było dane swetry sprzedawać (szczerze, być może z racji działki, w jakiej pracuje, ale licencja jako umowa wzajemna przewidująca ustawowo korzyści licencjobiorcy, gdyby uniemożliwiała sprzedaż, byłaby bezwartościowa, a chyba nawet sprzeczna z naturą stosunku licencji; ok, mogą być cele niegospodarcze, ale raczej tutaj spodziewałbym się użyczenia albo najmu).
Dodatkowo, imho, tworzy to niefajną sytuację podziału artystów na lepszych (twórczych, mogących na swoim talencie zarabiać) i gorszych (odtwórczych, których praca nie jest "na tyle" wartościowa). To trochę tak, jakby muzycy dostawali pieniądze tylko wtedy, jeśli będą grać skomponowane przez siebie utwory, a za Szopena czy Rynkowskiego to już nie.
Oczywiście, że prawo autorskie operuje podziałem na twórców i resztę świata, bo to jest podstawa jego istnienia. Co nie zmienia faktu, że możesz na tym zarabiać, tyle że więcej byś zarobiła tworząc rzecz od podstaw (gdyby zarówno cały pomysł, jak i wykonanie było twoje), niż gdy wykonujesz czyjś pomysł.
Ale tutaj jest pomieszanie praw autorskich osobistych i majątkowych. Sam fakt, że nie naruszasz praw osobistych nie oznacza, że nie naruszasz majątkowych. Inną kwestią jest przypisywanie sobie autorstwa, a innym wynagrodzenie.
Generalnie te sprawy zawsze się rozwiązuje case by case, nie ma orzeczenia, które by było do zastosowania w każdej sytuacji. Ogólna wskazówka z linii orzeczniczej, która akurat jest w miarę spójna: „Za zasadnicze kryterium odróżniające utwór inspirowany od utworu zależnego, będącego opracowaniem, przyjmuje się takie twórcze zmodyfikowanie elementów dzieła inspirującego, że o charakterze dzieła inspirowanego decydują już jego własne, indywidualne elementy, a nie elementy przejęte.” (wyrok SN z dn. 10 lipca 2016 r., sygn. I CSK 539/13) czy „Wykorzystanie cudzego pomysłu nie stanowi jeszcze opracowania cudzego utworu”, czy „Z istoty plagiatu wynika, że dochodzi do niego wówczas, gdy następuje wykorzystanie elementów cudzego utworu w takim stopniu, iż brak jest twórczej działalności plagiatora i jego utwór nie nosi cech oryginalności”.
Rufus, podoba mi się twoje myślenie. Analogie ciekawe, ale jest drobna wada tego planu - programy komputerowe (i pokrewne) mają swój oddzielny porządek prawny. I to: "wystawisz sweterek na allegro i jutro zwijają cię bagiety" - po prostu kocham. (Dygresja: czemu akurat "bagiety"?)
Wersja tl;dr - temat jest trudny i niejednoznaczny, jak życie.
Wysłany: Czw 12:04, 20 Kwi 2017 Temat postu:
Och, Shiren, jak dobrze mieć cię na forum
Przy okazji pomogłeś mi ubrać w słowa problem, który mam z ludzmi produkującymi wzory i wykroje - oni sami tego nie szyją/nie dziergają (w większości). Oni to projektują, bo w tym są świetni, ale sami nie sprzedają końcowych produktów, bo praca projektanta to jednak co innego niż praca krawca. Zgadzam się, że projektowanie jest twórcze i powinno być opłacane, a szycie jest odtwórcze... ale imho też powinno móc być opłacane. Projektanci nie szyją, a równocześnie zabraniają innym to robić. Dlaczego?
Przy czym podkreślę tu może, że rozumiem obowiązujące prawo i nie zamierzam go łamać, po prostu nie rozumiem do końca w jaki sposób i komu tu ono służy.
Wysłany: Czw 12:31, 20 Kwi 2017 Temat postu:
No jasne. Ale przy rękodziele pojawia się ten problem, że ja też jestem twórcą. Tylko innego aspektu końcowego produktu, niż twórca wzoru. I w tej sytuacji twórca wzoru > twórca szwu. A moim zdaniem - to idiotyczne.
Akurat to, że zarobiłabym więcej tworząc od podstaw, to jest logiczne i mnie nie oburza. Wiadomo, skoro fajny wzór to jakieś 40% wartości, to ja wezmę za wykonanie pracy z tym wzorem te 40% mniej, bo z jakiej paki niby, mam brać i za wzór, skoro nie jest mój? (Liczby z sufitu, w celu zobrazowania wzięte.) Ale nadal mam szansę zarobić na własnym talencie. Który jest innym talentem, niż ten projektanta.
I to jest imho sedno problemu. Nie podoba mi się takie podejście, co zrobić. Jest egoistyczne i elitystyczne. Wiem, że to się rozbija o obawę że, no nie wiem, wystawię wzór za 5 funtów, a ktoś natrzaska pińcet serwetek i będzie je wystawiał po 20 funtow sztuka. Ale skoro tak bardzo twórca wzoru chce mieć tyle samo "zysku", co rękodzielnik, to niech wystawia wzór po 15 funtów. Albo sam robi.
Bo, tak naprawdę, skoro kupuję materiały, kupuję wzór, i "sprzedaję" własne godziny pracy, to, no właśnie... cenę nalicza głównie mój czas danej rzeczy poświęcony. To nie jest tak, że rękodzielnicy trzepią miliony monet na "zwrocie kosztów" (w który wchodzą wszelkie druty, igły, nici, materiały, i kupione wzory). To tworzy jakiś ułamek ceny końcowej , a resztę winduje to, na ile rękodzielnik ceni swój czas i wysiłek. (dlatego tak mnie wkurza jak widzę kolczyki typu "koralik na drucie" w których koszt materiałów to 1,50 a wykonanie zajmuje dosłownie minutę, w cenach 15-20 zł - bo to jest nieuczciwość innego typu. no ale, to na oddzielną dyskusję materiał.)
Ostatnio zmieniony przez Lizard dnia Czw 12:32, 20 Kwi 2017, w całości zmieniany 2 razy
Wysłany: Czw 12:32, 20 Kwi 2017 Temat postu:
Dopiero jakiś specyficzny ich układ mógłby [podlegać ochronie]
Czyli np. [link widoczny dla zalogowanych] jako całość mogłoby podlegać ochronie, ale gdybym np. jeden z tych motywów zastąpiła innym, to już mogłabym to sprzedawać (tzn. mówię o jakiejś abstrakcyjnej sytuacji, gdzie faktycznie prowadzę działalność i trzaskam takich rzeczy po kilka-kilkanaście)?
A jeżeli miejscem publikacji jest internet? To znaczy, nie wiem, może to jest głupie pytanie, ale - powiedzmy, że Rosjanka żyjąca w Rosji publikuje swój wzór (dla uproszczenia niech będzie, że po raz pierwszy i już nigdzie indziej tego wzoru nie ma) w internecie, ale nie na domenie .ru, tylko na stronie, której serwery znajdują się w USA i która jest anglojęzyczna. Co wtedy?
E: przeczytałam jeszcze raz i dochodzę do wniosku, że chyba wtedy kierujemy się obywatelstwem twórcy?
Ostatnio zmieniony przez Mal dnia Czw 12:35, 20 Kwi 2017, w całości zmieniany 1 raz
Wysłany: Czw 13:03, 20 Kwi 2017 Temat postu:
Czyli np. to jako całość mogłoby podlegać ochronie, ale gdybym np. jeden z tych motywów zastąpiła innym, to już mogłabym to sprzedawać (tzn. mówię o jakiejś abstrakcyjnej sytuacji, gdzie faktycznie prowadzę działalność i trzaskam takich rzeczy po kilka-kilkanaście)?
Moim zdaniem tak, ponieważ spójrz na tego linka i ile osobnych rzeczy jest ocenianych: [link widoczny dla zalogowanych]
Wysłany: Czw 14:47, 20 Kwi 2017 Temat postu:
Projektanci nie szyją, a równocześnie zabraniają innym to robić. Dlaczego?
Huh, Shirek o małym rozumku nie potrafi sobie wyobrazić sytuacji, że ktoś tworzy wzór, po czym sam nie potrafi z niego skorzystać i nie pozwala skorzystać z niego innym. Serio, działam w prawie gospodarczym, w inwestycjach, dla mnie w niektórych sprawach nawet emocje muszą podlegać „urynkowieniu”.
Na poważnie – nie rozumiem tej części „zabraniają innym to robić”. Są mechanizmy, które właśnie mają rozwiązywać ten konflikt pomiędzy twórcami wzorów, a ich użytkownikami, i tak masz np. bezumowne korzystanie, nadużycie prawa przez twórcę lub licencję przymusową. Ostatecznie więc możesz wzór wykorzystać, a potem w sądzie się procesować w celu ustalenia wynagrodzenia, którego nie udało się ustalić w drodze umowy (bo twórca chciał za dużo albo w ogóle nie chciał udostępniać z nieuzasadnionych przyczyn), jako że ochrona praw następuje na wniosek, a nie ex officio.
Może być tak, że jestem już przesiąknięty prawniczym paradygmatem, ale akurat widzę tutaj uzasadnienie dla tego, o czym mówicie. W sensie nie rozumiem waszego braku zrozumienia dla powiązania zarobku osoby korzystającej z wzoru z wynagrodzeniem twórcy wzoru. System tantiem wydaje mi się o tyle sprawiedliwy, że raz wymyślone, może być wielokrotnie sprzedawane, ale nie zmienia to kwestii warunku sine qua non, tj. gdyby nie było wzoru, nie byłoby rzeczy, a więc nie byłoby dochodu ze sprzedaży tych rzeczy (jeżeli poruszamy się w granicach czerpania korzyści, bo o niekomercyjnym użytku nie ma sensu mówić).
No to jest właśnie kwestia oceny case by case. Zależy jaki motyw byś zastąpiła innym i czy ten motyw by był tak znaczący, że moglibyśmy mówić o wprowadzeniu jakiegoś elementu na tyle oryginalnego, że ten nowy twór staje się, no właśnie, nowym dziełem. Np. nie w przypadku wprowadzenia jakiegoś elementu, który by sprowadzał się do minimalnej różnicy w szyciu, co nie byłoby widoczne gołym okiem (wiecie, o co chodzi, nie znam się na tym technicznie, ale generalnie chodzi o motyw dostatecznie odróżniający).
Tak, prawo zgodne z obywatelstwem twórcy. Ze swojej strony tylko dodam, że w kategoriach prawniczych należy się wyzbyć rozumowania, że internet jest jakimś miejscem. W większości systemów (wszystkich nie znam) internet jest procesem przesyłu danych, a zatem decydują tutaj – miejsce wprowadzenia danych do systemu lub miejsce odbioru danych.
Wysłany: Czw 16:10, 20 Kwi 2017 Temat postu:
Nie no, ja się zgadzam z tym, że system tantiem jest bardzo fajny i sprawiedliwy, sama z radością odpalałabym ustalony procent projektantowi od każdej sprzedanej uszytej rzeczy i wszyscy byliby szczęśliwi.
Sęk w tym, że to nie jest powszechnie stosowane rozwiązanie.
Albo masz bardzo łatwo dostępne gazety i strony internetowe z wykrojami, które zabraniają szyć inaczej niż na własny użytek (a same nie produkują gotowych ciuchów, zajmują się li i wyłącznie projektowaniem wykrojów, niczym dalej, to nazywam podejściem psa ogrodnika).
Albo masz firmy, wielkie domy mody jak Chanel czy Michael Kors, które zatrudniają projektantów na etat - i krawców też - i płacą jednym i drugim stałe pensje - co jest rozwiązaniem finansowo nierealnym dla przeciętnej krawcowej.
Albo jesteś w czepku urodzony i nie tylko potrafisz szyć, ale jeszcze projektować, ale to jest jakiś ułamek procenta. Wracając do analogii muzycznych, każdy może się nauczyć plumkać na gitarze, ale nie każdy może zostać kompozytorem. A z drugiej strony kompozytor symfoniczny fizycznie nie jest nawet w stanie samodzielnie i w pojedynkę odegrać utworu symfonicznego. Więc jedna osoba robi wkład twórczy, projektuje lub komponuje, a inni ludzie to dopiero wprowadzają w życie, szyjąc, dziergając, odgrywając. Tyle że w muzyce zarówno kompozytor, jak i trębacz, dostają pieniądze za swoją pracę. Kompozytor dostaje kasę za każde odtworzenie symfonii, trębacz za każde odegranie i wszyscy są zadowoleni. Nie wiem, czemu rynek krawiecki jest pod tym względem taki dziwny.
Edit, bo znalazlam coś:
Tak, prawo zgodne z obywatelstwem twórcy.
Czy wobec tego, zgodnie z tym źródłem, mogę korzystać z amerykańskich wykrojów jak tylko chcę?
Patterns for clothing and other useful items generally are not copyrightable. See Supreme Court – Baker v Selden, 101 U.S. 99, (1878). Even if patterns were copyrightable, the product made from the pattern would not be covered by the copyright. see Baker v Selden, (1878). Copyright owners only have the rights defined under copyright law and cannot make statements that restrict the subsequent use of their product once they have sold it. see Supreme Court – Bobbs-Merrill Co. v. Straus, 210 U.S. 339, (1908)
I jeszcze jedna edyta, podejscie amerykanów: [link widoczny dla zalogowanych]
Ostatnio zmieniony przez gayaruthiel dnia Czw 18:10, 20 Kwi 2017, w całości zmieniany 2 razy
Wysłany: Pią 8:21, 21 Kwi 2017 Temat postu:
Nie znam tak dobrze prawa amerykańskiego, ale brzmi to sensownie i wydaje się sprawdzone.
Wysłany: Pią 11:37, 21 Kwi 2017 Temat postu:
Shiren, gdzie mogę znaleźć jakąś podstawę prawną co do tego prawa autorskiego podążającego za obywatelstwem twórcy? Bo na razie wszystko co znalazłam, wprowadza zamieszanie w mojej głowie.
Otóż są międzynarodowe konwencje, w tym berneńska, które regulują kwestie praw autorskich. Konwencję podpisała Polska, Stany, jak i cała masa innych krajów: [link widoczny dla zalogowanych]
"Ochronę w państwie pochodzenia dzieła normuje ustawodawstwo krajowe oraz oczywiście przepisy Konwencji (która jest jego integralną częścią) – art. 5 ust. 3. " , czyli nawet jeśli w USA nie chroni się wykrojów, to i tak się je chroni, bo prawa płynące z konwencji są dodane do praw amerykanskich? [link widoczny dla zalogowanych]
Wzmiankowane w artykule drugim 'dzieła sztuki użytkowej", to nie wykroje właśnie? Czy też w tym momencie wykroje można zastrzec, ale już nie ma jak określić, czy uszyte na podstawie tych wykrojów ciuchy też podlegają temu prawu? [link widoczny dla zalogowanych]
Jezu, podziwiam każdą osobę, która kończy studia prawnicze, wymiękłabym na pierwszym semestrze.
Ostatnio zmieniony przez gayaruthiel dnia Pią 11:38, 21 Kwi 2017, w całości zmieniany 1 raz
Wysłany: Pią 13:29, 21 Kwi 2017 Temat postu:
A jak wygląda prawnie kwestia zastrzeżenia patentowego "metody"?
Moja mama ma teraz taką sytuację, przez parę lat prowadziła kursy "magii ludowej" czyli warsztaty pokazujące jakie były obrządki i zwyczaje w dawnych czasach na wsi (czerwona wstążka na złe oko, miotła na urok itp.) opierając się na doświadczeniach z podobnych zajęć na których była kiedyś, prowadzonych przez znajomą znajomej, oraz na rzeczach z opisów etnografów. No i jakiś miesiąc temu tamta "znajoma znajomej" wysłała do niej list z żądaniem zaprzestania takich praktyk, tamta bowiem właśnie złożyła wniosek chcąc sobie zastrzec kurs jako autorską metodę. Mama się trochę przestraszyła, bo jeśli zastrzeżenie nabierze mocy prawnej, to nie wiadomo czy tamta nie będzie żądała jakichś odszkodowań.
Sytuacja wygląda o tyle ciekawie, że z kolei znajoma znajomej, która chce udowodnić autorskość metody, nie jest faktycznie twórczynią przekazywanych treści, te są bowiem wzięte z przekazów ludowych, można nawet odnaleźć konkretne źródła, a sam pomysł prowadzenia takich kursów też nie jest jej, bo zapoczątkowała je pewna jeszcze dalsza znajoma.
Jeśli dobrze rozumuję, może sobie ona potencjalnie zastrzec tylko formę, to jest wybór treści i kształt nadany w ramach kursu, oraz nazwę (w drugim piśmie informuje że zastrzega dwie nazwy, których dotychczas używała Mama). A sam fakt, że przez ostatnich kilka lat podobne w formie kursy były prowadzone przez inne osoby, może sprawić, że zastrzeżenie patentowe może nie zostać nadane.
Wysłany: Pią 14:04, 21 Kwi 2017 Temat postu:
Wprowadziliśmy zamieszanie, bo znów zaczęliśmy mówić o kilku różnych rzeczach.
Gdy mówimy o właściwości, to możemy mieć na myśli:
- właściwość, według której określa się autora utworu - i tu działa prawo obywatelstwa autora i podstawy prawne są każdorazowo w prawie krajowym (np. art. 8-9 polskiej ustawy Pr. Aut.);
- właściwość, według której określa się, czy coś jest dziełem - tu działa prawo obywatelstwa autora (np. art. 1-4 Pr. Aut.) z tym zastrzeżeniem, że konwencja berneńska wprowadza pewne minimum;
- właściwość, według której określa się pochodzenie dzieła - tu działa miejsce pierwszej publikacji dzieła (Art. 5 pkt 2 Pr. Aut., zgodny z Konwencją Berneńską);
- właściwość, według której określa się ochronę prawnoautorską - tutaj mamy sytuację bardziej skomplikowaną; generalnie działa prawo, na podstawie którego dochodzi się ochrony praw.
Konwencja berneńska wprowadza pewne minimum, a to, że jest częścią integralną porządku krajowego oznacza tyle, że może być bezpośrednio stosowana, nawet jeśli jakieś państwo nie dokona jej implementacji (tzn. będzie miało prawo krajowe sprzeczne z konwencją).
Do tego masz art. 2 ust. 7: "Ustawodawstwu państw należących do Związku zastrzega się ustalenie zakresu stosowania przepisów prawa dotyczących dzieł sztuki użytkowej oraz wzorów i modeli przemysłowych, jak też warunków ochrony tych dzieł, wzorów i modeli, z uwzględnieniem artykułu 7 ustęp 4 niniejszej konwencji [mówiący o okresie ochronnym]." Czyli z dużą dozą ostrożności raczej należy wskazać, że w pierwszej kolejności patrzysz na prawo krajowe i jakiej ochrony ono udziela. Wzory sztuki użytkowej są o tyle problematyczne, że nie są zdefiniowane w konwencji, a tylko wyliczone, więc właściwie jest to pozostawione dla ustawodawstwa krajowego, co uważa za takie wzory i jakiej ochrony takim wzorom udzieli.
Zaciekawiony, generalnie jest wyłączenie, że nie można opatentować "metod dotyczących działalności umysłowej lub gospodarczej", więc moim zdaniem bardzo wątpliwe (choć nie wiem, na czym ta innowacja ma polegać). Jeżeli jest jak mówisz - że w środowisku jest to metoda dość znana, to od razu odpada przesłanka, że nie może to "dla znawcy (dziedziny) wynikać w sposób oczywisty ze stanu wiedzy". Jak patrzyłem jakiś czas temu na orzecznictwo UP RP - do patentowania metod podchodzi bardzo niechętnie i w Polsce nie udało się opatentować żadnej, z tego co pamiętam. Jedna chyba przeszła przez UP UE, ale dotyczyła metody w sensie algorytmu komputerowego.
Ostatnio zmieniony przez Shiren dnia Pią 15:00, 21 Kwi 2017, w całości zmieniany 1 raz
Wysłany: Nie 16:29, 19 Lis 2017 Temat postu:
Wydaje mi sie, ze moje pytanie bedzie tutaj pasowac.
Czy lek zwany sertraline (antydepresant) musze zglaszac na lotnisku? Wylatuje w przyszlym tygodniu do Polski ze Szkocji i sie nad tym zastanawiam (dodam, ze moje pigulki antykoncepcyjne zawsze sa u mnie w torebce, nie zglaszam ich i przechodza bez problemu). Szczerze mowiac nie mam pojecia, jakie leki trzeba zglaszac, a poszukiwanie w google mi niewiele daje, bo nawet nie wiem, jak to zagadnienie wpisac :/
Wysłany: Nie 17:04, 19 Lis 2017 Temat postu:
W razie gdyby nikt nie odpowiedział: może jest jakiś helpdesk na lotnisku, żeby zadzwonić i zapytać?
Wysłany: Nie 18:32, 19 Lis 2017 Temat postu:
O ile mi wiadomo, nie trzeba deklarować leków wiezionych na własny użytek. Ja moich nigdy nie zgłaszałam i nie było żadnych problemów.
Kontrola ci raczej nie prześwietli, na co to są leki . Ostatnio zabrałam ze sobą dosłownie parę kilo leków, suplementów i innych środków, bo apteczkę na co najmniej rok (w Norwegii jest drożej, nie ma znajomych mi leków i ogólnie inne podejście do medycyny) i nawet mi to nie przyszło do głowy, że to jakiś problem, przeszło normalnie.
Wysłany: Nie 18:50, 19 Lis 2017 Temat postu:
Rzabciu, latałam z różnymi antydepresantami, benzodiazepinami, pregabaliną, rozmaitymi innymi pigułami w bagażu podręcznym i nigdy nie było z tym problemu, myślę, że możesz się nie martwić.
Wysłany: Nie 20:29, 19 Lis 2017 Temat postu:
Ok, dzieki Po prostu to dla mnie nowa sytuacja i wolalam sie upewnic
Wysłany: Śro 14:24, 22 Lis 2017 Temat postu:
"Przewóz leków do Norwegii w bagażu jest dozwolony pod kilkoma warunkami. Przede wszystkim, środki muszą być przeznaczone do prywatnego użytku związanego z leczeniem. Musimy też być w stanie udokumentować, że zostały legalnie nabyte, a ich ilość nie może przekroczyć zapasów na 12 miesięcy.
Gdy przydarzy nam się kontrola Urzędu Celnego, powinniśmy mieć ze sobą paragon i kopię recepty lub zaświadczenia lekarskiego. "
Ostatnio zmieniony przez gayaruthiel dnia Śro 14:25, 22 Lis 2017, w całości zmieniany 1 raz
Wysłany: Śro 17:39, 22 Lis 2017 Temat postu:
To, co pisała Gaya, plus ostatnio zatrzymali jakąś babkę, która próbowała wwieźć do Egiptu jakieś spore zapasy leków przeciwbólowych, które w Polsce można dostać tylko na receptę (najpewniej chciała przemycić). Więc jeśli ktoś będzie miał naprawdę dużo leków, to mogą się zainteresować. Choć to pewnie nie reguła.
Wysłany: Pią 10:10, 01 Gru 2017 Temat postu:
Czy przy braniu kredytu studenckiego można uwzględnić osobne rozliczanie się? Mam znajomą, która musi pilnie wynieść się od rodziców - to ludzie dość zamożni, ale straszna patola, więc nawet gdyby mieścili się w maksymalnej kwocie (w co wątpię), i tak nie daliby jej żadnych zaświadczeń o zarobkach.
Wysłany: Pon 13:27, 04 Gru 2017 Temat postu:
W przypadku kredytu studenckiego nie tyle chodzi o osobne lub wspólne rozliczanie się, co o żyrowanie kredytu. Jeżeli znajdzie poręczyciela ze zdolnością kredytową, to nie ma żadnego problemu. Naturalnym poręczycielem jest rodzic, ale to nie znaczy, że nie może w tej roli wystąpić ktokolwiek inny.
Wysłany: Czw 18:05, 18 Sty 2018 Temat postu:
Założono nam w klatce monitoring. Wszystko pięknie, mamy kamery na parking, wejście, na piętrach i w windzie. Zgodziła się na to ponad połowa mieszkańców, ale nie wszyscy. Teraz dostaliśmy instrukcję, że możemy sobie zainstalować program do podglądu z tych kamer. Zainstalowałam z ciekawości i powiem szczerze, że czuję się z tym cholernie nieswojo... Zdążyłam zobaczyć wychodzącą sąsiadkę przeglądającą się w lustrze oraz drugą palącą fajki i całującą się z chłopakiem na klatce. Kurczę, ja wiem, że monitoringi są wszędzie i tak dalej, ale myślałam, że to raczej dla bezpieczeństwa, że gdyby coś się stało możemy iść do firmy i poprosić o nagranie. A tu sobie każdy z nudów może odpalić podgląd i zerkać co też robią sąsiedzi, choć żadne fascynujące rzeczy się raczej nie dzieją. Niby to tylko klatka schodowa, winda i korytarze, miejsca jakby pół-publiczne, można tam spotkać sąsiadów w każdej chwili. Już pomijając kwestię, że teraz dziwnie się będę czuła tam, mimo że nie robię nic dziwnego i jakoś wątpię, żeby ktoś namiętnie to oglądał (choć kto wie?).
Naszło mnie, na ile coś takiego jest zgodne z prawem? Szczególnie, że nie wszyscy godzili się w ogóle na sam monitoring, a z tego co pamiętam na początku nie było mowy o tym, że będziemy się mogli podglądać.