Source: https://czasopismo.legeartis.org/2018/01/pakowanie-ogorkow-sloika-dzielo.html
Timestamp: 2018-06-19 13:59:34+00:00
Document Index: 63308860

Matched Legal Cases: ['art. 750', 'art. 627', 'art. 67', 'art. 627', 'art. 734', 'art. 750']

Pakowanie ogórków do słoika na umowę o dzieło (wyrok SN I UK 269/16)
Zapakowanie ogórków do 500 słoików nie jest umową o dzieło
by Olgierd Rudak • 8 stycznia 2018 • 32 komentarze
Pytanie trywialne, ale odpowiedź zasadnicza: czy pakowanie ogórków do słoika jest umową o dzieło — bo liczba „zrobionych” słoików była codziennie weryfikowana — czy jednak umowa o spakowanie 500 słoików jest umową o świadczenie usług?
wyrok Sądu Najwyższego z 18 maja 2017 r. (I UK 269/16)
Pakowanie ogórków do słoików, realizowane w warunkach zorganizowanej produkcji, zbliżonej do typowego akordu pracowniczego, nie jest dziełem.
Sprawa dotyczyła zakwalifikowana przez ZUS umowy o dzieło obejmującej pakowanie ogórków do 500 słoików dziennie jako umowy o świadczenie usług (art. 750 kc) — czyli podlegającej ubezpieczeniom społecznym.
Odwołanie zleceniodawcy (przedsiębiorca ogrodniczego) zostało oddalone. Sąd prawomocnie orzekł, że pakowanie ogórków do słoików jest czynnością powtarzalną, nie wymagającą żadnych kwalifikacji, zatem nie może być kwalifikowane jako oznaczone dzieło (art. 627 kc). Ani nazwa umowy, ani jej stylistyka, ani nawet uzależnienie wysokości wynagrodzenia od ilości przerobionych słoików nie może dowodzić, iż w istocie zawarto umowę o dzieło.
W skardze kasacyjnej zarzucono m.in. błędne przyjęcie, że rezultatem umowy o dzieło powinno być powstanie skomplikowanego efektu (dzieła); że zawarta umowa była nienazwaną umową rezultatu, która chociaż nie była umową o dzieło nie była także umową o świadczenie usług; że w istocie wykonawcy ponosili odpowiedzialność za rezultat (liczbę słoików); a także błędne przyjęcie, że każda umowa podlega obowiązkowi ubezpieczenia społecznego.
SN oddalił skargę kasacyjną: krótkotrwałe zatrudnienie osoby sformalizowanej jako umowa o dzieło, ale realizowanej jako świadczenie typowej usługi realizowanej w warunkach zorganizowanej produkcji, zbliżonej do typowego akordu pracowniczego, nie może być kwalifikowane w inny sposób niż umowa o świadczenie usług.
Na ocenę nie ma wpływu fakt, iż codziennie od nowa ustalano zakres czynności (liczbę słoików, do których wykonawca miał zapakować ogórki) oraz że należność weryfikowano na koniec każdego dnia, zaś należność była rozliczana z uwzględnieniem ilości słoików. W przedsiębiorstwie te same czynności wykonywali pracownicy zatrudnieni na umowę o pracę, z czego wynika, że co do zasady należało umowy te objąć obowiązkowym ubezpieczeniem społecznym.
SN podkreślił, iż ustawa zasadnicza gwarantuje każdemu obywatelowi prawo do zabezpieczenia społecznego (art. 67 ust. 1 Konstytucji RP), zaś każdy wyjątek — a jest nim umowa o dzieło — nie może polegać na obejściu prawa ze szkodą dla wykonujących pracę w oparciu o umowy cywilnoprawne.
Tags: art. 627 kc art. 734 kc art. 750 kc Sąd Najwyższy ubezpieczenia społeczne zlecenie ZUS
← „Obrońca krzyża i Biblii” a fałszywe oskarżenie o współpracę z SB
Deweloper nie ponosi odpowiedzialności za kredyt wyłudzony przez jego agenta →
32 comments for “Zapakowanie ogórków do 500 słoików nie jest umową o dzieło”
8 stycznia 2018 at 13:00
Kisielewski, socjalizm. itd.
8 stycznia 2018 at 17:31
8 stycznia 2018 at 19:47
A czym się te umowy różnią?
8 stycznia 2018 at 22:10
Różnią się doborem słów: jedna opisuje stan faktyczny (umowa o świadczenie usług), a druga opisuje stan wirtualny (umowa o dzieło). Pierwsza jest uczciwa, druga rąbie pracownika na kasie.
8 stycznia 2018 at 22:14
Oraz iż układanie ogórków nie jest dziełem twórczym? A np. malowanie porcelany?
9 stycznia 2018 at 09:23
Umowa o dzieło nie musi polegać na działaniu twórczym :)
9 stycznia 2018 at 06:40
Pierwsza rąbie na kasie bardziej. Klient zamiast zapłacić człowiekowi za zrobioną robotę to płaci Zakładowi Utylizacji Szmalu.
9 stycznia 2018 at 08:05
Fakty temu przeczą: zatrudniony traci zarówno teraz (brak prawa do urlopu, sądząc z okoliczności zapewne brak prawa do chorobowego, najpewniej też brak możliwości uzyskania zasiłku w przypadku pogorszenia koniunktury) jak i w przyszłości. Nawet jeżeli dojdzie do problemów finansowych państwa i emerytury zostaną obniżone o, powiedzmy, 90% (założenie przychylne „wolnościowcom”) to i tak będzie na plusie w stosunku do sytuacji, gdy wartość składek odkładanych wynosi 0 (zero).
Ale niektórzy potrzebują kasy tu i teraz — oraz pracy tu i teraz (i być może inaczej jej nie dostaną).
9 stycznia 2018 at 09:35
Jeżeli ktoś potrzebuje kasy tu i teraz, to jest raczej „przymuszonym” niż „chcącym”.
9 stycznia 2018 at 09:45
Cóż, życie go przymusza, więc chce pracować i zarabiać :)
9 stycznia 2018 at 09:55
Cóż, życie kogoś przymusza, więc chce pracować i zarabiać, więc korzystając z okazji podmiot silniejszy w obrocie gospodarczym przymusza chętnego do akceptacji gorszych warunków zatrudneinia. :)
9 stycznia 2018 at 10:09
Marks? ;-)
9 stycznia 2018 at 10:23
Marks, nie Marx – fakt.
Oczywiście, ustawą nie da się objąć sytuacji, gdy ktoś rzeczywiście chce i godzi się, bo to np. dodatkowa fucha, chałtura etc.
Najzwyklejsze w świecie wykorzystanie pozycji silniejszego w obrocie gospodarczym a nie żaden Marks. Naturalne zjawisko w obrocie gospodarczym
W rzadkich okolicznościach działa też w drugą stronę: zatrudnieni w firmie budowlanej uzyskali przewagę w obrocie gospodarczym w stosunku do zatrudniającego polegającą na możliwości szybkiego znalezienia pracy lepiej wynagradzanej i z dnia na dzień zeszli z placu budowy. Przymuszając zatrudniającego ich bądź do poprawy warunków płacowych, bądź do szukania nowych pracowników po wyższych cenach.
9 stycznia 2018 at 10:26
Ba, znam przypadki, w których to pracownik mówi „albo dasz mi umowę o dzieło, albo nic dla was nie zrobię” — bo nie chce żadnej innej umowy.
I to wcale nie musi być programista :)
9 stycznia 2018 at 10:28
Ot wykorzystanie pozycji silniejszego w obrocie gospodarczym, a nie żaden Marks.
ano. Nie ma nic dobrowolnego w tym że opiekunka do dziecka bądź do osoby starszej zarabia 2000 na czarno bądź na umowę o dzieło, bez żadnej osłony socjalnej a często i bez tzw ubezpieczenia.
Z drugiej strony, gdyby zapewnić taką osłonę, to przy dzisiejszych składkach z tych 2000 (a 2k to nie jest stawka najniższa) zostałoby 1200 i to jest kwota po prostu śmieszna dla zarabiającego a jednocześnie te 2kpln to i tak jest kolosalny wydatek dla zatrudniającego.
Jeżeli chcesz przez to powiedzieć, że regulacje prawne dotyczące mikroprzedsiębiorstw są w Polsce złe, to masz rację.
Ale sytuacja opisana w tekście jest inna.
9 stycznia 2018 at 07:28
Kto inny (o bardziej „wolnościowym” podejściu) powie, że to, właśnie umowa o świadczenie usług, która jest oskładkowana, rąbie pracownika na kasie, bo wynagrodzenie musi zostać pomniejszone o składki na FUS i NFZ. A, że gdyby coś się stało przy wykonywaniu tego dziela-Krzciciela, to bez składek nic w ogóle, a i leczenie z własnej kasy, to nie szkodzi, przecież tak się umówili, a chcącemu nie dzieje się krzywda.
9 stycznia 2018 at 16:07
co do składek, leczenia itp. ostatnio miałem nieszczęście korzystać z owego systemu (wypadek przy pracy) i mimo iż chciałem sam zapłacić … to nie wolno, bo nie ma takiej możliwości i mam przyjść jutro, bo „krew się przecież nie leje”…
koniec końców trzeba było użyć głośno gęby i narobić zamieszania żeby cokolwiek załatwić
10 stycznia 2018 at 06:19
Było iść do medicover czy luxmed, tam też pomagają, coraz częście zgodnie z brytyjską praktyką – paracetamol. ;-)
10 stycznia 2018 at 15:29
nie chcę, to nie robi w zasadzie wielkiej różnicy gdzie się jest ubezpieczonym, chcę tylko iść kiedy potrzebuję i zapłacić kiedy potrzebuję
A tu nawet prywatnie do dobrego lekarza (w mieście wojewódzkim) są 2-3 miesiące czekania, a tymczasem inni protestują, bo chcą państwowo, za państwowe pieniądze zamiast otwierać praktyki… naprawdę wystarczy zrobić wywiad i specjalizować się w tych dziedzinach, gdzie i prywatnie jest większy popyt…. no ale to trzeba podjąć pewne ryzyko (i własnymi pieniędzmi)….
Oczywiście ci lekarze wyrobili sobie renomę w państwowych szpitalach na państwowym sprzęcie, więc pewnie nie jest aż tak prosto, niemniej jednak da się, co wiem po własnym rodzeństwie.
11 stycznia 2018 at 06:50
Podoba mi się ten fragment: nie chcę, to nie robi w zasadzie wielkiej różnicy gdzie się jest ubezpieczonym, chcę tylko iść kiedy potrzebuję i zapłacić kiedy potrzebuję. Patrząc rynkowo i z punktu widzenia lekarzy: cennik byłyby cholernie drogi, ceny tym droższe im specjalisty miałby mniejszą konkurencję (lokalną czy branżową).
Są osoby, które mogą pracować jedynie tam gdzie jest większa kasa i OK, wyrobnicy, rzemieślnicy, ale są i tacy, którzy potrzebują nieco innej zachęty do tego, żeby rzetelnie z oddaniem i pasją zarabiać na chleb (samochody wyścigowe, jachty motorowe).
11 stycznia 2018 at 16:09
„Patrząc rynkowo i z punktu widzenia lekarzy: cennik byłyby cholernie
drogi, ceny tym droższe im specjalisty miałby mniejszą konkurencję
(lokalną czy branżową).”
tak już jest, jeśli ktoś idzie jednak prywatnie… i jest to raczej naturalny porządek rzeczy
Miałem złudzenia że w prywatnej służbie zdrowia jest lepiej. Niestety – nie jest. W znanej sieci na „L” to, co w publicznej służbie zdrowia ogarnie się w jeden dzień, tu rozciąga się na tygodnie a czasami wręcz miesiące. Fakt że w marmurach i z sączącą się z sufitu muzyką, jednak ….
To było prywatne-prywatne, czy z tzw. bonusu pozapłacowego? ;-)
10 stycznia 2018 at 10:54
Miałem u nich wszystkie 3 warianty, tj. prywatno-prywatne, bonus pozapłacowy – ubezpieczyciel zewnętrzny, bonus pozapłacowy – ich pakiet.
We wszystkich przypadkach jest tak samo – czekasz miesiąc na lekarza, ten cię odsyła na jakieś badanie, na badanie czekasz albo nie, potem z badaniem wracasz, ale musisz się umówić znowu. W zależności od lekarza, musisz znowu czekać może i miesiąc. W międzyczasie to badanie może się po prostu zdezaktualizować.
W publicznej służbie zdrowia może jest syfiaście (coraz mnniej), archaicznie (coraz mniej), może (coraz rzadziej) trzeba mieć sposób na dostanie się (znajomość, łapówka, sprytne wepchnięcie się w kolejkę, insider tip, zrobienie awantury na recepcji, czy też w końcu ogromna cierpliwość). Ale jak już się dostaniesz, to z wynikiem wchodzisz zazwyczaj poza kolejnością i często wizyta + badanie + omówienie wyniku ogarnia się w jeden dzień.
Jak pójdzie się prywatnie do lekarza i położy gotówkę to na pewno jest lepiej niż z jakimkolwiek ubezpieczycielem. Problem z ubezpieczycielami jest taki, że prywatny czy nie to jednak pośrednik, który chce zarobić, więc naturalnie tnie koszty i bierze prowizje…
Imho dla ludzi najlepszym rozwiązaniem jest odłożyć na czarną godzinę i iść w razie potrzeby…. zabieranie im składek ani tego nie ułatwia ani nie zachęca… wręcz przeciwnie, promuje lenistwo w temacie… „bom przecie ubezpieczony”
OK jeśli ktoś tak woli.
Jeżeli „pracownik” miał wybór: słuchaj, masz 2350zł na rękę na umowę o pracę lub 3000zł przy umowie o dzieło. Wybieraj co chcesz. To co większość wybiera?
11 stycznia 2018 at 17:02
Ilu z tych co wybierze 3000 samemu odłoży coś na emeryturę?
11 stycznia 2018 at 17:45
a dlaczego to ma być problem kogokolwiek innego niż ich?
jeśli ktoś zechce takim ludziom później pomagać, niech to robi
jeśli ktoś z nich będzie zechce się ubezpieczyć, co za problem?