Source: http://www.biofuture.pl/aktualnosci-rynkowe/
Timestamp: 2017-07-25 06:37:02+00:00
Document Index: 26619011

Matched Legal Cases: ['art. 9', 'art. 194', 'art. 194', 'art. 44', 'art. 223', 'art. 186', 'art. 9', 'art. 179', 'art. 194', 'art. 9', 'art. 179', 'art. 9', 'art. 186', 'art. 9', 'art. 194', 'art. 44', 'art. 194', 'art. 194', 'art. 44', 'art. 194', 'art. 194', 'art. 194', 'art. 223', 'art. 41', 'art. 41', 'art. 41', 'art. 41', 'art. 41', 'art. 41']

Aktualności rynkowe | BIO FUTURE
Ustawa o OZE wchodzi w życie Ustawa o OZE weszła w życie z dniem 4 maja 2015 r. Część jej zapisów, w tym kluczowe zapisy dotyczące nowych zasad dopłat dla produ­centów zielonej energii zaczną obowią­zywać jednak w później­szym terminie. Ustawa o OZE została przyjęta przez parla­ment 20 lutego br., a 11 marca podpisał ją prezy­dent. Miesiąc temu, w dniu 3 kwietnia, ustawa o OZE została opubli­ko­wana w Dzienniku Ustaw. Ponieważ wpisano do niej 30-​dniowy okres vacatio legis, ustawa wchodzi w życie z dniem 4 maja br.. Mimo wejścia w życie ustawy o OZE, ważności nie traci dotych­cza­sowy system wsparcia dla produ­centów zielonej energii. Dzięki temu w przypadku insta­lacji urucha­mia­nych do końca 2015 r. ich właści­ciele będą mogli nadal korzy­stać z zielo­nych certy­fi­katów w okresie 15 lat od momentu urucho­mienia produkcji energii. Po 2015 r. będą mogli też przejść na nowy system aukcyjny, który zacznie obowią­zywać od 1 stycznia 2016 r. Pierwsza aukcja w ramach nowego systemu wsparcia, który zacznie obowią­zywać od przyszłego roku, odbędzie się w I kwartale 2016 r. Do końca br. powin­niśmy poznać maksy­malne ceny wskazane osobno dla każdej techno­logii (tzw. ceny referen­cyjne), których nie będzie można przekro­czyć w ofercie składanej w aukcji. Do końca tego roku zostanie też utrzy­mane dotych­cza­sowe wsparcie dla prosu­mentów, którzy – zgodnie z noweli­zacją Prawa energe­tycz­nego z 2013 r. – mogą korzy­stać z możli­wości odsprze­daży nieskon­su­mo­wa­nych nadwyżek energii po cenie 80% średniej ceny energii z rynku hurto­wego. Deklarowanym przez rząd celem ustawy o OZE jest zmniej­szenie kosztów dopłat do zielonej energii. Temu ma służyć wprowa­dzenie systemu aukcyj­nego premiu­ją­cego najtańszą energię z OZE, a także obcięcie wsparcia m.in. dla współ­spa­lania. Zmniejszenie wsparcia dla tej techno­logii zacznie obowią­zywać jednak nie od momentu wejścia w życie ustawy, ale od końca 2015 r., co oznacza, że odbiorcy energii nadal będą ponosić koszty dopłat do energii produ­ko­wanej w tej techno­logii. Nie jest przesą­dzone, czy prosu­menci, którzy urucho­mili swoje mikro­in­sta­lacje przed końcem 2015 r., będą mogli przejść na cenę 100% średniej ceny hurtowej i tzw. częściowy net-​metering — czyli zasady, które mają obowią­zywać dla mikro­in­ta­lacji urucho­mio­nych po 2015 r. i nieob­ję­tych tzw. taryfami gwaran­to­wa­nymi. Ministerstwo Gospodarki jak dotąd nie odpowie­działo na zapytania Gramwzielone​.pl w tej sprawie. Ustawa o OZE zmienia m.in. okresy publi­kacji średniej ceny energii z rynku konku­ren­cyj­nego z corocz­nych na kwartalne. Teraz cena istotna dla obecnych prosu­mentów czy inwestorów funkcjo­nu­ją­cych w systemie zielo­nych certy­fi­katów będzie podawana nie jak dotąd co roku do końca marca (za każdy poprzedni rok), ale w odstę­pach kwartal­nych. Ustawa wprowadza też nową insty­tucję, która będzie zajmować się rozli­cza­niem kosztów nowego systemu wsparcia dla energii odnawialnej. Więcej na temat tzw. Operatora Rozliczeń Energii Odnawialnej SA w artykule: OREO, czyli Operator Rozliczeń Energii Odnawialnej ostatecznie z siedzibą w Bytomiu Ustawa o OZE wprowadza też pewne obowiązki infor­ma­cyjne. Urząd Regulacji Energetyki zwraca uwagę na działa­jący od dzisiaj obowiązek przed­kła­dania oświad­czeń, składa­nych pod rygorem odpowie­dzial­ności karnej, w odnie­sieniu do pozosta­ją­cych w tej dacie w toku postę­powań o wydanie świadectw pocho­dzenia. Niezbędne jest zatem stosowne uzupeł­nienie wszyst­kich wniosków o wydanie świadectw pocho­dzenia rozpa­try­wa­nych w tej dacie, do których nie dołączono oświad­czenia o treści określonej w art. 9e1 ustawy — Prawo energe­tyczne. Powyższy obowiązek dotyczy produ­centów energii z wykorzy­sta­niem biomasy, którzy muszą zadekla­rować, że nie wykorzy­stali do jej produkcji m.in. drewna i zbóż pełno­war­to­ścio­wych czy biomasy zanie­czysz­czonej. Taryfy gwaran­to­wane do zmiany? Alternatywnym systemem wsparcia, który wpisano do ustawy o OZE w zakresie najmniej­szych produ­centów energii w mikro­in­sta­la­cjach o mocy do 10 kW mają być obowią­zu­jące przez 15 lat tzw. taryfy gwaran­to­wane przysłu­gu­jące właści­cielom insta­lacji urucho­mio­nych po 1 stycznia 2016 r. Wysokość taryf rozróż­niono w zależ­ności od mocy oraz techno­logii. Najwyższe taryfy dla insta­lacji o mocy do 3 kW wyniosą nawet 0,75 zł/​MWh. Przyszłość taryf gwaran­to­wa­nych, które mają obowią­zywać dla mikro­in­sta­lacji rozpo­czy­na­ją­cych sprzedaż energii do sieci po 1 stycznia 2016 r. i które określa przyjęta w ustawie o OZE tzw. poprawka prosu­mencka, nie jest jednak pewna. Niewykluczone, że zasady wsparcia dla najmniej­szych produ­centów energii w mikro­in­sta­la­cjach zostaną zmienione w ramach noweli­zacji ustawy o OZE, nad którą pracuje już Ministerstwo Gospodarki. Urzędnicy resortu — posił­kując się opinią UOKiK — wskazy­wali na potrzebę dopaso­wania wysokości taryf gwaran­to­wa­nych do przepisów unijnych, co w praktyce może oznaczać ich zmniej­szenie i co budzi zanie­po­ko­jenie przed­sta­wi­cieli branży OZE. Rząd nie zdecy­dował się na notyfi­ko­wanie ustawy o OZE Komisji Europejskiej, której opinia mogłaby wyklu­czyć ryzyko ewentu­alnej niedo­zwo­lonej pomocy publicznej w polskim systemie wsparcia dla OZE. MG przeko­nuje, że ustawa o OZE jest zgodna z unijnym prawem, jednak ich wątpli­wości budzi wysokość dopłat dla najmniej­szych producentów. Aukcje OZE — będzie więcej biomasy Rząd kończy prace nad rozpo­rzą­dze­niem, które ustali, jakie źródła energii odnawialnej będą się w Polsce rozwijać do 2020 roku. Przepisy ustalą także maksy­malne kwoty, za jakie rząd zakon­trak­tuje „zieloną” energię. Na ostat­niej prostej mamy kilka zmian — wynika z infor­macji Obserwatora Legislacji Energetycznej.
Zgodnie z uchwa­loną niedawno ustawą o OZE to rząd i minister gospo­darki, a nie rynek, będą teraz decydować, które z „zielo­nych” techno­logii będą się w Polsce rozwijać. Przesądzi o tym przygo­to­wy­wane właśnie rozpo­rzą­dzenie, które trafiło już do ostat­nich uzgod­nień między­re­sor­to­wych przed uchwa­le­niem przez Radę Ministrów.
Przepisy określają maksy­malną ilość energii i budżet, jaki rząd przeznaczy na jej zakon­trak­to­wanie. Ważnym czynni­kiem jest także podział na moce stabilne – które w ciągu roku wykorzy­stują swoją moc przynaj­mniej w 45,6 proc., czyli głównie insta­lacje opalane biomasą i biogazem oraz niesta­bilne – pracu­jące poniżej tej wartości, czyli głównie farmy wiatrowe i fotowol­ta­iczne. Oba rodzaje źródeł otrzy­mają po połowie miejsca w systemie.
Biomasa kosztem biogazu Rząd przewi­duje jednak, że zmieni się struk­tura wytwa­rzania ze źródeł stabil­nych. W stosunku do Krajowego Planu Działania w zakresie energii ze źródeł odnawial­nych (KPD) o 80 proc. więcej energii mamy produ­kować z biomasy, w zamian za o połowę mniejszą produkcję z biogazu. Właściwie nie zmieni się sytuacja głównego źródła OZE w Polsce – elektrowni wiatro­wych. Mają produ­kować tyle, ile zakładał rząd.
Wysokie wolumeny energii z biomasy budzą kontro­wersje. W trakcie konsul­tacji społecz­nych organi­zacja Lewiatan zwracała uwagę, że plano­wany wzrost produkcji z biomasy, wymaga­jący powstania ok. 400 MW nowych elektrowni korzy­sta­ją­cych z tego paliwa, nie będzie możliwy bez wzrostu tzw. współ­spa­lania dedyko­wa­nego. Tymczasem rząd zapew­niał do niedawna, że współ­spa­lanie biomasy z węglem pozostanie na dotych­cza­sowym poziomie, aby pozwolić się rozwinąć innym technologiom.
Zmiana wolumenów to jedno­cze­śnie porażka rządo­wego planu „Biogazownia w każdej gminie”, który zakłada, że do 2020 roku powstanie średnio jedna bioga­zownia w każdej gminie, mającej do tego warunki. Przez ostat­nich dziesięć lat, z których połowa przypada na obowią­zy­wanie programu, powstało takich insta­lacji 58, w stosunku do blisko 1,5 tys. gmin wiejskich w Polsce.
Za ile kupimy „zieloną” energię? Po konsul­ta­cjach społecz­nych rząd zmienił ponadto budżet przezna­czony na zakup energii z istnie­ją­cych insta­lacji OZE.
Elektrownie, które przejdą z systemu zielo­nych certy­fi­katów do aukcyj­nego będą mogły średnio uzyskać w aukcjach do 380 zł/​MWh, zamiast 368 zł/​MWh, jak przewi­dy­wała poprzednia wersja projektu. W wyniku tej zmiany 15-​letni budżet na zakup energii z pierw­szej takiej aukcji wzrośnie o 60 mln zł. W resorcie gospo­darki dowie­dzie­liśmy się, że zmiana nie była podyk­to­wana nowymi anali­zami, a jedynie skory­go­wa­niem błędu w obliczeniach.
Nowe źródła o mocy powyżej 1 MW będą mogły uzyskać średnio do 324,37 zł/​MWh. W rozmowie z Obserwatorem Legislacji Energetycznej Janusz Pilitowski, dyrektor Departamentu Energii Odnawialnej Ministerstwa Gospodarki, potwier­dził, że kwota będzie walory­zo­wana o wskaźnik inflacji. Z analiz jednej z grup inwestorów, do której dotar­liśmy, wynika, że taki poziom ceny pozwo­liłby na uzyskanie ponad 10 proc. stopy zwrotu z inwestycji w najbar­dziej efektywne projekty wiatrowe.
Przepisy muszą zostać wydane do 31 maja. Kolejnym, równie ważnym rozpo­rzą­dze­niem, nad którym Ministerstwo Gospodarki także już pracuje, będzie to określa­jące ceny referen­cyjne, a więc maksy­malne ceny, po których dane techno­logie w ogóle będą mogły rywali­zować w aukcjach. Ustawa o OZE: MG chce zmniej­szyć wsparcie dla prosumentów
Nowelizacja ustawy o OZE ma zmniej­szyć wsparcie dla prosu­mentów – wynika z infor­macji opubli­ko­wa­nych przez „Rzeczpospolitą”.
W resorcie gospo­darki trwają prace nad noweli­zacją ustawy o OZE, która wprowadza taryfy gwaran­to­wane dla prosu­mentów odsprze­da­ją­cych nadwyżki energii elektrycznej do sieci. Jak infor­muje „Rzeczpospolita”, po popraw­kach wsparcie dla prosu­mentów ma zostać zmniejszone.
O korzystne dla prosu­mentów przepisy podczas proce­do­wania ustawy o OZE stoczyła się prawdziwa batalia. Ostatecznie posłowie uchwa­lili zapisy wprowa­dza­jące 15-​letnie stałe stawki za sprzedaż do sieci energii z mikro­in­sta­lacji OZE.
Przeciwko zapisom tzw. poprawki prosu­menc­kiej głośno prote­stuje prezes URE Maciej Bando. Według niego zbyt korzystne taryfy gwaran­to­wane spowo­dują, że prosu­menci zamiast odsprze­dawać do sieci nadwyżki, będą zarabiać na sprze­da­waniu do sieci całej wypro­du­ko­wanej energii. Zdaniem prezesa URE może to spowo­dować koniecz­ność podwyż­szenia opłaty OZE.
Jak infor­muje „Rzeczpospolita”, noweli­zacja ustawy o OZE ma nadać preze­sowi URE kompe­tencje w zakresie kontro­lo­wania przyrostu mikro­in­sta­lacji. Obecnie, zgodnie z ustawą, maksy­malna moc insta­lacji, które skorzy­stają z taryfy gwaran­to­wanej, wyniesie 800 MW.
Przypomnijmy, że jeszcze niedawno Jerzy Pietrewicz, wicemi­ni­ster gospo­darki, mówiąc o noweli­zacji ustawy o OZE, zapowiadał jedynie „techniczne poprawki”, które w żaden sposób nie miały wpłynąć na charakter poprawki prosumenckiej.
W ramach prac nad noweli­zacją ustawy o OZE mają się odbyć konsul­tacje społeczne. Informacja w sprawie stoso­wania przepisów wprowa­dza­ją­cych świadectwa pocho­dzenia skory­go­wane współ­czyn­ni­kiem 0,5 dla energii elektrycznej wytwo­rzonej w insta­la­cjach spalania wielopaliwowego W związku z wejściem w życie ustawy z dnia 20 lutego 2015 r. o odnawial­nych źródłach energii (Dz.U. z 2015 r., poz. 478) oraz powsta­łymi wątpli­wo­ściami inter­pre­ta­cyj­nymi dotyczą­cymi począt­ko­wego terminu stoso­wania przepisów wprowa­dza­ją­cych świadectwa pocho­dzenia skory­go­wane współ­czyn­ni­kiem 0,5 dla energii elektrycznej wytwo­rzonej w insta­la­cjach spalania wielo­pa­li­wo­wego, o którym mowa w art. 194 tej ustawy, przed­sta­wiam nastę­pu­jące stano­wisko. Stosownie do art. 194 ustawy z dnia 20 lutego 2015 r. o odnawial­nych źródłach energii (dalej: „ustawa o OZE”), do dnia 31 grudnia 2020 r. dla energii elektrycznej z odnawial­nych źródeł energii wytwo­rzonej w insta­lacji, o której mowa w art. 44 ust. 8 ustawy o OZE, z wyłącze­niem energii elektrycznej z odnawial­nych źródeł energii wytwo­rzonej w dedyko­wanej insta­lacji spalania wielo­pa­li­wo­wego, przysłu­guje świadectwo pocho­dzenia skory­go­wane współ­czyn­ni­kiem 0,5. W świetle art. 223 ustawy o OZE, przepis ten razem z całym rozdziałem 11, obejmu­jącym przepisy przej­ściowe, wchodzi w życie po upływie 30 dni od dnia jej ogłoszenia. Jednocześnie ustawa o OZE, w art. 186 ust. 3 wprowadza przepis szcze­gólny regulu­jący okres przej­ściowy, zgodnie z którym w sprawach związa­nych z wydaniem świadectw pocho­dzenia dla energii elektrycznej wytwo­rzonej przed dniem wejścia w życie rozdziału 4 — tj. przed dniem 1 stycznia 2016 r., stosuje się przepisy dotych­cza­sowe oraz dodany art. 9e1 ustawy o OZE w brzmieniu nadanym przez art. 179 pkt 8 tej ustawy. Wskazanej normy prawnej nie należy traktować jako odnoszącej się wyłącznie do proce­dury admini­stra­cyjnej w przed­miocie wydawania świadectw pocho­dzenia. Dokonując analizy powoła­nych regulacji prawnych w aspekcie począt­ko­wego terminu stoso­wania współ­czyn­nika, o którym mowa w art. 194 ustawy o OZE, należy mieć na wzglę­dzie aktualnie obowią­zu­jącą (z zastrze­że­niem art. 9e1 ustawy — Prawo energe­tyczne w brzmieniu nadanym przez art. 179 pkt 8 ustawy o OZE) proce­durę uzyski­wania świadectw pocho­dzenia energii elektrycznej wytwo­rzonej w odnawial­nych źródłach energii, która zgodnie z powołanym powyżej przepisem przej­ściowym będzie znajdo­wała zasto­so­wanie do energii elektrycznej wytwo­rzonej przed dniem wejścia w życie rozdziału 4, do dnia 31 grudnia 2015 r. włącznie. W konse­kwencji, po dniu wejścia w życie przepisów ustawy o OZE, w roku 2015 w dalszym ciągu zasto­so­wanie znajdzie proce­dura wydawania świadectw pocho­dzenia uregu­lo­wana obecnie komplek­sowo w art. 9e ustawy — Prawo energe­tyczne. Dodatkowo, art. 186 ust. 3 ustawy o OZE wyraźnie stanowi, iż do postę­powań o wydanie świadectw pocho­dzenia mają zasto­so­wanie przepisy dotych­cza­sowe, z zastrze­że­niem art. 9e1 ustawy — Prawo energe­tyczne i nie odsyła w tym zakresie do żadnej innej normy prawnej. Brzmienie tego przepisu expressis verbis wskazuje zatem, iż dla energii elektrycznej wytwo­rzonej przed dniem 1 stycznia 2016 r. 2 ustawo­dawca przewi­dział w tym wzglę­dzie zacho­wanie dotych­cza­so­wych reguł systemu wsparcia. Ponadto przepis art. 194 ustawy o OZE wprowa­dza­jący współ­czynnik korygu­jący, odwołuje się bezpo­średnio do elementu proce­dury wydawania świadectw pocho­dzenia uregu­lo­wanej w ustawie o OZE, która wejdzie w życie z dniem 1 stycznia 2016 r., tj. do art. 44 ust. 8 tej ustawy. Stosując zatem wykładnię literalną, w celu skonstru­owania normy prawnej wynika­jącej z art. 194 ustawy o OZE, uznać należy, iż przepis ten dotyczy świadectw pocho­dzenia wydawa­nych dla energii elektrycznej wytwo­rzonej w insta­lacji spalania wielo­pa­li­wo­wego (wyjątek – dedyko­wana insta­lacja spalania wielo­pa­li­wo­wego) w ilości nie większej niż średnia roczna ilość energii elektrycznej wytwo­rzonej w tej insta­lacji w latach poprzed­nich, potwier­dzona wydanymi świadec­twami pocho­dzenia. W konse­kwencji, w stanie prawnym zaist­niałym po dniu wejścia w życie art. 194 ustawy o OZE, a przed dniem wejścia w życie rozdziału 4, stwier­dzić należy iż brak jest podstawy – tj. normy z art. 44 ust. 8 w oparciu, o którą Prezes URE byłby zobowią­zany a zarazem upraw­niony do ustalania górnego pułapu wolumenu energii elektrycznej, na jaką w świetle art. 194 dopusz­czalne będzie wydanie świadectwa pocho­dzenia. Reasumując, Prezes URE zajmuje stano­wisko, iż art. 194 ustawy o odnawial­nych źródłach energii odnosi się wyłącznie do proce­dury wydawania świadectw pocho­dzenia zawartej w ustawie o OZE, która wejdzie w życie dopiero z dniem 1 stycznia 2016 r. co oznacza, iż brak jest podstaw prawnych do stoso­wania tego przepisu przed wskazaną datą. URE: Współczynnik 0,5 dla współ­spa­lania od przyszłego roku
Zgodnie z ustawą o OZE wsparcie dla współ­spa­lania zostanie zmniej­szone do 0,5 certy­fi­katu za 1 MWh. Przepis ten ma wejść w życie od 1 stycznia 2016 roku – infor­muje wnp​.pl.
Jak zauważa portal wnp​.pl, na rynku powstała niepew­ność, czy zmniej­szone wsparcie dla współ­spa­lania będzie obowią­zywać od momentu wejścia w życie ustawy o OZE, czy raczej od przyszłego roku.
Według Urzędu Regulacji Energetyki, na którego opinię powołuje się wnp​.pl, „nie ma podstaw prawnych, żeby obniżyć wsparcie dla współ­spa­lania do 0,5 certy­fi­katu przed 1 stycznia 2016”. Zgodnie z art. 194 ustawy o OZE do 2020 roku współ­czynnik wsparcia dla współ­spa­lania wyniesie 0,5. W ocenie URE mimo że artykuł ten nie został wymie­niony w art. 223 mówiącym o przepi­sach wchodzą­cych w życiu później niż 30 dni po ogłoszeniu ustawy, odnosi się on do proce­dury wydawania świadectw pocho­dzenia zawartej w ustawie o OZE, która wejdzie w życie dopiero 1 stycznia 2016 r., zatem nie ma podstaw prawnych do stoso­wania tego przepisu przed tą datą. Ministerstwo Gospodarki publicznie oświadcza, że nie posiada kompe­tencji, aby wdrożyć Ustawę o OZE
Tak można podsu­mować wywiad Janusza Pilitowskiego, dyrek­tora Departamentu Energii Odnawialnej (DEO) w Ministerstwie Gospodarki udzie­lony dzien­ni­kowi Rzeczpospolita. O dziwo, nie jest to westchnienie ulgi z powodu uchwa­lenia ustawy o OZE, która – w szcze­gól­ności jej proro­zwo­jowa cześć prosu­mencka — jest w końcu koronnym uzasad­nie­niem dla istnienia takiej jednostki jak DEO. Wręcz przeciwnie, jest to lista mało konstruk­tyw­nych narzekań. Skoro jednak OZE zależą coraz bardziej nie tylko od polityki, ale i od admini­stracji (zwłaszcza teraz, po uchwa­leniu ustawy, która bardzo wiele istot­nych kwestii pozostawia do rozstrzy­gnięcia na poziomie rządu), nad westchnię­ciem urzęd­nika odpowia­da­ją­cego za OZE , niewąt­pliwie przecią­żo­nego pracą (choć źle ukierun­ko­waną), warto się pochylić. Mam nadzieję, że ta refleksja może posłużyć ponow­nemu pojed­naniu się całego Ministerstwa Gospodarki i energe­tyki prosu­menc­kiej. Przyjęcie przez Sejm i podpi­sanie przez Prezydenta ustawy o OZE z tzw. poprawką prosu­mencką spotkało się od razu z krytyką resortu gospo­darki, który wyraził obawy, że efektem poprawki będzie „gwałtowny rozwój mikro­in­sta­lacji, co pocią­gnie za sobą dodat­kowe koszty, bo (…) dzięki taryfom gwaran­to­wanym insta­lacje będą służyć celom zarob­kowym — czyli produkcji energii na sprzedaż, a nie na własne potrzeby”. Pomijając już mało reali­styczne podej­ście do rynko­wego poten­cjału mikro­in­sta­lacji, jak to wyraził dobitnie jeden z inter­ne­to­wych komen­ta­torów pod komuni­katem PAP cytującym opinie resortu: „zatem najwięk­szym zagro­że­niem jakie spowo­duje ustawa o OZE może być … rozwój OZE” :). Wywiad z dyrek­torem Pilitowskim jest nie tylko prostym rozwi­nię­ciem tego stano­wiska. Wskazuje bowiem na narzę­dzia, jakie są w rękach admini­stracji, dzięki którym przy takim jak zapre­zen­to­wane w wywia­dzie podej­ściu nie tylko „gwałtow­nego”, ale żadnego rozwoju mikro­in­sta­lacji nie będzie. Warto zasta­nowić się nad źródłami sprzecz­ności w tych dwóch wypowie­dziach, zrozu­mieć przesłanki negowania przez resort gospo­darki wypra­co­wa­nego w Sejmie i potwier­dzo­nego przez Prezydenta niespo­ty­ka­nego konsen­susu politycz­nego i społecz­nego w kluczowej dla energe­tyki odnawialnej sprawie. Nie chodzi mi tu o polemikę, ale o zmianę sposobu myślenia i podej­ścia admini­stracji, bo bez zaanga­żo­wania Ministerstwa Gospodarki, a szcze­gólnie bez proak­tywnej postawy DEO, o rozwoju OZE można zapomnieć, a już w szcze­gól­ności dotyczy to energe­tyki prosu­menc­kiej czy obywa­tel­skiej. Podane w wywia­dzie powody (zagro­żenia) dla których wdrożenie przepisów związa­nych z taryfami gwaran­to­wa­nymi może okazać się niemoż­liwe są jednak drugo­rzędne i wskazują raczej na przysło­wiowe „szukanie dziury w całym”. To oczywiste, że „przepisy dotyczące cen gwaran­to­wa­nych są niespójne w stosunku do innych zapisów”. Można wręcz powie­dzieć, że „na szczę­ście”, bo inne przepisy ustawy adreso­wane do prosu­mentów są martwe i właśnie stąd wzięła się poprawka prosu­mencka. Za najważ­niejszy problem dyrektor Janusz Pilitowski uznał brak zapisów mówią­cych o mecha­ni­zmach kontro­lu­ją­cych zakła­dany przyrost mocy, co poparł hipote­tycznym przykładem; w pierw­szym roku funkcjo­no­wania taryf gwaran­to­wa­nych podłą­czo­nych zostanie więcej niż 800 MW (200 tysięcy insta­lacji!) i komu będzie wówczas przysłu­gi­wało prawo do taryfy stałej, a kto będzie musiał się zadowolić stawką podsta­wową w wymiarze 100 proc. ceny rynkowej? Pytany, skąd takie założenie, Pan dyrektor Pilitowski wskazuje na rzekome przewy­mia­ro­wanie stawki 75 gr/​kWh dla najmniej­szych mikro­in­sta­lacji. Pan dyrektor nie zwraca uwagi na koszty i na fakt, że żaden kraj nie rozpo­czynał z tak niskiego poziomu stawki dla najmniej­szych źródeł i nie przed­stawia analiz koszto­wych opartych ma metodyce LCOE (dane wskazują na coś zupełnie innego), które potwier­dza­łyby jakąkol­wiek nadmia­ro­wość wsparcia. Aby wdrożyć ustawę o OZE Ministerstwo Gospodarki musi dyspo­nować bieżą­cymi anali­zami koszto­wymi dla wszyst­kich rodzajów OZE i techno­logii i dla różnych zakresów mocy (również dla systemu aukcyj­nego), a to jest znaczne trudniejsze niż polityczne oświad­czenia. Musi też zbudować system monito­ro­wania rozwoju OZE, a także infor­mo­wania obywa­teli o postę­pach we wdrażaniu ustawy, w tym o ryzyku inwesty­cyjnym związanym z ew. przekro­cze­niem założo­nego poziomu mocy zainsta­lo­wanej. Taka jest rola Ministerstwa Gospodarki w systemie ustawy i moim skromnym zdaniem na tym teraz powinno się ono skupić, a nie na budowaniu fanta­stycz­nych teorii i narze­kaniu. Wracając do przeja­skra­wio­nego w wywia­dzie problemu kontroli i monito­ringu rynku, nie sposób nie zauważyć, że inwestorzy (podmioty regulacji) mogliby postawić znacznie więcej poważ­niej­szych wątpli­wości co do przepisów ustawy. Znamienne jest to, że stawiane są absolutnie drugo­rzędne zarzuty, takie, które dotyczą wyłącznie możli­wego zakłó­cenia spokoj­nego bytowania admini­stracji państwowe. Ministerstwo Gospodarki (i do pewnego stopnia URE) utknęło bowiem w iście gogolow­skim schemacie biuro­kra­tycznym jeśli chodzi o zbieranie infor­macji z rynku i udostęp­nianie infor­macji publicznej. System zbierania infor­macji (półrocznie czy kwartalnie) w formie papie­rowej jest archa­iczny, przy obecnej technice infor­ma­tycznej można być ona dostępna wręcz na bieżąco „on-​line” (chociaż osobi­ście zatrud­niłbym jednak inną firmę niż tę, która robiła system dla PKW) :). Zamiast oczeki­wanej konstruk­tywnej propo­zycji DEO jak (nie tylko ten) problem można byłoby rozwiązać i wystą­pienia o odpowiednie zasoby mamy do czynienia z kolejnym urzęd­ni­czym „niedasię”. Zwracam uwagę na problem zasobów – budowa i obsługa systemu musi kosztować i zdajemy sobie z tego sprawę. DEO ma pełne prawo w nowych warun­kach oczekiwać wzmoc­nienia zarówno perso­nal­nego jak i meryto­rycz­nego, oraz funduszy na reali­zację nowych zadań, oczywi­ście po przed­sta­wieniu odpowied­niego uzasad­nienia i koncepcji wdrożenia ustawy OZE. To zadzi­wia­jące, że tej kwestii akurat Pan Dyrektor Pilitowski (który powinien być tym osobi­ście zainte­re­so­wany) nie podnosi. Bez energe­tyki prosu­menc­kiej nie będzie innowacji, nowego przemysłu i rozwoju (także pracow­ników DEO). W efekcie resort gospo­darki przestanie się odróż­niać do resortu skarbu i zamiast nowego minister­stwa energe­tyki (i klimatu) będziemy mieli de facto minister­stwo skarbu (i energe­tyki), czyli masę upadło­ściową. Z wypowiedzi Pana Dyrektora wynika, że DEO nie docenia, a może nawet nie rozumie swojej olbrzy­miej roli we wdrożeniu przepisów prosu­menc­kich. W dotych­cza­so­wych regula­cjach w energe­tyce jednym z kluczo­wych argumentów było „odbiu­ro­kra­ty­zo­wanie”, które polegało na tym, że admini­stracja przerzu­cała coraz więcej obowiązków na przed­się­biorców, a najła­twiej daje się to reali­zować, jeżeli mamy do czynienia z kilkoma dużymi podmio­tami państwo­wymi. W pewnym momencie duże podmioty przej­mują rolę admini­stracji (także w sensie tzw. „eksper­tyzy”, a nawet w zakresie zdolności do tworzenia projektów przepisów prawa) i w tej zgodnej symbiozie docho­dzimy do czystego monopolu i niezwykle silnych związków admini­stracji, polityki i biznesu. Energetyka prosu­mencka, rozsiana, obywa­telska wymaga innego podej­ścia. To państwo, rząd, admini­stracja muszą wykonać pewną pracę za setki tysięcy ludzi, bo to się zwyczajnie w sensie gospo­dar­czym i społecznym opłaca i bez tego system nie będzie działać prawi­dłowo. Niejasne przepisy i spycho­logia urzęd­nicza w wielko­ska­lowej energe­tyce powodują rozkwit sektora doradztwa prawnego i konsul­tingu oraz koszty sądowe, a koszty (setki milionów rocznie) są oczywi­ście wrzucane w koszty energii dla odbiorców końco­wych. Ten chory mecha­nizm całko­wicie zawie­dzie przy energe­tyce prosu­menc­kiej. Ogólnie ustawa o OZE to eldorado dla konsul­tantów, bo nic w tej regulacji nie jest jasne. I naprawdę wprowa­dzona w ostat­niej chwili „poprawka prosu­mencka” nie odbiega jakością i poziomem przej­rzy­stości od innych zapisów dysku­to­wa­nych od ponad roku. Ale akurat w przypadku pojedyn­czych prosu­mentów (właści­cieli najmniej­szych mikro­in­sta­lacji) wielcy konsul­tanci nie zarobią, a więc tym razem nie zastąpią państwa. Rząd, MG, DEO muszą wykonać pracę za tysiące obywa­teli, aby energe­tyka prosu­mencka w ich wydaniu mogła być konku­ren­cyjna, tania i bezpieczna. Obchodziliśmy właśnie dzień konsu­menta. Prosument w sensie pozycji na rynku jest znacznie bliżej konsu­menta niż korpo­racji i tak też trzeba go traktować. Prezydent Kennedy formu­łując w 1962 roku podsta­wowe prawa konsu­mentów w pierw­szej ustawie, która ich dotyczyła, zwrócił uwagę m.in. na prawo do infor­macji, wyboru i bezpie­czeń­stwa. Ustawa daje każdemu obywa­te­lowi RP możli­wość wybrania systemu taryf gwaran­to­wa­nych, ale to DEO/​MG i URE muszą zapewnić infor­mację i w ramach ustawy zadbać o możliwie najbar­dziej bezpieczne warunki do inwesto­wania. Niespójność rządowej wersji ustawy o OZE i poprawki prosu­menc­kiej polega m.in. na tym, że MG (w przeci­wień­stwie do np. URE) uznało, że energe­tyki prosu­menc­kiej nie będzie, a więc dodat­kowe etaty i inne koszty admini­stra­cyjne są zbędne. No fakt, mają problem, ale czekamy na konstruk­tywne propo­zycje jak ten problem rozwiązać. Mam niejakie wrażenie, że także środowiska wspie­ra­jące rozwią­zania sprzy­ja­jące energe­tyce obywa­tel­skiej w kampanii na rzecz wprowa­dzenia poprawki prosu­menc­kiej byłyby w stanie wesprzeć DEO i całe MG, gdyby wykazało wolę wdrożenia tego, co zaakcep­tował ustawo­dawca. Słabe DEO to większe prero­ga­tywy do swobod­nych, niczym nieskrę­po­wa­nych, bieżą­cych i krótko­wzrocz­nych decyzji politycz­nych. Warto byłoby wzmocnić organi­za­cyjnie, kadrowo, budże­towo i politycznie DEO, aby mogło podołać nowym zdaniom i aby te zadania były reali­zo­wane termi­nowo i profe­sjo­nalnie. Ale warun­kiem koniecznym jest tu działanie na rzecz właści­cieli mikro­in­sta­lacji i wdrożenia ustawy o OZE, zgodnie z intencją zapisów do niej wprowa­dzo­nych. Wiara mniej­szych inwestorów, a w szcze­gól­ności prosu­mentów w MG topnieje w oczach. Także mój entuzjazm dla DEO sprzed 3 lat – od momentu powołania wyrażony we wpisie blogowym (blog „Odnawialny”, marzec 2013) oraz kredyt zaufania całko­wicie stopniał w ciągu ostat­niego roku, ale to nie znaczy, że nic z tym nie można zrobić. Moim zdaniem, o ile Pan dyrektor Pilitowski jest dobrym urzęd­ni­kiem państwowym, zasłu­gu­jącym na zaufanie obywa­teli, powinien wystąpić do Ministra Gospodarki z listą konkret­nych zadań do wykonania i związa­nych z nimi potrzeb. Dotyczy to zwłaszcza przepisów prosu­menc­kich, które mają wejść w życie od stycznia 2016 roku. Konieczne byłoby zatem pilne i znaczące wzmoc­nienie DEO jeszcze w tym roku, bo najbliższe miesiące okażą się kluczowe. Poprawka prosu­mencka nie jest dosko­nała, ale jaki przepis jest, w szcze­gól­ności w nowej ustawie OZE? Poprawka jest zwyczajnie mądra, a ustawo­dawcy zrobili co mogli, teraz musimy przepisy skutecznie wdrożyć. Witamy DEO na prawdziwym rynku energe­tyki odnawialnej, tej niekon­cer­nowej i nie organi­zu­jącej luksu­so­wych konfe­rencji z kawiorem, czasem mocno kłopo­tliwej, ale innowa­cyjnej, wartej uwagi i zachodu. Trzymamy kciuki, żebyście dali radę – naprawdę, da się :).
MG wskazuje na wątpli­wości w inter­pre­tacji poprawki prosumenckiej
Podczas dzisiej­szego posie­dzenia sejmowej komisji ds. energe­tyki poświę­co­nego ustawie o OZE Ministerstwo Gospodarki zapowie­działo znowe­li­zo­wanie jej w części poświę­conej poprawce prosu­menc­kiej, a także omówiło wątpli­wości w inter­pre­tacji poszcze­gól­nych zapisów art. 41 ustawy, który reguluje kwestie wsparcia dla prosu­mentów w ramach systemu taryf gwaran­to­wa­nych. Podczas dzisiej­szego posie­dzenia komisji ds. energe­tyki wicemi­ni­ster gospo­darki Jerzy Pietrewicz zapowie­dział wprowa­dzenie czysto technicz­nych zmian w ustawie o OZE, które nie zmienią podsta­wo­wych założeń poprawki prosu­mec­kiej. Podkreslił, że celem MG nie jest jej podwa­żanie. – Naszym celem jest umożli­wienie wdrożenia tej ustawy i wystą­pimy z tymi zmianami o charak­terze technicznym, aby tą ustawę uczynić wykonalną – podkre­ślił Jerzy Pietrewicz. Także dzisiaj w Sejmie dyrektor depar­ta­mentu OZE w Ministerstwie Gospodarki Janusz Pilitowski przed­stawił proble­ma­tyczne kwestie w zakresie poprawki prosu­menc­kiej, które mogą stwarzać problemy z ich inter­pre­tacją i które będzie chciał dopre­cy­zować resort gospo­darki. Zdaniem resortu gospo­darki, przepisy w ustawie nie precy­zują czy taryfy gwaran­to­wane mają przysłu­giwać za całość wypro­du­ko­wanej energii czy tylko za nieskon­su­mo­waną nadwyżkę. – Tak sformu­ło­wane przepisy tego nie rozstrzy­gają — ocenił przed­sta­wi­ciel MG. Janusz Pilitowski wskazywał też, że zdaniem MG nie jest jasne czy po przekro­czeniu wskaza­nych w art. 41 progów 300 MW dla insta­lacji o mocy do 3 kW i 500 MW dla insta­lacji w przedziale mocy 3 kW – 10 kW – stała cena przestanie obowią­zywać dla wszyst­kich mikro­in­sta­lacji czy tylko dla kolej­nych mikro­in­sta­lacji, które powstały po przekro­czeniu wyżej wymie­nio­nych progów mocowych. Jak zauważył, zapisy art. 41 tego jedno­znacznie nie określają. – Obecne regulacje nie umożliwią oceny dokład­nego momentu przekro­czenia progów. Taki techniczny przepis powinien zostać wprowa­dzony do ustawy – ocenił przed­sta­wi­ciel MG Dyrektor Pilitowski wskazał ponadto, że ustawa w art. 41 nie precy­zuje, na jakich zasadach ma się odbywać monito­ro­wanie w/​w progów mocowych dla mikro­in­sta­lacji i jaka insty­tucja ma za to odpowiadać. Przedstawiciel MG ocenił ponadto, że przepisy nie definiują zasad pokry­wania strat sprze­dawców zobowią­za­nych z tytułu obowiązku płacenia taryf gwaran­to­wa­nych. Podkreślił, że art. 41 określa, iż każdy sprze­dawca musi kupować energię po cenie gwaran­to­wanej przez okres 15 lat, a także, że ma prawo do pokry­wania powsta­ją­cych z tego tytułu strat. Zdaniem MG, ustawa nie precy­zuje jednak, w jaki sposób te straty mają być pokry­wane i zdaniem resortu nie jest dopre­cy­zo­wane, o jakie straty chodzi – o straty wnika­jące z różnicy między taryfą gwaran­to­waną a ceną rynkową energii czy także o inne straty ponoszone przez sprze­dawcę zobowią­za­nego z tego tytułu. Janusz Pilitowski wskazał, że zgodnie z aktualnym brzmie­niem ustawy w części dot. opłaty OZE można pokryć jedynie ujemne saldo powstałe w ramach systemu aukcyj­nego. – W tym momencie nie ma tytułu formalno-​prawnego, aby opłatą OZE finan­sować ujemne saldo ze źródeł niepo­cho­dzą­cych z systemu aukcyj­nego – ocenił dyrektor Pilitowski. Podczas dzisiej­szej prezen­tacji MG wskazało także na nieja­sność, czy korzy­stanie ze stałych taryf uprawnia jedno­cze­śnie do półrocz­nego rozli­czenia energii pobranej i wprowa­dzonej do sieci, a także na brak mecha­nizmu pozwa­la­ją­cego na wyegze­kwo­wanie od sprze­dawcy zobowią­za­nego zakupu energii z insta­lacji objętych systemem taryf gwaran­to­wa­nych, po cenie gwaran­to­wanej. Przedstawiciel resortu gospo­darki wskazał też na, jego zdaniem, niejasne pojęcie określa­jące fakt urucho­mienia mikro­in­sta­lacji, które według MG jest niezgodne z pozosta­łymi określe­niami zawar­tymi w ustawie. Ocenił, że wpisane do ustawy pojęcie nowobu­do­wanej insta­lacji nie jest tożsame z innymi przepi­sami ustawy, które określają moment rozpo­częcia okresu wsparcia, i że potrzebne jest lepsze sformu­ło­wanie tego zapisu poprzez literalne wskazanie określenia momentu pierw­szego wprowa­dzenia energii do sieci. Janusz Pilitowski omówił też wątpli­wości dotyczące pomocy publicznej podkre­ślając, że Komisja Europejska oceniła, że działal­ność małych wytwórców ma charakter gospo­darczy, wobec czego trzeba wobec nich stosować przepisy o pomocy publicznej nawet gdy taka działal­ność jest prowa­dzona przez osobę fizyczną. Przedstawiciel MG wskazał, że przy ocenie pomocy publicznej należy brać pod uwagę wytyczne KE w sprawie wyłączeń bloko­wych (GBER), zgodnie z którym wartość pomocy na jednostkę energii nie może przekro­czyć różnicy między łącznymi uśred­nio­nymi kosztami produkcji, a ceną rynkową energii elektrycznej (pkt 42 i 43 GBER). Dodał, że rozpo­rzą­dzenie GBER i zasady pomocy, które wytyczne GBER umożli­wiają, wygasają z końcem grudnia 2020 r. Oceniając możli­wość łączenia pomocy na poziomie inwesty­cyjnym i opera­cyjnym Janusz Pilitowski zauważył, że art. 41 pomija tą kwestię. Dodał, że konieczne jest wprowa­dzenie przepisów uniemoż­li­wia­ją­cych kumulację pomocy inwesty­cyjnej i opera­cyjnej ponad dozwo­lony poziom i umożli­wia­ją­cych pomniej­szenie pomocy opera­cyjnej o ewentu­alną pomoc inwesty­cyjną. Przedstawiciel MG podał ponadto, że GBER wskazuje na ograni­czenie pomocy do okresu pełnego zamor­ty­zo­wania danej insta­lacji, a także wskazał na brak w ustawie o OZE mecha­ni­zmów umożli­wia­ją­cych monito­ro­wanie pomocy publicznej przyzna­wanej w ramach systemu taryf gwaran­to­wa­nych. Poseł Bramora: nie powin­niśmy łączyć pomocy Ze stano­wi­skiem MG polemi­zował poseł Artur Bramora. – Według mojej wiedzy GBER dotyczy taryf FiT, ale dla dużych insta­lacji. W przypadku małych insta­lacji, o których rozma­wiamy, te taryfy są określone na zupełnie innych zasadach – powie­dział Artur Bramora wzywając do przed­sta­wienia przez MG opinii w tej sprawie na kolejnym posie­dzeniu komisji ds. energe­tyki. – Nie powin­niśmy traktować prosu­menta jako produ­centa i wtedy nie mamy problemu z tym, czy wsparcie można łączyć – ocenił poseł Bramora dodając jednak, że jego zdaniem pomocy inwesty­cyjnej i opera­cyjnej łączyć się nie powinno. – Jako autor tej poprawki twierdzę, że tej pomocy łączyć nie powin­niśmy, dlatego że idea zawarta w poprawce prosu­menc­kiej wyklucza możli­wość korzy­stania z jakiej­kol­wiek innej pomocy poza samą ideą taryfy gwaran­to­wanej – podkre­ślił poseł PSL. Odpowiadając na uwagę MG, które oceniło, że nie jest wiadome, czy taryfy gwaran­to­wane przysłu­gują za całość wypro­du­ko­wanej energii czy tylko za nadwyżki, poseł Bramora powie­dział, że prosu­men­towi ma przysłu­giwać prawo do sprze­daży całej wytwo­rzonej energii, a gdy z czasem koszty energii z sieci będą wyższe niż wartość taryfy, wówczas prosu­menci zaczną decydować się na konsumpcję własną. Nie jesteśmy wielbi­cie­lami współ­spa­lania, jesteśmy jego ofiarami
– Mamy świado­mość, że główną wadą współ­spa­lania jest jego prymi­ty­wizm i konku­ren­cyjna cena w stosunku do innych techno­logii OZE i przez to destruk­cyjny wpływ na ich rozwój. Nie wiem, dlaczego nie stworzono ścieżki innowa­cyj­nego poste­po­wania dla tej techno­logii, aby pozbawić ją wszel­kich wad. Było na to dość czasu. Nie chcemy złego i prymi­tyw­nego współ­spa­lania. Nam potrzeba sensow­nego partnera, który spożyt­kuje naszą produkcję – mówi w wywia­dzie dla Gramwzielone​.pl Dariusz Zych ze Stowarzyszenia Producentów Polska Biomasa. Gramwzielone​.pl: W jakich okolicz­no­ściach powstało Stowarzyszenie Producentów Polska Biomasa i kogo repre­zen­tu­jecie? Dariusz Zych, Stowarzyszenie Producentów Polska Biomasa: – Nasze Stowarzyszenie powstało w wyniku kryzysu na rynku biomasy, który wybuchł na przełomie 2012 i 2013 roku, i miało tworzyć wspólną platformę do repre­zen­to­wania branży. W począt­kowym okresie działal­ności stowa­rzy­szenia stara­liśmy się skupiać jedynie produ­centów pelletu, brykietu czy zrębki, upatrując w działal­ności wszel­kiego typu firm pośred­ni­czą­cych przyczyny sporej części naszych problemów. Czas pokazał, że wraz z pośred­ni­kami jedziemy na wspólnym wozie i obie działal­ności wzajemnie się przeni­kają i uzupeł­niają. Obecnie spora część firm niegdyś stricte produk­cyj­nych rozsze­rzyła działal­ność o pośred­nictwo, część firm produk­cyj­nych jako docelowy profil wybrało współ­pracę z pośred­ni­kami. Suma summarum obecnie nazwa naszej organi­zacji powinna brzmieć raczej: Stowarzyszenie Producentów i Dostawców Polska Biomasa. Jaki stawiacie sobie cel? Zależy nam na przeka­zaniu zdania i opinii na temat branży przez przed­się­biorców prowa­dzą­cych kilka­dzie­siąt zakładów produk­cyj­nych, które tworzą miejsca pracy dla około 4500 ludzi tam zatrud­nio­nych i ok. kolej­nych 6000 współ­pra­cu­ją­cych. Celem jest pokazanie stopnia rozwoju, zaawan­so­wania i skali zakładów wytwa­rza­ją­cych stałe paliwa bioma­sowe dla energe­tyki. Jak wspomniał Pan, branża polskich dostawców biomasy stanęła na skraju bankructwa na przełomie 2012 i 2013 r., kiedy w wyniki spadku cen zielo­nych certy­fi­katów koncerny energe­tyczne, które były Państwa głównymi odbior­cami, zrywały z wami długo­letnie kontrakty. Jakie działania podję­li­ście wówczas? Nasze działania rozpo­częły się od wysto­so­wania listów do ministerstw: gospo­darki, skarbu oraz do Kancelarii Prezesa Rady Ministrów. Kolejnym krokiem było zorga­ni­zo­wanie w marcu 2013 r. demon­stracji w Warszawie, a w kwietniu kilku pikiet na drogach. Działania te nie znalazły oczeki­wanej reakcji ze strony naszego rządu choć przyniosły skutek w postaci zauwa­żenia problemu i zapro­szenia do rozmów w minister­stwie skarbu i gospo­darki. Od tamtego czasu nasi przed­sta­wi­ciele brali czynny udział w wielu różnych spotka­niach, debatach i konfe­ren­cjach na temat naszej roli i perspektyw w obliczu proce­do­wanej ustawy o OZE. Uczestniczyliśmy w pracach podko­misji sejmowej ds. energe­tyki, senac­kiej komisji ds. gospo­darki i do samego końca stara­liśmy się o uwzględ­nienie właści­wego polskiej biomasie miejsca w miksie OZE. Jak wygląda teraz rynek, na którym Państwo działacie? Nie jestem przeko­nany jakiego czasu mam używać opisując rynek. Sytuacja jest dynamiczna i po radykal­nych zmianach przełomu roku 2012/​2013, gdy energe­tyka zerwała wielo­letnie kontrakty, a ceny zielo­nych certy­fi­katów przewró­ciły do góry nogami rynek biomasy, wciąż mamy do czynienia z kolej­nymi zmianami, ale większość z nich zmierza w niewła­ściwym kierunku. Pewne głosy o stabi­li­zacji rynku są bezpod­stawne. Ustabilizowała się jedynie niepew­ność tego rynku. Jako przed­sta­wi­ciele produ­centów i dostawców stałych paliw bioma­so­wych dla energe­tyki musimy dokonać pewnego, dla laików nieistot­nego, ale dla branży zasad­ni­czego rozdziału na produ­centów i dostawców biomasy pocho­dzenia rolnego oraz produ­centów i dostawców biomasy pocho­dzenia leśnego. Są to dwa różne typy biomasy dedyko­wane innym odbiorcom. Proszę o ich scharak­te­ry­zo­wanie. Biomasa pocho­dzenia rolnego to w uprosz­czeniu pellet oraz brykiet z różnych odpadów i pozosta­łości rolnych. Pominę tu celowo uprawy roślin energe­tycz­nych, o których potem. Ta biomasa to produkt przetwo­rzony w kierunku wykorzy­stania energe­tycz­nego. Swoimi parame­trami zbliżony do węgla i przezna­czony do współ­spa­lania z węglem. Według rozpo­rzą­dzenia ministra gospo­darki powinien stanowić 80% wsadu bioma­so­wego w proce­sach współ­spa­lania. A biomasa leśna? Biomasa pocho­dzenia leśnego to głównie zrębka drzewna, odpady z odróbki drzewnej oraz w znikomym procencie pellet i brykiet drzewny. Omówię tu główny składnik tej biomasy, jakim jest zrębka drzewna. Ze względu na swoje właści­wości wynika­jące z natury świeżego drewna jako surowca, z którego powstała, posiada inny charakter niż pellet rolny. Zrębka przezna­czona jest do spalania w insta­la­cjach dedyko­wa­nych biomasie, które już na etapie projek­to­wania zakła­dały użycie tego konkret­nego paliwa. Tak więc widzimy dwa rodzaje biomasy skiero­wane do innych odbiorców – biomasa rolna do insta­lacji wielo­pa­li­wo­wych, gdzie współ­spa­lana jest z węglem, oraz biomasa drzewna do insta­lacji dedyko­wa­nych, gdzie stanowi jedyne paliwo. Jakie są teraz Państwa najważ­niejsze problemy i bariery stojące na przeszko­dzie rozwo­jowi polskiego rynku biomasy? Jak już wspomniałem kryzys wywołany bałaganem na rynku certy­fi­katów odbił się fatalnie na rynku biomasy. Obecny system współ­pracy opiera się na kontrak­tach krótko­ter­mi­no­wych — wyjąt­kowo do kilku kilku­nastu miesięcy — oraz na zakupach spoto­wych. Jaki to ma wpływ na przed­się­bior­stwa produ­ku­jące biomasę nie muszę chyba tłuma­czyć. Powiem tylko, że aby zabez­pie­czyć surowiec do produkcji, trzeba podej­mować decyzje długo­ter­mi­nowe i w zasadzie głównie przed okresem żniw. Tylko wtedy można zawrzeć umowy z rolni­kami na przygo­to­wanie i zabez­pie­czenie surowca na cały następny sezon. Dodatkowym elementem desta­bi­li­zu­jącym jest nadmierny rozwój importu biomasy zza wschod­niej granicy Unii oraz dostawy zamor­skich specjałów z Afryki i Azji. Proszę o krótką ocenę ustawy o OZE. Czy postrze­gacie ją jako korzystną dla rozwoju polskiego rynku biomasy? Podpisana przez prezy­denta ustawa niestety nie ujęła żadnego z naszych postu­latów. Biomasa potrak­to­wana została w niej jako zło konieczne i wstydliwe. Postanowiono drastycznie ograni­czyć wykorzy­stanie biomasy do produkcji energii w proce­sach współ­spa­lania wprowa­dzając współ­czynnik przeli­cze­niowy na poziomie 0,5. Takie posta­wienie sprawy nie pozwoli produ­centom energii uzyskać zwrotu nakładów na zakup paliwa, przez co współ­spa­lanie stanie się ekono­micznie nieuza­sad­nione. Można by dysku­tować nad specy­fiką tej techno­logii — tyle, że dysku­tować nie chciano. Za kilka lat decyzyj­nego marazmu cenę muszą zapłacić produ­cenci biomasy pocho­dzenia rolnego. Nikt nie pomyślał o jakich­kol­wiek krokach zmierza­ją­cych do ucywi­li­zo­wania procesów współ­spa­lania. Nikt nie pomyślał o krajo­wych zakła­dach produ­ku­ją­cych z polskich surowców, zatrud­nia­ją­cych polskich pracow­ników i płacą­cych podatki w Polsce. Import biomasy z odległych o tysiące kilome­trów lokali­zacji kwitnie, a krajowe środki wsparcia wędrują nikt nie wie gdzie. Niestety główną przeszkodą na drodze polskiej biomasy pocho­dzenia rolnego jest te kilka lat, gdy będzie brakować rynku zbytu. Do tego czasu, gdy ktoś z decydentów zacznie myśleć o wykorzy­staniu tego poten­cjału lub gdy okaże się, że bez biomasy nie da się zreali­zować celu na 2020 r., nasze zakłady przestaną istnieć, a miejsce polskiej biomasy zajmie biomasa zamorska. Jakich rozwiązań zabrakło Państwa zdaniem w ustawie o OZE, które napędzi­łyby rozwój polskiego rynku biomasy? Jak już wspomniałem wcześniej kwestia współ­spa­lania jest dysku­syjna lecz na dyskusje tą chyba zabrakło miejsca lub czasu. Nie to jednak jest głównym brakiem tej ustawy. W akcie tym nie wprowa­dzono żadnych rozwiązań promu­ją­cych biomasę, a nawet zacho­wu­ją­cych jej dotych­cza­sowe miejsce w OZE. Oczywistym jest, że biomasa jako paliwo lokalne również lokalnie winno być użytko­wane. Ustawa niestety nie wprowadza rozwiązań mających taki rynek stworzyć. Optymalnym rozwią­za­niem byłoby ustano­wienie takich zapisów, by biomasa była spalana w lokal­nych, niedu­żych jednost­kach o najwięk­szej spraw­ności, czyli w elektro­cie­płow­niach. Kogeneracja umożliwia wytwo­rzenie energii elektrycznej i ciepła w jednej insta­lacji o spraw­ności sięga­jącej 85 – 90 %. Sprawą drugo­rzędną byłoby czy są to jednostki dedyko­wane czy wielo­pa­li­wowe. Niestety takich rozwiązań nie zapro­po­no­wano. Nie pomyślano również o wspomnianym już wypływie środków wsparcia poprzez import biomasy. Nikt chyba nie chciał albo nie potrafił przepro­wa­dzić rachunku ciągnio­nego i wykazać oczywi­stych i niema­łych strat dla polskiej gospo­darki poprzez taki stan rzeczy. Brak jest wskazówek jak ten rynek ma trwać, gdy z dnia na dzień 1 stycznia 2016 r. energe­tyka zaprze­stanie zakupów. W branży OZE słychać krytykę techno­logii współ­spa­lania, któremu towarzyszy często import biomasy z odległych rejonów świata. Jakie jest Państwa stano­wisko w kwestii współ­spa­lania? Współspalanie to odpowiedź energe­tyki na zapotrze­bo­wanie na zieloną energię. Zarządy koncernów połączyły przyjemne z pożytecznym przy minimal­nych kosztach. Sielanka trwała, koncerny notowały świetne zyski, kraj wykazywał potrzebne ilości zielonej produkcji, a produ­cenci biomasy wszystkie środki angażo­wali w budowę kolej­nych zakładów. Nie wiem czy w wyniku silnego lobbingu energe­tycz­nego, górni­czego czy w wyniku bezmyśl­ności nikt nad rynkiem OZE nie panował. Lata zanie­dbań w pierw­szej kolej­ności odbiły się na nas, produ­cen­tach biomasy, ale niestety zanie­dbania dotyczą całej energe­tyki i koszty z nimi związane jeszcze przed nami. Nie jesteśmy wielbi­cie­lami współ­spa­lania, my jesteśmy jego ofiarami. Nasze zakłady powstały na perspek­ty­wach coraz większego zapotrze­bo­wania energe­tyki na współ­spa­lanie. Teraz ma się do nas pretensje, że nie dokony­wa­liśmy właści­wych ocen. Jedne z większych państwo­wych przed­się­biorstw propo­nują kilku­letnie kontrakty, a my mieliśmy ocenić je jako niewia­ry­godne? Import biomasy, jak już kilka razy wspomniałem wcześniej, jest oczywi­stym skandalem dodającym tylko jeszcze pikan­terii sprawie. Mamy świado­mość, że główną wadą współ­spa­lania jest jego prymi­ty­wizm i konku­ren­cyjna cena w stosunku do innych techno­logii OZE i przez to destruk­cyjny wpływ na ich rozwój. Nie wiem, dlaczego nie stworzono ścieżki innowa­cyj­nego poste­po­wania dla tej techno­logii aby pozbawić ją wszel­kich wad. Było na to dość czasu. Nie chcemy złego i prymi­tyw­nego współ­spa­lania – nam potrzeba sensow­nego partnera, który spożyt­kuje naszą produkcję. Jakie Państwa zdaniem regulacje pomogłyby w pełniej­szym wykorzy­staniu polskiego poten­cjału biomasy? W ustawie o OZE brak jest regulacji określa­ją­cych optymalne lokalne wykorzy­stanie krajowej biomasy w kogene­racji. Brak jest założeń do powstania takich insta­lacji i brak założeń do konwersji obecnych insta­lacji węglo­wych. Średnie i małe elektro­cie­płownie obsłu­gu­jące miasta, gminy czy nawet większe pojedyncze obiekty powinny być docelo­wymi jednost­kami dla biomasy. Uważam przy tym, że techno­logia współ­spa­lania powinna być rozwi­jana w kierunku radykalnej redukcji lub absolut­nego wyeli­mi­no­wania emisji. Obecnie są już dostępne takie rozwią­zania. Marnowanie stworzo­nego w ciągu kilku ostat­nich lat poten­cjału produk­cyj­nego biomasy rolnej jest niepo­ro­zu­mie­niem i bezsen­sownym marno­traw­stwem. Jak można by optymalnie skonstru­ować rynek biomasy? Rynek biomasy i mecha­nizmy nim regulu­jące będą musiały dopiero powstać i dosto­sować się do nowych rozwiązań opartych o nowe założenia systemu wsparcia. Przyznam, że nie wiem jak zafunk­cjo­nuje rozwią­zanie aukcyjne dla biomasy, a wolumen insta­lacji rozli­cza­ją­cych produkcję na starych zasadach też jest zagadką. Powstanie zasad elimi­nu­ją­cych lub znacznie reduku­ją­cych wsparcie dla biomasy przywo­żonej z dystansu ponad 300 km od jednostki wytwór­czej przywró­ci­łoby jej sens ekolo­giczny. Kolejnym istotnym elementem byłoby stworzenie trans­pa­rent­nego systemu zakupów biomasy przez jednostki wytwórcze z możli­wo­ścią weryfi­kacji przez naszego Kowalskiego kto, gdzie, co kupuje i spala. Nie wiem, czy takie możli­wości dałaby giełda biomasy, ale myślę, że podróż w tym kierunku rozwią­za­łaby wiele problemów, tych prawdzi­wych i tych sztucz­nych. Jak widzi Pan przyszłość polskiego rynku biomasy w perspek­tywie krótko– i długo­okre­sowej? W którym kierunku będzie ewolu­ować techno­logia, rodzaje biomasy, a także sposoby produkcji biomasy i wytwa­rzania z niej energii? Perspektywy krótko­ter­mi­nowe dla biomasy rysują się mętnie. Z jednej strony mam wrażenie, że koncerny będą chciały wykorzy­stać ostatnie miesiące tego roku, aby w relatywnie tani sposób nagro­ma­dzić zapasy zielonej energii, a z drugiej strony obecna wartość zielo­nych certy­fi­katów nie sprzyja podwyż­szaniu produkcji. Kwadratura tego ozowego koła polega na tym, że to poten­cjalne podwyż­szenie produkcji na zapas spowo­duje zwięk­szenie nawisu zielo­nych certy­fi­katów, a tym samym zwiększy tendencję spadkową ich ceny. Dystrybucja, na której do końca marca spoczywa obowiązek rozli­czenia udziału zielonej energii w energii brutto ma już zabez­pie­czony portfel i obecnie wartość rynkowa zielo­nych certy­fi­katów dykto­wana jest przez rynek speku­la­cyjny i drobnych wytwórców utrzy­mu­ją­cych się z bieżącej produkcji. Mam jednak wrażenie, że przeważy jednak chęć zmaga­zy­no­wania „zielo­nego prądu”. Z począt­kiem 2016 r. wróżę kiepski okres dla biomasy rolnej. Mam jedno­znaczne sygnały o bardzo istotnej redukcji ilości insta­lacji spala­ją­cych tą biomasę, przez co powstanie kolejna kaskada do przepły­nięcia. Nie wiem, ilu produ­centów zdoła utrzymać się na powierzchni, a ilu utonie. Niestety w tej wodzie są jeszcze impor­to­wane rekiny. Perspektywy długo­ter­mi­nowe z powyż­szych względów ograniczę do biomasy pocho­dzenia drzew­nego. Ten rynek jest zdecy­do­wanie stabil­niejszy choć i tu czyha wiele niebez­pie­czeństw. Zdawać by się mogło, że insta­lacje dedyko­wane są bezpieczne, ale w ogólnym trendzie zniżkowym wartości zielo­nych certy­fi­katów ich produkcja też ociera się o działal­ność chary­ta­tywną. Jest dla mnie niezro­zu­miałą niechęć naszego rządu do zwięk­szenia obowiązku i tym samym posado­wienia na szynach wykole­jo­nego systemu wsparcia. Nie wydaje mi się, że taryfa ulgowa, którą UE zasto­so­wała dla naszego kraju, będzie stoso­wana w kolej­nych latach. Sądzę, że kiedyś będziemy musieli odpra­cować zaległości i doszlu­sować do założeń ogólno­unij­nych. Dlaczego nie zrobić małego kroczku w tym kierunku już dziś, gdy mamy znako­mitą ku temu okazję. A poza tym warto by zwery­fi­kować możli­wości reali­zacji celu w cieple i trans­porcie. Może warto by przenieść nieco więcej obcią­żenia na energe­tykę? Co do perspektyw rozwoju techno­logii produkcji energii z biomasy to sądzę, że wystarczy spojrzeć na świato­wych i europej­skich liderów. Tam biomasa ma się dobrze i opiera się o kilku­na­sto­letnie perspek­tywy. Uważam, że przyszłość leży w uprosz­czeniu techno­logii i lokal­ności zużycia biomasy. Wraz z rozwojem i powsta­wa­niem nowych sposobów zamiany energii wiązań chemicz­nych zawar­tych w biomasie na inne rodzaje energii zapewne rozwiną się przyjazne środowisku sposoby produkcji ciepła i energii elektrycznej z biomasy. Mam taką nadzieję, gdyż Polska ma poważny poten­cjał biomasy, który powinien być właściwie wykorzystany. Prezes URE atakuje poprawkę prosumencką Podczas wczoraj­szego posie­dzenia sejmowej komisji ds. energe­tyki poświę­co­nego ustawie o OZE prezes Urzędu Regulacji Energetyki Maciej Bando skupił się w swoim wystą­pieniu na podkre­śleniu kosztów, które wygene­ruje poprawka prosu­mencka i które podniosą, jego zdaniem, cenę energii dla odbiorców końco­wych. Maciej Bando skryty­kował wczoraj w Sejmie poprawkę prosu­mencką oceniając, że wdrożenie taryf gwaran­to­wa­nych będzie oznaczać wzrost cen energii dla odbiorców końco­wych. – Prosument powinien w pierw­szej kolej­ności konsu­mować produ­ko­waną przez siebie energię, a dopiero później sprze­dawać niewy­ko­rzy­stane nadwyżki. Tymczasem sytuacja, z którą mamy do czynienia dzisiaj, oznacza, że zdecy­do­wanie bardziej opłacalne jest sprze­da­wanie całej produ­ko­wanej energii do sieci. W związku z tym w definicji mamy już zgubienie definicji prosu­menta – argumen­tował prezes URE. – Mamy wykre­owanie grupy ludzi, którzy nie prowa­dząc działal­ności gospo­dar­czej prowadzą działal­ność gospo­darczą – konty­nu­ował Maciej Bando. – Wytworzenie energii przez ograni­czoną grupę ludzi, przyj­mijmy 200 tysięcy, jest opłacane przez wszyst­kich innych konsu­mentów energii elektrycznej. W związku z tym 200 tysięcy ludzi otrzy­muje dochody z tytułu quasi działal­ności gospo­dar­czej, natomiast 38 milionów ponosi koszty, czyli daje im zarobić – wnioskował prezes URE. – W oparciu o najprostsze analizy, które przepro­wa­dzi­liśmy, można powie­dzieć, że poza wzrostem ceny z tytułu dotych­czas proce­do­wa­nych regulacji, poprzez wprowa­dzenie mecha­nizmu taryfy gwaran­to­wanej ta cena nam wzrośnie o 1,38 zł – wyliczał prezes URE dodając, że według szacunków Urzędu średnio ceny energii wzrosną o 2,5 pkt procen­to­wego, a w zależ­ności od typu odbiorcy — dla gospo­darstw domowych o 1,6 pkt procen­to­wego, a dla dużych odbiorców przemy­sło­wych — o 4,9 pkt proc. – Musimy liczyć się z faktem, że wprowa­dzenie ustawy z poprawką prosu­mencką dopro­wadzi do wzrostu cen energii – ocenił Maciej Bando. Prezes URE podkre­ślił wczoraj w Sejmie, że przed wprowa­dze­niem poprawki prosu­menc­kiej opłata OZE miała wynieść — jak podał wczoraj — 2,51 zł/​MWh, a taryfy gwaran­to­wane istotnie zwiększą jej wartość. Dodał, że opłata OZE będzie dodat­kowym kosztem obok istnie­ją­cych już kosztów genero­wa­nych przez dopłaty w ramach systemu zielo­nych certy­fi­katów, które są uwzględ­niane w kosztach energii przeno­szo­nych na odbiorców końco­wych. Maciej Bando ocenił też, że rozwój energe­tyki prosu­menc­kiej grozi niebez­pie­czeń­stwem dla odbiorców i pracow­ników zakładów energe­tycz­nych. Przekonywał, że mikro­in­sta­lacje OZE jako insta­lacje, które w jego opinii nie mają zdefi­nio­wa­nych standardów i nie mają zabez­pie­czeń, mogą dopro­wa­dzić do tego, że monterzy będą musieli pracować pod napię­ciem. – Tym samym trzeba będzie zmienić cały system szkol­nictwa i wydawa­nych upraw­nień – powie­dział prezes Urzędu Regulacji Energetyki. Więcej o wczoraj­szym posie­dzeniu sejmowej komisji ds. energe­tyki, którego tematem była ustawa o OZE, w artykule: MG wskazuje na wątpli­wości w inter­pre­tacji poprawki prosumenckiej Ustawa o OZE: Będą ta­ryfy gwa­ran­to­wane dla prosumentów W piątek, 20 lutego, Sejm przyjął ustawę o OZE. Podczas głoso­wania posłowie zdecy­do­wali o odrzu­ceniu senac­kiej poprawki zastę­pu­jącej taryfy gwaran­to­wane dla prosu­mentów taryfą w wysokości 210 proc. średniej ceny rynkowej dla insta­lacji do 10 kW.
Prosumentom udało się wygrać batalię o korzystne zapisy w ustawie o OZE, dzięki którym energię z insta­lacji do 10 kW będą sprze­dawać do sieci po cenie gwaran­to­wanej przez 15 lat od dnia oddania insta­lacji do użytku.
Za odrzu­ce­niem poprawki głoso­wało 227 posłów, przeciw było 200, od głosu wstrzy­mało się 9 posłów. Za korzyst­nymi dla prosu­mentów rozwią­za­niami głoso­wało niemal całe PSL, a także posłowie SLD, TR i PiS.
Sejmowa komisja ds. energe­tyki przeciwko poprawce Bramory
Zielony thriller non fiction, czyli uchwa­lanie ustawy o OZE
Legislacyjne wrzutki, przery­wane posie­dzenia, nocne głoso­wania – w takim klimacie kończą się pięcio­letnie prace nad ustawą o odnawial­nych źródłach energii. O co toczy się walka?
Dla spółek energe­tycz­nych to spór między tańszym a droższym. Dla ekologów między energe­tyką korpo­ra­cyjną a obywa­telską. Osią sporu jest tzw. poprawka prosu­mencka albo inaczej poprawka Bramory, od nazwiska posła PSL, który ją zgłosił i skutecznie forsuje wbrew stano­wisku rządu. Przepis przewi­duje specjalne taryfy po których właści­ciele najmniej­szych insta­lacji OZE mogliby sprze­dawać nadwyżki wypro­du­ko­wanej energii, których nie zużyją w swoim domu, małej firmie czy gospo­dar­stwie rolnym. Preferencyjne taryfy miałoby otrzymać ok. 200–300 tys. pierw­szych prosu­mentów, czyli jedno­cze­snych produ­centów i konsu­mentów energii. To, zdaniem autorów poprawki, pozwo­li­łoby rozru­szać segment najmniej­szych insta­lacji OZE, a w efekcie obniżyć ich ceny i koszty insta­lacji w Polsce. Dzięki temu kolejnym prosu­mentom miałoby się już opłacać inwesto­wanie w takie urządzenia bez tej specjalnej taryfy. Chociaż pomysł wprowa­dzenia takich zmian jest podno­szony od samego początku prac nad ustawą, przez pięć lat nie został w niej zawarty. Przeciwko jest Ministerstwo Gospodarki, które przygo­to­wało ustawę. Zdaniem resortu taryfy gwaran­to­wane zbytnio obcią­ży­łyby odbiorców energii. Gdy w połowie ubiegłego roku projekt ustawy o OZE trafia do Sejmu, posłowie PO popie­rają stano­wisko minister­stwa. Poprawka Bramory jest kilku­krotnie omawiana na posie­dze­niach sejmowej komisji, ale ostatecznie nigdy nie zostaje poddana pod głoso­wanie. To, jak relacjo­nuje poseł Artur Bramora, tylko wzmacnia jego deter­mi­nację w walce o przepisy. W PSL trwają niefor­malne rozmowy na temat ich poparcia przez cały klub. Na to nie zgadza się Janusz Piechociński, który jako minister gospo­darki firmuje rządowy projekt swoim nazwi­skiem. Mimo tego poprawka, pod którą obok Bramory podpi­sują się jeszcze dwaj posłowie: Jacek Najder z Twojego Ruchu i Cezary Olejniczak z SLD, trafia na trzecie czytanie, tuż przed głoso­wa­niem projektu przez Sejm. Gdy jest już jasne, że rząd może to gloso­wanie przegrać, posłowie PO apelują jeszcze do swoich kolegów z PSL o rozwagę. Rząd i koalicja przegry­wają o włos – wynikiem 220 do 218. Wniosek mniej­szości popie­rają wspólnie PiS, Twój Ruch i SLD. Oprócz opozycji za poprawką partyj­nego kolegi głosuje większość ludowców z Waldemarem Pawlakiem na czele. Przeciwko są m.in. wicepre­mier i minister gospo­darki Janusz Piechociński oraz minister rolnictwa Marek Sawicki. Zaraz po głoso­waniu słyszymy w klubie Platformy, że w Senacie ta pomyłka zostanie napra­wiona. Gdy ruszają senackie prace Pawlak i Bramora, który jest sekre­ta­rzem klubu ludowców, dopro­wa­dzają do formal­nego głoso­wania na Radzie Naczelnej PSL wniosku o poparcie przepisów prosu­menc­kich. Tym razem jest wspólne stano­wisko partii – zgodne z oczeki­wa­niem większości posłów PSL. Uchwała ma skłonić senatorów PO, którzy w izbie wyższej mają większość, do meryto­rycz­nego zajęcia się poprawką, która wymaga jeszcze wielu zmian legisla­cyj­nych. W izbie wyższej senato­rowie PO popie­rają jednak wniosek Ministerstwa Gospodarki, aby poprawkę prosu­mencką usunąć. Nie bez sprze­ciwu, takie stano­wisko senac­kich komisji zostaje przyjęte. Jednak w czwartek wieczorem, w przed­dzień plano­wa­nego głoso­wania Senatu, okazuje się, że także w Platformie nie ma zgody na „dopychanie ustawy kolanem”. Na posie­dzeniu klubu senac­kiego PO za szuka­niem kompro­mi­so­wego rozwią­zania opowia­dają się m.in. marszał­kowie Bogdan Borusewicz i Jan Wyrowiński. Pomysł politycznie wspiera także Jerzy Buzek. Piątkowe posie­dzenie Senatu zostaje przerwane na kilka godzin. W tym czasie na Wiejskiej rozpo­czy­nają się rozmowy z udziałem marszałka Borusewicza, posła Andrzeja Czerwińskiego, odpowie­dzial­nego w sejmowym klubie PO za energe­tykę i wicemi­ni­stra gospo­darki Jerzego Pietrewicza, repre­zen­tu­ją­cego rząd w pracach nad ustawą. Ich efektem jest nowa poprawka, złożona chwilę później przez czterech senatorów PO, repre­zen­to­wa­nych przez Jana Michalskiego. Uzgodnione w klubie przepisy przewi­dują zastą­pienie taryf gwaran­to­wa­nych prawem do odsprze­daży nadwyżek energii za 210 proc. ceny hurtowej energii. W praktyce oznacza to o połowę niższe wsparcie bez rozróż­nienia na wielkość i techno­logię insta­lacji. Tuż przed północą przepisy są przyj­mo­wane prze połączone senackie komisje. W sobotę rano poprawkę Michalskiego, głosami PO i PSL, przy sprze­ciwie PiS, przyj­muje cały Senat. Przepisy trafiają do Sejmu, gdzie sytuacja jest jeszcze bardziej skompli­ko­wana niż dwa tygodnie temu. PSL co prawda opowie­działo się za wspar­ciem prosu­mentów, ale poprawka Michalskiego też takie wsparcie – chociaż znacznie niższe – ma zapew­niać. Gdyby PSL chciał ją poprzeć, ponownie grozi mu rozłam. Poseł Artur Bramora już zapowie­dział, że nie zgadza się z senacką propo­zycją. PO pozostaje więc liczyć na posłów PiS, Platforma ma nadzieję, że przekona ich do głoso­wania przeciwko poprawce Bramory, którą już raz poparli, argumentem o niższych kosztach dla odbiorców. W ustawie o OZE pozory wsparcia dla prosumentów Senat przegło­sował poprawkę do ustawy o odnawial­nych źródłach energii, uchyla­jącą przyjętą przez Sejm, tzw. poprawkę prosu­mencką posła Artura Bramory która wprowa­dzała gwaran­to­wane ceny energii elektrycznej przy jej odsprze­daży przez prosu­menta. Zamiast tego zastą­piła ją poprawką, która zdaniem części senatorów wprowadza „kompro­mi­sowy” system wsparcia mikro­in­sta­lacji o mocy do 10 kW. W opinii Instytutu Energetyki Odnawialnej kompromis ten jest pozorny.
Według IEO poprawka Senatu nie ma nic wspól­nego z poprawką Sejmu zarówno od strony legisla­cyjnej, jak i ekono­micz­nych skutków wprowa­dzenia regulacji. Jest jedynie pozornym rozwią­za­niem prawnym i oferuje pozorne wsparcie dla prosumentów.
Symulacje wykonane przez IEO przy założe­niach odpowia­da­ją­cych uchwa­lonym przez Senat przepisom i przeję­tych w ocenie skutków regulacji (OSR) do ustawy o OZE średnich cenach energii w 2015 roku — 0,22 zł/​kWh (podstawa do wyliczenia ceny sprze­daży energii w 2016 roku) wskazują, że w 2016 roku nie będzie opłacalna w zasadzie żadna z inwestycji w mikro­in­sta­lacje. Przy cenie sprze­daży równej 210 proc. średniej ceny sprze­daży energii elektrycznej w poprzednim roku kalen­da­rzowym, na granicy opłacal­ności mogą być jedynie inwestycje w mikro­bio­ga­zownie na składo­wi­skach odpadów. Aby opłacalne były inwestycje w najbar­dziej popularne przydo­mowe mikro­in­sta­lacje (mikro­wia­traki, dachowe elektrownie słoneczne) o najmniej­szych mocach poniżej 3 kW cena sprze­daży energii przy powyż­szych założe­niach powinna wynosić co najmniej 340 proc. średniej ceny sprze­daży energii elektrycznej w poprzednim roku kalen­da­rzowym, a w przypadku mikro­in­sta­lacji większych 3–10 kW odpowiedni mnożnik powinien wynosić minimum 300 proc.
Ustawa o OZE rodzi się w bólach Prace nad ustawą o odnawial­nych źródłach energii (OZE) dobie­gają końca. 16 stycznia Sejm przegło­sował ustawę. Ale w sobotę Senat wprowa­dził do niej ponad sto poprawek i zasad­niczo zmienił zapis ustawy dotyczący energe­tyki prosu­menc­kiej. Chodzi o domowe elektrownie ze źródeł odnawial­nych o mocy do 10 kW, których energia jest częściowo konsu­mo­wana, a częściowo sprze­da­wana do sieci. Prawdopodobnie jeszcze w lutym Sejm odniesie się do poprawek Senatu i ustawa w końcu wejdzie w życie.
Prace nad ustawą rozpo­częły się przed czterema latami. Ich przecią­ganie się wynikało m.in. ze ścierania się różnych interesów. Z jednej strony Polska jest zobowią­zana jako członek Unii Europejskiej obniżać emisję dwutlenku węgla i zwięk­szać udział energii odnawialnej w mikście energe­tycznym, a z drugiej strony wsparcie dla OZE jest kosztowne dla budżetu i podraża koszty energii w gospo­darce. Sprzeczne są też interesy produ­centów energii z różnych źródeł odnawial­nych, a także małych produ­centów (prosu­mentów) i dużych spółek energetycznych.
Od paździer­nika 2005 roku funkcjo­nuje w Polsce system „zielo­nych certy­fi­katów” sprze­da­wa­nych lub kupowa­nych przez giełdę towarową, na której ustalana jest ich cena. Wielcy odbiorcy energii (np. zakłady przemy­słowe, przed­się­bior­stwa energe­tyczne) są obowią­zani zakupić i przed­stawić preze­sowi Urzędu Regulacji Energetyki „zielone certy­fi­katy” potwier­dza­jące, że określony procent zakupionej energii pochodzi ze źródeł odnawial­nych, lub też uiścić opłatę zastępczą.
Certyfikaty otrzy­mują wytwórcy energii z OZE. Problem w tym, że koszt wytwo­rzenia energii ze źródeł odnawial­nych jest bardzo zróżni­co­wany. Najtaniej wychodzi współ­spa­lanie, czyli palenie pod kotłami węglem zmieszanym z paliwami pocho­dzenia roślin­nego. Dopiero niedawno minister gospo­darki zakazał palenia drewnem i zbożem pełno­war­to­ściowym. Paliwem bywają: słoma, trociny z odpadów drzew­nych, a nawet łupiny orzechów kupowane za granicą. Polska jest najwięk­szym w Unii Europejskiej wytwórcą energii ze współ­spa­lania. Zdaniem ekologów współ­spa­lanie nie powinno być uznawane za OZE. Największe insta­lacje tego typu mają elektrownie węglowe należące do najwięk­szych spółek energe­tycz­nych. Instalacje OZE mają tworzyć nowe moce energe­tyczne, ale współ­spa­lanie takich mocy nie tworzy.
W 2011 roku minister gospo­darki Waldemar Pawlak przygo­tował projekt nowej ustawy, w której przewi­dziano, że „zielone certy­fi­katy” będą miały różne współ­czyn­niki w zależ­ności od rodzaju insta­lacji. Współspalanie miało być mniej warte niż energia solarna, a energia z małych elektrowni wiatro­wych miała być bardziej ceniona niż z dużych.
Projekt Pawlaka został zakwe­stio­no­wany przez Radę Gospodarczą przy premierze, której zdaniem koszty wsparcia dla OZE byłyby zbyt duże dla gospo­darki i budżetu. Nowy projekt przygo­tował zespół pod kierun­kiem Adama Jassera, byłego ministra w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, obecnie prezesa Urzędu Ochrony Konsumentów i Konkurencji. Przewiduje wprowa­dzenie aukcji organi­zo­wa­nych przynaj­mniej raz do roku przez prezesa URE. Dwa miesiące przed przepro­wa­dze­niem aukcji minister gospo­darki określi maksy­malną cenę (w złotych za MWh), za jaką może zostać w danym roku kalen­da­rzowym sprze­dana energia elektryczna ze źródeł odnawial­nych. Dzięki temu rząd będzie kontro­lował koszty wsparcia dla energe­tyki odnawialnej.
Zwolennicy OZE kryty­kują ten projekt za prefe­ro­wanie wielkich spółek energe­tycz­nych kosztem małych produ­centów. Aby przystąpić do aukcji, trzeba będzie przejść przez żmudne proce­dury, a także wpłacić kaucję w wysokości 30 zł za 1 kW. Tak na przykład, aby przystąpić do przetargu na energię z insta­lacji o mocy 10 MW (np. farma wiatrowa), trzeba złożyć kaucję w wysokości 300 tys. zł, która przepada, jeśli zwycięzca aukcji nie uruchomi insta­lacji. Dla dużych koncernów to żaden problem, dla małych przed­się­biorców kaucja może być istotną barierą. Ustawa nie elimi­nuje współspalania.
W końcu listo­pada 2014 roku poseł Artur Bramora z klubu PSL (dawniej w Twoim Ruchu) zapro­po­nował poprawkę do projektu ustawy o OZE, która sprowa­dzała się do tego, że energia prosu­mencka byłaby sprze­da­wana po stałej, opłacalnej dla produ­centów taryfie. Poprawka Bramory wbrew stano­wisku rządu została przyjęta podczas głoso­wania w Sejmie 16 stycznia. Poparła ją część posłów PSL, w tym Waldemar Pawlak.
Przewiduje, że posia­dacze małych insta­lacji — do 3 kW — będą sprze­dawać energię elektryczną po stałej taryfie 75 gr za kWh, a mający insta­lację od 3 do 10 kW — po 70 gr za kWh.
Firmy energe­tyczne będą zobowią­zane zakupywać energię prosu­mentów po powyż­szych taryfach, ale w ustawie jest przewi­dziany bezpiecznik. Taryfy mają obowią­zywać do momentu, aż łączna moc z insta­lacji do 3 kW przekroczy 300 MW, natomiast z insta­lacji od 3 do 10 kW — 500 MW.
Instalacje prosu­menckie nie będą więc stano­wiły zagro­żenia dla energe­tyki profe­sjo­nalnej. Ich celem, zdaniem profe­sora Grzegorza Wiśniewskiego, prezesa Instytutu Energetyki Odnawialnej, ma być oszczęd­ność na przesyle energii oraz pobudzenie innowacji w obszarze insta­lacji OZE.
Technologie oparte na OZE szybko się zmieniają i spada koszt wytwo­rzenia energii. Tak jest w Europie Zachodniej, gdzie w latach 2009–14 koszt wytwo­rzenia 1 MWh z elektrowni wiatrowej spadł średnio o 58 proc., w elektrow­niach słonecz­nych o 78 proc. W Polsce zdomi­no­wana przez wielkie firmy energe­tyka oparta na OZE nie miała bodźców do obniżania kosztów, w związku z czym trwała stagnacja.
Wielkie spółki postrze­gają insta­lacje prosu­menckie jako groźną konku­rencję. Prezes PGE Marek Woszczyk w piśmie przesłanym do Senatu stwier­dził, że „dynamiczny rozwój sektora prosu­menc­kiego zapocząt­ko­wany ustawą o OZE oznaczałby ( ) drama­tyczną sytuację elektrowni węglo­wych, którym zabraknie środków na niezbędne inwestycje”.
Woszczyk wcześniej był prezesem Urzędu Regulacji Energetyki. Wówczas uważał, że w warun­kach konku­ren­cyj­nych energe­tyka prosu­mencka jest szansą na rozwój rynku energii.
Ustawa o OZE: Lewiatan ocenia senackie poprawki
Mimo apeli organi­zacji przed­się­biorców (m.in. Lewiatana, PSEW i Związku Banków Polskich), Senat nawet nie głosował poprawki wprowa­dza­jącej okres przej­ściowy, w uchwa­lonej ustawie o odnawial­nych źródłach energii. Pracodawcy propo­no­wali, aby w ciągu pierw­szych 3–6 miesięcy obowią­zy­wania systemu aukcyj­nego, nowi wytwórcy nadal mogli jeszcze wchodzić do systemu zielo­nych certy­fi­katów, co zapobie­głoby co najmniej kilku­mie­sięcznej luce w inwesty­cjach — podkreśla Konfederacja Lewiatan.
W Senacie wypra­co­wano kompromis ze stroną rządową dotyczący mikro­ener­ge­tyki prosu­menc­kiej. Prosumenci, zgodnie z przyjętą poprawką senatorów z PO, będą mogli sprzedać nadwyżki energii elektrycznej z insta­lacji OZE do 10 kW po cenie równej 210 proc. średniej ceny roku poprzed­niego. W 2016 roku, kiedy przepis zacznie obowią­zywać, będzie to prawdo­po­dobnie około 400 zł/​MWh. Rozwiązanie sejmowe, przyjęte na wniosek mniej­szości, było korzyst­niejsze dla prosu­mentów, gdyż przewi­dy­wało taryfy gwaran­to­wane od 750 do 400 zł/​MWh odpowiednio dla koszyków do 3 i od 3 do 10 kW oraz w podziale na techno­logie. Na taryfy gwaran­to­wane nie chciał się jednak zgodzić rząd.
- Senat wycofał także poprawkę mniej­szości wprowa­dza­jącą obowiązek comie­sięcz­nego rapor­to­wania o sytuacji na rynku energii odnawialnej. O trans­pa­rent­ność i pełną infor­mację wniosko­wali inwestorzy i banki od momentu załamania się rynku zielo­nych certy­fi­katów. Zamiast co miesiąc, infor­macje publi­ko­wane będą co kwartał — mówi Daria Kulczycka, dyrek­torka depar­ta­mentu energii i zmian klimatu Konfederacji Lewiatan.
Senat, zgodnie ze stano­wi­skiem rządu, nie wprowa­dził ścisłej regulacji dopusz­czal­nych zanie­czysz­czeń biomasy. Sektor elektro­cie­płowni postu­lował, aby określić maksy­malny poziom zanie­czysz­czenia biomasy, który skutkować będzie pozba­wie­niem wytwórcy, spala­ją­cego takie paliwo, prawa do zielo­nych certy­fi­katów. Senat nie zgodził się także, aby sankcją za wykorzy­stanie zanie­czysz­czonej biomasy było pozba­wienie prawa jedynie do części certy­fi­katów z wniosku.
Teraz ustawa o OZE trafi do Sejmu, który rozpa­trzy poprawki przyjęte w Senacie. Następnie ustawa zostanie skiero­wana do podpisu Prezydenta, tak więc prawdo­po­dobnie wejdzie w życie z końcem pierw­szego kwartału b.r. Oznacza to, że od maja będą obowią­zy­wały przepisy umożli­wia­jące przygo­to­wania do aukcji, zaś rozdział 4 ustawy, który wskazuje zasady przepro­wa­dzenia aukcji i dokonuje modyfi­kacji w systemie Zielonych Certyfikatów, wejdzie w życie 1 stycznia 2016 roku.
Do przygo­to­wania pozostają rozpo­rzą­dzenia, które są nieodzowne do ogłoszenia pierw­szej aukcji, w tym dotyczące ceny referen­cyjnej oraz działania spółki Operatora Rozliczeń Energii Odnawialnej OREO. Senatorowie nieco niespo­dzie­wanie przenieśli jej siedzibę z Warszawy do Bytomia, ale ta decyzja nie wyczer­puje zakresu niezbęd­nych regulacji.
Do przeana­li­zo­wania pozostaje także ocena skutków wprowa­dzo­nych regulacji. Według kalku­lacji rządu nowe wsparcie prosu­mentów pociąga za sobą koniecz­ność ponow­nego podwyż­szenia tzw. opłaty OZE z 2,51 zł/​MWh do 3,01 zł/​MWh (wcześniej wzrosła ona z 2,27 zł/​MWh z powodu przyznania ulg dla przed­się­biorstw energo­chłon­nych). Wstępne szacunki nie potwier­dzają takiej potrzeby.
Komisja sejmowa ds. projektu ustowy o OZE
Szef sejmowej podko­misji ds. projektu ustawy o OZE Andrzej Czerwiński, chce zwołać jeszcze w paździer­niku 4–5 posie­dzeń, które mają się inten­sywnie zajmować rządowym projektem. Później, po analizie stosow­nych ekspertyz i zajęciu się projektem przez «energe­tyczną» komisję nadzwy­czajną, na której czele także stoi Czerwiński, ma powstać sprawoz­danie, które ma zostać skiero­wane do marszałka Sejmu do końca listopada.
- Planuję zwołać kolejną podko­misję ds. OZE we wtorek 21 paździer­nika, po wypra­co­waniu przez legisla­torów i minister­stwo gospo­darki «wyczysz­czonej» wersji projektu — powie­dział Czerwiński w rozmowie z portalem reo​.pl w kuluarach Sejmu. Dodał, że w przyszłym «tygodniu sejmowym» powinny się odbyć jeszcze 1–2 posie­dzenia, a w kolejnym tygodniu jeszcze dwa kolejne i ewentu­alnie jeszcze jedno «doszlifowujące».
Szef komisji poinfor­mował, że zwrócił się już do marszałka Sejmu aby przesunąć na koniec listo­pada termin złożenia sprawoz­dania nadzwy­czajnej komisji «energe­tycznej» o projekcie ustawy o OZE. Teoretycznie oznacza to, że jeszcze w grudniu projekt ze sprawoz­da­niem mógłby trafić pod obrady plenarne Sejmu.
W czwartek podko­misja ds. OZE zaczęła zajmować się projektem «punkt po punkcie», z zamiarem powrotu do kwestii kontro­wer­syj­nych i/​lub niedo­pra­co­wa­nych na kolej­nych posie­dze­niach. Do takiej grupy zagad­nień zaliczono m.in. pomysł PiS, aby rozsze­rzyć projekt ustawy o OZE o zapisy dotyczące ciepła pocho­dzą­cego z odnawial­nych źródeł. Ciepła z OZE nie chce w swoim projekcie resort gospo­darki, podno­sząc argument o zwięk­szeniu przez to kosztów dla odbiorców.
Podkomisja ds. OZE dość sprawnie przyjęła pierwsze artykuły, w tym «słowni­czek» do ustawy po stosow­nych korek­tach, a te które wymagają jeszcze dopre­cy­zo­wania redak­cyj­nego i legisla­cyj­nego mają być proce­do­wane po ich dopra­co­waniu przez sejmo­wych legisla­torów i resort gospodarki.
Podkomisja zwróciła się też w trybie udzie­lenia infor­macji publicznej do URE, aby przekazał dokładne dane dotyczące ilości produ­ko­wanej energii i określenia insta­lacji tzw. dedyko­wa­nego współ­spa­lania, które mają być dalej wspie­rane jako źródła OZE po wejściu ustawy w życie.
Zaczęła się globalna era energii odnawialnej
Od lat widzimy w światowej polityce energe­tycznej dynamiczne zmiany – środek ciężkości przesuwa się w stronę źródeł odnawial­nych i jest to raczej tendencja nieod­wra­calna. Kolejne kraje zaliczają światowe rekordy. Świat zainsta­lował w 2013 ok. 39 tys. megawatów paneli fotowol­ta­icz­nych – więcej niż moc zainsta­lo­wana systemu elektro­ener­ge­tycz­nego w Polsce. Na pudle słonecz­nych zwycięzców znalazły się Chiny (11,3 tys. MW), Unia Europejska (10,2 tys. MW), Japonia (6,9 tys. MW) a gdyby UE rozdzielić na kraje człon­kow­skie to na 3. miejscu byłyby Stany Zjednoczone (4,8 tys. MW). 72% nowych inwestycji w energe­tyce w krajach UE w ubiegłym roku to insta­lacje OZE, podczas gdy 10 lat temu 80% inwestycji na naszym konty­nencie dotyczyło źródeł nieod­na­wial­nych. W Hiszpanii w ubiegłym roku najwięk­szym produ­centem energii elektrycznej, wyprze­dza­jącym atom, węgiel i gaz, były obraca­jące się wiatraki, zapew­nia­jące co piątą kilowa­to­go­dzinę — 21,1% całko­wi­tego krajo­wego zapotrze­bo­wania na prąd. Przez pierwsze 9 miesięcy bieżą­cego roku w Niemczech, najwięk­szym 80-​milionowym społe­czeń­stwie UE, po raz pierwszy w historii najwięcej energii elektrycznej – 27,7 % — uzyskano z mixu wszyst­kich źródeł odnawial­nych. Ponadto w pierw­szej połowie 2014 roku insta­lacje OZE (w większości będące własno­ścią obywa­teli) wypro­du­ko­wały u naszego zachod­niego sąsiada w sumie rekor­dowe 81 TWh – tyle, ile my w tym czasie zużyliśmy całej energii elektrycznej, która nadal produ­ko­wana jest w Polsce w około 87% z węgla przez koncerny.
Koniec bieżą­cego roku zamkniemy zapewne kolej­nymi świato­wymi rekor­dami rozpo­czy­na­jącej się ery energii odnawialnej – zapewne głównie w fotowol­taice i energe­tyce wiatrowej, które są tanie­ją­cymi, najdy­na­micz­niej rozwi­ja­ją­cymi się techno­lo­giami wytwa­rzania prądu a paliwo do jego produkcji – wiatr i słońce – są za darmo. I choć węgla, ropy, gazu czy uranu nadal nie brakuje, wiele wskazuje na to, że ich czas kończy się na naszych oczach – bo przecież era kamienia nie skończyła się z powodu braku kamieni, lecz z powodu wynale­zienia techno­logii wytwa­rzania brązu a następnie żelaza.
[/​su_​accordion] Copyright © 2014 Bio Future Sp. z o.o., wszelkie prawa zastrzeżone. Projekt SOJUZ Studio.