Source: http://czasopismo.legeartis.org/2015/10/wykazanie-zgody-przesylanie-informacji-handlowych.html
Timestamp: 2017-10-17 13:19:50+00:00
Document Index: 111096262

Matched Legal Cases: ['art. 10', 'art. 4', 'art. 7', 'art. 4', 'art. 4', 'art. 10', 'art 10']

Wykazanie zgody na przesyłanie informacji handlowych
O obowiązku wykazania zgody na przesyłanie informacji handlowych
by Olgierd Rudak • 7 października 2015 • 17 komentarzy
Tak mnie naszło, bo chyba nie każdy kojarzy lub pamięta:
zgodnie z art. 10 ust. 1 ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną informacja handlowa (mówiąc wprost: reklama) może być przesłana do odbiorcy będącego osobą fizyczną wyłącznie po uzyskaniu zgody tej osoby (por. Przesyłanie informacji handlowych bez zgody odbiorcy — dozwolone, jeśli odbiorcą nie jest osoba fizyczna);
art. 4 ust. 1 pkt 1 UoŚUDE wyraźnie mówi, że zgoda taka nie może być domniemana lub dorozumiana z innego oświadczenia woli — co należy rozumieć w ten sposób, że wykluczone jest zaszycie zgody w regulaminach lub podłączana pod inne oświadczenia woli (por. art. 7 pkt 5 ustawy o ochronie danych osobowych);
każdy może odwołać zgodę w każdym czasie (art. 4 ust. 1 pkt 2 UoŚUDE) — odwołania nie można uzależniać od dodatkowych warunków (proszę się przedstawić, proszę uzasadnić odmowę, etc.);
obowiązkiem podmiotu wysyłającego mailing jest wykazanie otrzymania wyrażonej przez adresata zgody na otrzymywanie informacji handlowych (art. 4 ust. 2 UoŚUDE).
Wykazanie zgody na przesyłanie informacji handlowych to obowiązek podmiotu prowadzącego kampanię reklamową w postaci mailingów czy esemesingów.
Tak mnie naszło, bo od jakiegoś czasu próbuję się dobić do dwóch (a właściwie trzech) podmiotów: pierwszy do Pizza Dominium, która od jakiegoś czasu z niejasnych przyczyn wysyła mi reklamowe esemesy — poprosiłem o wykazanie tej zgody, jednak mimo dodatkowych przypomnień odpowiedzi brak.
Druga sprawa jest nawet zabawniejsza: od e-sklepu, w którym robiłem zakupy (i który sobie cenię) od lat dostawałem mejlingi — aby w ostatnim czasie otrzymać prośbę o zgodę na otrzymywanie informacji handlowych, której to zgody… miałem nie udzielić (sic!). A jeszcze lepsze, bo zaraz po tym pytaniu dostałem kolejną porcję informacji handlowych. Zwróciłem się z odpowiednim pytaniem, sklep wstępnie mi odpowiedział, że u nich jest OK — ale chyba jest problem po stronie usługodawcy (podmiotu realizującego kampanie od strony technicznej) — podmiot ten dementuje… No nic, jeszcze poczekam zanim zwrócę się ze sprawą do Fundacji FORCE :-)
Tags: art. 10 UoŚUDE spam telekomunikacja
← Zmieniona tożsamość bohatera książki a naruszenie dóbr osobistych
Tekst jednolity rozporządzenia bez wcześniejszej nowelizacji — wyjaśnienia RCL →
Najgorsze, że wysyłają to dwa tygodnie po zakończeniu promocji! To dopiero -nie bójmy się nazywać po imieniu – sukinsynstwo!
No nie, ten esmes dostałem dawno temu :) Toteż i czekam już parę ładnych dni na odpowiedź.
Zapewne ich odpowiedź będzie taka jak zwykle w takich przypadkach: „Nie mamy pańskiej zgody i co pan nam zrobisz?”
No właśnie Olgierdzie, co zwykły człowiek ( tzn. „nieprawnik” ) ma w takim przypadku zrobić? Do sądu przecież nie pójdę, na policję wykroczenia nie będę zgłaszał ( i bez tego mają dużo roboty i zamiast złoczyńców łapać to papierki przerzucają), UOKiK mówi, że indywidualnymi przypadkami się nie zajmuje, a rzecznik konsumentów podsumowuje „bardzo przeszkadzają panu te smsy, nie może pan ich po prostu kasować”?
Z naruszeniami UoODO jest znacznie prościej: ePUAP-em pisemko do GIODO, 10 zł opłaty skarbowej i niech się z GIODO bujają się z wyjaśnieniami.
Jak postępować natomiast z naruszeniami UoŚUDE ?
Szczerze? Olać. To dobry temat do smarowania na blogasku, ale w tzw. życiu codziennym lepiej odpuścić. Szkoda czasu, życia, nerw.
użyj siły Luke, (FORCE) ;)
To smutne, że mamy taki kraj i takie prawo na niby. Że niby mamy UoSUDE, niby jest w niej art 10 ust 1, który stanowi, że niby tam czegoś nie wolno, ale tak naprawdę to wszyscy mają to głęboko w d***. Nie przejmują sie tym, ani nadawcy ( …spamujemy, spamujemy, przecież nic nam za to nie grozi… ), ani odbiorcy ( …lepiej odpuścić, szkoda czasu, życia, nerw…) ani instytucje powołane do czuwania nad przestrzeganiem tych przepisów ( …eeee, to przeciez tylko niewinne incydentalne zdarzenie i nie będziemy się nim zajmować… ).
Nie wiem, być może mam zbyt „skandynawskie” podejście do praworządności i nie pasuje ono do polskich realiów, ale po co w takim razie ten przepis w ogóle obowiązuje, jak żadna ze stron ( nadawca, odbiorcą, ustawodawca ) jest zainteresowany jejgo przestrzeganiem?
To nie jest pierwszy taki przepis (ani ostatni).
Mam wrażenie, że chodzi z jednej strony o jego nagminność, a z drugiej strony o właściwie mikroskopijną dolegliwość. Państwo by się ośmieszało wytaczając działa — policja przyjmuje zawiadomienie, przesłuchuje kogo trzeba, spisuje protokoły, kieruje wniosek o ukaranie — w sprawie polegającej na czymś tak błahym.
Osobiście bym powiedział, że to jeszcze większy bzdet niż wykroczenie przeklinania w miejscu publicznym (porównanie szkodliwości społecznej) — której też się nie ściga.
W dodatku czasem dochodzi do takich absurdów jak w opisywanej przeze mnie sprawie sprzed 3 miesięcy:
http://czasopismo.legeartis.org/2015/07/wyrok-uniewinniajacy-za-spam.html
Dlaczego w takim razie takie bzsetne przepisy w ogóle funkcjonują? Przecież przez ogromną liczebność takich przepisów, które niby są, ale nikt i tak ich nie przestrzega i się nimi nie przejmuje, deprecjuje się caly system system prawny.
Albo jakiś przepis obowiązuje bo jako spoleczenstwo mamy świadomość, że jest on ważny i wszyscy go przestrzegamy i wymagany od innych jego resprktowania, albo wywalamy taki przepis z systemu prawnego. Wybacz, ale trzecia droga ( że niby jest jakiś tam przepis, ale on jest bez sensu, nikt go nie przestrzega, nikomu nie zależy na jego przestrzeganiu, nic za niego nie grozi ) jest, nomen omen, bez sensu!
Czyli jednak mamy w Polsce coś na kształt prawa zwyczajowego – oni sobie coś ustalają, a urzędy i organy a także Ci dla których to wygodne olewają je i uznają za nieobowiązujące.
Jeżeli olewać prawo to nieindywidualnie …
Ależ ja się z Tobą w 200% zgadzam!! (z tym, że końcówka ma nawet w teorii prawa nazwę — desuetudo).
Myślę, że wynika to z tego, że jakoś się utarło, że im więcej prawa — tym lepiej. Są wybory, są posłowie, jest rząd — który zamiast rządzić (wykonywać prawo) kombinuje jak tu pokazać swoją robotę w najlepszym świetle. Uchwalenie nowej ustawy kosztuje stosunkowo najmniej, stąd chyba chęć do obdzielania każdej branży normami.
Wiesz, jak byłem młodym studentem, tych wszystkich ustaw było naprawdę znacznie mniej. Ale widząc już wówczas ich przyrost czasem wymyślaliśmy co jeszcze można by uregulować.
I co? Minęło kilkanaście lat i to wszystko dawno jest w Dzienniku Ustaw.
Oczywiście, z niedawnych czasów:
– od bodajże grudnia każda zmiana w KRS powinna równocześnie się dostosować do nowej treści rejestru (ale nie we Wrocławiu),
– kiedyś był przepis, że członek zarządu musi na karteczce podać swój adres zamieszkania (ale od lat tego nikt nie wymagał),
– kara za niezłożenie sprawozdania do KRS (ostatnio wraca),
Jak to mówią: ten przepis się u nas nie przyjął.
Powiedzmy, że wrocławski KRS to osobny kraj z dziwnymi prawami. Co się u nas wyprawia, jak długo się to robi powoduje, że kindżały chce się ostrzyć, a dżezaile czyścić.
Pytanie jest jednak wciąż zasadne: czy i kiedy oraz z jakim skutkiem próbujemy uznać i uzasadnić, że jakieś prawo nie powinno obowiązywać? Nie jestem twardym pozytywistą prawnym, ale z jakiegoś powodu coś zostało ustanowione i albo uznajemy, że wspólnota zwana państwem po coś istnieje, albo do cholery z tym i dzielmy się na księstwa.
O tym chyba decyduje podmiot stosujący prawo. To jak z przemocą domową — nie wolno, ale przecież czasem, lokalnie, przepis nie ma zastosowania…
Podmiot stosujący prawo może decydować o interpretacji tego prawa a nie tego czy je stosować czy nie. ;-)
Ależ on je stosuje, stosuje — ale czasem nie wymaga. A odnosząc się do wątku przewodniego — policja czeka na stosowne informacje :)
Czyli jednak jakaś akcja przeciwko spamerowi będzie robiona w ramach testowania organów i performance prawnego?
Wrocławski KRS przypomniał sobie o obowiązku podania adresu zamieszkania członka zarządu. Jedna sprawa, ale jest. (To kolejny dowód, że wrocławski KRS istnieje poza jakimikolwiek standardami).