Source: http://puszcza-bialowieska.blogspot.com/2011/05/oglada-ptaszki-czyli-kuriozalna.html
Timestamp: 2017-06-23 06:55:51+00:00
Document Index: 12395450

Matched Legal Cases: ['art. 165', 'art. 54', 'art. 26', 'art.46', 'art. 49', 'art.46', 'art. 49']

Puszcza Białowieska: „Oglądał ptaszki” czyli kuriozalna rozprawa sprowokowana przez Lasy Państwowe
„Oglądał ptaszki” czyli kuriozalna rozprawa sprowokowana przez Lasy Państwowe
Romek, 17 letni uczeń z Hajnówki, przesłuchiwany przez policję, oskarżany posiłkowo przez adwokata Lasów Państwowych, stanął dzisiaj drugi raz przed sądem rejonowym w Bielsku Podlaskim, wydział zamiejscowy w Hajnówce. Romek jest przez leśników oskarżony, że umyślnie i złośliwie płoszył zwierzynę w Puszczy Białowieskiej, narażając na straty leśników (bo myśliwy z Niemiec zrezygnował z polowania w miejscu gdzie Romek oglądał ptaki, a zdaniem świadka, byłego strażnika nadleśnictwa, innym razem Romek przebywał na terenie ostoi zwierzyny – konkretnie żubrów, chociaż wówczas z niej nie korzystały – co spowodowało konieczność interwencji tegoż strażnika jadącego właśnie z dewizowym myśliwym samochodem na polowanie). Pierwsza tego rodzaju sprawa toczyła się właśnie w Hajnówce i dzisiaj zapadł wyrok - uniewinniający.
Sędzia, na koniec rozprawy powiedział, że spór między obroną a oskarżycielem działającym w imieniu Lasów Państwowych dotyczy zarzutu złośliwego płoszenia lub ścigania zwierzyny leśnej. Przedmiotem ochrony jest życie i niezakłócone bytowanie zwierząt leśnych. Sędzia przypomniał, że aby mówić o występku konieczny jest zamiar bezpośredni, kierunkowy, a nie ewentualny, kiedy sprawca być może spłoszy, a być może nie. Płoszenie zwierzyny przy okazji przechodzenia przez jakiś teren nie jest więc występkiem. „Pierwszy z czynów zarzucał, że doszło do złośliwego płoszenia zwierzyny poprzez wejście na oddział 417 (Wilczy Jar), gdzie przebywał obwiniony, a gdzie później miało się odbyć polowanie, które de facto się nie odbyło, ponieważ doszło do pewnego konfliktu pomiędzy przebywającymi tam osobami, a jak stwierdził świadek myśliwy uznał, że polowanie będzie nieefektywne, skoro po terenie poruszała się inna osoba. Zgromadzony materiał – zdaniem sądu – nie potwierdza, by czynności obwinionego polegały na innym zachowaniu niż przebywanie w oddziale. Pytanie – jak mówił sędzia – jest o to, czy swoim zachowaniem płoszył zwierzynę? I na to pada odpowiedź sędziego, że nie, ponieważ sam pobyt w oddziale leśnym nie może być traktowany jako płoszenie zwierzyny złośliwe i kierunkowo realizowane swoim zachowaniem. Obwiniony oglądał ptaki, przebywał więc w innym celu niż mu zarzucono. Ten sam argument – zdaniem sędziego – dotyczy czynu drugiego, zarzuconego obwinionemu. Sędzia zwrócił też uwagę że art. 165 Kodeksu wykroczeń jest zapisem prawa wykluczającym stosowanie go łącznie z art. 54 w związku z Ustawą o lasach (czego domagał się oskarżyciel). Chodziło o wejście na teren ostoi zwierzyny. Sąd przychylił się do wyjaśnień obwinionego, który potrafił dokładnie opisać gdzie się poruszał w terenie. Świadek ze strony leśników nie był w stanie wskazać na mapie, w którym miejscu doszło do naruszenia ostoi zwierząt i w którym miejscu są ustawione znaki, co więcej – jak zaznaczył sędzia – według zeznań świadka tablice informacyjne były widoczne tylko dla leśnika, który go zatrzymał a nie dla obwinionego. Także notatka ze zdarzenia o miejscu zdarzenia milczy. Mnie zaskoczyło jedno zdanie wypowiedziane przez świadka w związku z zatrzymaniem Romka – mianowicie, że „miał takie polecenie”. Istotą sprawy – jak wyjaśniał w uzasadnieniu sędzia – była konkurencja grup interesów, które z jednej strony reprezentuje nadleśnictwo, w ramach swoich obowiązków gospodarujące zasobami leśnymi i zwierzyną, zatroskane zmniejszaniem się dochodów z polowań „dewizowych” a dobrem, które reprezentują organizacje ekologiczne zmierzające do innego gospodarowania zasobami leśnymi i zwierzyną łowną.Sędzia na koniec powiedział, że zgodnie z Ustawą o lasach, lasy stanowiące własność skarbu państwa znajdują się w zarządzie PGL LP a nadleśnictwa dokonują tego zarządu: „Faktem jest, że gospodarują tymi lasami nadleśnictwa, niemniej jednak z zapisów art. 26 ustawy wynika, że lasy są udostępniane dla ludności. Nie jest dopuszczalne występowanie przez leśniczego do osób, które w tych lasach się znajdują – będących dobrem ogólnym i dostępnym dla ludności – za wyjątkiem sytuacji, o których mówi ustawa i jest zakaz wstępu, nie jest dopuszczalne, by ograniczać ruch osób po tych lasach. Niezależnie od tego czy występuje konkurencja dóbr w postaci tych reprezentowanych przez myśliwych, czy też innych, niezależnie od tego, jakie łóżą nakłady. Lasy w Polsce są lasami ogólnie dostępnymi [...]” Kiedy słuchałem wystąpień oskarżyciela posiłkowego Lasów Państwowych miałem wrażenie, ze czas się zatrzymał i nadal żyję w peerelu. Ale nie, obok mnie siedzi przedstawiciel Fundacji Helsińskiej, dziennikarze różnych mediów. Obwiniony uczeń bez obaw potwierdza, że jest niewinny. Nie ma w nim nic z popularnej w regionie pokornej postawy raba. A więc tak dużo się w Polsce zmieniło, nawet w małej Hajnówce. Słuchając wyroku i uzasadnienia pomyślałem, że fajnie żyć w tym kraju, chociaż tyle tutaj jest jeszcze do zrobienia. Wpis:
Anonimowy27 maja 2011 22:18Dostał polecenie od nadleśniczego nadleśnictwa Hajnówka, który zgłosił sprawę na policję, a nawet był oskarżycielem posiłkowym, choć nie miał odwagi pojawić się w sądzie. Brawo panie Grzegorzu! Dzięki Panu mamy niesamowity precedens! Od dziś nikt nie musi schodzić z drogi myśliwemu. Do bólu i wszędzie można korzystać z lasu, nawet na poletku myśliwskim.OdpowiedzUsuńAnonimowy27 maja 2011 22:19http://wyborcza.pl/1,76842,9680614,Lasy_Panstwowe_przegraly_z_Romkiem.htmlhttp://www.tvp.pl/bialystok/aktualnosci/inne/ornitolog-niewinny/4572496OdpowiedzUsuńAnonimowy27 maja 2011 22:21Dziś nadleśniczy był niedostępny dla mediów, bo świętował święto lasu, a świętować może długo, bo przecież mamy rok lasów :)OdpowiedzUsuńAnonimowy27 maja 2011 22:58Wszystko jasne, po lasach można chodzić pod warunkiem, że nie prowadzi się jakichś badań. Wtedy leśnicy określą gdzie i kiedy można wchodzić, a kiedy już nie można.OdpowiedzUsuńAnonimowy27 maja 2011 23:16Bzdura. Badania, obserwacje nieinwazyjne, poza rezerwatami - a do takich należy nasłuchiwanie ptaków może wykonywać sobie każdy, bez żadnej zgody i określania. A na badania inwazyjne (np odłowy, zbiór gatunków chronionych) lub badania w rezerwatach zgodę wydaje RDOŚ lub GDOŚ w oparciu o przepisy z ustawy o ochronie przyrody, a nie Lasy Państwowe.OdpowiedzUsuńAnonimowy28 maja 2011 07:30Groteskowa jest postać byłego strażnika leśnego, który nie potrafił pokazać na mapie miejsca- gdzie Romek wkroczył na teren ostoi żubrów.Jak ten człowiek potrafił pracować- nie umiejąc czytać mapy leśnej? Poziom wiedzy i umiejętności niektórych szeregowych pracowników LP jest żenujący, a przecież wyjątek potwierdza regułę.Romek miał szczęście,że trafił na tego dość nierozgarniętego świadka, gdyby jednak ten potwierdził stanowczo miejsce wykroczenia, to niestety Romek dostałby grzywnę.OdpowiedzUsuńLesza dla Puszczy28 maja 2011 08:32Sprawa Romka stała się też tematem reportażu radiowego Anny Bogdanowicz, który zostanie nadany w Polskim Radio Białystok w najbliższy poniedziałek, 30 maja o godzinie 11:15 i powtórzony o 22:30OdpowiedzUsuńAnonimowy28 maja 2011 09:17Ten świadek, były strażnik miał, w czasie interesujących nas zdarzeń, miał rangę komendanta posterunku w Hajnówce. Funkcję tą sprawował chyba przez parę ładnych lat i pewnie zeznawał w nie jednej sprawie przed Sądem. Ciekawe ilu niewinnych ludzi pogrążył posługując się swoja głęboko profesjonalną wiedza z zakresu kartografii?OdpowiedzUsuńAnonimowy28 maja 2011 13:28"Anonimowy pisze... Dziś nadleśniczy był niedostępny dla mediów, bo świętował święto lasu, a świętować może długo, bo przecież mamy rok lasów :) 27 maja 2011 22:21" I to jest kwintesencja pracy panów nadleśniczych, dyrektorów RDLP, a także szefów innych instytucji, którzy są zapraszani na tego typu imprezy. A dla leśnika "z krwi i kości" życie polega na ciągłym imprezowaniu z niewielkimi przerwami na pokazanie się podwładnym. W końcu trzeba zacieśniać przyjaźnie i nawiązywać nowe znajomości z osobami, który "coś znaczą". Nigdy nie wiadomo kidy komu się noga powinie, ale imprezowi koledzy nie pozwolą zginąć. W końcu przecież im także może zdarzyć się jakaś wpadka, skutkująca konsekwencjami zawodowymi. Jak długo jeszcze bezwolny minister będzie się jedynie przyglądał działaniom lobby leśno-myśliwskiego? No, chyba że i on sam ma swój interes w utrzymaniu status quo LP...OdpowiedzUsuńAnonimowy28 maja 2011 14:28/.../ co spowodowało konieczność interwencji tegoż strażnika jadącego właśnie z dewizowym myśliwym samochodem na polowanie/.../Nic dziwnego, że w Puszczy kradną stare dęby, skoro straż leśna zajęta jest wożeniem dewizowych myśliwych na polowania i uganianiem się za dzieciakiem, który ogląda ptaki. Czy praca strażnika polega na wożeniu po Puszczy mysliwych? To przykre i niepokojące, że Puszcza ma takich opiekunów...OdpowiedzUsuńAnonimowy28 maja 2011 14:33Dokładnie tak jest, przecież taki nadleśniczy nie jest ani człowiekiem nadzwyczaj uzdolnionym, ani posiadającym jakikolwiek dorobek naukowy. Jest zwykłym szaraczkiem nominowanym na to stanowisko tylko dzięki posiadanym układom.To jest bardzo smutne,ale taki porządek rzeczy ma miejsce w wielu instytucjach.OdpowiedzUsuńAnonimowy28 maja 2011 14:37"To przykre i niepokojące, że Puszcza ma takich opiekunów..."ten konkretny opiekun jest sztandarowym przykładem jak działać strażnik nie powinien i pewnie za to go zdegradowano do najniższego stanowiska służbowego w LP czyli do podleśniczego.OdpowiedzUsuńAnonimowy28 maja 2011 14:40/.../ Jak powiedział Ryszard Ziemblicki, dyrektor Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Białymstoku - Las to dobro ogólne, w Polsce 80% lasów to lasy państwowe każdy może wejść korzystać/.../http://www.tvp.pl/bialystok/aktualnosci/spoleczne/uroczyste-swieto-lesnikow/4571503ha, ha :) dobre. Chyba, że znajduje się w Puszczy, wtedy może być ganiany przez zuli, albo zaciągnięty przez leśników do sąduOdpowiedzUsuńAnonimowy28 maja 2011 14:52Leśnicy taż się trochę PR uczą, ale na plecach takich ludzi jak Romek , niestety.OdpowiedzUsuńAnonimowy28 maja 2011 16:04/Czy praca strażnika polega na wożeniu po Puszczy mysliwych?/Nie tylko. Muszą jeszcze przecież wygospodarować czas na wożenie dziennikarzy białoruskiej, reżimowej telewizji, która kręci reportaże o ekoterrorystach.OdpowiedzUsuńAnonimowy28 maja 2011 23:40Nie oceniajcie wszystkich leśników, znaczna część osób mająca wykształcenie leśne, była zdziwiona i zniesmaczona postępowaniem włodarzy z Hajnówki w tej sprawie.OdpowiedzUsuńAnonimowy29 maja 2011 00:05Problem w tym, że mało na ten niesmak wskazuje. Na przyklad prosbe o zezwolenie dla Romka o wejscie do rezerwatow (prowadzi monitoring ptaków dla OTOP) oprotestowały dwa nadleśnictwa: Hajnówka i Browsk. Twierdząc, ze nie mozna dac zezwolenia osobie przeciwko ktorej toczy sie postepowanie. Reakcje RDLP na ta absurdalna sprawe tez byly dziwaczne, a raczej ich brakowalo... wiec to był niesmak bez wyrazu. Niemy protest. Umówmy sie dyr. Zieblicki jakby chciał mógł w 5 sekund postawic do pionu nadlesniczego z Hajnowki, kazac mu wycofac sie przed druga rozprawa (po pierwszej bylo wiadc, ze to deta sprawa) Romka przeprosic i kupic mu droga lornetke. LP wyszlo by z tego z twarza. A tak niesmak zaostal...u wiekszosci spoleczenstwaOdpowiedzUsuńAnonimowy29 maja 2011 00:30Nadlesniczy to najlepsza fucha , nic nie robi, za nic nie odpowiada. Czy ktoś słyszał ze jakis nadlesniczy za przewinienie beknął, zawsze im miekkie ladowanie szykuja.Hajnowski n-czy juz nie raz miekko ladował i teraz bedzie to samo.OdpowiedzUsuńAnonimowy29 maja 2011 10:31"zezwolenie dla Romka o wejscie do rezerwatow (prowadzi monitoring ptaków dla OTOP) oprotestowały dwa nadleśnictwa: Hajnówka i Browsk. Twierdząc, ze nie mozna dac zezwolenia osobie przeciwko ktorej toczy sie postepowanie." - Co za idiotyzm! !! bo inaczej tego już nazwac nie można. Zdaje się, że podobnie kiedyś motywował zakaz zorganizowania prezentacji wyniku badań w parku narodowym jego dyrektor. Chodziło wówczas o skarżonego przez leśników ekologa. Czyli, że jeśli ktoś jest podejrzany o wykroczenie! albo nawet je popełni, to już go się na tereny przyrodnicze nie powinno wpuszczać? Przecież to jakieś idiotyzmy. Szykanowanie w jawny sposób. I dziwić się, że potem ludzi w zielonych mundurach społeczeństwo nie lubi. Nie lubi i nie będzie lubić bo ludzie widzą złośliwość i nie lubią upierdliwości. A ciekawe ilu z pracowników poruszających się po terenach lasów i parków było ukaranych za wykroczenia czy nawet miało wyroki? Pewnie paru by się znalazło. To im też nie wolno wchodzić do lasu?OdpowiedzUsuńAnonimowy29 maja 2011 10:34to niech leśnicy pójdą na całość: jak się prowadzi postępowanie w sprawie wykroczenia to trzeba delikwenta aresztować, bo inaczej może wejść do rezerwatu, a jeśli jest postępowanie w sprawie odmowy zapłacenia mandatu za postój w niedozwolonym miejscu to taki delikwent powinien mieć zakaz chodzenia po ulicy!OdpowiedzUsuńAnonimowy30 maja 2011 12:45Sam pobyt w lesie nie może być traktowany jako złośliwe płoszenie zwierzyny, z kolei lasy są ogólnie dostępne dla ludzi – uznał sąd w Hajnówce, który w piątek uniewinnił 18-letniego Romka Sołowianiukahttp://www.wspolczesna.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20110530/REG02/57256237OdpowiedzUsuńAnonimowy30 maja 2011 15:50Dziś się dowiedziałem, że kolejne powolenie dla Pracowni na inwentaryzację chrząszczy zostało zaskarżone przez nadleśnictwa. Sprawę monituje m.in. Komisja Europejska, bo zgodnie z dyrektywą siedliskową organy pańswa członkowskiego mają obowiązek wspierać prace zmierzające do gromadzenia informacji o gatunkach chronionych. Białowiescy nadleśniczowie są więc kompletnie niereformowalni, nawet sprawa Romka niczego ich nie nauczyła : ( Chcą się do reszty pogrążyć.OdpowiedzUsuńAnonimowy30 maja 2011 16:09trochę leśnej twórczości:Las to majątek nasz narodowyz dobrodziejstw jego wszyscy czerpiemyzrównoważony cykl rozwojowydary przyrody w nim znajdujemybez przeszkód można czerpać walorykorzystać z ciszy zbierać jagodyświeże powietrze i grzybów borya dla turystów miłe przygodya leśnikowi wystarczy drewno,pięć, sześć miliardów z tego dostanieon te pieniążki wyda na pewnozwie się to: „samofinasowanie”ogrodzi lasu młodego niwyzrobi imprezę na dzień leśnikaa wszystko po to, aby mu wpływykoszt zrównoważył co do grosikapaństwo leśnikom pieczę oddałoby się troszczyli opiekowalii dla pokoleń też pozostałoto co dziadowie po zalesialitaki jest polski leśnictwa modelco go zazdrości nam Europajeśli naruszy go jakiś kundeldostanie w d... tęgiego kopa!autor sosnowikz wątku: http://www.forum.lasypolskie.pl/viewtopic.php?p=379974&sid=3987fe2377b9f80625d2b50920254597#379974OdpowiedzUsuńAnonimowy31 maja 2011 09:15Nie zaskarżyli. Chodzi tylko o drobiazgi natury formalnej wynikające z błędu urzędniczego, który musi być usunięty przez odpowiedni organ.Urzędnicy są od przestrzegania prawa, a nie jego stanowienia. Często nawet logika nic nie pomoże. Bo złamanie prawa jest złamaniem prawa. Wiele jest przykładów w naszym kraju bzdur wynikających z niespójności prawa i możliwości różnej jego interpretacji. Może więc zamiast roztrząsać czy ktoś komuś co wydał, zakazał pomyśleć i przeanalizować gdzie tak w rzeczywistości jest przysłowiowy pies pogrzebany. Bo mnie się widzi, że zarówno po stronie leśników, Pracowni, Romka, Leszy dla Puszczy ale i twórców polskiego prawa. Może więc warto by więcej energii poświęcić na poprawę polskiego prawa. W jego gąszczu bowiem każdą durnotę można wykonać, obronić i zaskarżyć. Wszystko zależy wyłącznie od prawników - ich subiektywnych odczuć i interpretacji. Stąd tak wiele spraw ciągnie się latami - a my wszyscy musimy za to płacić.OdpowiedzUsuńJanusz Korbel31 maja 2011 10:05Pies jest pogrzebany na naszej, wspólnie, a nie resortowo czy regionalnie, zamieszkiwanej i użytkowanej planecie :).. Oczywiście, trzeba poprawiać prawo, żeby było mniej absurdów, trzeba przypominać, że do "użytkowania" zalicza się też cieszenie się pięknem nienaruszonych procesów naturalnych, a bioróżnorodność to nie tylko zwiększanie ilości gatunków - mówienia i pisania o tym nigdy za mało: http://wyborcza.pl/1,87710,9693849,Co_to_znaczy_bioroznorodnosc_.htmlOdpowiedzUsuńAnonimowy31 maja 2011 11:11"Urzędnicy są od przestrzegania prawa, a nie jego stanowienia."Ale z uzasadnienia wyroku wynika, że urzędnicy Lasów Państwowych próbowali egzekwować prawo, które istnieje wyłącznie w ich głowach. A teraz zamiast powiedzieć - przepraszamy, to się więcej nie powtórzy i przestać brnąć w to bagno (zaskarżanie pozwoleń na badania) usiłują się wyślizgać z odpowiedzialności, bo prawo nie dobre. Żeneda.OdpowiedzUsuńAnonimowy31 maja 2011 12:53/.../Nie zaskarżyli. Chodzi tylko o drobiazgi natury formalnej wynikające z błędu urzędniczego, który musi być usunięty przez odpowiedni organ/.../Bzdura. Chodzi o wpisanie do decyzji zapisów okazywania pracownikom nadleśnictwa każdego stwierdzonego gatunku w terenie, co jest niewykonalne, ponieważ jak się okazało w praktyce pracownicy nadleśnictw nie mają na to czasu. Okazanie w często trudno dostępnym terenie dziesiatek, czy setek stanowisk pochłąnia drugie tyle, jeśli nie więcej czasu niż ich inwentaryzacja. Kto za to zapłaci? Nadleśnictwo? Chodzi o utrudnienie inwentaryzacji, bo czym mniej zinwentaryzowanych stanowisk, tym mniej problemów z ich ochroną i więcej kubików mozna pozyskać. I co ma Romek do pozwolenia na inwentaryzację chrząszczy?...OdpowiedzUsuńAnonimowy31 maja 2011 13:04Pozwolenie Romka na prace w rezerwatach też zostało zaskarżone. Czyli kolejne próby ograniczenia działań niezwiązanych z polowaniami i wyrębem. Welcom dewizowi myśliwi i deskarze, a reszta w....OdpowiedzUsuńAnonimowy31 maja 2011 14:44Chłopak jest winny bo to byla zorganizowana akcja pseudo-miłośników przyrody. Ktorzy udaja teraz głupa!OdpowiedzUsuńAnonimowy31 maja 2011 14:45Moim zdaniem to teraz lesnik nie ma nic do powiedzenia w lesie wiec wszyscy eko-oszołomy moga biegac i niszczyc las. gratuluje! zajmijcie sie powaznymi sprawami np. niszczeniem krajobrazu przez rolnikow ktorzy wycinaja zakrzaczenia.OdpowiedzUsuńAnonimowy31 maja 2011 14:47Niby przyrodnicy a nie maja pojecia nic na temat regulacji populacji zwierzyny. Bardziej szkodzicie niz pomagacie. Jasne do wziecia łapówy zeby nie blokowac jakiejs budowy to pierwsi!OdpowiedzUsuńAnonimowy31 maja 2011 15:20"Chłopak jest winny bo to byla zorganizowana akcja" - jasne, pseudoekolodzy, terroryści biorą łapówy a potem przekupują sędziów w Hajnówce i zapadają niesprawiedliwe wyroki. Dobrze ze oskarżyciel Lasów Państwowych, doświadczony podprokurator z procesów stanu wojennego, przynajmniej wiedział o co chodzi, bo znał się na regulowaniu pogłowia. Niestety, lobby pseudoekologów znowu wygrało :(OdpowiedzUsuńAnonimowy31 maja 2011 15:28O, wypełzły z nory idioty... I jak zwykle, zero merytorycznych uwag, jak ormowska bojówka za komuny. Wbiec na zebranie, dać komuś w ryj, pierdnąć i szybko uciec. Czyli standardowy poziom dyskusji ze strony tzw. "antyekologów". I w sumie dobrze - przynajmniej każdy widzi co to za ludzie i co sobą reprezentują.Np. to zdanie:"Moim zdaniem to teraz lesnik nie ma nic do powiedzenia w lesie wiec wszyscy eko-oszołomy moga biegac i niszczyc las."jasno pokazuje, że przynajmniej niektórzy pracownicy LP uważają lasy za własny folwark, na terenie którego polskie prawo, przynajmniej ich, nie obowiązuje.OdpowiedzUsuńAnonimowy31 maja 2011 20:07" Anonimowy pisze... Niby przyrodnicy a nie maja pojecia nic na temat regulacji populacji zwierzyny... 31 maja 2011 14:47 "Dobre! Ten niemiecki myśliwy miał niby oddać strzał selekcyjny? Niezły kit! Przecież myśliwym (zwłaszcza zagranicznym, ale nie tylko) zależy przede wszystkim na okazałym trofeum. Najlepiej medalowym! Po co więc pleść takie głupoty? I kto w nie uwierzy? Ciemny lud wcale nie jest taki ciemny...OdpowiedzUsuńAnonimowy31 maja 2011 20:37Romek dostałby zapewne jakąś grzywnę,a tylko i wyłącznie otumaniony świadek, który nie potrafił pokazać miejsca zdarzenia na mapie- pomógł młodemu ornitologowi.Pan JK, ostoja prawdomówności, jakoś skrzętnie ten temat pominął...OdpowiedzUsuńAnonimowy31 maja 2011 20:55Hmmm, a za co grzywnę? Skoro zarówno podleśniczy prowadzący myśliwego, jak i leśniczy ds. łowieckich zgodnie twierdzili, że chłopak żadnego wykroczenia nie popełnił i miał prawo być tam, gdzie był (tzn. w lesie podczas polowania).OdpowiedzUsuńAnonimowy31 maja 2011 21:49Anonimowi z 20:37 przypominam też o sentencji uzasadnienia wyroku. Wracając zaś do "otumanionego świadka" - gdyby umiał wskazać to co by to zmieniło? Coś takiego jak ostoja żubra w myśl prawa nie istnieje, przepisy bowiem przewidują wyłącznie ostoje zwierzyny łownej. To raz. Dwa - nawet jeśli przyjąć, że było to ostoja, to: jak była oznaczona? b/ były tam jakieś żubry?OdpowiedzUsuńAnonimowy31 maja 2011 22:04ostoje zwierzyny funkcjonują nawet wtedy kiedy zwierzyny nie ma w danym momencie na ich terenie i to nie usprawiedliwia wkraczania osób nieuprawnionych na ich terenOdpowiedzUsuńAnonimowy31 maja 2011 22:08podleśniczy i leśniczy ds łowieckich zeznawali tylko na okoliczność pierwszego spotkania 17 latka z leśnikami, natomiast "otumaniony" zeznawał o kolejnym incydencie tzn. przy ostoi żubra- więc nie należy tych dwu zdarzeń łączyćOdpowiedzUsuńAnonimowy31 maja 2011 22:09Do Anonima z 22:04:To wskaż przepis, na podstawie którego można ukarać za wejście na teren "ostoi żubra".OdpowiedzUsuńAnonimowy31 maja 2011 23:34wskaż przepis na podstawie którego tworzy się wogóle ostoje żubrów. Okazuje się, że ostoje żubrów są radosną twórczością miejscowych leśników, realizowaną bez umocowania prawnego. Można utworzyć ostoję jelenia, ale tego się nie doczekamy bo przecież niemcy muszą gdzieś strzelać.OdpowiedzUsuńAnonimowy31 maja 2011 23:43Nie leśnicy stworzyli ta ostoję żubra a BPN, bo to ta instytucja sprawuje pieczę nad całą populacją żubra w Puszczy Białowieskiej.OdpowiedzUsuńAnonimowy1 czerwca 2011 00:01Ustawa o ochronie przyrody art.46 i art. 49 regulują zasady powstawania i likwidacji stref ochrony tj. ostoi, miejsc rozrodu i regularnego przebywania zwierząt objętych ochroną gatunkowąOdpowiedzUsuńAnonimowy1 czerwca 2011 00:22"Nie leśnicy stworzyli ta ostoję żubra a BPN, bo to ta instytucja sprawuje pieczę nad całą populacją żubra w Puszczy Białowieskiej" - tym bardziej co Lasy Państwowe miały do zarzucania Romkowi? Nie słyszałam, żeby park narodowy ciągał kogoś po sądach.OdpowiedzUsuńLilith1 czerwca 2011 01:06Ten episod jaśnie wykazuje jaka jest jakość ludzka takich postaci,które ciągną NASTOLATKA do sądu, dlatego nieostrożnie przszkodził perwerseyjnej zabawej "właścicielów" lasów PAŃSTWOWYCH! Tacy ludzie powinny starac się pamiętać że lasy wcale nie należają do nich(i na szczęcie!),a skoro właśnie PAŃSTWOWY, należają do państwa, czyli do każdego obywatela. Przyzwyczajenie do władzy prowadzi do manii posiadania. Teraz myśliwy, dlatego że płaci, ma większe prawo cieszyć się państwowymi lasami niż młody chłopak,który bada ptaki??? Z tym chcecie nam mowić, że naprawdę wszystko może zostać kupiony, nawet dobra państwowe, kosztem prawa obywatelów, z których to państwo składa się???I własnie tacy ludzie, którzy zawsze argomentuja że ekolodzy, albo lepiej "pseudo-miłośniki" puszczy, jak ktoś ich nazywał, dbają więcej o przyrodę niż cłowieka, wreszcie pokazali nam wszystim jaki wielki szacunek mają wobec cłowieka...17-letniu cłowieka. Gratulacje. Wstyd to nie dosyć silne słowo dla takiej małostkowości.OdpowiedzUsuńAnonimowy1 czerwca 2011 05:33"Nie słyszałam, żeby park narodowy ciągał kogoś po sądach."omawiany teren ostoi żubra administracyjnie przynależy do LP, a rola BPN polega na dowożeniu siana w to miejsceOdpowiedzUsuńAnonimowy1 czerwca 2011 09:37Sędzia podczas rozprawy zapytał strażnika (upsss, byłego strażnika), czy chłopak mógł widzieć tablicę informującą, że jest to ostoja żubrów. Tenże były strażnik odpowiedział, że nie, bo napis jest tylko z jednej - przeciwnej - strony. Poza tym pan były strażnik NIE POTRAFIŁ WSKAZAĆ NA MAPIE miejsca, gdzie doszło do spotkania z Romkiem. Skąd więc pewność, że było to faktycznie na terenie ostoi żubrów?OdpowiedzUsuńAnonimowy1 czerwca 2011 13:51Audycja o powyższym wydarzeniu "Polowanie" Anny Bogdanowicz:http://www.radio.bialystok.pl/reportaz/index/k/3/n/60488OdpowiedzUsuńAnonimowy1 czerwca 2011 16:25"Skąd więc pewność, że było to faktycznie na terenie ostoi żubrów?"Zdaje się że tablice są ustawione w ten sposób, że jeśli ktoś idzie z zewnątrz i w kierunku ostoi- to napisy widzi, natomiast kiedy znajduje się w środku ostoi- to treści tablic nie widzi.Idiotyzmem by było gdyby takie tablice były dwustronne- bo ludzie w ogóle by nie wiedzieli z której strony jest ostoja.Poza tym nawet brak tablic nie usprawiedliwia wtargnięcia na teren na który wchodzić nie wolno.Ponadto problem jest taki, że tablice są ustawione tylko na skrzyżowaniu linii oddziałowych tj. co 0,5km,a pewnie nie którzy by chcieli tablic co 10m.OdpowiedzUsuńAnonimowy1 czerwca 2011 16:34Kolego "milicjancie" z 16:25, idiotyzmem to jest twoje czepialstwo i chęć udowodnienia, że chłopak popełnił wykroczenie. Dla mnie nic ciebie nie usprawiedliwia, powinieneś zamieszkać w sąsiednim kraju (myślę o wschodniej granicy) tam twoja logika jest bardzo poszukiwana.OdpowiedzUsuńAnonimowy1 czerwca 2011 17:16" Anonimowy pisze... ...Poza tym nawet brak tablic nie usprawiedliwia wtargnięcia na teren na który wchodzić nie wolno.1 czerwca 2011 16:25" Hmmm, to skąd mamy wiedzieć, że W DANE MIEJSCE nie wolno wchodzić? Zwłaszcza, że las w wielu miejscach podobny. Czytać w myślach strażników leśnych? Paranoja!OdpowiedzUsuńAnonimowy1 czerwca 2011 20:38Ja poproszę jednak o wskazanie dokładnego przepisu (rozporządzenia) z którego wynika tworzenie tej ostoi dla żubrów. Bo mam poważne i uzasadnione przypuszczenia, że z formalno-prawnego punktu widzenia ona nie istnieje. Abstrahując od tego, jak już tu ktoś wspominał, nie wiadomo czy Romek w ogóle był w jakiejś ostoi, bo strażnik leśny (sic) nie potrafił na mapie wskazać miejsca, w którym rzekomo doszło do spotkania. Swoją drogą - jak z takim poziomem wiedzy można było być komendantem straży w Hajnówce i czy wszyscy pracownicy tego nadleśnictwa wykazują się podobnym profesjonalizmem? Może kolega czepialski, ze stylu wnoszę - Chrobry - objaśni nam tę kwestię. Więcej wówczas z niego będzie pożytku, niż jak donosy do dyrektora BPN smaruje, o tym że naukowcy bez sensu po ścisłym chodzą. A swoją drogą jak widać pewne cechy tkwią po prostu w duszy i z ustrojem politycznym niewiele mają wspólnego.OdpowiedzUsuńAnonimowy1 czerwca 2011 22:17"Kolego "milicjancie" z 16:25, idiotyzmem to jest twoje czepialstwo i chęć udowodnienia"Towarzyszu miły z 16:34Opisałem stan oznakowania tejże ostoi po to aby ci którzy tam nie byli mogli coś- niecoś zrozumieć z przebiegu sprawy sądowej.Co do do rady osiedlania się na Białorusi to serdecznie dziękuję, bo wystarczy mi na razie nasz "idealnie" skonstruowany kraj. Sokoro wszystkich, którzy się z tobą nie zgadzają- byś wyrzucał na Białoruś- to gratuluję zielonej tolerancji.OdpowiedzUsuńAnonimowy1 czerwca 2011 22:27"Hmmm, to skąd mamy wiedzieć, że W DANE MIEJSCE nie wolno wchodzić? "Na terenach rezerwatów też nie można przybywać, a broń Boże - zbierać grzyby,a rezerwaty nie są super dokładnie oznaczone w terenie- po prostu trzeba mieć porządna mapę- bo niewiedza nie usprawiedliwia wykroczenia.Faktycznie to np jeśli zejdziesz do lasu przy drodze Hajnówka - Białowieża to już popełniasz wykroczenie bo wtargnąłeś na teren rez. im. Szafera.OdpowiedzUsuńAnonimowy1 czerwca 2011 22:56Rezerwat Szafera nie jest ścisły, a cała sprawa dotyczy intencji ludzi. Trzeba widzieć intencje. Można posługiwać się prawem dla dobra wspólnego i można szukać sposobów wykorzystywania prawa dla prześladowania niewygodnych ludzi. Ten drugi przypadek reprezentują leśnicy.OdpowiedzUsuńAnonimowy1 czerwca 2011 23:15bzdury piszesz, gdybyśmy dowolnie podchodzili do prawa to mielibyśmy tu BiałoruśOdpowiedzUsuńJanusz Korbel1 czerwca 2011 23:33Zdaje się, że w Białorusi nie podchodzi się do prawa dowolnie, tylko według oczekiwań sprawujących władzę. Ja sam byłem w 1980 roku w USA i jadąc pożyczonym samochodem, słabo znając amerykańskie prawo, zostałem zatrzymany przez policję. Kiedy powiedziałem skąd jestem i dlaczego zatrzymałem się w tym miejscu, żeby zrobić zdjęcie - usłyszałem bardzo miłą odpowiedź, że policjant rozumie moje niezrozumienie prawa, że nie przyjechał po to, żeby mnie karać ale, żeby pomóc. I że 500 m dalej będę miał dobre miejsce do fotografowania. Zapamiętałem tę rozmowę, bo po opuszczeniu peerelu miałem doświadczenie, że może być kompletnie inna relacja między przedstawicielem władzy a obywatelem. Nie jestem wcale fanem USA, ale jestem wrogiem postkomuchowego myślenia, które przejawia się w tych dysputach wobec Romka. Prawo się zrealizowało w postaci wyroku niezawisłego sądu. Koniec, kropka. Lasy są naszym wspólnym dobrem, a nie myśliwych czy leśników.OdpowiedzUsuńAnonimowy2 czerwca 2011 00:13/.../ Ustawa o ochronie przyrody art.46 i art. 49 regulują zasady powstawania i likwidacji stref ochrony tj. ostoi, miejsc rozrodu i regularnego przebywania zwierząt objętych ochroną gatunkową /.../Wczytaj się Pan wnikliwie w te artykuły. Jest tam odniesienie do rozporządzenia o ochronie dziko występujących zwięrząt objętych ochroną. Widzisz Pan tam wśród gatunków "strefowych" żubra? I gdyby te ostoje żubra były tworzone w oparciu o w/w przepisy to byłyby to strefy ochronne, a nie ostoje, które dotyczą miejsc ochrony zwierzyny łownej. A żubr to ani zwierzyna łowna, ani gatunek strefowy.Pytam się więc raz jeszcze - na podstawie jakich konkretnie przepisów są tworzone te ostoje?Czuję, że podstawa prawna została wyssana z palca przez specjalistę ds Puszczy z RDLP.Te ostoje to pic na wodę i fotomontaż, że niby leśnicy chronią żubra, a w tych ostojach normalne pozyskanie się odbywa.OdpowiedzUsuńAnonimowy2 czerwca 2011 06:29"Wczytaj się Pan wnikliwie w te artykuły."strefy ochronne są tworzone dla ochrony ostoi zwierzyny- więc na jedno wychodzi, strefa czy ostoja -ważne że cel jest jasno określony.Ponadto nigdzie nie jest powiedziane że nie można tworzyć stref ochrony (dla ochrony ostoi zwierząt) dotyczących gatunków podlegających ochronie ścisłej.Więc sam Pan czytaj dokładniej i nie mieszaj ludziom w głowach swoimi pseudo - interpretacjami ustawy.OdpowiedzUsuńJanusz Korbel2 czerwca 2011 10:27>nigdzie nie jest powiedziane że nie można tworzyć stref ochrony (dla ochrony ostoi zwierząt) dotyczących gatunków podlegających ochronie ścisłej< - to ciekawy wątek. Nie znam się na prawie, ale wydaje mi się, że prawo nie może być definiowane na zasadzie, że wszystko, co w przepisie nie jest ujęte się w nim mieści. Przysłuchując się pierwszej rozprawie Romka usłyszałem z ust prawnika, specjalisty od prawa w dziedzinie ochrony przyrody, interpretację, że gdy mowa o ostojach zwierzyny dotyczy to wyłącznie zwierzyny łownej. Ostoja żubra ma w tym świetle takie samo umocowanie prawne jak n.p. "ostoja dobrego samopoczucia". Oczywiście, można takie tablice ustawiać, widziałem w Irlandii tablicę: "obszar ciszy, nie używać silników" i wyjaśniono mi, że to prośba właściciela obszaru, ale nie można za złamanie tej prośby karać.OdpowiedzUsuńAnonimowy2 czerwca 2011 10:35Strefa i ostoja to dwie różne formy ochrony, z różnymi zakazami i jesli ktoś nie widzi miedzy nimi różnicy, to znaczy, że nie potrafi czytac przepisów. Stefy można tworzyć tylko dla gatunków strefowych, ujętych w załączniku do rozporzadzenia MŚ. Spróbuj pan utworzyć strefe dla np dziecioła trójpalczastego. Jesli RDOŚ wyda taką decyzję to zwróce honor.Jak zwykle - leśnicy mądrzejsi od ministra, kreują swój model ochrony w oparciu o wyimaginowane przepisy.OdpowiedzUsuńAnonimowy2 czerwca 2011 10:38Tacy to zarządcy Puszczy - ani prawa nie znają, ani przyrody puszczy, ani na mapie nie potrafią wskazać miejsca w którym wydarzyło się coś ważnego... Wiedzą skąd stare drzewa wyciąć by dobrze zarobić i dokąd zawieść niemca na jelenia, by mu dogodzić. Świnie pasać, a nie Puszczą zarządzać.OdpowiedzUsuńAnonimowy8 czerwca 2011 22:16Jak leśnicy postawili 17-latka przed sądemhttp://www.wspolczesna.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20110605/MAGAZYN/214809183OdpowiedzUsuńAnonimowy8 sierpnia 2011 16:54a prawda leży po środku, nb leży i kwiczy...OdpowiedzUsuńDodaj komentarzWczytaj więcej...
Z najpiękniejszego miejsca na ziemi...
„Oglądał ptaszki” czyli kuriozalna rozprawa sprowo...
Ministerstwo znowu zaprasza
Ziemia w połowie kulista (na marginesie konferencj...
RDLP Białystok nie podejmuje się certyfikacji najl...
Konkurs na najzabawniejsze badanie naukowe
Kilka zdjęć z raju
O czym mówiono na spotkaniu dotyczącym ochrony obs...
Ognisko w rezerwacie
Oczekiwania społeczno – przyrodnicze ekologów i pr...