Source: http://polskietradycje.pl/artykuly/widok/643
Timestamp: 2019-03-20 17:34:32+00:00
Document Index: 85815370

Matched Legal Cases: ['Art. 1', 'art. 14', 'Art. 1', 'Art. 10', 'art. 4', 'art. 8', 'art. 1', 'Art. 1']

ww.polskietradycje.pl | Mowy sejmowe Sejm Ustawodawczy, 22 października 1920 r., dyskusja przedstawicieli klubów o ratyfikacji umowy o preliminaryjnym pokoju i rozejmie, zawartej w Rydze
Sejm Ustawodawczy, 22 października 1920 r., dyskusja przedstawicieli klubów o ratyfikacji umowy o preliminaryjnym pokoju i rozejmie, zawartej w Rydze
Sprawozdanie stenograficzne z 177 posiedzenia Sejmu Ustawodawczego z dnia 22 października 1920 r.
Marszałek[1]:
Przystępujemy do porządku dziennego. Nr. 1: Sprawa, ratyfikacji umowy o preliminariach pokojowych z dnia 11 października 1920 r. oraz umowy o rozejmie z dnia 12 października 1920 r. sporządzonych i podpisanych w Rydze przez pełnomocników Rządu Rzeczypospolitej Polskiej tudzież pełnomocników Rządu R. S. F. R. R. i U. S. R. R.
Zanim otworzę w tej sprawie dyskusję, należy mi podkreślić historyczną chwilę, którą dziś przeżywamy. Dążyliśmy wytrwale do pokoju, bo tylko pokój może dać błogosławieństwo porządku wewnętrznego, a tym samym możność pracy około odbudowy przyszłości kraju, znękanego długotrwałą wojną.
Nie oddawaliśmy się wprawdzie nigdy złudzeniu, że dosyć jest chcieć pokoju z dotychczasowym wrogiem, ażeby mieć pokój w rzeczywistości, ale liczyliśmy i liczymy na to, że ktokolwiek kierować będzie narodem rosyjskim, nie rozpocznie nowej wojny, gdy przypomni sobie straszne skutki tej, którą przeżywaliśmy i gdy naród rosyjski nie będzie miał rozsądnego powodu do zrywania pokoju.
Szukaliśmy pokoju nie tylko z rządem Sowietów, ale raczej z narodem rosyjskim. To też, podpisując preliminaria, staraliśmy się granicę państwową z Rosją ustalić na podstawie pogodzenia żywotnych interesów obu narodów, a nie uzależniliśmy warunków pokoju od położenia na froncie bojowym. Że w tym stanie rzeczy należało zapomnieć wiele krzywd, wyrządzonych nam i ojcom naszym, poświęcić, choć z bólem serca, niejedną chlubną tradycję, pozostawić na wschodzie poza granicami Ojczyzny milionową rzeszę naszych braci, którzy przez półtora wieku ciężkimi ofiarami dochowali jej wierności, zbyteczna dodawać. Nie wyzyskaliśmy naszych ostatnich zwycięstw, ale historia nas nie oskarży, że narzuciliśmy narodowi rosyjskiemu w chwilach jego niedoli pokój, naruszający zasady słuszności.
Z całego serca wypełniam przy tej sposobności miły obowiązek, składając w imieniu Sejmu serdeczne podziękowanie naszej delegacji pokojowej za jej długą, mozolną i szarpiącą nerwy, ale wydatną pracę w Mińsku i w Rydze. Cześć! (Oklaski. Głosy: Cześć!)
Głos ma p. Prezydent Ministrów.
Prezydent Ministrów Witos[2]:
Wysoki Sejmie! W imieniu Rządu przedkładam Wysokiemu Sejmowi preliminarny traktat pokojowy i rozejm, zawarty i podpisany dn. 12 b. m. w Rydze pomiędzy delegacją Rzeczypospolitej Polskiej a przedstawicielami Republik Sowieckich, Rosyjskiej i Ukraińskiej z prośbą o jego zatwierdzenie.
Rząd, który uczynił wszystko, co było w jego mocy, ażeby przerwać rozlew krwi i dać zmęczonemu społeczeństwu i spokój upragniony i możność pokojowej pracy, po głębokiej rozwadze zgodził się jednomyślnie na ratyfikację traktatu bez jakichkolwiek zmian.
Po raz pierwszy od czasu powstania, niepodległej Polski Rząd Rzeczypospolitej staje dziś przed Wysokim Sejmem w atmosferze nie wojennego zgiełku, lecz pokoju. (Brawa).
Nie jest naszą winą, że od samego zarania niepodległości prowadziliśmy wojnę. Ani naród, ani Rząd – co uważam i za wskazane raz jeszcze z naciskiem podkreślić – nie prowadził walki dla zaborów. (Brawa). Nie chęć przygód, nie awanturniczość, ale ciężka konieczność obrony państwowego bytu włożyła nam oręż do ręki. (Brawa). Musieliśmy wojnę prowadzić, bośmy nie chcieli stracić uzyskanej niepodległości. Prowadząc jednak wojnę, niczego nie pragnęliśmy bardziej, jak pokoju, który nam może więcej, niż komu innemu był potrzebny, bośmy mieli nie tylko odbudowywać Państwo, ale też wiekową kulturę i gospodarczy dorobek, jakiego nas pozbawiła światowa wojna.
Zasady, o których ustalenie w traktacie staraliśmy się od początku rokowań, były zawsze jedne i te same i wtedy, kiedy koło fortuny wojennej zdawało się od nas odwracać i później, skoro zbiorowy wysiłek narodu, wytrwałe męstwo żołnierza i zdolność wodza przyniosły nam zwycięstwo. (Brawa). Zmierzały one do zabezpieczenia bytu i przyszłości Polski przy uszanowaniu prawa do bytu i samostanowieniu ludów, wchodzących niegdyś w skład historycznej Polski, ujarzmionych potem przez carską Rosję, a którym obrót wojny światowej przyniósł szanse wolności. Nie żądaliśmy też od rządu Sowietów niczego, co by nie odpowiadało zasadom sprawiedliwości i słusznego prawa, bo nie chcieliśmy stwarzać stanu, który by w przyszłości utrudnić mógł dobre stosunki między narodem polskim a rosyjskim. (Brawa)
Traktat ryski jest wybitnym świadectwem szczerej woli porozumienia i usunięcia powodów przyszłych konfliktów. (Brawa). Mamy więc prawo upatrywać w nim najsilniejszą rękojmię trwałości tego pokoju. (Brawa).
Przed rokiem Wysoki Sejm ratyfikował traktat Wersalski, powołujący Państwo Polskie do nowego niepodległego bytu, dziś przystępuje Sejm do ratyfikacji pokoju, przynoszącego kres wojnie, która sprawiła, że niepodległość, o którą walczyły całe pokolenia, zaścielając kośćmi bohaterów wszystkie niemal pobojowiska świata, – gdzie krew o wolność się lała, opłacił naród polski krwawo i ciężko. Wchodzimy naprawdę do rodziny narodów wolnych dopiero z tą chwilą, gdy do wspaniałego aktu sprawiedliwości, wymierzonej naszemu narodowi przez zwycięskie państwa Ententy dołączył się nasz własny wysiłek, (Brawo) własny ogrom ofiary mienia i krwi, która jest najsilniejszym cementem fundamentów i trwałości Państwa. (Brawa).
Traktat ryski, przywracając pokój na wschodzie Europy, oddziała z pewnością potężnie na odrodzenie twórczej pracy w całej Europie. Widmo rewolucji bolszewickiej, grożące Europie i światu nową pożogą wojenną, zostało naszym wysiłkiem i naszą krwią usunięte. (Brawa). Możność pokojowej pracy wszystkich narodów, obecnie stworzona, ułatwi podźwignięcie się wszystkich społeczeństw z ruiny, w którą je wtrąciła wojna światowa, i ułatwi ich rozwój na drodze ewolucji. (Głos: Tak jest!)
Przed narodem naszym, który teraz nareszcie może odetchnąć wolną piersią, otwiera się pole olbrzymiej pracy. Wzmoże się ona niewątpliwie w całej Europie, a wzmóc się powinna w najwyższym stopniu w naszym Państwie. (Głos: słusznie). Każda stracona bezczynnie godzina – to musi sobie uświadomić każdy Polak – jest zbrodnią wobec narodu i Państwa (Brawa). W rodzinie ludów europejskich nastaje teraz okres rywalizacji w dążeniu do wytwarzania jak największej ilości dóbr. Z tej rywalizacji zwycięsko wyjdzie ten naród, który skupi wszystkie siły w potężnym wysiłku na wszystkich polach pracy. (Brawa). Dlatego w tej uroczystej chwili, w dniu, w którym ze szpalt pism znikły nareszcie komunikaty wojenne, pozwalam sobie zwrócić się w imieniu Rządu już nie tylko do Wysokiego Sejmu, ale do całego narodu z przypomnieniem: Bez pracy zorganizowanej, oszczędności, bez świadomości, że każdy dzień powinien przynosić wzmożenie się narodowych bogactw, owoce zwycięskiej wojny mogą pójść na marne. (Głos: Tak jest. Brawa, oklaski).
Nie pójdą na marne, jeśli chwila zakończenia walki będzie zarazem dla całego społeczeństwa chwilą ślubowania, że podejmuje ono z wytężeniem wszystkich sił trud pracy twórczej i że ta praca w tym celu będzie, aby zabezpieczyć zdrową i szczęśliwą przyszłość narodu. (Powszechne brawa i oklaski).
Marszałek: Głos ma sprawozdawca Komisji p. Falkowski.
P. Falkowski[3]:
Wysoka Izbo! Pełnomocnicy Rządu Rzeczypospolitej Polskiej z jednej strony, a pełnomocnicy rządu Rosyjskiej Federacyjnej Socjalistycznej Republiki Rad i Ukraińskiej Socjalistycznej Republiki Rad z drugiej strony w dniu 12 b. m. podpisali sporządzoną przez siebie umowę o preliminariach pokojowych i o rozejmie. Dzisiaj treść tych umów mam zaszczyt przedstawić w imieniu Komisji Spraw Zagranicznych Wysokiemu Sejmowi i prosić Wysoką Izbę o zatwierdzenie ustaw o ratyfikacji umów, zawartych w Rydze o rozejmie i preliminariach pokojowych między Rzecząpospolitą Polską a Rosyjską i Ukraińską Republikami Rad, i o upoważnienie p. Naczelnika Państwa do podpisania ratyfikacji umowy w imieniu Rzeczypospolitej Polskiej, a o powierzenie wykonania samej ustawy p. Prezydentowi Ministrów i p. Ministrowi Spraw Zagranicznych.
Komisja Spraw Zagranicznych przyjęła do wiadomości treść tych umów jednomyślnie, uznając je za podstawę, która posłuży do ułożenia szczegółów pokoju definitywnego.
W preliminariach tych nie zadecydowano ostatecznie o wszystkich sprawach. Ustalone w nich są przede wszystkim: sprawa granic Rzeczypospolitej Polskiej, sprawa stosunku wzajemnego państw rokujących, oraz sprawa wzajemnych rozrachunków.
W preliminariach pokojowych przebija przede wszystkim jeden rys, rys nie powszedni, rys zwracający na siebie uwagą powszechną: to wybitne umiarkowanie w żądaniach, jakie okazali nasi delegaci w Rydze. Polska nie poszła za przykładem Sowietów, które w okresie zwycięstw nad Polską dyktowały nam warunki nie do przyjęcia, warunki, które godziły w całość i potęgę naszej Rzeczypospolitej.
Jak wówczas, w chwili nieszczęść, Polska nie padła upokorzona do nóg ówczesnego zwycięscy, choć wojska jego zbliżały się do naszej stolicy, jak Polska wówczas zorganizowała silny opór i, nabrawszy tchu, odparła wroga, i nie tylko odparto go ale następnie całkowicie go rozgromiono, tak i dzisiaj jako zwycięscy nie korzystaliśmy ze swej znacznej przewagi militarnej, by podyktować Sowdepi warunki upokarzające dla niej, nie narzuciliśmy jej pokoju zwycięskiego do czego zresztą mieliśmy za sobą dotychczas panujące w świecie prawo zwyczajowe. Polska zrobiła w tych obyczajach pierwszy wyłom i to wyłom potężny.
Ton umiarkowania przebijał się w naszych żądaniach. Wszystkie kwestie sporne załatwiono w Rydze drogą porozumienia, co uroczyście potwierdzili i podkreślili sami nasi współkontrahenci. Życzeniem naszym było zawarcie pokoju nie prowizorycznego, nie pokoju jedynie z bolszewią, której niektórzy przepowiadają krótkie istnienie, myśmy pragnęli załatwić ostatecznie ten odwieczny spór polsko-rosyjski. Stąd w naszych żądaniach ton umiarkowany.
My zobowiązań dotrzymamy. Sądzę, że żaden z punktów traktatu nie da przeciwnikowi naszemu okazji do rewanżu. Sądzimy, że strona przeciwna okaże się lojalną i że dotrzyma przyjętych zobowiązań, a przez to nasz przeciwnik nie spowoduje tego, żeby obecny stan rzeczy na froncie, na kresach naszych wschodnich nie zamienił się znów na nowo w stan wojny. Polska pragnie szczerze i gorąco pokoju, pragnie szczerze i gorąco zakończenia wojny, bo nam jest śpieszno do pracy produkcyjnej, śpieszno nam, byśmy znów nawiązać mogli nić do tej roli, jaką Rzeczpospolita odgrywała w momentach swej dawnej potęgi i chwały, jaką jaśniała za czasów Jagiellonów i Sobieskich, by mogła w spokoju kontynuować tylko przez wypadki dziejowe przerwaną pracę cywilizacyjną dla dobra naszego kraju, narodu i całej ludzkości.
W imieniu Komisji Spraw Zagranicznych proponuję Wysokiemu Sejmowi przyjęcie następującej ustawy: (czyta).
z dnia … 1920 r.
o ratyfikacji umowy o rozejm i preliminaria pokojowe miedzy Rzecząpospolitą Polską, a Rosyjską Federacyjną Socjalistyczną Republiką Rad i Ukraińską Socjalistyczną Republiką Rad, podpisanej w Rydze 12 października 1920 r.
Sejm Rzeczypospolitej Polskiej zatwierdza umową oraz i preliminaria pokojowe między Rzecząpospolitą Polską z jednej a Rosyjską Federacyjną Socjalistyczną Republiką Rad i Ukraińską Socjalistyczną Republiką Rad z drugiej strony, podpisaną przez Przedstawicieli Rzeczypospolitej Polskiej na Konferencji Pokojowej w Rydze Jana Dąbskiego oraz Norberta Barlickiego, Stanisława Grabskiego, Witolda Kamienieckiego, Władysława Kiernika, Mieczysława Kulińskiego, Adama Mieczkowskiego, Leona Wasilewskiego, Ludwika Waszkiewicza i Michała Wichlińskiego w dn. 12 października 1920 r.
Sejm Rzeczypospolitej Polskiej upoważnia Naczelnika Państwa Józefa Piłsudskiego do podpisania ratyfikacji umowy powyższej w imieniu Rzeczypospolitej Polskiej.
Wykonanie niniejszej ustawy poleca sią Prezydentowi Ministrów i Ministrowi Spraw Zagranicznych.
Marszałek: Głos ma p. Osiecki.
P. Osiecki[4]:
W imieniu Polskiego Stronnictwa Ludowego mam zaszczyt oświadczyć, że przyjmujemy umową o pokoju preliminarnym i o rozejmie z Rosją sowiecką i Ukrainą sowiecką, przyjmujemy również ustawą, zaproponowaną o tychże preliminariach przez rząd. Przyjmujemy umową z radością, albowiem kładzie ona wreszcie tamą potokowi krwi, jaki sią od dłuższego czasu lał na polach bitew wschodu i wreszcie wprowadza nas w okres pokoju, w którym społeczeństwo nasze będzie mogło dalej pracować nad uporządkowaniem swoich stosunków wewnętrznych i podniesieniem gospodarczym.
Należy podkreślić z uznaniem, że Rząd pokój honorowy, który ma być zawarty, oparł na dobrowolnym porozumieniu, które okazuje daleko posunięte nasze umiarkowanie. Nie tak to dawno – jak to podkreślił szanowny sprawozdawca Komisji Spraw Zagranicznych, kiedy sytuacja przedstawiała się nieco inaczej. Gdy szala zwycięstwa poczęła przechylać się na stroną bolszewików, nie zawahali sią oni podyktować nam takie warunki, których żaden naród, myślący o swej niepodległości, nie mógłby przyjąć. Niestety znalazło się nawet jedno z wielkich państw sprzymierzonych, które nam zamiast pomocy udzieliło „życzliwej” rady, ażeby te warunki pokojowe przyjąć. Rząd nie poszedł drogą przeciwnika, Rząd i delegacja pokojowa pozostały przy swoich umiarkowanych warunkach, które były ułożone jeszcze wtedy, gdy nasza delegacja udawała się do Mińska. Warunki te były podtrzymane i w Rydze. Na tych warunkach nareszcie pokój został zawarty. Te preliminaria pokojowe, podpisane w Rydze, świadczą dobitnie o tym, jak Polska była daleka od wszelkiego imperializmu, o który ją tak gorliwie zewsząd posądzano. I te preliminaria pokojowe dadzą nam rękojmią, że nareszcie będzie zawarty pokój, który powinien być trwały, gdyż oparty jest nie na przemocy, lecz na porozumieniu.
Art. 1 preliminariów pokojowych gwarantuje niepodległość Białej Rusi i Ukrainy. Witamy z uznaniem ten ustąp umowy, albowiem może w najbliższych czasach przywróci on niepodległość sąsiadującym z nami narodom, z którymi chcemy żyć w przyjaźni i zgodzie sąsiedzkiej.
Również należy podkreślić z uznaniem i ten punkt, który wyznacza naszą granicą z Łotwą. I z tym państwem, jak z wszystkimi innymi, pragnęlibyśmy żyć w przyjaźni, ile że ma ono dla nas wielkie znaczenie pod wzglądem ekonomicznym.
W tych częściach byłego imperium rosyjskiego, które zostały przyłączone do Państwa polskiego, przeważa ludność polska. Znajdują sią tam jednak i mniejszości narodowe, które będą odtąd żyły z nami w granicach jednego państwa. Polskie Stronnictwo Ludowe, jak zawsze tak i teraz, stojąc na stanowisku pełnej tolerancji, będzie dążyło do tego, ażeby odrębności narodowe i kulturalne tych mniejszości narodowych, które sią znalazły dzięki temu traktatowi w granicach Państwa, były zagwarantowane.
Wreszcie należy zaznaczyć, że, aczkolwiek ogólnikowo, przyszły traktat pokojowy obejmuje także i warunki ekonomiczne. Należy zwrócić uwagą Rządu i przyszłej delegacji pokojowej na to, ażeby uwzględniły te warunki ekonomiczne, które nas wiązały z Rosją, przede wszystkim tą część Polski, która sią znajdowała dawniej w obrąbie imperium rosyjskiego. Instytucje społeczne i jednostki były związane wielu nićmi ekonomicznemu z państwem rosyjskim i dzisiaj są mocno zainteresowane w rewindykacji swoich majątków, które zostały i po tamtej stronie granicy. Wyrażam to , przekonanie, że przyszły traktat w należyty sposób to uwzględni.
Kończąc, muszę wyrazić w imieniu Polskiego Stronnictwa Ludowego uznanie dla Rządu i delegacji pokojowej za ich prace pełne trudów i niebezpieczeństw, które ostatecznie wynik pomyślny uwieńczył. Zaznaczyć jednak należy, że podstawę dla tych pomyślnych rokowań stworzyła przede wszystkim nasza bohaterska armia, zdolność jej przywódców, krew serdeczna naszych braci i synów, którzy polegli na tej wojnie. Dlatego wyrażamy naszym bohaterom cześć (Brawa. Okrzyki: Cześć!).
Marszałek: Głos ma p. Marian Seyda.
P. Marian Seyda[5]:
Związek Ludowo-Narodowy przyjmuje z zadowoleniem do wiadomości ryską umowę o preliminariach pokojowych z Rosyjską Socjalistyczną Federacyjną Republiką Rad i Ukraińską Socjalistyczną Republiką Rad, która to umowa stanowić ma podstawę traktatu pokojowego. Byliśmy zawsze tego zdania, że Polska nie powinna walczyć ani o jeden dzień za krótko, dopóki jej cele wojenne nie będą osiągnięte, ale wychodziliśmy niemniej z tego założenia, że Polska nie powinna wojny ani o jedną dobę przedłużać, skoro cele te będą już dopięte. Byliśmy zawsze przeciwnikami prowadzenia wojny dla wojny, której przeciąganie w nieskończoność nie leży na pewno w interesie narodu i Państwa. Naród Polski złożył na tej wojnie na ołtarzu Ojczyzny hekatombę olbrzymią, złożył ją ofiarnie i ochoczo. Ale skoro krew i trud żołnierza polskiego, skoro wysiłek polskiego ogółu wydały już ten skutek, że Polska mogła od przeciwnika uzyskać zgodę na granicę sprawiedliwą, a niezbędną dla jej państwowej egzystencji i mocy, wówczas naród polski oświadczył się szczerze i stanowczo za pokojem i do tego pokoju szczerze i stanowczo dążył. Dowodem tego, że polskie warunki pokojowe pozostały mimo naszego zwycięstwa te same, co w Mińsku, chociaż pertraktacje w Mińsku poprzedzą okres naszych niepowodzeń. Dowodem tego niemniej całe zachowanie się delegacji polskiej, która od pierwszego dnia pracowała skutecznie nad usunięciem przeszkód i doprowadzeniem konferencji pokojowej do wyniku pozytywnego.
W chwili doniosłej, w której Sejm Rzeczypospolitej Polskiej decyduje o ratyfikacji umowy, mającej stanowić podstawę – mamy nadzieję – wiekowego pokojowego współżycia Polski z sąsiadami jej w Europie wschodniej, Związek Ludowo-Narodowy nie uważa za wskazane analizować przebiegu wojny z Rosją bolszewicką i związanej z nią polityki. Ograniczamy się dzisiaj do określenia stosunku naszego do wyniku pertraktacji ryskich.
Granica Polski, na którą zgodziła się delegacja rządów Rosyjskiej i Ukraińskiej Republiki Rad, nie obejmuje całego żywiołu polskiego na ziemiach wschodnich, obejmuje go mniej, niż to przewidywały nasze plany. Jest to dla ludności polskiej, która pozostaje poza granicami
Rzeczypospolitej Polskiej, niewątpliwie bardzo bolesne, ale ludność ta nie pozostaje bez opieki, ma ona artykułem 4. umowy ryskiej zabezpieczony swobodny rozwój kultury, języka i wykonania obrządków religijnych w tej mierze, w jakiej to w Polsce mieć będą osoby narodowości rosyjskiej i ukraińskiej. Faktem zaś jest, że umowa o preliminariach pokojowych daje Polsce pod względem granic to, co delegacja polska w obecnych warunkach uzyskać mogła.
Ziemie, położone na zachód od linii granicznej, uznano za integralną część Rzeczypospolitej Polskiej. A stało się to nie tylko dlatego, że ziemie te zostały wyzwolone orężem polskim, ale niewątpliwie i w potwierdzeniu prawdy, że ludność tych ziem kulturą i cywilizacją zawsze do Polski ciążyła. Obecnie wróci ona z radością w jej ramy państwowe a korzystać w nich będzie z pełnej swobody obywatelskiej i narodowej bez różnicy pochodzenia, wyznania czy języka.
Racjonalnej zasadzie na której w Rydze rozstrzygniętą została sprawa wschodniej granicy Polski, towarzyszy zdrowy duch ogólny umowy, któremu ustęp jej daje wyraz w uroczystej deklaracji, że kładzie się podstawę trwałego, honorowego i na wzajemnym porozumieniu opartego pokoju. Mamy nadzieję, że to umiarkowaniem podyktowane pokojowe likwidowanie wojny przez zwycięską Polskę zaświadczy przed forum międzynarodowego świata politycznego w sposób właściwy o moralnych pobudkach i politycznych zamiarach narodu polskiego, że będzie przez ten świat stosownie ocenione i raz ostatecznie choćby w łonie państw sprzymierzonych położy kres intrygom tych czynników, które pracują przeciw najżywotniejszym interesom Rzeczypospolitej Polskiej i tym samym zamącają stosunki sojusznicze Polski z wielkimi demokracjami Zachodu, ten kamień węgielny polskiej polityki zagranicznej.
Umowa zawarta w Rydze jest pod względem prawnym umową z Rosją i Ukrainą Sowiecką, ale Polska patrzy na powstający traktat pokojowy politycznie jako na fundament trwałego pokoju między narodem polskim a narodem rosyjskim i ukraińskim, oraz ludami, jak białoruskim, zamieszkującymi te ziemie, w których wedle art. 14 umowy Rosja i Ukraina przejmuje wszelkie wobec Polski zobowiązania. Polska pragnie ze swymi sąsiadami wschodnimi żyć w trwałej zgodzie, czego wymaga dobro wzajemne; dlatego wysunęła delegacja polska w Rydze warunki wprawdzie niezbędne dla zabezpieczenia państwowych interesów Rzeczypospolitej Polskiej, ale zarazem nie godzące ani w horror, ani w podstawy egzystencji strony drugiej.
Jakikolwiek będzie rozwój wewnętrznych stosunków w Rosji i na Ukrainie, do których mieszać się nie zamierzamy, Polska będzie granicy, ustalonej w Rydze, broniła stanowczo wobec wszystkich, ale będzie tak samo konsekwentnie dążyła do utrzymania trwałego pokoju z narodami, zainteresowanymi umową ryską.
Związek Ludowo-Narodowy będzie głosował za ratyfikowaniem umowy przez Sejm. Jej owoce są dziełem przede wszystkim wytrzymałości i waleczności wojska polskiego, dalej woli zwyciężenia ogółu polskiego, zelektryzowanego niebezpieczeństwem sierpniowym, ostatecznie także dziełem harmonijnego i umiejętnego działania naszej delegacji pokojowej. Oby społeczeństwo polskie w ramy państwowe, które się obecnie zamkną od wschodu, włożyło harmonijny wysiłek twórczej pracy, świadome, że tylko tą drogą zabezpieczy swoje granice i swoją niepodległość.
Marszałek: Głos ma p. Perl.
P. Perl[6]:
Rzadko w tym Sejmie, jak to wszystkim wiadomo, przeżywamy miłe chwile, ale obecnie możemy powiedzieć, że przeżywamy jedną z najmilszych chwil, kiedy mamy ratyfikować przedwstępny pokój, zawarty w Rydze.
Nareszcie kończy się ta wojna, która tylu ofiar od nas wymagała, która w końcu tak strasznym niebezpieczeństwem nam zagroziła. Kończy się ta wojna, która utrudniała, a nawet uniemożliwiała twórczą pracą, normalny rozwój stosunków, bo zapominać nie należy, że te dwa lata ostatnie, to był tylko dalszy ciąg wojny światowej, w której kraj nasz nie odgrywał wprawdzie czynnej roli, ale za to podlegał biernie wszystkim ciężarom, wszystkim okropnościom tej wojny. Mam nadzieję, że ten pokój preliminarny, zawarty w Rydze, będzie zakończeniem wojny w ogóle w Europie, że nareszcie będzie on stanowił to przesilenie, które rozstrzygnie o pacyfikacji całej Europy. Bo cała Europa przekonała się, że skoro wojna toczy się w jakimkolwiek kraju, ponieważ kraje są związane węzłami międzynarodowej wymiany i międzynarodowych stosunków, to cała Europa i cały świat na tym cierpi. Że przyczyniliśmy się w tak wydatnym stopniu do pacyfikacji całej Europy i całego świata, powiedzieć to trzeba wobec napaści, sypiących się na Polskę ze wszystkich stron; trzeba powiedzieć, że zawarliśmy pokój nie w guście pokoju Brzeskiego lub Wersalskiego, lecz zawarliśmy pokój istotnie na podstawie porozumienia, na podstawie kompromisu, na podstawie wzajemnych ustępstw, na podstawie, którą dla obu stron uważać należy za korzystną, pokój który nam daje korzyści, a Rosji nie hańbi, trzeba powiedzieć, że to jest wielkie dzieło.
Ja również, jak poprzedni mówca, nie zamierzam wchodzić w rozpatrywanie całej tej wojny i stosunku poszczególnych stronnictw do tej wojny. Nie będę tutaj powtarzał raz jeszcze tych ubolewań, które byłyby zupełnie spóźnione, dlaczegośmy nie zawierali pokoju wcześniej, ale nie mogę się powstrzymać od tego, żeby nie przypomnieć jednakże, iż niektóre stronnictwa, które dzisiaj tak chętnie brałyby na siebie rolę mirotwórców, twórców pokoju, stawiały wszelkie przeszkody w robieniu tego pokoju, a co więcej, głosiły dogmat, iż z Rosją bolszewicką w ogóle pokoju zawrzeć nie można. (Głos: Nie ciągnij Pan za język). Nie kto inny, jak tylko P. Marian Seyda, pociągnął mnie za język, i nie kto inny, jak p. Marian Seyda, był tym, który w Komisji Spraw Zagranicznych oświadczył, że z Rosją bolszewicką pokoju w ogóle nie można zawierać, ponieważ byłby to rozkład Polski. A jeżeli chodzi o głosy prasy, to przypomnę zdanie „Gazety Porannej” z dn. 31 grudnia 1919 r. nr 365: „Polska nie złoży oręża, dopóki Trocki i Lenin będą rządzili w Moskwie, Polska stoi tam na straży”. „Kurier Warszawski” pisał w artykule p. n. „Pokój z Rosją” w 359 numerze z dn. 30 grudnia 1919 r.: „Pokój z Rosją bolszewicką byłby tylko wyzwaniem rzuconym pokojowi europejskiemu, prowokacją Rosji przeciw bolszewickiej i ułatwieniem planów niemieckich w Rosji”. „Gazeta Poranna” z dn. 31 stycznia i 1920 r. pisała: „P. P. S. pragnie pokoju z bolszewikami na rozkaz Międzynarodówki socjalistycznej, która pozostaje pod komendą żydowską”. „Gazeta Warszawska” pisała w lutym b. r.: „Izolacja najważniejszą daje przestrogę, żeby z bolszewikami nie prowadzić żadnych pertraktacji, żadnych z nimi nie zawierać umów, jak nie zawiera się umów z zarazą”.
Tym przyjemniej jest obecnie stwierdzić, że jednym z tych, którzy najczynniej przyczynili się do zawarcia umowy z zarazą, który wykonywa rozkazy Międzynarodówki socjalistycznej, pozostającej pod komendą żydowską, był pan Stanisław Grabski[7]. Z prawdziwym rozrzewnieniem patrzyłem w Rydze, jak pan Stanisław Grabski czule stawiał Joffemu[8] zasadę: „Nie ma zwycięzców, ani zwyciężonych”. Było to wykonanie tego nakazu Międzynarodówki socjalistycznej, przeciw któremu ja osobiście nic nie miałem, miałem tylko czasem pewne zastrzeżenia, że pokój bezwzględnie robić należy, że nie wolno nam tego pokoju nie robić, że nie wolno nam stawiać wymagań, które by były wymaganiami brutalnych zwycięzców. A nieraz miałem pewne wątpliwości, czy mając już zapewnione granice, niektórzy członkowie delegacji– między innymi pozwolę sobie wymienić p. Stanisława Grabskiego – nie zwracali za mało uwagi na ważne, a zupełnie prawowite nasze interesy ekonomiczne i czy może nie wyprowadzali nieco zbyt daleko sięgających wniosków w kierunku tego porozumienia z zarazą, aby jej zrobić ustępstwa, nawet z słusznych praw naszych. (Głos: Słusznie!) Ale, proszę panów, wszystko dobre, co się dobrze kończy. Dziś wszyscy jesteśmy radzi, że zawieramy pokój, i jakiekolwiek mamy zastrzeżenia co do pewnych punktów tego pokoju, wszyscy ten pokój podpisujemy i ratyfikujemy.
Ale są pewne zastrzeżenia i nawet w chwili uroczystej dla hasła „kochajmy się” nie wolno zapominać o pewnych rzeczach, które same nam przypominać się będą. Bo pokój jest podpisany, granica między nami a Rosją jest ustalona.
Pozostają jeszcze ludy, które będą miały dużo do powiedzenia, a których losy do pewnego stopnia rozstrzygnięto w Rydze. Wiem, że były wielkie trudności w rozstrzyganiu tych zawiłych spraw kresowych, gdzie nie mamy do czynienia z narodami w pełni narodowego uświadomienia, nie mamy do czynienia z historycznie wyrobioną siłą państwową, która tylko chwilowo uległa naporowi wroga, lecz mamy do czynienia z młodymi jeszcze, nie historycznymi, lecz dorabiającymi się narodami, mamy do czynienia z wielką mieszaniną narodów. Nie zapominam także i o tym, że z rządem sowieckim nie podobna istotnie dogadać się co do zasad prawdziwie demokratycznego samostanowienia narodów. O tym wszystkim nie zapominam, i uważam to za okoliczność łagodzącą w tej sprawie, ale nie mogę nie zwrócić uwagi na niekonsekwencję, która zawiera się w tym, że uznajemy niepodległość Białorusi, a zarazem z tej niepodległości nic sobie właściwie nie robimy. Przekrawamy tę Białoruś, i nie wiadomo, która część Białorusi ma być niepodległa, czy uznajemy wspaniałomyślnie, że sowiecka Białoruś jest niepodległą czy też chcemy, żeby była niepodległą ta Białoruś, która ma być do Państwa Polskiego przyłączona. To są niejasności, to są wielkie sprzeczności, które dziś na papierze dosyć gładko wyglądają, ale, proszę Panów, na podpisaniu traktatu i na ratyfikowaniu sprawa się nie kończy. Teraz życie będzie wchodziło w swoje prawa, będzie wysuwało te sprzeczności, nastąpią walki stronnictw i walki narodowościowe i obawiam się, że to nie tylko nie jest rozwiązanie sprawy, ale pod wielu względami będzie utrudnieniem tej sprawy. Mam wrażenie, że w Rydze mogliśmy uczynić coś więcej, mogliśmy nawet więcej oderwać od Rosji, ale z tym, żeby to nie był nasz łup, żeby to nie było inkorporowane do Polski jako polskie prowincje, lecz żeby to były samodzielne jednostki państwowe, z nami sfederowane.
Nie będę się nad tym rozwodził. Stało się tak, jak się stało. Teraz jeszcze te błędy mogą być powetowane, przynajmniej w znacznym stopniu, jeśli na kresach, na tych kresach, które są wcielone dziś do Rzeczypospolitej, będziemy się trzymali polityki autonomii, demokracji (Brawa) i reform agrarnych; jeśli nie będziemy odpychać ludów obcych naszą polityką obszarniczą, naszą polityką reakcyjną, naszą polityką senatorską (Brawa), lecz będziemy je przyciągać demokratyzmem, ludowładztwem, nowoczesnością i ludowością naszych urządzeń politycznych. (Brawa).
Mówiono tutaj, nie słyszałem dobrze, o opiece nad żydami. Opieką nad żydami i koncesje ewentualne żydom, takie same, jakie były robione Niemcom konserwatywnym, pozostawiam innym!
(Brawa).
Proszą Panów! Mając te zastrzeżenia, i widząc te niebezpieczeństwa jednakże za tym traktatem głosować będziemy. Jeśli tutaj w tym traktacie widzą pewną dawką imperializmu, to przyznam sią, że te ustępstwa Panom robione, traktują o tyle pobłażliwie, (Głos na prawicy: co za łaska!), że właściwie cała Europa chciałaby być imperialistyczną i złożyła dowody aż nadto jasne swego imperializmu, że ona była daleko bardziej imperialistyczna, niż my, i widziała tylko źdźbło w oku bliźniego.
O tym nie zapomniałem, jednakże pozwolę sobie zrobić jeszcze dodatkowo pewną uwagą: Jest imperializm i imperializm. My jesteśmy przeciwnikami wszelkiego imperializmu, ale może najmniej na nasz szacunek zasługuje imperializm z jednej strony chciwy, a z drugiej strony trwożliwy, imperializm, który dla rozmaitych względów cofa sią przed jakąkolwiek większą myślą, ten imperializm, który podchodzi do Mińska, zabiera ziemie prawie pod samym Mińskiem, a cofa sią przed wzięciem Mińska, a zatem pozbawia Białoruś stolicy, robiąc i przez to krzywdą całej ludności, już bez wzglądu na narodowość i wyznanie; który kieruje się tą zasadą, aby wziąć tylko tyle, co komu wydaje sią łatwym do strawienia. Ten imperializm, pozbawiony głębszej myśli ekonomicznej, ten imperializm, powiedziałbym obszarniczy, który nie liczy sią z tym, że, być może, ludności będzie łatwiej w tych warunkach trawić, ale krajowi robi sią krzywdą przez pozbawienie go stolicy, ten imperializm już najmniej może zasługiwać na nasz szacunek.
Na zakończenie jeszcze raz wrócą do tego samego i powiem: Gwarancją poprawienia błędów, popełnionych w tym traktacie, a zresztą popełnianych stale przez naszą polityką zagraniczną, może być tylko to, jeśli od razu z męską stanowczością i energią zdecydujemy sią być nowoczesnym, demokratycznym państwem i zrozumiemy, że na wschodzie nie będzie swymi wpływami promieniował naród, który grzęźnie w obszarniczych pojęciach i urządzeniach, który nie może sią zdecydować być narodem robotniczo-chłopskim. (Głos: żydowskim) Teraz gdy zawarliśmy ten pokój, gdy wchodzimy na drogę walki i pracy wewnętrznej nad zbudowaniem i rozwojem Rzeczypospolitej, zadaniem partii ludowych, partii robotniczych i chłopskich winno być: korzystając i utrwalając pokój, tworzyć Polskę robotniczo-chłopską, będącą w sojuszu z demokratycznymi ludami całego świata. (Wrzawa. Brawa na lewicy).
Marszałek: Głos ma p. Chądzyński.
P. Chądzyński[9]: Wysoki Sejmie! Wojna obronna, którą Polska zmuszoną była prowadzić z rządem sowieckim od tej chwili, kiedy wojska sowieckie w początku roku 1919 zrobiły napad zbrojny na polskie Wilno i to Wilno zajęły, po prawie dwuletnich krwawych bojach została ukończona i dziś mamy ratyfikować traktat pokojowy. Niech mi będzie wolno z tego miejsca wyrazić radość klasy robotniczej, że wreszcie skończyło się morze krwi i że wysiłki całego naszego społeczeństwa, które szły na obronę, na wojnę, zostały zużytkowane dla odbudowy własnej Ojczyzny. Jak wojna nasza była wojną obronną i wojną z konieczności, tak i pokój ryski nosi wszelkie cechy umiarkowania, ma charakter porozumienia, zgody obopólnej. Jest to pokój, który powinien zagwarantować zgodne pożycie obu sąsiadujących narodów bez względu na formę rządów, jakie w państwach polskim i rosyjskim nadal istnieć będą. Pokój ten nie zadawala aneksjonistów rosyjskich ani polskich: odezwały się już liczne głosy rosyjskich imperialistów z dawnej ery carskiej przeciw pokojowi Ryskiemu. Prawdziwa jednak demokracja polska i rosyjska pokój w Rydze uważać będą za punkt wyjścia dobrych stosunków sąsiedzkich i trwałej zgody.
Art. 1 preliminariów pokojowych określa wschodnie granice Polski. Należy stwierdzić z tej trybuny z całym naciskiem, że w granicach Państwa polskiego znalazły się ziemie bądź czysto polskie, bądź ziemie mieszane, których ludność, i polska i niepolska, w wielu uchwałach swych, skierowanych do tego Sejmu i do Naczelnika Państwa, wyrażała swoją chęć i wolę należenia do Państwa polskiego. Niestety, znaczna część ludności polskiej pozostaje poza linią graniczną, a szczególniej Mińszczyzna. Wyrażamy tutaj nadzieję i przekonanie, że preliminaria pokojowe nie przesądzają ostatecznie losów Mińszczyzny i że cała sprawa zostanie jeszcze rozpatrzona przy zawieraniu definitywnego traktatu pokojowego.
Art. 10 preliminariów pokojowych mówi o wzajemnych rozrachunkach. Podkreślę fakt, że wojska rosyjskie carskie, cofając się z Polski, zmusiły setki tysięcy chłopów polskich, robotników, pracowników kolejowych i urzędników do tego, żeby te całe masy, te dziesiątki i setki tysięcy powędrowały do Rosji. Wyrażamy przekonanie, że delegacja pokojowa przy zawieraniu definitywnego traktatu obstawać będzie, aby wszystkie szkody tej ludności pracującej zostały zwrócone i ażeby ten rozrachunek należycie został obmyślony i zabezpieczony.
Pokój Ryski, ze względu na niepewność stosunków politycznych w Rosji, a także i w całej Europie, nakłada obowiązek na społeczeństwo polskie utrwalenia tego pokoju. Szczególnie jeżeli chodzi o pokój, zawierany z rządem komisarzy ludowej republiki rosyjskiej, należy podkreślić, że tylko taki traktat ma wartość, za którym stoi siła. Dlatego uważamy, że pogotowie wojenne Polska będzie nadal utrzymywała na właściwej wysokości. A że nie mówię tego gołosłownie, pozwolę sobie przytoczyć notatkę z organu rządowego komisarzy ludowych „Prawda” nr. 225, gdzie znajduje się taki ustęp: „Pokój podpisany, żołnierz czerwonej armii pozostaje na posterunku, oto jakim powinno być hasło nasze”. Niech to szczere wypowiedzenie się organu bolszewickiego będzie przestrogą dla Polski, która bardzo długo walczyła o swoje granice wschodnie i która winna te granice obronić i w warunkach pokojowych.
W imieniu Klubu Narodowej Partii Robotniczej oświadczam, że głosować będziemy za ratyfikacją preliminariów pokojowych, ale przy tej okazji chcę wspomnieć, że Rząd polski, uzyskawszy pokój na wschodzie, tym większą uwagę zwrócić winien na stosunki, panujące na zachodnich naszych granicach, na plebiscyty, które jeszcze rozegrać się mają.
Marszałek: Głos ma p. Stolarski.
P. Stolarski[10]:
Wysoki Sejmie! Po dniu wczorajszym, który przyniósł narodowi polskiemu smutną kartę w historii, a szczególniej ludowi pracującemu i demokracji polskiej, smutną kartę, mówię dlatego, że te warstwy muszą długi czas jeszcze podejmować walkę o zdobycie prawdziwego ustroju demokratycznego w Polsce, o ile by dzień wczorajszy miał być decydującym dla ustroju naszego, nastąpił dzisiejszy dzień wielkiej radości dla Polski, wielkiej radości dla tego ludu pracującego, bo warunki pokoju gwarantują, że krew polska przestaje być przelewana, bo koniec wojny daje nam tą gwarancją, że możemy przystąpić do pracy twórczej, do pracy, która poprowadzi do dobrobytu naród polski. Jednakże stwierdzić dzisiaj trzeba, że przyczyniło sią do tego pokoju społeczeństwo nasze, które okazało odpowiednie zainteresowanie sią sprawą, zajęło odpowiednie stanowisko i nie żałowało krwi i mienia na to, by pokój był pokojem trwałym, co na pewno osiągniętym zostanie. Jednakże zaznaczyć tutaj trzeba, że do tego pokoju przyczyniło sią Naczelne Dowództwo swym mądrym kierownictwem armii, a również przyczyniła sią armia polska, przyczynił sią żołnierz polski, który znalazł sią na swoim posterunku tak, jak znaleźć sią powinien. I dlatego niech mi wolno będzie złożyć cześć żołnierzowi polskiemu, cześć Naczelnemu Dowództwu za to, że walecznością swoją i mądrością doprowadzili do trwałego pokoju.
Polskie Stronnictwo Ludowe grupa Wyzwolenia przyjmuje do zatwierdzającej wiadomości przedstawione przez Rząd wyniki rokowań pokojowych, prowadzonych przez delegacją polską w Rydze, wyraża nadzieją, że rokowania te, oparte na zasadzie porozumienia, staną sią podstawą trwałego pokoju na przyszłość, i wita bratnim pozdrowieniem bratni naród ukraiński, powołany do utworzenia suwerennego państwa.
Spodziewamy sią, że Rząd Polski przy dziele ustanawiania stosunków pokojowych na wschodniej granicy Rzeczypospolitej przestrzegać będzie zasady samostanowienia o sobie ludów i gwarancji praw mniejszości narodowych.
Marszałek: Głos ma p. de Rosset.
P. de Rosset[11]:
Wysoki Sejmie! Zakończenie pertraktacji ryskich kończy zarazem wschodnią linię graniczną naszego Państwa. Linia ta na wschodzie wydaje mi się grubszą, silniejszą i poważniejszą z natury swej, a przez to trwalszą, aniżeli ta linia, którą dotychczas wyrysowaliśmy na granicy zachodniej. Przyczyna tego wije się jak nić czerwona w przemówieniu naszego Marszałka, naszego Prezydenta Ministrów i tych kolegów, którzy dotychczas przemawiali, wije się jako fakt porozumienia, który jest podstawowym podłożem tego traktatu, który obecnie zostaje zawarty. Jest to traktat poniekąd zgody, traktat owego tak nam zalecanego umiarkowania. Ten traktat jest umiarkowany i dlatego przypuszczam, że będzie na dłuższy czas trwały.
Niekoniecznie umiarkowaną i sprawiedliwą była linia, wytyczana przez tych, którzy nam upomnienia w tym kierunku dawali. Wątpię, czy linia, która przeszła przez Śląsk Cieszyński, potrafi być tak umotywowana, jak ta, którą dzisiaj nasi koledzy przywieźli nam z nad Dźwiny.
Ale jeżeli zastanowimy się nad tymi warunkami, w jakich pokój ten dochodzi obecnie do skutku, to niewątpliwie musimy sobie powiedzieć jedno, że ma on wartość o tyle, o ile obie strony zechcą go dotrzymać. Z naszej strony, jak to leży w tradycji naszego narodu, nie może być najmniejszej wątpliwości. Spójrzmy, jak się przedstawia sprawa wszystkich naszych granic Na każdej naszej granicy ktoś nam coś urywa i urywa z tej prostej przyczyny, że wszędzie nasze żądania nie dobiegają kresu, szczytu naszych istotnych pożądań, lecz ograniczają się zawsze z uwzględnieniem naszych sąsiadów, z którymi żyć pragniemy w przyszłości w zgodzie. Dlatego takie polskie miasta, jak Wilno, podawane są dzisiaj w wątpliwość, bo przecie Wilno nie jest na kresach granic tych, które ongiś dawną Litwę wiązały z Polską.
Mamy przekonanie, że ten tak spokojnie zawarty pokój, wywalczony przez działalność naszego wojska, przez zbiorowe zabiegi całego społeczeństwa, potrafi się utrzymać i że w ten sposób ziszczą się te piękne myśli o pracy, o wzmożeniu jej, o nie traceniu ani jednej chwili pracy poświęconej, jak to podniósł w swoim przemówieniu p. Prezydent Witos.
W tych wszystkich mowach była jedna nutka, wprawdzie w sposób tak dyskretnie zaśpiewana przez umiejących śpiewać pp. socjalistów, nutka dysonansowa, w której poruszano sprawę niezgodną może z matematyką, ale zgodną z logiką niewymagających. Mówiono tutaj o przepołowieniu Białej Rusi. I pytano się, jaka Białoruś pozostanie Białorusią. Jeśli tu mówiono o przepołowieniu, to jest mowa o nierównych połowach, bo to co weszło w obręb naszej Rzeczypospolitej, jest drobną cząstką i to cząstką w ten sposób zamieszkaną przez ludność polską razem z ludnością białoruską, że nie stanowi już istotnej Białorusi. Na pytanie, gdzie jest prawdziwa Białoruś, odpowiedź będzie taka: tam gdzie Mińsk, Mohylów, Połock i Witebsk, ale nie tam, gdzie jest Grodno, Wilno i Białystok.
Na tym powinienem skończyć to krótkie przemówienie, mające na celu uwydatnienie, że przedstawiciele wszystkich warstw, a więc i my przedstawiciele miast łączymy się w tym ogólnym zadowoleniu, że oto nareszcie anioł pokoju zawitał na naszej ziemi. Witamy ten pokój w tym przekonaniu, że da on nam możność szybkiego i energicznego uporządkowania naszych granic na zachodzie, a z drugiej strony da nam możność po powrocie do pracy nawiązania z narodem rosyjskim, który przeszedł tak wielkie cierpienia w długim okresie zmagań się całej Europy stosunków, jakie pomiędzy sąsiadami zachodzić powinny.
W tej myśli oznajmiam, że zgadzamy się z wnioskiem Rządu.
Marszałek: Głos ma p. Hirszhorn.
P. Hirszhorn[12]:
Wysoki Sejmie! Nie ma zdaje się wśród nas ani jednej grupy, która by nie była za ratyfikacją tego traktatu. Zwłaszcza żydzi nie mają chyba żadnego powodu do przeszkadzania w ratyfikacji tego pokoju, którego od dawna oczekują. Nic tak nie wznieca psychozy wojennej, nic tak nie wywołuje psychozy antysemickiej, jak ciągłe walki zewnętrzne. I które powodują zdziczenie w życiu wewnętrznym. Kiedy rozpoczniemy wspólną pracę, kiedy zrozumiemy, że potęga Polski jest w pracy i dobrobycie, wówczas się przekonamy, że wszyscy jesteśmy od siebie zależni, że we współpracy a nie w kłóceniu się leży nasza przyszłość.
Ale pokój nie jest jeszcze ostatecznie zawarty. Obecny traktat jest tylko preliminarium i zawiera w wielu rzeczach ogólniki, które przy ostatecznym traktacie trzeba będzie sprecyzować i dopiero i wtedy będziemy mieli świadomość, że mamy trwały pokój.
Dlatego trzeba zwrócić na niektóre punkty uwagę, ażeby można było uwzględnić pewne poprawki, które będą możliwe, jeżeli i druga strona się na nie zgodzi, a sądzą, że nie będzie miała im nic do zarzucenia.
Na ogół stwierdzić trzeba, że pokój, jaki zawarliśmy, jest pokojem, mówiąc figuralnie, ściśle endeckim. Zupełnie nie uwzględnia systemu federacyjnego, o którym pewne koła mówiły przez dwa lata. Nie stworzył niepodległych narodów, które miały być sfederowane z Polską. Prawdą powiedziawszy, ja nie żałują tego. Ta pseudo federacja, którą proponowano u nas nie jest ani praktyczną, ani idealistyczną. Opierano ją na podstawach ściśle narodowych, a zapomniano o podstawach ekonomicznych i społecznych, a nawet o pewnym ciążeniu do Rosji tych narodów, które chcieliśmy jej sztucznie przeciwstawić. Ale system federacyjny miał inne podstawy, które należało w tym pokoju uwzględnić, mianowicie prawo samostanowienia, czyli prawo każdego narodu do uznania sią za państwo niepodległe. O tym zapomnieliśmy, a wszak samo istnienie Polski, szczególnie wobec opinii świata polegało na samostanowieniu.
Obecnie nakreślono granicą również czysto po endecku. Sporne kraje podzielono pomiędzy Polską a Rosją. To byłoby wyjście praktyczne, gdybyśmy zawarli pokój z Rosją antybolszewicką, z Rosją, która przez dłuższy czas będzie miała jednakowy ustrój tzw. demokratyczny. Ale pokój endecki, który byłby logiczny wówczas, gdybyśmy mieli zawrzeć pokój z Rosją konstytucyjną, zupełnie sią nie nadaje i jest szkodliwy, gdy zawieramy pokój z Rosją sowiecką. Podzielono Białoruś pomiędzy nas, a Rosją sowiecką i cóż Rosja zrobiła? Ona w tej chwili proklamowała niepodległość drugiej części Białej Rusi. Ogłosiła niepodległość po swojemu, urządziwszy tam system Rad, ale przecież nie mogła dać Białorusi nic więcej niż sobie, więc uczyniła Białoruś na obraz i podobieństwo swoje i ma przeciw nam atut tym bardziej, że oddaliśmy Rosji – stolicę Białorusi Mińsk, a wiemy, że kraj wszelki ciąży ku swej stolicy. To może sią zemścić później, bo będziemy mieli w tej części Białorusi irredentę przeciw nam.
Jeszcze gorzej uczyniono ten podział w stosunku do Rosji antybolszewickiej. Jak wiadomo zaraz po nakreśleniu u przez nas traktatu preliminarnego przedstawiciele Rosji antybolszewickiej zaprotestowali przeciwko zawarciu tego pokoju. Powiedzieli, że to jest drugi Brześć, i gdyby jeszcze zrobili to sami, ale wiemy, że mają oparcie w entencie. Np. Ameryka, zapominając o tym, że Wilson[13] głosił samookreślenie narodów, przyznaje nam tylko granice Curzona[14], a pozostałe ziemie chce oddać Rosji. Nie uznaje także ani Estonii, ani Litwy, ani Łotwy, ani Białorusi. Następnie Anglia, chce znowu urządzać na Wschodzie małe państewka w innym celu, mianowicie, aby mieć tam sferą wpływów. Jeśli chcemy przeciwstawić sią tak wielkim potęgom, powinniśmy stanąć na gruncie ideowym, na i gruncie właśnie zasad Wilsona. Wtedy, gdyby Ameryka, a nawet Francja, powiedziała nam, „zabierajcie kraje do was nie należące, nie pytając się o wolę ludności” odpowiedzielibyśmy: „Nieprawda! bierzemy je tylko chwilowo, przeprowadzimy bowiem plebiscyt i wszystko urządzimy tam według woli ludności”. Wtedy nie będzie to mogło być wyzyskiwane przeciw nam. Uważam, że to nie jest jeszcze stracone, jeszcze mamy możliwość urządzenia tam obiektywnego plebiscytu, możemy jeszcze ten kraj białoruski uczynić w ten lub inny sposób niepodległy, albo autonomiczny, ewentualnie przyłączyć go do Polski, ale z jego wolą. Nie zapominajmy o tym, że gdzieindziej mamy kraje, gdzie będziemy musieli opierać się na zasadzie samostanowienia. Dopominamy się o plebiscyt na Górnym Śląsku i nie chcemy oddać Śląska Cieszyńskiego na zasadzie jakichś knowań i dyplomatycznych, ale żądamy, ażeby te prastare kraje polskie, istotnie należały do nas i aby ludność się wypowiedziała. Nie stwarzajmy więc takich precedensów, które inni mogliby wygrać przeciw nam. Zwracam uwagę, że bynajmniej jeszcze nie jest za późno. Sama ludność białoruska może iść mam na rękę, jeżeli będziemy prowadzili taką politykę, która by przywiązała do Polski ten kraj, który nastroimy dla siebie życzliwie. Niestety polityka kresowa, uprawiana dotychczas, oddaliła tę ludność, która ku nam ciążyła, dotyczy to zwłaszcza ludności żydowskiej. Ludność żydowska więcej niż inni mieszkańcy ciąży ku Polsce. Jest to rzeczą zrozumiałą, że żydzi chcą się znajdować w największej liczbie w jednym państwie, a Polska jest krajem, gdzie jest najwięcej żydów.
Ale oczywiście musi być jeden warunek, warunek, że ta liczba znajdzie się w takich okolicznościach, że będzie mogła rozwinąć swoje życie społeczne, narodowe i ludzkie.
Polityka antysemicka prowadzona zarówno na kresach, jak i w rdzennej Polsce odpycha tę ludność kresową i przynosi przede wszystkim szkodę państwu. Natomiast polityka tolerancyjna mogłaby przynieść wielkie korzyści. Dawniej mówiono o żydach i czyniono im zarzuty, że są narodem centralistycznym. Cóż to znaczy? To znaczy, że chcą się znajdować w wielkim państwie, bo tylko wielkie państwo może im dać dobrobyt. Obecnie takim państwem jest Polska na całym wschodzie Europy; przez długie czasy Polska jeszcze będzie tam jedynym i cywilizowanym krajem. Jeśli ona tę swoją cywilizację, tę swoją wyższą kulturę także zastosuje w traktowaniu żydów, to będzie miała bardzo wielu zwolenników, czy to będzie przy plebiscytach, czyli przy wyrażeniu woli ludności przez deklaracje itd. (Ks. Maciejewicz: Polska tak właśnie czyni). Jeśli ks. Maciejewicz mówi, że tak jest, to się bardzo cieszę, niestety tego stwierdzić nie mogę. Bodajby tylko tak było, jak to w tej chwili i słyszę.
W tym traktacie pokojowym, który nam dają obecnie do zatwierdzenia znajdują się niektóre rzeczy, które powinny być zmienione, a które są bądź źle wyrażone, bądź też zasadniczo błędne. Np. w 3. art. tak ważna sprawa, jak opcja została wyrażona zupełnie mglisto, tak że nie wiadomo właściwie, kto będzie mógł korzystać z opcji. Aby przywiązać ludność kresową powinno być od razu powiedziane, że jeśli kto mieszkał w czasie zawarcia traktatu pokojowego na danej ziemi, ziemi polskiej, będzie się mógł uważać za obywatela Polski, kto zaś mieszkał na ziemi rosyjskiej i będzie chciał – może się uważać za obywatela rosyjskiego. Tego w preliminarzu niema i być może, że przy zawarciu traktatu się o tym zapomniało, ale ta ludność i kresowa, od której będzie zależało należenie odnośnej ziemi do Polski, nie wie czy ona będzie mogła być obywatelami Polski, a przeto może ona być usposobiona nieżyczliwie.
Bardzo niebezpieczny jest dla Polski art. 4., który powiada o nadaniu praw i narodowych tylko osobom narodowości rosyjskiej i ukraińskiej. Myśmy tu potraktowali Rosję jak gdyby była państwem jednonarodowym, tymczasem wiemy, że jest państwem typowo wielonarodowym. Posiada ona nie tylko Ukraińców i Wielkorusów, ale rozmaite inne narody, np. zapomniano o Białorusinach, na których najbardziej przecież nam teraz zależy. Chciano, żeby Rosjanie mieli w Polsce wszelkie prawa narodowe, a nie pomyślano o tym, żeby te prawa mieli Białorusini albo inne narodowości, w danym razie nawet choćby narodowość żydowska (Głos: A wy nie macie tych praw). Nie, praw narodowościowych nie mamy, a i z obywatelskimi nie świetnie rzecz stoi.
Charakterystycznym jest tutaj i to, że gdy żydzi mówili o tym, że powinni korzystać z praw swojej kultury, to się odpowiadało że to jest niemożliwe, że to jest państwo w państwie i że nie wolno, żeby ktoś w obcym państwie rozwijał swoją odrębność narodową. Tymczasem widzimy, że kiedy zawierano traktat, to zrobiono właśnie wszystko to, czego domagają się żydzi – w stosunku do Rosjan, którzy naprawdę są narodowością napływową i którzy naprawdę mieszkają tylko w miastach w rozproszeniu. Więc czy można nie przyznać tych samych praw żydom, skoro przyznaje się je Rosjanom? Tymczasem dzieje się tak, że zabezpiecza się prawa tylko Wielkorusów, a nie żydów. Pytam się, czy po tym wszystkim nie jest uzasadniony Traktat Wersalski, na który się tak napadało? Postępowanie obecne dowodzi poglądowo, że klauzula mniejszościowa była niezbędna, bo jeśli się zawiera dobrowolną umowę, to prawo narodowe żydowskie się pomija.
Zupełnie jest niedostateczny punkt o amnestii. Amnestia dotyczyć ma tylko obywateli Rosji, którzy zawinili w Polsce, względnie obywateli polskich, którzy zawinili w Rosji. Natomiast zupełnie pominięto miliony Polaków, którzy nie są obywatelami polskimi, a mieszkają w Rosji i cierpią w czerezwyczajkach. W pierwszej depeszy, jaką otrzymaliśmy, był ten punkt tak zredagowany, że amnestia miała dotyczyć nie tylko obywateli polskich, ale także osób narodowości polskiej. Później ostatnie słowa opuszczono i jest zrozumiałe, dlaczego to opuszczono, bo jest niemożliwe, ażeby zrobić dla osób, które są obywatelami Rosji, wyjątek tylko dlatego, że należą do narodowości polskiej, bo przecież nie można urządzać getta dla przestępców. Autonomię można dać w dziedzinie kultury, a nie w dziedzinie przestępstwa. Ale należało postąpić tak, jak z Estonią. Kiedy został zawarty traktat z Estonią, to zagwarantowano, że Rosja bolszewicka daje amnestię wszystkim swoim przestępcom politycznym, czyli tzw. kontrrewolucjonistom, a Estonią wszystkim bolszewikom bez względu do jakiej narodowości należą. Wtenczas byłoby zupełnie dobrze, bo wszyscy Polacy, którzy się teraz męczą w czerezwyczajkach, byliby zupełnie uwolnieni. Zresztą cała amnestia nie będzie miała żadnej wartości praktycznej, o ile w ogóle nie dopuści się wolności propagandy, bo osoby dziś wypuszczone na mocy amnestii, nazajutrz będą znowu aresztowane.
Takiej komedii nie należy robić w traktacie.
To są główne punkty. Poza tymi są jeszcze niektóre drobne, na które również trzeba zwrócić uwagą. W 7-ym punkcie jest nieostrożny zwrot, „że władze ojczyste mogą nie zgodzić się na przyjęcie pewnej osoby, którą uważają za przestępną”. Jest to punkt bardzo dla Polski niebezpieczny. My mamy tu schronienie dla tysięcy kontrrewolucjonistów rosyjskich, a gdy my im każemy opuścić Polskę, Rosja może ich nie przyjąć. Jednak każde państwo powinno swoich obywateli przyjąć i nie wolno powiedzieć, że państwo może się ich wyrzec, bo to są przestępcy. Narzucą nam setki tysięcy Rosjan i będziemy musieli ich trzymać.
Z tym punktem łączy się art. 8, gdzie jest powiedziane, że jednej stronie nie wolno popierać osób, prowadzących akcję wojskową, wymierzoną przeciw drugiej stronie.
Jeśli zredagujemy ten punkt w ten sposób, to wyjdzie, że popierać ich nie wolno, ale schronienie możemy im dać; wywoła to nieporozumienia. Oni dadzą schronienie polskim komunistom, a my będziemy mieli różnych Bałachowiczów, którzy będą kompromitowali Polskę za pomocą ekscesów i pogromów.
Dla ścisłości trzeba powiedzieć, że pewnym darem danajskim było to, że bolszewicy uwolnili nas od długów rosyjskich. Bolszewikom łatwo było uwolnić nas od długów, których i tak nie zamierzają płacić. Ale Francja, która ma tam swoje należności i będzie chciała jak najwięcej otrzymać, dążyć będzie do powiększenia tego kraju, który ten dług zapłaci. Według mnie, lepiej jest zapłacić część długów, aniżeli przez odmowę zapłaty utracić olbrzymie połacie ziemi.
Na zakończenie powiem, że nie tyle ważnym jest, co teraz otrzymamy od bolszewików, ile to, aby odnośne ziemie utrzymać trwale w swym posiadaniu. A utrzymać te ziemie można tylko wówczas, gdy będziemy się liczyli z tą ludnością, którą do siebie przygarniamy. Należy ją przywiązać nie przemocą lecz za pomocą polityki tolerancyjnej i demokratycznej. A zwracam uwagę, że żydzi są tam bardzo ważnym elementem, który może zaważyć na szali zarówno w razie plebiscytu, jak i w tym razie, kiedy będziemy chcieli wpływać w inny sposób na ludność. Oni są inteligencją, mieszkańcami miast, a wiadomo, że miasta mają największy wpływ. Jeżeli bodziemy prowadzić politykę tolerancyjne i w stosunku do Żydów tam i tutaj, to stworzymy silną Polskę, której nikt, żadne mocarstwo nam nie odbierze, i która wiecznie będzie ze sobą spojona, bo cała ludność bez różnicy wyznania będzie tego chciała. (Brawa).
Marszałek: Głos ma poseł ks. Kotula.
P. ks. Kotula[15]:
Wysoka Izbo! W chwili, kiedy mamy przystąpić do ratyfikowania preliminariów pokojowych miedzy Rzecząpospolitą Polską a Rosją bolszewicką i rządem sowieckim Ukrainy, myślą wdzięczną zwracamy się w stronę tych, którzy dopomogli nam do zwycięstwa nad bolszewikami. Kiedy wojska bolszewickie stanęły pod Warszawą, wówczas wspomniał o Polsce Ojciec Święty Benedykt XV. Wezwał I on cały świat katolicki, aby się modlił o zwycięstwo dla Polski. Niedawno gazety francuskie podawały opis tych wspólnych modlitw całego świata katolickiego na intencje Polski w dniu 14 i 15 sierpnia. Cały świat katolicki wzywał pomocy Bożej dla Polski i dla oręża polskiego (Głos: To nie w XX w. takie opowiadanie). Teraz, kiedy Polska odniosła to wspaniałe zwycięstwo nad bolszewikami, Ojczyzna nasza powinna wspomnieć także o Ojcu Św. i wyrazić mu za to najgorętsze podziękowanie. Uczynił to już w swoim przemówieniu p. Prezydent Rządu, wspominając właśnie o tej życzliwości Ojca Św. dla Polski. W chwili ratyfikowania pokoju cały Sejm i cały naród polski czuje wdzięczność za to dla Stolicy Apostolskiej, która w czasach niewoli naszej zawsze pocieszała nas, wzywała cały świat do modlitw za Polskę, która broniła Polskę przeciwko uciskowi i carów, szczególniej w osobach papieży Piusa IX, Leona XIII, Piusa X i obecnego Benedykta XV. Nadto wdzięczność nasza zwraca sią w stroną Francji, Naczelnego Dowództwa naszego wojska, naszych bohaterów żyjących i zmarłych, którzy z bronią lub z krzyżem w ręku szli przeciw nieprzyjacielowi i zachęcali żołnierzy do mężnej walki w obronie Ojczyzny. Tym zmarłym, którzy polegli w obronie Ojczyzny, niech będzie cześć i spokój wieczny. A o żyjących powinien pamiętać Rząd i te obszary wschodnie, które dostaliśmy przez pokój ryski, powinien rozdzielić między tych bohaterów, ażeby zmniejszyć przeludnienie na zachodzie, a zwiększyć ilość ludności na wschodnich ziemiach naszych. Te ogromne obszary powinny być teraz podzielone między żołnierzy i powinny sią dostać przede wszystkim w ich ręce.
Zawieramy z Rosją pokój porozumienia, a nie wymuszenia. Jakkolwiek w chwili zwycięstwa wojska nasze mogły posunąć się aż nad Berezynę, a nawet nad Dźwinę i Dniepr, nie skorzystaliśmy z tej możności, bo chcieliśmy zawrzeć pokój nie wymuszony, ale pokój honorowy. Mamy więc nadzieję, że ten pokój porozumienia przyczyni się do nawiązania sąsiedzkich dobrych stosunków z Rosją. Nie z Rosją sowiecką ale z całym narodem rosyjskim pokój chcemy zawrzeć i utrzymać jak najlepsze bratnio-słowiańskie stosunki.
Delegacja nasza ma jechać do Libawy, ażeby dokończyć dzieła pokoju. Musimy jej na sercu położyć los naszych braci, którzy zostali za granicą. Oto 4 diecezje zostają poza Polską: mohylowska, mińska, żytomierska i kamieniecka. Do każdej z tych diecezji należy około pół miliona wyznawców, a więc razem około 2-ch milionów Polaków zostaje za granicami Polski. Niechże delegacja nasza pamięta o losie naszych braci, niech stara się zapewnić im swobodę wyznania, szkolnictwa, używania polskiego języka, i ich własności. Niech stara się zapewnić im los w Rosji jak najznośniejszy. W tej chwili, gdy mamy ratyfikować pokój, pamiętamy o tych braciach naszych i żałujemy, że nie możemy ich mieć w granicach Ojczyzny naszej. Ale przy tym przyrzekamy im, że o nich nie zapomnimy i jakąkolwiek będziemy mogli nieść im pomoc będziemy to czynili.
Delegacja powinna pamiętać o tym, że w Rosji znajduje się dużo naszych skarbów kulturalnych, jak bibliotek, dzieł sztuki; że znajduje się tam znaczna część majątku naszego, umieszczonego w złocie rosyjskim. Te wszystkie bogactwa, jakie z Rosji nam się należą, powinna delegacja starać się odzyskać i Polsce zwrócić.
Rząd bronił dzielnie Ojczyzny przed nawałą bolszewicką i odniósł zwycięstwo. Ma on jednak obowiązek dążyć do innych jeszcze zwycięstw. Oto na północy Wilno jest jeszcze odcięte od Polski. Żądaniem całego narodu, wszystkich jego członków jest, ażeby Wilno należało do Polski, ażeby Wileńszczyzna cała aż do Dźwiny była do Polski przyłączona. Nietylko inteligencja, ale i lud wiejski, wszyscy pragną tego połączenia!
Na zachodzie ma być przeprowadzony plebiscyt na Górnym Śląsku, a również i sprawa kląska Cieszyńskiego, według naszego zdania, nie jest definitywnie załatwiona. Ludność na Śląsku Cieszyńskim wpada w rozpacz i nie chce należeć do Czech husyckich. Rząd wiec powinien użyć wszelkich środków, ażeby braci naszych na Śląsku Cieszyńskim i Górnym wziąć w obroną, ażeby również sprawa Gdańska pomyślnie dla nas została załatwiona. Jak jednakże Rząd pomyślnie przeprowadził obroną Ojczyzny naszej przed niebezpieczeństwem, grożącym od Bolszewii, tak mamy nadzieją, że i te ważne zadania pomyślnie rozwiąże, że zapisze sią złote mi zgłoskami w dziejach naszego narodu! W imieniu Partii Katolicko-ludowej oświadczam, że będziemy głosować za ratyfikacją preliminariów pokojowych w Rydze.
Marszałek: Dyskusja wyczerpana. Głos ma jeszcze referent p. Falkowski.
P. Falkowski (s. 32):
Wysoka Izbo! Nie będę przedłużał dyskusji, chcę tylko zwrócić uwagą na kilka drobnych błędów w art. 1, które wkradły sią przy przepisywaniu. Art. 1 brzmi (Czyta): Sejm Rzeczypospolitej Polskiej zatwierdza umową o rozejm i preliminaria pokojowe między Rzecząpospolitą Polską z jednej a Rosyjską Federacyjną Socjalistyczną Republiką Rad i Ukraińską Socjalistyczną Republiką Rad z drugiej strony, podpisaną przez Przedstawicieli Rzeczypospolitej Polskiej na Konferencji Pokojowej w Rydze Jana Dąbskiego oraz Norberta Barlickiego, Stanisława Grabskiego, Witolda Kamienieckiego, Władysława Kiernika, Mieczysława Kulińskiego, Adama Mieczkowskiego, Leona Malewskiego, Ludwika Waszkiewicza i Michała Wichlińskiego w dniu 12 października 1920 r.” Artykuł ten powinien brzmieć jak następuję; (czyta):
„Sejm Rzeczypospolitej zatwierdza umowę o preliminaryjnym pokoju i rozejmie między Rzecząpospolitą Polską z jednej a Rosyjską Federacyjną Socjalistyczną Republiką Rad i Ukraińską Socjalistyczną Republiką Rad z drugiej strony podpisaną przez przedstawicieli Rzeczypospolitej Polskiej”.
[1] Wojciech Trąmpczyński (1860-1953) – prawnik, polityk, związany z Narodową Demokracją. Karierę polityczną rozpoczął w zaborze pruskim – był posłem Sejmu Pruskiego i Reichstagu. W II RP był marszałkiem Sejmu Ustawodawczego (1919-1922) i Senatu (1922-1927). W 1928 r. powrócił do Sejmu jako poseł – był nim do 1935 r.
[2] Wincenty Witos (1874-1945) – polski polityk, czołowy przywódca ruchu ludowego w Polsce, współzałożyciel i lider PSL-Piast (1913), premier w latach 1920-1921, 1923 i 1926, współzałożyciel
i prezes Stronnictwa Ludowego (1931), w latach 1933-1939 przebywał na emigracji wskutek represji ze strony rządów sanacyjnych.
[3] Stefan Feliks Falkowski (1879-1958) – lekarz, polityk związany z Narodową Demokracją. Zasiadał w Radzie Miejskiej w Sosnowcu, był posłem na Sejm Ustawodawczy i Sejm I kadencji. Po zamachu majowym wycofał się z życia politycznego.
[4] Stanisław Osiecki (1875-1967) – polityk, związany z ruchem ludowym, w okresie zaborów działacz niepodległościowy, w II RP poseł na Sejm Ustawodawczy i Sejm I Kadencji – i ich wicemarszałek, senator, minister reform rolnych (1923), minister przemysłu i handlu (1925-1926), w czasie II wojny światowej prezes Stronnictwa Ludowego „Roch”, po wojnie członek Rady Naczelnej PSL, od 1949 r. ZSL, poseł na Sejm Ustawodawczy (1947-1950).
[5] Marian Seyda (1879-1967) – polityk i publicysta związany z Narodową Demokracją, członek Komitetu Narodowego Polskiego, ekspert delegacji polskiej na konferencję pokojową w Paryżu w 1919 r., poseł na Sejm Ustawodawczy i Sejm I kadencji, senator, minister spraw zagranicznych (1923), minister sprawiedliwości (1940-1941), po II wojnie światowej przebywał na emigracji.
[6] Feliks Perl (1871-1927) – polski działacz socjalistyczny i publicysta, członek PPS, poseł na sejm II RP, po zamachu majowym w opozycji do rządów J. Piłsudskiego.
[7] Stanisław Grabski (1871-1949) – ekonomista, publicysta i polityk narodowej demokracji, profesor uniwersytetów we Lwowie, Krakowie i Warszawie. Współzałożyciel PPS, z którego jednak wystąpił w 1901 r., wiążąc się z obozem narodowym, którego przez lata był czołową postacią, uchodząc za przedstawiciela umiarkowanego jego skrzydła. W II RP Grabski był posłem (1919-1927) i ministrem wyznań religijnych i oświecenia publicznego w rządach W. Grabskiego i W. Witosa. Po przewrocie majowym wycofał się z życia politycznego, zdystansował się także od radykalizujących się nurtów obozu endeckiego. W czasie wojny początkowo po aresztowaniu przez władze sowieckie przebywał w obozie na terenie ZSRS, następnie po uwolnieniu udał się do Anglii, gdzie przewodniczył Radzie Narodowej (1942-1944). Po powrocie do kraju (1 lipca 1945) wszedł w skład KRN, będąc jej wiceprzewodniczącym (1945-1947). Ustąpił po sfałszowanych wyborach 1947 r. i poświęcił się pracy akademickiej na Wydziale Prawa Uniwersytetu Warszawskiego. Główne dzieła: Zarys rozwoju idei społeczno-gospodarczych w Polsce (1903), Rewolucja (1921), Naród a państwo (1922), Kryzys myśli państwowej (1927), Ekonomia społeczna (1927-1929), Myśli o dziejowej drodze Polski (1944).
[8] Adolf Joffe (1883-1927) – sowiecki polityk, dyplomata, uczestnik rozmów z Polską, których rezultatem był traktat ryski. W walce Trockiego ze Stalinem stał po stronie tego pierwszego. Popełnił samobójstwo.
[9] Adam Chądzyński (1882-1963) – inżynier, polityk, działacz niepodległościowy, członek Ligi Narodowej, twórca i lider Narodowego Związku Robotniczego i Narodowej Partii Robotniczej, poseł na Sejm RP (1920-1935), minister kolei żelaznych (1925-1926), w czasie zamachu majowego internowany, po II wojnie światowej pracował w przemyśle węglowym.
[10] Błażej Stolarski (1880-1939) – działacz społeczny, polityk, związany z ruchem ludowym, minister rolnictwa (1918-1919), poseł na Sejm (1919-1930), szef klubu parlamentarnego PSL „Wyzwolenie”, członek Stronnictwa Ludowego, w 1938 r. wszedł do Rady Naczelnej Obozu Zjednoczenia Narodowego, senator (1938-1939), wicemarszałek Senatu, zamordowany przez Niemców w czasie II wojny światowej.
[11] Aleksander Henryk de Rosset (1866-1933) – inżynier, przedsiębiorca, polityk, poseł na Sejm Ustawodawczy, do którego wszedł z list Związku Ludowo-Narodowego, twórca i lider powstałego w 1919 r. Zjednoczenia Mieszczańskiego, członek Radu Obrony Państwa w czasie wojny z bolszewikami.
[12] Samuel Hirszhorn (1876-1942) – żydowski działacz polityczny, dziennikarz, poseł na Sejm Ustawodawczy, współtwórca Fołks-Partaj, członek warszawskiej Rady Miasta, popełnił samobójstwo po rozpoczęciu przez Niemców likwidacji getta warszawskiego.
[13] Thomas Woodrow Wilson (1856-1924) – prezydent USA, jeden z pierwszych amerykańskich politologów, twórca tzw. 14 punktów Wilsona z 1918 r. – programu uczynienia Europy sprawiedliwszą, co miało zapewnić jej pokój. Za działania na rzecz utworzenia Ligi Narodów w 1919 r. otrzymał Pokojową Nagrodę Nobla.
[14] George Curzon (1859-1925), brytyjski polityk, związany z Partią Konserwatywną, minister spraw zagranicznych w latach 1919-1924. Linia (granica) Curzona” – linia demarkacyjna między Polakami a bolszewikami przedstawiona przez Curzona w liście do ludowego komisarza spraw zagranicznych RFSRR Gieorgija Cziczerina z dnia 11 lipca 1920 roku. Była uważana za tymczasową granicę wschodnią Polski.
[15] Kazimierz Kotula (1880-1862) – ksiądz, redaktor „Echa Przemyskiego” (1911-1918), poseł na Sejm Ustawodawczy, związany ze Stronnictwem Katolicko-Ludowym, proboszcz w Drohobyczu (od 1925 r.), w czasie II wojny światowej proboszcz w Harle, po wojnie m.in. w diecezji wrocławskiej, autor m.in. książek Socjalizm w świetle krytyki i Historia socjalizmu w Galicji.