Source: https://www.ekomercyjnie.pl/ustawa-o-ksiazce-i-jej-wplyw-na-rynek-ksiegarni-internetowych-analiza-i-opinia/
Timestamp: 2018-02-20 11:22:54+00:00
Document Index: 75668616

Matched Legal Cases: ['art. 3', 'art. 3', 'art. 7', 'art. 4', 'art. 13', 'art. 11', 'art. 12', 'art. 9', 'art. 12', 'art. 4', 'art. 14', 'art. 7']

﻿ Ustawa o książce i jej wpływ na rynek księgarni internetowych - analiza i opinia eKomercyjnie.pl - eKomercyjnie.pl : eKomercyjnie.pl
W ostatnich dniach w Internecie rozgorzała debata na temat propozycji mającej na celu wprowadzenie ograniczeń w zakresie promocji i wyprzedaży książek. Obecnie w sejmowej komisji trwają prace nad projektem ustawy „O książce” złożonej przez Polskie Stronnictwo Ludowe i wspieranej przez Polską Izbę Książki. Jako, że bez wątpienia ten pomysł (po przyjęciu) wpłynie na rynek księgarni internetowych postanowiliśmy się jemu przyjrzeć bliżej i zająć określone stanowisko wobec zaplanowanych zmian oraz podzielić się wrażeniami z innymi sprzedawcami.
O komentarz i omówienie ustawy o książce poprosiłem naszego prawnika Marcina A. Dobkowskiego. Marcin ma o tyle rozsądne spojrzenie na cały temat, gdyż w swojej działalności jest nie tylko specjalistą od przepisów, ale także prowadzi własne wydawnictwo (Genius Creations) oraz księgarnię internetową (Madbooks.pl). Swoją opinię rozbudował także o analizę tego, jak nowe przepisy mogą po wprowadzeniu wpłynąć na samych Czytelników, Autorów oraz ogólnie rynek książki.
– Krzysztof Bartnik, eKomercyjnie.pl
Informacje ogólne / ustawa o książce
Analizę ustawy o książce (dalej ustawa) i jej skutków dla czytelników, księgarzy, hurtowników, wydawców i autorów muszę poprzedzić uwagą natury ogólnej.
Ustawa w proponowanej wersji (do pobrania wraz z uzasadnieniem z tego miejsca ») nie zapewnia realizacji celów deklarowanych przez projektodawcę, gdyż jest napisana w sposób bardzo nieprecyzyjny. Na przykład brak definicji wprowadzenia do obrotu, czy wad uprawniających do zwiększenia rabatu.
Trudno znaleźć usprawiedliwienie dla takiej postawy. Przygotowanie spójnego i czytelnego projektu ustawy nie tylko jest elementem kultury prawnej, ale również ma wpływ na osiągniecie deklarowanego celu.
Jaki jest zatem cel ustawy? Mimo obszernego uzasadnienia… nie wiemy dokładnie!
Czytamy w nim „…obok wspierania kultury i czytelnictwa, prawdopodobnie wpłynie także pozytywnie na utrzymanie i rozwój sieci księgarskiej. Tym samym zasadnie twierdzić można, że proponowana ustawa uwzględnia i popiera interesy mikro, małych i średnich przedsiębiorców trudniących się sprzedażą książek.”
https://www.ekomercyjnie.pl/wp-content/uploads/2015/09/7-020-1289-2015.pdf
Czytelnicy a ustawa o książce
Projekt posługuje się pojęciem nabywcy końcowego (art. 3.2) i jest to pojęcie znacznie szersze, niż czytelnik czy konsument. Nabywcą końcowym w rozumieniu ustawy jest każdy, kto zawodowo nie zajmuje się dalszą odsprzedażą książki. Książki natomiast zdefiniowano bardzo szeroko w art. 3.1 np. książki, komiksy, podręczniki, przewodniki.
Zakup książek przez czytelników (tak będę nazywał nabywców końcowych w tym tekście) w pierwszych 12 miesiącach od końca miesiąca, w którym książkę wprowadzono do obrotu (art. 7.1) będzie wiązał się z wydatkiem co najmniej 95% ceny okładkowej (art. 4.1). Ustawa mówi o cenie, ja piszę o cenie okładkowej, która jest różna od ceny nabycia i ceny hurtowej płaconej przez inne, niż czytelnik, podmioty.
Co realnie oznacza, że maksymalny rabat od ceny okładkowej wynosi 5%? Oznacza, że za nowości książkowe będziemy płacić więcej niż do tej pory! Obecnie można kupować je średnio z rabatem 25% od ceny okładkowej.
Chcąc utrzymać obecny poziom cen nabycia wydawcy musieliby obniżyć ceny okładkowe o co najmniej 20%. Nie zrobią jednak tego, gdyż najzwyczajniej nie stać ich na obniżenie swoich przychodów o 20% (wyjaśniam to w punkcie wydawcy).
Reasumując: Czytelnicy zapłacą za książki więcej, niż płacili do tej pory. Podwyżka będzie dotyczyć także podręczników szkolnych i akademickich. W bibliotekach będzie znacznie mniej nowości. Dostęp do wiedzy i kultury będzie jeszcze bardziej zależny od zasobności portfela.
Można więc przypuszczać, że czytelnicy sięgną więc po książki w wersja obcojęzycznych i „legalne inaczej”, a punkty ksero przy uczelniach przeżyją renesans.
Księgarze ogólnie a ustawa o książce
Księgarz, który o dzień za wcześnie sprzeda książkę o 10 groszy za tanio może być sądzony jako drobny złodziej. To jednak nie koniec!
Czyn ten zasługuje na większe sankcje! Znowelizowana ma być ustawa o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji i księgarz może odpowiadać dodatkowo z tego tytułu.
Przeprowadzona już nowelizacja nadaje UOKiK możliwość stosowania swoistego rodzaju prowokacji w postaci instytucji „tajemniczego klienta”. Jeśli więc księgarz znajdzie się pod czujnym okiem: UOKiK, organizacji prokonsumenckich, „życzliwych” i konkurencji to będzie zmuszony do bardzo, ale to bardzo skrupulatnego wyliczania ceny, w jakiej może sprzedawać książkę w danym miesiącu.
Księgarz na podstawie art. 13.2 nie może zaoferować do kupowanej nowości książkowej gratisu w żadnej postaci. Nie ważne czy jest to produkt, czy usługa np. darmowa dostawy. Nie będzie miał też prawa informować o fakcie uczestnictwa w imprezach targowych, które przy spełnieniu określonych przesłanek (art. 11.3) pozwalałyby obniżyć mu cenę nowości książkowych o dodatkowe 10%.
Księgarze stacjonarni a ustawa o książce
Nadal będą znacznie mniej konkurencyjni, niż księgarze internetowi. Zwłaszcza, że na rynku internetowym w najbliższych latach można się spodziewać konsolidacji i wejścia do Polski Amazonu.
Zdecydowanie też przegrają z sieciami księgarskimi, które chyba najbardziej skorzystają na zmniejszeniu konkurencji ze strony księgarń internetowych. Z chęcią wrócą do cen okładkowych, gdyż dominują nad księgarzami stacjonarnymi: wielkością oferty, dostępnością (wielkość ekspozycji/lokali), lokalizacją, sprawnością logistyczną i budżetem reklamowym. Ponadto, w przeciwieństwie do księgarzy stacjonarnych sieci posiadają silne e-biznesy.
Pomysłodawca chcąc zapewne dać księgarzom stacjonarnym kolejne narzędzie do zarabiania zobowiązał ich do sprowadzenia na zamówienie czytelnika dowolnej książki w cenie okładkowej powiększonej o koszt dostawy (art. 12.1). Pomijając wątpliwą atrakcyjność tego rozwiązania dla czytelnika, który ma przecież to samo szybciej i taniej w księgarni internetowej, nie zawsze będzie to dla księgarza stacjonarnego korzystne.
Wydawca zgodnie z art. 9.3 nie ma obowiązku sprzedać mu książki z rabatem, czy nawet w cenie okładkowej – może zażądać więcej. Nie wiem czy szukanie, zamawianie i sprowadzanie może być czymś innym, niż utrapieniem. Co prawda przepis ten dotyczy wyłącznie „prawdziwych” księgarzy stacjonarnych, gdyż wyłącza sklepy w których większość przychodu generują inne produkty.
Stosując to kryterium, może się okazać, że księgarzy stacjonarnych już nie ma, a pozostały jedynie sklepy wielobranżowe.
Księgarze internetowi a ustawa o książce
Wejście w życie ustawy nie oznacza bynajmniej dla księgarzy internetowych braku możliwości konkurowania ceną. Nadal będą konkurować, gdyż przy zamówieniu składającym się nie tylko z nowości książkowych, a takich zamówień jest najwięcej cena zakupu w internecie będzie zawsze niższa.
Księgarze internetowi mają też inne atuty. Szersza oferta, większa dostępność, wygoda zakupu i przyjazne konsumentowi prawo (np. do odstąpienia od umowy) wydają się być tym czymś, czego nie posiadają księgarze stacjonarni, czy sieci księgarskie.
Natomiast ustawa wymusza na księgarniach internetowych wprowadzenie szeregu kosztownych zmian w systemach informatycznych i wzięcia pełnej odpowiedzialności za poprawność pozyskiwanych z wielu źródeł danych. Wiele księgarń internetowych będzie zmuszona do migrowania na inne oprogramowanie, gdyż dotychczasowych dostawca nie będzie w stanie zaoferować odpowiedniej funkcjonalności wymaganej wyłącznie w handlu książkami.
Zmiany polegającej na rozpoznawaniu i „omijaniu” nowości książkowych będą wymagać np.: kody rabatowe; programy lojalnościowe; rabaty za wielkość zamówienia; zmiany ceny dostawy lub darmowa dostawa zależna od ilości lub wartości zamówienia; naliczanie rabatów/punktów/charge back.
Zmiany wymagać będzie integracja z dostawcami (pobieranie daty wprowadzenia do obrotu) lub dodatkowa integracja z bazą Biblioteki Narodowej.
Pomijając wykonalność, czas realizacji i poprawność takich modyfikacji, koszty wyniosą nie mniej niż kilka tysięcy złotych (wstępne oszacowanie w kilku popularnych systemach).
Sieci księgarskie a ustawa o książce
Sieci księgarskie skutecznie konkurowały i wypierały z rynku małe księgarnie stacjonarne od lat. Robiły to nie konkurując ceną! Jeszcze do niedawna EMPIK czy Matras sprzedawały książki w cenach okładkowych. Dopiero pojawienie się księgarń internetowych doprowadziło do realnego spadku cen książek i wymusiło na sieciach księgarskich konkurowanie ceną, również w internecie.
Ustawa w pewnej mierze eliminuje zagrożenie dla sieci księgarskich jakim były księgarnie internetowe. Jednocześnie wzmacniając pozycję sieci wobec księgarń stacjonarnych. Obok wymienionych powyżej (punkt o księgarniach stacjonarnych) przewag sieci księgarskie mają jeszcze atut w postaci wyłączności…o których dziwnym trafem ustawa milczy, a powinna mieć coś dopowiedzenia choćby ze względu na art. 12.1.
Hurtownicy a ustawa o książce
Ustawa nie reguluje właściwie kwestii pośredników w handlu książkami. Trudno sobie wyobrazić uregulowanie rynku z ich pominięciem, najwyraźniej pomysłodawcy ustawy mają bardzo bujną wyobraźnię lub legitymują się nikła znajomością rynku.
Autorzy a ustawa o książce
Umowa pomiędzy autorem i wydawcą jest umowa cywilną. Jak autor jest wynagradzany zależy wiec w istocie od jego pozycji rynkowej i negocjacyjnej. Czy będzie on miał % od ceny okładkowej, czy ceny hurtowej ma wtórne znaczenie, gdyż naprawdę liczy się ile to realnie daje złotych ze sztuki i ile sztuk uda się sprzedać.
Reasumując: Mniej popularni autorzy lub debiutanci mogą raczej spodziewać się warunków gorszych lub nawet rezygnacji wydawców z wydawania ich książek. Nic więc dziwnego, że w gronie lobbystów na próżno szukać autorów innych, niż znani.
Wydawcy a ustawa o książce
Na wydawcy ciąży obowiązek ustalenia i podania ceny okładkowej, oraz daty wprowadzenia do obiegu (art. 4-7). Sankcje jakie mogą ponieść wydawcy są tożsame z tymi, jakie przewidziane są dla księgarzy – grzywna (art. 14). Ustawa jest dla wydawców szkodliwa również z innych powodów. Pamiętajmy, że przy powstaniu książki, która stanowi wartość dla kultury i czytelnictwa, główną rolę odgrywają autor i wydawca.
Wzrost ceny nabycia w okresie 12 miesięcy odbije się ujemnie na wielkości sprzedaży. Historia nie zna wielu przypadków, w których wzrost cen produktów niestanowiących produktów pierwszej potrzeby w relatywnie biednym społeczeństwie doprowadził do wzrostu sprzedaży.
Wydawca nie będzie ze względu na brak możliwości organizowania promocji i wyprzedaży książek, które słabo się sprzedają ryzykował większych nakładów, a nawet wydawania ambitnej literatury lub mniej znanych pisarzy.
Rozwiązanie proponowane w art. 7.2 nie jest tożsame z wyprzedażą i nie może być traktowane jako skuteczne narzędzie poprawy płynności finansowej wydawcy.
Analizują skutki wprowadzenia proponowanej ustawy, celowo pominąłem zagadnienia związanie ze zgodnością ustawy z konstytucją, ustawą o swobodzie działalności gospodarczej i jej spójności z polskim i unijnym prawem.
Nie przedstawiłem też kontrpropozycji ratowania „książki”. Pominąłem przepisy o subskrypcjach, handlu transgranicznym itp. gdyż są enigmatyczne, chaotyczne i dodane jakby na siłę do ustawy.
Ustawa jest po prostu zła i dyskusja nad nią powinna skończyć się już na tym etapie.
Zdecydowanie powinniśmy podjąć dyskusję o czytelnictwie w Polsce i być może kroki prawne mogące poprawić sytuację. Obecnie ma już miejsce wiele ciekawych inicjatyw, które warto wspierać, a nie produkować kolejne pisane na kolanie ustawy. Zwłaszcza, że najnowsze doświadczenia Izraela i Wielkiej Brytanii pokazują, że nie jest to tak proste, jak projektodawcom się wydaje.
Próba tak prymitywnego uregulowania rynku książki nie zasługuje na nic innego, niż zdecydowany sprzeciw. Mówię to z przekonaniem zarówno jako czytelnik, autor, księgarz, wydawca i prawnik, ale przede wszystkim jako obywatel, który w ustawowej ingerencji w wolny rynek widzi przede wszystkim zagrożenie.
komentarz i opinia o ustawie o książce księgarnie internetowe nowe przepisy o sprzedaży książek opinia ustawa o książce prowadzenie księgarni internetowej przepisy prawne a biznes internetowy ustawa o ksiażce
12 komentarzy do tekstu
08.09.2015 o 11:43
Zgadzam się z powyższymi argumentami. Jednak Polska Izba Książki i inni wspierający projekt ustawy „O książce” podają za przykład takie kraje jak Niemcy czy Francja, gdzie funkcjonują tego typu ustawy. Brakuje mi porównania tamtejszych ustaw z propozycją, o której mowa wyżej.
08.09.2015 o 17:17
Pomijając szereg różnic pomiędzy Polską, a Niemcami i Francją, zwłaszcza jeżeli chodzi o system prawny, to przede wszystkim należy zauważyć. że są to rozwiązania wprowadzane w czasach kiedy nie było handlu internetowego.
Biuro legislacyjne nie zostawia na projekcie suchej nitki, a radca reprezentujący PIK i autorzy ustawy powinni posypać głowę popiołem.
Wystarczy rzucić okiem na dzisiejsze obrady komisji, aby zrozumieć z jak niedorzeczną sytuacja mamy do czynienia.
http://www.sejm.gov.pl/Sejm7.nsf/transmisje.xsp?unid=857BAFEF1D378529C1257EAD002E1EFD#
Wojciech Pełech
30.09.2015 o 14:40
Niech mnie ktoś poprawi jeśli się mylę, ale z tego co wiem, to w Niemczech ustawa o sztywnych cenach książek istnieje już od czasów Bismarka, więc mieli trochę czasu, żeby rynek się tam z nią oswoił ;)
robert mlodzki
08.09.2015 o 23:37
Odnosze wrazenie ze autor nie do konca rozumie problem wydawcow i rynku wydawniczego.
Piszę z punktu widzenia pracownika „sredniej” wielkosci wydawcy ktory na co dzien uczestniczy w kszatltowaniu cen i
Jeden z powodow… duze rabaty w sieciach detalicznych uderzaja w rentowność wydawcow.
W tym wypadku taki rabat nie kosztuje wydawce – jest to koszt marzy ksiegarni internetowej ktora zwykle
jest małą firma i ma niskie koszty. Nie musi miec lokalu handlowego, wielu pracownikow etc.
Wydawaloby sie ze wystarczy przeniesc sprzedaz do internetu… ale sprzedaz w internecie to maks 20-25%
calego rynku. A ebooki to tylko kilka % rynku. Aby dzialac powazny wydawca nie moze zamykac sie na sieci
detaliczne i musi akceptowac oczkiwania dodatkowych rabatow od dystrybutorow.
09.09.2015 o 8:12
Przykro mi, ale nie masz racji, być może jako pracownik wydawnictwa nie widzisz całości, gdyż nie uczestniczysz we wszystkich obszarach działania swojej firmy. Ja natomiast prowadzę księgarnie i wydawnictwo od A do Z.
Wydawca otrzymuje cenę hurtową, która nadal będzie wynosić około 50% ceny okładkowej, gdyż ustawa nie reguluje sprawy pośredników/hurtowni. Wydawca pod rządami tej ustawy nic nie zyska na obniżaniu ceny okładkowej, gdyż zmniejszy swoje przychody (koszty pozostają te same). Sieci (w których moje wydawnictwo też jest) również nie zmienią polityki. Więc nie wiem w jaki sposób obniżenie rentowności wydawcy miałoby jemu lub komukolwiek pomóc.
Jeśli tak jak piszesz ustawa ta ma na celu pomóc małym księgarzom to po pierwsze jest niekonstytucyjna – dochody tej kategorii przedsiębiorców trudno uznać za interes społeczny, a tylko on pozwala na taką reglamentację rynku. Po drugie jest nieskuteczna, gdyż tu zgadzam się z Tobą w 100% „klient kupi książkę tam gdzie jest mu wygodniej albo gdzie będzie lepiej obsłużony” a tutaj od dobrej dekady księgarnie stacjonarne przegrywają z sieciami i księgarniami internetowymi. Przykro mi, ale operacje „jurassic park” zawsze kończą się źle dla wszystkich, niedostosowani muszą wyginąć lub się dostosować.
Skoro prowadzenie handlu internetowego jest tak banalnie proste i tanie, to wystarczyłoby, aby Ci księgarze otworzyli również księgarnie internetowe i dywersyfikowali przychody. Bycie księgarzem internetowym jest poniżej ich godności, czy nie mają instynktu samozachowawczego? Wielu tak zrobiło i prosperuje, nieliczni chcieliby skansenu i żyć w „starych dobrych czasach”. Co ciekawe ustawa jest tak dziurawa, że Amazon czy dowolny podmiot, który będzie prowadzić biznes z za granicy może sprzedawać z rabatami i rodzime podmioty nie będę w stanie z „zagranicą” konkurować.
Istnieją setki możliwości, jeśli uznamy, że księgarnie stacjonarne wymagają i zasługują na wsparcie np. podmiotowe zwolnienie z VAT.
Projektodawca wydał 90 tysięcy na lobbing, a pożałował na prawników. Jak wskazało również biuro legislacyjne, ustawa jest dziurawa i pisana na kolanie. Jeśli to wynik pracy i przemyśleń środowiska księgarskiego z kilku ostatnich lat, to przykro mi, ale źle wróży.
Smutne, że ktoś swoją nieporadność biznesową chce finansować z cudzych pieniędzy – w tym wypadku przeważnie czytelników. Z tego co wiem, jeśli komuś bycie księgarzem czy wydawcą nie odpowiada, to nie ma przymusu zajmowania się tym. Zawsze uważałem środowisko księgarzy/wydawców za środowisko ludzi „światłych”, a teraz zachowują się jak barbarzyńcy w ogrodzie, nie rozumiejąc otaczającego ich świata chcą go zniszczyć – zrównać do swojego poziomu pojmowania kultury, czytelnictwa, biznesu.
09.09.2015 o 16:22
„Ostatnio zbankrutowalo przynajmniej kilkaset ksiegarnii ”
a jakieś fakty. dane. źródła?
wiesz, bo w 2014 zbankrutowały 823 podmioty gospodarcze. Czyli kilkaset – oznaczałoby, że księgarnie są najważniejszym biznesem plajtującym w 2014 (wedlug statystyk 34% stanowily firmy transportowe).
Chyba, że „ostatnio” rozumiesz, jako 10 ostatnich lat.
No dobra, w 2014 bylo 1850 księgarni, w 2008 2580. Czyli przez 6 lat zamknęło się 730.
Tylko nikt nie bada ile powstało ksiągarni internetowych. A tych przybywa. Małych i dużych, popularnych i mniej. To tak, jakby utyskiwać, że padają producenci telefonów stacjonarnych.
Tak jak pisze Marcin – wydajesz sie jednak nie bardzo orientować. Moje doświadczenie jako wydawcy (niewielkiego) z księgarniami stacjonarnymi jest takie, na 5 w których próbowałem 3 – powiedzialy, ze nie są zainteresowane, bo biorą książki z Azymutu lub Olesiejuka. Nawet lepszy rabat ich nie interesował (podejrzewam, że mają umowę na wyłączność), w pozostałych, biorą od nas po 5-7 ksiązek na kwartał. Podczas gdy internetowa (z własnym magazynem) bierze 50-100 kwartalnie.
10.09.2015 o 22:48
Marcin, mylisz sie – uczestniczę w procesie od A do Z, lacznie z ustalaniem ceny detalicznej, analizie
oplacalnosci jaki i negocjacji warunków bezposrednio z Empikiem, hurtowaniami takimi jak np Azymut.
Dodam wiecej znam rowniez szczegóły odzyskiwania naleznosci z małych ksiegarn jak i z zadluzonego/upadajacego Merlina.pl
Rozumiem ze pracujesz w malym wydawnictwie i mozesz miec inne zdanie.
uwazam po prostu inaczej i z punktu widzenia sredniej wielkosci wydawnictwa ktore reprezetuje jestem za stala cena.
jak bedzie w praktyce to sie okaza o ile ustawa przejdzie.
jezeli chodzi o male ksiegarnie – w sytuacji gdy ceny beda te same w ksiegarni i sklepie internetowym wiele osob kupi
ksiazke w ksiegarni – po co czekac na przesylke itp. teraz czesto jest tak ze ogladamy ksiazki w ksiegrni
a zamawiamy gdzies w sieci. Oczywiste jest ze kontakt z dobrym sprzedawca ksiazek jest czyms czego nie daje sklep interentowy.
zalezy mi na tym zeby byla pewna liczba malych ksiegarn ktore oferuja mozliwosc obejrzenia ksiazki, doradztwa a zarazem sa jakas
alternatywa do Empiku czy Matrasa.
nie zmienia faktu ze wiele osob nadal bedzie kupowac ksiazki w sieci – wlasnie stala cena nowosci troche wyrowna szanse
tych dwoch kanalow sprzedazy.
Wielu ksiegarzy ma wlasne ksiegarnie internetowe – dla przykladu podam ze klient hurtowni
Azymut moze taka ksiegarnie otworzyc „z automatu” a cala logistyka zajmuje sie hurtownia. jak wiemy prowadzenie promocji z sukcesem
w sieci nie jest takie banalne jak wielu sie wydaje.
Znajomy ksiegarz powiedzial ze sprzedaz przez jego sklep www jest znikoma – co ciekawe ksiegarnia stacjonarna
ma sie dobrze a nawet notuje wzrost obrotow (to raczej wyjatek na rynku i zasluga wyjatkowej pasji sprzedawcy!).
Co do ksiegarn internetowych to liczy sie tylko kilkanascie/kilkadziesiat – do wiekszosci dystrybucja przechodzi przez 3-4
kluczowe hurtownie – dla wydawcy rentownosc i termin platnosci jest wiec taki sam.
mnie krew zalewa gdy widze nasze ksiazki w Bonito z rabatem 33% – i sa to nowosci!!!
A w naszej firmowej ksiegarni internetowej z rabatem 10-20% malo kto kupuje. Owszem mozemy obnizyc cene …
ale do tej pory byl to kanal w ktorym moglismy choc troche sobie poprawic plynnosc i rentownosc.
Jezeli nie wiecie to terminy platnosci siegaja 150 dni za sprzedane egzemplarze… a co miesiac trzeba placic podatki, druk itp.
Nawet sprzedaz 5-10% nakladow w firmowej ksiegrani potrafila pomoc zebrac pienadze na wyplaty czy licencje.
teraz jak jest mnostwo ksiegran interentowych z rabatem 30% sprzedaz nam bardzo spadla.
Nie jestem prawnikiem – zapewne ustawa wymaga uzpelnien i licznych poprawek. Z naszego punktu widzenia ustawa warta
jest wprowadzenia i w naszym wypadku czesc nowych ksiazek bedzie miala troche nizsze ceny sugerowane niz dotychczas.
Licze tez ze poprawi nam sie troche rentownosc i cash-flow.
11.09.2015 o 11:09
Nie chcę bawić się w kto ma większego i sugerować, że moje „małe” wydawnictwo jest większe, ale jak długo nie napiszesz jakiego wydawnictwa jesteś prezesem lub dyrektorem zarządzającym (tak rozległe masz kompetencja A-Z) będę jednak mocno powątpiewać w to co piszesz. Jeśli masz te kompetencje nie będąc powyższymi, cóż – przeceniasz wielkość wydawnictwa, tylko małe firmy zatrudniają na niższych szczeblach ludzi do wszystkiego.
Jako wydawca nic więcej nie zarobisz dzięki ustawie, nadal będziesz oddawać +-50% i czekać 9 miesięcy (w dobrym układzie) na swoje pieniądze. Więc gdzie Ty widzisz poprawę cash flow i rentowności (krótko/średnioterminowej)? Pytanie poważne, gdyż zajmuję się od 15 lat analityką biznesową i nie widzą szans na to.
Mityczni doradcy w małych księgarniach… Przy tych płacach jakie oferują małe księgarnie zapewne pracują tam Twoim zdaniem sami fachowcy od książki.
Zrobiłem eksperyment. W zeszłą sobotę w trzech niezależnych małych księgarniach poprosiłem o poleceni jakiejś książki zeszłorocznego noblisty. Olbrzymi problem i sporo czasu zajęło obsługom ustalenie kto dostał w zeszłym roku literacką nagrodę Nobla (sic!). Masz rację, kompetencje i ludzki czynnik w obsłudze ma znaczenie – jako klient straciłbym czas i pieniądze.
Wyrównywanie szans małym księgarniom. Powtarzam, jeśli taki jest cel ustawy to po pierwsze jest niekonstytucyjna, po drugie nieskuteczna, po trzecie niemoralna. Ratujmy również małe sklepiki spożywcze, stragany z warzywami, szewców i zegarmistrzów – ustalmy jednolite, ba urzędowe ceny.
Reasumując, czy masz jakieś prawne, ekonomiczne, praktyczne argumenty czy nadal będzie Ci się wydawało i na bazie znajomej księgarni (jak przykład to może z nazwą) będziesz fantazjował jak to rynek zachowa się nie zgodnie ze swoją motoryką, a nagle zmienią się zasady i reglamentacja wprowadzi wzrost „kultury i czytelnictwa”.
11.09.2015 o 13:37
@ Marcin: Całkowicie się z Tobą zgadzam.
Cieszę się, że w końcu ktoś napisał wyczerpującą analizę ustawy.
27.09.2015 o 7:42
No właśnie to jest fascynujące – ten podnoszony argument kompetentnego sprzedawcy w księgarni.
Ja nie wiem, czy ci co go podnoszą naprawdę w to wierzą, czy może znają jakieś pojedyncze osoby, które faktycznie są pasjonatami i potrafią rozmawiać z klientami.
27.09.2015 o 7:47
@ Robert Młodzki
– casus „bonito” – wiesz też nas to dziwiło. I rok temu wysłaliśmy do nich zapytanie o współpracę. NIe odmówili. W tej chwili połowa naszych przychodów to bonito. Płatności po 30 dniach – ANI RAZU jeszcze się nie opóźnili. Bye, bye Azymut.
A swoją drogą mysle, ze ustawa wlasnie ma na celu zablokowanie tego normalnego biznesu, który rozpierdziela zastany uklad. Empik, azymut, olesiejuk, merlin – oni się przyzwyczaili, że ich biznes to „tani kredyt” od wydawców. I nagle przychodzi takie bonito i rozlicza się jak w innych branżach. Amazon, który jest tuż za rogiem płaci po 45-60 dniach, więc to są realne zmiany, których boi się „stary układ”. Należy więc go zakonserwować.
09.11.2015 o 22:01
Właściciele sklepów internetowych stoją przed ciągłymi wyzwaniami, podobnie zresztą jak inni samozatrudnieni czy więksi przedsiębiorcy. Optymalizacja kosztów, prowadzenie skutecznych działań marketingowych oraz budowanie relacji z klientem to niektóre kwestie, którym należy codziennie stawiać czoło. Jak zatem skutecznie rozwijać sklep online i wykorzystać okres prosperity, w którym znajduje się obecnie Internet w Polsce?
Jest to kluczowe hasło zarówno dla rozwijających się sklepów internetowych, jak i tych dobrze prosperujących. Mamy tutaj na myśli nie tylko efektywne zarządzanie finansami. Liczy się także czas, który poświęcamy na obsługę klienta, obsługę reklamacji czy realizację zamówienia. Podstawowym kosztem, którego nie można pominąć (oprócz kosztów ogólnych), to przede wszystkim zatowarowanie magazynu. Jak go uniknąć albo przynajmniej trochę obniżyć?
Dropshipping – oszczędność czasu i pieniędzy
Jest to model sprzedażowy, który zdominował handel online w USA czy krajach Europy zachodniej. Wiele sklepów internetowych oparło całkowicie na nim swoją działalność. W Polsce obecny jest od kilku lat i zdobywa coraz więcej zwolenników. Polega na tym, że sklep internetowy wysyła produkt kupiony przez klienta za pośrednictwem hurtowni (lub producenta czy importera). Widzimy więc tutaj pierwsze korzyści – nie inwestujemy własnego kapitału w towar i jego ubezpieczenie, nie ponosimy kosztów najmu powierzchni magazynowej. Zyskujemy także czas na realizowaniu wysyłki, który możemy poświęcić na prowadzenie reklamy czy budowaniu relacji z klientami. Jest to doskonała możliwość na rozszerzenie asortymentu sklepu. Można wprowadzić nowy rodzaj produktów niezależnie od tych, które zwykliśmy sprzedawać. Niektóre sklepy internetowe współpracują w modelu dropshipping z kilkoma hurtowniami jednocześnie. Co najważniejsze, można znaleźć hurtownie, które wyślą towar zgodnie z wizerunkiem danego sklepu tzn. zachowają jego logotypy czy papier firmowy.
Szczegóły takiej współpracy mogą różnić się między sobą. Zasadniczo spotyka się dwa wiodące modele sprzedazy. Jeden z nich, na którym pracuje bagexpress.pl. wygląda tak, że sprzedawca (właściciel sklepu internetowego) najpierw rejestruje się w systemie dropshippingowym bez ponoszenia opłat. Zyskuje na tym od razu 15% rabatu od cen hurtowych produktów. Kiedy klient docelowy kupuje produkt, płaci za niego cenę detaliczną. Sprzedawca zarabia więc już na swojej marży i rabacie, który uzyskał od hurtowni. Po zarejestrowaniu zakupu, składa zamówienie do hurtowni na ten kupiony produkt. Hurtownia realizuje wysyłkę – pakuje towar i nadaje przesyłkę na adres klineta. Właściciel sklepu płaci w międzyczasie za produkt (cena hurtowa z rabatem). Ważne, że bagexpress.pl oferuje partnerom dropshipingowym rabaty aż do 37% od cen hurtowych.
Model dropshippingowy wg BagExpress.pl
Dropshipping jest współpracą między dwoma podmiotami i od zaangażowania obydwu stron będzie wiele zależało. Warto z pewnością wybrać hurtownię czy producenta, która już posiada partnerów w modelu dropshippingowym. W związku z dotacjami unijnymi na rozwój systemów B2B można znaleźć hurtownie, które zadedykowały specjalne rozwiązania dla potencjalnych partnerów i którym szczególnie zależy na dobrej współpracy w systemie dropshipping.
1. Integracja systemów
Jest to szczególnie ważne, ponieważ automatyzacja procesów sprzedażowych ułatwi szybką realizację zamówień. Sklep www powienien mieć zintegrowany system ze stanem magazynowym hurtowni oraz aktualnymi cenami produktów. Jeśli hurtownia wprowadzi zmianę, powinniśmy jak najszybciej zaktualizować ją na witrynie naszego sklepu, żeby wykluczyć na przykład taką możliwość, że sprzedajemy towar, którego nie ma na stanie w hurtowni albo cena zmieniła się znacząco. Jeśli jest problem z integracją interfejsów programistycznych, wtedy można wprowadzać zmiany manualnie. W przypadku gdy hurtownia nie wprowadza częstych zmian, nie jest to czasochłonne.
Hurtownia powinna realizować nasze zamówienia solidnie i szybko. Oddelegowując przygotowanie wysyłki, tracimy trochę kontrolę nad czasem jej realizacji. Dlatego we współpracę dropshippingową nalezy wchodzić z profesjonalnymi i rzetelnymi hurtowniami. Warto także zweryfikować z jakimi kurierami współpracuje hurtownia.
Problemy mogą się również pojawić, kiedy będą występowały zwroty towaru bez podania przyczyny oraz konieczna będzie obsługa reklamacji. Są to ważne kwestie, które należy szczegółowo omówić. Hurtownia bagexpress.pl bierze na siebie całą odpowiedzialność w związku z reklamacjami.
Ile można zarobić dzięki współpracy z sieciami afiliacyjnymi?
Sieci afiliacyjne nie są dobrze oceniane przez blogerów i wydawców. Nieintuicyjne panele użytkownika i mało atrakcyjne programy to często pojawiające się zarzuty. Czy zatem jest to sposób zarabiania na razie zarezerwowany tylko dla dużych graczy, którzy osiągają wysokie stawki jedynie dzięki efektowi skali? A może tajemnica sukcesu tkwi gdzie indziej?
Samo przystąpienie do sieci afiliacyjnych nie jest trudne. Aby to zrobić wystarczy wypełnić odpowiedni formularz kontaktowy. Jednak już podczas podejmowania decyzji o rejestracji dostrzega się pierwsze minusy, które z pewnością odstraszają na starcie sporą grupę zainteresowanych. Zobaczmy zatem kilka podstawowych zarzutów skierowanych do sieci afiliacyjnych i odpowiedzi, które one przedstawiają:
Sieci są raczej świadome tego, że pierwszy kontakt z panelem dla każdego użytkownika jest trudny. Jest to po prostu narzędzie, którego obsługi trzeba się nauczyć.
Specjaliści sieci afiliacyjnych są również zgodni z tym, że warto nawiązywać bezpośredni kontakt z działami wsparcia klienta, co znacznie ułatwia pracę obu stronom.
Mały wybór programów afiliacyjnych
Należy w tym miejscu wyjaśnić, że nie wszystkie sieci są dla każdego blogera czy wydawcy. Kilka przykładów – sieć afill.me to przede wszystkim programy finansowe, Ads4Books oferuje programy dedykowane blogerom książkowym, w SalesMedia znajdziemy największe marki sprzedające online, a Zanox współpracuje głównie z blogerami modowymi. Wszystko sprowadza się do odnalezienia programu, który będzie spełniać nasze oczekiwania. W dalszej części artykułu poświęcamy na to więcej miejsca.
Zdecydowana większość sieci rozlicza się z wydawcami w modelu CPS (prowizja za sprzedaż), CPA (prowizja za działanie użytkownika na stronie reklamodawcy) lub CPL (prowizja za pozyskanie leadu – danych kontaktowych do potencjalnego klienta) i są to modele rekomendowane przez specjalistów:
Programy potrafią się kończyć z dnia na dzień
Tutaj praca do wykonania spoczywa w zasadzie wyłącznie na sieciach afiliacyjnych. Powinny one dokładać starań, żeby takie przypadki zdarzały się jak najrzadziej i nie wprowadzały chaosu w relacjach z wydawcami/blogerami. Zdecydowana większość sieci właśnie w ten sposób podchodzi do tej kwestii.
Kolejne istotne pytanie, na które należy odpowiedzieć, to czy blogerzy mają szansę zarabiać we współpracy z sieciami, czy jest to może jednak działalność zarezerwowana dla dużych wydawców, takich jak porównywarki cenowe czy rozbudowane serwisy? Okazuje się, że mogą. Blogerzy stanowią od 2% do nawet 40% wszystkich wydawców, zależnie od danej sieci.
Problem wydaje się być gdzie indziej. Dobrze wyjaśnił to Dawid Maj z Novem: „Zarobki blogera są iloczynem dwóch czynników: liczby UU i jego wpływu na użytkowników. Przykładowo, jeżeli jest on w stanie przekonać 50% swoich użytkowników do założenia konta to może zarobić dokładnie tyle samo, co wydawca mający 10 razy więcej czytelników i wpływ jedynie na 5% z nich”.
Opisane case study pochodzi z sieci Zanox i dotyczy bloga modowego Michała Kędziory – Mr.Vintage. Jest to blog poświęcony modzie męskiej a jego autor – jako jeden z niewielu w blogosferze – jest bez wątpienia uznanym ekspertem w tej dziedzinie. Ten przykład doskonale wyjaśnia wpływ wysokiej jakości content marketingu, realizowanego przez eksperta cieszącego się uznaniem na skuteczność afiliacji. Oddajmy głos głównemu zainteresowanemu:
“Współpracę z zanox zacząłem dość przypadkowo kilkanaście miesięcy temu. Przygotowywałem akurat cykliczny wpis o wyprzedażach w najpopularniejszych sklepach internetowych, który publikowałem na blogu dwa razy w roku. Zazwyczaj wybieram do nich około sto produktów, które moim zdaniem są warte polecenia i mają w danym momencie atrakcyjną cenę. To rodzaj rekomendacji i selekcji, która czytelnikom bardzo przypadła do gustu. Produkty, które dotychczas wybierałem pochodziły głównie z oferty Zalando i akurat gdy rok temu przygotowywałem sobie nowy tekst wyprzedażowy, to trafiłem na zakładkę „Współpraca partnerska”, która z kolei przekierowała mnie do zanox. Poczytałem sobie o ich programie afilacyjnym i postanowiłem spróbować. Założyłem konto, wygenerowałem sobie linki partnerskie do Zalando, opublikowałem artykuł i już po jednym dwóch dniach byłem ogromnie zaskoczony jak wiele osób dokonało zakupów korzystając z moich linków. Od tamtego czasu regularnie korzystam z linków partnerskich, które u mnie sprawdzają się najlepiej. Jest to reklama mało inwazyjna, którą bardzo skutecznie można wykorzystać przy tworzeniu codziennych treści na blogu. Oprócz tego mam także na stronie głównej baner do Zalando. To właśnie ten sklep wybiera zdecydowana większość moich czytelników, mimo, że promuję także produkty z takich sklepów jak Answear.com czy Asos.com”.
Opisana powyżej akcja wygenerowała 390 transakcji z nieco ponad 50 000 kliknięć. Sklepy z odzieżą oferują zazwyczaj stawki od 5%-10% od wygenerowanej sprzedaży. Załóżmy, że w tym przypadku bloger uzyskał najniższą stawkę, a średnia kwota w koszyku wynosiła 200 zł. Okazuje się wtedy, że ten jeden post na blogu przyniósł mu zysk w wysokości 3 900 zł.
Poznaliśmy już główne problemy i korzyści wynikające ze współpracy z siecią afiliacyjną. Zapoznaliśmy się z przykładem blogera, który dzięki sieciom afiliacyjnym zarabia atrakcyjne stawki. Po lekturze zdecydowaliśmy, że sieci afiliacyjne to coś idealnego dla nas. Jak wybrać tę najlepszą?
Niestety nie ma jednej odpowiedzi, trzeba testować. Nie istnieje jeden model pozwalający porównać opłacalność różnych sieci. Po pierwsze dlatego, że różnią się one dostępnymi programami w danych kategoriach. Po drugie, wiele zależy od tego, jak dany wydawca wykorzysta potencjał programu.
„Rejestracja w sieci afiliacyjnej to zdecydowanie za mało. Żeby efektywnie korzystać z sieci trzeba stale poszerzać wiedzę na temat marketingu internetowego. Oprócz poznania mechanizmu działania afiliacji, warto zainteresować się takimi tematami jak content marketing, czy reklama natywna. Dzięki tej wiedzy będzie możliwe tworzenie treści, które zainteresują czytelnika, dadzą zarobić blogerowi i w tym wszystkim nie stworzą wrażenia nachalnej reklamy” – wyjaśnia dr Paweł Strykowski, współwłaściciel Whitepress.pl.
Kluczem do sukcesu jest również dobra znajomość swoich odbiorców. Jeśli dobrze znamy grupę docelową, łatwiej będzie nam zaproponować jej konkretne produkty i zrobić to w sposób, który spotka się z jej uznaniem. A zatem nie jest to najłatwiejszy i najbardziej intratny sposób zarabiania. Niemniej dobry wydawca będzie potrafił wykorzystać wszystkie jego mocne strony.
Na co zwracać uwagę przy wyborze sieci? Bardzo istotne jest dopasowanie programów do tematyki naszego bloga/portalu. Nie wszystkie sieci obsługują każdą tematykę, więc to dla nas pierwsze kryterium wyboru. Warto zapoznać się z panelem – czy jest intuicyjny? W końcu to narzędzie, z którym będziemy regularnie pracować. Sprawdźmy też narzędzia oferowane wydawcom (np. kampanie reklamowe, kreacje reklamowe, kreator widżetów, generowanie linków partnerskich, kody rabatowe). Ostatnia kwestia to stawki – czy są atrakcyjne? Czy wynagrodzenie jest wypłacane w ustalonym terminie? Jaki jest minimalny próg wypłaty? Znając odpowiedzi na te pytania łatwiej będzie nam dokonać wyboru systemu odpowiadającego naszym potrzebom.
Podsumujmy: problematyczny jest pierwszy kontakt z siecią i rejestracja. Zazwyczaj trzeba wypełnić długi formularz i czekać na akceptację. Warto w tym przypadku od razu nawiązać kontakt z Biurem Obsługi Klienta oraz zapoznać się wcześniej z FAQ, czy dostępnymi bazami wiedzy. To która sieć będzie najlepsza dla nas jest kwestią indywidualną, nie ma jednej recepty. Z sieciami afiliacyjnymi jest tak jak w przypadku każdego innego narzędzia marketingowego – trzeba je dobrze poznać i polubić. Popularność sieci afiliacyjnych będzie rosnąć, a wraz z nią – ich atrakcyjność. Może zatem warto już teraz poznać bliżej ten sposób zarabiania?
artykuły ekomercyjnie sieci afiliacyjne Zarabianie na sieciach afiliacyjnych
11.12.2015 o 13:36
Jest jeszcze jeden problem związany z sieciami afiliacyjnymi, o którym nie mówi się często. Jest to kwestia opłacania rachunków / faktur.
Oczywiście wszystko zależy od sieci, ale są takie, które z wypłatami wynagrodzeń dla partnerów zalegają miesiącami i niestety mniejsi wydawcy nie mają zbyt wiele do powiedzenia w takich sytuacjach.
To tak z wieloletniej obserwacji i współpracy w kilku programach. Dla mnie to największy problem w tego typu działalności.