Source: https://www.wbutach.pl/topic/231-reklamacje-obuwia-w-polsce/
Timestamp: 2020-02-24 19:18:41+00:00
Document Index: 60038503

Matched Legal Cases: ['art. 7', 'Art. 4', 'art. 7', 'art. 4', 'art. 6', 'ART 1']

Reklamacje obuwia w Polsce - Szewstwo, ręczne szycie butów i reklamacje obuwia - Forum o Butach
Reklamacje obuwia w Polsce
By nie_problem, July 29, 2011 in Szewstwo, ręczne szycie butów i reklamacje obuwia
Tytułem wstępu, słowa Artysty:
Nie uwzględnili opinii rzeczoznawcy i odrzucili reklamację
Zgodnie z polskimi przepisami producenci obuwia przerzucają odpowiedzialność za wadliwy towar na swoich detalistów. Pozostawiają tym samym swoim klientom walkę ze sklepami i niekorzystnymi dla nich przepisami.
Syn pani Anny w sklepie City Sport kupił buty sportowe marki Reebok za 250 zł. Po 20 dniach w butach zrobiły się dziury. Oddał je więc do reklamacji, ale sklep reklamacji nie uwzględnił. Stwierdził, że ocena obuwia nie wykazała błędów produkcyjnych wykonania i wad materiałowych, a uszkodzenia powstały w wyniku użytkowania. Pani Anna wystąpiła więc do niezależnego rzeczoznawcy o opinię. Rzeczoznawca uznał, że są podstawy do uznania reklamacji. Jego zdaniem buty były konstrukcyjnie niedostosowane do intensywnego codziennego noszenia. Syn pani Anny ponownie wystąpił o zwrot kosztów, ale i tym razem sklep odmówił uznania reklamacji. Nie przedstawił nawet opinii swojego rzeczoznawcy. Dlaczego?
Pani Anna nie uzyskała odpowiedzi na to pytanie. - Podczas próby rozmowy telefonicznej z City Sport usłyszałam od pracownika, że pani dyrektor nie ma swojego bezpośredniego telefonu i nie ma zwyczaju do niego podchodzić - powiedziała nam nasza czytelniczka.
Zapytaliśmy o to City Sport. Sklep jednak nie chciał przedstawić swojego stanowiska. Jak poinformowała "Gazetę" pani Anna Karasińska, dyrektor działu reklamacji City Sport, z uwagi na to, że sprawa została skierowana do Federacji Konsumentów, nabrała mocy urzędowej i została poddana ponownemu przeanalizowaniu, rozwijanie jej na łamach "Gazety" nie znajduje uzasadnienia. Sprawa czeka na rozstrzygnięcie w sądzie konsumenckim.
- To jest jakiś obłęd! Czy z każdą uznaną przez rzeczoznawcę reklamacją butów trzeba iść do sądu? Tu nie chodzi o pieniądze czy zepsute buty, tylko o to, jak w Polsce wygląda sytuacja reklamacji markowego obuwia sportowego. Drastycznie! - żali się pani Anna. - W Polsce producent jest zwolniony z odpowiedzialności za wadliwy towar. W świecie jest to niedopuszczalne i niespotykane. Dlatego pozostała nam tylko droga sądowa.
W takich sytuacjach rzecznik praw konsumentów informuje składających skargę, że sklep ma prawo nie zgodzić się z opinią rzeczoznawcy, podobnie jak klient może podać w wątpliwość ocenę sklepu. Zazwyczaj sprzedawcy, odrzucając reklamację, powołują się na opinie swoich ekspertów. Tyle że w tym przypadku City Sport nie podał argumentów ponownej odmowy reklamacji. - Nie ma żadnego odniesienia do uwag merytorycznych zawartych w opinii rzeczoznawcy załączonej do odwołania - przyznaje pani Anna. - Nie wiadomo, dlaczego zignorowano załączoną opinię - dodaje.
Według sprawozdania rzeczników konsumentów w 2010 r. interweniowali oni w podobnych sprawach ponad 63 tys. razy. Najczęściej, gdy reklamowane produkty okazały się wadliwe lub niezgodne z umową. Wielokrotnie sklepy odrzucały reklamację, powołując się na opinię własnych rzeczoznawców lub gdy nie przestrzegano 14-dniowego terminu jej rozpatrzenia. W ciągu ostatnich trzech lat o blisko 100 tys. wzrosła liczba skarg konsumentów, które wpłynęły do powiatowych i miejskich rzeczników konsumentów. Wciąż najczęściej psują się buty i odzież.
Źródło: Finanse odpowiadają
http://wyborcza.pl/1...reklamacje.html
Dlaczego producenci obuwia w Polsce tak rzadko poczuwają się do odpowiedzialności?
Dlaczego reklamacja jest najczęściej zmartwieniem klienta i sprzedawcy, rzadziej producenta?
Jak sprawa wygląda w innych krajach?
Wg nie to co pozornie bezpośrednio nie interesuje kupującego to marża jaką nakładają sprzedawcy w Polsce - w walce o prym na rynku często sięga absurdu czyli 20% a to nie pokrywa w całości czasami związanych kosztów prowadzenia działalności z powodu i tak małego obrotu towarowego ..Ble ble ble..
Oczywiście konsumenta nic to nie obchodzi bo i co miało by obchodzić ?
Ale wpływ ma - cenniki dystrybutorów w całej Europie pozostałej sugerują jasno 100% marzy i taką się stosuje przy jednoczesnych obniżkach sezonowych i tu wyłazi na wierzch reszta góry lodowej jaka są potentaci (zwłaszcza znanych i szeroko wypromowanych marek)
Prawa rynkowe prawami rynkowymi ..
Ale taki wpis jak ten właśnie robi więcej krzywdy firmie wymienionej czyli City Sport niż przykłada klientów .
Zatem składam tej firmie również szczere kondolencje bo jednak kontakt i życzliwe podejście do klienta oznacza budowanie marki własnej ,a tu widzimy typowy przykład okopania się i bezpiecznego strzelania sobie samemu w stopę
Ależ wpiszmy tu cały adres i bez ceregieli ,bo tak się spraw nie załatwia - zawsze istnieje kompromis a nie "Nie bo nie".
Unikałbym oceniania firmy, bo tak naprawdę sprawy nie znamy. Wszyscy wiemy, że w dobie kryzysu jakość materiałów i wyrobów spada, bo "tniemy koszty". Jestem przekonany, że przy realnej odpowiedzialności producenta za towar sprzedawcy nie mieliby bólu głowy, a klienci nie baliby się wydawać większych pieniędzy na obuwie.
W tej chwili przed zakupem warto chyba pytać, w jaki sposób załatwiane są ewentualne reklamacje. Czy trafiają do producenta? Czy pozostają na głowie sfrustrowanego sprzedawcy, który musi stanąć na głowie, by z jednej strony nie stracić klienta, a z drugiej nie stracić pieniędzy.
To co zostało opisane na łamach "Wyborczej" to standard. Jedna sprawa wyciągnięta z całego wagonu podobnych. Zapewne Pani Dyrektor powinna porozmawiać z klientem na jego prośbę, ale to nie sklep jest problemem. To chory system i regulacje, które faworyzują wielkich, a na margines spychają klientów i przedsiębiorców.
Nie chcę tu wchodzić w szczegóły, ale wielkie korporacje w naszym kraju dość często migają się od przyjmowania reklamacji zmuszając sprzedawców do załatwiania ich we własnym zakresie. A Ci radzą sobie z tym raz lepiej, raz gorzej. Jakoś nie chce mi się wierzyć, ze tak samo jest, na przykład u naszych zachodnich sąsiadów. Spróbuję się dowiedzieć
Sprawy załatwia się u sąsiadów bez dyskusji i uprzejmie do samego końca to po pierwsze - pomimo ze nie zawsze klient ma rację .
Fakt każdemu trafia się wpadka i nie zdarza tylko tym co nic nie robią ogólnie .To że potentaci u nas w kraju traktują rynek marginalnie to wiem - ale to natomiast jest wina managerów odpowiedzialnych za określone rynki i tu z imieniem i nazwiskiem wielkiego problemu by nie było przy odrobinie starań .
Nie sadze natomiast że ma być u nas tak że klient kładzie kasę - dostaje paragon bo musi a tu ryzyko nie pozwala na machinacje właśnie ze względów na odpowiednie ustawy skarbowe które zniechęcają na przedbiegu do występku wobec Skarbu Państwa - i może sobie już odejść i nie wracać bo po co ?
Słuszna uwaga - nam brakuje przepisów które by wymusiły inne podejście marketingowe wielkich firm - ale i jest tego konsekwencja w postaci wzrostu cen - ale skoro rynek w postaci około 20mln ludzi kusi to nie może on być tym samym ringiem wolnej amerykanki ale wolnym rynkiem ,co jak widać jest intensywnie mylone .
Nie zmienia to jednak faktu obcesowego podejścia "firmy" na końcu niemalże łańcucha konsumenckiego .
REKLAMACJE....
bardzo szeroki temat.... tak szeroki, że nie wiem od czego zacząć.... podam kilka absurdów znanych mi z "autopsji"....
1) to jest dobre: opinie ma prawo wystawiać kierownik sklepu ( ? ?) - nie chcę tu generalizować - mający mgliste pojęcie o konstrukcji buta, materiałach i przeznaczeniu... bo co na przykład możemy powiedzieć o pięknych półkozaczkach z galerii #3 ?
ogólny wygląd wskazuje na przeznaczenie okres jesienny, lekka zima (bez śniegu i chlapy) i wiosna... nic bardziej mylnego, bo materiał wierzchni to dzianina pokryta sztucznym delikatnym licem - które nawet po jednokrotnym !!!! (to nie żart) przemoczeniu może (i często tak jest) się rozwarstwić; podeszwa cienka 3mm fazowana na rantach do 1,5mm bez otok - węższa od przyszwy buta, podpodeszwa - słaba tektura z systemem siatek i zszywek tapicerskich....
piszę to z cała odpowiedzialnością: BUTÓW Z GALERII # 3 NIE WOLNO, ABSOLUTNIE NIE WOLNO PRZEMACZAĆ !!!!!! a w sklepie (nie będę pisał nazw powiem tylko, że to sieciówki z b.dużym kapitałem) mówią, że buty są jak najbardziej jesienne ?????
może brzmi to jak żart (kiepski żart) ale 80% butów sprzedawanych w tych sieciach ma taką "zaawansowaną technologię" konstrukcji GALERIA # 3
Pewnie z CCC
Co mi tam, ja nazywam rzeczy po imieniu
Ale tu powtarza się historia Nike - jakże dzisiaj skrywana
1) to jest dobre: opinie ma prawo wystawiać kierownik sklepu ( ? ?) ...
To chyba nie do końca tak - punkt sprzedaży nie ma po prostu obowiązku w każdej sprawie sporządzać płatnej opinii rzeczoznawcy, lecz może sam ustosunkować się do reklamacji. I wtedy taki kierownik po prostu pisze co myśli. Jeden lepiej, drugi gorzej ... ale raczej tak to jest.
Od siebie dodam, że rzeczoznawca, a Rzeczoznawca to też różnica
Swego czasu czytałem opinie wykwalifikowanych fachowców i miałem wrażenie, że butów nawet do ręki nie wzięli.
Ale czytałem i rzetelne - żeby nie generalizować.
Tak czy siak prawo polskie jest dziwne.
Pomijam już nawet zaoczne wyroki Sadów w sprawach, o których punkt sprzedaży czasem nie jest w ogóle informowany
Ot przychodzi wyrok pocztą i wezwanie do zapłaty
Temat długi i można płakać, albo śmiać się - zależy jak na to spojrzeć
Czy sucho-wietrzysz swoje buty?
Oddając buty do reklamacji, z reguły oczekujemy jej pozytywnego rozpatrzenia. Na oko wydaje się, że przyczyną ich zepsucia była słaba konstrukcja lub fabryczna usterka. Pisemna odpowiedź rzeczoznawcy może być zaskakująca.
Okazuje się, że użytkowanie butów nie jest wcale takie proste. Uświadomić to może dopiero rzeczoznawca, czyli osoba, od której zależy to, czy nasza reklamacja zostanie rozpatrzona pozytywnie czy też nie. Używając terminologii rzeczoznawczej, przyczyną zepsucia obuwia może być np. brak sucho-wietrzenia butów. Brzmi dość enigmatycznie, ale można z tego wywnioskować, że chodzi tu po prostu o suszenie buta jeśli się zamoczy. Fachowe słownictwo ma chyba jednak za zadanie umocnić autorytet rozpatrującego problem.
To jednak nie koniec. Idąc dalej, rzeczoznawca może zwrócić konsumentowi uwagę na nieodpowiedni mikroklimat jego stóp. To niezbyt miła uwaga, szczególnie przy założeniu, że każdy taki mikroklimat posiada (składają się na niego energia cieplna wytwarzana przez stopy oraz cząsteczki potu), a to czy jest on mniej lub bardziej wilgotny niekoniecznie jest winą składającego reklamację.
Ponadto każdy użytkownik powinien pamiętać i przestrzegać cykli spoczynkowych swoich butów. Jeśli czytasz ten tekst, a na Twoich stopach znajdują się domowe kapcie, to buty, w których chodzisz po ulicy znajdują się właśnie w takim cyklu. Po prostu odpoczywają. Nasuwa się jednak pytanie, jak długi oraz jak często powtarzany powinien być cykl spoczynkowy, ażeby buty nie musiały być poddawane reklamacji?
Nie można także zapominać o stosowaniu łyżki do butów, dokładnym rozsupływaniu oraz nieprzydeptywaniu obuwia (gdyż może to poważnie naruszyć układ materiału tekstylnego o splocie płóciennym włókien). Ostatnie uwagi wydają się być najbardziej przystępne. Mimo to, konsument otrzymujący odpowiedź rzeczoznawcy (zawierającą opisane przykłady) może odnieść wrażenie, że do butów powinno się dołączać instrukcję obsługi.
http://szybkajazda.pl/lifestyle/article,czy_suchowietrzysz_swoje_buty,6858,1,1,1.html
Ja akurat spotykałem się zazwyczaj z mniej wyszukanym słownictwem Ale problemem nie jest w ogóle słownictwo w opiniach. Prawo polskie jest co najmniej "dziwne"
Ależ po co zajmować się prawidłową formułą prawa dla szarego obywatela ?
Posłowie i sądownictwo w Polsce ma ważniejsze sprawy na głowie, jak dokładanie nowych akcyz z uzasadnieniem prawnym tego poczęcia .
Betik 4
Tyle, że nie jest to prawo polskie lecz unijne, nieudolnie przetłumaczone i jeszcze gorzej interpretowane. Jaki wyrok ma wydać sędzie nie odróżniający rękojmi od ustawy konsumenckiej ? Sędzia nie musi się znać na butach, ale biegły sądowy został biegłym, bo kogoś znał a wiedzę na temat obuwnictwa ma mniejszą niż absolwent zawodówki ? Ciepłą ale niebezpieczą i kruchą posadkę ma rzecznik gdzieś w ratuszu. Musi się więc wykazać.
Pecha ma też klient, bo kupił buty na chińskich tekturkach zwanych dumnie podpodeszwami. Szedł to pracy a tu anomalie pogodowe w tej szerokości, bo zaczął padać deszcz. Chłopina zaparkował daleko, więc jakoś ten odcinek do pracy musi przebyć. Okazało sie, że droga jest rozkopana, więc musiał nadłożyć. Buty przemoczone po wysuszeniu się rozkleiły. No to zaniósł do szewca a ten obejrzał i powiedział... paaaanieee, zanieś pan to badziewie do reklamacji, bo tu już brandzla nie ma.
W sklepie się nastał, bo pani od reklamacji poszła na przerwę śniadaniową. Po powrocie spisała protokół zwany zgłoszeniem rreklamacyjnym i kazała przyjść za 2 tygodnie, bo buty oddaje rzeczoznawcy. Po 2 tygodniach klient czyta że, ... reklamacja oddalona z powodu intensywnego przemoczenia, co doprowadziło obuwie do nienaprawialnych zmian dewastacyjnych a naszego klienta do szewskiej pasji.
Często niestety są mylone podstawowe pojęcia. Jeśli Wasza łaskawość Admin pozwoli, to przedstawię je pokrótce w odcinkach z przykładami i czym się jedno rózni od drugiego.
Pozdrawiam i znikam (jeszcze tu zajrzę)
Widzę, że Szanowny Forumowicz ma wiedzę na temat, a czyta się wpis jak dobrą powieść zatem czekamy niecierpliwie na dalsze odcinki
Ja staram się na temat spojrzeć z kilku perspektyw, bo bywałem w życiu po obu stronach barykady. Ale zawiłości prawne to mi mózg niestety rozwalają, tym bardziej chętnie czytam, kiedy ktoś normalnie (łopatologicznie) potrafi temat przedstawić
Klient - faktycznie przechlapane, bo ganiany jest od sklepu do rzecznika i znowu do sklepu, a czasem i pocztę trzeba odwiedzić, by polecony wysłać, a później zapłacić za opinię rzeczoznawcy, gdy nie zgadzamy się z pierwszą opinią ... kota można dostać
Jeżeli chodzi o obuwie, klient potrafi do reklamacji przynieść obuwie "uwłaczające godności osoby przyjmującej reklamację i nie spełniające minimalnych wymogów higienicznych", jak to ujął jeden z rzeczoznawców To prawda - wielokrotnie widziałem takie sytuacje. Naprawdę czasem brak słów - zapach, błoto (i nie tylko) zalegające na podeszwach lub ekstremalnie zdewastowane obuwie ... No nie wiem jak coś takiego w ogóle można próbować reklamować.
Sprzedawca - wcale nie ma lepiej. Klienci szału dostają, a tu trzeba jednak zachować stoicki spokój i szukać siły argumentu, a nie odwrotnie, choć czasem cierpliwość na krawędzi Są producenci i marki, które poczuwają się i posiadają procedurę reklamacyjną, gdzie sprzedawca odsyła buty i właściwie pośredniczy. Ale są i takie, do których wysłać nie można i sprzedawca załatwia temat we własnym zakresie, opłacając szewca, płacąc za opinię, która i tak z definicji dla klienta jest często nic nie wartym świstkiem. Nie wiem do końca jak to działa, ale bywa, iż sprawa trafia do sądu, a wyrok zapada zaocznie. Sprzedawca nie ma szans na obronę, bo dostaje powiadomienie pocztą o wyroku i wezwanie do zapłaty. To zakrawa na kpinę, ale domyślam się, że wszystko zgodnie z literą prawa
Powiatowy Rzecznik Praw Konsumenta - trochę między młotem, a kowadłem. Miałem do czynienia z dwoma. Ten pierwszy w ogóle mi nie pomógł, kiedy to miałem problem z nieuczciwym sprzedawcą. A drugi był tak mocno "prokonsumencki", że kiedy jako Sprzedawca chciałem zasięgnąć opinii, jak najlepiej załatwić sporną sytuację z klientem (szukałem ugody), usłyszałem, że Rzecznik nie musi mi wcale radzić. Po kilkuminutowej debacie udało się w końcu wytłumaczyć, że tu właśnie chodzi o to, by pomóc klientowi, a nie odwrócić się od niego Dalej już było sympatycznie. Wydaje mi się, że optymalnie kiedy Rzecznik dąży do ugody i nie stara się jednak za wszelką cenę bronić klienta, bo bywa, że ten nie ma racji lub racja leży gdzieś po środku właśnie.
Producent - tu nie rozumiem dlaczego nie każdy producent bierze odpowiedzialność za własny towar. Jak to jest właściwie możliwe i dlaczego prawo na to pozwala? Myślę, że prościej byłoby, gdyby producenci zobligowani byli do zajmowania się reklamacjami. Pewnie nie do końca oficjalnie, ale Sprzedawcy często zmuszani są do załatwienia spraw reklamacyjnych we własnym zakresie, nawet kiedy firma wyprodukuje ewidentnego bubla. To mi się nie podoba
Oj chyba się rozpisałem
Witam i czekam z niecierpliwością... (dawno nie słyszałem określenia: brandzel - chyba Kolega "branżowy") tym bardziej czekam na następny odcinek...
A co by było gdyby marża miała wielkość 200 - 400% i klienta było by zwyczajnie i tak na te buty stać ?
Bo wiecie ,że są takie kraje w tej unii gdzie ludzie na parę markowego w miarę obuwia zarabiają w jeden dzień nie tydzień czy dwa .
No właśnie, wchodzę w temat terminy szewckie, rozglądam się i co widzę nic....
O terminach szewskich później, po podejrzane nazewnictwo stosowane współcześnie można znaleźć wszędzie ale gorzej z kedrą, balem, kulisikami, obesztynami i tak dalej. Można to umieścić jako zgaduj zgadula. Starzy wyjadacze rzucają termin szewski a reszta zgaduje.
Wracając do mojej opowieści, będzie to opowieść w odcinkach.
Bezie to typowa rodzinka wybierająca się na zakupy do sklepu oraz do zakładu szewskiego. Podam rodzaje umów jakie zawarli, bo potem będzie to ważne przy reklamacjach. Same przepisy i ustawy są strasznie nudne, więc co by nudno nie było...bierzemy kawę, drinka lub browara.... i jedziemy (kurna nie ma tu emotów, które na tę okoliczność by się przydały)
Rodzina Bimbalskich wybrała się na zakupy. Józek chciał se kupić nowe pantofle, bo z Helą idą na wesele. W galerii handlowej upatrzyli sobie sklep z butami i Józek mierzy. No jak ulał i pasuje do garnituru. Józek porffel w rękę, Helkę pod pachę i leci do kasy. Płaci, bierze paragon, buty i Helkę i wychodzi ze sklepu.
Józek dokonał czynności prawnej pod tytułem umowa kupna - sprzedaży. Zawarł ją ze sprzedawcą i tylko z nim jest związany z umową (związany jest też inną umową z Helką, ale na razie Helkę odstawiamy na bok )
Teraz wszelkie roszczenia i zobowiązania są pomiędzy sprzedającym a kupującym. Przy czym sprzedawca to firma a nie ta urodza blondynka do której oko puszczał nasz Józek. Sprzedawca a ekspedient to nie zawsze ta sama osoba. Sprzedawcą jest właściciel sklepu, a buty sprzedaje zatrudniona przez niego ekspedientka, która ma pewien zakres obowiązków (zazwyczj obowiązki są odwrotnie proporcjonalne do wynagrodzenia) i mało uprawnień do samodzielnego podejmowania decyzji ale o tym później.
Sprzedawca zobowiązuje się do wydania towaru zgodnie z opisem i właściwościami a więc blondynka wydała Józkowi calą parę, w tym samym rozmiarze, kolorze i fasonie. Co prawda jest przepis mówiący "
widziały gały co brały" ale to sprzedawca odpowiada za towar, który wydaje (chyba że ktoś coś ze sklepu podprowadzi ale to już inna bajka).
Józek wziął a raczej kupił nową parę w tym samym wzorze i kolorze ale na jednym bucie jest skóra bardziej pomarszczona niż na drugim. I teraz..czy zgodnie z art. 7 Ustawy konsumenckiej Józek o tej niezgodności wiedział lub oceniając rozsądnie powinien był wiedzieć, czy zagapił się na obsługującą blondynkę i mógłby wyjść z dwoma lewymi butami ?
Weźmiemy teraz Jozka w obroty, Helką zajmiemy się później.
1. Józek kupując buty zawarł umowę cywilą ze sprzedawcą. Nie z producentem, importerem, pośrednikiem lub wykonawcą i wszelkie późniejsze roszczenia będzie kierował tylko do sprzedawcy.
2. Sprzedawcą jest pewien pan Henio, o czym nasz Józek jeszcze nie wie, ale się dowie jak zaniesie swoje buty do reklamacji. Póki co puszczał oko do blondynki (jak się okazało pani Bożenki, sympatyznej ale trochę głupiutkiej, przez którą pan Henio bedzie miał trochę kłopotów ale to w następnym odcinku, bo robota czeka (na mnie nie na te postacie hahahaha)
3. Ponieważ Józek kupił buty na siebie nie na firmę, bo prowadzi piekarnię, to jak zaniesie buty do reklamacji, będzie korzystał z uprawnień jakie przysługują TYLKO z tytułu niezgodności towaru z umową.
Gdyby Józek kupił pralkę, to miałby do wyboru jeszcze gwarancję, którą dale producent. Pamiętajmy że gwarancja nie jest na gębę, lecz jest to dokument określający co podlega gwarancji, na jaki okres czasu, mogą być też podane punkty serwisowe, oraz inne warunki określone w karcie gwarancyjnej. GWARANCJĄ NIE JEST tekst ekspedientki Bożenki rzuconej za odchodzącym od kasy Józkiem, że ma dwa lata gwarancji (JEST TO BZDURA - niestety często powtarzana przez nieuświadomionych sprzedawców/ekspedientów.
4. Za wydany towar odpowiada sprzedawca czyli jego prawe ramię w postaci ekspedienta. Pani Bożenka po przyjęciu towaru powinna go sprawdzić. Jeśli zauważyła jakieś wady, sporządza protokół reklamacji przedsprzedażnej i daje buty właścicielowi Heniowi, który wiezie je do producenta, importera od którego kupił daną partię towaru.
Józek się nie zna na butach i nie ma obowiązku odbioru jakościowego podczas zakupu. Może być daltonistą i nie wyłapie różnicy koloru, może mieć kłopoty ze wzrokiem i nie zauważy krzywego szycia lub źle wszytego języka cholewki (choć zauważył dekolt u pani Bożenki). Przepisy ustawy konsumenckiej wyraźnie mówią o tym, że Art. 4.
jego wydania jest niezgodny z umową;
i nieważne jest czy Józek mógł go zauważyć czy nie. Prawnicy i sądy są pro konsumenckie, zaś art. 7 ma trochę inne zastosowanie, jakie i gdzie to później bo się teraz popierwiastkuje.
No dobra, na dziś to tyle, przecież butów nie ma jeszcze Helka ale Helkę ubierzemy jutro.
Miłej soboty i do następnego odcinka.
Dzięki - powoli zaczynam kumać i już czekam na kolejny odcinek
Tymaczasem, zatrzymałbym się tu na chwilę:
GWARANCJĄ NIE JEST tekst ekspedientki Bożenki rzuconej za odchodzącym od kasy Józkiem, że ma dwa lata gwarancji (JEST TO BZDURA - niestety często powtarzana przez nieuświadomionych sprzedawców/ekspedientów.
Reklamację towaru niezgodnego z umową można złożyć w ciągu 2 lat od jego nabycia (jeśli przedmiotem sprzedaży jest rzecz używana, strony mogą powyższy termin skrócić, jednak nie poniżej jednego roku). W razie wymiany towaru termin ten biegnie na nowo. Warto wiedzieć, że przed upływem 6 miesięcy to sprzedawca musi udowodnić konsumentowi, że sprzedał mu towar zgodny z umową.
Jeżeli stan faktyczny nie jest jednoznaczny, stosuje się kolejne domniemanie z art. 4 ust. 1 – przyjmuje się, że niezgodność towaru z umową istniała w chwili jego wydania, jeżeli niezgodność ta została stwierdzona przed upływem sześciu miesięcy od wydania towaru.
Jeżeli niezgodność ujawniła się po sześciu miesiącach, konsument powinien wykazać, że niezgodność taka istniała w chwili wydania rzeczy na zasadzie art. 6 k.c.
Podsumowując - ja to rozumiem tak:
Byłem pewien, że gwarancja jest regulowana ustawowo i wynosi 24 m-ce, ale wychodzi na to, że może to być 12 m-cy jeżeli strony na to przystaną? Czy wystarczy jeżeli tak zadecyduje sprzedawca (klient nie ma tu nic do gadania)?
Domniemuje się, że do 6 m-cy usterki wynikają z wad konstrukcyjnych i producent "dał ciała". Tu sprzedawca, albo się godzi, albo udowadnia, że jest inaczej.
Natomiast po 6 m-cach klient już ma trudniej, bo domniemanie winy idzie w jego stronę i rośnie prawdopodobieństwo, że usterki wystąpiły na skutek zaniedbań użytkownika, uszkodzeń mechanicznych oraz naturalnego zużywania się obuwia. W tym momencie użytkownik powinien udowodnić, że jest inaczej.
Czy dobrze to sobie wykombinowałem ?
Byłem pewien, że gwarancja jest regulowana ustawowo i wynosi 24 m-ce, ale wychodzi na to, że może to być 12 m-cy jeżeli strony na to przystaną? Czy wystarczy jeżeli tak zadecyduje sprzedawca (klient nie ma tiu nic do gadania)?
O przepisach ustawy będzie więcej jak Józek zaniesie buty do reklamacji. Niech się jeszcze chłop nacieszy.
Bożenka nie popełniłaby błędu jeśli powiedziałaby..."proszę, tu paragon, proszę go zachować, ponieważ w ciągu 2 lat od daty zakupu może Pan obuwie zareklamować. GWARANCJA a USTAWA KONSUMENCKA to 2 różne bajki.
Wszystko w swoim czasie bo reklamacje to zagadnienie bardzo złożone, dlatego nie da się opisać całej ustawy w 2 zdaniach.
Edited March 3, 2012 by Betik
Hehe - wszystko w swoim czasie, no rozumiem
Niezależnie od tego co mówi Pani Bożenka w ciągu 2 lat zawsze reklamację można złożyć, ale czy jest sens i jak zostanie rozpatrzona ... to już inna sprawa
Wielu klientów zakodowawszy (ale słówko ) sobie, że ma 24 miesiące gwarancji, odsyła zdewastowane buty do reklamacji, nie zdając sobie sprawy, że praktycznie nie ma szans na powodzenie, a reklamowanie takiego obuwia to strata czasu i pieniędzy.
Tak sobie myślę, że najłatwiej o pozytywne rozpatrzenie reklamacji jednak do 6 m-cy i faktycznie jak coś jest nie tak z butem to przez 6 m-cy wada powinna się ujawnić.
Po tym okresie wada produkcyjna musiałaby być naprawdę ewidentna, by dopiąć swego.
Czy w tym serialu będą jakieś dramatyczne odcinki?
Dojdzie do rękoczynów? Ktoś umrze może?
Oj wyobraźnia zaczyna działać
Helka butów nie kupiła, bo a to za małe a to za duże, za ciasne, nie pasują do kwiatków na kiecce. Więc Helka się wkur.. pardon, zdenerwowała i buty obstalowała u znajomego szewca. Tam będzie trochę o umowie o dzieło i jakie są przepisy odnośnie reklamacji.
W tym czasie Józka denerwują te zmarszczenia na skórze i będzie chciał te buty oddać. Nie będzie to jednak łatwe. W końcu i Józek i Henio dojdą do porozumienia. Ale po weselu sprawa dalej się rypnie. Józek poruszy ziemię i niebo i wszelkie instytucje konsumenckie, obejrzy Kargulów i będzie chciał wziąć granata, bo sądy sądami...oj bedzie się działo. W międzyczasie Helka zaniesie buty do naprawy..co z tego wyniknie...
Franek, syn Helki i Józka też był w tym samym czasie w galerii i kupił "korki" na fakturę bo gra w klubie. W piekarni, gdzie była kontrola, kazali Józkowi kupić obuwie dla pracowników na podeszwie antypoślizgowej (pewnie żeby piekarz nie wpadł do pieca na trzy pacierze jak swego czasu wsunęli jakąś dziołchę bo boś bredziła i myśleli że to gorączka a to "marycha" była, ino że wtedy tego zioła nie znali). Córka Jadzia też była i kupiła sobie botki, ale poszła dalej z koleżanką i zobaczyła, że w innym sklepie są o połowę tańsze i takie same. Tu też będzie dym.
Będzie o przepisach ustawy, o gwarancji o rękojmi, powiemy o niektórych przepisach kodeksu cywilnego oraz opiszemy instytucje konsumenckie co robią, jakie są ich zadania i co mogą a czego nie.
Pod koniec tej opowieści krótkie streszczenie przepisów, mające za zadanie utrwalić co jest co i z czym to się je.
Prośba do nie_problem. Chłopie, zapomnij na ten moment o gwarancji. Ona jeszcze się nie pojawiła. Póki co wałkujemy ustawę. Na gwarancję jeszcze przyjdzie pora.
Obecną ustawę zafundowali nam działacze z unii. Pamiętojta luuudzie! Ustawę stanowią na Wiejskiej, tam o niej dyskutują, głosują, wetują, choć nie rozumieją co w niej zapisane. Ustawa jest aktem nadrzędnym, tam nic nie można samemu dopisać, odpisać, ani interpretować na swój sposób, bo są tacy co piszą komentarze do ustawy (np. p. Marlena Pecyna napisała komentarz do ustawy konsumenckiej, autorytetem dla niektórych jest profesor Ewa Łętowska). Pozycji książkowych, publikacji na ten temat jest bardzo dużo i nie będę tu wymieniać tytułów, bo znalazłoby się kilkanaście jak nie kilkadziesiąt.
GWARANCJA jest dobrowolna. Nie jest ustanawiana odgórnie. Gwarancję daje producent, importer i GWARANTUJE, że przez ten czas, kiedy udziela gwarancji, rzecz będzie działać jak w szwajcarskim zegarku. Na przykład moja KIA ma 7 lat gwarancji. Ale jak się coś popsuje to za szybko albo za wolno jeżdżę, za szybko gaszę silnik, używam nie tego oleju co trzeba albo zamienników części itepe, żeby się od tej 7 letniej gwarancji jakoś wykręcić.
Jak szewc zrobi buty, to jest nowe na obstalunek, to może dać rok gwarancji, że te buty tyle wytrzymają. Wyłączy z tej gwarancji fleki i sznurowadła, co zaznaczy na swojej ulotce, ale daje gwarancję na podeszwę, na cholewkę itp.
Zachęcam do dyskusji po każdym odcinku a także krytyki, bo konstruktywna dużo wnosi do dyskusji.
Żeby nie mieszać wątków, postaram się opisać najważniejsze przepisy ustawy, rękojmi i gwarancji. Zeby nad tym zapanować i nie wracać stale do tych samych zagadnień, "rozbieramy" tylko to, co jest w danym odcinku.
Dzięki dla Admina za pozwoleństwo na opowieści z krypty
Kurczę, Człowiekuuuu - pranie mózgu gruntowne mi zrobiłeś, a czuję, że to dopiero początek
Ja tę całą Familię pokochałem od pierwszego odcinka i już się nie oderwę chyba od serialu
Muszę się z tym wszystkim przespać
Tak mi się coś widzi, że te wszystkie regulacje to nie dla ludzi są, a dla prawników właśnie
Przeciętny Kowalski teraz to nie ma pojęcia co się dookoła dzieje. Nawet rachunki za energię jakieś dziwne ostatnio przychodzą i o interpretację trzeba będzie niedługo prosić Profesorów Zwyczajnych
Przyznać muszę, że sami właściciele sklepów obuwniczych (Sprzedawcy) zwariowali i nie bardzo wiedzą jak to obecnie jest.
Ostatnio jeden z właścicieli powiedział mi tak:
"Kiedyś był rok rękojmi i rok gwarancji. Teraz są dwa lata gwarancji, więc nic się nie zmienia"
Ja w tym momencie dla dobra ogółu poproszę o wyłuszczenie różnicy między RĘKOJMIA, a GWARANCJA.
Wiem wiem, miałem nie wspominać już, ale to tylko taka notka, żeby nie umknęło
pozdrawiam i szukam w necie - może gdzieś zaciągnąć można już kolejne odcinki, bo nie wiem kiedy ta przerwa na reklamy się skończy
Cóż po takiej dawce zaczynam myśleć ( rzadko mi się zdarza i boli późnij jak po siwuszce ) .
Co do gwarancji to jest to jak dobrze pamiętam zawarta umową i określoną dokładnie przez gwaranta - zatem pitolenie jego o tym że olej nie taki i śmaki ,albo jeździć nie umiem etc to może on sobie w buty wsadzić
Prawda polega na tym ,że klienta w RP właśnie z powodu marży ma się w D.. bo musi .
Manewry rynkowe wymuszają niestety jej zaniżenie z myślą o wysadzeniu konkurencji (co jest błędem ogólnym w RP niestety ,gdyż nie wymusza wcale innych ruchów ekonomicznych i mogą się pseudo-biznesmeni zakłócać ze mną ).
Wracając do gwarancji ..
To co jest tam napisane jest poniekąd umową i tu jest pewna luka - prawnie powinno się zakazać takiego jej formułowania by pozwalała ona na dowolną interpretację - a często jest właśnie tak nie inaczej .
Ja osobiście znam przypadek kiedy to (*bardzo dawne czasy ) pewien Pan kupił w Polomozbycie Trabanta i na właśnie warunkach gwarancji (korzystając z niedoskonałości ówczesnej motoryzacji ) kolejno reklamując ,przesiadł się finalnie do Łady co było naprawdę w owych czasach niezłym dorobkiem ,choć Polmozbyt bronił się rękoma i nogami .
Cóż jak to wygląda dzisiaj wiemy wszyscy ..
Ja mam zaległa od kilkunastu lat sprawę z Centertelem kiedy to kupowałem za bajońskie pieniądze telefon na promocji .Oddając go po raz czwarty do reklamacji zażądałem zwrotu pieniędzy lub wymiany na nowy aparat pozbawiony wad fabrycznych ( bo wymiana płyty głównej montowanej w technologii połączeń kynarowych i tak jest równoznaczna z już wymienieniem w sumie całego telefonu ) na co Centertel nie raczył już jednak zareagować NORMALNIE na linii WIELKI - klient .Podesłał mi natomiast rachunki za abonamenty ( a wtedy wierzcie mi one kosztowały więcej niż dzisiaj ) mając w poważaniu drobny fakt taki iż telefon w tym okresie krążył po serwisach - a warunki umowy jasno to precyzowały iż być tak nie powinno . Skutek jest taki że sprzedano rzekomy mój dług jakiejś firmie windykacyjnej co niezmiernie mnie dzisiaj wzrusza do łez
Z tego miejsca serdecznie pozdrawiam Centertel i potwierdzam, że faktycznie to czasami brakuje trochę komuś zdrowego rozsądku a DUŻY MOŻE WIĘCEJ.
Bo mi się zwyczajnie nie chce dociekać swoich racji w sądach mając ten "dług" w takim samym poważaniu jak stosunek i analizę Centertela do genezy jego powstania choć byłem na tyle miły to wyjaśniając stosownymi pismami
Kochani - dzieje się nienormalnie w tym kraju i tyle ,a dzieje się tak tylko dlatego ,że gdy nie wiadomo o co chodzi to chodzi o pieniądze .
Gdyby sprzedawca był w stanie sprzedać towar ze stosowną marżą to zwyczajnie nie pierdykał by się w żadne głupie machinacje które niszczą jego dobrą opinię tylko wymieniał by towar bez mrugnięcia okiem ( wcale nie tracąc i tak ) a klient dodatkowo był pieszczony by go potencjalnie nie tracić na przyszłość lub nie robił mu złej reklamy wśród znajomych ,co raczej nie owocuje zyskami dla firmy .
Można spytać nie_problem czy by się mocno zżymał gdyby miał marżę np min 200% ?
Pewnie jeszcze by zafundował koszulkę Pani Bożence z nr telefonu co przyciągało by nie mniejszą uwagę od koloru jej oczu odbijającego się w dekolcie
Pozdrawiam wszystkich Bimbalskich
Hehe - gdyby polski przedsiębiorca miał marżę 200% to Pani Bożenka byłaby Panią Boginią i wszyscy upajalibyśmy się uśmiechem, radością i wszechobecnym szczęściem
No, ale nie narzekajmy może tyle Jest zdrowie, jest szczęście
Powinieneś zostać Ministrem Zdrowia
Ale czekamy na kolejny odcinek z Bimbalskimi - bo naprawdę są świetne
Po reklamie .
Nie_problem, specially for You
1 stycznia 2003 r. weszła w życie ustawa z dnia 27 lipca 2002 r. o szczególnych warunkach sprzedaży konsumenckiej oraz o zmianie Kodeksu cywilnego (Dz.U. Nr 141 poz 1176 z późn. zm).
Wprowadziła ona nowe zasady odpowiedzialności sprzedawcy wobec kupującego za jakość towaru.
Najważniejszą zmianą wprowadzoną przez ustawę o sprzedaży konsumenckiej jest rezygnacja z rękojmi za wady fizyczne i prawne oraz gwarancji jakości, normowanych przepisami kodeksu cywilnego.Jednak zakres zastosowania nowej regulacji jest dość ograniczony. Przepisy ustawy stosuje się bowiem do prowadzonej w zakresie działalności przedsiębiorstwa sprzedaży rzeczy ruchomej osobie fizycznej, która nabyła tę rzecz w celu nie związanym z działalnością zawodową lub gospodarczą.
Regulacja ta nie ma zastosowania do sprzedaży rzeczy ruchomych:
1. między dwoma osobami fizycznymi, nie będącymi profesjonalistami
2. których nabywcą jest przedsiębiorca
3. przez przedsiębiorcę osobie fizycznej, jeżeli celem zakupu towaru jest jego wykorzystanie w działalności gospodarczej lub zawodowej tej osoby (np. lekarz kupuje torbę lekarską na fakturę).
Dalsze wyłączenia, czego nie dotyczy znajdziecie na pierwszej stronie tej ustawy (ART 1 Ustawy z punktami 1-4)
Jest to ustawowa odpowiedzialność sprzedawcy z tytułu rękojmi za wady sprzedanej rzeczy i ma charakter absolutny. Oznacza to, że sprzedawca nie może się z niej zwolnić, obciąża go ona niezależnie od tego, czy on przyczynił się do wadliwości rzeczy czy nie, czy ponowi on jakąś winę i czy w ogóle wiedział o wadzie.
Najważniejsza rzecz - przepisy o rękojmi nadal się stosuje ale do obrotu pomiędzy przedsiębiorcami prowadzącymi działalność gospodarczą, jeśli nabywcą rzeczy jest przedsiębiorca, lub jeśli kupującym jest osoba fizyczna, która nabyła tę rzecz w związku z prowadzoną działalnością gospodarczą lub zawodową (lekarz, który zakupił torbę będzie mógł ją reklamować na zasadzie rękojmi.
Ponieważ przyroda nie znosi próżni, rękojmia obejmuje to, co zostało "wyrzucone" z ustawy konsumenckiej.
Podstawowa różnica pomiędzy ustawą konsumencką a rękojmią jest taka, że z przepisów ustawy korzysta konsument nie prowadzący działalności gospodarczej, który rzecz nabył na swoje prywatne potrzeby (Józek buty na wesele). Jeżeli ten sam Józek kupi u tego samego sprzedawcy buty dla swojego pracownika lub teczkę aktówkę i weźmie to na fakturę, to będzie mógł dochodzić roszczeń z tytułu rękojmi.
Gwarancja nie ma charakteru obligatoryjnego, strony mogą dowolnie określić treść gwarancji. W przeciwieństwie do rękojmi, która ustawowo a więc odgórnie zobowiązuje sprzedawcę wobec kupującego, gwarancja zobowiązuje tego, kto jej udzielił. W praktyce gwarantem jest najczęściej producent (gwarancja fabryczna) ale może być nim także sprzedawca (gwarancja handlowa). Udzielenie gwarancji wymaga wystawienia dokumentu gwarancyjnego.Może to być książeczka lub karta gwarancyjna, gdzie najczęściej określone są:
1. nazwa i adres gwaranta oraz sklepu, w którym towar został zakupiony
2.określenie rzeczy sprzedanej (num,er serii, typ i rodzaj itp)
3. datę transakcji
4. okres, na jaki udzielono gwarancji
5. adresy zakładów naprawczych / punktów serwisowych
6. zakres gwarancji i tak dalej
Pokażcie mi gwarancję do butów (chociaż przy butach do wspinaczki górskiej chyba oczy moje taką gwarancję widziały ale głowy nie dam).
No_problem, żeby rozjaśnić dla Ciebie i ogółu podstawowe różnice pomiędzy rękojmią i gwarancją.
zakres zastosowania - wady zmniejszające wartość lub użyteczność rzeczy
powstanie - przysługuje z mocy prawa
czas trwania - 1 rok lub 3 lata (budynki)
możliwość wymiany towaru - wymiana towaru może nastąpić już po jednej, nieskutecznej naprawie
możliwość przedłużenia - wymiana towaru nie pociąga za sobą jej przedłużenia
podmiot odpowiedzialny - sprzedawca
katalog uprawnień - odstąpienie od umowy, obniżenie ceny. wymiana, usunięcie wad
decyzja o sposobie załatwienia reklamacji - kupujący
zakres zastosowania - wady fizyczne powstałe z przyczyny tkwiącej w rzeczy sprzedanej
powstanie - gwarant i konsument dobrowolnie zawierają umowę
czas trwania - 1 rok, jeżeli gwarant nie zastrzegł w umowie innego terminu (są dłuższe i krótsze np. wspomniana KIA)
możliwość wymiany towaru - przewiduje kilkukrotną możliwość naprawy przed wymianą produktu na nowy
możliwość przedłużenia - jeżeli produkt zostaje wymieniony na nowy, jej termin biegnie od nowa
podmiot odpowiedzialny - gwarant, którym może być producent lub sprzedawca (gwarancja producenta lub handlowa)
katalog uprawnień - określony w karcie gwarancyjnej
decyzja o sposobie załatwienia reklamacji - gwarant
zakres zastosowania - towar wadliwy ale także niezgodny z opisem, reklamą, zapewnieniem sprzedawcy (buty wykonane prawidłowo ale źle oznakowane piktogramem, np. wykonane z tworzywa skóropodobnego oznaczone jako skóra naturalna, buty zamówione z czarnym kolorze wykonane w brązowym itp.
czas trwania - 2 lata od daty wydania towaru kupującemu
możliwość wymiany towaru - brak możliwości zwrotu lub wymiany towaru pełnowartościowego, chyba że wyrazi na to zgodę sprzedawca, brak określonej ustawowo ilości naprawy
możliwość przedłużenia - terminu 2 letniego nie przedłuża się o czas, w jakim obuwie pozostawało w naprawie ale w przypadku wymiany towaru na nowy, od nowa biegnie termin 2 letni.
katalog uprawnień - naprawa lub wymiana a potem dopiero obniżenie ceny lub odstąpienie od umowy (zwrot gotówki)
decyzja o sposobie załatwienia reklamacji - kupujący (pamiętajmy, że wybór co do sposobu załatwienia reklamacji należy do klienta ale w pierwszej kolejności może on żądać naprawy lub wymiany. Dopiero jeśli naprawa lub wymiana nie są możliwe lub wymagają nadmiernych kosztów, może on od umowy odstąpić, czyli żądać zwrotu gotówki).
Mam nadzieję, że to trochę rozjaśniło
Ps. Bimbalscy w przeciwieństwie do mnie śpią... tylko mnie coś nosi jeszcze o tej porze
Edited March 4, 2012 by nie_problem
Pewnie rozmyślanie o Pani Bożence spać nie dało
O jaaaaa - dziękuję
Trochę kodu zostało na wierzchu, zatem edytowałem lekko.
Teraz staram się to przyswoić