Source: http://slideplayer.pl/slide/8011565/
Timestamp: 2017-05-25 03:42:00+00:00
Document Index: 35927413

Matched Legal Cases: ['art. 7', 'in casu', 'art. 82', 'art. 84', 'art. 556', 'art. 564', 'art. 664']

Własność intelektualna czy mienie intelektualne?. - ppt pobierz
Własność intelektualna czy mienie intelektualne?.
OpublikowałNatalia Paluch
Prezentacja na temat: "Własność intelektualna czy mienie intelektualne?."— Zapis prezentacji:
Własność intelektualna czy mienie intelektualne?
Już nie nowe horyzonty, już nowe obszary.
Wirtualna własność czy wirtualne mienie?
Czy można wykładać o prawie do latającego dywanu? A nawet o prawie do ducha wpływowej dziewczyny? Można nawet pisać i publikować (jeśli redaktor monografii, w której artykuł ma się ukazać, tak jak to się stało, jest światłym): Zob. Jacek Mazurkiewicz, Zastaw na prawach do wizerunku, latającego dywanu, a nawet ducha wpływowej dziewczyny. Mrzonka, czy przyszłość? [w:] Współczesne tendencje w dziedzinie zabezpieczenia wierzytelności, Poznań 2013, praca zbiorowa (red. T. Sokołowski), s. 127- 150.
Zastaw na prawach do wizerunku, latającego dywanu, a nawet ducha wpływowej dziewczyny. Mrzonka czy przyszłość?
Zastaw na tradycyjnych, czyli „starej daty” prawach majątkowych, np. na wierzytelności pieniężnej, traktuję (aby przybliżyć czytelnikom tytułowe określenie zastawu trzeciej generacji), jako zastaw na prawach majątkowych pierwszej generacji, bo to najwcześniejszy pośród zastawów na prawach, choć późniejszy od zastawu na rzeczach. Zastaw na np. autorskich prawach majątkowych własności przemysłowej, czyli prawach z patentu i prawach z rejestracji wzoru użytkowego wzoru zdobniczego, rejestracji topografii układu scalonego lub znaku towarowego oraz na prawach poprzedzających powstanie praw wyłącznych, czyli na prawie do patentu, prawie do uzyskania prawa ochronnego na wzór użytkowy, prawie do uzyskania prawa z rejestracji wzoru przemysłowego oraz na prawie do uzyskania prawa z rejestracji topografii układu scalonego, w przypadku zastawu rejestrowego także na takich prawach przyszłych (art. 7 ust. 3 UoZRiRZ), a także na prawach inkorporowanych w papierach wartościowych, na jednostkach uczestnictwa w otwartym funduszu inwestycyjnym i certyfikatach inwestycyjnych emitowanych „przez fundusz inwestycyjny zamknięty [...]”, na akcjach, obligacjach, przedsiębiorstwie, udziale w spółce z ograniczoną odpowiedzialnością, ogóle praw i obowiązków wspólnika w spółce osobowej, czy nawet na prawach dotyczących know-how, również tylko na użytek mego opracowania uznaję za zastaw na prawach majątkowych drugiej generacji, bo ewidentnie późniejszego pochodzenia, choć oczywistą jest zróżnicowana co do czasu ich proweniencja, np. dopuszczalność niebudzącego dzisiaj wątpliwości zastawu na prawie z patentu poprzedzała budzącą do dziś kontrowersje dopuszczalność zastawu na prawie dotyczącym know-how. Zastaw, którego dopuszczalność i być może perspektywę pragnę zasygnalizować, dotyczy praw majątkowych o późniejszym rodowodzie, choć i wśród nich są takie, o których egzystencji wiadomo na gruncie niektórych porządków prawnych od dziesięcioleci oraz takie, o których, jako przedmiocie zastawu na prawach, chyba nikt jeszcze nie wspominał, przynajmniej u nas. […]
W piśmiennictwie podkreśla się, że przedmiotem zastawu na prawach nie mogą być prawa osobiste. Nie kwestionuję tego oczywistego poglądu, pragnę jedynie zwrócić uwagę na nader prostą konstatację, że z niektórymi dobrami osobistymi wiążą się nie tylko prawa osobiste, ale także prawa majątkowe. Jest to zresztą bliźniacza sytuacja jak w odniesieniu do praw związanych z utworem, nawet z niektórymi prawami własności przemysłowej, np. dotyczącymi wynalazku, czy znaku towarowego. Może być tak i bywa in casu, że prawa majątkowe związane z tradycyjnym dobrem osobistym, np. wizerunkiem, przedstawiają znaczącą, a nawet wielką wartość pieniężną. Przy czym szczególny status praw osobistych dotyczących dóbr osobistych w żadnym razie, to oczywiste, nie usprawiedliwia poglądu, że taki charakter mają również prawa majątkowe związane z tymi dobrami. Nie jest tu też wystarczająco znaczącym argumentem oczywisty związek, może lepiej powiedzieć: asocjacja, między prawami osobistymi dotyczącymi dóbr osobistych i dotyczącymi ich prawami majątkowymi. Nie wdając się w skomplikowaną materię wzajemnych relacji między nimi zwrócę jedynie uwagę, że jest podobnie, a niekiedy prawie tak samo w przypadku związków autorskich praw osobistych z autorskimi prawami majątkowymi, w pewnym stopniu także w odniesieniu do osobistych praw przede wszystkim twórcy wynalazku, projektu racjonalizatorskiego, czy znaku towarowego oraz dotyczących także tych dóbr majątkowych praw osobistych ich twórców. I ta asocjacja w żadnym razie nie podważa „zastawialności” wspomnianych praw majątkowych, choć oczywiście może mieć wpływ głównie na późniejsze losy zastawu na takich prawach.
Warto tu wspomnieć, iż konwencjonalna skłonność do kwalifikowania („szufladkowania”) dóbr, w tym w szczególności rozliczne próby określania ich jako dóbr osobistych, przynosi więcej niż wątpliwy pożytek, a za to nierzadko skutecznie zaciemnia obraz istotny także dla badacza prawa. Otóż np. utwór jest przede wszystkim dobrem. W pewnym sensie „bezprzymiotnikowym” dobrem, bo dobrem w ogóle. Ale oczywiście mającym swój walor kulturowy, psychiczny, w tym osobisty, niekiedy religijny, a także, w niektórych relacjach zaś przede wszystkim, walor majątkowy. I oczywiście także walor prawny, będąc dobrem, którego status i ochrona jest określona i gwarantowana przez prawo. Mimo tych zróżnicowanych aspektów utwór pozostaje przede wszystkim dobrem, którego niekiedy usilna kwalifikacja jako głównie osobistego, czy majątkowego zafałszowuje jego obraz, nie oddaje jego wieloaspektowej natury, wtłaczając zaś w reżim częściej dobra osobistego, niekiedy jednak majątkowego, nakłada albo koncepcyjne ograniczenia związane ze statusem określonej kategorii dobra albo grozi deprecjacją jego cech niemieszczących się w kategorii, do której zostało ono zaliczone. Albo też wymusza przyjęcie optyki, która skłania do uznania metamorfozy dobra, np. dobra osobistego wizerunku uznawanego współcześnie przez niektórych za dobro majątkowe i dziedziczne oraz prawa majątkowego do niezajętego grobu, które zdaniem wielu, w tym także jurysprudencji, przekształca grób w dobro osobiste po pochowaniu w nim zwłok. […] „Współczesne tendencje”, o których mowa na początku tytułu monografii, w której ukazał się ten artykuł, wiążą się także z obserwowanym współcześnie zjawiskiem „przybywania” praw majątkowych do dóbr, których majątkowy status wydawał się dotąd wątpliwy, np. prawa majątkowego do wizerunku, czy do nazwiska, a także takich praw do dóbr, których wcześniej nie znano, np. do wirtualnych postaci występujących w grach komputerowych, czy do domen internetowych.
Wydaje się, że nie ma przeszkód, aby przedmiotem zastawu na prawach majątkowych było majątkowe prawo do wizerunku. To, że takie prawo istnieje i jest prawem majątkowym jest oczywiste nie tylko w świetle licznych konstatacji o komercjalizacji prawa do wizerunku, ale przede wszystkim powszechnej obserwacji o obrocie tym prawem. Wizerunek, choć nie tylko on, jest np. zasadniczym elementem rozlicznych reklam spotykanych od lat także w Polsce. To, że komercyjna eksploatacja wizerunku wymaga respektowania praw osobistych do tego dobra nie oznacza, że stanowi to zawsze doniosłe ograniczenie jego eksploatacji, w szczególności do możliwości przenoszenia tego prawa oraz ustanawiania na nim zastawu. Do pewnego, choć oczywiście dużo mniejszego stopnia podobnie jest w przypadku, gdy przedmiotem prawa zastawu będzie autorskie prawo majątkowe, a niekiedy także majątkowe prawo dotyczące np. znaku towarowego, których „zastawialności” nikt nie kwestionuje. Pobratymczą wydaje się dopuszczalność ustanowienia zastawu na majątkowym prawie adresata korespondencji (por. przede wszystkim art. 82 u.p.a.p.p.), którego autonomiczność, mimo oczywistych związków z jego prawem osobistym jako adresata, widać zwłaszcza wtedy, gdy wyraził on zgodę przede wszystkim na jej publikację, choćby i określając warunki przyszłej edycji. Podobnie należałoby ocenić zastawialność majątkowego prawa osoby, która udostępniła informacje wykorzystane w utworze (por. art. 84 u.p.a.p.p.).
Także nazwisko, uznawane powszechnie za dobro osobiste, jest dobrem w ogóle, także dobrem prawnym, z którym wiążą się nie tylko osobiste prawa do nazwiska, ale i niekiedy prawa doń majątkowe. Eksploatowane rzadziej niż wizerunek, zapewne z powodu nieco odmiennego marketingowego znaczenia, nie tylko przez oczywiście mniejszy walor indywidualizacyjny, ale także cechy przekazu wyrazowego, czy słownego, nie tak doniosłego jak obrazowy (wizualny) przekaz wizerunku. Obecność nazwisk eksploatowanych przede wszystkim w firmach, ale także w reklamie, w tym ostatnim przypadku nierzadko wespół z marketingową eksploatacją wizerunku osoby, o której nazwisko chodzi, świadczy o także majątkowym charakterze tego prawa, choć i tu oczywistym jest silny związek tego prawa z prawem osobistym do nazwiska.
Będąca aplikacją wspomnianej już zastawialności autorskich praw majątkowych jest niewątpliwa dla mnie dopuszczalność ustanowienia zastawu na prawie majątkowym do literackich, filmowych, a nawet stricte fizycznych postaci, np. eksploatowanych niegdyś kukiełek: Jacka i Agatki, czy do dziś, skomercjalizowanego nie tylko na użytek fińskiego i japońskiego rynku, chyba już nie pluszowego, jak dawniej, Misia Uszatka. Przedmiotem komercyjnej eksploatacji stały się także herby, oczywiste jest więc, że poza prawami osobistymi do tego dobra istnieją również prawa doń majątkowe, które mogą być przedmiotem zastawu na prawach. Przedmiotem zastawu może być także prawo majątkowe do adresu internetowego, witryny internetowej, w tym portalu tematycznego czy blogu. Nie wykluczam dopuszczalności ustanowienia takiego zastawu również na prawie do grobu, które w odniesieniu do grobu niezajętego ma często status prawa wyłącznie majątkowego i może mieć niekiedy taki charakter w zakresie pozostałych miejsc przeznaczonych do pochowków w wykorzystywanych już grobach rodzinnych.
Osobnym zagadnieniem jest kontrowersyjna dopuszczalność ustanawiania zastawu na prawie do postaci i innych „walorów” występujących w tych grach komputerowych, w których może uczestniczyć w wirtualnym świecie duża liczba graczy. „Dostawcą” postaci (spośród następujących klas np. w grze World of Warcraft: Druid, Łowca, Mag, Paladyn, Kapłan, Łotrzyk, Szaman, Czarnoksiężnik, Wojownik, Rycerz Śmierci) jest producent gry, ale zasługą uczestnika gry jest rozwijanie, a w istocie kreowanie tych postaci i nabywanie przez nie umiejętności lub osiąganie poziomów (w tym tzw. profesji), a także rozwijanie dotychczasowych umiejętności, zdobywanie tzw. wierzchowców, w tym tzw. rzadkich wierzchowców (np. latającej maszyny czy latającego dywanu), przemienianie w szybkie zwierzęta, uzyskiwanie tzw. talentów itp., dzięki zdobytym w grze „punktom doświadczenia”.
Z punktu widzenia moich rozważań istotne jest to, że zarówno postaciami, jak i innymi walorami (np. pozwalającymi nabyć ekwipunek dla postaci) przede wszystkim grający między sobą „handlują”, co odbywa się także, choć nie tylko w ramach „domów aukcyjnych”, które są zintegrowane z grą, choć regulaminy niektórych gier takiego procederu zabraniają zastrzegając jednak, że wszelkie regulacje mogą zostać zmienione, zaś regulaminy innych gier, również deklarując taki zakaz, posługują się w istocie eufemizmem („przekazywanie konta”) i w praktyce akceptują kontrolowany obrót kontami oraz ich „zawartością”.
Środkiem płatniczym we wspomnianym handlu jest „waluta” używana w grze, najczęściej zwana” złotem”, także „miedzią” i „srebrem”, „punktami honoru” itp. Nie widzę żadnych przeszkód dla możliwości ustanowienia zastawu na prawie majątkowym do wirtualnych środków płatniczych, te bowiem mogą być w przypadku niektórych gier wymieniane na prawdziwe pieniądze (np. w grze Second Life), mogą też być niekiedy przedmiotem innego obrotu między uczestnikami gier.
Rozwinął się w miarę szeroko „handel” wskazanymi postaciami i walorami także poza grą, gdzie środkiem płatniczym nie jest pieniądz wirtualny, ale rzeczywisty. Powstały nawet, głównie w Chinach, przedsięwzięcia gospodarcze, których celem jest tworzenie postaci dla gier komputerowych oraz gromadzenie środków płatniczych w celach komercyjnych. Taka aktywność budzi kontrowersje wśród producentów gier, ale przez niektórych jest tolerowana czy akceptowana, choć wielu z nich uznaje taki proceder za nielegalny. Jeśli nawet, aplikując ową „kwestię” na grunt polskiego prawa własności intelektualnej przyjąć, że producent gry jest właścicielem także występujących w grze komputerowej postaci oraz walorów, to wolno rozważać status najmniej cywilno-, jeśli nie autorskoprawny tej właśnie postaci, która dzięki aktywności samego uczestnika gry zdobyła umiejętności, kwalifikacje, kompetencje. Mimo więc zastrzeżeń, które przywoływane są na aukcjach np. na allegro przy sprzedaży podrasowanych postaci z gier komputerowych oraz występujących w nich walorów, do rozważenia jest kwestia dopuszczalności obrotu takimi „przedmiotami”; w istocie ów obrót nie jest przecież obrotem postaciami pierwotnymi, ale ich doniosłymi przeróbkami, niebędącymi kategorią tożsamą prawnoautorskiemu pojęciu opracowania. Przedmiotem oferty i licytacji na aukcji jest bowiem zdaniem „sprzedających” nie np. postać ani konto, które stanowią dalej własność producenta gry, ale prawo korzystania w grze z postaci, w której rozwój jej dotychczasowy użytkownik włożył swój czas, umiejętności i energię. Z przywołanego w przypisie zastrzeżenia rzekomo wynika, że przedmiotem aukcji nie jest własność intelektualna, co w istocie w zamierzeniu gracza przytaczającego to zastrzeżenie odnosi się do praw własności intelektualnej producenta gry. Ale w rzeczywistości przedmiotem specyficznego obrotu polegającego na nieodwołalnym udostępnieniu prawa użytkowania postaci jest również prawo do dobra intelektualnego jakim jest nie pierwotna, ale podrasowana postać
Zasięg owych gier i związanego z nimi obrotu postaciami i walorami jest globalny, uczestniczących w owych grach są dziesiątki milionów. Obroty wirtualnymi przedmiotami, np. parcelami i wyspami, sięgają olbrzymich sum i są źródłem niemałych dochodów. Pojawiły się nawet w niektórych rodzajach gier usługi leveling lub powerleveling przypominające umowę o dzieło, w których po podaniu przyjmującemu zamówienie nazwy konta i hasła zobowiązuje się on do podrasowania należącej do innego gracza postaci w określonym czasie. Nie można więc wykluczyć, że wykorzystywanie instytucji zastawu na takich prawach może okazać się korzystnym instrumentem zabezpieczającym przynajmniej niewielkie kredyty udzielane młodym ludziom.
Z tego co napisałem widać, że nie jest jednak jasny dla mnie status postaci, jako przedmiotu prawa własności intelektualnej. Bo choć producenci gier zastrzegają sobie prawa autorskie do postaci występujących w grach, to oczywiste jest, że także gracze nabywają specyficzne uprawnienie do postaci przez nich samych podczas gry rozwijanych. Są powody by przypuszczać, że poza cywilistycznymi aspektami obrotu tymi wirtualnymi „przedmiotami” pojawiać się będą także kwestie z zakresu prawa karnego, dotyczące np. kradzieży tych postaci lub ich wyposażenia i oczywiście, niestety, prawa podatkowego. Gdy chodzi o zastaw na prawie do wirtualnej postaci to gdyby przyjąć możliwość obrotu takim prawem (a także innymi walorami, np. wirtualną parcelą czy wyspą), uzyskanie „władztwa” nad zastawionym prawem wiązać się będzie z uzyskaniem loginu oraz hasła, z których to drugie byłoby po ustanowieniu zastawu zapewne przez zastawnika zmienione.
Przed blisko dwoma laty sprzedano podczas aukcji internetowej w Nowej Zelandii dwa duchy, które zostały umieszczone przez egzorcystę w małych buteleczkach i rozpuszczone tam w wodzie święconej. Dzięki internetowi każdy może je (buteleczki z niebieską cieczą) obejrzeć i dzisiaj. Sprzedała je Avie Woodbury, bo to w jej domu w Christchurch duchy te zostały ujęte i zabutelkowane. Pani Woodbury, jej przyjaciel, a nawet pies musieli pozbyć się obu duchów, które uniemożliwiały im normalne, również psie życie, nie tylko nocą, ale i za dnia. Jeden z duchów został zidentyfikowany jako duch Les’a Graham’a, który w latach dwudziestych XX wieku zmarł w tym domu. Bezskuteczną okazała się próba odszukania jego potomków. Drugi duch zachował anonimowość poza tym, że ustalono, iż jest on duchem „wpływowej” dziewczyny.
Aukcja duchów z Christchurch wzbudziła wielkie zainteresowanie internautów i potem mediów na całym świecie. Paul Ford, rzecznik portalu Trademe, poinformował, że stronę internetową, na której dokonywano tej aukcji oglądano 214 tysięcy razy. Kupione zostały za 2839 dolarów nowozelandzkich. Nabył je Richard Culph, producent elektronicznego systemu wspomagania zaprzestania palenia papierosów. Jak wyjaśnił w programie telewizji 3 NEWS zamierza on wykorzystać kupione duchy w promowaniu swojej strony internetowej.
Można przypuszczać, że ten ściśle komercyjny cel nabytku duchów okazał się lepszym konceptem niż pomysł właścicieli kompleksu handlowo-biurowo-usługowego Arkad Wrocławskich, którzy tymczasowo umieścili w nich, kupiony za prawie 3 miliony dolarów, odlew rzeźby „Profil czasu” wykonanej na podstawie „Trwałości pamięci” Salvadora Dali, intrygującego i przez wielu podziwianego obrazu będącego symbolem surrealizmu. Rzeźba ta była bowiem chyba marginalnym powodem dla odwiedzania znajdujących się tam sklepów (zapewne dużo mniejszym niż znajdujące się tu również oceaniczne akwarium m.in. z rekinami) i przypuszczam, że marketingowo nie mógłby ten odlew stawać w szranki z nieporównywalnie tańszymi dwoma buteleczkami z duchami, w tym intrygującym duchem wpływowej dziewczyny, pomijając to, że ekspozycja tych ostatnich zajęłaby nieporównywalnie mniej cennej handlowej powierzchni niż wielometrowe i m.zd. tandetne dzieło wielkiego Hiszpana.
Przed podjęciem próby odpowiedzi na pytanie, czy prawo do nowozelandzkich duchów mogłoby się stać przedmiotem zastawu warto zauważyć, że duchy z Christchurch zostały nie tylko wystawione na aukcji, ale przede wszystkim sprzedane. Chyba świadczy to o istnieniu także prawa majątkowego doń, choć zdaję sobie sprawę, jak skomplikowana jest to kwestia, także pluridyscyplinarna. Trudu takiej analizy się nie podejmę, moim zadaniem jest tylko ukazać problem, którym zajmą się być może i badacze prawa, ale przede wszystkim niekonwencjonalni kredytodawcy.
Na marginesie chciałbym wspomnieć, że i szersza problematyka duchów w aspekcie prawnym, nie zaś dotycząca niegdysiejszych i spotykanych jeszcze współcześnie w niektórych państwach procesów o czary, może znaleźć swój wyraz niekiedy w kontekście cywilnoprawnym. Profesor Jerzy Falenciak z Pracowni Rękopisu i Starodruku Prawniczego Biblioteki Uniwersyteckiej we Wrocławiu napisał przed kilkudziesięciu laty recenzję dwóch prac doktorskich, obronionych na tym Uniwersytecie w drugiej połowie XVIII wieku. Mimo, że zawierały tezy przeciwstawne obie stały się podstawą do nadania ich autorom tytułów doktora obojga praw, co dobrze świadczy o akademickich zwyczajach w tamtym czasie. Ta dysertacja, której autor bronił poglądu, że nie można wypowiedzieć umowy najmu domu z powodu zamieszkujących w nim duchów, opierała się na argumentacji, iż domy nawiedzone przez duchy są nie tylko rzadkością, ale i fakt ten jest z reguły od dawna i powszechnie, przynajmniej w okolicy znany. I dlatego należy przyjąć, argumentował ówczesny doktorant, że wynajmujący dom z duchami wynajmuje dom z wadą jawną, a stąd wynika oczywista konkluzja, że wypowiedzieć najmu z powodu istnienia w nim duchów nie ma prawa. Nie pamiętam reszty szczegółów, nie wiem nawet, czy mojemu nieżyjącemu od ponad ćwierćwiecza Profesorowi udało się tę pracę opublikować, wiem jednak, że opowiadając mi o tym podkreślał to, że autorzy owych rozpraw doktorskich wierni byli oświeceniowej skłonności, aby żywą jeszcze wówczas wiarę w nawiedzone przez duchy domy oceniać racjonalnie, sięgając po tradycyjne instrumenty cywilnoprawne i w istocie unikając rozważania kwestii „duchowych”.
Wbrew pozorom i dzisiaj może się to okazać problemem, zarówno przy sprzedaży, jak i najmie nieruchomości, co do których ujawnia się przeświadczenie, iż są one nawiedzone przez duchy. Może się okazać, że jest to wada zmniejszająca wartość lub użyteczność przedmiotu sprzedaży albo, że nie ma on właściwości, o których sprzedawca zapewnił kupującego (art. 556 § 1 k.c.) jak również wtedy, gdy sprzedawca wadę taką podstępnie zataił czy zapewnił kupującego, że wada taka nie istnieje (art. 564 k.c.); pokrewne kwestie pojawiać się mogą np. w przypadku najmu, dzierżawy, a nawet darowizny (art. 664, 694 i 892 k.c.).
Inna sprawa, że niekiedy duch zamieszkujący zwłaszcza zamek, czy tylko starą willę nie musi być utrapieniem, ale spodziewaną, także handlową korzyścią. Stąd nie można wykluczyć roszczeń à rebours względem tych, o których przed chwilą wspomniałem: egzystencja niechcianego ducha może być bowiem równie doniosłą wadą, jak nieobecność ducha, o którego istnieniu sprzedawca zapewniał kupującego.
W nierzadko wątpliwej co do wartości, ale wartej roztropnej obserwacji skarbnicy internetu nie brakuje informacji i o niecodziennych kontraktach dotyczących duszy i duchów oraz owoców ich aktywności, które nie do końca wolno bagatelizować, nie przez estymę dla „Pani Twardowskiej” Adama Mickiewicza, ale dlatego, że taki rynek duchów istnieje, że istnieje na nim podaż, zawierane są kontrakty, istnieją więc sprzedawcy i nabywcy, że płacone są ceny, a zapewne za jakiś czas płacone będą od tych czynności cywilnoprawnych także podatki, niestety.
Zastaw na prawie do duchów ma prawo budzić wątpliwości nie tylko na kartach uniwersyteckiej monografii naukowej. Ale wbrew pozorom nie jest to kwestia tak zasadniczo różna od teoretycznie dopuszczalnego zastawu na prawie do czystego powietrza sprzedawanego przez władze miasta Guarda w północno-wschodniej Portugalii, wody sprzedawanej przez przedsiębiorczego Szkota, który zapewnia, że jest tą, w której kąpie się słynna Nessie, loteryjnego losu, o którym jego nabywcę i potem sprzedawcę turecka wróżka zapewniła, że będzie szczęśliwy, albo sprzedawcy ostatniej łyżeczki niedopitej wody z kubka, z którego przed 40 lat pił Elvis Presley.
Czas wspomnieć, że nie podzielam wiary w możliwość zamknięcia duchów w jakiejkolwiek buteleczce, nawet w Nowej Zelandii, nie dopuszczam też możliwości skutecznego obrotu prawem do duchów. Nie deprecjonuję jednak obserwacji, że prawny obrót tym, co nazywane jest prawem do duchów istnieje i że prawo to, czym by ono nie było, może być rozważane jako przedmiot zastawu na prawach. Za interesujące pośród zajmujących najczęściej prawników materii uważam zaś inne, wspomniane tylko „prawne kwestie duchów”. Ostatecznie, jeśli nawet te moje uwagi uznać za żart, to jeśli nikogo on nie krzywdzi, a wywołuje uśmiech, jest dobrem. Dobrem w ogóle…
Pobierz ppt "Własność intelektualna czy mienie intelektualne?."
Cechy fizyczne nieruchomości О projekcie