Source: http://olgierd.bblog.pl/tag,wolno%C5%9B%C4%87,1598,strona,7.html
Timestamp: 2017-11-23 18:16:00+00:00
Document Index: 62249064

Matched Legal Cases: ['art. 61', 'art. 61', 'art. 1', 'art. 61', 'art. 8', 'art. 4', 'art. 1', 'art. 1', 'art. 61', 'art. 4', 'art. 61', 'art. 61', 'art. 1', 'art. 1', 'art. 1', 'art. 21', 'art. 4']

O posłach, co się informacji publicznej nie kłaniają
A teraz, kiedy już z grubsza wiadomo komu przyjdzie posiedzieć w (p)oślej ławce, warto sobie powiedzieć kim (nie) jest i czego (nie) musi poseł. Na przykładzie z księżyca wziętym.
Oto jeden z P.T. Czytelników Lege Artis, bazując na przepisach o informacji publicznej, zdecydował się zapytać jednego z posłów o koszty prowadzonej w lipcu -- a więc przed rozpoczęciem kampanii wyborczej -- "kampanii informacyjnej" (poseł zdecydował się na otwarcie okienka konsultacyjnego prawnego, o czym raczył poinformować obywateli z plakatów). Deputowany nie raczył odpowiedzieć, przeto ciekawski obywatel zdecydował się wnieść skargę na bezczynność do WSA, zarzucając m.in. naruszenie art. 61 ust. 1 i 2 Konstytucji RP.
art. 61 Konstytucji RP:
art. 1 ust. 2 ustawy o wykonywaniu mandatu posła i senatora:
Posłowie i senatorowie powinni informować wyborców o swojej pracy i działalności organu, do którego zostali wybrani.
Ogólnie chodzi o ten przepis, w myśl którego każdy z nas ma konstytucyjne prawo do uzyskiwania informacji o działalności osób pełniących funkcje publiczne oraz o działalności organów władzy publicznej. Co się tłumaczy -- że pozwolę sobie zacytować artykuł Agaty Niżnik-Muchy "Problematyka zakresu przedmiotowego konstytucyjnego prawa do informacji publicznej" (CASUS 2008/2/15): "Charakter informacji, o której mowa w art. 61 ust 1 Konstytucji RP, będzie miała zawsze działalność publiczna osób wykonujących funkcje publiczne, tj. działalność wykonywana w ramach i w bezpośrednim związku z funkcjonowaniem określonej instytucji publicznej. Z kolei charakteru takiego nie będzie miała co do zasady sfera życia prywatnego tych osób, która pozostaje pod ochroną prawną w ramach konstytucyjnego prawa do prywatności".
Czyli jeśli poseł się żeni albo zmienia płeć, to jego sprawa; ale jeśli poseł -- zwłaszcza za pieniądze, które dostał z Kancelarii Sejmu -- prowadzi jakiś kącik porad prawych, to powinien się z tego wyspowiadać.
Co ciekawe Wojewódzki Sąd we Wrocławiu odrzucił skargę na bezczynność twierdząc, że poseł na Sejm RP nie jest obowiązany do udostępniania informacji publicznej (postanowienie z 28 września 2011 r., IV SAB/Wr 87/11).
A nie jest, ponieważ:
w momencie wejścia w życie ustawy o dostępie do informacji publicznej przepisy konstytucji utraciły przymiot samodzielnej podstawy do żądania takich informacji, zaś zgodnie z art. 8 ust. 2 konstytucję stosuje się bezpośrednio tylko o tyle, o ile ona sama nie stanowi inaczej;
natomiast wśród podmiotów podlegających przepisom ustawy nie wskazuje się (art. 4) posłów na sejm;
zaś ustawowy obowiązek "spoczywa na tych wszystkich, którzy są władzami publicznymi albo wykonują zadania publiczne";
zaś poseł na sejm "jest podmiotem wykonującym funkcje publiczne", co "wynika z samej istoty funkcji jaką jest sprawowanie mandatu, a więc sprawowanie zwierzchniej władzy przez Naród", ale nie jest podmiotem wykonującym zadania publiczne, więc "sąd zgadza się zatem ze stanowiskiem odpowiedzi na skargę, gdyż poseł nie jest organem administracji publicznej" (czy tylko ja mam wrażenie, że tu Wysoki Sąd kompletnie się pogubił w racjonalnym i logicznym wnioskowaniu??);
w dodatku kwestię informowania wyborców reguluje art. 1 ust. 2 ustawy o wykonywaniu mandatu posła i senatora, zaś zgodnie z art. 1 p.p.s.a. poseł -- nie będąc organem administracji -- nie podlega kognicji sądów administracyjnych;
a zatem skoro "poseł aczkolwiek wykonuje funkcję publiczną, to nie realizuje zadań publicznych", wniosek należało potraktować tak, jak go potraktowano.
W pierwszym odruchu: zdębiałem. Po namyśle -- zbaraniałem.
Najbardziej rzuca się w oczy argumentacja o tym jakoby ustawa "wyłączała" konstytucję: w art. 61 ust. 1 konstytucji piszą wprawdzie o osobach pełniących funkcje publiczne, o czym w ustawie się już nie wspomina (zgodnie z art. 4 ust. 1 ustawy podlegają jej władze publiczne i podmioty wykonujące zadania publiczne), co pozwala sądowi na zbudowanie dość karkołomnej łamigłówki.
Pogląd taki jest oczywiście o tyle błędny, o ile treść ustawy nie może derogować jakiegoś prawa konstytucyjnego -- jeśli taki byłby jej skutek, natychmiast powinien zająć się nią Trybunał Konstytucyjny, i nie pomogłaby tu nawet możliwość ograniczenia prawa do informacji publicznej (art. 61 ust. 3 konstytucji).
Tu akurat sąd kompletnie nie ma racji: skoro w rozdziale poświęconym prawom obywatelskim -- dostęp do informacji publicznej jest przecież jednym z praw politycznych -- mowa jest o kontroli osób pełniących funkcje publiczne, i skoro funkcja posła na sejm jest funkcja publiczną -- to żadna ustawa nie może ograniczać prawa do żądania informacji o tym na co poseł wydaje poselskie pieniądze.
A jeśli nawet nie jest to w ustawie o dostępie do informacji publicznej -- u licha, z art. 61 ust. 4 nie wynika, że to musi być jedna ustawa (i nie jest!) -- i nie ma o tym niczego w żadnej innej ustawie (bo nie rozśmieszajcie mnie lakoniczną deklaracją w art. 1 ustawy o wykonywaniu mandatu posła i senatora) -- to nie oznacza, że nasze konstytucyjne prawo umarło. Tu sąd się myli i to aż czytać hadko...
Czy to oznacza, że nie ma bata na bezczynność posła, który ignoruje jego konstytucyjną powinność, który ma w głębokim poważaniu ustawę o wykonywaniu mandatu i nie chce dobrowolnie wyspowiadać się z tego, co robi? Czy faktycznie jest tak, że skoro poseł nie jest organem administracji (bo nie jest), to jego bezczynność nie może zostać poddana ocenie sądu -- bo art. 1 p.p.s.a. mówi co mówi?
Moim zdaniem: i tak, i nie tak, ale nie z przyczyn, o których pisze sąd.
Otóż mnie się wydaje (temat do dyskusji), że ustawa prawo o postępowaniu przed sądami administracyjnymi ma zastosowanie w sprawach dotyczących informacji publicznej nie dlatego, że coś takiego wynika z jej art. 1, lecz dlatego, że chce tego art. 21 ustawy o dostępie do informacji publicznej. Zatem możliwość wniesienia skargi na bezczynność do sądu administracyjnego nie wynika z tego, że zobowiązanym będzie organ administracji (bo przecież podmiot dysponujący majątkiem publicznym też nie jest organem administracji), lecz wyłącznie z tego, że wśród podmiotów wskazanych w art. 4 ustawy o IP faktycznie nie ma posłów i senatorów.
O przymuszeniu -- sądowym, albo poprzez skargę do marszałka stosownej izby -- nie ma w żadnej innej ustawie.
Czyli: konstytucyjny obowiązek spowiedzi z tego jak wydawane są nasze pieniążki na piastunach mandatu niewątpliwie spoczywa, ale jak się zaprą -- nie ma sposobu na zmuszenie ich do udzielenia informacji.
To bardzo chytry (i bardzo skuteczny) zabieg ze strony naszych posłów i senatorów: macie tu konstytucję i swoje prawa i wolności, macie nawet jakieś tam sposoby dochodzenia swoich praw politycznych -- ale od nas ręce precz.
I chyba faktycznie: dopóki nie napiszą w jakiejś ustawie jaki jest sposób przymuszenia posła do udzielenia odpowiedzi, nie ma co się szarpać.
PS po namyśle stwierdzam: skargi kasacyjnej wnosić nie ma co. I nie dlatego, że sąd się pomylił, bo w sumie chyba jednak ma rację -- stąd zresztą odrzucenie skargi, a nie oddalenie (jakby oddalił, to byłaby inna para kaloszy).
Tagi polityka,	wybory,	sejm,	wolność,	informacja publiczna,	prawa obywatelskie
O wyższości ordynacji... O tajnej rządowej interpretacja...