Source: http://prawonadrodze.org.pl/poradnik-dymanego-kierowcy-cz-ii-obywatel-w-sadzie/
Timestamp: 2018-12-13 21:28:48+00:00
Document Index: 11330189

Matched Legal Cases: ['art. 54', 'art. 54', 'Art. 86', 'art. 25', 'art. 22', 'K 34/09 ', 'art. 19', 'art.148']

Poradnik dymanego kierowcy. Cz. II. Obywatel w sądzie | Stowarzyszenie Prawo na Drodze
← Weryfikacja szkiców przedstawiających przebieg zdarzenia w opiniach biegłych sądowych. Cz. I
Charbrowo – zajęcia plastyczne →
Wiedzę o postępowaniach w sprawach o wykroczenia drogowe społeczeństwo czerpie z mediów, tzn. z materiałów przygotowywanych przez Policję, które za pośrednictwem mediów są upubliczniane. Jest to wiedza wątpliwej wiarygodności. Zwykły, porządny obywatel nie zdaje sobie sprawy, że i on – w każdej chwili – może stać się negatywnym bohaterem wykroczeniowej wokandy. I wcale nie musi zrobić nic niezgodnego z prawem. Wystarczy, że jakiś funkcjonariusz skieruje przeciwko niemu wniosek o ukaranie do sądu. I wtedy dopiero przekona się na własnej skórze, w jakim kraju żyje.
1. Co się dzieje zanim sprawa trafi do sądu?
W postępowaniu przedsądowym Policja lub inny uprawniony organ, przeprowadza czynności wyjaśniające, które mają na celu:
1) ustalenie czy istnieją podstawy do wystąpienia do sądu z wnioskiem o ukaranie,
2) zebranie danych niezbędnych do sporządzenia wniosku o ukaranie (art. 54 § 1 kpw).
Osoba podejrzana o popełnienie wykroczenia praktycznie nie uczestniczy w tych czynnościach. Ma ona jedynie możliwość złożenia wyjaśnień. Wprawdzie w art. 54 § 6 kpw jest mowa o tym, iż osoba podejrzana ma prawo „zgłosić wnioski dowodowe”, jednakże w praktyce Policja nie rozpatruje takich wniosków, a nawet na te wnioski nie odpowiada.
Materiał gromadzony przez Policję jest zatem jednostronny. O winie określonego uczestnika ruchu decyduje praktycznie policjant obecny na miejscu zdarzenia (po ewentualnej telefonicznej konsultacji z oficerem dyżurnym). W przypadku wykroczeń drogowych nie przeprowadza się żadnych pomiarów, badań itp. Na miejsce zdarzenia przyjeżdżają funkcjonariusze, którzy nie posiadają nawet umiejętności wykonania prawidłowego szkicu sytuacyjnego, nie mówiąc już o bardziej złożonych czynnościach wykrywczo-operacyjnych. Nie zabezpiecza się też śladów zdarzenia. Po prostu policjant dokonujący interwencji „jednym rzutem oka” ocenia o popełnieniu wykroczenia przez określonego uczestnika ruchu i proponuje mandat lub zapowiada złożenie wniosku o ukaranie do sądu. W praktyce bardzo rzadko zdarzy się, aby to „orzeczenie” policjanta zostało później zmienione. Bardzo rzadko zdarzy się też, aby odmiennej oceny zaistniałego zdarzenia dokonał sąd.
2. Jakie dokumenty są przesyłane do sądu?
W każdym przypadku do sądu przesyłany jest wniosek o ukaranie oraz notatka urzędowa sporządzona przez funkcjonariusza. Ponadto do wniosku o ukaranie załącza się protokół przesłuchania osoby podejrzanej o popełnienie wykroczenia – o ile takie przesłuchanie miało miejsce. Dla polskiego sądu są to wystarczające „dowody” pozwalające wydać wyrok skazujący.
Nie mniej jednak – w zależności od stawianego zarzutu oraz pragmatyki przyjętej w danej komendzie – do sądu przesyłane się jeszcze inne dokumenty. Np. w przypadku zarzutu przekroczenia dozwolonej prędkości do wniosku o ukaranie załączane są świadectwo legalizacji radaru oraz raport z urządzenia rejestrującego. Ręczne mierniki prędkości, którymi dysponuje Policja nie rejestrują zdarzeń, dlatego w tych przypadkach całe dochodzenie ogranicza się do dokonania przesłuchania funkcjonariusza, który wykonywał pomiar. Zeznania funkcjonariuszy stanowią zwykle jedyny dowód obciążający w sprawach o wykroczenia bezskutkowe (np. tamowanie ruchu, niepodporządkowanie się znakowi) .
Sporadycznie – w przypadku kolizji drogowych – do akt sprawy są dołączane nieprofesjonalne szkice sytuacyjne oraz opinie biegłych.
3. O czym należy wiedzieć uczestnicząc w procesie sądowym?
a) Sędzia nie jest po twojej stronie
Polskie sądy nie są bezstronne. Sędzia, policjant, biegły sądowy, prokurator – to jedna drużyna. Wszyscy się znają i zapewne mają ze sobą różne interesy. Policjant lub prokurator może sobie np. przyjść do sekretariatu i zabrać akta (no może nie zawsze i nie w każdym sądzie). Policjant na rozprawie może się uśmiechać, dopowiadać, wtrącać. A spróbuj kolego ty wtrącić się lub zaśmiać – zobaczysz, gdzie twoje miejsce.
b) Nie należy sędziemu mówić wszystkiego o co pyta
Sędzia zadaje obwinionemu pytania nie po to, aby poznać prawdę, ale po to, aby skłonić go do takich zeznań, które będą świadczyć o jego winie. Polski wymiar sprawiedliwości odstąpił od dociekania prawdy materialnej o zdarzeniu. Sędzia może sobie sam ustalać wersję zdarzenia – bo rzekomo ma do tego prawo.
Szerzej na temat stosowania zasady prawy materialnej była mowa tutaj: http://prawonadrodze.org.pl/zasada-prawdy-materialnej-zasada-widmo
Skoro zatem w sądzie nie idzie o prawdę, to też sądowi się prawda nie należy. Powiem nawet dosadniej – polskie sądy nie zasługują na to, aby mówić im cała prawdę – wedle ewangelicznej zasady „nie rzucaj perły między wieprze”.
Każdy obwiniony winien sobie przed rozprawą spisać na kartce co chce powiedzieć sądowi i co jest dla niego korzystne. I niech nic więcej ponad to nie mówi. Ani słowa. Pamiętajmy, że obwiniony ma prawo do odmowy udzielenia odpowiedzi na każde pytanie. Należy z tego prawa korzystać.
c) Nie dajmy się ująć miłej powierzchowności sędziego
Większość sędziów to gbury – osobnicy apodyktyczni, nie przyjmujący żadnych racji, nieomylni i nieprzyjemni w kontakcie. Nie muszą się wysilać na grzeczność, bo nikt ich z tej grzeczności nie rozlicza. Ale niektórzy sędziowie są mili. Na tych radzę uważać szczególnie. Ich pozorna uprzejmość porównywalna jest do głaskania kury, której się za chwilę utnie głowę.
Jeśli sędzia jest miły, to oznacza, że jest człowiekiem wrażliwym i nie wyda na ciebie wyroku skazującego w twojej obecności. Raczej zdecyduje, że ogłoszenie wyroku nastąpi za tydzień. I pouczy cię, że obecność na ogłoszeniu nie jest obowiązkowa, a nawet niepotrzebna, bo przecież o treści wyroku można dowiedzieć się telefonicznie…
Sędzia Artur Lipiński (Sąd Okręgowy w Krośnie) rozpatrywał apelację od wyroku skazującego w sprawie „o trzy kwiatki”, o której pisaliśmy na naszych łamach (sygn.. akt II Ka 92/13)
http://prawonadrodze.org.pl/wyrok-za-trzy-kwiatki-czyli-prawo-przy-drodze
Sędzia Lipiński to „ludzka twarz polskiego wymiaru sprawiedliwości” – znana postać medialna. Na rozprawie w dniu 24 kwietnia 2013 r. niewiele się działo. Sędzia Lipiński zapytał obwinioną czy przyznaje się do zniszczenia trzech kwiatków, a po wysłuchaniu jej wyjaśnień zadecydował, że ogłoszenie wyroku będzie miało miejsce następnego dnia, tj. 25 kwietnia 2013 r. Sędzia głosem pełnym ciepła pouczył obwinioną, żeby na to ogłoszenie nie przychodziła, gdyż wyrok zostanie jej wysłany na adres domowy. Obwiniona wyszła z sądu przekonana, że wyrok będzie uniewinniający.
Następnego dnia sędzia Artur Lipiński wydał wyrok utrzymujący w mocy wyrok Sądu I instancji, w którym wobec obwinionej orzeczona została kara grzywny oraz obowiązek zapłaty równowartości zniszczonego mienia (tzn. trzech kwiatów juki) w wysokości 45 zł. W uzasadnieniu wyroku sędzia Lipiński stwierdził, iż wyrok Sądu Rejonowego był trafny.
d) Zadaniem sędziów jest skazywać
Domniemanie niewinności to mit. Nie ma żadnego domniemania niewinności polskim procesie wykroczeniowym. W polskim procesie wykroczeniowym obowiązuję zasada domniemania winy. Jeśli wpłynął na ciebie wniosek o ukaranie, tzn. że trzeba cię skazać. Tak swoją powinność rozumie polski sędzia i do takiej postawy jest formowany na licznych kursach i szkoleniach.
Sędziowie są uczeni zasady: „lepiej kogoś skazać niż nie”. Jeśli zatem nie chcesz zostać skazany, to musisz udowodnić, ze jesteś niewinny. TO TY TO MUSISZ ZROBIĆ. Nikt tego nie zrobi za ciebie. Sędzia z własnej woli nie przeprowadzi żadnego dowodu, który mógłby być na twoją korzyść. Na niekorzyść tak, owszem. Dlatego to ty musisz zdobywać dowody swojej niewinności.
Rola jaką pełnią sędziowie w obecnym systemie „wymiaru sprawiedliwości” bliższa jest pozycji kata niż mędrca poszukującego prawdy.
e) Sędzia ma pełną władzę nad przebiegiem procesu i jego wynikiem
Od sędziego w procesie karnym zależy wszystko. Każda decyzja podejmowana jest z urzędu. Sędzia decyduje czy dany dowód zostanie przeprowadzony czy nie. Chcesz opinii biegłego? Sędzia zadecyduje o tym, czy i kto przygotuje opinię. Sędzia nie powierzy przygotowania opinii biegłemu, którego nie zna. Taki biegły jest później wdzięczny, bo sędzia daje mu zarobić. Na pewno nie napisze opinii, która byłaby nie pomyśli sędziego. A jeśli taką napisze, to będzie to ostatnia opinia, jaką dostał do przygotowania.
Nie wystarczy na rozprawie coś powiedzieć, albo o coś zapytać. To sędzia decyduje, które pytania są dobre, a które nie. Jeśli np. zapytasz policjanta o jego kwalifikacje – sędzia pytanie uchyli.
Sędzia decyduje, jakie słowa zostaną zapisane w protokole rozprawy. Ty możesz mówić „ogień”, a on zapisze „woda”. Protokół podpisuje sędzia i protokolant. Mogą w nim zapisać co chcą. A jeśli będą chcieli coś dodać po czterech dniach albo zmienić, to napiszą nowy protokół rozprawy.
Można oczywiście składać wnioski o sprostowanie protokołu. Wówczas sędzia – na posiedzeniu niejawnym (czyli przy kawie) – przesłucha swojego protokolanta na tę okoliczność i ustali, że wniosek o sprostowanie protokołu jest bezzasadny.
f) O czym myśli sędzia?
Sędzia myśli tylko o dwóch rzeczach: o tym, żeby mu II instancja nie uchyliła wyroku oraz o tym jak mało zarabia. Pewnie niejeden myśli jeszcze o tym, jak tu zostać adwokatem. Dobrze jest być adwokatem, gdy sędziami są sami koledzy…
g) Jaki jest stosunek sędziego do obwinionego?
Sędziemu obwiniony jest potrzeby tylko po to, aby został przesłuchany (czyli po to, aby II instancja nie uchyliła mu wyroku z powodu nieprzesłuchania obwinionego). To co wyjaśnia obwiniony nie ma większego wpływu na dokonywanie przez sąd ustaleń w przedmiocie przebiegu zdarzenia. Jeśli w swoich wyjaśnieniach obwiniony podważa zeznania policjantów, to każdy sąd w Polsce uzna w wyroku skazującym, iż:
„sąd nie dał wiary wyjaśnieniom obwinionego, bowiem były one sprzeczne z jasnymi, konsekwentnymi i korelatywnymi zeznaniami świadków (funkcjonariuszy). Wskazać należy, iż funkcjonariusze nie mieli żadnego powodu, by obciążać obwinionego swymi zeznaniami. W ocenie Sądu wyjaśnienia obwinionego stanowiły tylko i wyłącznie jego linię obrony i miały na celu uniknięcie odpowiedzialności za wykroczenie”.
Po złożeniu zeznań obwiniony staje się niepotrzebny i tylko sędziemu przeszkadza w wykonywaniu jego pracy (tzn. w skazywaniu). Sędziowie stosują różne metody, aby zniechęcić obwinionego do przychodzenia na kolejne terminy rozpraw. Przede wszystkim często pouczają, że obecność na rozprawie jest nieobowiązkowa. Jeśli to nie skutkuje, to stosują inne chwyty, np. wyznaczają rozprawy w terminach niedogodnych dla obwinionego (np. gdy obwiniony mieszka daleko, to wyznaczają rozprawy wcześnie rano).
Sędzia Ewa Kościuk z Sądu Rejonowego w Chełmie, prowadząca sprawę o sygn. VII W 537/12 kilkakrotnie sugerowała obwinionemu, że nie musi on przyjeżdżać na kolejne terminy rozprawy. Ale ten się uparł i na wszystkie terminy przyjeżdżał – aktywnie uczestnicząc w procesie. Zaczęła zatem na złość wyznaczać rozprawy na sam początek wokandy, czyli na godzinę 8.50, pomimo iż obwiniony prosił o wyznaczanie rozprawy na późniejsze godziny (obwiniony mieszkał ok. 300 kilometrów od siedziby sądu). Sędzina wyznaczyła rozprawę na godzinę 8.50 nawet wówczas, gdy termin ten był już zajęty.
Dowód: autor niniejszego opracowania dysponuje fotografią wokandy na dzień 20 grudnia 2012 (sala nr 9), na której na godzinę 8.50 wyznaczone zostały jednocześnie dwie sprawy – w tym sprawa VII W 537/12. Zaś na godzinę 9.00 zaplanowano kolejną rozprawę.
h) Sędzia rozpatrujący apelację
Wielu ludzi skrzywdzonych wyrokiem pisze płomienne apelacje, licząc na uchylenie go przez sąd okręgowy. Cała złość i wszelkie emocje kierowane są wówczas pod adresem sędziego, który wydał wyrok w I instancji. Do wielu ludzi jeszcze nie dociera, że to nie sędzia, ale cały system jest chory. Polski wymiar sprawiedliwości nie tylko spełnia ludzkich oczekiwać, tzn. nie sądzi sprawiedliwie, ale zachowuje się jak aparat ucisku wrogiego, obcego państwa.
Sędzia sądu okręgowego, który rozpatruje apelację, najczęściej nawet nie czyta akt. Przegląda je tylko pobieżnie przed rozprawą i w zdecydowanej większości przypadków utrzymuje wyrok I instancji w mocy. W sprawach o wykroczenia praktycznie nie ma kontroli kasacyjnej (stronie przysługuje jedynie prośba o wniesienie kasacji, która wnieść może Prokurator Generalny lub Rzecznik Praw Obywatelskich). Z powodu braku tej kontroli, poziom orzekania w sądach okręgowych w sprawach o wykroczenia, jest beznadziejnie niski.
4. Jakie możliwości skutecznego działania ma obwiniony?
a) Wyjaśnienia w formie pisemnej
Ponieważ obwiniony nie ma wpływu na to, co znajdzie się w protokole rozprawy, dlatego w celu skuteczniejszej obrony, wszystkie swoje istotne oświadczenia powinien zawrzeć w formie pisemnej.
Jako załączniki do owych wyjaśnień można wnosić wszelkie dokumenty mające znaczenie dla ustalenia prawdy materialnej.
Jeśli sędzia będzie zniechęcał lub odradzał złożenie pism lub dokumentów (co się dość często zdarza) – należy wykazać upór i konsekwencję i stanowczo domagać się dołączenia tych pism do akt sprawy. Można też po prostu pisma wysłać pocztą – wówczas bez żadnych ceregieli znajdą się one w aktach sprawy.
b) Dowody sprowadzone na rozprawę
Obwiniony ma prawo sprowadzić na rozprawę świadków i przedstawić inne dowody – o czym zostaje pouczony w zawiadomieniu o rozprawie. Realizacja tego podstawowego prawa niestety również uzależniona jest od sędziego, który dowodu z zeznań świadka może nie dopuścić.
W sprawie toczącej się przed Sądem w Poddębicach (Zamiejscowy Wydział Sądu Rejonowego w Łasku), sędzia Małgorzata Kaczmarek nie dopuściła dowodu z zeznań świadka, który został sprowadzony przez obwinionego na rozprawę (świadek przyjechał z miejscowości odległej o ponad 300 km). Sędzia argumentowała to tym, iż przybyły świadek nie był bezpośrednim świadkiem zdarzenia.
Świadek ten rozmawiał telefonicznie z obwinionym bezpośrednio po zdarzeniu, w momencie, kiedy obwiniony został zatrzymany przez Policję – i na tę okoliczność został przez obwinionego poproszony o przyjazd na rozprawę. Świadek ten znał wprawdzie sprawę tylko ze słyszenia, ale jego zeznania dałyby sądowi większe możliwości dokonania prawidłowych ustaleń faktycznych. Obwiniony zadzwonił do prawnika, opisał mu przebieg zdarzenia, oczekując jego porady. Prawnik był zatem świadkiem tego, co mówił obwiniony bezpośrednio po zdarzeniu.
Niedopuszczenie tego dowodu stanowi rażące naruszenie prawa do obrony. Jest także przejawem niedopuszczalnej arogancji ze strony sędziego.
W praktyce sądy bez większych utrudnień przychylnie podchodzą do wniosków o zwrócenie się do określonych instytucji o dostarczenie żądanych dokumentów.
Sędziowie nie oddalają też zwykle wniosków o powołanie biegłego z zakresu ruchu drogowego. Wszak wszyscy na tym zyskują: znajomy z listy zarobi parę groszy, a postępowanie dowodowe zostanie uznane przez instancję wyższą za wnikliwe. A obwiniony i tak za opinię zapłaci…. bo przecież zostanie skazany. No, w naj gorszym wypadku – jeśli by sprawa ulegnie przedawnieniu – to za opinię zapłaci Skarb Państwa.
Zupełnie inaczej wygląda sprawa, jeśli obwiniony wnosi o powołanie biegłego spoza listy biegłych „obowiązującej” w danym okręgu (tzn. gdy domaga się o powołanie biegłego spoza lokalnego układu). Takie wnioski zwykle nie przechodzą.
Najtrudniej uzyskać aprobatę sędziego na przeprowadzenie jakiegokolwiek dowodu na miejscu zdarzenia. Tymczasem takie dowody, jak oględziny miejsca zdarzenia, czy też eksperyment procesowe, mają kolosalne znacznie dla wyjaśnienia wszystkich okoliczności sprawy.
d) Upublicznienie rozprawy
Wielu ludziom nawet w głowie się nie mieści jak bezczelny i cyniczny na rozprawie może być sędzia. Obwiniony zwykle jest sam na sali rozpraw i można z nim robić co się chce. Dlatego wskazane jest, aby obwiniony postarał się o przybycie na rozprawę jakiejś publiczności. Korzystne byłoby nagrywanie rozprawy, ale na to trzeba uzyskać zgodę sędziego.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Postępowanie przed sądem i oznaczony tagami obwiniony, proces o wykroczenie, sędzia. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.
52 odpowiedzi na „Poradnik dymanego kierowcy. Cz. II. Obywatel w sądzie”
Drodzy internauci i redakcjo.
Nie trudno odnieść wrażenie, że właśnie tak się dzieje z polskimi sądami. Opisany przykład postępowania w sądzie jest dokładnie taki sam jak w moim przypadku. Nic dodać nic ująć. To tylko potwierdza jak jest rzeczywistość. Nie ma się co łudzić, że jest „sprawiedliwie”. Jest wygodnie, to na pewno dla sędziów i jak z lekarzami jeden drugiego nie ugryzie nawet jeśli wyrok będzie sprzeczny. Do tego 2 lata postępowania 🙂
Po „przejściach” z sądami gdzie szary człowiek oczekuje rzetelnego podejścia do sprawy, wyjaśnienia i sprawiedliwego wyorku nie dziwi fakt że większość społeczeństwa miała w dużym poważaniu protest o wolne sądy. Kolesiostwo o którym wspomina Ziobro czy kasta sędziów dalej jest i była. Nie ma się co łudzić, że będzie inaczej nawet za rządów PiS.
„My nie ruszamy waszych, a wy nie ruszacie naszych” – oto credo polskiego ‚demokratycznego państwa prawa”.
8 października 2016 o 14:32
Drodzy państwo –01-10-2016 w programie ,,pytanie na sniadanie występował gosc któremu udało sie za posrednictwem nagrania satelitarnego- google przechylic na swoją stronę oskarzenia policji o przekroczenie predkosci. Nie potrafie sie skontaktowac z tym gosciem . Moze ktos z was odnajdzie go– warto . ja sam jestem zainteresowany jego sposobem dotarcia do nagrań satelitarnych. Z góry dziekuje za pomoc w tej sprawie . Marek.
robert197648 pisze:
7 stycznia 2016 o 11:33
W mojej gminie jest robiona kanalizacja z tego powodu zerwane została część nawierzchni asfaltowej(obecnie jest 3,60m) Reszta została zasypana i tak zostawiona bez znaków itd.Jadąc stroną z pełną nawierzchnią starłem się z autem z naprzeciwka(lusterkami)Kierowca nie poczuwał się do winy więc wezwałem policje.Gdy przyjechali stwierdzili współwinę,kierowca z którym było starcie przyjął mandat i pkt ja odmówiłem.Jechałem prawidłowo swoim pasem zjechałem max do prawego pobocza (dalej nie mogłem bo jest rów )kierowca z naprzeciw jechał jedną stroną po asfalcie lecz moim zdaniem zbyt blisko.Dodam że na ulicy obok jest identyczna sytuacja lecz tam są znaki ruch wahadłowy.Posiadam fimik z kamery lecz niestety było ciemno jest bardzo złej jakości,policja twierdzi że i tak na nim widać tylko drogo a nie uderzenie i w sądzie nic mi to nie da.Jak się bronić?Proszę o wsparcie za które będę bardzo wdzięczny.Art. 86. § 1 współwina.
http://images75.fotosik.pl/209/3f7e286981c30dbdmed.png
ostatnie auto na filmie to stłuczka
https://www.youtube.com/watch?v=xvgNjLBMVaQ&feature=youtu.be
luska73 pisze:
18 stycznia 2016 o 22:11
Miałam dzisiaj identyczną sytuację. Sprawczyni nie chciała się dogadać. Policjanci po oględzinach stwierdzili jej winę. Zgodziła się na mandat ale później się wycofała. Dla „świętego spokoju” zaproponowali obopólną winę na co się nie zgodziła więc sprawa trafi do sądu. Też nie miałam gdzie uciec bo był rów.
Gdybym był oskarżonym, pewnie bym się zmartwił tym co napisaliście w artykule – ale będąc po drugiej stronie, cieszę się, że tak jest w polskich sądach. Uczestniczyłem w kolizji drogowej, gdzie winowajczyni uciekła z miejsca wypadku – zgłosiłem zdarzenie na policję, na szczęście zapamiętałem numer rejestracyjny – i liczę, że na pierwszej rozprawie kobieta zostanie uznana winną i jeszcze ubezpieczyciel zwróci się do niej o zwrot odszkodowania, które mi wypłaci.
17 lipca 2015 o 13:07
Na dwoje babka wróżyła, a łaska sędziowska na pstrym koniu jeździ.
Wszystko zależy od tego jakimi dowodami dysponuje poszkodowany.
No i jakie „dojścia” ma rzekoma winowajczyni.
Czy sprawa trafiła już do sądu ?
Czy był Pan przesłuchiwany na policji w tej sprawie ?
Ma Pan świadków lub nagranie ze zdarzenia ?
Hej – jak się Twoja sprawa skończyła? Miałam dokładnie takie samo zdarzenie – i właśnie sprawa trafiła do sądu.
Monika 26 pisze:
10 lipca 2015 o 10:45
Poszukuję dobrego prawnika zajmującego się kolizjami drogowymi.
Miałam kolizję, gdy skręcałam uderzył we mnie jadący za mną samochód. Policja na miejscu wypadku stwierdziła jednoznaczną winę tamtego kierowcy. On nie przyjął mandatu przechwalając się że ma znajomego policjanta już dzwonił do niego i wie że to nie jego wina. Policja postawiła zarzut po ponad trzech miesiącach ale nie jemu lecz MI!!! mówiąc że tamten pan bardzo dobrze się tłumaczy i odmawiając mi wglądu do jego zeznań. Potrzebuję dobrego prawnika z doswiadczeniem który poprowadzi moją sprawę. Znacie kogoś? Sprawa w sądzie w Otwocku pod Warszawą.
No to masz słynny problem z art. 25 PoRD. Trudna sprawa, większość orzecznictwa idzie w kierunku skazania za nieustąpienie pierwszeństwa podczas skrętu w lewo.
11 lipca 2015 o 01:50
No chyba że w lewo skręca samochod policyjny
to wowczas orzecznictwo natychmiast sie zmienia.
11 lipca 2015 o 11:10
Są dwie kwestie. Skręt w lewo poza skrzyżowaniem i skret w lewo na skrzyżowaniu.
Ad. 1 Zgodnie z prawem
Czynności skręcającego w lewo:
odpowiednio wczesne zasygnalizowanie zamiaru wykonania skrętu w lewo
upewnienie się o możliwości wykonania manewru, tj. sprawdzenie: czy nie nadjeżdża pojazd z kierunku przeciwnego?, czy ktoś z tyłu nie rozpoczął wyprzedzania?, jednocześnie zbliżamy ię do osi jedni
jeżeli warunki drogowe umożliwiają wykonanie manewru, tuż przed przekroczeniem osi jezdni jeszcze raz zerkamy do przodu i do tyłu (jeżeli inny kierowca rozpocząl wyprzedzanie tj. wjechał na lewą połowę jezdni rezygnujemy w tym momencie z wykonania skrętu)
w warunkach braku zagrożenia bez zbędnej zwłoki wykonujemy skręt
Dla pełniejszego uświadomienia obowiązków spoczywających na kierującym podczas zmiany kierunku jazdy w lewo przedstawiam poniższy wyrok Sądu Najwyższego z dnia 8 marca 2006 r., sygn. IVKK 416/05.
Na kierowcy zamierzającym wykonać manewr zmiany kierunku jazdy w lewo, ciąży bowiem nie tylko obowiązek zawczasu i wyraźnego zasygnalizowania tego manewru oraz baczenia, aby nie spowodował on zajechania drogi pojazdowi jadącemu z kierunku przeciwnego, ale także w zależności od okoliczności, wynikający z zasady szczególnej ostrożności obowiązek upewnienia się, przez spojrzenie w lusterko wsteczne lub boczne czy znajdujący się za nim pojazd nie uniemożliwia bezpiecznego wykonania tego manewru.
ad. 2 Jeśli skręt nastąpił na skrzyżowaniu to wyprzedzający Panią pojazd nie powinien się znaleźć na lewym pasie tzn zabronione jest takie wyprzedzanie nas skrzyżowaniu.
11 lipca 2015 o 13:26
Nawiązując do ad. 2 tak, nie powinien nikt na skrzyżowaniach wyprzedzać (poza tymi o ruchu kierowanym lub okrężnym), ale nie zwalnia to kierującego z obowiązków z ad. 1, więc najczęściej skręcający w lewo zostaje uznany za winnego kolizji, a wyprzedzający dostaje wyłącznie „działkę” za wyprzedzanie na skrzyżowaniu.
11 lipca 2015 o 14:53
Nie zgodzę się Piotrze z Tobą. O tym kto ma pierwszeństwo na skrzyżowaniu decydują wyłącznie znaki (tu oczywiście uwaga na tramwaj za plecami). I tylko w takim zakresie należy rozpatrywać sytuacje na skrzyżowaniu. Cała reszta to dopisywanie ideologii do faktów.
A ja nie zgodzę się z Tobą, bo o tym, kto ma pierwszeństwo na skrzyżowaniu, decydują nie tylko znaki, ale i przepisy (np. skrzyżowanie równorzędne bez oznakowania). W polskim prawie nie ma wyłączenia odpowiedzialności za spowodowane zdarzenie z uwagi na to, że ktoś inny łamie przepisy – i tak np. jeśli wjadę w nieprawidłowo zaparkowany na moim pasie ruchu samochód, to ja będę winny kolizji, a tamten niewłaściwego parkowania. I tak samo ze skręcaniem na skrzyżowaniu w lewo – jeśli ktoś nas wyprzedza, a my skręcamy „pod niego”, to przypiszą nam naruszenie art. 22 ust. 1 PoRD. Dla mnie to logiczny bezsens, ale takie mamy uregulowania.
11 lipca 2015 o 17:46
pioter, Twoja argumentacja to nic innego jak falandyzowanie prawa i to do kwadratu. Nie doszukuj się czegoś, czego w Pord nie ma.
Zgodnie z tym co napisałes mozna sobie wyobrazić sytuację w której skręcajacy w lewo i majacy pierwszenstwo na skrzyzowaniu zostaje uderzony przez auto nadjeżdżające – dajmy na to – z przeciwka (które powinno Tobie ustąpić pierwszeństwa przejazdu). Wg Twojego rozumowania skręcajacy w lewo jest winny (lub współwinny), bo nie zachował szczególnej ostrożności 😉
No to byśmy mieli dopiero karuzelę z wyrokami.
a policjantom usmiech nie schodziłby z twarzy. Za kazdym razem przy kolizji można by karać obydwie strony.
Przepisy są jasne. Zalecam czytać ze zrozumieniem, a nie interpretować pod własne widzimisie.
Ale Twój przykład ma się nijak do sytuacji, która – jak się domyślam – była u Moniki 26, bo opisałeś wymuszenie pierwszeństwa przejazdu, a nie kolizję z wyprzedzając podczas skręcania w lewo. Wyprzedzający nas na skrzyżowaniu pojazd jedzie – mówiąc kolokwialnie – z „TAKIM SAMYM” pierwszeństwem, jak my – a w myśl zapisów PoRD powinniśmy zachować „szczególną ostrożność”, czyli wychwycić, że ktoś nas wyprzedza i wstrzymać się z wykonywaniem manewru. Żeby było jasne, to jeszcze raz podkreślam, że to dla mnie sprzeczne ze zdrowym rozsądkiem, ale takie jest orzecznictwo i interpretacje – patrz np. postanowienie SN z 12 VIII 2009 r. syg. V KK 34/09 (odrzucenie kasacji PG w sprawie ukarania kierowcy za spowodowanie kolizji z wyprzedzającym go autem podczas skręcania w lewo NA SKRZYŻOWANIU – w oddzielnej sprawie kierowca wyprzedzający „beknął” za to za jazdę z nadmierną prędkością i wyprzedzanie na skrzyżowaniu).
Oczywiście, jeśli ktoś skręcał w lewo, uderzenie dostał w tylny prawy róg auta i jest w stanie udowodnić, że w momencie rozpoczęcia skrętu upewnił się, że nic nie stało na przeszkodzie do bezpiecznego wykonania manewru, to nie będzie winny zaistniałego zdarzenia. Ale w znacznej części przypadków do kontaktu dochodzi lewym przodem skręcającego i prawym przodem wyprzedzającego – wtedy sąd na 99,9% orzeknie winę skręcającego jako skutek niezastosowania się do dyspozycji 22/1 PoRD.
Juz ostatni mój post w tym temacie.
Wyprzedzanie przed i na skrzyzowaniu jest zabronione (pomijamy rondo i ruch kierowany – w takim przypadku kazdy jedzie swoim pasem – ruch bezkolizyjny). Samochody skręcające w lewo na skrzyzowaniu można wyprzedzić z prawej strony.
Jeśli sytuacja pani Moniki miała miejsce na skrzyzowaniu i skręcała ona w lewo – to wyprzedzajacy (lewą strona) dokonał czynu zabronionego, skutkiem czego doprowadził do kolizji (to nie bok auta szanownej pani wbił się w auto sprawcy lecz przód auta sprawcy wbił się w bok pani Moniki).
Peter, gdyby na podstawie zasadę szczególnej ostroznosci rozstrzygać wszystkie sytuacje kolizyjnyne (no bo czemu nie), to 3/4 Pord-u nie jest do niczego potrzebne.
Z opisu sprawy nie wiemy czy sytuacja miała miejsce na skrzyżowaniu czy poza nim.
Osobiscie podejrzewam, że poza nim i dlatego pani Monika ma problem.
PS. Natomiast omijanie przed i na skrzyżowaniu nie jest zabronione – tak przy okazji dla przypomnienia.
Witam—widze ze wszystko co tyczy sie skrętu w lewo –to przegrana sprawa. —Miałem podobne zdarzenie ,mianowicie w terenie zabudowanym , z parkingu włączyłem sie do ruchu za czterema pojazdami . Za tymi pojadami w odległosci bezpiecznej dla mojego manewru(jakies 70 -100m) był jakis -jak sie okazało ten pojazd któremu niby zajechałem droge, Zaraz po moim właczeniu sie do ruchu, z pełnym sygnalizatorem lewego kierunkowskazu,i sprawdzeniu w lewym lusterku czy moge skrecac (czysto ) spojrzałem na wprost i w lusterko wsteczne (też czysto). ponieważ dojezdzałem do wjazdu do bramy przedszkola ,rozpocząłem manewr skretu i tutaj niemiła niespodzianka .Otarł sie o mój przód swoim prawym bokiem pasat(podobno był w moim martwym polu widzenia) a to nie zwalnia mnie z odpowiedzialnosci w/g Policji. Pasat ten musiał jechac z predkoscią powyzej dopuszczalne 50. Jest nagranie z monitoringu miejskiego—tyle za najwazniejszej sceny(jak daleko był ten pasat, i mometu samej kolizji )nie ma na nagraniu. A po chwili kamera ta pokazuje perspetywe własnie tą która by wszystko wyjasniała. Tyle ze już nieistotną dla moich potrzeb.do tego przed wjazdem do przedszkola stoją znaki –B16,i B17, (przejscie dla pieszych i uwaga dzieci-).Pasat jadąc za szybko podjął wyprzedzanie -,przy tym przekroczył predkosc ,,zignorował znaki .w pewnym momencie (widac na kamerze) zaczął hamowac,—juz za puzno,,,, no istało sie ,a sam momemt zderzenia był centralnie pod kamerą — i ona go nie widziała..Widac z całego nagrania tylko to jak ja właczam sie do ruchu —a po 2.3 sekundy pojawia sie na lewym pasie –pasat z wyraznym kłopotem w opanowaniu jazy do przodu. w koncu zdecydował sie jechac. Przy 50 km/godz.jechałby 28metrów zeby mnie dogonic–wczesniej musiał już podjąc decyzje ze bedzie wyprzedzał.Policjant uznał ze ja zajechałem mu droge . odmówiłem mandatu i sprawa w sądzie. a o znakach ,przypomniałem sobie dopiero wtedy jak obejrzałem ten monitoring.Policjantka nie brała tego pod uwage przy przesłuchaniu mnie na policji. W ___programie Pytanie na sniadanie gosc miał problem z policją na wielopasmówce —jego oskarżyła policja o szybkosc,nie mam kontaktu z nim.. Ten gosc udowodnił nagraniem satelitarnym Google swoją wersje. Ja tez chciałbym sie dowiedziec czy to byłoby możliwe , moz ktos z Was potrafi lub umie to zrobic .Taki materiał jest po za dyskusją dla tych –jak sie naczytałm tutaj– sędziów,Proszę o kontakt na mój mail.
Witam, mialam prawie identyczna sytuacje. Prosze o podanie maila gdyz sprawa w toku i chcialabym sie skontaktowac co do wyniku postepowania. Gosc jechal blisko 90 km/h wg bieglego.
4 grudnia 2014 o 18:34
kiedy zaczniemy sie organizowac i wystapimy z pozwem zbiorowym oskarzajac policje
to nie policja,to sady,tam nalezy szukac zla.
Co chcesz od policji? Uderzyłem w tył pojazdu mnie poprzedzającego. Kierowca zatrzymał się raz by puścić pieszych, którzy mieli czerwone światło. Zatrzymałem się za nim na skrzyżowaniu. Kierujący stworzył zagrożenie przez zatrzymanie się więc trabnąłem aby pozwolił zjechać ze skrzyżowania a nie usilnie puszczał pieszych z dzieckiem w wózku. Kierujący ruszył ja za nim, ale za pasami po ujechaniu kilkunastu metrów nacisnąć hamulec i się zatrzymał. Myślałem, że po mnie bo najechałem na tył. Nie grało mi jednak zachowanie kierowcy, a piesi mało go nie zlinczowali. Wezwałem policję, która początkowo chciała mi przypisać odpowiedzialność, ale przesłuchali świadków i winę przypisali typowi za chamskie hamowanie art. 19 ust. 2 pkt 2. Kierujący nie przyjął mandatu, sprawa trafia do sądu…
Witam. Jadąc polną,szutrową drogą w nocy mijałam się z samochodem w bezpiecznej odległości. W odleglości 200m od miejsca mijania się z tym samochodem,zatrzymałam się po czekającą na mnie na ulicy córkę ,która stała razem z grupką znajomych. Zatrzymałam się przy nich, zgasiłam samochód gdyż córka chwilę jeszcze rozmawiała ,trwało to ok. 2-3 min. Następnie ruszyłam powoli zatrzymując się za ok 100m przy skrzyżowaniu i trwało to ok 30 sek. Po czym ruszyłam ze skrzyżowania udając się do domu. Dnia następnego o godz. ok. 11 w południe usłyszałam dzwonek domofonu przy furtce, następnie mąż otworzył okno i poznał chłopaka zamieszkałego na mojej ulicy i zapytał o co chodzi, tamten zapytał się kto z nas wczorajszego dnia jechał samochodem mąż odpowiedział że ja jechałam na co tamten zaczął się awanturować i krzyczeć że mamy mu zapłacić za lusterko,które rzekomo ja mu potrzaskałam podczas mijania się. Mąż mu odpowiedział że nie zapłacimy mu za lusterko bo w takiej sytuacji wina jest obopólna. Za kilka dni pojawił się u mnie policjant z informacją że jestem podejrzana o wykroczenie na podstawie zeznań tamtego kierowcy o takiej treści: opisuje że w momencie mijania on stał a ja jechałam co jest nieprawdą bo on również był w ruchu ,napisał że dzwonił na policję ale odrzucało mu połączenie,co też jest nieprawdą nie ma takiej opcji sprawdziłam. .Następnie zawrócił i podjechał do grupki znajomych mojej córki i przeprowadził wywiad . W zeznaniu podał że jeszcze tej samej nocy był u mnie ale nikt go nie wpuścił co tez jest kłamstwem bo nikt u mnie nie był .Dziwne jest już to że nie dogonił mnie zatrzymał chociaż miał taką możliwość i od razu wezwał policję tylko odczekał aż odjadę ,ani nie zgłosił tego na policji jeszcze w tym samym dniu.Bo pewnie dostalibyśmy po 250 zł a jemu zatrzymano by dowód za stłuczone lusterko i jeszcze pomiar alkomatem.Sprytnie to sobie wymyślił.Policjant sugerował aby nie składać zeznań wszystko zeznam w sądzie.Ale w tej sytuacji Policja wnioskuje do sądu o ukaranie mnie,i pewnie dostane nakaz karny.W ten sposób można każdego wrobić .
Proszę o pomoc co robić..:)
a jakie są uszkodzenia na Pana aucie?
deV – to napisała kobieta, więc jak już to „na Pani aucie”
Nawet jeśli będzie wyrok nakazowy to się pisze sprzeciw i jest normalna sprawa.
Ale dołączam się do pytania: czy są jakieś uszkodzenia na Pani aucie na wysokości jego lusterka?
21 września 2014 o 15:24
Z Pani relacji nie wynika że doszło do zderzenia się lusterkami. To miało miejsce, czy jest to wymysł młodzieńca?
Złożyć doniesienie na policji o próbie wyłudzenia pieniędzy (koniecznie do protokołu).
11 maja 2015 o 16:35
sedzia nie musi miec prawa jazdy,czyli znac sie na ruchu drogowym.bieglego sadowego powoluje z imienia i nazwiska,czy tak samo powoluje adwokata z urzedu?prokurator wyrabia sobie pieczatke ze jest delegowany,jak pozbyc sie zlego pracownika?-delegowac go.czy jest czym chwalic sie.sedziowie,prokuratorzy i ich przelozeni prezesi sadow nie znaja prawa.Ministerswo Sprawiedliwosci to jedno wielkie biuro adwokackie,dla pracownikow wymiaru sprawiedliwosci.to kolesie,ktorzy sie bronia,dziaj ja prezesem sadu jutro ty,po kadencji,wiec bronmy sie.dosyc sami nie zrezygnuja,za duza kasa
Wszystko napisane na tym forum to szczera prawda. Sądy to jedna wielka imitacja
sprawiedliwości i prawa. Parę dni temu miałem sprawę w sądzie w Giżycku bo odmówiłem przyjęcia mandatu za rzakomą jazdę bez pasów (oczywiście pas miałem zapięty). Przygotowałem się do rozprawy chyba nie najgorzej. Już na drugi dzień po zdarzeniu zrobiłem wizję lokalną którą udokumentowałem zdjęciami i szczegółowym wyjaśnieniem sytuacji. Wizja lokalna w ewidentny sposób udowadniała, że policjanci nie mieli najmniejszej szansy żeby zobaczyć pasy. Odległość wynosiła 38m jechali pod słońce a w dodatku jechali samochodem osobowym a ja terenowym czyli siedziałem prawie pół metra wyżej niż oni co jeszcze zawęża pole widzenia. Ponadto szyby boczne w samochodzie są przyciemniane więc ledwo mnie widać w samochodzie a co dopiero pasy. Wjeżdżałem na rondo a oni dopiero dojeżdżali do ronda. A na rozprawie
prowadzonej przez panią sędzie Makowczenko niespodzianka. Co prawda pani sędzia
przyjęła moje wyjaśnienia i zdjęcia bez zastrzeżeń ale gdy wezwano policjantów na
zeznanie nagle pani (chyba sierżant) Jach oświadcza że to oni byli pierwsi na rondzie
i mijając mnie z przodu zobaczyli że nie mam pasa. Mało tego jeszcze gada następną
głupotę mówiąc, że po zatrzymaniu przyznałem się do jazdy bez pasów. Totalny
debilizm przecież jedno drugie wyklucza , jak można przyznać się do wykroczenia
i odmówić mantatu. Walnęła jeszcze kilka gaf totalnie podważających jej wiarygodność.
Następnie pan posterunkowy Runce oczywiście potwierdził jej wersję o tym, że byli
na rondzie pierwsi ale też motał się w zeznaniach i też walnął totalną głupotę która
obaliła jego wiarygodność a mianowicie, że wyraźnie widział, że mój pas ma kolor
jasno brązowy. Jeżdżę samochodami prawie 40 lat i w życiu nie widziałem pasa w
takim kolorze. Oczywiście mój pas jest czarny. Gdy pani sędzia pokazała mu zdjęcie
na którym widać, że pas jest czarny to stwierdził, że pas można wymienić. Kolejny
debilizm, kto kupowałby pasy za kilkaset złotych żeby zaoszczędzić 100 zł na
mandacie. Pani sędzia Makowczenko elegancko zapowiedziała, że wyrok będzie za tydzień no i dwa dni temu dowiedziałem się, że oczywiście jestem winny. Co prawda
w ustnym uzasadnieniu też walnęła drobną gafę bo powiedziała, że uznała wersję
policjantów za prawdziwą bo gdyby przyjęła moją wersję która rzeczywiście wykazuje,
że nie mogli widzieć pasa, to musiałaby przyznać, że policjanci kłamią. Czyli wniosek
jest taki, że sędzia ewidentnie boi się przyznać, że policjanci kłamią w żywe oczy.
Sąd i policja to jedna wielka sitwa – nic dodać nic ująć. Wystąpiłem o uzasadnienie na
piśmie i protokół z rozprawy. Ciekawy jestem co jeszcze pani sędzia pozmienia
lub usunie z protokołu. Zastanawiam się nad apelacją bo dodatkowo porobiłem
też zdjęcia z przodu samochodu z odległości kilku metrów i na nich też nie ma szans
na zobaczenie pasa – światło tak się odbija od szyby, że prawie nic nie widać.
Zastanawiam się czy jeżeli dołączę te zdjęcia do apelacji to okręgowy sąd w Olsztynie
zmieni wyrok i uniewinni ? Może ktoś miał podobną przygodę z apelacją ?
Uniewinni?! Chyba żartujesz. Sąd Okręgowy nawet nie przeczyta Twojej apelacji, a na rozpatrzenie Twojej sprawy poświęci 5 minut.
Czy Ty nie rozumiesz, że sądy karne nie dociekaja do prawdy o zdarzeniu, ale kreaują stan faktyczny według uznania sędziego? Sąd Rejonowy mial prawo obdarzyć wiarą dowody, które chciał. Sąd Okręgowy nie może tego prawa zakwestionować. Uzna to prawo i utrzyma wyrok w mocy. Na 100 %.
11 czerwca 2014 o 14:16
Drogi kolego ! Jeśli jest jak piszesz to nigdy się nie poddawaj. Pisz apelację, poproś na rozprawę lokalną prasę, tv, napisz to TVN na przykład, poproś kolegów i rodzinę o uczestniczenie w rozprawie, nagrywaj, zapisuj itd. bo sondy boją się nagłośnienia. Jeśli Ciebie stać weź prawnika, poproś kogoś z SPnD z Twojej okolicy o pomoc . Czyli walcz bo tu chodzi o Twój honor, Twoje nazwisko a nie o jakiś sond czy polucjanta (tak). Nawet jeśli formalnie przegrasz to i tak wygrasz bo zachowasz szacunek dla siebie. A to jest warte każdej ceny. A na sakramentalne pytanie czy przyznajesz się do winy ew. czy zrozumiałeś wyrok wstań i powiedz patrząc sondowi w oczy: Nie . I dla tego ” nie ‚ warto jest żyć i spokojnie patrzeć w lustro. A tym polucjantom – kłamczuszkom i tak życie złem odpłaci bo zło wraca tyle że bardzo wzmocnione. Pozdrawiam. 31
11 czerwca 2014 o 16:58
Miałem identyczna sytuację, tylko że pech chciał, że wyjeżdżając ze stacji diag będącej przy samym skrzyzowaniu, nie zdązyłem zapiąć pasa. Moja wina a na skrzyzowaniu 4 policjantów wypatrujących tych bez pasów.
Porozmawiałem z policjantem i zapytałem co w sytuacji, kiedy ja twierdze że mialem zapięty pas a on twierdzi, że nie miałem. Słowo vs Słowo. Żadnych innych dowodów. Odpowiedź była krótka. „Sąd nie podważa zdania policjanta, bo zawód ten jest zawodem podwyższonego zaufania publicznego, więc sad przychyli sie do wersj ipolicjanta”.
Zacytuję fragment z felietonu StM :
„Wszystko zatem przed nami tym bardziej, że faszyzacja naszego nieszczęśliwego kraju postępuje coraz szybciej, między innymi – również za sprawą niezawisłych sądów. Istotą faszyzmu jest bowiem przekonanie, że państwu, to znaczy – funkcjonariuszom państwowym – wolno wszystko. Wyraża to formuła stworzona przez twórcę faszyzmu Benito Mussoliniego, który twierdził, że „wszystko w państwie, nic poza państwem, nic przeciwko państwu”. W przełożeniu na język ludzki oznacza to, że w każdej sprawie, zarówno w sferze publicznej, jak i prywatnej, ostatnie słowo należy do funkcjonariuszy państwowych.”
Jak więc Pan widzi policjant i sąd udowodnili, że „wolna Polska” w ciągu 25 lat przepoczwarza się z państwa realnego socjalizmu w państwo faszystowskie zgodnie z jego definicją.
A co nas jeszcze czeka, to aż strach pomyśleć…
W Lubuskiem nie próbuj zbyt gwałtownie hamować bo możesz uszkodzić policyjne auto (i zarobić mandat) jadące z tyłu. Słowo „zbyt” jest kluczowe.
No bo gdyby hamowanie nie było „zbyt” to policjant zdążyłby akurat zakończyć swoje rozmyślania o ciężkim życiu doczesnym i wyliczaniu ile to dni mu zostało do upragnionej emerytury.
http://www.gazetalubuska.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20140923/POWIAT08/140929850
Kierowca jadący z tyłu dostałby w takim przypadku mandat za spowodowane kolizji z powodu nie zachowania bezpiecznej odległości i prędkości od poprzedzającego pojazdu.
Jak wszystkim wiadomo te przepisy PRD nie obowiązują kierowców policyjnych radiowozów, więc „winnym” kolizji jest kierowca ciężarówki, co śmiał hamować przed radiowozem. Rewolucja coraz bliżej….
24 września 2014 o 11:04
Z Folwarku Zwierzęcego George’a Orwella:
oczywiście ten dopisek do spisu praw po przecinku pojawił się dopiero po jakimś czasie – o ile mnie pamięć nie myli….
11 maja 2015 o 16:21
ma Pan racje.gdy adwokat z urzedu napisal odwolanie sad okregowy stwierdzil ze nie ma racji,ja napisalem ze sa to wytyki zlej pracy sadu rejonowego.ale to pominieto,tego nie uznano.w polsce sedzia to swieta krowa,a sad to zaklad pracy chronionej,moze stanowisko sedziego zajmowac osobnik o zlej kondycji umyslowej.w mniej odpowiedzialnych zawodach wymaga sie zaswiadczenia od psychiatry,prosze o wskazanie sedziego lub prokuratora ktory takie badanie posiada.a art.148kk o czym mowi?
Polecam zwrócić się do SM w Kraśniku o udostępnienie odpisów orzeczeń jakie otrzymali w ostatnim czasie w trybie dostępu do informacij publicznej.
Popieram artykuł w 100% a ten fragment uzasadnienia wypisz wymaluj chyba w całej polsce (pisownia zamierzona) stosują.
Od czasu mojej przygody z wymiarem nie wiem czego (sprawiedliwość to nie była) postanowiłem już nigdy więcej ręki nie podać żadnemu przedstawicielowi tzw. temidy ani tzw. służb troszczących się o moje bezpieczeństwo. Dobrze, że fukcjonariusz nie zeznał, że jechałem 500 km/h bo by mnie pewnie rozstrzelali przez powieszenie w trybie doraźnym. Sąd nawet nie odniósł się w uzasadnieniu (robionym metodą kopiuj-wklej) do ŻADNEGO z zarzutów apelacji. Piszcie zarzuty na pierwszej stronie bo na ostatniej to sędzia nie doczyta.
Nagrywajcie rozprawy z ukrycia i zapraszajcie znajomych jako publiczność (dopóki jakaś nowelizacja nie utajni rozpraw – ławników już po cichu wykluczyli ze spraw wykroczeniowych). Wniosków formalnych o rejestrowanie fonii nie składajcie bo sąd się do nich nie przychyli. Bo nie.
Wszystkie te hasła o demokratycznym państwie prawnym, domniemaniu niewinności, prawdzie materialnej to martwe litery, żeby nie użyć bardziej dosadnych określeń.
Wymiar sprawiedliwości w dzisiejszym kształcie to spółdzielnia powołana przez sowietów po wojnie w celu ochrony ich władzy. Aparat działa na niezmienionych zasadach cały czas. Zastanówcie się kto daje pieniądze i awanse policjantom czy sędziom albo prokurwatorom? Aparat urzędniczy. Komu będą oni w takim razie „robić dobrze”? Obywatelom? Niedoczekanie Wasze.
Jak spojrzycie na to z tej perspektywy otworzą się Wam oczy na rzeczywisty stan spraw.
Zapoznajcie się z transkrypcją głośnej ostatnio rozmowy (obecnie emerytowanego za Twoje pieniądze) komendanta WOJEWÓDZKIEGO policji w Opolu z podwładną. Jeśli człowiek o takiej postawie etyczno-kulturalnej dochrapał się stanowiska komendanta WOJEWÓDZKIEGO policji to ja nie chcę mieć z tym ścierwem w niebieskich mundurkach nic nigdy wspólnego.
Trudno się sędziom dziwić, że nie chce im się nawet akt czytać. Jakbym miał taką pracę, że nieważne co zrobię i tak mogą mnie pocałować w zadek to po kilku latach pewnie też bym się wyluzował. Byleby tylko współczynniki wyrabiać, żeby się prezes nie czepiał.
Może gdyby do zostania sędzią było potrzebne coś więcej niż ojciec w resorcie tudzież nieco samozaparcia i kilka lat studiowania – np. jakiś autorytet w lokalnej społeczności, mądrość lub udowodniona postawa etyczna to byłoby inaczej. Kadencyjność też być może coś by zmieniła.
Co do policjantów i strażników miejskich. Łatwiej i wygodniej jest dawać mandaty kierowcom niż zadać sobie trud i wytropić jakiegoś złodzieja albo chociażby zrobić porządek z gnojkami dewastującymi osiedla. Kierowca w ryj nie da a i statystyka lepiej wygląda – w rozwiązywaniu spraw np. kradzieży trudniej zrobić 100% skuteczności a w wykroczeniach 100% jest zawsze (liczba ujawnionych = liczba ukaranych).
Gdy słyszę o działaniach administracji mających na celu poprawę bezpieczeństwa to ogarnia mnie śmiech. Musimy sobie zdać sprawę, że bezpieczeństwo na drogach mało którego urzędnika obchodzi.
Im zależy tylko na tym, żeby się do nich nikt nie przyczepił w razie jakiegoś wypadku albo katastrofy. Stąd ograniczają się do ustawiania nieskończonej ilości znaków zamiast prostować drogi, kosić krzewy na zakrętach, oświetlać pobocza, budować wiadukty i kładki dla pieszych oraz ścieżki rowerowe.
Do ochrony własnego zadka wystarczy znaków nastawiać, co jest w dodatku dużo tańsze niż jakiekolwiek faktyczne działania.
Obecnie jeżdżenie samochodem to w zakresie koncentracji uwagi:
40% wypatrywanie dziur i innych pułapek na jezdni
40% wypatrywanie radarów, obrońców bezpieczeństwa w krzakach i „na szóstej” itp.
10% odczytywanie rzędów znaków drogowych
5% nawigacja
3% wypatrywanie pieszych, rowerzystów i innych przeszkód
2% zmienianie biegów i kręcenie kierownicą
Jak rozkład uwagi powinien się przedstawiać niech każdy zastanowi się sam.
Chory kraj. Głęboko chory.
Tego kraju już wkrótce nie będzie – młodzi wyemigrują, emeryci (niemundurowi i bez przywilejów) wymrą, sąsiedzi zrobią ponownie „porządek” na tym terytorium….
Niestety ma Pan całkowitą rację.
Do tego artykułu należało by jeszcze dodać że policjanci również wielokrortnie kłamią przed sądem a jak ich się przyłapie na kłamstwie uzywają sformułowania „użyłem skrótu myślowego itd..”
Przydałoby się poruszyć temat mozliwości nagrywania rozmowy z policjantem, legalności takiego dowodu i mozliwości jego użycia w sądzie.
6 czerwca 2013 o 03:12
Niestety, Pan Artur Mezglewski ma rację. Sądy II instancji mają świadomość, że w drobnych sprawach o wykroczenie obwiniony nawet nie pokusi się o ”kasację” chociażby z uwagi na to, że skargę kasacyjną może przygotować tylko np. adwokat, a to wiąże się z kosztami o wiele wyższymi niż drobna kara np. w wysokości 100zł plus koszty sądowe. Faktycznie w przypadkach, w których brak jest dowodów podmiotowych jedyną bronią jest odmowa udzielenia odpowiedzi na zadane pytanie.
Myślę jednak, że warto byłoby, gdyby Redakcja rozważyła możliwość poinformowania czytelników o przysługującym prawie do wniesienia skargi do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu, w związku z obrazą Artykułu 6 Konwencji z 4 listopada 1950r o Ochronie Praw Człowieka i Podstawowych Wolności po nowelizacji przez Protokół nr 11. – Prawo do rzetelnego procesu sądowego. Być może ktoś ma doświadczenia z tej instytucji i chciałby się nimi podzielić.
Ps. W artykule padło stwierdzenie, że sędziowie myślą tylko o tym, by sąd II instancji nie podważył jego wyroku. Czy sędziowie ponoszą jakieś kary dyscyplinarne w takich przypadkach?
6 czerwca 2013 o 09:38
Najlepiej, gdyby na Pana pytanie odpowiedzial jakiś sędzia. Według mojej wiedzy postępowanie dyscyplinarne w tych przypadkach nie wchodzi w grę, jednakże za zbyt dużą liczbę uchylonych wyroków sędzia mmoże dosytac wytyk. Niewątplieie duża liczba „uchyłów” przekłada się na awans i rozwój kakiery sędziego.
6 czerwca 2013 o 21:35
Zgadzam się z panem Arturem, że do sądu to najlepiej przyjść z publicznością.
Dziś wystarczy hasło na Facebooku i widownia gwarantowana. Fajnie aby publiki było tyle że nie starczy miejsca na sali.
Ponadto, ostatnio jest modne przyjść do sądu z tortem, którym można poczęstować sędziego – vide sprawa Kiszczaka 😉
6 czerwca 2013 o 23:19
Jest nawet specjalna strona na ktorej mozna zapraszać publiczność i obserwatorów na rozprawy: http://www.wokandaobywatelska.pl
cena za układ z 1989 tzw zmiany ustroju RP -magdalenka- wódeczka koszerna pisze:
po pierwsze , skargę kasacyjną w sprawach wykroczeniowych wyłącznie sporządza PG, RPO , ale tylko dla kolesi z branży, rodzinki, krewnych królika, itp nepotów, dla osoby spoza sitwy jest niepisany zakaz, nawet gy dostarczone w zębach dowody niewinności- ubecka sitwa tak po prostu ma. Żaden adwokat nie ma uprawnień do sporządania i podpisywania kasacji, bo sitwa dyktatury ciemniaków przyklepała usunięcie tego prawa z kpsw.
11 czerwca 2014 o 23:39
wszystkie sprawy ubecji sądowej obliczone sa na postawienie niedopuszczalnego zarzutu: „błąd w ustaleniach”. Ubecka sitwa sądowa celowo preparuje protokoły, uzasadnienia, treść orzeczeń, aby nie można było zakwestionować zastosowanego prawa, natomiast mataczenie ścierw w togach ujawnione w ubeckich fałszywkach , nawet osoba upośledzona umysłowo , jest w stanie logicznie wywnioskować zarzut” błędu w ustaleniach” np ścierwo w todze skazało osobę za jazdę po pijaku mimo, że nie ma na to żadnych dowodów tj ścierwo w todze błędnie ustaliło stan faktyczny/stan prawny, co wg sitwy z SN jest niedopuszczalnym zarzutem, skoro sitwa z SN wyłącznie bada naruszenie procedur.
Powyższe tylko oznacza, że ścierwo w todze jest w stanie zapuszkować każdego, aby zgodnie z procedurą, ale za to niezgodnie z prawdąi niezgodnie z faktami, które to „okoiczności” ścierwa w todze mają za nic.
12 czerwca 2014 o 09:55
Nic ując a można wiele dodać. Pozdro. 31
12 czerwca 2014 o 14:07
Lepiej i dokładniej nie można było już tego problemu naświetlić.
Prawda materialna dla „ścierw w togach” nie istnieje o ile nie zostanie przez „ścierwo w todze” uznana za prawdę. Czyli to co „ścierwo w todze” uzna za prawdę materialną, przykładowo, że Słońce jest kwadratowe, świeci na niebiesko i biega wokół Ziemi” to TO I TYLKO TO JEST „PRAWDĄ” i „stanem faktycznym”.
I od tego ustalenia „ścierwa w todze” nie ma ŻADNEGO odwołania, bo …tak „stanowi prawo”.
W ciągu ok. 8 miesięcy byłem na kilkunastu rozprawach , w różnych częściach kraju, związanych z oskarżeniami o wykroczenia drogowe. I nigdy nie odniosłem choćby wrażenia że sąd ( sond) jest obiektywny. Uważam , na podstawie tych obserwacji, że wydawane orzeczenia opierają się wyłącznie na zimnej kalkulacji sądu co dla niego jest osobiście bardziej korzystne. Jednak koledzy sygnalizują że zdarzają się wyjątki i sędziowie którzy tak jakby w d.pie mieli lokalne układu i choć starają się aby zobaczyć jak było. Przełomem jednak będzie gdy jakiś sędzia dobierze się do notorycznych kłamców i oszustów z policji i różnych straż i zapuszkuje jakiegoś za składanie fałszywych zeznań czy zgłaszanie łamania prawa którego tak naprawdę nie było. Ale musiałby to być sędzia zdeterminowany i niesterowalny ? Są tacy ? 31