Source: http://mysl-polska.pl/1421
Timestamp: 2018-01-22 11:58:37+00:00
Document Index: 22112247

Matched Legal Cases: ['art. 16', 'art. 17', 'art. 8', 'art. 9', 'art. 7', 'art. 6', 'art. 6']

„... abyś dzień święty święcił” (3) | Myśl Polska
„... abyś dzień święty święcił” (3)
Jeżeli obóz rządzący chce zreformować daną dziedzinę życia publicznego, reforma ta musi spełniać trzy warunki: radykalizm – wykluczający kompromis; dokładność – a więc brak luk prawnych; szybkie i konsekwentne wprowadzenie jej w życie – co oznacza również zapewnienie i zastosowanie odpowiednich narzędzi do jej realizacji.
Bez spełnienia tych trzech warunków nie warto w ogóle brać się za daną reformę. W takim wypadku bowiem następuje albo kompromitacja, albo spadek autorytetu rządzących i ich przywódców.
Zgodnie z ustaleniami PiS z NSZZ „Solidarność” ustawa miała dotyczyć wszystkich niedziel. Tymczasem ustawodawca rozciągnął nie tylko opracowanie – w końcu nie tak trudnego materiału prawnego – na półtora roku, ale i zakaz handlu we wszystkie niedziele nastąpi etapami przez dwa lata. Tak więc począwszy od od 1 marca 2018 r. handel będzie dopuszczony w pierwszą i ostatnią niedzielę miesiąca (art. 16). W roku 2019 – od 1 stycznia – tylko w ostatnią niedzielę (art. 17). W roku 2020 wszystkie niedziele mają być wolne od handlu, ale tego możemy się tylko domyślać, ponieważ ustawodawca nie zapisał tego expressis verbis. Ciekawe.
Tym samym Sejm dał dwa lata – nie uwzględniając półtorarocznych deliberacji nad projektem – zagranicznym sieciom handlowym na ominięcie zakazów, czemu sprzyjają liczne luki prawne w ustawie, o czym w dalszej części tekstu. Być może Senat zlikwiduje te luki, w co nie bardzo wierzę. Jak sądzę, czas ten lobby hipermarketów wykorzysta, by nacisnąć ośrodek prezydencki, który – co się niedawno okazało – chętnie przychyla się do opinii przeciwników PiS. Oprócz niedziel Sejm ograniczył handel w Wigilię Bożego Narodzenia i Wielką Sobotę do godziny 14.00 (art. 8 i art. 9). Zakaz nie obejmuje dwóch niedziel przed Bożym Narodzeniem, niedzieli przed Wielkanocą oraz ostatnich niedziel stycznia, kwietnia, czerwca i sierpnia (art. 7).
Przeważnie kodeks reguł, a takim jest ustawa, posiada wyjątki od reguły. Jeśli stanowią one pokaźną część tekstu, można dojść do wniosku, że zbliżają się one do reguły, a ta ostatnia zastępuje … właśnie wyjątek. Autorzy bardzo zbliżyli się do tego paradoksu. Przyjrzyjmy się zatem art. 6, który zawiera 30 (słownie: trzydzieści!) wyjątków, czyli zwolnień od handlu w niedzielę. Obejmują one m.in.: stacje benzynowe, apteki, handel w zakładach leczniczych czynnych całodobowo, kwiaciarnie, sklepy z pamiątkami i dewocjonaliami, kioski z prasą, sklepy w hotelach. Te wyjątki wydają się oczywiste.
Natomiast dalej mamy: „placówki handlowe organizowane w zakładach prowadzących działalność w zakresie kultury, sportu, oświaty, turystyki i wypoczynku” (art. 6, p. 1, podpunkt 10), tudzież „placówki handlowe organizowane wyłącznie na potrzeby festynów, jarmarków i innych imprez okolicznościowych, tematycznych lub sportowo-rekreacyjnych, także gdy są one zlokalizowane w halach targowych” (podpunkt 11).
Uff, odpocznijmy trochę, choć to nawet nie połowa wyjątków i zajmijmy się podpunktem 10. Obejmuje on bardzo szeroki zakres, a zarazem mało precyzyjny. Z kolei podpunkt 11 zawiera pojemne sformułowanie o „imprezach tematycznych”. No cóż, temat można sobie wybrać każdy, a o ilość uczestników np. Carrefour nie musi się martwić. Mamy też kilka dalszych oczywistych zapisów. Handel w niedziele nie będzie zabroniony na dworcach, w portach lotniczych, strefach wolnocłowych, na cmentarzach gdy dotyczy ozdób na groby. Zwróćmy uwagę na zapis pp. 27, który mówi o wyłączeniu z zakazu „piekarni, cukierni i lodziarni”. Otóż większość zagranicznych sieci handlowych wypieka pieczywo, co można zinterpretować jako automatyczne wyłączenie z zakazu. Byle cwany mecenas natychmiast to udowodni. Jest i kolejna „zagwozdka”. Ustawodawca pisze o cukierniach i lodziarniach, z czego wynika, że restauracje podlegają zakazowi handlu w niedzielę, co stanowiłoby kompletny nonsens: „Na ciasteczko, proszę bardzo, ale obiadek w niedzielę tylko w domu”. Wystarczyłoby po prostu napisać „zakłady gastronomiczne”. Tak to jest, gdy autorzy aktów prawnych bawią się w szczególarstwo. Wtedy ucieka rzecz oczywista.
Po dyskusjach posłowie zrezygnowali z zakazu handlu internetowego, gdyż wymagałoby to uzgodnień z Komisją Europejską co mogłoby trwać w nieskończoność. Chociaż tyle czasu zaoszczędzili. Nie muszą przestrzegać zakazu właściciele sklepów, gdy sami lub ich rodziny pracują w niedziele. Prawodawca przewidział kary za łamanie nowych przepisów w artykułach 10 i 11, gdzie opiewają one na grzywny w wysokości od 1.000 do 100.000 zł. Solidarnościowa wersja ustawy zawierała również karę pozbawienia wolności do lat dwóch, ale premier z oburzeniem odrzuciła tak „drakoński” i „niehumanitarny” przepis.
Wyjęcie stacji benzynowych spod zakazu stanowi logiczny zapis, ale … Co szkodzi jakiejś sieci umieścić na terenie swojej posesji stacyjkę z paliwem, albo odwrotnie - umieścić swój lokal przy takiej stacji. I już omijają ustawę lege artis. Wróćmy raz jeszcze do pieczywa. Wystarczyłoby zapisać jaki procent sprzedaży pieczywa uprawnia do handlu w niedzielę. Ale ktoś przeoczył, albo przeoczyć chciał.
Pamiętajmy, że w czasie pierwszych rządów PiS partia ta okazała niechęć do zakazu handlu w niedziele. Wprowadzono tylko zakaz handlu w święta państwowe. Jak ten zakaz funkcjonuje, lepiej nie pisać. Pan poseł Janusz Śniadek, były przewodniczący NSZZ „S”, dziś poseł PiS, zapytany w tej sprawie orzekł: „Jeżeli firmy będą próbowały bezczelnie omijać prawo, to będzie to także sygnał do klientów, że tutaj funkcjonują oszuści, którzy stosują nieuczciwą konkurencję”. Czyżby pan poseł przewidywał w takim przypadku masowy bojkot przez kupujących? Wolne żarty. A już bez żartów – J. Śniadek wykazał kompletną bezradność i niekompetencję. Czy tylko on?
Nie chciałem przy tym temacie zajmować się antypolską opozycją, ale po namyśle uczynię wyjątek dla Ryszarda Petru. Człek to pokrzywdzony, nakarmiony niewdzięcznością przez swoich partyjnych kolegów, a głównie koleżanki, toteż trzeba przypomnieć jego antypolską robotę i przy tej okazji. Jeszcze przed uchwaleniem ustawy Nowoczesna domagała się, by Komisja Europejska zbadała zgodność projektu z prawem UE. Posłowie „N” nawet zbierali podpisy pod petycją o nieprzyjmowanie ustawy. Sam Petru, jeszcze lider „N”, powiedział podczas konferencji prasowej w Sejmie, że na posiedzeniu komisji polityki społecznej i rodziny – jego partia po raz kolejny zgłosi propozycję zakładającą wprowadzenie dwóch niedziel wolnych w miesiącu dla pracowników. „Pracownik ma dwie niedziele wolne a wszyscy mogą kupować kiedy chcą”— wyjaśnił. A w petycji możemy przeczytać: „Wprowadzenie projektu ustawy w życie oznaczać będzie ograniczenie wolności klientów, upadek części sklepów, ograniczenie możliwości pracy, osłabienie handlu, a także mniejsze wpływy podatkowe i zmniejszenie zatrudnienia”. Jednym słowem horror.
Natomiast posłanka „N” – Paulina Hennig-Kloska oceniła, że projekt obywatelski jako niezabezpieczający interesów polskich małych i średnich przedsiębiorców. Proszę, proszę, polska przedsiębiorczość znalazła nareszcie swojego obrońcę. Przekonywała, że projekt ustawy należy poddać notyfikacji Komisji Europejskiej, czyli – jak tłumaczyła – zatwierdzeniu przez Unię Europejską. Według niej istnieje ryzyko, że w przyszłości trzeba będzie wypłacić z budżetu państwa „ogromne” odszkodowania dla osób dotkniętych zakazem handlu, jeżeli zakaz zostałby uchylony przez KE. Może to być uznane za pomoc publiczną, która prowadzi do zakłócenia konkurencji na wolnym rynku - ostrzegała.
Na szczęście brednie te nie zostały wzięte pod uwagę. Są to jednak nie tylko brednie, ale i donos wprost do UE w zdaniu mówiącym o ewentualności uchylenia tej ustawy przez brukselską biurokrację. Wprawdzie rozwiązania takie funkcjonują w większości krajów Unii, a choćby w Niemczech czy Austrii jeszcze są ostrzejsze niż uchwalone przez polski Sejm, ale pamiętajmy, że struktura aparatu sprawiedliwości w krajach UE wygląda podobnie, jak proponowało pierwotnie PiS. Mimo to tzw. komisja wenecka określiła – nadal przecież opracowywane w Sejmie – ustawy o KRS i Sądzie Najwyższym jako „sowiecko-bolszewickie”.
W rezultacie ustawa nie tylko łamie ustalenia przedwyborcze z Solidarnością, ale również została zredagowana niechlujnie i jedyną jej zaletę stanowi krótki – jak na polskiego prawodawcę – tekst, gdyż liczy 9 stron zapisu komputerowego, zawiera 15 odesłań do innych ustaw oraz szereg zmian w innych ustawach. Za usprawiedliwione też należy uznać podejrzenia o celowe wmontowanie luk prawnych. Przecież w ciągu półtora roku można było zredagować stosunkowo proste prawo i to mając jako podstawę projekt solidarnościowy.
Szykuje się również zakaz hodowli zwierząt futerkowych, a wniosek w sprawie takiej ustawy podpisał sam Jarosław Kaczyński, znany miłośnik kotów. Widocznie innych futrzaków nie lubi, bo jeśli „słowo stanie się ciałem”, zwierzęta futerkowe pójdą na rzeź, a firmy futrzarskie upadną. W ich miejsce wejdzie import futer zza granicy. Czy o to chodzi? Kompletny bezsens. „Oj, niedobrze pisowcy, niedobrze”.