Source: http://hyakinthos1978.blogspot.com/2012/10/
Timestamp: 2017-08-18 16:32:56+00:00
Document Index: 40420383

Matched Legal Cases: ['art. 119', 'art. 18', 'art. 18', 'art. 18', 'art. 18', 'art. 32', 'art. 32', 'art. 18', 'art. 18', 'art. 32', 'art. 18', 'art. 71', 'art. 72', 'Art. 6', 'art. 18', 'art. 18']

Jak donosi Pracownia Różnorodności Polski rząd - ten sam, którego premier powiedział, że "sam w sobie nie ma za grosz tolerancji dla homofobów" - nie chce karać za mowę nienawiści ani inne przestępstwa motywowane homofobią. Taki wniosek płynie ze stanowiska rządowego wobec projektu zmiany art. 119, 256 i 257 kodeksu karnego, złożonego przez opozycję a przygotowanego przez organizacje LGBTQ. Analogiczne stanowisko zajęło Biuro Analiz Sejmowych. Z kolei Prokurator Generalny i Krajowa Rada Sądownictwa nie mają niczego przeciw zmianie prawa. Przeczytawszy opinię "rządową" i "sejmową" odnoszę wrażenie, że ich twórcy nie za bardzo wiedzieli jak ten projekt skrytykować. Stąd wyszły im gnioty, paplanina bez składu i ładu, belkot pseudoprawniczy. Najbardziej mnie rozśmieszyły zarzuty, że chroniony już w prawie katolog cech takich jak narodowość, rasa, wyznanie, przynależność polityczna, światopogląd jest zbiorem cech naturalnych, pierwotnych, zaś orientacja seksualna, płeć i tożsamość płciowa nie. Nie mający wykształcenia prawniczego ani nawet żadnego innego człowiek wie, że płeć, orientacja seksualna czy nasza tożsamość płciowa są cechami bardziej pierwotnymi a zarazem niezmiennymi niż np. przynależność polityczna czy wyznanie. Przedstawione opinie wyglądają tak jakby ktoś chciał udowodnić, że koń jest ptakiem dowodząc, że kopyta to skrzydła. Wszystko to przypomina mi bardzo zabiegi rosyjskich władz, które starają się udowodnić, że są demokratyczne i szanują prawa człowieka. A jak jest każdy wie.
Autor: Hyakinthos o 02:04 0 komentarze
Rozmawiałam z miłym i mądrym politykiem. Naprawdę. To wciąż okazuje się jeszcze możliwe: miły i mądry polityk i dobra z nim rozmowa. Zostałam zapytana, czy ustawowe uznanie i zagwarantowanie praw związkom partnerskim (zarówno jednopłciowym jak i dwupłciowych) wymaga zmiany art. 18 Konstytucji, który stanowi, że małżeństwo jako związek kobiety i mężczyzny znajdują się pod ochroną i opieką Rzeczpospolitej Polski [RP]. Mam nadzieję, że wspólnie doszliśmy do wniosku, że uznanie związków partnerskich (zarówno jedno jak i dwupłciowych) nie tylko nie wymaga zmian w Konstytucji lecz, co więcej, wymóg uznania tych związków zawarty jest i wypływa wprost z treści i ducha art. 18 Konstytucji. Przepraszam, ale będzie trochę o przepisach. Gwarantuję, że będzie prosto i krótko i obiecuję, że warto. Tekst art. 18 Konstytucji brzmi: „Małżeństwo jako związek kobiety i mężczyzny, rodzina, macierzyństwo i rodzicielstwo znajdują się pod ochroną i opieką Rzeczpospolitej Polskiej”. Można byłoby próbować odczytać ten artykuł tak, że tylko małżeństwo rozumiane jako związek kobiety i mężczyzny znajdują się pod ochroną i opieką RP. To oznaczałoby, że małżeństwo rozumiane jako związek kobiety i kobiety lub jako związek mężczyzny i mężczyzny choć intelektualnie i prawnie dopuszczalne nie korzystałoby z takiej opieki jaką doświadcza małżeństwo złożone z kobiety i mężczyzny. Takie odczytanie stawiałoby jednak treść art. 18 Konstytucji w sprzeczności z treścią art. 32. 1 Konstytucji, który stanowi, że „wszyscy są wobec prawa równi. Wszyscy mają prawo do równego traktowania”. Zapis ten wyklucza dopuszczalność dyskryminacji ze względu na orientację seksualną. Możliwe jest więc uszczegółowienie jaka forma małżeństwa doznawać będzie ochrony i opieki, niemożliwe natomiast jest dyskryminowanie ludzi ze względu na orientację seksualną. Jeszcze dobitniej wyraża to art. 32.2 Konstytucji wyliczając, iż „nikt nie może być dyskryminowany w życiu politycznym, społecznym lub gospodarczym z jakiejkolwiek przyczyny”. Z jakiejkolwiek, a więc także ze względu na orientację seksualną. Integralność człowieka, jego życie osobiste i jakość tego życia są nierozerwalnie związane z wchodzeniem w związki, co ma wymiar zarówno polityczny, społeczny, jak i gospodarczy. Czyli art. 18 Konstytucji przewiduje, że małżeństwo to związek kobiety i mężczyzny, ale nie wyklucza tym samym i tego, że możliwe jest małżeństwo jako związek kobiety z kobietą lub mężczyzny z mężczyzną. Czy jednak nie ma w tym sprzeczności skoro sformułowanie takie prowadziłoby do dyskryminacji osób ze względu na orientację seksualną oraz pozostawiało poza nawiasem prawa, partnerskie związki osób heteroseksualnych, które z najróżniejszych powodów nie zawarły małżeństwa? I tu najlepiej widać w jaki sposób robi się nas często w przysłowiowego konia! Pozorne problemy z dopuszczalnością uznania związków partnerskich (zarówno jedno jak i dwupłciowych) nie wynikają z treści art. 18 Konstytucji, ale z wyrywkowego, niechlujnego jej czytania, niekiedy z fobii, kompleksów i lęków, a niekiedy z działania na określone zamówienie polityczne oraz z prób odczytywania tego artykułu w oderwaniu od całego jego brzmienia i ducha Konstytucji i oraz art. 32. Konstytucja w art. 18, w równym stopniu co małżeństwo, rozumiane jako związek kobiety i mężczyzny, chroni rodzinę, macierzyństwo i rodzicielstwo. Macierzyństwo dotyczy sytuacji szczególnej uwzględniającej fakt, iż kobieta i tylko ona jest zdolna do rodzenia nowych ludzi. Pozostawanie w związku może, ale nie musi być z tym związane, przy czym może to być związek z osobą różnej lub tej samej płci. Rodzicielstwo dostrzega nie tyle fakt, że zapłodnieniu towarzyszy połączenie komórek żeńskich i męskich, co proces wychowania dzieci. Rodzicielstwo może być samotne, może odbywać się w związku małżeńskim i rodzice mogą być przy okazji biologicznymi rodzicami dziecka/dzieci. Mogą, ale nie muszą, podobnie jak nie muszą być w związku małżeńskim lub w związku różnopłciowym. Konstytucja nie różnicuje – ma na uwadze proces i zapewnienie dziecku i osobom pełniącym role rodziców godnych warunków. Świadczą o tym dobitnie i inne artykuły Konstytucji, które dotyczą rodziny i matki i dziecka (art. 71 i art. 72 Konstytucji). Przepisy Konstytucji nie definiują samego pojęcia rodziny. W rzeczy samej nie czyni tego także kodeks rodzinny. Definicja rodziny znajduje się w ustawie o pomocy społecznej, która najszerzej dotyka problemów z którymi stykają się ludzie żyjący w tym, co określa się rodziną – najmniejszą komórką społeczną. Art. 6 pkt. 14 Ustawy o pomocy społecznej stanowi, że „rodzina to osoby spokrewnione lub niespokrewnione pozostające w faktycznym związku wspólnie zamieszkujące i gospodarujące”. To więc, co ma znaczenie, to nie administracyjna decyzja o zawarciu małżeństwa, ale faktyczne wspólne życie. Nie ma w Konstytucji miejsca na czynienie różnic w ochronie i opiece państwa ze względu na płeć partnerów. Próby, niezwykle mętne, podjęte co przykre, przez Trybunał Konstytucyjny, by definicję rodzinę zawęzić do biologicznych rodziców dziecka związanych administracyjnym węzłem małżeństwa są niestosowne, nieżyciowe, kontr-produkcyjne, nieprzyjemnie zalatują demagogią i stanowią przykład kiepskiego czytania przepisów. Można się zgodzić, że definicja „rodziny” przyjęta na potrzeby ustawy o pomocy społecznej nie musi być definicją wiążącą inne ustawy, ale nie można uznać, że w rozumieniu Konstytucyjnym rodzina to – „trwały związek kobiety i mężczyzny nakierowany na macierzyństwo i odpowiedzialne rodzicielstwo” [Wyrok z dnia 2012-07-09 P-59/11]. Tak zawstydzająco złe odczytanie Konstytucji. Dlaczego? Bo racjonalny ustawodawca gdyby rzeczywiście chciał ograniczyć rozumienie rodziny do tak zawężonej grupy, postawiłby kropkę tam gdzie postawił przecinek i ograniczył art. 18 do treści, iż małżeństwo jako związek kobiety i mężczyzny znajdują się pod ochroną i opieką Rzeczpospolitej Polskiej. Nie powtarzałby się bez sensu, gdyby myślał tak wąskotorowo, dopisując po raz wtóry w tym przepisie rodziny, macierzyństwa i rodzicielstwa, bo te pojęcia zawarte by były już w członie, który dotyczy małżeństwa. Zrobił to i wpisał rodzinę, macierzyństwo i rodzicielstwo nie z gadulstwa lecz ze zrozumienia sytuacji i rozróżnienia między wąsko ujętym rozumieniem małżeństwa a wszystkimi, których chroni art. 18 Konstytucji. Robiąc ukłon w kierunku tradycjonalistów, wśród których nie brakuje i homofobów zachował się nadal zgodnie z wymogami państwa praworządnego i demokratycznego, który przestrzega praw większości z uwzględnieniem praw mniejszości i związki inne niż małżeństwa heteroseksualne zmieścił w słowie rodzina (gdzie dzietność nie ma znaczenia), i dodatkowo uwzględnił ochronę i opiekę związaną z macierzyństwem i rodzicielstwem, a niekoniecznie związaną z małżeństwem rozumianym jako związek kobiety i mężczyzny. Nie trzeba więc zmieniać Konstytucji. Związki partnerskie (zarówno jedno jak i różnopłciowe), te nastawione i nienastawione na rodzicielstwo uwzględnione są w Konstytucji i zasługują na taką samą ochronę i opiekę Rzeczpospolitej Polski, co małżeństwo rozumiane jako związek kobiety i mężczyzny. Myślę, że redaktor Anna Laszuk chciałaby o tym rozmawiać na antenie Tok FM i mam nadzieje, że uda nam się to wyjaśnić chociaż tą drogą, poza anteną, i innym, tak, jak udało się to z miłym i mądrym politykiem.
Autor: Hyakinthos o 00:41 0 komentarze
Zastanawia mnie czemu w ostatnich tygodniach w polskim kościele katolickim tyle ataków na inicjatywę wprowadzenia związków partnerskich, wszak jego przedstawiciele twierdzą, że nie ma ona żadnych szans uchwalenia w parlamencie. A może jednak według nich ma? Dziś "arcykapłan" Gocławski pytał, czy naród jest w stanie obronić świętą instytucją małżeństwa mężcyzny i kobiety. Pusty śmiech mnie ogarnia, kiedy słyszę taki bełkot, gdyż dokonując równouprawnienia związków hetero- i homoseksualnych nikt nikogo nie ma zamiaru zmuszać do rejestrowania w urzędach stanu cywilnego związków jednopłciowych, ani zabraniać zawiernia małżeństw z osobami odmiennej płci. Mnie jednak najbardziej zastanawia skąd to wzmożone zainteresowanie sprawą. Czy to działanie "na wszeleki wypadek", próba odwrócenia uwagi od śmietany z kolan, czy może jednak to, że wizja postępu w sprawie związków partnerskich staje się coraz bardziej realna? Mam nadzieję, że to ostatnie.
Autor: Hyakinthos o 05:36 1 komentarze
Po ostatnim głosowaniu w sprawie aborcji trudno oprzeć się wrażeniu, że zbliża się zmierzch hegemonii Platformy obywatelskiej. Liberalna maska opadła, ukazała się konserwatywna facjata partii i uśmiech posła Żalka. Myślę, że duża część wyborców poczuła się oszukana przez PO. Przy okazji upadła zasada PO "wszyscy wszystko wszystkim". W moim odczuciu było to do przewidzenia. PO było partią zadowalającą każdego, czyli tak naprawdę nikogo. Jedyne co zmuszało ludzi do głosowania na PO były naiwna nadzieja u jednych i strach przed PiS u drugich. Głosowanie w sprawie aborcji jasno pokazało tym pierwszym, że na zmiany społeczne nie ma co liczyć w przypadku PO, a a tym drugim, że PO i PiS nie różnią się wiele. Dalsze prowadzenie polityki w stylu "za a nawet przeciw" przez PO nie jest już możliwe. Kwestie światopogladowe to istotny element polityku, wcześniej czy później trzeba się nimi zająć. Nie da się w nieskończoność uciekać w banał o "tematach zastępczych". Owe "tematy zastępcze" wprost proporcjonalnie do siły ich unikania stają się coraz bardziej zasadniczymi dla społeczeństwa. Jeśli Platforma Obywatelska nie zajmie się nimi i nie zdecyduje na krok naprzód to jej upadek będzie kwestią niedługiego czasu.
Autor: Hyakinthos o 12:19 1 komentarze
Czytam i nie wierzę własnym oczom. Haśko na swoim profilu na Facebooku napisała, że "homoseksualizm trzeba leczyć", by tacy ludzie byli szczęśliwi, a wcześniej na lekcji gimnazjalistom mówiła, że jednym ze skutków pornografii jest... homoseksualizm. Wizytator kuratorium pojechał na kontrolę do gimnazjum, by sprawdzić, czy nauczycielka prawidłowo realizuje podstawę programową, która mówi m.in. o nauczaniu szacunku do drugiej osoby. I co? - Nasz wizytator stwierdził, że nauczycielka prawidłowo realizuje program rekomendowany przez Ministerstwo Edukacji Narodowej - mówi "Gazecie" Mariola Kiełboń z rzeszowskiego Kuratorium Oświaty. Dalej jest bardziej nieciekawie. Nauczycielka przyznała się, że słowo "trzeba" było niefortunne i powinna była użyć słowa "można" leczyć homoseksualizm, jeżeli ktoś tego chce i jest na to gotowy. Ona nie chciała nikogo urazić, a na tej lekcji szacunek do innego człowieka był realizowany - przekazuje Mariola Kiełboń. Nauczycielka przyznała, że niepotrzebnie pisała w tej sprawie na Facebooku. Na lekcji korzystała z podręcznika "Wychowanie ku dorosłości", który jest rekomendowany przez MEN. W tym podręczniku są zdania, że według Kościoła katolickiego homoseksualizm można leczyć, jeśli ktoś tego chce - dodaje Kiełboń. Elżbieta Haśko stwierdziła też, że homoseksualizm jest takim samym problemem, jak pracoholizm czy uzależnienie od internetu. - Że to jest inny rodzaj choroby leżący gdzieś w psychice. Nie chciała obrazić ludzi o innej orientacji seksualnej. Tak przynajmniej się tłumaczyła - mówi Mariola Kiełboń. Kuratorium i szkoła twierdzą, że sprawa jest załatwiona. Według nich to w zasadzie się nic nie stało. A stalo się i to stało się wiele złego. Co gorsza tłumaczenia Pani Haśko są tak samo homofobiczne jak jej wcześniejsze wypowiedzi. W zasadzie sedno wypowiedzi nie uległo zmianie, a jedynie dobór słów. Nie o to przecież powinno chodzić. Mowa nienawiści chodźby była wierszem pisana nadal jest mową nienawiści, a kłamstwo kłamstem. Ignorancja zaś ignorancją. Pani Haśko przedstawia głos kościoła rzymskokatolickiego jako prawdę naukową, a to jest rzeczą niemoralną. Prawdę naukową zaś zupełnie ignoruje. Dziwi w tym wszystkim również fakt, że kuratorium nie zauważyło , że pani H. powołuje się na wycofaną z obiegu wersję podręcznika.
Autor: Hyakinthos o 11:58 1 komentarze