Source: http://czasopismo.legeartis.org/2015/03/prawa-autorskie-do-starych-zdjec.html
Timestamp: 2018-05-22 17:40:53+00:00
Document Index: 70716221

Matched Legal Cases: ['art. 2', 'art. 2', 'art. 5', 'art. 4', 'art. 25', 'art. 5', 'art. 27', 'art. 124', 'art. 124', 'art. 2']

Prawa autorskie do starych zdjęć reporterskich | Lege Artis
Prawa autorskie do starych zdjęć reporterskich
by Olgierd Rudak • 11 marca 2015 • 15 komentarzy
Jeden z tematów-pewniaków, które co jakiś czas wracają w pytaniach i wątpliwościach to: jak wyglądają prawa autorskie do starych zdjęć? Czy jeśli znajdę gdzieś w sieci fotografię sprzed lat, prezentującą świat jakim nikt go już nie pamięta, to mogę capnąć ją i zrobić co zechcę (na przykład rozpowszechnić na własnej stronie internetowej?)
Temat rzeka, który aż szkoda spalić w jednym tekście. Dziś zatem ciekawostka czyli jak po macoszemu traktowano fotografię, a zwłaszcza fotografię prasową w okresie PRL (ściśle: 1952-94, czyli pod rządami ustawy z 10 lipca 1952 r. o prawie autorskim, Dz.U. nr 34 poz. 234 z późn.zm.).
Katastrofa kolejowa na Montparnasse, 1895 r., autor nieznany
Pierwsza ciekawostka: przez długie lata prawo autorskie traktowało fotografię jako sztukę nieco upośledzoną. Zgodnie z art. 2 ustawy każde zdjęcie było traktowane jako utwór dopiero jeśli autor wyraźnie uwidocznił „zastrzeżenie prawa autorskiego” — w przeciwnym razie był to po prostu pstryczek. Mało tego, każda odbitka musiała być oznaczona datą wykonania zdjęcia.
Przyznam, że sam kiedyś na tym troszkę popłynąłem: jesienią 1993 r. podczas wrocławskiego koncertu Cartera Jeffersona udało mi się wykonać kilka niezłych zdjęć, których oczywiście nie podpisałem w należyty sposób — a które psim swędem trafiły do redakcji jednego z wrocławskich dzienników. Publikacja fotografii na łamach gazety nieco popsuła mi interes, co się rychło okazało po tym jak saksofonista zmarł kilka dni później — byłem jedynym facetem z aparatem na jego ostatnim całym koncercie…
art. 2 ustawy o prawie autorskim z 1952 r.
§ 1. Utwór, wykonany sposobem fotograficznym lub do fotografii podobnym, jest przedmiotem prawa autorskiego, jeżeli na utworze uwidoczniono wyraźnie zastrzeżenie prawa autorskiego.
Druga wojna burska, fot. z 1900, autor nieznany
Jeszcze bardziej dyskryminowane były zdjęcia reporterskie, które w myśl art. 5 pkt 3 prawa autorskiego z 1952 r. — obok informacji prasowych — w ogóle nie stanowiły przedmiotu prawa autorskiego. Brzmi to kuriozalnie, ale literalnie rzecz ujmując wykonane przez fotoreporterów zdjęcia prezentujące najważniejsze wydarzenia PRL — Październik 1956, Marzec 1968, Grudzień 1970, Sierpień 1980 — nie były i nie są utworami w rozumieniu przepisów o prawie autorskim.
Warto zauważyć, że efekty pracy prasy nadal są traktowane nieco po macoszemu: do „nie-utworów” zalicza się przecież proste informacje prasowe (art. 4 pkt 4 pr.aut.), zaś aktualne zdjęcia reporterskie są objęte specjalnego rodzaju regulacją dotyczącą dozwolonego użytku (art. 25 ust. 1 pkt 1 lit. c pr.aut. — tyle, że autorowi trzeba zapłacić honorarium).
art. 5 ustawy o prawie autorskim z 1952 r.
W każdym natomiast przypadku — aczkolwiek pod warunkiem wyraźnego zastrzeżenie prawa autorskiego — przepisy ustawy z 1952 r. przewidywały bardzo krótki okres ochrony dla fotografii. Autorskie prawa majątkowe wygasały już po upływie 10 lat od pierwszej publikacji. (Warto zauważyć, że równie krótki okres przewidziano w przypadku np. filmów lub „przeróbek” muzyki na „przyrządy mechaniczne” (cokolwiek to może oznaczać).
art. 27 ustawy o prawie autorskim z 1952 r.
Autorskie prawa majątkowe gasną:
1) do utworu fotograficznego lub otrzymanego w sposób podobny do fotografii – z upływem lat dziesięciu od pierwszej publikacji,
2) do utworu kinematograficznego, scenograficznego i choreograficznego – z upływem lat dziesięciu od pierwszego publicznego wykonania,
3) do przeróbki utworów muzycznych na przyrządy mechaniczne – z upływem lat dziesięciu od dokonania przeróbki,
4) do serii zdjęć fotograficznych, mającej znaczenie artystyczne lub naukowe – z upływem lat dziesięciu od pierwszej publikacji.
I ostatni, chyba najciekawszy dziś wątek: jak ówczesne zasady prawne mają się do wykonanych wówczas zdjęć — jeśli chodzi o ich ochronę prawną dziś? Na to pytanie odpowiada art. 124 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych: to, co nie było utworem, nie jest nim nadal, ale jeśli autorskie prawa majątkowe wygasły (na przykład ze względu na upływ 10-letniego okresu ochrony), oczywiście „odżyły” one po wejściu w życie ustawy z 1994 r. Zaś nowy termin ich wygaśnięcia liczymy już według zasad obecnych.
art. 124 ust. 1 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych z 1994 r.
To chyba ciekawe, bo wiem, że czasem pojawiają się problemy z wykorzystaniem zdjęć wykonanych w czasach PRL.
Tags: dozwolony użytek fotografia media prasa utwór
← Powiedział co wiedział #11 — regulamin wchodzenia do klasy
Wyrok Trybunału o ustawie o grach hazardowych →
15 comments for “Prawa autorskie do starych zdjęć reporterskich”
11 marca 2015 at 12:50
Przeróbka muzyki to na przykład (uwaga – nieznane słowo ;-) pozytywka ;-) Albo dzwonek na komórkę :-P
W sumie fakt, także dziś przeróbka jest podawana jako jedna z form opracowania utworu.
Aczkolwiek w komentarzu do art. 2 pr.aut. idzie tak: „Jeśli idzie natomiast o przeróbki na mechaniczne instrumenty muzyczne, to sformułowanie to, już dość archaiczne, a odnoszące się do fonogramów, od dawna wywoływało wątpliwości. Warto tu przypomnieć, że w pierwotnym brzmieniu pr. aut. z 1926 r. traktowano jako dzieła niesamoistne już samo przeniesienie utworu (tj. nagranie) na mechaniczne instrumenty. W takim ujęciu mechaniczna czynność nagrania na płytę mogła być traktowana jako prowadząca do opracowania. Dlatego, nowelizując ustawę w 1935 r. (…) poprawiono poprzednie sformułowanie, używając określenia „przeróbka” zamiast „przeniesienie”, co miało podkreślić, że nagranie na instrumenty mechaniczne tylko wtedy prowadzi do opracowania, jeśli łączy się z przeróbką samego utworu muzycznego. Koncepcję tę utrzymano w pr. aut. z 1952 r. (…)”
PS a ze słów jeszcze mniej znanych: pianola :)
11 marca 2015 at 15:15
To taka książka Vonneguta ;-)
11 marca 2015 at 15:32
Och, gdzie te czasy, kiedy w dobrym tonie uchodziło czytanie Vonneguta… Rzeźnia nr 5, Kocia kołyska, Śniadanie mistrzów (to znam z filmu tylko).
16 marca 2015 at 18:14
Jak już się trzymać literatury, to jest jeszcze katarynka.
11 marca 2015 at 20:50
Trochę offtopic ale też o prawach autorskich. Pytanie nurtuje mnie od dawna: do kogo należą prawa autorskie do komentarzy pod publikacjami w sieci? Teraz piszę komentarz. Czy taki wpis jest utworem? Czy prawa autorskie należą do mnie, skoro go napisałem? A jeśli napiszę go anonimowo? Czy może właścicielem praw jest dostawca treści, którą komentuję? Przecież pisząc nie wyrażam żadnej zgody na przeniesienie praw autoskich, czy to w ogóle dozwolone aby przenieść majątkowe prawa nieodpłatnie i domyślnie? Nie klikam żadnej akceptacji regulaminu, nic. A jeśli skomentuję anonimowo?
Nie tylko tu ale na różnych portalach, blogach, serwisach… Gdybym założył np. serwis cytujący komentarze w necie jak miałbym ustalić czy łamię czyjeś prawa autorskie?
Zadałem kiedyś podobne pytanie pewnemu znanemu portalowi. Nie umieli mi odpowiedzieć.
11 marca 2015 at 21:13
Było :) może nie w znanym portalu, ale było:
http://olgierd.bblog.pl/wpis,wpisy;na;forum;a;prawo;autorskie,7343.html
http://olgierd.bblog.pl/wpis,jak;stworzyc;utwor;dont;be;awil,17624.html
http://olgierd.bblog.pl/wpis,see;you;later;agregator,11093.html
http://olgierd.bblog.pl/wpis,prawo;cytatu;prawo;przedruku;i;przeglad;publikacji,40622.html
11 marca 2015 at 21:50
Znanym, ale wpisy są bardzo dawno, jeszcze zanim Ch. Chakier zareklamował Twojego bloga.
Widzę, że tam bardziej o forum niż o komentarzach.
Z tego co czytam wynika, że komentarz może być utworem choć nie musi. Prowadzący serwis (bloga, portal) powinien się zabezpieczyć umieszczając odpowiedni wpis w regulaminie. A co jeśli tego nie zrobi a komentarz faktycznie będzie spełniał znamiona utworu?
12 marca 2015 at 08:39
Forum, komentarz na blogu, komentarz pod tekstem w portalu — jeden pies.
Jeśli taka wypowiedź spełnia warunki do uznania jej za utwór, to OK. Jednak nic to nie zmienia jeśli chodzi o ryzyko admina takiego serwisu, bo: i tak nikt żadnych praw autorskich nie przenosi (do tego wymagana jest forma pisemna pod rygorem nieważności, ale co ważniejsze: po co?); więc co najwyżej mamy licencję (niewyłączną), której komentator udzielił przez uczynienie komentarza; a jeśli byś pisał wierszem (i to choćby Majakowskim), to też nie moja sprawa :)
Generalnie nie widzę ryzyka, najmniejszego.
17 marca 2015 at 12:49
Niby po macoszemu, jednak z formalnego punktu widzenia lepiej niż inne, wszak należy się wynagrodzenie i jest to zapisane wprost w ustawie. Nie można sobie zatem ot tak wziąć bez płacenia, co często dzieje się ze zdjęciami zwykłymi.
Generalnie jednak jest to problem bardzo poważny.
Gdy człowiek rzetelny zastanawia się skąd legalnie i niedrogo wziąć ciekawe zdjęcia, wiele serwisów internetowych (i blogów) nie zaprząta sobie tym głowy i zwyczajnie bierze to co znajdzie w sieci, nie myśląc o konsekwencjach, których najprawdopodobniej i tak nie będzie.
17 marca 2015 at 13:49
> Nie można sobie zatem ot tak wziąć bez płacenia, co często dzieje się ze zdjęciami zwykłymi.
No nie, za te „zwykłe” tak samo trzeba płacić, różnica jest taka, że o te reporterskie nie trzeba pytać. Można brać, ale trzeba płacić.
17 marca 2015 at 14:22
Ale przecież jest mnóstwo stocków gdzie są zdjęcia niedrogie i zupełnie darmowe. No i cała masa creativecommonsów które na blogi są jak znalazł.
Czy rzeczywiście dzisiaj jeszcze człowiek rzetelny musi sobie tym łamać głowę (w sensie czy zdobycie ciekawego zdjęcia jest takie trudne)?
17 marca 2015 at 15:03
No wiesz, każdego superzajebistego zdjęcia nie ma za darmo. Chyba że ktoś ma potrzeby ograniczone do cukierkowych ilustracyjnych obrazków (np. iphone ze słuchawkami; kubek kawy na blacie, obok laptok; uśmiechnięte dziewczę ze słuchawkami na uszach), to wówczas zgadzam się.
No z Wielką Trójką też jeszcze jakoś może być, ale już zdjęcia de Gaulle, Idi Amina, JFK lub te z Abu Ghraib, to gorzej.
18 marca 2015 at 01:05
Nie chodzi o to, że da się wyszukać.
Chodzi o nierówność sił, gdy rzetelny dba o legalność, co często wpływa na atrakcyjność, a nierzetelny bierze cudze bez pytania, bo zasady ma w poważaniu… głębokim.
Wychodzi, że za PRL ustawa o prawie autorskim miała więcej sensu niż obecne prawo. Tzn. jak rozumiem utworem było to co autor oznaczył jako utwór. Genialnie proste i nie zostawia żadnych wątpliwości, których dzisiaj pełno na skutek skomplikowania praw autorskich.