Source: https://prenumeruj.forumakademickie.pl/fa/2014/01/proteza-i-hipoteza/
Timestamp: 2020-06-06 21:23:30+00:00
Document Index: 19307382

Matched Legal Cases: ['art. 164', 'art. 164', 'art. 170', 'art. 164', 'art. 170', 'art. 170', 'art. 170', 'art. 170', 'art. 170', 'art. 170', 'art. 170', 'art. 170']

Proteza i hipoteza | FA 01/2014 | Forum Akademickie - portal środowiska akademickiego i naukowego
Jakoś zakres „bezpłatności” wyznaczać trzeba. Nie możemy tego uczynić normalnie, bo sama „bezpłatność” normalna nie jest. A każda próba niwelowania jej nieefektywności w sferze motywacji kształconych i kształcących oraz alokacji środków publicznych prędzej czy później wywołać musi obchodzenie prawa, a nawet śmieszność.
Proteza i hipoteza
Mimo iż znowelizowane w 2011 r. Prawo o szkolnictwie wyższym obowiązuje prawie trzy lata, w mediach (np. „Dziennik Gazeta Prawna” 26 listopada 2013 r.) nadal utyskuje się, że „Budżet nadal płaci za wiecznych studentów”. W treści wskazano nieskuteczność reformy minister Kudryckiej w zakresie ograniczania nieefektywności studiowania czy raczej „trwania na studiach” na koszt podatnika, w tym „pasożytowanie” na świadczeniach pomocy materialnej. Jednak czasami problem może leżeć nie tyle w przepisach, co w ich interpretowaniu.
ECTS – zaliczanie
Podobno problem m.in. w tym, że punkty ECTS, (które wedle definicji Prawa o szkolnictwie wyższym to „punkty zdefiniowane w europejskim systemie akumulacji i transferu punktów zaliczeniowych jako miara średniego nakładu pracy osoby uczącej się, niezbędnego do uzyskania zakładanych efektów kształcenia”) uczyniono „żetonami” gry w „bezpłatne studiowanie”. Z art. 164a ust. 1 PSW wynika, że: „Wynikającym z planu studiów i programu kształcenia zajęciom zaliczonym przez studenta przypisuje się punkty ECTS”, zaś: „W celu uzyskania dyplomu ukończenia studiów danego stopnia student jest obowiązany uzyskać” co najmniej daną w art. 164a ust. 2 liczbę punktów ECTS. Oba te przepisy dość wyraźnie odnoszą się do zasad „zbierania” punktów dla uzyskania dyplomu, a nie „wydatkowania” punktów, które uczyniono protezą rozliczania się z podatnikiem. Tymczasem w uczelniach i w mediach upowszechniła się zasada, że punktów z puli „bezpłatności” także ubywa po zaliczeniu zajęć. Nie zamierzam przesądzać, jak stosować tu prawo, wskażę jednak argumenty z przepisów oraz z rozsądku przemawiające za wykładnią odmienną.
ECTS – odliczanie
Ale przecież art. 170a ust. 1. stanowi: „Student studiów stacjonarnych w uczelni publicznej ma prawo bez wnoszenia opłat do korzystania z zajęć, za które może uzyskać liczbę punktów ECTS, o których mowa w art. 164a”. Zauważmy: „może uzyskać”, a nie „uzyskał”. Ponadto w 170c mamy ust. 2 a w nim: „ W ogólnopolskim wykazie studentów zamieszcza się następujące informacje uczelni o każdym studencie: (...) 3) sumę uzyskanych przez studenta punktów ECTS w rozbiciu na kierunki studiów; 4) sumę punktów ECTS, które student mógł uzyskać łącznie na zajęciach, w których uczestniczył bez wnoszenia opłat w ramach studiów stacjonarnych w uczelni publicznej; 5) liczbę punktów ECTS, które student może jeszcze wykorzystać na studiach stacjonarnych w uczelni publicznej bez wnoszenia opłat, o których mowa w art. 170a ust. 1 i 2, z uwzględnieniem uprawnień nadanych mu przez uczelnię publiczną do realizacji studiów na drugim kierunku studiów stacjonarnych, o których mowa w art. 170a ust. 3-5 oraz uprawnień, o których mowa w art. 170b ust. 1”. Warto dodać, że cała konstrukcja możliwości skorzystania z drugiego kierunku na koszt podatnika także opiera się na „podjęciu”, które to uprawnienie jest jednorazowe i zużywa się bez względu na efekty na studiach drugiego kierunku. Tym bardziej jeśli uczelnia ma koszt prowadzenia zajęć (kadra, sale) bez względu na ich finalnie zaliczający efekt.
ECTS – interpretowanie
Skąd więc teoria ujmowania po zaliczaniu? Jakie są jej źródła? Zidentyfikowałem dwa, niestety żadne nie jest przepisem prawa. Pierwsze – na http://www.nauka.gov.pl/aktualnosci-ministerstwo/student-moze-bezplatnie-zmienic-studia,akcja,print.html czytamy: „Uzyskanie dyplomu wymaga zdobycia konkretnej ilości punktów przypisanych do danego programu studiów. Student zużywa punkty tylko po zaliczeniu przedmiotu. Samo uczestnictwo w zajęciach bez ich zaliczenia nie powoduje zmniejszenia liczby punktów – podkreśla wiceminister Marciniak. – Oznacza to, że student uczestniczący w zajęciach np. przez rok, bez zaliczenia żadnego przedmiotu, nie straci ani jednego punktu – dodaje Z. Marciniak”.
Drugie już kiedyś wskazywałem – na s. 55 komentarza do wybranych przepisów PSW mojego autorstwa, cytuję: „Jednak w uzasadnieniu rozporządzenia z 29 września 2011 r. w sprawie wzoru oświadczenia studenta o spełnianiu warunków do podjęcia i kontynuowania studiów stacjonarnych w uczelni publicznej bez wnoszenia opłat czytamy: »Za wykorzystanie określonej liczby punktów ECTS z puli przyznanego limitu punktów ECTS uznać należy uzyskanie przez studenta zaliczenia za dane zajęcia. Tym samym liczba punktów które student może uzyskać za uczestnictwo w danych zajęciach, odliczana jest z limitu przyznanego studentowi po uzyskaniu przez niego zaliczenia z danego przedmiotu«”.
ECTS – maskowanie?
Teza zawarta w Komentarzu do PSW wydawnictwa MNiSW (s. 401) jest tylko powtórzeniem, a nie uzasadnieniem tez powyższych i brzmi: „punkty te przysługują na cały okres studiów, niezależnie od kierunku – aż do ich wyczerpania przez zaliczenie kolejnych zajęć dydaktycznych”. W Komentarzu współautorstwa prof. Huberta Izdebskiego (s. 425) wskazuje się jedynie, że nieodpłatność służy „aż do osiągnięcia limitu z 164a”, ale nie wskazuje się, jak ów limit wyczerpać. W komentarzu pod red. prof. Pyter z KUL nic nie znalazłem na ten temat.
Najciekawsze jednak znajduję w projektach nowelizacji z 12 listopada 2013 i 11 grudnia 2013 r. (projekt z 16 lipca 2013 tego nie przewidywał), gdzie proponuje się zastąpienie obecnego art. 170c ust. 1 pkt 4 nowym pkt 9 w brzmieniu: „limit punktów ECTS, które student może uzyskać na studiach stacjonarnych w uczelni publicznej bez wnoszenia opłat, o których mowa w art. 170a ust. 1 i 2, z uwzględnieniem uprawnień do realizacji studiów na drugim kierunku studiów stacjonarnych, o których mowa w art. 170a ust. 3 i 4”. Projekt rozrywa więc dość czytelną interpretacyjnie sekwencję w dotychczasowych punktach art. 170c ust 2 pkt 3-5. Dlaczego? By zachęcać do trwania na studiach poprzez chodzenie na zajęcia i ich niezaliczanie, by nie uszczuplać limitu punktów? By nie zniechęcać do „reformy” jej dalszymi restryktywnymi w swej proefektywności konsekwencjami? By inspirować uczelnie do akceptowania takiej sytuacji, póki w ślad za stanowiskiem MNiSW pójdą pieniądze podatnika? By zatrzeć ślady – przepisy dające przesłanki zakwestionowania „prostudenckiej” i „antypodatnikowskiej” interpretacji MNiSW? Z innych ważnych przyczyn państwowych?
ECTS – rozwiązanie
Być może się po prostu mylę i problemu żadnego tu nie ma. Ale jednak generalny problem „przetrzymywania” studentów w uczelniach we wspólnym ich i uczelni interesie na koszt podatnika raczej istnieje nie tylko w mojej głowie. „Zależy nam na tym, by finansowanie szkolnictwa wyższego nie zmniejszało się, gdy spada liczba studentów studiów stacjonarnych i doktorantów. Jedna z rozpatrywanych propozycji może być taka, by uczelnia dostawała środki finansowe na cały cykl kształcenia, np. licencjacki, a nie, jak do tej pory, raz do roku, w zależności od liczby studentów na każdym kolejnym roku studiów – mówi prof. Wiesław Banyś, rektor Uniwersytetu Śląskiego, przewodniczący KRASP. Taka zmiana spowoduje, że uczelnie przestaną przepuszczać na kolejny rok słabszych studentów tylko po to, by nie spowodowało to zmniejszenia ich wpływów”
(http://serwisy.gazetaprawna.pl/edukacja/artykuly/747139,uczelnie-zapraszaja-kapital-prywatny-i-mowia-jak-powinno-wygladac-ksztalcenie.html). Rozumiem, choć może nie wynika to jednoznacznie z przywołanego cytatu, że to ostatnie zdanie dodał przygotowujący materiał redaktor DGP.
Tym bardziej więc zastanawiają mnie przyczyny, dla których przyjęto nierestryktywną wykładnię art. 170c PSW a teraz postuluje się „dopełnić” ją nowelizacją. Jakoś zakres „bezpłatności” wyznaczać trzeba. Nie możemy tego uczynić normalnie, bo sama „bezpłatność” normalna nie jest. A każda próba niwelowania jej nieefektywności w sferze motywacji kształconych i kształcących oraz alokacji środków publicznych prędzej czy później wywołać musi obchodzenie prawa, a nawet śmieszność. Dlaczego jednak oddano pole tak łatwo? Czy zdecydowała chęć uczynienia zmiany zasad „bez/płatności” znośniejszą dla studentów? Ale przecież podatników jest więcej. Chyba że demokracja to ustrój, w którym lepiej zorganizowane mniejszości realizują swe interesy kosztem milczącej większości suwerena. W tym przypadku tą mniejszością nie muszą być tylko studenci.
Marcin Chałupka specjalizuje się w prawie i instytucjach szkolnictwa wyższego, www.chalupka.pl Zawarte w artykule opinie są wyłącznie poglądami autora, formułowanymi 27.12.2013 bez założenia nieomylności. Problemy i pytania w konkretnych stanach faktycznych powinny być konsultowane z pełnomocnikami podmiotu lub radcami prawnymi uczelni.