Source: http://doczz.pl/doc/179483/licytacja-zako%C5%84czona--czas-na-rozgrywk%C4%99
Timestamp: 2018-11-17 02:25:27+00:00
Document Index: 4686861

Matched Legal Cases: ['art. 54', 'art. 14', 'art. 54', 'art. 54', 'art. 32', 'art. 54', 'art. 178', 'art. 178', 'art.\n249', 'art. 258', 'art. 263', 'art. 263', 'art. 263', 'art. 263', 'art. 249', 'art. 258', 'art. 263', 'art. 263', 'art. 263', 'art. 263', 'art. 263', 'art. 263', 'art. 263', 'art. 263', 'art. 263', 'art. 222', 'art. 263', 'art. 263', 'art. 263', 'art. 263', 'Art. 263', 'art. 263', 'art. 263', 'art.\n253', 'art. 204']

dwumiesięcznik szczecińskich środowisk prawniczych
Licytacja zakończona,
04 • Tadeusz Julian Haczkiewicz - pożegnanie
Ryszard Iwankiewicz, sędzia Sądu Apelacyjnego
w Szczecinie oraz Grzegorz Szacoń, In Gremio
05 • L
icytacja zakończona, czas na właściwą rozgrywkę
Piotr Dobrołowicz, In Gremio
05 • Wyborcze Zgromadzenie Delegatów Okręgowej
Izby Radców Prawnych w Szczecinie
Paweł Szcześniewski, radca prawny
06 • Wyborcze Zgromadzenie Szczecińskiej Izby Adwokackiej 2010 r.
07 • Myślę, że w bliskim czasie nie dojdzie
do połączenia samorządów
adwokat Andrzej Michałowski, pełniący obowiązki Prezesa
Naczelnej Rady Adwokackiej odpowiada na pytania In Gremio
08 • Proporcjonalność gwarantuje równość
dr hab. Katarzyna Bilewska, adwokat w Warszawie
10 • Samorząd komorniczy z przerażeniem obserwuje
działania ustawodawcy
Redaktor Naczelny: adw. Piotr Dobrołowicz
Redaguje: adw. Piotr Dobrołowicz
z sędzią Grzegorzem Szaconiem oraz z zespołem
komornik Jan Woźniak, przewodniczący Izby Komorniczej
w Szczecinie odpowiada na pytania In Gremio
12 • To smutne, ale zanik etyki zawodowej jest zauważalny
z adwokatem Michałem Domagałą, członkiem adwokackiego
Wyższego Sądu Dyscyplinarnego rozmawia Piotr Dobrołowicz
14 • Spontaniczna siostra Iustitii
Grzegorz Szacoń, Sędzia Sądu Rejonowego w Łobzie
14 • Wyciąg z uchwały Zarządu Oddziału w Warszawie
SSP „Iustitia” z dnia 6 kwietnia 2010 r.
16 • „Kapitał żelazny”
z wiceprezesem do spraw finansowych SSP Iustitia
Jolantą Korwin-Piotrowską rozmawia Grzegorz Szacoń
17 • F
orum www.sedziowie.net - dyskusja na temat polityki
Wątki dyskusji wybrała Edyta Bronowicka – Sędzia Sądu Rejonowego
Poznań Stare Miasto w Poznaniu
18 • Wielka sława to... nie żart
Prezes Rady Izby Notarialnej w Szczecinie
Przewodniczący Izby Komorniczej w Szczecinie
tel. 091 814 25 00
Marian Szabo, sędzia Sądu Okręgowego w Szczecinie
22 • (Nad)zwyczajne przedłużenie tymczasowego aresztowania
Łukasz Łowkiet, aplikant adwokacki Szczecińskiej Izby Adwokackiej
24 • A lkohol. Szczecin. Kurator.
Aleksander Cywiński, kurator sądowy
27 •Sprawozdanie z działalności Oddziału ZPP w Szczecinie
Radosław Bielecki, prezes Zarządu Oddziału ZPP w Szczecinie
28 • Nowe władze Zrzeszenia Prawników Polskich w Szczecinie
Ryszard Różycki, Wiceprezes Zarządu Oddziału ZPP w Szczecinie
28 • Nie każdy pociąg jedzie do Hollywood
30 • I V Turniej O Puchar Zrzeszenia Prawników Polskich
rzysztof Kapelczak, Zrzeszenie Prawników Polskich w Szczecinie
32 • Jubileusz szczecińskich katolików
34 • Święty Iwo Helory znów pod Wawelem
Maciej Krzyżanowski, adwokat Szczecińskiej Izby Adwokackiej
34 • Zachodniopomorskie świadectwa kultury prawnej –
testament burmistrza Erasmusa Pauli
35 • Dni Morza 2010: “Trzydniowa naWałnica” w Szczecinie
(11-13.06.2010)
zdjęcie na okładce - Paweł Marycz
Tadeusz Julian Haczkiewicz (1949-2010)
„Śmierć jest bramą do dalszego świata”
W dniu 28 maja 2010 r. zmarł sędzia Sądu Apelacyjnego w Szczecinie Tadeusz Julian Haczkiewicz.
Te proste słowa, jak i każde inne, nie są w stanie oddać uczuć, jakie towarzyszyły każdemu z nas w chwili dowiedzenia się o tym strasznym wydarzeniu. Jeszcze nie tak dawno przecież przewodniczył uroczystościom obchodów pięciolecia utworzenia Sądu Apelacyjnego w Szczecinie, na którym reprezentowane
były wszystkie środowiska prawnicze apelacji szczecińskiej i nikt wówczas nie przypuszczał, że jest to
nasze ostatnie spotkanie z Jego udziałem. Później
szerokie grono prawników zebrało się już przy Jego
trumnie, aby oddać Mu cześć oraz wyrazić wdzięczność i podziękowanie zarówno za ponad pięcioletni
trud kierowania apelacją szczecińską, jak i przeszło
trzydziestoletni okres pełnienia służby sędziowskiej
w sądach powszechnych wszystkich szczebli.
Ponad trzydzieści lat pełnienia urzędu sędziego to
szmat czasu i niezależnie od tego, czy były to trudne
lata 70-te i 80-te, czy czas III Rzeczpospolitej, swoją postawą Tadeusz Julian Haczkiewicz zawsze dawał świadectwo należytego wykonywania obowiązków sędziego. Jego praca to nie tylko stojące na wysokim poziomie
orzecznictwo, ale również owocna działalność dydaktyczna, w ramach której uczestniczył w wychowywaniu wielu pokoleń prawników. Ukoronowaniem Jego
kariery sędziowskiej było powierzenie Mu funkcji prezesa powstałego w dniu 1 stycznia 2005 r. Sądu Apelacyjnego w Szczecinie i z zadania tego wywiązał się
w doskonały sposób, integrując środowisko sędziow-
Tadeusz Julian Haczkiewicz – in memoriam
Kiedy niedawno rozmawialiśmy na spotkaniu członków Rady Programowej „In Gremio” i opisywaliśmy
projekty na kolejny rok działania pisma, Prezes Tadeusz Julian Haczkiewicz - jak zawsze z humorem i wypróbowaną swadą - wiódł prym w dyskusji.
Tak trudno było przyjąć ten arbitralny wyrok losu.
Z tak ogromną niewiarygodnością łączyła się dla nas
ta wiadomość…
Przechodzą przez myśl ostatnie zdarzenia. Pożegnanie, które Pan Prezes celebrował dla jednej z najdłużej
pracujących w naszym okręgu najbliższych współpracowniczek. Pożegnanie, którego motto sam wybrał –
które dziś brzmi, jak nadzwyczajnie ziszczone memento. Słowa: iucundi acti labores – o szczęściu zakończonego trudu, wypowiadał dostojnie, z rozumieniem ich
wagi, jakie może mieć tylko ktoś, kto sam dokonał dzieła okupionego szczególnym wysiłkiem.
skie wywodzące się z różnych okręgów sądowych, doprowadzając do zapewnienia temu Sądowi odpowiedniej pozycji na mapie sądów polskich, promując go na
arenie międzynarodowej, a także wspomagając rozwój
pozostałych sądów apelacji szczecińskiej. Niestety nie
dane Mu było zakończyć 6-letniej kadencji prezesa, tak
jak nie dane Mu było na dobre rozpocząć pracy w Krajowej Radzie Sądownictwa, której członkiem został wybrany w marcu tego roku.
Jego śmierć to wielka strata dla sądownictwa polskiego. Pozostaje jednak po Nim wielkie dzieło - apelacja szczecińska, która pod Jego kierownictwem okrzepła i jest świadectwem tego, że nie zmarnował talentów, którymi zostałeś obdarzony.
Wspominam ostatnie spotkania z Nim. Pomimo
ciężkiej choroby, do końca zachował optymizm, przejawiał troskę o Sąd i tak, jak godnie żył, tak godnie zmagał się z tą straszną i jak się okazało, śmiertelną chorobą. Odszedł, lecz pozostanie w naszej pamięci i sercach. Dziękujemy Mu za to, że był z nami, dziękujemy,
że był dla nas.
Żegnamy Cię słowami, który jeszcze tak niedawno, bo
podczas obchodów pięciolecia istnienia Sądu Apelacyjnego w Szczecinie, przywoływałeś i które były Ci tak bliskie:
Trzeba choć jeden raz przejść
Po trawie boso, ze strumienia
wodę pić ...
Trzeba choć jeden raz spotkać
W drodze Mistrza ...
Kto nie poznał tej radości
Nie wie, co to znaczy żyć!
Krótko potem, podsumowując pięć lat istnienia Sądu
Apelacyjnego w Szczecinie, w rozmowie towarzyszącej wywiadowi dla „In Gremio”, opowiadał o dokonaniach sędziów i pracowników Sądu, o swojej pracy sędziego i zwierzchnika tej instytucji. I w jakiś naturalny
sposób splątało się to z wątkiem o ulubionym żeglowaniu, o ciężkiej pracy na pokładzie jachtu, o żeglarskim
zwyczaju wychwalania każdego powrotu do portu, każdego szczęśliwego ocalenia po trudnym rejsie.
Na uroczystym międzynarodowym spotkaniu sędziów w Międzyzdrojach Prezes Tadeusz Julian Haczkiewicz zaskoczył wszystkich toastem, w którym obchodzący jubileusz Sąd porównał słowami popularnej,
młodzieżowej piosenki do ukochanej, bliskiej osoby…
Panie Prezesie! Widzimy Pana stojącego na nabrzeżu tej
ostatniej, najlepszej Przystani. Choć utrudzonego, to szczęśliwego ze spełnienia zamierzeń i dokonanego dzieła.
czas na właściwą rozgrywkę
Wybory w samorządach adwokackim i radcowskim
za nami. Kuluarowe spekulacje na temat osób rzekomo przymierzających się do kandydowania na stanowiska dziekanów zweryfikowała rzeczywistość. Zarówno podczas wyborczego zgromadzenia radców prawnych, jak i adwokatów, kandydaci na dziekanów nie
mieli przeciwników.
W dniu 19 czerwca 2010 roku Zgromadzenie Delegatów Okręgowej Izby Radców Prawnych w Szczecinie
szybko dokonało wyboru. Bezkonkurencyjna – i to dosłownie – okazała się radca prawny Kinga PrzybylskaCharif. Zgromadzenie Szczecińskiej Izby Adwokackiej
odbyło się tydzień wcześniej. Pierwszym, i jak się ostatecznie okazało jedynym kandydatem do sprawowania
funkcji dziekana był adwokat Marek Mikołajczyk. Adwokaci nie mieli wątpliwości co do walorów tej kandydatury i przytłaczającą większością dali temu wyraz w
Przy wyborze dziekanów w obydwu samorządach
nie było więc spodziewanych emocji, a licytacja na programy wyborcze okazała się jednostronna i krótka - po
zgłoszonym wejściu do gry pierwszego kandydata, natychmiast wygasła. Pas, pas, pas.
Świetne wyniki wyborów dają nowym dziekanom
potężny mandat do wprowadzania swoich pomysłów
na funkcjonowanie samorządów w okresie ich kadencji.
Redakcja In Gremio śpieszy z gratulacjami, życząc obojgu wybranym spełnienia wyborczych zobowiązań. Teraz
czas na dobrą, przynajmniej trzyletnią rozgrywkę!
Bez zmian nie obeszło się także w Sądzie Apelacyjnym, choć przyczyna ich tkwi w zupełnie innym, bo bardzo smutnym fakcie. Niedawno pożegnaliśmy, stanowczo przedwcześnie, dotychczasowego Prezesa Sądu
Apelacyjnego w Szczecinie Tadeusza Juliana Haczkiewicza (piszemy o tym szerzej na stronie 4). Tak jak życie nie znosi próżni, tak sąd cierpi, gdy brakuje prezesa. Z dniem 23 czerwca 2010 r. Minister Sprawiedliwości Krzysztof Kwiatkowski powołał Sędziego Sądu Apelacyjnego w Szczecinie Ryszarda Iwankiewicza do pełnienia funkcji Prezesa Sądu Apelacyjnego w Szczecinie, na okres sześciu lat. Gratulujemy nowemu Prezesowi, życząc, by sprawowanie obowiązków przebiegało
sprawnie i bezkonfliktowo, z korzyścią dla wszystkich
zawodów prawniczych w Szczecinie.
Przyjęty, wieloletni już zwyczaj w naszym wydawnictwie stanowi, iż w Radzie Programowej In Gremio
zasiadają najwyżsi rangą przedstawiciele poszczególnych zawodów prawniczych. Miejsca nowym dziekanom ustąpili dotychczasowi przywódcy dwóch korporacji prawniczych. Radcy prawnemu Marianowi Falco i
adwokatowi Andrzejowi Gozdkowi serdecznie dziękujemy za osobisty wkład w rozwój i utrzymanie na rynku wydawniczym In Gremio. Takiego samego zaangażowania w prace Rady Programowej będziemy teraz
oczekiwać od nowo wybranych, których w tym gronie
witamy z otwartymi ramionami.
Delegatów Okręgowej
W dniu 19 czerwca 2010 roku w sali Urzędu Morskiego w Szczecinie odbyło się Wyborcze Zgromadzenie Delegatów Okręgowej Izby Radców Prawnych w
Przy wysokiej frekwencji, stawiło się mianowicie
86 spośród 92 Delegatów, dokonano wyboru członków organów Izby na VIII kadencję.
Dziekanem Okręgowej Izby Radców Prawnych
w Szczecinie została wybrana radca prawny Kinga
Przybylska-Charif.
Do Rady OIRP w Szczecinie wybrani zostali następujący radcowie prawni: Jarosław Jerzykowski (Wicedziekan), Tomasz Całusiński (Wicedziekan), Jolanta Góra (Sekretarz), Piotr Sydor (Skarbnik), Żaneta Chustecka (Kierownik Szkolenia Aplikantów, Członek Prezydium), Przemysław Mijal (Kierownik Szkolenia Zawodowego, Członek Prezydium), a także: Cezary Cieślik, Elżbieta Dąbrowska, Marcin Filipowicz,
Agnieszka Jarosz-Walas, Andrzej Lubiniecki, Rafał
Malujda, Stefan Mazurkiewicz, Marek Stawarczyk
oraz Paweł Szcześniewski.
Rzecznikiem Dyscyplinarnym OIRP w Szczecinie
została wybrana radca prawny Ewa Kuncer-Misztal,
Zastępcami Rzecznika natomiast radcowie prawni:
Błażej Baumgart, Grzegorz Krajewski, Tomasz Parus,
Maciej Puchała.
Sędziami Sądu Dyscyplinarnego zostali radcowie
prawni: Alicja Kujawa (Przewodniczący Sądu), Eliza
Nahajowska (Wiceprzewodniczący Sądu), Aleksandra Czarkowska, Piotr Kodymow, Maciej Konwisarz,
Izabela Kozłowska, Ewa Krzysztoporska, Agnieszka
Matwiejczuk, Andrzej Oryl, Jerzy Rawski, Patrycja
Szalkiewicz oraz Joanna Wieromiejczyk.
W skład Komisji Rewizyjnej wybrani zostali radcowie prawni: Bolesław Stachura (Przewodniczący Komisji), Małgorzata Biernacka i Monika Meisner.
Samorząd adwokacki wybrał (kadencja 2010-2013)
Skład Okręgowej Rady Adwokackiej:
Członkowie ORA:
Wiesław Fafuła – wicedziekan, kierownik referatu osobowego, Waldemar Juszczak – rzecznik dyscyplinarny,
Mirosław Łopatto – skarbnik, Piotr Dobrołowicz – sekretarz, Marek Baranowicz – zastępca sekretarza, Jacek Motyka – kierownik referatu skarg i wniosków, Tomasz Falco – przewodniczący zespołu wizytatorów,
Marcjusz Szczepański – przewodniczący komisji doskonalenia zawodowego i szkolenia aplikantów adwokackich, Monika Kowalczyk – zastępca przewodniczącego komisji doskonalenia zawodowego i szkolenia aplikantów adwokackich, Igor Frydrykiewicz – przewodniczący komisji socjalnej ds. kultury i sportu.
Marta Adamek – Donhoffner , Agnieszka Aleksandruk
– Dutkiewicz, Joanna Budnowska, Bogusława Kaczmarek, Marcin Kładny, Marek Kotfis, Anna Krzyżankiewicz – Nowitzki, Joanna Lange – Gutarowicz,
Ilona Lewandowska, Hanna Łyczywek – Falkowska,
Andrzej Nadgrodkiewicz, Michał Stankiewicz, Zbigniew Śmigielski, Mariusz Weissgerber, Krystyna Winkler – Marecka, Patryk Zbroja.
Grażyna Bruzdewicz, Krystyna Matjanowska, Lucyna
Matysiewicz, Grzegorz Wołek
Delegaci Szczecińskiej Izby Adwokackiej
na Krajowy Zjazd Adwokatury:
Dariusz Jan Babski, Marek Baranowicz, Michał Domagała, Andrzej Gozdek, Włodzimierz Łyczywek, Bartłomiej Sochański
Wyborcze Zgromadzenie Szczecińskiej Izby Adwokackiej 2010 r.
W dniu 12 czerwca 2010 r. odbyło się wyborcze Zgromadzenie Szczecińskiej Izby Adwokackiej. Nowym
dziekanem wybrany został adw. Marek Mikołajczyk,
który już w przeszłości dwukrotnie pełnił tę funkcję
(w latach 1998-2004). Warto wspomnieć, iż w wyborach
na dziekana nie miał kontrkandydata.
Pod wieloma względami tegoroczne zgromadzenie
było wyjątkowe.
Po raz pierwszy odbywało się w Teatrze Polskim.
Po drugie, stan liczbowy szczecińskiej adwokatury
to już ponad 220 osób czynnie wykonujących zawód.
Szybki przyrost liczby adwokatów to efekt ustawowego
otwarcia adwokatury, do której najszybsza droga bynajmniej nie wiedzie już przez aplikację adwokacką. Lawinowo rośnie liczba aplikantów. Anonimowość, poluźnienie więzi między członkami szczecińskiej Izby to już
nie odległa przyszłość, to już odczuwalny fakt. Tendencje te niewątpliwie utrzymają się w najbliższej przyszłości. Z uwagi na dużą liczbę aplikantów należy spodziewać się podwojenia liczebności Izby w okresie 3-4 lat.
Po trzecie, liczenie głosów odbywało się elektronicznie. Egzamin nowej procedury wypadł pozytywnie
– oddanie głosu było banalnie proste, wyniki zaś uzyskiwano chwilę później. To oznacza, iż nieodwołalnie
do lamusa przeszło czasochłonne podliczanie oddawanych na kartkach głosów.
Co warto odnotować, pomimo ponad 200-osobowej
liczebności Izby, były problemy ze znalezieniem kandydatów do poszczególnych organów Izby. Zdarzało się,
że osoby zgłaszane na kandydatów odmawiały. Z tego
można wnosić, że praca w samorządzie adwokackim
nie należy do atrakcyjnych zajęć jej członków. „Advocare”, jak przypomniał jeden z prelegentów, znaczy „wzywać na pomoc”. Prezydium Zgromadzenia, chcąc wypełnić swoje obowiązki, czynić musiało wielokrotnie
użytek z tego słowa, kierując apele o kandydowanie nawet do konkretnych osób. Koniec końców, kandydatów
znaleziono, wybory przeprowadzono (wyniki obok).
Ciekawy i zajmujący uwagę zgromadzonych okazał
się natomiast temat przyszłości ośrodka w Niechorzu,
i to w sytuacji, gdy już na samym początku zgromadzenia członkowie Izby w głosowaniu postanowili wyłączyć z porządku obrad dyskusję i podejmowanie jakichkolwiek decyzji w tej kwestii. Kolejne pomysły na zagospodarowanie nadmorskiej własności Izby podgrzewają atmosferę. W skrócie, poważnych opcji jest przynajmniej kilka, a każda ma swoje uzasadnienie. Ostatecznie nowa Okręgowa Rada Adwokacka dostała od Zgromadzenia rok na przedstawienie szczegółowej koncepcji dalszych losów, będącego w chwili obecnej niemal
ruiną, ośrodka w Niechorzu.
adwokat Andrzej Michałowski,
pełniący obowiązki Prezesa Naczelnej Rady Adwokackiej
odpowiada na pytania In Gremio
Myślę, że w bliskim czasie
nie dojdzie do połączenia
In Gremio: Czy Prezydium Naczelnej Rady Adwokackiej otrząsnęło się po tragicznej śmierci prezes
NRA, pani mecenas Joanny Agackiej–Indeckiej? Co
w chwili obecnej, w zasadzie tuż przed kolejnym
wyborczym Krajowym Zjazdem Adwokatury jest
najistotniejsze w pracach NRA?
Andrzej Michałowski: Katastrofa z 10 kwietnia 2010
r. pozostawiła ślad, który zostanie w nas na zawsze.
Jednak od samego początku, od pierwszej informacji o katastrofie, członkowie Prezydium NRA i pracownicy biura rady wykonywali swoje zadania, te
wynikające z nadzwyczajnej sytuacji i te bieżące.
Obecnie koncentrujemy się na rozmowach z Ministrem Sprawiedliwości, starając się wykonać uchwały marcowego Nadzwyczajnego Zjazdu Adwokatury.
W najbliższych miesiącach, jeszcze przed Zjazdem,
kluczowe będzie uzgodnienie z Ministrem satysfakcjonującej reformy systemu pomocy prawnej, w tym
zwiększenia korzystania przez obywateli z oferty adwokatów, rozróżnienia szerokich uprawnień adwokatów od drobnej pomocy prawników niekwalifikowanych oraz zasad nowego Prawa o adwokaturze.
I.G.: Jaki jest Pana stosunek do kwestii połączenia
zawodów adwokata i radcy prawnego? Jakie czynności podejmowane są obecnie w tym temacie przez
A.M.: Najciekawszym intelektualnie argumentem w
tej sprawie jest teza, że to ostatnia szansa na zachowanie adwokatury jako ważnej instytucji publicznej i że zachowanie odrębnej tradycyjnej tożsamości
sprowadzi adwokatów na margines, bo z przestrzeni
publicznej, zdominowanej przez silne organizacje,
zniknie adwokatura, a zostaną adwokaci jako usługodawcy zrzeszeni w wyizolowanym cechu. Najważniejszym argumentem przeciw połączeniu są poglądy większości środowiska adwokackiego i uchwały organów adwokatury. Od dnia, w którym powierzono mi odpowiedzialność za przyszłość, w sprawie
odrębności zawodu, w rozmowach z Ministrem Sprawiedliwości i KRRP kieruję się tylko uchwałami organów adwokatury. Osobiście zajmuje mnie przede
wszystkim umożliwianie adwokatom właściwego
wykonywania zawodu, przekonanie obywateli do
szerszego wyprzedzającego korzystania z naszej pomocy, a nie organizacyjne opakowania. Przy okazji
dyskusji, której dotyczy pytanie, zwracam też uwagę
na zapewnienie wolności wypowiedzi. Każdy adwokat ma równe prawo do przedstawienia swoich poglądów i również każdy adwokat powinien uczciwie
rozważać argumenty innych. Inteligencki etos zobowiązuje. Niestety nie wszystkich, bo w sprawach relacji z radcami prawnymi pęta nas histeria. Myślę,
że nie dojdzie w bliskim czasie do organizacyjnego
połączenia samorządów. W przyszłości zadecydują
o tym klienci, którzy swoimi zleceniami wskażą jak
adwokaci powinni być zorganizowani.
I.G.: Czy dostrzega Pan potrzebę dostosowania liczby izb adwokackich do podziału administracyjnego
kraju, w szczególności do okręgów sądów apelacyjnych?
A.M.: Znaczenie ma tylko to, czy izby wypełniają swoje zadania, czy właściwie służą adwokatom i
odpowiednio nadzorują wykonywanie interesu publicznego. Granice i liczba izb, ich powiązanie z podziałem sądowym lub administracyjnym, są wtórne
wobec funkcji, jaką izby mają pełnić. Jeżeli adwokaci nie będą należycie wspomagani przez organy swoich izb, będą wymuszali zmiany. Wówczas pojawi się
wybór pomiędzy dwoma rozwiązaniami: albo pozostawić uprawnienia w izbach i wówczas zmieniać
ich strukturę albo przenieść większość uprawnień,
na przykład prowadzenie list adwokatów w systemie
informatycznym, na poziom ogólnopolski. Stoimy
właśnie na progu tego wyzwania, bo wymiar sprawiedliwości szybko się informatyzuje. NRA już działa w taki sposób ale w niektórych izbach pojawiają
się problemy z odnalezieniem się w takim modelu. Jeżeli zatem struktura lub liczba izb miałaby się zmienić, to nie dlatego, że tak ktoś sobie wymyśli, ale ponieważ miejscowi adwokaci to wymuszą. Na razie
jednak, jak wynika z badań, to adwokaci z mniejszych izb są bardziej zadowoleni z działania organów izb niż ci z większych.
| dr hab. Katarzyna Bilewska, adwokat w Warszawie
I.G.: Czym spowodowana była zmiana parytetu
wyboru delegatów na KZA z poszczególnych izb
z 1:25 na 1:35? Pojawiają się głosy, że chodziło o
zmniejszenie siły głosu Warszawskiej Izby Adwokackiej. Czy zasadnie?
A.M.: Nie wszyscy zapewne uwierzą, bo są ludzie, którzy nigdy nie wierzą w przypadek, ale
jedyną przesłanką zmiany współczynnika z
1:25 na 1:35 była chęć utrzymania ogólnej liczby delegatów na dotychczasowym poziomie około 300-350 osób. Aby nie utracić szansy na sensowne obrady Zjazdu. Po zaskarżeniu uchwały przez Ministra Sprawiedliwości otrzymałem
wiele wyliczeń, z których wynika, że niezależnie od współczynnika izba warszawska wybiera zawsze około 20-25 % delegatów. To oznacza,
że zmiana parytetu nie może mieć decydującego wpływu na wyniki głosowania na Zjeździe.
Zupełnie odrębną natomiast kwestią jest to, dlaczego zgłaszane od dawna wystąpienia znaczących warszawskich adwokatów w sprawie siły
oddziaływania izby warszawskiej na sprawy adwokatury nie znalazły zrozumienia wewnątrz
samorządu, co w efekcie może doprowadzić do
kompromitacji i do uznania, że przynależność
do samorządu nie powinna być obligatoryjna.
I.G.: W ostatnim roku pojawił się problem ze
znalezieniem patronów dla nowych aplikantów. Wydaje się, że w tym roku aplikanci z nowego naboru mogą mieć jeszcze większe trudności. Czy obecny system patronacki wytrzyma
nowy napływ aplikantów, czy potrzebne będą
zmiany w systemie szkolenia? A.M.: Relacji mistrz – uczeń nie da się przecenić. Patronat to istota aplikacji adwokackiej. Należy zrobić wszystko, aby utrzymać filozofię patronatu i spróbować technicznie dopasować ją
do liczby aplikantów. Od dawna proponuję skoncentrowanie zajęć z aplikantami w grupach prowadzonych przez adwokatów prowadzących autorskie programy praktycznych zajęć seminaryjnych, na przykład przez rok albo nawet całą
aplikację. Może takie rozwiązanie pozwoliłoby
uratować patronat ? Na pewno natomiast uratuje samą aplikację przed zagładą, która nadejdzie,
jeżeli nadal będziemy sprowadzali szkolenie do
powielania uniwersyteckich wykładów, tylko w
gorszym wydaniu.
[Opracowanie: Piotr Dobrołowicz]
Ustalenie tzw. parytetu delegatów na Krajowy
Zjazd Adwokatury (dalej „KZA”), czyli ich liczby przypadającej z poszczególnych izb adwokackich, powinno nastąpić przy zachowaniu dwóch ustawowych zasad: proporcjonalności oraz minimalnej reprezentacji każdej z izb. Odstąpienie od proporcjonalności, jak
to uczyniła Naczelna Rada Adwokacka w Uchwale nr
59/2009 ustalającej ten parytet (dalej „Uchwała”) stanowi naruszenie konstytucyjnej zasady równości adwokatów.
W Uchwale Naczelna Rada Adwokacka (dalej
„NRA”), powołując się na art. 54 ust. 1 Ustawy Prawo
o adwokaturze (dalej „Ustawa”) ustaliła parytet osobowy delegatów na Krajowy Zjazd Adwokatury w roku
2010 w wysokości 1 delegat na 35 adwokatów, wpisanych na listę adwokatów. Uchwała nie zawiera jakiegokolwiek uzasadnienia, nie wskazuje dlaczego i według
jakich kryteriów przyjęto taki, a nie inny parytet. Została ona zaskarżona w dniu 31 maja 2010 r. przez Ministra Sprawiedliwości do Sądu Najwyższego na podstawie art. 14 ust. 1 Ustawy.
Warto się więc zastanowić, jakie są podstawy prawne do dokonywanych przez NRA ustaleń liczbowych
i co one oznaczają dla poszczególnych izb adwokackich i adwokatów mających siedzibę zawodową w tych
izbach.
250% różnicy
Izby adwokackie w Polsce mają różną liczebność i posiadają od 107 członków (jak w przypadku izby radomskiej), do 4250 członków (jak przypadku izby warszawskiej)1. W przypadku zastosowania parytetu 1:35 adwokatów (z wyłączeniem członków izby będących aplikantami adwokackimi) z najmniejszej izby adwokackiej w Radomiu (107 członków, w tym 78 adwokatów)
– w KZA bierze udział 6 delegatów (a jeden delegat reprezentuje 13 adwokatów). Z izby adwokackiej średniej wielkości np. w Białymstoku (360 członków, w tym
236 adwokatów)2 – w KZA bierze udział 6 delegatów
(a jeden delegat reprezentuje 39 adwokatów), a z dużej
izby adwokackiej np. w Warszawie (4250 członków, w
tym 2637 adwokatów) – w KZA bierze udział 75 delegatów (a jeden delegat reprezentuje 35 adwokatów). Nie1) Dane ze stron internetowych: www.ora.radom.pl
oraz www.ora-warszawa.com.pl Liczebność izb adwo‑
kackich ulega ciągłym zmianom; nieco inne dane
wskazuje np. Krajowy Rejestr Adwokatów. Dla rozważań dotyczących Uchwały miarodajny wydaje się stan
liczebny izb z chwili jej powzięcia.
2) Dane ze strony internetowej
http://www.adwokatura.bialystok.pl
gwarantuje równość
trudno więc dojść do wniosku, że parytet 1:35 działa
na niekorzyść adwokatów z tzw. średnich i dużych izb,
ponieważ na jednego delegata przypada w nich o ponad 250% więcej adwokatów niż w izbach mniejszych.
Innymi słowy, czynne i bierne prawo wyborcze każdego adwokata z tych izb jest ograniczone w stosunku do
tych praw w przypadku adwokatów z tzw. izb mniejszych. Ustawa nie stwarza jednak podstaw do takiej
Dwie zasady - proporcjonalności i minimalnej reprezentacji
Zgodnie z art. 54 ust. 1 Ustawy, KZA stanowią delegaci wybrani w proporcji do liczby członków izby, ustalonej przez NRA, jednakże nie mniej niż sześciu delegatów z każdej izby. Przepis ten wskazuje zatem, że liczba
delegatów powinna być ustalona przy równoczesnym
zachowaniu dwóch zasad: proporcjonalności liczby delegatów do liczby członków izby adwokackiej, oraz minimalnej liczby delegatów (6) reprezentujących każdą
z izb adwokackich. Wymóg proporcjonalności oznacza
zastosowanie tego samego parytetu do wyboru wszystkich delegatów na KZA spośród wszystkich izb adwokackich. Aby jednak zrealizować nie tylko wymóg minimalnej liczby 6 (sześciu) delegatów, ale także wymóg
proporcjonalności, parytet powinien być zatem wyznaczony na taką liczbę, że nawet w przypadku najmniejszej izby adwokackiej liczba delegatów z izby, w wyniku zastosowania parytetu (a więc liczba członków izby
podzielona przez mianownik parytetu) wynosi 6.
Tylko w przypadku ustalenia parytetu będącego
wynikiem podziału liczby członków izby adwokackiej o najmniejszej liczbie członków przez 6 spełnione
łącznie są obie zasady wymagane przez art. 54 ust. 1
Prawo o adwokaturze – zasada proporcjonalności i zasada minimalnej reprezentacji.
Najmniej liczna izba adwokacka w Polsce – radomska - ma obecnie 107 członków (adwokatów i aplikantów). Zastosowanie jednakowego parytetu do wszystkich izb adwokackich wymaga zatem podzielenia liczby 107 członków najmniejszej izby przez 6. Taka operacja matematyczna daje wynik 17. Ustalony w ten sposób parytet wynosi 1:17.
Równość czynnego i biernego prawa wyborczego adwokatów
Zgodnie z Ustawą, każdy adwokat ma równe bierne
i czynne prawa wyborcze do organów adwokatury, tzn.
każdy może w proporcji do liczby członków danej izby
wybrać tę samą liczbę delegatów i ma – w stosunku do
liczby adwokatów na jednego delegata, taką samą szansę na bycie wybranym jako delegat na KZA, niezależnie od tego w jakiej izbie adwokackiej adwokat wykonuje zawód.
Tymczasem, na podstawie Uchwały, przykładowo
adwokat z izby warszawskiej może wykonać swe czynne prawo wyborcze wyboru delegatów na Krajowy
Zjazd Adwokatury w stosunku do mniejszej liczby delegatów (75 delegatów) niż mu przypada z mocy ustawowej zasady proporcjonalnego wyboru (pozwalającej
z izby warszawskiej wybrać 250 delegatów). Jak wskazano już powyżej, w warszawskiej izbie adwokackiej, 1
delegat będzie - zgodnie z Uchwałą - reprezentował na
KZA 35 adwokatów, podczas gdy na tym samym zjeździe 1 delegat z radomskiej izby adwokackiej będzie reprezentował jedynie interesy 13 adwokatów.
Jeżeli chodzi o bierne prawo wyborcze, Uchwała ogranicza natomiast możliwość adwokatów z tzw.
średnich i dużych izb do bycia wybranym jako delegat na KZA, ponieważ ogranicza pulę miejsc (liczbę delegatów), w odniesieniu do której może być dokonany wybór w stosunku do liczby delegatów wynikającej z zastosowania ustawowej zasady proporcjonalności. Uchwała nie zapewnia zatem realizacji ustawowej i
konstytucyjnej zasady równości adwokatów w zakresie
biernego prawa wyborczego i proporcjonalnych wyborów do organu samorządu zawodowego, wynikającej w
z art. 32 ust. 1 i 2 Konstytucji RP.
Ustawa nie stwarza dowolności w ustalaniu parytetu
Przewidziane w art. 54 ust. 1 Ustawy zasady proporcjonalności i minimalnej reprezentacji są zachowane jedynie przy parytecie obliczonym przez podzielenie liczby
członków najmniejszej izby adwokackiej przez przewidzianą w Ustawie minimalną liczbę 6 delegatów, umożliwiając zastosowanie tego samego parytetu do każdej
z izb. Skoro obydwie zasady przewidziane w ustawie
spełnia tylko parytet wyliczony w opisany wyżej sposób - 1:17, Naczelna Rada Adwokacka nie dysponuje
przy ustalaniu parytetu dowolnością - nie powinna go
więc ustalać dowolnie na inną liczbę niż konieczna do
realizacji obydwóch ustawowych zasad. NRA podejmując Uchwałę wyszła zatem poza upoważnienie ustawowe do obliczenia parytetu w oparciu o liczbę członków
najmniejszej izby adwokackiej i ustaliła parytet w sposób odmienny niż przewiduje Ustawa – bez zachowania zasady proporcjonalności. [ ]
Autorka jest pełnomocnikiem jednego z warszawskich adwokatów w postępowaniu zmierzającym do
Samorząd komorniczy z przerażeniem
obserwuje działania ustawodawcy
In Gremio: Samorząd komorniczy wybrał swoje nowe
władze krajowe. Prezesem Krajowej Rady Komorniczej został pan Jarosław Świeczkowski. Czego szczecińscy komornicy oczekują po nowych władzach samorządu?
Jan Woźniak: Rzeczywiście, w ostatnim czasie odbyły się
w naszym samorządzie wybory. W I-szym kwartale tego
roku walne zgromadzenia izb komorniczych wybrały po
dwóch swoich przedstawicieli do Krajowej Rady Komorniczej. Szczecińską Izbą Komorniczą w KRK reprezentują komornicy Artur Masojć z Kamienia Pomorskiego i
Marek Winnicki z Koszalina. 18 maja odbył się VIII Krajowy Zjazd Komorników na którym dokonano wyboru
nowego Prezesa KRK w osobie dr. Jarosława Świeczkowskiego, Komornika Sądowego przy Sądzie Rejonowym w
Wejherowie. Zmiany personalne, jakie zaszły po wyborach do władz naszego samorządu, zapewne wynikły z
niezadowolenia komorników z dotychczasowych dokonań. Komornicy są zaniepokojeni ciągłymi nowelizacjami ustawy o komornikach sądowych i egzekucji zmierzającymi w kierunku obniżenia opłat egzekucyjnych, a
nie poprawy skuteczności egzekucji. Dlatego komornicy oczekują zdecydowanych działań naszych władz samorządowych, zmierzających do wprowadzenia reformy systemu opłat egzekucyjnych, a także nowej ustawy,
której projekt mamy przygotowany. Zjazd również wypowiedział się za koniecznością zaskarżenia do Trybunału
Konstytucyjnego niektórych zapisów ostatniej nowelizacji, w tym m.in. dotyczących możliwości obniżania opłaty przez sąd na wniosek stron postępowania. Komornicy
oczekują również działań na rzecz poprawy wizerunku
I.G.: Z jakimi problemami na co dzień borykają się komornicy?
J.W.: Największym problemem nie tylko komorników,
ale i osób uczestniczących w postępowaniu egzekucyjnym to częste nowelizacje ustawy i nieprzejrzyste przepisy dotyczące sposobu pobierania i ustalania opłat egzekucyjnych. Ciągłe obniżki przez ustawodawcę opłat
z 21% w 1998 r. do 8% obecnie z możliwością jeszcze
jej obniżenia przez sąd, powoduje, że zarówno istniejące kancelarie, jaki i nowo tworzone nie mają żadnych
gwarancji bezpieczeństwa finansowego. Ustawodawca,
a nierzadko również sądy orzekające w sprawach egzekucyjnych mylą opłatę egzekucyjną z wynagrodzeniem
komornika. Z uzyskanych opłat egzekucyjnych komornik pokrywa koszty działalności egzekucyjnej, na które składają się koszty osobowe i rzeczowe związane z
prowadzeniem kancelarii. Kancelaria komornicza zorganizowana jest na wzór wydziału sądu, a godziny pracy dostosowane są do godzin urzędowania sądu. Organizacja i utrzymanie takiej kancelarii wiąże się z dużymi nakładami finansowymi, które w całości muszą po-
kryć komornicy. Dodatkowo ustawa nakłada na komornika obowiązek zatrudnienia asesora i raz na trzy lata
aplikanta. Komornik sądowy jest funkcjonariuszem publicznym, organem egzekucyjnym państwa, a więc organem władzy publicznej. Komornik działając jako organ egzekucyjny, realizuje konkretne funkcje państwa,
a państwo z tego tytułu nie ponosi żadnych kosztów, bowiem pokrywane są one z opłat egzekucyjnych.
I.G.: W szybkim tempie powstają na terenie Szczecina
i w innych miejscowościach województwa nowe kancelarie komornicze. Media uważają, że dzięki temu
możliwa będzie większa konkurencyjność w zawodzie, a wierzyciele szybciej będą odzyskiwać swoje należności. Zgadza się Pan z takim poglądem?
J.W.: Moim zdaniem zwiększenie liczby komorników w
żaden sposób nie wpłynęło na poprawę skuteczności egzekucji, a właśnie tym celem winien kierować się ustawodawca wprowadzający bezustanne zmiany w tym zakresie. Nie chciałbym być posądzony o dążenie do ograniczenia dostępu do zawodu komornika. Zadałbym jednak pytanie do środowisk innych korporacji prawniczych, reprezentujących strony postępowania egzekucyjnego, bądź w nim uczestniczącym, czy zauważyli poprawę w skuteczności egzekucji po kolejnych nowelizacjach? Zniesienie właściwości komornika przez wprowadzenie zasady, że w rewirze może działać więcej niż
jeden komornik oraz prawa wyboru przez wierzyciela
komornika na terytorium Rzeczpospolitej Polskiej doprowadziło do ogólnego chaosu w egzekucji. Nieustanne zbiegi egzekucji między komornikami powodują konieczność wstrzymania postępowania do czasu uprawomocnienia się postanowienia o przekazaniu sprawy komornikowi, który pierwszy wszczął egzekucje. Często
się zdarza, że sprawy te w końcu trafiają do właściwego
miejscowo komornika, który później wszczął egzekucję
do tego samego majątku dłużnika. Procedura taka spo-
walnia egzekucje, a argumenty ustawodawcy, że dążą
przez to do zwiększenia konkurencji i wyeliminowania
z zawodu mało skutecznych komorników nie są przekonujące. Nadzór, jaki sprawowany jest nad komornikiem
poprzez Ministra Sprawiedliwości, prezesów sądów oraz
sam samorząd jest w stanie eliminować komorników
nienależycie wykonujących swój zawód. Jak wcześniej
wspomniałem komornik jest organem władzy publicznej. Każdy organ władzy posiada swoją właściwość miejscową naruszenie tej zasady wywołuje negatywne skutki. Reasumując zwiększanie liczby komorników przy
jednoczesnym obniżaniu opłat egzekucyjnych może prowadzić do całkowitego załamania systemu finansowania
egzekucji sądowej, co w efekcie uniemożliwi komornikom sądowym wykonywanie powierzonych im funkcji.
I.G.: Komornikom nie podoba się, że sądy mogą modyfikować, a de facto obniżać ich wynagrodzenia. Jak
często z tego uprawnienia korzystają sądy?
J.W.: Nowelizacja ustawy o komornikach sądowych i egzekucji umożliwiająca obniżanie opłat przez sąd weszła
w życie z dniem 17 czerwca 2010 r. i dotyczy ona opłat
ściągniętych po tym dniu, dlatego na dzień dzisiejszy
nie ma możliwości oceny wykorzystywania tego prawa
przez strony. Można jednak przewidywać, że strony postępowania zapewne chętnie będą korzystały z tego prawa. Ustawodawca w tym zakresie nie wykazał się wyobraźnią, nie uwzględnił licznych słów krytyki dla tego
rozwiązania, wypowiadanych przez autorytety prawa i
przedstawicieli wymiaru sprawiedliwości. Chroniąc interesy dłużnika, nałożone zostały dodatkowe obowiązki na sądy egzekucyjne i komorników. Mam tu na myśli procedurę skargową określoną przepisami kodeksu postępowania cywilnego. Obawiam się, że sądy nie
są przygotowane na masowy wpływ skarg o obniżenie
opłaty. Uwzględniając fakt, że opłaty pobierane są proporcjonalnie do wyegzekwowanych kwot i przeznaczane na bieżące koszty utrzymania kancelarii, konieczność
ich zwrotu nie zapewni równowagi finansowania egzekucji. Trudno kierować się w tym przypadku nakładem
pracy komornika w danej sprawie, skoro opłaty uzyskane w sprawach skutecznych pokrywają koszty egzekucji
bezskutecznych, które stanowią około 70% ogółu wpływu spraw. Nakład pracy w tych bezskutecznych sprawach często jest dużo większy niż w tych skutecznych,
jednak ustawodawca pomija ten fakt, świadomie wykreślił z ustawy możliwość pobierania zaliczki, która funkcjonowała w egzekucji przez wiele lat, a pozwalała wynagrodzić chociaż w części nakład pracy komornika, czy
zatrudnionych w jego kancelarii pracowników.
I.G.: Problemem dla wierzycieli są długo trwające egzekucje z nieruchomości. Czy środowisko komornicze
ma pomysł na poprawę tego stanu?
J.W.: Procedura egzekucji z nieruchomości jest bardzo pracochłonna i składa się z wielu etapów. Komornik dokonuje zajęcia, opisu i oszacowania i licytacji. Sąd wydaje po-
stanowienie o udzieleniu przybicia, przysądzenia na własność, sporządza plan podziału kwoty uzyskanej ze sprzedaży nieruchomości. Na każdą z tych czynności przysługuje stronom skarga bądź zażalenie do sądu wyższej instancji. Broniący się przed egzekucją dłużnicy chętnie wykorzystują te środki prawne, co skutecznie wydłuża w czasie egzekucje. Wydaje się, że procedura ta jest już dalece
przestarzała. Obowiązywała ona jeszcze w okresie, gdy
zawód komornika nie był zawodem prawniczym. Aktualnie zawód ten wykonywany jest przez dobrze wykształconych prawników, nierzadko przez byłych sędziów oraz
członków innych korporacji prawniczych. Nie widzę przeszkód, aby egzekucje z nieruchomości w całości powierzyć komornikom chociażby na zasadach określonych w
k.p.c., dotyczących uproszczonej egzekucji z nieruchomości. Ponadto trzeba zwrócić uwagę, że potencjalnych nabywców zniechęca obowiązująca procedura do zakupu takiej nieruchomości, albowiem okres od momentu zapłaty
całej ceny nabycia do czasu fizycznego przejęcia nieruchomości, wprowadzenia nabywcy w posiadanie, w większości przypadków jest bardzo długi. Nadto prawomocne postanowienie sądu o przysądzeniu na własność nie jest tytułem np. do eksmisji osób zamieszkujących tę nieruchomość, co niewątpliwie stanowi przeszkodę w sprzedaży
tego typu nieruchomości w drodze egzekucji.
I.G.: Co jeszcze utrudnia komornikom codzienną pracę?
J.W.: Podejmowane od kilku lat w stosunku do komorników sądowych działania medialne i polityczne, konsekwentnie budują atmosferę głębokiej nieufności i podejrzliwości wobec przedstawicieli tego zawodu. W ich ramach komornicy sądowi prezentowani są w niekorzystnym świetle, a niejednokrotnie przypisywana jest im wina
za pogłębianie się problemów społecznych, takich jak np.
zadłużenie w służbie zdrowia. Kampania taka zwykle nasila się w trakcie prac nad kolejnymi nowelizacjami ustawy o komornikach sądowych i egzekucji. Czemu ma służyć taka kampania? Zapewne nie poprawie sprawności i
skuteczności egzekucji. Samorząd komorniczy z przerażeniem obserwuje działania ustawodawcy, który wyraźnie zapomina o istnieniu wierzyciela, a jedynym rozwiązaniem problemu egzekucji jest obniżenie opłat egzekucyjnych. Dlatego jesteśmy głęboko zaniepokojeni podejmowanymi przez ustawodawcę i klasę polityczną działaniami, których efektem może być załamanie systemu egzekucji sądowej. Bezpieczeństwo prawne obywateli jest
naczelną zasadą demokratycznego państwa prawa. Jest
ono budowane nie tylko przez poprawę funkcjonowania
sądownictwa wydającego wyroki, lecz również przez poprawę funkcjonowania egzekucji sądowej. Rezultat taki
może zostać osiągnięty jednak jedynie dzięki zdecydowanemu wsparciu ze strony władzy ustawodawczej, wykonawczej i sądowniczej dla działalności egzekucyjnej komorników sądowych. Doskonale zdajemy sobie sprawę,
że niemożliwość wyegzekwowania prawomocnego wyroku obniża autorytet nie tylko sądu, ale i państwa.
To smutne, ale zanik etyki
zawodowej jest zauważalny
– z adwokatem Michałem Domagałą, członkiem adwokackiego
Piotr Dobrołowicz, In Gremio: Jaka jest
dzisiejsza adwokatura? W jakiej jest kondycji - dobrej czy złej?
Michał Domagała: Patrząc z perspektywy
czasu, obecna adwokatura jest diametralnie różna od tej, do której wstępowałem w
P.D.: Różna, czyli jaka?
M.D.: Trudno określić, czy lepsza czy gorsza. Na pewno inna. Przede wszystkim
odnoszę wrażenie, że nasze środowisko
jest już zdezintegrowane, a wręcz zatomizowane. W zasadzie spotykamy się jedynie raz do roku na zgromadzeniach Izby.
Można różnie mówić o dawnych zespołach adwokackich, ale one stanowiły przynajmniej namiastkę jakiejś integracji zawodowej. Dzisiaj tego już nie ma.
P.D.: Stawia pan zarzut osobom, które są
obecnie w adwokaturze? A może to po
prostu przejaw naszych czasów, nieunikniony skutek otwarcia adwokatury?
M.D.: Nie traktuję tego jako zarzut. Ma
pan rację, jest to signum temporis. Czasy
się zmieniły, sposób pracy adwokata i jego
otoczenie także, i to wpłynęło na stan środowiska.
P.D.: Jak się w tych nowych czasach odnajduje adwokatura? Jaki jest stan palestry?
M.D.: I dobry, i zły.
P.D.: A co jest złe?
M.D.: Mam trochę skrzywione spojrzenie
na adwokaturę, bo patrzę na nasze środowisko z perspektywy funkcji sędziego
sądu dyscyplinarnego, którą wykonuję od
wielu lat, najpierw jako sędzia szczecińskiego sądu, później prezes naszej izbowej
judykatury, a końcu jako sędzia Wyższego
Sądu Dyscyplinarnego. Znany mi doskonale zakres wykroczeń dyscyplinarnych
ukierunkowuje moją perspektywę. I niestety nie jest dobrze. Dawniej nie zdarzały
się sprawy, jakie zdarzają się obecnie. Jeżeli za dawnych czasów sprawy dyscyplinarne dotyczyły zwykle niestawiennictwa
czy niewielkich uchybień obowiązkom
zawodowym, to w chwili obecnej spotykamy się ze sprawami, które są niewyobrażalne. Pomijam, że są to sprawy karne, gdzie adwokaci są tymczasowo aresztowani. Obecnie „popularne” są sprawy o
pranie brudnych pieniędzy w gigantycznych kwotach, o korumpowanie urzędników stanu cywilnego w celu uzyskania
fałszywych aktów stanu cywilnego, które
następnie służą do odzyskiwania mienia
pożydowskiego. To bulwersuje.
P.D.: Może jednak są to sprawy jednostkowe?
M.D.: Nie, widoczna jest wyraźna tendencja. Takich poważnych spraw jest
P.D.: To świadczy o postępującym zanikaniu etyki zawodowej wśród adwokatów.
M.D.: Bez wątpienia tak. To smutne, ale
zanik etyki zawodowej jest zauważalny.
Trudno powiedzieć, z czego to się bierze.
Myślę, że na pewno wpływ ma na to fakt,
że do adwokatury trafia sporo osób, które nie przechodzą aplikacji adwokackiej.
To otwarcie zawodu, które bez wątpienia
było w jakiś sposób potrzebne, poszło w
moim przekonaniu w niewłaściwą stronę.
Obserwuję taką tendencję, że najpoważniejsze sprawy dyscyplinarne dotyczą adwokatów, którzy weszli do zawodu poza
aplikacją adwokacką. Proszę mnie źle nie
zrozumieć, nie twierdzę, że nie powinno
się wpisywać do adwokatury osób, które
spełniają pewne ustawowe warunki, ale
taka jest po prostu tendencja.
przedwojennej, gdy zamknięto listy adwokatów, bowiem było ich tylu, że dużej części nie było stać nie tylko na utrzymanie
kancelarii, ale nawet na życie.
P.D.: Ten zakaz wprowadzono w 1939
roku i obejmował on okręg byłego zaboru austriackiego. To były jednak zupełnie inne czasy. Dzisiaj nie ma szans na
to, żeby parlament zamknął wejście do
adwokatury. Takie rozwiązanie jest politycznie niewyobrażalne.
M.D.: To prawda. Myślę, że odwrotu od
tego „poszerzania”, czyli zwiększania liczby adwokatów na pewno nie ma. Może
więc dojść do sytuacji takiej, jaka jest w
Niemczech, gdzie adwokaci wykonują w
wolnym czasie - a mają go z powodu braku zleceń dużo - zawód taksówkarza, bywają nawet barmanami.
P.D.: A jakie szanse daje powiększona
liczbowo adwokatura?
M.D.: Trudno mi powiedzieć, czy to jest
szansa dla adwokatury.
P.D.: Silniejszy głos w mediach, większy
wpływ na opinię społeczną?
M.D.: Myślę, że nie.
P.D.: Większy wpływ na podejmowane
decyzje w parlamencie?
P.D.: Adwokatura w ostatnim czasie
powiększa się w ekspresowym tempie.
Czy ten przyrost liczby adwokatów to
zagrożenie dla adwokatury, czy też niesie ze sobą jakieś szanse?
M.D.: Myślę, że też nie. Takie nieograniczone zwiększanie liczby adwokatów nie przełoży się w moim przekonaniu na wzrost
naszej siły przebicia. Adwokaci, co do zasady, są w obecnych czasach bardziej zajęci sobą, zarabianiem na swoje życie. Nie interesuje ich zajmowanie się sprawami publicznymi. Tutaj ilość, w moim przekonaniu, na pewno nie przejdzie w jakość.
M.D.: Poza niekorzystnymi tendencjami
w kwestii pojmowania zasad etyki, o których wspominałem, zagrożeniem to nie
jest. Warto jednak zauważyć, iż w pewnym momencie może dojść do sytuacji,
która była przed wojną, a mianowicie do
pauperyzacji zawodu. To się w tej chwili
już daje zauważyć, zresztą dziekan naszej
Izby na ostatnim zgromadzeniu o tym mówił. Może dojść do sytuacji podobnej do
P.D.: Przy okazji nasuwa się pytanie, jak
pan ocenia ostatnie zgromadzenie Izby?
Wybory do poszczególnych organów Izby
pokazały, że brakuje chętnych do wykonywania społecznych funkcji w adwokaturze. Zdarzało się, że kandydatów dobierano wręcz na zasadzie łapanki, przewodniczący zgromadzenia palcem wskazywał na konkretną osobę. To chyba potwierdzenie zasady, że nie w ilości siła?
M.D.: Tak, to jest egzemplifikacja tego, co
mówiłem wcześniej. Każdy będzie zajmował się sobą, będzie walczył o swój byt, i
nie zawracał sobie głowy sprawami samorządu. Tak to odbieram. Byłem delegatem
na wszystkie krajowe zjazdy adwokatury,
począwszy od tego nielegalnego poznańskiego, kiedy jeszcze nie było nowej ustawy. I jeżeli na początku, jeszcze przed tym
takim gwałtownym otwarciem, adwokatura potrafiła stawiać sprawy publiczne na
pierwszym miejscu, to w miarę upływu
czasu zaczęliśmy się zajmować wyłącznie
sobą. Nasz głos w sprawach publicznych
systematycznie traci na sile, zanika.
P.D.: Podczas ostatniego zgromadzenia
emocje rozbudziła, nie pierwszy już
raz, przyszłość adwokackiego ośrodka
w Niechorzu. Swego czasu barwnie nazwał pan podejście szczecińskiego samorządu do tego ośrodka mianem „pudrowania syfa”. Jak to wygląda dzisiaj?
Co pana zdaniem należy zrobić z tym
ośrodkiem?
M.D.: Wracam do rozmowy, którą wiele lat temu przeprowadziłem z mece-
nasem Mirosławem Łopatto. On proponował to samo, co ostatnio przedstawił mecenas Ossowski. Wyzbywanie się tego ośrodka uważam za duży
błąd. Rozumiem, że w tej chwili znaczna część koleżanek i kolegów jest za
tym, żeby to sprzedać, bo o wiele bardziej atrakcyjna jest Majorka, Wyspy
Kanaryjskie, Egipt czy Tunezja, ale w
moim przekonaniu zrobienie w Niechorzu ośrodka, nie tylko wczasowego, ale także integracyjnego mogłoby
dobrze służyć naszemu środowisku.
Żałuję, że ostatnie zgromadzenie Izby
nie upoważniło rady adwokackiej do
wydatkowania 100 tysięcy złotych, tak
jak to proponował mecenas Ossowski,
na przygotowanie jakiegoś studium architektonicznego, żeby dokonać przymiarki, ile by kosztowało wybudowanie takiego ośrodka własnym sumptem. Nie ukrywam, że w moim podejściu do tego tematu jest też pewien wątek osobisty. Jestem silnie związany
z tym miejscem, jeżdżę tam co roku,
choć przyznaję, że likwidacja pola golfowego w Łukęcinie trochę osłabiła
moje zainteresowanie ośrodkiem. Tym
niemniej powtarzam: wyzbywanie się
tej nieruchomości byłoby niewybaczalnym błędem.
P.D.: Mamy w Izbie dziesiątki młodych,
nowych aplikantów. Co dzisiaj jest niezbędne w pracy adwokata, co powinien
mieć w sobie młody człowiek, który chce
zostać adwokatem? Na co powinien
M.D.: Może nie jest najwłaściwsze przypominanie moich własnych doświadczeń jako aplikanta, ale siłą rzeczy musze się do tego odnieść. W moim przekonaniu o ukształtowaniu aplikanta, o
tym, jakim on będzie adwokatem, w zasadniczej mierze decyduje patron. W tej
chwili aplikantów jest tylu, że brakuje
patronów, w związku z tym nie widzę tej
sytuacji różowo. Jeżeli młody człowiek,
który chce być adwokatem, nie nabierze pewnych nawyków od patrona, dobrych nawyków powtarzam, to myślę,
że będzie miał ogromne trudności z prawidłowym wykonywaniem zawodu. Zachęcam więc młodych aplikantów, by
szukali dobrych patronów. [ ]
Spontaniczna siostra Iustitii
Powstało nowe stowarzyszenie sędziowskie –
Najprościej byłoby zapytać: po co? Pewnie w
szczerej odpowiedzi można by usłyszeć, że z powodu „radykalizmu” forum sędziowskiego i zdominowania zarządu Iustitii przez osoby z nim
związane. A jeśli nawet tak jest, to czy nie stanowi to kierunku wynikającego z demokracji w Iustitii? Sami siebie ci „nowi” wybrali? No, nie sami
- ale nie trzeba się z tym godzić i najlepiej założyć
nowe stowarzyszenie. Droga na skróty do konfliktu środowiskowego. Dokładnie przeciwny kierunek do pomysłu forum, które nie założyło konkurencji dla Iustitii, tylko zaczęło działać w niej i
Nestorka Iustitii - Sędzia Maria Teresa Romer,
podkreślając swoje przywiązanie do Iustitii,
słusznie stwierdziła, że nie sposób krytykować
inicjatywy wynikającej z wolności stowarzyszeń.
Zgadzam się, nie sposób - to nasz przywilej. Choć
w ten sposób każda grupa inicjatywna może doprowadzić do powstania dwóch, trzech stowarzyszeń sędziów, a może jak w Rumunii: stowarzyszenia przy każdym większym sądzie. Nie wolno
krytykować za wolę pomnożenia bytów. Trudno
jednak nie być pod wrażeniem pomysłu otwarcia
stowarzyszenia sędziowskiego na chętnych nie
będących sędziami. Proponuję zatem przyjąć jakąś bardziej wyrazistą w przedstawianiu swych
poglądów grupę (co może być atutem w wielu negocjacjach).
No i jeszcze cel działań nowego stowarzyszenia:
ograniczenie kognicji sądów. Dobrze, że nowe
stowarzyszenie zauważyło ten przerost kognicji. Przerasta ona od początku lat dziewięćdziesiątych, od kiedy prawie każda ustawa, jak czegoś nie precyzuje, ma pole regulacji sądowej oraz
ulubiony rozdział obowiązkowy ustawodawcy:
„Przepisy karne”. Pytanie czemu ta wiedza na założycieli spływa dopiero pod egidą nowego stowarzyszenia?
Nie wiem jak się ułoży współpraca Themis i Iustitii. Nie wątpię jednak, że jak wynika z omówionych zapowiedzi, Themis będzie tą bystrzejszą
i bardziej spontaniczną z sióstr.
Zarząd Oddziału Warszawskiego Stowarzyszenia
Sędziów Polskich „Iustitia” (…) apeluje do organów
władzy ustawodawczej i wykonawczej o uwzględnienie szczególnej sytuacji sędziów pełniących służbę w Sądzie Apelacyjnym w Warszawie oraz sądach
okręgowych i rejonowych okręgów warszawskiego i warszawsko-praskiego. Akceptując w pełni argumentację zawartą w ww. uchwale wskazującą na
konieczność podwyższenia wynagrodzeń sędziowskich w celu zapewnienia pełnej realizacji normy zawartej w art. 178 ust. 2 Konstytucji Rzeczypospolitej
Polskiej zwracamy uwagę na to, że ukształtowanie
wynagrodzeń sędziowskich w oparciu o zasadę swoistego egalitaryzmu nie pozwoli osiągnąć tego celu.
Truizmem jest twierdzenie, że siła nabywcza tych
samych pieniędzy otrzymywanych w ramach wynagrodzeń sędziowskich nie jest taka sama na terytorium całego kraju, choćby z uwagi na poziom kosztów życia. Potwierdzają to np. powszechnie dostępne, stosowne dane opracowane przez Główny Urząd
Statystyczny. Zdecydowanie najwyższymi kosztami
utrzymania od lat charakteryzuje się obszar aglomeracji warszawskiej. Kształtowanie wynagrodzeń sędziowskich bez uwzględnienia owego zróżnicowania powoduje, że sędziowie warszawscy znajdują się
relatywnie najdalej od osiągnięcia celu, jakim jest realizacja normy zawartej w art. 178 ust. 2 Konstytucji
Uważamy, że nie do zaakceptowania jest sytuacja, w
której stołeczni sędziowie od wielu lat zajmują ostatnie pozycje w rankingach zarobków oferowanych
na lokalnym rynku pracy. Krzywdzące jest to tym
bardziej, że nie tylko pracodawcy prywatni w Warszawie dostrzegają konieczność oferowania wynagrodzeń pracownikom wyższych niż w innych częściach kraju (co zresztą powoduje ustawiczny wzrost
kosztów życia, z kosztami mieszkań i usług na czele),
ale również w sferze publicznej zdaje się być to oczywiste (…). Zatem czas z tym skończyć. Podkreślić wypada, że zjawisko różnej siły nabywczej pieniądza w
różnych częściach kraju dostrzegał już ustawodawca przedwojenny. Dzięki temu sędziowie warszawscy byli uprawnieni do otrzymywania stosownego
dodatku (…).
Aktualny poziom uposażeń sędziów warszawskich
prowadzi do znacznych utrudnień w działalności sądów, w których pełnimy służbę. Trudności te z każdym miesiącem pogłębiają się. Mamy tu na uwadze
np. to, że z szeregów sędziów najwięcej sędziów stołecznych zrzeka się urzędu i odchodzi do lepiej wynagradzanych zawodów prawniczych, a relacja wy-
Wyciąg z uchwały Zarządu Oddziału w Warszawie
nagrodzeń sędziowskich do wynagrodzeń warszawskich notariuszy, adwokatów czy radców prawnych
tylko potwierdza tezę o relatywnie najniższym uposażeniu stanu sędziowskiego spośród zawodów
prawniczych, choć to właśnie urząd sędziego ma
stanowić - w zamyśle władzy wykonawczej i ustawodawczej - ich „koronę”. Należy odnotować, że to
w Warszawie najwięcej sędziów stara się o przeniesienie (ostatnimi czasy coraz skuteczniej) do innych
apelacji, czy okręgów. Zatem to w Warszawie występuje największy ruch kadrowy, zawsze odbijający się
na sprawności prowadzonych postępowań. (…)
Jako sędziowie warszawscy nie uznajemy za normalną sytuację, w której odchodzą kolejni sędziowie,
nam przydzielane są z tego tytułu dodatkowe obowiązki - obok tych wynikających z przydziału czynności (których rozmiar i tak przekracza nasze możliwości), a my oczekujemy po wiele miesięcy w nadziei, że dołączą do nas ich następcy, którzy najczęściej pochodzą z innych zawodów prawniczych. Zatem, z przyczyn oczywistych, nowi sędziowie nie zastąpią w pełni odchodzących z zawodu (dopóki nie
nabiorą odpowiedniego doświadczenia). Nie zasilają
bowiem naszych szeregów doświadczeni sędziowie
z innych okręgów, bo niby dlaczego mieliby godzić
się na niższy poziom życia i więcej pracy? (…)
Uważamy, że Państwa polskiego nie stać na to, by doprowadzić do sytuacji, w której wymiar sprawiedliwości w jego stolicy - zajmujący się z tej racji, co do
zasady najpoważniejszymi sprawami - sprawowali
w większości przepracowani i sfrustrowani sędziowie, po kilku latach opuszczający warszawskie sądy.
Apelujemy zatem do przedstawicieli władzy ustawodawczej i wykonawczej by powyższe argumenty rozważyli i uwzględnili w pracach nad regulacjami dotyczącymi wysokości wynagrodzeń sędziowskich
oraz dali temu wyraz oczekiwany przez środowisko
sędziów warszawskich. W przeciwnym razie pozostanie w sędziach przeświadczenie, że ten stan rzeczy jest im na rękę - pomimo szumnych deklaracji, iż
dobro wymiaru sprawiedliwości jest dla nich sprawą priorytetową. To bowiem spowoduje dalszą frustrację środowiska sędziów warszawskich i dalsze
negatywne konsekwencje dla wymiaru sprawiedliwości, a którego dobro mamy cały czas na uwadze.
Dlatego, w poczuciu odpowiedzialności za stołeczny wymiar sprawiedliwości zwracamy się raz jeszcze o analizę istniejącego stanu rzeczy, wyciągnięcie wniosków i uwzględnienie w ramach rozmów o
wynagrodzeniach sędziowskich szczególnej sytuacji sędziów warszawskich i wprowadzenie dla nich
odpowiednich dodatków, które rekompensowałyby
im wyższe koszty życia w stolicy. Uważamy, że dodatek w wysokości 20% uposażenia jest w naszych
warunkach dodatkiem minimalnym, a dla Państwa
polskiego jego wprowadzenie nie spowoduje znaczącego obciążenia.
Niespełnienie powyższych, uzasadnionych oczekiwań
środowiska warszawskich sędziów grozi kryzysem w
stołecznym wymiarze sprawiedliwości. Odpowiedzialni zań nie będą zwodzeni latami sędziowie, a wyłącznie
zwodzący ich (i zmieniający się) politycy. [ ]
Dla „In Gremio”
komentuje Sędzia
In Gremio, Grzegorz Szacoń: Co Pani, jako sędzia cały czas związany z Warszawą i stołecznymi sądami myśli o dodatkach wyróżniających sędziów ze względu na miejsce orzekania?
Maria Teresa Romer: Odpowiedzi na takie pytania nie są takie proste. Dodatek stołeczny, o ile pamiętam, istniał także na początku „słusznie minionych czasów”. Jest wysoce prawdopodobne, że po
prostu został przejęty z regulacji przedwojennej.
Gdy przestano go wypłacać - nie pamiętam, kiedy
to było - sędziowie przyjęli tą decyzję spokojnie, łączyło się to bowiem z regulacją wynagrodzeń korzystniejszą od poprzedniej.
G.S.: Czy „dodatki warszawskie” są sprawiedliwe
i słuszne z punktu widzenia jakichkolwiek kryteriów służby sędziego?
M.T.R.: Dodatki ze względu na miejsce orzekania nie wydają mi się dobrym rozwiązaniem. Jest
oczywiste, że koszty utrzymania w większych
miastach, nie tylko w Warszawie, są wyższe, niż
w małych aglomeracjach. Więc, jeżeli Warszawa,
to dlaczego nie Poznań? Niewątpliwie „dodatki
warszawskie” nie mają nic wspólnego z kryteriami służby sędziego.
G.S.: Czy popiera Pani taki system „premiowania”
M.T.R.: Nie popieram niczego, co dzieli sędziów.
„Kapitał żelazny”
In Gremio, Grzegorz Szacoń: Zajmuje się Pani zagadnieniami finansowymi funkcjonowania Stowarzyszenia Sędziów Polskich Iustitia. Jakie problemy są z
nimi związane?
Jolanta Korwin-Piotrowska: Realizowanie przez stowarzyszenie „Iustitia” misji wyrażonej w celach statutowych wymaga stabilności finansowej. Jest ona niezbędna do tego, aby organizacja mogła pracować długofalowo i efektywnie oraz wykorzystywać potencjał ludzi
w niej zrzeszonych. Problemem „Iustitii”, podobnym
jaki ma większość organizacji pozarządowych działających w Polsce, jest niedostatek środków finansowych.
Głównym źródłem finansowania działalności są składki
członkowskie, które wynoszą 10 zł miesięcznie od jednej zrzeszonej osoby i które są przekazywane przez Oddziały na konto bankowe „Centrali”. A zatem wysokość
wpływów z tego tytułu nie jest wysoka, a poza tym, nadal zdarza się, że środki te są przekazywane z opóźnieniem. Stan ten powoduje brak poczucia pewności, że
budżet zaplanowany przy założeniu regularnych wpływów, będzie mógł być wykonany bez przeszkód. Aby
działać na pożądaną skalę „Iustitia” powinna w większym niż dotychczas zakresie sięgać po zewnętrzne finansowanie w postaci dotacji i funduszy, w tym również funduszu żelaznego. Czyli, gdyby „Iustitia” posiadała zaplecze finansowe, to spełniałaby nie tylko te projekty, na które są środki, ale również te, które uważa za
bardzo potrzebne, ale nie przystępuje do nich licząc się
z realnymi siłami.
G.S.: Wiele podmiotów ze sfery pozarządowej próbuje
sięgać po środki z funduszy „unijnych”. Czy nasze stowarzyszenie ma na nie szansę?
J.K.P.: Nie ma żadnych przeszkód instytucjonalnoprawnych, aby „Iustitia” budowała swoją niezależność
majątkową w oparciu o fundusze „unijne”. Moim zdaniem skuteczność zabiegania o ten instrument finansowy wymaga zatrudnienia przez stowarzyszenie osoby
zawodowo trudniącej się poszukiwaniem grantodawcy i przygotowaniem wniosku. Obejmując funkcję wiceprezesa ds. finansowych opracowałam pewną ogólną
strategię, której jednym z elementów jest korzystanie z
doradców w tej sferze działalności. Ich udział gwarantuje sukces w pozyskaniu dodatkowych środków celowych.
wdrażania nie są satysfakcjonujące z przyczyn zarówno obiektywnych jak i subiektywnych. Na pewno należy w ramach zarządzania tymi zasobami, które mamy,
utrzymać praktykę inwestowania środków na lokatach.
Są to inwestycje bardzo ostrożne, ale przynoszą dodatkowe dochody. Na inwestowanie bardziej ryzykowne
np. w akcje nie zdecydujemy się w najbliższej przyszłości. Obecnie „Iustitia” nawiązała współpracę z profesjonalnym podmiotem, który zajmuje się obsługą księgowo-rachunkową i wdraża elektroniczną księgę handlową oraz przygotowuje nowy projekt obiegu dokumentów finansowych. Najbliższa przyszłość przyniesie
zmianę w postaci dokonywania płatności związanych
z zobowiązaniami stowarzyszenia również w systemie
home banking. Nastąpi znaczna poprawa terminowości
zwrotów wydatków ponoszonych przez członków stowarzyszenia w związku z działalnością „Iustitiii” np.
kosztów dojazdów na posiedzenia zarządu. Generalnie
będę podejmowała czynności, które sprzyjają wzmocnieniu księgowości, która jest fundamentem nowoczesnej organizacji. Bez dobrej i sprawnej księgowości nie
można przystąpić do pozyskiwania zewnętrznych źródeł finansowania „Iustitii”. Organizacja nie dysponująca profesjonalną księgowością nie jest wiarygodnym
dla otoczenia partnerem.
G.S.: Jakie pozytywy mogą płynąć z osiągnięcia przez
stowarzyszenie tzw. kapitału żelaznego?
J.K.S.: Kapitał żelazny, tzw. endowment fund, to środki,
które organizacja pozyskuje i gromadzi, aby czerpać z
nich zyski w sposób trwały i stabilny. Kapitał jest nienaruszalny. To odsetki od niego są przeznaczane na realizację celów statutowych. Kapitałem żelaznym dysponuje np. Fundacja Batorego i Polsko-Amerykańska Fundacja Wolności. Posiadanie takiej nienaruszalnej puli pieniędzy wzmacnia pozycję organizacji w środowisku,
daje poczucie niezależności i bezpieczeństwa finansowego na wypadek okresowej utraty płynności i pozwala na snucie długofalowych strategii. Znam organizacje,
które wspierają inne podmioty w ten sposób, że wyposażają je w kapitał żelazny. „Iustitia” będzie niebawem
gotowa na wystąpienie z wnioskiem o przekazanie jej
funduszu żelaznego, stanie się tak, gdy księgowość, czyli fundament finansowy stowarzyszenia osiągnie stan, o
którym wspomniałam.
G.S: Jakie zmiany chciałaby Pani wprowadzić w zakresie finansowania Stowarzyszenia?
G.S: Jakie są Pani prognozy co do możliwych podwyżek
wynagrodzeń sędziów po ostatnich kontaktach zarządu
z przedstawicielami Ministerstwa Sprawiedliwości?
J.K.P.: Wiele zmian już zdołałam wprowadzić. Od początku mam wizję rozwoju i hierarchiczną strategię finansową, które zaprezentowałam zarządowi i uzyskałam akceptację. Ubolewam, że skala zmian i tempo ich
J.K.P.: Nie uczestniczę osobiście w rozmowach „Iustitii”
z przedstawicielami MS. Dotychczasowy przebieg kontaktów pomiędzy „stronami” nie napawa mnie optymizmem. [ ]
Forum www.sedziowie.net
Dyskusja na temat polityki
Krzysztofa Kwiatkowskiego
Od miesięcy nie mogliśmy przekonać kolejnych ministrów sprawiedliwości, że nasze wynagrodzenia
od 1997 r. systematycznie realnie spadają, bo porównywaliśmy je do średniej krajowej i incydentalna 1000-złotowa podwyżka niewiele ten stan rzeczy
zmienia. Odpowiadano nam, że sędziowie są jedną z
grup zawodowych sfery budżetowej i w porównaniu z
innymi pracownikami tej sfery zarabiają nieźle.
Czy Pan Minister czytał opinię Rady Legislacyjnej
przy Prezesie Rady Ministrów z dnia 7 grudnia 2009
o projekcie ustawy o zmianie ustawy Prawo o ustroju
sądów powszechnych oraz niektórych innych ustaw,
w której Rada zarzuciła naruszenie przy projektowaniu przedmiotowej nowelizacji zasad opracowywania
projektów ustaw, zasad opracowywania dokumentów
rządowych, zasad przyzwoitej legislacji i techniki prawodawczej, a także negatywnie oceniła szereg proponowanych zmian? (…) Nie sztuką jest bowiem, jak to
stwierdził Minister Czaja w dniu 7 grudnia 2009 r.
w debacie „Zmiany w sądownictwie powszechnym
w dobie 20-lecia KRS” wzięcie odpowiedzialności za
złe prawo („teraz trzeba wziąć odpowiedzialność za
ten projekt i go przeprowadzić”). Sztuką jest stanowienie dobrego prawa.
Jeżeli chodzi o rzekomą znaczną podwyżkę (1000 zł
w 2009) to wskazuje, że mnożnik ten tj. liczba przeciętnych miesięcznych wynagrodzeń z II kw. roku poprzedniego w 1996 roku wynosiła 2,93, zatem kiedy
uzyskamy stan z 1996?, a także kiedy Pan Minister
planuje dla nas realne podwyżki tj. wynagrodzenia
wyższe niż oferowała w 1996 r. ekipa SLD. (…) Niezadowolenie sędziów ze sposobu ich traktowania przez
MS ponownie znacznie się nasila.
Trzeba nam wszystkim namysłu i rozmów i znowu namysłu i może jeszcze rozmów (i namysłu?). To praca dla wielu osób. My też mamy
coś do zaoferowania i nie tylko roszczenia.
Panie Ministrze, czy widzi Pan potrzebę wprowadzenia maksymalnych norm czasu pracy sędziów. Nie
jest tajemnicą, że w wielu sądach zakres obowiązków
nałożonych na sędziów jest tak duży, iż nie są oni w
stanie należycie się z nich wywiązać świadcząc pracę w wymiarze 40 godzin tygodniowo, czy nawet 48
godzin (maksymalne normy przewidziane w prawie
unijnym). Tymczasem referendarze sądowi, którzy zarabiają - co do zasady - 75% wynagrodzenia sędziego
mają tygodniowy wymiar czasu pracy na poziomie 40
godzin. W takim stanie prawnym wynagrodzenie sędziego za godzinę pracy jest często niższe niż liczone za godzinę wynagrodzenie referendarza w tym samym sądzie.
Może być Pan pewny Panie Ministrze, że nie zapomnimy Panu działań zmierzających do wprowadzenia w życie zmian ustawowych, które mają na celu
uzależnienie sądów i sędziów od dwuwładzy ustawodawczo-wykonawczej. Cele polityczne, które jak
się przekonujemy są (…) obecnie najważniejsze nie
powinny naruszać podstawowych zasad demokratycznego państwa prawa. Niestety wbrew zapewnieniom nie wsłuchuje się Pan w głos nie tylko sędziów,
ale także innych środowisk prawniczych, które mając na celu dobro polskiego wymiaru sprawiedliwości zgłaszają uzasadnione zastrzeżenia do projektowanych przez Pana resort ustaw. (…) Rozmowy rozpoczęły się, ale Pana resort w zasadniczych dla nas kwestiach nie przyjmuje racjonalnych uwag nie tylko tzw.
młodych sędziów, skupionych wokół internetowego
forum www.sedziowie.net i Stowarzyszenia Sędziów
Polskich Iustitia, ale również nie akceptuje argumentów sędziów Krajowej Rady Sądownictwa. Skąd u
Pana i urzędników Pana resortu przekonanie o nieomylności? Niektóre z tych osób brały przecież udział
w pracach nad wprowadzeniem trybu przyspieszonego w postępowaniu karnym, elektronicznego dozoru
skazanych czy utworzeniem szkoły dla sędziów i prokuratorów. Wtedy również nie posłuchano sędziów
i wszyscy dobrze wiemy jak to funkcjonuje. (…) Pana
poprzednicy również popełniali błędy, ale nawet oni
nie chcieli realizować tak kontrowersyjnych pomysłów o jakich nie myślano nawet w czasach PRL-u.
Wątki dyskusji wybrała Edyta Bronowicka –
Sędzia Sądu Rejonowego Poznań Stare Miasto
La Scala, XIX w.
Wielka sława to... nie żart
Opera jest terenem, na którym można zdobyć wielką i trwałą sławę, bowiem w odróżnieniu od np. sportu następne dzieła i ich wykonawcy na ogół nie przyćmiewają zdobytego uznania.
W styczniowym numerze z 2006 r. pisałem o wielkiej sławie obróconej w niewiarygodny majątek żyjącego w XVIII w. włoskiego kastrata Farinellego oraz
XVIII – wiecznego kompozytora Jeana Lully. O pomnikach stawianych za życia Gioacchino Rossiniego i wizytach pełnych uznania i braterstwa składanych mu
przez koronowane głowy. O wielkich triumfach i bogactwie włoskiej sopranistki Adeliny Patti żyjącej na
przełomie XIX i XX w. O niezwykłym uwielbieniu jakie towarzyszyło krótkiemu życiu zawodowemu niemieckiej sopranistki Henrietty Sontag.
Zanim kobiety opanowały sceny operowe, ich
partie wykonywali kastraci. Niektórzy z nich zdobyli wielką sławę, a także majątek. Oprócz wspomnianego Farinellego największym uznaniem cieszył się
Gaetano Majorano znany pod pseudonimem Caffareli, który przybrał od nazwiska swego dobroczyńcy
z wdzięczności za oddanie go do szkoły kształcącej
głos. Z ogromnym powodzeniem występował na wielu scenach włoskich, nadto w Londynie i Paryżu. Karierę zakończył w Portugalii w wieku 45 lat i powrócił
do Włoch gdzie (jak pisze Lucjan Kydryński w Operze
na cały rok) starzał się wygodnie i pięknie zakupiwszy
książęcy tytuł i dwa wielkie pałace za zdobytą wcześniej ogromną fortunę. W tej wygodzie i dostatku żył
jeszcze 28 lat.
Znaczną sławą cieszył się żyjący na przełomie
XVIII i XIX wieku włoski kastrat Girolamo Crescenti-
ni z wielkim powodzeniem występujący w Londynie,
w Lizbonie gdzie założył i prowadził własną trupę operową oraz we Wiedniu. Zdobywszy w 1806 r. to miasto Napoleon zabrał go ze sobą do Paryża i tam stworzył mu jako artyście znakomite warunki. Crescentini jednakże po sześciu latach powrócił do ukochanego Neapolu, gdzie żył jeszcze 34 lata udzielając lekcji śpiewu.
Warto wspomnieć o włoskim kastracie Baldassore Ferri, który został nadwornym śpiewakiem polskiego księcia a następnie króla Władysława IV Wazy i na
polskim dworze przebywał przez 30 lat by następnie z
dużym powodzeniem występować na scenach operowych Wiednia, Londynu, Sztokholmu i innych dworów europejskich. W odróżnieniu od dwóch poprzednich śpiewał na tych scenach do 65 roku życia i dopiero potem powrócił do rodzimej Perugii.
Kobiety jednak wkroczyły do opery i zdobyły ją.
Opera okazała się dla nich niezwykle łaskawa. Zaryzykowałbym twierdzenie, że bardziej łaskawa niż teatr
dramatyczny. Żeby występować w operze i odnosić w
niej sukcesy, a nawet zdobyć sławę wystarczy jedynie
mieć znakomity i dobrze ukształtowany głos.
Mouserrat Caballe uznana przed czterdziestu laty
za najwybitniejszy sopran świata ma potężną, otyłą sylwetkę, cechuje ją statyczna postawa na scenie
i średnie aktorstwo.
Maria Callas porzuciwszy na rzecz Onassisa swojego męża Meneghiniego, wywołała taką refleksję porzuconego: „gdy ją poznałem była tłustą, potwornie ubraną Cyganichą, nie miała ani centa i żadnych widoków
na zrobienie kariery”. Śpiewaczka bowiem świadoma
| Marian Szabo, sędzia Sądu Okręgowego w Szczecinie w stanie spoczynku
swego wyglądu przeprowadziła zdecydowaną kurację
odchudzającą tracąc 35 kilogramów, niszcząc przez to
swój system nerwowy i serce.
Renata Tebaldi miała potężną sylwetkę, na scenie była bezbarwna i pozbawiona temperamentu, ale
urzekający głos o szlachetnym brzmieniu i bezbłędnej intonacji uczynił ją wielką. W Warszawie jej występ wzbudził ogromny entuzjazm, na wejściu owacja trwała kilka minut, zaś po zakończonym koncercie brawa nie milkły przez kilkadziesiąt minut, mimo
że artystka miała już 53 lata i zakończywszy karierę
operową objeżdżała świat jedynie z recitalami koncertowymi.
Niektóre ze sławnych śpiewaczek były wręcz krańcowo brzydkie. Osiemnastowieczna sopranistka Margherita L’Espine była tak brzydka, że publiczność obrzucała ją zgniłymi pomarańczami i mimo, że jej głos
brzmiał wręcz cudownie i dzięki niemu dorobiła się
bajecznej fortuny.
Benedetta Rosamunda Pisaroni uznana za najwybitniejszy włoski alt dziewiętnastego wieku, primadonna La Scali. wsławiona występami w Londynie i
Paryżu była tak brzydka, że nigdy nie publikowano jej
podobizny, by nie odstraszać publiczności.
Przez operowe sceny przewijały się także kobiety
niezwykle piękne i nie tylko kochane, ale umiejące kochać. Jedną z nich była Amerykanka Geraldine Farrar.
W przedostatnim roku XIX stulecia przyjechała do Paryża, a zaraz potem do Berlina jako nastolatka. Zadebiutowała w Hofoper jako Małgorzata w Fauście. Niezwykle urodziwa przeżyła ognisty romans z księciem
Wilhelmem następcą pruskiego tronu. W pięć lat później rozpoczęła karierę na scenie Metropolitan Opera
w Nowym Jorku, gdzie odnosiła ogromne sukcesy. Dotrzymała słowa kończąc karierę w czterdziestym roku
życia, a jej odejściu towarzyszyła rozpacz i szlochy widzów. Książę Wilhelm nigdy nie zasiadł na tronie. Zubożały pędził nieciekawe życie na zamku w Hechingen. Jeszcze po drugiej wojnie światowej poczta doręczała tam paczki żywnościowe od pamiętającej go Geraldine.
Z chwilą gdy kobiety wkroczyły do opery dopełnił
się akt dziejowej sprawiedliwości i to bez względu na
urodę śpiewaczek Opera stała się o wiele ładniejsza.
Niesprawiedliwość pozostała jedynie w postaci ostatnich przesądów.
Takim przesądem był niepisany zakaz występowania murzyńskich śpiewaków w partiach solowych.
Przełamany został dopiero w 1955 r. Wówczas Marian Anderson zaśpiewała w Metropolitan Opera jako
Ulryka w „Balu Maskowym” Verdiego co spotkało się
z ogromnym aplauzem. Miała już 53 lata i nie mogła
rozwijać swego ogromnego talentu na operowych scenach. Dziesięć lat później zakończyła działalność ar-
tystyczną, jednakże kiedy w kwietniu 1966 r. Metropolitan Opera kończyła działalność w dotychczasowym budynku i z tej okazji odbył się pożegnalny koncert, pierwszą wykonawczynią była Anderson powitana długotrwałą i burzliwą owacją.
Owacje, sława, bogactwo – to nagroda za dobre
sprawowanie się na scenie operowej, ale nie tylko. W
poprzednim numerze pisząc o tym co się działo przed
stu laty nadmieniłem, że Arturo Toscanini i Enrico Caruso spotkali się na deskach Metropolitan Opera przy
okazji premiery „Dziewczęcia z Zachodu” Pucciniego,
a jedną z głównych partii wykonywał nasz fenomenalny bas Adam Didur. Partię tytułową natomiast wykonywała Emma Destin czeska sopranistka. Wcześniej w
Covent Garden (jak pisze Lucjan Kydryński) noszono
ją na rękach, a elementem jej sławy były łzy wzruszenia królowej Wiktorii słuchającej jej śpiewu w „Madame Butterfly” Pucciniego.
Królowa Wiktoria była interesującym widzem operowym. W 1847 r. odbył się w Londynie debiut Jenny Lind – szwedzkiej sopranistki. Poprzedzała ją sława zdobyta w niemieckich i austriackich teatrach operowych. W Londynie śpiewała partię Alicji w „Robercie diable” Meyerbeera. Po spektaklu królowa Wiktoria pierwsza rzuciła bukiet kwiatów na scenę do stóp
„szwedzkiego słowika”. Jenny Lind odbyła następnie
wielkie tournee po Stanach Zjednoczonych. Pochowana została w Opactwie Westminsterskim w Londynie
obok Haendla i Dickensa, a jej sława żyła w dalszym
ciągu. Napisano o niej więcej niż dwadzieścia książek
biograficznych, nakręcono film fabularny. Dwie inne
artystki, kolejno Frieda Hempel i Joan Sutherland objeżdżały świat z koncertami Jenny Lind, to jest programem śpiewanym przez Lind oraz w identycznym kostiumie, jaki ona nosiła.
Pewien gatunek lodów z kremem i owocami nosi
nazwę melba. Proszę pisać to słowo z dużej litery,
gdyż cukiernicy z hotelu Savoy w Londynie użyli go
na cześć Nelli Melba – jednej z największych sopranistek przełomu XIX i XX wieku. Otrzymywała bajeczne
honoraria i zgadzała się na wystąpienie w spektaklu, o
ile dyrektorzy gotowi byli spełnić rozliczne jej warunki. Występowała oprócz rodzimej Australii w Paryżu,
Brukseli, Petersburgu, Monte Carlo i gdzie indziej, ale
na stałe związana była z dwiema najsłynniejszymi scenami: Metropolitan Opera w Nowym Jorku i Covent
Garden w Londynie.
Było i tak, że rezultatem znacznych sukcesów operowych stała się… opera. W drugiej połowie XVII wieku wielkie sukcesy na operowych scenach Włoch,
Francji i Anglii odnosił sopranista kastrat Siface. Prowadził on niezwykle burzliwy tryb życia. W 1697 r.
został zamordowany. Według pogłosek w odwecie za
uwiedzenie siostry pewnego markiza. W dwadzieścia
osiem lat po jego śmierci Nicola Porpora stworzył operę „Siface” osnutą na jego przygodach.
Nie był to jedyny przypadek napisania opery o życiu wykonawcy
operowego. W 1935 r. Robert Bennet skomponował operę „Maria Malibran”. Śliczna, drobna sopranistka debiutowała w wieku 17 lat, lubiła także śpiewać męskie role tenorowe, w tym także trudną wykonawczo partię Otella. Podczas koncertu
w Manchesterze we wrześniu 1836
r. straciła przytomność na skutek
przekrwienia mózgu i niebawem
zmarła. Miała 28 lat.
Spośród wielu skutków wielkiej operowej sławy chciałem zwrócić uwagę na jeszcze jeden. Jednym z najświetniejszych tenorów a
na pewno najświetniejszym w drugiej połowie XIX wieku był Francesco Tamagno. Zyskał wielką sławę wykonując partie w operach Verdiego i z myślą o
nich kompozytor napisał niezwykle trudną rolę Otella. Śpiewał z ogromną siłą i swobodą, a jego głos cechował się wielkim blaskiem i żelazną mocą. Uznano,
że jego krtań ma szczególne właściwości, w związku z
tym po śmierci spreparowano ją i jest przechowywana
w muzeum w Turynie.
Na niektóre dzieła oraz postaci pada jednak cień
zapomnienia mimo ich tytanicznej pracy. Któż dzisiaj
pamięta o Fiorannim Paisiello. Neapolitański kompozytor Paisiello był goszczony przez największe koronowane głowy swej epoki. Był nadwornym kompozytorem carycy Katarzyny, przebywał krótko w Warszawie na zaproszenie Stanisława Augusta Poniatowskiego i na jego zamówienie napisał oratorium, następnie
w Wiedniu tworząc zamówioną przez cesarza Józefa
II operę. Był także nadwornym kompozytorem i kapelmistrzem Ferdynanda IV oraz Napoleona Bonaparte. Stworzył ponad sto oper, z których „Cyrulik sewilski” cieszył się ogromnym powodzeniem zanim cyrulik stworzony w 30 lat później odsunął go w zapomnienie. Paisiello jednak zmarł w przekonaniu, że jego „Cyrulik sewilski” jest lepszy, gdyż krótko przed śmiercią
doszła go wiadomość, że w Rzymie spektakl Rossiniego został wygwizdany.
Rozgłos i sława wielkich sopranistek jak Maria Barrientos czy Montserrat Cabelle lub Renaat Tebaldi
przyćmiły ogromną sławę żyjącej wcześniej Lilli Lehmann. Lehmann wykonywała po niemiecku, włosku
i francusku 170 partii sopranowych w 119 operach.
Oprócz Berlina i Nowego Jorku występowała między
innymi w Gdańsku. Występowała na scenie w latach
1867 – 1910. Po rozstaniu się z teatrem operowym śpiewała jeszcze do siedemdziesiątego roku życia w recitalach koncertowych mając w repertuarze około 600
Niewielu pamięta Ramona Vinay’a chilijskiego najpierw barytona a później tenora, który zakończył karierę w 1969 roku. Do niego – jakkolwiek miał niezwykle szeroki repertuar – należy rekord polegający
na wykonaniu ponad 250 razy niezwykle trudnej partii Otella. W ostatnim okresie swoich występów znów
śpiewał partie barytonowe i ze sceną pożegnał się wykonując w „Otellu” Verdiego partię Jagona.
Zapomnienie dopadało niekiedy artystów jeszcze
za życia. Maria Galvany hiszpańska sopranistka zmarła w przytułku dla ubogich mimo, iż w swoim czasie
występowała z niezwykłym powodzeniem na scenach
włoskich, hiszpańskich, rosyjskich, angielskich, francuskich, belgijskich, holenderskich i amerykańskich.
Również w Warszawie śpiewała swoją reprezentacyjną partię Łucji z Lammermooru oraz Julię z „Romea
i Julii”.
Dla kontrastu należy odnotować przypadek zdobycia sporej sławy w rezultacie odegrania jednej tylko
roli w całym życiu zawodowym. Lawinia Fenton wystąpiwszy w roli Polly w „Operze żebraczej” Gaya i Papuscha zdobyła tak ogromne powodzenie, że jej podobizny oraz napisany naprędce życiorys błyskawicznie rozchwytywano, a publiczność szalała za nią. Po
sześćdziesięciu przedstawieniach jeden z tak oszalałych Charles Paulet książę Bolton zabrał ją z teatru,
miał z nią pięcioro dzieci a po ponad dwudziestu latach poślubił ją.
Sława, zwłaszcza operowa, chodzi różnymi dziwnymi drogami. Franco Albano włoski kompozytor i pianista napisał dziewięć oper. Dla nas Polaków interesujące jest, że jedna z nich nosiła tytuł „Litwini” i opierała swą treść na Konradzie Wallenrodzie Adama Mickiewicza. Dziś nikt tych oper nie pamięta ani nie grywa, mimo że kompozytor zmarł dość niedawno - mianowicie w 1954 r. Natomiast Albano znany jest każdemu miłośnikowi opery z tego, że dokończył prace nad
„Turandot”, które przerwała śmierć Pucciniego.
Miłośnikom opery znany jest Mario Lanza, któremu niewiarygodną sławę przyniosły filmy muzyczne,
w tym najsłynniejsza „Serenada” oraz nakręcony w
1951 r. „Wielki Caruso”, gdzie Lanza odtwarzając tytułową postać śpiewał arie z tego repertuaru. Nagrywał
także płyty oraz dawał recitale – jednakże na prawdziwej scenie operowej nie wystąpił nigdy. Być może stałoby się to z czasem, ale Lanza zmarł w październiku
1959 r. mając zaledwie 38 lat.
Joseph Schmidt rumuński tenor miał kryształowo
czysty głos, jednocześnie pełen wyrazu. Zdobył wielką
sławę w Niemczech, odbył wielkie tournee artystyczne po Europie i obu Amerykach. Tyle tylko, że nigdy
nie zaśpiewał na scenie operowej a sławę zdobył w radiu, filmach i na koncertach. Przyczyną jego absencji
scenicznej był wyjątkowo niski wzrost.
Współtwórcą opery jest autor libretta. Na ogół jednak pozostaje on w cieniu kompozytora. Charakterystyczne jest wyznanie Włodzimierza Wolskiego, twórcy libretta „Halki” i „Hrabiny” z jego listu do znajomego: „gdy wspomnę o „Halce” płaczę i jeszcze raz pła-
hol w Metropolitan Opera
czę. Ja to dziecko krwi mej i duszy ukochałem nad
wszystko. Rodacy odwiedzający mnie w Brukseli mówili, że wraz z Moniuszką przejdę do nieśmiertelności – nie ja, on będzie na wieki nieśmiertelny”.
Niektórzy kompozytorzy mieli swoich librecistów.
Librecistą Verdiego był Francesco Piane polecony mu
przez Teatro La Fenice w Wenecji. Librecistą Ryszarda
Straussa był jego przyjaciel Hugo von Hofmannsthal.
Studiował prawo i filozofię w Wiedniu. Ich współpraca trwała ponad 20 lat. Po napisaniu libretta do „Arabelli” Hofmannstahl zmarł i nie miał możliwości obserwować jej błyskawicznej kariery.
Największą jednak sławę jako librecista zdobył Pietro Metastasco, żyjący w XVIII w. włoski poeta. Nie da
się policzyć do ilu oper napisał libretta, gdyż to samo
libretto było niekiedy wykorzystywane do kilkunastu,
a nawet kilkudziesięciu oper. Np. libretto „Artaserse”
miało czterdzieści wersji muzycznych. Jego libretta
wydane m. in. w latach czterdziestych XX w. w Mediolanie zajęły 12 tomów.
Znaczną sławę zdobył także Emanuel Schikaneder,
autor ponad 50 librett, w tym także do mozartowskiego „Czarodziejskiego fletu”. Był on także dyrektorem
teatru, a w operze Mozarta śpiewał partię Papagena.
Nie należało do rzadkości, że libretto do swej opery
pisał kompozytor. Tak było m. in. w przypadku „Borysa Godunowa” Modesta Musorgskiego oraz „Johny gra”
Ernesta Kreneka. Ta ostatnia opera prawie już nieznana, w latach dwudziestych zdobyła sobie niezwykłe powodzenie przez wprowadzenie do niej muzyki jazzowej. Kiedy jazz stał się bardziej popularny skończyło
się zainteresowanie nią. Do „Rusłana i Ludmiły” Michał
Glinka napisał libretto z zespołem przyjaciół.
Bardzo często twórcami libretta byli poeci lub pisarze. Do „Krzysztofa Kolumba” Dariusza Milhauda li-
bretto napisał poeta i dramaturg francuski Paul Claudel. Zaś Jean Cocteau napisał libretto „Głosu człowieczego” Francisa Poulenca. Franciszek Bohomolec
– komediopisarz i publicysta, Wojciech Bogusławski
aktor i pisarz oraz Franciszek Zabłocki pisali libretta
do oper Macieja Kamieńskiego – twórcy pierwszych
zachowanych do dziś oper polskich, w tym „Nędzy
uszczęśliwionej”.
Ale libretta pisały także inne osoby. Np. do opery
Christopha Glucka „Ifigenia w Aulidzie” libretto napisał francuski dyplomata Francois Gand Le Blanc do
Roullet. Do „Jasia i Małgosi” Engelberta Humperdincha libretto napisała jego siostra. Do słynnej opery Mozarta „Cosi fan tutte” Lorenzo do Ponte napisał libretto na podstawie autentycznej historii z życia dworskiego opowiedzianej mu przez cesarza Józefa II. Na zamówienie tego cesarza Mozart napisał „Dyrektora teatru”. Libretto Gottlieba Stefanie było tak słabe, że
tworzono jego nowe wersje i ostatecznie ta opera grywana jest z librettem napisanym przez Louisa Schneidera w sześćdziesiąt lat po napisaniu opery.
Tak więc libretto może przyczynić się do klęski opery. Chyba, że muzykę do niej napisze sam Mozart…
albo Puccini. Jego opera „Manon Lescant” nie miała
szczęścia do librecistów. Po kolei próbowało je napisać sześciu autorów. Niemniej pozostało na tyle słabe,
że na afiszu nie wymieniono żadnego autora. Mimo to
na premierze owacje nie milkły, a trzydziestopięcioletni kompozytor ponad trzydziestokrotnie wywoływany
był przed kurtynę.
Podobnie entuzjastycznie przyjęto operę Verdiego
„Trubadur” mimo słabości libretta, którą Leo Ślezak
– austriacki tenor określił w następującym stwierdzeniu: „chociaż dziesiątki razy śpiewałem w „Trubadurze”, ale w dalszym ciągu nie wiem o co tam chodzi”.
[ciąg dalszy w następnym numerze In Gremio]
| Łukasz Łowkiet, aplikant adwokacki Szczecińskiej Izby Adwokackiej
(Nad)zwyczajne przedłużenie
Tymczasowe aresztowanie jest obecnie najsurowszym
środkiem zapobiegawczym, mającym przede wszystkim
na celu zabezpieczenie prawidłowego toku pos­tępowania
poprzez odizolowanie oskarżonego i umieszczenie go
w areszcie. Ten izolacyjny środek zapobiegawczy dotyka w głównej mierze prawa do wolności i nietykalności
osobistej osób, wobec których został zastosowany, a z
uwagi na jego powagę i dotkliwy charakter może zostać
zastosowany tylko i wyłącznie na mocy postanowienia
sądu, niezależnie od etapu, na jakim znajduje się postępowanie w sprawie.
Stosowanie tymczasowego aresztowania przez sąd
nie ma charakteru obligatoryjnego, co oznacza, iż aby
doszło do zastosowania tego środka, muszą zaistnieć
określone przesłanki ustawowe, uregulowane w art.
249 § 1 kpk, art. 258 kpk, a w określonych przypadkach
również w art. 263 § 4 kpk.
Mając na uwadze szczególny charakter tymczasowego aresztowania, a z drugiej strony okoliczność, iż jest
to jedynie środek zapobiegawczy, jego stosowanie nie
może następować bez żadnych ograniczeń.
Zgodnie z art. 263 § 2 kpk tymczasowe aresztowanie nie powinno przekraczać w postępowaniu przygotowawczym 12 miesięcy, a łączny okres stosowania
tego środka zapobiegawczego do chwili wydania pierwszego wyroku przez sąd pierwszej instancji nie powinien być dłuższy niż 2 lata (art. 263 § 3 kpk). Terminy
te mają jednakże charakter względny, ponieważ w myśl
art. 263 § 4 kpk, przedłużenia tymczasowego aresztowania na okres oznaczony, przekraczający 12 miesięcy
w postępowaniu przygotowawczym i 2 lata w postępowaniu przed sądem pierwszej instancji do chwili wydania pierwszego wyroku przez sąd pierwszej instancji,
może dokonać sąd apelacyjny na wniosek sądu, przed
którym sprawa się toczy, a w postępowaniu przygotowawczym na wniosek właściwego prokuratora bezpośrednio przełożonego wobec prokuratora prowadzącego lub nadzorującego śledztwo. Takie „nadzwyczajne przedłużenie” tymczasowego aresztowania wymaga jednak stwierdzenia kumulatywnego występowania podstaw stosowania tego środka zapobiegawczego
określonych w art. 249 § 1 kpk i art. 258 kpk oraz przesłanek „nadzwyczajnych” z art. 263 § 4 kpk.
O ile tryb postępowania w sprawie „nadzwyczajnego przedłużenia” tymczasowego aresztowania nie powinien budzić większych kontrowersji, o tyle, moim
zdaniem, sprawa komplikuje się, gdy stosowanie tymczasowego aresztowania ponad okres przewidziany w
art. 263 § 3 kpk następuje już po wydaniu pierwszego, niekorzystnego dla oskarżonego, wyroku przez sąd
pierwszej instancji, który na skutek wywiedzionej apelacji zostaje uchylony, a sprawa przekazana do ponownego rozpoznania. W sytuacji takiej należałoby postawić pytanie: który z sądów jest sądem właściwym do
utrzymania i przedłużenia tymczasowego aresztowania
trwającego ponad 2 lata i na jakich zasadach takiego
przedłużenia dokonuje?
Odpowiedzi na tak postawione pytanie poszukiwać
należy w orzecznictwie, przede wszystkim Sądu Najwyższego, dotyczącym tymczasowego aresztowania.
Znaczącym orzeczeniem, dotyczącym tej kwestii, jest
postanowienie Sądu Najwyższego z dnia 22 września
1998 r. (sygn. akt V KO 72/98)1 wydane na gruncie poprzednio obowiązujących przepisów, które kompetencję do przedłużania tymczasowego aresztowania, wynikającą z art. 263 § 4 kpk, przyznawały właśnie Sądowi
Najwyższemu, jednakże teza tego orzeczenia pozostaje
w dalszej części aktualna do dziś i znajduje zastosowanie do sądów apelacyjnych.
W przywołanym postanowieniu Sąd Najwyższy stanął na stanowisku, iż uprawnienie Sądu Najwyższego
(obecnie sądów apelacyjnych) do przedłużania tymczasowego aresztowania, wynikające z art. 263 § 4 kpk w
zw. z art. 263 § 2 i 3 kpk dotyczy tylko tych sytuacji, gdy
nie został jeszcze wydany pierwszy wyrok przez sąd
pierwszej instancji. W uzasadnieniu swojego orzeczenia Sąd Najwyższy wskazał, iż art. 263 § 4 kpk pozostaje w ścisłym związku z art. 263 § 3 kpk. Zgodnie z tym
ostatnim przepisem łączny czas stosowania tymczasowego aresztowania do chwili wydania pierwszego wyroku
przez sąd pierwszej instancji nie może przekroczyć 2 lat,
zatem kompetencja Sądu Najwyższego (obecnie sądów
apelacyjnych) do przedłużenia tymczasowego aresztowania, wynikająca z art. 263 § 4 w zw. z art. 263 § 3 kpk
powinna tyczyć się tylko i wyłącznie sytuacji, gdy nie
wydano jeszcze wyroku przez sąd pierwszej instancji.
W podobnym tonie Sąd Najwyższy wypowiedział się
również w uchwale z dnia 23 kwietnia 1998 r. (sygn. akt
I KPZ 2/98)2. Co prawda orzeczenie to dotyczyło obowiązku każdorazowego określania przez sąd terminu,
do którego ma trwać tymczasowe aresztowanie, jednakże w uzasadnieniu uchwały Sąd Najwyższy odniósł
się również do kwestii związanej ze stosowaniem tymczasowego aresztowania ponad okres 2 lat po wydaniu
pierwszego wyroku przez sąd pierwszej instancji. Zdaniem składu orzekającego, z treści art. 222 § 3 i 4 kpk
(obecnie art. 263 § 3 i 4 kpk) odczytać należy normę,
zgodnie z którą „podział kompetencji” pomiędzy sądem
właściwym do rozpoznania sprawy a Sądem Najwyższym (obecnie sądami apelacyjnymi), obowiązuje jedynie do wydania pierwszego wyroku przez sąd pierwszej instancji, natomiast w następnych fazach procesu
uprawnienia decyzyjne co do dalszego stosowania tymczasowego aresztowania kształtowane są już na zasadach ogólnych.
Mając na uwadze przytoczone przez Sąd Najwyższy
w powyższych orzeczeniach argumenty, po ewentualnym uchyleniu wyroku, jeżeli dotychczas zakreślony
1) OSNKW 1998/9-10/47.
2) OSNKW 1998/5-6/24.
okres, na jaki zastosowano tymczasowe aresztowanie,
upływa przed przekazaniem oskarżonego z powrotem
do dyspozycji sądu pierwszej instancji, omawiane kompetencje ma sąd odwoławczy, jeżeli zaś upływa on po
tym terminie – ponownie powracają one w gestię sądu
pierwszej instancji3.
Przedstawiona wyżej interpretacja przepisu art. 263
kpk budzi moim zdaniem poważne zastrzeżenia. Sytuacja, gdy po wydaniu pierwszego wyroku przez sąd
pierwszej instancji, przedłużenie stosowania tymczasowego aresztowania na okres przekraczający 2 lata dokonywane jest bez udziału i kontroli sądów apelacyjnych, doprowadzić może do naruszenia podstawowych
zasad stosowania tego środka zapobiegawczego, określonych m.in. w art. 263 kpk.
Zasady te ściśle związane są z terminami, na jakie może nastąpić przedłużenie stosowania tego środka, w tym maksymalnym czasem jego stosowania, a także określeniem sytuacji „wyjątkowych”,
w których ten maksymalny okres może zostać przedłużony.
Interpretując treść art. 263 § 4 kpk należy w pierwszej kolejności odnieść się do literalnego brzmienia
tego przepisu. Taka wykładnia prowadzić powinna do
wniosku, że intencją ustawodawcy było położenie nacisku przede wszystkim na terminy (okresy) określające
długość stosowania tymczasowego aresztowania, a nie
na terminy (daty), w których sąd rozstrzyga o dalszym
jego stosowaniu. Stosowanie tymczasowego aresztowania ponad okres 2-letni jest trudne do zaakceptowania
i de facto sprzeczne z ideą środka zapobiegawczego.
Powinno być dopuszczalne tylko w wyjątkowych sytuacjach i pod kontrolą sądów wyższej instancji. To przyświecało ustawodawcy, którego intencją nie mogło być
różnicowanie sytuacji oskarżonego w zależności od instancji, w której akurat rozpoznawana jest jego sprawa.
Art. 263 § 4 kpk wskazuje jednoznacznie, że przedłużenia stosowania tymczasowego aresztowania na okres
oznaczony, przekraczający terminy określone w § 2 i 3
może dokonać sąd apelacyjny, w którego okręgu toczy
się postępowanie (…). Wydaje się zatem, iż ustawodawca chciał, by w każdym przypadku, w którym przedłużenie tymczasowego aresztowania, następującego ponad dopuszczalne prawem terminy, dokonywane było
pod kontrolą sądów apelacyjnych, niezależnie od sytuacji procesowej, w której takie „nadzwyczajne przedłużenie” następuje. Przekazanie sądom apelacyjnym
kontroli najdłuższych aresztów tymczasowych tylko
i wyłącznie na pewnym odcinku postępowania w sprawie (do chwili wydania pierwszego wyroku przez sąd
pierwszej instancji) spotkać powinno się ze zdecydowanym sprzeciwem.
Usankcjonowana przez Sąd Najwyższy praktyka jest
więc sprzeczna z ratio legis art. 263 kpk, który sprowa3) Uzasadnienie uchwały SN z dnia 23 kwietnia
1998 r., OSNKW 1998/5-6/24.
dza się przede wszystkim do ograniczenia przedłużenia
stosowania tymczasowego aresztowania ponad przewidziane prawem okresy, ale również do zapewnienia osobie tymczasowo aresztowanej gwarancji, iż w sytuacjach
szczególnych (a taką jest przecież każdorazowe przedłużenie tymczasowego aresztowania na okres przekraczający 2 lata) ingerencja w jego sferę wolności osobistej,
która stanowi jedno z najważniejszych praw człowieka,
poddana zostanie dodatkowej, merytorycznej kontroli,
w tym wypadku kontroli sądów apelacyjnych.
Pamiętać należy również o tym, iż przepisy kpk dotyczące zasad stosowania i przedłużania najdłuższych
aresztowań tymczasowych współgrać powinny z uregulowaniami Europejskiej Konwencji o Ochronie Praw
Człowieka i Podstawowych Wolności. Europejski Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu niejednokrotnie
rozpatrywał już skargi na zbyt długie stosowanie przez
sądy polskie tymczasowych aresztowań wobec oskarżonych, a orzeczenia ETPCz dotyczyły zarówno tymczasowych aresztowań stosowanych w trakcie postępowania przed sądem I instancji, jak i aresztów stosowanych
po wyroku sądu I instancji lub w związku z uchyleniem
przez sąd II instancji wyroku sądu I instancji. Trybunał
Praw Człowieka w Strasburgu krytycznie odniósł się
do faktu, iż środek zapobiegawczy w postaci tymczasowego aresztowania jest środkiem nadużywanym przez
polskie sądy i jego nadmierne stosowanie w Polsce stanowi problem strukturalny będący wynikiem praktyki,
która jest niezgodna z Konwencją4.
O konieczności harmonizacji przepisów kpk i Konwencji wspominał w swoich orzeczeniach także Sąd
Najwyższy. Ponadto wskazywał on, że przedłużenie
stosowania tymczasowego aresztowania ponad okres 2
lat powinno mieć miejsce tylko w szczególnie uzasadnionych przypadkach, a art. 263 § 4 kpk zawiera normę prawną, do której sięgać należy z dużą dozą ostrożności. Tym bardziej zastanawiać powinno stanowisko
Sądu Najwyższego, wyrażone w postanowieniu z dnia
22 września 1998 r. (sygn. akt V KO 72/98) i uchwale z dnia 23 kwietnia 1998 r. (sygn. akt I KPZ 2/98), że
po wydaniu pierwszego wyroku przez sąd pierwszej
instancji przedłużenie stosowania tymczasowego
aresztowania ponad okres 2 lat następować powinno
na zasadach ogólnych, bez konieczności wykazywania
„wyjątkowych” przesłanek uzasadniających takie przedłużenie i bez kontroli sądów apelacyjnych, co stanowi odstąpienie od fundamentalnych zasad, określających sposób przedłużania najdłuższych tymczasowych
aresztowań. [ ]
4) M. Bernatt, A. Bodnar, Tymczasowe aresztowanie
problemem strukturalnym – wyrok ETPCz w sprawie
Kauczor przeciwko Polsce, Biuletyn Informacyjny Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka,
Nr 4 (23), kwiecień 2009, s. 2.
| Aleksander Cywiński, kurator sądowy
Alkohol. Szczecin. Kurator.
Czy wiemy ilu jest Polaków mających problem z alkoholem, a ilu żyje w ich otoczeniu? Ile jest takich
osób w Szczecinie?
Z danych szacunkowych przywołanych przez Państwową Agencję Rozwiązywania Problemów Alkoholowych (PARPA) wynika, że w Polsce jest ok. 800
tys. osób uzależnionych od alkoholu (2% populacji).
Nadto liczba osób żyjących w otoczeniu alkoholików wynosi 1,5 mln dorosłych oraz 1,5 mln dzieci (na jednego uzależnionego przypadają średnio 4
osoby z jego otoczenia). Oddzielną kategorię stanowią osoby pijące szkodliwie – ich liczbę szacuje się
na 2 – 2,5 mln osób (5% - 7% populacji) 1 .
Oznacza to, że proporcjonalnie w ok. 400 tysięcznym Szczecinie jest odpowiednio: ok. 8 tys. osób
uzależnionych od alkoholu oraz 32 tysiące dorosłych i dzieci żyjących w otoczeniu uzależnionego.
Do tego dodatkowo, od 20 do 28 tys. osób pijących
szkodliwie – na które proporcjonalnie przypada od
80 do 112 tys. osób (dorośli i dzieci) żyjących w ich
Łącznie, wliczając osoby z najbliższego otoczenia
osób uzależnionych oraz pijących szkodliwie, można założyć, że w skali Szczecina jest ok. 140 – 180
tys. osób w różnym stopniu i charakterze uwikłanych w problem alkoholowy.
Wskazanie, że nawet ok. 40% mieszkańców żyje w
cieniu problemu alkoholowego pozwala zrozumieć
wagę zagadnienia i uznać priorytetowy charakter
wszelkich działań mających na celu redukowanie
szkód związanych z ww. problemem.
Trudno w to uwierzyć? Jaka jest nasza reakcja na
dane, które podkreślam, podaje Państwowa Agencja Rozwiązywania Problemów Alkoholowych, instytucja zajmująca się problematyką alkoholową.
„Odkryć” tych dokonałem w pewną styczniową,
mroźną niedzielę tego roku. Szukałem bowiem danych statystycznych dotyczących spożycia alkoholu, jako że aplikowaliśmy jako Zachodniopomorskie Stowarzyszenie Kuratorów Sądowych do Urzędu Miasta Szczecin o przyznanie środków finansowych na prowadzenie Punktu Konsultacyjnego dla
osób dotkniętych tym problemem. Na marginesie
powiem, że udało nam się pozyskać fundusze – ale
jeśli będzie taka możliwość napiszemy o tym osob1) http://www.parpa.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=155&Itemid=144
ny tekst tak, by przedstawić działalność naszego
Stowarzyszenia. Wracając zaś do głównego wątku
... wspomniane dane wstrząsnęły mną. Potem przez
kilka dni pytałem koleżanki i kolegów kuratorów o
ich wyobrażenie: ilu jest pijących i będących w ich
otoczeniu w Szczecinie? W zasadzie nikt nie potrafił udzielić poprawnej odpowiedzi. Wszyscy się dziwili. Być może myśleli, że robię im kawał – mam
bowiem chyba w miejscu pracy opinię osoby skorej
do żartów i nieco niepoważnej. Spokojnie im tłumaczyłem, wskazywałem kolejne składniki dające tak
przerażającą sumę. To chyba dobre słowo. Przerażające. Pasuje jeszcze - straszne i tragiczne.
Spojrzałem jednak inaczej na powyższe liczby pod
wpływem dwóch rozmów jakie odbyłem kilka dni
później. Pierwsza - z moim dozorowanym. W jednej z opinii psychologicznych napisano o nim, że
dąży do skrócenia dystansu. I faktycznie można z
nim porozmawiać na każdy temat. Więc zapytałem
go: ilu? A on na to, że coś mu się wydaje, że jestem
osobą z trochę innego świata, że nie mam rozeznania, brak mi pewno doświadczenia itd. W każdym
bądź razie chodziło mu o to, że nie zdaję sobie sprawy ze skali. Ponawiam więc pytanie: ilu? A on, że
60% - 70%. Że jego ojciec był alkoholikiem. Dodał,
że w prawie każdej rodzinie jest uzależniony. Myślą przebiegam po moich dozorowanych i ich rodzinach. Zgadza się. Jestem zdruzgotany. Druga rozmowa. Miałem wraz z kolegą możliwość spotkać się z
kilkoma anonimowymi alkoholikami. Mówię im
o tych danych, a na nich nie robi to najmniejszego wrażenie. Zupełnie jakbym matematykowi udowadniał, że dwa plus dwa jest cztery. Więc patrzą
na mnie tymi doświadczonymi oczyma, które zdają się mówić: „Człowieku, gdybyś znał całą prawdę
o alkoholu, to nie mógłbyś zasnąć przez najbliższy
tydzień”.
Dobrze. Przynajmniej wiem, że nie pomyliłem się
w obliczeniach. Choć wiedziałem już to wcześniej.
Przecież jedna jest arytmetyka. Ale wiedzieć coś
jeszcze nie wystarczy. Trzeba przyswoić sobie wiedzę i próbować jakoś do niej odnieść. Może przez
kulturę. Można. Może studencką? Czytam na stronie internetowej Gazety Wyborczej artykuł pt.
„Nawet dr House nie wyleczy studenckiej wątroby”2 . Rzecz traktuje o tym, jak chciano zachęcić do
udziału w wyborach Uczelnianej Rady Samorządu Studenckiego. We wspomnianym artykule pa2) http://szczecin.gazeta.pl/szczecin/1,34959
,7641579,Nawet_dr_House_nie_wyleczy_studenckiej_watroby.html
dają następuje słowa: „Juwenalia, otrzęsiny, wyjazdy. To wszystko organizuje Samorząd Studencki”. Obok wizerunek dra House’a i dymek z jego
ust: „Nie podjąłbym się leczenia ich wątroby”. Jest
śmiesznie? Jest. Jak na zdjęciu z człowiekiem, który
najwyraźniej po kilku głębszych osiągnął stan niebywałej gibkości i śpi sobie... Nie jestem w stanie
tego opisać w jakiej pozie pozostaje, proszę samemu to zobaczyć 3 . Jest swojsko? Jest. Jak na zdjęciu z
panem, który jedzie na rowerze trzymając kierownicę i pięć butelek wina, a szóstą w ustach 4 . Czego
się czepiam? W tym samym artykule czytamy, że w
zeszłym roku na zlecenie biura promocji Uniwersytetu Szczecińskiego powstał 30-sekundowy spot reklamowy, w którym do studiowania w Szczecinie
zachęcały dyskoteki, ładne dziewczyny i piwo. Co
ciekawe, materiał został wycofany po protestach
samych studentów. Czy w ogóle zauważamy zależność pomiędzy ryzykownym i szkodliwym spożywaniem alkoholu 5 , a możliwością popadnięcia
3) http://www.obrazky.pl/mistrz-jogi-2
4) http://www.obrazky.pl/akrobata
5) Ryzykowne spożywanie alkoholu to picie nadmiernych ilości alkoholu (jednorazowo i łącznie w określonym czasie) nie pociągające za sobą aktualnie negatywnych konsekwencji, przy czym można oczekiwać,
że konsekwencje te pojawią się, o ile obecny model pi-
cia alkoholu nie zostanie zmieniony. Picie szkodliwe
to taki wzorzec picia, który już powoduje szkody zdrowotne, fizyczne bądź psychiczne; ale również psychologiczne i społeczne, przy czym nie występuje uzależnienie od alkoholu. Powyższe definicje zaczerpnięte z
materiałów PARP-y.
6) http://kobieta.gazeta.pl/kobieta/1,96115,5732748,
Zabojcza_terapia_HIV.html
7) http://www.southafrica.info/mandela/mandela-son.htm
8) http://wyborcza.pl/1,76842,5976945, Niedysponowana_poslanka_Kruk.html
w chorobę alkoholową? Z akcentem na słowo: „choroba”. A może jest z nami trochę jak z byłym prezydentem RPA Thabo Mbeki i jego minister zdrowia dr Manto Tshabalali - Msimangi, którzy kwestionowali poglądy naukowe na temat tego, że wirus HIV powoduje AIDS 6? Jakie mechanizmy działają w tym afrykańskim kraju, że panuje tabu na temat AIDS. Mało kto otwarcie mówi o tej chorobie.
45 milionów ludzi i 5 milionów nosicieli. Dlatego
tak ważny był gest Nelsona Mandeli, który ujawnił,
że jego syn zmarł na AIDS. Noblista apeluje o to by
HIV/AIDS było traktowane jak normalna choroba,
tak jak gruźlica czy rak 7. Nas ten problem nie dotyczy w takim stopniu. Wobec tego dziwimy się. Jak
to możliwe, że AIDS to dla nich tabu, wstydliwy temat? Dla nas może i jest. Ale u nich? Skoro jest tak
wielu chorych? Dziwimy się, bo jest daleko i możemy patrzeć na problem na chłodno. Bez emocji
– podkreślam - bo nas to nie dotyczy w takim stopniu. Ciekawe jak patrzą w RPA na problemy alkoholowe Polaków? A może szerzej: Słowian i innych
ludów północy. Jak potraktować zachowanie pewnej posłanki, która w listopadzie 2008 r. w Sejmie
zdawała się być pod wpływem alkoholu. Śmiać się
i mówić: nie ona pierwsza, nie ostatnia. Bo przecież
chyba taki jest sens słów jej kolegi partyjnego, który mówił: „Jeżeli ktoś jest bez winy w tym gmachu,
to niech pierwszy rzuci kamieniem”8 . Czyli: upić się
w pracy – ludzka rzecz. I tylko prezes partii był być
może bardzo blisko prawdy – bo powiedział: „Może
na przykład jest chora”. Tylko nie ma pewności, czy
miał na myśli właśnie TĘ CHOROBĘ. Ale wyobraźmy sobie, że podczas nocy przynoszącej ulgę po pełnym spiekoty dniu wpatruje się w gwiazdy mieszkaniec RPA i słucha wiadomości ze świata. A tam
informacja o naszej posłance. I o jej kolegach, którzy starają się „odwrócić kota ogonem”. Myśli sobie:
„Po co ta szopka? Przyznaj, że masz problem i że w
związku z tym pójdziesz się leczyć. Tak jak leczy
się gruźlicę czy raka”. Ale nie u nas. Bo o ile wszyscy sobie żartujemy jeśli chodzi o alkohol, a wielu
z nas jest gotowych pomagać ludziom, którzy mają
problemy z nadużywaniem i chcą to jakoś zatuszować (a nie leczyć), to chyba mało kto wie, jakie koszty wiążą się np. z przeszczepem wątroby. Ok. 250
tys. zł. Tyle kosztuje ta „zabawa”. Zaś w skali Europy
koszty spożywania alkoholu to 125 mld euro rocznie 9 . Brzmi zbyt dramatycznie? Za czarno? Otóż
uważam, że naprawdę pesymistycznie brzmiało by
stwierdzenie: „Pozdychamy z powodu alkoholu. My
i nasze dzieci. Nie ma ratunku. To kompletna zagłada”. Tak jak u plemion dalekiej północy w Rosji. A ja
tylko korzystam z danych mówiących, że uzależnionych od alkoholu jest 2% populacji, a pijących szkodliwie od 5% do 7% populacji.
Kiedyś miałem inny stosunek do uzależniania od
alkoholu. Problem jak jeden z wielu. Gdzieś pomiędzy niesprzyjającą pogodą, a niedostatecznie
oświetlonym centrum miasta. Zmieniło, gdy przepracowałem kilka lat jako kurator. Dostrzegłem, że
problem alkoholowy ze względu na swą wagę urasta do roli pierwszoplanowego. Dawno temu kupiłem młodszym kolegom alkohol. Kilka piw. Dziś
się tego strasznie wstydzę. I jest mi głupio. Postąpiłem wyjątkowo nierozsądnie. Teraz, dzięki temu,
że dane mi jest pracować jako kurator i mogłem
spotkać wielu, doświadczonych okrutnie przez życie ludzi – sprawców i ofiary – a najczęściej niosących w sobie obie te role rozumiem, że to igranie z
ogniem. Czasem dosłownie - kiedy spalił się człowiek w mieszkaniu, w którym byłem rok wcześniej
przeprowadzając wywiad środowiskowy. A innym
razem w przenośni, gdy mój dozorowany mówił, że
musi napić się piwa by ugasić ogień, który pali go
od wewnątrz po wczorajszej imprezie. Trudno nam
kuratorom pracować, gdy mamy takiego przeciwnika, a do tego brak pewności, że decydenci pojmują
wagę problemu. Choroba alkoholowa pokonała miliony ludzi. A do tego wychowują się kolejne pokolenia adeptów „sztuki alkoholowej”. Dowodzą tego
wyniki z 2003 r.: „napoje alkoholowe są najbardziej
rozpowszechnioną substancją psychoaktywną używaną przez młodzież. Do picia napojów alkoholowych przyznaje się ponad 92% uczniów III klas
gimnazjalnych i ponad 96% uczniów II klas szkół
średnich. Najczęściej spożywanym napojem alkoholowym jest piwo. (...) do upicia się w czasie ostatniego roku przyznało się niemal 50% piętnastolatków (58% chłopców i 40% dziewcząt) i ponad 65%
siedemnastolatków (74% chłopców i 54% dziewcząt). Na miesiąc przed badaniami upił się co trzeci
15/16–letni chłopiec (38,1%) i co piąta 15/16–letnia
dziewczynka(26,5%)”10 . Potwierdzają to również ba-
9) Anderson P. & Bamberg B. Alkohol w Europie. Londyn: Instytut Badań nad Alkoholem. (2006), s. 8
10) http://www.parpa.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=89&Itemid=12
dania najaktualniejsze. Sam tytuł publikacji prasowej opisującej te badania jest poruszający: „Szokujące badania: gimnazjaliści piją, palą, noszą noże”11 .
Tymczasem w dniu 25 maja 2009 r. uchwałą Rady Miasta Szczecin zwiększono limit sklepów z alkoholem z
400 do 650. Porównanie liczby punktów sprzedaży napojów alkoholowych oraz wielkości spożycia 100% alkoholu w przeliczeniu na jednego mieszkańca sugeruje
zależność pomiędzy tymi dwoma wskaźnikami – można postawić tezę, że wraz ze wzrostem liczby punktów sprzedaży napojów alkoholowych wzrasta wielkość spożycia 100% alkoholu w przeliczeniu na jednego mieszkańca. W 1998 r. wypijaliśmy średnio 7,02 l
czystego alkoholu, który można było kupić w 127.479
punktach sprzedaży napojów alkoholowych, natomiast
w 2007 r. 9,21 l czystego alkoholu, który można było
kupić w 197 495 punktów sprzedaży napojów alkoholowych. Jeden punkt przypada na 193 Polaków12. A co
jeśli należy inaczej interpretować wspomniane liczby?
I znów bezcenną wiedzą dzielą się ze mną moi podopieczni. Rozmawiam z osobą, która została skazana
za znęcanie się nad swoją rodziną. Sąd nałożył obowiązek podjęcia terapii. Dozorowany zgłosił się do Ośrodka Terapii Uzależnień przy ul. Ostrowskiej 7 w Szczecinie. Mam wrażenie, że osoba ta zaczyna korzystać z
dobrodziejstwa jakim jest terapia. Podnosi jednak pewien problem. Jak to możliwe, że w promieniu 50 metrów od jego miejsca zamieszkania są trzy sklepy, w których można kupić wódkę? Nawet w warzywniaku. I gdy
idzie po ziemniaki, jest kuszony. Wódka stoi po lewej
stronie. On ją widzi. Jak mówi, jest mu ciężko. A z drugiej strony korzystam ze wspomnianego już raportu dotyczących alkoholu w Europie, gdzie czytam: „Najmocniejsze dowody skuteczności w zakresie zmniejszania
szkód wyrządzonych przez alkohol dotyczą interwencji zmierzających do uregulowania rynku alkoholu, np.
kontrola cenowa i podatki, zarządzanie dostępności alkoholu i regulowanie komunikacji marketingowej”13.
Przepraszam, ale w tym momencie przypomina mi się
pewien kawał. Otóż przy korycie stoją dwie świnie. Ponieważ gospodarzowi bardzo zależy na tym, by jak najszybciej przybrały na wadze, bez litości je tuczy. Nic,
tylko jedzą. I jedna z nich źle się poczuła. Zwymiotowała. Na to ta druga, patrząc z wyrzutem mówi: „Głupia,
z tym sobie nie radzimy, a ty jeszcze dolewasz?”. To trochę śmiech przez łzy. Naprawdę trudno nam kuratorom
pracować, gdy mamy takiego przeciwnika. [ ]
11) http://warszawa.gazeta.pl/warszawa
/1,95190,7657725,Szokujace_badania__gimnazjalisci_pija__pala__nosza.html
12) http://www.wyhamujwpore.pl/files/pdf/Jak-pija-Polacy.pdf
13) Anderson P. & Bamberg B. Alkohol ..., s. 11
Oddziału ZPP w Szczecinie
Wiosną bieżącego roku upłynęła czteroletnia kadencja Zarządu Oddziału Zrzeszenia Prawników Polskich w
Szczecinie, chciałbym więc podsumować nasze dokonania na przestrzeni
tych lat i wskazać te obszary działalności, na których nie wszystkie zamierzone cele udało nam się zrealizować.
Rozpoczynaliśmy w roku 2006 niejako na bazie zorganizowanej przez
szczecińskie środowisko prawnicze
rok wcześniej ogólnopolskiej spartakiady prawników. Doświadczenia zdobyte przy organizacji tak dużej imprezy staraliśmy się następnie wykorzystać w pracy na rzecz naszego środowiska. Stąd wiele nowych twarzy, które wówczas pojawiły się w stowarzyszeniu i jego władzach, nowy prezes,
sekretarz, skarbnik, czy czworo członków zarządu.
Jednym z pierwszych problemów, z jakim przyszło nam się zmierzyć, było
usamodzielnienie się oddziału. Realizując uchwałę Zarządu Głównego ZPP
nakazującą poszczególnym oddziałom
stowarzyszenia uzyskanie własnej osobowości prawnej, wdrożyliśmy odpowiednie procedury, uzyskując wpis w
rejestrze stowarzyszeń. Bez wątpienia ułatwia nam to codzienną działalność, możemy choćby zawierać umowy we własnym imieniu i decydować
o przeznaczeniu funduszy, jakimi dysponujemy, ale też nakłada na nas kilka
obowiązków, jak choćby konieczność
corocznego rozliczania się z urzędem
skarbowym. Opisując zaś stronę organizacyjną oddziału nie sposób nie wspomnieć o sekretarzu zarządu adw. Łucji
Pożodze, która włożyła dużo wysiłku w
prawidłowe jego funkcjonowanie.
Bez wątpienia działalność Zrzeszenia
Prawników Polskich w Szczecinie jest
widoczna, zaś sama nazwa nie jest w
naszym środowisku anonimowa. To
wszak staraniem wiceprezesa zarządu oddziału prok. Ryszarda Różyckiego możemy co pewien czas gościć w naszym mieście wielu ciekawych ludźmi
świata polityki czy prawa, a nazwiska
choćby prof. Marka Safjana, prof. Lecha Paprzyckiego czy Ryszarda Kalisza
mówią same za siebie. Zresztą nieocenioną działalność Pana Prokuratora dostrzegła i kapituła przyznająca nagrodę
Gremiusa, czyniąc go laureatem ostatniej jej edycji, co oczywiście było dla
niego nie tylko zasłużoną nagrodą, ale i
bodźcem do dalszej działalności, więc i
w przyszłości możemy liczyć na spotkania z równie ciekawymi ludźmi.
Swoją renomę mają organizowane przez nasz oddział (w osobie sędzi
Magdaleny Ledworowskiej) karnawałowe Bale Prawnika, których cztery dotychczasowe odsłony zawsze gromadziły przeszło sto świetnie bawiących się
osób, a główna organizatorka ma już
szereg pomysłów tak na kolejne bale,
jak i kilka innych ciekawych imprez o
charakterze integracyjnym.
Jednym z celów działania Zrzeszenia
Prawników Polskich jest edukacja w
zakresie prawa. Czyniąc temu zadość,
przy znacznym nakładzie pracy adwokatów Huberta Cieszyńskiego i Krzysztofa Kapelczaka, nawiązaliśmy stałą
współpracę ze szkołą salezjańską, dzięki czemu ucząca się tam młodzież ma
okazję przyjść do sądu i bliżej poznać
pracę sędziego, prokuratora czy adwokata, zadać im wiele ciekawych, a często niespodziewanych pytań. W zamian
szkoła udostępnia na nasze potrzeby
swoją halę sportową, co wykorzystujemy organizując tam co roku turnieje piłkarskie z udziałem dużej grupy
prawników nie tylko z naszego miasta.
Jak już wspomniano na wstępie, nie
wszystkie założenia przyjęte na początku kadencji ustępującego zarządu udało się zrealizować. Dotyczy to przede
wszystkim liczby członków oddziału,
która przez ostatnie cztery lata wzrosła
niewiele i obecnie liczy on 44 zarejestrowane osoby oraz ściągalności składek członkowskich, bowiem regularnie płaci je około 20 % członków. Nad
tymi problemami pochylić zamierza się
w pierwszej kolejności nowy zarząd oddziału i nie ukrywamy, że liczymy na
poprawę tych wyników.
Odrębnego poruszenia wymaga też
kwestia działalności (a w zasadzie bezczynności) krajowych władz Zrzesze-
nia Prawników Polskich. Otóż Zarząd
Główny ZPP w chwili obecnej ogranicza się w zasadzie do przesyłania oddziałom życzeń świątecznych i ponagleń o przekazywanie, zgodnie ze
statutem, połowy kwot z uzyskiwanych przez nie składek członkowskich. Przede wszystkim jednak, pomimo upływu czteroletniej kadencji Zarządu Głównego, dotychczas nie został zwołany Zjazd Krajowy ZPP, stanowiący najwyższą władzę stowarzyszenia, a powodem tego, jak nas poinformowano w centrali, jest brak kontaktu
członków zarządu z jego prezesem. Sytuacja ta, choć bezpośrednio nie wpływa na działalność szczecińskiego oddziału ZPP (jedynie coraz częściej zastanawiamy się nad sensownością przekazywania do Warszawy połowy i tak
niewielkich funduszy pochodzących ze
składek członkowskich), spowodowała podjęcie na zebraniu oddziału szczecińskiego, w ślad za oddziałem ZPP w
Katowicach, uchwały wzywającej Zarząd Główny do zwołania zjazdu sprawozdawczo – wyborczego Zrzeszenia
Prawników Polskich, albowiem dotychczasowa bezczynność zarządu w tym
przedmiocie powoduje naszą obawę o
dalszy los Zrzeszenia i nakazuje poddanie pod rozwagę delegatów na Zjazd
Krajowy kwestii dalszej działalności
Zrzeszenia w obecnym kształcie.
Kończąc powyższe sprawozdanie z
działalności naszego oddziału zapewniamy też, że będziemy kontynuować
opisane wyżej, a mające już pewną tradycję inicjatywy, a także chcielibyśmy
wprowadzić w życie kilka nowych pomysłów. Niektórym zaś członkom nowego zarządu już kołaczą się w głowie
myśli o zorganizowaniu kolejnej ogólnopolskiej spartakiady prawników.
Wszystkich chętnych do działania w ramach naszego stowarzyszenia oczywiście serdecznie zapraszamy, jesteśmy
też otwarci na nowe pomysły działań
na rzecz naszego środowiska. [ ]
stary/nowy prezes Zarządu
Od lewej stoją: Radosław Bielecki, Krzysztof Kapelczak,
Ryszard Suchodolski, siedzą: Łucja Pożoga, Magdalena
Ledworowska, Henryk Sobociński, Ryszard Różycki
Prawników Polskich w Szczecinie
W maju br. odbył się w Szczecinie zjazd sprawozdawczo-wyborczy Zrzeszenia Prawników Polskich. Po uzyskaniu absolutorium dotychczasowy Zarząd zakończył
swoją kadencję. Zjazd wybrał nowe władze Zarządu
Oddziału ZPP. Prezesem został sędzia Radosław Bielecki, wiceprezesami - prokuratorzy Ryszard Różycki i Ryszard Suchodolski, sekretarzem - adwokat Łucja Pożoga, skarbnikiem - adwokat Krzysztof Kapelczak, członkami - sędzia Magdalena Ledworowska i prezes Sądu
Okręgowego Henryk Sobociński.
| Ryszard Różycki, Wiceprezes Zarządu Oddziału Zrzeszenia Prawników Polskich w Szczecinie
Handel ludźmi – nasilające się zjawisko
Na początku lat 90-tych zaobserwowano w Polsce
nasilenie się przestępstwa handlu ludźmi. Mimo to
handel ludźmi, jako zjawisko ciągle nowe i ulegające
przemianom, nadal pozostaje problemem nie do końca rozpoznanym i opisanym. Z inicjatywy Zarządu
Oddziału Zrzeszenia Prawników Polskich w Szczecinie, 23 czerwca odbyło się w sali konferencyjnej Prokuratury Okręgowej spotkanie prawników na temat
handlu ludźmi.
Z ramienia Prokuratury Apelacyjnej problematykę handlu ludźmi w codziennej pracy prokuratury i
w działaniach profilaktyczno – edukacyjnych omówiła prok. Anna Gawłowska – Rynkiewicz. Obecnie
trwa kampania profilaktyczno – edukacyjna przeciwko handlowi ludźmi pod hasłem „Nie każdy pociąg jedzie do Hollywood”. Idea i tytuł tej kampanii powstały w Prokuraturze Apelacyjnej w Szczecinie. Została
ona zainaugurowana w czerwcu 2008 r. we współpracy z Zachodniopomorską Policją, Wojewodą Zachodniopomorskim, Kuratorium Oświaty i Marszałkiem
Województwa Zachodniopomorskiego. Zgodnie z zamysłem organizatorów kampanii, jej zadaniem jest
przybliżenie społeczeństwu zagrożeń związanych ze
zjawiskiem handlu ludźmi, ukazanie mechanizmów
werbunku, zachowań, które mogą pomóc w uniknięciu stania się ofiarą tych przestępstw i przedstawienie
spektrum pomocy dla osób pokrzywdzonych.
Tematykę handlu ludźmi wprowadzono do bloków tematycznych realizowanych przez Prokuraturę Apelacyjną w ramach corocznego „Tygodnia Pomocy Ofiarom Przestępstw”. Obserwacja praktyki proku-
ratorskiej wskazuje, że dużym wyzwaniem pozostaje pogodzenie idei osiągnięcia ustawowych celów postępowania karnego z jednoczesnym poszanowaniem
praw ofiar handlu ludźmi zwłaszcza, gdy są one także sprawcami przestępstw. Warto też pamiętać o trudnościach w identyfikacji handlu ludźmi. Trudności te
nie są generalnie spowodowane brakiem wiedzy czy
wrażliwości prokuratorów i policjantów, lecz postawą
osób pokrzywdzonych, które z powodu traumatycznych przeżyć lub obawy przed sprawcami nie ujawniają okoliczności wskazujących na to, że są ofiarami szeroko rozumianego procesu handlu ludźmi. Niejednokrotnie też osoby, które były eksploatowane,
np. w prostytucji, asymilują się z nowym środowiskiem i nie są zainteresowane przekazaniem organom
ścigania wiedzy o zjawiskach przestępczych.
W polskim kodeksie karnym problematyka handlu
ludźmi uregulowana jest w wielu artykułach. Z art.
253 kk wynika, że osoba uprawiająca handel ludźmi,
nawet za ich zgodą, podlega karze pozbawienia wolności na czas nie krótszy niż 3 lata. Kara pozbawienia wolności za czerpanie korzyści majątkowej z organizowania adopcji dzieci wbrew przepisom może
wynieść nawet 5 lat. Kolejne przepisy (w art. 204 kk)
przewidują odpowiedzialność karną za stręczycielstwo i sutenerstwo oraz za zwabienie i uprowadzenie
ofiary w celu uprawiania prostytucji za granicą, nawet do 10 lat pozbawienia wolności.
Asp. sztabowy Andrzej Kędzierski z Wydziału Kryminalnego Komendy Wojewódzkiej Policji przedstawił wkład pracy Policji w walce z handlem ludźmi. Zo-
stał nawet powołany zespół do walki z handlem ludźmi. Zadaniem zespołu jest zbieranie informacji o osobach działających w zorganizowanych grupach przestępczych, zajmujących się wykorzystywaniem osób
w agencjach towarzyskich, bądź innych miejscach
pracy, zmuszając je bądź do świadczenia usług seksualnych (agencje towarzyskie i mieszkaniowe) lub do
niewolniczej pracy z minimalnym, bądź żadnym wynagrodzeniem. Do działań Policji należy również monitorowanie sieci internetowej pod kątem ujawnienia
stron bądź filmów pornograficznych z udziałem osób
nieletnich, monitorowanie ogłoszeń towarzyskich kobiet i mężczyzn oferujących usługi seksualne, a także żebractwo. Na terenie województwa zachodniopomorskiego do chwili obecnej nie stwierdzono przypadków żebractwa pod przymusem.
Ściganie przestępczości handlu ludźmi jest
procesem złożonym, zazwyczaj długotrwałym
i czasochłonnym. Związane jest to z faktem, że
w większości przypadków mamy do czynienia
z jednej strony z działaniem zorganizowanych grup
przestępczych o charakterze międzynarodowym,
wykorzystujących całe spektrum działań charakterystycznych dla tego typu przestępczości (przemoc fizyczna i psychiczna, zastraszanie, szantaż, pozbawienie wolności, groźby), z drugiej zaś
z pokrzywdzonymi, zazwyczaj kobietami i dziećmi.
Działania zespołu pod kątem ujawniania przypadków handlu ludźmi skupiają się na kontrolach
miejsc, w których świadczone są usługi seksualne, tj. trasy szybkiego ruchu, agencje mieszkaniowe
i towarzyskie. Prowadzone są rozmowy z kobietami
trudniącymi się świadczeniem usług seksualnych.
Działania kontrolne w agencjach towarzyskich prowadzone są wspólnie z funkcjonariuszami Straży
Granicznej, którzy dokonują sprawdzeń legalności pobytu i legalności zatrudnienia. Kontrole te przynoszą
efekty. Przykładowo uzyskano materiał procesowy,
polegający na wszczęciu śledztwa dotyczącego działalności dwóch agencji na terenie Szczecina. Efektem
tych działań było doprowadzenie do przedstawienia
zarzutów właścicielowi agencji i w konsekwencji do
zaprzestania ich działalności. Obecnie w Szczecinie
funkcjonuje 5 agencji towarzyskich i około 150 agencji mieszkaniowych. Mieszkaniowe agencje towarzyskie są umiejscowione w mieszkaniach prywatnych,
z reguły w centrum miasta. Agencje te jednak są narażone na działalność grup przestępczych nastawionych na zysk z tytułu tzw. ochrony. Agencje mieszkaniowe są monitorowane przez między innymi śledzenie ofert internetowych, a także ofert zamieszczanych w gazetach, prowadzone są rozmowy z tymi kobietami, które są informowane o zagrożeniach wynikających z tego rodzaju pracy. O każdych nieprawidłowościach, bądź próbach wymuszenia haraczu jesteśmy informowani przez osoby prowadzące agencje
– stwierdził funkcjonariusz Policji. O efektach tych
działań są informowane lokalne media, po to, aby nie
dopuścić do powstania nowej grupy.
Kom. Anna Lewnadowska – Kasprzycka naczelnik Wydziału Komunikacji Społecznej Komendy Wojewódzkiej Policji przedstawiła film, w którym aktorami są młodzi ludzie jednego ze szczecińskich liceów. Podejmuje on trzy podstawowe zagadnienia handlu ludźmi: żebractwo, pracę przymusową oraz wykorzystywanie kobiet w seksbiznesie. Bardzo interesujące wystąpienie miała wiceprezes Fundacji przeciwko
Handlowi Ludźmi i Niewolnictwu Irena Dawid–Olczyk, ale o tym w następnym numerze In Gremio.
Z zaproszonych gości w spotkaniu uczestniczyli:
zastępca Prokuratora Apelacyjnego Tadeusz Kulikowski, szef Prokuratury Okręgowej Józef Skoczeń i nowo
wybrany Dziekan Okręgowej Rady Adwokackiej w
Szczecinie adw. Marek Mikołajczyk. [ ]
Komitet Organizacyjny 1 Kongresu Nauk Sądowych zaprasza biegłych i rzeczoznawców do wzięcia udziału
w Kongresie, który odbędzie się 27 listopada 2010 roku w Warszawie.
Celem 1. KNS jest poprawa jakości, efektywności i sprawności opiniodawstwa dla celów sądowych w Polsce, poprawa statusu i wizerunku biegłego, integracja stowarzyszeń i biegłych różnych dyscyplin, powołanie Federacji Stowarzyszeń Biegłych i Rzeczoznawców, problem VAT dla biegłych, wydawanie biuletynu
rozsyłanego przez Internet.
Wszelkie informacje na temat Kongresu znajdują się na stronie internetowej www.1kns.pl.
O PUCHAR ZRZESZENIA PRAWNIKÓW POLSKICH
To był już czwarty piłkarski Turniej o Puchar Zrzeszenia Prawników Polskich w Szczecinie. Tym razem
odbył się w dniu 15 maja 2010 r., tradycyjnie w hali
sportowej przy ul. Ku Słońcu (obiekt Zespołu Szkół Salezjańskich). W imprezie wzięło udział osiem zespołów, podzielonych na dwie grupy. W grupie pierwszej
rywalizowali: Notariusze, Sędziowie, Radcowie Prawni
ze Szczecina oraz drużyna gospodarzy, tj. zespół szczecińskiego oddziału Zrzeszenia Prawników Polskich (dalej „ZPP”). W drugiej grupie grali: Adwokaci, Radcowie
Prawni z Gorzowa Wielkopolskiego, Kuratorzy i Asystenci oraz Aplikanci Adwokaccy. Z każdej grupy do
półfinałów awans miały uzyskać po dwa zespoły.
W grupie pierwszej, na otwarcie turnieju, spotkały
się ekipy ZPP oraz szczecińskich Radców Prawnych.
Gospodarze prowadzili już 2:0, jednak ambitna pogoń
przeciwników sprawiła, iż mecz skończył się remisem
2:2. W drugim meczu tej grupy Sędziowie, pomimo prowadzenia do przerwy, ulegli Notariuszom 2:4. Następnie, zespół ZPP pokonał Notariuszy 3:0, jednakże w tym
spotkaniu bardzo długo utrzymywał się remis, a wszystkie gole padły pod koniec meczu. Takim samym rezultatem zakończyło się zwycięskie dla Sędziów spotkanie
z Radcami Prawnymi ze Szczecina. W ostatniej kolejce szczecińscy Radcowie doznali porażki 1:3 z Notariuszami, a w meczu decydującym o wyjściu grupy gospodarze pokonali Sędziów aż 6:1, zajmując jednocześnie
pierwsze miejsce, tuż przed Notariuszami. Trzecie miejsce w tej grupie przypadło drużynie Sędziów, natomiast
czwarte - szczecińskim Radcom Prawnym.
W grupie drugiej Adwokaci do przerwy prowadzili z Kuratorami 2:0 i takim wynikiem zakończył się ten
mecz. W drugim spotkaniu Radcowie Prawni z Gorzowa Wielkopolskiego pokonali Aplikantów Adwokackich 4:2. Kolejny mecz to zdecydowana porażka gości
z Gorzowa, którzy ulegli Adwokatom 0:5. W następnym spotkaniu Kuratorzy i Asystenci w końcówce spotkania dali sobie odebrać zwycięstwo nad Aplikantami,
remisując 2:2, co jak się później zdecydowało o braku
awansu tych pierwszych do półfinału. W ostatniej kolejce Kuratorzy i Asystenci pokonali Radców Prawnych
z Gorzowa 2:0, a o tym kto awansuje do następnej rundy na drugim miejscu w grupie obok Adwokatów miał
zadecydować ostatni mecz grupowy. Tylko zwycięstwo
dwiema bramkami premiowało Aplikantów Adwokackich. Pewni awansu Adwokaci przegrali 0:2, a zatem
Kuratorzy i Asystenci ukończyli rywalizację na trzecim miejscu, wyprzedzając jedynie gorzowskich Radców Prawnych.
W pierwszym półfinale, zespół ZPP od początku meczu narzucił rywalom swój styl gry i dwukrotnie wychodził na prowadzenie w meczu z Aplikantami Adwokackimi. Jednakże nieskuteczność gospodarzy spowodowała nerwową końcówkę meczu, w której rywale wyrównali na 2:2, a o awansie decydowały rzuty karne. Te
lepiej wykonywała ekipa ZPP wygrywając pewnie 2:0.
Drugi półfinał to pojedynek Adwokatów i Notariuszy.
W regulaminowym czasie gry padł remis 1:1, ale
w karnych lepsi byli ci pierwsi, wygrywając 3:2.
Drużynie Aplikantów Adwokackich i Notariuszy pozostała walka o trzecie miejsce. Aplikanci wygrali zdecydowanie 4:1, a trzecie miejsce w turnieju trzeba
uznać za duży sukces ekipy debiutującej w tegorocznych rozgrywkach. W finale zagrali gospodarze oraz Adwokaci. Ci ostatni dość szybko objęli prowadzenie, którego nie oddali do końca meczu.
Dopiero w drugiej połowie zawodnicy zespołu ZPP zaczęli odrabiać straty, ale ostatecznie mecz finałowy zakończył się ich porażką 3:5.
Po ostatnim gwizdku sędziego przyszedł czas na
ceremonię wręczenia pucharów oraz nagród indywidualnych, które przyznał sędzia prowadzący zawody.
Puchar za pierwsze miejsce otrzymali Adwokaci, a występujący w ich barwach Łukasz Sowa otrzymał wyróżnienie indywidualne w postaci tytułu najlepszego bramkarza turnieju. Drugie miejsce przypadło ekipie szczecińskiego oddziału Zrzeszenia Prawników Polskich w Szczecinie, a reprezentujący ten zespół Krzysztof Kapelczak otrzymał statuetkę dla najlepszego zawodnika turnieju. Natomiast trzecie miejsce zdobyli debiutujący w rozgrywkach Aplikanci Adwokaccy. Na koniec należy podziękować wszystkim kibicom za przybycie oraz wsparcie dla swoich drużyn i już dziś zaprosić
na przyszłoroczny turniej. [ ]
Zrzeszenie Prawników Polskich w Szczecinie
XXI Ogólnopolska Letnia Spartakiada Prawników już niedługo
Wszystkich prawników-sportowców informujemy, iż w tym roku Spartakiada odbędzie się w terminie 23-26
września 2010 roku w Spale. Koszt uczestnictwa 750 zł (z noclegiem), 430 zł (bez noclegu). Termin przesyłania zgłoszeń - do 31 lipca 2010r.
Osoba odpowiedzialna za organizację Spartakiady:
Agata Barej, Oddział ZPP Warszawa Centrum, tel. 22 827 01 39, e-mail: [email protected]
ar ycz
fot. Paweł M
Ramowy program XXI Ogólnopolskiej Letniej Spartakiady Prawników
23-26 września 2010 Spała
1) CZWARTEK 23.09.2010 r.:
a) przyjazd od obiadu w czwartek 23 września – ok. godz.14.00,b) rozpoczęcie konkurencji zgodnie z harmonogramem zgłoszeń, c) wieczorem uroczyste otwarcie, grill z muzyką,
2) PIĄTEK 24.09.2010 r.:
b) rozpoczęcie konkurencji zgodnie z harmonogramem,
d) c.d. konkurencji zgodnie z harmonogramem,
e) uroczysta kolacja - bal z tańcami, pokazem filmu, wręczaniem medali,
3) SOBOTA 25.09.2010r.:
b) c.d. konkurencji,
d) dla chętnych wycieczka po okolicy,
e) zakończenie konkurencji, finały gier zespołowych,
f) kolacja z grillem, tańcami i wręczaniem medali oraz uroczyste zakończenie spartakiady,
4) NIEDZIELA 26.09.2010r.:
b) po śniadaniu wyjazd do domu.
ogólnopolskie spotkanie działaczy KIK-ów
| Michał Siedziako, OBEP IPN w Szczecinie
szczecińskich
no „nielegalną grupą inteligencji”). Skupiano się przy
legalnych, choć podlegających ze strony władz represjom, działających w ramach struktur kościelnych,
ośrodkach duszpasterstwa akademickiego. Największa grupa związana była z ośrodkiem mieszczącym się
w parafii pw. św. Andrzeja Boboli przy ul. Pocztowej,
prowadzonej przez księży jezuitów. Wielu związanych
było także z kościołem pw. Najświętszego Serca Pana
Jezusa przy pl. Zwycięstwa (księża chrystusowcy).
Podpisanie porozumień między strajkującymi robotnikami a przedstawicielami rządu latem 1980 r. spowodowało aktywizację także innych grup społecznych. Do
tworzenia własnych, niezależnych organizacji przystąpili studenci i rolnicy. Czas osłabienia władz oraz erupcji społecznej aktywności postanowiły wykorzystać
również środowiska katolickie. Po Sierpniu ’80 w całym kraju powstało kilkadziesiąt nowych KIK-ów. Szansy nie przepuścili też szczecińscy katolicy.
Pierwsze spotkanie w sprawie rejestracji niezależnego katolickiego stowarzyszenia odbyło się w domu
Przemysława Fenrycha już w dniu podpisania porozumienia między Komisją Rządową a Międzyzakładowym Komitetem Strajkowym w Szczecinie – 30 sierpnia 1980 r. Oficjalne zebranie założycielskie miało natomiast miejsce w salce duszpasterstwa akademickiego
w kościele pw. św. Andrzeja Boboli (późniejsza siedziba
stowarzyszenia) 9 października. Przyjęto statut, w którego przygotowaniu pomagał prof. Wiesław Chrzanowski i wybrano zarząd tymczasowy na czele z Edmundem Bilickim. Na liście członków założycieli znalazły
się 54 osoby. Nowa organizacja, choć nawiązywała do
tradycji działających w innych częściach kraju KIK-ów,
przyjęła nieco inną nazwę. Postanowiono mianowicie
nazwać się Szczecińskim Klubem Katolików.
Odmienność tę wyjaśnia nam deklaracja ideowa
SKK. Poprzez umieszczenie w nazwie przymiotnika
początki SKK
Rok 2010 obfituje w ważne dla Polaków rocznice.
Z okazji dwusetnych urodzin Fryderyka Chopina ogłoszony został rokiem chopinowskim. Latem obchodzić
będziemy trzydziestą rocznicę powstania „Solidarności”, która zapoczątkowała drogę do upadku komunizmu w państwach Europy Środkowej i Wschodniej.
Ostatnie tygodnie 2010 r. to z kolei czterdziesta rocznica robotniczej rewolty Grudnia ’70. W Szczecinie
warto pamiętać ponadto o pewnej mniejszej, jednakże
wciąż ważnej rocznicy. W 1980 r. powstał Szczeciński
Klub Katolików – stowarzyszenie, które było aktywnym
uczestnikiem oraz współtwórcą wielu ważnych w historii naszego miasta wydarzeń.
Swoimi korzeniami SKK sięga drugiej połowy lat
pięćdziesiątych. Na fali tzw. odwilży, związanej z wydarzeniami Października ’56 grupa szczecinian związanych z charyzmatycznym duszpasterzem akademickim – jezuitą o. dr. Władysławem Siwkiem powołała
do życia Klub Inteligencji Katolickiej. Był on jednym z
wielu powstałych w owym okresie w kraju katolickich
klubów, na czele z Ogólnopolskim Klubem Postępowej
Inteligencji Katolickiej w Warszawie. Prezesem jego
pierwszego zarządu tymczasowego w lutym 1957 r. został wybrany Jan Żyliński. Po dwóch miesiącach na tym
stanowisku zastąpił go sędzia sądu wojewódzkiego Roman Barcikowski. Wspomniany o. Siwek po powrocie
do Szczecina (jezuici wygnani z miasta przez komunistów na początku 1955 r. mogli powrócić po Październiku ’56) został natomiast opiekunem klubu. Władze
ostatecznie zdecydowały się zarejestrować tylko pięć
KIK-ów: w Warszawie, Krakowie, Toruniu, Poznaniu i
Wrocławiu. Klub szczeciński – po decyzji Ministerstwa
Spraw Wewnętrznych, które odrzuciło odwołanie od
wcześniejszego braku zgody na rejestrację, wydanego
przez władze lokalne – musiał ulec rozwiązaniu.
W kolejnych latach aktywni katolicy świeccy nie
mieli w Szczecinie swojej niezależnej organizacji. Nie
zaniechali jednak działalności. Organizowano dyskusje, wykłady, pielgrzymki. Świeccy działacze rozwijali, przede wszystkim od lat siedemdziesiątych, przykościelne poradnictwo rodzinne. Spotykano się często w prywatnych mieszkaniach (w raportach SB z lat
sześćdziesiątych uczestników takich spotkań nazywa-
go Zbigniew Majcher. Jako uzasadnienie takich działań wskazywano m.in. „antysocjalistyczną orientację
władz klubu”. Tajemnicą poliszynela był fakt, że chodziło tutaj konkretnie o osobę Przemysława Fenrycha.
Po wyjściu z internowania w listopadzie 1982 r. powrócił on na stanowisko wiceprezesa SKK i aktywnie włączył się do jego prac. Był odpowiedzialny za układanie
programów spotkań klubu, które z uwagi na zapraszanie niezależnych prelegentów były krytycznie oceniane
przez SB i przedstawicieli władz.
Cała sprawa miała na szczęście pozytywny finał.
Klubowicze zgodzili się wybrać nowy zarząd, do którego nie wszedł już Fenrych. Zmiana była jednak tylko formalna. Jego zakres obowiązków w klubie pozostał bowiem taki sam.
W drugiej połowie lat osiemdziesiątych SKK pozostawał w kontakcie z podziemną „Solidarnością”, udzielając jej stałego wsparcia. Rola SKK została doceniona
w 1989 r., kiedy Obywatelski Komitet Porozumiewawczy oddał klubowi jedno miejsce na solidarnościowej
liście kandydatów do Senatu w regionie. Klubowicze
zadecydowali, że zajmie je prezes Bilicki. O silnej pozycji klubu świadczył ponadto fakt, że drugim kandydziałacze SKK
„szczeciński” jego założyciele chcieli podkreślić związek z regionem i jego specyficznymi problemami.
Opuszczenie słowa „inteligencja” (które „utraciło swoją
precyzyjność i wymowę”) miało z kolei przyciągnąć ludzi z różnych grup społecznych, nie zawsze legitymujących się wyższym wykształceniem.
SKK został zarejestrowany 4 grudnia 1980 r. W kolejnych miesiącach mógł w pełni legalnie rozwijać swoją
działalność. Stałe spotkania odbywały się w każdy drugi oraz czwarty piątek miesiąca. Tradycyjnie rozpoczynały się one od mszy św., następnie odbywały się wykłady zaproszonych gości, po których słuchacze mieli
szansę na zadawanie pytań. W kolejnych latach klubowicze gościli m.in. Juliana Auleytnera, Władysława Siłę-Nowickiego, Józefę Hennelową, Tadeusza Mazowieckiego, Andrzeja Micewskiego, Jerzego Kropiwnickiego, Jerzego Turowicza, Stanisławę Grabską, Zdzisława
Szpakowskiego czy Kazimierza Wóycickiego.
W ocenie szczecińskiej SB „zarówno skład założycielski klubu, jak i powołany Zarząd od zarania nasuwał zasadnicze zastrzeżenia polityczne”. Rzeczywiście w dychotomicznych realiach politycznych lat
1980–1981 SKK występował jednoznacznie po stronie
„Solidarności”. Jego członkowie zasiadali we władzach
regionalnych związku. Mieczysław Ustasiak był wiceprzewodniczącym Zarządu Regionu, w którego prezydium pracowali także Jan Tarnowski, Ewaryst Waligórski i Przemysław Fenrych. Także w późniejszym okresie sympatie SKK były dalekie od władz. Bezpieka zajmowała się rozpracowaniem stowarzyszenia w ramach
sprawy o kryptonimie „Kreatorzy”. W ramach oddzielnych spraw gromadzono także materiały na poszczególnych działaczy. Przykładowo, materiały z inwigilacji
Edmunda Bilickiego opatrzono kryptonimem „Prezes”.
Spośród członków klubu i osób z nim związanych starano się pozyskiwać tajnych współpracowników (niestety, czasami się to udawało).
Po wprowadzeniu stanu wojennego niektórzy członkowie klubu zostali internowani. Wśród osadzonych
w ośrodkach odosobnienia znaleźli się m.in. Przemysław Fenrych, Ewaryst Waligórski (początkowo aresztowany, do internowanych dołączył w maju 1982 r.), Jan
Tarnowski, Kazimierz Nowotarski, Leszek Duklanowski, Wojciech Duklanowski, Mieczysław Ustasiak został
zaś aresztowany i skazany na cztery lata więzienia (odsiedział rok) za organizację po 13 grudnia 1981 r. strajku w Stoczni Szczecińskiej im. Adolfa Warskiego (szefował mieszczącemu się w zakładzie Regionalnemu Komitetowi Strajkowemu). Sam klub, w przeciwieństwie
do pozostałych KIK-ów na terenie całego kraju, jak również „reżimowych” organizacji katolickich, nie został
jednak zawieszony ani rozwiązany (czego przyczyną
była urzędnicza pomyłka) i mógł kontynuować swoją
Uderzenie w SKK przyszło dopiero w 1984 r. Z inspiracji SB władze wojewódzkie podjęły decyzję o rozwiązaniu zarządu stowarzyszenia. Z upoważnienia wojewody z datą 13 marca podpisał ją dyrektor Wydziału Społeczno-Administracyjnego Urzędu Wojewódzkie-
datem do izby wyższej parlamentu, wybranym przez
sam OKP, został Mieczysław Ustasiak, również członek
SKK. Jako kandydaci strony solidarnościowej obaj zostali wybrani do Senatu I kadencji.
SKK kontynuował działalność po 1989 r. W zmienionych realiach politycznych jego działacze mogli swobodnie udzielać się w szeroko rozumianej sferze publicznej.
Spośród członków klubu wskazać można osoby, które
pełniły funkcje w samorządzie, w publicznych mediach,
zasiadały w parlamencie, a nawet były członkami rządu.
Dziś spotkania klubu nie gromadzą już jednak takiej
liczby ludzi, jak dawniej. Choć SKK wciąż funkcjonuje (siedziba mieści się obecnie przy katedrze, funkcję
prezesa sprawuje Krystyna Bodnar), widać wyraźnie,
że czasy świetności ma za sobą. W roku jubileuszu klubowi wypada życzyć, aby ten stan rzeczy mógł jeszcze
ulec zmianie. [ ]
(zdjęcia ze zbiorów prywatnych Edmunda Bilickiego)
Święty Iwo Helory znów pod Wawelem
Dla znacznego grona prawników data 19 maja nie kojarzy się z żadnym świętem
związanym z profesją. Tymczasem od wielu lat jest to dzień obchodzony jako Święto
Patrona Prawników św. Iwo Helory (ur. 17 października 1253 r., zm. 19 maja 1303 r.),
które w tym roku miało charakter szczególny, albowiem po ponad 200 latach relikwie św. Iwo powróciły do Polski, konkretnie do Kolegiaty Akademickiej św. Anny
Kilka dni wcześniej prawnicy z krakowskiego Stowarzyszenia ArsLegis św. Iwo
Helory uczestniczyli w tradycyjnym spotkaniu prawników z całego świata, którzy
każdego roku spotykają się w rodzinnej Bretanii patrona, w miasteczku Tréguier na
odpuście św. Iwona, odprowadzając w procesji relikwiarz z czaszką świętego, z Katedry św. Tugduala do Kościoła NMP w Minihy-Trég.Tym. Tym razem pod Wawel powrócili z relikwiami świętego, które zostały umieszczone w specjalnym relikwiarzu.
Maciej Krzyżanowski,
INSKRYPCJA WYRYTA NA GROBIE ŚW. IWO:
Sanctus Ivo erat Brito/ Advocatus et non latro/ Res miranda populo Święty Iwo był Bretończykiem, adwokatem, a nie bandytą - rzecz zadziwiająca dla ludzi.
Zachodniopomorskie świadectwa kultury prawnej –
faksymile strony z czasopisma Unser Pommern
Miasta Księstwa Gryfitów nie były tak dostatnie i bogate jak
podobne im miasta w Rzeszy. Były oczywiście wyjątki, których
świadectwa do dziś możemy podziwiać na przykład w budowlach sakralnych i obronnych Stargardu, czy Anklam. Nie oznacza to, że mieszczanie pomorscy należeli do niezamożnych. I takie świadectwo majątku rodzinnego, przekazywanego w spadku, przynosi dokument będący testamentem gryfińskiego mieszczanina Erasmusa Pauli. Patrycjusz ten był wymieniony jako
zwierzchnik miasta w 1570 roku.
Dnia 25 maja 1603 roku w domu gryfińskiego pisarza miejskiego Nemerena, Erasmus Pauli spisał własnoręcznie swoją
ostatnią wolę. Przekazywał w niej wskazane części swego majątku na rzecz syna, kuzynów, krewnych nazwanych półbraćmi
i półsiostrami oraz nauczycieli miejskich, duchownych i kościołów miasta Gryfina. Ze szczególnym pietyzmem opisał przekazywane „zapisobiercom” książki: zbiory kazań i dzieła filozoficzne. Nakazał też dziedzicom przeprowadzenie swojego pogrzebu
według wskazanego ceremoniału i wykonanie epitafium do zawieszenia w kościele oraz ozdobionego inskrypcją kamienia nagrobnego.
Jak widać z troski o formę i treść rozrządzenia, testament Erasmusa Pauli dowodzi wysokiej kultury testowania, respektu dla
prawa i uświęcenia woli spadkodawcy. Podkreślał też więzy rodzinne, nawet te najdalsze. Testament był przechowywany do
1945 roku w muzeum miejskim w Gryfinie. Jego treść opracowano w 1932 roku i opublikowano w periodyku „Unser Pommern”.
Podziękowania dla Macieja Jurczaka z Instytutu Komunikacji Międzynarodowej; wykorzystano opracowanie Mariana Anklewicza „Tajemnice gryfińskiej historii” Wydawnictwo Mediadruk Gryfino 2009
Dni Morza 2010: “Trzydniowa naWałnica” w Szczecinie (11-13.06.2010)
zdjęcia: Łukasz Szelemej
Akademia Morska Szczecin Łukasz Nozdrzykowski