Source: http://czasopismo.legeartis.org/2016/05/podszywanie-sie-pod-adwokata.html
Timestamp: 2017-10-18 02:04:24+00:00
Document Index: 85902168

Matched Legal Cases: ['art. 448', 'art. 31', 'art. 425', 'art. 11', 'art. 24', 'art. 31', 'art. 425', 'art. 448']

Podszywanie się pod adwokata (kradzież tożsamości)
A teraz coś z nieco innej beczki: czy podszywanie się pod adwokata, w celu bezprawnego wydębienia od innej osoby wyimaginowanego roszczenia, może naruszać dobra osobiste tego prawnika? Co jednak jeśli nie chodziło o posłużenie się czyjąś tożsamością, lecz wybór imienia i nazwiska był całkowicie przypadkowy? (na podstawie wyroku Sądu Apelacyjnego z 17 lutego 2016 r., sygn. akt I ACa 1559/15).
Rzeczy miały następujący przebieg: pewna pani nabrała przekonania, że jej mąż ma romans z inną panią. A ponieważ wszystko wskazuje na to, że była równie nierozsądna co mściwa, założyła fałszywe konto na przypadkowe nazwisko A.C., po czym zaczęła — podpisując się jako pełnomocnik-adwokat — pisać do swej wyimaginowanej rywalki: że wskutek zdrady małżeństwo się rozpadło, że musi się leczyć, że rzekoma kochanka męża musi zapłacić 20 tys. złotych za jej leczenie („unikając rozgłosu i afery proszę o wpłacenie odszkodowania w kwocie j.w. na konto z dopiskiem — „dobrowolna wpłata na leczenie”), bo jak nie to powiadomi jej męża i dyrektora szkoły (do męża też pisała, jako „A.C. aplikant adwokacki”).
Adresatka tych listeli oburzyła się, że jakaś adwokatka lub aplikantka adwokacka posługuje się oszczerstwami w celu wyłudzenia pieniędzy, odszukała więc kancelarię, w której faktycznie pracowała aplikanta o nazwisku A.C. Zadzwoniła więc do jej patrona — i zrobiła się afera: chociaż prawniczka wszystkiego się wyparła, patron zapowiedział, że jeśli dyskwalifikująca sprawa się nie wyjaśni, będzie musiał się z nią rozstać, a do tego czasu odsunął ją od pracy, nie dopuszczał do rozmów z klientami, a w środowisku była pytana „co nawywijała”. Wszystko to spowodowało u aplikantki stres i traumę (m.in. bała się o egzamin z etyki), wypadały jej włosy, traciła na wadze, miała problemy z koncentracją, wycofała się z życia towarzyskiego.
Co ciekawe usiłowaniem wyłudzenia tych 20 tys. złotych zajęły się organy ścigania, które wszystko raz-dwa ustaliły — w tym to, że sprawczyni „w chwili popełnienia zarzucanego jej przestępstwa miała ograniczoną w stopniu znacznym zdolność do rozpoznania znaczenia czynu i do pokierowania swoim postępowaniem” (słowem: takie było u niej wzburzenie wyimaginowaną zdradą męża…) — jednak w ramach mediacji zobowiązała się do zapłaty aplikantce 7,5 tys. złotych zadośćuczynienia.
Na tym nie koniec, bo aplikantka wytoczyła także powództwo o ochronę dóbr osobistych i zadośćuczynienie, które zostało w znacznej mierze uwzględnione. Sąd wskazał, że z punktu widzenia naruszenia dóbr osobistych aplikantki nie ma znaczenia, że zazdrosna żona wymyśliła to nazwisko, skoro „trafiła” w autentycznie istniejącą osobę. Natomiast bezprawność działania nie podlega kwestionowaniu: żądanie zapłaty 20 tys. złotych byłoby oceniane w środowisku adwokatów jako wysoce nieetyczne, nielicujące z zawodem — tak zresztą korespondencję odebrał patron aplikantki i inne osoby, które dowiedziały się o sprawie.
Zważywszy natomiast na to, że naruszenie dóbr osobistych miało charakter zawiniony (art. 448 kc) — świadczy o tym posłużenie się cudzymi personaliami dla wyłudzenia pieniędzy jest działaniem sprzecznym z zasadami współżycia społecznego oraz świadczy o negatywnym stosunku do naruszonego dobra (prywatności, dobrego imienia osoby) — żądanie zapłaty zadośćuczynienia zostało uwzględnione — sprawczyni kłopotów ma zapłacić aplikantce 16,5 tys. złotych.
Nie ma przy tym znaczenia stwierdzona w postępowaniu karnym ograniczona poczytalność pozwanej, niezależnie bowiem od tego czy sąd cywilny jest związany ustaleniami sądu karnego w tym zakresie, ustalenia w zakresie wyłączenia odpowiedzialności karnej (art. 31 kk) nie pozwalają na postawienie znaku równości z wyłączeniem świadomości albo swobody (art. 425 kc nie przewiduje możliwości zmniejszenia stopnia poczytalności).
Słowem: masz problem, idź do prawnika, ale nie wyciągaj go z kapelusza jak Filip z konopi…
Tags: adwokat art. 11 kpc art. 24 kc art. 31 kk art. 425 kc art. 448 kc niepoczytalność prywatność tożsamość zadośćuczynienie
← Notki po konferencji „Przyszłość prawnej ochrony zwierząt w Polsce” (zorganizowanej przez Koło Naukowe Praw Zwierząt UWr)
Ustawa o godle, barwach i hymnie RP (tekst jednolity) →
Jak to często u Olgierda, wyczytuje się z tekstu więcej, niż on pisze :)
‘założyła fałszywe konto na przypadkowe nazwisko A.C.’ ‘do męża też pisała, jako „A.C. aplikant adwokacki”’
‘faktycznie pracowała aplikanta o nazwisku A.C.’
Średnio wierzę w przypadkowość…
‘ograniczoną w stopniu znacznym zdolność do rozpoznania znaczenia czynu ’
Gdyby napadła na konkurentkę i ją obiła – to uważałbym okoliczności za usprawiedliwiające.
Ale żądanie pieniędzy? Eeee…
Sąd II instancji nie dał wiary tej przypadkowości utrafienia w nazwisko. Niemniej takie było twierdzenie pozwanej.
Bo i gdyż twierdzenia podczas rozprawy można używać dowolnie, choć i tutaj można naruszyć dobra osobiste. A twierdzenie, że pszypadeg co do zasady trudno obalić, ale też i trudno potwierdzić.
Ale sprawa ciekawa, można by zrobić z tego odcinek serialu. Może nawet pociągnąć jako wątek poboczny przez parę odcinków jakiegoś serialu pseudo-prawniczego.
Myślę, że po prostu sąd nie miał podstaw by uwierzyć w aż taki przypadkowy przypadek — wyszedł z założenia, że babka pogóglowała, coś tam wyłowiła, coś tam napisała.
Inna sprawa, że skoro szła na pieniądze, to być może mąż w ogóle miał jej już dość…
Toteż właśnie pójście w pszypadeg w dobie Internetów (z siedzibą w Warszawie) jest mało wiarygodny.
Ciekawe czy na podstawie takiego działania mąż ma szanse na rozwód z winy żony. Gdybym napisał w pozwie o rozwód „utrata zafania do żony jako do osoby odpowiedzialnej i praworządnej” – jak sąd oceniłby taki pozew?
Mogę tylko gdybać (na rozwodach nie znam się nawet teoretycznie) ale popełnienie przez żonę przestępstwa z niskich pobudek — próba wyłudzenia i oszustwa (choćby i w stanie pomroczności jasnej) — to chyba dobra przesłanka do żądania rozwodu.
Jeżeli dobrze pamiętam anegdotę, to Bolesław Prus będąc reporterem jakiejś gazety, zmyślał różne zdarzenia typu „sołtys ukradł kurę”. Traf chciał że trafił na personalia i miejsce zamieszkania kogoś prawdziwego i tenże go przyszedł do redakcji obić.
Ciekawe czy szukał Bolesława Prusa czy Aleksandra Głowackiego ;-)
Oj, a ja bym dodał, że chyba tej Pani nieco zaszkodziła przegrana w sprawie karnej. Trzeba było nie przegyrywac karnej, zrobić z siebie wariatkę (wtedy? chwilowa niepoczytalność itp.) i nawet mogła by mieć męża w szachu, że jak się rozwiedzie to będzie jej rente płacił… słowem poszła do słabego prawnika na początku lub prawnik jej nie doradził skutecznej drogi (ciekawe czemu…)
Nie lubię prawników – pojedynczy prawnik bywa OK, ale sumarycznie większość to dupki.
Dupkowatość nie może wynikać z ew. sumaryczności zjawiska ;-) Przyznam, że zdarza się czasem pewne parcie na manierę (może i sam nie jestem od tego wolny?), ale znam wielu prawników i chociaż zdarzają się i dupki, są też fajni ludzie :-)
Smutna prawda jest taka, że studia + praktyka w zawodzie może nieco zlasować głowę i prawnikom zdarza się mieć o sobie za wysokie mniemanie, tudzież traktować ludzi z góry.
Ale wciąż to nie wszyscy.
Ja z kolei raczej lubię. Zwykle jako osoby, niejednokrotnie tez jako przedstawicieli palestry.
Bardzo lubię (schadenfreude, a co złośliwy jestem a „Nic tak nie cieszy jak cudza bezmyślność” – T Urban) gdy zaczynają pisać głupoty wynikające z niewiedzy. Jeszcze bardziej, gdy jedna głupota przeczy drugiej głupocie. Zwłaszcza tuż obok siebie. Mam wtedy niemałą satysfakcje, gdy wykazuję takie sytuacje posługując się prostą logiką i równie prostą fizyką (zwykle wystarcza na poziomie szkoły podstawowej). Miny i barwy (pąsy, purpury, niekiedy karminy wypływające spod oblamowania togi) bywają wspaniałe. Odgłosy dziwnie tłumionego parskania od strony Wysokiego Sądu też maja swój ogromny urok .
Niestety, zdarza się to coraz rzadziej – zwykle gdy pojawiają się jakieś „młode wilki”
Ale młode wilczki w purpurze, to po lewicy i prawicy najjaśniejszego, czcigodnego wysokiego sądu?
Tuszę, że chodzi o purpurę nachodzącą na zieleń lub błękit.
Młodzi tak mają, że bywają za bardzo przejęci swoją rolą. ;-)
To chyba troszkę jak w tytule („podszywanie się”) ;-)
To ktoś ich przejmuje. ;-)
Zwykle w ławach stron. Ostatnio jakby przesuwa się na stronę pozwanego ubezpieczyciela, choć i po stronie powodowej też bywało. Kiedyś nawet usłyszałem, że pismo procesowe „pisałem szybko na kolanie”. (sic)
„statystyka” z pamięci: zieleń (tendencja malejąca), błękit (tendencja ostatnio wzrastająca – taki jeden ubezpieczyciel z zagramanicy ;-)), czerwień (rzadkość, częściej przebija zmęczenie, wypalenie, sztampowość)