Source: http://wiadomosci.xp.pl/bezprawie/irracjonalne-wewnetrznie-sprzeczne-orzeczenie-so-w-warszawie/8cuykxs
Timestamp: 2020-01-17 14:32:44+00:00
Document Index: 32801772

Matched Legal Cases: ['art. 288', 'art. 332', 'art. 332', 'art. 337', 'art. 1', 'art. 13', 'art. 2', 'art. 77', 'art. 77', 'art. 332', 'art. 12', 'art. 324', 'art. 354', 'art. 6', 'art. 7', 'art. 92', 'art. 8', 'art. 7', 'art. 7', 'art. 7']

Pokrzywdzony: Piotr Niżyński (założyciel portalu ogólnoinformacyjnego xp.pl). 7 marca 2019 r. Sąd Okręgowy w Warszawie, jak zwykle w każdej bez wyjątku sprawie realizując linię, że Piotr Niżyński koniec końców przegrywa (nigdy jak dotąd, mimo kilkunastu czy ponad 20 spraw, nie szło orzekanie tego sądu w innym kierunku), wydał znowu naszym zdaniem nonsensowne i wewnętrznie sprzeczne co do swego uzasadnienia orzeczenie w sprawie karnej aprobując nielegalny akt oskarżenia.
Orzeczenie oddaliło zażalenie wytykające aktowi oskarżenia, że nie określa on sposobu popełnienia czynu. Zarzut wydawałoby się bardzo na miejscu. Bo istotnie akt ten nie określa sposobu popełnienia czynu, stwierdza jedynie: "W okresie od dnia 18 września 2014 roku do dnia 28 listopada 2014 roku w Warszawie dokonał uszkodzenia wnętrza wynajmowanego przez siebie domu jednorodzinnego przy ul. Gajdy 40a, czym spowodował straty w wysokości 12.806,36 zł na szkodę p. Wandy i Andrzeja G., tj. o czyn z art. 288 §1 k.k.". Można na ten temat poczytać w specjalnym wątku na forum Piotra Niżyńskiego: http://forum.nielegalnie.pl/viewtopic.php?f=11&t=7638. Oczywiście – tak skonstruowany zarzut nie określa, w jaki sposób dokonano czyn, czyli jakie to czynności były zniszczeniem mienia, jak wykonane, czy np. własnoręcznie, czy jakimś narzędziem, np. dłutem, wiertarką, czy może chodzi tu o jakieś zlecanie komuś czegoś albo uruchomienie ładunków wybuchowych itp. (A to są zupełnie różne sprawy; nie można ich ze sobą utożsamiać – zadaniem prokuratury jest to, by przedstawiony był konkretny, ściśle sformułowany zarzut, zaś sąd co do zasady, w braku sytuacji wyjątkowych unormowanych w kodeksie, może orzekać tylko na temat tego konkretnego zarzutu: albo go uwzględnić, albo oddalić. A zatem ścisłe sformułowanie zarzutu to ważny wymóg prawa, który działa na korzyść oskarżonego.) Ponieważ zarzut sformułowano tak, jak gdyby jeden pojedynczy czyn (zachodzący w określonej chwili, w wykonaniu określonego powziętego zamiaru) spowodował wszystko, to można domyślać się, że najbardziej pasuje to do zdetonowania jakiejś bomby, tyle że nic na to w aktach ani w samym oskarżeniu nie wskazuje. Jest to zatem jakieś gigantyczne nieporozumienie; prawidłowo rzecz ujmując powinno tu być wiele różnych czynów, każdy z osobna opisany co do sposobu popełnienia. W każdym zaś razie – przepisy Kodeksu postępowania karnego wymagają wniknięcia w sposób popełnienia czynu, czyli co do tego musi być jasność. Musi więc być w pełni jasne, co się działo, z punktu widzenia znamion czynu zabronionego podanych w ustawie musi nie budzić wątpliwości, jakie zdarzenia składały się na nastąpienie czynu i związanej z nim konkretnej, zarzucanej według tekstu przepisu (czyli stanowiącej znamię czynu zabronionego, jak to się fachowo mówi), czynności sprawcy. W każdej więc sprawie karnej każdy rzetelny prokurator wykracza poza to, co podaje sam przepis (paragraf) karny definiujący dane przestępstwo: przytacza dodatkowe okoliczności, precyzuje, jakimi konkretnie czynnościami sprawca sprowadził stan, o którym mówi ustawa. W tym zaś przypadku oczywiście nic takiego tu nie ma – sytuację ujęto najzupełniej skutkowo, bez wniknięcia w sposób popełnienia czynu, w to, co się na popełnienie tego czynu składało.
Po prostu nie sposób w powyżej zacytowanym zarzucie wskazać takiego elementu, który byłby sposobem popełnienia czynu. Można wskazać okoliczności (np. "wynajmowany przez niego"), miejsce, czas, oskarżonego, spowodowaną szkodę majątkową, natomiast jeśli chodzi o sam czyn, to jest ujęty jedynie skutkowo: "dokonał uszkodzenia wnętrza" (osiągnięto taki-a-taki stan), zaś kompletnie brakuje wskazania sposobu, w jaki do tego doszło. Czyli taki akt oskarżenia w ogóle nie powinien znaleźć się w sądzie – i nie trzeba, by to zauważyć, wnikać aż w to, jakie były w tej sprawie dowody. Też były żenujące: jest to sprawa najzupełniej na domyśle oparta (także na pomawianiu, wrabianiu, np. samodzielnym wprowadzeniu pewnego zniszczenia przez właściciela pod nieobecność najemcy, na różnych naruszeniach prawa, w tym Konstytucji... ale generalnie pod względem dowodzenia winy nie wykracza to poza domysł, czyli zgadywanie bez oparcia w faktach, która z możliwości dających się przecież zorganizować jest słuszna), ale w tym konkretnym przypadku wystarczy rzut oka na akt oskarżenia, by zobaczyć, jaki to poziom. Iście polityczny. (Skarbówka była tu może zaangażowana, z całą jej właściwą siłą skutecznej perswazji – mogła być zaangażowana z uwagi na to, że wynajmujący dom był to w 2014 r. przedsiębiorca czy też do niedawna przedsiębiorca.)
Tymczasem sędzia – przychodząc w odsiecz sądowi I instancji, który w końcu (po wydanym już wyroku nakazowym, który jednak stracił niejako automatycznie moc w następstwie sprzeciwu) "łaskawie" po wielu wielu listach dostrzegł problem z aktem oskarżenia – w II instancji oddalił zażalenie na ww. postanowienie, które to zażalenie zarzucało, iż niesłusznie jedynie zwrócono sprawę prokuraturze celem uzupełnienia dowodów (bo oskarżenie jest wybrakowane i na takich dowodach go się nie uzupełni) – w sytuacji, gdy należało w ogóle zwrócić sam tylko akt oskarżenia prokuraturze w trybie dokonywanej przez Prezesa Sądu wstępnej kontroli aktu oskarżenia, dając 7 dni na jego uzupełnienie (po czym grozi umorzenie sprawy z braku skargi uprawnionego oskarżyciela). Takie uzupełnienie w terminie 7 dni byłoby, na gruncie posiadanych dowodów, zresztą niezbyt możliwe, czyli sprawa wylądowałaby najprawdopodobniej w koszu (albo byłaby sprawą bez dowodów na wysuwany zarzut), umorzona z braku skargi uprawnionego oskarżyciela. Tak to według prawa by powinno wyglądać; niewątpliwe jest, że prawo to dlatego wyznacza warunki formalne aktu oskarżenia i rygor zwrotu aktu w razie ich niespełnienia, z możliwością umorzenia sprawy z braku skargi uprawnionego oskarżyciela (p. stała linia orzecznictwa SN, np. IV KK 186/17), że po prostu pewne rzeczy są wymagane, konieczne prawnie. Ustawa nie daje żadnej swobody, czy zwrócić akt oskarżenia, czy pozwolić sprawie toczyć się z wybrakowanego, jak wyraźnie podkreślano np. w orzeczeniu SN nr III KK 158/13 w sprawie kasacji wniesionej przez... prokuratora. Ustawa nie tylko uprawnia, lecz wręcz obliguje prezesa sądu do zwrotu aktu oskarżenia, który nie odpowiada warunkom formalnym, np. nie określa sposobu – twierdzono w orzecznictwie.
Oddalając zaś teraz to merytorycznie słuszne zażalenie oskarżonego Piotra Niżyńskiego sędzia napisał w krótkim kilkuzdaniowym uzasadnieniu tak oto, wkraczając jak widać na teren zupełnej irracjonalności (sprzeczności z samym sobą i istotą swej roli w dziedzinie prawa); nadmienić tu trzeba, że ta początkowa przychylna część to tylko cytowanie wytkniętego mu orzeczenia Sądu Najwyższego nr III KK 158/13, dalej zaś już jest taki oto tekst:
"Skarżący w złożonym środku odwoławczym podniósł mianowicie, że brak jest w akcie oskarżenia wskazanego sposobu popełnienia przez niego zarzucanego mu czynu. Zaznaczenia przy tym wymaga, iż o ile nie budzi wątpliwości, iż jednym z warunków formalnych z art. 332 § 1 pkt 2 kpk jest
»dokładne określenie zarzucanego oskarżonemu czynu ze wskazaniem czasu, miejsca, sposobu i okoliczności jego popełnienia oraz skutków, a zwłaszcza wysokości powstałej szkody«
tym niemniej wniesiony akt oskarżenia warunki te spełnia. Prokurator postawił Piotrowi Konradowi Niżyńskiemu zarzut dokonania uszkodzenia wnętrza wynajmowanego przez niego domu jednorodzinnego przy ul. Gajdy 40A, czym miał spowodować straty w wysokości 12.806,36 na szkodę Wandy i Andrzeja Graff. Trudno w tych warunkach wymagać od prokuratora aby miał za zadanie określić sposób zniszczenia poszczególnych elementów wyposażenia domu."
Dalej następuje jedno zdanie dygresji, po czym typowa formułka "Z tych względów Sąd Okręgowy orzekł jak w części dyspozytywnej". Jak widać – Sąd Okręgowy z podniesioną głową dokonuje tu obrazy art. 332 §1 pkt 2 k.p.k., o koniecznych elementach aktu oskarżenia, jak również przede wszystkim art. 337 k.p.k. o obowiązku zwrotu sprawy do uzupełnienia w terminie 7 dni, zamiast te przepisy wykonywać i wdrażać w sprawach sądowych (podobnie, jak lekceważy tu orzecznictwo SN, ponieważ zupełnie kategorycznie stwierdza się, np. w sprawie III KK 158/13, że taki element, jak sposób popełnienia, z treści aktu oskarżenia musi wynikać; tymczasem zgodnie z art. 1 pkt 1 lit. a Ustawy o SN, a także orzecznictwem Trybunału Konstytucyjnego, fundamentalną rolą pracy orzeczniczej Sądu Najwyższego jest ujednolicanie orzecznictwa niższych sądów).
Tego typu podejście, że każdą sprawę Piotr Niżyński przegrywa, bez względu na rzeczywiste wnioski, jakie wypływają z prawa, z dużym prawdopodobieństwem może być spowodowane tym, o czym mówią dręczyciele dźwiękowi całodobowo męczący Piotra Niżyńskiego: że sędziom do pensji dodaje się też łapówki (padają nawet wersje, że "drugie tyle"). Za orzekanie. Za to, że w sprawach Piotra Niżyńskiego, a potencjalnie i innych osób, piszą nonsensy i jest to drukowane jako orzeczenie sądowe.
Mniejszego znaczenia na tym tle nabiera nawet fakt, że być może orzekają jako sędziowie przestępcy sądowi w dziedzinie podsłuchowej, tj. że być może osoby zaangażowane w grupę podsłuchową, w spodziewane obsługiwanie komunikatora Tlen i odbiorników Rohde&Schwarz (co do którego odpowiedzi w rodzaju "tej pogłoski nie da się legalnie zdementować na piśmie" udzielił Sąd Apelacyjny w Warszawie), to również sędziowie; i że mimo faktu, że Piotr Niżyński jest pokrzywdzonym przez nich, przez co w oczywisty sposób może zależeć im na tym, by skończył jak najgorzej, to i tak te osoby w jego sprawach orzekają.
Mniejszego znaczenia nabiera też niepłacenie PIT-u.
Natomiast być może faktycznie to dopiero łapówkami można wyjaśnić bezpośrednią, frontalną obrazę prawa, do jakiej dochodzi instancja po instancji, co rusz, w kolejnych sprawach przeciwko Piotrowi Niżyńskiemu. Jest w tym może wola terroryzmu, wola zastraszania narodu, na zasadzie pokazywania, że w sądach jest bardzo źle i by bali się zmyślonej sprzecznej m. in. z art. 13 Konstytucji RP, także art. 2, rzekomej "klauzuli" (zupełnie nielegalnej czy wręcz fikcyjnej, jak sugerował też aluzyjnie najwyraźniej sam Jan Paweł II), tym niemniej bezpośrednią inspirującą do naruszeń prawa dających się potencjalnie zakwalifikować jako przestępstwo przekroczenia uprawnień przyczyną może być właśnie od dawna ustawiony sposób pracy. Spodziewany fakt (jak na razie plotka), że do pensji dodawany jest jakiś "dodatek motywacyjny" motywujący do "orzekania w zgodności z tak zwaną telewizją", tj. z prześladowcami znanymi jako kontakt w komunikatorze Tlen – skoro to jest uzgodnione, to sędziowie w zgodzie z tym orzekają nielegalnie, bo chcą tych dodatkowych pieniędzy. Może kiedyś przyjdzie im kryć się gdzieś, bez pracy, to dobrze mieć zapasy: być może w ten sposób ktoś tu kalkuluje. Tylko, że w takim przypadku ten układ oczywiście wymaga bardzo poważnej analizy pod lupą przez prokuraturę.
Oczywiście – niestety na razie chyba sama prokuratura ani myśli stawiać się poza nawiasem tego układu, wręcz przeciwnie.
Inne niedawne nonsensowne orzeczenia sędziowskie w sprawach przeciwko Piotrowi Niżyńskiemu
I. W sprawie VI S 310/18 Sąd Apelacyjny w Warszawie orzekł – wbrew wytykanemu mu wielokrotnie przychylnemu orzecznictwu Sądu Najwyższego oraz wbrew samemu prawu, stosując zaś zamiast tego jakąś nielegalną niesłuszną i sprzeczną z art. 77 ust. 2 Konstytucji RP wykładnię przepisów o powadze rzeczy osądzonej – że uprzednia przegrana w skardze o wznowienie sprawy zakończonej orzeczeniem prawomocnym (odrzucenie skargi) ostatecznie zamknęła drogę sądową dochodzenia naruszonego prawa do sądu. Nie ma już możliwości powołać się na nowe dowody. Tak wg "rozumowania" podanego w uzasadnieniu orzeczenia, tj. wg zaprezentowanego przebiegu argumentacji. Tymczasem zgodnie z art. 77 ust. 2 Konstytucji RP zamknięta droga sądowa dochodzenia naruszonych wolności i praw jest niezgodna z prawem. A zatem już choćby stąd widać, bez potrzeby sięgania po orzecznictwo Sądu Najwyższego (również przychylne w tych tematach; zresztą w sprawie IV CNP 25/13 Sąd Najwyższy także i po 4 latach od nadania klauzuli wykonalności, bez różnicy, chętnie stwierdził, że orzeczenie jest jednak nieprawomocne), widać po prostu, iż sędziowie Sądu Apelacyjnego napisali orzeczenie o treści urągającej godności ich urzędu. Sprawa toczy się o 214589 zł 6 gr plus odsetki za kilka lat. Piotr Niżyński przy pomocy licznych dokumentów urzędowych, w tym na temat swego zameldowania oraz przy pomocy dokumentów urzędowych Policji (dowodzących, gdzie konkretnie mieszkał, bo Policja to sprawdzała), wykazał już ponad rok temu z najwyższym prawdopodobieństwem, że nie mieszkał od wielu miesięcy tam, gdzie dokonywano doręczenia nakazu zapłaty w wakacje 2014 r. Tym niemniej krnąbrne sądy upierają się, by złodziejstwo wspierać, by w tej sprawie poprzestano na samym tylko przejęciu pieniędzy, bez rzetelnego procesu. Czyżby bały się dodatkowych pieniędzy w rękach Niżyńskiego? W takim razie zważcie, potencjalni akcjonariusze, z jak kompletną degrengoladą polityki mamy najwyraźniej do czynienia!
Sporo na temat walki z sądami o prawo do rzetelnego cywilnego postępowania sądowego (zamiast agresywnej grabieży wielkiej sumy pieniędzy) można poczytać na forum dyskusyjnym bloga Piotra Niżyńskiego: http://forum.nielegalnie.pl/viewforum.php?f=11.
II. W sprawie X Kz 97/19 Sąd Okręgowy zaaprobował wadliwie skonstruowany akt oskarżenia, który nie opisywał dokładnie czynu. A taki jest obowiązek (art. 332 par. 1 pkt 2 k.p.k.). Co to jest "dokładny opis czynu" omawiają podręczniki, Piotr Niżyński przywołał ekspertów prawa karnego w swym zażaleniu, ale z zupełnie urojonych nieprawnych przyczyn temat ten zlekceważono, stwierdzono, że "to, że akt oskarżenia jest wybrakowany, jest zarzutem nie na temat" (sic, coś takiego krótko jednym zdaniem napisano, generalnie bardzo krótko załatwiono się z tym zażalenie), "bo" postanowienie było o zwrocie sprawy prokuraturze celem uzupełnienia dowodów. Należałoby więc odpowiedzieć, co zresztą sugerowano już w zażaleniu (gdyż napisano, że to orzeczenie nie powinno mieć miejsca), iż takie postanowienia wydaje sędzia wtedy, gdy zakończona jest już wstępna kontrola aktu oskarżenia (jej wyniki można przy tym następnie już przy najbliższej okazji zaskarżać do wyższej instancji, w drodze zażaleń od postanowień i apelacji od wyroków, jak dowodzi postanowienie SN nr III KK 158/13). Gdy jest sytuacja, że akt oskarżenia nie powinien przejść wstępnej kontroli, to i orzeczenia takiego, jak zwrot sprawy prokuraturze do uzupełnienia dowodów nie ma prawa być, czyli występuje naruszenie prawa procesowego mającego wpływ na treść orzeczenia. Bo treści tej w ogóle nie powinno być. Takie naruszenie prawa procesowego zobowiązuje sąd do uchylenia orzeczenia.
A zatem tutaj znowu zaaprobowano wybrakowany akt oskarżenia, choć brak ten był o tyle delikatny, że można było chociaż domyślać się z kontekstu, jak ten błąd, który napisano, interpretować, by był zgodny z zamysłem autora; nie było aż takiej sytuacji, że w ogóle brakowało danych jakichkolwiek, lecz po prostu domysł pozwalał na 90% przyjąć, że chodziło o jedną z wersji, jakkolwiek napisano w akcie zupełnie źle (i np. nie wiadomo, pozostaje nierozstrzygnięte, czy w takim razie zły jest opis czynu, czy raczej jego kwalifikacji: tj. czy tutaj był brak co do wymienienia art. 12 k.k. w kwalifikacji prawnej, bo chodziło o tzw. zbieg realny 2 przestępstw, czyli szybkie nastąpienie jednego po drugim w wykonaniu jednego z góry powziętego zamiaru, czy też tutaj chodziło o 2 różne czyny, tylko po prostu źle napisano tym razem opis słowny, tak, że wymieniał tylko 1). Nie wiadomo, czy powinny być 2 czyny zamiast jednego w akcie, czy też powinien być dodatkowy przepis w kwalifikacji prawnej. I aż do tego stopnia zmian w akcie by takie domyślanie się wymagało, aż do tego stopnia przeredagowanie samego aktu było konieczne.
III. W sprawie II K 514/18 Sąd Rejonowy dla Warszawy-Śródmieścia, a potem pod sygnaturą X Kz 1566/18 Sąd Okręgowy w Warszawie, zaaprobowali orzekanie na posiedzeniu w sprawie z art. 324 Kodeksu postępowania karnego, które jest przecież co do zasady, zgodnie z orzecznictwem Sądu Najwyższego, niedopuszczalne wtedy, gdy nie ma na sali oskarżonego (por. art. 354 pkt 2 Kodeksu postępowania karnego co do sytuacji, jakie posiedzenie może zastąpić rozprawę). Było to więc niezgodne z konkretnym orzecznictwem SN (mianowicie II KK 139/05, cytat: "Kategoryczny zapis »rozpoznanie sprawy na posiedzeniu z udziałem prokuratora, obrońcy i podejrzanego« wyklucza możliwość rozpoznania sprawy w tym trybie pod nieobecność któregokolwiek z wymienionych podmiotów"). Sądy złamały też prawo człowieka do samodzielnego przesłuchiwania świadków lub spowodowania ich przesłuchania (art. 6 ust. 3 lit. d Konwencji o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności), co było im kilkakrotnie wytykane, ale sędziowie jakoś nie fatygują się odpisywać na takie rzeczy w uzasadnieniach orzeczeń. Co ich to obchodzi, że orzeczenie ma wady, że podnosi się poważne problemy. Ponadto zupełnie bez żadnego dowodu przyjęły, że Piotr Niżyński spowodował złamanie obu nóg jakiejś osoby (a przyjmowanie faktów, bynajmniej nie "powszechnie znanych", bez żadnego dowodu narusza konkretne przepisy prawa, czyli może stanowić podstawę pociągnięcia sędziego do odpowiedzialności za przestępstwo przekroczenia uprawnień, choćby nieumyślnego: naruszane są w takim przypadku art. 7 k.p.k., jak również art. 92 k.p.k.). Nie ma na ten temat, że złamano obie nogi jakiejś dziewczynie, ani jednego dowodu w aktach, tym niemniej sędziowie to poświadczali. (Sfilmowane akta można oglądać w Internecie, podobnie jak pytania do obsługi sądu, czy aby nie ma jakichś dodatków do akt, jakiejś dokumentacji medycznej: nagranie wideo 1, nagranie wideo 2, nagranie wideo 3, wszystkie pokazują, jak można tu łatwo się przekonać, sąd i jego czytelnię akt; dokładnie się co do tego upewniano, że nie ma żadnych dowodów.) Jedyne, co jest w aktach na ten temat, to orzeczenia tych państwowych prawników: mianowicie postanowienie o przedstawieniu zarzutów, postanowienie skazujące sądu I instancji, postanowienie skazujące sądu II instancji. Najwyraźniej uznano, że nie istnieje potrzeba dowodzenia przez oskarżyciela swoich tez. Prokuratorem prowadzącym (i kierującym do sądu wniosek) była Hanna Lawinson z Prokuratury Rejonowej Warszawa-Śródmieście (II Wydział Dochodzeniowo-Śledczy, czyli tzw. 2 Ds), a sędzią z I instancji: Małgorzata Drewin (to najwyraźniej nawiązanie do pani M. Drewniak dawniej zatrudnionej w warszawskiej telewizji regionalnej, która zgodziła się na Facebooku być znajomą Piotra Niżyńskiego: patrz https://www.facebook.com/piotr.k.nizynski/friends; skoro można tak było dobrać losowego sędziego, o statystycznych przecież cechach, za to, najwyraźniej, o dobrze dobranym nazwisku, to znaczy, że "statystyczny", przeciętny sędzia jest chętny do takich przekrętów, czyli sporo jest sędziów gotowych w ten sposób nielegalnie orzekać – pokazuje to, że istnieje prawdopodobnie instytucjonalny problem łapownictwa w sądach, każdego zresztą chyba szczebla, o czym mówił sędzia TK Lech Morawski i co do czego, jak twierdził, dowody są na wyciągnięcie ręki; gdyby nie to, że sprawa jest najwyraźniej instytucjonalnie zorganizowana w sądach, tzn. odgórnie, od kierowników poczynając, to dziwne by było, że w ogóle o takim problemie masowej korupcji słyszał...). Również i w tej sprawie II K 514/18 (sygnatura w Sądzie Okręgowym w Warszawie: X Kz 1566/18, sędzia prowadzący: Piotr Chmielewski) sprawa toczyła się z wybrakowanego aktu oskarżenia (brak uzasadnienia spełniającego rygory ustawowe). Zostało to, podobnie jak kilka wniosków w tej sprawie, by to uzupełnić, całkowicie zlekceważone przez sądy, podobnie jak pozostawiono bez ustosunkowania się liczne szczegółowe zastrzeżenia, iż brakuje dowodu na określony fakt. Akta tej przykładowej sprawy oraz komentarze można przeglądać na forum Piotra Niżyńskiego: http://forum.nielegalnie.pl/viewtopic.php?f=12&t=7406.
IV. W jeszcze innej sprawie zupełnie nielegalnie orzekający postanowieniem (o przedstawieniu zarzutów) prokurator podwójnie naliczył ten sam podatek: raz jako ogólnie nienależnie – tj. rzekomo nienależnie, wg decyzji opartej na domniemaniu zerowych kosztów, sprzecznym z domniemaniem niewinności – naliczony podatek dochodowy, drugi raz następnie ten sam brakujący jego zdaniem (choć to nieudowodnione, a jedynie domniemane) podatek dochodowy jako kwota, która w związku z tym w deklaracji wyszła "do zwrotu". Źle interpretując uzasadnienie decyzji administracyjnej prokurator wywnioskował, że Piotr Niżyński powinien urzędowi w chwili składania deklaracji wykazać niedopłatę ponad 7000 zł, a wykazał nadpłatę ok. 7000 zł, podczas gdy Urząd Kontroli Skarbowej stwierdził jedynie, że wykazano za mało podatku należnego – o kwotę ok. 7000 zł. (Tylko takie ustalenie mieści się w jego kompetencjach. Urząd Kontroli Skarbowej bada jedynie poprawność podanego podatku należnego. Nie wie nawet, ile pieniędzy na koncie miał urząd skarbowy i czy była nadpłata, czy niedopłata.) Tymczasem źle interpretując słowa decyzji prokurator wywnioskował, że potrzebna była nawet dopłata ponad 7000 zł (tak zrozumiał pojęcie "zaległość podatkowa", czyli stwierdzony brak w dziedzinie kwoty podatku należnego), a nie zwrot ok. 7000. Ten sam podatek prokurator policzył wobec tego dwa razy, biorąc jego dwukrotność jako "kwotę podatku narażonego na uszczuplenie", co jest fałszerstwem: raz wliczył ten podatek z uwagi na to, że inna jest kwota podatku należnego, czyli opierając się na innym rezultacie teoretycznym, a później jeszcze dodatkowo naliczył go z uwagi na to, że w związku z "za niską" zdaniem kontroli skarbowej kwotą podatku należnego "zwrot był niepotrzebny". Mimo kilkakrotnie podnoszonych uwag pan prokurator nie chce zauważyć, że liczy tę samą kwotę 2 razy (gdyby policzył 1 raz, sprawa byłaby wykroczeniem lub prawie na pewno wykroczeniem, ewentualnie można by minimalnie uzupełnić dowody w sposób wskazany w piśmie i wyszłoby, że jest to wykroczenie, bo pojawiłyby się koszty uzyskania przychodu i wobec tego kwota podatku narażonego na uszczuplenie spadłaby poniżej progu przestępstwa skarbowego). Wykroczenia skarbowe zaś przedawniają się na tyle szybko, że sprawa w ogóle nie nadawałaby się obecnie do prowadzenia. Tego rodzaju haniebne ataki oczywiście nieprzypadkowo kierowane są właśnie przeciwko Piotrowi Niżyńskiemu, podczas gdy powinny być kierowane przeciwko różnym rekinom biznesu, np. mass mediów. To forma wyżywania się administracji rządowej i prokuratury jej i Ministrowi Sprawiedliwości podległej.
Zauważmy, kwestia rozliczania się z urzędem, zwrotów lub koniecznych dopłat, w ogóle nie wchodzi w grę ani przy kontroli skarbowej (która w to w ogóle nie wnika), ani przy "narażaniu" podatku na uszczuplenie, bo tutaj urząd skarbowy obsługujący płatników sam doskonale wie, jakie jest saldo a jaka deklaracja i ile wobec tego należy mieć dopłacone lub ile oddać. Nie ma tu możliwości pobłądzenia, nikt urzędu oczywiście wobec tego deklaracją na nic nie naraża. Ile zwrócić i czy zwrócić (bo jest nadpłata), czy też potrzeba dopłaty (bo jest niedopłata), wynika z tego, ile podatku być powinno, wedle deklaracji, a ile zapłacono jak dotąd (w formie zaliczek wnoszonych w roku podatkowym); należy te dwie wartości po prostu od siebie odjąć. Urząd tu nie ma możliwości pobłądzić, swoje konta bankowe on doskonale zna, wszystko zależy zatem w całości tylko i wyłącznie od kwoty podatku należnego. Błąd w niej zatem nalicza się tylko raz. Każda 1 zł nienależnie odjęta od podatku naliczonego to 1 zł narażenia podatku na uszczuplenie, bez względu na to, jak tak poza tym miała się sytuacja z wpłaconymi zaliczkami i z nadpłatą lub niedopłatą wpisaną, jako konkluzja na podstawie pozostałych pól, w deklaracji podatkowej.
Ponadto prokurator w tej haniebnej sprawie (w której próbuje się z Piotra Niżyńskiego robić przestępcę podatkowego) opiera się na decyzji nieprawomocnej, wedle orzecznictwa Naczelnego Sądu Administracyjnego i faktów udowodnionych dokumentami urzędowymi. Ponadto prokuratura w ogóle nie powinna opierać się tylko na decyzji administracyjnej, gdyż w postępowaniu karnym są inne zasady i jest w szczególności domniemanie niewinności (a przy prowadzeniu kontroli skarbowej są inne domniemania, np. domniemanie braku kosztów uzyskania przychodu, jeśli nie przedłożono dowodu). Obowiązuje w postępowaniu karnym zasada bezpośredniości, nie pozwala ona na przejmowanie ustaleń innego organu, tylko trzeba samodzielnie dociekać prawdy. W szczególności w przypadku sądów zasada samodzielności – iż kwestie faktyczne to sąd ma sam rozstrzygać, tj. sam sąd bezpośrednio u dostępnego źródła dowodowego – zapisana jest w art. 8 Kodeksu postępowania karnego. Jednakże w sprawach z Piotrem Niżyńskim masowo stosowane są pogwałcenia tego przepisu, a przejmowanie cudzych ustaleń faktycznych (np. ustaleń Policji czy nawet zwykłych ludzi), na zasadzie zaufania do cudzych zdolności detektywistycznych, a w naruszeniu zasady bezpośredniości, jest codziennością.
V. Również w sprawach z oskarżenia prywatnego Piotra Niżyńskiego, np. o wykroczenie dyskryminacji w świadczeniu usług, sędziowie są bardzo stronniczy i wymigują się od postępowania dowodowego wbrew własnemu orzecznictwu, podobno jakże "ugruntowanemu" w Sądzie Okręgowym w Warszawie (a mającemu też, jak się okazuje, oparcie w orzecznictwie Sądu Najwyższego). Brak rozprawy, umorzenie na posiedzeniu – "z braku znamion czynu zabronionego". Choć sytuacja jest sporna. Tak się zdecydowanie nie robi (p. np. znana teza na temat art. 7 Kodeksu postępowania karnego, czyli art. 7 k.p.k., podana w postanowieniu SN nr IV KK 149/08 znanym ze zbiorów orzecznictwa i z podręczników objaśniających art. 7 k.p.k.; istnieje też odpowiednie orzecznictwo SO w Warszawie o takich przypadkach umorzenia sprawy na posiedzeniu "z braku znamion czynu zabronionego" oparte na tych samych, gdyż obowiązujących też w sprawach o przestępstwo, tak samo jak we wspomnianej sprawie o wykroczenie, przepisach procedury karnej).
VI. Do tych orzeczeń być może wkrótce dojdzie postanowienie Sądu Najwyższego w sprawie kasacji wniesionej dla Piotra Niżyńskiego w sprawie III. Sprawa jest oparta na gotowym orzecznictwie, pozwalającym korzystnie wyłożyć przepisy prawa i wygrać. Będziemy Państwa o jej wynikach informować.
Brak możliwości kontroli społecznej co do tego, czy sędziom dodaje się łapówki do pensji. W państwie PiS-u
Próbowaliśmy zobaczyć, w internetowym systemie transakcyjnym NBP sądu, jakie w rzeczywistości kwoty są przelewane sędziom. Jednak sąd nie respektuje tego prawa dziennikarzy, nie chce pokazać konta. Tymczasem już pierwsze zdania ustawy Prawo prasowe głoszą:
"Prasa, zgodnie z Konstytucją Rzeczypospolitej Polskiej, ... urzeczywistnia prawo obywateli do ich rzetelnego informowania, jawności życia publicznego oraz kontroli ... społecznej",
"Organy państwowe zgodnie z Konstytucją Rzeczypospolitej Polskiej stwarzają prasie warunki niezbędne do wykonywania jej funkcji i zadań".
W takiej sytuacji oczywiście – zważywszy też na słowa sędziego TK Lecha Morawskiego brzmiące jak informacja o instytucjonalnie zorganizowanej we wszystkich sądach korupcji (bo o oddolnych błędach raczej by ów profesor nie wiedział, nikt by się nie przyznawał), jak również na to, co pokazuje blog www.nielegalnie.pl – to, że sędziowie dostają stałe comiesięczne łapówki wraz z pensją wydaje się wręcz wysoce prawdopodobne, jako potwierdzone zachowaniem kierownictwa.
Jeśli kiedyś nagłaśniający nieprawidłowości w polityce i degrengoladę moralną portal xp.pl stanie się niedostępny dla użytkowników, to zapewne właśnie przez bandycko orzekające sądownictwo. Ostrzegamy przed taką możliwością i zachęcamy do rejestrowania kont na stronie http://konto.xp.pl i wprowadzania jak największej ilości danych kontaktowych do użytkownika (np. nr telefonu komórkowego, adres e-mail). Dzięki temu w razie problemów będzie można hurtowo powiadomić zainteresowanych takimi powiadomieniami (stosownie do postanowień regulaminu) użytkowników o tym, jak dalej korzystać z portalu.
Jak widać z informacji o sprawach – wrogości wobec Piotra Niżyńskiego jest wśród sędziów mnóstwo. Sprawy z jego udziałem można na bieżąco śledzić na http://forum.nielegalnie.pl/viewforum.php?f=11. Trudno tłumaczyć tę sytuację inaczej niż złymi, a nawet najwyraźniej pazernymi, sędziami. Na ten temat sporo można poczytać też na blogu Piotra Niżyńskiego, który ma nazwę www.bandycituska.com, polecamy zaś w szczególności niedawny artykuł xp.pl: http://wiadomosci.xp.pl/sedziom-dodaje-sie-lapowki-do-pensji-kolejny-sad-nie-chce/pxisdsk.
Sama zresztą ta koncepcja ciągłego stawiania Piotra Niżyńskiego pod sądem wydaje się być po prostu realizacją partyjniackiej polityki, w myśl sloganowych personaliów "Patryk Jaki? Dobry czy Zły?" (bo to człowiek Ministerstwa Sprawiedliwości); "Przestępcza czy praworządny obywatel? Kontrowersyjny to człowiek... PIOTREK JAKI".
(n/n, zmieniony: 3 lis 2019 10:43)
~Alojzy Pompuk
4 kwi 2019 01:46
Faktycznie, jest to irracjonalne wysoce!