Source: http://olgierd.bblog.pl/wpis,znow%3Bkrytycznie%3Bo%3Btrybunale%3Bkonstytucyjnym,12669.html
Timestamp: 2017-11-17 19:13:14+00:00
Document Index: 77254746

Matched Legal Cases: ['art. 4', 'art. 59', 'art. 32', 'art. 31', 'art. 4', 'art. 17', 'art. 190', 'art. 417', 'art. 401', 'art. 190', 'art. 190', 'art. 190', 'art. 190', 'art. 190']

Znów krytycznie o Trybunale Konstytucyjnym | Lege Artis w Bblog.pl
2008-07-02 16:08
Znów krytycznie o Trybunale Konstytucyjnym
Kolejna sprawa, w której pochwalam działalność Trybunału Konstytucyjnego w sferze rugowania złego prawa -- ale ganię wyrywkowość, zbyteczne korzystanie z możliwości przedłużania życia niekonstytucyjnym przepisom oraz czające się za tym problemy.
Wyrokiem z 1 lipca 2008 r. Trybunał Konstytucyjny rozpoznał wniosek Konfederacji Pracodawców Prywatnych ws. ustawy o radach pracowniczych i orzekł, iż
art. 4 ust. 1, 3 i 5 ustawy z dnia 7 kwietnia 2006 r. o informowaniu pracowników i przeprowadzaniu z nimi konsultacji w zakresie, w jakim określa tryb wyboru oraz odwołania rady pracowników w zależności od przynależności pracowników do reprezentatywnej organizacji związkowej, jest niezgodny z art. 59 ust. 1 w związku z art. 32 i art. 31 ust. 3 Konstytucji. Powyższy przepis traci moc obowiązującą z upływem dwunastu miesięcy od dnia ogłoszenia wyroku w Dzienniku Ustaw.
Uchylone przepisy mówią o sytuacji, gdy w zakładzie pracy objętym obowiązkiem tworzenia rady pracowniczej (tak, tak -- to jeden z obowiązków nałożonych na nas przez Unię Europejską!) działa zakładowa organizacja związkowa. Zgodnie z art. 4 ust. 1 jeśli u pracodawcy działają jakieś związki zawodowe, to im przypada w udziale wybór członków rady pracowniczej. A warto przypomnieć, iż status członka wiąże się np. z ochroną stosunku pracy i koniecznością zwolnienia pracownika z pracy na czas wykonywania jego zadań, z zachowaniem prawa do wynagrodzenia (art. 17 ustawy).
Omawiany wyrok ma sygnaturę K 23/07, a tutaj można zapoznać się z informacją prasową Trybunału.
W myśl przepisów skład rady pracowniczej ustalają sami pracownicy wyłącznie wówczas, gdy... w zakładzie nie ma żadnej organizacji związkowej. Akt ten stał się -- nie bójmy się tego powiedzieć wprost -- jeszcze jednym elementem związkokracji: w dużych, państwowych i quasipaństwowych przedsiębiorstwach związki już wcześniej mogły wszystko, zaś rady pracownicze stały się dodatkowym elementem przetargowym.
Z tyranią status quo nie zgodzili się skarżący, którzy zarzucili przepisom sprzeczność z konstytucyjną zasadą negatywnej wolności związkowej. Jak podkreślił Trybunał w komunikacie prasowym 'Oznacza ona, że pracownik według swego swobodnego wyboru może należeć do związku zawodowego albo nie należeć do niego, a przynależność do związku bądź jej brak nie może wpłynąć na jego sytuację pracowniczą. Zaskarżone przepisy stawiają pracowników nienależących do reprezentatywnej organizacji związkowej w gorszej sytuacji, niż członków takiej organizacji, co niewątpliwie narusza wolność związkową w jej negatywnym aspekcie.'
Trybunał stanowisko skarżącego podzielił, zaskarżone przepisy uchylił -- skorzystał przy tym z możliwości odroczenia wejścia w życie skutku na całe 12 miesięcy od daty ogłoszenia wyroku. ógł tak zrobić, ponieważ art. 190 ust. 3 Konstytucji RP daje mu taką możliwość, nie wskazując przy tym żadnych przesłanek, którymi TK musiałby uzasadnić oddalenie w czasie skuteczności orzeczenia.
I teraz przechodzimy do najbardziej kontrowersyjnego -- moim zdaniem -- elementu stanowiska TK, przy czym nie samego orzeczenia, lecz 'wytycznych' mówiących o stanowisku TK dotyczących funkcjonowania powołanych dotychczas -- przypomnijmy: w sposób niezgodny z ustawą zasadniczą -- rad pracowniczych (cytuję za informacją prasową):
Podstawowym następstwem wyroku powinna być niezwłoczna zmiana zakwestionowanych przepisów. Z chwilą wejścia w życie nowych regulacji, rady pracowników (u pracodawcy, w których działają reprezentatywne organizacje związkowe) powołane na dotychczasowych zasadach, utracą mandat do wykonywania swoich zadań. Ze względu na konieczne zmiany legislacyjne, a także organizacyjne w zakładach pracy, w których powstały rady pracownicze wybrane przez reprezentatywne organizacje związkowe -- Trybunał postanowił odroczyć utratę mocy obowiązującej zaskarżonych przepisów. Orzeczenie odraczające ma następujące skutki w rozpatrywanej sprawie w okresie przejściowym, tj. -- licząc od dnia ogłoszenia wyroku w Dzienniku Ustaw do dnia wejścia w życie nowych (zmienionych) przepisów ustawy. Po pierwsze - dotychczasowe rady pracownicze wybrane zarówno w trybie "związkowym" lub "mieszanym" (przepisy uznane za niekonstytucyjne) jak i w trybie "załogowym" posiadają ważny mandat do sprawowania swoich ustawowych zadań. Po drugie -- w nowych zakładach pracy, w których jest ustawowy obowiązek funkcjonowania rady pracowników, wybory do rad pracowniczych mogą się odbywać na dotychczasowych zasadach. Po trzecie -- w kontekście odroczenia utraty mocy obowiązującej zaskarżonych przepisów należy zwrócić uwagę, na to, że kadencja rady pracowników trwa 4 lata. Zdaniem TK, ustawodawca może jednak w przepisach przejściowych ustawy nowelizującej zaskarżone przepisy zezwolić na "dokończenie kadencji" przez rady wybrane w trybie "związkowym" i "mieszanym" przed ogłoszeniem wyroku.
Oznacza to -- mówię to z najwyższą przykrością -- Trybunał po raz nie wiem już który stosuje metodę strusia: z najwyższą odwagą uchyla niekonstytucyjne normy, aby następnie, kuchennymi drzwiami, nie tylko umożliwić ich dalsze stosowanie, ale nawet wskazać parlamentowi sposób na przedłużenie życia organów powołanych w sposób niezgodny z konstytucją.
O absurdach związanych ze swoistym 'vacatio legis' dla rozstrzygnięć Trybunału już niejednokrotnie pisałem, dość przypomnieć, że nadal obowiązuje art. 417(1) par. 1 kc, w myśl którego 'Jeżeli szkoda została wyrządzona przez wydanie aktu normatywnego, jej naprawienia można żądać po stwierdzeniu we właściwym postępowaniu niezgodności tego aktu z Konstytucją, ratyfikowaną umową międzynarodową lub ustawą' (a zatem po takim orzeczeniu TK nadal -- hipotetycznie przez okres 18 miesięcy w przypadku ustaw! -- mogą zachodzić przesłanki do żądania naprawienia takiej szkody. Podobnie jak nikt nie uchylił np. art. 401(1) kpc, zgodnie z którym 'Można żądać wznowienia postępowania również w wypadku, gdy Trybunał Konstytucyjny orzekł o niezgodności aktu normatywnego z Konstytucją, ratyfikowaną umową międzynarodową lub z ustawą, na podstawie którego zostało wydane orzeczenie' (podobny przepis znajduje się w kodeksie postępowania karnego).
Oznacza to, że zarówno prawo jak i jego 'ostatni czyściciel' dopuszcza sytuację, w której w obrocie prawnym pozostają normy prawne niezgodne z konstytucją, w której organy sądowe będą orzekały na podstawie norm, wskutek których strona będzie mogła od ręki złożyć wniosek o wznowienie postępowania oraz żądać naprawienia wyrządzonej w ten sposób szkody. Czy tylko ja dostrzegam w tym paradoks albo paranoję?
Druga sprawa to owo pouczenie w kwestii losu istniejących -- acz powołanych w sposób niezgodny z ustawą zasadniczą -- rad pracowniczych. Trybunał pisze cichcem w komunikacie prasowym, iż rady te 'posiadają ważny mandat', ich kadencja trwa 4 lata -- zaś jakby co to parlament powinien w ustawie 'naprawiającej' powiedzieć co zrobić z powołanymi już (w niekonstytucyjny sposób) radami.
Dla mnie zgroza, ale pewnie dlatego, że w swojej prostolinijności przywykłem do prostego rozumowania: jeśli akt prawny jest niezgodny z konstytucją i niezgodność ta została potwierdzona przez organ do tego powołany, to nie ma zmiłuj się (wszakże nawet Trybunał podlega tejże konstytucji, która jest w dodatku 'najwyższym prawem Rzeczypospolitej Polskiej'). Co więcej: nawet jeśli parlament w przywoływanej przez TK ustawie zezwoli na dokończenie kadencji przez powołane w sposób sprzeczny z konstytucją rady pracownicze (i znów: skąd to przypuszczenie, zważywszy na niechęć parlamentu do wykonywania orzeczeń, no i co będzie z istniejącymi radami, jeśli parlament żadnej ustawy nie uchwali??), to przecież u licha ta ustawa także będzie niezgodna z konstytucją.
Wystraszonych wizją chaosu prawnego wywołanego niekonkretnymi orzeczeniami -- oraz komunikatami prasowymi -- Trybunału Konstytucyjnego spieszę uspokoić: na szczęście mamy jeszcze w Polsce normalne sądy, które potrafią sobie z takimi kwiatkami poradzić. Pięknym przykładem orzeczenia w stylu 'Panu Bogu świeczkę i Diabłu ogarek' jest wyrok NSA w Warszawie z 1 lutego 2007 r., sygn. II OSK 699/06, w którym czytamy, iż
Zgodnie z art. 190 ust. 1 Konstytucji, sąd związany jest orzeczeniem o niezgodności aktu normatywnego z Konstytucją, umową międzynarodową lub ustawą. Sąd nie jest związany uzasadnieniem wyroku Trybunału Konstytucyjnego, w którym stwierdził zgodność przepisu prawnego aktu normatywnego z ustawą.
Także w wyroku NSA w Warszawie z 15 listopada 2006 r., sygn. II OSK 1349/05 sąd ten dał wyraz swojemu podejściu do czarodziejskich debat nt. 'od kiedy niekonstytucyjna norma jest niekonstytucyjna:
Skutek w postaci usunięcia z porządku prawnego aktu normatywnego uznanego przez Trybunał za niezgodny z Konstytucją sięga co do zasady wstecz, do chwili wydania tego aktu lub do chwili wejścia w życie Konstytucji RP. Sytuacja działania wstecz od chwili wejścia w życie Konstytucji RP ma miejsce w przypadku aktów prawnych, które weszły w życie przed jej wejściem w życie, tj. dniem 17 października 1997 r.
Z podobnych malin musiał się wydostać swego czasu Sąd Najwyższy (wyrok z 23 stycznia 2007 sygn. III PK 96/06), którego zdaniem:
Odroczenie wejścia w życie orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego (art. 190 ust. 3 Konstytucji RP) stwierdzającego sprzeczność przepisu ustawy z Konstytucją nie stanowi przeszkody do uznania przez sąd, że przepis ten był sprzeczny z Konstytucją od jego uchwalenia.
Przypomnijmy, iż częściowo głosy te są polemiką z kuriozalnym stanowiskiem Trybunału Konstytucyjnego, który w tezach do wyroku w sprawie 'trzynastek' dla pracowników samorządowych (wyrok z 2 lutego 2006 r., K 1/05) wyraził następujący pogląd (a tiu uzasadnienie wyroku):
Eliminacja z obrotu prawnego niekonstytucyjnych przepisów nie powoduje konieczności zwrotu (wraz z odsetkami) części niewypłaconego dodatkowego wynagrodzenia rocznego za rok 2004 i całości dodatkowego wynagrodzenia rocznego za rok 2005 w stosunku do niektórych pracowników samorządowych. Zgodnie bowiem z utrwalonym orzecznictwem TK bezpośrednim skutkiem orzeczenia Trybunału jest utrata mocy obowiązującej przepisów niezgodnych z Konstytucją z dniem wejścia w życie orzeczenia lub w innym terminie określonym przez Trybunał. Wyrok TK wywiera skutki prawne od dnia ogłoszenia. Oznacza to, że zasadniczo nie ma on mocy wstecznej, czyli nie odnosi się do kwestii obowiązywania przepisu od dnia jego wejścia w życie do dnia ogłoszenia w Dzienniku Ustaw.
Z poglądem tym -- na szczęście -- skuteczną polemikę podjęli zainteresowani, którzy przy pomocy m.in. Sądu Najwyższego wydrapali należne im pieniądze. A wszystko dlatego, iż -- tu cytuję znalezioną w sieci krótką acz doskonałą opinię r.pr. Henryki Piórkowskiej-Jarosz
Jak to jednak wielokrotnie wskazywał Sąd Najwyższy (m.in. w wyrokach z dnia10.11.1999r. I CKN 204/98 (OSNC 2000/5, poz. 94), z dnia 9.10.2003r. I CK 150/2002 OSNC 2004/7-8, poz. 132) skuteczność ex nunc odnosi się tylko do obowiązywania aktu prawnego uznanego przez Trybunał za niekonstytucyjny, a nie do jego stosowania. Przepis bowiem ustawy niezgodny z Konstytucją nie może być źródłem praw i obowiązków, a zatem przepis taki, choć obowiązujący, nie powinien być stosowany także do stanów faktycznych sprzed ogłoszenia orzeczenia Trybunału. W konsekwencji przeważyło w orzecznictwie Sądu Najwyższego stanowisko opowiadające się za skutecznością orzeczeń Trybunału z mocą wsteczną (ex tunc), od chwili wydania zakwestionowanego aktu normatywnego. Na poparcie tego stanowiska przytaczany jest argument odwołujący się do art. 190 ust. 4 Konstytucji, zgodnie z którym orzeczenie Trybunału o niezgodności z Konstytucją aktu normatywnego, na podstawie którego zostało wydane prawomocne orzeczenie sądowe, ostateczna decyzja administracyjna lub rozstrzygnięcie w innych sprawach, stanowi podstawę do wznowienia postępowania, uchylenia decyzji lub innego rozstrzygnięcia, a regulacja ta odnosi się także do orzeczeń i decyzji wydanych przed ogłoszeniem wyroku Trybunału (wyrok Sądu Najwyższego - Izba Cywilna z dnia 30 września 2004r. - sygn. akt. IV CK 20/2004 OSNC 2005/9, poz. 161).
Reasumując: niejednokrotnie Trybunał ganił parlament za niechęć do wykonywania jego orzeczeń i piętrzące się zaległości. Boję się jednak, że praktyka wydawania tego rodzaju orzeczeń -- których skuteczność zdaniem samego Trybunału w znacznej mierze uzależniona jest od aktywności legislatywy, zaś istota wyłożona jest w porkętny sposób w komunikacie prasowym -- nie jest szczególnie prawidłowa.
Tagi prawo,	konstytucja,	trybunał,	praworządność
Jak Zwiefka do kraju zwiewał Niepokorni blogerzy na szafot...
2008-07-02 22:41:08 | *.*.*.* | Quake
Re: Znów krytycznie o Trybunale Konstytucyjnym [4]
No i wyszło szydło z worka - Waćpan jesteś jurydyczny radykał ;-) Propozycja
bezwzględnego uchylania niekonstytucyjnych norm "od ręki", bez odraczania utraty mocy
obowiązującej danego aktu prawnego może i wygląda atrakcyjnie. Ale w praktyce to nie
jest takie proste. Prawo to nie jest siekiera ;-) Nie zawsze można tak radykalnie
uchylić sporny przepis...
Oczywiście, orzecznictwem także można się dowolnie przerzucać. Ale akurat w przypadku
tego zagadnienia pisanie, że określone stanowisko "przeważyło w orzecznictwie Sądu
Najwyższego" nie ma dostatecznego odbicia w rzeczywistości - że się tak ładnie wyrażę
;-) W każdym razie z pewnością warto tu wspomnieć choćby o wyrok Sądu Najwyższego z
20 kwietnia 2006r (IV CSK 28/2006):
"Przede wszystkim należy rozważyć, jakie skutki prawne wywołuje odroczenie terminu
utraty mocy obowiązującej wadliwej normy prawnej. (...) Jest poza sporem, że jeżeli
Trybunał odracza termin utraty mocy obowiązującej przez wadliwą normę, to ustawa
zachowuje moc przez wskazany w orzeczeniu okres (art. 190 ust. 3 Konstytucji). Sądy i
inne organy państwowe powinny tę normę stosować z wyjątkiem sprawy, która była
przyczyną wszczęcia postępowania przed Trybunałem. Możliwość pominięcia w tym okresie
wadliwej normy przez sądy i inne organy w procesie stosowania prawa oznaczałaby w
istocie przekreślenie sensu odroczenia, a więc i sensu art. 190 ust. 3 Konstytucji.
Jeżeli bowiem sąd nie musi normy nadal obowiązującej stosować, to w istocie nie muszą
jej stosować również podmioty, do których norma jest bezpośrednio adresowana, gdyż
ewentualne związane z tym sankcje będą przez sądy kształtowane tak jakby norma nie
obowiązywała. Nie można tu bez zastrzeżeń odróżniać, jak sugerują niektóre orzeczenia
Sądu Najwyższego, obowiązywania prawa od jego stosowania - prawo niestosowane przez
organy państwowe, zwłaszcza sądy, w istocie nie obowiązuje (desuetudo). Warto też
zwrócić uwagę, że częstym motywem odraczania skutków orzeczenia jest dążenie do
uniknięcia sytuacji, w której powstałaby luka w prawie, co dotyczy m.in. przypadków,
gdy w związku z wadliwością upoważnienia ustawowego traciłyby moc akty wykonawcze,
często materialnie niebudzące wątpliwości. Jeżeli odroczenie ma mieć sens, to tylko
wtedy, gdy organy państwowe, w tym sądy, będą stosować wadliwą normę.
odroczenie utraty mocy obowiązującej przepisu przez Trybunał Konstytucyjny wyraża
jednoznacznie myśl o prospektywnym działaniu takiego orzeczenia. Oznacza, że do czasu
utraty mocy obowiązującej określonego przepisu, sądy i inne organy powinny stosować
ten przepis. Taki skutek działania orzeczenia Trybunału, który odroczył utratę mocy
obowiązującej przepisu, ELIMINUJE TEŻ MOŻLIWOŚĆ WZNOWIENIA POSTĘPOWANIA. Oznacza też,
że w toku postępowania sądy powinny uwzględniać wadliwe normy prawne do oceny
zdarzeń, które wystąpiły jeszcze przed utratą przez tę normę mocy obowiązującej.
Takie stanowisko zajął Sąd Najwyższy w uchwale z dnia 3 lipca 2003 r. III CZP 45/2003
(OSNC 2004/9 poz. 136) oraz w uchwale z dnia 23 stycznia 2004 r. III CZP 112/2003
(OSNC 2005/4 poz. 61). Skład orzekający w niniejszej sprawie stanowisko to
podziela."
Do "przeważenia w orzecznictwie SN" jeszcze dłuuuga droga ;-) skomentuj
2008-07-03 08:41:15 | *.*.*.* | olgierd
Szczerze mówiąc to spodobały mi się 2 rzeczy:
- zdanie, że przecież są akty podustawowe, które muszą się ostać (jak rozumiem aktom
tym też może dałoby się zarzucić nielegalność)
- że eliminuje to możliwość wznowienia postępowania -- choćby dlatego, że prowadzi to
do pogorszenia sytuacji strony, wobec której wyrok wydano PRZED wyrokiem TK (co do
niej nie ma dyskusji) i strony, która załapała się na owo 'vacatio legis' czy też
'vacadio iudex' ;-) skomentuj
2008-07-03 08:43:37 | *.*.*.* | olgierd
Aha, no i tak -- ja nie uważam, że jak nie ma normy to jest 'luka'. A jeśli nawet to
wolę zwykłą lukę niż zły przepis. I tak, jestem zwolennikiem prostych rozwiązań --
dywagować można długo, ale decyzje trzeba podejmować raz. skomentuj
2008-07-03 09:45:42 | *.*.*.* | Quake
Ale przyznasz, że - na przykład - uchylenie "z marszu" przepisów dotyczących ENA lub
asesorów wywołałoby niezły bigos, prawda? skomentuj
2008-07-03 10:50:05 | *.*.*.* | olgierd
Nie większy, niż wydanie oskarżonego bez podstawy prawnej zgodnej z konstytucją bądź
orzekanie przez osoby, które nie spełniają wymogów tamże określonych...
... co nie zmienia faktu, że jestem zwolennikiem (i właśnie to sobie uzmysłowiłem ;-)
sądów pokoju. Tam mogliby nawet podsędkowie orzekać. skomentuj