Source: http://www.mamytatytematy.pl/droga-do-porodu-mozemy-lamac-przepisy-prawnik-odpowiada/
Timestamp: 2019-07-18 05:24:29+00:00
Document Index: 83200277

Matched Legal Cases: ['art. 16', 'art. 26', 'art. 177', 'art. 157', 'art. 177', 'art. 26']

Prawnik odpowiada Policji: Droga do porodu. Czy i kiedy możemy łamać przepisy? -mamytatytematy.pl
W związku z wywiadem dotyczącym przewożenia ciężarnej kobiety (CZYTAJ TUTAJ: Droga do porodu. Czy i kiedy możemy łamać przepisy? Wywiad z Inspektorem Markiem Konkolewskim) jak i możliwości łamania w takim przypadku przepisów ruchu drogowego, chciałem „z prawniczego” punktu widzenia odnieść się do tego, co zostało tam powiedziane – jak i trochę temat poszerzyć.
W wywiadzie przeprowadzonym z Inspektorem Markiem Konkolewskim z Komendy Głównej Policji odniesiono się głównie (a właściwie jedynie) do sfery odpowiedzialności wynikającej z Kodeksu wykroczeń (Rozdział XI Kodeksu wykroczeń – Wykroczenia przeciwko bezpieczeństwu i porządkowi w komunikacji). Odpowiedzialność określona w tym Rozdziale, dotyczy najczęściej spotykanych w praktyce sytuacji naruszenia przepisów ruchu drogowego – przekroczenia dozwolonej prędkości, niezastosowania się do zasad pierwszeństwa, zignorowania znaków ostrzegawczych).
Należy jednak pamiętać, że także Kodeks karny (w Rozdziale XXI – Przestępstwa przeciwko bezpieczeństwu w komunikacji) zawiera uregulowania, które odnoszą się do interesującej nas sytuacji – a więc kiedy zmuszeni jesteśmy jak najszybciej odwieźć do szpitala kobietę w ciąży.
Na wstępie chciałbym wyjaśnić kwestię, która dla zrozumienia odpowiedzialności za naruszenie wskazanych przepisów (jak i de facto wszystkich innych) ma podstawowe znaczenie.
Chodzi mi tutaj o to, iż polskie prawo nie ma charakteru precedensowego – innymi słowy, to że w jakiejś sprawie sąd orzekł w taki, a nie inny sposób, wcale nie oznacza, że przy podobnym stanie faktycznym sprawy, orzeknie identycznie.
Podobnie sprawa ma się dla omawianego przypadku – to, że konkretnej sytuacji dany kierowca nie poniósł odpowiedzialności, nie oznacza, że we wszystkich podobnych sytuacjach również tej odpowiedzialności nie poniesie.
Dlatego też nie można jednoznacznie powiedzieć – jeżeli jedziesz 140 km/h przez miasto, z ciężarną rodzącą żoną, to nic Ci, z prawnej strony, nie grozi.
To trochę jak z kwestią obrony koniecznej, która od wielu lat elektryzuje opinię publiczną – gdy w sprawach, w których wydawałoby się, że oskarżony o jej przekroczenie jest oczywiście niewinny, ponosi on odpowiedzialność karną.
Przedstawiłem nieco czarny obraz, z którego wyłania się niepewność systemu prawnego i jego nieprzewidywalność. Nie jest jednak tak źle.
Zarówno w przepisach Kodeksu wykroczeń jak i Kodeksu karnego przewidziano przepisy, które w sytuacjach „nadzwyczajnych” pozwalają uniknąć odpowiedzialność. Przepisy te mają charakter ogólny, oznacza to, że znajdują odpowiednie zastosowanie do wszystkich sytuacji przewidzianych we wspomnianych kodeksach.
W § 1. art. 16 Kodeksu wykroczeń czytamy:
„§ 1. Nie popełnia wykroczenia, kto działa w celu uchylenia bezpośredniego niebezpieczeństwa grożącego dobru chronionemu prawem, jeżeli niebezpieczeństwa nie można inaczej uniknąć, a dobro poświęcone nie przedstawia wartości oczywiście większej niż dobro ratowane.”
natomiast w Kodeksie karnym w art. 26 § 1-3 zawarto następujące uregulowanie:
§ 3. W razie przekroczenia granic stanu wyższej konieczności, sąd może zastosować nadzwyczajne złagodzenie kary, a nawet odstąpić od jej wymierzenia.”
Przepisy powyższe statuują instytucję tzw. stanu wyższej konieczności.
Czemu, ów stan, ma służyć?
Generalnie chodzi o sytuację, kiedy działanie danego człowieka wynika z anormalnej sytuacji motywacyjnej.
Przykładowo – płonie nam dom, który znajduje się w głębi naszej posesji, do której prowadzi tylko jedna droga dojazdu – przez posesję naszego sąsiada. Okazuje się, że wóz strażacki nie jest w stanie przejechać tą drogą, bo sąsiad akurat na wjeździe zostawił samochód (a jego samego nie ma w domu). Samochód można przesunąć, będzie się to jednak wiązało z koniecznością wybicia szyby i zwolnienia hamulca ręcznego. W takim wypadku znajdzie właśnie zastosowanie instytucja stanu wyższej konieczności. Samo wybicie szyby jest penalizowane, natomiast w ramach opisanej sytuacji (czyli zaistnienia stanu wyższej konieczności), sprawca takiego czynu nie poniesie odpowiedzialności.
Powyższy przykład jest przykładem dosyć oczywistym, także z prawnego punktu widzenia. Różnica między dobrami jest wyraźna (dom / szyba w samochodzie). Także same okoliczności nie budzą wątpliwości. Myślę, że w takim przypadku – o ile w ogóle doszłoby do interwencji odpowiednich organów, to sąd nie miałby problemu z wydaniem wyroku zwalniającego sprawcę z odpowiedzialności.
Sprawiedliwość/flickr.com
Droga do porodu z ciężarną
Nasza sytuacja jest jednak zgoła z inna…
Pędzimy przez miasto naszym samochodem z ciężarną żoną, która bardzo źle się poczuła… Nie jesteśmy w stanie ocenić, czy zaczęła się akcja porodowa, czy jest to zupełnie coś innego. Jesteśmy zdenerwowani, nieuważni. Wjeżdżamy na skrzyżowanie, nie zważając na światła… Pech chce, że wjeżdżamy na świetle czerwonym. Inni kierowcy, próbując nie wjechać w nasz samochód zderzają się ze sobą. Dochodzi do poważnej kolizji, w wyniku której obrażenia odnoszą kierowcy i ich pasażerowie – w sumie np. 5 osób.
Takie zdarzenie wypełnia przesłanki przestępstwa określonego w art. 177 Kodeksu karnego:
„§ 1. Kto, naruszając, chociażby nieumyślnie, zasady bezpieczeństwa w ruchu lądowym, wodnym lub powietrznym, powoduje nieumyślnie wypadek, w którym inna osoba odniosła obrażenia ciała określone w art. 157 § 1 (są to średnie obrażenia ciała, a więc przypadki, gdy wymagają leczenia powyżej 7 dni, ale nie są to obrażenia polegające na trwałym kalectwie etc. czy śmierci – oczywiście te tzw. ciężkie uszczerbki, spowodowane przy wypadku także będą powodować odpowiedzialność kierowcy – określoną w § 2 art. 177), podlega karze pozbawienia wolności do lat 3.
Czy w tym przypadku także wystąpi stan wyższej konieczności ? Niestety nie można udzielić tutaj jednoznacznej odpowiedzi…
Wydaje się, że w takim wypadku pewne jest wszczęcie postępowania karnego, w ramach którego konieczne będzie ustalenie: przyczyn naszego działania, jego zasadności, okoliczności zdarzenia, faktycznego zagrożenia zdrowia matki i dziecka.
Badając sprawę sąd będzie samodzielnie oceniał zebrany w sprawie materiał dowodowy i niestety, nawet w podobnych przypadkach, może dojść do różnych wniosków.
Najbardziej niekorzystna będzie sytuacja, gdy sąd dojdzie do wniosku, że w ogóle nie doszło do stanu wyższej konieczności i na naszą odpowiedzialność zaistniała sytuacja nie miała żadnego wpływu. Byłoby to niezwykle rygorystyczne podejście (i wydaje mi się, że raczej średnio możliwe – ale z zawodowego obowiązku muszę o nim napisać). W takim przypadku nasza odpowiedzialność byłaby „pełna” – czyli w zakreślonych ustawą granicach bylibyśmy skazani na daną karę. Oczywiście taki wyrok musiałby ostać się jeszcze w II instancji…
Druga z sytuacji to taka, kiedy sąd uznaje, że mieliśmy do czynienia ze stanem wyższej konieczności, a nasze działanie było w pełni uzasadnione. W takim przypadku nie ponosimy żadnej odpowiedzialności karnej, w szczególności za złamanie przepisów ruchu drogowego i wywołane tym obrażenia innych osób.
Ostatnią sytuacją jest sytuacja, w której sąd uzna, że co prawda zaistniał stan wyższej konieczności, ale przekroczyliśmy jego zakres (wydaje mi się, że w opisane sytuacji sąd najczęściej szedłby właśnie w tę stronę – aczkolwiek okoliczności sprawy w każdym przypadku mogą powodować „pójście” przez sąd w jedną z opisanych wyżej „dróg”).
Co w takiej sytuacji? W pierwszej kolejności należy przypomnieć § 3 cytowanego art. 26 Kodeksu karnego:„W razie przekroczenia granic stanu wyższej konieczności, sąd może zastosować nadzwyczajne złagodzenie kary, a nawet odstąpić od jej wymierzenia.”
Co to oznacza? Oznacza to, że sąd uznaje, iż wystąpił, co prawda stan wyższej konieczności, ale nasze działanie było niewspółmierne, do całej sytuacji. Gwoli wytłumaczenia – odnosząc do opisanej sytuacji:
Nasza szalona jazda była dopuszczalna w świetle sytuacji, jednakże trochę „przegięliśmy”. Mogliśmy się śpieszyć i łamać ograniczenia prędkości – ale wjazd na skrzyżowanie na czerwony świetle nie był uzasadniony i było to przekroczenie stanu wyższej konieczności.
W takiej sytuacji, niestety, zostajemy skazani, za naruszenie uregulowań danego przepisu. Sąd co prawda może odstąpić od wymierzenia kary, albo ją złagodzić – nie zmienia to jednak faktu, że w świetle prawa karnego stajemy się osobami skazanymi.
Oczywiście nie należy także zapominać o odpowiedzialności cywilnej – czy to za zniszczenie cudzych pojazdów, czy też za odniesione przez osoby trzecie obrażenia. Kwestia tej odpowiedzialności stanowi jednak materiał na całkowicie osobny artykuł.
W opisanej sytuacji możemy ponieść odpowiedzialność wynikającą z dwóch „źródeł” – przepisów kodeksu karnego jak i kodeksu wykroczeń.
Co do zasady, odpowiedzialność będzie kształtować się odmiennie dla każdej sytuacji – samo złamanie przepisów ruchu drogowego (które nie doprowadzi do wypadku) wydaje się, że nie będzie rodzić odpowiedzialności – tutaj sąd raczej nie powinien mieć wątpliwości, co do tego, iż kierowca nie popełnił wykroczenia.
Gorzej, jeżeli w wyniku naszych działań ucierpią osoby trzecie. Taka sytuacja z pewnością będzie podlegać ocenie sądu i może doprowadzić do odpowiedzialności karnej.
Należy także pamiętać, że nawet jeżeli zaistniał stan wyższej konieczności, to wciąż możemy odpowiadać cywilnie (na gruncie majątkowym) – za spowodowane szkody w majątku osób trzecich oraz za ewentualne uszczerbki na zdrowiu tych osób.
CZYTAJ RÓWNIEŻ: Droga do porodu. Czy i kiedy możemy łamać przepisy? Wywiad z Inspektorem Markiem Konkolewskim
CZYTAJ RÓWNIEŻ: Prawnik radzi: Intercyza – umowa między małżonkami
CZYTAJ RÓWNIEŻ: Wyprawka do szpitala. Przygotuj się do porodu.
Łukasz Tworek - radca prawny, posiada ponad 7 letnie doświadczenie w świadczeniu pomocy prawnej. Specjalizuje się w prawie cywilnym – w szczególności w prawie zobowiązań. Zajmuje się obsługą zarówno osób fizycznych (w tym prowadzących działalność gospodarczą), jak i osób prawnych. Prywatnie dużo czyta, często chodzi na koncerty (zwłaszcza rockowe) i lubi dobre filmy. Poza dbaniem o sferę ducha miłośnik sportu (bieganie oraz sporty walki). Nieraz zdarzy mu się także upichcić coś z pomysłem