Source: https://roweroweporady.pl/oswietlenie-roweru-przepisy/
Timestamp: 2017-05-24 02:28:01+00:00
Document Index: 54821254

Matched Legal Cases: ['Art. 53', 'Art. 56', 'Art. 53', 'Art. 51', 'Art. 51', 'Art. 30', 'Art. 56', 'Art. 53', 'Art. 56']

Oświetlenie roweru – przepisy | Rowerowe Porady - najpopularniejszy blog rowerowy
Porady1 Paź 2014	154 / 58 480 Oświetlenie roweru – przepisy
Zapraszam do obejrzenia najnowszego odcinka Rowerowych Porad. Będzie mi bardzo miło, jeżeli zasubskrybujesz mój kanał.
Oświetlenie to obowiązkowe wyposażenie każdego roweru (w nocy). Nie każdy o tym pamięta i niestety wieczorami czy w nocy(!) można na naszych ulicach czy ścieżkach rowerowych spotkać sporo „batmanów„, który myślą, że jeżeli oni widzą, to ich też widać. Oczywiście takie podejście jest bardzo niebezpiecznie. Brak oświetlenia to jeden z grzechów głównych rowerzystów. I ja nie rozumiem tłumaczeń, że zapomniałem lampek, że baterie się wyładowały, że miałem wyjść z domu na chwilkę, ale się przeciągnęło, że lampki są drogie (bo nie są, przyzwoity komplet lampek kupi się już za 100 złotych). Trzeba dbać o oświetlenie roweru i już. Wokół oświetlenia roweru narosło również wiele mitów i niedomówień. Dlatego postaram się przedstawić najważniejsze przepisy dotyczące tego tematu.
Wpis powstał w 2011 rokuAle odświeżyłem go o najnowsze przepisy i informacje
fot. Richard Masoner
Jakie powinno być oświetlenie roweru według przepisów obowiązujących w Polsce?
Rozporządzenie Ministra Transportu z 6.06.2013 w sprawie warunków technicznych pojazdów oraz ich niezbędnego wyposażenia, Dz. Ustaw 2013 poz. 951
Art. 53, ust. 1. Rower oraz wózek rowerowy powinny być wyposażone:
1. z przodu – co najmniej w jedno światło barwy białej lub żółtej selektywnej;
2. z tyłu – co najmniej w jedno światło odblaskowe barwy czerwonej o kształcie innym niż trójkąt oraz co najmniej w jedno światło pozycyjne barwy czerwonej.
Oba światła mogą być migające:
Art. 56, ust. 1, punkt 1. W przypadku roweru i wózka rowerowego dopuszcza się migające światła pozycyjne.
Dodatkowo, przepisy regulują kwestię zamocowania oświetlenia. Nie musi być ono założone do roweru, jeśli jest jasno. Wiem, że są osoby, które np. skaczą na rowerach i zamontowane oświetlenie bardzo szybko by się urwało. Ale nawet w takich przypadkach zalecam wożenie lampek w plecaku, ponieważ nigdy nie wiadomo jak potoczy się dzień i może nas zaskoczyć noc.
Art. 53, ust. 5, p. 1a Dopuszcza się aby światła pozycyjne roweru były zdemontowane, jeżeli kierujący tym pojazdem nie jest zobowiązany do ich używania podczas jazdy.
Jak nie widać rowerzysty bez oświetlenia, bardzo dobrze widać na nagraniu poniżej. W tym filmie porównałem widoczność rowerzysty bez lampek, z tym, który włączył oświetlenie, a nawet założył kamizelkę odblaskową poza terenem zabudowanym. Będzie mi bardzo miło, jeżeli zasubskrybujesz mój kanał.
Oglądając to nagranie, przypomina mi się gorący ostatnio temat kamizelek dla pieszych, poruszających się w terenie niezabudowanym. Rowerzyści nie mają obowiązku jazdy w kamizelkach odblaskowych. Wystarczy przepisowe oświetlenie. Ze swojej strony mogę jedynie poradzić, że jeżeli planujesz jechać po takiej drodze jaką widać na drugiej części nagrania (nieoświetlona ulica) – dobrze jednak taką kamizelkę założyć. Lampki sporo dają, ale w światłach nadjeżdżających z naprzeciwka pojazdów, mogą zginąć. Tym bardziej, że nie musi to być samochodowa kamizelka-fruwajka, tylko można kupić jakąś sensowną, dobrze skrojoną i wyglądającą kamizelkę. Warto tylko zwrócić uwagę na liczbę odblasków, bo to one są najistotniejsze.
Czasami w rowerowych dyskusjach pojawia się pytanie, czy trzeba mieć zapalone lampki przez całą dobę (tak jak kierowcy samochodów i motocykli). Tę kwestię reguluje Prawo o Ruchu Drogowym.
Prawo o Ruchu Drogowym z dnia 30 sierpnia 2012
Art. 51, ustęp 1. Kierujący pojazdem jest obowiązany używać świateł mijania podczas jazdy w warunkach normalnej przejrzystości powietrza.
Art. 51, ustęp 6. Przepisów ust. 1 nie stosuje się do kierującego pojazdem, który nie jest wyposażony w światła mijania, drogowe lub światła do jazdy dziennej. Kierujący takim pojazdem w czasie od zmierzchu do świtu lub w tunelu jest obowiązany używać świateł stanowiących obowiązkowe wyposażenie pojazdu.
W rowerze nie mamy świateł mijania, drogowych czy do jazdy dziennej – zatem rowerowe oświetlenie należy mieć włączone jedynie w nocy oraz w podczas jazdy w tunelu (co jest całkowicie zrozumiałe). Do tego dochodzi kwestia złych warunków pogodowych. Reguluje to także Prawo o Ruchu Drogowym.
Art. 30. 1. Kierujący pojazdem jest obowiązany zachować szczególną ostrożność w czasie jazdy w warunkach zmniejszonej przejrzystości powietrza, spowodowanej mgłą, opadami atmosferycznymi lub innymi przyczynami, a ponadto:
2) kierujący innym pojazdem niż pojazd, o którym mowa w pkt 1, jest obowiązany:
a) włączyć światła, w które pojazd jest wyposażony,
b) korzystać z pobocza drogi, a jeżeli nie jest to możliwe, jechać jak najbliżej krawędzi jezdni i nie wyprzedzać innego pojazdu.
Tak więc jazda w dzień, ale we mgle czy silnych opadach deszczu, także wymaga włączonego oświetlenia. Ale myślę, że to nakazuje także zdrowy rozsądek, a nie tylko przepisy.
fot. Weichao Zhao
Mam jeszcze dla Was garść innych przepisów z Rozporządzenia o warunkach technicznych pojazdów.
Art. 56, ust. 5. Światła czerwone nie mogą być widoczne z przodu, a światła białe (żółte selektywne) z tyłu.
Czasami zdarzy się zobaczyć takiego agenta, który zamieni przednią lampkę z tylną. Takie ustawienie świateł potrafi bardzo zmylić, zwłaszcza gdy będzie się dojeżdżać do skrzyżowania.
Artykuł 56 dopuszcza również stosowanie świateł odblaskowych barwy żółtej zamocowanych na kołach roweru i na pedałach. Można również stosować białe odblaski z przodu roweru. Dopuszcza się również stosowanie pasków odblaskowych na boku opony.
W artykule 56 możemy również przeczytać, że: światła pozycyjne oraz światła odblaskowe oświetlone światłem drogowym innego pojazdu, powinny być widoczne w nocy przy dobrej przejrzystości powietrza z odległości co najmniej 150 m.
To oznacza, że nie powinniśmy zakładać lampek, które ledwo co świecą. Niektórzy kupują takie malutkie lampeczki, z jedną, lichą diodką. Nie dają one za wiele światła i często są widoczne dopiero w ostatniej chwili. Technologia poszła do przodu i nawet jeżeli kupujesz malutką lampkę, warto wybrać taką, która będzie dawała mocniejsze światło. Całkiem nieźle radzą sobie pod tym względem lampki Author Shot. Oczywiście nie świecą tak, aby oświetlić drogę, ale jako błyskacze nieźle dają sobie radę.
Artykuł 56 mówi nam również: lampki w przypadku roweru i wózka rowerowego powinny być umieszczone nie wyżej niż 1500 mm i nie niżej niż 250 mm od powierzchni jezdni.
I muszą być trwale przymocowane do roweru. Czołówka na głowie, raz, że będzie za wysoko, dwa – nie stanowi wyposażenia roweru. Czołówką można oświetlać sobie drogę w lesie. Ale na drogach publicznych to bardzo mylące, ponieważ każde obrócenie głowy sprawia, że zaczynamy świecić gdzie indziej. No i dodatkowo jest dużo większe ryzyko oślepienia innych.
Dość często pojawia się też pytanie, czy można stosować świecące nakrętki na wentyle. Według przepisów, takie nakrętki nie są legalne, ponieważ można stosować jedynie to, co znajduje się w Rozporządzeniu. Tutaj przyznam Wam szczerze, że jestem w kropce. Z jednej strony takie wentyle zwiększają widoczność roweru, z drugiej strony mogą działać myląco na kierowców. Do niedawna paski odblaskowe na oponach były niezgodne z przepisami, ale i tak życie pokazało, że bardzo dużo osób miało takie opony i nikt się tym nie przejmował. W końcu ustawodawca dostosował przepisy, by można było je legalnie stosować. Być może tak będzie ze świecącymi wentylami, choć powtórzę, że nie jestem specjalnie do nich przekonany.
Jak się ubrać na rower, aby się nie przepocić?
Jaki rower kupić do konkretnej kwoty?
A jak mam z przodu 3 lampki (3 używana tylko do jazdy po lesie lub jako światła „długie”) i z tyłu mam 2 lampki czerwone po bokach roweru to mogę dostać mandat lub coś? Bo moim zdaniem jest to trochę dziwne, że można mieć tylko 1 światło z tyłu i przodu.
Redhotka
Przecież jest użyte „co najmniej”, co oznacza „nie mniej niż”.
Łukasz – Rowerowe Porady
Myślę, że jeżeli tylko nie oślepiasz innych uczestników ruchu – to mandatu nie dostaniesz.
Ale co do formalnej interpretacji – musiałbym popytać, bo faktycznie brakuje tam stwierdzenia „co najmniej”.
Przypomniało mi się coś ciekawego odnośnie oświetlenia. Proszę sobie wpisac to na youtube: Project Aura: Bicycle Safety Lighting System Coś pięknego, chciałbym to móc sobie zamontować na rowerku:)
Łukasz Więcek
Szkoda, że nie została poruszona kwestia bocznego oświetlenia roweru. Chciałem właśnie w najbliższym czasie przygotować na swoim blogu coś podobnego do wspomnianego wyżej Projektu Aura, ale mam wątpliwości, czy takie coś jest u nas legalne.
Z tego, co się orientuję, na pewno po bokach można używać pomarańczowych odblasków, więc ewentualnie brałbym pod uwagę tylko ten kolor. Pytanie tylko, czy muszą to być koniecznie odblaski, czy też mogłyby to być diody?
Trzeba by zapytać kogoś z drogówki co o tym myślą. Z tego co kojarzę wszelkie diody na kołach nie są dozwolone, ale żyjemy w tak dziwnym kraju, że równie dobrze może to zależeć od widzimisię policjanta.
jeździłem z diodami na kołach i no problemo. Samochody ganiają za bycie choinką, na mnie tylko się gapili.
„Z tego, co się orientuję, na pewno po bokach można używać pomarańczowych odblasków” Nie wydaje mi sie, ze takie rzeczy sa w ogole regulowane prawniem bo po co? Bez przesady. Odblaskowe paski na oponach sa zwykle biale. Wydaje mi sie, ze nie warto przesadzajc z zamienianiem sie w choinke. Ja mam lampke z przodu, z tylu, duze powierzchniowo odblaski, odblaski na szprychach i oponach i jak kiedys zobaczylem swoj rower w swietle reflektorow, to sie troche przestraszylem – to na pewno wystarczy.
czy jazda z czołówką zamiast lampki z przodu jest dozwolona?
Według przepisów, światła pozycyjne przednie muszą być umieszczone na wysokości od 25 do 150 cm nad ziemią. Czyli czołówka się na to nie łapie. Poza tym nie jest to mimo wszystko wyposażenie roweru.
Rozwiązaniem jest montaż małej, taniej lampki w rowerze + jazda z czołówką.
Czas najwyzszy na kolejna aktualizacje @disqus_7CAgtcsZTa:disqus.
Łukasz Przechodzeń
Coś się pozmieniało w przepisach? Bo nie słyszałem.
Czolowka, to znacznie powyzej dozwolonej wysokosci 150cm nad ziemia, wiec nie ma sensu wprowadzac ludzi w blad tania filozofia badz osobistymi problemami z logika. Z czolowka mozna sobie pojezdzic po lesie, ewentualnie zejsc do piwnicy po ziemniaki, natomiast na drogach publicznych oswietlenie ma byc zamontowane na rowerze, nie zas na rowerzyscie, jego glowie, plecach, czy brzuchu.
I zeby nie bylo – to nic osobistego, kierowanego konkretnie pod Twoim adresem @Lukaszu. Widze cala mase tego typu bredni w necie, na temat uzytkowania czolowek na okolicznosc jazdy rowerem, jakies durne proby oddzielenia rowerzysty od jego roweru, wrecz robienie z niego pieszego turysty z czolowka na glowie, ktoremu niechcacy przykleil sie do dupy rower z wlasnym oswietleniem.
Nie bardzo widzę miejsce w którym napisałem, że czołówka wystarczy jako oświetlenie roweru.
Coz, dyskusja z Toba jest cokolwiek jalowa @Lukaszu. Nic takiego nie napisales, do niczego takiego sie nie odnioslem, nie dziwi wiec fakt, ze takiego miejsca nie dostrzegasz. Napisales za to o jezdzie z czolowka i tania lampka w rowerze – nijak sie to ma do aktualnych przepisow, jest jedynie filozoficznym gmeraniem, jakby tu te czolowke jednak do jazdy rowerem podlaczyc. Czyli jak napisalem wyzej – nic to osobistego, zwracam tylko uwage na wypisywanie bredni, ktore nie maja nic wspolnego z rzeczywistoscia, czy jak wolisz, z panujacym obecnie kodeksem dotyczacym oswietlenia wymaganego od rowerzystow. I prosze mi nie tlumaczyc przypadkiem, ze ow kodeks nie okresla jasno losu czolowek w zyciu rowerzysty, bo ich nieobecnosc na rowerzyscie wynika z logiki, w odniesieniu do tego co sam wyzej napisales m.in. odnosnie wysokosci swiatelek zamontowanych na rowerze. Sadze, ze temat wyczerpalem. Jesli masz ochote cos dodac w tonie jaki zaprezentowales wyzej – daruj sobie, odpocznij po swietach, odzyskaj forme i ewentualnie napisz cos pozytywnego gdy odzyskasz spokoj i rownowage. W innym wypadku raczej dziekuje Ci za dalsza debate, chcialbym mimo wszystko pozytywnie kojarzyc ten blog, jako jedno z miejsc, do ktorego z uwagi na zamieszczane w nim tresci, chetnie zagladalem. Wszystkiego dobrego, z czolowka, czy bez.
Bardzo zabawny sposób dyskutowania przyjąłeś. Piszesz o „taniej filozofii”, „osobistych problemach z logiką”, „wypisywaniu bredni” ale jednocześnie protekcjonalnie piszesz, że „to nic osobistego”.
W kodeksie jest mowa o wyposażeniu roweru. To co ja mam na głowie, brzuchu, nodze to już moja osobista sprawa. Tak samo można założyć czołówkę na głowę gdy jedzie się samochodem. Jeśli ktoś lubi, a przy okazji nie oślepia innych uczestników ruchu, to dlaczego nie.
Ja też dziękuję za rozmowę w „tym tonie”, bo ja nie obraziłem Ciebie ani razu, a Ty mnie już trzykrotnie. „Napisz coś pozytywnego” brzmi tu jak ponury żart.
I zeby nie bylo – to nic osobistego, kierowanego konkretnie pod Twoim adresem @Lukaszu. Widze cala mase tego typu bredni w necie […]
Czytanie ze zrozumieniem jest naprawde spoko. A to sa przykladowe brednie:
Nie win mnie za to, ze sam takie wypisujesz. Wejdzie na Twojego bloga jakies dziecko, czy lekko ograniczony dorosly i bedzie latal rowerkiem z czolowka, oslepiajac nia wszystkich dookola, bo pan na blogu napisal, ze mozna. Pol biedy jesli wybierze sie z nia do lasu, ale coz to za przyjemnosc, kiedy w ruchu miejskim bedzie sie rozgladal chocby noszac sie z zamiarem skretu.
Tak czytam, czytam Simon i naprawdę nie wiem, o co ci chodzi. Skoro rower musi mieć oświetlenie, to Łukasz pisze żeby założyć lampkę „kodeksową”. I na tym koniec. Ale kodeks NIE ZABRANIA JEDNOCZEŚNIE mieć włączonej czołówki, trzymać w ręku latarki (w świetle przepisów co najmniej jedna ręka musi spoczywac na kierownicy) albo miec świecącej opaski na nodze. Jeśli NIE JEST WYPOSAŻENIEM ROWERU, to kodeksowi drogowemu NIC DO TEGO. Zatem nie stanie się nic złego, jeśli dzieci przeczytają, że oprócz lampki zainstalowanej na rowerze można jeździć w czołówce – jeśli tylko nikogo ona nie oślepia. To zdaje się, słusznie napisał Łukasz.
A jak się człowiek rozgląda, to pewnie chce mieć śwatło tam, gdzi epatrzy, a nie tam, gdzie skierowane jest przednie koło roweru…
Tak więc nic osobistego, ale jak masz pisać głupstwa, to nie pisz nic.
nicram44444
Łukasz wpadeś w pułapkę. To co tutaj Simon zaprezentował nazywa się manipulacją i językiem wpływu. Muszę przyznać że wyszło mu to bardzo dobrze. Osoba nieświadoma tak jak ty może odczuć skrajne emocje, włącznie z wkur… Nie przejmuj się tym, zostałeś sprowokowany. Łukasz Przechodzeń
Teraz ty próbujesz mnie sprowokować? ;)
Rozgryzles mnie. ;)
Rysiubat
Rozsądnie oceniając masz rację, ALE idąc Twoim tropem myślenia mógłbym założyć na kask niebieskie mrugające światełko i uważać, że jest OK:)
Akurat takie światełko nie będzie wskazane. Ale tu rozmawialiśmy o oświetleniu, a nie udawaniu radiowozu :)
chodziło mi o to że wg Ciebie światło na rowerzyście (czyli czołówka) nie podlega przepisom bo nie jest częścią roweru – wykorzystując to mógłbym założyć na siebie każde światło:)
dla przykładu przepisy z tego co wiem nie zabraniają wprost umieszczania świateł (w autach) na antenach, spryskiwaczach czy pod progami a jednak są uznawane za niezgodne z przepisami – wynika z tego, że wszystko co nie jest dozwolone jest zabronione – inaczej niż normalnie.
jako powiedzmy dziennikarz mógłbyś zadać pytanie komuś wyżej w drogówce, powinni Cię potraktować poważniej niż np mnie – temat jak widać nurtuje więcej osób a nasze opinie chciejskie widzimisie nic tu nie wnoszą:)
Czy to znaczy, ze choc przepisy tego nie zabraniaja, nie moglbym wystroic sie na rower w lampki choinkowe, wybiegajac poza przepiowe oswietlenie roweru?
A jeśli jadę po chodniku lub drodze rowerowej na chodniku, daleko od jezdni, to też muszę mieć oświetlenie?
Jeżeli poruszasz się po drodze/chodniku publicznym, to tak, musisz mieć oświetlenie.
Bywa sporo bzdurnych czy dziwnych przepisów ale wymagania oświetlenia roweru dokładnie jak w opisie są uzasadnione.
Tylne światło może migać – z tyłu widzimy rower dłużej – nawet przy dużej różnicy prędkości doganianie roweu trwa wystarczająco długo, żeby widzieć kilka mignięć a miganie wzmaga uwagę oraz pozwala trochę wydłużyć żywotność baterii.
Ale miganie przedniego światła nie jest dozwolone słusznie. Wjeżdżając na drogę z pierwszeństwem przejazdu spoglądamy w lewo ułamek sekundy. Widzimy światło samochodu, który jest jeszcze daleko, wjeżdżamy. Decyzja czy nacisnąć hamulec, czy gaz trwa krótką chwilę. Co będzie, jeżeli blisko nadjeżdża rowerzysta, którego przednia lampka jest między mrugnięciami? – będzie bum.
Czołówka – jak sama nazwa wskazuje – ułatwia czołowe zderzenie z rowerzystą. W warunkach trudnej widoczności widzimy zarys bliskich przedmiotów oraz tylko światła dalszych pojazdów. Wypartrując krawędź drogi kilka metrów przed swoim kołem widzimy całość drogi w perspektywie skośnej do dołu. Czyli światła pojazdów przed nami im dalej, tym wyżej. Czyli kiedy mijamy rowerzystę ze światłem nisko nad drogą a za nim jedzie drugi z czołówką (lub o zgrozo obok) – ten drugi lokalizuje się daleko na horyzoncie. Pół biedy na zwykłej ogólnej drodze. Gorzej na tzw. ścieżce rowerowej – zawsze za wąskiej, pełnej niespodzianek i pułapek- przeszkód jak niespodziewane grupki pieszych, zza których może się ukazać nagle świr z migającą czołówką.
„Ale miganie przedniego światła nie jest dozwolone słusznie. Wjeżdżając na drogę z pierwszeństwem przejazdu spoglądamy w lewo ułamek sekundy. Widzimy światło samochodu, który jest jeszcze daleko, wjeżdżamy. Decyzja czy nacisnąć hamulec, czy gaz trwa krótką chwilę. Co będzie, jeżeli blisko nadjeżdża rowerzysta, którego przednia lampka jest między mrugnięciami? – będzie bum.”
Nie zakumalem tego akapitu. Mozna troche jasniej? Interesuje mnie dlaczego migajace swiatlo z przodu jest bardziej krytyczne (tzn. mruganie jest bardziej krytyczne) niz z tylu.
Kolega zdaje sie mial na mysli, ze gdy spojrzy w lewo akurat kiedy migajace swiatelko weszlo w faze nieswiecenia pomiedzy mignieciami, moze nie zauwazyc rowerka na tle samochodu, ktory podarza za nim na stale swiecacych swiatlach. Jakas logika w tym niby jest, ale jakim szybkim trzeba byc zawodnikiem, by faktycznie tego migajacego swiatla nie zauwazyc. Troche dziwna teoria, chocby wziawszy pod uwage, ze migjace swiatelko migajace jest wlasnie po to, by latwiej bylo je dostrzec posrod swiatel innych pojazdow. Czemu natomiast przednie jest bardziej krytyczne niz tylne… no nie wiem, moze dlatego, ze tylne jest po prostu z tylu. Generalnie zalozenie, ze wjezdzajac na skrzyzowanie spogladamy w lewo przez ulamek sekundy, jest cokolwiek nie na miejscu, a idac tokiem rozumowania przedstawionym przez Marka, mozemy tez nie dostrzec, ze ten samochod za rowerkiem sygnalizuje nam, ze bedzie skrecal.
„… migajace swiatelko migajace jest wlasnie po to, by latwiej bylo je dostrzec posrod swiatel innych pojazdow” – mysle ze to klucz do bezpieczenstwa. Tez jestem tego zdania ze czlowiek bardziej dostrzeze roznice niz samo natezenie (swiatla, dzwieku, dowolnego bodzca). Sam to stwierdzam na wlsnym przykladzie niemal codziennie.
Co do „wstrzelenia” sie w faze „ciemna” pomiedzy mignieciami to chyba przesada. Jakis czas jedna jest potrzebny zeby sie upewnic czy droga wolna. To dla mojego bezpieczenstwa. Pol sekundy dluzej nie zbawi mnie w dojechaniu do celu (ze niby szybciej) a moze uratowac zycie…
Rozwiazaniem na to moze byc stroboskop zamiast migania (chociaz dla mnie to to samo, tyle ze czestotliwosc migania wieksza). Moj stroboskop ma czestotliwosc ok 5-10Hz. Zapewniam Was ze jest sto razy lepiej widoczny niz zwykla lampa a wstrzelic sie pomiedzy mrugniecia raczej nie ma szans.
Jest dokladnie tak jak mowisz – jesli ktos ma watpliwosci zwiazane z tradycyjnie migajaca lampka, warto siegnac po oswietlenie z opcja stroboskopu. Sam po kilku wymuszonych zjazdach z drogi prostej w poprzeczna oraz jednej decydujacej przejazdzce na tylnym blotniku jakiegos walentynkowego Romeo w BMW, zamienilem moj poprzedni stroboskop na 5 blyskow 16Hz co 0,5s i mocy 350lm, co na chwile obecna w warunkach dziennych gwarantuje mi zauwazalnosc i reakcje kierowcow badz pieszych, jakie niegdys wzbudzalo pojawienie sie na drogach ksenonow. Jakims cudem odczuwac zaczalem szacunek do rowerzystow, respekt, ale rowniez rzadko spotykana wczesniej uprzejmosc, ze juz o wzroscie bezpieczenstwa nie wspomne. Noca mozna zejsc wlasciwie do 250lm, zeby nie wzbudzac niepotrzebnie sensacji, jednoczesnie utrzymujac bezpieczenstwo na tym samym poziomie. Tryb ciagly, zdecydowanie wiekszej mocy, wykorzystuje ewentualnie noca w trasie badz terenie poza miastem, jednak zazwyczaj nawet poza miastem korzystam ze stroboskopu, bo raz, ze nie oslepiam nim kierowcow nadjezdzajacych z przeciwka, a dwa, co bardziej ogarnieci kumaja, ze oto z migajacym swiatelkiem nadjezdza rowezysta, ktory w starciu z ich furmanka nie ma szans. Co prawda w zwiazku z trybem z jakiego korzystam zauwazam czasem, ze niektorzy reaguja jakby zblizala sie do nich policja, ale to tylko na plus, bo to co odczuwam z ich strony, to raczej respekt i pozytywne nastawienie, ktorego nie pozwoli zaznac tanie mrugajace swiecidelko.
Dlatego wlasnie troche nie pasuje mi teoria Marka: „…miganie przedniego światła nie jest dozwolone słusznie”.
Wzglad bezpieczenstwa, na ktory powoluje sie, wlasnie dowodzi temu ze lepiej jest miec stroboskop niz swiatlo ciagle. Dlatego nie podzielam jego teorii (co uzasadnilem w poprzednim wpisie).
W kazdym razie nie zamierzam z tego zrezygnowac i bede jezdzil na stroboskopie dopoki bede mogl.
Dlatego pojazdy uprzywilejowane używają kogutów oraz syren.
To prawda, tryb „strobo” jest o wiele bardziej widoczny, choć nie ukrywam, że bywa irytujący dla innych rowerzystów. Warto mieć to na uwadze. Ale stroboskop stroboskopowi nierówny i są takie, które są widoczne, a nie irytują.
Jesli mialbym wybierac pomiedzy irytujacym strobo a bezpieczenstwem (nie tylko moim) to jestem w stanie „poswiecic sie” i „znosic” tę „niedogodnosc” z pokora :)
A tak na powaznie, nie dopuszczam tutaj zadnego innego wyboru niz strobo. To dla mojego dobra. Chociaz przyznam sie szczerze, ze w chwili zakupu takiej lampki (dawno temu) nie mialem o tym pojecia a dopiero praktyka uswiadomila mi ze wybor byl trafiony w 10.
Łukaszu. Osobiście uważam że nie powinno się używać migających świateł w rowerze. Migotanie podnosi wykrywalność, ale równie dobrze można podbić moc – dać diodę 2W zamiast 1W i będzie uzyskać ten sam efekt.
Migające światła stosowano pierwotnie w sytuacjach awaryjnych i tam powinien pozostać.
Mrygacze wzięły się stąd że większość lampek to chińskie produkty. Mikroskopijny odblask i mikroskopijna dioda 0,02W wymusza miganie szybkie niczym uderzenia skrzydeł kolibra, żeby można je zauważyć.
Światło błyskowe męczy na dłuższą metę oczy, i powoduje odruch odwracania wzroku.
Zdarzyło mi się jechać kilka razy autem za akcją typu ‚masa krytyczna’. Hongkong nocą to małe miki w porównaniu z tym.
Z jakiegoś powodu, w żadnym samochodzie nie stosuje się migających świateł pozycyjnych. Tylko dwie lampy po 5 czy 10W. W przeliczeniu na Led – to 2 może 3 W
Więc zamiast masą wymuszać na ustawodawcy akceptacje wszelkiego badziewia na drodze może lepiej iść w stronę prostej i skutecznej regulacji. Widziałbym to tak :
– przód białe/żółte – 20-30 lux, kąt w poziomie 180 stopni
– tył czerwone 5-10lux, kąt w poziomie 180 stopni.
– boczne lampy pomarańczowe 2-5 lux – opcja nie obowiazek.- zamiast niegdyś stosowanych odblasków na kołach.
Tym sposobem, rower jest na 2 lampach widoczny ze wszystkich stron, i zawsze widać w którą stronę jedzie. Przy zastosowaniu pomarańczowych – jest już idealnie.
Jako uzupełnienie, jedyne czego naprawdę w rowerach brakuje to migacze to sygnalizowania skrętu. Machanie ręką, zwłaszcza w nocy jest mało skuteczne.
BTW : co do oświetlenia w terenie. Na przód najlepszy jest halogen 35-50W. Ma cieplejsze światło niż LED i gwarantuje wystarczajacy zasięg.
Ciekawe podejscie. Ale mozna i tak.
Zastosowanie podwojnej czy iles tam razy wiekszej mocy nie rozwiaze problemu. A juz napewno nie halogen 50W. Troche przesadziles.
Jesli chodzi o tzw. chinszczyzne (ze niby stad powstal pomysl migajacego swiatla) to zapytam dlaczego inne szanujace sie marki (nie koniecznie chinszczyzna) produkuja tego typu oswietlenie? Przeciez stac je na „mocne” LEDy.
Taki akapit jeszcze ktorego nie do konca rozumiem:
„Światło błyskowe męczy na dłuższą metę oczy, i powoduje odruch odwracania wzroku.”
Kto sie meczy i kto odwraca wzrok? Rowerzysta czy pozostali uzytkownicy drogi?
Pewnie że ciekawe :-). Przeanalizowałem to w ten sposób : odpowiednio zdefiniowane, ciągłe światło o określonym kolorze, pozwala od razu określić pod jakim kątem jesteśmy do obiektu. Normalne jest to że z tyłu mamy czerwone światło. Dlaczego? Bo raz – nie pozbawia zdolności nocnego widzenia, dwa – wszyscy są przyzwyczajeni że jak coś jest czerwone, to jedzie w tą samą stronę co my. Jak coś ma białe światło, to znaczy że jedzie w naszą stronę. Jak widać pomarańczowe obrysówki, to znaczy że coś przejeżdża bokiem przed nami.
Najfajniej pod tym względem, to jest zdefiniowane w ruchu wodnym. Zielone światło, czerwone i białe. Od razu widać jak obiekt względem nas się porusza. Więc skoro ciągle kombinujemy jak coś ulepszyć, to może skorzystać z dobrych wzorców? Zielonego wprowadzać nie ma sensu, ale można umiejętnie wykorzystać to co jest.
Miganie męczy oczy. Oko próbuje nie być oślepione i dostostować się do szybko zmieniającej jasności. Jasne że parę sekund nikogo nie zabije. Ale…pięciu rowerzystów jeden za drugim, lub w parach, lub po trzech, i każdy miga swoim rytmem. To już męczy i to szybko. Dodatkowo drażni. A człowiek ma taki odruch że unika tego co nieprzyjemne.
Poza tym – z racji przyciągania uwagi – światła migające powinny być zarezerwowane na sytuacje awaryjne. Choćby po to żeby po miganiu odróżnić że coś się stało i trzeba bardziej uważać.
Rowerów jest coraz więcej – w tym roku wręcz wysyp. Póki po zmroku mijało się jednego – dwóch – dziwaczne lampki nie robiły różnicy. Teraz jak zasuwają całe tabuny – trzeba to bardziej usystematyzować w stronę wymogów stawianych samochodom.
BTW : miałem okazję ostatnio obejrzeć rowerzystów w Szwajcarii. Mrowie ich tam. Więcej chyba niż samochodów. I nie widziałem ani jednego migającego światełka. Za to były duże odblaski, wielodiodowe lampki z tyłu i światłowody. Wot tiechnika.
A co do halogena 50W – mam latarkę do nurkowania, dzieloną (czyli akumulator jest osobno). W tym sporcie halogen 50W to taki standard jest (był). Raz przez ciekawość wrzuciłem to na rower. Kanister na bagażnik, głowica na kierownicę. I to oświetlenie położyło na plecy wszystkie inne wokół pogorii 4. :-)
50W na bateriach? Jakos sobie nie wyobrazam takich akumulatorow. Beda albo ciezkie (i duze) albo wystarcza na krotko. Chyba raczej nietrafiony pomysl.
„Miganie męczy oczy. Oko próbuje nie być oślepione i dostostować się do szybko zmieniającej jasności. Jasne że parę sekund nikogo nie zabije. Ale…pięciu rowerzystów jeden za drugim, lub w parach, lub po trzech, i każdy miga swoim rytmem. To już męczy i to szybko. Dodatkowo drażni.”
Co to za teoria? Jesli ja jade samochodem (bo o kierowce samochodu tutaj chodzi, jak zrozumialem) to nie patrze w migajace lampy rowerzystow (nawet jesli byloby ich wielu) tylko przed siebie, zeby widziec swoj pas ruchu. Migajace lampy widze katem oka i to w zupelnosci wystarcza zeby zauwazyc rowerzystow.
Za chwile ktos pojdzie dalej i powie, ze migajace lampki wprowadzaja go w hipnoze. I, co gorsza, bedzie mial racje :)
Co do 50W na bateriach – masz racje, duże i ciężkie. Starczają na dwie godziny świecenia. Założyłem to na rower w ramach eksperymentu.
„Miganie męczy oczy..” żadna teoria, tylko potwierdzony wielokrotnie fakt. Dlatego świetlówki stosowano kiedyś po dwie pracujące w przeciwfazie, a potem podbito częstotliwość z 50Hz do 2kHz. Dlatego w starej telewizji wyświetlano dwa półobrazy robiąc z 25Hz – 50Hz, a w nowej wprowadzono częstotliwość pracy 100Hz.
Źrenica potrzebuje do kilku sekund na reakcje. Zależnie od skoku natężenia światła. Lampka mrugająca raz na sekundę, daje oku czas na częściową reakcję. Tak jak pisałem – jeden rowerzysta, uciążliwy nie będzie. Ale ponieważ jest nas coraz więcej – problem będzie narastał. Jazda za kilkoma rowerzystami jest uciążliwa. Całkowitym błędem było dopuszczenie przedniego migającego światła, a zwłaszcza trybu stroboskop.
Jest na sieci dostępna praca badawcza (po angielsku) dotycząca właśnie lampek rowerowych. Potwierdzono tam, że miganie podnosi wykrywalność, ale jednocześnie znacznie pogarsza ocenę odległości. Dlatego w ruchu samochodowym, światło migające jest ograniczone tylko do sytuacji specjalnych. I takie powinno pozostać.
I taka ciekawostka. W latach 95-00 każdy ‚prawdziwy nurek’ miał na pasie barkowym przypięty stroboskop. Żeby być widocznym w mętnej wodzie. Teraz nie nosi go prawie nikt, a sklepy wyzbywają się tych lampek za grosze. Po prostu , odpalenie 3-5 strobo pod wodą, uniemożliwiało nurkowanie.
„Jest na sieci dostępna praca badawcza (po angielsku) dotycząca właśnie lampek rowerowych. Potwierdzono tam, że miganie podnosi wykrywalność, ale jednocześnie znacznie pogarsza ocenę odległości.”
O tym pisze od samego poczatku. Zwieksza wykrywalnosc. A o co chodzi na drodze? Chyba wlasnie o wykrywalnosc. Im wczesniej zostane „wykryty” tym wieksze mam szanse na przezycie.
A jesli chodzi o meczenie wzroku (piekny akapit o telewizji 100Hz i swietlowkach) to chyba bledna interpretacja. Przy swietlowce lub TV siedze godzinami (taka jest funkcja oswietlenia i telewizji) a migajaca lampke rowerowa widze chwile. Wiec co ma mi (lub kierowcy) sie tutaj meczyc? Poza tym chyba troche inne czestotliwosci. Wiec porownanie raczej niezbyt trafne.
Jesli zalozymy przez chwile ze rzeczywiscie po drogach jezdza tabuny rowerzystow w migajacym oswietleniem i jest to meczace dla oka to w dalszym ciagu przedkladam bezpieczenstwo (wykrywalnosc) nad meczacym efektem migania.
Leszek Prozorowicz
Problem w tym, że przy wyprzedzaniu samochodem roweru z migającym światłem z tyłu, kierowca samochodu mając problem z oceną odległości może za wcześnie zjechać na prawo w najlepszym wypadku spychając rower do rowu. To zresztą też było wytłumaczone w tej „pracy badawczej po angielsku”. Wystarczy dać porządne światło tylne o odpowiedniej powierzchni świecenia (lub mocy, albo jedno i drugie, no ale bez przesady…) i rower będzie widoczny.
Migacz w dzień – tak, w nocy – nie.
Przy okazji kwestia odblasku z tyłu – ustawodawca co prawda nie określił powierzchni tego odblasku, ale większość redukuje jego powierzchnię do ZERA. Czyli rower nie jest na ogół w odblask wyposażony, bo to siara, obciach? A tym czasem nawet mała powierzchnia odblaskowa może odbijać światło samochodu mocniej niż spora część lampek oświetlających tył roweru.
„Problem w tym, że przy wyprzedzaniu samochodem roweru z migającym światłem z tyłu, kierowca samochodu mając problem z oceną odległości może za wcześnie zjechać na prawo w najlepszym wypadku spychając rower do rowu. ”
Nie bardzo zrozumialem. Czy miganie swiatla ma wplyw na ocene odleglosci przez kierowce? Czy swiatlo ciagle (zamiast migajacego) spowoduje ze problem „oceny odleglosci” znika? Mozna troche jasniej?
Wydawalo mi sie ze dyskusja dotyczy za i przeciw: swiatlo ciagle lub migajace.
Cytując źródło: They make it very hard, almost impossible really, to estimate distance… Or rather, the change in distance, from which you can then also estimate distance. To see change in distance you need a continuous light coming from an illuminated area of reasonable size.
I tak – ma wpływ, zresztą zauważyłem to jadąc samochodem. Mózg głupieje „widząc, a później nie widząc” nie może dokładnie określić odległości. Przy wyprzedzaniu jest taki problem, że zniknięcie lampki (i to pomimo świateł mijania) może być sygnałem do zmiany pasa ruchu, a jak któryś wyprzedza na gazetę (no, prawie) to tym bardziej… Teoretycznie powinno się widzieć już rowerzystę w światłach mijania, ale różnie z tym bywa. Jeszcze jak lampka miga dość mocno i szybko, to nie jest źle, gorzej jak przerwy są sekunda lub nawet dłużej…
Nie teoretyzuj, bardzo Cie prosze. Jak ograniczony mozg trzeba miec, zeby przerwa pomiedzy kolejnymi impulsami sprawila problem w okresleniu swojej pozycji na drodze, w odniesieniu do wyprzedzanego roweru. Jesli masz tego typu problemy, rozwaz, czy w ogole powinienes pojawiac sie w swoim samochodzie na drodze. Lepiej zostan w domu, bo z takimi problemami zaiste nam zagrazasz…
BTW W jakim wieku wystepuja u Ciebie te problemy? Masz dzieci, wnuczki, czy ledwie skonczyles szkole?
Trol? Z pewnością i to tępy. Przykre. SIMON
Trol? Z pewnoscią i to tępy. Przykre.
Tak wlasnie sadzilem. Na drodze zapewne prezentujesz ten sam poziom, stad twoje problemy z migajacym oswietleniem. Przed kolejnym wyjazdem do ludzi sprobuj lewatywy, podobno korzystnie wplywa na odstresowanie.
Moje uszanowanie, dziekuje za przyjemna, merytoryczna dyskusje i zycze powodzenia w walce z problemami blednej oceny odleglosci. EOT
Z obserwacji czestotliwosc migania lampek rowerowych (mowie teraz o tyle) to ok 2Hz i wiecej, wiec mysle ze ta teoria jest troche naciagana (chyba ze odnosi sie do migania duzo wolniejszego, ale jak wspomnialem, lampki rowerowe to min 2Hz).
W przytoczonym zrodle jest mowa o tym, ze ocena odleglosci od zrodla swiatla jest pogorszona ze wzgledu na to ze zrodlo miga. Zapewne chodzilo o to ze przy niskiej czestotliwosci (czyli duzym odstepie czasowym od migniecia do migniecia, np 1s) i z kolei przy duzej predkosci zblizania, uplynie dosc dlugi czas w ktorym ten dystans moze sie zmienic znacznie (zmniejszyc) i na reakcje moze byc za pozno. Ja to tak rozumuje.
Z calym szacunkiem Marcinie, ale porownywanie oswietlenia rowerowego ze swietlowka… przemilcze, a Ty sie naprawde gleboko zastanow.
Natomiast zgadzam sie z Toba co do przeznaczenia swiatla dla sytuacji w ruchu drogowym, specjalnych – dla licznej rzeszy idiotow przemierzajacych miasto wiekszego rozmiaru motoryzacja, rowerzysta jako taki jeszcze przez dekady pozostanie sytuacja specjalna, w zwiazku z czym zobowiazani jestesmy dla swojego i innych bezpieczenstwa zrobic wszystko, wlacznie ze stosowaniem oswietlenia, ktore zdecydowanie wyroznia sie na tle bezmyslnych, obrazonych na rowerzystow uzytkownikow drog. Jak juz kiedys wspomnialem na tym blogu – od dnia, w ktorym postanowilem wyposazyc swoj rower w pulsujace oswietlenie znacznie wiekszej mocy, skonczylo sie niebezpieczne zajezdzanie drogi, potracenia i niespodziewane stracanie mnie z roweru na twardy, nieprzyjemny asfalt, wbrew mojej woli. Kierowcy stali sie uprzejmi, przepuszczaja mnie czesto rowniez w miejscach, gdzie wedlug kodeksu mi sie raczej nie nalezy i nikt nie ma do mnie pretensji, ze swiece za mocno i przy tym pulsujacym swiatlem. Nie trafia do mnie rozumowanie jak Twoje tym bardziej, ze wielu z kierowcow okazuje wrecz wyraz zadowolenia, ze moga dostrzec mnie wczesniej, tudziez w ogole. Tak wygladaja realia z zycia rowerzysty, ktory jest uprzejmy dla innych uzytkownikow drogi, nie wykluczajac pieszych. Rozwazania typu migajace swiatlo w rowerze jest be, mozna sobie w d… buty wlozyc, choc szanuje kazda teorie, nawet jesli nie mam ochoty czy podstaw sie z nia godzic. Zatem swiecmy w taki sposob, bysmy czuli sie bezpieczni i nie czynili tym swieceniem krzywdy komus innemu. Wazne jeszcze, zebys zakodowal sobie Marcinie taka kwestie, ze kierowcy zazwyczaj kontakt z nami maja krotki, jak rowniez nie jest on taki namietny, jakim Ty go opisujesz. Rownie dobrze moglibysmy obrazic sie na kierowcow nadjezdzajacych z przeciwka, ze tak mocno swieca nam w oczy, ale przeciez nikt nie kaze nam patrzec w ich swiatla i tez tego nie robimy, tylko mijamy je jadac przed siebie, rejestrujac je zaledwie katem oka. marcin
Jak napisałem : podnosi wykrywanie, ale utrudnia i to znacznie ocenę odległości. Co z tego że widzi – jak nie trafi.
Teraz rowerzystów jest nadal względnie niewielu. Choć przyrost jest lawinowy. To co nie jest problemem przy spotkaniu na godzinę 5-10 czy dziesięciu rowerzystów, będzie problemem kiedy spotkasz ich w tym czasie 100 czy 200. W Szwajcarii w ciągu godziny jazdy widziałem dobrze powyżej 1000 rowerzystów. Na szczęście – żaden nie migał.
Co do zmęczenia. Chłopaki. Proszę. Zapoznajcie się z fizjologią oka ludzkiego. 0,5Hz męczy bardziej niż 50Hz, a 50Hz męczy bardziej niż 2kHz. To nie są moje wymysły, tak po prostu w człowieku jest. Za chwilę w powodzi stroboskopów, nie będzie już można wogóle odróżnić co jest co.
Środki techniczne (zasilnie i ledy) są na takim poziomie, że rower może być oświetlony analogicznie jak motocykl. Z tym że to by kosztowało.
BTW : Simon, gdzie ty jeździsz? Drogi nikt mi nie zajeżdża, pierwszeństwa nikt nie wymusza, ba TIRy przepuszczają a potem jeszcze dystans trzyma przyją wyprzedzaniu.
” Co z tego że widzi – jak nie trafi.”
A co z tego, ze chcialby trafic jak wogole nie widzi?
Chyba kolejnosc jest taka:
1. zauwaza ze cos wogole jest
2. stara sie ominac
No i zeby wogole zaczac oceniac odleglosc trzeba najpierw zauwazyc ze cos jest na drodze. Zgodzisz sie?
Co do czestotliwosci to juz pisalem. Niezaleznie od tego czy bardziej czy mniej meczy wieksza czestotliwosc, to w dalszym ciagu uwazam ze z racji „krotkich seansow” z rowerzystami aspekt jest do pominiecia. A juz Twoje „1000 rowerzystow na godzine” to ewenement, ktorego nie przyjmowalbym jako reguly,
metylek – „jak nie trafi” to był sarkazm z mojej strony. Jak już zauważy, to musi wiedzieć gdzie to jest żeby właśnie „nie trafić”.
1000 rowerzystów na godzinę to nie ewenement. W tym pięknym górzystym kraju, wystarczyło odjechać 50m od hotelu, żeby minąć pierwszą ścieżkę rowerową i pierwszych kilkunastu pedałujących. Natomiast w centrum (choć miasto nieduże – Sursee), zobaczenie 30-40 rowerów stojących na czerwonym w trakcie JEDNEJ zmiany świateł, to norma. Parking rowerowy przy dworcu – jakieś 600 rowerów na raz (liczyłem metodą na „długość palca”). Mają tam nawet podziemne parkingi dla rowerów ze zjazdem wprost ze ścieżki. Dwupoziomowe. Absolutne kuriozum – strefa odkładania roweru. Miejsce na chodniku gdzie roweru po prostu sobie leżą. Nieprzypięte.
Przy takiej masie rowerzystów – a mam nadzieje że do tego dążymy, mam nadzieje że przepisy będą ustalone na postawie badań i analiz, a nie na podstawie masy ludzi którzy prawem kaduka zmianę w przepisach wymusili.
Nie chodzi mi o zaden sarkazm. Bardziej o logike zachowania. Caly czas nie rozumiesz mojej.
„Jak już zauważy…” no tu jest wlasnie istota. Nie zauwazy bo swiatlo jest ciagle a nie migajace. Caly dalszy wywod bierze w leb.
Pisalem, zeby zauwazyc (wczesniej) potrzebny jest silniejszy bodziec czyli swiatlo migajace. Nie pisz „jak juz zauwazy” bo przeczysz sam sobie.
Jesli chodzi o „piekny gorzysty kraj” to chyba raczej nie ma co porownywac. Mamy na razie to co mamy i jezdzimy w warunkach polskich. Kto wie kiedy to przyjdzie do nas (1000 rowerzystow na godzine). A jesli przyjdzie, wtedy sie bedziemy zastanawiac czy miganie meczy.
Sorry, ale troche spacerujesz (jezdzisz) w chmurach. Zejdz na ziemie…
Wybacz Marcinie, ale pogawedka z Toba to coraz wieksza nieprzyjemnosc i udreka. :/ W ogole nie przyswajasz co sie do Ciebie pisze, przytaczasz ksiazkowe teorie z zakresu wiedzy ogolnej i sila wpisujesz je do rowerowej rzeczywistosci. Za nic masz doswiadczenie ludzi, ktorzy zechcieli poswiecic Ci swoj czas w tym temacie, uparcie glosisz teorie, ktore nijak maja sie do naszej rowerowej codziennosci. W dupie mam fizjologie, jarzeniowki i inne pierdoly technologiczne z ubieglego stulecia, na drodze interesuje mnie przede wszystkim bezpieczenstwo, tak moje jak i innych. Na dzien dzisiejszy daje mi je m.in. zastosowane oswietlenie odpowiedniej mocy, migajace z czestotliwoscia pieciu blyskow 16Hz co 0,5 sekundy i nie zmienia tego zadne Twoje teoretyczne przypowiesci, poniewaz w moim swiecie zastosowanie ma przede wszystkim praktyka. Jak juz pisalem wyzej, a czego nie zechciales zarejestrowac, bo wolisz do wyrzygania powielac swoje teorie, ze swiatlo migajace to zlo – obecnie jestem bardzo dobrze zauwazalny i nie odbieram zadnych reklamacji od innych uzytkownikow drog, natomiast zdarza mi sie odbierac sygnaly, ze jestem dobrze widoczny, co swiadczy wylacznie o tym, ze osiagnalem zamierzony cel. Idac Twoim tokiem rozumowania – bo przeciez niesposob nazwac tego logika – nalezy zakazac migania kierunkowskazom, bo strasznie wnerwiaja swiecac tak mocno po oczach migajacym swiatlem, zwlaszcza kiedy stoi sie za nimi na skrzyzowaniu, w oczekiwaniu na uspokajajace zielone. Oko nie nadaza i w ogole wszystko z nimi zle. Powinny swiecic swiatlem ciaglym, przeciez i tak sa pomaranczowe, wtedy nie rzucaly by sie az tak bardzo w oczy i nie meczyly…
I odnosnie Twojego zapytania gdzie jezdze, co jak widze znow powoduje u Ciebie zdziwienie… Otoz jezdze duzo w zroznicowanym terenie – xc – radujac sie przyroda w obecnosci jelonkow, sarenek, czasem tez krowek czy konikow, posrod zieleni, po drogach twardych, piaszczystych, lesnych, zwirowych, szutrach i innych, jednak przewaznie w miescie, posrod wszechobecnego zelastwa i kapuscianych glow. Duzo i cholernie szybko, bo tak lubie i posiadany sprzet mi na to pozwala. Problem w tym, ze cala masa idiotow nie dopuszcza do siebie mysli, ze rower z doroslym czlowiekiem na pokladzie moze jechac szybciej, niz skladak czy goral z biedronki, jakim rodzice obdarowali ich z okazji komunii, a tym samym zbliza sie do ich pojazdu badz szanownej osoby z predkoscia znacznie wieksza, niz sa w stanie sobie w tych okolicznosciach wyobrazic. W zwiazku z tym maja miejsce sytuacje jakie opisalem w poprzednim poscie, bo baba wpadajaca znienacka z torba na przejscie i chlop szykujacy sie do skretu, sa przekonani, ze przede mna zdaza, a nawet jesli nie, to przeciez spale dla nich gume, zeby sie o nich nie zabic, najwyzej pozniej znow sie rozpedze, bo to tylko rower. Zjawiska w tym stylu sa nagminne i powszechne jak codzienna toaleta, ale nie bede ich tu wszystkich opisywal, bys zrozumial, ze nie jestes centrum wokol ktorego kreci sie rowerowy swiat, tym bardziej, ze Ciebie TIR przepuszcza i przy wyprzedzaniu trzyma dystans, a to juz jest dla mnie argument nie do pokonania. Najwyrazniej swiat Twojej rowerowej jazdy jest cokolwiek odmienny – moze jest tej jazdy malutko, moze jest troche powolna, ewentualnie chodzi w tym o czas i miejsce znacznie bardziej przyjazne. W kazdym razie tutaj w Polsce, z dala od raju i wazeliny na drodze, ci co dostali zegarek sa zdecydowanie bardziej kumaci, ostrozni i chetniej korzystaja z zasad ogolnodostepnego kodeksu, by zylo nam sie na drogach bezpieczniej, radosniej, przyjazniej. A Ty i tak powiesz, ze migajace swiatlo meczy oczy i, ze tysiac rowerzystow, jarzenowka i jakis tam nurek…
BTW Nie sraj juz ta Szwajcaria, bo poki co my tu zyjemy w Polsce i musimy myslec i reagowac na tutejsze zjawiska po polsku. Gdybym mieszkal w Twojej Szwajcarii, najprawdopodobniej mialbym tamze jakies motocyklowe enduro i terenowe Volvo, do ktorego pakowalbym MTB i jechal z nim wysoko w gory, z kolei w miescie swiecilbym tak, jak stanowi lokalny kodeks. I tyle. Skoncz juz z ta tania filozofia, bo to gorsze niz typowe pieprzenie glupot. W wolnym czasie przeanalizuj moc, czestotliwosc, predkosc i odleglosc, a takze sprobuj wycenic wartosc ludzkiego zycia i zdrowia w odniesieniu do swiatla ciaglego i migajacego. Ja juz za dalsza jalowa debate podziekuje, wole pojezdzic sobie w tym czasie rowerem.
Simon – z całym szacunkiem, ale bez wulgaryzmów proszę. Nie s()m się Szwajcarią, tak samo jak nie podniecam się Niemcami – po prostu byłem tam przez chwilę, i widziałem dobre rozwiązanie. A skoro, stopniowo będziemy doganiać pod względem ilości rowerów tamte okolice, to może warto wzorować na tych co mają lepiej?
Jeżdżę zapewne mniej i wolniej od ciebie. Nawet trudno mi powiedzieć czy 1kkm miesięcznie to dużo czy mało. Pewnie mój rower kosztuje tyle co twoja manetka. W porównaniu z twoim doświadczeniem zapewne jestem malutki.
W odróżnieniu od Ciebie, nie patrzę tylko na to że na drodze jestem ja,ja, JA i wszyscy mają na mnie uważać. Patrzę na to że droga jest dla wszystkich, i wszystkich powinien obowiązywać pewien standard. Patrzę na to że fizjologia człowieka jest jaka jest. Patrzę na doświadczenie które mam w innych sportach – gdzie przerabiano te same rzeczy, i z jakichś powodów – lata temu z nich zrezygnowano. Patrzę na to, że praktycznie w każdym miejscu, migające światło przypisano do sytuacji specjalnych, a rowerzysta ma być normalnym użytkownikiem ruchu.
Może więc warto patrzeć na problem z różnych stron?
BTW : Ja za najbardziej niebezpiecznych uważam „rowerzystów z ambicjami”. Skoro już zakupił rower za XXX kPLN, to musi wykręcić na nim 60km/h. Musi. Fakt, że robi to na deptaku, po zmroku, lawirujac pomiędzy ludźmi, i z obowiązkowym migającym hiper-ledem z przodu – nie ma dla niego najmniejszego znaczenia. PS. Szczerze i bez zawiści – bezpiecznej jazdy.
Dziekuje, wzajemnie i bez urazy – to tylko Twoje zdane, moje zdanie odmienne i nic poza tym. Nadal swiadomie i z lekkoscia pomijasz znaczace kwestie, o ktorych wspominalem, sugerujac mi przy tej okazji zachowania przeze mnie niepraktykowane, ale spoko, zagladam tutaj, poniewaz lubie rower i czasem cos sobie w temacie poczytac, nie zeby edukowac, spierac sie czy klocic, tudziez rozwalac komus bloga. SIMON
Natomiast zgadzam sie z Toba co do przeznaczenia swiatla dla sytuacji w ruchu drogowym, specjalnych – dla licznej rzeszy idiotow przemierzajacych miasto wiekszego rozmiaru motoryzacja, rowerzysta jako taki jeszcze przez dekady pozostanie sytuacja specjalna, w zwiazku z czym zobowiazani jestesmy dla swojego i innych bezpieczenstwa zrobic wszystko, wlacznie ze stosowaniem oswietlenia, ktore zdecydowanie wyroznia sie na tle bezmyslnych, obrazonych na rowerzystow uzytkownikow drog.
Nie trafia do mnie rozumowanie jak Twoje tym bardziej, ze wielu z kierowcow okazuje wrecz wyraz zadowolenia, ze moga dostrzec mnie wczesniej, tudziez w ogole. Tak wygladaja realia z zycia rowerzysty, ktory jest uprzejmy dla innych uzytkownikow drogi, nie wykluczajac pieszych.
Zatem swiecmy w taki sposob, bysmy czuli sie bezpieczni i nie czynili tym swieceniem krzywdy komus innemu.
W dupie mam fizjologie, jarzeniowki i inne pierdoly technologiczne z ubieglego stulecia, na drodze interesuje mnie przede wszystkim bezpieczenstwo, tak moje jak i innych.
Jak juz pisalem wyzej, a czego nie zechciales zarejestrowac, bo swiatlo migajace to zlo – obecnie jestem bardzo dobrze zauwazalny i nie odbieram zadnych reklamacji od innych uzytkownikow drog, natomiast zdarza mi sie odbierac sygnaly, ze jestem dobrze widoczny, co swiadczy wylacznie o tym, ze osiagnalem zamierzony cel.
A Ty i tak odpowiadasz mi ma to:
W odróżnieniu od Ciebie, nie patrzę tylko na to że na drodze jestem ja,ja, JA i wszyscy mają na mnie uważać.
Tak, Ty patrzysz na drodze nawet na to, ze wszyscy powinni przestac uzywac migajacego oswietlenia, poniewaz przez ich poczucie bezpieczenstwa cierpi Twoja fizjologia. I w odniesieniu do pozostalych fragmentow moich wypowiedzi, ktore przytoczylem: Zdaje sobie sprawe, ze mozna czegos nie rozumiec, ale Ty jestes zwyczajnym ignorantem, ktory umiarkowanie skupia sie na tym co pisza inni, zmacznie bardziej zalezy Ci na przedstawieniu teorii niekoniecznie wlasnych i na temat. Nie wiem z czego to wynika, najwyraznoej taka Twoja natura. Pomyslalem nawet przez chwile, ze moze troche przesadzilem, ze moze naprawde nie rozumiesz i w jakis sposob sprawiam Ci przykrosc, ale zagladam tu ponownie, czytam Twoj nowy wpis i widze, ze postepujesz w nim dokladnie tak samo. Szkoda, bo to interesujace miejsce w sieci, a w taki sposob nie da sie prowadzic konstruktywnej dyskusji, tym bardziej, ze nie zamierzam nikogo swiadomie badz nieswiadomie obrazac czy ranic. Wiec wybacz, jesli choc raz zabolalo, przepraszam, wszystkiego dobrego, bezpiecznej jazdy.
„…zgadzam sie z Toba co do przeznaczenia swiatla dla sytuacji w ruchu drogowym, specjalnych – dla licznej rzeszy idiotow przemierzajacych miasto wiekszego rozmiaru motoryzacja, rowerzysta jako taki jeszcze przez dekady pozostanie sytuacja specjalna, w zwiazku z czym zobowiazani jestesmy dla swojego i innych bezpieczenstwa zrobic wszystko, wlacznie ze stosowaniem oswietlenia, ktore zdecydowanie wyroznia sie na tle bezmyslnych, obrazonych na rowerzystow uzytkownikow drog.”
Lepiej nie mozna napisac.
Pomijajac teksty Simona, ktore zostaly sprowokowane przez coniektorych, zgadzam sie ze wszystkimi jego wpisami w tym temacie.
I ten ostatni tez. Rowerzysta jednak dlugo jeszcze bedzie nalezal do grupy uzytkownikow, na ktorych nalezy zwracac pilna uwage (np. poprzez specjalne / inne niz std oswietlenie), chociazby dlatego, ze w kazdej „konfrontacji drogowej” tylko on (rowerzysta) jest najbardziej poszkodowany. To ciekawe, bo najmniej eksploatuje (degraduje) drogi i srodowisko, wiec chociazby z tego powodu juz mu sie nalezy tzw. szacun, jak mowia teraz mlodzi. Tak mi sie teraz to wlasnie skojarzylo. Cos w tym jest…
Cześć Simon.
Po prostu w którymś momencie doszliśmy do ściany. Ty masz argumenty za migotaniem, ja mam przeciw. Oboje stoimy na stanowiskach nie do ruszenia. Ja jak mantra powtarzam fizjologia i rzeczy które zostały już sprawdzone, ty jak mantra powtarzasz widoczność.Uświadomiłem sobie, że jakich byśmy argumentów nie użyli, każdy z nas czuje pewne rzeczy inaczej. Na koniec niestety przykra rzecz – zdarzenie z zeszłego czwartku,
którego byłem świadkiem wracając z pracy. Prosta droga do której dochodzi pod kątem wydeptana ścieżka. Ścieżka jest pod tak niefartownym kątem, że ten kto z niej wyjeżdża, ustawia się pod prąd w stosunku do ulicy. Godzina 20, więc ciemno. Po ulicy w obie strony zasuwają auta. Ze ścieżki wyjeżdża grupa czterech czy pięciu rowerzystów. Przednie lampki w trybie strobo pracujące z maksymalną mocą. Moja lampka ma 40lx- tamte świeciły dużo mocniej. W efekcie, oślepionemu kierowcy drgnęła ręka i lekko odbił w lewo. Doszło do zderzenia – na szczęście typu lewo-lewo a nie centralne. I jeszcze większe szczęście – obyło się bez karetki. Przykre w tej całym zdarzeniu, jest to że chłopaki na rowerach płynnie wyminęli rozbite auta, przejechali na chodnik po drugiej stronie i pojechali dalej. Tak jakby całkowicie nie mieli świadomości co zaszło i że to oni są przyczyną.
Zatrzymałem się ja (na rowerze) i kilka samochodów. Obyło się nawet bez PP, tyle że trzeba było wystawić trójkąty i odczekać kwadrans na lawetę. Daleki jestem od twierdzenia, że to migotanie było przyczyną. Nie uznam nawet że nadmiar światła spowodował wypadek. To nie źle ustawione lampki, czy ich moc. Root cause tego zdarzenia – to całkowity brak myślenia o innych uczestnikach ruchu.
A oddalenie się z miejsca zdarzenia – doprowadziło mnie do pasji.
Korzystając z faktu że tę stronę odwiedza wielu rowerzystów – i może ekipa ze ścieżki to przeczyta. A przy okazji prosząc o brak moderacji, chciałbym tu w napisać pewną rzecz.
” Panowie, którzy w czwartek 10 grudnia, wyjeżdżaliście, ze ścieżki pomiędzy Stalową w Sosnowcu, a Nowopogońską w Czeladzi, koło godziny 20. Spowodowaliście wypadek i odjechaliście. Jesteście chujami”
Przepraszam za wulgaryzmy, ale jeszcze mnie trzymają nerwy po tym zdarzeniu – sam mało nie oberwałem.
„…stoimy na stanowiskach nie do ruszenia. Ja jak mantra powtarzam fizjologia i rzeczy które zostały już sprawdzone, ty (Simon) jak mantra powtarzasz widoczność.Uświadomiłem sobie, że jakich byśmy argumentów nie użyli, każdy z nas czuje pewne rzeczy inaczej.”
marcin, jesli dobrze zrozumialem (Twoj cytat powyzej) to probujesz rozstrzygnac co dla Ciebie wazniejsze: fizjologia czy bezpieczenstwo (widocznosc). I tu chyba jest cale nieporozumienie. Dla Ciebie poprostu wazniejsza jest fizjologia, dla nas – bezpieczenstwo.
Oczywiscie masz prawo do takiego stanowiska i ja to szanuje. Ale nigdy nie zrozumiem.
Myślę że wszyscy dążymy do tego samego : bezpieczeństwo. Różne są tylko metody które chcemy do tego wykorzystać.
Część użytkowników uważa żeby migać. Argumentem jest wykrywalność. I tu przyznaję wam pełną słuszność. Wg testów drogowych migające czerwone światło jest wykrywalne z odległości 847 stóp (254 m) większa odległość niż przy jakimkolwiek innym oświetleniu. Większy problem jest z detekcją – czyli z tym żeby kierowca zorientował się że to rowerzysta. I tu nie jest już tak kolorowo, Dla migającej lampki, ten dystans wynosi 211m, a dla odblasków na pedałach 207m, dla tylnej lampki z odblaskiem 205m. Bo jak pokazał test migające czerwone na odległościach powyżej 220m jest mylone z policją, robotami drogowymi, czy innym tego typu znakiem.
(BTW: popatrzcie jak się to ma do deklaracji producenta, że lampkę widać z 500,800 czy 2000m)
Część użytkowników ( w tym ja) uważa żeby nie migać. Dystans wykrycia, będzie mniejszy, ale dystans rozpoznania ( hej, to rowerzysta- uważajmy na niego) , będzie taki sam. W dodatku miganie na dużą skalę jest uciążliwe dla kierowcy, i jak
pokazują inne prace – utrudnia ocenę odległości – zwłaszcza gdy jest
punktowe.
Paradoks jest taki, że gdyby polegać czysto na danych, trzeba by założyć duże odblaski na pedały – bo to jest najlepiej rozpoznawalny element roweru.
Każda strona ma swoje argumenty, i raczej będzie przy nich tkwiła.
Natomiast co do samego zdarzenia o którym pisałem. Moja lampka ma oznaczenie 40lx i stzvo. Jest ustawiona tak, że oświetla 20m przed rowerem. I na tym dystansie zapewnia dobre oświetlenie. Niestety ( a może stety, bo to znaczy że nie mam paranoi), nie wożę przy sobie luksomierza. Więc lampy ekipy wyjeżdżającej z lasu, oceniłem porównując do mojej lampki. I założyłem że dają dwa razy więcej światła – ocena w tym przypadku subiektywna.
Co do twojej uwagi „że sam nie widzisz związku”. Nie mylmy pojęć. Napisałem że nie jest to przyczyna, a nie że nie ma związku. To dwie różne rzeczy. Jest taka metoda analityczna – 5W2H (polecam poczytać), prosta i dość skuteczna, pozwalająca znaleźć przyczynę, której usuniecie pozwoli nam uniknąć błędu w przyszłości. Bo de facto, to właśnie oślepienie kierowcy spowodowało wypadek. Noc, zakręt, a tu z prawej strony masz nagle serię mocnych błysków. Nawet na psychotechnicznych dla kierowców nie ma tak ciężkiego dla oka testu. Odruch jest odruch, pomyślał że coś mu wyjeżdża z prawej i odbił. Ale wyłączenie tej konkretnej lampki nie usunie problemu na przyszłość. Znajdzie się inny sprytny inaczej który zrobi to samo. Złe ustawienie świateł czy nadmiar światła ? Też nie, bo nawet ograniczenie mocy, czy skierowanie lampek w dół w tym konkretnym przypadku, nie usunie tego błędu u innych. Ostateczną przyczyną, jest to że rowerzyści nie wzięli pod uwagę, że są jednymi z wielu użytkowników drogi. Nie pomyśleli ( o czym świadczy ich późniejsze zachowanie), że ich światła mogą oślepić i spowodować dezorientacje. Albo po prostu mieli to gdzieś. Wyeliminowanie takiej przyczyny w sposób masowy – czyli zbudowanie świadmości że jesteśmy TYLKO częścią ruchu drogowego i tak jak inni uważają na nas, tak my musimy na innych, spowoduje że takich przypadków nie będzie.
Żeby mieć pewność że nie jest to tylko moje subiektywne zdanie, wykorzystałem ten przykład w trakcie szkolenia które prowadziłem. Na pięć grup, trzy doszły to takiego wniosku jak mój. Dwie poszły krok dalej, i wykazały, że rozwiązaniem byłyby obowiązkowe kursy i egzaminy z ruchu drogowego dla rowerzystów. W trakcie kolejnego modułu (8D), stwierdzono że naprawdę systemowym rozwiązaniem byłoby szkolenie rowerzystów oraz kierowców – tak żeby ci ostatni w trakcie kursu na prawo jazdy uczyli się rozpoznawać i omijać rowerzystę. Ale to by było zbyt pięknie.
A z racji tego że dziś jest ładna pogoda – idę wymienić zębatki i łańcuch a potem gdzieś jadę. ;-) Czego i wam wszystkim życzę.
Hm… zagmatwales to strasznie.
Ja tylko zapytam: ile jest takich przypadkow ze rowerzysta wyjezdza z bocznej drogi i „przestrasza” kierowce a ten skreca gwaltownie i powoduje wypadek? A ile jest takich przypadko gdzie rowerzysta jedzie ta sama szosa i (dzieki temu ze ma migajace swiatlo) zostaje w pore zauwazony i nie dochodzi do wypadku?
Sorry, ale Twoj wywod przypomina mi pewną „teorię” zeby nie zapinac pasow bezpieczenstwa w samochodach bo sa przypadki gdzie kierowca splonal w samochodzie bo nie mogl sie od nich uwolnic.
Czuje ze chcesz za wszelka cene dorobic jakies teorie do potwierdzenia swojej tezy ze jednak migajace swiatlo przynosi wiecej szkody niz pozytku.
Powtarzam jeszcze raz zatem, przedkladam bezpieczenstwo na drodze nad Twoim „zmeczonym wzrokiem”. I nie przekonaja mnie zadne testy na grupach rowerzystow.
Wszystkiego dobrego (bezpiecznego) w Nowym 2016 !
Mam wrażenie, że już wcześniej to pisałem. Simon, dyskutujmy, rozmawiajmy, ale bardzo proszę bez wycieczek osobistych i prawienia złośliwości.
Zacny z Ciebie czlowiek, Łukaszu. Postaram sie nie sprawiac Ci problemow.
nie bardzo rozumiem co masz na myśli, że migające światło męczy wzrok – przecież kierowcy nie są „narażeni” na migające światło non-stop.
Druga sprawa – światła w samochodzie, a światła w rowerze to dwie zupełnie inne sprawy. Sama powierzchnia świecąca w samochodzie jest dużo większa niż w rowerze. Do roweru nie założysz wielkiego reflektora, a samo podnoszenie mocy niewiele da, jeśli z odległości kilkunastu metrów nadal dla kierowcy będzie to światło wielkości orzeszka.
Oczywiście w większości przypadków światło stałe będzie widoczne dla kierowców. Ale nie zawsze spodziewają się oni rowerzysty i jednak migające bardziej zwraca na siebie uwagę. Chociażby dlatego pojazdy uprzywilejowane mają na dachu migające koguty.
Łukasz powiedział dokładnie to co sam miałem napisać. Myślę, że nie wszyscy sobie zdają sprawę że oprócz intensywności świecenia (słynne luxy) na postrzeganie ma wpływ powierzchnia generująca światło. Rower: kółeczko o średnicy 2cm, samochód: koło o średnicy 10~20cm (mówię o przodzie).
Ponieważ w rowerze nie możemy sobie pozwolić na taką powierzchnię, to zamieniamy to na stroboskop, który jest dużo bardziej dostrzegalny.
Jeśli chodzi o zmęczenie, fakt, jeśli stroboskop załączysz w zupełnej ciemnicy to można rzeczywiści doznać ciekawych wrażeń. Ale od tego masz przełącznik na światło ciągłe i po temacie.
Taaak, tylko myślę cały czas o normalnym miganiu. Stroboskop to już zupełnie inna sprawa. Są takie, które są okej, ale bywają też niesamowicie irytujące i oślepiające, chociażby rowerzystów jadących z naprzeciwka. Tak więc wszystko z umiarem trzeba stosować.
Powiem tak. Irytujace (pojazdy z naprzeciwka) jest tylko wtedy, gdy lampka jest źle ustawiona (za wysoko). Jesli zrobi sie to umiejetnie (odpowiednio niskim kątem) to mysle, ze obserwatorzy to przeżyją, zwłaszcza, że widzą takie swiatło kilkanasie sekund tylko zanim mina rowerzyste.
To analogia do ustawien swiatel w samochodzie. Oczywistym jest, ze nawet swiatla mijania, jesli sa źle ustawione (czyli niewlasciwy kąt czy też spadek, jak to nazywają) też będą oślepiać. To chyba zrozumiałe.
A ja cały czas pomykałem z czołówką, nie wspominając już o tylnym oświetleniu, którego brakowało.
Czy czerwone światło odblaskowe jest rzeczywiście potrzebne, kiedy obok jest zwykłe elektryczne?
Dziadek inżynier
Przepisy wymagają. Czy to ma sens? W ważnych sprawach stosuje się podwójne zabezpieczenia. Możesz nie zauważyć, że tylne światło przestało działać.
Jest jeszcze jedna sytuacja o której warto pomyśleć.
Mijają się dwa samochody. Kierowcy widzą wzajemnie swoje światła i bardzo krótki odcinek drogi przed sobą. Aktywne tylne światło rowerzysty może być słabo widoczne w kontraście z oślepiającym światłem mijania pojazdu jadącego z naprzeciwka. W tej sytuacji odblask w światłach mijania pojazdu doganiającego rowerzystę może być dla niego wcześniej widoczny niż aktywne światło.
Zresztą większość lampek diodowych ma wbudowane odblaski.
Łukasz Przechodzeń – Rowerowe Porady
@Rafał @Dziadek Inżynier – nie wiem właśnie, czy odblask wbudowany w tylną lampkę łapie się do wymagań. Generalnie mało kto ma z tyłu odblask, bo jeżdżą z lampką (albo z niczym, często spotykam takich batmanów nocą). Ja też nie mam odblasku, jakieś właściwości odblaskowe moja tylna lampka ma, ale na pewno nie takie jak pełnoprawny odblask.
W każdym razie powinno się, ale przepisy sobie, życie sobie.
P.S. W samochodach mimo, że masz światła, to odblaski też są obowiązkowe i są w każdej lampie dodatkowo zamontowane.
Norma na jakość światła tylnego rowerzysty jest w kodeksie dość enigmatycznie określona – „widoczne co najmniej z odległości 400 m w nocy, w dobrych warunkach widoczności” (chyba nawet papieros by się załapał) a na skuteczność odblasku normy nie znalazłem.
Gołym okiem widać różnice materiału optycznego w droższych i tańszych lampkach, można sobie sprawdzić latarką.
W warunkach nagminnego braku oświetlenia, policjant raczej się nie czepia jakości, jeżeli takowe nie jest w widoczny sposób nieskuteczne.
Jak chcesz mieć pewność – postaw rower obok zaparkowanego samochodu, odejdź 50 m, poświeć latarką – jak różnica będzie drastyczna, przykręć dodatkowy odblask albo naklej na tylne widełki pasek folii odblaskowej (takiej do słupków i znaków).
@Dziadek Inżynier o folii odblaskowej – jak radykalnie, niedużym kosztem podnieść „odblaskowość” swojego roweru? Kupić taśmę odblaskową konturową 3M (na allegro od 4,50 zł/mb + przesyłka) i poprzyklejać w odpowiednich miejscach.
z nieba mi spadłeś z tym mocowaniem lampki zużytą dętką :). nic nie pasowało, a teraz proszę! takie rozwiązanie. dzieki
Rzeczywiście,ta dętka i mocowanie to kapitalna rzecz!!
To ja powtórzę jak mantrę, kamizelka w nocy na rowerzyście to zuo. Kurtka odblaskowa z rękawami, z odblaskami na rękawach – tak. Kamizelka – nie. Ponieważ zbyt duży kontrast powoduje, że kierowca nie widzi ręki wyciągniętej w lewo i nie widzi, że rowerzysta chce zmienić pas ruchu lub skręcić. Kamizelka tylko o szarówce, gdy lampki i odblaski są słabo widoczne i widać całe ciało rowerzysty wraz z kończynami. W nocy zawsze zdejmuję, mam odblaski na sakwach + światełka, gdybym zapomniała włączyć światełek, albo gdyby się ono ubłociło (jazda w deszczu) to zawsze zostaje odblask.
Jest jeszcze problem oślepiania przez samochody jadące z naprzeciwka. Skądinąd wiem, że kierowców strasznie wkurzają przednie migacze. Jak mnie oślepia, zawsze mu zaczynam migać, o dziwo coraz częściej działa i delikwent zaczyna kumać, że chyba nic nie widzę i mogę mu wjechać pod koła ;)
MarqoBiker
Zawsze dręczyło mnie takie pytanie. Skoro rowerzysta jadący po zmroku, ma zapalone światełka z przodu i z tyłu to po co mu odblaski??
Nie żebym był jakimś wojującym przeciwnikiem odblasków, bo sam mam na swoim rowerze jedną taśmę odblaskową.
Aaaaa…zapomniałem dopisać że według mnie tak jak i według Lavinki, kamizelki odblaskowe dla rowerzystów to jest skrajnie głupi pomysł.
Czytam ww Dz U i widzę:
„§ 53. 1.99) Rower oraz wózek rowerowy powinny być wyposażone:
1) z przodu – co najmniej w jedno światło pozycyjne barwy białej lub żółtej selektywnej;
2) z tyłu – co najmniej w jedno światło odblaskowe barwy czerwonej o kształcie innym niż trójkąt oraz co najmniej
w jedno światło pozycyjne barwy czerwonej;”
Nie widzę nic o miganiu. ;-)
@MARQOBIKER: To chyba tak jak z łódkami w nocy, żeby było widać, gdzie przód, gdzie tył, hihi.
@Lavinka, Marqobiker – na takiej trasie, jak na filmiku, nie ma to większego znaczenia, że nie widać ręki rowerzysty. Najważniejsze by to jego było DOBRZE widać. W mieście czy na mało ruchliwych drogach oczywiście dobre lampki wystarczą. Ale na drodze krajowej – moim zdaniem lepiej założyć kamizelkę.
@G – dzięki za zwrócenie uwagi, faktycznie była to nieścisłość, a o miganiu jest w innym artykule. Już poprawiłem tekst.
Na krajówkach jest często bezpieczniej niż na zwykłych drogach. Wiem co mówię, bo głównie poruszam się za miastem. Krajówki mają zazwyczaj szerokie pobocza i równy asfalt, pobocza są jak DDRki, nawet tiry nie robią na człowieku wrażenia. Najgorzej jest na podrzędnych typu Grodzisk-Błonie, Żyrardów-Skierniewice i inne takie przypadki. Kamizelka w takim wypadku nic nie daje. I tak mnie mijają na gazetę i trzeciego i tak. Chyba że jadę środkiem jezdni i ładnym łukiem zjeżdżam na bok, gdy minie mnie ostatni z rzędu samochód z naprzeciwka. Tylko to działa.
Czołówka raczej nie przejdzie, bo trzeba mieć kask ;-)
A co z odblaskami białymi ktore w liczbie ok 10 sie montuje na szprychy?
Ja osobiście polecam kupić porządne niekoniecznie drogie oświetlenie.
Bardzo ważne jest także wzięcie ze sobą zapasowych baterii gdy wybieramy się na wycieczkę lub krótką przejażdżkę ponieważ zawsze istnieje możliwość, że oświetlenie się wyłączy z powodu rozładowanych baterii.
Najlepiej kupić oświetlenie zasilane bateriami ze względu na możliwość szybkiej wymiany ich na nowe sprawne.
Wszelkie wbudowane akumulatory trzeba ładować, a nie zawsze będąc w trasie mamy dostęp do gniazdka i nie zawsze mamy przy sobie ładowarkę.
Nieśmiało przypomnę o wynalazku dynama… fajna rzecz, choć lampki przestają świecić, gdy człowiek się zatrzymuje i tu odblaski na sakwach są Kanadą. Niestety ostatnio padło mi dynamo w holendrze, a raczej padła tylna lampka i nie wiem czy to żarówka, czy kabelek, chyba czas na fachowca (nawet na holendrze mam zapasowe oświetlenie diodowe, bo niestety dynamo jest nie w piaście, ale tradycyjne i np. po kostce bauma ciężko się jedzie z szurającą gumą, niemniej wynalazek bezbateryjny uważam za coś genialnego).
Gdzieś już pisałem ( pewno na fb ;p ) o tym jak wracałem z dawnej pracy do domu. Trzeba było przejechać ok 1,5 – 2 km w terenie niezabudowanym aby dojechać do pierwszego oświetlonego skrzyżowania. Normą niestety było to że połowa ludzi nie miała oświetlenia, jeździła poboczem pod prąd, miała generalnie wszystko w… siodełku. Były też 3 agentki które spotykałem podczas powrotów z pracy – o dziwo jechały jedna za drugą co też było zaskoczeniem, jedynym miłym. Otóż – przodowniczka grupy miała oświetlenie zamontowane prawidłowo. Druga w kolejności jechała bez oświetlenia i kamizelki, ba, nawet odblasków w pedałach nie miała. No i zostaje ostatnia. W pierwszej chwili nie wiedziałem co jest, ale po chwili intensywnego myślenia doszedłem do wniosku że ma odwrotnie lampki założone… Raz je dogoniłem (musiałem skrzyżowanie za wiaduktem płynnym poślizgiem pokonać i auta z prawej strony wyprzedzać) i im kulturalnie zwracam uwagę, nawet chciałem jednej dać chińskie silikonowe lampeczki (tandeta spora, ale lepsze to niż nic) – efekt? Dowiedziałem się iż jestem mały gówniarz (gówniarz – no spoko, mam 21 lat, ale mały? 189 cm wiadomo rekordem światowym nie jest, ale… :D) i wiem czym się moja rodzina, głównie płeć piękna zajmowała – nie mam powodów do dumy i chwalenia się :)
Kupiłem też kiedyś na allegro neony na koła – złączka na baterię 9V, pstryczek elektryczek, kabelki, diody i takie przezroczyste rurki. Wziąłem czerwone i białe. Jako że na koło nie wiedziałem jak to założyć, zamocowałem na ramę. Z przodu dwa „neony” na kierownicę, jeden powędrował na rurę sterową i pozostałe dwa na widełki. Z tyłu czerwony na rury siodełka i sztycę. Na początku dawało to po oczach niesamowicie, miałem oświetlone kilka metrów przed rowerem, jak i to co mam pod kołem, świecący na czerwono tyłek też był bardzo widoczny – do tego czerwona kurtka i żółta kamizelka i byłem widoczny niczym latarnia morska w nocy. Przejeżdżałem wielokrotnie przy patrolach – zero problemów :) Niestety te 9V bateryjki szybko padały.
Włączone światło (szczególnie przednie) przydaje się też w przypadku słonecznego dnia, kiedy kontrasty potrafią być bardzo duże. Przykładem jest jazda w cieniu budynków czy drzew. Praktycznie stajemy się wtedy niewidoczni dla np. wyjeżdżających z bocznych ulic, czy też skręcających.
Co prawda ubrania z odblaskami nie zakładam (wyjątek przeciwdeszczowe spodnie i kurtko-płaszcz), ale poza terenem miejskim bym jednak pomyślał o wrzuceniu do sakwy jakieś żarówiastej kamizelki lub dodatkowych odblasków na rzep.
Nie rozumiem ludzi włączających tylko tylną lampkę. Przednia ma kapitalny wpływ na naszą widoczność przez innych kierowców na skrzyżowaniach.
W poprzednim rowerze miałem dynamo w piaście, w obecnym lampki są na baterie i to jedyna rzecz, którą bym chciał mieć ze starego. Ale tragedii nie ma; po prostu wożę zapasowy komplet akumulatorków, choć to upierdliwe i trzeba o nich pamiętać.
@Anonim – wiesz, przepisy sobie, życie sobie. Generalnie odblaski muszą być barwy samochodowej żółtej. Ja nie napiszę Ci – tak, jeździj w innych. Ale policjant musiał by być mocno nadgorliwy, żeby się czegoś takiego czepić.
@Michał – no niestety, nawet jak komuś się zwróci kulturalnie uwagę (o czymkolwiek), to można się nieźle nasłuchać. Oto Polska, nieelegancja Francja…
Kamizelka odblaskowa sprawdza się jeśli mamy prostą trasę bez manewrów skrętu – główna poza miastem.
Tak żeście mnie zakręcili tymi wszystkimi lampkami, że zaraz założyłem czerwony odblask co go wprzódy zdjąłem, bo mnie złościł. Teraz na sztycy pod tyłkiem mam i lampkę ( migającą na siedem różnych sposobów :) ) i czerwony odblask. Innymi słowy, Policja może mi skoczyć…
Ja mam bagażnikową lampkę z wbudowanym odblaskiem, szach-mat. ;) Tak naprawdę nabyłam, bo sztycową zasłaniała karmiata upchnięta na górze, na sakwach. Do zwykłej jazdy sztycowej starczała poprzednia. Czy sztycówki nie mają jakiejść membrany odblaskowej, tak bajdełej? Bo przecież świeci tylko malutka dioda, reszta to malowane tło.
Cóż, świat 21 wieku jest coraz dziwniejszy… Baby z brodą, kobiety z k… przyrodzeniem mówią jak ma wyglądać rodzina, przepisy się zmieniają…
Abstrakcją jest dla mnie pozwolenie na jazdę bez karty rowerowej, ogrom ludzi nie ma pojęcia o zachowaniu na ulicy (przecież z prawej strony można skręcać w lewo), że wspomnę i na ścieżce rowerowej (parki, kawalkady a Ty biedny z naprzeciwka kombinuj).
Światła powinny być podstawą już w momencie zakupu. Jak ktoś sobie chce to zdejmie. Albo wymóg egzekwowany jak przejazdy na pasach dla pieszych.
To. że ktoś ma wzrok po sowie i widzi w nocy, nie oznacza iż ja go widzę. I nie mam na myśli jakichś późnonocnych eskapad tylko zwykłego zmierzchu. Wystarczy wpaść na ścieżkę za ścianą pochłaniającą hałasy ulicy czy też pod drzewami i robi się baaardzo nieciekawie. A lampy czasem potrafią „zgasnąć” zwłaszcza jak komuś załączy się oszczędzanie.
Przypnę się jeszcze do „mrugaczy”: o ile z tyłu nie mam nic przeciwko a nawet jestem za bo to pozwala wypatrzyć różnicę pomiędzy statycznym światełkiem gdzieś w oddali to biała z przodu staje się udręką. Błysk – widzisz, za chwilę ciemność i nie widać nic… Koszmar!
Jedźcie rowerem w biały dzień i mrugajcie oczami, może to pomoże zobrazować jak się ktoś czuje z naprzeciwka. Swoją drogą, to jakiś dziwny wynalazek. Lampa z przodu miała pokazywać kogoś w ciemności ale i oświetlać drogę przed. No, tyle smęcenia :P
” Ja mam bagażnikową lampkę z wbudowanym odblaskiem, szach-mat. ;) ”
Ja cie!
Czarne poddały grę. Król upadł :)
Goldwin: „Abstrakcją jest dla mnie pozwolenie na jazdę bez karty rowerowej”
Jakby to miało wyglądać? Logiczne, że osoby z prawem jazdy byłyby zwolnione z obowiązku posiadania karty rowerowej. Co z resztą? Z dnia na dzień tracą prawo do poruszania się rowerem po drodze? Muszą iść na kurs? Chyba, że nowa ustawa obejmowałaby konkretne roczniki np. urodzeni od 1997 wzwyż. Bo jeśli nie, to już widzę te starsze osoby z małych miejscowości wyjeżdżające PKS-em do miasta na egzamin ;)
Do Gościa – właśnie w tym jest problem że karta rowerowa tak jak każdy dokument mający COŚ wnosić (w sensie dawać poświadczenie o znajomości PORD) dokumentowałby przynajmniej, że osoba go posiadająca wie co robi poruszając się po drogach czy DDR-kach i wykonując na nich swoje manewry czyni to świadomie a nie z pełną nieświadomością i niewiedzą. Zaraz ktoś zarzuci że to się nie sprawdzi i w ogóle babcie ze wsi to już absurd – jeśli tak myślą to przypomnę o przepisie który obecnie ze względu na zapadające szybko ciemności będzie respektowany następująco: droga poza miastem, ktoś jedzie, potrąca pieszego, wysiada ściąga mu kamizelkę !!! (tak, tak kamizelkę ściągnie bo od razu wina to pieszego będzie że NIE POSIADAJĄC od razu jest winnym !!!) – i jak udowadniać bez świadków że było inaczej??. Przepis moim zdaniem trochę dziwny ale możliwe że okaże się skuteczny chociaż moim zdaniem będzie martwy podobnie jak skuteczność walki z pijaństwem w Polsce. Karta rowerowa choć nie uczyniłaby dla ich posiadaczy bezpiecznymi ale dawałaby świadomość WSZYSTKIM KORZYSTAJĄCYM z dróg czy DDR-ek, że KAŻDY jej użytkownik wie i rozumie jak poruszać się po drogach – a tak to gdybam czy rowerzysta jadący za mną, przede mną nie jest jakimś upośledzonym paralitykiem z porażeniem wzroku i kończyn bo huśta się z prawej do lewej świadomie czy z przyczyn chorobowych.
Jak już doszło do „absurdu” noszenia kamizelek odblaskowych po zmroku poza miastem dla poruszających się po poboczach pieszych to karta rowerowa winna natychmiast do nich dołączyć – tak aby świadomość ruchu na drodze byłą świadomością wielokrotnego użytku a nie jednorazową wedle zasady „raz wjechał ale jakoś dziwnie pod samochód i to na pasach bez wyznaczonej ścieżki DDR i na czerwonym”.
O OC nie wspomnę, bo sam posiadam w pakiecie z ubezpieczeniem mieszkania za niewielka dopłatą (40 zł rocznie) na ok. 50000 zł – suma odszkodowania jak na np. OC samochodowe niewielka, ale i szkody przez rowerzystów wyrządzane innym są zazwyczaj niewielkiej wartości.
Irytującymi są sytuacje w których rowerzysta naginający przepisy czy też nie znający ich w ogóle najgłośniej krzyczy o winie innego, jak go ktoś potrąci czy przejedzie jakoś tak czasem nawet na śmierć – no wtedy to może nie krzyczy ale sprawia kłopot na drodze bo angażuje niepotrzebnie tyle osób – Policje, karetki, gapiów – sarkazm to ale momentami wraz z „modą na rowery” i w ogóle z ruchem na świeżym powietrzu na moich oczach rosną statystyki dziwnych zachowań i odzywek (np.nocą: „jak jeździsz batmanie – s .. dalaj, a po chwili o ku.. moja noga kto tu słupek postawił – na pomoc”) a przejechanych na pasach bez wydzielonych ścieżek małolatów na czerwonym (k.. ja mam pierwszeństwo!!!, no nie dość, że nie masz, to poleżysz se w szpitalu młody bo właśnie noga Ci chyba odpadła, … aua ratunku jestem w szoku”) – powyższe to prawie oryginał z lekkim podbarwieniem ale prawdziwe.
Swoją drogą czemu, wzorem bardziej cywilizowanych krajów, nie można zrobić tak, że w przypadku potrącenia pieszego, czy ogólnie słabszego uczestnika ruchu, to ten „silniejszy” w pierwszej kolejności musi się tłumaczyć. Zerknijcie w przepisy holenderskie jak jest traktowany kierowca, który potrąci dziecko poniżej 14-go roku życia. Jakoś w tych krajach nie boję się przechodzić przez przejście dla pieszych. W Polsce tak. Jeszcze pomysły z kamizelkami, kaskami itp dla pieszych/rowerzystów. Oznakowywanie fotoradarów, żeby kierowca się nie zestresował jak je zobaczy… Dobrze że konwencja genewska trochę przystopowuje niektóre pomysły.
A policja u nas by mogła wreszcie ruszyć tyłki i, poza jednorazowymi akcjami dla statystyk, sprawdzać regularnie stan techniczny rowerów i łamanie najbardziej „niebezpiecznych”* przepisów. Parę świętych krów by się obraziło i by — ramach protestu — wymyśliło kolejną masę krytyczną, ale dla ogółu by było bezpieczniej. W innych krajach (Belgia i Holandia) są dosyć częste. Ja nie mogę się doczekać zimy, kiedy na DDRach pozostaje najbardziej rozsądna grupa rowerzystów.
* mam na myśli przejeżdzanie na czerwonym, czy przejściu dla pieszych, wymuszanie pierwszeństwa, ale nie zaliczam do tego babci jadącej „sopockim” tempem rekreacyjnym (5km/h) po pustym chodniku, bo co to za zagrożenie dla innych.
@Mociumpel – tak jak mało rozgarnięci są niektórzy piesi, niektórzy kierowcy, tak samo i rowerzyści. Tutaj nie ma wyjątków, natura na wszystkie grupy rozdzieliła rozumu sprawiedliwie.
Żyjemy na styku co najmniej 2 kultur i odczuwamy ich wpływy, w tych warunkach próbujemy sobie wypracować naszą „normalność” i i tak nam to nieźle wychodzi. U tych po lewej na mapie „tak” znaczy tak a „nie” znaczy „nie” i prawo przynajmniej w warstwie przyziemnej odnosi się do realiów życia, jest dopracowane i przestrzegane. To wygodne, praktyczne i opłacalne. Warunek: – wszystko musi być rzetelnie dopracowane w najdrobniejszych szczegółach. Wschodnie podejście w skrócie – jest odwrotne. 2×2 rzadko się równa 4 ale można zależnie od kontekstu nauczyć się wyliczać właściwy wynik. (po ludzku – ile policjantowi dajesz w łapę).
My, w mieszanym systemie, musimy się jakoś dostosowywać ale jednocześnie dążyć do tego zachodniego, bo jest nam jednak bliższy. To wymaga myślenia i działania, bo władza (każda) ma ciągotki do stawiania obywatela w sytuacji, kiedy tak czy owak jest winny.
Władza również lubi spełnić postulaty uporczywie nękających ją obywateli. Nie cieszcie się z tego przedwcześnie. Można to zrobić tak, żeby Wam „wyszło bokiem” a przy okazji jeszcze ukręcić niezłą kasę.
Kiedy kilkanaście lat temu zaczęły się nagłaśniać ruchy na rzecz budowy dróg dla rowerów, ostrzegałem, że każdy kij ma dwa końce. Droga dla rowerów może umożliwić jazdę tam, gdzie to było skrajnie niebezpieczne lub trudne, może również uniemożliwić tam, gdzie dotychczas się dało jakoś jeździć.
Odpowiednio poprowadzona droga dla rowerów otwiera rowerzystom nowe możliwości poważnych wypadków, dostępnych dotychczas jedynie zmotoryzowanym. Czy to Was dowartościowuje?
Słyszał ktoś o zderzeniu czołowym dwu (trzeźwych) rowerzystów na normalnej, dostępnej dla wszystkich jezdni?
do „MaciekR”
1. Tam, gdzie wolno jechać rowerem po chodniku dla pieszych oraz w miejscach, gdzie dopuszczony jest ruch pojazdów i pieszych, kierujący obowiązany jest jechać z taką prędkością, żeby móc w razie potrzeby pojazd natychmiast zatrzymać. Czyli z prędkością pieszego. Pieszy ma w takich miejscach pierwszeństwo i na kierującym ciąży obowiązek czuwania, żeby pieszego nie najechać. Czyli każde potrącenie będzie winą kierującego. Inaczej – na pustym chodniku, w otwartym terenie niezabudowanym, możesz jechać 90 km/h ale jak się pojawi żywopłot czy krzak, to masz zwolnić tak, żeby nie najechać na wychodzące zza niego dziecko.
To przykład abstrakcyjny oczywiście. Ale w praktyce w mieście po jednej stronie chodnika są zwykle bramy a po drugiej zaparkowane auta. Stamtąd może wyjść ktoś (dziecko może być niższe od auta) i wcale nie ma obowiązku spodziewać się pojazdu na chodniku. To Ty masz obowiązek dostosować prędkość do takich miejsc (do odległości od nich).
Tu się nasuwa pytanie – jaka jest różnica, czy rowerzysta jedzie po chodniku legalnie czy nielegalnie, (warunki określone w przepisach – np śnieg) – skoro i tak musi przestrzegać powyższych zasad albo je łamie?
Następna zagadka – zsiadanie przed przejściem dla pieszych.
Jaki sens? Pieszemu też nie wolno na przejście wbiegać (nazywa się to wtargnięciem) – czy w takim razie pieszy, żeby było wiadomo, że nie wtargnął, nie powinien wchodzić na czworaka? A samochód przed znakiem STOP?
Może kierujący powinien zgasić silnik i przepchać auto przez skrzyżowanie?
Przed przejściem dla pieszych rowerzysta powinien się zatrzymać i sprawdzić, czy może na nie wjechać bezpiecznie a potem przejechać z prędkością pieszego. Tak powinno to prawo wyglądać. Wyjątek – gęsty tłum ludzi – wtedy lepiej zsiąść – ale to i tak regulują przepisy o jeździe po chodniku (jeżeli nie utrudnia … itd.)
Absurdalne zakazy powodują lekceważenie słusznych zakazów a to następnie śmierć ludzi. Śmierć jest nieodwracalna, przepisy można zmieniać.
Przykład – sławne 30 km/h – ograniczenie prędkości stawiane gdziekolwiek, gdzie coś kiedyś dawno było robione albo gdzie milicja polowała na mandat. Ograniczenie tak nadużywane, że przydał by się odrębny znak „naprawdę 30”.
Zresztą w Polsce taki znak można spotkać – zwykły znak zakazu a kawałek dalej krzyżyk i lampioniki, zasuszone kwiatki. Wymowne.
Czołówki na jezdni nie, ale półczołówkę omal nie zaliczyłam kilka lat temu, gdy włączałam się do ruchu. Wtem rozpędzony człowiek na kolarce niemal we mnie wjechał. Oboje byliśmy trzeźwi więc każde odbiło w swoją stronę i zderzenia udało się uniknąć, ale od tamtej pory sto razy patrzę w lewo, jak skręcam w lewo z jezdni, gdzie narożnik zasłania żywopłot ;)
Nie rozumiem, jak się można włączyć do ruchu skręcając z jezdni w lewo.
Jak już jesteś na jezdni i jedziesz, to już jesteś „włączona do ruchu”.
Prawdopodobnie skręcałaś w lewo na skrzyżowaniu z drogą podporządkowaną i już na tej drodze okazało się, że tam za żywopłotem jest jeszcze jeden ukryty pas dla rowerów. Oczywiście, gdybyś wtedy akurat jechała samochodem, była by burza nienawiści. Jak już wcześniej pisałem, projektanci dróg realizują postulaty użytkowników tak, żeby im bokiem wyszło. Oczywiście jak się będziemy za bardzo buntować, to pozamykają te drogi rowerowe a zakaz ruchu rowerów na głównych zostawią i będzie to, co miało być.
Marku, to były równorzędne wiejskie drogi pod Kampinosem (puszcza, nie miejscowość), moja wina ewidentna, ale też on powinien zwolnić w takim miejscu. Stałam i ruszyłam prosto, żeby przejechać na prawy pas i on mi śmignął z mojej lewej. Nie było żadnych rowerowych pasów, tylko zwykła jezdnia i to chyba nawet nie pod kątem prostym. Ja byłam z jego prawej, więc w teorii miałam pierwszeństwo, ale nie miał szans mnie zobaczyć (zobaczyliśmy się w ostatniej chwili i każde uciekło w swoją stronę, przy jeździe samochodem nie skończyłoby się to tak różowo).
Z tego wynika, że facet wjechał na równorzędne skrzyżowanie nie patrząc, co się dzieje z prawej. Warto o takich zdarzeniach pamiętać, to się nazywa „zasada ograniczonego zaufania” i przedłuża życie. Każdy się może pomylić.
Kiedyś drogi powstawały spontanicznie i życie weryfikowało ich konstrukcję. Dzisiaj organizacją dróg zajmują się zawodowcy z uprawnieniami i mamy prawo wymagać od nich zdolności przewidywania. I odpowiedzialności. Lepiej jak nie ma żadnego oznakowania, niż jak jest niekompletne.
Że ludzie nie patrzą jak jadą, to mi nie musisz mówić. Zawsze biorę na to poprawkę i pewnie tylko dlatego jeszcze mam całe ręce i nogi. Na swoją obronę podaję fakt, że wtedy dopiero zaczynałam jazdę za miastem i zwyczajnie nie byłam przyzwyczajona do uważania na kolarzy. ;)
„Tu się nasuwa pytanie – jaka jest różnica, czy rowerzysta jedzie po chodniku legalnie czy nielegalnie, (warunki określone w przepisach – np śnieg) – skoro i tak musi przestrzegać powyższych zasad albo je łamie?”
Różnica jest dosyć spora. Ma to zapewnić całkowite bezpieczeństwo i spokój pieszemu (gwarancja, że nie spotka na chodniku *jakiegokolwiek* poruszającego się pojazdu). Co robi rowerzysta w miejscu, gdzie mu nie wolno się pojawić bądź nie ma takiej potrzeby? Tylko zajmuje niepotrzebnie przestrzeń, która bezwzględnie się przynależy pieszemu.
„Następna zagadka – zsiadanie przed przejściem dla pieszych.
Jaki sens? Pieszemu też nie wolno na przejście wbiegać (nazywa się to wtargnięciem) – czy w takim razie pieszy, żeby było wiadomo, że nie wtargnął, nie powinien wchodzić na czworaka? ”
Cytując klasyka: „kpisz, czy o drogę pytasz?”
Na przejściu (jak sama nazwa wskazuje) oczekujesz (jako kierowca, rowerzysta, mason i traktorzysta), że ludzie bedą przechodzić. Nie przebiegać, nie wjeżdzać, nie wturlać się (i co sobie wymyślisz). Czyli jasno określa to prędkość pieszego. Owszem pojawiaja się głosy, żeby dopuścić rowerzystów wolno jadących w tempie pieszego. Teraz powiedz mi jaka to prędkość to „wolno”? Idealne pole do naginania przepisów i odwoływania się od mandatów.
Takie ograniczenie mocno ułatwia życie kierowcom. Z drugiej strony nie podoba mi się, że dopiero trzeba przepuścić pieszego jak już znajdzie się dopiero na tym przejściu. Pojawiły się ambitne plany zmiany tego, ale na ambicjach się skończyło (raz na 4-5 lat).
„A samochód przed znakiem STOP?
Może kierujący powinien zgasić silnik i przepchać auto przez skrzyżowanie”
Znowu mam ochotę zacytować klasyka. Wiesz po co się wprowadza znak stopu? Nawet (po zatrzymaniu) jak ruszysz i się zagapisz, to jeszcze masz zbyt małą prędkość, aby narobić większych szkód (są od tego oczywiście sytuacje wyjątkowe). Chyba że ktoś ma problemy z ruszaniem, ale to pierwsza czynność którą uczy się na kursach prawa jazdy.
I uprzedzając, nie jestem święty: w jednym miejscu (100m z 24km)) jadę chodnikiem (choć status prawny tego odcinka jest niejasny) do pracy. Wracając co prawda schodzę z roweru (tłumy ludzi), ale gdybym dostał mandat, to bym nie dyskutował i nie dorabiał teorii. Fakt jest taki, iż pieszy w mieście powinien być świętą krową (a nie rowerzyści, jakby niektórzy chcieli). I na dwóch lokalnych uliczkach przejeżdzam przez przejście dla pieszych. Nie tłumaczyłbym się, że to tylko dlatego, że ktoś zapomniał połączyć dwa odcinki DDRa ze sobą na skrzyżowaniu, bo to by było śmieszne wytłumaczenie.
Totalną głupotą jest jednak zrobienie takiego manewru na dużym skrzyżowaniu, co często widzę.
„Wyjątek – gęsty tłum ludzi – wtedy lepiej zsiąść – ale to i tak regulują przepisy o jeździe po chodniku (jeżeli nie utrudnia … itd.)”
Zdefiniuj „gęsty” i „nie utrudniać”? Niektórym sprawia trudność zrozumienia definicji „wymuszenia pierwszeństwa”, a co dopiero taka abstrakcja, która nie jest mierzalna (i niemożliwa do zastosowania w prawie, w żadnym kraju).
„Zresztą w Polsce taki znak można spotkać – zwykły znak zakazu a kawałek dalej krzyżyk i lampioniki, zasuszone kwiatki. Wymowne.”
To świadczy tylko i wyłącznie o debilizmie ofiar. Dla mnie to tzw. „pomniki głupoty”. Większość na własne życzenie.
BTW odbiegamy od tematu. Swoją drogą czemu nie możemy wzorować się na cywilizowanych krajach, a tylko wymyślać dziwne teorie. Ja jako osoba korzystająca z roweru chciałbym, żeby to pieszym lepiej się żyło. Wbrew pozorom my (rowerzyści) także na tym zyskamy. My nie potrzebujemy więcej praw niż mamy teraz. Ostatnio mieliśmy w firmie gościa z Kanady. Kobieta była zaskoczona ilością DDRów w Gdańsku i Gdyni, ale stwierdziła, że jednak u nich więcej osób jeździ rowerami, mimo że infrastrukturę mają znacznie uboższą niż u nas.
Pojeździj za granicę i popatrz jak tam wyglądają przepisy i infrastruktura dla rowerzystów. Niekiedy są zaledwie tolerowani na drogach (ale w granicach bezpieczeńśtwa), za to pieszy to niemal święty. Pomijam Norwegię, gdzie kierowca mnie przepuścił na przejściu jak czekałem na czerwonym, bo to już skrajność. Generalnie nie róbmy z siebie ofiar losu i świętych krów. Bo niektórym się chyba w d… poprzerwacało.
Pomiń jeszcze co drugie cywilizowane państwo w Europie, czyli Francję, Niemcy, Szwecję, Danię, w zasadzie nawet na Słowacji kultura poszanowania dla pieszych jest o lata świetlne przed nami. To niestety bardzo bardzo smutne, że aspirujemy do cywilizacji, a zachowujemy się jako naród jak w trzecim świecie. Tylko brakuje dzieci wysyłanych na żebry za dolara.
„Owszem pojawiaja się głosy, żeby dopuścić rowerzystów wolno jadących w tempie pieszego. Teraz powiedz mi jaka to prędkość to „wolno”? Idealne pole do naginania przepisów i odwoływania się od mandatów.”
Przecież to dokładnie tak samo dotyczy pieszych – pieszy może przepisowo wejść wolno albo nieprzepisowo wbiec – czy ma rower, czy go nie ma.
Mogę z rowerem na ramieniu „wtargnąć na przejście” równie dobrze jak bez roweru czy z rowerem pod sobą.
Istotny jest sposób pojawienia się na kolejnych pasach ruchu – po sprawdzeniu, że są puste, lub że pojazdy się zatrzymały aby mnie przepuścić.
A problem jest istotny, bo jak mam przed każdą przecznicą zsiadać i wsiadać, to dziękuję za przywilej jazdy. Kupię najbardziej smrodliwego blachosmroda i będę sobie jechał jak dawniej mogłem na rowerze na równych prawach z innymi.
„Różnica jest dosyć spora. Ma to zapewnić całkowite bezpieczeństwo i spokój pieszemu (gwarancja, że nie spotka na chodniku *jakiegokolwiek* poruszającego się pojazdu). Co robi rowerzysta w miejscu, gdzie mu nie wolno się pojawić bądź nie ma takiej potrzeby? Tylko zajmuje niepotrzebnie przestrzeń, która bezwzględnie się przynależy pieszemu.”
Rowerzysta prowadzący rower zajmie o 1 m kw tej cennej przestrzeni więcej.
Jeżeli rowerzysta przemieszcza się obok pieszego w bezpiecznej odległości lub z bezpieczną prędkością, to nie ma dyskomfortu.
Jeżeli robi na odwrót, to pieszy ma dyskomfort bez względu na inne okoliczności.
Oczywiście drażnią mnie idioci, którzy na mało ruchliwej ulicy, bez powodu jadą chodnikiem – ale bardziej dlatego, że przez nich spodziewam się nastania kiedyś represji wobec nas wszystkich.
Co do znaku STOP – pełna nazwa opisuje wszystko: „zakaz wjazdu na skrzyżowanie z drogą z pierwszeństwem przejazdu, bez uprzedniego zatrzymania się celem sprawdzenia, czy można przejechać skrzyżowanie.”
Obligatoryjne zatrzymanie gwarantuje czas potrzebny na sprawdzenie – bo widoczność jest taka, że wymaga dokładnego oszacowania.
Podobnie na przejściu dla pieszych – jeżeli na przejściu szerokości 5 m jadę ok 2 m obok równolegle idącej osoby z tą samą prędkością, co ona, to dlaczego ja niby stwarzam zagrożenie a ona nie? To podnoszenie nogi jak pies na słupek, to jakaś magia zapewniająca bezpieczeństwo?
Tu chodzi wyraźnie tylko i wyłącznie o poniżenie człowieka, pokazanie kto tu rządzi, sprowadzenie każdego do poziomu winnego.
Oczywiście, że był kiedyś wypadek, kiedy to rowerzysta kogoś potrącił w parku i poważnie uszkodził. Ale też były i takie wypadki, że auto wypadło z jezdni i zabiło ludzi na chodniku. I oczywiście od razu słychać głosy, że powinno się zabronić jazdy rowerami tu i owdzie ale nikt nie mówi o zakazie używania samochodów.
Zwróć uwagę, że mechanizm jest taki, że zwęża się jezdnie, żeby wygospodarować pas dla pieszych i rowerzystów, po czym tak wygospodarowane miejsce się tak organizuje, żeby jedni drugim utrudniali życie. Dziel i rządź.
Na koniec – pytałeś, czy kpię, czy o drogę pytam – otóż jedno i drugie. Kpię z takich, którzy sami przyznają, że się nie stosują do przepisów a jednocześnie ich bronią a pytam o drogę – dokąd z taką postawą zajdziemy.
„Przecież to dokładnie tak samo dotyczy pieszych – pieszy może przepisowo wejść wolno albo nieprzepisowo wbiec – czy ma rower, czy go nie ma.
Mogę z rowerem na ramieniu „wtargnąć na przejście” równie dobrze jak bez roweru czy z rowerem pod sobą.”
Przeczytaj proszę jeszcze raz co w tym temacie napisałem. Jak nie rozróżniasz pieszego od rowerzysty na przejściu to ja odpadam.
„A problem jest istotny, bo jak mam przed każdą przecznicą zsiadać i wsiadać, to dziękuję za przywilej jazdy.”
Masz rację, rower najwyraźniej nie jest dla Ciebie (przynajmniej w mieście). Ja zsiadam i nic nie tracę z przyjemności dojeżdżania do/z pracy, zakupów itp.. Zsiąść i wsiąść to sekunda z zegarkiem w ręku, w zimę — z racji grubszych ubrań — ciut dłużej.
BTW konieczność zejścia przed przejściem zdarza się w dwóch przypadkach:
– niechlujnie poprowadzona DDR, albo CPR, ale czemu się nie zorganizować i wysłać grupowo petycję do odpowiedzialnych za bubel? To działa!
– jedziesz chodnikiem — poza paroma wyjątkami, jest to nielegalne, bo co tam robisz?
„Rowerzysta prowadzący rower zajmie o 1 m kw tej cennej przestrzeni więcej.
Jeżeli rowerzysta przemieszcza się obok pieszego w bezpiecznej odległości lub z bezpieczną prędkością, to nie ma dyskomfortu.”
Zdefiniuj mi „bezpieczna odległość i prędkość”. Zapamiętaj sobie jedno: pieszy jest najważniejszy, a nie Twoje czy moje widzi-mi-się. Dorabianie ideologii i potrzeb w tej sytuacji to totalna abstrakcja.
„Obligatoryjne zatrzymanie gwarantuje czas potrzebny na sprawdzenie – bo widoczność jest taka, że wymaga dokładnego oszacowania.”
Jest też inna zasada, którą wbijał mi instruktor na nauce: nie widzisz — nie jedziesz. STOP nie jest tutaj konieczny, ale bardzo przydatny. Na zwykłym trójkącie, gdy nic nie widzisz też pewnie się zatrzymasz, albo niemal do zera zwolnisz. Wątpie czy byś pojechał „w ciemno”.
„Tu chodzi wyraźnie tylko i wyłącznie o poniżenie człowieka, pokazanie kto tu rządzi, sprowadzenie każdego do poziomu winnego.”
Znowu robisz z siebie ofiarę losu i pokrzywdzonego. Nie czuję się gorszy faktem, że muszę zsiąść z roweru, albo się zatrzymać, nawet gdy pieszy mi „wlezie” na DDR. Gdzie tu masz poniżanie? Nie przesadzasz?!
„Zwróć uwagę, że mechanizm jest taki, że zwęża się jezdnie, żeby wygospodarować pas dla pieszych i rowerzystów, po czym tak wygospodarowane miejsce się tak organizuje, żeby jedni drugim utrudniali życie. Dziel i rządź.”
Co innego jak wydziela się miejsce kosztem „silniejszego” (samochód), a nie gdy silniejszy (rower wobec pieszego) wymusza sobie przestrzeń na chodniku. BTW w większości przypadków sami sobie utrudniamy życie, wszystko kwestią „dogadania się” na drodze.
Wyjdę na to, że mam obsesję: ale pieszy w mieście (i w zasadzie wszędzie poza ekspresówką i autostradą) to dla mnie „święta krowa”, którą trzeba uszanować i niepotrzebnie niepokoić (a jazda chodnikiem tego nie ułatwia), nawet jak niekoniecznie porusza się zgodnie z przepisami. Ot, taki dziwny jestem. Uważam też, że 99% kierowców jest bardzo w porządku wobec rowerzystów. 1% to zwykle frustraci, którym w zasadzie obojętne czy napotkają rower czy samochód — muszą po prostu leczyć kompleks małego.
A może po prostu zacznij jeździć rowerem jak bozia przykazała, nie utrudniając innym (i pieszym, i samochodom)? Dla samej przyjemności. Ja tak robię i jakoś się da współegzystować ze wszystkimi na tej samej drodze. Ba, nie jestem jedynym, który tak robi.
A że nie robię to tak idealnie jak powinienem to też moja wina. Pocieszam się tym, że jeszcze dwa lata temu irracjonalnie bałem się zjechać z chodnika. Co do wspomnianych 100 metrów chodnika: szukam objazdu (nie lubię jeździć po chodniku, kiedyś sobie uszkodziłem obręcz, a i komfort jest beznadziejny, o prędkości nie wspomnę), bo kolega mnie uświadomił, że jest fajna alternatywa, w zimę odśnieżana. Szybko zmieniłem pracę i nie miałem jeszcze okazji poznać trasy.
EOT, bo dyskusja dochodzi już do poziomu, przy którym moja głowa robi się już za ciasna.
@Lavinka,
Ilekroć wracam z delegacji/urlopu/itp. do Kraju, to powrót zawsze boli. Mogę porównać rowerzystów i u nas, i „tam”: anarchia i roszczeniowość (w szczególności) to chyba największe problemy naszych rodzimych rowerzystów.
Zdefiniuj mi „bezpieczna odległość i prędkość” – prawodawca wielokrotnie stosuje te pojęcia, więc pewnie są w kodeksie lepiej zdefiniowane niż ja potrafię.
Oczywiście dodam, że prędkość i odległość pozostają w zależności (kwadratowej) a cel jest taki, żeby człowieka nie przestraszyć, a w razie gdyby wykonał niespodziewany ruch – zatrzymać się nie dotykając go. Tak się ma jechać po chodniku tam, gdzie ustawa pozwala.
A teraz jak nie używając niecenzuralnych słów opisać rzeczywistość?
Jadę DDR (jak to się fajnie kojarzy – jestem z 1956r.) – piękna różowa wstęga wzdłuż dwupasmówki rozdzielonej tramwajami. Wstęga się kończy, żadnych znaków – na wprost trawnik i dwa pasy płyt chodnikowych – przy krawężniku i pod murem kamienic. Pas do jazdy w moją stronę jest po drugiej stronie torowiska. Nie ma jak się tam dostać. Jadę po tym, po czym się koła toczą. Piesi tam raczej nie chodzą, chociaż są jakieś kamienice. Nie wiem, jakie są dozwolone prędkości na dwupasmówce. Nie widać.
Albo wąska droga zapełniona dwoma rzędami samochodów – jazda na rowerze musiała by spowodować na niej korek. Droga w szczerym polu. Z jednej strony pobocze lub chodnik (jak to odróżnić?) – jadę po tym czymś i na prawdę mi wisi jak to prawnie wygląda. Ale jak mi wlepią mandat, będę miał pretensje. Bo prawo i państwo są dla ludzi a nie odwrotnie.
„Co innego jak wydziela się miejsce kosztem „silniejszego” (samochód), a nie gdy silniejszy (rower wobec pieszego) wymusza sobie przestrzeń na chodniku. BTW w większości przypadków sami sobie utrudniamy życie, wszystko kwestią „dogadania się” na drodze.”
Z tym bym dyskutował – pojazdy silnikowe są ciężkie i mają dużą energię kinetyczną, same w sobie stanowią zagrożenie – nawet stojący potrafi się stoczyć przygnieść.
Rower to tylko kilka do kilkunastu procent masy człowieka i właściwie poza szczególnymi sytuacjami nie osiąga większej prędkości niż biegnący człowiek, tyle, że na rowerze można biec długo bez zmęczenia.
Uważam, że pierwszeństwo w swobodzie poruszania powinien mieć człowiek o własnych siłach przed urządzeniami napędzanymi obcą energią. To naturalne i uzasadnione zdrowotnie oraz ekonomicznie.
Na czym to pierwszeństwo ma polegać? wszędzie musi być dostęp pieszo, na rowerze, wózku inwalidzkim. Pojazdami silnikowymi dopiero, jeżeli ten pierwszy jest zapewniony. Nie może być tak, że np. jedyna droga do miasta jest tylko dla zmotoryzowanych. Tak twierdzę nie tylko ze względów społecznych, również bezpieczeństwo państwa tego wymaga. Nie można nie brać pod uwagę możliwości kryzysu paliwowego.
Ktoś tu zauważył, że cudzoziemcy zwracają uwagę na bardziej rozwiniętą u nas infrastrukturę rowerową i mniejszą ilość rowerzystów. Ano właśnie! Już 10 lat temu na jakimś amerykańskim forum (z grona znajomych Sheldona Browna) głoszono, że dla rowerzystów i dla zmotoryzowanych lepiej jest, jak rower jest traktowany jako równorzędny pojazd na drogach a nie spychany do getta czy skansenu „ścieżek rowerowych”. W bogatej Polsce rower to rekreacyjna fanaberia burżuazji a w biednych krajach Europy i w USA oszczędni ludzie tym dojeżdżają do pracy.
No i właśnie – u nich „musi działać” a u nas „ma wyglądać”.
To prawda. Wjazd np. z Łomianek do Warszawy to jakaś tragedia. Trzeba się przedzierać przez las, albo szukać po malutkich uliczkach drogi na południe, bo do miasta prowadzi tylko szeroka dwupasmówka na sporej części bez chodnika nawet.
Na Młot Thora.. to więc jednak doczekałem czasów, że teraz to mamy za dużo ścieżek rowerowych… i też źle… zdecydujcie się w końcu ludzie…
No ale wracając do oświetlenia – również popieram głos, aby zabronić migania przednimi światłami. W niektórych krajach ten przepis funkcjonuje. Przecież to jakiegoś udaru mózgu można dostać jak ci jeden z drugim poziomo po oczach trzepie.
Oświetlenie oczywiście należy posiadać bezwzględnie..
Sam takowe posiadam, Oświelenie na dymano w piaście, plus cos mocniejszego (w moim wypadku Conwoy s8 950 lmn) by „ripostować” pacanów w samochodach złośliwie przejeżdżaj1ących na długich światłach.
Do tego jarzeniowa przeciwdeszczówka od b’twina i czuje się naprawdę bezpiecznie.
Samochody omijają mnie przynajmniej o metr, a niektóre trąbią w ramach „dziękować” żeś jest pan widoczny.
Ostatnio ze względu na brak czasu w ciągu dnia, sporo jeżdżę w nocy i mając zestaw jaki wymieniłem, mam komforcik.
Niestety sam doświadczam sporej ilości „batmanów” głównie pieszych, którzy ze względu na ciepłe noce i mały ruch, chodzą sobie między wioskami przy drodze, albo chamsko jej środkiem. Jedna próba zwrócenia uwagi skończyła się tekstem: „odpie***ol się”
No cóż, tylko czekać, aż kogoś samochód pacnie i będzie dramat.
Świetny blog, pozdrawiam.
A ja mam teraz ciut odmienne pytanie – jak wygląda sprawa związana z kierunkowskazami? Ja nie ukrywam, że nie mam już kierunkowskazów, bo dla mnie był to totalny bezsens – kierowcy zwyczajnie olewali to, że mam włączony kierunkowskaz.
Fajna dyskusja, przeczytałem całość, a blog oczywiście też przydatny :) Mimo że nie jestem jakimś zapalonym rowerzystą to moje Evado służy mi codziennie :)
Dodam swoje 3 grosze:
– Oświetlenie potrzebne i konieczne. Ludzi, którzy nie chcą zainwestować tych 20zł w swoje bezpieczenstwo – zwyczajnie nie rozumiem.
– Nie rozumiałem zakazu przejeżdżania przez przejście dla pieszych dopóki sam o mało nie wpadłem na kolesia, który bez zwalniania wpadł na przejście. Od tamtego zdarzenia zawsze zsiadam z roweru i przeprowadzam rower. Nie żebym był szczęśliwy z tego powodu.
Jestem za tym że każdy uczestnik ruchu w miastach i poza nimi powinien mieć równe prawa w ramach rozsądku. Bezpieczenstwo pieszych jest najważniejsze ale pamietajmy też że rower w starciu z samochodem jest również bez szans i nawet jeśli rowerzysta ma kask (rzadkość) to i tak grozi to śmiercią lub trwałymi urazami.
Kierowcy muszą przyjąć do wiadomości że nie są jedynymi uczestnikami ruchu, rowerzyści powinni robić papier do poruszania się na drogach (oprócz tych nieszczesnych babć 70+) a piesi powinni być widoczni dla całej reszty bo jak widzę kolesia idącego poboczem (lub blisko) w nocy poza miastem bez najmniejszego odblasku to normalnie śmierć w oczach.
Z tym papierem to jest tak, że jakoś prawo jazdy nie sprawia, że kierowca przestrzega przepisów. No może przez pierwszy miesiąc, a potem robi jak wszyscy. Brakuje nam przede wszystkim kultury, obojętnie od środka transportu.
@Marek – w niektórych miejscach lepiej by powstawały drogi rowerowe, np. przy trzypasmowych trasach. Tam moim zdaniem wprowadzanie rowerów nie ma sensu, nawet w postaci pasów dla rowerów. Jazda wśród pędzących samochodów i TIR-ów nie jest przyjemna.
Ale bardzo popieram pomysł, który obecnie jest w Łodzi, by z budżetu obywatelskiego namalować kilkadziesiąt kilometrów pasów rowerowych. Jest wiele szerokich ulic, taki „na półtora samochodu”, gdzie spokojnie zmieści się pas dla rowerów, a przy okazji kierowcy będą się przyzwyczajać do rowerzystów na ulicach.
Wszystko powoli będzie się zmieniać i cywilizować, ale niestety na to potrzeba czasu. Dużo czasu.
@Rowerzysta – kierunkowskazy są wymagane jedynie w przypadku rowerów, których konstrukcja uniemożliwia dostrzeżenie wyciągniętych rąk rowerzysty.
W każdym razie na normalnym rowerze trzeba wyciągać ręce przy skręcie. I dla mnie to jest najlepsze rozwiązanie. Jeśli ktoś będzie miał wyczerpane baterie w kierunkowskazach, to inni uczestnicy ruchu mogą tego nie zauważyć.
A kierowców rozumiem, kierunkowskazów w rowerach nie używa prawie nikt, więc nikt też nie zwraca na to uwagi.
Spostrzegłem, że nigdzie nie ma mowy o tym, jak ustawiać przednie światło (chodzi mi oto, że część rowerzystów ma za wysoko skierowane latarki, przez co oślepiają innych, a sami niewiele widzą…). Nie widzę również żadnych ustaw, które by określały, gdzie i kiedy mogę mieć włączoną więcej niż jedną przednią latarkę. Rozumując tokiem Art. 53, ust. 1. wychodzi, że mogę mieć w rowerze np. 4 latarki ustawione na 100% mocy i mogę tak sobie jeździć po mieście? Przepraszam Cię Łukaszu za to głupie pytanie, ale ja nie rozumiem tej ustawy – dla mnie (i chyba nie tylko), jest to zbyt mało precyzyjna ustawa.
Przepisy (przynajmniej w teorii) zajmują się poprawieniem bezpieczeństwa, szukaniem winnego i wyjaśnieniem spornych kwestii. Oprocz tego masz do dyspozycji zdrowy rozsądek, kulturę na drodze (jest też w przepisach) oraz instrukcję obsługi roweru czy światełka (tam miałem opisane co i jak). Korzystaj z nich i wszystkim nam będzie lepiej. Przepisy to za mało.
@Rowerzysta – tak jak napisał MaciekR, liczy się też zdrowy rozsądek. Światła do rowerów nie są homologowane i oby nigdy nie były. Ciężko mi sobie wyobrazić, by policjanci biegali teraz z przyrządami do mierzenia światła i oceniali czy rowerzysta oślepiał czy nie.
Wystarczy zdrowy rozsądek. Za jazdę z lampą 1000 lumenów po ulicach i skierowaną prosto przed siebie, też by się jakiś paragraf znalazł, gdyby dobrze poszukać.
W pozostałych, łagodniejszych przypadkach liczyłbym bardziej na rozsądek i ew. pouczenie przez policjanta.
Jak już trafiłem na ten temat to chciałbym napisać swoje zdanie na temat kamizelek. Uważam że kamizelka spełnia swoje zadanie głównie w dzień i w gorszych warunkach widoczności. W nocy kamizelka traci całkowicie swój kolor luminescencyjny. Odblaski działają kiedy światło pada bezpośrednio na ten odblask, w nocy więc będziemy widoczni kiedy kierowca jedzie na światłach drogowych (tzw. długich) światła mijania ustawia się tak że mają być na wysokości chyba 40 cm, z odległości 10 m. więc kiedy kierowca włącza światła mijania a kamizelka jest na wysokości 1 m. to odblaski na kamizelce będą niewidoczne, dochodzi do tego jeszcze fakt że z przeciwka jadą samochody i oślepiają.
Podobnie jest z stosowaniem czerwonych świateł odblaskowych z tyłu, im one będą niżej tym lepiej, takie światła są w lampach na dole błotnika. Dobrym rozwiązaniem są odblaski w pedałach, jak również właśnie naklejki na widełki. Osobiście zakładam opaski odblaskowe na dole nogawek, które je jednocześnie obciskają. Zauważyłem że rowery przywożone gdzieś z Belgii czy Holandii mają z tyłu malowane błotniki na biało, podobno jest to obowiązkowe.
Inną wadą kamizelek jest to że jeżeli ktoś jeździ z plecakiem to przysłania większą część tej kamizelki, pozostają widoczne fragmenty, co jest równie z używaniem innego rodzaju elementów odblaskowych.
Ja osobiście zakładam na plecak szeroki pas pomarańczowy z odblaskami.
Niedawno w Lidlu były opaski świecące, do zakładania na buty i takie na ramię, świecą światłem czerwonym ciągłym lub migającym, ciekawe jak się ma do przepisów używanie takich rzeczy. Kupiłem sobie taką na ramię, zakładam nad lewym łokciem, coś w rodzaju obrysówki, żeby kierowca nie zaczepił mnie lusterkiem za łokieć wpychając się na trzeciego, według przepisów właściwie powinna być chyba pomarańczowa. Kiedyś chciałem kupić takie lampeczki montowane w końcach kierownicy, ale ciężko coś takiego znaleźć.
przekombinowane z wysokością odblasków -znaki drogowe są wyżej a odbijają światło:)
„Dobrym rozwiązaniem są odblaski w pedałach, ”
Faktycznie, one rzucają się w oczy już ze sporej odległości, te przy tylnym światełku już wyraźnie mniej. Z tego powodu zawsze pilnuję, żeby pedały miały odblaski i to solidne. Alternatywą są odblaskowe opaski, ale łatwo o nich zapomieć.
” Zauważyłem że rowery przywożone gdzieś z Belgii czy Holandii mają z tyłu malowane błotniki na biało, podobno jest to obowiązkowe.”
Było; już nie jest. Ale niektóre modele „old dutch” nadal tak mają, ale to głównie kwestia trzymania się klasyki. Przypomniałeś mi w ogóle, że miałem poszukać jakieś dobrej taśmy odblaskowej, czerwonej, którą mógłbym nakleić na błotkik (w sumie wzorując się tej białej farbie).
„nną wadą kamizelek jest to że jeżeli ktoś jeździ z plecakiem to przysłania większą część tej kamizelki, pozostają widoczne fragmenty, co jest równie z używaniem innego rodzaju elementów odblaskowych.”
Podobny problem jest z mocowaniem tylnego świateka do sztycy siodełka. Dużo osób zapomina o nie zasłanianiu go podświetlając sobie cztery litery na czerwono.
W deszcz i w nocy warto mieć coś odblaskowego na rękawiczkach/dłoniach: sygnalizowanie manewrów jest lepiej widoczne. W zasadzie wystarczy lewa ręka, gdyż manewr skrętu w lewo jest bardziej niebezpieczny.
BTW nawiązując do tego co napisałem: ktoś poleca jakąś odblaskową folię samoprzylepną, która by się nadawała na rower?
A WIEC TAK;
ŚWIATŁA OBOWIĄZKOWE Z PRZODU I Z TYŁU W 100%
KAMIZELKA ODBLASKOWA NIE KONIECZNIE
CZY POSIADANIE KASKU JEST OBOWIĄZKOWE PRAWNIE?
JAK JEST Z PRZEPISAMI JEŚLI PAS DLA ROWERÓW WYTYCZONY JEST POZA TERENEM ZABUDOWANYM PO PRZECIWNEJ STRONIE DROGI-JEDZIEMY DROGĄ CZY TRASĄ ROWEROWĄ TAK JAK BY POD PRĄD?
CZY KIERUJĄCY ROWEREM W PÓŹNYCH GODZ.NOCNYCH POWINIEN POSIADAC JAKIŚ DOWÓD JEGO ZAKUPU?BO POLICJA RÓŻNIE MOŻE TO ODEBRAC I PYTANIE OSTATNIE JEST TAKA SYTUACJA;
MAMY DROGĘ ROWEROWĄ KTÓRA JEST TAK JAK BY PRZERWANA MOSTEM ZWODZONYM NA KTÓRYM SZEROKOŚC PRZEJŚCIA DLA PIESZEGO JEST JAKIŚ 1 M.SZEROKOSCI,BO MIAŁEM TAKI PRZYKŁAD ŻE KIERUJĄCY ROWEREM WYZWAŁ MNIE ZE MU NIE CHCĘ USTĄPIC PIERSZEŃSTWA ŻE ON JEST NA ŚCIEŻCE ROWEROWEJ I ŻE JA Z WÓZKIEM I DZIECKIEM NIBY MIAŁEM WYCOFAC SIE 100M ŻEBY GO PRZEPUSCIC,CZY KIERUJĄCY ROWEREM NIE POWINIEN PRZEPRAWIC SIE PRZEZ MOST DROGA DLA SAMOCHODÓW?POZDRAWIAM WSZYSTKICH ZAPALONYCH KWIATKOWSKICH… ; -)
@Arni – błagam, nie pisz wielkimi literami, ponieważ w internecie jest to po pierwsze odbierane jako krzyk, a po drugie bardzo, ale to bardzo źle się to czyta.
1. Kask nie jest obowiązkowy i oby nigdy nie był.
2. Jeśli pas jest po przeciwnej stronie drogi, to jest on wyznaczony dla jadących w przeciwną stronę.
3. Nikt nie musi wozić ze sobą dowodu zakupu roweru, chyba żartujesz. Wszystko jedno czy to południe czy północ.
4. Musiałbyś wysłać zdjęcie tego miejsca, bo z tego co piszesz to nie bardzo łapię sytuację. W większości miejsc sprawa jest dość jasno wyjaśniona odpowiednimi znakami.
Bardzo dobry artykuł. Mamy listopad i często widuję nieoświetlonych rowerzystów jadących po zmroku, nierzadko na „wypasionych” rowerach za kilka tys. zł.
Zresztą, większość dni jest szaroburych. W takie dni warto jeździć z ciągle włączonym oświetleniem, które pozwoli na lepszą widoczność rowerzysty na tle szarych ulic.
Warto zaopatrzyć się także w opaski odblaskowe wyposażone dodatkowo w diody. Dzięki temu po ciemku widać jest sygnalizację zamiaru zmiany kierunku jazdy. Dodatkowo rowerzysta ma też światło „obrysowe”. Opaski takie mają dwa tryby ciągły i mrugający. Ten drugi potrafi „zainteresować” psy, które zazwyczaj przechodzą obojętnie obok rowerzysty, więc lepiej używać go ostrożnie.
Czy jak zamontuję sobie na przodzie lampkę co daje 14 tys. lumenów, to mam szansę na mandat za oślepianie?
Jeżeli będziesz oślepiał to tak. Nie moc się liczy, a jej wykorzystanie. To tak jak długie światła w samochodzie. Możesz ich używać, byle byś nikogo nimi nie oślepiał. Ale po mieście nie ma totalnie sensu jeździć z takim palnikiem, co innego w lesie.
Kwestia jeszcze czy myślisz o zakupie tych chińskich tandet (latarka lub czołówka) z Allegro za 30-kilka złotych. Jeśli tak, to tam z pewnością nie będzie tych 14 tysięcy lumenów. Zdziwiłbym się gdyby miały więcej niż 200 :)
jeżdżę głównie za miastem nawet w zimie, więc potrzebuję dobrego palnika, być może kupię coś na allegro ale na pewno nie za 30 zeta
Po prostu 14 tysięcy lumenów kojarzy mi się z czymś naprawdę mega z dodatkowym akumulatorem w plecaku albo na ramie. Albo z chińszczyzną, gdzie parametry po prostu kłamią.
przecież nie będę kupował luksometra, żeby sprawdzić rzeczywiste parametry lampy, tak samo jak nie sprawdzam zawartości cukru w cukrze
Mimo wszystko lepiej kupować świadomie. Zawsze to sobie powtarzam, gdy widzę akumulatorki AA o pojemności 5000 mAh w cenie 2 zł za sztukę ;)
tylko, że z tą świadomością jest zawsze tak samo, to znaczy, że zawsze jest wprost proporcjonalna do głębokości portfela przysłowiowego Kowalskiego
Stare przysłowie mówi, że nie stać nas na kupowanie tanich rzeczy. Ale tu chodzi jeszcze o coś innego. Jeśli najwięksi producenci akumulatorków, tacy jak Varta, Energizer, Sanyo wypuszczają akumulatorki AA o maksymalnej pojemności mniej więcej 2600 mAh, to jeśli widzisz potem na Allegro akusy o dwukrotnie większej pojemności, to powinna zaświecić lampka ostrzegawcza. A ludziom jednak się nie zapala…
A potem na forum elektrody ludzie się nabijają, że te cudowne akumulatorki nie mają 5000 mAh, tylko co najwyżej 500 :)
noiseMK1
http://www.swiatelka.pl … tam masz wszystko co potrzebujesz. Dariusz70… convoy S2+. Przeczytaj, wybierz, zamów, używaj zgodnie z przepisami. Będziesz miał najlepsze oświetlenie na rower. Ja wydałem 250 pln z ogniwami , ładowarką , uchwytem i robie furorę wieczorami jak jedziemy w teren. W lesie nocą możesz zbierać grzyby… wiem co piszę :)
Poza tym, ze poszukiwal tego oswietlenia ponad pol roku temu, troszke przesadziles z tym ‚najlepszym oswietleniem na rower’. Owszem, jest dosc dobre, mocne i na rower zdecydowanie wystarczajace, jednak nie jest to oswietlenie na rower najlepsze; pomijajac juz, ze zdarzy mu sie w tym lesie kilka grzybow przegapic. ? Zeby nie bylo, osobiscie korzystam z modyfikacji Greg’a, wiec temat rowniez Twojej latarki, jest mi tak jakby znany. ? BTW Znacznie wieksza furore niz grzybobranie wieczorem w lesie, robi swiatlo dobrze widoczne w sloneczny dzien, jesli masz okazje za dnia jezdzic rowerem po miescie. Co nie zmienia faktu, ze proponowana przez Ciebie latarka jest godna uwagi i z pewnoscia znacznie lepiej niz tradycyjne swietliki, poradzi sobie rowniez w takich warunkach.
Obecnie jakiej latareczki używasz, z jakimi prędkościami max po zmroku jeździsz , jaki teren po za miastem pokonujesz? Czym zasilasz? Co masz za rowerek? Wiem że można mieć lepsze oświetlenie np 5x convoy s2+ ale po co ? No chyba ze chcesz wieczorami wspomagać oświetleniem ekipy na budowie. Najważniejsze aby dobrać barwę, kolimator optyke, najlepiej owalny daleko i szeroko. Moc zależy od zastosowanych ledow i prądu podanego z ogniwa. W mojej mam trzy ledy i pali krzaki w nocy. Osobiście potrzebowałem coś co spełni moje oczekiwania. Zjazdy nocne po lesie z prędkościami dochodzącymi do 35 km muszą być dobrze oświetlone, szeroko !!! Dariusz70 zrobił za 250pln jupiter. Czemu w nocy? A bo mamy taką zajawkę :)
Miałem dziś ciekawe spotkanie z policją w temacie oświetlenia roweru. Fabrycznie rower ma dynamo = przednią i tylną lampkę elektryczną, natomiast samodzielnie dołożyłem lampkę przednią 3w LED i tylną LED. No i z takim włączonym zestawem (akcesoryjna lampka LED mrugała) poruszałem się chodnikiem już grubo po zmierzchu, jezdnia średnio bezpieczna w tej części miasta. Zatrzymał mnie pieszy patrol policji i wywiązała się nast. dyskusja: (P – policjant, R – rowerzysta) P – a co pan ma z tą lampką? R – a co mam mieć, mruga P – a zna pan w ogóle przepisy kodeksu? R – no trochę znam [tu wymieniam konieczne oświetlenie] P – no właśnie, z tyłu światło barwy czerwonej… jest, no bardzo dobrze, to niech pan to przednie przełączy na ciągłe, da się [sięga dłonią do lampki, wyprzedziłem go]? R – no da się, proszę P – no, to do widzenia
WTF? ;)
Cóż, nie jest powiedziane, że każdy policjant dobrze zna wszelkie przepisy, choć oczywiście powinien. Od razu przypomina mi się rysunek Marka Raczkowskiego :)
jakiś czas temu nie można było mieć z przodu mrugałki, krawężnik był nie na czasie:)
Nie wiem gdzie zasięgałeś informacji ale białe światło z przodu nie może magać, musi świecić stałym światłem ale z tyłu już nie ma problemu może być pulsacyjne. SIMON
Ooo, brawo nasz dzielny wybawco, oczekiwalismy Ciebie z niecierpliwoscia, teraz juz wszystko jasne, na pewno nikt nie bedzie mial wiecej watpliwosci. :)
Masz w tekście wyraźnie podane:
Prawo o Ruchu Drogowym, Art. 56, ust. 1, punkt 1. W przypadku roweru i wózka rowerowego dopuszcza się migające światła pozycyjne.
Mogłeś poruszyć jeszcze problem używania na drogach publicznych mocnych lamp diodowych przeznaczonych do jazdy w terenie, poza drogami publicznymi.
Problem w tym, że rowerzyści są czasami bezmyślni – albo jeżdżą bez jakiegokolwiek oświetlenia (wielokrotnie ratuje im życie to, że nie zdemontowali odblasków w pedałach), albo idą po bandzie w drugą stronę – montują mocne lampy, które – zwłaszcza z przodu – potrafią skutecznie uprzykrzyć korzystanie z dróg publicznych innym użytkownikom. Lampa emitująca 500 lumenów czy obecnie 2x (i więcej) mocniejsza jest obecnie coraz częściej zakładana i uruchamiana na pełnej mocy świetlnej. Problem w tym, że obojętnie przy jakim ustawieniu (a większość ustawia lampkę tak, aby świeciła te 100 i więcej m do przodu) to i tak będzie dość skutecznie oślepiać kierowców samochodów jadących z naprzeciwka (albo rowerzystów na DDR). A są jeszcze bezmyślni, którzy włączają taką lampę na strobo lub migaczu: 1000 lumenów na migaczu/strobo w nocy? Idiotyzm…
Rozwiązaniem zdawałoby się wprowadzenie regulacji prawnych jak w Niemczech czy Holandii i skuteczne ich egzekwowanie przez policję. Tak brak świateł jak też oświetlenie niezgodne z przepisami powinno być karane (choć na początku łagodnie, ale później z całą stanowczością), bo tylko w ten sposób można wymusić rozsądek… Choć odblaski dla pieszych poza terenem zabudowanym obowiązują już dłuższy czas, to i tak spotkanie pieszego z choć małym odblaskiem jest rzadkością.
Tymczasowym rozwiązaniem dla posiadaczy mocnych lampek byłoby dopasowanie odbłyśników/soczewek do ograniczenia świecenia ich do góry – czyli najprościej zakleić taśmą (najlepiej alu) albo połowy reflektora od dołu (w przypadku lamp z odbłyśnikami) albo od góry (lampy z soczewką – kolimatorem), tak aby w większej części odciąć emisję światła w górę, które i tak nie oświetla szosy.
Albo w przypadku latarek zastosować daszek odbijający światło od góry i kierujący je na szosę. Choć daszek musi mieć pewną długość, to jednak jest to dobre rozwiązanie.
Oczywiście najlepiej zastosować oświetlenie, które kieruje światło na szosę wzorem samochodowych/motocyklowych świateł mijania. Przy dobrze skonstruowanych reflektorach tych świateł, nawet przy nie najmocniejszych diodach uzyskujemy doskonałe oświetlenie, nie powodujących oślepiania kierowców.
Doskonałym przykładem jest niestety już nie produkowana lampa Philipsa SafeRide 80 – z moich kilkuletnich doświadczeń z różnym oświetleniem ta lampa jest na razie najlepszą lampą rowerową do zastosowań na drodze publicznej. Jest porównywalna ze światłami mijania samochodu, zwłaszcza starszych samochodów ze światłami halogenowymi (samochody oświetlają całą szerokość jezdni – 2 pasy ruchu, choć niesymetrycznie, a SafeRide jeden pas plus część pobocza), robiłem testy z dwoma lampami jednocześnie i wtedy żaden samochód nie miał lepszych świateł mijania (czytaj: nie oświetlał lepiej szosy na 50 m)! Porównując jedną SafeRide 80 i lampę 2 LED 2 soczewki o mocy nieco powyżej 1000 lumenów (realnie z wyliczeń mocy zastosowanych LED’ów) wybrałbym SR.
Niestety, Philips SR 80 nie jest bez wad.
Pierwsza: lampka nie jest już produkowana, czyli z dostępnością może być problem. Zwłaszcza lamp z końca produkcji oznaczonych „generacja 2” z poprawionym sterownikiem, umożliwiającym dłuższe świecenie na wyższej mocy (choć minimalnie słabiej niż poprzednia generacja – optymalizacja długości świecenia) i świecenie niemalże do pełnego wyczerpania akumulatorów, oraz cieplejszymi diodami LED.
Druga: wymiary i ciężar. Pi razy oko: mydelniczka. Duży reflektor też nie wszystkim się będzie podobać, ale za to jest widoczny, po mimo, że nie oślepia – i o to chodzi… Ciężar z akumulatorami ok. 330g (wykonana z blachy aluminiowej), trochę waży, ale…
Na tył mam również Philipsa, ale SafeRide LumiRing. Co prawda lampa dedykowana do mocowania na typowym bagażniku, ale bez problemu można zamocować np. na torebce podsiodłowej (ja tak mam) lub w dodatkowym uchwycie na sztycy. Ma co prawda spore wymiary, nie emituje bardzo mocnego światła, za to powierzchnia rekompensuje to z nawiązką. Na dodatkek w środku jest powierzchnia odblaskowa, coś o czym większość rowerzystów zapomina lub z czystą świadomością ignoruje…
Lukas Jelonek
Bezpieczeństwo ponad wszystko – Zwłaszcza w zimne, deszczowe dni – Dobra widoczność może uratować życie. Lampy montowane na rowerach oświetlają rowerzystę z przodu i tyłu, ale brakuje widoczności na bokach. Polecam do tego odpowiednią folie odblaskową – Najlepiej mikropryzmatyczną. Gwarantuje ona najlepszą widoczność – nawet w złych warunkach pogodowych. https://www.eko-tech.biz/produkty/folie-odblaskowe-reflexite/oznakowanie-pojazdow/
Przymierzam się do zakupu oświetlenia rowerowego i w związku z tym proszę o doradę. Najlepiej bez dodatkowych baterii-akumulatorów.
– Mactronic ROY 02 600lm
– Mactronic Tripper 500 lm
Na tył nie mam pojęcia, ma być mocne i widoczne (światło stałe i pulsacyjne).
Proszę o doradę i pozdrawiam
na tył mogę Ci polecić kultową lampkę Mactronic Walle, w wersji 2 x 0,5W. Jest naprawdę mocna i długo trzyma na paluszkach AAA. Jeżeli nie chcesz oświetlenia na paluszki, to może model Red Line, ale tej lampki nie znam osobiście.
Jeżeli chodzi o przednie lampki, to musiałbyś poszukać jakichś testów, może ktoś takie przeprowadził. Roy jest zdecydowanie zgrabniejszy, natomiast Tripper ma tę funkcję, że może działać jako awaryjny powerbank, który będzie ładował np. telefon komórkowy. Choć szczerze mówiąc traktowałbym go i tak, jako awaryjną możliwość. Pełne naładowanie telefonu podejrzewam, że szybko wyładowałoby akumulator w lampce.
Zerknij jeszcze na lampkę Lezyne Macro Drive 800 XL: http://www.lezyne.com/product-led-perf-macro800xl.php#.V-41IiiLS9I
Można ją kupić za około 280 złotych.
To przednia lampa mrugająca jest zgodna z przepisami czy nie. Bo to mega stresujące, w przypadku, kiedy ścieżka rowerowa jest połączona z chodnikiem dla pieszych
🆂🅸🅼🅾🅽
Owszem, zarowno przednia jak i tylna, sa zgodne z przepisami. Inna sprawa, w jaki sposob ludzie tego uzywaja. Osobiscie w sytuacjach, o ktorej piszesz, zdecydowanie zmniejszam natezenie swiatla, ewentualnie zdarza mi sie przyslonic latarnie reka, zwlaszcza gdy naprzeciwko pojawia sie dziecko. Łukasz Przechodzeń
Jest zgodna z przepisami. Tylko przydaje się najbardziej w dzień. W nocy i tak nie ma sensu jeździć migając, bo nic nie widać pod kołami. Lepiej włączyć tryb ciągły.
31uisybz .
A propos zgodności z przepisami… rozporządzenie ministra było wielokrotnie zmieniane przez te kilkanaście lat, natomiast artykuł 56 w prawie o ruchu drogowym (o którym wspomniał Łukasz)- został wykreślony. Gdzieś przed chwilą czytałem, że przednie światła migające, czy jak wolicie pulsacyjne zostały zalegalizowane na 2-3 lata, po czym ta możliwość zniknęła i… dalej nie wolno, tak jak było kiedyś . Gdzie jest aktualny zapis w prawie? ,
Cześć, nazywam się Łukasz Przechodzeń, witam Cię na moim rowerowym blogu.
Instagram	Something is wrong. Response takes too long or there is JS error. Press Ctrl+Shift+J or Cmd+Shift+J on a Mac.	Wszelkie prawa zastrzeżone 2010-2017 © Hosting: Home.pl Na górę