Source: https://czasopismo.legeartis.org/2017/01/wykonanie-koncertu-umowa-dzielo.html
Timestamp: 2019-08-26 06:52:34+00:00
Document Index: 42365176

Matched Legal Cases: ['art. 627', 'art. 6', 'art. 627', 'art. 750', 'art. 22', 'art. 13', 'art. 14']

Wykonanie koncertu nie jest umową o dzieło (wyrok SN III UK 53/16)
I kolejny artykuł o wojnie umowy o dzieło z umową zlecenia — oraz roli ZUS, który z roli gracza łatwo wchodzi w buty arbitra — tym razem zagadnienie jest proste: czy wykonanie koncertu to umowa o dzieło? Czyli czy instrumentalista, który wystąpił w ramach orkiestry i grał pod kierunkiem dyrygenta — twórcą jest, a jego praca kreatywna — czy raczej wymaga się odeń wyłącznie należytej staranności? (wyrok Sądu Najwyższego z 10 stycznia 2017 r., III UK 53/16).
Carter Jefferson — ostatni cały koncert, Wrocław, grudzień 1993 r. Bo wychodzi na to, że jeśli nie improwizujesz na scenie, nie możesz liczyć na umowę o dzieło! (fot. Olgierd Rudak, CC-BY-SA 3.0)
Spór dotyczył zatrudnienia instrumentalistki, która razem z orkiestrą zagrała jeden koncert podczas festiwalu muzycznego: organizator festiwalu zawarł z nią umowę o dzieło za wynagrodzeniem 280 złotych (koncert i 3-4 próby), jednak ZUS ustalił w decyzji, że była to umowa zlecenia („w okresie od 28 czerwca 2009 r. do 28 czerwca 2009 r.”).
Sąd prawomocnie oddalił odwołanie od decyzji ZUS: mimo zatytułowania umowy „o dzieło” jej przedmiot był ujęty zbyt ogólnie, niedostatecznie zindywidualizowany — określał wyłącznie czynności powierzone artystce, zaś koncert nie był twórczą, kreatywną aranżacją utworów. Owszem, istnieje pojęcie utworów nieucieleśnionych (które nie mają materialnego produktu), jednak wykonanie koncertu może być zakwalifikowane jako umowa o dzieło — wyłącznie o tyle, o ile koncertowi można przypisać cechy utworu.
W tej jednak sytuacji — muzyczka była częścią orkiestry, nawet nie solistką — wykonanie utworu nie oznacza powstania odrębnego bytu. Bytem takim jest utwór, który ma swojego autora (kompozytora) — tymczasem zadaniem zainteresowanej jako muzyka orkiestrowego było zagrać (możliwie starannie) zadane nuty.
Istnienia umowy o dzieło autorskie nie można także utożsamiać z określonymi umiejętnościami i cechami osobistymi artysty (umiejętności, talent) — takie wymogi nie wiążą się wyłącznie z pracą twórczą, artystyczną, bo przecież powierzenie wykonania każdej pracy wiąże się z kwalifikacjami tej osoby.
Sąd Najwyższy oddalił skargę kasacyjną organizatora festiwalu: wykonanie koncertu, zwłaszcza w warunkach podporządkowania poleceniom dyrygentowi nie pozostawia artyście żadnej swobody twórczej pozwalającej na indywidualną interpretację — to zaś wyklucza przyjęcie, że doszło do zawarcia umowy o dzieło.
Koncert mógłby być kwalifikowany jako umowa o dzieło, jednak pod warunkiem, iż wykonaniu dałoby się przypisać cechy utworu w rozumieniu prawa autorskiego — czyli musi być to wykonanie o charakterze niestandardowym, niepowtarzalnym, wypełniającym kryteria twórczego i indywidualnego dzieła, a to dlatego, że
ochronie prawa autorskiego nie podlegają działania, wymagające co prawda określonych umiejętności i talentu, ale mające charakter odtwórczy.
W zawartej umowie nie określono także cech indywidualnych dzieła — a niekonkretnie sformułowany przedmiot zobowiązania sprawia, że nie można przyłożyć do niego miary utworu z prawa autorskiego. Tymczasem zgodnie z art. 627 kc przedmiot umowy o dzieło musi być „oznaczony” — oznaczony w umowie, ale i oznaczony jako istniejący efekt działań wykonawcy.
SN zwrócił uwagę, że w ocenie obowiązków płatnika ubezpieczeń społecznych nie można się sugerować przepisami kodeksu cywilnego. Otóż przepisy prawa cywilnego i systemu ubezpieczeń społecznych są ze sobą nieco niekompatybilne: kodeks cywilny, w ramach swobody umów, zezwala na zawarcie umowy mieszanej, w której pojawiają się elementy i umowy o dzieło, i umowy o świadczenie usług, zaś w przypadku ubezpieczeń społecznych nie ma mowy o takiej elastyczności (co swoją drogą jest chyba niezłym przykładem na to, że czasem federalizm norm prawnych aparatowi państwowemu pasuje).
Tags: art. 6 kc art. 627 kc art. 750 kc muzyka ubezpieczenia społeczne utwór zlecenie ZUS
← Czy pojedyncze słowo może być utworem? (a po rejestracji jako znak towarowy?)
Agora przeprasza Piotra Woyciechowskiego (w grafice jpg na samiuśkim dole strony Gazeta.pl) →
Tak się zastanawiam, a jeśli muzyczka swoim indywidualizmem i talentem dodawała kolorytu i wartości do dzieła jakim był koncert, to jak można by tego dowieść?
Trzeba dowieść, że byłą iskra boża ;-)
Tak, mię zastanawia, to co w takim razie z „pierwszymi skrzypcami” lub innym pierwszym? Niby też gra pod batutą, niby też z nut, ale niby też przyjadę mu się inną rolę z uwagi na umiejętności, inne zadania.
( pl.wikipedia.org/wiki/Koncertmistrz )
Uważam, że też nic — skoro nie można „iskry bożej” wiązać z wartością utworu ani poziomem artystycznym — to niezależnie od tego czy to pierwsze skrzypce czy ostatni cymbał, jest tylko wykonawcą, który w tym akurat przypadku ma się starać.
Trzeba grać muzykę improwizowaną, żeby wyjść na swoje :)
Niemniej oczywiście jest 5 orzeczeń w drugą stronę i temu też nie należy się dziwić.
Wg mnie, to trochę kontrowersyjne, bo przecież gra też partie solowe, a solówka, sposób jej odegrania, może być wynikiem własnej interpretacji (i to na każdym występie) nawet w ramach napisanych nut. Ostatecznie też, patrząc na trupę rockową, można powiedzieć, że: raz napisane, dwa, że (prawie) zawsze jest lider, więc koncert to nie twórczość, a odtwórczość. Choćby i Gene Krupa albo Ginger Baker odstawiał swoje solówki w tzw. międzyczasie. Czyli tylko free jazz uratuje grajka. Trochę to wg mnie naciągane.
No, ale właśnie, są i inne poglądy.
Myślę, że część problemu leży w tym, że ustawa o PIT mówi nie tylko o korzystaniu z praw autorskich przez twórców, ale i o prawach pokrewnych artystów wykonawców (art. 22 ust. 9 pkt 3). Czasem uważa się przez to — moim zdaniem błędnie — że 50% KUP muszą wiązać się z umową o dzieło, więc tym artystom wykonawcom ładują umowy o dzieło. Tymczasem zagranie koncertu nie jest stworzeniem utworu, lecz właśnie prawem pokrewnym — zatem raczej nie dochodzi do powstania dzieła w rozumieniu prawa cywilnego. Tymczasem nie wydaje mi się, by były przeszkody w stosowaniu 50% KUP przy umowie zlecenia… Czytaj więcej »
poczekam na komentarz, że to wina państwa i niejasnych przepisów. A gdyby państwo nie chciało podatków, albo pobierałoby pogłówne, to byłoby najprościej.
To wina państwa — i niejasnych, a na pewno niezgranych przepisów. SN pisze o tym tak: Do powyższych rozważań trzeba dodać, że fundamentem Kodeksu cywilnego jest swoboda kontraktowa stron, przejawiająca się między innymi w prawie do nieskrępowanego ułożenia wzajemnych praw i obowiązków. Daje to podstawę do określenia postanowień umownych, które w mniejszym lub większym stopniu będą nawiązywać do wskazanych reżimów prawnych. W takich przypadkach nie jest wykluczone twierdzenie, że doszło do zawarcia umowy mieszanej, łączącej elementy dwóch lub więcej rodzajów umownych. Ustawa o systemie ubezpieczeń społecznych posługuje się odmienna optyką. Nakazuje zakwalifikować więź prawną w stanowczy sposób, a w rezultacie… Czytaj więcej »
No, ale to przecież wynika z potrzeb, celu. Inny jest dla relacji stron. Inny dla szeroko rozumianych danin i świadczeń publicznych.
Oczywiście, z tym, że nie buduje zaufania do państwa sytuacja, w której zastosowanie się do fundamentalnej zasady prawa cywilnego powoduje fundamentalne komplikacje z ZUS.
Nb. wychodzi na to, że cóż z tego, że mamy oto umowę mieszaną, o różnych elementach — skoro z perspektywy ZUS wystarczą te elementy zlecenia?
Jasne, dyspozycyjność i swoboda uznania w oparciu o interes finansowy i ekonomiczny FUS jest tutaj rażąca i istotnie nie buduje to zaufania do państwa, powoduje powstanie sytuacji patologicznych, skłania do krętactwa, etc. Należałoby patrzeć w przyszłość, ale do tego nie ma woli. A rozwiązania są, na pewno, dwa.
Właściwie trzy:
– oskładkować każdą umowę cywilnoprawną,
– zwolnić ze składek każdą umowę cywilnoprawną,
– zostawić jak jest — i szanować wolę stron umowy jeśli chodzi o oznaczanie przedmiotu i rodzaju umowy.
Bo teraz jest tak, że ZUS sobie „uwala” ramowe umowy o dzieło na powtarzające się — ale zawsze oznaczone — świadczenia.
czyli raczej dwa, bo interes wiecznie w długi FUS jest taki, żeby mieć swobodę, czyli olewać wolę stron (nawet tę prawdziwie dobrowolną).
Może bierze się to z tego, że 50% koszty uzyskania przychodu to nic innego jak redystrybucja i konflikt bierze się z chęci większego zarobku. Może po prosty wycofać 50% koszty i traktować twórców tak jak innych.
Na chwilę były wycofane, dziennikarze, aktorzy i śpiewacy zrobili temu złą mordę, ale PO wytrzymał tę nagonkę. PIS dzielnie przywrócił ulgę (jeśli się nie mylę).
W tym przypadku spór nie dotyczył kosztów uzyskania przychodu (odniosłem się w komentarzu do tego 50% jako hipotetycznego źródła naprowadzania na błąd).
Niemniej: nie uważasz, że osoby wykonujące zawody twórcze — np. programiści, malarze — ponoszą dodatkowe koszty wykonywania zawodu, których nie mają możliwości inaczej pokryć?
Jeżeli wykonują działalność gospodarczą to rozważanie jest nieistotne. Jeżeli nie wykonują to dlaczego oni mają mieć możliwość odliczania WIĘKSZYCH kosztów od pozostałych obywateli? Zwykły przywilej i nic innego.
Jeśli wykonują działalność gospodarczą to nie mają prawa do podwyższonych KUP (nb. jest jakaś linia orzecznicza, która mówi, że niektórych takich przychodów nie wolno mieć z DG).
Jakie dodatkowe koszty mają inni zatrudnieni? Dla ułatwienia jedźmy na chybił-trafił wskazanymi grupami:
– sprzątająca,
– sprzedawczyni w sklepie?
Lekarz, księgowy – szkolenia, kursy, książki, obie grupy bardzo drogie książki. Ogólnie: podnoszenie kwalifikacji.
Ale to są koszty ogólne, nie związane z konkretną pracą, z którą wiąże się przychód. Kierowca też się czasem musi czegoś dowiedzieć o zmianach w PoRD, sprzedawczyni w sklepie być może też o technikach kradzieży, terminalach sklepowych, etc.
Tymczasem u malarza, fotografa, pisarza jest to koszt amortyzacji sprzętu, zakupu materiałów pomocniczych (kiedyś kuwety, dziś karta SD; maszyna do pisania), być może jakieś wprawki — których zawody nietwórcze raczej nie mają (np. prawnik).
Ta pierwsza część jest dla mnie dyskusyjna. Skoro fiskus uznaje za KUP koszty szkolenia językowego dla prawnika, bo wykazał, że świadczy (też) usługi z kontrahentami nie posługującymi się j. polskim, to chirurg, kardiolog robiący szklenia z zakresu związanego z tym, a programista wykaże jako koszt zakup książki specjalistycznej, bo jest nowy język, jakieś jego subwersje, to jest to, moim zdaniem, związane z kosztem.
Problemem swego czasu były koszty aplikacji prawniczej, raz orzeczenia mówiły – KUP, ostatnio – wyrzucono z KUP.
Skoro fiskus uznaje za KUP koszty szkolenia językowego dla prawnika, bo wykazał, że świadczy (też) usługi z kontrahentami nie posługującymi się j. polskim
Ale czy koszty uzyskania przychodu w przypadku działalności (bo rozumiem, że o tym mowa) to aby nie coś innego niż zryczałtowane koszty uzyskania przychodu w przypadku umów „twórczych”?
Lekarz/księgowy: prenumerata periodyków zawodowych, koszty związane z ciągłym uczeniem się.
Sprzedawca: wiele zależy od zakresu sprzedaży. Potrafię sobie wyobrazić handlowca chcącego do kosztów wrzucić szyty na miarę garnitur.
Informatyk: ot na przykład licencje na soft na potrzeby nauki.
Odwracając pytanie: jakie dodatkowe koszty mają artyści? Potrafię sobie wyobrazić dziennikarza, który nie ponosi dodatkowych kosztów (bo te faktycznie ponoszone może mieć refundowane przez redakcję) a preferencyjne odliczenie ma.
Uzasadnienie o dodatkowych kosztach jest ładne, ale w rzeczywistości dałoby się je często-gęsto przyłożyć do innych pracujących.
Z tym, że generalnie informatyk nie powinien mieć problemu z 50% KUP — nawet taki zatrudniony na etacie :)
była swojego czasu burza na pl.soc.prawo.podatki , oraz panika wśród księgowych, że niektórzy, w tym programiści , niesłusznie rozliczają się jako DG, bo mają przychód z praw autorskich a to co innego.
M in o tym pisze Gotfryd w 2009 r. (to jest klikalny link ale disqus nie podświetla ich jakoś) ale pamiętam bardziej rozbudowany flejm ze 2-3 lata temu.
Podobny szum był rok-dwa lata temu po jakimś orzeczeniu NSA dotyczącym dziennikarza na fakturze.
W ustawie o PIT wynika to bodajże z rozróżnienia:
– przychodów z działalności wykonywanej osobiście (np. artystycznej, art. 13 pkt 2),
– przychodów z pozarolniczej działalności gospodarczej (art. 14 ust. 1).
Więc być może prawa majątkowe też wchodzą gdzie indziej.
PS usenet jeszcze żyje? ;-)
Żyje, ale ledwo dycha. Mógłbyś wrócić na łono pl.soc.prawo, byś zwiększył jego liczebność o zauważalny procent :)
Pewnie sprawa rozbiłaby się o brak ogólnodostępnego serwera news.
Pamiętam, że do pewnego czasu miała taki gazeta.pl i onet.pl, ale zaczęli je wyłączać — kurczę, przecież nawet miałem konto w którymś z tych serwisów tylko po to, żeby mieć dostęp do serwera…
O proszę, w repo jest dostępny do zainstalowania Pan.
Ło, ktoś to jeszcze rozwija: http://pan.rebelbase.com/ !
W dniu 01.02.2017 o 15:55, Disqus pisze:
news.interia.pl – trzeba mieć konto
news.neostrada.pl- chyba dla ludzi z .pl
news.wit.edu.pl (wsisiz)
aioe – (kiedyś był tępiony)
Programista, czy nawet malarz jest w stanie udokumentować te koszty (książki, kursy, szkolenia; meteriały)
Nie jesteś programistą, prawda? Już widzę, jak wykazuję, że książka z teorii liczby czy matematyki dyskretnej była mi potrzebna do programowania.
W normalnych, zdrowych realiach, przy właściwym poziomie zaufania państwo – obywatel, obywatel – państwo, to jest do zrobienia.
1. Obawiam się, że niekoniecznie i nie chodzi tu o złośliwość, a raczej fakt, ze nie każdy musi się na tym znać.
2. Chyba prościej, niż jeść tą żabę to przyjąc właśnie jakieś ryczałty (do dyskucji czy 30 czy 50 czy 70 %). Tak, nie tylko dla autorskich.
Tak, podobnie jak nie każdy musi się znać na immunologii, kardiologii i wielu innych rzeczach (nie dotyczy to oczywiście Polaków, my znamy się na wszystkim). Jednak przy normalnych relacjach można wyjaśnić jaki jest ten związek, że to nie jest jak komiks dla brukarza, czy glebogryzarka dla dentysty, tylko pewien poziom specjalizacji wymaga zdobycia informacji o większym poziomie abstrakcji, dla lepszego rozumienia i realizacji zadań. I jakby tak patrzeć, człek poczciwy nie ma możliwości wrzucenia biletu miesięcznego jako kosztu dojazdu do pracy (czyli związanego z osiągnięciem przychodu). Ba, człek poczciwy na etacie, który chce móc awansować albo nawet zmienić zawód, który… Czytaj więcej »
Popraw mnie, jeśli się mylę, ale w KUP można wrzucić koszty BEZPOŚREDNIO związane z uzyskaniem dochodu? Więc szkolenie „abstrakcyjne” może być trudno … mimo, że będzie potrzebne.
No to weźmy takie studia MBA (mimo poziomu ogólności jednak specjalistyczne) robione za własne pieniądze etatowca, dwa lata, kilkanaście/kilkadziesiąt tysięcy zł. Potem pokazuje w pracy dostaje awans i sporą podwyżkę, albo zmienia pracę i też ma większe zarobki. Albo jednoosobowy przedsiębiorca, który robi takie studia, dzięki wiedzy przedsiębiorstwo zaczyna się znacznie lepiej kręcić. Czy takie studia nie są bezpośrednio związane z uzyskaniem przychodu? Czy wiedząc, że x lat bez nich zarabiał y, a po nich zaczyna zarabiać y+100 nie ma związku? No i zauważ, KUP można rozliczać przez 5 lat. I nie napisałem też, że koszt ponoszony w trakcie roku… Czytaj więcej »
I dlatego właśnie, ja bym raczej rozszerzył możliwość ryczałtowych KUP. NIe tyltko dla „twórców”
Ryczałt ułatwia, bo zwalnia z wykazywania, udowodniania. Podatnik się cieszy.
Skarb państwa na to: nie, bo za dużo straci.
Logika władzy: lepiej już dzielić i rządzić niż szukać sensownego rozwiązania, które byłyby do zaakceptowania przez większość.
Ale nic nie trzeba wykazywać — zryczałtowany KUP należy się każdemu twórcy, który żyje ze „sprzedaży” praw autorskich.
Programista, który programuje dla chlebodawcy ma prawo do 50% KUP, nawet jeśli to umowa o pracę. Niekoniecznie od całości wynagrodzenia (bo raczej nie całość wynagrodzenia jest za utwory), ale w odpowiedniej części.
To samo tyczy się np. dziennikarzy oraz innych zawodów, w których ma miejsce owo korzystanie z twórczości zatrudnionego.
Teraz nie. ALe rozumiem, mój przedpiśca chciałby zamknąć tą „furtkę.”
Daleki wniosek. Ani tego nie wyraziłem, ani tego wyraźnie nie poparłem. Rozważałem broniłem, tego, że da się wykazać kosztów, wskazywałem je, przy danych zawodach/profesjach.
Co do 50% KUP przy umowie zlecenia, to jest to również moim zdaniem dopuszczalne, ale tutaj znów zależy od konstrukcji umowy – zasadniczo cel obu umów jest drastycznie różny. Jednak nie można wykluczyć, że „podczas” lub „w ramach” umowy zlecenia powstanie dzieło. To byłoby komplikatorem przy rozliczaniu, bo trzebaby jakoś opisa to w umowie. Na pewno wskazane byłoby określić wynagrodzenie za te wytworzone „dzieło” (Twego dziela Krzciciela, bożycze). No, ale znów, prawa pokrewne, czyli choćby wykonanie.
Ustawa o PIT nie wymaga powstania dzieła (utworu) — wystarczy korzystanie z utworu („z tytułu korzystania przez twórców z praw autorskich i artystów wykonawców z praw pokrewnych”). W przypadku wykonawcy korzystaniem z utworu będzie właśnie eksploatacja jego prawa pokrewnego.
Co widać nie sprawdziłem tego dokładnie. Zatem tym bardziej prawo do skorzystania z 50% KUP powstaje w innym momencie.
Zaprawdę powiadam.. z pogłownym nie byłoby takiego kłopotu… ani żadnego innego…. wcale i nigdy. Nawet urząd nie byłby zupełnie potrzebny do PITów, interpretacji itp, itd. Wystarczyłoby aby system wywalił, że X zł za miesiąc styczeń od Kowalskiego nie wpłynął na konto.
A czy ktoś w ogóle liczył ile możnaby oszczędzić na likwidacji skarbówek? Ach… za proste by to było. :p
Ten komentarz powinien się znajdować pod jednym komentarzem poniżej. ;-)
niejako wywołałeś mnie do tablicy w jednym z powyższych komentarzy ;-)
więc jako advocatus diaboli (a może nawet i nie) się odzywam
Skoro SN i ZUS mają takie zdanie o wykonywaniu utworów, to dobrze by było, aby przez jakiś czas zamiast wykonań Karajana i Toscaniniego czy tam Lennona i McCartneya (zależy co lubią) słuchali tylko wykonań orkiestry strażackiej z Pikutkowa Dolnego; z całym szacunkiem dla grających strażaków oczywiście. I niech też obiady robi im jakiś tanio opłacany kucharz.
Na stronie D4 i D5 dzisiejszego/-ej DGP, prof. Łętowska odnosi się do sprawa. Ma odmienne zdanie niż sąd.
Im dłużej o tym myślę, że sąd nie ma racji — ale możliwe, że mu strona nie podpowiedziała, że przecież chodzi o artystyczne wykonanie.