Source: https://pro-vie.pl/przepisy_prawne.php
Timestamp: 2020-08-04 11:00:23+00:00
Document Index: 114888826

Matched Legal Cases: ['Art.18', 'Art.32', 'Art.30', 'Art.31', 'Art.34', 'Art.38', 'Art.39', 'Art.41', 'Art.43', 'Art.47', 'Art.56', 'Art.72', 'Art.73', 'Art.82', 'Art.1', 'Art.2', 'Art.3', 'Art.4', 'Art.1', 'Art.73', 'Art.38', 'Art.39', 'Art.4', 'Art.39', 'Art.32', 'Art.38', 'Art.43', 'Art.47', 'Art.73', 'Art.1', 'Art.73', 'Art.1', 'Art. 39']

Szkoła bycia pro-vie: przepisy prawne
(Art.18.) „Małżeństwo jako związek kobiety i mężczyzny, rodzina, macierzyństwo i rodzicielstwo znajdują się pod ochroną i opieką Rzeczypospolitej Polskiej”;
(Art.32.) „Nikt nie może być dyskryminowany w życiu politycznym, społecznym lub gospodarczym z jakiejkolwiek przyczyny”;
(Art.30.) „Przyrodzona i niezbywalna godność człowieka stanowi źródło wolności i praw człowieka i obywatela. Jest ona nienaruszalna, a jej poszanowanie i ochrona jest obowiązkiem władz publicznych”;
(Art.31.) [1] „Wolność człowieka podlega ochronie prawnej” [2] „Każdy jest obowiązany szanować wolności i prawa innych. Nikogo nie wolno zmuszać do czynienia tego, czego mu prawo nie nakazuje”, [3] „Ograniczenia w zakresie korzystania z konstytucyjnych wolności i praw mogą być ustanawiane tylko w ustawie i tylko wtedy, gdy są konieczne w demokratycznym państwie dla jego bezpieczeństwa lub porządku publicznego, bądź dla ochrony środowiska, zdrowia i moralności publicznej, albo wolności i praw innych osób. Ograniczenia te nie mogą naruszać istoty wolności i praw”;
(Art.34.) „Obywatelstwo polskie nabywa się przez urodzenie z rodziców będących obywatelami polskimi. Inne przypadki nabycia obywatelstwa polskiego określa ustawa”;
(Art.38.) „Rzeczpospolita Polska zapewnia każdemu człowiekowi prawną ochronę życia”;
(Art.39.) „Nikt nie może być poddany torturom, ani okrutnemu, nieludzkiemu lub poniżającemu traktowaniu. Zakazuje się stosowania kar cielesnych”;
(Art.41.) [4] „Każdy pozbawiony wolności powinien być traktowany w sposób humanitarny”;
(Art.43.) „Zbrodnie wojenne i zbrodnie przeciwko ludzkości nie podlegają przedawnieniu”;
(Art.47.) „Każdy na prawo do ochrony prawnej życia prywatnego, rodzinnego, czci i dobrego imienia oraz do decydowania o swoim życiu osobistym”;
(Art.56.) [1] „Cudzoziemcy mogą korzystać z prawa azylu w Rzeczyposplitej Polskiej na zasadach określonych w ustawie”, [2] „Cudzoziemcowi, który w Rzeczyposplitej Polskiej poszukuje ochrony przed prześladowaniem może być przyznany status uchodźcy zgodnie z wiążącymi Rzeczpospolitą Polską umowamy międzynarodowymi”;
(Art.72) „Rzeczpospolita Polska zapewnia ochronę praw dziecka. Każdy ma prawo żądać od organów władzy publicznej ochrony dziecka przed przemocą, okrucieństwem, wyzyskiem i demoralizacją”;
(Art.73) „Każdemu zapewnia się wolność twórczości artystycznej, badań naukowych oraz ogłaszania ich wyników, wolność nauczania, a także wolność korzystania z dóbr kultury”;
(Art.82) „Obowiązkiem obywatela polskiego jest wierność Rzeczypospolitej Polskiej oraz troska o wspólne dobro”;
(Art.1.) Godność ludzka jest nienaruszalna. Musi być szanowana i chroniona.
(Art.2.) [1] Każdy ma prawo do życia; [2] Nikt nie może być skazany na karę śmierci ani poddany jej wykonaniu.
(Art.3.) Każdy ma prawo do poszanowania jego integralności fizycznej i psychicznej.
(Art.4.) Nikt nie może być poddany torturom ani nieludzkiemu lub poniżającemu traktowaniu.
„Matką dziecka jest kobieta, która je urodziła”,
„Można uznać ojcowstwo przed urodzeniem się dziecka już poczętego”,
„Konwencja stambulska”
(tekst konwencji jest dostępny w pliku pdf na stronie internetowej Niebieskiej Linii)
(Art.1.) [c] „«płeć społeczno-kulturowa» oznacza społecznie skonstruowane role, zachowania, działania i atrybuty, które dane społeczeństwo uznaje za odpowiednie dla kobiet lub mężczyzn”; [f] „«kobiety» oznaczają również dziewczęta poniżej osiemnastego roku życia”;
(Art.73.) „Zapisy niniejszej Konwencji nie powodują uszczerbku dla przepisów prawa wewnętrznego oraz wiążących instrumentów międzynarodowych, które są już obowiązujące lub wejdą w życie i zgodnie z którymi w odniesieniu do zapobiegania lub zwalczania przemocy wobec kobiet i przemocy domowej stosuje się lub można stosować do osób prawa bardziej korzystne”.
Napiszę też, póki pamiętam, co wydaje mi się, że warto zmienić, a także co trafia do serca dosłownie jak prawda z najlepszych encyklik:
Prawo do aborcji, choćby jeden prawny przypadek, według mnie godzi w Art.38 Konstytucji RP, co ma uzasadnienie w Kodeksie Rodzinnym i Opiekuńczym w cytowanym na tej stronie przepisie o możliwości uznania ojcowstwa przed urodzeniem dziecka już poczętego, jeśli się uczciwie uwzględni fakt, że dziecko nie jest niepełnym człowiekiem, ale człowiekiem pod szczególną ochroną (mniejszą ochronę ma nienarodzony, niż dziecko, ponieważ nie zawsze chroni go instynkt macierzyński jego matki, który może być uśpiony nawet przez całą ciążę); żeby tak uważać, wzięłam pod uwagę także kolejność jako hierarchię ważności (wcześniejszy przepis jest silniejszy od następnego);
Prawo do eutanazji według mnie nie zgadza się z zacytowanymi, i to wszystkimi czterema, przepisami Karty Praw Podstawowych UE, ponieważ nasze myślenie, czyli myślenie w europejskim dziedzictwie chrześcijańskim nie słyszy w brzmieniu tych przepisów dwuznaczności, ale zastanawianie się nad tragedią aborcji i/lub eutanazji sprawia, że staje się 'słyszalne' inne znaczenie, obce naszej kulturze, a nawet naszej chrześcijańskiej cywilizacji, chrześcijańskiej tożsamości; w zapisie 'każdy ma prawo do życia' w jednoznacznym znaczeniu słychać, że dosłownie każdy człowiek w każdej jego sytuacji zachowuje prawo do życia, więc jest w tym zapisie jednoznaczny zakaz: 'NIE WOLNO się na to życie targnąć, ani osobiście, ani z pomocą innych', ale jeśli gdzieś się pojawiają przepisy zezwalające na aborcję, czy eutanazję, na choćby jeden prawny przypadek, zaczyna być słychać (we własnych interpretacjach osób, które chcą to dobrze zrozumieć!), już nie nasze, ale obce znaczenie: „jeśli każdy ma prawo do życia, to znaczy, że każdy z życiem ludzkim może zrobić co mu się żywnie podoba, bo ma do niego prawo”, ale NA PEWNO nie może, moralnie! nie może, a nie w tym sensie, że tego się nie da zrobić, jak sobie tłumaczą niektórzy młodzi i udowadniają, że się da; prawo do eutanazji w niektórych państwach Unii Europejskiej, której i my jesteśmy członkiem (co jest wspaniałym osiągnięciem historycznym i obywatelskim) sprawia, że ludzie w miarę jak przybywa im lat żyją w coraz większym, ukrytym, lęku przed tego typu możliwością w przyszłości dla nich samych, co jest torturą psychiczną (Art.39. Konstytucji RP, Art.4. Karty Praw Podstawowych UE) i sprawia ryzyko, że ludzie (jakaś ilość, ale nie wiadomo jaka) podejmują ważne życiowe decyzje tylko w ten sposób, żeby odczuwać mniejszy lęk przed możliwością usłyszenia tej propozycji w przyszłości;
Faktycznie wykonywane zabiegi przerywania ciąży w obszarze prawnej zgody na tego typu zdarzenia najprawdopodobniej tworzą pseudorzeczywistość, która może wydawać się rzeczywistością i prowadzić do fałszywych odkryć naukowych, albo wręcz torować drogę pseudonauce; falsyfikuje nadprzyrodzony dar w życiu duchowym niektórych mistyków, który polega na tzw. słyszeniu duchowym, co jest skutkiem jednej z rzeczywistych, a nie urojonych, jak pragną niektórzy, ukrytych form przemocy, których celem może być kontrola ludzkich umysłów w celach albo totalitarnych, albo kulturowej kolonizacji, którą Jego Świątobliwość Ojciec Święty Franciszek nazwał jedną ze zbrodni przeciw ludzkości, albo w celach kolonizacji cywilizacyjnej. Ofiary tej przemocy są okultystycznie kneblowane i szantażowane: mówi się im, że mają ciężkie zaburzenia urojeniowo-depresyjne, które trzeba leczyć psychiatrycznie szpitalnie!, a o których nie wolno nikomu powiedzieć, jeśli się nie chce potem bardzo cierpieć od ludzi właśnie. Ofiary te, zaszczute makabrycznym sekretem, trafiają więc do szpitali psychiatrycznych z rozpoznaniem rzekomo ciężkiej depresji, którą rzekomo muszą leczyć, na dodatek zawsze psychoaktywną farmakologią, która często uzależnia, a potem w 'leczeniu' ambulatoryjnym (które często polega tylko i wyłącznie egzekwowaniu posłuszeństwa, tyle, że różnymi metodami), które już nie może się skończyć nigdy, ponieważ 'takich ludzi faktycznie nikt nie lubi', o czym można się dowiedzieć u bardzo drogiego psychiatry właśnie, trafiają, czy chcą czy nie, do grup osób społecznie wykluczonych, bez żadnych szans na wyjście, ponieważ psychoaktywna farmakologia podawana przez wiele lat czyni zmiany w pracy mózgu osób, którzy jego typu środki przyjmują po latach już nieodwracalne. Na przełomie lat 2002/2003 byłam przez około trzy miesiące wolontariuszem w jednym ze szpitali psychiatrycznych, jako studentka studiów podyplomowych z artterapii; widziałam na własne oczy pacjentów, którzy mieli na swoich życiowych kontach po kilkadziesiąt pobytów w tego typu szpitalu! nie tylko stamtąd wiem. W listopadzie 2001 roku wylądowałam (z przyczyn ode mnie niezależnych, kilka dni po terapii grupowej w ramach rocznego stażu osobistego rozwoju, na którym można było rozwinąć swoje zainteresowania psychoterapią jako zawodem; przez kilka dni dosłownie co kilka godzin mdlałam (urywał mi się film), myślałam, że z przemęczenia, ratowałam się, ale nie mogłam nadążyć: jadłam, żeby powtrzymać chudnięcie, łykałam magnez, wcinałam warzywa (włoszczyznę) duszone w dużej ilości masła z mąką, jadłam orzechy laskowe w czekoladzie, nerkowce, makadamia, łykałam magnez, ale nic nie pomagało, siły życiowe dalej ze mnie jakoś uchodziły, w końcu się przestraszyłam już bardzo, poprosiłam więc o pomoc i straciłam przytomność, osunęłam się w domu na schodach i tam zastał mnie lekarz rodzinny; tyle czuję się na siłach napisać o tym tu 25 lipca 2020 r.) w szpitalu psychiatrycznym właśnie, dokładnie w tym, w którym chciałam być wolontariuszem. Nikt nie wiedział co mi wtedy było (tak mi mówiono), więc rozpoznano (psycholog, psychiatra) Bożą wolę w tamtym wydarzeniu, a następnie po około tygodniu zaproponowano, że albo mogę dostać wypis, bo wszystko mi nagle przeszło, ale nikt nie wiedział co, albo mogę jeszcze zostać dłużej, a wtedy wyjdę ze 100%-tową diagnozą wykluczającą schizofrenię, ponieważ tyle czasu potrzeba, żeby to stwierdzić z całą pewnością, na co się wtedy i tam (na oddziale) zgodziłam, co sprawiło, że przebywałam w szpitalu psychiatrycznym ok. 5 tygodni. Dzięki temu wiem jak powinno wyglądać uczciwe diagnozowanie w celu wykluczenia schizofrenii: oddział zamknięty, ponieważ trzeba być w zasadzie non stop na obserwacji, na początku jeden zastrzyk Haloperidolu (środek ten działa przez ok. 4 tygodni), do tego tydzień 'osłonowy'. Uważam, że takie diagnozowanie powinno być trwale włączone w życie społeczne (więcej na ten temat). Co najmniej błędem jest wykluczanie społeczne ludzi z takim potwierdzeniem psychicznego zdrowia. Widziałam z bliska demencje, odwyki narkotykowe, schizofrenie, symulantów, opętanych, osoby z zaburzonym poczuciem tożsamości płciowej, osoby wykończone przez najbliższych z powodów majątkowych. Co mi było okazało się z całą pewnością dopiero w lutym 2013 roku, kiedy miałam nowy wstrząs anafilaktyczny po zjedzeniu orzechów laskowych w czekoladzie. W latach przełomu wieków w zasadzie nie jadłam nic innego, oprócz orzechów właśnie, a orzechy laskowe lubiłam najbardziej, alergikiem jestem od dzieciństwa. Najpierw miałam w okresie przedszkolnym skazy białkowe, potem to zupełnie przeszło, ale na kolonii w okolicach Kudowy-Zdrój w 1981 roku dostałam nieoczekiwanie koszmarny katar sienny, który potem też na lata całe minął, więc zapomniałam o tych uczuleniach, w międzyczasie być może uczulała mnie chemia stosowana w konserwacji malarstwa ściennego: toluen, ksylen, metanol, terpin, terpentyna; Art.39 pozwala mieć nadzieję na jakąkolwiek rehabilitację społeczną osób, które trafiły na fałszywą psychiatrię, czyli tę wymierzoną przeciw komuś lub czemuś, a nie leczniczą. Zektnęłam się z oboma. Ta druga jest dosłownie mordercza, zawsze okultystyczno-ezoteryczna , a swoje ofiary niszczy przez zdrady i kłamstwa, przez brak wszelkiej ludzkiej lojalności wobec poszkodowanych. Dąży zawsze do zdiagnozowania schizofrenii u swoich ofiar, ale nie robi tego wcześniej, niż znajdzie potwierdzenie, że się ofiara z tego nie wydostanie. Jak długo metodami psychiatrycznymi, psychologicznymi i psychoterapeutycznymi stwierdza, że ich ofiara ma wciąż szansę na pełny powrót do społeczeństwa, nie diagnozuje w ten sposób. Ich motywy? Różne mają motywy: kradzieże własności intelektualnej, kradzieże tożsamości i in. (najgorsze co mi przyszło kiedyś do głowy to pozyskiwanie dostępu do pracy naturalnych ludzkich mózgów w celach badań i/lub testowych wdrożeń jakiegoś rodzaju upiornych sztucznych inteligencji zbudowanych za pomocą neuropsychiatrii matematycznej, czyli za pomocą okultyzmu i ezoteryki w wysokich możliwościach techniki i cyfryzacji, co myślę, że się dzieje dosłownie w naszych czasach). Mówię o jeszcze innych zbrodniach przeciw ludzkości. Do rozpoznawania tego typu oddziaływań trzeba założyć rzeczywistość inwazyjnego, a nie bezproblemowego, oddziaływania jednego z testów psychologii klinicznej, który polega na przerzuceniu 500 kartek z pytaniami i zdaniami z odpowiedzią 'tak', 'nie' lub 'nie wiem'. Ten test jest cały czas stosowany i uznawany w środowisku psychiatrycznym, ale za chwilę może zupełnie zniknąć, ponieważ uważany jest za przestarzały. Na nowym, lub innym teście o podobnych skutkach, może nie być w ogóle przez wiele lat widać czym próbują chwytać, więc tamten byłby dobry do rozpoznawania tego typu oddziaływań. Natomiast ja uważam, że jest zawsze desktruktywny i może doprowadzić przykładowo do przedwczesnej demencji, do choroby Alzheimera, która moim zdaniem nie jest żadną chorobą, ale skutkiem ukrytych form przemocy, które oddziaływały na umysł poszkodowanego lub poszkodowanej. Uważam też, że bez mojego oddania siebie Panu Jezusowi w 2000 roku, a następnie bez złożonego 8 czerwca 2004 roku prywatnie ślubu czystości nie byłabym w stanie rozeznawać tych spraw, a najprawdopodobniej już bym dawno nie żyła, dosłownie nie żyła. Dlatego proszę spróbować wziąć pod uwagę także taką moją intuicję: uważam, że test 500-kartkowy (sama jego nazwa może być programatorem, więc ją zapomniałam i jej nie szukam) jest dla osób świeckich niebezpieczny, ale może da się badać jego oddziaływanie po odrobinie, czyli np. jeden człowiek 10 kartek z pytaniami. Jeszcze to rozeznaję. Nie wiem czy to też nie będzie inwazyjne, ale jest duża szansa, że nie, ponieważ chodzi też o konteksty. Zaburzanie ma schemat mniej więcej podobny w każdej metodzie: wprowadzenie ofiar w szok, a następnie podtrzymywanie szoku przy równoczesnym podawaniu niezgodnych z oczekiwanymi komunikaty o osobowości atakowanego człowieka: Przykładowo: samo uznanie za przypadek psychiatryczny utraty przytomności i zawiezienie do zakładu dla umysłowo chorych na oddział zamknięty = szok na 100%, następnie wszystko czego się tam doświadcza = szok na 100%, potem atakowanie osobowości intelektualisty, o którym w wywiadzie lekarskim usłyszano, że konserwator dzieł sztuki może polegać na tym, że mówi się tej osobie przykładowo tego typu teksty "ty się zawsze niecierpliwisz", "wszystko chcesz natychmiast", "jednak jesteś narwana" itd. Po tego typu atakach potrzeba nie tylko łaski nadprzyrodzonej, żeby to w ogóle przeżyć, ale też właśnie kilku lat czasu, żeby ofiara sama była w stanie racjonalnie skonstatować, że przecież nie da się skończyć jednolitych 6-letnich studiów magisterskich z konserwacji malarstwa bez cierpliwości. Po prostu to jest niemożliwe. Czy ja to intelektualnie teraz mniej więcej udowodniłam? Potem idą następne tragedie, ale już innego typu: osoba poszkodowana odnajduje autentyczną pomoc w regularnej praktyce sakramentu pokuty, ale po roku dwóch przypadkiem słyszy od jakiegoś księdza, że teraz się uważa, iż kto regularnie się spowiada, jest człowiekiem psychicznym! Kto potrafi powiedzieć tego typu tekst? Nie tylko naganiacze, także przeciwnicy spowiedzi usznej. Dostałam w nocy z 11 na 12 listopada 2001 roku silne środki uspokajające, ponieważ te, które dostałam w dzień nie podziałały i nie mogłam spać, aż się pielęgniarka za głowę złapała. Potem był obchód, potem rozmowa z psychiatrą seksuologiem, potem jeden zastrzyk Haloperidolu , co do którego psychiatra mnie poinformował, że będzie tylko jeden i wystarczy na 4 tygodnie. Podawano mi różne środki doustne, ale nie kroplówkę. W domu Perazynę na sen odstawiłam sama (dzień czy dwa po powrocie do domu), ponieważ wyglądało, że po następnej tabletce już się rano nie obudzę (miałam brać jedną tabletkę na noc właśnie), działo się coś co mogę po latach określić jako zapaść! Sulpiryd w ilościach, o których mówiono, że jest najmniejszą z możliwych dawek leczących, ale tego nie było mało, codziennie przynajmniej rano i wieczorem, ale wydaje mi się, że trzy razy dziennie. Dziennej dawki już jednak nie pamiętam, a do karty wciąż boję się zaglądać częściej niż raz na kilka lat i to na bardzo krótko. Dostałam od tego refluks, ale tym się nikt nie przejął, choć mówiłam. Do tego doszła depresja, bo musiała, więc zapisywano mi ambulatoryjnie środki przeciwdepresyjne, ale zasypiałam po nich zupełnie, w dowolnym miejscu, w jakim się znalazłam, więc brałam to krótko. Przestałam na ok. pół roku miesiączkować. Z moim zamiłowaniem od czasów oazy, czyli od liceum, do naturalnej metody poczęć, przeżyłam i to bardzo ciężko, a następnie miałam mały mlekotok, co sprawiło następny mój szok. Miałam też objawy podobne do klimakterium, a lat miałam wtedy 32. Wyjaśnienie: to, co tu napisałam (mówiąc dokładniej: fakt, że to napisałam) nie wzięło się z przemocy, ponieważ odmówiłam dziś znów (2 sierpnia 2020 r.) wszystkie 4 cz. różańca w intencji ludzi pro-life. Jakieś (w notatce) podsumowanie: W drugim tygodniu mojego pobytu w zakładzie dla obłąkanych zaproponowano mi wypis, albo pozostanie dłużej w celu stuprocentowego wykluczenia u mnie schizofrenii. Wybrałam drugą propozycję. Po ok. 5 tygodniach, z faktycznie inną diagnozą ( inne ostre i przemijające zaburzenie psychotyczne ), skierowano mnie do leczenia ambulatoryjnego mówiąc, że to jest konieczne, ponieważ "leki", które mi podano w szpitalu muszą być redukowane stopniowo, a nie nagle (wcześniej nikt mnie o tym nie uprzedził). W ambulatorium otrzymałam receptę z zaznaczeniem "przewlekle chory". Psychiatra faktycznie redukował środki psychoaktywne, aż wreszcie usłyszałam upragnione: "jeszcze jakieś trzy tygodnie, może miesiąc, i będzie można je zupełnie odstawić; proszę przyjść za miesiąc, wtedy podejmę decyzję na ten temat". Dokładnie wtedy pojechałam na autokarową pielgrzymką do San Giovanni Rotondo, a tuż przed podeszłam do spowiedzi z całego życia i otrzymałam rozgrzeszenie. Za co? Za spowiedź z mojego autopodejrzenia (które udało się intelektualnie uzasadnić w moim sumieniu podczas mojego rachunku sumienia) o być może moje wtedy uwikłanie w magiczne myślenie z powodu korzystania tzw. terapii gestalt, a także z powodu moich zainteresowań radiestezją. Środki psychotropowe odstawiłam w San Giovanni Rotondo po modlitwie przy grobie św. Ojca Pio. Było to w kwietniu 2002 r., w oktawie Wielkanocy, o ile dobrze pamiętam, we czwartek.
Art.32. i 39. Konstytucji RP; w mojej intuicji (w lipcu 2020 r.) pozwalają przykładowo opracować przepis o statusie ofiary przemocy psychicznej, który chroniłby takie ofiary przed oskarżeniem o zniesławanie przy ujawnianiu faktów, które muszą być ujawnione, żeby tego typu przemoc dało się udowodnić (nie zawsze chodzi o wskazanie sprawcy, dużo częściej o zdemaskowanie mechanizmu), którym w pewnych okolicznościach mogą się posłużyć ci, którzy tę formę przemocy zastosowali w przeszłości i/lub (być może) stosują nadal, na dodatek niekoniecznie w celu czynienia zła, ale często w dobrej wierze, czyli np. po to, żeby sfrustrować pacjenta do diagnozowania, ponieważ „tak się robi, wszyscy tak robią, a nawet dużo gorsze stosują metody”, ale pojawia się pytanie czy tego typu formy diagnozowania na pewno są humanitarne; status taki powinien się należeć każdemu człowiekowi po hospitalizacji w szpitalu psychiatrycznym, jeśli otrzymał przy wypisie diagnozę ciężkiej depresji, czyli depresji, która tak naprawdę niesie bezpośrednie zagrożenie życia. Ciężką depresję w naszych realiach cywilizacyjnych i kulturowych, czyli w cywilizacji chrześcijańskiej, kobieta może mieć po jednym badaniu HSG bez znieczulenia, a także po jednym przezpochwowym USG, ponieważ ludzie ochrzczeni mają zamiłowanie do czystości, nie do wtrzemięźliwości, ale do czystości!, więc o wydarzeniach, które na poziomie psychicznym przeżywa się jako niemożliwy do ujawnienia gwałt, nie ma mowy, żeby nie było depresji!, ponieważ knebel w tego typu sytuacjach działa jak wsteczny cug w kominie. Na szczęście wiele kobiet przeżywa je lekko i są one przemijające. Osoby nieochrzczone mogą być naturalnie mniej wrażliwe, ponieważ chrześcijanie przez chrzest właśnie są z łaski nadprzyrodzonej przysposobieni do pomagania, a do tego zawsze potrzeba więcej wrażliwości. Nie da się tej wrażliwości pozyskać przez znęcanie się nad chrześcijanami, ona jest nieprzechodliwa. Rzeczywiście potrzeba przyjąć chrzest, a potem właśnie zgodzić się, powiedzieć dosłownie wprost Panu Bogu, własnymi słowami, że chce się otrzymać taki dar. Potem potrzeba czasu i cierpliwości, nawet pewnego rodzaju wspaniałomyślności wobec Boga. Wtedy dopiero Pan daje takie nadprzyrodzone dary, np. dar umiejętności. Potrzeba badań statystycznych ilu kobietom po tego typu i podobnych badaniach rozleciało się potem małżeństwo! Inna sprawa: jeśli stalkerem jest człowiek, który nie zaprzestaje przykładowo wysyłania listów po wyraźnym żądaniu, żeby przestał, to na ile listów wolno nie odpowiedzieć, jeśli dotyczyły obiektywnie ważnych spraw, żeby to na pewno nie było przemocą psychiczną wobec wysyłającego te listy? Powinien być wprowadzony obowiązek wprowadzenia jawnej normy co do zasad korespondencji w życiu publicznych, w biznesie i w obyczajach, np. można do nas pisać, ale my nigdy odpowiadamy, albo: można do nas w jednej sprawie napisać maksymalnie dwa listy i ma Pan/Pani prawo oczekiwać jednej odpowiedzi, albo odpowiadamy na każdy otrzymany list, ale w czasie do pół roku itd. Po co wprawadzać prawnie taką normę? W celu przeciwdziałania ukrytym społecznym wykluczeniom.
Art.38. Kontytucji RP; w mojej intuicji (w lipcu 2020 r.) jest dobry, ale pod warunkiem właśnie, że jest oczywiste, iż nie wolno targnąć się na życie człowieka nienarodzonego, więc tego bym jednak nie zmieniała, ale jeszcze czekam na odpowiedź z Parlamentu Europejskiego co do interpretacji przepisu w Karcie Praw Podstawowych UE. Uważam, że istnieje ryzyko na poziomie cywilizacyjnym w usuwaniu oczywistości. Tak samo jak istnieje ryzyko na poziomie kulturowym, czy nawet narodowym w usuwaniu idiomów, obojętnie czy jawnie (przez tłumaczenia tekstów obcojęzycznych w innej, niż ta, na którą tekst jest tłumaczony, gramatyce), czy w sposób ukryty (przez diagnozowanie psychiatryczne mówienia za pomocą idiomów). Wyjaśnienie wszystkiego trzeba od czasu do czasu poddawać wątpliwościom czy aby na pewno nie tworzy to dystansu, którego właśnie ma nie się pojawiać, żeby nie doszło do dezintegracji jakiejś wartości.
Art.43. Konstytucji RP; w mojej intuicji powinien być uzupełniony o zbrodnie przeciw cywilizacji i w związku z tym mieć brzmienie: „Zbrodnie wojenne, zbrodnie przeciw cywilizacji i zbrodnie przeciwko ludzkości nie podlegają przedawnieniu”; problem najgłębszy dotyczy tego, a w ramach tego jeszcze czegoś innego: potrzeba wyjaśnień i zapewnień jak Kościół rozumie człowieka, ponieważ niemało jest ludzi poranionych wiarą w predestynację, która dzieli ludzi na ludzi i wszystkich innych. Ogromny ten problem kryje ogromne pokłady ukrytych form przemocy wraz z przemocą na temat zbawienia! Kto się leczył psychiatrycznie, choćby prywatnie, jeśli trafi na wierzących w predestynację, będzie dosłownie zdeptany wmawianiem mu, że nie ma prawa do zbawienia, ponieważ pojęcie 'wszystkich ludzi' jego nie dotyczy! Jak mają obronić tacy ludzie własne prawo do życia (naturalnego i nadprzyrodzonego)? Przecież gdzie zalegalizowano eutanazję, oni właśnie są nią mordowani! Przecież człowiek, który leczy się psychiatrycznie jest pełnowartościowym człowiekiem, a nie suchym drzewem na 'fajne' huby najcięższych grzechów przeciw Duchowi Świętemu. Dlatego wiedza ezoteryczna jest krytycznie niebezpieczna i nie wolno z niej korzystać!, a Kościół naucza jawnie, żeby nie można było komuś powiedzieć, że tylko oficjalnie jest tak, ale w 'rzeczywistości' właśnie inaczej. Dlatego książki religijne w religii katolickiej powinny mieć imprimatur!, ponieważ dopiero takie urzędowe poświadczenie Kościoła zabezpiecza przed tego typu ukrytą zasadzką. Z tego samego powodu potrzeba edukacji i to dosłownie religijnej, żeby na wypadek, gdy przyszła jednak tego typu makabryczna pokusa, odważnie i całkowicie ją odrzucić.
W Art.47. Konstytucji RP zmieniłabym zapis 'czci', na 'afirmacji', ponieważ aktualny zapis w cywilizacji chrześcijańskiej jest za trudny do zrozumienia dla każdego, gdyż oznacza, że każdy może starać się o własną świętość (wzorem takiego starania jest bł. Sancja Szymkowiak), ale przecież w rzeczywistości nie dotyczy każdego beatyfikacja czy kanonizacja (nie czcimy siebie nawzajem i bez wyjątku, ale obdarzamy się nawzajem serdecznością, godnością [np. godnością bohaterów], szacunkiem, poważaniem, domniemaniem niewinności, prawem do niechcąco popełnianych błędów itd.). Pojęcie 'afirmacji' jest prostsze, nie zawiera tego ryzyka, a do tego mieści się także w nauczaniu św. Tomasza z Akwinu, (także, jeśli dobrze zapamiętałam, w filozofii śp. O. M. Krąpca OP) niczego nie ujmując z możliwości rozpoczynania nowych procesów beatyfikacyjnych i kanonizacyjnych. Chrześcijanin (osoba, która przyjęła chrzest, a potem następne sakramenty, osoba praktykująca), jeśli chce, dąży do świętości (ukrytej, jawnej), a każdy inny, jeśli chce, dąży do tego, żeby być czyimś bohaterem.
Dwa zacytowane Artykuły Kodeksu Rodzinnego i Opiekuńczego: w mojej intuicji zapis „Matką dziecka jest kobieta, która je urodziła” jest bardzo dobry, ponieważ wtedy przerwanie ciąży lub zabójstwo poczętego człowieka przed jego narodzinami mieści się w ludobójstwie, a nie w dzieciobójstwie, czyli jest odrobinę mniejszą tragedią ludzkości, poza tym uwzględnia ludzką naturę (instynt macierzyński często budzi się w kobiecie dopiero po usłyszeniu płaczu jej własnego dziecka, albo nawet dopiero po podaniu jej maleństwu z jej piersi tzw. siary), ale wtedy nie ma merytorycznej spójności z artykułem następnym, w którym jest mowa o tym, że przed urodzeniem nienarodzony jest już nie tylko dzieckiem, ale też człowiekiem (jeśli jest dzieckiem, jest też człowiekiem, ponieważ dzieckiem człowiek jest na jakimś odcinku życia, a człowiekiem jest także każde dziecko);
W „Konwencji stambulskiej” wystarczy tylko zmienić kolejność paragrafów, żeby nie była problemowa dla nikogo. Jeśli Art.73 znajdzie się na samym początku, będzie dobrze widoczne i oczywiste, że jest to dokument, który nie zagraża różnym światopoglądom oraz różnym kulturom, że sam dokument stara się je zrozumieć, a kobietom (zwłaszcza mniej wykształconym) pozwala pojąć (lub sprawdzić, czy dobrze oceniły siebie jako osoby poszkodowane) w ogóle okrucieństwo przemocy, jeśli jej doświadczyły. Rzadko, jeśli ktoś nie doświadczył przemocy we własnym życiu, sięga po tego typu dokument. W tym sensie uważam, że dobrze by było nie wypowiadać tej konwencji, ale postulować właśnie zmianę kolejności jednego z jej przepisów. Kobiety po doświadczeniu przemocy lub w czasie jej trwania, żeby się z niej ratować, bywa że potrzebują pomocy na poziomie intelektualnym, ponieważ to je uspokaja, jest czymś w rodzaju pierwszej pomocy. Naturą przemocy (każdej, a nie tylko wobec kobiet) jest atakowanie zdolności do myślenia, więc jej ofiarom mogą się pojawiać przez jakiś czas splątania myśli, wrażenie pustki w głowie, brak logiki, która by wyjaśniała co się stało lub dzieje, np. kobieta, która była bita może mieć problem z uznaniem alkoholika za sprawcę przemocy na niej, a który bije i żonę, i dzieci, ponieważ alkoholizm jest rzeczywiście ciężką chorobą, a on wciąż przeprasza i obiecuje poprawę, i faktycznie na krótko się zmienia. Ona mu więc ciągle przebacza, a za jakiś czas znów obrywa, tyle że o jedno uderzenie mniej, a dzieci już nie pasem, ale krzykiem i przekleństwami, czyli jest wyraźna poprawa, więc nie wie czy wolno jej odejść i uznać się za ofiarę przemocy, jeśli to nie jest dosłownie rozpisane na różne przypadki, w których ma szansę się gdzieś odnaleźć, żeby podołać jej własnej prośbie o pomoc. Tak naprawdę dokument ten widzi tylko maleńki wycinek rzeczywistości przemocy, nawet tylko wobec kobiet, ponieważ chyba (nie mam czasu przeczytać, tego jest bardzo dużo) nie daje możliwości zrozumienia zjawiska przemocy w zależności od przynależności kulturowej (trzeba mieć dobrze poukładane rozumienie własnej przynależności kulturowej, żeby widzieć, że bierze pod uwagę różne kultury), zjawiska przemocy wobec kobiet w pracy, przemocy środowiskowej, wreszcie przemocy w przestrzeni publicznej, a także ze względu na wiek, ze względu na płeć (naturalną), ze względu na wysoką jakość moralności osobistej (np. ze zwględu na skromność ubioru), ze względu na wartości intelektualne, ze względu na urodę, ze względu na stan życia, wreszcie także ze względu na światopogląd, wyznanie, czasem ze względu na chorobę, ze względu na prawdę, ukrytych form przemocy (zajęłam się tym właśnie tematem; na zdjęciu widać mnie w mojej uznanej przeze mnie formie nie w, ale z 2003; wtedy już byłam grubasem, a nigdy nie byłam anorektyczką, chodzi o przemoc dosłownie Freudem (nakarmienie mnie zupą na mięsie, choć mówiłam, że jestem wegetarianką [w listopadzie 2001], było inną przemocą, ale na upartego da się to zrozumieć, jednak trzymanie mnie na sali z kobietą w jaskrawoczerwonym szlafroku, która dzień i noc bardzo głośno przeklinała, a przeklinając i wygrażając pięścią podchodziła do mnie na sali w zakładzie dla obłąkanych, czego ja w końcu nie wytrzymałam, więc wyszłam z płaczem z sali, ale złapały mnie dwie pielęgniarki i zaprowadziły z powrotem, po czym dostałam kolejną porcję środka na uspokojenie było przemocą; po kolejnej zupie z mięsem, na jakiś następny obiad zemdlałam i usunęłam się na podłogę na korytarzu, ale psycholog powiedziała, że to się zdarza, więc też tylko dwie pielęgniarki zaprowadziły mnie na moją salę; raz widziałam jak pielęgniarze dosłownie wrzucili przez drzwi na korytarz oddziału zamkniętego człowieka, z taką siłą, że długą chwilę leżał na podłodze, zanim się pozbierał, może uciekł); to jak wyglądam teraz jest skutkiem właśnie różnego typu ukrytych form przemocy i moich walk o ich przezwyciężenie; chodzi m. in. o ataki podprogowe [wczoraj, tj 30 lipca 2020 r., w mojej windzie, bardzo czystej, ponieważ jest często sprzątana, w budynku o podwyższonym standardzie, na ogromnej wielkości bardzo czystym lustrze zobaczyłam roztartą krew, plamę ponad centymetrową; policja nie przyjęła tego mojego zgłoszenia o możliwości przemocy psychicznej, ale zachęciła mnie, żeby jej zgłaszać, jeśli znów się zdarzy coś w tym stylu]) itd., a potrzeba nieraz lat, wielu lat, bo czasem przemocy było tyle, że nie da się o niej powiedzieć, żeby serce wytrzymało; milczenie po ciężkiej przemocy, złaszcza psychicznej, którą z przeproszeniem 'z mety' się ośmiesza i odrzuca, i jeszcze się jej z reguły nie wierzy, często ochrania serce]), poprawić, a następnie co jakiś czas dobrze by było do niego wracać i znów go poprawiać. Tego typu dokument powinien być żywy, czyli w drodze. Żeby rzeczywiście zacząć wydostawać osoby poszkodowane z jakiegoś rodzaju przemocy, najpierw trzeba te przemoce nazwać, a potem podzielić na uznane i nieuznane, i ten podział powinien być w jego naturze podziałem dynamicznym. Od tego bym zaczęła. Jesteśmy w Polsce wszyscy znowu odrobinę słabsi, ponieważ lokalnie pojawiły się zgody prawne na in vitro , co sprawia taki skutek, jak widać na moim przydładzie: wyjaśnienie i opublikowanie w internecie rysunków (są dostępne na tej witrynie, linki można znaleźć w nawigacji) dlaczego nie należy popierać tej metody zachodzenia w ciążę, sprawiło, że musiałam osobiście podjąć działania blokujące ukryte formy przemocy, które rzeczywiście znalazły się w obszarze mojej uwagi: na stronie internetowej Niebieskiej Linii znalazłam treść „Konwencji stambulskiej”, a na policji byłam osobiście, ponieważ odczułam bardzo silny lęk po zobaczeniu tej plamy na lustrze, a nie byłam w stanie sobie poradzić z racjonalnym wytłumaczeniem nieprzemocowym tego co zobaczyłam; moja przeszłość zadziałała właśnie jako bloker pracy intelektualnej na ten dokładnie temat, który mnie przestraszył. Policja pomogła mi przez dostarczenie wyjaśnienia, które mnie przekonało, co z kolei dało mi tyle wzmocnienia, że zdołałam aż tyle powiedzieć o mojej przeszłości, ile można przeczytać w tym akapicie; bez moich obaw, że ujawniam niedobrowolnie. Więcej tropów do rozpoznawania różnych form przemocy można znaleźć na trzech moich stronach z moimi przeciwami sprzed kilku (4-7) lat, do których wróciłam w zeszłym tygodniu: sprzeciw przemocy, sprzeciw wykluczeniom, sprzeciw manipulacjom.
Art.1.; treść „Konwencji stambulskiej” na moje pierwsze wrażenie raczej nie jest problemowa, ponieważ w Art.73. jest przedstawiony porządek i zakres jej obowiązywania, który gwarantuje wolność wyboru takiego rozwiązania problemu przemocy, które jest większym dobrem. Wygląda więc, że nie ma powodu jej wypowiadać. Jednak jest jedno ale: potrzeba wnikliwej oceny czy treść Art.1. nie jest sama w sobie deprawująca dla nas, katolików właśnie. Zatrzeżenia moje dotyczą na ile ta konwencja nie zawiera jakiś ukrytych form dyskryminacji chrześcijan, których moralność wysoko ceni czystość i dziewictwo, jako wartość moralną, specyficznie chrześcijańską! W naszej, polskiej kulturze, powiedzieć prawnie, że dziewczyna przed otrzymaniem dowodu osobistego jest kobietą, naprawdę nie brzmi bezpiecznie i samo w sobie zawiera niemały akcent przemocy psychicznej, ale da się do tego podejść łagodnie i można uznać, że to jest pojęcie prawne skonstruowane na potrzeby tego dokumentu, którego założenia są słuszne, ponieważ chronić człowieka, więc także kobiety, przed przemocą jest słuszne. Jeśli natomiast miałabym coś powiedzieć o „płci społeczno-kulturowej”, nie widzę tego nawet w zakresach wolnościowych, jeśli to jest tym, co zdołałam się dowiedzieć w rozmowach (nie wiem wiele więcej na ten temat, ponieważ jestem zbyt zawalona różnymi obowiązkami), a dowiedziałam się tyle, że w imię wolności robi się dzieciom, i to ponoć w wieku przedszkolnym, mętlik w głowie na temat ich płci w kontekście jakiejś szokującej możliwości zdecydowania o zachowaniu lub zmianie tego co otrzymały w naturze i to także w wieku dziecięcym! (podobno dzieci, tyle że starsze, niż przedszkolne, mają podejmować decyzję czy zachowują swoją naturę, czy zgadzają się na operacją zmiany płci), co już samo w sobie jest poważną przemocą wobec dzieci, i to na tle seksualnym!, ponieważ dziecko nic nie powinno o tych tematach wiedzieć i to jak najdłużej! (albo powinno samo się dowiadywać, pytać, w miarę jak się uczy świata, a wiedza, którą otrzymuje dodatkowo powinna dotyczyć sposobów obrony przed niebezpieczeństwami na ten temat), ponieważ jeśli wie za wcześnie, oznacza to zawsze!, że dokonała się na tym dziecku właśnie, niezmiernie uświadomionym, jakaś przemoc na tle seksualnym!, więc powinno sobie na te tematy zwyczajnie spać, a dorośli powinni ten sen dziecka na te tematy ostrożnie ochraniać! Przynajmniej do 9-12 roku życia! Ludzka natura budzi się sama, a wtedy trzeba ją formować, najpierw do czystości i wolności, a dopiero potem do poważnych związków (temat dla wszystkich jak nic co najmniej do 21 roku życia, ale tak naprawdę do 30-tki). Aż tyle lat (do 9-12 roku życia) jest niezbędnym minimum (potem dzieci wyrastają i stają się chłopakami i dziewczynami, na pewno na co najmniej kilka lat). Jeśli więc w tym jest ta dziwna jakość, to nie ma co się przejmować tą konwencją. W naszej, polskiej i katolickiej kulturze raczej norma kulturowa dla dziewcząt jest taka: 'Jak masz już dowód, faktycznie możesz już próbować być kobietą. Twoja wolność, twoje życie, twoje decyzje. Pamiętaj, że jak zajdziesz za wcześnie w ciążę, nie uda ci się zrealizować Twoich wielu młodzieżowych marzeń, a aborcji popełnić na pewno nie wolno, więc jeśli mogę ci coś doradzić, jak ci będzie za trudno, zapisz się do Ruchu Czystych Serc'. Warto pamiętać, że wyższym standardem podmiotowych relacji jest proponowanie zmian, następnie ich negocjowanie, a nie odrzucanie całości czyjejś propozycji, ale bywa i tak, że czasem trzeba nawet coś odrzucić, żeby ochronić jakieś jeszcze ważniejsze wartości. Chciałam też zwrócić uwagę na jeszcze inny problem: ukryta przemoc środowiskowa, która może polegać np. na tym, że na coś co na pewno jest przemocą nie wypada się nie zgodzić z powodu groźby środowiskowego wykluczenia! Inną jeszcze sprawą jest fakt, że kobiety czasem nie umieją się szanować, a nawet bywa, że w ogóle nie wiedzą, że mają się szanować, a w rzeczywistości nie tylko mają się szanować, ale muszą, ponieważ tego wymaga ludzka natura, której częścią jest różna kondycja psychofizyczna, raz lepsza, a innym razem gorsza. Tak, w poważnych związkach może się pojawić taki etap, że trzeba powiedzieć co obraża oraz co obraża lekko, a co obraża tak bardzo, że jeśli to się zdarzy, na pewno dojdzie do rozwodu. Odmawianie współżycia w dni płodne kobiety w sytuacji, kiedy chodzi o staranie się o dziecko, ponieważ jednak pojawiły się rzeczywiste problemy, ale nie bezpłodność, też jest domową PRZEMOCĄ! I to niezależnie od płci tak naprawdę, jeśli mowa o związku małżeńskim normalnym, czyli otwartym na przyjęcie nowego poczętego ludzkiego życia. Czymś innym jest "nie mogę", a czymś innym "jednak nie chcę". Nie tylko więc gwałt, czy bicie, czy groźba, czy inne formy zastraszania, np. groźba niewerbalna. Przeklinanie zawsze, czyli nie tylko przy kobiecie, jest przemocą! Na pewno trzeba chronić przed domową przemocą także mężczyzn. Reklamy, których nie da się wyłączyć, ponieważ zaraz znów się włączają, też są przemocą, tyle że wymierzoną w ludzki umysł. Wynajmowanie mieszkań na wynajem pracowniczy w budynkach o podwyższonym standardzie, w którym chronią się kobiety samotnie wychowujące dzieci, ponieważ łatwo wymyślić, że w podwyższonym standardzie powinno być bezpieczniej, także jest jedną z ukrytych i dość perfidnych form przemocy. I billboardy przedstawiające zamordowane aborcją życie ludzkie. Pointa: Tak naprawdę Art. 39 Konstytucji RP zawiera wszystko co trzeba w sprawie ochrony przed przemocą, i to każdą.
Problemem w tej Konwencji jest też według mnie zapis, który również na pierwsze wrażenie wydaje się być bez zarzutu, a który mówi o tym, że nie wolno wykonać aborcji kobiecie, które nie zdaje sobie sprawy z prawdy o tym czynie. To jest problemem dlatego, że po pierwsze dla kobiety każdej, a nie tylko młodej (przed 21-szym rokiem życia, a także dla dziewczyny), może to być szok, ta okrutna prawda, który to szok dotyka jej specyficznej natury, związanej właśnie z jej płcią i naturalnie będącą dla życia na tak (dziewczyny w naturalny, ale faktycznie słabo uświadomiony sposób, najczęściej martwią trzema rzeczami: 1. że nie znajdą chłopaka, 2. że są brzydkie, 3. że nie mają uczuć macierzyńskich do wszystkich dzieci świata). W tym sensie, że samo poznanie tej prawdy jest zadaniem rany, która musi się potem jakiś czas goić. Raczej byłabym za rozróżnieniem prawnym pojęć 'przerywania ciąży' i 'aborcji' i to w następujący sposób: 'przerywanie i/lub przerwanie ciąży' – metody i/lub skutek wymierzone przeciw poczętemu nienarodzonemu życiu ludzkiemu od chwili poczęcia, a 'aborcja' – metody wymierzone w pełni świadomie i dobrowolnie, w celu zamordowania nienarodzonego, z zaistniałym trwale skutkiem, przeciw poczętemu nienarodzonemu życiu ludzkiemu od chwili jego poczęcia do jego narodzenia. Do tego dodałabym prawo lub nawet obowiązek uznania za niepoczytalność przerywanie ciąży w wieku do 18-go roku życia, a za poczytalność udowodnioną! i do tego wykluczenie schizofrenii podjęcie starań kobiety bardzo młodej, czyli właśnie dziewczyny, o donoszenie niechcianej ciąży i urodzenie dziecka, obojętne czy do adopcji czy ze względu na własne macierzyństwo. I wtedy trzeba tworzyć różne metody wsparcia dla za młodych matek. Mamy bardzo dużo przepisów prawnych, więc następne i następne są dla nas przeciążające, potrzebujemy się odciążać z przepisów, czyli doprecyzowywać znaczenie.
Dodatkowo: gdyby ktoś życzył sobie poznać moją definicję cywilizacji, udostępniam link do mojego E-pakietu autorskiego.
To jest dobra wiadomość w 'nocy ciemnej': na dzień dzisiejszy można zauważyć, że mamy najprawdopodobniej więcej wolności, niż Szwajcaria. Tyle mamy czasu, żeby zdążyć przed narodową ekskomuniką latae sententiae , ile nie zdajemy sobie z tego sprawy, ile spontanicznie stajemy się ludźmi bez wątpienia na korzyść ludzkiego życia i ludzkiej godności, i jeszcze to: ile dyskryminowani jesteśmy z zewnątrz, np. przez antypolonizm, ale to zagraża naszej wolności, ponieważ nas poniża.
Wyjaśnienie tempa tworzenia tej i innych moich witryn internetowych: nic nie mogę przyspieszyć nie tylko dlatego, że muszę podołać też innym obowiązkom i innej pracy w firmie, ale także dlatego, że w większym stresie mam większe kłopoty z pamięcią i muszę natychmiast ją ćwiczyć, żeby mi się znów nie pogorszyła, jak również dlatego, że z powodu różnych przeszłych życiowych doświadczeń (traumatycznych) znalazłam się w takiej przestrzeni zdarzeń, w której przyspieszenie oznacza dla mnie trącanie czegoś i nowe kłopoty, np. przed chwilą (dziś mamy 30 lipca 2020 r.) znów chciałam przyspieszyć i trąciłam niechcący filiżankę z kawą. O tyle u mnie się poprawiło, że dotąd prawie zawsze, jeśli coś niechcący trącałam, to się rozbijało lub przewracało, a teraz się trzyma, czyli tylko mi podnosi poziom stresu. Mam kawę dalej!