Source: http://wiadomosci.xp.pl/kompromitacja-w-strasburgu-kolejna-zlekcewazona-skarga/td1tk7y?commentAdd
Timestamp: 2019-08-20 01:18:19+00:00
Document Index: 8019383

Matched Legal Cases: ['art. 6', 'art. 47', 'art. 47', 'art. 33', 'art. 22', 'in dubio', 'art. 31', 'art. 7', 'art. 8', 'art. 8', 'art. 439', 'art. 354', 'art. 439']

Jak widać na powyższych skanach Trybunał uznał skargę za wymagającą uzupełnienia, przy czym pismo w tej sprawie datował na równo 2 dni po upływie półrocznego terminu na wniesienie skargi (można tu od razu odnotować, że metoda transformowania daty, czasu, pozycji w pewnej sekwencji itd. polegająca na dodawaniu dwójki ma – jak łatwo zaprezentować – bardzo długą tradycję w domniemanej grupie wpływów najprawdopodobniej Watykanu w polityce, patrz wpis na forum bloga Niżyńskiego na temat różnych powiązanych z telewizją, "podsłuchem telewizyjnym" itp. przekrętów, przy których to stosowano).
"To błędna decyzja"
Komentuje Piotr Niżyński, autor skargi:
– Zarzucałem, że nie umożliwiono mi przesłuchania świadków oskarżenia, co jest moim prawem z art. 6 ust. 3 lit. d Konwencji o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności.
– Trybunał w odpowiedzi powołał się na naruszenie art. 47 swego Regulaminu, przy czym przede wszystkim zbadania wymaga, czy ten regulamin w jakikolwiek sposób jest częścią Konwencji o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności i z niej wynika, bo inaczej nie miałby znaczenia, a następnie też: na ile i przy jakich okazjach jest on wg tej Konwencji stosowany. Już chociażby z takiego pobieżnego rzutu oka na treść tego fundamentalnego aktu prawnego, określającego od strony obiektywnych zasad to, które skargi wygrywają, a które przegrywają, widać, że przede wszystkim sama Konwencja nie daje żadnej podstawy do odmówienia zajmowania się skargą, którą przysłano przed upływem pół roku od ostatecznego orzeczenia, która nie jest na pewno niesłuszna lub dotycząca znikomej zaledwie straty, tylko dlatego, że nie załączono do niej uzasadnienia sądowego orzeczenia z I instancji, w sytuacji, gdy oczywiście tym zaskarżanym orzeczeniem i tak jest to ostateczne, czyli z II instancji. Konwencja po prostu nie daje podstaw, by się taką sprawą nie zająć, nie zainteresować, więc co to za standard mimo to i nielegalnie działać w ten sposób. Oczywiste jest też, że zaskarżone orzeczenie to postanowienie sądu II instancji, a nie tylko to z I instancji, choć sprawę zidentyfikowałem ogólnie jako sprawę karną po jej pierwszym numerze. Żadne inne postanowienie zresztą przedmiotem mojej skargi być nie mogło, z uwagi na półroczny termin, gdyż postanowienie sądu II instancji zapadło 9 stycznia br., co nawet zakreśliłem flamastrem na skardze, jak widać na filmie wideo. W dodatku nawet, gdyby Trybunał uznał, że formalnie rzecz biorąc sprzeciwiam się obu postanowieniom, to przecież tylko w zakresie, w jakim skarga dotyczy postanowienia sądu I instancji, mogłaby ona być ewentualnie uznana za nie wniesioną skutecznie, natomiast w pozostałym zakresie, czyli w sprawie naruszenia prawa człowieka przez sąd II instancji, powinna być rozpatrywana. Tak dyktuje sumienie i obowiązek podyktowany tym, że się jest nadzorcą poszanowania praw człowieka na skalę całej Europy. Upór zaś, by tę moją skargę zlekceważyć, powinien zadziwić każdego sceptyka i dać mu do myślenia, jakież to względy decydują w tym europejskim Trybunale i czy on się aby na pewno utożsamia ze swą misją pomagania każdemu człowiekowi. Nic też w tekście Konwencji nie nakazuje, by zawsze w każdym przypadku – bez względu na charakter dokumentów, których jakoby sędziemu jakiemuś brakuje – za moment wniesienia skargi uznawać arbitralnie wyznaczany moment, w którym "wszystko zostało już ostatecznie uzupełnione, aż do pewnego pułapu ilości złożonych danych".
– Z tekstu Konwencji w żaden sposób nie wynika, że jeśli strona nie załączy uzasadnienia postanowienia sądu I instancji, to wniesiona przez nią skarga jest bezskuteczna i dopiero przy okazji późniejszego uzupełnienia moment tego uzupełnienia uznaje się za moment wniesienia skargi. Jest to teoria absurdalna zwłaszcza w sytuacji, gdy to uzasadnienie nie ma żadnego znaczenia dla sprawy, jako że problem właściwy, tj. problem z orzeczeniem z II instancji, z natury rzeczy wyniknął dopiero później i jako że dotyczy on tylko sprawy formalnej, czyli reakcji sądu na pisemne wielokrotne żądania, by zorganizowano rozprawę z przesłuchaniem świadków, a nie zapatrywań sądu I czy II instancji co do meritum sporu, czyli np. co do istnienia choroby psychicznej lub sprawstwa zarzucanego czynu lub potrzeby odebrania prawa jazdy. Z uwagi na temat sprawy nie miało to uzasadnienie jednego z dawniejszych dokumentów prawnych żadnego większego znaczenia, natomiast podstawą sporu była przede wszystkim informacja o przebiegu posiedzenia sądu I instancji, czyli protokół, ponadto moje pisma i ponadto treść postanowienia sądu II instancji wraz z uzasadnieniem. Również i ten sąd bowiem naruszył moje prawo człowieka do przesłuchiwania świadków oskarżenia.
– Postulowanie, że konieczne było załączenie uzasadnienia postanowienia sądu I instancji – a nie: że po prostu Trybunał w Strasburgu sobie po nie sięgnie w późniejszym terminie, pozyskując je czy to ode mnie, czy to od Polski wraz z aktami, tymczasem zaś uznając skargę za wniesioną w terminie – nie ma żadnego oparcia w prawie. Nic w prawie akurat takiej konieczności nie stwierdza ani też nie można było jej wywieść celowościowo z natury sprawy. Oczywiście zaś lansowanie, potencjalnie coraz to kolejnych i dalej idących, urojonych warunków formalnych nakładanych na wnoszone pisma, by w ogóle się nimi zajęto, nie przystoi tak ważnej centralnej instytucji sądowniczej jak Europejski Trybunał Praw Człowieka.
– Trybunał rutynowo przyjmuje słuszne merytorycznie i terminowo wnoszone skargi do rozpoznania, po czym zwraca się do państwa o akta celem jeszcze lepszego zaznajomienia się ze szczegółami sprawy. Nie ma merytorycznego wytłumaczenia, dlaczego by tak nie zrobić w moim przypadku, ale w stosunku do mnie czy moich spółek wybiera się zawsze inne rozwiązanie – wskazuje Piotr Niżyński.
– Ponadto również ów art. 47 Regulaminu Trybunału (którego numer nawiasem mówiąc dobrano chyba z myślą o prawie do prywatności w Polsce, gdyż w polskiej Konstytucji ono ma numer artykułu 47, a zatem wygląda to na jakiś spisek), nawet ów przywołany przepis nie przewiduje żadnej podstawy, by skargi takiej, jak ta nadesłana przeze mnie do Trybunału, nie przekazać do rozpoznania. Stwierdza on, w ust. 3.1 lit. a, że formularz zgłoszenia powinien być podpisany przez skarżącego i powinien zawierać kopie dokumentów dotyczących decyzji lub kroków prawnych, na które strona się skarży, sądowych czy jakichkolwiek innych. Ponadto w lit. b podaje jest jeszcze, że trzeba udowodnić dokumentami wyczerpanie krajowych standardowych środków zaskarżenia oraz zmieszczenie się w czasie 6 miesięcy od orzeczenia. Tutaj jednak mógł mieć co najwyżej zastosowanie ten pierwszy punkt oznaczony lit. a, jako że, jak pokazuje nagranie wideo prezentujące wysyłanie tej skargi oraz pełna jej dokumentacja, którą dostarczam, oczywiście zamieściłem te podstawowe dokumenty dot. istnienia zażalenia oraz daty, w jakiej zostało rozpatrzone, a mianowicie: postanowienie sądu II instancji wraz z uzasadnieniem. Postanowienie oczywiście ma datę, personalia sędziego, rozstrzygnięcie, uzasadnienie itd. Natomiast wymóg z pktu a, by dołączyć kopie dokumentów dotyczących decyzji lub kroków prawnych, na które strona się skarży, został spełniony. Nie jest przecież prawną, że "nie załączyłem dokumentów dotyczących decyzji lub kroków prawnych, na które się skarżyłem". Wyraźnie widać z listy załączników, że wysłałem protokół posiedzenia I instancji, na którym wydano orzeczenie z I instancji, oraz postanowienie sądu II instancji z uzasadnieniem, a także mnóstwo innych dokumentów z akt pokazujących moje starania oraz działania prokuratury czy sądu, w tym także ich przewlekłość. Niezałączenie uzasadnienia postanowienia sądu I instancji przecież nie oznacza, że w ogólności "nie załączyłem dokumentów dotyczących decyzji lub kroków prawnych, na które się skarżę", bo jakieś przecież są.
– Twierdzenia te dodatkowo mają to poparcie w faktach, że językiem urzędowym Trybunału jest m. in. język angielski i jego regulamin po angielsku, dostępny w Internecie na https://www.echr.coe.int/Documents/Rules_Court_ENG.pdf, każdy może przeczytać i w punkcie 47 ust. 3.1 lit. a tego regulaminu zastosowano rodzajnik nieokreślony (zerowy) dla liczby mnogiej w sformułowaniu "copies of documents". Oznacza to, że chodzi o jakieś dokumenty. W bardziej rozwlekłym tłumaczeniu na polski powiedziano by więc, że "skardze muszą asystować kopie jakichś dokumentów dotyczących decyzji lub kroków prawnych, na które strona się skarży". Tego punktu więc nie naruszono, nie ma sytuacji, że do skargi nie dołączono kopii żadnych dokumentów dotyczących decyzji lub kroków prawnych, na które się skarżyłem, więc jest ona formalnie wybrakowana. Powtórzę też, że część mego upominania się o rozprawę i o przysługujące mi przesłuchania w sądzie i tak miała miejsce już po postanowieniu sądu I instancji.
Postać skargi zaprezentowana jest na stronie internetowej http://forum.nielegalnie.pl/viewtopic.php?f=11&t=7380&p=9417#p9417. Tamże można też znaleźć m. in. link do nagrania wideo wykonanego telefonem komórkowym (w formacie MP4 – wymagany jest odpowiedni kodek, np. K-Lite Codec Pack), które pokazuje, jaką skargę wysłano (w partnerskim punkcie obsługi firmy kurierskiej DHL) i z jaką objętością załączników, i że zawierały one też to ostateczne postanowienie z sądu II instancji, czyli Sądu Okręgowego w Warszawie (dokument taki ma mianowicie tytuł POSTANOWIENIE, w odróżnieniu od tego z I instancji, którym był w tym przypadku tylko PROTOKÓŁ posiedzenia, obejmujący też wydanie postanowienia przez sąd).
Ponadto Piotr Niżyński zarzuca Trybunałowi jeszcze drugi błąd:
– Napisano, że nie można wysyłać żadnych e-maili ani dzwonić w sprawie tej skargi, i że będzie to lekceważone, a tymczasem zgodnie z art. 33(1) regulaminu Trybunału wszelkie dokumenty złożone w Trybunale są publicznie dostępne i będą udostępniane. Również decyzje i wyroki Trybunału podlegają publicznemu udostępnianiu, co zawiera w sobie w takim razie oczywiście też mniejsze prawo: by chociaż wiedzieć, kto wydał daną decyzję. W obliczu takich obowiązków, jakie sam na siebie nałożył Trybunał, niesprawiedliwe jest dyskryminowanie akurat mojej sprawy i barykadowanie się z góry przed wszelkim kontaktem przy pomocy zastrzeżenia, iż będzie on lekceważony. Jest to po prostu wbrew prawu, bo mam i czytelnicy portalu xp.pl mają prawo do informacji, np. o tym, kto tak zadecydował, a sposobem skorzystania z niego jest właśnie skontaktowanie się z Trybunałem. A zatem jest to drugi błąd w przysłanej przezeń odpowiedzi – wskazuje Piotr Niżyński.
Skąd taka wrogość wobec Niżyńskiego w Europejskim Trybunale Praw Człowieka?
Prawdopodobnie przyczyny są takie, jak w każdym innym sądzie, ale trzeba tu mieć na uwadze także specyfikę tego konkretnego Trybunału. Im wyższy szczebel judykatury, tym większe formalne związanie jej z rządami poszczególnych państw. Widać to w Trybunale Konstytucyjnym (którego skład formalnie rzecz biorąc wybiera Sejm, ale można przypuszczać, że uczestniczy w tym przede wszystkim premier), widać to też, zupełnie analogicznie, w Europejskim Trybunale Praw Człowieka. Zgodnie z art. 22 Konwencji o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności sędziów do Trybunału w Strasburgu wybierają uprawnione organy państw-stron, czyli rządy (czyli w praktyce w Polsce jest to kompetencja premiera lub jego podwładnego) poprzez przedstawienie 3 kandydatów, spośród których musi wybierać Zgromadzenie Parlamentarne Rady Europy. W wielu czy nawet wszystkich krajach nie istnieje nawet prawo szczegółowo regulujące, jak i w jakim trybie odbywa się typowanie tych 3 kandydatów, wśród których znajdzie się wybrany do składu Trybunału sędzia. Podobna sytuacja dotyczy też np. trybunałów konstytucyjnych. W efekcie jak najbardziej możliwe jest istnienie nadużyć polegających na kierowaniu do Trybunału osób np. zamieszanych w przestępstwa podsłuchowe i kryminalny układ podatkowy z państwem.
Polskim sędzią Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu jest kojarzący się z Karolem Wojtyłą, czyli Janem Pawłem II, prof. K. Wojtyczek (można podejrzewać, że z uwagi na nazwisko przygotowano mu specjalną ścieżkę kariery, obejmującą też być może uczestnictwo w procederze kryminalnym, jaki mógł powstać na uczelni, związanym z jej monitoringiem, a może i z zarządzaniem budynkami lub co najmniej personelem).
Z kolei szefem Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, złożonego z tak dobranych sędziów (tj. wybranych przez premierów), do niedawna był niejaki G. Raimondi, kojarzący się z jednej strony z remontami, z drugiej – z czymś jeszcze (mianowicie z krytyką religii, opartą o zarzuty kosmologiczne: "raj w świecie"), z trzeciej zaś: z domniemanym ojcem Jarosława Kaczyńskiego, Rajmundem Kaczyńskim (choć w rzeczywistości prawdopodobnie doszło w tym przypadku do podmienienia dziecka w szpitalu, tj. podrzucenia bliźniaków zamiast pojedynczego dziecka, jak przekonuje blog Niżyńskiego www.nielegalnie.pl w swym pierwszym wpisie).
Tymczasem, jak pokazuje raport z podstrony bloga Piotra Niżyńskiego: www.nielegalnie.pl/ponazwisku.html, dobór osób po nazwisku do czegoś złego i ukrywanie poszlak i istotnych znaczeń w brzmieniu nazwy własnej jest standardową metodą działania "grupy watykańskiej" już od co najmniej XIX w.
Jakiej sprawy sądowej dotyczyły zarzuty?
Sprawa dotyczy znanej osoby prześladowanej m. in. w zakładach pracy i przy sprzedaży lub wynajmie nieruchomości (nakłanianie do remontowania nieruchomości tak, by dręczyły Piotra Niżyńskiego dźwiękiem – w wyniku czego podsłuchiwaniu towarzyszy też torturowanie dźwiękowe i przekaz podprogowy, wszechobecne, we wszelkich nieruchomościach publicznych, a także tych publicznie eksponowanych na wynajem – ponadto nauczanie sposobów tzw. stalkingu, uporczywego dokuczania i zaznaczania swej obecności, stosowanego w pobliżu Piotra Niżyńskiego w reakcji na usłyszany dźwięk, ponadto, w ramach zajęć dodatkowych w pracy, obsługa monitoringu i związane z tym podsłuchiwanie Piotra Niżyńskiego oraz pomocnictwo w podsłuchiwaniu i obserwowaniu go przez centralny ośrodek). Kryminalny proceder zorganizowano praktycznie wszędzie, sprawa jest masowa, zaś wyżywanie się na słabszym sprawia jak najgorsze wrażenie – jest czymś pasującym raczej do krajów pogańskich i przedchrześcijańskich.
Jeśli chodzi o temat sprawy karnej, która zakończyła się umorzeniem postępowania wytoczonego osobie niepoczytalnej i orzeczeniem środka zabezpieczającego w postaci zakazu prowadzenia pojazdów, to był nim pewien nietypowy wypadek samochodowy polegający na wjechaniu samochodu w słupek uliczny. Słupek ten wywracając się spowodował jeszcze wraz ze sobą wywrócenie się ulicznego kosza na śmieci, ten zaś przejechał po stopie (podobno) niejakiej E. Palak z Białegostoku (jej personalia sprawiają wrażenie zmyślonych, od pół roku wówczas bardzo ekscytowano się w obecności Niżyńskiego w ramach wypowiedzi nad jego uchem mówionych aluzyjnie przez znajdujących się obok ludzi także m. in. tematem nałogów, co pasowało też do świeżo uchwalonego zakazu palenia w miejscach publicznych). Jak podaje Piotr Niżyński, który do sprawstwa ani do kierowania wówczas samochodem się nie przyznaje, dziewczyna w wieku studenckim zaczęła przewracać się dopiero około sekundę po przejechaniu jej po stopie przez ten śmietnik, na chodniku była półtorej sekundy po tym, przez co upadek sprawiał wrażenie teatralne i niewymuszone naturą. Jak głoszą akta, następnie przyjechało po nią pogotowie (nie wiadomo, kto je wezwał, może samo przyjechało, jak to często bywa: codziennie raz-dwa razy przez lata, aż po dziś dzień, za Piotrem Niżyńskim jeżdżą karetki pogotowia oraz Policja), ponadto oskarżony podnosi, że pierwszym, kto go zatrzymał, była Żandarmeria Wojskowa (przekroczenie uprawnień – brak było wówczas podstawy prawnej do zastępowania przez nią Policji w sprawach cywilnych ani nawet potrzeba przyjechania przez ŻW czy zatrzymywania akurat Piotra Niżyńskiego nie była nijak udowodniona).
Wskazówki na to, że sprawę sfingowano:
data wypadku: data ustawy z 1998 r. o pracownikach sądów i prokuratur (18 grudnia);
papież w przeddzień wypadku: spotkał się z szefem Autonomii Palestyńskiej (por.: nazwisko pokrzywdzonej – PALak), o czym dokładnie informowało m. in. Radio Watykańskie (patrz oryginał i kopia biuletynu), po czym jeszcze, jak gdyby nawiązując do nadchodzącego łamania zasady bezpośredniości w zbliżającym się postępowaniu karnym, Katolicka Agencja Informacyjna (eKAI.pl) opublikowała, także w przeddzień wypadku, artykuł "Prymas z życzeniami dla Polaków na emigracji" – dający się też odczytać jako "Prymas z życzeniami dla Palaków na emigracji" (istotnie bowiem, rzekoma pokrzywdzona w ogóle nie uczestniczyła w postępowaniu, zaś list zawiadamiający o wniesieniu do sądu wniosku przeciwko Niżyńskiemu wrócił z "Białegostoku" nieodebrany, jak można przejrzeć w aktach);
rzekoma data urodzin pokrzywdzonej zaświadczona w aktach przez Policję przypada na równo 6 lat po, 6 miesięcy przed urodzinami oskarżonego w tej sprawie Piotra Niżyńskiego; nieprawdopodobieństwo z tym związane wylicza – pomniejszonym drukiem na niebiesko – strona http://forum.nielegalnie.pl/viewtopic.php?f=12&t=7406 (forum bloga zajmujące się w odpowiednim wątku tym właśnie tematem);
personalia pokrzywdzonej wg Policji: Palak (temat palenia był popularnym tematem w ramach ówcześnie propagowanego stalkingu przeciwko Piotrowi Niżyńskiemu, przyjęło się palenie kojarzyć z tym, że "nie zna się tematu") z Białegostoku (stoczył się kosz na śmieci), imię w aktach raz podawane jest jako Emilia, raz jako Ewelina, co widać na ww. stronie internetowej;
data ogłoszenia papieskiego dekretu o "heroiczności cnót" prymasa Wyszyńskiego: 18 grudnia 2017 r. (patrz Wikipedia), czyli równo w 5-lecie tego wypadku (a zauważmy, że słowo wysze, ros. выше, oznacza po rosyjsku "wyżej" i jest przeciwieństwem słowa niże, ros. ниже, przy czym na tych dwóch rdzeniach, jak na jakimś zestawieniu nazistowsko-rasistowskim Ubermensch-Untermensch, opierają się dwa zestawiane tutaj potencjalnie nazwiska: Wyszyński i Niżyński, czyli zestawienie to wydaje się jak najbardziej naturalne z przyczyn językowych: wystarczy odwrócić rdzeń słowotwórczy jednego, by uzyskać drugie);
rażąco niski poziom orzeczniczy, łamanie praw człowieka, wystąpienie bezwzględnej przyczyny odwoławczej (zlekceważonej przez sąd w II instancji) poprzez orzekanie na posiedzeniu w nieobecności oskarżonego, co zgodnie z orzecznictwem SN w takiej sprawie jest niedopuszczalne, nadto wybrakowany na różne sposoby akt oskarżenia, nieuzupełnienie akt w terminie przez prokuratora mimo żądania sądu uznanego przez sąd za żądanie z dziedziny braków formalnych (choć zapewne eksperci w tej dziedzinie by się z tym nie zgadzali), wreszcie: także kompletny brak dowodów czy choćby uprawdopodobnień na szkodę na zdrowiu przypisaną kolejno przez 4 organy państwowe (jedynym, co w aktach o takiej właśnie szkodzie wspomina, są dokumenty prawne Policji, prokuratury i sądu: oskarżające postanowienia), czyli uznawano tutaj za niepotrzebne dowodzenie swych twierdzeń; podobnie też nie wykazano konkretnym dowodem, kto kierował pojazdem, w sytuacji, gdy z bezpośrednich dowodów wynikało, że oskarżony się do tego nie przyznaje (zastosowano orzekanie na zasadzie in dubio contra reo – sytuacje niepewne i sporne rozstrzygać w braku lepszego kryterium na niekorzyść oskarżonego – oraz, niezależnie jeszcze od tego, przyjęto ustalenia faktyczne nieprzychylne oskarżonemu mimo, że wystąpiła sytuacja zaledwie "słowo przeciwko słowu", przy czym słowo policjanta dostarczało dowodu pochodnego, a słowo Niżyńskiego pierwotnego, czyli zgodnie z tzw. – zupełnie bezdyskusyjną w kręgach fachowych – zasadą bezpośredniości to dostarczany pisemnie dowód złożony bezpośrednio przez Niżyńskiego na temat przebiegu tego zdarzenia miał wyższą wartość niż podobne do niego, lecz przyznające się, rzekomo wygłaszane wcześniej świadectwo przytoczone i powtórzone jakoby przez pojedynczego policjanta);
w pełni kompromitujące tę sprawę artykuły prasowe w przeddzień: np. w Gazecie Wyborczej (patrz archiwum.gazeta.pl, data 17.12.2012) było mnóstwo artykułów o wypadkach i alternatywnych środkach transportu, a także np. artykuł "Unia (nie) da nam popalić" autorstwa niejakiego Piotra Świrowskiego (były też inne wskazujące na litery P...L...), ponadto artykuły wskazujące nawet konkretne miejsce w rodzaju ulicy Waryńskiego czy artykuły o jakimś rondzie itp.: prawdopodobieństwo konspiracji kryminalnej zostało wyliczone (oszacowane od dołu) w odpowiednim piśmie i wyliczenie to, matematycznie satysfakcjonujące (oparte o przeciwstawienie 2 opcji), można przejrzeć na filmie z aktami (https://www.youtube.com/watch?v=EUNkkmM56yM&time_continue=3880) oraz – dla wyraźniejszej wizji – jako dokument w Internecie (http://old.sysplex.pl/II_K_412-18.pdf), ponadto złożono jeszcze dodatkowe szeroko udokumentowane-poparte dowodami pismo pokazujące, że prasa to tak zawsze jak dotąd asystowała przy przestępstwach (np. zabójstwach) przeciwko Niżyńskiemu lub rodzinie; cały ten temat i wszystkie te dowody sąd zlekceważył bez słowa i pozostawił bez oceny, nie potrafiąc nic sensownego dodać podnieść w tej dyskusji w trybie wytknięcia komuś błędu, zamknął te dokumenty w zszytych szarych kopertach jak gdyby dla utrudnienia dostępu do nich (w aktach widać zarządzenie na ten temat pochodzące od samego sędziego), a pism oskarżonego w tej mierze nie skomentował nijak w uzasadnieniu postanowienia, choć właściwie to obalono tutaj teorię o sprawstwie na rzecz teorii o wrobieniu w wypadek (wskazywano też, odnośnie kwestii "Czy wypadek można wywołać?", że były już wcześniej takie sprawy, jak np. w przypadku śmierci Bronisława Geremka, kiedy to dzień wcześniej prasa katolicka informowała o pogrzebie ks. Bronisława G. – Grulkowskiego, a prawdopodobnie i w sprawie śmierci księżnej Diany, do której nawiązują personalia przykładowej kobiety z serialu Z archiwum X o charakterystycznej też obsadzie; jak podaje Piotr Niżyński, w tamtym wypadkowym roku 2012 tego rodzaju poślizg, prawdopodobnie poprzez wpływanie falami z satelity na elektronikę, niejednego zresztą samochodu, hamulce odmawiały mu zupełnie posłuszeństwa 4-5 razy, w tym raz wspólnie z kierownicą, która do pewnego stopnia też przestawała reagować);
nazwisko sędziny wskazuje na udział administracyjnego kierownictwa sądu przy dobieraniu sędziego, specjalnie przy sprawie Niżyńskiego, ponieważ była to kobieta nazwiskiem Drewin, co pasuje do osoby z kategorii Znajomi na facebooku Piotra Niżyńskiego: niejakiej M. Drewniak dawniej pracującej w TVP Warszawa;
brzmiące mało prawdopodobnie, a za to sprawiające wrażenie dzieła polityków, posądzenia o chorobę psychiczną (tj. o endogenne tkwiące w samym człowieku źródło zaburzeń) względem założyciela i obecnego prezesa portalu xp.pl – czyli jedynego poważnego projektu z branży mass mediów, dzięki któremu jesteście Państwo informowani o zbrodniach o prawdopodobnie politycznym czy polityczno-kościelnym podłożu;
nagłaśnianie przez prasę już po wniesieniu przez prokuraturę sprawy Niżyńskiego do sądu informacji, że znanego dziennikarza Piotra N. właśnie uniewinniono od zarzutu spowodowania wypadku (https://auto.dziennik.pl/aktualnosci/artykuly/560761,dziennikarz-piotr-n-wypadek-wyrok-sad.html). O tym, że cyt. "ruszył jego proces", "Dziennik" informował w (patrz encyklopedia po kliknięciu) rocznicę powstania telewizji WOT (gdzie utworzono w czasach PRL-u podobno centrum śledzenia Piotra Niżyńskiego, które dotrwało do dzisiaj), mianowicie dnia 9 listopada (9/11, co wygląda tak, jak – w amerykańskiej notacji – słynny "11-ty września"; co do tego, że polskie mass media wiedziały o "zamachach na Amerykę", patrz podstrona bloga Piotra Niżyńskiego: www.nielegalnie.pl/dowody-wtc.html).
papieskie komentarze jak gdyby celujące w sprawę wybrakowanego aktu oskarżenia rzucane w toku prowadzenia postępowania karnego, pomiędzy I a II instancją, np. "To czas, by bronić naszą Matkę Kościół", "Z powodu naszych grzechów korzysta Wielki Oskarżyciel, który krąży szukając kogo może oskarżyć. W tym momencie oskarża nas mocno. Te oskarżenia stają się dziś prześladowaniem.", "Jest też inny sposób oskarżania, który próbuje splugawić Kościół" (z akcentem na słowo inny...), "To dla nas trudny czas, ponieważ wielki oskarżyciel atakuje matkę, a matki się nie dotyka" (co ze zrozumiałych przyczyn, z uwagi na poniekąd fatalny stan sprawy, kojarzyło się wtedy z tzw. skargą uprawnionego oskarżyciela, czyli pismem wszczynającym postępowanie) itp. (patrz np. https://wroclaw.niedziela.pl/artykul/38735, sprawę relacjonował też w czołowym swym artykule VaticanNews.va); można tu zwrócić uwagę na wysoką pozycję księdza nazwiskiem Comastri, który jest kardynałem i którego nazwisko brzmi trochę jak współ-masturbacja (początkowy człon ko- oznacza "współ-"), co pasuje do starej sprawy zamordowania polskiego profesora filozofii (w tym przypadku: Kotarbińskiego), o której wspomnimy też w kolejnym artykule z cyklów skandali z upolitycznieniem sądownictwa na szczycie, a z drugiej strony w świetle tego całego tematu aktów oskarżenia i pism-"skarg" wszczynających postępowanie sądowe kojarzy się też ten kardynał z tzw. konwalidowaniem (por. sformułowanie "walić konia"), czyli postulowanym przez niektórych przedstawicieli doktryny prawa uzupełnianiem najmniej istotnych braków w oskarżeniu dopiero w toku sprawy sądowej – trudno więc, w tym świetle, zważywszy na to, że od dawna był kardynał gotowy i podręczniki też już od dłuższego czasu leżą gotowe, nie dostrzegać kościelnych inspiracji w tym problemie aktu wybrakowanego. Przede wszystkim: brak sprawstwa.
Akta tej szokującej sprawy sądowej – w której 4 organy pod rząd (Policja, prokuratura, sędzia I instancji, sędzia II instancji) jak jakaś grupa przestępcza przypisały Piotrowi Niżyńskiemu spowodowanie pewnej szkody na zdrowiu, choć nie było na to na pewno (ani w aktach, ani gdzieś w magazynie sądowym poza nimi) żadnego dowodu czy choćby poszlaki – są na ww. stronie http://forum.nielegalnie.pl/viewtopic.php?f=12&t=7406 w postaci sfilmowanej teczki (którą można oglądać na YouTube) z podanym tekstowo na forum rozkładem czasowym oraz w postaci skanów niektórych dokumentów.
Takich spraw jest więcej (a nawet wydaje się, że PiS celowo uczynił swym człowiekiem w Ministerstwie Sprawiedliwości osobę o personaliach "Patryk Jaki", brzmiących jak pytanie o Piotra Niżyńskiego, czyli jak przedstawianie go w postaci osoby kontrowersyjnej). Wspólną ich cechą jest rażąco niski poziom prawny – jak gdyby w prokuraturze i w sądzie nie pracowali przy nich ludzie wykształceni, tylko prostacy nie znający zasad elementarnych, np. zasady bezpośredniości czy zasady, że naczelnym domniemaniem w postępowaniu karnym jest domniemanie niewinności i inne nie mogą mu wchodzić w drogę, czy wreszcie zasad regulujących postać i konieczne elementy aktów oskarżenia – oraz to, że pojawia się w nich dokumentacja psychiatryczna. To zapewne po to sprawy te się fabrykuje, by następnie lądowały w portalu xp.pl, czyli podlegały nagłośnieniu na, oczywiście (jak to w naszym prostym pod tym względem narodzie się standardowo dzieje), bardzo małą skalę. Dzięki temu w przyszłości np. brat Piotra Niżyńskiego czy nawet prokurator mógłby się powoływać na te sprawy jako na źródło informacji o rzekomej "schizofrenii" Piotra Niżyńskiego, "wymagającej" więc jakoby (konieczność z art. 31 ust. 3 Konstytucji) ubezwłasnowolnienia go, co by w takim przypadku uznawano praktycznie za rzecz już ustaloną ("długą linią orzecznictwa") i poza rozsądną wątpliwością (z wyjątkiem tej jednej formalności, że trzeba jeszcze powołać biegłego i sprowadzić samego Niżyńskiego do sądu). Oczywiście bowiem portal xp.pl nie będzie omieszkiwać Państwa informować o tych najgorszego rzędu wybrykach prokuratury i sądownictwa, jakie występują właśnie np. w sprawach z Niżyńskim. Na plany ubezwłasnowolnieniowe wskazują nie tylko zamysły papieskie zaprezentowane w dłuższym cytacie na forum bloga Piotra Niżyńskiego (http://forum.nielegalnie.pl/viewtopic.php?f=11&t=7644#p9304), przy okazji tematu omawianego też w naszym artykule (Kapłan dyktował orzeczenie Sądowi Najwyższemu. Są pokrzywdzeni) – patrz np. słowa jak gdyby o małych dzieciach: "trzeba koniecznie oddziaływać nie tylko karnie, ale i wychowawczo" – ale też tendencje i ciągoty tego typu potwierdza dostrzegalna gołym okiem spora niechęć polskiego rządu przy okazji ONZ-owskiego nacisku na likwidowanie instytucji ubezwłasnowolnienia (patrz np. komentarz rządowo-prezydencki do ratyfikowanej przez Polskę Konwencji o prawach osób niepełnosprawnych: na końcu tekstu, http://prawo.sejm.gov.pl/isap.nsf/DocDetails.xsp?id=WDU20120001169), wreszcie również pokazuje to na przykład... nazwisko nauczyciela, który uczył brata Piotra Niżyńskiego w dzieciństwie gry na skrzypcach w szkole muzycznej (tj. prowadził obowiązkowy przedmiot: grę na pewnym instrumencie): Garbarski. Jest mniej więcej takie, jak nazwisko zeznającego pojedynczego policjanta, który tu w aktach sprawy jest autorem oskarżeń o kierowanie pojazdem i twierdzeń o istnieniu pokrzywdzonej: Grobarczyk. Istotnie, ww. osoba z rodziny skłonna jest do wdzierania się w życie innej i zamykania w szpitalu psychiatrycznym, ubezwłasnowolnienia, co zaprezentowała na przykładzie matki Piotra Niżyńskiego. Ponadto, jak można się dowiedzieć od zagrożonego tutaj założyciela xp.pl, brat oficjalnie prezentuje jako jedyną słuszną i jakoby oczywistą teorię państwa jako zbioru niezależnych autorytetów, którym trzeba ufać (autorytetem jest biegły, odrębny autorytetem jest sąd, jest lekarz, jest dziennikarz, prokurator, policjant itp., a wszystko to jest od siebie nie wiedzieć czemu idealnie niezależne, co przyjmuje się za oczywiste), oraz demonstruje irracjonalną wiarę w istnienie czegoś takiego, jak chore poglądy. Wydaje się być przy tym, z uwagi na uporczywe negowanie istnienia procederu podsłuchowego przeciw Niżyńskiemu wbrew przedstawianym faktom, osobą najwyraźniej zamieszaną w przestępczość podsłuchową, jak również podatną na manipulacje podprogowe lub naciski.
Komentarz Piotra Niżyńskiego do sprawy sądowej zorganizowanej przeciwko niemu (szersze zaś uwagi można odnaleźć, oprócz forum, także na http://old.sysplex.pl/pismo_do_zazalenia.pdf – dokument na 37 stron omawiający wady postanowienia):
– Niezgodna z wszelkimi regułami. Podręczniki prawa najzupełniej zgodnie nie pozostawiają suchej nitki na traktowaniu sądu jako organu fasadowego, który jedynie jest od mówienia najczęściej "Tak" Policji, od przejmowania i zatwierdzania tego, co już ona sobie ustaliła, bez wnikania w szczegóły, a jedynie na zasadzie zaufania.
Istotnie, nie sposób dziś o podręcznik prawa karnego, który by negował zakaz przejmowania cudzych ustaleń faktycznych na posiedzeniu umarzającym sprawę i orzekającym środek zabezpieczający. Wywodzi się to z różnych źródeł, zarówno teoretycznych i tkwiących w zasadach prawidłowego rozumowania oraz fundamentach projektowych obecnego Kodeksu postępowania karnego, jak zasada bezpośredniości, jak też z zasad stricte prawnych, np. zasady samodzielności sądu, czy wreszcie także z orzecznictwa Sądu Najwyższego. Przykładowo, jak cytuje podręcznik Klejnowska et al.: "Proces karny. Część ogólna", "Zgodnie z utrwalonym stanowiskiem Sądu Najwyższego, przekonanie sądu o wiarygodności jednych dowodów i niewiarygodności innych pozostaje pod ochroną przepisu art. 7 k.p.k., jeśli tylko: 1) jest poprzedzone ujawnieniem W TOKU ROZPRAWY GŁÓWNEJ całokształtu okoliczności sprawy; 2) [...]". Tymczasem w sprawie Niżyńskiego nie było żadnej rozprawy, a dowody nie były jednoznaczne, ponieważ on w pismach twierdził, że po pierwsze nie kierował wtedy pojazdem, że po drugie nie jest chory psychicznie przedstawiając na to liczne zaświadczenia, że po trzecie dziewczynie najprawdopodobniej nic się nie stało, obrażenia nie mogły mieć takiej skali, bo 40 kG na stopie to jak stawające na niej dziecko i nie jest to ciężar, od którego kość się łamie. W takiej sytuacji sądy rutynowo uznają, że nie można umorzyć sprawy z braku znamion czynu zabronionego na posiedzeniu bez rozpraw i tak już 2 razy w sprawach z oskarżenia prywatnego Piotra Niżyńskiego orzekał Sąd Okręgowy (sygnatury ).
To tylko jeden przykład. Twierdzi się poza tym w podręcznikach wprost, zgodnie zresztą z art. 8 k.p.k. przewidującym coś takiego, jak obowiązek rozstrzygania kwestii faktycznych (czyli dokonywania ustaleń faktycznych) w sposób samodzielny (czyli istnieje też coś takiego, jak ustalenie faktyczne niesamodzielne; sztandarowym kryterium mogącym rozstrzygać tę kwestię jest zaś słynna zasada bezpośredniości: samodzielnie = sam sąd bezpośrednio u dostępnego źródła dowodowego), iż nielegalne jest takie aprobowanie przez sąd ustaleń faktycznych innego organu (lub co gorsza jakiegoś pojedynczego człowieka) na zasadzie zaufania do jego zdolności detektywistycznych, bez przeprowadzania odpowiednich dowodów samodzielnie, gdy ma decydować to o czyjejś odpowiedzialności karnej. I tak np. w pracy zbiorowej "Proces karny. Część ogólna" (wyd. 2, Wolters Kluwer Polska, Warszawa 2012, s. 51) pod redakcją prof. M. Klejnowskiej, prof. C. Kłaka (sędziego Trybunału Stanu), prof. Z. Sobolewskiego, prof. P. Sowińskiego podano:
Powyższe uwagi podawano sądowi nieraz, raz w formie dłuższego pisma, które można przeglądać na http://old.sysplex.pl/pismo_do_zazalenia.pdf, a innym razem w krótkim piśmie, w którym powołano się na art. 8 k.p.k. (wraz z podaną wyżej wykładnią "samodzielnego rozstrzygania kwestii faktycznych": samodzielnie = sam sąd bezpośrednio u dostępnego źródła dowodowego) oraz na potrzebę pozyskania dowodów z kręgów medycznych, oraz zażądano przesłuchania świadków oskarżenia (patrz http://forum.nielegalnie.pl/viewtopic.php?f=12&t=7406#p9210). Prośby te zostały zlekceważone przez Sąd Okręgowy w Warszawie, podobnie jak bezwzględna przyczyna odwoławcza (rodzaj naruszenia prawa, którego nie trzeba podnosić w pismach, by sąd i tak musiał je uwzględnić i uchylić) z art. 439 §1 pkt 11 k.p.k. w postaci wydania postanowienia na posiedzeniu w nieobecności oskarżonego, którego obecność była obowiązkowa (co do tego, że nie można orzec na posiedzeniu, jeśli oskarżony je bojkotuje i nie przychodzi, prawidłowo zawiadomiony, patrz np. postanowienie SN z 5 października 2005 r., sygn. akt II KK 139/05, opubl. przez Biuro Studiów i Analiz SN w Biuletynie Prawa Karnego nr 9/05, LEX nr 157553, a także dr. W. Jasiński [w:] Kodeks postępowania karnego. Komentarz, J. Skorupka (red.), Warszawa 2018, komentarz do art. 354, pkt V.B.6 oraz wreszcie także np. postanowienie SN z 25.10.2018 r. [tj. data urodzenia Piotra Niżyńskiego +1 miesiąc], sygn. akt III KK 469/17; nazwisko pierwszego z sędziów od tego ostatniego orzeczenia, "Kala", kojarzy się swoją drogą z Joachimem Brudzińskim, który dzień przed fałszywym najwyraźniej oskarżeniem Piotra Niżyńskiego o znieważenie funkcjonariusza hucznie otwierał "najnowocześniejszą", w tym także pod względem kamer, bo był taki problem w sprawie tamtego pomówienia, "komendę w Polsce" – i ogólnie jakoś te nazwiska dziwnie pasują do brudzenia kogoś i plamienia jego honoru, choć przecież wówczas nie stanęła jeszcze kwestia kasacji Niżyńskiego; tym niemniej, jak widać i jak przekonujemy też w artykule "Sprawa Jolanty Brzeskiej dowodem na "ustawienie" kasacji ws. Niżyńskiego", plan już był).
– W związku z najwyraźniej stałym i konsekwentnym obstawaniem przy orzekaniu korupcyjnym w Europejskim Trybunale Praw Człowieka, sprawę będę starał się teraz poruszyć w ONZ u Wysokiego Komisarza ds. Praw Człowieka w oparciu o wiążący także Polskę Międzynarodowy Pakt Praw Obywatelskich i Politycznych – komentuje Niżyński. – Przecież minister Ziobro, od dawna o tym skandalu powiadamiany, na kiwnięcie palcem miałby gotową kasację w tej sprawie do Sądu Najwyższego, którą pozostawałoby mu przejrzeć, porównać z aktami i podpisać. Sąd Najwyższy raczej nie zlekceważyłby zarzutu dotyczącego bezwzględnej przyczyny odwoławczej z art. 439 k.p.k.
– Ci sędziowie, którzy tutaj orzekali, prawdopodobnie kiedyś pójdą do więzienia – dodaje.
Dwie różne sprawy, jedna i ta sama spodziewana przyczyna: urząd skarbowy
Omawialiśmy ostatnio sprawę apelacji Niżyńskiego dot. ochrony jego dóbr osobistych, miała ona sygnaturę V ACa 544/18, teraz zaś skupiamy się na sprawie o sygnaturze postanowienia z I instancji II K 514/18. Sprawy założone były mniej więcej równocześnie, bo w maju 2018 r., ale w zupełnie różnych "nie widzących się nawzajem" sądach (bez specjalnych i uzasadnionych prawnie zapytań sąd nie wniknie w to, jakie inne sprawy ma oskarżony, a już na pewno nie powinno to pozostawać bez śladu w aktach); takie ustawianie numerów spraw, czyli ciągów liter, numerów i znaków w rodzaju ukośnik napisanych na teczkach, identyfikujących sprawy sądowe (tzw. sygnatur), jest stałym procederem od dawna, zaś autorzy tego procederu dają do zrozumienia, że wszystko, co w tych sądach w tego typu sprawach jest pisane, pochodzi z jednego źródła: "wspólny system drukujący UNIX" (końcowe słowo kojarzy się też z unifikacją), patrz komentarz do sygnatury 631/12. Można o tym poczytać w detalach i pooglądać dowody, w postaci sfilmowanych teczek w czytelniach sądowych, z widokiem także na ulicę i na gmach sądu, na blogu Piotra Niżyńskiego www.nielegalnie.pl pod wpisem o sądach z maja 2017 r. A zatem daje tu już do myślenia administracyjne ustawienie całego sądu, jego koordynacja w sprawie np. Piotra Niżyńskiego (innym też czasem przydziela się dobrze ustawione sygnatury spraw lub daty rozstrzygnięcia, jak np. w sprawie smoleńskiej), co wskazuje na udział kierownictwa, gdyż znowu jest ten efekt 2 spraw w 2 różnych sądach z sygnaturami odległymi o okrągłą liczbę (tu: 30).
Teraz zaś dodajmy, że liczba 544 jest to numer pokoju dyrektora Sądu Okręgowego w Warszawie, czyli tego jego kierownika (drugiego z 2 ważnych kierowników całego sądu, obok prezesa), który zajmuje się finansami i mieniem sądu. Co w kwestii wzajemnych stosunków sądy-rząd (administracja rządowa) nasuwa jednoznaczne skojarzenia.
Ponadto przy przystanku tramwajowym i autobusowym PIMOT w Warszawie (co można podzielić na części: PI-MOT, jak Piotr-motoryzacja, stosownie do tematu sprawy karnej) znajduje się... urząd kontroli skarbowej (oraz uzdrowisko "Sante": por. ze sprawą beatyfikacji Wyszyńskiego...). Już od bardzo dawna; obecnie został on przekształcony w Mazowiecki Urząd Celno-Skarbowy na mocy ustawy o KAS. Szczegóły widać np. na https://goo.gl/maps/nUdtB2SsXD6vUdiu5.
Te dwie rzeczy z 2 powyższych akapitów mówią chyba same za siebie: to właśnie tutaj (w niepłaceniu podatku PIT za sędziów i innych pracowników, a w zasadzie za część z nich, przy czym księguje się wszystko tak, jak gdyby ten proceder wypłacania podatku "do kieszeni pracownika" nie istniał), w tym problemie leży najprawdopodobniej przyczyna złego orzekania przez sądy.
Wspominaliśmy też już o tym np. w artykule "Kolejny raz sąd przyklasnął zabijaniu rodziny Niżyńskiego" pod nagłówkiem "To bardzo stara korupcja".
Nie pozostaje więc nic innego, jak tylko życzyć Polsce, by politycy zajęli się wreszcie rozwiązaniem tego problemu i spojrzeli dalej niż czubek swego nosa i tak zwany interes "Kościoła", rozumianego jako wspólnota nieuświadomionych, zwłaszcza politycznie, a portalowi xp.pl – by znalazł wreszcie dodatkowy kapitał lub darczyńców, którzy pomogą w zorganizowaniu jego pracy na wyższych obrotach, tak, byśmy mogli autentycznie patronować tym koniecznym zmianom, wstawiać się za nimi i je rozliczać, a czytelnicy – by mogli o tym czytać na co dzień.
(n/n, zmieniony: 30 lip 2019 23:30)