Source: http://prawo.vagla.pl/node/9469
Timestamp: 2019-07-21 11:28:23+00:00
Document Index: 71108964

Matched Legal Cases: ['art. 4', 'art. 5', 'art. 61', 'art. 5', 'art 5', 'art. 5']

Niczym kręgi na tafli jeziora - fala projektowanych ograniczeń w dostępie do informacji publicznej... | prawo | VaGla.pl Prawo i Internet
Przy okazji komentowania prac nad ACTA sygnalizowałem już, że prawo odrywa się od woli obywateli (por. ACTA: Stanowienie prawa odrywa się od woli obywateli (również w Polsce)). Pokazywałem m.in. w jaki sposób ogranicza się kontrolę nad pracami urzędników, a związanymi z negocjacjami przepisów na szczeblu ponadnarodowym (por. MKiDN przesłało odpowiedź w sprawie ACTA, czyli dlaczego nie możemy wiedzieć). To jeden z elementów diagnozy problemu. Innymi elementami diagnozy muszą być przepisy Unii Europejskiej (por. Klasyfikacja dokumentów UE ze względów bezpieczeństwa - na przykładzie dokumentu nt. ACTA).
Jak wiadomo - prawo się globalizuje. Wraz z kryzysem "państwa narodowego" coraz większe znaczenie dla sytuacji prawnej jednostek mają przepisy prawa ponadkrajowego. O ile trwa dyskusja o jawności procesu legislacyjnego i o konsultacjach społecznych na każdym etapie prac nad projektami ustaw, to tworzenie prawa ponad granicami jest w "szarej strefie". Elementem tej szarej strefy są "negocjacje" umów międzynarodowych. Obserwować takie prace mogą wybrani, brać udział w negocjacjach mogą nieliczni (jeśli zostaną dopuszczeni, np. w przypadku ACTA kilka przedsiębiorstw o globalnej skali działania dopuszczono do materiałów źródłowych, a odmówiono dostępu do informacji domagającym się tego organizacjom pozarządowym). W takich dyskusjach tylko podmioty o "globalnej skali działań" są w stanie podołać logistycznie. Jeśli w jednym miesiącu negocjacje toczą się w Meksyku, a w drugim w Japonii, to trzeba mieć zasoby organizacyjne, finansowe, logistycznie nie tylko by przeanalizować dostępne materiały, ale też zwyczajnie po to, by móc być na miejscu. Stąd coraz większe oczekiwania, że państwo po prostu będzie jawnie działało wobec swoich obywateli również w warstwie takich negocjacji międzynarodowych.
Ci negocjujący urzędnicy reprezentują wszak kraj, a ich działania wpływają następnie na krajowy system prawny. Tylko w taki nieco mało demokratyczny sposób, bo przecież nie mówimy o działaniach osób wybranych w powszechnych wyborach... Jasne, że rząd operuje w ramach większości parlamentarnej i obywatele mogą później jeszcze próbować wyrazić swoje zdanie w czasie etapu ratyfikowania już wynegocjowanej umowy. Ale wówczas może być już zwyczajnie za późno...
Wracając do polskiego podwórka: przypominam, że wcześniej strona rządowa chciała, by za informację publiczną nie były uznane:
stanowiska, opinie lub analizy sporządzone przez lub na zlecenie Rzeczypospolitej Polskiej, Skarbu Państwa lub jednostki samorządu terytorialnego, dla potrzeb:
W "środowisku" biorącym udział w dyskusji na temat systemu dostępu do informacj publicznej te propozycje spotkały się ze sporą krytyką. Podnoszono m.in. brak konstytucyjności propozycji. Rząd postanowił zatem zmienić podejście i - zgodnie z częścią sugestii - odpowiednie sytuacje uwzględnić w wyłączeniach udostępania (przyjmując jednocześnie, że jednak chodzi o informacje publiczne).
Jak to zrobić? Jedną z form ograniczenia dostępu do informacji istotnych dla sprawowania władzy zwierzchniej przez Naród (art. 4 Konstytucji RP) jest bezwarunkowe wyłączenie dostępności do "instrukcji negocjacyjnych w rozumieniu ustawy z dnia 14 kwietnia 2000 r. o umowach międzynarodowych". Po prostu mamy nie widzieć, w jaki sposób rząd negocjuje w naszym imieniu postanowienia umów, które następnie - bo tak się może zdarzyć - będą służyły jako argument za koniecznością zmiany przepisów krajowych... ACTA jest tu dobrym przykładem problemu.
„1. Prawo do informacji publicznej podlega ograniczeniu w zakresie i na zasadach określonych w przepisah o ochronie informacji niejawnych oraz o ochronie innych tajemnic ustawowo chronionych, z wyjątkiem prawa do informacji publicznej, o którym mowa w art. 5a, które podlega ograniczeniu w zakresie określonym w tym przepisie.“;
1)	stanowisk, opinii, instrukcji lub analiz sporządzonych przez lub na zlecenie Rzeczypospolitej Polskiej, Skarbu Państwa lub jednostki samorządu terytorialnego, dla potrzeb:
2) instrukcji negocjacyjnych w rozumieniu ustawy z dnia 14 kwietnia 2000 r. o umowach międzynarodowych (Dz.U. Nr 39, poz. 443, z 2002 r. Nr 216, poz. 1824 oraz z 2010 r. Nr 213, poz. 1395),
Zwracam uwagę, że projektowane ograniczenie jest bezwarunkowe (bo tak będzie interpretowane, mimo wzmianki o względzie "na ochronę porządku publicznego, bezpieczeństwa lub ważnego interesu gospodarczego państwa"). Nie jest - w powyżej przywołanej propozycji - uzależnione od nadającego się do oceny wymiaru sprawiedliwości istnienia ważnego interesu gospodarczego państwa (por. art. 61 ust. 3 Konstytucji RP), co zakładałoby również, że rozstrzygający wątpliwości sąd miałby dostęp do treści instrukcji, której udostępnienia się ktoś domaga... Trudno też sobie wyobrazić kryteria oceny "ważnego interesu". Kto ma decydować o tym, co jest, a co nim nie jest? Pojawia się polityczna uznaniowość i brak przejrzystości.
Jak widać pojawiło się wyłączenie związane z instrukcjami. Zainteresowanych tematem odsyłam m.in. do przepisów ustawy z dnia 14 kwietnia 2000 r. o umowach międzynarodowych. Jak wyglądają te przepisy? Zacytuję fragment:
Rada Ministrów, mając na uwadze specyfikę stosunków międzynarodowych, określi w drodze rozporządzenia, tryb opracowania projektu umowy międzynarodowej i instrukcji negocjacyjnej, uwzględniając przypadki, w których organ właściwy do prowadzenia negocjacji może je prowadzić bez projektu umowy międzynarodowej lub pisemnej instrukcji negocjacyjnej, oraz określi wzory wniosków, o których mowa w art. 5-7. Rozporządzenie określi w szczególności sposób uzasadniania projektów umów międzynarodowych.
Nie mając dostępu do informacji związanej z instrukcją negocjacyjną obywatele nie wiedzą w istocie, jakie stanowisko w sprawie negocjowanej umowy zajmuje rząd ich państwa. Chyba, że ktoś opublikuje takie informacje w serwisach takich, jak WikiLeaks...
Wedle informacji pochodzącej z zespołu strategicznych doradców premiera - na posiedzeniu Rady Ministrów pojawić się może jeszcze wniosek MSZ dot. rozszerzenia zakresu art 5a o "instrukcje dla przedstawicieli rządu na posiedzeniach Rady EU"...
Projekt nowelizacji ustawy o dostępie do informacji publicznej w nowej wersji jest oczywiście bardziej rozbudowany, chociaż jeszcze nie został - jak widzę - opublikowany w BIP MSWiA. Ostatnia wersja projektu ustawy, to nadal ta, opublikowana w BIP MSWiA 16 czerwca w brzmieniu skierowanym do rozpatrzenia przez Stały Komitet Rady Ministrów.
« Warstwa techniczna w dowodach osobistych - przesunięcie | Chyba to jednak nie z powodu ochrony konkurencji... »
Pt, 2011-07-01 14:10 by HansKlos (niezweryfikowany)
O tym, że stanowienie prawa odrywa się od obywateli świadczy chociażby ta petycja http://alert-box.org/petycja
To wpisuje się w cały ciąg działań gdzie z jednej strony publikuje się do konsultacji nieaktualne treści, ogranicza się krąg konsultacyjny do organizacji i osób POPIERAJĄCYCH projekt, nie uwzględnia się opinii i uchwał samorządowych w danej sprawie, tendencyjnie dobiera się ekspertów i wreszcie stosuje się blokady informacyjne, gdy o temacie drażliwym społecznie główne media milczą.
W sumie mamy takie gotowanie żaby, w wyniku którego demokracje przerabia się na zwyczajny faszyzm.
Chciałem jednak zauważyć,
N, 2011-07-03 09:30 by incognitus (niezweryfikowany)
Chciałem jednak zauważyć, że powyższe przepisy wynikają z ochrony interesów Państwa w sytuacji wobec podmiotów trzecich (np. innych państw). Ujawnienie instrukcji negocjacyjnej przed zakończeniem negocjacji może bardzo osłabić pozycję strony polskiej i utrudnić uzyskanie korzystnego rozstrzygnięcia.
Rozumiem (i podzielam) potrzebę dostępu do informacji publicznej, ale na poziomie negocjacji międzynarodowych są też inne potrzeby. Szczególnie w sytuacji gdy inni uczestnicy negocjacji nic ujawniać nie będą musieli.
Problem z pozycjami
N, 2011-07-03 20:06 by Makdaam
Ten problem występuje tylko wtedy, gdy negocjujemy z więcej niż jedną stroną np. dostawy gazu i nie chcemy ujawniać drugiej stronie tego co wynegocjowaliśmy z pierwszą.
W przypadku np. ACTA pierwszą stroną są rządy innych państw oraz wybrane organizacje zajmujące się czerpaniem zysków z praw autorskich, a drugą są obywatele wszystkich tych państw. Według mnie występuje tu spory konflikt interesów, ze względu na to, że rządy powinny działać dla dobra państwa, czyli obywateli. Jaki interes państwa trzeba chronić przed jego obywatelami? Nie ma tutaj żadnej strony trzeciej.
Były już przypadki, że przedstawiciele jednej z partii powtarzali wielokrotnie, że przepisy są niekorzystne, ale zła Unia Europejska nam kazała. W listach głosowań PE można zweryfikować, że członkowie tej samej partii głosowali tam za tymi "złymi przepisami". W przypadku zamkniętych negocjacji takich jak ACTA nie da się tego zweryfikować i można realizować swoje prywatne interesy z taką wymówką.
Wt, 2011-07-05 09:45 by ksiewi
Być może wśród czytelników tego serwisu jest ktoś, kto lepiej orientuje się w meandrach przepisów o informacjach niejawnych i praktyce ich stosowania.
Mam mianowicie pytanie - czy komentowana przez VaGlę poprawka do udip nie jest zbędna lub nadmiarowa w obliczu istniejącej od dawna możliwości uznawania niektórych dokumentów za informacje niejawne. Wydaje mi się, że jeżeli np. określona opinia prawna ma "szczególne znaczenie dla bezpieczeństwa państwa" lub podobny charakter, to niewątpliwie może jej zostać przyznana określona klauzula tajności i tym samym wyłączony dostęp osób niepowołanych. A w art. 5 obecnej udip już teraz znajduje się ograniczenie z uwagi na ochronę informacji niejawnych.
Dlaczego zatem proponowana jest ta poprawka? Czy dlatego, że wymienionym tam dokumentom nie można nadać odpowiedniej klauzuli? Czy też może decydujący jest jakiś inny powód?
Uważam, że zidentyfikowanie tego powodu pozwoliłoby opracować prawidłowe rozwiązanie sytuacji. A takim wydaje mi się stosowanie przepisów o informacji niejawnej, a nie tworzenie swoistego "trzeciego reżimu" - informacji, która w potocznym rozumieniu nie będzie ani publiczna, ani niejawna.
Śr, 2011-07-13 01:21 by washko
problemem jest kwestia przetwarzania informacji niejawnej i jej udostępniania, a także stosowania zabezpieczeń. Nadanie dokumentowi klauzuli tajności powoduje konieczność stosowania przepisów ustawy o ochronie informacji niejawnych, więc prościej takiej klauzuli nie nadawać, tylko wyłączyć jawność w inny sposób. Jest to oczywiście jawny przykład psucia prawa, bo taka sama informacja, w zależności od tego, co jest komu wygodniejsze, raz może być informacją niejawną, a raz nie.