Source: http://ekulczycki.pl/warsztat_badacza/awanse-naukowe-zmiany-po-nowelizacji-w-doktoratach-habilitacjach-i-profesurach/
Timestamp: 2016-05-25 07:11:18+00:00
Document Index: 83862567

Matched Legal Cases: ['art. 44', 'art 11', 'art. 187', 'art. 21', 'art. 30', 'art. 16', 'Art 26']

Awanse naukowe – zmiany po nowelizacji w doktoratach, habilitacjach i profesurach | Warsztat badacza – Emanuel Kulczycki
Awanse naukowe – zmiany po nowelizacji w doktoratach, habilitacjach i profesurach	126	w Habilitacja · Warsztat badacza	— 24 Lip, 2014 Dzisiaj przyjęto nowelizację ustawy o szkolnictwie wyższym. Możemy o tym przeczytać na stronie MNiSW. Oczywiście ta nowela wnosi bardzo wiele zmian: najgłośniejsze medialnie sprawy związane były z opłatą za drugi kierunek i z uwłaszczeniem naukowców. To jednak oczywiście nie wszystko.
Ja zestawiłem ostateczne wersje regulacji dotyczących awansów naukowych. Skupiłem się na tych najważniejszych (z perspektywy badaczy) i zestawiłem je poniżej – z podziałem na doktorat, habilitację i profesurę. Oznacza to, że zmiany odnoszą się do Ustawy z dnia 14 marca 2003 r. o stopniach naukowych i tytule naukowym oraz o stopniach i tytule w zakresie sztuki.
Nowelizację, czyli Ustawę z dnia 11 lipca o zmianie ustawy – Prawo o szkolnictwie wyższym oraz niektórych innych ustaw możecie pobrać tutaj.
Zmiany w doktoratach
Warunek wszczęcia przewodu doktorskiego został doprecyzowany. Artykuł 11 w ustępie 2 brzmi następująco:
Warunkiem wszczęcia przewodu doktorskiego jest posiadanie wydanej lub przyjętej do druku publikacji naukowej w formie książki lub co najmniej jednej publikacji naukowej w recenzowanym czasopiśmie naukowym wymienionym w wykazie czasopism naukowych ogłaszanym przez ministra właściwego do spraw nauki zgodnie z przepisami wydanymi na podstawie art. 44 ust. 2 ustawy z dnia 30 kwietnia 2010 r. o zasadach finansowania nauki (Dz. U. Nr 96, poz. 615, z późn. zm.17)) lub w recenzowanych materiałach z międzynarodowej konferencji naukowej lub publiczna prezentacja dzieła artystycznego.”.
Zmiana zaznaczona na czerwono – usunięto „zasięg co najmniej krajowy” czasopisma, w którym ma być opublikowany artykuł i doprecyzowano, że czasopismo ma znajdować się na „Wykazie czasopism punktowanych”.
Zmiana zaznaczona na zielono – zmieniono „sprawozdania” na „materiały”. Bardzo dobre posunięcie, bo ciężko uznać sprawozdanie za tekst naukowy.
Doprecyzowano zasady, na jakich stopień doktora mogą otrzymywać beneficjenci programu „Diamentowy Grant” (dodano ust 3. w art 11).
W przypadku osoby będącej beneficjentem programu „Diamentowy Grant”, o którym mowa w art. 187a ustawy z dnia 27 lipca 2005 r. – Prawo o szkolnictwie wyższym, która nie spełnia warunku wszczęcia przewodu doktorskiego określonego w ust. 2, warunkiem wszczęcia tego przewodu jest dołączenie do wniosku opinii potwierdzającej wysoką jakość prac badawczych prowadzonych przez tę osobę oraz wysoki stopień zaawansowania tych prac, wydanej przez opiekuna naukowego posiadającego tytuł profesora lub stopień doktora habilitowanego lub uprawnienie równoważne z uprawnieniami doktora habilitowanego, nabyte na podstawie art. 21a.
Możliwość powołania drugiego promotora w przypadku rozprawy interdyscyplinarnej.
Do tej pory była możliwość powoływania kopromotora, jeśli doktorat robiony był w ramach współpracy międzynarodowej. Teraz dodano dwa – bardzo ważne podpunkty.
4a. W przypadku przygotowywania interdyscyplinarnej rozprawy doktorskiej można powołać drugiego promotora.
4b. Przepisy dotyczące promotora stosuje się odpowiednio do kopromotora i drugiego promotora, z zastrzeżeniem że kopromotorowi nie przysługuje wynagrodzenie, o którym mowa w przepisach wydanych na podstawie art. 30 ust. 3.
Zmiany w habilitacjach
Przy habilitacjach mamy w zasadzie do czynienia z dwoma zmianami. Jedną bardzo ważną i jedną techniczną. Zacznę od tej technicznej.
Artykuł 18 ustęp 4 otrzymuje brzmienie:
4. Centralna Komisja dokonuje oceny formalnej wniosku w terminie 14 dni od dnia jego otrzymania. W przypadku uznania wniosku za niekompletny lub nie- odpowiadający wymogom ustawy Centralna Komisja wzywa do jego uzupełnienia lub poprawienia, wskazując sposób i wyznaczając termin uzupełnienia lub poprawienia wniosku.
Wydłużono termin 7 do 14 dni oraz doprecyzowano, że czas biegnie od dnia otrzymania.
Bardzo ważna zmiana w art. 16 ust 2. pkt 1. – chodzi o to, co może stanowić osiągnięcie (podstawę) postępowania habilitacyjnego. Przepis, który dotychczas brzmiał „dzieło opublikowane w całości lub w zasadniczej części, albo jednotematyczny cykl publikacji” uzyskuje kształt:
dzieło opublikowane w całości lub w zasadniczej części, albo cykl publikacji powiązanych tematycznie .
Innymi słowy: znika „jednotematyczność” na rzecz „powiązania tematycznego”. Muszę koniecznie wspomnieć, że propozycja tej zmiany została wskazana przez Radę Młodych Naukowców na sejmowej Komisji Edukacji, Nauki i Młodzieży 5 czerwca 2014 r.
Na pierwszy rzut oka, możemy mieć wrażenie, że to takie „lub czasopisma”. Ale tak naprawdę wymóg jednotematyczności był bardzo ograniczający (szczególnie w tzw. „szybkich” dyscyplinach, gdzie jeden udany/nieudany eksperyment może zmienić całą ścieżkę badań).
Zmiany w profesurach
Tutaj dokonano najradykalniejszej zmiany. Okazuje się bowiem, że od 2011 roku na nowych zasadach przeprowadzono zaledwie cztery postępowania. Dlatego wymagania dla profesora zostały zmniejszone (technicznie oznacza to wymianę spójników „i” na „lub”). Poniżej zamieszczam aktualne wymagania na profesora – warto zaznaczyć, że został usunięty wymóg odbycia staży naukowych i prac w instytucjach naukowych (w tym zagranicznych).
Aktualne wymagania do tytułu profesora:
1) posiada osiągnięcia naukowe znacznie przekraczające wymagania stawiane w postępowaniu habilitacyjnym;
2) posiada doświadczenie w kierowaniu zespołami badawczymi realizującymi projekty finansowane w drodze konkursów krajowych lub zagranicznych lub odbyła staże naukowe w instytucjach naukowych, w tym zagranicznych, lub prowadziła prace naukowe w instytucjach naukowych, w tym zagranicznych;
3) posiada osiągnięcia w opiece naukowej – uczestniczyła co najmniej:
a) raz w charakterze promotora w przewodzie doktorskim zakończonym nadaniem stopnia oraz
b) raz w charakterze promotora pomocniczego w przewodzie doktorskim zakończonym nadaniem stopnia lub uczestniczy w charakterze promotora w otwartym przewodzie doktorskim, oraz
c) dwa razy w charakterze recenzenta w przewodzie doktorskim lub w przewodzie habilitacyjnym lub w postępowaniu habilitacyjnym
To oczywiście jedynie drobny wycinek zmian z noweli (musi ją jeszcze podpisać prezydent). Mam nadzieję jednak, że to zestawienie się przyda.
Zdjęcie na licencji CC Zero.
Tagi: doktorantdoktorathabilitantMNiSWprofesura	Warto również przeczytać
Rada Młodych Naukowców – ruszyła IV kadencja
Został podany termin składania ankiet w celu ewaluacji czasopism
Ministerialny zespół ds. oceny czasopism naukowych
Zmiana w wypadku habilitacji nie zadnego znaczenia. Recenzent bedzie sobie interpretowac powiazanie tematyczne, jak mu w duszy zagra.
Natomiast naszla mnie dodatkowa refleksja. Poziom kontrolowania rzeczywistosci przez ustawe jest niesamowity. Wolno 2 promotorow, ale tylko gdy jest interdyscyplinarnie, bo przeciez 2 promotorow w monodyscypinarnych doktoratach to ruja i porobstwo. Profesor wtedy, gdy doktorant otworzy przewod, bo jak nie otworzy, to przeciez promotor nie jest promotorem i moglby taki delikwent zostac profesorem bez spelnienia otwartego przewodu doktorskiego swojego doktoranta. Bylby to oczywiscie skandal nad skandale…..Ja bym jeszcze dodal, ze doktorant powinien otworzyc przewod w pierwszy piatek po otrzymaniu komentarzy nt trzeciego rozdzialu rozprawy. Bo tak!
Jak zazwyczaj drażnią mnie Pana wpisy, Panie D., tak tym razem ma Pan absolutną rację – ten poziom kontroli i szczegółowość wytycznych są dość frapujące. Tym bardziej, że w kilku ważniejszych kwestiach panuje zupełny rozgardiasz…
Zapatrzyłem się w ilustrację, która wygląda jak tor budowany w przetargu na najniższą cenę. Albo jak drabina Jakubowa… A potem przyszło mi do głowy, że ścieżki awansowe bardziej są podobne do zagmatwanych dróg obrazie Eschera…
Co do wymagań na profesora: jak rozumiem liczba doktorantów z 3 zmalała do 2, ale
został dodany warunek, wcześniej nieobecny, że 1 z nich musi być już
wypromowany. Dla mnie problematyczny jest też ten punkt z byciem recenzentem. Z moich obserwacji wynika, że w niektórych dziedzinach recenzują wciąż te same osoby (szczególnie te wyznaczane przez CK mocno się powtarzają), a wiele kompetentnych osób nie dostaje recenzji wcale (bo nie obraca się w odpowiednich kręgach).
Szkoda, że zrezygnowano z konieczności odbycia zagranicznych staży naukowych przy wymogach profesorskich. Swoją drogą pokazuję to bezmyślność decydentów: w ciągu 2 lat radykalnie zmieniają kryteria.
Nie, wcześniej było 3 doktorów, a nie doktorantów. Teraz jest 1 doktor i 1 doktorant z otwartym przewodem.
Pytanie z innej beczki. Skoro ustawa mówi, że do otwarcia przewodu doktorskiego trzeba mieć 1 publikacje w czasopiśmie punktowanym, to czy władze wydziału mają prawo podnieść poprzeczkę wyżej drogą uchwał? U mnie na wydziale obowiązuje uchwała, że do otwarcia przewodu doktorskiego trzeba mieć min. 20 punktów (liczone po współudziałach) i w tym jeden artykuł w czasopiśmie za minimum 8 pkt z listy czasopism punktowanych. Czy w takim wypadku istnieją przesłanki, by zaskarżyć obowiązującą na wydziale uchwałę?
Mój komentarz do nowych wymogów profesorskich.
Ad 1. To jest całkowicie uznaniowe kryterium i chyba tak musi być. Ale ta uznaniowość ma poważne konsekwencje w dopuszczeniu do władzy i sporych pieniędzy, jest więc to mechanizm „chorobotwórczy” (w sensie angielskiego „corrupt”). Ad 2) Nie znam dra habilitowanego, który nie spełniałby tego warunku, jest więc ten warunek zaklinaniem rzeczywistości lub próbą odcięcia absolutnego dna. Te „trzy razy LUB” to realistyczny obraz stanu polskiej nauki, ale i klęska frakcji reformatorskiej w ministerstwie. Ten punkt powinien wymagać doświadczenia w „kierowaniu zespołami badawczymi realizującymi projekty finansowane w drodze konkursów” *o zasięgu co najmniej regionalnym* ORAZ doświadczenia w pracy lub odbycia stażu w innej jednostce naukowej, krajowej lub zagranicznej, z wyłączeniem doświadczenia uzyskanego w kraju poza swoim głównym miejscem zatrudnienia. Ad 3) Powrót do sytuacji zbliżonej do tej sprzed reform Kudryckiej.
Ad 3a) Bardzo dobrze, że wymaga się formalnie choć jednego wypromowanego doktora. Przed Kudrycką w drodze wyjątku można było obejść ten wymóg. A przecież profesor to nauczyciel, nieprawdaż? Profesor bez wypromowanego doktora to zwykle osoba z zaburzonymi relacjami społecznymi.
Ad 3b) Ten warunek zdejmuje nacisk na forsowanie promotorstwa promocniczego, wyrównuje też szanse niezależnie od wieku (poprzednie przepisy krzywdziły średnie pokolenie). Dobrze.
Ad 3c) Byłby to istotny warunek, gdyby dopisano „w przewodach prowadzonych poza miejscem zatrudnienia”. Warunek ten zdecydowanie faworyzuje osoby zatrudnione w jednostkach mających uprawnienia habilitacyjne.
Do mnie przemawia argument, że nie można od *każdego* wymagać stażu zagranicznego, w szczególności od młodych matek. Najlepszym czasem na taki staż jest post-doc i wiele kobiet tę szansę wykorzystuje. Ale profesury dotyczą raczej osób w wieku 40+, zwykle 50+, które w czasach swojej młodości nie miały takich możliwości wyjazdu, jakie są teraz. Nie wszędzie też naciskano na zagraniczne staże. Nie można teraz karać za to, czego nie zrobiło się 20 lat temu. A co z osobami, które np. nie jeżdżą z przyczyn zdrowotnych? Stażu zagranicznego powinny (elastycznie) wymagać poszczególne jednostki, np. te o aspiracjach KNOW. Te wymagania można przecież stawiać niezależnie od stopnia/tytułu?
3 doktorów? Przepis brzmiał jak poniżej. „Uczestniczyć w charakterze promotora” oznacza chyba mieć doktoranta z otwartym przewodem, a nie wypromowanego doktora.
Art 26. 1.3) posiada osiągnięcia w opiece naukowej – uczestniczyła co najmniej trzy razy w charakterze promotora lub promotora pomocniczego w przewodzie doktorskim, w tym co najmniej raz w charakterze promotora
Poprzednie kryteria były zaporowe: w niektórych dziedzinach
nie było grantów międzynarodowych lub były trudno osiągalne. W efekcie hurtem
składano wnioski profesorskie w starym trybie, aby zdążyć przed końcem 2-letniego
okresu przejściowego. Paradoksalnie liczba profesorów znacznie wzrosła. Często
to były słabe wnioski, które przechodziły bo się należało, za wysługę lat, bo
była to ostatnia szansa na profesurę. Kiedyś mieliśmy docentów marcowych, teraz
mamy profesorów ostatniej szansy.
nie, przewód doktorski to całość postępowania związanego z nadaniem stopnia dr, który kończy się obroną.
Młodą matką nie jest się przez całe życie. A wyjeżdżać można od ponad 20 lat. W latach 90. nawet łatwiej było dostać stypendium zagraniczne przynajmniej w hum-spol. A stypendiów jest sporo niezależnie od wieku. Można też jechać z rodziną. Nie trzeba też jechać na długo. Nie było nacisku? Cały czas był i jest nacisk, bo bez wyjazdów trudno coś sensownego robić, choćby ze względu na żałosny stan polskich bibliotek. W polskich warunkach: wzajemne kręgi adoracji, zamknięte środowiska, konieczność wyjazdów może by trochę przewietrzyła towarzystwo.
Ok, ale chyba takie jasne to nie było, skoro teraz to jednak chceli doprecyzować dodając sformułowanie „w przewodzie doktorskim zakończonym nadaniem stopnia”
Tak czy inaczej, zmiany są na dobre.
ad 2) a ja znam profesorów, którzy nie spełniają tego warunku i to na wydziałach A i A+
Wydaje mi się, że do habilitacji lub profesury nie potrzeba w dzisiejszych czasach wyjazdów, ważne są publikacje i wypromowani doktorzy. W mojej opinii ustawa powinna wymagać zgromadzenia (w zależności od dyscypliny) określonej liczby punktów (ale w wielu poważnych czasopismach, a nie w jednym zaprzyjaźnionym lub w „proceedingsach” zaprzyjaźnionej konferencji), a liczbę tę powinien określać minister w stosownym rozporządzeniu po konsultacji ze środowiskiem. Nie rozumiem tego wiecznego uczestnictwa nietykalnych recenzentów, konieczności bycia w stajni danego „mistrza” lub uczelni, wyjazdów na staże, podczas których często współpracuje się z Polakami, z którymi można by kontaktować się przy pomocy e-maila lub telekonferencji (na co powinny się znaleźć pieniądze, zamiast kosztownych podróży i utrzymania za granicą, konieczności przemieszczania się z rodziną lub rozłąki, itp.).
Widocznie były przypadki, gdy ktoś interpretował ten przepis tak, jak ty (trzy otwarte przewody). Moim zdaniem formalnie rzecz biorąc ten ktoś miał rację i w sądzie by wygrał. Jednak w „środowisku” zawsze interpretowano ten zapis jako „trzech wypromowanych doktorów”.
Jeżeli ktoś nie jest w stanie wygrać konkursu o grant badawczy (a możliwości jest naprawdę dużo), nie powinien być profesorem belwederskim. Dla mnie profesor to nie ktoś, kto ma (tylko) osiągnięcia, tylko ktoś, kto jest lokalnym liderem – naukowym, organizacyjnym. Ktoś, kto jest w stanie stworzyć swoją szkołę badawczą, ale też ktoś, kto jest w stanie zaproponować i zorganizować nowy kierunek nauczania. A szkołę trzeba przecież z czegoś utrzymać, nieprawdaż?
no nie wiem, w niektórych dyscyplinach nie ma takiego nacisku na prace zespołowe, pracuje się głównie indywidualnie. Dla mnie kierowanie grantem nie jest ważne, a nawet to strata czasu, mnóstwo formalności – ważniejsze są indywidualne stypendia, np. pół roku w dobrej bibliotece. Ale znam prof, którzy nie tylko nie kierowali grantem, ale także nie byli na żadnym zagranicznym stypendium, nie śledzą zagranicznej literatury. Żałosne.
Nie prof
No właśnie nie. Profesor to autorytet, a nie menedżer. Nie przesadzajmy z tymi wszystkimi zasługami pozanaukowymi. Jeśli ktoś ma granty – dobrze, jeśli nie ma – też dobrze. Tu chodzi o awans na uczelni. Granty zostawmy w spokoju.
To za co bedzie robic badania, jesli nie ma grantow?
.Młodą matką nie jest się wiecznie, ale z kimś to dziecko trzeba zostawić. Można jechać z rodziną? No jeśli ktoś może, to gratuluję. Właściwie po tym zdaniu przestałam czytać, bo zabrakło mi nadziei na znalezienie odrobiny zrozumienia dla innych sytuacji życiowych niż własna.
Przy niektórych rodzajach badań nie trzeba dużych nakładów finansowych, można je robić w ramach stosunku pracy na uczelni albo finansując je z indywidualnych stypendiów przyznawanych przez różne ośrodków czy w ramach różnych programów, np. instytut nauk o człowieku w Wiedniu czy Fullbright itd
Za to samo, za co robił do tej pory. W Polsce, aby otrzymać grant, trzeba mieć bardzo dobre publikacje, a te się z powietrza nie wzięły. Oczywiście można się spierać o kwestie laboratoryjne, ale w większości przypadków potrzebne są: dostęp do czasopism, komputer, papier i długopis.
Ma Pan całkowitą rację, w kwestii dowolności interpretacji. Tylko z drugiej strony jak w sposób sensowny zdefiniować dla wszystkich naukowców w sposób czytelny te definicję. Jako biolog sam miałbym z tym poważny problem patrząc tylko na własną dyscyplinę. A humaniści? Lekarze? Inżynierowie?
Uważam, że problem jest palący i trzeba go rozwiązać, ale niech ktoś poda chociaż zarys pomysłu jak to mądrze zrobić, a postawie mu piwo. kw
Szanowna Pani matką jest się całe życie wbrew temu, co Pani pisze. Mało z tego matkami są również dojrzałe kobiety mające małe dzieci, które pracują równocześnie naukowo. Przepisy nie powinny dyskryminować nikogo, ani też
nikomu uniemożliwiać rozwoju. Pytanie dotyczy również zasadności takich wyjazdów, gdyż praktyka ukazuje, że często są to nadużycia – np. kwerenda w … Paryżu. W dobie informatyzacji dostęp do publikacji stał się łatwiejszy i w Polsce również można „zrobić coś sensownego” – trzeba tylko chcieć. A przepis i tak jest fikcyjny, gdyż zagraniczne wyjazdy to przede wszystkim Słowacja do „zaprzyjaźnionych” uczelni. Ograniczamy się sami poprzez konformizm i wygodnictwo, a tego nie zmieni żaden przepis.
Nie wiem i podejrzewam, ze sie nie da. nalezy przyjac interpretacje, ze poza sytuacjami, kiedy habilitant jaja sobie robi, nalezy przyjac, ze powiazanie tematyczne typu: literatura XX w. jest wystarczajace. Moim zdaniem jednak habilitacja poiwnna byc ocena calego dorobku. I juz.To jest banalnie proste. Po jaka cholere wyrozniac czesc dorobku do oceny? Ni ewidze zadnych merytotycznych zalet poza tym, ze kiedys sie pisalo ksiazke na habilitacje. Zgadzam sie natomiast, ze sprawa jest i wazna, i pilna.
Gorąco dołączam się do pytania. Sprawa dotyczy chyba bardzo wielu nadgorliwych wydziałów, też w kwestii habilitacji, są wydziały, które stawiają wzięte z powietrza wymogi punktowe też przy habilitacjach. Czy dr Kulczycki mógłby się wypowiedzieć? Bardzo prosimy
Niestety, po tych zmianach pozostawiono brak rzeczywistego wpływu Centralnej Komisji na poziom habilitacji. Nadal można łatwo umieszczając ‚kolegów’ w Komisji Habilitacyjnej przeprowadzić skutecznie bardzo słabe przewody, oparte na marnych publikacjach, do pozytywnego zakończenia.
Konieczne jest: 1 – niedopuszczenie do Komisji Habilitacyjnej osób z tej samej uczelni (instytutu) co habilitant aby uniknąć ‚kolesiostwa’ oraz 2 – przywrócenie możliwości faktycznej oceny przewodu habilitacyjnego przez CK
Tę sprawę dyskutowała Rada Młodych Naukowców m.in. na spotkaniu z prof. Tajdusiem (Przewodniczącym CK). I kwestia ta wygląda następująco: jeśli Rada Wydziału/Instytutu daje „uchwałę w formie zalecenia”, tzn. pokazuje, że na tej radzie „warto” mieć dwie publikacja (bo np. rada dba o poziom doktoratów), to Rada może tak robić (oczywiście rada w ten sposób samo siebie chce ograniczyć). Pod warunkiem(!), że nigdy nie odmówi się otwarcia przewodu z powodu niespełnienia tego zalecenia. Innymi słowy: gdyby ktoś uzyskał decyzję odmowną w sprawie otwarcia przewodu, a w uzasadnianiu byłoby wskazane, że przyczyną jest niespełnienie zalecenia (jedna zamiast dwóch publikacji), wówczas jest to absolutna podstawa do zaskarżenia. Tylko wtedy trzeba „kopać się z koniem” albo raczej „skopać konia, na którym chce się jechać”.
Innymi słowy: Rada może dawać takie zalecenia, nie może jednak na tej podstawie odmawiać otwarcia przewodu (oczywiście „prawdziwą argumentację” można rozmyć w uzasadnieniu).
„młodą matką” na pewno nie jest się przez całe życie….
co złego w kwerendzie w Paryżu?
Wyjazdy i dłuższe pobyty w zagranicznych instytucjach naukowych są absolutnie konieczne w procesie formowania samodzielnego badacza. Ograniczenie się do własnego zakładu i starego biurka jest nie do utrzymania przy obecnym rozwoju, przynajmniej w naukach ścisłych. Wymaganie zbierania doświadczeń w różnych środowiskach naukowych jest przyjęte w wielu krajach i tylko w zupełnie wyjątkowych przypadkach (np. niepełnosprawność fizyczna) można z tego rezygnować. Buchalteria punktowa ma bardzo ograniczoną wartość w ocenie wartości badacza.
Czy tylko młode matki rozwijają się naukowo?
Oczywiście kwerenda w Paryżu to nic złego – chodzi o fikcyjność kwerend w każdym miejscu.
Warto też popatrzyć na problem w szerszej perspektywie.
Czytam te jęki, czego to nie można (granty, wyjazdy, promocje, jeszcze nikt nie napisał, że zdobycie dorobku ponadhabilitacyjnego też jest nie do ogarnięcia przed emeryturą, ale to tylko kwestia czasu…), a nikt nie ma odwagi napisać uczciwie, że jedyny akceptowalny dla wszystkich zapis ustawy brzmi „tytuł profesora przysługuje każdemu, kto w wieku la 35 jest zatrudniony na uczelni wyższej na stanowisku naukowo-dydaktycznym lub dydaktycznym i przyznaje się go automatycznie na podstawie daty urodzin w bazie Nauka Polska”.
To ładnie brzmi: „absolutnie konieczne”, „buchalteria punktowa”, „proces formowania”, „stare biurko”. Tak naprawdę jedynym miernikiem są publikacje. Publikujesz – jesteś dobry, nie publikujesz – jesteś cieniutki. Formowanie można osiągać u boku mentora z Polski, jak i w nowoczesnej grupie międzynarodowej. Akurat osobiście przeszedłem tę drugą drogę, ale nie uważam jej za niezbędną. Czym różni się dobrze zorganizowana grupa badawcza na polskiej uczelni od dobrze zorganizowanej grupy badawczej na zagranicznej uczelni? Odpowiedzi są dwie: po pierwsze: u nas mówimy dzień dobry, a tam mówimy „Hi”. Po drugie, w naszym kraju takich grup jest niewiele. I tu warto się właśnie zastanowić, dlaczego wielu profesorów odpuszcza prowadzenie i organizowanie takich grup. Jednak podkreślam, sama zmiana otoczenia nie zrobi z nas samodzielnego naukowca, wielkie światowe autorytety nie padną przed nami na kolana, jeżeli sami czegoś im nie zaoferujemy: motywacji, umiejętności, wiedzy itd. Można to osiągnąć w kraju i za granicą, różnica polega tylko w infrastrukturze i w wysiłku, jaki należy włożyć w ten proces.
Po trzecie każda taka grupa ma daleko lepsze mozliwości pozyskania pieniędzy na badania jak również jej pracownicy uzyskuja godziwe płace, a nie musza robić bokami. To tylko tak na boku bo czym sie różni dobrze napisany wniosek grantowy tu i w cywilizowanych krajach – prawdopodobieństwem sukcesu i wysokościa kwot które można wnioskować.
Po czwarte rozbuchana i ofensywna biurokracją, przynajmniej w państwowych uczelniach, bo PJWSTK czy SWPS pokazują że da sie inaczej
Tak, pełna zgoda. Ale istnieje w Polsce pewna mitologia wyjazdu naukowego. Sam wyjazd nie zrobi z nikogo wielkiego, genialnego naukowca. To właśnie szansę wyjazdu otrzymują zazwyczaj najlepsi i najbardziej zdeterminowani, którzy w większości przypadków całkiem nieźle poradziliby sobie również w Polsce.
To „do czego służy” profesor, jeśli nie do uczenia?
Do jednoczesnego pobierania emerytury pracy na 2 etatach?
„Aktualne wymagania do tytułu profesora:
3) posiada osiągnięcia w opiece naukowej – uczestniczyła co najmniej: a) raz w charakterze promotora w przewodzie doktorskim zakończonym nadaniem stopnia oraz
b) raz w charakterze promotora pomocniczego w przewodzie doktorskim zakończonym nadaniem stopnia lub uczestniczy w charakterze promotora w otwartym przewodzie doktorskim (…)”
To chyba jakaś pomyłka. Z tego zapisu wynika, że jeśli mam wypromowanych trzech doktorów, ale nie byłem promotorem pomocnicznym i nie mam aktualnie doktoranta, to mogę sobie pomarzyć? ;)
„Zbiór publikacji w danej dyscyplinie”. Taki zapis załatwia sprawę, bo habilitację robi się w danej dyscyplinie, a nie „w zagadnieniach powiązanych tematycznie”. Wprowadzony zapis to bezsensowne kombinowanie, by dać furtkę recenzentom.
Wprowadzona zmiana tak naprawdę nic nie zmienia i utrwala tylko niejednoznaczności pod przykrywką pozytywnej zmiany. Chwalenie się tym przez członka Rady Młodych Naukowców to już całkowita żenada. RMN po raz kolejny pokazała, że nie wie na czym polega stanowienie dobrego prawa.
a w ogóle jaki jest sens habilitacji? Jej likwidacja rozwiąże wszystkie problemy
można jeszcze prowadzić badania :P
Chyba nie o to chodziło, ale tak to brzmi. Intencją zapewne było, że co najmniej:
a) 1 wypromowany doktor + 1 wypromowany pomocniczo lub
b) 1 wypromowany doktor + 1 w trakcie przewodu.
Przy takim rozumieniu 2 wypromowanych jest więcej niż a) i b), więc jest ok.
Niniejszym WYCIĘTO całe pokolenie habów z możliwości starania się o profesurę:
Nie da się zrobić profesury bez bycia pomocniczym recenzentem – a nie da się być pomocniczym recenzentem, gdy się już nim nie mogło być robiąc habilitację przez X 2011
Kto nie zdążył być profesorem ostatniej szansy – nie ma szansy być profesorem.
Posiada osiągnięcia w opiece naukowej – uczestniczyła co najmniej:
pomocniczym promotorem – przepraszam, nie recenzentem a pomocniczym promotorem
Czy ktoś może orientuje się jak to jest z habilitacją, gdy jest się adiunktem zatrudnionym na pół etatu? Czy czas biegnie 2 razy wolniej? Czy ktoś się orientuje jak w takiej sytuacji liczy się 8 lat na habilitacje?
W trakcie prac „reformistów” była propozycja, aby habilitacja, jeżeli już w ogóle ma zostać, była w dziedzinie, a nie w bardziej zawężonej dyscyplinie. Niestety kontra betonu była tak silna, że propozycja upadła.
Zygrfryd
No przecież jest napisane LUB uczestniczy w charakterze promotora w otwartym przewodzie doktorskim!
Nikt nie zwrócił uwagi na fakt, że wymagania zostały obniżone. Mówiąc wprost, wymagania dotyczące otrzymania profesury są łagodniejsze, niż otrzymania habilitacji czy doktoratu, gdzie precyzuje się jaśniej progowe warunki. Widać, pod kogo pisane są te przepisy. Po pierwsze, zapis: „posiada osiągnięcia naukowe znacznie przekraczające wymagania stawiane w postępowaniu habilitacyjnym” jest tak naprawdę o niczym – bardzo liberalnym zapisem dającym do dowolnej interpretacji przez rady wydziałów i zaprzyjaźnionych recenzentów. Po drugie, wycięcie wymagania stażu jest błędem, ponieważ umożliwia otrzymanie profesury przez osobniki całkowicie wyizolowane z życia naukowego dziejącego się poza murami własnej uczelni, gdzie wciąż robi się w Polsce wpierw magisterkę, doktorat, habilitację, a potem profesurę. A to wymaga przecież szybkiej zmiany, nie poziom habilitacji czy doktoratów.
Po trzecie, nikt nie dyskutuje, czy nie wprowadzać limitu czasowego dla uzyskania profesury, jak w przypadku habilitacji, bo to groziłoby wymianą profesorów, rotacją, selekcją najlepszych, brakiem gwarancji zatrudnienia do emerytury w macierzystej jednostce. Reformatorzy po prostu nie chcą wyjmować sobie i kolegom stołków, skoro już tam zasiadają (od dekad). Nikt nie ma odwagi powiedzieć w Polsce, że nie otworzymy uczelni, nie przewietrzymy korytarzy bez przepisów ułatwiających rotację, obowiązujących nie tylko kadry z krótkim stażem, ale wszystkich zatrudnionych. Podczas wdrażania tej reformy zręcznie zamaskowano te problemy. Wskazano fałszywy obszar dyskusji. Proszę zwrócić uwagę, że publiczne zatroskanie dotyczy zawsze tej młodszej kadry – jak sprawić by doktoranci i habilitanci byli dobrej jakości, żeby nie psuli uczelni. Podczas gdy oni są, statystycznie, lepszej jakości i nie ma co się zatroskiwać, poradzą sobie lepiej lub gorzej – częściej znają języki, więcej podróżują, znają technologie, dużo publikują, łatwiej się adaptują, są bardziej innowacyjni itd. Widzą to przecież studenci i żadne habilitacje i profesury nie przesłonią tego faktu.
Wszystko co tu napisałeś jest po prostu nieprawdą i nie znajduje potwierdzenia w faktach, przynajmniej na moim wydziale (biologicznym z pierwszej piątki polskich uczelni, UWr). Baza publikacji jest ogólnodostępna i można porobić statystyki. Profesura publikuje przeciętnie więcej i w lepszych czasopismach, w większej części ma rozbudowane kontaktu na świecie, dobrze zna języki i to dzięki swojej pozycji promuje młodszych, ułatwia im kontakty i ciągnie za uszy do robienia szybszej kariery (a wielu młodych dziwnie jakoś nie pali się do habilitacji nawet przy dobrym dorobku). Dyskusyjna jest też teza, że wymagania do profesury są wyraźnie złagodzone. W końcu jeżeli to pokolenie habilitowanych i doktorów przejdzie przez te niby ostrzejsze warunki to i do profesury wystartuje z dużo wyższej pozycji, a w tej chwili przecież do profesury startuje głównie już te nowe pokolenie (na moim wydziale średnia wieku nowych profesorów to już poniżej 50-ki).
Takie uogólnienia jakie przedstawiasz są nic nie warte, wręcz szkodliwe. Typowe narzekactwo. Reforma wiele zmieniła na lepsze, ale są i kwestie bardzo dyskusyjne (o czym na różnych blogach nie brak dyskusji). To, że w twojej uczelni jest tak źle jak przedstawiasz to nie musi znaczyć, że jest to efekty systemu. Może po prostu nie potraficie tego systemu wdrożyć.
Oczywiście że wymagania na profesora zostały obniżone i wiele osób zwróciło na to uwagę, wbrew temu co piszesz. O to właśnie chodziło, bo poprzedni zapis zdecydowanie zawyżał wymagania (w sposób absurdalny i nie mający związku z jakością dorobku naukowego, np. wymóg 3 doktorów), blokując skutecznie postępowania.
„Mówiąc wprost, wymagania dotyczące otrzymania profesury są łagodniejsze, niż otrzymania habilitacji czy doktoratu”
To dość dziwne stwierdzenie, nie wiem na czym oparte. Cała instytucja profesury jako procedury państwowej jest dość kuriozalna i trudno tu określać jakieś konkretne warunki jej otrzymania. Nie ma ich zresztą także dla habilitacji poza przedstawieniem dzieła bądź cyklu publikacji. W przypadku doktoratu jest zapis o 1 publikacji. Poza tym jest zapis, że kandydat na profesora „posiada osiągnięcia naukowe znacznie przekraczające wymagania stawiane wpostępowaniu habilitacyjnym”, więc o wymaganiach łagodniejszych niż hab. nie może być mowy.
„wycięcie wymagania stażu jest błędem, ponieważ umożliwia otrzymanie profesury przez osobniki całkowicie wyizolowane z życia naukowego dziejącego się poza murami własnej uczelni”
Nieprawda, można nie mieć stażu a mieć dużo międzynarodowych publikacji i uznanie w międzynarodowym środowisku. Wprowadzenie sztywnego warunku staży jest złe, bo nie pozwala na jakąkolwiek elastyczność i może wykluczać osoby, które jak najbardziej na profesora zasługują swoim dorobkiem. Staże zależą od sytuacji rodzinnej i innych sytuacji, o których już tu pisano.
promotora pomocniczego
Nie jest podkreślone, że chodzi o innego niż pomocniczego, czyli rozumieć należy że promotora pomocniczego w przewodzie doktorskim zakończonym nadaniem stopnia lub uczestniczy w charakterze promotora (pomocniczego) w otwartym przewodzie doktorskim
Nie, ponieważ to są dwie różne funkcje (vide punkt a). Poza tym to jest prawo, a nie ćwiczenie stylistyczne. A zatem jest dokładnie to, co jest – gdyby miało być promotora pomocniczego, to by było. Jak w każdym innym miejscu ustawy, gdzie taki termin się pojawia.
rozumianek
Ja proponuję 30 lat. W końcu kiedyś ministra mówiła, że doktorata można zrobić będzie po licencjacie. Co stoi na przeszkodzie? StaryZgred2012
Hm, jeżeli wprowadzisz takie rygory przyznawania doktoratów, jakie są w cywilizacji to OK. Ale patrząc na to, co przechodzi obecnie jako doktoraty to zgroza ogarnia. No i jesteśmy między młotem doktoratowej masówki-bezmózgowia i kowadłem sitw rządzących w CK i wokół CK przy habilitacjach. Sądząc po nowelizacji, obecnie koterie betonu wykonują wycofanie „na z góry upatrzone pozycje” i wciągają drabiny prowadzące do profesur.
Abstrahujesz od tego, że pracujesz w czołowym polskim wydziale. W wydziałach peryferyjnych jest właśnie tak, jak pisze @P2,
Oczywiście, z punktu b wprost wynika, że ALBO promotor pomocniczy w zakończonym postępowaniu, ALBO promotor w aktualnie otwartym przewodzie. Co jest o tyle dziwaczne, że jeśli nie było się pomocniczym, to będzie trzeba „celować” z otwartym przewodem swojego doktoranta. Bez sensu, ale drogi „całemu pokoleniu habów” nie zamyka.
w bazie Nauka Polska nie ma daty urodzin
i zapewne wąska grupa decydowałaby kto ma 30 lat a kto jeszcze nie
To rzeczywiscie skandal, zeby wymagac bardzo dobrych publikacji przy przyznawaniu grantu. po prostu skandal.
Dala, problem nie w tym, że wymagane są bardzo dobre publikacje. Problem w tym, że tworzy się zamknięte koło wymagań: do uzyskania pieniędzy potrzeba publikacji, a do uzyskania publikacji potrzeba pieniędzy. W systemie mającym już kilkadziesiąt lat problem rozwiązuje się w ten sposób, że najpierw terminuje się u dobrych uzyskując koautorstwo, a potem startuje się do własnych grantów. U nas system jest tworzony od zera, a pieniądze umożliwiające start były przez ostatnią dekadę przyznawane w sposób urągający jakiejkolwiek bezstronności i obiektywizmowi. W takim spatologizowanym stanie nieustalonym nie masz szans na sensowny start. NCN ma jeszcze resztki ocen kryterialnych, ale NCBiR to czysta uznaniowość.
problem polega też na tym, że część osób nigdy nie nie mogła nawet być promotorami pomocniczymi (osoby z habilitacją zrobioną przed nowelą ustawy a przed profesurą). Teraz rozumiem, że aby spełnić wymagania punktu 2 muszę komuś otworzyć przewód i wstrzymywać go z obroną aż zakończy się moje postępowanie profesorskie :)
Jakiś nonsens
Poza tym jest zapis, że kandydat na profesora „posiada osiągnięcia
naukowe znacznie przekraczające wymagania stawiane wpostępowaniu
habilitacyjnym”, więc o wymaganiach łagodniejszych niż hab. nie może być
mowy.q
Problem w tym, że nie jest tu jasno powiedziane, że chodzi o osiągnięcia naukowe uzyskane po otrzymaniu habilitacji. Będą przechodzić słabe profesury, ponieważ w przypadku słabych osiągnieć po habilitacji będzie się po prostu referować przedhabilitacyjny dorobek, aby stworzyć wrażenie znacznych osiągnięć. Czyli zostanie po staremu. Widziałem, jak to się odbywa na radach wydziału i sądzę, że będzie ten proceder nadal miał miejsce, przynajmniej na słabszych uniwersytetach.
Upieram się również, że wymagania zostały podniesione co do doktorantów i habilitantów, natomiast poprzez likwidację niektórych zapisów uzyskanie profesury będzie tak łatwe jak dawniej. Tymczasem musi być jakiś warunek, który zmusiłby ludzi do ruszenia czterech liter po habilitacji (publikacje w zagranicznych periodykach? staże? granty międzynarodowe? TSM? – jest tego naprawdę wiele), zamiast bezpiecznego obracania się wśród kolegów z wydziału oraz paru znajomych z sąsiedniego uniwersytetu, bywając na „międzynarodowych” konferencjach w Rzeszowie czy Zielonej Górze (proszę się nie obrażać, sam pracuję na prowincji), gdzie referuje się wyłącznie po polsku.
W końcu czemuś ma służyć ta profesura i powinna być dla wyróżniających się? Czy dla wszystkich, jak leci?
Zgadzam się, że pozostawienie tego kuriozum – profesury belwederskiej – było błędem. A jeśli już trzeba było zostawić to kuriozum, to niech będzie chociaż coś, o co podnosi poziom nauki w Polsce i stawia jakieś wyzwania.
Uwierz mi, nie znasz realiów. Będzie jak dawniej, tzn. nie będzie rotacji i wiele będzie po uznaniu dziekana czy kolegi z pokoju (są oczywiście wyjątki, ale to nie tyczy większości wydziałów ze średniej i niskiej półki). Na mojej uczelni (a raczej wydziale) nie jest źle, jest średnio. Problem z tą reformą jest taki, że ona nie poprawi sytuacji. Znów profesura, o której piszesz, bedzie tytularnie równa innej, takiej polskiej średniej, po uznaniu kolegów, bez szerszych horyzontów i kompetencji. Napiszę tak – sam jestem średniakiem ze średniego uniwersytetu, który raczej dobrze wykorzystał szanse, jakie były mu dane. Uważam, że gdybym nie był ambitny i nie lubił swojej pracy, po habilitacji bimbałbym do końca życia na ciepłej posadce na tym średnim wydziale. Więc po co ta reforma? Żeby lepsi pozostali lepsi, a pozostali byli tam, gdzie są? Czy żeby równać w górę?
Majac WYLACZNIE niemile doswiadczenia przez 6 aplikacji z rzedu w NCN (kazdorazowo uwzgledniajac uwagi PP.Recenzentow, przy Hirschu = 5 i ~100 cytowaniach, oraz kilkunastu przeprowadzonych projektach), nasze laboratorium przestalo tam aplikowac. Co gorsza, nepotyzm nie ogranicza sie tylko do NCN: wedle recenzenta resortowego, tenze wynik byl razaco nizszy nic h=4 i 70cytowan jego kolezanki…
Trafiłeś w sedno. To sformułowanie jest kuriozalne i jeśli go się nie poprawi, stworzy wiele problemów. Trzeba będzie celować w konkretny moment, na przykład skutecznie spowalniając swojego doktoranta, aby nie tracić jego otwartego przewodu.
Pytanie, jak będzie to interpretowane. Tu nie powinno być wątpliwości, sprawa jest zbyt poważna.
Cóż, kompletnie mnie to nie dziwi od czasu, gdy jeden recenzent w pierwszym podejściu zarzucił mi uwzględnianie w kalkulacji ZUS-u, który w jego mniemaniu był nieuzasadniony. Był to rok 2007, gdy akurat upływała dekada od wprowadzenia ozusowania umów o dzieło. Kuriozalne jest to, że nawet w przypadku rażąco niekompetentnej recenzji praktycznie nie ma żadnej ścieżki odwoławczej. Te kilkaset milionów, które ma do rozdysponowania NCN są z jednej strony urągająco niskie, a z drugiej strony uwzględniając stronniczy i niekompetentny poziom recenzowania, to może i dobrze, że nie zmarnują więcej. Bo pomimo wielokrotnych, skądinąd słusznych, wypowiedzi Jajszczyka to jednak praktykę określają panele i recenzenci a nie on jako dyrektor NCN.
No cóż, pewnie tak jest jak piszesz, a punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Ale np. w USA są też bardzo dobre i słabe uniwersytety (wierz mi, że są tam też bardzo słabe) i od góry nikt nie próbuje stworzyć ustawą jakiś sztywnych ram bo one mogą być dla jednych dyscyplinujące, a dla innych bardzo usztywniające. Tam rynek ustawił wszystko i dyplom określonej uczelni ma dobrze znaną wartość. Ale nie wszystkie uczelnie z topu rankingów w USA stawiają wyłącznie na wysoką jakość produkcji naukowej, są też takie gdzie jakość dydaktyczna kandydata jest stawiana na równi z naukową. I bywają też tam ciepłe posadki, znam osobiście parę osób z topowych ośrodków, które nawet w Polsce uchodziły by za bardzo przeciętne. Na moim wydziale nie od razu poszło gładko, system był budowany mozolnie, ale wyprzedzał reformę więc weszliśmy w nowe ramy z przekonaniem, że wszystko idzie we właściwym kierunku. Nie wiem, czy jakakolwiek ustawa wymusiła by bardzo istotne zmiany gdyby od dołu nie było chęci ich wdrażania. My postrzegamy tę nowelę ustawy jako krok w dobrym kierunku, bo poprzednia bardzo krępowała awanse właśnie młodych habilitowanych z nowego już nurtu ale zdaję sobie sprawę, że może ona być także wykorzystana jako osłabienie systemu. Tylko po co utrudniać życie tym lepszym dlatego, że inni mogą to wykorzystać? W prawie karnym też dopuszcza się pewien margines zaufania do społeczeństwa, a nadmiernie restrykcyjne przepisy zwykle się nie sprawdzają (to piszę jako socjobiolog znający niuanse i meandry ludzkiej psychologii).
Chciałem przypomnieć, że nowelizacja, iż doktorant ma mieć 1 publikację był „szokiem” swego czasu. No możemy podnieść poziom przez wprowadzenie wymaganych 2 lub 3 publikacji, ale dobrze wiemy, że to też będą obchodzić zakładając spółdzielnie.
wiesz co zgred, stary jestem i sie juz napatrzylem na swiat. rowniez w Polsce. i sa tacy, ktorzy maja i sa tacy, kotrzy nie maja. ci, co nie maja, ciagle nagle narzekaja i przeszkadza im marka papieru w drukarce i blok pisarski. Mi sie nie chce z nimi gadac. Profsor powinien umiec znalezc pieniadze na swoje badania. oczywiscie, ze powinnismy wziac pod uwage potezne roznice dyscyplinarne. Historyk nigdy nie bedzie mial pieniedzy takich jak farmaceuta. To inna liga finansowa. Nie znaczy to jednak, ze historyk ma siedziec i se dlubac.
Liczy się czas zatrudnienia – czyli osiem lat jak dla wszystkich.
NIBY tak. Ale IMHO, jako (jeszcze) mlody naukowiec ale z niezlym doswiadczeniem, nie chce mi sie glowa tego betonu kruszyc, latwiej wrocic jeszcze raz na Zachod. Jak bylo za komuny, tak jest i teraz – kto mial wygrac ten wygra, a resztki rozdysponowane prawidlowo sluza Jajszczykowi za listek figowy.
Co nie oznacza, ze szefowa sobie flakow nie wypruwa, zeby zdobyc jakiekolwiek srodki na badania. Zapytam jeszcze raz: Gdzie ten etos…?!?
Doskonale rozumiem niechec do walenia glowa w mur. I decyzje np.o wyjezdzie. Ja tez nie chcialbym naprawiac systemu na wlasnym przykladzie, marnujac najlepsze lata kariery. Jednak choc NCN ma bez watpienia wiele do zrobienia, to moim zdaniem idzie we wlasciwym kierunku.
A czy przypadek, w którym trzech następujących po sobie doktorantów (drugi otwiera przewód zanim pierwszy zamknie, trzeci otwiera przewód zanim drugi zamknie) dałoby odpowiednią ilość czasu nie rozwiązałby problemu? Jasne – potrzeba odpowiednią ilość doktorantów, a i tak pewnie będzie pospieszanie jednego i wstrzymywanie drugiego, ale generalnie w pewnym stopniu problem powinien zostać rozwiązany, bo z przepisów nie wynika wprost, że przez całą procedurę musi być otwarty jeden i ten sam przewód.
A więc wystarczy choć trochę współpracujące środowisko, w którym nikomu nie będzie przeszkadzało, że ktoś komuś odda „formalnie” doktoranta, aby przedłużyć czas oczekiwania na wynik złożonego wniosku, bez „przytrzymywania na siłę” poprzedniego.
Również podobają mi się niektóre rozwiązania, jednak uważam osłabienie kryteriów uzyskania profesury za błędne.
Jest to niepokojące, takie łagodne podchodzenie do ludzi o dłuższym stażu, po habilitacji. Muszą istnieć mechanizmy weryfikacji dorobku po habilitacji, skoro już zdecydowano się na całościową reformę nauki. Nie chodzi o restrykcyjne przepisy, tylko o mechanizm umożliwiający weryfikację efektów pracy. Nie widzę lepszego sprawdzianu kompetencji dla habilitowanych niż uczestnictwo w międzynarodowej nauce.
A to jest ciekawe podejście do problemu – pewnie da się i w ten sposób. Pytanie brzmi, czy nie łatwiej by było sensownie skonstruować ten przepis, zamiast zmuszać ludzi do kombinowania, jak obejść przepis zły?
Z całą pewnością intencją było ustalenie minimum wymagania na jedno zakończone sukcesem promotorstwo i co najmniej jedno zakończone pomocnicze względnie „niepomocnicze” w toku. Wypromowanie dwóch doktorów jako promotor główny lub jedyny na pewno ten wymóg spełnia. Fakt, że mogło to być sformułowane bardziej jednoznacznie, ale na pewno nikt nie zakwestionuje dwóch ukończonych przewodów (bez żadnego otwartego).
Obawiam się, że nie masz racji. To znaczy, zgadzam się co do intencji – ale zapis jest jasny i prosty: punkty a) i b) muszą być spełnione razem. A punkt b) jest sformułowany tak, jak jest – czyli idiotycznie i z tą intencją niezgodnie. Nie pierwszy i nie ostatni raz. Stawiam, że zostanie to szybko znowelizowane. Chyba, że intencja wcale nie była taka, jak sądzimy, i jest w tym drugie dno – na zasadzie zwiększenia kontroli władz uczelni (czytaj: profesorów) nad tym, kto może w ogóle próbować starać się o profa. Ale to już się ociera o spiskową teorię dziejów…
Pozwalam sobie tutaj powtórzyć pytanie z wpisu sprzed miesiąca, jeśli można. Wiem, że jest Pan w komisji oceniającej czasopisma.
Czy jeśli czasopismo ukazuje się od początku 2013 roku (kwartalnik), to ma szansę zostać uwzględnione w wykazie grudniowych w 2014 roku (jeśli w sumie ukaże się już cały rok 2014 plus wcześniejszy 2013)?
Będę bardzo zobowiązany za informację.
W 2014 r. nie będą uwzględnione żadne nowe czasopisma – nie będzie procesu składania ankiet.
Czyli warto uświadomić autorom publikującym w czasopismach z list A, B i C, że w obecnym roku i przyszłym grają w ciemno. W szczególności, co już uważam za skandaliczne, może się okazać, że artykuły W OGÓLE nie będą miały punktacji, bo z różnych powodów np. przyszłorocznych czasopismo z list spadnie i liczba punktów wyniesie okrągłe ZERO.
Oczywiście w przypadku ISI istnieje podobne ryzyko, gdyż Thomson-Reuters ogłasza wartości IF oraz ewentualne usunięcia z listy impaktowanych z rocznym opóźnieniem. Niemniej ROCZNYM a nie DWULETNIM.
W obecnym roku lista C nie ulega zmianie w żaden sposób się nie zmienia, lista B – autorzy mogą jedynie zyskać, ponieważ będą uwzględnione odwołania. Lista A – jak co roku zależy od IF (btw: nowy JCR za – dosłownie – kilka minut).
W jaki konkretny sposób wymagania z ustawy zostały podniesione w przypadku habilitacji? Jakoś tego nie widzę, a w praktyce w niektórych dziedzinach jest wręcz przeciwnie tj. słabsze habilitacje przechodzą. StaryZgred2012
Owszem, ulega. Punktacja za rok 2014 i 2015 będzie określona dopiero na koniec roku 2015 w chwili ogłoszenia nowej punktacji. Powtarza się sytuacja z długo nieokreśloną punktacją za rok 2011, która została wyznaczona dopiero na koniec roku 2012. Dlatego właśnie napisałem, że autorzy grają w ciemno. Punktacja na liście B może także zmaleć i w przypadku kilku mniej ważnych czasopism z mojej działki – zmalała.
Akurat tu nie podejrzewałbym nadmiernego makiawelizmu, a raczej zwykły urzędniczy „bardak”, totalne niechlujstwo, pisanie na kolanie, kontrolę formalnoprawną urągającą jakimkolwiek standardom.
No wlasnie; czemu nie mozna punktacji ustalanej z koncem roku X zrobic obowiazujaca na rok X+1? Gdzie sens, gdzie logika z tym totolotkiem w nauce? Nie mowiac o obecnym dwuletnim przestoju. Przeciez na tym zasadzaja sie nasze kariery w koncu…
Wg mnie, to jest (eufemistycznie) nieodpowiedzialne.
Ja obecny system (który oczywiście bez większych problemów może zmienić się w przyszłym roku…) rozumiem tak, że lista będzie wydawana co rok, z tą różnicą, że lista B będzie aktualizowana co dwa lata. Dodatkowo ja to odbieram tak, że punktacja na liście B w roku „parzystym” jest przeniesiona z poprzedniego roku „nieparzystego” (lista C mnie nie dotyczy – nie obserwuję sytuacji).
Podsumowując – jeśli chodzi o wartości punktowe na liście B za 2014 rok, to znamy je od 17 grudnia 2013 roku. No a lista A – wiadomo od czego zależy (IF od TR).
Ja to tak rozumiem i proszę o potwierdzenie lub poprawienie, jeśli gdzieś popełniam błąd, najlepiej przez gospodarza, który jest chyba najbardziej na bieżąco ;)
Wydaje mi się, że to tylko wrażenie, że przechodzą słabsze habilitacje. Wrażenie wynika z faktu że dzięki nowej habilitacji mamy nareszcie możliwość czytania wniosków i recenzji.
Jest kilka zapisów, które, jeśli są egzekwowane przez komisje oraz recenzentów, stawiają poprzeczkę wyżej niż dawniej.
Jest chyba trudniej niż dawniej przejść nową habilitację tym, którzy sztucznie pompowali dorobek (np. autoplagiaty) i publikowali wyłącznie lokalnie. Oczywiście zdarzają się wyjątki.
CIekawi mnie jedna sprawa, być może znacie na nią odpowiedź. Czy promotorem pomocniczym nadal moze byc tylko osoba bez habilitacji? bo jeśli tak to jaki jest sens dawać tego jako wymaganie w zdobyciu profesury skoro o taką mogą starać się tylko osoby z habilitacją?
Niestety, kolega źle rozumie. Wystarczy zresztą przeczytać akty prawne:
http://www.nauka.gov.pl/nauka/ocena-czasopism-naukowych-w-roku-2013.html
Opublikowane listy dotyczą roku 2013. Punktacja na rok 2014 nie jest znana.
O tym do immentu mowi sie na blogu habilitanta2012 (w znaczeniu – DUZO obficiej i szerzej niz tutaj). I slusznie. Wychodzi jakies urzednicze niechlujstwo, na ktore nikt nie zwrocil uwagi i ci co mieli wiecej, maja jeszcze wiecej (wladzy), a cult cargo rosnie w sile.
Ja to bym powiedzial, ze trzeba ocenic dorobek. Co za roznica, w jakiej jest dyscyplinie, dziedzinie czy czymkolwiek innym? Kazda dodatkowy wymog nie ma zadnego uzasadnienia intelektualnego.
Ale nad ojcami sie nie bedziemy juz pochylac, prawda? Nad ludzmi opiekujacymi sie kimkolwiek tez nie? Co jest takiego szczegolnego w matkach, ze to one zasluguja na specjalne traktowanie?
Znam Twoje zdanie i się z nim w tym aspekcie zgadzam.
Niestety, GTW się nie zgadza, a ponieważ nie jest ważne, kto ma rację, ale kto ma większość, więc przegłosowano wygodną dla nich patologię.
Tak Zgred, wtedy to była prawda, ale wtedy zakładali, że będą to robić co roku. Później się okazało, że to wymaga dużej ilości pracy, więc zmienili na „co 2 lata” i… nie powiedzieli, jak to będzie liczone.
Obecne „zasady” (lub coś, co ukierunkowuje na to, czego powinniśmy się spodziewać) jest tutaj:
http://www.nauka.gov.pl/komunikaty/informacja-dotyczaca-oceny-czasopism-naukowych-w-2014-r.html
„W związku z powyższym w roku 2014 zostanie uaktualniona część wykazu A na podstawie danych z listy JCR.” – a więc punktacja na liście A za 2014 będzie na podstawie IF od TR, który pojawił się 2 dni temu.
„Część wykazu B zostanie uaktualniona po rozpatrzeniu zastrzeżeń zgłoszonych przez czasopisma w zakresie punktacji” – czyli zmiana będzie dotyczyć tylko tych czasopism, które zgłosiły reklamację, a dodatkowo, będzie to tylko rozpatrywane na plus.
„Część C pozostanie bez zmian.” – a więc lista C jest dokładnie znana od 17 grudnia.
„Zatem w roku 2014 nie będzie przeprowadzona ocena czasopism naukowych. ” – Podsumowując – nie będzie przeprowadzona ocena czasopism naukowych, ale będzie udostępniony nowy wykaz czasopism punktowanych przez MNiSW, obowiązujący na 2014 rok. Ja to tak odbieram.
Poza tym – na 99% zmienią to albo na „co 3 lata”, albo będzie na zmianę „co rok i co 2 lata”, bo wątpię, żeby ocena jednostek naukowych została przesunięta (na 2- lub 4-letnią) tylko po to, aby korzystać z najnowszych wartości punktacji. A być może jak już ogarną się z PWW, to wrócą do corocznego? Na pewno będą z tym jeszcze niemałe jaja ;)
Osobiscie, jaja wole na sniadanie, a nie w pracy, za ktora mi placi podatnik. Ale to moze tylko ja taki dziwny, etyczny jestem…
Ano to, że dla wychowania małego dziecka obecność matki jest o wiele bardziej istotna niż ojca. W przypadku starszych dzieci to się zmienia, szczególnie w przypadku dorastających chłopców. Wiesz, genderowe zaklęcia o równouprawnieniu biologii nie zmienią.
Nie sadze, by wychowanie mialo cokolwiek wspolnego z biologia. Co do roli ojca, to dawno juz zrezygnowano ze stereotypow, ktore zapodajesz. StaryZgred2012
Nie wypowiadaj się za wszystkich, bo świat nie kończy się wyłącznie na Twojej opcji. Świat jest trochę bardziej skomplikowany niż wersje zachodnioeuropocentryczne.
Nie wypowiadam sie za wszystkich, tylko za nauke. Ale bardzo mozliwe, ze nauka zachodnia nie przewidziala Matki Polki bolesnej, ktora biologicznie wychowuje do patriotyzmu genetycznego.
TR i tak działa powoli. A pojawiają sie nowe ciekawe czasopisma. Dobrze, że korzysta się z najnowszych dostępnych danych. Reks
Punkty z listy A 2014 można z dobrym przybliżeniem wyliczyć od ok. marca 2014. Trudnosc jest tylko dla czasopism będących w > 1 kategorii.
Wg. mojego rozumienia punktacja za rok 2014 będzie oficjalnie znana pod koniec 2014. Nie będzie tylko radykalnycb zmian w zasadach oceny i na listach czasopism. Czyli de facto mamy ciągłość z zeszłego roku.
Rozmawiałem ostatnio na konferencji z ludźmi z kilku krajów w kwestii oceny publikacji, głównie krajów zachodnich. Pocieszyłem się nieco, bo z rozmów tych wynika, że w tamtych krajach jest większy bałagan w ocenie i większe absurdy.
A czemu takie akurat sformułowanie jest wygodne dla pewnej grupy?
A niby skąd miałaby wynikać ta punktacja, skoro nie będzie ankietyzacji?
Bo przy wąskim zakresie habilitowania jest łatwo uwalić niewygodnego habilitanta wykazując mu niezgodność z zakresem dyscypliny. W przypadku wprowadzenia habilitowania w dziedzinie sitwy rządzące polską habilitacją utraciłyby sporą część oręża. Kluczowe też byłoby zdefiniowanie, na potrzeby właśnie awansów, pojecia dorobku.
Nowa punktacja w zakresie listy A: z opublikowanych właśnie danych JCR (dla wielu, o ile dobrze kojarzę, to i dla Ciebie, są to najbardziej interesujące punkty). A ściślej, raczej z ich zaktualizowanych wartości, które pojawią się za kilka tygodni, bo z moich obserwacji wynika, że obecnie opublikowane uwzględniają stan WoS sprzed ok. miesiąca: brak pewnych cytowań, które pojawiły się w WoS na początku lipca. Tak jak pisała Aneta, niektóre czasopisma publikują numery 2013 dopiero na początku roku 2014, następnie je wysyłają (na papierze) do Filadelfii, potem muszą być zeskanowane i przetworzone. Co ciekawe, dotyczy to też czasopism online, o ile wcześniej zgłoszona została wersja papierowa.
Nie spotkałem się z taką praktyką. Jeśli temu faktycznie służy ten trudny do uzasadnienia zapis, to jest to smutne.
T-R już od dawno przyjmuje wersje elektroniczne i broni się przed zalewem papieru. Regularność wydawania też jest jednym z kryteriów pozostawania na liście SCI. Najpóźniejsze numery do indeksacji są przesyłane do połowy stycznia, i to już z reguły w formie elektronicznej z odpowiednio spreparowanymi metadanymi. T-R trzyma się zasady, że czasopisma znajdujące się na SCI są indeksowane do końca następnego miesiąca po tym, w którym sie ukazały (to moja obserwacja, a nie żaden ich przepis wewnętrzny). Problemem ilościowym są materiały pokonferencyjne z CPCI i CPCI-S, które też muszą być przetworzone przed opublikowaniem JCR, gdyż cytowania z nich też liczą się dla wartości IF.
A jesteś „samodzielny”, pisałeś już recenzje i zetknąłeś się z takimi naciskami, czy jeszcze obserwujesz to spod habilitacyjnego sufitu?
To byłoby sensowne ale właśnie obstają przy skanowaniu spóźnionych zeszytów papierowych mimo dostępnej od kilku lat wersji online w otwartym dostępie, ponieważ wersja papierowa była zglaszana. Jak najbardziej kilkumiesięczne spóźnienia są a porządku dziennym i dotyczą czasopism.
Przepracowalem w sumie 8 lat za granica, po magisterce. Japonia, NIemcy, USA. NIGDZIE nie bylo wiekszego kociokwiku (Thank You, Joanna Chmielewska) niz w PL.
Dobrze, ze prawo dziala wstecz? Dobrze, ze nie wiadomo, gdzie publikowac, zeby zadowolic punktoze? (bo wiekszosc JCR jest raczej pewna). Thank you, but no, thank you.
A czy ja twierdzę, że skandal? 95 procent naukowców nie ma grantów i robi badania – smutne, ale prawdziwe.
„Profesura publikuje przeciętnie więcej i w lepszych czasopismach, w większej części ma rozbudowane kontaktu na świecie, dobrze zna języki i to dzięki swojej pozycji promuje młodszych, ułatwia im kontakty i ciągnie za uszy do robienia szybszej kariery” – zazdroszczę. Jestem doktorantem „na wylocie” i niestety nie mogę tego powiedzieć o swoich profesorach. Nie jeżdżą na zagraniczne konferencje, mielą wciąż te same rzeczy, nikogo z młodych (żeby nie było, że tylko mnie) nie wspierają. Nie promują młodszych i nie ciągną za uszy…
Doprawdy łagodniejsze? wymóg wypromowania dwóch doktorów + napisania dwóch recenzji prac doktorskich + kierowanie grantem, którego mając 35+ nie sposób dostać?
profesura ułatwia kontakty? pomaga młodszym?
upiłeś się czy w jakimś idealnym społeczeństwie żyjesz?
od wprowadzenia nowej ustawy habilitacje u nas aż furczą a dlaczego? bo nikt nie weryfikujke czy kandydat cookolwiek wie/umie grunt że jest DOPISANY do odpowiednich prac
nie dostanie bo wiadomo że to jest warunek i jeśli wydział nie ma zamiaru profesury puścić to zablokuje i już
Prawie Optymista
Czy może mi ktoś podpowiedzieć jaka jest definicja „posiadanie wydanej lub przyjętej do druku publikacji naukowej w formie książki” w świetle aktualnej „wykładni”.
Poprzedni wpis Urlop rozpoczęty. W końcu będzie można spokojnie popracować
Następny wpis Impact Factor – edycja 2014
Niezbędnik "Warsztatu badacza"	HomeWarsztat badaczaHabilitacjaAwanse naukowe – zmiany po nowelizacji w doktoratach, habilitacjach i profesurach	2010-2016 – Emanuel Kulczycki – CC BY 3.0 Polityka prywatności