Source: http://boz.org.pl/raport/2016/6.htm
Timestamp: 2017-06-27 22:27:49+00:00
Document Index: 102390005

Matched Legal Cases: ['art. 6', 'art. 6', 'art. 184', 'art. 207', 'art. 184', 'art. 207', 'Art. 207', 'Art. 246', 'Art. 247', 'Art. 352', 'art. 6', 'art. 6', 'art. 1', 'art. 6', 'Art. 2', 'art. 6', 'Art. 184', 'Art. 207', 'art. 246', 'art. 231', 'art. 35', 'art. 6', 'art. 35', 'art. 33', 'art. 6', 'art. 33', 'art. 34', 'art. 6', 'art. 35', 'art. 6', 'art. 6', 'art. 35', 'art. 4', 'art. 6', 'art. 6']

... < 5. Założenia nowej regulacji
< 6. Prawo karne
6.1. Przestępstwo znęcania się nad zwierzętami
Prawnokarna ochrona zwierząt rozpoczęła się od katalogu zakazanych czynów wobec zwierząt, czyli od ingerencji w swobodę postępowania ze zwierzętami jako rzeczami. Podstawę dla takiej ingerencji uzasadniano wymogami porządku i moralności publicznej. W XX wieku w Europie pojawiły się własne podstawy aksjologiczne prawa ochrony zwierząt. Koncepcja "istot zdolnych do odczuwania cierpienia" (santient being) nadała zwierzętom szczególny status prawny. Zwierzę przestało być — co do zasady — zwykłą rzeczą, co jednak nie wyklucza traktowania go na wielu obszarach podobnie (odpowiednio) jak rzeczy (np. w kwestii własności i obrotu zwierzętami). Ta dość abstrakcyjna koncepcja nosi nazwę dereifikacji (od-rzeczowienia) zwierząt. Jej istotne znaczenie prawne polega na tym, że odwróciło dotychczasową relację między zasadą a wyjątkiem. Dowolność traktowania zwierząt przestała być zasadą, a ograniczenie takiej swobody przestało być wyjątkiem. Teraz wzgląd na zdolność zwierząt do odczuwania cierpienia stał się zasadą wszelkiego traktowania zwierząt, a legalne zadawania cierpienia, a także wszelkie zabijanie, stało się wyjątkiem określanym przepisami prawa. Wyjątków jest wprawdzie dużo i są pojemne, ale wyjątki od zasady prawnej nie mogą być interpretowane rozszerzająco. Z punktu widzenia zwierząt nie oznacza to końca śmierci i cierpień zadawanych przez ludzi, a tylko to, że nie mogą one być zadawane swobodnie, bo zostały ujęte w ramy prawne.
Zasadę dereifikacji zwierząt wprowadzono w Polsce w artykule pierwszym nowej ustawy o ochronie zwierząt z 1997 roku. Niestety, zasada ta nie znalazła do tej pory konsekwentnej realizacji w samej tej ustawie, a także przepisach innych ustaw i w orzecznictwie, a wobec tego także w praktyce.
Podwójna (dwustopniowa) definicja
Pierwsze polskie prawo o humanitarnej ochronie zwierząt zawierało prosto skonstruowany przepis karny. Rozporządzenie Prezydenta Rzeczypospolitej z dnia 22 marca 1928 r. o ochronie zwierząt opisywało, pod zbiorczą nazwą "znęcania się", dziewięć typowych wówczas czynów wobec zwierząt. Katalog tych czynów był jednak otwarty, gdyż dziesiąty czyn określony był jako "wszelkie w ogóle zadawanie zwierzętom cierpień bez odpowiednio ważnej i słusznej potrzeby".
Przepisy karne z 1928 r.
Katalog czynów uznanych za znęcanie się został przyjęty jako punkt wyjścia w projektach nowej ustawy, która została uchwalona 21 sierpnia 1997 r., a więc aż po 70 latach okresu historycznego, który nie sprzyjał rozwijaniu prawa ochrony zwierząt w Polsce. W ustawie tej, oraz w częstych jej nowelizacjach (zwłaszcza w roku 2002 i 2012) , katalog ten uległ rozszerzaniu, a opisy czynów były modyfikowane. Dokonano także szczególnej zmiany konstrukcyjnej definicji znęcania się z 1928 r. Znęcanie się zdefiniowano jako "wszelkie zadawanie lub świadome dopuszczanie do zadawania bólu lub cierpień", zanim wyliczono szczególne czyny znęcania się.
Kształt przepisu z 1928 r. :
"Przez znęcanie się nad zwierzętami należy rozumieć: [... wyliczenie czynów szczególnych ...],
wszelkie w ogóle zadawanie zwierzętom cierpień bez odpowiednio ważnej i słusznej potrzeby."
Kształt obecny (art. 6 ust. 1 ustawy z 1997 r.):
"Przez znęcanie się nad zwierzętami należy rozumieć zadawanie lub świadome dopuszczanie do zadawania bólu lub cierpień, a w szczególności: [... wyliczenie czynów szczególnych...]."
W takiej redakcji aktualnego przepisu, czyn znęcania się ma zasadniczo tylko jedno określenie definiujące, mianowicie zadawanie lub dopuszczanie do "bólu lub cierpień", zaś czyny takie jak te określone w 1928 r., są już tylko przykładami ilustrującymi postać takiego czynu w jego szczególności. W praktyce stosowania tak zredagowanego przepisu, często wymaga się dowodu na to, że zwierzę faktycznie cierpiało, niezależnie i zanim ustali się, czy dany czyn pasował do którejś pozycji katalogu czynów wyliczonych "w szczególności". Tymczasem w poprzednim stanie prawnym, ustalanie skutku w postaci "bólu lub cierpienia" było istotne tylko dla czynów innych niż opisane w ustawie.
Problem polega na tym, że bezpośredniego dowodu na "ból lub cierpienie" raczej przeprowadzić się nie da. Trudno jednak takie oczekiwanie negować, skoro wystąpienie u zwierzęcia bólu i cierpienia jest obecnie nadrzędnym, bo ogólniejszym, znamieniem czynu zabronionego niż określenia czynów szczegółowych. Bo jakiż pożytek z ustalenia czynności sprawczej (np. porzucenia zwierzęcia), skoro niemożliwe jest udowodnienie, że faktycznie spowodowało to ból lub cierpienie? Bo czy można wykluczyć, że porzucone zwierzę natychmiast zostało przygarnięte przez kogoś, kto zapewnił mu los nawet lepszy niż dotąd? Czy sam nasz brak wiedzy o dalszym losie porzuconego zwierzęcia może być dowodem jego cierpienia? Sprawa jest zresztą iście filozoficzna — czy i jak dostępna jest nam wiedza o cierpieniu innym niż własne?
Szeroko znany wyrok Sądu Najwyższego z dnia 16 listopada 2009 w sprawie V KK 187/2009 (dalej: "wyrok SN 187/2009") stwierdził, że
"jeżeli zachowanie wyczerpuje opis któregoś z punktów, to Sąd nie musi już ustalać, że spowodowało ono ból lub cierpienie, gdyż to sam ustawodawca przesądził, że zachowania w tych punktach wymienione są znęcaniem się, czyli powodują ból lub cierpienie. Znęcaniem jest więc każdy z wymienionych w art. 6 ust. 2 ustawy sposobów bezpośredniego postępowania w stosunku do zwierzęcia".
Taka wykładnia coś łata w kwestii znamion przestępstwa znęcania się, lecz problem w tym, że niewiele takich spraw trafia przed Sąd Najwyższy. Na poziomie postanowień sądów rejonowych o utrzymaniu umorzenia postępowania lub odmowy jego wszczęcia, argument o braku dowodów na ból i cierpienie jest powszechnie używany. Często jest nawet tak, że argument ten pada pomimo przytoczenia tez wyroku SN 187/2009. Brak wewnętrznej spójności uzasadnień nie jest żadnym problemem w orzeczeniach, które nie są zaskarżalne. Zamiar bezpośredni sprawiania bólu lub cierpienia
Wyrok SN 187/2009, stanowiący autorytatywną, aktualną wykładnię znamion znęcania się nad zwierzętami stwierdza także, że "przy ustalaniu czy dane zachowanie stanowi znęcanie się nad zwierzęciem w myśl obecnie obowiązującej ustawy o ochronie zwierząt można nadal stosować posiłkowo poglądy wypracowane przez doktrynę i orzecznictwo na gruncie przepisu art. 184 kodeksu karnego z 1969 r. i art. 207 k.k. z 1997 r." To wskazanie na "doktrynę i orzecznictwo" ma istotne znaczenie dla rozumienia znęcania się nad zwierzętami. Chodzi o to, że do nowego kodeksu karnego PRL, który wszedł w życie w 1970 roku, ustawodawca wprowadził przestępstwo znęcania się nad inną osobą (art. 184, obecnie art. 207 k.k.). W celu wzmocnienia ochrony życia rodzinnego przed powszechnymi patologiami, ustawodawca postanowił połączyć wielość, różnorodność i powtarzalność różnych występków pojawiających się na tle trwałego uzależnienia ofiary od sprawcy, w osobny jakościowo czyn "znęcania się". Pospolite przejawy patologii życia rodzinnego, jak groźby, wymuszenia, znieważanie, naruszanie nietykalności, niszczenie mienia, uchylenie się od obowiązku alimentacji, rozpijanie nieletnich itd., mogły być teraz także ujmowane kumulatywnie jako jeden czyn i przez to skuteczniej ścigane.
Art. 207 § 1. Kto znęca się fizycznie lub psychicznie nad osobą najbliższą lub nad inną osobą pozostającą w stałym lub przemijającym stosunku zależności od sprawcy albo nad małoletnim lub osobą nieporadną ze względu na jej stan psychiczny lub fizyczny, (...)
W uchwalonych w 1976 r. przez Sąd Najwyższy "Wytycznych wymiaru sprawiedliwości i praktyki sądowej w zakresie prawnokarnej ochrony rodziny", OSNKW 1976, nr 7, poz. 86 (dalej: "Wytyczne ...") zawarto szczegółowe omówienie znamion tego skumulowanego czynu na tle czynów odrębnych. Szczególne znaczenie dla zastosowania kumulacji do postaci "znęcania się" ma znamię zamiaru bezpośredniego, tj. "chęć wyrządzenia krzywdy fizycznej lub moralnej, dokuczenia, poniżenia itp. — obojętnie z jakich pobudek", jaka towarzyszyła wielu różnym czynom w dłuższym czasie, choćby same były mniejszej wagi.
Poza sferą ochrony rodziny, pojęcie "znęcania się" znalazło też szersze zastosowanie do sytuacji wykorzystywania uzależnienia ofiary od sprawcy (k.k. z 1997 r.):
Art. 246. Funkcjonariusz publiczny lub ten, który działając na jego polecenie w celu uzyskania określonych zeznań, wyjaśnień, informacji lub oświadczenia stosuje przemoc, groźbę bezprawną lub w inny sposób znęca się fizycznie lub psychicznie nad inną osobą, (...)
Art. 247. § 1. Kto znęca się fizycznie lub psychicznie nad osobą prawnie pozbawioną wolności, (...)
Art. 352. § 1. Żołnierz, który znęca się fizycznie lub psychicznie nad podwładnym, (...).
Wprowadzając do kodeksu karnego w 1969 r. pojęcie prawne "znęcania się" w odniesieniu do osób, ustawodawca naruszył zasadę techniki prawodawczej mówiącą o tym, że do oznaczenia jednakowych pojęć używa się jednakowych określeń, a różnych pojęć nie oznacza się tymi samymi określeniami. Obecne w prawie ochrony zwierząt od 1928 r. pojęcie "znęcania się" nie zostało przez ustawodawcę zauważone albo zostało zlekceważone. Może dlatego, że prawo ochrony zwierząt z 1928 r. jako przepisy przedwojenne i pozakodeksowe praktycznie nie znajdowały szerszego zastosowania w PRL. Innym wyjaśnieniem byłoby, że ustawodawca uznał, że ten sam termin, ale odnoszony do tak różnych przedmiotów jak ludzie i zwierzęta, nie będzie powodował nieporozumień. Stało się jednak inaczej. Gdy prawo humanitarnej ochrony zwierząt zaczęło być szerzej stosowane po 1989 r., zwłaszcza po uchwaleniu nowej ustawy o ochronie zwierząt w 1997 r., prokuratorzy i sędziowie sięgnęli do doktryny i orzecznictwa dotyczących znęcania się nad osobami, ukształtowanych zgodnie z w/w "Wytycznymi ...". Wedle tych wytycznych, znamieniem strony podmiotowej "znęcania się" jest więc zamiar bezpośredni, a zwłaszcza silne nastawienie kierunkowe sprawcy na wyrządzenie ofierze krzywdy. Znamieniem strony przedmiotowej jest wielość różnych czynności, naruszających różne dobra ofiary, powtarzających się lub rozciągniętych w czasie. Silna intencja kierunkowa sprawcy jest tu konstrukcyjną klamrą dla kumulacji czynów, które bez tego musiały by być rozpatrywane jako osobne, czasem tylko drobne, występki.
Doszukiwanie się takich znamion przestępstwa w czynach wobec zwierząt, w ramach zupełnie innej konstrukcji pojęcia "znęcania się", podważa samą karalność znęcania się nad zwierzętami. Ogranicza bowiem karalność do nietypowych czynów, tj. niektórych przypadków sadyzmu, gdy sprawca specjalnie dręczy ofiarę dla uzyskania wynaturzonej satysfakcji.
Powszechne przypadki znęcania się nad zwierzętami, w postaci czynów wyliczonych w art. 6 ust. 2 ustawy o ochronie zwierząt, polegają na działaniach podejmowanych w innym celu niż samo dokuczenie zwierzętom. Bywa to cel zarobkowy (pkt. 1, 3, 5, 6, 8, 12,15,18), cel zaoszczędzenia sobie kosztów, wysiłku czy kłopotu (pkt 7,10,11,17,19) albo wymuszanie na zwierzęciu potrzebnych zachowań (pkt 4). Jedynie "złośliwe straszenie lub drażnienie zwierząt" (pkt. 9) jest zawsze związane z bezpośrednim zamiarem dokuczenia zwierzęciu.
1a. Zabrania sie znęcania nad zwierzętami. 2. Przez znęcanie się nad zwierzętami należy rozumieć zadawanie albo świadome dopuszczanie do zadawania bólu lub cierpień, a w szczególności:
1) umyślne zranienie lub okaleczenie zwierzęcia, niestanowiące dozwolonego prawem zabiegu lub doświadczenia na zwierzęciu, w tym znakowanie zwierząt stałocieplnych przez wypalanie lub wymrażanie, a także wszelkie zabiegi mające na celu zmianę wyglądu zwierzęcia i wykonywane w celu innym niż ratowanie jego zdrowia lub życia, a w szczególności przycinanie psom uszu i ogonów (kopiowanie); 1a) znakowanie zwierząt stałocieplnych przez wypalanie lub wymrażanie; 2) (uchylony) 3) używanie do pracy albo w celach sportowych lub rozrywkowych zwierząt chorych, a także zbyt młodych lub starych oraz zmuszanie ich do czynności, których wykonywanie może spowodować ból; 4) bicie zwierząt przedmiotami twardymi i ostrymi lub zaopatrzonymi w urządzenia obliczone na sprawianie specjalnego bólu, bicie po głowie, dolnej części brzucha, dolnych częściach kończyn; 5) przeciążanie zwierząt pociągowych i jucznych ładunkami w oczywisty sposób nieodpowiadającymi ich sile i kondycji lub stanowi dróg lub zmuszanie takich zwierząt do zbyt szybkiego biegu; 6) transport zwierząt, w tym zwierząt hodowlanych, rzeźnych i przewożonych na targowiska, przenoszenie lub przepędzanie zwierząt w sposób powodujący ich zbędne cierpienie i stres; 7) używanie uprzęży, pęt, stelaży, więzów lub innych urządzeń zmuszających zwierzę do przebywania w nienaturalnej pozycji, powodujących zbędny ból, uszkodzenia ciała albo śmierć; 8) dokonywanie na zwierzętach zabiegów i operacji chirurgicznych przez osoby nieposiadające wymaganych uprawnień bądź niezgodnie z zasadami sztuki lekarsko-weterynaryjnej, bez zachowania koniecznej ostrożności i oględności oraz w sposób sprawiający ból, któremu można było zapobiec; 9) złośliwe straszenie lub drażnienie zwierząt; 10) utrzymywanie zwierząt w niewłaściwych warunkach bytowania, w tym utrzymywanie ich w stanie rażącego zaniedbania lub niechlujstwa, bądź w pomieszczeniach albo klatkach uniemożliwiających im zachowanie naturalnej pozycji; 11) porzucanie zwierzęcia, a w szczególności psa lub kota, przez właściciela bądź przez inną osobę, pod której opieką zwierzę pozostaje; 12) stosowanie okrutnych metod w chowie lub hodowli zwierząt; 13) (uchylony) 14) (uchylony) 15) organizowanie walk zwierząt; 16) obcowanie płciowe ze zwierzęciem (zoofilia); 17) wystawianie zwierzęcia domowego lub gospodarskiego na działanie warunków atmosferycznych, które zagrażają jego zdrowiu lub życiu; 18) transport żywych ryb lub ich przetrzymywanie w celu sprzedaży bez dostatecznej ilości wody uniemożliwiającej oddychanie; 19) utrzymywanie zwierzęcia bez odpowiedniego pokarmu lub wody przez okres wykraczający poza minimalne potrzeby właściwe dla gatunku.
Kumulatywność czynu znęcania się
Żaden z dziewiętnastu aktualnie określonych w art. 6 ust. 2 u.o.z. szczególnych postaci czynu znęcania się nad zwierzętami nie pasuje także do łącznych kryteriów strony przedmiotowej znęcania się nad osobami, tj. nie jest wieloczynnościowy, naruszający różne dobra, oraz powtarzalny. Nie ma bowiem i nie może być żadnej analogii między zadawaniem cierpienia w jednej z szeregu wyliczonych postaci czynu, a kumulatywną subsumpcją czynów — skądinąd karalnych — do jakościowo nowego czynu. W pierwszym przypadku przedmiotowych znamion znęcania się mamy do czynienia z katalogiem czynów, a w drugim tylko z kryteriami subsumpcji do czynu ogólniejszego. Praktyka konsekwentnego orzekania o znęcaniu się nad zwierzętami na podstawie doktryny i orzecznictwa w sprawach znęcania się nad ludźmi, musi prowadzić do absurdów, jak w przykładowej sprawie o wyrzucenie psa przez okno w Kaliszu.
(http://www.boz.org.pl/wp/kalisz/wyrzucil.htm)
Prześledźmy szczegółowo, jakie są konkretne możliwości posiłkowego stosowania poglądów orzecznictwa w sprawach ludzi do spraw zwierząt.
Czy i jak można by do znęcania się nad zwierzętami zastosować postulat "Wytycznych ..." by o znęcaniu się mówić wyłącznie w przypadku naruszania różnych dóbr?
W przeciwieństwie do ludzi zwierzęta nie posiadają określonych prawem wielorakich dóbr prawnych, a najwyżej jedno. Za takie "dobro prawne zwierząt" można by uznać należne im ze strony człowieka "poszanowanie, ochronę i opiekę" — jak to stwierdza art. 1 ustawy o ochronie zwierząt. Użycie trzech terminów zdaje się tu odpowiadać nie tyle różnym dobrom, co oczywistemu zróżnicowaniu zobowiązań człowieka, wedle stopnia w jakim różne zwierzęta są od niego zależne (np. dzikie, gospodarskie, domowe). Czyny przeciwko ochronie zwierząt z zasady nie spełniają więc kryterium różnorodności dóbr naruszanych znęcaniem się.
Czy i jak można by do znęcania się nad zwierzętami zastosować postulat by o znęcaniu się mówić wyłącznie w przypadku powtarzalnego naruszania dóbr?
Oprócz czynów kończących się śmiercią zwierzęcia, większość czynów może być powtarzanych, lecz są takie, które tracą przez to swój sens. Dlaczego ustawodawca miałby mieć na myśli tylko wielokrotne "znakowanie zwierzęcia przez wypalanie", skoro wielokrotne znakowanie mija się z celem znakowania? Dlaczego miałby na myśli tylko powtarzalne "zabiegi i operacje chirurgiczne dokonywane przez osoby nie posiadające uprawnień"? Powtarzalność miała by dotyczyć tego samego zwierzęcia czy różnych? Są i takie czyny, które wydają się wykluczać powtarzalność gdyż są nieokreślone w czasie, jak "stosowanie okrutnych metod w chowie lub hodowli zwierząt" albo "utrzymywanie zwierząt w niewłaściwych warunkach bytowania". Zaś w przypadku "porzucenia zwierzęcia" wymóg powtarzalności każe zakładać, że przestępstwo nie zostało dokonane skutecznie za pierwszym razem, zatem można wątpić czy w ogóle wystąpiło.
Czy i jak można by do znęcania się nad zwierzętami zastosować postulat by o znęcaniu się mówić wyłącznie w przypadku wieloczynnościowego naruszania dóbr?
Nie ma żadnego rozsądnego powodu by oczekiwać współwystępowania różnych czynności przy znęcania się nad zwierzętami. Zresztą dostrzega to sam Sąd Najwyższy stwierdzając w konkluzji wyroku SN 187/2009, że "znęcaniem jest natomiast każdy z wymienionych w art. 6 ust. 2 ustawy sposobów bezpośredniego postępowania w stosunku do zwierzęcia, (...)" — co należy chyba rozumieć jako każdy z osobna. W przypadku znęcania się nad osobami, wiele różnych czynów łączy to, że sprawca ma stały kierunkowy zamiar wyrządzania krzywdy ofierze, o czym świadczy to, że znajduje dla takiego celu różne możliwości i okazje, realizując ten zamiar w różnych czynach. Natomiast w przypadku znęcania się nad zwierzętami Sąd Najwyższy wyraźnie stwierdza, że "zamiar odnosi się więc do samej czynności sprawczej, a nie do spowodowania cierpień lub bólu". Zapewne ma więc na myśli każdy czyn pojedynczy, a nie ich różnorodny zbiór.
Takie wyłożenie znamion przestępstwa znęcania się nad zwierzętami, zawarte w podsumowaniu wyroku SN 187/2009, jest sprzeczne z wyrażonym wcześniej w tym samym wyroku poglądem, że "znęcanie się ze swej istoty polega na tym, że sprawca chce zadać pokrzywdzonemu cierpienia fizyczne lub moralne, dokuczyć mu czy też poniżyć (...)". Ten zaś pogląd posłużył Sądowi Najwyższemu do skonstruowania tezy, że czyn znęcania się nad zwierzętami może być popełniony wyłącznie z zamiarem bezpośrednim. Z rozumowania zawartego w wyroku SN 187/2009 wynika, że zamiar bezpośredni, odniesiony wprost do czynności sprawczej przestaje tym samym być zamiarem znęcania się w "w jego istocie". By stwierdzić znęcanie się nad zwierzętami niezbędne jest więc ustalenie skutków w postaci wystąpienia bólu i cierpienia, zgodnych z kierunkowym zamiarem sprawcy. Ostatecznie było by to ustalanie związku między tym, co działo się w mózgu sprawcy i w mózgu ofiary. To zaś prowadzi do całkowitej dematerializacji czynów znęcania się nad zwierzętami.
Znęcanie się "w ogóle"?
Sąd Najwyższy zapewne zdawał sobie sprawę z wewnętrznej sprzeczności zawartego w wyroku SN 187/2009 wykładu znamion przestępstwa znęcania się nad zwierzętami, bo usprawiedliwia je jako cenę, jaką należy zapłacić za wierność zasadzie racjonalnego ustawodawcy: "racjonalny ustawodawca posługując się tym samym terminem "znęcanie się" w kodeksie karnym w odniesieniu do ludzi jak i w omawianej ustawie w odniesieniu do zwierząt musiał bowiem dopuścić stosowanie analogii w zakresie w jakim literalna wykładnia tego pojęcia to dopuszcza".
Nawet gdyby przyjmować — jak wskazują okoliczności — że żaden konkretny ustawodawca w 1969 r. niczego faktycznie nie dopuszczał, lecz po prostu zignorował zasady poprawnej legislacji i działał nieracjonalnie, to nie daje to oczywiście podstaw do zakwestionowania samej zasady racjonalnego ustawodawcy. Ale nie ma też takiej potrzeby. Z powodzeniem można i trzeba natomiast zakwestionować jako nieracjonalne pojęcie bezprzedmiotowego "znęcania się w ogóle", tzn. bez rozróżnienia na znęcanie się nad osobami i znęcanie się nad zwierzętami.
Mówienie o "znęcaniu się w ogóle" jest uzasadnione czysto semantycznie, ale to zbyt wątła podstawa do konstrukcji prawnej. Sąd Najwyższy podkreśla, że "o ograniczeniu strony podmiotowej umyślności w postaci zamiaru bezpośredniego przesądza również znamię czasownikowe, intencjonalne "znęca się", charakteryzujące szczególne nastawienie sprawcy, co winno odnosić się zarówno do znęcania się nad ludźmi jak i zwierzętami"
Gdyby na gruncie prawa rzeczywiście istniała analogia między znęcaniem się nad ludźmi i nad zwierzętami w ramach jakiegoś "znęcania się w ogóle", to należało by oczekiwać, że również do przypadków znęcania się nad ludźmi stosowane będą posiłkowo poglądy wypracowane przez doktrynę i orzecznictwo na gruncie przepisów o ochronie zwierząt. Jednak próba wyobrażenia sobie analogi działającej w tym kierunku prowadzi w obszar absurdu i czarnego humoru.
W istocie, pojęcie "znęcania się" zawsze odnosi się do jakiegoś przedmiotu. Zarówno w języku potocznym jak i języku prawnym pojęcie to nie obywa się bez określonego lub domyślnego przedmiotu znęcania się. Art. 2 ustawy o ochronie zwierząt z 1928 r. mówił: "przez znęcanie się nad zwierzętami należy rozumieć ...". Dokładnie taką samą frazę zawiera art. 6 ust. 2 aktualnej ustawy o ochronie zwierząt. Art. 184 §1 k.k. z 1969 r. mówił: "kto znęca się fizycznie lub moralnie nad członkiem swojej rodziny (...)". Art. 207 §1 aktualnego kodeksu mówi: "kto znęca się fizycznie lub psychicznie nad osobą najbliższą (...)". Podobnie pozostałe przepisy, tj. art. 246, 247 i 352 k.k. precyzują zawsze nad kim do znęcania się dochodzi, a czasem także z czyjej strony.
Teza o zamiarze ustawodawcy ustanowienia prawnej analogii między przestępstwem znęcania się nad osobami i znęcania się nad zwierzętami, postawiona w wyroku SN 187/2009, opiera się wyłącznie na arbitralnie i milcząco przyjętym założeniu jakiegoś abstrakcyjnego, bezprzedmiotowego "znęcania się", które jest bytem czysto werbalnym. Z braku określoności, założenie to i zbudowane na nim tezy są całkowicie niedyskursywne i stoją wyłącznie autorytetem Sądu Najwyższego. Skutek jest taki, że profesjonaliści nie zajmują się badaniem tych tez, a wyłącznie powołują się na nie, co umacnia te tezy w roli prawdy objawionej.
Owszem, pojęcia znęcania się nad osobą i znęcania się nad zwierzęciem łączy moralny wymiar krzywdzenia bezbronnych, bo zależnych. Jednak wniosek o istnieniu analogii jest po prostu błędny. Na gruncie czysto prawnym, tj. znamion przestępstwa, mamy tu bowiem do czynienia nie z analogią, ale z symetrycznym odwróceniem. Jeśli w uproszczeniu przyjąć, że wyróżnikiem znęcania się nad ludźmi jest kierunkowy, bezpośredni zamiar sprawiania cierpień dowolnymi czynami, to w przypadku zwierząt wyróżnikiem takim jest sprawianie zwierzętom cierpień określonymi czynami podejmowanymi w dowolnym zamiarze. Odwrócenie polega na tym, że pierwszym przypadku istotne znamię leży po stronie podmiotowej (zamiaru), zaś w drugim zaś po stronie przedmiotowej (skutków). Dlatego konsekwentne stosowanie orzecznictwa o znęcaniu się nad ludźmi do znęcania się nad zwierzętami — jak to zaleca wyrok SN 187/2009 — prowadzi najczęściej do stwierdzenia braku znamion przestępstwa.
6.2. Orzecznictwo
Założenie o wyłącznie bezpośrednim zamiarze, z jakim można znęcać się nad zwierzętami, a także o skutkowym charakterze tego przestępstwa wynikającym z jego definicji, utrwaliło się w orzecznictwie. W codziennej pracy, prokuratura i sądy nie wikłają się w akademickie rozważania i nie zajmują stanowiska wobec zawartych w nich niekonsekwencji i sprzeczności.
Nie znaczy to, że w praktyce nie zapadają wyroki skazujące za typowe przejawy znęcania się nad zwierzętami. Od szeregu lat można obserwować przełom w spuściźnie po czasach PRL, kiedy to takie wyroki raczej nie zapadały. Na przykład wyrok skazujący na bezwzględne więzienie za "zwykłe", brutalne zabicie kota, był by — jeszcze nie tak dawno — nie do pomyślenia. Chętnie nagłaśnianie przez media drastyczne przypadki coraz częściej spotykają się z karą. Ale sędziowie w takich sprawach raczej nie zajmują się prawnymi zawiłościami pojęcia "znęcania się". Bo też i nie ma takiego powodu, gdy chodzi o jednostkowe ekscesy brutalności, spotykające się z wyraźnym potępieniem otoczenia. Chuligani, którzy ciągnęli psa na linie za samochodem aż urwali mu głowę, mogliby wprawdzie próbować bronić się, że ich zamiarem bezpośrednim nie było udręczenie psa, ale np. sprawdzenie wytrzymałości liny. Jednak w ich przypadku tłumaczenie takie byłoby oczywiście bezskuteczne.
Zupełnie inaczej jest jednak w sprawach, które nie są nagłaśnianie, a także w sprawach o znęcanie się nad zwierzętami w ramach działalności gospodarczej albo realizacji zadań publicznych. Gdy nie chodzi o wybryki jednostek, a o regularny los zwierząt, wyznaczony przez interesy przedsiębiorców lub urzędników. Gdy chodzi o działania zorganizowane, prowadzone nader formalnie i pod wielorakim nadzorem. Krótko mówiąc — gdy chodzi o pieniądze albo o odpowiedzialność urzędników. W takich przypadkach prokuratorzy i sędziowie wykazują z reguły daleko posuniętą służalczość wobec urzędników i ich klientów. W sferze publicznego problemu zwierząt bezdomnych, przykładów takich jest dużo. Jakość prawa, wyrażająca niezdecydowanie ustawodawcy, czy bezdomne zwierzęta to przedmioty zobowiązania do opieki czy odpady komunalne, nakłada się tu na lokalne interesy by urzędnicy gminy nie miał kłopotu, a przedsiębiorca zarobił. Z drugiej strony, niespójne konstrukcje prawne wiążą ręce nawet tym gospodarzom gmin, którzy chcieli by postępować jednocześnie uczciwie wobec zwierząt i zgodnie z przepisami. Świadomość tych ograniczeń nie może jednak usprawiedliwiać orzeczeń nielogicznych, wydawanych jawnie przeciw prawu, albo bojkotowania zasad postępowania karnego.
Poniżej przedstawiamy wnioski płynące z kilkudziesięciu postępowań w sprawach wójtów i burmistrzów, którzy działając wbrew przepisom ustaw, zawierali z różnymi podmiotami umowy o wyłapywanie bezdomnych zwierząt i dalsze postępowanie z nimi, a zwierzęta te stały się ofiarami znęcania się przez utrzymywanie w niewłaściwych warunkach bytowania, nieuzasadnionego uśmiercania lub porzucenia, bo ich los jest nieznany. Zawiadomienia o przestępstwie obejmowały także zleceniobiorców gmin. Koncentrowały się wokół schronisk z całej Polski, przyjmujących zwierzęta z wielu gmin i przez wiele lat, dotyczą więc w sumie działalności setek gmin i okresu ostatnich 12 lat. Typowy przebieg postępowania karnego
Po złożeniu przez organizację zawiadomienia, prokuratura (policja) odmawia wszczęcia postępowania lub je wszczyna, po czym umarza. Typowe uzasadnienie jest lakoniczne, ew. powołuje się na to, że sami urzędnicy nic nie wiedzą o przestępstwie, kontrole nie stwierdziły nieprawidłowości oraz dochowano formalności (np. rada gminy podjęła uchwałę, burmistrz przeprowadził przetarg, itd.). Na tym etapie policja i prokuratura ignorują treść zawiadomienia, a zwłaszcza nie analizują przepisów prawa na jakie powołuje się zawiadomienie.
Zażalenie organizacji do sądu na postanowienie prokuratora wskazuje na braki postępowania: niewyjaśnione okoliczności, pomijanie ustalenia losu zwierząt oraz dezinterpretację przepisów ustaw. Od tego momentu pojawiają się próby nie uznawania organizacji jako strony postępowania reprezentującej prawa pokrzywdzonego, bo tylko strona może skarżyć takie postanowienia i brać udział w dalszym postępowaniu. Służy temu kwalifikowanie sprawy wedle innych przepisów karnych niż wskazane w zawiadomieniu (np. przestępstwo urzędnicze z art. 231 kk zamiast przestępstwo znęcania się nad zwierzętami z art. 35 ustawy o ochronie zwierząt).
Gdy sąd podtrzyma postanowienie prokuratury, postępowanie kończy się definitywnie. Cokolwiek sąd stwierdzi w uzasadnieniu, nie ma już znaczenia, bo postanowienie jest niezaskarżalne (Kościerzyna, Wołomin). Tak kończy się większość postępowań.
Bywa jednak, że sąd uchyla postanowienie prokuratora i nakazuje uzupełnienie postępowania. Wtedy prokuratura ma do wyboru:
powtórnie postanowić o umorzeniu lub o odmowie wszczęcia postępowania, co otwiera organizacji możliwość złożenia do sądu własnego, subsydiarnego aktu oskarżenia, niezależnie od prokuratora,
skierować akt oskarżenia do sądu. W takim przypadku z reguły dochodzi do zabiegów zmiany kwalifikacji prawnej i/lub rozdzielenia postępowania o różne czyny, by uchronić urzędników, którzy organizowali, finansowali i nadzorowali działania, a oskarżyć co najwyżej "kozła ofiarnego", który był wykonawcą (np. pracownik schroniska, lekarz weterynarii) (Kielce, Chrcynno). Bywa też, że prokurator zawczasu rozdziela postępowania, przewidując dalszy bieg sprawy (Legnica, Nowa Ligota, Orzechowce).
Sąd nie ma wpływu na takie "gospodarowanie" postępowaniem. Zgodnie z zasadą skargowości, sąd jest związany tym, kogo i o co prokuratura ostatecznie oskarża. W tym zakresie władza sądownicza jest uzależniona od pozakonstytucyjnego organu władzy jakim jest prokuratura.
Gdy sprawa trafia do sądu w formie subsydiarnego aktu oskarżenia, sąd korzysta jeszcze z prawa orzeczenia "oczywistego braku podstaw oskarżenia" by procesu nie prowadzić. Na takie postanowienie sądu służy jednak zażalenie do sądu II instancji.
W nielicznych przypadkach, gdy jednak dochodziło do procesu, oskarżony zostaje ostatecznie uniewinniony lub skazany na symboliczną karę. W szeregu przypadków niektórzy bezpośredni wykonawcy zadręczania bezdomnych zwierząt byli uznawani za winnych (Orzechowce, Starachowice, Legnica, Nowa Ligota, Wieluń, Krzyczki, Miedary), ale niekoniecznie za znęcanie się, bo ew. za inne przestępstwa (np. fałszowanie dokumentacji).
W typowym przypadku, jeśli postępowanie nie zostało skutecznie zakończone na niskim poziomie, na kolejnych poziomach okazuje się coraz bardziej kłopotliwe dla urzędników, bo zarzuty, dowody i interpretacje przepisów nie mogą już być lakonicznie zbywane byle czym. Prokuratorzy i sędziowie sięgają wtedy po argument ostateczny i przyznają, że do "nieprawidłowości" działania urzędników faktycznie dochodziło (ew. w schronisku występowały określone "niedociągnięcia"), lecz u oskarżonych nie sposób dopatrzeć się działania z bezpośrednim zamiarem sprawiania zwierzętom bólu i cierpienia. Wójt/burmistrz nie mógł zadawać im bólu i cierpienia, skoro w ogóle nie stykał się z ofiarami, a nawet nie widział ich na oczy (ew. kierujący schroniskiem w najlepszej wierze "robił co mógł" w okolicznościach, na które nie miał wpływu). A skoro nie działali z bezpośrednim zamiarem sprawiania bólu i cierpienia zwierzętom, to nie mogą być uznani za winnych tego, co się działo (albo raczej — cokolwiek się działo się, a nie do końca to ustalono w ramach postępowania).
Jedynie w dwóch przypadkach wydarzyło się, że osoba najbardziej odpowiedzialna za patologiczny proceder (wójt, burmistrz lub prezydent miasta) stawała przed sądem w roli oskarżonego. Po sześciu latach postępowania, burmistrz Olkusza Dariusz R. został prawomocnie uznany winnym wydawania wadliwych zezwoleń dla przedsiębiorcy z Olkusza na prowadzenie schroniska i braku kontroli nad działalnością tego schroniska, przez co dopuszczał do znęcania się nad zwierzętami (lata 2006-2009). Sąd warunkowo umorzył postępowanie na jeden rok. W drugiej sprawie, burmistrz Pieszyc Mirosław O. został w I instancji uznany winnym niedopełnienia w latach 2008-2009 obowiązków i porzucenia bezdomnych zwierząt. W II instancji został uniewinniony a kasację oskarżyciela subsydiarnego odrzucił Sąd Najwyższy. Postępowanie trwało pięć lat.
Sprawa schroniska w Kielcach
W obecnym stanie prawa i orzecznictwa, postępowania karne nie spełnia żadnej roli w przeciwdziałaniu patologii i zapewnieniu bezdomnym zwierzętom ochrony. Wpływ postępowań karnych na zorganizowane przez państwo znęcanie się nad tymi zwierzętami jest znikomy. W nielicznych przypadkach gdy dochodziło do procesu, równocześnie zmieniała się lokalna praktyka traktowania bezdomnych zwierząt. Zmieniały się osoby prowadzące schroniska (Legnica, Orzechowce, Kielce), ograniczano przyjmowanie zwierząt z wielu gmin (Olkusz, Legnica, Kielce), a nawet zamykano schroniska (Nowa Ligota, Wieluń, Krzyczki). Zmiany te były jednak lokalne i doraźne. Skutkowały co najwyżej zmianami na rynku usług dla gmin, np. powstawania nowych podmiotów i nowych sposobów działania.
6.3. Propozycja zmiany przepisów karnych
Zmiana konstrukcji przestępstwa znęcania się nad zwierzętami jest konieczna, bo tylko tą drogą można odciąć się od utrwalonego absurdalnego orzecznictwa, zakładającego pojęcie prawne "znęcania się" nad czymś w ogóle, bez rozróżniania ludzi i zwierząt. Rozpatrywanie czynów wobec zwierząt w analogii do czynów wobec ludzi prowadzi do stosowania tu "Wytycznych wymiaru sprawiedliwości i praktyki sądowej w zakresie prawnokarnej ochrony rodziny" z 1976 r. wraz z zasadnym na nich gruncie poglądem o wyłącznie bezpośrednim zamiarze, z jakim można popełnić przestępstwo "znęcania się". Nie tak dawno, bo w 2009 roku Sąd Najwyższy potwierdził zalecenie posiłkowego stosowania do spraw ochrony zwierząt poglądów wypracowanych przez orzecznictwo na gruncie przepisów o ochronie rodziny i sformułował wprost tezę o wyłącznie bezpośrednim zamiarze z jakim można popełnić przestępstwo znęcania się nad zwierzętami. To zaś oznacza w praktyce depenalizację większości typowych czynów znęcania się nad zwierzętami, jak to omówiono wyżej.
Istotą proponowanej zmiany w ustawie o ochronie zwierząt jest nowe brzmienie art. 6 definiującego czyny zakazane oraz przepisu karnego w art. 35. (Zmiany zaznaczono: usunięcie przez przekreślenie, wstawienie przez podkreślenie)
1. Zabrania się zabijania zwierząt, z wyjątkiem: 1) uboju i uśmiercania zwierząt gospodarskich oraz uśmiercania dzikich ptaków i ssaków utrzymywanych przez człowieka w celu pozyskania mięsa i skór, [ . . . ]
7) usypiania ślepych miotów - prowadzonych zgodnie z art. 33 oraz przepisami odrębnymi.
2. Przez znęcanie się nad zwierzętami należy rozumieć: zadawanie albo świadome dopuszczanie do zadawania bólu lub cierpień, a w szczególności: 1) umyślne zranienie lub okaleczenie zwierzęcia,
[ . . . ] 19) utrzymywanie zwierzęcia bez odpowiedniego pokarmu lub wody przez okres wykraczający poza minimalne potrzeby właściwe dla gatunku,
oraz każde inne zadawanie zwierzętom bólu lub cierpień bez słusznej potrzeby.
1. Kto zabija, uśmierca zwierzę albo dokonuje uboju zwierzęcia z naruszeniem przepisów art. 6 ust. 1, art. 33 lub art. 34 ust. 1-4 podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2. 1a. Tej samej karze podlega ten, kto świadomie znęca się nad zwierzęciem.
1b. Tej samej karze podlega osoba, która poleca lub świadomie dopuszcza do zabicia zwierzęcia lub do czynu znęcania się.
2. Jeżeli sprawca czynu określonego w ust. 1, 1a lub 1b działa ze szczególnym okrucieństwem z zamiarem bezpośrednim spowodowania bólu lub cierpienia albo jeśli jest szczególnie zobowiązany do ochrony zwierząt, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3.
3. W razie skazania za przestępstwo określone w ust. 1, 1a, 1b lub 2 sąd orzeka przepadek zwierzęcia, jeżeli sprawca jest jego właścicielem.
Proponowana zmiana polega na tym, że
eliminuje się w art. 6 ust. 2 podwójną (dwustopniową) definicję znęcania się, tj. jako "zadawanie lub świadomoe dopuszczanie do zadawania bólu lub cierpień" oraz jako wyliczenie szczególnych czynów sprawczych. Definicja ma teraz postać jednowymiarowego katalogu czynów sprawczych, otwartego na wszelkie inne czyny, co do których sąd uzna, że powodują ból lub cierpienie.
rozróżnienie form popełnienia przestępstwa ("zadawanie" i "dopuszczanie") przenosi się do przepisu karnego.
podstawowy przepis karny w art. 35 ust. 1a uzupełnia się o pojęcie "świadomego" znęcania się, co zakłada zarówno zamiar ewentualny jak i bezpośredni. Równocześnie zmienia się kryterium postaci kwalifikowanej przestępstwa znęcania się, ze "szczególnego okrucieństwa" na "zamiar bezpośredni spowodowania bólu lub cierpienia". W efekcie forma podstawowa przestępstwa znęcania się obejmuje wyłącznie czyny z zamiarem ewentualnym. ponadto za postać kwalifikowaną popełnienia przestępstwa uznaje się przestępstwa popełnione przez osoby szczególnie zobowiązane (przepisem prawa) do ochrony zwierząt.
Penalizacja znęcania się nad zwierzętami jest konsekwencją przysługującej gatunkowi ludzkiemu zdolności do empatii, która pozwala dostrzegać ból i cierpienie innych osobników, przez co staje się on podobnie oczywisty jak własny. Norma prawna uznająca zwierzęta za istoty zdolne do odczuwania cierpienia, jaka pojawiła się w Europie w XX wieku, nie stanowi w istocie żadnego odkrycia dotyczącego zwierząt. Jest ona raczej samookreśleniem się ludzi w tym, że są zdolni odczuwać cierpienie zwierząt, analogicznie jak własne i innych ludzi.
Z powodu tego empatycznego podłoża, procesowe dowody na zaistnienie bólu i cierpienia (tak ludzi jak i zwierząt) opierają się na kulturowo zakorzenionym przekonaniu, że określone czyny muszą powodować ból i cierpienie — a więc powodują go faktycznie. Dowody obiektywne, np. neurofizjologiczne, mają tu znaczenie tylko pomocnicze i nie są rozstrzygające, bo dotyczą wyłącznie biologicznego, a nie kulturowego podłoża empatii. Empatyczne podłoże istnienia przestępstwa znęcania się powoduje także zatarcie podziału na a przestępstwa skutkowe i formalne. Znęcanie się jest zasadniczo przestępstwem formalnym, choć otwarty katalog czynów łączy kryterium podobieństwa założonych skutków.
Formalny a skutkowy charakter przestępstwa
Jak to wyłożył Sąd Najwyższy w znanym wyroku z dnia 16.11.2009 w sprawie V KK 187/09 znęcanie się nad zwierzętami jest przestępstwem formalno-skutkowym. Formalnym w tej mierze, w jakiej sprawca popełnia jeden z czynów skatalogowanych w art. 6 ust. 2, co do których ustawodawca przesądził, że powodują skutek bólu i cierpienia. W tym zakresie nie ma więc potrzeby dociekać wystąpienia skutku w postaci bólu i cierpienia, a wystarczy dowieść świadomego popełnienia czynu uznanego ustawą za sprawczy. Zaś przestępstwem skutkowym znęcanie się nad zwierzętami jest w tym sensie, że katalog zabronionych czynów jest otwarty, więc sąd może także dowolny inny czyn uznać za powodujący taki sam skutek i dlatego uznać go za znęcanie się.
Jednak definicja znęcania się, zawarta w art. 6 ust. 2 u.o.z. nie odpowiada dobrze takiemu rozumieniu przestępstwa. W pierwszym kroku definiuje się przestępstwo skutkowo ("zadawanie albo dopuszczanie do zadawania bólu lub cierpień"). W drugim kroku opisuje szczególne czyny ("w szczególności"), które miały by być traktowane tylko formalnie. Konstrukcja taka nie odbiera czynom szczególnym charakteru skutkowego, skoro charakter taki ma czyn ogólny "znęcania się". W rezultacie sądy orzekają, że oskarżony wprawdzie dopuścił się czynu szczególnego, ale brak jest dowodów, że spowodował tym ból i cierpienie, zatem nie może być uznany winnym znęcania się jako takiego, tzn. wedle jego definicji ogólnej, do której odwołuje się przepis karny w art. 35 ust. 1a. Co gorsza, opisy niektórych szczególnych czynów sprawczych same odwołują się do skutków w postaci bólu i cierpienia, co przeszkadza w uznawaniu ich za przestępstwa czysto formalne.
Dlatego proponuje się powrót do pierwotnej konstrukcji (choć nie dosłownej treści) przepisu z 1928 roku, która polegał na prostym katalogu czynów stanowiących przestępstwa formalne, zaś w ostatniej pozycji przewiduje dowolne czyny, jakie sąd uzna za skutkujące bólem i cierpieniem. Zamiar bezpośredni i ewentualny
Zawarta w art. 4 pkt 12 definicja "szczególnego okrucieństwa", wyrażająca znamię kwalifikowanej postaci znęcania się, mówi w pierwszej kolejności o "przedsięwzięciu przez sprawcę działań charakteryzujących się drastycznością form i metod", w tym zwłaszcza "działania w sposób wyszukany lub powolny, obliczony z premedytacją na zwiększenie rozmiaru cierpień i czasu ich trwania".
Pomimo, że taki obszerny opis działa silnie na wyobraźnię, to nie precyzuje czynu, ani szczególnych skutków (poza wskazaniem ich większego rozmiaru). Wydaje się, że istotny zamysł przepisu można oddać potocznym wyrażeniem "znęcania się dla samego znęcania się" i przyjąć, że chodzi tu w istocie o ekskluzywnie bezpośredni zamiar zadawania bólu i cierpienia. Kojarzy się to z czynami sadystycznymi, które polegają na wynaturzonym korzystaniu z empatii. Sprawca nie tylko wie, że jego działanie powoduje ból i cierpienie, ale także chce je percepować, empatycznie doświadczać i w nich uczestniczyć. Dlatego stara się, by te jego doznania (a więc i doznania ofiary) były jak najbardziej intensywne.
Należy zauważyć, że właściwie każdy czyn podjęty z zamiarem bezpośrednim powodowania bólu i cierpienia ma znamię takiego "sadyzmu". Czyny mogą się natomiast znacznie różnić natężeniem, zarówno złej woli jak i skutków dla ofiary. Na przykład, zwykłe uderzenie psa ręką, w złości za jego złe zachowanie, było by czynem zbyt błahym by stanowił przestępstwo. Tym niemniej, czynowi takiemu można obiektywnie przypisać motyw satysfakcji (tu w formie kompensacji emocjonalnej) osiąganej przez zadawanie bólu. Agresja i cierpienie są wszechobecne i naturalne w świecie zwierząt i ludzi, a o tym, co jest "wynaturzeniem" rozstrzygają normy społeczne, a wśród nich ostatecznie prawo. Logicznym wydaje się więc oprzeć znamię kwalifikowanego znęcania się na jakościowej odmienności czynów popełnianych z zamiarem bezpośrednim (kierunkowym) sprawiania bólu i cierpienia zamiast na ilościowym kryterium bólu i cierpienia, które są z zasady niewymierne. Ważenie skali cierpienia i skali naruszenia norm społecznych należało by pozostawić sądowi w konkretnej sprawie, bez ustalania dolnej granicy zagrożenia karą.
Tym łatwiej było by sądzić znęcanie się w formie podstawowej, do którego dochodzi przez działania podejmowanych nie na tle mrocznych motywów emocjonalnych, lecz na tle motywów powszechnie akceptowanych i racjonalnych, jak zysk, oszczędność kosztów, wysiłku i kłopotu, a także rozrywki. Jeśli motywom takim towarzyszy świadomość niepotrzebnego sprawiania bólu i cierpienia zwierzętom, to są to czyny znęcania się nad zwierzęciem popełniane z zamiarem ewentualnym oraz czyny dopuszczania do znęcania się.
Ukształtowany w doktrynie i orzecznictwie (m.in. wyrokiem SN 187/2009) pogląd, że przestępstwo znęcania się nad zwierzętami można popełnić wyłącznie z zamiarem bezpośrednim, ogranicza karalność znęcania się do czynów "sadystycznych" i w zasadzie depenalizuje główne i powszechne przejawy znęcania się nad zwierzętami. Wyliczonym w art. 6 ust. 2 czynom znęcania się niełatwo jest bowiem przypisać zamiar bezpośredni sprawiania bólu i cierpienia. Właśnie dlatego, że są to czyny typowe, bo związane z powszechnym utrzymywaniem, obrotem i wykorzystywaniem zwierząt.
Sadyzm nie jest przecież typowym ani powszechnym motywem działania. Nikt nie transportuje zwierząt w złych warunkach po to (z zamiarem bezpośrednim) by dokuczyć zwierzętom, lecz po to by je przewieźć. Nikt nie porzuca zwierzęcia w zamiarem by cierpiało, lecz by się go pozbyć. A nawet jeśli ktoś organizuje pokazy walk zwierząt, to raczej dla zysku niż dla samego widoku krwi. I tak po kolei omówić można cały katalog czynów zawarty w przepisie art. 6 ust. 2, z wyjątkiem "złośliwego straszenia lub drażnienia zwierząt", które niewątpliwie skierowane jest zawsze bezpośrednio na dokuczenie zwierzętom.
Racjonalna konstrukcja przestępstwa znęcania się nad zwierzętami, która umożliwiła by w praktyce na karanie typowych przestępstw, powinna obejmować świadome popełnianie dziewiętnastu czynów opisanych w otwartym katalogu, przy założeniu, że popełniane są one z zamiarem ewentualnym lub bezpośrednim — stosownie do ich szczególnych określeń. Natomiast czyny popełnione z zamiarem bezpośrednim sprawiania bólu i cierpienia stanowić powinny przestępstwo kwalifikowane, zagrożone karą o wyższej górnej granicy. Ale nie z powodu ich trudnej do sprecyzowania przedmiotowej drastyczności, lecz z powodu szczególnego motywu, bo to on stanowi tu nadzwyczajne zagrożenie. Nie tylko dla zwierząt, bo w istocie bardziej nawet dla ludzi. Wydaje się bowiem, że ludzie dysponują zasadniczo tylko jedną i tą samą empatią, niezależnie od tego czy odnoszą ją do zwierząt, czy do innych ludzi.
Dopuszczanie do znęcania się nad zwierzętami
Kwalifikowaną formą popełnienie przestępstwa powinno być także dopuszczanie do znęcania się, przez osoby szczególnie zobowiązane prawem do ochrony zwierząt. W proponowanym kontekście dopuszczanie związane będzie z zamiarem ewentualnym.
Obecny przepis karny penalizuje dopuszczanie do znęcania się na równi ze sprawstwem bezpośrednim. Tym samym wykładnia przestępstwa dopuszczania uwikłana jest w te same co sprawstwo bezpośrednie kontrowersje na tle formalnego i skutkowego charakteru przestępstwa w związku z kontrowersjami co do postaci zamiaru.
Już pierwotne przepisy z 1928 r. o humanitarnej ochronie zwierząt, przewidywały karę za znęcanie się nie tylko dla bezpośredniego sprawcy, ale także właściciela, pracodawcy, zwierzchnika, przedsiębiorcy i każdej innej osoby z której polecenia, lub w czyjej interesie, zwierzęta używane były do pracy, jeśli świadomie pozwoli lub dopuścił do popełnienia jednego z czynów sprawczych znęcania się, lub do czynu takiego nakłaniał albo zmuszał. Od tamtych czasów znacznie zmieniły się sposoby wykorzystywania zwierząt, ich typowe gatunki oraz cele ich utrzymywania. Na przykład, niemal znikło zjawisko zwierząt pociągowych, na jakim koncentrowały się przepisy ustawy z 1928 r., natomiast pojawił się chów przemysłowy i pet-biznes. Bardziej wszechstronnemu i intensywnemu wykorzystywaniu zwierząt towarzyszą obecnie liczne regulacje i procedury uwzględniające ochronę zwierząt — czego nie było w 1928 r., kiedy to tradycyjnie zwierzęta chroniła najbardziej sama ich wartość gospodarcza.
W rezultacie, los zwierząt dużo mniej zależy dziś od ich indywidualnych użytkowników, działających na nie bezpośrednio, a znacznie bardziej zależy od zinstytucjonalizowanych struktur gospodarczych i administracyjnych. O tyle też wzrosło znaczenie czynów zaniedbania podczas kierowania i nadzoru, popełnianych z zamiarem ewentualnym. Zmieniła się więc rola przepisów karnych ochrony zwierząt. Przed stu laty polegała na reakcji na ekscesy wobec panujących wówczas niepisanych norm traktowania zwierząt. Obecnie przepisy karne mają głównie rolę gwarancji przestrzegania licznych szczegółowych norm i procedur traktowania zwierząt — i ta ich rola powinna być wzmocniona.