Source: http://jedlnia.org.pl/2018/02/26/postepowanie-gminy-wobec-mieszkancow-jest-nieuczciwe/
Timestamp: 2018-10-22 14:50:28+00:00
Document Index: 2524116

Matched Legal Cases: ['art. 15', 'art. 15', 'art. 411', 'art. 15', 'art. 49', 'art. 49', 'art. 49', 'art. 15', 'art. 49']

Postępowanie gminy wobec mieszkańców jest nieuczciwe | jedlnia.org.pl
← Tajemnicza umowa 36/REKSO/2017
Tajemniczej umowy 36/REKSO/2017 ciąg dalszy →
Paweł Kończyk: Panie mecenasie, w chwili obecnej reprezentuje Pan w sądzie troje mieszkańców naszej gminy, którzy złożyli pozew sądowy przeciwko gminie o zwrot poniesionych przez nich nakładów na inwestycje gminne. Proszę o informację, na jakim etapie są te sprawy i kiedy powinny się zakończyć.
Mec. Tomasz Brudnicki: Rzeczywiście prowadzę trzy sprawy sądowe, został złożony pozew w czwartej sprawie w imieniu mieszkanki Jedlni Letnisko, a związany on jest z podpisaniem umowy na użytkowanie wieczyste przyłącza kanalizacyjnego. Z toczących się spraw dwie z nich dotyczą mieszkańców Natolina, a jedna mieszkanki Wrzosowa. Zostali przesłuchani świadkowie strony powodowej, w tym były kierownik inwestycji Mariusz Ruszkowski. Sprawy, które się toczą, dotyczą umów zawieranych w 2008 roku pomiędzy gminą reprezentowaną przez poprzedniego wójta a mieszkańcami. We Wrzosowie chodzi o sieć wodociągową, a w Natolinie o sieć wodociągową i kanalizacyjną. Mieszkańcy zawierali z gminą umowy oparte o uchwałę Rady Gminy Jedlnia-Letnisko z dnia 5 listopada 2003 roku, której nieważność stwierdził wojewódzki sąd administracyjny. Czyli uchwała była sprzeczna z obowiązującym prawem.
Wszystkie sprawy zostały odroczone. Termin najbliższej sprawy został wyznaczony na dzień 07.03.2018 roku na godzinę 9:00. Sądy muszą wreszcie rozstrzygnąć spór pomiędzy gminą a mieszkańcami. Gmina, reprezentowana przez profesjonalnego pełnomocnika, twierdzi, że wpłaty, które były dokonywany przez mieszkańców, między innymi przeze mnie, dotyczyły partycypacji w budowie przyłączy, mimo że w par. 1 umów jest wyraźnie napisane, że mieszkaniec deklaruje udział w budowie sieci wodociągowo-kanalizacyjnej, a nie w budowie przyłącza. Zapis ten nie powinien budzić żadnych wątpliwości. Ponadto w par. 3 umów jest zapisane, że kwota, którą mieszkaniec wpłacił, będzie zaliczona na poczet opłaty adiacenckiej, a więc jak można twierdzić, że wpłata dotyczyła przyłącza? Jeżeli faktycznie dotyczyłaby przyłącza, to nie mogłaby być zaliczona na poczet opłaty adiacenckiej. Były pracownik pozwanej gminy, zeznający w sprawie, zeznał, iż nie rozmawiał on z mieszkańcami w sprawie przedmiotowych umów, ale wie od innego pracownika (nie potrafił wskazać, od którego), że przed podpisaniem przedmiotowych umów mieszkańcy byli informowani, iż wpłaty dotyczą ich wkładu finansowego w przyłącza.
Trzeba jasno podkreślić, że zgodnie z przepisami właściciel nieruchomości jest zobowiązany do sfinansowania przyłącza z własnych środków (art. 15 ust. 2 ustawy o zbiorowym zaopatrzeniu w wodę i zbiorowym odprowadzaniu ścieków, dalej u.z.z.w.- „Realizację budowy przyłączy do sieci oraz studni wodomierzowej, pomieszczenia przewidzianego do lokalizacji wodomierza głównego i urządzenia pomiarowego zapewnia na własny koszt osoba ubiegająca się o przyłączenie nieruchomości do sieci.”). Przepis ten jest jednoznaczny i nie budzi żadnych wątpliwości, nawet dla osoby niebędącej prawnikiem. Wobec tego zachodzi pytanie: dlaczego gmina w projektach i kosztorysach uwzględnia wykonanie przyłączy, zleca ich wykonanie na własny koszt nie będąc inwestorem zastępczym mieszkańców. W toku spraw pozwana gmina twierdziła także, iż była inwestorem zastępczym osoby, do której wykonywane było przyłącze, a tym samym, że osoba taka wyraziła zgodę na to by, gmina była inwestorem zastępczym i zobowiązała się do zwrotu kwoty wypłaconej przez gminę za jej przyłącze. Twierdzenia gminy są w tym zakresie wzajemnie sprzeczne. Gmina finansuje i finansowała przyłącza, gdyż jest to w jej interesie, bowiem jednym z podstawowych warunków otrzymania dofinansowania zewnętrznego jest sfinansowanie budowy przyłączy. Gmina nie jest tu „dobrym wujkiem”. Tak robił poprzedni wójt Dariusz Rzeczkowski, występując o środki zewnętrzne. Prawdopodobnie obecny wójt również występował i występuje o pozyskanie takich środków. W wypadku wykonania ilości przyłączy wykazanych we wniosku o kredyt, duża część tego kredytu była umorzona.
Ponadto poprzedni wójt, Dariusz Rzeczkowski, złożył wniosek o uzyskanie środków unijnych na budowę sieci wodociągowej w miejscowości Wrzosów. Z tego, co jest mi wiadomym, takie środki zostały przydzielone i wpłynęły na konto gminy już za kadencji obecnego wójta.
Mieszkańcy Wrzosowa, którzy zwrócili się o zwrot wpłaconej kwoty 2.500 zł, otrzymali odpowiedź: „jeżeli będziecie się domagać zwrotu pieniędzy wpłaconych w ramach umowy to my wyliczymy, ile kosztowało przyłącze i do was się zwrócimy o pokrycie różnicy”. Tak, mniej więcej, wynika z pism, które otrzymali mieszkańcy żądający zwrotu opłat na inwestycje realizowane nie tylko we Wrzosowie, ale i w innych miejscowościach gminy. Faktycznie, zgodnie z art. 15 ust 2 u.z.z.w., gmina może dochodzić zwrotu poniesionych kosztów przyłącza u mieszkańca. Z tymże, po pierwsze: żądając zapłaty gmina winna przenieść własność przyłącza na mieszkańca (przyłącza są własnością gminy, są na stanie środków trwałych, od których gmina odlicza sobie amortyzację). Po drugie: każdy z mieszkańców może podnieść, iż nie wpłaci żądanej kwoty, powołując się na art. 411 kodeksu cywilnego, który w pkt 1 stanowi, iż nie można żądać zwrotu świadczenia, jeżeli spełniający świadczenie wiedział, że nie był do świadczenia zobowiązany (…). Oczywistym jest, że władze gminy, a także pracownicy znali i znają treść art. 15 ust. 2 u.z.z.w. I wiedzą, iż gmina nie powinna pokrywać kosztów budowy przyłącza. W wypadku przeniesienia własności przyłącza na właściciela nieruchomości, jeżeli wpłaciłby on żądaną przez gminę kwotę, to wówczas, zgodnie z art. 49 par 2 kodeksu cywilnego, mógłby zażądać, by gmina z powrotem przejęła własność tego przyłącza i zwróciła mu wpłaconą kwotę. W wypadku niewykonania powyższego, miałby roszczenie do sądu.
Wracając do treści pism wójta skierowanych do mieszkańców, a dotyczących żądania zwrotu kwoty 2.500 zł, stanowisko gminy jest również absurdalne, gdyż gmina pisząc, iż może domagać się zwrotu całych kosztów przyłącza, nie wypowiada się na temat własności. Wynikałoby z tego, że zdaniem gminy może ona żądać zwrotu kosztów przyłącza, a przyłącze będzie nadal jej własnością.
Wyroki sądów administracyjnych dotyczyły stwierdzenia nieważności uchwały rady gminy Jedlnia-letnisko z 2003 roku. Sądy stanęły na stanowisku, że rada gminy, podejmując uchwałę w sprawie partycypacji mieszkańców w kosztach inwestycji, przekroczyła swoje uprawnienia. Rada gminy 10 lat później uchyliła tę uchwałę ale urząd pod rządami wójta Leśnowolskiego nadal pobierał od mieszkańców opłatę, odwołując się już nie do uchylonej uchwały a do przepisów kodeksu cywilnego. Jak wygląda sytuacja prawna związana z tego rodzaju umowami?
Z posiadanych przeze mnie informacji wynika, że gmina, zawierając z mieszkańcami umowy na użytkowanie przyłączy kanalizacyjnych, przekonywała każdego z mieszkańców, że jeżeli nie podpiszą umowy, to nie zostaną podłączeni do kanalizacji. Według mnie doszło do przekroczenia uprawnień przez władze gminy, które wprowadzały ludzi w błąd. Jeżeli chodzi o kanalizację to przepisy wyraźnie mówią, że musi ona być podłączona. Gmina nie ma tu nic do powiedzenia. Ponadto przyłącze, które sfinansowała gmina, staje się w momencie podłączenia częścią kanalizacji i opłata za korzystanie z niego uwzględniona jest w opłacie za m3 ścieków.
I jest majątkiem gminy?
Jak wspominałem, przyłącze z chwilą podłączenia staje się częścią kanalizacji i w związku z finansowaniem jego budowy jest ono własnością gminy. Żądanie zawarcia umowy użytkowania przyłącza było i jest bezprawne, bezprawnym jest pobranie opłaty z tytułu tej umowy w wysokości 2.500 zł. Zawieranie umów użytkowania przyłącza jest nie dość, że absurdalne, to jest równocześnie nadużyciem władzy. Przyłącze jest częścią systemu wodociągowo-kanalizacyjnego. Żądanie opłaty za użytkowanie, to tak jakby gmina, poza opłatą za wodę czy za odbiór ścieków, żądała od mieszkańców dodatkowej opłaty za korzystanie z sieci wodociągowo-kanalizacyjnej.
Mam wrażenie, że nikt w urzędzie gminy nie rozumie, że przyłącze z chwilą podłączenia staje się częścią sieci. Stąd przywołany przeze mnie przepis art. 49 par 1 i 2 kodeksu cywilnego, który właśnie mówi o tym, że przyłącze z chwilą podłączenia staje się częścią sieci i mieszkaniec ma prawo żądania, żeby gmina przejęła je na własność i za to zapłaciła. Gmina finansowała i finansuje przyłącza i nie ma podstaw do żądania zwrotu za jego sfinansowanie (tak, jak już mówiłem, w wypadku zażądania zwrotu za sfinansowanie przyłącza i wpłacenia żądanej kwoty przez właściciela nieruchomości , ma on następnie prawo żądania zwrotu wpłaconej kwoty), a tym bardziej brak jest jakichkolwiek podstaw do podpisywania i pobierania opłaty za użytkowanie przyłącza.
Można zatem użyć sformułowania, że gmina chciała zjeść ciastko i mieć ciastko?
Tak. I to jest, moim zdaniem, działanie całkowicie bezprawne. Jeżeli prawdą jest, że były naciski na mieszkańców, żeby zawierali umowy na użytkowanie przyłączy z jednoczesnym ich wprowadzaniem w błąd, że niezgoda na zawarcie umowy oznacza brak podłączenia do sieci kanalizacyjnej, to jest to przekroczenie uprawnień i nadużycie władzy.
Latem 2017 roku mieszkańcy gminy, którzy wcześniej zawnioskowali o zwrot pieniędzy, otrzymali z urzędu gminy pisma z wyliczonymi kosztami wykonanego przyłącza, które w wielu przypadkach znacznie przewyższały opłatę na rzecz gminy poniesioną przez mieszkańca. Czy ramach prowadzonych przez pana mecenasa spraw sądowych gmina wyjaśniła, w jaki sposób wyliczyła te koszty?
W trzech sprawach, które prowadzę, mieszkańcy zwrócili się do urzędu gminy z prośbą o zwrot wpłaconych kwot. Gmina odmawiając podała rzekome koszty poniesione na budowę przyłącza u osoby, która domagała się zwrotu. Z zeznań świadka powołanego przez gminę w sprawach zawisłych przed sądem – pana Ruszkowskiego wynika, że koszty wyliczała „jakaś komisja”. Były kierownik inwestycji zeznał, że nie pamięta, w jaki sposób były one wyliczane. Tymczasem są to kwoty nie wynikające z kosztorysów wykonawcy. Domaganie się przez gminę zwrotu kosztów budowy przyłącza jest absurdalne. Jako mieszkaniec Wrzosowa, który współfinansował budowę sieci, jestem gotów dopłacić gminie tyle, ile zażąda. Tyle że następnym moim ruchem będzie wystąpienie do sądu o zwrot tej kwoty wraz z odsetkami.
Zgodnie z art. 49 par. 2 kodeksu cywilnego?
Dokładnie tak. Jest dla mnie niezrozumiałe, w jaki sposób rozumują pracownicy urzędu, bo przepis jest jednoznaczny. Gmina powołuje się na art. 15 ust. 2 u.z.z.w., który mówi o tym, że właściciel posesji jest zobowiązany sfinansować budowę przyłącza. Tyle, że nie ma żadnej sprzeczności między tym artykułem a artykułem 49 kodeksu cywilnego, który uprawnia mieszkańca do zwrotu kosztów poniesionej inwestycji.
Dodatkowo gmina broni się twierdząc, że była inwestorem zastępczym. Chyba ktoś tu nie rozumie, kto to jest inwestor zastępczy. Owszem, gmina mogłaby być inwestorem zastępczym, gdyby z każdym właścicielem nieruchomości, na której wykonywane miało być przyłącze, zawarła stosowną umowę. Nie jest wiadomym, by z kimkolwiek gmina takie umowy zawierała. Nie zawierana była taka umowa również ze mną.
Ale wtedy w każdym przypadku koszty wykonania przyłącza byłyby inne?
Oczywiście, że tak. Z tym że wyliczenia gminy, które przesłała mieszkańcom w odpowiedzi na ich roszczenia, są nieuczciwe. Gdyby urzędnicy się przyłożyli do pracy, to podaliby dokładniejsze wyliczenia na podstawie sporządzonego kosztorysu, w tym średni koszt budowy 1 metra przyłącza. Jednak jest to tylko i wyłącznie narażanie się przez gminę na dodatkowe koszty. We wszystkich sprawach, które prowadzę, gmina złożyła wniosek o powołanie biegłego do wyliczenia kosztów przyłącza. Opinia biegłego to dodatkowe kilka tysięcy złotych, które musi ponieść gmina. A to nie ma sensu, ponieważ, jeszcze raz podkreślam, zgodnie z art. 49 ust. 2 k.c. gmina jest zobowiązana zwrócić mieszkańcowi koszty budowy przyłącza w wypadku poniesienia przez niego tych kosztów.
Większość mieszkańców, którzy otrzymali z gminy takie odpowiedzi, dała sobie spokój z egzekwowaniem swoich praw. Da się słyszeć głosy, że „było, minęło”, „gmina nie chce zwrócić, no to trudno”. Co pan mecenas by im poradził? Czy warto iść drogą przez mękę?
To nie jest droga przez mękę. Postępowania sądowe w tych trzech przypadkach może przedłużają się ale to dlatego, że wszystkie trzy sprawy prowadzi trzech różnych sędziów. Każdy z nich zdaje sobie sprawę z tego, że są one pilotażowe. Jeżeli skończą się uwzględnieniem powództwa to wtedy ruszy lawina spraw.
I wtedy gmina poniesie dużo większe koszty niż gdyby zdecydowała się załatwić z mieszkańcami ich roszczenia polubownie?
To będą horrendalne koszty wynikające z tego, że gmina będzie musiała ponieść koszty opłat sądowych, obsługi prawnej oraz zapłacić odsetki. Oczywiście nie przesądzam, jakie wyroki wydadzą sądy. Jestem natomiast przekonany o słuszności roszczeń mieszkańców i o błędnej interpretacji zarówno zawartych z mieszkańcami umów jak i przepisów przez pozwaną gminę.
Trzeba jednak pamiętać o tym, że po 10 latach od dokonania wpłaty następuje przedawnienie roszczeń. W wielu przypadkach roszczenia mieszkańców już się przedawniły. W innych termin przedawnienia nastąpią niebawem. Jeżeli mieszkańcy nic nie zrobią, stracą możliwość ubiegania się o zwrot poniesionych nakładów. Oczywiście, każdy sam decyduje o tym, co ma robić. Opłata sądowa od tego typu żądań wynosi 5 proc. wartości, czyli w przypadku kwoty 2500 zł jest to 125 zł.
Uważam, że mieszkańcy powinni dochodzić swoich roszczeń nie po to, by rozłożyć finanse gminy, tylko żeby wykazać, że postępowanie wobec nich jest nieuczciwe. Ugody z mieszkańcami są możliwe, a nawet pożądane, ale najpierw wójt oraz podlegli mu pracownicy muszą przyznać, ze działali niezgodnie z prawem, przekraczając swoje uprawnienia i nadużywając władzy.
Jedna odpowiedź na „Postępowanie gminy wobec mieszkańców jest nieuczciwe”
27 lutego 2018 o 05:04
Dobry gospodarz nigdy się nie przyzna do błędu bo przecież On nie popełnia błędów! !!! Zaraz pewnie się znajdzie jakiś winny i wyleci z roboty