Source: http://docplayer.pl/2645021-Uprzywilejowane-szczeble-to-przezytek.html
Timestamp: 2018-02-25 12:31:37+00:00
Document Index: 94413617

Matched Legal Cases: ['art. 417', 'art. 361', 'art. 427', 'art. 427', 'art. 427', 'art. 427', 'art. 427']

UPrzywiLejOwaNe szczeble TO PrzeżyTeK - PDF
UPrzywiLejOwaNe szczeble TO PrzeżyTeK
Download "UPrzywiLejOwaNe szczeble TO PrzeżyTeK"
1 prawnik Porada Pr a w n a między za kupami Polskie kancelarie nie mają złudzeń: wkrótce na naszym rynku pojawi się nowa konkurencja firmy zatrudniające młodych prawników, którzy będą świadczyć usługi na masową skalę w marketach
2 D2 ŚWIAT PRAWNIKÓW Opinie, wydarzenia, sylwetki UPrzywiLejOwaNe szczeble TO PrzeżyTeK Zapisy projektu prawa o prokuraturze są niewystarczające dla zapewnienia sprawnej obsługi procesu karnego w nowym, kontradyktoryjnym wydaniu. Do osiągnięcia tego celu niezbędna wydaje się o wiele bardziej zdecydowana i głęboka reforma strukturalna JACEK SKAŁA wiceprzewodniczący Związku Zawodowego Prokuratorów i Pracowników Prokuratury RP Ministerstwo Sprawiedliwości równo miesiąc temu przedstawiło do konsultacji społecznych projekt ustawy Prawo o prokuraturze. Po raz pierwszy w historii przesłano go nie tylko do prokuratur apelacyjnych i okręgowych, ale także rejonowych, które prowadzą 99 proc. postępowań karnych. Autorom tego pomysłu towarzyszyło zapewne przekonanie, że tą drogą uzyskają opinie jednostek, w których koncentruje się prokuratorska służba, i będą one korzystne dla niektórych z proponowanych rozwiązań. Nic z tych rzeczy. Prokuratury rejonowe w przeważającej większości lub w ogóle nie odpowiedziały na inicjatywę resortu albo grzecznościowo wskazały, iż nie zgłaszają uwag do projektu. Od początku spodziewałem się takiej reakcji. Każdy, kto wie, jak wygląda praca przeciętnego prokuratora prokuratury rejonowej, doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że nie ma on najzwyczajniej czasu, by przewertować kilkusetstronicowy dokument. Częsta obecność w sądzie, biurko zawalone setkami pism i stosami akt, a pod drzwiami oczekujące strony. Do tego przesłuchania wezwanych świadków, czynności z doprowadzonymi i wreszcie dyżury zdarzeniowe, które nakazują prokuratorom pozostawianie w gotowości do podjęcia czynności, nierzadko przez tydzień, a nawet dłużej. System ten zresztą narusza wszelkie krajowe i międzynarodowe normy dziennego i dobowego wypoczynku, nad czym w instytucji, której zadaniem jest strzeżenie praworządności, przechodzi się do porządku dziennego. Optymistą był ten, kto łudził się, że prokuratorzy przeczytają projekt. Nie było natomiast zaskoczeniem, że na biurko ministra Gowina trafiły niemal w komplecie opinie prokuratur apelacyjnych i okręgowych, kompleksowe i dopieszczone najczęściej w wydziałach organizacyjnych. Lektura tych opinii prowadzi do jedynego wniosku na ministerialnym projekcie nie pozostawiono suchej nitki. Trzeba jednak w tym miejscu podkreślić, że ta frontalna krytyka miała miejsce bez albo co najmniej ze znacznie ograniczonym udziałem nieco ponad 60 procent prokuratorów, którzy na co dzień zajmują się prowadzeniem postępowań i występowaniem przed sądami pierwszej instancji. Nie chcąc rozwodzić się na temat ewidentnych wad projektu (m.in. likwidacja Krajowej Rady Prokuratury, wprowadzenie ograniczeń niezależności poprzez odejście od zasady zakazu wydawania poleceń co do treści czynności procesowych czy całkowicie absurdalnych rozwiązań w sferze postępowań), spróbowaliśmy znaleźć odpowiedź na pytanie, czy stworzone w ministerstwie w niespełna trzy tygodnie prawo o prokuraturze zawiera rozwiązanie dobre, a w szczególności, czy rozwiązania te są wystarczające do zapewnienia sprawnej obsługi procesu karnego w nowej kontradyktoryjnej wersji. Pierwszym pozytywem jest już sam fakt, że w gmachu przy Alejach Ujazdowskich zrozumiano, iż prokuratura, w której 40 proc. prokuratorów nie prowadzi postępowań, nie jest w stanie udźwignąć ciężaru wiążącego się z obsługą kontradyktoryjnego postępowania. Na tę oczywistość zwracał uwagę prokuratorski związek zawodowy, opiniując projekt nowelizacji ustawy o prokuratorze z lipca i dzieło komisji kodyfikacyjnej przemeblowujące całkowicie polski proces karny. Jak zatem minister sprawiedliwości chciałby sprostać temu wyzwaniu? To pierwsze pytanie, które należy postawić, dokonując analizy projektu. Drugie z pytań związane jest z tym, czy przedstawione rozwiązania są wystarczające, aby zapobiec całkowitemu paraliżowi postępowań przygotowawczych. Pierwszym z rozwiązań zaproponowanych przez autorów projektu jest wprowadzenie obowiązkowego referatu orzeczniczego dla każdego prokuratora. Od lat podkreślaliśmy, iż w prokuraturze powinna obowiązywać zasada zbliżona do reguł, którymi rządzi się sądownictwo, gdzie każdy sędzia, w tym sędzia funkcyjny, prowadzi własny referat orzeczniczy. Skoro zatem przykładowo rzecznik prasowy sądu na co dzień zasiada ze sędziowskim stołem, to trudno znaleźć argumenty, aby po jego prawicy w prokuratorskiej ławie nie zasiadał jako autor aktu oskarżenia jego prokuratorski odpowiednik. W przedstawionej wersji projektu jego twórcy odeszli od proponowanej uprzednio zasady prowadzenia przez prokuratury okręgowe wszystkich spraw należących do właściwości rzeczowej sądów okręgowych. Obecnie proponuje się zawężenie właściwości przedmiotowej tych prokuratur do prowadzenia jedynie kilku enumeratywnie wyliczonych kategorii spraw, będących w istocie najczęściej poważnymi przestępstwami gospodarczymi. Rozwiązanie to ocenić należy pozytywnie, podkreślając jednakowoż, iż wcześniejsza propozycja szerszego określenia Projekt ustawy o prokuraturze ma nie tylko wady, ale i zalety. Jedną z najważniejszych zalet jest próba wyrównania obciążenia pracą i racjonalizacja w wykorzystaniu kadry prokuratorskiej właściwości rzeczowej prokuratur okręgowych była korzystniejsza i korespondowała w większym zakresie ze zmianami proponowanymi przez rząd w procedurze karnej. W obecnym stanie rzeczy prokurator prokuratury okręgowej zatrudniony w wydziale śledczym lub gospodarczym prowadzi średnio 3, 4 sprawy rocznie. Obsada kadrowa tego szczebla wynosi aktualnie około 1570 osób, przy czym w wydziałach tych czynności służbowe wykonuje niespełna 600 prokuratorów. Oznacza to, że blisko 2/3 prokuratorów zatrudnionych w prokuraturach okręgowych nie prowadzi postępowań. Aktualnie prokuratorzy prokuratur okręgowych prowadzą ponad 5 tysięcy spraw rocznie. Według danych podanych przez autorów projektów liczba spraw w prokuraturach okręgowych wzrośnie trzykrotnie do poziomu około 15 tysięcy rocznie. Przy dotychczas obowiązujących zasadach podziału pracy (zgodnie z nim jedynie prokuratorzy z wydziałów śledczych i gospodarczych prowadzą prawy) wprowadzenie nowej regulacji skutkowałoby dziesięciokrotnym wzrostem ich obciążenia. Zamiast około 3, 4 spraw prowadziliby rocznie blisko 30. Dlatego jako słuszna jawi się propozycja obowiązkowego referatu orzeczniczego dla każdego prokuratora prokuratury okręgowej. Przyjmując to założenie, można zaryzykować stwierdzenie, iż każdy prokurator prokuratury okręgowej poprowadzi około 10 spraw rocznie. Jest to krok w dobrym kierunku, realizujący jeden z celów projektu, jakim jest wyrównanie obciążenia pracą i racjonalizacja w wykorzystaniu kadry prokuratorskiej. Należy zaznaczyć, że za nowym ujęciem właściwości rzeczowej prokuratur okręgowych powinno pójść również ściślejsze określenie właściwości prokuratur apelacyjnych. Przemawiają za tym kryteria czysto matematyczne. Obecnie, jedynie około ¼ prokuratorów zatrudnionych na tym szczeblu prowadzi postępowania. Liczba spraw prowadzonych przez tych prokuratorów jest niewielka, co zresztą jest zrozumiałe z uwagi na stopień ich złożoności. Gdyby przyjąć zatem czysto hipotetyczne założenie, że prokurator prokuratury apelacyjnej zatrudniony w wydziale ds. przestępczości zorganizowanej prowadzi rocznie średnio około dwie sprawy, to po wprowadzeniu zmian w proponowanym przez projektodawcę kształcie, sprowadzających się do obowiązkowego referatu oskarżycielskiego dla każdego prokuratora, w tym także prokuratora prokuratury apelacyjnej, obciążenie w wydziałach PZ spadnie do 0,5 sprawy rocznie i tyle też przypadać będzie na jednego prokuratora prokuratury apelacyjnej. Gołym okiem zatem widać fikcyjność wprowadzanej na szczeblu apelacyjnym zasady obowiązkowego referatu. Tak więc choć kierunki przyjęte przez ministerstwo wydają się słuszne, to nie sposób odnieść wrażenia, że przedstawione propozycje nie są wystarczające do zapewnienia sprawnej obsługi procesu karnego w nowym, kontradyktoryjnym wydaniu. Do osiągnięcia tego celu niezbędna wydaje się o wiele bardziej zdecydowana i głęboka reforma strukturalna, tym trudniejsza, że narażona na zmasowaną krytykę zainteresowanych w utrzymaniu obecnego, dysfunkcjonalnego modelu prokuratury. krótko o wydarzeniach Ochrona danych na wokandach Helsińska Fundacja Praw Człowieka wystąpiła do generalnego inspektora ochrony danych osobowych w sprawie umieszczania na wokandach sądowych danych osobowych. Zgodnie z przepisami zarządzenia ministra sprawiedliwości dotyczącego organizacji i zakresu działania sekretariatów sądowych na Więcej na wokandzie umieszcza się teraz m.in. imiona i nazwiska stron postępowania oraz przedmiot sprawy, a także kwalifikację prawną czynu zarzucanego oskarżonemu. Zdaniem fundacji kwestia treści wokand powinna zostać uregulowana w akcie prawa powszechnie obowiązującego, tj. w ustawie Prawo o ustroju sądów powszechnych lub w rozporządzeniu wydanym na podstawie upoważnienia ustawowego. Należy też rozważyć wprowadzenie drobnych wyjątków w odniesieniu do prowadzenia wokand sądowych, np. poprzez wpisanie jedynie pierwszej litery nazwiska lub tylko inicjałów. Nagrody The Lawery już przyznane Branżowy magazyn prawniczy The Lawery uznał warszawski oddział Kancelarii Domański Zakrzewski Palinka za polską firmę prawniczą roku, przy czym nagrody odrębnie dla naszego kraju przyznano po raz pierwszy. Do ostatniego etapu konkursu w tej kategorii przeszły także kancelarie Sołtysiński Kawecki & Szlęzak i Gide Loyrette Nouel. Z kolei europejską firmą prawniczą roku została kancelaria Noerr z Niemiec, jury postanowiło także wyróżnić włoską kancelarię Gianni Origoni Grippo Cappelli & Partners. TK o zasadach opłacania pomocy prawnej Trybunał Konstytucyjny ogłosił wyrok w sprawie przyznania kosztów nieopłaconej pomocy prawnej z urzędu. Kwestionowane regulacje w zakresie, w jakim nie przewidywały zażalenia na postanowienie sądu drugiej instancji oddalające wniosek pełnomocnika ustanowionego z urzędu o przyznanie od Skarbu Państwa kosztów nieopłaconej pomocy prawnej udzielonej w postępowaniu przed sądem drugiej instancji, są niezgodne z konstytucją. Trybunał Konstytucyjny Więcej na podkreślił, że zwrot kosztów pomocy prawnej udzielonej z urzędu jest jednym z elementów wynagrodzenia za usługi wykonywane przez radcę prawnego i powinien podlegać ochronie właściwej dla praw majątkowych. Nie można podważać jego interesu prawnego w dochodzeniu od Skarbu Państwa powyższych kosztów i zaskarżania rozstrzygnięć zapadłych w tym zakresie. Kancelaria członkiem PKPP Lewiatan Kancelaria DZP została członkiem Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych Lewiatan. Działając w konfederacji, eksperci kancelarii będą m.in. brali czynny udział w konferencjach i panelach eksperckich oraz w konsultacjach inicjatyw legislacyjnych zarówno w Polsce, jak i na forum Unii Europejskiej, a także w wielu innych projektach mających na celu wskazywanie rozwiązań najkorzystniejszych zarówno dla przedsiębiorców, jak i dla całej gospodarki. KS Prawnik powstaje we współpracy z Krajową Radą Sądownictwa Naczelną Radą Adwokacką Krajową Radą Komorniczą Krajową Izbą Doradców Podatkowych Krajową Radą Radców Prawnych
3 prawnik 7 listopada 2012 nr 216 (3354) gazetaprawna.pl LegisLacyjny romantyk Prof. Zygmunt Niewiadomski, autorytet w dziedzinie prawa budowlanego i polityki przestrzennej, stanął na czele komisji kodyfikacyjnej prawa budowlanego. Już dawno żadna nominacja nie spotkała się z takim aplauzem prawników Zmiany w instytucjach i kancelariach zuzanna rosner-laskorzyńska Do zespołu Kancelarii Raczkowski i Wspólnicy dołączyła Zuzanna Rosner-Laskorzyńska. Specjalizuje się w doradztwie związanym m.in. z zatrudnianiem, rozwiązywaniem indywidualnych stosunków pracy, restrukturyzacją pracowniczą oraz rozwiązywaniem sporów zbiorowych. Jest absolwentką Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego oraz programu Erasmus na Wydziale Prawa Uniwersytetu Kopenhaskiego. Ukończyła również studia w Centrum Europejskim Uniwersytetu Warszawskiego na kierunku stosunki międzynarodowe integracja europejska oraz podyplomowe studia z zakresu prawa własności intelektualnej. Wcześniej pracowała w renomowanych kancelariach, w tym m.in. w dziale prawa pracy w kancelarii Domański Zakrzewski Palinka. FOT. WOJCieCH GóRSKi Piotr Szymaniak To tak, jakby piłkarską reprezentację Polski, która składa się z kilku perełek i zgrai wyrobników, powierzyć Josepowi Gauradioli, trenerowi, który z FC Barcelony uczynił najlepszy i najpiękniej grający zespół na świecie. O ile nawet w takim wypadku sukces naszych orłów nie byłby pewny, to prof. Niewiadomski ma wszystkie atuty do tego, by uczynić z rozproszonych, zagmatwanych, niejasnych i przeregulowanych przepisów pięknie grający logiczny i użyteczny kodeks budowlany tak o powołaniu prof. Niewiadomskiego na stanowisko przewodniczącego komisji mówią prawnicy. Ta nominacja to strzał w dziesiątkę. Wreszcie ktoś poszedł po rozum do głowy i postawił właściwego człowieka na właściwym miejscu dodaje Andrzej Zwara, prezes Naczelnej Rady Adwokackiej. Prof. Niewiadomski, który kieruje Katedrą Prawa Gospodarczego w Szkole Głównej Handlowej, to guru administratywistów zajmujących się problematyką związaną z inwestycjami budowlanymi. Aczkolwiek pod koniec studiów na Uniwersytecie Marii Curie Skłodowskiej w Lublinie stanął przed dylematem: prawo karne czy administracyjne. Zaproponowano mi asystenturę i w jednej, i w drugiej katedrze. Wybrałem prawo administracyjne ku zdziwieniu wielu kolegów i profesorów. Przeważył temat mojej pracy magisterskiej. Pisząc o działalności normotwórczej i prawodawczej administracji, prowadziłem badania w gminach. Bezpośredni kontakt z ludźmi stosującymi prawo przekonał mnie o tym, jak ciekawa to dziedzina wspomina. Jest tytanem pracy, autorem ponad 180 publikacji i wielu podręczników. Dzięki nim zdobywa uznanie nie tylko w Polsce, ale i za granicą, jest członkiem Niemieckiej Akademii Badań Przestrzennych. Bardzo rzadko zaprasza się tam zagranicznych uczonych. Już choćby po tym widać, że mamy do czynienia z wybitnym prawnikiem mówi prof. Tomasz Siemiątkowski, kolega z katedry. Warto też zaznaczyć, że jest człowiekiem niezwykłej dobroci, co może brzmi trywialnie, ale to cecha bardzo rzadko już spotykana. W stosunku do młodszych pracowników jest jak kolega, doradca, a nawet ojciec. Można na nim polegać, jak na Zawiszy, zarówno w sprawach prywatnych jak i zawodowych dodaje. Współpracownicy mówią o nim, że jest pryncypialny i zawsze dotrzymuje słowa. Za swój największy sukces uważa redagowanie wspólnie z prof. Romanem Hauserem i prof. Andrzejem Wróblem dwunastotomowego Systemu Prawa Administracyjnego. Przez 16 lat orzekał w Naczelnym Sądzie Administracyjnym. Orzecznictwo jest znakomitym poligonem doświadczalnym, gdyż jak w soczewce odbijają się w nim wszystkie problemy praktyki stosowania prawa mówi prof. Niewiadomski, który przyznaje, że właśnie skonfrontowanie wiedzy naukowej z praktyką w NSA pozwoliło mi podjąć decyzję o przewodniczeniu komisji kodyfikacyjnej. To trudne zadanie, bo z góry wiadomo, że nie ma możliwości zaspokojenia interesów wszystkich. Normy prawne regulujące proces inwestycyjno-budowlany, jak żadne inne muszą być wyrazem pewnego kompromisu różnych środowisk stwierdza przewodniczący. Stworzenie kodeksu jest szansą na uregulowanie tej problematyki w jednym akcie prawnym. Kwestia planowania przestrzennego, aspekty budownictwa czy podziały gruntów są bowiem regulowane za pomocą odrębnych ustaw. Kodeks daje też szansę na stabilizację przepisów wylicza prof. Niewiadomski, który zapowiada deregulację (dziś ustawa decyduje o takich szczegółach, jak wysokość stopnia schodów), radykalne uproszczenie procedur, zmianę akcentu z kontroli prewencyjnej (związane z tym uzyskiwanie licznych pozwoleń) na następczą, która sprawdzi czy wszystko zostało zbudowane zgodnie z prawem. To tylko niektóre zadania komisji. Mec. Andrzej Zwara jest spokojny o wynik prac. Pamiętam jak prof. Niewiadomski przygotowywał projekt prawa budowlanego, którego niestety z braku woli politycznej nikt nie wdrożył. To było dzieło sztuki prawniczej. Potrafił ująć w formuły prawne zagadnienia, z którymi ustawodawca nie potrafił kompletnie sobie poradzić od dziesięcioleci mówi. Zwara, który określił kiedyś prof. Niewiadomskiego legislacyjnym romantykiem. Dlaczego? W procesie legislacji mamy do czynienia z aktami pisanymi, mówiąc brutalnie, przez barbarzyńców. Natomiast profesor ma głęboką wiarę, że prostota przepisów prawa jest możliwa. GrzeGorz Kiec Nowym prezesem Stowarzyszenia Prokuratorów Rzeczpospolitej Polskiej został Grzegorz Kiec. Jest on prokuratorem Prokuratury Rejonowej Warszawa-Wola specjalizującym się w sprawach związanych z przestępczością gospodarczą. W latach r. pracował w wydziale do spraw przestępczości zorganizowanej w Prokuraturze Okręgowej w Warszawie. Grzegorz Kiec jest absolwentem Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Marii Curie Skłodowskiej w Lublinie. Po studiach odbył aplikację prokuratorską w Warszawie. Ukończył również Podyplomowe Studium Prawa Europejskiego na Polskiej Akademii Nauk. Włada językiem angielskim. Jego pasją są nurkowanie i podróże. anna stenzel Do działu patentów kancelarii JWP Rzecznicy Patentowi dołączyła Anna Stenzel. Jest ona absolwentką Akademii Morskiej w Gdyni ze specjalnością elektronika morska i radioelektronika. Dodatkowe kwalifikacje zdobyła w trakcie studiów podyplomowych z zakresu prawa własności intelektualnej na Uniwersytecie Warszawskim. W 2011 r. zdobyła uprawnienia rzecznika patentowego. Wcześniej była zawodowo związana z firmą ALAB Laboratoria. Obecnie w kancelarii JWP zajmuje się przygotowywaniem opisów patentowych, przeprowadzaniem badań oraz walidacjami patentów europejskich z dziedziny elektroniki i telekomunikacji. Ks
4 D4 ŚWIAT PRAWNIKÓW Porady prawne Tesco law nie ominie Porada prawna udzielana w markecie, banku czy pralni? Czemu nie? Na świadczenie tego typu usług poza kancelarią zdecydowali się już Brytyjczycy i zdaniem naszych rozmówców nie ma podstaw, by twierdzić, iż ten trend ominie Polskę. I choć niektórzy widzą pewne (nieliczne) zalety tego rozwiązania, to obawiają się, że Tesco law może przyczynić się do obniżenia jakości usług prawnych. Z drugiej strony masowa, tania usługa może wreszcie przekona Polaków, by problemów prawnych nie rozwiązywać samemu, a skorzystać z pomocy specjalistów Marek Stańko adwokat, kancelaria adwokatów i radców Prawnych Gabrieli Morawskiej-Staneckiej i Marka Stańko K onserwatywni Brytyjczycy dokonali w swoim prawodawstwie prawdziwej rewolucji w zakresie dostępu do usług prawniczych. Dostosowując prawo do wymogów współczesności, zezwolili prawnikom na świadczenie prostych porad prawnych po z góry ustalonych cenach poza kancelariami, np. w centrach handlowych. Zjawisko to określane jest mianem Tesco law. W konsekwencji dyskusja na temat sposobu świadczenia usług prawniczych nabrała nowego wymiaru. O dziwo, konserwatywnym Brytyjczykom sprzeciwili się liberalni Amerykanie. Nowojorskie Stanowe Stowarzyszenie Adwokatów, największe w Stanach Zjednoczonych, zakazało prawnikom pracy w kancelariach, których właścicielami nie są wykształceni prawnicy. Problem liberalizacji rynku usług prawniczych nie jest nowy i ma złożone przyczyny. Chcę zwrócić jedynie uwagę na jedną z nich. Otóż w związku z systemem kształcenia na studiach prawniczych w większości krajów Unii Europejskiej na rynku pojawia się spora grupa absolwentów, dla których banalnie rzecz ujmując brakuje zajęcia. Tradycyjny model studiów prawniczych przewiduje, że są one tylko pewnym etapem do nabycia kwalifikacji zawodowych, których uzupełnienie następuje w toku aplikacji adwokackich, radcowskich bądź innych. Tak ukształtowana droga zawodowa prawnika powoduje, że wykonywanie tego zawodu w praktyce ogranicza się do świadczenia pomocy prawnej. Co więcej, wydziały prawa w Polsce zaczynają konkurować w liczbie absolwentów przyjmowanych na tradycyjne aplikacje prawnicze. Tymczasem wydaje się, że studia prawnicze powinny przygotowywać nie tylko do aplikacji, ale także do wykonywania innych zawodów, w których znajomość prawa jest niezbędna. Jest to oczywiście kwestia przyszłości, natomiast stan obecny jest taki, iż rzesza lepiej lub gorzej wykształconych prawników, działających indywidualnie bądź w kancelariach, bije się o klientów. Tę specyficzną bitwę znakomicie ilustruje John Grisham w bestsellerze pt. Kancelaria. Utkwiła nam w pamięci w szczególności scenka, w której prawnicy z wielu konkurujących z sobą kancelarii, tocząc wyścig biegowy, docierają na miejsce zwykłej stłuczki samochodowej. Najlepsi prawnicy to oczywiście ci, którzy najszybciej biegają. Z pozoru sytuacja wydaje się klasyczną literacką fikcją. Jednak kiedy przypominamy sobie marcową tragedię kolejową pod Szczekocinami i wyścigi zastępów prawników pod szpital, do którego odwieziono większość poszkodowanych, scena opisana przez Grishama staje się co najmniej literaturą faktu. Nasuwa się jednak pytanie o zasadniczym znaczeniu: czy przy takim otwarciu dostępu do usług prawniczych klient rzeczywiście jest jeszcze podmiotem, czy już tylko maszynką do masowego zarabiania pieniędzy? Bez względu na metodę i bez względu na cel. Politycy bardzo często i chętnie posługują się sformułowaniem proste usługi prawnicze. Już w prawie rzymskim pojawiła się łacińska premia clara non sunt interpretanda (jasne nie wymaga interpretacji). W najprostszych jednak podręcznikach ze wstępu do prawoznawstwa ta z pozoru czytelna premia jest przedmiotem szczegółowych, czasami przewrotnych analiz. Podawane są przykłady z pozoru jasne, które w toku interpretacji, czasami i sztuki prawniczej, okazują się niezwykle skomplikowane. Czy zatem politycy są w stanie określić, które czynności są proste, a które wymagają wyższych kwalifikacji? Czy drobny złodziejaszek, podkradający towary w supermarkecie, to właśnie ten prosty przypadek, któremu wystarczy prosta porada w sytuacji, gdy został złapany na gorącym uczynku? A może dopiero zawodowy przestępca włamujący się do tego samego sklepu za pomocą profesjonalnego sprzętu i z użyciem broni palnej zasługuje na wykwalifikowana pomoc prawną? Takie przykłady można mnożyć. Rodzi się jednak pytanie, kto ma oceniać, że clara non sunt interpretanda. A czy nabywcy skromnego lokalu mieszkalnego wystarczy prosta porada prawna, a nabywca apartamentu w centrum dużego miasta powinien udać się do kancelarii prawnej? Paradoksalnie czasami zakup skromnego mieszkania, na przykład o nie do końca uregulowanym stanie prawnym, może rodzić o wiele więcej skomplikowanych problemów. A może również rozwój cywilizacyjny spowoduje, że i w zawodach medycznych nastąpi rewolucja i każdy lekarz po ukończeniu studiów będzie mógł wykonywać proste zabiegi medyczne, dobiegając jako pierwszy do pacjenta. Jeżeli taki model świadczenia usług jest formą ich dostosowania do rozwoju cywilizacyjnego, to nasuwa się jeszcze jedna refleksja, o etyczny wymiar świadczenia usług opartych na zaufaniu pomiędzy klientem a prawnikiem. W tym modelu z pewnością większym szacunkiem i uznaniem będzie się cieszył prawnik, który szybciej dobiegnie do miejsca wypadku, będzie miał lepiej położony stolik w Tesco, niż nudny garniturowiec siedzący za biurkiem w kancelarii. Kwestię tę zostawiam pod rozwagę uważnym czytelnikom. Michał Markowicz adwokat w Schönherr cvak Sp. k. N ie jest zaskakujące, że sieć supermarketów w Wielkiej Brytanii planuje otwarcie punktów doradztwa prawnego w należących do tej sieci sklepach. Dopuszczalność tego typu rozwiązań zależy jednak w dużej mierze od obowiązujących w danym kraju przepisów dotyczących organizacyjnych form prowadzenia doradztwa prawnego i kwalifikacji samych doradców. Abstrahując jednakże od szczegółów polityki regulacji wykonywania zawodu, należy z pewnością stwierdzić, że pojawienie się w Polsce nowej grupy doradców prawnych dopuszczonych do świadczenia usług prawnych na zasadach zbliżonych do Tesco law ogólnie wzmogłoby konkurencję w tym obszarze i zapewne przełożyłoby się na obniżenie cen. Gdyby jednocześnie wzrosło zainteresowanie usługami prawnymi przy zachowaniu odpowiedniego standardu ich świadczenia, zmiany takie należałoby uznać za pozytywne. To jednak w dużej mierze zależy m.in. od wykształcenia, doświadczenia i zaangażowania danego doradcy, gdyż usługa doradztwa sprowadza się do rekomendacji wydanej przez konkretną osobę, bez względu na to, pod jaką marką czy w ramach jakiej sieci działa. Z tych względów można jedynie stwierdzić, że świadczenie usług prawnych na zasadzie Tesco law na skutek zwiększenia podaży przyspieszy wyparcie z rynku tych prawników, z których usług klienci nie będą zadowoleni zarówno pod kątem ceny, jak i jakości. W kontekście lokalizacji kancelarii prawnej Tesco law niewątpliwie stanowiłoby w Polsce przynajmniej w teorii krok w stronę zbliżenia się do klienta będącego osobą fizycz- Nowojorskie Stanowe Stowarzyszenie Adwokatów, największe w Stanach Zjednoczonych, zakazało prawnikom pracy w kancelariach, których właścicielami nie są wykształceni prawnicy ną. Odnośnie do klientów instytucjonalnych samo prowadzenia biura doradztwa prawnego w galerii handlowej nie wydaje się istotnym czynnikiem wpływającym na decyzję o skorzystaniu z obsługi prawnej, zwłaszcza w dobie telekonferencji i internetu. A zatem Tesco law miałoby raczej większą doniosłość w zakresie obsługi osób fizycznych lub osób prowadzących niewielkich rozmiarów działalność gospodarczą (np. działalności jednoosobowa, spółka cywilna). Osoby takie mogą być bardziej skłonne do skorzystania z usług prawnych w centrum handlowym, zwłaszcza np. w sobotę czy w niedzielę, gdy tradycyjne kancelarie są nieczynne, lub też przy okazji załatwiania w centrum handlowym innych spraw. Z drugiej strony jako ciekawostkę należy wskazać, że w centrach handlowych niezwykle rzadko lub w ogóle nie ma gabinetów lekarskich lub vdentystycznych. Prawdopodobnie wynika to z tego, iż centra handlowe bardziej kojarzą się ze spędzaniem wolnego czasu niż z załatwianiem spraw związanych raczej z obowiązkami, jak np. wizyta u lekarza. Patrząc na Tesco law pod tym kątem, nie można wykluczyć, że potencjalni klienci, kojarząc wizytę u prawnika z obowiązkiem być może przykrym w ogólnie nie braliby pod uwagę pójścia do kancelarii prawnej znajdującej się galerii handlowej. Reasumując, bardziej prawdopodobne jest, że implementacja Tesco law w Polsce zwiększyłaby konkurencję wśród doradców prawnych działających na rzecz osób fizycznych i niedużych firm. Na kancelarie prawne obsługujące duże firmy Tesco law nie miałoby raczej większego wpływu, o ile nie spowodowałby obniżenia stawek za doradztwo. Z kolei z dużym prawdopodobieństwem prawo Tesco wymagałoby przyzwyczajenia się do nowego modelu świadczenia usług prawnych zarówno od klientów, jak i od doradców. Może nawet bardziej od tych ostatnich. JaroSław Sędzik członek zarządu, omega kancelarie Prawne Sp. z o.o. W arto przede wszystkim wyjaśnić, czym tak naprawdę jest owo Tesco law. Wczytując się w treść brytyjskiej ustawy regulującej to zagadnienie, należy stwierdzić, że jest to nic innego jak możliwość prowadzenia kancelarii prawnych (a właściwie punktów doradztwa prawnego) przez osoby niemające wykształcenia prawniczego na takich samych zasadach jak w innych gałęziach działalności gospodarczej. Jedynymi różnicami pomiędzy tradycyjną kancelarią a kancelarią Tesco law są osoby właściciela oraz sposób prowadzenia biznesu. Tradycyjna kancelaria prowadzona jest zawsze przez adwokata (radcę prawnego), na ogół w pobliżu reprezentacyjnych ulic danych miejscowości. Z kolei ta druga może być prowadzona przez osoby niebędące prawnikami (niemające takiego wykształcenia) i zarządzana jest tak jak każde przedsiębiorstwo. Należy zauważyć, iż polskie prawo w przeciwieństwie do regulacji innych krajów europejskich nie wprowadza obostrzeń w zakresie prowadzenia działalności w postaci świadczenia usług prawnych. W Polsce w zasadzie każda osoba może założyć przedsiębiorstwo, którego działalność polegała będzie na świadczeniu pomocy. Zakres działalności takich kancelarii, a w zasadzie biur doradztwa prawnego, jest bardzo szeroki: od prostych porad prawnych, przez sprawy bardziej skomplikowane (w zależności od wykształcenia i poziomu doświadczenia pracowników), aż po sporządzanie pism procesowych. Należy zauważyć, iż w biurach takich na ogół są zatrudniani prawnicy, aplikanci zawodów prawniczych czy nawet radcy prawni. Biura takie dają zatrudnienie znacznej rzeszy prawników, którzy co roku wchodzą na rynek. Pomimo iż swoją strukturą zbliżone są do kancelarii Tesco law, znacznie się od niej różnią. Przede wszystkim nie są usytuowane, podobnie jak klasyczne kancelarie, blisko sądów, w reprezentacyjnych obszarach miast. Stanowią też odpowiedź przedsiębiorców na zapotrzebowanie rynku. Kancelarie Tesco law mogą stanowić kolejny etap w poszerzaniu dostępu do usług prawnych. Wymuszą na tradycyjnych kancelariach zachowania rynkowe: konkurencyjność opłat za świadczone usługi, zróżnicowanie cen. Sprawią, iż usługa prawna z dobra luksusowego stanie się powszechnie dostępna. Ostatnie reformy sądownictwa przeprowadzane w naszym kraju powodują zmniejszenie liczby miast, w których znajdują się sądy. To z kolei spowoduje, iż część kancelarii zapewne przeniesie się z miejscowości, w których zlikwidowano sąd, do nowych. Oznaczać to będzie zmniejszenie konkurencyjności na rynku oraz utrudnienie dostępu do usług prawnych. Z kolei kancelarie Tesco law nastawione na obsługę klienta nie będą zważały na lokalizację sądu. Co więcej, dadzą miejsce pracy pewnej rzeszy prawników co roku wchodzących na rynek pracy. Pewnym argumentem przeciwko kancelariom Tesco law jest poufność i pewnego rodzaju intymność spraw, z jakimi przychodzą do prawnika klienci. Może pojawić się argument, iż świadczenie usług w centrach handlowych może nie dawać gwarancji czy nawet poczucia intymności. Czy aby jednak na pewno? Wystarczy bowiem podjąć minimalne kroki, aby klient poczuł się jak w typowej kancelarii oddzielić stanowisko prawnika od pozostałej części, np. pasaża handlowego. Odpowiednio je urządzić, zatrudnić wykwalifikowaną kadrę i można zapewnić warunki porównywalne do tych panujących w klasycznych kancelariach. Bo czym tak naprawdę są kancelarie Tesco law, jak nie znakiem naszych czasów. Każda osoba z dostępem do internetu może bez ograniczeń korzystać z usług prawnych, świadczonych przez wirtualne kancelarie w sieci. Teraz te kancelarie przenoszą się z wirtualnej rzeczywistości do świata realnego, proponując powszechny dostęp do usług prawnych w konkurencyjnych cenach.
5 prawnik 7 listopada 2012 nr 216 (3354) gazetaprawna.pl polskiego rynku WAldemAr Żurek sędzia, członek krajowej rady Sądownictwa M yślę, że warto wnikliwie się przyglądać, jak Tesco law sprawdzi się w praktyce w Wielkiej Brytanii. Z punktu widzenia sądu każda dodatkowa edukacja prawna społeczeństwa czy też działanie profesjonalnego prawnika już na samym wstępnym etapie postępowania może się okazać czymś pozytywnym. Jakże często mamy przypadki własnoręcznie napisanych pism procesowych, nieczytelnych i z mnóstwem braków formalnych. Wzywanie stron do ich uzupełnienia generuje koszty i wydłuża rozpoznanie sprawy. Tymczasem współczesna złożoność stosunków prawnych i społecznych wymusza na nas korzystanie z profesjonalistów. Im więcej osób skorzysta z takich usług, tym lepiej. Należy jeszcze brać poprawkę, że prawo anglosaskie jest zupełnie odmienne od naszego. Ogromna część spraw kończy się tam na etapie ustaleń, ugód czy porozumień między prawnikami obu stron. Do sądu trafia niewielki odsetek spraw. Gdyby ten trend przeniósł się także do Polski, to byłby największy sukces. Pozytywnym efektem takich rozwiązań mogłoby być masowe korzystanie przez obywateli z porad prawnych, posiadanie stałych relacji ze swoim zaufanym prawnikiem, co ostatecznie musiałoby dać efekt obniżenia kosztów obsługi prawnej. Jeżeli powiążemy to z systemem masowego ubezpieczania się na wypadek konieczności korzystania z usług prawnika, może to wyjść nam wszystkim na dobre. Konkurencja z reguły generuje podwyższenie jakości, obniżanie ceny i łatwiejszą dostępność. Ale musi być zdrowa i racjonalna. Zagrożenia są jednak niemałe. Stworzenie korporacji biznesowych, które będą nastawione jedynie na wypracowanie jak największego zysku, może czasem spowodować poszukiwanie najtańszych prawników do obsługi i takich, którzy będą obsługiwać jak największą liczbę klientów. Zamiast doradców mogą stać się sprzedawcami. A jak wiemy, są dziedziny, gdzie nadmierna szybkość powoduje bylejakość. Raczej widziałbym takie punkty jako jedynie biura wstępnego rozpoznawania problemu, udzielania prostych porad i kierowania spraw skomplikowanych do kancelarii matki. Niestety mamy już jakieś negatywne doświadczenia z niektórymi tzw. biurami porad prawnych, gdzie szybkość i cena zdominowały jakość. Oczywiście zanim system się ustabilizuje, a klienci i usługodawcy zrozumieją, że szybkość i najniższa cena nie jest jedyną wartością. Ale z drugiej strony już teraz są prawnicy, którzy nie nadążą za zmianami prawa i świadczą usługi na bardzo niskim poziomie. Dla sądownictwa Tesco law paradoksalnie może przynieść to pewne korzyści. Zawsze jest grupa dobrych i doświadczonych prawników, którzy gdy będą musieli rozpocząć morderczą walkę o klienta, to zdecydują się na stawanie do konkursu na stanowiska sędziowskie. Być może nowy rynek usług prawniczych spowodowałby zwiększony napływ dobrych, doświadczonych i dojrzałych prawników do sądów. Andrzej AbrAmczuk partner w kancelarii prawnej chajec, don-siemion & Żyto w Warszawie N a pytanie czy Tesco law dotrze do Polski, należy odpowiedzieć twierdząco. Nasz kraj nie jest wyspą i nie chodzi tu o kontekst geograficzny w relacji do miejsca, w którym takie rozwiązanie jest wprowadzane, lecz ekonomiczno-społeczny. Nie można jednak patrzeć na ten przypadek w oderwaniu od społecznej świadomości prawnej Brytyjczyków. Nie wdając się w szczegóły dotyczące różnic systemów prawnych obowiązujących w obu krajach, można porównać wprowadzenie rozwiązania w modelu Tesco law do innego systemu równie istotnego dla każdego obywatela, bez względu, czy mieszka w Polsce czy na Wielkiej Brytanii. Chciałbym jednak zwrócić uwagę, że panaceum na bolączki Polaków ze służbą zdrowia miał być system oparty o lekarzy rodzinnych, wprowadzając go, wskazywano, iż system taki funkcjonuje od lat z dużą efektywnością w innych krajach Unii. Co prawda, zmiana systemu zaowocowała w średnich i dużych ośrodkach miejskich wzrostem prywatnych praktyk lekarskich, do których zapisywali się potencjalni klienci, jednak w pozostałej części takiego wyboru już nie było. Czy ta zmiana wpłynęła na zwiększenie dostępności do usług medycznych i lekarzy? Z perspektywy czasu każdy, kto korzystał z publicznej służby zdrowia, w dalszym ciągu wie, że dostęp do lekarza rodzinnego nie jest prostą sprawą, a uzyskanie porady przy bardziej skomplikowanych schorzeniach jest możliwe tylko u specjalisty i tylko po otrzymaniu skierowania od lekarza rodzinnego. Trudno się zgodzić z tezą, iż obecnie dostęp do usług prawniczych jest dla obywatela utrudniony. Wręcz przeciwnie, każdy potrzebujący znajdzie prawnika. Kwestią zasadniczą jest, czy świadomość prawna obywateli jest na tyle rozwinięta, aby uznać za zasadne potrzebę angażowania prawnika, który pomoże lub wytłumaczy ewentualny problem. W sytuacji gdy zgodnie z publikowanymi badaniami ponad ¾ obywateli nie czyta umów, które zawiera, albo w ogóle nie zawiera umów, trudno jest uznać, iż wprowadzenie rozwiązania w modelu Tesco law spowoduje, że zmienią swoje zachowania kształtowane latami. Zanim nasi ustawodawcy podejmą próbę zaadaptowania tego rozwiązania na rynku krajowym, w pierwszej kolejności należy zadbać o rozwój świadomości prawnej społeczeństwa nie tylko w formie kampanii dotyczących praw tych czy innych grup, lecz także poprzez wprowadzanie elementów znajomości prawa do szkół, i to od najwcześniejszych lat. Wbrew pozorom problemy prawne Polaków są równie skomplikowane i trudne do opanowania jak postęp w technologiach informatycznych. Czy w związku z tym można kupić usługę prawną tak samo jak telefon komórkowy? Nie chciałbym być posądzony o brak zaufania do takiego rozwiązania, ale w ostatnim czasie mamy dość przykładów z życia gospodarczego, kiedy to z powodu braku wystarczającej świadomości prawnej i ekonomicznej ucierpiało wielu obywateli. Ponadto uważam, iż Tesco law w Polsce nie przyczyni się do wzrostu konkurencji, a jedynie stworzy nową gałąź na drzewie rynku usług prawniczych. Czy będzie to konar stabilizujący drzewo, zarówno klienci, jak i konkurencja przekonają się na własnych doświadczeniach. Oby tylko tych dobrych i bez negatywnych konsekwencji dla obywatela, który otrzymał poradę w czasie cotygodniowych zakupów. małgorzata krzyżowska adwokat, kancelaria Adwokacka m. krzyżowska B rytyjska ustawa o świadczeniu usług prawniczych z 2007 roku (Legal Services Act 2007) ochrzczona mianem Tesco law powoduje prawdziwe trzęsienie ziemi. Jest to pierwszy krok do objęcia całego rynku usług prawnych określonymi ramami i połączenia wspólnym węzłem wszystkich dostępnych usług, w ramach których świadczenia prawników to tylko jedna z części układanki. Tesco law może równie dobrze dotyczyć stoisk z wędlinami czy usług bankowych. To prawdziwa rewolucja, która mocno zmienia zasady rywalizacji wśród prawników. Ustawa wprowadza nowatorskie na skalę światową alternatywne struktury biznesowe Alternative Business Structures (ABS). Celem ABS jest łączenie umiejętności i wiedzy z różnych dziedzin, a następnie świadczenie szerokiej gamy usług typowych dla różnych segmentów rynku. Ten, kto twierdzi, że chodzi głównie o usługi prawne w supermarketach, znacznie upraszcza sprawę. ABS daje bowiem między innymi możliwość oferowania konsumentom wachlarza usług specjalistycznych obok usług powszechnych i codziennych zakupów pierwszej potrzeby. Stanowi to zapewne doskonałe rozwiązanie dla tych podmiotów gospodarczych, które są gotowe wejść na rynek polski z pakietami różnorodnych usług, w tym prawnych w ramach jednego przedsiębiorstwa. Z kolei z punktu widzenia konsumentów atrakcyjna może się okazać możliwość zawarcia w placówce banku zarówno umowy bankowej, jak i uzyskania konsultacji prawnej np. w zakresie skutków zawarcia tej umowy dla przyszłych spadkobierców. Za ciekawą, lecz równocześnie dającą pole do nadużyć, można uznać opcję zakładania spółek świadczących usługi kompleksowe, w tym prawnicze, w których udziałowcami lub zarządzającymi są osoby niebędące prawnikami. Taka możliwość również została przewidziana w Tesco law. W przypadku Polski wymagałoby to zmiany wielu ustaw, poprzedzonej długofalowymi pracami legislacyjnymi. Nie bez znaczenia pozostaje w tym zakresie zarówno zapewnienie tajemnicy adwokackiej, jak kwestia podległości służbowej, która funkcjonuje poza tradycją wykonywania zawodu adwokata. Niebagatelne znaczenie ma także miejsce świadczenia usług prawnych, które obecnie poddane jest stosownym ograniczeniom. Wynikają one zarówno z charakteru i tradycji tego zawodu, jak i z oczekiwań klientów. O ile bowiem w kwestii nieskomplikowanego zapytania prawnego lub propagowania informacji o prawach konsumenta punkt konsultacyjny w markecie może okazać się pomysłem nadzwyczaj trafnym, o tyle w poważniejszych sprawach już niekoniecznie. Podobnie jeśli mówimy o obsłudze prawnej spółek, wymagającej szerokiej wiedzy, doświadczenia oraz czasu, którymi w wielu przypadkach prawdopodobnie nie będzie dysponować doradca konsultant w markecie. W tych sprawach kancelaria prawna to nadal najwłaściwszy partner. Koncepcję wyrażoną w Tesco law traktuję jako wyzwanie. Należy założyć, że prędzej czy później trafi ona do Polski, będzie jednak wymagała przeprowadzenia badań opinii publicznej wśród konsumentów i od wyników tych badań uzależniam moment rozpowszechnienia się nowego trendu. Warto zauważyć, iż jeśli w najbliższym czasie rynek prawniczy będzie nadal rozwijał się tak dynamicznie jak w ciągu ostatnich 10 lat, to paradoksalnie potrzeba wprowadzenia tak rewolucyjnych zmian być może zmaleje z uwagi na wysoką podaż usług prawnych. Z drugiej strony usługi prawne mogą stać się bardziej powszechne w odczuciu społecznym. Dziś jest tak, że do adwokata trzeba się wybrać. Misternie opracowany model wprowadzony przez Tesco law zakłada, że prawnik będzie pod ręką. Niewątpliwie obok pewnych zagrożeń wpłynie to też korzystnie na kancelarie prawne, i to co najmniej z trzech przyczyn. Po pierwsze, skuszony wyjątkową (czytaj: tanią) ofertą statystyczny Kowalski odkryje, że może korzystać z usług prawnika, który wydawał się cenowo niedostępny, a i stawki miał niejasno określone. Po drugie, Kowalski przyzwyczai się do korzystania z usług prawnych i uzna je za potrzebne w wielu sprawach życia codziennego. Po trzecie, kiedy porada prawna otrzymana w centrum handlowym okaże się nietrafna, a także w przypadku spraw większej wagi, prędzej czy później Kowalski i tak trafi do nas, adwokatów, radców prawnych. Wtedy my właściwie i profesjonalnie zajmiemy się jego sprawą. I następnymi właśnie dzięki tamtym doradcom z supermarketu. OLT Express przyzwyczaił Polaków do latania. Niech Tesco law przyzwyczai klientów do korzystania z pomocy prawników, a wówczas bez względu na powodzenie tego pomysłu dotychczasowi konkurenci finalnie będą mogli na tym skorzystać. AgnieSzkA WiercińSkA-kruŻeWSkA adwokat, partner w Wkb Wierciński, kwieciński, baehr Sp. k. R egulacje związane ze świadczeniem usług prawnych różnią się od siebie w poszczególnych krajach. Kształtowały się przez wieki i odzwierciedlają historię poszczególnych państw, ich systemy ustrojowe itp. Zawsze jednak stanowiły pewien monopol. Dyskusje na temat złamania monopolu trwają od dłuższego czasu w większości krajów. Zwolennicy otwarcia mówią o korzystnym wpływie konkurencji na ceny i poziom usług. Przeciwnicy zwracają uwagę właśnie na ten drugi element, argumentując, że otwarcie rynku usług prawniczych spowoduje znaczące obniżenie ich jakości ze względu na dopuszczenie instytucji nastawionych wyłącznie na zysk i nieograniczonych zasadami etyki (samoregulacją samorządów). Nowelizacja angielskiej Legal Services Act (ustawa o usługach prawniczych) otworzyła drzwi dla liberalizacji rynku usług prawniczych. Umożliwia ona wyznaczonym organom wydawanie przedsiębiorstwom, niebędącym firmami prawniczymi, licencji na świadczenie pewnych usług prawniczych. Zmiana ta została nazwana Tesco law (prawo Tesco), choć sama sieć hipermarketów Tesco nie tylko nie była inicjatorem tych zmian, ale z oświadczeń władz spółki wynika, że w chwili obecnej nie ma planów, aby angażować się w świadczenie usług prawniczych. To brytyjska sieć The Co-operative (zwana popularnie Co-op ), jako jedna z pierwszych, poinformowała o swoich planach rozszerzenia oferty o usługi prawnicze, a także uruchomiła program pilotażowy w kilku sklepach w Bristolu. Firma planuje świadczenie usług prawniczych w oparciu o stały cennik obejmujący bezpośrednie spotkania z klientem w sieci banków należącej do Co-op (usługi takie są już świadczone online oraz telefonicznie). Regulacje prawne coraz bardziej wkraczają w każdą sferę życia obywateli, a przepisy są coraz bardziej skomplikowane. Osoby fizyczne korzystają z pomocy prawnej stosunkowo rzadko i w sytuacjach zwyczajowo kojarzonych z koniecznością zasięgnięcia porady adwokata lub radcy prawnego (rozwód, spadek, oskarżenie karne, kwestie związane ze sporami nieruchomościowymi itp.). Raczej nikt nie idzie do prawnika, zawierając umowy, zaciągając kredyt, występując o decyzje administracyjne, a to są sprawy, w których brak wiedzy prawniczej może mieć negatywne skutki. Stąd też upowszechnienie wiedzy na temat usług prawnych, ich dostępność oraz przewidywalność cenowa mogą mieć korzystny wpływ na zwiększenie świadomości prawnej społeczeństwa i zmniejszenie liczby sporów w przyszłości. Tradycyjnie rynek usług prawniczych jest podzielony. Wyjście z usługami prawniczymi do klienta, dając mu szybką i standardową usługę, może być dobrym pomysłem dla obu stron, zarówno usługodawcy i usługobiorcy. Takie usługi nie zmienią zasadniczo dotychczasowego podziału, a jedynie zagospodarują rynek, który dotychczas z takich usług nie korzystał. A co z jakością? Firmy nastawione na zysk o dobrej rynkowej renomie będą najprawdopodobniej dbały także o jakość usług prawniczych. W celu wyeliminowania błędnej porady (ryzyko procesów odszkodowawczych) będą świadczyły usługi wyspecjalizowane i standardowe. Niewątpliwie, firmy takie mogą stać się konkurencją dla indywidualnych kancelarii, będą bowiem walczyć o tego samego klienta, ale klientów będzie coraz więcej. Jedni, lubiący zakupy w Tesco, inni w lokalnym sklepie, gdzie właściciel dogląda interesu. Ewa Ivanova Stworzenie korporacji nastawionych jedynie na wypracowanie jak największego zysku może spowodować, że usługi Tesco law będą na bardzo niskim poziomie
6 D6 ŚWIAT PRAWNIKÓW Komentarze Pod ostatnią instancją O powołaniu naszych cz PROf. Ewa ŁętOwska rzecznik praw obywatelskich w latach , sędzia Naczelnego sądu administracyjnego w latach i trybunału konstytucyjnego w latach Uzasadnienia wyroków trafiają obecnie do szerokiej publiczności, nie powinny więc razić aksjologią czy ubóstwem argumentacji FOT. karol PIEChOCkI/rEPOrTEr W czasach mojej młodości sensację wzbudziła publikacja gazetowa (w już nieistniejącym Expressie Wieczornym ), gdzie newsem (kilka dni o tym pisano) była kwestia, której rzekomo nie potrafiły rozwiązać najtęższe prawnicze głowy. A chodziło o to, że skradziony samochód odnaleziono u trzeciego z kolei nabywcy (wszyscy kupowali go w dobrej wierze), a splot wchodzących w grę reżimów prawnych (własność, nabycie w dobrej wierze, status rzeczy skradzionej, roszczenia z bezpodstawnego wzbogacenia, uzyskanego ubezpieczenia) wydawał się dziennikarzowi tak skomplikowany i oryginalny, że udał się na Wydział Prawa UW, aby zasięgnąć opinii u renomowanego profesora prawa. Ów, zirytowany, początkowo sądził, że dziennikarz sobie z niego kpi (w opisywanej epoce nie było zwyczajem, aby media latały z mikrofonami po mieście), a potem odmówił komentarza, stwierdzając, że chybaby się ośmieszył, komentując w gazecie tak oczywiste rzeczy. Ja sprawę znam z wykładu, gdzie profesor nie bez zdrowego obrzydzenia sprawę zrelacjonował, zarazem wyjaśniając nam na jej tle poszczególne problemy. Bo to był kazus akurat dla studenta. Oczywiście równie dobrze mógł to samo powiedzieć dziennikarzowi, ku pożytkowi czytelników, lecz tego nie zrobił. W tamtych czasach dyskurs społeczny (dla maluczkich!) nie obejmował bo tego nie było w zwyczaju kwestii interesujących profesjonalistów. Co istotne w sprawie, to autentyczne oburzenie profesora, którego zirytowała notatka prasowa, przypisująca banalnej sprawie rangę nierozwiązywalnego przypadku. Tempora mutantur. Dyskurs profesjonalny zaczął interesować szeroką publiczność (to bardzo dobrze!), ale jednocześnie ten profesjonalny się spłycił (co gorzej). Jak to w naczyniach połączonych. I tak zbulwersowana znajoma profesor prawa i sędzia w stanie spoczynku opowiadała mi niedawno, jak to pytano ją o opinię w sprawie, z którą nie umiał dać sobie rady organ państwowy. Otóż ów organ zajmuje się sytuacjami, w których punktem wyjścia jest decyzja organu kolegialnego, a więc uchwała. Organ, o którym mowa, ocenia, czy dana decyzja została podjęta legalnie, czy przestrzegano wszelkich niezbędnych procedur, formalności czy formalizmów. No i zdarzyło się, że ci, którzy kontrolowaną decyzję-uchwałę mieli wydać, z jakichś tam przyczyn wydać jej nie mogli nie dali rady czy nie chcieli i ukontentowali się po prostu podsumowaniem stanu rzeczy. Tymczasem organ, który powinien był otrzymać uchwałę do oceny, a dostał co innego, tak dalece nie wiedział, co z tym fantem zrobić, że zaczął szukać uczonego w prawie, aby rozświetlił mu te mroki poznawcze. Dworowałyśmy sobie ze znajomą, ponieważ jest dość oczywiste, że skoro jakieś postępowanie ma przejść jakieś stadia i kończyć się jakimś formalnym aktem (umowa, decyzja, uchwała, wyrok, wynik wyborów itp), to do czasu, gdy poszczególne etapy postępowania nie będą zakończone, a ów formalny akt podjęty, cały proces jest po prostu niezakończony. Po prostu takiego nie w pełni zrealizowanego zdarzenia prawnego zwyczajnie nie ma. Dlatego brak jest podstaw do przejścia do etapu sprawdzającego. Tak więc organ weryfikacyjny, zamiast się zastanawiać i wydawać pieniądze na ekspertyzy, powinien po prostu od razu stwierdzić, że mu przysłano niegotową sprawę i odpowiednio do tego się zachować. W końcu powinien znać i rozumieć przepisy, na których podstawie działa. Pośmiałyśmy się z niekompetencji (a może asekurantyzmu decyzyjnego, co w końcu na jedno wychodzi) organu weryfikacyjnego. Ponarzekałyśmy na spadający niestety, to smutna prawda poziom absolwentów prawniczej edukacji, umiejących co prawda sprawnie posługiwać się internetem i komputerem, ale mających trudności w znalezieniu tam tego, co akurat im potrzeba. Bo aby odnaleźć w Lexie czy innych bazach orzeczeń te stosowne, trzeba znać zasady generalne prawa, zasady gałęziowe i systematykę prawa. Trzeba uprzednio wiedzieć, co jest mainstreamem, a co marginaliami, co tendencją, co przeszłością, a co stanowiskiem panującym, tymczasem poszczególne pozycje z orzecznictwa figurujące w internecie nie mają na sobie wypisanych stosownych etykiet. Ale tej właśnie wiedzy uprzedniej nasi nowocześnie kształceni absolwenci nie mają wyrobionej w dostatecznym stopniu. Bo mylą wiedzę, o tym, gdzie narzędzia są schowane, z wiedzą o tym, które, jak i dlaczego należy wybrać. Więc wybierają, kopiują i wklejają na chybił trafił coś, co im wydaje się pasować do danej sprawy, a co nie tyle wzbogaca argumentację, ile symuluje jej istnienie. Czego naszym absolwentom, a w dalszej kolejności dojrzałym prawnikom, w konsekwencji brak? Chyba umiejętności dostrzeżenia w danej sprawie problemu prawnego. Nie potrafią też znaleźć sposobu na zaangażowanie prawnego instrumentarium, ba, nawet nie wiedzą, w jakiej gałęzi prawa go szukać. W końcu zagadką pozostaje dla nich, jak łączyć argumentację konstytucyjną, europejską z prawem krajowym. W komputerze, w Google u, w bazach danych, ba,w samych tekstach ustaw czy kodeksów nie ma przecież gotowych rozstrzygnięć. Tam są tylko narzędzia, lecz które z nich pasuje? O tym musi już rozstrzygnąć posiadana wiedza o potencjale bardzo skomplikowanego obecnie systemu W drugiej dekadzie XXI w. powszechne zainteresowanie prawem, manipulowanie nim czy j jego czarny lub biały PR uprawiany przez media już nie dziwią prawa i doświadczenie prawnika korzystającego z tych instrumentów. Przy czym sprawność w posługiwaniu się instrumentem obejmuje nie tylko biegłość w wyszukaniu miejsca, gdzie ów instrument się znajduje, lecz przede wszystkim wiedzę o tym, jakiego instrumentu szukać oraz które z tych instrumentów należy wybrać do obsługi własnego kazusu. W anegdocie z czasów mojej młodości dla profesora prawa dodam, że także dla ówczesnych studentów było ewidentne, że dziennikarz opisujący sprawę jako nierozwiązywalną czy choćby osobliwą nieźle się wygłupił. A teraz w znacznie łatwiejszym przypadku organ państwowy woła prawnika eksperta, chce mu płacić i tylko dinozaury kręcą głową, że sprawa banalna, że koszty zbędne, że organ się jednak chyba kompromituje. Niestety dinozaury to zwierzęta wymarłe, kto by więc ich słuchał? Lecz oto wpada mi w ręce wyrok Sądu Apelacyjnego w Białymstoku z marca bieżącego roku (I ACa 5/12), gdzie sąd utrzymuje wyrok sądu pierwszoinstancyjnego w sprawie o odszkodowanie (spore: kwota opiewa na ponad sto tysięcy) wytoczonej gminie przez jej niedoszłego wójta. Jak do tego doszło? Otóż w czasie wyborów wójta w jednej z obwodowych komisji wyborczych dopuszczono się fałszerstwa i nawet ustalono, jak tego dokonano. Stąd też można wnioskować, że gdyby do fałszerstwa nie doszło, wójtem zostałby powód. Wyniki wyborów w obwodzie, gdzie doszło do fałszerstwa, unieważniono i przeprowadzono je powtórnie w innym terminie. W tych powtórnych wyborach wygrał jednak konkurent. Przegrany kandydat uznał, że uprawnia go to do żądania odszkodowania. Obliczył je (nieuzyskana korzyść) na podstawie wójtowskiej pensji, którą byłby otrzymał, gdyby wygrał wybory. Sądy orzekające w dwóch instancjach (okręgowy i apelacyjny) uwzględniły powództwo. Stanęły więc na stanowisku, że chodzi tu o solidarną odpowiedzialność Skarbu Państwa i gminy, a podstawy prawnej odpowiedzialności dopatrzyły się w art. 417 k.c. Jest w tej sprawie oczywiste, że doszło do fałszerstwa, że wybory trzeba było powtórzyć. Ja bym się tylko zastanawiała, czy jedynie w jednym obwodzie, bo pytanie, czy konstytucyjne jest przeprowadzanie wyborów na raty, z sumowaniem wyników z wyborów różnoterminowych w różnych obwodach ale to jest bez znaczenia dla kwestii odszkodowawczej. Ta powinna być analizowana zgodnie z rudymentami wiedzy cywilistycznej. Jednakże nie może ona abstrahować od tego, że sprawa ma u swego źródła kwestie wyborów. I dlatego kluczową sprawą jest refleksja nad tym, jak określić w tym wypadku źródło szkody i jak kształtuje się związek przyczynowy między szkodą a zda-
7 prawnik 7 listopada 2012 nr 216 (3354) gazetaprawna.pl asów rzeniem, za które się odpowiada. Czyli nad tym, jaki jest związek między brakiem wyboru poszkodowanego i no właśnie, czym czynem funkcjonariuszy-fałszerzy? czy hipotetycznym wynikiem pierwszych wyborów? Próżno jednak szukalibyśmy w uzasadnieniu wyroku choćby słowa na ten temat. Najwięcej miejsca zajmują technikalia o obliczaniu szkody, o tym, że członkowie komisji wyborczych są funkcjonariuszami, itd. Tymczasem głównym problemem jest to, że jeżeli fałszujący wyniki wpływali na wynik wyborów, to czy można na tle niezakończonych (bo unieważnionych) wyborów konstruować roszczenie odszkodowawcze? Nie mam wątpliwości, że można w ten sposób domagać się zbędnie poniesionych wydatków na udział w takich nieudanych (subiektywnie i obiektywnie) wyborach, ale odszkodowania za nieuzyskane apanaże? Tu przecież na przeszkodzie stałby fakt, że wyborów nie zakończono (kończy je stosowny akt PKW), więc brak związku (w rozumieniu art. 361 k.c.) między czynem fałszerzy a sytuacją niedoszłego wójta. A z kolei gdyby rozumować, że działanie funkcjonariuszy-fałszerzy spowodowało konieczność przeprowadzenia powtórnych wyborów, z niekorzystnym dla powoda skutkiem, to przecież start w powtórzonych wyborach jest szansą, nadzieją, a nie drogą do pewnego sukcesu wyborczego, zawodowego i w konsekwencji świadczenia pieniężnego. Zresztą najgorsze jest to, że uzasadnienie wyroku te kluczowe kwestie w ogóle przemilcza, po prostu ich nie stawia, nie rozstrząsa, nie analizuje. Argument, że Rzeczpospolita płaci drogi rachunek za brak zawodowej sprawności prawników jest tu prawdziwy, ale nie najistotniejszy. Naiwnością jest mniemanie, że każda szkoda musi być wynagrodzona odszkodowaniem bo życie społeczne niesie ryzyka niekompensowalne. Oczywiście w gospodarce rynkowej właśnie pieniądz (a więc i odszkodowanie) ma większą rolę do spełnienia, nikt bowiem nie kwestionuje potrzeby i możliwości naprawiania w pieniądzu szkód niemajątkowych i zadośćuczynień, ponadto rosną też aspiracje osób, których dotknęło niepowodzenie. Tym bardziej jednak należy się pilnować, aby to powszechne parcie na kasę odbywało się na podstawie i w ramach zasad rządzących mechanizmem przerzucania skutków wyrządzonej szkody. Jednym z najważniejszych narzędzi jest związek przyczynowy między zdarzeniem-źrodłem szkody a samą szkodą. O tym, jaki to musi być związek, gdzie leżą jego granice, jak trudno jest go ustalać, gdy w grę wchodzi szkoda hipotetyczna, napisano wiele (także po polsku). Umiejętność analizy tych kwestii to wykładnik biegłości zawodowej prawnika. Wyrok białostocki nie daje tu szans oceny i pochwały, skoro w kwestiach kluczowych po prostu milczy. Aktywizm interpretacyjny jest obowiązkiem i podstawą zawodowej sprawności prawników. Sądy nie mają dobrej prasy, niestety. W demokratycznym społeczeństwie, gdzie rośnie zarówno ich rola, jak i rola ich rozstrzygnięć, ich własne milczenie jest zgubne. Pięćdziesiąt lat temu skądinąd znakomity profesor prawa mógł z niedowierzaniem przyjmować enuncjacje dziennikarza wietrzącego sensację tam, gdzie jej nie było, i jednocześnie uchylać się od wulgaryzacji (synonim popularyzacji) wiedzy prawniczej. W drugiej dekadzie wieku XXI, nie dziwią, ani powszechne zainteresowanie prawem, ani manipulowanie nim, ani jego czarny czy biały PR uprawiany przez masowe media. Tyle że demokratyzacji zainteresowania nie należy mylić z koniecznością dostosowania poziomu argumentacji prawniczej do poziomu wiedzy masowej (wedle zasady Ciemny lud to kupi ). Odwrotnie: profesjonaliście przybywa zwiększony obowiązek tłumaczenia, wyjaśniania, nauczania. Profesor obecnie musi uczyć nie tylko studentów. Uzasadnienia wyroków są dziś pisane nie tylko dla stron, wyższych instancji, last but not least komentatorów, ale trafiają także do szerszej publiczności. Nie powinny razić aksjologią czy ubóstwem argumentacyjnym. To obraca się przeciw samym sądom, działającym nie tylko ratione imperii (co łatwe), ale i imperio rationis (co trudniejsze, ale trwalsze). Państwo musi znaleźć pieniądze na placówki młodzieżowe Łukasz Kwadrans Reaktywacja ośrodków kuratorskich jest konieczna, gdyż rośnie liczba nieletnich wchodzących w konflikt z prawem Jak pan postrzega politykę Ministerstwa Sprawiedliwości, które z roku na rok zmniejsza liczbę ośrodków kuratorskich? Niestety praca ośrodków kuratorskich jest wciąż niedoceniana i w efekcie brakuje perspektywicznego myślenia o ich rozwoju czy wsparciu. Faktem jednak jest, że środek wychowawczy, jakim jest ośrodek kuratorski, był kiedyś częściej stosowany i w efekcie przekładało się to na większą liczbę ośrodków. Obecnie są zaledwie 103 takie placówki. Jednak tak mała liczba to także efekt zmiany zasad ich funkcjonowania. Przed 2001 r. w zajęciach prowadzonych przez nasze ośrodki mogli także uczestniczyć nieletni z rodzin, w których orzeczono ograniczenie władzy rodzicielskiej. Obecnie korzystają z nich tylko nieletni w ramach środka wychowawczego. Gdzie jest najwięcej ośrodków? Najwięcej funkcjonuje w okręgach świdnickim, lubelskim, gliwickim, zamojskim, poznańskim, katowickim. Podobno są okręgi sądowe, które na swoim terenie w ogóle nie mają tego typu placówek? Czy to w jakiś sposób przekłada się na pracę z trudną młodzieżą? Z tegorocznych badań Krajowej Rady Kuratorów wynika, że ośrodki funkcjonują w 32 z 45 okręgów sądowych. To oznacza, że 13 okręgów ich w ogóle nie ma. Na pewno taka sytuacja nie jest dobra, gdyż na obszarze tych okręgów są mniejsze możliwości pracy resocjalizacyjno-wychowawczej z nieletnimi. Czy kryzys finansów publicznych odbija się na sytuacji ośrodków? Podstawowy problem, z jakim borykają się ośrodki, to brak środków na finansowanie działalności na wystarczającym poziomie. Ustalona przez prezesa sądu rejonowego dzienna stawka na dożywianie jednego uczestnika ośrodka wynosi zgodnie z przepisami od 3,74 do 7,49 zł. Tymczasem z odpowiedzi podawanych w kwestionariuszach badań KRK wynika, że faktycznie wynosi ona od 0,45 do 7,49 zł na jednego uczestnika. Niestety w latach w 48 placówkach ograniczono zakres finansowania. Ministerstwo Sprawiedliwości wpłynęło na to ograniczenie, tnąc budżety sądów, a w konsekwencji doprowadzając do oszczędności szczególnie na ośrodkach kuratorskich i kurateli społecznej. Dla wychowanków oznaczało to zmniejszenie oferty zajęć do nich skierowanych, pomocy dydaktycznych i możliwości wyjazdów wieńczących całoroczny cykl pracy z uczestnikami. Dla kadry zaś oznaczało to zmniejszenie jej ilości, mniejsze wynagrodzenia i możliwości pracy, narzędzi. Może jesteście za drodzy? Wręcz przeciwnie, ośrodki kuratorskie są jednym z najtańszych środków wychowawczych, co potwierdzają wspomniane wcześniej badania. Według nich koszty wydatkowane miesięcznie na jednego nieletniego w ośrodku kuratorskim wynoszą od kilkudziesięciu do kilkuset złotych. Dla porównania podam, że według raportu Najwyższej Izby Kontroli wydatki na jednego wychowanka w zakładzie poprawczym wynosiły w 2008 r. od kilku tysięcy do kilkunastu tysięcy złotych rocznie. Albo podam inne porównanie. Otóż roczny budżet ośrodka kuratorskiego wynosi zaledwie kilkadziesiąt tysięcy złotych i jest to porównywalne z utrzymaniem dwóch skazanych/osadzonych w zakładzie karnym. Chciałbym także zwrócić uwagę, że funkcjonowanie ośrodków kuratorskich należy rozwijać także dlatego, że resocjalizacja w warunkach izolacji nie przynosi efektów. Po prostu praktyka pokazuje, że ośrodek kuratorski jest znacznie skuteczniejszym środkiem zapobiegający skutkom demoralizacji, niż pozostałe placówki wychowawcze. Czym pan popiera to stwierdzenie? W ciągu ostatnich trzech lat w zajęciach naszych ośrodków uczestniczyło ponad 1600 nieletnich ŁuKASz KwAdRAnS członek komisji legislacyjno-prawnej Krajowej Rady Kuratorów, kurator specjalista w Sądzie Rejonowym w Świdnicy, kierownik Ośrodka Kuratorskiego w Świebodzicach, doktor nauk humanistycznych, adiunkt na Wydziale Nauk Społecznych i Zdrowia Wałbrzyskiej Wyższej Szkoły Zarządzania i Przedsiębiorczości rocznie, przy czym większość została do nich skierowana w związku z nieprawidłowym realizowaniem obowiązku szkolnego. O naszej efektywności może świadczyć to, że rocznie składanych jest około 600 wniosków o uchylenie tego środka wychowawczego i ponad 1200 nieletnich kontynuuje naukę w normalnych szkołach, a jedynie około 200 nieletnich popełnia czyny karalne i ma nowe postępowania w związku z demoralizacją. Jednak to zdaje się nie mieć wpływu na wasze funkcjonowanie. Chcę wierzyć, że liczba funkcjonujących ośrodków kuratorskich znów zacznie rosnąć. Na ogólnopolskiej konferencji na temat Ośrodki kuratorskie szansa na resocjalizację nieletnich w środowisku lokalnym, która została zorganizowana m.in. przez Ministerstwo Sprawiedliwości, Krajową Radę Kuratorów oraz Pedagogium Wyższą Szkołę Nauk Społecznych, ze strony resortu padła zapowiedź rozwoju ośrodków kuratorskich. Podczas spotkania usłyszeliśmy też o zaangażowaniu Ministerstwa Edukacji Narodowej w projekty dotyczące pracy z uczniem niedostosowanym społecznie i zwiększania jego szans edukacyjnych. Na stosowanie środka wychowawczego w postaci skierowania nieletniego do placówki kuratorskiej są także otwarci sędziowie rodzinni, którzy podkreślali, jak ważna jest ich obecność na terenie ich działania. Tak więc reaktywacja naszych ośrodków jest konieczna. Podkreślano również, że ten środek wychowawczy jest bardzo skutecznym narzędziem w profilaktyce, zwłaszcza w zakresie zapobiegania demoralizacji nieletnich i popełniania przez nich czynów karalnych, głównie poprzez wzmożoną kontrolę nieletniego na terenie placówki. Co należy zmienić w resocjalizacji nieletnich? Istnieje potrzeba prowadzenia wielokierunkowych programów badawczych poszukujących nowych metod resocjalizacji i pracy z nieletnim w ośrodku kuratorskim. Wskazane jest stosowanie w pracy metod twórczej resocjalizacji. Można to osiągnąć przez stymulowanie struktur poznawczych za pomocą animacji teatralnej, sportu, działalności plastycznej, muzycznej, można też trwale zmienić sposób funkcjonowania osoby w środowisku, gdyż wpływa to na jej tożsamość, sposób myślenia o sobie, innych i otoczeniu. Należy też pamiętać, że skierowanie do ośrodka kuratorskiego wypełnia lukę pomiędzy środowiskami wychowawczymi, które wymagają wsparcia, tzn. pomiędzy dysfunkcyjną rodziną, nastawioną na dydaktykę szkołą, a izolacyjnymi środkami wychowawczymi zapewniającymi pozorną reakcję państwa na niedostosowanie społeczne dzieci i młodzieży. Zajęcia prowadzone w ośrodku kuratorskim ograniczają nieletnich w popełnianiu czynów zabronionych, pobudzają natomiast ich pozytywną aktywność i tym samym umożliwiają nieletnim nadrobienie zaległości edukacyjnych poza powszechnym systemem szkolnym. Konieczne jest też rozwijanie tego środka wychowawczego we współpracy z organizacjami pozarządowymi, społecznościami lokalnymi, samorządem terytorialnym. W tym przypadku mam na myśli wzbogacenie oferty specjalistycznego poradnictwa i równych form terapii. Duże znaczenie ma również działalność informacyjna na temat zalet tego środka wychowawczego. A co z postulatami zgłoszonymi przez KRK podczas prac nad kodeksem nieletnich? Część z nich została uwzgledniona w ostatniej nowelizacji ustawy o postępowaniu w sprawach nieletnich z 2011 r., a pozostałe są aktualne. Chciałbym też podkreslić, że w ocenie KRK ważnym i oczekiwanym rozwiązaniem jest wprowadzenie rozwiązania polegającego na rezygnacji z podziału postępowania w sprawach nieletnich na etap postępowania wyjaśniającego i postępowania rozpoznawczego. Rozmawiała Aneta Mościcka
8 D8 AnAlizA orzeczeń Kodeks cywilny granice nadzoru nad dzieckiem prawnicy muszą sięgać po orzecznictwo Przekonująca argumentacja jest głównym orężem pełnomocników stron na sali sądowej, gdy w pozwie są podnoszone przepisy, których interpretacja jest sporna ewa Maria radlińska STAN FAKTYCZNY. Dziewięcioletni Patryk W. przyszedł do szkolnego kolegi Damiana G., i poprosił, by wyszedł z nim na plac zabaw. Matka chłopca pozwoliła mu wyjść na 15 minut. Z kredek, plasteliny i wykałaczek, które zabrał ze sobą Damian, chłopcy skonstruowali procę i strzelali w drzewa. Niestety w trakcie zabawy doszło do wypadku Damian strzelił Patrykowi w oko i w efekcie chłopiec na nie niedowidzi. Rodzice poszkodowanego złożyli pozew do sądu i zażądali od rodziców kolegi ich syna zadośćuczynienia. Pełnomocnik małoletniego Patryka powoływał się na art. 427 kodeksu cywilnego. Zgodnie z nim kto jest zobowiązany do nadzoru nad osobą, której z powodu wieku winy poczytać nie można, ten zobowiązany jest również do naprawienia szkody wyrządzonej przez tę osobę, chyba że uczynił zadość obowiązkowi nadzoru albo że szkoda powstałaby także przy starannym nadzorze. WYROKI SĄDÓW I I II INSTANCJI. Sąd rejonowy uwzględnił powództwo w części i zasądził na rzecz Patryka 50 tys. zł zadośćuczynienia i rentę w wysokości 100 zł miesięcznie. Oddalił jednocześnie powództwo w stosunku do ojca chłopca, gdyż uznał, że skoro ten był w pracy, to za sprawowanie nadzoru nad synem odpowiadała matka. Zdaniem sądu do wypadku doszło właśnie z powodu jej zaniedbania. Kobieta wniosła apelację, w wyniku której powództwo zostało oddalone. Zdaniem sądu okręgowego matce nie można zarzucić zaniedbań wychowawczych. Nic też nie zapowiadało niebezpieczeństwa chłopcy byli bowiem kolegami, a wykałaczki były używane w szkole na lekcjach plastyki. Sąd II instancji uznał więc, że pozwana obaliła domniemanie co do jej winy w nadzorze, wykazując, że uczyniła zadość ciążącemu na niej obowiązkowi nadzoru nad synem. TREŚĆ SKARGI KASACYJNEJ POWODA. Radca prawny Roman Rumpel, prowadzący własną kancelarię w Łodzi, stwierdził, że: sąd II instancji, wydając zaskarżony wyrok, dopuścił się naruszenia art. 427 k.c. wobec przyjęcia, że pozwana uczyniła zadość obowiązkowi nadzoru nad małoletnim Damianem G. Zwrócił on też uwagę, że pojęcie winy w nadzorze, a w szczególności jego zakres znaczeniowy, wywołuje kontrowersje w polskiej doktrynie. Głównym przedmiotem sporu jest kwestia, czy nadzór należy ujmować wąsko, rozumiejąc pod tym pojęciem tylko kontrolę nad poczynaniami dziecka, czy też powinien on być pojmowany szerzej i obejmować również działania stricte wychowawcze. W tej materii w literaturze przedmiotu zarysowały się wyraźnie dwa odmienne stanowiska. Pierwsze z nich jest przeciwko włączaniu wychowania do zakresu pojęcia nadzór z art. 427 k.c. Z drugiej strony w doktrynie obecny jest pogląd, w myśl którego do pojęcia nadzoru należy włączać także czynności o charakterze wychowawczym. Kto ma obowiązek wychowania dziecka, ma też obowiązek jego nadzorowania. Wątpliwości w doktrynie i judykaturze budzi także zakres obowiązków w ramach nadzoru sprawowanego nad małoletnimi w zależności od ich wieku. ODPOWIEDŹ STRONY POZWANEJ. Radca prawny Barbara Sokołowicz, prowadząca własną kancelarię w Łodzi, stwierdziła, że: w literaturze nadzór rodziców został uznany za jeden ze składników władzy rodzicielskiej, a konkretnie sprawowania przez rodziców pieczy nad dzieckiem. Sąd II instancji wziął pod uwagę szersze pojęcie nadzoru. Świadczy o tym chociażby powołanie się na wyrok SN z 8 kwietnia 2003 r. (sygn. akt IV CKN 50/01), który stwierdził, że zakres obowiązku nadzoru i stawiane wymagania co do rozmiaru staranności i rodzaju podejmowanych działań nie mogą być określane jednolitą, abstrakcyjnie ujętą miarą w oderwaniu od środowiska i miejscowych stosunków. Obowiązek nadzoru jest obowiązkiem należytej staranności w przygotowaniu małoletniego do właściwego życia w społeczeństwie. Miernikiem staranności w tym wypadku był miernik przeciętnej matki, którego zastosowanie pozwoliło na przyjęcie, iż pozwana należycie wykazała swój brak winy. Jak wynika z art. 427 k.c., ustawodawca dopuszcza możliwość wykonywania nadzoru nad starszymi dziećmi, to jest oczywiste, że nadzór nie może mieć charakteru stałego i bezpośredniego kontaktu z takim dzieckiem, a zatem polega na wydawaniu poleceń i formułowaniu reguł postępowania, czego nie można określić inaczej jak wychowanie. WYROK SĄDU NAJWYŻSZEGO. SN 3 października 2012 r. oddalił skargę kasacyjną (sygn. akt II CSK 737/11). Wskazał, że rodzice nie ponoszą odpowiedzialności za szkody wyrządzone przez ich dziecko, jeżeli nie można było ich przewidzieć. Uznał, że można pociągnąć do odpowiedzialności na zasadzie art. 427 k.c., wówczas gdy wystąpi normalny związek przyczynowy między zaniedbaniem rodzica a zdarzeniem, które doprowadziło do szkody. Zdaniem SN w tej sytuacji był to typowy nieszczęśliwy wypadek. Trudno bowiem przewidzieć, że z kredek, plasteliny i wykałaczek można skonstruować procę. Chłopiec nie był też trudnym dzieckiem, więc nie było konieczności pilnowania go podczas zabaw na podwórku. Nie było więc podstaw, by uznać, że mógł wyrządzić komuś krzywdę. Na powodzie ciążył obowiązek udowodnienia konkretnych zaniedbań wychowawczych rodziców pozwanego, czego jednak nie wykazał. KOMENTARZ SĘDZIEGO Waldemara Żurka, członka Krajowej Rady Sądownictwa: należy w pełni podzielić stanowisko SN, które każe zaliczyć tę sytuację do kategorii nieszczęśliwych wypadków. Zachowania społeczne czasem bardzo trudno poddają się zobiektywizowanym ocenom. SN dotyka także trwającego w doktrynie sporu, czy właściwy nadzór oznacza także prawidłowe metody wychowawcze, wskazując, że chłopiec, który spowodował wypadek nie był trudnym dzieckiem, więc także nie było konieczności, aby matka pilnowała go podczas zabaw na podwórku, a powód nie wykazał, pomimo ciążącego na nim ciężaru dowodu, żadnych konkretnych zaniedbań wychowawczych rodziców pozwanego. To kontynuacja zdroworozsądkowego rozstrzygania tego typu spraw, z bezpośrednim odniesieniem się do uzasadnienia wyroku SN z 8 kwietnia 2003 r. (sygn. akt IV CKN 50/01). Zakres obowiązku nadzoru i stawiane wymagania, co do rozmiaru staranności i rodzaju podejmowanych działań, nie mogą być określane jednolitą, abstrakcyjnie ujętą miarą w oderwaniu od środowiska i miejscowych stosunków. Warto przytoczyć wyrok Sądu Apelacyjnego w Poznaniu (sygn. akt I ACa 987/09), który podkreśla, że obowiązek dbałości o życie i zdrowie człowieka może wynikać nie tylko z normy, lecz także ze zwykłego rozsądku. Natomiast Sąd Apelacyjny w Katowicach (sygn. akt I ACr 377/96) mówi, że odpowiedzialność sprawującego nadzór tylko wówczas może wchodzić w rachubę, gdy poszkodowany zdoła mu udowodnić konkretne zaniedbanie w sprawowaniu nadzoru, które pozostaje w związku przyczynowym ze szkodą. Niewątpliwie w przedmiotowej sprawie winy takiej nie dało się przypisać rodzicom. Podzielając stanowisko SN, podnieść należy, iż w tego typu sprawach konkretny stan faktyczny zazwyczaj będzie determinował rozstrzygnięcie zakreślające odpowiedzialność rodziców. nowy cykl Z wokandy część 3 za dwa tygodnie analiza wydania uchwały w sprawie obrazy uczuć religijnych przez Adama Nergala Darskiego niezbędne narzędzie w każdym postępowaniu lex navigator Od wyroku Sądu Najwyższego nie można się odwołać jest ostateczny i niepodważalny, ale od wyroków sądów niższych instancji tak. I jak pokazują statystyki nie są to działania skazane na niepowodzenia, również w sprawach cywilnych. Wystarczy skorzystać z solidnego wsparcia. Według Instytutu Wymiaru Sprawiedliwości wobec blisko 35 proc. wyroków sądów pierwszej instancji wnoszona jest apelacja i większości przypadków jest ona skuteczna. Co prawda przy sprawach cywilnych skuteczność nie jest już tak oczywista, ale jest o co walczyć. Z danych Ministerstwa Sprawiedliwości wynika, że orzeczenia kasatoryjne sądów apelacyjnych w postępowaniu cywilnym są stosunkowo rzadkie dotyczą one tylko co 10 sprawy, natomiast odsetek rozstrzygnięć polegających na zmianie zaskarżonego orzeczenia dotyczy ok. 20 proc. wszystkich rozstrzygnięć. Oznacza to, że również w sprawach cywilnych na każdym etapie postępowania trzeba pamiętać o terminach i dokumentach umożliwiających zaskarżenie decyzji sądu. Wbrew pozorom nie jest to takie łatwe, dlatego wyjątkowo pomocny w tych działaniach jest program LEX Navigator Postępowanie Cywilne. Oferowane przez Wolters Kluwer Polska nowe narzędzie dla prawników to interaktywny, stale aktualizowany program zawierający gotowe procedury schematy i scenariusze działania na każdym etapie postępowania dla poszczególnych jego uczestników. Program prezentuje różne warianty przebiegu danego postępowania, terminy dokonania określonych czynności, potencjalne reakcje innych uczestników postępowania. Wzrasta liczba prawników, spraw, postępowań sądowych i procedur. Widoczna jest tendencja do specjalizacji. Dynamika procesu legislacyjnego dodatkowo utrudnia poruszanie się w gąszczu zmian. Nasze badania pokazują, że znajomość wszystkich procedur jest szalenie trudna. Potwierdzają to także wybitni przedstawiciele środowiska prawniczego, którzy pracują nad programami Navigator mówi Alicja Pollesch, dyrektor strategiczny Solidna pomoc dla prawników LEX Navigator Postępowanie Cywilne należy do grupy produktów o wspólnej nazwie Navigator, oferowanych przez Wolters Kluwer Polska. Obecnie dostępne są również Postępowanie Administracyjne i Postępowanie Podatkowe. Redaktorem naukowym Postępowania Cywilnego jest prof. Tadeusz Wiśniewski, sędzia Sądu Najwyższego. Prezentację sposobu działania programu można znaleźć na stronie: Wolters Kluwer Polska. Oczywiście program nie zastąpi wiedzy i doświadczenia prawnika, ale może stanowić dla niego nieocenione wsparcie w przygotowywaniu, opracowywaniu materiałów i być pomocny chociażby w kontrolowaniu prawidłowości postępowania dodaje. Oferowany od kilku tygodni program doskonale wpasował się w zapotrzebowanie środowiska prawniczego. Umożliwia on nie tylko precyzyjne śledzenie krok po kroku całego procesu postępowania, lecz pozwala też na jednoczesne korzystanie z całego dorobku doktryny i orzecznictwa dotyczącego prowadzonej sprawy. LEX Navigator pozwala na zupełnie nowy sposób postrzegania i korzystania z publikacji naukowych. Dostępne w Wolters Kluwer Polska monografie i komentarze zostały posegregowane i połączone z poszczególnymi navigatorami. Bardzo nam pomogli autorzy tych prac, którzy wiedząc, jaki jest nasz cel i znając ideę Navigatorów, bardzo dokładnie je skatalogowali w sposób, który już wkrótce pozwoli na tworzenie relacji pomiędzy poszczególnymi fazami i wydarzeniami dziejącymi się w toku poszczególnych postępowań a konkretnymi fragmentami w tekście. Dzięki temu pracujący z Navigatorem prawnik będzie mógł w ciągu kilku sekund przenieść się do konkretnego, interesującego go fragmentu publikacji naukowej (nawet 400-stronicowej monografii) na dany temat podkreśla Alicja Pollesch. AA Redakcja: ul. Okopowa 58/72; Warszawa, tel , faks: ; Redaktor naczelny: Jadwiga Sztabińska Zastępcy redaktora naczelnego: Andrzej Andrysiak, Łukasz Korycki Sekretarze: Rafał Drzewiecki, Marcin Hadaj, Anna Godlewska, Leszek Majkut, Mirosław Mazanec, Mira Suchodolska Wydawca: Marcin Piasecki Redaguje: Urszula Wróblewska Szef działu foto: Krzysztof Cieślewicz Biuro reklamy (tel ): Dyrektor: Monika Szulc-Wąsikowska, tel Szef studia DTP: Jacek Obrusiewicz Produkcja: Elżbieta Stamler, tel
Uchwała z dnia 20 kwietnia 2012 r., III CZP 8/12. Sędzia SN Krzysztof Pietrzykowski (przewodniczący, sprawozdawca)
126 Uchwała z dnia 20 kwietnia 2012 r., III CZP 8/12 Sędzia SN Krzysztof Pietrzykowski (przewodniczący, sprawozdawca) Sędzia SN Barbara Myszka Sędzia SN Maria Szulc Sąd Najwyższy w sprawie z powództwa
STANOWISKO Nr 53/14/P-VII PREZYDIUM NACZELNEJ RADY LEKARSKIEJ z dnia 7 listopada 2014 r.
STANOWISKO Nr 53/14/P-VII PREZYDIUM NACZELNEJ RADY LEKARSKIEJ z dnia 7 listopada 2014 r. w sprawie projektu ustawy o zmianie niektórych ustaw w związku z realizacją ustawy budżetowej Prezydium Naczelnej
Kancelarie odszkodowawcze jako uczestnicy rynku ubezpieczeniowego z perspektywy Rzecznika Ubezpieczonych
Kancelarie odszkodowawcze jako uczestnicy rynku ubezpieczeniowego z perspektywy Rzecznika Ubezpieczonych Aleksander Daszewski radca prawny koordynator w Biurze Rzecznika Ubezpieczonych Kancelarie odszkodowawcze
Warszawa, dnia 22 listopada 2001 r.
Warszawa, dnia 22 listopada 2001 r. Opinia prawna w sprawie pytania prawnego Sądu Okręgowego Sądu Pracy i Ubezpieczeń Społecznych w Gdańsku do Trybunału Konstytucyjnego - sygn. akt P.10/01. Sąd Okręgowy
Opodatkowanie działalności pro bono podatkiem VAT
Opodatkowanie działalności pro bono podatkiem VAT Informację opracował: Maciej Kułak prawnik PTPA I. Wstęp Świadczenie przez prawników i prawniczki usług za wynagrodzeniem podlega opodatkowaniu podatkiem
Warszawa, 10 listopada 2014 r. Opinia Zespołu Prawnego Rzecznika Praw Doktoranta Krajowej Reprezentacji w przedmiocie ustalenia czy: 1. obowiązek realizacji praktyk doktoranckich, w formie prowadzenia
Roczne sprawozdanie z działalności Powiatowego Rzecznika Konsumentów za 2007 rok.
Załącznik do uchwały Nr XIV/130/2008 Rady Powiatu w Hrubieszowie z dnia 28lutego 2008 r. Roczne sprawozdanie z działalności Powiatowego Rzecznika Konsumentów za 2007 rok. Powiatowy Rzecznik Konsumentów
WDRAŻANIE MEDIACJI W SPRAWACH CYWILNYCH
PROGRAM OBYWATEL I PRAWO WDRAŻANIE MEDIACJI W SPRAWACH CYWILNYCH 1/28 PROGRAM OBYWATEL I PRAWO Cele projektu: 1. Opracowanie modelu wdrożenia mediacji cywilnej w Sądzie Rejonowym 2. Wdrożenie modelu 2/28