Source: http://www.aferyprawa.eu/index2.php?p=teksty/show&dzial=prawo&id=1208
Timestamp: 2020-08-07 13:00:06+00:00
Document Index: 97553916

Matched Legal Cases: ['art. 25', 'art. 25', 'art. 148', 'art. 148', 'art. 177', 'art. 178', 'art. 177', 'art. 31', 'art. 31', 'art. 25', 'art. 25', 'art. 2', 'art. 25', 'art. 25', 'art. 25', 'art. 22', 'arta 575', 'art. 23', 'art. 252', 'art 21', 'Art. 21', 'Art. 31', 'Art. 64', 'arta 575', 'art. 25', 'art. 148', 'art. 25', 'art.148', 'art. 92', 'art. 25', 'art. 25', 'art. 25']

Aferyprawa - Obrona konieczna &#8211; art. 25 kk. Andrzej Kursa oskarżony o morderstwa z naruszeniem prawa.
Aferyprawa.com Prawo Obrona konieczna &#8211; art. 25 kk. Andrzej Kursa oskarżony o morderstwa z naruszeniem prawa.
AFERY PRAWA ANDRZEJ KURSA NARUSZENIE PRAWA OBRONA KONIECZNA
Po pierwsze: ustalenie motywu ( a dokładniej - procesu motywacyjnego ) oskarżonego.
Decydującym jest do ustalenia prawidłowej kwalifikacji czynu, czy oskarżony działał z motywem zabójstwa, czy też tak, jak to było w rzeczywistości – motywem działania oskarżonego była OBRONA ( kontratyp ) własnego mieszkania i swojej rodziny z dwojgiem malutkich dzieci przed wieloletnią chorą agresją.
Ustalenie MOTYWU i całokształtu faktycznych okoliczności – to najważniejsza podstawa do wydania wyroku. ( por. KZS 2002/9/26, KZS 2002/11/24, KZS 2002/11/29-notka, KZS 2002/11/37). Na marginesie - sędzia laik kategoryzuje zdarzenie na bazie podobieństwa zewnętrznego ( dla Maczugi i Rzeszutowej: „trup + pistolet = morderstwo” => proste, jak budowa cepa lub maczugi ). Sędzia ekspert dostrzega zagadnienie pod kątem podobieństwa strukturalnego ( ukryte cechy, wymagające pełniejszej wiedzy i wykraczające poza charakterystykę zewnętrzną ). Sędzia ekspert będzie analizował reakcje behawioralne w sytuacji ekstremalnego stresu, proces motywacyjny, całokształt okoliczności i kontratyp obrony.
Proszę rozważyć np. teoretyczny przypadek teoretycznego kierowcy (nazwijmy go fikcyjnie np. Grzegorz Kiełbasa ), który swoim samochodem wjechał na chodnik i w konsekwencji wypadku 2 pieszych straciło życie, a trzeci pieszy jest po wypadku sparaliżowany ( czyli jak finał tragedii z 27.9.01).
Jak należy ocenić takie zachowanie naszego teoretycznego kierowcy Kiełbasy?
Rozważmy wszystkie możliwe alternatywy pod kątem „zamiaru”, a nie (identycznego) skutku finalnego:
A- kierowca Kiełbasa chciał wjechać na chodnik swoim samochodem i przejechać 3 pieszych, to wtedy mamy do czynienia z umyślnym zabójstwem, czyli z morderstwem. Kwalifikacja z art. 148 § 1 – 3 k.k.
B- nasz teoretyczny Kiełbasa po napadzie na bank uciekał przed Policją z łupem i chcąc uniknąć ujęcia ( oraz kary ), uciekając stracił panowanie nad autem i wpadł na chodnik. Po przejechaniu tych 3 pieszych, nadal nasz Kiełbasa uciekał przed Policją. Wtedy, co prawda zamiarem Kiełbasy byłaby ucieczka, ale wykazując obojętność wobec UŚWIADOMIENIA SOBIE możliwości przejechania pieszych, ma zamiar tzw. zamiar ewentualny, to też jest przypadkiem morderstwa. Kwalifikacja: jak wyżej z art. 148 § 1 – 3 k.k.
C- Nasz fikcyjny Kiełbasa wraca pijany samochodem do domu. Nie ma ZAMIARU nikogo przejechać samochodem, niestety powoduje wypadek z tymi 3 ofiarami. Prawidłowa kwalifikacja będzie z art. 177 § 2 k.k. w zw. z art. 178 § 1 k.k. ( do lat 12 ).
D- Kiełbasa wraca samochodem do domu. Jest trzeźwy, ale zamyślił się chwilowo. Zamyślony powoduje wypadek o tych samych konsekwencjach. Nie ma ZAMIARU nikogo przejechać samochodem, niestety powoduje wypadek z tymi 3 ofiarami. Prawidłowa kwalifikacja będzie z art. 177 § 2 k.k. ( do lat 8 ).
E- Kiełbasa wraca samochodem do domu. Jest trzeźwy, uważa na drogę i jedzie zgodnie z przepisami ruchu drogowego. Niestety dostaje nieoczekiwanego zawału, traci przytomność ( i poczytalność ), powoduje wypadek o tych samych konsekwencjach. Nie ma ZAMIARU nikogo przejechać samochodem, niestety powoduje wypadek z tymi 3 ofiarami. Prawidłowa kwalifikacja będzie z art. 31 § 1 k.k. Wtedy nasz teoretyczny Kiełbasa powinien zostać w wyroku UNIEWINNIONY zgodnie z literą art. 31 § 1 k.k., bo wtedy z powodu zawału serca stracił chwilowo całkowicie poczytalność i nie mógł pokierować swoim samochodem. Wtedy mamy do czynienia nie z przestępstwem, ale z czynem zabronionym.
F- Ostatnia teoretyczna alternatywa ( poszlaka ). Nasz Kiełbasa wraca samochodem do domu. Jest trzeźwy, uważa na drogę i jedzie zgodnie z przepisami ruchu drogowego. Nie dostał zawału. Nagle zupełnie dla niego nieoczekiwanie idący chodnikiem 3 piesi rzucają na jego samochód kamienie, rozbija się szyba w jego samochodzie. Przerażony Kiełbasa ze strachu i wzburzenia odruchowo instynktownie puszcza kierownicę, zasłania twarz przed odłamkami szkła, a w konsekwencji traci panowanie nad swoim autem. Dochodzi do wypadku, w którym ginie tych 2 pieszych, rzucających w niego kamieniami, a trzeci z tych pieszych staje się kaleką do końca życia. Jaka powinna być wtedy prawidłowa kwalifikacja czynu naszego teoretycznego sprawcy tragicznego w skutkach wypadku - Kiełbasy? A jaki miał zamiar? Obronić się przez zamachem na niego – in concreto – rzuconym kamieniem. Czy Kiełbasa stracił panowanie nad autem?
Tak, stracił przez strach i wzburzenie. Czy nagłe i całkowicie zaskakujące rozbicie kamieniem szyby jadącego samochodu może OBIEKTYWNIE UZASADNIAĆ utratę możliwości kierowania samochodu? Oczywiście, że TAK. Prawidłowa kwalifikacja będzie w takim wypadku z art. 25 § 3 k.k. - po to właśnie ustawodawca ustanowił ten artykuł 25 § 3 k.k. !
Jak widać na powyższym przykładzie, prawidłowe ustalenie zamiaru sprawcy czynu z takimi samymi za każdym razem skutkami finalnymi ( śmierć i kalectwo poszkodowanych ) ma najważniejsze znaczenie. W naszym przypadku od zagrożenia dożywotnim pozbawieniem wolności po brak przestępstwa.
Warto może powrócić w zasadach wyrokowania do podstaw, do siedmiu zasadniczych „złotych” pytań, z których jedno to cur ( dlaczego ) ?
( quis, quid, ubi, quibus-auxilliis, cur, quo modo, quando )
Czy w sytuacji, gdy ktoś aż tak ekstremalnie zareagował ze strachu i wzburzenia, że porwał z domu swoją legalnie posiadaną broń i w konsekwencji zastrzelił oraz postrzelił agresorów, czy to też będzie przypadek z art. 25 § 3 k.k.?
Jako odpowiedz załączam artykuł z Newsweeka, z okresu zdarzenia i wydania wyroku, w tym samym czasie, co moja tragedia, tylko z diametralnie innym finałem sądowym ( chociaż ten wyrok wydał też polski sąd ) ( tamto zdarzenie wydarzyło się 2 tygodnie po moim, też niedługo po ataku terrorystów na WTC w Nowym Yorku ):
NEWSWEEK 26.09.2004, str. 26 – 27, „W obronie własnego życia”: „Wrocławski sąd po stronie osoby strzelającej do bandytów. Co się stało? Obrona konieczna w świetle prawa wreszcie staje się akceptowanym sposobem postępowania.
Sąd Okręgowy we Wrocławiu. Strażnicy wprowadzają na salę rozpraw mężczyznę w garniturze i lakierkach. Wsadzają go do klatki z grubymi żelaznymi prętami. To miejsce dla szczególnie niebezpiecznych przestępców. Mężczyzna to Dariusz Maciejewski, radny Środy Śląskiej, właściciel kilku sklepów i kawiarni. Trzy lata temu odparł atak gromady osiłków, którzy napadli na jego lokal. Oddał dwa strzały ze strzelby myśliwskiej, trafił dwóch napastników. Jeden z nich zmarł. Prokurator zażądał dla Maciejewskiego 15 lat więzienia. Stwierdził też, że właściciel kawiarni został napadnięty, ponieważ zgodnie z "wielowiekową tradycją" "ludzie zamożni padają ofiarami kradzieży”. Sędzia miał jednak inne poczucie sprawiedliwości i Dariusz Maciejewski usłyszał od niego w ubiegłą środę: niewinny. Sędzia mówił długo, a Maciejewski wyjętą z kieszeni marynarki zieloną chusteczką wycierał oczy. Dotąd obywatele, którzy odważyli się czynnie przeciwstawić agresywnym i uzbrojonym napastnikom, bywali skazywani przynajmniej na kilkuletnie wyroki. Pięć lat dostał policjant, który w cywilu w marcu 1997 r. zastrzelił dwóch uczestników napadu na bar. Zarzut wprawdzie w końcu zmieniono z podwójnego zabójstwa na przekroczenie obrony koniecznej, ale od odsiadki policjanta uchroniło dopiero ułaskawienie prezydenta. Także na 5 lat więzienia skazano kobietę spod Wejherowa, która zabiła ciosem siekiery w głowę męża-sadystę, który pewnej nocy obudził ją biciem i wymachiwaniem siekierą nad głową (wcześniej zmuszał do współżycia seksualnego z uczestnikami wspólnych libacji, zakładał jej na szyję łańcuch i wlókł po podłodze). Choć sędziowie zastosowali nadzwyczajne złagodzenie kary, to nie widzieli powodu, aby działania żony uznać za obronę konieczną. Szansa na złagodzenie kary pojawiała się zwykle po wielomiesięcznych odsiadkach w aresztach, po apelacjach, po wielu miesiącach wałki przed sądem wyższej instancji. - Wyrok wrocławskiego sądu to pierwsza jaskółka pokazująca, że wymiar sprawiedliwości zaczyna uznawać prawo zwykłych ludzi do obrony przed bandytami - mówi "Newsweekowi" prof. Piotr Kruszyński z Instytutu Prawa Karnego Uniwer­sytetu Warszawskiego. Prokurator żądał dla Dariusza Maciejewskiego surowej kary, choć w akcie oskarżenia sam napisał, że 18 napastników przyjechało w nocy do kawiarni Maciejewskiego, aby wyrównać porachunki z zatrudnionym tam barmanem. Agresywna banda sterroryzowa­ła gości, kilku z nich skopano i pobito, fruwały krzesła i kufle, jeden z napastników wymachiwał "tulipanem" zrobionym z butelki. Maciejewski wkroczył w środek trwającego pogromu z dubeltówką w ręce. Działał jak automat, napędzany strachem i poczuciem odpowiedzialności. Dubeltówkę (miał na nią pozwolenie) kładł pod łóżko od dawna, pamiętał, że prokuratura w Środzie Śląskiej umorzyła w ciągu ostatniego roku 12 śledztw w sprawie napadów, włamań i zniszczenia w jego pięciu sklepach. Kiedy dobiegł do kawiarni, zobaczył grupkę awanturników. "Kłaść się na ziemię! Bo! Strzelam! " - ryknął. Ale napastnicy z groźnymi minami ruszyli na niego. Maciejewski strzelił, mierząc w ich nogi. W tym momencie któryś z napastników uderzył go metalowym prętem w dłoń. Strzelił drugi raz - też w nogi. Bandyci wpadli w panikę i uciekli. Jeden z nich ranny od drugiego strzału leżał zakrwawiony na ziemi. Maciejewski z paska od własnych spodni zrobił mu, opatrunek uciskowy, by się nie wykrwawił. Inny ranny o własnych siłach wsiadł do zaparkowanego za murem malucha i wraz z kolegą odjechał. Przez kilka godzin obaj napastnicy zastanawiali się, co powiedzieć lekarzom, kiedy zobaczą ranę postrzałową. Kiedy w końcu dotarli na izbę przyjęć, ranny miał już martwicę mięśni uda, a rozkład ciała spowodował zatrucie organizmu i ciężkie uszkodzenie nerek.
Zmarł na stole operacyjnym. Wrocławski sąd uznał, że oskarżony działał w obronie koniecznej, do której prawo daje mu nie tylko kodeks karny, ale też konstytucja. Dlatego uwolnił go od zarzutu zabójstwa oraz usiło­wania zabójstwa przy pierwszych dwóch strzałach - zgodnie z zasadą wywodzącą się jeszcze z prawa rzymskiego: kto łamie prawo, nie może liczyć na ochronę prawa.
- Mówiąc inaczej: kto decyduje się wtargnąć na czyjś teren, bić i terroryzować ludzi, niszczyć mienie, musi się liczyć z tym, że zaata­kowani, broniąc się, mogą go też bić czy strzelać do niego, a nawet pozbawić życia - tłumaczy prof. Kruszyński.
Paradoksalnie najbardziej obciążający mógł być dla Maciejewskiego trzeci strzał, który nie uczynił nikomu krzywdy. Przed kawiarnią stało bowiem auto, którym usiłował uciec kolejny z napastników. Właściciel kawiarni strzelił do kierowcy, ale trafił w drzwi auta. Wrocławski sąd zinterpretował ten ostatni strzał inaczej niż poprzednie. Mężczyzna, który wsiadł do samochodu, nie atakował w tym momencie, zatem nie była to obrona Konieczna. W tym wypadku uznano Maciejewskiego za winnego. Mimo to sąd odstąpił od wymierzenia mu kary, bo uznał, że właściciel kawiarni działał w stanie silnego wzburzenia, wywołanego atakiem opryszków. Zanim jednak został uniewinniony Dariusz Maciejewski, musiał wysłuchać wystąpienia oskarżyciela. Prokurator Piotr Jaworski w ogóle nie brał pod uwagę okoliczności, że 18 młodych ludzi ze Środy Śląskiej na kawiarnię po prostu napadło, w śledztwie występowali oni wyłącznie jako świadkowie. W mowie oskarżycielskiej prokurator stwierdził natomiast, że Maciejewski zachował się jak "Bogusław Linda w kolejnej części »Psów«" i że strzelał, aby napastnikom pokazać, że to on jest panem sytuacji. Na sali siedziała grupka małomiasteczkowych opryszków i słuchała, jak człowiek w todze opowiada o tym, że "bogatym się zawsze zabierało”. Pytany przez "Newsweek, czy po niepomyślnym dla niego wyroku nie zamierza Maciejewskiego za te słowa przeprosić, odpowiedział, że "ze zgromadzonych materiałów wynika niezbicie, że oskarżony jest winny”, dlatego „miał prawo użyć takich sformułowań”.
Zdaniem Piotra Kruszyńskiego skandalem jest już sam fakt, że do wrocławskiego procesu w ogóle doszło. - Prokuratura powinna takie sprawy umarzać. Na ile ja znam sprawę pana Maciejewskiego, to on powinien dostać medal za odwagę! - dodaje profesor. Medalu pewnie nie będzie, za to prokurator Jaworski zapowiedział apelację. Tylko czy zdąży ją przeprowadzić, bo opuszczając salę, ogoleni na łyso "świadkowie" lżyli Maciejewskiego i grozili mu zemstą: „żywy z tego nie wyjdziesz”. Groźbom przysłuchiwali się strażnicy. Na pytanie, czy znają nazwiska krzykaczy, rozłożyli ręce: - Niestety, już wyszli. Nieprawda: stali piętro niżej i wyczerpująco, przez kilkanaście minut dawali wyraz swojemu oburzeniu wobec wyroku w rozmowach z dziennikarzami.
Tomasz Maćkowiak - współpraca Milena Rachid Chehab
Konkludując: to nie skutek – nawet tragiczny – jest podstawą kwalifikacji ( wyroku ), tylko ZAMIAR.
1999.10.19 wyrok sąd apel. II AKa 151/99 Prok.i Pr. 2000/3/23 w Lublinie
Napadnięty ma prawo do obrony skutecznej, w związku z czym napastnika obciąża ryzyko szkodliwych dla niego następstw swego zamachu. Dlatego oceniając to zdarzenie nie można sugerować się rozmiarami jego następstw. Przyjęcie, że G.W. działał w obronie koniecznej nie pozostaje w sprzeczności z art. 2 ust. 2a Europejskiej Konwencji Praw Człowieka i Podstawowych Wolności (Dz. U. z 1993 r., Nr 61, poz. 284), bowiem przepis ten dotyczy tylko umyślnego pozbawienia życia, co nie było zarzucone oskarżonemu.
2004.03.25 wyrok sąd apel. II AKa 56/04 KZS 2004/5/24 w Krakowie
Napastnik przystępujący do zamachu na życie lub zdrowie innego człowieka powinien liczyć się z takim samym odparciem jego ataku, więc i z zagrożeniem takich samych dóbr jak te, które sam bezprawnie atakuje, a nawet ze zniszczeniem któregoś z dóbr, jakie wpierw sam naraził. Jeśli napadniętemu nie można zarzucić, że chce wyrządzić napastnikowi mniejszą krzywdę i zarazem osiągnąć cel obrony, to śmierć napastnika nie świadczy sama przez się o przekroczeniu granic obrony koniecznej.
W powyższym judykacie znajdujemy odpowiedz na zasadnicze pytanie , czy w moim przypadku zachodzi przypadek z art. 25 § 1 k.k., czy też z art. 25 § 3 k.k.
Te rozważania pozostawiam do rozstrzygnięcia przez S.A., zgodnie z sumieniem i wiedzą 5 sędziów apelacyjnych z mojego przyszłego składu orzekającego w II instancji. Jaki CEL miały ci ludzie w stosunku do mojej osoby ? ( + zamiar ewentualny). Ich celem było FIZYCZNE WYKOŃCZENIE MNIE NA SERCE. Po tym ( po moim trupie ) mogli już spokojnie realizować swój podstawowy cel – „rozwiązanie problemów bytowych”, „zależało im na dużym mieszkaniu” ( „no coś im się przecież należało”, bo przecież „byli znaną rodziną w Krakowie ” ).
A jaki „pocieszający” finał planowali dla mnie ? Może jakiś „naturalny” zawał serca ?
Zeznania Jadwigi R. k- 576: „...miałam w nocy bardzo zły sen, ale zaraz pocieszyłam się myślą , że może sąsiad miał zawał... kiedy WBIEGŁAM w ulice ... gdy zobaczyłam męża leżącego na klatce schodowej ...przeszło moje wyobrażenie”.
Hasłem ubiegłorocznej akcji, aby dzieci nie skakały do płytkiej wody było: „Płytka wyobraźnia to kalectwo” + manekin na wózku inwalidzkim.
Maczuga, na ostatnich „rozprawach” pytał biegłego psychologa dr Pawlika: „Jaki miał motyw oskarżony?” Czyli, że sędzia Maczuga sam nie wiedział oczywiście, jaki miałem motyw, bo w przeciwnym wypadku by nie zadał tego pytania. Zresztą skąd to by mógł Maczuga wiedzieć, skoro uniemożliwił mi nawet złożenie moich zeznań (cyt.:„Oskarżony mógł zeznawać na pierwszej rozprawie, a skoro nie zeznawał, to już zeznawać NIE BĘDZIE” ). Biegły przytomnie odpowiedział, że „nie wiem, ale może o to zapytamy samego oskarżonego”. Maczuga mnie jednak o nic nie spytał. Czyli mój „sąd” nawet nie usiłował ustalić ZAMIARU sprawcy, a to jest już rażące uchybienie proceduralne.
1993.10.07 wyrok sąd apel. II AKr 141/93 KZS 1993/10/17 w Krakowie
Zamiar sprawcy - choć istnieje tylko w jego świadomości (ściślej: w sferze woluntarnej) - jest faktem (psychologicznym), podlega więc identycznemu dowodzeniu jak okoliczności ze sfery przedmiotowej. Wady w ustaleniu zamiaru mogą powodować zarzuty podobne jak usterki w ustaleniach przedmiotowych. Zarzut wadliwości ustalenia zamiaru sprawcy nie należy więc do pierwszej podstawy odwoławczej, ale do drugiej, bądź trzeciej w zależności od kwestionowanych przesłanek owego ustalenia.
Podsumowując tą część – przytoczę judykat krakowskiego S.A. :
2000.04.13 wyrok sąd apel. II AKa 42/00 KZS 2000/5/47 w Krakowie
Oczywista niesprawiedliwość wyroku to nie tylko jaskrawo niesłuszne rozstrzygnięcie, ale i wydanie go po bardzo poważnych uchybieniach proceduralnych, bo wyrok tak wydany może być niesłuszny.
OBRONA KONIECZNA – art. 25 § 1 i § 3 kk.
Czy zachodzi ten właśnie przypadek w mojej sprawie? Przeanalizujmy poszczególne tezy na bazie książki „KK + Komentarz” Andrzej Marek, ABC 2004 ( str.161 – 169 ): -teza 3. – kontratyp obrony koniecznej polega na odpieraniu bezprawnego zamachu na dobro chronione prawem.
1973.07.27 wyrok SN IV KR 153/73 OSNKW 1974/1/5
2. Instytucja obrony koniecznej ma na celu nie tylko ochronę dobra bezprawnie i bezpośrednio zaatakowanego, ale również kształtowanie zasady, że prawo nie powinno ustępować przed bezprawiem.
Obrona konkretnych dóbr prawnych zaatakowanych zamachem jest jednym z podmiotowych praw człowieka.
-teza 4 – prawo do obrony jest prawem samoistnym
1982.03.19 wyrok SN III KR 31/82 OSNPG 1982/11/142
Zgodnie z art. 22 § 1 k.k. pełna obrona konieczna ma miejsce wtedy, gdy sprawca znajduje się w obliczu bezpośredniego i bezprawnego zamachu na jakiekolwiek dobro własne lub cudze i działanie swe kieruje przeciwko wykonującemu ów zamach, nie przekraczając konieczności w obronie tak co do środka, jak i co do czasu. Zarówno współczesność pomiędzy zamachem a działaniem podjętym dla jego odparcia, jak również współmierność pomiędzy zamachem a środkiem użytym dla jego odparcia, są koniecznymi warunkami przyjęcia, iż obrona konieczna nie została przekroczona.
Prawo do obrony przysługuje atakowanemu zawsze i niezależnie od tego, że np. mógłby uniknąć niebezpieczeństwa związanego z zamachem poprzez ucieczkę, wezwanie pomocy osób trzecich, czy też poprzez poszukiwanie ochrony u znajdującego się w pobliżu przedstawiciela władzy. Pogląd ten wynika z tego, iż ratio legis obrony koniecznej to nie tylko wzgląd na ochronę zaatakowanego dobra, ale także - respektowanie zasady, iż prawo nie powinno ustępować przed bezprawiem.
Działanie odpierającego zamach ma charakter prawny tylko wtedy, gdy mieści się ono w granicach konieczności, która wystąpi wtedy, gdy osoba zaatakowana wybierze najłagodniejsze spośród skutecznych i możliwych w konkretnej sytuacji środków przeciwdziałania bezpośredniemu i bezprawnemu zamachowi.
Teza 6. – Pojęcie „Zamachu”, to takie zachowanie się człowieka, które stwarza realne zagrożenie dla dobra chronionego prawem.
Czy moje nadbudowane mieszkanie w moim domu rodzinnym, gdzie koncentrowało się życie mojej rodziny z dwójką malutkich dzieci było REALNIE ZAGROŻONE tą wieloletnią agresją?
Zeznania Jadwigi R. z 16.1.02, karta 575: „Kursa poprzez nadbudowę II piętra uniemożliwił nam wejście na strych... W tym właśnie zakresie syn próbował zmusić Kursę do przywrócenia stanu poprzedniego.”
1937.11.24 wyrok SN I K 1128/37 OSN(K) 1938/6/139
Sąd Najwyższy zważył, co następuje ( z sentencji ) :
Sądy orzekające przy rozstrzyganiu kwestii obrony koniecznej, wyłonionej na tle materiału procesowego, wyszły z założenia, iż bezprawny zamach, dający podstawę do prawnego odparcia go przez zaatakowanego, może się zwracać tylko przeciw bezpieczeństwu ciała. Zapatrywanie to jest błędne. Sąd Najwyższy wyjaśnił już, iż obrona konieczna może się zwracać przeciw zamachowi na jakiekolwiek dobro, chronione porządkiem prawnym, nie tylko na bezpieczeństwo osobiste (Zb. O. 50/34). Stwierdzenie to ma w danej sprawie ważne znaczenie. Według ustaleń bowiem tłem zajścia było przekopanie rowu przez B. i Z. na gruncie Dominika K., a zatem podstawę do zajścia dał bezprawny zamach na dobro oskarżonego K.
Innymi słowy miałem rozebrać nadbudowane legalnie w 1990 roku II piętro, bo ono „uniemożliwiało wejście na strych” ludziom, którzy kupili 4 lata już po wybudowaniu mojego mieszkania na parterze 1 mieszkanie w 1994 roku ? A jak to „zmuszanie mnie” miało się dla mnie skończyć ? Jak sobie oni praktycznie wyobrażali cały finał ?
Odpowiedz też jest w aktach ( powtórzę to wyjaśnienie raz jeszcze ): Zeznania Jadwigi R. k- 576 : „...miałam w nocy bardzo zły sen, ale zaraz pocieszyłam się myślą, że może sąsiad miał zawał... kiedy wbiegłam w ulice ... gdy zobaczyłam męża leżącego na klatce schodowej ...przeszło moje wyobrażenie”.
(...kiedy WBIEGŁAM w ulice... ) Myślę, że zakończenie II wojny światowej też dla Hitlera „przeszło jego wyobrażenie” ( „płytka wyobraźnia to kalectwo” ). Jemu też „przeszkadzała” sytuacja, że np. Gdańsk nie jest w obrębie III Rzeszy, że „nie ma dostępu” do Królewca itp. „W tym właśnie zakresie” Hitler próbował „zmusić Polskę do przywrócenia stanu poprzedniego” w dniu 1.9.1939. No to logicznym jest, że Polska jest sprawcą II wojny światowej, bo w czymś przeszkadzała Hitlerowi. Bo Hitler chciał przecież tylko sprawiedliwości. Jak i ONI. Jadwiga R. na rozprawie: „syn chciał tylko sprawiedliwości”. „No przecież coś im się ode mnie należało” ( jak zeznał w sądzie ojciec Agnieszki R. – Marian S, chłop ze wsi Ponik, bolszewicki oficer MO z lat 1966-1985). Deja vu.
Tak samo jest prawdziwe ustalenie, że ja wywoływałem jakikolwiek konflikt, jak to, że Polacy rozpoczęli wojnę atakując radiostację w Gliwicach. W ich wersji , to ja „rozrzucałem jakieś śmieci (???), jakieś kartony (???), jakąś wentylację im zepsułem (???), zdjąłem anteny TV ( a mieli podłączoną telewizję kablową od 1998 roku, tylko po rocznym niepłaceniu przez nich abonamentu przyszedł pracownik PTC i odłączył ich mieszkanie od kabla ), rzekomo im groziłem”, a to wszystko jeden wielki stek kłamstw wymyślony przez „specjalistę od semantyki pojęcia prawdy i psychologii umysłu”. A ja tylko przed tymi ludźmi uciekałem. Nawet na korytarzu w sądzie, gdzie było pełno innych ludzi.
Agnieszka R., dzisiaj kaleka - w sądzie na wózku inwalidzkim zeznała, że „oni mieli prawo do mojej nadbudowy”. To tłumaczy chyba wszystko. ( „Płytka wyobraźnia” ). Wtedy w sądzie nie wierzyłem własnym uszom. Pierwszy rok od tragedii myślałem, że jestem jej winny, chociaż zupełnie nie mogłem tego wszystkiego zrozumieć, co się stało. Dzisiaj wiem i rozumiem, że to nie z mojego powodu doszło do nieszczęścia. To nie moje mankamenty umysłu doprowadziły do tragedii. Tak samo jak chora pazerność chłopska prymitywna bezwzględność Hitlera, chłopa z Braunau doprowadziły do tragedii, tak samo chora pazerność, zachłanność i chłopski prymitywizm R.( ukraińskich chłopów z Rzepina o wyjątkowo trafnym nazwisku ) doprowadziły do katastrofy z 27.9.01.
Proszę przeczytać fragmenty książek, które wniosłem do akt: George H. Mead „Umysł, osobowość i społeczeństwo” oraz Georg Simmel „Socjologia” o genezie chłopskich nazwisk ( od dominującej cechy charakteru => por. ROJSZCZAK ) oraz o różnicy w mentalności ludzi z dużego miasta i ze wsi.
Chłopu „się należało”. Tak samo jak to wyjaśnił w sądzie Marian S. – ojciec Agnieszki R. Powtórzę to jeszcze raz, z jego zeznań: ur. 1943 r. we wsi Ponik, po wojsku poszedł do Milicji Obywatelskiej, po „studiach” „prawa” na Wyższej Szkole przy KC PZPR dla aparatczyków – milicjantów został „samodzielnym komendantem różnych samodzielnych jednostek MO”. Był w MO w latach 1966-1985. Na pytanie – dlaczego nagle odszedł z MO w 1985 r ? „Bo takie były czasy”. Po 15 latach milicyjnej emerytury nagle zaczął pracować jako komornik w Urzędzie Skarbowym w Gorzowie ( w latach 2000 - 2002 ). „No coś im się od niego ( tzn. Kursy ) należało”, „bo byli znaną rodziną w Krakowie”. ( por. Hitler też był „no przecież znaną rodziną” w Berlinie.) Na marginesie – pamiętam „jakie to były czasy”, gdy najgorsi aparatczycy, po nieudanym stanie wojennym uciekali na wcześniejsze emerytury jak szczury z tonącego okrętu, bojąc się rozliczenia ich za wprowadzanie w Polsce przez 40 lat „sprawiedliwości społecznej”. W efekcie dzisiaj Polska jest zacofana w stosunku do Europy o 2 pokolenia. Niestety nikt tych bolszewickich milicjanto-komorników nie rozliczył za zrujnowanie Polski.
2002.02.04 wyrok SN V KKN 507/99 OSNKW 2002/5-6/38
Ustawodawca przy określeniu obrony koniecznej posługuje się pojęciem zamachu, a nie pojęciem niebezpieczeństwa, nie można więc tych pojęć utożsamiać ani też określać granic pojęcia zamachu za pomocą pojęcia niebezpieczeństwa. Bezpośredniość zamachu wchodzi w grę również wtedy gdy istnieje wysoki stopień prawdopodobieństwa, że zagrożone atakiem dobro zostanie zaatakowane w najbliższej chwili. Zamach taki rozpoczyna się już w chwili, gdy zachowanie sprawcy ukierunkowane na naruszenie dobra prawnego jest tak zaawansowane, że brak przeciwdziałania doprowadzi do istotnego niebezpieczeństwa dla dobra prawnego.
-teza 7 – Zamach na jakiekolwiek dobro chronione prawem, a więc nie tylko na życie, zdrowie, wolność, MIENIE i bezpieczeństwo publiczne, jak to się najczęściej przyjmuje, lecz również na inne dobra.
Czy moje spokojne życie z malutkimi dziećmi w swoim własnym mieszkaniu podlegało ochronie? Czy życie w piekle, gdy człowiek trząsł się w ostatnim roku ze strachu, gdy wchodził do swojego rodzinnego domu, czy to było normalne? Dlaczego miałem dostać zawału w wieku 41 lat? Tego chciały te chore z pazerności ludzie, gdy akurat urodziła mi się druga córeczka? Sami wpadli do dołu ( grobu ), który kopali pode mną. Już w Biblii wielokrotnie ta wiekowa prawda jest powtarzana. Dla mnie to tylko na jakiejś chorej, zapadłej wsi jest to dzisiaj może normalne, zacięta wojna o miedzę i gruszę. Ale nie dla mnie. Mnie wychowano w poszanowaniu cudzej ( i własnej ) własności. Cudze, to dla mnie było święte. Ale dla tych chorych z pazerności i zawiści ukraińskich chłopów z Rzepina tak nie było. „No przecież coś im się należało”, „bo byli znaną rodziną w Krakowie”. To chyba wszystko tłumaczy. Ludzi kompletnie zdegenerowanych i ogłupiałych przez ideologię bolszewicką.
O czym myśleli na drugi dzień zaraz po tragedii?
O tym, że ona wczoraj straciła jedynego syna i męża? O tym, że jego córka właśnie umiera w szpitalu ? Proszę samemu przeczytać na karcie k-145, o czym myśleli ci chorzy z pazerności ludzie. Ich pismo do prokuratury ( wniesione przez nich w pierwszy roboczy dzień po tragedii !!!) cyt.: „Zająć Kursie wszystko, bo ... żona ( Kursy ) wynosi meble.”
Nawet moje meble uważali ci ludzie za swoją własność. A swoją drogą, to ciekawe jakie meble wynosiła moja żona, drobna dziewczyna, niedawno po porodzie i karmiąca niemowlaka. Czyżby łóżeczko mojego niemowlaka też już uważali ci chorzy z pazerności ludzie za swoją własność ?! Tak samo, jak bolszewiccy koledzy S. rozstrzeliwali „drastycznie bogatego kułaka”, który ukrył swój własny ostatni worek ziemniaków, aby ze swoją rodziną nie umrzeć z głodu ? Bo bolszewickim S. „należało się ?! I ja mam odczuwać poczucie winy za tragedię, w której nic nie mogłem świadomie zrobić? Może również powinienem odczuwać poczucie winy za tragiczny koniec Hitlera, bo moi rodzice podczas wojny walczyli z okupantem w AK?
To nie do uwierzenia pismo wnieśli R. i S. już 02.10.2001. Jak „ciała były jeszcze ciepłe”. A 03.10.2001 przyszli robić do prosektorium zdjęcia swoim pokrojonym trupom „we własnym zakresie”, o czym zawiadomił prokuraturę na piśmie zdziwiony pracownik prosektorium, którego jeszcze coś mogło jednak zdziwić. ( k-241 – ludzie chorzy z pazerności i skrajnie pozbawieni elementarnych uczuć. Pewnie zdjęcia trupów mogły „się przydać” przy odszkodowaniu. ).
W piśmie k- 381-383 S. i R. – chcą zająć cały mój majątek ( na szczęście nie byłem bogaty) – piszą: 240.000 to ZA MAŁO! WSZYSTKO! - bo była „drastyczna różnica w majątkach” ( a mieli identycznie duże mieszkanie jak ja !!!)– słownictwo to pewnie pozostałość po bolszewickich „studiach” chłopa ze wsi Ponik – milicjanto-komornika na „wyższej szkole” przy KC PZPR i jego pojęciu „sprawiedliwości” ( społecznej ).
I ROZWAŻAJĄ MOJĄ NIEPOCZYTALNOŚĆ !!! ( k- 381-383 )
A skąd o niepoczytalności wiedzą już 19.10.2001, ledwie 3 tygodnie po tragedii ??? A stąd to wiedzą najlepiej, bo mnie sami perfidnie wykończyli. Każdy złodziej i bandyta sam zna w więzieniu najlepiej szczegóły swojego przestępstwa. A skąd to zna ? Z AUTOPSJI !!! Jako sprawca.
Wracając do kluczowej sprawy, czy był zamach na dobro chronione prawem? Odpowiedzi udzielił sąd ( powtórnie zacytuję judykat )
2000.12.29 wyrok sąd apel. I ACa 910/00 OSA 2002/2/11 w Gdańsku
Prawo do zachowania nietykalności mieszkania w rozumieniu art. 23 k.c. musi być pojmowane w aspekcie niematerialnym, jako prawo do ochrony przed bezprawnym wtargnięciem w sferę nie samej "substancji mieszkaniowej" lecz w sferę określonego stanu psychicznego i emocjonalnego, jaki daje każdemu człowiekowi poczucie bezpiecznego i niezakłóconego posiadania własnego miejsca, w którym koncentruje swoje istotne sprawy życiowe i chroni swoją prywatność.
Tym samym Sąd Okręgowy błędnie przyjął, że wyrządzenie szkody majątkowej przy wykonywaniu przez pozwanego prac budowlanych spowodowało naruszenie ich dobra osobistego w postaci nietykalności mieszkania.
Porównaj, Zimbardo str.444/teza 139, ( Abraham Maslow ), rysunek 12.5: Potrzeba bezpieczeństwa, wygody, spokoju, wolności od strachu, to jedna z najważniejszych ludzkich potrzeb.
arafrazując określenie Szczygła powiem: „No w końcu coś musiało się stać.”
Nie jest to nowe ustalenie. Zawsze tak to było definiowane przez SN :
1934.12.14 wyrok SN III K 1362/34 OSN(K) 1935/7/283
Zamachem jest bowiem jakikolwiek "czyn" w rozumieniu prawa, ( a więc zarówno działanie jak zaniechanie), kryjący w sobie niebezpieczeństwo dla jakiegokolwiek dobra chronionego przez prawo. Takim dobrem jest między innymi tzw. "spokój domowy", chroniony przez przepis art. 252 k.k.
Teza .8. – Bezpośredniość zamachu. ( prof. Andrzej Marek cd. )
1935.06.19 wyrok SN III K 585/35 OSN(K) 1936/2/61
Sąd Najwyższy zważył, co następuje: ( ... )
4. Jak już wyjaśniał Sąd Najwyższy, bezpośredniość zamachu w rozumieniu § 1 art 21 k.k. istnieje od chwili rozpoczęcia zamachu (v. O. S. N. z 8/10, 1934, 1 k. 637/34 Z. O. 149/35); skoro zatem Sąd I-ej instancji ustalił, że pokrzywdzony chwycił już kamień graniczny w tym celu, by go z ziemi wyciągnąć i usunąć, Sąd zaś odwoławczy ustalenie to podzielił, to tym samym ustalił, iż zamach był już w toku, okoliczność zaś, iż pokrzywdzony zamachu swego nie zdołał jeszcze urzeczywistnić, wbrew poglądowi Sądu, nie czyni obrony przedwczesną. Pogląd taki prowadziłby do wniosku, że przedwczesną jest obrona przed złodziejem, który już włożył ręce do cudzej kieszeni, lecz nie zdołał jeszcze nic z niej wyciągnąć.
( por. zeznania Agnieszki R. „Mieliśmy prawo do nadbudowy” – tzn. do MOJEJ nadbudowy, wybudowanej legalnie 4 lata przed przybyciem R. do Krakowa ). Pytanie - Czy miałem prawo się od kilku lat obawiać o swoje dobro, o mój cały dorobek 41 letniego uczciwego życia, jaki stanowiło to moje jedno luksusowe 4 pokojowe mieszkanie? Oczywiście, że TAK !!! R. mi groził wprost, że mi je zabierze, a wcześniej, że mnie „wykończy” i do tego bezwzględnie dążył. Dlatego w końcu wniosłem sprawę do sądu o wpis do ksiąg wieczystych mojego legalnie wybudowanego 11 lat wcześniej mieszkania do sądu. ( Całe lata zabezpieczałem, jak tylko mogłem przed R. to moje nadbudowane mieszkanie, a w końcu gdy zacząłem się już stale się bałem, to wniosłem o pozwolenie na broń.) A czy po tym szokującym i nie do pojęcia dla mnie wyroku sprzedajnej sędzi Błasiakowej zagrożenie mojego utraty mieszkania przez tego chorego z pazerności bezwzględnego ukraińskiego chłopa filozofa ( potrzebującego „rozwiązania problemów bytowych” ) stało się mniej, czy bardziej realne?
A to kilka wybranych artykułów z istniejącego w Polsce, ale martwego w moim przypadku aktu prawnego. Te ładnie brzmiące słowa okazują się w Polskiej siermiężnej rzeczywistości sądowej martwe. Jak widać, można sobie legalnie zbudować w 1990 roku własne mieszkanie we własnym domu rodzinnym, zwracać się o ochronę swojej własności do polskiego sądu i nic to nie daje, gdy w sądzie wyroki w imieniu Rzeczpospolitej wydaje sprzedajna Błasiakowa – bezkarny morderca w todze, a moje własne mieszkanie usiłuje ukraść filozoficzny ukraiński chłop, któremu „no przecież coś się należało” bo „byli znaną rodziną w Krakowie”.
Nie podaję samej nazwy tego aktu prawnego, bo w Polsce i tak bo nikt nie przestrzega. Art. 21. 1. Rzeczpospolita Polska chroni własność i prawo dziedziczenia. Art. 31. 1. Wolność człowieka podlega ochronie prawnej.
Art. 64. 1. Każdy ma prawo do własności, innych praw majątkowych oraz prawo dziedziczenia. 2. Własność, inne prawa majątkowe oraz prawo dziedziczenia podlegają równej dla wszystkich ochronie prawnej.
W rzeczywistości, to w Polsce, chroniąc swoją własność „każdy ma prawo – paść na serce, albo skończyć w więzieniu jako morderca, gdy padnie na nerwy, a nie na serce”.
Dla mnie stan bezprawia trwał wiele lat to znaczy, że ani nie mogłem normalnie żyć, ani się nawet wyprowadzić gdzie indziej. I tylko mogłem czekać i czekać, i czekać, aż ta chora wieśniacka wojna o moje mieszkanie się skończy przez wyrok sądu i po nim moje wyprowadzenie się z mojego rodzinnego domu, gdzie nie dało się już w tym piekle żyć. Ale doczekałem się tylko mojego totalnego załamania nerwowego.
1988.03.31 wyrok SN I KR 60/88 OSNKW 1988/9-10/64
O tym, czy istnieje bezprawny i bezpośredni zamach na dobro chronione prawem, decyduje zachowanie się osoby atakującej w całym przebiegu zdarzenia, a nie tylko ten fragment, który odnosi się do momentu podjęcia akcji obronnej przez osobę zaatakowaną. ( czyli trzeba analizować całe 7 lat przed tragedią).
To powinien bym Maczuga starać się ustalić, ale dla Maczugi i Rzeszutowej „nie było takiej potrzeby”. Druga rozprawa jeszcze nikt nawet nie zeznawał, k-1302, Maczuga oddala mój pierwszy wniosek dowodowy, bez zapoznania się z nim apriorycznie, bo... dyktuje do protokołu cyt.: „tło konfliktu jest w sposób dostateczny ustalone materiałem zebranym w aktach sprawy i NIE JEST ZASADNE zbieranie dodatkowej dokumentacji”. Więc proces był zbyteczny. ( I faktycznie był zbyteczny ! )
1998.11.12 wyrok s.apel. II AKa 199/98 KZS 1998/12/34 w Krakowie
prof. Andrzej Marek: cd... bezpośredniość zamachu istnieje tak długo, jak długo trwa stan bezprawia, co uzasadnia prawo do obrony w każdym momencie tego stanu.
Teza. 11. – Wyłącznie dotyczy to zamachów BEZPRAWNYCH. A jakie prawo miał R. ze swoją rodziną robić mi piekło z mojego rodzinnego domu ? Kto mu to „prawo” do MOJEGO mieszkania dał? Bolszewicki oficer M O – Marian S, chłop po studiach na KC PZPR, „wiedzący”, co to jest „sprawiedliwość społeczna”. „Każdemu według jego potrzeb”. Albo filozofia „ulubionego” przez R. Brentano? A rodzina R. miała nieograniczone „potrzeby ” bytowe. W końcu byli „no przecież znaną rodziną w Krakowie”. I mieli wytyczony cel w życiu, „duże mieszkanie”. ( „Cel uświęca środki” ). Jakim „prawem” można wytłumaczyć to, że zgłaszały setki fałszywych donosów, które mi rujnowały życie? I ja mam dzisiaj odczuwać winę? Za co? Że zamieszkały u mnie w domu chore z pazerności osoby z Rzepina o psychice zdegenerowanej przez komunizm?
Prof. Andrzej Marek: „inaczej trzeba ocenić sytuację wyraźnego nadużycia prawa”. K. Daszkiewicz ( 1982 ) s.101/ t.74: prawidłowa kwalifikacja prowokacji jest również możliwa, gdy prowokator działał zgodnie z prawem! ( nawet wtedy jest kontratyp obrony koniecznej ).
Teza 13. – jedynie wobec zamachów rzeczywistych. Proszę jeszcze raz przeczytać te zeznania Jadwigi R. czy to, że mi R. chciały zniszczyć mój materialny dorobek życia, wykończyć mnie, a nawet doprowadzić do zawału, czy to było „rzeczywiste”? i „bezprawne”?
W jakim chorym kraju jesteśmy, że w ogóle trzeba takie pytania stawiać ?!
Zeznania Jadwigi R. z 16.1.02, karta 575: „Kursa poprzez nadbudowę II piętra uniemożliwił nam wejście na strych ... . W tym właśnie zakresie syn próbował zmusić Kursę do przywrócenia stanu poprzedniego.” No to jednak nie było moim urojeniem, że ten zacięty, chory z zawiści i pazerności syn ukraińskich chłopów z Rzepina ze swoją rodziną z piekła rodem chciał zniszczenia dorobku całego mojego życia.
Zeznania Jadwigi Rojszczak k- 576: „...miałam w nocy bardzo zły sen, ale zaraz pocieszyłam się myślą, że może sąsiad miał zawał... kiedy wbiegłam w ulice ... gdy zobaczyłam męża leżącego na klatce schodowej ...przeszło moje wyobrażenie”. Czyż Jadwiga Rojszczak by „biegła” do domu na samą tylko „pocieszającą myśl”, że „sąsiad miał zawał” gdyby to nie było dla nich oczekiwanie realne?
A ja przecież nigdy nie miałem problemów ze zdrowiem, nie chorowałem na serce, miałem 6 letnią córeczkę i drugą – niemowlaka, która dopiero co się nam urodziła. To jest działanie „prawne”, aby kogoś wykończyć na serce i doprowadzić do zawału?
Teza .14. Cel mojego działania ( kontratyp obrony ).
Tylko i wyłącznie obrona swojej własności oraz spokojnego życia mojej rodziny.
Dowód – ze wszystkich zeznań wynika to samo, mojej siostry, szwagra, Agnieszki R. i ich świadków wynika, że tylko uciekałem od R. Nawet w sądzie przed rozprawą czekałem na innym piętrze niż sala rozpraw i R. Dowód: zeznania wszystkich – całkowicie zgodne. Dowód: ostatni rok byłem chyba we wszystkich biurach nieruchomości i tylko już chciałem się wyprowadzić z tego piekła. Jeździłem po całym Krakowie i oglądałem różne domy, parcele i mieszkania. Na co mam dziesiątki świadków. Ale Maczuga nie dopuścił na świadka ani jednej osoby, o które wnosiłem do przesłuchania z krakowskich biur nieruchomości. Ani JEDNEGO dopuszczonego świadka dla obrony ! Nieprawdopodobne ale prawdziwe !!!
Ofiarami tragedii ( mówimy tutaj o fizycznie pokrzywdzonych ) są WYŁĄCZNIE moi prześladowcy, tylko ci ludzie, którzy z taką chłopską, ukraińską zaciekłością i determinacją przez wiele lat wywoływali i eskalowali konflikt, ludzie, którym „się należało” moje mieszkanie, bo przecież „byli znaną rodziną w Krakowie”, to znaczy 30 letnia nie pracująca wieczna studentka i 33 letni filozof.
teza 18. „Niebezpieczeństwo zamachu” ( prof. Andrzej Marek – cd )
Tym chorym konfliktem R. już i tak zrujnował mi wiele z mojego dotychczasowego życia przed 27.9.2001. Całe lata stresu, od którego nie można uciec i na którego zakończenie nie ma się praktycznie wpływu, zachwiały moim małżeństwem, nie mogłem już poświęcać całego czasu swojej firmie, a w konsekwencji w ostatnim roku zawiesiłem jej działalność. Nawet w wieku 38 lat pojawiła mi się nagle silna alergia ( dzisiaj doszła do tego astma ). Ten chory konflikt rujnował całe moje dotychczasowe życie. I z jakiego powodu? Jak zeznał Jan W, zafascynowany R. jego patron: „Artura R. poznałem gdy był on na II roku studiów... miał wytyczony cel w życiu – skończyć filozofię, zrobić doktorat... Były to dość rzadkie zainteresowania jak na absolwenta technikum elektrycznego”. Zeznania W. w sądzie: „PLAN ŻYCIOWY, który sobie postawił wymagał rozwiązania problemów bytowych, zwłaszcza mieszkania. Zależało mu na dużym mieszkaniu”. ( a zwłaszcza na MOIM – z lepszym smakiem urządzonym mieszkaniu ). A Hitlerowi zależało na „dużym państwie”. Plan życiowy, który sobie postawił wymagał rozwiązania problemów bytowych, np. Żydów. Żydzi też „w czymś przeszkadzali Hitlerowi”. Tak, jak ja i moje mieszkanie R.
W rzeczywistości, zależało mu dodatkowo jeszcze na identycznym co do metrażu jego mieszkania drugim mieszkaniu na II piętrze, nadbudowie Andrzeja Kursy. Zawsze to lepiej jest mieć 2 kondygnacje, niż tylko 1. Tak samo, jak lepiej jest być Führerem całej Europy, niż tylko jednej III Rzeszy. A to, że trzeba spalić cały naród, albo kogoś zabić na zawał serca – to dla takich filozofów Hitlerów/Rojszczaków był to „tylko problem semantyczny – techniczny”. Deja vu. – R. założył sobie jako cel, posiadanie dużego mieszkania. Inny „no przecież znany człowiek” założył sobie za cel, poszerzenie „przestrzeni życiowej” swoich rodaków na wschód. Efekt wprowadzania w życie na siłę filozofii tego innego, też „no przecież znanego człowieka”, to była ostatnio 60 rocznica wyzwolenia obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu . Jak widać apetyt rośnie w miarę jedzenia. Na 2 osobowe młode małżeństwo, de facto nie pracujące, z 9 letnią córką za mało było R. 140 m2 = 5 pokoi, 2 kuchni i 2 łazienek w centrum Krakowa. „Potrzebowali” jeszcze moje mieszkanie. „No coś im się przecież należało”. Tej „znanej w Krakowie rodzinie”. ( por. F. Brentano ( str. 181 – 182 ) wyjaśnia, co to jest pojęcie „dobra“ )
– R. miał już cały parter. I nikt mu tego nie chciał zabrać. Więc o co był w takim wypadku ten chory konflikt ??? O moje mieszkanie !!!
Genezą każdej wojny jest to, że ktoś chce po trupach zabrać innemu jego dobro. Pomiędzy genezą II wojny światowej wywołanej przez Hitlera, a tym chorym konfliktem wywołanym przez R. jest tylko jedna różnica. W skali. Oraz w końcowych wyrokach – w Norymberskim i w Maczugowym.
W noworocznym wydaniu „Newsweeka” z ub. roku pt. „Sprawiedliwość” jest wiele bardzo mądrych i trafnych artykułów. Wybrane artykuły załączyłem do akt rok temu. Jeden z cytatów ( o ile dobrze pamiętam ): „Marzenia – uskrzydlają, a ich realizacja – zabija” miał cel w życiu - duże mieszkanie” ). I to nie było tylko marzenie filozofa, lecz realizowany po trupach cel.
Czy R. wypowiadał groźby? Tak! Że to moje nadbudowane mieszkanie nigdy nie zaistnieje w księgach wieczystych, a jeżeli mu się to uda, to mnie wykończy i przejmie to moje mieszkanie. ( Udało mu się mnie wykończyć. W 250 %). I R. ten perfidny plan realizował od lat z żelazną konsekwencją, razem ze swoją rodziną. Stąd zapewne Jadwiga R. i Sz., zaraz po tragedii doskonale wiedzieli, że byłem niepoczytalny ( k- 381 – 383 ). Jak finał dawnej wieśniackiej wojny o miedzę i gruszę, którą przenieśli z Rzepina do mojego normalnego domu w Krakowie ci sąsiedzi z piekła rodem.
-teza 19. Nie wolno sugerować się skutkami obrony ( jak to zdarza się w praktyce prokuratorskiej i sądowej – patrz moja sprawa ) nawet gdy są nimi śmierć lub ciężkie uszkodzenie ciała.
1999.10.19 wyrok s.apel. II AKa 151/99 Prok.i Pr. 2000/3/23 w Lublinie
Teza 23. Przekroczenie granic obrony ( u mnie ewentualnie – eksces intensywny) musi być ZAWINIONE, tzn. sprawca co najmniej musi mieć świadomość...
1974.04.30 wyrok SN VI KRN 26/74 OSNKW 1974/9/162 7 sędziów
1. Stopień społecznego niebezpieczeństwa przestępstwa popełnionego w razie przekroczenia granic obrony koniecznej jest znacznie mniejszy niż przestępstwa dokonanego nie w obronie koniecznej. Wynika to z tego, że ustawodawca liczy się ze szczególną sytuacją, w jakiej znalazł się przekraczający granice obrony koniecznej na skutek bezprawnego zamachu, bierze pod uwagę sytuację emocjonalną, w której zwykle znajduje się ten, kto działa w obronie koniecznej, i uwzględnia, że człowiekowi, który staje wobec bezpośredniego, bezprawnego zamachu, często trudno jest zachować taką rozwagę w działaniu, by broniąc się nie wyrządził niepotrzebnie napastnikom nadmiernej szkody.
2. Okoliczności, w których broni się napadnięty, w zasadzie mają wpływ w sensie korzystnym na ocenę stopnia winy sprawcy oraz stopnia społecznego niebezpieczeństwa czynu.
A nawet : 1933.06.27 wyrok SN 2K 422/33 OSN(K) 1933/10/184 ...słusznym również jest twierdzenie na tychże przesłankach oparte, że działanie w obronie koniecznej jest dopuszczalne przeciwko urojonej obronie koniecznej. Czyn dokonany pod wpływem urojonej obrony koniecznej przestaje być przestępstwem, nie dlatego, że odpada bezprawność, ale dlatego, że odpada wina, czyn był bowiem wytworem błędu co do okoliczności.
Teza 27: sąd odstępuje od wymierzenia kary, gdy przekroczenie granic obrony koniecznej było wynikiem strachu lub wzburzenia usprawiedliwionego okolicznościami. Czyli właśnie przypadek z art. 25 § 3 kk, to jest dokładnie moja sytuacja.
2000.12.01 wyrok sąd apel. I AKa 295/00 Wokanda 2002/3/41 w Katowicach
Skoro przekroczenie granic obrony koniecznej rodzące czyn karalny jest zachowaniem wyczerpującym dyspozycję przepisu art. 148 § 4 kk, a więc zabójstwem popełnionym pod wpływem silnego wzburzenia usprawiedliwionego okolicznościami, to tym samym ten stan przeżyć psychicznych sprawcy, czyli usprawiedliwione wzburzenie, musi rodzić na gruncie przepisu art. 25 § 3 kk decyzję o odstąpieniu od wymierzenia kary.
Proszę zwrócić uwagę „wzburzenia”, a nie „silnego wzburzenia”, jak tego wymaga np. art.148 § 4 kk. W kodeksie KAŻDE słowo jest ważne. Wystarczy po prostu „wzburzenie” do zaistnienia tego przypadku. Normalne wzburzenia, a nie aż afekt co najmniej fizjologiczny. Chyba jednak ustawodawca dokładnie rozumiał, jakie prawo ustanawia. A rzeczą sądu jest tylko to prawo realizować.
Po pierwsze – czy moje działanie było wynikiem strachu lub wzburzenia ?
Proszę odpowiedzieć na to pytanie zgodnie z literą art. 92 kpk – z uwagi na całokształt okoliczności.
2002.11.05 wyrok SN II KKN 50/01 LEX nr 75457
Ocena, czy oskarżony w chwili zdarzenia był w stanie strachu lub wzburzenia usprawiedliwionego okolicznościami, należy do sądu orzekającego, a nie biegłych i zależna jest od okoliczności zdarzenia. Sąd ma obowiązek wziąć pod uwagę wszystkie okoliczności zdarzenia, które strach ów mogą wywołać, przy czym konieczne jest tu posłużenie się wzorowym obywatelem i sprawdzenie jak reagowałby taki obywatel w sytuacji, w której znalazł się sprawca.
Strach o MOJE mieszkanie od kilku lat u mnie narastał przez perfidne i celowe działania Rojszczaków. Efektem było stałe moje działanie na zwiększanie bezpieczeństwa mieszkania. I tak w kolejności: najpierw wymieniłem drzwi na antywłamaniowe. Po tym założyłem alarm. Następnie wymieniłem alarm na nowoczesny + monitoring. Ubezpieczyłem całe mieszkanie w Warcie. W ostatnim czasie moje mieszkanie ochraniała firma ochroniarska „Sokół”, a kiedy zacząłem się już fizycznie bać Rojszczaka i ogólnie moje poczucie bezpieczeństwa zaczęło coraz bardziej zanikać, to w końcu wystąpiłem z zgodę na broń i ją legalnie otrzymałem i to przy bardzo zaostrzonej procedurze. Dla tej broni zakupiłem solidny, wbudowany w ścianę sejf. ( Rojszczaki trzymały swoją broń w krytycznym dniu bez jakiegokolwiek zabezpieczenia, przygotowaną w pokoju swojej 8 letniej córki oparte o ścianę ( po co? dziewczynka miała po szkole strzelać do lalek? ) por. k - 24 i k–48 ). Ja coraz bardziej się zaczynałem bać przy R. w domu ( o tym szerzej przy „zainteresowaniach zawodowych” R, wywoływaniu intencjonalnych aktów psychicznych, typu silne emocje, uczucia strachu, niepokoju etc. w „Naturze Emocji” Ekmana / Davidsona. Zeznania mojej żony ( k – 121 ): „Mąż zakupił broń w celach bezpieczeństwa”.
Grzegorz M. ( k-66 ): „Ja odniosłem wrażenie, że szwagier miał obsesję na punkcie bezpieczeństwa. W domu miał założony alarm, mieszkanie ochraniała Firma Ochroniarska Sokół, miał w domu sejf”. Aż tak duże było natężenie mojego strachu przed tragedią. Obsesyjne. Dzięki wieloletniemu atakowi R. na moją własność. Czy to jest dziwne, że ktoś chce dosłownie obsesyjnie zabezpieczyć swoje własne mieszkanie, przed chorą i wieloletnią pazernością sąsiada ? Czy można nazwać obronę Westerplatte, Warszawy, Anglii, Stalingradu „obsesyjną”? Może i tak. A może powinienem był oddać moje mieszkanie temu choremu filozofowi i opuścić swoją rodzinę, to mieszkanie, które było miejscem życia mojej rodziny z 2 malutkich dzieci ? Bo R. „się należało” ???
Tak samo opis mojej osoby przez świadków w dniu tragedii wskazuje ewidentnie na maksymalne symptomy zewnętrzne strachu: drgawki, krople potu, szeroko otwarte źrenice, bladość, to że podobno stale powtarzałem do mojej żony po powrocie z sądu, aby ona uciekała do matki (?) to, że zadziałał od razu na mnie zastrzyk relanium. Wszystko wskazuje na ciężki atak panicznego strachu.
Ja nie pamiętam przebiegu zdarzeń od momentu pobytu na sali sądowej, do okresu ok. 30 minut. Taka dziura w pamięci zdarzyła mi się pierwszy raz w życiu. ( Nawet nigdy nie byłem pijany w moim całym 45 letnim życiu ). Następne wydarzenia ( godziny i dni ) nie pamiętam zbyt dobrze tylko fragmentarycznie. Dlatego mogę się oprzeć przy próbie rekonstrukcji tragicznych wydarzeń jedynie na zeznaniach mojej żony oraz Agnieszki R. + na znajomości swoich reakcji i przyzwyczajeń.
Jest to bowiem kluczowa kwestia, dotycząca tego, czy okoliczności były usprawiedliwione ( jeżeli rozpatrujemy art. 25 § 3 k.k., a nie art. 25 § 1 k.k. ). Dlatego stosowanie art. 25 § 1 lub § 3 k.k. może dokonać samodzielnie sąd, oczywiście, gdy jest to grupa mądrych, niezawisłych i sprawiedliwych ekspertów.
Bo skoro ja sam ( jako głupi mgr inż., do tego odcięty od całego świata w więzieniu ) jestem w stanie zrozumieć z dołączonych do akt 12 najnowszych specjalistycznych książek wszystko, co się stało 27.9.2001, to tym bardziej 5 sędziów Sądu Apelacyjnego powinno 5, a nawet i 10 razy lepiej to zrozumieć od mnie. I żaden biegły nie zdejmie z Was, szanowni Sędziowie S.A. w Krakowie odpowiedzialności za rażąco niesprawiedliwy wyrok, za skazanie człowieka, który powinien być uniewinnionym! Kiedyś wszyscy staniemy przed innym SĄDEM. A tam już nikt Was się nie zapyta, co na temat Waszego wyroku napisano w „Super-Ekspresie”.
2003.12.16 wyrok s.apel. II AKa 333/03 KZS 2004/2/24 w Krakowie :
Nie powinno się w orzekaniu kierować społecznym poczuciem sprawiedliwości, odczuciem społecznym, czy innymi podobnie ogólnikowymi kategoriami. Są to przesłanki nieracjonalne, wywodzące się z emocjonalnych nastrojów części społeczeństwa, kreowanych rozmaitymi mechanizmami. Po pierwsze - gdyby wyroki sądów miały zależeć od tych nastrojów społeczeństwa, należałoby przede wszystkim każdorazowo badać te nastroje, to jest stosunek do badanego przestępstwa różnych grup zawodowych, terytorialnych, wiekowych itd. Po drugie - należałoby w tym uwzględniać zmienność owych nastrojów. Po trzecie - właśnie po to obdarzono sądy niezależnością, by wyrokowały niezawiśle od wszelkich wewnętrznych uwarunkowań, nie tylko niezależnie od władz państwowych, ale i od owego "społecznego odczucia". Inną rzeczą, słuszną, jest uwzględniać w wyrokowaniu skutki społeczne postępowania karnego, a inną, złą - bezkrytycznie podporządkowywać się (i los podsądnych) imaginowanym oczekiwaniom jakichś grup społecznych.
2002.07.03 wyrok sąd apel. II AKa 3/02 KZS 2002/7-8/39 w Krakowie
Nie jest trafne bezrefleksyjne odwoływanie się przy wyrokowaniu do "społecznego poczucia sprawiedliwości", które ostatnio rozpowszechniło się w orzecznictwie. Kryterium tego nie da się bliżej określić, a zwłaszcza mierzyć. Gdyby było używane jako odwołanie się sądu do poglądów większości mieszkańców kraju, do ich systemów wartości i reagowania na przestępstwa, trzeba by uwzględnić pluralizm tych opinii w różnych środowiskach, więc ich niejednolitość i zmienność, a nawet podatność na socjotechniczne manipulacje. Słuszne jest zachowanie przez sądy niezawisłości wobec takich nastrojów.
2003.05.07 wyrok sąd apel. II AKa 77/03 KZS 2003/6/28 w Krakowie : Sąd Apelacyjny wielokrotnie podkreślał w swych orzeczeniach, że napady na mieszkania są szczególnie szkodliwe społecznie, bowiem obok mienia i wolności ludzkiej atakują mir domowy, a dokładniej - poczucie bezpieczeństwa we własnym domu. Różne są okoliczności przestępstw z tym związanych: od zaplanowanych w szczegółach nocnych napadów z bronią w ręku, połączonych z torturowaniem mieszkańców, wymagające stosowania kar surowych aż po ich górne granice, do takich, w których pokrzywdzony omal prowokuje przestępstwo, utrzymując kontakty towarzyskie z osobami, o których wie, że są groźnymi przestępcami, a nawet wręcz przejawia chęć uczestniczenia w ich środowisku, bo to mu imponuje. Jeśli w następstwie takiego postępowania zostaje ograbiony, to ocena społecznej szkodliwości jego krzywdy jest odmienna niż poprzednio tu przytoczonych. Dla trwałości więzów społecznych znacznie groźniejsze jest zachowanie, w którym ofiarą staje się człowiek w żaden sposób nie dający pretekstu do popełnienia przestępstwa.
2001.05.10 wyrok sąd apel. II AKa 44/01 Prok.i Pr. 2002/3/19 w Katowicach Trudno zgodzić się ze skarżącym, że okolicznością obciążającą, świadczącą o wysokim stopniu demoralizacji oskarżonego, jest jego "postawa w toku całego postępowania" - przez co prokurator rozumie - nie przyznanie się oskarżonego do popełnienia zarzucanej mu zbrodni i w konsekwencji nie okazanie skruchy. Oskarżony ma prawo się bronić, nie przyznając się do winy i taka obrona nie może być uznana za okoliczność obciążającą, świadczącą o demoralizacji.
A tym bardziej, gdy to wszystko, co podaję – to jest PRAWDA !!!