Source: http://aleksandrajakubowska.blog.onet.pl/2014/12/
Timestamp: 2017-09-26 10:55:48+00:00
Document Index: 89208743

Matched Legal Cases: ['art. 19', 'art.19', 'arta 4871', 'arta 4916', 'arta 2441', 'arta 0006218', 'arta 8512', 'arty 8615', 'arta 9025', 'art. 60', 'art 4916', 'art 2583']

Grudzień, 2014 | .
Sprawa opolska – ostatnie wystapienie przed sądem 23.10.2014
Opublikowano 23 grudnia 2014 Autor: Aleksandra Jakubowska
Dziś zapadł niekorzystny dla mnie, choć nieprawomocny, wyrok w Sądzie Okręgowym w Opolu.
Dlatego też zdecydowałam się na opublikowanie mojego końcowego wystąpienia przed sądem w całości.
Całą konstrukcję aktu oskarżenia w części dotyczącej mojej osoby, ale także mającej wpływ na innych oskarżonych, oparto o następujące założenie:
a) Aleksandra Jakubowska miała – cytuję akt oskarżenia –„ w związku z wykonywaniem mandatu posła na Sejm RP i korzystaniem z faktycznego prawa do opiniowania kandydatów na obsadę stanowisk w urzędach państwowych, spółkach skarbu państwa oraz spółkach związanych ze skarbem państwa” wpływ na obsadę tych stanowisk
b) W związku z powyższym „ udzieliła pomocy Stanisławie Ch. w uzyskaniu przez nią stanowiska dyrektora oddziału PZU S.A. w Opolu
c) Aleksandra Jakubowska rekomendowała Henryka Sz. na stanowisko prezesa zarządu elektrowni Opole
Te trzy założenia pozwoliły oskarżeniu przedstawić obraz grupy przestępczej, którą zorganizowałam dzięki swojej politycznej pozycji jako posła na Sejm RP.
Zacznijmy zatem od twierdzenia oskarżenia, iż jako poseł na Sejm mogłam korzystać z – cytuję :„faktycznego prawa” do opiniowania kandydatów na stanowiska w urzędach państwowych, spółkach skarbu państwa oraz spółkach związanych ze skarbem państwa.
Cóż może oznaczać zwrot „faktyczne prawo”? Czy jest to prawo wynikające z obowiązujących aktów prawnych, czy też prawo zwyczajowe, czy może jeszcze jakieś reguły zapisane w innych dokumentach?
Prawa i obowiązki posła wynikają z dwóch aktów prawnych : Ustawy z dnia 9 maja 1996 roku o wykonywaniu mandatu posła i senatora oraz uchwały Sejmu z dnia 30 lipca 1992 roku – Regulamin Sejmu Rzeczypospolitej Polskiej.
W żadnym z tych dokumentów nie ma zapisu, który dawałby posłom i senatorom prawo opiniowania, rekomendowania bądź sprzeciwu odnośnie obsadzania przez upoważnione do tego organy państwa ( na mocy konstytucji) stanowisk w administracji i urzędach państwowych, spółkach skarbu państwa czy spółkach z udziałem skarbu państwa.
Jedynie dwa zapisy w ustawie o wykonywaniu mandatu posła i senatora odnoszą się do relacji poseł – organa administracji rządowej i samorządu terytorialnego, spółek z udziałem Skarbu Państwa oraz zakładów i przedsiębiorstw państwowych i samorządowych – czyli art. 19 i 20, które stanowią – cytuję:
1. W wykonywaniu mandatu poseł lub senator ma prawo, jeżeli nie narusza dóbr osobistych innych osób, do uzyskiwania informacji i materiałów, wstępu do pomieszczeń, w których znajdują się te informacje i materiały, oraz wglądu w działalność organów administracji rządowej i samorządu terytorialnego, a także spółek z udziałem Skarbu Państwa oraz zakładów i przedsiębiorstw państwowych i samorządowych, z zachowaniem przepisów o tajemnicy prawnie chronionej.
2. Zasady i tryb udostępniania posłom i senatorom informacji niejawnych określają przepisy o ochronie informacji niejawnych.
1. Poseł lub senator ma prawo podjąć – w wykonywaniu swoich obowiązków poselskich lub senatorskich – interwencję w organie administracji rządowej i samorządu terytorialnego, zakładzie lub przedsiębiorstwie państwowym oraz organizacji społecznej, a także w jednostkach gospodarki niepaństwowej dla załatwienia sprawy, którą wnosi we własnym imieniu albo w imieniu wyborcy lub wyborców, jak również zaznajamiać się z tokiem jej rozpatrywania.
Nigdy, podczas dwóch kadencji sprawowania mandatu poselskiego z praw przysługujących mi na mocy art.19 i 20 nie skorzystałam.
Również statut SLD, partii, której byłam wówczas członkiem, nie zawiera żadnych zapisów mówiących o praktykach rekomendacji przez partie osób na określone stanowiska w sferach życia publicznego, o których mowa. Owszem, w przypadku obsady stanowisk rządowych po wygranych wyborach czy nominacji na stanowiska wojewodów organy statutowe partii wyrażały swoja opinię, ale nie była ona obligatoryjna dla premiera. Ustalenia dotyczące obsady stanowisk w samorządach były czynione z udziałem władz statutowych partii, o ile partia wchodziła w koalicję rządząca na określonych szczeblach samorządu.
Od 1999 r. do jesieni 2001 roku byłam członkiem zarządu wojewódzkiego SLD w Opolu i nie przypominam sobie, aby w owym czasie czynione były jakieś ustalenia dotyczące obsady stanowisk na terenie Opolszczyzny.
. Po wygranych wyborach w 2001 r. i powierzeniu mi funkcji sekretarza stanu w Ministerstwie Kultury złożyłam rezygnację z udziału w zarządzie, uzasadniając ją brakiem czasu i przekonaniem, że o działalności organizacji partyjnej w województwie powinni przede wszystkim decydować jej członkowie, którzy na co dzień żyją i pracują na terenie województwa.
W tym okresie tylko raz, jako członek zarządu, uczestniczyłam w zdarzeniach związanych z rekomendowaniem na stanowisko wojewody opolskiego po wyborach w 2001 r. , o czym później, bowiem wiąże się to z aktem oskarżenia i nieprawdziwymi informacjami tam zawartymi, mającymi potwierdzić tezę o moim udziale w „załatwianiu” darowizny na rzecz stowarzyszenia pana posła Szteligi.
W okresie, kiedy byłam posłanką z opolskiego, przez 8 lat, dwukrotnie poproszono mnie o opinię na temat osób, aspirujących do objęcia stanowisk publicznych: raz zwrócił się do mnie o opinię nieformalnie prezes PZU, Zdzisław Montkiewicz, prosząc o udzielenie informacji na temat dwóch osób startujących w konkursie na stanowisko dyrektora oddziału PZU w Opolu – pani Stanisławy Ch.z i pana Zbigniewa Matrackiego – obu tym osobom udzieliłam pozytywnej rekomendacji. Drugim razem – minister sprawiedliwości , Grzegorz Kurczuk, poprosił mnie, również nieformalnie, o opinię na temat osoby, która miała być powołana na kierownicze stanowisko w instytucji wymiaru sprawiedliwości na terenie województwa opolskiego. Także w tym przypadku moja rekomendacja była pozytywna.
Wiem, że już po mojej rezygnacji z udziału w Zarządzie wojewódzka organizacja partyjna udzielała swoich rekomendacji z biuletynu, jaki wydano na III Zjazd Wojewódzki SLD, który się odbył 28 listopada 2004 r.
M.in. czytamy tam, że „ZW SLD zwrócił się z prośbą do marszałka województwa określenie obszarów polityki kadrowej i ukonkretyzowanie wszystkich stanowisk do zagospodarowania w maju 2003 r.
Myślę, że wiązało się to ze współrządzeniem i koalicją na poziomie sejmiku, choć ówczesnego układu sił politycznych w sejmiku nie pamiętam.
Z kolei na posiedzeniu zarządu 22.06. 2003 r. stanęła sprawa obsadzenia stanowiska Wiceprezesa Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska . Zarząd rekomendował na to stanowisko Norberta Lyska, z jakim efektem, nie wiem.
Z kolei na posiedzeniu 19.07. 2003 r. przewodniczący RW składał wyjaśnienia sprawy rekomendacji do Rady Nadzorczej Radia Opole – z tego zapisu wynika, ze taka rekomendacja miała miejsce.
W trakcie posiedzenia zarządu wojewódzkiego 20.09. 2003 r. został rozpatrzony następujący punkt :” Przekazanie kierownictwu partii uwag dotyczących polityki kadrowej i prośba o wyjaśnienie w przypadkach nie uwzględniania decyzji Zarządu Wojewódzkiego przy obsadzie stanowisk” enigmatyczny zapis nie wyjaśniający, o jakie stanowiska chodzi, ale raczej nie partyjne z wyboru.
Na tym posiedzeniu zarządu rozpatrywano jeszcze trzy sprawy personalne – wystosowania do ministra kultury zapytania o powody negatywnej decyzji wobec Dariusza Siedlaka – nie wiem, w jakiej kwestii oraz wystosowania do przewodniczącego Sejmiku prośby o wyjaśnienie dotyczące obsady stanowiska Dyrektor Biura Sejmiku. Także zespół do spraw przeglądu kadr został zobowiązany do zorganizowania spotkania z kandydatami na stanowisko wiceprezesa Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Stanowiska i wybory dwóch kandydatów do przedstawienia zarządowi województwa.
Zarząd Województwa 18.04.2004 udzielił rekomendacji na stanowisko Prezesa Zarządu Agencji Rozwoju Opolszczyzny Katarzynie Suszanowicz, a 05.2004 – rekomendacji na stanowisko wiceprezesa Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska Lechowi Żyłajtysowi.
Jak więc widać, władze wojewódzkie SLD czynnie uczestniczyły w kształtowaniu polityki kadrowej na terenie Opolszczyzny, choć w większości przypadków wynikało to pewnie z koalicyjnych ustaleń w sferze samorządowej i państwowej administracji wojewódzkiej.
Nie miałam i nie chciałam mieć z tymi działaniami nic wspólnego, a po rezygnacji z funkcji w zarządzie wojewódzkim jesienią 2001 r. nie miałam formalnego prawa zabierania głosu w tych sprawach.
Wysoki Sądzie – w związku z drugą tezą aktu oskarżenia, iż pomogłam Stanisławie Ch. uzyskać stanowisko dyrektora opolskiego oddziału PZU, kierując się nieczystymi intencjami i chęcią przestępczego korzystania z tego faktu, pragnę przywołać wyjaśnienia ówczesnego prezesa PZU, pana Zdzisława Montkiewicza z dnia 24.06. 2005 r. złożone w Prokuraturze Okręgowej w Opolu, przesłuchanego w charakterze świadka przez prokuratora Sławomira Wojciechowskiego ( karta 4871- 4874) :Zdzisław Montkiewicz wyjaśnił, że na przełomie lat 2002 i 2003 dyrektor okręgowy PZU w Opolu, pan Dworak, został przeniesiony służbowo na stanowisko w centrali PZU i – cytuję” „Zarząd w związku z tym podjął decyzję o przeprowadzeniu konkursu”. (…) zgłosiło się kilka osób. Najpoważniejszymi kandydatami byli naczelnik wydziału w oddziale okręgowym PZU ( chodzi prawdopodobnie o pana Zbigniewa Matrackiego – p. AJ.) w Opolu i Stanisława Ch. (…) W trakcie procedury poszukiwania kandydata na stanowisko pytałem o opinię kandydatury Stanisławy Ch. oraz naczelnika z Opola panią poseł Aleksandrę Jakubowską. Aleksandra Jakubowska wyraziła pozytywną opinię na temat tych dwóch kandydatur.”
Pragnę zwrócić uwagę Wysokiego Sądu na dwa stwierdzenia Zdzisława Montkiewicza: „pytałem o opinię Aleksandrę Jakubowską i: „Aleksandra Jakubowska wyraziła pozytywną opinię na temat tych dwóch kandydatur.
Wynika z nich jasno, iż inicjatywa rozmowy na temat kandydatur na stanowisko dyrektora oddziału PZU w Opolu wyszła od Zdzisława Montkiewicza, a moja opinia nie faworyzowała żadnego z dwójki kandydatów.
Potwierdzają to dalsze wyjaśnienia Zdzisława Montkiewicza – cytuję : „Przed rozmową z Aleksandrą Jakubowską na temat Stanisławy Ch. nie wiedziałem, że te dwie panie się znają, Chodziło mi o to, że jeżeli Aleksandra Jakubowska by nie znała Stanisławy Ch. , to by popytała swoich znajomych o tę kandydaturę”
I dalej: „W innych przypadkach również pytałem posłów danej ziemi o kandydatury na poszczególne stanowiska w PZU SA”.
I w reszcie : „Aleksandra Jakubowska nie wspierała kandydatury Stanisławy Ch. na stanowisko PZU SA, tylko pytałem ją o pinię w tej sprawie”.
Potwierdza to Stanisława Ch. w swoich wyjaśnieniach w prokuraturze, karta 4916-4921- cytuję: „Montkiewiczs przekazał mi, że Jakubowska się za mną nie wstawiała”.
Dodatkowym faktem, wspierającym moje twierdzenia o braku osobistego zaangażowania w popieranie kandydatury Stanisławy Ch. na stanowisko dyrektora oddziału PZU w Opolu, co miało by mi przynieść wymierne korzyści polegające na nielegalnym korzystaniu z prowizji otrzymanej przez Jargo z tytułu ubezpieczenia Elektrowni Opole świadczy fakt, że Stanisława Ch. pracę w opolskim oddziale PZU rozpoczęła – jak zeznała przed sądem 18 czerwca 2009 r. – już po wyborze przez EO kancelarii brokerskiej Jargo na ubezpieczyciela Elektrowni i stworzeniu nowego profilu asekuracyjnego.
W swoich wyjaśnieniach w śledztwie Jarosław N. tak przedstawia harmonogram prac nad ubezpieczeniem Elektrowni Opole: karta 2441-224, cytuję: „ maj- czerwiec 2002 r. – pierwsze spotkanie z Szenderą. Koniec września 2002 r. – list brokerski zostaje podpisany przez Szenderę i Winnickiego, listopad 2002 r. – umowa na I kwartał 2003 r., I wreszcie w i kwartale 2003 r. – przetarg.”
Zaś na kartach 2716-2722 Jarosław N. stwierdza, cytuję: „ Do Elektrowni Opole weszliśmy jako brokerzy bez żadnego politycznego wsparcia”. , natomiast na kartach 4052-4056 uzupełnia, iż „ w rozmowach z elektrownią nie brały udziału inne osoby”.
Swój brak zaangażowania w ubezpieczenie Elektrowni Opole przez kancelarie brokerską Jargo Stanisława Ch. wyjaśnia także w sądzie 2 czerwca 2009 r. , cytuje : „Nieprawda jest, jakobym przyjęła od współwłaściciela kancelarii brokerskiej Jargo za pośrednictwem Henryka Szendery obietnicę wręczenia komuś majątku znacznej wartości za ubezpieczenie Elektrowni Opole z obowiązującej prowizji brokerskiej, ponieważ to nie ja doprowadziłam brokera Jargo na elektrownię, nie znałam go i nigdy na ten temat nie rozmawiałam z Henrykiem Sz., ponieważ trwały rozmowy na 2003 r., a ja nie pracowałam do 8 kwietnia 2003 r. w PZU. Zastałam stan podpisanych umów przez stworzony pool reasekuracyjny – Wartę, Hestię, - i PZU. Stało się to bez mojego udziału – od 1 kwietnia 2003r., do 31 marca 2004 r. – tą datą podpisano pool. (…) Dopiero jak rozpoczęłam pracę w PZU 9 kwietnia 2003 r., zastałam umowy z 1 kwietnia 2003 r., powiedziano mi, że poprzedni pool został rozwiązany.”
W tych samych wyjaśnieniach Stanisława Ch. opisuje okoliczności ubiegania się przez nią o stanowisko dyrektora oddziału PZU w Opolu – cytuję : „Nigdy też i jest to nieprawdą, że pani Jakubowska opiniowała moją osobę na stanowisko dyrektora oddziału PZU w Opolu. Tę funkcje miał do wykonania zarząd PZU SA w warszawie, gdy odeszłam z Herosa i szukałam pracy, z złożyłam swoje CV w kilku firmach ubezpieczeniowych i innych miejscach. W połowie marca zostałam zaproszona na rozmowy kwalifikacyjne do zarządu i przeszłam rozmowy kwalifikacyjne i poddano mnie ocenie przydatności na stanowisko dyrektora. „
Na pytanie Wysokiego Sądu co oznacza „faktyczne prawo” do opiniowania jej kandydatury przez Jakubowską, Stanisława Ch. odpowiada : „ Pani Jakubowska nigdy nie mogła mieć faktycznego prawa do obsadzania mnie w urzędzie spółki państwa, bo zrobił to zarząd PZU. (…) Wiem, że nie miała żadnego faktycznego wpływu na wybór mnie jako dyrektora PZU w Opolu.”
2 czerwca 2009 r. na pytanie Sadu, czy Aleksandra Jakubowska miała faktyczny wpływ na nominację innych osób, Stanisława Ch. odpowiada: „Nic mi nie wiadomo, aby Aleksandra jakubowska miała faktyczne prawo do opiniowania kandydatów na stanowiska w urzędach państwowych, spółkach skarbu państwa i spółkach powiązanych ze skarbem państwa. Zaprzeczam, aby Aleksandra Jakubowska miała na to jakikolwiek wpływ polityczny. Innych kandydatów ( na stanowisko dyr. Oddziału PZU w Opolu – przypis AJ) nie znałam i nie wiem, czy miała jakikolwiek wpływ.
O procesie wyłaniania kandydatur na stanowisko w dyrektora oddziału PZU w Opolu mówi także Zdzisław Montkiewicz w swoich zeznaniach w prokuraturze, cytuję : „ Najpoważniejszymi kandydatami był jeden z naczelników wydziału w oddziale PZU w Opolu i Stanisława Ch. Nie pamiętam, ile osób spoza PZU zgłosiło się do tego konkursu. Nie brałem udziału bezpośredniego w konkursie, z wyjątkiem tego, że te dwie osoby rozmawiały ze mną na jakimś jego etapie. Konkurs przeprowadzany był przez biuro kadr PZU. (…) Nikt w szczególny sposób nie wspierał kandydatury Stanisławy Ch.”
Nie mogło zatem mieć miejsca poczucie wdzięczności czy też potrzeba rewanżu za pomoc w uzyskaniu tego stanowiska, skoro Stanisława Ch. takiej pomocy nie widzi, a nawet nie jest świadoma, iż prezes Montkiewicz zasięgał opinii na jej temat u Aleksandry Jakubowskiej.
Na karcie 9003 Stanisława Ch. zdecydowanie stwierdza: „ Jednoznacznie podtrzymuję to, że nie mam nic do zawdzięczania Jakubowskiej” i „nigdy nie przekazywałam Jakubowskiej jakichkolwiek pieniędzy pochodzących od firmy Jargo.
I wreszcie trzecie ogniwo w owej koncepcji zmontowania przeze mnie grupy przestępczej, czyli nominacja Henryka Sz. na stanowisko prezesa Elektrowni Opole.
Henryka Sz. poznałam już po fakcie mianowania go na stanowisko prezesa Zarządu Elektrowni Opole. Przedstawił mi go w Sejmie poseł Jerzy Szteliga. Nasza znajomość nie wykroczyła poza oficjalny charakter, pamiętam iż przy pierwszym spotkaniu nawiązałam do sytuacji, w której jego kandydatura na stanowisko wojewody czy też wicewojewody przepadła w głosowaniu zarządu SLD, prosząc by nie traktował tego w kategoriach osobistych, ponieważ nie chodziło w tym konflikcie o personalia, ale o zasady. Pan Sz. stwierdził, że nie ma sprawy i potem kilkakrotnie widywałam go w sejmie, czasami razem z posłem Szteliga spożywaliśmy posiłek w sejmowej restauracji, jednak nigdy nasze relacje nie nabrały charakteru prywatnego. Zresztą Henryk Sz. w swoim wystąpieniu przed Wysokim Sądem w dniu 11 marca 2010 r. stwierdza – cytuję: (…) z Jakubowską byłem skonfliktowany, podłożyła mi nogę, bym nie został wojewodą”, nawiązując do czasów, kiedy pierwszy raz usłyszałam jego nazwisko w trakcie konfliktu związanego z rekomendacją wojewódzkiej organizacji partyjnej na stanowisko wojewody opolskiego, o czym później, ponieważ prokuratura przytacza w uzasadnieniu aktu oskarżenia to zdarzenie, fałszywie je przedstawiając.
O okolicznościach wyboru i mianowania Henryka Sz. zeznaje w swoich wyjaśnieniach z dnia 20.12.2005, złożonych w prokuraturze ( karta 0006218 –6222) Wiesław Kaczmarek, ówczesny minister skarbu – cytuję: „ Jeżeli chodzi o powołanie Henryka Sz., to z tego, co pamiętam, zarekomendował mi go poseł Szteliga z Opolszczyzny. Nie prowadziłem na temat Sz. rozmów z Aleksandrą Jakubowską, bo w mojej ocenie nie ma ona odpowiedniej wiedzy do tego, by dokonywać z nią takiej konsultacji. (…) konsultacja ze Szteligą była podstawą wskazania Sz”.
Okoliczności powołania Henryka Sz., przytoczone przez Wiesława Kaczmarka potwierdza w swych zeznaniach Tomasz Garbowski, ówczesny asystent posła Szteligi, karta 8512, cytuję ; „ Jerzy Szteliga nie ukrywał, że dzięki jego rekomendacji u ministra Kaczmarka Henryk Sz. otrzymał fotel prezesa Elektrowni Opole. On mówił o tym publicznie na spotkaniach partyjnych. Mówił, że miał kilka chwil do zastanowienia, że z rana otrzymał telefon od Kaczmarka, że nie był ogolony, wychodził spod prysznica i miał kilka chwil na podjęcie decyzji. Chwalił Sz., że to jest sławny menedżer.
Jak wynika z powyższego, postawienie w akcie oskarżenia tezy, iż miałam polityczny wpływ na Stanisławę Ch. i Henryka Sz. w związku z udzieleniem im pomocy w uzyskaniu stanowisk dyrektora oddziału PZU SA w Opolu i prezesa Elektrowni Opole i wykorzystałam go w celu uzyskania obietnicy wręczenia korzyści majątkowych znacznej wartości z tytułu pośrednictwa firmy brokerskiej Jargo przy ubezpieczeniu Elektrowni Opole nie dość, iż nie zostało przez oskarżenie poparte żadnymi dowodami, to w świetle przedstawionych przeze mnie faktów i zeznań świadków jest całkowicie nieprawdziwe.
Chciałam w tym miejscu podkreślić, iż państwa N., od których miałam przyjąć obietnicę wręczenia korzyści majątkowej spotkałam raz w życiu, podczas festynu PZU w Muzeum Wsi Opolskiej, w gronie kilkunastu osób, kiedy zostali mi przedstawieni przez panią Ch.z jako nowi współpracownicy. Na festynie tym pojawiłam się, żeby podziękować pracownikom opolskiego oddziału PZU, którzy dokonali zbiórki na rzecz dzieci w miejscowości Grudynia, które po przejęciu gospodarstwa rolnego, w którym pracowali ich rodzice, nie miały środków na spędzenie wakacji i zakup potrzebnych w nowym roku szkolnym podręczników i pomocy szkolnych. . Nie pośredniczyłam w przekazywaniu zebranej kwoty – o ile dobrze pamiętam, pani Ch.z przekazała ją na ręce dyrektora szkoły w Grudyni, było to chyba ponad 5 tys. zł. Sprawa dzieci z Grudyni zainteresowałam się na prośbę dr Jerzego Zygmunta, lekarza, który za udział w akcji ratunkowej w czasie powodzi w 1997 roku został odznaczony przez prezydenta RP medalem za odwagę. Drugi raz państwa N. spotkałam w sądzie na rozpoczęciu tego procesu.
Potwierdzeniem tego są wyjaśnienia Małgorzaty i Jarosława N.:
2 kwietnia 2009 r. w trakcie wyjasnień przed Wysokim Sądem Małgrzata G-N. Mówi – cytuję: „ O podziale prowizji dowiedziałam się w momencie, kiedy Jarosław N. pokazał mi wzór umowy. (…). W tym czasie nie znałam ani pani Jakubowskiej, ani pana Jakubowskiego. „ (…) Nie stykałam się z nikim z oskarżonych ani w Podkowie Leśnej, ani w Raszynie.
A Jarosław N.l w dniu 4 czerwca 2009 r. złożył przed Wysokim Sądem następujące oświadczenie: „ Odnośnie Aleksandry Jakubowskiej złożę oświadczenie : Oświadczam, że nie znałem pani Aleksandry Jakubowskiej i nie mogę powiedzieć, że znałem ją osobiście. Do dnia dzisiejszego, procesu, spotkałem Aleksandrę Jakubowską dwukrotnie, do czasu procesu wyłącznie w okolicznościach oficjalnych, bez kontaktów osobistych. Nie przyznaję, że Aleksandra Jakubowska była dla mnie stroną.”
I dalej – na pytanie Wysokiego Sądu, czy kiedykolwiek w rozmowach związanych z Elektrownią Opole ktoś mówił o Aleksandrze Jakubowskiej, Jarosław N.odpowiedział – cytuję: „Nigdy nie pojawiło się nazwisko Aleksandry Jakubowskiej w związku z ubezpieczeniem Elektrowni Opole.
Nie miałam także żadnych kontaktów i nigdy wcześniej, przed rozpoczęciem procesu, nie spotkałam poprzedniego pośrednika w ubezpieczeniu Elektrowni Opole, pana Antoniego D. oraz jego żony Anny.
W swych wyjaśnieniach przed Wysokim Sądem 27 stycznia 2010 r. Antoni D.stwierdza – cytuję: „ Nie przyznaję się, że działałem wspólnie ze Stanisławą Ch. oraz z posłami na Sejm Aleksandrą Jakubowską oraz Jerzym Szteligą. Moje osobiste kontakty w temacie Elektrowni Opole związane były wyłącznie z członkami Zarządu, a nie ludźmi z zewnątrz. Nie znam ani Aleksandry Jakubowskiej, ani Jerzego Szteligi, praktycznie o tych osobach określone treści przeczytałem w akcie oskarżenia.” – koniec cytatu.
A na kartach 8646-8647 Antoni D. stwierdza – cytuję : „Kilka razy byłem świadkiem rozmów telefonicznych Ch. z osobą o imieniu Ola (…) Rozmowy nie miały związku z ubezpieczeniami. (…) Nie znam Jakubowskiej ani Szteligi.”
Anna Dulian natomiast na stwierdza – karty 8615-8619, cytuję : „ Ch. nigdy nie mówiła o powiązaniach z Jakubowską”.
W związku z osobą pana D. prokuratura w akcie oskarżenia zarzuca mi, iż w okresie od stycznia 2002 r. do dnia 24 lipca 2002 r. zażądałam od niego i przyjęłam korzyść majątkową w kwocie 90 tys. złotych poprzez przelew tej kwoty na konto Opolskiego Stowarzyszenia na Rzecz Rozwoju Myśli Lewicowej i Samorządności Lokalnej.
Na poparcie tego oskarżenia prokuratura nie przedstawiła żadnych dowodów, pisząc jedynie w uzasadnieniu do aktu oskarżenia, iż celem takiego mojego działania, czyli załatwienia korzyści majątkowych na rzecz Stowarzyszenia było – cytuję „pozyskanie przychylności Jerzego Szteligi, osoby mającej duże znaczenie na opolskiej scenie politycznej, z którym w tym czasie była skonfliktowana na tle powołania na stanowisko wojewody opolskiego Leszka Pogana, nie zaś popieranej przez Jerzego Szteligi Elżbiety Rutkowskiej”.
Ten odczytany przeze mnie przed chwilą cytat jest ewidentną próbą manipulowania faktami pod z góry założoną tezę, gdy tymczasem fakty wyglądały następująco:
Zanim je jednak przedstawię, Wysoki Sąd pozwoli na krótki opis opolskiej sceny politycznej w owym czasie, z małymi retrospekcjami.
Otóż w 1997 r. na skutek ustaleń przedstawicieli krajowego komitetu wyborczego SLD, w związku z przygotowaniem list wyborczych do Sejmu, zostałam przez Jerzego Szteligę, po akceptacji władz wojewódzkich partii, umieszczona na liście kandydatów do Sejmu jako osoba bezpartyjna na ostatnim, dwunastym miejscu listy sygnowanej przez SLD.
Z miejsca pierwszego startował Jerzy Szteliga, drugiego – Jerzy Pilarczyk, a trzeciego – Dorota Dancewicz. Cała trójka była posłami na Sejm II kadencji, osobami mieszkającymi na Opolszczyźnie i powszechnie znanymi. W wyniku wyborów znalazłam się na drugim miejscu i wraz z Jerzym Szteligą i Jerzym Pilarczykiem zostaliśmy posłami na Sejm III kadencji. Jerzy Szteliga zdobył 19 384 głosy, ja – 15 861, a Jerzy Pilarczyk – nieco ponad 7 tysięcy.
W wyborach w 2001 r. startowałam z drugiego miejsca. Byłam wówczas zastępcą sekretarza generalnego SLD i w związku z tym miała miejsce pewna sytuacja, o której chcę powiedzieć. Zostałam poinformowana przez ówczesnego sekretarza generalnego SLD, że przyjęto zasadę, iż członkowie władz centralnych startują z tzw. Jedynek. Odmówiłam, powołując się na lojalność w stosunku do szefa SLD na Opolszczyźnie, Jerzego Szteligi, dzięki któremu znalazłam się w gronie kandydatów do sejmu w 1997 roku, a następnie zostałam posłanką. Komitet wyborczy, będąc przekonany, iż jednak startuję z pierwszego miejsca, wydrukował już moje plakaty wyborcze z tą „jedynką”. Kiedy to zobaczyłam, zaprotestowałam i zaistniała konieczność ponownego wydrukowania plakatów, tym razem z „dwójką”, czyli numerem miejsca na liście za Jerzym Szteligą.
Moja ciężka praca przez cztery lata na terenie Opolszczyzny w latach 1997 – 2001, a także uwieńczona sukcesem obrona województwa opolskiego przed likwidacją w ramach reformy samorządowej AWS-u przyniosła rezultaty – startując z drugiego miejsca listy wygrałam wybory, zdobywając nie tylko największą liczbę głosów na liście SLD, ale także największą liczbę głosów wśród wszystkich kandydatów komitetów biorących udział w wyborach na terenie Opolszczyzny.
Uzyskałam ich 36 496, Jerzy Szteliga 25 813, a Józef Pilarczyk – 7 083. Do Sejmu z listy SLD weszli jeszcze Andrzej Namysło i Kazimierz Pietrzyk, a w Senacie dwa miejsca przypadły Apolonii Klepacz i Stanisławowi Niciei.
Tak więc i z punktu widzenia partyjnego – zastępca sekretarza generalnego całego ugrupowania, i z punktu widzenia pozycji na Opolszczyźnie, którą potwierdziły wybory w 2001 r. nie musiałam zabiegać o przychylność Jerzego Szteligi. Zresztą w swoich wyjaśnieniach składanych przed wysokim sądem Jerzy Szteliga powiedział 7 stycznia 2010 r. - cytuję : „Moje stwierdzenie, że przelew od Antoniego D. traktowałem jako udobruchanie mnie w kontekście konfliktu politycznego zostało mi zasugerowane przez prokuratora”.
Moją pozycję w partii potwierdziły wybory na II Zjeździe SLD, w czerwcu 2003 r. gdzie zostałam wybrana na stanowisko jednego z pięciu wiceprzewodniczących partii , wygrywając z Ryszardem Kaliszem, gdy tymczasem wcześniej, w marcu tego roku Jerzy Szteliga po 13 latach kierowania strukturami SLD w województwie opolskim przegrał wybory na stanowisko szefa regionu z Andrzejem Namysło.
Moją pozycję na Opolszczyźnie budowałam obok, a nie przeciwko Jerzemu Sztelidze. Uznawałam jego przywództwo w regionie i w 199r, kiedy wstąpiłam do SLD, wybrałam gminną organizację partyjną w najbiedniejszej gminie Opolszczyzny, Domaszowicach, nie chcąc rywalizować z Jerzym Szteligą w Opolu.
chciałabym jeszcze w tym miejscu wyjaśnić, jak fałszywie przedstawiono w uzasadnieniu do aktu oskarżenia sprawę konfliktu w SLD w związku z kandydatami na stanowisko wojewody opolskiego po wygranych przez SLD w 2001 r. wyborach. Cytowałam już fragment, w którym prokuratura sprowadziła tę sprawę do personalnego konfliktu pomiędzy mną, popierającą rzekomo Leszka Pogana, a Szteligą, który rekomendował na to stanowisko Elżbietę Rutkowską.
Otóż cała sprawa rozpoczęła się od cytowanej przez jeden z opolskich tytułów prasowych wypowiedzi Jerzego Szteligi, który stwierdził, iż wojewoda opolskim powinna zostać Elżbieta Rutkowska, a wicewojewodą – Henryk Szendera. Ta opinia nie była konsultowana z pozostałymi parlamentarzystami ani z władzami wojewódzkiej struktury SLD. W jej wyniku senatorowie Klepacz i Nicieja oraz posłowie Namysło, Pilarczyk, Pietrzyk i Jakubowska skierowali do przewodniczącego Rady Wojedwódzkiej SLD pismo, w którym zwracano uwagę Jerzemu Sztelidze, iż podał do publicznej wiadomości nazwiska, które nie uzyskały dotychczas rekomendacji uprawnionych do tego gremiów SLD. Sygnatariusze tego listu proponują zwołanie Zarządu Wojewódzkiego SLD w tej sprawie, a także wzięcie pod uwagę większej liczby kandydatów, proponując następujące kandydatury : Norberta Lyska, Ewy Olszewskiej, Elżbiety Rutkowskiej i Adama Walawendera. Efektem tego listu było zwołanie na dzień następny posiedzenia Zarządu, który wyłonił zgłoszone wcześniej przez parlamentarzystów kandydatury oraz zgłoszoną na posiedzeniu przez Jerzego Szteligę dodatkową kandydaturę Henryka Szendery. W wyniku tajnego głosowania ( Norbert Lysek złożył przed głosowaniem rezygnacje z kandydowania) kandydaci uzyskali następującą liczbę głosów :
Ewa Olszewska – 5
Elżbieta Rutkowska – 7
Henryk Szendera – 4
Adam Walawander – 4
Rekomendację uzyskały zatem Elżbieta Rutkowska i Ewa Olszewska.
Jak zatem wynika z powyższego, nazwisko Leszka Pogana nawet nie pojawiło się wśród kandydatów.
Sekretarz generalny SLD i minister spraw wewnętrznych i administracji w nowym rządzie nie uwzględnił tej rekomendacji i na stanowisko wojewody powołał Leszka Pogana, nie zasięgając w tym względzie ani mojej, ani Jerzego Szteligi opinii, nie mówiąc już o wojewódzkich władzach statutowych SLD.
Wyraźnie zatem widać, jak w oderwaniu od faktów potwierdzonych dokumentami i enuncjacjami prasowymi stworzono fałszywą konstrukcję, która miałaby potwierdzić forsowaną przez oskarżenie tezę o moim osobistym konflikcie z Jerzym Szteligą i potrzebie „odkupienia win” poprzez pozyskanie darowizny na rzecz stowarzyszenia Jerzego Szteligi.
Tomasz Garbowski, wówczas asystent Jerzego Szteligi i członek zarządu „Stowarzyszenia Dla Przyszłości” w swoich wyjaśnieniach złożonych 28 sierpnia 2006 r. w prokuraturze Okręgowej w Opolu stwierdza, cytuję : „Odnośnie konfliktu pomiędzy Aleksandrą Jakubowską a Jerzym Szteligą w 2002 r. to jego osią było obsadzenie stanowisk wojewody i wicewojewody opolskiego. Jerzy Szteliga lansował duet Rutkowska – Szendera, a Aleksandra Jakubowska Pogan – Olszewska ( w świetle dokumentów informacje Tomasza Grabowskiego o lansowaniu przeze mnie Pogana i Olszewskiej nie znajdują potwierdzenia – p. AJ). Ten konflikt był krótkotrwały i chodziło w nim o stwierdzenie, kto będzie miał wpływ na obsadzenie stanowiska wojewody. Po obsadzeniu stanowiska przez Pogana konflikt ucichł i wróciło do dawnej przyjaźni pomiędzy Aleksandrą Jakubowską i Jerzym Szteligą. Można powiedzieć, że po obsadzeniu tego stanowiska spór się zakończył i relacje pomiędzy Aleksandrą Jakubowską a Jerzym Szteligą były dobre. W Sejmie 2002 r. i następnych komentowano współpracę Jakubowskiej i Szteligi jako bardzo dobrą. Nigdy nie słyszałem żadnego złego słowa z ust Jerzego Szteligi o Aleksandrze Jakubowskiej”.
Tę opinię potwierdza Wiesław Kaczmarek w swych wyjaśnieniach w Prokuraturze Okręgowej 20 grudnia 2005 r. następującymi słowy , cytuję: „ Z mojej wiedzy wynika, że Jakubowska i Szteliga wiele stanowisk z sobą uzgadniali, oni byli ze sobą bardzo dobrze skomunikowani. Odnoszę wrażenie, że nie było tak dobrze współpracujących posłów w Sejmie w zakresie problematyki regionalnej”.
Stanisława Ch. w następujący sposób opisuje przed Wysokim Sądem w dniu 18 czerwca 2009 r. okoliczności związane z darowizną Antoniego D. na rzecz stowarzyszenia Jerzego Szteligi- cytuję: „Pan Jerzy Szteliga w swoim biurze podczas jednego ze spotkań przekazał mi karteczkę z podanym numerem konta, na które zbierał pieniądze. Zapytał, czy znam może ludzi, którzy mogliby wesprzeć założone stowarzyszenie. Była to prośba pana Szteligi do mnie, ponieważ znałam wiele osób i mogłam porozmawiać z nimi na ten temat. Dopiero po moim zatrzymaniu dowiedziałam się, że to kwota 90 tys. zł. (…) Przyznaję, ze po tej prośbie pana Szteligi rozmawiałam z panem D., ale było to jedynie przekazanie karteczki i nr konta i prośba, że gdyby był zainteresowany ,proszę o skontaktowanie się z p. Szteligą. Przekazując karteczkę p. Szteligi zapytałam Antoniego D., czy mógłby wesprzeć stowarzyszenie. D. powiedział, że się zastanowi. Z tymi karteczkami zwróciłam się do kilku osób. „
Zaś 1 czerwca 2009 r. wyjaśnia przed sądem, cytuję: To spotkanie z Jerzym Szteligą było w styczniu 2002 roku, kiedy wszystkie umowy ubezpieczenia były podpisane na Elektrowni Opole, pan D. nie potrzebował wsparcia osób trzecich, a porozumienie koasekuracyjne zostało podpisane w grudniu 2000 roku.”
I dalej, w trakcie tych samych wyjaśnień , cytuję : „ Jeszcze raz podkreślam, że nigdy nie było żadnego układu korupcyjnego pomiędzy Szenderą, Winnickim, Szteligą, Dulianem i Jakubowską. I nigdy nie dzieliłam się żadną prowizja majątkowa i nigdy nie przyjęłam żadnej korzyści majątkowej poporzez przelew na stowarzyszenie. Nie wiem, co działo się z tymi środkami, nigdy nie widziałam tego konta, nie korzystałam z tych pieniędzy.
nie byłam członkiem stowarzyszenia Jerzego Szteligi, nie uczestniczyłam w jego spotkaniach i nie korzystałam z jego funduszy w celu sfinansowania jakichkolwiek moich działań na terenie Opolszczyzny czy też poza nią. Nie wiedziałam, jaki jest jego statut, kto wchodzi w skład jego zarządu i jakie cele sobie stawia. Nigdy nie byłam proszona przez Jerzego Szteligę o wspieranie stowarzyszenia finansowo osobiście czy też poprzez lobbowanie na jego rzecz u innych osób. Właściwie jedyną rzeczą, jaką wiedziałam o stowarzyszeniu było to, że istnieje.
Jeżeli prowadziłam jakiekolwiek rozmowy z Jerzym Szteligą, w których pojawiał się temat stowarzyszenia, to przy okazji naszych prawie codziennych spotkań w sejmie w trakcie posiedzeń na Sali plenarnej i w restauracji, gdzie często jadaliśmy razem obiad. Moje zainteresowanie stowarzyszeniem miało jedynie charakter grzecznościowy i jeśli pytałam się o jego działalność, to wynikało wyłącznie z kontekstu rozmowy i wypowiedzi posła Szteligi. Nie wykluczam zatem, iż sprawa darowizny na rzecz stowarzyszenia mogła być elementem jednej z naszych rozmów, ponieważ poruszaliśmy w nich wszystkie sprawy związane z Opolszczyzną i naszą tam działalnością.
W punkcie 64 aktu oskarżenia zarzuca mi się przyjęcie od Stanisławy Ch. korzyści majątkowej w łącznej kwocie 8300 zł, w tym przyjęcie 4000 zł dla siebie, 400 dla stowarzyszenia Jerzego Szteligi, 1950 na rzecz funduszu wyborczego SLD, a 1950 zł na rzecz Krzysztofa Mikołajczyka.
Nigdy nie otrzymałam korzyści od Stanisławy Ch. ani w kwocie 8300 zł, ani innej. Stanisława Chudzikiewicz potwierdziła przed sadem, iż nigdy nie wręczała mi takich kwot ani nie otrzymywała ode mnie dyspozycji zasilenia wskazanych przeze mnie instytucji czy osób.
Krzysztof Mikołajczyk w swoich zeznaniach w Prokuraturze Okręgowej w Opolu w dniu 6 listopada 2006 r., karta 9025 na pytanie prokuratora – cytuję: „Czy świadek otrzymał przekazem pocztowym z dnia 12.09. 2001 r. kwotę 1950 zł od Stanisławy Ch., jeżeli tak, to z jakiego tytułu, odpowiedział: „Przypominam sobie taką sytuację, Stasia zaprosiła na kolację jakąś grupę osób i nie mogła być w Starce w Opolu, ona mi później te pieniądze odesłała, była to absolutnie prywatna spraw. Ja zapłaciłam za kolację kartą i stąd powstało zobowiązanie.”
Rozumiem, że okoliczności przedstawione przez pana Mikołajczyka zostały przez prokuraturę sprawdzone i są zgodne z jego wyjaśnieniami, skoro nie postawiono mu zarzutu składania fałszywych zeznań.
Nic nie jest mi wiadome o kwotach przekazanych wg prokuratury na rzecz stowarzyszenia Jerzego Szteligi i funduszu wyborczego SLD.
Akt oskarżenia Prokuratury Okręgowej w tej sprawie oparty jest na pomówieniach, , plotkach, zasłyszanych opowieściach, które niektórzy z oskarżonych przedstawiali w swoich wyjaśnieniach w trakcie pobytu w areszcie śledczym, powodowani różnymi motywami, o których chcę w tym momencie przypomnieć, a które przed sądem w przytłaczającej większości zostały odwołane.
Stanisława Ch. 4 grudnia 2009 roku, prawie dokładnie 5 lat po zatrzymaniu, wyjaśniała przed Wysokim Sądem – cytuję: „ 6 grudnia zostałam okrzyknięta przez media , prokuratur, CBŚ jako winna. Dopiero dzisiaj mam możliwość i szansę, , aby moje wyjaśnienia ujrzały światło dzienne i były zgodne z prawdą.
To był czas ogromnych nacisków, zastraszania mnie jako kobiety i matki, stosując areszt tymczasowy zabrano mi wszystkie prawa i przywileje.
Leczę się od 25 lat na kręgosłup i stawy, pobyt 3-miesieczny w areszcie, brak opieki medycznej w tym czasie spowodował u mnie krwotoki, nie chciano mi udzielić tej pomocy, kiedy zapisywałam się do lekarza w kolejce, to w tym czasie przyjeżdżało CBŚ i zabierało na przesłuchania.
Dla mnie, jako kobiety, było to poniżające, ponieważ nie miałam podpasek, żadnych higienicznych środków, żeby zatamować krwotok. Po wyjściu znalazłam się na stole operacyjnym z podejrzeniem nowotworu. Jestem do dzisiaj w trakcie leczenia.
Zastraszano mnie jako matkę, że posadzą mi dzieci i męża, co zresztą stało się, że przewieziono z Warszawy moja córkę i zatrzymano na 24 godziny.
Wszystkie składane przeze mnie w tym czasie wyjaśnienia były skierowane na cele CBŚ i prokuratury. (…)
Ciężko mi żyć, ponieważ siedziałam w celi z kobietami, które popełniły największe przestępstwa, jakie im udowodniono. Jedna zamordowała 7-letnia córkę, druga ciosem w serce konkubina, a trzecia brała udział w morderstwie 2 sióstr. Przez 6 miesięcy słyszałam, czym się morduje i w jaki sposób. (…)
8 stopni w celi, wypadające okno ze śniegiem, zamarzała mi bielizna, pisałam pisma do wychowawcy, adwokat prosił w prokuraturze, odpowiedziano mi, że to nie hotel.
9 września 2009 roku Stanisława Ch. wyjaśnia przed Wysokiem Sadek – cytuję: „ Chciałabym jeszcze podkreślić, że z ust prokuratorów oraz pracowników CBŚ bardzo często padały sformułowania, że jak obszernie i chętnie będę składała obszerne wyjaśnienia, a będą mi zadawali pytania z życia ludzi z pierwszych stron gazet, łącznie z prezydentem Kwaśniewskim i jego żoną, zaproponują mi art. 60 oraz umorzenie sprawy wobec moich córek. Żyłam w ciągłym stresie, nie miałam godnych warunków do przebywania w areszcie, zastraszano mnie, zatrzymano moje dzieci, przewieziono je w nocy do aresztu, żeby mnie zastraszyć, żebym mówiła to, co chcą usłyszeć. W ciągu dnia byłam poddawana kilku kontrolom osobistym. Strażniczki cięły moja podpaskę, żebym nie mogła przemycić grepsu. Nie chciano mi udzielić przez okres czterech miesięcy żadnej pomocy medycznej. Nie chciano mi zmienić celi, wyjaśniano mi, że stanie się to kiedy będę jeszcze więcej przekazywała informacji na temat ludzi z rządu. Szczególnie interesowała ich Jakubowska, Miller, Kwaśniewski, Belka, Szendera. Dlatego w tamtym czasie składałam takie wyjaśnienia, by opuścić areszt.”
Na pytanie, dlaczego przed sądem prostuje protokół że śledztwa, w którym obciążała innych oskarżonych, Stanisława Ch. wyjaśnia: „Byłam zastraszana przez prokuraturę, że zatrzymają mi cała rodzinę, córkę i męża.”
A w odniesieniu do odczytanych kart 4916 – 4921 tak wyjaśnia zawarte na nich treści i powód składania takich właśnie wyjaśnień: „Powód był jeden – obiecano mi, że jeżeli będę obszernie odpowiadała na temat Jakubowskich i innych osób, nawet jeżeli były to informacje z plotek, zasłyszanych przeze mnie (…) że jeżeli wskażę im jak najwięcej informacji o osobach z SLD, z pierwszych stron gazet, to wtedy będę miała możliwość skorzystania z prawa łaski przez prokuraturę dla moich córek Marty i Natalii. (…) Udzielałam często odpowiedzi zasłyszanych, przekazywanych mi w formie plotek. Zrobiłam to tylko po to, bo obiecano mi korzystne rozwiązania dla mnie i dla moich córek.”
I dalej : „Nie pamiętam treści zadawanych mi pytań, ale moje odpowiedzi były na pytania, wiele pytań z życia politycznego i towarzyskiego. (…) Jeżeli będę mówiła jak najwięcej i nawet nie na temat, zostanę wypuszczona z aresztu” – takie informacje po rozmowach z Ch. przekazywał jej ówczesny obrońca.
„ Podczas przesłuchań pytano mnie o szczegóły z zycia ludzi z pierwszych stron gazet, a przede wszystkim członków SLD na Opolszczyźnie. To mój obrońca mówił, żebym mówiła jak najwięcej, przekazując informacje zasłyszane, a nawet plotki. Mecenas (…) dał mi zalecenie, abym współpracowała, obiecując, że zostanę zwolniona po przesłuchaniu.
W odpowiedzi na odczytanie kart 2583-2586 Stanisława Ch. cytuje słowa prokuratora Ostrowskiego, wypowiedziane pod jej adresem podczas składania tych wjaśnień na w/w kartach : „Zniszczę panią i pani córki, jeśli nie będzie pani składała wyjaśnień”.
Stanisława Ch. stwierdza przed Wysokim Sądek, cytuje : W trakcie wszystkich moich przesłuchań zastraszano mnie w różny sposób, a przede wszystkim strasząc że zamkną moje córki i męża, że nie dostanę żadnej tabletki przeciwbólowej ani pomocy.”
Jarosław N.l 4 czerwca 2009 r. przed Wysokim Sądem: „Po zatrzymaniu przyznałem się, żeby zona wyszła. Byłem gotów przyznać się do wielu rzeczy .
Przedtem podtrzymywałem zeznania, mając świadomość, że w 2004 r. odebrano mi wszystko, uważałem że dla mnie będzie bezcelowe występowanie w procesie , poddałem się dobrowolnemu ukaraniu, żeby zakończyć tę sprawę. Doznałem dostarczających upokorzeń, nawet gdyby prasa napisała jutro, że jestem niewinny. (…) W 2004 r. przyznałem się do zarzucanych mi czynów, świadomy sytuacji, w jakiej się znalazłem i konsekwencji dla mojej rodziny. Mimo faktu, że żona nie przyznała się do popełnienia czynów w trakcie aresztowania, na moja prośbę przyznała się . Celem moim było uwolnienie jej z aresztu i zapewnienie jej i naszym synom opieki w tym czasie.”
Natomiast 4 czerwca 2008 r. w trakcie wyjaśnień przed Wysokim Sądem na pytanie, dlaczego w czasie odczytywania w sądzie wyjaśnień ze śledztwa przy każdym zarzucie jest, że się przyznaje i dlaczego na bieżąco nie wprowadzał korekty, Jarosław N. wyjaśnia, cytuję: „Gdy sąd odczytywał wyjaśnienia, podtrzymywałem, potwierdzając ich treść, złożoną w trakcie śledztwa. Ustosunkowywując się do odczytanych mi wyjaśnień ze śledztwa na rozprawie również podtrzymywałem zapis, że przyznaję się do zarzucanych mi czynów, bo chodziło mi o to, że tak powiedziałem w śledztwie. Faktycznie zaś było inaczej.”
Iwona W. 17 grudnia 2009 r. przede Wysokim Sądem: „ Od momentu, kiedy CBŚ pojawił się u mnie w domu 14 grudnia 2004 r. i potem podczas przesłuchań, byłam zastraszana .Przesłuchanie rozpoczęto nie czekając na przybycie adwokata. Nie poinformowano mnie, że mam prawo do obrońcy. Podczas zeznania oficer sam formułował zeznania do protokołu, zastraszając mnie aresztem. Potem, podczas przesłuchania w prokuraturze, prokurator straszył mnie, że jeśli nie zrobię wszystkiego według jego myśli, to wyrzuci mnie z uczelni.
Michał Ż., 8.10. 2009 r. po odwołaniu wszystkich zeznań ze śledztwa przed Wysokim Sądem stwierdził, że złożył je w takiej treści, gdyż zobaczył na protokole polecenie : areszt śledczy w Brzegu, dołek – Opole. Nie chciał narażać żony chorej na serce na stres związany z jego ewentualnym aresztowaniem.
w swoim końcowym wystąpieniu oskarżenie stwierdziło, iż prowadziłam, cytuję „aktywny lobbing na rzecz darowizny dla Jerzego Szteligi”.
Jest to gołosłowne stwierdzenie, nie poparte żadnymi dowodami.
Oskarżenie stwierdziło, iż musiałam wiedzieć o fikcyjnych, jego zdaniem umowach, ponieważ byłam świadkiem przekazywania pieniędzy przez Iwonę W. Maciejowi Jakubowskiemu. Stwierdzenie to nie jest poparte żadnym dowodem.
W swoim końcowym wystąpieniu prokurator stwierdził także, iż wykorzystywałam wpływy w celu uzyskania korzyści majątkowych, co również nie znajduje żadnego odniesienia do przedstawionego przez oskarżenie materiału dowodowego.
W trakcie 8 lat reprezentowania Opolszczyzny w Sejmie RP, stanowisko posła traktowałam jako służbę tak państwu, jak i lokalnej społeczności. Od momentu przyjazdu na te ziemię tuz po tragicznej powodzi w 1997 r., poprzez uzyskanie miliona euro na odbudowę szpitala w Kędzierzynie- Koźlu, walki o utrzymanie na mapie administracyjnej Polski województwa opolskiego, gromadzeniu środków na pomoc dla biednych dzieci w Grudyni i Domaszowicach, pomoc w załatwieniu dla Domaszewic wozu strażackiego i pracowni komputerowej dla miejscowej szkoły…zostałam powołana przez biskupa Alfonsa Nossola w skład komitetu honorowego budowy pomnika Jana Pawła II na górze śd). Anny, jako wiceminister kultury powołałam w skład Rady Muzeów dyrektora muzeum Archidiecezji Opolskiej ( po raz pierwszy takie muzeum było reprezentowane w Radzie), wniosłam o dotacje na odnowę kościoła Franciszkanów w Opolu, którą minister kultury przyznał.
To, jaki finał miało zaangażowanie w sprawy tej ziemi, która stała mi się przez te lata bardzo bliską, było jedną z moich największych przegranych w życiu.
Wysoki Sądzie, zawsze starałam się najpierw człowieka zrozumieć, a potem osądzać. Nie wiem, jak bym się zachowała w sytuacjach, w jakich zostały postawione wymienione wyżej osoby, zastraszane i zmuszane do składania nieprawdziwych wyjaśnień. Nie wiem, czy zdołałabym znieść groźbę, że mój niepełnosprawny syn zostanie bez opieki po aresztowaniu obojga rodziców, gdyby to miało miejsce. Nie wiem, czy zeznałabym wszystko, co życzyłaby sobie prokuratura, by chronić tak jak pani Chudzikiewicz czy pan Noworol swoją rodzinę, dzieci, żonę i męża. Nie wiem i dlatego dzisiaj, choć zapłaciliśmy za to potworną cenę wraz z moim mężem , nie chcę oceniać ludzi, którzy do tego się przyczynili. Przez kilka lat z trudem usiłowałam odbudować choć w części moją pozycję, zmienić społeczny ogląd mojej osoby, ukształtowany przez niechętne mi wówczas media.
półtora roku po wypuszczeniu z aresztu śledczego wszystkich oskarżonych tam przebywających, zostałam zatrzymana i aresztowana, z uzasadnieniem, iż mogę mataczyć i wpływać na pozostałych uczestników sprawy. Miało to miejsce na kilka tygodni przed wyborami samorządowymi w 2006 r., a przed moim domem tydzień przed pojawieniem się opolskiego CBŚ-u koczował samochód z fotoreporterami nieistniejącej już dziś w wersji papierowej gazety „Dziennik”. Policjanci konwojujący mnie do sądu otrzymali z Komendy Głównej polecenie nieutrudniania pracy dziennikarzom i zdjęcia wprowadzanej mnie w kajdankach do sądu stały się ozdobą głównych serwisów informacyjnych. W odpowiedzi na zażalenie sąd II instancji uchylił tymczasowy areszt, orzeczony na trzy miesiące przez sad rejonowy w Opolu.
Nie dano mi okazji przez te półtora roku od wyjścia z aresztu mojego męża aż do dnia mojego zatrzymania, bym z wolnej stopy mogła odpowiedzieć na pytania prokuratorów, stawiając się w Prokuraturze w Opolu. Widać było polityczne zapotrzebowanie na taki spektakl.
Wiem, że podstawą wyroku może być tylko całokształt okoliczności ujawnionych w toku rozprawy głównej. Nie można zatem jako podstawę wskazywać jedynie tej części materiału, która została zgromadzona na etapie śledztwa, zwłaszcza jeżeli z okoliczności ujawnionych w toku rozprawy wynika, że sposób gromadzenia tego materiału budzi wątpliwości. Nie może być tak, że to co zostało uzyskane na tym etapie ma przesądzać w winie człowieka , a sąd jest zobligowany do dania wiary jedynie materiałom przygotowanym przez prokuraturę. To sąd ocenia w kontekście wszelkich ujawnionych faktów, w jakim zakresie można uznać stawiane zarzuty za udowodnione, a w jakim nie.
Z tym przekonaniem oddaję się pod ocenę Sądu, prosząc o uniewinnienie, bowiem w przeciwieństwie do jednego z oskarżonych, zapytanych na tej sali przez Wysoki Sąd, czy myśli że może być ukarany za to czego nie zrobił, chciałabym móc odpowiedzieć, wychodząc ostatni raz z tej sali, że tak nie myślę.
Kategorie: Bez kategorii	| Tagi: Sąd Okregowy w Opolu sprawa Aleksandry Jakubowskiej w sądzie w Opolu ubezpieczenie elektrowni Opole	| 7 Komentarze