Source: https://oko.press/to-kiedy-w-koncu-beda-te-wybory/
Timestamp: 2020-07-05 01:54:47+00:00
Document Index: 33218854

Matched Legal Cases: ['art. 131', 'art. 131', 'art. 293', 'art. 289', 'art. 290', 'art. 128', 'art. 131', 'art. 131', 'art. 289', 'art. 131']

To kiedy w końcu będą te wybory prezydenckie? Tłumaczymy, o co chodzi
Czy wybory w czerwcu lub lipcu są zgodne z prawem? A jeśli nie, to dlaczego politycy różnych ugrupowań jednak chcą je przeprowadzić? OKO.press wyjaśnia o co chodzi w nowym sporze o datę wyborów prezydenckich
Jeszcze kilka dni temu wydawało się, że Senat, zgodnie z zapowiedziami, poświęci na prace nad nową ustawą wyborczą nie więcej niż dwa tygodnie. W tym czasie odbył się zorganizowany przez Lewicę Okrągły Stół ws. wyborów. Prawo i Sprawiedliwość upierało się przy dacie 28 czerwca, ale opozycja złagodziła ton w sprawie głosowania i jasno deklarowała, że weźmie w nim udział i do tego samego będzie nakłaniała swoich zwolenników.
Spodziewano się, że obie strony będą negocjować zarówno sprawę ostatecznego terminu wyborów, jak i m.in. warunki i widełki czasowe zbierania podpisów przez nowych kandydatów. Na tym ostatnim zależało szczególnie Koalicji Obywatelskiej, która zgłosiła nowego kandydata – Rafała Trzaskowskiego.
Tymczasem we wtorek 26 maja spór wyborczy rozgorzał na nowo.
Marszałek Witek dramatyzuje. I nie ma racji
Marszałek Senatu Tomasz Grodzki odwołał posiedzenie izby wyższej parlamentu przewidziane na ten tydzień. Przyczyną mają być wątpliwości, czy w obecnej sytuacji ogóle można przeprowadzić wybory przed upływem kadencji Andrzeja Dudy. Jedną z poprawek, jakie ma zgłosić Senat, jest wprowadzenie przepisu, że ustawa wejdzie w życie dopiero po 6 sierpnia – w tym dniu prezydent zakończy urzędowanie.
W reakcji na te działania marszałek Sejmu Elżbieta Witek zwołała konferencję prasową, podczas której mówiła, że marszałek Senatu ponownie ją oszukał, a opozycja ucieka się do obstrukcji dla politycznych zysków. Jednoznacznie potępiła także pomysł, że wybory mogłyby się odbyć po 6 sierpnia.
Po 6 sierpnia, gdyby wybory się nie odbyły, jesteśmy bez głowy państwa. To byłby przypadek bez precedensu, bardzo szkodliwy, bardzo niebezpieczny dla ustroju państwa i dla jego przyszłości.
Elżbieta Witek, Sejm RP - 26/05/2020
24.07.2019 Warszawa , minister spraw wewnetrznych i administracji Elzbieta Witek podczas Centralnych uroczystosci z okazji 100. rocznicy powstania Policji Panstwowej . Fot. Maciek Jazwiecki / Agencja Gazeta Fot. Maciek Jazwiecki / Agencja Gazeta
fałsz. z punktu widzenia konstytucji taki wariant byłby mniej wadliwy niż obecnie proponowane rozwiązanie
Marszałek Witek nie miała racji w kluczowej sprawie swojego wystąpienia. Jak wyjaśniała OKO.press Ewa Łętowska, działanie za prezydenta na wypadek „bezprezydencia” jest kompetencyjnie wyczerpująco określone w art. 131 ust. 2 i 3. Wiadomo, kto ma przejąć jego obowiązki. Nie groziłby więc Polsce paraliż państwa, którym straszy PiS, by uzasadnić swój polityczny plan, by wybory przeprowadzić jak najszybciej.
zobacz art. 131 konstytucji
Duda po kłamstwach do władzy. Bez wyborów w maju nastąpi „paraliż państwa” groźniejszy niż epidemia
Pytanie, czy jest sens czekać z nowymi wyborami aż do wygaśnięcia kadencji prezydenta. Choć byłby to krok najprostszy w sensie prawnym i prawidłowy z punktu widzenia konstytucyjnego, w sensie politycznym sytuacja nie jest już taka prosta. OKO.press wyjaśnia, na czym polegają argumenty zwolenników przeprowadzenia wyborów po 6 sierpnia i z jakich względów politycy (nie tylko PiS) gotowi są je ignorować.
Zaczęło się od „nieodbytych wyborów”
Wszystkie nasze kłopoty wzięły się z tego, że przed wyborami 10 maja rząd PiS nie chciał wprowadzić stanu klęski żywiołowej, który pozwala zgodnie z Konstytucją przełożyć wybory ze względu na siłę wyższą: powódź, huragan, czy jak obecnie w Polsce – ogólnokrajową epidemię choroby zakaźnej. Tymczasem obóz władzy parł do wyborów, których ze względów organizacyjnych nie udało mu się przeprowadzić. I tak znaleźliśmy się na konstytucyjnej ziemi nieznanej.
„Nieodbyte wybory” to sytuacja bezprecedensowa. Konstytucja nie przewidywała, że w wyniku woli politycznej można ich tak po prostu nie przeprowadzić. Państwowa Komisja Wyborcza wydała więc 10 maja uchwałę w której stwierdzono, że głosowanie się nie odbyło. Dodano również, że wg Komisji ten stan analogiczny jest do sytuacji, gdyby kandydatów w ogóle nie było. Taki wypadek regulują przepisy Kodeksu wyborczego:
art. 293. głosi, że PKW stwierdza taki fakt w drodze uchwały, a marszałek Sejmu zarządza nowe wybory na zasadach określonych w art. art. 289 § 2 i art. 290 Kodeksu wyborczego.
Zgodnie z tym scenariuszem Marszałek Sejmu powinna zarządzić wybory nie później niż w 14 dniu od dnia ogłoszenia uchwały Państwowej Komisji Wyborczej w Dzienniku Ustaw. Data wyborów powinna zostać wyznaczona w dniu przypadającym w ciągu 60 dni od zarządzenia wyborów.
Wariant 1: „do dwóch razy sztuka”
Wielu prawników krytykowało uchwałę PKW, zaznaczając, że analogia zastosowana przez Komisję, jest po prostu zbyt daleko posunięta.
„Wybory, które się nie odbyły z powodu braku kandydatów to coś innego niż wybory, które się nie odbyły, bo po prostu państwo sobie ich nie przeprowadziło. Nie można stawiać znaku równości między tymi sytuacjami” – komentowała dla OKO.press prof. Anna Rakowska-Trela.
Pomimo takich uwag, drogą podsuniętą przez PKW zamierzały iść komitety wyborcze wszystkich kandydatów. Uznano, że zostaną rozpisane nowe wybory i teraz jedyną kwestią do ustalenia jest to, jaki kształt przybierze nowa ustawa wprowadzająca m.in. poprawki do kodeksu wyborczego.
Jak mówił w wywiadzie OKO.press senator KO Marek Borowski: „Konstytucja nie przewidywała takiego idiotyzmu, w który nas wpakował Kaczyński (…) W związku z tym trzeba było znaleźć rozwiązanie najbliższe konstytucji. PKW szukała w konstytucji podobnej sytuacji. I porównano to do przypadku, gdy wszyscy kandydaci się wycofali. Czyli: mamy termin wyborów, ale nic się nie odbywa, bo nie mamy na kogo głosować.
Oczywiście to nie jest sytuacja tożsama, bo nikt się nie wycofał. Ale szukano tu najbliższej analogii. Klasyfikujemy taki przypadek i dalej idziemy zgodnie z konstytucją. Marszałek ma 14 dni na rozpisanie nowych wyborów, SN się nie wypowiada, bo nie ma takiej potrzeby”.
Wariant 2: „opróżnić urząd”
Zdaniem części prawników Konstytucja (jak również kodeks wyborczy) nie przewiduje wyborów przyspieszonych w momencie, w którym prezydent cały czas urzęduje. Konstytucyjny termin na przeprowadzenie takich wyborów (zgodnie z art. 128 ust. 3) minął bowiem 23 maja. Oznacza to, że podejmując działania w celu przeprowadzenia wyborów w czerwcu, czy lipcu, działamy niezgodnie z prawem, a wybory będą nieważne.
Przedstawicielką tego stanowiska jest przede wszystkim prof. Ewa Łętowska: „Po 10 maja (wybory odwołane mocą woli politycznej dwóch szefów partii, a nie na podstawie prawa) żadna nowa ustawa dotycząca wyborów nie będzie zgodna z konstytucją. Żadna. W konsekwencji zwycięstwo każdego (czy dawny prezydent czy którykolwiek z jego konkurentów) – jest naznaczone tym błędem i daje bardzo slaby mandat”.
Wskazywano, że zamiast szukać dalekich analogii do wyborów bez kandydatów i przeprowadzania kolejnej procedury poza konstytucyjnymi terminami, należy szukać rozwiązania w opróżnieniu urzędu prezydenta.
Takie opróżnienie według konstytucji następuje w pięciu przypadkach: zrzeczenia się urzędu, śmierci prezydenta, stwierdzenia nieważności wyboru, złożenia z urzędu przez Trybunał Stanu, uznania przez Zgromadzenie Narodowe o trwałej niezdolności do sprawowania urzędu.
Z przyczyn oczywistych prawnicy wskazywali, że przede wszystkim Andrzej Duda może zrzec się urzędu. Taki krok byłby całkowicie zgodny z prawem, cała dalsza procedura jest jednoznacznie opisana. Zrzeczenie się urzędu jest wprost przewidziane przez konstytucję w art. 131 par. 2. Wtedy marszałek Sejmu rozpisuje wybory i do czasu ich przeprowadzenia wykonuje obowiązki prezydenta.
Politycy PiS byli pytani o możliwość zrzeczenia się przez Andrzeja Dudę urzędu i z ich wypowiedzi wynika, że całkowicie taki scenariusz wykluczają.
Ale prawnicy podsuwają inną możliwość wyjścia z sytuacji, czyli oparcie się na analogii do przypadków wymienionych w art. 131 konstytucji, czyli zaczekania do 6 sierpnia, aż kadencja Andrzeja Dudy po prostu upłynie.
Wtedy zgodnie z art. 289 par. 2 marszałek w ciągu 14 dni zarządza wybory, a ich datę wyznacza na dzień wolny od pracy przypadający w ciągu 60 dni. Wybory odbyłyby się wówczas w październiku.
Część ekspertów, między innymi prof. Łętowska, wskazuje też, że skoro ten rodzaj opróżnienia urzędu nie jest wymieniony w art. 131 ust. 2 konstytucji, to zgodnie z ustępem 3 obowiązki prezydenta przejąć powinien Marszałek Senatu.
Zaczekanie z rozpisaniem wyborów do 6 sierpnia miałoby chronić nas przed procedurą wyboru nowego prezydenta podczas kadencji urzędującego prezydenta z pogwałceniem konstytucyjnych terminów.
Przede wszystkim – wszyscy prawnicy zgadzają się co do tego, że 10 maja doszło do bezprecedensowej sytuacji, której nie przewidziała nasza konstytucja.
Wszyscy prawnicy stoją też na stanowisku, że właściwie jedynym zgodnym z prawem wyjściem z tego prawnego zamieszania byłoby zrzeczenie się urzędu przez Andrzeja Dudę.
Tylko ten krok nie zmuszałby do stosowania żadnych analogii prawnych, a pozwoliłby iść po prostu zgodnie z przepisami konstytucji i kodeksu wyborczego.
Nie wszyscy prawnicy są jednak tak jednomyślni w kwestii tego, czy powinniśmy iść ścieżką przyspieszonych wyborów wytyczoną przez PKW. Część zdaje się akceptować taką próbę załatania wyborczego chaosu, jeśli tylko wybory będą przeprowadzone z poszanowaniem demokratycznych standardów. Inni uważają jednak, że nie należy przymykać oka na łamanie prawa, że wybory te będą z gruntu skażone, a zwycięzca głosowania będzie miał słaby mandat.
Kto będzie jednak ostatecznie decydował o sile mandatu?
Z jednej strony będzie to instancja opinii publicznej, która musi mieć poczucie, że procedura, w której wyłoniono prezydenta była, jeśli nie bez zarzutu, to co najmniej akceptowalna. Tu prawnicy będą pewnie kierować się bardziej wyśrubowanymi standardami niż ogół społeczeństwa.
Drugą, bardziej formalną instancją, jest w końcu Sąd Najwyższy, który rozpatrzy protesty wyborcze i orzeknie co do ważności wyborów.
To, w jakich warunkach były rozpisane wybory, będzie jednym z wielu czynników, które Sąd Najwyższy, a dokładnie sędziowie Izby Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych, będą brać pod uwagę przy wydawaniu decyzji. I nie jest pewne, czy będzie to czynnik rozstrzygający.
Dlaczego nie ma uchwały?
Ważnym elementem układanki jest status uchwały PKW. Zgodnie z kodeksem wyborczym uchwała ta podlega publikacji w Dzienniku Ustaw, a od tego momentu marszałek Sejmu ma 14 dni na rozpisanie nowych wyborów.
Rząd do tej pory nie opublikował uchwały PKW, by odciągnąć w czasie kodeksowy termin na rozpisanie wyborów. Dlaczego? Ze względu na to, że nie zakończył się proces legislacyjny nowej ustawy wyborczej.
Jeśli marszałek Witek rozpisałaby wybory przed wejściem w życie nowej ustawy o wyborach hybrydowych, to musiałyby się odbywać według reżimu wyborów kopertowych oraz obowiązującego kodeksu wyborczego.
Oznaczałoby to m.in., że w momencie rozpisania wyborów formalnie wszyscy startujący są „nowymi kandydatami”, muszą rejestrować komitety i zbierać podpisy.
Obowiązują też terminy kodeksowe, które przewidują, że:
komitety wyborcze muszą zarejestrować kandydatów najpóźniej 55 dni przed dniem głosowania;
kandydaci muszą dostarczyć 100000 podpisów do 45 dnia przed dniem głosowania.
Przykładowo jeśli marszałek Witek rozpisałaby wybory we wtorek 27 maja, to najwcześniejszym terminem wyborów mogłaby być sobota 25 lipca. Przy każdym wcześniejszym lipcowym terminie nie zostałyby dochowane kodeksowe terminy wyborcze.
Zapisy nowej ustawy wyborczej procedowanej obecnie w Senacie pozwalają marszałek Sejmu wytyczać nowe terminy na zbieranie podpisów. Czyli w praktyce je skrócić. Zacznie też obowiązywać przepis o ponownej rejestracji „starych kandydatów” bez konieczności zbierania na nowo podpisów.
Ostatni dzień Senatu na zajęcie stanowiska w sprawie ustawy wyborczej to 11 czerwca. Załóżmy więc, że 12 czerwca Sejm będzie głosował nad poprawkami senackimi, a ustawa wejdzie w życie 13 czerwca.
Jeśli Senat postanowi wykorzystać cały przysługujący mu czas, to termin wyborów 28 czerwca staje się nierealny, bo marszałek Witek będzie musiała zarezerwować jakiś czas (jeśli nawet niewielki) na rejestrację starych i nowych kandydatów. Do tego czasu nikt nie będzie ryzykował kolejnego wydruku błędnych kart i pakietów wyborczych.
Wybory, Elżbieta Witek, Tomasz Grodzki, Sejm IX kadencji, Senat X kadencji, Wybory prezydenckie 2020
Michał Em 27 maja 2020
To kiedy w końcu będą te wybory?
27 maja 2020 at 00:45
Prawdopodobnie już nigdy. Przecież nie bez celu doprowadzono do braku możliwości przeprowadzenia tych wyborów.
Teraz zrobią rakowe wrzutki do Konstytucji ubezwłasnowalniające Polaków i przy okazji zmienią zapisy konstytucji tak aby dało się je przeprowadzić.
Po 6 sierpnia będzie prezydentem marszałek sejmu – bezterminowo.
27 maja 2020 at 15:34
HeroOf Justice 27 maja 2020
O co w tym chodzi? Proste- PO desperacko gra na czas bo wiedzą, że im szybciej tym gorzej dla Rafałka. Dlatego też senat będzie cały miesiąc 'intensywnie' pracował (pewnie na szkoleniach z brania łapówek u szui Grodzkiego) po czym wyślą sejmowi ustawę z zmianami kompletnie nie do zaakceptowania przez PiS co skończy się błyskawicznym odrzuceniem. Już wniosek tej pseudomarszałek z dewiantów o wprowadzenie ustawy w życie 6 sierpnia to pokazuje. Celem senatu jest obstrukcja i nic więcej.
Christophe Ptak 27 maja 2020
Moźna ten sam exposé napisać względem interesu kaczki, i będzie on znacznie gorzej brzmiał. Bo mam tylko jedno pytanie : kto do tego burdelu doprowadził i dlaczego ? Bo to chyba nie opozycja, dlatego źe jak sama nazwa wskazuje, nie jest ona przy władzy….
27 maja 2020 at 04:41
Kto doprowadził? Cała klasa polityczna. Nie można torpedować rozwiązań w sytuacji bezprecedensowej, a potem oskarżać, że to wyłącznie wina rządu. Oczywiście zła wola jest z obu stron. O żadnej współpracy ponad podziałami nie ma mowy i oba obozy nieustannie ścierają się forsując korzystne dla siebie rozwiązania, cierpi zaś na tym kraj. Nawet nie wiesz jak czekam aż pojawi się jakaś centro-prawicowa partia bez tych wszystkich dziadyg która zmiecie PiS i PO z powierzchni ziemi.
27 maja 2020 at 07:11
Przestań udawać, że nie jesteś pisowskim klakierem. Taką ciemnotę to możesz wciskać swojemu proboszczowi.
27 maja 2020 at 13:53
@HouseOf Lurice. Brzmisz jak "Ordo Luris". Akurat Senat przynajmniej robi zaległe prace, których nie podjął sejm. GDZIE SĄ KONSULTACJE SPOŁECZNE ZE STRONY KACZOGRODU?
27 maja 2020 at 15:37
Może i proste jest dla ciebie i i innych podobnie współwierzących. Ale używanie w wywodzie argumentów z bełkotu propagandowego jedynie podkreśla głębię Twojej wiary niwelując jednocześnie jakikolwiek sens merytoryczny.
Dla mnie to co napisałeś jest wyrazem jakiejś desperacji.
27 maja 2020 at 07:43
Bełkot propagandowy? Desperacja? A skądże. Po prostu widzę co się dzieje – dwa przeciwstawne obozy mają w czeluściach odbytu obywateli i przeciągają linkę kiedy zorganizować wybory by było to skrajnie korzystne dla tegoż obozu. Czy senat zaproponował jakąkolwiek konstruktywną poprawkę do procesu wyborczego? Nie. Jedynie chcą odsunięcia terminu bo wtedy czy Trzaskowski czy inny Kosiniak Kamysz będą mieli większe szanse. PiS z kolei chce zdążyć nim kryzys da ludziom popalić i dlatego jeszcze w czerwcu chcą wybory.
Tym niemniej cała ta sytuacja pokazuje,że ewentualna zmiana władzy byłaby na gorsze – PiS chociaż realizuje obietnice, a nie niczym cyniczny Grodzki brnie,że nigdy nie wziął łapówki chociaż kilkadziesiąt osób chce zeznawać przeciwko…
27 maja 2020 at 12:15
Jerzy Pawelski 27 maja 2020
Tak bardzo chcą i chcą zeznawać, że jakoś jeszcze od kilku miesięcy nie zeznali 🙂 Zdecyduj się też, czy PiS ma obywateli "w czeluściach odbytu", czy "realizuje obietnice", bo na razie słabo maskujesz swoje uwielbienie dla Partii.
27 maja 2020 at 13:02
Zacząłeś dobrze, logicznie merytorycznie, od siebie. Niestety, końcówka fatalna. Nie mogłeś się powstrzymać przed propagandowym bełkotem, w dodatku nie w temacie.
Zrozumiałbym jakby Ci za to ktoś płacił. A tak…
27 maja 2020 at 13:07
Módlmy się… Mydlenie zabija martwego wirusa.
27 maja 2020 at 15:40
Ewa Wigurska 1 czerwca 2020
Kto to jest "szuja Grodzki" vel "szuja Grodzkiego"?
1 czerwca 2020 at 16:03
27 maja 2020 at 04:40
Obecnie intencją rządzących jest zrzucenie odpowiedzialności albo przynajmniej podzielenie się nią. Jednak przy zachowaniu wszelkich narzędzi manipulowania wyborami. Taka polityka towarzyszyła sprawie wyborów od samego początku. Chodzi wszak o to, że zwycięzcą ma być pan Duda. Inna opcja nie jest po prostu brana przez rządzących pod uwagę. Z drugiej strony trudno się dziwić z racji tej, iż utrata tego stanowiska to katastrofa dla zjednoczonej prawicy. Stąd ten potok działań legislacyjnych, wciskanie do ustaw mających za zadanie walkę z epidemią i załamaniem gospodarczym zmian kodeksu wyborczego. Wszystko to bez szukania jakiegokolwiek konsensusu z udziałem opozycji, wręcz ignorowanie opozycji. Obecnie jesteśmy na etapie po serii niepowodzeń zagwarantowania sobie reelekcji prezydenta wciągania opozycji, a szczególnie senatu w przyklepywanie niekonstytucyjnych ustaw. W rezultacie ma to zagwarantować zjednoczonej prawicy reelekcję prezydenta a w przypadku porażki dać uzasadnienie unieważnienia przez SN wyborów i obciążenie odpowiedzialnością senat i opozycję. Jedynym interesem tych manewrów zjednoczonej prawicy jest utrzymanie władzy – kontroli politycznej nad urzędem prezydenta, Obywatel i dobro wspólnoty tu się w ogóle nie liczy.
27 maja 2020 at 08:38
Remigiusz Mikuta 27 maja 2020
Krętactwa i obstrukcja "kasty" i targowiczan zdecydowanie zwiększają szansę Dudy. Wygra w I turze.
27 maja 2020 at 10:09
Największą obstrukcją rządzącej kasty targowiczan jest niewprowadzanie stanu klęski żywiołowej w celu zwiększenia szans Dudy. Z tego się wzięły wszystkie aktualne kłopoty z wyborami.
27 maja 2020 at 13:19
Mam w głębokim poważaniu, kto będzie pilnował żyrandola. Ja obstawiam opcję amerykańsko-żydowską czyli Dudę. Targowica i kasta, berlińsko-brukselską czyli dublera Trzaskowskiego. Tak ja typuje, bo w tej farsie nie wezmę udziału. Jeśli chodzi o stan klęski żywiołowej to hasełko totalnej targowicy, mającej na celu obstrukcję i zamęt oraz później, wymianę kandydata, co się w końcu udało. I tak będzie nadal, zarówno z wyborami jak i z sądownictwem.
27 maja 2020 at 14:38
Andrzej Marszalek 28 maja 2020
Rozumiem, że teraz już można:
* przeprowadzić wybory wtedy, gdy słupki pokazują "nasze" zwycięstwo
* posiadać dożywotnią listę 100 tyś. głosów
* nie otworzyć lokali wyborczych i uznać, że nikt nie głosował
28 maja 2020 at 12:52