Source: http://przykawieoprawie.blogspot.com/2013/04/zakaz-palenia-w-miejscach-publicznych.html
Timestamp: 2018-08-22 07:07:58+00:00
Document Index: 107638278

Matched Legal Cases: ['art. 5', 'art. 5', 'in casu', 'art. 2', 'art. 13', 'art. 49']

Przy kawie o prawie...: Zakaz palenia w miejscach publicznych
Zgodnie z art. 5 znowelizowanej ustawy o ochronie zdrowia przed następstwami używania tytoniu miejscami objętymi zakazem palenia są:
zakłady opieki zdrowotnej oraz inne pomieszczenia, gdzie udziela się świadczeń zdrowotnych;
jednostki organizacyjne oświaty, czyli np. szkoły
teren uczelni;
pomieszczenia zakładów pracy;
pomieszczenia obiektów kultury i wypoczynku, przeznaczone do użytku publicznego (teatry, kina);
lokale gastronomiczno – rozrywkowe;
ogólnodostępne miejsca przeznaczone do zabaw dzieci;
W myśl zapisów ww. ustawy funkcjonariusz, który otrzymuje wezwanie dotyczące palenia papierosów w miejscu objętym zakazem, może na palacza nałożyć mandat, ale tylko wtedy jeśli miejsce procederu określone jest w ustawie. Co z miejscami non numeratur? Ustawa nie wzmiankuje m.in. o klatce schodowej (która jest zresztą znakomitym przykładem luki prawnej). Częstokroć nie można zaliczyć jej bowiem do “innych pomieszczeń dostępnych do użytku publicznego”? Z jednej strony nie jest przecież prywatnym mieszkaniem - mogą spotykać się w jej obrębie obcy ludzie, z drugiej, jeśli w budynku znajduje się domofon - wstęp, teoretycznie, mają do niej tylko mieszkańcy. Jeśli jednak domofonu brak, ergo: każdy może do klatki schodowej wejść. Jest wtedy traktowana jako miejsce dostępne dla “bliżej nieokreślonej liczby osób”, co za tym idzie - istnieje podstawa do ukarania. Jest to kwestia, którą rozstrzygnąć winien administrator budynku. Może on, w regulaminie wspólnoty, bądź spółdzielni, umieścić stosowny zakaz. W praktyce zdarza się, że są one bardzo restrykcyjne i dotyczą wszelkiego rodzaju przestrzeni, w tym piwnic, suszarni, a nawet balkonów. Problem palenia w klatkach schodowych jest jednak przede wszystkim kwestią kultury. Nałogowcy powinni zdawać sobie sprawę z zagrożeń, czyhających na sąsiadów, a w szczególności dzieci, które przechodząc przez zadymiony korytarz stają się biernymi palaczami.
Jak podaje CBOS, ustawowy zakaz palenia popiera 59% respondentów wśród palących regularnie, 75% wśród palących okazjonalnie oraz ponad 80%, co zrozumiałe, wśród niepalących. Statystyka statystką, nie wszyscy wiedzą jednak, że wraz z wejściem ustawy z 2010 r. zakazem palenia objęte są miejsca powszechnego użytku, codziennie oblegane przez ludzi w każdym wieku, czyli przystanki komunikacji. Co do wiaty nie ma żadnych wątpliwości - pod nią palić nie wolno, ale przecież widok palacza stojącego zaraz obok niej, czy to deszcz, czy śnieg, czy wieje, nie dziwi nikogo. A tu niespodzianka! Jeśli przystanek znajduje się na osobnej “wysepce”, zakaz palenia dotyczy całego jej obszaru, jeśli natomiast przystanek jest częścią chodnika, zakaz obowiązuje w odległości 15 metrów (!) w bok oraz 5 metrów w przód i w tył od znaku przystankowego. Dotyczy to przystanków metra, tramwaju, autobusu, trolejbusu, peronów kolejowych, a także środków pasażerskiego transportu publicznego oraz obiektów służących obsłudze podróżnych. Warto mieć to na uwadze, gdy czekając na autobus będziemy kolejny raz zastanawiać się, czy upomnieć wielbiciela “dymka”.
“Czy ja palę? Pani Kierowniczko! Ja palę przez cały czas! Na okrągło!”
Student też człowiek, zapalić lubi. Niektórzy palą na okrągło, szczególnie w czasie sesji, nie bacząc na ewentualne problemy zdrowotne, nie mówiąc o jakichkolwiek zakazach. Jako, że w ww. ustawie znalazł się ogólny zapis, dotyczący zakazu palenia na “terenie uczelni”, zrodziła się wątpliwość, co kryje się za tym terminem. Uczelnie to przecież nie tylko budynki akademickie, ale często całe miasteczka uniwersyteckie. Czy zakaz palenia obowiązuje zatem na całym obszarze jurysdykcji rektora? Część uczelni zdecydowała, że egzekwowanie przepisów na terenie całego kampusu byłoby trudne do zrealizowania. Zakaz wprowadzono więc jedynie na terenie budynków. Władze niektórych uczelni przepis odczytały jednak dosłownie i ustawiają tabliczki zakazujące palenia w miejscach, obejmujących całe kampusy. Kwestię zasadności i oceny skuteczności egzekwowania tego typu zakazu pozostawiam pod rozwagę.
Zakazy zakazami, business is business
Gdy ustawa antynikotynowa wchodziła w życie, grupą najbardziej niechętną wprowadzanym zmianom byli oczywiście właściciele lokali gastronomicznych. Od 2010 r., zgodnie z prawem, prowadzący tego typu działalność mają możliwość wydzielania palarni lub sali dla palących i choć ustawa wyraźnie mówi o tym, że sala taka powinna być wyodrębnionym, zamkniętym i odpowiednio wentylowanym pomieszczeniem okazuje się, że niewiele z nich spełnia wszystkie te wymogi. Wiele palarni nie jest w żaden sposób wyodrębnionych od pozostałej części lokalu, co w praktyce oznacza, że dym papierosowy swobodnie roznosi się po całym lokalu.
W tym przypadku łamanie prawa odbywa się w różnoraki sposób – od braku tabliczki informującej o zakazie palenia, przez nieszczelne drzwi oddzielające strefę dla palących od strefy wolnej od dymu tytoniowego, na niedostatecznej wentylacji w salach dla palących kończąc. Nie ma potrzeby się nad tym dłużej rozwodzić - w dzisiejszych czasach rachunek ekonomiczny zwykle wygrywa z rachunkiem sumienia.
Palenie szkodzi, zakaz nie
Na koniec warto wspomnieć, że aby ukarać palacza, trzeba go złapać na gorącym uczynku. Oczywistym jest, że ludzie widząc strażnika miejskiego, a jednocześnie zdając sobie sprawę z obowiązującego zakazu, po papierosa nie sięgną, a już zapalonego szybko zgaszą. Nawet, jeśli ktoś doniesie na palacza, szanse na to, że funkcjonariusze zdążą dojechać na miejsce zdarzenia, są znikome. Karani są więc tylko ci, którzy dadzą się złapać, czyli nie zauważą (sic!) nadchodzącego patrolu (złapany zobowiązany jest do zapłacenia kary grzywny do 500 zł). Nasuwa się zatem, skądinąd smutny, wniosek, że dopóki palenie w miejscach zakazanych nie będzie społecznie napiętnowane, dopóty ów proceder będzie trwał. Nie od dziś wiadomo, że to okazja czyni złodzieja. Wystarczy pamiętać o tym, gdy następnym razem ktoś w naszej obecności, w miejscu niedozwolonym, będzie sięgał po papierosa.
Autor: Monika Woźnica o 21:01
piegowatamama 9 kwietnia 2013 21:29
Niestety zakaz jest wciąż łamany :( przynajmniej ja tego doświadczam i moje dzieci też :(
Anonimowy 9 kwietnia 2013 21:46
Faktycznie, zakaz ten jest łamany. Jednak palenie staje się coraz mniej popularne. Młodzi, w tym studenci mają przecież inne używki....
Michał 9 kwietnia 2013 22:33
Jako palacz popierający owy zakaz pozwolę na kilka sprostowań. Zacznijmy od tego, że to nie jest ustawa o zakazie palenia w miejscach publicznych tylko użytku publicznego - a to już jest duża różnica, ponieważ prowadząc firmę mógłbym w biurze sobie palić, przyjmować klientów itp. i nikt nie mógłby tego zabronić. Ktoś pewnie powie, że palę w zakładzie pracy - nie ponieważ nie jestem pracodawcą, więc nie jestem zakładem. Ustawa dotyczy wyłącznie miejsc podlegających pod organy miejskie i państwowe - gdyż nie może zbytnio ingerować w politykę zakładów pracy. Dlatego też proszę nie mówić o łamaniu prawa przez osoby palące na klatkach - mogą one łamać co najwyżej regulaminy użytkowania nieruchomości - ale od tego typu decyzji i ewentualnych sankcji jest już zarządca budynku.
W latach 2010-2012 byłem właścicielem serwisu antytytoniowa.pl, gdzie eksperci wypowiadali się na tematy ustawy. W większości interpretacje tej ustawy są mylne, o czym przekonali się strażnicy miejscy, którzy wystawili mi mandat za przechodzenie z papierosem przez wysepkę na której był przystanek.
pozdrawiam sąsiada palącego na balkonie
A ja spotykałem na klatce schodowej tez sąsiada, palącego papierosa, było zadymione okropnie. Powiedział, że "na balkonie za zimno, a w domu to wie pan, dzieci małe"
Anonimowy 26 kwietnia 2014 14:00
Takich sąsiadów jest wokół nas wielu i odwoływanie się do ich kultury mija się z celem. Oni udają kulturalnych w innych sytuacjach, nie wtedy kiedy nam smrodzą i trują. Dziwne tylko dlaczego wszyscy muszą być wyrozumiali dla ich nałogów, jak dla niemowlęcia które zrobiło kupę! Ono nie musi się wstydzić, tłumaczyć, przepraszać, tylko, że to jest naturalne. Tych śmierdzących trucicieli przecież nic nie usprawiedliwia, chyba że kompletny brak rozumu. Mój balkonowy palacz bardzo dba aby nie zasmrodzić swojego mieszkania, gdyż zamyka drzwi balkonowe kiedy pali. Kłęby dymu i smrodu (jeszcze cieplutkie) zgodnie z prawami fizyki, unoszą się do góry wdzierając do mojego pokoju. Nie rozumiem dlaczego nasze prawo nie reguluje jasno takich sytuacji, choć podobno chroni niepalących ?! Dla ciemniaka z sygnetem na palcu i z fają w zębach kultura to abstrakcja i próżno czekać, że kiedyś coś zrozumie sam. On wie tylko, że jemu wolno bo jest na swoim balkonie. W nosie ma to, że swoim zachowaniem ogranicza moje prawo tylko do tego, żebym mogła mieć otwarte okno.
A jak z napojami alkoholowymi? Zakaz też obowiązuje?
dymem trujesz innych, alkoholem - siebie!!! tylko i wyłącznie!!! nie można wejśc do centrum handlowego lub usiąść w ogródku kawiarni, restauracji, by nie być poczęstowanym dymem trującym, szkodzącym!!!
KTO JEST DYSKRYMINOWANY???!!!
A jednak ustawa o zakazie spożywania alkoholu w miejscach publicznych też istnieje, choć przecież - jak napisał mój przedmówca - dymem truje się innych, alkoholem tylko siebie.
Karolina Krokos 12 kwietnia 2013 22:14
W związku z dyskusją, jaka wywiązała się w związku z postem koleżanki, uważam, iż warto zwrócić uwagę na kilka kwestii. Przede wszystkim chciałabym zauważyć, iż ustawa regulująca kwestię zakazu palenia to de facto ustawa z dnia 8 kwietnia 2010 r. o zmianie ustawy o ochronie zdrowia przed następstwami używania tytoniu i wyrobów tytoniowych oraz ustawy o Państwowej Inspekcji Sanitarnej. W odbiorze powszechnym nikt jednak nie posługuje się pełną nazwą tego aktu, określając ją mianem ustawy antynikotynowej, ustawy o zakazie palenia w miejscach publicznych, czy też – rzadziej – w miejscach użytku publicznego. Stąd też używane przez autorkę postu sformułowanie ustawy o zakazie palenia stanowi w istocie skrót myślowy, natomiast to, w jakich przypadkach ustawa ma zastosowanie wskazane zostało wyraźnie w treści posta – zresztą w oparciu o brzmienie art. 5 ustawy.
Kolejny problem poruszony w jednym z komentarzy dotyczy możliwości swobodnego palenia w swojej firmie, nie będącej zakładem pracy. Oczywiście nikt nie twierdzi, iż przedsiębiorca nie ma prawa we własnym zakładzie czy biurze wypalać jednego papierosa po drugim. Jedynymi, którym może to przeszkadzać będą potencjalni klienci, bądź kontrahenci. Wprawdzie zakaz palenia w takim miejscu nie obowiązuje, jednak osobiście uważam, iż zasady kultury i dobrego wychowania wymagają zachowania pewnych standardów.
Nie sposób także zgodzić się z twierdzeniem, iż ustawa dotyczy wyłącznie miejsc podlegających pod organy miejskie i państwowe - gdyż nie może zbytnio ingerować w politykę zakładów pracy. Wszakże wprost z ustawy wynika zakaz palenia w pomieszczeniach zakładu pracy. Właściciel lub zarządzający może przy tym wyznaczyć palarnię – zgodnie z definicją ustawową jest to wyodrębnione konstrukcyjnie od innych pomieszczeń i ciągów komunikacyjnych pomieszczenie, odpowiednio oznaczone, służące wyłącznie do palenia wyrobów tytoniowych, zaopatrzone w wywiewną wentylację mechaniczną lub system filtracyjny w taki sposób, aby dym tytoniowy nie przenikał do innych pomieszczeń. Zaznaczyć należy, iż że wymogi techniczne stawiane palarniom zostały określone w rozdziale 7 rozporządzenia Ministra Pracy i Polityki Socjalnej z 26 września 1997 r. w sprawie ogólnych przepisów bhp.
Karolina Krokos 12 kwietnia 2013 22:33
Odnosząc się do kwestii palenia na klatkach schodowych, tak jak podkreśliła autorka – pozostaje to kwestią kultury osobistej palaczy. Oczywiście administrator czy zarządca może zakazać (w ramach swych kompetencji) palenia wyrobów tytoniowych w określonych pomieszczeniach wspólnych. Niemniej jednak, wyciagnięcie konsekwencji prawnych względem takich osób nastręcza znacznie więcej trudności, niż w przypadku popełnienia wykroczenia.
Nieco więcej uwagi poświęcić należy kwestii palenia na przystankach. Wielokrotnie zwracano uwagę na problem – dotychczas nierozstrzygnięty – a dotyczący zakresu tego zakazu. Na chwilę obecną trudno jest autorytarnie stwierdzić, iż większość interpretacji ustawy jest mylna. Brak jest wszakże orzecznictwa w tym zakresie, co utrudnia stwierdzenie, w jakim kierunku będzie ono zmierzać. Nie od dziś mówi się, że tam gdzie dwóch prawników, tam trzy interpretacje. W przypadku takich jak in casu niejasności trudno poszczególne wykładnie wykluczyć. Z całą pewnością nad problemem warto się pochylić. Dotychczasowa praktyka – zwłaszcza straży miejskich – wskazuje na dominację dwóch poglądów. Pierwszy zakłada możliwość zastosowania definicji przystanku określonej w przepisach kodeksu drogowego. Stanowi on mianowicie, iż przystanek to miejsce zatrzymywania się pojazdów transportu publicznego, oznaczone odpowiednimi znakami drogowymi (art. 2 ust. 13 ustawy z dnia 20 czerwca 1997 r. Prawo o ruchu drogowym). Warto również zwrócić uwagę na art. 13 ust. 7 oraz art. 49 ust. 1 pkt 9 ustawy. Powiązanie tych przepisów pozwala nam na wyprowadzenie definicji przystanku. Kwestią sporną jest możliwość wykorzystania tej definicji na potrzeby ustawy antynikotynowej. I tu pojawia się drugi z poglądów, iż – mimo istnienia takiej definicji – nie jest możliwa jej transpozycja do stanów faktycznych opartych na omawianej ustawie.
Moim zdaniem warto na tym tle zauważyć, iż Sąd Najwyższy na tle różnorodnych stanów faktycznych wielokrotnie przyjmował możliwość zastosowania wnioskowania per analogiam. O tym, czy w przedmiotowej kwestii dopuści się taką możliwość, rozstrzygać będą sądy.
Anonimowy 4 sierpnia 2013 22:55
a jak można wejść do centrum handlowego? a usiąść w ogródku kawiarni, restauracji? a jak mogę wejść do swojego mieszkania przez klatkę schodową nie narażając się na dym??? palenie w takich miejscach musi być zakazane!!! chorzy na astmę, alergię mają cierpieć i umierać, żeby palacze mogli dawać upust swoim chuciom gdzie dusza zapragnie??? JA TEŻ CHCĘ ŻYĆ!!!
Anonimowy 18 czerwca 2013 19:47
Wszystkie przepisy dotyczace palenia sa puste, bo ciagle jest za duzo palaczy. Dopiero jak palenie stanie sie sprawa marginalna, bedzie mozna cos konsekwentnie egzekwowac. Wystarczy spojrzec na plaze - dzieci bawia sie w piasku, a z boku rodzice skutecznie je zadymiaja.
Na palenie najbardziej skuteczny jest rak pluc.
Tak, luk jest wiele a my niepalacze musimy się męczyć. W ciasnej uliczce powstały ogrodki piwne a nad nimi mieszkaja ludzie. Od godziny 20 do 3 w nocy nie da otworzyc się okna, chyba że chcemy się poczuc jakbyśmy inhalowali się z papierośnicy. To jest koszmar, nie ma gdzie uciec a przy letnich temperaturach w zamkniętym szczelnie malym mieszkaniu nie da się spać, robi się zbyt duszno i gorąco. Takich sytuacji prawo nie reguluje? Jestem niewolnikiem dymu papierosowego w swoim własnym domu.
Anonimowy 26 sierpnia 2013 15:16
Najbardziej denerwuje mnie palenie w ogródkach kawiarni i restauracji. Nie można nigdzie usiąść, żeby nie wdychać dymu z papierosów. Do wszystkich palaczy: NIE ŻYCZYMY SOBIE PALENIA NA NAS I NASZE DZIECI w miejscach publicznych! Pomyślcie trochę o innych, a nie szpanujecie, że palicie...
Ja sobie nie życzę (osobiście), aby wolno było się poruszać z papierosem. Wielokrotnie zdarzało mi się iść zatłoczoną ulicą i wdychać dym, bo palacz szedł sobie beztrosko - oby tylko jeden! - i machał mi papierosem przed nosem. Nie rozumiem też, dlaczego na przystankach nie ma znaków zakazu palenia - byłoby się przynajmniej na co powołać, a straż miejska i policja omija je szerokim łukiem, "nie widząc" palaczy. Kiedyś na przystanku Rondo w Katowicach, na wysepce - dokładnie na wysepce przystanku tramwajowego - naliczyłam jedenaście osób palących sobie bez żenady, nawet nie próbując się oddalić. Dwie ulice dalej policja łapała przechodzących przez rumowisko, jakim jest obecnie centrum Katowic - nie zawsze słusznie, bo wytyczone trasy zmieniają się prawie codziennie. Pytanie zatem - kiedy ten prawniczy i dosłownie śmierdzący trup zostanie zastąpiony jakimś sensownym przepisem?
Dla Palaczy 18 lutego 2015 08:11
Palenie w miejscach publicznych to ciężki orzech do zgryzienia gdyż palący jak i niepalący powinni mieć jakieś swobody, bez nacisków i ograniczeń od drugiej grupy. Dlatego tworzenie miejsc oddzielnych dla grup palących i niepalących powinno być priorytetem by wszystkim żyło się lepiej
Sławomira 26 sierpnia 2016 14:02
Ale jakie swobody dla palaczy? Swoboda do trucia innych nikotyną, DDT czy uretanem? Niepalący i palacze powinni mieć zakaz trucia ludzi dokoła siebie i to powinna być norma.
Szanowni Państwo - zwracam sie do Was z zapytaniem w jaki sposób mam rozumieć ( interpretować ) następujący fragment ustawy cyt ... zakłady opieki zdrowotnej oraz inne pomieszczenia, gdzie udziela się świadczeń zdrowotnych ... Czy zapalenie papierosa na parkingu oddalonym 200 m od budynku szpitala - jednak w dalszym ciągu należącym do posesji zakładu opieki zdrowotnej skutkuje grzywną 500 zł ? O ile jestem w stanie zrozumieć i uszanować osoby niepalące w obrębie budynku oraz tak jak w przypadku przystanków wyodrębniony obszar 15 metrów - tak kompletnie nie potrafię zrozumieć dlaczego szpital upiera się o zakazie palenia powołując sie na ustawę w obrębie parkingu - gdzie nawiasem mówiąc stężenie spalin jest kilkunasto krotnie wyższe niż emisja toksyn lub nieprzyjemny zapach z papierosa
Anonimowy 25 maja 2015 13:21
A ja wszystko rozumiem ;) jest demokracja państwo ściąga haracz z palenia to i stara się palaczom na maxa sprzedawać bo i jest akcyza od palaczy. Rozumie że zakaz powinien obejmować miejsca zabudowane nie wentylowane etc. ale na powietrzu w terenie wentylowanym przez naturę ...? toż karanie osoby w parku czy na chodniku z papierosem a nawet na przystanku komunikacji publicznej ...bo stwarza zagrożenie dla niepalących... to jakiś cyniczny absurd ! równający się z ograniczaniem podstawowych praw człowieka !? Jak ktoś nie pali to po co sie czepia palącego w parku że go truje ? żal mu czy co ? ludzie w tym kraju to już paranoja absurdu ! Jeszcze trochę i wejdzie ustawa zakazu latania swobodnego ptaków czy siadania gołebi na drzewach i i dachach bo niszczą obsrywając w locie czy siedząc na drzewie ludzi na przystankach komunikacji publicznej co na przystanku w Katowicach np.Kościół Mariacki jest nagminne że setki a nawet więcej ptactwa wieczorem może obsrać człowieka na bialo... dlaczego tu nie ma ingerencji państwa i ustawy o szkodliwości i braku poszanowania obiektów sakralnych okryć ludzi ... bo nie idzie od ptactwa kasy ściągnąć by narzucić im konstytucyjne poszanowanie praw jednostki ...paranoja i czysta komedia prostactwa i głupoty zacofania osób przeuczonych szukających dowartościowania w głupocie... Pisarka Szymborska dlaczego nie udzielała wywiadów i środki masmedia ją unikały !? Bo ćmiła papierocha za papierochem nawet kiedy odbierała Nobla ... Palenie szkodzi twierdzi służba zdrowia ... toż wspomniana pisarka dożyła ponad 90 lat i swą osobą wręcz udawadnia że lekarze swój brak wiedzy pokrywają argumentacją o papierosach ... w tym kraju kazdy wchodzący pacjent jest dobrze obwąchany i każda choroba jest zawężana do palenia papierosów ...bo porządni lekarze którzy mają wiedzę w tym kraju za jałmużnę nie będą się upadlać (diagnozowaniem nikotynizmu pierwsza taka choroba na świecie) i każdemut wpisywać diagnozę by się tylko pozbyć i skasować od funduszu te grosze ...Porządni lekarze opuszczają to baziewie nietolerancji i głupoty i leczą za granicą gdzie są darzeni i szanowani za diagnozowanie i leczenie a nie wmawianie że noworodek zmarł na nikotynizm...
Anonimowy 11 października 2016 12:56
Nic nie rozumiesz. Palenie w jakimkolwiek miejscu, w którym przebywają inni ludzie jest potwornie antyspołeczne, gdyż po pierwsze palacz obnoszący się ze swoim nałogiem gorszy innych, po drugie bardzo delikatnie mówiąc tworzy niewyobrażalny smród,a poza tym ludzie niepalący bardziej wrażliwi na tę straszną truciznę zawierającą 60 substancji rakotwórczych m.in. benzopiren, rtęć, piren, nitrozoaminy i inne substancje często się po prostu duszą. W takim razie miej odwagę i zapytał się człowieka czy możesz przy nim kopcić. Wielu ludzików tłumaczy, że nie robią krzywdy, ale w przypadku palaczy nigdy nie jest to prawda, jeżeli się afiszują publicznie, gdyż propagują tym samym chory nałóg, który zabił wielokrotnie więcej ludzi niż alkohol i narkotyki razem wzięte. Nie będę już przytaczał, że tytoń jest jedynym legalnym narkotykiem, który jest tak rozpowszechniony i nadal niestety stosunek społeczeństwa do używania tej trucizny jest bardzo permisywny.
Anonimowy 10 czerwca 2015 20:53
Osoby niepalące,które przez dłuższy czas przebywają w miejscach zadymionych (tzw. bierni palacze) wdychają one taką ilość dymu tytoniowego, jak gdyby same paliły.
Nikt świadomie nie wypiłby domestosa czy nie zjadł trutki na szczury. Tymczasem, paląc papierosy wdycha się amoniak czy arsen, które są składnikami dymu.
To raczej Pan/Pani która pali papierosy w miejscach użytku publicznego ogranicza podstawowe prawa człowieka - prawo do życia w zdrowiu. Proszę zwrócić uwagę na innych ludzi spacerujących w parku, czy idących chodnikiem, tak chociaż przez grzeczność (ja sam mam astmę i dym z papierosów szkodzi mi bardziej niż zdrowemu człowiekowi).
Pan/Pani ma prawo palić, Ja mam prawo żyć.
https://portal.abczdrowie.pl/palenie-papierosow-a-astma#astma-a-papierosy
Wszystko dobrze tu jest napisane. Tylko że palący tego nigdy nie zrozumie, dopóki go nie dotkną problemy ze zdrowiem z powodu palenia, ale dla niektórych nadal będzie nic nie znaczyć, nawet jeśli zachoruje. Niestety.
Jeden z łódzkich sewisów wLodzi.info zamieścił na swojej stronie formularz gdzie można swój komentarz w tej sprawie przesłać opowiednim władzom pod dyskusję. Dobrze gdyby zrobili tak inni. Niech władza zacznie traktować poważnie opinie publiczną.