Source: https://prawda2.info/viewtopic.php?t=2112&postdays=0&postorder=asc&start=25
Timestamp: 2019-06-17 09:01:01+00:00
Document Index: 37383508

Matched Legal Cases: ['art. 29', 'art. 6', 'art. 5', 'Art. 11', 'art. 11', 'art. 11', 'art. 13', 'art. 11']

prawa autorskie, DRM, monopole, wolność itp. - Prawda2
prawa autorskie, DRM, monopole, wolność itp.
Wojny patentowe 125
napisy.info - pomoc prosto z serca 123
Nas też odetną od internetu? 100
Pięć lat więzienia za nielegalnego Windowsa 18
Policja zatrzymała tłumaczy filmowych dialogów 29
Pokaz wszystkie podobne tematy (9)
Prawda2.Info -> Forum -> Dyskusje ogólne Odsłon: 5563
Strona: « 1, 2 Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat
Wysłany: 15:21, 11 Sty '16 Temat postu:
USA: makak nie ma praw autorskich do zrobionych przez siebie zdjęć 07.01.2016
Sędzia federalny w San Francisco orzekł, że makak, którego własnoręcznie wykonane zdjęcia były przebojem internetu, nie ma do nich praw autorskich. Jak argumentował, prawa autorskie nie rozciągają się na zwierzęta - informują dziś media.
Małpie selfie zostały wykonane w 2011 roku na indonezyjskiej wyspie Celebes (Sulawesi), gdzie brytyjski fotograf David Slater dokumentujący życie zwierząt przygotowywał fotoreportaż. Chwilę jego nieuwagi wykorzystał makak czubaty, zidentyfikowany później jako 6-letni Naruto, który złapał aparat i zrobił sobie kilka zdjęć.
Slater wydał następnie album, w którym znalazły się także dzieła Naruto. Slater przekonywał, że jest właścicielem fotografii, które były później szeroko rozpowszechniane, w tym przez Wikipedię, z tłumaczeniem, że nikt nie ma praw autorskich do fotografii autorstwa zwierzęcia.
Taką interpretację podważała organizacja broniąca zwierząt PETA, która zwróciła się do sądu o potwierdzenie, że Naruto jest "autorem i właścicielem" spornych fotografii. Obrońcy zwierząt chcieli też, by wszystkie zyski ze zdjęć były przekazywane Naruto i innym makakom z indonezyjskiego rezerwatu.
Jednak sędzia uznał wczoraj, że "choć Kongres i prezydent mogą rozszerzyć o zwierzęta ochronę praw, to nic nie wskazuje, by uczyniono tak w przypadku praw autorskich".
David Slater chciał umorzenia sprawy. Przekonywał, że jako fotografowi dobro dzikich zwierząt leży mu bardzo na sercu, ale to amerykański Kongres, a nie sąd federalny powinien raczej zdecydować, czy zwierzęta mogą być właścicielami praw autorskich.
http://wiadomosci.onet.pl/swiat/usa-maka.....jec/6w2851
Wysłany: 19:18, 23 Lip '16 Temat postu:
Jeden z największych serwisów torrentowych nie działa. Jego właściciel aresztowany w Warszawie 21 lipca 2016 roku PAP
Kierowany przez Prokuratur Generalną USA Lorettę Lynch departament sprawiedliwości poinformował o zatrzymaniu w Polsce 30-letniego Ukraińca, Artema Waulina, właściciela strony internetowej Kickass Torrents (KAT). Zarzuca mu się łamanie praw autorskich.
Amerykańskie władze sądowe spodziewają się szybkiej ekstradycji Ukraińca do USA, aby tam mógł stanąć przed sądem.
"Potwierdzam, że w środę wieczorem zatrzymaliśmy mężczyznę na prośbę amerykańskich organów ścigania. Wdrożona będzie procedura ekstradycyjna" - powiedział w czwartek rano rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie Michał Dziekański. Do zatrzymania doszło na lotnisku im. Chopina w Warszawie; zatrzymania dokonała Straż Graniczna. Dziekański dodał, że strona amerykańska prosiła polskie władze o dochowanie w tej sprawie poufności, dlatego dalsze informacje na tym etapie nie będą udzielane.
Procedura ekstradycyjna polega na złożeniu przez polską prokuraturę wniosku do sądu o aresztowanie zatrzymanego, a następnie sformułowaniu wniosku o ekstradycję do USA. O prawnej dopuszczalności ekstradycji do USA zdecyduje sąd w dwóch instancjach (możliwe jest też zaskarżenie tej decyzji w nadzwyczajnym trybie do Sądu Najwyższego); sąd oceni, czy przestępstwa, jakie strona amerykańska chce zarzucić zatrzymanemu, są też ścigane w Polsce. Po werdyktach sądu ostatecznie w sprawie ekstradycji decyduje polski minister sprawiedliwości.
"Uciekając przed sprawiedliwością, Waulin korzystał z serwerów w wielu różnych krajach na świecie i przenosił domeny, gdy tylko rozpoczynało się przeciw niemu postępowanie. Jego aresztowanie w Polsce dowodzi jednak, że cyberprzestępca może uciekać, ale nie może ukryć się przed wymiarem sprawiedliwości" - powiedziała Leslie Caldwell, zastępca prokuratora generalnego.
Przeciwko Waulinowi toczy się kilka postępowań w Stanach Zjednoczonych. Zarzuty dotyczą kilku naruszeń praw autorskich oraz prania brudnych pieniędzy. Sąd stanowy w Chicago już wcześniej nakazał zajęcie jego konta bankowego oraz siedmiu adresów internetowych.
W ocenie amerykańskiej prokuratury generalnej Artem Waulin, który od 2008 r. udostępnił w systemie BitTorrent setki milionów plików filmowych i muzycznych, gier oraz programów telewizyjnych, umożliwiając ich załadowanie przez internautów, naraził właścicieli praw do poszczególnych utworów na straty w wysokości 1 mld dolarów.
Ocenia się, że stronę Kickass Torrents odwiedza miesięcznie do 50 mln użytkowników, co sprawia, że KAT kierowany przez Waulina zajmuje 69. miejsce w rankingu najbardziej popularnych adresów internetowych na świecie.
Zastosowany w BitTorrent protokół wymiany i dystrybucji plików przez Internet, którego celem jest odciążenie łączy serwera udostępniającego pliki, umożliwia podział pasma pomiędzy osoby, które w tym samym czasie pobierają dany plik. Oznacza to, że użytkownik w czasie pobierania wysyła fragmenty pliku innym użytkownikom.
http://wgospodarce.pl/informacje/27813-j.....-warszawie
Wysłany: 20:27, 23 Lip '16 Temat postu:
DRM vs wolność słowa. Rząd USA pozwany za przepisy zabraniające obchodzenia zabezpieczeń antypirackich Marcin Maj, 22.07.2016
Amerykańskie prawo niesłusznie przedkłada ochronę praw autorskich ponad prawo do badania produktów i mówienia o ich wadach. Tak uważa Electronic Frontier Foundation, która postanowiła powalczyć o sprawę przed sądem.
Dziennik Internautów wielokrotnie pisał o tym, że w Stanach Zjednoczonych prawo zabrania obchodzenia rozwiązań technicznych, które służą ograniczeniu dostępu do materiałów chronionych prawem autorskim. Innymi słowy amerykańskie prawo zabrania obchodzenia zabezpieczeń antypirackich określanych też jako DRM.
Takie prawo rodzi wiele absurdów. Zabezpieczenia antypirackie (DRM) zwykle nie powstrzymują piractwa natomiast mogą utrudnić legalny dostęp do dzieł. Poza tym producenci maszyn chcą zabronić majstrowania przy tych maszynach powołując się na możliwość słuchania pirackiej muzyki (np. w ciągniku). Pisaliśmy również o tym, że DRM może utrudnić np. modyfikowanie legalnie kupionych gier tak by nie przestały działać gdy producent zaprzestanie wsparcia.
EFF pozywa rząd USA http://di.com.pl/drm-vs-wolnosc-slowa-rz.....kich-55226
Organizacja Electronic Frontier Foundation długo krytykowała ten stan rzeczy. Opisywała przypadki, gdy DRM uniemożliwiało np. prowadzenie badań naukowych. Wreszcie Fundacja postanowiła coś z tym zrobić. Wczoraj poinformowała, że pozwała rząd USA w związku z przepisami ustawy Digital Millennium Copyright Act (DMCA).
Zdaniem EFF wspomniane przepisy są niezgodne z Pierwszą Poprawką do konstytucji USA. Ta poprawka gwarantuje wolność słowa, a zdaniem EFF przepisy chroniące DRM ograniczają możliwość tworzenia nowych dzieł czy nawet mówienia o niektórych produktach. To prawo ogranicza możliwość majstrowania przy urządzeniach, które posiadamy. Utrudnia konwersję dzieł do innych formatów cyfrowych, a zatem uniemożliwia np. remiksowanie filmów. Problemy prawne pojawiają się również przy niezależnych badaniach bezpieczeństwa takich produktów jak komputery, samochody i urządzenie medyczne.
- Proces twórczy wymaga budowania na tym co już wcześniej nastąpiło, a Pierwsza Poprawka chroni nasze prawo do transformowania utworów w celu wyrażania nowego przekazu, a także do badania i mówienia o kodzie komputerowym, który kontroluje tak wiele w naszym świecie - mówił Kit Walsh, prawnik EFF. Dodał on, że zwykli ludzie ryzykują zrujnowanie się lub nawet więzienie, jeśli tylko podejmą próbę korzystania z tej niby przysługującej im swobody.
DRM - demotywator
DRM może szkodzić wszystkim
W sprawie, która trafiła do sądu okręgowego dla Dystryktu Kolumbii, EFF reprezentuje Andrew Huanga, informatyka i wynalazcę, a także jego firmę Alphamax LLC. Ta firma opracowała rozwiązania do edycji strumieni wideo, które mogłyby otworzyć drogę do innowacyjnego wykorzystania płatnych treści. Niestety samo korzystanie z tej technologii byłoby naruszeniem przepisów ustawy DMCA.
Drugą osobą występującą w pozwie jako powód jest Matthew Green, ekspert od bezpieczeństwa komputerowego. Badał on m.in. rozwiązania istotne dla bezpieczeństwa transakcji finansowych, dzięki czemu wszyscy możemy wiedzieć na ile są one niezawodne. Niestety ten badacz ryzykuje złamanie prawa niemal za każdym razem gdy prowadzi swoje badania.
Matthew Green i Andrew Huang opublikowali na swoich blogach oświadczenia dotyczące wniesionego pozwu.
- Te przepisy naruszają moje, gwarantowane przez Pierwszą Poprawkę prawo do zbierania informacji i mówienia o pilnej kwestii istotnej dla interesu publicznego - bezpieczeństwie komputerowym. Proszę sędziego o wykreślenie kluczowych części tych przepisów, aby nie można było wykorzystać ich przeciwko mnie lub komukolwiek innemu - stwierdził Green.
Pełną treść pozwu wniesionego do sądu znajdziecie na stronie EFF. https://www.eff.org/document/1201-complaint
Biznes łatwo tego nie zniesie
Ta sprawa sądowa nie będzie łatwa. Dlaczego? Bo istnieje zagrożenie dla interesów ogromnych spółek - koncernów nagraniowych, producentów aut itd. Niestety duże firmy zawsze zachowują się jak psychopaci. Prawdopodobnie w toku tego sporu usłyszymy z ich strony różne, nawet bardzo absurdalne argumenty o konieczność utrzymania zabezpieczeń.
Pamiętajmy też, że te same spółki starają się wywrzeć nacisk na inne kraje, aby wprowadzić prawo chroniące DRM. Z taką sytuacją mieliśmy do czynienia przy okazji międzynarodowych umów ACTA i TPP.
W ubiegłym roku w USA przyjęto zasady dotyczące wyjątków od prawa chroniącego DRM. http://di.com.pl/majstrowanie-w-autach-r.....-usa-53653 W ramach przeglądu dokonywanego przez U.S. Copyright Office ustalono, że będzie można omijać zabezpieczenia pojazdów w celu naprawiania, modyfikowania i majstrowania przy nich. To nie oznacza, że można majstrować swobodnie. Istnieje tylko możliwość skorzystania z wyjątku, czyli trzeba umieć uzasadnić, że faktycznie zaistniała szczególna sytuacja prawna. W praktyce badacze muszą pracować wspólnie z prawnikami i czują na sobie dodatkową presję.
Nie myślcie, że firmy będą zawsze wdzięczne badaczom za znalezienie luk w ich produktach. Duże korporacje potrafią użyć gróźb prawnych aby uciszyć badacza znajdującego istotną dziurę. Badaczy zwykle nie stać na kosztowne procesy z korporacjami, więc prawo zaczyna działać przeciwko interesowi publicznemu i w interesie korporacji.
Wróćmy tu do wyjątków dotyczących pojazdów. Producenci aut i ciągników starali się przekonywać amerykańskie władze, że nie można dopuścić do omijania zabezpieczeń w pojazdach. Dlaczego? Bo jest ryzyko, że ktoś w ciągniku będzie słuchał pirackiej muzyki! To z kolei zrujnuje przemysł nagraniowy, ucierpi gospodarka i wszyscy to odczujemy. Trzeba być naprawdę naiwnym by kupić taką argumentację, ale producentom pojazdów zależało na jednym - aby zachować wyłączne prawo do grzebania w pojazdach swojej produkcji.
Być może nie byłoby tego wyjątku dla pojazdów, gdyby nie pewien szczególny zbieg okoliczności. W ubiegłym roku świat dowiedział się o aferze Volkswagena. Nagle wszyscy się obudzili i zrozumieli, że produkty dużych korporacji mogą być nie tylko wadliwe. One mogą być specjalnie modyfikowane, aby ominąć przepisy i realizować interes firmy. Ten skandal najlepiej pokazał, że społeczna odpowiedzialność biznesu to fikcja. Społeczeństwo musi mieć narzędzia do niezależnego badania produktów. Jeśli nie korzystamy z tych narzędzi ze strachu przed naruszeniem praw autorskich to coś jest nie tak.
Na koniec dodajmy, że amerykańskie prawo pro-DRM może wpływać i na nas. To prawo zabrania ripowania DVD co niestety wpływa na dostępność oprogramowania do ripowania DVD http://di.com.pl/drm-wygralo-runde-stron.....ieci-54513 na świecie.
Wysłany: 08:22, 16 Wrz '16 Temat postu:
Milionowy problem ZAiKS. Fryzjer: „Nosił wilk razy kilka…” 15/09/2016
Jak podał portal muzykaiprawo.pl – w 2007 roku, skarbówka zaczęła się domagać od Stowarzyszenia Autorów ZAiKS prawie 400 mln zł z tytułu zaległego podatku VAT od tantiem za wykorzystanie utworów. W sierpniu, decyzją Naczelnego Sądu Administracyjnego, ZAiKS oprócz zaległego VAT został zobowiązany również do zapłaty odsetek.
Marcin Węgrzynowski - fryzjer z Wałbrzycha, który wygrał w sądzie z ZAiKS, komentuje, że "nosił wilk razy kilka, ponieśli i wilka".
-Zachłanność ZAIKS spowodowana chęcią posiadania jak największej ilości pieniędzy, ściganie drobnych przedsiębiorców, wymuszanie od nich podpisywania umów, aby płacili za publiczne rozpowszechnianie utworów w małych lokalach usługowych, spowodowało urośnięcie tego stowarzyszenia do rangi monopolisty, którego wszyscy się boją, a który może wszystko - mówi Marcin Węgrzynowski portalowi wDolnymSlasku.com i zauważa, że przegrany przez ZAiKS proces w 2014 roku, pokazał, że Stowarzyszenie wcale nie jest takie straszne. - Sędziowie przestali się bać, zaczęły zapadać wyroki niekorzystne dla ZAiKS. Sędzia Jacek Szerer, który orzekał w mojej sprawie otrzymał tytuł Europejskiego Sędziego roku 2014. Wyrok nakazujący ZAiKS zapłaty takich zaległych podatków jest kolejnym przykładem, że na każdego przyjdzie odpowiednia pora i czas.
Fiskus nie zgodził się na umorzenie oprocentowania - podał portal muzykaiprawo.pl. Teraz cała nadzieja ZAiKS w Trybunale Sprawiedliwości UE.
Przypomnijmy. Marcin Węgrzynowski, fryzjer-stylista z Wałbrzycha, wygrał w sądzie ze Stowarzyszeniem Autorów ZAiKS, które domagało się od niego pieniędzy za włączone w salonie radio. Teraz stał się jednym z najbardziej rozpoznawalnych fryzjerów w Polsce i uczy innych przedsiębiorców, którzy także chcą walczyć o swoje prawa.
Źródło: Gazeta Prawna, portal muzykaiprawo.pl
http://wdolnymslasku.com/node/5251
Potężne problemy ZAiKS-u. Przegrał proces o miliony z VAT-u 14.09.2016
Gdy przepisy podatkowe są nieprecyzyjne i pojawiają się jakiekolwiek wątpliwości w ich interpretacji, można być pewnym, że fiskus rozstrzygnie je na NIEKORZYŚĆ podatnika.
Przekonało się o tym stowarzyszenie ZAiKS, od którego w 2007 r. skarbówka zaczęła domagać się zapłaty kwoty prawie 400 milionów złotych z tytułu zaległego podatku VAT od tantiem za wykorzystanie utworów. Wcześniej ZAiKS był zapewniany przez Ministerstwo Finansów, że podatku płacić nie musi.
Na nieszczęście dla stowarzyszenia, sprawą zainteresowała się Komisja Europejska. Fiskus ugiął się pod wpływem monitów KE, według której działalność ZAiKS powinna być opodatkowana i zażądał zapłaty zaległych należności.
Wobec groźby bankructwa, stowarzyszenie stanęło na stanowisku, że podatku płacić nie musi, ponieważ ustawodawca wdrażając unijną dyrektywę o VAT, nieprecyzyjne określił status OZZ-ów takich jak ZAiKS. Co więcej, pierwotna interpretacja tego prawa zakładała – z korzyścią dla ZAiKS – że organizacje zbiorowego zarządzania prawami autorskimi nie są płatnikami VAT-u.
W 2009 r. Wojewódzki Sąd Administracyjny uchylił decyzję fiskusa i stwierdził, że ZAiKS nie obraca prawami autorskimi, a jedynie nimi zarządza, co wynika wprost z przepisów prawa autorskiego. WSA nie zanegował przy tym obowiązku opodatkowania stowarzyszenia, jedynie wskazał, że VAT powinno odprowadzać od prowizji pobieranej z wpływów z tantiem, a nie od całości tych wpływów. Taka interpretacja dała legitymację dalszym działaniom skarbówki wobec OZZ-tu.
Wieloletnia batalia zakończyła się dla ZAiKS bolesnym ciosem. W zeszłym tygodniu Naczelny Sąd Administracyjny ostatecznie wydał niekorzystne dla ZAiKS orzeczenie. Obok zaległego VAT-u, stowarzyszenie musi zapłacić również odsetki od zaległości. Fiskus nie zgodził się na umorzenie oprocentowania, a wg. NSA organ podatkowy ma do tego pełne prawo. Ostatnia nadzieja ZAiKS, by choć trochę zmniejszyć karę leży w rozstrzygnięciu przez Trybunał Sprawiedliwości UE kwestii podatku VAT od opłat reprograficznych.
W przypadku korzystnej dla ZAiKS odpowiedzi, stowarzyszenie będzie mogło domagać się zwrotu podatku wraz z odsetkami w zakresie objętym tym rozstrzygnięciem.
Autor: Maciej Rodkiewicz/MiP
Źródło: Patrycja Dudek, “Gazeta Prawna”, ZAiKS przegrywa podwójnie”.
Fot. Wistula, CC BY-SA 3.0
http://muzykaiprawo.pl/potezne-problemy-zaiks-u-przegral-proces-miliony-vat-u/
Wysłany: 08:34, 16 Wrz '16 Temat postu:
A to niespodzianka. Fotografii można użyć w ramach cytatu 09.09.2016
W dużym uproszczeniu: wyrok Sądu Apelacyjnego w Krakowie, Wydziału I Cywilnego z 10 czerwca 2016, który znajdziecie pod sygnaturą I ACa 275/16, to gratka dla tych, którzy prowadzą niekomercyjne strony internetowe poświęcone kulturze i sztuce oraz chcieliby od czasu do czasu zilustrować sobie jakiś nudnawy tekst cudzym drobnym utworem.
Z drugiej strony, jest to również gratka dla artystów, którzy dzięki lekturze uzasadnienia dowiedzą się, w jaki sposób i komu nie należy robić prezentów, a jeśli popełnią ten błąd, to raczej z zastrzeżeniem, że to prezent na ścianę w domku letniskowym, a nie na wygaszacz ekranu w firmie bratanicy. Znajdziecie tam również pouczający fragment, dotyczący konieczności udowadniania przed sądem swoich twierdzeń i rożnych na to sposobów, spośród których najprostszym jest stawiennictwo na rozprawie i złożenie korzystnych dla siebie zeznań (niestety, ta strona życia jakże często umyka uwadze osób twórczych). Co tu dużo mówić: niech was nie odstraszy objętość, po prostu najlepiej będzie, jeśli przeczytacie cały wyrok sami, od deski do deski.
Zakładając, że zastosujecie się do tej dobrej rady, podaję tylko krótko: chodziło o wykorzystanie podarowanej fotografii jako ilustracji do pewnego artykułu, zamieszczonego na stronie internetowej. Oczywiście – bo inaczej nie byłoby sporu – o wykorzystanie bez zgody autorki, bez wynagrodzenia dla autorki, nawet bez wskazania jej z imienia i nazwiska. Na fotografii widniał reżyser opisywany inicjałami „A.W”. Artykuł był właściwie notką informacyjną, dotyczącą filmu dokumentalnego autorstwa właśnie „A.W”. „A.W” nie miał nic przeciwko takiemu właśnie wykorzystaniu swego wizerunku, zresztą – autorka nigdy nie pytała go o zgodę na wykorzystanie wizerunku czy też na czerpanie z tego wizerunku korzyści. Generalnie „A.W” był bardziej po stronie pozwanego, niż powódki – fotografki. Fotografka żądała odszkodowania i zadośćuczynienia. Sąd oddalił jej roszczenia „co do zasady”, co w prawniczym żargonie oznacza, że uznał jej roszczenia za całkowicie bezpodstawne i nie przeszedł nawet do etapu badania roszczeń „co do wysokości” (czyli do sprawdzania, czy nie są wygórowane).
Zdaniem sądu, twórcy strony internetowej wykorzystując zdjęcie do ilustracji notki informacyjnej działali w ramach „prawa cytatu” (art. 29 ustawy z 4 lutego 1994 roku o prawie autorskim i prawach pokrewnych). Sąd podkreślił, że jest to najważniejsza z klauzul dozwolonego użytku, stanowiąca swoistą gwarancję swobody wypowiedzi i swobody twórczej. Przypomniał też rzecz oczywistą – że żadna twórczość nie wydarza się w próżni, lecz wymaga korzystania i odniesienia się do działalności twórczej innych.
Po tej konstatacji sąd określił następujące warunki legalności cytatu:
Po pierwsze, cytat odnosić się może wyłącznie do takiego do utworu, który już został rozpowszechniony. Zgodnie z art. 6 ust. 1 pkt. 3 prawa autorskiego, utworem rozpowszechnionym jest utwór, który za zezwoleniem twórcy został w jakikolwiek sposób udostępniony publicznie. Co ciekawe, sąd przyjął, że autorka upowszechniła fotografię na dwa sposoby: po pierwsze, zamieszczając ją na własnej stronie internetowej, po drugie: przekazując fotografię prezesowi organizacji jako podarunek bez jakichkolwiek zastrzeżeń co do sposobu wykorzystania tej fotografii przez obdarowanego. Akt obdarowania został zatem potraktowany jako jedna z form upowszechnienia.
Po drugie, drobny utwór może być wykorzystany w całości a inne utwory mogą być wykorzystane w urywkach czy fragmentach. Czynnikiem decydującym o uznaniu utworu za należący do jednej lub do drugiej kategorii będzie przede wszystkim jego „rozmiar” oceniany jako objętość, wielkość, czas trwania – w zależności od konkretnej kategorii utworów. Sporna fotografia została potraktowana jako utwór drobny właśnie ze względu na swój rozmiar, przy czym za miarodajny sąd uznał rozmiar zdjęcia, które zostało podarowane (oraz które zostało zamieszczone na stronie internetowej powódki), pominął natomiast argument, że fotografia „mogłaby być powiększona do niemal każdego rozmiaru”.
Po trzecie, przytoczenie (zacytowanie) utworu może odbywać się na każdym możliwym polu eksploatacji, niekoniecznie jedynie na tym polu, które było właściwe dla utworu cytowanego.
Po czwarte, utwór zacytowany powinien mieścić się w innym utworze, stanowiącym samoistną całość. Sąd podkreślił, że nie dotyczy to tylko i wyłącznie działalności literackiej, gdzie cytat jest zadomowiony już od dawna i dotyczy utworów należących do jednej (literackiej) kategorii. Zacytowany utwór może stać się częścią utworu o zupełnie innym charakterze, na przykład: „drobna fotografia” może stać się częścią strony internetowej – samoistnej całości „której treść, dobór informacji o filmach i sposób ich prezentowania stanowi przejaw twórczej działalności indywidualnej”.
Po piąte wreszcie, nie bez znaczenia jest cel, dla którego może służyć cytat. Ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych wymienia te cele w sposób wyczerpujący – a ze względu na zasadę ścisłej interpretacji wyjątków katalogu dozwolonych prawem celów rozszerzać nie wolno. Najprościej rzecz ujmując, cele usprawiedliwiające prawo cytatu muszą to cele ważkie z punktu widzenia dobra publicznego lub artystycznego: wyjaśnianie, polemika, analiza krytyczna lub naukowa, nauczanie lub prawa gatunku twórczości.
Jako ciekawostkę warto też omówić jeden z aspektów obrony pozwanego, zarzucony wprawdzie w postępowaniu apelacyjnym, ale w pierwszej instancji skuteczny. Pozwany zarzucił autorce fotografii, że swoimi żądaniami narusza art. 5 Kodeksu cywilnego, zgodnie z którym nikt nie może czynić ze swego prawa użytku sprzecznego z zasadami społecznego współżycia. Sens tego przepisu streścić można następująco: nawet jeśli formalnie masz jakieś prawo, to nie powinieneś z niego korzystać, bo to niesprawiedliwe i straszny z ciebie gbur. Jak łatwo się domyślić, jest to argument ostatniej szansy i na ogół nie chwyta. A tutaj właśnie całkiem ładnie chwycił: sąd strzelił w uzasadnieniu krótki wykład z dobrego wychowania i stwierdził, ze „powszechnie przyjętą w społeczeństwie regułą jest, że z rzeczą otrzymaną w prezencie obdarowany może zrobić co zechce”. Uważajcie więc, autorzy, kiedy, co i komu.
Pełny wyrok znajdziecie tutaj. https://pl.scribd.com/document/321868326/I-ACa-275-16#from_embed
Tekst: Anna Lazari/MiP
Fot. Michał Kowalski/MiP
http://muzykaiprawo.pl/niespodzianka-fotografie-mozna-uzyc-ramach-cytatu/
Wysłany: 12:13, 18 Wrz '16 Temat postu:
Podatek od linków, zautomatyzowana cenzura. Bruksela proponuje prawo autorskie według życzeń korporacji Marcin Maj, 14-09-2016
Jest tak źle jak się obawiano. Nowe prawo autorskie w UE może być znacznie gorsze niż zapisy ACTA, które kiedyś wyprowadziły ludzi na ulice. Widać, że Komisja Europejska uważnie słuchała lobbystów, natomiast głos strony społecznej albo jej umknął, albo został celowo zignorowany.
- Komisja Europejska oficjalnie zaproponowała zmiany w prawie autorskim
- Zaproponowano zmuszenie platform internetowych do automatycznego cenzurowania treści użytkowników.
- Zaproponowano nowy rodzaj praw dla wydawców prasy, który w praktyce wprowadzi tzw. "podatek od linków".
Niedawno pisaliśmy o tym, że reforma praw autorskich w UE może być spełnieniem życzeń korporaccji i wdrożeniem idei zawartych w ACTA http://di.com.pl/reforma-praw-autorskich.....pisy-55434 Pisaliśmy o tym na podstawie wycieków.
Teraz już oficjalnie możemy powiedzieć, że Komisja Europejska szykuje pro-korporacyjną reformę praw autorskich.
Przy okazji dzisiejszego orędzia o stanie Unii Europejskiej, wygłoszonego przez przewodniczącego Junckera, Komisja przedstawiła propozycje dotyczące modernizacji prawa autorskiego.
- Pragnę, by dziennikarze, wydawcy i autorzy otrzymywali sprawiedliwe wynagrodzenie za swoją pracę, niezależnie od tego, czy jest ona wykonywana w studio, czy we własnym mieszkaniu, czy rozpowszechniana jest za pomocą internetu, czy też poza nim, czy publikowana jest przy użyciu kopiarki czy też linku w sieci - mówił Juncker.
Niestety ta wypowiedź celnie oddaje to, że przy reformie pominięto potrzeby innych grup - edukatorów, pracowników kultury, użytkowników kultury, także niektórych twórców.
Ułatwianie dostępu do treści?
Przedstawione dzisiaj wnioski dotyczące praw autorskich mają trzy główne priorytety. Pierwszym z nich jest rzekomo lepszy dostęp do treści. Komisja proponuje "przyjęcie instrumentu prawnego, który pozwoli nadawcom na łatwiejsze uzyskanie zezwoleń, które muszą otrzymać od podmiotów praw autorskich, aby móc nadawać programy online w innych państwach członkowskich UE".
Ponadto, aby wspomóc rozwój oferty wideo na żądanie (VoD), Komisja wezwie państwa członkowskie do utworzenia organów odpowiedzialnych za negocjowanie umów licencyjnych (obejmujących usługi transgraniczne) między podmiotami praw do treści audiowizualnych a platformami VoD. Dialog z sektorem audiowizualnym w kwestii licencji i wykorzystywania innowacyjnych narzędzi – takich jak platformy licencyjne – uzupełni ten mechanizm.
Poza tym Komisja wyda 1,46 mld euro z podprogramu MEDIA w ramach programu „Kreatywna Europa”, aby "wspierać rozpowszechnianie treści kreatywnych w różnych krajach". Te połączone działania będą "zachęcać społeczeństwo do odkrywania programów radiowych i telewizyjnych z innych państw europejskich oraz do utrzymywania kontaktów z ojczyzną".
Wszystko fajnie, ale czy Komisja Europejska nie obiecywała czegoś więcej? Najwyraźniej nadal będą istnieć zasadnicze bariery terytorialne w dostępie do treści. Komisja Europejska nie zniesie tzw. geoblockingu najprawdopodobniej dlatego, że nie życzy sobie tego przemysł rozrywkowy http://di.com.pl/przemysl-filmowy-nie-ch.....ikow-54773
Przepisy z myślą o badaniach/edukacji
Drugi priorytet to edukacja.
Proponowana dyrektywa ma ułatwić naukowcom w UE stosowanie technik eksploracji tekstów i danych do analizy dużych zbiorów danych. Komisja proponuje również wprowadzenie nowego obowiązkowego unijnego wyjątku, który pozwoli instytucjom zajmującym się dziedzictwem kulturowym na zachowanie prac w formie cyfrowej.
Ponadto zamiarem Komisji jest wprowadzenie ustawodawstwa mającego na celu wdrożenie Traktatu z Marrakeszu http://di.com.pl/da-sie-zlagodzic-prawo-.....mych-48448 w sprawie ułatwienia dostępu do opublikowanych utworów drukowanych osobom niewidomym i słabowidzącym.
Teraz najgorsze - autocenzura, podatek od linków
Trzecim priorytetem jest "bardziej sprawiedliwy rynek". Niestety zdaniem Komisji ma to oznaczać "rynek, na którym interesy wydawcy są najważniejsze" (dodajmy: nawet tak ważne, że mogą szkodzić samym wydawcom).
Zacytujmy w tym miejscu fragmenty z komunikatu prasowego Komisji Europejskiej.
Dyrektywa w sprawie praw autorskich ma wzmocnić pozycję podmiotów praw autorskich w zakresie negocjowania warunków i sposobów płatności za korzystanie z ich treści online na platformach udostępniania plików wideo (np. YouTube lub Dailymotion). Platformy te będą miały obowiązek zastosowania skutecznych środków, takich jak technologia automatycznego wykrywania utworów muzycznych lub audiowizualnych. Dzięki nim podmioty praw autorskich będą w stanie identyfikować swoje dzieła, wydawać zgodę na ich publikację na platformie lub żądać ich usunięcia.
Gazety, czasopisma i inne wydawnictwa prasowe skorzystały z przejścia od druku na usługi cyfrowe i internetowe, takie jak media społeczne i agregatory wiadomości. Sytuacja ta doprowadziła do rozszerzenia grona odbiorców, ale odbiła się również na dochodach z reklam i sprawiła, że licencjonowanie i egzekwowanie praw stało się coraz trudniejsze. Komisja proponuje wprowadzenie nowego prawa dla wydawców, które jest podobne do już obowiązującego w UE prawa odnoszącego się do producentów filmowych, producentów nagrań i innych podmiotów działających w sektorach kreatywnych, np. nadawców.
Tak jak się spodziewaliśmy, komisja wsłuchała się w teorie przemysłu muzycznego o istnieniu tzw. "luki wartości". Zaledwie wczoraj IFPI publikowała raport o tej luce, a dziś dziwnym trafem http://di.com.pl/co-za-przypadek-jutro-b.....znej-55478 Komisja odpowiada na problem.
Do tej pory serwisy takie jak YouTube absolutnie dobrowolnie stosowały rozwiązania takie jak Content ID http://di.com.pl/tagi/content_id Powodowało to niezwykłe absurdy np. Warner usuwał nagranie kolędy http://di.com.pl/warner-ma-prawa-do-kole.....-awi-49280 bo rościł sobie prawa do tej kolędy. Mechanizmy antypirackiej autocenzury nie są doskonałe, ale w przyszłości ich stosowanie może być obowiązkowe. To jest poważne zagrożenie dla wolności komunikowania się w internecie.
Jeśli chodzi o "podatek od linków"http://di.com.pl/tagi/podatek-od-linkowania to komisja proponuje ni mniej ni więcej tylko wdrożenie rozwiązań, które pozwolą wydawcom domagać się pieniędzy np. za linki do ich tekstów w usługach Google. Podatek od linków jest rozwiązaniem dwukrotnie niesprawdzonym i można napisać setki stron o jego krytyce.
W marcu 2013 Niemcy przyjęły prawo http://di.com.pl/news/47667,0,Prawo_ogra.....n_Maj.html które wymaga od wyszukiwarek odprowadzania opłat licencyjnych za wykorzystanie fragmentów tekstów dłuższych niż "pojedyncze słowa lub krótkie fragmenty". W efekcie w październiku 2014 roku firma Google zapowiedziała, że ograniczy widoczność treści od wydawców http://di.com.pl/fragmenty-newsow-znikna.....edzy-50717 Duży wydawca Axel Springer dał za wygraną i poprosił organizację VG Media, aby udzieliła firmie Google darmowej licencji na korzystanie z jego treści. To była pierwsza porażka "podatku od linków".
Potem była druga porażka w Hiszpanii. Ten kraj wprowadził nowy rodzaj praw (tzw. "ancillary copyright") aby umożliwić wydawcom zarabianie na linkach do ich gazet. W reakcji na to Google zamknęła usługę Google News http://di.com.pl/google-news-zniknie-z-h.....iego-51131 Co ciekawe, wydawcy protestowali przeciwko zamknięciu usługi http://di.com.pl/zamkniecie-google-news-.....-awi-51169 tak jakby wierzyli, że Google ma obowiązek utrzymywać nierentowną usługę tylko po to, by im płacić. Przeprowadzone później badania wykazały, że nowe prawo generalnie zaszkodziło rynkowi hiszpańskiemu http://di.com.pl/podatek-od-linkow-dal-o.....ynku-52736 niszcząc rynek agregatorów wiadomości.
Dodajmy jeszcze, że rok temu w Parlamencie Europejskim przyjęto tzw. raport Redy http://di.com.pl/wolnosc-panoramy-obroniona-raport-redy-przyjety-52584 który przewidywał zmiany w kierunku liberalizacji prawa autorskiego. Przy okazji Parlament opowiedział się przeciwko ancillary copyright. Co z tego? Komisja Europejska całkowicie zignorowała głos Parlamentu Europejskiego, tym samym ignorując głos Europejczyków.
Organizacje społeczne krytycznie o reformie
Jeszcze raz pozwolimy sobie przypomnieć, że o reformie praw autorskich w UE zaczęło się mówić krótko po upadku porozumienia ACTA http://di.com.pl/bedzie-reforma-praw-aut.....acje-49195 Reforma post-ACTA miała dostosować prawo do rzeczywistości cyfrowej. Miała je zracjonalizować i zliberalizować.
Dziś Komisja Europejska zaproponowała reformę prokorporacyjną, betonującą wady praw autorskich, zawierającą elementy z ACTA i jeszcze gorsze dodatki. Nie jest to tylko nasze zdanie. Poniżej wypowiedzi przedstawicieli organizacji społecznych, które brały udział w debacie o prawie autorskim UE.
- Celem reformy miało być stworzenie warunków umożliwiających funkcjonowanie Jednolitego Rynku Cyfrowego. Niestety, zaprezentowana przez Komisję propozycja nadal pozostawia wiele kwestii do uregulowania na poziomie krajowym, co raczej zróżnicuje jeszcze bardziej warunki w krajach UE i oddali nas od harmonizacji. W efekcie Europa nie będzie miejscem, gdzie nowe technologie i kreatywne sektory gospodarki będą mogły się dynamicznie rozwijać - powiedział Marcin Serafin, szef działu polityk publicznych Centrum Cyfrowego.
- Komisja Europejska faworyzuje interesy wydawców. Tymczasem prawo autorskie powinno dążyć do zbilansowania potrzeb twórców, użytkowników i firm działających na rynku. Komisja zapomniała również, że prawo autorskie musi wspierać interes publiczny, w takich obszarach jak edukacja i nauka - dodał Alek Tarkowski, dyrektor Centrum Cyfrowego.
- Potrzebujemy reformy praw autorskich, która dopasuje Europę do XXI wieku. Teraz mamy propozycję, która zatruwa wolność słowa, zatruwa europejski biznes i zatruwa kreatywność - powiedział Joe McNamee z organizacji European Digital Rights.
- Ta antypostępowa propozycja oznacza katastrofę dla wolności wypowiedzi w internecie i dla konkurencyjności europejskich startupów. Na domiar wszystkiego ona uderzy także w wydawców. Jeśli efektywnie wzniesiemy paywalle dla linków na europejskich stronach, platformy internetowe i użytkownicy po prostu będą unikać dzielenia się nimi - zauważyła europosłanka Julia Reda.
To tylko wybrane krytyczne wypowiedzi. Jest tego znacznie więcej.
Google: Potrzeba zrównoważonego prawa
Głos w sprawie reformy zabrała także firma Google. Na europejskim blogu Google https://europe.googleblog.com/2016/09/european-copyright-theres-better-way.html napisano, że w przedłożonych propozycjach są rzeczy, które da się lubić. Niestety...
- ...są również niepokojące elementy, mając na uwadze że sieć zależy od możliwości dzielenia się treściami przez użytkowników. Dzisiejsza propozycja sugeruje, że utwory zawierające tekst, filmy i obrazy muszą być filtrowane przez usługi online. To efektywnie zmieni internet w miejsce, gdzie przesłane treści muszą być dopuszczone przez prawników zanim widownia będzie mogła je znaleźć - czytamy na blogu Google.
Google zwróciła też uwagę na pomysł rozszerzenia monopolu prawnoautorskiego wydawców prasy. Ten pomysł przyniósł złe efekty w Niemczech i Hiszpanii. Zdaniem Google uderzy to w każdego kto pisze, czyta lub po prostu chce dzielić się treściami. Google zauważyła też, że prawo powinno równoważyć wszystkie interesy, ale najnowsze propozycje nie zapewniają równowagi.
Czy oni rozumieją?
W ramach dodatkowego komentarza dorzucimy jedno zdjęcie. Przedstawia ono skład Komisji Euroepejskiej. Czy wierzycie, że każdy z tych ludzi naprawdę rozumie problemy współczesnych technologii? Oczywiście niejeden człowiek w wieku tych państwa świetnie zna nowe technologie, ale czy ta ekipa naprawdę rozumie jakie problemy już sprawiają prawa autorskie w świecie cyfrowym? Czy Ci ludzie naprawdę potrafią przewidzieć jak niebezpieczne może być manipulowanie przy kwestii odpowiedzialności wydawców za treści użytkowników?
Nasze orły od rynku cyfrowego? Komisja Europejska (zdj. © European Union 2014 - European Parliament)
Dokumenty?
Jeśli chcecie wiedzieć więcej, na stronie Komisji Europejskiej znajdziecie:
- Komunikat – Propagowanie na jednolitym rynku cyfrowym uczciwej, wydajnej i konkurencyjnej gospodarki europejskiej opartej na poszanowaniu praw autorskich
https://ec.europa.eu/digital-single-market/news-redirect/34287
- Rozporządzenie ustanawiające zasady dotyczące wykonywania praw autorskich i praw pokrewnych mające zastosowanie do niektórych nadawców transmisji i retransmisji programów telewizyjnych i radiowych
https://ec.europa.eu/digital-single-market/news-redirect/34288
- Dyrektywa w sprawie praw autorskich na jednolitym rynku cyfrowym
https://ec.europa.eu/digital-single-market/news-redirect/34290
- Rozporządzenie w sprawie transgranicznej wymiany między Unią a państwami trzecimi kopii utworów w formacie umożliwiającym dostęp osobom niepełnosprawnym do określonych utworów i innych przedmiotów chronionych prawem autorskim i prawami pokrewnym, z korzyścią dla osób niewidomych, słabowidzących lub z innymi niepełnosprawnościami uniemożliwiającymi zapoznawanie się z drukiem
https://ec.europa.eu/digital-single-market/news-redirect/34292
- Dyrektywa w sprawie niektórych dozwolonych sposobów korzystania z utworów i innych przedmiotów chronionych prawem autorskim i prawami pokrewnymi z korzyścią dla osób niewidomych, osób słabowidzących i osób z niepełnosprawnościami uniemożliwiającymi zapoznawanie się z drukiem, i w sprawie zmiany dyrektywę 2001/29/WE w sprawie harmonizacji niektórych aspektów praw autorskich i pokrewnych w społeczeństwie informacyjnym
https://ec.europa.eu/digital-single-market/news-redirect/34293
http://di.com.pl/podatek-od-linkow-zauto.....acji-55487
Wysłany: 13:06, 18 Wrz '16 Temat postu:
To dostawcy usług internetowych spoza UE się ucieszą. Przecież wystarczy tam założyć stronę, aby ominąć ograniczenia....
Wysłany: 15:02, 18 Wrz '16 Temat postu:
FortyNiner napisał:
Gdyby tak było, to google nie ugięłaby się.
Google News in Spain
We’re incredibly sad to announce that, due to recent changes in Spanish law, we have removed Spanish publishers from Google News and closed Google News in Spain. We understand that readers like you may be disappointed, too, and we want to share the reasons behind this decision.
Google News is a free service, loved and trusted by hundreds of millions of users around the world and available in more than 70 international editions, covering 35 languages. It includes everything from the world’s biggest newspapers to small, local publications and bloggers. Publishers can choose whether or not they want their articles to appear in Google News -- and the vast majority choose to be included for very good reason. Google News creates real value for these publications by driving people to their websites, which in turn helps generate advertising revenues.
But sadly, as a result of a new Spanish law, we had to close Google News in Spain. This legislation requires every Spanish publication to charge services like Google News for showing even the smallest snippet from their publications, whether they want to or not. As Google News itself makes no money (we do not show any advertising on the site) this new approach was not sustainable.
We remain committed to helping the news industry meet challenges and look forward to continuing to work with our thousands of partners globally, as well as in Spain, to help them increase their online readership and revenues.
It appears that you were trying to access the Spain edition of Google News. If you were trying to access a different edition, you can find it here.
https://support.google.com/news/answer/6140047?hl=es
Wysłany: 14:17, 21 Paź '16 Temat postu:
Twórcy Gwiezdnych Wojen niszczą kulturę fanowską. Pozywają nieautoryzowaną szkołę Jedi - AWI Marcin Maj 18-10-2016
Chcesz uczyć ludzi walki mieczem świetlnym? Nie tak szybko! Na to trzeba mieć zgodę Lucasfilm, a uczenie bez zgody grozi pozwem. Przekonał się o tym klub z Nowego Jorku.
To kolejny tekst z cyklu Absurdy własności intelektualnej (AWI). http://di.com.pl/tagi/absurdy_wlasnosci_intelektualnej/
Gdy w roku 2012 Disney przejmował Lucasfilm, wyraziłem obawy o przejście o na "ciemną stronę praw autorskich". Wokół "Gwiezdnych Wojen" zawsze istniała kultura fanowska obejmująca parodie, przeróbki, imprezy tematyczne i tym podobne rzeczy. Wytwórnia Lucasfilm tolerowała to, ale po przejęciu przez Disneya coś zaczęło się zmieniać.
W kwietniu pisaliśmy, że twórcy "Gwieznych wojen" wystąpili przeciwko organizatorom bitew na miecze świetlne. Sprawa była głęboko absurdalna bo na tych bitwach nikt nie zarabiał. Po prostu ludzie schodzili się w jedno miejsce z mieczami świetnymi aby stworzyć wielkie widowisko. Tylko zabawa, ale Lucasfilm dopatrzył się w tej zabawie naruszenia cennej własności intelektualnej.
Nieautoryzowana szkoła Jedi!
Teraz Lucasfilm idzie dalej. Wytwórnia pozwała New York Jedi - klub zrzeszający miłośników walki na miecze świetlne. Oczywiście takie miecze nie istnieją i członkowie tego klubu wcale nie walczą. Po prostu w tej "szkole Jedi" można nauczyć się zasad walki scenicznej, można zobaczyć pokazy walki albo zorganizować własne. Klub obchodził swoje 10-lecie w ubiegłym roku, ale teraz jego istnienie zaczęło przeszkadzać wytwórni Lucasfilm.
Wytwórnia pozwałaklub, a kopię pozwu opublikował serwis Ars Technica. Czytając ten dokument trudno się nie zaśmiać.
Pozwani regularnie używają znaków towarowych Lucasfilm bez zgody i w odniesieniu do własnego biznesu. Wśród naruszających działań jest używanie logo pozwanego, które jest niemal identyczne i myląco podobne do znaku Zakonu Jedi należącego do Lucasfilm.
Podobieństwo jest. Nie można powiedzieć.
Z pozwu dowiadujemy się również, że właściel szkoły walki Jedi starał się o licencję od Lucasfilm, ale wytwórnia konsekwentnie odmawiała sprzedania takiej licencji. Nie mając jej pozwany promował, produkował i oferował sprzedaż "nieautoryzowanych lekcji Miecza Świetlnego" co pozwalało jego uczniom przekonująco udawać rycerzy Jedi... i to wszystko bez odpowiedniej autoryzacji ze strony Lucasfilm! Właściciel szkoły Jedi został pozwany nie tylko o naruszenie praw do znaku, ale także nieuczciwą konkurencję!
Jedi to więcej niż znak
Z prawniczego punktu widzenia jest to po prostu spór o znak towarowy. Nie ma wątpliwości, że faktycznie pozwany używał słów "Jedi" oraz "Lightsabre" w połączeniu z własnym biznesem. Ba! Nie ma żadnej wątpliwości, że cała wartość tego biznesu opiera się na popularności Gwiezdnych Wojen! Mimo to mamy powody, aby wrzucić tę sprawę do Absurdów Własności Intelektualnej. Dlaczego?
Po pierwsze kultura! Dla wielu ludzi słowo "Jedi" jest takim samym słowem jak "rycerz" albo "samuraj". To wyraża pewną ideę kulturową, a nie tylko określony rodzaj postaci fikcyjnych. Istnieje nawet Jediizm, czyli ruch religijny oparty na idei rycerza Jedi. W Polsce ponad 1000 osób zadeklarowało wyznawanie religii Jedi.
Kultura fanowska to nic złego
Poza kwestiami kulturowymi jest także kwestia biznesowa, z którą Lucasfilm kiedyś nie miał problemu (teraz ma). Istnienie kultury fanowskiej jest korzystne dla własności intelektualnej. Jeśli Lucasfilm zarabia na gadżetach związanych z Gwiezdnymi Wojnami to powinno mu zależeć, aby ludzie mieli jak najwięcej powodów do kupowania tych gadżetów. Zainteresowanie walką sceniczną może być jednym z takich powodów. Twórcy Gwiezdnych Wojen mogliby animować, wspierać ten ruch fanów. Tymczasem odmawiają sprzedaży licencji twórcy szkoł Jedi (co przyznali w pozwie) i występują przeciwko niemu na drogę sądową, co w najlepszym razie doprowadzi do zamknięcia firmy i rozzłoszczenia fanów.
Lucasfilm naprawdę zaczyna występować przeciwko kulturze fanowskiej. To się wydaje mało istotne w momencie, gdy ta kultura jest dobrze rozwinięta i zamknięcie jednego klubu z Nowego Jorku nie robi wielkiej różnicy. Jeśli jednak w przyszłości fani dostatecznie mocno odczują niechęć Disneya i Lucasfilm, po prostu zniechęcą się do głębszego wchodzenia w świat Gwiezdnych Wojen. Na tym może stracić tylko jedna firma - Lucasfilm. Przestrzeń kulturowa po Gwiezdnych Wojnach może bez trudu wypełnić się czymś innym.
http://di.com.pl/tworcy-gwiezdnych-wojen.....-awi-55642
Dzieje się krzywda dokonywana przez jednych na drugich.
Wysłany: 10:00, 29 Lis '16 Temat postu:
Informacje o posunięciach szachistów są chronioną własnością? Jest jeden wyrok i będzie następny - AWI Marcin Maj, 23-11-2016
Szachiści zawsze dzielili się informacjami o przebiegach partii. Teraz jedna firma przyznała sobie monopol na zapisy gier mistrzów. Sąd w Moskwie nie był po jej stronie, ale jest jeszcze sprawa w USA.
W marcu tego roku opisaliśmy ciekawy problem praw autorskich w świecie sportów umysłowych. Jedna firma chce mieć wyłączność na informowanie o posunięciach w meczach czołowych szachistów [1]. Świat szachowy uznał to za sprzeniewierzenie się odwiecznej zasadzie, że mecze szachowe są zapisywane i udostępniane innym do analizy. Łatwo zrozumieć, że określona firma ma prawo do transmisji z meczu mistrzostw świata, ale żeby miała wyłączne prawo do informowania o każdym posunięciu?
Informowanie o posunięciach przed sądem
Wspomniana firma to Agon Limited. Jest to organizator turniejów, które mają wyłonić kolejnego mistrza świata w szachach. Już na początku marca firma ogłosiła, że filmowe nagrania mistrzowskich rozgrywek będą pokazywane tylko na stronie WorldChess.com. Firma zastrzegła też, że te same zasady mają dotyczyć informowania o pojedynczych posunięciach!
Czy udało się wyegzekwować "prawa do posunięć"? Jak dotąd nie. Niektóre serwisy i tak informowały o posunięciach czołowych graczy i komentowały je. Firma Agon poszła więc do sądów w Rosji i USA pozywając serwis Chess24. Sądy zostały postawione przed ciekawym pytaniem. Czy informacja o posunięciu szachowym naprawdę może być chroniona prawem autorskim?
Spróbujmy się odnieść do innych sportów. Transmisja z meczu piłkarskiego niewątpliwie jest chroniona prawem autorskim. Nie można jednak objąć podobną ochroną informacji o strzeleniu bramki, spalonym albo ilości fauli. Niestety realia szachowe są takie, że opis partii pozwala prześledzić jej dokładny przebieg. Zapis przykładowej partii zakończonej po 24. ruchach wygląda tak.
1. e4 c5 2. Nc3 Nc6 3. g3 g6 4. Bg2 Bg7 5. d3 e6 6. Be3 d6 7. Qd2 Nge7 8. Bh6 O-O 9. h4 Nd4 10. O-O-O b5 11. h5 Nec6 12. hg6 hg6 13. e5 Be5 14. Bf8 Kf8 15. Nf3 Nf3 16. Bf3 Qb6 17. Rh7 Qa6 18. Kb1 Rb8 19. Rdh1 d5 20. Qg5 Ke8 21. Rf7 Kf7 22. Rh7 Kf8 23. Qh6 Ke8 24. Qg6
Z tego zapisu dowiadujemy się, że np. w pierwszym ruchu gracz grający Białymi przestawił piona z pola e2 na e4. Czy to już jest "transmisja fragmentu meczu" czy tylko poinformowanie o pewnym wydarzeniu?
Dla Rosjan to domena publiczna
Spór w Rosji już się zakończył, przynajmniej w I instancji.
Jak podaje Chess24, moskiewski sąd oddalił pozew firmy Agon. Po pierwsze pozew był skierowany przeciwko niewłaściwej firmie, ale to nie wszystko. Sąd wyraził też zdanie, że posunięcia szachowe znajdują się w domenie publicznej, nie można ich uznać za tajemnicę handlową i za treść chronioną prawem. Na stronie Chess24 znajdziecie szczegóły na temat orzeczenia.
Akurat Rosja jest krajem, w którym kultura szachowa ma znaczenie większe niż prawa autorskie. Czy podobnie orzeknie sąd w USA gdzie jest dokładnie odwrotnie? Do sądu okręgowego w Nowym Jorku wpłynął już pozew przeciwko operatorom Chess24. Stroną powodową jest World Chess, podmiot związany z firmą Agon. Jeśli wczytamy się w pozew to znajdziemy w nim coś głęboko absurdalnego.
W pozwie opisano następujące naruszenie dokonane przez Chess24 - serwis informuje o posunięciach szachistów, ale nie ponosi kosztów organizacji turnieju. Wychodzi więc na to, że zdaniem powodów sam fakt bycia organizatorem turnieju daje monopol na informowanie o tym co robią szachiści. Wyobraźmy więc sobie analogiczną sytuację w innym sporcie - tylko organizator turnieju i jego partnerzy mogliby mówić, że w 53 minucie strzelono bramkę. Czy to byłoby normalne?
Więcej dokumentów na temat tej sprawy opublikował Techdirt. Nie wiadomo jaki będzie finał, ale pierwsze decyzje sędziego wydają się sprzyjać przekonaniu, że szachów nie można zamknąć w okowach praw autorskich.
Własność intelektualna zabija sport
Ta sprawa nasuwa na myśl inne Absurdy Własności Intelektualnej związane ze sportem. W czasie tegorocznych igrzysk ograniczono użycie słowa "Olimpiada" i zakazano publikowania GIF-ów z wydarzenia. Oficjalnym powodem był strach przed komercjalizacją Igrzysk. Prawdziwym powodem było bezwzględne egzekwowanie praw własności intelektualnej, nawet w oderwaniu od celu, któremu ta własność ma służyć.
Inna rzecz, że można poważnie wątpić czy używanie słowa Olimpiada faktycznie wpływa na przychody z Olimpiady. Tak samo można dyskutować, czy i jak informowanie o posunięciach szachistów wpływa na przychody organizatorów turnieju szachowego.
http://di.com.pl/nie-mozna-informowac-o-.....-awi-54637
http://di.com.pl/informacje-o-posuniecia.....-awi-55970
Wysłany: 00:21, 02 Mar '17 Temat postu:
Będzie ekstradycja właściciela Kickass Torrents do USA. Polski sąd wydał zgodę 28 lutego 2017 PAP
Warszawski sąd okręgowy zgodził się na ekstradycję do USA Ukraińca Artema Waulina, właściciela platformy internetowej Kickass Torrents. Amerykanie chcą mu postawić zarzuty dotyczące łamania praw autorskich oraz prania brudnych pieniędzy. Waulin przebywa obecnie w podwarszawskim szpitalu.
To pierwszy etap procedury ekstradycyjnej. O prawnej dopuszczalności ekstradycji decyduje sąd w dwóch instancjach (możliwe jest też zaskarżenie tej decyzji w nadzwyczajnym trybie do Sądu Najwyższego). Jeżeli sądy obu instancji zgodzą się na ekstradycję, ostateczną decyzję podejmuje minister sprawiedliwości.
Jak poinformował PAP zespół prasowy warszawskiego sądu, "z uwagi na zawiłość i obszerność sprawy, sporządzenie uzasadnienia decyzji odroczono na czas 7 dni".
Waulin (wyraża zgodę na upublicznianie swych danych i wizerunku) został zatrzymany w lipcu na lotnisku im. Chopina w Warszawie przez Straż Graniczną. Proces ekstradycyjny w jego sprawie trwa już prawie pięć miesięcy.
Właściciel platformy internetowej Kickass Torrents i jego obrońcy od początku podnosili, że 30-latek ma poważne problemy z kręgosłupem, z poruszaniem się, wymaga stałej opieki lekarskiej i nie jest obecnie w stanie uczestniczyć w kolejnych rozprawach (jego stan zdaniem lekarzy wyklucza możliwość transportu do sądu). Z tego też powodu w listopadzie i w grudniu nie odbywały się rozprawy.
Mężczyzna początkowo przebywał w areszcie, z uwagi na pogorszenie stanu zdrowia przeniesiono go do jednego z podwarszawskich szpitali. Tam też odbyło się posiedzenie, na którym sąd okręgowy zgodził się na jego ekstradycję.
http://forsal.pl/wydarzenia/artykuly/102.....rents.html
Wysłany: 21:21, 12 Wrz '18 Temat postu:
Parlament Europejski przyjął dyrektywę ws. praw autorskich na jednolitym rynku cyfrowym 2018-09-12 tw
Posłowie Parlamentu Europejskiego przyjęli projekt dyrektywy ws. praw autorskich na jednolitym rynku cyfrowym. Niebawem ruszą negocjacje dotyczące wdrożenia jej w krajach członkowskich UE.
W głosowaniu za przyjęciem projektu dyrektywy było 438 europosłów, przeciw - 226, a 39 wstrzymało się od głosu. Wcześniej odbyła się debata dotycząca proponowanych przepisów.
Europarlamentarzyści już drugi raz głosowali nad tą regulacją. W lipcu br. decydowali, czy udzielić Komisji Europejskiej mandatu do rozpoczęcia negocjacji w sprawie wprowadzenia ówczesnej wersji dyrektywy. Wtedy za było 278 posłów, przeciw - 318, a 31 wstrzymało się od głosu.
- Jestem bardzo zadowolony, że pomimo intensywnego lobbowania przez internetowych gigantów, mamy w Parlamencie Europejskim większość, popierającą zasadę uczciwej zapłaty dla europejskich twórców - skomentował Axel Voss, europoseł Europejskiej Partii Ludowej odpowiedzialny za przygotowanie projektu dyrektywy.
- Na temat nowych przepisów toczyła się ożywiona debata, wierzę, że uważnie wysłuchaliśmy wszystkich podniesionych argumentów. Dlatego też odnieśliśmy się do obaw związanych z innowacyjnością, wykluczając małe i mikro-firmy oraz agregatorów z zakresu stosowania dyrektywy. Jestem przekonany, że za kilka lat, internet będzie tak wolny jak jest teraz, za to twórcy i dziennikarze będą zarabiali uczciwą część wpływów wygenerowanych przez własną pracę - dodał Voss.
O co chodzi w dyrektywie ws. praw autorskich?
Dyrektywa ws. praw autorskich na jednolitym rynku cyfrowym ma zmienić przepisy w zakresie praw autorskich, żeby dostosować je do obecnego poziomu rozwoju technologicznego mediów, zwłaszcza w internecie. Jej projekt jesienią 2016 roku przedstawiła Komisja Europejska.
Najwięcej dyskusji wzbudziły dwa art. proponowanej dyrektywy. Art. 11 ma wprowadzić dodatkowe prawo pokrewne dla wydawców oraz licencjonowanie treści za pomocą tzw. podatku od linków, co może mocno zmienić model biznesowy większości agregatorów treści i aplikacji informacyjnych.
Natomiast 13 mówi o obowiązku filtrowania treści oraz odpowiedzialności prawnej dostawców usług internetowych za treści zamieszczane przez ich użytkowników.
Większość wydawców prasowych chce dyrektywy
O przyjęcie dyrektywy apelowała większość działających w Europie wydawców prasowych oraz zrzeszające ich organizacje. We worek w czołowych polskich dziennikach ukazał się list wielu takich organizacji z całej Europy (m.in. polskiej Izby Wydawców Prasy). Podkreślili oni, że szczególnie ważny jest art. 11 proponowanej dyrektywy, oraz zapewniali, że nie ograniczy możliwości tworzenia blogów czy aktywności w social media, jest natomiast ogromnie ważny dla branży wydawniczej.
Dodatkowo wtorkowe wydania „Rzeczpospolitej”, „Parkietu”, „Pulsu Biznesu” i „Dziennika Gazety Prawnej” ukazały się z pustymi pierwszymi stronami, co miało symbolizować, jak może wyglądać prasa opiniotwórcza bez nowych przepisów w zakresie prawa autorskiego.
- Anachroniczne przepisy sprzed lat preferują amerykańskich gigantów internetowych i rodzime firmy, których model biznesowy polega na bezpłatnym korzystaniu z naszych treści. Nie mając efektywnych instrumentów walki o ochronę swych praw, musimy redukować liczbę kolumn naszych gazet i zwalniać dziennikarzy - ocenił Bogusław Chrabota, redaktor naczelny „Rzeczpospolitej” i dyrektor Izby Wydawców Prasy.
Z kolei Związek Producentów Audio-Video o przyjęcie dyrektywy apelował w kampanii „Daj prawo kulturze!”, zaangażował do niej znanych muzyków, z którymi współpracuje. - Dyrektywa o prawach autorskich jest jedynym gwarantem uczciwego i równego traktowania środowisk twórczych przez giganty technologiczne. Proponowane regulacje to opracowywany miesiącami, wynegocjowany i zrównoważony tekst, uwzględniający interesy zarówno użytkowników, jak i uprawnionych podmiotów - komentował Marek Staszewski, pełnomocnik ZPAV.
Dyrektywę skrytykowały Wikipedia, Mozilla i Wykop
Za to dyrektywę, zwłaszcza art. 11 i art. 13, skrytykowały niektóre podmioty internetowe i organizacje z branży cyfrowej. - Artykuł 11 może obniżyć jakość projektów Wikimedia, które bazują na wolontariackim wyszukiwaniu specjalistycznych źródeł. Z kolei artykuł 13 może znacznie zniechęcić wolontariuszy do publikowania własnych treści, stworzonych w drodze kompilacji dostępnych źródeł - oceniła Wikimedia Polska. Na znak protestu na początku lipca, na kilka dni przed pierwszym głosowaniem europosłów ws. dyrektywy, kilka wersji językowych Wikipedii, m.in. polska, zostało zawieszonych na dzień.
Fundacja Mozilla już od kwietnia na specjalnej stronie internetowej wzywa internautów do apelowania do europarlamentarzystów, żeby zagłosowali przeciwko wprowadzeniu art. 11 i 13. Zapisy te zostały też skrytykowane przez organizacje branży cyfrowej z Polski, Czech, Słowacji i Węgier. W Polsce przeciw dyrektywie w obecnym kształcie opowiedziały się m.in. Centrum Cyfrowe Projekt Polska, ZIPSEE czy Fundacja „Panoptykon”. Natomiast Wykop.pl wzywał swoich użytkowników do wywierania presji na europosłów, by odrzucili w głosowaniu proponowane przepisy.
Pod koniec sierpnia Centrum Cyfrowe zaczęło akcję „Internet jest dla ludzi”, w ramach której m.in. zachęcało internautów, żeby wysyłali do europosłów e-maili z apelem o głosowanie przeciwko dyrektywie. - Nowe regulacje mogą spowodować, że cały internet stanie się czyjąś „własnością”, a poruszanie się w nim będzie trudnym wyzwaniem - uważa Aleksander Tarkowski, prezes Centrum Cyfrowego.
Parlament Europejski: przepisy nie dotkną Wikipedii ani małych platform
W komunikacie przekazanym portalowi Wirtualnemedia.pl biuro prasowe Parlamentu Europejskiego zapewnia, że dyrektywa zawiera przepisy mające na celu zapewnienie przestrzegania prawa autorskiego bez nieuzasadnionego ograniczania wolności słowa. Dlatego zwykłe dzielenie się linkami do artykułów, wraz z „pojedynczymi słowami” do ich opisania będzie wolne od ograniczeń praw autorskich.
Za to w myśl nowych przepisów wydawcy internetowi będą musieli przygotować systemy szybkiego dochodzenia roszczeń (obsługiwane przez ich pracowników, a nie algorytmy), za pośrednictwem których można będzie składać skargi w przypadku nieprawidłowego usunięcia przesłanych plików. Ponadto wszelkie działania podejmowane przez platformy w celu sprawdzenia, czy przesłane treści nie naruszają praw autorskich, muszą być zaprojektowane w taki sposób, aby uniknąć usuwania tych „nienaruszających praw autorskich
Parlament Europejski zapewnia, że w dyrektywie zapisano, że niekomercyjne encyklopedie internetowe takie jak Wikipedia oraz platformy oprogramowania open source, takie jak GitHub, będą automatycznie wyłączone z wymogu przestrzegania praw autorskich.
Z obowiązków wynikających z dyrektywy będą też wyłączone małe i mikro platformy. Ma to zachęcać do tworzenia nowych firm i innowacji.
Za to w przyjętych przepisach wzmocniono pozycję autorów i wykonawców, umożliwiając im żądanie dodatkowego wynagrodzenia, od strony wykorzystującej ich prawa, jeśli początkowo uzgodnione wynagrodzenie stało się nieproporcjonalnie niskie w stosunku do generowanych wpływów. Dodano również, że korzyści powinny obejmować „przychody pośrednie”, co umożliwiłoby autorom i wykonawcom cofnięcie lub wypowiedzenie wyłączności licencji na eksploatację ich utworów, jeżeli uznaje się, że strona posiadająca prawa do eksploatacji nie respektuje ich praw.
- Wiele zmian wprowadzonych przez Parlament do pierwotnego wniosku Komisji Europejskiej ma na celu zagwarantowanie, że artyści, zwłaszcza muzycy, wykonawcy i autorzy scenariuszy, a także wydawcy wiadomości i dziennikarze, otrzymają wynagrodzenie za swoją pracę, gdy inni korzystają z niej za pośrednictwem takich platform jak YouTube lub Facebook, oraz agregatorów wiadomości, takich jak Google News - stwierdzono w komunikacie.
Izba Wydawców Prasy: na dyrektywie skorzystają także dziennikarze
Zadowolenie z przyjęcia dyrektywy wyraziła Izba Wydawców Prasy. - Cieszy nas, iż decydenci zrozumieli argumenty środowisk kreatywnych i opowiedzieli się za przyjęciem dyrektywy, a tym samym za istnieniem niezależnej, wartościowej prasy i jej bogatej różnorodności. Napawa optymizmem fakt, iż politycy nie ulegli zmasowanej akcji lobbingowej przeciwników uchwalenia dyrektywy, posuwających się często do kłamstwa i dezinformacji - stwierdziła organizacja w komunikacie przesłanym portalowi Wirtualnemedia.pl.
Jej zdaniem na nowych przepisach skorzystają nie tylko wydawcy. - Co ważne, beneficjentem przyjętego przez Parlament Europejski rozwiązania będą także dziennikarze - twórcy materiałów, a stosowne przepisy projektu gwarantują utrzymanie wszystkich dotychczasowych możliwości korzystania z treści przez indywidualnych użytkowników - czytamy w komunikacie.
IWP liczy, że przyjęta dyrektywa zmniejszy nierównowagę między wydawcami tworzącymi własne treści a podmiotami „na szeroką skalę wykorzystującymi materiały prasowe w swoich działaniach biznesowych”. - Daje to także nadzieję na skuteczną ochronę praw i choćby częściowe odzyskiwanie nakładów poniesionych przez wielu krajowych wydawców, bezradnych dotąd wobec niektórych stosowanych dotąd w internecie praktyk, a zwłaszcza działań światowych gigantów technologicznych - ocenia.
- Wprowadzenie prawa pokrewnego, na wzór tego, z którego z powodzeniem od lat korzystają producenci muzyki, filmów, programów i gier komputerowych, oraz nadawcy radiowo-telewizyjni – ma fundamentalne znaczenie dla istnienia niezależnej i różnorodnej prasy. Decyzja Parlamentu Europejskiego to ważny krok na drodze uchwalenia nowoczesnych rozwiązań związanych z ochroną praw własności intelektualnej - podkreśla Izba Wydawców Prasy.
Politycy PiS: dyrektywę poprali europosłowie PO, bo chcą cenzury
Przyjęcie projektu dyrektywy przez Parlament Europejski jest komentowane w mediach społecznościowych przez wielu dziennikarzy, menedżerów mediów o polityków.
- Europosłowie Platformy Obywatelskiej przeciwko wolności w internecie. #ACTA2 przyjęta przez PE przy wsparciu europosłów PO. Delegacja PiS zdecydowanie przeciw. Platforma tęskni do cenzury - napisała Beata Mazurek, rzeczniczka prasowa PiS. - Czarny dzień dla wolności w internecie. #ACTA2 glosami także posłów PO przyjęta. Delegacja PiS zdecydowanie przeciw - skomentował europoseł PiS Tomasz Poręba.
- Artyści, twórcy, przemysły kreatywne wreszcie uszanowane. Obroniono także prawa indywidualnych konsumentów. Wreszcie cenny, niezwykle wartościowy kompromis - skomentował Bogdan Zdrojewski, europoseł PO.
Różne opinie o dyrektywie mają też dziennikarze i menedżerowie mediów. - No, to jak zacznie się rzeź wolnego internetu w interesie niemieckich wydawców, to podziękujcie m.in, posłom PO do PE - stwierdził Michał Karnowski, publicysta „Sieci” i członek zarządu Fratrii. - Z wielką przyjemnością udostępnię darmową licencję firmom Google i Facebook na linkowanie do treści serwisów Grupy Spider’s Web - zadeklarował jej szef Przemysław Pająk
- Europosłowie Platformy Obywatelskiej zagłosowali w Parlamencie Europejskim za cenzurą internetu. Młodzież będzie wam wdzięczna - skomentował Marcin Dobski, przez wiele lat dziennikarz, od niedawna rzecznik partii Wolność. - Tak, tak, bo walka ze złodziejstwem to cenzura :D - odpowiedział mu Patryk Słowik z „Dziennika Gazety Prawnej”.
- Pisałem jakiś czas temu o tzw. ACTA2. Diabeł będzie tkwił w szczegółach, czyli w tym, co pozostawiono do rozstrzygnięcia krajom członkowskim - np. co stanowi istotny fragment utworu. Wokół tej dyrektywy jest dużo mitów, dużo niepotrzebnej paniki, ale patrząc na to, jak wygląda u nas wdrażanie RODO, boję się, że z tym będzie tak samo: chaos, bezsens, niejasność, wychodzenie przed szereg - stwierdził Łukasz Warzecha z „Do Rzeczy”.
- Platforma za wprowadzeniem cenzury w internecie - skomentował Michał Olech z 300polityka.pl. - Cenzury? Michał, przecież nikt ci niczego nie będzie zabraniał publikować. Tylko jak zarabiasz na cudzej treści, to się dziel/dogadaj. To chyba uczciwe, co? - odpowiedział mu Grzegorz Nawacki z „Pulsu Biznesu”.
- Słowo „cenzura” to chyba nadużycie. Raczej ograniczenie okradania twórców - ocenił Krzysztof Berenda z RMF FM. - 0% cenzury, bo nikt nikomu nie zabrania publikowania czegokolwiek. Tylko, jak ktoś zarabia na cudzej treści to niech się dogada/podzieli. Uczciwe, prawda? - dodał Grzegorz Nawacki.
https://www.wirtualnemedia.pl/artykul/pa.....u-cyfrowym
Strona: « 1, 2