Source: http://maria-dora.blog.onet.pl/2009/02/
Timestamp: 2017-05-27 02:36:07+00:00
Document Index: 14089688

Matched Legal Cases: ['art 16', 'art. 17', 'Art. 17', 'Art. 29', 'Art. 34', 'Art. 35', 'art 1', 'Art. 1', 'art 29', 'art 29', 'art. 29', 'Art. 7', 'Art. 8', 'Art. 10', 'Art. 15', 'Art. 16', 'art. 15', 'art. 254', 'art. 15']

Luty, 2009 | Maria Dora i jej prowokacje (kulturalno-polityczne)
Miesięczne archiwum: Luty 2009	Dozwolony użytek a prawa majątkowe
Opublikowano 28 lutego 2009 Autor: Maria-Dpra	647. Trochę o autorskich prawach majątkowych w kontekście wykorzystania utworu bezpłatnie w ramach dozwolonego użytku
Jakiś czas temu omawiałam autorskie prawa osobiste (tekst nr 452 z 4 marca 2008), które mówiąc w skrócie, na podstawie art 16 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych oznaczają prawo twórcy do autorstwa swojego utworu oraz „oznaczenia utworu swoim nazwiskiem lub pseudonimem albo do udostępniania go anonimowo [...] oraz jego rzetelnego wykorzystania”.
Na tym gruncie powstaje pytanie, czy do dobrych obyczajów należałoby pisanie o autorze „Lalki” autor używający pseudonimu Bolesław Prus, a o autorce np. „Młynu nad Flossą” autorka ukrywająca się pod męskim pseudonimem George Eliot, gdyby chodziło głównie o podanie zgodnie z prawem autorskim źródła użytego cytatu. Każdy musi sam sobie odpowiedzieć na to pytanie, przypomnieć sobie, czy widział, aby kiedykolwiek tak napisano o autorze „Lalki”.
Oprócz praw osobistych ustawa zapewnia twórcom również prawa majątkowe zgodnie z art. 17.
Art. 17.Jeżeli ustawa nie stanowi inaczej, twórcy przysługuje wyłączne prawo do korzystania z utworu i rozporządzania nim na wszystkich polach eksploatacji oraz do wynagrodzenia za korzystanie z utworu.
W ustawie został przewidziany dozwolony użytek, czyli bezpłatne korzystanie z rozpowszechnionych utworów. Nie sposób tu omówić wszelkich rodzajów utworów, dlatego skoncentruję się na tekstach, zwłaszcza pod kątem blogów.
Zawsze można korzystać z utworu na własne potrzeby lub zaprzyjaźnionego kręgu osób. Ustawa przewiduje również prawo cytatu i warunki korzystania z dozwolonego użytku:
Art. 29.Wolno przytaczać w utworach stanowiących samoistną całość urywki rozpowszechnionych utworów lub drobne utwory w całości, w zakresie uzasadnionym wyjaśnianiem, analizą krytyczną, nauczaniem lub prawami gatunku twórczości.Art. 34.Można korzystać z utworów w granicach dozwolonego użytku pod warunkiem wymienienia imienia i nazwiska twórcy oraz źródła. Podanie twórcy i źródła powinno uwzględniać istniejące możliwości. Twórcy nie przysługuje prawo do wynagrodzenia, chyba że ustawa stanowi inaczej.Art. 35.Dozwolony użytek nie może naruszać normalnego korzystania z utworu lub godzić w słuszne interesy twórcy.
Podpisując regulamin Onetu, mamy udostępnione na serwerze miejsce na prezentowanie naszej twórczości, w zamian, choć nie jest to napisane wprost, zrzekamy się na rzecz Onetu części naszych praw majątkowych. I jest to zrozumiałe, wszak są płatne miejsca blogowe.
Jest też oczywiste, że w ramach dozwolonego użytku każdy może korzystać w przewidziany ustawą sposób z naszych utworów. Powstaje też jeszcze jedno pytanie o status komentarzy. Czy można im przypisać charakter utworów. W mojej ocenie nie wszystkim, gdyż na podstawie art 1 prawa autorskiego: Art. 1. „Przedmiotem prawa autorskiego jest każdy przejaw działalności twórczej o indywidualnym charakterze, ustalony w jakiejkolwiek postaci, niezależnie od wartości, przeznaczenia i sposobu wyrażenia (utwór)”. Pojedyncze zdania, mające charakter wypowiedzi potocznej, nieniosące indywidualnego charakteru trudno zaliczyć do utworów. W niektórych wypadkach komentarze też mogą mieć jednak charakter twórczy. Niemniej wydaje mi się, że piszący twórczy komentarz na czyimś blogu zrzeka się praw majątkowych na rzecz autora bloga, choć ta kwestia może być dyskusyjna.
Uważam jednak, że należałoby się zastanowić nad naruszeniem naszych praw majątkowych, gdyby ktoś bez zezwolenia wykorzystał nasze utwory na zasadzie art 29, ale używał ich w celach promocji własnej działalności gospodarczej. Przykładowo, gdyby się pojawiły na plakacie w zakładzie fryzjerskim albo np. na ulotce reklamowej prywatnego gabinetu stomatologicznego. Nie byłoby oczywiście naruszenia praw osobistych, gdyby zostało przytoczone źródło, czy jednak uszczerbku by nie doznały nasze prawa majątkowe?
Z komentarza E. Traple* do art 29. wynika, że najważniejsze jest, czy cel cytatu jest zgodny z wymienionym w ustawie. Mógłby powstać całkiem ciekawy spór, czy sporządzenie własnego utworu z cytatami z czyjegoś utworu mieści się w celach wymienionych w art. 29, jeżeli jednocześnie tak powstały utwór służy do reklamy działalności gospodarczej innego rodzaju. Oczywiście nie zwykły bloger mógłby się podjąć rozstrzygnięcia takiego sporu. I bynajmniej ja go nie rozstrzygnę. Chciałam tylko pokazać, jak ciekawe problemy mogą powstać na tle prawa autorskiego w odniesieniu do nawet tak zdawałoby się często niewiele wartych pod względem artystycznym naszych tekstów.
*E. Traple, w: J. Barta, M. Czajkowska-Dąbrowska, Z. Ćwiąkalski, R. Markiewicz, E. Traple, Ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych. Komentarz, ABC, oddział PWP, Warszawa 2003.
Ciastkiem w kryzys
Opublikowano 27 lutego 2009 Autor: Maria-Dpra	646, Dekomunizacja wuzetki?
W cieniu wielkiej polityki umykają nieraz drobniejsze lokalne sprawy świadczące nieraz daleko lepiej o zainteresowaniach i mentalności naszych władz niż te z ogólnopaństwowej sceny politycznej.
Władze Warszawy ogłosiły właśnie, w tłusty czwartek, konkurs na ciastko, które zamiast jakoby komunistycznej wuzetki ma się stać słodkim symbolem Warszawy. Udział w konkursie mogą brać tylko cukiernicy zrzeszeni w cechu i oferować swoje receptury do 21 kwietnia 2009 r. Szlachetne jury składające się z twórców kultury, m.in Ewa Bem, Rafał Olbrychski, Michał Żebrowski, pod przewodnictwem samej prezydent warszawy Hanny Gronkiewicz-Waltz dokona wyboru smakołyku, a warszawiacy wymyślą nazwę. Chyba jedynie złośliwi twierdzą, że nazwa jest już wymyślona: haneczka!
Gdy swego czasu pisałam ironiczny tekst o dekomunizacji piosenek, filmów, to nawet nie pomyślałam o ciastkach. Jak się okazuje moja wyobraźnia jest dość uboga.
No wprawdzie nikt za bardzo oficjalnie nie przyznaje się do zapędów dekomunizacyjnych pysznej wuzetki, ale ponoć wymyślona w latach 50. przy okazji budowy trasy WZ, obecnie źle się kojarzy i mimo że znana nawet w Berlinie, nie może już być dłużej symbolem Warszawy. Ponoć sam Łukasz Blikle, z najbardziej znanej rodziny cukierników warszawskich, wypowiedział się dla jednej z gazet, że w jego firmie do 2007 r. tych ciastek nie wytwarzano, gdyż uznawano je za symbol reżimu komunistycznego. Tak, tak, nawet cukiernicy dzielnie walczyli z komuną, wytwarzając jedynie słuszne ciastka.
Ten konkurs to naprawdę nie jest żart primaaprilisowy, ale autentyczny projekt władz Warszawy w tych kryzysowych czasach, gdy rosną czynsze w mieszkaniach komunalnych i życie w Warszawie staje się coraz droższe. Informacja znajduje się na oficjalnej stronie miasta
http://www.um.warszawa.pl/wydarzenia/ciastkowarszawskie/
Można tam m.in. przeczytać:
„Warszawa jest miastem niezwykle dynamicznym, żyje się w nim bardzo intensywnie. Warto jednak wrócić do wspaniałej tradycji przełomu XIX i XX wieku. W dziejach miasta była to era cukierni i kawiarni. Rozkwit gospodarczy, rozbudowa miasta, sukcesy mieszkańców szły w parze z zamiłowaniem do wspólnego spędzania czasu i raczenia się łakociami tworzonymi przez warszawskich mistrzów. Warto, aby współczesna Warszawa przypomniała sobie, jak wiele radości mogą dać te drobne przyjemności”.
Władze Warszawy pochodzące z PO znalazły widać pomysł na kryzys: wspólne raczenie się łakociami! Może powinny wspomnieć jednak pewną królową, która podczas wielkiego kryzysu zaprzątała sobie piękną główkę ciastkami?	Kategorie: Bez kategorii	| 70 Komentarze
Samokaganiec na blogi?
Opublikowano 26 lutego 2009 Autor: Maria-Dpra	645. Problemy prawne w kontekście blogów. Czy blogi są prasą? Czy godzimy się na okowy nałożone na sieć?
Postaram się w tym tekście rozważyć kwestię, czy blogi podlegają prawu prasowemu, ale i szerzej zastanowić się nad potrzebą regulacji dotyczącej sieci i jej formą. Tekst jest dość długi, postaram się go jakoś uczytelnić, niemniej trochę cierpliwości wymagać będzie. Tekst jest spowodowany głównie tym, że to sami blogerzy (niektórzy) chcieliby poddać blogi rygorom prawnym.
CZĘŚĆ ICzy zgadzamy się na poddanie Internetu restrykcyjnym regulacjom prawnym jak np. na Białorusi czy w Chinach
1. Normy prawa czy normy moralne
Trzeba stwierdzić, że rozwój Internetu okazał się tak dynamiczny, że nie nadążają za tym regolacje prawne. Poważnym problemem jest ochrona danych osobowych związana z gromadzeniem baz danych, choć w tej kwestii nie jest jeszcze tak źle, są dyrektywy unijne, istnieje też ustawa o ochronie danych osobowych.
Zauważyłam też pewne problemy na gruncie prawa autorskiego. Nie jest jasne jak w odniesieniu do tekstów pojawiających się w Internecie traktować termin upublicznienie. Wszak tekst czasem jest poprawiany, czasem w ogóle znika.
Stwierdziwszy, że Internet nie jest dostatecznie ujęty w przepisach prawa należy jednak sobie postawić zasadnicze pytanie, czy powinien być i w jakim zakresie. Poddanie każdej sfery działalności człowieka przepisom prawa oznacza wszak totalitaryzm. Prawo powinno regulować tylko to, co niezbędne. Jak to stwierdził już przed naszą erą filozof chiński Czuangc-cy: „Im więcej jest praw i przepisów, tym więcej jest rabusiów i złodziei”. Jeżeli coś jest uregulowane przez prawo, to siłą rzeczy to, co niezabronione, jest traktowane jak dozwolone. co często skłania do poszukiwania luk, zwalnia też ludzi z osądu sprawy pod względem norm moralnych. W dziedzinie nieuregulowanej prawnie człowiek kieruje się moralnością, etyką i na tych zasadach jest oceniany przez innych. Nie uważam za dobry pomysł zastąpienia w całej sferze życia człowieka norm moralnych przepisami prawa.
2. Wolność słowa i bezpieczeństwo a godność
Wracając do kwestii Internetu, ujęcie go w jakieś ramy prawne, a zwłaszcza postulat, aby zlikwidować anonimowość, oznacza nieodwołalne ograniczenie swobody wypowiedzi, wolności słowa, zanik swobodnych dyskusji, czasem tylko żenujących pyskówek, często jednak pozbawiłoby to możliwości uzyskania prawdziwej oceny własnych wypowiedzi.
Obecnie będę już odnosić się do blogów. Przepraszam za przytoczenie wulgarnego komentarza, jaki kiedyś pojawił się pod moim adresem na blogu:
Witaj Mario! ty wyruchana w pysk klamliwa syjonistyczna sciero!! ty cuhnaca podla i plugawa faszyzujaca ropucho!!pozdrawiajacy i polemizujacy:
Powiem szczerze, że tego typu komentarze odbieram zawsze jako bardzo nieprzyjemne. Ale trudno, w imię wolności słowa ja się i na to godzę! Ktoś pewnie powie, że jest to nadużycie wolności słowa. I będzie miał rację! Ktoś powie, że za takie wypowiedzi należy karać. I tu powstaje ten zasadniczy problem zderzenia się dwóch fundamentalnych wartości. Jedną jest wolność słowa (również prawo do prywatności, anonimowości, swobody wypowiedzi, a wreszcie bezpieczeństwa), drugą godność człowieka. Nie jest to dobry wybór między tymi dwiema wartościami. Ale trzeba go dokonać. Co jesteśmy gotowi poświęcić? Wolność słowa czy godność? Z pewnością zależy to od oceny, nie tylko, które dobro uważa się za ważniejsze, ale które może być bardziej zagrożone. Ja generalnie wybieram wolność słowa i godzę się na uderzenia w moją godność, choć oczywiście odbieram je z prawdziwą przykrością.
Ktoś może zapytać, dlaczego wyrzeczenie się anonimowości oznacza ograniczenie wolności słowa. Szerzej napisałam o tym w tekście „Niewolnik nazwiska”, który chyba dość dobrze uzmysławia, ryzyko, jakie niesie rezygnacja z anonimowości. Ponadto być może są osoby mieszkające w strzeżonych osiedlach, jeżdżące opancerzonym samochodem i nie czujące żadnego zagrożenia, że jakiś przestępca będzie gromadził o nich dane, żeby im zrobić krzywdę, ograbić, zamordować, a choćby tylko zgromadzić sobie bazę danych do rozsyłania reklam i zarabiania. Bardzo wielu blogerów to jednak zupełnie zwyczajni ludzie.
Ponieważ w sieci można występować pod pseudonimem, uszczerbku doznaje godność wirtualnej kreacji (za którą oczywiście stoi konkretna osoba), nikt nie musi własnej godności jako znanego innym człowieka wystawiać na szwank. Jeżeli zaś pisze pod nazwiskiem, to widać tak chce, a chcącemu nie dzieje się krzywda, a więc nie może mieć do nikogo pretensji. Nie znaczy to oczywiście, że usprawiedliwiam godzenie w czyjąś godność, uważam to wręcz za niedopuszczalne.
3. Jakiego chcemy prawa?
Warto sobie uświadomić, to my, naród, jesteśmy suwerenem, i to w naszym imieniu tworzone jest prawo. Ma być takie, jak nam to odpowiada, a nie pod dyktando, dla jakiejś wygody, prawników czy polityków. Internet może być potężnym instrumentem wpływu, bardzo interesująco napisał o tym Eryk Mistewicz we wtorkowym „Dzienniku”, choć nie zgadzam się z nim, że taki wpływ mogą wywierać głównie yuppies. Nie powinniśmy dać sobie nic narzucać.
Czy więc zgodzimy się z następującym postulatem uregulowania prowadzenia blogów:
„A mi chodzi o coś bardziej skuteczniejszego i prewencyjnego.Mianowicie wkrótce standardem będzie fakt, iż każdy będzie wykorzystywał podpis elektroniczny. Zatem mnie by zadowalała forma w której nie dość, że każdy z imienia i nazwiska i np jeszcze ze zdjęciem by pisał blogi, to jeszcze dodatkowo by była w danym momencie podpięta do komputera karta z chipem, w której to byłyby zawarte wszystkie dane… I tylko wtedy możnaby było blogować… Komentarze otwarte dla wszystkich, bez wymogu karty z chipem. Autorzy jednak musieliby mieć aktywowaną taką kartę…”
Czy zgodzimy się być prewencyjnie traktowani jak potencjalni przestępcy? W zasadzie wymogi niemal jak dla potencjalnych terrorystów, a nie ludzi, którzy nazwą czasem kogoś erotomanem lub szują czy jeszcze jakoś inaczej. To wyłącznie od nas zależy, czy pozwolimy państwu, gdyby chciało, zmierzać w kierunku neototalitaryzmu i nałożyć kaganiec na sieć, tak jak się to dzieje na Białorusi czy w Chinach.
CZĘŚĆ IICzy blogi mogą podlegać prawu prasowego. W mojej ocenie – nie!
1. Wyrok SN i opinia Xawerego Konarskiego
W tej kwestii pojawiły się już wyroki SN, zwłaszcza kontrowersyjny z 26 lipca 2007 r. (sygn. akt IV KK 174/07), powszechnie krytykowany, zgodnie z którym wszystkie strony www powinny być rejestrowane jak prasa (jak od niedawna na Białorusi! Choć byc może Białoruś pod międzynarodowym naciskiem się z tego wycofała).
Ciekawie w tej kwestii wypowiedział się w wywiadzie (podkreślenia moje) dla „Rzeczpospolitej” (7.04.2008 r.) Xawery Konarski, adwokat z kancelarii Traple Konarski Podrecki specjalizujący się w prawie nowych technologii:
Moim zdaniem kwalifikowanie serwisów WWW jako dziennik lub czasopismo jest karkołomne. Wątpliwości budzi już choćby spełnienie przesłanki „przekazu za pomocą dźwięku oraz dźwięku i obrazu”. Istotna część serwisów posługuje się bowiem wyłącznie słowem i obrazem. W doktrynie podkreśla się również, że obowiązek rejestracji dotyczy tylko „wydawania” dzienników lub czasopism, a przecież strony internetowe nie są wydawane tak jak papierowe gazety. [...]Blogi nie mogą mieć charakteru prasy, a tym bardziej dziennika, z racji swojej „jednorodności”. Podobnie będzie w wypadku, nawet bardzo rozbudowanych, witryn korporacyjnych. Zgadzam się jednak, że wśród wielu administratorów serwisów WWW wyroki sądów mogą wywoływać niepewność. Przykładem są portale internetowe. Ich sytuacja jest tym bardziej skomplikowana, że ta sama domena internetowa – czyli potencjalnie ten sam tytuł prasowy – zawiera często kilkaset serwisów dostępnych w danym portalu. Wiele z tych serwisów, np. serwisy społecznościowe, bezspornie nie spełnia kryteriów prasy. Z drugiej strony niejasny jest status serwisów informacyjnych. Pokazuje to, że systemu rejestracji stworzonego na potrzeby prasy drukowanej nie można przenosić do Internetu. Problem jest przy tym szerszy niż tylko obowiązek rejestracji. Istotne kontrowersje wywołuje np. odpowiedzialność za komentarze pod redakcyjnymi tekstami w prasie internetowej. Powstaje pytanie, czy mają one charakter materiału prasowego w rozumieniu prawa prasowego i czy administratorzy tych serwisów odpowiadają za nie na zasadach określonych w prawie prasowym.Moim zdaniem ewentualne zmiany [w prawie prasowym] powinny jednak znosić w ogóle obowiązek rejestracji zarówno prasy internetowej, jak i drukowanej, gdyż stanowi on relikt minionych czasów.
2. Moja analiza zastosowania prawa prasowego do blogów na Onecie
A teraz przeprowadzę własną analizę pewnych artykułów prawa prasowego pod kątem przypisania blogerowi jakiegoś statusu wynikającego z zastosowania tego prawa. Oto stosowne artykuły z prawa prasowego:
Art. 7. [...] 2. W rozumieniu ustawy: [...] 5. dziennikarzem jest osoba zajmująca się redagowaniem, tworzeniem lub przygotowywaniem materiałów prasowych, pozostająca w stosunku pracy z redakcją albo zajmująca się taką działalnością na rzecz i z upoważnienia redakcji, 6. redaktorem jest dziennikarz decydujący lub współdecydujący o publikacji materiałów prasowych, 7. redaktorem naczelnym jest osoba posiadająca uprawnienia do decydowania o całokształcie działalności redakcji, [...] Art. 8. 1. Wydawcą może być osoba prawna, fizyczna lub inna jednostka organizacyjna, choćby nie posiadała osobowości prawnej. W szczególności wydawcą może być organ państwowy, przedsiębiorstwo państwowe, organizacja polityczna, związek zawodowy, organizacja spółdzielcza, samorządowa i inna organizacja społeczna oraz kościół i inny związek wyznaniowy. [...]Art. 10. 1. Zadaniem dziennikarza jest służba społeczeństwu i państwu. Dziennikarz ma obowiązek działania zgodnie z etyką zawodową i zasadami współżycia społecznego, w granicach określonych przepisami prawa. 2. Dziennikarz, w ramach stosunku pracy, ma obowiązek realizowania ustalonej w statucie lub regulaminie redakcji, w której jest zatrudniony, ogólnej linii programowej tej redakcji. 3. Działalność dziennikarza sprzeczna z ust. 2 stanowi naruszenie obowiązku pracowniczego. Art. 15. 1. Autorowi materiału prasowego przysługuje prawo zachowania w tajemnicy swego nazwiska. 2. Dziennikarz ma obowiązek zachowania w tajemnicy: 1. danych umożliwiających identyfikację autora materiału prasowego, listu do redakcji lub innego materiału o tym charakterze, jak również innych osób udzielających informacji opublikowanych albo przekazanych do opublikowania, jeżeli osoby te zastrzegły nieujawnianie powyższych danych, 2. wszelkich informacji, których ujawnienie mogłoby naruszać chronione prawem interesy osób trzecich. 3. Obowiązek, o których mowa w ust. 2, dotyczy również innych osób zatrudnionych w redakcjach, wydawnictwach prasowych i prasowych jednostkach organizacyjnych. Art. 16. 1. Dziennikarz jest zwolniony od zachowania tajemnicy zawodowej, o której mowa w art. 15 ust. 2, w razie gdy informacja, materiał prasowy, list do redakcji lub inny materiał o tym charakterze dotyczy przestępstwa określonego w art. 254 Kodeksu karnego albo autor lub osoba przekazująca taki materiał wyłącznie do wiadomości dziennikarza wyrazi zgodę na ujawnienie jej nazwiska lub tego materiału. Warto też przytoczyć stosowne fragmenty regulaminu blogów Onetu:
3. Przy zakładaniu bloga, użytkownik ma obowiązek wyboru typu bloga, odpowiednio do planowanej tematyki bloga.3.1. [...]b) Użytkownik zobowiązuje się do opisu bloga oraz wyboru typu i kategorii katalogu zgodnego z treścią bloga.c) Onet.pl zastrzega sobie prawo do przeniesienia bloga do innego typu lub kategorii w przypadku rażącej niezgodności treści strony z wybranym typem i kategorią katalogu w serwisie OnetBlog lub w przypadku niezgodnego z jej zawartością opisu blogad) Onet.pl zastrzega sobie prawo do zmiany nazw i liczby kategorii tematycznych w katalogu serwisu OnetBlog.10. Administratorem danych osobowych użytkowników jest Grupa Onet.pl Spółka Akcyjna z siedzibą w Krakowie [...].17. Onet.pl zastrzega sobie prawo do:a) zmiany parametrów konta blogowego oraz cech użytkowych i możliwości systemu OnetBlog,b) okresowego wyłączania systemu OnetBlog bez uprzedniego powiadomienia,c) skasowania, w sytuacjach nadzwyczajnych, wszystkiego, co znajduje się na serwerach systemu OnetBlog,d) całkowitego zaprzestania świadczenia bezpłatnych usług, po uprzednim powiadomieniu użytkownika, na stronach systemu OnetBlog.20. Użytkownik udziela Onet.pl zgody na wykorzystywanie blogów Użytkownika do celów komercyjnych, w szczególności poprzez dołączanie reklam i dowolne zagospodarowanie treściowe obszarów przeznaczonych do komercyjnego wykorzystania na stronach użytkowników.
1.) Wydaje mi się, że ten regulamin, pokazujący władztwo Onetu nad blogami, możliwość zaprzestania pełnienia takich usług jasno pokazuje, że nie sposób mówić o tym, żeby bloger, tak uzależniony od Onetu, łącznie z możliwością skasowania bloga, zaprzestania działalności udostępniania miejsca, był wydawcą, który jednak jest przecież samodzielny.
2) Nie sposób przypisać blogerowi również statusu dziennikarza, przede wszystkim z tego względu, że jest to osoba „pozostająca w stosunku pracy z redakcją albo zajmująca się taką działalnością na rzecz i z upoważnienia redakcji”, Gdyby nawet Onetowi przypisać status wydawcy, to na pewno w żadnej mierze blogerzy nie są w wymieniony sposób powiązani z Onetem. Na pewno też nie sposób od blogera, jak od dziennikarza, wymagać służenia państwu i społeczeństwu oraz działania zgodnie z jakąś wyznaczoną linią Onetu.
3) Od biedy, gdyby ktoś się uparł zastosować do blogerów prawo prasowe, to wchodziłby w grę status autora materiału prasowego, a na zasadzie art. 15 ust. 1 „Autorowi materiału prasowego przysługuje prawo zachowania w tajemnicy swego nazwiska”.
Nie wydaje mi się jednak, żeby na gruncie regulaminu Onetu i przepisów prawa prasowego, które wyraźnie definiuje poszczególne kategorie osób podlegające temu prawu można było blogerom przypisać podleganie prawu prasowemu. Co więcej, gdyby nawet chcieć przypisać blogerowi status autora materiału prasowego, to jego ochrona przed ujawnieniem tożsamości byłaby nawet wzmocniona.
Jak na razie nasze dane, jak jest to uwidocznione w regulaminie Onetu podlegają ochronie na zasadzie ustawy o ochronie danych osobowych.
My, blogerzy, powinniśmy bronić się przed próbą spętania Internetu najróżniejszymi przepisami prawa, jego wielki, dynamiczny rozwój był możliwy dzięki wolności. Warto sobie na koniec uświadomić, że nałożenie na udostępniających w sieci miejsce blogerom wymogu weryfikowania ich danych osobowych czy jeszcze innych wymogów oznacza koszty, a przecież trudno sobie wyobrazić, że prywatna spółka będzie chciała je ponosić, zechce je pewnie przerzucić na użytkowników. Już przecież są blogi płatne, Wtedy pewnie takie stałyby się wszystkie, a to by odcięło biedniejszą część społeczeństwa, uczniów, bezrobotnych, emerytów, od tej formy uczestniczenia w społeczeństwie obywatelskim. Internet stałby się ekskluzywnym miejscem dla jaśnie państwa.	Kategorie: Bez kategorii	| 124 Komentarze
Pr-owy strach w kwestii euro?
Opublikowano 25 lutego 2009 Autor: Maria-Dpra	644. Dyskredytowanie opozycji przez przypisywanie jej strachu w kwestii euro i w ogóle???
Mam wrażenie, że kilkakrotne nawiązanie do jakoby strachu PiS i prezydenta w wystąpieniu w ostatniej debacie sejmowej przez ministra Rostowskiego nie było wcale przypadkowe, ale być może świadomym zagraniem PR.
Oto stosowne fragmenty przemówienia ministra cytowane ze stenogramu, w których pojawia się motyw strachu:
Strach jest zawsze złym doradcą.Może wymusić na nas groźne dla nas samych błędy.Gdybyśmy w lecie 2008 r. przestraszyli się [...].Nie przestraszyliśmy się też wyliczeń prezesaPiS [...]Nie przestraszyliśmy się też wyliczeń prezesa PiS,przepraszam, pana prezydenta w tym przypadku [...].
We wtorek o strachu mówił z kolei na konferencji prasowej premier Tusk w kontekście przyjęcia euro. Można było zrozumieć, że zdaniem premiera ci, którzy sprzeciwiają się przyjęciu euro, po prostu się tego boją. Premier powiedział coś w tym rodzaju, że on nie chce słyszeć o lękach dotyczących euro.
Kolejny raz tego samego dnia usłyszałam również o strachu w kwestii euro w TV.
To, co napisałam, jest przykładem, jak można tworzyć teorię spiskową, gdyż powiązałam ze sobą jak na razie 3 pojedyncze fakty i dopatruję się na ich podstawie zagrania PR dyskredytowania przeciwników wprowadzenia euro poprzez przedstawienie ich jako tchórzy. Tak więc je nie twierdzę, że to jest strategia PR rządu, ale stawiam taką hipotezę i dalsze działania rządu ją potwierdzą lub nie.
Odnosząc się jednak do wypowiedzi premiera o strachu, to czyżby premier nie rozumiał, że kwestia przyjęcia euro to problem polityczny, że w grę tu wchodzi konflikt interesów. I gdy się mówi o przyjęciu euro, to trzeba te interesy rozpoznać, ustalić, kto zyska, kto straci i czy można tym stratom zapobiec lub je zrekompensować. Nie ma zgody na drugi plan Balcerowicza, gdy jego beneficjenci nie zatroszczyli się o tych, co ponieśli straty. Tym razem bilans musi wyjść przynajmniej na zero, choć dobrze, gdyby wyszedł na plus, ale niedopuszczalne jest, aby znowu z założenia ktoś był stratny.
Nakładane są przecież opłaty adiacenckie, gdy nieruchomość zyskuje na wartości wskutek inwestycji lub innych działań gminy. Jeżeli euro ma być wprowadzone, powinien też zostać określony krąg beneficjentów i na nich należy np. nałożyć dodatkowe podatki, z których zrekompensuje się straty innych lub też zorganizować to w inny sposób.
Próba zamazania konfliktu interesów opowiadaniem o strachu, gdyby miała się potwierdzić, byłaby wyjątkowo cynicznym postępowaniem. Nie podejrzewam o to rządu, chciałabym jednak przestać słyszeć o strachu przed euro, ale zobaczyć jakąś poważną dyskusję i konkretne wyliczenia.	Kategorie: Bez kategorii	| 52 Komentarze
Trollowanie (trolling)
Opublikowano 24 lutego 2009 Autor: Maria-Dpra	643. Są szczęśliwcy, którzy nie spotkali się nigdy z terminem trollowanie ani z trollami
Jak to możliwe, że ktoś kilka lat porusza się w sieci i nigdy nie spotkał się z pojęciem trollowania? Nie chcę z góry przypisywać nikomu wypowiedzi z w złej wierze, a więc uważam, że teoretycznie jest to możliwe ze strony pojedynczych osób, ale czy możliwe jest, że gdy ktoś np. na blogu wykazuje nieznajomość zjawiska trollowania, to nie słyszał też o tym nikt z kilkudziesięciu komentatorów?
Pamiętacie mój tekst o pożyteczności odmieńców? Tu przecież nawet nie chodzi o to, żeby wyrazić jakąś kontrowersyjną opinię, ale wypowiedzieć się w sferze faktów, wszak pojęcie trollowania nie tylko jest stosowane w prasie komputerowej, do której nie każdy sięga, ale było omawiane na łamach prasy szeroko dostępnej (np. w „Rzeczpospolitej”, a nawet zostało zdefiniowane w Wikipedii. Czyż nie budzi zdumienia, że człowiek wykształcony, zanim zacznie się czemuś dziwić, zaprzeczać istnieniu czegoś takiego, nie sięgnie przynajmniej do Wikipedii?
Nie będę oczywiście kopiowała całego tekstu z Wikipedii, ale przytoczę stosowny fragment:
Trollowanie (trolling) – antyspołeczne zachowanie charakterystyczne dla forów dyskusyjnych i innych miejsc w Internecie, w których prowadzi się dyskusje.Trollowanie polega na zamierzonym wpływaniu na innych użytkowników w celu ich ośmieszenia lub obrażenia (czego następstwem jest wywołanie kłótni) poprzez wysyłanie napastliwych, kontrowersyjnych, często nieprawdziwych przekazów czy też poprzez stosowanie różnego typu zabiegów erystycznych. Podstawą tego działania jest upublicznianie tego typu wiadomości jako przynęty, która doprowadzić mogłaby do wywołania dyskusji.Osoba stosująca trollowanie zwykle reaguje wrogo zarówno na próby uspokojenia dyskusji, jak i agresywne reagowanie na jego zaczepki, zaś merytoryczna zawartość dyskusji ma dla niego znaczenie tylko o tyle, o ile rozpala w dyskutantach negatywne emocje i przyczynia się do kontynuowania sporu. Sprawia to zazwyczaj takie wrażenie, jakby troll „sycił” się nimi. Najczęściej im więcej osób wpadnie w jego sidła i odpowie na jego post, tym bardziej wydaje się zadowolony. Znużenie dyskutantów objawiające się kończeniem dyskusji (patrz: EOT) lub też wrzuceniem go do killfile’a interpretuje jako odniesienie zwycięstwa.
Jeżeli dla kogoś Wikipedia jest mało przekonująca, to jeszcze na ten temat z „Rzeczpospolitej” (Anna Sztandera, Nie karmić trolla!, 2.09.2008 r.):
„Troll, powszechnie kojarzony z baśniową postacią z legend nordyckich, w wirtualnym świecie jest osobą, która na forach dyskusyjnych celowo zakłóca rozmowy. [...]Najczęściej spotykanymi rodzajami trolli, jak podaje brytyjski serwis teamtechnology.uk, są osoby, które odczuwają psychiczną potrzebę szkodzenia innym, jak również takie, które udają kogoś innego, niż są w rzeczywistości”. Przytoczę jeszcze z Wikipedii kilka przejawów trollowania:
bezgraniczne podporządkowanie się jakiejś idei (np. „Ten system operacyjny jest najlepszy!”) i bronienie jej do końca (często wbrew rzeczywistości);
nieumiejętność przyznania się do błędu – troll nie powie, że nie miał racji, a także wyjątkowo będzie milczał; najczęściej przyjmie jedną z poniższych strategii
chętne używanie argumentów ad personam – atakujących osoby lub ich cechy szczególne, jak wiek/zainteresowania/etc., bez związku z tematem dyskusji, a często przy użyciu słów wytrychów, w niektórych przypadkach troll posuwa się do wyzwisk i gróźb;
skrajny stosunek do netykiety (wybrane zasady) lub ortografii – albo atakowanie wszystkich za najdrobniejsze „literówki” albo demonstracyjne łamanie zasad;
skrajna megalomania i pogardliwy stosunek do innych osób – jest to bardzo charakterystyczna cecha trolli, która prowadzi prędzej czy później do ich wyobcowania, bo nawet osoby pierwotnie sympatyzujące z trollem lub odnoszące się doń neutralnie zrażają się do niego z powodu takich zachowań wobec nich;
częste zadawanie tych samych pytań, na które odpowiedź została już udzielona; celem trolla jest w tym przypadku zapętlenie dyskusji i wprowadzenie dodatkowego zamieszania.
Jak można przeczytać we wspomnianej powyżej „Rzeczpospolitej” radzenie sobie z trollami nie jest takie łatwe.
Coraz częściej użytkownicy uruchamiają własny mechanizm obronny, postępując według znanej w świecie Internetu zasady „Nie karmić trolla!„. Chodzi w niej o ignorowanie obecności prowokatora na forum i nieodpowiadanie na jego zaczepki.
W zasadzie trolle są problemem głównie w grupach dyskusyjnych, takich jak np. na google, jeśli chodzi o blogi, to ponieważ są to miejsca zasadniczo otwarte, wydaje mi się, że typowe zjawisko trollowania występuje w mniejszym stopniu, raczej można się spotkać ze zwyczajnym chamstwem. Choć jednak nie da się wykluczyć i trolla, który upodoba sobie jakiś blog i mąci. Zwykły cham napisze jakiś obelżywy komentarz i idzie dalej, troll natomiast uporczywie powraca i stara się wywrócić dyskusję, skłócić dyskutujących.
Na blogach, zwłaszcza mniej popularnych, rzadziej spotkamy się więc z typowym trollem, raczej co jakiś czas wpadnie zwykły cham i nabluzga. Czy to jednak oznacza, że należy kwestionować istnienie trollowania, udawać, że się o tym nigdy nie słyszało, wydziwiać na powszechnie znane pojęcie: nie karmić trolla! – czyli po prostu nie zwracać na niego uwagi. Oczywiście, każdy autor bloga ma prawo sam decydować, jak postępuje z trollami: karmi czy nie i w jaki sposób.
Mam pytanie, jeżeli jedna osoba, co przyjmuję jak najbardziej w dobrej wierze, po kilku latach korzystania z sieci, nie słyszała o pojęciu trolla, to czy można uwierzyć, że nie słyszało również o tym aż kilkadziesiąt innych osób?
Czym sobie można tłumaczyć, że nikt takiej osobie nie wyjaśnił tego zjawiska, nie wskazał źródła, gdzie może znaleźć informacje? Z konformizmu, fałszywej przyjaźni, polegającej na zgadzaniu się z każdą bzdurą. A może nawet ze strachu? Może ktoś wytwarza taką atmosferę zastraszenia, że inni raczej by sobie woleli język uciąć, niż wyrazić własną, odmienną opinię? Naprawdę nie wiem, po prostu tego nie rozumiem! Zastanawiam się też, czy można odczuwać satysfakcję z posiadania takich „przyjaciół” czy zwolenników, łykających z naszej strony każde głupstwo. Na szczęście to nie mój problem.
A jak ostatnio ucięłam sobie rozmowę z synem, to okazuje się, że w sieci grasują też i zombie. Jeżeli więc wspomnę kiedy o zombie, to nie dlatego, żeby komukolwiek ubliżać w wyrafinowany sposób, ale zastosuję pojęcie popularne wśród internautów.	Kategorie: Bez kategorii	| 77 Komentarze
Dobra decyzja SLD
Opublikowano 24 lutego 2009 Autor: Maria-Dpra	642. SLD idzie do wyborów europejskich pod własnym szyldem
W ostatnią sobotę Rada Krajowa SLD zdecydowała, że partia ta pójdzie do czerwcowych wyborów europejskich z własną listą, ale zaprosi na nią także przedstawicieli innych środowisk lewicowych. A to oznacza, że nie będzie szerszej koalicji, tzw. centrolewicowej, o którą zabiegał m.in. Włodzimierz Cimoszewicz.
Według mnie to dobra decyzja, jeśli SLD chce odzyskać dawną pozycję, w ogóle myśleć jeszcze o wygrywaniu wyborców w kraju, to musi występować odważnie pod własnym szyldem, znanym od lat, a nie kamuflować się.
Zasadniczy problem polega też na tym, że jedynie SLD ma jakieś zaplecze, majątek, struktury, pozostałe partie, które miałyby wziąć udział w koalicji, czyli SdPl i PD, to praktycznie wydmuszki, ale za to z pretensjami i fochami. Żadna poważna partia nie może sobie pozwolić, żeby ktoś z zewnątrz ingerował w listy wyborcze i stawiał warunki, kto ma być na listach, a kto nie. Na to zgodził się Wojciech Olejniczak i doprowadził do tego, że SLD, które poszło do wyborów w 2007 r. w koalicji LiD, ma najmniej posłów po 1991 r.
Włodzimierz Cimoszewicz, a także inni komentatorzy zwracają uwagę, że w tej sytuacji może się pojawić druga lista, tzw. centrolewicowa. Tak naprawdę jednak jakakolwiek lista z Demokratami to strata mandatów w PE dla frakcji socjalistów, wszak Demokraci zasilają frakcję liberalną. Z jakiej racji działacze SLD mieliby wkładać pracę, czas, środki dla kogoś z zupełnie innej opcji politycznej. Byłoby to niezrozumiałe i dla samych działaczy, i dla ewentualnych wyborców.
Najważniejsze jednak dla każdej partii jest przekonujące uzasadnienie swego istnienia: co proponuje, kto i dlaczego miałby na nią zagłosować. Włodzimierz Cimoszewicz uważa, że skręt na lewo dokonany (a raczej zapowiedziany, bo partia ciągle jest mdła) przez Napieralskiego jest błędny, że partia raczej powinna się starać bardziej uplasować w centrum. Według mnie to błędne rachuby, gdyż miejsce od centrum do prawicy zajmuje już PO. Owszem, ta partia wydaje się nieco anachroniczna, nie wydaje mi się jednak, żeby jakiekolwiek dla niej zagrożenie mogła stanowić sklejona na siłę taka niby-centrolewica.
Podsumowując, podoba mi się odważna decyzja SLD. Czy jednak za tym pójdą jakieś konkrety, czy partia stanie się bardziej wyrazista, czy odrodzi się w niej entuzjazm początku lat 90, wiara w sukces? Na razie tego nie widać, a jest to niezbędne, aby wygrywać wybory. Ten, kto nie wierzy w wygraną, przegra na pewno.	Kategorie: Bez kategorii	| 35 Komentarze
Wampiry żywe legendy
Opublikowano 23 lutego 2009 Autor: Maria-Dpra	641. Wampiry narcystyczne żywe legendy
Żebym ja wreszcie mógł robić to, na co naprawdę zasługujęWojciech Młynarski
W ciekawej książce Wampiry emocjonalne* można znaleźć dość szczegółowo opisane poszczególne kategorie takich ludzi. Polecam recenzję tej książki (tekst 513 z 24 września 2008 r.), w której podane są ogólne wiadomości. Uważam jednak, że warto się skupić na niektórych typach wampirów.
Ogólnie rzecz biorąc, jeśli chodzi o wampiry, to: „Dla nich inni ludzie istnieją po to, żeby zaspokajać ich potrzeby. [...] U dorosłych ludzi rozwija się poczucie sprawiedliwości, którym kierują się oni w swoim postępowaniu. Wampirów to nie dotyczy. Dla nich zasadą sprawiedliwości jest to, że dostają to, czego chcą, i wtedy, kiedy chcą. [...] Wierzą, że wszystko, czego chcą, powinno im zostać natychmiast dane”.
W tym tekście chciałabym przybliżyć szczególny rodzaj wampira narcystycznego (o tych wampirach też już był odrębny tekst), który autor określił mianem żywej legendy.
Wampiry narcystyczne, które nie potrafią zmienić swoich ambitnych marzeń w rzeczywistość, mogą zmieniać rzeczywistość w marzenia. Stają się wówczas żywymi legendami we własnej wyobraźni.Bez żadnego potwierdzenia z zewnątrz wampiry takie postrzegają siebie jako bardziej utalentowane i inteligentne od innych ludzi. Są ekspertami w znajdowaniu małych sadzawek, które pozwalają im być wielkimi rybami, i uzyskiwaniu zaplecza narcystycznego ze strony ludzi, których pragnienie bycia potrzebnym jest większe od wampirzej potrzeby bycia adorowanym. [...]Wampiry narcystyczne, kiedy czegoś chcą, chętnie koncentrują się na celu i ciężko pracują, żeby go osiągnąć. Na początku związku, kiedy jest on niepewny, wampiry te potrafią entuzjastycznie, a nawet z wprawą, podchodzić do zalotów, a ich brak wdzięku nie ma znaczenia. Tym, co naprawdę przyciąga ofiary są bowiem potrzeby narcyzów.Przyszłe ofiary postrzegają narcystyczne wampiry żywe legendy jako utalentowanych, inteligentnych ludzi, którzy potrzebują kogoś, kto by się nimi zaopiekował. Te biedne, dobroduszne istoty ośmielają się marzyć, że wampiry będą wystarczająco wdzięczne, żeby w zamian za ich ciężką pracę oraz uczucia odwzajemnić miłość. [...]Na początku zarówno wampir, jak i ofiara postrzegają siebie nawzajem jako doskonałą okazję. Przez jakiś czas ich związek wydaje się bardzo dobrym układem.Potem jest w nim coraz więcej goryczy.Bez względu na to, jak ciężko pracują ofiary, narcystyczne wampiry żywe legendy czują niewielką wdzięczność. Oczekują, że to ich ofiary będą im wdzięczne. Ale po pewnym czasie nawet najbardziej kochające osoby mają dosyć ignorowania swoich potrzeb.
Nawet najbardziej zakochana, poświęcająca się osoba w którymś momencie zobaczy, że jest oszukiwana, wykorzystywana i albo nadal, coraz bardziej sfrustrowana ignorowaniem swoich potrzeb, będzie się poświęcać, albo zacznie się złościć, zrzędzić, mając z tego powodu wyrzuty sumienia.
Autor przedstawia dla zilustrowania tego rodzaju wampira historię Rachel i Tylera. Gdy się poznali Tyler przynosił ciągle kwiaty, pisał wiersze, choć takie sobie, to Rachel była zachwycona. Tak inteligentnego człowieka jeszcze nigdy nie spotkała, opowiadał jej o swoich wielkich planach, marzeniach. I ciągle powtarzał, że ją kocha. Czuła się szczęśliwa, że może się związać z tak wspaniałym człowiekiem, który jej naprawdę potrzebuje, żeby odciążyła go od codziennych spraw, podczas gdy on będzie realizował swoje wielkie projekty. No i lata mijały, a Tyler wielokrotnie już niemal był na progu sukcesu. Kolejny jego projekt, bardzo dochodowy, na który Rachel naprawdę liczy, to pośrednictwo w zawieraniu transakcji przez Internet. Ciężko pracuje nawet w nocy, zapewnia Rachel, że właśnie finalizuje wielką, zyskowną transakcję, ale gdy Rachel zagląda do pokoju, okazuje się, że gra sobie w najlepsze w gry komputerowe. Tak mniej więcej wyglądała realizacja wielkich planów Tylera. w swojej narcystycznej wyobraźni był wielkim człowiekiem, któremu okoliczności, nierozumiejący, niedoceniający go ludzie uniemożliwiają realizację doskonałych planów.
Dobrą ilustrację takich postaci możemy znaleźć w literaturze czy filmie. W tej chwili przychodzą mi na myśl dwie takie charakterystyczne postacie, które jak podejrzewam można uznać za wampiry narcystyczne żywe legendy.
W doskonałym, pomysłowym serialu „Z biegiem lat, z biegiem dni”, zgrabnie łączącym wiele wiele sztuk teatralnych i powieści w zgrabną całość umieszczoną na tle Krakowa przełomu XIX i XX w., pojawia się postać Antoniego Relskiego, młodego człowieka, przeświadczonego o swoim talencie literackim. Po każdej premierze teatralnej opowiada swoim kompanom, również nieudacznikom z cyganerii artystycznej, że on właśnie też miał taki pomysł, a nawet jeszcze lepszy. Lata całe próbuje stworzyć wybitne dzieło, podczas gdy żona i dziecko klepią biedę.
Inną taką postać, jak się wydaje, można odnaleźć w mało u nas znanym filmie amerykańskim „Marjorie Morningstar”. Młodziutka Marjorie (Natalie Wood), z tradycyjnej nowojorskiej rodziny buntuje się przeciwko tradycji, chce zostać aktorką. Poznaje podczas wakacyjnego obozu Noela Airmana (Gene Kelly), aktora, autora sztuk teatralnych, zafascynowana nim, jego talentem oraz umiejętnym uwodzeniem (m.in. nazywa ją Morningstar, a która kobieta nie chce się czuć jak gwiazda!) zakochuje się i chce się z nim związać wbrew opinii rodziny.
No i powtarza się ten sam wzór żywej legendy, najpierw podejmuje pracę w firmie reklamowej, ale to dla utalentowanego człowieka zbyt prozaiczne, ograniczające go zajęcie. Rzuca więc pracę, ma pomysł na znakomity musical na Broadway. Nawet udaje mu się go napisać, ale jak można się domyślić, sztuka robi klapę. Marjorie długo wierzy w jego talent i wspiera go, mimo że Noel potrafi się upijać, a także zadaje się z innymi kobietami. W końcu się rozstają. Smutny jest koniec filmu, Noel po latach ciągle w tym samym miejscu, na letnim obozie dla marzących o aktorstwie roztacza swoje uroki przed kolejnymi młodymi dziewczynami, patrzącymi na niego z taką samą fascynacją jak kiedyś Marjorie.
Nie należy oczywiście rozumieć tego tekstu tak, że każdy kto ma jakieś marzenia, których nie udaje mu się zrealizować, to od razu wampir narcystyczny żywa legenda. Byłoby to niesprawiedliwe uproszczenie. Czasem zwłaszcza młode osoby cechuje nadmierne marzycielstwo, ale w miarę dorastania potrafią ocenić własne możliwości, talenty. Wampir narcystyczny nie ma wątpliwości, że jest genialny, zwykły człowiek rozumie swoje ograniczenia, marzenia stara się realizować, a nie zamienić życie w marzenie o swojej wielkości. W żadnym razie nie należy też krzywdzić podejrzeniem o wampiryzm ludzi, którym w życiu jakieś sprawy się nie udają. Rzecz w tym, że taki zwykły człowiek, który doznaje niepowodzeń, potrafi ocenić swoje błędy, uczyć się na nich, czasem jest po prostu niezaradny i naprawdę wymaga pomocy. Wampir jest zaś przekonany, ze on wszystko robił wspaniale, tylko jakieś złe siły, niefortunne okoliczności się przeciwko niemu sprzysięgły.
Narcyzm z całą pewnością nie jest problemem związanym z niską samooceną. [...] Prawdopodobnie ostatnią rzeczą, jaką narcystyczny wampir żywa legenda mógłby wziąć pod uwagę, jest to, że komplikacje są wynikiem jego zachowania.Nawet kiedy przechodzi okresy depresji, podczas których opowiada, jakim to jest okropnym człowiekiem, nie szuka rady, jak poprawić sytuację, tylko kogoś, kto zapewniłby go o tym, co w głębi duszy i tak wie, że jest w porządku taki, jaki jest.
Autor pokazuje, jak sobie radzić, jeżeli z jakichś względów chcemy z takim wampirem pozostawać w związku. Jak nie dać mu się zniszczyć i sprawić, że będzie musiał robić i coś dla nas.
* Albert J. Bernstein, Emocjonalne wampiry, tłum. Jolanta Kubiak, Rebis, Poznań 2008 (z tej książki pochodzą cytaty wyróżnione kursywą i w cudzyslowie).	Kategorie: Bez kategorii	| 28 Komentarze
Pożyteczni odmieńcy
Opublikowano 22 lutego 2009 Autor: Maria-Dpra	640. Warto wysłuchać nonkonformistów
Pisząc nieco żartobliwie o odmieńcach, nie mam na myśli oczywiście żadnych dziwaków, ale nonkonformistów, mających odwagę, chęć wypowiedzieć własne zdanie sprzeczne z opinią ogółu. O wielkiej pożyteczności dla społeczeństwa, każdego środowiska takich osób nabrałam zwłaszcza przekonania przy czytaniu bardzo ciekawej książki:
Philip G Zimbardo, Michael R. Leippe, Psychologia zmiany postaw i wpływu społecznego, Zysk i Ska, Poznań 2004 (tam, gdzie nie podano innego źródła, cytaty pochodzą z tej książki)
Książka jest w zasadzie podręcznikiem, ale napisana została bardzo przystępnie, jest więc w pełni zrozumiała, a przy tym bardzo ciekawa dla przeciętnego czytelnika. Czytam ją, przeplatając jeszcze z innymi książkami, tak więc nie jestem jeszcze gotowa, żeby napisać jej recenzję, może raczej poświęcę kilka tekstów poszczególnym ciekawym zagadnieniom.
Już w latach 30. XX w. w USA przeprowadzono badania z zadziwiającym rezultatem, że pod wpływem grupy badani byli skłonni zaprzeczać świadectwu własnych oczu. „Dwadzieścia lat później Solomon Asch postanowił udowodnić, że konformizm wobec opinii obcych jest mało prawdopodobny, jeśli przedmiot oceny jest jednoznaczny i zrozumiały, Ku swemu zaskoczeniu Asch przyznał, że był w błędzie”.
Badanie zostało zaprojektowane rzeczywiście bardzo proste. Miało ono, jak powiedziano nieprawdziwie uczestnikom, służyć ocenie wzroku i polegało na tym, że należało oceniać, która z trzech linii miała długość taką samą jak linia standardowa. Pytano kilku uczestników po kolei, z tym że jedynie ostatni był właściwym obiektem badania, a wcześniej wypowiadający się byli sojusznikami eksperymentatora i wskazywali oni na niewłaściwe linie jako równe, czasem pokazywali na krótszą, czasem na dłuższą, czasem wskazywali tylko jedną niewłaściwą linię, czasem dwie. Okazało się, że: „Około 30 procent wszystkich studentów poddanych badaniu zgodziło się z większością w ponad połowie prób krytycznych. Podczas gdy 70 procent zgodziło się z grupą choćby raz, jedynie mniejszość konsekwentnie podtrzymywała niezależność w obliczu nacisku grupy: zaledwie 25 procent nigdy nie poddało się tej presji”.
A teraz wróćmy do pożyteczności naszych odmieńców, co jest zasadniczą tematyką mojego tekstu. Asch postanowił sprawdzić, jak będą zachowywać się badani, gdy dla swoich opinii zyskają choćby tylko niewielkie poparcie jeszcze jednego uczestnika. Okazało się, że to już wystarczy, aby poddawanie się konformizmowi znacznie spadało. „Asch poprosił jednego z podstawionych studentów,by w czasie próby konformizmu otwarcie nie zgodził się z większością. W czasie tych prób tylko w 6 procentach przypadków badani studenci poddali się naciskowi grupy. [...] Lecz kiedy popierający partner porzucił naszego samotnego uczestnika eksperymentu i zaczął zgadzać się z większością, potęga większości została całkowicie odbudowana – konformizm wzrósł znów do blisko 30 procent”.
W badaniu mieliśmy do czynienia ze świadectwem własnych oczu, bezsprzecznymi faktami, a udało się osiągnąć takie podporządkowanie się do grupy. To dostosowanie się wyjaśniane jest potrzebą aprobaty, tym bardziej nasilone, gdy grupa budzi sympatie i chce się w niej uczestniczyć.
Najczęściej dostosowanie się do opinii grupy będzie trafne, można nawet powiedzieć, że jest to ewolucyjne przystosowanie. Śmiałek sprzeciwiający się grupie, że szelest w zaroślach i jakieś pomruki świadczą o obecności tam tygrysa, najczęściej został pożarty i takich genów nie pozostawił. Tak więc można powiedzieć, ze dobór naturalny będzie w jakiejś mierze faworyzował konformizm.
Ma to jednak również i skutki negatywne, gdyż grupa może się mylić, Wszyscy kiedyś byli przekonani, że ziemia jest płaska, a bardzo duża grupa miała przeświadczenie, że sztorm wynika z walenia w morze trójzębem przez zagniewanego Posejdona.
Odwołując się znowu do błędów logicznych, warto przytoczyć cytat z poradnika logicznego McInerny’ego:
To, że większość ludności w danym społeczeństwie ma konkretną opinię w określonej sprawie, jest informacją interesującą z punktu widzenia socjologicznego, ale niekoniecznie ma związek z prawdziwością bądź fałszywością rzeczonej sprawy. Większość może być w błędzie. Może także mieć rację. Błąd ten polega na zakładaniu, iż sam fakt, że większość ludzi uważa tezę X za prawdziwą, jest wystarczającym dowodem, który pozwala nam dojść do wniosku, że teza X jest prawdziwa” (D.Q. McInerny, Nauka logicznego myślenia, KDC, Warszawa 2005). Warto to zawsze mieć na względzie i nie odrzucać z góry zdania odmiennego. Czasem to właśnie „odmieniec” może mieć słuszność. Badania Asha pokazały wszak, że ludzie gotowi są zaprzeczyć świadectwu własnych oczu pod wpływem ogółu, a wystarczy jedna osoba, aby dokonać prawidłowej oceny.
W książce Zimbardo i Leippe znajdziemy więcej przykładów wywierania wpływu na ludzi, mających na celu nakłonienie do fałszywych wyborów. Oczywiście wpływ może być korzystny, np. w przypadku resocjalizacji przestępców. W wielu wypadkach podane są jednak całkiem złowrogie przykłady, czasem wręcz zbrodnicze na szeroką skalę, jak choćby reżim hitlerowski.
Gdy więc nas irytuje jakiś odmieniec, prowokacyjnie, wręcz ostentacyjnie, sprzeciwiający się opinii wyrażanej przez ogól, to warto sprawdzić, czy nie twierdzi on właśnie, że jednak ziemia jest okrągła. Bardzo niewygodna jest wszak rola baranów idących posłusznie w przepaść. Niemniej ważne jest też, żeby natychmiast odmieńca nie wybrać sobie za przewodnika stada, bo to odmieniec może nas wyprowadzić na manowce. W ogóle uważam, że zdrowa jest w każdym z nas spora doza nonkonformizmu.	Kategorie: Bez kategorii	| 22 Komentarze
Jak nie wnioskować
Opublikowano 21 lutego 2009 Autor: Maria-Dpra	639. Jak uniknąć jednego z istotnych, częstych błędów logicznych, utrudniających rozumienie wypowiedzi
Swego czasu omawiałam popularny przystępny poradnik logiki McInerny’ego, tu chciałabym się skupić tylko na jednym aspekcie, a mianowicie błędnym wnioskowaniu przez nieumiejętność prawidłowego zastosowania prawa transpozycji do implikacji i przedstawić go jak najprzystępniej. Implikacja to zdanie typu:
jeżeli A, to B (gdzie A i B są zdaniami), zapisuje się to tak:
Jeżeli stwierdzimy, że taka implikacja jest prawdziwa, to zgodnie z prawem transpozycji jest też prawdziwa implikacja:
~B → ~A
gdzie ~ oznacza zaprzeczenie zdania.
Zasadniczym błędem, jaki bywa popełniany przez osoby będące na bakier z logiką, jest odwracanie implikacji nieprawidłowo, w dwóch możliwych postaciach. Dlaczego jest to tak ważne? Bardzo często wypowiedź jest tak oczywista, że po nieprawidłowym odwróceniu wychodzi z tego ewidentny nonsens, ale czasem rzecz jest bardziej subtelna i możemy podlegać czyjejś manipulacji, jeżeli nie dostrzeżemy w porę, że albo ktoś nie zna zasad logiki i robi to nieumyślnie, albo dla jakichś swoich celów świadomie nami manipuluje. Tak więc wyglądają te błędne odwrócenia:
1. zaprzeczenie poprzednikowi
~A → ~B BŁĄD!
Mamy zdanie: Jeżeli jesteś matką to jesteś kobietą.
Odwróćmy to wprost. Co otrzymamy?
Jeżeli nie jesteś matką, to nie jesteś kobietą. BŁĄD!
Tu właśnie jest sytuacja, że błąd jest ewidentny. Skąd się on bierze? Jest oczywiste, że nie wszystkie kobiety są matkami! A zatem taki sposób zaprzeczania składowym implikacji jest nieprawidłowy, poprawnie zastosowane prawo transpozycji wygląda następująco:
Jeżeli nie jesteś kobietą, to nie jesteś matką.
2. Potwierdzenie następnika
Oznacza to wypowiedź typu:
B → A BŁĄD!
W naszym przykładzie oznacza to zdanie
Jeżeli jesteś kobietą, to jesteś matką
A, powtórzmy, nie wszystkie kobiety są matkami.
Należy mieć to zawsze na uwadze, analizując wszelkie wypowiedzi.
Nieporozumienia ze stosowaniem prawa transpozycji mogą być wywołane tym, że bardzo często występują tożsamości, czyli zdania typu:A wtedy i tylko wtedy, gdy B, czyliA <=> BTu reguły odwracania są następujące:~A <=> ~B~B <=> ~A B <=> A
Zanim jednak zaczniemy sobie dowolnie odwracać rzekomą tożsamość, musimy najpierw zbadać, czy jest to rzeczywiście tożsamość, a nie właśnie implikacja, która jest prawdziwa tylko w jedną stronę.
Pokazane przeze mnie przykłady poprawnego obchodzenie się (w istocie rozumienia) ze zdaniami będącymi implikacjami są dość trywialne, warto jednak brać pod uwagę, że w codziennym życiu zetkniemy się z wieloma wypowiedziami w formie implikacji, które wcale nie są trywialne.
Jakie mogą być konsekwencje nielogicznego myślenia, tu dałam przecież przykład tylko jednego możliwego błędu logicznego, a jest ich wiele. Łatwo można ulec manipulacji, ktoś nam np. przedstawi pozornie poprawne wnioski, a faktycznie całkiem bezpodstawne. Może to też prowadzić do trudności w porozumiewaniu się, a wręcz uniemożliwiać jakiekolwiek porozumienie.
Niestety, humaniści, choć nie wszyscy, są często na bakier z logiką, mimo że nie wiem, jak teraz, ale kiedyś na studiach humanistycznych też nauczano elementów logiki. To chyba jednak o wiele za późno. Tak myślę, że już w ostatniej klasie szkoły podstawowej sporo miejsca powinno być poświęcone właśnie logice, rachunkowi zdań, przykładom poprawnych wypowiedzi i błędów logicznych, tak żeby uczeń kończący szkołę podstawową już miał narzędzia umożliwiające porozumiewanie się z innymi.
Oczywiście nie ma nigdy idealnych sytuacji, w pułapki logiczne każdemu może się zdarzyć wpaść, znajomość ich jednak przed tym lepiej zabezpiecza. Szkoda, żeby nieszczęśni humaniści stawali się obiektem drwin ze strony siłą rzeczy lepiej wyuczonych w tym względzie ludzi techniki.
Zapamiętaj więc następujący przykład, zdanie: jeżeli jesteś trollem, chamem czy wampirem, to masz się do mnie zwracać Szanowna Pani (A→B), możesz rozumieć albo wprost, tak jak napisane, albo również, że jeżeli nie masz się do mnie zwracać Szanowna Pani, to nie jesteś trollem, chamem czy wampirem (~B→~A), ale nie wbrew logice, że jeżeli masz się do mnie zwracać Szanowna Pani, to znaczy że jesteś trollem, chamem czy wampirem (B→A)! To nie jest zdanie tożsamościowe! Wszak możesz być na przykład antypatycznym typem jeszcze innego rodzaju.	Kategorie: Bez kategorii	| 35 Komentarze
Autorytaryzm i seksizm PO
Opublikowano 20 lutego 2009 Autor: Maria-Dpra	638. Skandaliczny seksizm PO, który przechodzi bez echa
Na przykładzie ministra finansów Jana-Vincenta Rostowskiego widać, że o wiele trudniej jest pozbyć się brytyjskiego akcentu, niż nabyć naszych swojskich manier, na poły pszenno-buraczanych, na poły sarmacko-jaśniepańskich. Można tak sądzić po wczorajszym wystąpieniu ministra w debacie dotyczącej kryzysu.
Już w wygłoszonym przemówieniu minister Rostowski zrobił uszczypliwą uwagę w iście monarszym stylu pod adresem prezesa Kaczyńskiego: „Chętnie bym je zobaczył, chętnie bym zapytał pana prezesa, skąd je wziął, gdyby tu był na tak ważnej debacie”. No fakt, tu przemawia jaśnie panisko, a ktoś śmie nie siedzieć zafascynowany i nie spijać słów z jego ust.
O sposobie wypowiadania się ministra Rostowskiego może świadczyć większy fragment, z którego pochodzi zamieszczony już wyżej cytat:
Strach jest zawsze złym doradcą.Może wymusić na nas groźne dla nas samych błędy.Gdybyśmy w lecie 2008 r. przestraszyli się wnioskuo wotum nieufności dla ministra ﬁnansów i zmniej-szyli akcyzę, z końcem tego roku mielibyśmy praw-dziwą dziurę Kaczyńskiego. (Oklaski)Nie przestraszyliśmy się też wyliczeń prezesaPiS, który utrzymuje, że na wejściu Polski do eurokażdy emeryt straci nawet 240 zł miesięcznie. Sątakie wyliczenia – przekonywał nas pan prezes.Chętnie bym je zobaczył, chętnie bym zapytał panaprezesa, skąd je wziął, gdyby tu był na tak ważnejdebacie. (Oklaski)Wejście do euro jest najlepszym lekarstwem nakryzys w Polsce. Dlatego kwestia tego, jak Polskazyska czy straci na wejściu do euro, jest jak najbar-dziej istotna, jeśli chodzi o walkę z kryzysem.Nie przestraszyliśmy się też wyliczeń prezesa PiS,przepraszam, pana prezydenta w tym przypadku,który twierdzi, że Polacy stracą aż 15% swojego do-chodu realnego, jeśli Polska przystąpi do strefy euro.Pan prezydent jednak podtrzymywał, że Polska po-mimo tego powinna do strefy euro przystąpić. Widać,że pan prezydent jest większym euroentuzjastą niżja. Mogę stwierdzić z całą odpowiedzialnością, tui teraz, że jeżeli będę przekonany, że Polska stracinawet 1/10 tej sumy, o której mówił pan prezydent,na wejściu do strefy euro, to nigdy się nie zgodzę nawejście Polski do strefy euro (stenogram Sejmu).
Jak widać minister Rostowski nie potrafił skonstruować wypowiedzi odnoszącej się do bieżącej sytuacji i przyszłości bez uszczypliwości pod adresem PiS.
Prawdziwy popis ohydnego seksizmu (pogrubioną czcionką) minister dał nieco później, odpowiadając posłance Aleksandrze Natalli-Świat, wiceprzewodniczącej PiS:
Chciałbym się odnieść do wystąpienia pani prze-wodniczącej, bo słyszałem, że często powoływała sięna autorytety. Wiem, że potrzebuje takiego wsparcia,skoro nie ma wsparcia swojego szefa.[...]Przyszedł na moment, potem się znudził i wy-szedł. (Oklaski) [...]Jeżeli PiS chce być poważnym partnerem w walcez kryzysem, to nie może być tak, że teoretycznie po-tencjalny premier jest nieobecny podczas takiej de-baty. (Burzliwe oklaski) [...]Przepraszam, uniosłem się. (Oklaski, poruszeniena sali) [...]Widać, że zmiana wizerunku była zbyt płytka, bonależało także trochę się nauczyć, żeby móc mówićo ekonomii i gospodarce. Tydzień w Klarysewie ewi-dentnie nie wystarczył, żeby pan prezes czuł się kom-fortowo, mówiąc z tej trybuny o tych sprawach. Bar-dzo nad tym ubolewam, bo uważam – tak jak panprzewodniczący, który słusznie i dobrze zakończyłswoje wystąpienie – że musimy współpracować, aletę współpracę musi się z kimś nawiązać. (Oklaski) [...]Gdybyście – nie daj Boże – wrócili do władzy tonie moglibyście tak dryfować, jak przez te 2 tłustelata, tak więc przygotujcie się trochę.Teraz jeszcze odniosę się do spraw bardziej szcze-gółowych. Pani przewodnicząca – jak zawsze wysta-wiona, wyznaczona przez swojego szefa do pełnienianiezręcznej roli – mówiła o pakiecie antykryzysowymPiS (stenogram Sejmu). Gdzie pan minister nauczył się takiego seksizmu, że w niewybredny sposób insynuował, że kobieta, przecież ekonomistka, została jedynie „wystawiona” do debaty i bez wsparcia jakiegoś mężczyzny bidulka sobie nie poradzi, a nie przyszło mu przez myśl, że naprawdę ma coś do powiedzenia. Prezes PiS jest wszak prawnikiem, wiceprzewodnicząca zaś jako ekonomistka jak najbardziej ma kompetencje, żeby zabrać głos w tej debacie. Coś minister nie nabrał na Zachodzie poprawności politycznej albo w ekspresowym tempie ja utracił, jakaś Lepperowska słoma jakby wyszła! Zatrważające są te oklaski, podczas tego rugania posłanki i prezesa PiS, podejrzewam, że nie ze strony ufoludków. Strach pomyśleć, gdyby Natalli-Świat została np. premierem, ale by się nasłuchała od Platformerskich seksistów.
Mam wrażenie jednak, że jest to jednak o wiele większy problem niż buraczana przaśność obecna w naszej polityce. Należy sobie zadać pytanie, czemu służy atak ad personam (inaczej ad hominem). Wystarczy wziąć choćby popularny poradnik logiki, żeby się tego dowiedzieć:
Głównym przedmiotem tego nielogicznego postępowania jest ujawnienie pewnych negatywnych informacji o osobistym życie przeciwnika, które, choć nieistotne dla omawianych spraw, są emocjonalnie nośne. Zamiarem sprawcy tego błędu jest odciągnięcie uwagi słuchaczy od wnioskowania, zwykle dlatego że sprawca ma w nim pozycję słabszą.
Jeśli moim jedynym celem jest wygrać argumentację, to błąd ad hominem może skutecznie temu sprzyjać. Może nastawić słuchaczy przeciwko mojemu oponentowi, jednak z powodów nieistotnych dla samego wnioskowania, a zarazem mogę zyskać ich przychylność, tyle że z przyczyn tak samo nieistotnych. W rezultacie mogę sobie pogratulować wygrania wnioskowania, choć tego wcale nie zrobiłem – w każdym razie nie w logicznym znaczeniu.
Moje problematyczne zwycięstwo nie opierało się na wartości moich argumentów, ale na doprowadzeniu do tego, że wnioskowanie mego przeciwnika nie zostało uczciwie wysłuchane (D.Q, McInerny, Nauka logicznego myślenia, KDC, Warszawa 2005 – swego czasu, jeszcze w 2007 r. poświęciłam dwa teksty temu interesującemu poradnikowi logiki dla niespecjalistów).
Ciekawe jest w tym kontekście pytanie, czy minister Rostowski chciał uzyskać przewagę w dyskusji, mimo że jego argumenty były mocne, przekonujące, a więc jedynie wzmocnić się w dyskusji, czy też może chciał zyskać niezasadną przewagę, gdyż argumenty były zbyt słabe.
Tym jednak nasi dziennikarze nie zaprzątają sobie antypisowskich główek. Sama słyszałam rano w TOK FM Janinę Paradowską, Tomasza Lisa, Wiesława Władykę, którzy w zasadzie nie sprzeciwili się Tomaszowi Wołkowi, który wyszydzał prezesa PiS z powodu jego nieobecności na debacie.
A przecież prezes partii nie jest tylko od tego, żeby z rozdziawionymi ustami przysłuchiwać się jak minister chlasta jego partię niczym jakiś monarcha dworzan, nie jest na wyskoki rządu, ale przede wszystkim jego rolą jest zorganizować profesjonalnie działanie partii i klubu. Zapędami autorytarnymi ze strony rządu są próby organizowania pracy partii opozycyjnej na swoją modłę. Wszak każdy zainteresowany, również ja, tym bardziej prezes partii, wejdzie sobie na www.sejm.gov.pl, kliknie na prace Sejmu, a dalej już odnajdzie odpowiedni stenogram z posiedzenia. Powiedziałabym nawet, że takie suche słowa mają o wiele większą wymowę, gdyż uwypukla się istota sprawy, a znika teatralna otoczka, co ważne, można się pozbyć przykrości słuchania ministra kaleczącego naszą wymowę nadzwyczaj nieprzyjemnym akcentem.
Ciekawi mnie tylko, czy nasi dziennikarze są tak naiwni czy tak cyniczni, czy też bałwochwalczo zapatrzeni w PO, że w wykonaniu przedstawicieli tej partii nic ich nie razi: ani wyraźny seksizm, ani atak ad personam, który powinien stanowić wyraźny sygnał do przyjrzenia się argumentacji ministra. Kiepski rząd, kiepska opozycja, kiepscy dziennikarze – to już prawdziwa katastrofa!
Błagam, nie przypinajcie mi tylko miłości do PiS-u. Pamiętajcie zawsze o jedynym może, ale istotnym wkładzie JKM do polityki, a mianowicie malowniczym określeniu wyboru, który wcale nie jest dobrym wyborem a wręcz nie jest żadnym, a mianowicie, między dżumą a cholerą. Ja tam wolę być zdrowa, a jeśli już to co najwyżej na lekki katarek bym się mogła załapać.	Kategorie: Bez kategorii	| 141 Komentarze
Słowa krytyki zapraw miodem życzliwości Statystyki
Wszystkich wizyt: 2494765Dzisiaj wizyt: 1Wszystkich komentarzy: 97010
Już nigdy nie usiądą na ławeczce + Michał (Pragmatyk) - http://antykaczy.blog.onet.pl/Pamięci Michała, od przyjaciół - http://www.michal-pirog.pl/Dedykacja dla Michałahttp://www.youtube.com/watch?v=vf31kyAb3ZI + Arek (trocki)http://lewak.blog.onet.pl/Dedykacja dla Arkahttp://www.youtube.com/watch?v=gOJb9Vf_e7A&NR=1
Przydatne Informacje dla odwiedzających mój blog 1. Witam wszystkich miłych gości mojego bloga i zapraszam do dyskusji. Ucieszy mnie, jak napiszesz, jak trafiłaś/eś na mój blog (po linku, polecance, jakoś inaczej)2. Zwracajcie się, do mnie - śmiało - na ty (ang. You). Mnie też tak jest wygodniej, i co ważne - sympatyczniej.3. Zachęcam wszystkich do wielostronnych uprzejmych dyskusji.4. Pamiętaj: ONET, niestety (a może dobrze?), posyła w maliny komentarze, w których są wulgarne słowa, nawet poczciwa d...Tak więc, jak komentarz nie wchodzi, to przejrzyj go pod tym kątem, czasem jakaś literówka niechcący zamieni zwyczajne słowo w wulgaryzm.5. Mniej mili komentatorzy: zawsze liczę, że wkrótce staniecie się miłymi komentatorami. Nie testujcie jednak mojej tolerancji i życzliwości, jest ona ogromna, ale nie bezgraniczna.6. Poniżej napisałam o sobie to, co uważam za niezbędne i istotne dla dyskusji. Jeśli w to nie wierzysz, to twój problem i mnie nim nie absorbuj.
Polecam tylko blogi, autorów każdy musi ocenić sam Rozmaitości na zaprzyjaźnionych blogach
To lubię Słowa krytyki zapraw miodem życzliwości - Z. TrzaskowskiNie daj się zepchnąć ze swej drogi, nawet przez idących w tym samym kierunku S.J. LecZwrócono mi moje serce,dane w olśnieniu złotem...Wiem już, że nie jest ono trujące jak szalejani wielkie, ani mocne jak serce orlicy,że nie broni praw jego diabeł czarnolicy -ale będę nosić je dalej,szczęśliwa, że znów je dostałam z powrotem. Maria Pawlikowska-JasnorzewskaBrak wolności słowa na tym właśnie polega, że wolno mówić tylko to, co wolno T. KotarbińskiCzasami myślę, iż Bóg tworząc człowieka przecenił nieco swoje zdolności - O. WildeKto posiada geniusz, talent, wykształcenie itp. rzeczy, temu przydałaby sie i bezczelność. Kto posiada bezczelność, nie potrzebuje już tamtych drobiazgów - S.J. LecKiedy bogowie chcą nas ukarać, spełniają nasze prośby - O. WildeZ każdą nową falą nowe bałwany - S.J. LecPojawienie się prawdziwego geniusza możesz rozpoznać po tym, że wszystkie osły i nieuki gromadzą się przeciwko niemu - J. SwiftNic bowiem tak ludzi nie dzieli jak różne poziomy kulturalne, nic tak nie łączy jak tępota i kołtuństwo - Józef ŁobodowskiKrewnych daje nam los. Co za szczęście, że przyjaciół możemy wybierać sami - J. TuwimDoświadczenie to nazwa, którą każdy nadaje swoim błędom - O. WildeGdy nie mamy, co kochamy, trzeba kochać to, co mamy - przysł. polskieŚniła mi się we śnie rzeczywistość. Z jaką ulgą się obudziłem - S.J. LecNieprawdą jest, że my, Polacy kochamy wolność. Kochamy się jedynie o nią bić - J.K. GóreckiSprawa nie musi być koniecznie słuszna tylko dlatego, że ktoś oddał za nią życie - O. WildeWolność przede wszystkim wymaga pieniędzy! - W. SieroszewskiCzyniąc dobrze, nie bój się nikogo - przysł polskieObojętność jest sama przez się grzechem - N. ŻmichowskaLudzka rzecz błądzić, a diabelska w błędzie trwać - przysł. polskieNie ten przyjaciel, co cię chwali, ale ten, co ci prawdę mówi - przysł polskiePomnij, z kim zawrzeć przyjaźń. Kropla deszczu małaPadła na żar żelaza i zniknęła w chwili; - S. Jachowicz Pesymista? Ktoś, kto uważa, że wszyscy są tacy wredni jak on, i za to ich nienawidzi. - G.B. ShawSzczęście, że Ziemia nie ma możliwości technicznych, by toczyć się po równi pochyłej - S.J. LecCi, którym świat ucieka w przeciwnym kierunku, myślą, że wciąż idą naprzód - S.J. LecGdzie prawdą wszystko jest, jak u nas, tam prawdą nic nie jest - L. StaffI prawdzie czasami z oczu źle patrzy - R. KarpaczPrawda jest jak ogień, można się przy niej ogrzać, ale można się dzięki niej sparzyć - A. FredroZbliżając się do prawdy, oddalamy się od rzeczywistości - S.J. LecGdy ktoś posiada tak mało wyobraźni, iż stara się kłamstwu przyjść w sukurs z dowodami, to lepiej niech od razu mówi prawdę - O. WildeAfekty, chociaż będą święte, rozumem mają być ujęte - przysł polskieNiewiele do szczęścia potrzeba: trochę piasku, morza, nieba... - J.I. SztaudyngerDwa są szczęścia na świecie: jedno małe - być szczęśliwym, drugie wielkie - uszczęśliwiać innych - J. TuwimZawsze ktoś nas podsłuchuje. Są czasy - że poeci, są - że szpicle - S.J. LecDo skoku w przepaść nie trzeba trampoliny - S.J. LecO 4 nad ranem ludzie o czystym sumieniu śpią - "złota" myśl CaffeW wyborze swych wrogów człowiek nie może być dostatecznie ostrożny - O. WildeFilmy dla mnie ważneWidmo wolności - BunuelMroczny przedmiot pożądania - BunuelMiasto kobiet - FelliniOsiem i pół - FelliniDżentelmeńska umowa - KazanPorozmawiajmy o kobietach - NicholsPurpurowa róża z Kairu - AllenPiękność dnia - BunuelŚmierć w Wenecji - ViscontiMiłość Swanna - SchloendorffOstatnie tango w Paryżu - BertolucciMelodramat - ResnaisKruk - ClouzotObietnica - S. PennOtwórz oczy - AmenabarPokojówka z Titanica - Lunaa polskie:Nóż w wodzieWśród nocnej ciszyJak być kochanąNiewinni czarodziejePociągPopiół i diamentUlubione komedieWakacje pana HulotPół żartem, pół serioPechowiec (fr.)Świat się śmieje
Coś o mnie Antysnobizm antyobłuda, antydogmatyzmuczciwość, sprawiedliwość, lojalność,luz, uśmiech, pomocna dłoń,specyficzne poczucie humoruNie jestem obrażalska! Ale się odgryzam! I jestem pamiętliwa!Nie jestem politykiem, nie należałam i nie należę do żadnej partii, mam lewicowy światopogląd, ale niezwiązany z żadną doktryną czy programem partyjnym. Wiek średni, mężatka, dwoje dzieci, z wielkiego miasta.Lewicowość rozumiem przede wszystkim jako postawienie - z triady wolność, równość, braterstwo - na równość, oczywiście bez złudzeń, że ona będzie doskonała, gdyż ludzie są różni. Niemniej dla mnie dążenie do równości stanowi podstawę wolności!DZIĘKUJĘ BARDZO MIŁYM BLOGEROM, KTÓRZY ODNIEŚLI SIĘ Z SYMPATIĄ I UZNANIEM DO MOJEGO BLOGAAdek, Czarny Ptak (szybko jednak zmienił zdanie), Roztrzepaniec, Nola, SmoothoperatorNa zakończenie jeszcze raz specjalnie to podkreślam: jest to blog pojedynczej OSOBY PRYWATNEJ.
INFORMACJA O ZAKOŃCZENIU KONTAKTÓW Z BLOGERKĄ INFORMACJA (z 19.07.2012, rano): zakończyłam wszelkie kontakty z blogiem osoby o nicku Planeta, nie będzie tam już nigdy mojego komentarza! Jest to spowodowane tolerowaniem na tym blogu podszywania się pod mój nick i obrażania mnie, napiszę o tym pewnie odrębny tekst.
tematy do dyskusji – do pozostałych też zachęcam	Wesołych Świąt
WooCleofasstudentka-w-poznaniuStańczyk	Social Slider