Source: http://www.pozywam.pl/2017/05/madry-penomocnik-sedzia-asekuracyjny.html
Timestamp: 2018-01-21 00:29:45+00:00
Document Index: 120030200

Matched Legal Cases: ['art. 10', 'art. 7', 'art. 34', 'art. 34', 'art. 361', 'art. 3', 'art. 8', 'art. 18', 'art. 7', 'art. 77', 'art. 442', 'art. 819', 'Art. 236', 'art. 361', 'art. 236', 'art. 217', 'art. 236', 'art. 6', 'art. 278', 'art. 227', 'art. 236', 'art. 236', 'art. 217', 'art. 236']

pozywam: Mądry pełnomocnik, a sędzia asekuracyjny.
Wyobraźmy sobie taką sytuację. Pełnomocnik powoda zamierza udowodnić wysokość stawki najmu pojazdu zastępczego. Na tę okoliczność wnioskuje o dopuszczenie dowodu z opinii biegłego sądowego. Czyni to jednak na wypadek, gdyby sąd miał uznać opłatę za niezasadną. Taki wniosek był zapewne podyktowany założeniem, że nie ma potrzeby dopuszczenia dowodu z opinii biegłego sądowego, gdyż wysokość czynszu jest oczywista i nie wywołuje wątpliwości.
Dylemat sędziego
Co jednak ma zrobić sędzia z tak sformułowanym wnioskiem? Czy taki wniosek musi być w ogóle rozpoznany? Skoro wniosek dowodowy jest warunkowy, to może nie ma potrzeby go rozpoznawać, jeśli sędzia uzna wysokość czynszu za wykazaną.
Skąd mamy się jednak o tym dowiedzieć? Przecież sędzia nie powinien w toku postępowania ujawniać, czy ta okoliczność została wykazana czy też nie. Z drugiej jednak strony, przepisy prawa wspominają o możliwości pominięcia dowodu, jeśli jest zbędny dla dalszego toku postępowania. Z tego jednak wynika, że wniosek taki musi być rozpoznany, skoro ma być pominięty, oddalony.
Formalistyczna zabawa
W takiej właśnie sytuacji, sąd postanowił oddalić wniosek o dopuszczenie dowodu z opinii biegłego sądowego. I w tym momencie zaskoczenie. Pełnomocnik zgłasza zastrzeżenie do protokołu wskazując na niezasadne oddalenie wniosku dowodowego. Szok i niedowierzanie. Pełnomocnik - oczywiście tak poza protokołem, myśląc że wtedy będzie korekt - argumentuje, że musi tak zrobić, tak na wszelki wypadek, o co by było gdyby ...
Co w takiej sytuacji powinien zrobić sędzia? Trudno powiedzieć. Zdarzyła mi się taka właśnie sytuacja. Byłem przede wszystkim zaskoczony postawą pełnomocnika. Będąc jednak przekonanym o zbędności wniosku dowodowego, pozostałem przy swojej decyzji.
Jak Ty mi …
Ale jak postąpiłby inny sędzia? Też trudno powiedzieć. Nie zdziwiłoby mnie, gdyby w takiej sytuacji uchylił swoje postanowienie i po prostu dopuścił dowód zgodnie z wnioskiem strony. Jak to by zostało odebrane przez pełnomocnika? Być może uznałby, że sędzia jest bojaźliwy, niezdecydowany, że naraża stronę procesu na zbędne wydatki, że jest asekuracyjny.
Tego typu sytuacje naprawdę się zdarzają. Mam jednak wrażenie, że pełnomocnika się usprawiedliwia wskazując, że tak musi, bo to jest podyktowane interesem strony. Musi być przecież przygotowany na wszystko. Nieco inaczej wygląda ocena sędziego. Okazuje się bowiem, że jeśli pełnomocnik dokonuje czynności kierując się tzw. ostrożnością procesową, to wówczas jest wszystko w porządku, jest postrzegany, jako odpowiedzialny, mądry prawnik. Jeśli jednak, podobnie postępuje sędzia, to wywołuje to co najmniej zdziwienie, zaskoczenie.
Prawda jest taka. Sędzia również nie wie, jak jego decyzja wpadkowa zostanie oceniona przez instancję wyższą. Może nawet sobie pomyśli: „A skoro taki jesteś cwany, to proszę bardzo, niech biegły wyda opinię, nawet jeśli jest zbędna”. Ale nawet taka postawa wywołałaby zrozumienie, gdyby pełnomocnik dokonywał oceny takiego postępowania przez pryzmat tego, jak sam się nieraz zachowuje.
Anonimowy 13 maja 2017 21:00
Jeśli pełnomocnik "Czyni to jednak na wypadek, gdyby sąd miał uznać opłatę za niezasadną", to może najlepiej oddalić wniosek z powodu braku tezy dowodowej? :-)
Artur Mączyński 13 maja 2017 21:02
Najpierw trzeba by było wezwać o usunięcie braku formalnego wniosku poprzez wskazanie tezy. A wtedy, to wiadomo :-)
Paweł Judek | blog o prawie transportowym 14 maja 2017 23:25
Uważam, że wyrażone w artykule tezy trącą nadmiernym formalizmem. Doskonale rozumiem postawę pełnomocnika, który zapewne nie usłyszał od sądu, jaka jest przyczyna oddalenia wniosku dowodowego. Gdyby sąd uznał, że dowód z opinii biegłego nie jest konieczny, gdyż okoliczność tak już została wykazana - nie wiem, swoją drogą, dlaczego sąd nie miałby w trakcie postępowania uznać określonej okoliczności za wykazaną - i jeszcze to uzasadnienie znalazłoby się w protokole, pełnomocnik nie musiałby składać zastrzeżeń do protokołu.
Jeśli jednak pełnomocnik jedynie domyśla się, co było powodem oddalenia wniosku, a nie ma pewności, to nie ma wyboru - musi złożyć zastrzeżenia do protokołu. Inaczej bowiem będzie pozbawiony prawa do zaskarżenia ewentualnego naruszenia postępowania w tym zakresie, jeśli sąd jednak uzna, że stawka nie została wykazana.
bartoszcze 15 maja 2017 08:58
Jeśli mogę: ciężko winić pełnomocnika za przepisy.
Gdyby nie absurdalne w istocie uzależnienie dopuszczalności powołania zarzutów proceduralnych od dokonania zastrzeżenia, to takiej sytuacji by nie było.
Co nasuwa mi myśl że reforma postępowania spornego jest konieczna, ale w innym zupełnie duchu.
Artur Mączyński 15 maja 2017 10:19
Ale w artykule chodzi o wzajemne zrozumienie. Skoro pełnomocnikowi wolno działać asekuracyjnie, to dlaczego za to samo krytykuje się sąd?
Paweł Judek | blog o prawie transportowym 15 maja 2017 11:16
Pełnomocnik działa asekuracyjnie, bo nie wie, jakie jest zapatrywanie sądu na daną sytuację. A sąd powinien podjąć decyzję zgodną z własną oceną i odpowiednio ją uzasadnić. Oczywiście, że zawsze może się znaleźć sąd II instancji, który będzie miał inne zapatrywanie, ale to nie uzasadnia działań pozornych, które nie zmierzają do szybkiego rozstrzygnięcia sprawy.
Trudno budować zaufanie obywateli dla wymiaru sprawiedliwości, jeśli sąd przez kilka lat prowadzi postępowanie i w celu ustalenia wysokości szkody przesłuchuje świadków, zleca opinie biegłych, a na końcu wydaje wyrok, w którym oddala powództwo co do zasady w oparciu o argument powołany przez pozwanego w odpowiedzi na pozew.
Dlatego nie zgadzam się z twierdzeniem, że sędzia nie ma prawa określić w trakcie procesu, że uznaje pewien stan za ustalony. Jeśli sędzia widzi, że np. roszczenie jest przedawnione, nie powinien tracić czasu na rozpoznawanie innych aspektów jego zasadności. Jeśli sąd II instancji nie zgodzi się z poglądem sądu co do przedawnienia, po prostu uchyli sprawę do ponownego rozpoznania.
Tak samo tutaj. Sąd mógł jasno zakomunikować: uważam wysokość najmu za udowodnioną, więc oddalam wniosek o biegłego, a nie na wszelki wypadek zlecać niepotrzebną opinię.
Artur Mączyński 15 maja 2017 17:11
Zapomina się o tym, że i pełnomocnik powinien budować zaufanie do sądu i prawa poprzez właściwe zachowanie w procesie. Co do przedawnienia to inna sytuacja. Choć zasadniczo się zgadzam.
bartoszcze 15 maja 2017 17:46
Pełnomocnik reprezentuje stronę, która straci swoje możliwości procesowe, jeśli pełnomocnik nie będzie działać asekuracyjnie.
Sąd nie traci niczego.
Natomiast nie ukrywam, że bardzo chętnie dopuściłbym komunikowanie przez sąd, w jaki sposób widzi daną kwestię przyczynkową. Zaraz zaufanie na sali by się poprawiło :) aczkolwiek dziś panuje też jakiś kult murów chińskich - sąd nie ma prawa wyrazić opinii o sprawie przed wyrokiem, pełnomocnik nie ma (podobno) prawa kontaktować się ze świadkiem...
Paweł Judek | blog o prawie transportowym 15 maja 2017 18:40
Moim zdaniem żadne przepisy nie stoją na przeszkodzie, by już obecnie informować o tym, jakie się ma zapatrywanie na sprawę i to nawet na bardzo wczesnym etapie postępowania. To mogłoby naprawdę prowadzić do skrócenia postępowania, gdyby strona wiedziała, co sędzia sądzi o sprawie i np. eksploatowanie jakiegoś wątku z przesłuchiwaniem świadków, kwestionowaniem dokumentów itp. nie ma żadnego sensu.
Takie postępowanie jest normą np. w Niemczech. Co ciekawe, brak sygnalizowania przez sąd kierunku, w jakim zmierza postępowanie, i zaskoczenie stron rozstrzygnięciem (np. ni stąd ni zowąd uznaje umowę, co do której się toczy spór, za nieskuteczną z uwagi na niewłaściwą reprezentację pomimo braku zarzutu w tym względzie) może być w Niemczech podstawą do złożenia apelacji. Nie wiem, dlaczego u nas nie mogłoby być podobnie.
Artur Mączyński 15 maja 2017 21:43
Proszę tylko nie przywoływać przykładu w Niemczech, bo tam normą jest podawanie prawdy i wszystkich dowodów od razu. W Polsce, jak sędzia np. na końcowym etapie postępowania zdradzi do czego zmierza, to byłyby dwa postępowania, 1. postępowanie o jego wyłączenie, 2. postępowanie w oparciu o kolejne twierdzenia i wnioski dowodowe, aby "wybić" sędziemu pomysł, z którego się nieopacznie zwierzył.
Paweł Judek | blog o prawie transportowym 15 maja 2017 21:59
Ale to przecież same sądy decydują o tym, jak będą traktowane takie wnioski o wyłączenie i jak sąd podejdzie do takich wniosków dowodowych złożonych na samym końcu postępowania. Jeśli sądy konsekwentnie będą takie wnioski oddalać, to strony się do tego będą musiały dostosować.
A co do mówienia prawdy, to ja chętnie powitałbym zmianę kpc z zapisem znanym z sądów brytyjskich, w których pełnomocnik oświadcza, że wg jego najlepszej wiedzy, wszystko to co napisał jest prawdą pod groźbą surowej odpowiedzialności.
Z rzeczy, które dałoby się zrobić już teraz, uważam, że sądy powinny dużo większą uwagę przywiązywać do świadków składających fałszywe zeznania. Naprawdę nie rozumiem dlaczego regularnie widuję uzasadnienia, w których sądy oceniają zeznania świadków jako kompletnie niewiarygodne i sprzeczne z innymi dowodami, a jednocześnie nie idą za tym żadne dalsze kroki. I nie chodzi o rzeczy, które można było zapomnieć albo inaczej oceniać. Chodzi np. o zeznania, w których ktoś twierdzi, że pożyczył komuś określoną kwotę (aby uzasadnić pochodzenie pieniędzy danej osoby), co do czego nie sposób się pomylić.
Pobłażaniem dla kłamiących świadków sądy niestety przyzwyczajają ich, że obowiązek mówienia prawdy to tylko niewiążąca sugestia, a nie coś, za co grozi surowa odpowiedzialność.
Anonimowy 16 maja 2017 08:14
popieram Pana Pawła. Wskazanie przez sędziego jakie jest jego zapatrywanie na proces "uzdrawia" sytuację na sali sądowej i eliminuje zbędne "nadzieje" stron.
Przykłady z Wydziału Gospodarczego (różne Sędzie):
- po rozpoczęciu pierwszej rozprawy sąd od razu informuje pełnomocnika pozwanego, że jego zdaniem zarzut przedawnienia jest niezasadny (był to główny zarzut pozwanego). Nadzieje rozwiane, po krótkich rozmowach ugodowych proces mógł się skończyć (nie skończył z innych względów).
- pod koniec pierwszej rozprawy, po wysłuchaniu stanowisk stron i informacyjnym wysłuchaniu pozwanego Sędzia jasno i klarownie komunikuje Stronom, że jej zdaniem została zawarta umowa o dzieło (a nie sprzedaży jak twierdzi Powód), co w uprzednim stanie prawnym przesądzało o nieskuteczności odstąpienia dokonanego przez Powoda) - znowu jasna wskazówka dla Stron, czy warto prowadzić proces.
Takie postępowanie Sądu w żadnym razie nie zasługuje na wyłączenie - Sąd przecież ma pogląd prawny na sprawę, ocenił dowody, dlaczego nie może tego jasno zakomunikować stronom?
Anonimowy 16 maja 2017 13:28
Pogląd prawny? :-) Gdzie w k.p.c. jest norma prawna zezwalająca Sądowi na prezentowanie w trakcie rozprawy "poglądu prawnego na sprawę"? Oczywiście daleki jestem od "karania" sędziów, którzy postąpili jak w przedstawionym powyżej przykładzie z Wydziału Gospodarczego, zwłaszcza że mogą bronić się art. 10 k.p.c. nakładającym obowiązek dążenia do ugodowego załatwienia sprawy. Krytykowanie Sądu za to, że nie prezentuje swojego stanowiska co do zarzutów i dowodów w sprawie w trakcie rozprawy moim zdaniem nie jest uzasadnione, ale przede wszystkim krzywdzące. Takie mamy po prostu przepisy.
bartoszcze 16 maja 2017 15:51
"Gdzie w k.p.c. jest norma prawna zezwalająca Sądowi na prezentowanie w trakcie rozprawy "poglądu prawnego na sprawę"?"
A gdzie jest norma zakazująca, jak już tak na to patrzymy?
Anonimowy 16 maja 2017 21:35
Zgodnie z art. 7 Konstytucji, organy władzy publicznej działają na podstawie i w granicach prawa, czyli tzw. norma zakazująca domniemywanie kompetencji takiego podmiotu. Sądzę, że nie muszę tego rozwijać :-) Kończąc, dodam, że dobrze przygotowana do sprawy strona lub jej pełnomocnik nie ma potrzeby otrzymywania "poglądu prawnego na sprawę". Jeśli coś twierdzę i mam na to dowody, to czym się martwić? Natomiast jeśli nie mam, to nie idę do Sądu.
Paweł Judek | blog o prawie transportowym 17 maja 2017 11:35
Czy ta wypowiedź to jakaś prowokacja?. Naprawdę jeśli twierdzę i mam dowody, to nie mam się czym martwić? Bo na 100 % jestem pewien, jak sąd te dowody oceni i jakie zajmie stanowisko np. w przedmiocie interpretacji przepisu art. 34 CMR (dla ułatwienia: połowa sądów uważa tak, a połowa całkowicie przeciwnie, a dotyczy to również poszczególnych składów Sądu Najwyższego)?
Stawianie wszystkiego na jedną kartę, nie przewidując możliwości odmiennej interpretacji przez sąd, to przykład nieodpowiedzialności pełnomocnika, który powinien zabezpieczyć interesy swojego mocodawcy na wszelkie możliwe sposoby, nawet jeśli jego twierdzenia na pierwszy rzut oka są wzajemnie sprzeczne.
Wracając do przykładu z art. 34 CMR. Wielokrotnie w trakcie procesów zajmuję takie stanowisko: jeśli sąd uzna, że jest przewóz sukcesywny, to to i to, a jeśli uzna, że go w tych warunkach nie było, to to i to. Przyjmując koncepcję, że sądowi nie wolno ujawniać swojego poglądu na sprawę, powinien przeprowadzić wszystkie dowody w obu wariantach, co przecież z punktu widzenia ekonomii procesowej nie ma żadnego sensu, gdyż przecież i tak w wyroku sąd będzie musiał wybrać któryś z tych wariantów. Nie prościej jest, żeby sąd dokonał tej analizy w trakcie postępowania i podjął decyzję, która pozwoli mu na ograniczenie postępowania dowodowego?
Anonimowy 17 maja 2017 16:14
Rolą stron i ich pełnomocników jest przedstawianie dowodów, na podstawie których Sąd rozstrzygnie sprawę. Natomiast jeśli występuje rozbieżność w interpretowaniu przepisów, to ja bym przedstawił wyłącznie korzystną dla mnie lub mojego mocodawcy interpretację przepisu, albo podjął działania mające na celu usunięcie rozbieżności. Wszakże Sąd może przyjąć niekorzystną z naszego punktu widzenia interpretację, skoro nawet sami zwracamy uwagę, że jest rozbieżność w orzecznictwie i akceptujemy oba stanowiska, a tym samym będziemy działać na swoją lub naszego mocodawcy niekorzyść. Ponadto od usuwania rozbieżności w orzecznictwie jest przede wszystkim Sąd Najwyższy, a i warto byłoby - mając na uwadze swoje lub naszego mocodawcy interesy - zwrócić się np. do Rzecznika Praw Obywatelskich z tą kwestią, aby się "zabezpieczać" na wypadek przyjęcia przez Sąd niekorzystnej interpretacji. No ale cóż, nie jestem zawodowym pełnomocnikiem, więc jeśli już idę do Sądu, to z zamiarem uzyskania korzystnego wyroku, a nie tylko wynagrodzenia.
Paweł Judek | blog o prawie transportowym 17 maja 2017 16:39
Czytając Pana wypowiedzi, odnoszę wrażenie, że nigdy w życiu nie uczestniczył Pan w żadnym procesie sądowym i ma Pan na niego jedynie teoretyczny pogląd. A twierdzenie, że zawodowy pełnomocnik idzie do sądu po wynagrodzenie jest po prostu obraźliwe.
Rolą pełnomocnika jest dbanie o interes klienta w najlepszy możliwy sposób. Oczywiście można próbować liczyć na to, że ktoś nie zauważy innej możliwej interpretacji, ale to zwykle krótkowzroczna strategia postępowania. Nie można opierać swojej strategii procesowej na tym, że druga strona i sąd będą na tyle leniwi, że w ogóle się nad sprawa nie pochylą i nie dowiedzą się o możliwych innych interpretacjach. Nadto argumenty "z ostrożności procesowej" powołuje się wtedy, gdy już mamy przemyślaną strategię postępowania na wypadek nie uwzględnienia pierwszego stanowiska.
Kolejny przykład z praktyki.
Ubezpieczony z OC otrzymał od kontrahenta obciążenie z tytułu wyrządzonej przez ubezpieczonego szkody. Szkody nie naprawił, bo nie miał na to środków, a ubezpieczyciel odmówił wypłaty odszkodowania. Poszkodowany z zagranicy nie kwapi się, żeby pozwać ubezpieczyciela, więc z powództwem występuje sam ubezpieczony. Połowa sądów w Polsce uważa, że to dopuszczalne, bo szkodą jest samo zobowiązanie do naprawienia szkody. Połowa jest zdania, że warunkiem wystąpienia przeciwko ubezpieczycielowi jest wcześniejsze naprawienie szkody przez ubezpieczonego. Sąd Najwyższy w zależności od składu też zajmuje różne stanowiska.
Kierując się Pana logiką powinienem w pozwie skupić się tylko na swojej interpretacji, licząc na to, że druga strona i sąd nie przeczytają komentarzy i nie zajrzą do lexa, w którym są też inne orzeczenia? Przecież w ten sposób ryzykuję, że jeśli mój zabieg się nie uda, przegram proces na pierwszej rozprawie, bo sąd uzna brak mojej legitymacji.
Rolą zawodowego pełnomocnika jest więc takie sformułowanie pozwu, aby również w przypadku przyjęcia przez sąd niekorzystnej interpretacji jak najlepiej zabezpieczyć interes klienta np. poprzez wskazanie roszczenia ewentualnego.
Tekst o RPO w ogóle oderwany od rzeczywistości. Co miałby RPO zrobić w przypadku przyjęcia przez sąd niekorzystnej interpretacji? Podobnie oderwane od realiów oczekiwanie, że SN będzie ujednolicał zawsze praktykę. Po pierwsze sam SN wydaje sprzeczne wyroki. Po drugie większość spraw nie ma szans trafić do SN. Po trzecie nawet jeśli skarga kasacyjna przysługuje, trzeba się mocno namęczyć, żeby SN zechciał ją przyjąć do rozpoznania i to też często zależy od uważania składu.
Panie Pawle, z jednej strony pisze Pan, że "twierdzenie, że zawodowy pełnomocnik idzie do sądu po wynagrodzenie jest po prostu obraźliwe", zaś z drugiej zaczyna dyskusję ze mną od kąśliwego pytania "Czy ta wypowiedź to jakaś prowokacja?", a powyżej "Czytając Pana wypowiedzi, odnoszę wrażenie, że nigdy w życiu nie uczestniczył Pan w żadnym procesie sądowym i ma Pan na niego jedynie teoretyczny pogląd". Odpowiedziałem pięknym za nadobne. Przecież faktem jest, że zawodowi pełnomocnicy pobierają wynagrodzenie za świadczenie pomocy prawnej i nie ma się co obrażać na takie stwierdzenie faktu. Dopatrywanie się drugiego dna może wskazywać, że zbyt emocjonalnie podchodzi Pan do sprawy, a przytaczane przez Pana przykłady - jak zakładam - z własnej praktyki to potwierdzają.
Proszę mi wskazać, gdzie napisałem, że mamy liczyć na to, że druga strona nie zauważy odmiennego i korzystnego dla niej stanowiska orzecznictwa? Jeśli po drugiej stronie jest zawodowy pełnomocnik, to zakładam, że właśnie tak postąpi, tzn. przyjmie najbardziej korzystną dla swojego mocodawcy opcję. Proszę mi wskazać, gdzie napisałem o skardze kasacyjnej? Przecież w piśmie procesowym można zamieścić wniosek do Sądu, przed którym toczy się postępowanie, aby ten wystąpił do Sądu Najwyższego. Z kolei RPO może wziąć udział w postępowaniu, jeśli uzna to za konieczne z punktu widzenia praw i wolności obywatelskich. Możliwości jest mnóstwo, ale trzeba się wykazać kreatywnością. Przecież bywa i tak, że strona bez pomocy zawodowego pełnomocnika skutecznie zwraca się do odpowiednich instytucji przed lub w trakcie postępowania sądowego.
Za dużo emocji, za mało zrozumienia. Proszę na spokojnie przeczytać artykuł i zatrzymać się nad apelem o "wzajemnie zrozumienie". Sędzia w trakcie rozpatrywania "warunkowego" wniosku dowodowego znajduje się między młotem a kowadłem. Co więcej, "obrywa" za to, że w trakcie postępowania nie przedstawia "poglądu prawnego" co do tego wniosku, chociaż nie ma podstawy prawnej do takiej czynności procesowej.
Co do przykładów, usiłuje mnie Pan wciągnąć w komentowanie konkretnych spraw? Odpowiem zatem jak większość prawników: nie widziałem akt. Nie zmienia to jednak faktu, że powinniśmy komentować artykuł, a nie konkretne sprawy. Ponadto na podstawie komentarzy dochodzę do wniosku, że rację ma Autor bloga.
Paweł Judek | blog o prawie transportowym 17 maja 2017 19:55
To Pan zaczął od pouczania pełnomocników od czego są, a od czego nie są. Trudno to odebrać inaczej niż jako prowokację. Pana poglądy na rzeczywistość prawną w sądach też są na tyle oderwane od rzeczywistości, że trudno uwierzyć, by na własnej skórze się Pan przekonywał o zasadach rządzących postępowaniami w Polsce. Najlepszym dowodem Pana przykłady z pytaniem do SN i RPO. To są rzeczy, które występują absolutnie wyjątkowo i trudno, żeby stanowiły podstawę codziennych działań pełnomocnika.
Jeżeli pisze Pan, że zawodowy pełnomocnik inaczej niż Pan nie idzie po korzystny wyrok, a tylko po wynagrodzenie, to przecież nie chodzi o to, że on to wynagrodzenie pobiera, ale o to, że nic więcej go nie interesuje.
A sąd wcale nie znajduje się między młotem a kowadłem. Sąd jest właśnie od podejmowania decyzji. Skoro i tak powinie podjąć decyzję w wyroku, nic nie stoi na przeszkodzie, żeby wcześniej dokonał analizy i pominął te dowody, które w świetle tej analizy nie mają znaczenia dla sprawy.
Co do spraw to żadnego komentarza od Pana nie oczekuję. Taki komentarz nie wymagałby zresztą analizy akt, gdyż jest to po prostu zagadnienie prawne, na które można mieć pogląd w oderwaniu od jakiegokolwiek stanu faktycznego. Aby stwierdzić, czy zobowiązanie do naprawienia szkody jest szkodą zobowiązanego nie musi Pan mieć przecież akt. To po prostu kwestia interpretacji art. 361 k.c. Chciałem Panu tylko pokazać, że rzeczywistość procesowa nie jest taka prosta, jak Pan sugeruje i trzeba liczyć się już na początku postępowania z niekorzystnym jego obrotem. Trzeba więc - o ile jest to możliwe - zabezpieczyć się na taką ewentualność. Stąd te wszystkie wnioski warunkowe, z ostrożności procesowej itp. Trudno o to mieć pretensje do pełnomocnika. Wręcz przeciwnie - odstąpienie od takiej praktyki można uznać za błąd w sztuce, gdyż w ostateczności płaci za to klient.
1. Jeśli chodzi o rzekome pouczenie pełnomocników od czego są, a od czego nie są, to zgodnie z art. 3 K.p.c., strony i uczestnicy postępowania obowiązani są dokonywać czynności procesowych zgodnie z dobrymi obyczajami, dawać wyjaśnienia co do okoliczności sprawy zgodnie z prawdą i bez zatajania czegokolwiek oraz przedstawiać dowody. W tym miejscu warto przypomnieć paremię Da mihi factum, dabo tibi ius. Czy z powyższego nie wynika, że rolą stron i ich pełnomocników jest przedstawianie dowodów, na podstawie których Sąd rozstrzygnie sprawę? Równie rzadką sytuacją, jak pytanie do SN czy wzięcie udziału RPO w postępowaniu, jest ta, kiedy występują rozbieżności w orzecznictwie. Wystarczy sięgnąć do Portalu Orzeczeń Sądów Powszechnych, aby zobaczyć, że królują zarzuty dotyczące naruszenia przepisów postępowania, a nie błędnej wykładni. Czy na tej podstawie mam twierdzić, że nie przekonał się Pan na własnej skórze o zasadach rządzących postępowaniem?
2. Ja jako strona nie otrzymam wynagrodzenia od przegranej sprawy, mimo że mój nakład pracy byłby porównywalny z tym, jaki musi poświęcić zawodowy pełnomocnik, dlatego kiedy już idę do Sądu, to z mocnymi dowodami, co okazuje się wystarczające, aby uzyskać korzystny wyrok.
3. Sęk w tym, że jest różnica między oddaleniem wniosku dowodowego (do tego Sąd ma kompetencję), a wymaganiem od Sądu przedstawiania "poglądu prawnego" co do tego wniosku (brak podstawy prawnej).
4. Interpretacja dokonywana w oderwaniu od stanu faktycznego to wykładnia doktrynalna, natomiast Pan podał kazus. W każdym razie nie możemy zapominać, że sytuacja, kiedy występuje rozbieżność w orzecznictwie co do interpretacji przepisów, jest sytuacją patologiczną. Sytuacja jest na tyle poważna, że ustawodawca w najnowszej nowelizacji k.p.a. wprowadził art. 8 § 2, zgodnie z którym organy administracji publicznej bez uzasadnionej przyczyny nie odstępują od utrwalonej praktyki rozstrzygania. Dlatego kiedy w danej sprawie występuje rozbieżność w wykładni danego przepisu, to zadaniem Sądu Najwyższego jest jego wyeliminowane, ewentualnie np. SR w trybie art. 18 k.p.c. powinien przekazać sprawę SO. Czy zawodowi pełnomocnicy składają w pismach procesowych wnioski o przekazanie sprawy w tym trybie? Zazwyczaj ograniczają się do tzw. "combo".
Paweł Judek | blog o prawie transportowym 19 maja 2017 13:03
1. To że królują zarzuty postępowania, to nie dziwi, bo zazwyczaj strony są niezadowolone z ustaleń faktycznych, ale twierdzenie, że rozbieżności co do interpretacji przepisów to rzadkość, nie ma żadnego uzasadnienia w rzeczywistości. Na potrzeby publikacji analizowałem ok. 1.000 orzeczeń z jednej dziedziny właśnie z portalu orzecznictwa. Rozstrzał poglądów sądów w kwestiach wykładni poszczególnych przepisów prawa materialnego jest porażający. W tej samej kwestii różne sądy potrafiły mieć kilka różnych poglądów (nie dwa, a więcej). A orzecznictwa SN dotyczącego tych przepisów prawa nie ma, bądź zdarzają się bardzo rzadko. Ponieważ te orzeczenia nie są tezowane, ich obecność w Lexie nic nie zmienia, bo trzeba się przebijać przez setki orzeczeń, żeby sobie wyrobić pogląd. Stąd może się pojawiać błędne przekonanie, że skoro nie ma dużych sprzeczności w orzecznictwie SN, to w sądach powszechnych też panuje jednolitość. Tak po prostu nie jest.
Rozbieżności w orzecznictwie nawet w ramach jednego wydziału odwoławczego to codzienność, a nie wyjątek jak pytania prawne do SN czy interwencje RPO. I
2. Występowanie jako pełnomocnik w sprawach oczywiście wygranych jest oczywiście przyjemne, ale nie jest rolą pełnomocnika przyjmowanie tylko spraw dających gwarancję wygranej. Zwracam też uwagę, iż nie zawsze jest się powodem i ma się wybór, czy pójść do sądu. Występując po stronie pozwanego, też trzeba brać pod uwagę różne kierunki, w których może pójść postępowanie.
3. Ciekawe jestem, gdzie Pan znajdzie w k.p.c. przepis pozwalający na wydanie postanowienia oddalającego wniosek dowodowy. Przyjmując Pana optykę, jest to zakazane z uwagi na art. 7 KRP.
4. Ale ja Pana właśnie pytam o doktrynalny pogląd oparty dla ułatwienia na konkretnym przykładzie. Nie musi Pan znać akt, żeby ocenić, czy samo zobowiązanie do naprawienia szkody jest szkodą, czy dopiero zapłata zobowiązania powoduje powstanie szkody. Kwestia o fundamentalnym znaczeniu, a jednak sądy rozpatrują ją rozmaicie, zawsze mając w zanadrzu na poparcie przyjętego poglądu odpowiednie wyroki SN. I proszę mi wierzyć, że wielokrotnie zwracałem się z wnioskami o zadawanie pytań SN, ale generalnie wnioski takie nie są uwzględniane. To podobnie jak ze skargą o stwierdzenie niezgodności orzeczenia z prawem. Teoretycznie wina sędziego nie jest przesłanką do uzyskania odszkodowania za niezgodny z prawem wyrok - tak przynajmniej wynikałoby z art. 77 Konstytucji. Orzecznictwo SN w tej kwestii tak jednak wyśrubowało wymogi dla przyjęcia niezgodności wyroku z prawem, że poza najbardziej oczywistymi sytuacjami, to się praktycznie nie zdarza. Teoria o istnieniu pewnych instytucji, na które się Pan powołuje, nie ma nic wspólnego z praktyką funkcjonowania tych instytucji.
Tytułem anegdoty mogą opowiedzieć, że SN nawet w sprawach, w których osiągnięto już - wydawałoby się - wyżyny bezprawności orzeczenia, potrafi napisać, że pogląd sądu istotnie jest sprzeczny z całym ugruntowanym orzecznictwem SN, ale to nie znaczy, że wyrok jest niezgodny z prawem. Ostatnio miałem do czynienia z takim poglądem SN w sprawie, w której sądy obu instancji przyjęły, że roszczenie ubezpieczonego względem ubezpieczenia oparte na umowie ubezpieczenia przedawnia się po 20 latach na podstawie art. 442 par. 2 k.c., gdyż wypadkiem ubezpieczeniowym rodzącym odpowiedzialność ubezpieczyciela było przestępstwo oszustwa. Zdaniem sądów, skoro roszczenie wynika z przestępstwa, to taki jest właśnie termin przedawnienia. Tymczasem każdy student prawa, który zaliczył prawo cywilne, powinien wiedzieć, że roszczenie ubezpieczonego wobec zakładu ubezpieczeń ma charakter kontraktowy, a termin przedawnienia regulują przepisy o umowie ubezpieczenia. Sąd Najwyższy jednak nawet nie przyjął skargi do rozpoznania, uznając, że jest oczywiście nieuzasadniona, bo co prawda Sąd Najwyższy wielokrotnie wyrażał pogląd, że takie roszczenia przedawniają się w terminie wskazanym w art. 819 par. 3, ale wyroki SN wiążą tylko w konkretnej sprawie.
Anonimowy 19 maja 2017 16:59
1. W kontekście zarzutów dotyczących naruszenia przepisów postępowania to rzadkość. Biorąc pod uwagę cały system prawny, to jednak w zdecydowanej większości Sądy jednolicie interpretują przepisy. Oczywiście rozbieżności występują i jest to zjawisko patologiczne, ale to już temat na osobną dyskusję. Przede wszystkim chodziło mi o zwróceniu uwagi, że stosuje Pan wobec mnie argumenty ad personam, a ściślej rzecz ujmując argumentum ad prawnikum. Mam świadomość, że są sprawy, w których Sądy różnie interpretują przepisy, ale w zdecydowanej większości spraw nie ma z tym problemu i kluczowe jest udowodnienie faktów, z których wywodzi się skutki prawne. Dlatego też podtrzymuję zdanie, że rolą stron i ich pełnomocników jest przedstawianie dowodów, na podstawie których Sąd rozstrzygnie sprawę. Ponadto możliwe, że w gałęzi prawa lub jej części, którą Pan się zajmuje, rozbieżności w orzecznictwie występują wyjątkowo często.
2. Dlatego to, co napisałem jest faktem i nie ma się co obrażać. Czasami zawodowy pełnomocnik idzie do Sądu po wynagrodzenie, a nie po wygraną. Przecież to nie moja wina, że prawo nakłada obowiązek na zawodowych pełnomocników prowadzenia spraw, w których wygraną lub słuszność nie wierzą. Zresztą czyż nie jest faktem, że jednym z najczęstszych zarzutów klientów wobec zawodowych pełnomocników jest właśnie brak zaangażowania?
3. Art. 236 k.p.c.
4. Sęk w tym, że w przypadku kazusu muszę znać stan faktyczny, bo chodzi o sytuację, gdy określony przepis nie jest jednolicie interpretowany przez co najmniej dwa Sądy i jego różne rozumienie może mieć zastosowanie do takiego samego stanu faktycznego, a to z kolei prowadzi do odmiennych rozstrzygnięć.
Co do anegdoty, rozumiem emocje, ale naprawdę nie chciałbym komentować konkretnych rozstrzygnięć. Ja mam obecnie sytuację, kiedy Wojewódzki Sąd Administracyjny nie respektuje prawomocnego rozstrzygnięcia i ustaleń Sądu Cywilnego i cytując klasyka: "Nie mamy pańskiego płaszcza i co nam pan zrobi?" :-)
Paweł Judek | blog o prawie transportowym 19 maja 2017 17:29
Oczywiście, że w szeregu spraw wystarczy przedstawić dowody i odpowiednią podstawę prawną. Ale nie o tym przecież rozmawiamy. Dyskusja zaczęła się od twierdzeń, że pełnomocnik zawodowy w pewnych sytuacjach musi podnosić argumenty z ostrożności procesowej. Pan to skomentował w ten sposób, że dobrze przygotowany pełnomocnik nie musi znać poglądu na sprawę, bo jeśli wyłożył swoje argumenty, to nie ma się czym martwić. A contrario pełnomocnik, który takiego poglądu oczekuje, nie jest dobrze przygotowany. W mojej ocenie takie stwierdzenie jest prowokacyjne, bo przypisuje pewne cechy tysiącom pełnomocników, którzy są dobrze przygotowani do spraw, ale wobec braku pewności co do zachowania sądu, muszą podejmować szereg niepotrzebnych działań właśnie z ostrożności procesowej.
Więc oczywiście, że rolą pełnomocnika jest przedstawienie twierdzeń i dowodów, ale zdecydowanym uproszczeniem jest twierdzenie, że tylko do tego się jego rola ogranicza, gdyż zwykle trzeba zdecydowanie więcej.
2. Gdyby Pan napisał, że czasami są pełnomocnicy, dla których liczy się tylko wynagrodzenia, nie byłoby problemu. To przecież oczywiste. Pan jednak przeciwstawił siebie, idącego do sądu po korzystny wyrok, z zawodowymi pełnomocnikami, którzy idą tylko po wynagrodzenie. Jeśli Pan tak generalizuje, proszę się nie dziwić, że budzi to sprzeciw.
3. Ten przepis mówi o postanowieniu o przeprowadzeniu dowodów. Nie mówi nic o postanowieniu o oddaleniu wniosków dowodowych.
4. To akurat nie jest prawda. Można rozstrzygnąć kazus tylko w oparciu o podstawowe informacje. W opisywanych orzeczeniach jedyna różnica polegała na tym, jak sądy rozumieją pojęcie szkody. W żaden sposób nie zależało to od stanu faktycznego, a jedynie od interpretacji art. 361 k.c.
Co do anegdoty, to tak jak pisałem, ja się tym nie emocjonuję. Pokazuję tylko, że sądy mogą być nieprzewidywalne, a pełnomocnik musi mieć to z tyłu głowy. Twierdzenie więc, że jak mam podstawy prawny i dowody, to nie mam się czym martwić, jest więc kontrfaktyczne.
Anonimowy 19 maja 2017 18:16
1. Pojawia się jednak pytanie, czy podejmowanie szeregu niepotrzebnych działań z ostrożności procesowej nie wynika z braku wiary w sprawę i jednocześnie jest działaniem na niekorzyść mocodawcy. W dużej mierze wykonywanie zawodu prawniczego wiążę się z posiadaniem intuicji zawodowej. Ponadto nie można zapominać, że postępowanie sądowe jest dynamiczne. Najpierw jest pozew, następnie odpowiedź na pozew, w dalszej kolejności rozprawa, więc jeśli już ktoś w pozwie przedstawi, że występuje rozbieżność w interpretowaniu przepisów, to może zrobić tylko przysługę stronie pozwanej. Nawet jeśli założymy, że strona przeciwna będzie reprezentowana przez zawodowego pełnomocnika, któremu będzie ta okoliczność znana, to Sąd zna przecież prawo i naszym zadaniem jest przekonanie Sądu, że właśnie nasza argumentacja zasługuje na uwzględnienie. To, że mamy taką rozbieżność w orzecznictwie wynika również z asekuracyjnego zachowania zawodowych pełnomocników. Gdyby zawodowi pełnomocnicy bardziej skłaniali się ku jednemu stanowisku bez uciekania się do ostrożności procesowej, byłaby większa szansą na mniejsza rozbieżność.
2. Kiedy prawnicy mówią, że społeczeństwo cechuje brak świadomości prawnej, to jakoś nie widzę, aby ktokolwiek robił problemy. Tymczasem gwoli ścisłości prawnicy powinni mówić, że społeczeństwo czasami lub zazwyczaj nie ma świadomości prawnej. W sprawach sądowych już tak jest, że jedna strona wygrywa, a druga przegrywa, więc połowa zawodowych pełnomocników idzie do Sądu po wynagrodzenie, a nie po wygraną.
3. Najwidoczniej mówi, skoro Sądy wydają takie postanowienie w oparciu o ten przepis, a zawodowi pełnomocnicy formułują zarzut braku postanowienia o nieuwzględnieniu wniosku dowodowego właśnie w oparciu o ten przepis. Nie do mnie pretensje co do interpretacji tego przepisu.
4. Wracamy do punktu wyjścia. Interpretacja przepisu w oderwaniu od stanu faktycznego to wykładnia doktrynalna, a ta nawet jeśli występuje w doktrynie, to nie można zwrócić się do Sądu Najwyższego, żeby na "zapas" usunął tę rozbieżność.
Paweł Judek | blog o prawie transportowym 19 maja 2017 20:05
1. Te wnioski nie są niepotrzebne, bo ich celem i często skutkiem jest realne zabezpieczenie interesów strony. I nie ma znaczenia, jak często taka ostrożność się przyda. Przyjmując Pana logikę, zapinanie pasów jest niepotrzebne, bo przecież w 99,9 % przypadków nie dochodzi do wypadku, w którym mogą się one przydać. Nie wiem też, gdzie ostrożność procesowa jest działaniem na niekorzyść mocodawcy. Niekorzystne będzie właśnie zrezygnowanie z ostrożności w celu jak najszybszego uzyskania wyroku, bo może się okazać, że właśnie z uwagi na brak tej ostrożności wyrok nie będzie korzystny. Czy wówczas uda się klienta przekonać, że było warto ryzykować, bo byliśmy pewni wygranej?
Nie wiem też na czym opiera Pan przekonanie, że zawód prawnika, to zawód związany z posiadaniem intuicji zawodowej. Oczywiście, że można mieć pewne przeczucia, ale prawnik powinien starać się przygotować na każdą ewentualną, a nie polegać wyłącznie na intuicji.
Zupełnie niezrozumiały jest dla mnie argument, że rozbieżności w orzecznictwie to wynik działań z ostrożności procesowej pełnomocników, a bez nich te rozbieżności byłyby mniejsze. Przecież jedno z drugiego w ogóle nie wynika.
Przykładowo: powództwo o odszkodowanie. Powód - w ocenie pozwanego - nie posiada legitymacji czynnej, a pełnomocnik jest o tym mocno przekonany. Wg Pana powinien napisać odpowiedź na pozew, w którym ograniczy się do tego zarzutu, bo przecież to załatwia sprawę, a on podniósł twierdzenie i przedstawił dowody, tak? Przeprowadzenie szerokiego wywodu o braku odpowiedzialności pozwanego, a także niewykazaniu wymiaru i wysokości szkody oraz powołanie szeregu dowodów w tym zakresie, to już czynności niepotrzebne, bo przecież zarzut o legitymacji jest taki mocny, że na pewno chwyci? I podnoszenie takich zarzutów wpływa na rozbieżności w orzecznictwie, tak? Naprawdę?
3. Nigdy nie widziałem, że ktoś sądowi oddalającemu wniosek dowodowy zarzucał naruszenie art. 236 k.p.c. Zwykle art. 217, 224 i 227 k.p.c. SN wskazywał, że brak jest przepisu zobowiązującego do wydania postanowienia o oddaleniu wniosków dowodowych.
A jeśli z art. 236 k.p.c. można wyprowadzić obowiązek wydawania takich postanowień w drodze interpretacji, to równie dobrze obowiązek informowania o poglądzie prawnym na sprawie w celu skrócenia postępowania można wyprowadzić z art. 6 k.p.c.
4. A jakie to ma znaczenie? Sądy dokonują takiej wykładni przepisów i pełnomocnik ma obowiązek brać to pod uwagę. Przez cały czas unika Pan odpowiedzi na proste pytanie. Co ma zrobić pełnomocnik, który ma sytuację, którą Panu opisałem?
Ubezpieczony, nie naprawił szkody i występuje przeciwko ubezpieczycielowi. Nic więcej do stanu faktycznego nie potrzeba, żeby rozważyć tę sytuację. Aplikantom na wykładach tyle wystarczy, żeby podjąć temat, więc nie jest prawdą, że bez znajomości akt sprawy nie da się odpowiedzieć na to pytanie.
Anonimowy 19 maja 2017 21:50
1. W jaki sposób pełnomocnik zabezpiecza interes powoda składając warunkowy wniosek o dopuszczenie dowodu z opinii biegłego na wypadek, gdyby Sąd miał uznać opłatę za niezasadną? Zgodnie z art. 278. § 1 k.p.c., w wypadkach wymagających wiadomości specjalnych Sąd po wysłuchaniu wniosków stron co do liczby biegłych i ich wyboru może wezwać jednego lub kilku biegłych w celu zasięgnięcia ich opinii. Taki wniosek jest zatem błędny z uwagi na brak tezy dowodowej. Jeśli jednak Sąd by go uwzględnił, naraża stronę na dodatkowy koszt w razie ewentualnej przegranej, a w razie wygranej na przewlekłość. Jakie było uzasadnienie zastrzeżenia? Asekuracja.
2. Zatem na jaką ewentualność przygotowuje się pełnomocnik przywołany w artykule? Tłumaczenie klientowi, że Sąd nie uwzględnił wniosku o biegłego i w postępowaniu apelacyjnym na pewno wygrają? Trudno nie odnieść wrażenie, że wśród zawodowych pełnomocników panuje dogmat "z ostrożności procesowej".
Rozdzieliłbym kwestię zarzutów procesowych od asekuracyjnych warunkowych wniosków dowodowych, dlatego podany przykład dotyczący braku legitymacji czynnej jest błędny. Taki zarzut w przypadku jego nieuwzględniania nie wpływa na przewlekłość sprawy, zupełnie inaczej sytuacja wygląda z wnioskiem o dowód z opinii biegłego na okoliczność, która nie wymaga od Sądu posiadania wiadomości specjalnych.
3. Co do zarzut naruszenia zaskarżonym wyrokiem przepisów postępowania w zakresie art. 227 ,232 i 236 k.p.c. Sad Apelacyjny stwierdza, że pomimo formalnego uchybienia polegającego na braku rozstrzygnięcia o nieuwzględnieniu wniosku dowodowego z przesłuchania stron, uchybienie to nie miało istotnego wpływu dla wydanego rozstrzygnięcia
http://orzeczenia.rzeszow.sa.gov.pl/content/$N/154000000000503_I_ACa_000228_2012_Uz_2012-09-10_001
Stosownie do treści art. 236 kpc Sąd ma obowiązek wypowiedzieć się pozytywnie lub negatywnie w przedmiocie każdego wniosku dowodowego stron. Jeżeli Sąd przyjmuje do akt jakiś dokument na jaki powołuje się strona, to powinien wyraźnie określić sposób potraktowania tego dokumentu, a w szczególności wypowiedzieć się w kwestii ewentualnego dopuszczenia dowodu z tego dokumentu (por. wyrok Sądu Najwyższego z dnia 23 stycznia 2008r, II PK 125/07, OSNP 2009/5-6/66).
http://orzeczenia.gdansk.sa.gov.pl/content/$N/151000000000503_I_ACa_000430_2014_Uz_2014-10-29_001
Brak postanowienia dowodowego w przedmiocie wniosku powódki z dnia 30.05.2012 r. (k. 112) stanowił co prawda, jak wskazywała apelująca, naruszenie przepisu art. 236 k.p.c., jednakże pozostało ono bez wpływu na wynik rozstrzygnięcia.
http://orzeczenia.wroclaw.sa.gov.pl/content/$N/155000000000503_I_ACa_001191_2012_Uz_2012-12-21_001
4. Napisałem, dlaczego nie mam zamiaru odpowiadać. Brakuje chociażby informacji, czy wobec sprawcy toczyło się postępowanie karne i np. czy zasądzono wobec niego nawiązkę albo obowiązek naprawianie szkody. Ponadto nie ma informacji o powodach odmówienia przez ubezpieczyciela wypłaty odszkodowania.
Paweł Judek | blog o prawie transportowym 19 maja 2017 23:56
1. To naprawdę jest tak oczywiste, że aż dziwne, że trzeba to tłumaczyć. Pełnomocnik uważa, że rachunki są wystarczającym dowodem , by wykazać, jaką poniósł szkodę w związku z uszkodzeniem jego pojazdu. Nie ma jednak 100 % gwarancji, że sąd uzna na podstawie tych rachunków szkodę za wykazaną. W końcu obowiązuje zasada swobodnej oceny dowodów, a sąd może dojść do wniosku, że rachunek nie odzwierciedla rzeczywistych cen wynajmuj pojazdów zastępczych, a ustalenie poziomu tych cen wymaga wiedzy specjalistycznej. Jeśli więc powód ograniczyłby swoją inicjatywę dowodową wyłącznie do rachunków, mógłby na końcu postępowania dowiedzieć się, że przegrał właśnie dlatego, że nie wniósł o biegłego.
Nie jest więc tak, że jeśliby wygrał, to biegły był niepotrzebny, a jeśliby przegrał, to jest dodatkowym kosztem. Bo może być tak, że to właśnie biegły zdecyduje, czy powód wygra.
A zastrzeżenie było w tym wypadku konieczne. Jego brak byłby błędem w sztuce. Pełnomocnik nie wiedział, dlaczego sąd oddalił ten wniosek dowodowy. Gdyby sąd uznał go za niemający znaczenia dla sprawy i jasno to uzasadnił oraz opisał w protokole, jestem przekonany, że zastrzeżenia by nie było.
2. Przecież ten zarzut z brakiem legitymacji dotyczy dokładnie takiej samej sytuacji. I jak to nie wpływa na przedłużenie postępowania? Jeśli mam proces o odszkodowanie o uszkodzoną w przewozie przesyłkę i podnoszę jako pozwany zarzut braku legitymacji, a nadto z ostrożności procesowej podnoszę, że towar został źle załadowany przez nadawcę, co spowodowało szkodę i wnoszę o powołanie biegłego na tę okoliczność, to mój wniosek o biegłego nie przedłuża postępowania? Przecież to nie zarzut braku legitymacji jest powołany z ostrożności procesowej, a wniosek o biegłego. Mam zrezygnować z tego wniosku tylko dlatego, że tak będzie szybciej i taniej, ale zaryzykować przegranie procesu? To nie asekuranctwo tylko normalna ostrożność. Brak takiego wniosku zaś to niczym nieuzasadniona brawura.
3. Tak jak pisałem - głównie są zarzuty z art. 217 i 227, a z treści art. 236 nic o postanowieniu oddalającym nie wynika. Skoro praktyka wyprowadza z niego konieczność wydawania postanowień oddalających, równie dobrze praktyka może uznać konieczność ujawniania poglądów sądu w imię skrócenia postępowania.
4. Nie chce Pan odpowiedzieć z prostego względu. Musiałby Pan przyznać, że są sytuacje, w których pełnomocnik musi podjąć działania z ostrożności procesowej. Okoliczności, o które Pan pyta są całkowicie bez znaczenia, bo dla wielu sądów fakt orzeczenia o obowiązku naprawienia szkody i tak o niczym nie przesądza, gdyż uważają, że dopóki nie ma zapłaty, szkoda ubezpieczonego nie wystąpiła. Bez znaczenia jest również przyczyna odmowy wypłaty odszkodowania, gdyż w toku procesu ubezpieczyciel zawsze może podnieść zarzut braku legitymacji z uwagi na brak naprawienia szkody przez ubezpieczyciela. Już nie wspominając o tym, że taki brak legitymacji sąd może stwierdzić również pomimo braku zarzutu ubezpieczyciela.
Anonimowy 20 maja 2017 10:07
1. Moje pytanie dotyczyło, w jaki sposób pełnomocnik zabezpiecza powoda. Wyobraźmy sobie sytuację, że dotychczas przedstawione przez pełnomocnika dowody byłyby wystarczające do ustalenia kosztów wynajmu. Sąd jednak decyduje się na przeprowadzenie dowodu z opinii biegłego na tę okoliczność i biegły ustala cenę z dolnego pułapu przedziału stosowanych cen rynku lokalnego, albo też cenę przeciętną, ale w obu wypadkach mniej korzystną, niż w przypadku zawnioskowanych dotychczas przez pełnomocnika dowodach, np. wspominanych rachunkach. Jak widać kij ma dwa końca, a zarzucał mi Pan, że nie dostrzegam wszystkich wariantów. Zauważyłem właśnie u zawodowych pełnomocników taką tendencję do "asekuranctwa na siłę", nie mnie oceniać motywy takiego zachowania, bo mogę się domyślać, ale nie jest tak, że zawsze jest konieczne stosowanie taktyki "z ostrożności". W każdym razie wniosek dowodowy jest błędny, zawodowy pełnomocnik nie powinien tak go formułować, lecz zdecydować się, czy składa wniosek dowodowy i oczywiście na jaką okoliczność.
2. Nagina Pan stan faktyczny w przykładzie pod stawianą przez siebie tezę. Jeżeli zarzut procesowy dotyczący legitymacji czynnej jest zasadny, to przecież można przyjąć mniej dynamiczną strategię, oczywiście uważając na to, aby wnioski dowodowe nie były spóźnione.
3. To proszę wypracować taką praktykę. Nie do mnie pretensje, ja tylko stwierdzam fakt, że jednak Sądy i pełnomocnicy znajdują w tym przepisie podstawę prawną do wydania przez Sąd postanowienia o oddaleniu wniosku dowodowego. Trudno w sposób abstrakcyjny opracować jeden wzór postępowania, dużo zależy od zachowania procesowego strony przeciwnej, powołanej przez nie dowody (czy osobowe co wymaga więcej czasu na ich przeprowadzenie, czy dokumenty) itd. Czasami pełnomocnicy koncentrują się na "ostrożności procesowej", zamiast na rozprawie "atakować" wnioski dowodowe strony przeciwnej.
4. Myli się Pan, często diabeł tkwi w szczegółach. Ponadto proszę prześledzić przykłady kazusów chociażby z egzaminu ogólnego, adwokackiego i radcowskiego. W zasadzie oczekuje Pan ode mnie opinii prawnej i to jeszcze bez podania stanu faktycznego.
Paweł Judek | blog o prawie transportowym 20 maja 2017 11:29
1. Sąd, który uznaje, że wysokość najmu jest udowodniona dokumentami, nie ma prawa dopuścić dowodu z opinii biegłego, gdyż w takiej sytuacji rozstrzygnięcie sporu nie wymaga wiadomości specjalnych. Więc jeśli dopuszcza dowód z opinii biegłego, to znaczy uznaje, że dokumenty nie były wystarczające. Ryzyko, że sąd oddali powództwo z powodu braków dowodowych jest zdecydowanie większe niż to, że dopuści dowód z opinii biegłego pomimo tego, że uznaje sprawę za udowodnioną. Więc nawet jeśli kij ma dwa końce, to jeden jest wielki, a drugi prawie niezauważalny.
Nie widzę też podstaw do twierdzenia, że opisany w artykule wniosek jest błędny. Jest oczywiste, że jest składany z ostrożności procesowej na wypadek uznania przez sąd, że dokumenty nie dowodzą wysokości stawki najmu, a sprawa wymaga wiadomości specjalnych.
Najśmieszniejsze jest to, że akt tej sprawy też Pan nie widział, ale akurat tutaj nie ma Pan problemu ze sformułowaniem jasnej oceny, czego jak ognia unika Pan w innym miejscu :)
2. Gdzie tu jest niby naginanie rzeczywistości? Nie potrafi Pan po prostu wycofać się z tez, które się nie dają obronić. Co to znaczy: "Jeśli zarzut braku legitymacji jest zasadny"? Przecież formułując odpowiedź na pozew nie mogę przewidzieć, czy sąd ten zarzut uzna. Naprawdę wg Pana sprawy sądowe są zero-jedynkowe i już na starcie wiadomo, jak się skończą? I co to znaczy "mniej dynamiczna strategia"? To strategia, która zakłada, że nie muszę podnosić innych zarzutów niż brak legitymacji? I jak wnioski dowodowe złożone w innym czasie niż odpowiedź na pozew nie mają być spóźnione? Pana strategia mogłaby doprowadzić klienta do przegrania sprawy na pierwszej rozprawie. Sąd nie uwzględnia zarzutu braku legitymacji, a pozostałych zarzutów brak, więc sąd uznaje okoliczności za przyznane.
3. Pan chyba nie rozumie pojęcia ostrożności procesowej. Przecież ono nie zakłada nieatakowania drugiej strony. To właśnie ostrożność procesowa powoduje, że tych ataków jest więcej. Choćby w powyższym przykładzie. Pana strategia to atak tylko na legitymację. Strategia z ostrożności procesowej to atak na legitymację, podstawy odpowiedzialności, wymiar szkody i jej wysokość. Kto więc proponuję odpuszczanie ataków na drugą stronę?
4. Jak widać z punktu 1, nie ma Pan problemu z oceną działań innych przy braku pełnych informacji. O kazusach na egzaminie się nie wypowiadam, bo nie o tym rozmawiamy. Ma Pan prosty kazus, który nie wymaga żadnych dodatkowych informacji, żeby się wypowiedzieć. Nie oczekuję od Pana żadnej opinii. Pana stanowisko co do tego, co jest szkodą, nie ma tu przecież żadnego znaczenia. Oczekuję odpowiedzi na proste pytanie: czy pełnomocnik, który wie, że to pojęcie szkody jest interpretowane rozmaicie przez różne sądy, powinien postawić wszystko na jedną kartę i liczyć na szczęście co do składów orzekających czy jednak już w pozwie powinien z ostrożności procesowej podjąć takie działania, które zabezpieczą klienta na wypadek przyjęcia przez sąd odmiennego poglądu niż preferowany przez pełnomocnika?
Paweł Terpiłowski 15 maja 2017 10:47
Czy działanie pełnomocnika "z ostrożności procesowej" nie świadczy właśnie o braku przekonania co do obranego kierunku postępowania, wątpliwości procesowych?
bartoszcze 15 maja 2017 17:40
Niekoniecznie. Pełnomocnik może być przekonany, że kwestia X wystarczy do wygrania sprawy, ale jednocześnie widzi możliwość jej wygrania za sprawą kwestii Y.
Np. pozwana nigdy nie zawierała umowy z powodem, a poza tym to od momentu wskazanego jako wymagalność doszło już do przedawnienia :) Albo: umowa była nieważna, a jeśli była ważna to nie została prawidłowo wypowiedziana.
W modelu zakładającym koncentrację, podniesienie wszystkich możliwych zarzutów (także po części wykluczających się) jest konieczne.
Paweł Terpiłowski 15 maja 2017 17:52
To racja, ale mnie jakoś mierzi sformułowanie "z ostrożności". Ja używam, "gdyby sąd nie przychylił się do stanowiska powódki, to..." :)
Anonimowy 16 maja 2017 13:14
A mnie mierzi zarówno to pierwsze, jak i drugie sformułowanie. Czy zamiast tych sformułowań nie można napisać po prostu "Niezależnie od powyższego..." lub "Ponadto..."? Czasami odnoszę wrażenie, że prawnicy na siłę utrudniają sobie wzajemnie życie :-)