Source: http://www.lubelskiekancelarie.pl/prawo-w-praktyce/prawnik-lublin/wiez-z-psem-jako-dobro-osobiste/
Timestamp: 2019-05-23 16:11:49+00:00
Document Index: 91712881

Matched Legal Cases: ['art. 66', 'art. 77', 'art. 11', 'art. 6', 'art. 232', 'art. 11', 'art. 23']

Pogryzienie psa przez innego psa - aspekt odszkodowawczy
Poprzedni artykółKradzież samochodu z warsztatu
Następny artykół:Rozszerzenie powództwa – doręczenie (III CZP 31/18)
Przyjrzyjmy się kolejnej sprawie o naruszenie dóbr osobistych. Różnorodność spraw kierowanych do sądów w tym reżimie jest niezwykle interesująca, czemu sprzyja oczywiście brak zamkniętego katalogu takich dóbr oraz inwencja pełnomocników procesowych. Orzecznictwo stopniowo uzupełnia białe plamy na bezkresnej mapie takich wartości, a każdy kolejny proces, w którym jedna z takich powszechnych wartości zostanie wyraźnie zdefiniowana jako dobro osobiste, pozwala utrwalać w świadomości społecznej te zapatrywania.
Tytuł postu jednoznacznie wskazuje na zagadnienie, o którym będzie mowa. Zacznijmy zatem od stanu faktycznego.
W dniu 26 czerwca 2010 r. doszło do zdarzenia, w trakcie którego będąca na spacerze z psem powódki W. B. została zaatakowana przez biegającego luzem wilczurowatego psa. Powódka widząc nadbiegające zwierzę ostrzegła matkę krzykiem. Zwierzę przewróciło kobietę i skoczyło na prowadzonego przez nią mastiffa chwytając go zębami za szyję. W. B. użyła na atakującym psie gazu pieprzowego, aby odstraszyć zwierzę. Psy rozdzieliła dopiero powódka chwytając wilczura za uszy. Matka powódki wraz z rannym psem udała się bezzwłocznie w stronę domu, powódka w tym czasie odciągnęła zwierz[ę] od furtki a następnie puściła je i sama jak najprędzej udała się w stronę domu. (…)
Poszkodowani uznali, ze rozpoznali psa – agresora i wezwali odpowiednie służby.
Pozwany został ukarany mandatem karnym w wysokości 200 zł za niedopełnienie obowiązku nadzoru nad psem.(…)
Jak to zwykle w życiu bywa – strony sporu już wcześniej miały ze sobą „na pieńku”.
Obie rodziny od wielu lat pozostają w sporze sąsiedzkim. B. B. oraz jej matka W. B. wielokrotnie dokonywały zgłoszeń naruszeń dokonywanych przez A. S. (1). Straż miejska oraz Policja odnotowały łącznie około 30 zgłoszeń telefonicznych lub e – mailowych dokonywanych przez B. B. lub W. B. na przestrzeni kilku lat. W reakcji na zgłoszenia dokonywane były interwencje, które nie potwierdzały zgłaszanych naruszeń. Zgłoszenia dotyczyły w przeważającej części zakłócenia spokoju przez szczekanie psa pozwanego oraz dymu wydobywającego się z komina domu państwa S.
W tym kontekście ciekawostką jest okoliczność, że także w straży miejskiej ktoś w końcu stracił cierpliwość.
Z uwagi na ilość i częstotliwość nieuzasadnionych doniesień Straż Miejska poinformowała Prokuraturę o naruszeniu art. 66 § 1 kodeksu wykroczeń. Postanowieniem z dnia 23 kwietnia 2012 r. Sąd Rejonowy Szczecin – Prawobrzeże i Zachód w Szczecinie V Wydział Karny umorzył postępowanie w tej sprawie.
Powódka sformułowana dość rozbudowane roszczenia względem pozwanego.
powódka domagała się od pozwanego odszkodowania w kwocie 25 678,61 zł z tytułu poniesionych kosztów leczenia psa w związku z jego pogryzieniem przez psa pozwanego, a także kosztów wizyt u weterynarza, kwoty 7 500 zł tytułem odszkodowania za utratę wartości psa na skutek poniesionego uszczerbku na zdrowiu, kwoty 10 000 zł tytułem odszkodowania za spowodowanie uszczerbku na zdrowiu powódki oraz kwoty 10 000 zł tytułem zadośćuczynienia za doznaną przez powódkę krzywdę
Sąd I instancji nie uwzględnił powództwa. Zarzucił powódce brak wykazania przesłanek odpowiedzialności pozwanego, poddał w wątpliwość, czy to aby na pewno agresorem był właśnie jego pies. Także mandat karny nie miał w tej ocenie większego znaczenia.
Natomiast odnośnie faktu przyjęcia przez pozwanego mandatu karnego za niedopełnienie obowiązku nadzoru nad zwierzęciem (art. 77 k.w.), w ocenie Sądu Rejonowego pozwany przekonująco wyjaśnił tego przyczynę, powołując się na konflikt sąsiedzki, który ma miejsce od wielu lat. Z obawy przed postępowaniem sądowym oraz dalszymi nieporozumieniami z powódką i jej matką pozwany przyjął mandat. Sąd Rejonowy wskazał, iż związany jest tylko prawomocnym wyrokiem skazującym, co do popełnienia przestępstwa (art. 11 k.p.c.), co oznacza, że sąd w niniejszym postępowaniu może czynić własne ustalenia, co odpowiedzialności pozwanego za zdarzenie z dnia 26.06.2010r.
Od razu trzeba zaznaczyć – takie rozumowanie zostało zanegowane przez II instancję. Na blogu opisywałem już zresztą sprawę potrąconego psa, gdzie właśnie przyjęty przez jego właściciela mandat karny był kluczowym ułatwieniem dowodowym.
W ocenie Sądu Okręgowego skupienie inicjatywy dowodowej na okoliczności czy pies pozwanego mógł samodzielnie wydostać się zza ogrodzenia, czy został wypuszczony, czy doszło do odprowadzenia psa do posesji pozwanego, czy tylko odstraszenia, wreszcie czy świadkowie wiedzieli, iż to rzeczywiście ten czy inny błąkający się po okolicy pies napadł na psa powódki – o tyle pozostaje bez znaczenia, że dla tutejszego Sądu doniosłe znaczenie ma fakt, iż pozwany bezpośrednio po zdarzeniu został ukarany mandatem przez przybyłą na miejsce Straż Miejską. W kontekście tej niewątpliwej okoliczności, podkreślić należy, iż rozkład ciężaru dowodu (art. 6 k.c.) oraz relewantny art. 232 k.p.c. nie może być rozumiany w ten sposób, że ciężar dowodu zawsze spoczywa na powodzie. W razie sprostania przez powoda ciążącym na nim obowiązkom dowodowym, na stronie pozwanej spoczywa ciężar udowodnienia ekscepcji i faktów uzasadniających oddalenie powództwa (wyrok Sądu Najwyższego z dnia 10 czerwca 2013 roku w sprawie o sygn. akt II PK 304/12 – Lex 1341274). Zgodzić się należy z twierdzeniami powódki, że w sytuacji przyjęcia mandatu karnego pozwany tym samym uznał swoją odpowiedzialności za skutki zdarzenia, zaś ciężar udowodnienia, że winę za zdarzenie ponosi jednak inna osoba, spoczywa na tej osobie, która ten mandat przyjęła. Oczywiście ukaranie mandatem karnym nie jest wiążące dla sądu cywilnego, który jak to wynika z art. 11 k.p.c. jest związany tylko wyrokami skazującymi wydanymi w postępowaniu karnym, ale rodzi domniemanie faktyczne, że osoba ukarana takim mandatem naruszyła przepisy, porządek prawny uregulowany chociażby kodeksem wykroczeń i odpowiada za skutki zdarzenia. Podkreślić należy, że przyjęcie mandatu karnego kończy czynności Policji. W przypadku odmowy przyjęcia mandatu, Policja prowadzi czynności wyjaśniające, gromadzi dowody w postaci zeznań świadków, oględzin, często opinii biegłych i może skierować wniosek o ukaranie do sądu. Ani wyniki tych czynności wyjaśniających, ani nawet orzeczenie sądu wydane w postępowaniu w sprawach o wykroczenie, nie są wiążące dla sądu cywilnego, niemniej jednak stanowią materiał dowodowy, który jest przydatny dla oceny zachowania uczestników w kontekście przesłanek ich odpowiedzialności cywilnej. W rozpatrywanej sytuacji, z chwilą przyjęcia przez pozwanego mandatu karnego, funkcjonariusze zakończyli swoje czynności. Powódka w zasadzie nie miała zatem potrzeby gromadzenia dowodów, iż przebieg zdarzenia był zgodny z jej twierdzeniami skoro pozwany przyjął na siebie odpowiedzialność za niedopełnienie obowiązku nadzoru nad psem. Sąd Odwoławczy odmiennie niż czynił to Sąd Rejonowy nie uznał, iż pozwany swoimi twierdzeniami co do pobudek przyjęcia mandatu – podważył płynące z tego domniemanie faktyczne. Nie wydaje się celne tłumaczenie, iż o ile nie czuł się odpowiedzialny za zdarzenie, to jednak wziął na siebie odpowiedzialność za pogryzienie psa gdyż chciał uchronić się przez sprawą sądową. Powyższe jest o tyle niewiarygodne, że skoro strony pozostają w konflikcie, zaś powódka przeciwko pozwanym składa szereg doniesień do Policji czy Straży Miejskiej, w większości bezpodstawnych, to pozwany bez sprzeciwu tym razem, dla świętego spokoju, wziął na siebie odpowiedzialność. Gdyby tak było to z pewnością i we wcześniejszych konfliktach taką postawę mógł wykazać, co jednak nie sposób przyjąć, skoro każdorazowo kategorycznie oponował przeciwko zarzutom, interwencjom powódki czy jej matki. Z drugiej strony nie sposób przyjąć, iż racjonalnym było przyjęcie mandatu 200 zł, celem zakończenia sprawy, jeżeli jak twierdzi pozwany – nie był sprawcą wykroczenia, w szczególności, iż takie działanie również podlega odpowiedzialność. Nadto przytaczany już konflikt między sąsiadami winien skłonić go do refleksji, że przyjęcie mandatu z pewnością sprawy nie zakończy. Zatem skoro pozwany złożył oświadczenie, iż uznaje swoją winę i przyjął zaproponowany mandat karny, to musiał poczuwać się w rzeczywistości do odpowiedzialności, co nakazuje z dużą dozą ostrożności ocenić jego zeznania składane w toku procesu i to z powołaniem nawet na niedoskonałości w zeznaniach innych świadków, z których część – najmniej zainteresowana wynikiem sprawy w osobach sąsiadów M. Z. czy W. Z. – o ile nie zeznawały stanowczo iż widziały właśnie psa pozwanego to jednakże kategorycznie nie wskazały żadnego innego psa umożlwiającego identyfikację jego właściciela, co ewentualnie potwierdzałoby wersję pozwanego, iż jego pies nie brał udziału w incydencie. Innymi słowy nie może on z faktu, iż żaden ze świadków (oprócz matki powódki i jej samej) nie potwierdził kategorycznie, że to jego pies pogryzł psa powódki, wywodzić, że faktu tego nie udowodniono, skoro sam okoliczność tę poprzez przyjęcie mandatu potwierdził.
W zakresie zaś kluczowego tematu wpisu sąd poczynił następujące rozważania.
Sąd Okręgowy nie miał wątpliwości, iż pod wpływem judykatury oraz doktryny lista dóbr osobistych jest stale poszerzana. Do katalogu dóbr wymienionych przez ustawodawcę można dodać wiele innych, takich jak: prawo do prywatności, płeć, prawo do planowania rodziny, tradycja rodzinna, pamięć o osobie zmarłej lub więź między członkami rodziny. Nie ulega zatem wątpliwości, iż do dóbr osobistych zaliczyć można wieź pomiędzy człowiekiem a zwierzęciem. Więź ta niejednokrotnie charakteryzuje się znacznym zaangażowaniem psychicznym ze strony człowieka, który dzięki obecności zwierzęcia i kontaktom z nim zaspakaja swoje potrzeby emocjonalne, realizuje swoje pasje i zainteresowania, ma urozmaicenie w życiu codziennym, czuje się raźniej i bezpieczniej. Nie można nie zauważyć i tego, że nie rzadko dla domowników pies jest członkiem rodziny. A zatem wszelkie próby zakłócenia tej więzi zasługują na potraktowanie jako przejaw ingerencji w sferę dóbr osobistych człowieka. W tym stanie rzeczy więź łącząca człowieka z psem może i powinna podlegać ochronie z wszystkimi prawnymi tego konsekwencjami. Nie sposób zgodzić się ze stanowiskiem pełnomocnika pozwanego wyrażonym przed Sądem odwoławczym, że w okolicznościach sprawy brak jest podstaw do uznania odpowiedzialności pozwanego za szkodę przekraczając wartość rzeczy, w którą godziło zachowanie pozwanego. O ile zgodzić należy się z twierdzeniem pełnomocnika, iż z punktu widzenia materialnoprawnego pies winien być postrzegany jako rzecz, to jednakże w niniejszej sprawie sama „rzecz” i jej wartość nie podlegała ocenie, ale więź łącząca powódkę z psem. Jeżeli nawet pies ma wartość tylko sentymentalną, to jednak nie można tylko z uwagi na brak jego ekonomicznej wartości oczekiwać jego zniszczenia, unicestwienia czy odstąpienia od leczenia. Psa nie wolno ranić, gryźć, czy w inny sposób uszkodzić i jeżeli pies w znaczeniu materialny wartości nie ma, to prawo człowieka do posiadanie zwierzęcia i więź pomiędzy człowiekiem a zwierzęciem podlega ochronie i ewentualne wydatki na jego ratowanie nie mogą być uznane za niezasadne. Ochronie cywilnej w zakresie art. 23 i 24 k.c. (abstrahując oczywiście od innych regulacji prawnych) podlega bowiem nie samo zwierzę, ale dobro osobiste w postaci wspomnianej więzi.
Sąd zatem jednoznacznie potwierdził, że więź z pupilem podlega ochronie prawnej. Nie przełożyło się to jednak na pełne powodzenie powództwa, gdyż w konkretnej sprawie wszystko podlega indywidualnej ocenie w kontekście przesłanek odpowiedzialności odszkodowawczej.
I tak – w zakresie utraty wartości psa :
Odnosząc się zaś do żądania zapłaty 7500 zł z tytułu uszczerbku na zdrowiu psa i utraty jego wartości, to Sąd Okręgowy w oparciu o opinię biegłego sądowego kynologa uznał, iż wartość psa powódki przed zdarzeniem powodującym szkodę była wyłącznie sentymentalna. O ile biegła wskazała, iż wartość psa po pogryzieniu zmalała z uwagi na kulawiznę i pogryzienie albowiem nie może być wystawiany, nie może nabyć uprawień do reprodukcji, to nie należy tracić z pola widzenia, iż pies powódki nie jeździł na wystawy, nie miał cech na które wskazywała biegła. Sama powódka poza swoimi gołosłownymi twierdzeniami, iż zamierzała uczestniczyć z psem wystawach, w szczególności, że wiek psa tego nie wyklucza, faktu tego nie wykazała. Podkreślić zatem należy, iż w chwili zdarzenia pies powódki miał 5 lat. Odnosząc ten fakt chociażby do informacji udostępnionej przez samą powódkę, a dotyczącej ojca psa powódki – A. – iż późno zaczął jeździć na wystawy (a miał wówczas 2 lata) – to mało wiarygodnym jest, iż powódka z 5 letnim psem zdecyduje się na rozpoczęcie udziału w takich wydarzeniach.
Natomiast w zakresie szkody i krzywdy samej właścicielki (zdarzenie miało negatywny wpływ także na jej własny stan zdrowia).
W ocenie Sądu Okręgowego powódka poza odszkodowaniem w zakresie zasądzonym niniejszym wyrokiem a odpowiadającym kosztom leczenia psa, nie wykazała żadnej krzywdy czy takiego jej rozmiaru który uzasadniałby uwzględnienie jej żądania. Powódka nie wykazała, iż sam wymagała z uwagi na stres towarzyszący zdarzeniu terapii, leczenia, że zdarzenie odcisnęło jakiekolwiek piętno na jej życiu, czy wzburzenie było na tyle silne, że wymaga rekompensaty. Samo zaś zdarzenie nie wywołało drastycznych skutków dla zdrowia psa powódki. W szczególności nie zachodziło żadne niebezpieczeństwo utraty życia przez psa powódki, zaś sam fakt pogryzienia pomiędzy psami nie jest niczym nadzwyczajnym. W tym zakresie powódka, na której spoczywał ciężar dowodu nie przekonała Sądu Odwoławczego o słuszności swojego stanowiska.
Powódka uzyskała zatem moralną satysfakcję, a my mamy okazję rozpowszechnić dalej ten ciekawy kazus. Nie piszemy o satysfakcji finansowej, bo jednak powództwo w znacznej części podlegało oddaleniu, co przełożyło się na rozkład kosztów procesu. Z jednej strony powódka otrzymała zatem kwotę ok. 3.600 zł tytułem zwrotu kosztów leczenia, ale jednocześnie będzie zmuszona zapłacić pozwanemu ok. 4.500 zł kosztów procesu plus koszty na rzecz Skarbu Państwa (co najmniej 1.500 zł). Doliczając wydatki na pełnomocnika i zakładane koszty opinii biegłych, moralny (oraz edukacyjny) aspekt tego procesu z pewnością wychodzi na pierwszy plan.
Opublikowano 10 maja 2019 10 maja 2019 Autor A. KunickiKategorie OrzecznictwoTagi adwokat, dobra osobiste, dowody, odszkodowanie, pies, pogryzienie, proces, sądy, szkoda, zadośćuczynienie