Source: http://slideplayer.pl/slide/3718440/
Timestamp: 2017-04-27 07:41:04+00:00
Document Index: 56058177

Matched Legal Cases: ['art. 23', 'art. 16', 'art. 23', 'art. 16', 'art. 82', 'art. 16', 'art. 78', 'art. 82', 'art. 78', 'art. 83', 'art. 58', 'art. 56', 'in fine', 'art. 58', 'art. 59', 'art. 58', 'art. 61', 'art. 78', 'in casu', 'art. 82', 'art. 82', 'art. 23', 'art. 25', 'art. 81', 'Art. 83', 'art. 23', 'art. 23', 'art. 82', 'art. 82', 'art. 82', 'art. 78', 'art. 82', 'art. 78', 'art. 78', 'art. 83', 'de lege ferenda', 'art. 82', 'art. 23', 'in casu']

Jacek Mazurkiewicz Nie ufaj żonie, nie licz na fanów, czyli o prawnych aspektach pośmiertnych edycji korespondencji. - ppt pobierz
Jacek Mazurkiewicz Nie ufaj żonie, nie licz na fanów, czyli o prawnych aspektach pośmiertnych edycji korespondencji.
OpublikowałFranciszka Majchrowicz
Prezentacja na temat: "Jacek Mazurkiewicz Nie ufaj żonie, nie licz na fanów, czyli o prawnych aspektach pośmiertnych edycji korespondencji."— Zapis prezentacji:
Jacek Mazurkiewicz Nie ufaj żonie, nie licz na fanów, czyli o prawnych aspektach pośmiertnych edycji korespondencji
W kodeksie cywilnym znajdujemy instrumenty chroniące twórcę korespondencji zarówno przed ujawnieniem faktu jej kierowania do adresata, jak i jej tajemnicy. W prawie autorskim brak jest przepisów, które miałyby na celu ochronę dóbr twórcy jako podmiotu stosunku korespondencyjnego. Co wcale nie znaczy, że nie ma tu regulacji chroniących także te jego interesy. Tyle, że jest to ochrona towarzysząca ochronie, która służy mu jako twórcy, niezależnie od korespondencyjnego czy niekorespondencyjnego charakteru utworu. I tak autorskoprawnym odpowiednikiem art. 23 k.c. jest art. 16 pkt 4 p.a. Stanowi on dla twórcy swoisty lex specialis (wobec regulacji zawartej w art. 23 k.c.), chroniący go zarówno ante, jak i post mortem, także przed bezprawnym rozpowszechnianiem korespondencji będącej jego utworem. Tu jednak pojawia się szczególne zagadnienie: art. 16 pkt 4 chroni prawo do decydowania o pierwszym udostępnieniu utworu publiczności1, gdy ochrona dóbr twórcy, jako nadawcy korespondencji2, powinna być szersza, winna bowiem obejmować, tak samo jak w art. 82, prawo do decydowania o każdym jej rozpowszechnieniu. Takiej ochrony prawo autorskie expressis verbis nie przewiduje, choć można się jej dopatrywać w art. 16 pamiętając, że chroni on całą więź twórcy z utworem, zaś wyliczenie praw, także w jego pkt 4, jest wyraźnie wyliczeniem egzemplifikacyjnym, czemu oczywiście nie przeczy to, iż prawa, a w istocie dobra osobiste, które tam wymieniono, wskazano przecież „w szczególności”. ________________________________________________ 1 Por. np. J. Barta, R. Markiewicz [w:] J. Barta, M. Czajkowska-Dąbrowska, Z. Ćwiąkalski, R. 2 Markiewicz, E. Traple, Komentarz do ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych, Warszawa 1995, s. 389. 3 Nadto zob. J. Barta, R. Markiewicz, Prawo autorskie, Warszawa 2008, s. 315.
Wśród pozostałych regulacji przewidujących pośrednią ochronę dóbr osobistych twórcy korespondencji, także jako podmiotu stosunku korespondencyjnego, jest oczywiście art. 78 ust. 3 p.a. będący odpowiednikiem regulacji zawartej w art. 82, oraz art. 78 ust. 1, 2 i 4, które są w pewnym zakresie odpowiednikami art. 83. To, że przepisy te nie we wszystkim sobie odpowiadają, to osobne zagadnienie, które tutaj pomijam.
Wymowne dla zarysowanej przeze mnie kwestii są wielokrotne edycje korespondencji S. I. Witkiewicza do żony Jadwigi. Zachowane listy, kartki pocztowe, widokówki i telegramy Witkacego do żony, obejmujące „cały okres ich małżeństwa – od pierwszego listu z 21 marca 1923 r. do ostatniego, wysłanego 24 sierpnia 1939 r.”3, zostały wydane w ciągu kilku ostatnich lat w czterech tomach4. Wiele z nich drukowanych było jednak wcześniej, w większych lub mniejszych edycjach, a także w publikacjach zawierających ich fragmenty. Poza J. S. Witkiewiczem i A. Micińską wydali je A. Chojnacki, J. Jurczyk, S. Krzywicki, w przekładzie na hiszpański E. Bortkiewicz, emitowano też ich telewizyjną inscenizację w szczecińskim Studiu Teatralnym Dwójki w reżyserii R. Majora5. ________________________________________________ 3 J. Degler, Nota wydawnicza [w:] S. I. Witkiewicz, Listy do żony ( ), przygotowała do druku A. Micińska, opracował i przypisami opatrzył J. Degler, Warszawa 2005, s. 449. 4 Zob. S. I. Witkiewicz, Listy do żony ( )…; S. I. Witkiewicz, Listy do żony ( ), przygotowała do druku A. Micińska, opracował i przypisami opatrzył J. Degler, Warszawa 2007; S. I. Witkiewicz, Listy do żony ( ), przygotowała do druku A. Micińska, opracował i przypisami opatrzył J. Degler, Warszawa 2010; S. I. Witkiewicz, Listy do żony ( ), przygotowała do druku A. Micińska, opracował i przypisami opatrzył J. Degler, Warszawa 2012. 5 Zob. J. Degler, Nota wydawnicza [w:] S. I. Witkiewicz, Listy do żony ( )…, s
Istotny dla moich rozważań charakter tej korespondencji opisał JIstotny dla moich rozważań charakter tej korespondencji opisał J. Degler w odpowiedzi na zarzuty stawiane A. Micińskiej przez J. Siedlecką6 zatroskaną o rychłe wydanie listów Witkacego do żony Jadwigi. Zawarł tam znaczący passus, w którym wyjaśnia, że listy te stanowią intymny dziennik pozbawiony jakichkolwiek tajemnic, szczegółowo opisujący każdą dolegliwość fizyczną i najwstydliwsze doznania, do granic ekshibicjonizmu. Właśnie dlatego Witkacy wielekroć prosi żonę „wręcz zaklina, aby paliła jego listy. I ciągle dopomina się odpowiedzi, czy o tym pamięta”7. Na przykład w liście z Zakopanego, datowanym 25 VII 1925 r., w którym najpierw chyba przestrzega: „jeśli tak, to nie mogę o tym pisać, ponieważ nie chcesz spalić moich listów”, potem zaś z niepokojem stwierdza: „A jeśli komu po śmierci mojej do rąk wpadną, będę skompromitowany (i Ty także), że o takich rzeczach musiałem pisać do Żony (!)”8. ________________________________________________ 6 Zob. K. Masłoń, Pisarskie powidoki. Z Joanną Siedlecką rozmawia Krzysztof Masłoń, Rzeczpospolita nr 15/1997, s. 14. 7 J. Degler, Szczerość do granic ekshibicjonizmu, Rzeczpospolita nr 45/1997, s. 14. W innym miejscu J. Degler powtarza, że Witkacy zwierza się w listach do żony „z najskrytszych myśli i najwstydliwszych doznań” (Nota wydawnicza [w:] S. I. Witkiewicz, Listy do żony ( )…, s. 452). 8 S. I. Witkiewicz, Listy do żony ( )…, s. 58, na s. 59 fotokopia pierwszej strony tego listu, zawierającej przytoczony fragment. Zob. także J. Degler, Nota wydawnicza [w:] S. I. Witkiewicz, Listy do żony ( )…, s We wspomnieniach o mężu J. Witkiewiczowa pisała: „Mąż mój był zaciętym wrogiem wszelkiego ekshibicjonizmu, dlatego też z pewną niechęcią zdecydowałam się pisać o Nim. Przypominam sobie doskonale, jak przykre wrażenie wywarły na Nim wspomnienia pani M. Kasprowiczowej o jej mężu. Przeczytał zaledwie kilkanaście stron i przejrzał trochę – nie mógł ich strawić, pokazywał mi niektóre ustępy natury dość osobistej i dokuczał mi potem nieraz na temat, czy ja będę kiedyś <<Panią Marusią>>. Obiecałam Mu solennie, że na pewno nie będę – stało się jednak inaczej, bo wbrew moim przewidywaniom to ja Jego przeżyłam i muszę spełnić swój obowiązek” (Wspomnienia o Stanisławie Ignacym Witkiewiczu [w:] S. I. Witkiewicz, Listy do żony ( )…, s. 554). Wbrew pozorom czym innym była jednak ta decyzja, czym innym zgoda na publikację listów Witkacego do niej. Decyzja dotycząca wspomnień o mężu, choć w części pokrętnie uzasadniona, wynikała chyba jednak głównie ze sprzeciwu wobec tego, co o Witkacym pisali ci, których wdowa po nim oceniała krytycznie (zob. J. Witkiewiczowa, Wspomnienia…, s. 553).
Zapewne wszyscy badacze i wydawcy tych listów we fragmentach, a w szczególności w całości, wiedzieli o tym, że ich autor był bezwzględnie przeciwny jakiejkolwiek formie ich ujawnienia9, cóż dopiero publikacji10. Wyraźnie nawiązywał do tego, w tym i do fragmentu listu Witkacego z 25 VII 1925 r., J. S. Witkiewicz, który dokonując chyba pierwszej edycji listów S. I. Witkiewicza do Jadwigi, z charakterystyczną dla swych edytorskich poczynań dezynwolturą i zadziwiającym brakiem konsekwencji w formułowanych twierdzeniach oświadczał: „Czytałem te listy i uważam, że zupełnie nie kompromitują one autora, wręcz przeciwnie, są doskonałym zapisem jego stanów psychicznych i fizycznych (na ogół nie najlepszych) [...]”11. _______________________________________________ 9 Zob. np. A. Micińska, W sprawie listów Witkacego do żony: powiem wszystko, nie mam nic do ukrycia! Życie Literackie nr 40/1981, s 10 O tym, że czasowego zakazu udostępniania, sformułowanego przez wdowę po Witkacym, nie znał, twierdzi jedynie J. S. Witkiewicz, któremu nie tylko udostępniono oryginały tych listów znajdujących się w Dziale Rękopisów ówczesnej Miejskiej Biblioteki Publicznej im. St. Staszica w Szczecinie, ale nawet pozwolono je zabrać do Warszawy (J. S. Witkiewicz, Listów Witkiewicza ciąg dalszy, Życie Literackie nr 49/1981, s. 13). 11 J. S. Witkiewicz, Listy Witkacego do żony, Życie Literackie nr 20/1981, s. 1.
O stosunku edytorów do jasno wyrażonego przez samego Witkacego zakazu publikacji tych listów chyba najwymowniej świadczy postawa ich pierwszej i oddanej badaczki A. Micińskiej. W jednym miejscu, w tym samym artykule, informuje czytelników, że Witkacy „nie ukrywa przed żoną niczego. Ani «papojek» i «orgii», choć wie, że Nina tego nie cierpi, ani kolejnych romansów, które nauczył ją tolerować i znosić. Z równą bezpośredniością opisuje jej przygodę z bąkiem, który w lesie uciął go w przyrodzenie, czy lepszy lub gorszy stan hemoroidów, co najgłębsze stany depresji psychicznej i samobójcze myśli, które nie przestają go dręczyć”12. Nic to widać dla A. Micińskiej nie znaczy, gdy wcześniej, wskazując na list z 25 VII 1925 r., swe stanowisko poprzedza w tym samym artykule kokieteryjnymi konfabulacjami: „Trudno powiedzieć, czy to sam Witkacy zmienił zdanie osobiście – choć zza grobu – czuwając nad zachowaniem swych listów, czy też sprawił to Duch Dziejów – jest faktem, że jesteśmy dziś szczęśliwymi spadkobiercami dokumentu, który nie tylko nie «kompromituje» autora, ale przeciwnie – stanowi jedno z najbardziej fascynujących dzieł literackich epoki, a bodaj czy nie najbardziej fascynujące dzieł autora Szewców i Nienasycenia”13. Także J. Degler stwierdza, że „Jadwiga na szczęście listów nie zniszczyła [...]”, a na pytanie, czy „należy je wydać w całości?”, odpowiada stanowczo i krótko: „Oczywiście, tak!”14. Choć za chwilę zarzeka się, że może jednak coś tam warto opuścić, przynajmniej rzeczy najbardziej drastyczne15. _______________________________________________ 12 A. Micińska, Nieznane listy St. I. Witkiewicza do żony Jadwigi. Autoportret na wystawę pośmiertną, Przekrój nr 1916/1982, s. 7 i 8. Zob. także J. S. Witkiewicz, Listy Witkacego…, s. 9; J. Degler, Nota wydawnicza [w:] S. I. Witkiewicz, Listy do żony ( )…, s Por. refleksje dotyczące opublikowanej korespondencji T. Borowskiego: „Przed baczniejszym czytelnikiem nie ukryje się labilność, czy nawet huśtawka jego stanów wewnętrznych, samopoczuć, nastrojów i jego narastające kompleksy – kompleks nadodpowiedzialności i wygórowanych żądań wobec siebie, co łatwo się obraca w kompleks mniejszej czy traconej wartości, w jego wypadku ściśle związany z powołaniem i talentem literackim. Chorobliwe wręcz stany raz depresyjne, to znów euforyczne, maniakalne. Nie można tego nie łączyć – choć wszelkie tego rodzaju diagnozy są ryzykowne – z końcówką jego życia i ze śmiercią, które często obracane są przeciw niemu” (T. Drewnowski, Wstęp [w:] Niedyskrecje pocztowe. Korespondencja Tadeusza Borowskiego, Warszawa 2001, s. 13). Nadto B. Marzec, G. Sowula, Zaczytani w cudzych listach, Rzeczpospolita nr 44/2005, s. A8. 13 Nieznane listy…, s. 7. Zob. także J. Degler, Nota wydawnicza [w:] S. I. Witkiewicz, Listy do żony ( )…, s. 449. 14 Szczerość…, s. 14. 15 Ibidem.
Ustawa z 29 III 1926 r. o prawie autorskim, pod rządem której Witkacy większość listów do żony napisał, stanowiła w art. 58 ust. 1 zd. 1, że w przypadku naruszenia praw osobistych twórcy, może on żądać „zaniechania czynów krzywdzących i usunięcia ich skutków, w szczególności publicznego odwołania lub innej deklaracji publicznej, ogłoszenia wyroku w czasopismach i innych środków zadośćuczynienia”. Na podstawie art. 56 ust. 1 zd. 1 in fine p.a mógł on również żądać, aby bezprawnie sporządzone egzemplarze pozostawione zostały u wydawcy „w stanie niezdatnym do użytku”, z kolei w jego art. 58 ust. 2 wyjaśniono, że „krzywdą osobistą jest, gdy ktoś [...] publikuje dzieło, do publikacji przez twórcę nieprzeznaczone [...]”. Jak wiadomo, także na gruncie prawa autorskiego z 1926 r. ochrona ta nie ograniczała się do czasu ante mortem, zgodnie bowiem z jego art. 59 zd. 1 po śmierci twórcy powołani byli „do wniesienia skargi z art. 58, jeżeli twórca nie wyraził innej woli, jego małżonek, rodzice, zstępni oraz rodzeni bracia i siostry zmarłego”. Wygląda więc na to, że edytorzy owych listów mogą spać spokojnie – wszyscy uprawnieni do wniesienia skargi (powództwa) zmarli, choć nie można wykluczyć, że zstępny Witkacego może się odnaleźć nawet w trzecim tysiącleciu, coś takiego do jego przedśmiertnych i pośmiertnych losów podobne. Mimo tego nie zmienia to jednoznacznej oceny prawnej – wydanie listów Witkacego do żony było bezprawne, w świetle art. 61 p.a stanowiło również przestępstwo. Osobna sprawa, to kwestia dopuszczalności próby wykorzystania dla ochrony także autorskich praw osobistych Witkacego instrumentarium zawartego w art. 78 ust. 4 obowiązującego dzisiaj prawa autorskiego.
Swoją ocenę prawną owych edycji powinienem skonfrontować z głębokim przeświadczeniem wielu wydawców listów Witkacego, którzy nierzadko powołują się na ich znaczenie dla historii literatury16. Trudu takiego nie podejmę z powodu oczywistego braku kwalifikacji. Istotne dla mych rozważań jest jednak to, o czym już wspominałem, że owe listy, będące najczęściej, może nawet zawsze, utworami, poddane są dwojakiemu reżimowi ochronnemu: jako listy i jako utwory. Ich publikacja wbrew stanowczej woli nadawcy i autora, zważywszy także treść owej korespondencji, jest oczywistym pogwałceniem prawa, zarówno obowiązującego wówczas, gdy listy te były pisane, jak i obowiązującego dzisiaj. Zdaję sobie przy tym sprawę, że „mleko zostało rozlane” i że mój komentarz nie może mieć żadnego, przynajmniej istotnego, wpływu na los już wydanych listów Witkacego do Jadwigi. Odnoszę jednak wrażenie, że wydawcy tych listów nie zawsze byli szczerzy powołując się wyłącznie na pryncypialne wartości; niekiedy, rzadko, in casu, przyświecały im może i inne, nie tak podniosłe cele?17 _______________________________________________ 16 Zob. np. A. Micińska, Nieznane listy…, s. 7. 17 Nie będę jednak wskazywał tych fragmentów owych edycji, których rozpowszechnianie trudno w przekonywający sposób uzasadnić, przy tym nie tak niewinnych, jak zawarty w liście z 15 XI 1925 r. rysunek Witkacego zatytułowany przezeń: „[Kawęczyciele bar. Gnembego onanizowali usilnie buldogi własne]” (J. Degler, Nota wydawnicza [w:] S. I. Witkiewicz, Listy do żony ( )…, s. 463, rys. 31).
Przypadki edycji listów Witkacego do Jadwigi powinny jednak stać się okazją do ważnej i koniecznej, z myślą o nieuchronnych podobnych praktykach w przyszłości, dysputy wokół statusu prawnego korespondencji post mortem. W miejsce potrzebnej dyskusji wokół jednoznacznej woli Witkacego, przedmiotem zainteresowania wydawców tych listów stała się jednak wola Jadwigi Witkiewiczowej, „aby listy jej męża nie były nie tylko publikowane, ale udostępniane badaczom – witkacologom co najmniej przez 20 lat po jej śmierci” 18. Bez względu na to jak oceniać taką decyzję, w szczególności rozważając dopuszczalność określania jej statusu na gruncie p.a czy być może p.a. 1952, oczywiste jest, że w świetle jednoznacznej woli samego Witkacego nawet dotrzymanie wymogu czasu określonego przez jego żonę nie stanowiło jakiejkolwiek podstawy do rozpowszechniania listów. _______________________________________________ 18 H. Leszczyńska, W obronie M. i S. Flukowskich, Życie Literackie nr 49/1981, s. 13. Zob. także A. Chojnacki, W obronie M. i S. Flukowskich, Życie Literackie nr 49/1981, s. 13.
W polemice z mymi zarzutami19 JW polemice z mymi zarzutami19 J. Degler powoływał się na unormowanie zawarte w art. 82 i 83 prawa autorskiego, najwyraźniej nie wiedząc, że upływ terminu, o którym mowa w tym drugim przepisie, zwalnia z obowiązku uzyskiwania zgody adresata i osób po nim uprawnionych, jednak w żadnym razie nie eliminuje, ani nie podważa stanowczej decyzji Witkacego20. I choć początkowo J. Degler sądził, że artykuł „Jacka Mazurkiewicza jest oczywiście przewrotnym żartem, ukazującym absurdalne konsekwencje niektórych przepisów nowej ustawy o prawie autorskim”21, to podniesionej przeze mnie kwestii nie ocenił odmiennie po posiedzeniu Wrocławskiego Towarzystwa Naukowego, podczas którego poinformował uczestników o liście otrzymanym z Santa Monica od J. Kotta, żeby się „pretensjami Mazurkiewicza nie przejmować”22. Są jednak jakieś powody, dla których o polemice tej i poświęconym wyłącznie jej posiedzeniu Wydziału Nauk Prawnych i Ekonomicznych Wrocławskiego Towarzystwa Naukowego J. Degler nie wspomina w wydanych czterech tomach listów Witkacego, choć w dwóch pierwszych osobną część poświęca losom i konfliktom „wokół korespondencji Witkiewicza z żoną”23. _______________________________________________ 19 Zob. J. Mazurkiewicz, Nie ufaj żonie, nie licz na fanów, Rzeczpospolita nr 98/1997, s. 20. 20 „Nieuszanowanie woli twórców, żądających od rodziny lub przyjaciół zniszczenia swych dzieł, jest czymś innym niż zachowanie korespondencji przez adresata. On bowiem, a nie nadawca jest jej właścicielem i może ją zniszczyć lub zachować. Wcale nie musi się liczyć z wolą adresata” (J. Degler, Czy należy edytorów wsadzać do więzienia? Rzeczpospolita nr 108/1997, s. 20). 21 J. Degler, Czy należy…, s. 20. 22 M. i Z. Zaporowskie, Śmiertelnie bezbronni. Wywiad z J. Mazurkiewiczem, Newsweek Polska nr 44/2007, s. 84. Zapamiętałem z tamtego spotkania naukowego informację J. Deglera, że J. Kott we wspomnianym liście zadeklarował, iż gotów jest towarzyszyć J. Deglerowi, gdyby ten - za edycję listów Witkacego - miał się znaleźć w więzieniu, rezerwując sobie jednak w celi dolną pryczę. Po zakończeniu spotkaniu podszedł do mnie A. Chełmoński mówiąc, że podziela moje stanowisko i że nie dopuszcza myśli, iż kiedykolwiek nie tylko pozwoliłby na publikację, ale nawet sam czytał intymne listy swego sławnego krewnego, malarza Józefa Chełmońskiego. Wspomnieć można tu i o uroczystości, która odbyła się jesienią 2012 r. w Oratorium Marianum Uniwersytetu Wrocławskiego. Jan Degler został wtedy uhonorowany kolejną nagrodą, tym razem Rektora UWr, za edycję listów Witkacego do żony Jadwigi, ja zaś odebrałem po nim kolejną nagrodę, tym razem Rektora UWr, za rozprawę „Non omnis moriar. Ochrona dóbr osobistych zmarłego w prawie polskim”, w której krytycznie oceniałem wydanie tych listów. 23 Zob. J. Degler, Nota wydawnicza [w:] S. I. Witkiewicz, Listy do żony ( )…, s. 454 i n.; J. Degler, Nota wydawnicza [w:] S. I. Witkiewicz, Listy do żony ( )…, s. 547 i n. Por. J. Degler, Nota wydawnicza [w:] S. I. Witkiewicz, Listy do żony ( )…, s. 607 i n.; J. Degler, Nota wydawnicza [w:] S. I. Witkiewicz, Listy do żony ( )…, s. 503 i n.
W czasach, kiedy jak widać, nierzadko „wszystko jest na (także edytorską) sprzedaż”, warto na marginesie tych uwag przywołać badawczą przygodę J. Siedleckiej: „Jeśli ktoś nie chce rozmawiać, nie nalegam. Nie wchodzę oknem, nie używam podstępów. Czasem kupuję kwiaty, ale i kwiaty nie pomogły w przypadku profesora Leszczyńskiego, przyjaciela Witkacego. Wiedziałam, że profesor ma listy, które Witkacy – zakochany – pisał do jego żony. Przyjechałam do Krakowa, zapukałam z bukietem w ręku i zostałam wyrzucona”24. Naruszanie autorskich dóbr osobistych zmarłego twórcy jest zjawiskiem częstym, motywowanym wielekroć troską o zachowanie i udostępnienie jego twórczości, nierzadko jednak także zapobiegliwością o różnorakie, nie tylko majątkowe interesy pozostałych żywych. Wygląda na to, iż było tak w przypadku krewnych markiza de Sade, którzy przez wiek skutecznie bronili dostępu, do jakże niewinnej z dzisiejszej perspektywy, spuścizny Pierwszego Sadysty. Zapobiegliwości niszczącego swe manuskrypty F. Chopina zabrakło z kolei F. Kafce oraz K. K. Baczyńskiemu, wszak pośmiertne losy ich twórczości były oczywiście sprzeczne z wolą, którą pozostawili. A cóż sądzić o niejednoznacznej postawie ojca A. Frank cenzurującego jej pamiętnik z tego, co nie było obrazem martyrologii, lecz krytyczną oceną jej matki oraz zapisem intymnych przeżyć dorastającej dziewczynki? _______________________________________________ 24 Nie ma życia, kiedy jest pisanie, Pani nr 4/1998, s. 28. 13
Warto w tym miejscu dodać, że doniosłość regulacji zawartych w artWarto w tym miejscu dodać, że doniosłość regulacji zawartych w art. 82 i 83 p.a. jest szczególną poprzez ich projekcję na interpretację ochrony dobra osobistego tajemnicy korespondencji przewidzianej w art. 23 k.c. Wiadomo, iż powołane przepisy prawa autorskiego zawierają normy przewidujące, co prawda ograniczoną czasowo, ale jednak pośmiertną ochronę dobra osobistego tego, do kogo korespondencja została skierowana25. Wyraźnie przewidziano w nich możliwość dyspozycji (bo przecież nie stricte rozporządzeń) adresata mortis causa, wskazano też osoby, które w braku przejawów odmiennej woli adresata są legitymowane do pośmiertnego wykonywania jego praw osobistych. Wynika z nich również – co trzeba jednak dopiero wyinterpretować – wskazanie osób uprawnionych do dochodzenia ochrony tych dóbr post mortem. _______________________________________________ 25 Nie jest to opinia nowa, jeszcze na gruncie p.a A. Kopff stwierdzał, że prawo „adresata listu nie wygasa wskutek jego śmierci [...]”, choć dodawał, że prawo to „służy jeszcze przez dziesięć lat osobom wymienionym w art. 25 § 2 pr aut.” (Treść i wykonywanie autorskich praw majątkowych [w:] S. Grzybowski, A. Kopff, J. Serda, Zagadnienia prawa autorskiego, Warszawa 1973, s. 166). Por. J. Barta, R. Markiewicz [w:] J. Barta, M. Czajkowska-Dąbrowska, Z. Ćwiąkalski, R. Markiewicz, E. Traple, Komentarz…, s. 389, którzy w wypowiedzi sprzed kilkunastu lat stwierdzili: „W świetle art. 81 prawo do wizerunku (inaczej niż prawo do decydowania o rozpowszechnianiu korespondencji) gaśnie ze śmiercią danej osoby. Art. 83 określa tu tylko termin przedawnienia roszczeń”.
Również formuła przyjęta w art. 23 k. cRównież formuła przyjęta w art. 23 k.c. jest wystarczająco pojemną, aby objąć ochroną dobra osobiste człowieka także post mortem. Dotyczy to i tajemnicy pochodzącej od niego lub skierowanej doń korespondencji26. Gdyby jednak możliwość takiej pośmiertnej ochrony budziła czyjekolwiek wątpliwości na gruncie powołanego przepisu kodeksu cywilnego, właśnie jednoznaczne postanowienia zawarte w art. 82 i 83 p.a. są wystarczające, aby je rozwiać. Trudno bowiem przypuścić, aby tajemnica korespondencji, będąca, co do istoty, jednolitym dobrem osobistym, chroniona była w kodeksie cywilnym tylko ante mortem, w prawie autorskim zaś również post mortem. Także owa interpretacja, poniekąd od końca, wspiera więc normatywnie uzasadniony pogląd, że cywilnoprawne regulacje dotyczące dóbr osobistych człowieka obejmują, co do zasady, czas jego życia i okres następujący po jego śmierci. Wymowa tej konstatacji jest dużo szersza (dalej idąca) również dlatego, że natura większości dóbr osobistych jest taka sama27. _______________________________________________ 26 Por. J. Barta, R. Markiewicz, Prawo autorskie…, s. 315. 27 Większości, gdyż oczywiste jest, że istnieją takie dobra osobiste, które ex natura rerum gasną z chwilą śmierci ich podmiotu (życie i zdrowie), ale już nie np. zachowane komórki rozrodcze, inny materiał genetyczny czy tajemnica o stanie zdrowia, żeby nie odwoływać się do dóbr czci czy prywatności.
Unormowanie zawarte w art. 82 p. aUnormowanie zawarte w art. 82 p.a., podobnie jak postanowienie zawarte w jego art. 78 ust. 3, stanowi też sugestywny argument przemawiający za dopuszczalnością ustanowienia proponowanego przeze mnie gdzie indziej28 kuratora dla ochrony dóbr osobistych zmarłego. Regulacje pomieszczone w obu powołanych przepisach określają uprawnienia osób, które spełniają lub powinny spełniać w węższym (art. 82) lub dużo szerszym (art. 78 ust. 3) zakresie rolę tego, kto troska się o dobra osobiste pozostałe po osobie zmarłej, w koniecznym zakresie je wykonuje i w razie potrzeby zabiega o ich ochronę (art. 78 ust. 2 i art. 83 p.a.). To zaś, co nie trudno zauważyć, że te założenia nie zawsze się będą w życiu sprawdzały, tym bardziej przemawia za uzasadnianą przeze mnie propozycją de lege ferenda. Natomiast regulacje szczegółowe, zawarte we wspomnianych art. 82 i 83, dotyczące terminu dwudziestoletniego oraz sprecyzowania kręgu osób ustawowo uprawnionych do udzielenia zezwolenia, są typowymi lex specialis i nie tylko nie wiążą poza aktami prawnymi, w których są zawarte, ale też na inne unormowania m.zd. nie projektują, niekiedy nawet są z nimi sprzeczne (tak w istocie, nie zaś poniekąd tajemniczo antynomią, należy to nazwać), kodeks cywilny nie zna bowiem czasowego ograniczenia ochrony dobra osobistego tajemnicy korespondencji. _______________________________________________ 28 Non omnis moriar. Ochrona dóbr osobistych zmarłego w prawie polskim, Wrocław 2010, s. 698 i n.
Na szczęście, chwała Bogu, z żonami, wielbicielami, fanami etcNa szczęście, chwała Bogu, z żonami, wielbicielami, fanami etc., najczęściej było i jest dobrze. 29 _______________________________________________ 29 „W praktyce usiłowano w rozmaity sposób realizować wolę autorów, adresatów i ich potomnych. J. Krzyżanowska pisała do Augusta hr. Cieszkowskiego na temat korespondencji Z. Krasińskiego i Delfiny Potockiej: «[Delfina Potocka] jest, jak i Pan, zdania, że prędzej niż na jakie piętnaście lat nie należy dotykać tych wszelkich popiołów – pakiet będzie na wszelki wypadek zapieczętowany i zaadresowany na Pańskie nazwisko, Pan zaś dołoży starań, aby pod żadnym warunkiem nie uczyniono z niego przedwczesnego użytku»” (E. Ferenc-Szydełko, Prawo autorskie na ziemiach polskich do 1926 roku, Zakamycze 2000, s ). Natomiast w sprawie rozstrzygniętej przez Sąd Rzeszy 7 XI 1908 r. „spór dotyczył zamierzonej publikacji korespondencji Nietzschego z zaprzyjaźnionym z nim profesorem. Siostra i jedyna spadkobierczyni Nietzschego wystąpiła z powództwem, w którym domagała się ustalenia przez sąd, iż zakazane jest rozpowszechnianie, opracowywanie, tłumaczenie, udostępnianie opinii publicznej tej korespondencji – bez jej zgody, w ciągu 30 lat od śmierci brata ‒ oraz zobowiązanie pozwanych do zniszczenia egzemplarzy, które zostały już wydrukowane. Petitum pozwu uzasadniała ona przysługującym jej prawem autorskim, prawem własności Nietzschego na tych listach, które przeszło na nią jako jedyną jego spadkobierczynię, oraz naruszeniem – ze względu na intymny charakter tej korespondencji, przeznaczenie jej dla określonego adresata – prawa osobistości brata” (M. Lijowska, Koncepcja ogólnego prawa osobistości w niemieckim i polskim prawie cywilnym, KPP z. 4/2001, s. 241, zob. także s. 246). 17
Piotrowi Zaporowskiemu zawdzięczam zwrócenie uwagi, że MPiotrowi Zaporowskiemu zawdzięczam zwrócenie uwagi, że M. Day, autorka biografii „Mrs Cook. The Real and Imagined Life of the Captain’s Wife”, wiedząc, jaką wartość przedstawiała dla badaczy historii korespondencja kierowana do Elizabeth przez jej sławnego męża, podróżnika i badacza J. Cook’a, nie tylko nie ganiła jej decyzji spalenia wszystkich tych listów uznanych przez wdowę za zbyt osobiste, wręcz „święte”, ale i sama oparła się sugestii włączenia do swego dzieła wyimaginowanych listów Cook’a do żony uznając, że Elizabeth nie chciałaby, aby ludzie czytali nawet takie wymyślone listy, dodając, iż za „przeszkodę uznaję to, że bohaterka mego dzieła nie żyje od ponad dwustu lat, nie mogę więc zapytać jej o zgodę”30. _______________________________________________ 30 „One set of papers that is lost to history is the private correspondence between Elizabeth and her husband. She burnt all those letters, considering them «too personal and sacred» It was suggested that I include in the book a series of imagined letters, but I felt Elizabeth wouldn’t want the public gawping at invented letters either. That’s the trouble with a subject that’s been dead for nearly two hundred years, you can’t ask permission” (M. Day, Mrs Cook. The Real and Imagined Life of the Captain´s Wife, stan na dzień: 6 marca 2013 r.).
Niekiedy troska o ochronę dóbr osobistych nadawcy korespondencji, abstrahując od dopuszczalności jej pośmiertnej edycji, przybiera inny charakter, w szczególności usunięcie z edycji korespondencji (z zaznaczeniem miejsc, których to dotyczy) tego, czego rozpowszechnianie stanowiłoby bezprawne zagrożenie lub naruszenie czyichś dóbr osobistych, w tym również osób zmarłych, oczywiście także trzecich, choć przede wszystkim nadawcy. Warto w tym miejscu przywołać uwagi F. Tycha odnoszące się do przygotowanej pod jego kierownictwem edycji listów R. Luksemburg do L. Jogichesa-Tyszki: „Listy publikowane są w całości z wyjątkiem bardzo rzadkich fragmentów ściśle intymnych. Do opuszczeń tych uciekano się jedynie w wypadkach najniezbędniejszych, tam gdzie bezwzględnie dyktowały to wymogi taktu i szacunku wobec osób obojga korespondentów. Ze względu na jednorodny charakter tych opuszczeń nie omawia się ich w przypisach tekstowych lecz jedynie zaznacza dwoma myślnikami (– –). W wypadku, gdy w liście, bądź na jego początku, bądź w środku tekstu, usunięto jedynie inwokację (uczyniono to też jedynie w nielicznych wypadkach, gdy nosi ona ściśle intymny charakter), znaku opuszczenia nie podano”31. _______________________________________________ 31 Słowo wstępne [w:] R. Luksemburg, Listy do Leona Jogichesa-Tyszki, t. 1 ( ), Warszawa 1968, s. XLIII. Zob. nadto I. Dobosz, Działanie w obronie uzasadnionego interesu jako okoliczność wyłączająca bezprawność naruszenia dóbr osobistych [w:] Dobra osobiste i ich ochrona w polskim prawie cywilnym. Zagadnienia wybrane, Wrocław Warszawa Kraków Gdańsk Łódź 1986, praca zbiorowa (red. J. St. Piątowski), s. 289 i n.
Warto na marginesie uwag o pośmiertnych losach twórczości epistolarnej wspomnieć tu jeszcze o należytym respekcie okazanym przez bliskich i wydawców wobec woli M. Dąbrowskiej dotyczącej opublikowania co prawda nie listów, ale jej „Dzienników”. Zgodnie z testamentem M. Dąbrowskiej czterdziestolecie śmierci pisarki w roku 2005 stało się bowiem „ważną cezurą: oznacza ostateczne otwarcie archiwów, wciąż niewyczerpanych i niezgłębionych, a zwłaszcza wolny dostęp do zastrzeżonych – po dwóch wydanych wyborach – poufnych dzienników”, przy czym, jak dodaje T. Drewnowski, oczywiście, „rodzina może zawsze zastrzec to czy owo, ale na szczęście nie objawia ku temu skłonności”32. Przy tym, przygotowując wydanie owych „Dzienników”, T. Drewnowski podjął owocną próbę uszanowania autorskich dóbr osobistych zmarłej pisarski, a także jej prawa do prywatności, opuszczając m.in. zapisy i fragmenty niecenzuralne oraz takie, których publikacji „Dąbrowska mogłaby sobie nie życzyć (np. portrety demaskatorskie osób bliskich) [...]”33. Inna sprawa, że pisarka roztropnie zatroszczyła się o pośmiertne uszanowanie jej życzeń także poprzez wskazanie osób, które miały, stanowiąc instytucjonalną radę, dołożyć odpowiednich starań. I co do istoty jej zamiary zostały spełnione. _______________________________________________ 32 Wyprowadzka z czyśćca. Burzliwe życie pośmiertne Marii Dąbrowskiej, Warszawa 2006, s. 5. 33 Wyprowadzka…, s. 28. Jak zauważa T. Drewnowski dzienniki „Dąbrowskiej są nieporównanie bardziej żywiołowe i namiętne od jej twórczości. Nie wdając się w psychologiczno filozoficzną analizę «szczerości», jest to w sensie potocznym najbardziej szczery i nieskrępowany dziennik, jaki znam” (Wyprowadzka…, s ).
Odmienną, ale też jakoś pokrewną rozważanemu tu przeze mnie zagadnieniu, jest treść napisów nagrobnych wtedy, gdy są one, co się zdarza, stworzone przez tych, na których mogiłach mają być umieszczone.34 Są one bowiem swoistą, lecz par excellence korespondencją, nierzadko przesłaniem nie tylko do najbliższych, ale do wszystkich przechodzących cmentarnymi alejkami, sui generis „listami otwartymi”. Respekt dla woli zmarłego nakazuje umieszczenie ich na nagrobku, oczywiście wówczas, gdy nie spowoduje to naruszenia prawa, w tym także dóbr osobistych osób trzecich35, przy czym nie bez znaczenia może być niekiedy, chyba rzadko, prozaiczny wzgląd i na to, czy zmarły pozostawił spadek, z którego koszty umieszczenia takiego napisu mogłyby być pokryte. _______________________________________________ 34 Przytoczone poniżej teksty są więc tylko tymi, co do których mam pewność, że ich autorami są osoby, na których grobach zostały, miały albo mają być umieszczone. Nieporównywalnie więcej jest napisów „w imieniu zmarłego”, lecz zapewne cudzych, nie tylko takich jak sławne „PRZECHODNIU / BYŁEM KIM JESTEŚ / BĘDZIESZ KIM JESTEM / MÓDLMY SIĘ ZA SIEBIE NAWZAJEM” (J. Andrzejewski, Popiół i diament, Warszawa 1956, s. 273, znakiem „/” oddzieliłem tu i gdzie indziej wersy przytaczanego napisu), znane także w wersji żeńskiej, w swoim czasie częste, zdaniem niektórych nawet w Polsce kiedyś modne (zob. J. Kolbuszewski, Wiersze z cmentarza. O współczesnej epigrafice wierszowanej, Wrocław 1985, passim; tenże, Wiersze nagrobne z polskich cmentarzy, stan na dzień: 6 marca 2013 r., s i 87-89; S. Górski OP, Na cmentarz po przyjaciela, Dominik nad Dolinką nr 60, s. 2, stan na dzień: 6 marca 2013 r.; A. Obecny, Napisy nagrobne, Moje Miasto nr 16/2011, stan na dzień: 6 marca 2013 r.; W. Wieszczek, Săpânţa - Wesoły cmentarz (Rumunia) – przewodnik, Libertas z 12 VIII 2010 r., stan na dzień: 6 marca 2013 r.). Za pomoc okazaną w poszukiwaniu tej i innej bibliografii wykorzystanej w tym artykule dziękuję Basi Bernfeld. 35 Podobnego do np. tego, którego dotyczył proces zakończony werdyktem SW we Wrocławiu 25 IX 1974 r. (II C 1133/74), wywołany umieszczeniem przez matkę na nagrobku syna inskrypcji „Zmarłeś synu przez najukochańszą żonę” (A. Cisek, Ochrona dóbr osobistych według art. 23 i 24 k.c. w praktyce Sądu Wojewódzkiego we Wrocławiu w latach , PPiA t. XIV, s ), a może i tego, który przeczytałem na nagrobku 28 letniego mężczyzny pochowanego na cmentarzu w Wysokiem, na Lubelszczyźnie: „Przechodniu zatrzymaj się i przeczytaj […] / Kto zranił serca moim / rodzicom? Kto skrócił / moje życie? Kto był / powodem mojej śmierci? / Sąsiedzi – Koledzy / zm. śm. tragiczną […]”. Nie jest jednak in casu oczywiste, czy w szczególności ta ostatnia inskrypcja, jeśli jest zgodna z prawdą, nie czyni zadość idei słuszności, czy po staremu - zasadom współżycia społecznego. 21
Jerzy Ficowski, żołnierz, poeta, tłumacz, badacz, humanista naszych czasów, napisał utwór, w którym wdowa Elżbieta umieściła tylko datę; został on, zgodnie z wolą autora, umieszczony jako jedyny tekst na jego nagrobku na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach, a także opublikowany jako nekrolog36. To pogodny, mądry utwór: _______________________________________________ 36 Zob. (stan na dzień: 6 marca 2013 r.); por. J. Ficowski, JA niżej podpisany [...] [w:] K. Masłoń, Pożegnania. Zbieracz słów, Rzeczpospolita nr 111/2006, s. 12. 22
† JA niżej podpisany JERZY FICOWSKI przenosząc się dnia 9 maja 2006 r† JA niżej podpisany JERZY FICOWSKI przenosząc się dnia 9 maja 2006 r do Wieczności (wersja równouprawniona: do Nicości) zakończyłem tutejszą egzystencję nie ukończywszy niczego zgodnie z Regulaminem Stwórcy i z odwieczną praktyką mieszkańców tego źle pomyślanego i jeszcze gorzej prowadzącego się świata ‒ usilnie proszę moich Bliskich i moich Dalekich o błogosławieństwo uśmiechu i łaskę pogody ducha zamiast westchnień i smutku, bowiem nie stało się nic nadzwyczajnego. Za spełnienie tej prośby z góry wszystkim dziękuję i za kłopot przepraszam (‒) Jerzy Ficowski Warszawa poza zasięgiem czasu”.37
_______________________________________________37 Jakże odmienna w duchu jest, zapewne własna inskrypcja, chyba Władysława Koźmiana, nadzwyczaj barwnej postaci, wyryta na bocznej, prawej stronie, najbogatszego na cmentarzu katolickim w Bychawie, grobowca sławnej rodziny Koźmianów: „Ś. † P. / WŁ. K. / URODZIŁEM SIĘ 1869 R. W GAŁĘZOWIE. / ŻYŁEM PRZESZŁO 70 LAT. / — - — / ROBAK I PROCH.” Przed półwieczem, z ust staruszki mieszkającej w Bychawie, usłyszałem, że ostatnie zdanie miało być, zgodnie z wolą testatora, poprzedzone: „JAK ŻYŁ TAK ZDECHŁ.” Takie żądanie, dzisiaj powiedzieliśmy: polecenie, włożył on ponoć na swoich spadkobierców uzależniając od jego wykonania skuteczność rozporządzeń testamentowych.
Maria Łopatkowa, najwybitniejsza w Polsce od czasów JMaria Łopatkowa, najwybitniejsza w Polsce od czasów J. Korczaka obrończyni praw dzieci, opowiadała przed laty małoletniej reporterce, że wracając „z Rzymu z konferencji Unii Międzyparlamentarnej, przeglądałam w samolocie «Muzę rzymską». Lot ów wykorzystałam twórczo, trawestując epitafium poświęcone Klaudii na poświęcone Marii. Przytoczę Ci obydwa teksty dla porównania.
Klaudia Gościu, co rzekę, krótkie będzie. Stań i czytajKlaudia Gościu, co rzekę, krótkie będzie. Stań i czytaj. To niepiękny grobowiec kobiety pięknej. Rodziciele nazwali ją Klaudią. Męża Miłowała swego całym sercem. Dzieci Zrodziła dwoje jedno z nich na ziemi żywie, Drugie w ziemi spoczywa. W mowie była wdzięczna A kroczyła z godnością. Domu swego zawsze Strzegła. I wełnę przędła. To jest wszystko. Idź już. Maria To spokojny grobowiec kobiety niespokojnej. Rodziciele nazwali ją Marią. Niezależność Zachowała do śmierci. Zrodziła syna i córkę. W mowie była prawdziwa. Kroczyła niecierpliwie. Wełny nigdy nie przędła. Kochała dzieci i wiersze. Wierzyła w miłość, która ocali świat. To wszystko. Idź już.” 38
Gdy M. Łopatkowa powiedziała to Marysi, dodała: „Takie epitafium byłoby dużo ciekawsze od dzisiejszych napisów na stereotypowych nagrobkach. Jeśli pamięć o tych, co odeszli, chcemy przedłużyć i przybliżyć, to dlaczego nie napiszemy o czymś, co było ważne w ich życiu? Na przykład, że kochali poezję”. _______________________________________________ 38 [W:] Marysia i Maria. Wywiad Marysi Zaporowskiej z Marią Łopatkową [w:] M. Łopatkowa, Pedagogika serca w dobie globalizacji, Kraków 2006, s. 163. 39 Ibidem.
„Tu leży Waldorff Jerzy, Który miał rząd w miniposzanowaniu, W mądrej i pięknie napisanej przez M. Urbanka biografii niezapomnianego J. Waldorffa znajdujemy również historię wiążącą się z problematyką moich, na pozór tylko marginalnych, uwag.40 Jerzy Waldorff przed kamerami opowiadał, iż „za wszystkie moje grzechy […]” przygotował własne epitafium: _______________________________________________ 40 M. Urbanek, Waldorff. Ostatni baron Peerelu, Warszawa 2008, s. 318. 41 M. Bielacki, Słowo o Waldorffie, Tygiel Kultury, (stan na dzień: 6 marca 2013 r.). Por. M. Urbanek, Waldorff…, s. 318. „Tu leży Waldorff Jerzy, Który miał rząd w miniposzanowaniu, Leż draniu!”41
Nie uczyniono zadość temu wesołemu konceptowi,42 tak, jak nie uwzględniono zupełnie już poważnej prośby o spopielenie („...kiedy pomyślę, że przyjdzie taki czas, gdy zamienię się w kupę śmierdzącego gnoju, to wybaczy pan, ale jest to obrzydliwe uczucie”).43 Jerzy Waldorff chciał też, „żeby chowano go przy dźwiękach muzyki Karola Szymanowskiego. «Jeśli ktoś mi nad grobem zagra Marsza żałobnego Chopina, to wstanę, uchylę wieko i będę kąsał» – zapowiedział. W innym miejscu zastrzegł, iż woli, by zagrano mu nad grobem Pawanę na śmierć Infantki Ravela, niż odtrąbiono Marsz... Fryderyka. Posłuchano go. Kiedy 5 stycznia 2000 roku chowano go w alei katakumbowej Powązek, chór Poznańskich Słowików oraz orkiestra Filharmonii Narodowej wykonały Pawanę i fragmenty Stabat Mater Karola Szymanowskiego”.44 _______________________________________________ 42 Zob. (stan na dzień: 6 marca 2013 r.). 43 M. Urbanek, Waldorff…, s. 320. 44 M. Urbanek, Waldorff…, s. 321.
Dozgonny przyjaciel J. Waldorfa MDozgonny przyjaciel J. Waldorfa M. Jankowski troskał się jeszcze o to (zaś wykonawcy woli Jankowskiego dopełnili i tej prośby zawartej w testamencie Waldorffa), aby po śmierci Jankowskiego prochy jego spoczęły w grobie tego, kogo przez całe życie kochał najbardziej.45 To były miłe okoliczności towarzyszące ich pochówkom, jakże odmienne od ‒ sprzecznych z obietnicami składanymi Waldorffowi za życia ‒ niegodnych żądań horrendalnej zapłaty za jego pochówek na kurialno-metropolitalnych Powązkach, dla których zrobił więcej niż warszawscy purpuraci razem wzięci. _______________________________________________ 45 M. Urbanek, Miecio od Waldorffa, (stan na dzień: 6 marca 2013 r.); Mieczysław Jankowski, (stan na dzień: 6 marca 2013 r.).
Nikt nie wie, czy sławny na świat cały perski poeta Hafiz myślał kiedykolwiek o napisie, który zostanie umieszczony na jego nagrobnej płycie? Ale w zacisznym ogrodzie Musalla, pielgrzymi, nade wszystko zaś pątniczki, od stuleci wędrujący do Szirazu, czytają na jego grobie gazel, rodzaj utworu porównywany na Zachodzie niekiedy do sonetu, napisany przez tego, do którego mogiły przyszli:
„Powiedz mi, kiedy z życia wstanę na twoje spotkanie„Powiedz mi, kiedy z życia wstanę na twoje spotkanie? Jestem anielskim ptakiem – wstanę z pułapki świata. Klnę się na twoją miłość, że gdy mnie zawezwie twój sługa, wstanę i pójdę ku tobie od wszelkich darów ziemi. O Panie, ześlij mi deszcze z chmury twojego zbawienia zanim w proch rozsypany wstanę z twojej drogi. Nad moimi prochami z muzyką usiądź i z winem, a wstanę z tego dołu, by tańczyć do twojej melodii.
Wstań i wskaż mi wyżyny aniele cudnego lotu, a wstanę z ciała i świata, szybując rękoma, gdzie wskażesz. Stary już jestem, ale przygarnij mnie mocno do siebie, a z brzaskiem jak młodzieniec wstanę z twojego uścisku. Ukaż mi w dniu mojej śmierci twoją twarz upragnioną, a wstanę jak Hafiz z popiołów ciała i świata.”46
_______________________________________________46 Pieśni miłosne Hafiza, Kraków 1973, s , zob. również s. 155 przypis do gazelu numer 24 w tym wydaniu. Nie tylko ów gazel wart jest także refleksji nad tym, że gdy ex natura rerum nie sposób zachować np. melodyki („muzyczności”?) tłumaczonego, nie tylko z farsi, utworu, tak jak ma to niewątpliwie miejsce w odniesieniu do gazel Hafiza, trzeba podjąć trud, nieodstępującego od troski o oddanie w innym języku formy jego poezji, poetyckiego wyrażenia przede wszystkim jej treści, i to, uważam, W. Dulębie, tłumaczowi także przytoczonego gazelu, wyśmienicie się udało. Ananiasz Zajączkowski, wybitny turkolog, zwierzchnik Karaimskiego Związku Religijnego w RP oraz członek Polskiej Akademii Nauk, we wstępie do „Gazeli wybranych Hafiza” przytacza zdanie „znanego iranisty duńskiego, świetnego badacza Iranu sasanidzkiego, A. Christensena”, który w ogłoszonej w 1937 r. pracy „Kulturskitser fra Iran” dał „taką charakterystykę twórczości Hafiza: «Hafiz właściwie jest nieprzetłumaczalny (unübersetzbar). Jego pieśni są jakby grą sennej wyobraźni (ein Traumspiel) z szybko zmieniającymi się obrazami i urywkami myśli… Są one tak związane z językiem (perskim) i stylem, że każda próba oddania utworu w obcym języku w porównaniu z oryginałem wyda się niezdarna (plump)»”, przede wszystkim dlatego, bo jego poezje „«przypominają barwną ornamentykę majolikową (die Fayence-Ornamentik) tak charakterystyczną dla budownictwa perskiego (okresu mongolskiego), która potrafiła wykorzystać płaszczyznę do symetrycznie ułożonych arabesek, figur geometrycznych, ornamentów roślinnych itd. […]». Warto też powtórzyć słowa z odczytu świetnego znawcy poezji perskiej, profesora Uniwersytetu w Teheranie P. N. Khanlari, który w szkicu literackim o Hafizie powtórzył słowa o «nieprzetłumaczalności» poezji w ogóle, a Hafiza w szczególności: «Mais la poésie n’est pas traduisible et les poèmes de Hafiz le sont encore moins». Tamże przytoczył prelegent subtelne zdanie jednego z tłumaczy francuskich Hafiza, iranisty H. Massé, który określił próby przełożenia Hafiza, jako pragnienie «zamknięcia poświaty księżyca w naczyniu»: «…essayer de traduire Hafiz, c’est vouloir enfermer le claire de lune dans un vase»” (Wstęp [w:] Gazele wybrane Hafiza, Warszawa 1957, s i 89-90).
Wokół grobu zmarłego w 1390 roku poety stoją i klęczą młode najczęściej niewiasty. Na pytanie, dlaczego modlą się tutaj, z uśmiechem wyjaśniają, że Hafiz jest dobrym pośrednikiem próśb kierowanych do Jedynego Boga, Allacha. Pytane, czy książka, z której czytają modlitwy to Koran, odpowiadają cudzoziemcom, że to „Dīvān-i Hāfiz”, w Polsce zwany ostatnio „Pieśniami miłosnymi“ Hafiza. Wróciwszy z wędrówek wzdłuż i wszerz Iranu młodzi ludzie mają więc powód, aby pytać nie tylko mnie47: gdzie jeszcze w świecie jest grób zmarłego przed wiekami poety, przy którym kobiety modlą się o zdrowie, o pokój, o miłość… _______________________________________________ 47 Zob. M. Zaporowska, Szirin z ojczyzny Hafiza, Przegląd Tygodniowy MT nr 42/2003, s. 7; Z. Zaporowska, M. Matusiewicz, Perskim Okiem, Newsweek Polska nr 35/2007, s. 37, zob. też s. 38.
Pobierz ppt "Jacek Mazurkiewicz Nie ufaj żonie, nie licz na fanów, czyli o prawnych aspektach pośmiertnych edycji korespondencji."
Podobne prezentacje Ochrona własności intelektualnej
Petycja Twoje Prawo.
Dr Paweł Laidler, IAiSP UJ