Source: https://zaiks.org.pl/567,154,wypowiedz_krzysztofa_lewandowskiego_podczas_xviii_torunskich_spotkan_colloquia_torunensia
Timestamp: 2018-12-15 03:11:47+00:00
Document Index: 77841980

Matched Legal Cases: ['art. 10', 'art. 13', 'art. 23', 'art. 20', 'art. 21', 'art. 211', 'art. 21', 'art. 25', 'art. 86', 'art. 94']

Stowarzyszenie Autorów ZAiKS - Wypowiedź Krzysztofa Lewandowskiego podczas XVIII Toruńskich Spotkań Colloquia Torunensia
Wypowiedź Krzysztofa Lewandowskiego podczas XVIII Toruńskich Spotkań Colloquia Torunensia
„Dostępność twórczości (własności intelektualnej), jako problem prawny i społeczny”
(wystąpienie podczas XVIII Toruńskich Spotkań Colloquia Torunensia)
Problemy z ochroną własności intelektualnej pojawiały się zawsze w okresach przełomów technologicznych umożliwiających na szerszą skalę rozpowszechnianie i wykorzystywanie dorobku umysłowego człowieka. Współcześnie problemy te występują ze szczególnym natężeniem z uwagi na totalne systemy komunikacyjne, np. łączność satelitarną, Internet, łamiące wszelkie bariery geograficzne i kulturowe. Potęguje je także szeroki rozwój cywilizacji technicznej, w tym w krajach tzw. trzeciego świata, umożliwiający produkcję skomplikowanych urządzeń i produktów poza centrami intelektualnymi, np. w Tajlandii, Malezji.
Rzadko dostrzeganą przyczyną tych problemów jest sprzyjający rozpowszechnianiu dorobku intelektualnego światowy system finansowania rozwoju i kredytowania rentownej produkcji hi- tech. Niekontrolowany przepływ „know how” ze społeczeństw bardziej rozwiniętych do zapóźnionych (niektórzy nazwą go kradzieżą) jest symultaniczny z przepływem kapitałów miedzy nimi. Kapitałów poszukujących szybszego pomnożenia za niższą cenę. Sprzężenie już choćby tych kilku czynników daje obraz skomplikowania rozważań nad „winnymi” naruszeń praw do własności intelektualnej jako całości dorobku umysłowego ludzkości. Ta wina różnie będzie się rozkładać w zależności od tego, o której części własności intelektualnej będziemy mówić: własności przemysłowej, własności artystycznej, wiedzy. Po ACTA rozważania ograniczyły się tylko do prawa autorskiego chroniącego własność artystyczną, a to z uwagi na szczególną, dzięki Internetowi, dostępność dóbr kultury dla „przeciętnego Ziemianina”. Po wielu miesiącach debat, konferencji, publicystyki, sądów nad prawem autorskim i rozpowszechnianiem twórczości w sieci nareszcie zaczęto zauważać, że nie da się mówić jednym językiem o muzyce i wynalazku, o filmie i lekach. Każda z wymienionych dziedzin własności intelektualnej chroniona jest odrębnym reżimem prawnym obejmującym diametralnie różne dobra, choć mające swoje źródło w umyśle człowieka.
Przypomnę, że do dóbr własności przemysłowej[1] zaliczamy: wynalazki, wzory użytkowe, wzory przemysłowe, topografie układów scalonych, znaki towarowe, oznaczenia geograficzne, wynalazki biotechnologiczne, leki, oznaczenia i produkty regionalne, nowe odmiany roślin. Dla wyłączności korzystania z nich i rozporządzania nimi konieczne jest uzyskanie patentu, prawa ochronnego, prawa z rejestracji i innych, poprzez zgłoszenie do Urzędu Patentowego lub innego organu administracji publicznej wskazanego w odpowiednim przepisie. Dobra własności artystycznej[2] to: utwory (do nich zaliczono także programy komputerowe), artystyczne wykonania, fonogramy i wideogramy, nadania radiowe i telewizyjne, tzw. pierwsze wydania i wydania naukowe i krytyczne. Ich ochrona prawna i wyłączność dla twórcy powstaje z chwilą ich stworzenia i zakomunikowania innym, bez konieczności spełniania jakichkolwiek formalności. Wiedza, czyli „zasób wiadomości z jakiejś dziedziny, gałęzi nauki; ogół wiadomości zdobytych dzięki uczeniu się”[3], chroniona jest na zasadach ogólnych[4], a czasami jej wykorzystanie na rynku regulowane przepisami ustaw o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji[5].
Konieczność rozgraniczenia dyskusji nad zasadami dostępności poszczególnych w/w dóbr, ochrony ich twórców i późniejszych właścicieli praw do nich, stosowanych ocen moralnych i ekonomicznych, wynika z innej ich funkcjonalności i ważności społecznej, także cywilizacyjnej. Wielkim problemem przy formułowaniu zakresu wyłączności, własności tych dóbr i zakreślaniu kręgu ich dostępności są także różnice języków, jakimi posługują się prawo, socjologia, etyka, kulturoznawstwo, podejmujące próby zanalizowania i opisania zagadnienia. Wszystkie strony sporu muszą jednak przyjąć do wiadomości, że budowanie jakiegokolwiek porządku społecznego odbywa się od wieków z użyciem przede wszystkim norm prawnych i skutecznej ich egzekucji. W przypadku własności intelektualnej, chroniącej dobra niematerialne (muzyka, a nie zeszyt z nutami, projekt a nie wykonana maszyna, symbolika – wyobrażenie a nie materia), trudność intelektualizowania problematyki jest znacznie podwyższona w stosunku do problemów „zwykłej” własności, a ujawniana współcześnie ignorancja prawna tej dziedziny może być porównywana do czasów Starożytnego Rzymu.
Rzymianie podejmujący trud regulowania prawem różnych dziedzin życia społecznego nie znali pojęcia dobra niematerialnego, dobra intelektualnego, i wiązali je zawsze z materialnym nośnikiem, a co za tym idzie nie zaproponowali żadnych odrębnych, poza własnością, norm regulujących korzystanie z cudzego dorobku umysłowego. Nie można jednak powiedzieć, że nie znali wartości utworu „zaklętego” w materię. W edykcie cesarza rzymskiego Dioklecjana (284-305 n.e.) regulującym ceny różnych dóbr w cesarstwie, egzemplarz Eneidy wyceniono na równowartość 100 kg wieprzowiny lub 160 litrów wina czy też 30 dni pracy nauczyciela elementarza lub adwokata za przeprowadzenie 3 procesów albo 52 dni pracy murarza[6]. Autor jednak, przekazawszy swoje dzieło wydawcy i otrzymawszy jednorazową zapłatę, praktycznie tracił kontrolę nad jego eksploatacją na zawsze, a wszelkie dalsze profity trafiały do ręki wydawcy. Twórcy podejmowali co najwyżej wysiłki w celu ochrony swoich praw moralnych (podawania autorstwa, nienaruszania treści i formy utworu itp.), co widać np. w tekstach i korespondencji Horacego, Owidiusza, Cycerona, Marcjalisa. Ten ostatni użył określenia „plagiat” na zawłaszczanie cudzego dzieła, które przyjęło się 18 wieków później jako instytucja prawa autorskiego w całym światowym ustawodawstwie.
Łatwość dostępu do twórczości dzięki Internetowi i chęć usprawiedliwienia woluntaryzmu użytkowników sieci stała się przyczyną powrotu do rzymskiego, prymitywnego rozumienia własności i hołdowania normom moralnym, które zostały później skompromitowane nie tylko przez prawo, ale także religię i zasady współżycia społecznego. Ten, kto daje „coś” drugiemu, może słusznie oczekiwać wdzięczności i zapłaty; ten, kto „coś” otrzymuje, taką wdzięczność i rekompensatę powinien dającemu przekazać z nakazu moralnego, a nie z przymusu, jakim jest prawo! I choć taka zasada wydaje się dość prosta i oczywista, jak dotąd ani prawo, ani religia, ani obyczaj nie mogą poradzić sobie z prymatem „brania” nad „dawaniem”. Wielu demagogów tokujących za tzw. uwolnieniem twórczości w Internecie, bałamutnie odwołuje się do społecznego głodu wartości kultury i pozytywnych dalszych tego skutków oraz możliwości stwarzanych ku temu Internet, jako podstawy tego uwolnienia. Na pewno także pozytywnym społecznym skutkiem byłoby nakarmienie wszystkich głodnych ludzi, a nadprodukcja żywności daje ku temu znakomitą okazję – nikt jednak nie proponuje darmowego przejęcia tej nadprodukcji bez zapłaty rolnikom. A przecież wielokrotnie z zaprzeczeniem wielu moralnych zasad tę nadprodukcję żywności się niszczy! Stosowanie innej moralności w stosunku do tego co materialne (rzeczy), a innej w stosunku do tego co niematerialne (utwory) nie może znaleźć uznania ani na gruncie prawa, ani na gruncie etyki, ani na gruncie obyczaju.
Ten rodzaj problemu, który wystąpił przy okazji Internetu, znany jest z wcześniejszych etapów rozwoju cywilizacji. Podobne dylematy występowały już przy kolejnych przełomach technologicznych umożliwiających na szerszą skalę rozpowszechnianie „myśli”, twórczości, idei: po wynalezieniu nowego zastosowania czcionki przez Gutenberga (patryce, matryce), po wynalezieniu nośnika dźwięku i urządzeń rejestrujących, radia, telewizji, nośnika obrazu, kserografii, przekazu kablowego, przekazu satelitarnego, nośników cyfrowych. W tych przełomach, ze sprzecznymi interesami autorów i użytkowników, radzono sobie w dwojaki sposób: poprzez regulacje prawne i poprzez praktykę wypracowaną przez uprawnionych, często w porozumieniu z użytkownikami. Prawo, jako zobiektywizowany regulator życia społecznego, mający jako podstawę w swoich normach moralność i obyczaj, dostosowywało swoją treść do postępującego rozwoju społecznego, ekonomicznego i technologicznego także w sferze twórczości, kultury, wynalazczości, nauki.
Ewolucja prawa autorskiego wyraźnie to potwierdza poprzez przyjęcie szeregu ograniczeń dla zasady wyłączności autorskiej, np.:
1. w ramach tzw. doktryny nieznacznych ograniczeń (do konwencji berneńskiej z 1886 r. o ochronie dzieł literackich i artystycznych):
- w tzw. generalnym raporcie do konferencji brukselskiej 1948 r.
- podczas konferencji sztokholmskiej 1967 r.
ustanawiając nieodpłatny dozwolony użytek w art.art. 10, 10 bis, 2 bis ust. 2, 11, 11 bis, 11 ter, 13 i 14 konwencji berneńskiej[7],
2. w Porozumieniu TRIPS[8] z 1994 r. w art. 13 – potwierdzając dozwolony użytek co do nowych pól eksploatacji,
3. w dyrektywie z 2001 r. Parlamentu Europejskiego i Rady o społeczeństwie informacyjnym[9] znajdujemy cały katalog przypadków dozwolonego użytku utworów i dóbr pokrewnych.
W polskiej ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych (pr. aut.) wszystkie te ograniczenia praw wyłącznych autorów, artystów wykonawców, producentów, nadawców i wydawców, a także ich następców prawnych, na rzecz użytku osobistego, nauki, edukacji, informacji, promocji twórczości, ceremonii religijnych i imprez okazjonalnych, i wielu innych celów społecznych, znajdziemy w art. 23-35 , w tzw. dozwolonym użytku chronionych utworów. Te ograniczenia zwalniają użytkowników twórczości, tak prywatnych jak i instytucjonalnych, z obowiązku uzyskiwania zgody i przeważnie z obowiązku zapłaty wynagrodzenia twórcom, zapewniając szeroki dostęp do twórczości wszędzie tam, gdzie interes społeczny nie jest powiązany z komercyjną działalnością. Tam, gdzie taki związek ma miejsce, np. przy płatnej reprografii, produkcji nośników umożliwiających zapis twórczości, aby nie ograniczać aktywności społecznej w korzystaniu i rozpowszechnianiu twórczości, wprowadzono minimalne opłaty rekompensujące, które obciążają producentów lub importerów na tym zarabiających (art. 20 i 201 ustawy o pr. aut. – 3 % wpływów na rzecz wszystkich uprawnionych).
Ułatwianie dostępu do twórczości na gruncie prawa odbywa się także poprzez tworzenie udogodnień w kontraktowaniu prawa do rozpowszechniania np. poprzez możliwość „hurtowego” nabywania przez użytkowników praw za minimalną opłatą za pośrednictwem wskazanych przez prawo organizacji reprezentujących uprawnionych, tzw. organizacji zbiorowego zarządzania prawami autorskimi lub pokrewnymi. Tak jest w przypadku nabywania praw przez radio, telewizję (art. 21 pr. aut.), operatorów sieci kablowych (art. 211 pr. aut.), a także udostępniania w sieci (art. 21 ust. 21 pr. aut.). Użytkownicy uzyskują dostęp praktycznie do całego światowego repertuaru wg własnego wyboru. Innym praktykowanym rozwiązaniem jest wyłączenie obowiązku uzyskiwania zgody uprawnionych na rozpowszechnianie, a pozostawienie tylko obowiązku zapłaty im wynagrodzenia (np. art. 25 ust. 2 i 4[10], art. 86 ust. 3[11], art. 94 ust. 5 pr. aut.[12]) po fakcie wykorzystania. Niestety, wiedza o zakresie dozwolonego użytku chronionej twórczości ociera się o ignorancję i wielokrotnie wzbudza zdziwienie co do szerokiej skali wolności użytkownika, gdy się ją pozna. Tak jest również w przypadku Internetu.
Drugim nurtem ułatwiającym legalny dostęp do kultury było powstawanie organizacji zarządzających prawami autorskimi z inicjatywy samych twórców. Choć ich początek zrodził się z idei ochrony materialnych praw autorów we Francji pod koniec XVIII wieku, zanim jeszcze powstało ustawodawstwo prawno-autorskie, a za instytucjonalną jego awangardę można uznać Agencję Teatralną założoną przez Beaumarchais w 1777 roku w Paryżu, to współcześnie, a także przez cały wiek XX, organizacje te działały równolegle w interesie użytkowników na całym świecie. Ten interes polega na: możliwości uzyskania zezwoleń na eksploatacje szerokiego repertuaru (milionów utworów z całego świata) „przy jednym okienku”, możliwości swobodnego wyboru repertuaru po zawarciu jednej umowy generalnej, zdjęcia z użytkowników konieczności angażowania prawników i rzeszy pracowników do kontraktowania praw, legalizacji korzystania z twórczości, a więc odsunięcia zarzutów karnych, potanieniu kosztów praw autorskich. Wszystkie te korzyści dla użytkowników są ciągle aktualnymi w dobie Internetu, a prawo w ostatnim 20-leciu dodało kilka nowych zapisanych wprost w ustawach.
Organizacje zbiorowego zarządzania prawami autorskimi, a od połowy ubiegłego wieku także prawami pokrewnymi, istnieją niemalże we wszystkich krajach świata. Polską organizacją zbiorowo zarządzającą prawami od 1918 roku jest Stowarzyszenie Autorów ZAiKS. Od 1995 roku równolegle reprezentując prawa innych grup twórczych, artystów wykonawców i producentów działa 14 innych OZZ-ów, jak popularnie dziś je się nazywa. Dzięki umowom bilateralnym między OZZ-ami z różnych krajów, przy tym „jednym okienku” można zakontraktować repertuar praktycznie z całego świata. Np. twórców europejskich ZAiKS reprezentuje od 1926 roku, a amerykańskich od 1927, zdejmując z polskich użytkowników konieczność poszukiwania uprawnionych po całym świecie, zmniejszając ich koszty, gwarantując legalność korzystania.
Łatwo zauważyć, że ten pierwotnie na gruncie praktyki wypracowany system dostarczania twórcom wynagrodzeń a użytkownikom praw, ma ciągle kapitalne znaczenie na wszystkich tych polach, na których dochodzi do lawinowego korzystania z tzw. kontentu kultury, tj. radia, telewizji, reemisji kablowej, satelitarnej. Wszystko wskazuje na to, że będzie także najskuteczniejszą metodą budowania relacji użytkownik-twórca w korzystaniu z twórczości w sieci. Na dziś potrzebujemy tylko tego, co zostało zrobione, gdy pojawiały się radio, telewizja, reprografia, reemisja – odpowiedniej regulacji prawnej zabezpieczającej interesy autorów, bo interesy użytkowników w znakomity sposób zabezpieczyła technologia, dając im nieograniczone możliwości korzystania z dorobku intelektualnego, jeśli tylko zostanie zdigitalizowany i umieszczony w sieci, bez faktycznych możliwości egzekucji praw twórców. A te decyzje, jak wskazuje dzisiejsza praktyka, znalazły się poza wolą autorów i innych uprawnionych. Podstawą dalszej dyskusji nad zasadami dostępności kultury w sieci powinny być cztery tezy:
- dążymy do zapewnienia dostępu do kultury w sieci jak najszerszej publiczności,
- zapewniamy twórcom, artystom wykonawcom i producentom godziwe wynagrodzenie za tworzenie „wkładu kultury” dostępnego w sieci,
- respektujemy prawa osobiste twórców i dajemy im skuteczne narzędzia usuwania naruszeń,
- powyższe cele osiągamy za pomocą uregulowań prawnych.
[1] Własność przemysłową reguluje głównie Ustawa z dn. 30 czerwca 2000 r. Prawo własności przemysłowej
[2] Własność artystyczną reguluje głównie Ustawa z dn. 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych
[3] Słownik Języka Polskiego pod red. Mieczysława Szymczaka, PWN, 1989, s.700
[4] Kodeks cywilny z 1964 r.
[5] Ustawa z dn. 16 kwietnia 1993 r. o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji
[6] S. Grzybowski, A. Kopff, J. Serda, Zagadnienia prawa autorskiego, PWN, 1973, s. 38
[7] Akt paryski Konwencji berneńskiej z 1886 r. o ochronie utworów literackich i artystycznych, sporządzony w Paryżu dnia 24 lipca 1971 r. (Załącznik do Dz.U. z 1990 r. Nr 82, poz. 474)
[8] Porozumienie w sprawie handlowych aspektów praw własności intelektualnej
[9] Dyrektywa 2001/29/WE Parlamentu Europejskiego oraz Rady z dnia 22 maja 2001 r. w sprawie harmonizacji niektórych aspektów prawa autorskiego i praw pokrewnych w społeczeństwie informacyjnym
[10] Prawo przedruku i umieszczenia w sieci
[11] Prawo do nadawania, reemitowania, odtwarzania artystycznych wykonań z wprowadzonych do obrotu egzemplarzy
[12] Prawo do nadawania, reemitowania, odtwarzania fonogramów z wprowadzonych do obrotu egzemplarzy