Source: https://www.stockwatch.pl/wiadomosci/jakie-szanse-na-odszkodowanie-maja-obligatariusze-getback,akcje,230426?ticaid=114da7&_ticrsn=3
Timestamp: 2020-05-29 01:40:39+00:00
Document Index: 987214

Matched Legal Cases: ['art. 415', 'art. 416', 'art. 471', 'art. 415', 'art. 415', 'art. 54', 'art. 54', 'art. 54', 'art. 54', 'art. 54', 'art. 54', 'art. 54']

StockWatch.pl > Jakie szanse na odszkodowanie mają obligatariusze GetBack
2018-12-06 20:06:07 Paweł Bieniek
Na łamach StockWatch.pl, jako profesjonalni odbiorcy sprawozdań finansowych spółek, zwracaliśmy już uwagę na kwestie nieprawidłowości przy badaniu sprawozdań firmy GetBack. Przypomnijmy, po raporcie finansowym za 2017 r. okazało się, że spółka w pozycji „Wpłaty od osób zadłużonych” prezentowała także zyski na sprzedaży portfeli wierzytelności. Informacji o tym w raporcie za 2016 r. niestety nie ma, a kwota zysku na sprzedaży pakietów odpowiada za prawie 1/3 całkowitych spłat, grubo ponad 1/3 przychodów i stanowiła ponad połowę zysku netto wykazanego przez spółkę. W raporcie z 2016 r. i I kw. 2017 r. oraz w prospekcie emisyjnym nie ma też słowa na temat opcji put w oferowanych obligacjach, które były przyczynkiem do niewypłacalności GetBacku.
Błąd systemu, przeoczenie czy celowe działanie audytora? Żeby zgłębić temat porozmawialiśmy z biegłymi rewidentami na temat ich pracy. Sprawdziliśmy, jak dokładnie przebiega proces badania sprawozdania, jaki jest zakres jego odpowiedzialności i w końcu czy za popełnione błędy można dochodzić odszkodowania. Wnioski niestety nie ucieszą inwestorów. Okazuje się, że sumaryczne roszczenia wobec audytorów mogą być ograniczone do pojedynczych milionów złotych. Audytor ma dużą swobodę działania i wbrew temu co myśli większość inwestorów, nie sprawdza wszystkich „kwitów”. Za to z pozwami trzeba zaczekać na opinię Komisji Nadzoru Audytu (w skrócie KNA – organ przy Ministerstwie Finansów), Krajowej Komisji Nadzoru (KNN – organ Polskiej Izby Biegłych Rewidentów), lub prokuratury. Dalsze losy takiego pozwu są niestety mocno niepewne.
„Precedensowa sprawa”
Odpowiedzialność firmy audytorskiej podlega dwóm różnym reżimom prawnym. Z punktu widzenia obligatariuszy ważna jest odpowiedzialność deliktowa (art. 415 KC, art. 416 KC), czyli naprawienie wyrządzonej szkody. Za to odpowiedzialność kontraktową (art. 471 KC) może wykorzystać zarząd GetBacku – z racji nienależytego wykonania zobowiązania, w tym wypadku badania sprawozdania.
W polskim orzecznictwie sądowym nie było jeszcze sprawy przeciw audytorowi na skutek wydanej przez niego opinii do sprawozdania, ale skoro istnieje podstawa prawna, to skuteczne złożenie pozwu jest jak najbardziej możliwe. Takie stanowisko prezentują zapytani przez nas przedstawiciele czołowych kancelarii prawniczych.
– Co do zasady nie można wykluczyć odpowiedzialności biegłego rewidenta wobec osób trzecich. Podstawę do dochodzenia roszczeń odszkodowawczych można upatrywać w przepisach dotyczących odpowiedzialności deliktowej, w tym w szczególności w art. 415 kc, zgodnie z którym kto z winy swej wyrządził drugiemu szkodę, obowiązany jest do jej naprawienia – mówi radca prawny Rafał Szalc, partner zarządzający w kancelarii GSW Legal Grabarek, Szalc i Wspólnicy.
– Dotychczas nie było jeszcze przypadku wytoczenia powództwa przez obligatariuszy przeciwko firmie audytorskiej o naprawienie szkody spowodowanej wydaną przezeń opinią. Niemniej takie postępowanie, które oczywiście miałoby charakter precedensowy, w mojej ocenie jest jak najbardziej możliwe – mówi adwokat Michał Hajduk, właściciel kancelarii prawnej specjalizującej się m.in. dochodzeniu wierzytelności w postępowaniu upadłościowym, autor bloga www.wupadłości.pl.
Niestety, sama podstawa prawna, to nie wszystko. Żeby uzyskać odszkodowanie z odpowiedzialności deliktowej, poszkodowany musi wykazać przed sądem:
a) szkodę, czyli różnicę pomiędzy jej obecnym stanem majątku, a stanem jaki miałby miejsce gdyby nie doszło do działania lub zaniechania
b) zaistnienie zawinionego działania lub zaniechania sprawcy szkody
c) bezprawność działania lub zaniechania, gdyż czynem niedozwolonym stanowiącym podstawę roszczenia deliktowego może być tylko czyn naruszający obowiązujące normy postępowania
d)związek przyczynowy łączący szkodę i działanie lub zaniechanie powodujące szkodę.
Każdy z wymienionych obowiązków pozywającego dla osoby niebędącej prawnikiem na pierwszy rzut oka nie wydaje się rażący, ale jeśli się głębiej zastanowić i sięgnąć do źródeł prawnych, to nic nie jest oczywiste. Szkoda powstanie w chwili, gdy wierzytelność nie będzie mogła już być zaspokojona (w części lub w całości) z majątku, z którego można takie zaspokojenie uzyskać, co wymaga zwykle zakończenia postępowania sądowego (upadłościowego czy egzekucyjnego, a w wypadku GetBacku – przyspieszonego postępowania układowego). Problemy może stwarzać samo ustalenie wysokości i istnienia szkody, a to kwestia niebagatelna, jeśli chodzi o głosowanie nad układem. Obligatariusze muszą dobrze przemyśleć każdy ruch, jaki wykonają podczas głosowania, w szczególności w aspekcie konwersji wierzytelności na akcje spółki. Konsekwencje wyboru grupy będą nieodwracalne, co zresztą podkreślają przedstawiciele kancelarii prawnych.
– W wypadku, gdy wierzyciel wyrazi zgodę na konwersję wierzytelności z obligacji na akcje lub udziały emitenta, wówczas trudno mówić o powstaniu szkody. Wszystko zależy od przyjętego mechanizmu prawnego, ale należy zakładać, że obligatariusz utraci wówczas możliwość żądania od spółki świadczenia pieniężnego należnego przy wykupie obligacji – skoro przyjął inne świadczenie w miejsce spłaty kwot należnych z obligacji. Co do zasady nie będzie miał wówczas możliwości dochodzenia odszkodowania od rewidenta na zasadach omawianych powyżej.Należy pamiętać, że w wypadku postępowania restrukturyzacyjnego prawa obligatariuszy reprezentuje zwykle kurator, który przy zawieraniu układu głosuje sumą wierzytelności obligatariuszy objętych układem. Zgodnie z przepisami ustawy prawo restrukturyzacyjne, propozycje układowe określają sposób restrukturyzacji zobowiązań dłużnika, które mogą m.in. obejmować konwersję wierzytelności na udziały lub akcje. Jeżeli zatem doszłoby do przegłosowania układu zawierającego konwersję wierzytelności na udziały lub akcje emitenta, a więc de facto do przymusowej konwersji, stratę wierzyciela (różnicę pomiędzy wartością wierzytelności jaką posiadał wierzyciel a wartością prawa majątkowego jakie otrzymał w zamian) można zakwalifikować jako szkodę, naprawienia której może dochodzić na zasadach ogólnych. – uważa Rafał Szalc z kancelarii GSW Legal Grabarek, Szalc i Wspólnicy.
– W mojej ocenie konwersja wierzytelności na akcje spółki będzie wykluczać możliwość dochodzenia odszkodowania, o ile wartość objętych akcji będzie odpowiadać w pełni wartości nominalnej obligacji i niewypłaconych odsetek – mówi adwokat Michał Hajduk, właściciel kancelarii prawnej specjalizującej się m.in. dochodzeniu wierzytelności w postępowaniu upadłościowym, autor bloga www.wupadłości.pl.
Zgoda na konwersję oznaczać będzie brak możliwości wykazania przed sądem szkody w tym zakresie. Przy konwersji przymusowej problemem może stać się ustalenie wartości akcji, co wcale nie jest oczywiste na gruncie polskiego ustawodawstwa. Dla podmiotów notowanych będzie to prawdopodobnie średnia z wyceny rynkowej za okres 3 i 6 miesięcy, natomiast dla podmiotów nienotowanych potrzebna będzie opinia biegłego. Warto pamiętać, że umorzona część długu stanowić będzie zysk spółki, który pokryje niedobór kapitałów własnych, podobnie będzie wyglądać sprawa ze skonwertowanymi wierzytelnościami na akcje. Biegły sądowy powołany do wyceny może brać pod uwagę także inne parametry finansowe, jak wielkość przychodów, zyskowność, wielkość bazy danych itp.>> Dołącz do dyskusji na forumowym wątku dedykowanym obligacjom GetBack
Z kolejnym punktem, czyli udowodnieniem zaistnienia zawinionego działania, wcale nie jest łatwiej. Zgodnie z Ustawą o rachunkowości, celem badania sprawozdania finansowego jest wyrażenie przez biegłego rewidenta pisemnej opinii wraz z raportem o tym, czy sprawozdanie finansowe jest zgodne z zastosowanymi zasadami (polityką) rachunkowości oraz czy rzetelnie i jasno przedstawia sytuację majątkową i finansową, jak też wynik finansowy badanej jednostki. Osoba poszkodowana musiałaby wykazać w pierwszej kolejności, że badanie lub opinia biegłego rewidenta zostały sporządzone z naruszeniem powszechnie obowiązujących norm prawnych, czyli w sposób naruszający przepisy ustawy czy również określone ustawowo zasady rachunkowości. Co ciekawe, normami prawnymi wprost nie są standardy badania przyjęte przez Polską Izbę Biegłych Rewidentów, czy Międzynarodowe Standardy Badania. Nie oznacza to jednak, że nie da się na łamaniu tych standardów oprzeć pozwu.
– Co do zasady odpowiedzialność deliktowa pojawia się w wypadku naruszenia powszechnie obowiązujących norm postępowania (np. przepisów ustawy). Jak jednak stwierdził Sąd Najwyższy, naruszenie przez biegłego rewidenta zasad wykonywania zawodu określonych nie tylko ustawowo, ale też w tzw. normach deontologicznych (opracowanych przez Krajową Radę Biegłych Rewidentów na podstawie ustawowego upoważnienia) może być w określonych okolicznościach zakwalifikowane jako czyn niedozwolony, z uwagi na wykonywanie przez biegłego rewidenta zawodu zaufania publicznego (wyrok Sądu Najwyższego z 1 grudnia 2006 roku, I CSK 315/06) – wskazuje Rafał Szalc z GSW Legal.
Z oczywistych względów osoby poszkodowane nie są w stanie samodzielnie wykazać złamania standardów wykonywania badania przez biegłego rewidenta, bo musiałby mieć dostęp do dowodów z badania, a takowy posiadają w obecnej chwili tylko KNA, KNN i oczywiście prokuratura. Ze składaniem pozwów trzeba więc poczekać na zakończenie postępowań przez stosowne organy. Niestety, na pytanie o czas prowadzenia czynności sprawdzających organ przy Ministerstwie Sprawiedliwości odesłał do oficjalnego komunikatu, w której takiej informacji nie ma, natomiast KNN pozostawiła nas bez odpowiedzi, co już samo w sobie daje pewne świadectwo o Polskiej Izbie Biegłych Rewidentów – w tym aspekcie nie dziwią planowane zmiany, jeśli chodzi o ustawę o biegłych rewidentach.
W kolejnym kroku poszkodowany obligatariusz musiałby udowodnić normalny, adekwatny związek przyczynowo-skutkowy pomiędzy naruszeniem przepisów prawa (lub standardów badania) a szkodą. Choć każdemu poszkodowanemu wydaje się, że związek jest oczywisty, to z prawnego punktu wiedzenia tak zawsze być nie musi. Każdy przypadek powinien być rozstrzygany osobno i nie zawsze istnienie jakiegoś związku przyczynowo-skutkowego musi oznaczać, że ten związek jest adekwatnym i normalnym, od istnienia którego uzależniona jest odpowiedzialność odszkodowawcza. W tym miejscu warto oddać głos fachowcom:
– W naszej ocenie badając istnienie związku przyczynowo-skutkowego należałoby ocenić, czy błąd biegłego rewidenta miał wpływ na decyzję inwestycyjną co do nabycia papierów wartościowych spółki. Innymi słowy, czy błąd biegłego spowodował podjęcie takiej a nie innej decyzji inwestycyjnej, a gdyby biegły nie popełnił tego błędu, to czy inwestor podjąłby inną decyzję inwestycyjną. Dalej należałoby ocenić, czy błąd biegłego rewidenta miał związek z lub skutkował zaistnieniem szkody (np. powodem niewypłacalności czy upadłości badanego podmiotu). Można sobie bowiem wyobrazić sytuację, w której błąd biegłego rewidenta nie ma żadnego związku z częściową lub całkowitą niewypłacalnością spółki, która wynikła z innego zdarzenia, np. upadłości dłużnika/ów badanego podmiotu lub katastrofy związanej z działaniem żywiołów natury). W takiej sytuacji należałoby stwierdzić, że błąd biegłego nie ma związku z zaistnieniem szkody. Stąd w naszej ocenie dwa wskazane powyżej elementy związku przyczynowo-skutkowego muszą zaistnieć równocześnie. Opisane powyższej zasady odpowiedzialności odnoszą się do hipotetycznej sytuacji, a zatem możliwość dochodzenia tego rodzaju roszczeń powinna być zawsze przeanalizowana na gruncie danego stanu faktycznego. Nie można bowiem z góry założyć, że w każdym stanie faktycznym, w którym osoba trzecia poniesie szkodę w związku z inwestycją w papiery wartościowe danego emitenta, podejmując decyzję w oparciu np. o sprawozdanie finansowe danego emitenta, które zostało zbadane z naruszeniem obowiązujących norm, będzie istniała możliwość dochodzenia roszczeń w oparciu o art. 415 kc. Na końcu należy dodać, że związek przyczynowo-skutkowy musi być adekwatny, a zatem szkoda musi stanowić normalne następstwo popełnionego czynu– mówi radca prawny Rafał Szalc.
Na obligatariuszy chcących pozwać audytora czeka jeszcze jedna pułapka w postaci Ustawy o biegłych rewidentach. Zgodnie z art. 54 ust. 1 ustawy firma audytorska ponosi odpowiedzialność za szkodę spowodowaną swoim działaniem lub zaniechaniem, przy czym odpowiedzialność ta jest ograniczona dla tzw. jednostek zainteresowania publicznego (GetBack po upublicznieniu – raporty za 2017 r.) do niżej z kwot wynikających z 20-krotności wynagrodzenia ustalonego w umowie wykonania czynności rewizji finansowej lub 12 mln zł, natomiast dla jednostek inne niż jednostki zainteresowania publicznego (GetBack w 2016 r.) odszkodowanie nie może przekraczać mniejszej kwoty z 10-krotności wynagrodzenia lub 3 mln zł! Jeśli czytać zapis wprost, oznacza to, że audytor za badanie sprawozdania GetBacku w roku 2016 nie może ponieść odpowiedzialności większej niż 3 mln zł (przy założeniu, że działał nieumyślnie). W tej kwestii stanowiska prawników wydają się być nieco rozbieżne.
– Co istotne, nie ma żadnych ograniczeń, co do kwoty odszkodowania możliwej do zasądzenia z tytułu takiej odpowiedzialności. Przepisy art. 54 ustawy o biegłych rewidentach, firmach audytorskich oraz nadzorze publicznym określające wysokość potencjalnego maksymalnego odszkodowania odnoszą się bowiem wyłącznie do odpowiedzialności kontraktowej względem JZP i nie-JZP. Oznacza to, że każdy z obligatariuszy może dochodzić naprawienia szkody w pełnej wysokości – twierdzi Michał Hajduk.
– Przepis art. 54 ustawy o biegłych rewidentach, firmach audytorskich oraz nadzorze publicznym stanowi o odpowiedzialności firmy audytorskiej zarówno wobec jednostki badanej jak i wobec osób trzecich. Jak wyżej wskazano firma audytorska, co do zasady może zostać pociągnięta do odpowiedzialności przez podmiot badany jak i podmiot inny niż jej kontrahent, o ile szkodę poniesioną przez te podmioty oraz działanie (zaniechanie) firmy audytorskiej stanowiące działanie bezprawne (naruszenie przepisów prawa lub norm deontologicznych) łączy normalny, adekwatny związek przyczynowy. Mając na uwadze ratio legis art. 54 przywołanej ustawy, którym jest ochrona firm audytorskich przed nieograniczoną odpowiedzialnością, wydaje się, że limity odpowiedzialności wskazane w art. 54 ust. 2 ustawy odnoszą się do górnej wysokości odszkodowania, jakie należy się od firmy audytorskiej z tytułu jednego zdarzenia wywołującego szkodę. Oznacza to, że ogół poszkodowanych działaniem firmy audytorskiej będzie mógł domagać się odszkodowania, którego łączna kwota nie przekroczy limitów ujętych w art. 54 ust. 2 ustawy, niezależnie od reżimu odpowiedzialności firmy audytorskiej. Niemniej jednak w tym zakresie trudno znaleźć orzecznictwo lub stanowisko doktryny, które w sposób niepozostawiający wątpliwości potwierdziłoby powyższe zasady ograniczenia odpowiedzialności firmy audytorskiej. Wykładnia w tym zakresie będzie więc powstawać w toku ewentualnych przyszłych postępowań. – wywodzi radca prawny Rafał Szalc z kancelarii GSW Legal.
Trzeba jednak dodać, że ograniczenie odpowiedzialności nie dotyczy przypadków umyślnego naruszenia obowiązków zawodowych przez biegłego rewidenta. Wydaje się jednak, że nawet jeśli działanie miałoby charakter umyślny, to byłoby to trudne do udowodnienia.
Wygrać w sądzie to jedno, uzyskać pieniądze to drugie
Załóżmy, że poszkodowany obligatariusz wygra, a sąd uzna, że ograniczenie z art. 54 ustawy o biegłych rewidentach dotyczy tylko odpowiedzialności kontraktowej. Wówczas problemem w uzyskaniu odszkodowania może okazać się struktura kapitałowa dużych marek audytorskich w Polsce. Utarło się, że mówimy o „Wielkiej Czwórce”, a tak naprawdę pod marką audytora działa wiele podmiotów, z których każdy jest odrębnym bytem prawnym. W Polsce pod marką Deloitte działa 15 spółek, przy czym spółki te nie muszą utrzymywać kapitałów i zgodnie z KSH wypłacają sowite dywidendy swoim akcjonariuszom. Rewident GetBacka (ale także Orlenu!), czyli Deloitte Polska Sp. z o.o. sp.k., na koniec 2017 r. miał kapitał własny na poziomie 0,47 mln zł., choć w 2017 miał 154 mln zł przychodów i prawie 31 mln zł zysku netto. Spółka na bieżąco wypłaca zaliczki na poczet dywidendy (większość dużych marek działa na podobnej zasadzie, ale nie wszyscy mają tak niskie kapitały. Audytujący Lotosa Ernst&Young Audyt Polska Sp. z o.o. sp.k. na koniec czerwca 2018 r. posiadał kapitał własny na poziomie 24 mln zł.) Biorąc pod uwagę, że poszczególne roszczenia pojedynczych obligatariuszy idą w setki tysięcy złotych, to kapitału wystarczyłoby tylko dla paru osób, a przecież w obligacjach GetBacku utopiono grubo ponad 2 mld zł.
Teoretycznie ustawa o biegłych rewidentach nakłada na audytorów obowiązek ubezpieczenia, a wysokość sumy ubezpieczenia określa Ministerstwo Finansów. Zgodnie z decyzją z 7 listopada 2017 r. suma ta wynosi… 400 tys. euro, czyli niecałe 2 mln zł.
Mamy więc do czynienia z sytuacją w rodzaju „kto pierwszy ten lepszy”. Im więcej osób chciałoby pociągnąć audytora do odpowiedzialności, tym mniejsza szansa na zaspokojenie roszczenia. Co więcej, sam GetBack prawdopodobnie jest w stanie wykorzystać pulę ubezpieczenia. Mówimy oczywiście o minimalnej sumie gwarancyjnej, a Deloitte może mieć ubezpieczenie znacznie wyższe. Niestety, audytor odmówił ujawnienia wysokości sumy ubezpieczenia, powołując się na tajemnicę handlową. Możemy się tylko domyślać, że suma ubezpieczenia jest wyższa niż deklarowana choćby ze względu na pozwy za działalność inną niż rewizja finansowa. Trzeba pamiętać, że przychody z badania sprawozdań to mała cząstka biznesu i wykonywana raczej jako forma promocji marki niż dla faktycznego zarobku. Biznes takich spółek jak Deloitte, EY, KPMG czy PwC jest w doradztwie finansowym czy podatkowym. Wysokość kapitałów i ograniczenia ustawowe wyglądają bardzo mizernie, ale należy pamiętać, że marka Deloitte też ma swoją wartość. Rozdmuchanie sprawy ewentualnej upadłości spółki działającej pod prestiżową marką naraziłoby ją na ogromne straty reputacyjne. Wydaje się, że centrala w Londynie nie chciałaby dopuścić do takiego stanu i skłonna byłaby wyłożyć większe kwoty, niż tylko wynikające z ubezpieczenia czy kapitałów spółki audytorskiej. Tezę tą podsycają rynkowe plotki – ze źródeł zbliżonych do spółki wiadomo, że sprawą GetBacku zajmuje się już kierownictwo w Londynie, a nie zarząd w Warszawie.
Błąd systemu, błąd audytora, czy celowe działanie?
W temacie nieprawidłowości w sprawozdaniach GetBack milczą KNA oraz KNN. Największą niewyjaśnioną pozostają obligacje z opcją put. Postanowiliśmy sprawdzić, czy możliwe jest przeoczenie długu z opcją natychmiastowego wykupu oraz pominięcie ujawnienia w zakresie przychodów i zysków z obrotu portfelami wierzytelności. W tym celu dokonaliśmy przeglądu/analizy standardów rewizji finansowej i porozmawialiśmy z osobami z branży, które postanowiły pozostać anonimowe.
Wiele osób będzie zdziwionych, ale audytor to nie odpowiednik prokuratora. Pracę rewidentów regulują Międzynarodowe Standardy Badania (MSB), Krajowe Standardy Rewizji Finansowej (KSRF) oraz Ustawa o biegłych rewidentach, firmach audytorskich oraz nadzorze publicznym. Według KSRF 200, podstawą do wyrażenia opinii przez biegłego rewidenta (wymóg taki zawierają MSB) jest uzyskanie wystarczającej pewności, że sprawozdania finansowe jako całość nie zawierają istotnego zniekształcenia niezależnie od tego, czy zostało ono spowodowane błędem czy oszustwem. Wystarczająca pewność oznacza wysoki poziom pewności, ale nie oznacza jednak pewności absolutnej, ponieważ istnieją nieunikalne ograniczenia badania. Wystarczającą pewność uzyskuje się wtedy, gdy biegły rewident zgromadził wystarczające i odpowiednie dowody badania zmniejszające ryzyko wyrażenia niewłaściwej opinii w wypadku, gdy sprawozdania finansowe zawierają istotne zniekształcenia.
Według standardu, audytor posiada ograniczenia, które wynikają między innymi z „potrzeby przeprowadzenia badania przez racjonalny czas po rozsądnych kosztach”. Z tego powodu, wbrew obiegowej opinii, audytor nie przegląda wszystkich dokumentów, a bada je w dużej mierze wyrywkowo przez próbkowanie – to jest standard pracy. Biegły rewident powinien w pierwszej kolejności zaplanować badanie i procedury kontrolne tak, aby zminimalizować ryzyka. W tym celu oczekuje się, że dzięki poznaniu spółki i jej środowiska, a także kontroli wewnętrznej rozpozna i oceni miejsca powstania ryzyka istotnego zniekształcenia spowodowanego błędem lub oszustwem. Na podstawie tego osądu zaprojektuje badanie tak, aby zgromadzić wystarczające dowody na temat ewentualnych zniekształceń, przy czym powinien alokować największe zasoby i wysiłki na obszary w których może dojść do spodziewanego istnego zniekształcenia. W praktyce oznacza to, że wszystkie duże transakcje i pozycje badane są każda z osobna w całości, zbiór średnich ale liczących się jest próbkowany, a efekt badania próbki jest ekstrapolowany na całość zbioru. Natomiast transakcje, które nie mają szansy dokonać istotnego zniekształcenia są w zasadzie pomijalne. W wypadku GetBacku mieliśmy do czynienia z wieloma emisjami obligacji o stosunkowo małych wartościach. Możliwe zatem, że część z emisji z opcją put mogła nie zostać zbadana, bo nie przekroczyła progu istotności, albo nie znalazła się w badanej próbce. Dodatkowo w 2016 r. takich emisji było niewiele, a należy pamiętać, że pełnemu badaniu poddawane są w zasadzie tylko roczne sprawozdania – półroczne (nieobowiązkowo czasem także kwartalne) są jedynie przeglądane. Tym niemniej nie jest wykluczone, że procedury kontrolne zostały źle zaplanowane, albo biegły nie wykazał się odpowiednim sceptycyzmem. Tego dowiemy się ewentualnie z postępowania KNN pod nadzorem KNA.
Opinie dwóch audytorów, z którymi rozmawiałem, na temat tego czy mogło dojść do nie wykrycia przy prawidłowej procedurze i odpowiednim sceptycyzmie, są rozbieżne. Ale żeby wyrazić pogląd ostateczny trzeba by mieć dostęp do pełnych danych. Warto także wyjaśnić czym jest wspomniana wielokrotnie istotność. Zasadniczo zniekształcenia, w tym pominięcia, są uznawane za istotne, jeżeli pojedynczo lub łącznie można je zasadnie uznać za wpływające na decyzje gospodarcze użytkowników podejmowane na podstawie badanych sprawozdań finansowych. Osądy na temat istotności są formułowane w świetle występujących w danej spółce okoliczności i wpływa na nie sposób postrzegania przez biegłego rewidenta potrzeb informacyjnych użytkowników sprawozdań finansowych oraz wielkość i rodzaj zniekształcenia lub połączenie tych dwóch czynników, przy czym jako odbiorców rozumie się grupę, a nie potrzeby poszczególnych jednostek.
W kontekście obrotu portfelami warto także przywołać KSRF320, a konkretnie pkt.10.
Ustalając ogólną strategię badania, biegły rewident wyznacza istotność dla sprawozdań finansowych jako całości. Jeżeli we właściwych dla danej jednostki warunkach występuje jedna lub więcej określonych grup transakcji, sald kont lub ujawnień, których zniekształcenie w kwocie niższej niż istotność wyznaczona dla sprawozdań finansowych jako całości może być racjonalnie uznane za wpływające na decyzje gospodarcze użytkowników podejmowane na podstawie sprawozdań finansowych, to biegły rewident wyznacza również odpowiedni poziom lub poziomy istotności dla tych określonych grup transakcji, sald kont lub ujawnień.
I znów stanowiska rozmówców są nieco rozbieżne, lub mniej kategoryczne. Jeden z nich twierdzi, że ze względu na udział w zysku netto (istotność) stosowna nota podziału przychodów powinna się w sprawozdaniu znaleźć (biegły mógł to zasugerować, bo sprawozdanie de facto sporządza zarząd) lub o tej kwestii należało poinformować w opinii z badania. Za to drugi zauważa, że jeśli nie były to pojedyncze transakcje, a wręcz rodzaj prowadzonej działalności, do takiego ujawnienia biegły nie musiał być zobligowany. Problem w tym, że z poziomu użytkownika sprawozdań nie sposób stwierdzić, ile tych transakcji było i jaki dokładnie miały charakter. Co więcej, biegły na skutek działalności przestępczej może zostać „ograny” przez zarząd i pozostaje to w zasadzie w zgodzie ze standardami badania – poniżej fragment KSRF200
– z oszustwem może się wiązać wyrafinowany, starannie zorganizowany plan jego ukrycia. Dlatego procedury badania stosowane do uzyskania dowodów badania mogą nie być skuteczne do wykrywania zamierzonych zniekształceń spowodowanych na przykład zmową dotyczącą fałszowania dokumentów; może to prowadzić biegłego rewidenta do przekonania, że dowody badania są poprawne, podczas gdy nie są. Biegły rewident nie jest ani przeszkolony, ani nie oczekuje się od niego, aby był ekspertem w dziedzinie oceny autentyczności dokumentów,
– badanie nie jest oficjalnym dochodzeniem w sprawie domniemanego nieuczciwego postępowania. Dlatego biegły rewident nie posiada specjalnych prawnych pełnomocnictw, takich jak uprawnienie do przeszukiwań, które mogą być konieczne w przypadku takiego dochodzenia.
Badanie sprawozdania biegłego zależy bardzo mocno od jego osądów i opinii. Czy formalnie jest się do czego przyczepić, wyjdzie dopiero po kontroli stosownych instytucji, w szczególności dokumentów wytworzonych podczas badania. Choć niektórym może się wydawać, że odpowiedzialność biegłego za sytuację w GetBacku jest oczywista, to wcale tak być nie musi. Przed obligatariuszami jak widać trudna i kręta droga z nieoczywistym finałem, za to z pewnością z dużymi kosztami do poniesienia. Teoretycznie koszty można próbować zmniejszyć za pomocą pozwu grupowego, ale im większa kwota roszczenia, tym mocniej może się objawić problem ustawowego ograniczenia odpowiedzialności czy sumy gwarancyjnej ubezpieczenia. Natomiast jedno jest pewne, już w tej chwili – chcąc zapewnić sobie możliwość dochodzenia roszczeń od audytora – trzeba mądrze wybrać strategię głosowania na zgromadzeniu wierzycieli.