Source: http://czasopismo.legeartis.org/2016/12/linkowanie-naruszenie-praw-do-wizerunku.html
Timestamp: 2018-10-19 07:47:37+00:00
Document Index: 83310607

Matched Legal Cases: ['art. 448', 'art. 83', 'art. 78', 'art. 81', 'art. 448', 'art. 81', 'art.\n8']

Czy linkowanie jest naruszeniem praw do wizerunku?
Ciekawe: gdybym chciał oceniać ważkość tego co tu robię, czy powinienem oceniać to liczbą pretensji i wezwań do zaprzestania? Jeśli tak to słabo, bo właściwie od serialu pt. Authalia chyba nikt już nie pisze, nie żąda, nie zapowiada.
Jak jednak mierzyć zatem ważkość — jeśli wezwanie jest kulą w płot?
To jest właśnie wizerunek. Możecie linkować — to na pewno nie będzie rozpowszechnienie wizerunku (fot. Magdalena Rudak, CC-BY-SA 3.0)
Oto otrzymałem dziś podpisane przez adwokata (nazwisko do wiadomości redakcji) wezwanie do zaprzestania naruszenia dóbr osobowych (dobrego imienia, czci i wizerunku) jego klienta (nazwisko do wiadomości redakcji).
Poszło o to, że w jednym z moich tekstów linkuję do portalu, w którym wprawdzie pisze się o tym samym — ale traf chce, że artykuł w portalu zilustrowany jest zdjęciem, na którym pokazany jest ów klient.
Tekst mówi o zatrzymaniu osób podejrzanych o pewne przestępstwa — traf chciał, że klient tego samego dnia chyba też został zatrzymany, stąd dość wymowne ujęcie: prowadzony przez policjantów, dłonie splecione z przodu (chyba skuty), czarny pasek na oczach. Adwokat pisze, że wcale nie był zatrzymany do tej sprawy, zatem „sfotografowany przypadkowo” i „w wyniku pomyłki reporterów” — jego podobizna trafiła na łamy prasy w zupełnie innym kontekście. W tekście nie ma nazwiska tego człowieka, a zdjęcie, jak to zdjęcie — szczupły łysiejący gość w czarnej (chyba ortalionowej) kurtce, pod kurtką sweter.
Dla objaśnienia logika jest następująca: fotoreporter przypadkowo sfotografował nie tę co trzeba osobę doprowadzaną do sądu — fotoedytor nałożył na twarz czarny pasek — redaktor w portalu puścił to w tekście o innej sprawie — ja podlinkowałem ten tekst.
A ponieważ klient „jest osobą powszechnie znaną, ponieważ prowadzi działalność gospodarczą w [tej miejscowości] i z jego usług korzystają klienci z terenu całej Polski” (to jest akurat niemożliwe, w myśl informacji w CEIDG rzekomo pokrzywdzony prowadzi działalność gospodarczą wyłącznie w zakresie PKD 45.20.Z — siłą rzeczy to nie jest branża „ogólnopolska”) — w dodatku nadal ma ten sam sweter, który miał wówczas (do wezwania dołączony jest wydruk zdjęcia, na zdjęciu mężczyzna w kurtce chyba skórzanej i swetrze) — to „Mocodawca czuje się ogromnie poniżony i upokorzony” przez moją publikację.
Jeszcze raz: zdjęcie człowieka z czarnym paskiem na oczach — opublikowane w dużym portalu — linkuję do tamtego tekstu — oczywiście ani w portalu, ani u mnie nie pada żadne nazwisko — mój link narusza dobra osobiste — zaś fakt, że publikacja ma miejsce w internecie sprawia, że „naruszenie dóbr osobistych jest jeszcze bardziej dolegliwe”.
Co w związku z tym? Oczywiście dwie rzeczy: po pierwsze zaprzestać „publikacji wizerunku”. Wizerunku, którego nigdy nie rozpowszechniałem, ale linkować — niezależnie od tego co uczynił ów człowiek, że był doprowadzany przez policję do sądu, taki link nie jest dla mnie kluczowy (niezależnie od tego czy krzywdzące dlań mogłoby być powiązanie z opisywanym tematem — zaprzestałem.
Po drugie: zapłacić 20 tys. złotych „wraz z należnymi odsetkami ustawowymi za opóźnienie”, a to w terminie 14 dni od daty niniejszego wezwania.
Co ja o tym wszystkim myślę? Będzie w punktach:
w tamtym portalu nie doszło do rozpowszechnienia wizerunku — zdjęcie doprowadzanego przez policję ma czarny pasek na oczach;
sweter (a może i kurtka) to nie wizerunek — owszem, w orzecznictwie mówi się, że cechy charakterystyczne jednostki mogą wynikać z jej stroju, przy czym ten strój musi być… charakterystyczny. Nadal nosić ten sam sweter to za mało;
czy podlinkowanie tekstu, w którym — niechby i doszło do rozpowszechnienia wizerunku — jest rozpowszechnieniem wizerunku? to jest akurat pytanie mocno retoryczne;
czy zatem odnośnik do tekstu, w którym nie doszło do rozpowszechnienia wizerunku — może naruszać prawa do tego wizerunku (a także do czci i dobrego imienia)? to także pytanie retoryczne;
naruszenie dobrego imienia wymaga… owego imienia. Niezależnie od tego czy tamten portal puścił zdjęcie przez omyłkę, nazwisko klienta nie pojawia się ani u nich, ani u mnie. Nie można naruszyć dobrego imienia osoby, która nie jest w żaden sposób w materiale prasowym wzmiankowana (a co najwyżej po swetrze i posturze mogą poznać ją znajomi);
czy za takie nie-naruszenie nie-wizerunku można żądać 20 tys. złotych? owszem, można, ale trzeba liczyć się z konsekwencjami: zadośćuczynienie z art. 448 kc wymaga wykazania winy, podobnie zresztą art. 83 w zw. z art. 78 ust. 1 pr.aut. — resztę można sobie dośpiewać;
co z tymi odsetkami? 20 tys. złotych brzmi fajnie, ale jak mam policzyć „odsetki ustawowe za opóźnienie” — wezwanie ma datę 2 grudnia 2016 r., doręczonego zostało dziś (poleconym nie-ZPO) — czy już jestem w zwłoce, czy jednak będę dopiero przed samą Wigilią?
O rozwoju wypadków rzecz jasna będę informował. Ponoć ma być pozew, wówczas będę informował ze szczegółami.
Tags: art. 81 pr.aut. blogosfera ogłoszenie parafialne wizerunek
← O tym czy zadośćuczynienie za rozpowszechnienie wizerunku w portalu plotkarskim należy się „za rozpowszechnienie” — czy też może jednak za krzywdę (jak w art. 448 kc)
Rozpowszechnienie wizerunku a szczegół całości (art. 81 ust. 2 pkt 2 pr.aut.) →
47 comments for “Czy linkowanie do zdjęcia — które nie pokazuje wizerunku — jest naruszeniem praw do wizerunku?”
„klient tego samego chyba też został zatrzymany” ?
Dnia — dzięki :) prowadzili jego i tamtych, robili zdjęcia temu — zamiast tamtych :)
7 grudnia 2016 at 19:03
chyba zaczynam mieć nowy sport ;)
Dzięki — nie stać mnie na korektę, a nadal nie mam nawyku czytania tego, co sam piszę :)
8 grudnia 2016 at 13:21
Proszę się nie bać. To i tak mogłoby się zgubić, bo przecież w głowie wie się, co chciało się napisać. A, że palce nie wyłapały, coś zmieniły, coś przekręciły.
Trudna jest sztuka skupienia na tekstów własnych czytaniu.
http://img.cinemablend.com/cb/d/2/2/1/4/7/d22147c71c1e53d6f3344a0f8709c4023b59653e6f5fed733f333a83b19b6ac7.jpg
8 grudnia 2016 at 13:27
jak już, to „skupienia na tekstów czytaniu własnych jest trudna sztuka”
nigdy nie badałęm syntaksu języka Yody.
A nie powinien czasownik iść na końcu?
Skromności za wiele w sobie mam. Dużo wątków w rękawie; za szybko słowa na klawiaturę przelewam. Wracać do tego co już napisane nie lubię.
7 grudnia 2016 at 18:30
ROTFL! Jeśli nawet ów klient poczuł, że link narusza jego wizerunek to dlaczego leci od razu z grubej rury? Gdzie wcześniejszy list z prośbą (a niechby wezwaniem) do zaprzestania linkowania? No i w jaki sposób wykaże współmierność żądanego odszkodowania do teoretycznej szkody? Jestem ciekaw rozwoju wypadków.
Koszty sławy :)
A jak dzwonili, żebym zatańczył na lodzie, to akurat byłem na lodach, kurtka jego wodna :)
Co do tego PKD to nie byłbym taki pewny, że to może być tylko lokalna działalność. Może bardzo dobrze robić coś konkretnego i mieć klientów z całej Polski.
7 grudnia 2016 at 20:03
No fakt, dobry magik od Citroena zawieszenia pneu dużo wart.
8 grudnia 2016 at 13:26
Trochę paradne. Ale tak to jest, klient przychodzi – pełnomocnik pisze. A, że niektórzy nie mają refleksji, że nie wszyscy boją się mecenasa, to już inna sprawa, ergo, nie wszystko co napiszą, mając na uwadze reputację o nich jako profesjonalnych pełnomocnikach, powinno być przez nich podpisane, bo czasem żądania są oparte na żądaniu i chceniu, ale nie na poprawnie interpretowanych przepisach.
Swoją drogą czemu tylko 20 tys. zł a nie 120 tys. funtów?
Ciekawe czy mecenas powiedział klientowi, że to jest wierutna bzdura. Bo wiadomo, że na końcu jedyny tak czy inaczej wygrany to pełnomocnik (koszty płaci klient, a mecenas wynagrodzenie i tak ma).
Chociaż czy w takim przypadku można mówić o zachowaniu należytej staranności?
8 grudnia 2016 at 14:42
Ale gorzej jeśli Pan/Pani mecenas pisał tak sam z siebie, wierząc mocno i gorliwie w to co pisze – wtedy może być i wezwania do zapłaty i grożenie sądem RedNaczowi za słowa powyżej.
(oczywiście kierując się logiką: nawet jeśli nie wiadomo o kim mowa, bo nazwisko, ni inicjały nie padają, nie pada też odwołanie do wzmiankowanego tekstu, gdzie był link ze zanonimizowanym wizerunkiem nienazwanego, to przecież wiadomo o co chodzi a zatem, że ten ostatni jest reprezentowany przez tą/tego mecenasa, a więc: wyskakuj z kasy).
och, ach, ktoś poczytał o blogu jako funduszu na starość i się połasił?
ale bloga to chyba jednak nie czytał, inaczej by nie wysyłał takiej bezczelnej próby wyłudzenia
LOL :) to miał być mój fundusz, nie sposób na transfer środków ode mnie to nie-czytelników :)
9 grudnia 2016 at 19:51
> O rozwoju wypadków rzecz jasna będę informował.
> Ponoć ma być pozew, wówczas będę informował ze szczegółami.
To „wówczas będę informował ze szczegółami” może zostać zrozumiane jak zakamuflowana groźba ;)
9 grudnia 2016 at 20:20
No nie: „informował” to informował — nie będę gdzieś tam jeździł z imitacją kija bejsbolowego ;-)
10 grudnia 2016 at 10:50
A bez imitacji będziesz jeździł? ;-)
10 grudnia 2016 at 02:23
Usuwając link pakujesz się w inne kłopoty.
Weźmy choćby to samo prawo autorskie, które z jednej strony chroni wizerunek, a z drugiej strony wymaga podawania źródła cytatu. Cytowałeś tekst, to podaj link do źródła.
Streszczałeś artykuł – też wskaż źródło, aby nie było wątpliwości, że podajesz fakty, a nie wprowadzasz w błąd czy dopuszczasz się pomówienia…
I na koniec smutna uwaga – w takich przypadkach pozostaje mniejsze zło, czyli serwisy skracania linków.
Ale w tekście nie było cytatu, więc usuwając odnośnik nie urągam przepisom o dozwolonym użytku.
Warstwa informacyjna na szczęście jest nieźle udokumentowana w różnych mediach, por.:
LOL, uważaj, bo się w tamtym wątku wypowiadałeś ;-)
http://disq.us/p/u41l6w
A, to ten przypadek „firmy pożyczkowej”. Tu faktycznie można było skorzystać z innego źródła, bo referowałeś sprawę, a nie konkretny tekst.
To oczywiście nie zmienia faktu, że postępowanie adwokata jest nielogiczne, bo powinien domagać się usunięcia u źródła.
10 grudnia 2016 at 14:43
Raczej bowiem nie o logikę ale — jeśli już — o pieniądze chodzi.
10 grudnia 2016 at 15:35
W takim razie wypadałoby wytłumaczyć mechanikowi, że powinien oskarżyć adwokata o działanie na szkodę klienta…
Tożsamość łatwo wyjaśnić: nawet jeśli by mnie przymkli do sprawy o włamy na działkach, nie chciałbym być łączony, choćby przez przypadek, z masowymi wyłudzeniami. Zwłaszcza gdybym był niewinny w tej sprawie działek.
Cała reszta się być może okaże.
gdybym był niewinny w tej sprawie działek.Niewinny, bo to nie on się włamywał, tylko do niego się włamywali? Do dziupli na działce? I na wszelki wypadek woli pozostać w cieniu, aby ktoś tej dziupli nie skojarzył? ;-P
13 grudnia 2016 at 08:10
Nawet zdjęcie ilustracyjne zmieniono. Olaboga i macarena!
Nie trzeba podawać linku tylko źródło, np. pod tekstem. Źródłem może być link, który z kolei stanie się bezużyteczny gdy np. źródło usunie artykuł. Pytanie co wtedy z naszym artykułem? Nieprawdziwy się przez to nie staje, ale formalnie się zdezaktualizował, bo już brak źródła.
Same kłopoty z tymi internetami. ;-)
10 grudnia 2016 at 14:37
Właśnie dlatego serwisy skracania linków nazywam mniejszym złem, bo ukrywając wszystkie dane o źródle są tylko nieco gorsze od braku źródła.
Teoretycznie należałoby archiwizować artykuły w wersjach, do których się odniesiono, bo oprócz przeniesienie czy usunięcia tekstu źródłowego możemy spotkać się z jego zmianami, które zupełnie zmieniają sens.
Praktycznie wypadałoby podawać autora, tytuł, link i jego datowanie (z godziną i minutami, bo to może być istotne przy treściach bieżących).
I tak to się teraz robi w przypadku naprawdę poważnych publikacji.
Cóż, jak się chce coś robić faktycznie poważnie, to bez wersjonowania i systemu zarządzania treścią ani rusz. Nie musi być od razu Media Wiki…
No nie, miałem na myśli np. publikacje naukawe, w których są przypisy do internetów.
Aczkolwiek jeśli się publikuje w sieci i ma różne „skarbczyki na boku”, to zawsze jest łatwiej, z tym, że wówczas człowiek by dodatkowe 100% czasu poświęcał na dokumentację.
10 grudnia 2016 at 21:51
Ależ właśnie od tego ma być CMS, aby robić takie rzeczy kilkoma kliknięciami, a nie marnować czasu na robótki ręczne.
13 grudnia 2016 at 04:33
więc uważa pan że numer PKD świadczy o zasięgu mojej działalności?
proszę poszukać 2-go zakładu w kraju który zajmuje się naprawą i regeneracją samochodowych
sterowników hydraulicznych oprócz mnie jest jeszcze jeden taki zakład
i nie piszę o zawieszeniu w cytrynce tyko o sterowniku do automatycznej skrzyni biegów
polecam forum Porsche, Tuareg ,audi Q7 i wiele innych
— w dodatku nadal ma ten sam sweter, który miał wówczas???
przepraszam co w tym złego
sweter (a może i kurtka) to nie wizerunek -zgadzam się w 100 procentach
jednak wielu znajomych rozpoznało mnie
nie sweter czy kurtkę
a czarny pasek nie zasłaniał twarzy
a co do pozwu będzie napewno
niech sąd oceni jak to jest z tym wizerunkiem
13 grudnia 2016 at 07:45
Mając na uwadze szybkość działania polskich sądów i prawo do odwoływania się od wyroków sądów pierwszej instancji, na wyrok trochę poczekamy, ale będzie to niewątpliwie interesująca sprawa. Długotrwałość będzie też oznaczać, że poniesione koszty trochę wyniosą, ale to już inna sprawa.
Na marginesie: teraz sam Pan próbuje dookreślić samego siebie, żeby inni – zainteresowani – mogli łatwiej dowiedzieć się o kogo chodzi.
13 grudnia 2016 at 10:00
No to jeszcze raz proszę przeanalizować gdzie Pan widział te zdjęcia (i czy nie widział Pan na nich czarnego paska).
PS i proszę tu nie robić sobie reklamy regeneracji sterowników, bo za reklamę — także wizerunkową — się płaci.
13 grudnia 2016 at 10:14
Warto też pozwać Google (i usługodawców innych wyszukiwarek, m.in. Bing, DuckDuckGo, etc.), ponieważ też linkują do tamtego tekstu.
ehm, rozumiem, że ten nieszczęsny sweter był szyty na miarę przez krawca, więc drugiego egzemplarza nie ma, a pan się pojawił w nim wcześniej w żurnalu i stąd można pana znaną postać rozpoznać?
nadal nie wiem ktoś zacz, ale wiem gdzie nie będę naprawiał sterownika do automatycznej skrzyni biegów…. takżeś się pan sam tu zareklamował „przed milionami słuchaczy” ;-)
13 grudnia 2016 at 10:52
A, to już inna sprawa i słuszność. Pan się nam tutaj zareklamował, a przynajmniej taka jest moja opinia, jako w-ogóle-nie-bez-problemowy-kontrahent. Czyli nawet jeśli kiedyś być planował mieć Porsche, Tuareg ,audi Q7 i wiele innych i pojawiłby się problem ze sterownikiem do automatycznej skrzyni biegów, to będę wiedział, gdzie nie oddawać swojego Porsche, Tuareg ,audi Q7 i wiele innych.
13 grudnia 2016 at 11:20
Jeżeli ktoś jest na zdjęciu rozpoznawalny, to na mój chłopski rozum jest to wizerunek. Tylko dlaczego skoro kowal zawinił, chcesz wieszać Cygana?
13 grudnia 2016 at 11:23
Problem zawsze polega na tym, że jeśli ktoś Cię dobrze zna — sylwetka, uczesanie, etc. — to przecież rozpozna Cię nawet od tyłu.
Jest wizerunek? Nie ma wizerunku.
Tak będziemy musieli poczekać
zaoszczędziłem na sweterkach
więc poradzę sobie :-)
Proszę, proszę, głupia sprawa, a idzie swoista reklama czasopisma – tekst w dzisiejszym DGP.
Dzięki za przypomnienie, muszę skoczyć do kiosku — w sieci jest fragment:
http://prawo.gazetaprawna.pl/artykuly/1003592,link-ktory-poniza-i-upokarza.html