Source: https://www.autowcentrum.pl/blog/post/kilka-faktow-na-temat-przejsc-dla-pieszych-o,37127/
Timestamp: 2020-02-26 19:02:14+00:00
Document Index: 79867038

Matched Legal Cases: ['Art. 21', 'art. 20', 'art. 20', 'Art. 148', 'Art. 177', 'Art. 148']

paweldejko - Kilka faktów na temat przejść dla pieszych, o których (być może) nie wiedziałeś • Blog kierowcy • autoWcentrum.pl
Tutaj jesteś: Społeczność » Blogi » Blog kierowcy paweldejko » Kilka faktów na temat przejść dla pieszych, o których (być może) nie wiedziałeś
Blog odwiedzono 495 razy
Zacznijmy może od podstawowych definicji, które jak się okazuje, nie wszystkim są znane:
- przejście dla pieszych – powierzchnia jezdni przeznaczona do przechodzenia przez pieszych, oznaczona odpowiednimi znakami drogowymi.
- jezdnia – część drogi przeznaczona do ruchu pojazdów.
Zgodnie z ustawą Prawo o Ruchu drogowym, przejście to ten fragment jezdni (przeważnie asfaltowej), na którym namalowany jest znak poziomy P-10 (potocznie: zebra). Tylko to co jest na jezdni jest przejściem. Nie wysepki, ani nie chodnik przylegający do przejścia.
- ustąpienie pierwszeństwa (w kontekście ruchu pieszych) – powstrzymanie się od ruchu, jeśli ruch mógłby zmusić pieszego do zatrzymania się, zwolnienia kroku lub do przyspieszenia kroku.
- umożliwić – w kontekście ruchu pieszych, stworzyć warunki sprzyjające bezpiecznemu skorzystaniu z przejścia dla pieszych.
Następnie w jakiej konfiguracji może być pieszy względem przejścia... Rozrysowałem to na rysunku 1. I tak:
Pieszy oznaczony numerem jeden, jest to pieszy znajdujący się na przejściu. Zgodnie z przepisami w Polsce, kierujący pojazdem obowiązany jest ustąpić pierwszeństwa pieszemu, który znajduje się na przejściu dla pieszych. Prawdopodobnie wielu tym zaskoczę, ale pierwszeństwo dla pieszych na przejściu wcale nie jest oczywistą oczywistością w tzw. „cywilizowanych krajach”. Piesi znajdujący się na pasach w krajach takich jak Austria, Bułgaria, Czechy, Dania, Niemcy czy Słowenia nie mają pierwszeństwa przed pojazdami. Przepisy po prostu nie wymagają od kierujących ustąpienia pierwszeństwa pieszym. W krajach tych kierujący mają jedynie obowiązek umożliwić pieszym bezpieczne i nieskrępowane skorzystanie z przejścia. Ba – pierwszeństwo pieszych znajdujących się na pasach nie wynika nawet z treści Konwencji wiedeńskiej o ruchu drogowym. Art. 21 Konwencji ma następującą treść:
Ani słowa o pierwszeństwie pieszych, a jedynie zalecenia dotyczące stylu jazdy, nienarażającego na niebezpieczeństwo pieszych znajdujących się na przejściu lub wchodzących na nie. Że to bez większej różnicy? Ano nie. Nieustąpienie pierwszeństwa przejazdu to wykroczenie. Jeśli w związku z naszą jazdą pieszy musi powstrzymać się od ruchu, zwolnić kroku lub zatrzymać się – zostajemy ukarani mandatem (nawet jeśli nie wywołało to żadnych innych skutków). W przypadku gdy mamy obowiązek tylko umożliwić mu przejście, ukarani zostaniemy za zaniechanie (w praktyce doprowadzające do kolizji), a nie za to, że pieszy musiał zwolnić kroku. Coś jak z pojazdami uprzywilejowanymi. Nie muszą ustępować pierwszeństwa, ale jak w wyniku nieustąpienia dojdzie do kolizji, winą obciążony zostanie kierujący pojazdem uprzywilejowanym. Inni kierujący odpowiedzą za nieustąpienie pierwszeństwa nawet jeśli nie spowodowało ono zagrożenia w ruchu drogowym.
Pieszy oznaczony numerem dwa, to pieszy wchodzący na przejście. Niektórzy debatują, czy w Polsce poza koniecznością ustąpienia pierwszeństwa pieszym znajdującym się na przejściu, powinna znaleźć się w przepisach konieczność ustąpienia pierwszeństwa również pieszym wchodzącym na przejście. Moim zdaniem jest to dyskusja bezprzedmiotowa. W którym momencie pieszy wchodzi na przejście, a w którym już się na nim znajduje? Patrząc od strony czysto fizycznej, jeśli pieszy postawi nogę na przejściu i przeniesie na nią ciężar ciała – znajduje się na przejściu, a wtedy kierujący mają obowiązek ustąpić mu pierwszeństwa. Więc stan prawny w Polsce nie różni się w tej kwestii od tego obowiązującego w krajach zachodnich. Przy czym zarówno w Polsce jak i w innych krajach europejskich, pieszy nie może wejść na pasy jeśli spowodowałoby to zagrożenie w ruchu drogowym. Zależność taka występuje również w Konwencji wiedeńskiej o ruchu drogowym, art. 20:
piesi nie powinni wchodzić na jezdnię bez uwzględnienia odległości i szybkości zbliżających się pojazdów.
Pieszy oznaczony numerem trzy, to pieszy oczekujący na możliwość wejścia na przejście. I tu występuje różnica pomiędzy przepisami w Polsce, a przepisami w większości krajów UE. Polskie przepisy w ogóle nie uwzględniają takiego pieszego (jest w nich mowa tylko o pieszych oznaczonych 1 i 2 na rys. 1), natomiast w większości przypadków za granicą, kierujący ma obowiązek umożliwić takiemu pieszemu (przeważnie jeśli sygnalizuje zamiar przejścia) wejście na pasy. Nie ustąpić pierwszeństwa (jak twierdzą aktywiści), a umożliwić skorzystanie z przejścia. Nie można zresztą będąc w ruchu, ustąpić pierwszeństwa komuś kto stoi, bo kłóci się to z definicją ustąpienia pierwszeństwa którą przytoczyłem na początku wpisu.
Pieszy oznaczony numerem cztery, to pieszy zbliżający się do przejścia dla pieszych. W żadnym kraju należącym do UE nie ma on pierwszeństwa przed pojazdami poruszającymi się jezdnią. Przepis taki funkcjonuje natomiast w Norwegii i ma funkcjonować... w Polsce. Tak to sobie wymyślił Premier Morawiecki. W przypadku krajów jak Norwegia, gdzie pieszy ma bezwzględne pierwszeństwo przed pojazdami, nie funkcjonuje w ogóle termin pieszego oczekującego na możliwość wejścia na pasy. Tam taki pieszy po prostu nie istnieje. On idzie, a kierowca ma jechać tak, aby nie wymusić na nim pierwszeństwa.
Pierwszeństwo pieszych przed przejściem stoi w sprzeczności z treścią Konwencji wiedeńskiej (której Polska jest sygnatariuszem), której art. 20 warunkuje wejście pieszych na przejście od sytuacji na jezdni. Wprowadzenie bezwzględnego pierwszeństwa pieszych spowodowałoby więc kolizję przepisów, a konwencja jest aktem prawnym nadrzędnym do ustawy. A zatem pieszy egzekwujący swoje pierwszeństwo, mógłby przez sąd wyższej instancji, mimo wszystko, zostać uznany winnym spowodowania kolizji. Konwencja wiedeńska dopuszcza możliwość zaostrzenia przepisów, ale wyklucza ich poluzowanie. Ustawodawca nie może zdjąć z pieszych obowiązku dotyczącego upewnienia się, że wchodząc na przejście nie spowodują zagrożenia w ruchu drogowym, a to... kłóci się z definicją ustąpienia pierwszeństwa. Jeśli jedziesz drogą z pierwszeństwem, to masz pierwszeństwo i nikt nie wymaga korzystania z niego tylko pod warunkiem, że upewnisz się, iż ci znajdujący się na podporządkowanej zdecydowali się ustąpić ci pierwszeństwa.
A teraz trochę mitów i faktów o przejściach dla pieszych.
1. W Polsce nie można bezkarnie mordować pieszych.
Tezę że można, postawił niedawno pewien redaktor naczelny, pewnego serwisu zajmującego się bezpieczeństwem ruchu drogowego. Tekst ten cytują często rozhisteryzowani aktywiści miejscy. Czy ma to cokolwiek wspólnego z prawdą?
W pierwszej kolejności należałoby się zastanowić, co autor miał na myśli... Termin morderstwa nie jest zdefiniowany w polskim Kodeksie Karnym. Istnieje za to w prawie brytyjskim (murder) i oznacza ni mniej ni więcej tyle, co zabójstwo. Są osoby, które posługują się terminem morderstwa gdy mają na myśli zabójstwo ze szczególnym okrucieństwem. Wydaje im się, że morderstwo to level wyżej od zabójstwa. Takie coś gorszego, bardziej niefajnego.
No więc zabójstwo, jest przestępstwem umyślnym, polegającym na pozbawieniu człowieka życia. W Polsce karą za takie przestępstwo jest pozbawienie wolności na czas nie krótszy niż 8 lat. Art. 148 KK nie robi wyjątków dla pieszych, więc wypowiedź pana redaktora należy uznać za nieprawdziwą. Nie wiem jak szanowny pan redaktor wyobraża sobie zabójstwo ze szczególnym okrucieństwem na drodze. Prawdopodobnie chodzi o to, że zdrowy na umyśle człowiek, posługując się pojazdem jako narzędziem, dokonuje celowego przejechania pieszego – i to jeszcze w taki sposób, by ten pieszy cierpiał jakoś szczególnie. No więc za taką akcję, zgodnie z obowiązującym stanem prawnym, kierującemu groziłoby co najmniej 12 lat pozbawienia wolności, a górne widełki to dożywocie.
Czym innym jest spowodowanie wypadku ze skutkiem śmiertelnym (Art. 177 KK), za co grozi pozbawienie wolności od 6 miesięcy do 8 lat. Ale nie mylmy wypadku z zabójstwem. Zabójstwo to skutek działania umyślnego, obliczonego na spowodowanie śmierci. Wypadek to skutek zdarzenia drogowego które w większości przypadków jest zdarzeniem losowym (celem kierującego nie było zabicie pieszego). Być może redaktorowi zależy na tym, żeby wsadzać na dożywocie sprawców jakichkolwiek śmiertelnych wypadków drogowych – no ale wtedy niech nazywa sprawę po imieniu, zamiast żerować na emocjach czytelników.
Ten sam redaktor szczyci się pomysłem wprowadzenia do KK terminu „morderstwa drogowego”. Nie bardzo rozumiem jaki ma to cel. Art. 148 KK nie wyłącza z odpowiedzialności osób które dokonały przestępstwa na terenie dróg. Po co więc takie uszczegóławianie?! Równie dobrze można wprowadzić inne terminy odnoszące się do lokalizacji np. termin „morderstwa domowego”, „morderstwa leśnego” czy „morderstwa rzecznego”. Miałoby to tyle samo sensu.
2. W Polsce pieszy ma pierwszeństwo na przejściu, nawet jeśli wchodzi na czerwonym.
Mokry sen aktywistów... wsadzać do więzienia nawet tych kierowców, którzy potrącą pieszych na pasach w momencie gdy nie powinno ich tam w ogóle być. Tak jest w Norwegii i tak jest super!
No niestety, tak jest i w Polsce. W większości krajów europejskich, udzielenie pierwszeństwa – czy konieczność umożliwienia pieszym bezpiecznego przejścia, dotyczy sytuacji przejść o ruchu niekierowanym (brak sygnalizacji świetlnej lub funkcjonariusza kierującego ruchem). W Polsce te same przepisy dotyczą wszystkich przejść dla pieszych, bez wyłączenia tych o ruchu kierowanym.
Warto wiedzieć, że sygnalizacja świetlna nie ustala pierwszeństwa na przejściach dla pieszych! Sygnał informuje kierowców, że mogą albo nie mogą wjechać za sygnalizator. Jeśli więc dojdzie do potrącenia pieszego, który wszedł na przejście w momencie wyświetlania sygnału czerwonego, winnym będzie kierujący który nie ustąpił pierwszeństwa pieszemu znajdującemu się na pasach. A to, że pieszy nie zastosował się do sygnalizacji świetlnej, będzie jedynie okolicznością łagodzącą.
Owszem, istnieje artykuł 5 ust 3 UPoRD. Ale jego treść odnosi się do sytuacji, w których pierwszeństwo regulowane jest za pomocą znaków drogowych (ustalających pierwszeństwo). Dotyczy to skrzyżowań, ale nie przejść dla pieszych – gdzie pierwszeństwo ustawowo należy się pieszym i nie jest regulowane za pomocą znaków drogowych.
3. W Polsce piesi mają pierwszeństwo w momencie zbliżania się do przejścia.
To prawda. Dotyczy to sytuacji, w których kierujący skręca w ulicę poprzeczną, przecinającą obszar przeznaczony do ruchu pieszych. W takich miejscach pieszy ma bezwzględne pierwszeństwo, a przejście w ogóle nie musi być wyznaczone.
Kierujący ma również obowiązek umożliwienia, pieszemu o widocznej niepełnosprawności ruchowej, skorzystania z przejścia dla pieszych. Tyle, że to akurat nie ma nic wspólnego z pierwszeństwem. Jeśli taki pieszy oczekuje na możliwość wejścia na przejście, to należy się zatrzymać i go przepuścić.
4. Dzięki pierwszeństwu pieszych przed przejściem, na Litwie jest bezpieczniej?
To, że jest bezpieczniej nie ulega wątpliwości. Ale co jest tego przyczyną – o tym można podyskutować.
Zacznijmy od tego, że zmiany w przepisach RD na Litwie wcale nie wprowadziły konieczności ustąpienia pierwszeństwa pieszym zbliżającym się do przejścia. Jest to kaczka dziennikarka powtarzana przez osoby, którym nie chciało się sprawdzić treści aktualnych przepisów na Litwie. Mało tego. Litwa należy do grupy krajów, w których kierowca nie jest zobowiązany do ustąpienia pierwszeństwa pieszym, a jedynie umożliwienia im przejścia przez pasy:
Zbliżając się do nieregulowanego przejścia dla pieszych, kierowca powinien zwolnić albo zatrzymać się przed znakiem drogowym „Przejście dla pieszych”, by przepuścić pieszego, idącego, wchodzącego lub stojącego i zamierzającego wkroczyć na przejście na dowolnym pasie kierunku jazdy kierowcy, zaś na drodze jednopasmowej (w każdym kierunku) kierowca musi przepuścić pieszego idącego, wchodzącego bądź stojącego i zamierzającego wkroczyć na przejście na dowolnym pasie ruchu.
Zgodnie z przygotowaną przeze mnie grafiką, kierujący ma obowiązek przepuścić pieszego oznaczonego jako 1, 2 i 3 – a nie 4, tak jak to sugerują dziennikarze. O pieszym zbliżającym się do przejścia nie ma ani słowa. Przepisy takiego pieszego w ogóle nie uwzględniają.
Dla przykładu przytoczę treść przepisów obowiązujących w Norwegii:
Na przejściach dla pieszych, gdzie ruchem nie kieruje policja ani sygnalizacja świetlna, kierowcy zobowiązani są do ustąpienia pierwszeństwa pieszym znajdującym się na przejściach dla pieszych lub zbliżającym się do takich przejść.
Na Litwie od jakiegoś czasu wprowadza się zmiany infrastrukturalne podnoszące bezpieczeństwo pieszych. Między innymi wzorem krajów zachodnich, likwiduje się przejścia o ruchu niekierowanym puszczane przez wielopasmowe jezdnie, zmniejsza ilość przejść o ruchu niekierowanym i stosuje różnego rodzaju uspokajacze ruchu w okolicach przejść dla pieszych. Prowadzona jest edukacja dotycząca bezpieczeństwa ruchu drogowego. Nadto solidnie zaostrzono przepisy dotyczące ruchu pieszych. Za korzystanie z telefonu komórkowego w czasie przechodzenia przez jezdnię grozi mandat w wysokości kilkudziesięciu euro. Od zmierzchu do świtu oraz w sytuacji zmniejszonej widoczności, piesi przechodzący przez jezdnię powinni posiadać elementy świetlne lub odblaskowe (nawet w obszarze zabudowanym), a wejść na jezdnię mogą dopiero po upewnieniu się, że jest to bezpieczne.
Takie zmiany są absolutnie nieakceptowane przez polskich aktywistów miejskich. Konieczność sygnalizacji zamiaru wejścia na przejście (wymagane w większości krajów europejskich) uważają za bzdurę, tak samo jak zakaz korzystania na przejściu ze smartfonów czy konieczność używania elementów odblaskowych w obszarze zabudowanym (jak wynika z badań, ponad 80% pieszych nie stosuje elementów odblaskowych w obszarze niezabudowanym – mimo nakazu zawartego w przepisach).
5. W Polsce istnieją strefy TEMPO 30.
Istnieją. I to nawet nie 30, ale i 20. Strefy takie wyznaczają znaki D-40 i D-41. Mało, że prędkość jest ograniczona do 20 km/h. W obszarze takim piesi mają pierwszeństwo przed kierującymi pojazdami i mogą poruszać się jezdnią.
U mnie na osiedlu, od co najmniej 20 lat funkcjonuje strefowe ograniczenie prędkości (Rys. 2 – stan na 2013 rok). A nie mieszkam w ścisłym centrum, tylko na peryferiach. Czy działa? Z prędkością do 30 km/h jeżdżą patrole policji, samochody nauki jazdy i rowerzyści. Cała reszta ma wywalone i nawet kierowcy autobusów i ciężarówek cisną dobre 60-70 km/h. Dwa razy w latach 90. ubiegłego wieku, przy drodze ustawił się patrol drogówki z radarem.
A tak na marginesie. Władze Jaworzna chwalą się tym, że od 2 lat nikt u nich nie zginął w wypadki drogowym. W Lubartowie (miasto w którym mieszkam) ostatni śmiertelny wypadek miał miejsce 21 marca 2017 roku. Tak. Lubartów to dużo mniejsze miasto niż Jaworzno, ale w Jaworznie wprowadzono ponoć szeroko zakrojone zmiany infrastrukturalne. W Lubartowie nie wprowadzono nic (poza nastawianiem idiotycznych znaków). A zatem w Lubartowie nie mieliśmy wypadków śmiertelnych jeszcze zanim to było modne.
6. Ponad 80% kierowców przekracza prędkość na przejściu dla pieszych.
W 2019 roku aktywiści miejscy żyli dwoma faktami: pierwszeństwem dla pieszych na Litwie i przekraczaniem prędkości na przejściach. W każdej dyskusji o BRD musiał zostać przytoczony jeden albo drugi „fakt”...
Badanie na którego wyniki powołują się aktywiści, przygotowane zostało przez Krajową Radę Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego w ostatnim kwartale 2018 roku i zatwierdzone do publikacji 5 lipca 2019 roku. Faktycznie wynika z niego, że w obszarze zabudowanym, 85% kierowców przekracza dozwoloną prędkość dojeżdżając do przejścia dla pieszych. W obszarach niezabudowanych wskaźnik ten wynosi 90%.
Brzmi groźnie. Każdy pewnie w tym momencie przypomina sobie któryś medialny wypadek z gnającym 150 km/h przez miasto BMW taranującym pieszych na pasach. Czy słusznie? Badanie polegało na pomiarze prędkości wykonywanym w różnych odległościach od przejścia (od 0 do 100 metrów), dla różnych przejść (kierowane, niekierowane, przy skrzyżowaniach, na prostych odcinkach), dróg (od 1x2 do 2x3) oraz w różnych konfiguracjach obecności pieszego względem przejścia (brak pieszego, zbliżający się, oczekujący, wkraczający i na przejściu).
Na stronie 30 raportu znajduje się tabelka z dokładnymi wyliczeniami. I owszem, wynika z niej, że kierowcy jeżdżą za szybko. Ale głównie w odległości 80-100 metrów od przejścia i to w sytuacji gdy w polu widzenia nie znajduje się pieszy. O ile przekraczają? W najgorszej sytuacji, obliczona średnia prędkość wyniosła... 55,6 km/h (o 5,6 km/h ponad ograniczenie, a nie że przekroczenie o 55). Dotyczy to przejść puszczanych przez dwujezdniowe dwu lub trzypasmówki (2x2 lub 2x3).
Dla obszaru niezabudowanego najgorsza średnia to 83,2 na dozwolonych 70 km/h. Należy wziąć pod uwagę, że w przypadku dróg 2x2 lub 2x3 obowiązuje prędkość 100 km/h, ograniczona do 70 na odcinku na którym znajduje się przejście.
W bezpośredniej odległości od przejścia (odległość 0-10 m) przekroczenie dozwolonej prędkości w obszarze zabudowanym następuje tylko w przypadku przejść puszczanych przez drogi o przekroju 2x2 lub 2x3 (53,2 km/h – wartość niewiele wyższa niż błąd pomiarowy). W innych sytuacjach waha się pomiędzy 37,1 a 43,3 km/h.
Mniej więcej z tych powodów, w krajach zachodnich likwiduje się przejścia o ruchu niekierowanym puszczane przez jezdnie o przekroju 1x4, 2x2 i 2x3.
Tego od aktywistów już się nie dowiemy, tak samo jak tego, że w raporcie stwierdzono, iż większość kierowców wyraźnie redukuje prędkość w obszarze przejść dla pieszych, a redukcja jest tym bardziej zauważalna im bliżej przejścia znajdują się piesi. Nie dowiemy się też, że 81% pieszych nie stosuje odblasków, ani tego, że w 45% przypadków pieszego oczekującego na możliwość wejścia na pasy, przepuścił już pierwszy nadjeżdżający pojazd (mimo, że kierujący nie mają takiego obowiązku!).
Mój ulubiony redaktor o którym pisałem wyżej, głośno krytykuje skuteczność policji za każdym razem, gdy ta podsumowuje wyniki akcji NURD. Za mało kierowców ukaranych! A są dowody przecież na to, że kierowcy nie zwalniają przed przejściem. Jak wyglądają te dowody, wynika z wykresów zawartych w raporcie, których kopia znajduje się na rys. 3.
Eksperci zarekomendowali również co należy zmienić. Wśród zmian nie znalazły się pomysły nadania pierwszeństwa pieszym w momencie zbliżania się do przejścia. Jest mowa o działaniach powodujących konieczność zmniejszenia prędkości pojazdów przed przejściem, poprzez odpowiednie zmiany infrastrukturalne, o konieczności edukacji kierujących w zakresie prędkości i pieszych w zakresie elementów świetlnych/odblaskowych oraz... o konieczności likwidacji niebezpiecznych przejść dla pieszych.
Bo mam dość tych bzdur o „cywilizowanych krajach” i dezinformacji wprowadzanej przez lobbystów celem zyskania poparcia społecznego dla wprowadzenia wyższych kar na kierujących. Jeśli mamy publicznie dyskutować o bezpieczeństwie ruchu drogowego, to róbmy to świadomie – opierając się na faktach, a nie miejskich legendach. Cytujmy treści przepisów, a jeśli oceny – to uznanych ekspertów, a nie absolwentów filologii bez przygotowania teoretycznego ani praktycznego z zakresu BRD.
Rys. 1 Piesi w stosunku do przejścia. 1 - ...
Rys. 2 Strefowe ograniczenie prędkości w ...
Rys. 3 Dowód pana redaktora z BRD24 na to ...
Do mucko1: Chociaż tyle...
Do mucko1: Przynajmniej jest spokój
Za to teraz masz.....
Do mucko1: Uno kiedyś miałem ale raju to w nim nie było
Raj uno, albo posta se po oglądaj.
Do paweldejko: Wiesz dlaczego sądy nie zauważyły błędu - po przez kilka lat SM wystawiała mandaty za takie parkowania - gruba byłaby afera. Sędzia w uzasadnieniu wyroku zmienił obowiązujące prawo o 180 stopni, bo przecież on wszystko może "w imieniu Rzeczpospolitej Polskiej", kto mu co zrobi.
Znak p-19 powinien być "zalepiony", aby nikt nie miał wątpliwości, ale oczywiście lepiej wprowadzać w błąd i napychać kasę miasta.
Do paweldejko: Jak łyknę to całość. Nie uznaję półśrodków. jak pracować to na całego, a jak odpoczywać lub obijać się, to też na całego. Ja prosty informatyk jestem, czyli wszystko "zero-jedynkowo"
Do mucko1: Mówisz: POS-ta-RAJ SIĘ!?
Do yatsec: ale Norwegia jest poza UE i nie jestem pewien, czy w tym kraju hierarchia aktów prawnych jest taka sama jak w UE, czy poszczególnych krajach członkowskich. Jeśli chodzi o Polskę, to w opinii prawnej wydanej 10 kwietnia 2008 roku stwierdzono, że:
"W takim przypadku należy stwierdzić, że w sytuacji kolizji norm ustawy – Prawo o ruchu drogowym oraz Konwencji wiedeńskiej o ruchu drogowym z 1968 r. pierwszeństwo stosowania przysługuje przepisom Konwencji."
Prawo o ruchu drogowym w co najmniej kilku punktach jest sprzeczne z przepisami zawartymi w Konwencji Wiedeńskiej. Ale inną sytuacją jest, gdy treść przepisu istniała przed ratyfikacją (a dotychczas nie została zmieniona), a inną gdy wprowadza się ją już po ratyfikacji.
Oczywiście nic nie stoi na przeszkodzie by premier wprowadził to pierwszeństwo, ale skutek będzie taki jak napisałem w tekście.
Nie wiem też jak wygląda orzecznictwo w Norwegii i czy to pierwszeństwo to nie pic na wodę... Przykładowo w Belgii kierujący mają obowiązek ustąpić pierwszeństwa pieszym wchodzącym na przejście, ale jednocześnie piesi zobowiązani są brać pod uwagę prędkość z jaką poruszają się kierowcy i zachować ostrożność przed przejściem przez jezdnię. Z praktyki orzeczniczej w tym kraju wynika, że "pierwszeństwa nie należy interpretować w sposób dosłowny". To prawdopodobnie efekt dostosowania obowiązujących w Belgii przepisów do Konwencji wiedeńskiej. Coś jak u nas z tym, że kierujący dojeżdżając do przejścia musi zmniejszyć prędkość do poziomu nienarażającego pieszych (nie istnieje taka prędkość).
Sukces Norwegii wynika moim zdaniem z tego, że zagęszczenie ludności jest tam bardzo małe. Przejścia o ruchu niekierowanym występują rzadko, reszta jest z sygnalizacją.
Co do pierwszego akapitu to w pełni się z tobą zgadzam. Poza tym co wymieniłeś, uczestnicy ruchu drogowego robią sobie wzajemnie na złość. Oglądałem ostatnio nagranie ze zdarzenia, gdzie po ciemku, bez odblasków, w ciemnym ubraniu, kobieta wbiega wprost pod samochód. Komentatorzy ocenili winę kierowcy, który ich zdaniem nie zachował ostrożności dojeżdżając do przejścia. Cieszyli się, że wkrótce zmiana przepisów i taki kierowca z miejsca uznany będzie winnym. Tymczasem nikt jakoś specjalnie nie dostrzegł przewinień pieszej takich jak wejście bezpośrednio pod jadący pojazd, niezachowanie ostrożności czy wbiegnięcie na przejście. Z podejściem, w którym widzimy jedynie jakąś marginalną winę jednej strony, lekceważymy przewinienia drugiej strony, a ideologia wygrywa z logiką, daleko nie zajedziemy. Trudno oprzeć się wrażeniu, że tu nie chodzi o poprawę bezpieczeństwa dzięki optymalnie przygotowanym przepisom i infrastrukturze, tylko o jakąś zemstę jednej grupy URD na drugiej.
Większość problemów u nas w mojej ocenie wynika z braku zaufania w społeczeństwie, braku właściwej edukacji i zwykłej życzliwości. Jesli obywatele wzajemnie sobie nie ufają to przepisy stają się coraz bardziej szczegółowe, ustala się każdy przypadek przejścia i ruchu pojazdu, żeby jeden wygrał z drugim. A wystarczyłoby ludzi edukować i pozwolić im oceniać samemu, sugerować rozwiązania. Jak ktos nie ma szacunku do nikogo to i najwyższe przepisy konstytucyjne ma w d... Znamy to?
A tak na marginesie wspominasz, że pierwszeństwo pieszych przed przejściem stoi w sprzeczności z treścią Konwencji wiedeńskiej. A jednak Norwegia ten zapis ma i jednocześnie jest sygnatariuszem wyżej wymienionej czyli jakieś rozwiązanie prawne godzące te sprzeczności jest. Lub sprzeczności nie ma.
Do MarcinGP: bez przesady, pisałem już dłuższe teksty. Ten miał raptem sześć stron A4.
Od końca nie zaczynaj, bo ostatni akapit ma sens tylko wtedy gdy zna się treść tekstu powyżej. Możesz olać definicje i wyjaśnienia, i skupić się na wyliczance (6 pkt).
Do _luckyboy_: ale skąd wiesz co było pierwsze? Może najpierw wyznaczył miejsca do parkowania, a potem tymczasowo ustawił znak B-36 (bo planował roboty drogowe na tym odcinku). Wychodzę z założenia, że łatwiej jest zamocować/usunąć znak poziomy, niż namalować/usunąć znak pionowy. Oczywiście mógł przekreślić żółtą farbą P-19 i nie byłoby wtedy problemu - dlatego uważam, że miejsce jest oznakowane nieprawidłowo i dziwię się, że sądy kolejnej instancji nie zauważyły tego bubla, karząc kierowcę za nieumiejętne oznakowanie jezdni przez zarządcę.
Do mucko1: Ciekawe kto się bardziej zmęczy, paweldejko przy pisaniu, czy ja przy czytaniu. Szczerze mówiąc to przeczytałem ostatni akapit i to chyba był błąd...
Najpierw zabrałem się za komentarze poniżej i to mnie zaciekawiło. Czas na drugie podejście do lektury i analizy
Do paweldejko: W takim razie po co zapis: dotyczy tej strony drogi, po której znak się znajduje, <b>z wyjątkiem miejsc, gdzie za pomocą znaku dopuszcza się postój lub zatrzymanie</b>
Skoro zarządca drogi na obszarze obowiązywania zakazu wyznacza miejsce do parkowania znakiem P-19, to znosi zakaz na tym odcinku - dla mnie to logiczne, bo obowiązują wszystkie znaki, a nie te które ktoś sobie wybrał.
Rozporządzenie w sprawie szczegółowych warunków technicznych dla znaków i sygnałów drogowych oraz urządzeń bezpieczeństwa ruchu drogowego i warunków ich umieszczania na drogach określa, że w miejscach gdzie obowiązuje znak B-35 lub B-36 możliwe jest dopuszczenie postoju poza jezdnią.
Tym samym istnienie jednoczesne znaku B-36 i P-19 na jezdni jak w omawianym przypadku jest sprzeczne.
Przed laty na potrzeby miasta sąd zmienił istniejące przepisy na potrzebę mnie ukarania, sąd apelacyjny przyklepał kłamstwa - takie mamy niezawisłe sądy
Aby było śmieszniej 500m dalej na ulicy była taka sama organizacja ruchu i tam miasto pobierało opłaty za parkowanie pojazdów wbrew przepisom za które ja zostałem ukarany
Ja na sam widok już wychodziłem, ale coś mnie zaciekawiło i jakoś w końcu przebrnąłem całość.
Nie ma co, jednak kolega trochę się napracował żeby to wystukać.
Do mucko1: Ja na sam widok zbladłem, nawet nie próbowałem, nie dziś...
Do _luckyboy_: Szacun
Dziwne, pierwszy raz przeczytałem tak długi wpis na naszej stronie - jakoś mnie wciągnął.
Do _luckyboy_: trzeba by było rozstrzygnąć, czy wyznaczenie pasa postojowego jest równorzędne z dopuszczeniem postoju w danym miejscu, mimo obowiązywania znaku B-36. Znak B-36 obowiązuje do odwołania znakiem B-35, B-36 z tabliczką T-25c, B-42 lub do najbliższego skrzyżowania. Znikąd nie wynika, że może zostać odwołany znakiem P-19.
Tak naprawdę z żadnego aktu prawnego nie wynika też, by znaki pionowe były nadrzędne nad poziomymi (choć funkcjonuje taka interpretacja). Zbigniew Drexler, w razie wystąpienia sytuacji błędnego oznakowania, przez sprzeczność wynikającą ze znaków poziomych i pionowych zaleca... zdrowy rozsądek.
Moim zdaniem nie da się tego rozstrzygnąć i na miejscu kierującego Toyotą bym się odwołał, bo bezsprzecznie swoje racje ma. Wjeżdżając od strony przeciwnej nie mógł zakładać błędnego oznakowania, a po prawej części jezdni zaparkować nie mógł.
Do paweldejko: Znak B-36 "zakaz zatrzymywania się" oznacza zakaz zatrzymania pojazdu. Zakaz wyrażony znakiem B-36:
Czy pas postojowy nie jest miejscem gdzie dopuszcza się postój nawet w okoliczności błędnego oznakowania??
Do _luckyboy_: jeśli są tylko te dwa znaki (bez tabliczki z informacją, że nie dotyczy miejsc wyznaczonych), to w świetle przepisów nie można, bo nadrzędnym będzie znak B-36. Mamy tu do czynienia z błędnym oznakowaniem, które nie powinno mieć miejsca.
Jakby podjechał 4 metry do przodu, to byłby przed znakiem i wtedy parkowanie byłoby dozwolone.
Do paweldejko: To dla ułatwienia: Mamy znak B-36 i znak P-19 wyznaczony na jezdni - czy można parkować pojazd na pasie postojowym?
Do _luckyboy_: nie za bardzo, bo powinien zaparkować po prawej stronie jezdni, o ile nie jest jednokierunkowa. Tu wygląda tak, jakby zaparkował po lewej. Ale nawet nie wiem czy jest to wykroczenie za które ktokolwiek by karał.
Nie wiadomo tez co jest napisane na tabliczkach pod znakiem. Niby zakaz zatrzymywania i postoju, ale pewnie nie dotyczy miejsc wyznaczonych po uiszczeniu opłaty, a wcześniej znajdują się jakieś znaki drogowe regulujące parkowanie.
Stare dzieje ale podpytam: czy Toyota mogła legalnie zaparkować??
Nie wiem czy ta ilość tekstu nie jest ponad moje siły w ten niedzielny wieczór. Chyba przeczytanie i przestudiowanie tego odłożę na później. Może jutro, bo dziś nie mam kompletnie ochoty na gimnastykę oczów i umysłu
Przesadziłeś tym razem, niewielu to przeczyta. Już nie wspomnę o zrozumieniu
Dodano: 58 minut temu, przez ANNA83