Source: https://reporterzy.info/163,w_odpowiedzi_dziennikarzom.html
Timestamp: 2018-12-14 16:17:51+00:00
Document Index: 8602163

Matched Legal Cases: ['art. 14', 'art. 12', 'art. 31', 'art. 46', 'art. 730', 'art. 32', 'art. 734', 'art. 730']

﻿ W odpowiedzi dziennikarzom
20.06.2005 Prawo w mediach
Piotr Górecki, Sędzia Sądu Okręgowego w Poznaniu, Członek Krajowej Rady Sądownictwa
W ostatnich publikacjach dziennikarze Rzeczpospolitej sugerują, że polskie sądy polują na dziennikarzy, łamią konstytucję i wprowadzają cenzurę ("Polowanie na dziennikarzy", "Czy sąd złamał konstytucję" , Rzeczpospolita z 12 listopada 2003 r. i z 26 listopada 2003 r.). Zapewne nie przypadkowo w dniu 12 listopada br. Centrum Monitoringu Wolności Prasy zorganizowało w siedzibie Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich dyskusję panelową pod znamiennym tytułem: "Czy sezon na dziennikarzy". W spotkaniu tym udział wzięli dziennikarze, przedstawiciele nauki, Krajowej Rady Sądownictwa i Ministerstwa Sprawiedliwości.
Dziennikarze przekonywali, że wolność prasy jest zagrożona, albowiem przeciwko nim wytacza się wiele postępowań karnych, gdy tymczasem przedawniają się wielkie afery gospodarcze. Wydaje się, że tak poważne zarzuty nie powinny być zignorowane.
Nikt nie kwestionuje wolności prasy i innych środków społecznego przekazu (art. 14 Konstytucji). Wolność prasy umożliwia między innymi kontrolę funkcjonowania organów państwa. W trakcie wspomnianej dyskusji panelowej w dniu 12 listopada 2003 r. prof. L. Gardocki trafnie zauważył, że w związku z kontrolnymi uprawnieniami wolnej prasy, rodzi się pytanie "kto zatem będzie kontrolował samych kontrolerów".
Odpowiedź jest oczywiście tylko jedna: niezawisłe sądy! Skoro przed oblicze Temidy trafiają właśnie dziennikarze to z całą pewnością nie można mówić o łamaniu konstytucyjnej zasady wolności prasy. Pojawiające się ostatnio w Rzeczypospolitej publikacje prowadzić mogą do wniosku, że dziennikarze chcą funkcjonować poza prawem a więc poza wszelką kontrolą. Toczące się przed sądami sprawy karne jak i cywilne przeciwko dziennikarzom - nieliczne zresztą - dowodzą przede wszystkim tego, że ci ostatni muszą się liczyć z odpowiedzialnością za słowo.
W wielu przypadkach jako rzecznik prasowy sądu reagowałem na publikacje nierzetelne. Jest rzeczą oczywistą, że prasa ma prawo krytykować sądy i sędziów. Dziennikarz nie ma jednak prawa przedstawiać nierzetelnego stanu rzeczy. Nie jest też uprawniony do wydawania przedwczesnych wyroków. Nie można bowiem walczyć o praworządność jednocześnie ją łamiąc. Na tle art. 12 ustawy z dnia 26 stycznia 1984 r. Prawo prasowe zapadały zresztą wielokrotnie orzeczenia Sądu Najwyższego, w których wyrażano pogląd, iż obowiązek dziennikarza do zachowania szczególnej staranności i rzetelności przy zbieraniu i wykorzystywaniu materiałów oznacza kwalifikowaną staranność i rzetelność.
Przykładów naruszania prawa dostarczają jednak liczne publikacje zawarte w szeregu tygodnikach i gazetach. Do jednego z takich artykułów ("Sąd nad sądem" WPROST nr 10 z 2000 r.), odniósł się krytycznie L. Falandysz w swoim felietonie (WPROST nr 12). Niekiedy bezpodstawnie posądzano sędziów o korupcję a dla sędziego jak i funkcjonowania całego wymiaru sprawiedliwości jest to bardzo groźny zarzut. Kierowane do redaktorów naczelnych żądanie sprostowania oczywiście nierzetelnych informacji, spotka się na ogół z odmową. W tej sytuacji jedynym środkiem ochrony obywateli jak i organów państwowych jest właśnie droga sądowa. Pamiętać trzeba, że krytyka nie może naruszać dóbr osobistych. Ani bogate orzecznictwo Sądu Najwyższego, ani orzecznictwo Trybunału w Strasburgu nie dają podstaw do twierdzenia, iż nieprawdziwe relacje dziennikarza są zawsze zgodę z prawem. Jest dla mnie rzeczą oczywistą, że każda forma dziennikarstwa powinna szanować z równą troską istotę faktów jak i granice krytycznego osądu wobec osób.
Osoba, której dobra chronione prawem zostały naruszone może wystąpić do sądu z roszczeniem cywilnoprawnym a także może domagać się ukarania nierzetelnego dziennikarza w drodze procesu prawatnoskargowego. Może też domagać się sprostowania wiadomości nieprawdziwej (art. 31 prawa prasowego), aczkolwiek - jak już wspomniałem - zbyt często redaktorzy odmawiają opublikowania sprostowania. Odmowa sprostowania jest przestępstwem zagrożonym karą grzywny (art. 46 ust. 1 Prawa prasowego). Jeżeli jednak pokrzywdzonym jest osobą fizyczną, ściganie odbywa się z oskarżenia prywatnego (ust. 2). Te właśnie przepisy karne nie podobają się dziennikarzom. W szczególności krytykowana jest możliwość ścigania tego przestępstwa z urzędu. Trudno jednak sobie wyobrazić, aby to osobiście kierownik danej jednostki organizacyjnej (np. prezes sądu, szef prokuratury) jako osoba prywatna dochodził przed sądem prawa w sytuacji, gdy odmowa sprostowania dotyczyła podległej mu instytucji.
Gołosłowny jest zarzut A. Marszałek ("Polowanie na dziennikarzy", Rzeczp. z dn. 12 listopada 2003 r.) jakoby sądy "ścigały" dziennikarzy w sytuacji, gdy wielkie afery gospodarcze się przedawniają. Nie ma żadnych dowodów, które mogły by potwierdzić tezę Autorki, że oto bez żadnej przyczyny leżakują w sądach sprawy groźnych przestępców, gdy tymczasem sędziowie sądzą (zapewne przez złośliwość) niewinnych dziennikarzy. W każdym sądzie są sprawy, które z różnych przyczyn toczą się wolniej a nawet niekiedy opieszale i takie które rozpoznawane są terminowo. Niezrozumiała zatem jest krytyka sprawnego działania sądów.
Nie można zgodzić się także z zarzutem, że sądy łamią konstytucje poprzez wprowadzanie "cenzury prewencyjnej" (B. Kittel, AST, A.M., "Czy sąd złamał konstytucję", Rzeczp. z dn. 26 listopada 2003 r.). Jest rzeczą oczywistą, że w toku procesu cywilnego sąd może wydać postanowienie zabezpieczające roszczenia powoda (art. 730 § 1 k.p.c.) w sytuacji, gdy "roszczenie jest wiarygodne a brak zabezpieczenia mógłby wierzyciela pozbawić zaspokojenia". Nie do przyjęcia byłoby, aby tego rodzaju postanowienia były niedopuszczalne w procesach z udziałem dziennikarzy. W myśl art. 32 Konstytucji wszyscy są wobec prawa równi i wszyscy mają prawo do równego traktowania przez władze publiczne. O żadnej zatem cenzurze mowy być nie może. Byłoby czymś zupełnie nienormalnym, gdyby w toku procesu o ochronę dóbr osobistych pozwany dziennikarz nadal pisał o powodzie nieprawdziwe informacje. Dodać trzeba, że postanowienie zabezpieczające jest zaskarżalne do sądu II instancji i ewentualne błędy mogą zostać skorygowane.
W powyższym artykule zarzucono też, że warszawski sąd wydał dwie sprzeczne "decyzje", bowiem w jednym z postanowień wniosek o zabezpieczenie oddalił, by w następnym miesiącu wniosek uwzględnić. Informacja taka nie jest do końca prawdziwa. Już pobieżna lektura opublikowanych postanowień wskazuje na to, że odmowa zabezpieczenia nastąpiła w sytuacji złożenia wniosku przed wytoczeniem powództwa (art. 734 k.p.c.). Z kolei uwzględnienie wniosku o zabezpieczenie nastąpiło już po wniesieniu pozwu, a zatem można przyjąć, że strona powodowa powołała takie argumenty, które w świetle art. 730 § 1 k.p.c. pozwalały na zabezpieczenie powództwa (postanowienie z dnia 17 listopada 2003 r.). Trudno zatem zgodzić się z krytyką sądu warszawskiego sugerującą panujący tam bałagan lub przywołującą wypowiedz prof. A. Rzeplińskiego, który stwierdził, że orzeczenie to "jest kuriozalne". Właśnie owa publikacja zawierająca dwie fotokopie omawianych postanowień w zestawieniu z jednostronnym i krytycznym tekstem, może być uznana za nierzetelność dziennikarską.
Jestem szczerze przekonany, że w dyskusjach na temat relacji sądy a dziennikarze, należy zachowywać więcej umiarkowania i rozwagi. Emocje zawsze są złymi doradcami.
artykuł udostępniony przez Krajową Radę Sądownictwa
został opublikowany p.t. "Sądy nie prześladują prasy" 4 grudnia 2003 r. w "Rzeczpospolitej" w dziale Reakcje
Przepisy dotyczące kolportażu prasy erotycznej
Ekspozycja tytułów "tylko dla dorosłych" podlega określonym zasadom. Ich złamanie może okazać się bardzo kosztowne. Kodeks karny przewiduje nawet karę do roku pozbawienia wolności.
Piractwo telewizyjne w internecie. 3,2 miliarda złotych strat rocznie
2,4 mln osób zapłaciło w ostatnim roku za treści oglądane online, nie wiedząc, że korzystały z nielegalnej usługi. Ponad 75 procent internautów korzysta z serwisów nielegalnych.
Za dużo reklam w telewizji
Komisja Europejska uważa, że w polskiej telewizji jest za dużo reklam i zażądała od Warszawy wyjaśnień w tej sprawie.
Europejska telenowela
Tzw. mała nowelizacja ustawy o radiofonii i telewizji otwiera polski rynek medialny dla unijnego kapitału. Pozostawia też otwartymi kilka pytań o media publiczne w Polsce. Źródło: Merkuriusz Uniwersytecki.