Source: http://www.prawo-zywnosciowe.pl/2015/12/21/suplementy-diety-dezinformacja/
Timestamp: 2017-09-21 10:13:51+00:00
Document Index: 24104488

Matched Legal Cases: ['art. 3', 'art. 3', 'art. 14', 'art. 30', 'art. 6', 'art. 100', 'art. 97']

Suplementy diety – (dez)informacja? | Prawo żywnościowe – blog
Pod koniec listopada tego roku został opublikowany przewodnik konsumencki „Co warto wiedzieć o suplementach diety” (tu dostępny). Przewodnik został objęty patronatem 12 instytucji. Pomimo jednak szczytnego celu edukacyjnego, jaki niewątpliwie przyświecał tej inicjatywie, można mieć spore wątpliwości co do wielu przedstawionych w przewodniku informacji i jego ogólnego przekazu. Pokuszę się nawet o stwierdzenie, że przewodnik zamiast informować konsumenta, dezinformuje go i wzbudza uprzedzenia, spychając rynek suplementów diety do jakiejś czarnej, quasi-nielegalnej, strefy.
MIT PIERWSZY: Suplement gorszy niż lek
Przewodnik przedstawia suplementy diety jako gorszą alternatywę dla leków, jako produkty „leko-podobne” z całą związaną z tym negatywną konotacją. Już pierwsze zdanie przewodnika jest znamienne: „Pojęcie suplement diety może brzmieć fachowo w sensie medycznym”. Pytam – w jaki sposób? Suplementować znaczy „uzupełniać”, a słowa „dieta” szerzej tłumaczyć raczej nie trzeba. Co w tej nazwie miałoby skłaniać konsumenta do przekonania, że ma do czynienia z produktem medycznym? Dlaczego sugeruje się konsumentowi, że powinien oczekiwać medycznych właściwości suplementu?
Podstawową funkcją suplementów diety jest uzupełnianie niedoborów składników odżywczych (np. witamin, minerałów, błonnika, białka itd.) i innych składników o działaniu fizjologicznym (np. składników zawartych w roślinach i ziołach). Jego nazwa odzwierciedla jego cel. Podstawową funkcją leków jest leczenie i tu także nazwa odpowiada funkcji. Leki i suplementy pełnią więc zupełnie inne funkcje i nie można ich przedstawiać jako produktów ze sobą konkurujących. Przesądza też o tym sam ustawodawca, który w definicji suplementu diety wyraźnie wskazuje, że produkt ten jest środkiem spożywczym (por. art. 3 ust. 3 pkt. 39 ustawy o bezpieczeństwie żywności i żywienia). Tymczasem w przewodniku czytamy: „niektóre składniki znajdujące się w lekach występują także w suplementach diety. W tym przypadku ich zawartość/stężenie jest jednak niższe, przez co nie wykazują działania leczniczego. Na przykład witamina D może występować w suplemencie diety lub w leku, lecz tylko w tej drugiej postaci, przy odpowiedniej dawce, wykazuje właściwości lecznicze”. Czy konsument ma z tego rozumieć, że suplement jest gorszy, bo nie ma działania leczniczego? Owszem, suplement nie ma i nie może mieć właściwości leczniczych, bo gdyby je miał, to byłby lekiem, musiałby się lekiem nazywać i podlegałby przepisom prawa farmaceutycznego, a nie – jak ma to miejsce obecnie – przepisom prawa żywnościowego. Po suplement z witaminą D sięgamy więc w przypadku niedoboru spowodowanego np. brakiem słońca w okresie jesienno-zimowym, po lek w sytuacji choroby, gdy potrzebna jest dawka uderzeniowa tej witaminy. Nie można zapominać o tej różnicy.
Co więcej, w przewodniku podnosi się, że: „Suplementy diety mogą być zbliżone postacią do leków (np. tabelki, saszetki czy syropy) (…). Podkreślmy wyraźnie – suplementy diety nie tylko mogą, ale wręcz MUSZĄ mieć postać tabletek, saszetek, syropów lub inną umożliwiającą ich dawkowanie. Znowu przesądził o tym sam prawodawca, który w definicji suplementów diety wyraźnie wskazał, że suplement to środek: „wprowadzany do obrotu w formie umożliwiającej dawkowanie, w postaci: kapsułek, tabletek, drażetek i w innych podobnych postaciach, saszetek z proszkiem, ampułek z płynem, butelek z kroplomierzem i w innych podobnych postaciach płynów i proszków przeznaczonych do spożywania w małych, odmierzonych ilościach jednostkowych” (art. 3 ust. 3 pkt. 39 ustawy o bezpieczeństwie żywności i żywienia). Suplementy z samej definicji stanowią skoncentrowane źródło składników, których niedobory uzupełniają i taka forma ich podania jest niezbędna.
MIT DRUGI: Suplement wchodzi na rynek bez obostrzeń
Dalej czytamy: „Przepisy wyraźnie określają, jakie dokumenty należy przedstawić dla potwierdzenia jakości, skuteczności, a przede wszystkim bezpieczeństwa produktu leczniczego (leku). W przypadku suplementów diety takie obostrzenia praktycznie nie występują (…) konieczne jest jedynie poinformowanie Głównego Inspektora Sanitarnego o wprowadzeniu lub zamiarze wprowadzenia danego suplementu do obrotu, przedkładając wzór etykiety. W powiadomieniu tym należy podać m.in. dokładny skład produktu, tj. jakie składniki, w jakiej formie i w jakiej ilości w nim występują. Nie jest natomiast wymagana dokumentacja potwierdzająca jakość oraz deklarowane efekty działania”. Tym samym sugeruje się konsumentom, że suplementy diety mogą być wprowadzane na rynek bez odpowiedniego potwierdzenia ich bezpieczeństwa, jakości i deklarowanych w oznakowaniu i reklamie korzyści, a Główny Inspektor Sanitarny (GIS) nie ma żadnej mocy nadzorczej. Takie stwierdzenie nie tylko wprowadza konsumentów w błąd, ale także jest niezgodne z obowiązującym w Polsce prawem.
Po pierwsze, zgodnie z prawem (a dokładnie z art. 14 ust. 1 rozporządzenia nr 178/2002), żaden niebezpieczny środek spożywczy nie może być wprowadzony do obrotu. Jeśli w procesie rejestracji suplementu diety, Główny Inspektor Sanitarny poweźmie jakąkolwiek wątpliwość co do jego bezpieczeństwa, wszczyna postępowanie wyjaśniające, wymagając od producenta przedstawienia odpowiedniej dokumentacji, w tym opinii jednostek naukowych (tak art. 30 i 31 ustawy o bezpieczeństwie żywności i żywienia). Nie może dziwić fakt, że tego rodzaju dokumenty nie są wymagane a priori, tj. w momencie samego zgłoszenia. Suplement diety jest środkiem spożywczym i co do zasady zawiera w sobie te same składniki, które zawiera w sobie inna powszechnie spożywana żywność. Trudno byłoby więc wymagać przedstawiania w każdym przypadku rozbudowanego o dowody naukowe dossier. To Główny Inspektor Sanitarny decyduje, czy i jaka opinia jest potrzebna.
Co więcej, sposób wprowadzania suplementów diety na rynek jest regulowany na poziomie unijnym. Obowiązująca w tym zakresie dyrektywa nr 2002/46/WE przewiduje możliwość określenia na poziomie krajowym procedury monitorowania rynku, tj. procedury powiadomienia odpowiednich organów. Dyrektywa nie wprowadza jednak takiej konieczność. To państwa członkowskie decydują, czy procedura rejestracji jest konieczna, czy wystarczające są inne, standardowe mechanizmy prawne zapewniające, by obecne na rynku suplementy były bezpieczne i zgodne z deklarowaną przez producentów jakością i właściwościami (zwł. system odpowiedzialności i sankcji). Ustawodawca polski skorzystał z tej dodatkowej możliwości i zobowiązał producentów i dystrybutorów do zgłaszania wprowadzanych na rynek suplementów. Co więcej, w ramach procedury zgłoszeniowej wymaga przedstawienia nie tylko etykiety (jak stanowi w tym zakresie dyrektywa), ale także całego składu ilościowo-jakościowego produktu.
W końcu także, deklarowanie jakiegokolwiek wpływu suplementu na zdrowie podlega restrykcyjnym regulacjom rozporządzenia nr 1924/2006 w sprawie oświadczeń żywieniowych i zdrowotnych. Producent nie może deklarować żadnych właściwości zdrowotnych produktu, jeśli nie zostały one potwierdzone przez Europejski Urząd ds. Bezpieczeństwa Żywności i nie zostały zatwierdzone przez Komisję w odpowiedniej procedurze. Pewien wyjątek obowiązuje tylko w odniesieniu do substancji roślinnych. Deklarowanie efektów dla tych składników jest możliwe tylko jeśli znajdują się one na zamkniętej liście oświadczeń oczekujących na zatwierdzenie, a producent je stosujący posiada dowody naukowe potwierdzające ich wiarygodność (por. art. 6 rozporządzenia nr 1924/2006).
W świetle powyższego co najmniej nieuzasadnione jest sugerowanie, że wprowadzanie suplementów diety na polskim rynku odbywa się na zasadzie „wolnej amerykanki”.
TRZECI MIT: Suplement na rynku bez kontroli
Z przewodnika konsument dowiaduje się także, że poza kontrolą pozostaje także obrót suplementami diety. Czytamy: „Również kontrola znajdujących się w obrocie suplementów diety ma ograniczony zasięg w stosunku do ich ilości na rynku, w związku z tym nie ma możliwości skontrolowania wszystkich produktów”, podczas gdy „wytwarzanie produktów leczniczych jest stale nadzorowane przez inspekcję farmaceutyczną, a ich wytwórcy są poddawani regularnym kontrolom i muszą spełniać szereg rygorystycznych wymogów w celu zapewnienia bezpieczeństwa stosowania leków”. Konsument nie dowiaduje się jednak, z jakiego powodu kontrola suplementów diety ma ograniczony zasięg, co działa nie tak i dlaczego. Prawo przewiduje odpowiednie procedury nadzoru także w odniesieniu do suplementów diety. Zgłoszone do GIS suplementy są poddawane kontrolom organów Państwowej Inspekcji Sanitarnej oraz Inspekcji Handlowej, a brak zgłoszenia – zgodnie z art. 100 ust. 1 pkt. 3 ustawy o bezpieczeństwie żywności i żywienia – stanowi wykroczenie, które powinno być przedmiotem zainteresowania odpowiednich organów ścigania. Jeśli zatem jest jakiś problem, to jest to problem związany z nieadekwatną strukturą systemu kontroli lub egzekwowaniem prawa, a nie rynkiem suplementów diety jako takim. W przewodniku czytamy natomiast, że „W obrocie mogą znajdować się również sfałszowane suplementy diety (ich rzeczywisty skład różni się do deklaracji producenta)”. Otóż w obrocie nie mogą znajdować się sfałszowane suplementy, podobnie jak w obrocie nie mogą znajdować się sfałszowane/podrobione torebki, pieniądze czy leki. Za fałszowanie suplementów diety przewidziana jest odpowiedzialność karna (przewiduje ją art. 97 ustawy o bezpieczeństwie żywności i żywienia).
W świetle powyższego nasuwają mi się dwa rozwiązania. Albo przewodnik powinien zostać skorygowany w swojej treści i przekazie, przybliżając konsumentom rzetelny obraz rynku, albo powinien zmienić tytuł na przewodnik o tym, „Co warto wiedzieć o lekach i nielegalnych suplementach diety”, bo o suplementach wprowadzanych na rynek prawidłowo, konsument niestety niewiele się z niego dowiaduje.
Kategorie: Suplementy diety i odżywki,Żywność funkcjonalna
xaodax Luty 17, 2016 o 14:55
Ciekawy artykuł. Otwiera trochę oczy na sprawy suplementów, które w sumie są w życiu każdego, pozdrawiam i dzięki 🙂
Agnieszka Szymecka Luty 18, 2016 o 08:22
Bardzo dziękuję. Rzeczywiście w kwestii suplementów krąży wiele nieścisłości. W najbliższym czasie postaram się przedstawić jeszcze kilka innych ciekawych kwestii w tym zakresie. Miłego dnia 🙂
sweetas Marzec 24, 2016 o 20:52
bardzo rzeczowy wpis, dobrze się czasem uporać z mitami 🙂
Agnieszka Szymecka Marzec 25, 2016 o 07:39
Sebastian Maj 10, 2016 o 11:36
Bardzo dobry artykuł, myślę że wiele osób dzięki niemu zmieni swoje nastawienie do suplementów 🙂
Hanna Sierpień 6, 2016 o 12:16
Profesjonalny artykuł o suplementach. Dziękuję bardzo.
Agnieszka Szymecka Sierpień 8, 2016 o 08:31
Bardzo dziękuję. Może Pani też ma swoje spostrzeżenia co do “prawdy i mitów” o suplementach?
biovitalium24.pl Grudzień 16, 2016 o 10:05
Ciekawy artykuł. Decydując się na stosowanie wszelkiego rodzaju wspomagaczy, należy zawsze dokładnie to przemyśleć, zbadać ich skład a najlepiej skonsultować ze specjalistom i/lub lekarzem lub dietetykiem. Najbezpieczniejsze, oraz co za tym idzie, najlepsze są oczywiście suplementy na bazie naturalnych składników lecz także one są tylko dodatkiem i nie zastępują zdrowych nawyków żywieniowych i trybu życia:)
Agnieszka Szymecka Grudzień 16, 2016 o 10:11
Bardzo dziękuję. Ciekawe, że widzi Pani/Pan potrzebę konsultacji ze specjalistą (co osobiście popieram). Taki głos jest ważny, zważywszy na ostatnie propozycje wycofywania suplementów ze sprzedaży aptecznej. Dziś konsumenci mogą się skonsultować z farmaceutą; jeśli zaś suplementy zostaną wycofane z aptek, ciężko będzie konsultować się ze sprzedawcą np. w drogerii.
Trochim Wrzesień 13, 2017 o 10:43
Super profesjonalna wiedza. Dzięki wielkie!
Agnieszka Szymecka-Wesołowska Wrzesień 14, 2017 o 09:19
Poprzedni wpis: Ruszyła Akademia Prawa Żywnościowego
Następny wpis: Napoje energetyzujące – cicha rewolucja
Trochim o Suplementy diety – (dez)informacja?