Source: http://100latadwokatury.pl/wystapienia-obroncze-adw-dr-stanislawa-hejmowskiego-wygloszone-w-procesie-dziewieciu-przed-sadem-wojewodzkim-w-poznaniu-w-1956-r/
Timestamp: 2018-10-18 17:09:47+00:00
Document Index: 107124261

Matched Legal Cases: ['art. 3', 'art. 19', 'art. 22', 'art. 25', 'art. 14', 'art. 223', 'art. 133', 'art. 154', 'art. 163', 'art. 1', 'art. 1', 'art. 17', 'art. 18']

Wystąpienia obrończe adw. dr. Stanisława Hejmowskiego wygłoszone w procesie dziewięciu przed Sądem Wojewódzkim w Poznaniu w 1956 r. - 100 Lat Adwokatury
Opis obrazu: Stanisław Hejmowski, adwokat. Fotografia portretowa.
Data wydarzenia: 1933
Osoby widoczne: Stanisław Hejmowski,
Sygnatura: 1-B-293
Wystąpienia obrończe adwokata dr. Stanisława Hejmowskiego zostały wygłoszone w procesie dziewięciu p-ko oskarżonemu Januszowi Kulasowi i innym przed Sądem Wojewódzkim w Poznaniu, nr akt IV K 236/56, w dniu 16 października 1956 r. Z uwagi na replikę Prokuratora adw. dr Stanisław Hejmowski w imieniu całej ławy obrończej wygłosił odpowiedź na replikę w dniu 18 października 1956 r.
Proszę Wysokiego Sądu, na przestrzeni dwóch tygodni prawie Sąd wnikliwie badał materiał dowodowy tej sprawy i jednocześnie pomiędzy obroną a oskarżeniem zarysowywała się coraz większa różnica w poglądach i udziału oskarżonych w tych wypadkach.
Oczywiście pierwsza rzecz, która nasuwa się słuchaczowi tego procesu, to pytanie jakie kryterium podziału zastosowano? Na jakiej podstawie z tych tysięcy ludzi wyrwano tutaj tych kilkunastu i tylko ich postawiono przed Sąd? I na to pytanie odpowiedział dzisiaj jeden z najwybitniejszych przedstawicieli naszej prokuratury, i mówił:
„Słuszna jest teza o dwóch nurtach, był nurt ekonomiczny i był nurt młodzieży. Linia podziału – to przepis prawa. Jedni naruszyli prawo, inni nie. Poczucie sprawiedliwości nakazywało postawić przed Sądem tych, którzy prawo łamali. My nie sądzimy za udział w strajku i manifestacji, ale będziemy sądzić tych, którzy popełniają przestępstwa. Tego wymaga idea praworządności”.
Proszę Panów Sędziów, za te słowa pragnę chwycić oskarżenie i z tego zobowiązania już więcej nie zwolnić.
Bo czy tylko tych kilkunastu ludzi tego dnia łamało prawo? Czy tylko oni popełniali przestępstwa?
Proszę Panów Sędziów, tysiące ludzi w tym dniu naruszały prawie wszystkie przepisy małego kodeksu karnego i kodeksu karnego. W pierwszym rzędzie naruszony został art. 3 pkt 4 małego kodeksu karnego. Setki ludzi porzuciły pracę w zakładach użyteczności publicznej i w zakładach komunikacji, w tramwajach, w PKS i na Kolei, w piekarniach i zakładach gastronomicznych. Setki ludzi weszło na teren Prezydium Miejskiej Rady Narodowej i wywarło wpływ na czynności tej Rady w ten sposób, że zmusiło członków Prezydium do opuszczenia biur i zaniechania pracy.
Naruszony został art. 19 małego kodeksu karnego. I panowie sędziowie i panowie oskarżyciele dokładnie zdają sobie sprawę, co to znaczy.
Rozpowszechniano fałszywe wiadomości, naruszono art. 22 mkk.
Znieważono godła i chorągwie nasze i państw sprzymierzonych – art. 25 mKK.
Naruszono art. 14 mKK.
Setki ludzi zatrzymywały pociągi na węźle kolejowym poznańskim i setki ludzi naruszyło art. 223 KK.
Urzędników zmuszono do zaniechania czynności urzędowych – art. 133 KK.
Nawoływano publicznie do popełnienia przestępstw – art. 154 KK.
Brano udział w publicznym zbiegowisku, które wspólnymi siłami dopuściło się gwałtownych zamachów – art. 163 KK.
I te setki ludzi, te tysiące sprawców tych czynów przestępczych, są wszystkim znane. Więc gdzie leży linia podziału pomiędzy tysiącami sprawców przestępstw znanych prokuraturze a tą garstką kilkunastu ludzi, którzy się przewijają przez sale sądowe i mają za swe czyny odpowiadać?
Czy poczucie praworządności, czy idea sprawiedliwości, o której mówił pan prokurator, wymaga tego? Czy godzi się z tym? Czy nakazuje nam właśnie na tak niesprawiedliwe i nierówne traktowanie obywateli?
Ja świetnie rozumiem, dlaczego tamtych wszystkich ludzi nie pociągnięto do odpowiedzialności karnej, bo zastosowano słuszną i jedynie sprawiedliwą w tych wypadkach zasadę absolucji. Bo Prokuratura i władze wymiaru sprawiedliwości zrozumiały, że mieliśmy do czynienia z ruchem masowym, z ruchem tłumów, z wielkim historycznym zjawiskiem.
Panowie prokuratorzy widzieli, że nie jednostka, ale tłum popełnił te wszystkie przestępstwa, o których mówiłem. A jak Napoleon podczas debaty nad Code penal powiedział: „Za przestępstwa zbiorowe nie powinien odpowiadać nikt”.
Ale Panowie Sędziowie, jeżeli ta słuszna zasada została tutaj zastosowana do wypadków czerwcowych, dlaczego ta zasada zatrzymała się przed tą grupą oskarżonych w tym procesie, przed tą grupą 10-ciu w tamtym procesie, dlaczego jeszcze dziesiątki ludzi znajduje się w więzieniach i czeka na wyznaczenie terminu rozprawy sądowej?
Nie ma tej linii, o której mówił pan prokurator. Ten, który prawa nie złamał, karany nie będzie, kto prawo naruszył, jego miejsce jest tu, na ławie oskarżonych. Tej linii ja nie widzę. Proszę Panów Sędziów, może inne kryteria zostały użyte, może odpowiadają tylko ci, którzy strzelali przed Urzędem Bezpieczeństwa? Nic podobnego. Bulczyński nie strzelał. Nic podobnego. Bulczyński nie był karany, Pomarnacki, cały szereg ludzi jest uwięzionych takich, którzy po raz pierwszy znaleźli się w kolizji z prawem w tym dniu.
Proszę Panów Sędziów co za niekonsekwencja! Z jednej strony mówi się: chuligani, męty społeczne, wyrzutki społeczeństwa, a z drugiej strony, jakie przestępstwa im się zarzuca? Jakieś pospolite? Nie, przestępstwa z małego kodeksu karnego art. 1. To są przestępstwa, w których przestępca kierował się nie pospolitym zamiarem, ale zamiarem kontrrewolucyjnym.
Ja rozumiem to stanowisko. Mówi się „chuligani” na przestępców politycznych, ażeby pod firmą tego słowa nic nie mówiącego, ale zawierającego w sobie coś z obelgi, wyobcować oskarżonych z klasy robotniczej.
Chuligan niby się na niczym nie zna, nic sobie z niczego nie robi. Ale proszę zobaczyć tę religijną ekstazę, to nabożne skupienie, z jakim chuligani otaczają nowoczesny samochód na ulicach miasta, albo skuter. Proszę powiedzieć, jest tam dyferencjał? Ale skąd! To są znawcy problemów technicznych. A proszę mówić o sporcie – to są znawcy sportu. Co zrobić, tak ich w tym kierunku się wychowało, tak ich wychowawcy urobili. Kult sportu, kult techniki. Tacy są dziś młodzi ludzie, którzy tylko te dwa zainteresowania uznają i nic więcej. Czy to ich wina, że począwszy od V-go wieku przed Chrystusem nauki humanistyczne zrobiły mały postęp, a nauki techniczne olbrzymi?!
Co mówi Roman Bulczyński o sobie? „Wychowywała mnie ulica. Niemcy wywieźli mojego ojca do Mauthausen, a po wojnie gdy wrócił, porzucił moją matkę. Matka robotnica pracuje, ja pracowałem, chodziłem na budowę, robiłem fuszerki, mieszałem wapno, nosiłem cegłę i żyłem z własnej pracy”.
W tej charakterystyce, które dało oskarżenie, sylwetka Bulczyńskiego przedstawia się zupełnie inaczej. Pan prokurator powiedział: Bulczyński odczuwał wstręt do pracy. Sąd jest w posiadaniu zaświadczeń z pracy. W Miejskim Przedsiębiorstwie Komunikacyjnym Bulczyński jako konduktor pracował od 3 listopada 1955 do 14 lipca 1956 roku, a aresztowany został 1 lipca, czyli zwolniono go z pracy już po jego aresztowaniu.
Proszę Wysokiego Sądu! Gdzie dowody na te twierdzenia? Z czego to jest wzięte? Gdzie byli świadkowie, którzy by powiedzieli to wszystko? Czy nam wolno w naszych przemówieniach wychodzić poza granice postępowania dowodowego?
I mówi dalej pan prokurator: „Bulczyński wykazał szczególne napięcie woli przestępstwa, i intensywność działania”, a na jego dobro zapisał tylko jedno: okazaną skruchę. Niech mi wolno będzie tę skruchę Wysokiemu Sądowi przypomnieć. Po wywołaniu Bulczyńskiego przez przewodniczącego, spieszy do tego tutaj stoiska i kłaniając się nisko Sądowi pośpiesznie wypowiada przygotowany frazes, że pragnie podziękować władzom Polski Ludowej i za to, że on był poprawnie traktowany w śledztwie… W XX wieku wolny człowiek, obywatel wolnego państwa musi dziękować władzy, że go w śledztwie nie bito!
Proszę Wysokiego Sądu, mnie się serce ścisnęło jak widziałem to jego pochylenie głowy, tę postawę pokorną i to pośpieszne podziękowanie, że w stosunku do niego postępowano jednak poprawnie i praworządnie.
A jak tam jest z tą wolą przestępną i intensywnością działania Romana Bulczyńskiego? To ten sam człowiek, który w Junikowie uspakajał funkcjonariusza milicji i mówił mu: Wam nic nie zrobimy, nie bójcie się nas…
To ten sam człowiek, który powstrzymywał swoich kolegów napotkanych przy Gospodzie Targowej: Nie idźcie do miasta, nie mieszajcie się w ten ruch, tam jest niebezpiecznie, można życie stracić…
To jest ten sam człowiek, który po tym czwartku wyrzucił posiadany rewolwer, wyzbył się posiadanej broni. Czy to nie jest przypadek typowy?
W jakich warunkach broń tę posiadał? W takich warunkach, że mógł broń swobodnie używać przeciwko przedstawicielom władzy, ale ani jeden strzał nie padł, ani jednego strzału nie było. Miał pistolet w kieszeni i pistolet ten odrzucił do ogrodu. I co to jest za dziecko? Następnego dnia w niedzielę, przychodzi z kolegą i mówi: tam wyrzuciłem pistolet, a może byśmy sobie tak postrzelali? Dla niego pistolet to jest pierwsze cudo techniki, a po drugie – zabawka.
Pan prokurator mówi tak: „W każdym państwie takie czyny, jakie się zarzuca oskarżonym, musiałyby ulec karze, bez względu na ustrój, na warunki”. – Słuszne twierdzenie, bardzo słuszne, zgadzam się z nim całkowicie.
Ale jakiej karze ma ta młodzież ulec? Pan prokurator mówiąc o tym podtrzymuje kwalifikacje art. 1 małego kodeksu karnego § 2 i 3, wiedząc, że najniższa kara w tych przepisach przewidziana za to jest kara do 10-ciu lat więzienia. Nie waham się oświadczyć, że taka kara byłaby okrutną karą w stosunku do tych młodych zupełnie ludzi.
A jednocześnie pan prokurator podnosi okoliczność łagodzącą w stosunku do Romana Bulczyńskiego i powiada, że oni na surową karę nie zasłużyli. Więc jak to pogodzić? Przecież tu sędzia nie może zejść poniżej tego minimum. Ma być kara łagodniejsza, a zarazem kwalifikacja, która przed Sądem zasuwa rygiel bardzo wysokiego wymiaru kary.
Na jakiej podstawie opiera się ta właśnie kwalifikacja prawna? Pan prokurator uzasadniał i powiedział: „Ich zamiar był kontrrewolucyjny, bo oni występowali przeciwko władzy państwowej”. Czyżby Urząd Bezpieczeństwa był jedną z naszych rewolucyjnych zdobyczy? Czy postępowanie przeciwko temu Urzędowi to jest czynność kontrrewolucyjna?
Ja nie potrzebuję szukać daleko i mówić zawile. Ja dziś rano kupiłem „Głos Wielkopolski” i widzę artykuł „W orbicie ławy oskarżonych” i czytam parę wierszy: „Nie wzdrygajmy się powiedzieć sobie wszystkiego, co od dawna nas nurtuje. Kryzys zaufania do metod „różańszczyzny” w pracy b. u. bezpieczeństwa przejawił się u nas w postaci wyolbrzymionej, stał się kryzysem zaufania do Urzędu Bezpieczeństwa w ogóle w społeczeństwie. Samo pojęcie UB, ubowiec, zaczęło uchodzić za synonim starych wypaczeń. Tak pisze „Głos Wielkopolski” odważnie, rozumnie i prawdziwie, a pan prokurator powiada, że wystąpienie przeciwko temu Urzędowi to jest zamach kontrrewolucyjny. Proszę Wysokiego Sądu, niech mi wolno będzie w tym miejscu powołać się na opinie pana profesora Chałasińskiego, który powiedział, że wystąpienie oskarżonych przeciwko UB to nie było wystąpienie przeciwko władzy państwowej, to nie było wystąpienie przeciwko Państwu Ludowemu, przeciwko ustrojowi, przeciwko władzy ludowej, to było wystąpienie przeciwko okrucieństwu i dlatego impuls działania oskarżonych był impulsem moralnym. Tym jednym słowem „impuls moralny” pan prof. Chałasiński odpolitycznił ten cały proces, przesunął go na zupełnie nową płaszczyznę. Nie mamy tu do czynienia z walką z ustrojem, z Państwem, z władzą, bo słusznie powiada, że ci oskarżeni nie byli wrogami Polski Ludowej, ale mamy do czynienia z walką z wypaczeniami popełnionymi w przeszłości, które oby nigdy nie powróciły, z błędami przeszłości, a synonimem tych błędów były te dwie litery. To poczucie krzywdy, które się nagromadziło na przestrzeni 10-ciu ubiegłych lat wywołało skumulowaną w tłumie dynamikę efektów i odegrał tę dynamikę pierwszy strzał, jaki się w dniu 28 czerwca rozległ na ul. Kochanowskiego i to jest obojętne, czy ten strzał oddany w powietrze czy do ludzi. Ten strzał sugestywnie narzucił masom świadomość, że teraz skończył się czas śpiewu i manifestowania pokojowego. Skończyły się hymny narodowe, skandowanie sloganów i wołania o pomoc, i chleb, rozpoczął się drugi etap manifestacji, a początkiem tego etapu jest ten pierwszy wystrzał i dlatego policja całego świata jest specjalnie szkolona w tym, jak się obchodzić z tłumem, i dlatego ten pierwszy strzał może być zawsze strzałem magicznym, i dlatego socjologowie opracowują dla policji instrukcję, w jaki sposób ona ma się obchodzić w razie skupisk, zbiegowiska ludzkiego dopuszczającego się przestępstw. W żadnym wypadku nie wolno strzelać, bo to budzi odruch oburzenia, chęć strzelania wzajemnego, chęć odparcia gwałtu gwałtem. Mickiewicz powiedział: „a gwałt niech się gwałtem odciska” i tak rozumowali wszyscy ludzie zgromadzeni wówczas na ul. Kochanowskiego. Takie są metody działania władz policyjnych w każdym państwie cywilizowanym! Przecież trzeba być przygotowanym na to, że rozruchy kiedyś będą się mogły wydarzyć i do nich trzeba się przygotować zawczasu. Przed wojną stosowano motopompę, która z taką siłą wyrzucała strumień wody, że ścinała ludzi z nóg i na ul. Krakowskie Przedmieście parę razy rozpędzano demonstrację młodzieży akademickiej. Są megafony, można przez megafony przemówić do ludzi, można uspokajać wołaniem przez megafon, dawać wskazówki, obietnice, przyrzeczenia, przemówić do rozsądku. Można wreszcie używać gazów łzawiących, przecież te gazy zostały użyte, ale kiedy? W późniejszych godzinach popołudniowych. Dlaczego Urząd nie był w nie zaopatrzony, dlaczego nie rzucono tych gazów wcześniej jak pierwsze skupisko zaczęło się schodzić na ul. Kochanowskiego? Bardzo słusznie wspomniał kolega Moś: „co robiło radio tego dnia”? Ja sam w domu w oczekiwaniu na komunikat nastawiłem na radiostację poznańską. Szły polki, było schimmi, tańce, ale nie było głosu, który by przemówił do ludzi, który by powiedział – władza jest w drodze, leci przedstawiciel władzy do Poznania i wojsko jest w drodze, ludzie opamiętajcie się, rozejdźcie się do domów, gdyby takie komunikaty radio powtarzało od 10–15 minut, rozeszliby się. O innych metodach uspokojenia tłumu mówił prof. Chałasiński.
Proszę Wysokiego Sądu, mówiłem o pierwszym strzale, który może szedł w powietrze, ale potem nastąpiły inne strzały i te strzały już nie były dane w powietrze, ale do ludzi, bo widziano jak jakaś tramwajarka, dziecko czy inne osoby przed gmachem Urzędu padały na bruk. Proszę Wysokiego Sądu, czy te strzały były konieczne? Świadek Stasiakowa powiedziała – mieszka na ul. Kochanowskiego – że ludzie stojąc przed Urzędem wołali „chodźcie z nami, my walczymy o lepsze płace”. Ja twierdzę, że dopiero te strzały spowodowały, że tłum rozbiegł się w poszukiwaniu broni. Tutaj słynna teoria, że tłum zaopatrzył się w broń na ul. Młyńskiej i poszedł uzbrojony na ul. Kochanowskiego i dokonał zbrojnego ataku na UB, a przed tem atakiem Urząd musiał się bronić. Ta teoria okazała się legendą i rozpadła się w świetle zeznań składanych przez świadków. Proszę o dokładne ustalenie godziny, kiedy padł na ul. Kochanowskiego pierwszy strzał, a kiedy został rozrabowany magazyn broni przy ul. Młyńskiej w więzieniu. Świadek sędzia wojskowy Mołdoch zeznał, że zajścia przed UB zaczęły się o godzinie 11; dr Śliwiński, że około 11 przywieziono pierwszego rannego, był to chłopczyk 9-letni. Dr Cieśliński, że pierwszy strzał padł przed godziną 11, a pierwszych rannych dostarczono do szpitala po 15 minutach. Adw. Płóciennik o godzinie 10.40 stojąc przed Zamkiem usłyszał pierwszy strzał od strony Jeżyc, potem wraz z tłumem ruszył ul. Czerwonej Armii i A. Marcinkowskiego pod więzienie. Świadek Aleksandra Banasiak zeznała, że pierwszy strzał padł za 20 minut 11-ta. A teraz co powiedział były naczelnik więzienia, świadek Lewandowski: „Gdy po zdobyciu więzienia i wypuszczeniu więźniów opuszczał więzienie, magazyn broni jeszcze nie był naruszony. Była wówczas godzina 12 (stenogram rozprawy strona 845). W ten sposób skończyliśmy z legendą, że tłum poszedł na ul. Młyńską, stamtąd przyniósł broń i rozpoczął strzelać przed UB. Proszę Wysokiego Sądu strzelano do tłumu bezbronnego, dlaczego? Z jakiej racji? Przecież ten tłum nikomu nie zrobił krzywdy, czy ktoś w Komendzie Wojewódzkiej MO został skrzywdzony, czy na terenie więzienia naczelnikowi, oficerom lub straży spadł chociaż jeden włos z głowy? Czy bito sędziów, czy napadano na prokuratorów i czy napadano na jakieś osoby w Domu Partii, czy napadano na ludzi, którzy pracowali w Zamku, na członków Prezydium Miejskiej Rady Narodowej? Przecież słyszeliśmy, że gdy na Janikowie w Komisariacie MO ktoś rzucił hasło, żeby wystąpić czynnie przeciwko milicji, to jakaś tramwajarka zasłoniła milicję i powiedziała: „jak możecie, oni tacy sami ludzie jak my i tak samo jak my mało zarabiają”. Na jakiej podstawie mógł się UB spodziewać, że będzie traktowany inaczej niż przedstawiciele wszystkich innych władz na terenie miasta Poznania, czy miał poczucie winy, o którym Zygmunt Freud mówi we wstępie do Psychoanalizy. A jeśli tak, to dlaczego, na jakiej podstawie spodziewał się, że wobec funkcjonariuszy tego Urzędu tłum zachowa się nie tak jak w stosunku do przedstawicieli milicji obywatelskiej? Zbliżam się do końca moich uwag. Sąd ma mandat od narodu polskiego, żeby orzekać i wymierzać sprawiedliwość i ja się pytam, czy naród polski czeka na ukaranie Kulasa, czy żąda kary dla Bulczyńskiego lub jakiegokolwiek innego. Czy naród widzi w tych tutaj ludziach sprawców nieszczęścia z dnia 28 czerwca r.b. To był dzień tragiczny, tysiące ludzi opłakuje ten dzień: śmierć, kalectwo, utrata najbliższych, rany, utrata majątku – tragiczny, bolesny dzień i za ten bezmiar bólu za tę sumę zła, kto ma przed sądem odpowiadać? Edie Polo-Bulczyński i spółdzielnia „Bilecik”? Zapewniam Wysoki Sąd, że nie na to czeka naród polski. Na swoich prokuratorów czekają biurokraci, którzy zawinili w wypadkach czerwcowych, którzy się oderwali od mas, ale co to znaczy oderwali od mas, bo tym pojęciem bardzo często się operuje, a muszę powiedzieć, że to jest pojęcie dość mgliste. – Oderwanie się od mas. – Znaczy, że biurokraci rządzący przestali być elitą ideową, stali się elitą konsumpcyjną. Na swoich prokuratorów czekają te kule, które ugodziły tramwajarkę i dziecko, ale jestem ostatnim człowiekiem, który by żądał ukarania kogoś i jeżeli w stosunku do tamtych ludzi zastosowano zasadę abolicji to twierdzę, że zrobiono słusznie, ale czego obrona wymaga, to jednakowego traktowania tamtych ludzi i naszych tutaj klientów. Chcemy równych jednakowych praw i dla tamtych, i dla siebie i to jest słuszne, że w takich wielkich dziejowych wypadkach być może nie ma winnych ani z tej, ani z tamtej strony. Tam też były tragedie, tam też były psychologiczne procesy zawiłe i trudne, było osaczenie i gdyby ci ludzie tu przyszli i zechcieli opowiedzieć o swoich przeżyciach, my byśmy ich rozumieli i prawdopodobnie byśmy im współczuli, ale jeżeli oni korzystają z abolicji, to proszę zastosować ją i do tych ludzi z tej strony barykady. Jaka byłaby podstawa prawna? Profesor Chałasiński powiedział, że czynów ludzkich popełnionych w tak wyjątkowych okolicznościach nie można oceniać tak samo jak czynów formalnie identycznych, ale popełnionych w warunkach normalnych. To twierdzenie otwiera Sądowi szerokie drogi, te drogi, które wytycza art. 17, art. 18 k.k. Oskarżeni siedzą w areszcie tymczasowym, tego im nikt nie odbierze. Sąd ma możność dozowania kary w taki sposób, ażeby oni odzyskali wolność.
Kończę już proszę Panów – nie mogę zapomnieć tego chłopca, który trzymał na ulicy Kochanowskiego ten sztandar w gradzie kul. Nie wiem co się z nim stało, czy żyje? Chciałbym, żeby wspomnienie o nim z pewnym szacunkiem przechowano.
Wysoki Sądzie! Krew przelana 28 czerwca przypieczętowała pewien rozdział naszej historii, okres dziesięciolecia, które przeminęło. Co w tym dziesięcioleciu było piękne, ideowe i twórcze, to będzie żyło w naszym narodzie wiecznie, a co było złe i niegodziwe, aby nie odżyło już nigdy.
Wierzę, że krew ofiar tych zajść nie została przelana na próżno. Ja wierzę, że na grobach tych, którzy polegli spełni się zapowiedź, którą w „Nocy Listopadowej” Stanisław Wyspiański włożył w usta Korze, bogini wiekuiście odradzającego się życia:
Funkcjonariusze rozmawiają dalej. Funkcjonariusze opowiadają, jak to było: „Myśmy do nich ze słowami, a oni chcieli drzwi wyważyć. Myśmy lali wodę z hydrantów, a oni do nas kamieniami. Potem musieliśmy strzelać. Wówczas lekarz pyta: „Więc wyście zaczęli strzelać pierwsi”! A tak – my – pada odpowiedź.
Czy mogą istnieć jeszcze jakieś wątpliwości w tej sprawie? Jeżeli były, jeżeli są, to dlaczego Urząd Prokuratorski nie domagał się wyświetlenia tego momentu bez reszty, bez cienia wątpliwości? Możliwości były, nie staliśmy wobec braku dowodów. W razie potrzeby mogliśmy wezwać tysiące świadków.
Nowszy wpis Stanisław Bełza Starszy wpis Leon Berenson