Source: https://czasopismo.legeartis.org/2019/12/sad-najwyzszy-odfrankowanie-kredytu-walutowego.html
Timestamp: 2019-12-05 22:33:40+00:00
Document Index: 56642864

Matched Legal Cases: ['art. 69', 'art. 58', 'art. 385', 'art. 358', 'art. 385', 'art. 358', 'art. 385', 'art. 58', 'art. 69']

Sąd Najwyższy - "odfrankowanie" kredytu walutowego (IV CSK 309/18)
Sąd Najwyższy: po „odfrankowaniu” kredytu walutowego pozostaje kredyt złotowy oprocentowany stawką LIBOR
by Olgierd Rudak • 3 grudnia 2019 • 24 komentarze
Od kilku dni głośno w mediach o wyroku, w którym Sąd Najwyższy stwierdził, że odfrankowanie kredytu walutowego może być lepsze dla kredytobiorcy niż całkowite unieważnienie umowy — dziś zatem czas na kilka akapitów analizy tego orzeczenia. Czyli: czy SN może „odunieważnić” umowę kredytową unieważnioną wcześniejszym wyrokiem sądu i w jaki sposób „dopisać” stawkę oprocentowania LIBOR do kredytu złotowego, który pierwotnie był kredytem denominowanym do CHF? (wyrok Sądu Najwyższego z 29 października 2019 r., IV CSK 309/18).
Sąd Najwyższy: odfrankowanie kredytu walutowego jest lepsze dla kredytobiorcy od unieważnienia, pozostaje kredyt złotowy oprocentowany stawką LIBOR (fot. Olgierd Rudak, CC-BY-SA 3.0)
Orzeczenie wydano w sprawie z powództwa banku przeciwko kredytobiorcy o spłatę 23,9 tys. franków szwajcarskich tytułem kredytu denominowanego do waluty obcej.
Zaczęło się od wziętego w 2004 r. kredytu w wysokości 25 tys. CHF, w umowie ustalono, że wszystkie świadczenia (m.in. wypłata kwoty kredytu i spłaty rat) będą następowały w złotówkach, po przeliczeniu w/g kursu kupna waluty określonego w tabeli ustalanej przez bank. W 2008 r. kredytobiorca przestał spłacać zobowiązanie, więc w 2015 r. bank wypowiedział mu umowę, a następnie skierował powództwo do sądu.
Sąd prawomocnie unieważnił umowę kredytową ze względu na brak zgodności waluty kredytu z walutą rozliczeniową — bo klauzula waloryzacyjna jest sprzeczna z wymogiem jednoznacznego określenia waluty (art. 69 ust. 1 pr.bank.), skutkiem sprzeczności jest sankcja nieważności całej umowy (art. 58 par. 1 kc). Co więcej nie można żądać spłaty kredytu w CHF skoro umowa nakazywała regulowanie zadłużenia w PLN. Standardowo natomiast zastrzeżenie jednostronnego prawa ustalania kursu walutowego przez bank uznano jako klauzulę abuzywną (art. 385(1) kc).
Nieco odmiennie rzecz ocenił Sąd Najwyższy: dopuszczalne — pod warunkiem prawidłowo sporządzonej klauzuli waloryzacyjnej (indeksacyjnej, denominacyjnej) jest zastrzeżenie w umowie kredytu walutowego, iż jego wypłata i spłata nastąpi w złotówkach (art. 358 kc), a jeśli zastrzeżenie dotyczy wyłącznie sposobu wykonania zobowiązania pieniężnego, nie powoduje zmiany waluty wierzytelności (por. wyrok SN z 29 kwietnia 2015 r., V CSK 445/14). Trudności powstają jeśli bank w wadliwy sposób wpisze do umowy klauzulę waloryzacyjną — np. w spornym dokumencie frank szwajcarski pojawił się tylko raz (jako określenie kwoty kredytu, co SN określił jako „kamuflaż”), umowa w ogóle nie przewidywała możliwości wypłaty lub spłaty w CHF. Pozwala to na ocenę, że w istocie spór dotyczy kredytu złotowego z klauzulą waloryzacyjną — ale sama umowa kredytowa jest ważna.
Rację natomiast miał sąd jeśli chodzi o ocenę klauzuli waloryzacyjnej jako niedozwolonego postanowienia umownego (art. 385(1) kc). W umowie brak bowiem obiektywnego mechanizmu pozwalającego na ustalenie sposobu rozliczenia zobowiązań, w taki sposób, by konsument nie był uzależniony od jednostronnych decyzji banku. Konsekwencją stwierdzenia abuzywności klauzuli walutowej jest sankcja bezskuteczności tego postanowienia, ale strony są związane pozostałą częścią umowy, nie ma przy tym podstaw do uzupełnienia zakwestionowanych postanowień przepisami dyspozytywnymi lub na zasadzie analogii — co oznacza, że nie można założyć, iżby sporny kredyt był kredytem walutowym, do którego zastosowanie miałby kurs franka NBP (wyrok SN z 24 października 2018 r., II CSK 632/17).
SN podkreślił, iż wady tego rodzaju nie uniemożliwiają ustalenia kwoty udzielonego kredytu w złotych — jest przecież oczywiste, że kwotą tą jest suma pieniędzy (PLN) wypłacona klientowi w celu sfinansowania zakupu mieszkania — co jest jeszcze jedną przesłanką (obok słusznych racji banku) przeciwko unieważnieniu całej umowy.
Odnosząc się w swych rozważaniach do niedawnego „polskiego” orzeczenia Trybunału Sprawiedliwości EU (por. „Kredyty indeksowane do walut obcych mogą być unieważnione”) SN podkreślił, iż TSUE pozostawił ocenę wpływu abuzywności klauzuli walutowej na ważność umowy kryterium prawa krajowego — dopiero jeśli sąd krajowy uzna, że utrzymanie w mocy całej umowy bez zakwestionowanych nieuczciwych postanowień nie jest możliwe, dyrektywa EU nie stoi na przeszkodzie unieważnieniu umowy. Niedopuszczalne jest natomiast uzupełnianie luk z zastosowaniem przepisów ogólnych, odwołujących się do zasad słuszności lub ustalone zwyczaje, natomiast zastąpienie usuniętych postanowień normą o charakterze dyspozytywnym lub przepisem mającym zastosowanie za zgodą stron jest dopuszczalne, jednak pod warunkiem zgody strony (a chodzi o sytuacje, w których unieważnienie kredytu walutowego narażałoby konsumenta na szczególnie szkodliwe i niekorzystne skutki).
W ocenie SN oznacza to, że po usunięciu klauzuli walutowej jako niedozwolonego postanowienia umownego sama umowa kredytowa pozostaje w mocy — jako kredyt udzielony w złotych polskich, oprocentowany umowną stawką LIBOR.
Z tego względu zaskarżony wyrok został uchylony, a sprawa wraca do ponownego rozpoznania w apelacji.
Zamiast komentarza: to nie pierwszy wyrok, w którym sądy orzekały o „odfrankowaniu” kredytu walutowego (por. „Czy można mieć kredyt w PLN oprocentowany stawką LIBOR?” i „Czy abuzywność klauzuli indeksacyjnej powoduje nieważność umowy kredytu w CHF?”). Nie dziwi mnie też — zapewne wbrew oczekiwaniu wielu kibicujących przeciwko bankom — że SN generalnie wypowiedział się przeciwko unieważnieniu umów kredytowych. Jest to wszakże efektem obowiązywania zasady pacta sunt servanda — która oznacza, że klient nie powinien móc się tak łatwo wymigać z zaciągniętego zobowiązania.
Tags: art. 358 kc art. 385(1) kc art. 58 kc art. 69 pr. bank. bankowość klauzule niedozwolone konsument kredyt Sąd Najwyższy waluty
← Czy obywatele Ukrainy z prawem tymczasowego pobytu są zwolnieni ze składek na ZUS?
Czy zniszczenie cudzego utworu może być procesem tworzenia — utworu zależnego? →
To jest granda sądowo-logiczna i deal życia dla zwanzig ludzi.
Teraz wszyscy, którzy wzięli podłe, pospolite kredyty złotówkowe powinni domagać się wsparcia państwa i żądań zmiany oprocentowania z WIBOR na LIBOR – wszyscy równi wobec prawa.
Przepisy o klauzulach abuzywnych są już od ilu ? 20 lat ? Smutne jest raczej, że dopiero teraz, i to po zdecydowanym wyroku TSUE, sądy zaczynają stosować oczywiste przecież zasady w nich wyrażone. Wbrew wcześniejszym absurdalnym wykładniom próbującym chronić biedne banki.
Szczerze mówiąc czekam na pozwy inwestorów indywidualnych przeciwko giełdzie, na której także czasem rośnie, a czasem maleje, w/g niejasnego algorytmu ;-)
Olgierdzie, zupełnie nietrafna analogia. I doskonale wiesz dlaczego.
Mechanizm inwestycyjny jest bardzo podobny, wątpię też, by biura maklerskie (bo to one powinny być pozwane) tak dokładnie opisywały schemat kształtowania się cen. Kiedyś powiedziałbym, że inwestor giełdowy nie jest konsumentem (powinien to wykluczać cel zarobkowy operacji), ale to też się nie przyjęło.
Jestem ostatnim, który będzie bronił banki, ale nie widzę podstaw do tworzenia hybryd, które w normalnych warunkach by nie powstały. Nie podoba się waloryzacja we frankach? Ok, przejźdzmy na kredyt w PLN, ze wszystkimi konsekwencjami. A tak jak frajerzy, którzy dwa razy zostani zrobieni na szaro mogą się czuć osoby, które od początku mają w PLN (płacili większe raty, póki CHF nie urósł), a mają oprocentowanie po WIBORze.
Mało tego: załóżmy, że bank będzie miał stratę po odfrankowaniu kredytu walutowego — kto stratę tę pokryje?
Pan,pani. Względnie sedes skoro dura lex sed lex.
A kogo to obchodzi? Czy w okolicach 385-1 KC widać coś o kontrprzesłankach w rodzaju „kto pokryje stratę banku”?
Oczywiście, że nie — ta uwaga padła wyłącznie w kategoriach dywagocjologii i dywagocjotechniki ;-)
Widzę, że front ochrony biednych banków trzyma się mocno. Nie jest prawdą, że nie podoba się waloryzacja we frankach, nie podoba się arbitralny sposób ustalania ceny kredytu wobec konsumenta. I biedne banki doskonale wiedziały o tym ryzyku, a jak nie wiedziały, to znaczy że zatrudniały kiepskich radców.
Oooo! Kredyt w złotówkach, oprocentowany wg Libor CHF ? Fajne, fajne, fajne !
Ja na swój kredyt CHF nie będę, póki co, narzekał. 3/4 wpłacanej raty to spłata kapitału, a tylko 1/4 to odsetki.
A jakie masz całościowe saldo kredytu w stosunku do pierwotnie pozyczonej kwoty? Niestety, ani autor bloga, ani komentujący najwyraźniej nie rozumieją problemu, skoro padają argumenty o frajerach złotówkowiczach, giełdzie i pomocy finansowej państwa…
Z wielką przyjemnością zostanę wyprowadzony z błędu, szczerze, proszę tylko wyjaśnić niuanse.
Informacje statystyczne o kredytach w CHF są łatwo dostępne. Swego czasu Rafał Hirsch wspominał w swoich wpisach na blogu (gdy jeszcze prowadził), że w większości zadłużeni w CHF byli do przodu w porównaniu do podobnych kredytów w PLN. Pisał to w momencie gdy kurs CHF poszybował do poziomów pow. 4PLN po decyzji SNB. B25 podniósł istotny argument jakim jest/będzie rosnący resentyment w przypadku gdy interesy frankowiczów zostaną zabezpieczone. Rodzice brali kredyt w czasach silnej promocji CHF. Bali się więc wzięli w PLN. Ale gdy słyszeli o państwie mającym pomagać frankowiczom czuli się oszukani. Jeżeli sędziowie będą załatwiać sprawę wg tego… Czytaj więcej »
Bo problem z kredytami w CHF nie dotyczy tych którzy wzięli je np. na 80% wartości mieszkania mając wkład własny 20%. Problem mają ci kredytobiorcy, którzy wzięli kredyty w CHF na np. 120% wartości („bo kurs CHF jeszcze spadnie, bo wartość mieszkania wzrośnie, za dodatkowe 20% urządzicie mieszkanie co spowoduje wzrost jego wartości”), a w czasach kryzysu ok. 2008r wartość mieszkania spadła np. do 80% wartości zakupowej, a i tak było niewielu chętnych. Bo takich ludzi wykańczały np. żądania banku dotyczące dodatkowego zabezpieczenia kredytu (skoro wartość mieszkania go nie pokrywała), a nie tymczasowy wzrost kursu CHF (bo nawet po wzroście… Czytaj więcej »
IMHO większość psychicznie wykańcza porównanie hipotetycznej raty (gdyby CHF nadal szedł po 1,99 PLN) wobec raty aktualnej.
Sama prawda. Warto też jednak dodać, że zagrożonych kredytów hipotecznych w CHF jest mniej niż zagrożonych kredytów hipotecznych w PLN. I co by nie robić to wyroki jak ten będą na rękę nie tym zagrożonym (bo kogo będzie stać na prawników i proces) a tym z zasobami.
I tak chcąc, nie chcąc, dorzucono kamyczek do rozpadu państwa.
Ale ja rozumiem, całkiem nieźle, bo sporo rozmawiałem z biorącymi kredyt w CHF: za złotówki kupiłbym 50 m2, za franki udało się 70 m2, a rata była niższa. Bank mówił, że tendencje są korzystne, ale jest ryzyko walutowe. W umowie określono kurs przeliczenia (tudzież spread) „na oko”. Okazało się, że ryzyko przeważyło — kurs poszybował, rata wzrosła, spłacam i spłacam, a kredyt nie maleje. Ja jednak stoję (prywatnie, publicystycznie) na stanowisku, że kredyt walutowy jest jakimś instrumentem finansowym (podobnie jak giełda, złoto, Amber Gold, nieruchomości kupione w celach inwestycyjnych, etc.). Popatrzmy na ten ostatni przykład: załóżmy, że kupiłem 3 mieszkania… Czytaj więcej »
Jak powręcza się ordery i nagrody to kto wie jaki wyrok wyda TK w takim przypadku. Więc pewnie Szanowny RedNacz by tego sobie nie załatwił, ale potężna grupa wpływu, kto wie, kto wie.
Trybunał już nie istnieje, mówią o tym nawet niektórzy członkowie tego gremium towarzyskiego. Po niedawnym naborze (pewnej rozwrzeszczanej profesorki i pewnego ex-prokuratora) można się spodziewać co najwyżej kabaretu — natomiast na pewno na poważnie nikt nie będzie traktował ich elukubracji spod herbatników i kawusi.
O ile istniał od początku. Może sytuacja obecna różni się od poprzedniej głównie tym, że nie ma zasłony i widać grę jak na dłoni?
Ale to offtop i już sam się offtopiczno wykopsowywuję!
Pierwsza instancja co innego, kolejna co innego; jak się to ostatnio często zdarza. Co prowadzi do dziwnego wniosku, że strona może się odwoływać tak długo aż wygra, bo w końcu któryś sąd zgodzi się z nią.
Właściwie to prawie zawsze ktoś wygrywa, a ktoś przegrywa — ale nie chodzi o to, żeby „któryś” sąd się zgodził, lecz ten ostatni :)