Source: https://bartakalinski.pl/artykuly/wdrozenia-systemow-informatycznych-w-orzecznictwie-sadu-najwyzszego/
Timestamp: 2019-07-23 03:06:51+00:00
Document Index: 59406582

Matched Legal Cases: ['art. 23', 'art. 41', 'Art. 52', 'art. 41', 'art. 75', 'art. 74', 'art. 55', 'art. 55', 'art. 55', 'art. 354', 'art. 354', 'art. 491', 'art. 494', 'art. 486', 'art. 640', 'art. 639', 'art. 484', 'art. 278']

Wdrożenia systemów informatycznych w orzecznictwie Sądu Najwyższego | Barta & Kaliński
orzecznictwo systemy informatyczne umowa wdrożenie
alert bazy danych bezpieczeństwo big data cookies dane medyczne dane osobowe dialog techniczny ePrivacy frachising GDPR internet licencje FRAND nowe technologie open source orzecznictwo OZZ patenty konieczne do spełnienia normy podatki prawo autorskie prawo cywilne prawo konkurencji prawo patentowe prawo pracy prawo własności przemysłowej RODO SEP Standard Essential Patents systemy informatyczne sztuczna inteligencja tajemnica przedsiębiorstwa umowa wdrożenie zamówienia publiczne zmiany w prawie znaki towarowe
Prawnika przygotowującego umowę na wdrożenie systemu informatycznego lub zajmującego się sporem między wykonawcą a zamawiającym zawsze czekają kłopoty – trzeba zastosować prawo, które nie było pisane z myślą o IT, w realiach projektu IT. Komplikacje te sprawiają, że spory realizacyjne związane z wdrożeniami systemów niezbyt często kończą się postępowaniem sądowym. Jeszcze mniej spraw trafia do Sądu Najwyższego, którego wypowiedzi mają istotne znaczenie dla praktyki sądów niższych instancji.
W artykule omawiam zagadnienia poruszone przez Sąd Najwyższy w dwóch orzeczeniach, które dotyczyły wykonania lub wdrożenia systemu informatycznego.
2. Wyrok z 24 sierpnia 2007 r., V CSK 150/07
Pierwsze orzeczenie zapadło w stanie faktycznym, w którym strony zawarły „umowę sprzedaży, instalacji i wdrożenia systemu”. Po przeprowadzeniu prac związanych z projektem wdrożenia, zamawiający uznał, że system nie spełnia jego oczekiwań i odstąpił od umowy.
Podstawowy problem rozstrzygany przez Sąd Najwyższy dotyczył charakteru umowy. Sąd przyjął, że celem umowy, której przedmiotem była sprzedaż nośników z oprogramowaniem, świadczenie usług wdrożeniowych oraz udzielenie licencji, było wdrożenie systemu informatycznego. W konsekwencji, Sąd uznał, że strony zawarły umowę o dzieło, w której rezultatem (dziełem) był właśnie system.
W praktyce, umowę wdrożeniową można skonstruować zarówno w modelu umowy o dzieło, jak w modelu umowy o świadczenie usług. Różnica między tymi modelami sprowadza się w uproszczeniu do tego, że o ile w pierwszym z nich gotowy system jest rezultatem, za którego osiągnięcie odpowiada wykonawca, to w drugim modelu wykonawca ma z należytą starannością wspierać proces wdrażania systemu przez zamawiającego, nie odpowiadając za sam rezultat. Obecnie większość umów wdrożeniowych zawierana jest w modelu umowy o dzieło. Wątpliwości co do poprawności takiej kwalifikacji mogą wynikać z tego, że według tradycyjnego poglądu, rezultat umowy o dzieło powinien być ściśle określony . Tymczasem praktycznie każde wdrożenie systemu informatycznego obejmuje daleko idącą konkretyzację przedmiotu umowy dopiero podczas jej realizacji (w wyniku analizy przedwdrożeniowej, opracowania projektu technicznego itp.). W komentowanym wyroku, Sąd Najwyższy trafnie stwierdził, że „umowa o dzieło dopuszcza takie wypadki, gdy ostateczny kształt dzieła wyłania się w trakcie tworzenia”, dając tym samym silny argument zwolennikom poglądu o dopuszczalności umowy o dzieło, której rezultat nie jest całkowicie zdeterminowany w chwili zawarcia.
Komentarza wymaga także stwierdzenie zawarte w uzasadnieniu wyroku: „…gdy dziełem jest system informatyczny umowa o dzieło z chwilą wydania przenosi na zamawiającego egzemplarze utworów autorskich i baz danych nie będących utworami oraz daje mu prawo do korzystania z nich zgodnie z przeznaczeniem, mimo ze autorskie prawo majątkowe nie zostaje na zamawiającego przeniesione”. Z cytowanego fragmentu wynika, że zdaniem Sądu Najwyższego sama umowa o dzieło może stanowić podstawę do korzystania z utworów w rozumieniu ustawy z 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych i baz danych chronionych prawem sui generis w rozumieniu ustawy z 27 lipca 2001 r. o ochronie baz danych .
Powyższa teza została sformułowana zbyt szeroko. Podstawą do korzystania z utworu, do którego autorskie prawa majątkowe przysługują podmiotowi trzeciemu, może być co do zasady uprawnienie wynikające z licencji, albo przepisy o dozwolonym użytku (art. 23 i nast. pr. aut.), przy czym w obrocie profesjonalnym w praktyce w grę wchodzi przede wszystkim ta pierwsza możliwość. Problematyka udzielania licencji uregulowana jest w art. 41 i nast. pr. aut. Przepisy o przejściu praw autorskich i udzieleniu licencji stanowią regulację autonomiczną w stosunku do przepisów kodeksu cywilnego dotyczących umów o dzieło i umów o świadczenie usług. Art. 52 ust. 1 pr. aut. wyraźnie przesądza, że przeniesienie własności utworu nie powoduje przejścia autorskich praw majątkowych i nie ma powodu by uznać, że samo przeniesienie własności egzemplarza powoduje udzielenie licencji. Dodatkowym argumentem za tym stanowiskiem jest regulacja art. 41 ust. 2 pr. aut., który uznaje licencję za odrębny typ umowy. Także ustawa o ochronie baz danych nie zawiera regulacji, która dawałaby podstawę do przyznania uprawnień do korzystania z bazy na podstawie samej umowy o dzieło.
Jeżeli zatem strony zawierają umowę, w której dominują elementy typowe umowy o dzieło, obok których funkcjonują postanowienia, na mocy której udzielana jest licencja, to podstawą korzystania z utworu nie jest sama umowa o dzieło, ale licencja. Dominujący charakter postanowień charakterystycznych do umowy o dzieło przemawia za stosowaniem do całej umowy przepisów kodeksu cywilnego dotyczących m.in. wynagrodzenia za dzieło, odstąpienia od umowy czy rękojmi. Nie zwalnia jednak od przestrzegania zasad ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych, dotyczących udzielania licencji. Jedyny istotny wyjątek dotyczy oprogramowania komputerowego. Zgodnie z art. 75 ust. 1 pr. aut., ten kto legalnie wszedł w posiadanie programu może korzystać z niego w zakresie zwielokrotnienia i modyfikacji (art. 74 ust. 4 pkt 1-2 pr. aut.), jeśli czynności te są niezbędne do korzystania z programu komputerowego zgodnie z jego przeznaczeniem, w tym do poprawiania błędów. Status „legalnego posiadacza” może wynikać także z umowy o dzieło. Podsumowując, pogląd wyrażony przez Sąd Najwyższy ma uzasadnienie tylko w szczególnych wypadkach.
Na komentarz zasługuje także wypowiedź Sądu Najwyższego dotycząca baz danych. W umowie będącej podstawą sporu pojawia się „pojawia się pojęcie bazy danych O.”. Mimo anonimizacji orzeczenia dla potrzeb publikacji, nawet osoba średnio zorientowana w realiach rynku IT bez trudu zidentyfikuje tu oprogramowanie bazodanowe jednego z największych producentów na świecie. Tymczasem rozważania Sądu Najwyższego dotyczące „bazy danych O.” skupiają się na dwóch reżimach ochrony baz danych, rozumianych jako zbiór danych. Innymi słowy, pisząc o oprogramowaniu komputerowym wspomagającym zarządzanie zbiorem danych, Sąd Najwyższy opisuje podstawy ochrony właściwe dla danych jako takich. Przykład ten pokazuje, że zetknięcie sądów z nieznaną terminologią może spowodować oderwanie rozstrzygnięcia od stanu faktycznego. O ile wydaje się, że ten błąd nie wpłynął istotnie na treść komentowanego orzeczenia, w innym stanie faktycznym skutki mogłyby być znacznie dalej idące.
Ostatnia wypowiedź Sądu Najwyższego w komentowanym wyroku, która wymaga omówienia, dotyczy stosowania do umów na wdrożenie systemu informatycznego zasad odpowiedzialności za usterki utworu, uregulowanych w art. 55 ust. 1 pr. aut. Według Sądu, przepis ten nie powinien być zastosowany, ponieważ działania wykonawcy obejmowały dokonanie czynności nietwórczych, „…nasyconych w tak dużym stopniu powtarzalnością, iż można założyć bardzo zbliżony wynik w razie wykonywania instalacji i wdrożenie przez inny wyspecjalizowany podmiot”. Innymi słowy, brak zastosowania art. 55 ust. 1 pr. aut. wiąże się z tym, że wdrożenie systemu jako takie nie jest utworem. Pogląd ten jest sam w sobie trafny, ale pomija problem usterek utworów wchodzących w skład wdrożonego systemu informatycznego, takich jak programy komputerowe. W ich przypadku można wyobrazić sobie zastosowanie art. 55 ust. 1 pr. aut., przy czym należy zwrócić uwagę, że przepis ten dotyczy odpowiedzialności „twórcy” i zawiera łagodniejsze reguły, aniżeli przepisy o rękojmi za wady dzieła, zawarte w kodeksie cywilnym. Z uwagi na ten wyjątkowy charakter, należy interpretować go zawężająco i stosować go tylko dla umów, które są zawierane bezpośrednio z osobą fizyczną będącą twórcą, a ich przedmiotem jest wykonanie utworu. W praktyce, na rynku IT takie umowy wdrożeniowe będą należały do absolutnych wyjątków.
3. Wyrok z 25 lutego 2010 r., V CSK 297/09
Drugie z komentowanych orzeczeń dotyczyło umowy, której przedmiotem nie było typowe wdrożenie systemu informatycznego. Zgodnie z opisem stanu faktycznego, pozwany (wykonawca) miał opracować i dostarczyć system wraz z urządzeniami oraz udzielić licencji na korzystanie z oprogramowania, jednak powód – będący zamawiającym – miał je następnie wprowadzać do obrotu. System nie został wykonany w terminie, co skłoniło zamawiającego do zażądania zapłaty kar umownych. Rozważania prawne zawarte w uzasadnieniu komentowanego wyroku mają znaczenie także dla „klasycznych” umów wdrożeniowych.
Według art. 354 §2 kodeksu cywilnego, wykonanie umowy wymaga pewnego współdziałania ze strony wierzyciela. Powyższa zasada prawa zobowiązań ma niebagatelne znaczenie dla umów wdrożeniowych. O ile bowiem w przypadku mniej skomplikowanych kontraktów, współdziałanie wierzyciela często ogranicza się do „nie przeszkadzania”, powodzenie projektu wdrożeniowego właściwie zawsze wymaga kooperacji między wykonawcą a zamawiającym. W praktyce umowy zawierają zwykle postanowienia, których celem jest doprecyzowanie, a niekiedy także wprowadzenie zamkniętego katalogu czynności, które zamawiający ma obowiązek wykonywać podczas wdrożenia.
Umowa, której dotyczył spór zakończony komentowanym orzeczeniem, zawierała postanowienie o obowiązku przekazania wykonawcy przez zamawiającego „…wymogów dostosowania oprogramowania klienckiego do protokołu wymiany informacji…”. Wykonawca bronił się, zarzucając brak wykonania tych obowiązków przez zamawiającego. Zdaniem Sądu Najwyższego, z punktu widzenia odpowiedzialności wykonawcy kluczowe znaczenie ma kwalifikacja prawna powyższych obowiązków. Wskazane zostały dwie możliwości – mogą to być wzajemne zobowiązania zamawiającego, albo forma jego współdziałania w realizacji umowy.
W tym kontekście warto zwrócić uwagę na tę część uzasadnienia, w której Sąd Najwyższy stwierdza: „Nie można zarzucać wierzycielowi braku współdziałania z dłużnikiem przy wykonywaniu przez niego zobowiązania wówczas, gdy wierzyciela obciąża przewidziany w umowie obowiązek określonego działania bądź zaniechania”. Sugeruje to, że w ocenie Sądu, gdy umowa wyraźnie definiuje obowiązki wierzyciela, to mają one charakter zobowiązań wzajemnych. Moim zdaniem byłby to pogląd zbyt daleko idący. Nie ma powodu, aby wykluczyć – zwłaszcza w obrocie profesjonalnym – doprecyzowanie zakresu obowiązku współdziałania w treści umowy . Nie oznacza to, że w razie „pominięcia” przez strony niektórych działań, będą one zawsze obciążać dłużnika. Tam, gdzie wykonanie zobowiązań jest niemożliwe bez udziału wierzyciela, obowiązek współdziałania będzie wynikał z art. 354 §2 k.c. W zakresie doprecyzowanym w umowie, trudniej będzie jednak o spór co do skali potrzeb dłużnika.
Jeśli obowiązki zamawiającego traktować jako zobowiązanie wzajemne, to ich niewykonanie byłoby równoznaczne ze zwłoką dłużnika w wykonaniu zobowiązań wynikających z umowy wzajemnej, co pociąga za sobą roszczenie odszkodowawcze wykonawcy oraz możliwość wyznaczania przez wykonawcę terminu na ich wykonanie, z zagrożeniem, że po jego bezskutecznym upłynięciu będzie on mógł odstąpić od umowy (art. 491 §1 k.c.). W razie odstąpienia od umowy na tej podstawie, skutkiem byłby wzajemny zwrot świadczeń przez strony oraz dalsze roszczenia odszkodowawcze wykonawcy (art. 494 k.c.), przy czym nie można wykluczyć dochodzenia w ramach odszkodowania kwoty wynagrodzenia, które wykonawca otrzymałby, gdyby nie doszło do zwłoki zamawiającego. Z kolei jeśli obowiązki zamawiającego potraktować jako formę współdziałania, to jego brak stanowi przejaw zwłoki wierzyciela, jeśli następuje bez uzasadnionego powodu (art. 486 §1 k.c.) . Skutkiem zwłoki wierzyciela jest powstanie po stronie wykonawcy roszczenia o naprawienie szkody wynikłej z tej zwłoki, a jeśli umowa łącząca strony ma charakter umowy o dzieło, także powstanie uprawnienia do odstąpienia od umowy po bezskutecznym upływie dodatkowego terminu (art. 640 k.c.). W tym ostatnim wypadku, wykonawca – według niektórych poglądów – jest uprawniony do wynagrodzenia, po odliczeniu tego, co zaoszczędził w wyniku niewykonania dzieła (art. 639 k.c.). Według innych, może jedynie dochodzić odszkodowania.
Odnośnie wpływu na odpowiedzialność wykonawcy, w komentowanym orzeczeniu Sąd Najwyższy wyraził pogląd, że brak aktywności zamawiającego, czy to w postaci niewykonania zobowiązania, czy to w postaci braku współdziałania, będzie całkowicie zwalniał wykonawcę z odpowiedzialności za zwłokę (w tym wypadku: z zapłaty kary umownej) tylko jeśli uniemożliwia to wykonanie jego zobowiązań. Natomiast jeśli brak aktywności powoduje jedynie utrudnienie terminowej realizacji zobowiązań, nie jest to podstawa do uznania kary za bezzasadną, a jedynie do jej miarkowania zgodnie z art. 484 §2 k.c.
Obok rozważań dotyczących współdziałania wierzyciela w wykonywaniu umowy, na uwagę zasługuje także wypowiedź na temat zasad interpretacji umów. Analizując sam tekst umowy, której dotyczy spór, Sąd Apelacyjny przyjął brak powiązań pomiędzy niektórymi obowiązkami wykonawcy i obowiązkami zamawiającego. Sąd Najwyższy skrytykował skupienie się na „analizie logiczno-językowej” umowy i stwierdził, że interpretując umowę nie można „pomijać technicznych aspektów obowiązków stron i ich wzajemnych relacji”, a niezależnie od przyjętej w umowę terminologii, „istotne jest, czy ze względu na uwarunkowania techniczne pozwany mógł wykonać swój obowiązek bez wcześniejszego wykonania obowiązków powoda”. Takie podejście zasługuje na pełną aprobatę i otwiera drogę do zdroworozsądkowej wykładni umów zawieranych w branży IT, z uwzględnieniem technicznego charakteru świadczeń stron, nawet jeśli nie został on przełożony na język prawniczy. Sąd Najwyższy trafnie zwrócił jednak uwagę, że rozstrzygnięcie o zagadnieniach ściśle technicznych nie jest możliwe bez posiadania wiadomości specjalnych w rozumieniu art. 278 §1 kodeksu postępowania cywilnego. W konsekwencji, aby uwzględnić ten aspekt sporu w postępowaniu sądowym, strona powinna wnioskować o przeprowadzenie dowodu z opinii biegłego.
Komentowane orzeczenia unaoczniają problemy, z jakimi borykają się organy orzekające niemające głębokiej wiedzy o przebiegu projektów wdrożeniowych i o rynku informatycznym, a zmuszone do rozstrzygania związanych z tym spraw. Zadaniem prawnika przygotowującego umowę na wdrożenie systemu jest współpraca z zespołem merytorycznym tak, aby treść umowy w jak najpełniejszym stopniu odpowiadała rzeczywistości „projektowej”. Rolą pełnomocnika strony w procesie powinno być natomiast objaśnienie sądowi niuansów i, kiedy jest to konieczne, wnioskowanie o przeprowadzenie dowodu z opinii biegłego.