Source: http://www.aferyprawa.eu/Adwokatura/Bystrzonowski-Janusz-adwokat-tarnowski-i-jego-przekret-jak-z-lokatora-stac-sie-wlascicielem-mieszkania-1063
Timestamp: 2019-06-19 19:32:01+00:00
Document Index: 98120566

Matched Legal Cases: ['Art. 199', 'art.199', 'Art. 62613', 'art 623', 'Art. 385', 'Art. 233']

Aferyprawa - Bystrzonowski Janusz adwokat tarnowski i jego przekręt - jak z lokatora stać się właścicielem mieszkania.
Aferyprawa.com Adwokatura Bystrzonowski Janusz adwokat tarnowski i jego przekręt - jak z lokatora stać się właścicielem
AFERY PRAWA JANUSZ BYSTRZONOWSKI ADWOKAT TARNOWSKI I JEGO OSZUSTWO PRZEJĘCIA MIESZKANIA STARUSZKI
Bystrzonowski Janusz adwokat tarnowski i jego przekręt - jak z lokatora stać się właścicielem mieszkania.
Fachowcy nazywają takie sztuczki "majsterstik prawniczy" - przykład kolejnego numeru prawniczego.
Tak więc kolejny raz ostrzegam wszystkich przez układami z prawnikami.
Pani Zofia S. zakupiła w 1954r. umową kupna-sprzedaży budynek z działką - w połowie na prawach współwłasności ustawowej. - dowód: wpis do księgi hipotecznej.
Ponieważ drugi współwłaściciel nieruchomości zmarł, a ona sama ma już prawie 90 lat postanowiła przeprowadzić fizyczny podział nieruchomości - o co wniosła do sądu.
Istotne w sprawie jest, że w latach pięćdziesiątych na podstawie stalinowskich przepisów [miała nadmetraż] dokwaterowano jej lokatorów m.in. rodzinę Bystrzanowskich.
Wszystko przez 35 lat było ok. - P. Zofia pobierała czynsz za wynajem mieszkania, dbała o swoją połowę budynku. Jednak miała pecha - syn Bystrzanowskich (po przekrętach w podobnych sprawach zmienił nazwisko na Bystrzonowski) skończył studia prawniczych i został adwokatem.
Dla mnie adwokaci kojarzą się z oszustami (o czym Pani Zofia wtedy nie wiedziała) i tu udowodnię że mam rację.
Połowę nieruchomości którą nabyła Pani Zofia stanowiła darowizna właściciela domu Stanisława S. na rzecz swojej córki Krystyny M. Pani Zofia była w zasadzie już drugą właścicielką tej części nieruchomości.
Logiczne, że ponieważ ojciec dokonał wcześniej darowizny na rzecz córki (z pierwszego małżeństwa) w 50% majątku, to już jej nie uwzględnił ją w swoim testamencie - miał potem jeszcze trójkę dzieci.
W testamencie jednak uwzględnił tylko dwoje z nich po połowie spadku z pozostałej połówki.
Drugie co jest istotne w sprawie, to fakt, że spadkobiercy nie ujawnili od razu testamentu.
Ale w końcu niby w jaki sposób miałoby to obchodzić Panią Zofię - ona w stosunku do ustawowego dziedziczenia była "osobą trzecią", a swoją własność miała dawno wykupioną i wpisaną w hipotekę.
I tu każdy wierzący w sprawiedliwość i w prawo bardzo by się omylił - jeżeli do sprawy dziedziczenia włącza się też "osoba trzecia" - ale adwokat, to już zaczyna funkcjonować w sądach typowa prywata, a przepisy w kodeksach funkcjonują wybiórczo. Jest wiele takich przepisów, które "na dwoje" można interpretować, dlatego nasze prawo daje pole do popisu wszelkim cwaniakom.
Otóż adwokat wykorzystuje fakt nie ujawnienia przez spadkobierców testamentu, jednocześnie ukrywa fakt darowizny na rzecz Krystyny M. i załatwia sobie (1989r) w sądzie podział spadku zgodnie z tzw. dziedziczeniem ustawowym na skutek czego sąd przyznaje córce Stanisława S. - Krystynie M. 3/16 części spadku.
Krystyna M. jest już starszą schorowaną osobą. W 1990r adwokat nachodzi ją i przekonuje, żeby mu sprzedała połowę swojego udziału - czyli 3/32 części udziału w masie spadku - czyli mecenas tak naprawdę, powiedzmy że kupuje skarpetki i gacie po nieboszczyku.
Ale to dopiero początek przekrętu.
Teraz załatwia sobie po znajomości nowy wpis do księgi wieczystej swojej własności (tych gaci i skarpetek?)
Tu należy zwrócić uwagę, że podział majątku nie był przeprowadzony, tak więc adwokat kupował "kota w worku" i już z tego faktu jego umowa kupna była bezskuteczna.
Umowa jego zakupu była również bezskuteczna, ponieważ na sprzedaż współwłasności przez współwłaściciela muszą wyrazić zgodę inni współwłaściciele (Art. 199) - czego nie było, a decydujący głoś ma współwłaściciel większościowy - w tym przypadku Pani Zofia która miała 50% udziału, a inni udziałowcy części ułamkowe. [art.199 kc i następne załączone na końcu artykułu].
Co ciekawe, na ten błąd i niezgodność ze stanem faktycznym sąd wpisuje do księgi "wpis ostrzeżenie" zamiast zastanowić się jak doszło do błędu. [Art. 62613. [Wpis ostrzeżenia] § 1, 2 ]
Po tym fakcie inni udziałowcy decydują się ujawnić testament - adwokat wszedł bezprawnie w posiadanie ich części własności. Z powodu nowych okoliczności sąd w Tarnowie postanowieniem z dnia 30.04.91r zmienia postanowienie z 1989r w ten sposób, że spadek na podstawie testamentu nabywają synowie Stanisława W. po 1/2 części.
Jednak sąd nie prostuje swoją oczywistą pomyłkę, czyli nie skreśla wpisu adwokata Bystrzanowskiego, który dalej mataczy w sprawie.
Ale postanowieniem z dnia 23.09.02r Sąd Rejonowy w Dębicy w składzie sędzi SSR Beata Kozik (przynajmniej jedna nieskorumpowana, czy tylko nieznajoma adwokata?) załatwia sprawę P. Zofii zgodnie z prawem i umową sprzedaży, nie dając się wrobić w adwokacką sztuczkę z zakupem "gaci po nieboszczyku".
Pani Zofia zostaje fizycznie przyznana jej własność - czyli połowa nieruchomości, a adwokat Bystrzonowski ma się wynieść.
W tej sytuacji adwokat oczywiście wnosi zażalenie i szuka osobistego dojścia do kliki sędziowskiej.
Już i tak jest zamieszanie w papierach, ponieważ sprawa o podział fizyczny nieruchomości nazwano "o zniesienie współwłasności i dział spadku po Stanisławie W." Co ciekawe sama sprawa zaczyna się od początku, zamiast trafić do sądu wyższej instancji.
Tylko co obchodzi właścicielkę Zofię S. sprawa spadku po Stanisławie W.? Czy nie powinna być automatycznie wyłączona z tej sprawy?
Efekty mataczenia widać w bezprawnym postanowieniu nowego sędziego (kolegi adwokata?) SSR Dariusza Różańskiego z Dębicy.
Poniżej mamy przykład, że prywatny sąd (a może bosski?) wszystko może i że przepisy prawa nawet do toalety nie nadają się.
Już chałupa i grunt nie dzielą się po połowie, jak było przez 30 lat - Adwokat Bystrzycki za swój spadek w części 3/32 (skarpetki i gacie) dostaje od sądu 3-pokojowe mieszkanie (95.40mkw) o wartości wycenionej przez biegłego sądowego na 93.598zł.- i to z części zarządzanej przez P. Zofię. Sędzia Dariusz Różański z Dębicy nakazuje Pani Zofii sprzedać jej mieszkanie adwokatowi za 14.835,06zł - czyli za 1/8 jego wartości, a w cenie wolnorynkowej pewnie jeszcze taniej. Czy nie dowód złodziejstwa i matactwa? Za to dołożył jej kawałek trawnika, żeby w wieku 90lat uprawiała sport, czy pole? Jej naprawdę nie potrzebna jest większa działka, nawet tej co posiada nie jest w stanie obrobić. Dlaczego tego trawnika zgodnie z jego udziałem (pod namiot) nie dano adwokatowi?
Jest to o tyle śmieszne, że mając taki sam udział syn sprzedającej udział w spadku Krystyny M - Andrzej G. nic nie dostał? - a był przecież w tej samej puli nagród przecież. Dlaczego sąd nie zadbał tak pilnie o jego interesy jak o interesy adwokata?
Następny numer sędziego, to uznanie że lokator adwokat Bystrzonowski po zakupie udziału nie musi już zapłacić zaległego czynszu - który przestał uiszczać jak kupił po zmarłym ojcu jego gacie?, czyli od 1991r. Tym samym właścicielka poniosła straty co najmniej 20tys.zł. Ciekawe ile za ten przekręt wziął sędzia, ponieważ jakoś tak w bezinteresowność sędziego nie wierzę.
Kolejny numer w sprawie, to zabawa w "guoad usum" - sąd nie znalazł podstaw do rozliczeń z nakładów na utrzymanie nieruchomości przez ich właścicieli, za to uznał udziały lokatora - adwokata, który na wszelkie prace modernizacyjne oczywiście nie miał zgody właścicielki - czyli robił to na własne ryzyko, dla własnej wygody. Z przedstawionych "lewych?" rachunków wynika że rodzina Bystrzonowskich przez 25 lat żyła bez wody, prądu, kanalizacji itp. i wszystkie media musiał on założyć pod koniec lat osiemdziesiątych. Kolejny przykład debilizmu sędziowskiego, czy kolejny dowód korupcji w sądach?
Logiczne, że taki przekręt nie mógłby się odbyć bez współudziału w sprawie adwokata strony Józefa Gudyka z Ropczyc. To za jego cichą zgodą sędzia Różański, a potem rzeszowscy z SSO Wojciech Misiuda, SO Barbara Chłędowska, SO Tadeusz Strzyż stwierdzają takie paranoje, jak: uczestnicy J.E. Bystrzanowcy nabywając udział do spadku działali w dobrej wierze ?...hee jasne, wyłącznie swojej żeby drogą oszustwa mieć mieszkanie... podział nieruchomości nie nastąpił wbrew interesowi społecznemu (art 623 kpc)..., że nie doszło do naruszenia prawa procesowego?... że nakłady i podział nie były kwestionowane przez strony?... i jeszcze szereg innych paranoi mamy w tym wypracowaniu. Oczywiście że strony wielokrotnie wszystko zaskarżały, ale jakoś dziwnie to im sąd nie dawał wiary... logiczne, wierzy się tylko "swojemu" adwokatowi...
Poniżej przekręt sądowy - czyli jak uzasadnienia mataczenie w sprawie SSR Dariusz Różański z Dębicy:
Oczywiście, pod wpływem takiej niesprawiedliwości na taki prawny przekręt strony złożyły zażalenie.
Sprawa I Ca 696/04 w Sądzie Okręgowym w Rzeszowie przy udziale: przewodniczy SSO Wojciech Misiuda, sędziowie SO Barbara Chłędowska i SO Tadeusz Strzyż oddaliły apelacje obu stron okradzionych przez adwokata Bystrzanowskiego.
Sąd oddalił zażalenie na podstawie: Art. 385. [Oddalenie apelacji] Sąd drugiej instancji oddala apelację, jeżeli jest ona bezzasadna. - i tyle? - to taki artykuł nic nie wyjaśniający dla ukrycia korupcji sędziów, podobnie jak Art. 233. [Swobodna ocena dowodów] § 1. Sąd ocenia wiarygodność i moc dowodów według własnego przekonania, na podstawie wszechstronnego rozważenia zebranego materiału. - czyli na swojej bosskości... cóż, a ja uważam, że jakiś diabeł maczał w tym swoje palce...
Uzasadnienie przepisano j.w. i oczywiście kasację od swych przekrętów załatwiają sobie ci sami sędziowie - tak żeby nikt obcy nie zamieszał w sprawie? Oczywiście że jest to błąd proceduralny i dowód skorumpowania sędziów rzeszowskich, zresztą nie pierwszy dokumentowany na stronach wydawnictwa. Dla wszystkich jak wygląda kasacja w wykonaniu sędziów Sądy Okręgowego w Rzeszowie - czyli jak nie dopuścić do proceduralnego rozpatrzenia oszustwa w sądzie.
Pani Zofia przez 50 lat rzetelnie płaciła podatki, żeby Państwo i urzędnicy władzy chronili ją i jej stan posiadania. Tymczasem skorumpowani urzędnicy organów (nie)sprawiedliwości na których płace szły jej pieniądze najzwyczajniej oszukali ją.
Zgodnie ze stanem posiadania od 1954r i wpisem do księgi wieczystej Pani Zofia posiadała i zarządzała mieszkaniami nr 2 o pow. 119.03mkw, mieszkanie nr 4 o pow.173.16mkm i mieszkaniem nr 6 o pow. 95.40mkw - czyli zgodnie z umową kupna 50% budynku i powierzchnią 387,58mkw.
Sąd udając postępowanie zgodne z prawem, włącza ją w postępowanie spadkowe które wcale ja nie dotyczyło - zabiera jej prawie 1/3 prywatnej własności i takie ma być PRAWO?
Mamy tu jaskrawy przykład kumoterstwa i oszustwa.
Tyle w Polsce. Teraz ten numer idzie do Strasbourga. Ciekawe co tam wymyślą?