Source: https://reporterzy.info/338,czy-dziennikarz-ma-godnosc.html
Timestamp: 2019-09-20 23:22:02+00:00
Document Index: 87451537

Matched Legal Cases: ['art. 212', 'art. 497', 'art. 17', 'art. 34', 'art. 17', 'art. 498', 'Art. 212', 'art. 212', 'art. 212', 'art. 30', 'art. 212']

﻿ Czy dziennikarz ma godność?
4.08.2007 Prawo w mediach
Sąd chyba uważa, że dziennikarz nie ma, a może nie powinien mieć godności. Tak można byłoby sądzić po wydanym w dniu 19 lipca 2007 r. postanowieniu na rozprawie przed sądem rejonowym w Warszawie - sygn. akt III K 459/06.
Chodziło o artykuł, w którym opisane zostały niezupełnie przejrzyście prowadzone procedury w pewnym urzędzie administracji rządowej. Jeden z urzędników poczuł się dotknięty, więc wystosował przeciw autorowi akt oskarżenia. Ale jako osoba prywatna, zatem z art. 212 kodeksu karnego o zniesławienie poprzez publikowanie treści niezgodnych z prawdą.
Ponieważ dziennikarz ocenił, że podstawy oskarżenia są kłamliwe oraz zniekształcone, przez co oskarżyciel nadał niektórym fragmentom tekstu inną wymowę, niż nadał im autor, wobec czego dziennikarz wniósł - na podstawie art. 497 KPK - wzajemny akt oskarżenia.
Po dwóch posiedzeniach pojednawczych (?) i prawie 3 latach doszło do rozprawy głównej. Tu, nim cokolwiek ruszyło, Sędzia wydał postanowienie - na podstawie art. 17 KPK - o umorzeniu postępowania z wzajemnego aktu oskarżenia, a sprawę obrażonego urzędnika â€“ na podstawie art. 34 KPK - wyłączył do odrębnego postępowania. Uzasadnieniem postanowienia były powołane orzecznictwa Sądu Najwyższego, a głównie sentencji wyroków w brzmieniu:
"Nie stanowią przestępstwa zniesławienia różnego rodzaju wypowiedzi dokonywane w ramach przysługujących jednostce uprawnień, między innymi oświadczenia składane w uzasadnieniu lub w obronie praw (np. skargi sądowe, odpowiedzi na zarzuty procesowe, zażalenia, doniesienia pokrzywdzonych o przestępstwie)."
Wynikać z tego zdaje się takie oto przekonanie Sądu, iż dziennikarz, pisząc o urzędniczych manewrach, wystawia się na ewentualny strzał. Jeśli jednak urzędnik w swoim prywatnym akcie oskarżenia nawypisuje bredni, kłamstw i manipulacji treścią artykułu, by wywołać przekonanie, że dziennikarz zmieszał z błotem kryształowego urzędnika, to ów dziennikarz nie ma prawa pociągnąć za kłamstwa owego urzędnika do takiej samej odpowiedzialności.
Już sama logika i zwykłe poczucie sprawiedliwości zdawały się tu doznawać poważnego zachwiania. Tym bardziej postanowienie to zdawało się godzić w konstytucyjną zasadę równości wobec prawa. Dwie prywatne osoby zarzucają sobie wzajemnie kłamstwa pisane na ich temat, ale jednej z nich odmawia się prawa do ochrony swoich dóbr osobistych.
Wskazany przepis art. 17 KPK jest przepisem ogólnym i sam w sobie nie stanowi podstawy umorzenia postępowania bez konkretyzacji przesłanek takiego umorzenia. Jedynie w art. 498 Â§ 1 KPK znajduje się ograniczenie takiej możliwości. Stanowi on, iż wniesienie wzajemnego aktu oskarżenia jest niedopuszczalne, jeżeli prokurator wcześniej wszczął postępowanie albo przyłączył się do postępowania. Nie dotyczyło to jednak tej sprawy, a innych ograniczeń w przepisach KPK nie ma.
Wnioskować z tego należało, że konkretyzacja niedopuszczalności znajduje się w powołanych w uzasadnieniu postanowienia wyrokach Sądu Najwyższego â€“ SN IV KKN 331/00 oraz SN V KKN 435/00.
W prawie karnym stosowanie analogii jest generalnie niedopuszczalne. Warto też pamiętać, iż orzecznictwo, w tym i SN wiąże sądy tylko w sprawie, której dotyczy. Może być wprawdzie powoływane w celu wyjaśnienia przesłanek, jakimi kierują się sądy rozstrzygając w innej sprawie, jednakże charakter tych spraw w swoich zasadniczych elementach musi być, jeśli nie identyczny, to w każdym razie niewątpliwie adekwatny do charakteru sprawy rozpoznawanej. W tym wypadku Sąd Rejonowy w Warszawie uznał, że powołane orzeczenia SN są właściwe do bezpośredniego zastosowania.
Tymczasem obydwa wyroki dotyczą:
- pism procesowych oskarżonego w trakcie postępowania i kierowanych w nich inwektyw pod adresem funkcjonariuszy publicznych, związanych z prowadzeniem postępowania przeciw oskarżonemu;
- wzajemne oskarżenia przeciwko oskarżonemu wnosili funkcjonariusze publiczni, prowadzący lub związani z prowadzeniem sprawy przeciw oskarżonemu.
Niedopuszczalność oskarżenia wzajemnego może być uzasadniona wówczas, gdy oskarżyciel ma prawo czuć się zagrożony ze strony potencjalnego oskarżonego. W szczególności z powodu nierówności stron, ich statusu i potencjalnych możliwości zastosowania restrykcji w związku z wykonywaniem przez oskarżyciela swoich praw.
W niniejszej sprawie nie zachodzą w żadnym stopniu tego rodzaju współzależności, jak również nie może być mowy nawet o potencjalnym zagrożeniu wobec oskarżyciela ze strony oskarżonego. Materiał prasowy, będący przedmiotem postępowania, opisuje zdarzenia ściśle związane z wykonywaniem obowiązków służbowych przez funkcjonariuszy publicznych. Z jakiegoś powodu przeciw autorowi artykułu "Paragrafy i kaptury" wystąpił tylko jeden funkcjonariusz publiczny, ale uczynił to jako osoba prywatna.
Tym samym strony postępowania usytuowane są dokładnie na tej samej pozycji sporu prywatnego, o jednakowym statusie obywatela, któremu przysługują identyczne prawa, w tym prawo do ochrony swojego dobrego imienia. Nic nie uzasadnia, by którejkolwiek stronie postępowania ograniczać, a tym bardziej uniemożliwiać wykonywanie swoich uprawnień.
Również nie znajduje żadnego uzasadnienia faworyzowanie którejkolwiek ze stron, przyznając jej więcej praw wobec strony w identycznej sytuacji. Szczególnie wówczas, gdy obie strony mają identyczne możliwości działania, a pomiędzy stronami nie występuje jakikolwiek element, który mógłby wpłynąć na sposób czy zakres korzystania ze swoich uprawnień którejkolwiek ze stron.
Art. 212 KK ma na celu zapewnienie pokrzywdzonemu dochodzenie swoich praw, gdy ktokolwiek poprzez swoje wypowiedzi narusza dobre imię pokrzywdzonego. Prawo to przysługuje każdemu i â€“ jako element prawa do sądu â€“ jest prawem bezwzględnie obowiązującym. Nic nie może tego prawa ograniczać w sytuacji jednakowej pozycji stron postępowania, a Sąd jest władny jedynie do oceny merytorycznej zarzutów stawianych wzajemnie przez strony postępowania.
Jedną z funkcji przepisu art. 212 KK jest też funkcja prewencyjna w zakresie odpowiedzialności za słowo. Rzekomo pokrzywdzony ma prawo wnieść oskarżenie przeciw autorowi materiału prasowego, jeśli ocenił, że jego treść narusza dobra osobiste pokrzywdzonego. Jednakże akt oskarżenia nie może z kolei naruszać dóbr osobistych oskarżonego poprzez przypisywanie mu treści, jakich w materiale prasowym w ogóle nie ma.
We wniesionym wzajemnym akcie oskarżenia wskazane wyraźnie zostały podstawy oskarżenia wzajemnego i nie stanowił tej podstawy sam fakt wniesienia oskarżenia. Wskazane zostały niektóre z przywołanych przez oskarżyciela fragmenty i sformułowania. Jednych w tekście w ogóle nie ma, inne zostały zniekształcone. Czyli oskarżyciel dokonał świadomej manipulacji treścią, nadając tym fragmentom znaczenie odmienne, niż nadał im autor.
Oczywista nieprawda zawarta w prywatnym akcie oskarżenia powinna być uznana za przekroczenie granic dopuszczalności użytych środków dla ochrony swoich praw. W przeciwnym razie prywatny akt oskarżenia mógłby się w praktyce sprowadzać do bezkarnego lżenia i zniesławiania oskarżonego. Bez żadnych konsekwencji i bez żadnej odpowiedzialności za słowo. W zupełnym oderwaniu od konieczności użycia takich środków do realizacji swoich uprawnień.
Przywołana przez Sąd sentencja orzeczeń dotyczy, jak wskazano na wstępie, spraw o zupełnie innym charakterze, przede wszystkim ze względu na pozycje stron postępowania. Ponadto całość uzasadnienia, w szczególności dalszy fragment, następujący po przywołanej sentencji wskazuje, że zakaz wnoszenia wzajemnego aktu oskarżenia dotyczy tylko określonych sytuacji, zupełnie różnych, niż niniejsza sprawa. Ale nawet i wówczas taka ochrona ma określone granice:
"(â€¦) Nie stanowią bezprawnego zniesławienia zarzuty stawiane w obronie własnych praw, kierowane do władz (zawarte w pismach procesowych, doniesieniach pokrzywdzonych o popełnionym przestępstwie, pozwach rozwodowych).
Legalność takich zarzutów uzależniona jest jednak od potrzeb wynikających z zagrożenia własnego prawa i konieczności wykazania niebezpieczeństwa dla własnych praw ze strony postępowania lub własności innej osoby, lub podmiotu zbiorowego."(â€¦)"
Z powołanych wyroków wynika jednoznacznie, że w niniejszej sprawie ani nie zachodziły przypadki konieczności stawiania zarzutów opartych na nieprawdziwych lub zmanipulowanych stwierdzeniach, ani też nie zachodzą relacje "niebezpieczeństwa dla własnych praw ze strony postępowania lub własności innej osoby, lub podmiotu zbiorowego".
Ponadto użytego w sentencji sformułowania: "kierowane do władz", w kontekście spraw, jakich dotyczą powołane wyroki, nie można rozumieć jako "kierowane do władz" pisma, czyli działania będące czynnościami manualnymi. W sentencji chodzi o "kierowane do władz" inwektywy, których władza jest adresatem.
Sąd Rejonowy, jak się wydaje, nie do końca zrozumiał intencje Sądu Najwyższego, a przede wszystkim z niewiadomych powodów uzasadnił swoje postanowienie w oparciu o wyroki w sprawach zupełnie innego charakteru.
Jedyną cechą wspólną tych trzech postępowań jest art. 212 KK i prywatne akty oskarżenia. Ale zarówno okoliczności jak i strony postępowania są zupełnie inne.
Oskarżyciel, w tym konkretnym przypadku, powinien występować nie jako osoba prywatna, lecz jako instytucja i to nie z prywatnym aktem oskarżenia. Postępowania administracyjne zawsze są prowadzone kilkuosobowo. Jeżeli więc jeden z uczestników postępowania zdecydował się wnieść oskarżenie, to przeciw autorowi powinna wystąpić instytucja, gdyż w istocie to ona jest stroną postępowania. A jednak instytucja na taki krok się nie zdobyła.
W rezultacie tego dziwnego postanowienia oskarżyciel prywatny otrzymuje coś w rodzaju dodatkowej premii. Nie dość, że może sobie oskarżać w sposób zupełnie dowolny, bo przepis ów zwalnia z przeprowadzania dowodów przez oskarżyciela, to na dodatek może wypisywać cokolwiek, choćby całe oskarżenie składało się wyłącznie z kłamstw.
Tymczasem oskarżony autor materiału prasowego musi udowadniać, że urzędnicy złamali prawo, choć â€“ zgodnie z zasadami, to urzędnik jest zobowiązany do udowodnienia, że opisana procedura postępowania administracyjnego przebiegała zgodnie z prawem. Nastąpiła volta odwracająca porządek rzeczy i reguły prawne.
Na dodatek, za kłamstwa wymierzone przeciw autorowi tekstu â€“ kłamstwa zamierzone â€“ nie może on pociągnąć do odpowiedzialności tego, kto kłamstw i manipulacji się chwyta. Trzeba podkreślić, że gdyby takie postanowienie utrzymało się w mocy, to nawet po udowodnieniu w czasie rozprawy, że oskarżyciel kłamał i oparł oskarżenie na zmanipulowanych treściach i tak dziennikarz â€“ stosownie do postanowienia â€“ nadal nie miałby możliwości wniesienia oskarżenia o kłamstwa i manipulacje tekstem. Czyli o działania zmierzające do zniesławienia dziennikarza poprzez pomawianie o pisanie kłamstw.
Konstytucja powiada â€“ w art. 30 â€“ że "Przyrodzona i niezbywalna godność człowieka stanowi źródło wolności i praw człowieka i obywatela. Jest ona nienaruszalna, a jej poszanowanie i ochrona jest obowiązkiem władz publicznych".
Według wydanego postanowienia, za wzajemne teksty na swój temat - nieprawdziwe, według obydwu stron â€“ w stan oskarżenia stawiany ma być tylko dziennikarz. A może dziennikarz to jakieś odmienne jestestwo niemieszczące się w kategorii człowieka i obywatela?
Interesujący system demokratycznego państwa prawnego. Zwłaszcza, gdy jako uzasadnienie postanowienia powoływane są sentencje w oderwaniu od całości sprawy. Natomiast fragmenty dalszej części uzasadnienia zdają się być na tyle istotne, że pomijanie ich zniekształca wymowę całości.
Nazywany "ubeckim kneblem wolności słowa", art. 212 KK, jak widać, ma jeszcze szersze zastosowanie, niż się to wydawało Trybunałowi Konstytucyjnemu, gdy orzekał o jego zgodności z Konstytucją.
Chyba, że Sąd Okręgowy w Warszawie, IX Wydział Karny Odwoławczy, dojdzie do innych wniosków na skutek wniesionego zażalenia na to niezrozumiałe postanowienie. Gdyby tak się stało, wróci równość stron w tym postępowaniu. Po obu stronach stać będą w jednej osobie oskarżeni i oskarżyciele. Na pierwszy rzut oka może się taka sytuacja wydawać groteskowa. Ale warto pamiętać, że ta równość stron oznacza identyczne prawa i obowiązki.
Stąd ów oskarżyciel prywatny, który tak beztrosko wniósł akt oskarżenia, zwolniony z mocy prawa z udowodnienia zasadności oskarżenia, teraz musiałby udowodnić, jak było w istocie z tymi procedurami. Gdzie dziennikarz skłamał, że coś było nie tak. Również będzie musiał udowodnić, gdzie znajdują się stwierdzenia i fragmenty tekstu w takim kształcie, jakie zawarte zostały w akcie oskarżenia.
Tym samym urząd administracji rządowej musiałby udowodnić, że działał zgodnie z prawem. Nie potrafił tego udowodnić przed trzema laty i nie potrafi nadal. Może tu tkwi przyczyna, że to nie instytucja wystąpiła do prokuratury o bezpodstawne znieważanie organu władzy publicznej?
Sytuacja byłaby o tyle jasna, że toczyłaby się wówczas sprawa z oskarżenia publicznego i nie byłoby mowy o wzajemnych aktach oskarżenia. Byłby za to inny problem. Urząd, ściślej prokurator, podtrzymując oskarżenie, byłby zobowiązany do precyzyjnego udowodnienia, że opisane procedury postępowań administracyjnych przebiegały ściśle według przepisów prawa.
Do tego jednak należałoby przedstawić pełną dokumentację postępowań. A tej nie ma, wbrew przepisom kodeksu postępowania administracyjnego. Ot, kłopot.
Czy postanowienie, które w konsekwencji zwalnia oskarżyciela z pozycji oskarżonego i tym samym zwalnia urząd z obowiązku dowodzenia, że działał zgodnie z prawem, zostanie podtrzymane?
Materiał udostępniony przez autora