Source: http://lacorruption.weebly.com/bia322e-kapelusze-6x.html
Timestamp: 2018-09-20 20:44:14+00:00
Document Index: 26833436

Matched Legal Cases: ['art 271', 'art 271', 'art 271', 'art 304', 'art 304', 'art 271', 'art 231', 'art 304', 'art 304', 'art 304', 'art 231', 'art 271', 'art 271', 'art 231', 'art 304', 'art 271', 'art 271', 'art 304']

Białe Kapelusze (6x) - LA CORRUPTION
Białe kapelusze w Samorządowym Kolegium Odwoławczym
Białe kapelusze (white hat hacking) to ujawnianie istniejących dziur w bezpieczeństwie systemów komputerowych. Umożliwia to ich likwidację. Czy równie dziurawy jak system komputerowy może być system funkcjonowania państwa? Czy wystarczy tylko kilka błędów w procedurach, aby byle prowincjonalny "haker" mógł wykorzystywać instytucje państwowe do własnych celów? Czy w procedurach Samorządowego Kolegium Odwoławczego istnieją takie dziury?
Test 6.1 Test 6.2 Test 6.3 Test 6.4 * * *
$ T T Test 6.1 T a *
Czy funkcjonariusz państwowy ma prawo do zmiany stanu rzeczywistego poprzez wydanie zaświadczenia sprzecznego ze stanem rzeczywistym i nie opartego na żadnym materiale dowodowym? W rozumieniu SKO tak. Pomimo dostarczenia materiału wskazującego, że zaświadczenie wydane przez starostę w chwili wydania nie miało nic wspólnego ze stanem faktycznym - SKO nie uznało za stosowne podjęcia należnych kroków w celu nakazania jego korekty i/lub unieważnienia w oparciu o zapisy kodeksu karnego. W swoim postanowieniu SKO dowodzilo opierając się na orzecznictwie NSA i WSA, ze wadliwe zaświadczenia są nieusuwalne. A że to było sprzeczne z aktami sprawy i że starosta nie był w stanie pokazać rejestrów/dokumentów na jakich podstawie zaświadczenie owo wydał......... To jak rozumiemy nie ma znaczenia dla sprawy, bowiem te drobne fakty nie zostały nawet ujęte w opisie sprawy w uzasadnieniu postanowienia.
Czy przyznanie funkcjonariuszowi państwowemu prawa do zmiany stanu rzeczywistego drogą wydania zaświadczenia, którego prawdziwości nie jest w stanie wykazać jest przekroczeniem uprawnień składu orzekającego (członków kolegium wydającego postanowienie) czy dowodem na istnienie czarnej dziury powstałej z ignorowania przepisów uznających takie działania za niedopuszczalne (art 271/273 Kodeksu Karnego)?
2. Więcej szczegółów (dla dociekliwych) i skany
Wniosek o stwierdzenie wadliwości zaświadczenia wydanego przez starostę został złożony w sierpniu 2011 roku. Do wniosku został dołączony materiał dowodowy wskazujący, że lokal nr 3, którego istnienie m. in. poświadczył starosta nie mógł istnieć w 1993 roku, ani w 1999. Po tym czasie nie mógł legalnie powstać ze względu na ograniczenia zawarte w Miejscowym Planie Zagospodarowania Przestrzennego. Prawie półtora roku po złożeniu wniosku SKO wydało postanowienie odmawiające rozpatrzenia sprawy. W uzasadnieniu oparło się na orzecznictwie NSA i WSA. W opinii SKO na skutek wspomnianego orzecznictwa poświadczające nieprawdę zaświadczenia są nieusuwalne. Należy wskazać, że taka interpretacja prawa jest w rażącej sprzeczności z zapisami art 271 i 273 KK i skutecznie usuwa dogmat o wiarygodności dokumentów państwowych.
postanow_1_1.jpg
postanow_1_2.jpg
postanow_1_3.jpg
W terminie został złożony wniosek o powtórne rozpatrzenie sprawy. SKO podtrzymało postanowienie o odmowie zajęcia się sprawa. Powtarzając argumentację o istnieniu orzecznictwa uniemożliwiającego usunięcie z obiegu prawnego wadliwych zaświadczeń. Oznacza to de facto niemożność zakwestionowania czynności prawnych podjętych na podstawie ewidentnego poświadczenia nieprawdy.
postanow_2_1.jpg
sks_2_2_2.jpg
sks_2_2_3.jpg
Nie rozumiejąc o co chodzi zwróciliśmy się do SKO o udostępnienie materiału dowodowego wskazującego na istnienie lokalu nr 3. W końcu SKO w swoich postanowieniach odnosiło się do zaświadczenia starosty jak do dokumentu poświadczającego stan istniejący w momencie jego wydania, pomimo iż złożona przez nas do akt sprawy dokumentacja wskazywała na coś wręcz przeciwnego. Zgodnie z zapisami prawa aby tak postępować SKO powinno mieć materiał dowodowy podważający przedłożona przez nas dokumentację. W przeciwnym razie postanowienia SKO sugerujące iż stan poświadczony przez starostę istniał powinny być również zbadane pod katem naruszenia 271 kk.
Jednak pomimo iż od złożenia wniosku o udostępnienie materiału dowodowego minęło kilka miesięcy - SKO milczy jak grób. Czyżby SKO nie potrafiło wykazać prawdziwości swoich sugestii?
skw_2.jpg
Zbadania wymaga kilka rzeczy wskazujących na nie obowiązywanie art 271/273 Kodeksu Karnego: czy wynikły one z niedopatrzenia pojedynczych funkcjonariuszy państwowych czy są systemowa nieprawidłowością w funkcjonowaniu SKO
1) Czy nastąpiło poświadczenie nieprawdy przez skład orzekający w zakresie istniejącego orzecznictwa czy też WSA i NSA przekroczyło swoje uprawnienia modyfikując polskie prawo w sposób będący w rażącej sprzeczności z zapisami Kodeksu Karnego i powodując powstanie czarnej dziury, która sprawia, że funkcjonariusz państwowy może poprzez złożone oświadczenie wymusić zmianę stanu faktycznego.
Bez względu na to jaka była intencja za cytowanymi przez SKO wyrokami WSA i NSA, nie powinno ulegać wątpliwości, że w rozumieniu SKO wyroki te uniemożliwiały usunięcie wadliwych dokumentów z obiegu prawnego. Ani NSA, ani tym bardziej WSA nie maja uprawnień do interpretacji prawa w sposób sprzeczny z innymi ustawami (w tym wypadku z prawem karnym), a tym bardziej w sposób, który de facto likwiduje dogmat o wiarygodności dokumentów państwowych. Jeżeli rozumienie wyroków przez SKO jest słuszne to doszło do rażącego przekroczenia uprawnień przez sędziów NSA i WSA. Dlaczego więc SKO nie wykonało art 304 par 2 kpk / 231 kk w stosunku do rzeczonych sędziów sądu administracyjnego skoro wierzyło, że dokonali on "interpretacji" prawa umożliwiającej bezkarne wprowadzanie i utrzymywanie w obiegu prawnym wadliwych zaświadczeń? Dlaczego wydając postanowienie posłużyli się tak rozumianym orzecznictwem? Czyżby SKO uważało, że tego typu działania leża w zakresie uprawnień sądownictwa administracyjnego?
2) Czy SKO posiadało dokumenty stwierdzające, że dostarczona przez nas dokumentacja jest wadliwa? Jeżeli tak to dlaczego nam ich nie udostępniło (chociażby w celu weryfikacji)? Czy też po prostu zignorowało nasz materiał dowodowy wychodząc z założenia, że w obrębie uprawnień starosty jest poświadczanie faktów, których prawdziwości nie jest on w stanie wykazać (a istniejący materiał dowodowy wskazuje, że te fakty mogą być po prostu nie prawdziwe)?
$ T T Test 6.2 T a *
Czy właściciel nieruchomości ma prawo do wiedzy co w rejestrach gminy jest napisane o jego nieruchomości? Czy właściciel nieruchomości ma prawo do otrzymania zaświadczenia, że gmina nie wykonała żadnych bezprawnych czynności na jego nieruchomości? SKO wielokrotnie poświadczyło, że nie. jeżeli dobrze zrozumieliśmy, niektórzy członkowie kolegium odwoławczego uważają nawet, że odpowiadanie na tego typu pytania uwłaszcza godności urzędu. Jak ma się to do obowiązującego prawa. No cóż to ostatnie zakłada transparentność wszelkich działań władzy. Z postanowień SKO wynika, że "transparentne" nie są nawet sprawy związane z prywatna nieruchomością (informacje w rejestrach o niej i o czynnościach na niej wykonanych przez urząd miasta) dla jej właściciela.
Czy doszło do poświadczenia nieprawdy w zakresie obowiązującego prawa przez co najmniej kilkunastu członków kolegium odwoławczego czy też mamy do czynienia z czarną dziurą powstała w wyniku ignorowania art 304 par2 kpk i 231 kk. Bo jeżeli wspomniane przepisy są uznawane za "martwe" to pojęcie przekroczenia uprawnień nie istnieje i urzędnik może zrobić wszystko...... nawet odmówić właścicielowi informacji o jego własnym domu.
Co ma myśleć właściciel nieruchomości po otrzymano zaświadczenia następującej treści "Zaświadczam, że brak jest w tut. urzędzie dokumentów potwierdzających, iż nieruchomość (...) podlegała przepisom o szczególnym trybie najmu, dlatego też trudno potwierdzić, że w/w budynku zamieszkiwali najemcy posiadający decyzje administracyjne" w odpowiedzi wniosek o potwierdzenie, że jego nieruchomość "nigdy nie była objęta gospodarką kwaterunkową, a w szczególności nigdy nie istnieli lokatorzy posiadający przydział związany z wspomniana nieruchomością".
Chyba zdrowa reakcja jest wybuchnięcie śmiechem. W końcu jeżeli Urząd nie ma dokumentów, że budynek podlegał przepisom o szczególnym trybie najmu to chyba wyklucza istnienie najemców posiadających decyzje administracyjne (bo niby skąd mieliby się tam wziąść). Idąc torem rozumowania zaprezentowanym w zaświadczeniu to niczego nie można wykluczyć. Nie ma żadnych dokumentów wskazujących, ze na koncie bankowym jest milion euro więc nie można wykluczyć, że jednak tam są. czy znajdzie się ktoś da pożyczkę pod zastaw takiego konta?
Sytuacja nie jest jednak zabawna jeżeli właściciel rzeczonej nieruchomości po omacku szuka powodu dla którego żadna instytucja państwowa nie szanuje praw wynikających z zapisów ksiąg wieczystych. Takie zaświadczenie sugeruje, że coś jest na rzeczy i Urząd Miasta posiada jakieś informacje, które sprawiają, że "trudno potwierdzić, że w/w budynku zamieszkiwali najemcy posiadający decyzje administracyjne", pomimo iż najemców nigdy nie było, a dom był od momentu swojej budowy użytkowany tylko przez właścicieli i ich najbliższa rodzinę.
Sprawa powinna być łatwa do wyjaśnienia. A najbardziej w jej wyjaśnieniu powinien być Urząd Miasta. Jednak okazało się, że nie chce on wydać żadnych zaświadczeń, ani ujawnić niczego w trybie informacji publicznej, co wyjaśniałoby co stoi za wzmiankowana sugestią, ani dlaczego w rozumieniu Urzędu ta sugestia jest odpowiedzią na wniosek o potwierdzenie, że nigdy nie istnieli lokatorzy posiadający przydział związany z wspomniana nieruchomością.
Poniżej skany wniosku i zaświadczenia. (Cała korespondencja z urzędem Miasta tutaj)
Gdy sprawa została skierowana do SKO było już oczywiste, że Urząd Miasta odmawia (zarówno na drodze informacji publicznej, jak i wydawania zaświadczeń o zawartości rejestrów prywatnej osobie) wszelkich informacji na podstawie których można byłoby ustalić powód lub skorygować poświadczony przez niego fakt, że "trudno potwierdzić, że w/w budynku zamieszkiwali najemcy posiadający decyzje administracyjne" (czyli de facto o niejednoznacznej sytuacji nieruchomości). Sprawa wyglądała więc co najmniej dziwnie.
Jeszcze dziwniejsza była reakcja SKO, które nie dopatrzyło się niczego nagannego w formułowaniu przez Urząd Miasta zaświadczeń sugerujących istnienie jakichkolwiek wątpliwości w stosunku do sytuacji nieruchomości będącej przedmiotem sprawy (co, jak się zdaje, technicznie jest jedna z form poświadczenia nieprawdy). Co więcej SKO konsekwentnie podtrzymywało decyzje i postanowienia Urzędu Miasta odmawiające informacji o nieruchomości zawartych w rejestrach gminy mogących pomóc ustalić z jakich rejestrów te wątpliwości pochodzą. Odmowa udzielenia właścicielowi/ współwłaścicielowi nieruchomości informacji na jej temat zawartych w rejestrach instytucji państwowej (czyli jej utajnienie) nie wchodzi w zakres uprawnień funkcjonariusza państwowego.
Jednak SKO nie szczędziło wysiłku, aby przekonać, że nie zdarzyło się nic niestosownego i konsekwentnie poświadczało o prawidłowości działań Urzędu miasta odmawiającego informacji o którą wnioskowano w trybie informacji publicznej i zaświadczeń.. Hmmm.. Czyżby w świadomości SKO nie istniało takie pojęcie jak przekroczenie uprawnień? Czyżby raz podjęta przez funkcjonariusza państwowego czynność do której nie ma umocowania była nieusuwalna? Podobnie jak poświadczenie czy sugestia, której prawdziwości nie sposób wykazać?
Do argumentacji zawartej w uzasadnieniach nie będziemy się litościwie odnosić, bo co można napisać o uzasadnianiu wydania zaświadczenia mającego na celu ustalenie skąd Urząd miasta wziął sugestie zawarte w poprzednio wydanym dokumencie faktem, że ten ostatni dokument został wydany lub faktem wnioskowania o inne informacje, które SKO z jakiś względów uznaje za "bezspornie" identyczne z rozpatrywanym wnioskiem.
Poniżej część dokumentów wystawionych przez SKO w sprawie.
Decyzje o podtrzymaniu decyzji o odmowie wydania informacji publicznej (przykłady)
sk_3_1.jpg
sk_3_2.jpg
sk_3_3.jpg
sk_3_4.jpg
Postanowienia o podtrzymaniu postanowienia o odmowie wydania zaświadczenia (przykłady)
sk_5_1.jpg
sk_5_2.jpg
sk_5_3.jpg
sk_9_1.jpg
sk_9_2.jpg
sk_9_3.jpg
sk_10_1.jpg
sk_10_2.jpg
sk_10_3.jpg
sk_11_1.jpg
sk_11_2.jpg
sk_11_3.jpg
Chcąc wyjaśnić sprawę należnie złożone zostały w czerwcu 2013 r wnioski dowodowe dokumentujące, że nieruchomość była cały czas w rękach właścicieli nie ma więc możliwości aby nasze prawa własności mogły być zakwestionowane na drodze innej niż przestępcza. Jednak nie miało to żadnego wpływu na sposób procesowania spraw przez SKO.
skw_1.jpg
Zbadania wymaga kilka rzeczy wskazujących na nie obowiązywanie art 271/273 Kodeksu Karnego oraz art 231 Kodeksu Karnego ?art 304 par 2 Kodeksu postępowania karnego; czy wynikły one z niedopatrzenia pojedynczych funkcjonariuszy państwowych czy są systemowa nieprawidłowością w funkcjonowaniu SKO
1) SKO nie uznało za poświadczenia nieprawdy sugestii, że "trudno potwierdzić, że w/w budynku zamieszkiwali najemcy posiadający decyzje administracyjne" (w odpowiedzi na wniosek o wydanie zaświadczenia, że ich nie było) pomimo iż fakt "iż nieruchomość (...) podlegała przepisom o szczególnym trybie najmu" powinien taka sytuacje jednoznacznie wykluczać. Co więcej po złożeniu (w czerwcu 2013 roku) sporządzonych przez nas wniosków dowodowych SKO musiało mieć pełna świadomość, że żadnych najemców być nie mogło (budynek był zawsze w rękach właścicieli i ich najbliższej rodziny. Czyżby sugerowanie czegoś co nie mogło być prawdą nie było czynem dopuszczalnym w rozumieniu SKO? Czyżby W obrębie murów samorządowego Kolegium Odwoławczego przepis 271 prawa karnego, który określa tego typu zachowania jako niedopuszczalne był przepisem martwym?
2) SKO wielokrotnie poświadczyło, że nie widzi przekroczenia uprawnień w zatajaniu informacji o nieruchomości zawartych rejestrach i archiwach przed jej właścicielem/współwłaścicielem. Nie wynika to jednak w żaden sposób z zapisów obowiązującego prawa, mimo to nie dopatrzono się naruszenia prawa i nie wykonano art 304 par 2 kpk/ 231 kk. Czyżby w rozumieniu SKO wykonywanie czynności nie wynikających z zakresu obowiązków i obowiązującego prawa było dopuszczalnym zachowaniem funkcjonariuszy państwowych, a wspomniane zapisy polskiego prawa (art 304 kpk i 231 kk) były przepisami martwymi?
$ T T Test 6.3 T a *
Czy wiarygodność ksiąg wieczystych jest fikcją? Czy prawa własności w nich ujawnione mogą być podważone bez wiedzy ujawnionego w nich właściciela? Zdawałoby się, że w świetle obowiązujących przepisów taka sytuacja jest nie do pomyślenia. Oznaczałaby bowiem utratę wiarygodności nie tylko rynku nieruchomości, ale również systemu kredytów hipotecznych - czyli podważyłoby podstawy współczesnej gospodarki. Jednak Wygląda na to, że niektóre instytucje państwowe maja na ten temat swoje własne zdanie. W każdym razie SKO nie widzi nic zdrożnego w poświadczaniu że stan prawny nieruchomości różni się od tego ujawnionego w księgach wieczystych. Nie jest nawet jasne na podstawie jakich dokumentów sobie to wykombinowało, ani dlaczego uznało je za bardziej wiarygodne od ksiąg wieczystych. SKO najwyraźniej uważa, ze nie musi wykazywać prawdziwości poświadczanych informacji, ani wskazywać źródła z którego one pochodzą. Nawet jeżeli w grę wchodzą tak ważne sprawy jak księgi wieczyste.
Czy mamy do czynienia z naruszeniem prawa przez pojedynczych, skrajnie niekompetentnych członków kolegium odwoławczego, czy tez nie respektowanie wiarygodności ksiąg wieczystych (bez podania powodu) ma charakter systemowy i jest w pełni akceptowalnym działaniem w rozumieniu SKO?
W kilku postanowieniach SKO nie tylko poświadczyło o prawidłowości działań Urzędu Miasta odmawiającego skarżącej wiedzy o zawartości rejestrów i archiwów w zakresie dotyczącym współposiadanej przez nią nieruchomości, ale również zakwestionowało prawa własności skarżącej do części wspólnych tejże nieruchomości (pozostałych po wyodrębnieniu z niej 3 lokali).
Przy respektowaniu dogmatu o wiarygodności /rękojmi ksiąg wieczystych SKO nie mogło w uzasadnieniu kilku postanowień poświadczyć o ograniczeniu praw własności do dwóch lokali mieszkalnych. Co interesujące powołano się na dwie z księgi wieczyste (dla lokali), a pominięto księgę wieczystą całej nieruchomości. O księdze tej podpisany pod postanowieniami skład orzekający nie mógł nie wiedzieć, bowiem adnotacja o prawach opisanych w tej księdze znajduje się w dziale I-Sp ksiąg wieczystych wymienionych. A jednak najwyraźniej uznał, że zapisy wszystkich ksiąg za niewiarygodne.
"Jak wynika z ksiąg wieczystych ( przyp tu wymienione zostały tylko 2 z 3 ksiąg wieczystych określających stan własności skarżącej na terenie nieruchomości będąca przedmiotem sprawy) jest właścicielką lokali nr 1 i 2 w budynku (.....). Pani pisze, ze jest współposiadaczem, podczas gdy przysługuje jej prawo rzeczowe- własność. Kolegium wyjaśni, że własność jest w odniesieniu do rzeczy prawem najsilniejszym."
Jak widać SKO posiada informacje o innym stanie prawnym niż ten ujawniony w księgach wieczystych (i posiadanych przez nas aktach notarialnych). Czyżby w rozumieniu SKO księgi wieczyste były aż tak mało znaczącym dokumentem, że można pozbawić obywatela ujawnionych w nich praw bez informowania go o tym?
(poniżej skany z których pochodzi zacytowany fragment)
sk_8_1.jpg
sk_8_2.jpg
sko_1_1.jpg
sko_1_2.jpg
Za interesujące należy uznać, że nawet jedne z nielicznych prawidłowo podjętych decyzji respektujących prawa skarżącej do wiedzy na temat nieruchomości będącej przedmiotem sprawy wywodzą jej prawa tylko z faktu posiadania 2 lokali mieszkalnych, a nie współwłasności w częściach wspólnych nieruchomości. Co jest należy uznać za zaskakujące
sk_6_1.jpg
sk_6_2.jpg
Jednak jak wynika z treści innego postanowienia nieruchomość będąca przedmiotem sprawy jest jednak w rozumieniu SKO własnością prywatną (skan poniżej). Pozostaje jednak zagadką, kto według SKO jest jej właścicielem skoro konsekwentnie w kilku dokumentach poświadczyło, że nie osoby ujawnione w znanych skarżącej księgach wieczystych, których wiarygodności SKO najwyraźniej nie respektuje.
sk_4_1.jpg
sk_4_2.jpg
sk_4_3.jpg
Zbadania wymaga czy nierespektowanie ksiąg wieczystych i składanie poświadczeń sprzecznych z ich zapisami jest wyrazem żenującej niekompetencji pojedynczych funkcjonariuszy państwowych czy też systemowym błędem w funkcjonowaniu SKO
$ T T Test 6.4 T a *
Czy obywatel mający podejrzenie, że padł ofiarą przestępstwa państwowego ma prawo do wyjaśniania sprawy? Czy ma prawo domagać się informacji związanych z ta sprawa i w ten sposób zbierać materiał dowodowy? W opinii SKO nie. Od tego jest policja i prokuratura. Z czego wynika takie ubezwłasnowolnienie obywatela, że nawet nie wolno mu nawet podejmować działań w obronie własnego interesu prawnego niestety nie wyjaśniono.
W innym piśmie poinformowano za to, że informowanie o istnieniu okoliczności, które mogą wskazywać na popełnienie przestępstwa może "być uznane za pomówienie".
Za to w jeszcze innym piśmie SKO ochoczo cytowało opinie Urzędu Miasta oskarżającego osobę chcąca dowiedzieć się co na temat współposiadanej przez nią nieruchomości znajduje się w rejestrach i archiwach w trybie informacji publicznej o "realizowanie partykularnych interesów". SKO nie widziało w tym cytacie nic niestosownego i nawet się nie zająknęło o "pomówieniu", pomimo iż ustalenie czy Urząd Miasta nie brał udziału w czynnościach, które spowodowały, że prawa własności właścicieli ujawnionych w księgach wieczystych nie są respektowane jest jak najbardziej w interesie publicznym.
Tego typu rewelacje zdają się nie mieć żadnego odzwierciedlenia w obowiązującym prawie. Dla nas brzmią trochę jak groźba mająca na celu zniechęcenie do obrony własnego interesu prawnego i skłonienie ofiary do pogodzenia się ze swoim losem. Czy były to ekscesy pojedynczych funkcjonariuszy państwowych, które powinien zostać skorygowane przy pomocy art 231, 271 kk i 304 kpk czy tez w rozumieniu SKO wprowadzanie w błąd i straszenie osoby broniącej swojego interesu prawnego konsekwencjami prawnymi pomimo iż nie wynika z istniejących uprawnień nie podlega karze.
Oto kilka cytatów z decyzji i postanowień SKO i skany z których pochodzą;
Szczerze mówiąc to nie znaleźliśmy w polskim prawie zakazu wyjaśniania sprawy i zbierania materiału dowodowego przez domniemaną ofiarę zdarzeń, które mogą nosić znamiona przestępstwa. Zresztą SKO chyba też nie, bo powołało się na żadną podstawę prawną. Błędne poinformowanie o obowiązujących stosunkach prawnych jest naruszeniem 271 kk. czy jednak ten przepis obowiązuje?
sk_2_1.jpg
sk_2_2.jpg
sk_2_3.jpg
sk_2_4.jpg
Jak rozumiemy w opinii SKO obywatel nie ma prawa nawet sugerować, że padł ofiarą przestępstwa wskazując na zaistniałe okoliczności i nie formułując oskarżeń w stosunku do konkretnych osób? No cóz nie znaleźliśmy podstaw prawnych dla takiego twierdzenia. SKO chyba też, a w każdym razie ich nie podało. Błędne poinformowanie o obowiązujących stosunkach prawnych jest naruszeniem 271 kk. czy jednak ten przepis obowiązuje?
sk_7_1.jpg
sk_7_2.jpg
sk_7_3.jpg
No cóż, najwyraźniej w opinii SKO funkcjonariusz państwowy w przeciwieństwie do ubezwłasnowolnionego obywatela (przynajmniej w zakresie wynikającym z cytowanych poprzednio oświadczeń) może wysuwać obraźliwe sugestie oskarżając o manipulacje i wykorzystywania informacji publicznej do zaspokajania "partykularnego interesu". Jeżeli oficjalnie nie żyjemy w folwarku Orwellowskim to chyba należałoby oczekiwać, że za takie sugestie funkcjonariusz państwowy zostanie ukarany. Ale oczywiście nie mamy gwarancji czy art 271 kk w ogóle obowiązuje.
sk_1_1.jpg
sk_1_2.jpg
sk_1_3.jpg
sk_1_4.jpg
Zbadania wymaga kilka rzeczy wskazujących na nie obowiązywanie art 271/273 Kodeksu Karnego oraz art 231 Kodeksu Karnego art 304 par 2 Kodeksu postępowania karnego; czy wynikły one z niedopatrzenia pojedynczych funkcjonariuszy państwowych czy są systemowa nieprawidłowością w funkcjonowaniu SKO.
1) Fakt, że Prokuratura i Policja są organami powołanymi do badania okoliczności wskazujących na możliwość zaistnienia przestepstwa w żaden sposób nie ogranicza prawa osoby uważającej się za ofiarę przestępstwa do badania sprawy i zbierania materiału dowodowego. Nie wyciągnięcie konsekwencji w stosunku do funkcjonariusza, który usiłował wprowadzić w błąd obywatela przekonując, że jest inaczej musi wskazywać na poważne nieprawidłowości w działaniu instytucji w której imieniu ten dokument został wydany. Przynajmniej w zakresie przestrzegania art 271 kk.
2) Sugerowanie, że pewne okoliczności wskazują na możliwość popełnienia przestępstwa (bez wskazania konkretnych osób) w żaden sposób nie wypełnia definicji pomówienia. Nie wyciągnięcie konsekwencji w stosunku do funkcjonariusza, który usiłował wprowadzić w błąd obywatela przekonując, że jest inaczej musi wskazywać na poważne nieprawidłowości w działaniu instytucji w której imieniu ten dokument został wydany. Przynajmniej w zakresie przestrzegania art 271 kk.
3) Sugerowanie, że konkretny obywatel manipuluje instytucja państwową i wykorzystuje wnioski o informację publiczną dla realizacji partykularnych interesów wypełnia definicje pomówienia. Żaden funkcjonariusz państwowy nie ma umocowania dla umieszczania tego typu sformułowań w dokumentach państwowych. Czy zaistniała sytuacja jest wyrazem żenującej niekompetencji pojedynczych funkcjonariuszy państwowych czy też objawem systemowych nieprawidłowości w funkcjonowaniu SKO będącej konsekwencją uznania za martwe takich artykułów z prawa karnego jak art 304 kpk i 231 kk
Photos used under Creative Commons from inkknife_2000, jinterwas, inkknife_2000