Source: http://swkatowice.forumoteka.pl/viewtopic.php?t=7532
Timestamp: 2017-03-23 18:18:42+00:00
Document Index: 72685472

Matched Legal Cases: ['art. 38', 'art. 23', 'art. 96', 'art. 79', 'art. 90', 'art. 38', 'art. 96']

Dyskusje ogólne :: Problem ratyfikacji traktatu Lizbońskiego w Niemczech
FAQ Szukaj Użytkownicy Grupy Rejestracja Profil Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości Zaloguj Problem ratyfikacji traktatu Lizbońskiego w Niemczech
Wysłany: Sro Lip 01, 2009 6:05 am Temat postu: Problem ratyfikacji traktatu Lizbońskiego w Niemczech
http://www.radiomaryja.pl/audycje.php?id=17270
"Problem ratyfikacji traktatu Lizbońskiego w Niemczech
red. Waldemar Maszewski, mec. Stefan Hambura (2009-06-30)
zapisz"
http://www.radiomaryja.pl/dzwieki/2009/06/2009.06.30.akt05.mp3
http://www.radiomaryja.pl/download.php?file=2009.06.30.akt05&d=2009-06-30
Wysłany: Czw Mar 23, 2017 7:18 pm Temat postu: Forumoteka.pl
Wysłany: Pią Lip 03, 2009 5:57 am Temat postu: http://www.radiomaryja.pl/audycje.php?id=17280
Traktat Lizboński a konstytucja Niemiec
prof. dr hab. Mirosław Piotrowski - poseł do PE (2009-07-01)
http://www.radiomaryja.pl/dzwieki/2009/07/2009.07.01.akt04.mp3
http://www.radiomaryja.pl/download.php?file=2009.07.01.akt04&d=2009-07-01
Wysłany: Wto Lip 07, 2009 5:57 am Temat postu: Niemcy pokazują, jak bronić suwerenności
http://www.rp.pl/artykul/9133,330326_Hambura__Niemcy_bronia_suwerennosci.html
"Niemcy pokazują, jak bronić suwerenności
Stefan Hambura 07-07-2009, ostatnia aktualizacja 07-07-2009 00:51
Orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego Niemiec blokuje przekształcanie Unii w federację i potwierdza, że Unia Europejska to porozumienie suwerennych państw narodowych – pisze prawnik
Niemiecki Federalny Trybunał Konstytucyjny (FTK) wydał 30 czerwca 2009 r. wyrok w sprawie traktatu z Lizbony. Warto zapamiętać tę datę. FTK stwierdził, że Unia Europejska to związek suwerennych państw, a nie federacja. Jeżeli Niemcy chciałyby się stać częścią federacji europejskiej, to zgodnie z artykułem 146 niemieckiej konstytucji (Grundgesetz) naród musiałby zdecydować o tym w referendum po napisaniu nowej niemieckiej konstytucji, która by na to zezwalała.
Powrót państwa narodowego
Decyzja Trybunału w Karlsruhe ma fundamentalne znaczenie dla przyszłości UE i na długo zablokuje jej dalszą ewolucję. Orzeczenie precyzyjnie definiuje zależności: Unia Europejska, państwa narodowe i narodowe parlamenty.
"Przy okazji orzeczenia w sprawie traktatu z Lizbony FTK dokonał swoistej nacjonalizacji Unii Europejskiej, wzmacniając pozycję niemieckiego parlamentu i niemieckiego Trybunału Konstytucyjnego"
Według FTK Parlament Europejski nie jest parlamentem, gdyż ma braki w zakresie definicji równości podczas wyborów. Wszelkie decyzje rozszerzające lub zmieniające kompetencje UE muszą uzyskać potwierdzenie ustawowe Bundestagu (ewentualnie Bundesratu), aby obowiązywały w Niemczech.
Trybunał powiedział więc traktatowi lizbońskiemu: „tak, ale”. Czyli jest on zgodny z konstytucją Niemiec, o ile rozstrzygnięcia zapadające według nowych reguł przegłosuje każdorazowo w ustawie niemiecki parlament.
Trybunał Konstytucyjny dokonał także nowej wykładni definicji UE, co jej wolno i jak daleko może się posunąć integracja europejska, aby istota niemieckiej państwowości nie została naruszona. Do tego wszystkiego FTK podkreśla na przyszłość zarówno swoją kompetencję w badaniu ewentualnych naruszeń, jak i swoją niezależność od Trybunału Sprawiedliwości Wspólnot Europejskich w Luksemburgu zwanego potocznie ETS.
„Nie” dla państwa europejskiego
Krótko mówiąc, przy okazji orzeczenia w sprawie traktatu z Lizbony FTK dokonał swoistej nacjonalizacji Unii Europejskiej, wzmacniając pozycję niemieckiego parlamentu i niemieckiego Trybunału Konstytucyjnego.
Jeżeli tak zinterpretowany traktat lizboński zostanie przez Niemcy ratyfikowany, wszystkie pozostałe państwa będą się musiały dostosowywać do rozstrzygnięć niemieckiego parlamentu, który ustawowo będzie kontrolował decyzje przedstawiciela Niemiec w Radzie Unii. Dodajmy do tego, że takie rozstrzygnięcia – jako podejmowane w trybie ustawy przez niemiecki parlament – mogą być zaskarżane do FTK i przezeń kontrolowane.
Mechanizm ten gwarantuje zachowanie niemieckiej suwerenności (i każdego z państw, które by poszły tym samym śladem), ale zasadniczo wydłuży proces podejmowania decyzji. W efekcie traktat lizboński, który miał się przyczynić do integracji UE, może – na skutek interpretacji FTK – stać się barierą na drodze przekształcania się Unii w federację państw europejskich.
Nie ma wątpliwości, że taki był właśnie cel FTK, co wprost zostało powiedziane w orzeczeniu.
Wyrok z 30 czerwca 2009 r. nie jest wewnętrzną sprawą niemiecką, dotyczy wszystkich państw członkowskich, także Polski. Inaczej mogą sądzić tylko ludzie niekompetentni, nieznający dotychczasowego procesu integracji europejskiej i znaczenia orzeczeń FTK, jak np. w sprawach „Solange I”, „Solange II”, „Maastricht”.
FTK zachował się bardzo przebiegle, a jego orzeczenie jest niezwykle precyzyjne. Z jednej strony stwierdził, że ustawa zezwalająca Republice Federalnej Niemiec na ratyfikację traktatu z Lizbony jest zgodna z niemiecką ustawą zasadniczą. Z drugiej zaś orzekł, że ustawa o rozszerzeniu oraz wzmocnieniu praw Bundestagu i Bundesratu w sprawach UE narusza art. 38 ust. 1 w związku z art. 23 ust. 1 ustawy zasadniczej. I dlatego właśnie ratyfikacja traktatu z Lizbony w Niemczech została wstrzymana przez FTK do czasu odpowiedniego ustawowego zagwarantowania praw Bundestagu i Bundesratu.
W tym kontekście warto spojrzeć bliżej na zapisy artykułów niemieckiej konstytucji, które – według FTK – zostały naruszone.
Artykuł 38 ust. 1: „Posłowie do niemieckiego Bundestagu zostają wybrani w wyborach powszechnych, bezpośrednich, wolnych, równych i tajnych. Są przedstawicielami całego narodu, nie są związani poleceniami i instrukcjami i podlegają tylko swojemu sumieniu”. Artykuł ten ma podobne zapisy jak art. 96 i 104 ust. 1 Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej.
Artykuł 23 ust. 1: „Dla urzeczywistnienia zjednoczonej Europy Republika Federalna Niemiec współdziała w rozwoju Unii Europejskiej, która zobowiązana jest przestrzegać zasad demokracji, państwa prawa, socjalnych i federalnych i zasady subsydiarności oraz zapewnia porównywalną z niniejszą ustawą zasadniczą ochronę praw podstawowych. Republika Federalna Niemiec może ponadto przekazać prawa zwierzchnie ustawą po uzyskaniu zgody Bundesratu. Do umocowania Unii Europejskiej, jak również do zmian jej traktatowych podstaw i porównywalnych uregulowań, w których wyniku ta ustawa zasadnicza ulega w swojej treści zmianie lub uzupełnieniu lub takie zmiany albo uzupełnienia zostaną umożliwione, stosuje się art. 79 ust. 2 i 3”.
Zapisy tego artykułu mają podobne zadanie do spełnienia jak zapisy art. 90 Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej. Zarówno w niemieckiej, jak i polskiej konstytucji jest to punkt oddziaływania na siebie dwóch porządków: narodowego i unijnego.
Powyższe porównanie zapisów konstytucyjnych pokazuje, że regulacje w Niemczech i Polsce są podobne. Udowadnia to zatem potrzebę działania także w Polsce.
FTK w Karlsruhe nie ma zaufania do Parlamentu Europejskiego. Ciekawe są jego wyliczenia dotyczące liczby reprezentowanych wyborców przez poszczególnych członków Parlamentu Europejskiego w zależności od reprezentowanego państwa członkowskiego po zmianach wynikających z traktatu z Lizbony. Tak więc na członka Parlamentu Europejskiego reprezentującego Francję lub Niemcy przypada 857 000 obywateli unijnych. Natomiast na członka reprezentującego Luksemburg 83 000 obywateli unijnych, a więc około dziesięć razy mniej aniżeli w przypadku Francji i Niemiec.
To przykład naruszenia zasady równości w wyborach do Parlamentu Europejskiego. Zasada równości w wyborach powszechnych obowiązuje zarówno w Niemczech (art. 38 ust. 1 niemieckiej konstytucji), jak i w Polsce (art. 96 ust. 2 polskiej konstytucji).
FTK stwierdza, że równość wszystkich obywateli przy wykonywaniu prawa wyborczego jest jedną z istotnych podstaw porządku państwowego. W Polsce nie ma w tej materii różnicy.
Ten wyrok powinien być zatem również wyzwaniem dla polskich posłów. Rezygnując z wakacji, powinni oni przygotować taką samą ustawę, nad którą pracuje niemiecki parlament, gwarantując sobie swoje prawa w UE.
Autor prowadzi kancelarię adwokacką w Berlinie, jest współautorem pierwszych w Polsce komentarzy do traktatów europejskich"
RzeczpospolitaOstatnio zmieniony przez Witja dnia Pią Lip 10, 2009 7:00 am, w całości zmieniany 1 raz
Wysłany: Pią Lip 10, 2009 7:00 am Temat postu: http://www.rp.pl/artykul/9133,331865_Krasnodebski__Niemcy_traktuja_konstytucje_powaznie.html
Niemcy traktują swoją konstytucję poważnie
Zdzisław Krasnodębski 10-07-2009, ostatnia aktualizacja 10-07-2009 07:24 Nie ma znaczenia, jaki procent praw pochodzi z Unii: 70 procent czy 120 procent, gdyż mają one moc obowiązującą w Republice Federalnej tylko dlatego, że to reprezentanci niemieckiego narodu uznają te prawa – pisze filozof społeczny
Czy pamiętamy jeszcze bajkę o bardzo złym prezydencie, który nie chce podpisać traktatu lizbońskiego? To oczywiście tylko jedna z obszernego zbioru bajek tworzonych przez nadwornych bajkopisarzy rządowych, rozpowszechnianych przez usłużnych dziennikarzy prywatnych mediów i bogato ilustrowanych prostackimi happeningami.
Jeszcze niedawno niemal każda rozmowa w mediach o polityce kończyła się sakramentalnym przypomnieniem, że prezydent wstrzymuje przyjęcie tak potrzebnego Polsce i Europie traktatu. Ostatnio miało to nawet odbierać szanse Jerzemu Buzkowi, który w roli przewodniczącego w Parlamencie Europejskim ma się stać prawdziwym Buzkiem-zdrojem leczącym ciężkie polskie kompleksy. Pomijano przy tym nie tylko to, że traktat lizboński jest w istotnych punktach mniej korzystny dla Polski niż nicejski, że przyjęliśmy go pod naciskiem europejskich potęg i po ciężkich negocjacjach, lecz także to, że został odrzucony przez Irlandczyków w demokratycznym, wolnym referendum. A gwałcenie suwerennej woli nawet małych narodów ani nie leży w interesie Polski, ani nie jest zgodne z deklarowanymi przez Europejczyków zasadami.
I oto w zeszłym tygodniu niemiecki Trybunał Konstytucyjny uznał, że wprawdzie traktat lizboński może być na gruncie obowiązującej konstytucji ratyfikowany, ale że powinien być uzupełniony stosowną ustawą, aby utwierdzić i wzmocnić rolę parlamentu, a tym samym prawa suwerennego narodu, którego ów parlament jest reprezentantem.
Granice integracji Co więcej Trybunał wyznaczył granice dalszej integracji. Zgodnie z tym orzeczeniem wraz z traktatem lizbońskim integracja europejska dotarła do swych granic. Budowa europejskiego superpaństwa jest na gruncie obowiązującej konstytucji w Niemczech niedopuszczalna. Trybunał podzielił więc zdanie tych, którzy wnieśli skargę, choć uznał, że nie stosuje się ona jeszcze do obecnego traktatu.
Sprawa jest poważna, bo nie chodzi o Trybunał pośledniego państewka nowej Europy, lecz o wielki kraj samego rdzenia Europy, najbardziej rdzenny z rdzennych. Gdyby podobne wątpliwości miał trybunał konstytucyjny jakiegoś mniej znaczącego kraju, po prostu wezwano by sędziów, by jeszcze raz przemyśleli swoje stanowisko. Trochę by ich mniej lub bardziej przyjacielsko postrofowano, trochę by im poobiecywano, i sprawa zostałaby rozwiązana.
Podobnie skłoniono przecież Irlandczyków do powtórnego referendum, choć nikt nie ośmielił się zmuszać Francuzów (gdy odrzucili traktat konstytucyjny), by głosowali ponownie. W tym wypadku uznano, że trzeba przepakować konstytucję w nową formę i zrezygnować z niektórych zbyt śmiałych zapisów. Dlaczego niemiecki Trybunał wydał to salomonowe orzeczenie? Otóż dlatego, że traktuje poważnie konstytucję swego kraju. Ta zaś stanowi, że to nikt inny, lecz „świadomy swojej odpowiedzialności przed Bogiem i ludzkością” naród niemiecki (das Deutsche Volk) nadał sobie prawo zasadnicze. To naród niemiecki jest suwerenem swej republiki. Może on oczywiście zawierać międzynarodowe traktaty, może scedować część – ale tylko część – swoich uprawnień na Unię Europejską, lecz to on pozostaje podmiotem tego procesu.
Nie ma znaczenia, jaki procent praw pochodzi z Unii, czy 70 procent czy 120 procent, gdyż mają one moc obowiązującą w Republice Federalnej tylko dlatego, że to reprezentanci niemieckiego narodu zebrani w niemieckim parlamencie uznają te prawa. To niemiecki parlament nadaje im moc, a zadaniem Trybunału Konstytucyjnego jest stać na straży, by nie naruszały one prawa zasadniczego.
W Polsce twierdzi się, że suwerenność to anachroniczna idea, niemająca znaczenia w świecie współczesnej polityki. Wyrok niemieckiego Trybunału przypomina nam, że ci, którzy przy każdym proponowanym kolejnym kroku integracji europejskiej nawołują w Polsce, by podpisywać wszystko jak leci i nie zastanawiać się, czy narusza to naszą suwerenność, w większym stopniu kultywują postawę i tradycję typowo – niestety – polską niż zachodnioeuropejską.
Polska tradycja bowiem to nie tylko powstania, opór przeciw zniewoleniu i walka o odzyskanie niepodległości, lecz również potulne zatwierdzanie i legalizacja zarządzeń zewnętrznych mocy zwierzchnich, bez oglądania się na naród i zasadę suwerenności. Nie może dziwić trwałość tej postawy nawet po 20 latach niepodległości, skoro polscy politycy, prawnicy, konstytucjonaliści w większości wyedukowani byli w czasach, kiedy Polska miała status semikolonialny.
Bajka o złym prezydencie Suwerenem w PRL była lokalna partia komunistyczna podporządkowana zwierzchniej partii sowieckiej. To ona, a nie polski naród stanowiła prawo. Także dzisiaj część polskich elit politycznych uznaje się nie tyle za reprezentantów woli narodu, ile za przedstawicieli światłej ponadnarodowej awangardy i chce skwapliwie wcielać jej absolutnie dobre cele na powierzonym sobie obszarze. Traktaty europejskie rozumie nie jako określenie zasad warunkowego udziału Polski, suwerennego kraju wolnych Polaków, w dobrowolnym związku suwerennych państw, lecz w analogii do zadania postawionego naszym przodkom na sejmie grodzieńskim (potwierdził II rozbiór Polski i okazał się ostatnim sejmem I Rzeczypospolitej – red.).
Jak się kończy bajka o bardzo złym prezydencie? Głuchym milczeniem, bo tak naprawdę jest to mało budująca opowieść o niezbyt rozgarniętych Polakach – a także nadzieją, że wkrótce ci Polacy wybiorą bardzo dobrego prezydenta, który zawsze podpisze to, co trzeba, i będzie przy tym ładnie wyglądał i jeszcze ładniej się uśmiechał.
Pisał w opiniach
Stefan Hambura Niemcy pokazują, jak bronić suwerenności 7 lipca 2009 r.
Autor jest socjologiem i filozofem społecznym, profesorem Uniwersytetu w Bremie i UKSW w Warszawie. Współpracuje z „Rzeczpospolitą”