Source: http://ekorozwoj.pl/2017/07/12/gmo-a-stan-srodowiska-przyrodniczego/
Timestamp: 2018-05-27 21:44:24+00:00
Document Index: 11696391

Matched Legal Cases: ['art. 87', 'art. 69', 'art. 10', 'art. 148', 'art. 94', 'art. 87', 'art. 2', 'Art. 5']

GMO a stan środowiska przyrodniczego – Ekorozwój
Ramowe stanowisko Rządu w sprawie organizmów genetycznie zmodyfikowanych (GMO) z dnia 3.04.2006, sugerujące całkowity zakaz uwalniania tych organizmów do środowiska, oraz zakazujące stosowania genetycznie modyfikowanych pasz w produkcji zwierzęcej, spowodowało burzliwą dyskusję w środkach masowego przekazu. Czytając prasę można odnieść wrażenie, że przeciwnicy GMO, to ciemnogród przeciwny ochronie środowiska, dążący do wzrostu cen żywności, charakteryzujący się podstawowym brakiem elementarnej wiedzy z zakresu prawa. Według jednego z poważniejszych polskich czasopism naukowych (Kosmos tom 56 z 2007 roku) za wsparciem, tej opinii wydaje się być również świat naukowy.
Z zawartych tam wiadomości dowiadujemy się, że ramowe stanowisko Rządu dotyczące GMO, jak również, konsumujący to stanowisko, projekt ustawy „Prawo o organizmach genetycznie zmodyfikowanych” przygotowanej przez rząd PiS, zostało oprotestowane przez większość (około 90%) polskich uczonych jak i przez organizacje związane z biotechnologią (Komitet Biotechnologii przy Prezydium PAN, Polska Federacja Biotechnologii). Faktem jest, iż czytamy tam dalej, że „pozostałe 10% badaczy jest sceptycznie nastawionych do GMO i zalecają oni daleko posuniętą ostrożność przy ich stosowaniu, sugerując nawet zakaz wprowadzenia produktów GM do środowiska, handlu etc.” (Kosmos 2007 str. 209). Według jednego z naukowców (Kosmos str. 224) projekt ustawy wzbudził duże kontrowersje z prawnego punktu widzenia gdyż jest:
– niezgodny z art. 87 Konstytucji,
– niezgodny z art. 69 Regulaminu Sejmu
– w sposób nieuprawniony ingeruje w rozgraniczenie kompetencji władz: Sejmu i rządu (art. 10 Konstytucji) oraz rządu i samorządu terytorialnego (art. 148 pkt. 6, art. 94 i art. 87 ust. 2 Konstytucji)
– sprzeczny z ustawą o organizmach genetycznie zmodyfikowanych i narusza konstytucyjną zasadę praw nabytych (art. 2 Konstytucji)
– niezgodny z dyrektywą Parlamentu Europejskiego i Rady 2001/18/WE oraz dyrektywą Rady 2002/53/WE w zakresie, w jakim wprowadza generalny zakaz upraw GMO
Autor wyżej cytowanego tekstu uważa (Kosmos 2007 str. 225), że normy zawarte
w projekcie ustawy „Prawo o GMO” powinny uwzględnić następujące cele główne:
– zapewnienie równości wszystkich podmiotów w świetle prawa. Prace mikrobiologa, rolnika i producenta;
– stymulowanie rozwoju nauki i wdrożeń w Polsce jest sprawą priorytetową dla gospodarki;
– zgodność z prawem UE i konwencjami międzynarodowymi;
– niestwarzanie sytuacji korupcjogennych, prawnie nieprzejrzystych zarówno dla naukowców, jak i dla przedstawicieli gospodarki i administracji.
Według cytowanego powyżej Autora rozwiązania legislacyjne, które są sprzeczne z zasadami legislacyjnymi UE, a takie jak należy sądzić według niego zawiera projekt zakazu uwalniana GMO, muszą (Kosmos 2007 str. 225) prowadzić do:
– konfliktu z Komisją Europejską (co będzie skutkować karami umownymi);
– konfliktu z WTO (ang. Word Trade Organisation) (a w ślad za tym będą nakładane kary umowne);
– pozwów z przemysłu (odszkodowania);
– zablokowania własnych prac doświadczalnych, obniżenia poziomu nauki i ograniczenia szkolenia nowych kadr;
Natomiast, wg cytowanego Autora (Kosmos 2007 str. 225), w przypadku zgodności krajowych norm prawnych z legislacją UE, a więc zgodą na uwalnianie GMO do środowiska, możemy oczekiwać stymulacji biogospodarki i zrównoważonego rozwoju.Inny naukowiec, zwolennik genetycznie modyfikowanej żywności, w artykule pt. „Ależ uparty gen głupoty” (GW 23.02.2008) uważa, iż dyskusja o GMO przypomina debatę, czy „Ziemia jest płaska czy okrągła”. Propagując produkcje żywności, na bazie uwolnionych genetycznie zmodyfikowanych roślin, twierdzi między innymi, że sprzeciw przeciwników uwalniania GMO wynika z ich niewiedzy gdyż:
– obawy związane z GMO wynikają z irracjonalnego podejrzenia, że geny znajdujące się
w pokarmie mogą „przeskoczyć” do człowieka a przecież już uczeń szkoły podstawowej winien wiedzieć, że jest to niemożliwe. Od tysięcy lat jemy przecież wołowinę i nikomu
z tego powodu nie wyrosły rogi;
– wprowadzenie gen bakterii Bacillus thuringensis powoduje, że rośliny stają się odporne
na owady, wprawdzie również te, które nie są szkodnikami ale nie odgrywa to większej roli gdyż giną one również i wtedy, gdy stosujemy środki owadobójcze;
Oczywiście, według wyżej cytowanego naukowca, za wprowadzaniem GMO przemawia fakt, iż uprawa roślin GMO jest średnio o 20% tańsza niż roślin niemodyfikowanych a przecież już za mięso „zwierząt i drobiu”, karmionego paszami roślin transgenicznych, płacimy mniej. Uważa, że będzie miało to duże znaczenie gdy na dużą skalę zaczniemy produkować biopaliwa (np. z rzepaku).
Według cytowanych powyżej naukowców poziom wiedzy przeciwników GMO w tym i jak należy sadzić 10% naukowców to całkowity brak informacji z zakresu prawa i ekonomii
a wiedza przyrodnicza ogranicza się problemu czy ziemia jest płaska czy okrągła oraz czy
od jedzenia wołowiny wyrosną rogi.
W świetle powyższych wypowiedzi pragnę jednak zwrócić uwagę, że przeciwnicy uwalniania GMO pomimo wszystko mają wątpliwości co do słuszności poglądów prezentowanych przez cytowanych powyżej naukowców gdyż:
– znają Konstytucje i wymienione powyżej jej artykuły, łącznie z Art. 5. mówiącym,
że Rzeczpospolita Polska strzeże dziedzictwa narodowego oraz zapewnia ochronę środowiska, kierując się zasadą zrównoważonego rozwoju;
– znają ceny w Europie i świecie i możliwości produkcji nie genetycznie modyfikowanych roślin (soja, kukurydza, itd. ) tak UE, Stanach Zjednoczonych Ameryki Północnej jak i na Ukrainie i w Brazylii.
– znają Konwencje o ochronie różnorodności biologicznej ONZ z 1992 roku, podpisaną
i ratyfikowaną przez Polskę i mówiącą, że państwa mają suwerenne prawa do własnych zasobów biologicznych i że są odpowiedzialne za ochronę swojej bioróżnorodności biologicznej oraz za zrównoważone użytkowanie tych zasobów. Według tej konwencji ustawodawstwo krajowe winno respektować, chronić i utrzymywać wiedzę, innowacje oraz praktyki stosowane przez tubylcze i lokalne społeczności, prowadzące tradycyjny tryb życia, sprzyjający ochronie i zrównoważonemu użytkowaniu różnorodności biologicznej.
– znają Dyrektywę 79/409/EWG w sprawie ochrony dzikiego ptactwa i Dyrektywę Rady 92/43/EWG w sprawie ochrony siedlisk przyrodniczych oraz dzikiej fauny i flory, łącznie z Traktatem Akcesyjnym mówiące, że:
– stan siedlisk przyrodniczych w UE (stara piętnastka) nadal się pogarsza i coraz większa liczba dzikich gatunków jest coraz bardziej zagrożona;
– państwa członkowskie podejmą wszelkie niezbędne środki w celu zachowania populacji gatunków na poziomie, który odpowiada w szczególności wymogom ekologicznym, naukowym i kulturowym.
– obowiązkiem państw jest wspieranie zachowania różnorodności biologicznej przy uwzględnieniu wymagań gospodarczych, społecznych, kulturowych i regionalnych dla rozwoju zrównoważonego
– państwa członkowskie mogą wprowadzić bardziej rygorystyczne środki ochronne niż przewidziane w niniejszej dyrektywach
– znają biologie i ekologie kilkuset gatunków wymienionych w dyrektywie 79/409/EWG
i 92/43/EWG, wiedzących również to że rzepak (Brassica napus), gatunek o dużej możliwości krzyżowania się i ogromnej sile dyspersji (możliwości przenoszenia pyłku – na wielokilometrowe odległości), należy do rodziny Cruciferae (nazwa według traktatu akcesyjnego, obecnie obowiązująca Brassiceceae), zawierającej tylko w Polsce ponad 50 rodzajów i ponad 150 gatunków, w tym w UE 32 gatunki wymienione w traktacie akcesyjnym z czego z których 4 z samego rodzaju Brassica.
– wiedzą, że z jednym gatunkiem rośliny może być, pośrednio lub bezpośrednio, związane pokarmowo co najmniej kilkaset gatunków zwierząt, w tym wiele wymienionych
w dyrektywach 79/409/EWG i 92/43/EWG
– wiedzą, że to nie tyle śmiertelność, co trujący pokarm może odgrywać decydującą rolę
w wymieraniu gatunku,– znają zrujnowaną bioróżnorodność w wielu państwach „starej piętnastki UE”, przyczyny tego zjawiska i koszty regeneracji siedlisk celem restytucji rodzimych gatunków na tle tendencji do tworzenia tam regionów wolnych od GMO w ramach promocji ekologicznej, regionalnej żywności (Austria 10 regionów, Francja – 15 regionów, Włochy – 11 regionów, Grecja – 2 regiony, Wielka Brytania – 2 regiony, Hiszpania – 3 regiony) – znają wyjątkowość bogactwa gatunkowego Polski i przyczyny tego stanu;– którzy w końcu wiedzą, że ptaki to też zwierzęta. W tym kontekście warto przybliżyć pole zainteresowań cytowanych powyżej naukowców. Pierwszy z nich, chemik z wykształcenia, prowadzący prace badawcze nad mechanizmami regulatorowymi biosyntezy białka w układach eukariotycznych, drugi z kolei bada regulacje ekspresji genów poprzez bezpośrednie oddziaływania niskocząsteczkowych związków z mRNA, skupiając się szczególnie nad hipotezą, że arginina oddziaływuje
z aptamerem zawartym w 5’UTR arginazy u Aspergillus nidulans. Nie ulega wątpliwości,
że są to najprawdopodobniej wyśmienici naukowcy w swojej dziedzinie. Nie grzeszą jednak skromnością, autorytatywnie zabierając głos w sprawach, w stosunku do których może być wiele wątpliwości zarówno z etycznego, ekonomicznego jak i przyrodniczego punktu widzenia, w sprawach w stosunku do których są w kraju ludzie, posiadający wiedzę, ludzi również o dużym uznaniu także poza granicami Polski. W wypowiedziach cytowanych dwóch pierwszych naukowców zauważa się lekceważenie tych drugich z wrodzoną „pokorą wyższości intelektualnej”, tak mocno ostatnio uwidocznioną np. w sprawach Rospudy.
Bez jakichkolwiek wiedzy, bez wizji lokalnej, można było stwierdzić, głosując w gronie osób jednej z Rad Naukowych, co jest lasem pierwotnym i co unikalnymi układami przyrodniczymi, nietkniętymi ręką człowieka. Śmiem przypuszczać, że tego rodzaju postępowanie nie ma nic wspólnego z nauką i może a często i jest bardzo krzywdzące
dla ludności lokalnej, ludności o ogromnej wiedzy i kulturze racjonalnego użytkowania zasobów przyrodniczych, ludności będącej autorami tego dziedzictwa kulturowego, ludności od których winniśmy się uczyć a nie nimi pogardzać.Mówię o tym dlatego, że to właśnie ludzie i to ludzie z terenów niezurbanizowanych są twórcami stanu przyrodniczego naszego kraju. Stan przyrodniczy mierzy się bioróżnorodnością a więc występowaniem rodzimych gatunków roślin, zwierząt i grzybów. Im mniej rodzimych gatunków tym gorszy stan środowiska i tym większe zagrożenie dla bytu człowieka i tym większe do poniesienia nakłady związane z rozwojem gospodarczym.
Im mniejsza rodzima bioróżnorodnoścć tym większe prawdopodobieństwo masowych pojawów takich organizmów patogennych jak choroba wściekłych krów, ptasia grypa czy też pryszczyca.
Aby zrozumieć stan środowiska przyrodniczego Polski i jego wyjątkowość trzeba przeanalizować najnowszą historię tego rejonu świata w ciągu ostatnich kilkunastu tysięcy lat a więc okres od ostatniego zlodowacenia. Przy braku gospodarczej działalności człowieka na terenie Polski, podobnie jak i w całej Europie Środkowej, przeważałyby zespoły roślinności leśnej z dominującymi drzewami liściastymi takimi jak buk, dąb, i grab. Zespoły takie są obecnie w tej strefie geograficznej niezwykłą rzadkością i spotkać je jedynie można między innymi w niektórych polskich parkach narodowych. Kształtowały się one na drodze naturalnej sukcesji przez ostatnie kilkanaście tysięcy lat, od czasu ustąpienia ostatniego zlodowacenia. Charakteryzują się one dużą ilością nagromadzonej i funkcjonującej (szybko przechodzącej do różnych postaci) substancji organicznej. Dzieje się to dzięki występowaniu tysięcy gatunków (specyficznej i bogatej bioróżnorodności), charakterystycznych dla starych stadiów sukcesyjnych, które mogą występować jedynie np. w rozkładającym się drewnie kilkusetletnich dębów czy też nienaruszonej gospodarczą działalnością glebie. Zespoły te posiadają z jednej strony poważne możliwości kształtowania dobrego powietrza i dobrej wody a z drugiej duże sposobności do pochłaniania i kumulowania wielu związków produkowanych przez człowieka i uważanych za szkodliwe dla niego. Charakteryzują się one między innymi tym, że są bardzo ekonomiczne, czyli mówiąc inaczej oszczędne. Dzięki bogactwu gatunkowemu i jego specyfice w zespołach tych chronione są zasoby „kapitałowe”, którymi jest nagromadzona substancja organiczna. Substancja ta wprawdzie funkcjonuje, czyli jest spożytkowywana przez różne organizmy, ale nie jest trwoniona, czyli bezużytecznie oddawana innym systemom przyrodniczym. To dzięki temu właśnie w lasach naturalnych mamy generalnie bardzo dobre wody dla takich gatunków ryb jak np. pstrąg, troć czy łosoś.
Był jednak człowiek i była jego gospodarcza działalność co musiało mieć wpływ na wygląd i stan zasobów przyrodniczych. Dla każdego obiektywnego obserwatora wydaje się być oczywistym, że kluczowymi dziedzinami w tym zakresie były kolejno: rolnictwo, przemysł, infrastruktura i melioracje wodne. Rolnictwo to zdecydowana przewaga powierzchnia państw Europy Środkowej, o prawie zupełnie innej od lasów naturalnych
i głównie obcej dla tego rejonu geograficznego, faunie i florze. Miast żubrów, rysi, bobrów
i wilków, występujących na dużych obszarach lasów naturalnych, mamy dwa dominujące gatunki związane z uprawą ziemniaka i rzepaku a mianowicie stonkę ziemniaczaną
i słodyszka rzepakowego. Rolnictwo to również zapotrzebowanie na sztuczne nawozy
i szeroko rozumiane środki ochrony roślin, prawie w całości oddawane w stosunkowo krótkim czasie pośrednio lub bezpośrednio do wód gruntowych i zbiorników wodnych.
Im bardziej wydajne rolnictwo tym większe zużycie tych środków a więc tym większy ich dopływ do wód. Rozwój rolnictwa to rozwój przemysłu, zanieczyszczającego przy okazji bezpośrednio atmosferę. Rozwój przemysłu z kolei to rozwój infrastruktury w tym regulacja rzek, budowa autostrad, rurociągów no i oczywiście miast i osiedli. Działalność ta nie tylko wypiera wiele gatunków rodzimych ze zmienionych środowisk, ale również izoluje na trwałe grupy wielu z nich, co wielokrotnie zwiększa szansę ich wymarcia. Melioracje wodne
w przeszłości to naogół odprowadzanie i trwałe obniżanie poziomu wód gruntowych
co wpłynęło szczególnie negatywnie na funkcjonowanie lasów.Skoro jesteśmy przy lasach to nie bez znaczenia na stan środowiska naturalnego miało i samo leśnictwo. Należy zdawać sobie sprawę z tego, że lasy naturalne to wprawdzie duże nagromadzenie sprawnie funkcjonującej substancji organicznej ale równocześnie mały zapas dobrego surowca drzewnego. Większość drzew w lesie naturalnym to drzewa zbyt młode
lub zbyt stare na to aby stanowić jakąkolwiek wartość użytkową poza opałem. Z uwagi
na wzrastające zapotrzebowanie na dobre jakościowo drewno, co wynikało z rozwoju gospodarczego, powstała konieczność pozyskiwania znacznie więcej dobrego jakościowo surowca. Nie można było tego pozyskać z uszczuplającego się areału lasów naturalnych. Środkiem zaradczym na to wydawało się być wprowadzenie zrębów zupełnych
i monokultury drzew szybko rosnących, głównie sosny i świerka. Początkowe efekty były niezwykle zachęcające. O ile w lasach naturalnych można było pozyskać z 1 ha klikanaście/kilkadziesiąt m3 surowca to w stworzonych drzewostanach jednogatunkowych
po 100 latach hodowli uzyskiwano kilkaset m3 świetnego surowca drzewnego. Euforia minęła jednak stosunkowo szybko. Okazało się bowiem, że następne posadzenie drzew,
po usunięciu stworzonego ręką człowieka drzewostanu, nie dawało już tak dobrego przyrostu masy drzewnej w ciągu 100 lat. Powstałe drzewostany okazały się być również mało odporne na działanie organizmów patogennych. W celu ratowania tych drzewostanów zaczęto zużywać coraz więcej środków chemicznych. Nastąpił więc nie tylko spadek produkcji masy drzewnej ale równocześnie poprzez zmniejszenie zapasu substancji organicznej (związków węgla), zanik wielu gatunków, charakterystycznych dla starych stadiów sukcesji. Lasy zmniejszyły swoją rolę wodo i powietrzochronną. Należy tu jednak zaznaczyć, że właśnie leśnicy krytykowali przyjęty sposób zagospodarowania lasów nieomalże już od 200 lat, dokładnie przewidując negatywne skutki. Byli jednak bezsilni wobec konieczności zabezpieczania doraźnych potrzeb człowieka związanych z rozwojem gospodarczym. Konkludując można powiedzieć, że stan środowiska naturalnego
w dotychczasowej historii rozwoju gospodarczego skorelowany jest ze stanem gospodarki.
Im bardziej brutalna i nieprzemyślana działalność gospodarcza tym mniej rodzimych gatunków roślin, zwierząt i grzybów. Działalnością gospodarczą zastąpiliśmy naturalne systemy leśne o charakterystycznej dla nich faunie i florze, samowystarczalne, bardzo oszczędne w gospodarowaniu, kształtujące dobrą wodę i dobre powietrze na systemy nie mogące funkcjonować bez człowieka (rolnictwo), wymagające wspomagania (po części leśnictwo) o również charakterystycznej ale zupełnie innej od poprzedniej faunie i florze, rozrzutne i również kształtujące wodę i powietrze ale o takiej jakości, że staje się to groźne dla życia człowieka. Reasumując, stan przyrodniczy, mierzony bioróżnorodnością jest odzwierciedleniem naszej działalności w przeszłości. Nie ulega wątpliwości, że państwa starej piętnastki są w wyższym stanie rozwoju gospodarczego mierzonego PKB ale też i nie ulega wątpliwości, że stan naszego środowiska przyrodniczego jest z tego samego powodu zdecydowanie lepszy. To w państwach starej piętnastki zauważono postępujące katastrofalne pogarszanie się stanu przyrodniczego mierzone lawinowym zanikiem rodzimych gatunków roślin i zwierząt. Intensyfikacja rolnictwa (intensywne nawożenie i intensywne stosowanie chemicznych środków ochrony roślin – na bazie najnowszych badań naukowych w tym czasie), liberalizacja gospodarki leśnej (na bazie również współczesnych najnowszych badań naukowych) i nie przemyślany rozwój infrastruktury (bez podstawowych badań naukowych), spowodowały lawinowy zanik rodzimych gatunków roślin i zwierząt. Reakcją na ten proces było stworzenie w tych państwach, sieci Natura 2000 i podpisanie a następnie ratyfikowanie przez nie konwencji ONZ o ochronie bioróżnorodności, prawa zmuszającego wprawdzie do ochrony i restytucji rodzimej fauny i flory ale i ponoszenia ogromnych nakładów finansowych, na które w wielu wypadkach nie stać nawet najbogatszych. Polska to kraj gdzie ekstensywna gospodarka rolna była powodem zachowania wysokiej bioróżnorodności gleb, gwarantującej możliwość produkcji żywności o wysokiej jakości, żywności tak bardzo poszukiwanej obecnie na rynkach światowych.To dzięki opóźnieniom w rozwoju gospodarczym, mieliśmy gdzie utworzyć 23 parki narodowe uznane przez autorytety światowe. To my mamy 28% powierzchni kraju pokryte lasami współtworzącymi wspaniałe krajobrazy, w których występują gatunki, które dawno zniknęły z mapy państw wysoko rozwiniętych i znane są tam z ogrodów ZOO czy też ilustracji książkowych. My możemy poszczycić się takimi gatunkami wskaźnikowymi dla dobrze funkcjonujących krajobrazów jak żurawie, bociany czy też duże ptaki drapieżne, łącznie z naszym symbolem narodowym jakim jest bielik. To my w końcu mamy gleby rolnicze o dobrym potencjale biologicznym gotowe do produkcji żywności o podwyższonej jakości. Zdecydowanie lepszy stan naszego środowiska naturalnego w porównaniu
z państwami o wysokim stanie rozwoju gospodarczego spowodowany jest również przetrwaniem rozdrobnionej prywatnej własności rolnej i wyśmienitej kadrze zarówno naukowej jak i wykonawczej pracującej w zakresie ochrony środowiska. Dzięki rozdrobnieniu prywatnej własności rolnej zachowaliśmy unikalną bioróżnorodność tych terenów. Kadra naukowa z zakresu ochrony środowiska i tacy ludzie jak wspomniani poprzednio pracownicy lasów państwowych, Parków Narodowych i służb ochrony środowiska tworzyli w przeszłości skuteczny opór przed zgubnymi zakusami szybkiego rozwoju socjalistycznej gospodarki planowanej.
Nie do przecenienia w tym zakresie była również rola ludzi stowarzyszonych chociażby w takich organizacjach jak Liga Ochrony Przyrody, Polski Związek Łowiecki czy też Polski Związek Wędkarski. W rolnictwie niedorozwój gospodarczy nie zezwolił również
na stosowanie tak intensywnego nawożenia mineralnego oraz stosowania tak dużej ilości środków ochrony roślin jak w krajach UE. To dzięki temu nasze gleby znajdują się dobrym stanie biologicznym, pozwalającym na produkcję żywności o wyśmienitej jakości zarówno
w gospodarstwach rolnych o małej powierzchni, jak i przy produkcji wielkotowarowej.
Te same opóźnienia w rozwoju gospodarczym nie pozwoliły nam również na budowę infrastruktury technicznej ( autostrady, drogi szybkiego ruchu, itp.), dzięki czemu nie dokonaliśmy spustoszeń w funkcjonowaniu naszych krajobrazów. Możemy więc rozwijać rolnictwo i budować infrastrukturę nie popełniając błędów, które popełniali nasi sąsiedzi. Błędów, których nie chciano popełniać ale nie wiedziano, że się je popełnia. Błędów, których naprawa jest bardzo żmudna, kosztuje bardzo dużo i trzeba być niezwykle bogatym aby koszty tej naprawy ponieść.
Przykładowo gdyby Europa zachodnia chciała odbudować chociażby taki kawałek środowiska naturalnego jakim jest Białowieski Park Narodowy z występującymi tam tysiącami gatunków roślin zwierząt i grzybów łącznie z żubrami, wilkami i rysiami,
co oczywiście jest możliwe, to z całą odpowiedzialnością można stwierdzić, że nie stać jej
na to finansowo przez lat kilkadziesiąt. Gdyby chciała zrenaturalizować swój potencjał biologiczny gleb rolnych do poziomu np. Polski południowo wschodniej i wykorzystać to do produkcji żywności to też środki konieczne do wydania wielokrotnie przewyższałyby budżety tych państw. Jesteśmy więc bogaci i mamy szansę dokonać szybkiego rozwoju gospodarczego, nie popełniając błędów państw wysoko rozwiniętych. Mamy szansę korzystać z naszych zasobów i pomnażając je sprzedawać ich produkty do państw wysokorozwiniętych. Skorzystajmy z tej szansy i nie podlegajmy pewnym modom i nie podejmujmy decyzji zbyt pochopnie. Nauka ma również swoje prawa i musi dążyć do poznania pełnej prawdy. Pomyłek naukowych mamy dużo. Powracając do rolnictwa i leśnictwa to przecież w środkach chemicznego zwalczania (ochrony) i herbicydach, opracowanych i stosowanych w terenie na bazie najlepszych badań naukowych, widziano szanse dla produkcji rolnej i leśnej. Zakończyło się to fatalnie a przykładem jest chociażby DDT. W latach 60-tych, również
na bazie najnowocześniejszych badań naukowych, lansowano w Europie a w ślad za tym
i w Polsce sadzenie drzew szybko rosnących obcego pochodzenia w postaci różnego rodzaju odmian topoli. Plantacje tych odmian założono na najbogatszych glebach rolnych
i na miejscu wyciętych najbogatszych lasów. Zakończyło się to totalną klęską na skutek masowych pojawów organizmów szkodliwych dla topoli. W podobny sposób i również
na bazie najnowszych w tym czasie badań naukowych w latach 70-tych w całej Europie
w tym i w Polsce rozpoczęto proces nawożenia mineralnego lasów celem podniesienia produkcji drewna. Zakończyło się to również pełną katastrofą. Setki hektarów młodych drzewostanów uległo zamarciu. I tu w tym miejscu należy podkreślić, że zarówno w wypadku topoli jak i w wypadku nawożenia tylko dzięki ogromnej wiedzy leśników, oskarżanych
w tym czasie o skrajny konserwatyzm lub wręcz sabotaż, jak również w oparciu o odważną krytykę naukowców (tych przysłowiowych 10%) nie doszło do zdecydowanie większych strat.
Powracając do GMO należy podkreślić niezwykle wysoki poziom prac badawczych
w tym zakresie. Jest to ogromny dorobek naukowy, gdzie jak mi wiadomo nauka polska, posiada swój znaczący wkład i można to zobaczyć w cytowanym Kosmosie 2007 (nr. 56).
Ale również w tym numerze Kosmosu można zapoznać się z pracami starającymi się określić wpływ obecności genetycznie modyfikowanych organizmów (roślin) na inne gatunki lub zgrupowania gatunków pól uprawnych. Nie są to najnowsze zdobycze nauki nawet z poziomu lat 50-tych. Szkoda bo należy tu zaznaczyć, że na przełomie lat 60-tych i 70-tych polska ekologia była potęgą w skali światowej za przyczyną Instytutu Ekologii Polskiej Akademii Nauk i uczelni wyższych chociażby takich jak Uniwersytet Jagielloński, SGGW czy też Akademia Rolnicza w Poznaniu. Szkoda, że tak potrzebna dziedzina nauki zamiast rozwoju doczekała się likwidacji i Instytut Ekologii PAN przestał istnieć kilka lat temu. Mówiąc krótko mamy do czynienia z wysoką, niezwykle wąska wiedzą z zakresy inżynierii genetycznej, wspieraną na siłę niskiej jakości badaniami ekologicznymi i świadomym pomijaniem faktów, z których część można przeczytać chociażby w takich książkach jak „Nasiana kłamstwa” czy też „Genetyczna ruletka” Jefreya SmithaZ tego tez powodu uznając
– ogromny dorobek naukowy w zakresie genetycznie modyfikowanych organizmów w Polsce i na świecie i szansę jaka stwarzają te badania w przyszłości
– ogromny dorobek ekologii
– unikalne zasoby przyrodnicze Polski i szansę jaką Polska posiada pod kątem produkcji unikalnej żywności należy:
– do czasu pełnych dowodów naukowych, wskazujących, że uwalniane organizmy
i mikroorganizmy genetycznie zmodyfikowane nie mają negatywnego wpływu na zdrowie człowieka i związaną z tym rodzimą bioróżnorodność, tzn. nie wpływają na zanik
i obniżenie występowania ilościowego rodzimych gatunków, nie wpływają na pogorszenie kondycji fizycznej rodzimych gatunków oraz nie powodują powstawania nowych form życiowych zdolnych do rozmnażania się należy poprzeć ramowe stanowisko Rządu oraz, być przeciwnym:
– zamierzonemu uwalnianiu GMO do środowiska,
– wprowadzaniu do obrotu produktów GMO dopuszczonych do obrotu na podstawie dyrektywy 2001/18,
– wprowadzaniu do obrotu pasz GMO oraz wprowadzaniu do upraw genetycznie modyfikowanych roślin.
Znając opinie zwolenników i przeciwników uwalniania GMO do środowiska, zgodnie
z zasadą przezorności i w trosce o dobro jednoczącej się Europy, należy dążyć do:
– utworzenia Międzynarodowego Instytutu Ekologii Krajobrazu dla badań wpływu organizmów GMO na bioróżnorodność, gdzie trzon badawczy winni pełnić współpracujący ze sobą najlepsi (o najlepszych cytowaniach w literaturze światowej) naukowcy z zakresu inżynierii genetycznej i inżynierii ekologicznej.
– kontynuacji prac legislacyjnych i respektowania przez obecny Rząd już zmienionego prawa w zakresie GMO, zgodnie z duchem Ramowego stanowiska Rządu w sprawie GMO z dnia 3.04.2006
Tego rodzaju działalność może zakończyć się sukcesem i ta drogą możemy oczekiwać
nie tylko stymulacji biogospodarki i ale i zrównoważonego rozwoju, pamiętając, że polska nauka przyrodnicza była i powinna być w przyszłości domeną w jednoczącej się Europie.
Nie powielajmy błędów i bez kompleksów promujmy nasze dziedzictwo jakim jest stan środowiska przyrodniczego, pamiętając, że twórcą tego dziedzictwa są głównie ludzie terenów niezurbanizowanych.
Komunikat nr 209 Samodzielnej Pracowni Oceny i Wyceny Zasobów Przyrodniczych SGGW i Stowarzyszenia na Rzecz Zrównoważonego Rozwoju Polski.
Publikacja z 10.03.2008. )
Tags: bioróżnorodnośćEkologiagmo