Source: http://medicusveterinarius.pl/forum/posting.php?mode=quote&p=10281&sid=2cb4a26b5e798734bca1f1ad8e0f44ae
Timestamp: 2018-07-16 00:32:31+00:00
Document Index: 109260915

Matched Legal Cases: ['art 18', 'art/171202', 'art. 34', 'art. 1', 'art. 3', 'art. 1']

[quote="Włodzimierz Sławecki"]W rzeczywistości? Trudno jest uogólniać. Każdy kreuje własną rzeczywistość. Pewne zasady warto jest jednak znać. Odpady weterynaryjne – podział i postępowanie Kategoria: Porady Wiesz już wszystko na temat odpadów, które wytwarzasz w gabinecie? Oto artykuł, który odpowie Ci na wszystkie pytanie związane z odpadami weterynaryjnymi. Odpady weterynaryjne czyli powstające w związku z badaniem, leczeniem zwierząt należy odpowiednio klasyfikować , zbierać, magazynować i transportować. Zasady postępowania z odpadami weterynaryjnymi określa Ustawa z dnia 27 Kwietnia 2001 oraz Rozporządzenie Ministra Rolnictwa i Rozwoju Wsi z dnia 1 Października 2010 Klasyfikacja odpadów weterynaryjnych: Odpady weterynaryjne zakaźne – kod 18 02 02* – zawierają żywe mikroorganizmy lub ich toksyny, powodują choroby zakaźne u ludzi lub innych żywych organizmów. Odpady weterynaryjne niebezpieczne – kody: 18 02 05* i 18 02 07* – zawierają substancje chemiczne,powodują choroby niezakaźne u ludzi lub zwierząt lub mogą być źródłem skażenia środowiska. Odpady weterynaryjne pozostałę – kody: 18 02 01 , 18 02 03, 18 02 06, 18 02 08 – nie posiadające właściwości niebezpiecznych. Odpady weterynaryjne zakaźne i niebezpieczne należy unieszkodliwić. selektywna zbiórka odpadów musi odbywać się w miejscu ich powstawania. każdy Lekarz Weterynarii jest odpowiedzialny za swoje odpady i musi przestrzegać zasad ich gromadzenia opisanych w Rozporządzeniu: Wskazówki, którę pomogą Ci uniknąć kar: Odpady niebezpieczne (zakaźne) , z wyjatkiem odpadów o ostrych końcach i krawędziach , zbiera się do worków jednorazowego użycia koloru czerwonego z folii polietylenowej, nieprzeźroczystych, wytrzymałych, odpornych na działania wilgoci i środków chemicznych. Odpady niebezpieczne (zakaźne) o ostrych końcach umieszcza się w pojemnikach jednorazowego użytku, sztywnych, odprnych na działanie wilgoci oraz na przekłucie bądź przecięcie. Pojemniki powinny być umieszczane w miejscu ich powstawania Worki należy umieszczać na stelażach lub sztywnych pojemnikach, tak aby wywinięta na szerokość około 20 cm krawędź nie uległa skażeniu. Pojemniki lub worki mogą być wypełnione nie więcej niż do 2/3 ich objętości umożliwiając bezpieczne zapięcie. Nie dozwolone jest otwieranie raz zamkniętych pojemników lub worków. Pojemniki oraz worki muszą być wymieniane nie rzadziej niż co 72 h.. W przypadku uszkodzenia pojemnika lub worka należy go w całości umieścić w większym nieuszkodzonym worku lub pojemniku. Każdy pojemnik i worek musi posiadać oznakowanie zawierające : kod odpadów w nich przechowywanych siedzibę wytwórcy odpadów datę zamknięcia. Wytworzone odpady mogą być magazynowane do 48 h ( w niektórych przypadkach do 30 dni) w przeznaczonych do tego pomieszczeniach. / Zaczerpnięte ze strony EPAK /[/quote]
Wysłany: 16 Gru 2017, 13:55 Temat postu:
Ech! Są w Polskim internecie takie fora, gdzie wręcz przyjemnie podyskutować. Na naszym forum - "buractwo", jak widać - wychodzi z worka. Dzieje się to głównie wtedy, gdy przemawia co mądrzejszy "lekarz". Chyba na jakiś czas dam sonie spokój.
Wysłany: 14 Gru 2017, 17:51 Temat postu:
Ciekawa dyskusja o braku rąk do pracy w „weterynarii gminnej” i wpływu jaki na nią mają „sterylobusy”. Problem „sterylobusów” polega chyba na tym, że ich działalność jest przysłowiowym wyjadaniem rodzynek. Przyjazd takiego pojazdu pod remizę budzi w miejscowym lekarzu obawę, czy aby następny nie będzie w tym miejscu stał „szczepionkobus”, bo „aptekobusy” stoją regularnie co tydzień. W ten sposób miejscowy lekarz traci wszystkie „rodzynki”: sterylizacje, szczepienia, „ordynowanie” tubek i innych proszków.
Zostają mu prace zlecone, które często nie są wykonywane zgodnie z procedurami, gdyż dostosowanie się do nich prowadzi do bankructwa.
Badanie mięsa na użytek własny 56 skrawków na jedno lub dwu okularowym mikroskopie trwa ok. 60 minut. Wynagrodzenie to 10,23 zł brutto (11-7%). Za osiem godzin badania próbek otrzymamy 81, 84 zł brutto.
Świadectw zgodnie z przepisami nie wystawimy więcej niż 3/h i to pod warunkiem, że są „po drodze”. Daje nam to 27,9 zł/h brutto (10 zł – 7% x 3 ), osiem godzin takiej pracy to 223,9 brutto.
Monitoring bydlęcy to ok. 10 szt/ h dzielone na dwa z powodu odczytu. Cen nie pamiętam, ale nie daje to więcej niż 30 zł/h brutto. Cały dzień pracy to 240 zł brutto.
Monitoring świński pamiętam, że był jeszcze mniej opłacalny.
Nie liczę kosztów sporządzenia dokumentacji i „rozliczek” w PIW-ie.
Nie znam innej działalności gospodarczej o tak niskich stawkach za roboczogodzinę.
Jak się to ma do 150 zł za godzinę pracy lekarza w jednoosobowym ZLZ ?
Dlatego nie dziwię się gdy słyszę od rolników: „ Zaniesłem próbkę do weteryniorza i za 10 minut był wynik” albo „ Jak fajnie teroz pobierają krew. Jo z jakąś kobitą piszemy kwity na podwórzu, doktory chwile w chlewni i już pobadane, a świnie nawet nie kwikną”. Podobnie przy monitoringu bydła. Przy handlu świniami słychać zaś „Synek przyjadą po świnie! Leć do doktora po świadectwo!”
Dlaczego tak się dzieje ? Bo państwo zatrudnia swoich urzędników na kiepskich etatach, bądź na umowach mocno śmieciowych. Bo tylko zrobienie tego wszystkiego w krótkim czasie daje godziwe wynagrodzenie. Bo prywatny lekarz wykonując czynności urzędowe popada w olbrzymi konflikt interesów. Jak ma wyegzekwować od swojego klienta wszystkie prawne nakazy. Może to zrobić, ale tylko raz, później nie zobaczy go przez kilka lat.
Dlatego nie dziwię się, że takie emocje budzą różne „busy” i fachowcy oddaleni o 200-300 km.
Czy te „busy” i fachowcy nie pojawiają się czasem dlatego, że podlegają tym samym zasadom (dla lekarzy małych zwierząt uzupełnionym o 80-100-150 ZLZ w mieście), a przecież jakoś trzeba żyć ?
Dlaczego „aptekobusy” z fachowcami pojawiają się co tydzień, najczęściej w dzień targowy?
Dlaczego ktoś kupił „sterylobus” ?
W swojej okolicy brak już klientów, czy to bogaci filantropi i dlatego mają niższe ceny ?
Wysłany: 14 Gru 2017, 14:11 Temat postu:
zero anonimowośći - po prostu w trakcie pisaniny elaboratu forum mnie wylogowało
Czy dobrze zrozumiałam? Czy to źle, że nie będąc lekarzem klinicystą zgłosiłam swoją kandydaturę do komisji do spraw Lekarzy Weterynarii Wolnej Praktyki i Farmacji przy Radzie Krajowej? Czy coś tutaj się nie zgadza, kłóci?
Biorąc po uwagę ilość bubli puszczanych przez klinicystów z tej komisji to wielka szkoda, że nie udało się skruszyć betonu kimś ze świeżym spojrzeniem
Wysłany: 13 Gru 2017, 21:35 Temat postu:
Ależ ja się o nic i na nikogo nie gniewam
Uważam, że zawodowo jak najbardziej wpasowuję się w komisję do spraw Lekarzy Weterynarii Wolnej Praktyki i Farmacji. Ale cóż... nie tym razem...
Prawdą jest też, że w temacie tzw. "sterylobusów" nie jestem obiektywna - a to już z racji bycia żoną męża, który takowy "proceder" uprawia
Wysłany: 13 Gru 2017, 20:52 Temat postu:
Oj, wołają dzisiaj do tablicy!
Rzeczywiście moja wiedza nie była pełna, stąd wyraziłem przypuszczenie. Bez złej woli. Chciałem zaznaczyć, że moje stanowisko jest na pewno obiektywne. Wyszło niedelikatnie, za co Panią Doktor Karolinę Figiel serdecznie przepraszam.
Wrażliwy jesteś Gościu, a sam piszesz o „burackich supozycjach”. I, jeszcze to "(poniekąd)".
Wysłany: 13 Gru 2017, 19:19 Temat postu:
Wywołana do tablicy odpowiem. Tak, zgadza się, nie jestem klinicystą. Żyję z czego innego. Na ile się Gościu orientujesz z czego żyję, tego nie wiem...
Dlaczego piszesz anonimowo?
Wysłany: 13 Gru 2017, 19:03 Temat postu:
Cześć Szymon! Fajnie z Tobą wymieniać poglądy.(...)Czyżbyście uprawiali dumping, że miejscowi lekarze z wami walczyli?
Pani Doktor wydaje się być osobą bezpośrednio zainteresowaną funkcjonowaniem sterylobusów (...).
Widzicie Włodki, przy Waszych burackich supozycjach odechciewa się wymiany poglądów.
Zacznę od początku i od końca zarazem, tj. ws. argumentu epizootycznej potrzebności wiejskich palcówek weterynaryjnych:
piszesz, że są niezbędne, ale tam gdzie jest epizoocja - kładą lachę na robotę; jednocześnie zarzucasz lekarzom biorącym udział w zwalczaniu ASFu dumping cenowy - pokazujesz sporą dozę ignorancji, gdyż zwalczanie ASF jest czynione w drodze wyznaczeń urzędowych do poboru krwi ze stałymi stawkami lub, wg art 18 UoIW, "prikazem" zwalczania ze stawką godzinową na dość przyzwoitym poziomie. Gdzie w wydatkowaniu pieniędzy publicznych na zwalczanie ASF znajdujesz możliwość do dumpingu, jak stawki są ministerialnie ustalone?
inny przykład z tego samego regionu placówek potrzebnych epizootycznie: od kliku lat ustawa o ochronie zwierząt nakłada na samorządy lokalne koniecznośś zapewnienia opiek weterynaryjnej w razie Wu (wypadku). Od kilku lat w gminie, przez którą przebiega droga krajowa jeden dochtor z placówki potrzebnej epizootycznie podpisywał umowę z gminą na świadczenie takich usług. Zdarzyło się łońskiego roku, że przejeżdzająca osoba zauważyła w rowie drogi krajowej rannego psa. Znając skądinąd procedury, zadzwoniła na policję i wkrótce zjawił się namaszczony prawem dochtorek, który umowę podpisał "bo w gminie prosili", a on nie ma czasu i do krowy musi jechać, poza tym nigdy nie miał Morbitalu, więc nie jest w stanie pomóc. Uprzedzając pytanie: nie, tego nie wmówiła mi osoba zgłaszająca przypadek, tylko ten doktor we własnej osobie w trakcie rozmowy telefonicznej. Osobą zgłaszająca okazała się nasza koleżanka po fachu, która poświęciła własny czas na dowiezienie psa do placówki dysponującej możliwościami diagnostyki i ew. pomocy psu. Zwierzak miał uraz wielonarządowy - krwotok do brzucha, stłuczone płuca, połamana miednica, uszkodzona cewka moczowa. Całość kosztów ( badanie kliniczne, USG, RTG,eutanazja, utylizacja) poniosła gmina, choć w sumie powinieniem obciążyć i wyegzekwować od tego mondrali, co podpisuje kwity z UG.
Czy może zapobieganie i zwalczanie epizocji to wystawianie zaoczne świadectw zdrowia, bez badania zwierząt czy stada? Świadectwo pochodzenia mógł wystawiać sołtys, i poza nazwą to się w sumie niczym nie różni.
Nidyrydy mnie przekonać, że wiejskie placówki w obecnej rzeczywistości rolno-gospodarczej są niezbędne do obsługi lekarsko-weterynaryjnej i zapobiegania epizocji, skoro dziś lekarze jeżdżą na fermy po 200-300-500km.
Odnośnie kolczykowania - ty było cirka 20 lat temu, w dzisiejszych realiach prawno-gospodarczych nie do powtórzenia - istnieje coś takiego jak karygodnie niska cena, powodujące uwalenie oferty przetargowej.
Zresztą zamiar uwalenia kominów płacowych obecny socjalistyczny rząd pewnie zrealizuje z pomocą unitów i zbędności badania poubojowego lub poprzez likwidację obecnej formy wyznaczeń.
Pragnienie utrzymania statusu quo z ustroju słusznie minionego to jak próba zatrzymania pędzącego pociągu towarowego strzałem z wiatrówki.
Słyszałem, że to urzędowe wsparcie dla zagrożonych powiatów jest totalnie niedopracowane logistycznie, bo nie wiadomo skąd brać pieniądze na płacenie, problemy z bazą lokalową, wyżywieniem. Może coś powiesz, jak Ty to widziałeś?
Robiłem, jak była forsa z EU. Koledzy mieli zagwarantowany nocleg plus budżet na żarełko tamże. Ryjochwyty były. Środki dezynfekcyjne oraz sprzęt jednorazowy był, choć te kaftaniki 30zł/sztuka w każdym gospodarstwie to trochę marnotrawstwo. Zresztą cały system zeszłorocznego zwalczania to była kicha, teraz się podobno zmieniło i jest łatwiej sprzedać sztuki z obszarów (wcześniej trzeba było robić badani referencyjne krwi w kierunku ASF, co jest debilizmem przy wartości świnki pinćset złota, a zysku realnym dla rolnika rzędu setki).
W wyżej wymienionych opiniach działaczy zwierzątkowych nie będę dużo pisał, poza stwierdzeniem, że z tezami przez nich stawianym zgadzam się w 90%.
Tutaj obrazek mobilnej kliniki sterylizacyjnej Uniwersytetu Tennessee, umiejscowionej na naczepie. Wstyd, dumping, żenada I NA PEWNO NIEZGODNE Z PRAWEM.
Odnośnie zainteresowania Karoliny tematem - niezbyt rozgarnięty lecz uważny czytelnik tego forum raczej zauważył jej zainteresowanie prawem, zwłaszcza bublami prawnymi naszego samorządu, do którego komisji startowała z niepowodzeniem, nie będąc przy okazji lekarzem klinicystą, gdyż żyje z czego innego (poniekąd). Karolino, jak jest?
Wysłany: 06 Gru 2017, 09:51 Temat postu:
Pani Doktor wydaje się być osobą bezpośrednio zainteresowaną funkcjonowaniem sterylobusów, ja taką nie jestem. Niemniej popieram działania mające na celu zapobieganie bezdomności zwierząt poprzez ich sterylizację z wykorzystaniem do tego „ mobilnej sali operacyjnej”. Przy czym nawiązując do przedstawionego wyżej artykułu autorstwa Pana Tadeusza Wypycha chciałbym się odnieść do następującego fragmentu wypowiedzi: „W piśmie do prezesów Okręgowych Izb Lekarskich z dnia 11.10.2017 prezes Łukaszewicz potępił taki niecny proceder, opierając się na anonimowej opinii prawnej. Opinii bałamutnej, skoro już w pierwszych słowach zawiera przekłamanie, jakoby jedynym podmiotem uprawnionym do świadczenia usług weterynaryjnych był zakład leczniczy dla zwierząt. Ustawa mówi coś trochę innego: "usługi weterynaryjne mogą być świadczone przez lekarza weterynarii posiadającego prawo wykonywania zawodu (...) w ramach działalności zakładu leczniczego dla zwierząt". Czy taki skrót myślowy miał sugerować, że lekarz może pracować tylko w pomieszczeniach siedziby swego zakładu?...”
Otóż żadnego przekłamania tutaj nie ma, bo obydwa stwierdzenia dokładnie to samo znaczą. Żeby posiadający prawo wykonywania zawodu lekarz weterynarii mógł prawnie wykonywać usługi weterynaryjne musi być pracownikiem zakładu leczniczego dla zwierząt (często i właścicielem i pracownikiem). Powtarzam, zakład leczniczy jest instytucją i w ramach jej działalności weterynaryjnej wykonywane są usługi, z wykorzystaniem posiadanych pomieszczeń zakładu, czy bez. Sądzę, że lekarze weterynarii wykonujący zabiegi w sterylobysie są pracownikami jakiegoś zakładu leczenia dla zwierząt, w którym rejestrują zapotrzebowanie na wykonanie takiej usługi, dokonują wpisu do książki leczenia oraz rozliczają się z fiskusem. To jest do sprawdzenia. Głębiej należ się zastanowić nad korzystaniem z reklam oraz nad wysokością cen.
Wysłany: 04 Gru 2017, 16:08 Temat postu:
Dorzucę do lektury jeszcze taki wpis: http://boz.org.pl/art/171202_kilwet.htm
Wysłany: 04 Gru 2017, 15:21 Temat postu:
O!!! Świetny materiał! Spójrzmy, jak widzą obrońcy zwierząt naszą kochaną Inspekcję weterynaryjną:
Mocą art. 34a ustawy z dnia 21.08.1997 r. o ochronie zwierząt, Inspekcja Weterynaryjna sprawuje nadzór nad przestrzeganiem przepisów o ochronie zwierząt. Ponadto, art. 1 i 5 ustawy z dnia 11.03.2004 r. o ochronie zdrowia zwierząt oraz zwalczaniu chorób zakaźnych zwierząt stanowi, iż wszelka działalność mająca za przedmiot żywe zwierzęta, tj. np. ich chów i hodowlę, transport, utrzymywanie, przetrzymywanie oraz obrót, podlega nadzorowi powiatowych lekarzy weterynarii. Z przepisów tych wynika więc, że służbą generalnie odpowiedzialną za prawną ochronę zwierząt w Polsce jest agenda rządowa - Inspekcja Weterynaryjna.
To tyle w teorii. Praktyka jest natomiast całkowicie inna.
Bardzo niski poziom prawnej ochrony zwierząt oraz niesłychane problemy z jej egzekucją są w Polsce faktem. Za stan ten w znakomitej większości odpowiada właśnie Inspekcja Weterynaryjna.
Wynika to z 2 przyczyn:
1. Przede wszystkim chodzi o niską jakość przepisów prawnych, ich niespójność oraz brak związku logicznego pomiędzy różnymi ustawami. Otóż "nadzór" IW dotyczy potencjalnie wszystkich zwierząt, ale wyłącznie wedle jednego kryterium, o jakim mówi art. 3 ustawy z dnia 29.01.2004 r. o Inspekcji Weterynaryjnej: Inspekcja realizuje zadania z zakresu ochrony zdrowia zwierząt oraz bezpieczeństwa produktów pochodzenia zwierzęcego w celu zapewnienia ochrony zdrowia publicznego. Wszelkie działania IW mają prowadzić do realizacji tego celu. W Polsce nie ma więc żadnej usystematyzowanej prawnie humanitarnej ochrony zwierząt (jest tylko gatunkowa, sanitarna i gospodarcza), gdyż termin "ochrona zwierząt" jest w różnych ustawach używany wieloznacznie. Brak humanitarnej ochrony zwierząt utrzymuje się tym łatwiej, że art. 1 oraz 34a ustawy o ochronie zwierząt stanowią tylko jej pozory.
2. Organy IW nie realizują nawet tych pozorów, gdyż do dzisiaj nie przyswoiły sobie obowiązku ochrony (żywych) zwierząt przed ludźmi. Skutkuje to ignorancją, zaniechaniami, zaniedbaniami, a częstokroć matactwami, mającymi na celu ukrywanie przestępstw na zwierzętach i ochronę sprawców tych przestępstw. Powiatowi lekarze weterynarii, wrośnięci w miejscowe struktury, uwikłani w siatki wpływów i powiązań, praktycznie nieusuwalni, w wielu przypadkach służą interesom prominentnych lokalnych przedsiębiorców, uchylając się od stosowania wobec nich środków nadzoru lub tylko pozorując nadzór. Stan taki umacnia niewydolność systemową - narusza zasadę praworządności, zagraża zdrowiu publicznemu, a przede wszystkim naraża na szwank zdrowie zwierząt, pozwalając na bezkarne znęcanie się nad nimi, legitymizowane przez organy władzy.
Prezentowane w tej sekcji historie postępowań administracyjnych i karnych oraz zgromadzone dokumenty, obrazują patologię działań Inspekcji Weterynaryjnej i dowodzą o głębokiej potrzebie wyłączenia ochrony zwierząt spod kompetencji tejże służby i przekazaniu jej bezpośrednio pod nadzór premiera oraz kompleksowego prawnego uregulowania tego zagadnienia. "Nadzór" IW nad ochroną zwierząt w Polsce blokuje możliwości powstania nowych uregulowań prawnych i szans na uzdrowienie sytuacji oraz minimalnych choćby zmian na lepsze.
Jak widać z załączonego obrazka są przyjaciele zwierząt, którzy mają na nasz temat bardzo wyrobioną opinię. Polecam stronę: www.obrona-zwierzat.pl/iw.html
Wysłany: 04 Gru 2017, 14:34 Temat postu: .
Oj naiwni , naiwni....... https://www.ratujemyzwierzaki.pl/sterylkobus - Od 25 marca w sterylkobusie zabiegom poddaliśmy 274 zwierząt (54 z nich było w ciąży).
Wysłany: 01 Gru 2017, 21:55 Temat postu:
Cześć Szymon! Fajnie z Tobą wymieniać poglądy.
Zacznę od końca. - Piszesz o walce z wyznaczeniami. No - i masz pewnie rację. Jest jednak pewien problem, bo te wyznaczenia mogą w pewnym momencie zacząć być sprzedawane w formie przetargów, gdzie - jak mawiał Kopernik Mikołaj - gorszy pieniądz będzie wypierał lepszy. Kto weźmie mniej, ten wygra. Myślę, że można i tak, z tym, że dla nas jest to terra incognita. Boimy się w to wchodzić, wielu woli klepać to, co pan minister łaskawie daje, niż postawić na prawa dżungli, tfu, rynkowe.
Osobiście miałem próbkę, razem zresztą z chłopakami z mojego powiatu - próbkę, gdy Agencją od kolczykowania dowodził bardzo przedsiębiorczy biznesmen, zupełnie zresztą niezwiązany z weterynarią. I - powiem, że udało się nam połączyć kolczykowanie bydła z monitoringiem. Za jednym zamachem dwie roboty, a na dodatek - zrobione na tyle sumiennie, że w kolejnym roku - Agencja chciała rozmawiać tylko z nami, mimo że znalazło się kilku chętnych typu - inseminatorzy i całkiem odjechani eksperci. Dawali (tfu, deklarowali), że wezmą po pół ceny. My - zażądaliśmy stawki trzykrotnej i - wygraliśmy. Masz, więc rację - taki przetarg, może być dobry. Ale - ja nie przekonałem ludzi z innych powiatów, żeby wzięli się za kolczykowanie, tamci twierdzili, że nie dadzą się wykorzystywać. Nie jest istotne, czy zostaliśmy wykorzystani. Wcale nie czuliśmy się wykorzystani biorąc podwójną stawkę za monitoring + kolczykowanie.
Nie znam Twoich doświadczeń ze zwalczaniem ASF. Może zechcesz się nimi podzielić? Słyszałem, że to urzędowe wsparcie dla zagrożonych powiatów jest totalnie niedopracowane logistycznie, bo nie wiadomo skąd brać pieniądze na płacenie, problemy z bazą lokalową, wyżywieniem. Może coś powiesz, jak Ty to widziałeś? Czyżbyście uprawiali dumping, że miejscowi lekarze z wami walczyli?
Czy tak ma wyglądać wkroczenie gospodarki rynkowej w miejsce wyznaczeń? Napisz więcej!
Wysłany: 01 Gru 2017, 13:45 Temat postu:
odmienna opinia prawna
W dobie powszechnego konsumpcjonizmu, usług prawników można porównać do prostytucji - płacisz i dostajesz co chcesz, klient ma być zadowolony.
A opinia prawna sama w sobie nie jest dla żadnej ze stron wiążąca, a tym bardziej nie dla sądu, który ma swobodę oceny dowodowej.
Zawodowi weterynaryjnemu są bardzo potrzebni lekarze praktykujący w małych miejscowościach. Na takich lekarzach opiera się zwalczanie epizootii.
Aha, świetnie to widać na rubieży wschodniej, gdzie ASF jest już endemiczny. W ubiegłym roku Wojewódzka Mazowiecka Lekarz Weterynarii apelowała o wsparcie powiatu łosickiego w zwalczaniu ASF bo jakoś miejscowi praktykerzy w ogóle się nie garnęli do tych działań (za to elegancko podkładali nomen-omen świnie lekarzom pobierającym, szczując gospodarzy przeciwko pobieraniu do zwierząt ciężarnych- potencjalnie). Większość lekarzy, z którymi wtedy "zwalczaliśmy" epizootę miała >200km do tegoż powiatu (chyba byłem jedyny z okolic ~50km).
Efekty "zwalczania" ASFu widać gołym okiem już 200km od granicy.
Można brać na wiarę, można tez zapoznać się osobiście z dokumentacją fotograficzną (wiem wiem, to wszystko ustawka i fotomontaż). Skoro jednak rzeczeni grasanci kasują więcej niż miejscowi i mają na to chętnych, to coś jest nie tak ze standardem usług owych miejscowych. Tak tylko gdybam, ubolewając, że nie mam sterylobusa.
w wiejskie opłotki czasem zajeżdżają wspominane sterylobusy i "wybierają co lepsze kąski miejscowym lekarzom, często z trudem wiążącym końce ekonomicznego sznurka
No tak, bo państwo powinno dotować prywatne biznesy, zwłaszcza te nieekonomiczne (w sumie to wciąż to robi, najchętniej w wypadku kolesi królika z wyłącznością na obserwacje czy świadectwa). A socjalkomunizm to był świetny ustrój, bo każdy miał pracę. Tylko zbankrutował. Wielokrotnie - patrz: Wenezuela jako przykład świeży.
Izba walczy z takimi metodami prowadzenia praktyki, bo jej zadaniem jest dbanie o wszystkich lekarzy, a nie wyłącznie o tych, co poradzą sobie sami.
Ta walka wychodzi jej iście wybornie. Prawie każda frakcja zawodowa twierdzi, że izba się zajmuje tylko problemami inspekcji/mięsarzy, a nie tymi realnymi i bieżącymi. Jeśli już się zajmuje to tak ułomnie, że takiego samonierządu to się odechciewa (kiedy zostanie podniesiona kwestia zlikwidowania prawnego kuriozum o nazwie wyznaczenia, albo kiedy "wyznaczenia" będzie można rachunkiem z działalności gospodarczej? od 10 lat podobno można).
Wysłany: 01 Gru 2017, 11:29 Temat postu:
Opinie Pana doktora Rudego są niekoniecznie zgodne z tym, czego by chciała większość lekarzy. Może i kubeł zimnej wody na łeb nie jest taki zły, niekiedy potrafi zainspirować, wyrwać z marazmu.
Jeżeli wierzyć temu, co twierdzą niektórzy, że te sterylobusy są tak zaawansowane technologicznie i - powiedzmy - higienistycznie - to wielkie brawa. Do tego dochodzi kwestia niezbędnego rozreklamowania akcji. Czy tego rodzaju reklama, jaką stosują menagerowie tych przedsięwzięć jest zgodna z naszymi przepisami? W zasadzie, jeżeli posiadacz sterylobusa ma gabinet zarejestrowany stacjonarnie, to ewentualna walka ze wspomnianym przedwsięwzięciem może być baaardzo trudna.
Izba walczy z takimi metodami prowadzenia praktyki, bo jej zadaniem jest dbanie o wszystkich lekarzy, a nie wyłącznie o tych, co poradzą sobie sami. Ceny usług, nawet tych "promocyjnych", świadczonych przez grasantów są zazwyczaj wyższe od cen w gabinetach stacjonarnych. Mogę zgodzić się z opinią, że sterylobusy niekiedy przyciągają zaawansowaniem technologicznym i reklamą przez rozmaite "zielone" towarzystwa. Wystarczy zresztą, żeby na takim samochodzie wisiała informacja, że jest prowadzona duża akcja sterylizacji, (za zgodą co poniektórych organizacji), że promocja, a ludzie poważnie zastanowią się nad pójściem na zabieg właśnie do sterylobusa. Jeżeli na dodatek w jakiejś mieścinie przyjazd sterylobusa stanowi powiew "wielkiego świata" - będzie to kolejny gwóźdź do trumny miejscowej "stacjonarnej" lecznicy. Sterylobus odjedzie i - kto będzie opiekował się zoperowanymi zwierzętami? Komu klienci będą wygrażać pięściami, jeżeli ich pupil padnie lub dozna ciężkich powikłań? Będą wołać o pomstę do Nieba, do Izby, że pozwala na takie hece? A Izba - będzie świecić oczami, sama nie wiedząc za kogo, bo kłopotliwym może być ustalenie właściciela busa, sprawdzenie jego uprawnień.
Zawodowi weterynaryjnemu są bardzo potrzebni lekarze praktykujący w małych miejscowościach. Na takich lekarzach opiera się zwalczanie epizootii, a w wiejskie opłotki czasem zajeżdżają wspominane sterylobusy i "wybierają co lepsze kąski miejscowym lekarzom, często z trudem wiążącym końce ekonomicznego sznurka. Właśnie to najbardziej się nie podoba Izbie, która ma dbać o zawód, a nie wyłącznie o najbardziej przebojowych jego przedstawicieli.
Oczywiście, Pan doktor Rudy, patrzy na problem wyłącznie z punktu wiedzenia prawa. Prawa z którym nasz zawód szarpie się usilnie i bezskutecznie, czego przejawem jest przytoczona przez Karolinę opinia "naszego" prawnika.
Wysłany: 30 Lis 2017, 22:38 Temat postu:
O "sterylobusach" na portalu "Prawo Weterynaryjne" - odmienna opinia prawna
http://www.prawoweterynaryjne.pl/wp-content/uploads/2017/11/Opinia-dotycz%C4%85ca-dopuszczalno%C5%9Bci-%C5%9Bwiadczenia-us%C5%82ug.pdf