Source: http://techlaw.pl/tag/prawo-cytatu/
Timestamp: 2018-02-18 00:50:05+00:00
Document Index: 25604518

Matched Legal Cases: ['Art. 81', 'art. 29', 'art. 29', 'art. 2', 'art. 29', 'art. 34', 'art. 29', 'art. 393', 'art. 29', 'art. 29', 'art. 35', 'art. 16', 'art. 78', 'art. 29', 'art. 16', 'art. 34', 'art. 35', 'art. 17', 'art. 34', 'art. 233', 'art. 236', 'art. 1', 'art. 2', 'art. 3', 'art. 11', 'art. 1', 'art. 29', 'art. 29', 'art. 29', 'art. 29', 'art. 34', 'art. 34', 'art. 34', 'art. 8', 'art. 35', 'art. 16', 'art. 17', 'art. 78', 'art. 79', 'art. 393']

prawo cytatu | Prawo Nowych Technologii
Viewing posts tagged prawo cytatu
Kariera gwiazdy serwisu YouTube okazała się niezwykle atrakcyjną perspektywą dla wielu młodych ludzi, a nawet kilku doświadczonych postaci telewizyjnych. Wizja przyzwoitych zarobków, jak również (stosunkowo) łatwa do zdobycia popularność sprawiły, że grono vlogerów i prowadzących innego typu internetowe audycje powiększa się z każdym tygodniem. Nie każdy robi to jednak w zgodzie z prawem.
Mam nadzieję, że dla czytelników TechLaw.pl jest już oczywiste, że internet nie stanowi eksterytorialnej przestrzeni, gdzie nie obowiązują przepisy prawa. Autorzy internetowych filmów powinni liczyć się z odpowiedzialnością cywilną i karną wynikającą na przykład z naruszenia dóbr osobistych, zniesławiania, znieważania, nakłaniania do popełniania przestępstw czy składania gróźb. Polscy YouTuberzy najczęściej rozmijają się jednak z prawem autorskim. Na co powinieneś zwrócić uwagę w swojej przygodzie z serwisem Google?
Niezwykle istotne jest to, byśmy posiadali zgodę osób, których wizerunek zdecydujemy się upublicznić. Mowa tu szczególnie o rozmaitych sondach ulicznych i filmikach z akcją rozgrywającą się „w terenie”. Art. 81 pr. aut. wyłącza z tego grona przechodniów, stanowiących jedynie element pewnego krajobrazu, ale w bezpośredniej rozmowie lub interakcji polegającej np. na psoceniu się ludziom na ulicy w stroju superbohatera, potrzebne będzie uzyskanie zgody na wykorzystywanie w swoim filmiku czyjegoś wizerunku. W przypadku braku takiej zgody, pewnego rodzaju rozwiązaniem będzie modulacja głosu, zamazanie twarzy i inne działania zmierzające do tego, by zidentyfikowanie występującej postaci nie było możliwe. Trzeba to jednak robić starannie i z uwzględnieniem okoliczności, gdyż Sąd Najwyższy w wyroku z dnia 27 lutego 2003 r. (IV CKN 1819/2000) orzekał:
Wystarczające jest dla stwierdzenia naruszenia prawa do wizerunku, jeśli chociaż niektórzy (np. osoby z kręgu znajomych, współpracowników) mogą wizerunek zidentyfikować. Rozpoznawalność nie musi być też utożsamiana z podaniem dokładnych danych identyfikujących osobę; wystarczy kojarzenie z określoną osobą, nawet jeśli nie będziemy w stanie podać jej imienia i nazwiska.
Zamazanie twarzy osobiste stojącej na bardzo charakterystycznym balkonie jej mieszkania może więc nie wystarczyć. Ze względów dowodowych zgodę na użycie wizerunku warto uzyskać na piśmie, na dodatek pismo powinno precyzyjnie określać przeznaczenie zbieranego materiału audiowizualnego, a w przypadku nieletnich zgodę powinni wyrazić ich prawni opiekunowie. Z drugiej strony, w mojej opinii, taka zgoda może być wyrażona także „do kamery”. W sposób precyzyjny, gdyż samo udzielanie wywiadu telewizyjnego nie może być traktowane jako dorozumiana zgoda. YouTuber powinien też pamiętać by w toku montażu zabezpieczyć tego typu oświadczenia na przyszłość. To ważne, bo to na nim będzie spoczywał obowiązek dowodowy w przypadku ewentualnego sporu.
Z obowiązku uzyskania zgody jesteśmy zwolnieni także, gdy nagrywamy osoby publiczne (jednakże będące w trakcie pełnienia swych obowiązków zawodowych, a nie w sytuacji prywatnej). Istnieje jeszcze trzecia opcja zgodnego z prawem rozpowszechnianie wizerunku bez konieczności uzyskania zezwolenia. Bohater naszego filmu musi otrzymać zapłatę, wówczas domniemywa się, że taka zgoda została wyrażona.
Więcej na temat wizerunku w kontekście prawa autorskiego i dóbr osobistych pisałem w „Google Street View a prawo – wizerunek i dobra osobiste„. Usługa od Google wprawdzie tym razem się zmienia, ale zawarte tam uwagi są adekwatne również do przypadku YouTube’a.
Prawo cytatu na YouTube
Podstawowe zasady działania prawa cytatu sformułowałem w osobnym wpisie. Dziś krótka próba dostosowania tych reguł do tworzenia materiałów w serwisie YouTube. Największy problem z prawem cytatu w polskim internecie polega na użytkownikach, którym wydaje się, że wiedzą na czym ono polega, a następnie – powołując się na nie – notorycznie dokonują naruszeń praw autorskich. Otóż prawo cytatu nie oznacza, że możemy skorzystać z cudzego filmu/muzyki/obrazu/tekstu, a następnie podając stosowne źródło, w pełni uwolnić się od ewentualnej odpowiedzialności prawnej. Zgodnie z treścią art. 29 pr. aut., a co wielokrotnie znalazło potwierdzenie w orzecznictwie, przytaczać fragmenty utworu wolno jedynie
w zakresie uzasadnionym wyjaśnianiem, analizą krytyczną, nauczaniem lub prawami gatunku twórczości
Dla uatrakcyjnienia filmu nie można wstawić do niego kultowych filmów czy piosenki znanej wokalistki, choć jest to popularna praktyka. Nie pomoże nawet fakt wstawienia jedynie fragmentów czy podania źródła wykorzystanego materiału. Wszystko to narusza prawa ich twórców, o ile oczywiście takie prawa istnieją, nie wygasły czy sam produkt nie jest udostępniany na zasadach którejś z licencji pozwalających na darmowe korzystanie z multimediów. Jeśli na swoich filmach chcemy zarabiać warto się jednak upewnić, czy licencje zezwalają na komercyjny użytek utworów.
Aby cytować zgodnie z literą prawa, istotny jest cel tego cytatu. Tworzony materiał video powinien stanowić samoistną całość, natomiast przytaczane fragmenty cudzych utworów mogą być w nim jedynie omawiane. Najbardziej więc uniwersalny przykład – videorecenzja, analiza, doszukiwanie się wpadek reżysera, wspólnych akordów, itd. – zarówno filmu, jak i utworu muzycznego. Tego typu materiały mogą wyczerpywać definicję prawa cytatu, choć należy pamiętać, by wykorzystywać je z zachowaniem innych istotnych zastrzeżeń (szerzej – tutaj):
materiał, który tworzysz powinien być traktowany jako utwór (spokojnie, najpewniej nim jest)
w cytowaniu należy zachować umiar, on ma pełnić funkcję posiłkową dla naszej twórczości, a nie odwrotnie
pomiędzy twórczością YouTubera a przytaczanym cytatem musi istnieć jakiś merytoryczny związek
w sposób wyraźny należy oznaczyć, że materiał jest źródłem cytatu, tak by odbiorca nie miał co do tego wątpliwości
należy wskazać imię i nazwisko oraz źródło autora przywoływanego cytatu, oczywiście w przypadku filmu czy piosenki najbardziej właściwym wydaje się podanie tytułu, reżysera/wykonawcy, producenta/wytwórni
jeśli cytujemy – nie przerabiamy (poza drobnymi korektami technicznymi), w przeciwnym wypadku możemy narazić się na zarzut nierzetelnego wykonywania prawa cytatu
A co z wykorzystywaniem w takim razie trailerów lub fragmentów trailerów? Wszak „rozpowszechnianie filmu promocyjnego powinno leżeć w interesie producenta”. Zapewne tak, ale trailery również są utworem, a to wiąże się z ochroną prawnoautorską. Niekiedy nawet strony sieci kinowych nie mogą sobie pozwolić na umieszczanie trailerów na swoich witrynach, a niektóre serwisy walczą o to, by takie trailery mieć na wyłączność. Dlatego z takim uporem swego czasu usuwana z YouTube była na przykład zapowiedź filmu „Drogówka”. Podobnie ma się sprawa z trailerami gier.
Videorecenzja, gameplay, walkthrough
Kwestią najbardziej problematyczną z punktu widzenia prawa są właśnie gry video, a przecież dla wielu autorów na YouTube jest to istotny element działalności. W mojej ocenie w granicy prawa cytatu zdecydowanie mieści się videorecenzja gry, na którą składa się wycinek jej rozgrywki, jak również komentarz autora pozostający w bezpośrednim stosunku z opisywanym podmiotem. Więcej kontrowersji wzbudza prezentowanie gry w formie „gameplayu”, choć tak naprawdę granica między gameplayem a videorecenzją jest w praktyce bardzo nieostra.
Przeważnie videorecenzja nosi znamiona montażu, podczas gdy gameplay zachowuje pewną ciągłość rozgrywki, jednakże elementy oceny krytycznej, jak również proporcjonalnego wykorzystania pewnej części określonego utworu zostają zazwyczaj zachowane, w związku z czym w obu przypadkach w świetle polskiego prawa możemy mówić o korzystaniu z dobrodziejstwa prawa cytatu. A przynajmniej tak długo, jak autor w jakiś sposób odnosi się do wydarzeń widocznych na ekranie. Idealnym rozwiązaniem byłoby łączenie takich elementów z autorskimi wstawkami tworzącego materiały tego typu tak, by podkreślić twórczy i indywidualny charakter dzieła.
Gameplay jest jednak mocno problematyczną kwestią, amerykańskie prawo w rozdziale 106 tamtejszej ustawy o prawie autorskim odnosi się względem tej konstrukcji krytycznie, a gameplaye – w teorii – powinny być z YouTube co do zasady usuwane, choć oczywiście sami wydawcy nie składają regularnie roszczeń z tego tytułu. Być może opcja zaprezentowania swojej produkcji szerszej publiczności wydaje im się nadto kusząca, ale amerykańskie przepisy zostawiają im rozsądna furtkę na wypadek, gdyby jednak zdecydowali się dochodzić swoich praw.
Sytuację w Polsce może interpretować dwojako, w zależności od długości i sposobu wykonania. Mając w pamięci gameplaye tworzone przez polskich YouTuberów, wydaje mi się jednak, że lwią część z nich można usprawiedliwiać prawem cytatu – to są treści krótkie i wnikliwie poddawane krytycznej ocenie jak przy recenzji. Prawo cytatu to forma dozwolonego użytku, która jako jedna z nielicznych w polskim prawie znosi monopol twórcy na korzystanie z jego dzieła, w związku z czym autorzy gry nie mogą zabronić realizacji tego uprawnienia w zapisach regulaminowych/licencyjnych. Oczywiście należy pamiętać o wskazaniu tytułu, wydawcy i dochowaniu pozostałych warunków rzetelnego korzystania z art. 29 pr. aut.
Wątpliwości budzą filmy typu „walkthrough”, w którym prezentowany jest istotny lub cały proces przejścia gry. Prawdopodobnie jednak w ocenie sądu zarówno zbyt obszerny wycinek gameplayu, jak i odkrywający niemal wszystkie karty „walkthrough” mogą zostać uznane za materiały nie czyniące zadość prawu cytatu, chociażby ze względu na rozmiar treściowy prezentowanych materiałów. Ponieważ prawo cytatu obejmuje też kwestię „wyjaśnienia”, praw autorskich nie powinny natomiast naruszać krótkie poradniki do gier pokazujące jak przejść np. dany etap.
Odpowiedzi na wątpliwości dotyczące nagrywania materiałów z gier można szukać w ich licencji. Niektórzy producenci zezwalają na takie praktyki, a jednym z najbardziej powszechnych przykładów jest popularny Minecraft – być może w związku z tym właśnie faktem gra ta niemalże podbiła YouTube’a. W sieci można natrafić wartą uwagi listę wydawców wraz z podsumowanym ich stosunkiem do nagrywania materiałów video – zachęcam do zapoznania się (alternatywna lista). [pullquote align=”right”]W Polsce brakuje orzecznictwa i przepisów, które pozwalałyby na niebudzącą wątpliwości klasyfikację gry komputerowej[/pullquote]Powszechną praktyką jest umieszczanie przez wydawców (np. EA) informacji kontaktowych, dzięki którym możliwe będzie uzyskanie zgody na nagrywanie bezpośrednio od firmy po szczegółowym określeniu celu, zakresu, a nawet widowni nagrania. Tutaj też pragnę zauważyć, że wątpliwości niektórych koncernów mogą być uzasadnione, wszak gra video w rękach niekompetentnego gracza o – dodatkowo – bardzo słabej konfiguracji komputera, może stanowić swoistą antyreklamę ich produktów.
Wracając do Polski – brak nam rzetelnego orzecznictwa czy przepisów, które pozwalałyby na odpowiednią klasyfikację gry komputerowej (wciąż żywy jest spór czy to program komputerowy, utwór audio-wizualny czy może jedno i drugie), a co dopiero tak szczegółowych kwestii jak udostępnianie części zabawy w serwisach typu YouTube. Programy komputerowe podlegają osobnemu rygorowi prawnemu na gruncie ustawy, tam zostaje ograniczony użytek osobisty. Z drugiej strony – nie sposób zauważyć, że rozpowszechnienie gameplayu bądź videorecenzja skupiają się niemal wyłącznie – jak w przypadku filmu – na jego audiowizualnym zakresie. Podkreślę raz jeszcze – w mojej ocenie – zarówno videorecenzja, antologia (np. jakiejś serii gier), krótka solucja, ranking, zestawienie, jak i zrealizowany z umiarem gameplay wzbogacony o elementy krytycznej analizy, mieszczą się w granicy cytatu i nie łamią polskiego prawa.
Sam YouTube z częścią wydawców (i przy zdecydowanym sprzeciwie innej części) pracuje właśnie intensywnie nad zmianami w systemie zarabiania na filmach zawierających elementy pochodzące z gier komputerowych. Już teraz zarabianie na tego typu produkcjach jest utrudnione, natomiast w plotkach mów się, że wszystkie treści zawierające materiały z rozgrywki będą delegowały całe lub część wynagrodzenia reklamowego na rzecz posiadających do nich prawa, co – szczególnie w przypadku pierwszego wariantu – spotkało się z bardzo stanowczym sprzeciwem społeczności.
I inne wątpliwości
Ochronie podlegają też materiały innych vlogerów, YouTuberów, jak również Wasze… własne. Pamiętajcie o tym, bo ta wiedza może być kiedyś przydatna. W zakresie prawa cytatu może natomiast mieścić się parodiowanie innych osób, oczywiście z zachowaniem wszelkich warunków wyliczonych powyżej. Rozmaite przeróbki cudzych utworów to już z kolei inne zagadnienie prawne, to wynikające z treści art. 2 prawa autorskiego opracowanie, na którego wykonanie musimy uzyskać zgodę autora pierwotnej treści.
Czasem podnosi się, że o istnieniu praw autorskich np. do serialu telewizyjnego decyduje logo stacji. Jest to oczywiście nieprawda, takie logo ułatwia identyfikację podmiotu posiadającego prawa, jak również przyspiesza procedurę, ale zamazywanie, ukrywanie i inne praktyki tego typu nie sprawiają, że nasze działanie jest przez to mniej bezprawne, a właściciel stosownych praw nadal może dążyć do egzekwowania należnej mu ochrony. Wiem, że szczególnie boli to koneserów serialu Miodowe Lata, który od lat jest przedmiotem walki YouTuberów z posiadaczem praw, a on sam niestety nie zawarł ponoć w gronie dopuszczalnych pól eksploatacji Internetu i nie może opublikować serialu legalnie w swojej usłudze ipla. Wielka strata!
Należy też pamiętać, że nie tylko w drodze dozwolonego użytku wynikającego z prawa cytatu lub używania treści nieobjętych ochroną majątkowych praw autorskich możemy wzbogacić nasze treści o atrakcyjne efekty pracy profesjonalistów. Możemy również porozumieć się z twórcą pierwotnego utworu (a częściej – z organizacją zbiorowego zarządzania typu ZAiKS, ZPAV) i uzyskać/wykupić zgodę na korzystanie z pewnych treści. Będziemy działać wówczas w zgodzie z polskim porządkiem prawnym, choć należy mieć na uwadze, że władzę w tej części internetu sprawuje przede wszystkim złowieszcza…
Korporacja YouTube
Serwis YouTube i jego właściciel – Google – momentami działają jak korporacje z futurystycznych książek czy filmów. Zdecydowana większość operacji wykonywana jest przez rozmaite roboty, które w oparciu o z góry zaprogramowane skrypty dokonują analizy publikowanych materiałów pod kątem rozmaitych naruszeń. Co ciekawe, skrypt może zablokować nawet film prywatny, wgrany tylko na potrzeby jednego użytkownika (np. jako backup), co zresztą kłóci się nieco z definicją rozpowszechnienia utworu. Notoryczną praktyką stało się już blokowanie filmów z prywatnych uroczystości, bo przez kilka sekund w odległym radiu można było usłyszeć fragment piosenki znanej artystki.
YouTube nie miał inne wyjścia, a zadowoleni użytkownicy oglądający każdego dnia dziesiątki filmów w jego zakresie zapewne to rozumieją. Usługa musiała porozumieć się z wydawcami muzyki, filmów, gier, stacjami telewizyjnymi i zagwarantować im możliwie jak najszerszą ochronę prawną, często działającą w ramach prewencji. Wszystko sprowadza się do amerykańskiej ustawy DMCA (Digital Millenium Copyright Act) i konstrukcji notice and takedown, która znalazła zresztą odzwierciedlenie w prawie europejskim, a nawet polskiej ustawie o świadczeniu usług drogą elektroniczną (za jakiś czas poświęcę jej swoją uwagę bo to bardzo ważna sprawa z punktu widzenia prawa w internecie).
Widok z serwisu YouTube
Notice and takedown pozwala serwisom takim jak YouTube uwolnić się od odpowiedzialności prawnej za rozpowszechnianie treści, jeśli tylko niezwłocznie usunie materiał naruszający prawo po otrzymaniu takiego zgłoszenia. Oczywiście nie znaczy to zarazem, że od odpowiedzialności wolny jest użytkownik, który dokonał naruszenia i pomimo skasowania treści, wciąż można spodziewać się roszczeń ze strony wydawcy. Z drugiej strony – są to sytuacje niemalże niespotykane, choć podejrzewam, że w przyszłości może się to zmienić, szczególnie w przypadku niezwykle upartych użytkowników, notorycznie wgrywających na swój kanał cudze treści.
Usunięcie to jedna z wielu możliwości, na jakie decyduje się YouTube we współpracy z wydawcami, kierując się dość… wybiórczą sprawiedliwością, przez co trudno czasem winić mniej świadomych użytkowników, którzy notorycznie są świadkami rozmijającej się teorii i praktyki respektowania prawa w samej witrynie. Co więcej – do niedawna najbardziej popularni vlogerzy skupieni wokół dużych sieci wydawniczych (w Polsce jest ich kilka, jedna z nich należy np. do grupy Agora i na swojej stronie chwali się współpracą np. z CeZikiem) mogli liczyć na „przymykanie oka” w kontekście naruszania praw autorskich. W ostatnim czasie tego typu podejście wywołało jednak w Stanach Zjednoczonych małe kontrowersje. Czasem materiały naruszające prawo autorskie zostają w serwisie, a sama usługa jedynie deleguje przychody z wyświetlanych obok nich reklam na konto pokrzywdzonej spółki, czasem materiały takie przez lata wyświetlane są zupełnie bezkarnie, ponieważ nikt nie składa z ich powodu roszczeń, a czasem ich zakres zostaje jedynie ograniczony terytorialnie.
Na szczęście serwis często stara się doprowadzić do konfrontacji w ramach opcji „sporu” w przypadku naruszenia praw autorskich, w których możemy wyjaśnić okoliczności naruszenia kwestionowanego materiału – w gronie tych opcji znajduje się m.in. prawo cytatu, jak również posiadanie stosownej licencji od organizacji zbiorowego zarządzania.
Bywa tak, że YouTube uznaje nasze argumenty, ale użytkownicy często narzekają, że czasem pomimo działania zgodnie z prawem, ich treści i tak są blokowane/kasowane.
Pozwać YouTube?
A co z sytuacją, gdy prawo było po naszej stronie, a mimo to serwis usunął film w wyniku prawnoautorskich roszczeń? To nie YouTube działający w ramach amerykańskiego lub europejskiego prawa będzie adresatem ewentualnego roszczenia, tylko wydawca, który zlecił takie działanie. Byłem świadkiem sytuacji, w których polski muzyk pozywał autorów filmów wrzucanych na łamy serwisu Google. Nie miałem jeszcze okazji spotkać się z odwrotną sytuacją, w której pokrzywdzony użytkownik dochodziłby sprawiedliwości walcząc z posiadaczem praw autorskich, który niesłusznie zakwestionował i doprowadził do usunięcia jego treści. Za granicą pewnym echem odbiła się oparta na podobnym stanie prawnym sprawa Lessig v. Liberation Music, a dodatkowej pikanterii dodawał fakt, iż prof. Lawrenca Lessig to ojciec organizacji Creative Commons i znany krytyk prawa autorskiego. Zapewne powrócę do niej na łamach TechLaw.pl, gdy tylko doczekamy się wyroku.
O czym warto pamiętać na YouTube?
Na sam koniec warto pamiętać o tym, że nawet jeżeli YouTube nie kasuje filmu, nie oznacza to jeszcze braku odpowiedzialności z jego powodu przed polskim sądem. Serwis stosuje swoje procedury, które w oparciu o zapisy DMCA, formułę notice & takedown i zagraniczne prawo autorskie, możliwie szybko pozwala jemu samemu uniknąć odpowiedzialności cywilnej za rozpowszechnianie i hostowanie treści naruszających prawo. Ktoś mógłby nawet zaryzykować stwierdzenie, że mechanizmy kasujące naruszające treści wyświadczają użytkownikom przysługę pozwalając uniknąć nieprzyjemnych konsekwencji prawnych, choć – jak zostało podniesione – samo usunięcie nie gwarantuje braku odpowiedzialności prawnej. Mam nadzieję, że dzięki powyższym poradom stworzycie wiele ciekawych, wartościowych treści, które możliwie skutecznie będą unikały naruszania prawa. Powodzenia!
Fot. tytułowa: Anthony Ryan/Flickr ze zmianami, CC BY-SA 2.0
Prawo cytatu to jedna z najbardziej powszechnych konstrukcji prawa autorskiego w codziennym życiu i jeszcze wielokrotnie do różnych jego postaci na łamach Prawa Nowych Technologii będę powracał.
Wyrok Sądu Najwyższego z dnia 23 listopada 2004 r. (I CK 232/04)
Sąd Najwyższy w sprawie z powództwa Tomasza S. przeciwko wydawcy tygodnika „P.” – „P.”, Spółdzielni Pracy w W. i Jerzemu B. o ochronę praw autorskich, po rozpoznaniu na rozprawie w Izbie Cywilnej w dniu 23 listopada 2004 r. kasacji pozwanych od wyroku Sądu Apelacyjnego w Warszawie z dnia 18 września 2003 r. oddalił kasację i zasądził na rzecz powoda od pozwanych 1.800 zł tytułem zwrotu kosztów postępowania kasacyjnego.
Sędzia SN: Gerard Bieniek (przewodniczący)
Sędzia SN: Teresa Bielska-Sobkowicz (sprawozdawca)
Sędzia SN: Irena Gromska-Szuster
Wyrokiem z dnia 26 kwietnia 2002 r. Sąd Okręgowy w Warszawie uwzględnił powództwo Tomasza S. przeciwko wydawcy tygodnika „P.” – „P.”, Spółdzielni Pracy w W. oraz redaktorowi naczelnemu Jerzemu B. o ochronę praw autorskich i zasądził od nich solidarnie na rzecz powoda kwotę 5.000 zł tytułem zadośćuczynienia za zawinione naruszenie osobistych praw autorskich, kwotę 15.000 zł tytułem zadośćuczynienia za naruszenie majątkowych praw autorskich oraz zobowiązał pozwanych do złożenia oświadczenia w formie materiału prasowego w tygodniku „P.”, zawierającego informację o zamieszczeniu na okładce tego czasopisma plakatu autorstwa powoda bez jego zgody.
Z ustaleń wynika, że na pierwszej stronie okładki tygodnika „P.” z dnia 5 czerwca 1999 r. opublikowano obszerne fragmenty znanego plakatu wyborczego Komitetu Obywatelskiego „Solidarność” z wyborów parlamentarnych w czerwcu 1989 r., którego autorem był powód. Z plakatu tego wykorzystano bez zmian sylwetkę szeryfa trzymającego w ręku kartkę z napisem „wybory”, noszącego nad gwiazdą szeryfa plakietkę z wykonanym charakterystyczną czcionką napisem „Solidarność”. Pominięto napis „Solidarność” umieszczony na wysokości głowy, a także napis „W samo południe 4 czerwca 1989”. Na okładce zamieszczono natomiast tekst „10 lat na wolności. Historia III RP. Raport specjalny”. Okładka ilustrowała zamieszczony w numerze artykuł opatrzony takim tytułem, opublikowany w związku z dziesiątą rocznicą wyborów. Plakat wykorzystano bez wiedzy i zgody autora, nie podano również jego nazwiska, powód nie otrzymał też żadnego wynagrodzenia.
Sąd pierwszej instancji uznał, na podstawie opinii biegłego prof. Mariana N., że utwór w postaci okładki tygodnika „P.” nie jest utworem inspirowanym przez plakat, którego autorem jest powód, przenosił bowiem ten utwór wprost, wykorzystując w 90% formę plastyczną bez najmniejszych zmian. Projektant okładki nie przerobił plakatu i utrzymał sens dzieła powoda, pozwani zatem naruszyli osobiste autorskie prawo powoda do oznaczenia utworu jego nazwiskiem, a także majątkowe prawo powoda do korzystania z utworu i rozporządzania nim oraz do wynagrodzenia za korzystanie z utworu. Naruszenie praw powoda było zawinione, nie dołożyli bowiem wymaganej od profesjonalistów staranności w ustaleniu autora plakatu. Sąd uznał, że nie znajduje w sprawie zastosowania art. 29 ustawy z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych (Tekst jednolity: Dz. U. 2000 r. Nr 80 poz. 904 ze zm. – dalej: „Pr.aut.”), a działanie pozwanych nie mieściło się w ramach dozwolonego użytku, o jakim mowa w art. 34 tej ustawy.
Powyższe ustalenia i ocenę prawną podzielił Sąd Apelacyjny w Warszawie, który wyrokiem z dnia 18 września 2003 r. oddalił apelację pozwanych, wskazując dodatkowo, że zakres zapożyczenia elementów utworu powoda przy tworzeniu okładki czasopisma był tak znaczny, iż nie można traktować go jako „przejęcia urywka cudzej twórczości” w rozumieniu art. 29 Pr.aut., a ponadto nie próbowano nawet zmienić „atmosfery” plakatu. Sąd ten uznał także, że nie ma znaczenia fakt, iż utwór powoda miał charakter polityczno-propagandowy i podkreślił, że doszło do komercyjnego wykorzystania utworu powoda, noszącego znamiona bezprawności.
Wyrok Sądu Apelacyjnego zaskarżyli pozwani kasacją opartą na obu podstawach określonych w art. 393[1] kpc. W ramach pierwszej zarzucali naruszenie przepisów Prawa autorskiego: art. 29 ust. 1 przez błędną wykładnię polegającą na przyjęciu, że przepis ten dotyczy jedynie przejęcia fragmentu cudzej twórczości, art. 29 ust. 1 w związku z art. 35 przez błędną wykładnię polegającą na uznaniu, że dla oceny granic dozwolonego użytku nie ma większego znaczenia charakter polityczno-propagandowy utworu, oraz przez pominięcie przy wykładni tych przepisów elementu praw gatunku twórczości, art. 16 pkt 3 i art. 78 ust. 1 oraz art. 29 ust. 1 przez ich niewłaściwe zastosowanie i przyjęcie, że doszło do naruszenia osobistych praw autorskich powoda i nieuwzględnienie praw gatunku twórczości, art. 16 pkt 2, art. 34 i 78 ust. 1 przez niewłaściwe zastosowanie i przyjęcie, że naruszono prawa osobiste powoda przez brak wskazania jego personaliów, art. 35 przez niezastosowanie i nieuwzględnienie kryterium normalnego korzystania z utworu, art. 17 i 79 ust. 1 przez niewłaściwe zastosowanie i przyjęcie, że pozwani naruszyli majątkowe prawa autorskie powoda, a także art. 34 i 29 ust. 1 i 3 przez ich niezastosowanie i przyjęcie, że powodowi przysługuje stosowne wynagrodzenie z tego tytułu.
W ramach drugiej podstawy zarzucali naruszenie art. 233 § 1 w związku z art. 236 i 278 § 1 kpc przez nierozważenie całego materiału dowodowego i uwzględnienie dowodu z opinii biegłego na okoliczność zagadnień prawnych, przeprowadzenia tego dowodu przy pomocy osoby, która nie miała niezbędnej wiedzy do wypowiadania się w kwestiach oznaczonych w postanowieniu dowodowym i nieuwzględnienie wniosków składanych przez pozwanych w tym zakresie.
W konkluzji wnosili o zmianę zaskarżonego wyroku i oddalenie powództwa, ewentualnie o uchylenie go i przekazanie sprawy do ponownego rozpoznania.
Powszechnie przyjmuje się w orzecznictwie i doktrynie, że przepisy ustawy z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych wyróżniają utwory samoistne (art. 1), wśród nich utwory w pełni samodzielne oraz utwory inspirowane, a także utwory niesamoistne, przejmujące elementy twórcze z cudzych utworów, w tym opracowania (art. 2), zbiory utworów (art. 3), utwory zbiorowe (art. 11). Istnieją również inne utwory, tzw. utwory z zapożyczeniami. Wprowadzenie elementów cudzej twórczości do własnego utworu może nastąpić w sposób nienaruszający prawa, za zgodą twórcy, albo po upływie okresu ochrony lub w ramach dozwolonego użytku, może też jednak nastąpić w sposób nielegalny i wówczas twórcy, którego prawa naruszono przysługują stosowne roszczenia.
Skarżący podnosił zarówno w kasacji, jak i w toku dotychczasowego postępowania, że okładka tygodnika „P.”, na której znalazły się elementy plakatu autorstwa powoda, jest utworem samoistnym, jedynie przez ten utwór inspirowanym i wykorzystującym jego fragment w ramach dozwolonego użytku publicznego. Z takim twierdzeniem nie można zgodzić się z kilku przyczyn.
Oceniając charakter okładki czasopisma, trzeba przyznać skarżącym rację gdy twierdzą, że stanowi ona utwór w rozumieniu art. 1 Pr.aut. Jest to utwór mieszczący się w określonym gatunku, zawierającym pewne charakterystyczne elementy. Są to zarówno stałe elementy, jak zamieszczona w określonym i charakterystycznym dla konkretnego czasopisma układzie graficznym jego nazwa, określenie rodzaju periodyku, jego numeru i daty wydania oraz ceny, ewentualnie inne elementy informacyjne, jak i elementy zmienne, w tym hasła bądź tytuły niektórych artykułów i zdjęcia, rysunki czy inne formy plastyczne ilustrujące niektóre artykuły bądź jeden z nich. Na okładce tygodnika „P.” w każdym numerze zamieszczona jest, poza hasłami czy tytułami niektórych artykułów, także ilustracja lub zdjęcie, niekiedy komputerowo przetworzone, prezentujące wybrany artykuł wraz z jego tytułem i hasłem zwięźle informującym o jego treści. Taka okładka może oczywiście stanowić samoistny utwór – samodzielny lub inspirowany cudzą twórczością, pod warunkiem jednak, że ta ilustracja czy fotografia stanowi wytwór własnej pracy intelektualnej, choćby zawierającej cytat.
W okolicznościach sprawy nie można jednak uznać, by okładka tygodnika z dnia 5 czerwca 1999 r. stanowiła utwór samoistny, inspirowany cudzą twórczością i posługujący się cytatem w sposób dozwolony przez ustawę. Jak wynika z dokonanych ustaleń, ilustrację artykułu pt. „10 lat na wolności. Historia III RP. Raport specjalny” stanowił plakat wyborczy autorstwa powoda, z którego przejęto 90% dzieła bez najmniejszych zmian, usunięto napisy i zamieszczono tytuł artykułu. Skarżący zarzucali, że to przejęcie stanowi tylko cytat, uzasadniony prawami gatunku twórczości, sam zaś rozmiar przejęcia (90%) nie oznacza naruszenia praw twórcy, skoro art. 29 ust. 1 Pr.aut., określający tzw. prawo cytatu, pozwala na przytaczanie w samoistnych utworach nie tylko urywków rozpowszechnionych utworów, ale nawet drobnych utworów w całości. Nie wchodząc w polemikę z budzącym zastrzeżenia twierdzeniem, czy plakat może być uznany za drobny utwór, należy zgodzić się z zarzutem, że samo stwierdzenie Sądu drugiej instancji, iż ze względu na tak znaczny zakres zapożyczenia elementów dzieła powoda nie można traktować go jako przejęcia urywków cudzej twórczości. W art. 29 ust. 1 Pr.aut. nie chodzi o rozmiar przytaczanego we własnym dziele utworu, lecz o ich wzajemne relacje i cel cytatu. W określonych wypadkach uzasadnione może być nawet przytoczenie cudzego utworu w całości, jeżeli następuje to w celu wyjaśniania, analizy krytycznej, nauczania lub uzasadnione jest prawami gatunku twórczości. W każdym razie jednak cytowany urywek lub nawet cały drobny utwór musi pozostawać w takiej proporcji do wkładu własnej twórczości, aby nie było wątpliwości co do tego, że powstało własne, samoistne dzieło.
Ze względu na różnorodność stanów faktycznych nie jest możliwe stworzenie ogólnej reguły, określającej proporcje utworu przejmowanego do utworu własnego, w każdym razie jednak, jak przyjmuje się w literaturze przedmiotu, cytat w stosunku do całości musi pełnić rolę podrzędną. Ocena, czy ze względu na rozmiar cytatu przejęcie jest dozwolone, musi być dokonana zatem w okolicznościach konkretnej sprawy, jak zaś wskazano wyżej, okładka czasopisma zawiera pewne stałe elementy oraz elementy zmienne, przy czym hasła lub tytuły artykułów, poza jednym, prezentowane są w każdym numerze w taki sam sposób. Po odrzuceniu stałych elementów okładki, tytułów lub haseł artykułów nieilustrowanych graficznie pozostaje na tej okładce charakterystyczna postać mężczyzny bez broni, z plakietką z napisem „Solidarność” nad gwiazdą szeryfa i kartką z napisem „WYBORY” w prawej ręce, umieszczona centralnie, stanowiąca 90% utworu powoda. Wkład własny skarżących ogranicza się do usunięcia napisów stanowiących 10% dzieła powoda, do odpowiedniego zmniejszenia tego dzieła i zamieszczenia tytułu i hasła informującego o treści artykułu publikowanego w numerze. Nie można uznać, by taki wkład własnej pracy twórczej uzasadniał tezę o stworzeniu samoistnego dzieła inspirowanego utworem powoda i to nawet wtedy, gdy ocenia się okładkę w całości, biorąc pod uwagę wszystkie jej elementy.
Nie można też podzielić zarzutu, że wykorzystanie utworu powoda uzasadnione było prawami gatunku twórczości. Okładka czasopisma może, jak twierdzą skarżący, zawierać elementy graficzne stanowiące pastisz, karykaturę czy kolaż. To twierdzenie jest bez wątpienia prawdziwe, jeżeli jednak mowa o cytacie plastycznym, którym posługują się takie gatunki twórczości jak pastisz, karykatura czy kolaż, to trzeba zwrócić uwagę, że powstające w ramach takich gatunków utwory, aby mogły być uznane za samodzielne, muszą na tyle zmieniać sens i sytuację przejmowanego utworu, by było wiadomo, że przedstawiają własne spojrzenie na problematykę zawartą w utworze inspirującym i nie są zwykłym naśladownictwem. Tylko wtedy przejęcie cudzej twórczości nie wymaga zgody twórcy. Warunków tych omawiana okładka nie spełnia, zatem wykorzystanie utworu powoda w ramach dozwolonego użytku, o jakim mowa w art. 29 ust. 1 Pr.aut., nie było dopuszczalne.
W konsekwencji uzasadniony jest wniosek, że przytoczenie na okładce czasopisma znacznego urywka cudzego utworu plastycznego w taki sposób, że po usunięciu tworzących część tego utworu napisów zamieszczono jedynie tytuł i informację o treści publikowanego artykułu nie mieści się w pojęciu dozwolonego użytku chronionych utworów, o jakim mowa w art. 29 ust. 1 Pr.aut. Takie wykorzystanie cudzego utworu stanowi jego zapożyczenie, a więc działanie, które w braku zgody twórcy narusza jego prawa autorskie osobiste i majątkowe.
Nawet gdyby uznać, do czego nie ma podstaw, że skarżący byli uprawnieni do posłużenia się w takim zakresie cytatem bez zgody twórcy, to – jak wynika wprost z art. 34 Pr.aut. – mogłoby to nastąpić pod warunkiem wymienienia twórcy i źródła i to bez względu na to, czy chodzi o cytat powszechnie rozpoznawalny, czy też nie. Wymienienie twórcy oraz źródła stanowi conditio iuris i, wbrew zarzutom skarżących, obowiązek określony w tym przepisie nie ogranicza się do sytuacji, w których wykorzystanie cudzego utworu bez oznaczenia, że jest to utwór obcy, mogłoby wprowadzać w błąd przeciętnego odbiorcę co do autorstwa utworu. Obowiązek ten dotyczy także wymienienia twórcy i źródła utworów powszechnie rozpoznawalnych i znanych.
Skarżący zarzucali także, że spełnienie warunku określonego w art. 34 nie było możliwe, powód bowiem opublikował swój utwór anonimowo, a nawet nie wymieniając jego nazwiska wręcz chronili prawo twórcy do zachowania anonimowości. Podnosili ponadto, że ze względu na polityczno-propagandowy charakter utworu powoda, wielość tego typu materiałów prasowych, trudności w ustaleniu źródła, prasa w okresie np. wyborów parlamentarnych nie mogłaby w istocie wypełniać swojej informacyjnej roli, co prowadziłoby w praktyce do ograniczania prawa obywateli do informacji. Tego rodzaju zarzuty oparte są na nieporozumieniu, stanowią też próbę przypisania prasie uprawnień, których ona nie ma.
Anonimowe opublikowanie utworu jest prawem twórcy, nie stwarza to jednak w żadnym wypadku domniemania, że twórca publikujący utwór upoważnia osoby do przejmowania jego twórczości. Jeżeli ustalenie osoby twórcy nie jest możliwe, to warunek określony w art. 34 Pr.aut. może wypełniać podanie informacji, że cytat pochodzi od anonimowego twórcy. Skarżący pominęli też treść art. 8 ust. 3 Pr.aut., precyzującego kto w takim wypadku zastępuje twórcę w wykonywaniu prawa autorskiego. Nie można też uznać, by twórcy utworów o charakterze polityczno-propagandowym pozbawieni byli, dla potrzeb prasy, ochrony wynikającej z przepisów ustawy. Taki wniosek w żadnym razie z przepisów omawianej ustawy nie wynika.
Ta kwestia wiąże się także z zarzutem naruszenia art. 35 Pr.aut. przez uznanie, że wykorzystanie utworu powoda na okładce tygodnika „P.” narusza normalne korzystanie z utworu i godzi w słuszne interesy twórcy. Także ten zarzut oparty jest na nieporozumieniu. Przez normalne korzystanie z utworu o charakterze polityczno-propagandowym skarżący rozumieją wykorzystanie plakatu w określonej sytuacji społeczno-politycznej, publikowanie go w celach, do jakich został stworzony. Tymczasem charakter dzieła nie ma tu znaczenia, w pojęciu normalnego korzystania z utworu, jak przyjmuje się w doktrynie, mieści się bowiem takie korzystanie z utworu, za które twórca może spodziewać się pewnych dochodów, niezależnie od tego, w jakiej sytuacji dochodzi do jego wykorzystania. Okoliczność, że plakat wyborczy stanowi materiał propagandowo-polityczny, będący, jak twierdzą skarżący, z istoty swego przeznaczenia źródłem karykatury, pastiszu i innych form twórczości, nie oznacza, że wykorzystanie takiego utworu ponad granice dozwolonego użytku, jeżeli twórca w ogóle na to zezwoli, nie może przynieść mu dochodu, w zależności od treści zawartej w tym względzie umowy.
Trafnie w tej sytuacji uznały Sądy obu instancji, że naruszenie osobistych i majątkowych praw autorskich powoda uzasadnia uwzględnienie roszczeń o ich ochronę, określonych na podstawie art. 16 i art. 17 w związku z art. 78 ust. 1 i art. 79 ust. 1 Pr.aut. (…)
Wobec powyższego orzeczono, jak w sentencji na podstawie art. 393[12] kpc.