Source: http://olgierd.bblog.pl/data,2007,2,strona,2.html
Timestamp: 2017-09-22 06:16:01+00:00
Document Index: 94187540

Matched Legal Cases: ['art. 30', 'art. 36', 'art. 25', 'art. 8', 'art. 87', 'art. 126', 'art. 722', 'art. 361', 'art. 47', 'art. 203', 'art. 130', 'art. 30']

2007-02-27 14:52
W kontekście mojego poprzedniego tekstu, który chyba wywołał całkiem żwawą dyskusję (jeszcze się nie wyzywamy, ale jak skończę pisać tę notkę to może być różnie) chciałem pokrótce opisać postępowanie pewnego Ważnego Pana w Todze (oraz jego kolegów), które widziałem naocznie.
Krótko, w punktach; komentarz zostawię sobie na koniec. Nazwiska oczywiście fikcyjne, aczkolwiek podobieństwo do pewnych zdarzeń z życia wziętych nieprzypadkowe i zamierzone.
1) Pracownik Wiśniewski po zwolnieniu z pracy oddał sprawę do sądu. Poszło o jakieś nadgodziny i tryb wypowiedzenia.
W skrócie stan faktyczny wyglądał następująco: druga umowa na czas określony, zatrudnienie w spółce A sp. z o.o., w obowiązkach zajmowanie się sprawami pracowników spółki-córki (B sp. z o.o.), pełnomocnictwo od B sp. z o.o. do reprezentowania jej w stosunkach z pracownikami.
2) Pozew sporządza r.pr. Kowalski spod Warszawy, żąda m.in. ustalenia, że wypowiedzenie nastąpiło z naruszeniem art. 30 par. 4 i art. 36 par. 1 pkt 3 kp, a to ze względu na zajście przesłanek z art. 25(1) par. 1 kp (tzw. "trzecia unijna"). (Hint dla nieprawników: powód uważał, że jego umowa przekształciła się w umowę na czas nieokreślony, a wówczas wymaga się uzasadnienia wypowiedzenia.)
Co ciekawsze, ani pod pozwem ani pod jego odpisami nie ma podpisu r.pr., lecz jest zwykła (a tak naprawdę niezwykła) faksymila.
3) Na pierwszą rozprawę r.pr. wysyła swojego "wspólnika", którym jest "zarządca majątku powoda" (jak to się ma do art. 8 ust. 1 ustawy o radcach prawnych?).
Sąd ma wielkie trudności ze zrozumieniem, że dopuszczenie do udziału zarządcy majątku w charakterze pełnomocnika jest niezgodne z art. 87 par. 1 kpc i jest nawet na to orzecznictwo. Ponadto nie reaguje na zarzut naruszenia art. 126 par. 1 pkt 4 kpc - ustawa mówi, że pismo ma zawierać "podpis strony", jest też przecież orzecznictwo nt. mechanicznego odwzorowania podpisu.
Sypią się zarzuty, zażalenia, różne takie.
4) Czas płynie; a ponieważ sprawa dzieje sie w dużym mieście, sprawa spada ad calendas Graecas.
5) Po przeszło roku (sic!) sąd wzywa powoda do przesłania kopii posiadanych w sprawie dokumentów. Podstawa to art. 722 par. 1 kpc (linkuję bo warto sprawdzić).
6) Po następnych kilku miesiącach sąd wyznacza kolejną rozprawę. Przyjeżdża "zarządca majątku", który żąda kwoty blisko 30 tys. złotych tytułem nadgodzin oraz blisko 30 tys. złotych tytułem odszkodowania.
Obliczył to tak: skoro powód miał etat w spółce A, ale de facto świadczył pracę w spółce B, to oczywiście w B miał nadgodziny. Na pytanie: dlaczego jednak nie pozwie B odpowiada: "już pozwaliśmy ale przegraliśmy" ;-)
A odszkodowanie sobie obliczył na podst. art. 361 par. 2 kc, bo "gdyby pracował to by zarabiał". Na pytanie o znaczenie art. 47(1) kp oraz 50 par. 4 kp dla sprawy, a także kluczowy dla jego kosmicznego pomysłu problem "umowa na okres próbny nie jest umową na czas określony" odpowiada wzruszeniem ramion.
Bo zarządca majątku chciał wygrać sprawę na samym kc ;-)
7) Sąd wreszcie odmawia zarządcy majątku prawa do reprezentowania powoda (r.pr. wnosi zażalenie), ale nie odrzuca pozwu ze względu na brak podpisu pod pozwem (powód wnosi zażalenie).
Uzasadnia to tym, że akta zostały odtworzone na podstawie odpisów pozwanego, sąd ma tylko kserokopie, więc nie może nic stwierdzić. Więc podchodzę do ambony i pokazuję pisma, wskazuję istotne cechy szczególne, które wskazują, że mamy do czynienia z pieczątką. "A ja tego nie widzę i co mi pan zrobi?" ;-)
8) Na kolejną (ostatnią) rozprawę r.pr. przysyła wspólniczkę, w todze: z zielonymi wyłogami.
Teraz blamaż idzie na całej linii: pani mecenas "prostuje powództwo" i wnosi o łączną zapłatę 53 tys. zł, dalej brnąc w "trzecią unijną" i kwalifikację okresu próbnego jako pierwszej na czas nieokreślony.
Sąd pyta pełnomocnika pozwanego "co na to", pełnomocnik wskazuje na obowiązek wniesienia opłaty (bo pracownik płaci dziś wpis jeśli żąda więcej niż 50 tys. zł). Pani mecenas cofa częściowo powództwo i ogranicza je do kwoty 49 tys. zł ;-) aczkolwiek ze względu na brzmienie art. 203 par. 1 kpc musi na to wyrazić zgodę pozwany. I pozwany nie wyraża zgody :-)
9) Ponieważ mija już prawie 30 miesięcy od wniesienia pozwu Wysoki Sąd się nad Panią w Todze lituje, wyłącza sprawę o nadgodziny do osobnego postępowania, zaś sprawę wypowiedzenia decyduje się rozstrzygnąć "tu i teraz". Rozstrzyga (jak - nie napiszę, domyślcie się).
Zaznaczam: w SO nadal nierozstrzygnięte leżą dwa zażalenia, które mogą przesądzić o istocie tej sprawy: powoda na niedopuszczenie do udziału "zarządcy majątku" oraz pozwanego na naruszenie art. 130 par. 1 kpc.
10) Pani w Todze zapowiada apelację, apeluje, oczywiście apelacja została oddalona.
Równocześnie SR pyta czy zgadzam się cofnąć zażalenie na przyjęcie niepodpisanego pozwu. Cofam :-)
W części dotyczącej nadgodzin r.pr. pisze kolejne pismo, w którym cofa powództwo, tym razem kombinując jak koń pod górkę, że "skoro zostało wyłączone, to nie doszło do doręczenia pozwu, a zatem sprawa nie jest zawisła".
Sąd nie daje się zwieść, ponownie zapytuje - na piśmie - pozwanego czy wyraża zgodę.
Oczywiście jest odmowa, bo: jak pozwany się zgodzi, to powód będzie mógł jeszcze raz wnieść pozew u siebie (w Płocku bodajże), zatem chociaż na tamtą chwilę zostało coś koło 9 tygodni nieprzedawnionych - po co ludziom ułatwiać życie.
Z sędzią spotkałem się kilka miesięcy później (w innej sprawie), pytał mnie o "tego Wiśniewskiego", uśmialiśmy się setnie na wspomnienie "zarządcy majątku" (aż się jeden ławnik obudził!!). Powiedział: "a niech się teraz głowią co z tym zrobić skoro są tacy mądrzy, ja się cieszę, że pan cofnął to zażalenie".
Słówko komentarza: wyszedł mi wpis dość geekowski - pewnie najwięcej się uśmieją ci, co zrozumieją - ale jeśli ktoś nie ma pod ręką cytowanych kodeksów to można sobie poszukać tutaj. Chodzi mi o prostą rzecz: nie toga lecz chęć szczera zrobi z Ciebie... no właśnie, przynależność do którejkolwiek z kast nie oznacza, że r.pr. bądź adw. zna się na przepisach.
BTW jak nie zapomnę to napiszę też kiedyś o mecenasie, który zażądał 3000 zł odszkodowania za to, że pracownica była przez 3 dni zmuszana do pracy. Miała umowę na czas określony, więc z 2-tygodniowym okresem wypowiedzenia. Wypowiedzieli jej umowę bodajże w środę, ale ponieważ pan mecenas nie znalazł w swoim kodeksie art. 30 par. 2(1) kp to postanowił za ten czwartek, piątek oraz (wolną) sobotę zaśpiewać po tysiaku.
Tagi adwokaci,	proces,	prawo pracy
Układ scalony Ekskluzywny wywiad z Wojtkiem...