Source: https://czasopismo.legeartis.org/2020/02/uniewaznienie-kredytu-bezpodstawne-wzbogacenie.html
Timestamp: 2020-04-03 16:28:53+00:00
Document Index: 79235471

Matched Legal Cases: ['art. 405', 'art. 189', 'art. 410', 'art. 358', 'art. 56', 'art. 41', 'art. 189', 'art. 58', 'art. 410', 'art. 405', 'art. 405', 'art. 6', 'art. 7', 'art. 189', 'art. 358', 'art. 410', 'art. 58', 'art. 69', 'de lege ferenda', 'art. 120', 'art. 455', 'art. 442']

Unieważnienie kredytu oznacza bezpodstawne wzbogacenie kredytobiorcy
Po unieważnieniu kredytu bezpodstawnie wzbogaconym jest kredytobiorca (o ile nie spłacił całego kapitału)
by Olgierd Rudak • 26 lutego 2020 • 19 komentarzy
Czy nieważność umowy kredytu walutowego oznacza, że bank musi oddawać kredytobiorcy kwoty spłacone tytułem rat — bo skoro nie było podstawy świadczenia, to pobite gary? Czy jednak klient musi oddać to, co dostał, więc dopóki nie spłaci „gołego” kapitału, póty to on jest bezpodstawnie wzbogacony kosztem banku?
Unieważnienie kredytu walutowego: bezpodstawne wzbogacenie dotyczy klienta, który otrzymał pieniądze od banku, rozliczenie tej kwoty powinno nastąpić w oparciu o art. 405 kc (fot. Olgierd Rudak, CC-BY-SA 3.0)
wyrok Sądu Apelacyjnego w Warszawie z 30 grudnia 2019 r. (I ACa 697/18)
W przypadku nieważnej umowy kredytu stroną pierwotnie wzbogaconą jest konsument, który otrzymał od banku sumę kredytu. Bank zaś staje się wzbogacony z chwilą, gdy suma spłaconych przez konsumenta rat kredytu przewyższa wysokość przekazanego mu przez bank kapitału — i jedynie w zakresie nadpłaty. Umowa kredytu nie jest umową wzajemną. Brak jest podstaw prawnych, a także względów aksjologicznych, które uzasadniałyby stosowanie do rozliczeń z nieważnej umowy kredytu tzw. teorii dwóch kondykcji.
Orzeczenie dotyczyło powództwa kredytobiorców, którzy zażądali stwierdzenia nieważności umowy o kredyt hipoteczny waloryzowany kursem CHF, uznania klauzul waloryzacyjnych za niedozwolone postanowienia umowne oraz zasądzenia od banku zwrotu kwoty stanowiącej różnicę pomiędzy sumą spłaconych rat (w PLN) i kwotą obliczoną przy założeniu, iż jest to kredyt udzielony w złotówkach.
Sąd I instancji powództwo oddalił: raz, że powództwo o ustalenie nieważności kredytu (art. 189 kpc) jest niedopuszczalne jeśli równocześnie klient domaga się zwrotu świadczenia spełnionego na podstawie nieważnej umowy (art. 410 kc); dwa, że kredyt waloryzowany kursem waluty obcej ani nie jest sprzeczny z ustawą, ani nie zmierza do obejścia prawa, bo waloryzację dopuszcza art. 358(1) par. 2 kc. Umowa nie była także sprzeczna z zasadami współżycia społecznego, którą należy oceniać w chwili jej zawierania — bo kredytobiorcy sami przyznali, że nie mieli zdolności w złotówkach, więc kredyt we frankach szwajcarskich pozwalał na uzyskanie wymarzonej nieruchomości; początkowo odpowiadała im także wysokość rat.
Owszem, postanowienia określające zasady przeliczania kursów stanowią klauzulę abuzywną, jednak po ich uchyleniu umowa nadal powinna funkcjonować — zaś w miejsce postanowień uchylonych należy zastosować (per analogiam, na podst. art. 56 kc) przepis art. 41 prawa wekslowego i stosować średni kurs NBP lub rynkowy kurs sprzedaży CHF. W takim przypadku nie można jednak domagać się od banku zwrotu nadpłaty wynikającej ze spreadu, bo doprowadziłoby to do sprzecznej z wolą stron sytuacji: kredytu złotowego, ale oprocentowanego stawką LIBOR. Roszczenia mogą obejmować nadwyżkę wynikającą z różnic kursowych (przyjętego przez bank w jego tabeli a kursem NBP lub rynkowym) — ale powodowie takich roszczeń nie dochodzili, ani nie obliczyli tej kwoty (to jest oczywiście błędne podejście, por. „Orzekanie ponad żądanie”).
Częściowo zasadna okazała się wniesiona przez kredytobiorców apelacja, albowiem:
stwierdzenie nieważności kredytu walutowego może nastąpić w trybie art. 189 kpc, bo skoro okres spłaty dalece wybiegał poza ramy postępowania (kredyt był do 2038 r.), to postępowanie o zapłatę nie usuwa w całości stanu niepewności;
już sam w sobie brak precyzyjnych informacji o skutkach ryzyka kursowego wynikającego ze stosowanych przez bank mechanizmów wymiany walut może być traktowany jako klauzula abuzywna — bo świadomość kredytobiorcy, że zawiera kredyt indeksowany nie wystarczy dla oszacowania wszystkich ryzyk (por. „Rozliczenie unieważnionego kredytu walutowego”), zaś skutkiem klauzuli waloryzacyjnej może być sytuacja, iż zadłużenie nie maleje nawet wraz ze spłatą rat;
(dla jasności: bank wypłacił kwotę 567 tys. złotych; w ciągu 8 lat kredytobiorcy spłacili 405 tys. złotych (240 tys. złotych tytułem kapitału i 165 tys. złotych tytułem odsetek); jednakże mimo to zadłużenie nadal wynosi 862 tys. złotych — chociaż zadłużenie wyrażone w walucie obcej zmalało z 280 tys. CHF do 212 tys. CHF);
mało tego: w istocie bank przedstawiał ryzyko jako niewielkie, zachęcał do kredytu indeksowanego kursem CHF, który prezentował jako najkorzystniejszy — pomijał potencjalne negatywne cechy kredytu walutowego, a czynił to właśnie ze względu na to, że kredytobiorcom brakowało zdolności w złotówkach;
bank jako profesjonalista powinien zdawać sobie sprawę z istotnego ryzyka wzrostu kursu franka szwajcarskiego w okresie kredytowania i z przełożenia kursu na wysokość rat do spłat — co oznacza, że nie dochował elementarnej lojalności (dobrych obyczajów);
naruszeniem dobrych obyczajów było także stosowanie dwóch, rażąco rozbieżnych kursów: kupna dla przeliczenia udzielonego kredytu i sprzedaży dla obliczania rat — w ten sposób już na wstępie bank zastrzegał sobie dodatkowe, nieuzasadnione korzyści kosztem konsumentów.
Skutkiem oceny, iż narzucone przez bank warunki umowne stanowiły klauzule abuzywne jest unieważnienie całej umowy (art. 58 kc). Zdaniem sądu nie istnieje bowiem możliwość zastąpienia nieważnych postanowień innymi (np. wynikającymi z zasad słuszności lub ustalonych zwyczajów), w szczególności przekształcenia umowy w kredyt złotowy oprocentowany stawką LIBOR (por. „Czy aneksem antyspreadowym można konwalidować klauzulę abuzywną i przywrócić walutowy charakter kredytu?”).
Nieważność umowy kredytowej oznacza, że wzajemne świadczenia były nienależne (art. 410 kc), co znów powoduje konieczność rozliczenia stron w oparciu o art. 405-411 kc. Wyklucza to konieczność zwrotu wszystkiego, co sobie strony wzajemnie świadczyły (choćby z uwzględnieniem przepisów o kompensacie) — należy natomiast dążyć do doprowadzenia do stanu, w jakim strony były przed zawarciem nieważnego zobowiązania.
Unieważnienie kredytu oznacza bezpodstawne wzbogacenie po stronie kredytobiorcy (wszakże to on na początku dostał pieniądze, które musi oddać) — dopóki wysokość spłaconych rat nie jest równa lub wyższa, niż kwota udzielonego kredytu, to wobec niego będzie miał zastosowanie art. 405 kc.
Jeżeli bowiem bank przekazał kredytobiorcy kwotę X a następnie uzyskał od niego kwotę spłaty Y, to w przypadku ustalenia nieważności umowy różnica tych kwot stanowi wartość wzbogacenia kredytobiorcy, gdy Y jest mniejsze od X, zaś bank staje się wzbogacony, gdy kwota Y przewyższa kwotę X. Tak więc kredytobiorca, który nie zwrócił jeszcze bankowi całej kwoty kapitału, a tak jest w tej sprawie, nie może być uznany za zubożonego. W istocie to on pozostaje stroną wzbogaconą w zakresie różnicy między uzyskanym kredytem a sumą już dokonanych spłat.
Co ciekawe sąd podkreślił, iż odpadnięcie podstawy świadczenia oznacza, że kredytobiorca jest zobowiązany do zwrotu kwoty otrzymanej tytułem kredytu już od dnia wypłaty poszczególnych transz (ale nie w terminach określonych harmonogramem spłaty) — natomiast oczywiście zobowiązania te nigdy nie były wymagalne, albowiem bank nie wezwał ich do zwrotu pieniędzy.
Z tego samego względu oczywiście nie można zasądzić od banku zwrotu spłaconych kwot — bo bezpodstawnie wzbogacony (kredytobiorca, który jeszcze nie oddał kwoty kredytu po jego unieważnieniu) nie może niczego domagać się od zubożonego.
Odnosząc się natomiast do ryzyka jakie powoduje unieważnienie kredytu i bezpodstawne wzbogacenie po stronie konsumenta, sąd podkreślił, iż jeśli konsument żąda stwierdzenia nieważności umowy, sąd musi uwzględnić żądanie, nawet gdyby uważał, że będzie to niekorzystne dla kredytobiorcy (pkt 4 wyroku TSUE z 3 października 2019 r., C‑260/18). Oczywiście spoczywa na nich obowiązek zwrotu niespłaconej należności bezzwłocznie po otrzymaniu wezwania do zapłaty, zaś ewentualne dodatkowe żądania (np. z tytułu „swego rodzaju wynagrodzenia za korzystanie z kapitału”) nie mogą podlegać ocenie, bo nie tego dotyczy sprawa — jednak nie można zapominać, iż ewentualne roszczenia będą oceniane przez pryzmat skutku „zniechęcającego przedsiębiorców do stosowania w przyszłości podobnych nieuczciwych postanowień umownych, wyprowadzany przez TSUE z treści art. 6 ust. 1 w zw. z art. 7 ust. 1 dyrektywy 93/13”.
Tags: art. 189 kpc art. 358(1) kc art. 410 kc art. 58 kc art. 69 pr. bank. bankowość bezpodstawne wzbogacenie klauzule niedozwolone kredyt waluty
← Nowe, lepsze definicje legalnych jednostek miar (projekt)
Rekompensaty za wzrost cen energii elektrycznej (projekt) →
Takie rozstrzygnięcie wydaje się najbardziej logiczne (celowo nie piszę „sprawiedliwe”).
Klient oddaje w PLN kwotę, którą otrzymał w PLN, więc „zarabia” na rozłożeniu płatności w czasie, a bank traci na zwrocie rozłożonym w czasie i to jest dla niego „kara” za nieuczciwą umowę.
Z tym, że po unieważnieniu to rozłożenie w czasie spłaty może być trudne:
– bank wysyła wezwanie do zwrotu nienależnego świadczenia („w terminie 14 od otrzymania pisma”),
– od tego dnia lecą odsetki (za opóźnienie),
– jeśli kredytobiorca nie ma tych pieniędzy (w sprawie j/w zostało do spłaty 162 tys. złotych), to zaczyna się znów nerwówka (wieloletni proces, w czasie którego odsetki lecą),
– no a nie wiadomo czy sąd rozłoży spłatę na (max. 10-letnie) raty — może ale nie musi.
Oj, nieporozumienie ;-)
Chodziło mi o to, że klient wziął kwotę kapitału i spłacał w ratach (nieoprocentowanych) przez 8 lat. Wartość pieniądza w czasie na pewno się zmieniła i stąd zysk klienta i strata banku.
A skąd teraz klient weźmie resztę gotówki, to inna para kaloszy.
Ważne, że ma oddać różnicę Kwota kredytu – dotychczasowe spłaty w PLN, bez względu na wartość wyliczoną przez mieszanie kursami. Może więc sprzedać mieszkanie, wziąć nowy kredyt pod hipotekę lub cokolwiek – nie jest przywiązany do mieszkania.
A, to akurat racja.
(Niemniej jestem ciekaw jak wygląda teraz wpis w BIK — czuję, że to będzie następna falka sporów: „bank B nie dał mi kredytu, bo wisi zadłużenie / historia z unieważnionego kredytu A”).
Skoro umowa unieważniona, to i podstawa do wykreślenia z BIK-u („przywrócenie stanu sprzed umowy”). Pewnie bank z hipoteki też na tej podstawie da się usunąć — pewnie nie na tyle szybko żeby wziąć nowy kredyt hipoteczny na te 162 tys., ale nawet gdyby to przedłużyć do 3 miesięcy i zapłacić odsetki to i tak baaaardzo korzystne dla kredytobiorcy bo dostał kredyt na prawdziwe 0%. Ciekawe czy skarbówka nie zakwalifikuje tego jako przychód :)
Tak powinno być, ale zobaczymy jaka będzie praktyka — czy banki będą przesyłały informacje do BIK, no i czy BIK będzie usuwał dane od początku (nb. umiem uzasadnić oba poglądy: i ten, że nieważny kredyt powinien zniknąć, ale i taki, że znikać nie musi).
Ponoć Banki, które przegrywają, informują właściwe US o takich sytuacjach, bo było nie było kredytobiorca – podatnik ma nieodpłatny przychód, który podlega opodatkowaniu.
Wydaje mi się, że miałby przychód gdyby kasę dostał w prezencie, ale nieoprocentowana pożyczka (jeśli to nie są relacje B2B) nie powinna być tak traktowana.
Pozwolę sobie ocenić, że ten wyrok spełnia, subiektywne, kryteria, żebym mógł powiedzieć, że jest sprawiedliwy.
A, że było ryzyko, to mogli byli być świadomi tego ryzyka, chyba, że ich prawnik skupił się tylko na jednym aspekcie sprawy.
Z resztą, w przypadku tego słynnego „frankowego” małżeństwa, miałem wrażenie, że najbardziej uśmiechnięty ich prawnik.
Publicystycznie (de lege ferenda) uważam, że sprawiedliwy nie jest — po prostu przemawia do mnie taki argument, że kredytobiorcy dostrzegli ryzykowną konstrukcję dopiero jak sprawa się rypła, bo już np. podwyższoną zdolność traktowali pozytywnie. Po prostu nadal jestem zdania, że ochrona konsumenta powinna być ograniczona do przypadków „nabijania w butelkę”, ale nie do np. klauzul określających właściwość sądu, etc. Podobnie nie uważam, by brak straszenia klientów frankami należało traktować jako naruszenie jakichś tam konsumenckich praw. Owszem spread może być wręcz quasi-oszustwem (jeśli jest przegięty), jednak zauważmy, że nawet kursy NBP są wyciągnięte z kapelusza (nikt tam nie uzasadnia zmian). Natomiast… Czytaj więcej »
Moim zdaniem bardziej sprawiedliwe byłoby gdyby jednak uwzględniać przedawnienie. Czyli to co przedawnione już nie podlega zwrotowi. Dzięki temu nie będzie tak, że bank teraz musi 12 lat wstecz korygować wszystkie raporty, podatki itd., a klient dostał kasę za 0%.
Ale przedawniają się zobowiązania, ono powstaje dopiero po upływie terminu oznaczonego w wezwaniu (tym, które bank będzie musiał wysłać).
Tyle że bieg przedawnienia może rozpocząć się przed rozpoczęciem wymagalności :) Wyrok SN z 29.4.2009 r., II CSK 625/08
Jeżeli wymagalność roszczenia zależy od podjęcia określonej czynności przez uprawnionego, bieg terminu rozpoczyna się od dnia, w którym roszczenie stałoby się wymagalne, gdyby uprawniony podjął czynność w najwcześniej możliwym terminie – tyle że brak wiedzy Banku (i Kredytobiorców) że umowa od początku była nieważna nie ma wpływu na bieg tego terminu (przedawnienia), który już się rozpoczął….
Bieg przedawnienia nie może rozpocząć się przed wymagalnością roszczenia (art. 120 par. 1 zd. 1 kc), natomiast co najwyżej można dyskutować kiedy uprawniony bank mógł podjąć czynność zmierzającą do zaspokojenia swoich roszczeń: czy od momentu uprawomocnienia się orzeczenia unieważniającego umowę, czy jednak — skoro umowa była nieważna od początku — mógł domagać się zwrotu pieniędzy od początku.
Moim zdaniem zwrot nienależnego świadczenia jest „takim samym” świadczeniem, więc jego wymagalność określa się w/g art. 455 kc.
Najwcześnieszy możliwy termin do podjęcia czynności przez Bank – to termin tuz po wypłacie kredytu +/- 14 dni. Niewiedza Banku o nieważności umowy nie ma dla rozpoczecia tego biegu znaczenia. Przy kredytach z 2007/2008 roku – termin przedawnienia roszczeń Banku o zwrot już dawno minął…
Jednak myślę, że jeśli mowa o wiedzy, to nie można mieć wiedzy wstecz, zwłaszcza jeśli trend utrwalił się po orzeczeniu TSUE z 2019 r. Na wiedzę patrzyłbym analogicznie jak przypadku przedawnienia roszczeń deliktowych — art. 442(1) kc rozróżnia upływ czasu od wiedzy i od zdarzenia powodującego szkodę.
Nb. zwracam uwagę, że takie też stanowisko sądu (że bank musi teraz wezwać kredytobiorcę do zwrotu nienależnego świadczenia) — jasne, że pogląd nie dotyczy meritum sprawy, ale nie lekceważyłbym go ;-)
A ja w kontekście tego całego zamieszania z CHF dam Wam inny ciekawy problem do rozważenia. Dotychczas mówi się chyba tylko o ludziach, którzy wzięli kredyt w CHF i samo to budzi wiele wątpliwości. Te wątpliwości dotyczą m.in. tego, czy bank fizycznie musiał być w posiadaniu CHF, żeby udzielić komuś kredytu i w konsekwencji czy mamy tu do czynienia z procesem kupowania/sprzedawania waluty skoro kredyt został wypłacony w PLN i najczęściej jest też spłacany w PLN. Ale jest też wiele osób, które pod wpływem kampanii reklamowych o niskim oprocentowaniu przewalutowały wcześniejszy kredyt złotówkowy na frankowy. W takim przypadku nikt nigdy… Czytaj więcej »
Problem z aneksowaniem umów pierwotnie złotówkowych („przewalutowanie” na franka przy czym przez przewalutowanie rozumieć można albo indeksacje kredytu do CHF albo zmianę kredytu na CHFowy, różne były działania Kredytobiorców) jest taki, że argumentacja do umów od początku „frankowych” – w dużym stopniu tu odpada… poza tym pojawia się problem czy postanowienia aneksu były „indywidualnie uzgodnione” (np saldo, albo kurs do jego wyliczenia) itp. Zdecydowanie trudniejsze do walki w sądzie, choć nie beznadziejne…