Source: http://dziennik.lowiecki.pl/felietony/tekst.php?id=122
Timestamp: 2020-04-08 03:30:38+00:00
Document Index: 108656961

Matched Legal Cases: ['art. 42', 'art. 4', 'Art. 42', 'Art. 4', 'art. 4', 'Art. 4']

autor: Stanisław Pawluk 08-11-2007
Łowiecka (nie)Sprawiedliwość?
Po opisaniu historii pewnego polowania miałem okazję poznać jej bohaterów. Miało to miejsce w świetlicy ZO PZŁ w Białej Podlaskiej, gdzie odbywała się rozprawa Okręgowego Sądu Łowieckiego wobec obwinionych Arkadiusza P. i Tadeusza Prokopiuka. Pierwszemu zarzucono zastrzelenie lochy w okresie ochronnym i zasądzono karę zawieszenia w PZŁ na okres 3 lat. Tadeusza Prokopiuka sądzono za to, że towarzyszył Arkadiuszowi P. przy patroszeniu i załadunku pechowej lochy do samochodu i wyrokiem OSŁ ukarano go 2 latami zawieszenia w PZŁ za, jak napisano w orzeczeniu, że ...„polował w obwodzie łowieckim nr 15 nie posiadając uprawnień do polowania; tj. o czyn z art. 42 ust. 8 i art. 4 ust. 2 pkt 1 Prawa Łowieckiego”...
O ile kara zawieszenia na okres 3 lat wymierzona Arkadiuszowi P. za opisany wyżej przypadek naciśnięcia spustu, zanim włączył myślenie, nie wywołała większych emocji, o tyle karę 2 lat zawieszenia dla Tadeusza Prokopiuka, tylko za to, że bez broni towarzyszył w łowisku koledze, któremu – jak się powszechnie sądzi - przez zwykłą pomyłkę przydarzył się strzał nie dodający łowieckiej chwały, uznano za nazbyt radykalną. W trakcie zbierania materiału dla czytelników dziennika „Łowiecki” dowiedziałem się, że Tadeusz Prokopiuk nie miał możliwości powstrzymania od strzału Arkadiusza P. Wydarzenia następowały szybko, a w chwili oddawania strzału Arkadiusz P. znajdował się w znacznej odległości od swego kolegi, a ze względu na fakt, że dzików było kilka, nie wiadomym było do którego z nich Arkadiusz P. celuje. Pech chciał, że akurat locha przyjęła kulę. Arkadiusz P. wyjaśnił, że nie miał zamiaru strzelać do lochy. Na jego pomyłkę wpływ miało, że dziki były jednakowej wielkości, a ich wygląd zewnętrzny nakazywał kwalifikować je jako właściwe do odstrzału.
Błędy się zdarzają. Myślę jednak, że nie każdy potrafi tak jak Arkadiusz P. przyznać się do błędu, wyrazić żal i ubolewanie zarówno przed OSŁ jak i później przed organami okręgowymi zadeklarować formę zadośćuczynienia i zaproponować naprawienie wyrządzonej łowisku szkody. Jak dotychczas, ZO PZŁ tej wydawało by się bardzo cywilizowanej i społecznie oczekiwanej formy łagodzenia skutków przestępstw nie zaakceptował, przyjmując obrażoną pozycję, tak ostatnio społecznie nieakceptowaną.
Orzeczenie wobec Tadeusza Prokopiuka kary zawieszenia w prawach członka PZŁ na okres dwu lat, przez środowisko myśliwych zostało przyjęte krytycznie. Myśliwi dość głośno dyskutowali nad sposobem zachowania się w takiej sytuacji. Miał pozostawić pechowego towarzysza łowów w lesie i przez wysoki śnieg pieszo, przez pola wrócić do domu? Odmówić pomocy przy patroszeniu, skutkujące być może zepsuciem tuszy? Jakie zachowanie w tym przypadku można by uznać za prawidłowe? Zaś postanowienie sądu łowieckiego w Białej Podlaskiej uznawano za zgodne z zakorzenionym w PZŁ systemem swoistego linczu uprawianego na swych członkach metodą izolowania ze środowiska. Polega to na wytworzeniu wobec zwalczanego członka aury trędowatego, z którym nawet rozmowa jest czymś nagannym. Po czym w krótkim czasie wszyscy w kole wiedzą, że dany członek jest „zły”, nie znając przyczyn dla których określono go „złym”. Plotka, poszeptywanki o rzekomych przestępstwach i niegodziwościach niedawnego kolegi narastają błyskawicznie, a ich źródłem są zazwyczaj jacyś kołowi intryganci walczący o przydanie sobie wartości i znaczenia w środowisku.
Takich też sytuacji nie trudno dopatrzyć się także i w tej sprawie. Prezes Koła Łowieckiego nr 18 „Ponowa” w Białej Podlaskiej Ryszard Mączyński, w dniu zdarzenia i drogą szantażu, wymusił na Tadeuszu Prokopiuku rezygnację z przynależności do koła. Wykorzystując dość skomplikowana sytuację osobistą Tadeusza Prokopiuka obiecał mu m.in., że z chwilą złożenia rezygnacji T. Prokopiuk nie będzie musiał przechodzić szarpaniny z rzecznikiem, policją i prokuraturą. Tyle, że po otrzymaniu napisanej na kolanie rezygnacji, prezes Ryszard Mączyński złożył na niego doniesienie do rzecznika i prokuratora. Taki właśnie przebieg wydarzeń opisał sam Ryszard Mączyński do protokołu postępowania rzecznika, a następnie potwierdził przed łowieckim sądem okręgowym w Białej Podlaskiej.
Z rozmów z myśliwymi wynika, że posiadający kontrowersyjną przeszłość, szczególnie na niwie kontaktów z rolnikami, prezes Ryszard Mączyński od dawna szukał na Tadeusza Prokopiuka tzw. „haków”, a nadarzającą się okazję wykorzystał z całą premedytacją.
Nie wiem co zadecydowało, że podjąłem się funkcji obrońcy zupełnie obcej mi osoby Tadeusza Prokopika przed GSŁ. Po części była to chęć zareagowania na brak równowagi w ocenie przez sądy łowieckie takich samych wydarzeń, ale w wykonaniu według linii podziału: „nasz - nie nasz”, a po części chęć obejrzenia od środka swoistego rodzaju dziwnego misterium odbywanego na każdym etapie łowieckiej (nie?)sprawiedliwości.
Sala Głównego Sądu Łowieckiego przy Nowym Świecie 35 w Warszawie nie robi pozytywnego wrażenia. Zaraz za drzwiami ciasno ustawione krzesła, u szczytu spory stół dla wygodnego usadowienia się sędziów w wysłużonych mocno, niby zielonych togach, po lewej i prawej dwa biurka. Lewe zajął rzecznik dyscyplinarny, a prawe protokolantka. Na ustawionych ciasno w dwu rzędach krzesłach lokuje się obwinionych, obrońcę trzymającego notatki w powietrzu i osoby obserwujące rozprawę. Nurtuje mnie myśl, jak pomieszczą się na tych kilku ciasnych krzesłach obwinieni z następnej rozprawy, których jak wynika z wokandy ma być aż siedmiu! I co będzie jak każdy z nich przyprowadzi swojego pełnomocnika?
Rozprawa nie trwa długo. W swoim wystąpieniu staram się zwrócić uwagę sędziów, że oskarżenie myśliwego o „wykonywania polowania nie mając uprawnień” jest co najmniej nieścisłe. Zgodnie bowiem z ustawą Prawo Łowieckie uprawnienia posiadają osoby wymienione w Art. 42a i dzielą się one na: podstawowe, selekcjonerskie i sokolnicze. Tadeusz Prokopiuk od 1993 roku posiada uprawnienia podstawowe, a od 1995 roku selekcjonerskie. Skazanie „za polowanie bez uprawnień” wydaje się więc nielogiczne. Wskazuję także, że sam fakt „wykonywanie polowania” przez Tadeusza Prokopiuka także wzbudza wiele wątpliwości. Trudno bowiem w świetle wskazanego przez sąd łowiecki Art. 4 Prawa Łowieckiego, jako podstawy skazania, uznać, że towarzyszenie polującemu, bez broni i bez zamiaru „wejścia w posiadanie” jest polowaniem. Wskazując na te okoliczności liczyłem na profesjonalizm i właściwe przygotowanie sądu do orzekania w sprawach łowieckich. Wydawało mi się, że interpretacje przepisów prawa powszechnie znane myśliwym, przez sędziów są znane szczególnie dokładnie.
Po ogłoszonej przerwie, potykając się o krzesła, wysłuchujemy werdyktu GSŁ zamieniającego Tadeuszowi Prokopiukowi karę 2 lat zawieszenia w PZŁ, jako niewspółmierną, na karę 1 roku zawieszenia w prawach członka PZŁ. Pikanterii sytuacji dodaje fakt, że obok sędziów: Kazimierza Gaczyńskiego i Jana Świeckiego w orzekaniu brał udział także sędzia Tadeusz Ciborski, ten sam, który sądził i niespotykanie łagodnie potraktował trzech myśliwych z Koła Łowieckiego nr 9 LTM z Lublina, którzy w lutym polując z naganką zastrzelili trzy dziki.
Jak widać sędzia T. Ciborski ma inną wagę dla szczególnie nagannego zjawiska jakim jest ostentacyjne zbiorowe lekceważenie kilku ważnych przepisów ustawy, a inną dla sztucznie nadętego „przestępstwa” polegającego na „byciu obok” zwłaszcza w świetle sprawy skłusowanego lisa w tym samym kole łowieckim, łagodnie ocenionej przez organa PZŁ.
Normalnie sprawa na tym by się zakończyła, pozostawiając w środowisku myśliwych poczucie niesprawiedliwości i dowolności oceny łowieckich przewinień, innej dla swoich, a innej dla pozostałych. Orzeczenie GSŁ w opisanej wyżej sprawie wywołało wiele wątpliwości. Jedną z nich jest brak wyraźnej granicy między wykonywaniem, a nie wykonywaniem polowania. Zwróciłem się więc do najwyższych autorytetów w tej sprawie: twórców prawa łowieckiego, czyli Ministerstwa Środowiska i ZG PZŁ posiadającego wyspecjalizowany wydział prawny. Do obu instytucji zwróciłem się z prośbą ...."o udzielenie informacji (wykładni, właściwej interpretacji) w jaki sposób należy rozumieć definicję polowania zawartą w ustawie Prawo Łowieckie w art. 4"... Zadałem także konkretne pytania czy samo tropienie lub towarzyszenie w polowaniu bez broni jest wykonywaniem polowania?
W piśmie Marka Duszyńskiego z Zarządu Głównego PZŁ napisano m.in.: ...”Art. 4 ust. 2 ustawy Prawo Łowieckie definiuje polowanie jako czynności tam wymienione, przy czym elementem niezbędnym w każdym przypadku jest zamiar wejścia w posiadanie zwierzyny. Zatem tropienie zwierzyny, bez zamiaru wejścia w jej posiadanie, jak i inne czynności wymienione w pkt 1 lub 2 wskazanego przepisu jeśli zamiar taki im nie towarzyszy nie są polowaniem”....
Departament Leśnictwa Ministerstwa Środowiska w piśmie podpisanym przez Edwarda Lenarta zastępcę dyrektora wydziału leśnictwa stwierdza m.in: ...”Nie sposób uznać za polowanie przypadek, określony w pkt 2, wymienionego na wstępie pisma, odnoszący się do udziału w polowaniu innej osoby w charakterze osoby towarzyszącej”...
Tak więc wykładnia autorytetów prawnych w dziedzinie łowiectwa pozostaje w silnym dysonansie z sentencją orzeczenia Głównego Sądu Łowieckiego w składzie w/w. Pozostaje także zgodna ze sposobem myślenia powszechnie znanym i stosowanym w środowisku myśliwych. W tym stanie rzeczy mimo, że praktycznie za chwilę Tadeusz Prokopiuk zawieszenie w prawach członka PZŁ zakończy, chyba nikogo nie zdziwi fakt, że w imię zasad wniesiono wniosek o rewizję nadzwyczajną na rzecz Tadeusza Prokopiuka, do Łowczego Krajowego, uprawnionego do takiej czynności na mocy regulaminu postępowań dyscyplinarnych w PZŁ.
Naszych czytelników poinformujemy o dalszych losach sprawy.
14-11-2007 01:19 cienias Po dogłębnym i na pierwszy rzut oka prawniczego laika, fachowym komentarzu Krzysztof,aL rodzi się problem, czy warto w ogóle komentować, skoro tyle wątpliwości budzą podstawy. Chciałem, abstrachując od tego konkretnego, werdyktu, /wyrok zapadł, wydany przez powołanych do tego, nie mnie, cieniasowi, oceniać, ten konkretny/. Jeżeli jednak wyrdykty czy szerzej decyzje władz PZŁ, mam na myśli i "drugą i trzecią", budzą kontrowersje, sprzeciw czy nawet zainteresowanie naszych, łowieckich, mediów, to co stoi na przeszkodzie, że wzorem władz i różnych organów Państwa i nie tylko, rzecznicy czy inne osoby z sądów, zarządów itd., nie odpowiadają na zapytania i krytykę. Może zdarzyć się, że wystarczy sprostowanie czy wyjaśnienie, aby za pośrednictwem dziennika czy innych pism, myśliwi otrzymali wiedzę pozwalającą na próbę własnej oceny i, co równie ważne, satysfakcję i poczucie współuczestniczenia. Moim zdaniem uparte i, mam wrażenie, wyniosłe, milczenie, wyznaczające Związkowi zawstydzające, odległe miejsce w procesie zmian demokratycznych relacji społecznych, do niczego dobrego nie zaprowadzi i na długi czas utrzymać się nie da. Tym bardziej, że inni taką, mentalną przemianę mają już dawno za sobą.
Rozumiem, że nie można odpowiedzi czy reakcji na sygnał mediów, oczekiwać natychmiast, uzbroiłbym się w cierpliwość, lecz nie wierzę, na podstawie dotychczasowych obserwacji, że w ogóle padną. Pozdrawiam
PS. Przyłączam się do tych, którzy przypominają, że oskarżony z obrońcą to też "człowiek" i nie gorsze warunki do prowadzenia obrony na sali sądowej, od pozostałych mu się należą / z punktu widzenia prawa i etyki/.
13-11-2007 10:43 KrzysztofL Najciekawsze w całej sprawie t.zw."Temidy" łowieckiej jest to że wszystkie "wyroki" zawieszające lub wykluczające są nielegalne. Ustawodawca w ustawie enumeratywnie wyliczył przyczyny utraty członkowstwa czyli de facto uprawnień (zawieszenie to też utrata uprawnień w określonym czasie)nabytych w drodze ustawy. Żaden sąd koleżeński a sąd PZŁ to sąd koleżeński nie ma prawa sądzić z ustaw i to że takie uprawnienia wpisano sobie w statut o tyle kuriozalny że nadawany bez kontroli (sądowej czy ministra)nie ma prawnie żadnego znaczenia. Ustawa określa przyczyny utraty uprawnień i tylko ustawa mogłaby ten katalog poszerzyć robienie tego aktem niższego rzędu jest bezprawne i z mocy prawa nie ważne. Każdy kto do sądu powszechnego zaskarżyłby jakikolwiek wyrok sądu łowieckiego ograniczający mu ustawą nadane prawa wygrałby w tak zwanych cuglach. Sąd pzł może co najwyżej dać upomnienie lub naganę ew. pozbawić odznaczeń ale tylko przez pzł nadanych i koniec. Arogancja tych panów (członków "temidy" łowieckiej) jest łatwa do opanowania wymaga tylko konsekwencji w udowadnianiu im że są bardzo malutcy. Ale mnie najbardzie śmieszy ten połysk nadawany tym ciałom te wszystkie togi i ta straszna powaga. Szkoda że za nasze pieniądze nie przewidzieli togi dla obrońców ale widać sami się tak puszą że nawet nie zauważają że obrońca to bardzo ważna składowa tego teatru choć przez nich ledwie tolerowana.
13-11-2007 00:33 lelek_nowy Więcej przykładów skandalicznego postępowania składów orzekających GSŁ przedstawia ostatni numer Braci Łowieckiej. W jednej z opisywanych tam spraw orzekał Grzegorz Borkowski, równocześnie przewodniczący Komisji Prawnej NRŁ. Ciekawe, że w Statucie PZŁ pomyślano, żeby uniemożliwić łowczym okręgowym pracę w NRŁ, co gwarantuje rozdzielność organów wykonawczych od organów prawodawczych, ale już o styku organów sądowniczych z organami prawodawczymi nie pomyślano. Dlatego całkowicie w zgodzie ze Statutem, Grzegorz Borkowski wpierw podpisuje opinie nt. stosowania prawa w PZŁ, a potem na podstawie tych samych opinii może sądzić. Wstyd, żeby osoba z takim doświadczeniem sędziowskim w sądach poza PZŁ, aprobowała sytuację, do której nigdy by nie dopuściła na zajmowanych wcześniej etatach sędziowskich. Jedynym wytłumaczeniem jest traktowanie sądów łowieckich przez Grzegorza Borkowskiego poniżej stosowanych wczesniej przez siebie standardów, ze szkodą dla nas wszystkich.
Ale czy w PZŁ to wyjątek?
12-11-2007 18:50 fenek To co opisał Kulwap, niestety nie wyczerpuje wszystkich negatywnych wrażeń z GSŁ. Miałem kiedyś okazję uczestniczenia jako "publiczność" w posiedzeniu dotyczącym bliźniaczej sprawy. Z trudem odsunąłem dwa krzesła aby tylko przycupnąć. Usłyszałem że na rozprawę stawił się pan x z koła i miejscowości y, z "jakimś" obrońcą.To oczywiste chamstwo i lekceważenie ze strony przewodniczącego składu orzekajacego na szczęście spotkało się z natychmiastową ripostą. Obrońca stierdził że nie jest "jakimś", tylko Jego pełnomocnictwo znajduje się w aktach, gdzie podane jest imię i nazwisko, a ponadto okazał natychmiast legitymację PZŁ. Sama rozprawa przebiegała podobnie jak opisana przez redaktora Pawluka. Wyrok, choć bardzo kontrowersyjny (przez przypadek sądził m in. sędzia opisany przez Pawluka)nie będzie przeze mnie komentowany. W osłupienie wprawiła mnie wypowiedź GRD (lub Jego zastępcy) skiekowana do obwinionego, już na korytarzu po sprawie. "Ma pan szczęście że nie oskarżyłem pana o udział w nielegalnym polowaniu zbiorowym, bo jechaliście z kolegą jednym samochodem, a w łowisku porozumiewaliście się telefonami komórkowymi!" Przywołując z pamięci pewnego satyryka pomyślałem że gdybym nie wiedział że to skrajna głupota, to pomyślałbym że prowokacja. Od takich imbecyli biorących udział w przedstawieniach pod tytułem rozprawa w GSŁ, często zależy nasze być albo nie być. To jest tragiczne. A zaczyna się w sądach okręgowych takich jak choćby w Białej Podlaskiej, gdzie OSŁ kierowany jest przez prezesa mającego za nic kalendarz polowań i etykę. Ta gangrena naszej łowieckiej "sprawiedliwości" zaczyna się na "dołach", i niestety jest tolerowana, a nawet mile widziana przez władze PZŁ, bo bezkarnie można bronić kolesi, a resztę "ćwiczyć" paragrafami lub głupotą. "Gdy więc wszystkie sposoby ratunku upadły, wśród serdecznych przyjaciół, psy zająca zjadły". Cała nadzieja i szczęście że są sądy powszechne, choć to właściwie marna pociecha! D.B.
10-11-2007 16:58 selekcjonerXXL Pozbawiasz, Kulwapie czytelników resztek złudzeń. Dobrze byłoby wiedzeić, jak jest interpretacja tzw. oficjalnych czynników, kwestii towarzyszenia myśliwemu na polowaniu przez innego myśliwego. Są przecież sytuacje, gdy członek PZŁ nie poluje z bronią, chociaż towarzyszy na polowaniu indywidualnym czy zbiorowym.
Wydaje się też, że oskarżonym i ich obrońcom należy się odrobina szacunku przez stworzenie godnych warunków prowadzenia obrony. To zaniedbanie dobrych obyczjów. Mała sala nie tłumaczy arogancji. DB
10-11-2007 11:59 wielotykowiec1 Kolego Kulwap/Pawluk. Po stronie SPRAWY zaangażowani są wszyscy, łącznie z ubranymi w "niby zielone" sędziami w ponurym i niegościnnym /choćby tylko z powodu niegrzecznego zajmowania przez protokolantkę miejsca dla oskarżonego i jego obrońcy/, pomieszczeniu NSŁ. Jeżeli jednak zangażowany po stronie SPRAWY, obrońca nie staje po stronie podsądnego, co jest oczywiste, to ja jestem Hare Kriszna.
Podjąłeś arcyważny problem. Zaufanie do wymiaru sprawiedliwości PZŁ to fundament. Po Twojej relacji z procesu zaufanie wielu z czytelników i ocena wiarygodności "organów" leży w gruzach.
Nie wszyscy, przecież, nawet nie większość, boją się napisać komentarz, nie wszyscy kombinują, że jak będą siedzieć cicho lub odzywac się jedynie w ramach tzw. "bezpiecznych" tematów, to "/nie/sprawiedliwość" PZŁ ich nie dopadnie, nie wszyscy mają problem ze zrozumieniem wagi tematu. Nie wszyscy wreszcie, a margines, kierują sie złą wolą. Mam wrażenie, że większośc jest wstrząśnięta i niedowierza. Również ja, dlatego, jako czytającego akta sprawy, doskonale znającego temat, dopytywałem, aby zrozumieć więcej i nie tracić resztek wiary. Odpowiedzi i podpowiedzi w związku z rozterkami, nie otrzymałem. DB
09-11-2007 06:58 docieniu witam
tekst artykułu zrobił na mnie niesamowite wrażenie. Na własne oczy obserwowałem bardzo podobna sytuacje, która na szczęście nie skończyła się sądem z braku jednoznacznych dowodów winy chociaż niestety prezes - lokalny wataszka - tworzący swoiste lex specialis - drogą szantażu zmusił mojego przyjaciela do napisania dobrowolnej rezygnacji z członkostwa w Kole Łowieckim.
Takie rzeczy były są i będą. Cieszy mnie strasznie fakt, że coraz częściej znajduję ich opisy na www.lowiecki.pl lub innych internetowych stronach łowieckich chociaż wolne media - heh biuletyny PZŁ ich nie opisują hahahha.
Zauważam w sposób jednoznaczny występującą ogromna niesprawiedliwość związaną z uzasadnieniem "wyroku". Mam nadzieje, iż zgodnie z literą prawa w pełnym tego słowa znaczeniu - ktoś pójdzie po "rozum do głowy" i zweryfikuje pozytywnie dla drugiego uczestnika polowania swój wyrok.
Z wyrazami Wielkiego Szacunku dla autora
09-11-2007 06:07 Kulwap Kolego WIELOTYKOWIEC! Nie zaangażowałem się po stronie "podsądnego" (obcego mi człowieka) a po stronie SPRAWY! Drugie dno jest takie jak w całym PZŁ! Ten, który zaczyna mieć inne zdanie jak władza, zwraca uwagę na jej nawet małe błędy jest bezwzględnie tępiony! Ot! Taka to pseudodemokracja, na straży której stoją skostniałe nie poddające się nowym czasom struktury rządzące według zasad z Dzieł Lenina. Zarządy Okręgowe wolą przyklepywać nawet idiotyczne uchwały kierując się zasadą, że to prezes czy łowczy koła zaprosi ich na dziki-byki a nie szary członek.
08-11-2007 23:32 wielotykowiec1 Ten pierwszy komentarz bardzo emocjonalny. Byc może gekon zna temat, lub ma własne doświadczenia z NSŁ, stąd tyle sarkazmu i goryczy.
Sam tekst-relacja, bardzo ciekawy, a problem wart zastanowienia i przemyslenia, a być może reakcji całego "łowieckiego pospolitego ruszenia".
Oto jawi się teza, że uczestnictwo w wyprawie łowieckiej kolegi, bez broni i bez "zamiaru" może być interpretowane, jako polowanie. Rzecznikowi przystoi, jak to prokuratorowi, przesadzać czy wyolbrzymiać, chociaż nie powinien. Od sądu, jednak oczekuje się obiektywizmu i logiki. A jak zakwalifikować sytuację, gdy z myśliwym wybiera sie na polowanie "cywil", ot, choćby dobra znajoma. Też nie ma broni /chociaż... jej broń kobieca!!!/ też nie ma zamiaru pozyskania zwierzyny, /bo inne byc może jak najbardziej/. Na jej szczęście nie NSŁ będzie w sprawie jej "polowania" orzekał.
Drogi Stanisławie, a może jako zangażowany po stronie podsądnego i obeznany w szczegółach wiesz coś o tym polowaniu, czego czytelnicy nie wiedzą. Może sąd nie dając ewidentnie wiary obronie co do charakteru pobytu Kolegi Tadeusza na polowaniu posiadł wiedzę, która go do takiej oceny upoważniła? Pytam z gasnącą nadzieją, bo jeżeli, jednak nic ponadto, to zakrzyknąć należałoby po trzykroć.. Hańba! Darz Bór!
08-11-2007 16:18 gekon "Proces" F.Kafki to NIC w porównaniu do "dziwnego misterium". Już wyobrażam sobie salę. Salę triumfu sędziów i klęczacych - szukających sprawiedliwości myśliwych. Zamiast krzeseł natychmiast powinni ustawić klęczniki. Ludzie, którzy z racji zajmowanych stanowisk powinni być nieprzekupni, prawi, obiektywni i kryształowi, ewidentnie nie są tacy. Co Ci sędziowie sobą reprezentują!!!? Zastanawiam się, jak żyją z poczuciem wydawanych wielce krzywdzących i niesprawiedliwych wyroków?
A czy po spojrzeniu do lustra nie widzą pełzającej poczwary, za którą ciągnie się obrzydliwy śluz, którego nie przykryje "mocno wysłużona, niby zielona toga"??? Jestem pewien, że z obrzydzeniem i ze wstrętem patrzą na siebie - dyspozycyjnych frustratów. Wiem, że przed rozprawą apelacyjną, gorący telefon na lini ZG a przewodniczącym ZO - R.Laszukiem i przewodniczącym OSŁ - S. Karasińskim (z wykształcenia prawnikiem, który jest głównym bohaterem "skłusowanego lisa" - rozpałał się do czerwoności. Może, gdyby wyrzuty sumienia zabijały, mielibyśmy naprawdę kryształowych ludzi za stołami Sądów Łowieckich na każdym szczeblu. W czarze goryczy pojawia się menisk wypukły. Jeszcze tylko kilka kropel.