Source: http://aferyprawa.eu/Zycie/Zamosc-niekompetentni-policjanci-przez-sadem-obywatelskim-sadem-w-obywatela-dziennikarska-interwencja
Timestamp: 2018-06-22 07:32:26+00:00
Document Index: 12346707

Matched Legal Cases: ['art. 32', 'art. 42', 'art. 35', 'art. 117', 'art. 129', 'art. 38', 'art. 16', 'art. 100', 'art. 8', 'art. 35', 'art. 17', 'art. 32']

Aferyprawa - Zamość - niekompetentni policjanci przez sądem obywatelskim - sądem w obywatela - dziennikarska interwencja
Aferyprawa.com Życie Zamość - niekompetentni policjanci przez sądem obywatelskim - sądem w obywatela - dziennikarska
Zgodnie z art. 32. Konstytucji każdy obywatel jest równy wobec prawa i każdy ma prawo do równego traktowania przez władze publiczne. Ten sam artykuł stanowi, iż nikt nie może być dyskryminowany w życiu politycznym, społecznym lub gospodarczym z jakiejkolwiek przyczyny. Zarówno te podstawowe zasady, jak i treści art. 42. i 45. (domniemanie niewinności oraz prawo do sprawiedliwego rozpatrzenia sprawy bez zbędnej zwłoki) Konstytucji zdają się być zapomniane przez polski wymiar sprawiedliwości (o policji, strażach gminnych itp. nie wspominając), czego doskonałym przykładem jest przytoczona niżej historia.
W maju 2013 roku jadąc dwoma motocyklami z moją partnerką i moim bratem w okolicach Zamościa zostaliśmy zatrzymani przez nieoznakowany radiowóz za rzekome wyprzedzanie na przejściu dla pieszych. Gdyby sprawa dotyczyła przekroczenia prędkości, to mandat z pokorą bym przyjął – pozamiatane, ale panowie policjanci nie mając urządzenia pomiarowego wymyślili sobie wykroczenie, którego nie popełniliśmy. Zgodnie ze standardowym trybem otrzymałem wyrok zaoczny, odwołanie, sprawa w miejscowym sądzie karnym – standardowa procedura. Po przesłuchaniu wszystkich świadków (poza jednym z panów policjantów, który w międzyczasie odszedł na emeryturę i pomimo 2 lub 3 krotnego wezwania nie stawił się – ponoć wyjechał za granicę w celach zarobkowych) sprawa wyglądała następująco: trzech świadków zeznaje spójnie, że wyprzedzanie miało miejsce przed i za przejściem dla pieszych w miejscu, gdzie była linia przerywana, z uwagi na wystarczającą ilość miejsca często jej nie przekraczając. Jedyny świadek strony oskarżającej zeznaje, że wyprzedzanie miało miejsce na przejściu dla pieszych oraz przyznaje, że nie wie który z motocykli jechał pierwszy, jechał około 50-100 metrów za nami, dzieliło nas kilka pojazdów, a motocykle jechały obok siebie. Sprawa prosta i można zakończyć. Otóż nie – Pani Sędzina z Sądu Rejonowego w Zamościu zarządziła konfrontację, po przeprowadzaniu której uznała, że przesłuchanie drugiego policjanta jest konieczne, więc po raz 6 zostałem wezwany na rozprawę (kolejny dzień wolny od pracy, kolejna wycieczka z Warszawy do Zamościa). Jak widać opieszałość polskich sądów nie do końca jest wynikiem ilości spraw, ale prawdziwa farsa zaczęła się dopiero na kolejnej rozprawie.
Dnia 4 lutego 2014, zgodnie z wezwaniem stawiłem się w wyznaczonym miejscu kilka minut przed czasem i… z wokandy głównej dowiedziałem się, że moja sprawa została przeniesiona (bez powiadomienia) do budynku innego sądu oddalonego o około 1,5 – 2 kilometry. Odnalezienie miejsca i dotarcie do niego zajęło mi około 20 minut. Niestety rozprawę zamknięto, sędziny już na miejscu nie było. Udałem się więc do sekretariatu Sądu Rejonowego w celu usprawiedliwienia swojej nieobecności, złożenia skargi na brak powiadomienia strony o zmianie miejsca przeprowadzenia rozprawy. Obu czynności mi odmówiono bez podania przyczyny. Na pytanie co dalej, uzyskałem odpowiedź: „ogłoszenie wyroku będzie za tydzień.” Zgodne z treścią art. 35. § 3. Kodeksu postępowania w sprawach o wykroczenia wyrok powinien być doręczony stronie, jeśli nie uczestniczyła ona w posiedzeniu. Cierpliwie czekałem zatem na wyrok. Ten nie nadszedł, więc zadzwoniłem do sekretariatu i dowiedziałem się, że wyrok został wydany, termin na wniesienie wniosku o doręczenie wyroku z uzasadnieniem minął wczoraj i sprawa zamknięta. Złożony wniosek o przywrócenie terminu został odrzucony postanowieniem zawierającym lekceważące i obelżywe określenie mnie jako strony, następnie sprawa odbiła się od Sądu Okręgowego do ponownego rozpatrzenia przez Sąd Rejonowy. Posiedzenie miało odbyć się w lipcu, jednak ani na wokandzie głównej, ani na żadnej wokandzie przy salach rozpraw jej nie było. W sekretariacie dowiedziałem się gdzie jest i przy okazji przypomniałem o posiedzeniu sędziemu. Wniosek ponownie odrzucony, tym razem również w Sądzie Okręgowym. Myśląc, że farsy dość na ten rok, dowiedziałem się, że za przypisane wykroczenia przyznano mi 15 punktów karnych – czyli egzaminie witamy.
Do opisanej sytuacji należy się komentarz punktujący uchybienia sądu oraz dziadostwo policji i naszego organu ustawodawczego:
Naliczono łączną ilość punktów karnych za opisane wykroczenia wbrew obowiązującemu rozporządzeniu Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji
Przeniesienie rozprawy do innego budynku bez powiadomienia strony
Odmowa udzielenia informacji dotyczących sposobu usprawiedliwienia nieobecności oraz złożenia skargi
Brak należytego poinformowania strony o terminie ogłoszenia wyroku i konsekwencjach niestawiennictwa
Brak należytego poinformowania strony o prawie do wniesienia apelacji
Nieprzestrzeganie ustawowych terminów przez instytucje państwowe
Niekonstytucyjność przepisów nakładających punkty karne na kierowców
Zgodnie z obowiązującym rozporządzeniem Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji z dnia 25.0402012 roku w sprawie postępowania z kierowcami naruszającymi przepisy ruchu drogowego §2. pkt. 7. za wyprzedzania pojazdu bezpośrednio przed przejściem dla pieszych lub na nim oraz przekroczenie podwójnej linii ciągłej przypisuje się ilość punktów przypadającą wyżej punktowanemu wykroczeniu. Dlaczego więc policja zsumowała punkty? – odpowiedź ze źródła: „na pewno jest wszystko zgodnie z prawem”. Problem w tym, że weryfikacja punktów dokonywana jest przez policję – czyli skazujący jest sędzią?
Zgodnie z art. 117. § 1. Kpk oraz art. 129. § 1. i 2. Kpk w związku z art. 38. § 1. Kpw Sąd ma obowiązek poinformować stronę o czasie i miejscu przeprowadzenia czynności oraz skutkach niestawiennictwa. Zatem nie tylko zwykła przyzwoitość i logika stoją za poinformowaniem strony o zmianie miejsca przeniesienia rozprawy. W kwestii ogłoszenia wyroku i przysługujących prawach do złożenia apelacji dochodzi jeszcze treść art. 16 § 2 kpk oraz art. 100 § 8 kpk w związku z art. 8 kpw. Jednak najbardziej rażące jest pomijanie nałożonego przez art. 35 § 3. kpw obowiązku doręczenia wyroku stronie, jeśli ta nie uczestniczyła w ogłoszeniu wyroku, co potwierdza komentarz Andrzeja Skowrona do ustawy. Ponadto w uzasadnieniu odrzucenia wniosku o przywrócenie terminu, Sędzia Łaszkiewicz przyznał, że nieobecność strony na rozprawie w dniu 4 lutego należy uznać za usprawiedliwioną, aby w tym samym uzasadnieniu uznać, że strona została powiadomiona o miejscu i czasie ogłoszenia wyroku. Gdzie tu logika? – skoro usprawiedliwiona jest nieobecność (tym samym przyznanie, że strona nie mogła być poinformowana w sposób przewidziany przepisami i tym bardziej pouczona o skutkach niestawiennictwa i ewentualnym środku zaskarżenia), to jakim cudem uznanie spóźnienia w złożeniu wniosku uznaje się jako zależne od strony?
Jak widać ciążący na sądach obowiązek do informowania strony jest tak samo traktowany jak obowiązki urzędników państwowych (sekretariat sądu) wynikające z art. 17 ustawy o urzędnikach państwowych (naciskiem na punkty 2. i 3.) – wiedza tajemna.
Na czynność sekretariatu złożyłem skargę w dniu 21.02.2014 roku. W odpowiedzi (uwaga!) z 15 lipca opisano sprawę i uznano skargę za niezasadną bez poparcia żadnymi przepisami prawa. Kolejną opieszałością wykazał się Komendant Stołeczny Policji. Wyrok kończący w sprawie zapadł w marcu, doliczając postępowanie w sprawie przywrócenia terminu w sierpniu. Działania KSP w sprawie skierowania na egzamin i badania podjęto w październiku. Skoro nasze służby mają taki czas reakcji, to po co w ogóle ustalać terminy (rozporządzenie ministra zdrowia nakazuje skierowanie kierowcy, który przekroczył 24 punkty w terminie nie dłuższym niż 30 dni od daty przekroczenia punktów) – przecież i tak ich nie dotrzymują, ale sądy uznają charakter terminu jako instrukcyjny (inaczej – nie obowiązuje)
Teraz o samych punktach karnych. Ich zasadność i celowość jest sporna. Wiele opinii jest za, wiele przeciw. Jedne jest pewne – nie mają one wpływu na poprawienie bezpieczeństwa na drogach, czego dowodzą wciąż rosnące statystyki wypadków śmiertelnych. Dlaczego – bo jak to zwykle bywa, nie tu leży przyczyna, ale pieniądze już tak – o tym jednak za chwilę. Długą i bardzo wyczerpującą rozprawę odnośnie systemu punktów karnych popełnił Romuald Kupiński w roku 2008, zatytułowaną „Kilka uwag o punktach karnych za naruszenie przepisów ruchu drogowego” (http://isp.policja.pl/download/12/667/RKupinski-Uwagidotpunktowkarnych.pdf).
Dla mnie najważniejszą kwestią jest niezgodność z art. 32. Konstytucji. Otóż kierowca pojazdu powszechnie zwanego skuterem, do prowadzenia którego nie jest wymagane prawo jazdy (pod warunkiem ukończenia 18 lat) przejeżdżając na czerwonym świetle dostaje mandat. Kierowca posiadający prawo jazdy, dostaje mandat i punkty karne, za które może mu zostać odebrane prawo jazdy. Chyba, że ów kierowca, jest posiadaczem immunitetu materialnego. Wtedy punkty karne mu nie straszne. Związek prawa jazdy z immunitetem wciąż pozostaje dla mnie wiedzą tajemną, jednak takie rozwiązania sugerują, iż immunitet jest gwarantem wysokich umiejętności prowadzenia pojazdów. Tak nie jest. Sędzia, prokurator czy polityk aby legalnie poruszać się po drogach, również musieli zdać prawo jazdy, dlaczego więc im odebrać ich nie wolno, a Kowalskiemu, dla którego jazda jest sposobem zarabiania na chleb już tak. Jeśli więc punkty karne mają pomóc w zapewnieniu bezpieczeństwa, to dlaczego segreguje się kierowców na podstawie kryteriów zupełnie z jazdą nie związanych.
Sam system punktowy skonstruowany jest w sposób zdradzający prawdziwe intencje ustawodawcy. Wyprzedzanie na zakrętach, wzniesieniach i skrzyżowaniach jest wykroczeniem za które otrzymamy 5 punktów. Za przyspieszanie w momencie, kiedy jesteśmy wyprzedzani – 3 punkty. Nieustąpienie pierwszeństwa na skrzyżowaniach równorzędnych – 6 punktów, podobnie jak wymuszenie pierwszeństwa na pojazdach szynowych. Zawracanie na drogach szybkiego ruchu – 5 punktów. Za przekroczenie prędkości o ponad 30 km jest 6 punktów, a za ponad 40 jest 8 punktów. Biorąc pod uwagę, że najczęściej wykroczenia dotyczące nieprzestrzegania obowiązującej prędkości odnotowywane są na drogach o 2 jezdniach i przynajmniej dwóch pasach ruchu, gdzie z przyczyn znanych tylko strategom ruchu drogowego ustawiono 50 km/h, różnice punktowe między ww. wykroczeniami tracą sens. Nie przywróciły go reklamy z pewnym panem, który przekonuje o śmiertelnym niebezpieczeństwie zwiększenia prędkości o 10 km/h. Po pierwsze skoro kierowca ma sekundowy czas reakcji, to pytanie powinno brzmieć: „kto dał mu prawo jazdy?”, pod drugie jeśli droga hamowania nowoczesnego samochodu jest blisko 2-krotnie większa od popularnego malucha, to chyba należałoby zwrócić się z tym do producenta auta, albo przynajmniej do stacji diagnostycznej, która dopuściła to auto do ruchu.
Reasumując cały wywód, mentalność polskiej władzy się nie zmienia – wciąż obywatel traktowany jest jak chłopiec do bicia, a jego prawa to tylko nic nie znaczące frazesy.
02-03-2015 / 03:37
juebzrah aniarq.com/ kdmngz.com/ ">ysaxclh [url=cbhgzd.com/]ysaxclh[/url]
15-02-2015 / 17:55