Source: http://czasopismo.legeartis.org/2017/03/alternatywa-koniunkcja-przepis-prawa.html
Timestamp: 2017-04-30 18:45:58+00:00
Document Index: 126122907

Matched Legal Cases: ['art. 51', 'art. 51', 'art. 51', 'art. 51', 'art. 263', 'art. 51', 'art. 13', 'art. 13', 'art. 13', 'Art. 148']

Alternatywa i koniunkcja w przepisie prawa ("i" lub "lub" w przepisie prawa)
by Olgierd Rudak • 26 marca 2017 • 52 komentarze A skoro jakiś czas temu było o uchwale SN dotyczącej terminu przedawnienia roszczeń odszkodowawczych za opóźniony lub odwołany lot, to dziś godzi się poświęcić kilka zdań alternatywie i koniunkcji w przepisie prawa — czyli czy zdaniem SN fraza „broń i amunicja” w przepisie karnym oznacza, że sankcji wymaga posiadanie naładowanej broni czy wystarczą same naboje?
Posiadanie amunicji przez osobę nieuprawnioną jest przestępstwem — przenoszenie jej przez osobę uprawnioną ale w sposób niezgodny z przepisami jest wykroczeniem (fot. Olgierd Rudak, CC-BY-SA 3.0)
wyrok Sądu Najwyższego z 2 marca 2015 r. (IV KK 382/14)
Spójniki „i”, „lub”, użyte w treści ustawy z 1999 r. o broni i amunicji, w tym w jej przepisach karnych, są stosowane zamiennie w znaczeniu enumeracyjnym i nie występują wtedy jako funktory koniunkcji, bądź funktory alternatywy zwykłej.
Pasażer samolotu został obwiniony o posiadanie i przenoszenie w bagażu podręcznym (jeszcze na lotnisku) dwóch sztuk amunicji myśliwskiej nie posiadając przy sobie legitymacji oraz o przechowywanie amunicji w sposób umożliwiający dostęp do niej przez osoby postronne (art. 51 ust. 2 pkt 7 i art. 51 ust. 3 pkt 2 UoBiA). Za wykroczenia nałożono nań grzywnę w wysokości 200 złotych.
SN badając kasację od wyroku na korzyść wniesioną przez Rzecznika Praw Obywatelskich zauważył, że każde przemieszczanie broni (nawet nienaładowanej) lub amunicji może następować w sposób określony przepisami ustawy o broni i amunicji (oraz aktami wykonawczymi). Przewożenie broni lub amunicji środkami transportu publicznego bez stosownego zabezpieczenia stanowi wykroczenie z art. 51 ust. 2 pkt 8 UoBiA.
Jednakże rację ma skarżący, iż obowiązek posiadania legitymacji osoby dopuszczonej do posiadania broni i świadectwa broni nie dotyczy osób posiadających wyłącznie amunicję — przepisy karne rozróżniają konsekwencje naruszenia zakazów posługując się odpowiednio zwrotami „broń i amunicja” bądź „broń lub amunicja”.
Błędne jest natomiast stanowisko, iż nie doszło do wkroczenia przechowywania oraz noszenia „broni i amunicji” w sposób umożliwiający dostęp osoby nieuprawnionej dlatego, że obwiniony posiadał przy sobie wyłącznie naboje — a nie posiadał broni.
Zdaniem ombudsmana dyspozycja normy karnej oparta jest na koniunkcji lub alternatywie — zatem aby obwinionego można było ukarać za zarzucany mu czyn musiał posiadać przy sobie i broń, i amunicję. Tymczasem SN wskazał, że art. 51-52 ustawy o broni i amunicji nie mogą być odczytywane wyłącznie w kontekście dyrektyw wykładni językowej — liczy się także aspekt funkcjonalny, geneza uregulowania (ratio iuris) oraz cel przepisu (ratio legis). Skoro zatem ustawa ma na celu zapewnienie bezpieczeństwa, to nie można pomijać, iż przepisy karne służą realizacji tego celu także w odniesieniu do amunicji.
Połączenie słów „broń” i „amunicja” spójnikiem „i” nie oznacza, że penalizowane jest wyłącznie przechowywanie i noszenie obu przedmiotów równocześnie — w przeciwnym razie doszlibyśmy do absurdalnego wniosku, iż nie jest wykroczeniem samo przewożenie rozładowanej broni.
Użycie wyrażeń pomocniczych — głównie przyimków, spójników oraz partykuł — w przepisach prawa służy budowaniu zdań, jednak nie mogą być odczytywane wyłącznie jako operator logiczny (podobnie w art. 263 kk spójnik „lub” ma na celu wyliczenie przedmiotów, nie zasygnalizowanie alternatywy).
Ponieważ jednak sąd nie ustalił czy przenoszenie amunicji do breneki także wymaga stosownych dokumentów, zaskarżony wyrok został uchylony — sprawa wraca do rozpoznania.
Tytułem komentarza: może i Sąd Najwyższy ma rację — zwłaszcza, że dawno w niepamięć odeszła logika prawnicza nakazująca wyraźne rozróżnienie operatorów logicznych — jest jednak w tej racji pewien istotny feler: skąd zatem mamy wiedzieć kiedy spójnik „i” ma charakter tylko zwykłego wyliczenia, a kiedy aż koniunkcji?!
Inna sprawa, że za takie bagno odpowiada oczywiście legislatywa, która zamiast tworzyć wyliczanki w sposób niebudzący wątpliwości — w punktach, w literach, etc. — posługuje się zdaniami wielokrotnie przekombinowanymi — a później zwykły człowiek kule nosi (por. tekst „Znaki przestankowe” sprzed prawie 10 lat).
Tags: art. 51 UoBiA broń Sąd Najwyższy	Post navigation
← Buty Scarpa Mojito — test 6 par butów przez 6 lat
Odmowa udzielenia urlopu na żądanie (po długotrwałym zwolnieniu lekarskim) →
„SN badając kasację od wyroku na korzyść wniesioną” Na korzyść kogo :P
A trochę bardziej merytorycznie: jako programiście mi się nóż w kieszeni otwiera na takie rozważania. :(
Aż się prosi o procedurę: przy niejasności przepisów – rozstrzygać na kożyść obwinionego u zwracać prawo do prawodawcy celem doprecyzowania.
W sytuacji obecnej to SN tworzy prawo- defininując co ustawodawca miał na myśli.
Czyli wkracza w kompetencje legislatury. mall
Można się o to obrażać, ale co SN ma zrobić? WYrok jest do podjęcia, sprawa do zamknięcia. Nie jest chyba dobrym pomysłem wyrok w stylu „nie możemy podjąć decyzji, bo ustawodawca był kretynem”.
Może gdyby pewne rzeczy nazywać po imieniu prawo zaczęłoby być takie jakie powinno: proste i jednoznaczne.
Moje doświadczenie jest inne: klient nigdy się nie poprawił gdy pokazano mu jego błędy. Myślę, że tak samo byłoby z ustawodawcą.
Jako nie-programiście też mi się nóż w kieszeni otwiera (oczywiście taki nożyk jako można nosić ze sobą, żeby nie podpaść).
To przykład na próbę wyjścia z twarzą za ustawodawcę i, jak to się ostatnio mówi, robienie k***y z logiki jest tylko wodą na młyn dla przeciwników rozszerzającej się per facta concludentia władzy sędziowskiej.
System sądowniczy -szczególnie wyższych instancji ,choć tutaj pewność tylko dlatego, że o ich wyrokach się mówi najwięcej – próbuje z pewną taką niekrytą śmiałością zmieniać polski, kontynentalny system w anglosaski z rosnącą rolą judykatury. Przy czym ani nie ma to podstawy prawnej, ani tym bardziej moralnej, etycznej, a przede wszystkim, intelektualnej podstawy.
Czyli lepiej jest, gdy zaczyna się tworzyć alternatywy system interpretacji prawa? Jedno zastrzeżenie: wiele spraw pokazuje, że nie ma czegoś takiego, ani jak uznanie, że wykładnia przepisów dokonana przez inne sądy (sędziów, składy sędziowskie) jest wiążąca, ani też nie ma spójności orzekania, co oznacza, że jako strona nie mam absolutnie żadnej pewności co do tego jak przepis może zostać zinterpretowany, czyli nie można przewidzieć wyniku postępowania.
Łatwiej byłyby naświetlić sprawę i dokonać rewizji przepisów właśnie w celu uzyskania stanu większej jasności do co norm, szczególnie gdy chodzi o przepisy karne (sesnu largo).
Bynajmniej nie sugeruję, że lepiej. Sugeruję natomiast, że gorszym rozwiązaniem byłoby niepodejmowanie wyroków z powodu niekompetencji ustawodawcy. Cała ta mętność i niejasność prawa to chyba kwintesencja mętności i niejasności natury naszego narodu. Ale to już nieco prowokacyjny offtop :P
Przykro powiedzieć, ale w tej sytuacji lepsze byłoby wydanie wyroku zgodnie z obowiązującą literą prawa a nie tworzenie takich prawniczych potworków. Bo tutaj, niestety, litera nie budzi wątpliwości, żeby trzeba było posiłkować się innymi typami wykładni. Potem RPO zamiast inicjować postępowanie kasacyjne powinien raczej był zainteresować tym przepisem organa władne do zmiany lub zakwestionowania treści (być może nawet i TK). Tak daleko bym nie szedł. Jeśli czegoś ta „mętność i niejasność” może być, jeśli już wyrazem to już, oczywiście moim zdaniem, bardziej braku dyscypliny intelektualnej i zwykłego niechlujstwa.
Chyba przyznam rozmówcy rację co do pierwszej części.
Ta druga część jest najgorsza – obywatel rzadko kiedy zna ustawy na pamięć, żeby nie mieć wątpliwości co mu wolno, a czego nie. Pomimo iż logika, gramatyka, interpunkcja itd. robi swoje mamy jeszcze SN i TK, których wyroki/orzeczenia mogą zawiesić zasady powyższych, starając się ogarnąć co ustawodawca miał na myśli i czy aby na pewno jest to zgodne z ustawą zasadniczą.
Starać się „ogarnąć do ustawodawca miał na myśli” można właśnie poprzez interpretację tekstu (litery), a wspomagająco przez uzasadnienia do ustaw, a nie przez wydaje mi się, że
To, że racjonalny ustawodawca mógł zapomnieć jak się stosuje operatory logiczne to nie powód by SN stwierdzał, że na pewno zapomniał i wykładnia językowa jest błędna. I to jeszcze w przypadku przepisów karnego, których przecież nie można interpretować rozszerzająco na niekorzyść sprawcy.
Z zupełnie innej beczki. Nigdy nie wiem jak rozumieć art. 13 ust. 5 prawa o ruchu drogowym:
„Na obszarze zabudowanym, na drodze dwujezdniowej lub po której kursują tramwaje po torowisku wyodrębnionym z jezdni, pieszy przechodząc przez jezdnię lub torowisko jest obowiązany korzystać tylko z przejścia dla pieszych.”
Czy tu chodzi tylko o drogi dwujezdniowe na obszarze zabudowanym oraz o drogi z wyodrębnionym torowiskiem również na obszarze zabudowanym czy o wszystkie drogi na obszarze zabudowanym oraz znajdujące się poza obszarem zabudowanym drogi dwujezdniowe lub z wyodrębnionym torowiskiem?
wg mnie to jest (na obszarze zabudowanym) AND ((na drodze dwujezdniowej) OR (po której kursują tramwaje…)) . Jak dla mnie wynika to jednak jedynie z kontekstu i literalnie czytając równie dobrze mogłoby to znaczyć (na obszarze zabudowanym) OR (na drodze dwujezdniowej) OR (po której kursują tramwaje). Język polski jest jednak nieco wieloznaczny.
Jak RPO i w dodatku na korzyść to tylko oskarżonego ;-)
„Nie jest chyba dobrym pomysłem wyrok w stylu „nie możemy podjąć decyzji, bo ustawodawca był kretynem”.”
(to słówko jest moim ulubionym gdy mam zamiar wk…ć interlokutora do białości. Zwykle działa)
A na marginesie – kretynizm już nie jest spotykany w Europie. Nawet w tych najbardziej zacofanych obszarach
Zwłaszcza, że tu nie ma sytuacji „nie możemy”, jest sytuacja „przepis mówi to co mówi”.
Wg mnie duże znaczenie mają tu przecinki. Jeżeli potraktujemy je jak nawiasy, to mamy:
„Na obszarze zabudowanym (na drodze dwujezdniowej lub po której kursują tramwaje po torowisku wyodrębnionym z jezdni) pieszy przechodząc przez jezdnię…..” – wtedy sprawa dotyczy tylko terenu zabudowanego
Jeżeli traktujemy jako „zwykłe” znaki interpunkcyjne, to mamy:
„Na obszarze zabudowanym, na drodze dwujezdniowej lub (drodze) po której kursują tramwaje po torowisku wyodrębnionym z jezdni, pieszy przechodząc przez jezdnię….” – to zawsze w terenie zabudowanym, zawsze na dwujezdniowej i zawsze przez torowisko.
Dlatego (za RedNaczem) stoję na stanowisku, że powinno się korzystać z list, wymienianek i innych porządkujących przekaz.
Wierzę, że dobrze napisany przepis wyglądałby tak:
Pieszy przechodząc przez jezdnię lub torowisko jest obowiązany korzystać tylko z przejścia dla pieszych:
1) na drodze na obszarze zabudowanym,
2) na drodze dwujezdniowej,
3) na drodze, po której kursują tramwaje po torowisku wyodrębnionym z jezdni.
Też na logikę — chyba nie ma dróg poza obszarem zabudowanym z wyodrębnionym torowiskiem (bo jeśli to tory kolejowe to w ogóle poza PoRD jest problem).
Zdaje się, że w Łodzi są tramwaje podmiejskie, a na Śląsku międzymiastowe, więc mogą być poza obszarem zabudowanym.
Wg mnie też pierwsza wersja, ale z przepisu to jednoznacznie nie wynika. Bardziej z praktyki bo to by oznaczało, że w wielu wsiach w ogóle nie można przejść przez ulicę.
Imho chodzi zdecydowanie o drogi dwujezdniowe lub z torowiskiem tramwajowym w terenie zabudowanym. Co swoją drogą jest bzdurne, bo skoro chcemy bezpieczeństwa na takich drogach, to po co dokładać teren zabudowany?
W innym wypadku oznaczałoby to, że jeśli na zwykłej ulicy w terenie zabudowanym zapomniano wyznaczyć przejście dla pieszych to nie wolno w ogóle takiej drogi przekroczyć, co jest już bzdurą. Wtedy też nie trzebaby wymieniać szczególnych rodzajów dróg..
Na Śląsku międzymiastowy tramwaj jest li tylko „międzyadministracyjny”, bo oczywiście teren zabudowany tam się ciągnie od początku aż do Zagłębia :)
Według Twojego rozumowania – przez drogi dwujezdniowe poza terenem zabudowanym można przechodzić gdziekolwiek – to już jawne namawianie do samobójstwa ;-)
Z drugiej strony można przechodzić przez ulicę, jeżeli do przejścia dla pieszych jest więcej niż 100m (tak mi się wydaje)
IMHO zasada „100 m” to lex generalis względem „droga dwujezdniowa” lub „droga z torowiskiem wyodrębnionym” (art. 13 ust. 2 vs. ust. 5 PoRD).
Korekta (muszę jednak zobaczyć sam przepis, tak już chyba mam), art. 13 ust. 5 PoRD zapisałbym chyba tak:
5. Pieszy na terenie zabudowanym ma obowiązek korzystać z przejścia dla pieszych przechodząc przez:
1) drogę dwujezdniową,
2) drogę, po której kursują tramwaje po torowisku wyodrębnionym z jezdni.
I tak to nas nie uchroni przed niczym. Czy wyliczenie w punktach, czy wyliczenie przez przecinki, czy wyliczenie przez spójniki, zawsze jest pole do interpretacji, odczytywanie z kontekstu, dla jednego jest oczywiste to, a oczywiste jest to że to co jest oczywiste dla jednego jest nieoczywiste dla drugiego. Jak ma być jasno i klarownie a nie wzorem, to powinno to brzmieć:
5. Pieszy na terenie zabudowanym ma obowiązek korzystać z przejścia dla pieszych pod warunkiem że spełniony jest jeden z warunków:
1) droga jest dwujezdniowa
2) po torowisku wyodrębnionym z drogi kursują tramwaje.
Nigdy ludzkim językiem nie wypowiesz każdej myśli w sposób niebudzący wątpliwości — może proste stwierdzenia (nie, tak, jest) same w sobie nie pozostawiają wątpliwości (ale już kontekst może rozkładać wypowiedź). Zresztą właśnie gra słów, niedopowiedzenia, elastyczność czyni język ludzki czymś naprawdę fajnym. Nie wyobrażam sobie bycia maszyną :)
nie mówię żeby z ukochaną rozmawiać z użyciem konstrukcji „spełniony jeden z warunków” i „spełnione łącznie poniższe warunki”. Ale skoro język prawniczy i tak jest mało ludzki, to dlaczego go chociaż nie doprecyzować ile się da?
Nigdy się nie da.
Art. 148 par. 1 kk:
– co to znaczy zabić?
– kto jest człowiekiem? I mniej poważnie:
– co to znaczy „pozbawienia wolności”?
– jak mierzyć lata? dlaczego kalendarzem słonecznym?
– co to znaczy „dożywotni”?
„- co to znaczy „dożywotni”?”
dopóki nie zemrze skład orzekający oczywiście ;-)
„Dożywotni” też nie jest taki głupi — wraz z rozwojem nauki przesunęła się granica śmierci, więc być może kiedyś uwolnieniu podlegałby skazaniec w stanie śmierci klinicznej — także jak już „odżył”.
miejscami sa odcinki poza terenami zbudowanymi. Niegdyś było ich wiecej, ale część linii tramwajowych zlikwidowano. Ale najśmieszniej jest gdy jeden pas jezdni jest na terenie zabudowanym, a drugi już nie lub gdy jedną strone ulicy obsługuje listonosz z innego miasta niż drugą. Ewentualnie gdy jednym rurociągiem płynie woda w różnych cenach, bo zależy czy budynek stoi w jednej miejscowości czy w sąsiedniej. Nigdy nie mogłem zrozumieć jak wodociągi odróżniają wode tańszą od droższej ;-P.
Trochę takich perełek znajdziesz w GOP-ie
A nie prościej byłoby: „Pieszy może przechodzić jezdnię korzystając tylko z oznakowanych przejśc dla pieszych”? Pod rygorem strąbienia, wygrazania pięścią okrzyków „Jak idziesz baranie” itp ;-D. W końcu jak sama nazwa wskazuje jezdnia służy do jazdy, a do chodzenia służy chodnik ;-D ;-D ;-D
Słowem: więcej likwidować oraz włączać ościenne gminy w obręb centralnych miejskich ;-)
A jak uda się przenieść „świadomość” i „pamięć” ludzi w świat cyfrowy, będzie trzeba zmienić pojęcie śmierci.
A jak ktoś da się zahibernować za życia?
Kazus Walta Disneya, choć nie wiem, czy jego za życia czy po śmierci.
Pamiętam z dzieciństwa tę opowieść:
http://www.gutenberg.us/articles/walt_disney_hibernation_urban_legend
No to się dałem wkręcić w starą opowieść.
I po takim włączeniu w Gliwicach będą 2 ulice Zwycięstwa. Jedna najgłówniejsza w samiuśkim centrum, i druga , na samym poczatku dzielnicy Szałsza (gdy zostanie wchłonięta przez Gliwice, bo obecnie przynależy do Zbrosławic). Nota bene ulica Zwycięstwa w Szałszy jest tuż przy granicy Gliwic. Wystarczyłoby przesunąć granicę miasta o jakieś 15, może 20 metrów i zonk dla taryfiarzy i poczty
W Warszawie w tej chwili są dwie ulice Wilanowskie – ulica i aleja. Podobnie jest z Jana Pawła II. Zresztą jeśli PIS zrealizuje swój pomysł z powiększeniem Warszawy to będzie co najmniej 8 ulic Jana Pawła II
3 aleje Jana Pawła II
3 ronda Jana Pawła II
2 place Jana Pawła II
I będzie trzeba z tym żyć. Poczta sobie poradzi dzięki kodom, z taksówkarzami rzeczywiście może być trudniej. Swoją drogą to ciekawe jak będzie wtedy ze strefami taxi.
We Wrocławiu taka sama sytuacja jest z Piłsudskim — ulica w centrum miasta, plac na przedmieściach.
ulica i plac to pikuś. Da się rozróżnić. Gorzej że w Warszawie są teraz dwie ulice Cedrowe. I taksówkarz uparcie jedzie do Wawra (Wawru?) kiedy ja mu wyraźnie mówię że do Starej Miłosnej.
Karłowice to nie przedmieścia, a przynajmniej nie obecnego Wrocławia. ;-)
Hm, można tę dzielnicę nazwać śródmiejską, z tym, że u nas to się od razu kojarzy z nazwą Śródmieścia…
dla mnie przedmieścia to ogryzki dzielnic/osiedli na granicy miasta, a nie takie osiedla, gdzie jeszcze trochę tego miasta jest.
Wikipedia, jak rzadko liberalna, mówi „przedmieścia” o takich obszarach w ujęciu historycznym, dziś nazywając je „suburbiami” (dzielnice peryferyjne). Ale równocześnie nazywa tak dzielnice otaczające centrum i ja miałem coś takiego na myśli.
Niemniej teraz jest taka dynamika, że aż strach — zaraz piąte centrum Wrocławia będzie na Maślicach…
a, to jak jest zamieszanie pojęciowe, to rzeczywiście mówiliśmy różnymi językami.
Suburban utopia.
Plac i ulicę czy aleję to jeszcze mozna bez problemu rozróżnić. Też mieliśmy podobnie: Ulicę Korfantego i Aleje Korfantego. Jakoś to rozróżniano. Ale 8 ulic JPII? Jak to rozróżniać? 1-sza ulica JP II, 2-ga ulica JPII itp? Czy Ul JP II pierwszego i JP II drugiego i tak do ósmego? Paranoiczny pomysł. A zmienić nazwę? Toż loklasi będą bronić z piana na ustach i rejtanowskimi gestami na zebrach