Source: https://studioopinii.pl/archiwa/196019
Timestamp: 2019-12-08 13:28:25+00:00
Document Index: 4969553

Matched Legal Cases: ['art. 128', 'art. 115', 'art. 128', 'art. 128', 'art. 205', 'art. 17', 'art. 14']

Przemysław L. Lis: Wokół NIK – Studio Opinii
W czwartek wieczorem 28 listopada doszło do spotkania prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego oraz wiceprezesa PiS Mariusza Kamińskiego z prezesem Najwyższej Izby Kontroli. Wyrazili oni wobec Mariana Banasia oczekiwanie złożenia dymisji – poinformowała rzeczniczka Prawa i Sprawiedliwości Anita Czerwińska.
Zasadę tę – o czym niejednokrotnie już wspominałem – przełamać może jedynie prawomocny wyrok skazujący niezawisłego sądu karnego. Faktu niewinności Mariana Banasia na gruncie prawnym nie zmieniają takie czy inne przeświadczenia czy intuicje o prawdziwości wysuwanych pod jego adresem oskarżeń, choćby były to oskarżenia nawet dalece uprawdopodobnione, gdyż jedynym organem zdolnym procesowo ocenić (dodajmy: ocenić swobodnie) zgromadzony materiał dowodowy jest sąd.
Kluczowe w całej sprawie jest pytanie co oznacza zwrot „wyrazili oni wobec Mariana Banasia oczekiwanie złożenia dymisji”.
Jaką formę miało owo „wyrażenie oczekiwania dymisji”? Czy była to grzeczna sugestia, czy może nieznoszące sprzeciwu żądanie mające znamiona groźby bezprawnej? Jeśli byłoby to drugie z wymienionych zachowań, wówczas bez wątpienia możemy mówić o czynie zabronionym z art. 128 par. 3 kk, którego sprawcą mógłby być Jarosław Kaczyński lub Mariusz Kamiński, albo obaj jednocześnie – zależnie od tego, który z nich kierował do Prezesa NIK żądanie. Mogło być też tak, że zarówno Kaczyński, jak i Kamiński w wyrażaniu owego żądania się uzupełniali, że działali wspólnie i w porozumieniu.
Rzecz jest zasadniczo bez precedensu. Rzeczniczka PiS oficjalnie informuje, że od konstytucyjnego organu państwa tj. Prezesa NIK oczekiwano podania się do dymisji. Nie ma przy tym żadnego znaczenia, że organ ten (czyli personalnie Marian Banaś) sam znajduje się w sytuacji mało komfortowej. Tak jak stwierdziłem na początku: w obszarze prawa jest to osoba niewinna, ciesząca się cały czas domniemaniem niewinności.
Jaką formę miało przekazanie „oczekiwania dymisji” — tego nie wiemy. Wykluczyć jednak nie można, że miało formę groźby bezprawnej. Groźbą bezprawną w rozumieniu kodeksu karnego (art. 115 par 12) jest groźba popełnienia przestępstwa na szkodę zagrożonego lub osoby jemu najbliższej, wzbudzająca uzasadnioną obawę, że będzie spełniona, a także groźba spowodowania postępowania karnego lub rozgłoszenia wiadomości uwłaczającej czci zagrożonego lub osoby jemu najbliższej.
Zgodnie z utrwaloną linią orzeczniczą, jak i dominującym stanowiskiem doktryny karalne jest każe wywieranie wpływu przemocą lub groźbą bezprawną, niezależnie od charakteru czynności, które sprawca chce wymusić. Przestępstwo dokonane w art. 128 par. 3 kk jest dokonane już w momencie wywierania wpływu, a zatem nie jest konieczne skuteczne wywarcie wpływu. Marian Banaś wcale nie musi podawać się do dymisji; istotne jest, że – tak zakładamy na potrzeby tego artykułu – próbowano go do tego nakłonić np. za pomocą opisanej powyżej groźby bezprawnej.
Co więcej, przestępstwo to zachodzi także wtedy, gdy sprawca chce wymusić czynność legalną i zgodną z prawem, a w niektórych wypadkach, nawet jeśli chce wymusić zaprzestanie przez organ konstytucyjny RP jego działań niezgodnych z prawem. Jest tak dlatego, że przepis ten w założeniu ma chronić wszelkie czynności konstytucyjnych organów RP przed wywieraniem na nie jakiegokolwiek nacisku (tak np. Wojciechowski, Kodeks karny, 2000, s. 226). P. Hofmański (w. M. Filar, Kodeks karny, 2012, s. 667) podkreśla, że sprawca wyczerpuje znamiona przestępstwa przewidzianego w art. 128 par. 3 kk niezależnie od tego, czy wywierane przez niego naciski rzeczywiście spowodowały podjęcie lub niepodjęcie czynności o określonej treści przez organ konstytucyjny.
Sprawa jest ze wszech miar interesująca i bynajmniej nie stanowi jedynie materii akademickiej dyskusji teoretycznej. Tak się bowiem składa, że w aktualnym stanie prawnym Marian Banaś jako Prezes NIK jest osobą absolutnie nie do ruszenia.
Zgodnie bowiem z polską konstytucją (art. 205–206) Prezes Najwyższej Izby Kontroli praktycznie może przestać pełnić swoją funkcję jedynie w wyniku własnej decyzji.
Z kolei Ustawa o Najwyższej Izbie Kontroli jasno określa, kiedy Sejm, który na wniosek Marszałka Sejmu lub grupy co najmniej 35 posłów powołuje szefa NIK bezwzględną większością głosów za zgodą Senatu, może tegoż szefa odwołać. W ustawie, w drugim rozdziale zatytułowanym „Organizacja Najwyższej Izby Kontroli”, art. 17 głosi, że Sejm odwołuje prezesa NIK, jeżeli:
Dopisano też, że do odwołania Prezesa Najwyższej Izby Kontroli stosuje się odpowiednio przepisy art. 14. To oznacza, że przy odwołaniu obowiązują te same przepisy, co przy powołaniu szefa Izby.
Więc: wniosek o jego odwołanie musi najpierw złożyć Marszałek Sejmu lub grupa minimum 35 posłów. Tych ostatnich, choćby z opozycji, na pewno udałoby się uzbierać. Problem pojawia się w kwestii merytorycznej. Marian Banaś ani nie zrzekł się stanowiska, ani też nie jest trwale niezdolny do pełnienia obowiązków, żaden sąd nie orzekł wobec niego prawomocnym wyrokiem, że złożył niezgodne z prawdą oświadczenie lustracyjne i w końcu nie został też skazany prawomocnym wyrokiem sądu za popełnienie przestępstwa. Trybunał Stanu nie orzekł w stosunku do niego zakazu zajmowania kierowniczych stanowisk.
Jeśli nie odejdzie sam lub politycy PiS nie zmuszą go do podjęcia takiej decyzji (co może jednak stanowić przestępstwo wyżej omówione), Marian Banaś na stanowisku prezesa NIK jest absolutnie nietykalny. Z racji, że na szefa NIK–u został powołany pod koniec sierpnia, a kadencja trwa 6 lat, obowiązki przestanie pełnić najszybciej w 2025 r.
Sprawa pod kątem prawnym jest absolutnie fascynująca.