Source: https://dogmatykarnisty.blogspot.com/2016/01/
Timestamp: 2018-02-22 15:03:57+00:00
Document Index: 46268082

Matched Legal Cases: ['art. 223', 'art. 18', 'art. 223', 'art. 158', 'art. 197', 'art. 197']

stycznia 2016 ~ Dogmaty karnisty
Trybunał Konstytucyjny ma zbadać zgodność z Konstytucją ustawy z dnia 22 grudnia 2015 r. o zmianie ustawy o Trybunale Konstytucyjnym (Dz.U. 2015, poz. 2217), która wprowadza wiele zmian w sposobie prac Trybunału, określając m.in., że sprawy są rozpatrywane wg kolejności wpływu, Trybunał orzeka co do zasady w pełnym składzie liczącym 13 sędziów, a wyroki zapadają większością 2/3 głosów (sprawa z sygnaturą K 47/15).
Wejściu w życie ustawy towarzyszy pat konstytucyjny, związany z powołaniem przez Sejm VIII kadencji na stanowisko sędziów Trybunału większej liczby osób niż pozwala na to Konstytucja (max. 15 sędziów), a także nieodebraniem przez prezydenta Polski ślubowania od trzech sędziów wybranych zgodnie z prawem przez Sejm VII kadencji. Z pięciu osób wybranych na sędziów Trybunału przez obecny parlament, do orzekania o konstytucyjności ustawy grudniowej zostali dopuszczeni sędzia Sądu Okręgowego Julia Przyłębska i mgr Piotr Pszczółkowski (zwani dalej „sędziami”).
Tak mniej więcej w telegraficznym skrócie można zarysować obecną sytuację faktyczną. Nie o tym jednak ma być dzisiaj mowa. Chodzi bowiem o rozjaśnienie szeroko komentowanej kwestii, czy Trybunał Konstytucyjny, orzekający o zgodności z Konstytucją ustawy z 22 grudnia 2015 r., jest związany przepisami tej właśnie ustawy, co oznaczałoby, że powinien procedować i podejmować decyzje w oparciu o znowelizowane przepisy. Tytułem przykładu, pozytywna odpowiedź na to pytanie oznaczałaby, że Trybunał powinien rozpatrzyć sprawę w składzie 13 sędziów (taki skład nie może się obecnie zebrać wskutek wspomnianego wcześniej pata politycznego) oraz że rozstrzygnięcie powinno zapaść większością 2/3 głosów.
Na posiedzeniu poprzedzającym zbadanie konstytucyjności kontrowersyjnej ustawy, Trybunał Konstytucyjny postanowił rozpatrzyć sprawę na publicznej rozprawie w maksymalnym składzie, jaki może się zebrać w dniu wydania wyroku (sędziowie ze zdolnością do orzekania), czyli w składzie 12 sędziów: 10 „starych” i 2 „nowych” sędziów (dwóch wybranych przez Sejm VIII kadencji, zob. postanowienie TK z 14 stycznia 2016). Trybunał zignorował więc znowelizowane przepisy i nie będzie orzekał w składzie 13 sędziów.
Zdania odrębne od postanowienia Trybunału Konstytucyjnego zgłosiły... (czy ktoś będzie zaskoczony?) dokładnie dwie osoby dopuszczone do orzekania w omawianej sprawie: sędzia Julia Przyłębska i sędzia Piotr Pszczółkowski. Uznali oni, że w obecnym stanie prawnym sprawa powinna być rozpatrywana w pełnym składzie liczącym 13 sędziów, co wynika z przepisów znowelizowanych w dniu 22 grudnia 2015 r., będących przedmiotem kontroli Trybunału. Skoro pełny skład Trybunału powinien liczyć 13 sędziów, a o skierowaniu sprawy na rozprawę decyduje w tym wypadku skład orzekający w sprawie, to postanowienie z 14 stycznia 2016 r. powinno zostać wydane w takim samym składzie (13, a nie 12 sędziów).
Sędzia Pszczółkowski dodał, że naruszenie znowelizowanych przepisów o składzie orzekającym może prowadzić do zarzutu nieważności postępowania (pkt 5 zdania odrębnego).
Dla wzmocnienia zdań odrębnych obu sędziów osobiście dodałbym jeszcze (mała dygresja), że zarzut nieważności postępowania, związanego z nienależycie obsadzonym składem orzekającym, może opierać się w przyszłości także na uznaniu, iż w składzie orzekającym zasiadały osoby dopuszczone do orzekania mimo istotnych wątpliwości prawnych co do trybu dokonania ich wyboru na sędziów TK, a są to sędziowie Julia Przyłębska i Piotr Pszczółkowski. Ergo: skład orzekający liczył nawet nie 12, lecz tylko 10 sędziów, co uchybiało znowelizowanym przepisom w trzykrotnie większym stopniu (do pełnego składu brakowało bowiem nie jednego, lecz aż trzech sędziów Trybunału).
Sąd i podsądny
Stanowisko sędzi Przyłębskiej i sędziego Pszczółkowskiego, w myśl którego, przypomnijmy, Trybunał Konstytucyjny jest związany przepisami nowej ustawy, opiera się na gruntownym niezrozumieniu roli sądu konstytucyjnego i specyfiki prowadzonego przed nim postępowania.
Konstytucja, orzecznictwo, sprawy medialne, teoria 16 i więcej komentarzy
Punktem wyjścia naszych rozważań był art. 223 § 1 k.k. i przewidziana w nim odpowiedzialność karna za dopuszczenie się czynnej napaści na funkcjonariusza publicznego „wspólnie i w porozumieniu z inną osobą”. To ostatnie wyrażenie pokrywa się idealnie z kodeksową konstrukcją współsprawstwa z art. 18 § 1 alt. 2 k.k. (sprawca wykonuje czyn zabroniony wspólnie i w porozumieniu z inną osobą). Typ czynu zabronionego z art. 223 § 1 k.k. jest więc w tym zakresie przykładem tzw. współsprawstwa koniecznego – do odpowiedzialności karnej konieczne jest współsprawstwo co najmniej dwóch osób. Wynikałoby z tego, że nie wyczerpuje znamion tego przestępstwa współdziałanie polegające na sprawstwie polecającym, sprawstwie kierowniczym ani podżeganiu czy pomocnictwie.
Uczestnicy ćwiczeń szybko dostrzegli, że w ustawie karnej znajduje się sporo innych typów czynu zabronionego, których popełnienie uzależnione jest od jakiejś formy współdziałania czy ogólniej: kontaktu dwóch lub większej ilości osób. (Pomijam w tym miejscu specyficzną konstrukcję współudziału w określonym zdarzeniu, przewidzianą np. w art. 158 k.k. – nie jest to współsprawstwo ani współdziałanie, lecz jeszcze szersza kategoria brania udziału w bójce lub pobiciu). Chodzi w pierwszej kolejności o typy czynu zabronionego mówiące o wykonaniu czynu „wspólnie” z inną osobą. Przykładem może być przestępstwo z art. 197 § 3 pkt 1 k.k. (kwalifikowane zgwałcenie), które polega na doprowadzeniu innej osoby do obcowania płciowego – przemocą, groźba bezprawną lub podstępem – wspólnie z inną osobą.
Zgwałcenie zbiorowe opisane w art. 197 § 3 pkt 1 k.k. jest zbrodnią, a zatem sprawca tego czynu musi działać umyślnie. Oznacza to, że sprawca musi mieć świadomość, że dopuszcza się zgwałcenia wspólnie z inną osobą oraz musi chcieć albo przynajmniej godzić się na popełnienie takiego czynu wspólnie z inną osobą. W tym zakresie pominięcie w opisie czynu „porozumienia” okazuje się pozorne – sprawcę działającego umyślnie musi wiązać subiektywna, z istoty rzeczy porozumiewawcza więź z inną osobą.
interpretacja, współdziałanie skomentuj pierwszy
Dzisiejszy Dziennik Gazeta Prawna (19 stycznia 2016) publikuje moją wypowiedź na temat nowelizacji przepisów o systemie dozoru elektronicznego (SDE), którą przygotowuje Ministerstwo Sprawiedliwości. Obszerniejszą analizę publikuję jednocześnie w dodatku do Dziennika Gazety Prawnej „Prawnik” (dostępnym dla prenumeratorów).
W artykule P. Szymaniaka „Domowe pozbawienie wolności” (s. B6-B7, zob. wersję on-line) cytowana jest moja opinia na temat usunięcia możliwości wymierzania kary ograniczenia wolności w formie dozoru elektronicznego i powrotu do wykorzystania tego sposobu oddziaływania na skazanego w ramach kary pozbawienia wolności (zob. projekt ministerialny z 22 grudnia 2015).
„Z jednej strony sąd będzie stwierdzał, że nie istnieją podstawy do zastosowania grzywny lub ograniczenia wolności, więc stosuje pozbawienie wolności. Z drugiej natomiast uznaje, że skazany nie musi iść do więzienia, tylko może odbyć karę w SDE. W takim razie może po prostu lepiej zostawić SDE jako formę kary ograniczenia wolności. Wtedy jest jasna sytuacja. Jeśli sąd wymierza karę pozbawienia wolności bez warunkowego zawieszenia, to jest to kara bezwzględna, co oznacza jej wykonanie w zakładzie karnym. A jak chce stosować SDE, to może orzec karę ograniczenia wolności” – mówię dla Dziennika Gazety Prawnej.
dozór elektroniczny, legislacja, opinie prasowe, wymiar kary Dodano 1 komentarz
Znak czasu...?
dydaktyka, interpretacja, kradzież informacji 2 i więcej komentarzy
dozór elektroniczny, legislacja, wymiar kary skomentuj pierwszy