Source: http://polskie-forum.pl/viewtopic.php?f=7&t=2362&p=139483
Timestamp: 2019-05-20 14:45:50+00:00
Document Index: 18437775

Matched Legal Cases: ['art. 4', 'art. 5', 'art. 3', 'art. 26', 'art. 29', 'art. 14', 'art. 47', 'art 45', 'art. 10', 'art. 10']

﻿ Polskie-Forum.pl | Polskie Forum Dyskusyjne | Niezależne Forum Dyskusyjne | Niezależne opionie polityczne | aktywność obywatelska | wolna dyskusja | wybory prezydenckie • Zobacz wątek - ad ACTA
Teraz jest 20 maja 2019, 15:45
Tytuł: Re: ad ACTA
Napisane: 11 mar 2012, 13:58
Tajemnicze porozumienie groźniejsze od ACTA
Projekt „Porozumienia o współpracy i wzajemnej pomocy w sprawie ochrony praw własności intelektualnej w środowisku cyfrowym” (dalej: „Porozumienie”), do którego nikt dzisiaj nie chce się przyznać, doskonale wpisuje się w logikę działań branży rozrywkowej w odniesieniu do ochrony praw autorskich w Internecie. Jaskrawym przykładem tej logiki była niedawna sytuacja z porozumieniem „ACTA”. Podobnie jak w przypadku tej umowy międzynarodowej, prace nad krajowym „Porozumieniem” toczyły się niejawnie, bez jakichkolwiek konsultacji społecznych. Po upublicznieniu sprawy i protestach organizacji pozarządowych oraz organów ochrony praw i wolności obywatelskich (RPO, GIODO), dochodzi do wycofania się z projektu i nagle wszyscy zgadzają się, że był on niepotrzebny, nieproporcjonalny, godził w prawa użytkowników Internetu etc. To nie koniec podobieństw pomiędzy „ACTA” a projektem „Porozumienia”. Oba dokumenty, choć o całkowicie odmiennym charakterze prawnym, zawierają postanowienia nieprecyzyjne, niejasne, odwołując się do ogólnych i wieloznacznych pojęć. Oba nie przewidują jakichkolwiek gwarancji ochrony praw Internautów, mając za przedmiot wyłącznie ochronę interesów dysponentów praw autorskich. Wreszcie obowiązywanie obu dokumentów mogłoby – przy odpowiedniej interpretacji ich postanowień – spowodować istotne naruszenie szeregu praw podstawowych.
Dalej niż ACTA
Jednak treść projektu „Porozumienia” zawiera rozwiązania nawet bardziej bulwersujące niż „ACTA” – umowy międzynarodowej, ustanawiającej poziom ochrony praw własności intelektualnej, którą sygnatariusze mieliby obowiązek zapewnić na poziomie przepisów krajowych. Szereg rozwiązań przewidzianych przez „ACTA” już funkcjonuje w polskim porządku prawnym, zaś umowa ta nie przenosiła ochrony praw autorskich z poziomu organów państwa (sądy, organy ścigania) na poziom prywatny, a to jest właśnie kluczowa materia projektu „Porozumienia”. Czym innym bowiem jest obowiązek identyfikowania oraz rozpoznawania naruszenia praw własności intelektualnej i powiązane z tym uprawnienie do monitorowania środowisko cyfrowego (art. 4 oraz 5 zd. 1 projektu „Porozumienia”). Projekt przewiduje dalej, że sygnatariusze będą przekazywali sobie wzajemnie informacje o ujawnionych faktach naruszeń tych praw (art. 5 zd. 2). W polskim porządku prawnym decyzje o udzieleniu informacji o naruszeniu praw własności intelektualnej rozstrzygają niezawisłe sądy i to one oraz organy ścigania mogą żądać od dostawców Internetu informacji umożliwiających zidentyfikowanie osoby, której zarzuca się takie naruszenie. „Porozumienie” przewiduje, że to właściciele praw autorskich będą rozstrzygać kto naruszył ich prawa, zaś firmy dostarczające infrastruktury internetowej mają umożliwić im monitorowanie sieci oraz przekazywać dane osobowe użytkowników Internetu.
„Porozumienie” przewiduje w art. 3, że jego postanowienia będą wykonywane zgodnie z przepisami prawa. Powstaje pytanie, jak możliwe byłoby wykonanie tych postanowień bez naruszenia przepisów o ochronie tajemnicy telekomunikacyjnej, o ochronie danych osobowych (art. 26 ust. 1 pkt 3, art. 29 ustawy o ochronie danych osobowych) oraz o świadczeniu usług drogą elektroniczną (art. 14 oraz 15 ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną, które przewidują prawo do zablokowania dostępu do bezprawnych danych, ale nie uprawniają do przekazywania informacji umożliwiających identyfikację usługobiorcy). Inną kwestią jest, jak mają się postanowienia „Porozumienia” do przepisów rangi konstytucyjnej, zwłaszcza statuujących prawo do prywatności (art. 47 Konstytucji RP) oraz prawo do sądu (art 45 Konstytucji RP), skoro naruszenie uprawniony ma stwierdzać jednostronnie, zaś dostawcy Internetu są obowiązani wprowadzić stosowne warunki i procedury, które doprowadzą do wyeliminowania stwierdzonych naruszeń praw własności intelektualnej (art. 10 zd. 1 projektu). Nie bardzo też wiadomo, jak w granicach istniejącego porządku prawnego sygnatariusze „Porozumienia” mieliby realizować obowiązek zabezpieczenia posiadanych informacji niezbędnych do identyfikacji Użytkownika, który dopuścił się naruszeń (art. 10 zd. 2 projektu), skoro oznacza to w praktyce wprowadzenie pozaustawowego obowiązku zatrzymywania danych wszystkich użytkowników, bowiem nie wiadomo, czy i którzy z nich dopuścili się stwierdzanych arbitralnie naruszeń.
Prywatyzacja wymiaru sprawiedliwości?
Ostatni zajazd na dawnych terenach Rzeczypospolitej miał miejsce, jak opisuje Wieszcz, w 1811 r. i mniej więcej od tego czasu raczej bezspornym jest, że cywilne prawa podmiotowe są chronione w drodze przymusu państwowego a nie prywatnego, zaś sposoby ich realizacji są przewidziane w przepisach proceduralnych, zapewniających przynajmniej teoretyczną równowagę stron sporu i poddających jego rozstrzygnięcie niezawisłym i bezstronnym sądom. Projekt „Porozumienia”, stanowiący w istocie pomnik prehistorii prawnej, wydaje się zmierzać do wskrzeszenia prywatnego wymiaru sprawiedliwości i oddania go w ręce jednej ze stron. Praktycznym skutkiem obowiązywania „Porozumienia”, gdyby zostało zawarte, sprowadzałby się do pojawienia się w Polsce obrazków rodem z USA, gdzie Internauci za ściągnięcie kilku plików mp3 otrzymywaliby wezwania do zapłaty na horrendalne kwoty z alternatywą w postaci procesu sądowego i kierowania zawiadomień do organów ścigania.
Nie dziwota, że dzisiaj MKiDN nie chce się przyznać do udziału w pracach nad „Porozumieniem”, chociaż trudno uwierzyć, że wprowadzony w treści dokumentu status Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego, jako depozytariusza porozumienia, został przewidziany bez uzgodnienia z tym organem. Nie może też dziwić, że z uczestnictwa w projekcie wycofały się Związek Pracodawców Branży Internetowej IAB Polska oraz Polska Izba Informatyki i Telekomunikacji, skoro firmowanie takiego bubla prawnego kompromituje każdy profesjonalny podmiot. Treść oraz sposób procedowania nad takimi dokumentami jak ACTA czy „Porozumienie” obrazuje skalę desperacji i bezsilności branży rozrywkowej wobec nowych technologii, do których anachroniczny i restrykcyjny system ochrony praw własności intelektualnej dawno przestał przystawać. To, co możemy obserwować, jest walką na śmierć i życie o ogromne pieniądze generowane przez obrót prawami, na których branża rozrywkowa chce zarabiać jeszcze więcej. Z drugiej strony rozwój technologii telekomunikacyjnych wyklucza sprawowanie pełnej kontroli nad rozprzestrzenianiem się informacji i w praktyce uniemożliwia utrzymywanie systemu praw własności intelektualnej w klasycznej postaci. Stąd szereg podejmowanych przez branżę rozrywkową prób wymuszenia szczególnej ochrony własnych interesów przez państwa i organizmy międzynarodowe. Na szczęście, póki co, są to próby nieudane.
Tymoteusz Barański, ekspert Centrum Analiz Fundacji Republikańskiej (www.cafr.pl)
http://republikanie.salon24.pl/398485,t ... ze-od-acta
Napisane: 28 mar 2014, 18:22
http://marucha.wordpress.com/2014/03/27 ... isterstwo/
W demonokracji ludzie mają tylko prawo cierpieć i umierać. Poza tym nie mają nic do gadania. ACTA nie przeszły, mamy więć TTIP... ale po cichu. Nikt nawet nie wie, co tam jest... i pewnie się nie dowie. Prawo nikomu nieznane będzie obowiązywać, ale prawo też mówi, że nieznajomość prawa nie chroni przed odpowiedzialnością karną.
Umowa TTIP będzie ujawniona po podpisaniu – twierdzi ministerstwo
Posted by Marucha w dniu 2014-03-27 (czwartek)
Międzynarodowa umowa TTIP jest tak niesamowicie tajna, że jej treść poznamy dopiero po podpisaniu. Tak przynajmniej uważa Ministerstwo Gospodarki.
Dziennik Internautów od dawna śledzi prace nad umową TTIP. Jest to porozumienie handlowe między UE i USA. Może dotyczyć bardzo wielu rzeczy, ale również praw autorskich, własności intelektualnej oraz internetu. TTIP powstaje podobnie jak porozumienie ACTA i można się obawiać, że to co upadło przy ACTA po prostu powróci w TTIP.
Jarosław Lipszyc z Fundacji Nowoczesna Polska postanowił sam sprawdzić, jak bardzo tajne są prace nad TTIP. Lipszyc zwrócił się do Ministerstwa Gospodarki z prośbą o informacje dotyczące ustaleń na temat własności intelektualnej w TTIP.
MG: Najpierw podpis, potem jawność!
W odpowiedzi Jarosław Lipszyc otrzymał bardzo ciekawego pismo, którego zdjęcie opublikował na Facebooku. W piśmie tym czytamy:
W nawiązaniu do pisma (…) uprzejmie informuję, iż rozmowy dotyczące prawa własności intelektualnej ( IPR ) w ramach TTIP nie są jeszcze zaawansowane (…).
Należy jednak zauważyć, że wszystkie informacje, które państwa członkowskie UE otrzymują KE mają charakter zastrzeżony i nie jest możliwym przekazanie ich na zewnątrz administracji. (…)
Pogrubienie zostało dodane przez nas. Zdjęcie poniżej pokazuje, jak to pismo wygląda (możecie kliknąć by powiększyć). Podpisała się pod nim Grażyna Henclewska, podsekretarz stanu w Ministerstwie Gospodarki.
Jeśli chcecie ładniejszy skan tego pisma, można go znaleźć na stronie Prawokultury.pl.
http://prawokultury.pl/media/entry/atta ... G_TTIP.PDF
To jest bardzo niepokojące z kilku powodów. Po pierwsze, Polski rząd otwarcie przyznaje, że coś może wiedzieć, ale nam tego nie powie i nie zrobi nic, aby móc powiedzieć więcej. Potwierdza się nasza teoria, że lekcja z ACTA została już zapomniana. Zarówno władze UE jak i Polski robią dokładnie to, przeciwko czemu obywatele tak ostro protestowali.
ACTA była ujawniona przed podpisaniem
Druga niepokojąca rzecz to zapowiedź udostępnienia tekstu porozumienia po podpisaniu i próba przekonywania, że jest to “przyjęta w UE praktyka”.
Nie! To nie jest przyjęta praktyka! Nawet porozumienie ACTA nie zostało ujawnione po podpisaniu. Tekst ACTA był opublikowany w październiku 2010 roku. Dopiero w roku 2011 podpisała ja USA, a przedstawiciele UE ciągle się wstrzymywali. Polska i inne kraje UE podpisały ACTA na początku 2012 roku, czyli po dość długim czasie od ujawnienia tekstu.
Treść pisma z Ministerstwa Gospodarki może więc bardzo niepokoić. Pod względem przejrzystości i zgodności procedur z regułami demokracji, TTIP może się okazać tworem jeszcze gorszym niż ACTA.
Dlaczego polski rząd reklamuje TTIP?
Na koniec przypomnijmy o sprawie, o której pisaliśmy w ubiegłym tygodniu. Przedstawiciel Ministerstwa Gospodarki obiecał w mediach, że jeśli będziemy mieli TTIP, będziemy mogli podróżować bez wiz do USA. Było to bardzo ciekawe zagranie, bo przecież umowa jest tajna, a tu nagle przedstawiciel ministerstwa rzuca taki smaczny kąsek! Szkoda, że nie powiedział przy okazji o prawach autorskich albo internecie, ale może nie było się czym chwalić?
Ta “promocja TTIP” przez polski rząd zaczęła się akurat tydzień po tym, jak Parlament Europejski zagroził Stanom nieudzieleniem zgody na TTIP, w trosce o naszą prywatność. Warto w tym miejscu przypomnieć, że TTIP może być również kartą przetargową, która zmusi stany do uregulowania sposobu szpiegowania obywateli UE.
http://di.com.pl/news/49667,0,Umowa_TTI ... n_Maj.html
A na dobrą sprawę to po co w ogóle Polakom znajomość umowy TTIP nawet już po jej podpisaniu?
Morda w kubeł, hołoto, bo sprowadzimy pomoc zza granicy i taką demokrację wam tu zainstalujemy, że zatęsknicie za Stalinem.
Napisane: 13 wrz 2018, 20:30
Ideologia wygrywa z rozsądkiem
Jeszcze niedawno Platforma ostrzegała, że PiS ocenzuruje internet, a wczoraj to 18 europosłów Platformy poparło projekt dyrektywy o prawie autorskim dotyczącym internetu określanym jako „Acta 2”, co więcej twierdzą, że działają w interesie wolności…
– To nie pierwszy raz, kiedy politycy zabiegają o większy nadzór nad internetem. Przypomnę tylko, że podobny stan już raz przerabialiśmy, a jak się skończyło zamieszanie wokół ACTA w 2012 roku, kiedy nastąpił masowy sprzeciw zwłaszcza młodego pokolenia internautów i głosowanie w Parlamencie Europejskim, gdzie ostatecznie zaledwie garstka eurodeputowanych wsparła tę umowę, wszyscy dobrze wiemy. Platforma, która od samego początku popierała ACTA, ma w tym względzie najwidoczniej jakiś problem. Masowe protesty zmusiły rząd Donalda Tuska i Platformę do zmiany stanowiska.
O ile w 2012 roku były masowe protesty w Europie, to dzisiaj po wczorajszym głosowaniu w europarlamencie jakoś ich nie widać. Jedynie w Warszawie przed siedzibą Platformy odbył się protest…
– Protesty są czymś naturalnym, zwłaszcza po takim głosowaniu. Zresztą do nas jako posłów wpływało wiele listów, petycji z prośbą o interwencję w tej sprawie. Jeśli zaś chodzi o Europę, to proszę wziąć pod uwagę, że mamy koniec lata, młodzież, studenci, środowiska akademickie są jeszcze na wakacjach i wszystko jest jeszcze na etapie nazwijmy to rozruchowym, ale myślę, że wszystko przed nami. Idea wolności jest ważna dla użytkowników internetu, dlatego można przewidywać, że ludzie będą się organizować i fala sprzeciwu wobec próby ingerencji w tak istotny obszar na pewno będzie wzrastać. Słyszymy, że protesty mają się odbywać także w innych polskich miastach.
Czyje interesy reprezentuje Platforma, popierając projekt dyrektywy o prawie autorskim dotyczącym internetu?
– Najprościej można powiedzieć, że Platforma reprezentuje interesy tych, którzy na tym zarobią. Proszę pamiętać, że są to konkretne interesy. Zwykli użytkownicy traktujemy internet jako formę pewnej usługi, a więc coś, co jest oczywiste jak to, że słońce wschodzi i zachodzi i zwłaszcza młodzież nie wyobraża sobie ograniczeń w tym zakresie. Musimy też mieć świadomość, że dzisiejsza rzeczywistość internetowa to nie tylko informacje, ale także ogromy rynek, prawa własności i wielkie pieniądze.
Za tym wszystkim kryje się ogromna władza, bo przez internet można też wpływać i manipulować ludźmi. A zatem mówimy tu o bardzo poważnej kwestii zwłaszcza dla władzy, bo każda władza – jaka by nie była, chce mieć mniejszą lub większą kontrolę nad opinią publiczną. Jeśli do tego dołączymy element pewnego nacisku i możliwość ingerencji, to widzimy, że posiadanie tego typu przywilejów jest dla władzy cenne, a ich utrata oznacza zagrożenie. Ta chęć kontroli – już dzisiaj – skutkuje podziemiem internetowym, które choć wykorzystywane w różnych celach – czasem też niezgodnych z prawem – powstało nieprzypadkowo.
W kogo najbardziej uderzy to nowe restrykcyjne prawo, zakładając, że w ogóle wejdzie w życie?
– Przede wszystkim jest to uderzenie w nas wszystkich – zwykłych użytkowników, którzy stracimy prywatność i tak już mocno ograniczoną. Dzisiaj w tej ogromnej przestrzeni internetowej jesteśmy pionkami, cyferkami – jednymi z wielu, ale nie możemy też zapominać, że internet oprócz tego, że jest wielkim dobrodziejstwem, jest też złodziejem prywatności, która może zostać jeszcze bardziej ograniczona.
Możemy zostać odcięci od informacji poprzez blokowanie pewnych niewygodnych treści?
– Już dzisiaj przerabiamy to w praktyce. Mamy przecież blokady rodzicielskie, gdzie rodzice w trosce o bezpieczny rozwój swoich dzieci mogą blokować dostęp do pewnych stron. To ma też o wiele szerszy zasięg – weźmy chociażby Chiny, gdzie państwo jeżeli uzna, że Kubuś Puchatek może być niebezpieczny, to może nawet bajkę zablokować. Reżimy nieprzypadkowo blokują swoim obywatelom dostęp do informacji, a praktyka pokazuje, że jeśli się chce, to można to skutecznie zrobić. To wszystko pokazuje, że jesteśmy dzisiaj blisko pewnej granicy, kiedy dawkujemy informacje i rysujemy model informacji, do kogo i w jakim zakresie powinny one docierać.
Komu zależy, aby pod płaszczykiem ochrony praw autorskich nałożyć kaganiec na społeczeństwo i de facto ograniczyć wolność w internecie?
– Przede wszystkim pamiętajmy o tym, że żadna władza nie lubi konkurencji, a tak jak wspomniałem już wcześniej – wolny człowiek, w wolnym nieograniczonym internecie jest jednostką, którą ciężko jest kneblować czy ujarzmić. Jeśli bowiem ktoś myśli samodzielnie, krytycznie, to jest w pewnym sensie niebezpiecznym elementem społecznym. Jest bowiem osobą, która może się nie zgadzać z linią władzy i burzyć działania polityczne, społeczne. Widzę to na gruncie sejmowym, gdzie samodzielne myślenie jest – wbrew pozorom – bardzo deficytowe na polskiej scenie politycznej.
Z tym że w przypadku projektu dyrektywy o prawie autorskim to nie polska władza chce ograniczać dostęp do internetu, ale czyni to Parlament Europejski, który wchodzi w kompetencje państw narodowych…
– Wszystko się zgadza. Spróbujmy jednak spojrzeć na ten problem z nieco innej perspektywy, od strony historycznej, mianowicie, co zrobiono w Wiedniu z pomnikiem króla Jana III Sobieskiego upamiętniającym wiktorię wiedeńską i zwycięstwo wojsk chrześcijańskich nad nawałnicą islamską z pomnikiem, który został uznany za zbyt antyislamski i w imię ideologii multikulturalizmu skutecznie zablokowany. Czy takie działanie nie oznacza, że jesteśmy o krok od cenzury światopoglądowo-politycznej? A zatem, czy nie jesteśmy o krok od sytuacji, gdzie dajmy na to każdy, kto będzie miał inny stosunek w takiej czy innej kwestii politycznej czy światopoglądowej, nie zostanie zablokowany? Już dzisiaj mamy przecież przypadki blokowania kont internetowych i to niekoniecznie w tak oczywistych sprawach jak propagowanie faszyzmu czy Adolfa Hitlera.
Gdyby nie internet pewnie nieprędko dowiedzielibyśmy się o gwałtach imigrantów muzułmańskich na Niemkach w noc sylwestrową 2015 roku…
– Media niemieckie zupełnie ten temat pominęły i gdyby nie fala informacji, jaka się przetoczyła przez internet i portale społecznościowe niejako zmusiła władze niemieckie i tamtejsze media do zajęcia stanowiska w tej bulwersującej sprawie. Wcześniej informowanie o przestępczych działaniach imigrantów muzułmańskich było wręcz objęte zakazem, embargiem nałożonym z góry i gdyby nie internet, to sprawa nie ujrzałaby światła dziennego. Tak czy inaczej żadna władza nie lubi konkurencji, która ma możliwość wpływania na społeczeństwo, a internet jest tutaj doskonałym instrumentem.
To, że Parlament Europejski przegłosował projekt dyrektywy o prawie autorskim, nie oznacza jeszcze, że ta cenzura wejdzie w życie. Czy można to zablokować?
– Oczywiście, że tak, ale do tego potrzebne jest pospolite ruszenie, masowe protesty, tak jak to miało miejsce w 2012 roku w sprawie ACTA. Jeśli zaś chodzi o nasze narodowe podwórko, to zwrócę uwagę, że resort cyfryzacji już wyraził sprzeciw, stając na stanowisku, że treść zapisów dotyczących prawa autorskiego proponowana przez Parlament Europejski jest sprzeczna z kompromisową propozycją prezydencji i nie znajduje akceptacji ministra cyfryzacji. Również szef polskiej dyplomacji, minister Jacek Czaputowicz – w swoim komentarzu stwierdził, że Polska opowiada się za wolnością w internecie. Należy więc przypuszczać, że Polska będzie się tej próbie ocenzurowania internetu sprzeciwiała. To wszystko pokazuje, że przed nami jeszcze bardzo poważna dyskusja i ważne, żeby mądrze poprowadzić ten temat i pokazać naszym rodakom, czym tak naprawdę jest „ACTA 2” – na dzisiaj temat jeszcze zbyt mało znany, zwłaszcza dla starszej części społeczeństwa.
Mało znany, także dlatego, że jedno z mediów, które na sztandarach nosi hasła wolności i demokracji, w ogóle przemilczało temat przegłosowania przez Europarlament dyrektywy o „ACTA 2”. O czym to świadczy?
– To pokazuje, kto ma interes w tym, żeby niewygodne treści nie docierały do opinii publicznej. Tak czy inaczej na gruncie unijnym poziom ideologii wygrywa z rozsądkiem. Niestety, ta ideologia lewacka jest na tyle dominująca w Brukseli, czy to na poziomie Parlamentu Europejskiego, czy Komisji Europejskiej, i tak agresywna, że każdy, kto tylko ma odmienne zdanie, automatycznie staje się faszystą, oszołomem, czy też siłą destrukcyjną, a przede wszystkim z góry wiadomo, że jest antyeuropejski.
W brukselskich gremiach niestety nie liczy się merytoryczna dyskusja, dyskusja na argumenty, co powoduje, że każdy, kto ma inne zdanie w takiej czy innej kwestii niż unijni decydenci, automatycznie staje się wrogiem Unii Europejskiej. To nonsens, ale nie ma się tym, co za bardzo przejmować i trzeba konsekwentnie robić swoje, bo jak pokazują wyniki wyborów w państwach członkowskich, do głosu coraz częściej zaczynają dochodzić ugrupowania… Oczywiście należy dyskutować na temat projektu dyrektywy o prawie autorskim, ale jednocześnie nie bójmy się własnego zdania i używajmy mądrych argumentów.
https://naszdziennik.pl/polska-kraj/201 ... dkiem.html