Source: http://prawo.vagla.pl/node/9243
Timestamp: 2017-12-14 13:04:48+00:00
Document Index: 19496958

Matched Legal Cases: ['art. 256', 'art. 256', 'art. 257', 'art. 13', 'art 256', 'art 256']

Mowa nienawiści w Internecie nie znającym granic państwowych | prawo | VaGla.pl Prawo i Internet
So, 2010-10-23 19:06 by VaGla
Wywiad miał się ukazać na stronie Krytyki Politycznej, jednak Krytyka ma pewne problemy techniczne. Ponieważ tematyka tej rozmowy mieści się w obszarze zainteresowań tego serwisu - pospieszyłem z pomocą. Materiał ma się też ukazać na stronach Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka.
Adam Bodnar: Faktycznie sprawa trwa już bardzo długo. Pamiętam, że w 2005 r. ujawnienie i opisanie witryny redwatch.info wstrząsnęło opinią publiczną. Wszyscy zderzyli się z mową nienawiści w czystej postaci. Na stronie zostały podane szczegółowe dane wielu znanych i aktywnych osób, czasami łącznie z telefonami komórkowymi. Jednocześnie autorzy strony jawnie nawoływali do przemocy na tle rasowym, etnicznym czy orientacji seksualnej. Na stronie znalazła się także długa, kilkusetosobowa lista osób, które podpisały protest przeciwko zakazowi Marszu Równości w Poznaniu w 2005 r. Najważniejsze wydaje się to, że strona redwatch.info pokazała jak potężnym narzędziem do promowania nienawiści może być internet, szczególnie jeśli nie można tak po prostu zablokować serwera, bo jest on ulokowany w innym kraju. Do czasu tej strony oczywiście mieliśmy do czynienia z wieloma przejawami mowy nienawiści, ale miały one raczej "tradycyjny" charakter (czasopisma, ulotki, ziny, teksty rasistowskich piosenek, hasła na demonstracjach). Tym samym łatwiej było z nimi walczyć. Tymczasem znalezienie autorów strony, a także próby jej zamknięcia okazały się bardzo trudne. Zresztą istnieje ona do dzisiaj. Wciąż można znaleźć na niej imiona, nazwiska, zdjęcia oraz inne szczegółowe dane wielu osób, aczkolwiek ostatnie aktualizacje nastąpiły w październiku 2009 r.
Co do meritum decyzji o umorzeniu to faktycznie na pozór wydaje się on kontrowersyjna. Są w niej wymienione liczne osoby, które bezpośrednio lub pośrednio wspierały działalność redwatch.info, a jednak osoby te nie zostały oskarżone. Po pierwsze, decyzja Prokuratury Okręgowej w Warszawie wobec osób przebywających w USA oraz redagujących stronę (Thomas D.) oraz które zarejestrowały serwer (Bartłomiej K.) motywowana była tym, że w miejscu popełnienia czynu (umiejscowienie serwera - Stany Zjednoczone) głoszenie treści tego typu nie stanowi przestępstwa. W przypadku natomiast gróźb karalnych, to z jednej strony w wielu przypadkach prokuratura nie mogła w sposób wykluczający wszelką wątpliwość powiązać właścicieli telefonów komórkowych z autorami SMS-ów (np. świadkowie twierdzili, że pożyczali telefon innym osobom) czy część gróźb wysyłana była z bramek internetowych lub z numerów nieprzypisanych do konkretnej osoby. W przypadku jednak niektórych osób śledztwo odniosło sukces i prokuratura wyłączyła poszczególne czyny gróźb karalnych do odrębnych postępowań celem skierowania aktów oskarżenia (czy postępowania przed sądami dla nieletnich). Nie wiem niestety jak się te sprawy skończyły.
Niemniej ważna była ostatnia rozprawa w sprawie, z dnia 9 września 2010 r. Zeznawał Tomasz M. - policjant, który brał udział w czynnościach zatrzymania oskarżonych Andrzeja P. i Bartosza B. oraz zabezpieczenia w ich mieszkaniach komputerów oraz telefonów komórkowych.
Oczywiście w przypadku odkrycia działalności takich organizacji jak Blood & Honour czy strony redwatch pojawia się zawsze pytanie dlaczego taka organizacja w ogóle działa, czy można ją rozwiązać. Problem w tym, że tego typu inicjatywy jak Blood & Honour są zupełnie prywatne. Są wynikiem porozumienia kilku osób, działają w całkowitym podziemiu i doskonale zdają sobie sprawę z nielegalności. Jest to zupełnie inna sytuacja niż działalność organizacji neofaszystowskich, które najczęściej rejestrują swoją działalność odwołując się do względnie neutralnego programu czy misji organizacji (np. dziedzictwo Narodu Polskiego). Dopiero z ich działalności można wyciągnąć wnioski, że tak naprawdę chodzi o co innego - promowanie faszyzmu. W takiej sytuacji może wkroczyć sąd i zakazać działalności. Tak się zresztą niedawno stało w przypadku ONR w Brzegu, która to organizacja została zdelegalizowana przez Sąd Okręgowy w Opolu w październiku 2009 r. Było to następstwem skazania członków organizacji za wykonywanie gestu faszystowskiego. W przypadku Blood & Honour jedyne co jest możliwe to skazanie twórców tej inicjatywy, bo sama organizacja jest niezarejestrowana.
Blood & Honour jest jedną z najbardziej niebezpiecznych organizacji neofaszystowskich, otwarcie promującą rasizm i antysemityzm. Jej główna działalność koncentruje się w Wielkiej Brytanii oraz w Niemczech. Oprócz zarządzania stroną językową redwatch (dostępną w wielu krajowych odmianach), aktywnie działa na rzecz promocji własnej działalności (koszulki, radio internetowe, koncerty, dystrybucja nagrań, książek itd.). Z Blood & Honour powiązana jest organizacja Combat 18, która stanowi coś w rodzaju oddziałów "zbrojnych", bojówki dokonującej różnego rodzaju ataków, w tym terrorystycznych.
Greg Czarnecki, jeden z liderów Kampanii Przeciw Homofobii, napisał poważną pracę naukową, w której stwierdził, że homofobia jest czymś co zastąpiło antysemityzm (por. Gregory E. Czarnecki, Analogies of Pre-War Anti-Semitism and Present-Day Homophobia in Poland, [w:] Roman Kuhar, Judit Takacs (red.) Beyond the Pink Curtain. Everyday Life of LGBT People in Eastern Europe, Mirovni Institut, Ljublana, 2007, str. 327 - 344.). To właśnie w osobach homoseksualnych poszukuje się obecnie zagrożenia dla tradycyjnych wartości rodzinnych, religii, trwałości narodu. To właśnie osobom homoseksualnym (tak samo jak Żydom) przylepia się etykietkę osób chorych psychicznie, niepełnowartościowych. To w nich upatruje się wszechobecnego spisku (częste przywoływanie rzekomego "lobby gejowskiego") czy źródeł rozwiązłości moralnej lub seksualnej i zmiany obyczajów w tej sferze życia. Nie bez przyczyny pojawiają się porównania do pedofilii czy zoofilii. Co gorsza, w tego typu retoryce gustują także partie uważane za prawicowe (przynajmniej w Polsce), co tym bardziej stwarza przyzwolenie dla radykalizmu ze strony organizacji neofaszystowskich. Słowem, organizacje czy partie tego typu zawsze dla swojej działalności potrzebują wroga, tak aby mieć punkt odniesienia definiujący sens ich istnienia. W Polsce osoby homoseksualne stały się o wiele łatwiejszym wrogiem niż mniejszości narodowe czy etniczne, a szczególnie Żydzi.
Od lat podejmowane są różne działania mające na celu zwrócenie uwagi na ten problem - nierównego traktowania różnych mniejszości w art. 256 i 257 k.k. Nie są w nim uwzględnione (a tym samym chronione przed mową nienawiści) mniejszości seksualne, ale także osoby niepełnosprawne. Tymczasem ich ten problem żywotnie dotyczy.
Gdyby taka zmiana nastąpiła, to zdecydowanie wzmocniłoby to ochronę osób homoseksualnych. W przypadku np. skandowania haseł homofobicznych na demonstracjach (typu "Pedały do gazu") prokuratura miałaby obowiązek z urzędu prowadzić takie sprawy, identyfikować sprawców, oskarżać itd. Dokładnie tak samo jak to robi w przypadku gestów faszystowskich czy skandowania haseł rasistowskich. Prokuratura nie jest może najbardziej efektywna w ściganiu tego typu przestępstw, ale ostatnio zmienia się to na lepsze.
Czy zatem - wobec braku tych przepisów - homoseksualiści są w ogóle w stanie bronić się przed przejawami nienawiści wobec nich?
W większości sytuacji - kiedy akt mowy nienawiści ma charakter publiczny i znana jest tożsamość sprawcy - są w stanie się bronić. W Polsce mamy całą plejadę środków, z których można by skorzystać. Istnieje możliwość skierowania prywatnego aktu oskarżenia na podstawie artykułu 212 kodeksu karnego o zniesławienie. Jako przykład mogę przytoczyć historię z Poznania. Cztery lesbijki doprowadziły do ugody w procesie, na podstawie której politycy Prawa i Sprawiedliwości musieli przeprosić za swoje porównania homoseksualizmu do nekrofilii, zoofilii i pedofilii. Możliwe jest także wytoczenie powództwa o ochronę dóbr osobistych. Najlepszym przykładem skuteczności takiego środka jest sprawa Ryszarda Giersza z Wolina, który pozwał swoją sąsiadkę, która nieustannie nękała go nienawistnymi komentarzami. Sprawę wygrał.
Skierujmy na chwilę uwagę na hasło wolności słowa, a szczególnie na kwestie jej postrzegania w Europie i w Ameryce. W toku postępowaniu w sprawie redwatch.info ustalono, że od pewnego momentu strona ta znajduje się na amerykańskich serwerach. Polska policja złożyła wniosek do FBI o zamknięcie strony, jednak otrzymała odpowiedź negatywną. Biuro Obrotu Prawnego z Zagranicą Ministerstwa Sprawiedliwości – opierając się na informacji uzyskanej od Departamentu Stanu USA - poinformowało, że przestępstwa z art. 256 (propagowanie totalitarnego ustroju państwa i nawoływanie do nienawiści) i art. 257 (znieważenie) kodeksu karnego prawa polskiego nie stanowią przestępstwa w Stanach Zjednoczonych, ponieważ zgodnie z pierwszą poprawką do amerykańskiej konstytucji są chronione jako prawo do wolności słowa. Jaka jest geneza tych znaczących rozbieżności w podejściach do tej kwestii?
Natomiast w Europie głównie ze względu na tragedię drugiej wojny światowej, podejście jest inne. Zakłada się, że ze względu na wartość takich haseł jak: tolerancja, pluralizm i przede wszystkim równość wszystkich obywateli wobec prawa trzeba wykluczyć pewien typ poglądów z debaty publicznej. Mówi się, że pewne poglądy są niedopuszczalne, ponieważ z punktu widzenia historycznego doprowadziły one do drugiej wojny światowej, a mogą także doprowadzić do unicestwiania jakichś grup społecznych czy narodowościowych. To podejście nawiązuje do koncepcji wojującej demokracji ("militant democracy") stworzonej przez Karla Loewensteina jeszcze w latach 30-tych, jak obserwował rozwijający się faszyzm w Niemczech. Wynika z niej, że każdy system demokratyczny powinien posiadać środki służące jego obronie przed unicestwieniem. Takie środki to właśnie zakaz mowy nienawiści czy zakaz istnienia partii faszystowskich, wprowadzone i egzekwowane w systemach prawnych poszczególnych państw (szczególnie w Niemczech, ale także w Polsce - np. art. 13 Konstytucji).
Przekładając te ogólne rozważania na sprawę redwatch.info można stwierdzić, że sprawa tocząca się obecnie w sądzie to właśnie przejaw tej "wojującej demokracji" - broniącej wszystkich pokrzywdzonych osób, które się na niej znalazły oraz odstraszającej od podobnego typu praktyk w przyszłości. Problem jednak w tym, że nawet jeśli konkretni autorzy strony nie będą dalej prowadzili tej działalności, to mogą się na ich miejsce pojawić następcy. Tymczasem Internet jest praktycznym narzędziem pozwalającym na tego typu działalność - narzędziem przekraczającym bariery systemów prawnych poszczególnych państw.
« Przełamane embargo informacyjne WikiLeaks: społeczna inżynieria obiegu informacji | Tajemnica przedsiębiorcy a informacja publiczna »
Adam Bodnar jest doktorem
So, 2010-10-23 20:39 by incognitus (niezweryfikowany)
Adam Bodnar jest doktorem nauk prawnych - proszę o wyjaśnienie co to jest ta opinia publiczna i skąd wie, że tą opinią publiczną wstrząsnęło?
Opinia publiczna w/g jednego ze źródeł (http://pl.wikipedia.org/wiki/Opinia_publiczna) jest to społeczeństwo. Chyba Pan Adam robił bardzo szerokie badania w związku z tym wstrząsem i wie, że wstrząsnęło?
Nie chcę być złośliwy ale jest to tylko subiektywne odczucie ten wstrząs Pana Adama.
Oczywiście nie prowadziłem
So, 2010-10-23 23:17 by Adam Bodnar (niezweryfikowany)
Oczywiście nie prowadziłem żadnych badań na temat skali zainteresowania sprawą przez "opinię publiczną". Wiem natomiast, że wiele osób było poruszonych sprawą Red Watch, poświęcano jej wiele publikacji prasowych i naukowych, czołówek gazet, pisano listy protestacyjne i apele do prokuratury. Sam Vagla opublikował kilka notek na ten temat. To wszystko składa się na moje subiektywne odczucie, oparte na powyższych obiektywnych przesłankach, że sprawa ma istotne znaczenie dla życia publicznego, ochrony praw człowieka w Polsce oraz dla licznych poszkodowanych osób.
Cóż można napisać
N, 2010-10-24 10:10 by incognitus (niezweryfikowany)
Cóż można napisać osobie, która nie czytała akt sprawy, a swoją wiedzę opiera na doniesieniach prasowych i wypocinach "niezależnego" obeserwatora z fundacji.
Drogi Panie, w CYWILIZOWANYM kraju akta tej sprawy sędzia potraktowałby w jedyny sposób - KOSZ.
Zapewne wyczyny polskiego wymiaru sprawiedliwości w tej sprawie, zostaną opisane w dorocznym raporcie na temat przestrzegania praw człowieka, publikowanego przez jeden z rządów.
Homofobiczna mowa nienawiści
N, 2010-10-24 11:14 by kravietz
Co Pan sądzi o publikacji tegoż Grega Czarneckiego, który w raporcie Kampanii Przeciwko Homofobii uzasadniającym konieczność rozszerzenia kk podawał takie oto przykłady homofobicznej mowy nienawiści:
Rada Ministrów nie będzie zajmować się prawami gejów i lesbijek
zapłodnienie metodą in vitro powinno być dostępne tylko dla małżeństw
Czy wypowiedzi te istotnie mieszczą się w definicji homofobicznej mowy nienawiści i powinny być karalne? Jeśli tak, to czy powinny być karalne także jeśli "prawa gejów i lesbijek" zastąpimy np. "prawami informatyków"?
W sposób oczywisty nie jest
N, 2010-10-24 11:44 by Adam Bodnar (niezweryfikowany)
W sposób oczywisty nie jest to moim zdaniem mowa nienawiści. Generalnie z definicją, a także nadużywaniem tego pojęcia jest duży problem. Natomiast większość sformułowań oraz ogólny przekaz wynikający ze strony Red Watch to jednak jest klasyczna mowa nienawiści.
Strasznie prohomoseksualne
N, 2010-10-24 05:55 by jbj (niezweryfikowany)
Strasznie prohomoseksualne mi się wydaje zabranianie nawet porównań do różnych -filii. Boję się trochę, że w ten sposób można dojść do innej skrajności, jak w przypadku Ake Greena w Szwecji.
(nie)zachęcony zapoznałem się z omawianą stroną
N, 2010-10-24 17:41 by Kancermeister
...i straciłem nieco swego wypracowanego spokoju. Zastanawiam się, czy wszystkie anonse zamieszczane na tej stronie są wyssane z palca. Na przykład ten o "Słowiańskich Niewolnicach w Izraelu" Skądinąd wiadomo, że słowianki zawsze cieszyły się popytem wśród narodów zamieszkujących tamte okolice (=semitów, ale nie mówcie o tym głośno), jeszcze w czasach kiedy niewolnictwo było legalne.
Zatem, czy rzeczywiście tajemniczy biznesmeni zachęcają na masową skalę m.in. Polki do pracy w Izraelu, która okazuje się "przemysłem seksualnym", czy też jest to zupełna bzdura. W naszej prasie jest o tym cicho, ale nasza prasa, cóż, milczy o wielu rzeczach.
Możliwe bowiem, że ta strona, agresywnie i w sposób nie do przyjęcia, ale jednak mówi o faktach...
Kolejna odsłona mitu Obcego
N, 2010-10-24 19:20 by incognitus (niezweryfikowany)
Kolejna odsłona mitu Obcego który bałamuci "nasze kobiety". I to jest problem, a nie nawoływanie do mordowania "wrogów rasy"? Taa.
Masz trolla na pokładzie, Vagla.
Obiecuję silniej ciąć
N, 2010-10-24 19:57 by VaGla
Obiecuję silniej ciąć w moderacji tego wątku.
Wt, 2010-10-26 18:15 by Maltan
Jak to Autor sobie wyobraża? Czy bazowalibyśmy na przepisach obecnie obowiązujących (jakich?) czy potrzebne są zmiany (jakie?). Ciekawy jestem zarówna Pana prywatnej opinii, jak również i - jeżeli są - pomysłów (projektów) Fundacji.
Rozumiem wagę problemu, niemniej sam jestem zwolennikiem nieograniczonej wolności słowa i unikania karania za wypowiedzi (nawet w najgorszej postaci). Skądinąd domyślam, że jest to pogląd odosobniony (zarówno na lewicy i prawicy, ale widocznie taki mój los), pokładam nadzieję, że więcej korzyści byłoby z tego, gdyby chętniej korzystano z przepisów kodeksy cywilnego (choć i tu mam wątpliwości...) niż karnego.
Niebezpieczeństwo widzę w tym, że takie granice będzie trudno wyznaczyć, zna Pan zapewne raport z 2007: Monitorowanie treści rasistowskich, ksenofobicznych i antysemickich w polskiej prasie
Ten monitoring kosztował polskiego podatnika 10 000 zł. Obłęd. Przykład:
Co prawda pocieszyła mnie odpowiedź z MSWiA, że:
Opinie wyrażone przez autorów raportu nie są oficjalnym stanowiskiem Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji w kwestiach będących tematyką tego opracowania. Opinie wyrażone w raporcie nie zawsze odzwierciedlają poglądy MSWiA.
Tylko, czy w oparciu o takie raporty można postulować zmiany prawne? Dla jasności, nie twierdzę, że Pan tak sugeruje, a zakładam, że w jakimś celu raport powstał i mógłby być wykorzystany do zmian legislacyjnych. Nie śledziłem, czy MSWiA objęło monitoringiem (może zmieniono metodę badawczą) też periodyki lewicowe i inne.
Jeżeli to jest spór światopoglądowy, to nie dojdziemy do kompromisu, bo Pan rozumie go inaczej, lewica jeszcze inaczej, a prawica ma inne zdanie.
a tak z ciekawości a propos propagowania ustroju
Wt, 2010-10-26 16:56 by Maciej_Szmit
to czy np propagowanie komunizmu też podlega pod art 256 KK?
Rozumowanie wydaje się słuszne
Wt, 2010-10-26 18:26 by Maltan
Zamknięto, na wniosek (sugestię?) prokuratury, portale: Lewica Bez Cenzury, Komunizm.pl i Opium dla? Ludu
Praca redaktorów i twórców portalu obejmująca tworzenie biblioteki internetowej Archiwum Marksizmu i wolnego forum myśli lewicowej została obrócona wniwecz. Od tego momentu istnieje niebezpieczeństwo, że to tylko wstęp do represji w stosunku do wszystkich stron i organizacji lewicowych - prorokował Dawid Jakubowski.
A portal Lewica.pl informował, że osoby związane z Lewicą Bez Cenzury apelują o pomoc w znalezieniu zagranicznego serwera, dzięki któremu mogliby reaktywować portal.
Myślałem, że sprawa jeszcze trwa, ale w Rzeczpospolitej znalazłem (początek 2010r.):
Prokurator zadecydował o umorzeniu postępowania w wątkach dotyczących publicznego nawoływania do popełnienia przestępstwa lub pochwalania go, propagowania totalitarnego ustroju państwa oraz publicznego znieważania grupy ludności z powodu jej przynależności narodowej, etnicznej, rasowej, wyznaniowej
Nie dopatrzono się przestępstwa w tym przypadku. Ale strony zamknięte.
Czyli pewna symetria jest, ale wolałbym, żeby tych przepisów jednak nie było w kodeksie karnym. Wydaje mi się, że prokuratorzy też jakoś się przy tym ratują.
A Komunistyczna Partia Polski?
Śr, 2010-10-27 03:05 by Maciej_Szmit
Czy takowa może działać legalnie i legalnie mieć stronę w internecie? BTW: ja też bym wolał Pierwszą Poprawkę, ale jeśli jest art 256 to byłoby dobrze wiedzieć co penalizuje...
Trzeba by taką
Śr, 2010-10-27 23:04 by Maltan
sprawę przedstawić sędziemu :)
ONR w Opolu sąd rozwiązał, wcześniej mieli problemy z rejestracją. Wcześniej uznano, że podnosząc łapki do góry propagują znany ustrój, abstrahuje od całej problematyki tego symbolu, ale to chyba był jedyny (albo najważniejszy powód) do "delegalizacji". Co ciekawe, taki wyrok pochwalił sam...Leszek Bubel, szef Polskiej Partii Narodowej.
Konstytucja też dość wyraźnie to określa:
Czy TK zajmował się jakaś sprawą tego gatunku? Nie pamiętam.
to co jest zakazane to jedno
N, 2015-05-31 00:15 by hub_lan
to co jest zakazane to jedno tylko jakim to prawem w takim razie istnieje takie coś
http://polskapartiasocjalistyczna.pl/
jeśli mamy choć cień równości wobec prawa to obie powyższe powinny być zdelegalizowane w trybie natychmiastowym a ich członkowie odpowiednio osądzeni i skazani zgodnie z zapisem ustawowym
tyle że żyjemy w bantustanie w którym są swoi i swojsi i swojszych się nie rusza
Ciężko to ruszyć!
Śr, 2010-11-03 21:44 by Też poszkodowany (niezweryfikowany)
Jestem osobą, która została umieszczona na stronie RedWatcha. Nie podoba mi się większość odpowiedzi w powyższym wywiadzie, gdyż zdają się sugerować, iż pokrzywdzone tym upublicznianiem wizerunku są głównie osoby o orientacji "homo-" itp.
Pod moim zdjęciem na R-W jest stek kłamstw, dopisano mi m.in. taką nieprawdziwą orientację seksualną, ale nie mogę, siłą rzeczy, skarżyć w sądzie o nią, bo niby jak? To trochę tak, jakby ktoś napisał, że "jestem czarny", a ja bym z tym pobiegł na skargę, podczas, gdy "jaki jest koń, każdy widzi".
W 2007 roku byłem na policji w sprawie umieszczenia mnie na R-W, ale nie przyjęto skargi, nie doszukując się znamion przestępstwa (!). Ponieważ znam sprawcę (tak, tak!), polecono mi udać się bezpośrednio do prokuratury i złożyć sprawę cywilną o... kradzież fotografii z Internetu. Dobre sobie, prawda?
Nie mam co robić, tylko biegać po sądach? A jak ktoś mi "ukradnie" zdjęcie z portalu społecznościowego i podwiesi na jakimś tam "demotywatorze", to też mam iść do sądu? Czy ja czas swego życia wygrałem na loterii?
Dodam, że dwa razy nie udało mi się zdobyć intratnej posady. Raz - mam pewność, że to po sprawdzeniu przez szefostwo, że wiszę na RedWatchu, drugi raz - wnioskuję tylko przez "pocztę pantoflową". Może to jest podstawa do oskarżenia? Jakieś "uniemożliwienie kariery zawodowej"? Sprawca mojego podwieszenia ma się dobrze, ma wysoką pensję i jest kadrą zarządzającą w garniturze. "Ojciec, miły sąsiad w drogim samochodzie". Ja mam pozycję społeczną, na którą mówią "brudas w dredach". Wierzcie mi, w moim miasteczku to jest nie do ruszenia!
Czy jedynym wyjściem jest pojechanie na komisariat do W-wy?
Jak mógłbym zostać świadkiem w sprawie, o której się wspomina w wywiadzie, a o której istnieniu nie miałem bladego pojęcia? Może mógłbym pomóc, wskazując sprawcę, którego jestem pewien, ale na którego nie mam żadnego namacalnego, materialnego dowodu?
czy sa to zniewazenia
Śr, 2015-05-27 17:34 by incognitus (niezweryfikowany)
ja troche nie na temat. ogolnie chodzi o zniewage i naruzenie dobr osobistych, tylko nie wiem czy zaliczy mi to policja jako takowe , czy uzna za pospolite slownisctwo. Czy znieslawieniem jest nazwanie: chamskim,. nie milym, aroganckim, cfaniakiem, glabem, nierzetelnym????