Source: http://ordoiuris.pl/wolnosc-gospodarcza/unia-europejska-praworzadnosc-czy-sedziokracja
Timestamp: 2018-01-17 08:43:39+00:00
Document Index: 85275944

Matched Legal Cases: ['art. 258', 'art. 51', 'art. 258', 'art. 258', 'art. 2', 'art. 2']

Unia Europejska: praworządność czy sędziokracja? | Ordoiuris
W zaprezentowanej przez przewodniczącego Komisji Europejskiej J.M. Barroso 11 września w Parlamencie Europejskim Informacji o stanie Unii, znalazła się zapowiedź prezentacji „ogólnych ram” działań które należy podjąć ze względu na obecne w UE „wyzwania dla praworządności”. Zaledwie tydzień wcześniej, 4 września, wiceprzewodnicząca Komisji, Viviane Reding, wygłosiła wykład w siedzibie Centrum Studiów nad Polityką Europejską, w którym wskazała, w jaki sposób mógłby wyglądać taki „mechanizm praworządności”. Należy przypuszczać, że to wystąpienie stanowiło wyraz jedynie prywatnych poglądów komisarz Reding, a nie oficjalne stanowisko Komisji; jednak można je postrzegać również jako próbę przetestowania reakcji opinii publicznej na pomysły, dla których komisarz chce uzyskać poparcie. Intencja zainicjowania debaty jest tym bardziej oczywista, że komisarz Reding będzie 21 i 22 listopada w Brukseli gospodarzem konferencji, podczas której jeden z paneli zostanie poświęcony tej właśnie propozycji, znajdując podsumowanie w jednym zkonferencyjnych dokumentów dyskusyjnych.
W moim artykule zamierzam przedstawić „wyzwania”, którymi chce zająć się komisarz Reding, a następnie opisać środki zaradcze przez nią proponowane oraz zaprezentować własny pogląd na temat tego, czy rzeczywiście są to problemy, oraz moją analizę proponowanych rozwiązań. Moim zdaniem, analiza rzekomych problemów autorstwa komisarz Reding jest raczej mało przekonująca i wydaje się, że jej propozycje prędzej tworzyć będą nowe dylematy niż rozwiązywać dotychczasowe. W szczególności, jej propozycje mogą prowadzić do przyznania instytucjom sądowym Unii Europejskiej tak daleko idące kompetencje, ze w efekcie oznaczać mogą one koniec suwerenności państw członkowskich UE.
Tak zwany „kryzys praworządności”
W swoim przemówieniu w siedzibie CSPE Reding szczegółowo wymieniła trzy przypadki, w których „kryzys praworządności” w państwie członkowskim wymagał interwencji Komisji:
(1) polityczny chaos wokół decyzji francuskiego rządu o repatriacji z powrotem do krajów ich pochodzenia kilku tysięcy Romów pochodzących z Rumunii i Bułgarii, którzy nie mieli meldunku ani pozwolenia na pracę,
(2) ożywione debaty, w szczególności w Parlamencie Europejskim, w sprawie nowej konstytucji Węgier w 2011 roku
(3) kryzys konstytucyjny w Rumunii w 2012 r., gdy nowo wybrany rząd, próbując pozbawić władzy prezydenta Traiana Basescu, odmówił przestrzegania decyzji Trybunału Konstytucyjnego, który stwierdził, że w referendum przeprowadzonym w celu zakwestionowania władzy prezydenta, nie udało się osiągnąć wymaganego kworum.
Zdaniem komisarz Reding, te trzy przypadki pokazują, jakoby UE potrzebowała nowego „mechanizmu praworządności” w celu zapobiegania naruszaniu przez rządy krajowe wspólnych wartości unijnych. Mechanizm ten powinien stworzyć „pomost” pomiędzy obowiązującymi obecnie procedurami właściwymi dla spraw o naruszenie prawa europejskiego, inicjowanych na podstawie art. 258 Traktatu o Funkcjonowaniu Unii Europejskiej, które mają być zbyt „miękkie”, oraz procedurą określoną w artykule 7 Traktatu o Unii Europejskiej, która, według słów komisarz, wydaje się być instrumentem „bardzo nieporęczny w obsłudze”. Innymi słowy, zgłoszono potrzebę stworzenia nowej procedury, pozwalającej Komisji dyscyplinować państwa członkowskie, która powinna być jednocześnie odstraszająca i łatwa w użyciu.
Jak może wyglądać taki mechanizm? W swoim przemówieniu dla CSPE Reding przedstawiła trzy konkretne propozycje:
- rozszerzenie jurysdykcji Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej na artykuł 2 Traktatu o Unii Europejskiej, który określa cele Unii Europejskiej, pozwalając Trybunałowi na rozpatrywanie spraw w domniemanych przypadkach złamania zasady praworządności (lub nawet, bardziej ogólnie, jakichkolwiek „wspólnych wartości” zawartych w tym artykule).
- rozszerzenie uprawnień Agencji Praw Podstawowych Unii Europejskiej, która jest obecnie wykluczona z analizy lub krytykowania tego, co państwa członkowskie robią w ramach swoich kompetencji.
- uchylenie art. 51 Karty Praw Podstawowych UE, który ogranicza zakres stosowania Karty do „instytucji, organów i jednostek organizacyjnych UE przy poszanowaniu zasady pomocniczości oraz do Państw Członkowskich wyłącznie w zakresie, w jakim stosują one prawo Unii”.
Analiza problemu i rozwiązań
W pierwszej kolejności, wydaje mi się, że te trzy przykłady użyte przez Reding w jej argumentacji, nie wspierają bynajmniej twierdzenia, iż uprawnienia w zakresie egzekwowania prawa instytucji UE powinny zostać postawione w stan gotowości.
W odniesieniu do francuskiego „kryzysu romskiego” Komisja chyba nawet nie próbowała inicjować procedury w sprawie naruszenia prawa zgodnie z artykułem 258 TFUE. Dlaczego nie? Ponieważ, nawet jeśli niektórzy tego żałowali, nie było wątpliwości, że działanie rządu francuskiego było w pełni zgodne z jego zobowiązaniami wynikającymi z Traktatu o Unii Europejskiej. Swobodny przepływ osób w ramach Traktatu zawiera warunki (które są określone w dyrektywie 2004/38/EC, zwłaszcza w artykule 7). Jeżeli warunki te nie są spełnione, zasada rządów prawa nie tylko nie zabrania, ale de facto wymaga podjęcia środków zastosowanych przez rząd Francji.
W przypadku Węgier, jak pamiętamy, było wiele emocji ze względu na fakt, że nowo wybrany rząd, kierowany przez Viktora Orbana, którego partia Fidesz kontroluje ponad dwie trzecie miejsc w parlamencie po zdecydowanym zwycięstwie wyborczym w 2010 r., użył swojej większości, aby przyjąć nową konstytucję, w której zapisano takie wartości, jak ochrona życia ludzkiego od chwili poczęcia, definicja małżeństwa jako związku mężczyzny i kobiety i (horribile dictu!) odwołanie do Boga. Przedstawiciele liberałów, socjalistów, zielonych i innych lewicowych grup w Parlamencie Europejskim ostro skrytykowali to jako „krok wstecz” lub „naruszenie wartości europejskich”, lecz czy było to coś więcej niż motywowana politycznie retoryka? Zamiast ponad „100 przypadków naruszenia prawa UE” (jak twierdzili niektórzy krytycy), Komisja zidentyfikowała jedynie trzy takie przypadki, w odniesieniu do których wszczęto postępowania na mocy art. 258 TFUE. W dwóch z tych przypadków Węgry poszły za rekomendacjami Komisji i zmieniły swoje prawo, a tylko trzeci spowodował wyrok Trybunału Sprawiedliwości UE, który potępił Węgry za przypadek... dyskryminacji ze względu na wiek (!). Jednak zanim orzeczenie zostało wydane, kontrowersyjne prawo już nie obowiązywało, ponieważ zostało zakwestionowane przez węgierski Trybunał Konstytucyjny.
Mieliśmy zatem zaledwie jeden przypadek, w którym Węgry, zamiast uznać ocenę Komisji, postanowiły bronić swojego stanowiska w sądzie. Sąd podjął decyzję, a Węgry się jej podporządkowały. Czy to naprawdę jest „kryzys praworządności”, czy też część codzienności i normalności? W jaki sposób sprawa ta miałaby dowodzić, że procedura przewidziana w art. 258 TFUE jest nieskuteczna?
Jeśli więc stawiana przez Reding diagnoza jest głęboko błędna, to co należy sadzić o proponowanych środkach zaradczych?
Zamiast zastanawiać się nad kwestią rozszerzenia mandatu Agencji Praw Podstawowych, może warto zapytać chociaż o jeden powód, dla którego ta agencja jest lub kiedykolwiek była naprawdę potrzebna? Nie ma w Europie miejsca na kolejny trybunał praw człowieka obok Europejskiego Trybunału Praw Człowieka (lub, Trybunału Sprawiedliwości UE w odniesieniu do Karty Praw Podstawowych UE). Jeśli ktoś uważa, że rolę Agencji powinno się rozszerzać, ograniczając jednak jej funkcje do zapewniania wsparcia technicznego i eksperckiego (art. 2 Rozporządzenia 168/2007 ), nie sposób nie wspomnieć, że "wiedza ekspercka" prezentowana dotychczas przez Agencję charakteryzowała się bardzo niską, albo jeszcze niższą, jakością (zob. tu i tu). Ponadto, takie wsparcie techniczne i eksperckie jest obecnie dostępne na wolnym rynku: istnieją setki instytutów badawczych, naukowców oraz organizacji pozarządowych zajmujących się kwestiami praw człowieka. Po co więc UE potrzebuje specjalistycznejquasi-autonomicznej organizacji pozarządowej (quango), która za € 20 mln rocznie monopolizuje rynek ekspercki? Czy debata akademicka, w której każdy może uczestniczyć na równych prawach , nie byłaby o wiele lepszym rozwiązaniem?
Pomysł rozszerzenia mandatu Agencji Praw wydaje się jednak raczej nieszkodliwy, w porównaniu z dwoma pozostałymi wnioskami złożonymi przez panią komisarz Reding, które, jeżeli zostałyby przegłosowane, mogłyby wywrócić do góry nogami równowagę sił w Unii Europejskiej.
Przez usunięcie artykułu 51 Karty Praw Podstawowych komisarz Reding najwyraźniej chce doprowadzić do tego, by Karta miała zastosowanie w odniesieniu do spraw, które państwa członkowskie będą mogły rozwiązać w ramach własnych kompetencji wyłącznych. Rozszerzenie jurysdykcji Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej o kontrolę zgodności z art. 2 Traktatu o Unii Europejskiej oznacza, że Trybunał mógłby odtąd wzywać państwa członkowskie do odpowiedzialności nie tylko za naruszenie konkretnych przepisów prawa UE, ale także mgliście określonych "wartości", które obejmują nie tylko rządy prawa, ale również "niedyskryminację", "pluralizm", "solidarność" czy "tolerancję".
Nie jest tak, bym uważam, iż te wartości nie powinny być bronione. Jednak nie w ten sposób. Podsumowując, propozycje pani Reding mają na celu przekształcenie Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej w sądową superinstytucję wyposażoną w niemal nieograniczone możliwości korzystania z tych niejasnych pojęć jako pretekstu do ingerowania we wszelkie sfery, na wszystkich poziomach funkcjonowania Unii. To byłby koniec suwerenności państw członkowskich.
Wejście w życie propozycji pani Reding mogłoby nie tylko poważnie wpływać na równowagę sił między Unią Europejską i jej państwami członkowskimi, ale także - między różnymi instytucjami UE. Przede wszystkim dlatego, że trudno sobie wyobrazić, by Trybunał Sprawiedliwości posiadał nieograniczoną jurysdykcję (co, w odróżnieniu od Trybunału Praw Człowieka, wiązałoby się z uprawnieniem do nakładania bardzo surowych sankcji na państwa członkowskie), nie ulegając jednocześnie pokusom sądowego aktywizmu. Komisja zacznie odgrywać nową rolę: zamiast stać na straży postanowień Traktatu, stanie się "strażnikiem wartości". Tak „aktywistyczny” Trybunał Sprawiedliwości, w połączeniu z Komisją, która zamiast realizacji celów politycznych poprzez proponowanie nowych przepisów, będzie czynić to poprzez inicjowanie "strategicznych postępowań sądowych", mogą razem utworzyć omnipotentną machinę, marginalizując rolę Parlamentu i Rady.
Czy taki mechanizm rzeczywiście lepiej służyć będzie rządom prawa? A może skutek będzie wręcz odwrotny?
Poglądy wyrażone w tym artykule są prywatnymi opiniami autora. Nie można ich przypisywać instytucji, w której jest zatrudniony.
http://www.ejiltalk.org/the-european-union-rule-of-law-or-rule-of-judges/
Autor: Dr Jakob Cornides