Source: http://www.polskiprawnik.pl/sedzia-wojciech-laczewski-zaproszenie-dyskusji/
Timestamp: 2019-06-16 23:31:26+00:00
Document Index: 8023987

Matched Legal Cases: ['art. 87', 'art. 91', 'art. 87', 'art. 47', 'art. 19', 'art. 755', 'art. 111']

SĘDZIA WOJCIECH ŁĄCZEWSKI - zaproszenie do dyskusji - Polski Prawnik
Polski Prawnik > Branża > SĘDZIA WOJCIECH ŁĄCZEWSKI – zaproszenie do dyskusji
SĘDZIA WOJCIECH ŁĄCZEWSKI – zaproszenie do dyskusji
15.11.2018 , PolskiPrawnik Branża
W połowie lat 90. zaczęto używać terminu „falandyzacja prawa” jako pejoratywnego określenia wykładni, która miała usprawiedliwiać działania organów władzy. Potem prawnicy nie mieli ambicji wprowadzania swoich nazwisk do języka potocznego. To niestety uległo zmianie. W języku potocznym pojawiło się dużo gorsze w skutkach „piotrowiczenie” procesu legislacyjnego, jako sposób przeprowadzania ustawy przez Sejm i „warcholizacja” prawa (źródłem tej złośliwości nie jest staropolszczyzna). Odnoszę wrażenie, iż obecnie niektórzy prawnicy – politycy za wszelką cenę chcą przejść do historii, nieważne jak.
Różnica między prawnikiem i politykiem daje się sprowadzić do tego, iż pierwszy posługuje się językiem prawniczym, a drugi komunikując się używa języka prawniczego do manipulacji. Zdarza się, że prawnik zostaje politykiem, co niestety zmusza go do zmiany stylu argumentowania i porzucenia języka prawniczego na rzecz używania słów z tego języka do osiągania celów.
Prawnik – polityk próbując uzasadnić decyzje używa argumentów, co do których stwarza pozory, iż mają one oparcie w obowiązującym prawie. Niepodobna sądzić, by prawnik nie posiadał podstawowej wiedzy, stąd wykonując tego rodzaju „zabieg” naraża się na nazywanie go prawniczym ignorantem. Wspominam o tym dlatego, że ciągle żywy jest nierozwiązany problem z uchwaloną blisko rok temu ustawą o Sądzie Najwyższym.
O możliwości wprowadzenia naszego kraju w sytuację trudniejszą niż jest wspominam dlatego, że niektórzy prawnicy – politycy zapowiadają podjęcie działań, które niekoniecznie będą realizowały postanowienie Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej. Będą natomiast stwarzały takie pozory.
Jeden z prawników – polityków stwierdził, że błędny jest wniosek, iż na podstawie postanowienia o zabezpieczeniu w Polsce przestaje obowiązywać ustawa. Zachowanie, które ten prawnik – polityk prezentuje według dających się już ustalić kryteriów jest klasycznym przykładem „deryzacji” wykonania orzeczenia (kolejne nazwisko, które zapisuje się w języku potocznym). Wszystko zatem wskazuje na to, że dojdzie do napisania niepotrzebnego prawa na kolanie („warcholenie” prawa), a następnie przepychania ustawy przez Sejm na siłę („piotrowiczenie” procesu legislacyjnego), by w końcu dokonywać jego wykładni na podstawie „tozależyzmu” („miteryzacja” prawa).
Sąd Najwyższy (SN) 2 sierpnia 2018 roku procedując w jednej ze spraw skierował do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej (TS UE) pytania prejudycjalne i równocześnie zawiesił stosowanie niektórych przepisów ustawy o Sądzie Najwyższym do czasu odpowiedzi na nie. Oczywistym przy tym jest, że w polskim porządku prawnym nie istnieją regulacje, które literalnie pozwalałyby na tego rodzaju „zawieszenie” przepisów do czasu dopóki parlament ich nie uchyli lub Trybunał Konstytucyjny nie orzeknie o niekonstytucyjności, co ostatecznie usunie je z systemu. Precedensowa z pozoru decyzja SN jest łatwa do wytłumaczenia, chociaż wypowiedzi prawników – polityków wskazują, że nie rozumieją oni istoty problemu.
Prawnik źródła decyzji SN będzie upatrywał w przepisach, które jako źródła prawa wskazują przepisy krajowe (art. 87 Konstytucji) oraz przepisy zawarte w ratyfikowanych umowach międzynarodowych (art. 91 Konstytucji). Prawnik – polityk będzie szermował wyłącznie przepisem art. 87 Konstytucji, nie tłumacząc już, że ratyfikowana umowa międzynarodowa, po jej ogłoszeniu w Dzienniku Ustaw Rzeczypospolitej Polskiej, stanowi część krajowego porządku prawnego i jest bezpośrednio stosowana, chyba że jej stosowanie jest uzależnione od wydania ustawy. Istotne i wygodne dla prawnika – polityka przemilczenie. Jeżeli zatem na decyzję SN spojrzymy przez pryzmat przepisów Konstytucji, prawa unijnego i orzecznictwa TS UE to nie dostrzeżemy owej „precedensowości” rozstrzygnięcia.
Prawo unijne ma zasady, między innymi, efektywności, bezpośredniego skutku i pierwszeństwa. Tego nikt nie może kwestionować, jeżeli chce pozostać członkiem Unii Europejskiej. Decydując się na akcesję zaakceptowaliśmy zasady tego ekskluzywnego klubu, więc teraz nie możemy twierdzić, iż pewne z zasad są niemożliwe do stosowania. Wrzawa wywoływana przez prawników – polityków nijak się ma do przepisów Konstytucji, art. 47 Karty Praw Podstawowych UE i efektywnej ochrony prawnej wynikającej z art. 19 ust. 2 Traktatu o Unii Europejskiej, a więc podstaw funkcjonowania Rzeczypospolitej Polskiej jako państwa – członka Unii Europejskiej.
Dla zobrazowania problemu wypada przywołać przykłady znane w orzecznictwie europejskim, a mianowicie w sprawach Factortane (C-213/89) i Unibet (C-432/05). Przyznano sądom krajów członkowskich Unii Europejskiej możliwość stosowania środków tymczasowych (zabezpieczających) w postaci zakazu stosowania prawa krajowego „podejrzanego” o niezgodność z prawem UE do czasu rozstrzygnięcia sprawy i to nawet w sytuacji braku odpowiedniej podstawy prawnej w prawie krajowym. Zabezpieczenie takie ma chronić, by prawo potencjalnie niezgodne z porządkiem prawnym UE nie prowadziło do powstania szkody lub jej spotęgowania. Ciekawe czy prawnicy – politycy byliby równie stanowczy w wygłaszaniu swoich sądów, gdyby sprawa dotyczyła polskich rolników narażonych na straty z powodu niezgodności prawa krajowego z europejskim.
Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej wprost uznał, że nawet jeśli środek zabezpieczający nie został stworzony w prawie krajowym to prawo unijne wymaga jego ustanowienia i zastosowania przez sąd krajowy.
Jak wiadomo do chwili obecnej polski ustawodawca takiego środka nie stworzył. W tej sytuacji podstawę stanowi przepis art. 755 kodeksu postępowania cywilnego, który przewiduje udzielenie zabezpieczenia w sposób uznany przez sąd za odpowiedni. Oczywiście w połączeniu z przepisami obowiązującymi nas jako kraj członkowski UE. W sprawie, w której środek ten zastosowano istnieje zagrożenie niepowetowaną szkodą w postaci uszczerbku dla demokratycznego państwa prawnego, nie wspominając już o uszczerbku na arenie międzynarodowej. Szkoda ta nie da się w prosty sposób przełożyć na pieniądze. Warto jednak się zastanowić czy ktokolwiek zechciałby robić interesy z państwem, które najpierw godzi się na przestrzeganie pewnej zasady, a potem „komitet blokowy” tego państwa decyduje, że tej zasady stosować nie będzie.
19 października 2018 roku Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej wydał postanowienie w sprawie Komisja Europejska vs Polska (C-619/18). Na jego mocy Rzeczpospolita Polska została zobowiązana, natychmiast i do czasu wydania postanowienia kończącego postępowanie, między innymi, do zawieszenia stosowania wskazanych przepisów ustawy z dnia 8 grudnia 2017 roku o Sądzie Najwyższym, w tym przepisów art. 111 §1 i §1a. Zakres podmiotowy jest jasny, bowiem dotyczy sędziów Sądu Najwyższego, którzy do dnia wejścia w życie ustawy ukończyli 65. rok życia albo ukończą 65. rok życia w okresie trzech miesięcy od dnia wejścia jej w życie. Z upływem tego okresu mieliby przechodzić w stan spoczynku, chyba że w terminie miesiąca od dnia wejścia w życie ustawy złożą oświadczenie i zaświadczenie (lekarskie), a Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej wyrazi zgodę na dalsze zajmowanie stanowiska sędziego Sądu Najwyższego. Analogiczna sytuacja dotyczy sędziów Sądu Najwyższego, którzy ukończą 65. rok życia po upływie trzech miesięcy i przed upływem dwunastu miesięcy od dnia wejścia w życie ustawy.
Rzeczpospolita Polska na mocy postanowienia TS UE została zobowiązana do podjęcia wszelkich niezbędnych środków w celu zapewnienia, by sędziowie Sądu Najwyższego, których dotyczą wyżej wymienione przepisy, mogli pełnić funkcje na tym samym stanowisku, korzystając z tego samego statusu, takich samych praw i warunków zatrudnienia, jakie przysługiwały im do dnia 3 kwietnia 2018 roku, czyli do dnia wejścia w życie ustawy o Sądzie Najwyższym. Co więcej, odpowiednie organy powinny powstrzymać się od wszelkich działań zmierzających do powołania sędziów na stanowiska sędziowskie w Sądzie Najwyższym, których dotyczą przepisy stanowiące podstawę uchybienia i będące przedmiotem postępowania głównego, a także od wszelkich działań w celu wyznaczenia nowego Pierwszego Prezesa Sądu Najwyższego lub wskazania, w miejsce Pierwszego Prezesa Sądu Najwyższego, osoby, której jest powierzone kierowanie Sądem Najwyższym.
W wydanym postanowieniu TS UE wstępnie, jak wynika z przytoczonych fragmentów, w ramach środków tymczasowych, uwzględnił żądanie Komisji Europejskiej. W sytuacji, w której przepisy zaczęły już być stosowane zachodzą przesłanki by stwierdzić zagrożenie dla niezawisłości sędziowskiej, a w konsekwencji istniałaby możliwość podważenia orzeczeń wydanych przez Sąd Najwyższy.
Z treści postanowienia jasno wynika, że bezskuteczne jest pozbawienie sędziów urzędu na podstawie przepisu, którego stosowanie zawiesił TS UE, tym samym orzeczenie odwołuje się do momentu, w którym sporny przepis wszedł w życie, bo od tamtego czasu na jego podstawie urzędy stracili sędziowie SN.
Wprowadzanie nowej ustawy jak twierdzą prawnicy – politycy nie ma w świetle powołanego orzeczenia najmniejszego uzasadnienia. A w dalszym ciągu ciekawe, czy po tym krótkim i prostym wywodzie prawnicy zajmujący się polityką nadal będą twierdzić, że decyzje nie miały oparcia w przepisach prawa (w odniesieniu do Sądu Najwyższego), a postanowienie wydane przez TS UE ingeruje w wewnętrzne sprawy Polski, zaś moment jego wydania świadczy o tym, że intencją był wpływ na wynik wyborów samorządowych.
W zaistniałej sytuacji robienie z siebie durnia nie ma sensu. Rzeczpospolita Polska została zobowiązana do powiadomienia Komisji Europejskiej, nie później niż w ciągu miesiąca od doręczenia postanowienia, a następnie powiadamiania w regularnych miesięcznych odstępach, o wszystkich środkach, które podjęła w celu pełnego zastosowania się do tego postanowienia. Wyznaczone na 16 listopada 2018 roku wysłuchanie nie ma żadnego istotnego znaczenia, chociaż wydaje się, iż w przypadku niepodzielenia argumentów dodatkowo może upokorzyć obstających przy swoim prawników – polityków. Niepodzielenie ich argumentacji zmusi do wdrożenia środków w ciągu trzech dni, a skutki niezastosowania do postanowienia przybiorą wymierne, tym razem pieniężne skutki, za które zapłacą podatnicy. Trybunał Sprawiedliwości UE ma możliwość wyegzekwowania swojej decyzji, a nawet „dywizje”, by to zrobić, czyli możliwość nałożenia kar za niezastosowanie się do orzeczenia, co może rodzić skutki finansowe i wizerunkowe.
Zaangażowani w politykę prawnicy uprawiają teatrum. Najlepszym dowodem na potwierdzenie tego faktu są słowa Prokuratora Krajowego Bogdana Święczkowskiego, który stwierdził, że Sąd Najwyższy zawieszając stosowanie poszczególnych przepisów ustawy złamał prawo. Niejeden niezorientowany widział już sędziów wydających owe postanowienie co najmniej w karnym obozie reedukacyjnym, jednak skutek w postaci wszczęcia choćby postępowania w sprawie nie nastąpił. Prokurator Krajowy ma jakieś granice kompromitacji, a słowa luźno wypowiedziane nawet w niszowej telewizji mogą wiele kosztować.
Jestem przyzwyczajony do tego, że prawnicy zostający politykami zmieniają branżowe terminarze na kalendarze polityczne. Wtedy wszystko zaczyna im się kojarzyć z polityką, jak Jasiowi w „Pięknych dwudziestoletnich” wszystko kojarzyło się z pewną częścią ciała. W odróżnieniu od wspomnianego Jasia prawnik powinien instynktownie wyczuwać granice autokompromitacji. Posługiwanie się argumentem, że TS UE wydał postanowienie w określonym momencie, bo chciał wpłynąć na polskie wybory samorządowe jest analogiczne do sytuacji, w której strona nie mogąca uzasadnić swojego sprzeciwu na gruncie prawa odwołuje się do zasad współżycia społecznego. Z orzecznictwa wiadomo, że jest to argument stosowany tylko wtedy, gdy posługujący się nim nie ma żadnej realnej „broni” w sądowym sporze (albo tej realnej „broni” nie potrafi znaleźć). Z kolei zabieranie głosu o relacji prawa polskiego do europejskiego, nawet jeśli jest się wybitnym specjalistą z zakresu prawa ubezpieczeń, nie służy budowaniu autorytetu instytucji, którą się reprezentuje. Uczono mnie, że prawnik nie powinien się wstydzić przyznać, iż czegoś nie wie i musi coś doczytać. Dobry prawnik powinien mieć palec w kodeksie, a nie kodeks w palcu. Prawo jest dziedziną tak samo rozległą jak medycyna, możliwość popełnienia błędu jest taka sama, a decyzje mogą być równie brzemienne w skutki. Profesor dermatologii ma prawo nie znać podstawowych zagadnień z dziedziny neurochirurgii, a karnista niuansów prawa europejskiego.
Źle się dzieje, że społeczeństwo zapomina prawnikom – politykom takie rzeczy, jak wspomniana na wstępie „falandyzacja prawa”. Prawnicy – politycy, którzy obecnie usilnie dążą do podporządkowania rzeczywistości już nawet nie próbują stosować znanych sposobów wykładni przepisów, ale „warcholą” prawo, a następnie „piotrowicząc” przepychają je przez Sejm. Znana reguła, że zły pieniądz wypiera dobry, w tym wypadku nie tylko niszczy prawo, ale i codzienność. Pamiętają o tym prawnicy, którzy bronią Konstytucji, a obecnie członkostwa Polski w Unii Europejskiej.
P.S. Ciekaw jestem kiedy pewien prawnik – polityk uporawszy się z problemem żarówek ogłosi, że zamierza od „tej sprawy” czyli ustawy o Sądzie Najwyższym uwolnić Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej; wszak z orzeczenia innych prawników – polityków wynika, że wszystko mu wolno, nawet dać rozwód przed zawarciem małżeństwa.
Autor: Sędzia WOJCIECH ŁĄCZEWSKI