Source: http://prawo.gazetaprawna.pl/artykuly/1076050,warchol-problemem-jest-mentalnosc-sedziow.html
Timestamp: 2017-10-21 21:25:54+00:00
Document Index: 50106399

Matched Legal Cases: ['art. 196', 'art. 197', 'art. 60', 'art(2017', 'art(2017', 'art. 335']

Warchoł: Problem w orzekaniu niskich kar przez sędziów tkwi w ich mentalności, a tej nie zmieni żaden przepis - Prawo i wymiar sprawiedliwości - GazetaPrawna.pl - wiadomości, notowania, kursy, praca, emerytury, podatki -
gazetaprawna.plPrawoWarchoł: Problem w orzekaniu niskich kar przez sędziów tkwi w ich mentalności, a tej nie zmieni żaden przepis
Warchoł: Problem w orzekaniu niskich kar przez sędziów tkwi w ich mentalności, a tej nie zmieni żaden przepis
autor: Piotr Szymaniak, Emilia Świętochowska08.10.2017, 09:00
- Pytanie powinno brzmieć: dlaczego prawie wszyscy orzekają kary w dolnym minimum - zastanawia się wiceministerźródło: Newspix
autor zdjęcia: MAREK KONRADFOTONEWS
- Jak rozmawiam z sędziami, zdarza mi się słyszeć, że odczuwają presję środowiska. Że takiego, który daje 5 lat za zgwałcenie, karę wyższą niż minimalna, traktuje się jak dziwaka. Taka osoba staje się ofiarą ostracyzmu - wyjaśnia Marcin Warchoł, wiceminister sprawiedliwości, doktor nauk prawnych, adwokat.
Możemy zacząć wywiad nietypowo? Ja pierwszy coś państwu opowiem...
Ojciec przez 6 lat gwałci córeczkę, dziewczynkę, która nie ukończyła 15 lat. Molestuje także synka. Dramat tych dzieci kończy się, dopiero gdy matka ucieka z nimi do schroniska. A Sąd Okręgowy w Katowicach skazuje tego mężczyznę zaledwie na 2 lata więzienia. 2 lata. Skrzywdzone dzieci, a zwłaszcza gwałcona dziewczynka, będą musiały z tą traumą żyć do końca swoich dni. Można powiedzieć, że one dostały dożywocie.
Warchoł: Gwałt na wrażliwości naukowca »
Jak to możliwe, że sprawca, który popełnił przestępstwo seksualne wobec dwójki dzieci, dostał tak niską karę?
Dobre pytanie. Katowicki sąd apelacyjny, który rozpatrywał odwołanie prokuratury, przyznał, że rzeczywiście w tej sprawie zachodzą szczególnie naganne okoliczności, dlatego surowsza kara się należy. I wymierzył sprawcy 2,5 roku pozbawienia wolności. I jeszcze sąd się tłumaczył, że przecież mógł potraktować go łagodniej, dając wyrok w zawieszeniu. Dla sądu to jest właśnie surowy wyrok – 2,5 roku bez zawieszenia.
Może sąd dokonał błędnej kwalifikacji czynu?
Kwalifikacja była prawidłowa. Po prostu sędzia sięgnął po minimalną karę, która w chwili wydawania wyroku wynosiła 2 lata pozbawienia wolności. Dziś są to 3 lata. Sprawca dostał więc za gwałcenie córki 2 lata, za molestowanie syna rok – i sąd wymierzył mu karę łączną 2,5 roku więzienia. Niestety, ta sprawa nie jest wyjątkiem, jakimś szczególnie łagodnym potraktowaniem seksualnego zwyrodnialca. To w Polsce raczej norma, a statystyki porażają. Właśnie dlatego postanowiliśmy nie czekać z podwyższeniem kar za przestępstwa seksualne do dużej nowelizacji kodeksu karnego, nad którą pracujemy, tylko wprowadzamy te zmiany już teraz. Musimy zrobić co w naszej mocy, aby sprawcy takich przestępstw pozostawali w izolacji od społeczeństwa jak najdłużej. I jeśli nie można przekonać sędziów do surowego karania, to niech przynajmniej kodeksowe kary minimalne będą wyższe. Gdy analizowałem orzecznictwo innych krajów, natknąłem się na wyrok sądu w niemieckim Bochum. Sędzia skazał sprawcę zgwałcenia na 11 lat pozbawienia wolności, a w uzasadnieniu podkreślił, że owszem, kara jest surowa, ale ofiara dostała jeszcze surowszą, bo będzie do końca życia nosić piętno. I to jest sedno naszej zmiany.
Opisał pan jeden przykład, ale to jeszcze nie dowód na to, że polskie sądy są uderzająco łagodne na tle swoich odpowiedników w innych krajach.
Ale taka jest prawda. Mam dowody, że polskie sądy są naprawdę uderzająco łagodne. Tu statystyki są jednoznaczne. Jak wynika z European Sourcebook of Crime and Criminal Justice Statistics, kompendium danych o przestępczości w Europie, tylko 13,2 proc. osób skazanych za zgwałcenie dostaje w Polsce kary długoterminowe, czyli między 5 a 10 lat więzienia. Dla porównania w Czechach odsetek ten sięga 32 proc., na Węgrzech – 33,7 proc., w Niemczech – 24,6 proc., a we Francji – 31,9 proc. Średnia europejska wynosi 25,4 proc. Polskie sądy są statystycznie dwa razy łagodniejsze wobec gwałcicieli niż sądy w innych krajach europejskich. W ubiegłym roku żaden sprawca nie został u nas skazany na karę powyżej 10 lat pozbawienia wolności. Średnia europejska to 5,7 proc. ponad 10-letnich wyroków za zgwałcenia, a we Francji nawet połowa. W dodatku w Polsce rośnie poziom recydywy. Najwyraźniej sprawców poważnych przestępstw wyroki 2 lat więzienia nie odstraszają i kiedy wracają do społeczeństwa, nie mają hamulców, by krzywdzić dalej. Proszę zwrócić uwagę, że w powszechnym odczuciu w Europie Zachodniej wzorce kulturowe i praktyki seksualne są – powiedzmy – bardziej swobodne niż w Polsce. Bo u nas Kościół ma mocną pozycję, społeczeństwo jest konserwatywne itd. Co innego wolny Zachód. Tymczasem to właśnie na tym liberalnym Zachodzie gwałcicieli traktuje się bezwzględnie. Zresztą nie tylko gwałcicieli. Represyjność systemu karnego mierzy się zwyczajowo trzema wskaźnikami: karami za zgwałcenia, zabójstwa i rozboje. I wnioski dotyczące tych dwóch ostatnich przestępstw, jeśli chodzi polskie sądy, są tak samo szokujące.
Dlaczego więc polscy sędziowie wymierzają znacznie łagodniejsze kary?
Pytanie powinno brzmieć: dlaczego prawie wszyscy orzekają kary w dolnym minimum. Spójrzmy na to, jak przestępstwo zgwałcenia jest ujęte w art. 196 par. 1 k.k., czyli w typie podstawowym. Stanowi on: „Kto przemocą, groźbą bezprawną lub podstępem doprowadza inną osobę do obcowania płciowego, podlega karze pozbawienia wolności od lat 2 do 12”. Przepis ten jest tak szeroki, że łapie ogromne spektrum zachowań. Oczywiście każde zgwałcenie to dla ofiary wielki dramat, ale mamy zarówno przypadki, kiedy jest ono jednorazowe, z małą dawką przemocy czy pod wpływem groźby, jak i zgwałcenia wielokrotne, brutalne, z bardzo dużą dozą agresji. A art. 197 par. 1 obejmuje wszystkie te czyny. W ciągu roku ok. tysiąca przypadków zgwałceń zgłaszanych jest na policję, a w ok. 400 sprawach, zakwalifikowanych jako ten typ podstawowy, zapadają wyroki skazujące. W 2016 r. w ponad połowie orzeczeń sądy wymierzyły karę na poziomie dolnego minimum ustawowego lub poniżej, czyli od roku do 2 lat pozbawienia wolności. Kolejnych 82 na 400 sprawców usłyszało wyrok od 2 do 3 lat więzienia.
W jakich przypadkach sądy mogą orzekać kary poniżej ustawowego minimum, czyli sięgać po nadzwyczajne złagodzenie kary?
Sąd może zastosować ten środek zgodnie z art. 60 k.k. w szczególnych przypadkach, w których nawet najniższa kara przewidziana za przestępstwo byłaby nadmiernie surowa, zwłaszcza gdy oskarżony pojednał się z ofiarą, szkoda została naprawiona czy ze względu na postawę sprawcy. W zeszłym roku było 29 takich spraw. Ale ja nie mogę sobie wyobrazić, jak gwałciciel może naprawić wyrządzoną przez siebie szkodę. Co więcej, przez krótki czas obowiązywał w kodeksie postępowania karnego przepis, który otwierał drogę do orzekania nadzwyczajnego złagodzenia kary, w sytuacji gdy sprawca poddawał się jej dobrowolnie. Założenie było takie, aby załatwiać bez żmudnego procesu sądowego część spraw karnych – w tym tych o zgwałcenia – i w ten sposób odciążyć sądy. Miało to dotyczyć nie tylko występków, lecz także zbrodni, czyli najpoważniejszych przestępstw. Nikt jednak nie prowadzi statystyk, w ilu wyrokach wymierzono sankcję poniżej 2 lat pozbawienia wolności w ramach dobrowolnego poddania się karze. W ubiegłym roku nowelizowaliśmy kodeks postępowania karnego i rozwiązanie to usunęliśmy.
Sprawy o zgwałcenia są często trudne do udowodnienia, więc nadzwyczajne złagodzenie kary miało zachęcić sprawców, żeby sami się przyznawali.
Zgoda, tyle że było to dobre rozwiązanie dla prokuratora i sędziego, ale nie dla ofiary, która oczekiwała sprawiedliwej kary, która choć w części zadośćuczyniłaby jej krzywdzie. Niestety, niskie wyroki zapadają też w sprawach, w których sprawca się nie poddaje karze dobrowolnie, a prokurator żąda wielu lat więzienia. Przeanalizowaliśmy wiele takich spraw i okazało się, że sądy odwoławcze często zmieniały orzeczenia właśnie dlatego, że według nich kara 4 czy 6 lat pozbawienia wolności, orzeczona przez niższą instancję, była nadmiernie lub rażąco surowa. I zdarzało się to nawet w sytuacjach, gdy gwałcenie trwało przez kilka lat.
Jak możliwe było wydanie takich wyroków?
Sam się nad tym zastanawiam. Ze statystyk wynika, że sądy orzekają w dolnych minimach także za poważne przestępstwa. Jeszcze do niedawna w połowie spraw o rozbój sądy dawały najniższą karę i w zawieszeniu, czyli 2 lata. Ostatnio zaczęło się to zmieniać, bo od 2 lat obowiązują przepisy ograniczające tę możliwość. Przestępstwa skutkujące utratą życia przez ofiarę – kiedy sprawcy nie można postawić zarzutu zabójstwa, bo trudno jest udowodnić mu taki zamiar – często kończą się obecnie łagodnym wyrokiem 5 czy nawet 3 lat więzienia. Może dla sędziego kara 2 lat pozbawienia wolności w sprawie o zgwałcenie, które nie doprowadziło do śmierci, jest surowa. Ale gdy spojrzymy na nią pod kątem rzeczywistej szkodliwości społecznej takiego czynu, to taki wyrok jest po prostu rażąco niski.
Czy większym problemem nie jest jednak to, że wciąż spora część kar jest orzekana w zawieszeniu?
To jest problem. Zmiany, w których ograniczono możliwość wymierzania kar w zawieszeniu, będą w pełni skuteczne dopiero po pewnym czasie. Nie odnoszą się one bowiem do czynów popełnionych przed 2015 r., czyli przed nowelizacją. Ale już widać spadek odsetka kar w zawieszeniu z ponad 40 proc. do ponad 30 proc. To jednak nie załatwi wszystkiego. Dlatego chcemy ze zgwałcenia w typie podstawowym wyprowadzić typy kwalifikowane, czyli wyodrębnić przypadki szczególne – takie jak zgwałcenie kobiety w ciąży, z użyciem niebezpiecznego narzędzia czy nagrywanie aktu popełnienia przestępstwa – i podwyższyć za nie minimalne kary do 5 lat. Zarzuca się nam teraz, że chcemy stosować nadmierną kazuistykę, że życie społeczne jest na tyle dynamiczne, iż ustawodawca nie jest w stanie przewidzieć każdego możliwego nagannego zachowania. Że to działanie pod publiczkę... A czy wiedzą państwo, że takie szczegółowe przepisy są od dawna w kodeksach zachodnich państw, np. we Francji – jeśli ofiarą gwałtu połączonego ze szczególnym znęcaniem padnie kierowca szkolnego autobusu, to sprawca będzie surowiej ukarany, niż gdyby pokrzywdzonym był powiedzmy kierowca prywatnej ciężarówki. „Kazuistykę” tę wprowadzono w 2010 r. Jak wskazywał projektodawca, przestępczość się zmienia, więc musimy stale dostosowywać ustawodawstwo do nowych zjawisk i trzeba wzmocnić ochronę osób pracujących w szkołach. Państwo nie może usprawiedliwiać swojej bezczynności tym, że skoro przestępczość się zmienia i za nią się nie nadąża, to lepiej nic nie zmieniać w prawie. Francuzi uznali, że trzeba stale dążyć do dostosowywania prawa do zmieniających się realiów. Jeśli proponowane przez nas zmiany odstraszą choć jedną osobę przed dokonaniem gwałtu, to taka zmiana ma sens.
Ale zaraz, kodeks karny mówi, że przestępcy seksualnemu, który działa ze szczególnym okrucieństwem, grozi minimum 2 lata więzienia. Czy zgwałcenie kobiety w ciąży albo grożenie ofierze nożem nie jest właśnie tym „szczególnym okrucieństwem”?
Dla zwykłego człowieka to oczywiste, ale orzecznictwo jest inne. Interpretacja prawna różni się znacząco od potocznego rozumienia prawa. Nie znam ani jednego wyroku, w którym użycie noża przez sprawcę gwałtu w jakikolwiek sposób wpłynęło na surowszą kwalifikację czynu i wymierzenie przez sąd wyższej kary. W 2016 r. odnotowano w sumie cztery sprawy, w których postępowanie sprawcy zakwalifikowano jako działanie ze szczególnym okrucieństwem, z czego trzy skończyły się wyrokiem w granicach 5–8 lat więzienia, a jedna w przedziale 8–10 lat. Do tego dochodzą jeszcze dwa przypadki gwałtu zbiorowego ze szczególnym okrucieństwem. Można poczytać opisy tych spraw, one są zatrważające. W powszechnych odczuciu z pewnością występuje tam szczególne okrucieństwo. Ale nie w rozumieniu prawnym. Sądy sięgają po tę kwalifikację w ekstremalnych, wręcz trudnych do wyobrażenia przypadkach, które czasem kończą się śmiercią ofiary. W jednej ze spraw sąd się zastanawiał, czy gwałcenie kobiety przez godzinę może być uznane za szczególne okrucieństwo. Bo czy godzina to długo? I do jakiego wniosku doszedł sąd? Do takiego, że zgwałcenie w tym przypadku „nie było połączone ze szczególnym udręczeniem, nie było także długotrwałe, bo całe zdarzenie trwało niewiele ponad godzinę”. Sąd uznał też, że oskarżony, recydywista, co prawda zachowywał się agresywnie, ale „nie stosował odrażających w powszechnym rozumieniu metod działania, w tym środków przymusu wyjątkowo brutalnych, sadystycznych, nieludzkich”. Nie spowodował także kalectwa u ofiary ani ciężkiego obrażenia ciała, więc szczególnego okrucieństwa nie było. Łaskawca, prawda? My ze zgwałcenia, któremu towarzyszy grożenie nożem, robimy zbrodnię, za którą grozi od 5 do 15 lat pozbawienia wolności.
Mówimy tu o najbardziej ekstremalnych przypadkach. A z tego, co pan mówi, ogromnym problemem jest orzekanie minimalnych kar w sprawach, w których okoliczności są najbardziej typowe. Takich spraw też jest najwięcej. Dlaczego w takim razie ministerstwo nie podnosi minimalnej kary za zgwałcenie, niezależnie od tego, jakie były okoliczności przestępstwa?
Podwyższenie kar wiąże się z przekwalifikowaniem czynu z występku w zbrodnię. Gdybyśmy to zrobili, natrafilibyśmy na przypadki, których uznanie za zbrodnie byłoby jednak nieproporcjonalne. Gama nagannych zachowań jest bardzo szeroka. Nie oszukujmy się, zdarzają się przecież sprawy na granicy, sytuacje, kiedy trudno wyczuć, czy nie mamy do czynienia z pomówieniem. Jeśli do każdego przypadku podchodzilibyśmy jako do potencjalnej zbrodni, zapewne pociągałoby to za sobą od razu wniosek o tymczasowe aresztowanie. To zaś niekoniecznie byłoby działanie proporcjonalne do specyfiki sprawy. Wraz z nowelizacją musi zmienić się także praktyka prokuratorska, dlatego zostaną wydane nowe wytyczne dotyczące postępowania w sprawach o zgwałcenia. Te dotychczasowe, przygotowane w 2015 r. przez prokuratora generalnego Andrzeja Seremeta, były kosmetyczne, niewiele wnosiły. Chodzi o to, żeby nie było takich przypadków jak np. sprawa zbiorowego, zaplanowanego gwałtu z 2010 r., gdzie jeden sprawca w 2013 r. został uniewinniony, a pozostali dostali wyroki skazujące od 2,5 roku do 3 lat pozbawienia wolności. A prokuratura zaskarżyła wówczas tylko uniewinnienie, uznając, że pozostałe wyroki ją satysfakcjonują.
Jeśli nie zaostrzenie sankcji, to co zrobić, żeby sądy w tych najbardziej typowych sprawach stosowały wyższe kary, skoro ich katalog obejmuje od 2 do 12 lat więzienia?
Tu muszę niestety przyznać, że jesteśmy bezradni. Problem tkwi w mentalności sędziów, a tej nie zmieni żaden przepis. Nie damy też sędziom szczegółowych wytycznych, jakie mają orzekać kary, tak jak to robią Anglicy. Jedyne, co możemy zrobić, to zaostrzyć niektóre przepisy i tym samym sprawić, że przynajmniej minimalne kary będą wyższe.
Co pan ma na myśli, mówiąc o mentalności sędziowskiej?
Magazyn DGP z dnia 6 października 2017
Karanie za zgwałcenie wpisuje się w liberalizm polskich sędziów. Wynika on z ogromnego znaczenia szkoły krakowskiej – z prof. Andrzejem Zollem na czele. Ta szkoła wątpi w prewencyjny sens długoterminowych kar pozbawienia wolności i kładzie nacisk na samo postawienie sprawcy przed sądem, przypisanie mu winy i resocjalizację.
Krakowskie środowisko miało najpierw duży wpływ na kształcenie przyszłych sędziów w apelacjach, potem w Krajowej Szkole Sądownictwa i Prokuratury w Krakowie, a także na tworzenie prawa karnego praktycznie od 1989 r. W zasadzie jedynym wyjątkiem był epizod w latach 2005–2007, kiedy ministrem sprawiedliwości był Zbigniew Ziobro. Także na uczelniach wpływ konserwatystów, czyli zwolenników odpłacania sprawiedliwą, słuszną karą za wyrządzone zło, jest do dziś znikomy. Jak rozmawiam z sędziami, zdarza mi się słyszeć, że odczuwają presję środowiskową. Mówią, że sędziego, który daje 5 lat za zgwałcenie, czyli karę wyższą niż minimalna, traktuje się jak dziwaka. Taka osoba staje się ofiarą środowiskowego ostracyzmu. To pod wpływem liberalnej szkoły przyjęło się u nas, że upojenie alkoholowe jest okolicznością łagodzącą dla przestępców. Sądy często powtarzają, że skoro pokrzywdzona albo sprawca byli pijani, to nie odpowiadają całkowicie za swoje zachowanie. Tymczasem w wielu systemach prawnych, np. w Niemczech i Anglii, jest odwrotnie – alkohol i narkotyki stanowią okoliczność obciążającą. Bo skoro po pijanemu wsiadam za kierownicę, to znaczy, że godzę się, iż mogę w sposób niekontrolowany zderzyć się z innym samochodem, spowodować wypadek drogowy, a nawet doprowadzić do czyjejś śmierci.
Dlaczego według pana ta liberalna filozofia karania przyjęła się tak szeroko?
Może jeszcze czkawką odbija się PRL? Warto zauważyć, że nadmierna represyjność prawa nie dotyczyła wtedy wszystkich przestępstw. Przez dekady utarła się praktyka, zgodnie z którą sprawcę zwykłego przestępstwa kryminalnego można potraktować luźno. W PRL było to szczególnie widoczne: za kradzież własności prywatnej sprawca, w zależności od okoliczności, mógł dostać niski wyrok, zwłaszcza jeśli pochodził z preferowanej klasy. Surowo karana była wtedy kradzież własności społecznej i przestępstwa polityczne. I z jakichś powodów to łagodne podejście do czynów kryminalnych przetrwało do dziś. Bardzo często konserwatystów sprowadza się po prostu do zwolenników zaostrzania kar. To uproszczenie. Owszem, konserwatyści chcą surowych kar za poważne przestępstwa, ale przede wszystkim domagają się kar odczuwalnych – takich, które będą faktycznie dolegliwe i przywrócą poczucie sprawiedliwości w społeczeństwie.
Tagi:Ministerstwo Sprawiedliwości, sędziowie, reforma sądownictwa, wymiar sprawiedliwości
wojtek(2017-10-08 11:17) Zgłoś naruszenie 10081
Problemem jest też mentalność polityków dokonujących dość wybiórczych pseudo analiz nakierowanych na udowodnienie przyjętej z góry tezy czyli sądy są złe. Tymczasem liczba gwaltow w Polsce nie odbiega od liczby gwałtów w innych państwach europejskich. Można z tego wyprowadzić rownież i taki wniosek, że system prawidłowo reaguje na takie przypadki. Generalnie obecna władza nadaje ogromną rangę sprawom karnym podczas gdy stanowią one niewielki procent wszystkich spraw. Poziom bezpieczeństwa w Polsce jak podkreślają politycy jest wyższy niż w krajach zachodnich UE (w rzeczywistości jest podobny) zatem eksponowanie roli spraw karnych źle rozstrzygniętych ma na celu walnięcie na odlew w sądy. Wyciąga się jakieś źle rozstrzygnięte sprawy i stawia tezę że cały system sądowego wymiaru kary jest patologiczny z uwagi na mentalność sędziów. Ten polityk nie mówi jednak o tym że jakość wyroku zależy w dużej mierze od jakości pracy policyjnej i prokuratorskiej a z tym różnie bywa. Wielokrotnie spotykałem się z aktami spraw sprzed 30 lat gdzie jakość prowadzonego postepowania przygotowawczego, jego logiczny zaplanowany przebieg były na dużo wyższym poziomie niż obecnie. Szkoda że ten polityk nie analizuje wysokości kar za jazdę po pijaku czy za wypadki drogowe ze skutkiem śmiertelnym orzekanych w Polsce i Francji bo wówczas wnioski byłyby odwrotne i nie pasujące do założonej tezy. W praktyce duża część gwałtów to sytuacje dwuznaczne którym towarzyszy sporo wypitego alkoholu zarówno po stronie mężczyzny jak i kobiety. Często sprawy te są słabe dowodowo np. ofiara zgłasza gwałt gdy dowiaduje się że jest w ciąży. W efekcie taka słaba dowodowo sprawa kończy się wyrokiem skazującym na karę w dolnym zakresie ustawowego zagrożenia. Zgadzam się że wśród sędziów powinna odbywać się wymiana informacji i poglądów na temat wysokości orzekanych kar bo te zbyt często różnią się w podobnych przypadkach. Prawdą jest i to, że problemem polskiego wymiaru sprawiedliwości jest spłaszczenie odpowiedzialności karnej czyli orzekanie kar zbyt surowych za drobne a zbyt łagodnych za poważne przestępstwa. Te problemy występowały jenak także w innych europejskich systemach i można je rozwiązać w wyniku odpowiedniej dyskusji pomiędzy władzą wykonawczą a sądowniczą bez uciekania się do uogolnień i nieprawdziwych argumentów na temat wpływu szkoły krakowskiej na szkolenie sędziowskich kadr które przez lata odbywały aplikacje w różnych apelacjach nie tylko w krakowskiej. Warto też popracować nad podniesieniem jakości postępowań przygotowawczych, zaś środowisko śędziowskie powinno zrozumieć że wytyczne do rozstrzygania różnych typów spraw nie są atakiem na niezależność lecz poprzez realizację postulatu jednolitości orzecznictwa sprzyjają dobru wymiaru sprawiedliwości.
Walet(2017-10-08 21:19) Zgłoś naruszenie 69
Taka śmieszna wypowiedz " sprawa jest słaba dowodowo ". Alvo jest dowód i sąd go przyjmuje albo sąd odrzuca i nie ma tego dowodu. Tak się postępuje z KAŻDYM dowodem. Albo go sąd przyjmuje albo odrzuca. W uzasadnieniu opisuje ten fakt. Czy uznaj ten dowód i dlaczego oraz czy go nie uznaje i dlaczego. Takie postępowanie że jest dowód ale słaby i właściwie nie wiadomo czy jest ten dowód czy go nie ma. Przecież to jest hipokryzja.
wojtek(2017-10-08 14:46) Zgłoś naruszenie 2927
Do WolfHeart: Dziękuję za komentarz. Oczywiście ma Pani/Pan rację. Tak to powinno wyglądać, ale nie wygląda. Ja to odbieram w ten sposób, że dowody są na tyle silne, że nie pozwalają na uniewinnienie, ale gdzieś tam z tyłu głowy tli się w człowieku jakaś wątpliwość, dokonuje się jakaś wewnętrzna walka za i przeciw osobie oskarżonej w której wyniku zapada wyrok skazujący na niską karę i to jest niewatpliwie pójscie na łatwiznę. Wiem, że zaraz spadną na mnie gromy, zresztą krytyka będzie uzasadniona z tych powodów które Pani/Pan wskazał, ale chciałem wytłumaczyć ten mechanizm, licząc się z tym że ktoś dostrzeże niekonsekwencję takiego postępowania.
Kecaj(2017-10-08 22:12) Zgłoś naruszenie 41
Przeczytałem bardzo interesujące wypowiedzi dotyczące karania za przestępstwa o charakterze seksualnym. Czy uczestnicy dyskusji dysponują danymi liczbowymi dotyczącymi skuteczności stosowanych kar tj. jaki procent osób po odbyciu kary ponownie popełnia ponownie przestępstwo o podobnym charakterze ? Czy nasz system penitencjarny jest skuteczny w przywracaniu zachowań akceptowalnych społecznie i prawnie skazanych po opuszczeni zakładu karnego ?
WolfHeart(2017-10-08 14:03) Zgłoś naruszenie 3629
Bardzo ciekawa wypowiedź. Pozwolę sobie jednakże skomentować ten fragment: "W efekcie taka słaba dowodowo sprawa kończy się wyrokiem skazującym na karę w dolnym zakresie ustawowego zagrożenia. Jeśli sprawa jest słaba dowodowo, to powinno to skutkować uniewinnieniem, a nie łagodną karą na zasadzie "a może jednak jest winny, choć pewien nie jestem, to go potraktuję ulgowo".
Jurek(2017-10-08 10:37) Zgłoś naruszenie 7888
A Pan minister dalej swoje, wbrew wszelkim badaniom naukowym, wbrew rozsądkowi. To nie wysokość kary ma wpływ na przestępczość, tylko jej nieuchronność. No tak, ale wysokość kar można podnieść ustawą w tydzień i udawać że jest fajnie. Żeby zaś zorganizować sprawnie działający wymiar sprawiedliwości, który będzie nieuchronnie wyłapywał przestępców, to trzeba mieć pomysły jak to zrobić oraz to sfinansować. Na czym w zasadzie nikomu nie zależy, bo przecież łatwiej poudawać że się coś robi zaostrzając kary, a potem się dziwiąc że to nie działa i zwalając winę na wszystkich dookoła, tylko nie na siebie.
Jacek(2017-10-09 08:42) Zgłoś naruszenie 12
kary mają wg mnie nie tylko odstraszać (jak rozumiem innych przed popełnianiem podobnych zdarzeń) ale mają być przede wszystkim Karą za zły uczynek. Dlaczego wciąż na piedestale stawiamy prawa skazanego a nie pomyślimy o ofiarach, które niejednokrotnie do końca życia żyją z traumą po takich zdarzeniach (gwałt).
wojtek(2017-10-08 14:51) Zgłoś naruszenie 2926
Pełna zgoda z WolfHeart. Funkcja kary jako sprawiedliwej opłaty jest ważna. Po prostu kara to w jakimś stopniu legalny odwet.
WolfHeart(2017-10-08 14:01) Zgłoś naruszenie 3829
Ale tu nie chodzi o wpływ na przestępczość, tu nie chodzi o prewencję generalną. Postulując surowe kary za takie przestępstwa nikt nie twierdzi, że będzie to od nich odstraszać. Z wypowiedzi min. Warchoła wynika raczej, że jest on zwolennikiem zwiększenia retrybucyjnej roli kary - w sensie odpłaty społeczeństwa sprawcy za wyrządzone zło. Powiem szczerze, że zgadzam się z takim stanowiskiem. Zasadza się ono na kantowskim imperatywie kategorycznym i ma źródło nie w badaniach kryminologicznych, ale w nakazach etyki. Oczywiście, surowe karanie nie ma sensu np. w przypadku przestępstw przeciwko mieniu (pokrzywdzonemu może raczej zależeć na naprawieniu szkody, a nie temu, by sprawca poszedł na x lat siedzieć) czy przy przestępstwach "bez ofiar". Ale przestępstwa przeciwko życiu i zdrowiu, wolności seksualnej - uważam, że ofiara ma prawo do "zemsty" w majestacie prawa, a taką "zemstę" gwarantuje jedynie surowy wyrok.
konserwatysta(2017-10-09 10:07) Zgłoś naruszenie 21
@ Jacek - dlatego, że proces karny od zawsze był pomyślany jako proces państwa (społeczeństwa) z oskarżonym. To oskarżony jest "gwiazdą" takiego procesu i trudno tu w procesie karnym w tym samym miejscu postawić pokrzywdzonego. Ofiary przestępstw zostały dostrzeżone dopiero nie tak dawno, m.in. przez krytykowaną "liberalną" doktrynę, jednak sposób uwzględnienia interesu ofiary jest nieco inny niż proponuje prof. Warchoł. Od srogiego ukarania sprawcy trauma nie zniknie. Tu trzeba działać wielopłaszczyznowo a przede wszystkim dyskretnie udzielając ofierze pomocy. Prawo karne nie jest w stanie pomóc ofierze w wybrnięciu z problemów wywołanych przestępstwem (choć na pewno pobłażliwe potraktowanie sprawcy nie pomaga - co do tego nie ma żadnej wątpliwości).
łowca imbecyli(2017-10-08 09:56) Zgłoś naruszenie 5936
Człowiek się głupim nie rodzi, głupim się staje, co widać po Twoim wpisie.
łowca ŚWIRÓW internetowych(2017-10-08 11:19) Zgłoś naruszenie 3249
"Niedobrze jest, jak się ... MĄDRY wygłupi, ale TRAGEDIĄ jest jak się ...GŁUPI wymądrza"
solo(2017-10-08 09:33) Zgłoś naruszenie 5572
nazwisko adekwatne do tego co robi
PółZERO padło niedaleko ZERA (2017-10-08 11:05) Zgłoś naruszenie 5374
Ha ha(2017-10-08 11:15) Zgłoś naruszenie 5440
Zera zawsze wychodzą przed szereg na forach, jak w matematyce.
zisek(2017-10-08 21:23) Zgłoś naruszenie 124
Ha, ha. Czy ty nie znasz podstaw matematyki ? Takie zera przed szeregiem w ogóle nie bierze się pod uwagę bo one nie mają żadnego znaczeni. Przykład : 00001, 000000001, 01, i 1 to zawsze jest 1. Proste ?
asas(2017-10-08 10:49) Zgłoś naruszenie 5346
Dac najwyższy wymiar kary i praca jako więzień a nie oglądanie TV i czytanie gazet w celi
xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx(2017-10-08 12:37) Zgłoś naruszenie 4963
Wyporowadzic kraj z EU i wprowadzic prawo ze srodniewiecza. Kary beda surowe i bedzie wspaniale. warchoł skonczy z gruszka w pewnej czesci ciała.
Raquel(2017-10-08 15:34) Zgłoś naruszenie 3748
Szkoda, ze przestepcow chca osadzac inni przestepcy. kaminski jeszcze nie siedzi?
Róża (2017-10-08 13:24) Zgłoś naruszenie 3666
Warhoł, warhoł i jeszcze raz warhoł sługus pisbolszewii
Punkt widzenia(2017-10-08 15:48) Zgłoś naruszenie 2711
Najpierw ustalmy wspólną płaszczyznę, bądźmy równi wobec prawa - ZLIKWIDUJMY IMMUNITETY, PŁAĆMY WSPÓŁMIERNE PODATKI, OBSADZAJMY STANOWISKA WEDŁUG KWALIFIKACJI, NIE LEGITYMACJI,...
abcd(2017-10-08 16:40) Zgłoś naruszenie 2313
Marek112(2017-10-08 21:11) Zgłoś naruszenie 1936
Warchoł tkwi marzeniami w 4 Rzeszy i państwie totalitarnym .Czyli 50% do puchy 40% pilnuje .A Ziobro i Warchoł naczelnicy.
xxx(2017-10-08 14:54) Zgłoś naruszenie 1640
To, że kary za gwałty są niskie to wina kodeksu karnego. A KK jest taki jaki uchwalił Sejm. Ogólnie to pochodna wzrostu pogardy środowisk prawicowych wobec kobiet i nieliczenia się z naruszaniem godności kobiety i dzieci w Polsce. Jeśli hierarchowie kościelni potrafią stwierdzić, że gwałtom winne są kobiety a molestowaniu dzieci to o czym mówimy? Za kodeks karny odpowiada minister sprawiedliwości mając inicjatywę ustawodawczą. Po Rimini Ziobro miał zaostrzyć karalność za gwałty. Gdzie projekt ustawy? Nie słychać.
ree(2017-10-10 08:49) Zgłoś naruszenie 60
facet jest niedouczony
lol(2017-10-09 08:44) Zgłoś naruszenie 65
Pan minister zrzuca całą winę na mentalność sędziów, na potwierdzenie założonej przez PiS konieczności zmian personalnych w sądownictwie, zapomina że przez 2 lata MS nie ruszyło się w sprawie usprawnienia postępowań sądowych, zmniejszenia absurdów i sztucznego przeciągania postępowań sądowych.Sama zmiana nazwisk nic nie da, tym bardziej, że nowa opcja polityczna niczego lepszego nie wniesie.
konserwatysta(2017-10-09 09:56) Zgłoś naruszenie 53
Należę do tych, którzy zostali wykształceni "w duchu" szkoły krakowskiej. Skończyłem też aplikację KSSiP, studia podyplomowe w UJ. I mogę powiedzieć, że notoryczne orzekanie w dolnych granicach ustawowego zagrożenia nie wynika z wpływu prof. Zolla na sędziów. Ideologiczne zacięcie pana ministra przysłania mu rzeczywisty obraz sądownictwa, gdzie łatwiej człowieka skazać niż uniewinnić, gdzie skazuje się ludzi na słabych dowodach zgromadzonych i przeprowadzonych przez sąd (bo prokuratura dała ciała), gdzie sędziowie czują, że tak na prawdę nie są w stanie ocenić, czy ktoś faktycznie jest winny i wydając wyrok czują, że działają zarówno jako oskarżyciel jak i sędzia. Stąd orzeka się lekkie kary, bo zawsze "lepiej lekko skazać, niż uniewinnić" i zagłuszyć własne wyrzuty sumienia. Poza tym poważnych kar się nie orzeka, bo srogą karę trudniej uzasadnić. Aby to zrobić trzeba się faktycznie wysilić, a "standardową" karę można uzasadnić ogólnikami. Zatem to nie prof. Zoll jest winny lecz słabe przygotowanie procesów karnych przez prokuraturę, pośpiech w załatwianiu spraw a czasami nawet lenistwo sędziów a w szczególności brak odwagi u sędziów orzekających w sprawach karnych. Swoją drogą o tym alkoholu jako czynniku łagodzącym to minister chyba sam wymyślił w trakcie udzielania wywiadu. Nigdzie o tym nie czytałem (a jak pisałem jestem wychowankiem szkoły krakowskiej). Wręcz odwrotnie teoria o zawinieniu na przedpolu czynu zabronionego to koncepcja wręcz odwrotna od tego, co minister wygaduje.
greg(2017-10-10 09:36) Zgłoś naruszenie 22
ciekawe do kiedy wystarczyłoby Ci tej "odwagi" do orzekania wysokich kar, gdybyś miał 200 "K" w referacie 6-7 uzas. w miesiącu i 1/2 asystenta co 3 tygodnie... od kilku miesięcy żyję w kraju, który opanowali kosmici - wszyscy wypowiadają się o sądownictwie pracy sędziów a to wszystko jest tak oderwane od rzeczywistości jakby wszyscy - politycy dziennikarze - zlecieli się z Marsa...
konserwatysta(2017-10-10 12:28) Zgłoś naruszenie 01
Drogi gregu - pracuję w wymiarze sprawiedliwości i doskonale znam jego realia. Wiem jak jest i współczuję obciążenia. Nie zmienia to faktu, że to sędziowie odpowiadają za taką a nie inną praktykę orzekania i wstydem dla klasy sędziowskiej jest to, że zmusza się ją do stosowania prawa poprzez jego kolejne nowelizacje (jak choćby przepisy o ograniczeniu stosowania warunkowego zawieszenia kar pobawienia wolności). Obciążenie pracą jest czynnikiem wpływającym na jakość wydawanych orzeczeń, ale na litość... nie uzasadnia orzekania w prawie każdym rozboju 2 lata w zawiasach na 5 (w moim sądzie swego czasu to 80% wyroków w sprawie o rozbój przy nie stwierdzonym ani jednym przypadku mniejszej wagi). Minister ma rację w tym, że sędziowie mają mentalny problem w orzekaniu poważnych kar. Nie zgadzam się z tym, że wynikiem jest "liberalna doktryna karna".
wojtek(2017-10-10 08:55) Zgłoś naruszenie 50
Pełna zgoda. Brakuje też wśród sędziów dyskusji na temat rodzaju i wysokości kar orzekanych za poszczególne kategorie przestępstw. Środowisko skupia się zazwyczaj na zagadnieniach teoretycznych (to widać po tematach szkoleń) np. związanych z kwalifikacji prawną, nie mających dla oskarżonego i pokrzywdzonego podstawowego znaczenia a kara ma takie właśnie znaczenie. Ta część uzasadnień która poświęcona jest karze traktowana jest często pobieżnie, nawet w apelacjach obrońców to widać. Nie spotykam się często z taką argumentacją w kwestii wysokości kary, gdzie za punkt wyjścia przyjmuje się połowę ustawowego zagrożenia i karę orzeczoną odpowiednio modyfikuje w górę lub w dół w zależności od konkretnego układu okoliczności łagodzacych i obciążających. Orzekaniu "głupich" kar od lat służy bezkrytycznie uwzględnienie wniosków z art. 335 kpk. W sądach rejonowych przez wiele lat kara 10 miesięcy pozbawienia wolności w zawieszeniu na 3 lata próby była orzekania w około 60% spraw załatwianych w trybach konsensualnych i "pasowała" do każdej sprawy. Takich kar domagała się prokuratura, godził się na to oskarżony, jak godził się oskarżony to godził się obrońca (zwłaszcza ten z urzędu) i sądy to przyklepywały, na zasadzie "chcącemu krzywda się nie dzieje". Nikt nie silił się na refleksję na temat zasadności orzeczenia takiej kary, nie wspominając o jakimś namyśle nad ilością pracy w postępowaniu wykonawczym jaką trzeba wykonać po zawieszeniu kary w ramach kontroli okresu próby. Sędziowie często mieli świadomość tych problemów i dawali temu wyraz na salach rozpraw, ale przytłaczająca większość uginała się pod presją statystyki i szybko załatwiła sprawę, bo sędziowie rozliczani są nie z tego czy orzekają sensowne kary tylko z ilości załatwień. Wyrok w znaczeniu orzeczonej kary był "głupi" ale pasował prokuraturze zaś oskarżony też go akceptował bo przecież zawiasy to nie kara. Winę za taki stan rzeczy ponoszą jednak nie tylko sądy ale również prokuratorzy dokonujący uzgodnień co do kar orzekanych w trybach konsensualnych na telefon (podejrzany jest przesłuchiwany tylko na policji i chce poddać się karze więc policjant dzwoni do prokuratora przedstawia mu sprawę i uzgadnianie wniosek co do kary) ale w końcu również obrońcy. Żeby tego było mało w takich przypadkach w postępowaniu przygotowawczym często pomija się stanowisko pokrzywdzonego, który dopiero przed sądem przedstawia swoje oczekiwania. W efekcie dokonane uzgodnienia co do kary, środków karnych itd. upadają i proces zaczyna się przeciągać. Notoryczne jest to, że oskarżeni dopiero przed sądem składają wyjaśnienia w których zgłaszają wnioski dowodowe. Na pytanie czemu tych wniosków nie zgłosili w postępowaniu przygotowawczym odpowiadają że policjant lub prokurator powiedział im, że takie wnioski to dopiero przed sądem. W ten sposób weryfikacja linii obrony przesunięta jest do postępowania sądowego. Sprzyja temu zbyt mała aktywność obrońców i pełnomocników pokrzywdzonych w fazie postępowania przygotowawczego. Jeżeli sprawa jest niedopracowana przez policję i prokuraturę to sąd może ją zwrócić ale tego typu decyzje są często uchylane przez sądy odwoławcze z argumentacją, że sąd pierwszej instancji może sam uzupełnić braki, więc zwroty się nie przyjęły. Gdy to uzupełnienie przed sądem przybiera postać szukania i prowadzenia dowodów na niekorzyść oskarżonego, to ten ostatni słusznie nabiera przekonania, że sąd staje po stronie oskarżyciela, zatem przestaje być organem bezstronnym. Tego typu problemów jest sporo, ale ponieważ wyroki wydają sądy to przed sądami te problemy się skupiają i idą na konto sądów a nie na konto prokuratury czy biernych obrońców lub pełnomocników.
Jerycho(2017-10-09 15:03) Zgłoś naruszenie 20
Panie Warchoł ilu ludzi siedzi niewinnych ? Ilu ma jeszcze siedzieć ? Poza sporem jest skazywanie ludzi gdzie jedyną podstawą jest wniesienie przez prokuratora aktu oskarżenia. Przykład. np. Sąd Okręgowy we Wrocławiu.
IUDEX(2017-10-11 09:39) Zgłoś naruszenie 10
Wypowiadał się ten który nigdy nie siedział w todze za stołem sędziowskim.