Source: http://ww2.senat.pl/k4/DOK/sten/090/22.HTM
Timestamp: 2013-05-24 01:30:17+00:00
Document Index: 18264765

Matched Legal Cases: ['art. 24', 'art. 63', 'art. 33', 'art. 35', 'art. 66', 'art. 73']

90. posiedzenie Senatu RP, stenogram, wersja robocza, cz�� 2.2
90. posiedzenie Senatu RP, spis tre�ci
, poprzednia cz�� stenogramu
, nast�pna cz�� stenogramu
Wicemarsza�ek Donald Tusk:
Przyst�pujemy do rozpatrzenia punktu osiemnastego porz�dku obrad: informacja Prezesa Instytutu Pami�ci Narodowej - Komisji �cigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu o dzia�alno�ci Instytutu w okresie od 1 lipca 2000 r. do 30 czerwca 2001 r.
Pragn� powita� obecnego na posiedzeniu Senatu prezesa Instytutu Pami�ci Narodowej - Komisji �cigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu, pana profesora Leona Kieresa. Witam serdecznie.
Przypominam, �e zgodnie z art. 24 ust. 1 ustawy z dnia 18 grudnia 1998 r. o Instytucie Pami�ci Narodowej - Komisji �cigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu prezes Instytutu Pami�ci Narodowej sk�ada Sejmowi i Senatowi raz w roku informacj� o dzia�alno�ci instytutu.
Przypominam, �e marsza�ek Senatu otrzyman� od prezesa Instytutu Pami�ci Narodowej informacj� skierowa�a do Komisji Praw Cz�owieka i Praworz�dno�ci. Komisja Praw Cz�owieka i Praworz�dno�ci na posiedzeniu w dniu 28 sierpnia 2001 r. zapozna�a si� z t� informacj� i poinformowa�a o tym marsza�ek Senatu.
Prosz� teraz o zabranie g�osu prezesa Instytutu Pami�ci Narodowej - Komisji �cigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu, profesora Leona Kieresa.
Instytutu Pami�ci Narodowej
- Komisji �cigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu Leon Kieres:
Panie Marsza�ku! Wysoka Izbo!
Jest dla mnie zaszczytem, �e mog� dzisiaj wyst�pi� przed Wysok� Izb�, po ju� pi�tnastu miesi�cach od dnia z�o�enia przeze mnie �lubowania i obj�cia funkcji prezesa Instytutu Pami�ci Narodowej - Komisji �cigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu. Prosz� pozwoli� mi przypomnie�, �e fakt ten mia� miejsce 30 czerwca ubieg�ego roku.
To, �e mog� wyst�pi� przed pa�stwem, jest dla mnie zaszczytem r�wnie� dlatego, i� pami�tam, jako cz�onek tej Izby, o tych trzech latach wsp�pracy z pa�stwem senatorami. Ten okres ceni� sobie w spos�b szczeg�lny, uznaj� go za jeden z najwa�niejszych w moim �yciu, nie tylko publicznym. Zawsze podkre�lam rol� Senatu, Wysokiej Izby oraz pa� i pan�w, cz�onk�w tej Izby, w budowie ustroju demokratycznej Rzeczypospolitej, w kszta�towaniu jej dorobku, og�lnie m�wi�c - w s�u�bie dla dobra Najja�niejszej. Tym bardziej czu�em si� zaszczycony, �e przez te trzy lata mia�em honor by� z pa�stwem, kt�rzy�cie to nigdy o tym nie zapominali. W wielu przypadkach mog�em liczy� na pomoc, wsparcie, m�dr� rad� oraz �yczliw� krytyk�.
Dzisiaj przysz�o mi wyst�pi� przed Wysok� Izb� w innej sytuacji. Jak ju� wspomnia�em, 30 czerwca 2000 r. z�o�y�em �lubowanie przed Sejmem i w tym dniu obj��em funkcj� prezesa Instytutu Pami�ci Narodowej. Po dwunastu miesi�cach od obj�cia tej funkcji mam obowi�zek przed�o�enia Wysokiemu Senatowi i Izbie Poselskiej sprawozdania, co chcia�bym dzisiaj uczyni�.
Instytut Pami�ci Narodowej - Komisja �cigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu ma do wykonania trzy rodzaje zada�. Za chwil� b�d� o nich m�wi�, r�wnie� o dorobku instytutu w tym zakresie, ale prosz� mi pozwoli�, �e wspomn� skr�towo o jednym fakcie.
Prezes Instytutu Pami�ci Narodowej wykonuje nie tylko zadania na�o�one na niego przez ustawodawc�, lecz tak�e zosta� zobowi�zany via facti do budowy instytutu w sensie zorganizowania jego struktur oraz wyposa�enia go w niezb�dny maj�tek. 30 czerwca ubieg�ego roku nie by�o Instytutu Pami�ci Narodowej. Nie by�o wi�c takiej sytuacji, �e oto osoba wybrana mog�a od pocz�tku kierowa� zespo�em wsp�pracownik�w i wykonywa� przewidziane w ustawie zadania.
Zgodnie z ustaw� o Instytucie Pami�ci Narodowej w ci�gu trzech miesi�cy mia�em obowi�zek przedstawienia kolegium instytutu i koncepcji organizacji oraz pracy instytutu poprzez przygotowanie projektu statutu. Uczyni�em to w terminie wyznaczonym przepisami ustawy. Statut ten zosta� zatwierdzony przez kolegium instytutu.
Jednak o pewnych jego elementach, a wi�c tak�e o naszej organizacji, przes�dzono ju� w ustawie. Ustawa zobowi�za�a prezesa instytutu do utworzenia dziesi�ciu oddzia��w, a we wszystkich tych oddzia�ach - ka�dej z trzech jednostek organizacyjnych, odpowiadaj�cej jednemu z trzech zada�, kt�re wykonujemy: Biura Udost�pniania i Archiwizacji Dokument�w, Biura Edukacji Publicznej oraz Komisji �cigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu. To oznacza�o, �e w ka�dym z oddzia��w musi by� pion �cigania, musz� by� pracownicy zajmuj�cy si� edukacj� i dzia�alno�ci� naukowo-badawcz� oraz musz� by� archiwa. �eby mo�na by�o utworzy� archiwa, nale�a�o znale�� odpowiednie pomieszczenia. Poza cz�ci� budynku przy placu Krasi�skich w Warszawie, w kt�rym mieszcz� si� S�d Najwy�szy, S�d Apelacyjny oraz w�a�nie Instytut Pami�ci Narodowej - ta jednostka nazywana jest powszechnie central� instytutu - nie mieli�my �adnych innych pomieszcze�.
Najwi�cej czasu straci�em na uzyskanie odpowiednich budynk�w w dziesi�ciu miastach, w kt�rych s� s�dy apelacyjne i w kt�rych instytut mia� obowi�zek utworzenia oddzia�u, a nast�pnie na przygotowanie koncepcji ich remontu. Budynki te by�y zwykle w bardzo z�ym stanie, zdekapitalizowane i zrujnowane. Otrzymywa�em je od odpowiednich jednostek wojskowych, zw�aszcza od Agencji Mienia Wojskowego, Wojskowej Agencji Mieszkaniowej oraz od jednostek samorz�du terytorialnego, przede wszystkim gmin, a wi�c miast, oraz samorz�d�w wojew�dztw. Budynki musia�y by�, jak powiedzia�em, odpowiednio przystosowane. Nie ode mnie zale�a�y wymagania, kt�re nale�a�o spe�ni� przy przejmowaniu zw�aszcza zbior�w archiwalnych. Te wymagania okre�laj� zar�wno ustawa o Instytucie Pami�ci Narodowej, jak i ustawa o ochronie informacji niejawnych, a wykonanie przepis�w obydwu ustaw jest okre�lone w spos�b precyzyjny i bardzo rygorystyczny. Te wymagania zosta�y ustalone i przekazane prezesowi instytutu przez szefa Urz�du Ochrony Pa�stwa. Ka�da czynno�� zwi�zana z adaptacj� budynku, zw�aszcza je�li chodzi o archiwa, wymaga�a i nadal wymaga weryfikacji przez w�a�ciwe s�u�by, zw�aszcza przez Urz�d Ochrony Pa�stwa oraz przez komendant�w wojew�dzkich policji, kt�rzy na przyk�ad zatwierdzaj� plan ochrony tych budynk�w. Mog� pa�stwa zapewni�, �e uczynili�my wszystko, co w naszej mocy, �eby spe�ni� te wymagania, ale spe�nienie ich, jak powiedzia�em, warunkuj�ce podj�cie dzia�alno�ci przez instytut, zw�aszcza przez jego Biuro Udost�pniania i Archiwizacji Dokument�w, nie by�o i nie jest �atwe. W ci�gu tych dwunastu miesi�cy uda�o nam si� uzyska� odpowiednie nieruchomo�ci. Ani jednej nie kupili�my na tak zwanym wolnym rynku. Wszystkie otrzymali�my tytu�em darmnym, jak m�wi ustawodawstwo, czyli nieodp�atnie. S� one obecnie w�asno�ci� skarbu pa�stwa, a Instytut Pami�ci Narodowej ma wobec tych nieruchomo�ci uprawnienia okre�lone mianem trwa�ego zarz�du. Bez wzgl�du na to, czy instytut b�dzie istnia�, czy te� nie, ani jedna nieruchomo�� zabudowana lub niezabudowana nie zostanie zwr�cona dotychczasowemu w�a�cicielowi. A wi�c te nieruchomo�ci, na kt�re zosta�y poniesione nak�ady, pozostan� w gestii skarbu pa�stwa.
Omawiaj�c proces organizacji Instytutu Pami�ci Narodowej, chc� r�wnie� powiedzie�, �e wtedy, kiedy zosta�em wybrany, by�em jedyn� osob� zatrudnion� w instytucie, nie licz�c trzech innych os�b, kt�re mia�y organizowa� prac� jedenastoosobowego kolegium instytutu, wcze�niej wybranego przez Sejm, to jest organu opiniodawczo-doradczego w przypadku niekt�rych decyzji, zw�aszcza dotycz�cych tak zwanego zbioru zastrze�onego. Nie by�o pracownik�w, z kt�rymi m�g�bym tworzy� ten instytut. Od samego pocz�tku musia�em wi�c skupi� uwag� r�wnie� na tej sferze obowi�zk�w prezesa instytutu. Zatrudnienie w Instytucie Pami�ci Narodowej, a zw�aszcza w Biurze Udost�pniania i Archiwizacji Dokument�w, w pionie �cigania, a tak�e w Biurze Edukacji Publicznej, nie mog�o by� przypadkowe. Zatrudnione osoby musia�y spe�nia� wymagania ustawowe, zw�aszcza te zawarte w ustawie o ochronie informacji niejawnych. To musia�y by� osoby ciesz�ce si� w swoich �rodowiskach zaufaniem, a przynajmniej osoby, kt�re nie b�d� podwa�a� wiarygodno�ci pracy instytutu, �e u�yj� tego rodzaju og�lnego sformu�owania. Od samego pocz�tku przyj�li�my... ja przyj��em procedury zatrudniania w instytucie przede wszystkim o charakterze konkursowym, oparte na obiektywnych kryteriach. Nie dotyczy�y one os�b zatrudnionych na stanowiskach: dyrektora G��wnej Komisji �cigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu, pana profesora doktora habilitowanego Witolda Kuleszy, by�ego dyrektora by�ej G��wnej Komisji Badania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu, dyrektora Biura Udost�pniania i Archiwizacji Dokument�w, pana doktora habilitowanego Paw�a Machcewicza. Nie dotyczy�y one tak�e dyrektora Biura Udost�pniania i Archiwizacji Dokument�w. Pierwszym dyrektorem tego biura by� szef archiw�w Ministerstwa Spraw Wewn�trznych i Administracji, �wi�tej pami�ci Grzegorz Jakubowski. By� on szefem tych archiw�w od 1990 r. Zmar� on w tym roku. Pewnym symbolem - musz� o tym wspomnie� ze wzgl�du na dorobek tego naszego przyjaciela - jest to, �e umar� on wchodz�c do Instytutu Pami�ci Narodowej przy ulicy Towarowej. W dwa tygodnie po jego �mierci dyrektorem Biura Udost�pniania i Archiwizacji Dokument�w zosta�a pani Bernadetta Gronek, zast�pczyni pana Grzegorza Jakubowskiego. Dowodzi to tego, �e chc� dba� o pewn� ci�g�o�� prac w instytucie.
Pracownicy Biura Edukacji Publicznej s� zatrudniani przede wszystkim ze wzgl�du na ich dorobek naukowy i do�wiadczenia, zw�aszcza je�li chodzi o zagadnienia zwi�zane z upowszechnianiem wiedzy o okresie obj�tym dzia�alno�ci� instytutu, a tak�e o wsp�prac� z polskimi szko�ami, z polsk� o�wiat�.
Wreszcie je�li chodzi o pion �cigania, ustawa wyra�nie m�wi, �e mo�emy zatrudnia� wy��cznie prokurator�w czynnych, nie organizujemy aplikacji prokuratorskiej. Po dwunastu miesi�cach mojej dzia�alno�ci zatrudniali�my oko�o o�miuset pracownik�w, w tym siedemdziesi�ciu sze�ciu prokurator�w - trzech w komisji g��wnej i siedemdziesi�ciu trzech w komisjach oddzia�owych - co dowodzi, �e przede wszystkim dbali�my o osoby wykonuj�ce bezpo�rednio nasze zadania.
Przez dwana�cie miesi�cy nie tylko przejmowali�my budynki, nie tylko zatrudniali�my personel, ale tak�e przygotowywali�my si� do opracowania koncepcji wykonywania naszych zada�. Wsp�lnie z dotychczasowymi dysponentami nie tylko ustalili�my wreszcie, ile archiw�w instytut ma przej�� - 95 km 200 m. Ta liczba wzro�nie, zw�aszcza gdy przejmiemy archiwa z Ministerstwa Sprawiedliwo�ci. Do dnia 30 czerwca przej�li�my 13 km 200 m. tych akt. Tu nie chodzi tylko o ustalenie, co mamy przej��, o policzenie. Nie chcia�bym m�wi� o szczeg�ach, ale musz� wspomnie�, �e buduj�c archiwum obywatelskie, archiwum, kt�re ma s�u�y� ca�emu narodowi, sprawili�my, �e po raz pierwszy w jednym miejscu znajd� si� dokumenty rozproszone w wielu instytucjach i znajduj�ce si� - to trzeba wprost powiedzie� - w zapomnieniu. To dzi�ki instytutowi wiele tych dokument�w zostanie udost�pnionych. Nie chodzi tu tylko o tak zwane teczki, o dokumenty, kt�re przeka�emy pokrzywdzonym. Wiele dokument�w z archiwum MSWiA, Ministerstwa Sprawiedliwo�ci, akta wi�zienne, akta paszportowe, z Urz�du Ochrony Pa�stwa, Wojskowych S�u�b Informacyjnych czy z archiw�w pa�stwowych po raz pierwszy b�dzie poddanych analizom polskich naukowc�w, polskich prokurator�w, generalnie - prawnik�w.
Czy te dokumenty mog� by� upowszechniane w dzia�alno�ci edukacyjnej? Je�li chodzi o udost�pnianie zasob�w, bo o tym chcia�bym m�wi� w tej chwili, to wtedy, kiedy zosta�em wybrany, powiedzia�em, �e nie dopuszcz� do sytuacji, w kt�rej przej�cie, a nast�pnie udost�pnianie tych archiw�w osobom pokrzywdzonym - jest to nasz obowi�zek - odb�dzie si� bez przygotowania, w spos�b ba�aganiarski, a do tego krzywdz�cy. Podkre�lam to jeszcze raz, bo spotykam si� niekiedy z zarzutem, �e ta akcja przebiega zbyt wolno, mo�e najwolniej ze wszystkich rodzaj�w dzia�alno�ci Instytutu Pami�ci Narodowej. Powiedziano mi niedawno, �e nikt na �wiecie nie dokonywa� takiej operacji jak Instytut Pami�ci Narodowej i instytucje publiczne, kt�re by�y dotychczasowymi dysponentami akt, polegaj�cej na przekazywaniu w piecz� polskiego spo�ecze�stwa takiego zasobu archiwalnego, w dodatku zawieraj�cego tak dra�liwe tre�ci. Powiem wprost: nie chcia�bym m�wi� o tre�ci tych dokument�w nie dlatego, �e wi�kszo�� z nich jest jeszcze opatrzona klauzul� tajno�ci, ale dlatego, �e dzisiaj, po dwunastu miesi�cach wiem, a wiedzia�em o tym ju� po kilku czy kilkunastu tygodniach, �e wykorzystanie moich kompetencji mo�e doprowadzi� do sytuacji, w kt�rej pa�stwo polskie, Rzeczpospolita, i jego obywatele znajd� si� w trudnym po�o�eniu, dramatycznym i nie dotyczy to tylko pojedynczych os�b.
Mog� poda� pa�stwu przyk�ad, kt�ry nie jest chroniony tajemnic�. Co by by�o, gdybym, zach�cany do tego przez wielu w tym pa�stwie, rozpocz�� udost�pnianie dokument�w bez ich analizy? Nie kontroli, bo nam nie wolno decydowa�, czy co� komu� damy, czy nie. Ka�dy pokrzywdzony, je�li jest pokrzywdzony, a wi�c nie by� tajnym wsp�pracownikiem, funkcjonariuszem czy pracownikiem s�u�b specjalnych PRL, musi otrzyma� ka�dy wytworzony dokument. Jednak jak nale�y post�pi� w sytuacji, kiedy w dokumentach tego samego pseudonimu u�ywano do okre�lenia kilku r�nych os�b, kiedy r�ne osoby wyst�powa�y pod tym samym pseudonimem? Moim obowi�zkiem jest sprawdzenie, czy pseudonim na przyk�ad "X" - nie chc� wymienia� pseudonim�w odnosz�cych si� do trzech czy czterech os�b - mo�e by� dowodem na to, �e dana osoba by�a funkcjonariuszem, wsp�pracownikiem czy tajnym wsp�pracownikiem. Gdybym po odtajnieniu tych akt na ich podstawie przekaza� pokrzywdzonemu informacj�, �e pod pseudonimem "X" kryje si� ta, ta i ta osoba, oznacza�oby to pope�nienie kardynalnego, niewybaczalnego b��du, bo tylko jedna z tych os�b mog�a by� t�, kt�ra wytworzy�a w�a�ciwy dokument.
Prosz� nie mie� do mnie pretensji, �e pochylamy si� nad ka�dym takim dokumentem, analizuj�c go tak�e pod tym k�tem widzenia. Wol� by� oskar�ony o to, �e tempo tego procesu nie przebiega zgodnie z oczekiwaniami os�b czy grup, ni� wyrz�dzi� krzywd� tym osobom i ich rodzinom w wyniku nieuporz�dkowanego udost�pniania dokument�w. Tu nie chodzi nawet o procesy s�dowe, kt�re s� mo�liwe, bo ustawa o IPN wyra�nie m�wi, �e ka�dy ma prawo pozwa� skarb pa�stwa, zw�aszcza gdy idzie o naruszenie przepis�w ustawy. Tu chodzi o zwyczajn� krzywd� ludzk�.
Mimo tej ostro�no�ci - kto� mo�e powiedzie�: nadmiernej ostro�no�ci, rzecz gustu - ten proces si� rozpocz��, ca�y czas przejmujemy archiwa, zw�aszcza najbardziej dra�liwe archiwa s�u�b specjalnych. Zostanie on zako�czony do ko�ca tego roku. Mam nadziej�, �e 95 km akt znajdzie si� w archiwach Instytutu Pami�ci Narodowej przy jednoczesnym budowaniu struktur, remontach budynk�w, wyposa�aniu tych budynk�w i opracowywaniu koncepcji przejmowania i udost�pniania. Proces udost�pniania si� rozpocz��. Do tej chwili oko�o stu os�b albo otrzyma�o, albo w najbli�szych dniach otrzyma te dokumenty. Niekt�re z tych os�b ju� wyst�pi�y z wnioskiem o odtajnienie nazwisk zawartych w tych dokumentach. Z ka�dym miesi�cem ten proces b�dzie narasta�. Prosz� jednak pozwoli� mi te� na stwierdzenie, �e przy ocenie mojej dzia�alno�ci, naszej dzia�alno�ci - ale zw�aszcza mojej, bo ja ponosz� jednoosobow�, pe�n� odpowiedzialno�� za niepowodzenia instytutu - trzeba wzi�� pod uwag�, �e prezes Instytutu Pami�ci Narodowej uzna�, �e nie nale�y prowadzi� dzia�alno�ci reklamuj�cej t� sfer� aktywno�ci instytutu.
My nigdy nie uchylali�my si� od informowania spo�ecze�stwa o tym, �e instytut przejmuje archiwa i b�dzie je udost�pnia�. I udost�pnia je. By�y zwo�ywane konferencje prasowe na przyk�ad w zwi�zku z udost�pnianiem formularza zg�oszeniowego, co nie by�o takie �atwe. Ale prezes Instytutu Pami�ci Narodowej uzna�, �e nie b�dzie zach�ca� swoich rodak�w do tego, �eby bra� te formularze, wype�nia� je i zwraca�. Ka�dy we w�asnym sumieniu powinien rozstrzygn��, czy skorzysta z tej mo�liwo�ci. Obowi�zkiem prezesa Instytutu Pami�ci Narodowej by�o stworzenie ka�demu r�wnych szans i ka�dy ma dzisiaj tak� szans�. Moim obowi�zkiem by�o zorganizowanie instytutu, przej�cie archiw�w i stworzenie mo�liwo�ci dost�pu do nich. Z tego obowi�zku si� wywi�za�em i nadal wywi�zuj�. Ale to nie ja jestem odpowiedzialny za to, kto do instytutu przyjdzie. Moim obowi�zkiem by�o zapewnienie tego, by osoby, kt�rym w pierwszej kolejno�ci powinni�my przyzna� to prawo i t� mo�liwo��, mog�y z tego prawa skorzysta�. St�d te� kolegium instytutu zatwierdzi�o na m�j wniosek sze�� kategorii os�b preferowanych, kt�rym w pierwszej kolejno�ci udost�pniamy akta. To s� kategorie ze wzgl�du na wiek, na stan zdrowia i na wyroki skazuj�ce w zwi�zku z procesami politycznymi. To s� osoby, kt�rym nasze dokumenty s� potrzebne do innych post�powa�. To s� osoby, kt�re chc� si� oczy�ci� z tak zwanej dzikiej lustracji. I ostatnia kategoria to s� osoby, kt�re ze wzgl�du na ochron� d�br osobistych chc� otrzyma� informacje z Instytutu Pami�ci Narodowej o tym, w jakim stopniu by�y obiektem zainteresowania s�u�b specjalnych PRL.
Do tej pory, w�a�ciwie do 30 czerwca bie��cego roku, wydano ponad pi�tna�cie tysi�cy formularzy zg�oszeniowych, dok�adnie pi�tna�cie tysi�cy trzysta szesna�cie. Do 30 czerwca wp�yn�o siedem tysi�cy sto czterdzie�ci jeden wype�nionych wniosk�w. I jak powiedzia�em, oko�o stu os�b otrzyma�o lub otrzymuje w tej chwili kopie swoich dokument�w, niekt�re z nich zwr�ci�y si� ju� o odtajnienie nazwisk.
To nie jest jedyna - �eby nie by�o w�tpliwo�ci - aktywno�� Biura Udost�pniania i Archiwizacji Dokument�w. Kilka, a w niekt�rych wypadkach nawet kilkana�cie tysi�cy spraw to sprawy zwi�zane z uprawnieniami kombatanckimi czy z wydawaniem za�wiadcze�, po�wiadcze� lub w innej formie prawnej akt�w instytutu w zwi�zku z tocz�cymi si� w innych sprawach post�powaniami, tak�e przed s�dami polskimi. Nie zajmujemy si�, dla jasno�ci, tylko sprawami pokrzywdzonych, ale tak�e sprawami os�b, kt�re chc� skorzysta� z archiwum instytutu ze wzgl�du na inne post�powania. Gdyby nie by�o Instytutu Pami�ci Narodowej, to te osoby w wielu wypadkach nie mia�yby szansy na pozytywne za�atwianie swoich spraw, zw�aszcza je�li chodzi o ich dzia�alno�� kombatanck� czy opozycyjn� w czasie II wojny �wiatowej i po niej. Nareszcie polski archiwista mo�e sprawdza� w jednym miejscu, czy wniosek zg�aszaj�cego si� do instytutu mo�e by� pozytywnie, czy te� negatywnie za�atwiony.
Co do pionu �cigania, czyli Komisji �cigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu. Powiedzia�em ju� o zatrudnionych prokuratorach i �ledztwach. Powstaje pytanie, jak wygl�daj� proporcje mi�dzy �ledztwami w sprawie zbrodni nazistowskich i zbrodni komunistycznych, tak jak nazywa to ustawa. To jest terminologia wynikaj�ca z ustawy. Cz�sto si� spotykamy z informacj� czy z pytaniem, pretensj�, a nawet zarzutem: dlaczego te proporcje s� na niekorzy�� zbrodni pope�nionych na narodzie polskim w czasie II wojny �wiatowej? Pomijam to, �e wi�kszo�� tych spraw by�a ju� wyja�niona. Sprawy z zakresu zbrodni nazistowskich by�y wyja�nione, by�y przedmiotem �ledztw w czasie dzia�alno�ci by�ych g��wnych komisji badania zbrodni hitlerowskich, nazistowskich - ostatnia komisja nosi�a nazw� G��wnej Komisji Badania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu. Mog� tylko zwr�ci� pa�stwa uwag� na statystyk�. Instytut po by�ej G��wnej Komisji Badania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu przej�� akta wszcz�tych i niezako�czonych �ledztw w dziewi��dziesi�ciu pi�ciu sprawach dotycz�cych zbrodni nazistowskich i w dwustu siedemdziesi�ciu pi�ciu sprawach dotycz�cych zbrodni komunistycznych. Takie by�y proporcje w dniu 30 czerwca 2000 r. One nie zosta�y ukszta�towane przez Instytut Pami�ci Narodowej. A dlaczego one tak wygl�daj�, to wyja�ni�em pa�stwu przed chwil�.
W tej chwili prowadzimy oko�o o�miuset post�powa� lub post�powa� �ledczych, poprzedzaj�cych �ledztwo czynno�ci sprawdzaj�cych. 30 czerwca by�o ich dok�adnie pi��set sze��dziesi�t osiem. Czterysta pi�tna�cie to zbrodnie komunistyczne, sto trzydzie�ci pi�� to zbrodnie nazistowskie. Tam s� r�wnie� inne post�powania, w sprawie zbrodni ukrai�skich, i dwie�cie dwadzie�cia trzy post�powania sprawdzaj�ce.
Kto� mo�e zapyta�: no dobrze, ale jak jest ze statystyk�, gdy idzie o akty oskar�enia, przedstawienie zarzut�w podejrzanym i wyroki skazuj�ce? W szesnastu sprawach podejrzanym zosta� przedstawiony zarzut zbrodni. Dwa akty oskar�enia wp�yn�y do s�du, jeden w sprawie zbrodni komunistycznej, jeden w sprawie zbrodni nazistowskiej. M�wi� tu o stanie w dniu 30 czerwca. Powstaje pytanie, dlaczego przy pi�ciuset sze��dziesi�ciu o�miu �ledztwach tylko dwa akty oskar�enia, tylko szesna�cie spraw, w kt�rych podejrzanym zosta�y przedstawione zarzuty, mimo chocia�by tych trzech tysi�cy �wiadk�w przes�uchanych w tym czasie przez instytut. Ot� musz� pa�stwu powiedzie�, �e te �ledztwa, kt�re my prowadzimy, nie s� �ledztwami �atwymi, nieskomplikowanymi. Przede wszystkim wymagaj� d�ugich i �mudnych analiz materia�u dowodowego, a zw�aszcza jego gromadzenia. To jest przes�uchiwanie niekiedy kilkuset �wiadk�w, a w pewnych sytuacjach, jak na przyk�ad dotycz�cych wydarze� pozna�skiego Czerwca, nawet kilku tysi�cy �wiadk�w.
Oczywi�cie s� tak zwane post�powania odpryskowe, jak m�wi� prokuratorzy. W przypadku jednej sprawy mog� si� ujawni� inne, w kt�rych szybciej mo�na by�oby przedstawi� zarzut podejrzanemu. Ale to nie jest �ledztwo zwi�zane ze z�apaniem na gor�cym uczynku z�odzieja, to nie jest �ledztwo zwi�zane z uszkodzeniem cia�a w wyniku b�jki, pobicia czy innej czynnej napa�ci na osob� fizyczn�. To s� �ledztwa, kt�re wymagaj� kwerend archiwalnych w Polsce i za granic�, pomocy prawnej ze strony zagranicznych instytucji.
I w�a�nie nauczeni do�wiadczeniem zwi�zanym z losami akt�w oskar�enia, kt�re by�y przekazywane do polskich s�d�w powszechnych przez prokurator�w by�ej G��wnej Komisji Badania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu, uznali�my akty oskar�enia, kt�re zwykle si� nie ostawa�y, zw�aszcza je�li chodzi o zbrodnie komunistyczne. Problem pu�kownika K. z Poznania, oskar�yciela - niestety skutecznego oskar�yciela - w sprawie Inki, Danuty Siedzik�wny, sanitariuszki z oddzia�u �upaszki pochwyconej w Gdyni, siedemnastoletniej dziewczyny skazanej na kar� �mierci, kt�r� wykonano w 1946 r. Prosz� sobie przeczyta� wspomnienie �yj�cego ksi�dza, jej spowiednika i �wiadka egzekucji tej dziewczyny. Ten przyk�ad zawsze podaj� w wyst�pieniach publicznych. Tak�e przed Wysok� Izb� chc� go przedstawi�. Dwukrotnie polskie s�dy wojskowe, w ubieg�ym i w tym roku, uniewinnia�y oskar�aj�cego w tamtej sprawie prokuratora K., dwukrotnie. Ja polemizowa�em publicznie z panem prokuratorem, kiedy po pierwszym wyroku uniewinniaj�cym stwierdzi�, �e to nie on by� winien, wykonuj�c polskie prawo, a Inka, Danuta Siedzik, sama sobie by�a winna. Gdyby siedzia�a w domu, gdyby nie podj�a dzia�alno�ci w oddziale �upaszki, nie dosz�oby do tego wyroku skazuj�cego. Tego rodzaju aroganckie argumenty s� formu�owane w�a�nie przez sprawc�w dla mnie ewidentnej zbrodni.
Ja publicznie oceniam dzia�alno�� pu�kownika K., ale z drugiej strony mam obowi�zek - czy mamy obowi�zek, zw�aszcza dyrektor g��wnej komisji - przygotowywania akt�w oskar�enia, kt�re nie by�yby nara�one na tego rodzaju stanowisko s�du. Chcemy, by te post�powania mia�y szans� na uzyskanie wyroku skazuj�cego. Oczywi�cie to niezawis�y s�d oceni, czy w sprawach przez nas kierowanych b�d� wyroki skazuj�ce, ale wol� znowu si� narazi� na zarzut, �e tych spraw jest niewiele, ni� na zarzut s�abego przygotowywania akt�w oskar�enia przez prokurator�w Instytutu Pami�ci Narodowej.
Je�eli idzie o edukacj� publiczn�, to Biuro Edukacji Publicznej podejmuje dzia�alno�� w trzech sferach aktywno�ci. S� to: dzia�alno�� naukowo-badawcza, upowszechnianie wiedzy o historii Polski po 1 wrze�nia 1939 r. i dzia�alno�� wydawnicza. Cztery programy badawcze kolegium instytutu zatwierdzi�o w tych w�a�nie obszarach dzia�alno�ci Biura Edukacji Publicznej. S� to: II wojna �wiatowa, procesy i wi�niowie polityczni w latach 1944-1956, stan wojenny - spojrzenie po dwudziestu latach oraz zag�ada �yd�w na ziemiach polskich. W ka�dym z tych obszar�w aktywno�ci organizujemy konferencje naukowe, wystawy - jedn� z nich zorganizowali�my przecie� w salach Senatu w rocznic� grudnia 1970 r. na Wybrze�u. Wykaz ponad stu pi��dziesi�ciu publikacji znajdujecie pa�stwo w sprawozdaniu - po raz pierwszy publikowane materia�y z archiw�w, monografie, udzia�y w konferencjach. Podpisujemy porozumienia, przedwczoraj z Ministerstwem Edukacji Narodowej, z trzema uniwersytetami: Uniwersytetem Marii Curie-Sk�odowskiej, Uniwersytetem Jagiello�skim i Uniwersytetem Wroc�awskim, kolejne porozumienia z Katolickim Uniwersytetem Lubelskim i Uniwersytetem Warszawskim w zakresie wsp�pracy w kszta�ceniu archiwist�w na studiach podyplomowych, z MEN - gdy idzie o udzia� w kszta�towaniu podstaw program�w nauczania. Nasi eksperci b�d� pracowali w odpowiednich komisjach podr�cznikowych, tak�e mi�dzynarodowych.
Uwa�am, �e ta dzia�alno�� Biura Edukacji Publicznej, tak jak dwu pozosta�ych wymienionych przeze mnie jednostek, przynosi instytutowi chlub�.
Panie Marsza�ku! Wysoka Izbo! Nie chc� odnosi� si� do szczeg��w zawartych w sprawozdaniu, kt�re pa�stwo otrzymali�cie w formie pisemnej. Chc� powiedzie�, ko�cz�c to moje wyst�pienie przed Wysok� Izb�, �e jako cz�owiek u�omny i s�aby, kiedy godzi�em si� na kandydowanie do obj�cia funkcji prezesa Instytutu Pami�ci Narodowej, nie zdawa�em sobie sprawy nie tylko z zakresu obowi�zk�w, ale z brzemienia odpowiedzialno�ci, kt�ra na mnie ci��y. Nie zabiega�em o t� posad�, jak kto� powiedzia�. Nie ubiega�em si� o t� funkcj� i w ka�dej chwili mog� z instytutu odej��. Nie skar�� si� na sw�j los. Moim obowi�zkiem jest s�u�enie Polsce i jej narodowi najlepiej, jak umiem. Ale mog� pa�stwu powiedzie�, �e podstawowym wyznacznikiem, jakim kieruj� si� w pracy, jest rota �lubowania z�o�onego przeze mnie 30 czerwca, i z drogi, kt�r� ta rota, tre�� tego �lubowania wyznacza, nie zejd� bez wzgl�du na konsekwencje, jakie mnie spotkaj�. W innym bowiem przypadku uzna�bym, �e sprzeniewierzy�em si� z�o�onemu �lubowaniu i, tak jak powiedzia�em swego czasu, pope�ni�em zbrodni�. Sprzeniewierzenie si� rocie �lubowania oznacza�oby bowiem ok�amanie obydwu Wysokich Izb, a dla mnie nie tylko ze wzgl�du na miejsce, kt�re zajmowa�em w tej sali, ale i ze wzgl�du na konstytucyjny autorytet Sejmu i Senatu dzia�anie naruszaj�ce godno�� obydwu Izb stanowi�oby zbrodni�. Tego nikt nie mo�e od prezesa Instytutu Pami�ci Narodowej oczekiwa�. (Oklaski)
Czy kto� z pa�stwa senator�w chcia�by zada� pytanie prezesowi instytutu?
Pani senator Stokarska.
(Senator Krzysztof Koz�owski: Mam pytanie do pana marsza�ka. Czy jest przewidziana dyskusja nad tym sprawozdaniem?)
Senator Jadwiga Stokarska:
Pan, Panie Prezesie, na spotkaniu z organizacjami �ydowskimi w Nowym Jorku powiedzia�: wiemy, �e zbrodni dopu�cili si� Polacy, chocia� trzeba wyja�ni�, czy i w jakim stopniu inspirowali ich Niemcy. Na podstawie jakich dowod�w stwierdza pan taki fakt? To pierwsze pytanie.
Pytanie drugie. Dlaczego, mimo �e jeszcze nie sko�czono bada� dotycz�cych zbrodni w Jedwabnem, kilkakrotnie wypowiedzia� si� pan w mediach, �e zbrodni tej dokonali Polacy?
Kolejne pytania. Z medi�w dowiedzieli�my si�, �e w obu zbiorowych mogi�ach g�rne warstwy cia� zosta�y spalone na popi�, a warstwy dolne zosta�y nietkni�te przez ogie�. Ile by�o tych dolnych warstw cia�? Czy doszed� pan do wniosku, �e cia�a te musia�y znajdowa� si� w mogi�ach jeszcze przed podpaleniem stodo�y i dlatego g�rne warstwy cia� zosta�y spalone na popi�, dolne za� pozosta�y nietkni�te przez ogie�? Egzekucja tych ludzi musia�a si� odby� tu� nad mogi�ami. Czy zgadza si� pan z t� tez�, kt�r� potwierdzaj� �uski i ��dki karabinowe oraz kula w kr�gos�upie jednego ze szkielet�w?
I ostatnie pytanie. Pan profesor Jerzy Nowak stwierdzi� na falach radia, �e w Jedwabnem znaleziono szereg przestrzelonych czaszek, ale nie podano tego do publicznej wiadomo�ci. Jaka jest prawda dotycz�ca tych informacji? Dzi�kuj� bardzo.
Dlaczego ja w Nowym Jorku i p�niej wzi��em na siebie g��wny ci�ar - ci�ar, Pani Senator - dobrze pani wie, bo chocia�by cytuje pani pana profesora Jerzego Roberta Nowaka, kt�ry mojej osobie po�wi�ca wiele czasu i uwagi. Dlaczego wzi��em na siebie ten ci�ar odpowiedzialno�ci mimo tego rodzaju uwag chocia�by w prasie, w kt�rej pisze wspomniany przez pani� profesor, z tytu�ami typu: Kieres protektorem NSDAP i SS - to jest tytu� opublikowany w tym samym dniu, w tym samym miejscu, obok artyku�u pana profesora Jerzego Roberta Nowaka. Dlaczego wzi��em ten ci�ar odpowiedzialno�ci? Dlatego, �e uwa�a�em, i� moim obowi�zkiem jest reagowanie na tocz�c� si� od kwietnia ubieg�ego roku dyskusj�. Nie ja rozpocz��em t� dyskusj� i nie ja napisa�em ksi��k� "S�siedzi". To po pierwsze.
Po wt�re, je�eli idzie o spraw� Jedwabnego, bo o nim przecie� tutaj m�wimy, chocia� z ust pani senator ta nazwa, o ile pami�tam, nie pad�a, to powstaje pytanie: je�li nie prezes Instytutu Pami�ci Narodowej powinien si� odnie�� do tez zawartych w tej pracy, to kto? Kto powinien przej�� t� odpowiedzialno��? Tutaj jest odpowied� na dwa pierwsze pani pytania.
Dlaczego twierdz�, �e Polacy brali udzia�? Podkre�lam - bo tu trzeba by� precyzyjnym - ja nie m�wi�, �e byli to wy��cznie Polacy, Polacy uczestniczyli. I dlaczego przed zako�czeniem �ledztwa? Jak to jest, prosz� pa�stwa, �e dopiero ksi��ka opublikowana przez prowincjonalne wydawnictwo - to nie jest dezawuowanie tego wydawnictwa - z p�nocnowschodniej Polski, opublikowana w 2000 r., rozpocz�a dyskusj� na temat tej w�a�nie sprawy? I dlaczego ona wywo�a�a t� dyskusj�? Pani Senator, Wysoka Izbo, pierwsze �ledztwo i pierwszy wyrok w tej sprawie zapad� przed s�dem Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej w 1947 r. Drugi proces zako�czony prawomocnymi wyrokami, skazuj�cymi jedenastu z dwudziestu dw�ch oskar�onych, toczy� si� w 1949 r. Trzeci, z kolejnym wyrokiem - st�d dwunastu skazanych - by� w 1953 r. Te materia�y by�y w archiwach Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej, a nast�pnie przez dziesi�� lat w archiwach Rzeczypospolitej Polskiej. Nie by�y one opatrzone klauzulami tajno�ci. Ka�dy m�g� zwr�ci� si� do os�b kieruj�cych by�ymi komisjami o udost�pnienie tych dokument�w. Podkre�lam: nie ja podj��em t� decyzj�, ale gdyby ktokolwiek - to nie jest wcale obrona - zwr�ci� si� do mnie o udost�pnienie dokument�w, je�li idzie o te procesy, to natychmiast bym podj�� tak� decyzj�. Wol� bowiem, �eby te dokumenty by�y przedmiotem analizy i rzetelnej krytyki, a nie spekulacji, kt�re doprowadzi�y do takiej w�a�nie sytuacji, jak� mamy w tej chwili, w zwi�zku ze zbrodni� w Jedwabnem.
Z tych akt oraz ze �ledztw, o kt�rych tre�ci niestety nie mog� m�wi�, bo one s� wszcz�te, a nie zosta�y zako�czone, tych z 1967 r., z 1972 r. i z 1978 r. wynika niezbicie, �e Polacy - nie m�wi� o liczbie os�b, prokurator prowadz�cy �ledztwo w tej chwili m�wi, �e by�o to oko�o czterdziestu os�b - uczestniczyli w tej zbrodni. Nigdy nie powiedzia�em, �e Polacy byli inspiratorami tej zbrodni. Zawsze m�wi�em, �e ten problem powinien by� przedmiotem szczeg�owych analiz. By�a te� polemika z panem profesorem Grossem na antenie Polskiego Radia. Jedna z tez pana profesora Grossa jest taka, �e to z inspiracji spo�eczno�ci jedwabi�skiej dosz�o do tej zbrodni. M�wili�my te�, �e udzia� Niemc�w, przynajmniej o�miu jedwabi�skich �andarm�w, powinien by� przedmiotem szczeg�owych bada�. Ale ja nie mog�, prosz� pa�stwa, przeczy� tezom zawartym w wyrokach s�d�w polskich z roku 1947, a zw�aszcza z 1949 i 1953. Przy czym to nie jest tylko m�j osobisty pogl�d. Te akta by�y poddawane analizom w Instytucie Pami�ci Narodowej. One spe�niaj�, jak m�wi profesor Witold Kulesza, elementarne standardy uczciwego procesu, chocia�by przez fakt, �e z dwudziestu dw�ch oskar�onych przez polskiego, nie innego, prokuratora jedenastu mieszka�c�w Jedwabnego zosta�o uniewinnionych. St�d w�a�nie to moje wyst�pienie w Nowym Jorku, tylko informuj�ce, oraz moje p�niejsze zaanga�owanie, je�li idzie o prezentowanie mojego stosunku wobec tej sprawy. Sprawa ma sw�j dalszy ci�g. Pa�stwo wiecie, �e toczy si� �ledztwo.
Nie b�d� tutaj oczywi�cie wyja�nia�, dlaczego trzy �ledztwa z lat 1967, 1972 i 1978 zosta�y zawieszone i dlaczego trzeba je by�o podejmowa� przez Instytut Pami�ci Narodowej. Ale prosz� mi wierzy�, �e wiem, co m�wi�, kiedy broni�c si� przed zarzutami odpowiadam, �e to ja dzisiaj zbieram za to, czego nie zrobiono przez pi��dziesi�t lat pa�stwowo�ci polskiej. Bo gdyby�my t� spraw� wyja�nili do ko�ca w latach czterdziestych czy pi��dziesi�tych, nie by�oby dzisiaj sprawy Jedwabnego. Ja nie wiem, by� mo�e ju� do ko�ca �ycia b�d� kojarzony wy��cznie z t� jedn� spraw�. Ale tak samo, jak z�o�y�em �lubowanie przed Wysokim Sejmem, sk�ada�em wielokrotnie �lubowanie jako nauczyciel akademicki. I to, co powiedzia�em studentom i pracownikom Uniwersytetu ��dzkiego, tutaj pa�stwu powt�rz�: ja nie m�g�bym spojrze� w oczy studentom, m�wi�c u nas o prawdzie, gdybym zapomnia� o tym, czego si� dowiedzia�em analizuj�c te dokumenty. Prawda jest niedobra, ale wol�, �eby o niej informowano, nawet o najgorszej, ni� by moja dzia�alno�� mia�a prowadzi� do zatajenia tej prawdy albo, co nie daj Bo�e, do jej fa�szowania. Bo po mnie kto� przyjdzie, czy za rok, czy za miesi�c, czy za dzie�, czy za cztery lata i spotka si� z tym samym problemem, z kt�rym ja si� spotka�em 30 czerwca ubieg�ego roku. A takich spraw, musz� pa�stwu powiedzie�, nie tylko z tego obszaru, jest bardzo du�o, zw�aszcza je�li idzie o tak zwany dekret sierpniowy, dekret z 31 sierpnia 1944 r. To jest argument na poparcie tezy, kt�r� tu sformu�owa�em. Ja nie wiedzia�em, kiedy przyszed�em do instytutu, z jakimi zadaniami przyjdzie mi si� zmierzy�.
Co do ekshumacji, to czy ja bym m�g� prosi�, je�li pan marsza�ek pozwoli, pana profesora Witolda Kulesz�, kt�ry by� �wiadkiem tej ekshumacji w Jedwabnem dzie� po dniu, przez wszystkie jej dni, �eby kr�tko odpowiedzia� pani senator. Chodzi bowiem o sprawy szczeg�owe, dotycz�ce przestrzelin w czaszkach i w kr�gos�upie jednej z ofiar, o �uski i o konsekwencje dla prowadzonego �ledztwa tego rodzaju zebranych tam dowod�w. Panie Marsza�ku, bardzo bym o to prosi�.
Prosz� uprzejmie, Panie Profesorze.
G��wnej Komisji �cigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu Witold Kulesza:
Panie Marsza�ku! Panie Profesorze! Wysoki Senacie!
Uczestnicz�c we wszystkich czynno�ciach ekshumacyjnych w miejscowo�ci Jedwabne, mog�em �ledzi� wszystkie etapy tych prac. Z ca�� odpowiedzialno�ci� mog�, a nawet musz� stwierdzi�, �e w czaszkach tych, ze wzgl�du na ich stan, nie znale�li�my przestrzelin po kulach karabinowych. Czaszki by�y bowiem zdruzgotane, niekiedy by�y to tylko twarzoczaszki bez czerepu, niekiedy czerepy czaszek z oddzielon� cz�ci� potylicy albo te� twarzoczaszki. Prawdopodobnie obra�enia, kt�rych �lady znajdowali�my na czaszkach, ich zmia�d�enie powsta�y w wyniku spalenia cia� ofiar w stodole, a nast�pnie w trakcie przenoszenia cia� do mogi�y znajduj�cej si� wzd�u� d�u�szego boku stodo�y.
�wiadek przes�uchany przez prokuratora w tym �ledztwie powiedzia�, co nast�puje: by�em wtedy m�odym m�czyzn�; polecono mi zakopa� zw�oki; kiedy znalaz�em si� na miejscu, gdzie sta�a stodo�a, stwierdzi�em, �e zw�oki utworzy�y k��bowisko cia�, z wierzchu spalonych, natomiast wewn�trz owego k��bowiska znajdowa�y si� cia�a niespalone; poniewa� cia�a by�y spl�tane, musieli�my je mechanicznie rozdziela� po to, aby przenie�� je do wykopu uczynionego tu� po zewn�trznej stronie stodo�y wzd�u� jej d�u�szego boku.
Obra�enia czaszek mog�y zatem powsta� zar�wno w wyniku podpalenia stodo�y i palenia si� owego stosu cia�, jak i w wyniku mechanicznego rozdzielania owych cia� przed ich zakopaniem. Nie mo�na by�o wi�c ustali�, czy owe obra�enia czaszek maj� charakter obra�e�, jak m�wi medyk s�dowy, przy�yciowych, a wi�c powsta�y w okresie, gdy ofiary jeszcze �y�y, czy te� powsta�y one dopiero p�niej.
Dlatego te� z naciskiem i z ca�� odpowiedzialno�ci� mog� stwierdzi�, �e nie znaleziono w�r�d fragment�w czaszek otwor�w mog�cych by� przestrzelinami. Znaleziono natomiast oko�o stu �usek karabinowych, kt�re s� obecnie badane. I w najbli�szym czasie zostanie przygotowana ekspertyza przez laboratorium kryminalistyczne policji, kt�ra to ekspertyza odpowie na pytanie, czy �uski pochodz� z amunicji, kt�ra zosta�a odstrzelona - jak powiedzia�by kryminalistyk - z broni b�d�cej na wyposa�eniu niemieckich jednostek wojskowych w lipcu 1941 r. Chodzi bowiem o to, �e cz�� znalezionych przez nas �usek nosi �lady charakterystycznego sp�aszczenia, kt�re cechuj� bro� b�d�c� na wyposa�eniu oddzia��w niemieckich od 1942 r. Je�eli zatem ekspertyza potwierdzi, �e �uski te zosta�y odstrzelone z broni wprowadzonej do wyposa�enia niemieckich jednostek w 1942 r., to nie b�dziemy mogli potwierdzi�, �e bro� ta mog�a by� u�yta 10 lipca 1941 r. Na t� ekspertyz�, jak uprzedza laboratorium kryminalistyczne Policji, przyjdzie nam jeszcze poczeka� kilka tygodni.
Znaleziono te� p�aszcz pocisku z wytopionym o�owianym rdzeniem, kt�ry le�a� obok kr�gos�upa jednej z ofiar. Ofiar� by� m�czyzna, wzrostu oko�o 165 cm o silnej, kr�pej budowie cia�a. Znalezienie owego pocisku da�o asumpt do odtworzenia nast�puj�cego przebiegu wydarze�. Ot� pocisk �w utkwi� w ciele ofiary, kt�ra znajdowa�a si� w stodole, a nast�pnie jego rdze� uleg� wytopieniu w wyniku dzia�ania wysokiej temperatury, kiedy stodo�� podpalono; pocisk tkwi�cy w spalonym ciele ofiary znalaz� si� w zbiorowej mogile na zewn�trz stodo�y, bo razem ze spalonymi szcz�tkami zosta� do niej wrzucony w momencie zakopywania ofiar. Kaliber pocisku, 9 mm, wskazuje na to, �e pochodzi najprawdopodobniej z pistoletu typu Walter, kt�ry w lipcu 1941 r. by� na wyposa�eniu oficer�w niemieckich, co daje asumpt do stwierdzenia, �e na miejscu byli przynajmniej funkcjonariusze �andarmerii niemieckiej w stopniu oficera, bo oni tak� broni� mogli si� pos�ugiwa�. Wiemy ju� z proces�w wcze�niejszych, o czym m�wi� pan profesor Leon Kieres, �e w Jedwabnem by�o tego dnia o�miu �andarm�w. Dop�ki nie b�dziemy jednak mieli ekspertyzy kryminalistycznej potwierdzaj�cej nasz� hipotez�, �e p�aszcz pocisku pochodzi z pistoletu typu Walter, dop�ty b�dzie to tylko hipoteza, o kt�rej zreszt� poinformowali�my opini� publiczn�.
Co do liczby warstw szcz�tk�w, kt�re odkryli�my, niezb�dne jest nast�puj�ce wyja�nienie. Wewn�trz obrysu fundamentu stodo�y w trakcie prac ekshumacyjnych odkryto - ku zaskoczeniu prowadz�cych ekshumacj� - zbiorow� mogi��, o kt�rej istnieniu nie wiedzieli�my. Z relacji �wiadk�w wynika�o bowiem, �e w samej stodole, wewn�trz obrysu fundament�w, nie zakopywano szcz�tk�w ofiar. �wiadkowie przes�uchani w �ledztwie - wtedy dzieci - m�wili o tym, �e 10 lipca 1941 r., jak pami�taj�, rozesz�a si� w�r�d dzieci w Jedwabnem wiadomo��, �e tego dnia odb�dzie si� pogrzeb Lenina. Dzieci, ciekawe, co kryje si� za t� informacj�, prosi�y swoich rodzic�w o to, �eby mog�y wzi�� udzia� w tym pogrzebie. �wiadkowie opisywali, �e pogrzeb Lenina odbywa� si� w ten spos�b, �e kiedy udali si� na rynek, zauwa�yli tam grup� m�czyzn, �yd�w, rozbijaj�cych m�otami po�yczonymi od miejscowego kowala pomnik Lenina, a �ci�lej: popiersie na postumencie. Nast�pnie - wed�ug relacji tych �wiadk�w - �ydowskim m�czyznom kazano nie�� �w rozbity pomnik Lenina, osobno g�ow�, osobno tu��w, na cmentarz. Na owym cmentarzu owi �ydowscy m�czy�ni z rabinem na czele - byli to znacz�cy przedstawiciele �ydowskiej spo�eczno�ci w Jedwabnem - mieli zosta� zamordowani i wrzuceni do do�u, kt�ry mia� by� wykopany na drodze czy, jak nale�a�oby poprawnie powiedzie�, na �cie�ce biegn�cej przez �ydowski cmentarz. By�y relacje �wiadk�w wskazuj�ce na to, �e �wiadkowie sami widzieli, jak na cmentarzu �ydowskim wykopano na �cie�ce �w d� i wrzucono tam cia�a czterdziestu m�czyzn, a na te cia�a rzucono szcz�tki pomnika.
Szcz�tki pomnika i cia�a ofiar znale�li�my nie na cmentarzu, tylko - podkre�lam: wbrew relacji naocznych �wiadk�w - wewn�trz obrysu fundament�w stodo�y. Odkrycie to pozwoli�o na przyj�cie nast�puj�cej hipotezy. Mianowicie zbrodnia w Jedwabnem rozegra�a si� w dw�ch etapach: w pierwszym etapie czterdziestu m�czyzn z rabinem na czele, nios�cych pomnik w dw�ch cz�ciach, przyprowadzono do stodo�y, gdzie zostali zamordowani pod os�on� �cian stoj�cej stodo�y. Nast�pnie cia�a zosta�y wrzucone do wcze�niej wykopanego do�u - wykopanego wcze�niej, przed sprowadzeniem pierwszej grupy ofiar - a na cia�a wrzucono szcz�tki pomnika Lenina.
Dzia�anie ognia rozpoznali�my tylko na fragmentach pomnika Lenina oraz na fragmentach szcz�tk�w cia� znajduj�cych si� w g�rnej warstwie owego zbiorowego grobu wewn�trz obrysu fundament�w stodo�y. W trakcie prac ekshumacyjnych wykopano obok odkrytych szcz�tk�w wykop - po to, aby stwierdzi�, jak gruba jest warstwa szcz�tk�w. Przyj�li�my, �e zgodnie z relacjami �wiadk�w mog� si� w tym miejscu znajdowa� szcz�tki oko�o czterdziestu m�czyzn. Odkryte szcz�tki wskazywa�y na to, �e cia�a ofiar zosta�y wrzucone do owego przygotowanego wcze�niej do�u, a nast�pnie stodo�a zosta�a podpalona, kiedy znajdowa�a si� ju� w niej druga grupa ofiar. Ta druga grupa ofiar zosta�a sprowadzona z rynku i wprowadzona do stodo�y prawdopodobnie wtedy, gdy �w gr�b w stodole z cia�ami ofiar przykrytymi szcz�tkami pomnika nie zosta� jeszcze zasypany ziemi�.
Ta hipoteza pozwala nam wyt�umaczy�, dlaczego na wierzchniej warstwie szcz�tk�w ludzkich i na fragmentach pomnika znale�li�my �lady dzia�ania ognia. Gdyby owa mogi�a zosta�a zasypana przed wprowadzeniem drugiej grupy ofiar, nie by�oby �lad�w bezpo�redniego dzia�ania p�omieni na owe odkryte szcz�tki.
Druga grupa ofiar zosta�a zamordowana przez spalenie. Cz�� ofiar prawdopodobnie pr�bowa�a wydosta� si� z owej stodo�y i nich strzelano. St�d hipoteza, �e pos�uguj�cy si� pistoletem typu "Walter" niemiecki sprawca strzela� do ofiary znajduj�cej si� w stodole by� mo�e podczas pr�py wydostania si� jej na zewn�trz.
Nast�pnego dnia po spaleniu stodo�y cia�a ofiar, kt�re zosta�y sprowadzone w drugim etapie zbrodni, przeniesiono do zbiorowej mogi�y, na zewn�trz stodo�y .
Podj�li�my pr�b� ustalenia liczby ofiar. By�a to pr�ba oparta na zwa�eniu popio��w ludzkich zmieszanych z fragmentami spalonego drewna. Ustalili�my, �e zebrano oko�o pi��set kg popio�u. Zosta� on poddany szczeg�owej analizie. Uda�o si� wyodr�bni� z niego podbr�dki pochodz�ce z czaszek dzieci. Wielko�� tych podbr�dk�w i znalezione zawi�zki z�b�w mlecznych wskazywa�y na to, �e by�y tam tak�e niemowl�ta.
Co do liczby szcz�tk�w ofiar pochowanych na zewn�trz, wzd�u� d�u�szego boku stodo�y, przyj�li�my, �e mo�e tam by� ponad sto ofiar - do stu pi��dziesi�ciu - co przy uwzgl�dnieniu liczby ofiar, kt�rych cia�a ca�kowicie uleg�y spopieleniu i znajdowa�y si� w popio�ach wa��cych oko�o pi��set kg, daje w sumie do dwustu pi��dziesi�ciu zamordowanych w stodole w pierwszym etapie i zamordowanych w stodole w drugim etapie.
Co do obecno�ci polskich sprawc�w. Wiemy, �e uczestniczy�o w tej zbrodni oko�o czterdziestu m�odych m�czyzn. Nie budzi w�tpliwo�ci i jest dowiedziona obecno�� r�wnie� o�miu niemieckich �andarm�w. O obecno�ci innych niemieckich sprawc�w b�dziemy mogli wnioskowa� po zako�czeniu ekspertyzy kryminalistycznej pocisk�w znalezionych w trakcie ekshumacji. Dzi�kuj� za uwag�.
Prosz� bardzo, Pani Senator.
Poniewa� pan prezes powiedzia�, �e w zbrodni uczestniczyli Polacy, prosimy o poinformowanie Wysokiej Izby, w jaki spos�b ludno�� polska uczestniczy�a w zbrodni.
(Prezes Instytutu Pami�ci Narodowej - Komisji �cigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu Leon Kieres: Mog�?)
Prosz�, Panie Profesorze.
Z akt �ledztwa oraz akt s�dowych wynika niew�tpliwie, �e w charakterze sprawc�w pomocniczych, wynika to tak�e z zezna� �wiadk�w w�wczas sk�adanych. Wymieniano w tych zeznaniach osoby, kt�re uczestniczy�y r�wnie� bezpo�rednio w mordowaniu �yd�w jedwabie�skich.
Panie Marsza�ku, bardzo bym prosi� o zwolnienie mnie z opowiadania w szczeg�ach o tym, co przeczyta�em w aktach �ledztw, aktach procesowych - nie w ksi��ce pana profesora Grossa - oraz w aktach �ledztw, kt�re jeszcze nie zosta�y zako�czone. Nie chc� pos�ugiwa� si� okre�leniami, kt�re dla cz�owieka - niekt�rzy m�wi� delikatnego, ja uwa�am, tak twardego jak ja - stanowi�, czy mog� stanowi� podstaw� do prze�ywania emocji.
Prosz� mnie te� zwolni� od szczeg�owego informowania Wysokiej Izby, co znajduje si� w aktach tocz�cego si� �ledztwa i jakie dowody uzyskujemy, bo tego ju� nie mog� powiedzie� ze wzgl�du na ochron� tajemnicy �ledztwa.
Oczywi�cie, Panie Profesorze. Wy��cznie do pa�skiej dyspozycji pozostawiam zakres odpowiedzi.
Czy s� jeszcze pytania? Nie.
Dzi�kuj� bardzo, Panie Prezesie.
Przypominam o wszystkich wymogach regulaminowych dotycz�cych czasu przem�wienia senator�w oraz o konieczno�ci zapisywania si� do g�osu u senatora prowadz�cego list� m�wc�w.
Prosz� o zabranie g�osu pani� senator Stokarsk�. Przygotowuje si� senator Koz�owski.
W informacji o dzia�alno�ci Instytutu Pami�ci Narodowej - Komisji �cigania Zbrodni Przeciwko Narodowi Polskiemu przekazanej senatorom, na stronie 33 mi�dzy innymi podano, �e w toku obecnie prowadzonego �ledztwa po przes�uchaniu czterdziestu dw�ch �wiadk�w "przyj�� mo�na, �e w zbrodni tej czynnie uczestniczyli polscy mieszka�cy Jedwabnego, g��wnie m�odzi m�czy�ni w liczbie oko�o 40, wsp�dzia�aj�cy z obecnymi na miejscu zdarze� o�mioma niemieckimi �andarmami. Ustala si� tak�e, czy i w jakim zakresie w zbrodni tej mog�o uczestniczy� kilkuosobowe komando gestapo z Ciechanowa."
10 lipca 2001 r. w sze��dziesi�t� rocznic� hitlerowskiego mordu �yd�w w Jedwabnem w czasie uroczysto�ci �a�obnych ambasador Izraela Szewach Weiss powiedzia�: "Ludzie, kt�rzy �yli tu� obok i znali nawzajem swoje imiona - a jak wiadomo, ka�dy cz�owiek ma imi� - zamordowali i spalili swoich s�siad�w. To dlatego to wydarzenie si� jawi a� tak brutalnie, szokuj�co i bole�nie."
Leszek Miller, przewodnicz�cy SLD, powiedzia�: "Oddali�my ho�d Polakom, kt�rzy zostali zamordowani przez innych Polak�w, i ten mord przecie� nie zosta� dokonany w imieniu pa�stwa polskiego. Robimy dzisiaj to, co powinni�my zrobi� jako przedstawiciele pa�stwa polskiego." Prezydent RP Aleksander Kwa�niewski powiedzia�: "Zbrodniarze mieli poczucie bezkarno�ci, gdy� okupanci zach�cali do takich czyn�w" ... "Wiemy z ca�� pewno�ci�, �e w�r�d prze�ladowc�w i oprawc�w byli Polacy. Nie mo�emy mie� w�tpliwo�ci - tu w Jedwabnem obywatele Rzeczypospolitej Polskiej zgin�li z r�k innych obywateli Rzeczypospolitej. Ludzie ludziom, s�siedzi s�siadom zgotowali ten los. W Jedwabnem nie by�o polskich w�adz. Pa�stwo polskie nie by�o w stanie obroni� swoich obywateli przed mordem dokonanym z hitlerowskim przyzwoleniem i z hitlerowskiej inspiracji."... "Ci, kt�rzy brali udzia� w nagonce, bili, zabijali, podk�adali ogie�, pope�nili wi�c zbrodni� nie tylko wobec swych �ydowskich s�siad�w. S� winni wobec Rzeczypospolitej, wobec jej wielkiej historii i wspania�ych tradycji."
Na tej samej uroczysto�ci Stanis�aw Krajewski, Zwi�zek Gmin Wyznaniowych �ydowskich, wsp�przewodnicz�cy Polskiej Rady Chrze�cijan i �yd�w, powiedzia�: "Jestem wdzi�czny prezydentowi za to, co powiedzia� i za to co zrobi�, �eby Polacy nie zapomnieli swoich czyn�w. Bo to przecie� Polacy zrobili."
Prezes Instytutu Pami�ci Narodowej pan Leon Kieres na spotkaniu z organizacjami �ydowskimi w Nowym Jorku powiedzia�, cytuj� za Rzeczypospolit� z 14 lutego 2001 r.: "Wiemy, �e zbrodni dopu�cili si� Polacy, chocia� trzeba wyja�ni�, czy i w jakim stopniu inspirowali ich Niemcy."
A jak by�o naprawd�? Po rozpocz�ciu przez media nagonki na mieszka�c�w Jedwabnego kilkakrotnie odwiedzi�am to miasteczko. Dzi�ki bezpo�rednim i po�rednim �wiadectwom dotycz�cym tych wydarze� pozna�am zupe�nie inn� rzeczywisto�� od tej, jak� kreuj� �rodki masowego przekazu i jak� kreowali przedstawiciele �ycia publicznego podczas uroczysto�ci w Jedwabnem.
Ju� we wrze�niu 1939 r. w Jedwabnem wytworzy� si� silny ruch oporu, kt�ry uformowa� si� z uczestnik�w podwarszawskich szk� wojskowych. We wrze�niu 1939 r. Jedwabne zaj�li Niemcy, a nast�pnie odst�pili je Rosjanom. Po wej�ciu Rosjan natychmiast z urz�d�w zwolniono Polak�w i wszystkie urz�dy, ��cznie z miejskim, obsadzili �ydzi. Otrzymali oni od Rosjan bro� i utworzyli miejscow� milicj�. Sporo m�odych �yd�w wst�pi�o do NKWD, do Komsomo�u, do partii bolszewickiej. W Jedwabnem �ydzi utworzyli list� Polak�w do wyw�zki na Sybir i bezpo�rednio j� nadzorowali. Komisarz spod Moskwy, zapytany przez Polk� wytypowan� wraz z rodzin� do wyw�zki, sk�d zna szczeg�y dotycz�ce liczby os�b w jej rodzinie, sk�d wie, �e posiada konia i w�z, na kt�ry maj� si� za�adowa�, odpowiedzia�: To nie my przywie�li�my ze sob� swoje sobaki, to wy macie tu swoich iwrej�w.
�ydzi odegrali szczeg�ln� rol� w ujawnieniu i rozbiciu polskiego ruchu oporu przez NKWD i Armi� Czerwon�. Dosz�o do walki, w kt�rej zgin�li partyzanci i enkawudzi�ci. Dosz�o do aresztowania ksi�dza Szumowskiego zwi�zanego z ruchem oporu. Zosta� on wywieziony do Mi�ska Bia�oruskiego i rozstrzelany.
Wed�ug informacji zawartych w wydanym przez MON w 1974 r. dzienniku wojennym genera�a pu�kownika Franza Haldera, w tomie trzecim, zatytu�owanym "Od kampanii rosyjskiej do marszu na Stalingrad, 22.06.1941 r. - 29.09.1942 r.", gdy Niemcy uderzyli na ZSRR w czerwcu 1941 r., za Bia�ymstokiem wytworzy� si� sta�y front. Niemcy otoczyli jednostki NKWD. W dw�ch kot�ach prawdopodobnie znalaz�o si� od sze��dziesi�ciu do stu jednostek NKWD, w�r�d kt�rych Wehrmacht zidentyfikowa� kilkadziesi�t �ydowskich jednostek NKWD. Po napa�ci Niemc�w na ZSRR Stalin og�osi� tak zwan� wojn� Zwi�zku Radzieckiego. Wezwa� wszystkie narody Zwi�zku Radzieckiego by, je�li gdziekolwiek spotkaj� Niemc�w, prowadzili z nimi bezwzgl�dn� walk�. W ten spos�b Stalin przeni�s� walk� z armii regularnych na cywil�w. Stalin wezwa� te� mi�dzy innymi wszystkich przyjaci� i sympatyk�w Zwi�zku Radzieckiego do w��czenia si� do tej walki. Dla Niemc�w sta�o si� oczywiste, �e na ty�ach ich front�w utworzy si� partyzantka z tych niedobitk�w rosyjskich i �ydowskich, kt�re przedar�y si� przez kot�y.
Po ob�awie �ydzi powr�cili do swoich miejscowo�ci, mi�dzy innymi do Jedwabnego. Wehrmacht, kt�ry zidentyfikowa� �yd�w w kot�ach, postanowi� wzi�� odwet na tych �ydach, kt�rzy pochodzili z danych miejscowo�ci, byli w armii radzieckiej lub w NKWD i walczyli rami� w rami� z komunistami. Oddzia� bia�ostocki Wehrmachtu wezwa� szybko Himmlera na narad�, na kt�rej postanowiono, �e w lipcu i sierpniu zostan� rozstrzelani wszyscy �ydzi zwi�zani z NKWD i bior�cy udzia� w walce z Niemcami. Niemcy zaplanowali wybicie od czterdziestu do pi��dziesi�ciu m�odych �yd�w w ka�dej wi�kszej miejscowo�ci, a nast�pnie wyniszczy� ich do trzeciego pokolenia przez spalenie ich rodzin.
W Bia�ymstoku ustalono miejscowo�ci, z kt�rych wywodzili si� �ydzi zidentyfikowani w kot�ach. By�o to mi�dzy innymi Jedwabne. Z Prus Wschodnich do Zwi�zku Radzieckiego w kierunku Bia�egostoku post�powa�y tak zwane oddzia�y porz�dkowe, czyli oddzia�y do niszczenia ludzi. By�o to pi�� grup gestapo. Pierwsza grupa mia�a za zadanie rozstrzela� wszystkich sekretarzy partii komunistycznych bez wzgl�du na narodowo��. Druga z tych grup mia�a za zadanie walczy� z tak zwanymi maruderami, to znaczy z uciekinierami z wojska, lud�mi niezameldowanymi, szpiegami, wa��saj�cymi si�.
10 lipca 1941 r. rano do Jedwabnego zjecha�y trzy grupy gestapo. Pierwsza grupa to oddzia�y szturmowe SA, druga to jednostki zmotoryzowane NSDAP-NSKK i trzecia to przysposobienie lotnicze NSPK spod Ciechanowa. By�y to jednostki lotnicze w b��kitnych mundurach, �wiadomie lub nie�wiadomie mylone przez Grossa w jego ksi��ce z polsk� policj� granatow�. Jednostki lotnicze podlega�y pod Ericha Kocha, kt�ry stacjonowa� w Kr�lewcu i rz�dzi� ca�ymi Prusami Wschodnimi.
Tego tragicznego dnia jednostki gestapo otoczy�y Jedwabne i sp�dzono na rynek wszystkich �yd�w, tak�e kobiety i dzieci. Kazano im rozebra� pomnik Lenina. Gdy zacz�to rozbiera� pomnik, ksi�dz Kembli�ski zrozumia�, �e �ydzi s� �miertelnie zagro�eni. Uda� si� na posterunek �andarmerii z pro�b�, by darowano �ycie cho�by niewinnym kobietom i dzieciom �ydowskim. W odpowiedzi us�ysza�: Tam, gdzie stan�a stopa niemiecka, nie ma prawa �y� taki �yd i z okrzykiem "raus" zosta� wyp�dzony z posterunku.
Popiersie Lenina z rozebranego pomnika Niemcy kazali nie�� oko�o czterdziestu m�odym �ydom w kierunku stodo�y. Reszt� �yd�w ustawiono za nimi.
(Wicemarsza�ek Donald Tusk: Czas min��.)
Prosz�, Panie Marsza�ku, o zapisanie mnie do g�osu po raz drugi.
Prosz� zapisa� pani� senator.
Prosz� o zabranie g�osu pana senatora Krzysztofa Koz�owskiego.
Senator Krzysztof Koz�owski:
Chcia�em z tego miejsca, pod koniec kadencji - tak to si� sk�ada - szczeg�lnie podzi�kowa� naszemu koledze, senatorowi, a obecnie szefowi Instytutu Pami�ci Narodowej, profesorowi Leonowi Kieresowi. Chcia�em podzi�kowa� za rzetelno��, uczciwo��, odwag� i trud.
Nie taj�, �e mia�em powa�ne w�tpliwo�ci, czy instytut, kt�ry tworzymy, ma prawo do zaszczytnej nazwy "Instytut Pami�ci Narodowej", je�li w praktyce jego dzia�alno�� ograniczy si� do zarz�dzania teczkami by�ej S�u�by Bezpiecze�stwa. S�dzi�em, �e utonie w problemach teczkowych, a przez to nie zas�u�y na zaszczytn� nazw�. Profesor i wsp�pracuj�cy z nim ludzie dokonali rzeczy naprawd� wielkiej. Przekonali nas, �e instytut ma sens, �e jest niezb�dny i konieczny. I nie chodzi tu tylko o owe nieszcz�sne teczki, ale o autentyczn� pami�� narodow�, kt�r� nie tylko trzeba chroni�, ale przede wszystkim trzeba zna�.
Dzi�kuj� profesorowi za to, �e po�o�y� tak wielki nacisk na prawd�. Nie pomog� tu rozpaczliwe pr�by ratowania tego, co si� czasem nazywa dobrym imieniem Polak�w. To imi� musi by� prawdziwe, musi by� autentyczne, a nie utkane z mit�w - podkre�lam - w zrozumia�ej w jakim� sensie i rozpaczliwej pr�bie jego ratowania, �e przecie� nigdy, przenigdy nie mogli�my tego zrobi�, bo przecie� jeste�my Polakami. Pan, Panie Profesorze, z konfrontacji z bolesn�, tragiczn� przesz�o�ci� w tym wypadku wyszed� z podniesion� g�ow� jako cz�owiek, kt�ry sprosta� zadaniu. Mam nadziej�, �e sprosta im pan do ko�ca przez m�dr�, rozwa�n� prac� nad oddzieleniem wszystkich propagandowo-mitycznych w�tk�w od tego, co naprawd� si� sta�o, i przez okre�lenie, w jakim stopniu musimy nie tylko ubolewa�, ale naprawd� dokona� rozrachunku z w�asnym sumieniem.
Panie Profesorze, Instytut Pami�ci Narodowej naprawd� dobrze s�u�y tej pami�ci. Dzi�kuj�. (Oklaski)
Dzi�kuj� bardzo, Panie Senatorze.
Pan senator Bielawski.
Senator Janusz Bielawski:
Panie Marsza�ku! Panie i Panowie Senatorowie! Panie Profesorze Kieres!
Nie b�d� m�wi� o �ledztwie dotycz�cym zbrodni w Jedwabnem. Pragn� si� natomiast odwo�a� do moich osobistych wspomnie� dotycz�cych wydarze�, kt�re dzia�y si� w zupe�nie innej cz�ci Polski, a konkretnie na Mazowszu, w powiecie mi�sko-mazowieckim. Pr�by zamazywania prawdy wywodz� si� z naszej megalomanii narodowej: bo Polska by�a przedmurzem chrze�cija�stwa, bo walczyli�my o wolno�� nasz� i wasz�, a brzydkie czyny pope�niaj� zupe�nie inne nacje.
To wspomnienie jest dla mnie jednym z makabryczniejszych wspomnie� z okresu okupacji. By� to pa�dziernik, mo�e pocz�tek listopada, wtedy likwidowano getto w Mi�sku Mazowieckim i z tego getta uciek� ch�opak, mniej wi�cej m�j r�wie�nik. I co si� dzieje? Z posterunku w Latowiczu, z posterunku granatowej policji, a wi�c Polak�w, zostaje wydelegowany jeden policjant. I jedzie on sobie na rowerku i po �ladach tropi tego ch�opaka. I go zastrzeli�. Kto to zrobi�? Polak.
Spraw� wsp�pracy z Niemcami w okresie okupacji zazwyczaj traktujemy w spos�b taki, �e na tle bohaterstwa naszych rodak�w, na tle walki, kt�r� prowadzili z okupantem, jest to rzecz marginalna. Ale to jednak by�o i na to nie mo�na zamyka� oczu.
Mam du�y szacunek dla pana dzia�alno�ci, Panie Profesorze. Dzi�kuj� za uwag�. (Oklaski)
Prosz� o zabranie g�osu pani� senator Stokarsk�. Drugie wyst�pienie - pi�� minut.
Jak m�wi� �wiadkowie, p�dzonych �yd�w mog�o by� w granicach stu sze��dziesi�ciu, dwustu os�b. Po obu stronach orszaku �andarmi pod przymusem rozstawili Polak�w i fotografowali ich na tle p�dzonych �yd�w. U�ytych do konwojowania orszaku �ydowskiego Polak�w Niemcy odprawili oko�o 200 m przed stodo��, na wysoko�ci obecnej ulicy Krasickiego. Prawdopodobnie trzech Polak�w nie wycofa�o si� i zgin�o w stodole razem z �ydami.
M�odym �ydom, nios�cym popiersie Lenina, �andarmi nakazali wykopa� w stodole d�, a po sprawdzeniu nazwisk i odczytaniu rozkazu przez �yda Macpo�owskiego w stopniu kapitana gestapo zostali rozstrzelani przez Niemc�w. Nast�pnie do stodo�y Niemcy wp�dzili pozosta�ych przyp�dzonych z rynku �yd�w, czyli rodziny i krewnych do trzeciego pokolenia �yd�w rozstrzelanych wcze�niej. Niemcy benzyn� lotnicz� oblali dooko�a stodo��, otoczyli j� kordonem i podpalili. Wed�ug relacji �wiadk�w, nikt nie mia� szans uciec ze stodo�y.
Nast�pnego dnia z rozkazu Niemc�w Polacy pogrzebali zamordowanych �yd�w w obu zbiorowych mogi�ach. Do jednej z nich wrzucono popiersie Lenina. Cia�a zamordowanych �yd�w, zgromadzone w postaci piramidy, Polacy zastali w jednym rogu stodo�y - wed�ug �wiadk�w na klepisku le�a�o jedno lub dwa cia�a. Nie by�y one zw�glone. Jak wynika z "Dziennika wojennego" Franza Haldera, �ydzi w stodole nie zgin�li jako �ydzi, lecz jako komuni�ci i rodziny tych komunist�w - na podstawie wyroku wydanego przez Wermacht w Bia�ymstoku i odczytanego im przed �mierci� przez �yda-gestapowca. Dla �yd�w Niemcy przeznaczyli inn� �mier�: poprzez getto. Getto w Jedwabnem Niemcy utworzyli 11 lipca 1941 r. Zamkn�li w nim oko�o stu, stu trzydziestu �yd�w, przetrzymywali ich do listopada, po czym przewie�li do �om�y, nast�pnie do Treblinki i tam stracili.
Masakra w Jedwabnem by�a zorganizowana i przeprowadzona przez Niemc�w, a nie przez Polak�w. Polacy byli zmuszeni przez gestapo do identyfikacji rodzin spokrewnionych z �ydami-komunistami. Pod lufami karabin�w niemieckich, bici kolbami, Polacy byli zmuszeni do wyprowadzenia �yd�w z dom�w i konwojowania ich na rynek. Tym, kt�rzy uwa�aj�, �e Polacy nie musieli tego wykona�, nale�y przypomnie� tragiczn� sytuacj� Calela Perechodnika, kt�ry jako �ydowski policjant w podwarszawskim getcie, zmuszony przez Niemc�w, wysy�a� transporty �yd�w do Treblinki, w tym w�asn� rodzin�.
Jeszcze inn� sytuacj� opisuje Stefan Korbo�ski w ksi��ce "Polacy, �ydzi, Holocaust". Cytuj�: "We Lwowie w obozie pracy codziennie rano na apelu dw�ch rabin�w zmuszanych jest do ta�czenia fokstrota w rytm muzyki granej przez �ydowsk� orkiestr�".
Jak w �wietle przytaczanych wy�ej informacji z "Dziennika wojennego" autorstwa pu�kownika Franza Haldera nale�y rozumie� tre�� artyku�u pod tytu�em "Dyplomacja prewencyjna", napisanego przez Jerzego S�awomira Maca przy wsp�pracy z Ryszardem Kami�skim, a zamieszczonego w czasopi�mie "Wprost" z 28 stycznia 2001 r.? Cytuj�: "Przebieg pogrom�w w Zar�bach Ko�cielnych, Stawiskach, W�soszy, Wi�nie, Bra�sku, Kolnie, Radzi�owie, Szczuczynie i Tykocinie i by� podobny jak w Jedwabnem. Zaraz po wkroczeniu Niemc�w, cz�sto nawet nie czekaj�c na ich przyzwolenie, zabierano si� do rabowania �ydowskiej w�asno�ci. Broni�cych jej ludzi bito, a gdy okaza�o si�, �e hitlerowcy pozwalaj� te� bezkarnie mordowa�, zabijano, by nie by�o �wiadk�w. We wszystkich wypadkach t�umem dowodzi�y grupy pijanych prowodyr�w, cz�sto przemieszczaj�cych si� z miasta do miasta. Na rze� w Radzi�owie przyjechali mieszka�cy W�soszy po sko�czonym w�a�nie u siebie pogromie, a do��czyli do niego pospiesznie zaprz�ganymi furmankami ch�opi z okolicznych wiosek. Pogrom zawsze poprzedza� spektakl maj�cy upokorzy� i o�mieszy� ofiary. �ydom kazano niszczy� wzniesione przez Sowiet�w pomniki, zaprz�gano ich do woz�w..."
Czas min��. Dzi�kuj� bardzo.
Panie Marsza�ku, ze wzgl�du na ograniczony czas sk�adam reszt� mojego wyst�pienia do protoko�u...*
(Wicemarsza�ek Donald Tusk: Pani Senator, czas nie jest ograniczony, tylko wykorzysta�a pani regulaminowe pi�tna�cie minut.)
...a tak�e kieruj� bardziej szczeg�owe pytania dotycz�ce Jedwabnego do pana prezesa. Dzi�kuj� bardzo.
Prosz� o zabranie g�osu pana senatora Zychowicza. Przygotowuje si� pani senator Urnia�-Grabowska.
Senator Zbigniew Zychowicz:
Nie s�dzi�em, �e b�d� musia� dzisiaj zabiera� g�os w sprawie zdawa�oby si� lakonicznego, czy nawet rzetelnego sprawozdania pana prezesa Kieresa. Ale w�tki, kt�re si� tu pojawi�y, zmuszaj� mnie do tego.
My, Polacy, pr�bujemy sobie uk�ada� stosunki z s�siadami po ludzku. Ale istnieje na tym polu tyle zadra�nie�, i� to uk�adanie jawi si� nam jako ci�ka praca. Dotyczy to Litwy, Rosji, Ukrainy, Czech, Niemiec. Mieszkam w Szczecinie i kiedy przyje�d�aj� do mnie przyjaciele, pokazuj� im cz�sto Wa�y Chrobrego, jedn� z najpi�kniejszych dzielnic tego miasta. Podziwiaj� j� i potem niekiedy m�wi� do mnie: s�uchaj, przecie� to zbudowali Niemcy. Rzeczywi�cie. I wtedy po raz kolejny nasuwa mi si� refleksja, �e my�my przyszli po tysi�cu lat nieobecno�ci na te ziemie, kt�re przez kilkaset lat budowali i zamieszkiwali Niemcy. Ale teraz one s� nasze i my, po tysi�cu lat egzystencji, kiedy granica p�on�a i ogrom krzywd by� naprawd� wielki, pr�bujemy z tym s�siadem uk�ada� sobie stosunki na nowo. Takie w�tki mo�na by znale�� tak�e w stosunkach z Ukrain�, a tak�e z Czechami, cho� nie tak bolesne, chodzi wszak tylko o Zaolzie. Mieli�my w Szczecinie przed wojn� i w czasie wojny pomnik Colleoniego, kondotiera, kt�ry to pomnik dzisiaj stoi w Warszawie. My poszukujemy bolesnej to�samo�ci, naszych korzeni i chcemy ten pomnik, zakupiony przez burmistrza Szczecina, sprowadzi� z powrotem do naszego miasta. Tak oto bowiem chcemy budowa� nasz� to�samo��, nasze korzenie.
I oto dzisiaj dowiaduj� si�, �e tutaj podawane jest w w�tpliwo�� to, co wydaje si� prawd� oczywist�. Dowiaduj� si�, �e Jedwabne to jest prawie zmowa, spisek przeciwko narodowi polskiemu. Wys�uchawszy wyst�pienia pani senator Stokarskiej twierdz�, �e antysemityzm jest nasz� chorob�. Poszukujemy wrog�w nie tam, gdzie powinni�my to robi�. Uwa�am, �e trzeba, tak jak to uczyni�o ju� paru Polak�w, posypa� g�owy popio�em i przeprosi� za to, co si� sta�o.
Powiem tylko tyle, �e to, co pan robi, Panie Profesorze Kieres, zyskuje m�j najwy�szy szacunek. Dzi�kuj� uprzejmie. (Oklaski)
Dzi�kuj�, Panie Senatorze.
Prosz� o zabranie g�osu pani� senator Urnia�-Grabowsk�.
Senator Ligia Urnia�-Grabowska:
Chcia�am tu publicznie, przed Wysokim Senatem, podzi�kowa� za wspania�� lekcj� tego, jak mo�na prowadzi� edukacj�. Pa�ski instytut, jego dzia� edukacji, otworzy� kilka dni temu w P�ocku wystaw� "Czerwiec '76", kt�ra by�a nieprawdopodobnie zorganizowana. Chc�, �eby pa�stwo o tym wiedzieli, bo nasza prasa ma�o pisze o pozytywach, o rzeczach dobrych i my�l�, �e to si� przemkn�o, �e na pewno pa�stwo nawet o tym nie s�yszeli.
Niewiele os�b wie, �e P�ock by� te� miejscem zdarze� Czerwca '76. Ale poniewa� w�a�nie w P�ocku mia�y by� do�ynki, zrobiono wszystko, �eby te zdarzenia i marsz robotnik�w pod siedzib� komitetu wojew�dzkiego za wszelk� cen� ukry�. I to si� uda�o, bo niewielu z pa�stwa wie o tym, �e te zdarzenia mia�y miejsce.
Wystawa i konferencja naukowa odby�y si� w siedzibie ksi��nicy p�ockiej, kt�ra przedtem by�a siedzib� komitetu wojew�dzkiego - jest to jeden z pi�kniejszych budynk�w P�ocka. Tam by�y udost�pniane ksi��ki napisane przez pana prof. Eislera. I chc� pa�stwu opowiedzie� o tym, co tam by�o. A by�o tam bardzo du�o m�odzie�y i byli te� uczestnicy zdarze� z obu stron barykady, czyli ci, kt�rzy szli pod ten komitet w ramach protestu, i ci, kt�rzy siedzieli w tym budynku i usi�owali prowadzi� rozmowy. Zreszt� ja te� by�am poproszona jako �wiadek tych zdarze�, poniewa� udziela�am pomocy lekarskiej i je�dzi�am, oczywi�cie w pe�nej konspiracji, do Radomia. By� tam Wojtek Celi�ski, lekarz, kt�ry wsp�pracowa�. Ja by�am zwi�zana bardziej z grup� Andrzeja Czumy, Zawiadomi�am Wojtka o konferencji i on te� na niej by�; oboje wypowiadali�my si�.
Chcia�am nawi�za� do pana ostatniej wypowiedzi. Podczas konferencji zabra� g�os pan, kt�ry by� cz�onkiem komitetu wojew�dzkiego i jasno opowiada� o tym, jak to wygl�da�o. Powiedzia�, �e z okien komitetu na g�owy tych robotnik�w pada�y drobne pieni�dze i �e jedna osoba, przebywaj�ca wtedy w tym budynku, jest w tej chwili we w�adzach miasta. Relacjonowa� to cz�owiek, kt�ry pr�bowa� nawi�za� rozmowy po to, �eby nie dosz�o do rozlewu krwi, i opowiada� to spokojnie. Wtedy nasun�a mi si� refleksja, �e jednak jeste�my wspania�ym narodem, bowiem ten pan wiedzia�, �e gdy wyjdzie z tego budynku, nikt go nie zaatakuje, nikt nie b�dzie mu ubli�a�. I tak to si� sko�czy�o. M�odzie� podesz�a do niego i spyta�a, czy nie ba� si� powiedzie�, �e siedzia� tu, po tej stronie. Powiedzia�, �e nie - bo taka jest atmosfera i tej konferencji, i tej prawdy, kt�r� chcemy przed wami odkry�, dotycz�cej tego, co tu si� dzia�o. Profesor, kt�rego ksi��ki o Czerwcu by�y tam udost�pnione, powiedzia� jedn� wa�n� rzecz. To mianowicie, �e to jest wielka ranga demokracji, powoduj�ca, i� ci, kt�rzy byli w tym budynku i po tej stronie, mog� w efekcie demokratycznych wybor�w by� we w�adzach tego miasta. I to jest to, co pan swoim dzia�aniem pokazuje m�odzie�y. M�odzie�y, kt�ra nie ma nawet zielonego poj�cia o tamtych latach - nie m�wi�, �e o ostatnich zdarzeniach, bo ostatnie by�y bardziej brutalne.
Tak wi�c nie zgadzam si� z tym, �e jeste�my narodem, kt�ry niesie nienawi�� i nietolerancj�. Nie. O tym �wiadczy w�a�nie ta konferencja i to, �e m�odzie� mo�na uczy� historii na takich przyk�adach, czyli dok�adnie to, co wy�cie zrobili. Tam sala by�a wype�niona. Czy�cie tak dalej, bo to jest potrzebne. Dzisiejsze pokolenie nie ma bowiem poj�cia nawet o ostatnich latach osiemdziesi�tych. Dzi�kuj� panu.
Pan senator Janowski, prosz�.
Senator Mieczys�aw Janowski:
Panie Marsza�ku! Pa�stwo Senatorowie! Panie Prezesie!
Z tej wysokiej trybuny chcia�bym zabra� g�os, by u�y� s�owa "dzi�kuj�" wobec Instytutu Pami�ci Narodowej i Komisji �cigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu. Chodzi mi o prac�, kt�ra wykonana zasta�a w ci�gu roku. M�wi� o tym pan prezes.
Wiem, jak ogromnie trudne jest poszukiwanie prawdy o zbrodniach dokonanych przeciwko Polsce, dokonanych przez ludzi spod znaku swastyki i przez tych spod znaku sierpa i m�ota. Wiem, jak trudno jest to robi� w spos�b obiektywny, odpowiadaj�cy prawdzie historycznej.
I w tym kontek�cie chcia�bym podzi�kowa� panu, Panie Profesorze Kieres, i zespo�owi, kt�rym pan kieruje. Wtedy, gdy razem pracowali�my w Senacie, dyskutowali�my o tym, jak trudnej podejmuje si� pan roli. I my�l�, �e do tej pory komisja ten egzamin zda�a znakomicie, a instytut, kt�ry buduje si� i tworzy, b�dzie s�u�y� Polakom po to, aby poznali prawd� o przest�pczych czynach wobec naszego narodu, a tak�e o tym, co Polacy uczynili wobec siebie samych, bo o tym te� trzeba pami�ta�. Chc� tak�e zwr�ci� uwag� na osi�gni�cia organizacyjne, o kt�rych jakby�my zapomnieli. To jest wielki trud, by powsta�y plac�wki w dziesi�ciu miastach, i wiem, z iloma problemami nale�a�o si� boryka�.
Zatem, Panie Profesorze, uwa�am, �e to sprawozdanie, kt�re pan przed�o�y�, jest sprawozdaniem, z kt�rego mimo wszystko bije nadzieja, �e b�dziemy mogli pozna� prawd� o sobie samych i o tym wszystkim, co by�o z�e, a co dotkn�o tak bole�nie nasz nar�d. Dzi�kuj�.
Czy kto� z pa�stwa senator�w chcia�by jeszcze zapisa� si� do dyskusji?
Pani senator wyczerpa�a sw�j czas, rozumiem, �e w innym trybie chce pani...
(Senator Jadwiga Stokarska: Ad vocem.)
(Senator Jadwiga Stokarska: Ad vocem, Panie Marsza�ku.)
Nie ma takiego trybu w naszym regulaminie.
(Senator Jadwiga Stokarska: Chcia�abym sprostowa�.)
Sprostowanie? Prosz� bardzo.
Chcia�abym sprostowa� wypowied� pana senatora Zychowicza, kt�ry zarzuca Polakom antysemityzm. Szkoda, �e nie mog�am przedstawi� dalszej cz�ci mojego wyst�pienia, z kt�rej by�cie pa�stwo dowiedzieli si�, w jaki spos�b Polska pomaga�a ludziom narodowo�ci �ydowskiej. Byli�my jedynym krajem w�r�d kraj�w okupowanych, w kt�rym Niemcy zagrozili...
Pani Senator, to nie jest sprostowanie, mo�e pani za�o�y� bez wi�kszego ryzyka, �e Izba jest �wiadoma pomocy, kt�r� Polacy �wiadczyli na rzecz �yd�w.
(Senator Jadwiga Stokarska: Po wypowiedzi pana senatora uwa�am, �e nie. Dzi�kuj�.)
Informuj�, �e lista m�wc�w zosta�a wyczerpana.
Czy pan prezes pragnie jeszcze zabra� g�os?
Prosz� uprzejmie, Panie Prezesie.
Przepraszam, �e o�mielam si� prosi� o tolerancj�, ale w zwi�zku z tym, �e zabieram g�os z tego miejsca, chcia�bym w�a�nie z tego miejsca, prawdopodobnie po raz ostatni w tej kadencji, podzi�kowa� pa�stwu za wyst�pienia w dyskusji. Wszystkim pa�stwu chcia�bym podzi�kowa� za, cz�sto niezas�u�one, tak�e dotycz�ce mnie, s�owa uznania. Chc� pa�stwu powiedzie�, �e, jak m�wi�em, zar�wno gdy �egna�em si� z pa�stwem w czerwcu ubieg�ego roku, jak i teraz pami�tam i b�d� pami�ta�, i� moja postawa w s�u�bie publicznej w du�ym stopniu by�a kszta�towana przez pa�stwa tutaj, w tej Izbie. Je�li dzisiaj mog� spojrze� pa�stwu prosto w oczy, to mi�dzy innymi dlatego, �e zawsze pami�ta�em o pa�stwa postawie w s�u�bie publicznej. Bardzo serdecznie pa�stwu dzi�kuj�.
Pozwol� pa�stwo, cho� w tej chwili nie ma tutaj mi�dzy nami pani marsza�ek, pani profesor Alicji Grze�kowiak, �e z�o�� jej podzi�kowanie jako marsza�kowi Wysokiej Izby i osobie, kt�ra wielokrotnie, o czym dzisiaj musz� tutaj powiedzie�, wspiera�a mnie w chwilach trudnych, w chwilach zw�tpie� i na kt�r� zawsze mog�em liczy�, za co pani marsza�ek bardzo serdecznie dzi�kuj�.
Chcia�bym powiedzie�, �e s�owa krytyki zawsze odbieram z powag� i uznaniem. Bardzo prosz� o z�o�enie informacji, kt�re przekaza�a pani senator Stokarska, do Komisji �cigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu. Je�li pani ma nowe informacje, prosz� je z�o�y� do komisji, b�d� one brane pod uwag� w �ledztwie. Zapewniam pani�, �e pochylimy si� nad nimi z najwi�ksz� uwag�.
Na zako�czenie chc� powiedzie�, �e jestem oskar�any o r�ne rzeczy, obwiniany o r�ne sprawy, ale dobro Polski i Polak�w jest dla mnie prawem najwy�szym. Bez wzgl�du na to, co si� o mnie b�dzie m�wi�o, zawsze b�d� si� czu� Polakiem niezale�nie od tego, jakimi s�owami moja polsko�� b�dzie okre�lana.
�ycz�, by�cie pa�stwo na swojej drodze publicznej i prywatnej spotykali wy��cznie dobro. Dzi�kuj�. (Oklaski)
Dzi�kuj�, Panie Prezesie.
Dzi�kuj� prezesowi Instytutu Pami�ci Narodowej - Komisji �cigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu, profesorowi Leonowi Kieresowi, za przedstawienie Informacji o dzia�alno�ci Instytutu w okresie od 1 lipca 2000 r. do 30 czerwca 2001 r.
Panie Prezesie, Panie Dyrektorze, my�l�, �e w imieniu przyt�aczaj�cej wi�kszo�ci Izby do��cz� si� tak�e do gratulacji i podzi�kowa� za dotychczasow� prac�. �ycz� panu prezesowi i panu dyrektorowi, ca�emu instytutowi, ca�ej komisji takiej jak dotychczas wytrwa�o�ci i przede wszystkim nieust�pliwo�ci. (Oklaski)
Stwierdzam, �e Senat zapozna� si� z t� informacj�.
Przyst�pujemy do o�wiadcze� senator�w poza porz�dkiem obrad.
Przypominam, �e o�wiadczenie nie mo�e trwa� d�u�ej ni� pi�� minut.
Zanim przyst�pimy do o�wiadcze�, przypominam, �e mniej wi�cej pi�tna�cie, dwadzie�cia minut po zako�czeniu o�wiadcze� zainteresowani senatorowie b�d� mogli zrobi� sobie zdj�cie zbiorowe w foyer przy kr�conych schodach.
Prosz� o zabranie g�osu pani� senator Czub�. Przygotowuje si� senator Sucha�ski.
Senator Krystyna Czuba:
O�wiadczenie kieruj� do marsza�ek Senatu, do prezydenta Rzeczypospolitej i do premiera Rzeczypospolitej.
Kandydaci SLD do Senatu podpisuj� zobowi�zanie, �e b�d� d��y� do likwidacji Senatu. O likwidacji Senatu m�wi tak�e Platforma Obywatelska i PSL. Przypominaj� si� wi�c pocz�tki PRL. W referendum "Trzy razy tak" by� postulat likwidacji Senatu. By� te� w�wczas plakat "Senat z wozu, koniom l�ej".
Czy Senat jest potrzebny? Senat jest standardem demokratyzacji. Powsta� dzi�ki postulatom "Solidarno�ci". Istnienie Senatu to pocz�tek wolnej Polski. To rzeczywista wola narodu i narodowy interes. Istnienie Senatu wywodzi si� z rady kr�lewskiej. Jest to kontynuacja najlepszych polskich tradycji, wywodz�cych si� tak�e z Konstytucji 3 Maja.
Dlaczego Senat jest konieczny? W Sejmie toczy si� walka polityczna. �cieraj� si� partyjne interesy. W Senacie odbywa si� rzeczywista refleksja na temat prawa nie tyle pod k�tem polityki, ile pod k�tem wsp�lnego dobra. Wybory do Senatu odbywaj� si� w spos�b najbardziej demokratyczny. S� to wybory wi�kszo�ciowe, g�osowanie na konkretn� osob�. Jest to zarazem osobiste zobowi�zanie cz�owieka wybranego do szczeg�lnej odpowiedzialno�ci wobec wyborc�w. Wyborcy maj� prawo do rozliczenia swego kandydata.
Dorobek odrodzonego Senatu jest bardzo wielki. To w�a�nie z Senatu wysz�y najwa�niejsze inicjatywy legislacyjne, dotycz�ce zr�b�w ustroju demokratycznego i samorz�dowego. To w�a�nie Senat przez swoj� inicjatyw� w 2000 r. umo�liwi� Polonii pe�ne g�osowanie podczas wybor�w prezydenckich. To tutaj powsta�y inicjatywy ustaw: o Karcie Praw Polaka, o obywatelstwie polskim, o repatriacji, o spo�ecznym nadawcy w radiofonii i telewizji, o pozostawieniu szk� artystycznych w gestii ministra. To Senat obj�� patronat nad Polakami na obczy�nie. Nie zapominajmy, �e polska emigracja jest bardzo liczna. Wi�cej ni� 1/3 Polak�w �yje poza Polsk�. Oni potrzebuj� pomocy Senatu.
Nie wolno nam te� zapomnie�, �e istnieje zasada dwuinstancyjno�ci, je�li chodzi o instytucje zwi�zane z prawem. �eby istnia�a mo�liwo�� weryfikacji prawa, konieczne jest wi�c istnienie dw�ch instancji. Przyk�adem jest s�downictwo.
Senat to polska racja stanu i presti� Polski na arenie mi�dzynarodowej. Sygna�, �e w Polsce nie ma trwa�ych instytucji, �e wszystko mo�na zmieni�, to sygna�, �e nie ma demokracji. W czasie stanu wojennego nie wolno by�o marzy� i m�wi� o Senacie i o urz�dzie prezydenta. Zniesienie Senatu to puste miejsce dla Polski w instytucjach mi�dzynarodowych. Niemal wszystkie demokratyczne pa�stwa �wiata posiadaj� dwuizbowy parlament.
Likwidacja Senatu to demonta� demokracji w Polsce! Mamy wzorce na Wschodzie - na Bia�orusi, gdzie wszystkie instytucje demokratyczne zosta�y zlikwidowane. Bia�oru� - czy demokracja zachodnia, do kt�rej Polska wreszcie dosz�a?
Moje bycie senatorem to pow�d do dumy, a nie do wstydu. By� senatorem to godno�� i zobowi�zanie. Nie pozwolimy zlikwidowa� Senatu w Polsce!
Popisali: Krystyna Czuba, Janina Sagatowska, Marcin Tyrna, Stefan Konarski, Dorota Czudowska, Bogdan Tomaszek, Ligia Urnia�-Grabowska, Jan Cimanowski, Jan Chodkowski, Dariusz K�eczek, Anna Bogucka-Skowro�ska, El�bieta P�onka, Jerzy Mas�owski, S�awomir Willenberg, Zdzis�aw Maszkiewicz. Dzi�kuj�.
Prosz� o zabranie g�osu pana senatora Sucha�skiego.
Senator Jerzy Sucha�ski:
Pierwsze o�wiadczenie podaj� do wiadomo�ci pa�stwa senator�w.
20 lipca 2000 r. na sze��dziesi�tym drugim posiedzeniu Senatu RP zwr�ci�em si� do Najwy�szej Izby Kontroli o przeprowadzenie post�powania wyja�niaj�cego w sprawie obj�cia przez jednego z oferent�w ponad 60% akcji Pa�stwowych Zak�ad�w Zbo�owych w Brzegu, w wojew�dztwie opolskim. W tym wyst�pieniu stwierdzi�em, �e moim zdaniem, nast�pi�o istotne zani�enie ceny zakupu. Wczoraj otrzyma�em odpowied� od prezesa Najwy�szej Izby Kontroli Miros�awa Seku�y, w kt�rej zawarte s� nast�puj�ce tre�ci.
"Przeprowadzona przez Departament Kontroli Dora�nych Najwy�szej Izby Kontroli kontrola sprzeda�y przez Agencj� Prywatyzacji akcji Polskich Zak�ad�w Zbo�owych "Brzeg" SA z siedzib� w Brzegu, PZZ "Brzeg" SA, wykaza�a istotne nieprawid�owo�ci w przygotowaniu tej prywatyzacji, w prowadzeniu rokowa�, w wyborze inwestora i ustaleniu warunk�w umowy. Zdaniem Najwy�szej Izby Kontroli dosz�o do naruszenia interesu skarbu pa�stwa. PZZ "Brzeg" SA sprzedano za cen� ponaddwudziestokrotnie ni�sz� - powtarzam: cena ponaddwudziestokrotnie ni�sza - od minimalnej, rekomendowanej w wycenie sp�ki. Ujawnione przez kontrol� zdarzenia w tej prywatyzacji to mi�dzy innymi sprzeda� 65% akcji PZZ "Brzeg" za kwot� 1 miliona 128 tysi�cy 400 z�, to jest o 24 miliony 513 tysi�cy 600 z� mniejsz� od dolnej granicy wyceny metod� likwidacyjn�, i o ponad 94 miliony z� mniejsz� od warto�ci tego pakietu akcji wynikaj�c� z wyceny metod� skorygowanych aktyw�w netto.
Jednocze�nie Najwy�sza Izba Kontroli w trybie art. 63 ustawy o Najwy�szej Izbie Kontroli w dniu 24 lipca 2001 r. skierowa�a do prokuratury rejonowej dla dzielnicy Warszawa �r�dmie�cie zawiadomienie o uzasadnionym podejrzeniu pope�nienia przest�pstwa polegaj�cego na niedope�nieniu obowi�zk�w nadzoru, wynikaj�cych z ustawy, nad przebiegiem prywatyzacji PZZ "Brzeg" SA przez prezesa Agencji Prywatyzacji. Spowodowa�o to powstanie szkody maj�tkowej skarbu pa�stwa o wielkich rozmiarach, nie mniejszej ni� 24 miliony 482 tysi�ce z�."
Pozwoli�em sobie pa�stwa zapozna� z jednym z kwiatuszk�w realizowanej w Polsce prywatyzacji. Jestem g��boko przekonany, �e szanowni pa�stwo macie wi�cej tego rodzaju przyk�ad�w.
Drugie o�wiadczenie r�wnie� podaj� do wiadomo�ci pa�stwa senator�w.
W imieniu mieszka�c�w wojew�dztwa �wi�tokrzyskiego gor�co, naprawd� gor�co pragn� podzi�kowa� pani senator Genowefie Ferenc, pani senator Jolancie Danielak, panu senatorowi Wies�awowi Pietrzakowi za pomoc w organizacji bezp�atnych kolonii dla dzieci z teren�w popowodziowych oraz za dary dla kolonist�w. By�y to dla naszych dzieci wspania�e dni po dramatach prze�ytych przez ich rodziny. Wspania�a i pe�na atrakcji atmosfera wypoczynku nie by�aby mo�liwa, gdyby nie osobiste zaanga�owanie i gor�ce serca pa�stwa senator�w. Dzi�kuj� z ca�ego serca.
Dzi�kuj� panu senatorowi Januszowi Lorenzowi za organizacj� i przekazanie dar�w dla mieszka�c�w naszego wojew�dztwa.
Uprzejmie prosz� pa�stwa senator�w o podzi�kowanie wszystkim tym, kt�rzy przyczynili si� do udzielenia pomocy mieszka�com naszego wojew�dztwa, �wi�tokrzyskiego. Z powa�aniem, Jerzy Sucha�ski.
I ostatnie o�wiadczenie w tej kadencji.
Serdecznie dzi�kuj� wam za wsp�prac� w tej kadencji. Mieli�my czasami r�ne zdania, toczyli�my spory, jestem jednak g��boko przekonany, �e robili�my to wszystko dla tworzenia dobrego polskiego prawa, robili�my to dla Polski, pe�ni�c rol�, jak� konstytucja da�a naszemu Senatowi.
S�dz�, �e mog�, r�wnie� i w waszym imieniu, podzi�kowa� pracownikom Biura Legislacyjnego. Ich profesjonalizm i du�a kultura osobista sprawia�y, �e cieszyli si� oni du�ym uznaniem i szacunkiem Wysokiej Izby.
Pragn� r�wnie� podzi�kowa� wszystkim paniom i panom, kt�rzy pracowali na rzecz Senatu, kt�rzy pomagali nam w codziennej pracy. Niezale�nie od wynik�w wybor�w pozostawiamy tu, w Senacie swoje sympatie i rado��, �e mogli�my wsp�dzia�a� z tak oddanymi lud�mi. Serdecznie dzi�kuj�.
Nikt wi�cej nie zapisa� si� do g�osu.
Informuj�, �e do protoko�u swoje o�wiadczenia z�o�yli senatorowie: Go��bek, Rzemykowski, Majda�ski.*
Prosz� pani� senator sekretarz o odczytanie komunikat�w.
Jolanta Danielak:
Informuj�, �e z uwagi na fakt, �e mamy problemy z frekwencj�, zdj�cia zapowiadane wcze�niej b�d� robione dopiero po zako�czeniu dzisiejszego posiedzenia.
Informuj� pa�stwa, �e w sali nr 217 po og�oszeniu przerwy odb�dzie si� posiedzenie Klubu Senatorskiego AWS.
Przypominam, �e posiedzenie Komisji Nadzwyczajnej Legislacji Europejskiej w sprawie przyj�cia sprawozdania z dzia�alno�ci komisji odb�dzie si� dzisiaj o godzinie 14.00 w sali nr 179.
Spotkanie Komisji Rolnictwa i Rozwoju Wsi odb�dzie si� w sekretariacie komisji po og�oszeniu przerwy.
Posiedzenie Komisji Samorz�du Terytorialnego i Administracji Pa�stwowej w sprawie przyj�cia sprawozdania z dzia�alno�ci komisji w czwartej kadencji Senatu odb�dzie si� trzydzie�ci minut po og�oszeniu przerwy w sali nr 182.
Posiedzenie Komisji Kultury i �rodk�w Przekazu odb�dzie si� o godzinie 14.45 w sali nr 25, budynek G.
Posiedzenie Komisji Gospodarki Narodowej odb�dzie si� bezpo�rednio po og�oszeniu przerwy w sali nr 179. Komisja rozpatrzy wnioski zg�oszone do ustawy o zmianie ustawy o podatku od towar�w i us�ug oraz o podatku akcyzowym oraz przyjmie sprawozdanie ze swojej pracy.
Posiedzenie Komisji Rodziny i Polityki Spo�ecznej w sprawie wniosk�w do ustawy o u�atwieniu zatrudnienia absolwentom szk� odb�dzie si� w sali posiedze� plenarnych bezpo�rednio po og�oszeniu przerwy w obradach Senatu. Dzi�kuj� bardzo.
Zarz�dzam przerw� do godziny 18.00.
(Przerwa w obradach od godziny 13 minut 50
do godziny 18 minut 08) Wicemarsza�ek Donald Tusk:
Prosz� senator�w sekretarzy o zaj�cie miejsc przy stole prezydialnym.
Powracamy do rozpatrzenia punktu drugiego porz�dku obrad: stanowisko Senatu w sprawie ustawy o zmianie ustawy - Kodeks pracy oraz niekt�rych innych ustaw.
Przypominam, �e w przerwie w obradach odby�o si� posiedzenie Komisji Rodziny i Polityki Spo�ecznej oraz Komisji Ustawodawczej, kt�re ustosunkowa�y si� do przedstawionych w toku debaty wniosk�w i przygotowa�y wsp�lne sprawozdanie w tej sprawie.
Przypominam te�, �e dyskusja nad rozpatrywan� ustaw� zosta�a zamkni�ta i obecnie mog� zabra� g�os jedynie sprawozdawcy i wnioskodawcy.
Prosz� sprawozdawc� Komisji Rodziny i Polityki Spo�ecznej oraz Komisji Ustawodawczej, pana senatora Stefana Konarskiego, o zabranie g�osu i przedstawienie uzgodnionych na posiedzeniu wniosk�w.
Senator Stefan Konarski:
Panie Marsza�ku! Panie i Panowie Senatorowie!
Po��czone komisje: Komisja Rodziny i Polityki Spo�ecznej oraz Komisja Ustawodawcza, na posiedzeniu w dniu wczorajszym, 12 wrze�nia, rozpatrzy�y wnioski zg�oszone w trakcie debaty zar�wno przez obydwie komisje, jak i przez pani� senator Krystyn� Czub�. Po��czone komisje popar�y sw�j wcze�niejszy wniosek o przyj�cie ustawy bez poprawek. Dzi�kuj� bardzo.
Czy senator wnioskodawca lub drugi senator sprawozdawca chc� jeszcze zabra� g�os?
Pani senator Czuba?
(Senator Krystyna Czuba: Tak, Panie Marsza�ku.)
Zwracam si� do Wysokiego Senatu z pro�b� o poparcie tej poprawki. Ona jest wa�na ze wzgl�du na pracuj�ce kobiety i rodziny, kt�re potrzebuj� w swoich domach matek i �on, a zw�aszcza matek.
W imieniu bardzo wielu kobiet prosz� Wysok� Izb� o poparcie tej poprawki.
Pan senator Zdzis�aw Maszkiewicz?
(Senator Zdzis�aw Maszkiewicz: Dzi�kuj�.)
Przypominam, �e pani senator Krystyna Czuba wycofa�a jeden sw�j wniosek.
Czy kto� z pa�stwa senator�w pragnie podtrzyma� wycofany wniosek pani senator Czuby? Nie widz� ch�tnych. Dzi�kuj�.
Przyst�pujemy do g�osowania w sprawie ustawy o zmianie ustawy - Kodeks pracy oraz niekt�rych innych ustaw.
Przypominam, �e w tej sprawie w toku debaty zosta�y przedstawione nast�puj�ce wnioski: Komisja Rodziny i Polityki Spo�ecznej oraz Komisja Ustawodawcza wnosi�y o przyj�cie ustawy bez poprawek, senator Krystyna Czuba przedstawi�a wniosek o wprowadzenie poprawek do ustawy.
Informuj�, �e w pierwszej kolejno�ci zostanie przeprowadzone g�osowanie nad wnioskiem o przyj�cie ustawy bez poprawek, a nast�pnie, w wypadku odrzucenia tego wniosku, nad przedstawionymi poprawkami wed�ug kolejno�ci przepis�w ustawy.
Przyst�pujemy do g�osowania nad wnioskiem Komisji Rodziny i Polityki Spo�ecznej oraz Komisji Ustawodawczej, popartym przez po��czone komisje, o przyj�cie ustawy o zmianie ustawy - Kodeks pracy oraz niekt�rych innych ustaw bez poprawek.
Prosz� o naci�ni�cie przycisku obecno�ci.
Kto z pa�stwa senator�w jest za przyj�ciem przedstawionego wniosku, prosz� o naci�ni�cie przycisku "za" i podniesienie r�ki.
Kto wstrzyma� si� od g�osu?
Dzi�kuj�. Prosz� o podanie wynik�w g�osowania.
Na 73 obecnych senator�w 29 g�osowa�o za, 44 - przeciw. (G�osowanie nr 11)
Wobec odrzucenia wniosku o przyj�cie ustawy bez poprawek przechodzimy do g�osowania nad poprawkami przedstawionymi przez senator Krystyn� Czub�.
Poprawki pierwsz�, drug� i trzeci� przeg�osujemy ��cznie. Zmierzaj� one do wprowadzenia zakazu pracy w niedziel� w plac�wkach handlowych i zak�adach us�ugowych z wyj�tkiem takich plac�wek i zak�ad�w, kt�re zatrudniaj� do pi�ciu pracownik�w i kt�rych dzia�alno�� jest niezb�dna do zaspokojenia codziennych potrzeb ludno�ci.
Kto z pa�stwa senator�w jest za przyj�ciem tych poprawek?
Na 76 obecnych senator�w 47 g�osowa�o za, 26 - przeciw, 3 wstrzyma�o si� od g�osu. (G�osowanie nr 12)
Poprawki zosta�y przyj�te.
Poprawka czwarta, pani senator Czuby, zmierza do wprowadzenia zakazu...
(G�os z sali: Ta poprawka jest wycofana.)
Przepraszam, ta poprawka jest wycofana.
Przyst�pujemy do g�osowania za przyj�ciem uchwa�y w sprawie ustawy o zmianie ustawy - Kodeks pracy oraz niekt�rych innych ustaw w ca�o�ci, ze zmianami wynikaj�cymi z przyj�tych poprawek.
Kto z pa�stwa senator�w jest za przyj�ciem uchwa�y, prosz� o naci�ni�cie przycisku "za" i podniesienie r�ki.
Na 76 obecnych senator�w 44 g�osowa�o za, 26 - przeciw, 6 wstrzyma�o si� od g�osu. (G�osowanie nr 13)
Wobec wynik�w g�osowania stwierdzam, �e Senat podj�� uchwa�� w sprawie ustawy o zmianie ustawy - Kodeks pracy oraz niekt�rych innych ustaw.
Powracamy do rozpatrzenia punktu czwartego porz�dku obrad: stanowisko Senatu w sprawie ustawy - Kodeks morski.
Przypominam, �e w przerwie w obradach odby�o si� posiedzenie Komisji Gospodarki Narodowej, kt�ra ustosunkowa�a si� do przedstawionych w toku debaty wniosk�w i przygotowa�a sprawozdanie w tej sprawie.
Przypominam, �e dyskusja nad rozpatrywan� ustaw� zosta�a zamkni�ta i obecnie mog� zabra� g�os jedynie sprawozdawcy i wnioskodawcy.
Prosz� sprawozdawc� Komisji Gospodarki Narodowej, pana senatora Kazimierza Klein�, o zabranie g�osu i przedstawienie uzgodnionych na posiedzeniu wniosk�w.
Komisja Gospodarki Narodowej na swoim posiedzeniu w dniu dzisiejszym rozpatrzy�a poprawki zg�oszone na posiedzeniu plenarnym do ustawy - Kodeks morski. Komisja Gospodarki Narodowej rekomenduje przyj�cie nast�puj�cych poprawek zawartych w punkcie oznaczonym w zestawieniu rzymsk� dw�jk�: pierwszej, drugiej, trzeciej, si�dmej, dziesi�tej, jedenastej, trzynastej, czternastej, szesnastej, siedemnastej, osiemnastej, dziewi�tnastej, dwudziestej, dwudziestej pierwszej, dwudziestej trzeciej, dwudziestej pi�tej, dwudziestej sz�stej, dwudziestej �smej, trzydziestej, trzydziestej pierwszej, trzydziestej drugiej, trzydziestej trzeciej, trzydziestej czwartej, trzydziestej pi�tej, trzydziestej sz�stej, trzydziestej si�dmej, trzydziestej �smej, trzydziestej dziewi�tej, czterdziestej, czterdziestej pierwszej, czterdziestej drugiej i czterdziestej trzeciej.
R�wnocze�nie w imieniu komisji zwracam si� z pro�b� o ��czne przeg�osowanie poprawek, kt�re maj� znaczenie legislacyjne. S� to nast�puj�ce poprawki: trzecia, dziewi�tnasta, dwudziesta pierwsza, dwudziesta trzecia, dwudziesta pi�ta, dwudziesta sz�sta, dwudziesta �sma, trzydziesta, trzydziesta druga, trzydziesta trzecia, trzydziesta czwarta, trzydziesta pi�ta, trzydziestej sz�stej, trzydziestej si�dmej, trzydziestej �sma, czterdziesta, czterdziesta pierwsza, czterdziesta druga oraz czterdziesta trzecia.
(Senator Krzysztof Koz�owski: Panie Marsza�ku, w sprawie formalnej.)
Panie Senatorze, prosz� bardzo.
Przepraszam bardzo, czy to znaczy, �e Komisja Gospodarki Narodowej wnosi o przyj�cie ustawy bez poprawek oraz rekomenduje kilkadziesi�t poprawek do tej samej ustawy?
Prosz� o wyja�nienie, Panie Senatorze Sprawozdawco.
M�wi�em, �e Komisja Gospodarki Narodowej rekomenduje przyj�cie poprawek. Wniosek o przyj�cie ustawy bez poprawek zosta� zg�oszony podczas posiedzenia komisji i nie otrzyma� poparcia p�niej, na posiedzeniu komisji, po wys�uchaniu i zg�oszeniu wszystkich poprawek na posiedzeniu plenarnym. W czasie posiedzenia plenarnego wyja�nia�em, dlaczego Komisja Gospodarki Narodowej przyj�a tak� procedur�. Cz�sto jest taka sytuacja, �e komisja, mimo i� wcze�niej zg�osi�a wniosek o przyj�cie ustawy bez poprawek, po debacie plenarnej akceptuje pewne propozycje, kt�re maj� j� doprecyzowa�.
Panie Senatorze, wszystko jasne? Ju� wyja�nione?
(Senator Krzysztof Koz�owski: Ja zrozumia�em, ale nie ca�kiem si� zgadzam.) (Weso�o�� na sali)
Pan senator Kulak.
Senator Zbigniew Kulak:
Prosi�bym o u�ci�lenie. Oczywi�cie nie jestem przeciwnikiem g�osowania en bloc, ale u�y� pan okre�lenia, �e poprawki, kt�re wymieni� pan senator, maj� znaczenie legislacyjne, sugeruj�c wobec tego, �e pozosta�e nie maj� takiego znaczenia. Jaka jest my�l, �e w�a�nie te poprawki mamy przeg�osowa� ��cznie?
Panie Senatorze, te semantyczne w�tpliwo�ci rozwiewali�my wskutek interwencji senatora Jarzembowskiego dwa lata temu. Przez s�owo "legislacyjne" nieprecyzyjnie, ale obyczajowo rozumie si� poprawki o charakterze redakcyjnym lub niezmieniaj�cym merytorycznej zawarto�ci przepisu.
Czy senator wnioskodawca chce jeszcze zabra� g�os?
Senator Marek Waszkowiak?
(Senator Marek Waszkowiak: Dzi�kuj� bardzo.)
Senator Marek Waszkowiak wycofa� niekt�re swoje poprawki zawarte w punkcie oznaczonym rzymsk� dw�jk�.
Czy kto� chcia�by podtrzyma� poprawki pana senatora? Nie widz� zg�osze�.
Przyst�pujemy do g�osowania w sprawie ustawy - Kodeks morski.
Przypominam, �e w tej sprawie w toku debaty zosta�y przedstawione nast�puj�ce wnioski: Komisja Gospodarki Narodowej wnosi�a o przyj�cie ustawy bez poprawek, senator Marek Waszkowiak przedstawi� wniosek o wprowadzenie poprawek do ustawy.
Przyst�pujemy do g�osowania nad wnioskiem Komisji Gospodarki Narodowej o przyj�cie ustawy - Kodeks morski bez poprawek. Przyj�cie tego wniosku wykluczy g�osowanie nad poprawk� czwart� do ustawy - Przepisy wprowadzaj�ce ustaw� - Kodeks morski.
Kto jest przeciwko?
Na 76 obecnych senator�w 15 g�osowa�o za, 52 - przeciw, 9 wstrzyma�o si� od g�osu. (G�osowanie nr 14)
Wobec odrzucenia wniosku o przyj�cie ustawy bez poprawek przechodzimy do g�osowania nad przedstawionymi przez senator�w poprawkami.
Poprawka pierwsza, senatora Waszkowiaka, poparta przez komisj�, zmierza do u�ci�lenia przedmiotu regulacji prawnej kodeksu morskiego poprzez zapis, �e w zakresie nieuregulowanym jego przepisami stosunki pracy na statkach morskich, sprawy bezpiecze�stwa morskiego, zapobieganie zanieczyszczeniu morza przez statki oraz inne sprawy reguluj� odr�bne przepisy, a nie wy��cznie ustawy.
Na 75 obecnych senator�w 70 g�osowa�o za, 1 - przeciw, 4 wstrzyma�o si� od g�osu. (G�osowanie nr 15)
Poprawka zosta�a przyj�ta.
Poprawka druga, senatora Waszkowiaka, poparta przez komisj�, zmierza do dostosowania tre�ci ustawy do odpowiednich przepis�w kodeksu post�powania cywilnego.
Na 75 obecnych senator�w 72 g�osowa�o za, 3 wstrzyma�o si� od g�osu. (G�osowanie nr 16)
Poprawka trzecia jest pierwsz� z grupy poprawek o charakterze redakcyjnym, porz�dkuj�cym, u�ci�laj�cym, nad kt�rymi b�dziemy g�osowali ��cznie.
Czy mam wymieni� jeszcze raz poprawki, o kt�re chodzi? Nie widz� takiej potrzeby. Dzi�kuj� bardzo.
Kto jest za przyj�ciem tych poprawek?
Na 76 obecnych senator�w 72 g�osowa�o za, 3 wstrzyma�o si� od g�osu, 1 nie g�osowa�. (G�osowanie nr 17)
Poprawka czwarta, senatora Waszkowiaka, zmierza do u�ci�lenia jednej z przes�anek uzyskania przez statek niestanowi�cy polskiej w�asno�ci polskiej przynale�no�ci na czas oznaczony poprzez zapis, w my�l kt�rego wnioskodawca obowi�zany b�dzie do przedstawienia pisemnej zgody wszystkich wierzycieli hipotecznych na uzyskanie przez statek takiego statusu.
Kto wstrzyma� si� od g�osu.
Na 75 obecnych senator�w 34 g�osowa�o za, 26 - przeciw, 15 wstrzyma�o si� od g�osu. (G�osowanie nr 18)
Poprawka pi�ta, senatora Waszkowiaka, zmierza do sprecyzowania dnia, w kt�rym nast�puje ustanie zawieszenia polskiej przynale�no�ci statku stanowi�cego polsk� w�asno�� z uwzgl�dnieniem trzech rodzaj�w rejestr�w statku.
Na 75 obecnych senator�w 24 g�osowa�o za, 34 - przeciw, 16 wstrzyma�o si� od g�osu, 1 nie g�osowa�. (G�osowanie nr 19)
Poprawka nie zosta�a przyj�ta.
Poprawka sz�sta, senatora Waszkowiaka, zmierza do u�ci�lenia, i� czynno�ci rejestrowe, o kt�rych mowa w tym przepisie, dokonywane s� w zwi�zku z wpisem do rejestru okr�towego, rejestru jacht�w i rejestru prowadzonego przez urz�dy morskie.
Na 75 obecnych senator�w 20 g�osowa�o za, 44 - przeciw, 11 wstrzyma�o si� od g�osu. (G�osowanie nr 20)
Poprawka si�dma, senatora Waszkowiaka, zmierza do sprecyzowania, i� wpis do rejestru okr�towego nast�puje na podstawie zg�oszenia zainteresowanych, chyba �e prawo przewiduje wpis z urz�du albo na wniosek.
Kto si� wstrzyma� od g�osu?
Na 70 obecnych senator�w 60 g�osowa�o za, 3 - przeciw, 6 wstrzyma�o si� od g�osu, 1 nie g�osowa�. (G�osowanie nr 21)
Poprawka �sma, senatora Waszkowiaka, zmierza do likwidacji sprzeczno�ci z przepisami art. 33 �1 i 2 oraz art. 35, kt�re pos�uguj� si� sformu�owaniem "okoliczno�ci podlegaj�ce wpisowi do rejestru okr�towego", nie za� poj�ciem "zmian podlegaj�cych takiemu wpisowi".
Na 74 obecnych senator�w 23 g�osowa�o za, 38 - przeciw, 13 wstrzyma�o si� od g�osu. (G�osowanie nr 22)
Poprawka dziewi�ta, senatora Waszkowiaka, zmierza do sprecyzowania, i� w razie niezg�oszenia statku lub okoliczno�ci podlegaj�cej wpisowi do rejestru okr�towego izba morska stosuje odpowiednie przepisy o post�powaniu przynaglaj�cym w zakresie prowadzenia ksi�g wieczystych.
Na 73 obecnych senator�w 16 g�osowa�o za, 44 - przeciw, 13 wstrzyma�o si� od g�osu. (G�osowanie nr 23)
Poprawka dziesi�ta, senatora Waszkowiaka, poparta przez komisj�, zmierza do dostosowania przepis�w do konstytucji poprzez sprecyzowanie, i� minister w�a�ciwy do spraw gospodarki morskiej mo�e, w drodze rozporz�dzenia, powierzy� zadania organu pomiarowego instytucji klasyfikacyjnej, uwzgl�dniaj�c specyfik� i charakter zada� realizowanych przez t� instytucj�.
Na 73 obecnych senator�w 67 g�osowa�o za, 6 wstrzyma�o si� od g�osu. (G�osowanie nr 24)
Poprawka jedenasta, senatora Waszkowiaka, poparta przez komisj�, zmierza do sprecyzowania, i� kapitan obowi�zany jest dochowa� staranno�ci sumiennego kapitana statku przy wszystkich czynno�ciach s�u�bowych, nie za� zawodowych.
Na 75 obecnych senator�w 67 g�osowa�o za, 3 - przeciw, 5 wstrzyma�o si� od g�osu. (G�osowanie nr 25)
Poprawka dwunasta, kt�ra te� jest autorstwa senatora Waszkowiaka, zmierza do dostosowania art. 66 do przepis�w ustawy o izbach morskich.
Na 75 obecnych senator�w 19 g�osowa�o za, 41 - przeciw, 14 wstrzyma�o si� od g�osu, 1 nie g�osowa�. (G�osowanie nr 26)
Poprawka trzynasta, senatora Waszkowiaka, poparta przez komisj�, zmierza do nadania przepisowi takiego brzmienia, zgodnie z kt�rym statkiem stanowi�cym polsk� w�asno�� jest r�wnie� statek wchodz�cy w sk�ad maj�tku sp�ki osobowej, nie za� wyodr�bnionego jej maj�tku, zwa�ywszy na postanowienia przepis�w kodeksu sp�ek handlowych.
Na 74 obecnych senator�w 70 g�osowa�o za, 3 wstrzyma�o si� od g�osu. (G�osowanie nr 27)
Poprawka czternasta, senatora Waszkowiaka, poparta przez komisj�, zmierza do u�ci�lenia, i� przepisy art. 73 �3 pkty 1 i 2 odnosz� si� r�wnie� do skarbu pa�stwa.
Na 75 obecnych senator�w 72 g�osowa�o za, 1 - przeciw, 1 wstrzyma� si� od g�osu, 1 nie g�osowa�. (G�osowanie nr 28)
Poprawka pi�tnasta, pana senatora Waszkowiaka, zmierza do sprecyzowania, �e statek, o kt�rym mowa w tym przepisie, mo�e by� wpisany do Polskiego Rejestru Okr�gowego na wniosek w�a�ciciela lub wszystkich wsp�w�a�cicieli.
Na 74 obecnych senator�w 21 g�osowa�o za, 37 - przeciw, 16 wstrzyma�o si� od g�osu. (G�osowanie nr 29)
Poprawka szesnasta, senatora Waszkowiaka, poparta przez komisj�, zmierza do sprecyzowania, i� umowa o przeniesienie w�asno�ci statku obci��onego hipotek� morsk�, o kt�rej mowa w tym przepisie, dotyczy os�b zagranicznych w rozumieniu ustawy - Prawo dzia�alno�ci gospodarczej.
Na 75 obecnych senator�w 70 g�osowa�o za, 2 - przeciw, 1 wstrzyma� si� od g�osu, 2 nie g�osowa�o. (G�osowanie nr 30)
Nad poprawk� siedemnast� b�dziemy g�osowa� ��cznie z poprawk� czwart� do ustawy - Przepisy wprowadzaj�ce ustaw� - Kodeks morski. Przyj�cie tych poprawek wykluczy g�osowanie nad wnioskiem oznaczonym rzymsk� jedynk�, dotycz�cym ustawy - Przepisy wprowadzaj�ce ustaw� - Kodeks morski. Poprawki te, autorstwa senatora Waszkowiaka, poparte przez komisj�, zmierzaj� do likwidacji sprzeczno�ci norm.
Na 75 obecnych senator�w 72 g�osowa�o za, 1- przeciw, 1 wstrzyma� si� od g�osu, 1 nie g�osowa�. (G�osowanie nr 31)
Poprawka osiemnasta, senatora Waszkowiaka, poparta przez komisj�, zmierza do sprecyzowania, i� przepisy te dotycz� wierzyciela hipotecznego, nie za� ka�dego wierzyciela.
Na 75 obecnych senator�w 70 g�osowa�o za, 2 - przeciw, 2 wstrzyma�o si� od g�osu, 1 nie g�osowa�. (G�osowanie nr 32)
Poprawka dwudziesta, senatora Waszkowiaka, poparta przez komisj�, zmierza do uzupe�nienia, i� termin, o kt�rym mowa w tym przepisie, jest okre�lony w przepisach o przedawnieniu roszcze�.
Na 75 obecnych senator�w 72 g�osowa�o za, 2 wstrzyma�o si� od g�osu, 1 nie g�osowa�. (G�osowanie nr 33)
Poprawka dwudziesta druga, senatora Waszkowiaka, zmierza do dostosowania u�ytej w tym przepisie terminologii do przepis�w kodeksu cywilnego.
Na 75 obecnych senator�w 23 g�osowa�o za, 39 - przeciw, 12 wstrzyma�o si� od g�osu, 1 nie g�osowa�. (G�osowanie nr 34)
Poprawka dwudziesta czwarta, senatora Waszkowiaka, zmierza do u�ci�lenia, �e o zamiarze sprzeda�y �adunku przewo�nik zawiadamia odbiorc�, je�eli jest mu znany, zwa�ywszy na tre�� kodeksu morskiego, kt�ry pos�uguje si� tym sformu�owaniem.
Na 74 obecnych senator�w 24 g�osowa�o za, 40 - przeciw, 10 wstrzyma�o si� od g�osu. (G�osowanie nr 35)
Poprawka dwudziesta si�dma zosta� wycofana, poprawka dwudziesta dziewi�ta tak�e.
Poprawka trzydziesta pierwsza, senatora Waszkowiaka, poparta przez komisj�, zmierza do dostosowania tre�ci przepis�w z zakresu prawa morskiego do innych przepis�w kodeksu.
Na 75 obecnych senator�w 70 g�osowa�o za, 1 - przeciw, 3 wstrzyma�o si� od g�osu, 1 nie g�osowa�. (G�osowanie nr 36)
Poprawka trzydziesta dziewi�ta, senatora Waszkowiaka, poparta przez komisj�, zmierza do likwidacji b��dnego odes�ania.
Na 72 obecnych senator�w 70 g�osowa�o za, 1 - przeciw, 1 nie g�osowa�. (G�osowanie nr 37)
Przyst�pujemy do g�osowania za przyj�ciem uchwa�y w sprawie ustawy - Kodeks morski w ca�o�ci ze zmianami wynikaj�cymi z przyj�tych poprawek.
Kto z pa�stwa senator�w jest za przyj�ciem uchwa�y?
Na 75 obecnych senator�w 72 g�osowa�o za, 3 wstrzyma�o si� od g�osu. (G�osowanie nr 38)
Wobec wynik�w g�osowania stwierdzam, �e Senat podj�� uchwa�� w sprawie ustawy - Kodeks morski.