Source: http://olgierd.bblog.pl/data,2008,8,strona,14.html
Timestamp: 2017-11-22 16:48:18+00:00
Document Index: 90823394

Matched Legal Cases: ['art. 12', 'art. 31', 'art. 33', 'art. 505', 'art. 505', 'art. 448', 'art. 212']

Projekty zmian w prawie prasowym (PiS mediów nie kocha...)
Chochoł pojechał po całości, w zasadzie mógłbym dodać z filozoficznym zacięciem -- nic dodać, nic ująć -- ale chyba faktycznie trzeba powiedzieć to na głos: czy wyście się, panowie pośli i korpodziennikarze z głupimi na łby pomienili?
Projekt zmian w prawie prasowym autorstwa Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, o którym pisze Bartek, to jest krok wstecz, którego nie powstydziłby się szef Wydziału Prasy KC PZPR (szukałem u nich na stronie tekstu, ale chyba tak się wstydzą tych pomysłów, że skrzętnie ukryli dokument). Urzędowo-ustawowy podział dziennikarzy na trzy kategorie: media-workerów, którzy zajmują się tylko prostymi informacjami prasowymi oraz wspierający redakcję w pracy technicznej i organzacyjnej; dziennikarzy licencjonowanych, uprawnionych do działalności o charakterze twórczym; oraz statusem dziennikarza zawodowego jako ukoronowania kariery -- żurnalista mógłby stać się nim po 4 latach działalności twórczej (już mi słabo...)
Mało tego: w myśl propozycji SDP redaktorem naczelnym mógłby zostać wyłącznie dziennikarz zawodowy, a zatem osoba mogąca wykazać się 4-letnim stażem w redakcji (i tak nie jest najgorzej, ongiś posłowie PSL, kiedy jeszcze nie byli zblatowani z łżeliberałami, proponowali, aby naczelny miał za sobą... 10 lat pracy w zawodzie). Dla Czytelników Lege Artis oznacza to ni mniej ni więcej jak kres mojej radosnej twórczości -- chociaż współpracę z prasą rozpocząłem gdzieś w 1993 roku, to o pracy etatowej w mediach nie ma co w moim przypadku mówić (ledwie kwartał przebujany w nieświetnej pamięci 4Media...)
Osobną sprawą jest mocno kontrowersyjny projekt ustawy autorstwa posłów PiS (dziękuję Quake za linka), w którym sprawy sensownie (likwidację Rady Prasowej przy premierze) łączy się z klasycznymi niedorzecznościami:
Dodanie w prawie prasowym art. 12 ust. 1 punktu 1a oznacza przekreślenie utrwalonego orzecznictwa sądów, w tym Sądu Najwyższego -- oraz Europejskiego Trybunału Praw Człowieka -- zgodnie z którym dziennikarz zwykle nie ponosi odpowiedzialności za napisanie nieprawdy, jeśli zrobił wszystko, żeby prawdę ustalić, w szczególności zwrócił się o wyjaśnienia do osoby zainteresowanej (por. wyrok SN z 11 listopada 2001 r., II CKN 559/99 oraz wyrok SN z 12 lipca 2002 r., V CKN 1095/00); posłowie PiS chcą, aby prasa ponosiła w takim przypadku bezwzględną odpowiedzialność, chyba że... wykażą, że cytowali ('pełnymi fragmentami') innego dziennikarza -- a zatem i tak mamy odpowiedzialnego.
Projekt Prawa i Sprawiedliwości radykalnie przebudowuje instytucję odpowiedzi na materiał prasowy. Obecnie odpowiedź taka przysługuje każdemu, czyje dobra osobiste zostały zagrożone wskutek publikacji artykułu (art. 31 pkt 2 prawa prasowego).
Jeśli Sejm przegłosuje propozycje zmian: redakcja będzie miała obowiązek publikacji odpowiedzi na każdy materiał prasowy -- na każdy, czyli będzie można żądać opublikowania odpowiedzi nie tylko na tekst kłamliwy, oszczerczy czy też po prostu błędny, ale i na prawdziwy, pochlebny bądź obiektywnie uczciwy.
Owszem, naczelny nadal może ryzykować i odmówić opublikowania odpowiedzi, jednak przebudowany art. 33 sprawia, że jeśli odpowiedź będzie napisana w sposób poprawny formalnie, to nic da się z nią zrobić nic więcej, jak wrzucić na szpalty pisma. Jeśli nie -- grzywna lub ograniczenie wolności.
Posłowie PiS bardzo zadbali o formalną stronę ścigania dziennikarzy: propozycja zmian w kodeksie postępowania cywilnego zakłada dodanie całego rozdziału pt. 'Postępowanie w sprawie opublikowania odpowiedzi' (art. 505(14)-505(20) kpc), jednak trzeba powiedzieć, że propozycja sięga raczej tradycji sądów kapturowych: pozew ma podlegać rozpoznaniu na posiedzeniu niejawnym, zaś projekt ustawy wyłącza dowód z przesłuchania świadków a nawet przesłuchania stron (sic!). (Jeszcze ciekawsza jest propozycja wniesienia apelacji wprost do sądu II instancji oraz obowiązek orzekania w ciągu tygodnia -- ciekawe w jaki sposób sąd rejonowy zdąży przesłać akta do okręgówki??!)
Jeszcze większym kuriozum jest propozycja odrębnej regulacji postępowania w sprawach 'przeciwko redaktorowi naczelnemu, dziennikarzowi lub wydawcy (...) w związku [z] opublikowaniem materiału prasowego, lub przeciwko innym podmiotom w związku z ich wypowiedziami skierowanymi do szerokiej publiczności, w szczególności wypowiedziami rozpowszechnianymi za pośrednictwem środków masowego przekazu' (art. 505(21) kpc) -- trzeba przyznać, że samo to zdanie przyprawia mnie o dreszcz niepokoju -- tu już wprost widać, że chodzi o zglebowanie mediów: pierwsza rozprawa ma się odbyć już w ciągu 4 tygodni od wniesienia pozwu, strona wnioskująca o przeprowadzenie dowodu ze świadka ma obowiązek 'sprowadzenia wnioskowanych świadków na rozprawę' (sic!)... po prostu zgroza, zgroza, zgroza...
Partia Jarosława Kaczyńskiego mediów nie kocha i najchętniej puściłaby je w skarpetkach. Macie jakieś wątpliwości? Mnie ostatecznie przekonuje art. 448 par. 2 kodeksu cywilnego wg ustawy o zmianie prawa prasowego, zgodnie z którym zadośćuczynienie za naruszenie dóbr osobistych poprzez publikację prasową nie może być wyższe, niz 5% przychodu podmiotu dopuszczającego się naruszenia. Sęk w tym -- uwierzcie mi -- że taka norma działa jak czerwona płachta na troli procesowych: będą żądać dokładnie tyle, na ile pozwala im ustawa, co samo w sobie będzie paraliżowało wydawców, zmuszonych do tworzenia rezerw na takie ryzyko. Wyobraźmy sobie, że hetman Gosiewski i tak nic nie dostanie, ale co tefałenowi napsuje krwi, to jego...
Tyle dobrego, że PiS konsekwentnie zaproponował uchylenie art. 212-216 kk. I tu przyklasnąłbym wszystkimi ręcami -- choćby dlatego, że automatycznie kasuje to wszystkie bzdetne, aktualnie zawisłe procesy karne...
Reasumując: prawo prasowe z orwellowskiego 1984 roku to wstydliwy relikt przeszłości, na szczęście w znacznej mierze podlegający modelowemu desuetudo. Niekiedy marzy mi się, że wreszcie ktoś robi porządek z normami sięgającymi genezą stanu wojennego, jednak zwykle przypominam sobie wówczas, iż dla większości polityków dziennikarz to wróg, chyba że kumpel, więc trzeba coś zaradzić.
I w takiej sytuacji od ręki przechodzi mi całość oczekiwań i zaczynam doceniać naszą małą, szarą stabilizację.
Tagi polityka,	internet,	media,	wolność słowa,	prawo,	prasa,	cenzura
Jeszcze parę słów o ochronie baz... The Dark Knight -- czyli Batman...