Source: http://urbanistyk.cal24.pl/content/o-co-tu-chodzi-czyli-planowanie-przestrzenne-po-polsku-w-kontek%C5%9Bcie-ustawy-o-wspieraniu-rozw
Timestamp: 2018-02-19 01:47:55+00:00
Document Index: 15495669

Matched Legal Cases: ['art. 6', 'art. 58', 'Art. 58', 'art. 46', 'art. 56', 'art. 6']

O co tu chodzi?... czyli planowanie przestrzenne po polsku w kontekście ustawy o wspieraniu rozwoju usług i sieci telekomunikacyjnych | www.urbanistyka.info
Jesteś tutajO co tu chodzi?... czyli planowanie przestrzenne po polsku w kontekście ustawy o wspieraniu rozwoju usług i sieci telekomunikacyjnych
Ostatnie miesiące, co bliżej zorientowani zapewne wiedzą, obfitowały w wysyp tzw. ustaw okołoplanistycznych, a i nasz Parlament próbując odpowiedzieć na różne wyzwania przestrzenne – od kwestii powodziowych zaczynając, na działalności inspekcji sanitarnej kończąc – zanadto się nie nudził. Warto więc tylko wspomnieć, że na przestrzeni ostatnich miesięcy doczekaliśmy się kilku poważnych modyfikacji „konstytucji planistycznej” w Polsce (tak, tak i to w przeddzień – podobno – wejścia do obiegu legislacyjnego tzw. projektu rządowego, czytaj rewolucji planistycznej). Najpierw ustawą z dnia 25 czerwca 2010 r. próbowano zdeprecjonować rolę organu ochrony szeroko rozumianego dziedzictwa kulturowego, skrócić czas realizacji planów miejscowych oraz studiów uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego gmin i wreszcie odpowiedzieć „urbanistycznie” na problem terenów zalewowych w kraju (to tu urbanistyka.info interweniowała). Później Komisja „Przyjazne Państwo” zaproponowała rozszerzenie katalogu inwestycji celu publicznego zawartego w słynnym już art. 6 ustawy o gospodarce nieruchomościami o jedno, jakże wydawałoby się mało znaczące słowo – „wytwarzanie” (… energii, gazów, płynów), co o mały włos skończyłoby się możliwością lokalizowania całych kompleksów elektrowni wiatrowych w trybie decyzji o ustaleniu lokalizacji inwestycji celu publicznego, oczywiście bez wymogów określenia uwarunkowań środowiska przyrodniczego i kulturowego. Ale uff, tym razem udało się i w komisji infrastruktury zmieniono zapisy rozdzielając kwestie „wytwarzania” od „dystrybucji i przetwarzania”, jednoznacznie nakazując określanie takich inwestycji w trybie dokumentów planistycznych. W między czasie dokonano także zmian w tzw. ustawie ocenowej. W tym kontekście trochę po cichu przeszła ustawa z 7 maja 2010 r. o wspieraniu rozwoju usług i sieci telekomunikacyjnych, a szczególnie jej 2 rozdziały – o „Szczególnych zasadach lokalizowania inwestycji telekomunikacyjnych” oraz o „Szczególnych zasadach lokalizowania regionalnych sieci szerokopasmowych”. Po lekturze tejże ustawy nasuwają się następujące pytania – o poziom legislacji w Polsce? – to raczej pytanie retoryczne, oraz bardziej merytoryczne – w jakim celu napisano te przepisy? dlaczego nie są komplementarne z systemem planowania przestrzennego?... i w końcu chyba najważniejsze – w czyim imieniu została ta ustawa stworzona? Spróbujmy odpowiedzieć. O poziom jakości tworzonego prawa w Polsce w zasadzie nie warto się nawet droczyć, bo to walka z jakimś rodzajem ignorancji prawnej – jest generalnie fatalny. Kolejne pytania są pochodną pierwszej odpowiedzi. Oczywiście zapewne zamierzeniem ustawodawcy było przyspieszenie możliwości realizacji inwestycji z zakresu infrastruktury telekomunikacyjnej (w tym internetowej) na obszarze kraju, a co za tym idzie lepsze wykorzystanie na ten cel właściwych środków w ramach funduszy strukturalnych (np. program operacyjny „Rozwój Polski Wschodniej” czy „Infrastruktura i Środowisko”). Dalej – nie trudno również się domyśleć, iż największym sprzymierzeńcem ustawodawcy byli w tym zakresie najbardziej zainteresowani – tj. zwykle prywatni przedsiębiorcy i ich wąska grupa interesów. Nawet nie samorządy, bo tu jak wiemy „problematyka kanałów technologicznych” jest traktowana po macoszemu, a zwykle w ogóle nie istnieje. I w sumie to nawet trudno się dziwić. Zastanawiające jest natomiast zupełnie coś innego – gdzie tu jest zabezpieczony, w nowych przepisach, interes zwykłego obywatela, w kontekście systemu planowania przestrzennego? By nie powiedzieć więcej, że część przepisów jest skandaliczna, bo praktycznie nie daje obywatelowi żadnej drogi odwoławczej od decyzji – w tym przypadku Wojewody – o ustaleniu lokalizacji regionalnej sieci szerokopasmowej (która jest de facto „taką” decyzją o ustaleniu lokalizacji inwestycji celu publicznego wydawaną przez administrację na szczeblu wojewódzkim, rejestrowaną przez ministra właściwego ds. budownictwa, gospodarki przestrzennej i mieszkaniowej, i których wykaz Wojewoda będzie musiał udostępnić przy sporządzaniu planu miejscowego). Kto wie czy kwestia art. 58 tejże ustawy, który sprowadza rolę obywatela do „natręta przeszkadzającego państwu (?) bądź inwestorowi realizować jego interesy” nie obije się o orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego. Tu już nawet nie poraża kwestia tzw. kaucji, którą „należy wnieść na poczet interesów inwestora”, co bezsilność samych sądów administracyjnych po upływie 14 dni od uprawomocnienia się takiej decyzji (!!!). Art. 58 ust. 7 stanowi wprost (czy polskie prawo to już „widziało”?), że sąd co prawda może stwierdzić, iż decyzję wydano z naruszeniem prawa i… no właśnie tylko tyle. Nie może nic więcej w tej materii. Ot wszystko jest niezgodne z prawem, obywatele w ciągu 14 dni wykażą (!) – oczywiście w stosownej ekspertyzie merytoryczno – prawnej – że prawo naruszono, sąd potwierdzi, a inwestor i tak swoje zrobi. A ponieważ jest to kolejna specustawa – po drogowej, po inwestycjach na EURO 2012, po antypowodziowej (pewnie coś jeszcze zostało), to cóż drogi obywatelu – jak nikt o zdanie Ciebie nie pytał, to „siedź cicho i nie przeszkadzaj”. Oczywiście w art. 46 z góry też zastrzeżono, iż żeby czasem światłemu urbaniście nie przyszło do głowy blokować „rozwoju usług telekomunikacyjnych”, to nie może on ich nawet zakazać w planie miejscowym, a więc przepisy w studiach gmin, wyrażone wolą uchwały właściwej rady gminy/miasta co do odległości takich instalacji np. od osiedli mieszkalnych, także nie mają żadnego zastosowania. Pozycja gminy, która podobno „kształtuje politykę przestrzenną”, została sprowadzona w relacji z inwestorem do przysłowiowego „zera”. Znaleziono również rozwiązanie na tzw. problemy ochrony gruntów rolnych, które co prawda mogą być „sobie chronione”, ale nie tu i teraz. To także „uregulowano” w art. 56. Podsumujmy. W skrócie konstatacja jest następująca – kolejna specustawa wyłączająca kolejną problematykę spod kanonów planowania przestrzennego, jako przeszkadzającej fanaberii urbanistów i łamiąca szereg zasad zrównoważonego rozwoju zapisanych w dokumentach UE (co chyba jest akurat tu najsłabszym argumentem). Do „zera” sprawdzono rolę gminy i lokalnej społeczności, a maksymalne prerogatywy przyznano prywatnym inwestorom, którzy w myśl tzw. „łączności publicznej” zapisanej w art. 6 ustawy o gospodarce nieruchomościami dostali niebagatelne uprawnienia, ku chwale rozwoju naszego, skądinąd pięknego, kraju, a czego wyrazicielem stała się pozycja „naczelnego strażnika” – prezesa Urzędu Komunikacji Elektronicznej, który może zakwestionować każdą uchwałę uchwalającą plan miejscowy. A więc… o co tu chodzi?. Strach nawet pytać.
Zapraszamy do dyskusji na łamach portalu urbanistyka.info.
Ile zostało już „urbanistyki w urbanistyce”?