Source: https://www.ppoz.pl/zajrzyj-do-srodka/historia-i-tradycje/1218-krotkie-dzieje-przepisow-przeciwpozarowych-cz-13
Timestamp: 2017-09-20 00:10:44+00:00
Document Index: 102960321

Matched Legal Cases: ['art. 14', 'art. 9', 'art. 1', 'art. 2', 'art. 26', 'art. 8', 'Art. 1']

Krótkie dzieje przepisów przeciwpożarowych (cz. 13)
Na przełomie lat 80. i 90. XX w. państwo polskie przeszło zasadniczą transformację ustrojową. Zmiany nie ominęły też ochrony przeciwpożarowej, stając się podstawą jej obecnego kształtu.
Obmyśliła je i przeprowadziła przez legislacyjny gąszcz ekipa zgromadzona wokół Feliksa Deli (pierwszego komendanta głównego Państwowej Straży Pożarnej). A ponieważ zostały wdrożone kompleksowo, w jednym czasie, tworząc trwały porządek obejmujący wszelkie zagadnienia ochrony przeciwpożarowej, należy mówić o zmianach systemowych, czyli mających znaczenie historyczne.
Utworzenie KSRG
Najważniejszym efektem pakietu ustaw i rozporządzeń było utworzenie krajowego systemu ratowniczo-gaśniczego (KSRG). O zrozumieniu założeń tego systemu poza gronem jego twórców raczej mowy nie było – środowisko przyjmowało je z mieszanymi uczuciami. Trzeba oddać sprawiedliwość twórcom KSRG: mieli rację, przyporządkowując ustawowo wszelkie działania ratownicze czasu pokoju do tworu prawnego zwanego Państwową Strażą Pożarną. Po prostu ubrali w prawo to, co i tak się działo, a co najważniejsze – było skuteczne i przynosiło pożytki podatnikom. Przy okazji prawdopodobnie uchronili przed radykalnymi zmianami w postaci zwolnień grupowych całą strukturę terenowych zawodowych straży pożarnych.
Ale KSRG miał nie tylko same zalety. Nieprzypadkowo w jego nazwie nie pojawiło się żadne sformułowanie nawiązujące do zapobiegania pożarom czy innym miejscowym zagrożeniom, bo wtedy nic takiego nie istniało w jego definicji (obecnie ujęto w niej także rozpoznawanie i prognozowanie zagrożeń). KSRG nie był zatem kompletnym systemem ochrony przeciwpożarowej. Był, a przede wszystkim jest, nadkompletnym systemem ochrony interwencyjnej na wypadek różnego rodzaju zdarzeń. Nadkompletnym, bo mimo że w jego strukturach funkcjonuje wiele różnych podmiotów prawnych, i tak przy większości zdarzeń pomoc niosą jednostki PSP i OSP.
Czyżby zatem twórcy KSRG całkiem zaniedbali sprawy biernej ochrony przeciwpożarowej? Oczywiście, że nie. Stworzyli solidne podstawy również dla ochrony przeciwpożarowej, w tym dla zabiegania pożarom, z zadaniami dla PSP. Powtórzyli jednak układ z ustawy o ochronie przeciwpożarowej z 1975 r., utrwalając tym samym stan nierównowagi systemowej w zakresie ochrony przeciwpożarowej zapoczątkowany w latach 70. (z grzechem pierworodnym sięgającym ustawy z 1934 r.). Mamy zatem wybujałą część interwencyjną działań PSP w postaci KSRG, a także całkiem dobrze opracowaną część zadań PSP dotyczącą zapobiegania pożarom, którym nadano rangę działań doraźnych.
Powinniśmy jednak uzmysłowić sobie, że jest odwrotnie. Każde działanie interwencyjne to działanie doraźne (reaguje się indywidualnie na to, co się wydarzyło tylko tam, gdzie owo zdarzenie nastąpiło), a każde działanie zapobiegawcze ma charakter systemowy (prowadzi się zmasowane działania wszędzie tam, gdzie zdarzenie może nastąpić, a skutkiem tych działań ma być brak zdarzeń bądź ograniczenie ich rozmiarów).
Zapobieganie pożarom przybrało charakter tymczasowej działalności PSP, a że przy okazji nadano temu prowizorycznemu rozwiązaniu profesjonalny rys, to już zupełnie inna sprawa. W ówczesnym środowisku pożarniczym byli też ludzie potrafiący myśleć kategoriami zapobiegania pożarom i ubrać te myśli w prawo. Głos ich był bardzo ważny, wysłuchiwany, niestety – niedecydujący.
Genialnym w swej prostocie rozwiązaniem było rozdzielenie rozwiązań systemowych na dwa akty ustawowe. Powszechne obowiązki każdego obywatela czy „innego podmiotu prawnego” oraz zasadnicze ramy organizacji ochrony przeciwpożarowej zgromadzono w ustawie o ochronie przeciwpożarowej [1]. Zadania i sposób organizacji instytucji, będącej siłą wiodącą w tej ochronie, znalazły się w ustawie o Państwowej Straży Pożarnej [2]. Da się zauważyć, że pierwotnie miała to być całość, którą słusznie rozdzielono, bo PSP to zbyt poważna instytucja rządowa, by nie miała własnej ustawy i systemu rozporządzeń.
Poniżej zostaną przedstawione pierwsze edycje ustaw i rozporządzeń kształtujących nowy system ochrony przeciwpożarowej.
Tytuł ustawy jest wyjaśniony na samym jej początku. Dowiadujemy się zatem, że:
Ochrona przeciwpożarowa polega na realizacji przedsięwzięć mających na celu ochronę życia, zdrowia i mienia przed pożarem, klęską żywiołową lub innym miejscowym zagrożeniem poprzez:
zapobieganie powstawaniu i rozprzestrzenianiu się pożaru, klęski żywiołowej lub innego miejscowego zagrożenia (…),
Zatem w ustawie najpierw się zapobiega, a potem leczy, czyli zapewniono naturalną kolej rzeczy. Zapobieganie pożarom to zaś:
- zapewnienie koniecznych warunków ochrony technicznej nieruchomościom i ruchomościom,
- tworzenie warunków organizacyjnych i formalnoprawnych zapewniających ochronę ludzi i mienia, a także przeciwdziałających powstawaniu lub minimalizujących skutki pożaru, klęski żywiołowej lub innego miejscowego zagrożenia.
Zapobiegać pożarowi miał każdy i wszędzie: osoba fizyczna, osoba prawna, organizacja lub instytucja korzystająca z otoczenia. Odpowiedzialność za naruszenie przepisów przeciwpożarowych ponosił natomiast przede wszystkim właściciel, zarządca użytkownik budynku, obiektu budowlanego lub terenu, a w dalszej kolejności - zależnie już od czynów indywidualnych czy zaniechań ­ osoba fizyczna, prawna itd.
Tyle że była to odpowiedzialność wyłącznie administracyjną, bo jeśli chodzi o karną, to zlikwidowano przepisy obowiązujące w kolejnych edycjach powojennych ustaw o ochronie przeciwpożarowej. W zamian wprowadzono sformułowanie, że odpowiedzialność ponosi się w trybie i na zasadach określonych w innych przepisach. Szybko zorientowali się w istotnej wymowie prawa różnej maści władający całkiem potencjalnie groźnymi obiektami, mówiąc przy okazji o likwidacji całych służb ratowniczych: „Za to, zgodnie z ustawą, odpowiadam ja!”. Odpowiadał, lecz co najwyżej – mandatem, a poza tym przed Bogiem i historią, co było całkiem opłacalne w trybie doraźnym i jak najbardziej szkodliwe społecznie, choć prokuratorzy twierdzili zupełnie coś innego.
W ustawie znalazły się przepisy o uprawnieniu do przeprowadzania czynności kontrolno-rozpoznawczych z zakresu ochrony przeciwpożarowej oraz o możliwości nakładania grzywien w drodze mandatu karnego. Przepisy te zostały uchylone w jej kolejnych edycjach, gdyż przeniesiono je do ustawy o PSP.
Ciekawostką jest, że komendant główny PSP miał być centralnym organem administracji państwowej w sprawach:
- ochrony przeciwpożarowej oraz organizacji krajowego systemu ratowniczo-gaśniczego (art. 14 ust. 1 ustawy o ochronie ppoż.),
­ organizacji krajowego systemu ratowniczo-gaśniczego oraz ochrony przeciwpożarowej (art. 9 ust. 1 ustawy o PSP).
Trochę to dziwne, ale zarazem urocze: raz pierwsza była ochrona przeciwpożarowa, raz KSRG, a za każdym razem występowały obok siebie. Można wysnuć wniosek, że obydwa te przedsięwzięcia to zupełnie różne dziedziny bezpieczeństwa kraju, choć jedno w drugim całkowicie się mieściło, lub raczej – powinno się mieścić. Tylko odgadnąć nie sposób – które w którym.
O zasadniczych zadaniach PSP stanowił wówczas i stanowi nadal art. 1 ustawy, o treści:
Powołuje się Państwową Straż Pożarną jako zawodową, umundurowaną i wyposażoną w specjalistyczny sprzęt formację, przeznaczoną do walki z pożarami, klęskami żywiołowymi i innymi miejscowymi zagrożeniami. To najważniejszy z przepisów ustawy, bo ją otwiera. Tak więc 90% czytających, którzy chcą się tylko zorientować, po co ta straż pożarna tak naprawdę jest, zapamięta jedynie to właśnie zadanie strażaków.
Jak widać, przepis otwierający ma treść jednoznacznie kojarzącą się z walką czynną z różnymi szkodliwymi zdarzeniami. Trzeba naprawdę dużej dozy dobrej woli, by w tę walkę wpleść jakieś czynności mające na celu zmniejszenie prawdopodobieństwa wystąpienia takich zdarzeń. Trochę można twórców KSRG zrozumieć – zapobieganie pożarom wpisano do innej ustawy, jako zadanie obowiązujące powszechnie, wszystkich i wszędzie. Jeśli sformułowanie o zapobieganiu pożarom znalazłoby się pośród zadań PSP, w powszechnym mniemaniu formacja byłaby winna wszelkim zaniedbaniom w tym zakresie. Ale naprawdę trudno wytłumaczyć inaczej niż brakiem dobrej woli, dlaczego w pierwszym zdaniu o celu powołania PSP nie zamieszczono choćby króciutkiego sformułowania: „do nadzoru nad zapobieganiem pożarom”, co odpowiadałoby wieloletniej sytuacji faktycznej. Chyba nic nie stało na przeszkodzie, a i nadal nie stoi, by takie sformułowanie zawrzeć tam, gdzie trzeba.
Dalej było całkiem ciekawie, bo jako jedno z podstawowych zadań PSP wskazano rozpoznawanie zagrożeń pożarowych i innych miejscowych zagrożeń [3]. Podkreślić należy, że nie było tam zadania, które istnieje obecnie: nadzór nad przestrzeganiem przepisów przeciwpożarowych. Zadanie to dopisano jeszcze w latach 90., po kilku tragicznych zdarzeniach, w których zginęli ludzie, i pod presją idącej w ślad za tym opinii politycznej.
W art. 2 nadano pierwotną ustawową postać KSRG. Zapoznajmy się z nią i porównajmy z dzisiejszą.
Rok 1991 (ustawa o PSP): Państwowa Straż Pożarna jest organizatorem systemu ratowniczo-gaśniczego, mającego na celu ochronę życia, zdrowia oraz mienia podczas:
1) walki z pożarami i innymi klęskami żywiołowymi,
2) ratownictwa technicznego,
3) ratownictwa chemicznego.
Rok 2016 (ustawa o ochronie ppoż.): Ilekroć w ustawie jest mowa o: (…) krajowym systemie ratowniczo-gaśniczym – rozumie się przez to integralną część organizacji bezpieczeństwa wewnętrznego państwa, obejmującą, w celu ratowania życia, zdrowia, mienia lub środowiska, prognozowanie, rozpoznawanie i zwalczanie pożarów, klęsk żywiołowych lub innych miejscowych zagrożeń; system ten skupia jednostki ochrony przeciwpożarowej, inne służby, inspekcje, straże, instytucje oraz podmioty, które dobrowolnie w drodze umowy cywilnoprawnej zgodziły się współdziałać w akcjach ratowniczych.
W zadaniach komendanta głównego PSP, jako centralnego organu w sprawach ochrony przeciwpożarowej, znalazło się w 1991 r. jedno bezpośrednio związane z zapobieganiem pożarom oraz dwa, którym da się przypisać taki potencjał:
- nadzorowanie rozpoznawania zagrożeń pożarowych i innych miejscowych zagrożeń,
­ inicjowanie przedsięwzięć oraz prac naukowo-badawczych w zakresie ochrony przeciwpożarowej i działań ratowniczych,
- wspieranie inicjatyw społecznych zmierzających do ochrony przeciwpożarowej.
Odnalazł się też nadzór nad przestrzeganiem przepisów przeciwpożarowych, jako zadanie szczegółowe komendanta wojewódzkiego i rejonowego PSP. Komendant rejonowy PSP miał jeszcze jedno zadanie – kierowanie rozpoznawaniem zagrożeń.
W ustawie znalazł się dział „Rozpoznawanie zagrożeń”. Określono w nim kilka podstawowych obowiązków PSP w tym zakresie. Dział ten był mniej rozbudowany niż obecnie. Wyimki z niego w ramce.
1. Państwowa Straż Pożarna wykonuje czynności kontrolno-rozpoznawcze, celem rozpoznawania zagrożeń pożarowych i innych miejscowych zagrożeń.
2. Czynności kontrolno-rozpoznawcze obejmują w szczególności:
1) kontrolę przestrzegania przepisów przeciwpożarowych,
2) rozpoznawanie zagrożeń innych niż pożarowe,
3) wstępne ustalenia przyczyn oraz okoliczności powstania i rozprzestrzeniania się pożaru.
1. Czynności kontrolno-rozpoznawcze (…) mogą być przeprowadzane także:
1) na polecenie sądu, prokuratora lub Najwyższej Izby Kontroli,
2) na zlecenie osób prawnych, fizycznych i innych jednostek organizacyjnych oraz terenowych organów administracji rządowej i samorządowej.
1. Komendant rejonowy Państwowej Straży Pożarnej, w razie stwierdzenia naruszenia przepisów przeciwpożarowych, uprawniony jest do:
1) nakazania w drodze decyzji właścicielom, zarządcom, użytkownikom bądź kierującym kontrolowaną jednostką organizacyjną usunięcia stwierdzonych uchybień w ustalonym terminie,
2) wstrzymania robót (prac), gdy naruszenie przepisów przeciwpożarowych powoduje bezpośrednie niebezpieczeństwo powstania pożaru lub innego miejscowego zagrożenia, zakazania używania maszyn i urządzeń oraz środków transportu, eksploatacji pomieszczeń, obiektów lub ich części.
Organem odwoławczym od decyzji, o których mowa w art. 26, jest komendant wojewódzki PSP.
Nie wyodrębniono wówczas odbiorów obiektów jako osobnego zadania, nie było jeszcze mowy o kontrolowaniu zakładów, w których może dojść do poważnych awarii przemysłowych. Nie było również rozbudowanej części o prawach i obowiązkach kontrolowanego ani konieczności powiadamiania o kontroli na siedem dni przed planowanym terminem jej rozpoczęcia. Mimo tych różnic w generalnych założeniach realizujemy obecnie przepisy przytoczone w ramce: wykonujemy czynności kontrolno-rozpoznawcze, nieprawidłowości opisujemy w protokołach, a w celu ich usunięcia komendanci nakładają decyzje administracyjne. Rozwiązania prawne były zatem bardzo solidne i dawały na powrót uprawnienia decyzyjne komendantom PSP, zabrane im na mocy ustawy z 1975 r.
Niestety, nie znalazło się w tym miejscu wskazanie, obecne w ustawie z 1975 r., o możliwości prowadzenia postępowania egzekucyjnego, który to brak przenosił się do kolejnych nowelizacji ustawy o PSP, aż po dzisiejsze czasy. Zabrakło też określenia odpowiedzialności karnej za utrudnianie bądź uniemożliwianie prowadzenia kontroli, co kilkadziesiąt, a może i kilkaset razy spowodowało bardzo kłopotliwe dla PSP sytuacje.
Przepisy wykonawcze do ustaw o ochronie przeciwpożarowej i o PSP
Ustawy bardzo szybko uzupełniono o kilka przepisów, funkcjonujących dziś pod postacią nowych edycji. Były to m.in. rozporządzenia ministra spraw wewnętrznych w sprawie: wydawania świadectwa dopuszczenia (atestu) użytkowania wyrobów służących do ochrony przeciwpożarowej (kwiecień 1992), czynności kontrolno-rozpoznawczych z zakresu ochrony przeciwpożarowej oraz osób upoważnionych do ich przeprowadzania (maj 1992), zasad pobierania opłat przez PSP za zlecone czynności kontrolno-rozpoznawcze (lipiec 1992), określenia wykroczeń, za które funkcjonariusze niektórych organów (…) upoważnieni są do nakładania grzywien w drodze mandatu karnego, zasad i sposobu wydawania upoważnień (wrzesień 1992), ochrony przeciwpożarowej budynków, innych obiektów budowlanych i terenów (listopad 1992), szczegółowych zasad przeciwpożarowego zaopatrzenia wodnego (…) oraz warunków, którym powinny odpowiadać drogi pożarowe (styczeń 1993).
Wymienione wyżej rozporządzenia pozwalają na traktowanie ochrony przeciwpożarowej z początku lat 90. jako domkniętego, spójnego systemu – tym bardziej że obowiązywał zestaw kilkudziesięciu ustanowionych wcześniej norm, z których tylko niektóre zmieniono bądź dodano w tym czasie.
Czego w ustawach zbrakło… Służba kontrolno-rozpoznawcza poza PSP
Niestety, nie rozwiązano ustawowo kwestii resortowej ochrony przeciwpożarowej. A sprawa ta była wówczas o tyle istotna, że instytucjonalnym zapobieganiem pożarom w poszczególnych branżach przemysłu czy obiektach znajdujących się we władaniu instytucji rządowych zajmowało się tam łącznie kilka tysięcy ludzi, i to funkcjonariuszy straży pożarnych. Znaczną część z nich wchłonęła utworzona PSP, lecz bez żadnego wzmocnienia pionu kontrolno-rozpoznawczego. Ilu prewentystów było w strażach pożarnych przed reformą, tylu zostało w PSP po reformie – w 1993 r. w jednostkach terenowych służyło 659 osób upoważnionych do kontroli, a w 2015 r. – 683.
Wymienione wyżej rozwiązania nie załatwiały ochrony przeciwpożarowej całych branż. Co prawda w ustawie o ochronie przeciwpożarowej znalazł się przepis art. 8: Korzystanie przez właściciela, zarządcę lub użytkownika budynku, obiektu lub terenu z usług z zakresu ochrony przeciwpożarowej jest dobrowolne, ale jedno ustawowe zdanie (dosłownie) zmieniające przedsięwzięcia o charakterze struktury służbowej (de facto likwidacja ochron resortowych) w rój prywatnych przedsięwzięć o charakterze umowy-zlecenia to stanowczo za mało, by tę ochronę zapewnić.
Próbowano uzupełnić lukę w nadzorze przepisem rangi rozporządzenia nawet nie Rady Ministrów, a ministra [4], obowiązującego aż do reformy ustrojowej z przełomu lat 1998 i 1999. Ale nie dość, że ów króciutki (na jedną stronę DzU) przepis był mało znany, to jego stosowanie pozostawiało bardzo wiele do życzenia, bo nie określono żadnej formy nadzoru (nawet sprawozdawczości) nad jego realizacją. Ustanowiono w nim, że nadzór nad ochroną przeciwpożarową sprawują ministrowie, inni kierownicy urzędów centralnych oraz organy administracji rządowej i samorządowej w podległych im jednostkach organizacyjnych i podmiotach gospodarczych, dla których były organami założycielskimi. W ramach tego prawa organy te uprawniono do wydawania wiążących zaleceń kontrolowanym podmiotom. Zadania w ramach nadzoru mogły wykonywać osoby mające kwalifikacje, z czym był znaczny problem. W praktyce „organy założycielskie” na zasadzie przewidzianej w przepisie dobrej współpracy wypożyczały sobie od terenowych organów PSP specjalistów – piszący te słowa prowadził podobne kontrole.
Pojawiła się też druga forma prowadzenia czynności kontrolno-rozpoznawczych przez podmioty niebędące PSP. Związana była z tzw. miejskim programem pilotażowym. Otóż w 1993 r. Rada Ministrów wydała rozporządzenie [5], z którego wynikało, że organy administracji rządowej w drodze porozumienia przekazują gminom o statusie miasta między innymi zadania należące do PSP, w tym wykonywanie czynności kontrolno-rozpoznawczych w zakresie przestrzegania przepisów przeciwpożarowych w następujących rodzajach obiektów:
- produkcyjnych i magazynowych o powierzchni do 1000 m2 niezagrożonych wybuchem,
- w gospodarstwach rolnych i na obszarach leśnych,
- w budynkach mieszkalnych,
- w obiektach zaliczonych do kategorii ZL III o wysokości do 25 m, o ile nie istniał w nich obowiązek instalowania urządzeń sygnalizacyjno-alarmowych bądź stałych urządzeń gaśniczych.
Zakładano, że będą to działania z jednej strony odciążające PSP, a z drugiej uzupełniające jej kompetencje. Wymieniano listę 40 miast, które te zadania miały (chciały) przejmować. Jak można się domyślać, docelowo nadzór nad przestrzeganiem przepisów przeciwpożarowych miały sprawować samorządy, jeśli ten program by się sprawdził. Ale nie sprawdził się, zwłaszcza w sprawach ochrony przeciwpożarowej, gdyż ­ jak szacowano - potrzeba było około 5 tys. ludzi, by ogarnąć zadania przejęte od PSP. Tymczasem w PSP zajmowało się tym i zajmuje nadal niespełna 700 osób, co z jednej strony jest miarą skuteczności i profesjonalizmu, a z drugiej – traktowania po macoszemu zadań zapobiegawczych.
Zrobiono wiele, by wspomóc program pilotażowy. Pojawiła się w ustawie o ochronie przeciwpożarowej nowa grupa zawodowa – specjaliści, którzy docelowo mieli wykonywać czynności kontrolno-rozpoznawcze z ramienia organów założycielskich i organów samorządowych. SGSP uruchomiła kursy dla takich osób. Okazało się, że zarówno organy założycielskie, jak i samorządy nie potrafią i nie chcą zajmować się zadaniami policji ogniowej. Dla organów założycielskich było to przedsięwzięcie zbyt kosztowne i zbyt skomplikowane. Organy samorządowe zauważyły podobne trudności, ale wcale nie kwestie etatowe zdecydowały, że nie mogły zająć się tymi zadaniami w sposób rzetelny. Ochrona przeciwpożarowa nazbyt często stała w poprzek partykularnych interesów samorządów, co –wziąwszy pod uwagę doświadczenia historyczne – naprawdę nie było niczym nowym. Zatem po reformie administracyjnej kraju, przeprowadzonej w 1999 r., nikt już nie wspominał, że samorządy mogłyby zająć się nadzorem nad przestrzeganiem przepisów przeciwpożarowych.
W taki oto sposób PSP, która tylko tymczasowo miała realizować zadania policji ogniowej, zajmuje się tym do dziś.
Właśnie dotknęliśmy teraźniejszości, więc wypada zakończyć „Krótkie dzieje przepisów przeciwpożarowych”, gdyż – być może – za chwilę stanie się ona historią. A wtedy cykl ten można będzie uzupełnić o kolejny odcinek.
W trzynastu artykułach mogliśmy prześledzić, w jaki sposób ludzie próbowali zapobiegać pożarom. Wbrew pozorom cykl odpowiada tytułowi – są to naprawdę krótkie dzieje, bo przecież nie omawialiśmy przepisów, które były pierwowzorami naszych rodzimych rozwiązań ani nie omówiliśmy żadnej normy czy instrukcji technicznej, a to przecież integralne części ochrony przeciwpożarowej. Ciężar poznawczy skierowałem na kwestie jej organizacji i kluczowych przepisów, dających wyobrażenie o rozmiarze i sposobach funkcjonowania.
Materiał opublikowany na łamach PP, mimo rozmiarowych ograniczeń, jest na tyle obszerny, że można go uznać za reprezentatywny dla nurtu praktycznie niewystępującego w polskiej nauce, czyli historii polskiej ochrony przeciwpożarowej. Opracowania historyczne, którymi dysponujemy, ukazujące się pod takim szyldem, to głównie dzieła dotyczące historii straży pożarnych, z bardzo powierzchownymi wzmiankami o ochronie biernej przed pożarami, bez zrozumienia istoty czy skuteczności omawianych rozwiązań. Mam nadzieję, że cykl ten przyczyni się do poznania spraw znajdujących się zwykle w głębokim cieniu poznawczym.
Historia lubi się powtarzać, także w dziedzinie ochrony przeciwpożarowej. Wyciągnijmy z niej zatem odpowiednie nauki, zanim nastąpi kolejna szkoda. Organy samorządowe nigdy w historii polskiej (i nie tylko) ochrony przeciwpożarowej nie umiały konsekwentnie wdrożyć zasad ochrony biernej. Próby przekazywania im władzy w tym zakresie skończą się tak, jak ta z lat 90. XX w. ­ bodajże najpoważniejszą w polskiej historii – porażką, której nikt nie ogłaszał i z której nikt się nie cieszył. Jako policja ogniowa nie sprawdzą się również firmy ubezpieczeniowe, co wyraźnie okazało się w czasach, gdy taką próbę podjęto, mianowicie w latach 20-30. XX w. Jeśli nie udało się to Bolesławowi Chomiczowi, który miał doświadczenie, wiedzę, determinację, a nawet poparcie rządu, by takie rozwiązanie systemowe wdrożyć, to naprawdę byłoby zadziwiające, by taka operacja udała się ludziom dysponującym ku temu wyłącznie dobrymi chęciami.
Zadań policji ogniowej nie zrealizują również organy sprawujące pieczę nad sprawami budowlanymi. Nie mają w tym zakresie żadnych tradycji, za to wachlarz ich zadań jest zbyt obszerny, by mogły dodatkowo zajmować się niezmiernie skomplikowaną dziedziną zapobiegania pożarom.
W polskich warunkach zadanie policji ogniowej, czyli kontroli i nadzoru władczego nad przestrzeganiem przepisów przeciwpożarowych, może być wykonywane tylko przez zawodową, scentralizowaną, wyspecjalizowaną administrację rządową. Jest nią Państwowa Straż Pożarna, mająca kadrę (siły) oraz zaplecze naukowe i tradycje (środki).
I jeszcze jedno, może najważniejsze. Jeśli jednak w przyszłości ktoś chciałby pokusić się o wyprowadzenie z PSP zadań policji ogniowej, musi zdawać sobie sprawę, że ustaną powody, by komendantów PSP nazywać organami ochrony przeciwpożarowej. To zaś oznaczałoby, że PSP nie będzie ośrodkiem decyzyjnym, a tylko wykonawczym, z wszelkimi tego konsekwencjami.
[1] Ustawa z 24 sierpnia 1991 r. o ochronie przeciwpożarowej (DzU z 1991 r. nr 81, poz. 351).
[2] Ustawa z 24 sierpnia 1991 r. o Państwowej Straży Pożarnej (DzU nr 88, poz. 400).
[3] Art. 1 ust. 2 pkt 3. ustawy o PSP z 1991 r.
[4] Rozporządzenie ministra spraw wewnętrznych z 28 maja 1992 r. w sprawie zasad nadzoru nad ochroną przeciwpożarową w gospodarce narodowej (DzU nr 47, poz. 216).
[5] Rozporządzenie Rady Ministrów z 13 lipca 1993 r. w sprawie określenia zadań i kompetencji z zakresu rządowej administracji ogólnej i specjalnej, które mogą być przekazane niektórym gminom o statusie miasta, wraz z mieniem służącym do ich wykonywania, a także zasad i trybu przekazania (DzU 1993 nr 65, poz. 309).