Source: http://www.antitrust.pl/2009/03/kilka-slow-o-private-enforcement-w-europie/?replytocom=16762
Timestamp: 2019-12-13 07:26:55+00:00
Document Index: 26165057

Matched Legal Cases: ['art. 322', 'art. 2', 'art524', 'Art. 1', 'art. 24', 'art. 296']

Kilka słów o private enforcement w Europie | Antitrust in Poland
Kilka słów o private enforcement w Europie
Dodane przez Katarzyna Manteuffel Marzec 17, 2009 21:31
Ważny wyrok TSUE w sprawie AstraZeneca 0 07.Gru
Dystrybucja bezpośrednia leków – przykłady z Wielkiej Brytanii i RPA 0 05.Sie
Ostatni IKAR w 2015 roku już jest! 0 08.Lut
Zagadnienie roszczeń prywatnoprawnych staje się coraz ważniejszym zagadnieniem europejskiego prawa konkurencji. Pomimo wzmożonego zainteresowania tą tematyką, zwłaszcza od wydania Białej Księgi w sprawie roszczeń o naprawienie szkody wynikłej z naruszenia wspólnotowego prawa ochrony konkurencji, w kwietniu 2008 r. , wciąż pozostaje duża liczba nierozwiązanych kwestii. Istnienie różnego rodzaju barier (zwłaszcza w Europie kontynentalnej) ma negatywny wpływ na rozpowszechnienie zjawiska private enforcement w Unii Europejskiej. Są to przeszkody dwojakiego rodzaju: prawne (spowodowane brakiem odpowiednich regulacji pozwalających lub ułatwiających dochodzenie roszczeń wynikających z naruszenie prawa konkurencji) oraz „mentalne” (brak odpowiedniej świadomości konsumentów oraz ogólne przeświadczenie, że kwestie antymonopolowe są domeną prawa publicznego). To sprawia, że w porównaniu np. z USA, gdzie ok. 90% spraw wynikających z prawa konkurencji stanowią roszczenia prywatnoprawne, private enforcement ma wciąż niewielki udział wśród metod egzekwowania prawa antymonopolowego w Europie. (Z analizy przeprowadzonej na zlecenie Komisji Europejskiej, tzw. Ashurst Study, opublikowanej w 2004, wynikało, ze tylko ok. 60 spraw zostało rozpoznanych na terenie UE – choć od tego czasu widoczne są pewne postępy, stosowanie prawa konkurencji pozostaje domeną organów publicznych).
Przełomem było Rozporządzenie 1/2003, wprowadzające zasadę bezpośredniego stosowania wspólnotowych reguł konkurencji przez organy krajowe, w tym sądy, likwidując tym samym „monopol” organów Unii Europejskiej. W Rozporządzeniu 1/2003 brak jest jednak przepisów wprost odnoszących się do private enforcement. Istotną rolę dla private enforcement odegrały także sądy europejskie, zwłaszcza Trybunał Sprawiedliwości w sprawach C 453/99 Courage i C-295/04 Manfredi. Trybunał zaznaczył, że każda osoba może żądać naprawienia szkody, która została jej wyrządzona przez umowę lub zachowanie mogące ograniczyć lub zakłócić konkurencję. W sprawie Manfredi, Trybunał podkreślił znaczenie zasady skuteczności prawa europejskiego, z której wynika między innymi, że osoby, które poniosły szkodę, muszą mieć zagwarantowane prawo do żądania naprawienia nie tylko rzeczywistej szkody, lecz także utraconych korzyści oraz zapłaty odsetek (para. 95 orzeczenia).
W Polsce praktyka związana z prywatnoprawnym wdrażaniem prawa konkurencji jest bardzo niewielka. Pomimo pewnych perturbacji, Sąd Najwyższy w 2006 r. (I CSK 83/05) stwierdził, ze sąd powszechny ma prawo dokonać samodzielnych ustaleń dotyczących stosowania praktyk ograniczających konkurencję przez pozwanego przedsiębiorcę, niezależnie od istnienia (lub nieistnienia) wcześniejszej decyzji Prezesa UOKiK w przedmiotowej sprawie.
Jak już wspomniałam z private enforcement wiąże się szereg istotnych problemów, zwłaszcza z zakresu procedury. Poniżej postaram się przedstawić pokrótce przedstawić wybrane zagadnienia.
Trybunał wyróżnił zasadę odpowiedzialności za naruszenia prawa europejskiego jako zasadę stanowiącą integralną cześć porządku prawego Unii Europejskiej. Wydaje się, że w przypadku private enforcement, najwłaściwszym roszczeniem , a może raczej mającym szansę zyskać największa popularność, jest roszczenie odszkodowawcze. Ze względu na brak jakiegokolwiek odniesienia do tej kwestii zarówno w TWE, jak i w Rozporządzeniu 1/2003, konieczne staje się sięgniecie w tym zakresie do przepisów krajowych. Warto podkreślić, że normy krajowe powinny być zgodne z podstawowymi zasadami prawa europejskiego: równoważności (nie mniej korzystne niż przepisy odnoszące się do podobnych roszczeń odszkodowawczych) oraz skuteczności (dochodzenie przyznanych przez wspólnotowy porządek prawny nie może być praktycznie niemożliwe lub nadmiernie utrudnione).
Możliwości dochodzenia roszczeń wynikających z prawa antymonopolowego różnią się w poszczególnych państwach członkowskich. W niektórych krajach istnieją odrębne regulacje (np. Niemcy), w innych stosuje się ogólne zasady dochodzenia tego typu roszczeń. Polska należy do drugiej grupy – podstawę do zgłaszania roszczeń stanowią przepisy Kodeksu Cywilnego dotyczące odpowiedzialności deliktowej lub kontraktowej. Moim zdaniem, ogólny charakter regulacji może okazać się niewystarczający z uwagi na stopień skomplikowania roszczeń wynikających z naruszenia prawa konkurencji.
Kwestią sporną pozostaje także sposób kalkulacji wysokości odszkodowania. Komisja, w przeciwieństwie do amerykańskich doświadczeń, opowiada się za tzw. „single damages” (a więc nie mających charakteru represyjnego dla naruszyciela) chyba, że prawo krajowe reguluje tę kwestię inaczej. Ashurst Study przedstawiała różne możliwości kalkulacji odszkodowania, m.in. metoda „Yardstick” (porównanie rynku, gdzie wystąpiło naruszenie do podobnego rynku, na którym naruszenie nie miało miejsca).
W Polsce szczególnie pomocna może okazać się regulacja pozwalająca sądowi na zasądzenie odpowiedniej sumy, gdy ścisłe udowodnienie wysokości żądania jest niemożliwe lub nadmierne utrudnione (art. 322 kpc).
Biała Księga potwierdziła szeroki zakres legitymacji procesowej – mają ją zarówno nabywcy pośredni, jak i bezpośredni. Wprowadzenie możliwości podniesienia zarzutu przerzucenia obciążeń (passing-on defence) jest tego racjonalną konsekwencją.
Komisja przedstawiła propozycje dotyczące wprowadzenia pozwów zbiorowych. Zasugerowała wprowadzenie dwóch, dopełniających się, mechanizmów: wprowadzenie powództw wytaczanych przez uprawnione podmioty (jak stowarzyszenia konsumentów) oraz powództw zbiorowych z możliwością przystąpienia (tzw. opt-in).
Tego typu pozwy zbiorowe mają długą tradycję w systemach typu common-law, gdzie występują w różnych formach. Niedawno, Rada Ministrów w Polsce przyjęła projekt ustawy dotyczący dochodzenia roszczeń w pozwach zbiorowych.
Warto wspomnieć, że złożony charakter oraz specyfika spraw wynikających z prawa antymonopolowego wymaga szczególnego rodzaju wiedzy od sędziów. Ciekawym rozwiązaniem jest powołanie sądu wyspecjalizowanego w sprawach tego typu. Choć w Polsce istnieje taki sąd, projekt ustawy dot. powództw zbiorowych nie przewiduje poddania mu spraw z zakresu prawa antymonopolowego.
Ciężar dowodu jest jedną z kwestii uregulowanych w Rozporządzeniu 1/2003, które w art. 2 stanowi, że spoczywa on na stronie zarzucającej naruszenie. Charakter spraw wynikających z prawa konkurencji oraz fakt, że większość dowodów znajduje się w rękach domniemanego naruszyciela, tworzą dodatkowe bariery w dochodzeniu roszczeń.
Komisja Europejska zaproponowała zapewnienie w całej UE minimalnego zakresu obowiązku ujawniania dowodów w stosunku między stronami. Taki obowiązek ujawnienia powinien mieć charakter proporcjonalny, dotyczyć ściśle określonych kategorii dowodów dotyczących sprawy oraz podlegać ścisłej kontroli sądu.
Nieliczne kraje europejskie posiadają dodatkowo przepisy dotyczące ujawnienia dowodów przed rozpoczęciem postępowania sądowego (Wielka Brytania, Irlandia).
W Polsce pomimo istnienia regulacji dotyczącej ujawnienia dowodów, poziom precyzji wnoszonego żądania jest niejasny ze względu na brak orzecznictwa w tej kwestii. Pojawia się, więc pytanie czy będzie istniała konieczność wskazania konkretnych dokumentów, co w sposób oczywisty znacząco utrudni przeprowadzenie dowodu zwłaszcza w przypadku brak wcześniejszej decyzji UOKiK, czy też możliwe będzie zastosowania jakiegoś bardziej ogólnego żądania. Rozważenia wymaga też wprowadzenie sankcji za odmowę ujawnienia dowodów, które w Polsce, de facto, nie istnieją.
Omawiając kwestie dowodów, nie sposób nie wspomnieć o roli uprzedniej decyzji organu antymonopolowego w tym zakresie. Wydaje się, że nadanie prejudycjalnego charakteru wcześniejszym decyzjom organów antymonopolowych byłoby znaczącym ułatwieniem dla „ofiar” naruszeń. Ustalone orzecznictwo sądów europejskich, a teraz także Rozporządzenie 1/2003 przewiduje taką możliwość.
W Polsce, sąd w postępowaniu cywilnym jest związany wcześniejszym prawomocnym orzeczeniem sądowym. Natomiast, co do ostatecznych decyzji administracyjnych, pomimo brak wyraźnej podstawy prawnej, polska doktryna i orzecznictwo stoją na stanowisku, że, taka decyzja stanowi bardzo silną podstawę wyrokowania. W uzasadnieniu stosunkowo niedawnego orzeczenia, które zapadło jeszcze na gruncie poprzednio obowiązującej ustawy o ochronie konkurencji i konsumentów, Sąd Najwyższy stwierdził, iż ostateczna decyzja organu ochrony konkurencji i konsumentów stwierdzająca nadużycie pozycji dominującej jest wiążąca dla sądu cywilnego (III CZP 52/2008). Niektórzy komentatorzy, skądinąd nie bez racji zauważyli, że takie stanowisko jest kontrowersyjne ze względu na brak regulacji tej kwestii w przepisach prawa. Wprowadzenie expresis verbis takiej normy zapewniłoby większy stopień pewności prawnej.
Ponadto, kwestia wspomniana już dopuszczenia możliwości podniesienia zarzutu przerzucenia obciążeń rodzi dodatkowe trudności dla pośrednich kupców. Z tego powodu, KE zaproponowała ustanowienie na korzyść nabywców pośrednich wzruszalnego domniemania, że niezgodne z prawem obciążenie zostało na nich przerzucone w całości. Wprowadzenie tego rozwiązania wymaga gruntownego przemyślenia, ze względu na możliwość istotnego zachwiania równowagi stron w postępowaniu poprzez nadmierne obciążanie pozwanego.
Problem przedawnienia został poruszony we wspominanej już sprawie Manfredi. Trybunał stwierdził wówczas, ze regulacja dotycząca przedawnienia nie powinna uniemożliwiać dochodzenia należnych roszczeń. Biała Księga sugeruje, że bieg przedawnienia nie powinien się rozpoczynać zanim poszkodowani, przy zachowaniu należytej staranności, będą mogli powziąć wiadomość o naruszeniu oraz o wyrządzonej im szkodzie.
Komisja wzięła także pod uwagę bariery wynikające z kosztów, które należy ponieść przy dochodzeniu należnych roszczeń. Podkreślając zasadę „przegrany płaci”, przedstawiono odpowiednie propozycje redukcji kosztów i przyznania sądom uprawnienia do zwolnienia strony z kosztów.
Polska posiada już odpowiednie regulacje w tym zakresie. Projekt ustawy dot. pozwów zbiorowych przewiduje zmniejszenie kosztów procesu (2% opłaty, zamiast 5%) oraz proporcjonalny ich podział pomiędzy uczestników grupy.
Skuteczność programu łagodzenia kar jest szczególnie istotna dla stosowania prawa antymonopolowego. Biała Księga proponuje ochronę oświadczeń złożonych przez „skruszone” przedsiębiorstwo. Ponadto, Komisja przedstawiła propozycję dotyczącą ograniczenia odpowiedzialności cywilnej podmiotów, którym przyznano uprawnienia w ramach programu Leniency, w stosunku do roszczeń podnoszonych przez bezpośrednich i pośrednich kontrahentów tych podmiotów. Należy rozważyć wpływ proponowanych rozwiązań na „ofiary”, a także na „współsprawców” naruszeń.
Powyższy (bardzo) pobieżny przegląd przedstawia problemy, które są tylko kroplą w „morzu private enforcement”, niemniej mam nadzieję, że będzie stanowił dobry początek dla dyskusji.
Oczywiście, istnienie dobrych regulacji prawnych to tylko „jedna strona medalu”. Rozwój private enforcement zależy także od świadomości społecznej oraz od wiedzy, doświadczenia, a także odwagi sędziów stosujących prawo. Co prawda, jest mało prawdopodobne, żeby private enforcement zdobyło w Europie taką popularność jaką ma w USA, ale właściwe polityka może sprawić, że stanie się ważną częścią europejskiego wdrażania prawa konkurencji.
http://ec.europa.eu/competition/antitrust/actionsdamages/documents.html#link1
http://www.uokik.gov.pl/pl/informacja_i_edukacja/informacja/komunikaty_prasowe/art524.html
TAGI: biała księgaenforcementpozwy zbioroweprivate enforcementprywatnoprawne
Piotr Marzec 18, 02:36
Zgadzam się z Katarzyną, że private enforcement ma szansę stać się – w mojej opinii – drugim, zaraz po Leniency, skutecznym mechanizmem egzekwowania reguł prawa konkurencji. Niemniej, nieco inaczej widzę rozłożenie akcentów. Skuteczności tych mechanizmów upatrywałbym nie w samym fakcie ich zaimplementowania do prawa polskiego, ale odpowiedniego ich „skrojenia” do warunków polskich. Częśc z celnych postulatów takich jak „passing on defence” czy skuteczna procedura „disclousure”, Katarzna już wskazała. Podobnie jak w przypadku stosowania polskiego programu Leniency (o czym w następnym z postów), korzystanie z private enforcement będzie raczej przypominało „learinig by doing”. Nie liczyłbym, że całościowa implementacja sugestii zawartych w Białej Księdze Komisji Europejskiej zapewni nam skuteczność mechanizmu z jednej strony i brak problemów w jego stosowaniu z drugiej. Przykład ustawy o nieuczciwych praktykach rynkowych pokazuje, iż metoda „copy&paste” nie jest najszczęśliwszym sposobem implementowania w Polsce europejskich koncepcji legislacyjnych.
Zgadzając się co do zasady z oceną private enforcement, mam jedynie wątpliwość, czy do jego skutecznego wprowadzenia koniecznie potrzebujemy odrębnej regulacji, pozostającej poza Kodeksem Cywilnym. Jak się wydaje, brak transparentności wynikający z takiego rozwiązania doprowadziłby w niedługim czasie do dyskusji, jaka toczy się obecnie w odniesieniu do postępowania w sprawach gospodarczych. Nie podzielam również opinii, iż argumentem przemawiającym za specyficzną regulacją jest stopień skomplikowania spraw antymonopolowych. Argument taki można śmiało wysuwać w odniesieniu do części spraw gospodarczych, czy postępowań arbitrażowych i mediacyjnych. Z pewnością również kwestia MTR’ów w prawie telekomunikacyjnym nie jednego prawnika przysporzyłaby o przynajmniej nieprzespane noce. Wszystko co nieznajome wydaje się na początku zbyt skomplikowane i niestosowalne w praktyce. W mojej ocenie, stopień skomplikowania spraw antymonopolowych jest argumentem wynikającym ze słabej znajomości prawa konkurencji przez przedsiębiorców (vide badania UOKIK z 2006 r), sędziów a także części praktyków, którzy w zetknięciu z problemami ekonomicznymi lub regulacyjnymi (to prawda, że niełatwymi), przyjmują niekonfrontacyjną postawę „na strusia”. Nie jest to jednak powód, by tworzyć odrębne uregulowania prawne. Non sunt multiplicanda entia sine necessitate…
Wartym podchwycenia, jako więcej niż interesującym, jest natomiast pomysł przyznania SOKIK wyłącznej właściwości również w odniesieniu do roszczeń, dochodzonych także poprzez instytucję pozwów zbiorowych, związanych z naruszeniami prawa konkurencji. Biorąc pod uwagę fakt, iż jest to jedyny sąd powszechny w Polsce, którego sędziowie orzekają w sprawach konkurencji na co dzień, a kontrola orzeczeń wykonywana jest również przez jeden sąd, Sąd Apelacyjny w Warszawie, rozwiązanie takie pozwoliłoby zachować spójność orzecznictwa w sprawach z tego zakresu. Za takim rozwiązaniem przemawiałyby również względy ekonomiki postępowania prowadzonego przez sędziów posługujących się sprawnie „standardowymi” instytucjami prawa, jak i tymi specyficznymi przewidzianymi w prawie konkurencji.
Podsumowując, powodzenie i skuteczność mechanizmu prywatnoprawnego wdrażania reguł konkurencji zależeć będzie w głównej mierze od trzech czynników: 1) świadomości jego istnienia wśród przedsiębiorców, 2) umiejętności, a może raczej, odwagi stosowania przez sądy powszechne prawa konkurencji (jak określił to jeden z prelegentów konferencji GCLC potrzeba nam „adventurous judges”) oraz 3) właściwego „skrojenia” jego wszystkich elementów przez ustawodawcę. O ile UOKIK poprzez swoją politykę edukacyjną robi wiele by pierwsze dwa postulaty zostały spełnione, o tyle dyskusja na temat szczegółowych rozwiązań mechanizmu private enforcement znajduje się mniej więcej w połowie drogi. Szklanka jest jednak do połowy pełna….
Szymon Syp Marzec 18, 09:46
Świetny artykuł dotykający wielu ważnych kwestii.
Szczególnie interesuje mnie temat powództw zbiorowych. Ten mechanizm, tak szeroko rozpowszechniony w Stanach, również niezmiernie tam krytykowany. Wprowadzenie tej instytucji to poważne ryzyko, bez tradycji, bez prawników specjalizujących się w tej formie sporu, bez sędziów kształconych w jego formule i rozumiejących jego istotę może nie być szczęśliwym pomysłem. Wypadałoby przeprowadzić poważną debatę z udziałem przedstawicieli krajów gdzie class actions są stosowane i przeanalizować wszelkie argumenty.
Warto podkreślić, że class action stosowane jest równie często w sprawach z tzw. products liability. Ciekawi mnie wysokość wynagrodzenia prawników za tego typu sprawy. Z tego co wiem nie ma u nas tradycji, (nie wiem o możliwość) kontyngentowego ustalania wynagrodzenia. W USA średnio prawnicy dostają 30% za tego typu sprawy (od wartości otrzymanego odszkodowania czy wywalczonego settlement).
Mikołaj Barczentewicz Marzec 18, 14:48
Odnośnie ostatniego komentarza Szymona, myślę że wprowadzenie class actions w Polsce wpłynęłoby znacząco na upowszechnienie contingency w rozliczeniach między klientem a prawnikiem procesowym. Oczywiście, w odbiorze społecznym może to wyglądać nieciekawie (ludzie nie lubią, kiedy ktoś zarabia stosunkowo ogromne pieniądze w odniesieniu do czasu poświęconego) – jeśli pojawią się odszkodowania lub settlements rzędu kilkudziesięciu milionów i w związku z tym wielomilionowe contingencies. Nie wydaje mi się jednak, żeby opór wobec tego mechanizmu wyszedł ze środowiska prawniczego.
Katarzyna Mrzygłód Author Marzec 18, 15:19
Przyznam szczerze, że też nie jest zwolenniczką tworzenia nowych regulacji i tworzenia bytów ponad potrzebę. Przedstawiłam w artykule taka hipotezę ze względu na to, że doczytałam się, ze wprowadzenie takiej szczególnej regulacji w Niemczech przynioslo pozytywne efekty (proszę o poprawnienie mnie, jeśli to nieprawda) . Moim zdaniem, na etapie na którym aktualnie się znajdujemy (czyli na samym początku) konieczne jest wykorzystywanie dostępnych instrumentów prawnych. Dopiero jeśli okaże się, że nie zdają one egzaminu, czego też nie można z góry zakładać, być może warto przemyśleć wprowadzenie pewnych modyfikacji, ułatwień.
Biała Księga zawiera bardzo dużo rozwiązań, ale część z nich zupełnie, moim zdaniem, nie przystaje do polskiego porządku prawnego. Z penością dużych umiejętności będzie wymagało od ustawodawcy zaadoptowanie postulatów Komisji na grun polski i wybranie rozwiązań, ktróre w Polsce mają szanse na powodzenie. Natomiast, sądzę, że przy właściwych instrumentach oraz, że tak to niezgrabnie ujmę, odpowiedniemu “marketingowi” private enforcement ma szansę rozkwitnąć.
Katarzyna Reszczyk Marzec 27, 23:08
Zgadzam się, że zagadnienie powództw zbiorowych jest tematem bardzo bieżącym. Class actions mają wiele zalet, lecz praktyka orzecznicza, głównie w USA pokazuje jak bardzo ta instytucja może być nadużywana.
Można oczywiście zastanawiać się nad celowością ograniczenia przedmiotowego polskiej ustawy o dochodzeniu roszczeń w postępowaniu grupowym. Wąski krąg spraw, które mogą być rozpatrywane w postępowaniu grupowym, a mianowicie sprawy z zakresu ochrony konsumentów, z tytułu odpowiedzialności za szkodę wyrządzoną przez produkt niebezpieczny, z czynów niedozwolonych, z wyłączeniem roszczeń o ochronę dóbr osobistych może budzić wątpliwości, ale jest wynikiem swoistego lobbingu podczas prac komisji.
Na otarcie łez można przede wszystkim wskazać, że nie jesteśmy jedynym państwem, które zdecydowało się na sektorowe rozwiązanie w zakresie praw będących przedmiotem postępowania grupowego. Podobny projekt ustawy zaprezentowano np. w Niemczech – tj. spraw z zakresu prawa konkurencji, prawa kartelów (Wettbewerbs- und Kartellrecht), ochrony konkurencji i inwestorów (ci ostatni od 2005 r. mogli złożyć powództwo wzorcowe zgodnie z ustawą o postępowaniu wzorcowym w sprawach z zakresu prawa rynku kapitałowego). Również Hiszpania wprowadziła do swej Ley de Enjuiciamiento Civil postępowanie grupowe, w którym powodami mogą być konsumenci lub osoby, które poniosły szkodę wyrządzoną przez produkt niebezpieczny.
Do drugie, jako argument za przyjęciem powyższego rozwiązania, można uznać fakt, iż instytucja powództw zbiorowych odbiega w pewnym stopniu od podstawowych zasad przyjętych w postępowaniu sądowym w państwach civil law, więc jej przyjęcie do porządku prawnego, parafrazując wymaga pewnej ostrożności.
Mikołaju, zaś co do wynagrodzeń pełnomocników działając w postępowaniu grupowym, należy zwrócić uwagę, że ustawodawca zdecydował się na limit wysokości wynagrodzenia, a mianowicie przewidział, iż kwota ta nie może przekraczać 20% kwoty zasądzonej za rzecz powoda. Jednakże można mieć nadzieję, że do postępowania grupowego będą trafiać sprawy „o dużej wadze”. Ponadto przepis ten budzi wątpliwości i możliwe, że zostanie znowelizowany.
Mikołaj Barczentewicz Marzec 28, 22:50
Dzięki Kasiu za komentarz. Jeśli chodzi o cap na contingency fees na poziomie 20%, to nie jest to poważne ograniczenie (jeśli dobrze pamiętam, to w USA często wynagrodzenie ustalane jest na poziomie 30%).
Katarzyna Reszczyk Kwiecień 1, 17:59
Zgadzam się z Tobą – mając na uwadze np. Federal Rules of Civil Procedure wynarodzenie pełnomocnika jest akceptowane przez sąd, jeżeli jest odpowiednie, rozsądne (reasonable, patrz. Rule 23 (h)). Nasz ustawodawca wskazał jednak górny limit.
Piotr S. Borowiec Kwiecień 15, 23:42
Czy zwróciliście uwagę na aktualny zakres przedmiotowy ustawy? Jak się go czyta literalnie, to jej zastosowanie do naruszeń prawa konkurencji wydaje mi się co najmniej dyskusyjne, a wkażdym bądź razie wymagające opowiedzenia się sądów za jakąś interpretacją:
Art. 1 ust. 2 Ustawy stanowi, iż „Ustawa ma zastosowanie w sprawach o roszczenia o ochronę konsumentów, z tytułu odpowiedzialności za szkodę wyrządzoną przez produkt niebezpieczny oraz z tytułu czynów niedozwolonych, z wyjątkiem roszczeń o ochronę dóbr osobistych”
I teraz – czy, naruszenie przepisów ustawy o ochronie konkurencji (praktyki, albo pozycja, albo naruszenie zbiorowych interesów konsumentów) może stanowić delikt w rozumieniu 415 KC?
Wydaje się, że TAK. Jeśli winę będziemy rozumieli jako bezprawnośc działania (sankcja nieważności przy porozumieniach i pozycji, oraz bezprawność implicite wynkająca z charakteru zik’ów) to do rozważenia będziemy mieli (a) szkodę i (b)związek przyczynowy. O ile związek przyczynowy pewnie da się wykazać, to z ustaleniem wysokości szkody będziemy mieć istotny problem (szerzej o tym w najbliższym poście, który wciąż nie może się opublikować z braku czasu).
Co wy na taką interpretację?
Nie do końca też jest jasne o jakie „roszczenia o ochronę konsumentów” chodzi – czy tylko o klazule abuzywne, o nieuczciwe praktyki rynkowe, delikty z uznk (legitymacja przysługująca Prezesowi UOKiK), czy in genere naruszenie zbiorowych interesów konsumentów z art. 24 uokik.
Ciekaw jestem co powie pierwsza komentator p. Sieradzka (http://www.profinfo.pl/x_C_I__P_40152587__PZTA_0D.html)
Staszek Luty 6, 21:29
W moim prekonaniu każdadyskucja na ten temt jest jalowa.Podstawową sprawą moim zdaniem jest możliwość wniesienia o ustalenie czy w danej sytuacji istnieje, czy ma miejsce określone działania, a dopiero gdy ma miejsce staranie się o orzeczenie o naprawieniu szkody czynami nieuczciwej konkurencji Prokuratura krakowska czyn nieuczciwej konkurencji nie uważa za przestępstwo. W bardzo ograniczonym zakresie reguluje czyn nieuczciwej konkurencji art. 296 a kk
Katarzyna Mrzygłód Author Luty 7, 14:23
Należy pamiętać o tym, że naruszenie prawa antymonopolowego nie zawsze musi się mieścić w definicji czynu nieuczciwej konkurencji.
tomasz Listopad 12, 18:25
Jeżeli chcemy miec skuteczny private enforcement to należy (wzorem USA) umieścić Organ Antymonopolowy na takim samym poziomie jak każdego innego powoda. Czyli Prezes UOKiK nie wydaje decyzji, a idzie do sądu, gdzie wygrywa lub nie, i tak samo może zrobić każdy przedsiębiorca. Jestem w stanie sobie wyobrazić, ze wciąż będzie to jeden sąd, choć po 23 latach istnienia prawa konkurencji, i6 latach bezpośredniego stosowania przed sądami europejskiego prawa konkurencji (tak tak, wiem, ze to zabawne, skoro nikt z tego przed sądami powszechnymi nie korzysta, ale moze sędziowie poczytali troche, byli na szkoleniach itp) sądy okręgowe winny zająć się takimi sprawami. To jest warunek wstępny dla skutecznego PE. Jeżeli sie zdecydujemy na taką zmianę (systemową) to reszta (procedury) będą szczegółem.