Source: http://denuncjacje.blog.onet.pl/2011/08/
Timestamp: 2017-09-21 06:39:03+00:00
Document Index: 82723699

Matched Legal Cases: ['art. 6', 'art. 43', 'art.45', 'art. 34', 'art. 61', 'art. 140']

Sierpień, 2011 | BARDZO POLITYCZNIE Zbigniew Grabowski delator
Opublikowano 31 sierpnia 2011 Autor: ZG delator
Opublikowano 30 sierpnia 2011 Autor: ZG delator
Odpowiedź do ETPC.
Opublikowano 23 sierpnia 2011 Autor: ZG delator
Wpiśmie przewodnim napisałem między innymi.
Ośmielamsię przekazać do rozpoznania przez ETPC:
Skargado ETPC z datą 22. 08. 2011 r., która sporządzonajest na 20 kartkach z 35 stronami tekstu;
Wniosekformalny, z datą 22. 08. 2011 r., który sporządzonyjest na 1 kartce z 2 stronami tekstu.
Razem21 kartek 37stron tekstu.
Dodatkowoośmielam się wyjaśnić, iż jest to moja trzecia skarga w tym rokua niebawem przedstawię kolejne, które dowodzą, że w Polsceprawo do sądu, na które składają się trzy element:uruchomienie procedury sądowej, jako organu: bezstronnego,niezależnego i niezawisłego; sprawiedliwość i jawność tejprocedury oraz wiążącego rozstrzygnięcia jest czystą fikcjąpomimo gwarancji konstytucyjnych, zaś sądy w Polsce nie działająna podstawie ustawy (vide art. 6 EKPC) lecz wedle własnego widzi misię. Natomiast Powszechna Deklaracja Praw Człowieka (verte), poponad 60 latach jej uchwalenia jest zbiorem pobożnych życzeń,nawet tu u nas, w Europie.
Ponadtoośmielę się zauważyć, iż pisma ETPC opatrywane są jakimiśmalunkami, przeto i ja swoje pisma ozdabiam.
Treściskargi ani tego czego ona dotyczy na tym etapie nie będę pisał.
Natomiasttreść mojego wniosku formalnego prezentuję poniżej.
EuropejskiegoTrybunału
PrawCzłowieka
Skarganr 20414/11, Grabowski przeciwko Polsce.
Ośmielamsię zwracać do Obywatela Przewodniczącego, na podstawie art. 43.Europejskiej Konwencji Praw Człowieka (w skrócie ETPC), oskierowanie mojej sprawy do rozpatrzenia do Wielkiej Izby, gdyż Ob.M. Villiger nie uzasadnił swojej decyzji co sprzeczne jest z art.45. ETPC.
Wymienionew piśmie art. 34 i 35 EKPC nie jest żadnym uzasadnieniemniedopuszczalności mojej skargi będącej przedmiotem tegopostępowa. Moja skarga jest skargą indywidualną i wyczerpałemwszystkie dostępne środki prawne w Polsce o unieważnienie wyborówprezydenta.
Problemwyboru prezydenta w Polsce w 2010 r. z mojego punktu widzeniajeszcze nie został wyczerpany. Już 17. 07. 2010 r. na podstawieart. 61 Konstytucji zwróciłem się do Kancelarii PrezydentaRP o udostępnienie mi dokumentu na podstawie którego Ob.:Bronisław Maria Komorowski, Bogdan Michał Borusewicz i GrzegorzJuliusz Schetyna, objęli funkcję Prezydenta RP po tragicznejśmierci urzędującego Prezydenta RP, Ob. prof. Lech AleksanderKaczyński 10. 04. 2010 r. w Lasku Katyńskim pod Smoleńskiem.Ponieważ nie było odpowiedzi sprawę skierowałem do WojewódzkiegoSądu Administracyjnego w Warszewie, skąd otrzymałem pismo,którego kopię prezentuję drugostronnie.
Po10 latach działania Europejskiego Trybunału, sporo Europejczykównie ma dostępu w języku ojczystym, do podstawowych dokumentówETPC: Regulaminu Trybunału, Praktyczny przewodnik w sprawiekryteriów dopuszczalności oraz Podręcznik na temateuropejskich przepisów dotyczących zakazu dyskryminacji.Ponadto ośmielę się zauważyć, że ETPC nie jest organem UniiEuropejskiej i ETPC nie powinien posługiwać się jej symbolami.
PodobnoPolska od 1989 r. jest cywilizowanym demokratycznym państwem prawa.Przeczy temu rzeczywistość, czego dowodem jest ta sprawa. Zaścały system wymiaru sprawiedliwości oparty jest na tym costworzono w Polsce po 1944 r. Gdyby było inaczej epoka komunizmu wEuropie już dawno była by osądzona, zaś żyjący jeszcze gen.Ob. Wojciech Jaruzelski również dawno byłby osądzony, otchociażby za zbrodnie z Powstania Grudniowego 1970 r.
Totacy Ob. jak M. Villiger, są strażnikami status quo w Europie. Anam niepokornym i niepoprawnym politycznie, po prostu zamyka sięgębę, odmawiając dostępu do sądów i trybunałów.
Drugastorna mojego wniosku.
WojewódzkiSąd Administracyjny
00-013Warszawa, ul. Jasna 2/4
WYDZIAŁVII
tel.(0-22) 553-70-70, 553-70-71, 553-78-86
Dnia 05 sierpnia 2011 r.
Sygn.akt VII KO/Wa 242/11
Wodpowiedzi należy podać
sygnaturęakt Sądu
ul.Krakowskie Przedmieście 48/50
DORĘCZENIEODPISU SKARGI
Wwykonaniu zarządzenia Przewodniczącej Wydziału z dnia 4 sierpnia2011r, sekretariat Wojewódzkiego Sądu Administracyjnegodoręcza Prezydentowi Rzeczpospolitej Polskiej oryginał skargiZbigniewa Grabowskiego na bezczynność Prezydenta RP z dnia 26 lipca2011 r.
AgnieszkaWasik
Załącznik:oryginał skargi z dnia 26.07.2011 r. z załącznikami + koperta.
Opublikowano 13 sierpnia 2011 Autor: ZG delator
Portal Onet.pl skasował i zablokował!
Opublikowano 12 sierpnia 2011 Autor: ZG delator
No i stało się! Portal Onet.pl, 100 % własności TVN, niepoprawnym politycznie zamyka gębę i każe milczeć. Wybory coraz bliżej! Skasowano wszystkie moje wpisy na moim blogu
Obecnie blokują mi możliwość dokonywania jakichkolwiek wpisów.
Wszystkie moje wpisy, nad którymi z mozołem pracowałem od 2007 roku, zniknęły jak za dotknięciem czarodziejskim różdżki. W tym czasie umieściłem grubo ponad kilkaset różnych wpisów. A na moim blogu miałem zaszczyt być odwiedzany i gościć ponad 80.000 czytelników. Wszystkim, co mnie odwiedzili, serdecznie dziękuję. To była dla mnie zachęta do dalszej pracy i dzielenie się z Państwem moim doświadczeniem życiowym i spostrzeżeniami.
Po wysłaniu poniższej informacji mój blog znowu ożył.
blog@portal.onet.pl
pomoc@portal.onet.pl
admin@blog.pl
Witam Jaśnie Wielmożnych Obywatelów (JOW).
Ośmielam się zapytać JOW dlaczego z mojego bloga z dniem wczorajszym 10. 04. 2011 r. zniknęły wszystkie moje wpisy, które umieszczałem od 2007 roku?
Czyżby moja pisanina była zagrożeniem dla Waszej firmy?
Ponadto wypada również zapytać, dlaczego poznikały wszelkie adresy e-mail do Waszych właścicieli i redaktorów?
O godz. 11.14 otrzymałem następującą odpowiedź.
Uprzejmie informujemy, że chwilowa niedostępność wpisów jest związana z awarią serwerów OnetBlog, która jest obecnie usuwana przez nasz Dział Techniczny.
O usunięciu usterki zostanie Pan poinformowany w osobnej wiadomości.
Wypada jeszcze dodać, że właścicielem, w 100 %, portalu onet.pl jest TVN.
Jan Łukasz Wejchert – Prezes Zarządu
Paweł Leżański – Członek Zarządu
Maciej Kossowski – Członek Zarządu
Piotr Walter – Członek Rady Nadzorczej
Markus Tellenbach – Przewodniczący Rady Nadzorczej
John Driscoll – Członek Rady Nadzorczej
Wojciech Kostrzewa – Wiceprzewodniczący Rady Nadzorczej
Markus Sieger – Członek Rady Nadzorczej
Żaden z tych JOW nie ma własnego adresu e-mail. Jedyny adres to:
Kontakt (brak e-mail)
tel.: +48 12 277-4000
fax: +48 12 277-4002
Markus Tellenbach Prezes Zarządu TVN, Dyrektor Generalny Grupy TVN
Piotr Walter Wiceprezes Zarządu ds. Telewizji, Dyrektor Generalny TVN
Łukasz Wejchert Wiceprezes ds. Online, Prezes Zarządu Onet
John Driscoll Członek Zarządu, CFO
Żaden z tych JOW nie ma własnego adresu e-mail. Nie ma też podanego żadnego takiego adresu do tegoż zarządu.
Adres Centrali TVN S.A.
Sąd Rejonowy dla m.st.Warszawy XIII Wydział Gospodarczy Krajowego Rejestru Sądowego KRS 0000213007 kapitał zakładowy: 68.668.790,40, w pełni wpłacony. NIP 9510057883
Recepcja główna TVN (22) 8566060
Dział Współpracy z Widzami: tel: (22) 856 61 61 widzowie@tvn.pl
O godz. 13.50 otrzymałem e-maila następującej treści:
[Zgłoszenie 01292970] – Skasowane moje wpisy [...]
Uprzejmie informujemy, że występujące w ostatnich dniach problemy z funkcjonowaniem serwisu OnetBlog związane były z awarią, o której usunięcie zadbał już nasz Dział Techniczny. Obecnie wszystkie zgłaszane problemy nie powinny już występować. Najmocniej przepraszamy za utrudnienia.
Opublikowano 10 sierpnia 2011 Autor: ZG delator
Minął 16 miesiąc od katastrofy 10. 04. 2010 roku.
Tandem Tusk – Miller, bredzi. Trzy dowody.
Opublikowano 7 sierpnia 2011 Autor: ZG delator
Ob. Donald Franciszek Tusk i Ob. Jerzy Miller bredzą w sprawie katastrofy w Lasku Katyński pod Smoleńskiem = Katyń Dwa. Przedstawię tylko trzy dowody: podstawa prawne, zmyła radiokompasu i ignoranty piloty.
1. dowód. Podstawa prawna.
Ogłoszony i opublikowany tydzień temu Raport Końcowy pod przewodniczącym ministrem, między innymi od bezpieczeństwa rządowego, Ob. Jerzego Millera, w skrócie KRM, już na samym początku bredzi, gdyż już na pierwszej stronie RKM stoi napisane, że: Działając na podstawie ustawy z dnia 3 lipca 2002 r. Prawo lotnicze art. 140 i rozporządzenia Ministra Obrony Narodowej z dnia 26 maja 2004 r. w sprawie organizacji oraz zasad funkcjonowania Komisji Badania Wypadków Lotniczych Lotnictwa Państwowego… Brakuje tu dzienników ustaw gdzie i kiedy to było opublikowane, po to aby ktoś taki jak ja, zainteresowany problemem, mógł sobie to sprawdzić. Po drugie. Ob. D. F. Tusk publicznie ogłosił przed kamerami TV, że to on osobiście podjął decyzję, aby dochodzenie w tej sprawie prowadzone było na podstawie jakiegoś załącznika nr 13 do jakieś umowy międzynarodowej, podobno ratyfikowanej prze Polskę. Dlaczego tej podstawy prawnej nie opublikowano w KRM? Czyżby ta międzynarodowa umowa, na którą powoływał się Ob. D. F. Tusk, to jakiś blef i ściema?
2. dowód. Wielka zmyła radiokompasu.
Jak już wcześniej wspominałem uczyłem się w wojskowej szkole, aby następnie latać wokół samolotów „po radiu” i mieć prawo (po zdaniu odpowiednich egzaminów) do samodzielnego podpisywania zgody na start samolotu „po radiu”. Już od dziesiątków lat każdy samolot był wyposażany w urządzenie, które nazywa się automatyczny radiokompas (w skrócie ARK). ARK wchodził w system układu ślepego lądowania (USL), co umożliwiało lądowanie samolotem nawet w trudnych warunkach. System USL został wprowadzony podczas Drugiej Wojny Światowej. W skład tego systemu wchodzą między innymi: radiolatarnia dalsza i bliższa, radary pionowe i poziome ustawione w kierunku lądujących samolotów oraz oświetlenie przed pasem startowym i samego pasa. Za moich czasów, ponad 40 lat temu, wszystko było ruskie. Nawet torbę na narzędzia dla mechanika kazano nazywać sumka. Dodatkowo na lotnisku były dwie krasule. To takie pojazdy pomalowane w biało – czarną szachownicę. Jedna była dla kierownika lotów, którym był zawsze bardzo doświadczony pilot, a druga krasula była nasza, personelu technicznego. Nasza to była zwyczajna buda na kółkach, gdzie zamontowany był odbiornik radiowych i wzmacniacz z głośnikiem na zewnątrz, aby można było słuchać rozmów pilotów przez radio. W ten sposób my, personel techniczny, wiedzieliśmy kiedy i który samolot podchodzi do lądowania i odpowiednia ekipa przygotowywała się do odtworzenia gotowości samolotu do następnego wylotu: paliwo, tlen, amunicja…
ARK to zwykły odbiornik fal radiowych, z tym że ARK mają dwie anteny: prostą i ramową. Dzięki temu po wybraniu jakiejś stacji radiowej można nie tylko jej słuchać ale i zobaczyć na wskaźniku z jakiego kierunku ta stacja nadaje swój sygnał. Moc nadawanego sygnału oraz długość fali z danej stacji radiowej warunkuje zasięg, na przykład: Warszawę (dawny nadajnik w Gąbinie. Była to doskonała radiolatarnia przy dłuższych przelotach. Był to jednocześnie najwyższy maszt na Ziemi) z pierwszym programem na długiej fali słychać było nie tylko w Europie. Za moich czasów były to jeszcze urządzenia lampowe, mimo to, działały bezbłędnie, dzięki systematycznym przeglądom i wymiany niesprawnych część, na przykład: lamp elektronicznych, których emisja była poniżej 50 % bezwzględnie musiały być wymienione na nowe po uprzedni wyżarzaniu, do czego służyły odpowiednie przyrządy. Jeżeli były wątpliwości co do prawidłowych wskazań ARK, to trzeba było wykonać kompensację wskazań. Wówczas „kręciło się” się samolotem na płycie lotniska z wybraną stacją, najczęściej Warszawa, i sprawdzało prawidłowość wskazań ARK i busoli. Piloci z nawigatorami robili swoje, a my technicy swoje. To było bardzo pracochłonna czynność, a czasami padał deszcz i trzeba było leżeć pod samolotem aby mieć dostęp do anteny ramowej, gdzie kręcąc odpowiednimi śrubkami ustawiało się taki kurs na ARK jaki życzyli sobie piloci. Trzeba było więc kilka razy wyjmować tę antenę. Ten problem częściej występował na MiG-ach, a na Ił-ach praktycznie go nie było. A zimą było jeszcze gorzej, bo palce marzły a nie dało się tego zrobić gołymi palcami. A w tamtych czasach gotowość bojowa jednostki bojowej musiała być na poziomie 70 %, sprzętu i personelu: latającego i technicznego.
Dzięki ARK można więc trafić na lotnisko bezbłędnie, bez znajomości map, położenia względem gwiazd, rzek i takich tam innych ukształtowań terenu. No i za moich czasów, gdy latałem wokół samolotów, nie było też tylu satelitów co obecnie, ani jakiegoś GPS, który pokazuje położenie w ternie z dokładnością nawet do centymetrów. Każde lotnisko było wyposażone w dwie radiolatarnie. Dalszą DRL oraz bliższą BRL, co przedstawiłem na poniższym prowizorycznym rysunku. Zaś każdy odbiornik ARK miał przełącznik dalsza – bliższa, ręczy.
* miejsce katastrofy
#<————–6,3 km———–—->#< 1 km >==========
DRL BRL pas startowy
Proporcje nie zostały zachowane.
Aby trafić w pas startowy wystarczy utrzymywać kurs 0 według ARK z użyciem przełącznika dalsza – bliższa przed zbliżaniem się do DRL. Nowsze system mają trzy radiolatarnie, w odległości 1, 3 i 6 km licząc od początku pasa startowego. Ale w Smoleńsku takiego systemu nie było. Były tylko dwie radiolatarnie.
Wskaźnik ARK w każdym samolocie jest jednym z głównych wskaźników i znajduje się na głównym pulpicie (tablica przyrządów) przed nosem pilota. Samolot TU-154M był wyposażony w system odbiorników radiokompasu. RKM prezentuje to na str. 42, fot. 3. Jako 15. zaznaczono wskaźnik RMI, który wyświetla wskazania ARK oraz kurs samolotu. Natomiast na pulpicie nawigatora, str. 44, fot. 4, nr 3. jest wskaźnik kursu samolotu USz [przy tym w wykazie skrótów nie wyjaśniono co to znaczy USz, a najbliższy wymieniony skrót to USL] jako element układu kursowego TKS-2P [wykaz skrótów też nie obejmuje tego].Taki sam wskaźnik RMI, jak u pierwszego pilota, jest i na pulpicie drugiego pilota pod nr 11., str. 45, fot. 5. Brak opisu wszystkich skrótów w ich wykazie na początku RKM a występujących w tekście dowodzi, że RKM sporządzono wyjątkowo niechlujnie. Nazwiska członków komisji, z ich tytułami i stopniami wojskowymi, wymienione są na str. 11 i 12 RKM.
Z powyższego mojego prowizorycznego rysunku wyraźnie widać, że aby „usiąść” na pasie trzeba mieć kurs 0 według ARK, dla DRL i BRL i przelecieć nad obiema radiolatarniami na odpowiedniej wysokości. Zaś moment przelotu nad radiolatarnią jest dodatkowo sygnalizowany, dzięki odpowiedniej dodatkowej wiązce radiowej wysyłanej w górę, co zaprezentowana na str. 3 Załącznika do RKM zwany markerem. Oba markery są wyraźnie zaznaczone. Jak wyjaśniono w RKM, załoga TU-154M nie chciała lądować lecz tylko wykonać próbne podejście do lądowania. RKM str. 59 rys. 8 i 9 jednoznacznie wskazuje, że TU-154M z prezydentem III RP i 95 innymi Polakami leciał kursem równoległym do pasa startowego, przy tym załoga TU-154M otrzymywała z ziemi potwierdzenie, że są na kursie. To samo jest na str. 2 Załącznika. Zaś zderzenie z ziemią nastąpiło między BRL a progiem pasa startowego w odległości 105 m w lewo od pasa startowego. Wypada również zwrócić uwagę na to, że wykonując próbne podejście, zgodnie z elementarnymi zasadami latania samolotami, żaden pilot nie zniży się poniżej 100 m przed dolotem do DRL, w tym wypadku ponad 7 km od początku pasa startowego, jeżeli wskaźnik ARK dla bliższej i dalszej nie będzie pokazywał kurs 0. Proszę sobie uzmysłowić, że przy prędkości 400 km/h samolot w ciągu 1 sek. (400.000 m : 3.600 sek.) pokonuje ponad 111 m. Dolatując do DRL (7 km) ma więc (7.000 m : 111 m/sek) ponad 60 sek (do początku pasa startowego) na to, aby odpowiednio zareagować, na przykład: zwiększyć moc silników i wznieść się celem opuszczenia terenu lotniska. Za moich czasów, kiedy nie był odebrany sygnał markera DRL, to pilot automatycznie musiał odejść na drugi krąg i wykonać kolejne podejście do lądowania. Jakim cudem załoga TU-154M miała sygnał markera DRL, kiedy w rzeczywistości była obok DRL?
Moim zdaniem, to co przedstawiono w raporcie na str. 59 rys. 8 i 9 dowodzi, że sygnały USL dla ARK były fałszywe, lub praca ARK została zakłócona. Innego wytłumaczenia tej sytuacji nie ma. No bo jakże to. Trzech ludzi: dowódca, drugi pilot i nawigator nie widzieli na wskaźnikach ARK, że nie są na kursie przed dolotem do DRL?
Dlatego twierdzę, faktami popartymi w RKM, że Ob. Donald Franciszek Tusk i Ob. Jerzy Miller bredzą twierdząc, że do katastrofy doprowadziła załoga, gdyż nie wiedzieli co to jest i jak działa system USL, którego podstawowym elementem zamontowanym w samolocie jest ARK.
3. dowód. Piloty ignoranty.
Słynny smoleński jar, który spowodował katastrofę gdyż załoga leciała według radiowysokościomierza jest ewidentną niedorzecznością. Proszę sobie zerknąć do Załącznika RKM na str. 3. Tam widać, że pomiędzy DRL a pasem startowym są dwa jary o podobnej głębokości. Patrząc od pasa startowego, pierwszy jest w odległości około 1000 do 2200 m a drugie zagłębienie ternu występuje w odległości około 3.900 do 5.200 m. TU-154M przelatując na drugim zagłębieniem licząc od pasa startowego, a pierwszy dla załogi, to radiowysokościomierz pokazywał znaczne zmiany wysokości lotu. W tym samym czasie wysokościomierz barometryczny i wariometr (służy do wskazywania prędkości wznoszenia lub opadania) nie wskazywały tak poważnych zmian w locie, jak mógł to pokazywać radiowysokościomierz. Wysokościomierze, prędkościomierze i wariometry są podstawowymi przyrządami pokładowymi każdego obiektu latającego, które podają informację o tym, czy lot takiego obiektu odbywa się z zachowaniem minimum bezpieczeństwa dla danego obiektu. Autorzy RKM twierdząc, że załoga TU-154M wykonując próbne podejście do lądowania robiła to na podstawie radiowysokościomierza dowiedli, że nie znają podstawowych zasad bezpiecznego latania czymkolwiek. Jeżeli autorzy RKM twierdzą, że personel latający w Polsce jest źle szkolony, to powinno dojść do natychmiastowego zamknięcia słynnej Szkoły Orląt w Dęblinie, gdyż uczą tam personel latający dla potrzeb wojska latania samolotami niezgodnego z elementarnymi zasadami latania, zaś wszyscy wojskowi piloci powinni być zawieszeni w wykonywaniu lotów, dopóki nie potwierdzą swoich zdolności do latania samolotami odpowiednimi egzaminami. Likwidacja 36 rządowego Specpułku jest zwyczajnym mydleniem oczu, aby ukryć prawdziwych winowajców katastrofy z 10. 04. 2010, powszechnie nazywanym Katyń Dwa. Tu tandem Tusk – Miller postąpił zgodnie z bardzo starym polskim przysłowiem ludowym:
Kowal zawinił. Cygana powiesili.
Jeszcze jedna uwaga. Za moich czasów, kiedy latałem wokół samolotów, po każdym poważniejszym wypadku lub awarii jakiegoś urządzenia podczas lotu, sporządzało się odpowiednia notatkę dla Instytutu Techniki Wojsk Lotniczych. Wówczas były wydawane specjalne biuletyny, na podstawie których były, między innymi: wstrzymujące loty danego typu samolotów, dopóki nie sprawdzono i nie usunięto przyczyny, które spowodowały awarię. Czynność taką należało udokumentować odpowiednim wpisami do książek pokładowych, którą każda specjalność (płatowiec, silnik, osprzęt, radio…) miała oddzielnie. Szczególnie wówczas, kiedy doszło do śmiertelnego wypadku. Tak było ponad 40 lat temu! A tu, po Katyniu Dwa, druga ocalała Tutka (TU-154M z numerem bocznym 102) latała sobie bez problemów. A jeden minister dokonał nawet bohaterskiego wyczynu i nawet poleciał tą Tutką. Chciał tym samy udowodnić, nam, gminowi i pospólstwu, że ta Tutka jest bezpieczna i można nią latać, gdyż kilaka miesięcy wcześniej rząd Ob. D. F. Tuska, wdał kilkadziesiąt milionów złotych, pochodzących z naszych podatków pospólsta, na remont obu Tutek. Blisko półtora roku, tandem Tusk – Miller, potrzebował na to, aby stwierdzić, że ocalała Tutka nie nadaje się do dalszego bezpiecznego wożenia ich tyłków i dlatego należy ją zezłomować lub podjąć próbę jej sprzedaży. Bo być może będą chętni na jej kupno…
Bredzić, przez to należy rozumieć: mówić głupstwa, bzdury, niedorzeczności, opowiadać o rzeczach i sprawach nieważnych; pleść, bajać; mówić w gorączce lub we śnie wyrazy albo zdania bez sensu i związku; majaczyć.