Source: https://czasopismo.legeartis.org/2020/02/preambula-ustawy-kagancowej.html
Timestamp: 2020-02-28 13:58:48+00:00
Document Index: 71244402

Matched Legal Cases: ['art. 10', 'art. 9', 'art. 42', 'art. 45', 'art. 12', 'art. 12', 'art. 10', 'art. 42', 'art. 13', 'Art.13', 'art. 13']

Preambuła "ustawy kagańcowej": wszystko co złe zaczyna się od kłamstwa
O tym, że wszystko co złe zawsze zaczyna się od kłamstwa
by Olgierd Rudak • 7 lutego 2020 • 22 komentarze
Bez dwóch zdań szkoda czasu na choćby pobieżną analizę opublikowanej wczoraj tzw. „ustawy kagańcowej” (ustawa z dnia 20 grudnia 2019 r. o zmianie ustawy — Prawo o ustroju sądów powszechnych, ustawy o Sądzie Najwyższym oraz niektórych innych ustaw, Dz.U. z 2020 r. poz. 190), natomiast nie szkoda czasu na podkreślenie, że historia dowodzi, że wszystko co złe zawsze zaczyna się od kłamstwa.
W przypadku ustawy kagańcowej takim kłamstwem jest preambuła (dla przypomnienia: preambuła to niewzmiankowane w „zasadach techniki prawodawczej”, często podniosłe „wprowadzenie” do aktu normatywnego objaśniające wolę prawodawcy; kiedyś preambułę stosowało się w naprawdę najpoważniejszych przypadkach, ale że świat schodzi na psy i wszystko się dewaluuje, preambuły coraz częściej widuję nawet w umowach handlowych).
Preambuła „ustawy kagańcowej” brzmi następująco:
W poczuciu odpowiedzialności za wymiar sprawiedliwości w Rzeczypospolitej Polskiej, podkreślając znaczenie, iż Rzeczpospolita Polska jest dobrem wspólnym wszystkich obywateli i to do Narodu, należy władza zwierzchnia;
Uznając konieczność poszanowania trójpodziału i równoważenia władz wynikającą z art. 10 Konstytucji RP;
W poszanowaniu wartości demokratycznego państwa prawnego oraz niezależności i apolityczności sądów;
Realizując prawo obywateli do sprawiedliwego i jawnego rozpatrzenia sprawy bez nieuzasadnionej zwłoki przez właściwy, niezależny, bezstronny i niezawisły sąd;
Szanując konieczność zagwarantowania przez Rzeczpospolitą Polską wolności i praw człowieka i obywatela gwarantowanych w konstytucji i innych aktach normatywnych oraz znaczenie wynikającego wprost z konstytucji zakazu prowadzenia przez sędziów działalności publicznej nie dającej się pogodzić z zasadami niezależności sądów i niezawisłości sędziów;
Uznając znaczenie zasady bezpieczeństwa prawnego dla obywateli, w szczególności zasadę zaufania obywateli do Państwa i stanowionego przez nie prawa oraz konieczność zagwarantowania pewności w zakresie powołania przez Prezydenta RP sędziów, którzy orzekają w ich sprawach;
Szanując dążenie do zapewnienia jednolitości orzecznictwa w Polsce i podwyższenia standardów prawa zarówno stanowionego jak i stosowanego;
Podkreślając ustrojową rolę Trybunału Konstytucyjnego jako organu powołanego do orzekania o zgodności z Konstytucją ustaw i umów międzynarodowych;
Uznając, że każdemu powołanemu przez Prezydenta RP sędziemu należy zapewnić warunki godnego wykonywania zawodu sędziego, w szczególności zapewnić skuteczne procedury nie pozwalające na nieuzasadnione prawnie podważanie statusu sędziego przez jakikolwiek organ władzy wykonawczej, ustawodawczej, sądowniczej, a także przez jakiekolwiek osoby, instytucje, w tym innych sędziów, a tym samym dążąc do zapewnienia obywatelom poczucia bezpieczeństwa i stabilności w zakresie wydawanych przez sądy orzeczeń;
Uchwala się niniejszą ustawę.
Czego tam nie ma…? Jest właściwie wszystko: trójpodział i równoważenie władz (można powiedzieć, że jeśli chodzi o check & balances jestem wręcz ortodoksem!), jest demokratyczne państwo prawa (wszyscy nadal się uczymy co oznacza to pojęcie) i niezależność i apolityczność sądów, pojawia się także prawo do niezawisłego sądu — można powiedzieć, że preambuła do „ustawy kagańcowej” to pewnego rodzaju wyciąg z obowiązującej Konstytucji RP! — rozumianej także jako zakaz prowadzenia innej działalności publicznej przez sędziów (popieram!) oraz podkreślenie znaczenia żywionego przez obywateli zaufania do państwa i prawa (w takich momentach odzywa się we mnie mój anarchistyczny chochlik, który prosi, by zapytać: czy to się da zadekretować, Sire?)… a później mamy ładne kwiatki:
zakaz wypowiadania się samorządu sędziowskiego i kolegium w „sprawach politycznych”, zwłaszcza „podejmowanie uchwał podważających zasady funkcjonowania władz” — czyli legislatywa (wespół w zespół z egzekutywą) życzy sobie już nie tylko monopolu na podejmowanie decyzji podważających zasady funkcjonowania władz (np. sądownictwa), ale też nie życzy sobie słyszeć krytyki (art. 9 usp);
przepis, w myśl którego „niedopuszczalne” staje się „kwestionowanie umocowania” wszelkich organów państwa, a także „ustalanie lub ocena” prawidłowości powołania sędziego (art. 42a usp) — czyli nie dość, że pośrednio do piachu idą przepisy o niewłaściwej obsadzie składów, to w dodatku umocnieniu ulega zasada, iż najwyższym prawem jest wola (kogoś tam) i niech nikomu nie będzie wolno fikać (a przecież sądy w toku orzekania nie raz spotykają się z problemem należytego funkcjonowania różnych organów);
naruszenie w/w zakazów będzie traktowane jako „przewinienia służbowe (dyscyplinarne)”, do sankcji dopisano karę pieniężną w wysokości wynagrodzenia za jeden miesiąc — o tym, przypomnijmy, orzekać ma Izba Dyscyplinarna SN (sic!);
stwierdzenie uchybienia w prowadzonym przez Krajową Radę Sądownictwa postępowaniu dotyczącym wniosku o powołanie sędziego nie jest podstawą do ponownego rozpatrzenia sprawy, jeśli „chwycił” inny kandydat (art. 45a-45c ustawy o Krajowej Radzie Sądownictwa) — co ciekawe w tym przypadku ustawa nie tylko narusza zasadę nieretroakcji prawa (art. 12 ust. 1 ustawy), ale też kasuje i unieważnia wszystkie już złożone reklamacje (art. 12 ust. 3-4).
I to wszystko już za tydzień, bo przecież nie po to pisze się taką preambułę, żeby ustawić jakieś sensowne vacatio legis.
Zamiast komentarza: obecna władza polityczna odrobiła lekcje z socjotechniki (dla przypomnienia: hitlerowska ustawa o pełnomocnictwach w rzeczywistości nosiła tytuł „o pozbyciu się niedoli ludu i Rzeszy”), modelowym przykładem jest sążnista preambuła do ustawy dziesiątkującej niezależność i niezawisłość wymiaru sprawiedliwości, która ma uniemożliwić przeciwdziałanie zakusom zmierzającym do opanowania także tego segmentu władzy…
Tags: art. 10 konstytucji Dziennik Ustaw sądownictwo trójpodział władzy
← Zatrzymując prawo jazdy za punkty karne starosta nie może jeszcze raz weryfikować czy kierowca popełnił wykroczenie drogowe
Czasowe odebranie zwierzęcia w trybie interwencyjnym jest dopuszczalne już przy samym znęcaniu się nad zwierzęciem →
Straszne to :(
No właśnie nie, bo znów będzie Komisja Europejska, TSUE, etc., więc znów będą się stawiać — i co, znów dojdziemy do punktu „ile TSUE ma dywizji?” i ewentualnie wycofywania się okrakiem ze zmian?
oby Panie Olgierdzie, oby.
Ja jednak mam złe przeczucia. :-(
Jeśli prawo jest nietego – to właściwym organem to jego oceny jest TK. I np RPO może to prawo do TK zaskarżyć.
I powinien.
Nie ma już TK. I nawet nie odnoszę się do mojej oceny składu, ale po prostu TK nie orzeka (odracza, chowa głowę w piasek, etc.).
To tak samo nie ma sądów. Kilka miesięcy temu byłem świadkiem w sprawie o mobbing , mojego kolegi przeciw mojej firmie.
Przy czym ja w tej firmie już od pół roku nie pracowałem, a kolega chyba już od 5 lat.
Dobrze że pamiętałem jak on się nazywa.
Nie wiem kiedy będzie wyrok- może za kolejne 5 lat? A może okaże się że sędzia był rekomendowany przez niewłaściwy KRS – i sprawę za 5 lat zaczną od nowa?
Podpowiedź dla kolegi na przyszłość: niech już teraz szuka dojścia u gauleitera partyjnego, który ma dojście do prezesa sądu (by kontrolować przebieg losowania sędziego przez odpowiednie nadanie urlopów/dat), aby później zapewnić sobie odpowiedni wyrok.
Cóż. Obywatele ucierpią, biznes zapłaci łapówki i rozliczy je w kosztach.
Długotrwałość postępowań (czasem wynikająca z opieszałości sądów) to oczywista oczywistość. Jeśli sprawa w I instancji (nawet w dużym sądzie pracy) trwa 5 lat, to bardzo źle.
(Ale coś czuję, że pozew wniósł troszkę po odejściu z pracy, w dodatku jest sporo świadków, no i pozwany się miga.)
Co do ostatniego zdania: o to właśnie chodzi, żeby nie było takich sytuacji. Natomiast władza polityczna postępuje w taki sposób, jakby chciała, żeby takich sytuacji było możliwie mnóstwo — niestety ich betonizm umysłowy może zaklajstrować sądownictwo na wiele, wiele kolejnych lat.
Boga nie ma. Nie ma odwołania do Boga, więc preambuła jest nieważna.
To Monty Python, to Mrożek i Gąbrowicz, Ionesco. To parasolka, którą autor tej preambuły włożył sobie w zadnią część ciała i otworzył.
To próba tłumaczenia dla potomnych po kiego grzyba zrobili tą nawalankę.
Nie zgodzę się z nagłówkiem – dzisiaj potłukłem nowiutki słoik pełen miodu, a kłamstwa wcześniej nie było. :/
… No chyba że mnie pszczelarz jakoś oszukał przy zakupie…
A tymczasem pojawiło się uzasadnienie uchwały połączonych izb SN:
http://www.sn.pl/sites/orzecznictwo/orzeczenia2/bsa%20i-4110-1-20.pdf
Jeszcze nie miałem czasu przeanalizować – może jutro przysiądę – ale dobrze się stało, że uzasadnienie ukazało się jeszcze przed wejściem w życie ustawy kagańcowej (w myśl art. 42a usp zakazana jest każda działalność sądu podważająca umocowanie sądów, czyli również publikacja uzasadnień do wcześniej wydanych orzeczeń).
A ja polecam lekturę nowego brzmienia art. 13 ustawy o SN dotyczącego wyboru I Prezesa SN: – wybieranych jest 5 kandydatów (każdy sędzia ma 1 głos) – wystarczy tylko 32 sędziów do ważności głosowania (przy 3 podejściu, wcześniej progiem jest 85, a później 72) – a nawet gdyby kworum nadal nie było to mamy jeszcze: „Art.13a.§1. Jeżeli kandydaci na stanowisko Pierwszego Prezesa Sądu Najwyższego nie zostali wybrani zgodnie z zasadami określonymi w ustawie, Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej niezwłocznie powierza wykonywa-nie obowiązków Pierwszego Prezesa Sądu Najwyższego wskazanemu przez siebie sędziemu Sądu Najwyższego.” Te przepisy są obecnie nawet ważniejsze niż dotyczące odpowiedzialności dyscyplinarnej… Czytaj więcej »
Ale ten art. 13a sprawuje funkcję tylko pro tempore (par. 2); niemniej ciekawe, że jako tymczasowy nie pozostaje stary prezes (wiadomo o co chodzi — ma być Zaradkiewicz, a może w tzw. międzyczasie Krystyna Pawłowicz przejdzie do SN).
No, ale zastanówmy się po co przepis na okres tymczasowy, skoro i tak procedura na 99,9% pozwoli wybrać właściwego kandydata.
Odpowiedź: aby wypełnić ten 0,1% niespodziewanych przypadków i zlikwidować jakąkolwiek możliwość obstrukcji.
Możesz przybliżyć mnie niekumatemu, jak to wpłynie na wybór właściwego prezesa. (Nie ukrywam, że po prostu nie mam siły liczyć odpowiednich sędziów i zależności)
Gdyby np. sędziów SN było 100 (obecnie liczba wszystkich stanowisk we wszystkich izbach SN to chyba 120) i wybierali 2 kandydatów z których prezydent wskazywałby jednego – to znaczyłoby przy w miarę równomiernym rozłożeniu głosów, że ten „słabszy” i tak musiałby mieć solidne poparcie np. 40 sędziów. A jak wybieranych jest 5 kandydatów to najsłabszy może mieć i 1 głos (sam siebie wskazać), a i tak może być w puli z której wybiera prezydent. A gdyby nawet tych 100 postanowiło się umówić i rozłożyć głosy „po równo” tj. każdy z kandydatów dostałby po 20 głosów – to wtedy sympatyzująca z… Czytaj więcej »
Bardzo dziękuję za łopatologiczne wyjaśnienie.
Przy czym obstrukcja nadal ma sens ze względu na zbliżające się wybory prezydenckie. Gdyby okazało się, że jednak nie ma tych 32 sędziów, to byłby to najlepszy scenariusz na zatrzymanie „dobrej zmiany”, bo istnieje szansa, że w sierpniu zmieni się prezydent.
Dwie nowe izby SN mają 30 sędziów. Jednakże kilku nowych sędziów trafiło też do starych izb, więc łącznie będzie ich prawie 40.
BTW jestem ciekaw w jak w praniu ma wyglądać pomysł Ziobro & Co. na sędziów pokoju, etc. (kadencyjność, brak immunitetu) — zwłaszcza w kontekście konstytucji.
@Olgierd: w kontekście czego?