Source: https://www.prawo-pracy.pl/felieton-f-19.html
Timestamp: 2017-11-20 19:06:31+00:00
Document Index: 52716733

Matched Legal Cases: ['art. 1512', 'art. 143', 'art. 183', 'art. 1512', 'art. 1512', 'art. 1512', 'art. 143', 'art. 1512', 'art.1512', 'art. 1512']

Zadziwiająca logika wykładniowa
Opublikowane: 2005-07-03
Przykładem zdumiewającej wykładni jest interpretacja art. 1512§ 1 K.p., zgodnie z którą, zdaniem resortu pracy, za czas wolny od pracy udzielony pracownikowi na jego wniosek wynagrodzenie w ogóle nie przysługuje (por. pismo MGiP z 25.05.2005 r. PP III-4102-185/TW/05).
Innymi słowy, resort pracy optuje za tym, aby w zamian za dodatek za pracę w godzinach nadliczbowych pracownikowi udzielić urlopu bezpłatnego albo usprawiedliwionej nieobecności w pracy niepłatnej. Gdzie się podział pierwiastek ekwiwalentu - nie wiadomo.
Jak dobrze pamiętam, jeszcze w 1975 roku na tle poprzedniego art. 143 K.p. resort pracy wymyślił sobie taką herezję, pozwalającą na to, aby pracownikom za udzielony czas wolny od pracy w zamian za pracę w godzinach nadliczbowych (w zamian za dodatek) nie płacić wynagrodzenia.
Później dodatkowo wyjaśniono, że pracownicy godzinowo płatni za czas wolny od pracy z tego tytułu nie zachowują prawa do wynagrodzenia, natomiast miesięcznie płatni takie prawo do wynagrodzenia zachowują, ponieważ nie ma przepisu pozwalającego na potrącenie im części wynagrodzenia.
W owym czasie, tego typu wykładnie były na porządku dziennym. Dość przypomnieć, że pozycja resortu była zdecydowanie inna, ponieważ to, co wymyślono i przelano na papier, bez względu na logikę wykładniową, stanowiło wzór do naśladowanie nie do wzruszenia.
Dzisiaj owo pismo resortu jest tyle samo warte, co wykładnia każdego innego interpretatora, gdyż żadna z nich nie ma charakteru wiążącego. Ale za resortem stoi powaga urzędu. Wielu, zwłaszcza większych pracodawców, wzoruje się na tej wykładni.
Nadto, sądy pracy też niekiedy przyzwyczajone do prostego opierania się na interpretacji ministerialnej, przyjmują ją jako poprawną. Działa tutaj, zwłaszcza w przypadku starszych sędziów, dotychczasowa zasada wzorowania się na wykładni urzędniczej, mimo że sędzia jest związany jedynie ustawą.
Od czasu pierwotnej wykładni resortu pracy w omawianej sprawie, przepisy Kodeksu pracy uległy nieco zmianie. W szczególności, wprowadzono zasadę równego traktowania pracowników w zatrudnieniu (art. 183ai nast. K.p.), co wyklucza powyższe różnicowanie sytuacji prawnej pracowników miesięcznie płatnych i godzinowo płatnych.
W ramach poszukiwania rezerw finansowych dla pracodawców, resort pracy wymyślił więc, że bez zróżnicowania wszyscy pracownicy nie zachowują prawa do wynagrodzenia za czas wolny od pracy udzielony w ramach rekompensaty za pracę w godzinach nadliczbowych.
Można i tak, wszak urzędnicy resortu pracy nie ponoszą żadnej odpowiedzialności za swoją bujną wyobraźnię wykładniową, która niestety w niewielkim stopniu odpowiada rzeczywistej logice.
Wystarczy przeczytać logiczną i konsekwentną wykładnię tego zagadnienia przeprowadzona przez T. Nycza (por. T. Nycz "Czas pracy od 1 stycznia 2004 r., Wydawnictwo Tarbonus, styczeń 2004 r. str. 160-169).
Co prawda, istnieje w tym zakresie zdanie przeciwne – tak samo jak resort pracy uważa A. Sobczyk, niestety autor ten swoich poglądów prawniczo nie uzasadnia, posługując się jedynie sloganem natury ekonomiczno-celowościowym (por. A. Sobczyk (w) „Kodeks pracy – komentarz” pod red. B. Wagner, Gdańsk 2004 str. 550).
Można oczywiście udowodnić, że interpretacja resortu nie ma nic wspólnego z rzetelną wykładnią art. 1512 K.p. (np. wystarczy sięgnąć do cyt. komentarza T. Nycza), tylko po co? Pracodawcy będą się zasłaniać interpretacją resortu pracy, Państwowa Inspekcja Pracy będzie miała ręce związane i dlatego pracownikowi pozostanie spór sądowy.
Postępowania przed sądem pracy są długotrwałe i tak praktycznie ich efekt końcowy jest niepewny. Z tego powodu najlepiej nie wnioskować o udzielnie czasu wolnego w zamian za pracę w godzinach nadliczbowych, zmuszając pracodawcę albo do zapłacenia dodatku albo do udzielenia czasu wolnego na korzystnych dla pracownika warunkach.
Przypomnę, gdyż w tym zakresie na szczęście nie ma i nie może być żadnych wątpliwości, że w razie udzielenia czasu wolnego od pracy za pracę w godzinach nadliczbowych przez pracodawcę, tenże musi pracownikowi za ten czas zapłacić wynagrodzenie po myśli art. 1512§ 2 K.p. (por. A. Sobczyk op. cit.).
Na tle takich błędnych interpretacji rodzą się niewesołe refleksje.
Po pierwsze, warsztat prawniczo-wykładniowy wśród kadry ministerialnej jest, delikatnie mówiąc, nie na najwyższym poziomie.
Po drugie, dość symptomatyczny jest fakt, im masa przepisów prawa pracy projektowana przez resort pracy, wzbudza, aż tak wiele kontrowersji. Prym wiodą w tym zakresie przepisy o czasie pracy, wynagrodzeniu i urlopach.
Zważywszy na to, iż zagadnienia interpretacyjne na tle obecnego art. 1512 K.p. i poprzedniego art. 143 K.p., były przedmiotem polemik prawniczych – powstaje pytanie, czemu resort pracy nie zadbał o ostrą budowę art. 1512K.p.?
Co stało na przeszkodzie, aby wskazany w interpretacji kierunek był zapisany bezpośrednio w gramatycznej treści art.1512 K.p.? Być może przeszkodą było to, że partnerzy społeczni odrzuciliby taką treść, w ramach konsultacji projektu, jako kompletną bzdurę.
A tak, można udawać Greka i wmawiać, że taki sposób postępowania rzekomo już wynika z obowiązującego prawa. A, że to wszystko ma się nijak do pojęcia praworządności, tym nikt w Polsce się nie przejmuje, więc dlaczego miałby to czynić resort pracy?
Po trzecie, z uwagi na to, że w naszej nienormalnej rzeczywistości w wielu sytuacjach można się doszukiwać spiskowej teorii dziejów, powstaje pytanie, czy aby owe nieścisłości i bylejakość legislacyjna nie są pożywką dla świetnie rozwijającej się przy okazji, a może dzięki tym niedoróbkom, działalności komentatorskiej?
Papier jako wiadomo wszystko przyjmie, więc kasa leci, bez względu na to, kto jakie bzdury publikuje. Adresat takiej niejasnej normy prawnej skazany jest z góry na potrzebę kupowania komentarzy i literatury prawniczej, bez których nie jest w stanie zrozumieć tego prawa w ogóle. Może właśnie o to chodzi?
Ostatnio dowiedziałam się ze zdziwieniem, że prawo pracy jest gałęzią prawa cywilnego, choć od zawsze, a przynajmniej od 1975 r. byłam pewna, że jest oddzielną gałęzią prawa.
To jeszcze nic, wszak lapsusy i pomyłki mogą się zdarzać w każdej nawet bardzo dobrej publikacji. Gorzej, jeśli cały artykuł, publikowany w poważnym periodyku prawniczym nadaje się tylko do kosza (por. A. Gora-Błaszczykowska „Postępowanie w sprawach o ustalenie istnienia stosunku pracy – uwagi” Monitor Prawa Pracy Nr 6 z 2005 r. oraz komentarz T. Nycza „Ustalenie istnienia stosunku pracy” www.prawo-pracy.pl aż nazbyt oczywiście obrazujący rzeczywistość).
Po czwarte, ostatnio publikowane różne opracowania i wykładnie zadziwiająco optują korzystnie dla pracodawców. Czyżby niektórzy piszący wyczuli koniunkturę w tego rodzaju działalności, zważywszy na prawdopodobne wyniki tegorocznych wyborów?
Pisałam już o tym, że urzędnicy powinni zachowywać się apolitycznie, co ma sprzyjać stabilności zatrudnienia urzędnika bez względu na zmianę opcji politycznej.
Ostatnio widać wyraźnie, że resort pracy już wyczuwa koniunkturę polityczną powyborczą i stara się przypodobać opcji, która ma szansę rządzić przez następne 4 lata, w której głos pracodawców może odgrywać istotną rolę.
Po piąte, ująć się za gnębionymi stale pracownikami może PIP, której w tych warunkach trzeba życzyć wszystkiego najlepszego a przede wszystkim odbiurokratyzowania swojej działalności i znalezienia czasu na zajmowanie się istotnymi zagadnieniami.
W omawianej kwestii inspektorzy pracy powinni szczególnie wnikliwie analizować pod względem autentyczności i rzetelności wszelkie wnioski pracowników o udzielenie im czasu wolnego od pracy w zamian za pracę w godzinach nadliczbowych, aby w rezultacie nie doszło do tego, że Kodeks pracy sobie a siła ekonomiczna pracodawców i tak przeważy nad praworządnością w stosunkach pracy i pracodawcy będą wymuszać na pracownikach wyrażenie pisemnej zgody na udzielenie czasu wolnego od pracy, czyli de facto„urlopu bezpłatnego” na ich wniosek.
Po szóste, wskazana interpretacja art. 1512K.p. zasadza się na dość nietypowej logice wykładniowej. Na usprawiedliwienie urzędników można jedynie przytoczyć fakt, iż jak dotychczas na uniwersytetach nie przewidziano dla prawników przedmiotu pt. „Logika praktyczna-wykładniowa”.
Co zdolniejsi absolwenci wydziałów prawa i administracji jakoś sobie z tym wszystkim radzą, gorzej jest ze średniakami, nie mówiąc o tych poniżej średniej.
W dobie powszechnych zmian profilów i programów studiów, w tym prawniczych, nikt dotychczas nie wprowadził do programu nauczania dla prawników tego niewątpliwie niezbędnego przedmiotu.
Rzecz jest dość dziwna, gdyż w wydanym w roku 2003 „Kodeksie argumentacyjnym dla prawników” J. Stelmach, prawnik i filozof, profesor na Wydziale Prawa i Administracji UJ podnosił tę kwestię.
Można więc podejrzewać, że obfitość naszego prawniczego rynku wydawniczego nie idzie w parze z wyciąganiem wniosków i uczeniem się na błędach.
Być może, że stan zapaści prawniczej jest tak wielki, iż oczywiste racjonalne pomysły nie są w stanie się przebić w gąszczu koniecznych interpretacji i wykładni. Słowem, zaczarowane prawnicze koło...
Po siódme, zmianę programu nauczania na studiach prawniczych dedykuję całkiem serio naszym uniwersytetom a przede wszystkim Uniwersytetowi Jagiellońskiemu, jako kolebce polskiej nauki.
W dobie czekających nas zmian, litera prawa będzie odgrywać zasadnicze znaczenie, toteż dobrze wykształceni prawnicy powinni być na wagę złota.