Source: http://olgierd.bblog.pl/wpis,nowy;serwis;prezydent;pl;a;public;domain,33018.html
Timestamp: 2017-11-23 05:21:57+00:00
Document Index: 91027963

Matched Legal Cases: ['art. 4', 'art. 4', 'art. 4', 'Art. 200', 'art. 4', 'art. 4']

Nowy serwis Prezydent.pl a public domain | Lege Artis w Bblog.pl
2009-07-25 21:39
Nowy serwis Prezydent.pl a public domain
Dzięki uprzejmości Patrycji z załogi 5Władzy -- mam nadzieję, że jej głowy za to służby nie urwą ;-) -- miałem możliwość przeklikania się przez nowy serwis prezydencki.
IMHO nie jest najgorzej: całkiem przejrzyście, lekko, powiedziałbym, że całkiem wordpressowo -- czyli tak jak lubię.
Zaciekawiła mnie jednak sekcja "prawa autorskie", w której czytamy co następuje:
Zezwala się na używanie, kopiowanie oraz wykorzystanie tekstów oraz zdjęć publikowanych w serwisie internetowym www.prezydent.pl, z zaznaczeniem źródła ich pochodzenia. Zezwolenie nie dotyczy elementów zastrzeżonych, w tym zastrzeżonych elementów graficznych oraz tekstów publikowanych pierwotnie w innych źródłach. Żadne elementy nie mogą być modyfikowane w jakikolwiek sposób bez zgody Kancelarii Prezydenta RP. Informacje o historii Pałacu Prezydenckiego opracowała Elżbieta Strzępek.
Zdjęcia udostępnione zostają zgodnie z warunkami licencji GFDL, na podstawie której wolno kopiować, rozpowszechniać, odtwarzać i wykonywać utwór oraz tworzyć utwory zależne pod warunkiem oznaczenia utworu w sposób określony przez Licencjodawcę oraz pod warunkiem objęcia wszystkich prac zależnych tą samą licencją. Zdjęcia są własnością Archiwum Kancelarii Prezydenta RP. Prosimy o oznaczenie wykorzystywanych zdjęć podpisem: www.prezydent.pl.
W porównaniu do Codziennika Prawnego jest całkiem nieźle, ale -- daleko od ideału.
konsekwencją art. 4 pkt 2 pr. aut. jest wyjęcie wszystkiego, co od urzędu pochodzi spod reżimu prawa autorskiego. Nie oznacza to jednak, że przepis ten określa jakąś specjalną licencję dla urzędowych dokumentów i materiałów: przepis mówi, że wszystko co zrobił urząd jest nie-utworem ("nie stanowią przedmiotu prawa autorskiego" to coś zasadniczo innego od "udziela się powszechnej, bezpłatnej licencji");
skoro tak, to nikt nie potrzebuje ani zezwolenia na "używanie, kopiowanie, oraz wykorzystywanie" urzędowej twórczości -- podobnie jak nie jest niezbędna zgoda autora innego nie-utworu -- ani też nie jest możliwe skuteczne ograniczenie możliwości wykorzystywania tej twórczości. Ograniczeniem takim jest, co warto mieć na uwadze, konieczność wskazania źródła pochodzenia materiałów bądź konieczność uzyskania zgody Kancelarii Prezydenta na ich modyfikację: skoro to są nie-utwory, to mogę z nimi robić co mi się żywnie podoba.
Dla przykładu: jeśli dosłownie rozumieć zastrzeżenia, nie będzie nikomu wolno, bez zgody urzędu, opublikować skróconej wersji życiorysu prezydenta albo wyciągu z jego wypowiedzi. Restrykcyjne podejście do postanowień może także oznaczać, iż z materiałów nie będą mogli korzystać dziennikarze.
Ograniczenia takie są niedopuszczalne, i to nawet bez owego art. 4 pkt 2 ustawy;
niedopuszczalne będzie także ograniczanie owego "zezwolenia" poprzez dość ogólnikowe wskazywanie jakichś elementów zastrzeżonych, tj. jako "zastrzeżonych elementów graficznych oraz tekstów publikowanych pierwotnie w innych źródłach".
No dobrze, zgodzę się, że jeśli serwis prezydencki zaciągnie (bazując na dozwolonym użytku bądź stosownej umowie) treść z gazety czy portalu, to tekst taki nie stanie się przedmiotem public domain. Podobnie nie mam wątpliwości w odniesieniu do znaków służących identyfikacji osób trzecich (znaki towarowe, etc.)
objęcie materiałów rozpowszechnionych za pośrednictwem prezydenckiego serwisu internetowego zakresem public domain (wynika to, przypomnę, właśnie z art. 4 pkt 2 pr. aut.) jest także niedopuszczalność zastosowania wobec fotografii licencji GNU FDL. Licencję tę stosujemy wszakże do utworów, zatem jeśli fotografia poprzez jej wrzucenie na urzędową stronę internetową staje się nie-utworem, to nie możemy ograniczać praw użytkowników (tak, w tym przypadku GFDL jest ograniczeniem możliwości korzystania z udostępnionych treści);
i na zakończenie drobna niekonsekwencja. Cytowane powyżej klauzule wyrażone są w dwóch akapitach, będących w rzeczywistości dwiema odrębnymi licencjami. Chyba przez przeoczenie w obu wymienione są zdjęcia, jednak każdy z akapitów odmiennie określa nasze uprawnienia jeśli chodzi o możliwość wykorzystywania i modyfikacji tych prac.
I tak zgodnie z pierwszym akapitem zdjęcia można modyfikować (podobnie jak inne utwory) tylko za zgodą Kancelarii. Jednak poniżej wyraźnie mówi się, że fotogramy objęte są licencją GNU FDL, która wprost zezwala na przetwarzanie utworów, pod warunkiem jednak wskazania autorstwa utworu pierwotnego oraz oznaczenia efektu pracy tą samą licencją.
Ponoć od poniedziałku serwis beta.prezydent.pl ma być dostępny dla każdego internauty, zatem sami zobaczycie co to za cudo.
Tagi polityka,	prawo autorskie,	internet,	media,	prawo,	prasa
JarKacz i biała plama TVN24 Co można mieć za 363 tys. złotych?
2009-07-26 12:03:52 | 83.20.154.* | BSE
w kwestii ograniczania wolności słowa.. [8]
W Sejmie jest projekt ustawy, która już niedługo trafi pod głosowanie. Przewiduje
ona, oprócz chemicznej kastracji pedofilów, zakaz propagowania treści pedofilskich:
"Art. 200b: Kto publicznie propaguje lub pochwala zachowania o charakterze
pedofilskim, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo
projekt ustawy znajduje się tutaj:
http://orka.sejm.gov.pl/opinie6.nsf/nazwa/spr_1021_1276_1288_1289_1394_1465/$file/spr
_1021_1276_1288_1289_1394_1465.pdf
Czy na podstawie tego przepisu będzie zakazane nie tylko mówienie o pozytywnych
stronach seksu z osobą poniżej 18 lat z dorosłym (co jest jak najbardziej słuszne i
to popieram - bo pozytywnych stron takich obrzydliwych czynów nie ma), ale także
mówienie czy pisanie o tym w jakikolwiek sposób, np. w formie tekstów prasowych czy
dyskusji na forach internetowych? Wydaje mi się, że teraz każdy dziennikarz
podejmujący dyskusję w tym temacie będzie przestępcą również w przypadku, gdy jest
przeciwny wykorzystywaniu nieletnich, gdyż "propaguje zachowania o charakterze
pedofilskim" czyli czynności seksualne z małoletnimi poniżej 18 lat. Czy nie jest to
już zbyt duże ograniczenie wolności słowa? skomentuj
2009-07-26 12:33:35 | 79.185.237.* | Vetinari
"konsekwencją art. 4 pkt 2 pr. aut. jest wyjęcie wszystkiego, co od urzędu pochodzi
spod reżimu prawa autorskiego"
A jezeli strona jest tworzona przez jakas firme na zlecenie kancelarii prezydenta,
wtedy strona nie pochodzi bezposrednio od urzedu i chyba mozna wtedy udostepniac ja
na podstawie wybranej przez firme tworzaca albo zarzadzajaca licencji. skomentuj
2009-07-26 15:29:41 | *.*.*.* | olgierd
@Vetinari: uważam, że obowiązkiem urzędu jest zadbać o nabycie stosownych uprawnień.
Czyli wykonawca powinien przenieść komplet autorskich praw majątkowych na urząd, a
ten "wypuścić" dobra do public domain.
Ale tu faktycznie widzę dalsze pytania: co z kodem źródłowym? Czy urząd powinien de
facto opublikować kod użyty do zbudowania strony, tak, aby każdy mógł sobie zrobić
taką stronę? Wszakże to za nasze to kupili... skomentuj
2009-07-26 15:48:14 | 89.77.94.* | carry
Pedofilią w Polsce wg ustawy jest współżycie z osobą poniżej 15 roku życia, a nie 18. skomentuj
2009-07-26 16:09:49 | *.*.*.* | olgierd
To może ja sprecyzuję: nie "jest pedofilią", lecz "podlega karze", a to jest różnica.
Co więcej, pedofilia nie jest w Polsce karalna.
Co do pytania o projekt ustawy: nie wiem. Nie wiem też czy będzie można np. wydawać u
nas "Lolitę" Nabokowa albo mówić o Śł. Jadwidze, która została poślubiona Jagaile w
wieku bodajże 12 lat. skomentuj
2009-07-27 10:05:04 | 83.19.119.* | Ejdzej
Olgierdzie, wikipedyści atakują temat z różnych stron od dawna. Niedawno zmagaliśmy
się z problemem, czy Poczta Polska jest "urzędem" a znaczki "oficjalnym znakiem".
Mało jest jednak orzecznictwa w tej sprawie, a przy tym są pokrętne, acz stawnowcze
wyjaśnienia takich instytucji jak NPB, co sobie wbrew art. 4 "zastrzegają" prawa do
wizerunków banknotów, Ostatni istotny wyrok w tej sprawie dotyczył zestawu pytań
testowych do egzaminu na prawo jazdy i był "po naszej myśli"; nasz system prawny (w
którym nie ma precedensów) może jednak w przypadku innego materiału orzec, że
urzędowy bynajmniej on nie jest.
Czekam z utęsknieniem aż któryś z tych urzędowych copyfrauderów pozwie "naruszycieli"
z jajami, którzy nie pójdą na ugodę. Póki co, jest jak jest, a tam już dobrze wiedzą,
że bardziej opłaca się grozić niż faktycznie działać. skomentuj
2009-07-27 10:08:13 | *.*.*.* | olgierd
Z PP jest dziwnie, bo z jednej strony to "państwowe *przedsiębiorstwo* użyteczności
publicznej" -- co już samo w sobie jest bohomazem logicznym, a z drugiej strony te
ich placówki to "urzędy".
Takie ono przedsiębiorstwo, że aż strach, a o użyteczności też można wiele
opowiedzieć. To tak, na marginesie tylko. skomentuj
2009-07-27 19:42:50 | 79.185.242.* | Vetinari
http://www.wykop.pl/link/215853/ile-kosztowala-nowa-strona-prezydenta-pdf skomentuj
2009-07-30 10:52:07 | 87.105.160.* | Krzysztof Susłowicz
Jeśli urząd zleca wykonanie to robi to za publiczne pieniądze i powinien zastrzec w
umowie podpisywanej z taką firmą, że wytworzony utwór staje się domeną publiczną, a
jeśli firma tego nie akceptuje to niech sobie poszuka innego zleceniodawcy. To chyba
proste jak świński ryj. skomentuj