Source: http://prawonadrodze.org.pl/mity-i/
Timestamp: 2017-05-22 15:32:32+00:00
Document Index: 99066700

Matched Legal Cases: ['art. 96', 'art. 96', 'Art. 129', 'Art. 129', 'art. 129', 'art. 129', 'art. 129', 'Art. 129', 'Art. 129', 'art. 129', 'art. 129', 'art. 129']

Mity i … | Stowarzyszenie Prawo na Drodze
MITY i MITOLOGIE Wymiaru Sprawiedliwości.
W temacie tym będą omawiane kolejno najważniejsze mity i mitologie związane z wymiarem sprawiedliwości, które funkcjonują w praktyce. Są to takie zagadnienia, które albo istnieją formalnie w procesie nie mając realnego przełożenia na praktykę, albo istnieją w świadomości społecznej nie mając nic wspólnego z praktyką wymiaru sprawiedliwości.
I. (autor Czesław Rycerz – praktyk).
MIT 1: Domniemanie niewinności i brak obowiązku udowadniania swojej niewinności.
Pierwszym mitem wymiaru sprawiedliwości jaki należy omówić jest tzw. domniemanie niewinności i brak obowiązku udowadniania swojej niewinności.
Zgodnie z procedurą karną jak i postępowaniem w sprawach o wykroczenia formalnie istnieją gwarancje procesowe oskarżonego (obwinionego). Są to m.in.:
– domniemanie niewinności, polegające na założeniu, iż do póki nie będzie prawomocnego wyroku każdy jest uważany za osobę niewinną oraz
– brak obowiązku dowodzenia swojej niewinności.
Nie ma potrzeby wskazywania podstaw tych jakże szlachetnych zasad bowiem kompletnie nie przyjęły się one w polskiej praktyce wymiaru sprawiedliwości.
Domniemanie niewinności jest stosowane w zasadzie jedynie w procesach lustracyjnych, w zwykłych sprawach karnych już nie. Można nawet twierdzić, iż istnieje domniemanie winy, zwłaszcza w postępowaniach, gdzie zastosowano tymczasowe aresztowanie. Osoba, która trafia przed oblicze prokuratora z reguły musi zwalczyć wersję zdarzeń podaną przez policję. Historia powtarza się przed Sądem, gdzie zwalczyć trzeba wersję policji i prokuratora. Jeśli prokurator wniósł o areszt, to Sąd z reguły się do wniosku przychyla. Oskarżony więc na etapie rozpoczęcia procesu spotyka się z mocną ścianą wersji policji, której dał wiarę prokurator oraz często spotykanym nastawieniem sądu, że przecież był tymczasowo aresztowany, więc pewnie jest winny.
Domniemanie niewinności nie istnieje w praktyce z prostej przyczyny. Policja „przedstawiając” petenta prokuratorowi, a ten „przedstawiając” go sądowi posiadają katalog zgromadzonych dowodów, które są poddane pewnej ocenie w oczywisty sposób niekorzystnej dla oskarżonego, niezależnie od jego dotychczasowej postawy. Na tym etapie oskarżony trafia przed oblicze prokuratora czy sądu, który już niekorzystną wersję wydarzeń dla oskarżonego poznał i oskarżony ma w tym momencie korzystać z domniemania niewinności. Każdy człowiek, a prokurator czy sędzia to zwykły człowiek, w takiej sytuacji świadomie czy podświadomie nastawia się do takiego oskarżonego. Osoba niewinnie oskarżona z kolei często sfrustrowana tym faktem i nie robi „dobrego pierwszego wrażenia” uprzedzenie więc się pogłębia.
Stwierdzić należy, że na ten model postępowania i naturalny odruch psychiczny prokuratora czy sądu oskarżony nie ma wpływu.
W tym miejscu pojawia się drugi groźniejszy mit, na który oskarżony już wpływ będzie miał.
Jest tzw. brak obowiązku udowadniania swojej niewinności. Mit ten jest chyba najgroźniejszym w procesie karnym. Strona nie ma obowiązku samoobciążania i z tego prawa należy bezwzględnie korzystać, np. poprzez nieodpowiadanie na pytania, które mogą narazić nas na negatywne konsekwencje. Nie należy natomiast kłamać, bowiem w razie przyłapania na kłamstwie poważnie ucierpi nasza wiarygodność. Lecz brak obowiązku samoobciążania się nie jest równoznaczny z brakiem obowiązku udowodnienia swojej niewinności. Oskarżony broniąc się musi sobie zdawać sprawę, że na etapie sprawy przed prokuratorem czy przed sądem przemawia przeciwko niemu pierwszy „dowód” w sprawie (i pierwsza lektura), którym faktycznie jest akt oskarżenia czy wniosek o ściganie. Oskarżony, który nie będzie zwalczał aktywnie tego „dowodu” i argumentów w nim powołanych skazany jest na skazanie. „Dowód” ten zawiera bowiem wiele okoliczności i faktów, które są dla oskarżonego obciążające, powołane są tam dowody, więc dlaczego temu „dowodowi” nie dać wiary i nie skazać zwłaszcza, że oskarżony nie przedstawia żadnych kontrargumentów?
Dlaczego omówienie mitu było konieczne? Otóż mając tę świadomość, każdy będący oskarżonym czy obwinionym będzie mógł skuteczniej się bronić wiedząc, iż w istocie musi zwalczyć dowód w postaci aktu oskarżenia lub wniosku o ściganie i nie ma żadnych procedur, które będą nas bronić za nas.
Czesław Rycerz – praktyk.
II. (autor Czesław Rycerz – praktyk).
MIT 2: Właściwość – czyli ius spychandum.
Mit „właściwości” jest mitem interdyscyplinarnym, dotyczy nie tylko procedury karnej czy wykroczeniowej, ale także cywilnej, a przede wszystkim administracyjnej.
W uproszczeniu są dwa rodzaje właściwości: miejscowa, czyli geograficzna oraz rzeczowa, czyli przedmiotowa – dotycząca czegoś czym ma się zająć dany organ. Określają więc one gdzie dane postępowanie się toczy.
Właściwości są określane w sposób niezrozumiały i nielogiczny dla przeciętnego uczestnika postępowania i mają zapewnić wygodę organowi, a nie petentowi o czym należy pamiętać.
Jednakże właściwość można podważać i w ramach walki z nią należy wykorzystać istniejące odwieczne zwyczajowe prawo polskie Ius Spychandum.
„Ius spychandum”, jak łatwo rozszyfrować jest pradawnym łacińskim zwrotem i po polsku oznacza „prawo spychania sprawy”. Młodzi prawnicy dlatego często mówią „spylić” sprawę. Prawo to polega na prostym założeniu skoro mogę formalnie przekazać sprawę komu innemu (niezależnie od tego czy to racjonalne i słuszne) i samemu się nią nie zajmować – tzn. nie pracować, to przekaże, a może się uda i kto inny będzie się sprawą zajmował… Tym samym sprawę zepchnę na barki (głowę) kogo innego.
Oczywiście przekazywanie sprawy oficjalnie ma szczytne cele i reguły, ale jest to czysta fasada. Przekazanie sprawy nie jest czynione dla dobra sprawy a dla dobra – wygody organu (sądu).
Umiejętność wykorzystywania Ius Spychandum jest istotna. Składanie wniosków stwarzających pozory, więc formalnie poprawnych i uzasadnionych, ma duże szanse na przekazanie sprawy innemu organowi (sądowi). Trzeba tylko dać „podkładkę” organowi „sądowi” na zepchnięcie, żeby w razie kontroli organ (sąd) mógł się ze zepchnięcia wytłumaczyć.
Spychanie sprawy może być korzystne dla tego, kto chce ją przedłużyć. Niestety w wykroczeniach jest to niezmiernie trudne. Właściwość jest klarowna – w uproszczeniu miejsce popełnienia wykroczenia. Przekazanie więc jest problematyczne. Wymyślić trzeba taką podstawę, która obroni się w wizytacji i w kontroli odwoławczej. Rzadko może być nią pozór ekonomiki procesowej. Tzn. argument, że taniej dla postępowania będzie przeprowadzić sprawę w sądzie w innej miejscowości bo tam mieszka większość świadków i obwiniony, a koszt dojazdu świadków do siedziby sądu właściwego byłby wysoki. Pozór ten będzie jednak tylko wtedy skuteczny, gdy wykażemy, że przesłuchanie świadków w drodze pomocy prawnej byłoby szkodliwe dla postępowania, bowiem np. ustalenie winy czy sprawstwa jest możliwe właśnie o dowody osobowe, które w dodatku będzie trzeba konfrontować.
Przypadki przekazania sprawy w sprawach o wykroczenia są niezmiernie rzadkie. Najczęściej zdarza się to w sytuacji, gdy uczestnikiem zdarzenia jest sędzia bądź prokurator (oczywiście jako pokrzywdzony, jako obwiniony raczej przyjmują mandaty, nawet sędziowie, po to by uniknąć postępowania dyscyplinarnego), bądź osoba dla nich najbliższa, wtedy wszyscy sędziowie, wszystkich wydziałów danego sądu indywidualnie winni się wyłączyć, co spowoduje faktyczną zmianę Sądu.
Wyjaśnienie tego mitu jest konieczne, bowiem uczestnicy często wnoszą o zmianę konkretnego organu osobowego (sędziego, prokuratora, urzędnika) czy konkretnego organu organizacyjnego (danej jednostki – sądu, prokuratury) nie rozumiejąc celu przekazania, którym jest zepchnięcie sprawy. Ta wiedza pozwala być skuteczniejszym…
III. (autor Czesław Rycerz – praktyk).
MIT 3: Demokratyczne państwo prawne – czyli Bezmiar Sprawiedliwości w Wymiarze Sprawiedliwości…
Powszechnie uważa się, że Polska jest demokratycznym państwem prawnym, ponieważ zasada ta jest fundamentem Konstytucji RP i zawarta jest już w drugim jej artykule. W mojej ocenie w ramach jej treści znajduje się obowiązek sprawiedliwego rozstrzygania spraw przed Wymiarem Sprawiedliwości.
Niestety zasada ta „nie przyjęła się” w organach Wymiaru Sprawiedliwości. Bardzo często jest tak, że stosowanie przepisów ustawowych bądź przepisów rozporządzeń, lub sama ich wykładnia prowadzi do niesprawiedliwości w czasie postępowania lub niesprawiedliwego orzeczenia. Jednak wykładnia Sądu Najwyższego i zwykłe lenistwo organów sprawiedliwości wymaga w tej sytuacji niestosowania rozwiązania sprawiedliwego ale zgodnego z treścią przepisu. Efekt jest taki, że sąd nie kieruje się sprawiedliwością ale przepisami i „ius spychandum”.
Podmiot mający „rację” stający przed Wymiarem Sprawiedliwości uważa, że „co by się nie działo ja mam rację to wygram”. No i niestety nie zawsze tak jest. Ludziom wydaje się, że żyją w „wolnej Polsce”, gdzie Sądy są po to, aby służyć rzeczywistemu rozwiązaniu sprawy. Dalej każda procedura ma normy o charakterze gwarancyjnym, które są w początkowych artykułach Kodeksu. Strona naczyta się tych frazesów i tylko umacnia się w swoim przekonaniu…
Życie jednak jest dalekie od ideału. Część sędziów jest przeładowana sprawami, ma ich za dużo, część ujmując delikatnie „unika pracy”. Efekt jest taki, że Sędziowie stosują wszelkie sposoby żeby sprawy się „pozbyć” niezależnie czy wydając wyrok sprawiedliwy czy nie i czy jest to zgodne z normami gwarancyjnymi czy nie. Warunek jest tylko jeden nie można psuć sobie statystyki, więc trzeba wydać takie orzeczenie, które „utrzyma” się w postępowaniu odwoławczym, a czy ono będzie sprawiedliwe….cóż…(na marginesie ci Sędziowie, którzy „próbują” coś zmienić, są marginalizowani – nie awansują).
Efekt jest taki, że Wymiar Sprawiedliwości nie dąży do Sprawiedliwości tylko do samozadowolenia i wewnętrznego przekonania o swojej cudowności. Mnie osobiście to wszystko nie dziwi. Państwo i życie społeczne wywróciły system wartości do góry nogami. Przestano wierzyć w prawo naturalne, czyli system praw „podstawowych” (praw człowieka) niezależnych od stanowionych przepisów, a wynikających z godności człowieka. Wymiar Sprawiedliwości przestał patrzeć na sprawy przez pryzmat człowieka, który to pryzmat wymusza prawo naturalne, a przez pryzmat statystyk, awansów czy wynagrodzeń. Symptomatyczne jest to, że sędziowie tworzą stowarzyszenia (ciekawe co sumienia tych sędziów mówią o zakazie tworzenia związków zawodowych – ale to zostawmy przyzwoitości tych sędziów), które jednak nie postulują do rządzących „stwórzcie takie prawo aby można było sprawiedliwie sądzić, abyśmy mogli dobrze SŁUŻYĆ Narodowi, bo Naród do służby nas i was rządzących powołał”. Ich postulaty nie patrzą przez pryzmat człowieka i nie są przejawem SŁUŻBY. Ich postulaty są ich własnymi żądaniami, mającymi nie pozwalać naruszyć samozadowolenia – ocena sędziego to zło – on jest ponad ludźmi, w kocu ich sądzi, więc jest lepszy i nie wolno go oceniać… Procedura jest zła, zwłaszcza karna, bo statystykę psuje, więc dobrze by było ją zmienić i pozwolić na reformatoryjne wyroki w II Instancji (sumieniu tych sędziów „wnioskodawców” pozostawię przypadki, gdzie człowiek słusznie uniewinniony w pierwszej instancji, zostanie niesłusznie skazany w II i następnie popełni samobójstwo, albo się podpali…, bo nie będzie miał możliwości odwołania (np. wyrok nie kasacyjny). Radzę wam koledzy i koleżanki „wnioskodawcy” przygotować się na konieczność odpowiedź, na pytanie czemu takie chcieliście takie prawo?… bo takie pytanie was czeka, od dzieci i małżonka takiej osoby, a jak nie od nich, to pytanie to padnie na Sądzie, któremu wszyscy będziemy kiedyś podlegać.
Na fakt, że Wymiarze Sprawiedliwości nie chodzi o sprawiedliwość świadczy smutna nauka jaka ma miejsce w czasie aplikacji sądowej. Otóż przygotowując się do egzaminu sędziowskiego, aplikanci sądowi byli, oczywiście nie oficjalnie, informowani o tym, że jeśli nie będą wiedzieli, jak rozwiązać kazus z prawa karnego należy skazać…
Prawda ta niestety przez szereg lat się sprawdzała i wyrok uniewinniający na egzaminie z reguły jest błędny i powodował jego oblanie. Niestety nikt ze szkolących nie zastanowił się, iż tak uczony przyszły sędzia, w sprawie, w której nie będzie pewny co zrobić skarze, bo w końcu tak uczyli na aplikacji…
W środowisku sędziowskim opowiadana jest jako adegdota równie smutna historia pewnego procesu. Otóż w procesie tym występowała biedna wdowa nie mająca pieniędzy na adwokata, która zgodnie z prawdą miała w sprawie rację. Druga strona jednak nie była uczciwa przedstawiała fałszywe dowody i świadków (co Sąd oczywiście w sumieniu dostrzegł.) Wdowa w głosie końcowym widząc co się dzieje zaczęła mówić „Sprawiedliwy Sądzie” sąd ją upomninał, że mówi się „Wysoki Sądzie” wdowa jednak, cały czas mówiła „Sprawiedliwy Sądzie„, co coraz bardziej dokuczało sumieniu sędziego i w końcu powiedziała, że może przysięgnąć na wszelkie świętości, na Krzyż, że ona mówi prawdę i poprosiła „Sprawiedliwy Sąd” o sprawiedliwy wyrok. Sędzia w tym momencie nie wytrzymał i powiedział wdowie smutną prawdę „Tu jest Sąd” a nie „Sprawiedliwość”. Wyrok oczywiście wydał według fałszywych dowodów…
Ten mit musiał być omówiony, bo strona musi wiedzieć, że musi się bronić i działać aktywnie nawet jak „ma rację”.
Już wkrótce kolejne mity, „rozstrzyganie wątpliwości na korzyść oskarżonego”, „sprawiedliwość”, „prawda materialna”, „niezawisłość sędziowska”, „swobodna ocena dowodów” itp. oraz mitologia „tymczasowego aresztowania”.
13 odpowiedzi na „Mity i …”
Grażyna Kompińska pisze:	23 kwietnia 2014 o 17:35	29 kwietnia jest druga rozprawa a potem sprawa karna „wykluta przez policję”.
Państwa komentarze nie nastrajają nas optymistycznie ale na pewno nie poddamy się bez walki oraz mam wiarę w zdrowy rozsądek i umiejętność weryfikowania faktów przez sędziego.
31węzłowy Burke pisze:	23 kwietnia 2014 o 19:01	Sugeruję abyś podała kiedy, gdzie , o której godzinie , nr. sali. I poproś oficjalnie Stowarzyszenie Prawo na Drodze o przysłanie obserwatora. Taki sposób może umożliwić weryfikację Twojej wersji oraz wersji polucji albowiem bez ich porównania nie da się wyciągnąć żadnych wniosków. Jeśli jest tak jak piszesz to NIGDY się nie poddawaj. 31
31węzłowy Burke pisze:	23 kwietnia 2014 o 19:04	Jeszcze jedno : bez swojego prawnika nawet nie wchodź na salę. I poproś rodzinę i znajomych aby tłumnie przybyli na rozprawę.31
Grażyna Kompińska pisze:	29 kwietnia 2014 o 21:35	Dziś też się „niechcący” dowiedziałam ,że syn miał sine z tyłu łydki i plecy. Syn z mężem postanowili mnie i babci o tym nie mówić. Nie robił syn też obdukcji gdyż ojciec stwierdził iż zasłużył na takie potraktowanie a on się z nim zgodził. Jest dorosły, sam musi to przejść. Serce trochę mi „zwiotczało” ale zaraz wróciło do równowagi . To syn wywołał ciąg zdarzeń, sam się upokorzył poprzez stworzenie możliwości naruszenia jego nietykalności cielesnej i teraz psychicznie zmuszony jest się z tym uporać. Zauważyłam ,że podczas oglądania filmu, przy scenie pościgu policyjnego, przełączył kanał. Mimo jego wieku, po tym co zrobił , marzę by go sprać za mój strach podszyty wyobraźnią.
Tak na marginesie, to wczoraj w trzy samochody jeździliśmy wokół ronda które kilkakrotnie okrążał uciekający i dwa radiowozy podczas pościgu. To paranoja. jak można było go nie zablokować.
Jak ci funkcjonariusze poradzili by sobie w chwili prawdziwego zagrożenia( przestępca uzbrojony lub chcący uciec z dowodami przestępstwa za wszelka cenę lub osoba niepoczytalna) a nie jakiś sfrustrowany młody żonkoś. Czy to była ich wina gdyż chcieli dłuższej „amerykańskiej” zabawy czy to jednak braki w przygotowaniu do tego typu akcji .Powinni robić wszystko by zminimalizować zagrożenie; po pierwsze dla otoczenia , po drugie dla uciekającego i po trzecie dla samych siebie.
Dzisiejszy sąd i przełożenie terminu troszkę mnie dzisiaj roztroiło. Nie mogę stracić obiektywizmu do całej sprawy. To nie było by bezpieczne.
Od tej chwili werbuję znajomych na sprawę. Postawie syna i męża przed faktem dokonanym.
Grażyna Kompińska pisze:	29 kwietnia 2014 o 20:41	Dziękuję za radę i zainteresowanie. Rozprawę odroczono w dniu dzisiejszym na 29 maja 2014 godz. 8:30 Sąd Rejonowy w Płocku, Plac Narutowicz 1, sala nr 9.
Odroczenie to skutek nieobecności świadka ze strony Komendy Policji ( świadek sporządzający nieczytelny szkic sytuacyjny z zaistniałej kolizji drogowej, świadek nie doręczył usprawiedliwienia) oraz brak możliwości odczytania przez sędziego, dołączonych na dzisiejszą rozprawę do akt, notatek sporządzonych na okoliczność czynności służbowych z pościgu w dniu 18/19 listopada mimo usilnej pomocy tak naszego mecenasa jak i przedstawiciela policji.
Poprosimy Stowarzyszenie Prawo na Drodze o obserwatora gdyż już dziś zabrakło na sali postronnych świadków.
Osoba reprezentująca policję, ( trzy gwiazdki) powiedziała coś niesamowitego po okazaniu przez naszego adwokata zdjęć uszkodzonych pojazdów, ( dostarczonych w dniu dzisiejszym przez nas) a mianowicie, że te pojazdy od 18 listopada były już kilkakrotnie” bite” i ten rozmiar uszkodzeń nie dotyczy sprawy. To nieprawda. Mamy dowody, że od tamtej pory stoją nieruszane . Niesamowite jest też to ,że sędzia nie kazała tego
zaprotokółować a nasz mecenas ani syn nie zareagowali.
Od dnia dzisiejszego postaram się przekonać syna i męża ,że przyjaciele i osoby postronne na sali rozpraw, to bezpieczeństwo. Będzie ciężko bo syn się wstydzi ,że narobił „obciachu” a mąż z kolei wstydzi się syna który narobił „obciachu”. Na dzień dzisiejszy obaj objawiają wolę walki, boję się jednak ,że gdy będzie ciężko, mogą się poddać dla „świętego spokoju”( obiecany łagodny wymiar kary ) nie tyle syn sam z siebie, co pod presją ojca i żony, z którą stosunki od tamtej listopadowej nocy mini-mini-minimalnie uległy poprawie.
Może, gdybyśmy zewsząd usłużnie nie słyszeli ,że policji w naszym państwie ciężko winę udowodnić, nie przerażała by mnie myśl iż moi chłopcy mogą wymięknąć. Nieraz ponieśliśmy bezzasadne straty gdyż mój mąż tłumaczył „odpuśćmy, nie warto, szkoda zdrowia”. Ale przecież co innego ponieść stratę finansową czy rzeczową a co innego strata moralna, wygoda z powodu tchórzostwa i odwrotnie.
Przecież CI młodzi chłopcy,( funkcjonariusze) nakłonieni, czy też z własnej woli do nadinterpretacji faktów, zostaną również skrzywdzeni poprzez przekonanie ,że kłamstwo popłaca a władza „rozgrzesza” poczynione zło.
Czynu mojego syna nie próbuje zrozumieć, bo nie zrozumiem, gdyż irracjonalność faktu jest nie do ogarnięcia. Postępowanie Panów policjantów rozumiem. Za ich słabe przygotowanie zawodowe a tym samym związany z tym stres poprzez nieprofesjonalne działanie (wybijanie szyby dłonią) ktoś musi zapłacić. To ich uspokoi, doda pewności siebie i wiary ….że cel uświęca środki. Pozdrawiam. Nie poddam się i nie tylko ze względu na syna. Ci młodzi ludzie służąc prawu muszą w te prawo wierzyć i tak samo jak każdy respektować i bać się go złamać.
Grażyna Kompińska pisze:	23 kwietnia 2014 o 17:22	– pobił policjantów ,według zeznań jednego z nich, kopał kolegę po twarzy
– drugi z policjantów( ten kopany w twarz) zeznał ,że był kopany w klatkę piersiową i po trzech dniach od zajścia poszedł do lekarza i na zwolnienie lekarskie. Wcześniej nic takiego nie pisali ani w zeznaniach ani w raportach ,tylko dopiero po kilku miesiącach na sprawie.
Profesjonalna w swej profesji sędzina zweryfikowała wzrost i wagę całego towarzystwa.
Syn 162 cm i 60 kg. Najniższy z policjantów 180 cm i 86 kg, najwyższy 192 cm wzrostu.
Kopał i bił policjantów? W pojedynkę? Nie ma pasa karate, znany jest z koleżeństwa i totalnym braku agresji. Mocna ściana wersji policji ( tak uważają sami zainteresowani)
nijak nie trzyma się kupy, myślę ,że należy opublikować wszystkie dokumenty ze sprawy aby poddać sprawiedliwemu osadowi to co się stało.
Złamał prawo, ale czym lepsi ( jak twierdzi syn) są od niego w tym przypadku funkcjonariusze , którzy świadomie i z premedytacja łamia prawo kłamiąc ,mataczą w celu uniknięcia, jedni odpowiedzialności , drudzy licząc na korzyści materialne.
Ciekawe kto jeszcze znajdzie uszczerbek na zdrowiu,( podjęto wersje uszczerbku psychicznego) gdy okazało się ,że starzy obwinionego to znana firma rodzinna działająca od 1951 roku.
Poczucie braku szacunku ma syn do własnej osoby po tym co zrobił, i takim samym brakiem szacunku darzy tych, co swym zachowaniem podważają wiarę w policję a przecież powinniśmy mieć zaufanie do ludzi w mundurach.
Strach pomyśleć o konsekwencji jaką ktoś może ponieść gdy takie draństwo zadziała
w sprawach gdzie w grę wchodzi czyjeś życie czy długoletnie pozbawienie wolności.
Dowiedzieliśmy się dzisiaj ( uczciwi z Radomia),że nie nastąpiła likwidacja szkód przez Unikę. Widocznie policja jest pewna przepchnięcia swojej wersji zdarzeń.
Nie dopuszczę do patologii, będziemy walczyć a wszystkie dokumenty i zeznania policjantów ze sprawy opublikuje w internecie do oceny i weryfikacji przez społeczeństwo.
Grażyna Kompińska pisze:	23 kwietnia 2014 o 14:17	To co zrobił mój syn, to karygodna głupota, tchórzostwo ..i ciśnie mi się o wiele gorsze określenie.
19 miał końcowy egzamin na prawko a 18 po cichu przed własną żoną(świeże małżeństwo, żona wcześniej nie zaakceptowała spotkania z kolegami) i rodzicami wyrwał się ojca samochodem pożegnać wyjeżdżającego z kraju kolegę. Nie zatrzymał się do rutynowej kontroli, strach przed utratą prawka i gniewem małżonki ( przy każdym jakimkolwiek nieposłuszeństwie , wyprowadzała się albo do mamy albo do taty) wyprał mu mózg całkowicie. Pościg prowadził tylko jeden radiowóz. Trasa wiodła przez drogi między polami i w terenie niezabudownym. Jak zeznał sam funkcjonariusz , w związku z podejrzeniem popełnienia przestępstwa utrzymywali bezpieczną odległość kilkuset metrów od podejrzanego , nie tracac go jednak z oczu i cały czas prosząc przez radio o wsparcie. Mój głupi syn chwilami jak twierdzi domniemywał ,że mu się udało albo odpuścili. ( zaczynam myśleć ,że coś ma z głowa)
Postanowił zatrzymać się w miejscu zabudowanym, oświetlonym i żeby byli ludzie a cały czas znajdował się poza miastem. Tchórz bał się że oberwie, ratunku upatrywał w miejscu „ludnym” gdyż była godzina po 22:00. Posiłki dołączyły dopiero gdy wjechał
na szosę prowadzącą w stronę miasta.( Płock). Na małym rondzie On i dwa radiowozy jeździły w kółko z ślimaczą prędkością i zgłupiał do reszty gdy pojął ,że umożliwiają mu zjazd z ronda. Jak twierdzi syn, wypatrywał „innych ” ludzi by się przy nich zatrzymać . Przed wjazdem w teren zabudowany, w miejscu nieoświetlonym, jeden z radiowozów zajechał mu drogę i uciekający zatrzymał się. Był trzeźwy, nie był pod wpływem narkotyków i takowych nie posiadał. (protokoły policji gdzie dodano ,że pies domniemywał iż kiedyś mogły w aucie być narkotyki). Twierdził ,że nie zatrzymał się gdyż bał się gniewu żony no i utratę przyszłego prawka( nie był obeznany w przepisach).Zanim został wyciągnięty z Yarisa , skuty i poczęstowany gazem nie stosowł się do poleceń funkcjonariuszy. Nie chciał otworzyć drzwi. Obwiniony twierdzi ,że z nerw nie mógł trafić na blokadę bo wszystko się w nim trzęsło a panowie krzyczeli i tłukli w samochód , jeden z nich wybił ręką szybę i się pokaleczył. Gdyby dali mu parę sekund to by za chwilę otworzył. Z samochodu tylko frunął i został rzucony na ziemię, twierdzi ,że nogami nawet nie dotknął gruntu. Przycisnęli go kolanami i w tej sekundzie usłyszał pisk opon i huk oraz krzyki „ale p……..ł, pogotowie, dzwoń ! pogotowie!” Za chwilę było dużo radiowozów, pogotowie i jakiś przełożony po cywilnemu ,który zdrowo opieprzał funkcjonariuszy. Syn miał odczucie ,że przestano się nim interesować.
Potem była komenda i czynności proceduralne a następnego dnia dowiedział się ,że ;
– radiowóz wjechał w radiowóz przez niego gdyż walczył z policjantami,nie dał się skuć, wykazywał niezwykłą waleczność mimo drobnej postury i wyrwał się czterem policjantom robiąc skok na lewą stronę szosy i radiowóz który nadjechał nie chcąc go potrącić skręcił na lewo stronę szosy ( jechał prawą stroną, więc chyba tym bardziej by go potrącił) i ratując zdrowie a nawet życie obwinionego walnął w tył zaparkowanego po lewej stronie radiowozu.
Zbigi pisze:	4 kwietnia 2014 o 15:24	Z tego co wyżej przeczytałem, do całego polskiego systemu sądowego można zastosować zasadę Petera. Każdy awansuje do poziomu swojej niekompetencji. A że sądownictwo nie przewiduje szybkich ścieżek awansu, z czasem na wszystkich stołkach siedzą niekompetentni sędziowie.
Dzik pisze:	29 sierpnia 2013 o 01:52	„Skaże” nie „skarze” !
Sławek pisze:	27 sierpnia 2013 o 00:37	Postrzeganie wymiaru sprawiedliwości przez Czesława Rycerza jest podobne do mojego. Polska to młoda „demokracja”, brak w niej wykształconych dojrzałych mechanizmów samoobrony obywateli przed arogancją władzy wykonawczej. W związku z tym nie mamy też właściwie żadnych przepisów (procedur), umożliwiających obywatelom w łatwy i jasny sposób kontrolowanie działalności władz wykonawczych.
Konstytucyjna trójwładza w Polsce jest jedynie życzeniem, bowiem w moim odczuciu władza sądownicza jest u nas na usługach władzy wykonawczej (bardziej lub mniej lokalnej), a w wielu przypadkach sięga rynsztoku. Dodając do tego pisane na kolanie przepisy wykonawcze (niejasne, niekompletne) mamy smutny obraz rzeczywistości „konstytucyjnego obywatela”.
Sami jesteśmy sobie winni. Boimy się przeciwstawiać i dociekać, nie znamy przepisów, stale jeszcze usiłujemy „dogadać się” z funkcjonariuszami. W obawie przed bardziej dolegliwą karą i dalej idącymi sankcjami poddajemy się tak zwanemu „samoukaraniu”, pozostając w pokorze wobec poczynań różnej maści funkcjonariuszy (nie tylko drogowych).
Nie można liczyć na to, że władza wykonawcza (tudzież sądownicza) będzie sama na siebie kręciła bacika. Szeregowi obywatele nie mają żadnego wpływu na poczynania władz wykonawczych, co więc robić?
Prowadzić zmasowaną „wojnę psychologiczną”. Rozmawiać z funkcjonariuszami (tudzież sądami), zadawać im trudne pytania, wypowiadać własne tezy, wobec ich arogancji wyrażać dezaprobatę i brak szacunku dla ich pracy. Nie próbować „dogadywać się” z nimi.
Sądzę, że powoli tak właśnie się dzieje. Świadczą o tym coraz liczniej chyba pojawiające się rozstrzygnięcia sądów na korzyść obywateli, a nie funkcjonariuszy. W jednym z takich miałem okazję uczestniczyć. Tylko i wyłącznie dzięki własnej determinacji wygrałem z funkcjonariuszami.
Sąd pierwszej instancji bez badania sprawy wydał przeciwko mnie „automatyczny” wyrok nakazowy. Dopiero po moim sprzeciwie i na normalnej rozprawie ten sam (!) sąd uznał, że oskarżenie złożone przez funkcjonariuszy było bezpodstawne. Zapłacił niestety skarb państwa, czyli i ja. Dlatego ten uniewinniający wyrok nie do końca mnie cieszy.
sfotografowany pisze:	27 czerwca 2013 o 09:08	Zastanawia mnie dlaczego wniosek do TK w sprawie niekonstytucyjności art. 96 par. 3 kw wpłynął dopiero w 2013 roku? Przecież niekonstytucyjność tego przepisu rzuca się w oczy jak samotny bilboard przy drodze. Przy obecnym poziomie możliwych do zastosowania technologii, abstrahując od celowości instalowania kolejnych urządzeń, można stworzyć takie urządzenie, które ujawniając popełnione wykroczenia umożliwiałoby bezsprzeczne stwierdzenie tożsamości osoby kierującego. Obecnie praktyka organów wskazuje jako cel ich działań łupienie kierowców, a jeśli się nie da to właścicieli pojazdów. Nie ma to nic wspólnego z utrzymywaniem i dbaniem o bezpieczeństwo w ruchu pojazdów. Pokusiłbym się nawet o stwierdzenie, iż organy żądając wskazania w trybie art. 96 par.3 kw kreują sytuację przestępczą w bardzo wielu przypadkach gdy właściciel nie pamięta, a ma do tego prawo, kto prowadził pojazd w chwili popełnienia wykroczenia bo minęło od tej chwili sporo czasu.
jaaneq pisze:	29 stycznia 2013 o 22:09	Art. 129 h ust. 5 ustawy – Prawo o ruchu drogowym stanowi: „Minister właściwy do spraw transportu, mając na względzie przyczyny i lokalizację wypadków drogowych, przeciwdziałanie tym wypadkom oraz wdrażanie kierujących pojazdami do przestrzegania przepisów ruchu drogowego, określi w drodze rozporządzenia:” Projekt rozporządzenia, jak i obecnie obowiązujące w $ 3 ust. 1 pkt. 1 przewiduje „Lokalizację stacjonarnego urządzenia rejestrującego określa się, uwzględniając analizę stanu bezpieczeństwa ruchu drogowego …”. Urządzenia te obsługuje Inspektorat Transportu Drogowego będący organem centralnym. W rozporządzeniu w rozdziale 5 określa „Szczegółowe warunki wykonywania przez strażników gminnych (miejskich) czynności z zakresu kontroli ruchu drogowego z użyciem urządzeń rejestrujących”. W tymże rozdziale nie nakłada się obowiązku ustawiania urządzeń rejestrujących w miejscach, gdzie stan bezpieczeństwa jest zagrożony, bo nie po to gminy kupiły radary. Celem jest realizacja założeń budżetowych. A przecież przytoczony na wstępie przepis nakazuje „… mając na względzie przyczyny i lokalizację wypadków…” Straże gminne (miejskie) są obok tych obowiązków. Po co więc tumanić ludzi, że chodzi o stan bezpieczeństwa w ruchu drogowym. Art. 129 ust. 1 ustawy – Prawo o ruchu drogowym stanowi: „Czuwanie nad bezpieczeństwem i porządkiem ruchu na drogach, kierowanie i jego kontrolowanie należą do Policji.” Policję odciążono od niektórych obowiązków. Policja nadal będzie kontrolować prędkość „suszarkami”, ITD obsłuży radary stacjonarne, a straż gminna przenośnymi urządzeniami rejestrującymi. Jest to rozmywanie odpowiedzialności. Na ITD ustawa nakłada jakieś tam obowiązki, które nie są nałożone na straż miejską (gminną). Np. art. 129 g ust. 4 nakłada na ministra obowiązek określenia obiegu wytworzonych dokumentów ITD. Nie ma uprawnienia, aby uregulować te kwestie w strażach. Te sprawy w strażach ureguluje niewątpliwie wójt lub burmistrz. Nie są doprecyzowane i brak delegacji ustawowej do uregulowania na jakiej podstawie komendant powiatowy (miejski) Policji wyda upoważnienia do wykonywania kontroli ruchu drogowego strażnikom (art. 129 e ust.1). Jakie są kryteria uzgodnień czasu i miejsca, gdzie mogą być ustawiane urządzenia rejestrujące (art. 129 b ust. 4) ? Art. 129 h ust. 5 ustawy – Prawo o ruchu drogowym stanowi: „Minister właściwy do spraw transportu, mając na względzie przyczyny i lokalizację wypadków drogowych, przeciwdziałanie tym wypadkom oraz wdrażanie kierujących pojazdami do przestrzegania przepisów ruchu drogowego, określi w drodze rozporządzenia:” Projekt rozporządzenia, jak i obecnie obowiązujące w $ 3 ust. 1 pkt. 1 przewiduje „Lokalizację stacjonarnego urządzenia rejestrującego określa się, uwzględniając analizę stanu bezpieczeństwa ruchu drogowego …”. Urządzenia te obsługuje Inspektorat Transportu Drogowego będący organem centralnym. W rozporządzeniu w rozdziale 5 określa „Szczegółowe warunki wykonywania przez strażników gminnych (miejskich) czynności z zakresu kontroli ruchu drogowego z użyciem urządzeń rejestrujących” W tymże rozdziale nie nakłada się obowiązku ustawiania urządzeń rejestrujących w miejscach, gdzie stan bezpieczeństwa jest zagrożony, bo nie po to gminy kupiły radary. Celem jest realizacja założeń budżetowych. A przecież przytoczony na wstępie przepis nakazuje „… mając na względzie przyczyny i lokalizację wypadków…” Straże gminne (miejskie) są obok tych obowiązków. Po co więc tumanić ludzi, że chodzi o stan bezpieczeństwa w ruchu drogowym. Art. 129 ust. 1 ustawy – Prawo o ruchu drogowym stanowi: „Czuwanie nad bezpieczeństwem i porządkiem ruchu na drogach, kierowanie i jego kontrolowanie należą do Policji.” Policję odciążono od niektórych obowiązków. Policja nadal będzie kontrolować prędkość „suszarkami”, ITD obsłuży radary stacjonarne, a straż gminna przenośnymi urządzeniami rejestrującymi. Jest to rozmywanie odpowiedzialności. Na ITD ustawa nakłada jakieś tam obowiązki, które nie są nałożone na straż miejską (gminną). Np. art. 129 g ust. 4 nakłada na ministra obowiązek określenia obiegu wytworzonych dokumentów ITD. Nie ma uprawnienia, aby uregulować te kwestie w strażach. Te sprawy w strażach ureguluje niewątpliwie wójt lub burmistrz. Nie są doprecyzowane i brak delegacji ustawowej do uregulowania na jakiej podstawie komendant powiatowy (miejski) Policji wyda upoważnienia do wykonywania kontroli ruchu drogowego strażnikom (art. 129 e ust.1). Jakie są kryteria uzgodnień czasu i miejsca, gdzie mogą być ustawiane urządzenia rejestrujące (art. 129 b ust. 4) ? Wygląda na to jakby do gotowej ustawy dorzucono straże a wcześniejszych zapisów nie zsynchronizowano.
Tadeusz Socha pisze:	29 listopada 2012 o 18:15	Dziękuję za bardzo dobry artykuł. Sam właśnie jestem po dwóch rozprawach w których
nie udało mi się udowodnić swojej niewinności. Wszystko co Pan napisał o sędziach i sądach się potwierdza. Spychologia, uprzedzenia, brak domniemania niewinności i chęci objektywnego wyjaśnienia sprawy. Mogę założyć apelację ale mandat wyniósł 200 zł , po odwołaniu już koszta wzrosły do 430 a adwokat za apelację weźmie jeszcze z 500 .
Nie wiem co robić ztym ” sprawiedliwym sądem”
Najnowsze wpisy	Parking, czy strefa płatnego parkowania? – jak odróżnić?
Najnowsze komentarzeKrzysiek o Władza tworzy prawo dla nas, bez nas. To się musi zmienić!Nielot o Sąd odmówił Policji wszczęcia postępowania przeciwko kierowcy! Pierwsza jaskółka?R2D2 o Sąd odmówił Policji wszczęcia postępowania przeciwko kierowcy! Pierwsza jaskółka?Jagoda o Kto osądzi sędziego?Gwajer o Sąd odmówił Policji wszczęcia postępowania przeciwko kierowcy! Pierwsza jaskółka?Archiwa	Maj 2017