Source: http://feministka.org/jak-z-platka-art-18-konstytucji-rp/
Timestamp: 2017-12-14 00:17:40+00:00
Document Index: 111060796

Matched Legal Cases: ['Art. 18', 'Art. 18', 'art. 18', 'art. 18', 'art. 18', 'art. 18', 'Art. 18', 'art. 18', 'art. 18', 'art. 18', 'art. 18', 'art. 18', 'art. 18', 'art. 32', 'art. 18', 'art. 18', 'art. 18', 'art. 18', 'Art. 18', 'Art. 18', 'Art.18', 'Art 18', 'art. 18', 'art. 18', 'art. 18', 'art. 18', 'art. 32', 'art. 32', 'art. 18', 'art. 691', 'art. 691', 'art. 691', 'art. 691', 'art. 133', 'art. 18', 'art.2', 'art. 32', 'art. 18', 'art. 18', 'art. 18', 'Art. 4', 'art. 18', 'art. 18', 'art. 133', 'art. 28', 'art. 18', 'art.32', 'art18', 'art. 32', 'art. 32']

Feministka » Jak z Płatka: Art. 18 Konstytucji RP
« Najskuteczniejsza i najbezpieczniejsza nowa metoda anytkoncepcyjna jest dla mężczyzn!
Jak z Płatka: Pod koniec stycznia »
Jak z Płatka: Art. 18 Konstytucji RP
Dawno, choć znów nie tak dawno temu uczył Lech Falandysz posłanki i posłów Konstytucję RP, czytać ze zrozumieniem. Szło opornie, ale w końcu wyszło. Minęło parę lat, nauka poszła w las, a posłanki i posłowie na skróty. I jest tak, jakby przecinek rozrósł się w mentalny rów nie do przeskoczenia. Przechodzą przez pierwsze sześć słów, a potem nagle zaczopowani, ani kroku dalej, jakby tam nie było nic więcej. A jest i uwzględnia związki partnerskie i rodzicielstwo, które może, ale nie musi mieć związek ze związkiem małżeńskim.
W Sejmie i przestrzeni publicznej buczy i rzęzi jak zużyta płyta. Jest wyszeptane, wykrzyczane, z zachrypniętego gardła wyplute i wciąż na skróty, o tym, że: „art. 18 mówi, że małżeństwo jako związek kobiety i mężczyzny i tylko on jest pod ochroną i opieką RP. I tylko taki jest możliwy, bo inne są jałowe, bezużyteczne bo nienastawione na prokreację”.
Te Panie nie są niekonstytucyjne…
Photo by UrbanLightStudios’ photostream @flickr
Z trudem tego słucham, ale czekam, czekam, już nawet mową ciała podpowiadam, że no dalej – przeczytajcie ten artykuł Konstytucji do końca…a tu nic, mur, pas graniczny, rów mentalny nie do przebycia. Tak jakby art. 18 Konstytucji RP rzeczywiście ograniczał się do jednej z definicji małżeństwa, a przecież tak nie jest! Co więcej, to się udziela i ludzie, a niektórzy nawet na facebooku, jak grypą, zaczynają zarażać się zaciukaniem na tekście art. 18 Konstytucji RP do przecinka i ani litery dalej.
Na szczęście tę epidemię jest prosto powstrzymać. Wystarczy zacytować całość art. 18 Konstytucji RP. Spróbujmy.
Art. 18 Konstytucji RP:
Małżeństwo jako związek kobiety i mężczyzny, rodzina, macierzyństwo i rodzicielstwo znajdują się pod ochroną i opieką Rzeczpospolitej Polskiej.
Proszę zwrócić uwagę – jest w tym artykule mowa oddzielnie o małżeństwie, oddzielnie o rodzinie, i oddzielnie o macierzyństwie i rodzicielstwie. A więc nie ma tu ograniczenia do małżeństwa, a rodzenie dzieci ujęte jest w oddzielnej kategorii macierzyństwa, w oderwaniu od małżeństwa za to razem z rodzicielstwem. Nie jest więc tak, że dziecko przypisane jest do matki – są rodzice; co więcej ich płeć wcale nie jest ustalona, za to w tym rodzicielstwie, rodzice są oboje. Nie jest więc tak, że rodzic zajmuje się polityką zrzucając wychowanie dzieci na matkę. Konstytucja rozumie, że do wychowania dziecka potrzeba co najmniej dwoje rodziców, bez względu na płeć i bez względu na orientację seksualną. O dzieciach nie było nic w odrzuconych projektach Ustaw o związkach partnerskich, ale jest w Konstytucji, i w dodatku w tym samym art. 18!
Po kolei więc. Konstytucja stanowi, że małżeństwo jako związek kobiety i mężczyzny, znajduje się pod ochroną i opieką Konstytucji RP. Nie wynika z tego, że nie jest możliwe małżeństwo jako związek kobiety z kobietą, czy małżeństwo jako związek mężczyzny z mężczyzną. Tyle, że wówczas to, co nazywa się małżeństwem w przypadku par jednopłciowych nie byłoby pod opieką i ochroną RP. To oznaczałoby konstytucyjne uznanie dla praktyk dyskryminujących. I rzeczywiście w Argentynie, Belgii, Islandii, w Kanadzie, Holandii, Danii, Norwegii, Szwecji, Portugalii, Hiszpanii tak właśnie uznano i wprowadzono małżeństwa także dla par jednopłciowych. Nasz ustrojodawca tymczasem tak napisał Konstytucję, aby małżeństwa par jednopłciowych wykluczyć. Małżeństwa, ale nie cywilnoprawne związki partnerskie, bo takie rozwiązanie byłoby dyskryminujące.
Ustrojodawca może dla pewnych sytuacji przewidzieć formę i nazwę szczególną. Musi jednak przy tym zachować związek rozsądnej proporcjonalności między celami do których dąży, a zastosowanymi środkami. Nie może dyskryminować osób w życiu politycznym, społecznym lub gospodarczym z jakiejkolwiek przyczyny. Życie prywatne jest polityczne, życie prywatne ma związek z gospodarką i jest elementem życia społecznego. Miłość, wsparcie, więź, wzajemna troska wpływa na jakość życia społecznego. Kalectwo emocjonalne tych, których związki z wyboru lub z konieczności pozamałżeńskie dziwią nie jest dobrym argumentem za tolerowaniem pogardy i dyskryminacji ludzi. Zakaz dyskryminacji obowiązuje z jakiejkolwiek przyczyny, a więc także ze względu na orientację płciową czy transseksualizm i dotyczy także, zgodnie z art. 18 Konstytucji RP, prawa do rodziny.
Nie jest związek par jednopłciowych uznawany za małżeństwo, ale to nie wyklucza związków partnerskich. Ten sam bowiem art. 18 Konstytucji RP, stanowi, po przecinku, gdy kończy z małżeństwem, o ochronie i opiece, którą objęta jest rodzina. I tu właśnie, w samym tekście Konstytucji, w art. 18 jest miejsce na związki partnerskie.
A gdyby ustrojodawca przewidywał i godził się w art. 18 Konstytucji RP na dyskryminację osób ze względu na ich orientację seksualną? Wówczas cały art. 18 Konstytucji stałby się niekonstytucyjny, bo sprzeczny z art. 32 Konstytucji RP, który zakazuje dyskryminacji z jakiejkolwiek przyczyny.
Ludzie stają się rodziną przez związek w jaki ze sobą wchodzą. Gdyby ustrojodawca chciał postawić znak równości między rodziną i małżeństwem, nie dopisywałby po przecinku rodziny, bo to nie miałoby sensu.
Przeciwnicy związków partnerskich mówią, że zagrażają one rodzinie. Nie może jednak, zagrażać rodzinie to, co ją konstytuuje i tworzy. Rodzina jest pojęciem szerszym od małżeństwa. Obejmuje zarówno związki partnerskie, jak i związki małżeńskie.
Przeciwnicy związków partnerskich twierdzą, że te są zbyteczne bo heteryki, geje, lesbijki mają już wszystko to, co mają małżonkowie. Skoro tak, i pomijając „drobiazg”, że pary heteroseksualne mogą wstąpić w związek małżeński, czego odmawia się parom lesbijskim i homoseksualnym, to skoro wszystko już mają, to najwyższy czas to uporządkować w jednej ustawie. I skoro tak, to argument, że związki tego typu niszczą małżeństwo jest oczywiście fałszywy.
Definicji „rodziny” nie podaje ani Konstytucja, ani nawet kodeks rodzinny. Robi to natomiast np. Ustawa o pomocy społecznej i tam oczywiście pojęcie rodziny obejmuje także związki jednopłciowe.
Gdyby ktoś miał z tym problemy to przypominam, że Europejski Trybunał Praw Człowieka w sprawie Kozak przeciwko Polsce, a ostatnio i Sąd Najwyższy jednoznacznie potwierdzili, że osoby najbliższe to osoby pozostające razem we wspólnym pożyciu jak małżonkowie, bez względu na ich płeć i orientację seksualną oraz, że dotyczy to zarówno par heteroseksualnych jak i lesbijskich i homoseksualnych.
Oddzielnie także i jeszcze dalej po przecinku, identyczną opieką i ochroną objęte jest macierzyństwo i rodzicielstwo.
I znów, gdyby Ustrojodawca chciał postawić znak równości między małżeństwem, rodzicielstwem i macierzyństwem nie pisałby po przecinku o opiece i ochronie jaką objęte jest rodzicielstwo i macierzyństwo. Ustrojodawca wiedział, że dzieci rodzą się w różnych okolicznościach zarówno osobom hetero jak i homoseksualnym. Nie ograniczał małżeństwa do prokreacji, ani nie czynił różnicy w sytuacji prawnej dzieci zrodzonych w takim lub innym związku lub bez związku. Nakazał właśnie w art. 18 Konstytucji RP takie uregulowanie sytuacji par bez względu na płeć, by nie były w stworzonej rodzinie, w macierzyństwie i rodzicielstwie dyskryminowane.
Tak więc nie przez przypadek art. 18 Konstytucji czytany jest w naderwanej, wyrwanej i nadszarpniętej mocno wersji. Nie przez przypadek tekst art. 18 Konstytucji się cenzuruje i przekręca ucinając to wszystko co ujawnia próbę przyklepania dyskryminacji pod tytułem, że zmusza nas do tego Konstytucja. Dodatkowo te same osoby czyniąc zamach na jedno z podstawowych praw człowieka, prawo do założenia rodziny starają się przeflancować to nazywając zamach na podstawowe prawo człowieka – światopoglądem i wycinają z przemówień i oświadczeń pełen tekst art. 18 Konstytucji. Tyle, że to na odległość cuchnie manipulacją i nic nie pomoże, ani podpieranie się tradycją, ani kościołem, by widzieć, że to nie Konstytucja RP stoi na przeszkodzie ustawom o związkach partnerskich.
Tagi: konstytucja, związki partnerskie
Opublikowano Tuesday, January 29th, 2013 at 07:21	Kategoria LGBTQ, Polityka, Prawo, Związki. Możesz śldzić reakcje na ten post przez RSS 2.0 feed. Możesz zostawić komentarz, albo trackback ze swojej strony.
34 Responses to “Jak z Płatka: Art. 18 Konstytucji RP”
29/01/2013 at 10:29
Gdy prawnik – a więc ekspert – dokonuje wykładni Konstytucji, zawsze warto poczytać. Nadal jednak nurtują mnie pewne kwestie. Jeśli można – prosiłbym o wyjaśnienie.
Na czym polegają, pani zdaniem, “opieka i ochrona”, którą Rzeczpospolita roztacza nad:
– małżeństwem;
– rodziną;
– macierzyństwem;
– rodzicielstwem?
Na czym polegałaby one, gdyby któraś z odrzuconych w ubiegłym tygodniu ustaw stała się obowiązującym prawem?
czy jezeli odniose sie do powyższej wypowiedzi Pani Płatek z wszelkimi zasadmi kultury to zostanie to opublikowane ? bo nie wiem czy zabierać się za prace ?
Jak wcześniej pisałam, nie będziemy publikować żadnych seksistowskich, rasistowskich bądź homofobicznych wypowiedzi nawet jeśli nie są wulgarne (jest w Polsce mnóstwo miejsca na takie wypowiedzi – niestety włącznie z parlamentem – na feministce.org nie będziemy im stwarzać dodatkowej platformy). Ale zapraszamy do dyskusji o prawie czy konstytucji! Zaznaczam BEZ jakiegokolwiek obrażanie ze względu na orientację seksualną bądź inne czynnik.
Wszystko brzmi logicznie, ale zarzucajac innym niedoczytanie zdania po przecinku czy tez niewystarczajaca wiedze troche dziwi mnie zdanie “…że dotyczy to zarówno par heteroseksualnych jak i lesbijskich i homoseksualnych.”
O ile sie nie myle to zwiazki lesbijskie sa podzbiorem zwiazkow homoseksualnych – czy moze p. Platek znalazla inna definicje?
To zdanie dziwi bo swiadczy o pewnej niedbalosci autorki, ktora ona sama w koncu – zreszta slusznie – zarzuca innym.
Wg. mnie wszystkie emocje wynikaja … z dopowiadania skutkow i dalszego rozwoju sytuacji i to w kolorycie li tylko seksualnosci i zboczen. A to swiadczy raczej o niezbyt zdrowych emocjach i dosc wybujalej, zeby nie powiedziec skrzywionej, wyobrazni najglosniejszych przeciwnikow przeciwnikow. Ale coz – Polska to taki kraj-mieszanka wedlowska, w jednym papierku zascianek w innym zrywy i poswiecenie.
Bardzo dobry tekst, uczący czytania ze zrozumieniem. Warto byłoby jednak – skoro przecinek odgrywa w artykule tak ważną rolę – poprawić interpunkcję, bo niektóre zdania ze względu na niewłaściwie wstawione przecinki, trzeba czytać kilkakrotnie. Pozdrawiam!
Zastanawiam się, czy ten, kto pisał konstytucję w ogóle się zastanawiał pisząc wspomniane artykuły nad problemem, o którym mowa…
Dyskusja o związkach partnerskich była żałosna w ustach niektórych posłów. Konstytucją zawsze fajnie jest sobie buzię podetrzeć, żeby swoje dziwne poglądy jakoś ubrać w ramy prawne. Szkoda tylko, że ta konstytucja jest łamana w sprawach, w których rywalizuje ze sobą interes państwa i dobro człowieka…
Nie jestem entuzjastą związków partnerskich. Nie wiem, po co miałaby istnieć jakaś alternatywa między konkubinatem a małżeństwem (dla par hetero). Rejestrowany konkubinat? Brzmi to trochę, jak ‘trochę zajść w ciążę’. Dla par homo – na podstawowe ich argumenty można powiedzieć, że sprawy spadku można załatwić u notariusza, a w szpitalu przedstawić pełnomocnictwo.
Pani Profesor, Lech Falandysz uczył posłanki i posłów czytać i rozumieć Konstytucję. Czas żeby wrócili do nauki, bo jak tak dalej będzie połowa Polski opustoszeje, ludzie wyjadą powodowani strachem przed własnym rządem i parlamentem.
29/01/2013 at 17:43
“Małżeństwo jako związek kobiety i mężczyzny, rodzina, macierzyństwo i rodzicielstwo znajdują się pod ochroną i opieką Rzeczpospolitej Polskiej.”
Zgoda, malżeństwo to tylko jeden element wymieniony przez Konstytucje który podlega ochronie ale nie wiem juz, czy Konstytucja “rozumie, że do wychowania dziecka potrzeba co najmniej dwoje rodziców, bez względu na płeć i bez względu na orientację seksualną” nie wiem gdzie Pani to wyczytała a odbiegając troche wspomnę, że przecież ( z tego co sie orientuje) jest mozliwa adopcja przez osoby samotne (jeden rodzic, czyzby niezgodnie z Konstytucją?), nie komentując juz zw.jednoplciowych (gdzie ?). Tak jak już kiedyś pisalem problem się pojawia bo nie ma definicji rodziny (do tego wróce), macieżyństwa i rodzicielstwa i powstaje pole do popisu jezeli chodzi o interpretacje, bo dla mnie rodzina to moze byc tak jak potocznie sie ją rozumie, czyli spokrewnieni/ ew. spowinowaceni i przez pryzmat konstytucji byloby to szczególne poszanowanie i ochrona tych więzów rodzinnych… taki przykład pluralizmu interpretacji/
“Nasz ustrojodawca tymczasem tak napisał Konstytucję, aby małżeństwa par jednopłciowych wykluczyć. Małżeństwa, ale nie cywilnoprawne związki partnerskie, bo takie rozwiązanie byłoby dyskryminujące.”
I właśnie o to chodzi, niejako trzeba zrozumiec co ustawodawca miał na myśli, bo jak Pani sama zauważa wyglada na to że umyślnie jest powiedziane że związek kobiety i mężczyzny jest pod ochroną, domysłem jest że każdy inny nie jest, choć wydawaloby się że może istnieć prawnie, przynajmniej w teorii. Tu rozwinę myśl bo pisząc o istnieniu tylko w teorii nie mialem na mysli tego ze ktos bedzie dyskryminowany (wróce do tego później), ale dlatego że jak dzisiaj nietrudno zauważyć każde inne prawnie legalne związki są zagrożeniem dla małżeństwa, bądź mogą nim być i jest to wielce prawdopodobne. I moim zdaniem w tym tkwi cały problem (o czym m juz pisałem kiedyś na Waszym portalu). Ochronę rozumiem m.in. jako niedopuszczenie do wszelkich działan (w tym prawnych) mających negatywny wpływ na dobro chronione, w tym wypadku zagrożeniem jest inny związek który klonuje przywileje pierwotnego, chronionego a do tego przyciąga “luźniejszym połączeniem”, i wiele wskazuje na to ze bylby jego substytutem teraz lub w przyszlosci. Ustawodawca wg mnie zdawal sobie sprawe ze to wlasnie forma malzenstwa, do tego w okreslonej formie, z określonymi prawami i obowiązkami jest idealnym wzorcem, który trzeba powielac i zachować stąd takie a nie inne sformuowanie. Wrócę teraz do dysryminacji. Gdybym patrzył na świat tak jak Pani (bo mam pewną wizję tego jak Pani patrzy, choć mogę się mylić) nie miałbym wątpliwosci że Art. 18 jest przejwaem dyskryminacji. Patrząc jednak własnymi oczami na ten artykuł widzę że choć homoseksualisci wyraznie są w jakis sposób ograniczani to mam wątpliwości co do stwiedzenia że to dyskryminacja ze względu na orientacje czy tylko inne traktowanie ze względu na inną sytuację. Pozostawiam tu maly znak zapytania.
Co do rodziny. Pisze Pani że związki partnerskie to przejaw ochrony i opieki nad rodziną opierając się na definicji rodziny z Ustawy o pomocy społecznej. Nie jestem prawnikiem i nie znam sie na tym bardzo ale próbując “ogarnąć” to zdrowym rozsądkiem to nasuwa mi się jedno: definicja ta była tworzona na potrzeby wlasnie tej ustawy i moze nie odpowiadac mysli ustawodawcy z Art.18, a tylko zdrowo rozsądkowe podejscie do czytania prawa wydaje mi się poprawne.
Gdyby mimo wszystko przyjąć że na sposób związków partnerskich chcemy pomóc jakimś rodzinom to wg tego co wczesniej napisalem jest to niezgodne z Konstytucją i trzeba szukać innego sposobu pomocy, nie mam nic przeciwko do wszelkich dzialan niosących pomoc rodzinom jezeli są one zgodne z Konstytucją, poza tym że moim zdaniem nalezałoby wprowadzic jakies jasne definicje które czynilyby Art 18 przyjemnym do interpretacji i zgodnych z pierwotnym zamyslem.
Poza tym mogę dodać swoją opinię że takie prawa jak do informacji od lekarza czy reprezentowanie w urzędach itd. mozna chyba załatwic na zasadzie pełnomocnictwa/upoważnienia, jezeli nie to prosze o rozwianie moich wątpliwości. Co do spadków uważam że każde inne związki jak malzenstwo powinny placic podatek.
Pzdr i mam nadzieje ze nie ma w mojej wypowiedzi nic “strasznego” bo nie jestem tego świadomy (nigdy), a Wasza wrażliwość na tym punkcie pare razy mnie w jakis sposób zranila. Ale ok… zobaczymy
29/01/2013 at 17:48
i przepraszam za błędy językowe, bo czasami ciezko sie to czyta…
29/01/2013 at 21:45
Panie Jarosławie, może i dałoby radę (teoretycznie) rozwiązać pewne kwestie na zasadzie pełnomocnictwa, ale w praktyce nie jest to niestety takie łatwe. Musiałyby takie osoby składać sobie nawzajem notarialne upoważnienia do różnego rodzaju czynności i potem liczyć na dobrą wolę osób trzecich. Mnie na przykład w szpitalu odmówiono informacji o stanie zdrowia mojej partnerki pomimo faktu, iż posiadałem takie pełnomocnictwo i to poświadczone notarialnie. Nie bo nie – usłyszałem. Więc nie jest to do końca tak, jak by się to wydawało. Z dziedziczeniem jest jeszcze gorzej, bo rodziny zwykły podważać testamenty – wiadomo, kasa jest kasa. Sprawy ciągną się latami i co najbardziej żenujące, najczęściej ci uczciwi są poszkodowani.
Do Pana Eda; dlaczego i na jakiej podstawie wpada Pan na pomysł, że związki lesbijskie są podzbiorem związków homoseksualnych? To dopiero byłoby dziwadło.Sa proszę pana związki lesbijskie i sa homoseksualne i pewnie sporo innych w tym hetero i bi seksualnych i żadne nie są podzwiązkami pozostałych.
Tępa says:
01/02/2013 at 18:07
Tekst o wadze przecinka bardzo mi sie podobał, choć z logiką i precyzją w tekstach prawniczych różnie bywa. Kiedyś z pewnym sędzią nawiasy w zdaniu jednego z artykułów KK wstawialiśmy, żeby intencje prawodawcy zrozumieć. Niestety, na dwa sposoby dało się to zrobić.
Wywodów teoriomnogościowych Pani Profesor nie zrozumiałam. Czy związek dwóch lesbijek nie jest związkiem homoseksualnym? Czy homoseksualny nie oznacza płciowo jednorodny?
Co za nowy sposób interpretacji prawa. Tak nie można interpretować prawa . To jest zbrodnia na prawie
29/01/2013 at 21:40
Witam. W konstytucji nie jest ściśle wyjaśnione pojęcie rodziny. Z pomocą przychodzi nam:
• rodzinka”
29/01/2013 at 22:10
Widzę, że nie doczekam się odpowiedzi. Trudno, będę musiał znaleźć je gdzie indziej. Niezłym źródłem wydaje się opinia Biura Studiów i Analiz SN, którą znaleźć można tutaj:
http://orka.sejm.gov.pl/Druki7ka.nsf/0/313EBB097F909446C1257AA8004A5EF0/%24File/825-001.pdf
1. Instytucjonalizacja heteroseksualnego konkubinatu jest niedopuszczalna w związku z brzmieniem art. 18 Konstytucji.
2. [Co do związków tej samej płci] wykluczona jest regulacja analogiczna lub bardzo zbliżona do unormowań dotyczących heteroseksualnego małżeństwa bez uprzedniej zmiany art. 18 Konstytucji RP.
3. Nie jest wykluczona dopuszczalność ustawowych unormowań określonych aspektów pozostawania w takim związku, ale wydaje się, że ustawa nie może kreować nowego “stanu cywilnego”.
I jeszcze jedna, “specjalnie” dla autorki wpisu. Napisała Pani, że gdyby ustrojodawca przewidywał i godził się w art. 18 Konstytucji RP na dyskryminację osób ze względu na ich orientację seksualną, cały art. 18 Konstytucji stałby się niekonstytucyjny (sic!), bo sprzeczny z art. 32 Konstytucji RP.
BSiA SN twierdzi na to: “Konstytucyjne znaczenie małżeństwa dla istnienia rodziny uzasadnia szczególne unormowanie o charakterze protekcyjnym i promocyjnym w systemie prawa. Nie mogą być one kwestionowane z powołaniem na inne normy konstytucji, w szczególności art. 32″.
kuszelas says:
27/02/2013 at 20:18
– opinia, którą Pan przytoczył jest obarczona poważnym błędem formalnym: nie jest opinią SN, tylko sędziego Dąbrowskiego (który akurat ma takie przekonania, jakie ma),
– gdyby trochę poszukać, to można znaleźć jeszcze inną ekspertyzę (wykonaną na zlecenie Sejmu), wykonaną przez prof. Dudka z KUL, lecz merytorycznie jest ona praktycznie taka sama (co wynika z faktu lokowania się obu panów po tej samej stronie spektrum polityczno-konfesyjnego, a nie z faktu istnienia jedynej dopuszczalnej interpretacji postanowień Konstytucji)
29/01/2013 at 23:28
Do Pana Pawła i Pana Jarosława. Panowie, jestem w drodze, w pracy, w zaległościach, egzaminach i to jest przyczyna dla której brak jest wpisu, z odpowiedzią i reakcją, a nie niechęć do odpowiadania na pytania. Pan Paweł zadaje, ot tak sobie, pytanie na podręcznik. Nie jest łatwo odpowiedziec na Pana pytanie. Dam jeden przykład. Brak przedszkoli i miejsc w żłobkach w stosunku do ilości pracujących rodziców sprawia, że wielu parom nie opłaca sie żenić, bo jako samotnie wychowujący dziecko mają pierwszeństwo do miejsca w żłobku i przedszkolu. Opieka państwa nad małżeństwem polegać powinna nie tylko na ewentualnych ulgach przy nabywaniu pierwszego mieszkania, ale i nad rozwiązaniami, które chociażby nie powstrzymują ludzi przed wiązaniem się w związki administracyjnie odnotowane. I wie Pan Panie Pawle, to pewnie zależy też od naszej pomysłowości – od tego jak Pan sobie to wyobraża. Może więc Pan sam też spróbować odpowiedzieć. Przy czym za każdym razem dobrze jest do wyobraźni dodać argumenty.
Chociaż, już to parę razy zaznaczałam – przestrzeń przeznaczona do dyskusji jest Państwa i nie powinnam się zasadniczo wtrącać.
Do Pana Jarosława, dwie uwagi.
1. Zwrócił mi Pan uwagę, że nie jest tak, że rodzicielstwo zawsze wymaga dwojga rodziców. To prawda. Mnie chodziło o podkreślenie znaczenia równoważnosci obu rodziców, ale dobrze jest podkreślic i to, że matki lub ojcowie wychowujący dzieci oddzielnie, samodzielnie, bez udzialu drugiego rodzica to nie patologia – to rodzina. Różne są powody pojedynczości i zawsze mamy tu do czynienia z rodzicielstwem, rodzina i brakiem podstaw do kwestionowania tego. I oczywiście orzecznictwo ETPCz wyraźnie podkresla, że człowiek który ma prawo do adopcji indywidualnej, ma do tego prawo, niezależnie od swojej orientacji seksualnej.
2. W sprawie związków partnerskich. Wie Pan, mija czas. w X wieku zobowiązania i sztywne reguły tworzenia związków i wymóg zawierania go miał charakter państwowotwórczy i jeszcze kiedyś o tym napiszę. Dziś trzeba się zatrzymać, zastanowić i przyznać, że nie ma dobrych powodów odmawiania ludziom prawa do tworzenia związków i rodzin z tej racji, że nie sa heteroseksualni lub jako heteroseksualni nie żyją w związku zarejestrowanym jako małżeństwo. Może jeszcze 100 lat temu i 50 lat temu i nawet 10 lat temu nie było to oczywiste, ale dziś już jest; to bez sensu, niesolidarnie, wrednie, antypaństwowo, nieprzyzwoicie, głupio, szkodliwie różnicować sytuację ludzi ze względu na orientację seksualną. Podobnie z parami, które nie chcą wstępować w administracyjnie określony stan zwany małżęństwem. Niemało jest mężczyzn i kobiet, którzy żyją razem szczęsliwie latami, ale słowo ślub ich odstrasza. Jeśli chodzi o osoby o innej niż heteroseksualna orientacja płciowa to dyskryminowania ich zabraniaja ustawy krajowe i międzynarodowe, zabrania tego rozsądek i przyzwoitość. To przecież głupie, by sądzić, że jest sie lepszym bo heteroseksualnym! Niech Pan to przeczyta i przyzna, że trudno się nie roześmiać. Wytłumaczę, obiecuję, co to nam załatwia to napuszone poczucie wyższości z faktu, że jest się heterykiemi skąd się bierze. Wstępnie proponuję spróbować rozważyć tezę, że homofobia i mizoginizm mają sporo ze sobą wspólnego, podobnie jak homofobia, seksim oraz konserwatywny patriarchalizm.Dobranoc Panowie.
02/02/2013 at 01:20
“trzeba się zatrzymać, zastanowić i przyznać, że nie ma dobrych powodów odmawiania ludziom prawa do tworzenia związków i rodzin z tej racji że jako heteroseksualni nie żyją w związku zarejestrowanym jako małżeństwo.”
a gdyby się tak zastanowić jakie są dobre powody zeby “dawac” ludziom heteroseksualnym inne rodzaje związków? co jest takie straszne w małżeństwie, osobiście uważam chęć wprowadzenia nowego rodzaju związku przez heteroseksualne pary za jakiś kaprys, jak słyszę głosy że samo słowo małżeństwo “odpycha” itp. jako argument to zastanawiam się z kim wogóle jest prowadzona dyskusja na ten temat. Jedyny “jakiś” powód to kwestia rozwodów, ale wg mnie w takich sytuacjach powinno się w pierwszej kolejności modyfikować tok postepowania/przepisy prawa aby proces przyspieszyc/ulepszyc a dopiero zastanawiac sie nad tworzeniem nowych związków. Jeżeli są jakies inne argumenty chętnie sie o nich dowiem.
Równie dobrze moze za rok ktoś przyjdzie z wnioskiem ze trzeba stworzyc jeszcze inny rodzaj związku bo coś sie komuś nie podoba w obecnym/obecnych, nie mówiąc juz że malzenstwo daje najwiecej przywilejów, wiec niechęć to niego jest znowu zastanawiająca.
Poza tym instnieje cos takiego jak konkubinat i chyba jest przewidziany prawnie wiec mowienie ze nie daje sie prawa do innych zwiazkow jest tez troche nadużyciem.
Zresztą wszystko jest kwestią umowy miedzy partnerami jaki tworzą związek, jezeli chcą mozliwosci prawnych to znowu nie widze przeszkody aby zawrzec zwiazek malzenski ktore nie musi miec wplywu na styl prowadzenia związku (myśląc bardzo praktycznie).
Co do zw. homoseksualnych, zatrzymuje sie, zastanawiam i mówię szczerze: że moja niechęć do stworzenia im związków partnerskich wynika z niepoprawnego dzisiaj myślenia o homoseksualizmie, do czego sie przyznaje, zaznacze tez ze wydaje mi sie, że to moja strona jest bliższa obiektywnej racji. Nie będe sie rozpisywal bo dla moich poglądów nie ma tu miejsca (a szkoda)… proszę nie traktowac mnie jednak jako osoby uważającej się za lepszą od ludzi o innej orientacji, bo jestem pewny ze tak nie jest.
“Wstępnie proponuję spróbować rozważyć tezę, że homofobia i mizoginizm mają sporo ze sobą wspólnego, podobnie jak homofobia, seksim oraz konserwatywny patriarchalizm” Oprócz tego że słowa te są dzisiaj tak modne i mocno ładowane negatywnymi emocjami w niektórych z nich potrafiłbym dostrzec chęć rozsądnego podejścia do rozpatrywanej sprawy.
“Dobranoc panowie” zawsze jak czytam, wzbudza we mnie SYMPATYCZNY uśmiech. Pzdr
marr1ek says:
Dobrze jest po długim czasie przypomnieć P,Falandysza i o ile się nie mylę,a może się mylę,to biskupi polscy w latach 90-tych uzupełniali a właściwie odtworzyli i zmienili artykuł 18 Konstytucji,tak,oczywiście sami tych poprawek nie wymyślili ale w wersji roboczej to mocno rozszerzyłby się ten artykuł 18.
30/01/2013 at 08:20
@ związki lesbijskie
Homoseksualizm to pociąg do tej samej płci, zawiera w sobie i gejów i lesbijski. Lesbijka to kobieta o orientacji homoseksualnej. Dlatego nie wiem czemu uważa Pani, że związki lesbijskie nie są podzbiorem związków homoseksualnych.
Sąd Najwyższy inaczej interpretuje 18 paragraf: http://www.tvn24.pl/sad-najwyzszy-o-zwiazkach-partnerskich-konstytucja-preferuje-heteroseksualne-malzenstwa,303102,s.html
Zaznacza, że bez zmiany tego paragrafu akty prawne dublujące małżeństwo w wersji dla par homoseksualnych są niemożliwe.
AntyPiSkopat says:
30/01/2013 at 15:37
Ja właściwie w kwestii formalnej, merytorycznie muszę się zgodzić.
“Europejski Trybunał Praw Człowieka w sprawie Kozak przeciwko Polsce, a ostatnio i Sąd Najwyższy jednoznacznie potwierdzili, że…” – czy mogę prosić o numery akt, a jeszcze lepiej konkretne linki prowadzące do podnoszonych w tekstach wyroków, opinii itp? To bardzo ułatwiłoby czytanie, zwłaszcza takim osobom jak ja, nie-prawnikom. Z góry dziękuję.
…Szanowna Pani Profesor !Niezależność uniwersytetów wykształcona od wieków , chociaż w różnych ustrojach różnie interpretowana i różnie stosowana w praktyce :-), w moim rozumienia nie polega na głoszeniu wszem i wobec obowiązującej i popieranej przez “akurat rządzących ” opcji widzenia świata lub modnych teorii w towarzystwie. W mojej opinii, podstawą działania niezależnych umysłów, mentorów, profesorów, pracowników akademickich adiunktów, asystentów jest STAWIANIE PYTAŃ. Po wejściu , zrzesztą zupełnie przypadkowym, na tą stronę zuważyłem,że Pani WIE!Wie! jak ma być!.I to jest jedna z najbardziej śmiertelnych chorób naszej polskiej nauki. Większość profesorów w Polsce po prostu WIE! I akurat nie dotyczy to tylko praw związków hetero, homo, bi, sado maso, katastrofy smoleńskiej , zawartości cukru w cukrze :-)Szanowna Pani Profesor – abdykowaliście intelektualnie jako środowisko i zostawiliście mnie samego..i szczerze mówiąc nie tylko mnie. Ale jak zwykle Polak potrafi, damy sobie radę:-)
02/02/2013 at 01:22
Intrygująca wypowiedź. I wydaje się słuszna.
30/01/2013 at 19:59
Do Pana Marka. Jestem najdalsza od uzurpowania sobie prawa do odpowiedzi na wszystkie pytania, ale sądzę, że moim zadaniem jest nie tylko zadawanie pytań, ale i na podstawie badań i doświadczeń, przy rozwiązywaniu zagadek i problemów, jest również udzielanie odpowiedzi. Odczytywanie treści Konstytucji jest tym właśnie, odczytywanie treści Konstytucji, także wtedy, gdy jest to odczytanie wcześniej nieodczytane. Naukowcy, generalnie , mają zadanie nie tylko stawiać pytania, ale właśnie, znając granice wiedzy, odpowiadać na nie. Nikt więc Pana nie opuścił, jesteśmy z Panem – jako naukowczynie i naukowcy.
BaFalen says:
Wolność wyboru jest prawem osobistym kazdego człowieka, tak rozumie słowo wolność. Demokracja gwarantuje mi wolność, zatem mam prawo wyboru, partnera z jakim chcę tworzyć rodzinę, z jakim chcę tworzyć małżeństwo i nic nie ma do powiedzenia nikt po za osobami zainteresowanymi. Konstytucja powinna mi gwarantować tak rozumianą wolność , jezeli nie spełnia takich możliwości, znaczy to, iż pozostaje w sprzeczności do głoszonych, zapisem moich praw. Należy, zatem ją poprwić lub uzupełnić, i jest to rola dla konstytucjonalistów prawników.
To ,że ktoś zdejmie mi kajdany, ale pozostanę w zakładzie karnym, nie jest moim uwolnieniem, nie oznacza mojej wolnosci. Błędy należy naprawiać, Konstytucję jeżeli jest zła także.Jasne , klarowne sformułowania , stanowią podstawę zrozumienia. Konstutucja jest dla obywateli, nie dla prawnikow.Ma precyzyjnie określać moje prawa i obowiązki, bez dowolności interpretacji, jednoznacznie. Domagam się nowej, poprawnej Konstytucji, w której będą precyzyjnie określone moje prawa, do wolnosci obywatelskiej i do wolnosci człowieka !
02/02/2013 at 01:27
moze przyklad z kosmosu, ale ja chce zawrzec malzenstwo z psem, czy niemoznosc tego jest ograniczeniem mojej wolnosci ? Nie. Dodam, ze moge stworzyc wiec emocjonalną z psem i nikt mi tego nie zabroni i wydaje sie ze na tym polega wolnosc w tej kwestii.
01/02/2013 at 19:15
Szanowna Pani Profesor, mam nadzieję że przyczytała Pani projekty ustaw o zwiąpart. Albo choć ten autorstwa PO. Proszę mi powiedzieć takimi krótkimi konkretnymi słowami, co jest w nich takiego, czego nie ma w małżeństwie cywilnym? Podpowiem: brak nazwy małżeństwo i wolność doboru płci. Ale może coś oryginalnego jeszcze w tej kalce przepisów krio Pani znajdzie?
A może powiedzmy sobie wprost, że nie chodzi w tym o żadne związki bipłciowe, które dostaną inaczej nazwane małżeństwo cywilne, tylko o odpowiednik małżeństwa dla osób homoseksualnych?
PS. Żeby była jasność: uważam, że homoseksualiści powinni “coś” dostać, choćby rejestrowany konkubinat, ale w jasny i uczciwy sposób, bez okręcania tego w bawełnę “par, które nie chcą wstępować w administracyjnie określony stan zwany małżeństwem” (które jak rozumiem będą ochoczo “wstępować w administracyjnie określony stan zwany związkiem partnerskim?” Jak Państwo chcą osiągnąć sytuację, w kórej społeczeństwo zaufa, że nie chodzi o tu pierwszy krok do adopcji dzieci przez pary homoseksualne (nie ukrywajmy, ten pogląd jest mocną tamą dla społecznej akceptacji), skoro już na wstępie powstaje swąd ukrywach spraw?
PS2. życzyłbym sobie, żeby ci wszyscy, co wzdygają się na wszelkie “tylko dla heteroseksulistów”, przy kolejnej odsłonie “Rodziny na swoim” wzdrygnęło się również przy “tylko do 35 roku życia”?
Szanowna Pani Profesor korzystajac ze swej wiedzy i inetligencji dokonuje klasycznej falandyzacji prawa i nawet tego nie ukrywa. Owa falandyzacja polega na serwowaniu przez osobe utytulowana tytulem profesora prawa nastepujacej tezy: “Malzenstwo jako zwiazek kobiety i kobiety lub mezczyzny i mezczyzny nie moze nie korzystac z konstytucyjnej ochrony, poniewaz byloby to sprzeczne z konstytucyjnym zakazem dyskryminacji”.
Konstytucja jest dla wszytkich obywateli, a nie tylko dla prawnikow. Nalezy ja czytac tak jak zostala napisana. Jest oczywistym, ze Konstytucja w szeregu roznych artykulow wymienia wartosci, ktore podlegaja ochronie lub opiece – np. wolnosc czlowieka, praca, weterani walk o niepodleglosc, wreszcie godlo, barwy i hymn. Konstytucja rzadko definiuje cokolwiek przyjmując, że obywatele rozumieją słowa takie jak wolność, praca, weteran. Czasami jednak robi to definiujac np. godło, barwy i hymn jak w powyższym przykładzie.
Przechodzac do art. 18, to oczywistym jest, ze celem tego atykulu jest poddanie ochronie i opiece RODZENIA DZIECI. W tym celu wprowadzona jest ochrona i opieka czterech enumeratywnie wymienionych wartosci, przy okazji definiujac tylko jedna z nich (malzenstwo). Pozostalych trzech wartosci nie definiuje, ale tez nie musi. Z tresci tego artykulu nie mozna wywiesc niczego ponad to co jest w nim napisane.
Malzenstwo zostalo zdefiniowane i nie da sie z tego artykulu wywiesc tezy przeciwnej o dopuszczeniu innych rodzajow malzenstw: kobiety z kobieta, mezczyzny z mezczyzna, gorala z owieczka i damy z lasiczka, ktore co prawda nie korzystaja z ochrony zapewnionej w tym artykule, ale na mocy innego artykulu nie moga byc dyskryminowane.
Pani Profesor ma racje, ze wymienione wartosci sa traktowane rozlacznie, to znaczy, ze pojecie rodziny, macierzynstwa i rodzicielstwa nie sa zarezerwowane wylacznie dla malzenstw. Ochronie prawnej podlega rowniez rodzina jako calosc, a takze samotne macierzynstwo i rodzicielstwo wykonywane przez samotnego rodzica, matek lub macoche, ojca lub ojczyma.
Przy okazji Pani Profesor popelnia az dwa bledy logiczne.
Blad pierwszy: Owszem Konstytucja jest dzielem czlowieka i moze zawierac bledy braku spojnosci i zapewne je zawiera. Nie mozna jednak rozwazac, czy jakis artykul Konstytucji jest konstytucyjny, czy tez nie.
Blad drugi: obowiazuje prokonstytucyjna wykladnia prawa. Mowiac po ludzku nie wolno czytac Konstytucji przez pryzmat ustaw. Odwrotnie – nalezy czytac ustawy przez pryzmat Konstutucji. Nie wolno zatem powolywac sie na ustawy dokonujac interpretacji Konstytucji. Uzyte w Konstytucji slowo rodzina nalezy rozumiec po prostu, bez powolywania sie na rozmaite ustawy. O zgodnosci tych ustaw z Konstytucja orzeka pozniej Trybunal Konstytucyjny, ktory wszakze nigdy nie orzeka o zgodnosci Konstytucji z wydanymi na jej podstawie ustawami. Nie moze sie zatem Pani Profesor powolywac np. na Ustawe o pomocy spolecznej, zeby wywiesc co oznacza rodzina. Rodzina jak sama nazwa wskazuje pochodzi od RODZENIA.
Ustawodawca, owszem moze sobie nawet splodzic ustawe, w ktorej uzna, ze rodzina jest rowniez zwiazek pasterza i jego owieczki. Tak zdefiniowana rodzina bedzie wtedy podlegala ochronie konstytucyjnej, dopoki ktos tej ustawy nie uchyli lub skutecznie nie zaskarzy. Mam nadzieje, ze taki los spotka rowniec ustawe o pomocy spolecznej.
Pani Profesor maszeruje w pierwszym szeregu osob, ktore stosuja ulubiony chwyt retoryczny, polegajacy na nadaniu normie i odstepstwu od niej neutralnie brzmiacych nazw: “hetro- i homoseksualny”, sugerujacych przynaleznosc do zbioru rownoprawnych norm. Jak dalece jest to sugestywne latwo bedzie Panstwu zrozumiec przypominajac sobie, ze do 1970 roku obowiazujaca w Polsce doktryna polityczna okreslala obydwa panstwa niemieckie nazwami sugerujacymi ich rownoprawnosc – Niemiecka Republika Demokratyczna i Niemiecka Republika Federalna. Zmiane wymusila wizyta kanclerza Willy’ego Brandta w grudniu 1970 i zawarty wowczas uklad polsko-niemiecki, ktory spowodowal lepsze tlumaczenie nazwy Bundesrepublik
Deutschland na Republika Federalna Niemiec. Byly to czasy, kiedy nasz swiat stal na glowie i duzo trudu i serc odwazych ludzi kosztowalo postawienie go, przynajmniej czesciowo z powrotem na nogach.
Pani Profesor, jest to znakomity chwyt na miare ukutego przez specow od marketingu pojecia “masla roslinnego”, sugerujacego, ze sa rozne rodzaje rownoprawnych masel. Tropem tym poszli rowniez tworcy pojecia “demokracji socjalistycznej”, co sugerowalo, ze istnieja rozne rodzaje rownoprawnych demokracji. Podobnie jest z hetero- i homoseksualizmem, z ta roznica, ze w wypowiedziach Pani Profesor sprawa nadal stoi na glowie. Homoseksualizm jest odstepstwem od normy, a nie jej rodzajem. Z gory tez uprzedze ewentualne wiercenie dziury w brzuchu pytaniem, o to, co uwazam za norme. Podobnie jak Konstytucja, pozwole sobie tego nie definiowac, polegajac na inteligencji PT. Czytelnikow.
Sprawa Kozak v. Polsce CASE OF KOZAK v. POLAND
(Application no. 13102/02), dostępne np. na CASE OF KOZAK v. POLAND
(Application no. 13102/02), ale proponowałabym sprawdzic na stronie Ministerstwa Sprawiedliwości gdzie powinny być przetłumaczone polskie sprawy w Europesjkim Trybunale; http://bip.ms.gov.pl/pl/szukaj/index,1.html?Query=Kozak%20przeciwko%20Polsce; cd nastapi jak bede miala znow dostep do intenetu
04/02/2013 at 12:47
c.d odpowiedzi dotyczącej źródeł nt uznania przez SN, iż pojęcie osoby bliskiej odnosi się do par jednopłciowych. Trzeba dodac, że to rozstrzygnięcie dotyczy prawa cywilnego, Można miec nadzieje, ale nie pewność, że w świetle zacytowanych orzeczeń będzie sie to także odnosiło do prawa karnego i iinnych działów i gałęzi prawa.
Polecam bardzo ciekawy i dobrze opracowany od strony prawnej artykuł dr Doroty Pudzianowskiej z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka http://www.tokfm.pl/blogi/liberte/2013/02/dorota_pudzianowska_rodzina_ponad_wszystko/1
Polecam też artyluł podpisany przez “Narratorkę”. Zgadzam się z Jej poglądem, że sprawa od 20 lat powinna byc jasna i nie podzielam poglądu prof. K. Pietrzykowskiego, iż prawo”oczywiście” eliminuje partnerów jednopłciowych, ale w rzeczywistości tak właśnie jest odczytywane i tak właśnie sie dzieje, co powinno dawać do myslenia tym wszystkim, którzy stoją na stanowisko, że prawo nie dyskryminuje związków jednopłciowych.
Last but not least: Sąd Najwyższy podjął uchwałę, że osobą pozostającą faktycznie we wspólnym pożyciu jest osoba, którą ze zmarłym najemcą łączyła więź uczuciowa, fizyczna i gospodarcza, również, jeśli jest to osoba tej samej płci (III CZP 51/12; jednak w bazie SN ta sprawa występuje pod sygnaturą III CZP 65/12[http://www.sn.pl/orzecznictwo/SitePages/Najnowsze%20orzeczenia.aspx?el=Izba%20Cywilna&el2=2012])Uchwała Sądu Najwyższego podjęta została 28 listopada 2012. Dotyczy to interpretacji art. 691 k.c. Artykuł 691 stanowi, że w razie śmierci najemcy lokalu w stosunek najmu wstępuje m.in. „osoba, która pozostawała faktycznie we wspólnym pożyciu z najemcą” ( §1) pod warunkiem, że stale zamieszkiwała z najemcą w tym lokalu do jego śmierci.
oraz obiecana Uchwala Sądu Najwyższego, że faktyczne wspólne pożycie, o jakim mowa w rozumieniu art. 691 par. 1 k.c.,uprawniającym do wchodzenia w najem po zmarłym partnerze/partnerce dotyczy także osób pozostających w nieformalnych związkach partnerskich z osobami tej samej płci.
III CZP 65/12
Data orzeczenia: 28 listopada 2012 r.
​Czy wskazana w art. 691 § 1 k.c. przesłanka faktycznego wspólnego pożycia, rozumiana jako więź łącząca dwie osoby pozostające w takich relacjach jak małżonkowie, dotyczy także osób pozostających w nieformalnych związkach partnerskich z osobami tej samej płci?
Uchwała Sądu Najwyższego z dnia 28 listopada 2012 r.
​Osobą faktycznie pozostającą we wspólnym pożyciu z najemcą – w rozumieniu art. 691 § 1 k.c. – jest osoba połączona z najemcą więzią uczuciową, fizyczną i gospodarczą; także osoba tej samej płci.
[http://www.sn.pl/orzecznictwo/SitePages/Najnowsze%20orzeczenia.aspx?el=Izba%20Cywilna&el2=2012]
04/02/2013 at 13:58
Do Szanownego Pana Tadeusza Browarka, do którego, nie będziemy tu ukrywać, żywię przecież sympatię, której już dawno minęło, gdy stuknęło ćwierćwiecze.
Podnosi Pan moją wiedzę i inteligencję, i trudno w tym jednym punkcie ująć Panu racji. Poza tym niestety, same błędy. Zaserwowane, przyznaje, w błyskotliwym stylu, ale sie nie ostają przez to niepoprawności rozumowania.
1.	Falandyzacja.
Pisze Pan, że dokonuje, nie kryjąc tego, klasycznej falandyzacji. Nie ma jednak czegoś takiego jak klasyczna falandyzacja prawa. To słowo ukute przez pierwotnie spłoszonych posłów, którym ktoś nagle się na Konstytucję powołał i zacytował jej treść, do czego oni całkiem nie przywykli, z czasem nabrało pozytywnego, refleksyjnego wymiaru. Przed Falandyszem Konstytucja była, po to, żeby być, a nie po to, by ją czytać ze zrozumieniem i stosować. Po Falandyszu, Konstytucja jest tym, czym Konstytucja jest – żywym instrumentem, stanowiącym, jak słusznie zauważył Prof. Wiktor Osiatyński, granice demokracji pojętej jako bezwzględna wola większości. Konstytucja jest po to, by zręby pozostały nienaruszone. By demokracja była wolą większości z poszanowaniem i uwzględnieniem praw i interesów mniejszości. Konstytucja zmusza, by umysłem i decyzją polityczną obejmować całość, a nie większość.
2.	„Jako“ – wyraz wiążący, uwydatniajacy fiunkcję, szczególny charakter czegoś, w stosunku do czegoś.
Ze sporu jaki swego czasu wynikł między Prezydentem, a Premierem RP, gdzie Prezydent powołując się na art. 133 Konstytucji RP, który określa co robi Prezydent JAKO reprezentant w stosunkach zewnętrznych Trybunał Konstytucyjny wyraźnie zauważył, że nie oznacza to ani wyłączności, ani zasadności uważania, że to tylko i wyłącznie Prezydent może reprezentować Polskę na forum międzynarodowym. Ale i bez tych analogii łatwo jest zauważyć, że można by było napisać, że małżeństwo to związek kobiety i mężczyzny, co nie pozostawia innych możliwości. Natomiast małżeństwo JAKO związek kobiety i mężczyzny – oczywiście pozostawia możliwości istnienia związku małżeństwa jako kobiety i kobiety i związek mężczyzny i mężczyzny. I oczywiście, w świetle obowiązujących przepisów Konstytucji byłoby to dyskryminujące dla par jednopłciowych, bo pozbawione by były ochrony gwarantowanej dla par heteroseksualnych. Stąd wnioskować należy, iż ustawodawca umyślnie zarezerwował pojęcie małżeństwa jedynie dla par heteroseksualnych. Jednocześnie nie mógł, bo nie miał prawa dyskryminować związków jednopłciowych.
Oczywiście bzdurne jest założenie, że w art. 18, gdy chodzi o małżeństwo rzecz w dzieciach. To by oznaczało bowiem, że praw należnych małżonkom odmawiano by parom bezpłodnym, takim, które dzieci nie mieć nie chciały i takim, które dzieci miały, ale których dotknęło nieszczęście i dzieci utraciły. Nic oczywiście takiego się nie dzieje. …i miejmy nadzieje, dziać nie będzie.
Wszystkie porównania do zwierząt są poniżej inteligencji piszącego i już dawno temu o tym dyskutowaliśmy. Związek wymaga wyrażenia zgody obu stron w sposób w ustawie przyjęty. Nie wystarcza mowa ciała, potrzeba do tego ludzkiej mowy – potrzeba zwierzęcia, który jest człowiekiem. Bez względu na to jak przystojny jest Tadeusz Browarek i jak przekonany, że łasiczka czy owieczka go chce nie mamy dobrych instrumentów weryfikacji sprawdzenia tego założenia, wiec trzeba uznać, że byłoby to nadużycie łasiczki i owieczki bez względu na jej płeć i orientację seksualną.
3.	Współzależność przepisów Konstytucji.
Przykro mi. Bez względu na to jak atrakcyjnie brzmią argumenty o niekonstytucyjności konstytucji i prokonstytucyjności wykładni oba są do bani i oba jako nauczycielka akademicka biorę, by osłabić nieco moc oceny, częściowo na siebie, powinniśmy o tym częściej pisać i częściej wykładać. Spróbuję to tu i teraz nadrobić.
Przepisy nie funkcjonują w próżni. Żadne przepisy nie funkcjonują w próżni. I słuszna jest uwaga, że zaczynamy od Konstytucji i z Konstytucja w ręku poruszamy się w lesie przepisów. Konstytucja najczęściej świadomie nie precyzuje pojęć, którymi się posługuje pozostawiając to Ustawom wydawanym na jej podstawie i tak jest np. z definicja rodziny. Co więcej również orzeczenia TK są wiążące w konkretnym rozwiązaniu, nie oznaczają jednak wykładni powszechnej choć mogą i tworzą zręby rozumowania prawniczego i wywodzenia pojęć i racji.
Żaden zaś przepis Konstytucji nie funkcjonuje i funkcjonować nie może w oderwaniu od pozostałych stad też nie tylko, że można, ale wręcz TRZEBA odczytywać treść poszczególnych przepisów Konstytucji w kontekście treści jej pozostałych przepisów. Trzeba też pamiętać, że moc zawartych w Konstytucji przepisów jest mocna i mocniejsza. Na początku są zasady i te mówią o demokratycznym państwie prawa urzeczywistniającym zasady sprawiedliwości społecznej [art.2]. Są bardzo mocne. Ich odczytanie oczywiście zmienia się wraz z poziomem naszej wrażliwości, empatii i, proszę mi wybaczyć, wykształcenia i zmniejszaniem niedowidzenia poziomów dyskryminacji.
Za zasadami idą prawa i wolności konstytucyjne i oczywiście trzeba zasady odczytywać przez pryzmat praw i wolności, w tym przez pryzmat art. 32 Konstytucji RP, który zakazuje dyskryminacji z jakiejkolwiek przyczyny. Te bowiem są też istotne i niezwykle mocne.
I tu w sprawie owieczek i łasiczek czas już, byśmy zwierzęta przestali traktować jak rzeczy, a tak właśnie nadal je traktujemy przez prawo, pozwalając np. zająć i zlicytować psa. W sprawie ludzi, czas już uświadomić sobie, że ktoś tak uroczy, wykształcony i obyty jak Pan, Panie Tadeuszu Browarek, mógłby dostrzec, że nie stanie Panu ani mniej z godności i urokliwości, gdy przestanie Pan mieszać pojęcia. Masło roślinne może być wynikiem marketingu, orientacja seksualna i płeć – są. I każda płeć i każda orientacja jest tak samo dobra, tak samo naturalna, tak samo równoważna. I jeśli Pan ma z tym problem, to Pana problem i nie ma potrzeby zajmować tym całego narodu i stwarzać warunki, któreą dyskryminują.
“TRZEBA odczytywać treść poszczególnych przepisów Konstytucji w kontekście treści jej pozostałych przepisów”
Jeżeli nie ma czegoś takiego jak niekonstytucyjność Konstytucji to swierdzenie “iż ustawodawca umyślnie zarezerwował pojęcie małżeństwa jedynie dla par heteroseksualnych” (bo tak wynika z treści) choć wydaje sie być jawnie dyskryminujące nim nie jest, bo być nie może (dyskryminacja jest zabroniona w Konstytucji). Wnioski narzucają się chyba same, prawda ?
“Oczywiście bzdurne jest założenie, że w art. 18, gdy chodzi o małżeństwo rzecz w dzieciach. To by oznaczało bowiem, że praw należnych małżonkom odmawiano by parom bezpłodnym, takim, które dzieci nie mieć nie chciały i takim, które dzieci miały, ale których dotknęło nieszczęście i dzieci utraciły.”
Skąd takie wnioski ? Takie założenie nie oznaczałoby odebrania praw bo pod ochroną jest “małżeństwo (jako…)” a nie “małżeństwo z dzieckiem” itp. Rozumienie przepisów tego artykułu jako formę ochrony dziecka wydają sie być co najmniej ciekawe bo jakby nie patrzeć wszystkie formy co najmniej sprzyjają zapewnieniu właściwych warunków dziecku.
A co do rodziny, juz pisalem co o tym myślę, a jak mialbym juz się skłaniać do jakiejś definicji, to wybrałbym ze słownika jęz polskiego z tamtych czasów, a nie do ustawy (definicja jawnie tworzona pod ustawę) ciekawostka jest taka że wymieniona wyżej przez Pana Piotra definicja ze slownika nie przewiduje rodziny homoseksualnej.
05/02/2013 at 13:08
Osmiele sie wszakze wytkac bledy Pani Profesor, zdajac sobie sprawe, ze wkraczam na cudze boisko.
Blad pierwszy, bynajmniej nie najwazniejszy. Naszej sympatii w zeszlym roku stuknelo juz polwiecze.
Blad drugi, leksykalny. Falandyzacja oznacza probe interpretacji prawa w doraznym interesie interpretatora. Im bardziej inteligentny i wyksztalcony jest interpretator, tym lepiej mu to idzie. Pan Prof. Falandysz byl w tym wzgledzie mistrzem, a Pani Profesor jest jego godna uczennica. Falandyzacja jest terminem uzytym po raz pierwszy przez publicystke Ewe Milewicz w artukule w Gazecie Wyborczej w 1994 roku, bynajmniej nie przez przestraszonych poslow.
Blad trzeci, logiczny. W art. 18 Konstytucji chodzi o dzieci. Nie mozna wszakze uzalezniac czyichs praw (ani obowiazkow) od zdarzen przyszlych i niepewnych. Nie mozna, na przyklad, w testamencie zapisac majatku potomkowi pod warunkiem, ze sie nie ozeni, bo zawsze bedzie mial taka potencjalna mozliwosc. Z tego tez powodu nie mozna bylo zarzucic zle wiary Panu Gordonowi Brownowi, brytyjskiemu ministrowi finansow, ktory w latach 1999-2002 sprzedal 60% brytyjskich zasobow zlota, srednio po 275$/uncje, poniewaz nie mogl on wiedziec, ze po dwudziestoletnim okresie spadku ceny zlota nastapi jej siedmiokrotny wzrost. Nie mozne tedy odmowic opieki i ochrony zagwarantowanej w art. 18 Konstytucji malzenstwom bezdzietnym.
Blad czwarty, fundamentalny. Istotnie jako profesor prawa, nauczyciel akademicki, ma Pani duzo do zrobienia. Poruszane przez Pania sprawy, takie jak m.in. zwiazki partnerskie wymagaja demokratycznych rozstrzygniec zgodnie z wola wiekszosci obywateli. Katalog tych spraw jest szerszy i obejmuje m.in. aborcje, reprezentacje kobiet, refundacje metody in vitro, kare smierci i inne. Marnotrawi Pani swoj talent brnac w meadry interpretacyjne, miast proponowac rozwiazania proste i przekonujace.
Dowod: Jest istotny powod, zeby poslowie nie brali na swoje sumienie spraw najistotniejszych, w tym spraw sumienia wlasnie. Tym powodem jest konstrukcja obecnego Kodeksu Wyborczego. Wylonieni wg niego przedstawiciele Narodu nie maja bowiem manadatu do reprezentowania kogokolwiek, bowiem tylko 36 poslow osiagnelo dwucyfrowy (w procentach) wynik wyborczy w swoich okregach wyborczych. Sa to tak zwane lokomotywy wyborcze. Pozostali poslowie (424) z wynikiem jednocyfrowym nie reprezentuja nikogo, procz swojego bossa partyjnego, ktory ich umiescil na odpowiednim miejscu listy wyborczej. Przypadki zasiadania w lawach poselskich ludzi reprezentujacych ulamek procenta swoich wyborcow sa nieodosobnione (13 poslow, w tym wicemarszalkini Wanda Nowicka). Zrodlo: Panstwowa Komisja Wyborcza http://wybory2011.pkw.gov.pl/wsw/pl/000000.html. Wypada rowniez zauwazyc, ze istnienie lokomotyw wyborczych w sposob jawny lamie zasade zasade bezposredniosci wyborow, dowodzac niekonstytucyjnosci tego Kodeksu.
Art. 4 Konstytucji (mocny, jak Pani powiada) przewiduje dwa niezalezne sposoby sprawowania przez Narod wladzy w Rzeczypospolitej – posredni lub bezposredni. Czemuz to, nie domaga sie Pani Profesor, zeby w sprawach najistotniejszych Narod wyrazil swoja wole w sposob bezposredni? Odpowiem na to pytanie za Pania. Znakomicie sie Pani orientuje, ze ustawa z 14 marca 2003 roku o referendum ogolnokrajowym jest fikcja prawna, uzaleznia bowiem sprawowanie przez Narod wladzy bezposredniej od zgody wladzy posredniej. Od 1989 roku nie odbylo sie ani jedno referendum ogolnokrajowe, mimo zebrania odpowiedniej (lub wielokrotnie wiekszej) wymaganej ilosci podpisow.
Glos profesora prawa, wyrazony w sprawach fundamentalnych z katedry uniwersyteckiej i ekranu telewizyjnego bylby duzo lepiej slyszalny.
Z dużym zaciekawieniem przeczytałem może nie tyle sam Pani wpis ile towarzyszącą mu dyskusję .
Mam kilka wątpliwości i pytań i byłbym bardzo wdzięczny, gdyby zechciała się Pan do nich ustosunkować.
1.	Na początek rzecz wagi mniejszej . Pojawił się w dyskusji wątek dotyczący sformułowania „niekonstytucyjny zapis konstytucji”. Przyznam szczerze, ze i mnie to wyrażenie płynące spod pióra profesor prawa razi . Może lepiej użyć zwrotu ‘moim zdaniem zapisy wewnętrznie sprzeczne ‘ lub po prostu ową ‘niekonstytucyjność ‘ wziąć w cudzysłów?
2. Rozważania na temat spójnika „jako” też nie są przekonujące. Była łaskawa przytoczyć Pani zdanie TK w sprawie zapisu „Prezydent JAKO reprezentant w stosunkach zewnętrznych” stosując to zdanie w kontekście art. 18 („małżeństwo jako związek kobiety i mężczyzny” ) .
Moim zdaniem mówiąc o art. 18 możemy tylko pytać czy spójnik „jako” oznacza , że małżeństwo to JEDYNIE związek kobiety i mężczyzny , natomiast w sprawie art. 133 możemy pytać dwojako : czy „Prezydent jest JEDYNIE reprezentantem ..”itd. albo „czy Prezydent jest JEDYNYM reprezentantem…”itp. Różnica niby niewielka , ale znacząca i oczywiste jest , że TK odpowiadał tylko na drugie pytanie.
3.Pisze Pani Profesor, że „można by było napisać, że małżeństwo to związek kobiety i mężczyzny, co nie pozostawia innych możliwości” . Ale taką droga zmienilibyśmy Konstytucję w Słownik Języka Polskiego na co prawnicy jako pierwsi by nie pozwolili i słusznie. Sprowadzając do absurdu art. 28 (Godłem Rzeczypospolitej Polskiej jest wizerunek orła białego w koronie w czerwonym polu.) należałoby wówczas uzupełnić o punkty „ Godło to …”, „wizerunek to … „ i „orzeł to… ”
3. Podzialam opinię, że „ TRZEBA odczytywać treść poszczególnych przepisów Konstytucji w kontekście treści jej pozostałych przepisów” . Pisze Pani – też słusznie – że, są przepisy mocne i mocniejsze. Jako przykład tych mocniejszych przytacza Pani jedną z zasad ustrojowych zawartą w I rozdziale Konstytucji zatytułowanym „Rzeczpospolita”. Ale art. 18 tez jest w owym pierwszym rozdziale ! Dlaczego mamy więc twierdzić, że zasada ustrojowa jest ‘niekonstytucyjna’ na podstawie art.32 z następnego rozdziału „Prawa i wolności:”? Co więcej art18 chyba nie przypadkiem znalazł się w kategorii „mocniejszych” ? Przecież w konstytucji PRL był jednym z artykułów rozdziału „prawa i wolności” ?
4. Nie zamierzam pisać o zwierzątkach i nie chciałbym aby moje pytanie zostało ‘zaszufladkowane’ podobnie. Czytałem niedawno reportaż o związku 3-osobowym (mężczyzna i dwie kobiety ). Preferencje seksualne dla celów tego pytana sa zupełnie obojętne (dla ciekawych : heteroseksualne ). Pytanie brzmi :
skoro pisze Pani „Natomiast małżeństwo JAKO związek kobiety i mężczyzny – oczywiście pozostawia możliwości istnienia związku małżeństwa jako kobiety i kobiety i związek mężczyzny i mężczyzny” to dlaczego nie kobiet i mężczyzn?
Dlaczego „związek wymaga wyrażenia zgody obu stron” a nie trojga ? Gdzie jest granica stosowania art. 32 i dlaczego (albo : czy? ) należy umożliwiać zawieranie tego typu związków? Gdybym był zwolennikiem tego typu związku w jaki sposób by mi Pani odpowiedziała (oczywiście zakładając, ze nie zgadza się Pani na takie rozwiązanie)? Tradycje kulturowe/ przyzwolenie społeczne to argument obosieczny , przepisy prawa – no ale art. 32? A jeżeli trojga zgodnie wyrażających swoją wolę ludzi to dlaczego nie czworga ? A dalej to już pójdziemy indukcją matematyczną 😉 .
Proszę aby nikt nie odpowiadał, ze „przecież o tym się nie mówi” i „tego nikt nie proponuje” . Tak , nie mówi. Nikt nie proponuje. Ja się nie boję i nie mam fobii – to pytanie jest tylko i wyłącznie prawne : JEŚLI ktoś zaproponuje co odpowie Pani Profesor.
5. Pytanie bardzo ogólne : czy nie uważa Pani, że coraz częściej zastosowanie danego przepisu zależy nie tyle od uchwalających ustawę ile od sędziów TK wykładających (nie zawsze jednomyślnie) co ustawodawca miał na myśli albo powinien mieć na myśli ? Czy Pani zdaniem jest to słuszny kierunek? A może po prostu nieuchronny? Czy moim zdaniem wyraźny wzrost znaczenia Trybunału Konstytucyjnego jest wynikiem tylko niskiej jakości stanowienia prawa czy przejawem jakiejś tendencji w trójpodziale władzy?
Notice: It seems you have Javascript disabled in your Browser. In order to submit a comment to this post, please write this code along with your comment: 479985a0e3de50014e6921b007a4863f