Source: http://www.intarnet.pl/www1.atlas.okay.pl/index_full.html?action=full&id=11399
Timestamp: 2019-06-26 17:56:45+00:00
Document Index: 29844205

Matched Legal Cases: ['art. 49', 'art 14', 'Art 31', 'art 61', 'art 2', 'Art. 31']

Trybunał Konstytucyjny usankcjonował „Białoruś medialną” w Polsce ? - 15/11/2008
29 września b.r. Trybunał Konstytucyjny orzekł, iż zgodne z konstytucją są zaskarżone przepisy prawa prasowego z 1984 roku dotyczące autoryzacji wypowiedzi – m.in. dziennikarz nie może odmówić autoryzacji dosłownie cytowanej wypowiedzi, pod groźbą kary grzywny lub ograniczenia wolności. Orzeczenie Trybunału potępiła organizacja „Reporterzy bez Granic”, nazywając je „niegodnym kraju członkowskiego Unii Europejskiej” i „niszczącym wszelką niezależność redakcyjną mediów”. Zdaniem tej organizacji TK „wprowadza cenzurę godną najbardziej represyjnych reżimów”. Czytając o tym w pierwszej chwili pomyślałem sobie, że oto kolejna korporacja zawodowa (dziennikarze), śladem np. korporacji prawniczych, wszczyna larum, walcząc jedynie o swoje wąsko pojęte interesy. Jednak po uważnym przyjrzeniu się orzeczeniu Trybunału Konstytucyjnego można stwierdzić, iż niesie ono z sobą daleko idące konsekwencje, będące w istocie zamachem na wolność słowa, system demokratyczny, skutecznie kneblując media i uniemożliwiając im, np. „patrzenie na ręce” politykom.
Pomijając fakt, iż wciąż obowiązują w polskim prawie prasowym zapisy stworzone w PRL, mające na celu odpowiednie dyscyplinowanie i „ukierunkowanie” mediów stanowią kuriozum, pragnę zauważyć, iż wcale nie jestem zwolennikiem sytuacji w której „czwarta władza” czyni sobie co chce. Praktycznie każdy miesiąc przynosi nam przykłady tego, jak media wykoślawiają obraz rzeczywistości, jak manipulują, wreszcie jak same są manipulowane. Nie brak przykładów braku rzetelności dziennikarskiej, żonglerki wyrwanymi z kontekstu zdaniami, czy wręcz pisania nieprawdy. Niemniej jednak to właśnie dzięki mediom wiele afer ujrzało światło dzienne, zmuszając tzw. „wymiar sprawiedliwości”, „organy ścigania” do zajęcia się tą czy inną sprawą, mimo iż „wymiar” ten był już wcześniej o nieprawidłowościach czy wręcz przestępstwach informowany. Nie jestem prawnikiem, nie znam się, odkąd prawo zaczęło być tworzone dla prawników i tylko dla nich pozostaje "zrozumiałe", a nie dla ludzi, ale na logikę i zdrowy rozum orzeczenie TK kryje w sobie wiele absurdów. Ale przyjrzyjmy się zaskarżonym artykułom prawa prasowego i samemu orzeczeniu Trybunału (w którym to orzeczeniu jeden sędzia złożył zdanie odrębne)...
Chodzi o artykuł 14 nadmienionej ustawy: ustęp 1. ”Publikowanie lub rozpowszechnianie w inny sposób informacji utrwalonych za pomocą zapisów fonicznych i wizualnych wymaga zgody osób udzielających informacji.” Ustęp 2: ”Dziennikarz nie może odmówić osobie udzielającej informacji autoryzacji dosłownie cytowanej wypowiedzi, o ile nie była ona uprzednio publikowana.” Broniąc tych zaskarżonych, wciąż obowiązujących zapisów TK stwierdza m.in., iż artykuł ten ”odnosi się jedynie do wypowiedzi dosłownie cytowanych w publikacjach prasowych, a więc nie ogranicza ono w żaden sposób prawa dziennikarza do opisowej prezentacji myśli zawartych w relacjonowanej wypowiedzi, a tym samym - prawa do informowania opinii publicznej o treści tej wypowiedzi.” Doprawdy nie wiem, na jakiej podstawie Trybunał doszedł do wniosku, iż artykuł ten odnosi się „jedynie do wypowiedzi dosłownie cytowanych w publikacjach prasowych”, skoro ustęp 1 mówi o „publikowaniu lub rozpowszechnianiu w inny sposób informacji utrwalonych za pomocą zapisów fonicznych”. Zawiera się tu więc zarówno cytat zamieszczony w prasie, jak i „publikacja” foniczna lub audiowizualna. W tym kontekście ustęp 2 mówiący o „autoryzacji dosłownie cytowanej wypowiedzi” dotyczy także nagrania, ale o tym za chwilę...
Wyobraźmy sobie otóż taką sytuację: przy okazji konferencji prasowej dziennikarz próbuje się umówić, dajmy na to, z pewna posłanką, by porozmawiać o jakiejś tam ustawie. Posłanka w pewnym momencie stwierdza:
-Ale ja nie wiem, czy jestem wystarczająco godna, by z wami rozmawiać. Poza tym przecież i tak nie głosujecie na PO.
Dziennikarz:-To pani umawia się na rozmowy tylko z dziennikarzami głosującymi na Platformę?
Posłanka:-A na mnie głosowało jedenaście tysięcy wyborców !
Dziennikarz: -A nas czyta kilkadziesiąt tysięcy wyborców
Najdziwniejsze, że posłanka, z którą fragment rozmowy przytaczam, jest ... byłą dziennikarką. Kolejny raz mamy dowód jak mądre i wiecznie aktualne są ludowe porzekadła, na przykład to o wole i cielęciu.
Pomijając fakt, iż posłanka ma bardzo wąską wyobraźnię, zakładając, że nikt w redakcji nie głosował na jej partię, choć wytykanie przez tę redakcję błędów rządzącej wówczas PiS mogłoby sugerować coś innego, pani poseł, przypominam - niegdyś dziennikarka, swoją wypowiedzią zwyczajnie się skompromitowała, dając po raz kolejny obraz tego, jak partia obecnie rządząca odnosi się do osób zadających „niewygodne” pytania i jak wchodzi tym samym w buty poprzednich rządzących, którym już w parę miesięcy po objęciu rządów nagle zaczęło brakować klasy. Gdyby wszakże pani poseł się w porę zreflektowała stwierdzając, iż żąda autoryzacji swojej wypowiedzi, bądź nie zgadza się na jej publikację, dziennikarz nie mógłby o tym napisać. Podobne przykłady mógłbym mnożyć. Dzięki wyrokowi Trybunału Konstytucyjnego, każdy „sprowokowany” niewygodnym pytaniami polityk jak już coś chlapnie, może zakazać publikacji swojej wypowiedzi, lub domagać się autoryzacji, w której kompromitująca wypowiedź „przepadnie”. Co więcej, autoryzacja taka może się ciągnąć w nieskończoność, podczas gdy media muszą reagować „w czas”.
Przekonaliśmy się zresztą o tym niejednokrotnie. Bo oczywiście znamy "dobre obyczaje" swojego zawodu i szczególnie dłuższe wywiady dajemy naszym rozmówcom do przeglądnięcia, drobnych poprawek przed publikacją on-line. Niestety, nasi rozmówcy, najczęściej właśnie politycy lub urzędnicy, nadużywają owego "dobrego obyczaju", odsyłając nam zwrotnie teksty z zamienionymi odpowiedziami, których podczas przeprowadzenia wywiadu na pewno nam nie udzielili...
W przypadku radia, telewizji, czy mediów elektronicznych obowiązujące, PRL-owskie prawo „utwierdzone” właśnie przez Trybunał Konstytucyjny ma ten jeszcze wymiar: jak tu autoryzować „dosłownie cytowaną” wypowiedź dźwiękową? Wycinając niewygodny fragment? Rezygnując z informacji w ogóle, wobec żądania wycięcia niewygodnego fragmentu? Umawiając się na nagranie „poprawek”? Decyzja TK, który w mojej ocenie dokonał nadinterpretacji niezgodnego z konstytucją zapisu oznaczałaby wobec tego faktyczne faworyzowanie mediów, które oferują przekaz na żywo, gdzie o żadnej autoryzacji nie może być mowy. Można też stwierdzić, iż skoro TK twierdzi, iż artykuł 14 prawa prasowego ”odnosi się jedynie do wypowiedzi dosłownie cytowanych w publikacjach prasowych”, oznacza to z kolei faworyzowanie mediów elektronicznych czy radia względem prasy, skoro radio lub portal może „dosłownie cytować” nagranie, a gazeta – już nie, nawet w sytuacji gdy dziennikarz prasowy nagrywał na swoim dyktafonie tę samą wypowiedź, którą nagrywało radio.
A co wobec tego z prowokacją dziennikarską, ujawniającą rozmaite „machloje”, którymi potem wreszcie muszą zajmować się organy ścigania i wymiar sprawiedliwości? Co gdy ekipa telewizyjna „z zaskoczenia” wchodzi np. do sekretariatu tego czy innego prezesa, dajmy na to spółdzielni mieszkaniowej, który to prezes zaczyna się plątać, dziwnie zachowywać i na koniec domagać się opuszczenia „lokalu”, zakazując publikacji zrealizowanego nagrania? Wedle orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego, podtrzymującego zaskarżony artykuł, takie postępowanie dziennikarzy jest niedopuszczalne i karalne! Tyle że wielkie koncerny medialne stać na odszkodowania, kary i włóczenie się po sądach, w przypadku np. regionalnych, lokalnych redakcji, o ile w ogóle takimi sprawami zechcą się zajmować, jest to już niemożliwe. Innymi słowy, Trybunał uniemożliwił dziennikarzom pełnienia ważnej funkcji społecznej i rzetelnej pracy w ogóle; a przecież, jaka by nie była w poszczególnych przypadkach nasza klasa dziennikarska, dobrze pojęta wolność mediów jest jednym z fundamentów państwa demokratycznego. Stąd też komentarze dotyczące wspomnianego orzeczenia o „Białorusi medialnej”, cenzurze itp. są jak najbardziej uzasadnione.
Orzeczenie TK, gdyby stosować „utwierdzony” nim przepis prawa prasowego literalnie sprawia, iż każda np. konferencja prasowa u panów posłów może stać się niczym innym, jak tylko przekazywaniem tego, co nasi reprezentanci mają do przekazania, podczas gdy od tego są reklamy i ogłoszenia płatne. Jeśli tylko dziennikarz zada pytanie, które pana posła wewnętrznie zdenerwuje i panu posłowi w odpowiedzi coś się „wymsknie”, zawsze może zażądać „autoryzacji”, lub wyrazić swój sprzeciw wobec publikowania tej akurat, „wymskniętej” informacji - wypowiedzi, grożąc w przeciwnym razie ciąganiem przed sądy, w których wyrok dla dziennikarz może być tylko jeden – winny!
Ale co tam posłowie; na rodzimym podwórku też dzieją się rzeczy niebywałe – na jednej z konferencji prasowych dyrektor artystyczny Ogólnopolskiego Festiwalu Komedii „Talia” Jacek Głomb zażyczył sobie, by o imprezie pisać „tylko dobrze” oraz by każde jego słowo, padłe podczas tej konferencji, było „autoryzowane”. Co też niektórzy uczynili. Wobec tego po co w ogóle organizować jakieś konferencje – niech panowie dyrektorzy, prezydenci, posłowie, rozrzucają swoje komunikaty w formie ulotek, albo niech założą telewizje, radia, gazety własne, które będą ich tubami, co nawiasem mówiąc dziwnie kojarzy się z sytuacją mediów, przepraszam za wyrażenie, „publicznych”.
Ale idźmy dalej, Trybunał stwierdza, cytuję raz jeszcze, iż wspomniany artykuł ”odnosi się jedynie do wypowiedzi dosłownie cytowanych w publikacjach prasowych, a więc nie ogranicza (to) w żaden sposób prawa dziennikarza do opisowej prezentacji myśli zawartych w relacjonowanej wypowiedzi, a tym samym - prawa do informowania opinii publicznej o treści tej wypowiedzi.” Proszę mi powiedzieć, cóż jest precyzyjniejsze – zamieszczenie cytatu czyjejś wypowiedzi, cytatu wybranego z nagrania dźwiękowego, niekiedy stylistycznie wygładzonego - czy może „opisanie” co ktoś powiedział? Wydaje się że „opisanie” co ktoś powiedział będzie o wiele bardziej nieprecyzyjne i potencjalnie naruszające prawa osoby wypowiadającej się, niż zastosowanie cytatu, „opisanie” jest w jakimś stopniu „oglądem” wypowiedzi, czyli subiektywnym jej postrzeganiem, a więc bez mała komentarzem. Skąd więc takie, a nie inne orzeczenie TK? Czy jest może odbiciem osobistych uprzedzeń panów sędziów do „warcholstwa” mediów? Dlaczego Trybunał z góry zakłada, że dziennikarze są przestępcami? Dlaczego sugeruje, że np. posłowie, politycy, osoby publiczne, rzecznicy prasowi sądów i prokuratur, „nie odpowiadają za własne słowa”, bo takie można odnieść wrażenie? Przecież od tego jest prawo i są sądy – jeżeli „cytowany” rozmówca uzna, że dziennikarz włożył mu w usta słowa, których nie wypowiedział, że napisał nieprawdę, że nagranie dźwiękowe czy filmowe jest nieprawdziwe, bo to pewnie jakiś sobowtór gada takie głupoty, że zostało „zmanipulowane” – wówczas dziennikarz trafia pod sąd, który decyduje, czy prawa rozmówcy zostały przez dziennikarza „pogwałcone”.
Jednak, jak orzeka Trybunał ”Wypowiedź może być jednak nie tylko instrumentem naruszenia, prowadzącym m.in. do zniesławienia, ale także przedmiotem naruszenia. W związku z tym otrzymuje samodzielną ochronę prawną w postaci autoryzacji.” Dalej TK rozważając czy ta ochrona prawna, to „ograniczenie wolności rozpowszechniania informacji” „jest konieczne, a tym samym dopuszczalne w demokratycznym państwie prawa” stwierdza, iż ograniczenie to „nie prowadzi jednak do naruszenia istoty tej wolności, gdyż dopuszczalne jest przedstawianie poglądów rozmówcy w sposób opisowy”; a o „opisowym” przedstawianiu poglądów rozmówcy pisałem już wcześniej, jako o potencjalnie bardziej niebezpiecznym niż cytat, który przecie przez sam fakt bycia cytatem wymusza na dziennikarzu dbałość w jego przytoczeniu, a to w obawie przed kompromitacją lub normalnym procesem o zniesławienie na przykład. (Oprócz sądów istnieje też coś takiego jak prawo do sprostowania) Warto tu też przypomnieć, iż są ważne z punktu widzenia interesu społecznego wypowiedzi, których nie sposób przedstawić „w sposób opisowy”, a na autoryzację czy zgodę na publikację nie mają szans, z wcześniej opisanych przyczyn.
Tymczasem znane są mi już przypadki, gdy autoryzacji podlegają już same pytania, jako warunek na zamieszczenie „rozmowy” w tej czy innej lokalnej gazecie...
TK kompromituje się w całym tym przywołanym kontekście zupełnie, pisząc iż: ”autoryzacja umożliwia realizację wolności wyrażania poglądów przez informatorów, zapewniając ochronę prawną ich czci oraz dobrego imienia, a tym samym nie tylko jest niesprzeczna z normami konstytucyjnymi, ale stanowi raczej ich gwarancję. (...) Instytucja autoryzacji wypowiedzi (...) także znajduje oparcie w innych wartościach, mieszczących się w pojęciu interesu publicznego. (...) W interesie odbiorcy jest niewątpliwie publikowanie prawdziwych wypowiedzi, a zatem takich, których dosłowność jest autentyczna. Uwolnienie dziennikarza od obowiązku uzyskania autoryzacji nie gwarantowałoby odbiorcom, że publikowane przez nich wypowiedzi będą stanowiły dosłowne przytoczenie wypowiedzianych słów z zachowaniem ich sensu i kontekstu. W tym świetle Trybunał Konstytucyjny wyraził pogląd, według którego instytucja autoryzacji jest również przejawem realizacji prawa obywateli do rzetelnej, czyli wiarygodnej, prawdziwej, uczciwej, jasnej, niewprowadzającej w błąd, odpowiedzialnej informacji”. Podkreślam przy tym, że krytykuję w poniższym tekście nie autoryzację na gruncie sensu istnienia samej autoryzacji, ale na gruncie argumentacji Trybunału i możliwych skutków prawnych skarżonej ustawy. Trybunał Konstytucyjny nie ukrywa też, że ”sankcja karna ma charakter represyjny, ale ma działać również prewencyjnie i odstraszająco, celem zobligowania wszystkich, którzy chcą publikować dosłownie cytowane wypowiedzi, do dokonania ich autoryzacji. Ustawodawca uznał, że takie działania prewencyjne na rzecz ochrony dóbr osobistych informatorów mieszczą się w konstytucyjnych przesłankach ustawowego ograniczenia praw lub wolności.”
Na koniec zostawiłem sobie najlepsze: ”Trybunał Konstytucyjny uznał, że przewidziana w art. 49 prawa prasowego penalizacja, nie narusza zasady proporcjonalności między celem regulacji a przyjętym środkiem jej realizacji."
Otóż jestem przekonany, że wszystko to, co dotąd napisałem jasno pokazuje, jak niebezpieczny dla wolności i systemu demokratycznego w Polsce jest wyrok TK, uznający rzeczony przepis prawa prasowego za zgodny z konstytucją. PRL-owski przepis, który wciąż obowiązuje, stanowiąc cenzuralny bat na niepokornych; bat może niezbyt często dotąd stosowany, ale znajdujący się na wyciągnięcie ręki; bat który de facto wielu dziennikarzy odstrasza od korzystania z pełni możliwości i obowiązków które nakłada fakt bycia kimś, kto informuje opinię publiczną i pełni dodatkową funkcję kontrolną wobec władzy, wreszcie – bat, na którym mógłby wzorować się Łukaszenko, gdyby zachciało mu się stworzyć pozory demokracji na Białorusi. Decyzja TK jak najbardziej narusza fundamentalną w prawie zasadę „proporcjonalności między celem regulacji, a przyjętym środkiem jej realizacji”, wbrew temu co Trybunał napisał i – nie tylko moim zdaniem – jest, wskutek swoistej nadinterpretacji, niezgodna z Konstytucją RP
Co gorsza, orzeczenie owo podważa zaufanie do Trybunału Konstytucyjnego i tak już mocno nadszarpnięte innymi orzeczeniami, z których wynika, iż TK bardziej sprawdza nasze ustawodawstwo z prawem unijnym, nie zaś z Konstytucją, na której straży ma ponoć stać. Może więc niepotrzebnie się dziwię...
Komentarze internautów: (Liczba komentarzy : 21) Dodaj komentarz
(15-11-2008) Przemek :
O co zakład, że ta posłanka, o której mowa, to Urszula Augustyn? :)))
(15-11-2008) hehe :
ale ten Przemek jest przenikliwy. Jedynie z określenia "posłanka" i nazwy partii wywnioskował prawdziwe nazwisko. Gratulacje !!!! ;-))))
(15-11-2008) irudi :
Podważanie orzeczeń Trybunału , podważa moje zaufanie do Pana Poświatowskiego i Portalu. W końcu podważyć można wszystko(zdaniem pana P).Nie jestem zwolennikiem Augustyn, ale czy Pan nie przesadza?Troche gburowata ta nagoneczka.ja wiem, że Panchciałby pisać co chce o kim chce i zanim ten ktoś się oczyści...to i tak wszyscy zapomną, a trybunał niepozwolił. Strasznie mi przykro..:)Ale cóż Pan wie lepiej jak wszystko!Po co ten PD pana trzyma?Hmm....
(15-11-2008) olo :
Podważanie orzeczeń Trybunału Konstytucyjnego stwierdzeniami że -narusza on zasady prawa -podważa do siebie jako instytucji zaufanie -wprowadza cenzurę -czyni zamach na wolnośc słowa itd w zasadzie klasyfikuje się do wystapienia Prokuratora przeciwko autorowi tych słów. Poczekam, zobaczymy czy chce się tarnowskiej prokuraturze zająć sprawą.
(15-11-2008) do olo :
Tak twierdzi nie tylko MP, ale też kilka dziennikarskich organizacji. Co więcej Trybunał nie podjął tej decyzji jednomyślnie, są też zaprotokołowane głosy przeciwne. Poświatowski bardzo rzeczowo uzasadnił dlaczego uważa tę decyzje za błędną i groźną. do irudiego : podważyć mozna wszystko, jeśli sie to uzasadni, a tak jest w tym wypadku. O jakiej "nagonce" mówisz ? do olo: To Prezydent, może się mylić i wolno go krytykować a Trybunał Konstytucyjny jest nieomylny zawsze ???? Prawo dla ciebie i demokracja oznaczają nasyłanie prokuratorów na myślących odmiennie i umiejących to uzasadnić ???? Jakże bolszewia mogła się tak w ludziach rozpanoszyć?
(15-11-2008) wijak :
irudi i olo w ogóle nie rozumieją co przeczytali więc chyba nie przeczytali. Orzeczenie Trybunału wcale nikogo nie broni przed ewentualnymi pomówieniami i w ogóle nie o nie w nim chodzi. Jeśli bowiem nie można zacytować tego co rzeczywiście zostało powiedziane (jeśli np. polityk sobie nie życzy tego post factum) i jest zarejestrowane a można to stwierdzenie przedstawić opisowo to przecież stwarza się pole do jeszcze większych nadużyć
(16-11-2008) olo :
wijaku. dobrze rozumiem ten tekst. Otóz polemizując z orzeczeniem Trybunału trzeba mieć na uwadze że jego rola ogranicz się do stwierdzenia zgodności lun nie zgodnosci z konstytucja. Tylko tyle. Nie ma znaczenia jak bełkocze Poświatowski o zagrożeniu wolnosci prasy. W imię tej wolności nie mozna sobie dowolnie ustalac pozycję tzw czwartej wladzy ani tez sledczego dziennikarstwa jedynie dla własnych ,redakcyjnych czy srodowiskowych interesów. Jest wiele głosnych przykładów naduzyć dziennikarzy własnie tej wolnosci.
(16-11-2008) wijak :
ależ to ty bełkoczesz ! Nie przedstawiasz (podobnie jak TK) żadnego merytorycznego uzasadnienia, że bronisz wolności prasy i/lub przeciwdziałasz jakiemukolwiek złu. Nie masz do powiedzenia niczego poza frazesami. Piszesz "Jest wiele głosnych przykładów naduzyć dziennikarzy własnie tej wolnosci " . W jaki sposób orzeczenie chroni przed kolejnymi ? Chodzi właśnie o to, że TK staje na stanowisku, iż (jezeli nie wyrazi na to zgody rozmówca dziennikarza) nie wolno cytować faktycznie WYPOWIEDZIANYCH i ZAREJESTROWANYCH słów ale dalej wolno opisywać wypowiedzi rozmówcy, co przecież stwarza do pole jeszcze większych naduzyć. Naprawdę nie zauważasz tkwiącej w tym groźby dla konstytucyjnych praw ? Rozmówca może w każdej chwili zmienić swoją wypowiedź ! TK nie zabezpieczył nas przed zmiana sensu w procesie autoryzacji, czyli nie stanął po stronie wolności prasy i opinii publicznej tylko po stronie prawników, którzy dalej swobodnie będą mogli sobie interpretować sytuacje. To jest błędna decyzja TK, nie rozwiązująca żadnego problemu a Poświatowski słusznie zwraca na to uwagę, zadając mnóstwo konkretnych pytań i przywołując konkretne sytuacje. Ty , olo, nie masz do powiedzenia nic, poza "TK nie może się mylić".
(16-11-2008) Anna :
Pragnę zwrócić uwagę, że atak irudiego i olo jest najlepszym dowodem na prawdziwość tezy zawartej w artykule.
Dokładniej rzecz biorąc tezy zawartej w tytule artykułu
Raz jeszcze przypominam. Trybunał orzeka o zgodnosci / lub nie / z ustawą zasadniczą. Trybunał nie jest od tego by robić Panu Poświatowskiemu dobrze. A Pan Poświatowski krytukując Trybunał powinien wskazać gdzie się myli. To istota sprawy. A skoro wolnosc prasy jest zagrozona niech Pan Poświatowski się tym zajmie.
(16-11-2008) MP :
Może rzeczywiście powinienem dodać chociażby to: art 14 Konstytucji: "Rzeczpospolita Polska zapewnia wolność prasy i innych środków społecznego przekazu". Art 31 ustęp 3 "Ograniczenia w zakresie korzystania z konstytucyjnych wolności i praw mogą być ustanawiane tylko w ustawie i tylko wtedy, gdy są konieczne w demokratycznym państwie dla jego bezpieczeństwa lub porządku publicznego, bądź dla ochrony środowiska, zdrowia i moralności publicznej, albo wolności i praw innych osób. Ograniczenia te nie mogą naruszać istoty wolności i praw." Tu jak wykazałem mamy właśnie do czynienia z naruszeniem istoty wolności i praw. W dodatku prawa osób wypowiadających się do mediów są już chronione artykułem 51: "Każdy ma prawo do żądania sprostowania oraz usunięcia informacji nieprawdziwych, niepełnych lub zebranych w sposób sprzeczny z ustawą." Wreszcie przywołam tu najbardziej bodaj pogwałcony przez Trybunał artykuł 54: "Każdemu zapewnia się wolność wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji.Cenzura prewencyjna środków społecznego przekazu oraz koncesjonowanie prasy są zakazane. Ustawa może wprowadzić obowiązek uprzedniego uzyskania koncesji na prowadzenie stacji radiowej lub telewizyjnej." Patrząc szerzej - z kolei art 61 stanowi wogóle o obywatelskim prawie do uzyskiwania informacji o działalności organów władzy publicznej oraz osób pełniących funkcje publiczne. W ustępie 2 tego artykułu czytamy: "Prawo do uzyskiwania informacji obejmuje dostęp do dokumentów oraz wstęp na posiedzenia kolegialnych organów władzy publicznej pochodzących z powszechnych wyborów, z możliwością rejestracji dźwięku lub obrazu." No i wreszcie mamy w konstytucji zapisy o prawie do wystąpienia osoby uważającej się za pokrzywdzoną na drogę sądową. Najistotniejsze jest jednak to, co napisałem na początku tego komentarza. Już z tej perspektywy widać, że Trybunał wydał orzeczenie sprzeczne z konstytucją. Teraz wszystko zależy od tego, jaka będzie praktyka sądów w interpretacji zarówno orzeczenia TK, jak i samego jego uzasadnienia, pełnego logicznych sprzeczności i w istocie otwierającego pole do rozmaitych, wykluczających się interpretacji. Co więcej, w wyraźnie w oczach niektórych niezrozumiałym lub nie przeczytanym tekscie wyraźnie wykazałem, iż orzeczenie Trybunału podważa demokratyczne podstawy państwa polskiego, również chronione konstytucją, począwszy od preambuły, przez np art 2
Mam pytanie: dlaczego dziennikarz miałby miec prawo odmówienia autoryzacji dosłownie cytowanej wypowiedzi? Zakłada że rozmówca przy autoryzacji zmeni jej tresć? A w czym toprzeszkadza dziennikarzowi aby istote sprawy naswietlic? Może trochę więcej roboty? Autoryzacja to moje prawo które jest systematycznie naruszane przez pewnego typu tzw dziennikarstwo. I co mam być w tej sprawie bezbronny całkowicie? Mam zadowolić sie prawem do żadania sprostowania? Mogę sobie żądac
(17-11-2008) MP :
Chyba dalece bardziej absurdalne jest założenie, że dziennikarz gazety włoży politykowi w usta słowa, których ten nie wypowiedział, narażając się w ten sposób na ukaranie przez sąd z odpowiedniego paragrafu kodeksu karnego; w przypadku radia czy telewizji założenie to oznacza, że nagranie audio czy video to fałszywka, pewnikiem z sobowtórem.. Przyjęcie takiego poglądu wiąże się też z oczekiwaniem, że nie zmanipulowana wypowiedź to taka, która jest zamieszczona w całości, bez względu na to, jak by się pan poseł nie rozgadał. Każdy odpowiada sam za swoje słowo. Nie chcę się powtarzać, ale proszę czytać ze zrozumieniem, to jak się okazuje ginąca dziś umiejętność
Proszę też zwrócić uwagę że Trybunał Konstytucyjny broni nie tyle głupiego prawa, a jest ono głupie, ile prawa sprzecznego z konstytucją. Dla ciekawych - we wszystkich innych krajach coś takiego jak autoryzacja nie istnieje. Jak oni tam mogą bez niej żyć...
(17-11-2008) ooo :
Panie Redaktorze, szczerze szanuję Pana pracę, a nawet "zdanie odrębne" w kwestii orzeczenia TK w kwestii konstytucyjności (lub jej braku) zapisów w prawie prasowym dotyczącym autoryzacji dosłownie cytowanych wypowiedzi. Sugeruję jednak pogłębioną refleksję Art. 31 Konstytucji RP. ---Ostatnia (nieautoryzowana) Pana wypowiedź poszła chyba jednak o "jedno słowo za daleko" :( Pozdrawiam P.S. w kwestii tego, kto i bez czego żyć może albo musi ---dam tylko jeden przykład: jest taki (duży) kraj, w którym prawo zezwala na "aborcję" (?!) płodu, u którego badania prenatalne wykryły poważne ułomności- niemal do końca ciąży...Reasumując: my mamy swoją "zniewalającą" autoryzację na życzenie, a "oni" wolność denuncjacji z aborcją/porodem - też na życzenie... Hmm... Zostaję!
(18-11-2008) do ooo :
Szanowny Panie/Pani (ach ta poprawność polityczna), sam w komentarzu pod nikiem MP przytaczam ten artykuł konstytucji, z którego wynika coś zupełnie innego, niż wydaje się Pan sugerować.Pozdrawiam, M. Poświatowski
(18-11-2008) ooo - do wijaka :
Napisałeś/aś: "Rozmówca może w każdej chwili zmienić swoją wypowiedź ! TK nie zabezpieczył nas przed zmiana sensu w procesie autoryzacji"- jak rozumie chodzi Ci zapewne o zmianę w wyniku autoryzacji...No, dobrze, ale skoro dziennikarz z jakiegoś powodu nie chce albo nie lubi albo też nie ma czasu oddawać tekstów do autoryzacji, to przecież wcale nie musi tego robić! Może opisać sens wypowiedzi XY i wtedy autoryzacja nie jest wymagana. Zauważ proszę jednak, że w takiej sytuacji już tylko dziennikarz bierze odpowiedzialność za to co napisał ( za to co powiedział i tak już odpowiada XY i nawet na różnych płaszczyznach) . Tak czy owak, pozycja dziennikarza w stosunku do XY jest silniejsza, a ten zapis stwarza jedynie pozory równowagi. Media, to IV władza i coś w tym jest:) Proponuję jednak spojrzeć na kwestię autoryzacji z drugiej strony - . przecież autoryzacja, to dla dziennikarza pewnego rodzaju asekuracja. Przykładowy XY przepytywany przez dziennikarza wiedząc, że nie będzie korzystał z prawa do autoryzacji (bo w przeciwnym przypadku sprawa jest jasna) też musi mówić z sensem, a nie pleść bzdury czy konfabulować, bo musi ( a co najmniej powinien) sobie zdawać sprawę z tego, że dziennikarz jest zabezpieczony w utrwalacz dźwięku ( a często też) obrazu. Podsumowując: zarówno przepytywani jak też dziennikarze biorą za swoje słowa odpowiedzialność i jest to sytuacja zdrowa , z punktu widzenia prawa i zdrowego rozsądku. Pozdrawiam
(18-11-2008) wijak :
Bardzo dziękuję. Nareszcie coś merytorycznego, do czego warto się odnosić. Powiem więcej, to by mnie może nawet przekonało, gdybyś wskazał gdzie i w jakich krajach na zachodzie Europy, bez spadku totalitarnego prawa (jak w polskim przypadku, bo odnośny przepis powstał w roku 1982, i jest reliktem stanu wojennego ) instytucja autoryzacji funkcjonuje w podobny sposób. Gdzie dosłowny cytat podlega podobnym restrykcjom ? Jeśli rozmowa nie jest zarejestrowana - pełna z Tobą zgoda. Dziennikarz może wyłącznie omawiać to, co mu powiedział rozmówca. Ale w przypadku rejestracji rozmowy, przepis , w którego obronie stanął TK "chroni" wyłącznie rozmówcę, dając mu możliwość wycofania się ze wszystkiego. A przecież nikt przy zdrowych zmysłach nie ma nic przeciwko ściganiu dziennikarza, który wkłada w usta swojego rozmówcy nie wypowiedziane przez niego słowa.
(18-11-2008) Tomek N. :
Gwoli ścisłości. Znalazłem informację PAP sprzed miesiąca na ten temat. Okazuje się,że M.Poświatowski myśli podobnie jak organizacja "Reporterzy bez granic", przedstawiciel Sejmu, prokuratora generalnego i Rzecznik Praw Obywatelskich. Tylko sędziowie TK w peerelowskim przepisie nie widzę nic złego. Oto ta informacja : -------------- Organizacja Reporterzy bez Granic potępiła orzeczenie polskiego Trybunału Konstytucyjnego z 29 września, uznające za zgodne z konstytucją przepisy prawa prasowego przewidujące karę grzywny lub ograniczenia wolności za publikację czyjejś wypowiedzi bez autoryzacji. Reporterzy bez Granic napisali w oświadczeniu, że to orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego "jest niegodne kraju członkowskiego Unii Europejskiej i niszczy wszelką niezależność redakcyjną mediów". Wyrażono też opinię, że Trybunał swym orzeczeniem "wprowadza cenzurę godną najbardziej represyjnych reżimów". TK orzekł, że autoryzacja gwarantuje precyzję i pewność debaty publicznej oraz służy podnoszeniu wiarygodności tej debaty, i uznał przepisy prawa prasowego dotyczące autoryzacji za zgodne z konstytucją. Trybunał Konstytucyjny badał konstytucyjność przepisów prawa prasowego, przewidujących karę grzywny lub ograniczenia wolności za publikację materiału prasowego bez autoryzacji. Skargę w tej sprawie złożył redaktor naczelny "Gazety Kościańskiej" Jerzy Wizerkaniuk. W trakcie rozprawy przed TK zarówno przedstawiciel Sejmu, jak i prokuratora generalnego wnosili o uchylenie zaskarżonych przepisów. Opinię tę podzielał także przedstawiciel Rzecznika Praw Obywatelskich. Trybunał zajął odmienne stanowisko. W ocenie TK "wprowadzenie autoryzacji należy uznać za konieczne w demokratycznym państwie prawnym ze względu na potrzebę ochrony wolności i praw osób informujących, w tym przede wszystkim ich dóbr osobistych". TK zaznaczył, że "prawo do autoryzacji odnosi się jedynie do wypowiedzi dosłownie cytowanych, a zatem nie ogranicza ono prawa dziennikarza do opisowego traktowania myśli, a tym samym prawa do informowania". Zdanie odrębne złożył sędzia Andrzej Rzepliński.
(18-11-2008) ooo :
Hmm, ale trzeba by poddać interpretacji termin "wypowiedź". Sądzę, że jedno, dwa zdania przepytanego obywatela:) wplecione w tekst dziennikarza nie wymagają autoryzacji, bo przecież dziennikarz bierze za rzetelność swojej pracy odpowiedzialność, ale już opublikowanie wywiadu...No, tutaj jednak można by się zastanowić, na ile autorem tekstu jest dziennikarz, a na ile jego rozmówca. Oczywiście, że to takie teoretyzowanie, ale jednak...Hmm, każdy ma prawo do korekty swojej twórczości, zanim ją opublikuje. He he, teraz a teraz ocenzuruję siebie:) Pozdr:)