Source: https://polonus.forumoteka.pl/temat,1400,proces-w-sprawie-ukarania-sprawcow-pobicia-3-5-1987.html?p=10673
Timestamp: 2019-09-23 04:39:25+00:00
Document Index: 60054275

Matched Legal Cases: ['Art. 1', 'Art. 48', 'Art. 2', 'art. 75', 'art. 76', 'art. 78', 'Art. 3', 'art. 75', 'Art. 4', 'Art. 5', 'art. 2', 'art. 4', 'Art. 6', 'Art. 7', 'art. 60', 'art. 148', 'art. 145', 'art. 168', 'art. 184', 'art. 208', 'art. 210', 'art. 1', 'Art. 8', 'Art. 9', 'Art. 10', 'Art. 11', 'art. 1', 'Art. 12', 'Art. 13', 'art. 11', 'Art. 14', 'Art. 15', 'Art. 16', 'Art. 17', 'Art. 18']

Wysłany: Sro Kwi 04, 2012 1:45 pm Temat postu:
Informacja od Ryszarda Bociana.
We wtorek, 3 kwietnia 2012 r. w Sądzie Rejonowym w Sanoku odbyło się (w drodze pomocy sądowej) przesłuchanie sanoczanina Krzysztofa Kasprzaka,lat 49, świadka rozbicia 3-majowej manifestacji KPN w 1987 na Wawelu w Krakowie.
Uczestniczył prokurator IPN z Rzeszowa i oskarżyciel posiłkowy Ryszard Bocian z Krakowa, który w 1987 r. kierował rozbitym pochodem.
Sw. Krzysztof Kasprzak, w 1987 zomowiec a obecnie bankowiec, wraz ze swym plutonem specjalnym ZOMO rozbijał ten spokojny pochód krakowian po Mszy Św. w katedrze wawelskiej.
Świadek Kasprzak rozpoznał siebie na zachowanym filmie esbeckim i przypomniał sobie, że wraz z drugim zomowcem, używając siły fizycznej doprowadzili jednego z uczestników pochodu do więźniarki. Nie pamiętał natomiast, jak się ten drugi zomowiec nazywał. Zapamiętał jednak, że uczestnicy pochodu zachowywali się agresywnie. Dopytany przez oskarżyciela posiłkowego, w czym przejawiała się agresja manifestantów, zeznał: - "Potrząsali transparentami, machali rękami i krzyczeli". Zapytany czy rzucali kamieniami odpowiedział, że nie zauważył rzucania czymkolwiek. Poza tym świadek nikogo z obecnych oskarżonych nie rozpoznał i żadnego bicia ani właściwie niczego istotnego poza tym nie pamięta.
Zeznaniom świadka pilnie przysłuchiwali się dwaj z oskarżonych w sprawie 3 maja 1987: były kpt. MO, niegdyś znany bokser Wisły Kazimierz Lewandowski i kolega przesłuchiwanego świadka, były zomowiec Jan Dzięcioł. Obydwaj specjalnie przyjechali z Krakowa. Nie mieli pytań do świadka.
Przysłuchiwali się również byli opozycjoniści, znani obywatele miasta Sanoka, zawiadomieni o rozprawie przez naszych przyjaciół Sanoczan.
Kolejne posiedzenie sądu w sprawie odbędzie się w dniu 18 kwietnia (środa) godz. 13.00. Miejsce: sala B-138 Sądu Rejonowego dla Krakowa -Śródmieścia, ul. Przy Rondzie 7.
Wysłany: Pon Wrz 23, 2019 5:39 am Temat postu: Może Cię zaciekawi...
Wysłany: Sro Kwi 18, 2012 8:48 pm Temat postu:
Obszerna 5-minutowa informacja w Kronice Krakowa o dzisiejszej rozprawie w sądzie (w tym rozmowa z Ryszardem Bocianem) uzupełniona rozmową w studio z Maciejem Gawlikowskim - http://www.tvp.pl/krakow/kronika/wideo/18-iv-2012-godz1830/7098397 (początek materiału nt. 3 maja 1987 roku - 04:25).
17 maja br o godzinie 10-tej ostatnie mowy oskarżonych (sala B-29)
a 21 maja br. (poniedziałek) o godzinie 10-tej czeka nas ogłoszenie wyroku (także B-29)
o czym będziemy przypominać na bieżąco.
Polecam bardzo dobrze zrobiony materiał filmowy Adama Lisa oraz dobre wypowiedzi krakowskich Konfederatów.
Ostatnio zmieniony przez Administrator dnia Czw Maj 17, 2012 7:01 pm, w całości zmieniany 1 raz
Wysłany: Wto Maj 01, 2012 8:30 pm Temat postu:
Na portalu społecznościowym Facebook ruszyła strona:
http://www.facebook.com/drugiszereg
na temat procesu bojówkarzy z 3 maja 1987 roku.
Zdjęcia, relacje, archiwalia, postacie napastników, informacje o tych z nich, którzy na ławę oskarżonych nie trafili, a powinni...
Wysłany: Czw Maj 17, 2012 7:00 pm Temat postu:
Mowa końcowa oskarżyciela posiłkowego Macieja Gawlikowskiego na procesie bojówkarzy MO - sprawców pobicia pokojowej demonstracji 3 maja 1987 roku.
3 maja 1987 roku. Minęło 25 lat. Ćwierć wieku!
Wreszcie zapadnie wyrok za pobicie bezbronnych ludzi, których jedyna winą było to, że szli w pochodzie KPN by uczcić rocznicę Konstytucji 3 Maja, by pokazać przywiązanie do wolności.
Pierwszy raz opisywałem te wydarzenia kilka dni po pobiciu nas, podczas spotkania w Warszawie z zagranicznymi dziennikarzami. Pojechaliśmy tam z Ryszardem Bocianem na zorganizowaną w mieszkaniu Leszka Moczulskiego konferencję prasową. Udało mi się jako jedynemu, nie wyłączając gospodarza, uniknąć zatrzymania i opowiedziałem co się stało pod Wawelem, między innymi o tym, jak na zlecenie bezpieki bił nas były bokser, milicjant Kazimierz Lewandowski, siedzący tu na ławie oskarżonych. Dzięki tej konferencji prasowej ze sprawy 3 maja tłumaczył się Urban, ale oczywiście szans na ściganie sprawców pobicia nie było.
Kolejny epizod – już w wolnej Polsce, w 1992 roku - mój reportaż „Drugi szereg”, efekt dziennikarskiego śledztwa, które robiliśmy z Wojciechem Czuchnowskim – on dla dziennika „Czas”, ja dla telewizji. Ustaliliśmy drugiego z najaktywniejszych napastników – Tomasza Warykiewicza. Zdobyliśmy akta kolegium d.s. wykroczeń, a w nich zdjęcia z akcji. Te akta są dziś dowodem na udział w bandyckiej akcji „wielkiego nieobecnego” tego procesu - Warykiewicza. Po reportażu prokuratura wszczęła śledztwo, dzięki czemu obecny proces jest możliwy, bo sprawa się nie przedawniła. Śledztwu szybko ukręcono wówczas głowę. Nawet przesłuchujący mnie prokurator niechętnie i nieprecyzyjnie protokołował zeznania, mówiąc wprost, żeby kończyć, bo to wszystko nic nie da.
Zapadły lata milczenia. Bandyci robili kariery, głównie w policji, i śmiali nam się w twarz.
Kiedy po latach zobaczyłem w IPN cudem uratowany od zniszczenia archiwalny film – esbecki instruktaż jak skutecznie rozbić od wewnątrz nielegalny pochód - zabiło mi mocniej serce. Zobaczyłem akcję, w której brałem udział – 3 maja 1987. Ustalenie nazwisk funkcjonariuszy bijących bezradnych ludzi, w tym kobiety, nie było łatwe. Nie mając narzędzi takich jak ma prokuratura, byłem skazany na domysły, na korzystanie z pomocy dawnych milicjantów. Stąd w „Fachowcach" są niekiedy nieścisłości w identyfikacji. Ale znów po moim reportażu sprawą zajęła się prokuratura, tym razem już pion śledczy IPN. Wznowiono sprawę.
Dwadzieścia pięć lat. Ćwierć wieku starań, żeby na ławę oskarżonych trafili milicyjni bandyci. W tym damscy bokserzy, którzy pobili 70-letnią kobietę, Petronelę Wróbel czy ci, którzy wlekli po bruku dr Iwę Sabudę - panią, która mogłaby być ich matką. Zeznań tych pobitych pań nie usłyszeliśmy na sali sądowej. Pani Sabuda jest zbyt chora, by się stawić do sądu, pani Wróbel dawno nie żyje. Wielka szkoda. Ale został film, na którym to wszystko widać. Proszę aby Wysoki Sąd przed wydaniem wyroku jeszcze raz obejrzał to nagranie. Aby popatrzył na sceny bicia tych bezbronnych starszych kobiet.
Nasze wieloletnie starania odniosły częściowy skutek. Oglądamy twarze oskarżonych (nie wszystkich – część ma w głębokim poważaniu Wysoki Sąd i nie pofatygowała się ani raz na rozprawę), słuchamy ich wyjaśnień, które niewiele wyjaśniają. Czy któryś z tych ludzi zdobył się choć na słowo „przepraszam”? Nie. Żaden nie okazał skruchy!
Mimo ewidentnych dowodów winy, liczą na to, że uda się uniknąć odpowiedzialności, bo niby dziś są już innymi ludźmi, bo nie wchodzili przez ten czas w konflikt z prawem.
Nie czuję nienawiści do oskarżonego Czarneckiego, choć pamiętam jego radosną twarz po pobiciu mnie, pamiętam wykrzykiwane w podnieceniu pogróżki. Ale to nie jest sprawa osobista. Ich trzeba skazać nie z zemsty, nie w odwecie. Powinni odpowiedzieć za swoje bestialstwo sprzed ćwierćwiecza z innego powodu. Żaden funkcjonariusz publiczny w Polsce popełniając czyn bandycki nie powinien się czuć bezkarnie. Nawet jeśli stoi za nim system polityczny, wszechpotężna władza, prokuratura i sądy. Mijają lata, ale to nie może gwarantować bezkarności. Powinni odpowiedzieć za swoje czyny nawet po ćwierćwieczu. Nieuchronność kary. Nawet po 25 latach. Powinni otrzymać nie karę w zawieszeniu, tylko karę bezwzględnego pozbawienia wolności. Niech dzisiejsi funkcjonariusze patrzą na ten wyrok i niech wiedzą, że nie warto być łajdakiem. Nie warto dla kariery, dla ślepego posłuszeństwa przełożonym, łamać prawa.
Oskarżony Lewandowski żalił się na tej sali dwukrotnie, że robiąc reportaż namawiałem go do sypania kolegów. Tak, Wysoki Sądzie! Namawiałem go gorąco do tego, żeby wydał tych, którzy kazali mu iść na Wawel na mszę świętą i bić niewinnych ludzi. Żałuję, że tak on, jak i inni oskarżeni podtrzymali zmowę milczenia. Przewód sądowy dowiódł niezbicie, że akcja była zaplanowana i precyzyjnie kierowana. Żaden z oskarżonych nie wydał jednak przełożonych, którzy dali rozkaz bicia. To kolejny powód, dla którego Wysoki Sąd powinien być surowy w ocenie oskarżonych. Skoro sprawiedliwość niestety nie może dosięgnąć mocodawców, rozkazodawców, musi się ukarać tylko bezpośrednich sprawców.
A co jeśli po raz kolejny okaże się, że sprawiedliwość nie zatryumfowała?
Kolejny z wielkich nieobecnych ławy oskarżonych tego procesu, uczestnik bojówki, Andrzej Kapko, powiedział kiedyś w wywiadzie prasowym, że najdotkliwszą karą dla schwytanych kieszonkowców jest nie niski wyrok, jaki dostaną, zwykle w zawieszeniu. Najgorsze dla nich jest, jak to określił mało elegancko: „przypalenie mordy“, czyli utrata anonimowości. Podobnie jest w tym przypadku.
Wysłany: Czw Maj 17, 2012 7:39 pm Temat postu:
Prokurator IPN Marek Kowalcze wnosił o skazanie oskarżonych na kary więzienia (bez zawiasów!):
Kaziimierza L. na 2 lata i 10 miesięcy,
Kazimierza Z. na 2 lata i 6 m-cy,
Ryszarda R., Krzysztofa H. i Andrzeja C. na 2 lata i 4 m-ce,
Jana D. na 2 lata i 2 m-ce
Wysłany: Pią Maj 18, 2012 8:16 am Temat postu:
Relacja Marty Paluch z procesu w Gazecie Krakowskiej. I świetne zdjęcie!
http://www.gazetakrakowska.pl/artykul/577441,katowani-w-1987-r-nie-chodzi-nam-o-zemste,id,t.html
Jest też artykuł w Dzienniku Polski Ewy Kopcik - "Drugi szereg po 25 latach" - http://www.dziennikpolski24.pl/pl/magazyny/magazyn-piatek/1222655-drugi-szereg-po-25-latach.html,0:pag:3,0:pag:1#nav0
Wysłany: Pon Maj 21, 2012 4:54 pm Temat postu:
Dwie relacje:
Ewy Łosińskiej w Rzepie - http://www.rp.pl/artykul/10,879078-Krakowscy-milicjanci-skazani-za-pobicie-opozycjonistow.html
... i PAPowska w Gazecie Wyborczej - http://wyborcza.pl/1,91446,11768076,Krakow__Byli_milicjanci_skazani_za_pacyfikacje_manifestacji.html
... i w Dzienniku Polskim - http://www.dziennikpolski24.pl/pl/aktualnosci/na-biezaco/1223257-krakow-byli-milicjanci-skazani-za-pacyfikacje-manifestacji-w-1987-r.html
Łosińskiej nie było w sądzie, zamieściła rozmowę z również nieobecną Agatą Michałek oraz dywagacje nt. Tomasza Warykiewicza, które zdezawuował sąd w ustnym uzasadnieniu wyroku. Przykład nierzetelnego dziennikarstwa - niestety nie pierwszy raz w wydaniu Łosińskiej.
I bardzo rzetelna relacja Wyborczej i w Dzienniku Polskim, oparta na relacji PAPowskiej.
Relacja w TVP Kraków - http://www.tvp.pl/krakow/aktualnosci/spoleczne/byli-milicjanci-skazani-za-pacyfikacje-manifestacji-w-1987-r/7436027
Relacja wPolityce - http://wpolityce.pl/wydarzenia/28997-byli-milicjanci-z-tzw-drugiego-szeregu-skazani-za-brutalna-pacyfikacje-manifestacji-kpn-na-wawelu-3-maja-1987-r
Sowiniec w salonie24 - http://lubczasopismo.salon24.pl/debatyopolsce/post/419397,skazany-drugi-szereg
TVN24 - http://www.tvn24.pl/1,1745226,druk.html
Dziennik Polski - http://www.dziennikpolski24.pl/pl/aktualnosci/malopolska/1223357-wina-uznana-po-25-latach
Ostatnio zmieniony przez Administrator dnia Wto Maj 22, 2012 11:11 am, w całości zmieniany 2 razy
Wysłany: Pon Maj 21, 2012 9:14 pm Temat postu:
Tekst Łosińskiej skandaliczny!
Rozmawiałem z prokuratorem Kowalcze i podobno wyjasniał jej w rozmowie telefonicznej, że udział Warykiewicza w akcji rozbicia demonstracji 3 maja '87 jest bezsprzeczny i udowodniony przed sądem. Miała więc świadomość, jakie sa fakty.
Można przypuszczać, że nie jest to efekt niechlujności i niestaranności dziennikarskiej, tylko powody są głębsze...
Czemu "Rzeczpospolita" pozwala na tak nieuczciwe zagrania?
Wysłany: Wto Maj 22, 2012 7:36 am Temat postu:
W krakowskim wydaniu papierowym Rzepy tekstu Łosińskiej nie wydrukowano. Jest krótka notatka oparta na depeszy PAP (ale bardzo okrojona). Ciekawe, czy tekst Łosińskiej ukazał się w wydaniu warszawskim, czy też jest dostępny tylko w Internecie?
Szkoda, że dziennik, który przecież popiera rozliczenia komunistycznych zbrodniarzy w taki sposób potraktował precedensowy przecież wyrok krakowskiego sądu w sprawie milicyjnych bojówkarzy. Okoliczność, że w grupie około 200 funkcjonariuszy, którzy brali udział w brutalnym rozpędzeniu pokojowej demonstracji KPN 3 maja 1987 roku był późniejszy współpracownik Mariusza Kamińskiego - wysoki funkcjonariusz CBA, nie powinna mieć wpływu na relacje gazety z procesu. Zwłaszcza, że sąd w ustnym uzasadnieniu wyroku wyraźnie stwierdził, że Tomasz Warykiewicz był wśród osób uczestniczących w rozpędzaniu tej demonstracji, jednak ofiara, która była bita przez mężczyznę odpowiadającemu jego rysopisowi nie była w stanie rozpoznać mężczyzny, który ją bił a indywidualizacja odpowiedzialności karnej wymaga przypisania konkretnej osobie konkretnych czynów. Sąd podkreślił także, że spośród wielu osób, których przesłuchiwał, nie dał w całości wiary tylko dwóm osobom: Tomaszowi Warykiewiczowi oraz głównemu oskarżonemu - Kazimierzowi L.
Ustalenia Sądu co do przebiegu manifestacji odpowiadają znanemu już wcześniej opisowi wydarzeń.
Na podstawie filmu odnalezionego przez Macieja Gawlikowskiego Sąd zidentyfikował część milicjantów uczestniczących w pobiciu.
Sąd podkreślił jednak, że najbardziej poruszające akty brutalności miały miejsce poza filmowym kadrem, u stóp wzgórza Wawelskiego, gdzie - między samochodami milicyjnymi - funkcjonariusze MO i SB katowali schwytanych uczestników demonstracji. I właśnie te ustalenia (na podstawie zeznań świadków) na temat tego, co działo się poza kadrem filmowym i jaką rolę odgrywali w tych wydarzeniach oskarżeni, były podstawą zróżnicowania kar dla poszczególnych osób. Na przykład ten, który (co widać na filmie) kopie 73-letnią Petronelę Wróbel nie brał udział w katowaniu demonstrantów przy samochodach milicyjnych, bo na filmie widać, że szybko wrócił na górę i brał udział w zatrzymywaniu innych uczestników demonstracji. Sąd podkreślił, że nie udało się zidentyfikować wszystkich sprawców brutalnego pobicia i że w akcji brali też udział inni funkcjonariusze.
Sąd obszernie odniósł się do jednej tylko mowy końcowej oskarżycieli, mianowicie do (publikowanej na POLONUSIe) mowy Macieja Gawlikowskiego, podzielając większość jego tez.
Sąd podkreślił, że zgodnie z obowiązującym prawem nie jest w stanie wymierzyć oskarżonym wyższych kar (maksymalna kara na podstawie kodeksu karnego z 1969 roku, który obowiązywał w dacie popełnieniu przestępstwa za te czyny to były 3 lata pozbawienia wolności, a główny oskarżony dostał 2 lata i 10 miesięcy). Sąd podkreślił też, że zgodnie z ustawą amnestyjną musi wymierzoną karę zredukować o połowę oraz musi ją zawiesić. To tłumaczy dlaczego oskarżeni nie poszli siedzieć. Mogą podziękować ludziom z Magdalenki i uczestnikom Okrągłego Stołu, którzy w praktyce zapewnili bezkarność tego typu przestępcom.
Dla każdego, kto uczestniczył w procesie jest jasne, że wydany wyrok to maksimum tego, co można było osiągnąć w stanie prawnym stworzonym przez ludzi Magdalenki i Okrągłego Stołu.
Jasne jest także, że bez determinacji dwóch byłych działaczy Konfederacji Polski Niepodległej: Ryszarda Bociana i Macieja Gawlikowskiego, do wydania tego wyroku nigdy by nie doszło.
Wysłany: Wto Maj 22, 2012 9:56 pm Temat postu:
Dlaczego wyroki są takie łagodne - pyta wiele osób.
Tu mamy odpowiedź - ustawa o amnestii uchwalona przez kontraktowy parlament w grudniu 1989 roku. Wytłuszczone zostały postanowienia ustawy mające zastosowanie w związku z ukaraniem sprawców pobicia 3 maja 1987 roku.
USTAWA o amnestii.
z dnia 7 grudnia 1989 r.
Art. 1. 1. W sprawach o przestępstwa i przestępstwa skarbowe, jeżeli z okoliczności sprawy wynika, że w wypadku przestępstwa umyślnego kara pozbawienia wolności nie przekroczyłaby lat 2, a przestępstwa nieumyślnego lat 3, postępowanie karne umarza się.
2. W wypadku popełnienia przez sprawcę w okresie 2 lat od zastosowania amnestii nowego umyślnego przestępstwa podobnego, za które orzeczono karę pozbawienia wolności, wydane orzeczenie w przedmiocie amnestii ulega uchyleniu i postępowanie karne podejmuje się na nowo.
3. Art. 48 Kodeksu karnego stosuje się odpowiednio.
4. Organ stosujący ustawę poucza osobę korzystającą z amnestii o treści przepisu ust. 2.
Art. 2. 1. W sprawach o przestępstwa i przestępstwa skarbowe wykonanie orzeczonej prawomocnie kary pozbawienia wolności za przestępstwo umyślne w wymiarze do 2 lat, a za przestępstwo nieumyślne w wymiarze do 3 lat, warunkowo zawiesza się; art. 75 § 1 i 3, art. 76 § 1 Kodeksu karnego nie stosuje się, a art. 78 § 1 Kodeksu karnego stosuje się odpowiednio.
2. W wypadku określonym w ust. 1 zawieszenie wykonania kary następuje na okres próby równy wysokości kary wymierzonej lub pozostałej do odbycia, jednak nie krótszy niż rok; okres ten biegnie od uprawomocnienia się orzeczenia o warunkowym zawieszeniu wykonania kary.
3. Zawieszając wykonanie kary pozbawienia wolności orzeczonej za przestępstwo przeciwko mieniu, w wypadku gdy szkoda nie została naprawiona, sąd może nałożyć obowiązek jej naprawienia.
4. Sąd zarządza wykonanie kary także, jeżeli skazany uchyla się od wykonania obowiązku naprawienia szkody określonego w ust. 3.
Art. 3. W wypadku orzeczenia prawomocnie kary pozbawienia wolności z warunkowym zawieszeniem jej wykonania, oznaczony okres próby skraca się o połowę; orzeczoną na podstawie art. 75 § 1 Kodeksu karnego grzywnę nie wykonaną w całości lub w części daruje się.
Art. 4. 1. Prawomocnie orzeczone kary ograniczenia wolności albo grzywny, nie wykonane w całości lub w części, daruje się.
2. Orzeczenie o zastosowaniu amnestii w wypadku, o którym mowa w ust. 1, może ulec uchyleniu, jeżeli sprawca w okresie roku od darowania kary popełnił przestępstwo umyślne, za które został prawomocnie skazany.
3. Organ stosujący ustawę poucza osobę korzystającą z amnestii o treści przepisu ust. 2.
Art. 5. 1. W sprawach o przestępstwa i przestępstwa skarbowe, za które wymierzono karę surowszą niż określona w art. 2 ust. 1:
1) łagodzi się:
a) o połowę karę pozbawienia wolności orzeczoną w wymiarze do 10 lat,
b) o jedną trzecią karę pozbawienia wolności orzeczoną w wymiarze powyżej 10 lat,
c) karę 25 lat pozbawienia wolności do lat 15,
2) zamienia się karę śmierci na karę 25 lat pozbawienia wolności, a orzeczoną obok niej karę dodatkową pozbawienia praw publicznych łagodzi się do 10 lat.
2. Łagodzi się o połowę nie wykonane w całości lub w części grzywny orzeczone obok kary pozbawienia wolności.
3. Orzeczenie o zastosowaniu amnestii w wypadku, o którym mowa w ust. 1 pkt 1 i w ust. 2, ulega uchyleniu, jeżeli sprawca w okresie 2 lat od złagodzenia kary popełnił umyślne przestępstwo podobne, za które orzeczono prawomocnie karę pozbawienia wolności.
4. Przepis art. 4 ust. 3 stosuje się odpowiednio.
Art. 6. 1. Nie wykonaną w całości lub w części karę dodatkową konfiskaty mienia daruje się.
2. Umarzając postępowanie w sprawie o przestępstwo ścigane z oskarżenia prywatnego, zwraca się oskarżycielowi prywatnemu wpłaconą przez niego zryczałtowaną równowartość kosztów postępowania, chyba że w sprawie zapadł już wyrok, chociażby nieprawomocny.
Art. 7. 1. Ustawy nie stosuje się:
1) do sprawców skazanych w warunkach określonych w art. 60 § 2 Kodeksu karnego,
2) do przestępstw określonych w art. 148 § 1, art. 145 § 3 w związku z § 2 tego artykułu, jeżeli następstwem czynu jest śmierć człowieka, oraz w art. 168 § 2, art. 184, art. 208 i art. 210 Kodeksu karnego,
3) do zbrodni określonych w art. 1 pkt 1 dekretu z dnia 31 sierpnia 1944 r. o wymiarze kary dla faszystowsko-hitlerowskich zbrodniarzy winnych zabójstw i znęcania się nad ludnością cywilną i jeńcami oraz dla zdrajców Narodu Polskiego (Dz. U. z 1946 r. Nr 69, poz. 377, z 1947 r. Nr 65, poz. 390, z 1948 r. Nr 18, poz. 124 i z 1949 r. Nr 32, poz. 238) oraz do innych zbrodni wojennych i przeciwko ludzkości.
2. Wyłączenie stosowania ustawy, o którym mowa w ust. 1 pkt 1 i 2, nie odnosi się do wypadków wymierzenia kary z nadzwyczajnym jej złagodzeniem.
3. Karę śmierci orzeczoną za przestępstwa określone w ust. 1 pkt 1 i 2 zamienia się na karę 25 lat pozbawienia wolności, a orzeczoną obok niej karę dodatkową pozbawienia praw publicznych łagodzi się do lat 10.
Art. 8. 1. W razie zbiegu przestępstw podlegających ustawie, stosuje się amnestię do każdego ze zbiegających się przestępstw. W razie zbiegu przestępstwa podlegającego ustawie z innym przestępstwem, stosuje się amnestię do przestępstwa jej podlegającego.
2. Po zastosowaniu amnestii, w miarę potrzeby, orzeka się na posiedzeniu karę łączną.
Art. 9. 1. Do kar już złagodzonych w drodze amnestii lub łaski stosuje się przepisy ustawy, biorąc za podstawę karę złagodzoną.
2. Jeżeli w drodze amnestii lub łaski złagodzono jedynie karę łączną, uważa się, że kary wymierzone za poszczególne zbiegające się przestępstwa zostały złagodzone do wysokości złagodzonej kary łącznej.
Art. 10. 1. Przebacza się i puszcza w niepamięć wykroczenia i wykroczenia skarbowe, a kary nie wykonane daruje się.
2. Ustawę stosuje organ właściwy do orzekania w sprawie.
Art. 11. 1. Amnestię stosuje sąd właściwy do rozpoznania sprawy.
2. W stosunku do osób odbywających karę pozbawienia wolności lub karę aresztu wojskowego, jeżeli nie zachodzi potrzeba orzeczenia kary łącznej, amnestię stosuje sąd wojewódzki, na którego obszarze właściwości skazany odbywa karę, a w zakresie właściwości sądów wojskowych – sąd wojskowy; sąd orzeka na posiedzeniu w składzie jednego sędziego.
3. W sprawach określonych w art. 1 w postępowaniu przygotowawczym orzeka sąd na wniosek prokuratora, a w sprawach o przestępstwa skarbowe należące do właściwości finansowych organów orzekających – kierownik tego organu pierwszej instancji.
Art. 12. Orzeczenia w przedmiocie stosowania amnestii zapadają w formie postanowienia. W sprawach rozpoznawanych na rozprawie o zastosowaniu amnestii orzeka się wyrokiem.
Art. 13. 1. Na postanowienie w przedmiocie amnestii przysługuje zażalenie na zasadach ogólnych; na postanowienie o umorzeniu postępowania przysługuje sprzeciw w tym samym terminie.
2. W wypadku, o którym mowa w art. 11 ust. 2, zażalenie rozpoznaje sąd wojewódzki lub sąd wojskowy w składzie trzech sędziów.
3. W razie wniesienia sprzeciwu przeciwko postanowieniu o umorzeniu postępowania, postanowienie to traci moc i postępowanie toczy się na zasadach ogólnych.
Art. 14. Postępowanie w sprawach amnestii toczy się według przepisów obowiązujących przed organem, który je prowadzi, jeżeli przepisy ustawy nie stanowią inaczej.
Art. 15. Ustawę stosuje się do czynów popełnionych przed dniem 12 września 1989 r.
Art. 16. Osoby pozbawione wolności podlegają zwolnieniu w kolejności, którą określa organ stosujący ustawę, stosownie do wysokości kary, w każdym razie nie później niż do dnia 20 grudnia 1989 r.
Art. 17. Ministrowie Sprawiedliwości, Obrony Narodowej, Finansów, Spraw Wewnętrznych oraz Prokurator Generalny Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej wydają zarządzenia niezbędne do wykonania ustawy.
Art. 18. Ustawa wchodzi w życie z dniem ogłoszenia.
Prezydent Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej: W. Jaruzelski
Ciekawie będzie zapewne przypomnieć którzy, czynni do dziś, politycy zasiadali wówczas w Sejmie i w Senacie. Niebawem poznamy zapewne odpowiedź na to pytanie...
Wysłany: Sro Maj 23, 2012 6:04 pm Temat postu:
Posłowie i senatorowie w parlamencie kontraktowym (1989-1991) wybrani z list wyborczych Komitetu Obywatelskiego przy Lechu Wałęsie w następstwie rozmów w Magdalence i przy Okrągłym Stole - http://pl.wikipedia.org/wiki/Obywatelski_Klub_Parlamentarny .
Z dzisiejszych polityków najbardziej znane nazwiska to Stefan Niesiołowski (obecnie PO) oraz Jarosław Kaczyński (obecnie PiS). Ten ostatni uczestniczył także w rozmowach Okrągłego Stołu.
W grudniu 1989 roku parlament kontraktowy uchwalił ustawę o amnestii, która zapewniła faktyczną bezkarność sprawcom komunistycznych zbrodni podobnych do tej, jaką było brutalne rozbicie demonstracji KPN 3 maja 1987 roku.
Dziś nie można ustalić kto jak głosował, gdyż elektroniczne karty do głosowania pozwalające na imienny wydruk wyników głosowania wprowadzono po 1991 roku. Jeżeli jednak ktoś był przeciw, to ślad tego sprzeciwu zapewne będzie można znaleźć w stenogramie z obrad Sejmu lub Senatu.
Wysłany: Czw Maj 24, 2012 4:10 pm Temat postu:
W tej sprawie nie chodziło o zapakowanie paru gości do więzienia.
Przecież wiemy doskonale, że było w Krakowie , w Nowej Hucie i w bardzo wielu miejscach w Polsce wiele demonstracji, gdzie brutalność sił reżimu prl była o wiele większa, niż 3 maja 1987 roku w Krakowie.
Ale tą sprawę udało się "ocalić od zapomnienia", przeprowadzić przez przewód sądowy i zakończyć w pierwszej instancji wyrokami skazującymi.
3 maja 1987 roku po południu zostałem zaprowadzony na X piętro WUSW (po ludzku: Komendy Wojewódzkiej Milicji Obywatelskiej), gdzie w jednym z pokoi siedział sb-ek ( X piętro zajmowała sb), który chciał mnie przesłuchać. To jednak ja zadawałem pytania i chciałem złożyć mu zawiadomienie o bezprawnej napaści bojówki sb na legalną manifestację KPN-u. W takiej sytuacji rozmowa zakończyła się, zanim zaczęła i odstawiono mnie "na dołek".
Po raz drugi, w 1992 roku, już w wolnej Polsce, przesłuchiwała mnie Pani Prokurator. Zeznałem wtedy , że 3 maja 1987 roku pochód KPN w którym uczestniczyłem, został zaatakowany i rozbity. Podkreśliłem, ze atak był - w mojej opinii - efektem decyzji politycznej podjętej w komitecie krakowskim pzpr.
Wracałem do tej kwestii- jako oskarżyciel posiłkowy - w czasie procesu "II szeregu" od 21 lutego 2010 do 21 maja 2012 r. Uważam bowiem, że kwestia odpowiedzialności pzpr-u za zniewolenie Polski - pozostaje otwarta, bez względu na "ustawy amnestyjne", czy "ustalenia z Magdalenki". Uważam też, że po dzień dzisiejszy nie można mówić o rozpoczęciu biegu "przedawnienia", ponieważ wciąż warunki polityczne nie pozwalają na rozpoczęcie ścigania działaczy pzpr za zbrodnie zdrady, popełniona w interesie obcego (wrogiego!) mocarstwa.
Proces "II szeregu" nie pozwala o tym zapomnieć.
Proszę, aby każdy, kto te słowa będzie czytał, w Polsce, czy gdziekolwiek na świecie, dziś - czy kiedykolwiek w przyszłości -aby każdy z Was zapamiętał, że cichym i głównym bohaterem tego procesu jest Maciek Gawlikowski. On bowiem, czysto i do cna uczciwie, wykonał gigantyczną pracę, aby dotrzeć do źródeł prawdy, do dowodów. Bez Niego nie tylko ten proces nie zakończyłby się tak, ale - co trzeba pamiętać nade wszystko - nigdy by się nie odbył.
Każdy, kto dziś usiłuje twierdzić inaczej o wkładzie Maćka w tą sprawę, staje tam, gdzie 3 maja 1987 roku stał por. mo Kazimierz L. i inni skazani.
Wysłany: Nie Maj 27, 2012 2:30 pm Temat postu:
Dzięki, Pawle.
Proces jest wynikiem wysiłku paru osób. Także Twojego czy Twojej Mamy. Niestety, w niewielkim stopniu tych, których to było obowiązkeim służbowym
A ci, którzy próbują załatwiac przy okazji jakieś swoje gierki... Bóg z nimi. Nie warto wchodzić w potyczki. Nie jest jednak przypadkiem, że dziś kumplują się z jednym z napastników z 3 maja '87...
Wysłany: Wto Paź 02, 2012 10:24 am Temat postu:
Fragmenty monumentalnego uzasadnienia nieprawomocnego wyroku sądu skazującego sprawców pobicia uczestników pokojowej demonstracji 3 maja 1987 roku w Krakowie. Publikujemy spis treści oraz te fragmenty uzasadnienia, które dotyczą stanu faktycznego, który ustalił Sąd. Jest to dokument, mający istotne znaczenia, jako źródło wiedzy historycznej, na temat przebiegu tamtej demonstracji.
Uzasadnienie - spis treści
(I). Sąd ustalił następujący stan faktyczny:...2
(II). Wyjaśnienia oskarżonych...58
(III). Ocena dowodów...61
1. Dowody wskazujące na wzięciu udziału w pobiciu Zbigniewa Romanowskiego przez oskarżonych L..., R..., H...:...61
2. Ocena zeznań pokrzywdzonych i innych świadków oskarżenia. Zeznania świadków oskarżenia, którym Sąd dał wiarę w całości...75
3. Świadkowie oskarżenia, którym Sąd dał wiarę w części...99
4. Zeznania świadków byłych funkcjonariuszy WUSW i byłych funkcjonariuszy milicji obywatelskiej...114
5. Wyjaśnienia K. L., Zeznania Funkcjonariuszy WUSW wiarygodne w części oraz niewiarygodne...151
(IV). Sąd zważył co następuje:..173
1. W ogólności...175
3. Znamiona udziału w pobiciu...178
4. Znamiona zbrodni komunistycznej...190
5. Przedawnienie karalności...194
6. Ustawa o Amnestii...206
7. Co do wymiaru kary...210
Wysłany: Sro Paź 24, 2012 9:04 am Temat postu:
Na uzasadnienie jeszcze poczekamy. Na razie wczorajszy artykuł w Dzienniku Polskim o jednym z aspektów tej sprawy:
Wyrwa w "drugim szeregu"
IPN umorzył śledztwo przeciwko Tomaszowi Warykiewiczowi, byłemu doradcy szefa Centralnego Biura Antykorupcyjnego. Po prawie 6 latach od postawienia mu zarzutu udziału w komunistycznej zbrodni, prokuratorzy uznali, że nie ma na to dowodów.
- Możliwości wykrycia winnych w tej sprawie zostały wyczerpane. Mimo przesłuchania wielu świadków, zbadania dokumentów, zdjęć i filmu, nie można przyjąć, że podejrzany kogokolwiek pobił - mówi prok. Marek Kowalcze z pionu śledczego IPN.
Chodzi o tzw. drugi szereg, czyli brutalną pacyfikację pokojowej manifestacji z 3 maja 1987 r. Rozbili ją ubrani po cywilnemu milicjanci, którzy wmieszali się w pochód, schodzący ze wzgórza wawelskiego w kierunku ul. Podzamcze. Funkcjonariusze atakowali z przodu, z tyłu, z boku. Kopali, bili pięściami i metalowymi rurkami od transparentów, wykręcali ręce.
Jeden z pobitych opozycjonistów, Zbigniew Romanowski, trafił do komendy przy ul. Mogilskiej ze złamanym ramieniem, żuchwą, żebrami i oderwaną kostką podudzia. Co najmniej 12 innych zostało poturbowanych.
Po raz pierwszy śledztwo w tej sprawie krakowska prokuratura wszczęła na początku lat 90., ale je umorzyła - z braku dowodów. Wznowiono je w styczniu 2007 r. po emisji w TVP reportażu Macieja Gawlikowskiego, w którego ręce trafił esbecki film nakręcony podczas zajść w 1987 r. na Wawelu. Widać na nim początek pacyfikacji demonstracji. Obrazy są szokujące. Jedna ze scen pokazuje, jak cywil z bokserskim nosem kopie leżącą na bruku starszą kobietę. To 73-letnia Petronela Wróbel. Pada nazwisko jej kata. Według autora filmu to Tomasz Warykiewicz, w 2007 r. doradca ministra Mariusza Kamińskiego, szefa CBA, a wcześniej naczelnik wydziału operacji specjalnych Komendy Głównej Policji (na początku lat 90. kierował też krakowskim "Antygan-giem", elitarną jednostką do walki z mafią). W filmie jest on określany jako wyjątkowy oprawca.
Po emisji telewizyjnego reportażu Warykiewicz stracił stanowisko w CBA. Prokurator Artur Wrona z krakowskiego IPN postawił mu zarzut, z którego wynikało, że wspólnie i w porozumieniu z innymi funkcjonariuszami brał udział w pobiciu wielu osób. Film był głównym dowodem w śledztwie. Ale akt oskarżenia, który trafił do sądu, już Warykiewicza nie obejmował. Bo okazało się, że mężczyzna z bokserskim nosem, który zadawał kopniaki, to nie on, ale Kazimierz Z., ówczesny funkcjonariusz plutonu specjalnego, a dzisiaj emeryt. Razem z pięcioma innymi byłymi milicjantami Kazimierz Z. został zresztą w maju tego roku skazany za pobicie opozycjonistów w czasie tej demonstracji.
- Doszło do pomyłki. Wynika to z analizy filmu oraz z porównania zdjęć funkcjonariuszy. Żaden z przesłuchanych świadków nie potwierdził też, by widział Tomasza W., jak bije uczestników demonstracji - mówi dziś prok. Marek Kowalcze.
Takie zeznania złożył jedynie Maciej Gawlikowski, który w czasie demonstracji szedł w pierwszym szeregu i sam został pobity. Przesłuchiwany na początku lat 90. w prokuraturze twierdził, że wśród bijących Zbigniewa Romanowskiego rozpoznał Warykiewicza.
- Rzeczywiście na filmie nie ma Tomasza Warykiewicza, choć rozpoznali go policjanci, którzy z nim wcześniej pracowali. Minęło wówczas 20 lat od tych wydarzeń, więc nietrudno pomylić uczestników tej bojówki - krótko ostrzyżonych, wysportowanych młodych mężczyzn. Nie ma jednak wątpliwości, że Warykiewicz uczestniczył w rozbijaniu demonstracji w 1987 r. pod Wawelem i doprowadził Romanowskiego do więźniarki, w wyniku czego ten doznał ciężkich obrażeń - mówi dziś Maciej Gawlikowski.
Zdaniem pobitego demonstranta: - Są na to dokumenty, w tym trzykrotne zeznania Warykiewicza składane w prokuraturze, przed sądem i w formie notatki służbowej. Dziś wiemy, że w jednym kłamał - dla uproszczenia sprawy, żeby nie wzywać już kolejnego funkcjonariusza na rozprawę przed kolegium, zeznał, że od początku brał udział w zatrzymywaniu Romanowskiego, a w rzeczywistości włączył się po około minucie.
Sam Tomasz Warykiewicz przyznaje, że 3 maja 1987 r. był pod Wawelem. Pracował wtedy w wydziale kryminalnym krakowskiej MO. - Wysłali nas tam bez żadnego planu i przygotowania. Wiadomo było z góry, że sytuacja wymknie się spod kontroli. Improwizowaliśmy, ale nikogo nie katowałem. Przez 21 lat - od pierwszej publikacji o "drugim szeregu" - dorabiano teorię do życia, nazywając mnie oprawcą. Jestem pewny, że gdyby był jakiś cień wątpliwości co do mojej roli w tej sprawie, byłbym jeszcze oskarżany przez kolejne 20 lat - mówi.
Były milicjant, podejrzany o pobicie solidarnościowych demonstrantów, był doradcą szefa CBA i szkolił policjantów w Bośni.
Uwolniony od zarzutów Tomasz Warykiewicz przyznaje, że 3 maja 1987 r. był pod Wawelem. Dodaje też, że wydarzenia sprzed 25 lat mocno zaważyły na jego policyjnej karierze.
- Na początku lat 90. w ciągu godziny ówczesny komendant wojewódzki rozpędził "Antygang". Ja zostałem skierowany do komendy rejonowej w Nowej Hucie z zakazem pojawiania się w komendzie wojewódzkiej. Potem wylądowałem w komendzie głównej. Pozwolono mi pracować, ale co jakiś czas przypominano, że coś "jest na rzeczy" - mówi.
Był jednym z twórców w polskiej policji systemu PPP: policjant pod przykryciem, czyli operacji specjalnych używających funkcjonariuszy, którzy pod zmienioną tożsamością przenikają do gangów. Potem przez rok, jako ekspert Komisji Europejskiej, szkolił policjantów w Bośni. - Gdy wróciłem, nie było dla mnie żadnej pracy. Pod pretekstem, że znam języki, skierowali mnie do wydziału ds. współpracy z zagranicą, gdzie przez pół roku parzyłem herbatę dla delegacji. W końcu w 2006 r. napisałem raport o zwolnienie i przeszedłem na emeryturę. W 2007 r. trafiłem do CBA, na trzy miesiące - wspomina.
Dziś mieszka na Warmii, prowadzi biuro obrotu nieruchomościami. I jak mówi, nadal czyta w internecie, że był oprawcą, a sprostowania, które wysyłał do mediów, nigdy nie doczekały się publikacji.
Dlaczego dopiero po blisko 6 latach śledczy z IPN zdecydowali się zamknąć sprawę? - Chcieliśmy wykorzystać wszystkie możliwości dowodowe. Przypuszczaliśmy, że w czasie procesu pojawią się zeznania, które ujawnią nowe okoliczności - mówi prok. Marek Kowalcze.
W trakcie śledztwa prokuratorzy IPN ustalili nazwiska kilkudziesięciu funkcjonariuszy, którzy brali udział w rozbiciu demonstracji pod Wawelem. Dowodów na to, że bili opozycjonistów wystarczyło jednak tylko do skazania sześciu z nich. Poza zasięgiem wymiaru sprawiedliwości pozostali też ci, którzy wydawali im rozkazy. Choć akcja była zaplanowana, nie znaleziono dowodów, że bicie było częścią tego planu. Prokuratorskie postanowienie o umorzeniu śledztwa na razie nie jest prawomocne. Sam Gawlikowski twierdzi, że nie będzie się od niego odwoływał, choć z rozstrzygnięcia nie jest zadowolony.
- Milicjanci z wydziału kryminalnego byli często używani do wspólnych akcji z SB. Warykiewicz uczestniczył w ekipach, które wdzierały się do domów opozycjonistów, brał udział jako tajniak w tłumieniu demonstracji. Ale nie dziwi mnie to, że nie poniesie odpowiedzialności, skoro włos z głowy nie spadł jego dowódcom, z Czesławem Kiszczakiem na czele - komentuje dziś Gawlikowski.
SZEŚCIU SKAZANYCH
W maju krakowski sąd skazał sześciu byłych funkcjonariuszy Wojewódzkiego Urzędu Spraw Wewnętrznych w Krakowie (z pionu kryminalnego i plutonu specjalnego ZOMO) za pobicie uczestników pokojowej demonstracji pod Wawelem. Czterem wymierzył kary więzienia - od dwóch lat i 10 miesięcy do dwóch lat i czterech miesięcy. Jednak na mocy ustawy amnestyjnej (z grudnia 1989 r.) wyroki te zostały zmniejszone o połowę, a ich wykonanie zawieszono na dwa lata. W stosunku do dwóch oskarżonych, choć sąd uznał ich winę, sprawę umorzono. To także efekt działania ustawy amnestyjnej.
EWA KOPCIK (DZIENNIK POLSKI)
http://www.dziennikpolski24.pl/pl/aktualnosci/kraj/1245796-wyrwa-w-drugim-szeregu.html