Source: http://suwerennosc.blogspot.com/2010/02/prof-tadeusz-zarski-zagrozenia-zwiazane.html
Timestamp: 2018-06-19 19:43:49+00:00
Document Index: 36957194

Matched Legal Cases: ['art. 174', 'art. 174', 'Art. 177', 'art. 180', 'art. 180', 'art. 187', 'art. 189', 'art. 189', 'art. 205']

Suwerenność Narodu Polskiego: Prof. Tadeusz Żarski - Zagrożenia związane z uprawą GMO i ze spożywaniem żywności wytworzonej z GMO
Prof. Tadeusz Żarski - Zagrożenia związane z uprawą GMO i ze spożywaniem żywności wytworzonej z GMO
Publikujemy z niewielkim skrótem zasadniczą treść ekspertyzy autorstwa prof. dr hab. Tadeusza P. Żarskiego w sprawie projektu ustawy "Prawo o organizmach genetycznie zmodyfikowanych" (GMO). Nowa ustawa, stanowiąca typową implementację prawa unijnego, teraz nadrzędnago nad prawem krajowym, unieważnia poprzednią ustawę z 2001 r. w tym zakresie. Obecna ustawa, pozornie chroniąc przed zagrożeniem ze strony GMO, wprowadzana pod dyktatem Unii Europejskiej, zamienia się w ustawową regulację wprowadzania w Polsce GMO metodą "step by step" (krok za krokiem) i "case by case" (precedens za precedensem). Należy pamiętać, iż dzieje się tak wbrew decyzjom sejmików wielu województw w Polsce, które za wzorem wielu regionów Europy, proklamowały swoje regiony strefami wolnymi od GMO. Ale nic dziwnego: ta sama ekipa posłów-zdrajców w Sejmie, która uchwalała 1 kwietnia 2008 Traktat Lizboński i unieważniała tym samym polską Ustawę Zasadniczą, dziś niewiele sobie robi z uchwał organów samorządu wojewódzkiego. (Red.)
Prof. dr hab. Tadeusz P. Żarski
Członek Komisji ds. GMO przy Ministrze
Środowiska i Państwowej Rady Ochrony Środowiska
Warszawa 18 stycznia 2010 r.
na temat projektu ustawy – Prawo o organizmach genetycznie zmodyfikowanych
(druk 2547)
Zagrożenia związane z uprawą GMO i ze spożywaniem żywności wytworzonej z GMO
Projekt ustawy o GMO powstawał przez ponad dwa lata i jego celem było dostosowanie polskiego prawa do prawa unijnego. Jednak mimo długiego czasu powstawania zawiera on szereg luk, które w konsekwencji mogą doprowadzić do skażenia polskich upraw przez GMO oraz dopuszczą do wysiewu transgenicznych roślin w sposób nie podlegający należytej kontroli. Uprawa transgenicznych roślin czy hodowla GM zwierząt wiąże się z ich uwolnieniem do środowiska a to pociąga za sobą wiele zagrożeń. Podstawowe zagrożenie, co do którego nie ma najmniejszych wątpliwości to fakt, że transgeniczne organizmy mogą rozprzestrzenić się w środowisku naturalnym współzawodnicząc z naturalną florą i fauną, a także, co zostało już stwierdzone w wielu rejonach świata, mogą doprowadzić do przepływu genów pomiędzy uprawami naturalnymi i modyfikowanymi genetycznie. Nie można również wykluczyć tego zjawiska na płaszczyźnie międzygatunkowej, co może spowodować niewyobrażalne następstwa przyrodnicze.
Drugi aspekt dotyczy wpływu żywności pochodzącej z GMO na zdrowie człowieka. Technika przenoszenia genów z innych gatunków do genomu tworzonego GMO, niezależnie od zastosowanej metody jest daleka od doskonałości. Gen może być stosunkowo precyzyjnie wyodrębniony z DNA organizmu dawcy, ale inżynieria genetyczna w wielu wypadkach nie ma pojęcia, w którym miejscu DNA organizmu biorcy zagnieździ się wyselekcjonowany gen. Okazało się na przykład, że transgen odpowiedzialny za słodycz ogórka może być zlokalizowany na różnych chromosomach. Zależnie od tego, na którym chromosomie się znajduje, ogórek ma słodki smak lub jest pozbawiony słodyczy. Wynika stąd, że powodzenie dokonywanej modyfikacji genetycznej zależy nie tylko od materiału, jaki się wprowadza, ale także od miejsca, w jakim zostanie umieszczony. Jeżeli nawet operacja przeniesienia genu wypadnie pomyślnie, to nowy element powodować będzie zakłócenia w funkcjonowaniu innych, istotnych dla życia organizmu genów, co w efekcie doprowadzić może do zaburzeń torów metabolicznych, funkcji komórek jak i całego organizmu. Zmiany w metabolizmie pod wpływem transgenu nie ograniczą się tylko do produkcji oczekiwanych, ale jednak obcych dla danego organizmu jak i konsumenta, białek np. toksyny Cry niszczącej szkodniki, dających odporność na herbicydy, ale także innych białek, które mogą mieć działanie alergizujące, toksyczne, mutagenne czy rakotwórcze. Jest to więc zabieg niezwykle ryzykowny. Biotechnolodzy nie posiadają wystarczającej wiedzy, aby modyfikować DNA bez ryzyka stworzenia mutacji, które mogą być szkodliwe dla środowiska i naszego zdrowia. Przeprowadzają oni eksperymenty z wrażliwymi, ale ciągle potężnymi siłami natury, łamiąc wytworzone przez miliony lat trwania życia na naszej planecie prawa przyrody, nie wiedząc, jakie będą konsekwencje tych działań.
Mimo tych wydawałoby się oczywistych zastrzeżeń obszar upraw roślin transgenicznych systematycznie rośnie, przede wszystkim w USA, Kanadzie i krajach Ameryki Łacińskiej. Wydaje się, że czynnikiem sprzyjającym zwiększaniu się areału upraw GMO jest wielka naukowa i gospodarcza ekspansja kilku światowych gigantów agrobiznesu, producentów roślin GM, mających główną pulę patentów na metody modyfikacji roślin, nieograniczone wpływy na obrót produktami takimi jak ziarno GM i wytwarzanymi przez te same koncerny środkami dla ochrony roślin i produkcji rolnej.
Korporacje te, mając mocne poparcie środowisk politycznych i niektórych międzynarodowych organizacji np. WTO, coraz aktywniej podporządkowują sobie wielkie obszary ziemi ornej a zatem i produkcji żywności. Miliony hektarów powierzchni obsiewanych roślinami transgenicznymi to potężna broń w rękach wielkich producentów. Przemysł biotechnologiczny nie okazuje respektu dla granic wyznaczonych przez naturę - granic ustanowionych dla ochrony charakterystycznej unikalności poszczególnych gatunków. W rezultacie przejmuje kontrolę nad procesem ewolucji. Narody są przy tym karmione nie tylko żywnością pochodzącą z roślin modyfikowanych genetycznie, ale i nośnymi hasłami humanitarnymi: poprzez uprawę roślin GM uzyskamy wyższe plony, zwiększenie plonów zlikwiduje głód na świecie, zmniejszając zużycie pestycydów uzyskamy czystą, zdrową żywność, zwiększy się zysk rolnika a jednocześnie spadną ceny żywności, wprowadzenie upraw GM roślin doprowadzi do zmniejszenia presji i degradacji ekosystemów, złoty ryż wyleczy chore na ślepotę zmierzchową i kseroftalmię dzieci w III świecie, żywność pochodzącą z roślin modyfikowanych genetycznie jest przebadana i w pełni bezpieczna.
Jak wygląda rzeczywistość w odniesieniu do głoszonych powyżej haseł i zapewnień zwolenników upraw roślin GMO? Jest ona całkowicie odmienna, a dostępne informacje naukowe i statystyczne fakty te potwierdzają.
Nie jest prawdą, że poprzez uprawę roślin GM uzyskamy większe plony. Już w samych założeniach zmian genetycznych roślin uprawnych nie prowadzono modyfikacji w tym kierunku. Wyniki oceny wskaźników plonu i zysków w uprawach tych roślin w USA wskazują na coś zupełnie innego. Rośliny GM nie dają wyższych plonów, a biorąc pod uwagę koszty uprawy nie przynoszą spodziewanych zysków. Plon soi GM był na przestrzeni lat 1999-2009 niższy o 4 – 12% od odmian tradycyjnych (FAOStat 2007, Benbrook 2001, Benbrook 2009 Fernandez-Cornejo i Caswell 2005, Qaim i Zilbreman 2003, Gurian-Sherman 2009). Do podobnych wniosków doszło działające w Wielkiej Brytanii, stowarzyszenie Soil Association, które porównywało różne badania produktywności roślin modyfikowanych genetycznie.
Drugim niezwykle nośnym hasłem używanym przez lobby biotechnologiczne jest twierdzenie, że poprzez zwiększenie areału upraw GMO i wzrost plonów zlikwidujemy głód na świecie. Rzeczywistość w istocie przeczy tej obietnicy. Uprawy roślin GM zamiast przyczyniać się do rozwiązania problemu głodu na świecie, dodatkowo powodują jego pogłębienie. Rzeczywisty problem głodu nie tkwi w braku żywności; na świecie produkuje się ją w wystarczającej ilości. Głód jest wynikiem niewłaściwej polityki rolnej i niewłaściwej dystrybucji żywności. Według danych FAO od 2007 roku liczba głodujących wzrosła o 40 milionów, a od lat 2003-2005 - o 115 milionów. Co roku umiera z głodu 15 milionów dzieci. Niedożywienie dotyka połowę dzieci poniżej piątego roku życia w Azji południowej i 1/3 dzieci w Afryce Subsaharyjskiej. Głodujących dzieci jest więcej nawet w Stanach Zjednoczonych - ich liczba wzrosła w ciągu pięciu ostatnich lat o 43 procent. W tym czasie areał upraw roślin GM przekroczył w skali świata 120 mln ha, a USA jest w tym względzie największym producentem (FAO 2008).
Wprowadzenie do uprawy roślin transgenicznych nie spowodowało zmniejszenia zużycia pestycydów, a wprost przeciwnie zgodnie ze stosowaną technologią uprawy tych roślin wzrosło zużycie totalnych pestycydów np. Roundupu w latach 1995- 2005 piętnastokrotnie. W związku z powstaniem populacji chwastów opornych na ten środek nie zmniejszyło się zużycie klasycznych herbicydów. Obecność pozostałości Roundupu, produktów jego rozkładu i substancji technologicznych może spowodować zaburzenia rozrodu poprzez hamowanie podziału, uszkodzenie i zamieranie zarodków, martwicę komórek łożyska, pępowinowych a także zaburzenia syntezy hormonów sterydowych, co przeczy twierdzeniu o wysokiej jakości zdrowotnej żywności uzyskiwanej z roślin GM (Benachour, Seralini 2009, Walsh i wsp.2000). Jak wynika z dotychczasowych doświadczeń, rośliny GM nie tylko że nie zmniejszyły ilości stosowanych środków chemicznych, ale są jeszcze bardziej toksyczne, ponieważ nie ma możliwości pozbycia się trującego białka Cry obecnego w roślinie, nawet po zakończonej wegetacji.
Modyfikowany genetycznie tzw. "złoty ryż” wzbogacony w karotenoidy nie wyleczy chorych na ślepotę zmierzchową i kseroftalmię dzieci w III świecie, bo nie rozwiązuje podstawowych przyczyn niedoboru witaminy A, jakimi są bieda i brak zróżnicowanej diety. Krótkoterminowe rozwiązania takie jak podawanie witamin w tabletkach lub dostarczanie żywności są tańsze i skuteczniejsze.
Badania wskazujące na negatywny wpływ pasz pochodzących z roślin GM na zdrowie zwierząt gospodarskich oraz laboratoryjnych stanowiących model odniesienia do ludzi są stosunkowo nieliczne, a i te wielokrotnie podważane bądź kwestionowane przez innych badaczy i instytucje kontrolujące, których celem jak się wydaje nie jest dochodzenie do prawdy obiektywnej. Obawy przed ryzykiem zagrażającym zdrowiu konsumentów są tym groźniejsze, że już zostały potwierdzone przez niektórych naukowców (Pusztai i wsp.2003, Malatesta i wsp.2002a, 2002b. 2003. 2005, Benachour, Seralini 2009. Vendomois i wsp. 2009).
Firmom właścicielom GM roślin udało się infiltrować wszystkie instancje decyzyjne. Dość powiedzieć, że FDA (Food and Drug Administration – amerykańska rządowa Agencja ds. Żywności i Leków), która rygorystycznie przestrzega procedur wymaganych przy dopuszczaniu do obrotu leków i chemikaliów spożywczych absolutnie liberalnie odnosi się do badań dotyczących żywności pozyskanej z organizmów genetycznie zmodyfikowanych, czego przykładem jest sformułowana przez tę instytucję tzw. zasada równoważności składnikowej, która praktycznie zwalnia firmy biotechnologiczne z obowiązku przedstawiania wyników badań toksykologicznych. Wydanie decyzji zezwalających na użycie i dystrybucję produktów transgenicznych, między innymi przez Komisję Europejską i Amerykański Departament Rolnictwa, opierało się tylko na dowodach przedstawionych przez korporacje przemysłu genetycznego. Mając do czynienia z tak nierozważnym podejściem do ewentualnych konsekwencji, nie możemy przewidzieć ewentualnych problemów - przeciwnie - będziemy je odkrywać w momencie, gdy się wydarzą, kiedy będzie już za późno.
Wielu naukowców uważa, że Komisja Europejska lekceważy obawy państw członkowskich co do bezpieczeństwa żywności uzyskiwanej z roślin GM, a stojąca na straży naszego bezpieczeństwa EFSA (Europejski Urząd ds. Bezpieczeństwa Żywności) w ocenie przedstawianej jej przez firmy biotechnologiczne dokumentacji jest równie liberalna jak FDA.
Jest bowiem niemal nie do wyobrażenia, żeby tak znaczne uszkodzenia ważnych organów (nerek, wątroby, etc.) lub takie zmiany w parametrach krwi (limfocytach, granulocytach, glukozie, etc.), jakie stwierdzano u szczurów karmionych zmodyfikowaną genetycznie kukurydzą, były objawami przypadkowymi wynikłymi z samej biologicznej zmienności. Takie informacje można znaleźć w oficjalnych materiałach EFSA, dotyczących genetycznie modyfikowanych roślin rekomendowanych przez Komisję Europejską do wprowadzenia na rynek i do uprawy w krajach UE (EFSA 2005).
Powszechne w polityce ekologicznej państw rozwiniętych stosowanie zasady przezorności powinno prowadzić do zapewnienia wysokiego i bezpiecznego dla zdrowia i życia ludzkiego poziomu ochrony środowiska w możliwie najwcześniejszym stadium podejmowania decyzji. Oznacza to, iż w przypadku poważnego podejrzenia, że określone działania mogą wywołać skutki negatywne dla środowiska lepiej jest działać "wcześniej, bo będzie za późno", niż oczekiwać na oficjalne potwierdzenie złowrogich przypuszczeń. To, że nie ma dowodów nie oznacza, że są dowody na brak ryzyka. Z uwagi na niemożliwość przewidzenia konsekwencji inżynierii genetycznej i fakt, że niepomyślne skutki będą znane w odległych terminach, konieczne jest stosowanie wspomnianej wyżej zasady przezorności.
W Polsce opinia publiczna nie jest oficjalnie informowana o zagrożeniach, jakie niesie za sobą stosowanie upraw roślin genetycznie modyfikowanych w otwartym środowisku i ekosystemie. Przeciwnie, fałszywa teza o ich bezpieczeństwie zdrowotnym lansowana przez propagatorów technologii transgenicznych skłania niektórych rolników do podjęcia produkcji roślin GM.
Wprowadzenie do obrotu i uprawy roślin GMO na teren Polski zagraża rozwojowi polskiego rolnictwa i eksportowi produktów rolnych. Tradycyjne gatunki i stare odmiany roślin to nasze bogactwo biologiczne, które Polska wniosła do zubożonej przyrodniczo poprzez masowe stosowanie chemizacji rolnictwa, zachodniej Europy. Polska stała się europejskim zagłębiem zdrowej żywności. Polska żywność uzyskiwana tradycyjnymi formami upraw jest o wiele zdrowsza niż uzyskiwana w warunkach rolnictwa ekologicznego zachodniej Europy.
Konkurentom zagranicznym może wręcz zależeć na wymuszeniu na Polsce zgody na uprawy GMO, aby podważyć nasz atut czystej ekologicznie i genetycznie żywności. Wreszcie argument społecznie najważniejszy: wprowadzenie GMO, zwiększające zyski koncernom amerykańskim i grupce naszych „przemysłowych” rolników, byłoby sprzeczne z dalekowzrocznym interesem polskiego rolnictwa i przemysłu spożywczego. Rezultatem tego byłoby przyspieszone bankructwo setek tysięcy drobnych rolników, a więc szybki wzrost bezrobocia (Tomiałojć 2006).
Polskie rolnictwo, jako rolnictwo rozdrobnione i cechujące się tradycyjną formą prowadzonych upraw, może być szczególnie narażone na konsekwencje wobec braku kompletnych przepisów dotyczących koegzystencji oraz odszkodowań za szkody powstałe w wyniku upraw roślin transgenicznych tym bardziej, że nowa ustawa o GMO kwestii tych jednoznacznie nie rozstrzyga.
Uwagi szczegółowe do projektu ustawy
W moim przekonaniu, opartym o doświadczenia własne i studia literaturowe, polski ustawodawca, wzorem rządów sześciu krajów europejskich, powinien wprowadzić zakaz wysiewu roślin GM w naszym kraju. Jednak, jak przypuszczam, tak się nie stanie, a argumentem będzie konieczność dostosowania polskiego prawa do prawa unijnego, dlatego też wnoszę do projektu ustawy w Dziale VI i IX następujące uwagi szczegółowe:
a) Według ustawy zgłoszenie do WIORiN upraw GMO powinno nastąpić z miesięcznym wyprzedzeniem i trzy miesiące do osób wymienionych w art. 174 ust. 1. Okres ten powinien być wydłużony do sześciu miesięcy tak w przypadku zgłoszenia do WIORiN jak i osobom wymienionym w art. 174 ust. 1. Wynika to z faktu trudnego do sprecyzowania terminu rozpoczęcia uprawy, który nie jest tożsamy z terminem wysiewu.
b) Art. 177 ust. 1 stanowi doskonałe narzędzie do wydania zakazu uprawy, aktualnie dopuszczonej na obszarze UE kukurydzy MON 810, bowiem zachodzi nie tylko podejrzenie ale wręcz pewność, że „stanowi ona zagrożenie dla zdrowia ludzi lub bezpieczeństwa środowiska”.
c) Wątpliwości budzą zapisy art. 180 i 181 mówiące o możliwości wniesienia sprzeciwu w sytuacji, gdy odległość między działkami jest mniejsza od wymaganej przepisami prawa izolacji przestrzennej. Dziwi fakt, że złamanie przepisów prawa o izolacji przestrzennej daje sprawcy prawo do wystąpienia z żądaniem dopuszczenia do bezprawnej uprawy, a o zasadności sprzeciwu ma decydować WIORiN. Jest to znakomita forma obejścia obowiązujących przepisów i cichej zgody na zanieczyszczenie transgenami upraw tradycyjnych. Tym bardziej, że z brzmienia art. 180 ust. 1 wynika, że mamy do czynienia z uprawą już istniejącą, a nie z jej rozpoczęciem.
Według ustawy tylko rolnik uprawiający roślinę tego samego gatunku lub innego gatunku tego rodzaju, może wnieść sprzeciw wobec upraw GMO. Mam nadzieję, że określenie „rodzaj” dotyczy systematyki, a nie popularnego pojęcia tego słowa, (na przykład rodzaj Kapusta - Brassica L. obejmuje ponad 100 gatunków, w tym rzepak, kapusty warzywne, dzikie itp). Prawo takie powinno również przysługiwać rolnikom uprawiającym inne rośliny oraz organizacjom związanym z rolnictwem i innym podmiotom.
d) Jakkolwiek jestem przekonany i upewniają mnie w tym dane literaturowe, że nie ma możliwości koegzystencji upraw transgenicznych z uprawami konwencjonalnymi i ekologicznymi, dlatego, że pyłek z roślin utrzymuje się w powietrzu przez wiele godzin, i może się przemieszczać nawet na dziesiątki kilometrów (dokumentacja w załączeniu), to uważam, że w ustawie powinny być zapisane szczegółowe wymagania odnośnie do zachowania izolacji przestrzennej, a nie informacja, że zostanie to wprowadzone w drodze rozporządzenia ministra właściwego do spraw rolnictwa. Wymaga tego dobro rolników uprawiających odmiany roślin tradycyjnych, czyli większości sektora polskiego rolnictwa. Biorąc pod uwagę przesunięcia czasowe w ukazaniu się i obowiązywaniu tych dwóch aktów prawnych, a także potencjalną możliwość wpływania na ostateczny kształt wyżej wspomnianego rozporządzenia lobby biotechnologicznego możemy się znaleźć w próżni prawnej, gdzie nie będą funkcjonować przepisy stwarzające chociażby namiastkę zabezpieczenia dla upraw tradycyjnych i ekologicznych.
e) Strefy wolne od GMO mogą być tworzone wg art. 187 ust. 2 i 3 na obszarze obejmującym sąsiadujące ze sobą działki rolne, a także przez grupę posiadaczy gospodarstw rolnych. Wyklucza to możliwość tworzenia stref / gospodarstw rolnych wolnych od GMO przez pojedynczych rolników prowadzących uprawy tradycyjne lub ekologiczne, a także przez organizacje pozarządowe i inne podmioty.
Umowa o utworzeniu strefy wolnej od upraw roślin GM powinna być zawierana na czas nieoznaczony, bez konieczności jej przedłużania, jeżeli nie zaistnieją jakiekolwiek przesłanki do jej rozwiązania. Boję się, znając realia polskiej wsi, że spełnienie procedur powiadamiania ujętych art. 189 będzie czynnikiem zniechęcającym rolników i w znacznym stopniu ograniczającym tworzenie w/w stref. Dlatego uważam, że wystarczającym byłoby powiadomienie Urzędu Gminnego, który miałby obowiązek przekazania powiadomienia instytucjom wymienionym w art. 189.
f) Projekt w Dziale IX w art. 205 ust 1. zwalnia z odpowiedzialności za skażenie GMO w wypadku zadziałania siły wyższej. Ten zapis otwiera praktycznie nieograniczone możliwości zanieczyszczania środowiska naturalnego bez żadnych konsekwencji. Autorzy nie podają żadnej definicji tego pojęcia na potrzeby przedmiotowej regulacji prawnej, otwierając tym samym pole do nieograniczonych możliwości uniknięcia sankcji za spowodowane straty.
Najogólniej rzecz biorąc, „siła wyższa” definiowana jest jako zdarzenie zewnętrzne, niemożliwe do przewidzenia, (co obejmuje również nikłe prawdopodobieństwo jego zajścia w danej sytuacji) i niemożliwe do zapobieżenia, (przy czym w zasadzie chodzi o niemożliwość zapobieżenia nie tyle samemu zjawisku, co jego następstwom).
Termin "siła wyższa" nie obejmuje jednak sytuacji, którym można było zapobiec wiedząc o naturze jakiegoś zjawiska, dlatego też uważam, że skażenie upraw tradycyjnych np. w wyniku silnego wiatru, poprzez usytuowanie upraw roślin GM przy ciekach wodnych lub na wzniesieniach terenowych z natury swojej stwarza zagrożenie przeniesieniem pyłku na uprawy tradycyjne i nie powinno stanowić podstawy do zwolnienia od odpowiedzialności, gdyż jest przewidywalne i prawdopodobne.
Odpowiedzialność za szkodę „na osobie, w mieniu lub środowisku” w części dotyczącej wprowadzenia do obrotu GMO jako produkt lub w produktach oraz uprawie GM roślin nie może ponosić użytkownik, ale organa UE dopuszczające do użycia GMO na podstawie przyjętych i zaakceptowanych przez nie procedur określających bezpieczeństwo wyżej wymienionych tworów i związanych z nimi czynności. Organa te mogą być reprezentowane przez Skarb Państwa. Powództwo z roszczeniem o naprawienie szkody powinno również dotyczyć firmy będącej właścicielem GMO. Nie może ponosić odpowiedzialności za wyżej wymienione skutki użytkownik, który uwierzył tym, którzy go przekonują, że ma do czynienia z bezpiecznym produktem czy rośliną GM.
Ustawa powinna dokładnie sprecyzować zakres odpowiedzialności za zanieczyszczenie pól rolników uprawiających rośliny tradycyjne lub uprawy ekologiczne, a także środowiska. Kary z tym związane powinny m.in. uwzględniać rzeczywisty koszt usunięcia GMO ze środowiska, czy rekompensatę za utratę możliwości zbytu produktów tradycyjnych a szczególnie z użytków ekologicznych.
Przedłożenie tych uwag szczegółowych w niczym nie zmienia mojego przekonania, że ustawa, mimo, iż reguluje status upraw roślin GM, próbuje ograniczyć ich wpływ na środowisko, nie zapobiegnie całkowicie ich wprowadzaniu na polskie pola i nie zatrzyma ekspansji GMO na teren naszego kraju.
Modyfikowane genetycznie ziarno zamiast przynosić korzyści uprawiającym je rolnikom, stworzy zagrożenie zanieczyszczenia tradycyjnych upraw poprzez przepylenie i powstawanie nowych krzyżówek, które okażą się niemożliwe do usunięcia chyba, że przez zastosowanie nowych wysoce toksycznych chemikaliów.
Prawdopodobnie nie dowiemy się, jaki dokładnie będzie wpływ GMO na naszą przyszłość, ale jednego możemy być pewni, że genetycznie modyfikowane organizmy zmienią nasz świat i jeżeli mamy wątpliwości, co do kierunku tych zmian i mamy podejrzenia a nawet pewność, że zmieniają go na niekorzyść nas wszystkich powinniśmy działać, aby ten proces zatrzymać, bo wkrótce może być za późno.
Twierdzenie zwolenników transgenicznych upraw, że „postępu powstrzymać się nie da” jest z gruntu błędne, bowiem postęp to ogół zmian prowadzących do poprawy życia. Tworzenie zagrożeń dla środowiska i populacji ludzkiej jest jego przeciwieństwem, czyli regresem.
STOP GMO!!! Jak zagłosuje Wiejska?
Sejm wbrew opinii 70 proc. Polaków chce dopuścić do upraw GMO (genetycznie modyfikowane organizmy).
W konsekwencji może dojść do nieodwracalnego genetycznego skażenia naszego środowiska i nas.
Skutki upraw GMO dla ekonomii są równie poważne.
Najpierw trzeba mieć wiedzę, a potem ustanawiac prawo. Tymczasem wszystko nastąpiło w odwrotnej kolejności.
Wprowadzamy nagle nowych graczy do ekosystemów - do ekosystemów, które są rządzone walką o przetrwanie. Bo my nie wiemy jeszcze, jak to w ogóle będzie przebiegać.
Ktoś, kto ma wątpliwości w stosunku do upraw gentycznie modyfikowanych to jest ciemnota. Czy 80 mln Niemów to są ciemniacy? Czy Grecja to są ciemniacy? Czy Francja to też jest ciemnogród i średnowiecze? Dlaczego 11 krajów Unii Europejskiej chce wprowadzić zakaz upraw GMO?
A zobaczymy, co się znajdzie jutro, czy dzisiaj, w telewizji, zobaczymy, co się znajdzie jutro w prasie. To będzie też świadczyło o tym, jak media polskie traktują nas, jak traktują społeczeństwo w tym zakresie, Czy będzie tak jak zwykle - nie powie się nic, że chcemy mieć kraj wolny od GMO.
Czy musimy wyjść na ulicę, by zmusić polityków do zmian?
Autor: Jerzy Rachowski o 21:53