Source: http://infokolej.pl/viewtopic.php?t=3229&postdays=0&postorder=asc&start=0
Timestamp: 2019-01-18 17:33:25+00:00
Document Index: 37063849

Matched Legal Cases: ['art. 161', 'art. 10', 'art. 13', 'art. 161', 'art. 7', 'SA/Wa ', 'art. 153', 'art. 1', 'art. 48', 'art. 48', 'art. 231', 'art10208']

Wysłany: 30-03-2007, 13:12 Urząd Transportu Kolejowego
Dwie posady Jarosława Kiepury
Ta sama osoba jest członkiem rady nadzorczej PKP Przewozów Regionalnych i zajmuje wysokie stanowisko w Urzędzie Transportu Kolejowego. Nikt, poza niezależnymi ekspertami nie widzi w tym nic złego.
Jarosław Kiepura jest członkiem rady nadzorczej PKP Przewozów Regionalnych i dyrektorem biura prezesa Urzędu Transportu Kolejowego. Jak czytamy na stronie internetowej UTK, do podstawowych zadań państwowego urzędu należy regulacja transportu kolejowego, jego licencjonowanie, nadzór techniczny nad torami i taborem przewoźników oraz nadzór nad bezpieczeństwem ruchu. Nadzoruje więc też działanie spółek z grupy PKP. To UTK wydaje m.in. świadectwa homologacji dopuszczające tabor PKP PR na polskie tory.
- Łączenie tych stanowisk jest rzeczą niedopuszczalną - mówi Adrian Furgalski, dyrektor zespołu doradców gospodarczych TOR. - Każdy urząd regulacyjny, nie tylko kolejowy, musi być niezależny od przedsiębiorstw, względem których podejmuje decyzje. Pod względem etycznym pachnie to skandalem - uzupełnia.
Ale problemu nie widzi ani osoba pracująca dla obu podmiotów, ani Ministerstwo Transportu, które je nadzoruje. - Wcześniej byłem doradcą ministra Polaczka i współpracownikiem wiceministra transportu Chaberka. To ja przygotowywałem rozwiązania dotyczące usamorządowienia kolei. Obie obecniezajmowane funkcje w żaden sposób się ze sobą nie kłócą, są wręcz zbieżne i są konsekwencją wcześniej wykonywanej przeze mnie społecznie i nieodpłatnie pracy koncepcyjnej na rzecz strategii dla kolei opracowywanej przez Ministerstwo Transportu - wyjaśnia Jarosław Kiepura. Jak dodaje, ten problem niedługo sam się rozwiąże, jeżeli Przewozy Regionalne przejmą samorządy i spółka, w której radzie nadzorczej zasiada, przestanie istnieć.
- Zgodnie z obowiązującymi przepisami pracownik Urzędu Transportu Kolejowego może być pracownikiem spółki, w której Skarb Państwa ma większość udziałów, a tak jest w przypadku PKP Przewozów Regionalnych - mówi Teresa Jakutowicz, rzecznik Ministerstwa Transportu. Jak dodaje, Jan Kiepura w radzie nadzorczej PKP Przewozów Regionalnych reprezentuje ministra transportu i przez niego został do niej oddelegowany.
Prywatni przewoźnicy kolejowi nie chcą w tej sprawie zabierać głosu. - Bez komentarza - słyszeliśmy. Prawo kwestii łączenia stanowisk w urzędzie i w spółkach bezpośrednio lub pośrednio podlegających temu urzędowi nie reguluje. - Członkowie korpusu służby cywilnej zgodnie z ustawą mają swoje zadania wykonywać w sposób rzetelny, bezstronny i politycznie neutralny. Powinno się unikać podejmowania działań podważających zaufanie do urzędów - mówi Joanna Jasiewicz, aplikant adwokacki w kancelarii White & Case.
Wysłany: 30-03-2007, 16:21
Zwracam uwagę na opinię mecenas Jasiewicz, o konflikcie interesu i o służbie publicznej. Rada nadzorcza, członkostwo w niej, jest dla dyrektora w Urzędzie dodatkiem do funkcji, tak się traktuje podobne przywileje. To jest benefit. Nie oceniając go negatywnie, powiem tak - gdyby realizowano go w spółce typu PKP Energetyka, Informatyka lub Telekomunikacja Kolejowa, a tam Pan Kiepura mógłby równie dobrze dbać o intere Skarbu Państwa, to nie byłoby to pewnie naganne. Ale w spółce, której działalność gospodarcza podlega bezpośredniemu nadzorowi UTK? W spółce, wobec której - i jej konkurentów - UTK wydaje decyzje o charakterze administracyjnym, typu licencja przewozowa? To pachnie nierównością dostępu do rynku przez wszystkie podmioty gospodarcze i może być przyczyną zaskarżenia orzeczenia podjętego przez UTK. Bo co na przykład może myśleć Veolia, której UTK odmawia przyznania licencji, z przyczyn oględnie mówiąc, iście formalistycznych? Czy nie można snuć podejrzeń o braku bezstronności organu państwowego?
Ogromnie się dziwię prezesowi UTK, który powinien stać na straży bezstronności swojego urzędu. I ministrowi delegującemu pracownika UTK na tak newralgiczne stanowisko. I samemy Panu Kiepurze, który nie widzi w tym żadnego problemu. Tak się buduje układ IV RP: ten pan już wie, że wkrótce kolej przejęta zostanie przez samorządy. I on, z poziomu urzędnika niezależnego państwowego regulatora rynku kolejowego, decyduje o kształcie tego rynku. I rozdziela kolej na samorządy. A jak nie zechcą wziąć? A jeśli nie będą chciały finansować bankruta? A jeśli za partnera wybiorą Veolię?
Nie,Veolii nie wybiorą. Veolia nie dostanie licencji. To proste.
Wysłany: 30-03-2007, 16:45
Zgadzam się z przedmówcą! Sytuacja jest niedopuszczalna, ponieważ stanowi to niewątpliwie konflikt interesów.
Wiązałam duże nadzieje z powołaniem Wiesława Jarosiewicza na stanowisko prezesa UTK, któremu niektóre osoby związane z PKP rzucały kłody pod nogi. Zamieszanie z Kiepurą na pewno burzy pozytywny wizerunek...
Wysłany: 30-03-2007, 22:01
hah,to również dawało możliwość "zablokowania" dodatkowych jednostek dla KMu,ale ponoć od poniedziałku mają być,gdyż właśnie UTK orzekł,iż to działanie na niekorzyść spółki-córki
A jeśli Connex(obecnie Veolia) nie dostanie licencji,to będzie głośno,nawet bardzo,bo to zbyt duży przewoźnik w Europie,aby był traktowany jak śmieć
Poza tym UTK nie ma się do czego przyczepić,tabor mają(nowoczesny),więc nie ma problemu....
Mam nadzieje na zwolnienie tego typa z UTK
Wysłany: 14-09-2007, 09:19 Urząd Transportu Kolejowego konserwuje beton PKP
Tekst pochodzi z pisma "Z Biegiem Szyn": www.kolej.net.pl/zbs/zbs32.pdf
„UTK to spokojna emerytura”
Jak w porównaniu z Urzedem Komunikacji Elektronicznej, walczacym o poprawe jakosci usług i obniżenie cen w telekomunikacji, wypada Urzad Transportu Kolejowego?
Komentuje KRZYSZTOF RYTEL, dyrektor Centrum Zrównoważonego Transportu, społeczny rzecznik niezmotoryzowanych:
Urzad Transportu Kolejowego jest bodaj najsłabszym regulatorem rynku w Polsce. W zakresie ochrony klienta przed działaniami monopolistycznymi zachowuje sie całkowicie biernie, a niektóre jego działania można wrecz oceniac jako umacniajace monopole. Skandalem jest przyzwolenie UTK dla monopolistycznego zarzadcy infrastruktury na ustalanie stawek najwyższych w całej Unii Europejskiej (poza Słowacja) przy najgorszym stanie sieci. W dodatku – wbrew zapowiedziom – stawki te wcale nie zależa od stanu danej linii, czego jaskrawymi przykładami sa odcinki, gdzie tor w jedna strone ma bardzo niska predkosc (np. 30 km/h), a w druga – wysoka (np. 100 km/h), stawka w obie strony jest jednak taka sama.
UTK nie reaguje na zmowe przewozników, która powoduje, że na najważniejszych relacjach w ciagu dnia kursuja tylko pociagi PKP Intercity i klient nie ma możliwosci skorzystania z nieco wolniejszego, ale tanszego pociagu pospiesznego.
Charakterystyczne, że to nie UTK, tylko Urzad Ochrony Konkurencji i Konsumentów skarży PKP Cargo za praktyki monopolistyczne, a o odszkodowania za opóznienia pociagów musi upominac sie Rzecznik Praw Obywatelskich.
Od roku UTK bada sprawe zawyżonych odległosci taryfowych w sieciowym rozkładzie jazdy oraz systemach biletowych, powodujac, że wielu pasażerów wciaż przepłaca za bilety. Konca tej sprawy nie widac i wszystko wskazuje na to, że ten proceder bedzie kontynuowany w nastepnym roku.
UTK jest traktowany wsród kolejarzy jako spokojna emerytura dla kadry spółek z Grupy PKP. Nic wiec dziwnego, że robi wszystko by konserwowac dominujaca pozycje spółek PKP. Cóż, gdyby szefem UTK została taka osoba jak Anna Streżynska (prezes Urzedu Komunikacji Elektronicznej, słynaca z bezkompromisowej walki z dominujaca TP SA), kilka wiodacych spółek PKP poszłoby z torbami.
Wysłany: 07-02-2008, 13:33
Z Kiepurą w tle
W zeszłym roku gazety rozpisywały się o przypadku Jarosława Kiepury. Człowieka jednocześnie zasiadającego w fotelu dyrektora Biura Prezesa Urzędu Transportu Kolejowego i Radzie Nadzorczej PKP Przewozy Regionalne. Biorąc pod uwagę, że to od decyzji UTK zależy, czy pociąg może wyjechać na polskie tory, a PKP PR rośnie prywatna konkurencja - sprawa wydawała się bulwersująca. Oczywiście, wszystkim prócz Ministerstwa Transportu. Przypominam tę historię, bo jest ona jednym z dowodów na wyjątkowo silne związki PKP i UTK. (Inaczej zresztą być nie może, skoro latami ze sobą współpracowały.) Pytanie, jak owe związki przekładają się dziś na funkcjonowanie prywatnych firm transportowych w Polsce? Czy historia Arrivy PCC i jej mordęgi w staraniach o dopuszczeniu do użytku duńskich szynobusów ma drugie dno? Przewoźnik oficjalnie nie puszcza na ten temat pary z ust, choć widać, że puścić mogą mu nerwy. Testy (pomyślnie) już zakończono, ale prezes UTK wciąż nie może złożyć parafy na stosownym papierze...
Swoją drogą, ciekawe jak liczące sobie 20-30 lat duńskie składy wypadną w porównaniu z niemowlakami bydgoskiej PESY. Te, najwyżej kilkuletnie cuda znad Brdy, regularnie zbierają cięgi od kolejarzy i, oględnie mówiąc, określane są mianem „wysoko awaryjnych”. Duńskie szynobusy młode nie są, ale, zdaniem wtajemniczonych, to nie problem. Tak zwane „niemcobusy”, kursujące po torach województw mazowieckiego i pomorskiego, także mają po kilkadziesiąt lat, a spisują się dobrze. Życzmy więc sobie i Arrivie, by duńskie nie były gorsze. Dwa miesiące w roli myszy eksperymentalnych pasażerom wystarczą.
Wysłany: 08-02-2008, 20:32
Urząd nie może ograniczać dostępu do akt
Decyzja urzędu wydana z uzasadnieniem tak lakonicznym, że sąd nie może ocenić argumentów, na których się ona opiera, podlega uchyleniu.
Spółka Freightliner PL weszła na polski rynek ciężkiego transportu kolejowego w 2005 roku. Dopuszczenie do ruchu pewnego typu lokomotyw spalinowych, używanych w Polsce od 2002 roku, uzyskała 22 czerwca 2007 r. W sierpniu jednak prezes Urzędu Transportu Kolejowego wydał decyzję zobowiązującą spółkę do stosowania dwuosobowej obsługi trakcyjnej na tych typach lokomotyw - w kabinie miało znajdować się dwóch maszynistów.
Przywołanie do postępowania
Prezes UTK powołał się na art. 161 ust. 1 kodeksu postępowania administracyjnego i na art. 10 ust. 1 pkt 4 oraz art. 13 ust. 2 pkt 4 ustawy o transporcie kolejowym, wyjaśniając, że lokomotywy te stwarzają potencjalne zagrożenie dla ruchu kolejowego, gdyż fotel maszynisty znajduje się w nich z lewej strony, a sygnalizacja kolejowa jest umieszczana z prawej strony torów. Miało to ograniczać pole widzenia pojedynczego maszynisty. Powołał się także na instrukcję w tej sprawie wydanej dla Polskich Kolei Państwowych, którą to spółkę przywołał zresztą do postępowania jako uczestnika.
Utrudniony dostęp do akt
We wniosku o ponowne rozpoznanie sprawy Freightliner zarzucił prezesowi UTK obrazę art. 161 ust. 1 k.p.a. jako niemającego zastosowania w sprawie. W decyzji ostatecznej z 20 września 2007 r. organ wycofał się z tej podstawy prawnej, uchylając w tym zakresie decyzję pierwszoinstancyjną i podtrzymując ją co do meritum i pozostałych podstaw prawnych.
W skardze do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego spółka powołała się na art. 7, 77, 107 oraz 10 k.p.a. Zdaniem Freightlinera spółka o toczącym się postępowaniu dowiedziała się przypadkowo, a następnie utrudniano jej dostęp do akt. Zarzuciła decyzji brak podstawy prawnej, bo w polskim prawie nie ma przepisu o usytuowaniu fotela maszynisty, a skoro lokomotywy zostały wcześniej przez ten sam organ dopuszczone do ruchu, to znaczy, że są bezpieczne. Zakwestionowała także udział w sprawie PKP i ich interes prawny.
Urząd nie przekonał sądu
Prezes UTK wyjaśnił, że jest organem powołanym do dbania o bezpieczeństwo ruchu kolejowego i alternatywą dla zaskarżonej decyzji było wycofanie świadectwa dopuszczenia do ruchu lokomotyw jako niezgodnego z Polską Normą. PKP zaś wzięły się w sprawie stąd, że są zarządcą infrastruktury kolejowej i mają interes w tym, żeby ruch odbywał się bezpiecznie.
WSA uchylił decyzję i stwierdził, że nie podlega ona wykonaniu. Ustawa o transporcie kolejowym stwierdza, że prezes UTK działa na podstawie k.p.a., a zdaniem sądu organ naruszył jego przepisy. Freightliner nie został dopuszczony do udziału w postępowaniu i uniemożliwiono mu przedstawienie własnych argumentów, a za to konsultowano się z PKP niemającymi interesu prawnego w sprawie. Ponadto uzasadnienie decyzji było tak lakoniczne, że sąd nie mógł go skontrolować. Organ nie odniósł się m.in. do wcześniejszego wydania przez siebie świadectw dopuszczenia lokomotyw do ruchu ani do opinii Instytutu Pojazdów Szynowych, której sam zasięgnął, a która była pozytywna dla Freightlinera.
Sygn. akt VI SA/Wa 2028/07
JOANNA BARAŃSKA "Gazeta Prawna"
Wysłany: 08-02-2008, 22:59
Wreszcie ktoś utarł nosa pekapiarskim betonom z UTK !
Wysłany: 11-02-2008, 16:23
O UTK w związku z firmą Freightliner przeczytacie w artykule "Grabarczyk infrastrukturki" w najnowszym numerze "NIE".
Z gazety dowiemy się, że w UTK pojawiła się ABW, zaś nieprawidłowościami przy wydawaniu homologacji dla lokomotyw interesuje się również prokuratura.
Wysłany: 28-02-2008, 14:38
Prezes UTK zostanie odwołany?
Bardzo prawdopodobna jest dymisja Marka Niechciała, prezesa Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów - dowiedział się "Parkiet". Jak dowiedział się dziennik, stanowisko w najbliższym czasie straci także prezes Urzędu Transportu Kolejowego Wiesław Jarosiewicz.
* Wiesław Jarosiewicz, prezes UTK (fot. RK).
W przypadku prezesa UOKiK o dymisji decyduje premier, natomiast prezesa UTK odwołuje resort infrastruktury.
Do stanowisk prezesów Urzędu Transportu Kolejowego i urzędu antymonopolowego jest już trzech kandydatów. Na razie jednak ich nazwiska są trzymane w ścisłej tajemnicy.
Wysłany: 28-02-2008, 16:45
Wbrew pozorom z odwołania Jarosiewicza bardzo ucieszą się Wachy i Koguty. Dlaczego? Może to rozwinę przy innej okazji...
Póki co nie oszukujmy się. Największy wpływ na wybór następcy Jarosiewicza będą mieli ludzie trzymający władzę w PKP, czyli Wach, Mamiński, Kogut i inni. Czyli mafijny żelbeton PKP.
Ciapowaty minister Grabarczyk, którego Wach owinął sobie wokół najmniejszego palca posadzi na stołku prezesa UTK tego kogo wskaże Wach i jego sitwa. Bo jak np. wytłumaczyć to, że Kiepura z rady nadzorczej PKP PR, którą kieruje Wach, jest jednocześnie dyrektorem biura prezesa UTK i nikt nie reagował na ten oczywisty konflikt interesów?
Wysłany: 28-02-2008, 17:29
Polecam artykuł sprzed dwóch lat "My czyści, my przejrzyści" gdzie jest sporo o obecnej dyrektor generalnej UTK, Lidii Ostrowskiej i paru innych znajomych z UTK. Jak sobie poczynali, zresztą dalej poczynają. Ostrowską wtedy wywalili, ale po 3 latach znów wróciła i z Nowickim sobie bardzo dobrze kręcą... kolejową korbką.
My czyści, my przejrzyści
Od blisko siedemnastu lat tzw. scena polityczna jawi się bardziej jako scena teatralna. Zamiast racjonalnych, zbornych i dopracowanych programów porządkowania państwa, społeczeństwu głównie prezentuje się różne didaskalia.
Były już FOZZ-y, Telegrafy, teczki tajnych, jawnych i niewiadomych współpracowników kogoś, czy czegoś, a ostatnio afera w resorcie finansów i moskiewska pożyczka. Najnowszym rekwizytem tego wieloletniego spektaklu stała się służba cywilna.
Projektowane zmiany, kolejne od blisko dziesięciu lat, tym razem sięgają bardzo daleko. Tak daleko, że w praktyce zdawać się może, iż zagubiony gdzieś został sens i idea ustanowienia tej instytucji. Nie dziwi więc zdeterminowanie opozycji w ostrej krytyce projektowanych zmian. Argumentacja przeciwników projektu nowelizacji ustawy o służbie cywilnej oraz projektu ustawy o państwowym zasobie kadrowym – dotyczy stanowisk od zastępcy dyrektora departamentu wzwyż – wydaje się być jak najbardziej racjonalna i uzasadniona.
Nie chodzi jednak w tym miejscu o to, by dokonywać porównań czy ocen racji dwóch przeciwstawnych koncepcji. Tym niechybnie zajmie się Trybunał Konstytucyjny, jeśli projekty wejdą w życie i jeśli ta instancja sądowa będzie nadal istnieć, co niekoniecznie musi być takie pewne.
Zabawne, by nie rzec śmieszne, jest to, kto i czego tak naprawdę broni. Od szeregu lat w kilkudziesięciu co najmniej artykułach i raportach o służbie cywilnej ukazywane jest rzeczywiste oblicze i mechanizmy funkcjonowania tej instytucji. Jakże odmienne od zasady przyjętej w art. 153 ust. 1 Konstytucji, powtórzonej w art. 1 ustawy o służbie cywilnej.
Korpus służby cywilnej ustanowiony został w celu zawodowego, rzetelnego, profesjonalnego i bezstronnego wykonywania zadań państwa. Przy tym neutralnego politycznie. Przez wiele lat społeczeństwo karmiono roztaczanymi wizjami o niemal doskonałości tej części aparatu administracji publicznej. Celowali w roztaczaniu tych wizji głównie ci, którzy teraz podnoszą larum o praktycznej likwidacji profesjonalnego i rzetelnego korpusu służby cywilnej.
Aby ukazać mechanizmy wewnętrzne, które decydują nierzadko o obsadzaniu stanowisk w administracji rządowej, w tym i wyższych stanowisk, trzeba prześledzić konkretne przypadki. Wraz ze szczegółami składającymi się na całość obrazu, o którym obecni zwolennicy utrzymania istniejącego układu przez ostatnie lata nie wspomnieli nigdy ani słowem. Czyste, przejrzyste struktury, tworzone na takich samych zasadach – to był – i nadal jest główny ton wypowiedzi obecnych adwersarzy. Przede wszystkim te hymny pochwalne płynęły z najwyższego kierownictwa służby cywilnej z szefem S.C. na czele.
Cofnijmy się nieco wstecz, choć nie aż tak daleko, jak w przypadku moskiewskiej pożyczki.
W roku 2001, jeszcze przed zmianą układu rządzącego, rozpoczęto procedurę konkursu na stanowisko dyrektora Biura Administracyjno-Gospodarczego w Urzędzie Patentowym Rzeczypospolitej Polskiej. Do konkursu tego próbował przystąpić m.in. ówczesny naczelnik wydziału w tym Biurze, Witold Adamus.
Z akt sądowych, dotyczących tego samego urzędu i stanowiska, ale już z roku 2005 wynika, że Witold Adamus nie spełniał podstawowego wymogu, warunkującego dopuszczenie do udziału w konkursie – nie posiadał tytułu magistra. Na co więc liczył, nie wiadomo. Być może tajemnica kryje się w zmianach personalnych, jakie nastąpiły w połowie 2001 roku, kiedy to stanowisko dyrektora generalnego Urzędu Patentowego RP objęła inna osoba w wyniku zakończonego właśnie konkursu na to stanowisko.
Nowy dyrektor generalny wszedł jednocześnie, w miejsce poprzednika, w skład zespołu konkursowego na dyrektora Biura Administracyjno-Gospodarczego w UP RP. Skutek był taki, że zaraz po wznowieniu prac zespołu Witold Adamus, naczelnik wydziału i jednocześnie p.o. dyrektora Biura w ogóle nie został dopuszczony do udziału w konkursie z przyczyn formalnych – nie spełniania podstawowego wymogu – braku tytułu magistra. Konkurs zaś wygrał Ryszard Koton, z którym zawarto umowę o pracę na czas określony jednego roku.
Wykorzystany tu został kuriozalny przepis art. 48 ust. 3 ustawy o służbie cywilnej, który powiada, że z osobą niebędącą członkiem korpusu służby cywilnej, a tak było w tym przypadku, dyrektor generalny zawiera umowę na czas określony do 3 lat.
Ta przedziwna konstrukcja o niewiadomych przesłankach jej ustanowienia da o sobie znać kilka lat później w odniesieniu do innego konkursu na to samo stanowisko (opisane to było w artykule „Dyrektora na chwilę przyjmę” – łatwo dostępny w sieci po wpisaniu tytułu w wyszukiwarkę). Tyle, że w jeszcze bardziej zadziwiający sposób zinterpretowano ów kuriozalny przepis, a potem było już tylko śmieszniej, choć niekoniecznie profesjonalnie i rzetelnie.
Ryszard Koton objął stanowisko w listopadzie 2001 roku z umową do końca roku 2002. Do tej chwili w zasadzie wszystko się odbywało zgodnie z prawem i wyglądało na to, że nie ma o czym mówić. Jednakże po wyborach – jesienią 2001 roku – zmienił się układ rządzący i zaczęły się zwyczajowe w takich razach dzielenia łupów i czyszczenie stanowisk.
W tym przede wszystkim stanowisk kierowniczych ministerstw i urzędów centralnych. W połowie roku 2002 ówczesny premier, L. Miller odwołał prezesa Urzędu Patentowego RP, a na to stanowisko powołał obecnego prezesa, Alicję Adamczak. W krótkim czasie powołani też zostali dwaj nowi wiceprezesi.
Nowa miotła, nowe porządki. Skutek był taki, że Ryszard Koton nie otrzymał przedłużenia umowy i musiał odejść z Urzędu Patentowego RP z końcem roku 2002. Odmowa przedłużenia umowy podyktowana była, podobno, niezadowoleniem nowego kierownictwa z jakości wykonywanych przez Ryszarda Kotona obowiązków dyrektora.
Na czym ta zła jakość miała polegać oraz dlaczego nie skorzystano wobec tego z możliwości dokonania dwutygodniowego wypowiedzenia umowy, nie wiadomo. Reprezentujący UP RP przed sądem pracy na rozprawie, o której wyżej, Cezary Pyl nie potrafił udzielić sądowi jasnej, precyzyjnej odpowiedzi w tej materii.
Sprawa przed sądem pracy, o której mowa, będzie przedmiotem kolejnych rozważań za jakiś czas, bowiem toczy się nadal i właśnie została skierowana apelacja do II instancji. Treść wskazuje na znacznie szerszy wachlarz aspektów, niż pierwotny pozew ze stycznia 2005 roku.
Związek obydwu tych spraw, poza związkami podmiotowymi i przedmiotowymi polega na tym, że powód wnosząc pozew, przystąpił jednocześnie do ustalania szczegółów historii stanowiska dyrektora Biura Administracyjno-Gospodarczego w Urzędzie Patentowym oraz historii osób mających z tymi zdarzeniami jakąś styczność.
Po odmowie przedłużenia umowy dyrektorowi z konkursu, na stanowisko p.o. powrócił Witold Adamus, natomiast Ryszard Koton znikł z pola widzenia. Okazało się jednak, że nie na długo, bo już w kwietniu 2003 roku pojawił się w Urzędzie Transportu Kolejowego na stanowisku… p.o. dyrektora Biura Administracyjno-Budżetowego.
Jakim sposobem, na jakiej podstawie prawnej objął stanowisko podlegające obsadzeniu w wyniku konkursu, nie wiadomo. Z fiszki życiorysu na stronie internetowej Urzędu Transportu Kolejowego wynikało, że rok później, wiosną 2004 roku przeprowadzony został konkurs na to stanowisko. Wygrał go znów Ryszard Koton, a szef S.C. – już na postawie art. 48 ust. 2 ustawy o służbie cywilnej – przeniósł go na to stanowisko.
Było to możliwe, bowiem tym razem w chwili rozstrzygania konkursu Ryszard Koton był członkiem korpusu służby cywilnej jako pracownik UTK. Na dodatek p.o. dyrektora tegoż Biura, jak wynikało z zamieszczonego na stronie życiorysu.
Pytanie podstawowe w tej sprawie brzmiało jednak – w jaki sposób w ogóle Ryszard Koton został zatrudniony w Urzędzie Transportu Kolejowego w kwietniu 2003 roku?
Nie było to przeniesienie służbowe, nie było to oddelegowanie, nie był to konkurs, ani nie był to nabór do pracy w służbie cywilnej. Żaden z legalnych sposobów zatrudnienia nie miał tu miejsca. Zatem wraca pytanie, na jakiej podstawie prawnej Ryszard Koton w ogóle został zatrudniony w Urzędzie Transportu Kolejowego po odejściu z Urzędu Patentowego?
Pytanie to zostało skierowane do Urzędu Służby Cywilnej, imiennie do szefa S.C. i zastępcy. Następnego dnia po wysłaniu pytania pocztą elektroniczną do USC, dostęp do życiorysów na stronie UTK okazał się niemożliwy. Taki zbieg okoliczności.
Zaczęło się żmudne ustalanie faktów, zadawanie pytań kilku instytucjom. Przy czym ponownie dał się zauważyć dziwny przypadek. Na przełomie maja i czerwca 2005 roku Ryszard Koton znów znikł z pola widzenia, a na jego stanowisku pojawiła się inna osoba.
Pytania skierowane do UTK – 2 sierpnia 2005 r. do p.o. dyrektora Departamentu Finansowo-Administracyjnego (poprzednio Administracyjno-Budżetowego – przyp. aut.), Katarzyny Lewiak oraz w dniu 17 sierpnia imiennie skierowane do dyrektora generalnego UTK, Grzegorza Mroczka, pozostawały bez odpowiedzi. Dopiero interwencja w ówczesnym Ministerstwie Infrastruktury, będącym organem nadzoru nad UTK obudziła urząd z letargu.
Pismem z dnia 6 wrześnie 2005 roku , p.o. dyrektora Biura, Katarzyna Lewiak, wyjaśnia, że stosunek pracy z Ryszardem Kotonem został rozwiązany na jego wniosek z dniem 18 maja 2005 r., natomiast Ryszard Koton w chwili przystępowania do konkursu zajmował stanowisko Naczelnika Wydziału.
Stanowisko to zostało przez niego objęte „(…) w wyniku przeprowadzonej w Urzędzie rekrutacji wewnętrznej. W związku z powyższym, nie były wówczas prowadzone żadne rozmowy kwalifikacyjne.(…)”
Niestety, nie było odpowiedzi na pytanie podstawowe. Jakim sposobem Ryszard Koton w ogóle został zatrudniony w UTK?
Pismem z dnia 12 września p.o. dyrektora, Katarzyna Lewiak, udziela w końcu odpowiedzi na ponowione pytanie: „(…) Pan Ryszard Koton został zatrudniony w Głównym Inspek-toracie Kolejnictwa (późniejszy UTK – przyp. aut.) na podstawie umowy o pracę zawartej przez Panią Lidię Ostrowską Dyrektora Generalnego Głównego Inspektoratu Kolejnictwa na czas określony od dnia 03 kwietnia 2003 – na stanowisku p.o. dyrektora Biura Administracyjno-Budżetowego.(…)”
Ani wówczas, ani obecnie nie ma takiej podstawy prawnej, która umożliwiałaby podobny tryb zatrudnienia w korpusie służby cywilnej z pominięciem procedur wyliczonych wcześniej. Ustalane sukcesywnie fakty wskazywały coraz wyraźniej, że zatrudnienie w UTK Ryszarda Kotona w 2003 roku nastąpiło z naruszeniem prawa.
Zaczęły się jednak gmatwać ustalenia dat i zdarzeń związanych z obsadzaniem stanowisk, bo z ostatniego pisma wynikało, że mamy do czynienia z dość osobliwym zjawiskiem. Zatrudniony na stanowisko p.o. dyrektora rok później przystępuje do konkursu na to stanowisko z pozycji naczelnika wydziału. Przedziwna historia. Został zdegradowany, czy o co chodzi?
Zostało więc skierowane pismo – 30 września – już bezpośrednio do prezesa Urzędu Transportu Kolejowego o wyjaśnienie od początku do końca kolejno następujących po sobie zdarzeń. W dwa tygodnie później nadeszła odpowiedź stawiająca kropkę nad „i”.
Otóż Ryszard Koton został zatrudniony tak, jak to wcześniej wyjaśniono, z dniem 1 kwietnia 2003 roku przez ówczesnego dyrektora generalnego, Lidię Ostrowską „(…) z pominięciem przepisów obowiązujących zgodnie z ustawą o służbie cywilnej przy nawiązaniu stosunku pracy.(…)”. Stylistyka i gramatyka oryginalne. Mówiąc wiec wprost Ryszard Koton został zatrudniony nielegalnie.
Dalej jest coraz bardziej interesująco. Z końcem grudnia 2003 roku Lidia Ostrowska otrzymuje wypowiedzenie umowy o pracę dokonane przez szefa S.C. i odchodzi ze stanowiska dyrektora generalnego UTK.
Czy utrata stanowiska była spowodowana złamaniem prawa i przekroczeniem uprawnień w związku z nielegalnym zatrudnianiem w Urzędzie Transportu Kolejowego? Nic podobnego, bowiem cytat dalszej części pisma wyjaśnia: „(…) W celu uregulowania zatrudnienia Pana Ryszarda Kotona zgodnie z obowiązującymi przepisami, w dniu 16 lutego 2004 r. zostało zawarte z Panem Kotonem porozumienie zmieniające postanowienia umowy o pracę zawartej w dniu 3 kwietnia 2003 r. w części dotyczącej zajmowanego stanowiska.
Zgodnie z w/w porozumieniem zmieniającym od dnia 16 lutego 2004 r. Pan Ryszard Koton został zatrudniony w drodze rekrutacji wewnętrznej na wakującym stanowisku Naczelnika Wydziału w Biurze Administracyjno-Budżetowym z jednoczesnym okresowym powierzeniem obowiązków Dyrektora Biura Administracyjno-Budżetowego do czasu obsadzenia tego stanowiska w drodze konkursu.(…)”
To nie jest bynajmniej tekst z jakiegoś skeczu kabaretowego, lecz cytat z pisma sygnowanego przez funkcjonariusza publicznego, zajmującego wysokie stanowisko w administracji rządowej i reprezentującego na zewnątrz centralny organ administracji rządowej.
Wynika stąd, że osoba zatrudniona w sposób bezspornie nielegalny w korpusie służby cywilnej nie tylko nie poniosła z tego tytułu żadnej odpowiedzialności, jak i – prawdopodobnie – osoba, która tego nielegalnego zatrudnienia dokonała.
Dokonano zamiast tego swoistej „legalizacji” wcześniej złamanego prawa, tym razem już przy niewątpliwym udziale zarówno dyrektora generalnego oraz kierującego departamentem do spraw personalnych UTK. Trudno też przypuścić, by działo się to wszystko poza wiedzą prezesa UTK.
Dalszy ciąg zdarzeń, to już rozwój wizji funkcjonowania państwa a’la Mrożek względnie Orwell. Jak to już wcześniej było wspomniane, w roku 2004, po owej „legalizacji” zatrudnienia, zorganizowany został konkurs na stanowisko tak interesująco obsadzone rok wcześniej i później „zalegalizowane”. Ponieważ zaś za przebieg konkursów odpowiada szef S.C., należało się tam zwrócić o udzielenie stosownych informacji na temat okoliczności przebiegu i rozstrzygnięcia procedury.
Z pisma szefa S.C. wynika, m.in., że: „(…) wszczynanie postępowania wyjaśniającego sprawie okoliczności zatrudnienia pana Ryszarda Kotona na stanowisku p.o. dyrektora Biura Administracyjno-Budżetowego wyżej wymienionego urzędu (UTK – przyp. aut.) jest obecnie bezprzedmiotowe(...)”.
Motyw? Dyrektor generalny UTK, Lidia Ostrowska nie pracuje już w urzędzie. A dlaczego nie pracuje, tego dowiadujemy się z dalszej części pisma: „(…) stosunek pracy z panią Lidią Ostrowską, dyrektorem generalnym Urzędu Transportu kolejowego, został rozwiązany na pisemne polecenie ówczesnego Szefa Kancelarii Prezesa Rady Ministrów – pana Marka Wagnera, wydane z upoważnienia ówczesnego Prezesa Rady Ministrów – Leszka Millera.(...)”.
Pytanie brzmiało, z jakiego powodu została rozwiązana umowa. Widać dla szefa S.C. powodem wystarczającym było polecenie służbowe z Kancelarii Prezesa RM. Bez wnikania w szczegóły, dlaczego ma te umowę rozwiązać, co też takiego uczynił dyrektor generalny, że należało pozbawić go stanowiska.
Niestety, nie ma obecnie możliwości zadania tych samych pytań o przyczyny i motywy wydania takiego polecenia jego autorowi.
Natomiast pozostaje ustalenie faktów związanych z tym zagadkowym konkursem. Otóż konkurs, oznaczony sygnaturą K/318/03, przeprowadzony został przez zespół konkursowy w składzie:
- Alicja Stokowska – starszy specjalista w Urzędzie Służby Cywilnej;
- Sławomir Kacprzak – radca generalny w Ministerstwie Finansów;
- Joanna Nosewicz-Lewandowska – radca ministra Urzędzie Komitetu Integracji Europejskiej;
- Ryszard Nowicki – dyrektor zastępujący dyrektora generalnego UTK;
- Edward Piętka – dyrektor Oddziału Terenowego UTK w Lublinie;
- Dariusz Kamoda – naczelnik wydziału w Departamencie Świadectw i Kontroli w UTK.
Z wcześniejszych informacji uzyskanych z USC wiadomo też, że do konkursu przystępowało dwóch kandydatów, ale faktycznie dopuszczony został tylko jeden – Ryszard Koton. Kto został zwycięzcą konkursu, wiadomo.
Mamy zatem taką oto sytuację, że połowa zespołu konkursowego pochodziła z UTK i nie ma takiej możliwości, by osoby te nie były świadome, że jedyny kandydat dopuszczony do udziału w konkursie, był w tym samym urzędzie zatrudniony nielegalnie, a potem „zalegalizowany”, czyli występuje w warunkach ciągłości łamania prawa z pełną tego świadomością.
Z kolei druga część zespołu konkursowego musiałaby być niezwykle odporna na wiedzę, ze zdolnością kojarzenia faktów na poziomie zerowym, by również się nie zorientować w sytuacji.
Zespoły konkursowe nie tylko mają w dyspozycji całe dossier kandydatów, ale też obradują wielokrotnie dyskutując o kandydatach i spełnianiu przez nich rozmaitych wymogów. Czy w tym przypadku jest prawdopodobne, by połowa zespołu reprezentującego szefa S.C. nie miała pojęcia, że ma do czynienia z kandydatem – jedynym, warto podkreślić - który świadomie brał czynny udział w łamaniu prawa?
Jak w takim przypadku powinien reagować szef S.C., gdy poweźmie wiedzę o szczegółach tej całej historii? Otóż mamy i na to odpowiedź we wskazany piśmie: „(…) Jeśli zaś chodzi o członków zespołu konkursowego, który wskazał pana Ryszarda Kotona jako najlepszego kandydata na stanowisko dyrektora Biura Administracyjno-Budżetowego w UTK(…), to pragną wyjaśnić, ich zadaniem było przeprowadzenie konkursu i wskazanie zwycięzcy spośród jego uczestników, nie zaś analizowanie okoliczności nawiązania z nimi stosunków pracy na zajmowanych dotychczas stanowiskach.
A zatem nawet przy założeniu, że stosunek pracy na stanowisku p.o. dyrektora Biura Administracyjno-Budżetowego UTK został z panem R. Kotonem nawiązany z naruszeniem prawa, okoliczność ta nie mogła mieć wpływu na decyzję zespołu konkursowego wskazaniu go jako zwycięzcy konkursu, jeśli jego przebieg taką decyzję uzasadniał. Nie ma tu więc przesłanek przemawiających za pociągnię-ciem członków zespołu konkursowego do odpowiedzialności dyscyplinarnej.(…)”.
Mamy więc, jak widać, przykład jednego ze sposobów „czuwania nad przestrzeganiem standardów służby cywilnej”. Przy czym nie ma tu mowy o żadnych założeniach, natomiast jest pewność oparta na udokumentowanych faktach.
To nielegalne zatrudnienie jest de facto wykorzystaniem stanowiska służbowego dla celów prywatnych i przekroczeniem uprawnień. Spełnia więc przesłanki rozpatrywania w kategoriach przepisów kodeksu karnego – art. 231 KK, a dalsze działania spełniają przesłanki rozpatrywania tej sytuacji pod kątem pozostawania w stanie przestępstwa w warunkach ciągłości.
Dla szefa S.C. i zespołu konkursowego nie ma to, jak widać, żadnego znaczenia i wyznaczenie na stanowisko dyrektora osoby, pozostającej wciąż w warunkach łamania prawa, jest czymś zupełnie naturalnym.
Tym samym wszyscy pozostali również biorą udział, co gorsza - z pełną świadomością, w ciągłości tego procederu. Gdyby zastosować logikę zaprezentowaną przez szefa S.C., to można sobie wyobrazić i taką sytuację, że zespół konkursowy ma świadomość, iż któryś z kandydatów jest skazanym prawomocnym wyrokiem przestępcą, ale komisja nie zwraca uwagi na kłamstwo w oświadczeniu o niekaralności. Ma wszak jedno zadanie – wyznaczyć najlepszego kandydata na stanowisko dyrektora.
Ciekawostką jest też i taka okoliczność, że zgodnie z przepisami o konkursach zespół powinien w połowie składać się z reprezentantów szefa S.C. Wydawać by się mogło naturalne, że połowa składu będzie wyznaczona spośród pracowników Urzędu Służby Cywilnej, co jest właściwie regułą w konkursach. W tym przypadku tylko jedna osoba pochodziła z USC – przewodnicząca zespołu, a na domiar wszystkiego o statusie dużo poniżej dyrektora, a nawet naczelnika wydziału.
Czyżby szef S.C. nie miał w swoich zasobach kadrowych odpowiednich pracowników, skoro sięgnął po pracowników innych urzędów? Też zresztą nie na stanowiskach dyrektorów? Zastanawiające.
Niemniej zastanawiająca jest postawa, w sumie, kilkunastu urzędników z kilku urzędów. Jeszcze bardziej zastanawiająca jest postawa szefa S.C., jak również brak jakichkolwiek reakcji ówczesnego układu rządzącego.
Co zamierza z takim kuriozalnym wydarzeniem zrobić władza obecna, zobaczymy. Póki co, wszystkie osoby mające styczność z opisana sprawą mają się dobrze.
Również zagadkowym jest powód rezygnacji ze stanowiska bohatera niniejszego tekstu w dość niezwykłym jak na rozstawanie się z pracą terminem. Dziwnym trafem zbiegło się to w czasie ze wzmożonym zainteresowaniem okolicznościami tej historii i zadawaniem serii pytań kierowanych do kilku urzędów.
W tym i pytania, czy dyrektor z konkursu w UTK i właściciel kancelarii rzeczoznawców majątkowych to ta sama osoba. Wskazywałoby to bowiem na kolejne łamanie przepisów, tym razem ustawy o ograniczeniu działalności gospodarczej osób na określonych w ustawie stanowiskach. To stanowisko, pośród innych, jest wymienione w ustawie.
Nikt do tej pory nie zbadał w sposób szczegółowy, ile i jakie wysokie stanowiska w administracji rządowej zostały obsadzone na podobnych zasadach.
Kiedy więc słychać teraz tę żarliwą obronę czystej i przejrzystej służby cywilnej i argumentację za utrzymaniem obecnego status quo, trudno powstrzymać się od wzruszenia ramionami.
Nie dlatego, że argumenty miałkie. Przeciwnie, merytorycznie są uzasadnione. Jednakże jeśli się przyjrzeć, kto te racjonalne argumenty zaczyna teraz podnosić, to ciśnie się pytanie – a co autorzy robili wówczas, gdy rozgrywały się, zresztą nadal rozgrywają historie żywcem przenoszone z orwellowskich powieści?
Dlaczego wówczas nie tylko nie podejmowano żadnych działań naprawczych, a nawet okrywaną z premedytacją mgłą milczenia konstruowanie aparatu wykonawczego państwa na podobnych zasadach, jak wyżej opisane?
Pytanie to zresztą jest nadal aktualne w stosunku do obecnej władzy. Z zestawienia dat widać, iż cała historia jest całkiem świeżutka. Niczym chrupiące bułeczki pewnego ministra sprzed lat. Zapewne wkrótce zostanie też rozwinięty temat egzorcyzmów wokół stanowiska dyrektora w Urzędzie Patentowym Rzeczypospolitej Polskiej, o czym wspomniano tu na początku. I niewykluczone, że będzie jeszcze zabawniej.
Ale kudy tam takiej drobnicy do moskiewskiej pożyczki. Tamto to jest temat. Choć właśnie się okazuje, że uchwała o powołaniu specjalnej komisji sejmowej do ujawniania wszelkich draństw w naszym ślicznym kraju zamierza sięgnąć jeszcze głębiej w przeszłość.
Nieważne, że nikogo za tamte sprawy nie da się już pociągnąć do odpowiedzialności. Za to jakie to ekscytujące widowisko może nam się wyszykować.
Do tych spraw, które dzieją się tu i teraz, też się kiedyś wróci. Za jakieś dziesięć, może dwadzieścia lat. Zależy, kto wówczas będzie głównym reżyserem, kto scenarzystą, a kto i jakie podsuwał będzie rekwizyty.
Tymczasem osoby, które mogły objąć stanowiska w wyniku działań sprzecznych prawem, czy choćby sprzecznych ze zwykłą przyzwoitością mogą wejść, automatycznie, do - wedle projektowanej ustawy - państwowego zasobu kadrowego. Zgodnie z przyjętą w projekcie zasadą.
Czyszczenie struktur państwa czy kolejne igrzyska?
Można odsłuchać:
Wysłany: 05-03-2008, 21:51
Urząd Ochrony Monopolu?
Szefowie urzędów regulacyjnych mają pełnić rolę rynkowych policjantów. Pilnować, aby konkurencja była wolna i uczciwa. W praktyce bywa z tym bardzo różnie, ale jest jeden regulator, który pracuje cicho, a zarazem bardzo konsekwentnie. Mało kto o nim wie. Nawet prof. Anna Fornalczyk (twórczyni UOKiK i jego pierwsza szefowa), niedawno dowiedziała się o jego istnieniu. To Urząd Transportu Kolejowego, którego szefem jest Wiesław Jarosiewicz.
- Nazwa jest myląca. Powinna raczej brzmieć: Urząd Ochrony Monopolu PKP - żartuje dyr. Adrian Furgalski z Zespołu Doradców Gospodarczych TOR.
W tym żarcie, niestety, jest wiele prawdy. Zaangażowanie UTK w obronę monopolistycznej pozycji PKP jest zdumiewające. Jeśli tak ma wyglądać regulacja, to uchowaj Boże. Przekonało się o tym już kilku przewoźników, którzy usiłowali konkurować z PKP. Ostatnio spółka Freightliner, która wygrała przetarg na transport węgla do Elektrowni Kozienice. Przegrało PKP Cargo. Wówczas regulator doszedł do wniosku, że Freightliner używa nie takich lokomotyw, jak trzeba, choć wcześniej sam dopuścił je do ruchu. Spółka poszła do sądu, który nie tylko uchylił decyzję prezesa, ale nie pozostawił suchej nitki na jego działalności. Najbardziej zdziwiło sąd, że wydając decyzję prezes UTK nie rozmawiał ze spółką, natomiast konsultował się z jej konkurentem, czyli PKP.
To akurat ludzi z branży nie dziwi. Związki UTK i PKP są tak bliskie, że czasem jego pracownicy zapominają, że pracują teraz w administracji państwowej (większość, w tym prezes, pracowała wcześniej w PKP). Do niedawna dyrektorem Biura Prezesa UTK był Jarosław Kiepura, członek rady nadzorczej PKP Przewozy Regionalne. Kiedy sprawa wyszła na jaw, minister transportu Jerzy Polaczek wyjaśnił, że nie ma przepisów, które by zakazywały pracy w organie regulacyjnym członkowi władz spółki podlegającej regulacji. W tej sytuacji rolę regulatora kolejowego wziął na siebie prezes UOKiK, który walczy z najbardziej drastycznymi przypadkami nieuczciwej konkurencji PKP. Tylko po co w takim razie jest UTK?
- Pilnie potrzebujemy "kolejowej Streżyńskiej * " - wzdycha Adrian Furgalski. Niestety, jest tylko jedna. A i to nie wiadomo na jak długo.
* Anna Streżyńska - szef Urzędu Komunikacji Elektronicznej (UKE).
źródło: Adam Grzeszak, Polityka / Rynek Kolejowy
Wysłany: 06-03-2008, 15:21
http://rynek-kolejowy.pl/index.php?p=wiecej&id=8012
Jarosiewicz: Nie ma potrzeby zmiany kompetencji UTK
- Niezależność UTK powinna przede wszystkim polegać na tym, że nie jest on związany z żadną firmą biznesową ani z żadną partią polityczną - mówi Wiesław Jarosiewicz, prezes Urzędu Transportu Kolejowego.
Franciszek Nietz, Polska Gazeta Transportowa: Krytycy niektórych działań UTK zarzucają Urzędowi, że instytucja ta nie jest właściwie usytuowana w strukturach państwowych i że jest ona zbyt uzależniona od ministra infrastruktury...
Wiesław Jarosiewicz, prezes Urzędu Transportu Kolejowego: Nie zgadzam się z tymi zarzutami. uważam, że Urząd Transportu Kolejowego jest dobrze umiejscowiony, od strony prawnej i organizacyjnej, w strukturach państwowych. Urząd ten jest organem związanym z nadzorem nad bezpieczeństwem ruchu kolejowego, nad techniką kolejową, certyfikacją, a więc ze sprawami, które podlegają gestii ministra właściwego ds. transportu. Po drugie, pełnimy również funkcje regulatora rynku kolejowego. A regulacja to przecież analiza tego, co się na nim dzieje, ocena jego funkcjonowania. I z tego powodu uwzględnienie UTK w resorcie odpowiedzialnym za politykę transportu kolejowego jest właściwe, ponieważ resort ten i zarządzający nim minister otrzymuje raport oceniający stan transportu kolejowego i na podstawie tej oceny podejmuje decyzje polityczne w sprawie transportu w kraju.
F.N.: Czy jednak takie wzajemne relacje UTK - ministerstwo nie grożą zbytnim upolitycznieniem urzędu?
W.J.: Nie. Nasza instytucja oparta jest przecież całkowicie na fachowcach. Pracownicy merytoryczni UTK reprezentują niezależną od polityki służbę cywilną. Ja sam zostałem wybrany na pięcioletnią kadencję po wygranym konkursie. Nie widzę powodu do umiejscowienia UTK poza ministerstwem z tego np. powodu, że nadzoruje ono infrastrukturę kolejową czy grupę PKP. Resort opiera się przecież na ocenie merytorycznej podległej mu instytucji. Niezależność UTK powinna przede wszystkim polegać na tym, że nie jest on związany z żadną firmą biznesową ani z żadną partią polityczną. Szef UTK powinien posiadać szeroką wiedzę merytoryczną i bardzo duże doświadczenie zawodowe w zakresie podstawowych zagadnień kolejnictwa, bo one często decydują o bezpieczeństwie systemu kolejowego. I nie wyobrażam sobie, aby zamiast specjalistów, naszymi pracownikami byli ludzie z nadania politycznego.
F.N.: W naszej redakcyjnej sondzie eden z jej uczestników wypominał wam, że trzon kadry UTK stanowią kolejarze z wieloletnim stażem w PKP, gdzie "konkurencję traktuje się bardzo podejrzliwie".
W.J.: Nasi pracownicy wywodzą się rzeczywiście w dużej mierze z PKP. Ich wieloletniego doświadczenia nie traktowałbym jednak jako zarzut, a raczej jako atut. W UTK stawiamy bowiem przede wszystkim na wiedzę i znajomość transportu kolejowego. Chciałbym przy tym zwrócić uwagę, że kadry wywodzące się z PKP, zatrudniane są też chętnie, z dużym powodzeniem, przez prywatnych operatorów. Staram się, aby zadania Urzędu były wykonywane bardzo profesjonalnie, abyśmy dysponowali przede wszystkim merytoryczną kadrą. Jest to bardzo trudne.
F.N.: Kolejowi przewoźnicy prywatni, krytykujący rosnące stawki dostępu do infrastruktury, zarzucają UTK, że - pełniąc rolę organu zatwierdzającego te stawki - nie jest wiarygodną stroną w sporze na ten temat z PKP Polskie Linie Kolejowe...
W.J.: UTK jest urzędem, który przede wszystkim sprawdza zgodność opracowanych cenników z obowiązującymi przepisami. Cenniki te przygotowuje PLK i paru innych prywatnych zarządców infrastruktury. Nie mamy wpływu na ich wysokość. Elementy, które wchodzą w skład obliczania stawek, ustalane są w rozporządzeniu ministra. Stawki te wynikają z kosztów zarządcy infrastruktury, w tym w szczególności kosztów utrzymania infrastruktury i odtworzenia jej zużycia. Podstawowe elementy przy obliczaniu stawek to standard techniczny danej linii oraz ciężar i rodzaj pociągów, które będą po niej jeździć. Zarządca infrastruktury tak kształtuje swoje stawki, aby zapewniły one mu zwrot kosztów jej eksploatacji. Dlaczego o tym mówię? Panuje bowiem w tej kwestii pewne niezrozumienie naszej rzeczywistej roli. UTK nie może nalegać na obniżkę stawek czy odrzucać je, jeśli zostały wyliczone zgodnie z przepisami w oparciu o rzeczywiste koszty firmy. Nie możemy oczekiwać, że PLK będzie ze swoich środków finansowała w jakiejś mierze np. nierentowne linie kolejowe. Obniżenie stawek może nastąpić i następuje w wyniku dofinansowania kosztów utrzymania infrastruktury z budżetu państwa. Obecnie jesteśmy na etapie analizy przyszłych stawek, przed ich ostatecznym zatwierdzeniem. Z naszej oceny wynika, że zarządcy infrastruktury, a jest ich poza PKP PLK jeszcze kilka, bardzo różnią się w swoich wycenach, mimo że wszyscy mają w zasadzie podobne tory. Z tego porównania wynika, że PLK nie mają bynajmniej najdroższych stawek dostępu. Jeśli wydają się nam one zawyżone, możemy zażądać przedstawienia dodatkowych dokumentów dokumentów czy wyjaśnień. Ostatecznie stawki te możemy zatwierdzić lub nie, jak też nieraz robiliśmy. Mamy wątpliwości również do niektórych obecnych, przedstawionych nam stawek. Być może zakończy się to ich odrzuceniem.
F.N.: Czy słuszne są zarzuty, że kompetencje Urzędu Transportu Kolejowego i Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów (UOKiK) czasem się pokrywają?
W.J.: Nasze kompetencje się nie pokrywają. My jesteśmy odpowiedzialni za regulację rynku kolejowego w relacji zarządca infrastruktur - przewoźnik i w zakresie nadzoru nad funkcjonowaniem rynku kolejowego oraz kontroli wyrobów dla kolejnictwa. Natomiast UOKiK wkracza w konkretne sprawy dotyczące problemów klientów kolei lub relacji przewoźnik - klient i jest koordynatorem nadzorującym wyroby w całej gospodarce. Urząd ten w razie potrzeby zwraca się do nas z prośbą o opinie, ponieważ nie posiada fachowców znających rynek kolejowy.
F.N.: Niektórzy przewoźnicy prywatni sugerują poszerzenie zadań i kompetencji UTK, tak aby mógł on być rzeczywistym regulatorem rynku. Co Pan sądzi o tych postulatach?
W.J.: Mogę tylko powiedzieć, co wynika z naszych spotkań z przewoźnikami, przede wszystkim prywatnymi i zarządcami infrastruktury, że ich prośby i żądania mają charakter bardzo profesjonalny. Dotyczą one np. kwestii równego dostępu do infrastruktury, jasnych zasad regulujących tę kwestię. Często też kierowane są do nas skargi na stare monopole i dotyczą niezakończonego podziału majątku PKP. Podział majątku nie jest w kompetencji UTK. Ale jeśli chodzi np. o bezpieczeństwo ruchu, to operatorzy prywatni przyznają, że biorą wzory z firm działających w grupie PKP, gdzie sprawy te są najczęściej właściwie unormowane odpowiednimi przepisami. Proszą także, aby pewne wzorce zostały uregulowane ustawowo. UTK nie posiada inicjatyw legislacyjnych, ale występujemy z odpowiednimi wnioskami do ministerstwa. W ten sposób np. wszystkim użytkownikom bocznic zapewniliśmy możliwość stosowania przepisów kolejowych grupy PKP, ponieważ są one dobrze opracowane. Moim zdaniem, podstawowe kompetencje UTK są dostatecznie szerokie i właściwe. Nie ma potrzeby ich rozszerzać czy zmieniać. W niektórych jednak działaniach, dotyczących zagrożeń bezpieczeństwa, przydałyby się nam większe możliwości egzekucji naruszeń przepisów. Powinniśmy posiadać możliwość nakładania kar, np. w sprawach dotyczących przewozu materiałów niebezpiecznych. Takie uprawnienia posiada np. Inspekcja Transportu Drogowego.
źródło: Franciszek Nietz, Polska Gazeta Transportowa
Wysłany: 10-03-2008, 17:57
Tutaj jest ten artykuł:
http://www.nie.com.pl/art10208.htm
Lewe lokomotywy
W podległych Ministerstwu Infrastruktury urzędach nie zmieniło się nic od czasów Prawa i Sprawiedliwości. Pisowcy nie byli mistrzami zarządzania; o Urzędzie Transportu Kolejowego i wywalaniu państwowego szmalu na i przez kierownictwo UTK powołane przez Jarosława Kaczyńskiego już raz pisaliśmy („NIE” nr 47/2007). Od tamtej pory zmieniło się tylko tyle, że kierowca dyrektorki generalnej UTK Lidii Ostrowskiej zarabia dwa razy więcej niż specjalista, a naczelnikiem Wydziału Administracji ds. Zamówień została była sekretarka pani dyrektor. Być może dlatego UTK zdarzyła się fatalna pomyłka. Urząd przegrał sprawę w sądzie administracyjnym z jedną z brytyjskich firm transportowych. Poszło o lokomotywy, które pisowcy najpierw zakwalifikowali do ruchu, a później wycofali. Nie mogli ich zresztą nie wycofać, bo dopuszczone do ruchu po polskich torach lokomotywy miały motorniczego z lewej strony, przez co maszynista nie widział sygnalizacji. Mimo to UTK sprawę przegrał, bo kwalifikując do ruchu lewe lokomotywy znał ich wszystkie parametry. Wojewódzki sąd administracyjny załamał ręce, a w sentencji wyroku padło coś o błędnym procedowaniu spraw w Urzędzie Transportu Kolejowego i nieznajomości Kodeksu Postępowania Administracyjnego. To nie koniec, bo brytyjsko-amerykańskie konsorcjum od lokomotyw po wygranej sprawie w sądzie administracyjnym wybiera się do sądu cywilnego po odszkodowanie – kupę forsy od polskiego rządu. Na dodatek takich konsorcjów mających wąty do UTK jest więcej. Dlatego w urzędzie pojawiła się Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego.
Także prokuratura interesuje się UTK, a szczególnie nieprawidłowościami przy wydawaniu homologacji dla lokomotyw.
W związku z tym, żeby oddalić od siebie przymus wyrzucania na zbity pysk dobrych pracowników, minister infrastruktury Cezary Grabarczyk w podległych sobie urzędach zlecił 15 kontroli. Jak na złość, większość z nich szybko dała wyniki. W przypadku jednego z wysoko postawionych urzędników udowodniono łamanie ustawy o zamówieniach publicznych. Grabarczykowi tak było faceta żal, że odwołanie go zajęło ministrowi aż 5 tygodni.
Strona główna » KOLEJ OD ŚRODKA » Administracja » Urząd Transportu Kolejowego Strona 1 z 21 Idź do strony 1, 2, 3 ... 19, 20, 21 Następny