Source: http://polskie-forum.pl/viewtopic.php?f=5&t=186&start=120
Timestamp: 2019-02-19 17:28:38+00:00
Document Index: 109095924

Matched Legal Cases: ['art. 2', 'art. 38', 'art. 2', 'art. 38', 'art. 3', 'art. 2', 'art. 3']

Teraz jest 19 lut 2019, 18:28
Napisane: 13 lut 2013, 08:03
73 lata mataczenia
Wielka Izba Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu odbędzie dziś posiedzenie w sprawie zbrodni katyńskiej. Po raz ostatni na forum tego międzynarodowego organu sprawiedliwości zostaną przedstawione argumenty stron.
Grupa 15 obywateli Polski skarży Rosję o złamanie Europejskiej Konwencji Praw Człowieka podczas śledztwa prowadzonego w sprawie mordu na polskich jeńcach w 1940 roku.
Wielka Izba od początku zajmuje się wszystkimi punktami skargi. Oczywiście weźmie pod uwagę ustalenia składu sędziowskiego, który badał sprawę wcześniej. Rosja nie wnosiła o zajęcie się skargą przez Wielką Izbę, zatem należy się spodziewać skupienia sędziów na kwestiach podnoszonych przez stronę skarżącą. Chodzi o możliwość stwierdzenia naruszenia art. 2 gwarantującego prawo do życia w aspekcie proceduralnym, a więc o to, czy Rosja dopełniła obowiązku skutecznego ścigania zbrodni, która jest naruszeniem prawa do życia.
Jak ustalił „Nasz Dziennik”, podczas półgodzinnych wystąpień stron nie będzie możliwości szerokiego przedstawienia stanowisk. Trybunał już wcześniej skierował do uczestników postępowania listę wyrażającą zasadnicze pytania prawne, jakie mają zostać rozstrzygnięte. Główny pełnomocnik rodzin katyńskich prof. Ireneusz Kamiński przygotował poza wystąpieniem także wersję pisemną. To 60-stronicowa analiza z bardzo drobiazgowym odwoływaniem się do orzecznictwa wielu sądów międzynarodowych. – Podczas posiedzenia będzie można jedynie poruszyć najważniejsze kwestie i dokonać wielkiej syntezy – powiedział mecenas dzień przed rozprawą.
Trybunał weźmie pod uwagę wszelkie podobne przypadki, w których już orzekał. Chociaż nie obowiązuje go zasada precedensu, to stara się zachować jednolite orzecznictwo. Ważnym ustaleniem jest to, że zbrodnia katyńska była zbrodnią wojenną, a więc niepodlegającą przedawnieniu. Trybunał potwierdził to w wyroku wydanym w kwietniu ubiegłego roku.
Miraże pojednania
Problemem jest jednak także czas. Rosja ratyfikowała Europejską Konwencję Praw Człowieka dopiero 5 maja 1998 r. i działania rosyjskich organów tylko po tej dacie mogą podlegać ocenie Trybunału. Tymczasem rosyjskie śledztwo nr 159, będące przedmiotem skargi, było prowadzone od 27 września 1990 r. do 21 września 2004 roku. Rosjanie argumentują, że najważniejsze czynności zakończyły się przed wejściem w życie Konwencji. Jednak nie dostarczyli odpowiednich dokumentów.
Na początku lat 90. komisja działająca w Rosji przy Głównej Prokuraturze Wojskowej stwierdziła, że w Katyniu, Charkowie i Miednoje mieliśmy do czynienia ze zbrodnią przeciwko pokojowi, zbrodnią wojenną, zbrodnią przeciwko ludzkości i ludobójstwem. Sprawa karna została jednak umorzona „z powodu śmierci sprawców”, czyli Stalina, Berii itd. Jednak już kilka lat później zdanie tej samej Głównej Prokuratury Wojskowej było zupełnie inne. „Ludobójstwo na narodzie polskim nie miało miejsca ani na poziomie państwowym, ani w sensie prawnym. Sprawa została zamknięta jako wojskowe przestępstwo służbowe, związane z przekroczeniem uprawnień służbowych” – ogłoszono w marcu 2005 roku. – Często zdarza się, że bliscy ofiar przestępstw najpierw dowiadują się o ich zaginięciu. A następnie w toku śledztwa okazuje się, że doszło do morderstwa. Tym razem jest inaczej. Najpierw Rosja przyznała w różny sposób, że doszło do morderstwa, a teraz próbuje się z tego wycofać – stwierdził mec. Bartłomiej Sochański, komentując kwestię nazywania rozstrzeliwań polskich jeńców ich „zaginięciem” i „wydarzeniami katyńskimi”. – W 1993 r. międzynarodowa komisja polsko-rosyjska wskazała żyjących sprawców. Dokument z tymi nazwiskami został przekazany Rosjanom. Po tym czekali jeszcze 11 lat, żeby sprawę zamknąć, być może po to, by te osoby zdążyły umrzeć – komentował inny adwokat poszkodowanych mec. Roman Nowosielski.
Pełna treść i uzasadnienie decyzji o zamknięciu sprawy w Rosji zostały utajnione i do dziś nie są znane opinii publicznej. Także strasburski Trybunał bezskutecznie domagał się wglądu w ten dokument. Rosyjski rząd, ponaglany przez sędziów, odpowiadał wymijająco, wreszcie odmówił, powołując się na ochronę tajemnicy państwowej. Sędziowie uznali w wyroku, że jest to naruszenie obowiązku współpracy z Trybunałem. Jednak brak pełnej dokumentacji rosyjskiego śledztwa katyńskiego to również powód, dla którego część sędziów uznała, że nie może stwierdzić, czy rosyjskie organa rzeczywiście złamały prawo, czy nie.
Utajnienie uzasadnienia umorzenia sprawy katyńskiej próbowało zaskarżyć stowarzyszenie Memoriał. Odbyło się kilkanaście rozpraw przed sądami różnych instancji, które zgodnie odrzucały wnioski Memoriału, jednocześnie… utajniając uzasadnienia. W 2011 r. sprawa ostatecznie upadła. Memoriał próbował występować do rosyjskich sądów także o rehabilitację ofiar masakr NKWD na Polakach, ale bezskutecznie. Wszystkie te działania organów wymiaru sprawiedliwości odbywały się równolegle z deklaracjami rosyjskich polityków o „usuwaniu białych plam” i pojednaniu polsko-rosyjskim. Uchwała Dumy Państwowej jasno stwierdza odpowiedzialność stalinowskiego reżimu za Katyń i wyraża wolę zamknięcia sprawy. Jednak przyjęcie utrzymanej w dość pojednawczym duchu uchwały prawie zbiegło się z listem Gieorgija Matiuszkina, wiceministra sprawiedliwości, reprezentującego Rosję w Strasburgu. Napisał w nim, że władze rosyjskie „nie mają obowiązku wyjaśniać losu polskich oficerów zaginionych w wyniku wydarzeń katyńskich”, powtarzając obraźliwe określenia masakry tysięcy polskich jeńców i więźniów. Według niego, obowiązek proceduralny strony rosyjskiej nie istnieje, zbrodniami wojennymi zaś Trybunał w ogóle nie powinien się zajmować. Dojść miało jedynie do nadużycia uprawnień przez Stalina i członków Biura Politycznego Wszechzwiązkowej Partii Bolszewickiej, a ponieważ nikt z nich nie żyje, postępowanie zostało umorzone, a i tak sprawa karna uległa już przedawnieniu, poza tym większość dokumentów zaginęła.
Piotr Falkowski Strasburg
http://www.naszdziennik.pl/swiat/23862, ... zenia.html
Napisane: 05 mar 2013, 08:02
Rozkaz: zabić!
Zbrodnia katyńska rozpoczęła się 5 marca 1940 r., choć pierwsze strzały padły miesiąc później. Tego dnia komisarz spraw wewnętrznych ZSRS Ławrientij Beria skierował do Stalina notatkę nr 794/G, w której napisał, że polscy jeńcy wojenni i więźniowie z Zachodniej Białorusi i Zachodniej Ukrainy są „zatwardziałymi i nierokującymi nadziei poprawy wrogami władzy sowieckiej”. Trzeba ich zamordować: „Bez wzywania skazanych, bez przedstawiania zarzutów, bez decyzji o zakończeniu śledztwa i aktu oskarżenia”.
Zbrodniczy wniosek podpisali, poza Stalinem, członkowie Politbiura WKB(b) i Wierchsowietu: Kliment Woroszyłow, Wiaczesław Mołotow, Anastas Mikojan, Michaił Kalinin i Łazar Kaganowicz. To była najohydniejsza w dziejach nowożytnej Europy zbrodnia na bezbronnych jeńcach wojennych. Jej wyjątkowość polega też na wieloletnim międzynarodowym kłamstwie – z udziałem rządów i elit intelektualnych tzw. wolnego świata.
Jest wielu Rosjan, którzy rozumieją polski ból i którzy nie chcą, by współczesna Rosja była ideowym następcą zbrodniczego państwa. Pozostaje nadzieja, że to oni będą mieli decydujący wpływ na swoje państwo i na stosunki z Polską. I jest, niestety, wielu „Polaków”, którzy mają „dość Katynia” i mówią, że nie należy się „upierać” przy określeniu tej zbrodni jako „ludobójstwa”!
W marcu 1959 r. szef KGB Andriej Szelepin sporządził dla Nikity Chruszczowa, sekretarza generalnego KPZR, notatkę: na podstawie rozkazu z 5 marca 1940 r. Sowieci zamordowali 21 tys. 857 obywateli polskich – niemal wyłącznie narodowości polskiej (97 procent), oficerów wojska i policji z trzech obozów specjalnych NKWD – oraz więźniów politycznych z więzień na polskich Kresach. Szelepin nie śmiałby okłamywać Chruszczowa, więc tę przerażającą liczbę należy traktować jako właściwy bilans zbrodni katyńskiej.
http://www.naszdziennik.pl/wp/25807,rozkaz-zabic.html
Napisane: 13 kwi 2013, 06:44
Ka†yń – pamiętamy
13 kwietnia 1943 r. Niemcy podali na cały świat informację o dołach śmierci w Lesie Katyńskim. Komunikaty Radia Transocean i Radia Berlin były nadawane już wcześniej (11 i 12 kwietnia), ale 13 kwietnia świat przyjął je do wiadomości.
Związek Sowiecki przyznał się do zbrodni dopiero po 50 latach! Historia zbrodni katyńskiej jest także historią półwiecznego kłamstwa. Z udziałem demokracji zachodnich, które ceniły sobie nieświęty spokój i stosunki z Sowietami. Katyń niewiele te państwa obchodził, po wojnie oddały Polaków i inne narody Europy w pacht Sowietom.
O Katyniu trzeba pamiętać każdego dnia, 13 kwietnia szczególnie. Trzeba znać liczbę zamordowanych: 21 857 oficerów i więźniów politycznych. Miejsca mordu: Las Katyński i Smoleńsk (jeńcy z obozu NKWD w Kozielsku), piwnice NKWD w Kalininie-Twerze (jeńcy z obozu w Ostaszkowie) i piwnice NKWD w Charkowie (jeńcy z obozu w Starobielsku). Także więzienia na zagrabionych Kresach (więźniowie polityczni).
Trzeba pamiętać nazwiska zbrodniarzy, którzy 5 marca 1940 r. powzięli decyzję o zbrodni – tym bardziej że żaden z nich nie został ukarany, są dziś w Rosji czczeni: 1. Josif Wissarionowicz pseudo Stalin – krwawy dyktator państwa komunistycznego w Rosji, 2. Kliment Woroszyłow, 3. Wiaczesław Mołotow – współtwórca IV rozbioru Polski, 4. Anastas Mikojan, 5. Michaił Kalinin – przewodniczący sowieckiego „parlamentu”, czczony dziś w nazwie miasta Kaliningrad!, 6. Łazar Kaganowicz.
Ci ludzie byli przywódcami Sowietów, dlatego zbrodnia katyńska to ZBRODNIA PAŃSTWOWA. To ZBRODNIA WOJENNA. To AKT LUDOBÓJSTWA dokonany na polskiej inteligencji, by łatwiej niewolić Naród. Każdy, kto kwestionuje taką kwalifikację zbrodni katyńskiej, sprzyja kłamstwu katyńskiemu i znieważa pamięć ofiar.
http://www.naszdziennik.pl/wp/29619,ka- ... etamy.html
Napisane: 26 kwi 2013, 06:24
Katyński depozyt
Publikację ukazującą wyniki prac ekshumacyjnych prowadzonych przez Polski Czerwony Krzyż w Lesie Katyńskim w 1943 r. zaprezentowano wczoraj w Naczelnej Dyrekcji Archiwów Państwowych.
„Katyń. Listy ekshumacyjne i dokumenty Zarządu Głównego Czerwonego Krzyża 1943-1944” to zbiór informacji dotyczących m.in. organizacji wyjazdu delegacji PCK do Katynia, identyfikacji, list ekshumowanych, procedur zawiadamiania rodzin oficerów o śmierci ich bliskich. Dokumenty zebrane w tej publikacji to jedyny uwierzytelniony pieczęciami Biura Informacyjnego PCK, parafami pracowników i członków Zarządu Głównego PCK odpis oryginalnych wykazów sporządzanych podczas ekshumacji w Katyniu.
– To dokumenty sporządzane zarówno w języku polskim, jak i niemieckim i francuskim. Wszystkie rękopiśmienne materiały katyńskie zostały przez nas odcyfrowane i znajdują się w publikacji. Część z nich była niestety na tyle uszkodzona, że pewnych fragmentów tekstu nie byliśmy w stanie w żaden sposób odtworzyć. Nie było też ich odpowiedników maszynopisowych – relacjonuje Mariusz Olczak z Archiwum Akt Nowych, jeden ze współautorów publikacji.
Oprócz list ekshumacyjnych w książce znajdują się nieznane dokumenty z roku 1943 i 1944 dotyczące prac Zarządu Głównego PCK nad metodą opracowania list ekshumowanych oraz w sprawach depozytów po ofiarach. – Dokumenty są już zakonserwowane, są w stanie nadającym się do udostępniania. Listy ekshumacyjne posiadają parafy członków zarówno komisji technicznej PCK, jak i pracowników zarządu głównego PCK, którzy pracowali już w Polsce – Warszawie i Krakowie – nad tymi listami.
Udało nam się odcyfrować podpis m.in. Kazimierza Skarżyńskiego, Jadwigi Majchrzyckiej, Stefana Cupryjaka – dodał Olczak. Paraf jest znacznie więcej, ale nie udało się ich rozpoznać lub dopasować do konkretnych osób. Na listach są dwa rodzaje pieczątek oraz liczne poprawki sporządzane już w Polsce.
Tajemnica skrytki na Filtrowej
Bezcenne materiały ukazują się drukiem po raz pierwszy. Po 70 latach od ich sporządzenia. W czasie wojny zabezpieczyła je pracownica PCK Jadwiga Majchrzycka, przez kilkadziesiąt lat ukrywała je w specjalnej skrytce w swoim mieszkaniu przy ul. Filtrowej w Warszawie. Tuż przed śmiercią w 1977 r. tajemnicę powierzyła ks. Stefanowi Wysockiemu.
Kapłan zabrał je z mieszkania i w 2011 r. przekazał Archiwum Akt Nowych. – Kiedy pani Jadwiga leżała w szpitalu ciężko chora, poprosiła, żebym ją odwiedził. Dała mi adres i klucze do mieszkania i kazała wyjąć ze skrytki dokumenty. Gdy umarła, zastanawiałem się, gdzie je schować. Pomyślałem, że jak je schowam, to ktoś ich może szukać, a kładąc je na wierzchu, nikt nie zauważy. Położyłem je więc na półce jednego z regałów i tak przeleżały do lat 90. – wspominał ks. Wysocki.
– W okresie, kiedy można już było je przekazać, powiedziałem o nich płk. Stanisławowi „Orszy” Broniewskiemu, z którym się przyjaźniłem, później dokumenty trafiły pod opiekę pana Andrzeja Przewoźnika, sekretarza generalnego Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa, który zastanawiał się, jak je spożytkować. Po jego śmierci pod Smoleńskiem opiekowała się nimi jego żona Jolanta. Ostatecznie zostały przekazane do Archiwum Akt Nowych – dodał kapłan.
– 12 lipca 2011 r. narodowy zasób archiwalny wzbogacił się o tzw. polskie listy katyńskie. Przejęcie polskiej dokumentacji katyńskiej ma wieloraki wydźwięk. Nie tylko poszerza warsztat historyków zajmujących się dziejami Polski okresu II wojny światowej, ale też po raz kolejny dowodzi, że ponad 67 lat od zakończenia działań wojennych w skrytkach i archiwach domowych mogą spoczywać ważne dokumenty – zaznaczył dr Tadeusz Krawczak, dyrektor Archiwum Akt Nowych.
W trakcie prezentacji zbioru dokumentów katyńskich odbyła się także uroczystość przekazania do AAN akt majora Pawła Thommé (brata gen. Wiktora Thommé). W imieniu ofiarodawców akt ich przekazania podpisał Andrzej Gadomski.
Napisane: 06 maja 2013, 07:31
Siedem nieznanych ofiar Katynia
Z Aleksandrem Gurjanowem ze stowarzyszenia Memoriał w Moskwie rozmawia Beata Falkowska
Ustalenie danych personalnych siedmiuosób niewystępujących wcześniej w opracowaniach dotyczących ofiar zbrodni katyńskiej to efekt wspólnych polsko-rosyjskich prac badawczych. Jak do tego doszło?
– Udało się je ustalić wyłącznie dzięki dokumentom NKWD, które nie były dotychczas wykorzystywane. Historia wygląda następująco: w przypadku 4403 jeńców obozu kozielskiego, którzy zostali rozstrzelani, mamy do czynienia z osobami wywiezionymi z obozu do Smoleńska bądź do Katynia. Figurują one na listach wysyłkowych. Z dwóch różnych powodów w momencie, gdy zaczęło się tzw. rozładowanie Kozielska, 13 więźniów tego obozu już znajdowało się w Smoleńsku. Zostali tam wcześniej wywiezieni, ale nie w celu likwidacji. Były to dwie osoby wysłane do szpitala: jedna w grudniu 1939 roku, a druga w styczniu 1940 roku. Chodzi o szpital psychiatryczny. Jedenastu oficerów zostało odesłanych z obozu kozielskiego 9 marca, czyli w momencie, gdy komenda obozu jeszcze nie wiedziała, że mają być zlikwidowani. Wysłano ich do Smoleńska z polecenia Zarządu Jeńców Wojennych NKWD na mocy dyrektywy Wsiewołoda Mierkułowa, zastępcy Ludowego Komisarza Spraw Wewnętrznych. Dyrektywa została wydana dosłownie w przeddzień zrodzenia się koncepcji zlikwidowania wszystkich jeńców. Otóż 22 lutego 1940 roku nakazano z trzech obozów: kozielskiego, starobielskiego i ostaszkowskiego, wybrać tych, którzy byli zaangażowani w jakąś działalność wywiadowczą przeciwko Związkowi Sowieckiemu lub kontrwywiadowczą przeciwko ruchowi komunistycznemu w Polsce przedwojennej. Chciano ich zabrać z obozów i odesłać na śledztwo do obwodowych zarządów NKWD. Dwunastu jeńców, wyznaczonych imiennie przez centralę w Moskwie, rozkazano wysłać z obozu kozielskiego na śledztwo do smoleńskiego zarządu NKWD. 9 marca jedenastu z nich wysłano (nie wiemy, dlaczego nie odesłano wówczas dwunastego, który zresztą został po miesiącu wywieziony na rozstrzelanie w jednym z transportów kwietniowych). Dosłownie po dwóch tygodniach od wydania dyrektywy Mierkułowa zapadła decyzja Biura Politycznego, że wszyscy jeńcy mają być rozstrzelani. Więc może gdyby ta pierwsza decyzja o wysłaniu na śledztwo opóźniła się, to by tych 11 oficerów nie odesłano z obozu, bo nie miałoby to sensu.
– Z tych trzynastu jeńców w Smoleńsku, pięciu przez ewidentną pomyłkę centrali znalazło się na listach wysyłkowych adresowanych do obozu kozielskiego. Kiedy szykowano całą operację likwidacji polskich jeńców, zaangażowano wielu pracowników i pewnie ci z nich, którzy szykowali listy, nie orientowali się, że akurat te osoby już są w Smoleńsku i wpisali ich na listy wysyłkowe. Potem komendant obozu kozielskiego gęsto się tłumaczył, dlaczego niektórych osób nie wysłał, chociaż były na liście. Wyjaśniał m.in., że kogoś nie wysłał, bo nie było go w obozie – wyjechał już 9 marca do Smoleńska. W tej piątce są ci dwaj ze szpitala psychiatrycznego i trzech oficerów odesłanych na śledztwo.
Udało się nam potwierdzić, że sam fakt znalezienia się na liście wysyłkowej, nawet jeżeli ktoś znalazł się tam przez pomyłkę, jest dowodem na to, że ta osoba przeszła pełną procedurę skazania przez trójkę wyznaczoną decyzją politbiura (Wsiewołod Mierkułow, Bogdan Kobułow i Leonid Basztakow). Profesor Natalia Lebiediewa już w latach 90. ustaliła, jak wyglądała procedura skazania. Dzięki zbadaniu wszystkich dokumentów NKWD, nie tylko list wysyłkowych, udało się nam potwierdzić jej rekonstrukcję procedury skazania i uściślić ją o różne szczegóły oraz znaleźć indywidualne dokumenty dotyczące jeńców pozostających w Smoleńsku. Stwierdziliśmy, że wobec każdego z nich została wdrożona ta sama procedura skazania, jak wobec głównej masy jeńców podlegających zagładzie.
Ponieważ – jest to jedno z odkryć Lebiediewej – oprócz list wysyłkowych nakazujących wysłanie ludzi z obozu do Smoleńska do dyspozycji obwodowego NKWD, które wykonywało rozstrzeliwania (na listach nie ma ani słowa o rozstrzeliwaniu, tylko o odesłaniu), były też identyczne listy wysyłane jednocześnie do zarządu obwodowego NKWD w Smoleńsku, ale już z nakazem rozstrzelania, określiliśmy je jako „listy egzekucyjne”. W przypadku ludzi znajdujących się już w Smoleńsku uważamy, że ich nazwiska musiały być na „listach egzekucyjnych”. Mamy dokumenty dotyczące ich personalnie, które są dowodem na to, że też zostali skazani.
Czy są to teczki personalne?
– To nie są teczki personalne, tylko korespondencja służbowa między smoleńskim zarządem obwodowym NKWD a centralą – Zarządem ds. Jeńców Wojennych oraz personalne karty ewidencyjne z kartoteki NKWD jeńców 1939 roku. Jedenastkę przysłano na śledztwo, po czym naczelnik obwodowego NKWD smoleńskiego raportował do centrali, że w sprawie pierwszych czterech to śledztwo zostało zakończone, wykonane i zapytuje, co mają z nimi robić. Centrala, która w tym momencie miała tysiące ludzi do rozstrzelania (trzeba było to wszystko sprawnie zorganizować), z dużym opóźnieniem odpisała, że zostali już skierowani na rozpatrzenie sprawy przez „trójkę”. Potem po dwóch tygodniach naczelnik donosił, że zakończył śledztwo w sprawie pozostałych siedmiu. A my teraz widzimy w ich kartach ewidencyjnych, zachowanych w kartotece jenieckiej NKWD, adnotacje o sporządzeniu specjalnych „informacji służbowych” dla „trójki” powołanej przez politbiuro do formalnego wyrokowania. Oczywiście rozpatrzenie sprawy przez „trójkę” oznaczało skazanie na śmierć, bo „trójka” dostała od politbiura tylko takie uprawnienie, nie miała możliwości wydania innego orzeczenia niż tylko wysłanie na śmierć…
Jakie informacje o „nowych” ofiarach zbrodni katyńskiej udało się Państwu ustalić?
– Znamy ich podstawowe dane, historię pobytu w niewoli, stopnie wojskowe. Jedna osoba z jedenastki odesłanej na śledztwo do Smoleńska, która później decyzją centrali została wycofana z rozstrzelania, znalazła się w łagrze w obwodzie archangielskim. Potem ten oficer został amnestionowany i trafił do armii gen. Władysława Andersa, następnie dożył długich lat w Australii i nawet napisał wspomnienia (złożone w Związku Sybiraków).
Z pozostałej dziesiątki trzech figurowało na liście wysyłkowej i są oni wymienieni w monumentalnym dziele „Księga cmentarna Polskiego Cmentarza Wojennego w Katyniu”. No i mamy te siedem osób, których śledztwo zostało zakończone dużo później, kiedy centrala już się zorientowała, że nie ma sensu ich wpisywać na listy wysyłkowe. Ich dane nie występują w „Księdze” ani w żadnym wcześniejszym zestawieniu. Dzięki dotarciu do dokumentów NKWD, potwierdzających wdrożenie wobec nich procedury skazania, uważamy za udowodnione, że też zostali rozstrzelani. To jest ta siódemka.
Myśli Pan, że ofiar Katynia może być więcej?
– Trudno powiedzieć. Wydaje mi się, że raczej nie. Opieram się na wielkim zestawie dokumentów Zarządu ds. Jeńców Wojennych, który znajduje się w otwartym dostępie w archiwum w Moskwie, rosyjskim Państwowym Archiwum Wojskowym. To nie jest archiwum resortowe, tylko ogólnopaństwowe, czyli z dosyć dużą pewnością, chociaż nie stuprocentową, można stwierdzić, że w tym archiwum to, co dotyczy sprawy katyńskiej, jest w całości dostępne. Za wyjątkiem kartoteki, ale to jest szczególny rodzaj źródeł. Do każdej kartoteki w archiwach rosyjskich dostęp jest zastrzeżony. To jest oddzielna historia. Nam się w końcu udało zbadać kartotekę jeniecką, ale tylko małą część oryginałów leżących w Moskwie, a pozostałe na kserokopiach, które w 1992 roku zostały wykonane przez Polską Wojskową Komisję Archiwalną i złożone w Centralnym Archiwum Wojskowym (CAW) w Warszawie-Rembertowie.
W jakich jeszcze archiwach znajdują się dokumenty dotyczące Katynia? Jakie zasoby dokumentów Państwo przebadali?
– Przed trzema laty zdaliśmy sobie sprawę, że są wielkie zbiory źródeł w archiwach, i to dostępne od bardzo dawna, bo od początku lat 90., które nigdy nie były wykorzystywane we wcześniejszych opracowaniach, ale pozostawały zupełnie na boku. Z jeszcze innych względów zaczęło nam bardzo zależeć na tym, żeby zrobić zestawienie uwzględniające wielkie zasoby dokumentów, które były znane historykom i były wykorzystywane w pewnym stopniu, ale nie do zastawień imiennych, a do różnych opracowań monograficznych, ściśle historycznych, albo też były wykorzystywane, ale bez odwołania się do konkretnych sygnatur, co można zauważyć w pewnych biogramach na przykład „Księgi cmentarnej”, gdzie wyraźnie korzystano z Archiwum Robla.
Od 1990 roku znane jest pojęcie Archiwum Robla.
– To jest zbiór materiałów powstałych podczas badania w Krakowie, znalezisk wydobytych z mogił katyńskich w 1943 r. przez Niemców i PCK. Tam, na miejscu, zostały one wstępnie przejrzane i na podstawie tego wstępnego przeglądu powstały raporty Ludwika Vossa i „Amtliches Material zum Massenmord von Katyn” oraz lista PCK. To wstępne badanie polegało na odczytaniu tego, co się dało odczytać natychmiast z tych papierów, które leżały przy zwłokach przez trzy lata. Bardzo wiele materiałów nie nadawało się odczytania. Zostały przekazane do Krakowa, do Instytutu Medycyny Sądowej i Kryminalistyki, w którym był Oddział Chemiczny kierowany przez dr. Jana Zygmunta Robla. Jego zespół zajmował się ich badaniem. Wiemy, że te znaleziska rok później, czyli latem 1944 roku, Niemcy z Krakowa wywieźli i zostały one najprawdopodobniej bezpowrotnie utracone. Ale pozostały udokumentowane badania przez biegłych sądowych, specjalistów zespołu dr. Robla, którzy robili odpisy wszystkiego, co się dało odczytać. Używali wielu technik i wiele udało im się odczytać. Niestety, zdążyli zbadać tylko część znalezisk, niecałe 10 procent. Ale wśród tego, z czego zrobili odpisy, znalazł się materiał zupełnie rewelacyjny. Są to dzienniki oficerów, w których nie tylko zapisywali, co się działo z nimi samymi, ale robili też wykazy kolegów, którzy się znajdowali obok (na przykład mieszkali w tej samej sali w obozie). Ogółem w tych dziennikach figuruje około 2tys. nazwisk oficerów obozu kozielskiego, czyli około połowy. To jest zupełnie rewelacyjny zasób źródłowy, który też nie był wykorzystywany w całości, co najwyżej wyrywkowo. Uznaliśmy, że te informacje muszą być włączone do bazy źródłowej naszego zestawienia imiennego.
Coś z tych nowych ustaleń zapadło Panu w pamięć, poruszyło szczególnie?
– Takie rzeczywiście zaskakujące informacje udało się znaleźć w tych dokumentach, ale one dotyczą pojedynczych osób. Poruszyła mnie historia jedynego znanego jeńca obozu kozielskiego, rozstrzelanego i spoczywającego w Katyniu, który nie był oficerem, a prostym szeregowcem.
– Ludwik Nawrocki. W „Księdze cmentarnej” jego biogram sprowadza się do imienia, nazwiska, imienia ojca i roku urodzenia (s. Józefa, ur. 1914) – są to dane wzięte z listy wysyłkowej NKWD, a dalej jest charakterystyczny skrót „bdd”, czyli „brak dalszych danych”. Dopiero z dokumentów NKWD, do których dotarliśmy, dowiadujemy się, że to był żołnierz z Nowego Sącza, zupełnie prosty człowiek, niewykwalifikowany pracownik wytwórni wody mineralnej. Został powołany do wojska w 1937 roku lub według innego dokumentu w 1938 r. i odbywał ją w 1. pułku piechoty Legionów, stacjonującego w Wilnie. Podczas kampanii wrześniowej przeszedł szlak bojowy tego pułku. Próbowali, walcząc, przebić się do granicy węgierskiej. Został ranny w walkach z Niemcami i na początku października umieszczony w Stanisławowie w szpitalu. Wyszedł z niego dopiero 17 listopada 1939 roku. Tego samego dnia aresztował go kontrwywiad sowieckiej 12. armii, która tam właśnie stacjonowała. Został oskarżony o wspieranie państwa polskiego uciskającego robotników itd. Tak jego służbę w WP zakwalifikował oficer kontrwywiadu NKWD, ale po dwóch dniach zapadła decyzja odesłania go do obozu jenieckiego. Dalej jest jakaś niezrozumiała luka. Zapewne przesyłano go z miejsca na miejsce. Trafił do Kozielska z więzienia w Moskwie dopiero w połowie kwietnia 1940 roku, gdy już od 11 dni trwała operacja „rozładowania” obozu, czyli wysyłania jeńców na rozstrzelanie do Smoleńska i Katynia.
Sowieckie struktury kontrolowały to jego aresztowanie czy tą historią rządził chaos i przypadek?
– Jesienią 1939 roku panował wielki bałagan, bo oprócz masowego zabierania do niewoli polskich żołnierzy przez jednostki liniowe Armii Czerwonej bardzo paliły się do aresztowań specjalne grupy operacyjne NKWD oraz kontrwywiad wojskowy. Ale tak wielkiej masy aresztowanych nie było gdzie trzymać, wszystkie więzienia na zagarniętych przez ZSRS Kresach Wschodnich błyskawicznie się przepełniły. A przysłane ze Wschodu terenowe organa NKWD nie nadążały ze śledztwem i bardzo chętnie odsyłały aresztowanych, gdzie tylko mogły w głąb ZSRS, m.in. usiłowały jak najwięcej aresztowanych „wypchnąć” do obozów jenieckich, a te z kolei broniły się przed napływem dodatkowych więźniów, jak tylko mogły. W przypadku Ludwika Nawrockiego, po jego przybyciu w połowie kwietnia 1940 roku do Kozielska, centrala zażądała od dowództwa obozu, żeby przysłano jego teczkę śledczą, tę samą, którą kontrwywiad wojskowy w Stanisławowie założył w listopadzie 1939 roku. I potem centrala świadomie wpisała go na listę wysyłkową. 10 albo 11 maja został odesłany ostatnim transportem do Smoleńska i rozstrzelany 11-13 maja. Ta teczka śledcza leży wciąż w archiwum. Nie on jeden został aresztowany w Stanisławowie przez kontrwywiad 12. armii, ale pozostali zostali odesłani do Ostaszkowa. Jest wśród nich czeski dezerter z Wehrmachtu, który podczas kampanii wrześniowej uwolnił dwóch konwojowanych przez siebie żołnierzy polskich, uciekł razem z nimi, razem przekroczyli linię demarkacyjną i znaleźli się na terenie okupacji sowieckiej. Tam został aresztowany przez kontrwywiad, odesłany do obozu w Ostaszkowie i rozstrzelany w Kalininie. „Księga cmentarna Polskiego Cmentarza Wojennego w Miednoje”, też podaje o nim tylko minimalne dane z listy wysyłkowej.
Co jeszcze udało się ustalić Państwu dzięki tym niezbadanym dokumentom NKWD i całościowo zweryfikowanemu Archiwum Robla?
– Udało się dla ponad stu osób ustalić ścisłe daty wywiezienia ich z obozu kozielskiego, w przypadku niektórych z nich poznaliśmy dokładne daty rozstrzelania. Dzięki takiemu kompleksowemu zbadaniu i zestawieniu Archiwum Robla z dokumentami NKWD okazało się, że można na tej podstawie ustalić też dosyć ścisłe daty odesłania z obozu i rozstrzelania dla wszystkich. Ścisłe dla kilkuset osób, a dla pozostałych bardzo wąski – dwu- lub trzydniowy – przedział dat. Żaden dokument potwierdzający rozstrzelanie konkretnych osób, jak twierdzą rosyjskie władze i archiwa, nie zachował się. W każdym razie nie są dostępne w obiegu naukowym. Czy naprawdę się zachowały, czy nie, takiej pewności nie ma.
Jaką formę będzie miała publikacja podsumowująca Państwa prace?
– Jest to komplet biogramów 4415 osób. Pytała pani, czy można liczyć na to, że jeszcze jakieś nazwiska wypłyną. Jeśli chodzi o jeńców kozielskich, to raczej nie. Mamy dosyć pełny wykaz wszystkich ruchów, wszystkich wyjazdów i przyjazdów z i do obozu kozielskiego. Stuprocentowej pewności, że to jest absolutny komplet, nie mamy. Dużo by dało, gdyby udało się zbadać już nie ogólnopaństwowe, ale resortowe Centralne Archiwum Federalnej Służby Bezpieczeństwa Federacji Rosyjskiej i regionalne archiwum obwodowego zarządu FSB w Smoleńsku.
Jeszcze żaden badacz nie miał do niego dostępu?
– Nie, nikt nie miał takiej możliwości. Ale powiedziałbym, że liczba ofiar obozu kozielskiego, którą można nazwać „kanoniczną”, 4421 osób, jaką przewodniczący KGB Aleksandr Szelepin w 1959 roku podał w informacji służbowej Chruszczowowi, jest maksymalna. Wydaje mi się, że ta liczba jest nieco błędna i on się trochę pomylił, ale niewiele. Chyba po prostu podał sumę osób, które występują na wszystkich kozielskich listach wysyłkowych (ale ich jest 4420) i nie uwzględnił, że tam są cztery osoby umieszczone dwukrotnie. Powinien podać Chruszczowowi 4416. A po drugie, nie uwzględnił kilkunastu osób, które zostały wycofane z rozstrzelania lub zmarły w obozie przed wywózką, albo były trzymane w innym obozie i na kozielskie listy wysyłkowe zostały wpisane w 1940 roku przez pomyłkę. Jednak liczba Szelepina to jest jakiś górny pułap. Są również ustalenia Andrzeja Przewoźnika opublikowane w jego książce. On próbował oszacować liczbę zwłok wydobytych w 1943 roku. Problem polega na tym, że Niemcy przerwali ekshumację w czerwcu 1943 r., kiedy eksploracja ostatniego dołu śmierci była zaledwie zaczęta. Swoje oszacowanie Andrzej Przewoźnik uściślił o ustalenia polskie z lat 1994-1995, kiedy to dokonywano bardzo szczegółowego badania w Lesie Katyńskim przed budową cmentarza. Wtedy jeszcze raz zbadano wszystkie doły śmierci i odkryto kilka czaszek, które najwyraźniej nie zostały wydobyte w 1943 roku. Andrzej Przewoźnik oszacował liczbę zwłok pogrzebanych w dołach śmierci w Lesie Katyńskim na 4407. Ten rozrzut między 4407 a 4421 jest niewielki. Według mnie najbardziej prawdopodobna jest liczba, którą ustaliliśmy w naszym zestawieniu: 4415. Ale nie mogę wykluczyć, że jeszcze ktoś się znajdzie. Z całą pewnością można natomiast stwierdzić, że tam mogą się znaleźć tylko jeńcy z obozu kozielskiego. W tych grobach nie może być zwłok żadnych innych obywateli polskich, na przykład – a były takie spekulacje – przywiezionych na egzekucję z więzień Zachodniej Białorusi.
Aleksander Gurjanow jest współautorem publikacji „Zabici w Katyniu”, opracowanej wspólnie przez moskiewski ośrodek badawczy stowarzyszenia Memoriał i warszawski Ośrodek Karta. Promocja polskiego wydania tomu odbędzie się 8 maja w Warszawie w Centrum Edukacyjnym IPN im. Janusza Kurtyki (ul. Marszałkowska 21/25).
http://www.naszdziennik.pl/mysl/31718,s ... tynia.html
Napisane: 22 maja 2013, 04:56
Odeszła najstarsza wdowa katyńska
W Niedzielę Zesłania Ducha Świętego, kilka dni po swych imieninach, w 106. roku życia odeszła do Pana najstarsza wdowa katyńska – pani Zofia Romanowska.
Sama o sobie mówiła, że jest „Gdyńską Penelopą”. Przeżyła 5 lat w małżeństwie, 73 lata we wdowieństwie! Od zakończenia wojny mieszkała w Gdyni, każdego dnia czekając na powrót z wojny swego męża Antoniego Romanowskiego (25 VI 1902 – IV 1940), który był oficerem Policji Państwowej w Radomiu, wysoko wykwalifikowanym policjantem po Wyższej Szkole Policyjnej i po studiach prawniczych na wileńskim USB.
Wcześniej uczestniczył w wojnie z bolszewikami, dosłużył się stopnia oficerskiego w Wojsku Polskim. Zmobilizowany w roku 1939, trafił do sowieckiej niewoli, zadenuncjowany do NKWD we Włodzimierzu Wołyńskim przez znajomego Żyda z Radomia, który rozpoznał go na ulicy. Trafił do obozu specjalnego w Ostaszkowie. Zamordowany wraz z innymi polskimi policjantami w mrocznych piwnicach siedziby NKWD w Kalininie-Twerze, pogrzebany na cmentarzysku w Miednoje.
Pani Zofia Romanowska pozostawiła o swym mężu piękne świadectwo.
– To był bardzo subtelny i wrażliwy człowiek. Kiedy stawał przed sądem, by oskarżać przestępców, jego mowa z oskarżycielskiej zamieniała się często w obrończą. Wyszukiwał powody, dla których ci przestępcy zeszli na złą drogę. A to trudne dzieciństwo, a to zły wpływ otoczenia, a to bieda. Jego przełożeni nie byli z tego zadowoleni, ale ja właśnie za to najbardziej go kochałam. Kiedy patrzę dziś na naszego syna Andrzeja, odnajduję w nim najpiękniejsze cechy ojca: wrażliwość, delikatność, czułość dla bliskich. Wspomnienie tej czułości przywraca mi realne poczucie, że on był i jest w moim życiu i będzie do końca – wspominała.
Uwierzyła w śmierć męża dopiero po opublikowaniu „teczki Jelcyna”. Tam zobaczyła jego nazwisko na liście wywozowej nr 050/1 z kwietnia 1940 r. – z obozu NKWD w Ostaszkowie „w gorod Kalinin”, gdzie figurował pod numerem 70.
Wychowywała jedyne dziecko z tego małżeństwa, synka Andrzeja – absolwenta Politechniki Gdańskiej, architekta, dziś już na emeryturze.
Zofia Romanowska była ważnym świadkiem historii. W oddziale gdańskim IPN znajduje się jej filmowa relacja z ewakuacji na Wschód w roku 1939, z okupacyjnej Warszawy, z obozu w Pruszkowie i z powojennych peregrynacji. Już w czasie okupacji rozpoczęła poszukiwania męża. Niemieckich komunikatów z 1943 r. o zbrodni w Lesie Katyńskim nie kojarzyła z Antonim. Nie było go na publikowanych wtedy przez Niemców listach. Jednak świadomość, że Sowieci potrafią zabijać bezbronnych jeńców, budziła lęk i złe przeczucia. Po wojnie, w Gdyni, poszukiwania były jeszcze trudniejsze.
Cenne i pouczające dla nas są refleksje Zofii Romanowskiej o patriotyzmie i niepodległości.
– Międzywojenna niepodległość była radosna i prawdziwa, mimo że po I wojnie światowej panowały głód i straszna bieda, do tego różne epidemie, na które umarło dużo ludzi, podobno więcej niż na wojnie. Ale młodzi ludzie traktowali odrodzenie Polski jak swą prywatną sprawę, osobisty sukces. Odczuwali z tego powodu wielką dumę, której dziś nie ma, jest za to dużo goryczy. Wtedy każdy pochód 3-majowy to była okazja do radości i spontanicznej manifestacji. Młodzi ludzie demonstrowali swą polskość przez wyraziste polskie akcenty, nawet w stroju – opowiadała. – Gdzie się podziała tamta wiara i tamten entuzjazm? Niestety, komunizm zrobił swoje. Nauczył ludzi niewiary, wyrachowania i cynizmu – ubolewała pani Zofia.
Na pytanie o przebaczenie udzielała zawsze godnej odpowiedzi: – Jestem chrześcijanką. Nie przypominam sobie żalu za grzechy któregokolwiek z katyńskich zbrodniarzy. A żal za grzechy jest warunkiem przebaczenia. Modliła się za męża i za inne ofiary zbrodni katyńskiej każdego dnia. Jej ulubionym miejscem modlitwy był gdyński kościół NMP Królowej Polski przy ulicy Armii Krajowej, niedaleko miejsca zamieszkania.
Msza św. żałobna w intencji śp. Zofii Romanowskiej zostanie odprawiona w czwartek, 23 maja, o godzinie 13.30 w kościele Najświętszego Serca Pana Jezusa w Gdyni, ul. Armii Krajowej 46. Po Eucharystii pogrzeb na cmentarzu Witomińskim. Pan Andrzej Romanowski i dr Barbara Pytko – prezes gdyńskiej Rodziny Katyńskiej – proszą wszystkich o udział w ostatniej drodze Zofii Romanowskiej.
http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... ynska.html
Napisane: 02 sie 2013, 07:43
Krzyż postawiony nocą
Krzyż Katyński na warszawskich Powązkach ma już 32 lata.
W lipcu 1981 r. grupa odważnych mężczyzn, na przekór komunistycznemu reżimowi, ustawiła nocą pomnik przypominający o sowieckim mordzie na polskich oficerach. W środę minęła 32. rocznica tego wydarzenia. Uroczystości rozpoczęły się od złożenia kwiatów. Prezes Komitetu Katyńskiego Andrzej Melak przybliżył pokrótce zawiłe dzieje monumentu i historię inicjatorów akcji. Mówił o roli swojego brata Stefana Melaka, który zginął pod Smoleńskiem.
Uroczystości odbyły się w oprawie wojskowej asysty honorowej. W homilii wygłoszonej w trakcie Eucharystii w bazylice Świętego Krzyża przypomniano postać Janiny Lewandowskiej, córki generała Józefa Dowbor-Muśnickiego, jedynej kobiety zamordowanej w Katyniu. Msza św. zakończyła się odśpiewaniem pieśni „Boże, coś Polskę” i wartą pocztów sztandarowych przy tablicy upamiętniającej Polaków pomordowanych w Katyniu.
Pierwotny pomnik Katyński na cmentarzu Powązkowskim nie przetrwał długo. Komuniści usunęli go pod osłoną nocy. Potem pozostawał kilkanaście lat zamknięty w nieznanym miejscu, po 1989 r. podrzucono go pod bramy cmentarza. Już po upadku muru berlińskiego rozpoczęła się batalia o instalację monumentu. Inicjatywę blokowali jeszcze we wczesnych latach 90. Marek Borowski i Józef Oleksy. Nieugięta postawa członków Komitetu Katyńskiego pozwoliła zwieńczyć starania sukcesem.
http://www.naszdziennik.pl/wp/49820,krz ... -noca.html
Napisane: 16 wrz 2013, 07:07
W Bielsku Podlaskim przy parafii pw. Miłosierdzia Bożego został wczoraj odsłonięty i poświęcony pomnik katyńsko-smoleński. Uroczystość poprzedziła Msza św. pod przewodnictwem ks. bp. Antoniego Pacyfika Dydycza, pasterza Kościoła drohiczyńskiego.
W wygłoszonej w święto Matki Bożej Bolesnej homilii ks. bp Antoni Dydycz przypomniał, że człowiek tęskni za pełnią. – Człowiek szuka pełni i tak postępuje, kiedy sprawa dotyczy kwestii materialnych. Bo każdy brak, każda dziura denerwuje, także ta budżetowa – zaznaczył ksiądz biskup. – Podobnie człowiek zachowuje się w odniesieniu do sfery intelektualnej i duchowej. Nikt z nas nie lubi poprzestawać na urywkach. Jak coś poznawać, to do końca, jak coś postanawiać, to aby zachować. I my zgromadzeni tutaj w imię Trójcy Przenajświętszej myślimy o powrocie do pełni odnowy, odrodzenia naszego sumienia, uzupełnienia naszych sił duchowych. Jesteśmy tutaj, aby nadać naszemu przeżywaniu Ojczyzny, naszemu rozumieniu polskości, naszej miłości do Polski pełny wymiar – podkreślił kaznodzieja.
W uroczystości uczestniczył także o. dr Tadeusz Rydzyk, dyrektor Radia Maryja. Dziękował mieszkańcom Podlasia za świadectwo umiłowania Ojczyzny. Zwrócił się także do generałowych Błasikowej i Kwiatkowskiej. – Panie generałowe, jesteśmy z wami. Dziękujemy wam, że tak mężnie i godnie broniłyście dobrego imienia swych mężów, podczas gdy stojący na czele władz poniewierali ich dobre imię. Czego oni się boją? – pytał dyrektor Radia Maryja. Na czele Społecznego Komitetu Budowy Pomnika stał Tadeusz Romańczuk, a wykonawcą pomnika był Paweł Pietrusiński. W uroczystości uczestniczyły Ewa Błasik i Krystyna Kwiatkowska, wdowy po generałach, którzy zginęli w katastrofie smoleńskiej, które odsłoniły pomnik w postaci piety – Maryja trzyma umęczonego Syna. Przesłanie pomnika każe pamiętać o Katyniu, Miednoje, Charkowie, Ostaszkowie, Kozielsku, Bykowni, Starobielsku i Smoleńsku. Nazwy tych miejscowości są wyryte na pomniku, zaś na cokole znajduje się lista 96 osób z prezydentem Lechem Kaczyńskim na czele, które zginęły pod Smoleńskiem. W specjalnym miejscu została umieszczona urna z ziemią z Katynia i Smoleńska.
http://www.naszdziennik.pl/wp/53935,pomnik-pamieci.html
Napisane: 21 paź 2013, 07:23
– To jeden z najważniejszych wyroków Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, ponieważ będzie dotyczył wyjątkowej, masowej zbrodni prawa międzynarodowego – podkreśla prof. Ireneusz Kamiński (PAN), jeden z reprezentantów piętnastu rodzin katyńskich, które złożyły skargę do Trybunału strasburskiego.
Wyrok Wielkiej Izby Trybunału, w składzie 17 sędziów, zapadł już 5 września, ale ogłoszony ma być dopiero dzisiaj. – Do Strasburga jadę spokojny, jestem pewny naszych racji i argumentów – zaznacza Kamiński. – Ale będę spokojniejszy już po ogłoszeniu wyroku – dodaje.
– Trudno, żeby było inaczej, skoro słyszymy od rosyjskiej prokuratury, że tak naprawdę nie wiadomo, co się stało w 1940 r., co przecież znajduje się w zupełnym konflikcie z elementarną wiedzą historyczną. Dlatego nie można nazwać tego postępowania efektywnym i spełniającym nawet minimalne standardy rzetelności – mówi Kamiński.
Rosja w całym postępowaniu podtrzymuje stanowisko, że śledztwo katyńskie prowadzono jeszcze przed przyjęciem przez nią Konwencji Praw Człowieka. Poza tym mord NKWD z 1940 r. jest nazywany przez stronę rosyjską „wydarzeniami katyńskimi”, i nie ma ona obowiązku wyjaśniania losu polskich obywateli.
Opowiedziało się za nią czterech z siedmiu sędziów Trybunału, uznając, że w czasie, kiedy Rosja przyjęła na siebie zobowiązania Konwencji Praw Człowieka, nie pojawiły się „żadne nowe dowody lub okoliczności związane ze zbrodnią katyńską”. A w konsekwencji Rosja nie miała obowiązku na nowo prowadzić śledztwa. Jednak strona polska wskazała, że Rosjanie otrzymali po 1998 r. konkretny „nowy dowód”, bo w 2002 r. weszła w posiadanie tzw. ukraińskiej listy katyńskiej. Lista ta zawiera dane 3435 obywateli polskich przetrzymywanych w więzieniach na terenach wschodnich województw II Rzeczypospolitej i rozstrzelanych w 1940 r. w ramach zbrodni katyńskiej.
Wyrok Trybunału może nakazać wznowienie śledztwa przez Rosjan. – Wyrok strasburski stwierdzający naruszenie konwencji będzie można traktować jako nakazujący Rosji wznowienie postępowania. Powinno ono odbywać się z udziałem osób, które są nim najbardziej dotknięte, a więc krewnych. Powinny mieć one dostęp do dokumentów, które mogłyby przybliżyć im los ich bliskich – wskazuje prof. Kamiński.
W pierwszym wyroku Trybunał uznał, że rosyjski wymiar sprawiedliwości nieludzko traktował polskie rodziny, które chciały dochodzić swoich praw w Rosji, poprzez negowanie zbrodni katyńskiej oraz odmowę prawnej rehabilitacji polskich ofiar NKWD. Poza tym stwierdził, odnośnie do zbrodni katyńskiej, że „masowy mord dokonany na polskich więźniach można traktować jako zbrodnię wojenną”.
Napisane: 22 paź 2013, 07:29
A czego mieliśmy się spodziewać po unijnych bolszewikach, że osądzą sowieckich bolszewików?
Katyń nieosądzony
Wielka Izba Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu uchyliła się od wydania orzeczenia na temat rosyjskiego śledztwa w sprawie zbrodni katyńskiej. Pod proceduralnym pretekstem umorzono postępowanie.
Gorycz i rozczarowanie – to pierwsze słowa, które przychodzą na myśl po wczorajszym orzeczeniu Wielkiej Izby Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu. Skarga rodzin katyńskich została odrzucona, a wyrok jest dużo bardziej niekorzystny niż orzeczenie pierwszej instancji sprzed półtora roku.
Posiedzenie było bardzo krótkie. Sędzia Josep Casadevall z Andory odczytał kilka zdań wyroku, które wystarczyły, by przybić obecnych na sali Polaków. Oficjalnym przedstawicielom polskiego rządu pozostało robienie dobrej miny do złej gry, ale rodziny i ich pełnomocnicy nie kryli negatywnych emocji. Zapanowało poczucie, że z Rosją nie da się uczciwie wygrać. – Siła Rosji jest wszechobecna – mówi Witomiła Wołk-Jezierska, córka zamordowanego w Katyniu oficera artylerii Wincentego Wołka.
Do Strasburga przyjechali z Polski m.in. prezes IPN dr Łukasz Kamiński z prowadzącą polskie śledztwo katyńskie prokurator Małgorzatą Kuźniar-Plotą, wiceminister spraw zagranicznych Artur Nowak-Far. Obecna była polska ambasador przy instytucjach Rady Europy w Strasburgu Urszula Gacek. Wszyscy oczekiwali sukcesu, o którym mówić byłoby o wiele łatwiej. Chyba nawet Rosjanie nie spodziewali się wygranej, bo nie było wiceministra sprawiedliwości Gieorgija Matiuszkina, który zazwyczaj reprezentuje Federację Rosyjską. Tym razem przysłał swoją zastępczynię i jednego doradcę. Urzędnicy ci w ogóle nie chcieli rozmawiać z mediami, nawet po ogłoszeniu wyroku.
– Wydaje się, że żywa w Polsce pamięć niezabliźnionych ran i poczucie braku sprawiedliwości nie znajdują zrozumienia w kręgach decyzyjnych Zachodu. Odczułam rozczarowanie – mówi Krystyna Krzyszkowiak, córka Michała Adamczyka, komendanta policji w Sarnakach na Podlasiu, który został zamordowany w Twerze i pochowany w Miednoje.
– Wierzyłam tym sędziom, jakoś tak wirtualnie wierzyłam, że będą na tyle rozsądni, aby usłyszeć krzywdę dzieci polskich, które straciły ojców. Nasze prawa zostały odrzucone – Europa nas zostawiła tak jak zawsze. Musimy być silni i walczyć o swoje sami, nie liczyć na nikogo – dodaje.
Cały wyrok liczy aż 89 stron. Za jedyny plus można poczytać pozostawienie uznania przez Trybunał zbrodni katyńskiej za zbrodnię wojenną. Przyznano również (jednogłośnie), że Rosja złamała art. 38 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka poprzez brak należytej współpracy z Trybunałem. Chodzi o odmowę przekazania sędziom postanowienia o umorzeniu śledztwa nr 159 w sprawie Katynia.
Dla Izby, czyli pierwszej instancji, ten brak stanowił przeszkodę w rozstrzygnięciu, czy doszło do złamania art. 2 konwencji. Dla Wielkiej Izby nie miało to w zasadzie znaczenia. Stwierdziła, że nie może ocenić naruszenia tego artykułu z powodu braku jurysdykcji, a nie niewystarczającego dostępu do informacji. Bezkarne naruszenie art. 38 to jednak ważny precedens.
– Trybunał zaakceptował, że państwo, które zgodziło się na jego funkcjonowanie i poddało się jego jurysdykcji, może poprzez jedno „nie” zablokować jego działanie. To jest fatalny przykład dla wszystkich innych. Teraz każdy może powiedzieć „nie, bo nie” i nic się nie stanie –podkreśla mec. Roman Nowosielski, jeden z pełnomocników rodzin katyńskich.
Podstawą motywacji strasburskiego Trybunału jest upływ czasu od zbrodni katyńskiej. Skarżący chcieli, żeby ETPC uznał, że Rosja poprzez brak rzetelnego śledztwa w sprawie Katynia naruszyła artykuł 2 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka mówiący o prawie do życia.
Problem w tym, że Rosja ratyfikowała konwencję, gdy śledztwo już trwało. „Trybunał stwierdził, że musi istnieć »rzeczywisty związek« między przedmiotowymi zdarzeniami a datą wejścia w życie Konwencji. Ponieważ Rosja ratyfikowała Konwencję w maju 1998 r., a więc 58 lat po egzekucji krewnych skarżących, Trybunał – potwierdzając wyrok Izby z kwietnia 2012 r. – uznał, że taki okres był za długi, aby stwierdzić istnienie»rzeczywistego związku« pomiędzy ich śmiercią a datą wejścia w życie Konwencji w stosunku do Rosji” – czytamy w komunikacie Trybunału.
Dodatkowo stwierdzono, że „po 5 maja 1998 r. nie przeprowadzono żadnych istotnych czynności procesowych w śledztwie, po tej dacie nie pojawił się żaden istotny dowód”. W ten sposób sędziowie zbagatelizowali wszystkie fakty, na które powoływali się skarżący, przede wszystkim sprawę dostarczonych prokuraturze rosyjskiej już po 1998 r. dokumentów ukraińskich, z których wynikało istnienie dużej grupy nieuwzględnionych dotąd ofiar zbrodni (tzw. lista ukraińska).
Jeden z sędziów pierwszej instancji, Dean Spielmann z Luksemburga, obecny przewodniczący całego ETPC, twierdził w zdaniu odrębnym, że samo zamknięcie śledztwa i utajnienie uzasadnienia tego postanowienia stanowi wystarczający „nowy fakt” w tej sprawie. Ale tym razem orzekający skład był innego zdania.
Bezduszne uzasadnienie
Trybunał przyznał, że w pewnych sytuacjach jego jurysdykcja może rozciągać się na sprawy, których początek miał miejsce przed graniczną datą ratyfikacji konwencji przez państwo pozwane. „Może to dotyczyć poważnych zbrodni określonych w prawie międzynarodowym, takich jak zbrodnie wojenne, ludobójstwo lub zbrodnie przeciwko ludzkości. Jednakże nawet w takich sytuacjach klauzula »wartości konwencyjnych« nie może być zastosowana do zdarzeń, które wystąpiły przed przyjęciem Konwencji, czyli przed 4 listopada 1950 r., ponieważ dopiero wtedy Konwencja rozpoczęła swoje istnienie jako międzynarodowy traktat praw człowieka” – napisali sędziowie.
A zatem „w okolicznościach niniejszej sprawy nie było elementów mogących stanowić łącznik pomiędzy odległą przeszłością a niedawnym okresem po ratyfikacji Konwencji”.
W kwestii naruszenia art. 3, mówiącego o zakazie poniżającego i nieludzkiego traktowania, sędziowie również rozstrzygnęli zdecydowanie mniej korzystnie niż Izba. Ta uznała naruszenie konwencji wobec części skarżących – osób, które osobiście zetknęły się z zamordowanymi przez NKWD Polakami.
Tym razem skarga została całkowicie oddalona. Uderza bezduszność uzasadnienia. „Jurysdykcja Trybunału obejmuje wyłącznie okres, który rozpoczął się w dniu wejścia w życie Konwencji w stosunku do Rosji. Po tej dacie nie było stanu przedłużającej się niepewności co do losu polskich jeńców wojennych. Chociaż nie wszystkie ciała zostały odnalezione, to jednak ich śmierć została publicznie potwierdzona przez władze sowieckie i rosyjskie, i stała się potwierdzonym faktem historycznym.
Ogrom zbrodni popełnionej przez władze sowieckie w 1940 r. był ważnym czynnikiem emocjonalnym. Tym niemniej, z czysto prawnego punktu widzenia, Trybunał nie mógł go zaakceptować jako podstawy odstąpienia od swojego orzecznictwa (…). Trybunał tym samym uznał, że cierpienia skarżących nie osiągnęły takiego rozmiaru i charakteru, który byłby odmienny od cierpień niewątpliwie spowodowanych dla osób bliskich ofiarom poważnych naruszeń praw człowieka” – napisano.
Kto podniósł rękę
To przygnębiające orzeczenie jest niestety definitywne. Nie zapadło jednomyślnie. Co smutne, polski sędzia Krzysztof Wojtyszek głosował tak jak większość w sprawie naruszenia art. 2, a zgodnie z oczekiwaniem skarżących tylko w sprawie art. 3. W całości lub w zasadniczej części polski wniosek poparli też sędziowie z Łotwy, Estonii, Szwajcarii i Malty. Z tej ostatniej był to sędzia Vincent de Gaetano, znany z respektującej naturalny porządek moralny oceny głośnych spraw o podłożu etycznym, m.in. postępowania dotyczącego aborcji przeprowadzonej na dziecku 14-letniej uczennicy z Lublina.
Wiceminister Nowak-Far odrzuca podejrzenia o polityczny motyw wyroku. – Nie dopatruję się wątków politycznych. Trybunał przyjął bardzo uproszczoną i mało empatyczną dla społeczeństwa polskiego interpretację faktów. Nie dostrzegł, jak żywa jest pamięć tej zbrodni w Polsce – powiedział. Jego zdaniem, pozostaje nam poczucie przewagi moralnej i satysfakcja z nagłośnienia problematyki katyńskiej w Europie.
– Strona skarżąca występuje z ogromną racją moralną i historyczną, ale nie została ona przez Trybunał uwzględniona z powodów, można powiedzieć, procesowych, które szanujemy, tak jak szanujemy każdą decyzję sądów. Moralna racja z pewnością jest po naszej stronie. Jedyne pozytywne elementy tego wyroku to to, że sprawa katyńska przez długi czas była i będzie przedmiotem zainteresowania prawników i mediów, będzie tematem międzynarodowych dyskusji, co bardzo dobrze przysłuży się upowszechnieniu pamięci o tej makabrycznej zbrodni – ocenia Nowak-Far.
Dyplomata poszedł jednak wyraźnie w kierunku naiwnych spekulacji, gdy stwierdził, że wyrok będzie „zachęcał stronę rosyjską do podjęcia rzetelnej współpracy z Polską, żeby wyjaśnić wszystkie mechanizmy zbrodni”.
Bez wątpienia zachodnia perspektywa oceny historii drugiej wojny światowej i następującego po niej podziału Europy miała wpływ na rezerwę sędziów wobec tego rodzaju spraw.
– Wciąż pamięć środkowej i wschodniej Europy nie jest równoważna z tą zachodnią. Pomimo wejścia do Unii Europejskiej to nasze doświadczenie nie jest wystarczająco dostrzeżone i przede wszystkim – zrozumiane – ocenia prezes IPN dr Łukasz Kamiński. Nadzieję widzi w dobrej polityce, edukacji historycznej i współpracy międzynarodowej.
– Polska musi i może wiele zrobić także z naszymi partnerami z Europy Środkowo-Wschodniej. Chodzi o takie inicjatywy, jak dzień pamięci o ofiarach systemów totalitarnych 23 sierpnia, przypominanie o pakcie Ribbentrop-Mołotow. Jeżeli będziemy nasz głos łączyć z innymi narodami, to będzie lepiej słyszany – wskazuje.
Kamiński zapewnia, że polskie śledztwo katyńskie będzie dalej konsekwentnie prowadzone aż do wyświetlenia wszystkich okoliczności zbrodni, które tylko można będzie ustalić. Polska wciąż nie otrzymała 35 tomów rosyjskiego śledztwa katyńskiego wraz z postanowieniem o jego zamknięciu (i uzasadnieniem tegoż).
Najbardziej prawdopodobny motyw takiej, a nie innej decyzji sędziów to obawa przed nawałem kolejnych skarg w podobnych sprawach. – Trybunał powiedział jasno: nie chcemy się zajmować tego typu sprawami tutaj, w Strasburgu.
I powiedział to wszystkim szykującym tego typu skargi: Hiszpanom, państwom bałkańskim, Rumunom, Włochom, bo granice europejskie są bliznami historii. Wszędzie, gdzie przez stulecia trwały czystki narodowe, dochodziło do naruszeń praw człowieka – tłumaczy mec. Bartłomiej Sochański, jeden z pełnomocników skarżących.
Kalendarium śledztwa katyńskiego
1940, 5 marca – decyzja Politbiura o zgładzeniu polskich jeńców i więźniów
1940, kwiecień – zbrodnia katyńska
1950, 4 listopada – powstaje Europejska Konwencja Praw Człowieka
1990, 27 września – w Rosji rozpoczyna się śledztwo nr 159 w sprawie zbrodni katyńskiej
1998, 5 maja – Rosja ratyfikuje Europejską Konwencję Praw Człowieka
2004, 21 września – zamknięcie i utajnienie śledztwa nr 159, kolejne skargi na tę decyzję są odrzucane przez sądy rosyjskie
2007-2009 – skargi rodzin katyńskich trafiają do ETPC
2011, 15 lipca – Trybunał uznaje skargę za dopuszczalną
2011, 6 października – rozprawa w Izbie
2012, 6 kwietnia – wyrok Izby
2012, 5 lipca – złożenie odwołania do Wielkiej Izby
2012, 24 września – sprawa zostaje zaakceptowana
do rozpatrzenia przez Wielką Izbę
2013, 13 lutego – rozprawa przed Wielką Izbą
2013, 5 września – posiedzenie Wielkiej Izby, na którym zapadły decyzje
2013, 21 października – ogłoszenie wyroku Wielkiej Izby
http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... dzony.html
Napisane: 23 lis 2013, 09:36
Przed 53 laty, 24 listopada 1960 r., zmarł Ferdynand Goetel – wybitny pisarz i dziennikarz. Kiedy Niemcy odkryli masowe mogiły polskich oficerów w Katyniu, postanowił tam pojechać. Sowieccy kolaboranci uznali to za „współpracę z hitlerowcami”. Po wojnie musiał uciekać z kraju, jego miejsce w życiu literackim zajęli prawdziwi kolaboranci.
Urodził się 15 maja 1890 r. w Suchej Beskidzkiej. W młodości był narciarzem i taternikiem, dlatego spoczywa na zakopiańskim Pęksowym Brzyzku.
Podczas I wojny światowej zesłany w głąb Rosji. Po rewolcie bolszewickiej wcielony do Armii Czerwonej. Uciekł do Polski z żoną i córeczką – przez Persję, Indie i Anglię.
http://www.naszdziennik.pl/wp/60411,swi ... tynia.html
Napisane: 07 sty 2014, 08:18
– To jest zeznanie, najwcześniejszy dokument tego rodzaju, jeszcze nieskażony różnymi zimnowojennymi okolicznościami, pierwsza znana nam relacja złożona przez jednego ze świadków, jeńców amerykańskich, którzy byli w Katyniu – mówi „Naszemu Dziennikowi” dr Sławomir Dębski, dyrektor Centrum Polsko-Rosyjskiego Dialogu i Porozumienia. Szczegóły mają być podane na konferencji prasowej.
– Jest to istotny dokument – zaznacza Dębski. Również dr hab. Andrzej Kunert, sekretarz Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa, podkreśla jego znaczenie. – To ważny dokument – zapewnia.
Wiosną 1943 r. Niemcy skierowali grupę jeńców amerykańskich i angielskich, aby byli świadkami ekshumacji masowych mogił polskich oficerów w Katyniu. Dwaj amerykańscy jeńcy, kpt. Donald Stewart i ppłk John Van Vliet, potajemnie, jeszcze w czasie niewoli, poprzez zaszyfrowane wiadomości informowali Waszyngton o zbrodni w Katyniu. Jeńcy raportowali, że zwłoki polskich oficerów znajdowały się w zawansowanym stanie rozkładu, a rzeczy znajdowane przy nich nie były starsze niż z wiosny 1940 r., co przekonało Amerykanów, że mordu nie mogli popełnić Niemcy.
Napisane: 08 sty 2014, 09:36
http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... lieta.html
Napisane: 13 sty 2014, 09:44
Putywl, nowy Katyń
Z mec. Marią Szonert, prawnikiem zajmującym się problematyką katyńską w USA, rozmawia Piotr Falkowski
Jakie znaczenie mają dokumenty z amerykańskich archiwów, które pokazano właśnie w Warszawie?
– Zeznania ppłk. Johna Van Vlieta z 10 maja 1945 r. to ważne odkrycie głównie dla Amerykanów. Od wielu lat trwają poszukiwania raportu Van Vlieta, na który powoływał się raport Komisji Maddena z 1952 roku. Wśród amerykańskich historyków panuje przekonanie, że raport Van Vlieta został zniszczony. Odkrycie Krystyny Piórkowskiej nie podważa zresztą tej tezy, gdyż dokument, jaki odnalazła, został sporządzony 12 dni wcześniej niż raport Van Vlieta poszukiwany przez Amerykanów. Dla nas ważną informacją jest wskazanie na Putywl jako kolejne miejsce masowego mordu Polaków z rozkazu katyńskiego, czyli potencjalne odkrycie nowego „lasu katyńskiego”. Niewątpliwie praca badawcza oraz warsztat historyczny Piórkowskiej są na wysokim poziomie. Obyśmy mieli jak najwięcej takich sprawnych badaczy dokumentów katyńskich. Życzyłabym również naszym badaczom i przywódcom, aby mieli równie imponującą determinację do podejmowania najistotniejszych tematów dotyczących Katynia, a więc dążenia do ujawnienia pełnej prawdy o tej zbrodni, jej zakresie, charakterze i skutkach; problemu postawy współczesnej Rosji wobec ludobójstwa katyńskiego, istnienia anty-Katynia czy w końcu braku jakiegokolwiek rozliczenia zbrodni katyńskiej zarówno na poziomie indywidualnym, jak i państwowym oraz międzynarodowym.
Przy prezentacji zeznań Van Vlieta poruszono kwestię kłamstwa katyńskiego na Zachodzie, szczególnie w Wielkiej Brytanii, z którą notabene toczy się właśnie spór o pracę emigrantów.
– Fakt, że alianci ukrywali prawdę o Katyniu, jest powszechnie znany i dobrze udokumentowany od wielu lat. Świadczy o tym chociażby wspaniały pomnik katyński wystawiony z inicjatywy oficera armii amerykańskiej, który po wojnie jako dyplomata rozpoczął jego budowę w Baltimore. Była to jego osobista intencja zadośćuczynienia za postawę amerykańską w kwestii zbrodni katyńskiej. Tak pięknego pomnika katyńskiego nie ma w całej Polsce do dziś. Jeżeli chodzi o Anglików, to cenzurowanie prawdy o Katyniu było jeszcze bardziej ostentacyjne niż w przypadku Amerykanów. Przecież znana jest doskonale desperacka walka środowisk polonijnych o pomnik katyński. Nawet w latach 70. naciski Moskwy na Londyn w tej sprawie były tak ogromne, że pomnik katyński z trudem mógł powstać, i to nie w miejscu publicznym.
Czy archiwa amerykańskie, brytyjskie itp. mają dużą wartość jako źródło informacji o Katyniu?
– Ze względu na to, że Katyń to symbol zagłady ludności polskiej na terenach polskich okupowanych przez ZSRS w latach 1939-1941 oraz biorąc pod uwagę, że do 1990 roku nie były prowadzone żadne oficjalne badania tej zbrodni, a od 1990 roku czyniono jedynie pozorne lub symboliczne wysiłki głównie w celu zbudowania memoriałów w miejscach masowych mordów, dziś stajemy przed wielkim wyzwaniem ustalenia pełnej prawdy o tej zbrodni, jej rozliczenia, doprowadzenia do zadośćuczynienia oraz ukarania winnych. Są to niezbędne składniki pojednania, bez których rana katyńska nie może się zagoić. Dlatego wszelkie materiały przybliżające nas do poznania pełnej prawdy o tej zbrodni dla nas, Polaków, są niezmiernie ważne. Oczywiście najważniejsze materiały źródłowe pozostają utajnione w Rosji. Jednak otwarcie amerykańskich archiwów katyńskich umożliwia dotarcie do nowych cennych informacji, które pośrednio pomagają ustalić nowe istotne fakty dotyczące tej zagłady Narodu Polskiego. Odkrycie pani Piórkowskiej powinno zachęcać naszych młodych historyków do pogłębiania badań na ten temat.
Ale w relacjach z Rosją w tej sprawie nie widać postępu, wręcz przeciwnie: minister Siergiej Ławrow wprost odmawia dostępu do wciąż utajnionych 35 tomów rosyjskiego śledztwa, nie widać szans na dostęp do tzw. listy białoruskiej. Można odnieść wrażenie, że władza szukała na siłę jakiegoś sukcesu na polu tematyki katyńskiej.
– Niestety, niewątpliwie ważne odkrycie Krystyny Piórkowskiej zostało wykorzystane do celów propagandowych, aby po raz kolejny ukierunkować polską opinię publiczną przeciw Amerykanom i Anglikom, pomijając przy tym rolę Rosji. W świetle zgiełku medialnego wytworzonego wokół odkrycia raportu Van Vlieta umyka sprawa zasadnicza: bezkarność sprawców oraz skandaliczne stanowisko współczesnej Rosji co do rozliczenia tej ludobójczej zbrodni, jak również nieludzkie traktowanie rodzin katyńskich. Działania rządu polskiego po 1990 roku nie przyniosły żadnych efektów w sprawie rozliczenia największej zbrodni dokonanej na Narodzie Polskim. Doraźne korzyści polityczne biorą dziś górę nad zasadami moralności i elementarnym poczuciem sprawiedliwości. Do dziś rząd polski nie stanął zdecydowanie w obronie wymordowanych polskich oficerów i pracowników służb państwowych oraz ich prześladowanych rodzin. Nie stanął należycie w obronie setek tysięcy Polaków ciężko dotkniętych skutkami zbrodni katyńskiej. Wręcz przeciwnie, także po roku 1990 pacyfikował środowiska katyńskie, aby pozbawić je wpływu na fundamentalne rozstrzygnięcia dotyczące ich najbliższych, którzy w służbie dla Ojczyzny złożyli najwyższą ofiarę.
http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... katyn.html
Napisane: 04 kwi 2014, 11:31
http://www.naszdziennik.pl/polska/73416 ... elsku.html
Rocznica likwidacji obozu w Kozielsku
Czwartek, 3 kwietnia 2014 (06:54)
74 lata temu NKWD rozpoczęło likwidację obozu w Kozielsku, a w kolejnych dniach - obozów w Ostaszkowie (4 kwietnia) i Starobielsku (5 kwietnia).
Z Kozielska 4404 jeńców przewieziono do Katynia i zamordowano strzałami w tył głowy; 3896 jeńców ze Starobielska zabito w pomieszczeniach NKWD w Charkowie, a ich ciała pogrzebano na przedmieściach miasta w Piatichatkach; 6287 jeńców z Ostaszkowa rozstrzelano w gmachu NKWD w Kalininie, obecnie Twer, a pochowano w miejscowości Miednoje.