Source: https://prenumeruj.forumakademickie.pl/fa/2010/10/wiktymizacja-studentow/
Timestamp: 2019-12-11 22:08:48+00:00
Document Index: 58160423

Matched Legal Cases: ['art. 278', 'art. 280', 'art. 288', 'art. 158', 'art. 217', 'art. 197', 'art. 216']

Wiktymizacja studentów | FA 10/2010 | Forum Akademickie - portal środowiska akademickiego i naukowego
Ankietowani studenci najczęściej wskazywali, że byli zaczepiani, bici, napadnięci. Kolejnym co do częstości jest przestępstwo kradzieży, trzecim – zniszczenie mienia.
Wiktymizacja studentów
O tym, co mówią oficjalne statystyki Komendy Głównej Policji w zakresie skali ujawnionych przestępstw, wszyscy wiemy. Mało tego, trwa również dyskusja, co robić, żeby zapobiegać popełnianiu przestępstw. Niestety problem pojawia się w przypadku przestępstw, które nie zostały zgłoszone organom ochrony porządku prawnego w Polsce. W mojej opinii dzieje się tak m.in. dlatego, że wielu obszarów narażonych na działania przestępców nie monitoruje się należycie. Tak jest z uczelniami wyższymi w Polsce.
Predestynacja wiktymologiczna studentów?
Ludzie wykonujący pewne zawody są o wiele częściej niż inni narażeni na pokrzywdzenie poszczególnymi rodzajami przestępstw. Należą do nich: policjanci, pracownicy ochrony, taksówkarze. Powstaje fundamentalne pytanie, czy taką właściwość posiadają polscy studenci? Odpowiedź na to pytanie jest istotna z dwóch powodów. Po pierwsze dlatego, że szkolnictwo wyższe pozbawione jest jakichkolwiek rozwiązań mających na celu – choć w najmniejszym stopniu – zabezpieczenie poczucia bezpieczeństwa studentów. Twierdząca odpowiedź na zadane pytanie stanowić będzie asumpt do wprowadzenia szeregu rozwiązań naprawczych. Po drugie, studenci jako prawie dwumilionowa grupa społeczna organizuje szereg wydarzeń kulturalnych, odpowiadających ich potrzebom, m.in. imprezy masowe (juwenalia).
W tym momencie pojawia się drugie pytanie, równie istotne. Jak sprawdzić, czy studenci są grupą narażoną na działania przestępcze? Wydaje się, że w związku z występowaniem „ciemnej liczby przestępstw”, najlepszą formą jest, jak pisze w swoje książce A. Marek, podejmowanie badań wiktymizacyjnych (victimization survey), zmierzających do ujawnienia chociaż części przestępczości ukrytej. Badania te prowadzone są metodą ankietowania określonych populacji, w celu ujawnienia osób pokrzywdzonych przestępczością. Przyjmując zatem koncepcję badań wiktymizacyjnych jako metodę ujawnienia skali zjawiska osób pokrzywdzonych w uczelniach, a w konsekwencji sformułowanie ostatecznie odpowiedzi na powyżej zadane pytanie, czy studenci są grupą szczególnie narażoną, postanowiłem przeprowadzić badanie w Politechnice Koszalińskiej.
Ankieta wiktymizacyjna
W ankiecie, która zmierza do ujawnienia skali zjawiska osób pokrzywdzonych różnego rodzaju przestępstwami w uczelni, znalazło się piętnaście pytań. Badanie zostało przeprowadzone na reprezentatywnej grupie tysiąca studentów wszystkich ośmiu jednostek organizacyjnych uczelni. Zastosowano przy tym wszelkie procedury związane z ankietyzacją, tj. anonimowość, prywatność.
Studentów zapytano, czy kiedykolwiek w czasie studiów zostali pokrzywdzeni określonymi w ankiecie rodzajami przestępstw, tj.: kradzieżą (art. 278 k.k.), rozbojem (art. 280), zniszczeniem mienia (art. 288), pobiciem (art. 158), naruszeniem nietykalności (art. 217), zgwałceniem (art. 197), zniewagą (art. 216). Zapytano również, czy w czasie studiów ankietowany był świadkiem wyżej wymienionych przestępstw. A ponadto studenci zostali zapytani o to, czy w przypadku wystąpienia takiego zdarzenia został zawiadomiony organ właściwy miejscowo lub rzeczowo, tj. policja, prokuratura, nauczyciel akademicki, dziekan czy rektor. Natomiast pytanie ostatnie miało na celu sprawdzenie, jaka jest skala zjawiska przestępczości, w której udział biorą tylko studenci (jako ofiary i sprawcy). Trzeba bowiem mieć świadomość, że cześć zdarzeń była udziałem studentów i mieszkańców Koszalina. Należy jednak wziąć pod uwagę, że Koszalin jest właściwie bezpiecznym miastem, co potwierdzają badania opinii publicznej, podane w sprawozdaniu komendanta miejskiego policji w Koszalinie za rok 2009.
Jeśli chodzi o liczbę przestępstw, to możemy przeczytać, że „w 2009 roku na terenie Koszalina (powiat grodzki) stwierdzono 4632 przestępstwa. W stosunku do 2008 roku liczba przestępstw jest większa o 800, co przekłada się na ponad dwudziestoprocentowy wzrost przestępstw na terenie Koszalina (dynamika 120,9 proc.). Na terenie działania KMP w Koszalinie (oba powiaty – grodzki i ziemski) dynamika przestępstw stwierdzonych osiągnęła wartość 115,8 proc. Zatem wzrost w mniejszym stopniu dotyczy terenów wiejskich”. Niemniej jednak policja koszalińska może się pochwalić znaczącym wzrostem wykrywalności przestępstw. Ze sprawozdania wynika, że prawie wszystkie przestępstwa na terenie Koszalina, które nam przybyły w 2009 roku, zostały wykryte.
Podsumowując: należy powiedzieć, że Koszalin jest miastem bezpiecznym, więc przeprowadzone badanie, mające na celu ujawnienie skali zjawiska osób pokrzywdzonych w uczelni, trzeba będzie analizować w kontekście wyżej przytoczonych opinii.
Przeprowadzone na studentach Politechniki Koszalińskiej badanie dało nieoczekiwane wyniki. Zwłaszcza w kontekście przytoczonych fragmentów sprawozdania komendanta miejskiego policji w Koszalinie. Otóż na 921 studentów, którzy brali udział w badaniu, aż 357 (39 proc.!) przynajmniej raz zaznaczyło odpowiedź twierdzącą na zadane w ankiecie pytania. Z tej grupy ankietowanych należy wyodrębnić dwie: pierwszą grupę stanowią studenci, którzy byli tylko i wyłącznie świadkami wydarzeń określonych w ankiecie, natomiast druga grupa to studenci, którzy deklarowali się jako osoby pokrzywdzone. I tak w pierwszej grupie mamy 117 (12,8 proc.) studentów, zaś w drugiej grupie, liczniejszej, 240 studentów (26 proc.). A zatem statystycznie co czwarty student deklaruje się jako pokrzywdzony poszczególnymi przestępstwami.
Ankietowani studenci najczęściej wskazywali, że podczas studiów byli: zaczepiani, bici, napadnięci. Taką odpowiedź wskazało aż 11 proc. studentów. I jest to przestępstwo, które pojawiało się w odpowiedziach studentów bardzo często. Kolejnym co do częstości wskazań jest przestępstwo kradzieży – zostało zaznaczone przez 10,3 proc. Natomiast trzecie jest przestępstwo zniszczenia mienia, które wskazało 9,5 proc. studentów. Najważniejszymi wynikami z przeprowadzonego badania są – w moim przekonaniu – wyniki odpowiedzi na pytania 14 i 15, tj. pytanie o zgłoszenie przestępstwa oraz o to, czy sprawcą zdarzenia był student. I tak odpowiednio, jeśli chodzi o powiadomienie organów właściwych, aż 86,1 proc. stwierdza i przyznaje, że żaden organ nie został powiadomiony, zaś tylko 16 proc. studentów wskazało, że w przypadku wystąpienia zdarzenia powiadomiło organy właściwe. Liczba ta jest dramatycznie mniejsza niż średnia zgłaszalność przestępstw w Polsce, tj. 46 proc. Natomiast w Bułgarii, w kraju gdzie liczba zgłaszanych przestępstw jest najmniejsza w Europie, procent ten wynosi 30.
Ostatnią statystyką, którą warto przytoczyć jest odpowiedź na pytanie, ilu sprawców zdarzeń wymienionych w badaniu było studentami. Otóż ankietowani wskazali w 31 proc., że sprawcami zdarzeń byli studenci, których mogli po wystąpieniu określonego przestępstwa spotkać podczas zajęć, na terenie akademika czy osiedla akademickiego. Natomiast 69 proc. studentów wskazało, że sprawcami zdarzeń są osoby bliżej im nieznane, których po wystąpieniu określonego zajścia nie spotkały podczas zajęć czy w akademiku.
Szczegółowa analiza wyników badań skłania na tym etapie do kilku refleksji. Po pierwsze statystyki, które zostały zaprezentowane w sprawozdaniu komendanta policji w Koszalinie, mogłyby ulec delikatnej zmianie. Niestety, ze względu na nieujawnianie tych przestępstw przez osoby pokrzywdzone, policja nie ma prawnej, a także technicznej możliwości wszczęcia śledztwa bądź dochodzenia.
Jak wskazują porównania do ogólnej liczby zgłaszalności przestępstw w Polsce, sytuacja jest dramatyczna. Dlaczego tak niewielu pokrzywdzonych studentów decyduje się na zgłoszenie przestępstwa? Mamy przecież do czynienia ze świadomymi obywatelami, w dużej mierze znającymi przynajmniej zarys procedury. Wszystko wskazuje na to, że jak w przypadku wszystkich obywateli, brakuje zaufania do organów ochrony porządku prawnego, a także do wymiaru sprawiedliwości. Choć w przypadku uczelni zastanawia fakt – to kolejna refleksja, która pojawia się po lekturze tych badań – że tak mała liczba studentów zgłasza się choćby do nauczyciela akademickiego, dziekana czy rektora.
W systemie szkolnictwa wyższego istotna jest zasada autonomii uczelni. „Autonomia, tak jak występuje w debacie, jest pojęciem bardzo wieloznacznym, acz fundamentalnym w etosie akademickim. Z jednej strony kojarzy się ze świętymi wolnościami akademickimi, wolnością badań i nauczania, z drugiej – z zarządzaniem i wiązkami uprawnień przypisywanych rozmaitym jednostkom organizacyjnym. Niektórym kojarzy się także z wolnością pracy na dwu etatach, innym jeszcze z kolegialnością i samorządnością. Mnie natomiast kojarzy się z samostanowieniem” (I. Białecki, Dwie debaty, FA 3/2010). Trudno się z tym poglądem nie zgodzić. Autonomia uczelni to w dużej mierze samostanowienie m.in. o losie studentów danej uczelni w przypadku, gdy naruszą przepisy wewnętrzne. Wówczas mamy do czynienia z odrębną procedurą postępowania dyscyplinarnego. Przy tak pojmowanej autonomii uczelni wyższej nauczyciel akademicki, dziekan bądź rektor powinni być pierwszymi osobami, które przyjmują zgłoszenie o pokrzywdzeniu studenta. Dlaczego studenci nie ufają wykładowcom i władzom uczelni, to już chyba dyskusja na inny artykuł.
Po przeprowadzeniu takiego badania rodzi się pytanie o jego cel. Otóż po zdiagnozowaniu stanu faktycznego możemy wprowadzić program naprawczy. Można rozważyć poważnie propozycję rozciągnięcia programu Sieć Pomocy Ofiarom Przestępstw, realizowanego przez Ministerstwo Sprawiedliwości również na uczelnie wyższe – a moim zdaniem i na szkoły średnie, a także gimnazja. Szkolenia z zakresu pedagogiki dla nauczycieli akademickich, które zwiększą szanse na to, że nauczyciel sam rozpozna osobę pokrzywdzoną, są również pewnym rozwiązaniem. Wydaje się jednak, że najlepszą propozycją jest utworzenie darmowych poradni prawnych w uczelniach. Poza poradami prawnymi służyłby one również pomocą psychologiczną, a także organizowały szkolenia. Wszystko to mogłoby działać pod auspicjami rzecznika praw studenta, którego funkcja jednak musi uprzednio zostać normatywnie ujęta, wyposażona w budżet oraz struktury organizacyjne.
Nie można mówić o poprawie jakości kształcenia, jeśli studenci nie będą mieli poczucia bezpieczeństwa. ☐