Source: http://www.sedziowie.nazwa.pl/nucleus/index.php?catid=1&blogid=1
Timestamp: 2019-05-24 06:04:24+00:00
Document Index: 99095670

Matched Legal Cases: ['art. 141', 'art. 2', 'art. 107', 'art. 41', 'art. 63', 'art. 186']

19/05: Baśń o niezłomnej Radzie
(w nawiązaniu do pewnej wypowiedzi członka neoKRS na rozprawie przed TSUE w dniu 14 maja 2019 r.)
Pewien kraj nad Wisłą, urody przecudnej,
ostatnio szerzej poznano z fenomenu tego:
Parlament polityka nie gości żadnego,
partyjnej twarzy posła nie ma tam obłudnej.
W Sejmie, który prawo tworzy, urzędy wybiera,
to: gnomy, krasnoludki, skrzaty i skarbniki,
wodniki, nimfy, rusałki, leśne borowiki,
powołują rząd cały, a nawet premiera.
Nie partii zatem KRS genezę zawdzięcza.
Polityczne jej rysy? Potwarz to złośliwa …
Wszak jej założycieli znakiem: broda siwa,
krasnoludków i skrzatów zrodziła ją tęcza.
19/05: Wszyscy jesteśmy „Rafałami M.”
Mimo, że upłynął już jakiś czas od postawienia Sędziemu Rafałowi Maciejewskiemu zarzutów dyscyplinarnych, dopiero teraz jaskrawo można dostrzec pewne zjawiska. Warto sobie np. zadać pytanie, jaki był rzeczywisty cel tego kroku, zainspirowanego żądaniem Prezesa Sądu Okręgowego w Łodzi, a zrealizowanego przez Zastępcę Rzecznika Dyscyplinarnego?
Pomijając już merytoryczną zawartość tych zarzutów – wiele już o tym napisano – można sobie wyobrazić sytuację, że ich postawienie miało na celu przywołanie sędziego do przestrzegania prawa i zasad etyki sędziowskiej, które w przekonaniu wyżej wymienionych podmiotów, zostały przez niego naruszone.
Gdyby tak było, to Prezes Sądu wezwałby pewnie sędziego na rozmowę, przedstawił swoje stanowisko i jak każdy inny sędzia, wysłuchał argumentów drugiej strony i dopiero na tej podstawie podjął decyzję. Być może sędzia zrozumiałby wtedy niestosowność swojego zachowania i odstąpił od dalszego naruszania zasad. Gdyby jednak sędzia nie chciał zmienić zdania, to Prezes może przecież zawiadomić Zastępcę Rzecznika Dyscyplinarnego dla Sędziów Apelacji Łódzkiej i ten, zgodnie ze wszystkimi zasadami rządzącymi postępowaniem dyscyplinarnym podjąłby niezawisłą decyzję odnośnie wszczęcia postępowania.
19/05: Mój Incitatus i prerogatywy
„Sędzia SN: Wyrażam zdumienie artykułem „Gazety Wyborczej””
„Sędzia Majchrowski z SN miażdży narrację „GW” i ulubienicy „kasty”, sędzi Frąckowiak”
To tytuły, jakie mają przykuć uwagę widza/czytelnika w niektórych mediach.
A to wypowiedź, którą Pan sędzia Majchrowski dokonuje „zmiażdżenia”:
http://www.sn.pl/aktualnosci/SitePages/Wydarzenia.aspx…
Na początek muszę dokonać pewnej dygresji, bo nie będę ukrywał, że smuci mnie celebrowanie pojęcia „kasta” przez niektóre media w sposób obliczony na deprecjonowanie sędziów i utrwalanie w odbiorze społecznym nieprawdziwego ich obrazu, jako osób zepsutych do cna i zainteresowanych wyłącznie bronieniem własnych przywilejów.
Osobiście nie znam Pani sędzi Frąckowiak, więc moją ulubienicą nie jest (rzecz do nadrobienia, oby z wzajemnością), choć pewnie znajdzie się wielu, którzy postrzegają mnie jako przedstawiciela „kasty”. Nie jestem jednak psychiatrą i nie zamierzam zgłębiać tego, z jakiej aberracji wynika zamiłowanie do uporczywego odwoływania się do niefortunnie użytego przez jednego z sędziów pojęcia „kasty” w odniesieniu do sędziów polskich. Swoją drogą dobrze, że któryś sędzia nie użył jakiegoś wulgaryzmu np. również na „k”, bo jakby się on spodobał „dziennikarzom” niektórych mediów – a pewnie by się spodobał - to byśmy mieli ciekawy dylemat. Czy ścigać tego sędziego z art. 141 k.w. lub choćby dyscyplinarnie, czy raczej rozpowszechnić używanie tego pojęcia w odniesieniu do sędziów, wśród wiernych telewidzów i czytelników. Jeśli ktoś by mi chciał zarzucić oderwanie od realiów, to przypomnę postać Pana sędziego, który będąc na tzw. „bańce” używał podobnego języka wobec funkcjonariuszy policji, a dziś pracuje na rzecz reformy wymiaru sprawiedliwości. Czy innego sędziego, który określał mianem „bydła” pewną grupę obywateli. Ostatnia postać tym bardziej godna przypomnienia, bo niedawno otrzymała delegację Ministra Sprawiedliwości do orzekania w Sądzie Okręgowym...
12/05: Krytykanctwu twardo i zdecydowanie mówimy: nie!
Bardzo się ostatnio wzburzyłem. Mam kolegę krytykanta. To straszne. Lata temu mądrzy ludzie słusznie krytykę krytykowali. Był taki film, chyba trochę dokumentalny, „Rejs” się nazywał. Pokazali tam takiego łysego pana z zaczeską nadczołową, który ładnie ujął istotę problemu – „..każdy może prawda krytykować, a mam wrażenie, że dopuszczanie do krytyki, to nikomu panie, tak nie podoba się. Dlatego z punktu mając na uwadze, że ewentualna krytyka może być, tak musimy zrobić żeby tej krytyki nie było. Tylko aplauz i zaakceptowanie”. Nic dodać, nic ująć. Tylko powielać dawne wzorce. Wielu teraz tak robi, to i my chyba możemy.
Ja chcę (czy „chcem”, sam już nie wiem) powiedzieć, że u nas w sądzie pięknie jest. Mamy prezesa, takiego doktora. Ludzie się na nim dopiero poznają. Z zawiści głosują przeciwko niemu. Ciągle po zebraniach i zgromadzeniach zbiera jakieś negatywne opinie pracy. Pan się nie przejmuje, pan wie, że to z zawiści. Co to za ludzie tak głosują – „to nie ludzie, to wilki” (w filmie „Miś” tak mówili o takich gagatkach). Jest też wiceprezes. W samej Warszawie się na nim poznali. Dlatego awans mu dają. Laurkę taką mu wystawili, że klękajcie narody: „Zespół zauważył pewne cechy samodzielności u pana sędziego, które wyrażają się we własnych poglądach na ocenę materiału dowodowego, na kwestie orzecznicze, które powodują, że w wyniku tego własnego postrzegania spraw, jednak większą ilość uchyleń ma ten kandydat od pozostałych.” Obaj prezesi strasznie nam życie ułatwiają. Ostatnio nawet jeden prowadził zgromadzenie, a drugi je jednoosobowo zastąpił. Pięknie zaopiniował wszystkich kandydatów na sędziów. Teraz już nawet przez „KRS” przeszli i zaraz sędziami będą. No brawo, brawo prezesi, tak trzymać! Po co 120 osób ciągać po zgromadzeniach. Kto to wymyślił, te samorządy, te „reprezentacje środowiska”. Nikt tak dobrze nas nie reprezentuje, jak prezes z wiceprezesem. Tu też mamy dobre wzorce. Pamiętacie film, taki fabularyzowany dokument, „Alternatywy 4” miał tytuł. Wszyscy tam wielbili gospodarza i nawet mu śpiewali - „Nad wszystkim czuwa gospodarz domu. Nie da on krzywdy zrobić nikomu.” Gospodarzcie nam prezesi. Widzimy, że jest coraz lepiej. Wyniki gorsze, ale to tylko „przejściowe kłopoty” (czy naprawdę wszystko już było?).
12/05: Sędziowie zatrutego drzewa (polemicznie z sędzią Mariuszem Królikowskim)
Najnowszy felieton sędziego Mariusza Królikowskiego („Między Scyllą a Charybdą”), znając punkt widzenia autora, nie stanowił dla mnie niespodzianki co do tematu i wniosków. Odwołując się do dylematu Odyseusza opisał konflikt między koniecznością sprawnej obsady stanowisk w sądach a zastrzeżeniami prawnymi, jakie nadal istnieją w sferze prawnej, dezawuując te ostatnie. Konkludował, że może nie wszystko było legalne ale trzeba się z tym pogodzić na zasadzie „wyboru mniejszego zła”. Do rozważań kolegi mam stale zarzut, że, najwyraźniej z racji jego poglądów politycznych, rażą jednostronnością i pomijaniem lub marginalizowaniem niewygodnych kwestii, nie pasujących do przyjętej z góry tezy. W efekcie błędnie rozpoznał Scyllę i Charybdę, które wynurzają się z odmętów PiS-owskiej reformy sądownictwa.
Gdy opisuje przebieg konkursów do sądów powszechnych, podkreśla dużą liczbę wolnych miejsc i zgłoszenie się wielu kandydatów. Wywodzi, że opiniowanie miało początkowo „przebiegać bez problemów” ale potem pojawiły się uchwały zgromadzeń kwestionujące konstytucyjność neoKRS i wzywające do odroczenia lub powstrzymania się od opiniowania do czasu wyroku TSUE. W tym opisie kłód rzucanych pod nogi niezłomnym członkom nowej Rady przez niecnych sabotażystów z samorządu sędziowskiego oczywiście nie odnajdziemy wyjaśnienia powodów bezprawnego dwuletniego blokowania etatów przez kierownictwo MS. Było nim czekanie przez kierownictwo MS na personalne przejęcie Rady, tak aby wstrzymywane wakaty (w tym też miejsca do SN i NSA) licznie obsadziło grono sprzyjających PiS sędziów o poglądach prawicowych. Siłą rzeczy autor zataja skrajne upolitycznienie owych nominacji i kontrowersje, jakie w rezultacie towarzyszyły kolejnym konkursom do SN, NSA i na wyższe stanowiska sędziowskie w sądach powszechnych: preferowanie kandydatów o poglądach prawicowych i z grona „faksowych” prezesów oraz ich znajomych, mimo negatywnych ocen środowiska sędziowskiego i wizytatorów oraz kosztem lepszych kandydatów. Musiał być mu zaś znanym fakt zakwestionowania przez nowych sędziów SN skandalicznego przebiegu konkursów do Sądu Apelacyjnego w Łodzi i jego macierzystego sądu rejonowego. Trudno też uwierzyć, by przeoczył liczne awanse, które nagle stały się udziałem prawicowo nastawionych forumowiczów z pewnego portalu sędziego R. Puchalskiego, na którym sam jest aktywny. Przy opisie konkursu do SN wprawdzie krytykuje szybkie procedowanie przez neoKRS ale próżno szukać jego oceny kandydatów, którzy w rezultacie zostali wybrani oraz kryteriów decydujących o ich awansach, faktycznie tożsamych z przyjmowanymi w konkursach do sądów powszechnych. Bez trudu można tam wskazać osoby, którzy nigdy nie powinny były zostać sędziami SN. Reasumując, zataja, iż powodem sędziowskich uchwał były - obok zastrzeżeń prawnych - obserwacje, że procedura konkursowa przed nową KRS to farsa, w której niezasadnie preferowani są kandydaci z klucza towarzysko - politycznego kręgu obecnej Rady, MS i środowisk PiS. Nominacje sędziowskie winny podlegać ocenie jakościowej, a nie ilościowej. Autor felietonu zachwyca się tymczasem liczbą kandydatów i etatów do obsadzenia, z troską pochyla nad obecnymi brakami kadrowymi w sądach. Ignoruje zaś fakt, że z punktu widzenia interesu społeczeństwa (i samego wymiaru sprawiedliwości) lepiej poczekać na dobrego sędziego niżli latami na wyższym szczeblu miałby z wątpliwym tytułem prawnym orzekać sędzia mierny, bez odpowiednich kwalifikacji i walorów etycznych, wyłoniony „prawem kaduka” wedle klucza politycznego kosztem merytorycznie lepszych i bardziej pracowitych kandydatów. Tymczasem tak się ostatnio aż nazbyt często dzieje na skutek działalności nowej KRS.
06/05: „Refleksje na temat konstytucyjności ostatnich zmian w ustawie o … KRS, a w rzeczywistości dotyczących SN”
Właśnie obchodziliśmy dumnie 15 rocznicę wstąpienia Polski do Unii Europejskiej.
W przestrzeni publicznej można było usłyszeć jak ważne jest nasze członkostwo w UE i przestrzeganie jej zasad i wartości, których jedną z podstawowych, bo sformułowaną w art. 2 jest zasada praworządności /rule of law/. Obchodziliśmy także Święto Konstytucji i rocznicę uchwalenia w dniu 3 Maja pierwszej polskiej Konstytucji. To stało się przyczynkiem do refleksji nad ostatnimi zmianami w prowadzonymi ustawą z dnia 26 kwietnia 2019 roku o zmianie ustawy o Krajowej Radzie Sądownictwa oraz ustawy – Prawo o ustroju sądów administracyjnych i jej zgodności z prawem unijnym i Konstytucją, oczekującej już tylko na podpis Prezydenta RP. Bo czyż nie jest ten projekt oczywistym naruszeniem tych deklarowanych wartości.
Istota tych zmian sprowadza się do wyłączenia możliwości odwołania w sprawach indywidualnych dotyczących powołania do pełnienia urzędu na stanowisku sędziego Sądu Najwyższego, przy czym ustawa ta ma działać wstecz, bowiem postępowania w sprawach odwołań od uchwał Krajowej Rady Sądownictwa w sprawach indywidualnych dotyczących powołania do pełnienia urzędu na stanowisku sędziego Sądu Najwyższego, wszczęte i niezakończone przed dniem wejścia w życie niniejszej ustawy, podlegają umorzeniu z mocy prawa. Sejm w trybie przyspieszonym uchwalił, a Senat zatwierdził projekt ustawy o zmianie ustawy KRS, który w pierwotnym brzmieniu miał zmieniać ustawę o Sądzie Najwyższym i inne ustawy. Ostatecznie został wycofany i tego samego dnia powrócił ze zmienioną nazwą i "zawartością". Pierwotny projekt zakładał wprowadzenie szeregu zmian dotyczących funkcjonowania SN, w szczególności procedury powoływania Pierwszego Prezesa SN, a także prezesów Izb, a także postępowań dyscyplinarnych przed Izbą Dyscyplinarną SN w zakresie immunitetów sędziowskich. Ostatecznie ostał się tylko w zakresie wyłączającym możliwość odwołania sędziów kandydujących do objęcia urzędu SN od uchwał KRS nieprzedstawiających Prezydentowi tych kandydatur do powołania. Konstytucyjność tych wszystkich planowanych rozwiązań budziła wątpliwości prawników, ale czy słusznie?
Wskazywano z jednej strony, iż jedynym powodem dla wprowadzenia zmian w ustawie o KRS, których skutkiem ma być „umorzenie z mocy prawa” postępowań w przedmiocie odwołań jest uniemożliwienie rozstrzygnięcia spraw zawisłych przez TSUE na skutek zadanych pytań prejudycjalnych przez polskie sądy - NSA i SN.
03/05: Żyłem w PRL i nic na to nie poradzę
Wszyscy znamy wypowiedź Premiera Mateusza Morawickiego dotyczącą sytuacji w wymiarze sprawiedliwości i porównania jej do sytuacji we Francji po upadku rządów Vichy. Odbiła się ona szerokim echem nie tylko wśród nas sędziów. Wypowiedzi te postanowił skomentować Przewodniczący neoKRS Leszek Mazur, który odnosząc się do słów premiera powiedział, że „premier nie musi przepraszać za swoją wypowiedź dotyczącą sędziów i sądownictwa” po czym dodał, że „wiele państw ma taki swój problem Vichy albo podobny, duży problem natury prawnoustrojowej, który wymaga rozwiązania”. Jego zdaniem po upadku komunizmu nie nastąpiło w sądownictwie odcięcie się, rozliczenie, wyraźna granica czy danie poczucia sprawiedliwości i satysfakcji. Podkreślił, że w latach 40-tych i 50-tych wydano 8 tysięcy wyroków śmierci związanych z działalnością skierowaną przeciwko reżimowi, a rozliczenie tego okresu miało charakter symboliczny. Zaznaczył, że w sądownictwie potrzebne jest rozliczenie, ale z uwagi na upływ czasu widzi to tylko w wymiarze symbolicznym. Zaznaczył, że nie czuje się urażony słowami premiera, a my jako sędziowie powinniśmy te słowa słyszeć po to, abyśmy jako środowisko nabrali więcej pokory. Sformułowanie premiera dotyczące dużego skorumpowania systemu, pan Leszek Mazur skwitował, stwierdzeniem, że nie dotyczy ono przestępczości korupcyjnej, a jednie wad systemu, niesprawności organizacyjnej związanej z efektywnością. Dodał na koniec, że taka wypowiedź premiera jest całkowicie zrozumiała (źródło portal ONET Wiadomości z 1.05.2019).
28/04: Dwa standardy jednej etyki
Do Sądu Dyscyplinarnego przy Sądzie Apelacyjnym w Łodzi wpłynęła w ostatnim czasie sprawa sędzi Doroty Lutostańskiej z Sądu Okręgowego w Olsztynie. Zarzucono jej, że nie wyłączyła się od rozpoznania zażalenia na postanowienie o odmowie wszczęcia postępowania wykroczeniowego w sprawie członków KOD, obwinionych o ubranie posągów bab pruskich w koszulki z napisem „KonTYtucJA, Jędrek”. Miesiąc wcześniej uczestniczyła w sędziowskiej ogólnopolskiej akcji wykonywania zdjęć z „konstytucyjną” koszulką. Dało to Zastępcy Rzecznika Michałowi Lasocie powód do postawienia sędzi zarzutu popełnienia przewinienia dyscyplinarnego z art. 107 §1 u.s.p. Miałoby ono polegać na „oczywistej i rażącej obrazie przepisów prawa” (jak należy sądzić: odpowiednio stosowanego art. 41 §1 k.p.k.), poprzez niewyłączenie się od rozpoznania sprawy zażaleniowej pomimo tego, że zaistniała „okoliczność tego rodzaju, że mogłaby wywołać uzasadnioną wątpliwość co do jej bezstronności”.
Nie wszystkim się to spodoba, a tych, którzy niedawno widzieli mnie ubranego w analogiczną koszulkę, zapewne też zaskoczę: w mojej ocenie sędzia powinna była się wyłączyć od jej rozpoznania. Głęboko wierzę w to, że nie miało to żadnego wpływu na treść wydanego przez nią rozstrzygnięcia, skądinąd trafnego w warstwie merytorycznej. Zewnętrzny odbiór całej sytuacji w sposób naturalny i uprawniony prowadzić będzie jednak nie prawnika do przeświadczenia, że sędzia, która dopiero co występowała publicznie w koszulce „KonsTYtucJA” może nie być do końca bezstronna w merytorycznym sądzeniu sprawy, w której sednem zarzutu jest właśnie demonstracyjne ulokowanie na pomniku takiego elementu ubioru. Zdecydowanie lepiej byłoby więc gdyby jednak zdecydowała się z urzędu wyłączyć od jej rozpoznania. Pozostaje oczywiście pytanie o faktyczną motywację Zastępcy Rzecznika Dyscyplinarnego Sędziów Sądów Powszechnych w kontekście wątpliwości, czy brak samowyłączenia się sędziego w tak błahej sprawie można rzeczywiście traktować jako „rażącą i oczywistą obrazę przepisu prawa” i asumpt do ścigania dyscyplinarnego, tym bardziej ze szczebla centralnego. Reasumując, sędzia z Olsztyna nie zrobiła dobrze ale decyzję o jej represjonowaniu należy ulokować gdzieś pomiędzy strzelaniem z armaty do wróbli, a podyktowanym względami stricte politycznymi rozstrzeliwaniem dla przykładu.
28/04: Wyłączyć się czy się nie wyłączyć?
Ponad 800 polskich sędziów z okazji 100-lecia odzyskania niepodległości sfotografowało się w 19 sądach w koszulkach lub z emblematem "konsTYtucJA". Ideą akcji było życzenie Polsce na kolejne 100 lat powodzenia, w tym trwania przy wartościach wyrażonych w konstytucji. Oczywiście był to także wyraz sprzeciwu sędziów wobec upolityczniania sądów.
Upolitycznianiu sądów sprzeciwiają się też obywatele. Ich sprzeciw latem 2018 r. wyrażony był poprzez ubieranie pomników w koszulki "konsTYtucJA". W niektórych miastach policja uznawała takie działanie za wykroczenie z art. 63a Kodeksu wykroczeń, kto umieszcza w miejscu publicznym ogłoszenie, plakat, afisz, apel, ulotkę, napis lub rysunek bez zgody zarządzającego tym miejscem podlega karze.
W Olsztynie sprawa ubrania w koszulki kopii bab pruskich trafiła do sądu, który musiał rozstrzygnąć kolizję pomiędzy powołanym przepisem Kodeksu wykroczeń a prawem do wolności słowa i wyrażania poglądów. Sądy w dwóch instancjach nie miały wątpliwości przyznając priorytet wolności słowa. Przeciwnego zdania jest jednak Zastępca Rzecznika Dyscyplinarnego Sędziów Sądów Powszechnych Michał Lasota, który postawił sędzi Dorocie Lutostańskiej, która orzekała w II instancji, zarzut niewyłączenia się od orzekania, skoro sama wcześniej uczestniczyła w zbiorowym zdjęciu w koszulce "konsTYtucJA" . Środowisko sędziowskie jest oburzone i murem staje za Dorotą. Jednak pojawiają się też głosy, że może jednak w opisanej sytuacji powinna się wyłączyć.
14/04: Kisiel by na to nie wpadł
Jednym z bardziej rozpowszechnionych cytatów ze Stefana Kisielewskiego jest ten o socjalizmie jako „ustroju, w którym bohatersko pokonuje się trudności nieznane w żadnym innym ustroju". Jakoś przyszedł mi na myśl gdy przeczytałem, że nowa KRS będzie rozważała wniesienie odwołania od wyroku Izby Dyscyplinarnej SN, skazującego sędzię Alinę Czubieniak za rzekomą „rażącą i oczywistą obrazę przepisu prawa”. Zapowiedź podjęcia tak bezkompromisowych działań, skądinąd bezspornie wpisanych w konstytucyjną rolę Krajowej Rady Sądownictwa (art. 186 ust. 1 Konstytucji RP), zyskałaby pewnie mój szczery poklask gdyby nie natychmiast pojawiająca się kolejna myśl, zdecydowanie mniej pochlebna dla obecnych członków Rady. To przecież neoKRS wyselekcjonowała grono sędziów Izby Dyscyplinarnej SN, decydując się na włączenie do niego także Pawła Czubika i Tomasza Przesławskiego, czyli osób bezpośrednio odpowiedzialnych za wydanie w stosunku do sędzi z Gorzowa Wlkp. owego kontrowersyjnego wyroku skazującego. W trakcie procedury rekrutacyjnej (pozostawiając już na boku kwestię jej legalności) powszechnie zgłaszano zastrzeżenia, że wybór nowych sędziów do Sądu Najwyższego przebiega zbyt pospiesznie, nie gwarantuje transparentności i nie prowadzi do najlepszych możliwych selekcji personalnych. Członkowie neoKRS zbywali te uwagi milczeniem lub twierdzili, że wszystko jest w zupełnym porządku, a Rada wybiera najlepszych kandydatów. Gdy teraz okazuje się, że wyłonieni notariusz z radcą prawnym okazują się być jednak nie dość kompetentnymi osobami do oceny sędziowskich przewinień, uczestnicy gremium bezpośrednio odpowiedzialnego za ich wybór zapowiadają, że niczym Rejtan gotowi są niezłomnie położyć się pod salą rozpraw Izby Dyscyplinarnej SN aby własną piersią heroicznie bronić niezawisłości sędziowskiej przed … swoimi nominatami.