Source: http://wsl-poznan.pl/informacje/itemlist/tag/WSL
Timestamp: 2018-10-21 05:49:42+00:00
Document Index: 85872521

Matched Legal Cases: ['art. 3', 'art. 75', 'art. 75', 'art. 75', 'art. 12', 'art. 13', 'art. 36']

czwartek, 31 maj 2018 16:16
Tydzień przed eksmisją chorego mężczyzny szef spółdzielni Cegielskiego zapewniał szefa ZKZL Arkadiusza Stasicę, że wstrzyma komornika. Nie zrobił tego.
Takie wnioski przyniosła pierwsza rozprawa w procesie cywilnym, który szefowej stowarzyszenia lokatorów Anastazji Wieczorek-Moldze wytoczył Waldemar Witkowski, szef spółdzielni Cegielskiego i szef kanapowej partii Unia Pracy.
Witkowski poczuł się urażony komentarzem na Facebooku...
Więcej na poznan.wyborcza.pl
czwartek, 25 styczeń 2018 20:15
poniedziałek, 04 grudzień 2017 19:24
5 grudnia na forum poznańskiej rady miasta będzie dyskutowany dokument pt. „Polityka mieszkaniowa Miasta Poznania na lata 2017-2027”. Wielkopolskie Stowarzyszenie Lokatorów odnosząc się do propozycji miasta, przekazało radnym i lokalnym mediom swoje uwagi do tego projektu. Poniżej publikujemy stanowisko WSL.
Wielkopolskiego Stowarzyszenie Lokatorów
do projektu dokumentu
„Polityka mieszkaniowa Miasta Poznania na lata 2017-2027”
Poznań, 04.12.2017 r.
Formułując wstępne uwagi do projektu dokumentu „Polityka mieszkaniowa Miasta Poznania na lata 2017-2027” chcielibyśmy jasno zaznaczyć, iż głównym zadaniem Wielkopolskiego Stowarzyszenia Lokatorów jest obrona interesów lokatorów o statusie materialnym poniżej średniej, którzy zmuszeni są zaspakajać swoje potrzeby lokalowe na drodze najmu. Jak również dążenie do sytuacji, w której mieszkańcy średnio zamożni mają możliwość skorzystania ze stabilnego najmu komunalnego o niższych od komercyjnego czynszach. W tym ujęciu, zasób komunalny nie definiujemy jako „pomoc” lecz jako stały element rynku mieszkaniowego, zapewniając stabilną i korzystną ofertę mieszkaniową dla wszystkich, czy większości grup mieszkańców.
Dostrzegamy, że przygotowywana polityka mieszkaniowa Miasta Poznania na lata 2017-2027 jest zadaniem o wiele ambitniejszym, lepiej zorganizowanym i uwzględniającym szerszym kontekst, niż miało to miejsce w przypadku poprzednio przedstawionego projektu, czyli dokumentu, który był dyskutowany w kwietniu 2013 roku („Polityka mieszkaniowa Miasta Poznania na lata 2012-2022”). Przedstawiliśmy wówczas uwagi (przekazane m.in. wszystkim radnym), które są dostępne na stronie WSL Uważamy, że wiele z ówczesnych naszych zastrzeżeń pozostaje aktualnych.
W stosunku do obecnego dokumentu mamy nasypujące uwagi:
(1) We wstępie należałoby podkreślić brak, być może o charakterze podstawowym dla całego tego opracowania, oceny dotychczasowej polityki mieszkaniowej. Także w tak ważnych aspektach – ostatnio dyskutowanych – jak prywatyzacja zasobów, niezaspokojenie potrzeb mieszkaniowych, negatywne skutki programów rewitalizacji, wysiedlenia w ich wyniku itd.
(2) Przede wszystkim omawiany dokument nie definiuje istniejących i potencjalnych konfliktów lokatorskich w mieście. Nie zauważa gwałtownych sporów do jakich doszło na tle masowych wysiedleń, czyszczenia kamienic, budowy substandardowych lokali, segregacji przestrzennej, złych warunków mieszkaniowych itd. Nie zakreśla w dostatecznym stopniu potencjalnych ryzyk (np. dotyczących lokalizacji osiedli socjalnych) i sprzeczności interesów różnych grup społecznych.
(3) Dokument nie poświęca w ogóle miejsca problemowi wysiedleń i ich zapobieganiu. Słowa takie jak „eksmisja” pojawia się tylko w kontekście liczby „wyroków eksmisyjnych”, a nie jako szerszy problem społeczny i skutek m.in. programów rewitalizacyjnych. Nie pojawia się także słowo „wysiedlenia” czy zwrot „czyszczenie kamienic”. Oznacza to, że istotne kwestie zostały w dokumencie pominięte. Co przekłada się na brak spójności dokumentu i przyjętych w nim założeń.
(4) Dokument w niedostatecznym stopniu poświęca miejsce kwestii związanej ze wzrostem czynszów, co przekłada się na pominięcie interesów mieszkańców o niższych, jak również średnich dochodach. Warto zwrócić uwagę, że czynsz (opłata czynszowa) we wspólnotach mieszkaniowych wraz z funduszem remontowym i zyskiem dla administracji kształtuje się w Poznaniu na poziomie 4,00 zł/m2; średni czynsz w mieszkaniach komunalnych na poziomie 7,50 zł/m2; TBS – 12,00 zł/m2; wartość odtworzeniowa podawana przez wojewodę dla Poznania to dziś 13,00 zł/m2; a tzw. wartość komercyjna 33,00 zł/m2. Można zatem powiedzieć, iż pojawia się ogromny rozdźwięk między czynszami; wiele czynszów ma charakter spekulacyjny. Realnie – co wynika z badań zaprezentowanych w dokumencie na str. 21 – ok. 37,3% mieszkańców Poznania nie stać na pokrycie kosztów czynszu komercyjnego (w odpowiedzi na pytanie jak wysoki czynsz byliby w stanie respondenci uiścić, 8,5% odpowiedziała, że do 500 zł miesięcznie, a 28,8% od 501 do 1000 zł miesięcznie). Wzrastające czynsze są jednym z fundamentalnych przyczyn zarówno zadłużenia czynszowego i ewikcji, jak też wyparcia z szeregu dzielnic miasta dotychczasowych ich mieszkańców, depopulacji Poznania i konfliktów na tle lokatorskim. Sytuacja ta, co ważne, powoduje iż duża liczba mieszkańców jest zainteresowana najmem z dojściem do wykupu lub deklaruje chęć kupna mieszkania, gdyż tylko w ten sposób czynsz jest niski (właśnie na poziomie 4 zł/m2), a warunki mieszkaniowe stabilne. Tymczasem dokument niewiele miejsca poświęcaj „polityce czynszowej” miasta, powiększania zasobu mieszkań komunalnych, jako zasobu o stabilnym najmie, a także powinno się uwzględniać takie problemy jak podejmowanie zadań z zakresu udzielania pomocy podmiotowej (m.in. dodatki mieszkaniowe), wdrażanie programów przeciwdziałania wzrastającym czynszom spekulacyjnym, generalnie zwiększenia podaży mieszkań o niskich czynszach itd.
(5) W kontekście pkt. 3 nie analizuje się szerzej także problemu tzw. zadłużenia czynszowego, jego przyczyn i metod przeciwdziałanie jemu (słowo „zadłużenie” pada w dokumencie dwa razy).
(6) Omawiany dokument w sposób zdecydowanie bardziej realistyczny, niż dotychczas to czyniono, ocenia zapotrzebowanie mieszkańców Poznania na mieszkania, zwłaszcza komunalne. Tym niemniej za słabo akcentuje się problem, związany z tym, iż wiele osób i rodzin mieszka w złych warunkach lokalowych wymagających zmiany. W porównaniu do miast europejskich średni metraż na osobę w Poznaniu jest w dalszym ciągu niski, co oznacza de facto istnienie utajonych potrzeby mieszkaniowych, wynoszących kilkadziesiąt tysięcy mieszkań. Wg badań przedstawionych w dokumencie, aż 11,8% badanych wyraża potrzebę zmiany mieszkania (str. 23), co w przeliczeniu oznacza ponad 25 tys. mieszkań (wg danych GUS dotyczącego zasobu mieszkaniowego za 2016 r.). Opracowanie mówi o 20 tys. (na str. 29).
(7) Opracowanie nazbyt bezkrytycznie podchodzi do kwestii tzw. rewitalizacji, nie dostrzega w programach rewitalizacyjnych jednej z głównych przyczyn (oprócz wzrostu czynszów) depopulacji Śródmieścia i miasta. Na str. 36 dokumentu czytamy, że Śródmieście odnotowało spadek liczby mieszkańców o 13% (w ostatnich 8 latach). Na Śródce, wg naszych ustaleń, liczba zameldowanych osób od 1996 roku skurczyła się o 1/3. Programy rewitalizacyjne de facto zakładając „atrakcyjne eksponowanie obiektów dziedzictwa kulturowego” oraz to, aby Poznań był miastem atrakcyjnym dla inwestowania i spędzania wolnego czasu, nie biorą pod uwagę, że funkcja mieszkalna jest spychana na plan dalszy. W wyżej wspomnianych programach dbałość o funkcje mieszkalne jest martwym zapisem. Stąd programy rewitalizacji przyczyniają się do depopulacji Poznania i zmiany funkcji dotychczas mieszkalnych dzielnic. Charakterystyczne jest, że tkankę mieszkalną przeznacza się na restaurację, puby, hotele, hostele itd. lub stają się pustostanami. Dodatkowo nadal pomija się kwestię ochrony przed wysiedleniami mieszkańców rewitalizowanych terenów. Zapisy w dokumencie dotyczące planów Śródmieścia można w obecnym kształcie traktować jako plan gentryfikacji i to w najgorszym tego słowa znaczeniu. Lokalne plany zagospodarowania przestrzennego mówiące o zachowaniu odpowiedniego odsetka lokali mieszkalnych, nie są przez właścicieli nieruchomości i inwestorów przestrzegane. W omawianym dokumencie tych problemów się nie dostrzega.
(8) W dokumencie nie podejmuje się także problemu ubóstwa energetycznego. Wysokie koszty ogrzewania są (obok czynszów) jednym z głównych powodów zadłużenia czynszowego. Wysokie koszty energii stają się też jednym z ważniejszych wyznaczników warunków mieszkaniowych. Wiele osób o niskich dochodach mieszka w niedogrzanych lokalach, co stanowi przyczynę szeregu schorzeń, dyskomfortu, depresji. Cierpią przede wszystkim osoby starsze, ale także dzieci. Naszym zdaniem „ubóstwo energetyczne” jest powodem dla którego, wielu Poznaniaków i Poznanianek ogrzewa swoje mieszkania paliwami stałymi (drewno, węgiel) a także po prostu śmieciami. To z kolei prowadzi do smogu, który stał się ostatnio problemem stawianym w centrum uwagi opinii publicznej. Warto przyjrzeć się kwestii, że często w lokalach socjalnych pomimo niskiego czynszu, koszty funkcjonowania mieszkania są dość wysokie, bowiem ogrzewanie, ciepła woda oraz kuchenka są zasilane tylko energią elektryczną.
(9) Dokument podnosi kwestię „dywersyfikacji społecznej” (str. 31), co ma oznaczać konieczność większego zróżnicowania składu klasowego poszczególnych dzielnic i kwartałów miasta. W naszym odczuciu to zawoalowana forma polityki paternalistycznej w stosunku do osób o niskich dochodach. Jednocześnie w dokumencie nie wspomina się o licznych przypadkach „odgradzania się” osób o wyższych dochodach od reszty mieszkańców miastach, o „osiedlach grodzonych”, o życiu przedmieść Poznania na koszt miasta, o podziałach klasowych w systemie edukacji, o wysiedleniach sponsorowanych przez banki czy osoby aspirujące do miana elit itd. Inaczej mówiąc ciężar problemu został przeniesiony tylko na jedną z grup społecznych, o niskim statusie ekonomicznym, żądając aby się rozproszyła i była niewidoczna, gdy jednocześnie inne grupy społeczne mają uprawnienia i przyzwolenie do wdrażania swojej polityki „unifikacji społecznej” i wykluczania innych.
(10) W sensie najbardziej ogólnym przedstawione w dokumencie kierunki strategiczne opierają się raczej na kwestiach „dążenia do własności”. Inaczej mówiąc przedstawia się „prywatyzację zasobu mieszkaniowego” (nie piszemy tutaj o zagadnieniu prywatyzacji zasobów komunalnych), jako najbardziej pożądanej opcji rozwiązywania problemów mieszkaniowych. Brak w dokumencie spojrzenia na zasoby mieszkaniowe jako „dobra wspólnego”. Wynika to m.in. z faktu braku analizy dlaczego mieszkańcy Poznania chcieliby mieszkać w swoim, prywatnym mieszkaniu – ponieważ własność mieszkania w obecnych warunkach prowadzonej polityki mieszkaniowej, to jedyna gwarancja niskiego czynszu i stabilności zamieszkania. Choć sytuacja taka jest przez Poznaniaków i Poznanianki w sensie deklaratywnym pożądana, to jednak dla wielu z nich niedostępna. Tymczasem warunki takie powinien zapewnić najem komunalny. W tym kontekście analizowany dokument jest w dalszym ciągu programem, który – w naszym odczuciu – w większym stopniu bierze pod uwagę interesy sektora prywatnego, deweloperów, banków itd., niż grup społecznych o przeciętny, a zwłaszcza niższym statusie materialnym.
Mamy też kilka uwag o charakterze metodologicznym:
(11) Przede wszystkim błędem niniejszego opracowania jest oparcie się w wielu miejscach na badaniach pierwotnych z 2015 roku, których proces planowania nie był uspołeczniony, a jego problematyka nie poruszyła – naszym zdaniem – wielu istotnych kwestii związanych z mieszkalnictwem.
(12) Przyjęte w wielu miejscach do analizy przedziały czasowe są naszym zdaniem zbyt krótkie, aby dobrze zobrazowały zmiany. W różnych miejscach przyjmuje się w analizach okresy czasu, nie wyjaśniając dlaczego zostały tak dobrane.
(13) W ocenie eksperckiej instrumentów polityki mieszkaniowej (str. 82 i dalsze) brało udział – naszym zdaniem – zbyt mało osób i ze zbyt wąskiego środowiska naukowego (Uniwersytet Ekonomiczny). Tymczasem ważne byłoby spojrzenie na problematykę mieszkaniową w Poznaniu z perspektywy socjologów, prawników, urbanistów, etnologów itd.
Jednocześnie ostatnie wersje „Polityki mieszkaniowej....”, przed wniesieniem jej pod obrady rady miasta, pojawiały się w terminach, uniemożliwiających stronie społecznej (m.in. WSL-owi) na głębsze ustosunkowanie się do dokumentu w ostatecznej wersji przedstawionej rajcom i rajczyniom. Dlatego wnosimy, aby nasze uwagi zostały dołączone do dokumentu i stały się jego częścią, jako załącznik lub aneks.
Nasze spostrzeżenia krytyczne nie oznaczają jednocześnie, że nie dostrzegamy pozytywnych walorów opracowania, czy nie doceniamy wysiłku osób bezpośrednio odpowiedzialnych za przygotowanie dokumentu.
czwartek, 30 listopad 2017 18:56
W środę 29 listopada br. w Sejmie odbyła się konferencja działkowców, której Wielkopolskie Stowarzyszenie Lokatorów był współorganizatorem. Obecność Wielkopolskiego Stowarzyszenia Lokatorów w Sejmie podczas konferencji była spowodowana naszymi staraniami w sprawie osób zamieszkujących na rodzinnych ogrodach działkowych. Rafał Zawadzki z Poznania, działkowiec i jednocześnie członek WSL, przedstawił w tej sprawie swój referat. Poniżej drukujemy pełną jego treść. Konferencja okazała się sukcesem i na pewno spowoduje większe zainteresowanie problemem ze strony polityków. Bezpośrednio w sprawę zaangażował się poseł Tadeusz Dziuba.
Konferencja była naturalną konsekwencją już blisko dwuletnich działań WSL i niezależnych działkowców (stowarzyszenia Kajka i Forsycja) sprzeciwiających się wysiedleniom i rugowaniu osób zamieszkujących rodzinne ogrody działkowe. Naszym bezpośrednim celem jest abolicja dla wszystkich zamieszkujących i posiadających ponadmetrażowe altany.
Nadmetraże i zamieszkiwanie na działkach
w świetle ustawy o rodzinnych ogrodach działkowych z dnia 13.12.2013 r.
i Konstytucji RP. Propozycje zmian w polskim porządku prawnym
Nadmetrażowe altany i zamieszkiwanie w nich to tematy od dziesiątek lat występujące na ogrodach działkowych i od samego początku traktowane jak temat tabu, o którym wolą nie mówić sami działkowcy jak także zarządy ogrodów. Tylko dlaczego, skoro problem jest ogromny, bo dotyczy przede wszystkim każdego większego miasta w Polsce oraz gmin wokół dużych miast. Z uwagi na to, iż kwestia ta od samego początku była i jest dość dobrze ukrywana przez zarządy ogrodów z obaw przed konsekwencjami, trudno dziś określić ile tysięcy altan i rodzin problem dotyczy. Jednocześnie trzeba zastrzec, iż nie każdy działkowiec mieszkający ma nadmetrażową altanę i nie w każdej nadmetrażowej altanie mieszka działkowiec.
Zdecydowana większość społeczeństwa znalazła się na działkach, ponieważ nie miała innej możliwości zaspokojenia swoich potrzeb mieszkaniowych. W tej sytuacji są również rodziny, które padły ofiarą przymusowych wysiedleń dokonywanych przez „czyścicieli kamienic”. Mieszkańcy działek, pomimo starań o przydział mieszkań komunalnych, wielokrotnie spotykali się z odmową, gdyż gminy utrzymywały, że dzięki ROD mają zaspokojone potrzeby mieszkaniowe.
Warto przypomnieć, że zgodnie z art. 3 ustawy o ROD podstawowymi celami rodzinnego ogrodu działkowego, zwanego dalej „ROD”, są:
1) poprawa warunków socjalnych członków społeczności lokalnych;
2) pomoc rodzinom i osobom w trudnej sytuacji życiowej oraz wyrównywanie ich szans;
3) integracja wielopokoleniowej rodziny, wychowanie dzieci w zdrowych warunkach oraz zachowanie aktywności i zdrowia emerytów i rencistów.
Konstytucja RP, która w art. 75 określa, że: „Władze publiczne prowadzą politykę sprzyjającą zaspokojeniu potrzeb mieszkaniowych obywateli, w szczególności przeciwdziałają bezdomności, wspierają rozwój budownictwa socjalnego oraz popierają działania obywateli zmierzające do uzyskania własnego mieszkania”.
Tymczasem, jak dobrze wiemy, konstytucyjne zapisy były przez władze publiczne ignorowane. Według jednego z raportu NIK samorządy zaspakajały zapotrzebowanie na mieszkania socjalne na poziomie niekiedy nieprzekraczającym 1–2% rocznie. W okresie obowiązywania wyżej wspomnianego zapisu konstytucyjnego (od 1997 r.) budowano średniorocznie w Polsce jedno mieszkanie komunalne na gminę! W ostatnich latach buduje się ich coraz mniej, a w 2015 r. oddano do użytku najmniejszą liczbę mieszkań komunalnych od połowy lat 90-tych – 1687 lokali.
Nasuwają się oczywiście pytania: dlaczego ustawa o ROD ma być stawiana ponad art. 75 Konstytucji i Ustawę o ochronie praw lokatorów? Dlaczego wytykana działkowcom samowola budowlana jest z taką gorliwością zwalczana, a z drugiej strony władze publiczne przez kilka dekad bezkarnie ignorowały potrzeby mieszkaniowe i zaniechały budownictwa socjalnego i komunalnego, naruszając tym samym art. 75 Konstytucji?
Bazując na wynikach z września 2010 roku podanych przez Najwyższą Izbę Kontroli, która w okresie od 5 października do 11 grudnia 2009 roku przeprowadziła kontrolę rodzinnych ogrodów działkowych w tylko 8 urzędach gmin, możemy się dowiedzieć jak duży był to problem już 8 lat temu. Mimo tych wyników, o których w 2010 roku oficjalnie zostało poinformowanych 28 organów państwowych, ustawodawca wprowadzając w 2013 roku ustawę o ROD według forsowanego przez PZD tzw. projektu obywatelskiego nawet nie spróbował rozwiązać problemów tysięcy obywateli. Co więcej ustawa jeszcze bardziej zaostrzyła przepisy i wprowadziła następujące przepisy:
art. 12: zakaz zamieszkiwania,
art. 13: na terenie działki altana, obiekt gospodarczy nie może mieć większej powierzchni zabudowy niż 35 metrów kw,
natomiast w art. 36 ust 3, ustawa o ROD daje stowarzyszeniu ogrodowemu prowadzącemu ROD prawo do wypowiedzenia umowy dzierżawy działkowej za zamieszkiwanie lub posiadanie na użytkowanej działce nadmetrażowej altany. W większości przypadków osób mieszkających na stałe na ROD jest to jedyne schronienie i ostatni majątek ich życia.
Oto wyniki kontroli przeprowadzonej przez Najwyższą Izbę Kontroli w 2009 roku, przeprowadzonej tylko w 8 gminach:
- na obszarze gminy Gdańsk, na terenie tylko 9 ogrodów zameldowano łącznie 86 osób,
- na obszarze gminy Poznań w latach 2006-2009 (do 30 września) do Wydziału Spraw Obywatelskich Urzędu złożono 133 wnioski o zameldowanie na terenach ROD,
- w gminie Wrocław na terenie ROD „Zacisze” zameldowano 39 osób; pierwsza osoba została zameldowana na działce już w 1959 r.,
- w Urzędzie Miasta Bydgoszczy od 1 stycznia 2003 do 28 maja 2009 r. liczba zameldowanych osób na terenie ogrodów działkowych wyniosła 170,
- w badanym przez NIK okresie, na terenach ROD położonych w gminach: Częstochowa, Gdańsk, Poznań, Łódź, Olsztyn, Wrocław oraz w Bydgoszczy zamieszkiwały ogółem 962 osoby,
- w gminie Szczecin, dopiero w związku z likwidacją ROD „Lotnisko”, stwierdzono przypadki stałego zamieszkiwania na 18 działkach,
- na obszarze wszystkich skontrolowanych gmin, na terenach zajętych przez rodzinne ogrody działkowe, stwierdzono przypadki wybudowania obiektów o wymiarach przekraczających normę powierzchni zabudowy,
- na obszarze jednego ROD w gminie Olsztyn - obiekty ponadnormatywne stanowiły ok. 86,5% oraz w przypadku jednego ROD w gminie Szczecin - obiekty ponadnormatywne stanowiły ok. 60% liczby obiektów wybudowanych na obszarze tego ROD,
- na terenie Gminy Szczecin w trakcie ww. kontroli dokonano oględzin 25 działek i stwierdzono w 15 przypadkach występowanie altan ponadnormatywnych,
- w Gutkowie (dzielnica Olsztyna) obiekty ponadnormatywne wybudowano na terenie 269 z 311 działek,
- w 2008 r. m.in. na obszarze Poznania PINB przeprowadził 89 kontroli sposobu zabudowy działek na terenach 7 ROD. W trakcie kontroli stwierdzono, iż spośród 89 skontrolowanych obiektów, 33 były ponadnormatywnymi budowlami, czyli 37%,
- ponadto stwierdzono, że w jednej gminie (Szczecin) PZD Okręgowy Zarząd w Szczecinie przekazał Powiatowemu Inspektorowi Nadzoru Budowlanego dla miasta Szczecin informacje, dotyczące obiektów wybudowanych na terenach przekazanych pod rodzinne ogrody działkowe, niezgodnie z ustawą - Prawo budowlane. Na podstawie tych danych ustalono, że wg stanu na dzień 30 września 2009 r. liczba zgłoszonych obiektów ponadnormatywnych wyniosła 840.
Z informacji przekazanej przez PZD wynika m.in., że Krajowa Rada Polskiego Związku Działkowców uważa, że w kraju łącznie wybudowano 9,1 tys. altany niezgodnie z ustawą - Prawo budowlane.
Kolejnym dokumentem, który pomoże zobrazować nam skale omawianych problemów jest np. uchwała jednego z 26 Okręgów PZD (nr 1/V/2015 Okręgowego Zarządu PZD w Poznaniu z dnia 5 grudnia 2015r.) w sprawie budownictwa ponadnormatywnego oraz zamieszkiwania na terenie działek w Okręgu Poznańskim w której czytamy:
- łączna liczba ponadnormatywnych budowli jest szacowana na 2000, z czego w ogrodach miejskich (głównie w Poznaniu) - 867 i podmiejskich – 1133;
- potwierdzenie samowoli budowlanej przez organ stało się przyczyną wypowiedzenia umowy dzierżawy działkowej w 18 przypadkach;
- zamieszkiwaniu na terenie ogrodów występuje w 98 ogrodach, w których zamieszkuje na 1787 działkach 3885 osób. Wydziały spraw obywatelskich urzędów miast i gmin potwierdzają zamieszkiwanie meldunkami osób aż w 1721 przypadkach. Zamieszkiwanie w ogrodach w mieście (głównie w Poznaniu) dotyczy 1348 działek, a poza miastami 439 działek;
- w niektórych ogrodach tolerujących zjawisko dochodzi do prób przejmowania władzy, co ma umożliwić uniknięcie odpowiedzialności za łamanie prawa.
Takie właśnie informacje możemy wyczytać z oficjalnej uchwały OZ PZD z Poznania. W skali Polski problem może dotyczyć dziesiątków tysięcy rodzin. Na działki ogrodowe przeprowadza się coraz więcej osób, które straciły swoje mieszkania (eksmisje), lub jeszcze na etapie drastycznych podwyżek czynszu, decydują się opuścić swoje mieszkania z obawy przed zadłużeniem i w konsekwencji wysiedleniem. Rozwiązanie problemu odkładane było przez lata wobec veta SLD i PSL. W ostatnim czasie wielokrotnie stacje TV pokazywały arogancję władz PZD wobec działkowców: nękanie, wyłączanie prądu, straszenie eksmisjami.
W samym Poznaniu w 2016 roku działkowcy ze współpracą z Wielkopolskim Stowarzyszeniem Lokatorów zorganizowali trzy pikiety pod Urzędem Miasta, Urzędem Wojewódzkim i siedzibą Okręgowego Zarządu PZD w obronie działkowców domagając się zaprzestania kampanii wymierzonej przeciwko tym, którzy mieszkają na ROD.
11 maja 2016 r. Prezydium Krajowej Rady Polskiego Związku Działkowców podjęło uchwałę nr 146/2016 w sprawie realizacji projektu pod nazwą: „Powszechny przegląd zagospodarowania ROD i działek w 2016 roku”. Jak podaje PZD, przegląd ten rozpoczął się w całej Polsce 1 czerwca 2016 r. Ze szkolonych do tego działaczy utworzono komisje oceniające prawidłowe zagospodarowanie i wykorzystanie ROD i działek.
Niestety, dopóki społeczeństwo działkowców będzie zastraszone, a przegląd będzie przeprowadzany przez „przełożonych”, a nie zewnętrzną niezależną grupę do sprawdzenia problemu, nigdy nie poznamy rzeczywistej skali problemu mieszkalnictwa na ogrodach oraz ponadnormatywnych altan. Za pieniądze działkowców powołano i wyszkolono członków komisji. A jak ogrody przygotowały się do takiej wizytacji okrzykniętej wielkim hasłem „Powszechny przegląd zagospodarowania ROD i działek w 2016 roku”?
Podczas rozmów z działkowcami, a także z członkami zarządów na ogrodach działkowych, byłem przerażony podejściem do tematu. To kolejna farsa w wydaniu zastraszonych zarządów, bojących się działkowców i komisji sprawdzających ogrody. Okazuje się, że przed przyjściem komisji z PZD zarządy wydają polecenia dla osób mieszkających, by:
1) wyprowadziły samochody poza ogród,
2) pochowały suszące się pranie,
3) pozamykały lub wywiozły z działek zwierzęta,
4) a najlepiej na ten dzień wyjechały z ogrodu.
Poza tym ma do czynienia z wybiórczym stosowaniem prawa. Wielokrotnie mieliśmy do czynienia z jednostkowym „atakiem” ze strony PZD i/lub inspektoratu budowlanego na działkowców, którzy albo mają ponadnormatywne altany albo zamieszkują na działce, tylko dlatego, że są w opozycji do oficjalnych władz związkowych. Hipokryzja dochodzi do zenitu, gdy egzekwującymi prawo są osoby z zarządu lub administracji ROD-u, które same mają ponadnormatywne altany lub na nich zamieszkują.
Dlaczego wspólnie nie pokażemy naprawdę wielkości problemu. Okazuje się, że wytłumaczenie jest banalnie proste. Problem ukrywany jest przed PZD ze strachu przed konsekwencjami i dalszymi zaleceniami w protokole pokontrolnym. Prezesi ogrodów nie chcą wyrzucać działkowców ze swoich działek. Oczywiście mówię tu o prezesach rozumiejących losy ludzkie, a nie patrzących na swój dobry wizerunek i stanowisko w PZD.
Tłumaczenie zarządów jest takie: gdy związek dowie się, że na danym ogrodzie zamieszkuje wiele osób, będzie domagał się konkretnych działań ze strony zarządów, a w tym przypadku wypowiadania umów dzierżawy działkowej. Gdyby zarząd nie wykonywał poleceń, na ogród może zostać wprowadzony zarząd komisaryczny, który zrobi to za nich. Zarządy nie chcą tego robić, więc ze strachu ukrywają problem.
Komisje, dla dobrego wrażenia, spacerują kilkoma alejami na ogrodzie, nie sprawdzając rzeczywistego stanu. Wyniki umieszczane w protokole są z reguły liczbami podanymi przez zastraszone zarządy. Nie łudźmy się, że kontrola przeprowadzona przez PZD, przedstawi rzeczywisty obraz stanu zagospodarowania działek, problemu zamieszkiwania na ogrodach działkowych i ponadnormatywnych altan.
W imieniu działkowców użytkujących ROD apeluję do władz o zajęcie się problemem wielu tysięcy rodzin zamieszkujących dziś ogrody działkowe oraz kwestią tzw. ponadnormatywnych altan. Od kilku dekad w wyniku błędnej polityki społeczno-mieszkaniowej, dla tysięcy ludzi altanki na działkach ogrodowych stały się jedyną alternatywą zapewnienia sobie dachu nad głową. W tym celu często były też rozbudowywane. Konieczna jest nowelizacja ustawy o rodzinnych ogrodach działkowych a także ustawy Prawo budowlane, zarówno aby zagwarantować społeczną kontrolę nad ogrodami działkowymi, jak też powstrzymać rugowanie mieszkańców działek, niszczenia ich domów i niekiedy dorobku całego życia.
Działkowcy chcieliby by została wprowadzona abolicja dla pobudowanych przed wejściem w życie ustawy o Rodzinnych Ogrodach Działkowych z dnia 13 grudnia 2013 roku, tysięcy altan nie mieszczących się w obowiązujących przepisach co do powierzchni zabudowy. Altan, które przez dziesiątki lat były budowane za cichym przyzwoleniem zarządów ogrodów. Warunkiem abolicji mogłoby być obowiązkowe ujawnienie powierzchni zabudowy i dobrowolne zgłoszenie do opodatkowania takiej altany, co gwarantowałoby dodatkowe wpływy środków do kas samorządowych.
Jeśli chodzi o kwestię zamieszkiwania w altanach ogrodowych doskonale zdajemy sobie sprawę, że ludzie nie mieszkają tam z kaprysu tylko z przymuszonej sytuacji materialnej, że nie jest to powód do dumy dla tych osób, a powód do przemilczenia.
Z pewnością gdyby tylko państwo Polskie dało tym ludziom możliwość opuszczenia działek ogrodowych i możliwość zamieszkania w innym miejscu na pewno by się zgodzili. Ale znamy realia i wiemy, że na chwilę obecną i w najbliższym czasie nie będzie to możliwe. Oczekujemy systematycznej pomocy w znajdowaniu innego lokalu do zamieszkania dla ludzi zmuszonych obecnie do mieszkania na ROD.
W obecnej sytuacji wnioskujemy o usunięcie z ustawy o ROD zapisu, że Stowarzyszenie Ogrodowe prowadzące ogród ma uprawnienia do wypowiadania umów dzierżawy działkowej właśnie za zamieszkiwanie i pozbawianie w większości przypadków ostatniego majątku i dachu nad głową. Pozwoli to na życie ludzi w spokoju a nie jak do tej pory życie w strachu.
poniedziałek, 06 listopad 2017 19:20
Lokatorzy w piątek wieczorem zastali wynajmowane przez siebie mieszkanie zupełnie puste. Cały ich dobytek wyniósł właściciel, który tłumaczy, że lokatorzy nie płacili czynszu. W sprawie interweniowało Wielkopolskie Stowarzyszenie Lokatorów oraz policja.
W wynajmowanym lokalu przy ulicy Kościelnej w Poznaniu mieszka mężczyzna wraz z partnerką i trójką dzieci. W piątek wieczorem, gdy wrócili do domu okazało się, że nie mogą wejść, bo właściciel powymieniał zamki. Gdy w końcu weszli po interwencji Wielkopolskiego Stowarzyszenie Lokatorów okazało się, że nie ma ich rzeczy. Wywieziono mam rzeczy potrzebne do podstawowej egzystencji – bieliznę, ubrania, buty. Nawet kartoniki po butach – tłumaczy Dariusz Krzyżanowski, lokator.
Cały artykuł na epoznan.pl
niedziela, 16 lipiec 2017 20:24
Wielkopolskie Stowarzyszenie Lokatorów i Federacja Anarchistyczna s. Poznań wydały wspólne oświadczenie w sprawie osób, które jako właściciele mieszkań, tracą prawo do zajmowanego lokalu i nie są chronieni przez ustawę o ochronie praw lokatorów... Czytamy w nim: „Obecnie z tytułu zakupu mieszkania w polskich bankach zadłużonych jest kilkaset tysięcy osób. Biorąc pod uwagę fakt, iż problem dotyczy również całych rodzin, zauważyć należy, że problem ten może dotyczyć dużo większej liczby mieszkańców (choć dokładne statystyki nie są znane). Na przykład – wg niektórych danych – grupa zadłużonych tzw. frankowiczów liczy ok. 560 tys. osób. W 2000 r. zadłużenie Polaków i Polek z tytułu zakupu mieszkania szacowane było na ok. 9,5 mld zł. (kredyty hipoteczne), obecnie jest to ok. 378 mld zł. Zadłużenie z tego tytułu wzrosło zatem o blisko 3900%, gdy inflacja w tym samym okresie wyniosła ok. 43%. Obciążonych hipotekami jest – wg różnych szacunków – 11-12% gospodarstw domowych.
Jednocześnie rozpoczynamy kampanię, której głównym postulatem jest objęcie osób tracących prawo do lokali w wyniku przewłaszczenia, ochroną podobną jaka przewidziana jest w pozostałych przypadkach (o których mówi ustawa o ochronie praw lokatorów...). Obecne uregulowania prawne ewidentnie przedkładają prawo własności nad prawo do „dachu nad głową” oraz są korzystne dla banków i deweloperów, kosztem mieszkańców. Sytuacja ta jest nie do przyjęcia.
Wielkopolskie Stowarzyszenie Lokatorów. Federacja Anarchistyczna s. Poznań
sobota, 27 maj 2017 20:03
Pod koniec maja br. w Poznaniu rusza program miejski, zgodnie z którym docelowo zamierza się przeznaczyć ponad 50 tzw. mieszkań treningowych. WSL nazywa te lokale "socjalnymi mieszkaniami wspólnymi ze wsparciem". Nie uważamy, aby lokatorzy mieszkań socjalnych w większości przypadków potrzebowali szczególnej terapii. Fakt trudnego położenia mieszkaniowego i socjalnego najczęściej nie wynika z ich indywidualnych cech psychicznych czy niedostosowania, lecz systemowego wykluczenia oraz niemożliwości ochrony swoich praw. Przejawem wykluczenia jest również fakt, że lokatorzy, którym bezwzględnie należało się mieszkanie socjalne (np. na mocy wyroku sądu), musieli czekać kilka, a nawet kilkanaście lat na jego przydział. Wykluczanie oznaczało także rosnące zadłużenie czynszowe całych grup mieszkańców oraz wzrastającą liczbę brutalnych eksmisji "na bruk" czy "czyszczenia kamienic", których byliśmy w ostatnich latach świadkami. Dlatego oddanie 50 mieszkań na potrzeby najbardziej potrzebujących mieszkańców i mieszkanek, uważamy za wyraźny postęp w zmianie priorytetów poznańskiej polityki społeczno-mieszkaniowej, której dotychczasowymi beneficjentami byli przede wszystkim deweloperzy, kamienicznicy i politycy pokroju Filipa Kaczmarka. Wreszcie kolejne mieszkania komunalne nie zostały zawłaszczone przez spekulantów, ale znalazły się w rękach kobiet z dziećmi z przytułków dla bezdomnych, seniorek z "czyszczonych kamienic", chorych walczących o przetrwanie, ofiar nielegalnych wysiedleń. Dlatego WSL bezpośrednio włączyło się w zasiedlanie "mieszkań wspólnych ze wsparciem" i podpisało w tym zakresie umowę z miastem. Będziemy też monitorować przebieg programu i dbać, aby zyskały na tym najbiedniejsze warstwy mieszkańców naszego miasta.
Przejęcie przez najbardziej potrzebujących 50 mieszkań jest kolejnym spełnieniem naszych postulatów obok uruchomienia programu budowy mieszkań komunalnych, likwidacji osiedla kontenerowego, zaprzestania ściągania przez miasto pieniędzy od osób czekających na lokale socjalne (tzw. regresy), polepszenia warunków bytowych społeczności imigrantów romskich. Udało nam się skutecznie ograniczyć liczbę eksmisji. Jeszcze niedawno, nasze żądania były uznawane za populistyczne — opór lokatorów zmusił jednak władze i elity miasta do ustępstw i zmian.