Source: http://emeswatch.blogspot.com/2013/06/
Timestamp: 2017-10-16 22:10:37+00:00

Document:
eMeS.watch: czerwca 2013
Myślę, że większość z nas już dawno przestała oczekiwać czegokolwiek od Trybunału Konstytucyjnego. Ten bowiem ostatnimi czasy pokazuje dobitnie, gdzie ma Konstytucję i to co w niej zapisane. Ja również nie mam złudzeń, ale ponieważ interesuję się sądownictwem postanowiłam jednak się skatować do końca i obejrzeć co ma TK do powiedzenia w sprawie opinii Krajowej Rady Sądownictwa… Mój masochizm został zaspokojony w pełni, albowiem (ulubione słowo prawników) Sędzia Teresa Liszcz postanowiła uzasadnić nieuzasadnialne i wzbić się na K2 kreatywności.
W czwartek Trybunał rozpoznawał pytania prawne sądów powszechnych dot. zamrożenia wynagrodzeń sędziów. Powiecie, że to już było? Ano było, tyle tylko, że w poprzedniej sprawie pomimo istnienia zasady falsa demonstratio non nocet (błędne oznaczenie nie zwalnia od rozpoznania) Trybunał zgodnie z lansowanym od dawna formalizmem nie rozpoznał całokształtu sprawy i pozostawił bez rozpoznania kwestię braku opinii Krajowej Rady Sądownictwa w procesie legislacyjnym (po wniesieniu do Sejmu) oraz sposobu procedowania ustawy „okołobudżetowej” w tymże Sejmie… Na szczęście sądy powszechne o to wniosły i spraw się nie dało pomimo usilnych starań umorzyć.
I tak sprawy trafiły na wokandę TK… Skład sędziów od początku pokazywał jaki będzie wyrok. Oczywiście zasiadł w nim autor kwestionowanego przepisu Prezes TK Andrzej Rzepliński, a wtórowała mu oczywiście sędzia Teresa Liszcz.
W toku rozprawy można było zaobserwować jak Prezes Trybunału Konstytucyjnego czyta… książkę… Chyba wystąpię do TK z wnioskiem o informację publiczną z pytaniem o to co czytał (pytanie o fakt), że nie mógł się oderwać od lektury. Może sama przeczytam, jak to taka fascynująca książka…
Jednak największą atrakcją były wypowiedzi Pani Teresy Liszcz… Majstersztyk kreatywności… przy okazji człowiek zawsze się uczy… dowiedziałam się np., że art. 173 Konstytucji ma ustęp 10… SZOK, ale jak to skwitował znajomy: „Widocznie ja mam wersję skróconą” buahahahaha My wszyscy mamy widocznie taką.
Oczywiście uznano, że wszystko w pożo… w końcu sam Pan Prezes napisał przepis, więc jakże to tak… kwestionować geniusz szefa…
Jednak to co zrobiono w ustnych motywach rozstrzygnięcia pokazuje, że straszno to już było, a teraz mamy horror… a „Koszmar z Ulicy Wiązów” jest przereklamowany. Okazało się, że choć opiniowanie przez KRS kwestii związanych z sądownictwem jest jego konstytucyjnym uprawnieniem (takie zdanie padło), to zdaniem składu orzekającego: jak się raz wypowie w sprawie to już nic nie trzeba… Skoro zaopiniował inny przepis, to jak się go zmieni, to już nie trzeba dalej się pytać… Bo wszystkim było wiadomo, że wypowie się negatywnie… A zmiana regulacji z takiej, która dotyczy innego sposobu liczenia wynagrodzenia sędziów na zmianę wyłączającą stosowanie innego przepisu nie jest zmianą merytoryczną… zaraz, zaraz skąd My to znamy… a z MS!!! Zastanawiam się zatem czy by nie zlikwidować KRS-u, bo chyba wypowiedział się już na prawie wszystkie tematy… a to jak widać wystarcza do przepchnięcia ustawy bez konstytucyjnej opinii tegoż KRS przez Sejm… bo to formalizm!!! (sic!) I kto to mówi? Sam TK, który formalizm przedkłada ponad wszystko.
Sędzia sprawozdawca poszła jednak dalej… Koronnymi argumentami jakie padły były: „Ja byłam posłem to wiem!” (sic!) oraz „Gdyby zwrócili się do KRS to by nie zdążyli uchwalić ustawy i byłby kryzys”…
Normalnie SZACUN za szczerość! W końcu powiedziano wprost jakie kryteria są najważniejsze w orzecznictwie TK!!! Żadna Konstytucja, żadne prawa obywatela, żadne obowiązki państwa… Tylko wdzięczność względem tych co wybrali sędziego do TK, czyli posłów… To o ich radość, przyjemność, komfort dba TK!
Wywalmy zatem konstytucję do kosza, bo jest to akt zbędny i nierespektowany przez tych co mieli stać na jego straży. Dopóki bowiem na sędziów Trybunału Konstytucyjnego nie będą wybierani ludzie kierujący się dobrem obywateli, mający wiedzę niezbędną by zważyć jak Temida w swej wadze prawa obywateli i obowiązki organów państwa, satysfakcję „ustawodawcy” i Konstytucyjne gwarancje będziemy mieli to co mamy… czyli przyzwolenie na bezprawie. Tym zdaniem „Gdyby zwrócili się do KRS to by nie zdążyli uchwalić ustawy i byłby kryzys” dano bowiem przyzwolenie na łamanie wszelkich zasad nie tylko ustawodawczych, ale co więcej konstytucyjnych. A wszystko by podziękować posłom, którzy wybrali sędziego do Trybunału Konstytucyjnego.
Ponieważ nadzieja nie umiera nigdy myślę, że najwyższy czas podjąć działania już nie w Polsce, bo jak widać można uzasadnić nieuzasadnialne, ale na arenie międzynarodowej, bo doświadczenia moje jako prawnika w tym kraju wskazują, że tylko bat w postaci ruchów ze strony Komisji Europejskiej jest w stanie przymusić tych co mieli w imieniu obywateli dbać o ich dobro, by zaczęli robić to co do nich należy… W końcu niestety to pieniądz rządzi światem, a największą marchewką i kijem jest bądź to nałożenie kary na Polskę, bądź odebranie kwot już przekazanych…
Dlatego ja nie zamierzam się poddać i będę walczyć do końca… dni moich lub tego co się dzieje. Bo ja się na to nie godzę! Chcieć to móc co udowodnił właśnie sam TK!
A co do samego składu TK… pozostawiam sumieniu sędziów orzekających to co zrobili, ale i co robią i będą robić. Ja po czymś takim nie byłabym w stanie spojrzeć na siebie w lustro.
o 02:13 7 komentarzy:
INFORMACJA (NIE)PUBLICZNA?!
Pamiętacie scenę z filmu „Mój chłopak się żeni” kiedy Julia Roberts rozmawiając ze swoim długoletnim przyjacielem przez telefon dowiaduje się, że on się żeni? Te wielkie BUM! koło łóżka zamiast na nim? Ja w piątek spadłam z krzesła w podobnych okolicznościach, tyle że na wieść o wyroku Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie w sprawie skargi na bezczynność Prezesa Trybunału Konstytucyjnego w związku z informacją publiczną. O całej sprawie pisałam we wpisie „DOKUMENT WEWNĘTRZNY” w dniu 1 kwietnia 2013 r.
Okazało się, że Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie uznał projekt ustawy o Trybunale Konstytucyjnym wytworzony w TK za… dokument wewnętrzny!
Ja wiem, że informacja publiczna jest w naszym kraju traktowana jako „zło konieczne”, „niczym nie uzasadnioną fanaberię” obywateli i to jeszcze wpisaną „nie wiadomo po co” do konstytucji, ale żeby aż tak…
Dotychczasowe orzecznictwo sądów administracyjnych, w tym Naczelnego Sądu Administracyjnego, wyraźnie wskazywało różnicę pomiędzy dokumentem urzędowym, a dokumentem wewnętrznym, już będącym informacją publiczną oraz takim, który informacją publiczną nie jest.
Chcąc wnieść ogarek oświaty pragnę przypomnieć kilka wyroków sądów administracyjnych oraz wyroku Trybunału Konstytucyjnego, by przybliżyć Wam Drodzy Czytelnicy tę tematykę oraz pokazać czemu siniaki po upadku z krzesła tak bolą… mimo, że jakby nie patrzeć to co innego niż wieść o małżeństwie wielkiej miłości.
Jak znam życie w naszym uzasadnieniu do wyroku pojawi się teza Naczelnego Sądu Administracyjnego z wyroku z dnia 16.06.2009 r. I OSK 89/09 , a brzmi ona tak: „Nie każda opinia prawna sporządzona przez organ administracji publicznej posiada walor informacji publicznej. O zakwalifikowaniu opinii prawnej do dokumentów podlegających udostępnieniu w trybie ustawy o dostępie do informacji publicznej decyduje cel w jakim została opracowana. Opinia prawna sporządzona na użytek organu administracji publicznej w przedmiocie zasadności wszczęcia w przyszłości postępowania w konkretnej sprawie cywilnej nie stanowi informacji publicznej w rozumieniu art. 1 ust. 1 ustawy o dostępie do informacji publicznej”.
Powiecie, że to właśnie tak było w tej sprawie…
Otóż nie, bo w wyroku z dnia 22.11.2006 r. IV SA/Wr 712/06 Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego we Wrocławiu, a wskazywanego również w komentarzu „Dostęp do informacji publicznej” autorstwa obecnej sędzi NSA Ireny Kamińskiej oraz p. Mirosławy Rozbickiej-Ostrowskiej uznano, że przekazanie czegoś innemu organowi powoduje, że mamy do czynienia z informacją publiczną. Zgodnie z nim „pisma, okólniki, instrukcje kierowane do kuratora oświaty przez ministra właściwego do spraw edukacji, nie tylko stanowią informację o sprawach publicznych, zgodnie z art. 1 DostInfPublU, ale dodatkowo zostały wymienione w jej art. 6 ust. 4 pkt 4 lit. a DostInfPublU, jako rodzaj informacji jaka podlega udostępnianiu”.
Jednym słowem jak Prezes Trybunału Konstytucyjnego pisze do Prezydenta RP: „Szanowny Panie Prezydencie, nabazgrałem sobie co nieco (w załączeniu) i proszę o wystąpienie z inicjatywą legislacyjną” to choćby nie wiem co zarówno owe pismo przewodnie, jak i to co złączone do niego informacją publiczną jest! To właśnie wystąpienie z wnioskiem do Prezydenta spowodowało zmianę charakteru owego „dokumentu wewnętrznego” na będący informacją publiczną.
Niestety dla WSA w Warszawie to nie wszystko… Argumentem ostatecznym jest bowiem wyraźna treść art. 6 ust. 1 pkt 1 lit. b DostInfPublU. Stanowi on:
b) projektowaniu aktów normatywnych (…)”.
Co więcej sam Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie, a zatem ten sam sąd, w wyroku z dnia 18 listopada 2004 r. sygn. akt II SAB/Wa 166/04 stwierdził:
„Dokumenty tworzone przez organy władzy publicznej podczas procesu legislacyjnego stanowią, zgodnie z art. 1 ust. 1 ustawy o dostępie do informacji publicznej, informacje o sprawach publicznych, a stosownie do art. 6 ust. 1 pkt 3 lit. "c" i "d", będąc rodzajem informacji dotyczącej sposobu stanowienia aktów publicznoprawnych i sposobu przyjmowania i załatwiania spraw, podlegają udostępnieniu w trybie i na zasadach w niej określonych”.
Jeżeli zatem zgodnie z art. 1 ust. 1 ww. ustawy „Każda informacja o sprawach publicznych stanowi informację publiczną w rozumieniu ustawy i podlega udostępnieniu i ponownemu wykorzystywaniu na zasadach określonych w ustawie”, w szczególności o projektowaniu aktów normatywnych, to jak można było orzec, że to dokument wewnętrzny? Czy ktoś mi to wyjaśni? Nowa koncepcja się pojawiła? Przepis znikł?
Poczekam oczywiście na uzasadnienie aby przekonać się co skłoniło ów skład do wydania takiego orzeczenia. Na razie patrząc na wyrok (i to nie jeden) Trybunału Konstytucyjnego kontempluje
„2.1. Doniosłość konstytucyjnej zasady dostępu do informacji publicznej. Powszechny i szeroki dostęp do informacji publicznej stanowi niezbędną przesłankę istnienia społeczeństwa obywatelskiego, a co za tym idzie — urzeczywistnienia demokratycznych zasad funkcjonowania władzy publicznej w polskim państwie prawnym. Dostęp do informacji publicznej jest bowiem, z jednej strony, warunkiem świadomego uczestnictwa obywateli w podejmowaniu rozstrzygnięć władczych (zob. P. Winczorek, Komentarz do Konstytucji RP z dnia 2 kwietnia 1997 r., Warszawa 2000, s. 83), a z drugiej, umożliwia efektywną kontrolę obywatelską działań podejmowanych przez organy władzy publicznej (zob. W. Skrzydło, Konstytucja Rzeczypospolitej Polskiej. Komentarz, Kraków 1998, s. 58; I. Lipowicz, [w:] Konstytucje Rzeczypospolitej oraz komentarz do Konstytucji RP z 1997 roku, pod red. J. Bocia, Wrocław 1998, s. 114). Stąd wielkie znaczenie powszechności dostępu do informacji publicznej. W demokratycznym społeczeństwie podstawowym prawem jest wiedzieć i być informowanym o tym, co i dlaczego czynią władze publiczne (zob. J. E. Stiglitz, On Liberty, the Right to Know, and Public Discourse: The Role of Transparency in Public Life, [w:] Globalizing Right. The Oxford Amnesty Lectures, pod red. U. J. Gibneya, Oxford-New York 2003, s. 115 i n.). Tworzenie gradacji różnych kręgów wtajemniczenia poprzez powierzanie coraz szerszych zasobów informacji coraz węższym grupom odbiorców pozostaje w sprzeczności z pryncypiami każdego państwa demokratycznego, stwarzając wąskiej elicie sposobność manipulowania opinią publiczną i czyniąc z reglamentacji dostępu do informacji narzędzie sprawowania władzy (zob. T. Górzyńska, Kilka uwag o prawie do informacji i zasadzie jawności, [w:] Państwo prawa, administracja, sądownictwo, pod red. A. Łopatki i in., Warszawa 1999, s. 117).
Zakres prawa do informacji zdeterminowany jest w znacznej mierze przez samą Konstytucję. Art. 61 ust. 1 i 2 Konstytucji określają bowiem treść uprawnień składających się na to prawo oraz wskazują podmioty obowiązane do podjęcia działań umożliwiających jego realizację. Art. 61 ust. 3 Konstytucji wyznacza granice dopuszczalnego ograniczenia tego prawa: ograniczenie może nastąpić wyłącznie ze względu na określone w ustawach ochronę wolności i praw innych osób i podmiotów gospodarczych oraz ochronę porządku publicznego, bezpieczeństwa lub ważnego interesu gospodarczego państwa. Art. 61 ust. 4 stanowi, że tryb udzielania informacji publicznej określają ustawy, a w odniesieniu do Sejmu i Senatu ich regulaminy. Oznacza to, że obywatelskie prawo do informacji nie ma charakteru bezwzględnego i że ustawodawca zwykły – który ogranicza w wydawanych ustawach zwykłych dostępność informacji publicznej – musi respektować konieczność ważenia zasady (dostęp do informacji publicznej) i wartości wskazanych w art. 61 ust. 3 jako dopuszczalnych kryteriów ograniczenia zasady dostępności (por. podobnie także wyrok TK w sprawie o sygn. K 17/05). Ograniczenia dostępności informacji publicznej i kryteria ważenia kolidujących ze sobą wartości podlegają ocenie z punktu widzenia mechanizmu proporcjonalności (art. 31 ust. 3 Konstytucji, na co zwrócono uwagę w uzasadnieniu wyroku Trybunału w sprawie o sygn. K 17/05)”.
A przy okazji leczę siniaki… bo nadal bolą i cieszę się, że w wyniku upadku nie doznałam wstrząsu mózgu… choć tego nie jestem pewna z uwagi na treść wyroku.
o 00:49 4 komentarze:

References: art. 173
 art. 1
 art. 1
 art. 6
 art. 6
 art. 1
 art. 6
 art. 1
 Art. 61
 Art. 61
 Art. 61
 art. 61