Source: https://issuu.com/spliff/docs/spliff_nr39
Timestamp: 2016-12-07 19:23:49+00:00

Document:
#39 Gazeta Konopna Spliff by Spliff Gazeta Konopna - issuu
#39 Maj/Czerwiec 2012
Minęło kilka tygodni i jakoś pogodziłem się z
rozczarowaniem. Nauczyłem się czegoś nowego
i posłużyłem za przykład, że uprawa może się nie
udać.
Gdzie te chłopy?
Po jedenastu miesiącach u zwierząt, którym nie podawano kannabinoidów, zaobserwowano zaburzenia związane z rozpoznawaniem przedmiotów, podczas gdy jeden z dwóch podawanych kannabinoidów
wyeliminował ich występowanie..
Andrzej Dołecki zatrzymany
Głębokiej Białorusi w centrum Warszawy ciąg dalszy
maja, zamiast maszerować w pochodzie, odpoczywać na łonie natury, bądź zwyczajnie wylegiwać
się w łóżku, funkcjonariusze Komendy Stołecznej
Policji wparowali o świcie do mieszkania prezesa
Wolnych Konopi. Leżącą na stole gandzią nawet
się nie zainteresowali – zawinęli tylko naszego
czołowego aktywistę i na odchodnym kazali mu się pożegnać z
dziewczyną przynajmniej na 3 miesiące. Tego samego dnia odbywał się w Warszawie kongres Ruchu Palikota, w którym Andrzej
miał brać udział i po którym planowane były rozmowy na temat
W obronie Andrzeja zapowiedziano już manifestację pod Ministerstwem Sprawiedliwości; swoje poparcie wyraziła też część
polityków Ruchu Palikota, którzy gotowi są złożyć stosowne
poręczenia, aby Andrzej mógł oczekiwać rozprawy na wolności.
Wątek jego zatrzymania został nawet poruszony podczas marszu
wyzwolenia konopi w Finlandii, gdzie miejscowi aktywiści przekazali petycję domagającą się wyjaśnień od naszego Ambasadora.
Z naszych informacji wynika, że zebrany materiał dowodowy
jest wręcz śmieszny i tylko potwierdza polityczny charakter zatrzymania. Podobno Dołecki został pomówiony o wprowadzenie znacznej ilości do obrotu wyłącznie na podstawie pomówień
dwóch zatrzymanych growerów. Co ciekawe, dwójka ta, pomimo
posiadania przez prokuraturę twardych dowodów łamania przez
Pierwsze pytanie jest takie: gdzie w ogóle pojawiają się narkotyki i
jak mają się do problemów, z którymi się stykamy i sobie radzimy
bądź nie radzimy? Dwa lata temu, rok temu i obecnie zmagamy się
z tymi samymi problemami. Najpoważniejszym, z jakim ludzie w
Polsce mają do czynienia, jest bezrobocie. Dalej, w ramach ubóstwa
zwraca się uwagę na niesamowite rozwarstwienie społeczeństwa
i coraz wyraźniejszą przepaść między osobami bardzo bogatymi a
mniej majętnymi. Podkreślany jest też brak perspektyw i to, że rodzi
on wyuczoną bezradność. Jako problem w ramach „holizmów” pojawiają się różne: alkoholizm, pracoholizm, seksoholizm, zakupoholizm, natomiast narkotyki i narkomania pojawiają się dopiero gdzieś
na końcu tej wyliczanki spraw trudnych. Oczywiście warto zastanowić się dlaczego ludzie sięgają po narkotyki i jest to niesamowite pole
do popisu dla zgłębienia jakości naszego życia. Powstaje pytanie, czy
jest ono jest zagospodarowane. W Ustawie o przeciwdziałaniu narkomanii są przepisy, które zezwalają i wymagają działań profilaktycznych, a więc tych, które będą powstrzymywały ludzi od zażywania
Warto podkreślić też, że konsekwentnie i uparcie niezmiernie wybiórczo traktujemy rozumienie pojęcia narkotyków. Cały czas staramy się zapomnieć, udawać, że nie wiemy, że tak naprawdę jeżeli
mówimy o narkotykach, to mamy do czynienia z takimi substan-
Jacek Wrona od lat posługuje się tą samą
taktyką: opluwa jak może wszelkie substancje
psychoaktywne, wyżywając się bodaj najbardziej na
Mnich na etylowych nogach
Parlamentarny zespół ds. racjonalnej
polityki przeciwdziałania narkomanii
Sejmowe realia rządzą się swoimi prawami, których nie
sposób zrozumieć zwykłemu śmiertelnikowi. Można narzekać
na tempo zmian, niektóre dziwne wypowiedzi i sposób
prezentowania sprawy przez media, ale powoli współpraca
Wolnych Konopi z Ruchem Palikota przynosi efekty.
nich ustawy o przeciwdziałaniu, wyszła na wolność. Dołecki, za
zakup trzech kilogramów gandzi-widmo siedzi.
Najświeższe informacje na temat losów Andrzeja znajdziecie na
specjalnej stronie na Facebook:
http://www.facebook.com/UwolnicAndrzejaDoleckiego
„Za posiadanie narkotyków siedzi
5400 osób? To o 5400 za dużo!”
kupię się na obowiązujących w Polsce przepisach.
Omówię je w perspektywie i kontekście obecnej polityki karnej i społecznej. Przyznam, że mam poczucie
déjà vu – podobne tematy poruszaliśmy już rok, dwa
lata temu i w zasadzie niezbyt dużo się, moim zdaniem, zmienia. Będę mówiła rzeczy, które być może są
kontrowersyjne, uznane za niesłuszne. Chciałabym, abyście mi Państwo
udowodnili, że ja się mylę; to będzie oznaczało, że idziemy w odpowiednim kierunku.
cjami jak kokaina, heroina, alkohol, amfetamina, tytoń, marihuana,
LSD, sterydy anaboliczne, extasy etc. W czasopiśmie naukowym The
Lancet z 2009 roku, opublikowano skalę poziomu szkodliwości dla
zdrowia różnych środków narkotycznych. Za najbardziej szkodliwe
uznane zostały heroina, kokaina, alkohol był na trzecim miejscu, następnie był tytoń, kilka istotnych pozycji przed marihuaną. Wiadomo,
że wpływ narkotyku na organizm i jego szkodliwość może być różna
także w zależności od takich czynników jak wiek, płeć, rasa, waga,
warunków w jakich dochodzi do jego zażycia, umiejętności, wiedzy
na temat działania środka czy celu, w jakim jest używany. Zależy to
też od tego, czy zażywany jest nałogowo czy raczej rozrywkowo, na
rozluźnienie... Nie ulega natomiast wątpliwości, że do najbardziej szkodliwych zaliczony został alkohol. Potwierdzają to badania wykonane w 2010 roku na zlecenie Davida Nutta,
doradcy rządu brytyjskiego ds. przeciwdziałania narkomanii, który
tym razem zażądał zbadania szkodliwości narkotyku nie tylko na
użytkownika, ale i innych osób. Opublikowane także w „The Lancet”
wyniki [pisaliśmy o tym w Spliffie #30 – przyp red.] wskazują, iż najbardziej szkodliwy okazał się alkohol, wyprzedzając heroinę, crack,
metaamfetaminę, kokainę, nikotynę, amfetaminę. Marihuana znalazła się na tej liście dopiero po amfetaminie; Ecstazy i LSD były w dolnej końcówce tej listy. Nie ulega więc wątpliwości, iż biorąc pod uwagę stopień szkodliwości za jeden z poważniejszych środków narkotycznych uznaje się alkohol, a następnie tytoń. Marihuana, która jest
przedmiotem naszych dyskusji i debat, jest środkiem zdecydowanie
mniej szkodliwym i przynoszącym mniej szkód innym osobom. Rodzi to problem. Musimy sobie otwarcie powiedzieć, że obok chorób
sercowych, alkohol stanowi podstawowy problem zdrowotny Polaków. Używanie papierosów prowadzi do znacznej ilości zejść śmiertelnych. Około trzech tysięcy osób rocznie umiera z powodu nadużywania środków przeciwbólowych, które można kupić bez żadnych
recept. Nie mamy natomiast takich danych
jeśli chodzi o używanie marihuany.
kwietniu odbyło się pierwsze merytoryczne posiedzenie parlamentarnego zespołu, który ma się zająć naprostowaniem chorych przepisów regulujących kwestię
gandzi. Oprócz posłów w spotkaniu uczestniczyli przedstawiciele Wolnych Konopi (Stanisław Przymiotnik, Mateusz Kaczmarczyk i Paweł Gorczyński), Polskiej Sieci Polityki Narkotykowej (Agnieszka Sieniawska) i Gazety Konopnej Spliff (Maciej
Jak czytamy w regulaminie, „Celem powołania Zespołu jest:
– racjonalizacja polityki narkotykowej w Polsce
– zajmowanie stanowiska w sprawach dot. polityki narkotykowej
– przedkładanie rozwiązań dot. regulacji kwestii przeciwdziałania
– przygotowanie projektu zmianu Ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii
– edukacja parlamentarzystów na temat środków odurzających i innych substancji
– prowadzenie działań zmierzających do racjonalizacji prawa dot.
polityki narkotykowej.”
Aktualnie zespół liczy 15 członków – póki co, niestety, zdominowany
został przez jedną siłę polityczną. Mamy nadzieję, że następne posiedzenia zespołu, w których udział będą brać bezstronni eksperci,
przyciągną także racjonalnie myślących posłów innych opcji.
Celem niniejszej publikacji nie jest nakłanianie do
zażywania narkotyków. Nadużywanie marijuany może
powodować poważne szkody zdrowotne i społeczne.
Doświadczenie pokazuje jednak, że bez względu na
status prawny zawsze znajdą się ludzie gotowi z nią
eksperymentować. Redakcja „Gazety Konopnej –
SPLIFF” dokłada wszelkich starań, by obok publikowania
rozpowszechniać podstawowe fakty umożliwiające
które mogą powstać w wyniku jej stosowania.
Jesteśmy członkiem ENCOD – Europejskiej Koalicji dla
Racjonalnych i Efektywnych Polityk Narkotykowych oraz
Deutscher Hanf Verband (Niemiecki Związek Konopny).
Ewolucja prawa narkotykowego w Polsce
Jak zmieniała się ustawa o przeciwdziałaniu narkomanii?
W latach 80-tych można było sadzić i palić bez
przypału
W latach 90-tych sadzić już nie wolno, ale palić owszem
Po roku 2000 nie wolno już ani sadzić, ani palić.
Z niecierpliwością czekamy na to, co przyniesie bieżąca dekada...
mail: biuro@spliff.com.pl
mail: redakcja@spliff.com.pl
tel: 0049 30 44716668
Barbara Fisz, Robert Kania, Konoptikum, Hanf Journal, Max Air, Kimo,
Henk&Manne, Roland Griesehammer, Ir. Ing. D. Kroeze, , Jorge,
@udiomara, BBR, Sebastian Daniel, hyperreal.info
biuro@spliff.com.pl
Art. 2. 1. Przeciwdziałanie narkomanii realizuje się przez
odpowiednie kształtowanie polityki społecznej, gospodarczej, oświatowo-wychowawczej i zdrowotnej, a w
1) działalność wychowawczą, edukacyjną, informacyjną
i zapobiegawczą;
5) zwalczanie niedozwolonego obrotu, wytwarzania,
przetwarzania, przerobu i posiadania substancji, których
używanie może prowadzić do narkomanii;
6) nadzór nad uprawami roślin zawierających substancje,
których używanie może prowadzić do narkomanii.
2. Zadania, o których mowa w ust. 1 pkt 1–3, są finansowane ze środków własnych podmiotów wykonujących
zadania w zakresie przeciwdziałania narkomanii, środków przeznaczonych na realizację programów zdrowotnych finansowanych z części budżetu państwa, której
dysponentem jest minister właściwy do spraw zdrowia,
oraz środków Narodowego Funduszu Zdrowia.
3. Zadania, o których mowa w ust. 1 pkt 4–6, są finansowane z budżetu państwa z części pozostających w dyspozycji właściwych ministrów. /
„Współczesna polityka
narkotykowa w Polsce” –
wystąpienie prof. Moniki Płatek
podczas konferencji Open
Society Institute poświęconej
dyskusji nad kształtem polityki
eśli rzeczywiście chodzi nam o zdrowie pu- przynieść dobre efekty. Z perspektywy zdrowia publicz- cięci nie tylko z rynku pracy. Musimy więc sobie wyraźnie
bliczne i o to, jak ludzie funkcjonują w społe- nego, w myśl zasady „po pierwsze nie szkodzić”, nie ma powiedzieć, że bardzo dużej liczbie osób, w imię zdrowia,
czeństwie, to dlaczego przyjmujemy tak różne dobrego argumentu, żeby uznawać posiadanie (proszę ograniczamy możliwości normalnego funkcjonowania w
polityki w stopamiętać, że my nie karze- społeczeństwie i wycinamy ich na samym początku drogi
Konsekwentnie i uparcie niezmiernie my używania, tylko posia- (nie możemy udawać, że nie wiemy, że są to osoby przesunku do tych
trzech narkotyków? Proszę
wybiórczo traktujemy rozumienie danie) nawet drobnej ilości ważnie młodsze).
narkotyku za przestępstwo.
pamiętać, że my cały czas,
pojęcia narkotyków.
Jeżeli rzeczywiście chodzi- Trzeba też popatrzeć gdzie jesteśmy, gdzie działamy. Ofiod lat, mamy około miliona
łoby nam o zdrowie, tzn. o cjalnie mówiliśmy, że wprowadzamy kary za posiadanie
nałogowych alkoholików i
około czterech milionów ludzi nadużywających alkoholu. eliminację lub limitowanie warunków, w jakich dochodzi po to, żeby osoby, które handlują narkotykami, nie moPrawie wszyscy mamy skłonność do tego, aby rekreacyj- do uzależnienia – inne powinny mieć miejsce praktyki i gły tego robić swobodnie. Musimy posłuchać byłego minie, do obiadu, wypić kieliszek wina. W związku z tym rutyny. Skazywanie ludzi, wsadzanie ich do więzienia i nistra sprawiedliwości Piotra Kwiatkowskiego, który ponie bardzo można jasno wytłumaczyć, dlaczego ktoś, kto uznawanie za przestępców -– to na zdrowie dobrze nie wiedział bardzo wyraźnie: przed 1999 rokiem liczba osób,
pije kieliszek wina do obiadu, jest porządną obywatelką wpływa. Musimy pamiętać, że prokuratorzy, którzy oce- która była łapana, stawiana w stan oskarżenia i osądzana
bądź obywatelem, natomiast ten sam obywatel/obywatel- niali efektywność art. 62 wyraźnie przyznawali, że art 62 za handel narkotykami, była dużo większa niż po 2000 r.
ka popalając papierosa marihuany staje się przestępczy- nie działa, w tym sensie, że nie przeciwdziała narkomanii, Jesteśmy w sytuacji bardzo niskiej solidarności społecznej.
nią/przestępcą. Mamy tutaj do czynienia z ogromną hipo- choć świetnie się nadaje do wyrabiania statystyk załatwio- Nie mamy poczucia odpowiedzialności naszych działań
kryzją. Nie da się już dłużej tłumaczyć, że rzecz polega nych przez prokuraturę spraw. Wydajemy na to ogromne za innych. Trudno się dziwić policjantowi, prokuratorowi
na tym, że jesteśmy przyzwyczajeni – że jeszcze w XVII ilości pieniędzy, nie mamy prawidłowych efektów zdro- i sędziemu, że w momencie, kiedy mają gotową sprawę,
wieku płacono nam alkoholem i rozpijano naród, dlatego wotnych.
odhaczoną i załatwioną, gotową szansę na awans, premię
żeśmy się przyzwyczaili, a z marihuaną mamy do czyniei pochwałę ze strony swoich
Ludzie sprawujący władzę mają przełożonych, będą oczywinia znacznie później i stąd jej zakazujemy. Taki tok rozu- Ktoś, kto jest skazany, uznamowania przeczy wysuwanym argumentom, że jedną z ny za przestępcę, ma znacznie
tendencję do tego, aby w pewnych ście działać w sposób szkoprzyczyn karalności marihuany jest właśnie to, iż jest ona większe trudności w funkcjosytuacjach narzucać wrażenie, iż pojawiło dliwy dla młodzieży, dla
nowaniu w społeczeństwie.
i dla zdrowia, ale efekszeroko rozpowszechniona.
zagrożenie. kraju
tywny w ich pracy. O tym
Takie osoby będą miały trudPrezentowane jest jako niezwykle szkodliwe mówią sami prokuratorzy, o
Przyjmowanie dwóch tak bardzo różnych standardów i ności ze znalezieniem zatrudi jednocześnie niemoralne.
tym mówi minister sprawiepolityk zmusza do zastanowienia się nad sensem i istotą nienia. W prawie każdej pracy
dliwości, o tym wiemy my
tych rozwiązań. Tendencja do różnorodności zakazów w wymagane jest przedstawiewszyscy.
stosunku do różnych znana jest nie od dziś. Bywało, że nia zaświadczenia o niekaralto za używanie nikotyny można było stracić nos, a nawet ności. Czy takie żądanie jest
Nic się tu nie zmieniło. Dziś
i głowę. Możliwość zakazywania używek, uznając je za legalne, zgodne z obowiązująprokurator, jak przed zmianiezdrowe, było dobrym pretekstem do egzekwowania i cymi wymogami prawa? Nie,
ną prawa, musi wykonać
demonstrowania władzy. Jeszcze w XVII wieku w krajach to nie znajduje uzasadnienia
swoją pracę i rozliczany jest
arabskich zakazane były kawa i kawiarnie – bo pozwalały w obowiązujących przepisach.
nie z jakości, lecz głównie
na swobodę rozmów i spotkań, a w 1777 król Prus Fryde- Wymóg przedstawienia świaryk tak zwany Wielki wprowadził ograniczenia licencji na dectwa niekaralności jest uzaze statystyki. Policjant tak
produkcję i sprowadzanie kawy; chciał przejąć ten biznes sadniony w rzadkich ustawowo
samo chwyta jak chwytał –
dla siebie. Interes finansowy władcy decydował o zalece- wskazanych przypadkach. Teodla policjantów nic się nie
niach dla podwładnych. Widzimy więc, że nie chodzi o do- retycznie więc można się sprzezmienia. Policjant zawsze
brostan, o zdrowie społeczne i psychiczne – tak naprawdę ciwić, postawić i odmówić zamoże podeprzeć się prawem; choć prawdę mówiąc
chodzi o biznes, o różne jego odmiany – raz jest politycz- sadności żądania. Teoretycznie.
ny, innym razem – finansowy. Raz chodzi o demonstrację W obecnych warunkach rynku
skądinąd nakazuje mu ono
różnych odcieni władzy, innym razem o różne oblicza eko- pracy pracodawcy, a nie prarównież co innego, o czym
nomicznych zysków.
cobiorcy i wysokim bezrobociu
– takie stawianie się przynosi
W 2005 r. podczas dyskusji nad zmianami w ustawie o niewielkie efekty. Dalej – osoArt 62. Ustawy jest czytelny i konkretny. Pozostałe
przeciwdziałaniu narkomanii padła bardzo słuszna propo- ba, która jest karana, tak nazycja, żeby wrócić do tego, co
wymagają interpretowania,
Nie bardzo można jasno wytłumaczyć, prawdę nie może również na myślenia i podejmowania działań zbiorowych. Przykłabyło przed rokiem 2000 – żeby
posiadanie drobnej ilości nardlaczego ktoś, kto pije kieliszek wina dobre rozpocząć swojej wła- dowo jako prokurator mogę postępowanie umorzyć przed
kotyku na własny użytek nie
do obiadu, jest porządną obywatelką bądź snej działalności – wymaga wydaniem postanowienia o wszczęciu śledztwa – oznacza
prowadziło do spraw karnych
bowiem przystępowania to jednak, że aby to zrobić, będę musiała sprawie poświęobywatelem, natomiast ten sam obywatel/ to
i skazań na karę. Art 62 Ustado przetargów. Tam również cić czas, zastanowić się, pomyśleć; a z czego jestem rozliobywatelka popalając papierosa marihuany wymagane jest zaświadcze- czana – z tego, że umarzam? Bardzo dobrze, jeśli będę
wy mówi, że „kto wbrew przestaje
przestępczynią/przestępcą. nie o niekaralności. W mo- miała mądrych szefów, którzy powiedzą „o to chodziło w
pisom ustawy posiada środki odurzające lub substancje
mencie więc kiedy jesteśmy tej ustawie”. Ale mogę być również podejrzana o to, że się
Mamy tutaj do czynienia z ogromną
psychotropowe podlega karze
karani, praktycznie jesteśmy lenię, że się migam. Dlatego trzeba się liczyć z tym, że barpozbawienia wolności do lat
i z takiej możliwości, by za- dzo niewiele się tutaj zmieni. Nadal bowiem efektywność
3”. Ustawa nie wymaga tak naprawdę ani od sędziów, ani cząć na swoim – wykluczeni. Również jeżeli chcielibyśmy prokuratury określa się wynikami, w których liczą się staod policjantów, ani od prokuratorów, aby doprowadzać pojechać na wycieczkę obejrzeć Grand Canyon, okaże się, tystyczne słupki dotyczące skazań.
do sytuacji, w której osoby posiadające drobne ilości tra- że tego nie zrobimy; nie dostaniemy amerykańskiej wizy.
fiają do więzienia. Również dlatego, że w punkcie 3 tego Odmawia się jej bowiem osobom, które tkwią w wykazie Rzecz następna – przestańmy udawać. Jesteśmy w kraju, w
samego art 62, powiedziane jest, że w wypadku mniejszej osób karanych. Nie wstąpimy do wojska, policji, służb gra- którym ludzie mają skłonność do uzależnień. Alkoholizm
wagi, sprawca podlega grzywnie, karze ograniczenia wol- nicznych, nie zostaniemy nauczycielem, kierowcą TIR-ów i narkomania to jedne z nich, ale bardzo wielu z nas cierpi
ności bądź pozbawienia wolności do roku. Tak naprawdę etc. Musimy się liczyć z tym, że skazani w związku z prze- również na pracoholizm, seksoholizm, kompulsywny haod początku mieliśmy szansę na to, żeby wypracować po- stępstwami narkotykami, będziemy mieli problemy nie zard i parę innym holizmów.
litykę, która korzystałaby z innych narzędzi, łącznie z wa- tylko w Polsce i w Stanach Zjednoczonych, ale również
runkowym umorzeniem. Mogliśmy nie doprowadzać do w większości państw europejskich. Będziemy zresztą wyciąg dalszy na nastepnej str.
sytuacji, w której bardzo duża liczba osób jest skazywana z
tego przepisu, i co więcej – przebywa w więzieniu. Tak się
nie stało. Zastanówmy się, czy powodem tego była rzeczywiście troska o zdrowie i o nową politykę zdrowotna, czy
raczej marihuana zaczęła odgrywać rolę tzw. dogodnego
wroga. To koncepcja, którą w kryminologii stworzył norweski uczony profesor Nils Christie. Zwrócił on uwagę na
fakt, iż ludzie sprawujący władzę mają tendencję do tego,
aby w pewnych sytuacjach narzucać wrażenie, iż pojawiło
się nowe niebezpieczne zagrożenie. Prezentowane jest jako
niezwykle szkodliwe i jednocześnie niemoralne. Jest pretekstem dla uzasadnienia większej mobilizacji sił i wydatków, które oficjalnie mają służyć na zwalczanie zjawiska.
Dogodny wróg stwarza dobrą wymówkę dla zaostrzenia
prawa, zgarnięcia lepszych kęsów z budżetu, stworzenia
dodatkowych ciał kontroli, ograniczenia swobód obywatelskich i swobody dla surowszego karania i ścigania. Dogodny wróg ma to do siebie, że można z nim walczyć, ale
trudno go zwalczyć. Jest mało konkretny, mglisty, nie do
końca jasny dzięki czemu kontrola podejmowanych przez
władzę działań jest utrudniona.
Jak wygląda statystyka? Nowe przepisy weszły w życie w
grudniu 2011 r., mamy niewielką wiedzę na temat tego, jak
działają. Możemy natomiast prognozować, co się stanie.
Mam nadzieję, że nie będę miała racji, lecz wydaje mi się,
że jeśli popatrzymy na to, w jakich warunkach funkcjonujemy, gdzie jesteśmy i jaką mamy praktykę, to obawiam
się, że przyjęcie artykułu 62.a, który pozwala w pewnych
okolicznościach umorzyć postępowanie przed wydaniem
postanowienia o wszczęciu śledztwa, niekoniecznie musi
profesjonalnej uprawy. Zgłoszenia prosimy przysyłać na adres redakcja@
Widzimy, że rzeczywiście jest potrzeba zmiany polityki
społecznej i nastawienia na to, żeby myśleć o jakości życia,
a nie tylko o tym, żeby ewentualnie leczyć. To wymaga
poważnego potraktowania przepisów, wzięcia pod uwagę
nie tylko litery, ale i ducha ustawy.
sędziowie i cała służba penitencjarna, korzystają z mojej
kieszeni, jako podatniczki. To jest mój budżet i państwa
tu zebranych, wydatki na te sfery idą bowiem z budżetu
ogólnego. Natomiast zadania podstawowe z art. 2 Ustawy [ patrz ramka na str. 2] wymagają ich realizacji ze
środków własnych podmiotów wykonujących działania
w zakresie przeciwdziałania narkomanii. To władza lokalna ma być na tyle świadoma i mądra, by się tym zająć.
Ona ma rozumieć, że tu nie chodzi tylko – o czym mówią
kolejne przepisy, od art. 10 i następnego – że mają to być
pogadanki o szkodliwości narkotyków, które swoją drogą
Proszę zauważyć, że zazwyczaj mówimy przy tej ustawie
wyłącznie o artykule 62. Ustawa ma natomiast na samym
początku wyraźnie powiedziane, że przeciwdziałanie
narkomanii realizuje się poprzez odpowiednie kształtowanie polityki społecznej, gospodarczej, oświatowo-wychowawczej i zdrowotnej. Jesteśmy w kraju, w którym stać
nas na to, żeby kupować bardzo drogie zabawki latające
dla wojska, natomiast w tym
Mając do dyspozycji przesamym czasie zamykamy
policjantowi, pisy karne, rezygnujemy z
by wytłumaczyć luszkoły, przedszkola, księprokuratorowi i sędziemu, że w wysiłku,
garnie. Zamykamy kawiardziom dlaczego nie powinni
nie, teatry, kluby, osiedlowe momencie, kiedy mają gotową sprawę, sięgać po używki. Ograniczaksięgarnie i w te miejsca wy- odhaczoną i załatwioną, gotową szansę na jąc się do zakazów karnych
puszczamy banki, które stać awans, premię i pochwałę ze strony swoich i karania, zwalniamy siebie
na płacenie podwyższanych przełożonych, będą oczywiście działać w z obowiązku myślenia i tłudlaczego ktoś ma
czynszów. Kurczymy środki
sposób szkodliwy dla młodzieży, dla kraju i dla maczenia,
naprawdę nie brać. W efekna kulturę, zamykamy opery, wyrzucamy młodzież z zdrowia, ale efektywny w ich pracy.
cie, czy wiemy, jak używanie
placów przerabianych na
marihuany przeszkadza w
parkingi, odbieramy nawet
produkowaniu naszych własw parkach przestrzeń społeczną, gdzie dawniej spotykali nych endorfin, które się wyzwalają np. kiedy zaczynam
się starsi i matki z dziećmi i oddajemy ekskluzywnym, tańczyć? Czy my wiemy, do jakiego stopnia zażywanie
drogim restauracjom dostępnym dla nielicznych. Likwi- narkotyków takich jak np. marihuana bądź alkohol, produjemy bezwzględnie i bezmyślnie tę sferę oświatowowadzi do tego, że mogę popaść w depresję? Czy o tym
-wychowawczą i społeczną, gdzie liczy się jakość życia.
się mówi? Czy jest powiedziane, jak zażywanie narkotyków wpływa na wypróżnianie, zatwardzenie i
My tymczasem liczymy tylko zysk finansowy.
trudności z przemianą materii? Tej wiedzy brak
i brak jest partnerskiej płaszczyzny wymiany
Jeśli będąc policjantem czy prokuratorem, mamy do
informacji i rozmowy. Jest bowiem skłonność,
dyspozycji (gdy rzecz dotyczy nakładu pracy) tanią,
tradycja i praktyka do tego, iż tam gdzie staszybką rzecz z art. 62 Ustawy, to nie będziemy korzystać ze wstępnych przepisów, które wymagają zawiamy na przepisy karne i do nich się odwoangażowania się w prewencję
łujemy, to pozostała, również profilaktyczna działalność, idzie na bok do
i uznanie, że służy jej dbałość o jakość życia, której
lamusa lub ogranicza się do działań
nie służy z kolei bezrepozorowanych. Na działalność karfleksyjne stosowanie art.
ną przeznaczamy pieniądze i wokół
62 Ustawy. Tymczasem
niej realizujemy działania, które nazywamy przeciwdziałaniem narkosystematyka prawa uczy,
manii. To co mnie dziwi, to że bez
że na wstępie zamieszczamy
przerwy mówimy o narkotykach,
priorytety i wiążące zadania Ustawy, one więc przede
a nie mówimy o nauce tańca, o
wszystkim powinny być reorganizacjach pozarządowych, o
alizowane. Tylko wtedy, gdy
wycieczkach w góry i spędzaniu
pomimo efektywnego wdroczasu, które rzeczywiście prożenia występuje problem, jako
wadziłyby do stworzenia jakiejś
środek subsydiarny, pomocniczy,
przeciwwagi dla np. marihuany. Jedyne co oferujemy, to
ostateczny – w grę wchodzić powinien środek karny. Tyle tylko, że tu
gdy już jest za późno miejsca
mamy do czynienia z pewnym trikiem. Jeleczenia dla ludzi, którzy
śli kogoś skazujemy, policja, prokuratura,
narkoty-
ków i alkoholu. Proszę pamiętać – to, że do obiadu pijemy
wino, wcale nie oznacza, że ktokolwiek z nas stanie się
uzależnionym od alkoholu. Podobnie ktoś może rekreacyjnie palić papierosa z marihuany. Jeśli zostanie złapany i z
tego powodu, uznany za przestępcę ma szczególnie przechlapane – skoro nie zostanie uznany za uzależnionego,
chorego to będzie tylko i wyłącznie przestępcą i nie będzie
dla niego żadnej ścieżki wyjścia.
Każdego roku zamykamy za narkotyki 20 tysięcy ludzi.
Nie jest ważne, czy w tej chwili odsiaduje wyroki już nie
7000 osób, jak jeszcze kilka lat temu, a 5400 – to nadal jest
o 5400 za dużo. Jeśli za posiadanie narkotyków ktoś ląduje w więzieniu z etykietą przestępcy i przechlapanym życiem, to jest to o każdego człowieka za dużo. Spięłam się w
tej sprawie kiedyś na wizji z przedstawicielką parlamentu,
która była za karaniem więzieniem z art. 62 Ustawy jako
sprawnego środka przeciwdziałania narkomanii. Po programie podszedł do nas pan, który obsługiwał kamerę i
opowiedział historię swojego 18 letniego – dziś 20 letniego
– brata, który za pierwszym razem dostał wyrok w zawieszeniu, za drugim razem dostał wyrok w zawieszeniu, ale
za trzecim razem poszedł na rok do więzienia. W pierwszym miesiącu został kilka razy zgwałcony, w drugim był
parę pobity, w trzecim miesiącu wciąż w więzieniu zaczął
brać narkotyki – po pół roku zwolnili go, aby mógł zacząć
się leczyć. I to nie jest historia jednostkowa. Składa się akurat tak, że często osoby które biorą narkotyki są wrażliwe.
Często nie są to ludzie bez bagażu doświadczeń i siły wewnętrznej przydatnej na wejściu do więzienia. Są narażeni
za murami na trudności poradzenia sobie w świecie, który
rządzi się prawami wymuszającymi inne zachowania niż
te, które obowiązują na wolności. Czas więc przestać udawać, że nie wiemy, że więzienie nie jest miejscem gdzie
można kogoś leczyć, zadbać o jego zdrowie psychiczne i
status społeczny oraz, że warunki w więzieniach nie służą
dobrej jakości życia, która służy przeciwdziałaniu narkomanii.
(Monika Płatek - Profesor UW, wykłada na Wydziale Prawa i
Administracji. Jest kierowniczką Zakładu Kryminologii w Instytucie Prawa Karnego WPiA UW. Tekst powstał w oparciu o
wystąpienie z dnia 28-03-2012)
Mamy winnego, pod szafot z nim!
Najnowszy raport Mazowieckiego Centrum Profilaktyki Uzależnień pn. „Marihuana – znaczący wzrost akceptacji wśród młodzieży”
nie pozostawia złudzeń. Nie co do niepokojącego – zdaniem autorów badań – zjawiska, ale bardziej co do przyczyn tegoż.
Specjaliści z Mazowsza zidentyfikowali je ponoć bezbłędnie.
adania przeprowadzono na 674 respondentach
z 11 miast i 9 wsi oraz małych miejscowości.
Eksperci z MCPU chcieli w ten sposób, jak sami
tłumaczą w raporcie, by wynik ich dociekań
pokazywał „wielką polaryzację poglądów na ten
Czyli, odrzucając na chwilę naukowy żargon: zapytaliśmy
wszelakich przedstawicieli młodzieży. Tej miejskiej i tej
wiejskiej. Wszystko po to, by nasze ustalenia były jak najbliższe prawdy. I – rzecz jasna – udało się.
Tak więc już na początku wiemy, że być może wyniki nam
się nie spodobają, ale i tak dyskusja z nimi będzie co najmniej trudna: wszak są one wiarygodne i kompletne.
tali – to byłyby to zdawkowe informacje, a nie ich potok napędzany przez Palikota.
społecznościowy, ale oparty na nostalgii i wspomnieniach.
Dopiero wtedy pierwszy serwis mógł się u nas rozgościć.
Można też na tej podstawie wysnuć inny wniosek: wystarczy
głośno o czymś mówić (zamiast zwyczajowo zamiatać pod
dywan), a przedmiot dyskusji po prostu zmaterializuje się…
To nadzieja np. dla mieszkańców województwa śląskiego,
którzy od dziesięcioleci bezskutecznie walczą o dostęp do
morza. Widzicie? Wystarczy o tym po prostu głośno mówić,
a morze samo do was przyjdzie…
Dopalacze zaś uczyniły z pewnością jedno: pokazały Polakom siłę substancji psychoaktywnych, że oprócz wódki i papierosa jest coś innego.
Pozostawmy jednak na chwilę ironię i uderzmy w nieco poważniejszy ton. Jakkolwiek nie obarczać Palikota czy jakiegokolwiek innego polityka odpowiedzialnością za wzrost
popularności tematyki narkotykowej w naszym kraju, to
należy jednoznacznie stwierdzić, że głośne mówienie o
marihuanie, o skutkach medycznych jej zażywania, czy o
zdecydowanie mniejszej sile uzależnienia (co potwierdzają
akurat nie politycy, a po prostu lekarze) niż tradycyjny u
nas alkohol lub papieros – pozostaje bezsprzeczny fakt: takie inicjatywy spowodowały, że w naszym zakłamanym kraju zaczęliśmy jednej rzeczy nie zamiatać pod dywan, tylko
zaczęliśmy o tym rozmawiać. Do normalnej dyskusji droga
jeszcze pewnie daleka, ale pierwsze kroki w tym kierunku
już popełniono.
Już w pierwszym akapicie czterostronicowego raportu (tzn.
skróconej wersji opatrzonej stosowną adnotacją: „Powyższe
skrócone wyniki podane są jedynie w celach informacyjnych
oraz nie zastąpią ich pełnej interpretacji i omówienia dokonanej przez autora badań” – cytat z zachowaniem oryginalnej pisowni i interpunkcji) czytamy, że za taki stan rzeczy
czyli wzrost akceptacji kwestii narkotyków wśród młodych
ludzi – odpowiada m.in. Ruch Palikota, który stoi za zmasowaną akcją propagującą narkotyki, a marihuanę w szczeCoraz bardziej młodzież chciałaby
także np. stosownych lekcji w szkołach, Naiwnością lub poszukiwatejże u czytelników jest
będzie można się czegokolwiek niem
Chodzi o prosty zabieg sosugerowanie, że gdyby nie
dowiedzieć na temat narkotyków.
Palikot to sprawy narkotycjotechniczny: mamy zidentyfikowane zagrożenie, także
ków w kraju nad Wisłą by nie
okoliczności, które je deterbyło. To dla nas, Polaków nieminowały, a na koniec złe siły sprawcze za tym wszystkim stety charakterystyczne: umówmy się, że głośno o czymś nie
mówimy, to być może to coś samo zniknie?
Badania mazowieckich ekspertów nie pozostawiają złudzeń:
porównując sytuację sprzed półtora roku, można obserwo- To przecież nic innego jak po prostu strach przed odkrywać bezdyskusyjny wzrost liczby odpowiedzi młodych lu- ciem naszego oczywistego zakłamania. Dowód? Postarajdzi dotyczący depenalizacji czy nawet legalizacji marihu- my się skonstruować najprostszą definicję narkotyku: to
any, powstania cofee-shopów. Ale nie tylko. Coraz bardziej substancja, której zażywanie uzależnia (psychicznie lub/i
młodzież chciałaby także np. stosownych lekcji w szkołach, fizycznie) oraz może prowadzić do sporych kłopotów zdrona których będzie można się czegokolwiek dowiedzieć na wotnych, a nawet śmierci. Czy – idąc dalej tym tropem –
temat narkotyków.
w takim razie alkohol i papieros, to również narkotyki? To właśnie pytania, które winny paść
W opublikowanym na początku tego roku dokumencie znaj- w ogólnej, szczerej rozmowie Polaków. I
dziemy również odniesienia do opinii nie tylko młodych lu- fakt, że niekiedy je zadaje Palikot nie
dzi. Okazuje się (chociaż tutaj ze świeczką w ręku szukać świadczy o tym, że w ogóle ów poliodnośnika na temat rodzaju próby, za pomocą której te aku- tyk to zagadnienie wykreował. Nie.
rat dane uzyskano – jak rozumiemy wszystko znajdziemy Zagadnienie jest od lat, tylko nam
w kompletnej, a nie skróconej wersji raportu), że Polacy w wygodnie odwracać się do niego
ogóle (nie tylko ci młodzi) źle oceniają ostatnio wywoływa- plecami, bo wiemy, że nie mamy
racji. A przyznanie się Polaka
ne dyskusje na temat narkotyków i marihuany.
do porażki, pomyłki – to HimaGdyby tego było mało i czytelnicy wyników badań mieli laje marzeń.
jeszcze jakieś wątpliwości, autorzy podnoszą koronny, jak
się zdaje, argument: wśród 47 losowo wybranych pracowni- Specjaliści z Mazowieckiego
ków ośrodków terapii uzależnień z całej Polski ok. 70 pro- Centrum Profilaktyki Uzależcent obserwuje wzrost problemu narkotykowego w kraju nień na siłę pragną stworzyć
nad Wisłą. Prawie tyle samo badanych (65 procent) twier- wrażenie, że kwestie narkotydzi, że tym samym wzrosła liczba ich pacjentów, a prawie ków i marihuany przestały być u
każdy z przepytanych (90 procent) uważa, że za taki stan nas marginalne, jak tylko Palikot
rzeczy odpowiadają wszelkie kampanie promarihuanowe. A wszedł do Sejmu i zaczął te swoje
o tym, kto za takimi kampaniami stoi – dowiedzieliśmy się bezczelne konferencje i briefingi.
Warto może niekiedy konfrontoWskazanie jedynego winnego staczania się trzeźwego na- wać (co powinno wszak być cechą
rodu polskiego w mętne otchłanie narkotyków jest dosyć dobrego naukowca i badacza)
sprytnym i stosowanym od lat pod każdą szerokością geo- swoje poglądy z innymi i tym samym nieco rozszerzyć swoją
Prawie każdy z przepytanych (90
wiedzę w danym temacie.
procent) uważa, że za taki stan rzeczy
Wtedy eksperci z Mazowsza dowiedzieliby się m.in.
o dopalaczach, które można
promarihuanowe
porównywać trochę do jednego
z sergraficzną zabiegiem. Jeżeli mamy już problem i dopaso- wisów społecznościowych. Ten
wujemy do niego (że niekiedy nie pasuje? Co z tego?) oko- gigant starał się zdobyć kraj nad Wisłą już kilka ładliczności i sprawców, to najlepiej jakby mieli oni konkretne nych lat temu. Bez powodzenia. Drzwi do popubarwy polityczne. Czemu ma to służyć?
larności internautów otworzył inny serwis, też
Skoro cała ta marihuana jest przez
Palikota, to trzeba pokonać Palikota
i marihuana zniknie.
Rzecz jasna również te wszystkie przesłanki (razem z Palikotem, ten niech już stale stoi przy tej tablicy) nie wyczerpują do końca zjawiska wzrostu poziomu akceptacji, czy popularności marihuany wśród młodych Polaków. To sprawa
bardzo złożona, oparta na socjologicznych przesłankach,
będąca kolejnym dowodem na postępującą globalizację.
Próba scedowania tegoż na jedną osobę to nic innego jak
manipulacja. Dzięki niej nasza podświadomość podpowiada
nam proste rozwiązanie: skoro cała ta marihuana jest przez
Palikota, to trzeba pokonać Palikota i marihuana zniknie.
Można więc się spodziewać, że podobne, skrócone wersje takich raportów będą się pojawiać coraz częściej. Im bliżej wyborów i w ten sposób „pokonania” Palikota – tym ich więcej,
i to nie tylko z Mazowsza.
Nadbudowaniu psychologicznych zachowań, które będą naszej podświadomości podpowiadać, że oto jesteśmy świadkami spisku, globalnej manipulacji, za którą stoi wymachujący swego czasu sztucznymi penisami Palikot.
Jeżeli takie hipotezy ubierzemy w naukowe ciuchy – sukces
prawie gwarantowany. Jeszcze tylko kilku dziennikarzy,
którzy powtórzą „obiektywną” prawdę i po sprawie. A podawanie – mające na celu uwiarygodnienie ogólnej tezy –
wyników odpytania de facto kolegów po fachu, to tak jakby
w analizie dotyczącej istnienia Boga ów fakt sprawdzać u…
księży – 47, losowo wybranych.
Wszystkiemu zaś, co już ustalone było także na początku,
winny jest Palikot, który z bandą dewiantów i narkomanów
wszedł do Sejmu RP i od tego czasu opowiada publicznie
narkotykowe dyrdymały, jak najbardziej przyczyniając się
do popularyzacji w naszym kraju marihuany. To przez tego
polityka mamy teraz cały ten narkotykowy zgiełk. Bez niego, jak dobrze rozumiem: pozbawieni telewizji, Internetu i
zamknięci w światopoglądowych więzieniach młodzi Polacy nigdy nie dowiedzieli by się o narkotykach i marihuanie.
A nawet, jakby coś tak przypadkiem usłyszeli, czy przeczy-
Kolejna sprawa to zmiany w polityce narkotykowej przy naszych granicach. Przecież w Berlinie możemy posiadać do 15
gramów marihuany na własny użytek, w Czechach można
uprawiać na własny użytek, a w Słowacji najpoważniejszy
kandydat na przyszłego premiera zapowiada także stosowne zmiany w prawodawstwie, by posiadanie nie było przestępstwem, a wykroczeniem. To tylko najbliższe przykłady,
nie brakuje innych, także europejskich.
Marihuana w walce
Franjo Grotenhermen jest przewodniczącym i rzecznikiem stowarzyszenia Arbeitsgemeinschaft Canabis als
uż blisko pięć lat temu pisałem w Hanf Journal o
leczeniu pewnych objawów choroby Alzheimera
(Morbus Alzheimer ) kannabinoidami. Wówczas
chodziło przede wszystkim o badania kliniki uniwersyteckiej Charite w Berlinie, które wykazały, że
THC zmniejsza ruchliwość nocną pacjentów cierpiących na
zaawansowaną chorobę Alzheimera.
Z powodu niewielkiej skuteczności dostępnej terapii warto przede wszystkich zająć się kwestią zapobiegania temu
schorzeniu. Jednym z aspektów choroby Alzheimera są
zmiany zapalne w mózgu.
W badaniu z roku 2001 przeprowadzonym na pacjentach
w wieku powyżej 65 lat, którzy przez ponad dwa lata byli
leczeni niesterydowymi lekami przeciwzapalnymi (antyflogistykami) takimi jak np. Voltaren albo Aspiryna, rzuciło
się w oczy, że przez ośmioletni okres obserwacji zapadali
oni znacznie rzadziej na chorobę Alzheimera niż inne osoby
w tym samym wieku. Następnie u osób chorych na Alzheimera przeprowadzono kilka badań klinicznych z użyciem
tych preparatów. Okazało się jednak, że leki są nieskuteczne. Zdaje się, że wspomniane leki przeciwzapalne nie miały
wpływu na przebieg choroby, jeśli takowa już się rozpoczęła.
Nowe badania doświadczalne na myszach przeprowadzone
przez profesor Marię de Caballos i jej kolegów z Instytutu
Cajal w Madrycie (Hiszpania) wykazały, że długotrwałe podawanie kannabinoidów redukuje stany zapalne w mózgu
i na dłuższą metę utrzymuje zdolności umysłowe. Wyniki
te zostały opublikowane w czasopiśmie „Journal of Neuroinflammation”. W tym samym wydaniu profesor Yannick Marihuana i kannabinoidy wpływają na procesy zapalMarchalant z uniwersytetu w Marsylii i inni renomowani ne. Udowodnione zostało to w przypadku różnych chorób
naukowcy z Francji i Stanów Zjednoczonych zadają pytanie, zapalnych, takich jak zapalna choroba jelita (choroba Leczy kannabinoidy mogą odgrywać jakąkolwiek rolę w zapo- śniowskiego-Crohna) oraz zapalenie stawów (artretyzm).
bieganiu wspomnianemu wyżej schorzeniu. W tym celu na- Już w latach 2007-2009 profesor Marchalant ze swoją grupą
leżałoby przeprowadzić badania na osobach spożywających badawczą udowodnił na podstawie kilku testów, że kannabinoidy łagodzą przewlekłe
marihuanę. „Żeby sprawdzić tę hipotezę, należałoby
Kannabinoidy łagodzą przewlekłe za- zapalenie mózgu u szczurów
również skutki starzenia,
przeprowadzić badania epipalenie mózgu u szczurów jak również skutki jak
którym towarzyszą zmiany
demiologiczne na osoba spostarzenia, którym towarzyszą zmiany zapal- zapalne w mózgu, a wreszcie
żywających stale marihuanę
ne w mózgu, a wreszcie wspomagają tworze- wspomagają tworzenie nood dłuższego czasu. Badania
wych nerwów oraz polepszają
takie być może rozjaśniłyby
nie nowych nerwów oraz polepszają
pamięć. Naukowcy z Hiszpakwestię ewentualnego wpłypamięć
nii zgromadzeni wokół profewu tej substancji zarówno na
sor de Ceballos potwierdzili te
normalne jak i na patologiczne procesy starzenia”, napisali naukowcy na początku 2012 obserwacje w odniesieniu do specjalnego wariantu genetycznego myszy, u których częściej występują zmiany zapalne w
roku w czasopiśmie „Journal of Neuroinflammation”.
Choroba Alzheimera jest najczęstszą chorobą zwyrodnie- mózgu. Przez cztery miesiące zwierzęta otrzymywały wraz
niową układu nerwowego, która w większości przypadków z wodą pitną niewielkie dawki dwóch syntetycznych kannaodpowiada za demencję po 60. roku życia. Dostępne obec- binoidów. Dawki były tak małe, że nie wpływały na psychinie leki przynoszą jedynie tymczasową ulgę w odniesieniu kę zwierząt. Po jedenastu miesiącach u zwierząt, którym nie
do niektórych objawów, a ich użycie pociąga za sobą naj- podawano kannabinoidów, zaobserwowano wyraźne zabuczęściej silne skutki uboczne. Jak dotąd nie istnieje terapia, rzenia związane z rozpoznawaniem przedmiotów, podczas
która spowolniłaby lub zatrzymała postępowanie choroby, gdy jeden z dwóch podawanych kannabinoidów całkowicie
lub która byłaby w stanie cofnąć zmiany w mózgu będące wyeliminował ich występowanie. Podawanie kannabinoidu
wyraźnie zmniejszyło liczbę i aktywność komórek zapalnych
przyczyną schorzenia.
w mózgu, tzw. komórek mikrogleju. Wyraźnemu zmniejsze-
niu uległa również ilość zabójczego dla komórek nerwowych
amyloidu beta, który pojawia się w mózgu podczas choroby
Około 2% Europejczyków w wieku między 65-70 lat cierpi
na chorobę Alzheimera. Odsetek ten podwaja się wraz z wiekiem w ciągu 5-10 lat i u osób powyżej 80. roku życia wynosi
ponad 15%. Oczekuje się, że z powodu wydłużania się średniej długości życia w najbliższych latach znacznie zwiększy
się liczba zachorowań na demencję starczą. Choroba ta charakteryzuje się zaburzeniami myślenia, którym towarzyszą
zaburzenia emocjonalne oraz związane z zachowaniem.
Profesor Machalant i jego koledzy zwracają uwagę na fakt, iż
obecnie istnieje pewna liczba osób w wieku powyżej 60 lat,
przyjmujących marihuanę od wielu lat.
Badania przeprowadzone na większej grupie takich osób pozwoliłyby na „opracowanie nowych strategii terapii, ukierunkowanej zarówno na przewlekłe zapalenie jak również
na zmniejszenie liczby nowo wytwarzanych komórek nerwowych w kontekście normalnego procesu starzenia oraz
choroby Alzheimera” .
Dziewięć kręgów ustawy
Przedsiębiorcy konopnego droga przez mękę, czyli ustawa z dnia 29 lipca 2005 r. o przeciwdziałaniu narkomanii.
rezentujemy zapisy ustawy (fragmenty), które
regulują kwestię uprawy konopi przemysłowej
w Polsce. Cannabis sativa L. – konopie siewne,
której topy zawierają mniej niż 0,2% THC, mają
potencjał narkotyczny porównywalny z gnijącymi
jabłkami. Mimo to, ustawodawca – „Potęga wszechwładna,
Mądrość najwyższa, Miłość pierworodna”– zdecydował, dla
ochrony swoich owieczek, objąć konopie siewne przepisami
ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii, które pasują do niej
jak piernik do wiatraka.
5) konopie włókniste – rośliny z gatunku konopie siewne (Cannabis sativa L.), w których suma zawartości delta-9-tetrahydrokannabinolu oraz kwasu tetrahydrokannabinolowego (kwasu
delta-9-THC-2-karboksylowego) w kwiatowych lub owocujących
wierzchołkach roślin, z których nie usunięto żywicy, nie przekracza 0,20 % w przeliczeniu na suchą masę;
Przeze mnie droga w naród zatracenia
Jam dzieło wielkiej sprawiedliwej ręki
Wzniosła mię z gruntu Potęga wszechwładna
niepożyta
Ty, który wchodzisz żegnaj się z nadzieją...
2) konopi włóknistych na podstawie umów, o których mowa w
ust. 2 pkt 1 i 2
– może prowadzić podmiot posiadający zezwolenie marszałka województwa właściwego dla miejsca położenia uprawy, określające
w szczególności zakres i cel prowadzonej działalności.
1) imię, nazwisko, określenie miejsca zamieszkania i adres albo
nazwę (firmę), siedzibę i adres wnioskodawcy;
2) kopię decyzji Prezesa Agencji Rynku Rolnego o wpisie do rejestru uznanych pierwszych przetwórców słomy lnianej lub konopnej na włókno w rozumieniu przepisów o organizacji niektórych
rynków rolnych albo o udzieleniu upoważnienia głównemu przetwórcy w rozumieniu art. 91 ust. 2 rozporządzenia nr 1234/2007
albo kopię dokumentu potwierdzającego uznanie przetwórcy albo
upoważnienie głównego przetwórcy przez państwo członkowskie
Unii Europejskiej inne niż Rzeczpospolita Polska – w przypadku zezwolenia marszałka województwa na działalność w zakresie
skupu konopi włóknistych na podstawie umowy sprzedaży;
3) zobowiązanie do przekazywania na żądanie marszałka woje-
2) kontroli dokumentów uprawniających do prowadzenia upraw
maku lub konopi włóknistych;
3) żądania wyjaśnień od prowadzącego uprawy maku lub konopi
Art. 51. W przypadku stwierdzenia prowadzenia upraw maku
lub konopi włóknistych w sposób niezgodny z art. 46 i 47 wójt
(burmistrz, prezydent miasta) wydaje nakaz zniszczenia tych
upraw przez zaoranie, przekopanie gruntu albo w inny sposób,
który zapewni skuteczne wykonanie tego nakazu, na koszt prowadzącego uprawę; nakazowi nadaje się rygor natychmiastowej
2. Uprawa konopi włóknistych może być prowadzona na określonej powierzchni, w wyznaczonych rejonach, na podstawie zezwolenia na uprawę, przy zastosowaniu materiału siewnego kategorii
elitarny albo kategorii kwalifikowany w rozumieniu przepisów o
nasiennictwie oraz dodatkowo:
4) zobowiązania do przetworzenia słomy konopnej na włókno we
własnym zakresie, zgodnie z art. 91 ust. 1 akapit trzeci rozporządzenia nr 1234/2007, składanego Prezesowi Agencji Rynku Rolnego, w przypadku gdy prowadzący uprawę konopi włóknistych
jest jednocześnie upoważnionym głównym przetwórcą w rozumieniu art. 91 ust. 2 rozporządzenia nr 1234/2007.
3. Stosowanie materiału siewnego maku lub konopi włóknistych
kategorii elitarny albo k ategorii kwalifikowany w rozumieniu
przepisów o nasiennictwie potwierdza się fakturą zakupu tego
materiału siewnego oraz etykietą z opakowań materiału siewnego
1) wejścia na grunty, na których są prowadzone uprawy maku
lub konopi włóknistych, oraz dojścia do tych gruntów przez inne
Co nas czeka, jeśli podpadniemy wójtowi (nie pojawimy
się na niedzielnej mszy, nie zapłacimy dobrowolnej składki
na nowe meble w ratuszu, nie wesprzemy z dobrego serca
kampanii o reelekcję)?
Jak dotąd, wydawać by się mogło, wszystko gra. Ustawa
rozgranicza konopie siewne od indyjskich i dopuszcza
uprawę przemysłówki. Ale...
2) umowy sprzedaży, o której mowa w art. 91 ust. 1 akapit pierwszy rozporządzenia nr 1234/2007, zawartej z podmiotem posiadającym zezwolenie marszałka województwa na prowadzenie
działalności w zakresie skupu konopi włóknistych oraz będącym
upoważnionym głównym przetwórcą w rozumieniu art. 91 ust.
2 rozporządzenia nr 1234/2007, a w przypadku przetwórcy pochodzącego z państwa członkowskiego Unii Europejskiej innego
niż Rzeczpospolita Polska – upoważnionym przez to państwo, lub
3) umowy o przetworzenie słomy konopnej na włókno, o której
mowa w art. 91 ust. 1 akapit drugi rozporządzenia nr 1234/2007,
zawartej z podmiotem posiadającym zezwolenie marszałka województwa na prowadzenie działalności w zakresie skupu konopi
włóknistych oraz będącym upoważnionym głównym przetwórcą
w rozumieniu art. 91 ust. 2 rozporządzenia nr 1234/2007, a w
przypadku przetwórcy pochodzącego z państwa członkowskiego
Unii Europejskiej innego niż Rzeczpospolita Polska – upoważnionym przez to państwo, lub
3. Osoby upoważnione do wykonywania czynności określonych w
ust. 2 są obowiązane do okazania upoważnienia wydanego przez
organ sprawujący nadzór.
3. Uprawa konopi włóknistych może być prowadzona wyłącznie
na potrzeby przemysłu włókienniczego, chemicznego, celulozowo-papierniczego, spożywczego, kosmetycznego, farmaceutycznego, materiałów budowlanych oraz nasiennictwa.
1) umowy kontraktacji, zawartej z podmiotem posiadającym zezwolenie marszałka województwa na prowadzenie działalności w
zakresie skupu konopi włóknistych, niebędącym upoważnionym
głównym przetwórcą w rozumieniu art. 91 ust. 2 rozporządzenia
Rady (WE) nr 1234/2007 z dnia 22 października 2007 r. ustanawiającego wspólną organizację rynków rolnych oraz przepisy
szczegółowe dotyczące niektórych produktów rolnych („rozporządzenie o jednolitej wspólnej organizacji rynku”) (Dz. Urz. UE L
299 z 16.11.2007, str. 1, z późn. zm.), zwanego dalej „rozporządzeniem nr 1234/2007”, lub
Art. 50. 1. Nadzór nad uprawami maku lub konopi włóknistych
sprawuje wójt (burmistrz, prezydent miasta) właściwy ze względu na miejsce położenia tych upraw.
wództwa informacji dotyczących zakresu i celu prowadzonej
7. Marszałek województwa cofa zezwolenie w razie naruszenia
warunków prowadzenia działalności określonych w ustawie lub
8. Sejmik województwa, po zasięgnięciu opinii ministra właściwego do spraw zdrowia oraz ministra właściwego do spraw rolnictwa, określi, w drodze uchwały, ogólną powierzchnię przeznaczoną corocznie pod uprawy maku lub konopi włóknistych oraz
rejonizację tych upraw, mając na względzie zagrożenie narkomanią, zapotrzebowanie na surowce pochodzące z tych upraw oraz
Uff... pozwolenia, zezwolenia, opinie, licencje, wnioski,
decyzje... Nie ma lekko – pozwolenie na rozpoczęcie uprawy zależy od widzimisię samorządowców. Określenie powierzchni upraw w drodze uchwały, rejonizacja – swoboda
prowadzenia działalności gospodarczej na całego. Dodatkowo, na głowie stoi cała chronologia przedsięwzięcia. Na
zdrowy chłopski rozum kolejność powinna być (w telegraficznym skrócie) następująca: uprawa → zbiory → przetwórstwo → produkcja. Figa z makiem – ustawodawca wie lepiej.
Pierwsze, co należy zrobić, to sprzedać surowiec, potem
można ubiegać się o łaskę w postaci zezwolenia na uprawę,
a dopiero na koniec wrzucić nasionko do ziemi. Jeśli jakimś
cudem komuś uda się pokonać wszystkie te przeszkody, w
żadnym razie nie oznacza to końca kłopotów:
Wierny czytelnik chciał nas uszczęśliwić pamiętnikiem swojego pierwszego zbioru. Jego przygotowania były wzorowe, zapoznał się z
niezbędną lekturą i zatroszczył się o prawidłowe wyposażenie, czystość i porządek. Jednak czasem i to nie wystarczy…
szystko zaczęło się 11 listopada. Zacząłem od castingu. Położyłem dziewięć zwykłych nasion „Widow
Skunk” od De Sjamaan na miękkim „łóżeczku”, które następnie ustawiłem w ciemności. Planowałem podhodować małe roślinki w
doniczkach o pojemności 3,6 litra, a następnie możli- wie wcześnie odstawić je do kwitnięcia.
Wypełniłem doniczki w ¾ mieszanką Plagron Grow-Mix,
zaś w górnej części ziemią Fleurelle (zmieszaną z odrobiną Agrosil Wurzel Turbo). Nie ugniatałem ziemi, a jedynie
luźno nasypałem ją do doniczki. Później zobaczycie, dlaczego. Jak tylko dało się zauważyć kiełki w nasionach, położyłem je na ziemi, delikatnie przykryłem i pozwoliłem im
dalej kiełkować w ciemności. Aby lepiej móc śledzić rośliny
podczas wzrostu, postanowiłem nadać im imiona.
Dzień 2 -„Gina”, „Pam” i „Kelly” ujrzały światło dzienne i
zostały ułożone tak, jak opisałem powyżej.
Rankiem „Drew”, „Tracy”, „Vivian” i „Lydia” czekały już
na mnie niecierpliwie, aby wprowadzić się do rezydencji. Dwie kazały na siebie czekać („W co mam się ubrać?”
itd.), co wziąłem za dobrą monetę – na pewno są kobietami.
„Kim” i „Jenna” pojawiły się późnym popołudniem. Stuprocentowy odsetek kiełkowania w ciągu dwóch dni. Czego chcieć więcej?
Dzień 4 -Podjudzone przez konkurencję niektóre dziewczynki postanowiły uwieść mnie swoimi kształtami ubranymi w łupinkowe staniki, ale jako że jestem zwolennikiem
gry fair-play, nasypałem na nie rano jeszcze odrobinę ziemi, postawiłem je do boxu przeznaczonego do wzrostu i
włączyłem 125-watową lampę ESL.
Kelly było to obojętne, już wieczorem spoglądała na mnie
wiernym okiem – bez staniczka – i opalała się w promieniach lampy ESL. Postanowiła widocznie, że będzie moim
Dzień 5 -Ku mojej radości na śniadanie wszystkie panie pokazały się w negliżu, demonstrując swoje ponad dwucentymetrowe nogi i pierwsze malutkie listki.
Dzień 6 -Mimo skromnego, 125-watowego oświetlenia
wszystkie dziewczyny zaskoczyły mnie szybkim wzrostem.
Dzień 7 -Wszystkie dziewczyny mają 7cm wysokości. Dzięki temu, że ziemia na początku nie została ubita, opadła
wraz z podlewaniem, a ja zapełniłem powstałe miejsce Plagronem, tak że moje ślicznotki znów stoją aż po kiełkujące
listki w ziemi.
Dzień 15 -Dziewczynom od razu spodobało się nowe otoczenie. Zdawało się, że dobrze im robi temperatura ok. 25
stopni. Przez następne dni zostawiłem je samym sobie i
spotykałem się z nimi jedynie na chwilę przy śniadaniu.
Dzień 16.-17 -…mijały bez wielkich wrażeń – nie chciałem
stresować dziewczyn. Widać było jedynie, że Jenna, Vivian,
Tracy, Lydia i Kelly były szczupłe i miały długie nogi, podczas gdy Pam, Gina, Drew i Kim nie były aż tak wysokie, ale
za to mogły pochwalić się doskonałymi proporcjami.
Dzień 18 -Każda z nich była inna. Kim dogoniła Drew jeśli
chodzi o wzrost, podczas gdy Drew zaczęła tworzyć pierwsze widoczne pędy boczne. Kelly miała szóstą parę liści,
jednak bez pędów bocznych. Gina pozostała niska, miała
jedynie pięć par liści, ale za to już dwa wyrośnięte pędy
boczne i liście z dziewięcioma palcami. Naprawdę znalazłoby się coś na każdy gust, ponieważ Jenna miała siedem
palców i akurat tworzyła piątą parę liści.
Dzień 19 -Zaczął się show. Podczas mojego codziennego
badania dziewczynek włos zjeżył mi się na głowie. Czyżby
lupa faktycznie pokazywała mi u dwóch dziewczynek coś,
czego wolałbym nie oglądać? To byli chłopcy. Jak najszybciej się ich pozbyłem. Kto to był? Jenna i Kelly. Możecie
sobie wyobrazić mój nastrój.
Dzień 20 -Najgorsze było dopiero przede mną. Przy śniadaniu kolejne cztery damy oświadczyły mi, że nie mają ochoty mieszkać w rezydencji. To był szok. A przecież robiłem
wszystko, żeby było im u mnie dobrze! Ale one już takie
są, a my, faceci, nigdy ich nie zrozumiemy. Postanowiłem
pozostawić je na pastwę mojego kota – już on wie, jak obchodzić się z niewdzięcznymi roślinami (szczególnie podobała mu się Vivian). Szeregi w moim boxie były więc mocno
przetrzebione i zostałem sam z Pam, Kim i Drew.
Dzień 21 -Postanowiłem traktować trzy pozostałe dziewczynki jak księżniczki. Oddałem im do dyspozycji dziewięciolitrowe doniczki, dając im tym samym możliwość nieograniczonego rozwoju.
Dzień 22 -W związku z przeprowadzką do większych doniczek dziewczynki ponownie potrzebowały chwili odpoczynku. Podlewałem je normalną dawką wody i pozwoliłem im rozkoszować się promieniami oświetlenia.
Dzień 26 -Jako początkujący byłem oczywiście ciekaw, co
dalej z tego będzie. Stąd postanowiłem ponownie wstawić
trzy rośliny do rezydencji do czasu, gdy miejsce to będzie
potrzebne mi do czegoś innego. Nie mogłem przemóc się
do popełnienia dalszych morderstw, pozostawiłem rośliny
zatem swojemu losowi.
Od dnia 27…aż do ich naturalnej śmierci rośliny rozwijały
się różnie. Podczas gdy Pam zatrzymał się przy wysokości
50 cm rosnąc na kształt choinki, pozostałe dwie podwoiły
swoją wysokość. Kim składał się niemalże wyłącznie z pnia
i nie wykształcił prawie żadnych pędów bocznych. Drew
wyglądał tak, jakby miał pozować do reklamy. Było nie
było, całkiem zabawne geny.
Epilog -Minęło kilka tygodni i jakoś pogodziłem się z rozczarowaniem. Nauczyłem się czegoś nowego i posłużyłem
za przykład, że uprawa może się nie udać. Chyba nie było
to najlepszym pomysłem, żeby tak wcześnie odstawiać rośliny do kwitnięcia. Mam jednak jeszcze trochę nasion od
tego samego dostawcy i nie zamierzam się zniechęcać. Rośnie już kilka nowych dziewczynek (?) i mam nadzieję, że
uda mi się spośród nich wybrać dobrą roślinę-matkę, abym
mógł przerzucić się na sadzonki. Jednakże każda z nich rośnie inaczej, co może kryć w sobie nowe niespodzianki.
cdn… never give up
Po długiej suszy, na polskim rynku nagle pojawiły się
niemal w tym samym czasie dwie pozycje poświęcone
uprawie mj. Niedawno pisaliśmy o książce „Jak uprawiać
Indoor”, autorstwa Mr. Jose (dostępna na www.domowauprawa.pl), która jak sama nazwa wskazuje, zdradza
tajniki uprawy w domowym zaciszu. Szukającym informacji także o outdoorze, polecamy rodzimego autorstwa
książkę „ABC uprawy marihuany” Leszka Szczepkowskiego, o kojarzącym się z Marleną O-kocim spojrzeniu podtytułem „w celach naukowych i medycznych”
(dostępna na stronach wydawnictwa www.radwan.pl).
Obie książki wkrótce do wygrania na jednym z Facebookowych konkursów
Spliffa!
Dzień 8 -Pam, Kim i Drew, w przeciwieństwie do innych
dziewczyn, nie tryskały zbyt energią i podczas codziennej zmiany miejsca stało się: doniczka z Kim wypadła mi
z ręki i mała roślinka została pogrzebana pod kupką ziemi.
Ostrożnie wsadziłem ją znów do doniczki i postawiłem na
honorowym miejscu w samym środku pod lampą. Mam nadzieję, że nie weźmie mi tego zbytnio za złe.
Dzień 9 -Kim źle zniosła wypadek i postanowiła zrobić sobie przerwę w rośnięciu. Jeden z jej liści był zdeformowany.
Również Drew z jakiegoś powodu nie chciała rosnąć tak jak
inne. Kelly jeszcze ciągle stała na czele rankingu.
Dzień 10 -Przy porannej toalecie czekało na mnie siedem
wspaniale wyposażonych dziewczyn, których druga para
liści pokazuje już piękne trzy paluszki. Kim jeszcze ciągle
strzelała focha i demonstracyjnie przestała rosnąć. Za to
Drew spodobałaby się tym, którzy lubią drobną posturę i
ciemną karnację. Zdawało się, że jest bardziej zielona niż
inne i miała jedynie ¾ ich wysokości.
Dzień 11 -Ponieważ dotarłem do rezydencji dopiero po południu, a w międzyczasie dziewczyny były pozostawione
same sobie, czekała mnie wielka niespodzianka.
Podczas gdy nic się nie zmieniło, jeśli chodzi o prędkość
wzrostu Drew, Vivian i Gina postanowiły poważnie zabrać
się do roboty. Zaprezentowały mi dumne pięć palców na
drugiej parze liści i nogi jak marzenie. Natomiast Kelly,
Jenna, Pam, Tracy i Lydia miały do zaoferowania jedynie
trzy palce. O Kim zacząłem się już powoli martwić, dalej
nie zamierzała rosnąć, mimo że jej małe listki już drugi
dzień były wystawione do światła.
Dzień 12 -Zachęcone muśnięciem wentylatora dziewczynki
rozwijały swoje kształty dokładnie tam, gdzie nam, facetom, najbardziej się podoba. Nie straszyły mnie anorektyczne modelki, za to mogłem podziwiać proporcjonalne
kształty. Gina pozostała jednak bardzo powściągliwa. Kim
powoli dochodziła do siebie, nie wyciągała już liści w górę
ku niebu, a trzymała je pięknie poziomo i wydawało się, że
zaczyna wypuszczać drugą parę. Wyglądało na to, że najgorsze ma już za sobą.
Dzień 13 -Żeby uprzedzić fakty: Kim dała radę. Wszystkie
inne dziewczyny zajmowały się pilnie tworzeniem następnych par liści. Ponieważ nieźle przybrały na wadze, postanowiłem zwiększyć dzienną dawkę wody do 0,2 litra wody
bez nawozu.
Dzień 14 -Wydawało mi się, że powoli zbliża się moment
zmniejszenia czasu oświetlania do 12/12. Pakujemy zatem
walizki i przeprowadzamy się do boxu kwitnienia. Nie mogłem doczekać się solówki, którą przygotowały dla mnie
Dzień 23 -Przy porannej toalecie dało się zauważyć, że moje
maleństwa postanowiły wykorzystać miejsce i przybrać
na wadze. Podczas gdy Kim wystrzeliła do góry pozostając tym samym szczupłą, Pam pozostała niższa i skoncentrowała się bardziej na swoich pędach bocznych. Z Drew
wykształciła się perfekcyjna roślina, ze stabilnym pniem i
wspaniałym kształtem.
Dzień 24 -Lupa pokazała mi pierwsze białe włoski, jednakże również coś innego, co wyglądało bardzo męsko. Wolałem jednak udawać, że tego nie widzę i poczekać jeszcze
jeden dzień, żeby moje podejrzenia się potwierdziły. Dziewuchy powoli zaczynały działać mi na nerwy.
Dzień 25 -Dzień frustracji. Pełen złych przeczuć otworzyłem rano box. Wszystkie postanowiły zostać obojnakami. I
na nic zdało się regularne oświetlanie, stała wilgotność powietrza i temperatura.
czasach narodzin pop i
kontrkultury poszukiwanie źródeł natchnienia stanowiło naturalną potrzebę
każdej sztuki. Gdy odkrywano takie w
dawnym Oriencie, okazywało się, że jest
ich więcej. Po podróży na Wschód oczy
wędrowców zwróciły się na Afrykę, gdzie
koronował się Czarny Król. A potem podróż
na Wschód wyparta została przez podróże na
Północ, do krain, gdzie żyją ostatni szamani.
Bo jak dowodzi tego doświadczenie Teatru
Źródeł, guru to jednak nie szaman, a jeśli już,
Karrot Kommando 2o12
awno temu przyśniło mi się słowo sur–romantique, jako określenie tego, co powstaje na pograniczu różnych tradycji, raczej nie
mających ze sobą nic wspólnego.
Wiedziałem, nie wiedzieć skąd, że jego literackim odpowiednikiem jest magiczny
realizm, dziś chętnie widziany częściej
jako poprzednik i przodek postmoderny. Nie było wtedy takiej muzyki, którą
można by nazwać nadromantyczną, choć
w jazzie i współczesnej klasyce możemy
odnaleźć ślady analogicznych realizacji. I
tak to trwa aż do teraz, gdy pojawia się
Miąższ. Pierwsza płyta i od razu klasyka
i kanon nadromantyzmu. Magiczny realizm w nowej postaci. A zarazem odpowiedź na potrzebę poezji. Tej mówionej i
pisanej, głoszonej i śpiewanej. Poniekąd
kabaret i trochę teatr, wywiedziony z
cyrkowej tradycji. I przy tym wszystkim
charakterystyczne brzmienie, odlegle
tylko związane z zewnętrzną fotosferą i
mediami, rozpoznawalne w rytmie i melodii, stanowiącymi pierwotne narzędzia
muzykowania. Lekkość, z jaką używane
są owe elementy sprawia, że muzyka
W czasach, gdy powstawała kultura popularna i masowa panaceum na dolegliwości cywilizacji miała być joga. U początków nowej
epoki analogiczną i podobną rolę spełnia szamanizm. Jednym z jego istotnych elementów
jest trans i to sprowadza szamanizm do roli
metody. Że korzysta z niej Kapela Ze Wsi Warszawa, nie trzeba już dowodzić. Dodatkowy
jej urok polega też na tym, że da się uzasadnić
dowolny kontakt interkulturowy naszą aktualną wiedzą i dominującym światopoglądem.
Wiele sytuacji dawniej niedefiniowalnych ma
teraz proste definicje i nie trzeba się uciekać
do opisów. Klepane pacierze zastąpiły mantry, powtarzane w kółko i na okrągło z podobnym skutkiem. Język sam się redukuje do roli
uniwersalnych symboli, z upodobaniem wpisujących się w potoczną mowę. Muzyka jako
ściana dźwięku, oddzielająca jaźń od otoczenia, stała się medytacją, umożliwiającą kontakt wnętrza z zewnętrznością.
staje się na tyle żywiołowa, że
niepodobna jej dopasować do istniejących podziałów na gatunki i style. Wszędzie tam, gdzie dawno nie było nic nowego, mogą występować jako reprezentanci dzisiejszej awangardy. Oczy mojej
wyobraźni widzą nienazwaną jeszcze
scenę pod czaszki sklepieniem o jakiej
pisał Wyspiański jako o Teatrze swoim
i ogromnym. W nowej epoce imaginatorem takiego teatru bywa często wydawca. Karrot Kommando, dołączając Miąższ
do swego katalogu, nie tylko dokumentuje progresywny nurt w nowej sztuce, ale
też animuje i porusza potencjalnych odbiorców i krytyków. Gdy
bowiem się dowiem, że to
folk z pierwiastkami schizmy i charyzmy, albo free
i performance, wiedząc cokolwiek na temat tych pojęć, mogę być zaskoczony
widząc i słysząc Miąższ.
Zapewne znajdą się i tacy,
dla których będzie On szokiem. A tymczasem On to
Modlitewne transy to mało znany wątek
wśród muzycznych fabuł. Dawniej wiązany
z brzmieniem i jego właściwościami. Później
zaniechany z uwagi na małą przydatność medialną. Do niedawna jeszcze
traktowany jako domena eksperymentu
i awangardy. Dla mnie osobiście przykład wciąż obecnego modernizmu i jego
muzyczny wyraz w impresjonizmie
tamtych czasów. Jak widzimy to teraz,
prosta kontynuacja Wagnera. Może
przesadzam z tymi dygresjami w odniesieniu do Kapeli, poniekąd młodzieżowej przecież. Od kiedy historia muzyki weszła w zakres literatury, zaczęła
zanikać wiedza na jej temat. Stąd potem
rozliczne nieporozumienia w kwestii
znaczenia słowa folk. Alternatywą dla
disco–polo, rozumianego jako cywili-
Sur–Romantique.
zacyjny folklor,
była Kapela Ze Wsi Warszawa. Nie wiem sam
dlaczego, ale przewodnią rolę w tym procesie przypisałbym cymbałom. One powodują,
że nuta i ton Kapeli są rozpoznawalne. Mieć
swoje brzmienie to odwieczne marzenie każdego składu. Przynajmniej w początkowym
etapie pracy. Potem można pozwolić sobie
na fanaberie i aliansy. Z jazzem. Z dubem. Z
klasyką awangardy i eksperymentem. Kapela
Ze Wsi Warszawa poszerza krąg odbiorców o
tych, co na temat transu wiedzą tyle, co nic.
Dla nich może stać się źródłem nowych nauk,
niekiedy tak już specjalistycznych, że niemal
Połączenie nieparzystych pulsacji z parzystym rytmem stało się, swego rodzaju, testamentem minimalizmu. Utwór zamykający
album Nord to nie tylko przykład takiej realizacji, ale i gotowy algorytm dla poszukiwań
źródeł i początków muzyki w tym, co ją poprzedza. Idea powrotu do stanu pierwotnej
niewiedzy, zaczynania od początku, wzajemnego słyszenia się i reagowania na brzmienie,
jest też obecna w utworach takich, jak Ingunn
i Kołysanka konopna. A po medytacyjnym
wysłuchaniu całego albumu każdy może odkryć, że podobnych przykładów jest tu więcej.
Flange 100 - wielokrotnego uzytku
Flange 125 - wielokrotnego uzytku
CAN 1500
Plastik - Palletised
Plastik - Lite
Stal - Lite
NU &APA NEAGRA
Warszawskiego 2012
The Lollipoppe Shoppe 2o11
o dziś panuje przesąd, że jeśli jedno z nas coś umie, to
i pozostali to umieją. Punktem wyjścia jest Opowieść
o Setnej Małpie. A potem odkrycia nowych nauk i
dziedzin, że kultura bierze się z naśladownictwa.
Przykładem były dzieci udające dorosłych. Były też
przykłady odwrotne, dopóki nie pojawił się doktor Alzheimer
i przestało to być śmieszne i zabawne. Idea naśladownictwa
ma także związek z teatrem. Może i poniekąd przez wiarę w
reinkarnację, bardzo żywą w owym środowisku. Powiadają,
że Wielki Aktor po rozmowie z Bossem doprowadził swe ciało
do takiej perfekcji, że skonał na scenie, jak to wynikało z roli
przypisanej do postaci jeszcze w starożytności i dawniej. Wtedy aktor stawał się żywą ofiarą ku uciesze gawiedzi. Pewnie
dlatego przedstawienia te grano bardzo rzadko, dzięki czemu
ich teksty przetrwały do naszych czasów.
Komu przyświeca idea, ta nie ulega złudzeniom, ten nie ulega
Jak coś nie ma przebicia na inny
wymiar, to nie istnieje. Nie ma
sensu, ni formy, nawet kiedy trąca o
związki z awangardą.
ułudzie. Gdy jedno z nas coś potrafi, to pozostali też chcą mieć
tę umiejętność, aż do czasu, gdy posiądą coś całkiem innego,
swojego i własnego. Jeśli zapominamy, to jesteśmy skazani na
powtarzanie tych samych błędów, jakie i dawniej bywały już
naszym udziałem. Trzeba się było znaleźć w świecie, który
się stworzyło. Jak coś nie ma przebicia na inny wymiar, to nie
istnieje. Nie ma sensu, ni formy, nawet kiedy trąca o związki
z awangardą. To ona wypracowała pojęcie dronu jako zrozumiałe w praktyce nie tylko muzycznej. Dawniej domeną takich
pojęć były doświadczenia i eksperymenty prowadzone w zamkniętych instytutach. Teraz doświadczenie może sobie pozwolić na różne formy ekspresji. Akustyczna Poezja Andrzeja
Mitana jest wkomponowana w dron, rezonujący z powieścią
Kelnera. W niej Autor spotyka Bohatera. Choć to nie Poezja
jest wiodącym wątkiem. Bo oprócz Mitana pojawia się plejada
przeróżnych artystów, tworzących konstelacje, gwiazdozbiory, odległe ogniwa długiego łańcucha tej samej tradycji. Jest nią
reagowanie. Paweł reaguje na to, co się dzieje w sztuce. To zupełnie nieprawdopodobne, co się wyprawia w ludzkiej głowie
i jak to trwa przez lata, a historia rodzi się z amnezji. Nazywam
to Powieścią, choć z uwagi na Wydawnictwo powinienem dodać, że Para–Naukowa.
ron to wynalazek zachodniej awangardy. Jako
ciągły ton podstawowy ma archaiczne brzmienie
i transowe właściwości. Wibruje w przestrzeni
pomiędzy wysokościami niskiego dźwięku, powodując nieuchwytny puls wewnętrzny i repetycję paradoksalnie zatrzymaną w czasie. Pierwotny dźwięk
skupiony na sobie samym. Zestawienia częstotliwości o
sile wyrazu, zdolnej kreować stany świadomości.
Przeważnie odmienne od
powielanych przez media
potocznych i powszechnych wyobrażeń na ten
temat, dających się ułożyć w algorytm, ale też
w schemat i stereotyp.
Happening jako nieoznakowany teren między kolażem, muzyką i teatrem
staje się powoli performansem, w którym sztuka okazuje się po prostu
działaniem w czasie i
przestrzeni. Artysta tworzy ramy, w których natura wykształca formy na
jej własny sposób. Samopoznanie przestaje być
już celem i treścią przekazu. Tożsamość w czynieniu jest potrzebą poszukiwań. Sfera pomiędzy
tradycyjnymi środkami
wyrazu słowa i muzyki
jest nową możliwością
metodologii i techniki.
Potrzebnej również w
sięganiu do najgłębszych
źródeł natchnienia. Okazało się bowiem, że dron prowadzi
do sensorycznej deprywacji, doznań i doświadczeń na miarę halucynacji. Taki jest też niezamierzony efekt medytacji,
zgłębiającej istotę rezonansu. Nie tak dawno jeszcze mniemano dość powszechnie, że nie da się pogodzić naturalnych
i pierwotnych brzmień z elektroniką. A tymczasem pojawiły
się alikwoty i coraz więcej technologii, zdolnych przybliżyć
je słuchającym. Od głosów waleni po pluski strumieni czy
inne zdobycze new age i private music. Przewrót nastąpił
wtedy, gdy odpuszczono sobie duchowe aspekty muzyki.
Elektronika przestała musieć cokolwiek naśladować, gdy
okazało się, że sama w sobie może stanowić dla siebie testimonium. Co swego czasu miał zapoczątkować trzeci nurt
w odpowiedzi na hipotezy awangardy, wchłonięte zostało
przez minimalizm i jego późniejsze konsekwencje. W czasach globalizmu możemy sobie pozwolić na powrót numerologii. Koncepcja muzyki jako całościowej duchowej dyscypliny to w naukach Gurdżijewa zaledwie jeden rozdział.
Przywrócenie liczbie należnego jej miejsca w hierarchii natchnień jest epizodem w poszukiwaniach i badaniach. Dość
na tym, że zestrojenie dronu z alikwotami powoduje rezonans zdolny wywołać w ludzkim mózgu rytm alfa, któremu
towarzyszy gwałtowny ruch oczu, jaki pojawia się we śnie.
Nadmiar wrażeń na tym poziomie percepcji nie przekłada
się na ilość informacji. Stąd halucynacyjny efekt doznań.
Związki i cele implikowane przez system tonalny zastępuje
prosty porządek liczbowy rządzący zasadą spektrum. Dron
powoduje, że zanika centrum zainteresowania słuchacza. Muzyka umieszcza
go poza czasem, stając się
okazją dla nowej historii,
rozciągającej
teraźniejszość w nieskończoność.
Jest to punkt widzenia alternatywny wobec dominującego tu i teraz. Sen,
ekstaza, trans i marzenie
stanowią naturalne źródła
i korzenie poznania.
Kiedyś te wszystkie minimalistyczne teorie zdały
mi się abstrakcją. Teraz
coraz częściej widzę dla
nich przykłady. Najnowszy to Nu & Apa Neagra.
Zaśpiewy Czarnej Wody
brzmią mi blisko i odlegle
jednocześnie. W Czarnej
Wodzie, utworze zamykającym album, słyszę swoje
brzmienia w innych przestrzeniach, lecz co ciekawe,
nieobcych. Jeśli muzyka
jest stanem umysłu, to jej
język jest wehikułem czasu i medium komunikacji.
To sprawia, że Black Water Incantation to akt sztuki życia,
codzienna mikrorewolucja bez ideologii, zmieniająca czasoprzestrzeń w otwartą i obecną fonosferę. Kolejny krok na
drodze od telepatii do zbiorowej świadomości i kreacji. Dowód na to, że niewidzialne nie musi być nieistniejące.
@udioMara
Naukowe jest to, co źródłowe, a to dzieje się w głowie Autora,
na scenie pod czaszki sklepieniem. Teatr źródeł nie jest wehikułem sztuki, a jedynie powiela schemat sztuki jako prezentacji i przedstawienia. Odległe od siebie filozofie, jakimi są personalizm i fenomenologia udaje się Autorowi scalić w jednym
oka mgnieniu jakąś pointą czy anegdotą. W tym sensie jest
to też Powieść Inicjacyjna, w takim znaczeniu, jakie jej nadają interpretatorzy i krytycy. To również efekt wspomnianego
dronu. I gdyby sobie wyobrazić tę powieść jako monodram, to
rolę Autora i tak by musiała grać para aktorów. W przeciwnym
wypadku to raczej niemożliwe.
Chyba, że ktoś w samotności odczyta z tej Powieści dla siebie
przesłanie, budując potem swoją rolę w codziennym teatrze
zdarzeń. Wrażenie uczestnictwa w opisanych sytuacjach pozwala nam uniknąć podziału na scenę i widownię. Jako czytelnicy tworzymy wspólnotę myśli. Czego więcej można oczekiwać? Zwykle jest to krąg przeraźliwie nielicznych, minimalne
minimum wśród niszowych enklaw. Nie jest się w nich samemu, gdy są podobni i tacy sami, choć mam wątpliwości, czy to
przykłady i wzory do naśladowania. Dawniej rzec by można,
że to lektura nie dla dzieci, ale czy w nowej epoce dzieci czytają
czyli nuda prohibicji
nakomite nowe kino rumuńskie od kilku lat
cieszy się u nas pewną
popularnością. Za sprawą produkcji w rodzaju
nagrodzonych Złotą Palmą Trzech
miesięcy, czterech tygodni (…), kapitalnej Śmierci pana Lazarescu, czy 12:08 na wschód od
Bukaresztu nazwiska Mungiu, Puiu, Porumbiou, a także wiele
innych stają się rozpoznawalne, przynajmniej w kinofilskim
światku. Do kina rumuńskiego przyciąga oprócz pewnej jego
egzotyki przede wszystkim jego brutalna bezpośredniość,
niepozbawiona jednak liryzmu, specyficzny, charakterystyczny dla slow cinema niespieszny rytm opowiadania (złośliwi
powiedzą – jej snucie się) i przede wszystkim – odwaga w
podejmowaniu bolesnych problemów społecznych (oprócz
wspomnianych – I papier będzie niebieski, Wtorek po świętach czy Zachód) . Dodatkowo urzekać może obecna w niektórych produkcjach dawka humoru, najistotniejsza chyba w
12:08 na wschód od Bukaresztu. W tym rozpisanym na wiele
głosów kolektywnym wspomnieniu Rumunów o końcu reżimu Ceauşescu, Kornel Porumbiou zdradza unikalną umiejętność brutalnie szczerej, choć łagodzonej ironią oceny najbardziej drażliwych kwestii społecznych. W najnowszym filmie
kontynuuje oskarżycielską pasję, choć tym razem nie ułatwia
sobie sprawy dystansem czasowym i bierze na warsztat problem wciąż boleśnie aktualny – znane nam wszystkim dobrze
teorię i praktykę „wojny z narkotykami”.
tach z przełożonym w fantastycznej
scenie finałowej, w której tyleż ważą
się losy podejrzanego, co rozgrywa
się potyczka o cele i metody działania
policjanta. Przy pomocy słownika starcie
wygrywa bezwzględny szef, ale bezduszna
precyzja jego wywodu zawiera w sobie na tyle
dużo racji, że każe kierować oskarżenia gdzie indziej
– tam, gdzie brutalne prawo jest formułowane.
Szybko zaczynamy współczuć
zmuszonemu do wypełniania formularzy,
(w całości przywoływanych w filmie),
użerania się z innymi pracownikami
W swoim filmie Porumbiou rezygnuje z lekkości 12:08 na
wschód od Bukaresztu, ale specyficznego poczucia humoru
mu nie brakuje – wyraża je w inteligentnej grze z konwencją.
Tytułowy stróż prawa, młody
policjant Cristi dostaje zadanie
tyleż poważne, co beznadziejne –
rozpracować lokalny gang narkotykowy
Policjant, przymiotnik (2009) przemknął przez nasze kina ze
sporym opóźnieniem i w dodatku raczej po cichu, dlatego tym
bardziej warto go przypomnieć. Tytułowy stróż prawa, młody
policjant Cristi dostaje zadanie tyleż poważne, co beznadziejne – rozpracować lokalny gang narkotykowy. Cóż – o faktycznego gangstera trudno, ale presja statystyk jest bezlitosna i
Cristi musi zadowolić się śledzeniem niegroźnego typka, który lubi zapalić sobie jointa. Na jego nieszczęście, pod okiem
stróża prawa częstuje skrętem kolegę, podpadając automatycznie pod paragraf „udzielenia narkotyku”. Cristi ma nawet
dowody, więc nic łatwiejszego niż przyskrzynić niebezpiecznego zbrodniarza, budzą się w nim jednak wątpliwości co do
zasadności przymykania kogokolwiek za jointa (tym bardziej,
że rumuńskie prawo miało się w najbliższym czasie zmienić).
Młody stróż prawa próbuje porozmawiać o swoich dylema-
Zarówno wypowiedzi prasowe reżysera, jak i początek filmu
sugerują przynależność Policjanta (...) do jasno określonej
konwencji filmu detektywistycznego, jednak obserwowana
przez nas przez bez mała dwie godziny praca stróża prawa zaczyna szybko zwyczajnie nudzić. Codzienna egzystencja Cristiego jest do tego stopnia nudna i monotonna, że szybko zaczynamy współczuć młodemu policjantowi zmuszonemu do
wypełniania formularzy, składania szczegółowych raportów
(w całości przywoływanych w filmie), użerania się z innymi
pracownikami komendy. Wraz z kolejnymi długimi minutami
snucia się po szarych blokowiskach cierpliwość widza zostaje wystawiona na próbę, ale dzięki konstrukcji filmu, która
pozwala rutynie i nudzie niemal się zmaterializować, Porumbiu udaje się osiągnąć coś niezwykłego, swoisty brechtowski
efekt obcości. Nie czujemy więc podyktowanej emocjami nie-
chęci do organów ścigania, nie gorączkujemy się z powodu
niesprawiedliwego oskarżenia. Zamiast tego wykalkulowana
nuda epatująca z przeciągniętych, nieruchomych ujęć skłania
do refleksji równie chłodnej i racjonalnej, co finałowa tyrada
komendanta. Nie pozwalamy sobie więc na rychłe oskarżenie jednostek, czy rumuńskiej policji w ogóle – skłaniamy się
zamiast tego do spokojnej refleksji nad skutecznością i sprawiedliwością prohibicji w praktyce, a w szerszej perspektywie (do której odwołuje tytuł filmu) – nad istotą działania siłowych organów państwa i odwiecznego problemu prymatu
litery prawa nad jego duchem (a jeżeli zauważymy w finale
dyskretną aluzję do Powiększenia – może film Porumbiou ma
być wręcz traktatem o istocie prawdy?).
Radykalnie odziera codzienność
walki z narkotykami ze wszelkiego
Jak widać, Porumbiou zdaje się znacznie bardziej interesować
szeroka refleksja nad istotą prawa, niż konkretny problem
prohibicji narkotykowej, ale nawet pomimo tego Policjant (...)
wydaje się wartym uwagi zainteresowanych konkretnie tematyką prawa narkotykowego. Po pierwsze – nawet jeżeli używa
prohibicji tylko jako wygodnego przykładu dialektycznego,
to już sam wybór jej jako przykładu antyskuteczności rozwiązań prawnych jest godny uwagi – poza wyluzowaną kinematografią czeską mało jest w kinie środkowoeuropejskim
rozsądnego podejścia do tzw. narkotyków. Po drugie – na
uznanie zasługuje sposób, w jaki Porumbiou prowadzi swój
wywód, unikając rzucania łatwych oskarżeń i odsyłając namysł odbiorcy „w górę”. Po trzecie – nawet jeżeli może zrażać
porażające snucie się narracji – to jest ono jasno uzasadnione – radykalnie odziera codzienność walki z narkotykami ze
wszelkiego romantyzmu – jeśli myśleliście, że bezskuteczność
działań policji w The Wir, czy meksykański epizod Traffic dobitnie ukazują idiotyzm klasycznej war on drugs, to do pełni
obrazu warto dołożyć rutynę krawężników z Bukaresztu.
Zdaję sobie oczywiście sprawę, że film Porumbiou nie zainteresuje każdego, no i z pewnością nie jest typowym stoner movie (chyba, że rozumieć ten termin dosłownie – wtedy ospała
narracja zdobywa nowe znaczenia), ale jest warty uwagi zarówno z racji oryginalności ujęcia, jak i jako okazji do zapoznania się z intrygującym nowym kinem rumuńskim.
Mnich na etylowych nogach
„Przyjmowanie jakichkolwiek substancji psychoaktywnych kończy się zawsze dla człowieka źle” – grzmi Jacek Wrona, czołowy wojownik o czyste neurony
w głowach mieszkańców kraju nad Wisłą. Przy okazji jednak pan Jacek przemilcza, że od lat – w swoim domowym browarze – wytwarza dwie marki piwa.
Może to nie amnezja narkobojownika, a po prostu twarde stwierdzenie, że alkohol jest w porządku? Bo tradycja…
acek Wrona od lat posługuje się tą samą taktyką: opluwa
jak może wszelkie substancje psychoaktywne, wyżywając
się bodaj najbardziej na marihuanie, ale przy okazji też
wskazuje, co jest tylko i wyłącznie dobre i słuszne. Musi
takie być, skoro jest przetrenowane i sprawdzone od setek
– To nasza cywilizacja judeo-chrześcijańska, oparta na świadomym
przeżywaniu rzeczywistości, była dominująca przez setki lat, to my
stworzyliśmy to, co najlepsze w kulturze – nawołuje we Frondzie Jacek Wrona.
Obserwując codzienne życie, zwłaszcza te w niedzielę, trudno nie
zgodzić się z tym degustatorem wina i smakoszem piwa (tak sam
pan Jacek anonsuje się na swojej stronie internetowej). Przecież to
właśnie taka tradycja, żeby iść do kościoła, potem z kolegami na coś
głębszego i do domu. A tam? Bywa, że zupa za słona…
Ale takie szczegóły jak przemoc domowa przecież zawsze będą i nie
warto nad nimi się głowić. Zdecydowanie lepiej zamieść ów problem pod dywan, a na powierzchni utrzyma się religijność i procentowa tradycja. Kto na to zaś rękę podniesie, to tak jakby opluł
serce Polski. I właśnie do tego – zdaniem Jacka Wrony – namawiają, wciskając na siłę skręta do ręki, lewackie środowiska i sprzedajni
Zastanawiać może zawziętość w głoszonych poglądach właściciela browaru domowego i sporej kolekcji birofiliów (kolejna
autoreklama na stronie Jacka Wrony). Być
może to nic innego, jak jedynie upór przy
własnych poglądach (do których wszak
każdy ma prawo) i ciągły mus do ich powtarzania. Z drugiej strony, taka wyjątkowa zawziętość charakterystyczna jest
w konkretnym przypadku: gdy osoba
zawzięta chce za wszelką cenę zdyskredytować beneficjentów swoich ataków,
by przy okazji wychwalić i uwypuklić
własną działalność. Czy aby nie są to
krzywdzące sugestie dla pana Jacka?
Zastanówmy się. Jest naturalne, że
jako wieloletni policjant, który ubierał
głównie mundur po to, żeby łapać narkomanów – swoiste „dzieci Szatana” – ma
obecnie takie, a nie inne poglądy. Może nawet wyjątkowa zaciekłość
i zawziętość są warte zrozumienia. Tylko, czy takie zachowanie w
przypadku Wrony jest szczere? Niech sobie każdy sam odpowie, ale
wcześniej warto poznać wszystkie fakty.
szyfrantem (sic!) narkotykowym i jedynym biegłym sądowym z
tego zakresu w kraju nad Wisłą.
Okazuje się bowiem, że Jacek Wrona (czego także nigdzie nie kryje,
wręcz odwrotnie) jest właścicielem Podjasnogórskiego Browaru Domowego Jacka Wrony, który wytwarza dwie marki piwa, opatrzone
oryginalnymi, nawet nieco metafizycznym nazwami: Czarna Wrona
oraz Mnich.
Pan Jacek o swoje marki dba, jak tylko umie. Jest znany w piwowarskim środowisku. Trudno, żeby było inaczej, skoro nie brakuje go
na degustacjach piwa organizowanych m.in. przez Bractwo Piwne,
najczęściej Krąg Lokalny w Częstochowie.
– Narkotykowy slang zna każdy. Nawet dziecko wie, że „białe” to
amfetamina, a „zioło” to marihuana. To już właściwie potoczny język
– odkrywa kolejne, okrutne połacie prawdy jasnogórski bojownik.
Pan Jacek pewnie zgłosiłby zastrzeżenia: że to naukowcy z Amsterdamu, stolicy
światowego zła i rozpusty, pewnie nie byli w
swoich analizach obiektywni.
Nie należy chyba od razu wylewać wiader pomyj za to na pana
Jacka. Powinniśmy wziąć pod uwagę także taką możliwość, że
jasnogórski piwosz po prostu ma znikomą
wiedzę na temat szkodliwość danych substancji i dlatego powtarza jak mantrę niestworzone głupoty. A trudno się przecież
złościć ze względu na czyjeś braki w podstawowej edukacji.
Chyba, że Jacek Wrona jak najbardziej
ma w głowie wszystkie niezbędne
dane, także te raportowane przez
WHO, a jego zachowanie jest niczym
innym, jak tylko średnich lotów manipulacją, która na celu ma m.in. nabicie własnej kiesy kosztem piwoszy,
którzy – rzecz jasna – brzydzą się skrętem.
Może dlatego degustator i smakosz
chmielnych napoi (i wina też) jak tylko
może nabudowuje swoje hipotezy pseudonaukowymi twierdzeniami. Jak chociażby w jednym z tekstów opublikowanych m.in., na serwisie
bangladeszcz.pl, w którym Wrona – mianował się przy okazji –
Ktoś mógłby stwierdzić, że nie warto zajmować się twierdzeniami
Jacka Wrony, z których co najmniej część można porównywać do hipotez swego czasu głoszonych przez jednego eurodeputowanego i to
na brukselskich salonach – o smoku wawelskim.
To niekoniecznie tak. Wszak Jacek Wrona jako absolwent Uniwersytetu Jagiellońskiego (filozofia i pedagogika) oraz były wykładowca
Instytutu Służb Zwalczających Przestępczość Kryminalną Wyższej
Szkoły Policji w Szczytnie – swój rozum ma. Jeżeli od kilku lat widoczny i wiarygodnie zweryfikowany jest fakt, iż coraz więcej osób
(zwłaszcza młodych) sięga po marihuanę, przy okazji nieco odwracając się plecami do tradycyjnego – znanego nomen omen z dziada
pradziada – alkoholu, to w walce ze „złem” trzeba wystawiać najmocniejsze działa. I nie o ideologie tutaj koniecznie musi chodzić.
Przecież to dosyć proste: mniej piją piwa – mniejsze zyski, a zarobią jedynie „dzieci Szatana” wpychające (pewnie na siłę) młodym
owieczkom bożym okrutną roślinę, mającą czelność wyrastać prosto
I tutaj warto panu Jackowi głośno krzyknąć coś na ucho, coś o czym
celowo zapomniał, a jeżeli nie, to w takim razie wykazuje się wyjątkową niewiedzą, jako jedyny biegły sądowy w tym zakresie w Polsce.
Panie Jacku, dbając o pana edukację, pragniemy przedstawić kilka
naukowych argumentów mówiących o szkodliwości na ludzki organizm – naszej wstrętnej marihuany i pana wspaniałego, całkowicie
bezpiecznego i nieuzależniającego (widać to na polskich drogach i
chodnikach de facto każdego dnia) alkoholu.
Zaczniemy standardowo: od raportu WHO. 15 lat naukowcy z amsterdamskiego uniwersytetu robili wszystko, by ich analiza była
kompletna. Na koniec jednoznacznie i kategorycznie stwierdzili:
szkodliwość marihuany jest wyraźnie mniejsza niż szkodliwość tytoniu i alkoholu.
Pan Jacek pewnie zgłosiłby zastrzeżenia: że to naukowcy z Amsterdamu, stolicy światowego zła i rozpusty, pewnie nie byli w swoich
analizach obiektywni. No to próbujemy dalej.
Nieco starszy raport La Guardia (1944), oparty na bardzo szczegółowych badaniach medycznych, psychologicznych i społecznych
aspektów stosowania marihuany w Nowym Jorku. Jasna konkluzja: nie ma dowodów wskazujących na to, że marihuana wywołuje
zachowanie agresywne lub antyspołeczne, że zwiększa liczbę przestępstw na tle seksualnym lub znacząco zmienia osobowość zażywającego. Panie Jacku, czy marnować papier na dowody, że po alkoholu te wszystkie działania i mechanizmy występują? Chyba nie
ma sensu, większość z nas (i Pan Jacek pewnie też) zna to z autopsji.
Piwosz z Jasnej Góry broniłby się „wiekiem” raportu, że za stary,
nieaktualny etc. Nie zraża nas to. Oto kolejne argumenty, tym razem
opublikowane w jedynie słusznej (o ile dobrze rozumiemy intencje
Jacka Wrony) gazecie: „Naszym Dzienniku”, w wywiadzie pod
znaczącym tytułem „Piwo także uzależnia” z dr. med. Bohdanem
Tadeuszem Woronowiczem, kierownikiem Ośrodka Terapii Uzależnień w Instytucie Psychiatrii i Neurologii w Warszawie, kierownikiem Programu Terapii Uzależnień i Współuzależnień w NZOZ
warszawskiego Centrum Konsultacyjnego AKMED.
Pan doktor nie ma cienia wątpliwości z pytaniem od dziennikarza:
czy piwo uzależnia.
– Znam wielu alkoholików, których choroba rozpoczęła się od piwa.
Trzeba wiedzieć, że człowiek nie uzależnia się od konkretnego piwa,
wina, wódki czy koniaku, ale od zawartego w tych napojach alkoholu. I trzeba jasno podkreślić – piwo jest napojem alkoholowym, a
u wielu żyjących i nieżyjących alkoholików choroba – alkoholizm,
zaczynała się od częstego picia piwa – nie pozostawia złudzeń Bohdan Tadeusz Woronowicz.
Panie Jacku, może pan udawać, ale pana „Mnich” oraz „Czarny
Jacek” mogą po prostu powodować u konsumentów uzależnienie.
Psychiczne i fizyczne, w odróżnieniu od marihuany, która jak powszechnie wiadomo (pewnie owa wiedza jest też znana absolwentom UJ) uzależnia jedynie psychicznie. Ale chyba zapomnieliśmy, że
Jacek Wrona walczy z uzależnieniami, ale wszystkimi poza alkoholowymi – bo te są w jakimś tam kręgu jego działania (przynajmniej
Pewnie Wrona nerwowo przewraca się z boku na bok, jak słyszy, że
za oceanem konsumpcja alkoholu wśród młodych spadła do rekordowego poziomu. Napchani hamburgerami Amerykanie tłumaczą
ów fakt prostym założeniem: alkohol bardziej szkodzi niż marihuana, wybieramy mniejsze zło.
Dbając jednak o dobre samopoczucie domowego wyrabiacza piwa,
spieszymy z innymi informacjami. Otóż, na podstawie badań przeprowadzonych przez Państwową Agencję Rozwiązywania Problemów Alkoholowych w ramach Europejskiego Projektu Badań
Szkolnych, wynika jasno, że w Polsce – wśród uczniów gimnazjów
i szkół ponadgimnazjalnych – trzy razy więcej osób pije alkohol niż
pali marihuanę. Co dziesiąty z ankietowanych co najmniej raz w
miesiącu upija się na umór.
Specjaliści jednym głosem mówią o wielkim zagrożeniu. Wskazują,
że tolerancja na piwo zwiększa się po kilku razach. Wtedy, by np.
być duszą towarzystwa nie wystarczy już wypić dwa, trzy piwa, ale
dajmy na to siedem.
Tak więc Jacek Wrona nie do końca musi być taki nerwowy. Zwłaszcza jak poczyni wszelkie starania, by wśród tych pitych hektolitrami
przez młodych piw nie zabrakło „Mnicha” albo „Czarnego Jacka”.
A najlepiej tego i tego.
W ostatnich tygodniach i miesiącach przez świat przetoczyła się fala marszy i happeningów konopnych.
ak co roku, miłośnicy przyrody zebrali się na placach,
skwerach i ulicach setek miast na prawie wszystkich
kontynentach (czekamy na marsz radzieckich uczonych na Antarktydzie). Spora liczba marszy miała
miejsce także u nas, jak kraj długi i szeroki. Oprócz
tradycyjnych manifestacji, w Poznaniu miał też miejsce precedensowy happening, polegający na przekazaniu sadzonek medycznej marihuany pacjentowi na wózku. Wiosna przyniosła zwolennikom wiele okazji do publicznego manifestowania swojego zamiłowania do gandzi. Wszystko wskazuje na to,
że lato nie będzie pod tym względem gorsze ;)
Wolnych Konopi!
Po przeszło dziesięciu latach funkcjonowania pod
różnymi nazwami w mniej lub bardziej chaotycznej
formie, ruch legalizacyjny w Polsce zdecydował
się na rejestrację stowarzyszenia.
achęcamy do zapisywania się i budowania lokalnych
i regionalnych struktur WK. Obok zamieszczamy deklarację członkowską, poniżej wybrane fragmenty statutu:
-Wdrażanie racjonalnej i efektywnej polityki redukcji szkód spowodowanych używaniem substancji psychoaktywnych,
-Liberalizacja polityki narkotykowej,
Wszechstronne propagowanie swobodnego dostępu do rzetelnej
informacji związanej z substancjami psychoaktywnymi,
-Ochrona oraz edukacja społeczeństwa związana ze skutkami używania substancji psychoaktywnych,
-Popularyzacja medycznych i przemysłowych zastosowań konopi,
-Działanie na rzecz równego statusu każdej jednostki bez względu
na przynależność etniczną, narodowość, pochodzenie społeczne,
światopogląd, wyznanie, wiek, płeć i orientację seksualną oraz
obrony przyrodzonych praw człowieka do wolności przekonań,
-Organizowanie konferencji, odczytów, spotkań, seminariów naukowych, wystaw i koncertów i współfinansowania niezależnych
badań wpływu używania substancji odurzających na zdrowie i życie oraz innych imprez,
-Inicjowanie powstawania i prowadzenie ośrodków działających
przy Stowarzyszeniu, realizujących cele statutowe Stowarzyszenia,
-Prowadzenie działalności publicystycznej, wydawniczej, edukacyjno-szkoleniowej i oferowanie materiałów informacyjnych i ekspertyz dla zainteresowanych instytucji, przedsiębiorstw i organizacji oraz osób prywatnych,
-Prowadzenie działalności naukowej, badawczej i szkoleniowej
oraz prowadzenie baz danych związanych z celami statutowymi,
-Wpływanie na zmiany o charakterze systemowym na rzecz celów
-Doradztwo prawne dla osób poszkodowanych,
Współpraca z władzami samorządowymi, rządowymi, sektorem
gospodarczym, ośrodkami naukowymi i środkami masowego
przekazu, zainteresowanymi sprawami dotyczącymi bezpośrednich działań Stowarzyszenia oraz z wszelkimi osobami, organizacjami oraz instytucjami o podobnych celach działania,
-Wypowiadanie się w sprawach publicznych, związanych z celami
-Udzielanie wsparcia, w tym finansowego, inicjatywom i organizacjom pozarządowym,
-Wspieranie materialne w celu kształcenia,
Czy potraficie wyobrazić sobie najbardziej
obrzydliwy i odpychający narkotyk
świata? Taki, którego nie odważylibyście
się spróbować, choćby oferował najlepszy
odjazd. Z czego musiałby być zrobiony?
Poznajcie jenkem – najgorsze paskudztwo,
o jakim słyszała ziemia, który powstaje ze
sfermentowanego stolca.
enkem to halucynogenna substancja przygotowywana z ludzkich ekskrementów, czyli kału
i uryny, a także wielu innych zanieczyszczeń
ściekowych. „Gulasz odchodów” jest zbierany i
umieszczany w butelce lub słoiku. Papkę pozostawia się pod przykryciem wykonanym z balona.
Mieszanka poddawana jest reakcjom chemicznym, wskutek
czego ulega fermentacji. Kiedy „dojrzeje” uwalnia do balona gaz, który przyjmuje się w postaci jednej silnej inhalacji.
Emma Guest produkcję jenkemu opisuje w swojej książce pod
tytułem „Children of AIDS: Africa’s Orphan Crisis” (Dzieci
AIDS: Kryzys Afrykańskich Sierot). Autorka przedstawia
proces następująco: „sfermentowane ludzkie ścieki zdrapywane są z rur i przechowywane w plastikowych woreczkach
przez okres około jednego tygodnia, tak długo, aż nie wytworzą się toksyczne gazy i wyziewy.” Podobną definicję znaleźć
można w raporcie Inter Press Service: „ludzkie wydaliny zeskrobywane są z krawędzi studzienek ściekowych i przechowywane w starych puszkach lub pojemnikach wyłożonych
polietylenowymi torebkami. Pozostawione zostają do czasu
aż sfermentują.” Brytyjska stacja BBC określa jenkem jako
„ciemno-brązowy szlam, osad ściekowy zbierany garściami
i umieszczany w małych plastikowych butelkach. Pojemniki
stawia się na ziemi niewypełnione do końca, by pozostało
odpowiednio dużo miejsca na wytwarzający się metan. Całemu procesowi towarzyszy obrzydliwy smród, który unosi
się w gorącym słońcu, na którym dojrzewa mieszanka”. Jenkem zwany jest butt hash’em (czyli haszem z tyłka), ponieważ
dzięki niezwykłym właściwościom rozweselającym i poprawiającym nastrój, porównywany jest do marihuany. Występuje również pod nazwami: „Winnie”, „Shit”, „Runners”,
„Might”, „Waste” oraz „Fruit From Crack Pipe”. Etymologia
słowa jenkem nie jest do końca jasna. Pochodzi prawdopodobnie od wyrazu „genkem” – marki kleju produkowanego
w północnej Afryce, szczególnie popularnego wśród narkomanów. W większości regionów nazwy „genkem” używa się
generalnie na określenie kleju lub rozpuszczalnika używanego do wdychania jako substancję odurzającą.
Jenkem zwany jest butt hash’em (czyli
haszem z tyłka), ponieważ dzięki
niezwykłym właściwościom rozweselającym i
poprawiającym nastrój, porównywany
jest do marihuany.
Efekty inhalacji jenkemem rozpoczynają się po zaledwie
dziesięciu sekundach i trwają mniej więcej godzinę. Następstwem przyjęcia dawki gazu są serie intensywnych halucynacji, które nasilają się przez okres dwudziestu minut. Wizje
pojawiają się zarówno w formie wizualnej, jak i słuchowej.
Skutki zażycia porównywane są do szalonego snu, w którym
rzeczywistość miesza się z iluzjami. Osoby opisujące odurzenie jenkemem twierdzą, że po zażyciu czuli się nieswojo
i obco. Stan alienacji może utrzymywać się nawet przez kilka
godzin. Niektórzy porównują to do wielkiej kurtyny, która
przesłania realny świat. Zwolennicy jenkema jednogłośnie
twierdzą, że najgorszy jest smak odchodów, który pozostaje
w ustach przez kilka dni. Matki są przestrzegane, by przed
snem obwąchiwać swoje dzieci w celu sprawdzenia, czy nie
zażywają cuchnącego narkotyku. Wdychanie jenkema wiąże
się oczywiście z wieloma niebezpieczeństwami. Z jednej strony zagrożenie niesie sfermentowany kał, a z drugiej metan.
W stolcu rozwijają się groźne dla zdrowia drobnoustroje, w
tym śmiertelnie i bardzo zaraźliwe bakterie. Ludzkie odchody zawierają również znaczne ilości związków azotu i fosforu, dlatego mogą powodować zatrucia bakteriologiczne.
Spożywanie jenkema wiąże się też z możliwością zarażenia
się wieloma chorobami i zakażeniami, gdyż tak naprawdę
nie wiadomo do końca, co wchodzi w skład mikstur ściekowych. Dojrzały jenkem w postaci gazu zawiera metan, który
jest wybuchowy i łatwopalny. W połączeniu z tlenem może
prowadzić do eksplozji. Fumito Ichinose prowadzi badania
nad efektami zażywania oparów siarkowodoru zwanego inaczej gazem ściekowym. Naukowiec twierdzi, że „wdychanie
gazów takich jak te zawarte w jenkemie, może powodować
hipoksję, czyli niedotlenienie”.
Nie wiadomo dokładnie skąd wziął się pomysł na jenkem,
ale z całą pewnością mieszanka pochodzi z Lusaki, stolicy
Zambii. Produkowana jest przez tamtejsze dzieci ulicy, których albo nie stać ich na klej, albo są zbyt przestraszone by
kraść benzynę. Wybierają jenkem, gdyż jest tani, łatwo dostępny i bardzo popularny. Aby zrozumieć desperację tych
dzieci, należy przyjrzeć się bliżej ich rzeczywistości. Zambia
to kraj afrykański, w którym epidemia AIDS dotyka przecięt-
Narkotyk z wnętrza
nie jednego na czterech dorosłych mieszkańców obszarów
wiejskich. Rosnąca liczba zgonów wpływa na zwiększający
się odsetek osieroconych dzieci. Na terenach Zambii dramatycznie obniża się średnia długość życia. Obecnie waha się
w granicach od 33 do 43 lat, co jest najniższym wskaźnikiem
na świecie. W 2003 roku przyrost ludności wynosił 1,52 procenta. Według Organizacji Narodów Zjednoczonych 4 na 10
dzieci straciło jednego lub obojga rodziców przed 15. rokiem
życia z powodu AIDS. Dane z 1997 roku podają, że tylko w
ciągu jednego roku choroba zwiększyła liczbę sierot o ponad
półtora miliona. ONZ wyjaśnia, że rząd Zambii nigdy nie
prowadził kontroli narodzin. W roku 1991 kiedy świat pierw-
Zwolennicy jenkema jednogłośnie
twierdzą, że najgorszy jest smak
odchodów, który pozostaje w ustach
szy raz dowiedział się o nowej substancji, Lusaka liczyła 35
tysięcy dzieci ulicy. Osiem lat później liczba ta sięgała już
90 tysięcy. Obecnie kraj posiada największy odsetek osieroconych dzieci na świecie. Nadużywanie substancji odurzających pomaga im oderwać się od brutalnej rzeczywistości.
„Pickwick” wyznał iż post ukazujący produkcję i użycie jenkema w USA był umieszczony jako dowcip. W odpowiedzi
na biuletyn amerykańska agencja „Drug Enforcement Agency” wydała w październiku 2007 roku oficjalne oświadczenie
zaprzeczające pojawieniu się
narkotyku na terenach Stanów
Zjednoczonych. W 2009 roku
w stanie Iowa wprowadzono
rozporządzenia traktujące o
substancjach, które nie mogą
być legalnie wdychane, włączając wszelkie substancje organiczne.
Narkotyk przez wzgląd na
swoje zaskakujące pochodze-
Pracownik amerykańskiej agencji ds. lekarstw i narkotyków
– Drug Enforcement Agency, który osobiście odwiedził kraje
afrykańskie,twierdzi, że jedyny pocieszający fakt jest taki, że
sytuacja ta jest unikalna dla Zambii. Uważa, że widok małych
chłopców przy studzienkach ściekowych na ulicach Lusaki
jest wstrząsający. „To jest niewyobrażalne i uderza prosto w
serce, gdy ludzka istota zostaje tak społecznie zdegradowana, by grzebać w ściekach, nie dbając o nic innego jak tylko
odurzenie się” – wyznaje. Jedno z dzieci ulicy, z którym przeprowadzono wywiad – 16-letni Luke Mpande, który preferuje
jenkem od innych substancji, opisuje: „po kleju słyszę tylko
głosy w mojej głowie. Ale po jenkemie doświadczam wizji.
Widzę moją matkę, która nie żyje i zapominam o wszystkich
problemach w moim życiu.” Jeszcze kilka lat temu osierocone
dzieci trafiały pod opiekę do swoich krewnych. Kiedyś rodzina była najwyższą wartością w Afryce. Jednakże w dzisiejszych czasach w Zambii panuje tak trudna sytuacja gospodarcza i demograficzna, że rodzice biologiczni zmuszeni
są do wyrzucania dzieci z domu, ponieważ nie stać ich na
ubranie i wykarmienie ich. Dziś takie dzieci wysyłane są na
ulice, żeby zarobić na życie, lub są okrutnie traktowane przez
krewnych, którzy z trudem wspierają własne rodziny. Victor
Chinyama z UNICEF uważa, że „najważniejsze jest, by rząd
zauważył problem, który do tej pory nie został rozpoznany
jako priorytet. Im szybciej zajmiemy się tą kwestią, tym lepiej,
bo sytuacja cały czas narasta”.
Pierwsze doniesienia na temat użycia jenkema pojawiły się
w mediach w roku 1995. Trzy lata później w dzienniku „The
New York Times” ukazał się artykuł potwierdzający, że jenkem był używany przez dzieci ulicy w Lusace w celu osiągnięcia „super haju”. W roku 2002 organizacja „Projekt Międzynarodowej Troski o Zambię” wraz ze stowarzyszeniem
„Fontanna Nadziei” wydała raport dokładnie opisujący sytuację dzieci żyjących na ulicy. Według tego sprawozdania
jenkem plasuje się na trzecim miejscu wśród najbardziej popularnych narkotyków używanych przez nieletnich. Zaraz za
nim plasuje się Ballan – niedojrzały tytoń połączony z benzyną. Na pierwszym miejscu znajduje się dagga czyli marihuana, a drugą pozycję zajmuje mieszanka kleju i cannabisu.
26 września 2007 Departament Szeryfa Stanu Floryda opublikował wewnętrzny biuletyn, będący ostrzeżeniem przed
nowym narkotykiem rozprzestrzeniającym się w Stanach
Zjednoczonych. Wywołało to burzę medialną, ponieważ tekst
bazował na niepotwierdzonych informacjach zaczerpniętych
z Internetu. Żadne rządowe raporty nie wskazywały jednak
na obecność narkotyku w kraju. Okazało się, że post, na którym oparta była wiedza szeryfa, był jedynie żartem jednego
z użytkowników forum internetowego. Mężczyzna o ksywie
W 2009 roku w stanie Iowa
traktujące o substancjach, które
nie mogą być legalnie wdychane, włączając
wszelkie substancje organiczne.
nie zdążył trafić już do kultury masowej. Pojawia się pierwszy
raz w roku 1996 w odcinku popularnego serialu „Archiwum
X” zatytułowanym „Wojna Koprofagów”. Występuje tam motyw nastoletniego chłopca, który inhaluje się metanem, wytwarzanym poprzez podpalanie nawozu. Bohater twierdził,
że pozwalało mu to: „zobaczyć rzeczywistość taką, jaka jest
naprawdę.” W roku 2008 w epizodzie pod tytułem „Major
Boobage” z popularnej serii South Park, jeden z bohaterów
– Kenny uzależnia się od wąchania kociej uryny. W mieście
zakazuje się posiadania kotów, po tym jak okazało się że ich
stężony mocz działa jak narkotyk. W 2010 roku w programie
telewizyjnym „1000 Sposobów na Śmierć” została przedstawiona fikcyjna historia muzyka rock’n’rollowego, któremu
zepsuł się autobus podczas trasy koncertowej. Bohater orientuje się, że zużył już wszystkie narkotyki jakie miał i próbuje
załatwić sobie coś w mieścinie, w której się zatrzymał. Ktoś
przy drodze proponuje mu jenkem, a bohater postanawia
spróbować. Na końcu umiera – dusząc się podczas inhalacji
metanem. W roku 2012 w jednym z odcinków animowanego
sitkomu „Amerykański Tata!” pod tytułem: „Mniej Pieniędzy
Więcej Problemów” główny bohater mieszka na ulicy i odurza się jenkem’em. Istnieje również magazyn online dotyczący kultury deskorolki, który cieszy się dużą popularnością.
Nazywa się „Jenkem Magazine”, a jego tytuł zainspirowany
był zambijskim narkotykiem.
#39 Gazeta Konopna Spliff

References: Art. 2
 art. 62
 art. 2
 art. 10
 art. 62
 art. 62
 art. 91

Art. 51
 art. 46
 art. 91
 art. 91
 art. 91
 art. 91
 art. 91
 art. 91
 art. 91

Art. 50