Source: http://komentarze.xp.pl/polska/strzezmy-sie-partii-ktore-morduja/d386veu
Timestamp: 2020-04-02 14:37:31+00:00

Document:
Strzeżmy się partii, które mordują
Polityka polska | Polityka światowa | Prawo | Media | Kościół | Znane marki
18 lis 2019 01:59
Nie ma nic dobitniej świadczącego o upadku morale niż świadome aprobowanie bezkarności zabijania losowych ludzi. Przypadek jest wszak przeciwieństwem wszelkich kryteriów doboru, wszystkiego, co można by z rozumu i jego subtelnych koncepcji wywodzić jako prawidła postępowania, a zatem kierowanie się nim jest przeciwieństwem jakiegokolwiek wymierzania sprawiedliwości. Zabijanie w oparciu o przypadek jest więc barbarzyństwem, a kto na to pozwala będąc u władzy, powinien trafić do kryminału, a nie być politykiem czy innym nawet człowiekiem z immunitetem (np. prokuratorem: w tym zawodzie jest to usankcjonowany prawem standard).
Zdjęcie 1 z 7 – Przykładowe niedawne zawiadomienie
Tymczasem zaś ostatnio jeżdżąc po mieście po raz kolejny trafiłem na ślady zbrodni wywieszane jako nekrologi. Trafnie dobrane dane osobowe, brzmiące jak konkretne słowa czy sformułowania w języku polskim – i to takie, które kojarzą się z moją sytuacją, zwłaszcza zaś aktualną sytuacją – przyzwyczaiłem się już odbierać jako zapowiedzi, że może doszło tu do morderstwa. Pozostaje jeszcze sprawdzić media, po czym sprawa się rzeczywiście potwierdza. Przykre, ale to szara codzienność osoby na każdym kroku stykającej się z "telewizją", czyli półlegendarnym (znanym tylko z cudzych relacji, ale nie z żadnego śledztwa albo innych dowodów) ośrodkiem podsłuchowym Telewizji Polskiej.
Na analogiczne rzeczy natrafiam też czytając portale internetowe – co rusz eksponują śmierć jakiegoś nikomu w gruncie rzeczy nieznanego człowieka, no, prawie nikomu nieznanego, bo jednak osoby poniekąd publicznej, działającej w swym środowisku, ale mimo to dla szerokich mas narodu kompletnie nieznanej. I potem okazuje się, że samo jego nazwisko świadczy o zbrodni, zwłaszcza w kontekście mego życia, albo że ma specyficznie dobraną datę śmierci lub długość życia (ukryta numerologia tych liczb), albo że z innych jeszcze przyczyn (często zakorzenionych w stałym slangu ośrodka podsłuchowego lub w ich ostatnio intensywnie stosowanych powiedzonkach) uznany został za "nadającego się do zabicia".
To, jak działa ta mafia, jest w szczegółach omówione w artykule xp.pl pod tytułem "Kostecki, Mąkowski, Bukowski... Kolejni giną od mafii w państwie", mianowicie w jego części wstępnej, poprzedzającej sekcje numerowane.
Prawo zmusza w takich sytuacjach do złożenia zawiadomienia w prokuraturze. I zawsze wtedy przychodzi jedna jedyna możliwa odpowiedź – Odmowa Wszczęcia Śledztwa.
Nieważne, czy zawiadomienie złoży się w prokuraturze rejonowej, okręgowej czy Krajowej – zawsze koniec końców wyląduje w rejonowej. Prokuratury nadrzędne nie mają zamiaru nic kontrolować z tego, co się dzieje na niższym szczeblu. Skargi na prokuraturę również wykluczono prawnie – patrz nasze artykuły "Jest petycja przeciwko prawu, które blokuje wnoszenie skarg na prokuraturę", "Sejm nielegalnie pozostawił bez rozpatrzenia petycję ws. prokuratury" i "Jest stanowisko Sejmu ws. petycji dot. prokuratury. »Pozbawione logiki«".
Na górze niniejszego artykułu widać w przewijanej liście skanów (można stosować strzałki na lewo i prawo od zdjęcia, by ją przewijać) 2 moje przykładowe zawiadomienia w sprawie zabijania. Wsparte są uzasadnieniami dostępnymi w portalu xp.pl. Cytują one też całą historię wcześniejszych zawiadomień dotyczących takich "przygodnych zabójstw", tj. zdarzających się niejako przypadkiem, nieplanowanych (choć uwarunkowanych okolicznościami życiowymi), a dostrzeganych na marginesie innych życiowych zajęć, które to przede wszystkim angażują moją uwagę i od których te zabójstwa ją jedynie co rusz chwilowo odwodzą.
Tę historię dotychczasowych zgłoszeń, obejmujących przede wszystkim morderstwa osiedlowe – ale też takie nagłaśniane w mass mediach (głównie portalach internetowych), skoro tylko pozwalałem sobie czasami je przeglądać i zadać sobie pytanie "po co?" przy przeglądaniu kolejnego doniesienia o śmierci kogoś mało znanego (a następnie: dokładniej zweryfikować sytuację) – można przeglądać na forum.nielegalnie.pl, gdzie wszystkich serdecznie zapraszam. Chodzi tu mianowicie o wątek http://forum.nielegalnie.pl/viewtopic.php?f=12&t=4669. Są tam po prostu skany tych zawiadomień i tego, co w odpowiedzi na nie przychodziło – zawsze tylko odsyłanie spraw na sam dół (zamiast do jednostki prokuratury zajmującej się przestępczością zorganizowaną, czyli np. Prokuratury Krajowej), po czym odmowa wszczęcia śledztwa.
Mamy więc po prostu w prokuraturze masowo i instytucjonalnie, jako głównych decydentów, najpewniej jakichś zupełnych ateistów, a w każdym razie popleczników zbrodniarzy, tak ja to widzę i tak wynika moim zdaniem z tych dokumentów. Za ich sprawą dalej trwają morderstwa i giną kolejne osoby. To jest pierwsze istotne wniknięcie.
Partie, które mordują
Przejdźmy teraz do sprawy kluczowej. Polityk (w rodzaju premiera lub Ministra Sprawiedliwości), który dopuszcza, by ludzi mordowano, a śledztwa w tej sprawie nie było, dopuszcza do oczywistego pogwałcenia prawa – co do tego nie ma kontrowersji. Jest zatem współwinny: popełnia pomocnictwo w udziale w grupie przestępczej zajmującej się zabijaniem. Ściślej rzecz biorąc, jest to pomocnictwo przez zaniechanie – przewidziano je w art. 18 §3 k.k. (część po średniku), popełnić je może ten, na kim ciąży szczególny obowiązek zadbania, by jakiegoś stanu rzeczy (np. braku śledztwa) nie było, a go nie dopełnia. Szczególny, to znaczy: nie dotyczący każdego czy prawie każdego, ale istniejący na zasadzie wyjątku, specyficzny dla danej osoby w danym położeniu się znajdującej. Na rządzie, w tym Ministrze Sprawiedliwości – Prokuratorze Generalnym, niewątpliwie zaś taki obowiązek ciąży: wynika on z art. 146 ust. 4 Konstytucji. Głównym zadaniem Rady Ministrów jest bowiem, wedle Konstytucji, zapewnianie wykonania ustaw. Zarówno Kodeks karny, jak i Kodeks postępowania karnego nie pozostawiają wątpliwości, że państwo wszystkimi swymi siłami powinno zmierzać do tego, by wspomniane wyczyny mafijne były skutecznie zwalczane.
Toteż oczywiste jest, że żaden minister w pełni władz umysłowych nie podpisze się osobiście pod odmową wszczęcia śledztwa w sprawie zabijania, gdy z okoliczności wynika w sposób wyjątkowo wyraźny, że najprawdopodobniej do niego dochodzi. Gdy więc jest bandytą, to będzie zasłaniać się podwładnymi, najlepiej jak najdalej od niego odległymi. To jednak nie zmienia istoty rzeczy. Głuchota społeczna w pewnych tematach po prostu kompromituje.
I jak wobec tego nazwać tego, kto pozwala, by dalej najprawdopodobniej jedna i ta sama grupa przestępcza panoszyła się w państwie i organizowała zabijanie? Czyż on sam nie jest wspólnikiem zabójców? Czy im nie pomaga? Czy nie jest współwinny zabijania?
A któż to, jeśli nie PiS, pozwala, by takie osoby "zasiadały w ławach rządowych" i zajmowały się nadzorowaniem prokuratury?
Zrozumiałe jest, że jakiś tam prokurator może przeoczyć pewną sprawę, może ona do niego nie dotrzeć, sprawa może też, w pewnych okolicznościach, "rozbić się o sekretarkę", bez w ogóle powiadomienia wyższego kierownictwa: różne rzeczy mogą usprawiedliwiać brak podejmowania działań naprawczych przez samych prokuratorów. Natomiast nic nie usprawiedliwia polityków. Partie polityczne to organizacje na tyle duże (skupiają wszak często tysiące ludzi), że powinny mieć słuch społeczny. I dostrzegać istnienie portali tego typu, co xp.pl, czy stron internetowych tego typu, co blog www.nielegalnie.pl. Jak również dostrzegać, co też to za tematy są tam przede wszystkim lansowane – i weryfikować informacje o nieprawidłowościach. Bo też po cóż innego nam politycy, jeśli nie po to, by czasem coś naprawić!
Na ww. blogu wspomniane na przykład było, że po dziś dzień numer telefonu Ministerstwa Sprawiedliwości jest, jako ciąg cyfr reprezentujący jego daty narodzin i śmierci, symbolem osoby zamordowanej już w 1990 r. bodajże przez państwową służbę zdrowia (Stanisław Maślanka) i przy bodajże pełnym kryciu ze strony mass mediów, w tym ze strony organu Solidarności, jakim wtedy jeszcze oficjalnie była młoda, 9-miesięczna zaledwie (jak gdyby czekająca na wydanie na świat swego pierwszego dziecka) Gazeta Wyborcza. Do dziś ten numer 52-12-888 (którego końcówka to 666 poddane przekształceniu "zwiększania o 2") symbolizuje datę urodzenia i śmierci ww. człowieka: 5.5, (1)2.2. Wspomniałem ministerstwu o tym nawet przez telefon, podawałem personalia ofiary, ale występuje zupełny brak zainteresowania.
Podobnie też każdy z naszych czytelników może wysłać do polityków e-maila informując ich o trwającym zabijaniu. Adresy do tego są publicznie znane, są w Internecie. Posłowie mają swoje strony internetowe, mają też standardowe poselskie adresy e-mail w postaci imię.nazwisko@Sejm.pl (choć lepiej stosować metody kontaktu podane na ich stronach internetowych), można ponadto dzwonić do ich biur poselskich, dlatego też zachęcam do takich prób – niech nie będzie sytuacji, że ci ludzie mają warunki udawać, że nic nie wiedzą. A wszak obowiązkiem każdego posła PiS-u czy PO jest zabiegać o to, by takiego wynaturzenia w polskich instytucjach, jak np. prokuratura czy telewizja, takiego totalnego przyzwolenia na zabijanie, nie było – jest to zapisane w Konstytucji. W jej art. 82 bowiem czytamy: "Obowiązkiem obywatela polskiego jest ... troska o dobro wspólne". Jak z tego wywiązują się posłowie, informowani o nieprawidłowościach przez nas ujawnianych? Rozwiązanie tej zagadki pozostawmy naszym czytelnikom, nie każdy ma bowiem czas, by się tym zająć, nawet na samo dodawanie artykułów zazwyczaj po prostu brakuje czasu, tak, iż tematy, które trzeba by zbadać i omówić, zalegają nieporuszane nawet po 2 tygodnie w kolejce.
A zatem strzeżmy się partii, które zabijają. Po pierwsze przyzwoleniem, świadomym czy nieświadomym (zależy to może od przypadku konkretnego człowieka – członka takiej partii), po drugie – nawet zleceniodawstwem. Ktoś bowiem nadzoruje TVP, w której przypuszczam, że może być centrum organizowania takich zbrodni, tym kimś dawniej było m. in. Ministerstwo Kultury, a także Ministerstwo Skarbu Państwa i związane z nimi odpowiednie departamenty, a obecnie jest to 4-osobowa Rada Mediów Narodowych złożona z 3 posłów PiS (oraz jeszcze z Juliusza Brauna, zapewne aferała: tj. prezesa TVP, za którego rządów rozkręcała się tortura dźwiękowa oraz, podobno, m. in. fałszowanie sondaży i wyborów; a także z 1 innej jeszcze przyszytej do tej Rady osoby, która jednakże nie ma w niej jakiejkolwiek roli decyzyjnej z uwagi na bycie przegłosowaną przez ww. 4). Nikt zresztą z tej Rady nie chce konfliktu z premierem i kierownictwem PiS-u, którzy są gwarantami ich zatrudnienia, gdyż decydują o kształcie ustawy o radiofonii i telewizji i ustawy o RMN. Nie bez powodu RMN nazywa się tak, jak się nazywa – budząc skojarzenia z Radą Ministrów; przypomina to sytuację polegającą na tym, że skrótowiec PRM (Prezes Rady Ministrów, "premier") pasuje jednocześnie do słowa "prymas" i idzie z nim w parze: zapewne to kolejny nomen omen, po prostu. 4 członków RMN obawiając się zwolnienia z pracy po prostu realizuje politykę premiera, ten zaś, zgodnie z zakulisowymi zasadami panującymi na szczycie PiS-u, a podobno wspieranymi też przez USA, czuje się zobowiązany wysługiwać się kluczowym hierarchom kościelnym, takim, jak papież czy prymas (najczęściej podobno tylko pośrednio słucha się papieża, mianowicie za pośrednictwem prymasa).
Co rusz nowe przedsięwzięcia spikerów tortury dźwiękowej dręczącej mnie, czyli operatorów podsłuchu, realizowane w sposób skoordynowany – i najwyraźniej dotyczące też tematu zabijania – świadczą zapewne o aktywności ich dyrektora (Rafała K* kojarzonego z kierownictwem kanału TVP 3 Warszawa), ten zaś bezpośrednio podlega kolektywnemu zarządowi ze strony 4-osobowej, jak to wyżej omówiono, Rady Mediów Narodowych; marionetkowego ciała w istocie odpowiedzialnego za zapewnianie posłuszeństwa względem premiera i, podobno, prymasa.
Efekty tego są, jakie są, bo kto inny może tak mataczyć, tak wpływać na mass media, jeśli nie ten najpotężniejszy gracz właśnie na tym polu – czyli ten, kto może ukryć każdy skandal przed milionami Polaków: telewizja publiczna? Jest to niemalże oczywiste. Na znak tego, że to tutaj tkwi ośrodek podsłuchowy, wybrano zapewne na papieża Ratzingera (tak, by później akcentować w jego kontekście temat papa-Razziego – papieża [papy] Ratzingera – jako jednego z paparazzich, czyli wścibskich dziennikarzy śledzących znane osoby), a wcześniej już w latach 80-tych awansowano go na drugą postać po papieżu, czyli szefa wpływowej watykańskiej Kongregacji Nauki Wiary; na znak tego, że to właśnie tutaj się mną zajmują, ponadto nadano odpowiednią datę ustawie o radiofonii i telewizji: jest to rok 1992 (związany ponoć z pedofilią przeciwko mnie, jak wskazują wszystkie poszlaki, patrz odpowiedni artykuł i jego fragmenty na ten temat) oraz data 29.12 (dzień po urodzinach ojca), która jest datą poronienia mej matki – przez co data ustawy daje się objaśnić słowami "pechowe narodziny"; ponadto to zapewne dlatego również papież Jan Paweł II, który jeden tylko raz w ciągu swych pielgrzymek wygłosił przemówienie adresowane tylko do konkretnej firmy, a mianowicie do LOT-u (mówiąc m. in., że praca tych ludzi często jest niedostrzegana, działają w cieniu), i powiedział wtedy, że "ma też na myśli jeszcze pewną inną, ważniejszą nawet firmę, ale zapomniał jej nazwę" (koniec końców "przypomniał sobie", że chodziło mu o Al Italia). Pasowałoby to mianowicie świetnie do WOT-u, o którym swoją drogą słyszałem już nieraz i z różnych nawet źródeł, że jest zakamuflowanym ośrodkiem podsłuchowym. Szerzej temat ten jest omówiony na www.nielegalnie.pl/jp2.html#pielgrzymka oraz w artykule o pedofilii (w 7. akapicie pod nagłówkiem "Dodatkowy komentarz co do sprawy pedofilii"). Z tych samych zapewne też względów, czyli po to, by pozostawić ślad po tym, jaka jest prawda, istnieje właśnie tak nazwana "Telewizyjna Agencja Informacyjna" wzorowana na Katolickiej Agencji Informacyjnej: wspólne krycie tematów to tutaj zapewne właśnie jest organizowane, to tutaj się TAI [mieści TAI], jak głosi napis na budynku studio TVP 3 Warszawa i TVP Info – tam, gdzie i podsłuch. I to tutaj, wśród tych najbardziej wynaturzonych spośród państwowych pracowników, czyli wśród całodobowych zmianowo pracujących dręczycieli Niżyńskiego i sprawców tortury, jaką trzeba chyba określić zbrodnią przeciwko ludzkości (art. 118a §2 pkt 3 k.k.), można spodziewać się regularnego organizowania coraz to nowych zbrodni. Zwykli ludzie z rodzinami nie zgodziliby się tak pracować, systematycznie powodować morderstwa w tym samym ciągle stylu.
Kto to wszystko tak zorganizował, że można swobodnie zabijać i co rusz są nowe zlecenia i nowe plany co do tego, kogo zabić, i nigdy nie ma śledztwa? Sami sobie odpowiedzmy, ale ludzie z natury nie są tacy źli, a ponadto boją się prawa – musieli po prostu przyjść politycy i ich zepsuć, inaczej tego nie potrafię wytłumaczyć. Zważywszy zaś na intensywne reformy PiS-u i majstrowanie przy telewizji, nie potrafię uniknąć konkluzji, że i oni są zamieszani w zabijanie. Pokazuje to też zresztą blog www.nielegalnie.pl, gdzie we wpisie z 2017 r. o sądach widać, jak Kaczyński przy okazji właśnie dokonanego czy dokonywanego zamordowania mej babci dziwnie się aktywizował i zaczął przemawiać jak gdyby także na temat współczucia dla jej brata. Przyzwolenie i kontynuowanie tego kursu to po prostu zabijanie kolejnych ludzi, własną decyzją.
Minister, który udaje, że maile do niego nie docierają
Spotkałem się w Ministerstwie Sprawiedliwości z jeszcze jedną bardzo osobliwą nieprawidłowością, a mianowicie – udawaniem, że nie ma kontaktu. Ot tak po prostu. Maile, co do których serwer odpowiedział, że je przyjął, podobno nie są widoczne dla pracowników. Mimo najsilniejszych starań nie udało mi się uzyskać w tej sprawie żadnej ostatecznej odpowiedzi. Zrobiłem nawet nagranie i umieściłem je na YouTube pokazując, że określone maile zostały wysłane (tym razem, dla bardziej wiarygodnego efektu, z Gmail.com, bo tam z pewnością nie można podrzucić do folderu Wysłane jakiegoś maila, tylko skoro coś tam jest, to znaczy, że po prostu maila wysłano), sprawdzając to ze znanej kafejki internetowej w metrze Centrum (gdzie na pewno nie ma żadnych wirusów, bo po każdym restarcie systemu system działa z dysku o niezmienionej zawartości, jak gdyby świeżo po instalacji systemu operacyjnego – jest tam w każdym komputerze odpowiedni sprzęt, tj. kontroler dysku, który buforuje zmiany, a potem je wszystkie hurtowo przy restarcie zapomina). Dzwoniłem w kółko, naprzykrzałem się, wskazywałem na wideo, na wątek na forum.nielegalnie.pl itd.: nic. Nie udało się załatwić odpowiedzi na temat udrożnienia komunikacji e-mailowej, choć nawet specjalnie zrzekłem się pisania z adresów @xp.pl i specjalnie stosowałem tylko adres w domenie gmail.com.
Sprawa ta jest zaprezentowana na http://forum.nielegalnie.pl/viewtopic.php?f=13&t=7627.
Odcinanie się od faktów to dowód tego, że się coś osłania, pewne status quo, które nie chce się, by było przez te fakty zaburzane. Zaślepienie zaś jest dowodem pewnego ideologicznego zbaczania z kierunku wyznaczonego przez sprawiedliwość i powszechnie obowiązujące ustawy. To już bardzo prostą drogą wiedzie do wniosków na temat tego, co się obecnie dzieje w resorcie Ziobry – i że jest to dokładnym przeciwieństwem nadawania właściwego kierunku prokuraturze. Po prostu najprawdopodobniej zabiega się o to, by ona była zepsuta, podobnie jak sądownictwo. Tak ja to odczuwam.
Niezależnie od tego istnieje też problem wyremontowanych nieruchomości odtwarzających dręczące mnie (i wówczas nie tylko mnie) radio podsłuchowe, a nicnierobienie w tej sprawie mimo jej świadomości kwalifikuje się jako przestępstwo. Na pewno jest naruszeniem prawa budowlanego, co więcej, może to być pomocnictwo w zbrodni przeciwko ludzkości z art. 118a par. 2 pkt 3 k.k. Za to są kary niemniejsze niż 5 lat więzienia. Tymczasem różne budynki z PO i premierem związane odwiedzałem już w latach 2014-2015, a potem w latach 2015-2019 (rządy PiS-u) nie tylko Kancelarię Premiera, Kancelarię Prezydenta, Pałac Prezydencki, ale też liczne ministerstwa: Spraw Zagranicznych, Nauki i Szkolnictwa Wyższego, Edukacji, Sprawiedliwości... W każdym z nich przez wiele minut czy nawet łącznie wiele wiele godzin (jak w MSZ) tortura dźwiękowa pozbawiała równowagi psychicznej i ubezwłasnowolniała zgromadzoną tam ludność, paraliżując jej myślenie i serwując zamiast tego papkę, a nie zrobiono w tej sprawie nic, co więcej, ludność zachowywała się, jak gdyby problem był zrozumiały i nie był niczym szczególnym: "normalna to sprawa", "przyzwyczajeni (przyuczeni) jesteśmy", tak by można było z tego wnioskować. W Ministerstwie Sprawiedliwości wręcz emerytowany sędzia był na tyle przyuczony na ten temat, że w odpowiedzi na moje pytanie negował w ogóle istnienie problemu, udawał, że nic nie gra, co już od 2013 r. zarysowywało się jako dosyć rozpowszechniona linia obrony wśród różnych przedsiębiorców (zapewne jakoś w tym koordynowanych, np. przez spółdzielnie, skarbówki czy Facebooki).
Partie, które fałszują wybory
Niezależnie zaś od tego istnieje najwyraźniej problem fałszowania wyborów i fałszowania sondaży. Tworzy się wrażenie, że partiom PiS i PO nie spada, obecnie nawet rzekomo rośnie PiS-owi poparcie, a problem torturowania Niżyńskiego i problem wyremontowanych pod radio podsłuchowe nieruchomości nie istnieje. Że tak naprawdę to nie ma tego Dnia Budowlańca w dacie urodzin Piotra Niżyńskiego (udowodnionej tutaj: http://forum.nielegalnie.pl/viewtopic.php?f=9&t=3796, przypadającej na 25 września; a to przecież nie jedyny przypadek wykorzystywania zwłaszcza tej mojej daty dla pokazania czegoś, lecz jest takich przypadków mnóstwo: patrz artykuł "Irracjonalne i niemoralne odmowy kredytowania xp.pl, złodziejskie praktyki banków", pod ostatnim nagłówkiem: "Piotr Niżyński jako postać bardzo istotna w polityce najwyższego szczebla").
To wrażenie niezmienności poparcia, w warunkach braku nagłośnienia, jest fałszywe, jest wręcz idiotyczne, gdyż każdy człowiek plotkuje, tj. poznawszy pewną haniebną i kompromitującą państwo informację prędzej czy później kiedyś ją powtórzy, gdy nadarzy się ku temu sposobność. Może to potrwać jeszcze długo, zanim to nastąpi mogą minąć całe miesiące, ale w końcu powtórzy: jest to kwestia czasu. A potem jeszcze raz, komu innemu, przy innej tego typu okazji, np. jakiejś swobodnej rozmowie przy herbacie. W ten sposób działa praktycznie każdy człowiek w naszym kraju. Różnica tkwi jedynie w tym, czy informację o złym stanie polityki, np. o remontowaniu nieruchomości, o istnieniu instalacji podsłuchowo grających, rozniesie się 1 osobie na miesiąc (albo nawet kilku) czy 1 osobie na 2 miesiące czy, na przykład, 4 osobom rocznice. Każdy ma trochę inny współczynnik (trzeba by oszacować jakąś średnią jego wartość), ale informacja się szerzy: koniec końców, po upływie określonego czasu, zwykle liczonego w miesiącach, z każdego jednego człowieka pierwotnie wiedzącego robią się 2 osoby, bo powtórzy on to kolejnemu. Mnożąc ten czas przez wykładnik dwójki, jaki jest potrzebny (np. 10 by ok. 1000 razy wzrosła liczebność grupy "tych wiedzących"), osiąga się czas, w jakim informacja obiegnie cały kraj: przykładowo, jeśli wtajemniczy się 30.000 dorosłych ludzi, to po przemnożeniu tego przez 1000, czyli po upływie np. 20-40 miesięcy (zależnie od tego, ile średnio czasu mija, zanim powtórzy się dodatkowej jednej osobie informację o złu w polityce, np. o podsłuchowych remontach nieruchomości), informacja trafi (w uproszczeniu) do 30 mln. dorosłych ludzi, czyli obiegnie cały naród.
Powyższe jest oczywiście uproszczeniem, gdyż w rzeczywistości "1 nowa osoba" to może nie być 1 osoba nowa, tylko taka, która już słyszała od kogoś innego. Obiegnięcie więc przez jakąś nienagłaśnianą w mass mediach informację całego narodu trwa nieco dłużej, gdyż ten problem także trzeba uwzględniać i działa on jak swoista "kula u nogi", dodatkowy balast spowalniający rozprzestrzenianie się informacji. Tym niemniej po kilku latach właściwie to każdy już wie.
I teraz przychodzi rola sondaży. Ludzie dają się nimi ogłupić, ponieważ wierzą, że "bez nagłaśniania w mass mediach nikt się nie dowie", "dalej te same partie będą popierane". Nie ma żadnego powodu, dlaczego by tak miało być. Przeciwnie. A pamiętajmy, że powtarzają swą wiedzę o polityce nawet staruszkowie, bo czasem mają okazję z kimś zamienić słowo, nawet z kimś w ich wieku, może kimś takim, z kim bardzo rzadko mogą porozmawiać, ale czasem jednak tak. Dlatego też nie ma bariery dla obiegu informacji. Ludzie doskonale sobie z tym obiegiem poradzą i będą wiedzieć, jak jest źle, bez potrzeby wciągania w to mass mediów. I ich brak w danym temacie bynajmniej nie wyklucza zmian politycznych ani nie jest uzasadnieniem, by cały czas te same partie były popierane.
Ufność w sondaże wydaje się zatem naiwnością. Dlaczegóż to nie miałoby spaść PO, nie miałoby spaść PiS-owi, skoro tutaj człowiek jest torturowany, traktowany w najgorszy z możliwych sposobów, urągających jego godności, a nic się z tym nie robi? Wszędzie wyremontowano nieruchomości i nie ma przez to swobody myślenia, lecz zaprzedaliśmy się Ameryce i Telewizji Polskiej z najbardziej ludzką, najważniejszą naszą cechą: rozumem, naszą najwyższą osobistą władzą, a problem jest przez polityków lekceważony? Oczywiste jest, że ludzie się od tych starych partii odwracają. Sondaże, które próbują to tuszować, które elektorat alternatywny prezentują jako "paliatywny"-malejący: taki, co to szybko znika i jest wchłaniany przez duże partie, są po prostu niewiarygodne. A tak właśnie dzisiaj się głosi: dawne minimum 15-16% dla partii alternatywnych, takich, co to dotąd nie rządziły, przerodziło się rzekomo w obecne zaledwie mniej niż 7% dla Konfederacji oraz rzędu 3% w ramach wyniku PSL przypadające Kukizowi i jego ludziom. Spadek prawie dwukrotny. Kompletnie niewiarygodne.
Na tym tle szczególnie razi fakt, że Prokurator Generalny Zbigniew Ziobro zapytany przez Sąd Najwyższy o stanowisko w sprawie protestu wyborczego Niżyńskiego, w którym dowodzono, że wybory niemalże na pewno sfałszowano (pod znakiem rocznicy odzyskania niepodległości nr 101, kojarzonej też z systemem binarnym i jego dalszymi implikacjami, np. liczbą 256), kompletnie zlekceważył tę sprawę i odpowiedział arogancko. Pokazuje to, że partie, które próbuje się obecnie prezentować jako zwycięskie, reprezentują po prostu oszustwo wyborcze i nic więcej. Bo skoro nie ma się elementarnych zasad moralnych (lub skuteczności) w tak fundamentalnej sprawie, jak to, by państwo nie zabijało (czemu przecież ludzie w naturalny sposób się wszędzie sprzeciwiają, podnosząc lamenty aż nawet do swych wybrańców, do polityków; wszędzie tak jest, także w telewizji i jej władzach), to i cóż jeszcze można sobą reprezentować? Chyba nic ważnego. Tak tylko można to podsumować, jeśli w każdym razie nic nie może być ważniejsze od fundamentalnych zasad moralnych i ich przeważać. A tak to postrzega praktycznie każdy Polak.
I jeszcze jedno, na koniec: PO naprawdę dokładnie przez to straciła, że mnie gnębiono. Przez skandal w Telewizji Polskiej. Wyrazem tego była też tzw. afera podsłuchowa – zastosowano ją jako temat zastępczy. I wyrazem tej świadomości, istniejącej u samych premierów z PO, były plakaty wyborcze Kopacz z czasów kampanii wyborczej z 2015 r., kiedy to podobno doszło też do (częściowego pewnie tylko) "uwolnienia" sondaży ("odzyskania niepodległości" przez ośrodki sondażowe): "Słucham, rozumiem, pomagam". Po tych słowach partia sromotnie przegrała. Nie jest to jednak rezultat tego, że ludność dopatrywała się w nich czegoś demaskującego, bo raczej nikt, kto słyszał o sprawie, nie wierzył, że partia jest niewinna w tej kwestii (ani też raczej nikt nie zachodził w głowę, czy też go kolega nie okłamuje, że jest bardzo źle w polityce, po czym przestał się wahać po zobaczeniu tych plakatów): po prostu chyba faktycznie odkłamano sondaże i pozwolono na pokazanie, że oto "król jest nagi". Platforma, która przez tyle lat dobrze się trzymała, nagle bez wyraźnego powodu w raptem kilka miesięcy zaczęła przegrywać, tracąc rzędu 10, nawet kilkanaście procent podobno na rzecz PiS-u, jak by z tych danych sondażowych (a potem wyborczych) wynikało.
Skoro tak, to dlaczego to samo nie miałoby przytrafić się PiS-owi?
Partia zatem sromotnie oszukuje Polaków przedstawiając się w roli ich faworyta zasługującego na większość bezwzględną, a to może rzekomo przez "rodzinę 500+" i inne takie nagłaśniane hasła. To nie ma żadnego znaczenia, nikt z PO nie mówił, że zlikwiduje te świadczenia, gdy dojdzie do władzy, więc co za różnica, dlaczego ludzie mieliby zmieniać preferencje wyborcze na korzyść PiS-u? I ile znamy takich, co się "nawrócili" na tę partię? Praktycznie nigdzie ich nie widzimy. To są jakieś skrajnie rzadkie przypadki, jeśli patrzeć na krąg swych kolegów i kolegów tych kolegów.
Chyba więc naprawdę rządzą nami oszuści wyborczy, takie jest moje przeświadczenie. I właśnie może o to chodzi, by pozabijać jak najwięcej, a pewne sprawy, takie jak np. los mej matki, dociągnąć do bardzo przykrego dla mnie końca, wedle starodawnych planów. Co ma też odzwierciedlenie w personaliach premiera (inicjały MM – jak "mama"). Dokładniej nie chcę tego tutaj objaśniać, zainteresowanych odsyłam na mój blog na stronie internetowej www.bandycituska.com.
Nie zapominajmy o prezydencie
Dobre oceny pracy prezydenta to standard w sondażach, ale czy prawdziwy? Jeśli tak, to bardzo źle z Polakami. Prezydenta nie można inaczej oceniać, jak negatywnie.
Wynika to po prostu z tego, że jest to strażnik Konstytucji. Nie chodzi tu o straż rozumianą jako działania formalne na rzecz zgodności pozostałego prawa z Konstytucją – to byłaby rola Trybunału. Nie chodzi też o rozstrzyganie sporów kompetencyjnych między konstytucyjnymi organami państwa. We wszystkich jednak pozostałych kwestiach to prezydent przede wszystkim czuwa nad przestrzeganiem Konstytucji.
Skoro więc łamie się ją w sposób drastyczny, np. depcze się prawa człowieka (o czym zresztą prezydent był informowany, nawet na piśmie, a w latach 2015-2018 dziesiątki razem byłem tuż przy jego Pałacu Prezydenckim tak, że tam wewnątrz grała tortura dźwiękowa: nawet raz byłem za drzwiczkami tego pałacu przekonać się o tym osobiście), a jedyna reakcja to jakaś tam zdawkowa odpowiedź, że przekazano sprawę do Biura Interwencyjnej Pomocy Prawnej, to zaś jedynie zdawkowo wzmiankuje, że istotnie "być może są nielegalnie wprowadzone instalacje" w budynkach, po czym nic z tym nie jets robione, to to jest niewypełnianie własnych obowiązków przez prezydenta i podległych mu funkcjonariuszy. Jest to karygodne, a nie nadające się do "dobrej oceny".
To samo dotyczy obecnej sytuacji w prokuraturze, ta bowiem bardzo poważnie narusza prawa człowieka. Wystarczy rzut oka na stronę https://pk.gov.pl/dzialalnosc/europejski-trybunal-praw-czlowieka/orzecznictwo-etpcz/orzecznictwo-europejskiego-trybunalu-praw-czlowieka/, by zobaczyć, że ilekroć nie prowadzi się śledztwa w przestępstw, to jest to łamanie określonego prawa człowieka; zależnie od tego, jakiego kalibru są to przestępstwa, może tu chodzić o wszystko począwszy od prawa do niebycia poniżanym, przez prawo do prywatności, prawo do wolności od tortur i nieludzkiego traktowania, aż po prawo do życia. Polska łamie prawo do życia, zapisane oczywiście w Konstytucji (jak i inne prawa człowieka, bo Konstytucja je po prostu powtarza jako własne przepisy), a prezydent dobrze spełnia swoją funkcję? Wolne żarty. Albo więc Polacy są kompletnie ślepi lub nie potrafią przekazywać sobie nawzajem linka do strony internetowej www.xp.pl, albo to jest po prostu fałszowanie rzeczywistych zapatrywań politycznych społeczeństwa celem wydłużenia sobie rządów i budowania systemu autokratyczno-totalitarnego na bazie grupy skarbowej i zamieszanej w nią wszystkich ważnych oligarchów medialno-biznesowych.
Przekazujmy innym tę wiedzę, prezentujmy portal xp.pl i po prostu demaskujmy kłamstwo, gdy boleśnie godzi ono w najbardziej elementarną sprawiedliwość. A takim właśnie kłamstwem jest teoria o "dobrej ocenie pracy prezydenta".
Poniżej jeszcze kilka uwag co do rządów PiS-u.
Co najmniej 5 radykalnie niesprawiedliwych spraw KARNYCH zostało przeciwko mnie wytoczonych za rządów PO i PiS-u (2012-2019), z czego pierwsze 3 za rządów PO (ale ich sądowa część to w obu przypadkach rzecz z czasów PiS-u). Tutaj przedstawiam 4 najgorsze sprawy, nadal toczące się:
rzekomo połamałem nogi dziewczynie poprzez spowodowanie wypadku złym obsługiwaniem samochodu (2012, 2018 sąd):
Sprawa ta była tu kilkakrotnie relacjonowana, patrz np. artykuły
Kompromitacja w Strasburgu, kolejna zlekceważona skarga Niżyńskiego (od nagłówka "Jakiej sprawy sądowej dotyczyły zarzuty?"),
"Sędziom nic nie ma prawa grozić za orzeczenia z oczywistą i rażącą obrazą prawa" (akapit 2. z kolei licząc od ilustracji),
Kolejny skandal w SN. 2 błędy prawne ws. Niżyńskiego.
Jest też omawiana na forum.nielegalnie.pl.
Można ją podsumować następującymi słowami: "nie ma żadnego dowodu ani uprawdopodobnienia, ale skazanie jest".
Powyższe dotyczy czynu takiego, jak przypisany, czyli spowodowania złamania obu nóg. W aktach jest próżnia na ten temat (oczywiście – o ile wyjąć z nich orzeczenia państwowych prawników: czyli postanowienia prokuratorów i sędziów, podobnie też policjanta prowadzącego postępowanie – tj. jego "postanowienie o przedstawieniu zarzutów" – bo ci są przecież od tego, żeby oceniać akta i podejmować na ich podstawie właściwe decyzje procesowe; powinni dostrzegać potrzebę dowodzenia swych twierdzeń, a nie pisać z głowy lub nie wiadomo skąd).
Ponadto podnieść można następujące znamienne cechy tej sprawy:
4 organy pod rząd, jak jakaś grupa przestępcza, "podpisały się" pod tym nie mającym oparcia w faktach zarzutem (Policja, prokuratura, sąd I instancji, sąd II instancji);
uzasadnienie postanowień obu sądów zawiera poświadczenie nieprawdy: w przypadku sądu I instancji sędzia nakłamał, że w ogóle "poza sporem było, że Niżyński ten czyn popełnił" (czyli: że rzekomo nie było takiego sporu, który by wchodził na temat tego, czy w ogóle był taki wypadek z takim efektem spowodowany) – wymieniając tam jeszcze (powtarzając) dokładnie ten opis faktyczny czynu, ktory zastosował prokurator – natomiast sędzia II instancji w uzasadnieniu, mimo obfitych protestów (przeciwko temu problemowi) wyrażonych na piśmie i złożonych do akt, napisał, że "dowody pozwalają na przypisanie podejrzanemu zarzucanego mu czynu".
niewiadomego pochodzenia i niejasnej wartości jest też teza o tym, że to akurat ja miałem kierować pojazdem w czasie czynu, zaprzeczana przeze mnie, jak można znaleźć w aktach już od samego początku (rozmowa z biegłymi, potem też pisma obronne). Wydaje się, że policjant obstawia taką wersję w oparciu o preferowaną przez niego zasadę in dubio contra reo, tj. taką, że dla uniknięcia wątpliwości należy w przypadku istnienia 2 wersji wybierać tę, która jest niekorzystna dla podejrzanego (wersję oskarżycielską).
kompletne łamanie zasady bezpośredniości (którą bez wyjątku popierają wszystkie podręczniki prawa karnego i można było o niej czytać już co najmniej w latach 50-tych) w kwestii ustalenia tego, kto kierował pojazdem. Sąd przejął sobie ustalenia faktyczne Policji, bez wnikania w to, jak zostały poczynione (okoliczności są niejasne, nie było rozprawy, przesłuchania, wnikania w ten temat), co jest dokładnym zaprzeczeniem i naruszeniem art. 8 in principe k.p.k. O niedopuszczalności takiego sposobu rozstrzygania sprawy przez sąd obszernie piszą też podręczniki prawa, co relacjonowaliśmy w artykule "Kompromitacja w Strasburgu, kolejna zlekceważona skarga Niżyńskiego".
formalna niedopuszczalność aktu oskarżenia czy raczej jego namiastki, m. in. niekompletne uzasadnienie (które nie spełniało rygorów art. 332 §2 k.p.k.), wadliwie sformułowany opis faktyczny czynu (który tylko pozornie określał sposób jego popełnienia, podczas gdy w rzeczywistości skupiał się na okolicznościach, tj. ruchu obiektu, w którym znajdował się kierowca, co jest naciągactwem prawnym i czyni obronę przed takimi zarzutami karkołomną – w sytuacji, gdy w istocie problem polegał na odmówieniu posłuszeństwa przez samochód – zmusza się niejako nawet niewinnego do przytakiwania zarzutom). Ponadto prokurator nie zdążył z dokonaniem nakazanych mu przez sąd uzupełnień formalnych jego pisma wszczynającego postępowanie.
w sprawie udowodniłem w sposób w najwyższym stopniu przekonujący, że jestem niewinny, a to przez pokazanie istnienia (moim zdaniem) spisku sił prasowych i ogólnego kolaboranctwa w tej branży, jak również ścisłe (ujęte w formułach matematycznych) wyliczenia co do prawdopodobieństwa oraz wnioski dowodowe w celu uzupełnienia faktów, m. in. co do autorstwa artykułów, jak również udowodniłem tę niewinność poprzez wskazanie na to, że dane osobowe pokrzywdzonej były najprawdopodobniej albo zupełnie zmyślone, albo specjalnie przez kogoś dobrane. Ponadto wskazywałem na bardzo specyficzną postawę Kościoła, którego kierownictwo centralne najwyraźniej interesowało się bardzo tą sprawą, w tym nawet jej szczegółami technicznymi (formalnoprawnymi). Można zresztą przypuszczać, że to dlatego istnieje na naszym rynku marka Carrefour (czyt. karfur, bo to słowo francuskie, wbrew popularnym nawykom mówieniowym we francuskim "a" nie czyta się jak "e") i w ogóle że stąd chyba właśnie pochodzi jej nazwa, iż będą mnie "karać za furę" (kar-fur). Sam pomysł jest jeszcze bardziej pierwotny, czyli nie jest podyktowany tą nazwą, bo przecież cała gałąź prawa nazywa się "prawo karne", a tymczasem "samochód" to po ang. właśnie car (czyt. "kar"), stąd jak gdyby poniekąd całe to prawo było z myślą o problemach samochodowych konstruowane, jak gdyby mając je na swym szyldzie. Są pewne poszlaki potwierdzające tę teorię, ukryte w adresach warszawskich sklepów Carrefour – wspominaliśmy o nich w artykule "Nowy atak prokuratury z Policją na Niżyńskiego. Ślepo do celu wbrew faktom" pod nagłówkiem "Nie pierwsza sprawa, w której zarzut obalono, a prokuratura spieszy się do sądu udając, że nie ma argumentów obrony lub że są jakieś niepoprawne" (drugi punkt).
mimo powyższego zarówno prokuratura, jak i sąd, lekceważyły wszelkie dowody i argumenty przemawiające na mą korzyść: zamykały pisma i ich bardzo liczne grube załączniki dowodowe w szarych kopertach, trudno dostępnych dla przyszłych czytelników, itd., i praktycznie wszystkie argumenty prawne polegające na odwoływaniu się do naruszania przepisów prawa procesowego oraz (w jednym z przypadków) także prawa materialnego, nawet te najlepsze (oparte np. o naruszenie prawa człowieka do sądu – poprzez nieumożliwienie przesłuchania świadków oskarżenia, bo zamiast tego zrobiono tylko prymitywne posiedzenie skazujące, bez rozprawy, a tymczasem owo prawo przesłuchania przysługuje na mocy art. 6 ust. 3 lit. d Konwencji o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności), zbywano zupełnym milczeniem.
narażenie podatku dochodowego na uszczuplenie nierzetelną deklaracją (od ok. 2015):
Zarzut zupełnie absurdalny i kierowany przeciwko osobie w istocie pokrzywdzonej takimi rzeczami.
Sprawę można by podsumować słowami "prokurator udaje, że nie wie, o co chodzi w kontroli skarbowej i co ona bada" (bo bynajmniej nie kwestię bieżącego rozrachunku płatniczego, czyli salda tego rozrachunku, między płatnikiem a skarbówką; chodzi tu tylko o sprawę zadeklarowanego podatku należnego de iure, stosownie do zaistnienia odpowiednich zdarzeń powodujących konieczność płacenia odpowiedniego podatku, a bez względu na salda wzajemnych płatności płatnika i urzędu).
Wskutek swego rzekomego "pobłądzenia" prokuratura niemal pełne dwa razy naliczyła ten sam podatek, czyli podwoiła sobie kwotę podatku narażonego na uszczuplenie, przez co zamiast wykroczenia skarbowego lub niemalże wykroczenia skarbowego (to byłoby już dawno przedawnione) dopatruje się tutaj aż przestępstwa skarbowego. Wykroczenia, jak wiadomo, to rzecz małego kalibru – komuż nie zdarzyło się kiedyś przejść przez ulicę na czerwonym świetle (choć to oczywiście niechlubne)?...
Widać też zamykanie oczu na dowody, bo do dziś nie umorzono tej sprawy, mimo że obaliłem zarzuty (patrz np. artykuł "Nowy atak prokuratury z Policją na Niżyńskiego. Ślepo do celu wbrew faktom").
Nie tylko nie ma tu żadnego przestępstwa z mojej strony, jak zostało omówione i udowodnione na stronie http://forum.nielegalnie.pl/viewtopic.php?f=7&t=7618, ale w dodatku sytuacja jest taka, że to ja jestem pokrzywdzony, gdyż skarbówka mnie w istocie okradła: wbrew stałej linii orzeczniczej WSA i NSA uznali tam decyzję wydaną w następstwie kontroli skarbowej za decyzję mogącą być w mocy mimo wydania jej ponad 3 lata po upływie terminu zapłaty podatku. W efekcie egzekwowali ode mnie (i nadal egzekwują koszty egzekucyjne) ok. 8 tys. zł z odsetkami, łącznie ok. 11-12 tys. zł, z czego ok. 11 już przejęli, bo nie wykonali zwrotu nadpłaty PCC, tylko przeznaczyli go na konto tej egzekucji administracyjnej.
Sprawa ta jest na razie w prokuraturze, za pół roku powinna się przedawnić, ale nie chwalmy dnia przed zachodem słońca, bo może coś wymyślą, żeby ją dalej ciągnąć, nawet z naruszeniem normalnie rozumianej litery prawa. (Wydaje się, że prawo udostępnia nawet pewne triki, do których można by próbować się w tym celu odwoływać.)
Więcej o tej sprawie – na http://forum.nielegalnie.pl/viewtopic.php?f=7&t=7618.
rzekome spowodowanie zniszczeń w wynajętym domu (2014, 2018 sąd):
Tutaj sprawa z czasu rządów p. Kopacz opiera się na łamaniu elementarnych standardów, w tym aż nawet samego prawa procesowego: np. zupełnie pomija się zasadę bezpośredniości, a dowody co do jakiejkolwiek mojej roli sprawczej w zniszczeniach mają tam postać "słowo »pokrzywdzonego« przeciwko słowu mojemu": przy czym to pierwsze dostarcza co najwyżej jakiegoś tzw. dowodu pochodnego, a właściwie to w ogóle nie powinno być coś takiego (tj. twierdzenia "świadka" ex auditu, czyli kogoś, kto coś zasłyszał od – w tym przypadku – sąsiada) kluczowym dowodem winy w żadnej sprawie karnej, chyba że samo trafienie w informację stanowi dowód (a bywają takie sytuacje; podobna sprawa, co np. ze znajomością hasła komputerowego), zaś to drugie "słowo" z 2 spornych stanowi tutaj dowód pierwotny ("bezpośredni"): czyli taki, któremu uczciwy, zgodnie z nauką i prawem orzekający sąd czy prokurator przyznaje pierwszeństwo.
Tym niemniej w sprawie od dawna mam przedstawione zarzuty (co więcej, ten sam policjant wcześniej też zarzucał mi usiłowanie kradzieży z włamaniem w tym domu, bez ani jednego dowodu czy choćby uprawdopodobnienia co do istnienia zamiaru kradzieży, po prostu na tej tylko podstawie, że – będąc, jak było doskonale wszystkim wiadomo i czego nikt nie kwestionował, najemcą, któremu skradziono klucze – próbowałem dostać się do tego wynajętego domu siłowo; sprawę umorzył dopiero po ponad 3 latach, bez żadnego postępu w zbieraniu dowodów: ot po prostu namyślił się po tym czasie i stwierdził "brak znamion czynu zabronionego").
Zarzuty sprowadzają się do ogólnikowego przypisywania mi "bycia przyczyną uszkodzeń mienia": tak właściwie to nic więcej ci oskarżyciele nie wiedzą. Ot i podstawa do wysnuwania zarzutów: jakieś ogólne niezweryfikowane rzetelnie przekonania, że "ten, o ten właśnie, na pewno jest zły".
Sprawa była już w sądzie, nawet był wyrok nakazowy, który zaraz upadł wskutek mego sprzeciwu, tym niemniej sąd zwrócił ją prokuraturze ze wskazaniem usuwania istotnych braków postępowania przygotowawczego (bo nawet nie wiadomo było, jakie konkretnie zniszczenia miałbym spowodować: w aktach można było poczytać różne wersje i nie było jasne, co wyceniono, tj. które konkretnie szkody są autentyczne i potwierdzone przez biegłego).
Jest to sprawa z wadliwego, niedopuszczalnego formalnie, wybrakowanego aktu oskarżenia, który mimo to przepuścił prezes sądu Warszawa-Mokotów (bo wstępna kontrola napływających aktów oskarżenia to zadanie prezesów sądów); równie wadliwy i niedopuszczalny formalnie jest też zarzut, jaki mi przedstawiono (w policyjnym, a potem prokuratorskim, postanowieniu o przedstawieniu zarzutów), gdyż zgodnie z zasadami prawa (patrz np. wyrok SN o sygn. III KK 158/13 i przytoczony tam długi zbiór orzecznictwa) powinien on być taki sam, jak później akt oskarżenia, a skoro nie może być takiego aktu oskarżenia, to w takim razie i zarzut jest błędny. Z powyższego wynika, że nawet z przyczyn czysto formalnych nie powinienem być w sprawie podejrzany (bo podejrzany to ten, komu przedstawia się lub już przedstawiono zarzuty) – uczyniono mnie nim bezprawnie. Wadliwy, wybrakowany formalnie akt oskarżenia zatwierdziły zresztą kolejno 4 organy pod rząd, jak jakaś grupa przestępcza (podobna sytuacja, co i w pierwszej tutaj sprawie na liście): Policja, prokuratura, sąd I instancji (prezes) i sąd II instancji (wbrew mym najlepszym naleganiom w zażaleniu; m. in. miałem orzecznictwo Sądu Najwyższego po swojej stronie). Jego brak polega na nieokreśleniu sposobu popełnienia czynu (patrz art. 332 §1 pkt 2 k.p.k.): w aktach zresztą brak dowodów na ten temat, nie ma podstaw, by mieć jakiekolwiek wyobrażenie o tym, jak to się stało, że powstawały te zniszczenia (czy np. miałbym wprowadzać je sam lub z czyjąś pomocą, a jeśli sam, to jakimi metodami i czy umyślnie itd.). Można tu nadmienić, zaspokajając nieco ciekawość czytelnika, że niektóre z nich wprowadził sam właściciel (przedsiębiorca taksówkowy), inne były w ogóle zmyślone, a były też pojedyncze przypadki uszkodzeń najzupełniej drobnych, które mogły powstać niechcący, np. przedziurawienie karbowanej elastycznej rurki od pieca wartej ok. kilkadziesiąt zł (w wyniku utraty równowagi i oparcia się o nią ręką).
Temat ten jest prezentowany i omawiany na stronie forum.nielegalnie.pl, został nawet wniesiony pozew przeciwko prokuraturze, a ponadto sprawa ta była też przedmiotem artykułu xp.pl "Irracjonalne, wewnętrznie sprzeczne orzeczenie SO w Warszawie. Przegrał ten, co zwykle".
znieważenie funkcjonariusza Policji na Dworcu Centralnym w Warszawie (2018):
Sprawa z czasów PiS-u, stylizowana na zupełne przeciwieństwo tej "tuskowej", czyli pierwszej tutaj na liście.
Oparta przede wszystkim o sfałszowane dowody, w obliczu których niesprawiedliwe sądy są jedynie dodatkiem do już pierwotnie istniejącej wielkiej niesprawiedliwości. Nie więc o rażące łamanie prawa w pierwszej kolejności tu chodzi.
Zmyślono jakieś długie zdania, przepojone prostackimi wulgaryzmami (jak jakimś chlebem powszednim) oraz kalumniami, które miałbym wypowiadać przeciwko policjantowi na służbie (co jest, jak mi doskonale od dawna już było wiadomo, ścigane z oskarżenia publicznego). To, że zarzut jest tutaj fałszywy, jest przekonująco dowodzone na stronie http://forum.nielegalnie.pl/viewtopic.php?f=7&t=7381. Sprawa jest stylizowana na przesiąkniętą kościelnymi inspiracjami.
Postępowanie obecnie znowu toczy się w prokuraturze, ale zdążyłp już być w sądzie, który nakazał uzupełnienie dochodzenia. Nic w tym jednak przyjemnego, bo uzupełnienie ma polegać na odwoływaniu się do psychiatrów, których w sprawie jak dotąd nie było. Zawsze więc stwarza to ryzyko stosowania przez prokuraturę radykalnych metod w rodzaju zamykanie podejrzanego w zakładzie psychiatrycznym, nawet bezterminowo (jako tzw. środek zabezpieczający do zaaprobowania przez sąd).
Powyższa lista nie uwzględnia niesprawiedliwości w sprawach cywilnych, które również są na porządku dziennym.
To, że zarzuty w tych sprawach są "najprawdopodobniej fałszywe", mogę na szybko zaprezentować poprzez wskazanie na koncepcje "nadczłowieka i podczłowieka" – Übermenscha i Untermenscha (chodzi tu o schamioną wersję filozofii Nietzschego, dostosowaną do ideologii nazistowskiej; u samego Nietzschego nie było pojęcia "podczłowieka"), które to koncepcje Kościół lubi, jak się okazuje, wykorzystywać w nazwiskach (chyba, że doszło do jakiegoś skrajnie nieprawdopodobnego zbiegu okoliczności). Po rosyjsku "niżej" i "wyżej" to odpowiednio ниже i выше ("niże" i "wysze"), czemu odpowiadają nazwiska Niżyński i Wyszyński. Po tej drugiej stronie, czyli po stronie dominatorów, mamy po pierwsze prymasa Wyszyńskiego, ale po drugie też słynnego sowieckiego prokuratora Wyszyńskiego, z którym zresztą we wczesnych latach swej kariery rewolucjonisty Stalin chciał nawet siedzieć razem w celi, co załatwili dla niego strażnicy więzienni. Wyszyński znany jest jako prokurator od samooskarżeń i samokompromitacji (gdyż jego celem było zawsze doprowadzić swych podejrzanych do takiego stanu przed sądem: mają się przyznawać, to jest koronny dowód, zgodnie ze starą zasadą prawną z czasów procesów inkwizycyjnych – confessio est regina probationum – obecnie odrzucaną przez wszystkich profesorów prawa, gdyż stanowi ona wyraz kierowania się legalną teorią dowodową i tzw. prawdą formalną, a nie prawdą materialną). Postawienie Wyszyńskiego nad Niżyńskim – jeszcze przed mymi narodzinami (a także i inne sprawy zapowiadały ten kierunek, np. to, że Nietzsche [czyt. nicze], od którego m. in. najwyraźniej pochodzi zainteresowanie mym nazwiskiem Niżyński, wskutek nieprawidłowości politycznych został zamknięty w szpitalu psychiatrycznym, czemu współcześnie odpowiadałaby sfingowana sprawa w sądzie o przyjęcie do szpitala, czy także kariera kard. Comastri, który z racji nazwiska kojarzy się z tzw. "konwalidowaniem" aktu oskarżenia: nazwa taka weszła zresztą do obiegu zapewne z myślą o tym kardynale) – symbolizuje fakt, że na pewno będą jakieś procesy polityczne przeciwko mnie. Nie ma znaczenia, czy coś złego zrobiłem, czy też nie. W takich warunkach oczywiste jest, że wysuwane przez państwo "dowody" przeciwko mnie – często w dodatku dowodów takich brak, sprawy opierają się na zgadywaniu lub zupełnie wyłącznie tylko na błędnym funkcjonowaniu organów ścigania i wymiaru sprawiedliwości – nie mogą budzić zaufania i że, zgodnie ze starą rzymską zasadą Satius enim esse impunitum relinqui facinus nicentis quam innocentem damnari ("Lepiej pozostawić bezkarnym występek złoczyńcy niż skazać niewinnego"), najsłuszniej jest uważać mnie za niewinnego, jeśli komuś nie chce się wnikać w szczegóły tych spraw. Wniknięcie takie jest zresztą możliwe, wystarczy korzystać z odsyłaczy internetowych.
Nadal trwa nakłanianie ludzi do stalkingu przeciwko Piotrowi Niżyńskiemu
Wciąż personel firm i niekomercyjnych instytucji państwowych i prywatnych wciągany jest w działalność przeciwko mnie polegającą na uporczywym nękaniu i gnębieniu (jako część ogólniejszej "inicjacji przestępczej" dotyczącej pracy przy monitoringu – chętni na nią są zwłaszcza ludzie młodzi). Jeszcze bardziej zaś efekt stalkingu, czyli systematycznego dokuczania, prześladowania, gnębienia jakiejś jednej osoby (nagonka w istotny sposób naruszająca prywatność drugiego człowieka), daje się we znaki w dużych miastach, gdzie rynek nieruchomości jest nieproporcjonalnie rozrośnięty w porównaniu z innymi obszarami kraju. Czyni to je swego rodzaju odrębnym "rozproszonym województwem" w Polsce, w ramach którego skupia się najbardziej wrogi mi element – mnóstwo ludzi, którzy dla pieniędzy (możliwość wynajęcia swego mieszkania komuś i w dodatku brak problemów z podatkiem dochodowym) są gotowi świadomie doprowadzić ich nieruchomości do takiego stanu, by mnie torturowały (i bym nie miał gdzie mieszkać), a także kolaborować w sprawie zapewnienia śledzenia mego komputera. W razie zaś wynajęcia mi mieszkania obiecaną mają bodajże m. in. comiesięczną łapówkę. Sprawa ta, w tym także sekretna komunikacja kryminalna skupiona wokół "telewizji" jako kontaktu w Gadu-Gadu, dostęp do jej internetowego radia podsłuchowego i jego (nieraz podżegających) napisów, do filmów z mym ekranem komputerowym transmitowanych w komunikatorze na żywo jako kamerki przez szpiegów oraz także dokuczanie mi teatralnymi gestami i scenkami wokół mnie organizowanymi, co sprawia wrażenie istnienia jednego wielkiego wrogiego mi gangu, dotyczy nie tylko właścicieli mieszkań i ich partnerów, ale potencjalnie też ich sąsiadów, gdyż wiele bloków nie ma wyodrębnionego pomieszczenia dla agenta, gdzie można by śledzić komputer, lecz można je ad hoc zorganizować u sąsiada, który wyraził na to zgodę przy okazji jakiegoś wynajmu (w zamian dostałby od spółdzielni mieszkanie zastępcze). Szczególnie przy tym wyróżnia się na tym tle (tj. wśród dużych miast, gdzie odsetek zamieszanych jest stosunkowo wysoki) Warszawa, bo w niej dodatkowo jeszcze mieści się większość czołowych spółek mass medialnych, np. telewizji, a także większość instytucji rządowych i dlatego w związku z tym już w ogóle ilość agentów ma szansę być o wiele wiele tysięcy wyższa niż w innych dużych miastach, niezależnie od sprawy rynku nieruchomości.
Metody masowego uporczywego nękania mnie są różne, zwykle są to jakieś teatralne gesty, których prezentowanie zleca się ludności i nagle tysiące, setki tysięcy ludzi w różnych miejscach, raz po raz przeze mnie spotykanych, zaczyna tak robić w mojej obecności. Jest to możliwe, gdyż słyszą przekaz podprogowy lub obecnie torturę dźwiękową, a to jest charakterystyczny znak rozpoznawczy dla tych, co dysponują podsłuchem i czasem z niego korzystają. W każdym razie przez ten skoordynowany proceder niemal nieodłączne we wszystkich miastach jest wrażenie, że stale widzę tę samą niemalże osobę dręczącą mnie, jedynie o zmieniającym się wyglądzie twarzy: np. jest to ktoś młody bawiący się telefonem komórkowym przy mnie czy kaszlący na mój widok albo rozmawiający przez telefon komórkowy. Podobnie też nakręcano zjawisko przeszkadzania mi w toaletach publicznych poprzez masowe wdzieranie się tam ludzi przy każdej okazji, gdy tylko gdzieś się znajduję, i zajmowanie sąsiednich kabin, by tworzyć wrażenie bardzo ograniczonej prywatności. Nie ma to nic na celu, tylko dokuczanie, w szczególności zaś nie jest żadnym "doinformowywaniem", gdyż po tylu latach uporczywego nękania oczywiste jest (i każdy człowiek nieupośledzony to zrozumie), że świadom jestem bycia śledzonym.
Lista jak dotąd praktykowanych popularnych metod dokuczania mi (dokuczania jak gdyby wizerunkiem jednej i tej samej postaci, może z nieco różniącym się wyglądem twarzy, ale jednak praktycznie tej samej, te same wszystkie skojarzenia wywołującej i tak samo irytującej: np. "człowiek z telefonem") dostępna jest na stronie www.bandycituska.com/2012-13.php#elementy.
Koordynowanie tej całej przestępczości – sprawiającej wrażenie "podstawiania" ludzi, a w istocie opartej w sporej mierze na wykorzystywaniu istniejącego i po prostu rozproszonego i częściowo wszechobecnego elementu społecznego – odbywa się, o ile mi wiadomo, z wykorzystaniem po pierwsze komunikatora Gadu-Gadu, po drugie (czyli często dopiero w następstwie posiadania go) z użyciem radia internetowego transmitowanego przez ten telewizyjny kontakt na Gadu-Gadu, czyli przez ten "ośrodek telewizyjny" (za pomocą GG można bodajże przeczytać, jaki to radio ma adres internetowy; chodzi tu o informacje o użytkowniku, który jest kontaktem). Radio internetowe, które można sobie włączyć, prezentuje – o ile się nie mylę (w GG jest na to chyba mało miejsca, tutaj jest więcej) – cyklicznie pewne napisy, zmieniane na żywo przez ośrodek, który to nadaje, te zaś dostarczają kontekstowych wskazówek co do zalecanych sposobów stalkingu, może też co do miejsca, w które można przyjść, żeby mnie pośledzić (np. adres bloku czy hotelu z recepcją), jak również ewentualnie także informacje o moim umówieniu się na konkretną godzinę w sprawie wynajmu mieszkania. A zatem to, co w danej chwili jest potrzebne lub aktualne, można tam reklamować, w szczególności zaś możliwość śledzenia ekranu poprzez jakąś internetowo transmisję wideo albo po prostu zalecane metody stalkingu. Być może też istnieje jakaś strona www, na której więcej można przeczytać niż tylko takie krótkie teksty statusowe – trudno mi się wypowiadać, skoro nigdy tego nie widziałem. Grunt, że podstawą jest tu jakiś kontakt kryminalny w komunikatorze i to, co on swoją osobą reklamuje, nawet bez konieczności rozmowy 1-na-1. Za pośrednictwem ww. kanałów masowego informowania rozpowszechnia się, powtórzę, dane o moich mieszkaniach (czy nawet obiektach chwilowo wykorzystywanych jako mieszkanie, np. hotelach), w tym nawet zaledwie o próbach umówienia się na spotkanie z właścicielem celem wynajęcia mieszkania, a ponadto rozpowszechnia wskazówki co do sposobów uporczywego nękania oraz bodajże też pozwala na oglądanie transmisji na żywo z wykradzionym obrazem mego ekranu (podgląda się go zdalnie odpowiednim odbiornikiem telewizyjnym, z podłączonym do niego przy pomocy kabla telewizyjnego przetwornikiem, który to przetwornik pozwala z kolei wprowadzić przez USB odebrany sygnał "telewizyjny" do komputera tak, jak gdyby podłączono kamerkę typu webcam; a zatem to, co webcam prezentuje, dostraja się poprzez obsługiwanie specjalnego urządzenia: odbiornika, bodajże firmy Rohde&Schwarz).
Przykłady realizowania procederu stalkingu – a jest to proceder najzupełniej bandycki i wycelowany w naruszanie mego spokoju, ciągłe atakowanie bodźcami – można przeglądać na poświęconych temu stronach internetowych, w tym w szczególności http://old.sysplex.pl/index/inne-dowody/W-TYM-WIDEO-JEST-WSZYSTKO-KLIKNIJ/.
Zwłaszcza w metrze widać tłumy ludzi bawiących się zawsze telefonami, ale jest to proceder masowy praktycznie wszędzie: co najmniej co któryś człowiek w autobusie, tramwaju warszawskim czy nawet pociągu w mojej obecności stosuje obecnie, od ok. 2016 r., stalking "telefoniczny". Dawniej zaś stosowano bardziej powszechnie inne metody dokuczania, np. kaszel. Moją obecność rozpoznaje się na słuch: zaświadczał o niej dawniej rozlegający się przekaz podprogowy, czyli wrażenie, że "ktoś prowadzi moje myśli", a dziś robi to po prostu tortura dźwiękowa, bezbłędnie wychwytywana przez ludzi jako "rozkaz do ataku" (co pozwala podejrzewać, że już ją kiedyś słyszeli, inaczej mogliby "przespać" to zjawisko, nie włączyć się w reakcji na nie, np. z powodu rozkojarzenia; a zatem te masy to prawdopodobnie ludzie, którzy co najmniej raz kiedyś włączyli sobie radio podsłuchowe i słuchali przez dłuższą chwilę tego, co w nim słychać).
Wydaje się, że szczególnie dużo tego jest w Warszawie, również ze względu na bardzo rozrośnięty rynek nieruchomości, tym niemniej także w innych miastach, gdy tam przybędę, jak np. w Gorzowie Wielkopolskim, dostrzegłem, że szybko tyle już osób mnie nachodziło, że robi się z tego odsetek ludności miasta wynoszący łatwo co najmniej 1%, a nawet kilka procent.
Niezależnie od tego istnieje też inny stalking, mianowicie samochodowy, który jest organizowany już raczej przez komunikator internetowy ("telewizja" ma w nim swoje konto) oraz np. radiowęzeł (policyjny, Straży Miejskiej czy nawet komunikację telefoniczną w firmach kurierskich, co ma budzić skojarzenia z czołową produkcją TVP Warszawa, czyli podobno kanału podsłuchowego...), powiązane ze sobą za pośrednictwem odpowiedniego pracownika podłączonego w danej chwili do obu tych kanałów komunikacji. W efekcie tego procederu najeżdżać mnie dziennie potrafi od 10 do np. 150 różnych pojazdów, w sporej części policyjnych, ale też należących do służby zdrowia (czyli państwowych-centralnych lub miejskich; chodzi oczywiście o ambulanse) oraz prywatnych (np. firma wynajmująca samochody: Panek, ponadto piekarnie, firmy ochroniarskie, taksówki itp.), a także tych związanych z mało znanymi sektorami działalności państwa, jakimiś małymi komóreczkami większych państwowych struktur (np. samochody niektórych instytucji miejskich, w rodzaju zakładu remontu i konserwacji dróg czy zakładów wodociągowych). Po prostu przejeżdżają obok na mieście, potrafią mnie znaleźć, mimo że ciągle zmieniam położenie (np. jestem w autobusie czy tramwaju). Jest to wyraźnie efekt komunikacji z telewizją przez komunikator internetowy i dręczyciele dźwiękowi tego nie ukrywają.
(pn, zmieniony: 15 gru 2019 21:35)

References: art. 18
 art. 146
 art. 82
 art. 118
in dubio
 art. 8
 art. 332
 art. 6
 art. 332