Source: http://olgierd.bblog.pl/data,2011,7,strona,7.html
Timestamp: 2017-05-29 15:11:48+00:00

Document:
Załóż blogaStrona główna 2011-07-20 20:31
Trybunał za a nawet przeciw kodeksowi wyborczemu
A więc stała się jasność: Trybunał Konstytucyjny orzekł o zgodności (i częściowej niezgodności) kodeksu wyborczego z konstytucją -- co najprościej można skwitować: dużo się musiało zmienić, żeby wszystko pozostało po staremu -- bo jak inaczej skwitować tytuł notatki prasowej opublikowanej na stronie Trybunał.gov.pl ("Dwudniowe wybory są niezgodne z konstytucją. Głosowanie korespondencyjne i przez pełnomocnika -- zgodne z konstytucją. Spoty i bilbordy zostają. Jednomandatowe okręgi wyborcze są zgodne z konstytucją.")
Dla mnie -- mimo pojawiających się głosów "wyrok był do przewidzenia" -- wyrok oczywiście stanowi zaskoczenie o tyle, o ile nada staram się wierzyć w rozsądek naszego sądu nad prawem (lecz wiara ta wyraźnie gaśnie z roku na rok). Tam, gdzie mój kciuk powędrowałby w górę, Trybunał pokazał w dół -- i vice versa.
Oczywiście, ja jestem sobie takim błahym blogerkiem, oni są sędziami Trybunału, jednak nie oznacza to, że nie mogę podzielić się z P.T. Czytelnikami kilkoma :
wyrok Trybunału Konstytucyjnego z 20 lipca 2011 r. dot. ustawy z dnia 5 stycznia 2011 r. -- kodeks wyborczy (oraz ustawy zmieniającej kodeks wyborczy z 3 lutego 2011 r.), sygn. akt K 9/11
wybory zorganizowane w dwa dni są niezgodne z art. 98 ust. 2 i ust. 5 oraz art. 128 ust. 2 konstytucji, bo prezydent powinien wyznaczyć wybory na dzień wolny od pracy... no zaraz: jeśli wybory zostałyby przeprowadzone w sobotę i niedzielę albo niedzielę i poniedziałek, to niewątpliwie byłyby zorganizowane w dzień wolny od pracy. Tam nigdzie nie jest napisane "wyłącznie" albo "tylko" albo "w żaden inny" -- trzeba dać ludziom możliwość spokojnie zagłosować w taki dzień, w który (teoretycznie) nikt nie idzie do pracy -- ale z pewnością nie odbiera im tego prawa możliwość pójścia do głosowania w sobotę lub poniedziałek. A wszystko dlatego, że w konstytucji napisali "dzień" w liczbie pojedynczej... no tak, bo przecież jakby napisali "w dni wolne", to by zaraz się okazało, że to muszą być dwie niedziele pod rząd (albo może i nie pod rząd?).
(Warto przypomnieć, że nie tak dawno TK uznał, że 2-dniowe głosowanie w wyborach do Parlamentu Europejskiego jest O.K. i stąd też dwudniowe głosowanie do PE oraz w wyborach samorządowych się ostanie -- z tą różnicą, że o tych instytucjach ojcowie konstytucji "zapomnieli");
przepisy o głosowaniu korespondencyjnym lub przez pełnomocnika jest zgodne z konstytucją -- chociaż jest w niej mowa o "bezpośredniości głosowania" (art. 96 ust. 2, art. 98 ust. 2 i art. 127 ust. 1) -- gdzie ową "bezpośredniość" zawsze przekładano także na "osobistość" aktu wyborczego ("bezpośredniość" jako brak wielostopniowości to drugi, nie mniej istotny, element wykładni tego przymiotnika wyborczego). A tu proszę bardzo -- "Głosowanie przez pełnomocnika jest jedną z alternatywnych form głosowania, a tym samym jest dodatkową gwarancją korzystania przez obywateli z czynnego prawa wyborczego. Nie oznacza ono przeniesienia na pełnomocnika praw wyborczych przysługujących osobie, która pełnomocnictwa udziela. Pełnomocnictwo obejmuje upoważnienie pełnomocnika do oddania głosu w wyborach zgodnie z wolą mocodawcy i w jego imieniu" -- acz bez możliwości kontroli sposobu skorzystania z pełnomocnictwa (co dodaje sam TK w komunikacie). I dla porównania: w przypadku głosowania poza niedzielą się tak nie dało, ponieważ "Trybunał nie podzielił stanowiska Sejmu, że trwające jeden dzień głosowanie stanowi swoiste minimum gwarancji realizacji przez obywateli ich czynnego prawa wyborczego, które to minimum może być rozszerzone przez ustawę zwykłą, czego przejawem ma być głosowanie w ciągu dwóch dni. Innymi słowy, zdaniem Sejmu, dwudniowe głosowanie "jest proobywatelskim rozwinięciem zasad i norm konstytucyjnych" -- bezpośredniość można rozwinąć przez pełnomocnika, ale niedziela przez to, że staje w szeregu z innym dniem, przestaje być dniem wolnym od pracy...
nici z zakazu głupich plakatów o powierzchni przeszło 2 m.kw. oraz ogłupiających spotów radiowo-telewizyjnych, bo... mamy wolność słowa (jasne: w kontekście niedawnego wyroku TK ws. przestępstwa znieważenia prezydenta można zapytać czym zdaniem Trybunału jest wolność słowa?). I ta właśnie wolność -- rozumiana jako prawo pozyskiwania informacji i wyrażania swojego zdania -- obejmuje także partie polityczne, więc chociaż 430 posłów dobrowolnie się postanowiło zrzec korzystania z tego prawa, a później część się zmitygowała (o tym więcej poniżej) -- Trybunał wie lepiej. Akurat wolność słowa jest mi miła, aczkolwiek -- biję się w piersi -- nigdy nie patrzyłem na owe plakaty i audycje emitowane w radiu i TV jako na jakiś wybitny przejaw realizacji wolności słowa. Ale faktycznie, chyba trzeba będzie wziąć do serca porada, iżby ustawodawca zmienił "przepisy o finansowaniu kampanii, a nie wymuszać zmiany zachowań w tym zakresie przy pomocy instrumentów ograniczających wolność słowa" -- dzięki czemu (jak to rozumiem) plakaty będzie można wieszać, acz nie będzie można za nie płacić z kasy partyjnej...
natomiast mucha nie siada jeśli chodzi o jednomandatowe okręgi wyborcze do Senatu -- nie dość, że jestem cały za, to jeszcze naprawdę trudno mi podzielić pogląd o rzekomej nierówności takiego rozwiązania (wzorcem był tu art. 62 ust. 1 w zw. z art. 32 ust. 1 ustawy zasadniczej), co rzekomo miałoby skutkować koniecznością zachowania równości materialnej w wyborach do izby wyższej parlamentu (moim zdaniem dopiero jednomandatowe okręgi tak naprawdę pozwalają oddać istotę owej równości w wyborach)
do kosza poleciała też cała nowela z 3 lutego 2011 r. jako przeprowadzona na mniej niż pół roku przed wyborami (co ciekawe kodeks wyborczy był już łącznie pięć razy zmieniany -- chociaż nie zdążył nadal wejść w życie! -- mamy więc ciekawą sytuację, że kolejne zmiany będą obowiązywać, ponieważ nikt nie zdążył ich zaskarżyć -- chociaż są nie mniej niekonstytucyjne co do trybu wprowadzenia... -- zwraca zresztą na to uwagę sędzia Mirosław Granat w swoim zdaniu odrębnym.)
Co ciekawe do orzeczenia posypały się zdania odrębne: jak podaje prasa większość sędziów uznała, że ustawa zmieniająca zasady przeprowadzania wyborów nie powinna być wprowadzana tuż przed wyborami, bo "sprzeczne z konstytucyjną zasadą trójpodziału władz jest umożliwienie prezydentowi przesądzenia o tym, na jakiej podstawie odbędą się wybory" (i tu pełna zgoda: wiadomo, że prezydent mógłby już dziś ogłosić datę wyborów, ale tego nie zrobił, bo cały czas czekał na wejście w życie kodeksu wyborczego).
I na zakończenie passus z notki prasowej: "Trybunał wziął pod uwagę fakt, że większość zaskarżonych obecnie regulacji prawnych została przyjęta w drodze konsensu wszystkich ugrupowań politycznych w parlamencie. Kodeks został uchwalony przez Sejm jednomyślnie. Za jego przyjęciem podczas III czytania głosowało 430 posłów na 430 głosujących, w tym również posłowie, którzy podpisali się pod wnioskiem do Trybunału w niniejszej sprawie." -- więc po pierwsze nie widzę skutków owego wzięcia pod uwagę, po drugie nie wiem w jaki sposób mógłby wziąć to pod uwagę (jakby na to nie patrzeć TK zobowiązany jest do badania konstytucyjności, nie woli politycznej) -- co nie zmienia faktu, że uważam, że mogłoby to być nawet ciekawe, gdyby Trybunał uznał, że w zakresie, w jakim dotyczy to partii głosujących za, partie te dobrowolnie poddały się tego rodzaju ograniczeniom (mam na myśli zwłaszcza te billboardy)... a może nawet przydałby się przepis, że poseł nie może podpisać się pod wnioskiem o zbadanie zgodności ustawy z konstytucją, jeśli na sali plenarnej głosował za jakimś przepisem? I ostatnie pytanie: czy my naprawdę mamy aż tak dobrą, czy aż tak złą ustawę zasadniczą, skoro się okazuje, że praktycznie nic się nie da bez jej modyfikacji?
polityka,	wybory,	wolność słowa,	prawo,	konstytucja,	trybunał,	kodeks wyborczy	Kategoria
O uprawnieniach konsumenta przy...
Media chronią swoje dobra...

References: art. 98
 art. 128
 art. 98
 art. 127
 art. 62
 art. 32