Source: http://absta.pl/raport-media-publiczne-wedug-koalicji-rzdowej-warszawa-padzier.html
Timestamp: 2018-11-19 23:49:15+00:00

Document:
Raport media publiczne według koalicji rządowej warszawa, październik 2006 r. CzęŚĆ I. Wstęp pod specjalnym nadzorem
Pobieranie 259.5 Kb.
Rozmiar 259.5 Kb.
MEDIA PUBLICZNE WEDŁUG KOALICJI RZĄDOWEJ
Warszawa, październik 2006 r.
Transformacja ustrojowa lat 90-tych byłaby niemożliwa bez uwolnienia prasy, radia i telewizji z okowów cenzury, partyjnej propagandy i państwowego monopolu. Znosząc cenzurę, rozbijając PZPR-owski koncern RSW „Prasa-Książka-Ruch” i wreszcie uchwalając w roku 1992 rewolucyjną, jak na owe czasy, ustawę o radiofonii i telewizji stworzono – wydawało się – wystarczające ramy prawne dla demokratycznego ładu medialnego.
Już jednak w drugiej połowie lat 90-tych mit zaczął pryskać. Co prawda tworzył się i rozwijał bogaty rynek prywatnych nadawców i wydawców, niemniej równolegle powracało podporządkowanie publicznych środków przekazu politycznym – czytaj partyjnym – wpływom. Nie powiodły się próby sprywatyzowania Polskiej Agencji Prasowej, zablokowane przez PSL. Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji powoli, ale konsekwentnie zamieniała się w ekspozyturę interesów ugrupowań parlamentarnych, co owocowało politycznymi wyborami rad nadzorczych i w konsekwencji zarządów publicznych spółek radia i telewizji. Skomplikowany mechanizm rozłożonej w czasie kadencyjności poszczególnych członków KRRiTV przestał się sprawdzać, a wymóg desygnowania do, było nie było, konstytucyjnego ciała, osób o wyjątkowym autorytecie i doświadczeniu medialnym stawał się wymogiem pozornym.
Do czego można doprowadzić telewizję publiczną „udowodnił’ prezes TVP SA Robert Kwiatkowski sprawujący tę funkcję w latach 1998-2004. Podczas swej pierwszej kadencji starał się wykonać plan kompromitacji ugrupowań rządzących – wówczas centroprawicowych, nasycając programy informacyjne i publicystyczne nie tyle elementami krytyki, co po prostu czarnej propagandy. I nie chodzi nawet o zarzut, że telewizja Roberta Kwiatkowskiego była „lewicowa”. Ona po prostu była nierzetelna. Łamiąca kanony równego dostępu do opinii publicznej przedstawicieli koalicji i opozycji na rzecz tych drugich, czyli SLD. I co równie ważne – miałka, uciekająca od poważnej debaty, fałszująca historię, odsuwająca od anteny niepokornych dziennikarzy i zastępująca ich posłusznymi „aparatczykami”.
Zmiany z aferą w tle
Nowy SLD-owsko PSL-owski rząd przyszedł w roku 2001 na gotowe. I jak to z większością rządów bywa – postanowił ten zastały ład medialny udoskonalić. W roku 2002 rozpoczęły się prace nad nową ustawą o radiofonii i telewizji. Ówczesna większość parlamentarna, zasłaniając się zbliżającą się akcesją Polski do Unii Europejskiej, miała nadzieję na w miarę bezawaryjne przeprowadzenie projektu. Przynajmniej w oficjalnym, znanym opinii publicznej, nurcie prac. Drugie dno objawiło się w całym swym koszmarnym kształcie 27 grudnia 2002 roku za sprawą publikacji w „Gazecie Wyborczej”: „Przychodzi Rywin do Michnika…”.
10 stycznia 2003 r. powstaje pierwsza w dziejach polskiego parlamentu komisja śledcza w tej sprawie, jej raport zostaje przyjęty przez Sejm 24. września 2004 roku.
Podczas tych prawie 2 lat, niezależnie od ujawnienia konkretnych nieprawości, patologii i łamania prawa przez „grupę trzymającą władzę”, nastąpiło całkowite przewartościowanie skuteczności reguł rządzących rynkiem medialnym. Charakterystyczne, że mimo prac komisji śledczej odsłaniającej kolejne ponure epizody towarzyszące procesowi legislacyjnemu i demaskujące kolejnych uczestników przestępczego procederu – rząd nie miał zamiaru się wycofywać, a Robert Kwiatkowski, jeden z „bohaterów” afery, trwał na stanowisku Prezesa TVP SA do stycznia 2004 r. Nawet zbojkotowanie prac Komisji Kultury i Środków Przekazu przez posłów opozycji – głównie PO i PiS – nie zahamowało procesu legislacyjnego. Warto ten fakt przypomnieć, bo jak się okaże choroba „miedzianego czoła” jest zaraźliwa.
Afera Rywina nie tylko obnażyła korupcyjne mechanizmy na styku polityki z biznesem, nie tylko zdemaskowała chciejstwo i lekceważenie procedur przez SLD-owski rząd i SLD -owskich urzędników, ale także odarła z resztek autorytetu samą Krajową Radę Radiofonii i Telewizji. Dla przeważającej części znawców rynku medialnego stało się jasne, iż żadne kosmetyczne zabiegi już nie pomogą. W zapowiedziach programów wyborczych ugrupowań opozycyjnych (z wyjątkiem LPR i Samoobrony) pojawiła się jednoznaczna deklaracja – należy zlikwidować ciało, które wydaje pieniądze podatników na umacnianie partyjnych wpływów w mediach, z nazwy publicznych. Tak radykalny krok wymagał jednak zmian w Konstytucji RP, dlatego też korzystając z rzeczywistej, choć mocno ograniczonej konieczności dostosowania polskiej ustawy do wymogów Unii Europejskiej, składano propozycje „tymczasowe”.
Platforma Obywatelska, nie naruszając zapisów konstytucyjnych, proponowała np. by Sejm, Senat i Prezydent wybierali członków KRRiTV z listy kandydatów przedstawionych przez niezależną kapitułę złożoną z przedstawicieli środowisk twórczych i Senatów wyższych uczelni. Tym samym nie byliby to kandydaci związani z takim czy innym klubem parlamentarnym. Prawo i Sprawiedliwość skupiło się na uspołecznieniu wyborów kandydatów na członków rad nadzorczych, solennie jednak zapewniając, iż następnym krokiem będzie likwidacja Krajowej Rady.
Żaden z tych pomysłów do końca kadencji 2001-2005 nie został zrealizowany. A gdy w maju 2005 r. przyszło wybierać według starego porządku ustawowego 2 nowych członków KRRiTV, zgłoszony przez PO Mirosław Chojecki – niezależny wydawca, nadawca i producent, człowiek – instytucja w dziedzinie wolnych mediów, przegrał głosowanie sejmowe z drugorzędnym pracownikiem TVP SA.
Realizacja wyborczych zapowiedzi
Po wyborach 2005 roku wygranych nieznacznie przez Prawo i Sprawiedliwość przed Platformą Obywatelską, nagle zniknął postulat likwidacji KRRiTV. W zamian, ukonstytuowany na początku listopada, z poparciem Samoobrony i Ligi Polskich Rodzin, rząd Kazimierza Marcinkiewicza zapowiedział pilne złożenie projektu ustawy zmieniającej ustawę o radiofonii i telewizji oraz niektóre inne ustawy. Ostatecznie 18. listopada 2005 r. do Sejmu wpłynął z klubu PiS projekt poselski. Taki nie wymaga uzgodnień międzyresortowych, ani też przestrzegania rygorystycznych procedur legislacyjnych obowiązujących Radę Ministrów. A na tym, pamiętamy m.in. poległ Leszek Miller i Aleksandra Jakubowska w poprzedniej kadencji.
Projekt był szokujący. Da się go streścić w jednym zdaniu – korzystając z większości parlamentarnej o składzie Krajowej Rady decyduje Prawo i Sprawiedliwość a jej przewodniczącego mianuje Prezydent, czyli także Prawo i Sprawiedliwość. Ani słowa o środowiskach twórczych, rzeczywistym ograniczeniu kompetencji, innym sposobie wyłaniania władz publicznych spółek radia i telewizji.
Pierwsze czytanie odbyło się 8. grudnia, 9. grudnia w piątek powstała podkomisja, a już 13. grudnia, po weekendowej przerwie, czyli na drugim posiedzeniu, przyjęła swoje sprawozdanie. Równocześnie jednak przegłosowano tego dnia zamówienie 4 ekspertyz, które miały wyjaśnić posłom lawinę wątpliwości, także natury konstytucyjnej. Nie wyjaśniły, ponieważ ustawę przepychano przez Sejm w iście stachanowskim tempie. 14 grudnia, przed posiedzeniem stosownych komisji, marszałek Marek Jurek „na wniosek grupy posłów” włączył ten punkt do porządku obrad plenarnych. Komisje Kultury i Infrastruktury – odbyły posiedzenie, niemniej większość ich członków zdecydowała o wznowieniu prac po otrzymaniu ekspertyz. Nie przeszkodziło to przewodniczącym obu komisji w zwołaniu – nazajutrz 15. grudnia – kolejnego posiedzenia. Podobna dyskusja, podobne głosowanie, podobne wyniki: odraczamy procedowanie do momentu uzyskania ekspertyz. Dwie godziny później kolejna próba. Posłowie są zwoływani telefonicznie i SMSami. Bez wątpienia dochodzi do wielokrotnego złamania regulaminu i dobrych obyczajów. Członkowie trzech klubów – PO, PSL i SLD – na znak protestu opuszczają salę obrad. Praca nad ustawą nie napotyka już na żadne przeszkody….
16. grudnia Marszałek odrzuca regulaminowe protesty trzech klubów, zarządza drugie, a następnie trzecie czytanie. Ustawa może być przesłana do Senatu. Prezydent podpisuje ją 29. grudnia, Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji w starym kształcie przestaje istnieć, nowej nie ma kto i kiedy, jak na razie, powołać.
Istotą tego raportu jest wskazanie na prawne i polityczne konsekwencje odzyskania – jak mawiają przedstawiciele rządu – publicznych mediów przez koalicję rządową. Niemniej nie tylko z ambicji przyczynkarskich warto zastanowić się, co tak naprawdę wynika z przedstawionego tu pobieżnie kalendarium prac na ustawą. A wynika sporo. Nie zawahano się bowiem ani na moment i sięgnięto po wypróbowane wzorce z poprzedniej kadencji lekceważąc Regulamin Sejmu, wyniki głosowań, wreszcie bojkot ze strony opozycji. To właśnie nazywamy chorobą „miedzianego czoła”.
Wyrok Trybunału Konstytucyjnego i jego konsekwencje
Trybunał Konstytucyjny rozpatrując w marcu 2006 roku skargi dwóch grup posłów i Rzecznika Praw Obywatelskich na ustawę z 29 grudnia 2005 r., w tej konkretnej materii wypowiedział się tak:
„Jednocześnie jednak Trybunał Konstytucyjny stwierdza, że w toku prac ustawodawczych wystąpiły uchybienia, które negatywnie wpłynęły na jakość procesu prawodawczego i tworzonych regulacji prawnych. W omawianej sytuacji mieliśmy do czynienia z naruszeniem standardów dobrych obyczajów w pracach parlamentarnych oraz kultury politycznej i prawnej. Niestwierdzenie w tym zakresie niekonstytucyjności nie może być interpretowane jako aprobata dla takiego postępowania. Może ono bowiem przybierać taki kształt i intensywność, że będzie to równoznaczne z pogwałceniem zasady demokratycznego państwa prawnego. Dotyczy to w szczególności sytuacji, w których posłowie zostaliby de facto pozbawieni możliwości zajęcia stanowiska co do przedmiotu prac ustawodawczych, a jednocześnie nie byłoby w praktyce możliwości uruchomienia wewnątrzparlamentarnego systemu kontroli naruszeń regulaminu.”
To bardzo mocne słowa i niestety dziś można powiedzieć, że prorocze. Wewnątrzparlamentarny system kontroli naruszeń regulaminu praktycznie nie działa.
Wyrok Trybunału Konstytucyjnego z dnia 23 marca 2006r. nie odbił się zbyt głośnym echem ponieważ nie zakwestionowano całej ustawy i mimo wszystko weszła ona w życie. Jeden z poważniejszych zarzutów – przerwanie funkcjonowania konstytucyjnego organu państwa – był w marcu 2006 r. nie do naprawienia. Wówczas już działała nowa rada, jedynie, zgodnie z orzeczeniem TK, bez przewodniczącego wyznaczonego 6. lutego 2006 roku przez Prezydenta RP. Po niezbędnej nowelizacji „niekonstytucyjną” p. Elżbietę Kruk zastąpiła jednogłośnie wybrana p. Elżbieta Kruk i można było przestać się sprawą zajmować. Uwadze opinii publicznej nie powinien jednak umykać fakt, że jest to jeden z bardziej druzgocących wyroków jakie zapadły w Trybunale Konstytucyjnym. Orzekając niezgodność konkretnych zapisów ustawy z Konstytucją RP przywoływano kolejno artykuły: art. 7 w związku z art. 2 i art. 54 ust. 1, art. 144 ust. 1 i ust. 2, art. 214 ust. 1 w związku z art. 7 i art. 10 ust. 1, art. 144 ust. 3 pkt 27, art. 32 w związku z art. 20 i art. 54 ust. 1 i ust. 2 zdanie drugie oraz art. 64 ust. 2, art. 2 i art. 7 w związku z art. 213 ust. 1 i wreszcie – raz jeszcze – art. 2 Konstytucji.
Komentarz może być tylko jeden – kompromitacja prawa a przy okazji większości parlamentarnej. Nie da się tej kompromitacji ukryć ani zaczarować. Polityczne i społeczne konsekwencje wprowadzenia w życie tego bubla legislacyjnego, przygotowanego w imię obrony partyjnych interesów, są aż nadto widoczne. W podziale foteli członków KRRiTV brali udział oczywiście ci, którzy ustawę przegłosowali. Ze strony Prawa i Sprawiedliwości zasiadają w Radzie: Elżbieta Kruk (nominacja Prezydenta), od 1991 roku bliska współpracownica Lecha Kaczyńskiego, posłanka PiS w poprzedniej i na początku obecnej kadencji Sejmu. Zajmowała się kontrolą państwową, interesowała służbami specjalnymi; Wojciech Kołodziejski (nominacja Senatu), pracował w TVP SA, jest radnym warszawskim z ramienia PiS.
Ze strony Samoobrony: Tomasz Borysiuk (nominacja Sejmu), syn posła Samoobrony, od 1991 roku współwydawca, bądź wydawca sztandarowych programów politycznych w TVP SA.
Ze strony Ligii Polskich Rodzin: Lech Haydukiewicz (nominacja Sejmu), pracownik naukowy Instytutu Geografii Akademii Pedagogicznej w Krakowie. Podczas przesłuchania w Sejmowej Komisji Kultury i Środków Przekazu starał się udowodnić, bez powodzenia, że interesuje się mediami.
Jedynie piąty członek KRRiTV – Wojciech Dziomdziora (nominacja Prezydenta) spełnia kryteria bezpartyjnego fachowca. Nawet praca w SLD-owskim Ministerstwie Kultury mu nie przeszkodziła, ponieważ ma poglądy prawicowe.
To właśnie gremium dokonało wyboru rad nadzorczych publicznych spółek radiowych i telewizyjnych, nota bene ten wybór, obok gróźb nakładania drakońskich kar za rzeczywiste i urojone przewinienia dla nadawców niepublicznych (z wyłączeniem objętych specjalnym protektoratem rządowym Radia Maryja i Telewizji Trwam), jest jak na razie jedynym przejawem aktywności KRRiTV.
Konsekwencje upartyjnienia KRRiTV
Rady Nadzorcze konstruowano na zasadzie partyjnych parytetów, lojalności wobec partyjnych mocodawców i koneksji towarzysko-rodzinnych. O rodzinę rzecz jasna szczególnie zadbała Liga Polskich Rodzin, a o „towarzystwo” Samoobrona. Prawo i Sprawiedliwość mając nieco bogatsze zaplecze kadrowe zadawala się promowaniem aktywistów partyjnych.
Ów partyjno-towarzysko-rodzinny mechanizm przełożył się na skład zarządów nadawców publicznych. Swoistym alibi dla Prawa i Sprawiedliwości mogłaby być postać Prezesa TVP SA – Bronisława Wildsteina, który na pewno nie jest czynnym aktywistą partyjnym, a na pewno był niezależnym publicystą. Niemniej trudno zapomnieć, że swoją funkcję objął nie w wyniku np. konkursu, lecz po bezpośredniej rozmowie z Jarosławem Kaczyńskim, wówczas „tylko” prezesem PiS. Tak jak i trudno nie zauważyć, że towarzyszą mu w zarządzie m.in. Piotr Farfał (LPR), zaledwie 28-letni prawnik, który we wczesnej młodości zasłynął parafaszystowskimi publikacjami, Anna Milewska (Samoobrona), wcześniej członek Rady Nadzorczej TVP SA z nadania SLD czy Sławomir Siwek, związany z PiS od czasu Porozumienia Centrum.
Podobnie czysto politycznych konotacji można się doszukać w składzie nowej kadry zarządzającej spółkami radiowymi. Jeśli nawet dziś trudno jeszcze wyrokować na jakie wyżyny niezależności programowej zdoła się wznieść prezes Krzysztof Czabański, to nie ulega wątpliwości, iż w polityce kadrowej powiela staro-nowy schemat. Kto był - trzeba go wyrzucić, nawet jeśli był w pionie technicznym, kto nam sprzyja - trzeba go zatrudnić, nawet jeśli operuje językiem nienawiści, pomówień i intryg. Szczególnie cenni są tacy np. szefowie anten, którzy potrafią wydać instrukcję, iż użycie sformułowania „Święto Zmarłych” będzie surowo karane, bo przecież chodzi o Dzień Wszystkich Świętych. Merytorycznie ów szef ma rację. Nie należy 1. listopada mylić z Zaduszkami. Pytanie tylko, co z aprobatą dla obecności na antenie radia publicznego głosicieli idei o „przedsiębiorstwie Holocaust”?
Te niuanse przestają mieć jakiekolwiek znaczenie w odniesieniu do regionalnych spółek radiofonii publicznej. Tam już nie ma żadnych hamulców i - niestety żadnej nadziei. Oby się nie okazało, iż mianowanie na Prezesów osób zajmujących się do tej pory sprzedażą materiałów budowlanych bądź, w ramach największego sukcesu zawodowego, chodzących do „podstawówki” z którymś z posłów PiS, to pierwszy krok do zlikwidowania rozgłośni regionalnych.
Prawne, polityczne i społeczne konsekwencje przejęcia kontroli nad mediami publicznymi przez koalicję rządzącą, ze szczególnym wskazaniem na Prawo i Sprawiedliwość, sprowadzają się do trzech konstatacji:
- obecna koalicja nie tylko pielęgnuje, ale i twórczo rozwija wszelkie patologie rynku medialnego, dążąc podobnie jak SLD, do podporządkowania sobie mediów publicznych
- każdej debacie publicznej źle służy doktrynerstwo ideologiczne.
Problemem demokratycznego państwa prawa nie powinno być jak media „lewicowe” przerobić na „prawicowe”, tylko jak zarazić tą debatą miliony Polaków.
- „urządownienie” mediów publicznych w warstwie merytorycznej i personalnej oznacza powrót do centralistycznych, antydemokratycznych i cenzorskich praktyk minionej epoki.
Prawo nie pozwala - tym gorzej dla Prawa
Telewizja i radio są z natury rzeczy głównym informatorem społeczeństwa o faktach z otaczającej je rzeczywistości. Mają - mówiąc wprost- największą siłę rażenia. Ale aktorzy rynku medialnego doskonale wiedzą, że wśród wielu dostarczycieli tych faktów prym wiodą agencje prasowe. Więc nie jest obojętne jak funkcjonuje, ciągle państwowa Polska Agencja Prasowa. No cóż - pewnie w przeszłości też funkcjonowała nie najlepiej, ale przynajmniej starano się nadać jej istnieniu jakieś czytelne ramy prawne. Pech rządzących polega na tym, że ustawa o PAP, podobnie zresztą jak o radiofonii i telewizji, zabraniała „majstrowania” przy składzie rady nadzorczej spółki przed upływem kadencji. I co na to minister skarbu państwa - formalny właściciel PAP, p. Wojciech Jasiński? 24. marca 2006 roku jako Walne Zgromadzenie spółki odbył nadzwyczajne posiedzenie i rozszerzył skład Rady z 5 do 7 osób. Następnie 24. kwietnia wymienił jednego z członków Rady, tak by 19. maja już prawie nowa Rada mogła powołać nowy Zarząd. Co prawda Sąd Rejonowy odmówił zarejestrowania zarówno nowej Rady Nadzorczej, jak i nowego Zarządu, ale fakty musiały wygrać z prawem. Walne Zgromadzenie spółki - czyli minister skarbu - na swoim kolejnym nadzwyczajnym posiedzeniu, w czerwcu 2006 roku, zmieniło statut PAP skracając kadencję Rady Nadzorczej z trzech do dwóch lat. I dziś już jest wszystko w porządku. Nowy prezes PAP - p. Piotr Skwieciński może spać spokojnie. Skończyły się tygodnie, kiedy na straży niezależności PAP stały co najmniej trzy rady nadzorcze, a tak naprawdę w świetle decyzji Sądu nie było tam żadnych władz. Prawdę powiedziawszy aż się prosi, by minister sprawiedliwości, Prokurator Generalny, p. Zbigniew Ziobro wszczął wobec tego prawnego skandalu postępowanie „z urzędu”. Minister skarbu, wysoki funkcjonariusz państwowy, łamie prawo. Widocznie mu wolno. Bo cel uświęca środki.
Partyjne zarządy publicznych mediów
W skład Zarządu Polskiego Radia weszły osoby rekomendowane przez PiS, Samoobronę i LPR. Prezesem Zarządu został Krzysztof Czabański, który w swojej publicystyce nie ukrywał jednoznacznego poparcia dla PiS. Podobnie jednoznaczne i radykalne poglądy ma inny członek zarządu z PiS, Józef Targalski. Ze strony Samoobrony do zarządu weszła Anira Wojan - siostra ówczesnego wiceprzewodniczącego Rady Nadzorczej Polskiego Radia Rafała Trusiewicza. Wojan została odwołana z Zarządu, dopiero gdy Samoobrona – przejściowo- opuściła koalicję rządową.
[źródło: Presserwis, PAP, strona internetowa Krzysztofa Czabańskiego, wywiad Józefa Targalskiego dla Rzeczpospolitej 19.10.]
Polityczne zamiary wobec Telewizji Polskiej, Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji ujawniła jeszcze przed końcem kadencji poprzedniego zarządu. Wiosną 2006 r. przewodnicząca KRRiTV Elżbieta Kruk razem z ministrem skarbu Wojciechem Jasińskim próbowali wymusić skrócenie kadencji poprzedniego Zarządu wzywając na rozmowy członków poprzedniej Rady Nadzorczej. Kandydatem PiS na prezesa Zarządu był wówczas Janusz Pietkiewicz, bliski współpracownik Lecha Kaczyńskiego za czasów jego prezydentury w Warszawie. Ta próba opanowania Telewizji Polskiej zakończyła się niepowodzeniem, ale dała próbkę zamiarów PiS wobec TVP.
Czystka kadrowa w Polskim Radiu
W ciągu 4 miesięcy urzędowania Zarząd Polskiego Radia odwołał:
Dyrektora Programu 1 Rafała Jurkowlańca
Dyrektora Programu 3 Witolda Laskowskiego
Zastępcę Dyrektora Programu 3 Adama Fijałkowskiego
Dyrektora Programu Radia Bis Kamila Dąbrowę
Zastępcę Dyrektora Radia Bis Marka Kraśnickiego
Zastępcę Dyrektora Radia Polonia Izabelę Lewandowską
Zastępcę Dyrektora Biura Programowego Stanisława Jędrzejewskiego
Dyrektora Informacyjnej Agencji Radiowej Ryszarda Hińczę
Dyrektora Dyrekcji Handlu Adama Berasia
Dyrektora Biura Prawno-Organizacyjnego Małgorzatę Młynarską
Naczelnego Inżyniera Pawła Mathię
Dyrektora Biura Techniki i Realizacji Bogdana Tworka
Zastępcę Dyrektora Biura Techniki i Realizacji Krzysztofa Pawłowskiego
Dyrektora Biura Administracyjnego Stanisława Michałowskiego
Dyrektor Biura Promocji Jolantę Kaczmarek
Dyrektora Centrum Historii Polskiej Radiofonii Krzysztofa Górskiego
Dyrektora Agencji Reklamy Tomasza Drzewosowskiego
Skala przeprowadzonych zmian personalnych jest bezprecedensowa, dotyczyła osób, które w ubiegłym roku objęły stanowiska w wyniku zwycięstwa w konkursie (Rafał Jurkowlaniec, dyrektor Programu 1 i Kamil Dąbrowa, dyrektor Programu Bis). Zmiany objęły wieloletnich pracowników radia, w tym wieloletniego szefa „Solidarności” radiowej (do 2002 r.), wicedyrektora Biura Techniki i Realizacji Krzysztofa Pawłowskiego. Praktycznie we wszystkich przypadkach odwoływane osoby informowano jedynie telefonicznie o decyzjach lub wzywano je do Biura Kadr. Zmiany objęły także wiele stanowisk średniego i niższego szczebla. Sposób ich przeprowadzania odbiegał od wszelkich standardów. Jak informuje Pressserwis, dyrektorów trzech programów i Informacyjnej Agencji Radiowej zwolniono kilka godzin po zebraniu prezesa Krzysztofa Czabańskiego z załogą, na którym informował on, że planuje ewolucyjne i spokojne zmiany.
[źródło: Presserwis, informacje od pracowników Polskiego Radia]
Kadry w TVP. Dyrektorem Programu 1 – były członek władz PiS, w Programie 2 – pracownik sztabu wyborczego PiS
Także nowy Zarząd TVP dokonał od wiosny tego roku do chwili obecnej czystki personalnej na niespotykaną dotąd skalę. Pracę straciło albo odeszło na znak protestu wobec decyzji Zarządu grubo ponad sto osób, z czego znaczna część to dyrektorzy i kierownicy głównie jednostek programowych. Należy podkreślić, że w pierwszej kolejności zwalniane były osoby przyjęte w czasie pracy poprzedniego zarządu, nie w czasach prezesury Roberta Kwiatkowskiego, często znane ze swej niezależności i fachowości.
W Programie 1, Programie 2, tzw. Programie 3, czyli sieci programów regionalnych, w kanale tematycznym Kultura dokonano wymiany kadry kierowniczej z niewielkimi wyjątkami, a jedynym dyrektorem jednostki programowej, który nie został usunięty jest dyrektor TVP Polonia Antoni Bartkiewicz.
W I Programie usunięto dyr. Macieja Grzywaczewskiego i jego zastępców: Dorotę. Warakomską, Piotra Dejmka i Leszka Zaborowskiego.
Stanowisko dyrektora I Programu objęła Małgorzata Raczyńska, osoba publicznie podkreślająca bliskie stosunki łączące ją z rodziną obecnego Prezydenta i Premiera rządu. Obecnie jej sytuacja jest publicznie niejasna. Nie wiadomo, czy przebywa na zwolnieniu, czy jest zawieszona w pełnieniu obowiązków. Dwójka jej zastępców została zwolniona z pracy. Obowiązki dyrektora największej anteny telewizyjnej w Polsce pełni obecnie Maciej. Wojciechowski, były członek regionalnych władz PiS ze Śląska, który łączy je z zajmowaniem stanowiska dyrektora Oddziału w Katowicach.
Zwolnionych zostało większość kierowników redakcji I Programu. Pracę stracili K. Talczewski (sam podał się do dymisji) i A. Titkow z Red. Filmu Dokumentalnego (ich miejsca zajęli p. Nowakowska i T. Szyma), E. Chrabąszcz z Red. Edukacyjnej i M. Mierzejewska z Red. Dziecięcej (ich miejsce zajęła J. Karnowska), A. Rychcik z Red. Publicystyki Kulturalnej i Rozrywki, A. Godlewski i B.Skiba z Red. Publicystyki (ich miejsca zajęła A. Gargas, prawicowa dziennikarka związana od czasów „Tygodnika Solidarność” z braćmi Kaczyńskimi).
Zwolniony został R. Kozak, szef Redakcji Informacyjnej, a więc „Wiadomości” i „Teleekspresu”, wspólnie z D. Warakomską twórca sukcesu „Wiadomości”, które odzyskały za jego czasów wśród widzów prestiż i popularność najważniejszego programu informacyjnego w Polsce, a zespół który wówczas został stworzony przetrwał w zasadzie do dziś.
Struktura programów informacyjnych w TVP została przywrócona do kształtu, jaki posiadała w okresie prezesury R. Kwiatkowskiego. Zniesiona została autonomia i odpowiedzialność dyrektorów anten w zakresie kształtowania programów informacyjnych. Wszystkie one ponownie podlegają jednemu dyrektorowi agencji informacyjnej, a za jego pośrednictwem prezesowi Zarządu. Ułatwia to prowadzenie jednolitej polityki informacyjnej, ale także kontrolę. Jako dyrektor agencji, programami informacyjnymi kieruje znany dziennikarz A. Mietkowski. Jest on jedynym doświadczonym dziennikarzem, który zasilił programy informacyjne TVP.
Odeszła – obecnie pracuje w Polsacie - dyrektor Nina Terentiew, ze stanowiska zastępczyni zwolniona została Barbara Bilińska-Kępa. Dyrektorem został Wojciech Pawlak (p. Nagrody za kampanię wyborczą).
Zwolniony został Andrzej Jeziorek, zwycięzca konkursu przeprowadzonego na to stanowisko zaledwie kilka miesięcy wcześniej, organizator telewizyjnej obsługi pielgrzymki Benedykta XVI w Polsce, która była medialnym sukcesem Telewizji Polskiej. Zastąpiła go na tym stanowisku Aleksandra Zabłocka, dziennikarka m.in. „Tygodnika Solidarność” z czasów J. Kaczyńskiego i „Expressu Wieczornego”, gdy było to pismo związane z Porozumieniem Centrum.
Zostali zwolnieni Jacek Weksler i Jerzy Kapuściński, współtwórcy koncepcji kanałów tematycznych w TVP i organizatorzy pierwszego kanału Kultura, nagrodzonego europejską prestiżową nagrodą Hot Bird TV Award w kategorii Edukacja/Kultura dla najlepszego europejskiego kanału kulturalnego. Nagrodę w Wenecji odebrał już nowy dyrektor Krzysztof Koehler, bez doświadczeń zarządczych w branży telewizyjnej.
Został zwolniony dyrektor Krzysztof Gierat, osoba od wielu lat związana z polskim filmem, m.in. organizator festiwalu filmów krótkich w Krakowie, który jeszcze we wrześniu na festiwalu polskich filmów fabularnych w Gdyni reprezentował TVP jako producent nagrodzonych przez jury filmów. Tegoroczny festiwal przez wielu recenzentów został oceniony jako najbardziej udany od wielu lat, niemała w tym zasługa osób odpowiedzialnych za film w TVP. Został zwolniony z-ca dyr. do spraw scenariuszowych Jacek Kondracki. Na czele agencji stanął Dariusz Wieromiejczyk, z doświadczeniami zawodowymi z branży reklamowej.
Zwolniony został także dyrektor Biura Programowego Piotr Radziszewski.
Polityka personalna jest wewnętrzną sprawą Telewizji Polskiej. Budzi jednak najwyższy niepokój fakt, że nie istnieją żadne merytoryczne zobiektywizowane kryteria dotyczące wymiany i doboru kadr kierowniczych i dziennikarskich. Wydaje się, że często jedynym kryterium odwołania jest sam fakt pracy w telewizji przed objęciem obowiązków przez obecny zarząd, a kryteria awansu są w najlepszym przypadku niejasne. W wielu przypadkach polityka ta robi wrażenie zupełnie chaotycznej, jak choćby w odniesieniu do I Programu, gdzie ekipa powołana kilka miesięcy temu została już odwołana, a od kilku tygodni w antenie panuje niejasna sytuacja. Powoduje to wymierne szkody dla TVP, nie tylko poprzez wielotysięczne odszkodowania, które trzeba zapłacić osobom odwoływanym, nie tylko przez pozbywanie się części wartościowych pracowników, lecz także przez fakt odchodzenia innych z własnej inicjatywy (J.Sufin, N. Terentiew, K. Talczewski) oraz liczne odmowy przyjścia wartościowych pracowników z zewnątrz do instytucji sterowanej politycznie.
Wbrew zapowiedziom prezesa B. Wildsteina, że kierowana przez niego telewizja publiczna będzie pracowała z najlepszymi dziennikarzami, na etat w TVP nie przyszedł dotąd żaden znaczący dziennikarz z wyjątkiem wspomnianego A. Mietkowskiego.
Zanikła idea konkursów, a prasa uporczywie podaje informacje o mającej nastąpić wymianie dyrektorów oddziałów terenowych. Obecni, w zdecydowanej większości, pochodzą z konkursów.
[źródło: Presserwis, informacje od pracowników TVP]
Nagrody za kampanię wyborczą
Na dyrektora Programu 1 PR powołany został Marcin Wolski - członek komitetu wyborczego Lecha Kaczyńskiego w kampanii prezydenckiej. Podobna sytuacja ma miejsce w TVP, gdzie Członkiem Zarządu został Marcin Bochenek, który jako pracownik TVP, wbrew zasadom tej instytucji, pracował w sztabie wyborczym Lecha Kaczyńskiego. Innym pracownikiem sztabu wyborczego PiS był Wojciech Pawlak, nowy dyrektor Programu 2.
[źródło: Presserwis, informacje od pracowników TVP]]
Kupowanie przychylności dziennikarzy
Od prowadzenia głównej audycji publicystycznej w Jedynce „Sygnałów Dnia” odsunięto dziennikarzy Polskiego Radia zatrudniając przychylnych partii rządzącej dziennikarzy z TVP i „Dziennika”. Jest to element polityki personalnej, która polega na tym, że dziennikarze bezkrytyczni wobec PiS otrzymują nowe propozycje pracy, zwiększając swoje zarobki i obecność w mediach. W „Sygnałach Dnia” (Pr I PR) zastąpiono dotychczasowych dziennikarzy, którzy otrzymywali honoraria w wysokości 300 PLN za program, osobami które za prowadzenie „Sygnałów” dostają 1200 PLN. Dotyczy to m.in. Doroty Wysockiej, Doroty Gawryluk, Krzysztofa Ziemca, Joanny Lichockiej, Jacka Karnowskiego (wszyscy w Programie 1), Michała Karnowskiego (w Programie 3).
Nowo zatrudnieni odwdzięczają się za okazane zaufanie. Poniżej przykłady prowadzenia rozmów z politykami przez Joannę Lichocką. Nagminne jest formułowanie pytań z tezą, przerywanie politykom opozycji, jeśli rozmowa nie odpowiada opiniom dziennikarki.
29.09.2006 7:15 Sygnały Dnia, rozmowa Joanny Lichockiej z Tomaszem Markowskim PiS
Tomasz Markowski: Dzień dobry, dzień dobry państwu.
Joanna Lichocka: Donald Tusk jest draniem?
T.M.: Zgadzam się z tym w zupełności. (…)
8.10.2006 8:10 Sygnały Dnia, rozmowa Joanny Lichockiej z Bronisławem Komorowskim PO
B.K.: No więc widzi pani, na czym polega problem? Że ja osobiście sprawy nie znam, bo w tamtym okresie funkcjonowałem w Ministerstwie Obrony Narodowej. I bardzo bym się chciał dowiedzieć, jak to naprawdę było. I od kilkunastu lat oczekuję, że w końcu zostaną odtajnione wszystkie dokumenty związane z tą słynną szafą pana pułkownika Lesiaka, który jak na razie tylko on był oskarżany przez prokuraturę i sprawę skierowano do sądu, właśnie nie dopatrując się nigdzie żadnych wystarczających przesłanek, że ktokolwiek za tym stał, poza nim samym, poza jego szafą.
J.L.: Wyobraża pan sobie, że...
B.K.: Jeśli pani pozwoli...
J.L.: ...śledzenie, przepraszam, ale wyobraża pan sobie, że śledzenie polityków...
B.K.: Nie, nie, niech pani pozwoli, bo to jest ważne.
J.L.: ...działania operacyjne, werbowanie agentury...
B.K.: Wie pani, niech pani...
J.L.: ...mógł robić na własną odpowiedzialność i własne konto pułkownik Lesiak?
B.K.: Ale niech pani pozwoli.
J.L.: Ale nie, bo to jest bardzo ważny wątek.
[źródło: strona internetowa Polskiego Radia, informacje od pracowników Polskiego Radia]
Rozgrywki dawnych członków PZPR
Od prowadzenia audycji i współpracy z Polskim Radiem odsunięto wiele osób, zarzucając im powiązanie w przeszłości z PZPR (m.in. Andrzej Zalewski, Bolesław Broszczak). Jest to zdumiewająca sytuacja w świetle tego, że Prezes Zarządu Krzysztof Czabański należał do PZPR w latach 1967-1980, a nowy dyrektor Programu 1 Marcin Wolski był nawet sekretarzem Komitetu Zakładowego PZPR w Polskim Radiu. Ostatnio, po protestach słuchaczy przywrócono, szczątkowo, popularne „Eko Radio” Andrzeja Zalewskiego.
[źródła: życiorys Prezesa Zarządu na stronie internetowej Polskiego Radia, informacje od pracowników PR]
Rażące naruszanie równowagi w debacie publicznej i ograniczanie dostępu polityków opozycji na przykładzie Polskiego Radia i danych z września br.
Zamieszczona na kolejnej stronie tabela (źródło: dane Biura Programowego Polskiego Radia) wskazuje na naruszenie proporcji udziału minutowego udziału polityków partii rządzących, zwłaszcza Prawa i Sprawiedliwości w stosunku do polityków opozycji w ostatnim pełnym miesiącu (wrześniu). W Programie 1 politycy PiS występowali przez 254 min 24 sek, politycy PO przez 160 min 22 sek. Oznacza to przechył o prawie 60% na rzecz PiS i to nie uwzględniając odrębnie wyliczonych 344 min 38 sek dla polityków sprawujących funkcje w rządzie. Zsumowane czasy partii koalicyjnych i rządu dają przygniatającą przewagę obecności na antenie radia politycznego poglądów rządzących. Tak rażące naruszenia równowagi w okresie jednego tylko miesiąca nie są wynikiem przypadku, lecz świadomej promocji na antenie radia publicznego partii rządzących.
Pomiar czasu obecności organów państwa, partii, ugrupowań, zw. Zaw. I Kościoła
w Polskim Radiu od 2006/09/01 do 2006/09/30.
Departamenty Ministerstw...
Rzecznicy Prasowi Ministerstw...
RZĄD - Suma
641:47
PARTIE POLITYCZNE – Suma
921:34
1822:21

References: art. 7
 art. 2
 art. 54
 art. 144
 art. 214
 art. 7
 art. 10
 art. 144
 art. 32
 art. 20
 art. 54
 art. 64
 art. 2
 art. 7
 art. 213
 art. 2