Source: http://forum.remitent.pl/viewtopic.php?p=2997&amp
Timestamp: 2019-06-16 20:57:55+00:00

Document:
LINKI ( strony o tematyce prawniczej ) - Strona 6 - Forum o wekslach i windykacji
Strona główna Hydepark O wszystkim i o niczym
Dzisiaj jest 16 cze 2019, 21:57
LINKI ( strony o tematyce prawniczej )
O wszystkim, co nie dotyczy weksli i windykacji, ale - według ciebie - powinno znaleźć się na tym forum
silentlex
Rejestracja: 23 cze 2011, 18:35
Re: LINKI ( strony o tematyce prawniczej )
Post autor: silentlex » 08 sie 2012, 09:43
Uwaga na nowy sposób wyłudzania pieniędzy, ostrzega "Gazeta Wyborcza". Oszuści blokują domowe komputery i podają się za policję. Za "odblokowanie sprzętu" żądają 500 zł.
Policja fot. Norbert Litwiński/ Onet
Na zablokowanych komputerach wyświetla się strona z napisem "Policja" i białym orłem w koronie. Komunikat informuje o wejściu na nieuprawnione strony z pornografią. Odblokowane ma nastąpić po wpłaceniu na podane konto 500 zł lub 100 euro za pośrednictwem brytyjskiej strony Ukash.
http://wiadomosci.onet.pl/regionalne/ol ... omosc.html
1.Uruchamiamy komputer wciskając F8.
2.Komputer uruchomi się w trybie awaryjnym.
3.Wyłączamy komputer i włączamy - tym razem w trybie normalnym.
4. Już nie mamy tego ekranu z informacją ze jesteśmy zboczeńcami.
5. Wchodzimy na strone dobreprogramy.pl i z tej strony ściągamy Combofix.
6.Ten program nie instaluje się irobi wszystko sam.
7. Na czas skanowania komputera przez Combofix wyłaczamy naszego antywirusa, nie uruchamiamy żadnych innych programów.
http://bit.ly/11vPSgS
Post autor: silentlex » 10 sie 2012, 16:07
Świadek w sądzie: przyrzeczenie czy przysięga na Biblię?
W Polskich sądach świadkowie składają w sądzie przyrzeczenie mówienia prawdy. Pojawiają się jednak głosy opowiadające się za zmianą w procedurze: zamiast przyrzeczenia świadkowie mieliby składać przysięgę na Biblię.
Skoro w Polsce ponad 90 proc. mieszkańców to katolicy, warto się zastanowić nad ponownym wprowadzeniem przysięgi przed sądami powszechnymi zamiast aktualnego przyrzeczenia, twierdzą na łamach „Rzeczpospolitej” radca prawny Małgorzata Zarychta-Surówka i doktor prawa, sędzia Wiesław Zarychta.
http://m.gazetaprawna.pl/artykul/639277/1
a zeznania osoby, która odmówi takiej "przysięgi" nie będą pełnowartościowym dowodem???
no pięknie, po prostu pięknie -robi się coraz ciekawiej w naszym pięknym kraju...
czytałem niedawno, że właśnie Polska przegrywa najwięcej procesów w Strasburgu ale przecież to bardzo bogaty kraj-podatnik zapłaci odszkodowanie za pomysły takie jak powyżej...
Post autor: silentlex » 17 sie 2012, 10:17
Właściciel działki nie może zabronić dostępu do jeziora
Właściciel działki, która przylega do jeziora lub rzeki, nie może ogrodzić jej łącznie z linią brzegową i w ten sposób utrudniać np. przechodzenia wzdłuż brzegu. Stawiając ogrodzenie, powinien pozostawić odległość nie mniejszą niż 1,5 m od linii brzegu.
Za niezgodne z tymi wymogami ogrodzenie nieruchomości grozi kara grzywny w wysokości do 5 tysięcy złotych.
Właściciel nie może również uniemożliwiać lub zabraniać w inny sposób przechodzenia przez obszar przybrzeżny, a także niszczyć i uszkadzać brzegów oraz budowli i murów, które tworzą brzeg.
http://m.gazetaprawna.pl/artykul/640358/1
Post autor: silentlex » 18 sie 2012, 14:58
Przedawnienie roszczeń – kilka uwag
Czy potwierdzenie przedawnionego długu może rodzic obowiązek jego zapłaty?
W dzisiejszych czasach zalewu wezwań od rozmaitych ultimów, presco czy innych bestów słowa komentarza do kodeksu cywilnego brzmią niczym… bajka:
Stabilizacja stosunków cywilnoprawnych, wymagająca należytego wykonywania wynikających z nich obowiązków, leży w interesie obrotu gospodarczego i porządku prawnego. W wyniku upływu czasu dłużnik nieniepokojony przez wierzyciela z reguły przestaje się liczyć z obowiązkiem spełnienia świadczenia. Także wierzyciel nie uwzględnia powyższego świadczenia w swoich kalkulacjach gospodarczych. Z upływem czasu coraz trudniejsze staje się udowodnienie podstaw i zasadności roszczeń (np. dokumenty ulegają zniszczeniu lub zagubieniu; świadkowie zapominają o okolicznościach, jakie mają potwierdzić; rzeczy, które mają być badane i oceniane przez ekspertów, ulegają zmianom itp.). Obowiązki wynikające ze stosunków cywilnoprawnych powinny być wykonywane we właściwym terminie także z tego powodu, aby nie doprowadzać do zakłóceń w procesach obrotu. Instytucja przedawnienia, ograniczając w czasie dochodzenie roszczeń majątkowych wynikających z tych stosunków, służy do osiągnięcia powyższych celów.
(Kodeks cywilny. Komentarz., pod red. Z. Pietrzykowskiego, wyd. C.H. Beck, 2011)
Art. 117.§ 1. Z zastrzeżeniem wyjątków w ustawie przewidzianych, roszczenia majątkowe ulegają przedawnieniu.
§ 2. Po upływie terminu przedawnienia ten, przeciwko komu przysługuje roszczenie, może uchylić się od jego zaspokojenia, chyba że zrzeka się korzystania z zarzutu przedawnienia. Jednakże zrzeczenie się zarzutu przedawnienia przed upływem terminu jest nieważne.
Istota przedawnienia polega na tym, że po upływie terminu przedawnienia ten, przeciwko komu przysługuje roszczenie, może uchylić się od jego zaspokojenia, powołując się na upływ tego czasu. Skutek przedawnienia polega więc na tym, że dłużnik uzyskuje prawo zgłoszenia zarzutu wyłączającego możliwość dochodzenia wykonania świadczenia (lub odszkodowania za szkody powstałe wskutek jego niewykonania lub nienależytego wykonania) przed sądem (państwowym lub arbitrażowym). Sytuacja dłużnika, która polega na możności odmowy świadczenia przez podniesienie zarzutu przedawnienia, jest jego prawem podmiotowym. Wynika stąd, że terminy przedawnienia zakreślają granice czasowe, w ramach których może zostać wytoczone powództwo, złożony odpowiedni wniosek lub postawiony zarzut. Jeżeli upłynie termin przedawnienia, a wierzyciel wystąpi do sądu z powództwem opartym na przedawnionym roszczeniu, na wniosek pozwanego - dłużnika podnoszącego zarzut przedawnienia, sąd oddali powództwo. Jeżeli zarzut przedawnienia nie zostanie przez dłużnika podniesiony, sąd rozpatrzy powództwo, tak jakby przedawnienie nie nastąpiło.
Czy jednak korzystanie z przedawnienia ograniczone jest jedynie do Sali sądowej?
Literalna wykładnia przepisu § 2 powołanego artykułu prowadzi do wniosku, że nie ma ograniczenia dla uchylenia się od zaspokojenia przedawnionego roszczenia.
Nic nie stoi na przeszkodzie, by na pierwsze wezwanie powoda (firmy windykacyjnej) grzecznie odpowiedzieć: Na podstawie art. 117 § 2 kc uchylam się od zaspokojenia zgłoszonego przez was roszczenia, albowiem jest ono przedawnione.
Jednak w powszechnym odczuciu rozmawianie bądź też pisanie do firmy windykacyjnej ma ten tylko skutek, że prowadzi do uznania długu, co z kolei powoduje utratę zarzutu przedawnienia.
Tymczasem jest to wyraźne nieporozumienie.
Otóż ludzie najczęściej mylą rozwiązania prawne cytowane wyżej z zawartymi w art. 123 kc:
§ 1. Bieg przedawnienia przerywa się:
1) przez każdą czynność przed sądem lub innym organem powołanym do rozpoznawania spraw lub egzekwowania roszczeń danego rodzaju albo przed sądem polubownym, przedsięwziętą bezpośrednio w celu dochodzenia lub ustalenia albo zaspokojenia lub zabezpieczenia roszczenia;
2) przez uznanie roszczenia przez osobę, przeciwko której roszczenie przysługuje;
3) przez wszczęcie mediacji.
Tymczasem różnica jest dość istotna – zrzeczenie się zarzutu przedawnienia może mieć miejsce dopiero po upływie terminu przedawnienia, natomiast sytuacje przewidziane art. 123 kc mogą mieć miejsce wyłącznie nim ono nastąpi.
W powyższym kontekście jako ważny jawi się wyrok SN z dnia 19 marca 1997 r. (II CKN 46/97): zarzut przedawnienia może zostać podniesiony także po zawarciu przez dłużnika w odpowiedzi na pozew stwierdzenia, że uznaje roszczenie za zasadne.
Czy jednak przedawnienie to swoisty automat, działający w każdej sytuacji?
Uchylenie się od spełnienia świadczenia wskutek upływu przedawnienia stanowi wykorzystanie przysługującego dłużnikowi prawa podmiotowego, a więc podniesienie zarzutu może zostać w konkretnej sprawie uznane za nadużycie prawa podmiotowego, jeśli sąd uzna, iż byłoby to sprzeczne z zasadami współżycia społecznego (art. 5 kc). Za sprzeczne z zasadami współżycia społecznego (art. 5 kc) może być w wyjątkowych okolicznościach uznane skorzystanie z zarzutu przedawnienia roszczenia majątkowego, dochodzonego z tytułu rękojmi (uchw. SN z 10.3.1993 r., III CZP 8/93, OSNC 1993, Nr 9, poz. 153).
Jednak trzeba pamiętać o tym, że art. 117 § 2 kc nie wymaga szczególnej formy dla zrzeczenia się korzystania z zarzutu przedawnienia. W grę wchodzą więc uregulowania art. 61 kc który jedynie wymaga, by oświadczenie woli dotarło do adresata w sposób dlań zrozumiały.
Skoro art. 117 § 2 KC nie wymaga specjalnej formy zrzeczenia się zarzutu przedawnienia, to zrzeczenie się może nastąpić zarówno poprzez takie zachowanie dłużnika, które wyraża zewnętrzna postać zrzeczenia się zarzutu, jak i w drodze wykładni - w zachowaniu się dłużnika, w którym można dopatrzeć się jego dorozumianego zrzeczenia się zarzutu(wyr. SA w Szczecinie z 17.lutego 2005 r., I ACa 13/05, OSA 2006, Nr 9, poz. 31).
Czy zatem wykonywanie zobowiązania pomimo jego przedawnienia oznacza w istocie takie zrzeczenie? Taka sytuacja nader często spotykana jest w praktyce.
Znowu trzeba dać odpowiedź wymijającą.
Wszystko zależy od konkretnej sprawy.
Trzeba jednak pamiętać, że roszczenie przedawnione jednak nie wygasa, lecz przekształca się w tzw. roszczenie niezupełne, które nie może być zasądzone i przymusowo wyegzekwowane. Takie rozumienie skutku przedawnienia potwierdza szereg przepisów KC. Stosownie np. do art. 411 pkt 3, kontrahent, który spełnił świadczenie w celu zadośćuczynienia przedawnionemu roszczeniu, nie może żądać jego zwrotu. W myśl art. 502, dozwolone jest potrącenie przedawnionej wierzytelności, jeżeli w chwili, gdy potrącenie stało się możliwe, przedawnienie jeszcze nie nastąpiło.
Zatem, gdyby wykonanie przedawnionego zobowiązania oznaczało zrzeczenie się korzystania z zarzutu przedawnienia to przepis art. 411 § 3 kc byłby zbędny.
Każde dobrowolnie spłacane zobowiązanie „z automatu” stawałoby się wymagalne.
Taka wykładnia jednak jest niedopuszczalna.
Zatem odpowiadając firmom windykacyjnym na ich wezwania zapłaty przedawnionej wierzytelności (pomijam, istniejącej lub nie) nie zrzekamy się zarzutu przedawnienia. Ba, w razie późniejszej walki w sądzie zyskujemy dodatkowy argument dot. złej wiary powoda.
Jednak zalecałbym daleko posuniętą ostrożność…
2.07 2012
http://obserwatorium.nowyekran.pl/post/ ... kilka-uwag
Post autor: silentlex » 18 sie 2012, 14:59
UWAGA !!! Komornik może okraść Cię za cudze długi !!!
Jak to możliwe? Bardzo prosto – wystarczy, że pożyczysz zadłużonemu koledze swoją rzecz, możesz ją odebrać od niego już jako zajętą przez komornika.
Kiedy może do tego dojść? Oto kilka przykładów:
- gdy pożyczysz zadłużonemu znajomemu jakiś sprzęt,
- gdy zaparkujesz swoim samochodem na posesji zadłużonego znajomego,
- gdy oddasz do naprawy samochód albo inny sprzęt, a właściciel warsztatu będzie miał długi itp.
Oczywiście żeby do tego doszło, musi być u zadłużonej osoby w tym czasie prowadzona egzekucja komornicza, niemniej jeżeli masz pecha i oddając swoją rzecz we władanie zadłużonej osobie lub firmie trafisz na taką egzekucję, Twoja rzecz może zostać zajęta przez komornika i zlicytowana (czytaj: SKRADZIONA) za cudze długi.
Dlaczego tak się może stać? Art. 845 § 2 k.p.c. (Kodeksu Postępowania Cywilnego) mówi:
Zająć można ruchomości dłużnika będące bądź w jego władaniu, bądź we władaniu samego wierzyciela, który do nich skierował egzekucję. Ruchomości dłużnika będące we władaniu osoby trzeciej można zająć tylko wówczas, gdy osoba ta zgadza się na ich zajęcie albo przyznaje, że stanowią one własność dłużnika, oraz w wypadkach wskazanych w ustawie. Jednakże w razie zbiegu egzekucji sądowej i administracyjnej dopuszczalne jest zajęcie ruchomości na zasadach przewidzianych w przepisach o egzekucji administracyjnej.
Czyli wynika z tego, że komornik prowadząc egzekucję może zająć ruchomości osoby trzeciej tylko dlatego, że znajdują się u dłużnika, np. w jego mieszkaniu albo na jego posesji, bo w myśl w/w art. znajdują się one we władaniu dłużnika. Owszem, właściciel danej ruchomości albo sam dłużnik może próbować w takiej sytuacji udowodnić komornikowi, czyja to własność. Może np. pokazać dokumenty, jeżeli takowe posiada, np. fakturę zakupu, jeżeli zajętym przedmiotem jest samochód – dowód rejestracyjny itp. Co w tej sytuacji może zrobić komornik? Wszystko – jak będzie człowiekiem, odstąpi od egzekucji długu z danego przedmiotu, a jak będzie świnią, chamem i złodziejem (a w tym fachu takich mend niestety nie brakuje) – zajmie go. I, co najgorsze, zrobi to zgodnie z prawem. Kolejny, po długach spadkowych, przykład ZŁODZIEJSTWA W MAJESTACIE PRAWA. Osoba trzecia, nawet niespokrewniona z dłużnikiem może zostać okradziona tylko dlatego, że pożyczyła mu laptopa, przyjechała w odwiedziny i zaparkowała samochód na jego posesji itp. Albo oddała samochód do naprawy i okazało się, że mechanik samochodowy miał długi.
Osoba, której ruchomość została zajęta, może się oczywiście bronić. Ale tu też jest potrzebna znajomość prawa, żeby użyć właściwej instytucji. Jeżeli komornik zajął rzecz osoby trzeciej za cudze długi, to osoba poszkodowana musi wnieść powództwo przecciwegzekucyjne o zwolnienie zajętego przedmiotu od egzekucji. Ma na to termin 1 miesiąca od dnia dowiedzenia się o naruszeniu prawa.
UWAGA !!! Należy odróżnić instytucję powództwa przeciwegzekucyjnego od skargi na czynności komornika !!!
Skargę na czynności komornika stosujemy wówczas, gdy komornik postąpił niezgodnie z prawem.Instytucja ta jest skierowana przeciw komornikowi. W opisanych powyżej sytuacjach komornik działał niestety zgodnie z prawem, więc skarga na czynności komornika nie ma tu zastosowania, sąd ją odrzuci,a niesłusznie zajęta rzecz i tak zostanie zlicytowana.
W takiej sytuacji występujemy z powództwem przeciwegzekucyjnym o zwolnienie zajętego przedmiotu od egzekucji.Powództwo to w odróżnieniu od skargi nie działa przeciwko komornikowi.
Niestety przez przeciętnego Kowalskiego te instytucje nie są rozróżniane. Każdemu z nas, któremu komornik zajął, naszym zdaniem niesłusznie jakąś ruchomość za cudze długi, wydaje się, że działał niezgodnie z prawem i chcemy skarżyć komornika. Należy uważać, bo możemy osiągnąć efekt odwrotny od zamierzonego. Najlepiej w takiej sytuacji udać się do prawnika.
I tutaj niestety jest kolejny błąd w prawie. Należałoby wprowadzić poprawkę do k.p.c., żeby skarga na czynności komornika pociągała „z urzędu” powództwo przeciwegzekucyjne, czyli była wymierzona i w komornika, jak i zwalniała zajęty przedmiot spod egzekucji. A jeżeli osoba skarżąca (także dłużnik) podważyła tytuł wykonawczy, skarga powinna „z urzędu” pociągać za sobą konsekwencje powództwa przeciwegzekucyjnego przeciwko tytułowi wykonawczemu. Jeżeli okazałoby się, że komornik działał zgodnie z prawem, wniesienie takiej skargi powodowałoby jedynie takie same skutki, jak powództwo przeciwegzekucyjne, bez pociągania komornika do odpowiedzialności. Wówczas Kowalski nie musiałby się zastanawiać, czy wybrał właściwa opcję, czy nie. Po prostu skarżąc komornika zaskarżałby cała egzekucję i tak powinno być w cywilizowanym kraju.
Ponadto wystarczyłoby w tym artykule k.p.c. dodać paragraf o następującej treści:
Ruchomości będące własnością osoby trzeciej, a znajdujące się we władaniu dłużnika nie mogą być zajęte. Jeżeli dłużnik, właściciel zajętej ruchomości lub świadek udokumentuje lub w inny sposób udowodni komornikowi, że zajęty przedmiot nie jest własnością dłużnika, komornik jest obowiązany natychmiast zwolnić dany przedmiot od zajęcia.
Gdyby te dwa paragrafy były wprowadzone, to osoba trzecia byłaby z urzędu chroniona przed egzekucją mienia. Niestety takich paragrafów brakuje. A dlaczego? Bo nie chroniłyby one złodziei, tylko uczciwych ludzi.
Ofiarą tego chorego systemu padł m.in. Pan Tomasz Strączyński z Będzina w województwie śląskim, któremu komornik zajął quada oddanego do serwisu. Za co? Za długi właściciela warsztatu. Pan Tomasz złożył w sądzie skarge na czynności komornika zamiast powództwa przeciwegzekucyjnego o wyłączenie przedmiotu spod egzekucji i tu popełnił błąd. Komornik może teraz zlicytować (czytaj: UKRAŚĆ) jego quada wartego 20 tys. zł.
Tutaj można dokładnie zapoznać się z tą sprawą:
http://www.interwencja.polsat.pl/Interw ... ml#1295895
Pamiętaj drogi Czytelniku – musisz być czujny!!! Jeżeli użyczyłeś komuś swojej rzeczy, a komornik zajął Ci ją za długi tej osoby – składasz powództwo przeciwegzekucyjne o zwolnienie zajętego przedmiotu od egzekucji, a nie skargę na czynności komornika,mimo pozornego podobieństwa tych instytucji !!! Podobieństwo pozorne, a różnica kolosalna i skutek będzie odwrotny od zamierzonego!!!
http://gustlik222.nowyekran.pl/post/710 ... udze-dlugi
Post autor: silentlex » 19 sie 2012, 12:19
Jak przekazać majątek niespokrewnionej osobie? Najprościej - za pomocą zapisu windykacyjnego
http://m.gazetaprawna.pl/artykul/640442/1
Post autor: silentlex » 19 sie 2012, 16:08
Jesteśmy narażeni na bezkarnych oszustów
To nie jest poradnik dla oszustów, choć może brzmi kontrowersyjnie. Chcemy ostrzec potencjalnie narażonych, uświadomić jak łatwo można stracić pieniądze bez możliwości ich odzyskania.
Długo wahaliśmy się, czy warto napisać i opublikować ten artykuł, obawialiśmy się i obawiamy opinii iż jest to poradnik dla oszustów. Uznaliśmy jednak, ze przede wszystkim przysłuży się uczciwym, potencjalnie narażonym ludziom, jako ostrzeżenie.
Narażony jest każdy kto np. udziela drugiemu pożyczki, kto kupuje przez internet w sklepie albo na aukcji, kto dokonuje przedpłaty, zadatkuje drugą stronę umowy, kto udziela kredytu kupieckiego - dokonując sprzedaży z odroczonym terminem zapłaty (standard w działalności gospodarczej). Co może spotkać dłużnika, jakie rodzaje odpowiedzialności, konsekwencji? I czy dłużnik - oszust, naciągacz może uniknąć odpowiedzialności materialnej, karnej, fizycznej (utraty zdrowia a nawet życia)?
Najpierw odpowiedź na pierwsze pytanie - osoba która nie zwraca pieniędzy może potencjalnie ponieść cztery rodzaje odpowiedzialności - konsekwencji, przy czym trzy z pośród nich dotyczą odpowiedzialności prawnej a czwarty - bezprawnej. Wymieńmy je, opiszmy.
1. Odpowiedzialność materialna - cywilna. Czyli, jeżeli dłużnik np. zaciągnął pożyczkę i nie zwrócił jej w ustalonym terminie to wierzyciel - pożyczkodawca może uzyskać sądowy tytuł wykonawczy (nakaz zapłaty, wyrok) i skierować do komornika wniosek egzekucyjny aby ten ściągnął z pożyczkobiorcy zasądzona należność z tytułu pożyczki. Oczywiście tak samo w przypadku np. niezapłaconej faktury, niezwróconej zaliczki, zadatku, itd.
2. Publikowanie danych dłużnika w internecie, w rejestrach dłużników, na giełdach wierzytelności, Może być wstyd, mogą być kłopoty z zaciągnięciem kredytu w banku, pożyczki, kredytu kupieckiego, z zakupem na raty.
3. Odpowiedzialność karna. Jeżeli dłużnik dokonał oszustwa wówczas grozi mu od 6 miesięcy do 8 lat pozbawienia wolności.
4. Ryzyko utraty zdrowia i życia dłużnika i/lub jego najbliższych, zwłaszcza dzieci oraz mienia zniszczenia mienia dłużnika. Takie ryzyko dłużnik może ponieść gdy wierzyciel zleci egzekucję długów przestępcom trudniącym się bezprawną egzekucją długów albo po prostu sprzeda im dług. Nie zawsze wierzyciel zdaje sobie sprawę z tego, że egzekutorzy będą w ten sposób działać, choć często ma tego świadomość. Ryzyko takiego zlecenia egzekucji wzrasta dla dłużnika wraz z bezskutecznym wyczerpywaniem sposobów wymienionych w punktach 1-3. Tacy egzekutorzy często zaczynają od ostrzeżenia i słownego "wezwania do zapłaty" np. w ciągu trzech dni. Jeśli dłużnik pieniędzy nie odda, to np. złamią mu nos, połamią nogi, spala samochód.
A teraz dowiedzmy się jak i dlaczego oszuści potrafią uniknąć odpowiedzialności - konsekwencji określonych w punktach 1,2,3 i 4., dzięki temu oni mogą czuć się bezkarni i mogą śmiać Ci się w nos a Ty nie odzyskasz od nich swoich pieniędzy.
Ad. 1. Oszuści najczęściej drwią sobie z sądowych nakazów zapłaty, wyroków i z postępowań egzekucyjnych. Wyłudzone pieniądze ukryją albo przehulają, formalnie nie posiadają nic na siebie, choć niczego im nie brakuje. Jeżdżą (luksusowymi) samochodami, miewają super sprzęt AGD tyle, że formalnie właścicielem tych rzeczy jest np. brat, żona albo rodzice wobec czego nie można z takich rzeczy prowadzić egzekucji długów oszusta. Wyjeżdżają sobie na wycieczki (w tropiki), chodzą na imprezy, jadają w drogich restauracjach, itp. Pieniędzy nie trzymają na koncie w banku aby komornik lub firma windykacyjna nie namierzyli konta, trzymają pieniądze w skrytce, niekoniecznie u siebie w domu.
Ad. 2. Nic lub niewiele obchodzi ich że są umieszczeni w rejestrach dłużników, na giełdach wierzytelności. Przecież skoro nie posiadają oficjalnie majątku ani dochodów to przecież nie będą starać się o kredyt bo i tak nie otrzymają go. Zazwyczaj też nie wstydzą się tego, że figurują w takich rejestrach a przynajmniej nie na tyle, aby oddać pieniądze.
Ad. 3. Oszustwo, czyli przestępstwo określone w art. 286 kodeksu karnego, trzeba dłużnikowi udowodnić czyli wykazać że już zaciągając dług wiedział, że go nie spłaci. Np. że zaciągnął pożyczkę w banku lub od kolegi wiedząc że jej nie zwróci, nie mając zamiaru jej zwrócić i wiedząc, że odpowiedzialności określonej w punkcie 1 nie poniesie, gdyż komornik nie znajdzie u niego żadnego mienia ani oficjalnych dochodów. W praktyce często udowodnienie takiego zamiaru jest niemożliwe pomimo tego, ze dłużnik z takim zamiarem działał. Dłużnicy umiejętnie się tłumaczą, wcześniej przygotowują sobie wytłumaczenie, działają metodycznie, powołują swoich kolegów jako rzekomych świadków, a tamci kłamią, itp. Poza tym, organy ścigania raczej niechętnie przedstawiają zarzuty dłużnikom w typowych sprawach nie wywiązania się z umowy, np. właśnie w przypadku niezwrócenia pożyczki, niezapłacenia faktury. Dlatego dochodzenia prowadzone przez organy ścigania często są umarzane albo nawet wydawane są decyzje o odmowie wszczęcia postępowania.
Ad. 4. Oszuści często dokonują wielu wyłudzeń ale za każdym razem na niewielką kwotę na szkodę danego wierzyciela. Natomiast przestępcy trudniący się egzekucją długów zazwyczaj nie podejmują się windykacji małych kwot. Oszuści wiedzą o tym. W rezultacie ten i ów wierzyciel oszukany na kwotę np. 3 tys. zł. raczej nie znajdzie w takich kręgach chętnych do zajęcia się egzekucją takiej kwoty.
Dlatego niezwykle ważne jest sprawdzać potencjalnego kontrahenta, drugą stronę umowy, w aspekcie wiarygodności, reputacji, dokonywać rozeznania, wywiadu lub zlecać sprawdzanie wiarygodności wyspecjalizowanym podmiotom gospodarczym jak wywiadownie, agencje detektywistyczne. Nigdy jednak nie będziemy mieć pewności, że nie zostaniemy oszukani.
www.kredyty.aid.pl
Artykuł pochodzi z serwisu Publikujorg.
http://www.prawo.akcjasos.pl/content/view/142/44/
Post autor: silentlex » 19 sie 2012, 16:10
Księgi Wieczyste – Co Się W Nich Znajduje?
http://www.webshock.com.pl/ksiegi-wiecz ... -znajduje/
Post autor: silentlex » 20 sie 2012, 16:29
Komornik nie zarobi więcej, gdy zwiększy się liczba wierzycieli
Bez względu na liczbę wierzycieli przystępujących do egzekucji z nieruchomości, komornik ma prawo pobrać tylko jedną opłatę egzekucyjną – uchwalił Sąd Najwyższy.
Komornik prowadził egzekucję z nieruchomości Ryszarda M. Została ona wszczęta na wniosek jednego z dziesięciu wierzycieli – poznańskiej spółki. Pozostali przyłączyli się do tego postępowania. Ryszard M. był im winny łącznie ponad 6 mln zł. Każdy z wierzycieli jako jeden ze sposobów egzekucji chciał, aby ich roszczenia zostały zaspokojone z nieruchomości należącej do dłużnika.
W efekcie zlicytowano budynek za 1,6 mln zł. Komornik za przeprowadzenie sprzedaży chciał 204 tys. zł. Ryszard M. złożył skargę do sądu. Jego zdaniem opłata egzekucyjna została zawyżona i powinna wynosić o 110 tys. zł mniej. Wskazywał, że komornik nie powinien przy ustalaniu tej kwoty sumować opłat przypadających z poszczególnych spraw egzekucyjnych.
Żaden przepis nie mówi jednak, czy po przyłączeniu się wierzycieli do egzekucji postępowania toczą się odrębnie, czy stają się jednym postępowaniem. A ma to zasadniczy wpływ na wysokość opłaty. Powstała więc wątpliwość, czy komornik powinien ustalić jedną opłatę od wyegzekwowanej kwoty, czy też pobrać opłaty w każdej ze spraw, w których wierzyciele przyłączyli się do egzekucji z nieruchomości.
Sąd rejonowy, który zajmował się sprawą, obniżył opłatę do 83 tys. zł. Z tego powodu komornik wniósł zażalenie. Sąd Okręgowy w Poznaniu, rozpoznając je, miał wątpliwości, jakie stanowisko w sprawie jest prawidłowe i przedstawił to zagadnienie prawne Sądowi Najwyższemu.
Wskazał przy tym na art. art. 49. ust. 1 ustawy o komornikach sądowych i egzekucji (Dz.U. z 1997 r. nr 133, poz. 882 ze zm.), który stwierdza, że w sprawach o egzekucję świadczeń pieniężnych komornik pobiera od dłużnika opłatę stosunkową w wysokości 15 proc. wartości wyegzekwowanego świadczenia, jednak nie niższą niż 1/10 i nie wyższą niż trzydziestokrotna wysokość przeciętnego wynagrodzenia miesięcznego.
Sąd pytający skłonił się zatem ku przyjęciu, że niezależnie od liczby wierzycieli komornik powinien pobrać tylko jedną opłatę od wyegzekwowanej kwoty. Ma to na celu ochronę wierzycieli, ponieważ ustalenie opłat w każdym postępowaniu osobno może doprowadzić do tego, że ich łączna suma wielokrotnie przewyższy trzydziestokrotność przeciętnego wynagrodzenia miesięcznego. Komornik mógłby bowiem ustalić maksymalne opłaty w każdej ze spraw.
Sąd Najwyższy przychylił się do tego stanowiska i orzekł, że w razie przyłączenia się kolejnego wierzyciela do postępowania egzekucyjnego obejmującego egzekucję z nieruchomości, komornik pobiera – niezależnie od liczby wierzycieli – jedną opłatę stosunkową określoną w art. 49 ust. 1 ustawy o komornikach sądowych i egzekucji. Jej wysokość powinna być obliczona od kwoty wyegzekwowanego świadczenia, nie wyższej niż suma świadczeń egzekwowanych na rzecz wierzycieli prowadzących egzekucję.
Uchwała Sądu Najwyższego z 18 lipca 2012 r., sygn. akt III CZP 27/12.
http://m.gazetaprawna.pl/artykul/640666
Post autor: silentlex » 20 sie 2012, 18:03
http://www.kalkulatorkar.pl/
Niniejszy kalkulator przedstawia teoretyczną symulację wymiaru roszczeń uprawnionego związanych z ewentualnym naruszeniem praw własności intelektualnej do programów, gier komputerowych, utworów audio i audiowizualnych, gdyby uznano, że wszystkie pliki wskazane powyżej są uzyskane niezgodnie z prawem. Celem kalkulatora nie jest przedstawienie precyzyjnej bądź zbliżonej wartości możliwego roszczenia ani przesądzenie o zasadności podnoszenia takiego roszczenia, a jedynie wizualizacja jednego z możliwych wariantów realizacji roszczeń uprawnionego mogących wynikać z przepisów ustawy z dnia 4 lutego 1994r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych (Dz. U. z 2006r., Nr 90, poz. 631 ze zm.), a obliczonych w oparciu o przyjętą przez administratora kalkulatora przybliżoną, hipotetyczną wartość wynagrodzenia należnego z tytułu legalnego zakupu wymienionych plików. Kalkulator nie wskazuje wszystkich możliwych roszczeń uprawnionego, jak też wszystkich możliwych kar, środków karnych lub innych obowiązków, które mogą być orzeczone przez uprawnione organy w związku z naruszeniem praw własności intelektualnej uprawnionych. Decyzja w zakresie nałożenia na naruszyciela kar lub obowiązków oraz ich wymiaru należy do właściwych organów, zgodnie z przepisami regulującymi postępowanie cywilne bądź karne, w oparciu o szereg czynników, które nie są uwzględniane przy działaniu kalkulatora. Użytkownik kalkulatora nie może tym samym traktować podanego wyniku jako wiążący lub oddający kompleksowo sytuację prawną związaną z potencjalnym naruszeniem.
Post autor: silentlex » 21 sie 2012, 09:57
Uniewinnieni przez sąd i tak muszą zapłacić adwokatowi
Oskarżeni, których sąd oczyścił z zarzutów, i tak muszą sami płacić za adwokatów. Wszystko przez odstające od rzeczywistości przepisy.
psav zdjęcie główne
Kwestię zwrotu kosztów, jakie poniósł niesłusznie oskarżony w procesie karnym, reguluje rozporządzenie ministra sprawiedliwości z 28 września 2002 r. w sprawie opłat za czynności adwokackie oraz ponoszenia przez Skarb Państwa kosztów nieopłaconej pomocy prawnej udzielonej z urzędu (Dz.U. z 2002 r. nr 163, poz. 1348 z późn. zm.). Chodzi więc przede wszystkim o zwrot pieniędzy, które dana osoba wyłożyła na opłacenie pracy swojego obrońcy.
http://m.gazetaprawna.pl/artykul/641058/1
Post autor: silentlex » 23 sie 2012, 23:16
Dzięki rozporządzeniu ministra nauki i szkolnictwa wyższego, ich edukacja może być prowadzona także w systemie bolońskim. Oznacza to, że 2-, 3-letnie prawo będzie dostępne po ukończeniu 3-letnich studiów licencjackich na dowolnym kierunku, np. lingwistyce na UW, dietetyce na SGGW, grafice na ASP czy wychowaniu fizycznym na AWF.
Przy czym tytuł magistra zdobyty w ekspresowym tempie nie przeszkodzi zdawać na aplikację adwokacką, radcowską czy notarialną.
http://m.gazetaprawna.pl/artykul/641452/2
Post autor: silentlex » 26 sie 2012, 23:34
Ostrzegał przed parabankiem - zatrzymała go policja
Damian mówi, że chciał ostrzec ludzi. Wydrukował plakaty z "czarną listą" Komisji Nadzoru Finansowego, z firmami, które nie mają zezwolenia na działanie jak banki i powiesił je na Pozabankowym Centrum Finansowym.
Centrum to firma z Grodziska Mazowieckiego, istnieje od 2004 roku, ma osiem oddziałów w kraju, myśli o otworzeniu kolejnego. Jak podkreśla - 95 proc. jej działalności to pożyczki "bez BIK" - czyli bez sprawdzania potencjalnych klientów w Biurze Informacji Kredytowej.
Na początku tego tygodnia o firmie zrobiło się głośno, pisały o niej ogólnopolskie media, pisał także płocki dodatek "Gazety" (PCF ma tam siedzibę przy głównej ulicy miasta i bardzo agresywnie się reklamuje).
Chodziło o oferowane przez nią lokaty - oprocentowane bardzo korzystnie, na ponad 10 procent (w skali roku) i 15 (w sali trzech lat) procent.
Łukasz Dajnowicz, rzecznik Komisji Nadzoru Finansowego, podkreślał w rozmowach z dziennikarzami, że centrum nie ma zezwolenia na tzw. czynności bankowe - czyli przede wszystkim na "przyjmowanie od klientów wkładów pieniężnych w celu obciążania ich ryzykiem".
A także, że komisja już dwukrotnie składała do Prokuratury Okręgowej w Warszawie zawiadomienia w tej sprawie.
Prokuratura wprawdzie śledztwa umarzała, ale KNF za każdym razem odwoływała się od tych decyzji do sądu (w tym momencie liczy ponowne wszczęcie postępowania).
We wtorek po południu przed siedzibą PCF w Płocku zjawił się Damian, 23-latek z kamerą i trzema plakatami w formacie A3.
Na każdym z nich była wydrukowana czarna lista komisji nadzoru (w sumie jest na niej 16 pozycji, w tym Amber Gold i PCF). Oraz wpisane na górze tylko jedno słowo "Uwaga".
- Cała ta Afera z Amber Gold bardzo mnie poruszyła. Dlatego kiedy dowiedziałem się, że w Płocku działa firma, która też bez zezwolenia oferuje ludziom niesamowite zyski, obiecuje, że nie ma w tym żadnego ryzyka, chciałem ludzi ostrzec - mówi młody człowiek.
Włączył kamerę i rozlepił plakaty po obu stronach wejścia do PBF oraz na pobliskim słupie. Jak podkreśla - słabym, samoprzylepnym papierem, tak, by niczego nie uszkodzić.
- Po jakiejś minucie z siedziby firmy wyszła jej pracownica. Wezwała ochronę. Panowie kazali zerwać wszystkie trzy plakaty, lecz odmówiłem. Powiedziałem, że jest to również w ich interesie, a ja jedynie informuję społeczeństwo oficjalnym ostrzeżeniem organu rządowego - relacjonuje płocczanin. - Pracownicy ochrony zaprowadzili mnie do lokalu, stanęli w drzwiach, chyba chodziło o to, żebym nie uciekł. Wezwali policję.
Damian podkreśla, że do policji żalu nie ma.
Mundurowi zainteresowali się nawet tematem, przeczytali plakaty, wypytali, czego dotyczą.
- Pani z PCF mówiła jednak, że chce mnie zaskarżyć o zniesławienie firmy. Policjanci zdjęli te plakaty, wyjęli kartę z mojej kamery, zabrali mnie na komende, przesłuchali i wypuścili.
Piotr Wojtkowski, prezes zarządu PCF, zapowiada, że prócz zawiadomienia policji, będą także pozwy w sądzie cywilnym: - Złożone w imieniu naszym i osobno - w imieniu samej pracownicy, której ten człowiek ubliżał - mówi.
Piotr Wojtkowski uważa, że płocczanin naruszył dobre imię PCF: - Z tych plakatów wynikało, żeby nie powierzać nam pieniędzy. Tymczasem nikogo nie oszukaliśmy.
Tłumaczy, że jego firma jest na liście KNF od pół roku.
Właściwie sam nie wie, dlaczego - nikt go nie uprzedzał, że tak się stanie, nikt nie powiedział, co zrobić, żeby z niej zniknąć. - Poszło o te oferowane przez nas od niedawna lokaty. Ale my nie chcieliśmy obracać powierzonymi nam pieniędzmi, zarabiamy na pożyczkach i to z zysków płynących z pożyczek płacilibyśmy procenty od lokat. W każdym razie od zamieszkania z Amber Gold, jakiś miesiąc temu, wycofaliśmy się z tego pomysłu.
Kiedy mówimy Piotrowi Wojtkowskiemu, że nie dalej jak w poniedziałek w płockim oddziale oferowano nam ich lokatę.
Prezes odpiera, że pracownica filii "była na urlopie i pewnie coś pomyliła".
Płocka policja potwierdza, że pracownica oddziału PCF złożyła u nich zawiadomienie o zniesławieniu firmy. Jakie będą dalsze losy postępowania - w tym momencie jeszcze nie wiadomo.
Kodeks karny za pomawianie, które może narazić na "utratę zaufania publicznego" potrzebnego dla danej "działalności" przewiduje karę grzywny albo ograniczenia wolności, za pomawianie poprzez środki "masowej komunikacji" (za jakie można uznać plakaty) - nawet do roku więzienia.
- Ale przecież tych na plakatach był wydrukowany tekst ze strony KNF. Działałem w dobrej wierze, w interesie publicznym, choć być może pod wpływem emocji - mówi Damian. Dodaje, że nikomu nie ubliżał. Wszystko filmował, więc można sprawdzić. - Ten film chciałem wrzucić do sieci, nie przypuszczałem, że tak się wszystko potoczy. Co będzie, kiedy policja zwróci mi kartę z kamery? Tak jak planowałem, umieszczę film w sieci.
Więcej... http://plock.gazeta.pl/plock/1,35681,12 ... z24h6gy2Uk
Chwała naszej dzielnej policji...
Post autor: silentlex » 29 sie 2012, 22:56
Organy podatkowe mogą wezwać podatnika do stawienia się na przesłuchanie, w celu złożenia wyjaśnień bądź zeznań, będących dowodem w prowadzonym podstępowaniu podatkowym, pod rygorem sankcji porządkowej w kwocie do 2700 zł. Kary porządkowe nie grożą jednak podatnikom będącym stroną postępowania.
W stosunku do stron postępowania Ordynacja podatkowa nie przewiduje żadnych środków przymusu /© Panthermedia
W ramach prowadzonego postępowania podatkowego organy skarbowe zobowiązane są do zebrania pełnego i wyczerpującego materiału dowodowego, na którego podstawie możliwe będzie ustalenie stanu faktycznego istotnego dla sprawy. Niekiedy zdarza się jednak, że zgromadzona przez podatnika dokumentacja podatkowa okazuje się niewystarczająca, w związku z czym konieczne jest zebranie uzupełniającego materiału dowodowego w postaci zeznań lub wyjaśnień składanych przez świadków lub strony, uczestniczące w postępowaniu.
Warto w tym miejscu podkreślić, że zakres praw i obowiązków w stosunku do wspomnianych powyżej osób nie jest taki sam, skutkując tym samym odmiennymi konsekwencjami porządkowymi odmowy złożenia zeznań bądź wyjaśnień, zwłaszcza w przypadku możliwości nałożenia kary porządkowej.
Przesłuchanie strony postępowania podatkowego, jedynie w przypadku wyrażenia przez nią zgody
Podatnik powinien pamiętać, że świadkom, poza pewnymi wyjątkami, nie przysługuje prawo do odmowy składania zeznań. Wynika to bezpośrednio z artykułu 196 § 1 Ordynacji podatkowej.
W przypadku osób występujących w charakterze strony postępowania, sprawa wygląda nieco inaczej. Przede wszystkim organ podatkowy może przesłuchać stronę jedynie po wyrażeniu przez nią na to zgody. Istotnym wydaje się również, aby podkreślić, że do ewentualnego przesłuchania stosuje się przepisy dotyczące świadka, z wyłączeniem przepisów o środkach przymusu, jakim jest możliwość nałożenia kary porządkowej.
Kara porządkowa do 2700 zł
Jak już zostało wspomniane, nieuzasadniona odmowa złożenia wyjaśnień, jak również zeznań, może skutkować nałożeniem dotkliwej kary porządkowej. Pełnomocnik strony, świadek lub biegły, którzy mimo prawidłowego wezwania organu podatkowego bezzasadnie odmówili złożenia, wydania opinii, okazania przedmiotu oględzin lub udziału w innej czynności mogą zostać ukarani karą porządkową do 2700 zł. Przy czym, sankcji tej nie stosuje się w przypadku przesłuchania strony (które jest uwarunkowanego wcześniejszym wyrażeniu na to zgody).
Oznacza to, że podatnik może w przypadku bezpodstawnej odmowy zeznań być ukarany karą porządkowa jedynie w sytuacji, gdy został wezwany jako świadek np. w sprawie dotyczącej jego kontrahenta (trzeba jednak pamiętać o sytuacjach, które zwalniają świadka z obowiązku składania zeznań, jak np. zeznawanie w sprawie małżonka). W stosunku do stron postępowania przepisy Ordynacji podatkowej nie przewidują bowiem żadnych środków przymusu.
http://biznes.interia.pl/podatki/news/c ... na,1836087
Post autor: silentlex » 30 sie 2012, 11:44
Kredyt na 9000 proc. poproszę
- Moi klienci to przede wszystkim samotne matki albo emeryci, którym ciężko przeżyć do pierwszego kolejnego miesiąca – przyznaje Katarzyna. Ma 35 lat i udziela w Krakowie „szybkich pożyczek”. Pracuje dla jednego z największych parabanków działających w Polsce. Nie chce podawać nazwy firmy, ani tym bardziej swojego nazwiska, bo boi się zwolnienia. Wie, że wciska ludziom bardzo drogi kit. A klientów i tak cały czas przybywa…
Katarzyna dzieli swoich klientów na dwie grupy: biednych-naiwnych i niebieskie ptaki. Ci pierwsi, to zwykle emeryci i renciści, którym nagle zepsuło się coś niezbędnego do życia – lodówka, piecyk gazowy, albo dopadła ich choroba, która zwielokrotniła koszty lekarstw. Potrzebują zastrzyku gotówki, a żaden bank ze względu na zaawansowany wiek nie da im kredytu.
Często zgłaszają się też samotne matki, które mimo tego, że mają pracę, nie są dla banków wiarygodnymi klientami. Zarabiają najniższą krajową, a na utrzymaniu mają dzieci – dwójkę, czasem trójkę. Alimenty, które zwykle przychodzą zresztą z opóźnieniem, nie wystarczają na opłaty, a co dopiero wyżywienie dzieci przez cały miesiąc. Najwięcej matek zgłasza się w sierpniu, kiedy trzeba kupić wyprawkę szkolną.
Biedni-naiwni często nie zdają sobie sprawy, że do pożyczonego 1 tys. zł będą musieli doliczyć sporo ponad 300 zł marży, odsetek i prowizji – mówi Katarzyna. I dodaje, że tej grupy żal jej najbardziej. Orientują się, że zrobili głupstwo, biorąc u mnie pożyczkę często dopiero wtedy, kiedy muszą zwrócić pieniądze.
- Często dzwonią do mnie z żalem, zarzekają się, że nigdy już nie skorzystają z usług mojej firmy - przyznaje ze smutkiem Katarzyna. Niestety bardzo często wracają, bo nie mają żadnych oszczędności i przez to każdy nieplanowany wydatek jest dla nich nie do przeskoczenia.
Niebieskie ptaki, to najczęściej drobne cwaniaczki – często zjawiają się tylko po jedną szybką pożyczkę, z góry zakładając, że nigdy jej nie spłacą. - Najczęściej pracują na czarno, albo sezonowo zarobkują za granicą. Urlopy w Polsce mają niekiedy bardzo upojne i pieniądze przez to kończą się szybciej niż planowali. Nazywam ich niebieskimi ptakami, bo żyją z dnia na dzień – priorytetem są pieniądze na kolejną libację – mówi Katarzyna. Tych klientów nie żałuje, bo ich głównym problemem jest lekkomyślność, a nie brak pieniędzy i bieda.
Dochodowy interes w granicach prawa
Są firmy, które odsetki pobierają z góry. Na przykład klient Kredytów-Chwilówek w momencie otrzymania pieniędzy musi zapłacić tzw. kaucję. Biorąc 1 tys. zł pożyczki od razu zostawia pośrednikowi 300 zł. Wszystko dzieje się w zgodzie z prawem, bo odsetki nie przekraczają dopuszczonych przez tzw. ustawę antylichwiarską 24 proc. Klient musi jednak doliczyć 5 proc. prowizji, wnieść opłaty wstępne w wysokości co najmniej 100 zł. Niektóre firmy za koszt wizyty doradcy, czyli tzw. obsługi domowej każą sobie płacić 400-500 zł. Rzecz jasna jest to usługa konieczna, bo nie można z pośrednikiem spotkać się w jego biurze. Podstawowe oprocentowanie pożyczki nigdy nie przekracza granic prawa, jednak realne koszty, jakie muszą ponosić klienci to nawet 400 proc. w skali roku.
Pracownicy parabanków zgodnie, choć anonimowo przyznają, że klienci najczęściej pożyczają od 500 do 1000 zł. Najwyżej na dwa, czasem trzy miesiące. Większość zdaje sobie sprawę, że im dłuższy termin zwrotu pieniędzy, tym wyższe koszty pożyczki.
Czytaj dalej na stronie 2: Rekordowe zyski, rekordowe zdzierstwo...
W razie opóźnienia w spłacie raty w domu klienta bardzo szybko pojawia się pracownik firmy w celu przypomnienia o pieniądzach. Niestety taka przysługa też nie jest za darmo – zwykle kosztuje od 100 do 200 zł. Jeżeli wizyta nie przyniesie rezultatu, bo klient nie ma z czego oddać pieniędzy, to sprawa bardzo szybko trafia do sądu. Na końcu przychodzi komornik, a z nim trudno dyskutować. Jego działania też są zresztą drogie. Do długu trzeba jeszcze doliczyć tzw. koszty komornicze, czyli co najmniej 15 proc. Dla pechowców, którzy wpadli w spiralę długów, a ich bliscy nie mogą im pomóc, często oznacza to finansowy koniec.
Grażyna, kierowniczka sekcji egzekucyjnej jednego z sądów na północy Polski przyznaje, że w ostatnich latach bardzo przybyło spraw o zaległe, niewielkie długi od 1 do 5 tys. zł. - Ktoś wziął 2 tys. zł kredytu, nie ma żadnego majątku prócz domu, czy mieszkania, więc komornik zmuszony jest zająć nieruchomość – mówi Grażyna. I dodaje, że to bardzo rzadkie, ale zdarzają się komornicy, którzy podpowiadają takim ludziom lepsze rozwiązania niż egzekucje. Przecież można wyjechać za granicę i zarobić, wszak nie chodzi o miliony, lecz o małe kwoty. Najczęściej jednak nie udaje się przemówić do rozsądku takich osób i tracą swoje domy i mieszkania – jedyne wartościowe rzeczy w ich życiu.
Rekordowe zyski, rekordowe zdzierstwo
W ciągu dwóch lat liczba osób biorących pożyczki od różnego rodzaju parabanków wzrosła 3-5-krotnie, jak szacuje firma doradcza Open Finance. Firma konsultingowa Deloitte wskazuje z kolei, że wartość parabankowych pożyczek to 2-3 mld zł. Biorąc pod uwagę, że najczęściej ludzie pożyczają w takich instytucjach około 1 tys. zł, to zadłużonych może być w takich firmach nawet kilka milionów Polaków.
„Dziennik Gazeta Prawna” dotarł do danych, z których wynika, że specjalizująca się w tzw. kredytach bez BIK Profi Credit tylko w 2011 r. obsłużyła o 72 proc. klientów więcej niż rok wcześniej. Wartość udzielonych przez nią pożyczek wzrosła o 67 proc. DGP podaje również przykład firmy SMS Kredyty, którą prawdopodobnie można uznać za rekordzistę, jeśli chodzi o wysokość kosztów pożyczek. Przy kwocie 400 zł RRSO (rzeczywista roczna stopa oprocentowania) wyniesie 2013 proc.! W niektórych przypadkach może jednak sięgnąć nawet 9 tys. proc. Wszystko zależy od wysokości kredytu i dochodów kredytobiorców.
Tego typu instytucje reklamują się najczęściej hasłami „pożyczka na dowód”, „pożyczka bez zabezpieczeń”, „pożyczka bez informacji z BIK”. - Oznacza to, że ryzyko udzielenia pożyczki jest bardzo wysokie – wskazuje ekonomista Marek Zuber. - Jeżeli ktoś szybko udziela pożyczki, to znaczy że nie sprawdza dokładnie historii klienta, jego możliwości finansowych. Za to ryzyko musi zapłacić klient – mówi Zuber. I dodaje, że w świecie finansowym pieniądze, które dostaje się bardzo szybko, zawsze są bardzo drogie.
Zdaniem Zubera ludzie często nie mają świadomości kosztów, jakie będą musieli ponieść. Zwykle nie czytają umów, a nawet jeśli już, to różnego rodzaju koszty są głęboko poukrywane. Zdarza się jednak i tak, że klienci tych instytucji wiedzą, że będą musieli oddać z horrendalnie wysoką nawiązką, ale w zwykłym banku nie mają szans na kredyt, bo osiągają zbyt niskie dochody, lub mają już długi, co od razu widać w BIK-u.
Czytaj dalej na stronie 3: Świat finansów po Amber Gold...
Krzysztof Pietraszkiewicz, prezes Związku Banków Polskich przekonuje, że lawinowo rosnąca liczba firm parabankowych to efekt działań Komisji Nadzoru Finansowego. - Banki musiały wprowadzić zalecenia KNF i zaostrzyły warunki badania zdolności kredytowej. To sprawiło, że sporo ludzi znalazło się na marginesie systemu finansowego – mówi z kolei Andrzej Sadowski, wiceprezydent Centrum im. Adama Smitha.
Z danych Biura Informacji Kredytowej wynika, że w pierwszym półroczu tego roku liczba nowo udzielonych kredytów konsumenckich przez banki spadła o 20 proc. Podobnie jest z kredytami konsumenckimi dla gospodarstw domowych. Ich wartość spadła w ciągu roku ze 134,4 mld zł do 130,9 mld zł (dane z końca czerwca). Świat finansów nie znosi próżni i coraz sprawniej wykorzystuje również nowoczesne technologie. Nie jest już nowością pożyczanie pieniędzy przez internet z pominięciem banków, czy parabanków. Ludzie udzielają sobie wzajemnie pożyczek, korzystając z różnego rodzaju internetowych platform.
Świat finansów po Amber Gold
To, czy parabank zajmuję się głównie udzielaniem pożyczek, czy oferowaniem lokat, ma drugorzędne znaczenie. W obu przypadkach klienci takiego parabanku powinni zachowywać szczególną ostrożność, bo jak pokazuje przykład Amber Gold, na lokacie też można stracić. Piramidy finansowe to nie jest zresztą polski wynalazek. Oszuści działający podobnie jak Marcin P. zdarzają się niezależnie od szerokości geograficznej. W Stanach Zjednoczonych przez długie lata działała piramida Bernarda Madoffa. Pieniądze powierzali jej bardzo majętni, często znani ludzie. Mieli doradców i obsługę finansową na najwyższym poziomie, jednak i tak dali się oszukać.
- Jest jednak zasadnicza różnica między Polską, a USA – zaznacza Andrzej Sadowski z Centrum im. Adama Smitha. - W Stanach Zjednoczonych rząd zadziałał błyskawicznie. Szybko doszło do osądzenia Madoffa i uruchomienia procedur egzekucyjnych majątku nie tylko jego, ale również wszystkich najbliższych, którym udowodniono udział w przestępczym procederze. W Polsce niestety wystarczy pieniądze przepisać na żonę i przy potwierdzonej notarialnie rozdzielności majątkowej są one nie do wyegzekwowania – wskazuje Andrzej Sadowski.
Ale również zachodnie instytucje finansowe mają coraz częściej problem z reputacją. Zdaniem Sadowskiego na Zachodzie bardzo często banki pokazują, że swoich klientów mają w głębokim poważaniu. - W Polsce nie jest to tak bardzo ostentacyjne, bo nie zdarzają się takie sytuacje jak we Francji, gdzie dochodzi do gigantycznych nadużyć związanych z maksymalizacją zysków na instrumentach spekulacyjnych. Tam banki tracą miliardy euro swoich klientów i jest to zdecydowanie bardziej groźne niż piramida finansowa, którą szybko można rozszyfrować – wskazuje Andrzej Sadowski.
Jego zdaniem nie bez powodu ludzie coraz mniejszą sympatią darzą banki i różnego rodzaju instytucje finansowe. Sadowski twierdzi, że już niedługo o bankierach będą krążyć dowcipy podobne do bardzo popularnych w USA żartów z prawników. - Po czym poznać, że przejechano prawnika, a nie skunksa? Bo nie było śladów hamowania – cytuje Sadowski.
Nie warto jednak wyciągać wniosku, że najlepiej pieniądze trzymać w skarpecie. Inflacja nie śpi.
http://biznes.onet.pl/,0,5229472,drukuj
Post autor: silentlex » 01 wrz 2012, 09:30
Od soboty wyższe dopłaty do pensji osób niepełnosprawnych
http://biznes.interia.pl/praca/news/od- ... ch,1837731
Post autor: silentlex » 04 wrz 2012, 09:47
Sposób na zabezpieczenie transakcji? Depozyt notarialny
http://m.gazetaprawna.pl/artykul/644176
Post autor: silentlex » 05 wrz 2012, 12:39
Jak reagować na e-pozew lub e-nakaz zapłaty
Nie wolno lekceważyć listu z e-sądu. Może on zawierać nakaz zapłaty, od którego warto się odwołać, jeżeli nie wiemy, czy jest zasadny.
Firmy windykacyjne, które skupują wierzytelności bez zastanawiania się, czy żądania zapłaty są zasadne i czy nie są przedawnione, masowo składają pozwy do e-sądu (jedyny taki sąd jest w Lublinie).
Tylko tam bowiem opłaca im się ryzykować wszczęcie procedury, w wyniku której relatywnie tanio (korzystają z niższej o 3/4 opłaty sądowej) mogą uzyskać nakaz zapłaty.
Ten dokument zaś – jeżeli dłużnik w porę się nie zorientuje, jak powinien nań zareagować – podlega egzekucji. A komornicy egzekwują zasądzoną należność (nawet jeżeli była nienależna) o wiele skuteczniej niż pracownicy firm windykacyjnych.
http://m.gazetaprawna.pl/artykul/644796/1
Post autor: silentlex » 06 wrz 2012, 08:54
Zasłony na tablice rejestracyjne. "To zachęta do piractwa"
Więcej... http://poznan.gazeta.pl/poznan/1,36001, ... z25frEbDjx
Post autor: silentlex » 06 wrz 2012, 09:04
http://media.wp.pl/kat,1022943,wid,1489 ... caid=1f1ea
Przyszedł z bronią po chomiki
Sebastian C. (30 l.) z Gliwic przyszedł do sklepu zoologicznego w Gliwicach po chomiki – ale z bronią w ręku! Bo gryzonie były tylko pretekstem do bezczelnego rabunku, którego próbował dokonać. Na szczęście dzielne ekspedientki poskromiły złodzieja.
Chomik syryjski to bardzo popularne zwierzątko domowe i był dostępny w sklepie zoologicznym przy ul. Traugutta w Gliwicach. Jednak Sebastian C. chciał innego gryzonia. Przynajmniej tak obwieścił obsłudze sklepu. Wyszedł więc z niego, a po 2 godzinach wrócił – z bronią w ręku. Zapewne wydawało, mu się, że w sklepie oprócz sprzedawczyni nie ma już nikogo i łatwo się obłowi.
Nie dostrzegł jednak właścicielki, która na zapleczu strzygła pieski. Usyszała, jak bandzior grozi ekspedientce, że ją zabije, a potem przystawia do głowy broń i przeładowowuje magazynek.
– Wyszłam z zaplecza, to wyglądało groźnie! Pomyślałam, że nie będę patrzeć bezczynnie, jak nas zabija. Zaczęłyśmy się bronić. Rzuciłam w niego puszką karmy, w ruch poszły też pięści – mówi Małgorzata Dmowska, właścicielka sklepu zoologicznego.
Dzielne kobiety spłoszyły bandytę. A on był tak zaskoczony, że zapomniał plecaka i nawet roweru, który zaparkował przed sklepem.
– Sprawę potraktowaliśmy z należytą powagą, mimo jej dość groteskowego przebiegu. Sprzedawczynie nie zlękły się i zaczęły okładać napastnika. Ale mimo ciosów, ukradł z kasy niewielką kwotę – mówi Marek Słomski, rzecznik gliwickiej policji. – W poniedziałek został zatrzymany. Prokurator zastosował dozór. Za rozbój z użyciem niebezpiecznego narzędzia grozi mu do 12 lat wiezienia.
Dozór za napad przy użyciu broni palnej???????????????????
Gdzie my żyjemy?
Post autor: silentlex » 06 wrz 2012, 13:17
Skąd u księdza 2,5 mln złotych? Pyta urząd skarbowy
Więcej... http://opole.gazeta.pl/opole/1,35086,12 ... z25gvYeZnN
Post autor: silentlex » 11 wrz 2012, 08:43
Kiedy trzeba zapłacić 20-procentowy PCC?
Spółki niejednokrotnie ratują swój budżet pożyczkami czy innymi umowami mającymi zapewnić im dodatkowe środki finansowe. Umowy pożyczki, depozytu nieprawidłowego czy użytkowania podlegają PCC. W sytuacji gdy formalności związane z rozliczeniem PCC nie zostaną wypełnione, podatnik może być zobowiązany do zapłaty podatku według 20 proc. stawki i to nawet pomimo wystąpienia przedawnienia zobowiązania. W tej kwestii wypowiedział się ostatnio NSA, a także Trybunał Konstytucyjny.
Podatek od czynności cywilno-prawnych może być bolesny /© Bauer
Zwykła stawka PCC
Ustawa o PCC obejmuje swoim zakresem m.in. umowy pożyczki (art. 720 K.c.), odpłatnego użytkowania (w tym nieprawidłowego, art. 252 i 264 K.c.) czy depozytu nieprawidłowego (art. 845 K.c.), a także zmiany tych umów, o ile powodują one podwyższenie podstawy opodatkowania PCC. Jeżeli do danej czynności cywilnoprawnej nie ma zastosowania wyłączenie spod opodatkowania czy zwolnienie, spółka (wspólnicy spółki cywilnej) jako pożyczkobiorca/użytkownik/przechowawca zobowiązana jest do zapłaty podatku według stawki 2 proc. w przypadku pożyczki i depozytu nieprawidłowego i 1 proc. od użytkowania.
Kiedy 20 proc. podatku?
Od 1 stycznia 2007 r. obowiązuje art. 7 ust. 5 ustawy o PCC. Zgodnie z nim stawka podatku wynosi 20 proc., jeżeli przed organem podatkowym lub organem kontroli skarbowej w toku czynności sprawdzających, postępowania podatkowego, kontroli podatkowej lub postępowania kontrolnego:
podatnik powołuje się na fakt zawarcia umowy pożyczki, depozytu nieprawidłowego lub ustanowienia użytkowania nieprawidłowego albo ich zmiany, a należny podatek od tych czynności nie został zapłacony,
biorący pożyczkę, o którym mowa w art. 9 pkt 10 lit. b) ustawy o PCC, powołuje się na fakt zawarcia umowy pożyczki, a nie spełnił warunku udokumentowania otrzymania pieniędzy na rachunek bankowy, albo jego rachunek prowadzony przez spółdzielczą kasę oszczędnościowo-kredytową lub przekazem pocztowym.
Zobowiązanie podatkowe przedawnia się z upływem 5 lat, licząc od końca roku kalendarzowego, w którym upłynął termin płatności podatku. Przy tym jednak okres przedawnienia może ulec wydłużeniu w związku z tym, że bieg terminu przedawnienia podatku nie rozpoczął się, uległ zawieszeniu lub przerwaniu (art. 70 i 70a Ordynacji podatkowej, Dz. U. z 2012 r. poz. 749).
Jednakże art. 3 ust. 1 pkt 4 ustawy o PCC przewiduje, że obowiązek podatkowy powstanie z chwilą powołania się przez podatnika na fakt dokonania czynności cywilnoprawnej - jeżeli podatnik nie złożył deklaracji w sprawie podatku od czynności cywilnoprawnych w terminie 5 lat od końca roku, w którym upłynął termin płatności podatku, a następnie powołuje się przed organem podatkowym lub organem kontroli skarbowej na fakt jej dokonania. Mamy tu zatem do czynienia z powtórnym powstaniem obowiązku podatkowego.
Stawka podatku w wysokości 20 proc. nie dotyczy pożyczek udzielonych spółce osobowej przez wspólnika. Te są bowiem opodatkowane jako zmiana umowy spółki, do której nie ma zastosowania regulacja wynikająca z art. 7 ust. 5 ustawy o PCC.
NSA o 20-proc. stawce
NSA w wyroku z dnia 17 maja 2012 r., sygn. akt II FSK 2195/10, wskazał, że zastosowanie podwyższonej stawki podatkowej wynikającej z art. 7 ust. 5 ustawy o PCC jest możliwe w każdym czasie od momentu dokonania umowy pożyczki czy depozytu nieprawidłowego. Zastosowanie tej stawki podatkowej następuje w przypadku powołania się przed określonym organem w toku czynności prowadzonych przez ten organ na fakt zawarcia takiej umowy i stwierdzenia niewypełnienia obowiązku zapłaty należnego z tego tytułu podatku we właściwym czasie. W świetle przepisów przejściowych NSA uznał, że jeżeli do powtórnego powstania obowiązku podatkowego stosownie do treści art. 3 ust. 1 pkt 4 ustawy o PCC doszło po dniu 1 stycznia 2007 r. i podatek nie został zapłacony, to zastosowanie ma w takiej sytuacji stawka podwyższona.
Regulacja nie narusza Konstytucji
W wyroku z dnia 19 czerwca 2012 r., sygn. akt P 41/10, Trybunał Konstytucyjny orzekł, że art. 3 ust. 1 pkt 4 w związku z art. 7 ust. 5 pkt 1 ustawy o PCC jest zgodny z art. 2 konstytucji oraz nie jest niezgodny z art. 32 ust. 1 i art. 64 ust. 2 w związku z art. 31 ust. 3 Konstytucji.
Zdaniem TK wyrażonym w wyroku przedawnienie nie jest konstytucyjnie chronionym prawem podmiotowym podatnika. Zaś ponowne powstanie obowiązku podatkowego na podstawie art. 3 ust. 1 pkt 4 ustawy o PCC zależy od podatnika. Tylko powołanie się na dokonanie w przeszłości czynności prawnej przez samego podatnika doprowadza do ponownego powstania obowiązku podatkowego. Konsekwencje powołania się podatnika na dokonanie nierozliczonej podatkowo w terminie czynności prawnej ustawodawca ustalił w przepisach powszechnie obowiązującego prawa. Tym samym nie jest on zaskakiwany konsekwencjami prawnymi, których nie mógł racjonalnie przewidzieć. Podatnik musi zdecydować czy korzysta z prawa przedawnienia zobowiązania podatkowego czy też powołuje się na czynność, od której nie zapłacił należnego podatku i w konsekwencji musi liczyć się z zastosowaniem wobec niego sankcyjnej stawki podatku w wysokości 20 proc..
Zdanie odrębne do wyroku TK
Do przedstawionego wyroku sędzia TK Sławomira Wronkowska-Jaśkiewicz zgłosiła zdanie odrębne. Wskazała m.in. na fakt, że ponowne powstanie obowiązku podatkowego pogarsza sytuację podatnika. Podmiot, który zaniechał złożenia deklaracji podatkowej i uiszczenia należności podatkowej w terminie 14 dni od powstania obowiązku podatkowego, do momentu przedawnienia może bez żadnych ograniczeń spełnić swoją powinność dobrowolnie. Nie dotyczy to oczywiście powołania się na fakt zawarcia umowy w okolicznościach, o których mowa w art. 7 ust. 5 ustawy o PCC. Natomiast po upływie terminu przedawnienia zapłata podatku wraz z odsetkami nie jest już możliwa ze względu na wygaśnięcie zobowiązania podatkowego. Nowe zobowiązanie, które powstaje w oparciu o art. 3 ust. 1 pkt 4 ustawy o PCC, należy obliczyć według stawki 20 proc..
Gazeta Podatkowa nr 73 (905) z dnia 2012-09-10
http://biznes.interia.pl/podatki-firma/ ... cc,1840820
Pożyczka sposobem na uniknięcie 75-proc. PIT
Podatnicy, podejrzewani o ukrywanie dochodów, masowo składają deklaracje o pożyczkach. Wpłacają zaległy 2-proc. podatek razem z odsetkami.
Osoby, do których przychodzi fiskus z kontrolą w zakresie nieujawnionych źródeł przychodu, wpadły na pomysł, jak nie płacić 75-proc. PIT. Zaraz po wizycie urzędników stwierdzają, że pieniądze mieli z 10 pożyczek od rodziny, a nie wiedzieli, że powinni zapłacić od nich podatek od czynności cywilnoprawnych (PCC). W związku z tym na drugi dzień biegną do urzędu i składają 10 deklaracji PCC i płacą 2-proc. podatek z odsetkami (obecnie 14,5 proc. w skali roku). W celu uniknięcia grzywien z kodeksu karnego skarbowego do takiego rozliczenia dołączają czynny żal, czyli pismo, w którym wyjaśniają swoje roztargnienie. Z najprostszej kalkulacji wychodzi, że takie załatwienie sprawy jest dużo tańsze niż konieczność uregulowania 75-proc. stawki.
- Mamy coraz więcej tego typu spraw. Trudno wypracować jeden model działania - stwierdziła w rozmowie z nami jedna z urzędniczek z warszawskiej skarbówki.
Sankcyjna stawka
Eksperci potwierdzają: w praktyce można spotkać się z zaprezentowaną strategią obrony.
- Jednak reakcją ustawodawcy na powoływanie się przez podatników na rzekomą pożyczkę było wprowadzenie od 1 stycznia 2007 r. sankcyjnej 20-proc. stawki podatku od czynności cywilnoprawnych - przypomina Edyta Rajchel, radca prawny w Kancelarii Prawniczej Andrzej Gotfryd, oddział w Krakowie.
Jednocześnie dodaje, że stawka ta ma zastosowanie, jeżeli przed organem podatkowym lub organem kontroli skarbowej w toku czynności sprawdzających, postępowania podatkowego, kontroli podatkowej lub postępowania kontrolnego dana osoba powołuje się na fakt zawarcia umowy pożyczki, a należny podatek od tych czynności nie został zapłacony. Przed 1 stycznia 2007 r. stawka wynosiła również w takiej sytuacji jedynie 2 proc., stąd - jak zauważa Edyta Rajchel - często podatnicy powołują się na umowy pożyczki zawarte jeszcze przed tą datą i decydują się płacić stosowne odsetki.
- Nawet jeśli pożyczkobiorca będzie musiał zapłacić 20-proc. daninę, to porównanie stawek nadal wypada na korzyść podatku od czynności cywilnoprawnych. Można przypuszczać, że podatnicy w ten sposób usiłują ominąć 75-proc. stawkę PIT - stwierdza Maria Kukawska, partner w Stone & Feather Tax Advisory.
Ale urzędnicy w takiej sytuacji nie mogą automatycznie kwestionować prawdziwości twierdzeń podatnika. Maria Kukawska ostrzega, że w przypadku powołania się na fakt otrzymania pożyczki od rodziny należy liczyć się z ewentualnością dalszego dociekania przez urząd skarbowy, czy dochody, które wykazują członkowie rodziny (pożyczkodawcy), pozwalały na udzielenie pożyczek o wskazanej wysokości.
- Jeśli stan majątkowy pożyczkodawcy i deklarowane przez niego dochody nie pozwalają na udzielenie pożyczki w kwocie wskazywanej, nieuczciwy podatnik może w ten sposób doprowadzić do przerzucenia ciężaru wykazywania legalności wykazywanych dochodów na innych członków rodziny - mówi Maria Kukawska.
Wymówka podatników
- Zakładając, że nieujawnione środki w rzeczywistości wcale nie pochodziły z pożyczki, tego rodzaju zabiegi mogą nie przynieść stosującym je podatnikom zakładanych korzyści - uważa Maciej Grela, doradca podatkowy w Gide Loyrette Nouel.
Jego zdaniem samo zadeklarowanie PCC z tytułu pożyczek nie oznacza zakończenia postępowania. Organ podatkowy może np. zażądać pisemnych umów, potwierdzeń przelewów rzekomo pożyczonych kwot czy innych materialnych dowodów potwierdzających udzielenie i wykonanie pożyczek. Organ może także przeprowadzić dowody w postaci zeznań świadków, w tym przede wszystkim osób zadeklarowanych jako pożyczkodawcy.
- Tego rodzaju działania mogą nawet doprowadzić do zainicjowania kolejnego postępowania w sprawie dochodów nieujawnionych - przewiduje Maciej Grela.
Moc dowodów
Sprawa nie jest więc tak banalna, jak na pierwszy rzut oka mogłoby się wydawać. Wszyscy nasi rozmówcy są zgodni: w sytuacji, gdy podatnik powołuje się na fakt zawarcia umowy pożyczki, ciężar dowodu w tym zakresie obciąża podatnika.
Edyta Rajchel zwraca uwagę, że zgodnie z kodeksem cywilnym umowa pożyczki, której wartość jest wyższa niż 500 zł, powinna być stwierdzona pismem. Niemniej jednak jest to forma zastrzeżona wyłącznie dla celów dowodowych, a nie pod rygorem nieważności. Co więcej, nie należy tracić z pola widzenia okoliczności, iż umowa stanowi dowód tego, że strony złożyły określone w niej oświadczenia woli, nie jest zaś sama w sobie dowodem potwierdzającym rzeczywiste zaistnienie faktu udzielenia konkretnej pożyczki.
- Za dowód w toku prowadzonego postępowania mogą posłużyć również zeznania świadków. Należy jednak wskazać, że m.in. małżonek podatnika, rodzic, dziecko czy rodzeństwo są uprawnieni do odmowy złożenia zeznań - podpowiada Edyta Rajchel.
I na koniec jedna ważna uwaga, która może być kluczowa przy podejmowaniu decyzji o linii obrony w walce z fiskusem. Składanie fałszywych zeznań mających służyć za dowód w prowadzonym postępowaniu sankcjonowane jest karą pozbawienia wolności do lat 3.
4 czerwca 2012 (nr 107)
http://biznes.interia.pl/podatki/news/p ... 05312,4211
Post autor: silentlex » 14 wrz 2012, 12:10
Cała Polska eksmituje. W tych miastach wyrzuca się najwięcej lokatorów
Miasta zapowiadają masowe eksmisje zadłużonych lokatorów. Na komorników w całym kraju czeka kilkadziesiąt tysięcy osób. Na potęgę będzie eksmitować Łódź, Szczecin i Warszawa. A w naszym prawie jest furtka do eksmisji na bruk
Dramatyczną eksmisję inwalidki z kamienicy w centrum Warszawy przejętej przez spadkobierców przedwojennych właścicieli widziała w telewizji cała Polska. Komornik przyszedł z kilkudziesięcioma policjantami, wyłamał drzwi i spakował lokatorkę. Co roku w podobny lub bardziej pokojowy sposób opróżnia się z lokatorów ok. 2,5 tys. mieszkań w kraju.
Zła wiadomość: prawdziwa fala eksmisji dopiero nadciąga. "Metro" sprawdziło, ile osób w najbliższym czasie straci mieszkanie. Tylko w 14 największych miastach - z nich dostaliśmy dane - do wykonania jest ponad 20 tys. orzeczonych przez sąd eksmisji.
Na potęgę będzie eksmitować Łódź - komornik zapuka tu do prawie 6 tys. mieszkań. - Dlaczego u nas najwięcej? Bo Łódź jest jednym z największych "kamieniczników" w Polsce. Miasto jest właścicielem 55 tys. lokali - mówi Jakub Jakubowski z biura prasowego łódzkiego ratusza.
Drugi w niechlubnym rankingu jest 400-tysięczny Szczecin, gdzie do wykonania są 3754 eksmisje. Dopiero za nimi Warszawa, która do tej pory przodowała w wyrzucaniu lokatorów. Na komornika czeka o tysiąc lokatorów mniej niż w Szczecinie. Najmniej eksmisji będzie w Olsztynie (400) i Białymstoku (449), choć w ostatnich latach stolica Podlasia była w krajowej czołówce eksmitujących.
Komornicy zaczną też pukać do drzwi w miastach, które do tej pory oszczędzały lokatorów. Np. w Poznaniu, gdzie w ciągu pięciu ostatnich lat było tylko 161 eksmisji i w Gdańsku, gdzie przez dwa lata było 67.
Kto wyrzuca lokatorów?
W centrach Krakowa, Warszawy, Łodzi, czy Poznania atrakcyjne budynki opróżniają właściciele kamienic. Ale postrachem lokatorów są też spółdzielnie i wspólnoty mieszkaniowe, Wojskowa Agencja Mieszkaniowa. W Poznaniu domagają się 2 tys. eksmisji. Miasto, do którego należą mieszkania komunalne, w ostatnich pięciu latach wystąpiło o ponad 300 eksmisji.
- W liczbach wychodzi mało, bo staraliśmy się do każdej sprawy podchodzić indywidualnie. Ale od jesieni zeszłego roku eksmisji jest sporo. Zaczęliśmy porządkować sprawy dłużników. Nie ma już pobłażania, działamy zdecydowanie. Są po 2-3 eksmisje dziennie - mówi Magda Gościńska z Zarządu Komunalnych Zasobów Lokalowych w Poznaniu.
Dla odmiany w Gdańsku postrach wśród lokatorów sieje miasto. Żąda wyrzucenia 1,5 tys. lokatorów, pozostali właściciele - 300. Podobnie jest w Olsztynie i Krakowie. A w stolicy, w której kamienicznicy nie mają dobrej sławy, okazuje się, że chcą oni odebrać 352 mieszkania. Dla porównania miasto aż 1885, a spółdzielnie 511.
Dlaczego ludzie tracą mieszkania?
Najczęściej przez długi. Nie płacą czynszu, rosną odsetki, miasto dolicza kary i tak robią się zaległości idące w tysiące. W Poznaniu lokatorzy zalegają miastu 100 mln zł, w stolicy 50 tys. osób winne jest miastu za czynsz ćwierć miliarda złotych.
- U nas 99 proc. wyroków eksmisyjnych jest za niepłacenie czynszu - podkreśla Jakub Jakubowski z Łódzkiego ratusza. - W Warszawie wielu osób nie stać na opłaty, bo podwyżki robią nie tylko kamienicznicy, ale też miasto [w 2009 r. podwyżka wyniosła 200 proc. i teraz średni czynsz za metr to 6 zł - red.]. Lokatorzy komunalni to raczej ubożsi i starsi ludzie. Nie mają pracy, bo pozamykali w Warszawie fabryki, a praca jest tylko dla młodych i wykształconych - mówi Marek Jasiński z Komitetu Obrony Lokatorów.
Ale jest jeszcze jeden powód lawiny. W ubiegłym roku znowelizowano prawo ochrony lokatorów. Teraz nawet w okresie ochronnym od listopada do końca marca można eksmitować znęcających się nad rodziną i tych, którzy bezprawnie zajmują mieszkanie. Ponadto sądy coraz częściej nie przyznają prawa do mieszkania socjalnego. Żeby jednak ludzie nie trafiali na bruk, przydzielają na koszt miasta tzw. pomieszczenia tymczasowe. To najczęściej wynajęty minimalnie na miesiąc pokój w hotelu robotniczym, czy mieszkanie w suterenie. Dzięki temu łatwiej można wyeksmitować lokatora.
Czy wszyscy trafią na bruk?
W Polsce nie ma wyrażonego wprost zakazu eksmisji na bruk. Przepisy mówią jednak, jak postępować z lokatorami. I otwierają do takich eksmisji furtkę.
Jak wynika z naszych danych, większość lokatorów dostaje od sądów prawo do mieszkania socjalnego (jest mniejsze i ma mniej wygód niż komunalne). To najczęściej mało zarabiający, emeryci, bezrobotni i kobiety w ciąży. Problem w tym, że miasta mają za mało takich mieszkań. W Gdańsku na mieszkanie socjalne czeka ponad 1,1 tys. osób z zasądzoną eksmisją. Miasto ma ich jednak tylko 700 i wszystkie są zajęte. W Poznaniu socjalne dopiero budują. W tym roku wybudowali 100, kolejna setka w drodze. W Warszawie wolnych lokali socjalnych nie ma, w kolejce czeka aż 3037 osób.
Komornicy czekają więc z eksmisją - to stąd m.in. te 20 tys. wyroków do wykonania. W tym czasie lokator nadal mieszka i popada w jeszcze większe zadłużenie (kamienicznik może się za to domagać od miasta odszkodowania).
- Ci, którzy mogą pracować i są zdrowi, nie mają szans na socjalne. Jak kogoś nie stać na komercyjny wynajem, to trafia na miesiąc do hotelu, a potem na bruk - mówi Marek Jasiński. - Jeśli miasto przez pół roku nie wskaże pomieszczenia tymczasowego, to takie osoby możemy wywieźć do schroniska dla bezdomnych. Czyli faktycznie trafiają na bruk - przyznaje warszawski komornik Michał Leszczyński.
W Gdańsku prawa do mieszkań socjalnych nie dostało 600 eksmitowanych osób, w Łodzi 1804, w Szczecinie 1272. W Poznaniu tylko w ubiegłym roku roku sądy odmówiły go 522 osobom.
http://metromsn.gazeta.pl/Portfel/1,126 ... a_sie.html
Post autor: silentlex » 15 wrz 2012, 09:53
Nowe prawo: W co musi być wyposażony rower, przyczepka rowerowa, riksza?
http://polskanarowery.sport.pl/msrowery ... zepka.html
Post autor: silentlex » 16 wrz 2012, 10:11
Matka, którą mąż na miesiąc przed porodem zgłosił do ZUS jako osobę współpracującą przy prowadzeniu działalności gospodarczej, dostanie zasiłek macierzyński obliczony od maksymalnej zadeklarowanej podstawy - potwierdził Sąd Najwyższy oddalając skargę ZUS.
Sprawa rozpatrywana przez SN dotyczyła kobiety, którą mąż zgłosił do ZUS jako osobę współpracującą przy prowadzeniu działalności gospodarczej. Zrobił to z dniem 1 sierpnia 2010 r., a 27 sierpnia kobieta urodziła dziecko. Była więc ubezpieczona przez niecały miesiąc przed porodem. Praktycznie przez cały ten czas była niezdolna do pracy. Za ten okres mąż opłacił za nią składkę chorobową od maksymalnej zadeklarowanej podstawy, wynoszącej wówczas prawie siedem tysięcy złotych.
Gdy kobieta urodziła dziecko, ZUS przyznał jej zasiłek macierzyński za okres od sierpnia 2010 r. do stycznia 2011 r., ale wyliczył go od najniższej podstawy wymiaru zasiłku, czyli od kwoty nieznacznie przekraczającej wówczas 1,6 tys. zł.
Kobieta odwołała się do sądu i wygrała - sąd I instancji zmienił decyzję ZUS i przyznał jej zasiłek obliczony od deklarowanej podstawy wymiaru składek na ubezpieczenie chorobowe, czyli od prawie siedmiu tysięcy złotych.
ZUS złożył od tego wyroku apelację, ale przegrał - zarówno przed sądem II instancji jak i przed Sądem Najwyższym. Ten ostatni, oddalając skargę kasacyjną ZUS (sygn. I UK 350/11) orzekł, że sądy I i II instancji prawidłowo przyjęły kwotę 6953,70 zł, bo to ta kwota została zadeklarowana jako podstawa wymiaru składki.
SN wskazał, że osoba współpracująca przy prowadzeniu działalności gospodarczej, która przystąpiła dobrowolnie do ubezpieczenia chorobowego i w czasie tego ubezpieczenia urodziła dziecko, nabyła prawo do zasiłku macierzyńskiego, którego wysokość zależała od zadeklarowanej przez nią kwoty stanowiącej podstawę wymiaru składek na ubezpieczenie chorobowe.
Wprawdzie - jak stwierdzono w trakcie procesu - kobieta praktycznie od początku sierpnia była już niezdolna do pracy, ale nie można w tym wypadku przyjmować wprost najniższej kwoty podstawy wymiaru zasiłku, jak zrobił to ZUS - orzekł SN. Zdaniem sądu kobieta miała prawną możliwość ustalenia podstawy wymiaru składki na ubezpieczenie w maksymalnej kwocie. Było to legalne i nie mogło być kwestionowane - stwierdził SN. ZUS miał w takiej sytuacji obowiązek wypłacać zasiłek w wysokości 100 proc. podstawy wymiaru zasiłku, czyli kwoty deklarowanej przez okres wynikający z ustawy, skoro przepisy nie dopuszczają w tym zakresie żadnej uznaniowości - orzekł Sąd Najwyższy.
W uzasadnieniu SN dodał, że ZUS - zgodnie z przyjętą linią orzeczniczą - nie jest uprawniony do kwestionowania kwoty zadeklarowanej przez osobę prowadzącą pozarolniczą działalność, jako podstawy wymiaru składek na ubezpieczenia społeczne, jeżeli mieści się ona w granicach określonych ustawą o systemie ubezpieczeń społecznych. Zgodnie bowiem z ustawą o świadczeniach pieniężnych z ubezpieczenia społecznego w razie choroby i macierzyństwa, za podstawę wymiaru zasiłku macierzyńskiego przysługującego ubezpieczonemu niebędącemu pracownikiem stanowi przychód za okres dwunastu miesięcy kalendarzowych poprzedzających miesiąc, w którym powstało prawo do tego zasiłku, z tym że, jeżeli dziecko urodziło się przed upływem okresu 12 miesięcy kalendarzowych ubezpieczenia, podstawę wymiaru zasiłku macierzyńskiego stanowi przychód za pełne miesiące kalendarzowe ubezpieczenia.
http://praca.wp.pl/title,Po-miesiacu-ub ... caid=1f2db
Post autor: silentlex » 16 wrz 2012, 11:21
Polak w sądzie bezbronny
System jest tak skonstruowany, że adwokatom z urzędu opłaca się przegrywać sprawy. Pierwsze godziny po zatrzymaniu są kluczowe dla losów sprawy i dlatego zatrzymany powinien mieć w tym czasie fachową pomoc prawną
Rozmowa z Mikołajem Pietrzakiem, przewodniczącym Komisji Praw Człowieka przy Naczelnej Radzie Adwokackiej
Ewa Siedlecka: Czy to prawda, że adwokatowi lub radcy reprezentującemu klienta z urzędu bardziej opłaca się przegrać?
Mikołaj Pietrzak: System wynagradzania pełnomocników z urzędu w sprawach cywilnych działa tak, że jeśli przegram sprawę - płaci mi skarb państwa. Jeśli wygram - płaci strona przegrana. Jeśli nie chce płacić - muszę korzystać z pomocy komornika i pokrywać jego koszty. A jeśli mój dłużnik to osoba niezamożna, starsza albo bankrut - to komornik nie ma z czego ściągać. Więc system rzeczywiście jest tak skonstruowany, że opłaca się przegrywać. Nie twierdzę, że pełnomocnicy to wykorzystują, ale to system chory. Tym bardziej że nie ma mechanizmów promujących dobrą pracę pełnomocnika z urzędu. Poza tym niezdrowa jest sytuacja, w której to sąd, który ma rozstrzygnąć spór, decyduje, kto dostanie pełnomocnika. A w sprawach karnych także, kto nim będzie. W wielu krajach pełnomocnika przydziela niezależny od sądu organ. Np. w Wielkiej Brytanii taki organ zawiera kontrakty z wyłanianymi w drodze przetargu kancelariami prawnymi, które zajmują się wyłącznie sprawami z urzędu. I monitoruje jakość ich pracy. Jeśli się nie sprawdzają - nie przedłuża kontraktu. Więc osoba niezamożna, która korzysta z takiego prawnika, ma gwarancję, że jest on zainteresowany rzetelnym prowadzeniem jej sprawy.
W amerykańskich filmach w momencie zatrzymania policja mówi delikwentowi, że ma prawo do obrońcy i do milczenia, zanim ten się zjawi. A w Polsce?
- W Polsce zatrzymany czy podejrzany też ma te prawa, tylko o tym nie wie. Dostaje informację o swoich prawach na piśmie i musi podpisać, że się z nią zapoznał.
Badania pokazują, że ponad 40 proc. Polaków nie czyta ze zrozumieniem, nie rozumie prostych instrukcji i urzędowych pouczeń.
- No właśnie! W dodatku część zatrzymanych to nieletni, osoby ze środowisk społecznie zaniedbanych, alkoholicy. Tymczasem pierwsze godziny po zatrzymaniu, pierwsze przesłuchanie są kluczowe dla losów sprawy i dlatego zatrzymany powinien mieć w tym czasie fachową pomoc prawną. Jest takie przełomowe orzeczenie Trybunału w Strasburgu w sprawie Salduz przeciwko Turcji: że brak tej pomocy na etapie początkowym narusza prawo do obrony, a więc do rzetelnego sądu.
Co może się stać złego, jeśli zatrzymany nie będzie miał od początku adwokata?
- Sprawa, którą prowadziłem: mężczyzna uzależniony od alkoholu i narkotyków zostaje zatrzymany pod zarzutem rozboju. Przyznaje się do wszystkiego, co zrobił i czego nie zrobił, bo jest na głodzie i chce jak najszybciej wyjść. Dopiero sąd drugiej instancji zauważa, że jednego z rozbojów, do których się przyznał, nie mógł popełnić, bo w tym czasie był gdzie indziej. Podobnie było w przegranej w Strasburgu sprawie Płonka przeciwko Polsce: uzależniona od alkoholu kobieta zostaje zatrzymana pod zarzutem zabójstwa koleżanki z pracy. Jest na kacu, zszokowana, przyznaje się do zabójstwa, choć mówi, że nic nie pamięta. Przyznaje się nawet nie na przesłuchaniu, tylko w "rozmowie" z policjantem, z której sporządził notatkę. Kiedy po postawieniu zarzutów dostaje obrońcę z urzędu, odwołuje wyjaśnienia, ale sądy wszystkich instancji temu odwołaniu nie dają wiary. Wygrała w Strasburgu z powodu naruszenia prawa do obrony. Kolejna moja sprawa: policjant podejrzany o korupcję. Zatrzymano go i postawiono przed wyborem: albo się przyzna, albo pójdzie do aresztu. A wiadomo, co pod celą więźniowie robią z policjantami... No i się przyznał.
Każdy adwokat ma takich doświadczeń na pęczki.
A wymuszanie biciem? Niedawno w Poznaniu policjant pobił nastolatka, by przyznał się do sprzedaży narkotyków. Komitet Zapobiegania Torturom Rady Europy wytyka Polsce w kolejnych raportach liczne skargi na pobicia przez policję i to, że nie są rzetelnie wyjaśniane.
- Tych przypadków jest tak dużo, relacje na tyle spójne, że sprawa wygląda poważnie. Takich oskarżeń, a także tego zagrożenia dla zatrzymanych by nie było, gdyby adwokat był obecny od pierwszych godzin po zatrzymaniu. Podejrzani nie mogliby kwestionować swoich zeznań, mówiąc, że były wymuszane, gdyby był podczas nich adwokat. W Wielkiej Brytanii, gdy wprowadzano udział obrońcy w policyjnych przesłuchaniach, policja się buntowała. Po dwóch latach policjanci sami dzwonili po obrońców, bo przekonali się, że w ten sposób do zera spadła liczba postępowań dyscyplinarnych o wymuszanie zeznań. Także procesy przebiegają sprawniej, jeśli obrona nie kwestionuje legalności zebranych dowodów. Poza tym w interesie wymiaru sprawiedliwości nie leży oskarżanie niewinnych, wszczynanie procesów opartych na wymuszonym samooskarżeniu. A brak dostępu do obrońcy na etapie zatrzymania narusza Europejską Konwencję Praw Człowieka.
Jeśli ktoś od początku żąda przyznania adwokata, jak szybko ma szansę go dostać?
- Typowy scenariusz: policjant dzwoni do prokuratora. Prokurator kieruje wniosek do sądu - faksem lub listem, który idzie 2-3 dni. Sąd wydaje postanowienie o przyznaniu konkretnego obrońcy i zawiadamia go o tym - jak dobrze pójdzie, to faksem, jak gorzej - listem poleconym. Ten można odbierać do 14 dni od otrzymania awiza. Czyli w praktyce obrońca może się pojawić u klienta w ciągu tygodnia do trzech. W tym czasie zatrzymany dowiaduje się od policjantów, że może odmówić wyjaśnień bez udziału adwokata, ale wtedy prokurator zmuszony będzie wnioskować o areszt, bo istnieje obawa matactwa.
Oczywiście są przypadki sprawnie działających policjantów, prokuratorów i sądów. Są okręgowe rady adwokackie, które wyznaczają dyżury, by obrońca mógł natychmiast przyjechać do klienta. Ale nie ma systemowego rozwiązania, które to zapewnia. W Wielkiej Brytanii adwokat z urzędu stawia się w ciągu dwóch godzin na komendzie.
W Polsce proces karny zbudowany jest na pierwszych chwilach. Tego, co wtedy powie zatrzymany czy podejrzany nie da się wymazać, a udowodnienie, że przyznał się pod presją, jest niezwykle trudne. Taki proces jest skrzywiony od początku. W dodatku ogromna większość oskarżonych nie ma obrońcy nie tylko na etapie zatrzymania czy postawienia zarzutów, ale w całym procesie. Tymczasem za przeciwnika mają wykwalifikowanego prawnika, jakim jest prokurator. Gdzie jest zachowana "równość broni", warunek sprawiedliwego procesu?
Z opracowania dla fundacji FOR wynika, że błędy na początku postępowania, w tym brak obrońcy, są jedną z przyczyn niewinnych skazań. Jakie są inne koszty naruszania prawa do obrony?
- Koszty niepotrzebnych procesów sądowych. Koszty czynności procesowych, które trzeba powtarzać, jeśli były dokonane bez obecności obrońców. Koszty procesów, których by nie było, gdyby nie samooskarżenie. Albo gdyby oskarżony - za radą adwokata - dobrowolnie poddał się karze. Koszty odszkodowań za niesłuszne pozbawienie wolności. Wreszcie koszty przegranych spraw przed Trybunałem w Strasburgu - sam mam w Trybunale trzy takie sprawy.
Ale najważniejsze są koszty społeczne. Takie nierzetelne, niesprawiedliwe postępowania niszczą wiarę w uczciwość reguł gry. Ludzie tracą wiarę w system, w państwo i jego organy. To niszczy więź pomiędzy obywatelem a państwem. Niszczy też życie skrzywdzonych ludzi i ich rodzin.
A co z pełnomocnikami z urzędu w sprawach administracyjnych?
- W postępowaniu przed sądami administracyjnymi sądy ich przyznają. Ale zanim sprawa trafi do sądu, jest już, niestety, zabagniona na etapie postępowania przed urzędami. A w tym postępowaniu nie ma prawa do pełnomocnika z urzędu. Tymczasem ludzie nie potrafią prawidłowo napisać wniosku ani zrozumieć odpowiedzi czy pouczenia urzędu, bo nie znają biurokratyczno-prawniczego języka. Gdyby mieli pomoc prawną, sprawa być może nie trafiłaby w ogóle do sądu administracyjnego.
Taką pomoc prawną ma zapewnić ustawa o systemie pozasądowej pomocy prawnej dla ubogich, ale rząd nie może jakoś od dziesięciu lat jej przygotować. Choć obiecują ją kolejni ministrowie sprawiedliwości. A co proponuje Adwokatura?
- System trzeba zreformować tak, by zwiększyć dostępność pełnomocników i obrońców z urzędu, w tym odpowiedzialność policji, prokuratury i sądu za zagwarantowanie prawa do obrony na wszystkich etapach postępowania. Trzeba też zmienić system wynagradzania pełnomocników, by był adekwatny do włożonej pracy. Dziś za sprawy wymagające specjalistycznej wiedzy i kilkadziesiąt godzin pracy dostaje się absurdalnie niskie wynagrodzenie, np. 60 zł za skomplikowane postępowanie o nabycie spadku. Albo poniżej tysiąca złotych za prowadzenie sprawy europejskiego nakazu aresztowania, gdzie trzeba znać języki i mieć wiedzę o systemach prawnych innych krajów. A za sprawy cywilne wynagrodzenie zależy od wartości przedmiotu sporu. Wiec za prostą sprawę o miliony, gdzie wygrana lub przegrana jest oczywista, a wszystko trwa kilka godzin, można dostać siedem tysięcy. A za skomplikowaną, ale o małe pieniądze - grosze. Albo inny paradoks: sprawy przed sądem okręgowym są lepiej płatne niż przed rejonowym, chociaż są nieraz mniej skomplikowane.
Ale najważniejsze, by do ludzi dotarła świadomość, że gdy popadną w kłopoty z prawem, proste stwierdzenie: "żądam adwokata!" - może zmienić ich los na lepsze.
Więcej... http://wyborcza.pl/1,75478,12486590,Pol ... z26cvVLSHi
Post autor: silentlex » 17 wrz 2012, 09:54
Labiryntem do monopolowego. Jak omijają prawo w Dziurowie
Więcej... http://kielce.gazeta.pl/kielce/1,35255, ... z26iQ7oEMy
Post autor: silentlex » 17 wrz 2012, 10:05
Odwołaj się do ZUS. Waloryzacja sprzeczna z prawem?
http://twojeporady.onet.pl/artykuly/zob ... a-z-prawem
Waloryzacja emerytur przed Trybunałem Konstytucyjnym - w październiku
http://serwisy.gazetaprawna.pl/emerytur ... rniku.html
Post autor: silentlex » 17 wrz 2012, 10:31
Nie uciekniesz przed płaceniem za abonament RTV
Masz zarejestrowany telewizor? Nie płacisz abonamentu? Masz pecha. Dłużników zaczyna ścigać Poczta Polska z pomocą urzędów skarbowych. Nie uchowają się nawet emeryci.
Do mieszkańców Opolszczyzny Poczta Polska przesyła upomnienia, w których domaga się uregulowania zaległości za abonament rtv sięgających pięciu lat wstecz. Dla osób prywatnych kara wynosi 1585 zł 25 gr. W przypadku, gdy w ciągu 7 dni od doręczenia upomnienia nie ureguluje się zadłużenia, zaczyna nas ścigać urząd skarbowy.
Działania windykacyjne nasiliły się od czerwca tego roku. Furtkę do sprawniejszego ściągania abonamentu otworzył wyrok Trybunału Konstytucyjnego, który orzekł, że prowadzenie postępowania egzekucyjnego w administracji przez Pocztę Polska jest możliwe. Potem to poczta zwróciła się do Ministerstwa Finansów o zajęcie stanowiska w sprawie tego, w jaki dokładnie sposób abonament ma być egzekwowany. Stanęło na tym, że należności na podstawie tytułów wykonawczych wystawionych przez pocztę mają ściągać teraz urzędy skarbowe. W ich skuteczność nikt nie powinien wątpić: mogą to robić poprzez komornika, z nadpłaty podatku dochodowego, z rachunku bankowego, emerytury lub naszej pensji.
- Od kilku miesięcy współpraca z pocztą jest dużo sprawniejsza. Wcześniej tytuły wystawiane przez pocztę były wadliwe - mówi Wiesława Dróżdż, rzecznik Ministerstwa Finansów. Podkreśla jednak, że głównie tytuły wystawiane są hotelom, instytucjom, gdzie wiadomo, że są dziesiątki odbiorników, a nie jest płacony abonament. Sprawdziliśmy jednak, jak wygląda to w praktyce.
Dotąd wystawiono ok. 9 tys. tytułów wykonawczych, w oparciu o które należności z abonamentu ściągają urzędy skarbowe. Na Opolszczyźnie w 2011 i bieżącym roku wpłynęło do nich w sumie 47 tytułów egzekucyjnych. Ale aż 16 z nich dotyczyło emerytów. Ludzie są przerażeni. I wściekli. Bronią się przy tym, cytując premiera Donalda Tuska, który miał stwierdzić, że abonament RTV w obecnym kształcie jest formą haraczu.
- Premier nigdy nie powiedział, że nie należy płacić jakiegoś podatku czy zobowiązania. Natomiast stwierdził, że forma abonamentu jest anachroniczna i mu się nie podoba. I wydaje mi się, że w tej materii zdania nie zmienił. Ale nie oznacza to, że abonamentu RTV nie trzeba płacić - zaznaczył minister kultury Bogdan Zdrojewski. Minister kultury podkreślił, że trwają prace nad zmianą formy tej opłaty. - Pracujemy nad wprowadzeniem opłaty audiowizualnej, która również byłaby powszechna, ale mniej uciążliwa i niższa. Te prace trochę jednak potrwają, ponieważ wymagają one akceptacji między innymi Komisji Europejskiej. Do czasu, aż uda nam się tę opłatę zatwierdzić, wszyscy jesteśmy zobowiązani płacić abonament RTV na obecnych zasadach - stwierdził.
Oznacza to, że osoby, które mają odbiornik, a jest on niezarejestrowany, mogą liczyć się z wizytą kontrolerów z Poczty Polskiej. W przypadku stwierdzenia niezarejestrowanego odbiornika grozi nam kara w wysokości trzydziestokrotności miesięcznej opłaty abonamentowej obowiązującej w dniu stwierdzenia używania niezarejestrowanego odbiornika. Czy możemy nie zgodzić się na kontrolę w naszym domu? Tu zdania są podzielone. Poczta Polska podkreśla, że każdy powinien wpuścić jej kontrolera do swojego domu. Jednak prawnicy wskazują, że wcale nie mamy takiego obowiązku.
Kto płaci abonament?
Według danych GUS 98,5 proc. gospodarstw domowych w Polsce posiada odbiornik telewizyjny. GUS szacuje również, że w gospodarstwach domowych jest około 14,3 mln odbiorników telewizyjnych (gospodarstw domowych jest ponad 13 mln).
Według danych z 31 maja 2012 zarejestrowanych abonentów jest w Polsce 6 898 380 (firmy i osoby fizyczne), z tej liczby należy odjąć osoby zwolnione z opłaty: 2 682 993. To daje 4 215 387 zarejestrowanych abonentów - wliczają się w to zarówno osoby fizyczne, jak i firmy. Spośród zarejestrowanych abonentów i niezwolnionych z wnoszeniem opłat zalega 2 979 285 abonentów.
Płaci 1 236 102 zarejestrowanych abonentów, z czego 182 039 to firmy - reszta firm zatem nie płaci.
http://wyborcza.biz/biznes/1,100896,124 ... t_RTV.html
Post autor: Lech » 17 wrz 2012, 10:33
silentlex pisze: Masz zarejestrowany telewizor? Nie płacisz abonamentu? Masz pecha. Dłużników zaczyna ścigać Poczta Polska z pomocą urzędów skarbowych. Nie uchowają się nawet emeryci.
Zaiste, zadziwia mnie zachowanie polegające na zarejestrowaniu telewizora i następnie niepłaceniu abonamentu, zamiast po prostu telewizora nie rejestrować, albo zarejestrowany wyrejestrować.
Post autor: silentlex » 21 wrz 2012, 08:00
Emeryci z przekrętu
Sprytni pośrednicy pomagają pracującym na czarno albo za granicą w załatwieniu emerytury w Polsce. Wystarczy hektar i ciut ponad 100 zł miesięcznie, by na starość wzbogacić się średnio o 200 tys. zł. Tylko 5 tys. takich spryciarzy kosztować może budżet miliard
Ogłoszenie brzmi: „Posiadanie pola ornego o powierzchni powyżej 1 ha przeliczeniowego pozwala na ubezpieczenie w KRUS. Polecamy dla: osób wykonujących wolne zawody, nieubezpieczonych z innych źródeł, pracujących za granicą pracujących na »umowy śmieciowe « pracujących w »szarej strefie «".
Znalezienie pośrednika, który sprzeda ziemię i pomoże załatwić formalności, zajmuje tyle czasu ile wpisanie zdania do internetowej wyszukiwarki. Piszemy do kilku. Pytamy: Gdzie ta ziemia? Co musimy na niej robić? I czy to legalne? Po chwili przychodzi odpowiedź od krakowskiej firmy. Człowiek podpisujący się "A" proponuje nam dwie działki. "Polecam Potok Wielki, woj. świętokrzyskie - 1 ha, pole orne z dostępem do drogi asfaltowej, odległość 500 m od drogi krajowej" - pisze.
Pośrednik numer dwa, przedstawia się jako Marek: - Na ziemi nie trzeba nic robić. Można raz w roku skosić trawę i otrzymać dotacje - wyjaśnia.
Hektar u pośrednika kosztuje od 19 tys. zł w górę. Plus 5 proc. prowizji od kwoty transakcji "za doradztwo".
- To naganny proceder - oburza się rzecznik KRUS Maria Lewandowska. - Jeśli ktoś w swojej naiwności wierzy, że do objęcia ubezpieczeniem rolniczym wystarczy kupno hektara, to się myli. Wymogi szczegółowo określa prawo. Jednym z nich jest prowadzenie we własnym gospodarstwie działalności rolniczej. Jeśli mamy sygnał, że coś jest nie w porządku, to prowadzimy postępowanie wyjaśniające - przekonuje.
Ale w praktyce wnioskujący o ubezpieczenie w KRUS wypełnia formularz zgłoszeniowy i przedstawia w Kasie tytuł własności, decyzję o nadaniu NIP, dowód osobisty oraz nakaz płatniczy podatku rolnego. Wszystko pod groźbą kary za składanie nieprawdziwych oświadczeń. KRUS zakłada, że właściciel gruntów rolnych prowadzi działalność rolniczą i spełnia ustawowe warunki do ubezpieczenia. Jeśli ktoś nie doniesie na "rolnika", że np. siedzi za granicą od roku, to sprawa jest trudna do wykrycia.
Jaka jest skala zjawiska? Nie wiadomo. Lewandowska przyznaje, że trudno udowodnić komukolwiek, że kupił grunt, by tanio uzyskać emeryturę.
Jak twierdzi Wiktor Wojciechowski, główny ekonomista Invest Banku, nasz system emerytalny sprzyja wyszukiwaniu takich luk. Wojciechowski przypomina, że "Gazeta" pisała już o taksówkarzach, sklepikarzach i weterynarzach, którzy "optymalizują" składki ZUS za granicą. Bo unijne prawo mówi, że jeśli prowadzimy w kraju firmę i jednocześnie ktoś nas zatrudni - choćby na 1/100 etatu - w dowolnym kraju Unii, to nie musimy już płacić składek w Polsce.
Z takiego triku korzystają tysiące. Wybieg z KRUS jest łatwiejszy. - Wystarczy kupić ziemię, płacić składki i czekać do emerytury. Mogę pracować na czarno, deklarować, że jestem rolnikiem, i za 120 zł miesięcznie płacone dziś zapewnić sobie 800 zł brutto emerytury. Mogę też być uczciwym przedsiębiorcą i za tysiąc złotych wpłacane co miesiąc liczyć na 1,5 tys. zł brutto emerytury - mówi Wojciechowski. - To dobry interes - potwierdza Łukasz Wacławik, specjalista ds. ubezpieczeń społecznych z krakowskiej AGH. I liczy: przy wpłaceniu około 43 tys. złotych przez 30 lat nabywa się świadczenie w wysokości 800 zł brutto, wypłacane potem, co - zakładając ok. 20 lat emerytury - daje kwotę ok. 200 tys. złotych.
Traci budżet. - Tak wyłudzone emerytury przez np. 5 tys. osób będą kosztować podatnika okrągły miliard złotych (licząc od początku wypłaty do śmierci) - mówi Wacławik. Jego zdaniem podobne zjawiska będą się nasilały. Jedyny sposób na walkę z nimi to zbliżenie wysokości składek rolników przynajmniej do wysokości składek od minimalnej pensji (ok. 415 zł) - twierdzi.
Więcej... http://wyborcza.biz/biznes/1,100896,125 ... z275LXULZn
Post autor: silentlex » 21 wrz 2012, 08:08
dla niektórych był to "obowiązek" kultywowany od pokoleń ale później premier przecież kazał nie płacić a jak to w Polsce wypełnienie nawet prostego druku ( formatu A5-wiem, bo sam wyrejestrowałem TV już 6 lat temu ) przekracza jak najwyraźniej mozliwości intelektualne w/w osób :)
Post autor: silentlex » 21 wrz 2012, 08:13
Prywatne blokady kół nielegalne
Coraz częściej słyszymy o miejscach, gdzie na terenie prywatnym zakładane są blokady kół, a za ich zdjęcie żądana jest opłata nawet 300 zł. Czy to przy stacjach benzynowych, które niektórzy wykorzystują jak darmowe parkingi, czy gdziekolwiek indziej - takie działanie jest niezgodne z prawem.
Szukanie miejsc parkingowych w miejscu, gdzie jest to zakazane, albo pozostawianie na cały dzień samochodów na darmowych parkingach przy supermarketach i stacjach paliw, nie jest rzadkością. Niedawno właściciele takich prywatnych posesji znaleźli nową metodę walki z niesfornymi kierowcami - blokady na koła. Jednak szybko pojawiły się kontrowersję. Zdarzało się na przykład, że blokadę założono na samochód klienta stacji, który pił kawę, a przez to spędził tam za dużo czasu. Okazuje się, że zakładanie blokad przez prywatne firmy jest nielegalne - informuje "Dziennik Gazeta Prawna".
Na temat prywatnych blokad wypowiedziało się Ministerstwo Spraw Wewnętrznych. Nawet jeśli samochód został zaparkowany w miejscu, gdzie jest zakaz, to nie uprawnia właściciela terenu do zablokowania kół. "DGP" przypomina, że istnieje instytucji samopomocy, jednak pozwala ona tylko na "przywrócenie stanu poprzedniego". Założenie blokady natomiast nie da takiego efektu.
Oznacza to, że prawo nie przewiduje, aby założenie blokady było legalnym sposobem walki z kierowcą parkującym na zakazie. Dlatego niezależnie od tego, czy właściciel posesji poinformował kierowców, czy tego nie zrobił, nie wolno mu założyć blokady.
http://moto.wp.pl/kat,55194,title,Prywa ... caid=1f351
Post autor: silentlex » 25 wrz 2012, 09:45
Za deptanie grzybów zapłacisz 5 tys. zł
Czas na grzyby. Choć w tym roku nie ma wysypu, to dla zagorzałych grzybiarzy wizyta w lesie to obowiązek. Nie wszyscy zdają sobie sprawę, że z grzybobrania możemy wrócić z... mandatem - pisze "Dziennik Gazeta Prawna".
Jak zauważa dziennik, nawet z tak prozaiczną czynnością jak zbieranie grzybów wiąże się szereg obostrzeń prawnych. Niektóre są dość zastanawiające. Przykładowo jeśli w lesie zaczniemy deptać grzyby, jednocześnie rozgarniając ściółkę, to grozi nam grzywna w wysokości nawet 5 tys. zł. Choć jeśli udowodnimy, że robiliśmy to nieumyślnie, może zostać wymierzona nam mniejsza kara, 20 zł lub nagana.
Co ciekawe, jeśli zrobimy tylko jedno z powyższych, tzn. rozgarniemy ściółkę lub będziemy tylko deptać grzyby, to nic nam nie grozi. Taka konstrukcja prawna zapewne czemuś służy. Jednocześnie w innym miejscu kodeks wykroczeń zabrania niszczenia grzybów, także tych trujących oraz niejadalnych. Nie wnikając jednak w meandry prawa leśnego, lepiej nie ryzykujmy mandatu.
O ile zakazy śmiecenia, niszczenia roślin lub płoszenia dzikich zwierząt są powszechnie znane, to nie wszyscy zdają sobie sprawę, że do lasu możemy wejść z psem tylko, jeśli jest na smyczy. Okazuje się bowiem, że prawo spuszczania pupila z uwięzi mają tylko łowczy posiadający specjalne uprawnienia. Pytanie: tylko czy kwalifikacje właściciela mają przełożenie na zachowanie czworonoga?
Z powyższymi przepisami wiąże się także zakaz hałasowania. Jedynym przypadkiem jest sytuacja wymagająca wszczęcia alarmu. Tym samym nawoływanie się, gdy zgubimy swego towarzysza teoretycznie także może skończyć się mandatem.
Wybierając się na grzyby pamiętajmy, że samochodem lub innym pojazdem silnikowym możemy dojechać jedynie do lasu. W samym lesie w zasadzie obowiązuje zakaz poruszania się autem. Istnienie drogi leśnej wcale nie oznacza, że można z niej skorzystać. Wyjątkiem są trasy specjalnie oznakowane.
Powinniśmy także zdawać sobie sprawę z tego, że nie wolno nam wchodzić do lasów, których drzewa nie przekraczają 4 metrów wysokości, są obszarem doświadczalnym lub siedliskiem zwierząt. Podobnie sprawa wygląda na terenie objętym czasowym zakazem, choćby z powodu zagrożenia pożarowego. Jednocześnie, poza przypadkiem szkółki leśnej, unikniemy mandatu za wejście na taki obszar, jeśli nie będziemy mieli okazji zapoznać się z informacją o takim zakazie, np. nie będzie tablic informacyjnych. Z drugiej strony zabawnie może wyglądać kłótnia z leśniczym o wysokość drzew w miejscu, gdzie zbieramy grzyby.
Jednak gdy już zdarzy nam się złamać któreś z obowiązujących przepisów, powinniśmy wiedzieć, że strażnik leśny ma prawo nie tylko wystawić nam mandat, ale także przeszukać pojazd poruszający się po lesie. W uzasadnionych przypadkach może nawet użyć środków przymusu bezpośredniego.
http://finanse.wp.pl/kat,104132,title,Z ... omosc.html
"jeśli zrobimy tylko jedno z powyższych, tzn. rozgarniemy ściółkę lub będziemy tylko deptać grzyby, to nic nam nie grozi" :)))))))
Post autor: silentlex » 25 wrz 2012, 09:51
Listonosz na tropie twojego telewizora
Listonosz już się zbliża
Załóżmy jednak, że właściciel domu - a w nim i telewizora - widzi już listonosza i wie, że będzie chciał wejść do jego domu, by wlepić mu karę za niezarejestrowanie telewizora. Co wtedy?
Kontroler może zapukać do drzwi jedynie w dni powszednie w godz. 8-20. Jeśli więc jest 6 rano, to nie trzeba mu otwierać. W tych godzinach, jeśli chce wejść do mieszkania, to musi okazać upoważnienie od kierownika placówki poczty z jego podpisem i swoją legitymację służbową. Lokator może zażądać od listonosza też okazania dowodu osobistego. Gdyby właściciel opłacał abonament i miał na to dowód, to okazanie go listonoszowi kończyłoby sprawę.
- Jeżeli okażemy kontrolerowi dowód uiszczenia abonamentu, nie ma on prawa wstępu do naszego mieszkania, jeśli sobie tego nie życzymy - podkreśla mec. Jerzy Naumann.
Ale zdecydowana większość jednak go nie płaci, a dowodów na coś zupełnie odwrotnego - nie fałszuje. Co wtedy?
Obowiązek jest, a jakby go nie było
Jeśli kontroler oznajmi, że chce wejść do domu i sprawdzić, czy nie ma tam telewizora, to formalnie należy go wpuścić. Ale można go również nie wpuścić, bo nie ma żadnej kary za odmowę. Jeśli lokator więc zatrzaśnie drzwi przed nosem listonosza, to ten musi odstąpić od kontroli. Odmawiając można się powołać na zapisaną w konstytucji nienaruszalność mieszkania. Ale nie musi.
Zresztą sam przewodniczący KRRiT Jan Dworak zwracał już uwagę, że kontrola gospodarstw domowych jest trudna, bo konstytucja gwarantuje ochronę prawną życia prywatnego i rodzinnego, zapewnia nienaruszalność mieszkania.
Kontroler nie może użyć siły wywarzając drzwi. Napisze jedynie w protokole, dlaczego kontrola nie doszła do skutku.
- Kłopot z przeprowadzaniem kontroli przez pracownika poczty polega na tym, że nie może on wejść siłą do czyjegoś mieszkania. W momencie, gdy spotyka się z odmową wpuszczenia, to jest bezsilny. Coś musi zostać zmienione, aby prawo nie było puste, by nie można było z niego drwić - mówi mec. Jerzy Naumann.
I tu jednak jest "ale". Jeśliby kontrolerzy nie zostali wpuszczeni do mieszkania, to mogą próbować ustalić, czy znajduje się w nim odbiornik radiowy bądź telewizyjny, na podstawie takich przesłanek jak choćby obecność anteny telewizyjnej na balkonie, jednak w takiej sytuacji sprawa, uważa mec. Naumann, najprawdopodobniej oparłaby się o sąd, który miałby stwierdzić, czy posiadanie anteny to dowód na posiadanie także telewizora.
Wszedł i znalazł, czyli 555 zł
Jeśli jednak listonosz przekroczy próg domu i znajdzie działający, ale niezarejestrowany telewizor, to wlepi karę w wysokości 30-krotności opłaty abonamentowej - dziś to 555 zł. A ściągną ją, jeśli ktoś zapłacić nie będzie chciał, urzędnicy "skarbówki".
Ile tych kontroli jest? Coraz więcej. W 2011 r. listonosze przeprowadzili ich 16,1 tys. Rok wcześniej - 4,5 tys., a w 2009 r. - raptem 632.
Na osłodę: na kontrole u osób prywatnych nie będą za to przychodzić urzędnicy skarbowi - oni jedynie czekają, aż zrobią to pocztowcy. I im kibicują. Jak powiedział wiceminister finansów, Generalny Inspektor Kontroli Skarbowej Andrzej Parafianowicz, Poczta Polska "znacząco usprawniła wystawianie tytułów wykonawczych", w związku z tym spodziewa się, że "będzie ich coraz więcej".
Telewizora w Polsce nie ma w jednym na 75. gospodarstw domowych. W pozostałych gospodarstwach telewizorów jest 14,3 mln.
Tyle przykładów i liczb. Teraz spójrzmy na sprawę ze stricte prawnego punktu widzenia.
Meandry prawa naświetla nam mec. Jerzy Naumann. Wskazuje on, że zgodnie z art. 7 ust. 1 ustawy o opłatach abonamentowych kontrolę wykonywania obowiązku uiszczania opłaty abonamentowej prowadzi operator publiczny - Poczta Polska.
- Temu uprawnieniu odpowiada obowiązek poddania się przez kontrolowanego takiej kontroli, jakkolwiek nie jest (na razie) expressis verbis "skodyfikowany". Z kolei zgodnie z ust. 3 tego samego artykułu, do opłat abonamentowych oraz do opłaty wymierzanej w razie stwierdzenia używania niezarejestrowanego odbiornika radiofonicznego lub telewizyjnego, stosuje się przepisy ustawy z 1966 r. o postępowaniu egzekucyjnym w administracji w zakresie egzekucji obowiązków o charakterze pieniężnym. To oznacza, że po wydaniu tytułu egzekucyjnego, zgodnie z art. 47 przytoczonej ustawy, może być prowadzona egzekucja z wynagrodzenia, a jeżeli cel egzekucji prowadzonej w sprawie należności pieniężnej lub wydania rzeczy tego wymaga (np. lokator nie wpuszcza egzekutora do lokalu), organ egzekucyjny może zarządzić otwarcie lokalu (…) oraz dokonać przeszukania. Prowadzi je komisja, a z przeszukania sporządza się protokół. Egzekutor może też wezwać policję do asysty.
http://biznes.pl/wiadomosci/raporty/lis ... detal.html
Post autor: silentlex » 28 wrz 2012, 10:36
http://m.gazetaprawna.pl/artykul/650754/1
Post autor: silentlex » 28 wrz 2012, 13:13
http://blog.ifirma.pl/2010/05/odsetki-karne/
Post autor: silentlex » 28 wrz 2012, 13:20
http://pamietnikwindykatora.pl/
„czy dostanę leasing z komornikiem”
Ktoś wpisał w wyszukiwarce – „czy dostanę leasing z komornikiem”. Jeżeli skłamiesz, że nie jest prowadzone przeciwko Tobie postępowanie egzekucyjne, to myślę, że kłamstwo nie wyjdzie na jaw ale pod warunkiem że firma leasingowa nie zażąda od Ciebie historii transakcji na koncie firmowym. (więcej…)
Mecenas – windykator i umowa windykacyjna ze spawaczem
Nowy klient (prowadzi firmę spawalniczą) chce nam zlecić windykację, ale poprosił abym najpierw pomógł mu rozwiązać umowę z windykatorem który aktualnie sprawę formalnie prowadzi. Poprosiłem go o skan tej umowy i okazało się że tym windykatorem jest radca prawny działający pod nazwą … Na umowie nie ma jego pieczątki, normalnie sam podpis. Zarówno ten fakt jak i dwa zapisy umowy które poniżej przytaczam spowodowały, (więcej…)
Protokół z licytacji nieruchomości
Ktoś wpisał w wyszukiwarce – „protokół z licytacji nieruchomości”. Świetnie się złożyło, bo akurat otrzymałem od komornika wezwanie o wnioski do którego załączony jest protokół z bezskutecznej licytacji nieruchomości. Niestety, była to już II licytacja więc ponowna egzekucja z tej nieruchomości może zostać wszczęta dopiero za sześć miesięcy. Muszę wyznać że coraz bardziej wku…wiają mnie licytacje z nieruchomości ich bezskutecznością. (więcej…)
Licytacja komornicza nieruchomości – Żagań
W dniu 17 października 2012 roku o godz. 09:00 w budynku Sądu Rejonowego w Żaganiu mającego siedzibę przy ul. Szprotawska 3 w sali nr 2, odbędzie się pierwsza licytacja nieruchomości gruntowej składającej się z działek nr 3205, 3204, 3203/9 o łącznej powierzchni 11.770 m2 zabudowanej budynkiem biurowym, (więcej…)
„e-sąd klauzula wykonalności”
Ktoś wpisał w wyszukiwarce – „e-sąd klauzula wykonalności”. W e-sądzie czyli w Elektronicznym Postępowaniu Upominawczym (w skrócie: EPU) klauzula wykonalności nadawana jest z urzędu niezwłocznie po uprawomocnieniu się nakazu zapłaty. Znaczy się, teoretycznie niezwłocznie. Przyznam, że gdy zasiadałem do dokonania niniejszego wpisu to liczyłem na to, że klauzula nadawana jest automatycznie – (więcej…)
Koszt zajęcia rachunku bankowego
Ktoś wpisał w wyszukiwarce – „koszt zajęcia rachunku bankowego”. Chodzi Ci o prowizję za przelew egzekucyjny z konta firmowego (albo osobistego) dłużnika? Mnie za każdym razem potrącają 30,00 złotych, o: (więcej…)
Jak znaleźć wierzyciela
Ktoś wpisał w wyszukiwarce – „jak znaleźć wierzyciela”. Zakładam, że pyta dłużnik. Teraz jeszcze pytanie, w jakiej sytuacji. Jeżeli komornik wszczął przeciwko Tobie postępowanie egzekucyjne, to sam Cię powiadomi, z czyjego wniosku czyli kto jest wierzycielem. Niedawno ktoś tu na blogu pytał, jak znaleźć wierzyciela gdy się przebywa za granicą a tu nagle komornik zajął konto osobiste. (więcej…)
Sprzeciw od nakazu zapłaty wniesiony po terminie
Ktoś wpisał w wyszukiwarce – „sprzeciw wniesiony po terminie”. Sąd odrzuci sprzeciw wniesiony po terminie. Jeżeli spóźniłeś się nie z Twojej winy, bo na przykład wylądowałeś w szpitalu na zawał (po otrzymaniu bezpodstawnego nakazu zapłaty), to możesz skutecznie złożyć w sądzie wniosek o przywrócenie terminu do wniesienia sprzeciwu od nakazu zapłaty. Jeżeli jednak na przykład zwlekałeś z wniesieniem sprzeciwu przez dwanaście dni, (więcej…)
Prawnik na abonament
Ktoś wpisał w wyszukiwarce – „prawnik na abonament” i gdy zobaczyłem to hasło w statystykach odwiedzin bloga, to od razu przypomniała mi się wymiana korespondencji z jednym z mecenasów. Mecenas do mnie:
W związku z naszą ostatnią sprawą (G.) i wcześniejszą informacją od Pana, że szykuje się znowu większa ilość spraw, naszła mnie taka myśl – czy nie byłby Pan może zainteresowany stałą obsługą prawną? (więcej…)
Nowy komornik – Żary
Przed chwilą otrzymałem maila:
Uprzejmie informuje, że utworzyłem kancelarie komorniczą przy Sądzie Rejonowym w Żarach Komornik Sądowy przy Sądzie Rejonowym w Żarach Sławomir Dobosz Kancelaria Komornicza w Żarach (więcej…)
Post autor: silentlex » 28 wrz 2012, 13:28
http://www.gsw.com.pl/publikacje/prawo- ... -lub-czeku
Zgodnie z treścią art. 485 § 2 k.p.c. przeciwko zobowiązanemu z weksla lub czeku sąd wydaje nakaz zapłaty. Postępowanie to toczy się w trybie nakazowym. Należy się więc liczyć z jego rygoryzmem zasad nim rządzących, które niejednokrotnie odbiegają od tych jakie przewiduje tzw. tryb zwykły. Co więcej ustawodawca wskazując ściśle w jakich przypadkach postępowanie może toczyć się w trybie nakazowym, wprowadził jeszcze surowsze konsekwencje w odniesieniu do sytuacji, kiedy wierzyciel uzyskał nakaz zapłaty na podstawie weksla lub czeku.
Konieczną i wystarczającą przesłanką uzyskania nakazu zapłaty przeciwko zobowiązanemu z weksla lub czeku jest prawidłowa treść tych dokumentów. Art. 485 § 2 k.p.c. wskazuje bowiem, że ocena weksla i czeku w postępowaniu nakazowym ogranicza się do badania formy treści oraz wymagalności wyrażonych w dokumentach zobowiązań. Jeśli wiec przesłanki te są spełnione, sąd wydaje nakaz zapłaty. Dotyczy to również weksli i czeków in blanco, wierzyciel dochodząc na ich podstawie swego roszczenia winien załączyć do pozwu uzupełniony już weksel lub czek. Nie jest bynajmniej konieczne dołączenie również samej deklaracji (zupełnym błędem byłoby natomiast oparcie powództwa o czysty, niewypełniony weksel lub czek i dołączoną do niego deklarację). Kwestia niezgodności wypełnienia weksla lub czeku z porozumieniem może więc być podniesiona tylko w zarzutach od nakazu zapłaty.
W konsekwencji jeżeli weksel (czek) spełnia wymogi formalne – czyli zawiera wszystkie przewidziane w prawie wekslowym wymogi niezbędne dla jego ważności (w przypadku weksla: zawiera nazwę „weksel”, polecenie bezwarunkowe zapłaty oznaczonej sumy pieniężnej, nazwisko osoby która ma zapłacić, oznaczenie terminu płatności, oznaczenie miejsca płatności, oznaczenie osoby na której rzecz lub na której zlecenie zapłata ma być dokonana, oznaczenie daty i miejsca weksla, podpis wystawcy weksla– art. 1 pr. wekslowego; w przypadku czeku: nazwę czek, polecenie bezwarunkowe zapłaty, nazwisko osoby która ma zapłacić, oznaczenie miejsca płatności, oznaczenie daty i miejsca wystawienia czeku, podpis wystawcy czeku), oraz jeśli roszczenie z niego jest już wymagalne, sąd zobligowany jest do wydania nakazu zapłaty.
Nakaz zapłaty w postępowaniu nakazowym jest szczególną formą rozstrzygnięcia, którego cel nie ogranicza się wyłącznie do szybkiego, sprawnego i niekosztownego rozstrzygnięcia sporu. Nawet bowiem wówczas kiedy dłużnik wniósł zarzuty od takiego nakazu zapłaty, nie traci on mocy i odgrywa istotną rolę w dalszym procesie. Szczególnie wyraźnie jest to widoczne właśnie w odniesieniu do postępowania zabezpieczającego.
Ogólną procedurę postępowania zabezpieczającego regulują przepisy art. 730 i n. k.p.c. W myśl tej regulacji strona żądająca zabezpieczenia obowiązana jest uprawdopodobnić roszczenie oraz swój interes prawny w udzieleniu zabezpieczenia. W postępowaniu nakazowym zasady te zostały znacznie zmodyfikowane. Mianowicie w myśl art. 492 § 1 k.p.c. nakaz zapłaty już z chwilą wydania stanowi tytuł zabezpieczenia, wykonalny bez nadania klauzuli wykonalności. Do wszczęcia postępowania zabezpieczającego nie jest konieczne, aby wierzyciel uzyskał klauzulę wykonalności, gdyż może żądać zabezpieczenia swych roszczeń już z chwilą wydania nakazu. Co więcej wierzyciel zwolniony został z obowiązku wykazania, że roszczenie jest wiarygodne oraz że brak zabezpieczenia mógłby pozbawić go zaspokojenia.
W większości przypadków organem prowadzącym postępowanie zabezpieczające jest komornik. Do najczęściej stosowanych w postępowaniu nakazowym sposobów zabezpieczenia należą:
zajęcie ruchomości wynagrodzenia za pracę, wierzytelności lub innego prawa;
obciążenie nieruchomości dłużnika hipoteką przymusową;
zakaz zbywania lub obciążania nieruchomości jeżeli nie posiada ona ustanowionej księgi wieczystej.
Dłużnik może oczywiście w każdym czasie żądać zmiany lub uchylenia zabezpieczenia, gdy odpadnie lub zmieni się przyczyna zabezpieczenia. Odpowiedni w tym celu wniosek może zostać sformułowany już w zarzutach lub w trakcie postępowania o uchylenie nakazu. W uzasadnieniu pozwany może np. uprawdopodobnić, że z uwagi na jego majątek i zarobki, ograniczenie zabezpieczenia (co się tyczy i wstrzymania wykonalności) nie przeszkodzi w zaspokojeniu roszczenia powoda.
W jeszcze bardziej korzystnej sytuacji jest wierzyciel, który uzyskał nakaz zapłaty na podstawie weksla lub czeku. W takim bowiem przypadku nakaz staje się wykonalny po upływie terminu do zaspokojenia roszczenia. Jeżeli więc dłużnik w terminie dwóch tygodni od otrzymania nakazu zapłaty nie spełni zasądzonego świadczenia nakaz zyskuje rygor natychmiastowej wykonalności z mocy prawa.
Sam rygor natychmiastowej wykonalności nie wystarcza jednak do wszczęcia postępowania egzekucyjnego. Do tego niezbędnym jest zawsze uzyskanie klauzuli wykonalności. Warto jednak pamiętać że postępowanie egzekucyjne, mimo że podobnie jak postępowanie zabezpieczające, prowadzone jest przez ten sam organ – czyli komornika (co do zasady), to jednak ma ono zupełnie inny charakter oraz inny cel. Inaczej mówiąc – są to dwa różne postępowania.
W razie wniesienia zarzutów od nakazu zapłaty sąd może na wniosek pozwanego wstrzymać wykonanie nakazu. Wniosek taki winien być zawarty w piśmie zawierającym zarzuty. Wstrzymanie wykonania nakazu zapłaty uzależnione jest od uznania sądu, nie może jednak być dowolne. Sąd zawsze powinien bowiem wskazać racjonalne przesłanki jakimi kierował się przy odmowie wstrzymania wykonania nakazu. W przypadku nakazu zapłaty wydanego na podstawie takich dokumentów jak weksel lub czek wstrzymanie wykonania powinno nastąpić w wypadku uprawdopodobnienia fałszerstwa takich dokumentów, uprawdopodobnienia niezgodności treści weksla gwarancyjnego z porozumieniem, na podstawie którego weksel lub czek został wypełniony.
Należy jednak pamiętać, że nakaz zapłaty z weksla, co do którego orzeczono o wstrzymaniu jego wykonania, może być w dalszym ciągu wykonany jako tytuł zabezpieczający – tak m.in. G. Julke, Glosa do uchwały SN z dnia 24 września 2003 r., III CZP 58/03; D. Zawistowski, Glosa do uchwały SN z dnia 24 września 2003 r., III CZP 58/03.
Na koniec jeszcze kilka uwag o odpowiedzialności dłużnika wekslowego i czekowego, gdyż wiąże się ona bezpośrednio z zarzutami, jakie należy podnieść aby skutecznie uchylić się od zapłaty wynikającej z takiego dokumentu. Odpowiedzialność dłużnika wekslowego różni bowiem się zasadniczo od odpowiedzialności za dług nie wynikający z weksla. Dłużnik taki nie może bowiem wobec późniejszego posiadacza zasłaniać się zarzutami wynikającymi ze stosunku osobistego z wystawcą lub posiadaczami poprzednimi, (art. 17 pr.weksl.). Dłużnik będzie więc musiał uiścić cała sumę wekslową, nawet jeżeli sam świadczenia wzajemnego nie otrzymał. Zarzuty osobiste są jednak dopuszczalne, jeżeli posiadaczem weksla jest osoba, z którą dłużnika łączy stosunek pozawekslowy, który to uzasadnia dany zarzut. Jeżeli jednak osoba ta puściła weksel w obieg, wobec weksel nie był już wtedy in blanco, to wobec rzetelnego nabywcy nie można się zasłaniać tymi zarzutami. Wyjątkowo tylko, jeśli dany posiadacz wekslu nabywając go działał świadomie na szkodę dłużnika, wówczas dopuszczalna jest możliwość podniesienia przeciwko niemu zarzutów opartych na stosunkach dłużnika z poprzednimi posiadaczami. Z działaniem na szkodę dłużnika mamy natomiast do czynienia wówczas, gdy nabywca wie, że dłużnik ma zarzuty osobiste przeciwko osobie, od której dany dokument nabywa, ma zatem świadomość, ze w skutek nabycia dokumentu odcina je dłużnikowi, oraz że w wyniku tego dłużnik poniesie szkodę, gdyż będzie musiał zapłacić sumę wekslową (czekową), chociaż nie otrzymał należnego mu świadczenia.
Poza zarzutami osobistymi dłużnik wekslowy może powoływać się na zarzuty obiektywne, tj. takie, które wynikają z treści wekslu, a które powodują nieważność zobowiązania w (np.: brak zdolności wekslowej, oraz zdolności do działań wekslowych/czekowych, zarzut braku formy i nieautentyczności podpisu oraz braku protestu lub spóźnionego protestu, zarzut zmiany tekstu wekslu, zarzut przedawnienia
Ponadto w przypadku weksla in blanco dochodzi zarzut wypełnienia go niezgodnie z porozumieniem wekslowym (art. 10 pr. wekslowego). Zarzut ten może być jednak podnoszony tylko wobec:
osoby której weksel został bezpośrednio wręczony,
osób, które nabyły weksel jeszcze nie wypełniony (nabyły weksel in blanco);
osób, które nabyły weksel już uzupełniony, jednakże wiedziały, że weksel ten został wypełniony niezgodnie z zawartym porozumieniem.
Wystawca nie może więc powoływać się na to, że weksel został wypełniony w sposób sprzeczny z zawartym porozumieniem wobec osoby trzeciej, która weksel ten nabyła już po jego wypełnieniu i nie znała treści porozumienia. W takim przepadku posiadacz weksla będzie mógł skutecznie dochodzić praw z weksla, a dłużnikowi wekslowemu przysługiwać będzie co najwyżej roszczenie odszkodowawczo regresowe względem pierwotnego wierzyciela, który wypełnił weksel niezgodnie z treścią deklaracji.
Analogiczną regulację w stosunku do czeku in blanco zawiera art. 13 prawa czekowego.
Dlatego z uwagi na to, że w omawianym przypadku weksel został puszczony w obieg, należy w zarzutach skoncentrować się przede wszystkim na wykazaniu, że wierzyciel nabywając go znał treść porozumienia wekslowego, lub też oczywiście podnieść inny z wyżej wskazanych zarzutów obiektywnych lub osobistych.
Kraków, 28.02.2009 r.
Adwokat - Lesław Świstuń
Post autor: silentlex » 28 wrz 2012, 13:29
http://www.gsw.com.pl/publikacje/prawo- ... wa-karnego
W Polsce brak jest instytucji aresztu za długi, a sam brak terminowej spłaty długów nie stanowi przestępstwa. Nie oznacza to jednak, że prawo karne nie daje możliwości skutecznego zmotywowania dłużnika do spłaty zadłużenia. Częstokroć powstanie długu lub unikanie spłaty zadłużenia stanowić będzie czyn przestępny zagrożony karą pozbawienia wolności. Chęć uniknięcia osadzenia w zakładzie karnym stanowić może silny bodziec do spłaty zadłużenia, który wierzyciel może wykorzystać.
Jednym z typów przestępstw, który często będzie wiązać się z brakiem terminowej spłaty zadłużenia jest przestępstwo oszustwa. Polega ono na doprowadzeniu do niekorzystnego rozporządzenia swoim majątkiem przez drugą osobę poprzez wprowadzenie jej błąd lub wyzyskaniu jej błędu. Przestępstwo takie będzie popełnione np. wtedy, gdy poprzez wprowadzenie w błąd co do swojej stabilnej sytuacji finansowej, taka osoba uzyskuje pożyczkę lub odroczony termin płatności. Jest to przestępstwo popełnione najpóźniej w chwili zaciągnięcia długu.
Kolejne przestępstwa wiążą się nie tyle z zaciągnięciem długu, ile z brakiem jego spłaty. Przestępstwem jest wyzbywanie się lub ukrywanie majątku w przypadku, gdy dłużnikowi grozi niewypłacalność lub zapadło już orzeczenie sądu cywilnego ogłaszające upadłość lub nakazujące spłatę zadłużenia. Zabronione pod groźbą kary jest także udaremnianie zaspokojenia wierzycieli poprzez tworzenie nowego podmiotu gospodarczego i przenoszenia na niego swego majątku, a także umyślne lub lekkomyślne doprowadzenie do swojej niewypłacalności lub upadłości. Warto zauważyć, że przestępstwem jest także spłata jedynie niektórych wierzycieli, czym działa się na szkodę pozostałych wierzycieli.
Dla praktycznego wierzyciela ważniejsze niż surowa kara dla dłużnika powinno być odzyskanie długu. Prawo karne przewiduje szereg przepisów przewidujących dla nieuczciwego dłużnika łagodniejszą karę w przypadku spłaty lub obietnicy spłaty wierzyciela. Pierwszą z możliwości jest zwrócenie nieuczciwemu dłużnikowi uwagi, iż jego czynności stanowią przestępstwo i że od dobrowolnej spłaty wierzyciel uzależnia powstrzymanie się od złożenia zawiadomienia o przestępstwie do organów ścigania. Użycie argumentu o korzyściach wynikających ze spłaty możliwe jest także w trakcie postępowania karnego przeciwko dłużnikowi. Dłużnik powinien być zainteresowany dobrowolną spłatą zadłużenia, ponieważ daje to sędziemu podstawę do odstąpienia od wymierzenia kary takiemu dłużnikowi.
Powyższe czynności dokonywane mogą być „obok” procesu karnego i nie wymagają składania oficjalnych wniosków przez wierzyciela. Istnieje jednak także możliwość formalnego działania wierzyciela w procesie jako pokrzywdzonego przestępstwem. Pokrzywdzony uprawniony jest do złożenia w toku postępowania wniosku o naprawienie szkody. Możliwe jest także zgłoszenie przez pokrzywdzonego swojego udziału w procesie jako oskarżyciela posiłkowego. Wówczas pokrzywdzony staje się stroną postępowania i przysługuje mu wiele uprawnień, które przysługują w procesie prokuratorowi.
Czynny udział pokrzywdzonego wierzyciela w procesie jest wskazany, ponieważ gwarantuje on pełną obronę praw wierzyciela i pośredni wpływ na końcowy wyrok. Pokrzywdzony może współpracować z prokuratorem i uzgodnić wspólnie z dłużnikiem, iż zostanie złożony wniosek o warunkowe umorzenie postępowania lub o warunkowe zawieszenie wykonania kary pozbawienia wolności z jednoczesnym nałożeniem na dłużnika obowiązku pokrycia start i utraconych korzyści, które wierzyciel poniósł na skutek przestępstwa. Pokrzywdzony działając jako oskarżyciel posiłkowy może również wnioskować w mowie końcowej o zobowiązanie dłużnika do naprawienia szkody. Ważne jest, żeby wykonując powyższe uprawnienia dochować terminów przewidzianych przez przepisy prawne. Jeżeli pokrzywdzony nie chce uczestniczyć w procesie samodzielnie, może on ustanowić pełnomocnika w osobie wybranego przez siebie adwokata.
Wyrok warunkowo umarzający postępowanie oraz orzekający karę pozbawienia wolności dla dłużnika może być bardzo korzystny dla wierzyciela. Sąd ma bowiem prawo orzec w wyroku obowiązek naprawienia przez dłużnika szkody, czyli zapłaty należności pokrzywdzonemu wierzycielowi. W przypadku braku wykonanie tego obowiązku przez dłużnika, sąd może orzec o ponownym wznowieniu postępowania lub o odwieszeniu orzeczonej kary, czego każdy dłużnik z pewnością chciałby uniknąć. Takie konsekwencje dalszego braku zapłaty będą dla wielu dłużników wystarczającą motywacją do uregulowania zaległej należności.
Kraków, 15.04.2009 r.
Autor: Krzysztof Rysz
Post autor: silentlex » 28 wrz 2012, 13:32
Leasing i weksel in blanco, czyli co będzie jak BMW spadnie z lawety?
Weksel in blanco, takie niewinne zabezpieczenie spłaty wielu kredytów, czasem potrafi wzbudzić sporo emocji. Choć prawo bankowe dokładnie określa w jakim przypadku i do jakiej kwoty bank może dochodzić od klienta roszczeń z użyciem weksla, wiele osób źle się czuje składając na takim dokumencie podpis. Zwłaszcza, że w umowie między bankiem, a klientem często bywają zapisywane dziwne warunki, które - przynajmniej na oko laika, mogą być dla instytucji finansowej furtką, by wydoić klienta.
Od jednego z czytelników dostałem list nawiązujący właśnie do tego typu wątpliwości.
„Mój majętny znajomy zapragnął nabyć BMW, a że jest przedsiębiorcą, to pomyślał o leasingu. Oprócz umowy leasingowej podsunięto mu do podpisu weksel in blanco, w którym znajomy brał na siebie odpowiedzialność nie tylko za niepłacenie rat ale też za dodatkowe potencjalne koszty” - pisze czytelnik.
Zapis wygląda tak: „Suma wekslowa obejmuje również kary umowne, należności i koszty banku finansującego, powstałe na skutek wygaśnięcia lub odstąpienia od Umowy Leasingu, w związku z niezawarciem umowy dostawy, brakiem dostawy lub opóźnieniem dostawy powyżej trzydziestu dni, w tym opóźnieniem w uruchomieniu przedmiotu leasingu powyżej trzydziestu dni z powodu przyczyn, za które odpowiedzialność ponosi Dostawca i/lub Korzystający”.
Czytelnik podejrzewa, że może to być jakaś mina. „Czy to znaczy, ze jeśli przy transporcie samochód spadnie z lawety albo BMW Polska się spóźni z jego dostawą, to należąca do banku spółka leasingowa, która finansuje zakup auta, wypełni weksel?” - pyta. Na pierwszy rzut oka można mieć takie wątpliwości. Aby jednak udzielić czytelnikowi kompetentnej porady, udałem się do prawników. A konkretnie do p. Tomasza Waszczyńskiego z kancelarii Grabiński i Wspólnicy.
Pan Tomasz od razu dokonał ważnego zastrzeżenia: „Ocena fragmentarycznego zapisu umowy zawsze jest obarczona znacznym ryzykiem błędu. Brak jest w związku z tym zwykle możliwości kategorycznej oceny skutków wywoływanych przez taki zapis. Umowy – szczególnie te bardziej skomplikowane, do których należy umowa leasingu – powinny być analizowane w całości, gdyż tylko to gwarantuje prawidłowe zrozumienie zawartych w niej zapisów”.
Ale potem prawnik przystąpił do konkretnej oceny: „Z przedstawionego fragmentu wysnuć można przypuszczenie, że spóźnienie się BMW Polska lub upadek samochodu z lawety nie muszą stanowić powodu wypełnienia weksla. W zapisie tym wskazano bowiem jedynie, jakie składniki mogą wchodzić w skład sumy wekslowej. W umowie powinna zostać ponadto wskazana procedura prowadząca do wypełnienia weksla. Przedstawione zdarzenia niekoniecznie muszą spowodować powstanie po stronie Finansującego kar umownych, kosztów i innych należności, które dodatkowo wynikać będą z wygaśnięcia lub odstąpienia od umowy leasingu. Podsumowując – przedstawione zdarzenia nie powinny co do zasady skutkować wypełnieniem weksla” - pisze Tomasz Waszczyński.
To brzmi uspokajająco, choć dodatkowe zastrzeżenia, które spółka leasingowa zawarła w umowie, są zastanawiające. Dlaczego klient miałby ponosić w całości koszty opóźnienia dostawy samochodu przez producenta lub dealera samochodów? Fakt, że nie ma powodu, by te koszty ponosił leasingodawca, ale chęć wpisaywania do umowy różnych rzeczy, za które ma płacić klient, jest mimo wszystko deprymująca
sobota, 26 czerwca 2010, maciek.samcik
http://samcik.blox.pl/2010/06/Leasing-i ... e-jak.html
Post autor: silentlex » 01 paź 2012, 20:23
Sędzia pomogła uciec przed długami. Wierzyciel wściekły
Właściciel kamienicy w centrum Poznania miał 6 mln zł długów. Ale pieniędzy nie musi oddawać, bo bardziej potrzebują ich... jego dzieci. Sędzią, która na to się zgodziła, zajął się rzecznik dyscyplinarny
Redevco, holenderska firma skupująca nieruchomości, zawiadomiła prezesa poznańskiego sądu o podejrzeniu "oczywistego i rażącego naruszenia prawa" przez sędzię Beatę Rynkowską.
- Wszcząłem już postępowanie wyjaśniające, które jednak jest niejawne, więc nie mogę nic o nim powiedzieć - ucina sędzia Jarema Sawiński, rzecznik dyscyplinarny Sądu Okręgowego.
O co chodzi? Sześć lat temu Holendrzy wypatrzyli w centrum Poznania kamienicę położoną naprzeciwko Starego Browaru. Chcieli ją odnowić i oddać w najem. Władysław W., właściciel kamienicy, wziął 6 mln zł zaliczki, ale kiedy przyszło do podpisania umowy, wycofał się. Pieniędzy jednak nie oddał.
Redevco wygrało w sądzie sprawę o zwrot pokaźnej zaliczki, komornik zajął kamienicę i kilka miesięcy temu zlicytował ją za 4 mln zł (ceny nieruchomości spadły w czasie kryzysu). Ale Holendrzy nawet tego mogą nie odzyskać, bo pieniądze trafią do... dzieci Władysława W.
Powód? Kodeks cywilny mówi, że z zajętego majątku dłużnika w pierwszej kolejności spłaca się alimenty, a dopiero potem pozostałych wierzycieli.
Jak do tego doszło? Dwa lata temu, mając już 6 mln zł długu, Władysław W. przypomniał sobie o dwójce nieślubnych dzieci. Z ich matką zawarł przed sądem ugodę, w której zobowiązywał się do płacenia co miesiąc 100 tys. zł alimentów! Za poprzednie lata zapłacić miał ponad 6 mln zł! To więcej, niż płacą swoim dzieciom gwiazdy show-biznesu, ale sędzi Beaty Rynkowskiej, która zgodziła się na taką ugodę, to nie zastanowiło.
Redevco zaskarżyło ugodę, przekonując, że żadne dziecko w Polsce nie potrzebuje tylu pieniędzy. I że Władysław W. nie jest w stanie ich zapłacić, a chodzi tylko o wymiganie się od spłaty długów.
Wtedy W. złożył do sądu rodzinnego następny wniosek - tym razem o obniżenie alimentów ze 100 do... 95 tys. zł. Sprawa znów trafiła do sędzi Rynkowskiej, która zgodziła się, by W. płacił takie alimenty.
Gdy ugoda Władysława W. i matki jego dzieci została uznana za nieważną, Holendrzy cieszyli się, bo nie wiedzieli jeszcze o nowym alimentacyjnym wyroku. Dopiero po licytacji kamienicy dowiedzieli się, że pieniądze z jej sprzedaży trafią do dzieci Władysława W.
- Gdyby sąd zachował podstawową ostrożność, powinno mu się nasunąć przypuszczenie, że ugoda może zmierzać do obejścia przepisów i działania na szkodę wierzycieli - mówi reprezentujący Redevco adwokat Paweł Nowakowski.
Holendrzy uważają też, że sędzia popełniła błąd, zgadzając się na obniżenie alimentów do 95 tys. zł.
Jeszcze zanim doniesienie Holendrów trafiło do poznańskiego sądu, jego rzeczniczka Joanna Ciesielska-Borowiec przeczytała na naszą prośbę akta sprawy. I była bardzo zaskoczona: - Sąd nie zbadał możliwości finansowych Władysława W., nie sprawdził, jakie potrzeby mają jego dzieci. W aktach nie ma na ten temat ani jednego dokumentu. W tej sytuacji sąd nie powinien pozwolić na ugodę z takimi alimentami.
Z sędzią Rynkowską nie udało nam się porozmawiać. - Sędziowie są niezawiśli, sami prowadzą sprawy, dlatego nie będę komentować ich orzeczeń - mówi Iwona Wroniak, przewodnicząca sądu rodzinnego, w którym orzeka Beata Rynkowska.
Sędzia Jarema Sawiński, który bada alimentacyjne decyzje, zapowiada, że sformułuje swoje wnioski w ciągu miesiąca: - Jeśli będą podstawy, wszczęte zostanie postępowanie dyscyplinarne.
Za przewinienie służbowe, jakim jest rażąca obraza prawa, sędziemu grozi kara od upomnienia po utratę urzędu.
Więcej... http://poznan.gazeta.pl/poznan/1,36001, ... z284qNosNy
Post autor: silentlex » 02 paź 2012, 07:22
Masz szansę uniknąć kary za niepłacenie abonamentu
Abonament radiowo-telewizyjny jest zmorą wielu obywateli. Jego niepłacenie to jednak jeszcze większy problem. Skarbówka może zabrać ci emeryturę, wynagrodzenie czy rentę. Wszystko za sprawą działań organów podatkowych i wszczęcia postępowania egzekucyjnego. Są jednak sposoby, aby takiego płacenia uniknąć.
Poczta Polska ma obowiązek wysłania zawiadomień informujących o zadłużeniu w związku z niezapłaconym abonamentem. Chodzi o to, by dłużnik dobrowolnie takie zadłużenie uregulował. Jeśli jednak dalej będzie unikał zapłacenia należnej kwoty, wówczas - najwcześniej po upływie siedmiu dni od dnia doręczenia takiego upomnienia - może zostać rozpoczęte postępowanie egzekucyjne. Poczta może dochodzić należności właśnie w trybie egzekucji administracyjnej dzięki wyrokowi Trybunału Konstytucyjnego z 16 marca 2010 r.
- Trybunał Konstytucyjny potwierdził, że egzekucja zarówno opłaty karnej za używanie niezarejestrowanego odbiornika, jak i należności z tytułu abonamentu jest dopuszczalna i możliwa z punktu widzenia obowiązującego prawa. Tym samym zostały usunięte wszelkie wątpliwości, które utrudniały dochodzenie zaległych opłat radiowo-telewizyjnych - mówi Wirtualnej Polsce Krystian Mularczyk, radca prawny z Kancelarii Radcy Prawnego Krystian Mularczyk z Wrocławia.
Magdalena Krawczyk, prawnik w krakowskim biurze kancelarii Kaczor Klimczyk Pucher Wypiór, podkreśla, że podstawą prawną do wszczęcia postępowania egzekucyjnego są przepisy ustawy o postępowaniu egzekucyjnym w administracji. Ona dokładnie podaje wymogi specjalne dotyczące przedmiotów, które mogą być zajęte.
Obowiązki wynikające z ustawy o opłatach abonamentowych egzekwowane są jak inne należności, czy to podatki, czy mandaty karne, i jako takie podlegają egzekucji administracyjnej przez naczelników urzędów skarbowych.
Jak wynika z przepisów ustawy o postępowaniu egzekucyjnym w administracji, naczelnik urzędu skarbowego może dochodzić spłaty należności. Może to uczynić na podstawie tytułu wykonawczego wystawionego przez Pocztę Polską. Dzięki temu trudniej jest podatnikowi zalegającemu z należnościami i jednocześnie uchylającemu się od ich uregulowania uniknąć postępowania egzekucyjnego. Wówczas organ podatkowy może w toku takiego postępowania zająć nam środki pieniężne, np. na rachunku bankowym, ale nie tylko. Zagrożone jest wówczas nasze wynagrodzenie za pracę, a także emerytura, renta, jak również papiery wartościowe czy inne ruchomości i nieruchomości.
Jak uniknąć płacenia abonamentu?
Płacenie abonamentu RTV jest wymagane przepisami prawa. Nie łudźmy się, w większości przypadków zostaniemy do zapłacenia takiej daniny po prostu zmuszeni. Istnieją jednak konkretne sytuacje i takie możliwe do zastosowania środki, dzięki którym możemy się bronić i abonamentu nie zapłacić.
- W przypadku niezgodności przeprowadzanej egzekucji z prawem istnieje możliwość jej zaskarżenia - tłumaczy radca prawny Krystian Mularczyk. Można na przykład wnieść zarzut.
Prawnik podkreśla, że wnosząc zarzuty możemy kwestionować egzekucję zarówno ze względów formalnych, jak i procesowych. Podstawę zarzutu może stanowić: wykonanie lub umorzenie w całości lub w części obowiązku, przedawnienie, wygaśnięcie lub nieistnienie obowiązku, odroczenie terminu wykonania obowiązku, błąd co do osoby zobowiązanego, niewykonalność obowiązku o charakterze niepieniężnym, brak uprzedniego doręczenia zobowiązanemu upomnienia, zastosowanie zbyt uciążliwego środka egzekucyjnego, prowadzenie egzekucji przez niewłaściwy organ egzekucyjny lub braki formalne tytułu wykonawczego.
- Katalog zarzutów określa artykuł 33 ustawy o postępowaniu egzekucyjnym w administracji - mówi WP.PL Magdalena Krawczyk. - Zarzuty powinny zostać złożone do tego organu, który prowadzi postępowanie i on również je rozpatrzy.
- Zarzut jest środkiem zaskarżenia, który służy zobowiązanemu w fazie wszczęcia postępowania egzekucyjnego. W następnych stadiach postępowania nie można już posłużyć się tym środkiem - zaznacza natomiast radca prawny Krystian Mularczyk, jednocześnie przypominając, że wniesienie przez zobowiązanego zarzutu w sprawie prowadzenia postępowania egzekucyjnego nie wstrzymuje tego postępowania. - Organ egzekucyjny może jednak w uzasadnionych przypadkach wstrzymać postępowanie egzekucyjne lub niektóre czynności egzekucyjne do czasu rozpatrzenia zarzutu.
Ale to nie koniec. Istnieją jeszcze inne środki zaskarżenia postępowania egzekucyjnego.
- Pierwszym z nich jest wniosek o wyłączenie prawa do rzeczy lub prawa majątkowego spod egzekucji. Środek ten przysługuje osobie trzeciej i służy obronie przed pomyłkowym zajęciem prawa majątkowego osoby trzeciej - mówi Krystian Mularczyk. - Mamy także zażalenie, służące do zaskarżenia postanowień wydanych w toku postępowania egzekucyjnego.
Zaznacza jednak, że zażalenie przysługuje tylko wówczas, gdy przepisy ustawy egzekucyjnej lub przepisy k.p.a. (Kodeksu postępowania administracyjnego) tak stanowią. Wniesienie zażalenia nie wstrzymuje postępowania egzekucyjnego, jednakże w uzasadnionych przypadkach organ egzekucyjny lub organ odwoławczy może wstrzymać postępowanie do czasu rozpatrzenia zażalenia.
Jeżeli postępowanie się przedłuża, do dyspozycji mamy skargę na przewlekłość postępowania egzekucyjnego. Może ją wnieść: zobowiązany, wierzyciel niebędący jednocześnie organem egzekucyjnym, podmiot, którego interes prawny lub faktyczny został naruszony w wyniku niewykonania obowiązku oraz organ zainteresowany wykonaniem obowiązku. Środek ten służy jedynie w toku postępowania egzekucyjnego, do czasu jego zakończenia.
- W terminie 14 dni od dnia zakwestionowanej czynności egzekucyjnej zobowiązany - i wyłącznie on - może natomiast wnieść skargę na czynności egzekucyjne organu egzekucyjnego lub egzekutora - tłumaczy radca prawny z Kancelarii Radcy Prawnego Krystian Mularczyk z Wrocławia.
Przedawnienie zobowiązań i brak rejestracji odbiornika
Dla osób, które zalegały z płatnościami dłużej niż pięć ostatnich lat, szczęściem w nieszczęściu jest przedawnienie. Jak wynika z przepisów, zaległe zobowiązania z tytułu abonamentu RTV przedawniają się jak zobowiązania podatkowe, tzn. po pięciu latach, licząc od końca roku kalendarzowego, w którym upłynął termin ich płatności. Zobowiązania za okres w ciągu ostatnich pięciu lat trzeba jednak spłacić.
- Po upływie pięciu lat, kiedy to przedawniają się zaległe zobowiązania z tytułu abonamentu RTV, decyzja o wszczęciu postępowania egzekucyjnego byłaby niedopuszczalna - podkreśla prawnik w krakowskim biurze kancelarii Kaczor Klimczyk Pucher Wypiór.
Jeżeli ktoś zdecyduje się więc na zarejestrowanie swojego odbiornika, czy to radia, czy też telewizora, powinien więc co miesiąc regularnie płacić abonament radiowo-telewizyjny. Inaczej grozi im postępowanie egzekucyjne i ściągnięcie należności. Gdy odbiornika nie zarejestrowaliśmy, nie musimy się martwić postępowaniem egzekucyjnym jedynie do czasu, kiedy stwierdzi się używanie takowego urządzenia.
- W przypadku stwierdzenia używania niezarejestrowanego odbiornika radiofonicznego lub telewizyjnego pobiera się opłatę w wysokości stanowiącej trzydziestokrotność miesięcznej opłaty abonamentowej obowiązującej w dniu stwierdzenia używania niezarejestrowanego odbiornika - zaznacza Krystian Mularczyk. - Jest to opłata karna i podlega takiej samej egzekucji, jak należność z tytułu abonamentu.
Jak się okazuje, przed czujnym okiem urzędu skarbowego trudno jest uciec. Najlepiej jest więc abonament RTV płacić bądź pozbyć się odbiornika i... nie oglądać telewizji.
http://finanse.wp.pl/kat,104130,title,M ... caid=1f458
Post autor: silentlex » 06 paź 2012, 11:45
Legalna lichwa w Polsce
Ustawa o kredycie konsumenckim sprawiła, ze lichwa stała się w Polsce całkowicie legalna. Jeżeli tylko firma się do tego przyzna, państwo pozwoli jej działać. Sprawia to, że wiele osób nie ma większego wyboru i musi korzystać z usług instytucji parabankowych, w których dużo łatwiej o pieniądze.
Efektem globalnego kryzysu finansowego jest m.in. to, że sektor bankowy objęto w wielu krajach ściślejszą kontrolą. Ale jak widzimy np. po polskim podwórku, nie jest ona do końca skuteczna. Kryzys finansowy oraz tzw. Rekomendacja T wydatnie utrudniły dostęp do bankowej pożyczki. Sprawia to, że wiele osób nie ma większego wyboru i musi korzystać z usług instytucji parabankowych, w których dużo łatwiej o pieniądze. To, że taka usługa jest na ogół droższa niż pożyczka z banku, nie ma w przypadku nagłej potrzeby większego znaczenia. Podobnie jest z depozytami - wciąż wiele osób woli zaryzykować (przykład Amber Gold) niż zarobić mniej na pewniejszej lokacie w banku.
Tymczasem tylko w drugim kwartale br. oszczędności Polaków wzrosły o 10 miliardów złotych i przekroczyły barierę 1 biliona złotych. Jeśli odejmiemy od tego środki otwartych funduszy emerytalnych (które trafią do nas dopiero po przejściu na emeryturę), odłożone mamy 761 miliardów złotych. Największą pulę stanowią depozyty bankowe (ok. 497 mld zł). Jest zatem o co kruszyć kopie. Przykładów tego, jak rożni "cudotwórcy" chcą dobrać się nam do portfela, nie brakuje.
Finroyal jak Amber Gold
Po głośnym upadku Amber Gold depozytariusze powinni być dużo ostrożniejsi. I większość zapewne dwa razy się zastanowi, komu powierzy swoje pieniądze. Ale wciąż jeszcze nie wszyscy. Bo na lep ogłoszeń o odsetkach znacznie wyższych niż w banku (czasem nawet wypłacanych z gory) i ucieczce przed podatkiem Belki wciąż łapie się wielu - na przykład klienci firmy Finroyal, ktora (wszystko na to wskazuje) jest kolejną piramidą finansową. Szef Finroyal i właściciel FRL Capital Limited Andrzej K. oskarżony jest w dwóch procesach: w Poznaniu i Szczecinie - czyli klasyczna powtórka z Marcina P. Andrzej K. miał dopuścić się oszustw w firmach Finance Group Polska (ponad tysiąc poszkodowanych klientów na kwotę ok. 500 tys. złotych) i Karls & Swenson. Z Finroyal jest jeszcze gorzej - klienci zaczynają mieć problemy z wypłaceniem swoich pieniędzy (chodzi o 1,5 miliarda zł od kilkunastu tysięcy osób - stan na początek września br.). I najprawdopodobniej ich już nie zobaczą. Idźmy dalej.
Flexworld i afrykańskie złoto
Flexworld pojawił się w Polsce w 2008 roku (niby jako partner potężnej instytucji o kapitale zakładowym 300 milionów dolarów). Firmą od pewnego czasu interesuje się polska i niemiecka policja, bo Flexworld zdążył oszukać kilka tysięcy osób w Polsce i Niemczech na przynajmniej kilkanaście milionów euro. Spółka oferowała pośrednictwo w uzyskaniu atrakcyjnych pożyczek bez żadnych zaświadczeń i nabyciu imiennych akcji Flexworld Inc., inwestującego w bezpieczne fundusze oraz projekty w postaci kopalni złota i diamentów w Afryce czy kurortów turystycznych na Karaibach (na Dominikanie). Dzięki dźwigni finansowej spółka kusiła 60-procentową dywidendą. Dla uwiarygodnienia swoich intencji podawano, że nad wszelkimi transakcjami czuwa kancelaria prawna i notariusz - przypomina skarbiec.pl. Tylko w Polsce w ten sposób oszukano ok. 2 tys. naiwnych, którzy wpłacali od dwóch do kilkuset tysięcy euro. Szefem tego biznesu jest niejaki Gordon Bartosik- -Schmidt (obywatel Niemiec mający polską żonę).
Pożyczkowa lichwa
Powszechnie znany Provident należy do notowanej na londyńskiej giełdzie międzynarodowej grupy finansowej International Personal Finance i działa na pięciu rynkach Europy: w Polsce, Czechach, Słowacji, Rumunii i na Węgrzech. Był pierwszą firmą oferującą pożyczki udzielane w domu klienta w tym rejonie Europy. Na swoich stronach internetowych spółka napisała, że jej celem jest dostarczanie prostych, rzetelnych i dostępnych produktów finansowych. Ale czy rzeczywiście tak było i jest? Niezupełnie. Provident bazuje na braku zdolności kredytowej osób potrzebujących pożyczki i udziela jej na bardzo wysoki procent. Jeśli uznamy za para banki również firmy pożyczkowe, to Provident byłby największą z nich (działa od 15 lat na polskim rynku, miał ok. 3,5 miliona klientów). Pieniądze pożycza w ponad 80 oddziałach w kraju - bez udokumentowanego dochodu można pożyczyć od 300 do 5 tysięcy zł. Alicja Kopeć, dyrektor działu prawnego Providenta, uważa, że istotne jest wprowadzenie czytelnego podziału między para bankami a firmami pożyczkowymi, które działają legalnie, nie gromadząc depozytów i zawierając zgodne z prawem umowy ze swoimi klientami. - Firmy pożyczkowe swoją działalność prowadzą w oparciu o ustawę o kredycie konsumenckim, a Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów sprawuje nadzór nad zapewnieniem zgodności ich działań z ustawą - powiedziała Kopeć portalowi Money.pl. Przedstawicielka Providenta ma rację. Od strony prawnej wszystko jest jak najbardziej legalnie. Niestety wygląda na to, że polskie prawo zalegalizowało lichwę.
Co to jest lichwa?
Popularna Encyklopedia Powszechna wydana w Warszawie w 2002 roku podaje: "lichwa - przestępstwo uregulowane według kodeksu karnego, polegające na wyzyskiwaniu przymusowego położenia innej osoby przez zawarcie umowy nakładającej na tę osobę obowiązek świadczenia rażąco niewspółmiernego w porównaniu ze świadczeniem wzajemnym". O ile w Polsce od momentu wprowadzenia ustawy o kredycie konsumenckim nie jest to przestępstwo, o tyle reszta definicji zgadza się. Provident wyzyskuje to, że wielu Polaków nie może wziąć kredytu w banku, bo nie spłacają już zaciągniętych zobowiązań. Nakłada też na nich świadczenia rażąco odbiegające od standardu rynkowego.
Jako przykład niech posłuży pożyczka 5 tys. zł na 19 miesięcy. Osoba decydująca się na kredyt w Providencie zapłaci co tydzień 120 zł, co daje miesięcznie 480 zł. Po 90 tygodniach odda Providentowi 10 tys. 800 zł. Do porównania wybrałem Bank Pocztowy. W porownywarce kredytowej nie miał najkorzystniejszej oferty, ale podobnie jak Provident proponuje klientom bardzo łatwy dostęp do swoich punktów. Miesięczna rata wynosi 300 zł, więc po 19 miesiącach (90 tygodniach) oddamy bankowi 5 tys. 700 zł. Jak z tego wynika, w banku można wziąć kredyt oprocentowany w skali 19 miesięcy na poziomie 14 proc., podczas gdy Provident pobiera za ten sam okres 116 proc. Jest więc to oferta spełniająca słownikową definicję lichwy - dla osoby w przymusowym położeniu i "nakładająca na tę osobę obowiązek świadczenia rażąco niewspółmiernego w porównaniu ze świadczeniem wzajemnym". W Polsce obowiązuje wprawdzie ustawa antylichwiarska określająca maksymalną wysokość oprocentowania kredytu, ale tylko oprocentowania, a to nie jedyny koszt, jakim firmy pożyczkowe obciążają pożyczającego. Provident każe sobie płacić dodatkowo za przygotowanie oferty, zabezpieczenie i obsługę domową. Dzięki temu oferta Providenta jest zgodna z prawem. Oprocentowanie jest zgodne z ustawą antylichwiarską, ubezpieczenie i marża są zgodnie z ustawą o kredycie konsumenckim wliczane w RRSO i dodatkowo jest wyszczególniona opłata domowa. Ukazuje się tu cała istota polskiego prawodawstwa w zakresie kredytów. Brzmi ono mniej więcej tak...
Róbcie, co chcecie, byle byście wszystko opisali
Rząd i UOKiK zachowują się jak strażnicy status quo nie wnikający, czy działania lichwiarskie są społecznie dobre czy złe, a jedynie czy są zgodne z prawem. Tak właśnie można odczytać odpowiedź na interpelację posła Dariusza Seligi w sprawie Providenta, którą przygotował Mirosław Sekuła, podsekretarz stanu w Ministerstwie Finansów. Pisze on po prostu, że wszystko jest zgodne z prawem, chociaż korzystanie z takich ofert powoduje popadanie w spiralę zadłużenia (pełna odpowiedź na stronie http://www.sejm.gov.pl/Sejm7.nsf/InterpelacjaTresc. xsp?key=59DE4E15).
W podobnym duchu odpowiedział na pytania "Gazety Bankowej" UOKiK: "W ciągu ostatnich dwóch lat wpłynęło do nas kilka skarg dot. Provident. Dotyczyły kosztów pożyczki - pisze Agnieszka Majchrzak, starszy specjalista w Biurze Prasowym Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów. - Klienci skarżyli się na opłaty około kredytowe - opłatę za pobieranie pożyczki w domu, ubezpieczenie, które zdaniem pożyczkobiorców są za wysokie.
Obowiązująca ustawa o kredycie konsumenckim nie określa max kosztu kredytu - jej przepisy pozwalają jedynie określić całkowity koszt kredytu (wzór rrso). Rzeczywista roczna stopa oprocentowania (RRSO) to oficjalne, wymagane przepisami, wyliczenie służące konsumentowi do porównania kosztów kredytów oferowanych przez rożne instytucje finansowe. Do RRSO nie mają zastosowania żadne ograniczenia, dlatego może znacznie przekraczać odsetki nominalne (np. RRSO może wynieść 1000 proc.). Uwzględnia się w nim nie tylko oprocentowanie pożyczanych pieniędzy, lecz także część pozostałych kosztów kredytu (w tym prowizje).
Nierzadko bowiem zdarza się tak, że mimo niższego nominalnego oprocentowania rzeczywiste koszty kredytu są wyższe niż w ofercie konkurencyjnej instytucji finansowej. Oprocentowanie (4-krotność wysokości stopy kredytu lombardowego NBP) jest więc jedynie elementem RRSO (...). Stara ustawa przewidywała ograniczenie wysokości pobieranych opłat i prowizji. Zgodnie z art. 7a starej ustawy łączna kwota wszystkich opłat, prowizji oraz innych kosztów związanych z zawarciem umowy (np. opłaty przygotowawczej) nie mogła przekraczać 5 proc. kwoty udzielonego kredytu. Górny limit opłat nie odnosił się jednak do niektórych znaczących wydatków związanych z kredytem konsumenckim - chodziło m.in. o koszty ubezpieczenia kredytu oraz koszty stanowienia zabezpieczeń jego spłaty. Kosztów tych nie uwzględniało się przy obliczaniu pięcioprocentowego górnego limitu opłat i prowizji, dlatego w praktyce poziom 5 proc. był omijany - stąd zmiana w nowej ustawie dot. zniesienia tego poziomu i wprowadzenie formularza informacyjnego". Z tej odpowiedzi wynika, że ponieważ poprzednia ustawa była niedoskonała i firmy pożyczkowe wyłączały część kosztów z oprocentowania, ustawodawca postanowił w ogóle zwolnić się z obowiązku zapobiegania lichwie. Ogłosił, że koszty można wymyślać dowolnie, byleby informować o nich. W ten sposób mamy w Polsce legalną lichwę.
Autorzy: Leszek Sadkowski, Maciej Goniszewski
http://biznes.interia.pl/raport/kryzys_ ... ce,1848567
Post autor: silentlex » 07 paź 2012, 11:05
Naukowcy kontra zbrodniarze
Między wymiarem sprawiedliwości a przestępcami od blisko 150 lat toczy się nieustająca, cicha wojna. Nie padł w niej ani jeden strzał, nie było mrożących krew w żyłach pościgów. Jej bohaterami są naukowcy, pracujący w laboratoriach na całym świecie. Wykorzystując najnowsze odkrycia z dziedziny chemii, fizyki, biologii i informatyki opracowują nowe metody wykrywania śladów pozostawionych na miejscu zbrodni.
Stworzenie pod koniec XIX wieku przez brytyjskiego geniusza, sir Francisa Galtona, metody klasyfikowania odcisków palców było milowym krokiem w rozwoju kryminalistyki. Niepotrzebni już byli świadkowie, wystarczył drobny, niewidoczny gołym okiem ślad, pozostawiony przez przestępcę. Od tamtego czasu technika zdobywania i archiwizacji odcisków posunęła się o lata świetlne do przodu. Dziś pobiera się je skanerem bez użycia atramentu, czarny proszek coraz częściej zastępowany jest światłem lasera, a przepastne kartoteki daktyloskopowanych przestępców znajdują się na dysku komputera. Zasada pozostała jednak taka sama. Linie papilarne, jak stwierdził Galton, są nieusuwalne, niezmienne i niepowtarzalne. Jakich sposobów imają się przestępcy, by oszukać naturę i umknąć wymiarowi sprawiedliwości?
Nauka kontra „domowe sposoby”
22-letnia Marta Russo, studentka prawa na rzymskim...
Najprostszą metodą ukrycia odcisków palców wydaje się oczywiście używanie rękawiczek. Wystarczy jednak rzut oka na powierzchnię jakiejkolwiek rękawicy by stwierdzić, że nie jest to metoda doskonała. Również one mają niepowtarzalny deseń, który pozostawia odciski na dotykanej powierzchni. Dokonując np. kilku włamań w tej samej parze, przestępca zostawi ślady, umożliwiające policji połączenie jego występków ze sobą. Sposobem co bardziej zdesperowanych sprawców było więc usuwanie linii papilarnych, na przykład przez obcięcie opuszek skalpelem albo wypalenie ich kwasem solnym, jak robił słynny rabuś John Dillinger. Po pierwsze - jest to jednak bardzo bolesne, po drugie - linie po jakimś czasie „odrastają” w niezmienionej postaci. Zresztą także odciski poparzonych lub przyciętych palców są niepowtarzalne, co jest dużą wskazówką dla śledczych i sądu. Podobne efekty, jak bolesne zabiegi, przynosi także zażywanie niektórych leków antynowotworowych.
Inną prostą techniką ukrywania śladów jest... dokładne wycieranie dotykanych powierzchni. Jest to jednak czasochłonne, a skuteczność tej metody została niedawno zakwestionowana. Do policyjnych laboratoriów zaczyna trafiać urządzenie zwane „próbnikiem Kelvina”, którym bada się minimalne, spowodowane przez skórę zmiany napięcia elektrycznego na dotykanej powierzchni. Co ciekawe, taki identyczny ze śladem linii papilarnych „elektryczny” odcisk palca pozostaje niezmieniony mimo przecierania go szmatką. To jednak melodia przyszłości. Przy obecnym stanie wiedzy rozwinięte są metody pozyskiwania innych tropów z miejsca przestępstwa. Równie niepowtarzalny charakter, co linie papilarne, mają bowiem kreski na wewnętrznej stronie dłoni albo zmarszczki na powierzchni ust. Technicy kryminalistyczni nauczyli się też identyfikować ludzi za pomocą odcisków stóp i obuwia. W jaki sposób? Przy użyciu specjalnej maty bada się, jak podejrzany stawia stopy. Tu przydatny może okazać się również ich ślad odciśnięty na wkładce wewnątrz butów. Bogaty materiał przynosi ponadto analiza podeszwy – każdy człowiek ściera obuwie we własny, niepowtarzalny sposób. Potem wystarczy tylko porównać wynik z odciskiem pozostawionym na miejscu przestępstwa.
Czy można oszukać DNA?
Jeszcze większą niż metoda Galtona rewolucję w kryminalistyce wywołało zastosowanie badań kodu DNA niecałe 100 lat później. „Genetyczny odcisk palca” szybko stał się koronnym dowodem w nierozwiązywalnych wydawałoby się sprawach. Nic w tym dziwnego, skoro prawdopodobieństwo istnienia drugiej osoby o identycznym DNA wynosi jeden do stu bilionów. Dużo większa jest możliwość popełnienia błędu przez badające kod genetyczny laboratorium.
Pod koniec ostatniej dekady europejską policją wstrząsnęła sprawa tzw. upiora z Heilbronn. Przy ciele zastrzelonej w tym mieście funkcjonariuszki technicy znaleźli ślady genetyczne, jak wykazało badanie, należące do niezidentyfikowanej kobiety pochodzącej z Europy Wschodniej. Wkrótce do Interpolu zaczęły spływać informacje o kolejnych, popełnionych przez nią przestępstwach – kilku zabójstwach, kilkudziesięciu włamaniach, rozbojach i aktach wandalizmu. Sprawczyni była nieuchwytna, a policja zaczęła uważać ją za najgroźniejszą seryjną morderczynię w historii Europy. Dopiero kiedy jej DNA znaleziono w ciele zwęglonego bezdomnego z Francji, ktoś przytomnie zauważył, że coś tu nie gra. Okazało się, że materiał genetyczny przenoszony był na używanych przez policyjnych techników wacikach. Należał do pracującej w produkującym je zakładzie kobiety, która rzeczywiście pochodziła z dawnego ZSRR, była jednak całkiem niewinna. Sprawcą zbrodni w Heilbronn okazał się zaś gang neonazistów.
Niedługo po wprowadzeniu testów genetycznych pojawiły się pierwsze próby ich oszukania. Najgłośniejszy był przypadek kanadyjskiego lekarza Johna Schneebergera, który narkotyzował i gwałcił swoje pacjentki. Pomimo powtarzających się doniesień o jego przestępstwach, porównanie DNA znalezionego na ciele kobiet oraz pobranego wraz z krwią od doktora długo nie przynosiło rezultatu. Zagadkę rozwiązano, uzyskując materiał genetyczny z innych tkanek – w tym wypadku z włosów podejrzanego. Tu zbieżność była stuprocentowa, a lekarz w końcu powędrował za kraty. Jak udało mu się oszukać test? Schneeberger doskonale znał procedury związane z pozyskiwaniem próbek DNA, za każdym razem skłaniał pracownika laboratorium do wkłuwania się we wskazane miejsca na jego ciele. Pod skórą wcześniej zaszywał mały zbiorniczek z krwią jednego ze swoich pacjentów. W przeciwieństwie do niemożliwych do przeniesienia odcisków palców, podrzucenie na miejsce zbrodni włosów, krwi albo nasienia innej osoby jest bardzo proste. Problemem może być tylko zdobycie tych tkanek albo wydzielin. Tu przestępcom z pomocą przychodzi nauka. W 2009 roku izraelscy naukowcy wykazali, że z odrobiny DNA – teoretycznie z jednej sekwencji genów ̶ za pomocą technik znanych każdemu laborantowi można „wyhodować” dowolną ilość materiału genetycznego. Czy oznacza to, że drobinka śliny pozostawiona na filiżance albo utracony włos może zaprowadzić nas do więzienia? Niekoniecznie, bo to samo laboratorium opracowało już test, pozwalający odróżnić naturalne DNA od sfabrykowanego. Jak widać, „wyścig zbrojeń” w dziedzinie badań genetycznych wciąż trwa.
W poszukiwaniu „serum prawdy”
O ile daktyloskopia i profilowanie DNA są nieocenione w badaniu miejsca popełnienia przestępstwa, nie pomogą w ustaleniu zleceniodawców zbrodni albo jej planów, tworzonych przez grupy przestępcze. Śledczy od wieków poszukiwali metody pozyskiwania obciążających zeznań od podejrzanych. Jedną z nich były oczywiście tortury, które współcześnie stosowane są w tzw. wojnie z terroryzmem. Zdania co do ich skuteczności są podzielone, a dobrze przygotowane komórki terrorystyczne mogą uniknąć wykrycia, nawet mimo wpadki i torturowania jednego ze swoich członków. Odpowiednio przeszkolony terrorysta jest bowiem w stanie wytrzymać do 12 godzin brutalnych przesłuchań. Jest to wystarczający czas, by jego towarzysze uciekli, gdzie pieprz rośnie. Europejski wymiar sprawiedliwości surowo zabrania stosowania takich technik, a zebrane w ich wyniku dowody nie mają żadnej wartości przed sądem. Ostatnia głośna sprawa związana z torturami, dotycząca porywacza dzieci Magnusa Gäfgena, doprowadziła do surowego orzeczenia niemieckiego Trybunału Konstytucyjnego, zabraniającego policji znęcania się nad podejrzanym, nawet gdy może to uratować życie jego ofierze.
Zatem rolę „serum prawdy” spełnia dzisiaj wariograf, popularnie zwany wykrywaczem kłamstw. Urządzenie, badające reakcje fizjologiczne przesłuchiwanej osoby, wymaga jednak jej współudziału: zgody na użycie urządzenia oraz udzielania odpowiedzi na zadawane przez śledczych pytania. Również uzyskiwane wyniki są dalekie od stuprocentowej pewności, a zrelaksowany i pewny siebie przestępca przy odrobinie szczęścia może oszukać maszynę. Przyszłość należeć będzie do bardziej skomplikowanych urządzeń. Oprócz tętna, ciśnienia krwi i wilgotności skóry, badających też temperaturę części ciała i barwę głosu. Te ostatnie można mierzyć nawet bez wiedzy przesłuchiwanego np. podczas zwykłej, niezobowiązującej rozmowy. Mimo to badanie wykrywaczem kłamstw będzie dla śledczych jedynie pomocą w śledztwie. I nic nie zastąpi policyjnych informatorów, zeznań świadków koronnych i żmudnej pracy policyjnych techników na miejscu popełnienia przestępstwa.
http://nasygnale.pl/kat,1025343,page,2, ... omosc.html
Post autor: silentlex » 07 paź 2012, 11:11
SN: Kiedy uniewinniony nie dostanie odszkodowania
Uniewinniony w procesie karnym nie może żądać odszkodowania za straty związane ze wszczęciem i prowadzeniem sprawy karnej, jeśli przestępstwo zostało faktycznie stwierdzone, tyle tylko, że nie było w nim winy oskarżonego - orzekł w piątek Sąd Najwyższy.
W sprawie rozpatrywanej przez SN chodziło o postępowanie karne wszczęte przeciwko ośmiu celnikom Urzędu Celnego w Bielsku-Białej. Wśród nich był Robert K. Była to sprawa o przestępstwo umyślne, polegające na poświadczeniu przez funkcjonariusza nieprawdy. Prokuratura stwierdziła istnienie dokumentów celnych potwierdzających nieprawdę. Wynikało z nich, że zostały wystawione w tym właśnie urzędzie.
Na początku 2001 r. sąd zwrócił prokuraturze do uzupełniania akt oskarżenia przeciwko celnikom. Prokuratura przesłała go ponownie do sądu po prawie dwóch latach. Odbyło się 26 posiedzeń sądu w tej sprawie, przesłuchano 38 świadków, sąd dopuścił dowody z opinii biegłych. Zwracał się także o pomoc prawną do odpowiednich organów na Białorusi. Postępowanie sądowe skończyło się w marcu 2009 r. uniewinnieniem wszystkich oskarżonych.
Robert K. został, tak jak inni oskarżeni w tej sprawie, zwolniony ze służby celnej w związku z wniesieniem przeciwko niemu aktu oskarżenia. Po wyroku uniewinniającym przywrócono go do służby.
Mężczyzna wystąpił jednak przeciwko Skarbowi Państwa o odszkodowanie za szkody poniesione wskutek wszczęcia sprawy karnej. Domagał się ponad 200 tys. zł plus odsetki. Na tę kwotę składały się utracone zarobki za okres wydalenia ze służby.
Sąd I instancji przyznał mu tytułem odszkodowania 50 tys. zł. Uznał, że postępowanie karne było przewlekłe i powinno się toczyć nie dłużej niż trzy lata. Sąd II instancji uznał, że ze względu na bardzo wątpliwy materiał dowodowy, wniesienie aktu oskarżenie było nieuzasadnione i Skarb Państwa odpowiada za wszystkie szkody wyrządzone Robertowi K. Dlatego uwzględnił jego żądania w całości.
ako prawną podstawę odpowiedzialności Skarbu Państwa oba sądy przyjęły art. 417 kodeksu cywilnego. Przepis ten mówi o tzw. odpowiedzialności deliktowej - jej warunkiem jest wykazanie, że władza działała bezprawnie lub że dopuściła się zaniechania.
Skargę kasacyjną od wyroku sądu II instancji wniosła do Sądu Najwyższego Prokuratoria Generalna. W trakcie rozprawy jej przedstawiciel przekonywał, że wniesienie aktu oskarżenia było działaniem legalnym, skoro stwierdzono popełnienie czynów przestępczych. Tłumaczył, że postępowanie przedłużało się, bo nie można było udowodnić pewnych faktów ze względu na braki w systemie informatycznym Białorusi. Z tego powodu nie można było także odszukać i przesłuchać niektórych świadków.
"Każdy obywatel musi ścierpieć postępowanie karne, gdy zachodzi uzasadnione podejrzenie popełnienia przestępstwa"
W piątek 5 października Sąd Najwyższy uchylił wyrok sądu II instancji i przekazał mu sprawę do ponownego rozpatrzenia. Sąd uznał, że postępowanie wobec Roberta K. nie było bezprawne. "Każdy obywatel musi ścierpieć postępowanie karne, gdy zachodzi uzasadnione podejrzenie popełnienia przestępstwa" - powiedziała sędzia Barbara Myszka, uzasadniając wyrok.
Sędzia zaznaczyła, że takie postępowanie nie może być bezprawne. Chodzi o odpowiedzialność Skarbu Państwa przewidzianą w art. 417 k.c. - wyjaśniła. "Jest to odpowiedzialność za działanie bezprawne, niezgodne z prawem" - dodała.
Sąd Najwyższy natomiast nie wykluczył możliwości dochodzenia przez Roberta K. odszkodowania za szkodę wyrządzoną wskutek nieuzasadnionego opóźnienia w postępowaniu. Postępowanie toczyło się bowiem prawie 9 lat. "Każdy obywatel ma prawo do rzetelnego, sprawiedliwego postępowania, prowadzonego bez nieuzasadnionej zwłoki" - powiedziała sędzia Myszka.
http://m.gazetaprawna.pl/artykul/652520/6
Ciekawe co na to Europejski Trybunał Praw Człowieka ?
Post autor: silentlex » 07 paź 2012, 11:13
Pożyczasz pieniądze rodzinie? Dla bezpieczeństwa podpisz umowę
http://m.gazetaprawna.pl/artykul/652363
Post autor: silentlex » 07 paź 2012, 11:50
http://finanse.wp.pl/kat,104130,title,M ... omosc.html
Post autor: silentlex » 08 paź 2012, 14:58
Możesz podróżować po Unii nawet wtedy, gdy masz długi
W państwie Unii nie może obowiązywać przepis ograniczający prawo swobodnego przemieszczania się obywateli tylko dlatego, że zaciągnęli niezabezpieczone zobowiązanie znacznej wartości. Przykładem może być zakaz wydania paszportu osobie, która pożyczyła pieniądze z banku, nie ustanawiając zastawu ani hipoteki. Nie może też zostać wznowione postępowanie administracyjne, jeżeli orzeczony w nim zakaz opuszczania państwa członkowskiego jest oczywiście sprzeczny z prawem Unii.
Tak orzekł luksemburski Trybunał Sprawiedliwości, odpowiadając na pytanie bułgarskiego sądu o interpretację zgodności ze wspólnotowym prawem regulacji krajowych przyjętych w tym państwie jeszcze przed przystąpieniem do UE.
Państwa członkowskie mogą bowiem – zgodnie z Kartą praw podstawowych i dyrektywą 2004/38 – ograniczyć swobodę przemieszczania się obywateli i członków ich rodzin (bez względu na ich przynależność państwową), wyłącznie kierując się względami porządku publicznego, bezpieczeństwa lub zdrowia publicznego. Powody hamowania swobodnego przepływu osób muszą przy tym wiązać się z konkretnym zachowaniem określonego człowieka. Niedopuszczalne jest natomiast ograniczanie swobody przemieszczania się motywowane prewencją ogólną, czyli dla przykładu, a tym bardziej z przyczyn gospodarczych.
W Bułgarii obowiązuje jednak uchwalony sześć lat przed akcesją zakaz wydawania paszportów osobom, które mają stwierdzone orzeczeniem sądu zobowiązanie finansowe wobec osób fizycznych i prawnych, jeżeli dłużnik nie ma majątku pokrywającego tę kwotę lub jeśli nie ustanowił zabezpieczenia.
Dlatego kiedy Christo Bjankow, zadłużony na 200 000 lewów plus odsetki i koszty zażądał uchylenia wydanego przeciwko niemu w 2007 r. zakazu opuszczania Bułgarii, sąd krajowy zwrócił się o ocenę sytuacji do TS. W sprawie Bjankowa nie powołano się bowiem na żadne względy związane z porządkiem czy bezpieczeństwem publicznym. Nie wskazano też, jak zakaz opuszczania kraju mógłby przyczynić się do uregulowania wierzytelności.
TS potwierdził wątpliwości sądu krajowego związane z niezgodnością bułgarskiego przepisu z prawem Unii. Uznał, że niemożliwe jest ograniczanie praw obywatela Wspólnoty do swobodnego przemieszczania się tylko z powodu toczącego się postępowania egzekucyjnego.
Wyrok w sprawie C-249/11.
http://m.gazetaprawna.pl/artykul/652732/1
Post autor: silentlex » 08 paź 2012, 15:01
8 października to dziś - nowe przepisy wchodzą w życie!
Od dziś rowerzystów obowiązują nowe, zmienione przepisy o obowiązkowym wyposażeniu rowerów. Co się zmieniło?
Najważniejszą zmianą jest to, że od dziś nie musisz wozić oświetlenia na rowerze przez cały czas. Jeżeli jest widno i nic nie ogranicza widoczności, lampki mogą jechać w kieszeni, w sakwie lub nawet zostać w domu. Oczywiście, gdy widoczność jest zła, lub gdy zrobi się ciemno, nadal musisz używać oświetlenia.
Inne ważna zmiana dotyczy lampek przednich. Do niedawna zgodne z prawem były tylko lampki przednie świecące światłem ciągłym (tylne mogły świecić lub migać). Obecnie rozporządzenie dopuszcza migające lampki zarówno z przodu, jak i z tyłu roweru. Jeżeli twoja lampka posiada tryb migający - polecamy go używać, gdyż jest bardziej energooszczędny (mniejsza szansa, że w połowie jazdy wysiądą baterie) i lepiej widoczny na tle świecących światłem ciągłych świateł aut.
Oświetlenie można teraz montować na wysokości od 25 do 150cm nad poziomem jezdni. Oznacza to, że legalne stały się w końcu lampki mocowane przy osi kół rowerowych, a także lampki umieszczone na kierownicach większych rowerów. Zmiana ta jest czysto porządkowa - rowerzystów raczej nie łapano dotąd za oświetlenie montowane na niewłaściwej wysokości.
Podobne porządkowe zmiany pozwalają też jeździć rowerem z wyposażonym w większą ilość lampek. Od dziś prawo nie zabrania już posiadania więcej niż jednej lampki z tyłu lub przodu roweru. Rowerzyści mogą też używać opon z paskiem odblaskowym.
Zmiany dotyczą również przyczepek i wózków rowerowych (riksz), które do tej pory nie posiadały zdefiniowanego obowiązkowego wyposażenia. Więcej informacji o wchodzących dziś w życie przepisach znajdziecie w naszym artykule opisującym
http://polskanarowery.sport.pl/msrowery ... ycie_.html
Wróć do „O wszystkim i o niczym”

References: Art. 117
 art. 117
 art. 123
 art. 123
 art. 117
 art. 61
 art. 117
 art. 411
 art. 502
 art. 411
 Art. 845
 art. 286
 art. 49
 art. 49
 art. 252
 art. 7
 art. 9
 art. 3
 art. 7
 FSK 
 art. 7
 art. 3
 art. 3
 art. 7
 art. 2
 art. 32
 art. 64
 art. 31
 art. 3
 art. 7
 art. 3
 art. 7
 art. 47
 art. 485
 Art. 485
 art. 1
 art. 730
 art. 492
 art. 13
 art. 7
 art. 417
 art. 417