Source: http://prawo.vagla.pl/node/8549
Timestamp: 2020-02-26 00:26:36+00:00

Document:
Nieprzyjęcie elektronicznego pisma przez sąd naruszeniem art 6 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka | prawo | VaGla.pl Prawo i Internet
Strasburski wyrok Trybunału z 16 czerwca 2009 roku dostępny jest online. Kancelaria prawna, działająca w formie spółki z ograniczoną odpowiedzialnością, skierowała do Trybunału piętnaście skarg (por. powyżej) przeciwko Republice Słowackiej. Spółka prawnicza podniosła, że jej prawo do sądu zostało naruszone przez odmowę przyjęcia przez sądy pozwów skierowanych do tych sądów w postaci elektronicznej ("...alleged that its right of access to a court had been violated as a result of the ordinary courts' refusal to register actions submitted by it in electronic form...").
Rozstrzygnięcie ETPCz uwzględniało słowacką procedurę cywilną, zgodnie z którą, m.in., pisma procesowe można wnosić na elektronicznych nośnikach danych, opatrzonych podpisem elektronicznym w rozumieniu odrębnych, słowackich przepisów (to wynika z 42 §1 słowackiego Kodeksu Postępowania Cywilnego, który ETPCz cytuje w języku angielskim: "Submissions to a court can be made in written form, orally into the record, by means of electronic devices subject to the submission bearing a secured electronic signature in accordance with a special law, by telegraph or by fax"). ETPCz również analizuje słowackie przepisy dotyczące podpisu elektronicznego z 2002 roku, ale również praktykę sądową. Okazało się, że sądy nie były wstanie przyjąć wnoszonych elektronicznie pism. 20 grudnia 2007 roku słowacki Trybunał Konstytucyjny uznał, że naruszono art. 6 Konwencji, gdy sąd dystryktowy w Čadca odmówił przyjęcia "elektronicznych" pism. Z tego rozstrzygnięcia wynikało, że sąd dystryktowy powinien przyjąć pisma wniesione na DVD. Poza tą sprawą słowacki Trybunał Konstytucyjny rozpatrywał jeszcze 24 inne sprawy związane z elektronicznym wnoszeniem pism do sądów. W tych sprawach tamtejszy Trybunał również rozstrzygał o naruszeniu art 6 Konwencji i wskazywał, że nie ma podstaw, by sądy odmawiały przyjmowania pism tylko dlatego, że były wnoszone elektronicznie.
Sprawa rozstrzygnięta przez ETPCz jest o tyle ciekawa, że kancelaria prawna chciała uruchomić ponad 70,000 postępowań (reprezentując znaczną liczbę osób) i w związku z tym chciała złożyć w sądach pisma, które, wraz z załącznikami - jeśli je wydrukować - zajęłyby ponad 40 milionów kart (43,800,000 stron). Wolała złożyć je w formie elektronicznej. Trybunał uznał, że działania kancelarii nie mogą być uznane za próbę zablokowania działania systemu wymiaru sprawiedliwości ("...applicant company's choice as to the means of filing the documents cannot be considered an abuse of process or otherwise inappropriate..."). Jeśli procedura cywilna przewidywała możliwość wnoszenia elektronicznych pism - kancelaria prawna nie może ponosić odpowiedzialności z tego tytułu, że skorzystała z prawa, które jej ustawowo przysługuje. Owszem, procedura krajowa przewiduje również inny, niż elektroniczny, sposób wnoszenia pism, z którego kancelaria mogła skorzystać, ale w zbadanych przez Trybunał okolicznościach odmowa przyjęcia pism w formie elektronicznej stanowiła nieproporcjonalne ograniczenie prawa skarżącego do przedstawienia sprawy w sądzie w sposób efektywny (innymi słowy prawo dostępu do sądu musi być realne, nie zaś iluzoryczne). W ponad dwudziestu innych przypadkach krajowy Trybunał Konstytucyjny doszedł do podobnych wniosków, a strona rządowa tego nie kwestionowała.
W efekcie powyższych rozważań Trybunał w składzie siedmioosobowym mógł stwierdzić, że w niniejszej sprawie nie zostało zachowane prawo dostęp do sądu przysługujące skarżącej spółce, a więc że odmowa przyjęcia pism stanowiła naruszenie art 6 §1 Konwencji.
Wniosek jest taki, że jeśli krajowa procedura sądowa przewiduje możliwość wniesienia pism w formie elektronicznej, to sądy nie mogą powołać się na to, że nie są technicznie przystosowane do tego, by tego typu pisma przyjmować.
Tego nie ma w rozstrzygnięciu ETPCz, ale proszę sobie wyobrazić, że ktoś zaczyna powoływać się na to, że sposób przygotowania infrastruktury teleinformatycznej jest dyskryminujący, np. że nie może wnieść pisma elektronicznego inaczej, niż w jednym z zamkniętych, komercyjnych formatów, a w innym obszarze rozważań, że sposób udostępnienia informacji publicznej jest dyskryminujący i iluzoryczny (por. Kod informatyczny nie zawsze zastępuje prawo oraz Odmowa udzielenia informacji organizacji pozarządowej stanowi naruszenie art. 10 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka)... Myślę, że już niebawem takie rozstrzygnięcia się pojawią i będą mogły opierać się na art 9 Konwencji ONZ ws. Praw Osób Niepełnosprawnych, ale również na bardziej ogólnych przepisach, jeśli jakiś kraj nie ratyfikował jeszcze tej konwencji...
Zacytujmy art 6 Konwencji:
Nie tak dawno odnotowałem w tekście Procedura karna i wykroczeniowa nie przewidują wnoszenia środka odwoławczego w formie dokumentu elektronicznego, że Sąd Najwyższy zdecydował się odmówić podjęcia uchwały w sprawie pytania prawnego: "Czy przesłanie do sądu pisma procesowego - apelacji w formie dokumentu elektronicznego opatrzonego bezpiecznym podpisem elektronicznym weryfikowanym przy pomocy ważnego kwalifikowanego certyfikatu o jakim mowa w art. 3 pkt 2 ustawy z dnia 18 września 2001 r. o podpisie elektronicznym (...) czyni zadość, w kontekście brzmienia art. 5 ust. 2 wskazanej ustawy, wynikającym z art. 105 § 1 k.p.s.w. i art. 119 § 1 k.p.k. w zw. z art. 38 § 1 k.p.s.w. wymogom formalnym apelacji, jako pisma procesowego". Sąd Najwyższy odmówił udzielenie takiej odpowiedzi, ponieważ "przedstawione pytanie prawne dotyczy(ło) zagadnienia, którego wyjaśnienie nie ma wpływu na merytoryczne rozpoznanie apelacji, lecz jest związane z formą wniesienia środka odwoławczego". Sąd Najwyższy odmawiając odpowiedzi na pytanie jednak w swoim postanowieniu "poczynił kilka uwag", "dostrzegając wagę poruszonego zagadnienia dla praktyki sądowej". Zachęcam do ich lektury; w podlinkowanej wyżej notatce zacytowałem obszerny fragment uzasadnienia SN, a poniżej tylko fragment dotyczący procedury cywilnej:
W procedurze cywilnej, jeszcze przed wejściem w życie ustawy o podpisie elektronicznym, wprowadzono unormowanie, że pisma procesowe wnosi się na urzędowych formularzach lub na elektronicznych nośnikach informatycznych tylko wówczas, gdy przepis szczególny tak stanowi (art. 125 § 2 k.p.c. w brzmieniu nadanym ustawą z dnia 24 maja 2000 r. o zmianie ustawy – Kodeks postępowania cywilnego (…) – Dz. U. Nr 48, poz. 554). W kolejnych nowelizacjach tego przepisu (ustawa z dnia 4 września 2008 r. o zmianie ustaw w celu ujednolicenia terminologii informatycznej – Dz. U. Nr 171, poz. 1056 i ustawa z dnia 9 stycznia 2009 r. o zmianie ustawy – Kodeks postępowania cywilnego oraz niektórych innych ustaw – Dz. U. Nr 26, poz. 156), a więc już w czasie obowiązywania ustawy o podpisie elektronicznym, ustawodawca nie zmienił zasady, że pismo procesowe można wnieść drogą elektroniczną, jeżeli przepis szczególny na to zezwala. Natomiast wprowadził warunek, że wówczas powinno zostać opatrzone podpisem elektronicznym w rozumieniu art. 3 pkt 1 u.p.e. (art. 126 § 5 k.p.c. – dodany ustawą z dnia 9 stycznia 2009 r.).
Przyjaciele z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka podesłali mi informację o wyroku zaraz po jego ogłoszeniu. Jak wiadomo - w tym czasie interesowaliśmy się głównie nowym projektem Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego, który dotyczy nowelizacji ustawy Prawo prasowe (por. Projekt noweli Prawa prasowego komentowany w głównych mediach. Zastanawiałem się, czy media "głównego nurtu" zauważą omówione w niniejszym tekście rozstrzygnięcie ETPCz, czy też zupełnie je zignorują. Zignorowały.
« Sąd Okręgowy utrzymał w mocy uniewinnienie Leszka Szymczaka (sygn. akt VI Ka 202/09) | Kancelaria Sejmu zrobiła psikusa NSA i zmieniła adresację »
E-mail od Sądu Najwyższ. z powiadomieniem o rozprawie nie dotarł
N, 2009-06-21 02:33 by incognitus (niezweryfikowany)
SN rzekomo wysłał powiadomienie o rozprawie wyłącznie e-mailem na nieaktualny adres e-mail strony i strona tego e-maila nie otrzymała i o rozprawie nie wiedziała (strona została od razu zaskoczona postanowieniem o oddaleniu kasacji (wysłanym droga pocztowa)). Co więcej e-mail nie był podawany jako sposób kontaktu w żadnym z pism do SN (ani też w sadzie apelacyjnym czy pierwszej instancji (po ponownym zwróceniu sprawy do pierwszej instancji przez inny sad apelacyjny), prawdopodobnie adres e-mail był podany w jednym z pism we wcześniejszych procesach).
Zapis ustawy, którą kieruje się sąd w kwestii wysyłania powiadomień e-mailem tj. art. 132 § 3. kpk "Pismo może być także doręczone za pośrednictwem telefaksu lub poczty elektronicznej. W takim wypadku dowodem doręczenia jest potwierdzenie transmisji danych." wydaje się w sposób oczywisty sprzeczny z Konstytucją Rzeczypospolitej Polskiej (m.in. Art. 77 ust. 2 i art. 45) i Konwencją o Ochronie Praw Człowieka i Podstawowych Wolności (m.in. art. 6 prawo do sądu i art. 13 prawo do odwołań), gdyż taka konstrukcja w/w artykułu jest wadliwa, gdyż może pozbawiać stronę prawa do sądu, prawa do odwołania i prawa do jawnego rozpatrzenia sprawy, bowiem o ile w przypadku faksu fakt prawidłowo ukończonej transmisji można zazwyczaj interpretować jako doręczenie faksu, co wynika z technologii przesyłania faksu (faks pojawia się natychmiast u odbiorcy, a w razie błędu przesyłania nadawca o tym natychmiast wie), o tyle przesyłanie e-maila jest zagrożone podobnymi problemami związanymi z doręczeniem, jak tradycyjna papierowa korespondencja pocztowa. E-mail bowiem może z różnych przyczyn zaginąć i nie dotrzeć do odbiorcy, o czym z pewnością przekonał się każdy, kto wystarczająco długo używa poczty elektronicznej i, co niestety (przy założeniu, iż SN rzeczywiście wysłał e-maila) miało miejsce w wyżej wzmiankowanym przypadku.
W przypadku zaginięcia e-maila, sąd mógłby, niestety, potencjalnie na podstawie w/w art. twierdzić, że doręczenie nastąpiło, co we wzmiankowanej sprawie nie miało miejsca, takie twierdzenie sądu byłoby więc niezgodne z prawdą, fikcyjne, bowiem e-mail w rzeczywistości nie dotarł do odbiorcy (zakładając, że sąd rzeczywiście go wysłał, na co nie przedstawił żadnego dowodu).
Dlatego też dowodem doręczenia w przypadku wysyłania e-mailem powinno być wysłanie przez odbiorcę do sądu e-maila potwierdzającego, informujące sąd, że e-mail z sądu został odebrany.
Co można w takim przypadku zrobić, czy istnieją jakiekolwiek środki zaskarżenia i jak ponad to co napisano wyżej można ew. skargę argumentować?
Jak ma wygladac "potwierdzenie transmisji danych" z art 132 kpk?
Pn, 2009-06-22 01:22 by incognitus (niezweryfikowany)
Czy ktos potrafi okreslic jak ma wygladac "potwierdzenie transmisji danych" okreslone w art. 132 § 3. kpk: "Pismo może być także doręczone za pośrednictwem telefaksu lub poczty elektronicznej. W takim wypadku dowodem doręczenia jest potwierdzenie transmisji danych."?
Zastanawiajace jest bowiem jak sad powinien udowodnic taka transmisje danych.
W tym dokumencie pada stwierdzenie:
"...Za właściwą transmisję danych należy uznać transmisję między serwerami a nie komputerami, ponieważ konta pocztowe nadawcy i odbiorcy muszą się znajdować na serwerach..."
"Zatem organ procesowy powinien potwierdzić transmisję danych między serwerami pocztowymi, a dokumentem takim powinien być wydruk z programu pocztowego wskazujący na dostarczenie wiadomości do skrzynki pocztowej istniejącej na serwerze adresata.
Rozwiązanie, jakie przyjął ustawodawca, wprowadzając zasadę, iż dowodem doręczenia pisma jest potwierdzenie transmisji danych, jest ze wszech miar uzasadnione. Pozwala ono na niestosowanie doręczenia zastępczego oraz wprowadza domniemanie, iż każde pismo zostało doręczone, jeśli tylko było dostarczone na serwer pocztowy adresata."
Jak to bedzie wygladalo w praktyce? Z pewnoscia gdy mowa powyzej o programie pocztowym nie chodzi o klienta pocztowego po stronie uzytkownika wysylajacego, bo w nim takich danych nie ma (choc klient pocztowy moze byc tez na serwerze wysylajacym). Potrzebne beda logi serwerow pocztowych, ale prawdopodbnie nie jednego, a co najmniej dwoch, wysylajacego i odbierajacego, bowiem z samego serwera wysylajacego moze nie wynikac, ze wiadomosc dotarla do skrzynki pocztowej adresata (a tylko ze na serwer), a powyzej pisza, ze ma to byc "wydruk z programu pocztowego wskazujący na dostarczenie wiadomości do skrzynki pocztowej.", chociaz w innym miejscu z kolei juz tylko "wprowadza domniemanie, iż każde pismo zostało doręczone, jeśli tylko było dostarczone na serwer pocztowy adresata.", a nie do skrzynki pocztowej na serwerze.
W przypadku w/w sprawy stary, nieaktualny adres e-mail, na ktory sad rzekomo wyslal powiadomienie byl za granica, zatem sad musialby sie kontaktowac z administratorem zagranicznego serwera. Dodatkowym utrudnieniem jest fakt, ze ten serwer juz byc moze nie istnieje (a w kazdym badz razie nie dziala jego strona WWW). Byl to darmowy serwer dostepny dla kazdego chetnego (choc z ograniczeniem ilosci zapisujacych sie osob, zapisy byly organizowane tylko okresowo), jednakze jego awaryjnosc z biegiem czasu byla coraz wieksza (ostatecznie czesciej nie dzialal niz dzialal), dlatego w koncu przestal byc w ogole uzywany do celow wysylania poczty elektronicznej, choc konto teoretycznie tam jeszcze istnialo.
Kiedy sad stwierdzil, ze rzekomo wyslal wiadomosc e-mail, testowa wiadomosc wyslana na stare konto na tym serwerze ani nie byla dostepna w skrzynce na serwerze (skrzynka byla caly czas pusta), ani tez nie wrocila zadna wiadomosc z bledem, czyli po prostu posty ginely jak w czarnej dziurze, byc moze taki wlasnie los spotkal e-maila z sadu, jesli rzeczywiscie zostal wyslany. Pisma do admina pozostaly bez odpowiedzi.
To wszystko rodzi pytania zwiazane z "potwierdzeniem transmisji danych" z art. 132 § 3. kpk.
Jak sąd potwierdzi transmisje danych, jesli sie okaze ze serwer juz nie istnieje (moze admin ma bakupy, ale tego nie wiadomo)?
Nawet jesliby sie udalo potwierdzic, ze wiadomosc doszla do tego serwera, to co z tego, skoro nie dotarla do skrzynki pocztowej adresata na serwerze (zeby nie bylo nieporozumien: nie chodzi o skrzynke pocztowa w kliencie pocztowym na komputerze koncowym uzytkownika odbierajacym poczte z serwera, lecz o skrzynke pocztowa na serwerze odbierajacym/wysylajacym poczte, czyli np. plik mbox), wiec adresat nie mogl jej odebrac (ani wiedziec o jej istnieniu, o rzekomym fakcie jej przeslania).
Przy niekorzystnej interpretacji (przedstawionej w wyzej zacytowanym dokumencie) sadu by nie interesowalo, ze e-mail nie dotarl do skrzynki adresata na serwerze, gdyz dla sadu by sie liczyla transmisja do serwera, a nie do skrzynki pocztowej adresata na serwerze - trudno by sie bylo z taka interpretacja zgodzic (ale przeciez nie takie numery sady wykrecaja) - wprowadzaloby to wszystko bezzasadnie fikcyjnosc doreczen, a wiec lamalo podstawowe prawa i wolnosci obywatelskie.
Tak czy inaczej, problemem jest tez to, ze stalo sie to w SN w sprawie o kasacje, wiec trudno znalezc jakies srodki zaskarzenia.
Czy postanowienia o oddaleniu kasacji sad na wniosek strony powinien uzasadnic, gdyz nie uzasadnil?
można to rozwiązać stosując komercyjne narzędzia
Śr, 2009-06-24 13:48 by chesteroni (niezweryfikowany)
Nie jestem pracownikiem tej firmy, ale firma Unizeto Technologies SA oferuje usługę kuriera elektronicznego - poświadczenie przedłożenia i odbioru . Usługa taka pozwala w sposób wiarygodny to potwierdzić. To, że na rynku w Polsce chyba tylko ta firma świadczy taką usługę nie zmienia faktu, że rynek ją oferuje. A że nie ma na nią wielkiego zapotrzebowania, to konkurencja "śpi". Wprowadzenie czegoś takiego na masową skalę dla któregoś z centrów certyfikacyjnych (a mamy ich kilka) to kwestia stosunkowo niedużego czasu gdyż od strony programistycznej nie jest to szczególnie skomplikowane. Gorzej z rejestracją kwalifikowanej usługi, ale to pewnie też nie jest jakiś "kosmos" dla już działających CC. I nie ma się co oburzać, że to kosztuje - listo polecony z potwierdzeniem odbioru też kosztuje. Nasze ministerstwo jakby rozpisało przetarg na taką usługę, to koszt przepchnięcia przez nią pojedynczego emaila zapewne byłby zauważalnie niższy niż koszt poleconego.
No tak... Elektroniczy dokument ma być panaceum na problemy.
Śr, 2009-06-24 16:39 by Nemo (niezweryfikowany)
Jest tylko jedno małe "ALE". Gdzieś tutaj czytałem, że sądy uznały iż dokument elektroniczny nie jest dowodem w sprawie, czy jakoś tak. Przepraszam za ogólnikowość opisu ale nie jestem prawnikiem i trudno mi tak z pamięci nadać właściwą nazwę pojęcia prawniczego. Czyli ustawa sobie, a wykładnia urzędnicza sobie.
Ponadto jest jeszcze inny problem tej "taniości" rozwiązania w porównaniu do listu poleconego. Nie każdy chce czy musi mieć komputer, a do tego podpis cyfrowy, nawet ten kwalifikowany czy inny.
Jak rozumiem, szanowny Chesteroni, wychodzi z założenia iż wszyscy obywatele tego kraju dysponują internetem i podpisem cyfrowym. Problem jednak w tym, że nie dysponują i znam nawet takich, co nie chcą uznać tego medium do komunikacji z urzędami. Zapewne wynika to z faktu ich złych doświadczeń z urzędami, w których akurat "komputer się zawiesił" czy "przesył nie działa".
Jest jeszcze jedna drobnostka. Papierowy dokument można przechowywać w dowolnym miejscu, byle z dala od ognia czy wilgoci. Choć to drugie ma dużo mniejszy wpływ destrukcyjny na treść dokumentu. Do wszelkiego rodzaju pism elektronicznych potrzeba nie tylko urządzeń, ale też niestety elektryczności! Ponadto papier można zginać czy dziurawić. Ciekawe jak to zniosą płyty CD, DVD czy pendrive albo karty flash. Porządkowanie dokumentacji to układanie jej w teczuszce z gumka lub tasiemką. Pliki elektroniczne trzeba kartotekować również elektronicznie. Czyli potrzebna kolejna aplikacja, najczęściej kosztowna. Najważniejsze jednak jest to, że do takiego kartotekowania trzeba mieć trochę wyobraźni jakie nadać opisy aby w gąszczu plików na nośniku, komputer potrafił wybrać poszukiwaną grupę eDokumentów. Wszak nie wszystkie eDokumenty będą od jednego urzędu, a będą dotyczyły jednej sprawy. Owszem, był pomysł "metatagów", jednakże jak je wpisać do eDokumentu podpisanego, skoro to naruszy jego integralność? A przecież właśnie taki opis byłby najlepiej adekwatny do "segregowania" eDokumentów w zależności od załatwianej sprawy.
A co z neutralnością technologiczną? Czy każdy obywatel ma sobie kupić legalnego MS Office, bo urzędy na niczym innym nie pracują?
Czy może raczej mamy przymknąć oko na praktyki piractwa komputerowego, bo przecież obywatel musi z urzędem wymieniać korespondencję elektronicznie?
A co z kompatybilnością kolejnych wersji dokumentów, jaką oferuje sam MS Office?? Dokumenty zapisane w nowszej wersji nie są czytane w starszych. Czy to ma być elementem uzasadniającym ciągłą modernizację oprogramowania, a i często sprzętu w urzędach za pieniądze podatnika?
Bo przecież interesant może mieć nowszą wersję MS Office niż urzędnik do którego trafi eDokument.
To ostatnie napisałem z myślą o rozporządzeniu o wymaganiach minimalnych. Jakoś ma już prawie 4 lata, a mało który urząd stosuje się do tego przepisu.
Można więcej na ten temat, ale to nic nie zmieni. Dlatego tylko tak sygnalizuję te problemiki, także natury finansowej dla sporej części społeczeństwa Polskiego.
A jak wygląda ta usługa UNIZETO od strony opłat?
Śr, 2009-06-24 16:54 by Nemo (niezweryfikowany)
O ile kojarzę, to ePUAP ma w swej specyfikacji rozwiązań zapisaną właśnie taka funkcję. Bo do czego innego jak nie tej funkcji jest potrzebne założenie konta na ePUAP-ie nawet przez Interesanta?
Wejście przez interesanta na ePUAP i "dotknięcie" przesyłki od urzędu może generować potwierdzenie odbioru przesyłki przez zainteresowanego.
Ta "poczta kurierska" oferowana przez UNIZETO, to też podobny kwiatek.
Każda ze stron zakłada swoje konto na serwerze UNIZETO i po sprawie. Inaczej to nie zadziała, bo nie może. Każdy odbiorca korespondencji może odrzucić żądania potwierdzenia odebrania e-mail'a. Tylko serwer pocztowy na którym są obydwa konta, daje możliwość bezwarunkowego potwierdzenia nadawcy, że odbiorca otwierał przesyłkę. Tak na marginesie, to o ile kojarzę, to ta usługa UNIZETO jest płatna i to dla każdego użytkownika, a nie tylko urzędu. Zatem jak zmusić interesanta do płacenia za jakąś dodatkową skrzynkę e-mail skoro ma wszędzie dostępne skrzynki darmowe??
To nie do końca o to chodzi
Śr, 2009-06-24 23:32 by chesteroni (niezweryfikowany)
Odbiorca za nic płacić nie musi. Jak to obecnie działa, to nie mogę powiedzieć, bo nie korzystałem. Nie wiem, czy konieczne jest założenie skrzynki pocztowej, może wysyłany jest tylko link do zaszyfrowanego dokumentu. Trzeba by zapytać o to firmę Unizeto. Na 99.9% odbiorca nic płacić nie musi - nie miało by to sensu.
Co do metod dostarczania dokumentów - przecież sąd musi znać adres odbiorcy, żeby mu przesłać dokument. O ile adres zamieszkania jest zwykle sądowi znany, o tyle nie ma obowiązku podawania adresu elektronicznego. Nie rozumiem więc skąd ten wniosek o wymuszaniu tej formy korespondencji.
Co do formatu dokumentu elektronicznego - a kto powiedział, że nie może to być plik .txt ? Kwestie formatów itp. nie są jednak przedmiotem tego wątku. Nie znaczy to, że są nieistotne, ale proponuje się skupić na samym dostarczaniu korespondencji sądowej w formie elektronicznej, a kwestie formatu pominąć jako drugorzędną (w tym wątku, bo ogólnie to wszyscy wiemy, jak to w urzędach bywa...).
Moim zdaniem gdyby sądy wykorzystywały albo jakiś ePUAP, albo też jakąś usługę wiarygodnego poświadczenia odbioru korespondencji elektronicznej (która to usługa - jak wykazałem wcześniej - jest oferowana na rynku), to wielu osobom żyło by się prościej.
Kwestie archiwizacji również proponuję odłożyć na bok - jest to dość proste do rozwiązania i istnieją narzędzia do elektronicznej archiwizacji dokumentów.
Na koniec jeszcze chciałbym dorzucić, że moim zdaniem forma korespondencji (papierowa/elektroniczna) powinna być możliwa do wyboru przez obywatela, a nie narzucana przez sąd. Wystarczyłoby do tego niewypełnienie informacji o emailu przez petenta.
Nie wiem jak teraz ale kilka
N, 2009-06-21 20:38 by moron. (niezweryfikowany)
Nie wiem jak teraz ale kilka lat temu, organy publiczne posiadajace wlasne serwery mialy tragicznie skonfigurowane serwery pocztowe. Raz w odpowiedzi na maila mialem telefon (zamiast maila) poniewaz moj serwer pocztowy odrzucal ich serwer na etapie laczenia i wogole nie przyjmowal maila do siebie.
Wg mnie administracja powinna isc w slady firm prywatnych i zamiast pakowac miliardy w informatyzacje dostepu do administracji wydac skromne kilka milionow na centrale telefoniczne. Skroro mozna miec dostep do konta bankowego przez telefon, zlecac przelewy i zmieniac hasla to dlaczego rozmowa z pracownikiem administracji nie moze byc nagrywana/logowana i byc stala czescia postepowania administracyjnego?
Spotykalem sie co prawda nie raz z infromowaniem strony przez telefon (o terminie np przesluchania), nie znam przepisow dokladnie i nie wiem na ile to jest wiazace, ale przykro mi ze np nie mozemy zrobic tego samego przez telefon, bo potrzebujemy kwitka potwierdzajacego ktory bedzie potem dowodem.
Czy wystarczy do sądu dosłać tylko samą stronę z podpisem?
Pn, 2009-06-22 00:12 by incognitus (niezweryfikowany)
W tym miejscu warto rozwinąć kwestie poruszoną tutaj.
W związku z tym, że wciąż nie można wnosić pism procesowych do sądów polskich w postaci poczty elektronicznej (np. jako załączniki do poczty elektronicznej) lub faksem, bez konieczności jednoczesnego lub późniejszego dosłania wersji z oryginalnym podpisem, zachodzi pytanie czy można do sądu nadesłać pismo procesowe e-mailem lub faksem w całości, a następnie dosłać do sądu drogą pocztową (jako uzupełnienie nadesłanego wcześniej pisma drogą elektroniczną) tylko stronę końcową pisma z oryginalnym podpisem, czy też zachodzi konieczność nadesłania ponownie pisma w całości?
Jeśli to ostatnie, z jakich podstaw prawnych wynikałaby konieczność nadesłania ponownie całego pisma, zamiast tylko strony zawierającej podpis, jako uzupełnienie wysłanego wcześniej pisma drogą elektroniczną (e-mailem lub faksem)?
Należy przypomnieć, że w niektórych krajach w ogóle nie ma tego typu problemów, bowiem pisma procesowe sądy przyjmują wysłane drogą poczty elektronicznej bez konieczności dokonywania podpisu kwalifikowanego z certyfikatem, czy też dosyłania pisma z odręcznym oryginalnym podpisem, cyt.:
Wt, 2009-06-23 09:08 by kravietz
To jest część szerszego problemu trafnie ujętego przez prof. Stanisława Sołtysińskiego w artykule Polska wiara w moc pieczątki.
W języku technicznym można powiedzieć, że w kontaktach oficjalnych mamy absurdalnie przerośniętą funkcję niezaprzeczalności, która jest jednak w znacznym stopniu fikcyjna, bo nie towarzyszą jej równie silne mechanizmy uwierzytelnienia.
Funkcja niezaprzeczalności z kolei rozrasta się zwykle tam, gdzie nie funkcjonuje poprawnie wymiar sprawiedliwości - pełni ona rolę funkcji C.Y.A. dla każdej ze stron.
W normalnych warunkach strony mogłyby dochodzić swoich praw w sądzie w razie gdyby jedna z nich nadużyła zaufania, ale jeśli w Polsce prosty proces cywilny zajmuje 3-4 lata a niektóre sprawy gospodarcze trwają po 8-12 lat to logicznym jest, że wszyscy unikają tej ścieżki.
OT: Polska jak Polska, ale Chiny...
Wt, 2009-06-23 20:51 by kocio
Lekki oftopik: Polska wiara w pieczęci jest spora, ale czytałem o tym, że w Chinach nieważne do kogo należy pieczątka - ważne jedynie, kto ją ma i używa... czyli ktokolwiek kto się do niej dorwie. Dlatego kiedy robiła się sytuacja sporna należało przede wszystkim zabezpieczyć pieczęcie.
Przynajmniej o tym jest w tej książce:
http://www.biblionetka.pl/book.aspx?id=50448
Re: Polska wiara w moc pieczątki
Śr, 2009-06-24 08:32 by xpert17
Wiara w moc pieczątki i podpisu jest rzeczą, która nie przestaje mnie dziwić od wielu lat. Mogę tylko powtórzyć swój własny komentarz: dowolną pieczątkę każdy może za kilka złotych wyrobić sobie w punkcie wyrabiania pieczątek na każdym rogu ulicy. Dowolną. I robić przy niej bazgroła długopisem też każdy umie. Nie ma żadnego centralnego repozytorium pieczątek i bazgrołów, nie ma żadnych certyfikatów żeby stwierdzić czy pieczątka i bazgroł są oryginalne, czy nie (co najwyżej po fakcie może to badać grafolog).
Bazgroł nie bazgroł, odpowiedzialnych i tak nie ma.
Śr, 2009-06-24 16:45 by Nemo (niezweryfikowany)
Słuszna racja. Nie mniej jednak trzeba zwrócić uwagę, że pieczęć to podpis urzędu, a bazgroł to podpis urzędnika. Te dwa elementy załatwiają problem ustalenia skąd pochodzi dokument i kto go sygnował. Aczkolwiek sam fakt, kto go sygnował nie ma żadnego znaczenia, bo sygnatariusz nie ponosi żadnej odpowiedzialności. Dlatego też, osobiście uważam, że w przypadku podpisów cyfrowych powinna być cyfrowa pieczęć urzędu, a nie podpis cyfrowy urzędnika z jego funkcją. Tyle tylko, że centra nie zarobiłyby takiej kasy na podpisach cyfrowych :-)

References: art. 6
 art. 10
 art. 3
 art. 5
 art. 105
 art. 119
 art. 38
 art. 3
 art. 132
 Art. 77
 art. 45
 art. 6
 art. 13
 art. 132
 art. 132