Source: http://omp.org.pl/artykul.php?artykul=145
Timestamp: 2018-06-19 19:58:56+00:00

Document:
Obowiązująca obecnie Koncepcja Strategiczna Sojuszu Północnoatlantyckiego została przyjęta w czasie szczytu w Waszyngtonie w 1999 r. Początek XXI w. przyniósł jednak wydarzenia, które stworzyły konieczność redefinicji polityki bezpieczeństwa i obrony państw obszaru transatlantyckiego. Ponadto,
w okresie od 1999 do 2008 r. do Sojuszu przyjętych zostało 12 państw. W ostatnich latach NATO przeszło poważną transformację organizacyjną oraz wojskową. Przeprowadziło również pierwszą operację poza obszarem traktatowym. Z tych względów niezbędna jest co najmniej aktualizacja, a najlepiej uzgodnienie nowej Koncepcji Strategicznej. Jubileuszowy szczyt w Strasburgu-Kehl, który odbył się w kwietniu 2009 r., dał nowemu Sekretarzowi Generalnemu NATO A. F. Rasmussenowi mandat do opracowania nowego dokumentu strategicznego. Obecnie trwają prace koncepcyjne, jednak droga do jego uzgodnienia jest nadal daleka i wyboista.
W swej 60-letniej historii NATO, jego członkowie wypracowali tylko cztery koncepcje strategiczne (w latach: 1952, 1967, 1991 i 1999), ale potrzeba opracowania nowej wydaje się pilniejsza niż kiedykolwiek. Trudny moment, w którym znalazł się Sojusz, a także zmieniająca się mapa i natura zagrożeń dla obszaru transatlantyckiego są wystarczającym powodem, aby przyśpieszyć prace nad nowym dokumentem programowym NATO. Jak stwierdził w lutym 2007 r. Sekretarz Generalny Sojuszu J. de Hoop Scheffer, „prowadzone operacje w Afganistanie i Kosowie dały nam lekcję bezpieczeństwa XXI w. Potrzebujemy wykorzystać ją w naszych głównych dokumentach, aby można było wykorzystać te doświadczenia w praktyce”. Gorącym zwolennikiem wypracowania nowego dokumentu jest aktualny Szef NATO A. F. Rasmussen. Jego osobiste zaangażowanie w ten proces oznacza, że ewentualne fiasko negocjacji będzie odczytane jako jego duża porażka.
Prawdą jest, że misja ISAF (International Security Assistance Force) w Afganistanie jest obecnie kluczowa dla przyszłości Sojuszu. Jednak nie jest to jedyny powód konieczności przygotowania nowej strategii. Ostatnie dwa dokumenty (1991 i 1999 r.) były formą rewitalizacji organizacji i dały instrumentarium do przyjęcia nowych członków oraz podjęcia nowych wyzwań. Pogarszająca się sytuacja w Afganistanie, zaleczone, lecz niezabliźnione konflikty wewnątrz Sojuszu, powstałe wokół amerykańskiej inwazji na Irak w 2003 r. czy wyraźnie inne podejście do kluczowych zagadnień związanych z bezpieczeństwem wśród członków, są wystarczającymi przesłankami uzasadniającymi konieczność ponownej rewitalizacji NATO.
W pracach nad nową Koncepcją Strategiczną przyjęto zasadę, że założenia nowego dokumentu mają być przygotowane przez specjalnie do tego celu powołaną Grupę Mędrców. W zamierzeniu mieli to być niezależni eksperci, delegowani przez część państw (12) NATO, niezwiązani prostymi instrukcjami dyplomatycznymi, ale wnoszący raczej intelektualny wkład do nowego dokumentu. Wśród nich znalazł się Adam D. Rotfeld, który cieszy się zasłużoną pozycją i autorytetem międzynarodowym. Daje to gwarancję, że nasz sposób postrzegania zagrożeń i wizja Sojuszu będą przynajmniej odpowiednio wyartykułowane. Jest to szczególnie istotne w sytuacji, gdy Europa Środkowo-Wschodnia jest reprezentowana jedynie przez Polaka i Łotysza. Skład Grupy odzwierciedla bowiem nie tylko znaczenie poszczególnych państw (dominuje tzw. stare NATO), ale także priorytety geograficzne organizacji. Obecność praktycznie wszystkich państw basenu Morza Śródziemnego (kosztem Europy Centralnej czy Północnej) wskazuje na znaczenie tego regionu w strategicznym myśleniu o działaniu Sojuszu. Na marginesie można zauważyć, że podobną tendencję obserwujemy na forum UE, gdzie Partnerstwo Wschodnie jest traktowane marginalnie, podczas gdy Unia dla Śródziemnomorza pozostaje jednym z ważniejszych projektów unijnych.
Na uwagę zasługuje również udział ekspertów, którzy nie są ściśle związani z dziedziną bezpieczeństwa międzynarodowego. Wybór osób specjalizujących się w biznesie (Holender), prawach człowieka (Kanadyjka), promocji demokracji (Hiszpan) czy kultury (Francuz) pokazuje, że w zamyśle Sekretarza Generalnego NATO nowa Koncepcja Strategiczna nie może ograniczać się jedynie do rozstrzygnięć w kilku kluczowych kwestiach militarno-politycznych, ale musi być szerszą wizją działania organizacji politycznej, wyrażającej postulaty i interesy całego świata demokratycznego.
Należy podkreślić, że założenia nowego dokumentu, które zostaną przedstawione SG w raporcie do końca kwietnia 2010 r., są jedynie pierwszym, wstępnym etapem prac. Sekretarz ma następnie przeprowadzić konsultacje z wszystkimi rządami państw członkowskich w celu uzyskania akceptacji dla tez strategii. Optymalnym terminem przyjęcia nowego dokumentu programowego jest zaplanowany na grudzień 2010 lub styczeń 2011 r. szczyt Sojuszu w Lizbonie. Dotrzymanie tego terminu będzie trudne, lecz możliwe.
Sojusz obronny czy sojusz wspólnych interesów?
Jednym z najważniejszych dylematów, które pozostają do rozstrzygnięcia, jest kwestia charakteru Sojuszu. W swych początkach był on organizacją typowo obronną, jednak po zakończeniu zimnej wojny, w czasach wzrostu znaczenia zagrożeń asymetrycznych, pojawiła się – forsowana przez Stany Zjednoczone – koncepcja NATO jako „globalnego policjanta”. Problem użycia siły militarnej w działaniach nieobjętych postanowieniami art. 5 traktatu waszyngtońskiego pozostał nierozstrzygnięty w dokumencie z 1999 r. Wydarzenia 11 września 2001 r. i rozpoczęcie przez USA globalnej wojny z terroryzmem zmuszają jednak do jasnej odpowiedzi na pytanie: czy Sojusz ma ograniczać się do obrony własnego terytorium (kolektywna obrona)? Waszyngton, wspierany przez część członków NATO (m.in. Wielką Brytanię), stoi na stanowisku, że organizacja powinna być wspólnotą wartości i interesów, i być zdolna do interweniowania w ich obronie nawet poza obszarem transatlantyckim. Jeśli nowe wyzwania XXI w., związane z terroryzmem oraz proliferacją broni masowego rażenia (BMR), miałyby stanowić główne priorytety Sojuszu, koncepcja amerykańska powinna być logiczną tego konsekwencją. Tymczasem wśród państw tzw. „starej” Europy, a przede wszystkim w Niemczech i Francji, wzbudza ona bardzo duże kontrowersje. Pierwsze zdanie z Europejskiej Strategii Bezpieczeństwa z grudnia 2003 r. stwierdza, że „Europa nigdy nie była tak prosperująca, tak bezpieczna i wolna”. Dla kontrastu – podobny dokument amerykański (z 2006 r.) rozpoczyna stwierdzenie, że „Ameryka znajduje się w stanie wojny”[1]. Przykład ten dobrze ilustruje odmienne podejście do poczucia zagrożenia po obu stronach Atlantyku, nawet z zastrzeżeniem, że dokument europejski jest starszy. Warto jednocześnie zaznaczyć, że mimo wątpliwości, zarówno Niemcy jak i Francja wysłały swoje wojska do Afganistanu, choć narzuciły ograniczenia, co do ich użycia przez dowództwo misji. Paradoksalnie jednak kraje „starej” Europy nie popierają również powrotu do stricte obronnego charakteru NATO, twierdząc, że obszar euroatlantycki nie może się zamienić w „oblężoną twierdzę”.
Należy wyraźnie podkreślić, że Sojusz stricte obronny staje się właściwie zbędny dla Stanów Zjednoczonych. Bezpieczeństwo kontynentu europejskiego jest jednym z amerykańskich priorytetów, ale Waszyngton oczekuje w zamian zaangażowania Europy w rozwiązywanie problemów globalnych, aktywnej, a nie pasywnej obrony. Oczekiwania te nie zmieniły się, a wręcz nasiliły w pierwszym roku prezydentury Baracka Obamy. Biorąc pod uwagę rolę Ameryki w NATO, rezygnacja z ofensywnych zadań Sojuszu jest mało prawdopodobna. Polska i kraje bałtyckie, które szczególnie po wydarzeniach w Gruzji naciskają na wzmocnienie funkcji obronnych Sojuszu, mogą więc liczyć jedynie na „rozsądne” zbalansowanie zdolności defensywnych i ekspedycyjnych, a nie na powrót do „korzeni” NATO. Dodatkowo wiele państw Europy Zachodniej argumentuje, że wzmocnienie obronnych zdolności Sojuszu byłoby elementem zaostrzającym stosunki z Moskwą. Od 1989 r. Sojusz nie ma bowiem zdefiniowanego wroga, jakim był ZSRR. Z ich punktu widzenia uaktualnienie contingency plans w stosunku do Polski i stworzenie takowych dla krajów bałtyckich czy umieszczenie nowych baz NATO w tym regionie miałoby być odczytane na Kremlu jako początek nowej konfrontacji. Dodatkowo w Europie Zachodniej panuje przekonanie, że państwa bałtyckie są „nie do obrony” z wojskowego punktu widzenia. Z tego względu kraje takie, jak Niemcy, Francja, Włochy czy Belgia, które dążą do polepszenia stosunków z Rosją, będą sprzeciwiać się tego typu inicjatywom.
Z punktu widzenia interesów RP, zapisy art. 5 traktatu waszyngtońskiego są jedną z kluczowych kwestii. W naszym rozumieniu, od tego, jak będzie on interpretowany, zależeć będzie status bezpieczeństwa nowych członków Sojuszu. W opinii przychylnego nam Rona Asmusa, od tego, czy NATO będzie w stanie zapewnić bezpieczeństwo Europy Środkowo-Wschodniej, uzależniona jest wiarygodność Sojuszu. Wynika to z faktu, iż katalog zagrożeń dla państw naszego regionu ma charakter konwencjonalny, a nie asymetryczny. Tymczasem głównym zmartwieniem państw Europy Zachodniej jest globalny terroryzm i proliferacja broni masowego rażenia. Kolektywna obrona jest również (co naturalne) w interesie państw granicznych, do których należy Polska. Szczególne zaniepokojenie wywołała u nas wojna w Gruzji. Nie zmieniła ona jednak w sposób przez nas oczekiwany percepcji bezpieczeństwa wśród państw starego NATO. Wobec powyższego, ciężar podtrzymania dyskusji, nawet w warunkach zachodniego oporu w tej materii, na temat kolektywnej obrony i art. 5 traktatu waszyngtońskiego spoczywa na państwach naszego regionu. Polska ma szczególne prawo do artykułowania tej kwestii, gdyż wypełnia obowiązki sojusznicze także w obszarach, które nie należą do pierwszego rzędu naszych priorytetów (np. Afganistan). Powinniśmy zatem domagać się wzajemnej solidarności i zrozumienia także w tych kwestiach, które są ważne dla
Stwierdzenie, iż jak dotąd XXI w. jest okresem zagrożeń asymetrycznych to truizm. Powaga tego problemu została już dostrzeżona w dokumencie z 1999 r., jednak wydarzenia początku tego stulecia sprawiły, że dotychczasowe podejście Sojuszu do kwestii takich, jak terroryzm, bezpieczeństwo energetyczne, proliferacja BMR czy bezpieczeństwo cybernetyczne – stało się nieefektywne. Tu jednak także dają znać o sobie transatlantyckie różnice w percepcji zagrożeń. Podczas gdy USA od 7 lat znajdują się w stanie „wojny z globalnym terroryzmem”, jedynie nieliczne kraje europejskie w sposób rzeczywisty tę wojnę wspierają. Z drugiej strony wydaje się, że obecnie Sojusz postawił sobie zbyt wiele zadań w stosunku do możliwości, które oferują jego członkowie.
Kluczową sprawą będzie więc ustalenie rzeczywistych priorytetów i zagrożeń oraz przygotowanie właściwych narzędzi do stawienia im czoła. Należy uniknąć sytuacji, w której NATO będzie zajmowało się wszystkim, a w rezultacie – niczym. Oczywiście wybór tych priorytetów jest jednym z powodów długotrwałych i bezowocnych prac nad nową Koncepcją Strategiczną. Członkowie Sojuszu mają bowiem odmienną percepcję zagrożeń. Dla przykładu – dla Polski jednym z głównych problemów jest bezpieczeństwo energetyczne, podczas gdy Niemcy czy Francja bardzo niechętnie podejmują dyskusję na ten temat na forum NATO. Warto natomiast zauważyć wspólne działania na rzecz obrony przed atakami cybernetycznymi, czego przejawem jest między innymi tegoroczna decyzja o utworzeniu natowskiego centrum walki z cyberterroryzmem w Estonii, które ma osiągnąć pełne zdolności operacyjne do końca bieżącego roku.
Z punktu widzenia Polski, choć rozumiemy wagę zagrożeń asymetrycznych, kwestie terroryzmu czy proliferacji broni masowego rażenia nie znajdują się na czele listy zagrożeń w najbliższych latach. Pamiętać oczywiście należy, że w największych zamachach w 2001 r., 2003 r. i 2005 r. (USA, Hiszpania, Wielka Brytania) ginęli polscy obywatele. Nasz udział w wojnie w Iraku i Afganistanie wynika jednak w większym stopniu z konieczności współpracy z USA, niż realnych interesów. Dla Warszawy najważniejszą kwestią pozostanie na długie lata bezpieczeństwo energetyczne. Stąd Polska od wielu lat konsekwentnie podnosi tę kwestię na forum NATO. Sukcesem naszych starań jest to, iż od kilku lat, w każdej deklaracji końcowej szczytów Sojuszu znajdują się odniesienia do tego problemu. Naszym zdaniem NATO powinno odegrać swoją rolę w ochronie infrastruktury krytycznej, stanowiącej łatwy cel terrorystów, ale także będącej elementem rozgrywki politycznej (vide przypadek rafinerii Możejki). Dodatkowo w interesie Polski jest upowszechnienie zasady solidarności energetycznej, na wypadek odcięcia państwa lub państw Sojuszu od dostaw gazu lub ropy.
Osobną kwestią jest włączenie asymetrycznych zagrożeń do katalogu spraw objętych art. 5 traktatu waszyngtońskiego. Do rozstrzygnięcia pozostaje problem, czy np. atak cybernetyczny lub odcięcie dostaw surowców energetycznych powinno być przesłanką do uruchomienia kolektywnej obrony, czy tylko konsultacji i odpowiednich działań wspierających.
Nakreślenie obszarów działania Sojuszu pozostanie pustym gestem, jeśli nie zostanie poparte skutecznym działaniem. Jest to obecnie jeden z największych problemów NATO, zarówno na poziomie decyzyjnym, jak i operacyjnym. Jednomyślność przy podejmowaniu decyzji w naturalny sposób spowalnia i „stępia” działania Sojuszu. Wykorzystywanie organizacji do partykularnych interesów może powodować jednak poważniejsze problemy, co widać doskonale na przykładzie blokowania przez Grecję członkostwa Macedonii w Sojuszu. Wymóg kolektywnych decyzji nie byłby jednak aż tak dotkliwy, gdyby sojusznikom udało się wypracować katalog wspólnych interesów, które byłyby później konsekwentnie realizowane. Tymczasem wojna w Gruzji pokazała wyraźnie, że Sojusz, który funkcjonuje względnie dobrze w „normalnych” warunkach, reaguje z dużym opóźnieniem i nieefektywnie w przypadku kryzysu. W opinii części krajów brak pozytywnej decyzji w sprawie Planu Działań na Rzecz Członkostwa (MAP) dla Gruzji na szczycie w Bukareszcie (kwiecień 2008 r.) zachęcił Rosję do agresywnych działań przeciwko temu krajowi. Kryzys ten powinien więc być nie tylko impulsem do poprawy efektywności NATO, ale może uświadomić sojusznikom konieczność jedności i wspólnego działania na rzecz transatlantyckich pryncypiów oraz pomóc w ich ponownym zdefiniowaniu.
Poza problemami politycznymi, słabość NATO polega również na braku zdolności do wypełniania nawet uzgodnionych zadań i celów. Fiasko amerykańskiej próby implementacji bardziej aktywnej roli Sojuszu najlepiej ilustrują losy NATO Response Force (NRF). Te siły szybkiego reagowania miały być zasilane przez członków oraz gotowe do działania w czasie kryzysu. Tymczasem nie zostały one praktycznie ani raz wykorzystane, a kolejne zmiany są coraz mnie liczne i kompletowane z coraz większymi trudnościami. Część krajów zasadnie wątpi w sens utrzymywania bezużytecznych NRF. Niezbędne wydaje się w tej sytuacji przemyślenie samej koncepcji istnienia tych sił, bądź przynajmniej zasad ich wykorzystania[2]. Kolejną kwestią są tzw. ograniczenia narodowe, nakładane na kontyngenty wojskowe w ramach misji Międzynarodowych Sił Wsparcia Bezpieczeństwa (ISAF). Choć z jednej strony wszyscy zgadzają się, że operacja w Afganistanie jest kluczowa dla przyszłości Sojuszu, to z drugiej część krajów (np. Niemcy czy Włochy) wprowadza ograniczenia w działaniu swoich wojsk biorących w niej udział. Powoduje to nie tylko poważne zagrożenie dla zdolności operacyjnych, ale także rozbija jedność polityczną Sojuszu. Brak solidarności w wypełnianiu powinności stwarza poczucie istnienia dwóch kategorii członków, z których tylko jedna ponosi rzeczywiste ciężary działań.
Powyższy problem nie wynika jedynie z mentalnej niechęci europejskich społeczeństw do ponoszenia kosztów (finansowych i ludzkich) operacji wojskowych Sojuszu. Waszyngton od lat bezskutecznie wzywa europejskich sojuszników do budowy silnego europejskiego filara NATO i zwiększenia wydatków na obronę. Podczas gdy USA wydają na ten cel ok. 4% PKB, Francja i Wielka Brytania osiągają poziom ok. 2,5%, a Niemcy 1,5%[3]. Nie jest oczywiście przesądzone, jaki poziom tych wydatków powinien być normą. Jednak ambicje UE w dziedzinie bezpieczeństwa i obrony bez odpowiednich nakładów nie będą zrealizowane. Trudno jest także zapewnić właściwe finansowanie rozległej agendy działań Sojuszu. W nowej Koncepcji Strategicznej jedynym rozwiązaniem wydaje się albo znaczne ograniczenie zadań, albo zwiększenie nakładów. W innym przypadku NATO pozostanie organizacją głównie polityczną, aczkolwiek w rzeczywistości bezsilną.
Proces transformacji Sojuszu leży oczywiście w interesie Polski, ważne jest jednak, aby nadać mu odpowiedni kierunek. Absolutnie powinniśmy popierać rozwijanie zdolności ekspedycyjnych. Pamiętać należy, że służą one nie tylko do działań w Afganistanie, ale przede wszystkim są warunkiem efektywnego wypełniania zadań związanych z art. 5 traktatu waszyngtońskiego. Stąd za zasadne należy uznać reformy zmierzające do odbudowania idei NRF, gdyż siły te powinny być używane jako pierwsze w ewentualnych przypadkach wymuszających uruchomienie procedur kolektywnej obrony. Negatywnie z kolei odnosimy się do idei tworzenia sił uniwersalnych, gdyż z polskiego punktu widzenia jest to niepotrzebne, nieuzasadnione potrzebami mnożenie kosztów. Przychylnie natomiast należy potraktować próby odchudzenia struktur dowódczych i biurokratycznych, gdyż nie tylko spowalniają one reakcje i działania Sojuszu, ale „przejadają” środki, które powinny być przeznaczone np. na budowę infrastruktury na terytorium nowych państw członkowskich.
Światowe partnerstwo
Niezbędne wydaje się również stworzenie stałych i realnych ram współpracy z innymi partnerami na arenie międzynarodowej. Chodzi tu przede wszystkim o organizacje międzynarodowe, takie jak UE, ONZ czy Bank Światowy. Jest oczywiste, że ambitne założenia „kompleksowego podejścia” do rozwiązywania problemów nie są możliwe do zrealizowania siłami samego Sojuszu. Koncepcja jest naturalnie słuszna, gdyż lata działań amerykańskich w Iraku i Afganistanie udowodniły, że siła militarna (choćby i największa) nie jest wystarczającym środkiem do stawienia czoła wyzwaniom XXI w. Aby skutecznie ją realizować, konieczna jest jednak współpraca z wyżej wymienionymi organizacjami. Dysponują one środkami i instrumentami niezbędnymi między innymi do budowy instytucji państwowych, organizacji służb bezpieczeństwa czy odbudowy gospodarczej. Jako organizacje w znacznie mniejszym stopniu, niż NATO, zdominowane przez Stany Zjednoczone, są także dla wielu krajów bardziej wiarygodnym partnerem do współpracy. Koordynacja działań powinna być o tyle łatwiejsza, że najbardziej znaczącymi członkami wszystkich wymienionych organizacji są te same kraje. Właściwe ustalenie zadań pozwoli na uniknięcie dublowania struktur i wydatków, a Sojusz będzie mógł ograniczyć się do roli organizacji polityczno-wojskowej.
Uregulowania wymaga także kwestia współpracy z krajami, które wspierają NATO w najtrudniejszych misjach. Można do nich zaliczyć np. Australię, której 1000 żołnierzy walczy bez nałożonych ograniczeń w Afganistanie. Jeśli NATO zdecyduje się na kierunek globalny, stworzenie prawno-instytucjonalnych ram kooperacji z krajami takimi, jak Australia, Japonia, Korea Południowa czy Nowa Zelandia będzie koniecznością.
W tym kontekście zastanawiać muszą nienajlepsze stosunki Sojuszu z Unią Europejską. W sytuacji, gdy 21 państw należy jednocześnie do obu organizacji, wydaje się, że współpraca ta powinna układać się zdecydowanie lepiej. Prawdą jest, że unilateralne działania administracji George’a W. Busha, które doprowadziły do podziałów w Sojuszu, w znacznej mierze przyczyniły się do obecnego stanu rzeczy. Niemniej rok prezydentury B. Obamy, z którą wiązano nadzieje na poprawę relacji transatlantyckich, nie przyniósł na razie przełomu w tej kwestii. Nowa Koncepcja Strategiczna powinna odnieść się do relacji z UE, gdyż jest to nie tylko najbardziej naturalny partner pod względem ideologicznym, ale może stanowić cenne uzupełnienie zdolności militarnych, jakie oferuje NATO, o wartości cywilne. Należy jednak podkreślić, że istnieje szereg czynników po stronie unijnej, które uniemożliwiają poprawę relacji. Do najważniejszych z nich zaliczyć można słabość Unii, wewnętrzne spory, a także dążenie części państw do zbudowania autonomicznej europejskiej polityki bezpieczeństwa. Tymczasem, choć wzmocnienie zdolności UE jest pożądane, to orientowanie tego procesu w opozycji do Stanów Zjednoczonych i NATO jest strategicznym błędem.
Z perspektywy czasu, wojna w Gruzji stała się tylko niemiłym antraktem, a nie przełomem w świadomości państw zachodnich odnośnie relacji z Rosją. W Sojuszu możemy obserwować stałe dążenie do zacieśniania stosunków z Federacją Rosyjską, a jednym z głównych orędowników otwarcia pozostaje nowy Sekretarz Generalny NATO, A. F. Rasmussen. Jego programowe przemówienie z 18 września 2009 r. zdziwiło w swej wymowie nawet waszyngtońskich zwolenników resetu. Wobec prorosyjskiej postawy niektórych państw Sojuszu, problem właściwego i rozsądnego ułożenia relacji z Moskwą może stać się jednym z kluczowych problemów nowej strategii NATO.
Z polskiego punktu widzenia, Rosja pozostaje pożądanym i wartościowym partnerem Zachodu w wielu kwestiach międzynarodowych, jednak idea współpracy musi zostać z jednej strony poparta wiarygodnym czynnikiem odstraszania, z drugiej zaś uwarunkowana wypełnianiem przez Rosję podstawowych norm, jakie obowiązują wśród państw cywilizowanych. W tym kontekście warto przypomnieć, że FR do tej pory nie wypełniła wszystkich punktów porozumienia gruzińskiego. Koniecznym jest natomiast podkreślenie, że otwartość Sojuszu zderza się (nadal!) z konfrontacyjną polityką Kremla. Wielkie manewry wojskowe z 2009 r. skierowane są przeciw państwom NATO, a sam Sojusz wciąż jest uznawany przez moskiewskich strategów za głównego wroga i zagrożenie dla rosyjskich interesów.
Z tego powodu, Polska i inne państwa regionu muszą dążyć do tego, aby nowa Koncepcja Strategiczna nie stała się instrumentem wpływu Rosji na decyzje NATO. Postulaty Kremla dotyczące dalszego rozszerzenia Sojuszu czy propozycje zawierania traktatów między Rosją a NATO, w których ujęte byłyby jednostronne koncesje państw zachodnich na rzecz Moskwy, są z gruntu nie do przyjęcia. Za absolutnie konieczne należy w tym kontekście uznać podtrzymanie polityki „otwartych drzwi” Sojuszu oraz zasady, iż o polityce bezpieczeństwa NATO decydują jego członkowie i ich interesy, a nie państwa trzecie.
W tym kontekście warto również podnieść kwestię taktycznej broni nuklearnej. W Europie Zachodniej trwa obecnie debata nad wycofaniem amerykańskich pocisków tego typu, które są uznawane przez niektórych za „relikt zimnej wojny”. Tymczasem broń jądrowa musi pozostać w arsenale odstraszania Sojuszu. W cieniu dialogu mocarstw na temat strategicznej broni nuklearnej istnieje bowiem problem braku informacji na temat zasobów uzbrojenia taktycznego tego typu. Ostatnie manewry wojskowe za naszą wschodnią granicą, a także obniżenie tzw. progu nuklearnego przez Rosję wskazują na istotne znaczenie tej kwestii, która powinna stać się jedną z kluczowych spraw w dyskusji nad nową Koncepcją Strategiczną.
Kiedy nowa strategia?
Wymienione wyżej kwestie to tylko zarysowane kluczowe dylematy dzisiejszego NATO, które wymagają uzgodnienia, a następnie realizacji. Nowa Koncepcja Strategiczna powinna stać się impulsem do przezwyciężenia marazmu, w jakim znajduje się Sojusz. W chwili obecnej prace koncepcyjne Grupy Mędrców toczą się zgodnie z planem, ale skala wyzwań, różnice w najbardziej kluczowych kwestiach, a także różne uwarunkowania międzynarodowe mogą spowodować, iż uzgodnienie finalnego dokumentu zostanie odłożone w czasie.
Warto mieć świadomość, iż podziały w NATO, które uwidoczniły się w latach 2002-2003, miały szersze podłoże, niż tylko niechęć części przywódców europejskich (J. Chirac, G. Schröder). Echa tych różnic w świecie transatlantyckim nadal pobrzmiewają w dyskusjach o przyszłości Sojuszu. Dodatkowo olbrzymie różnice w percepcji zagrożeń i priorytetów występują pomiędzy państwami Europy Zachodniej i Środkowo-Wschodniej. Sytuacja ta spowodowała, że dyskusja o nowym dokumencie strategicznym była odkładana w czasie, co argumentowano obawą, by nie stała się ona źródłem jeszcze głębszego podziału wewnętrznego.
Bieżące problemy są drugą z przyczyn, dla których debata strategiczna nie znajduje swego właściwego miejsca na forum Sojuszu. Przed szczytem w Bukareszcie w 2008 r. prace nad nowym dokumentem programowym znajdowały się w agendzie spotkania, ale po raz kolejny nie wystarczyło na nie czasu. Aktywność Sojuszu ostatnio zdominowana jest przez misję w Afganistanie, w którym sytuacja oddziałów koalicji komplikuje się. Notoryczny niedobór sił i środków, ograniczenia narzucane przez poszczególnych sojuszników na własne kontyngenty czy wreszcie ocena realizacji strategii w rejonie afgańsko-pakistańskim (AFPAK), będą sprawami absorbującymi państwa członkowskie w perspektywie najbliższych lat. Na rzeczową i konstruktywną debatę o przyszłości może znowu zabraknąć czasu.
Kolejnym zagrożeniem dla procesu opracowania nowej strategii może być stosunek Waszyngtonu do rewitalizacji Sojuszu. Temat ten jest istotny dla wąskiej grupy ekspertów w Stanach Zjednoczonych, a rozczarowanie B. Obamy postawą europejskich sojuszników (amerykański prezydent zapowiedział już, że nie weźmie udziału w szczycie Stany Zjednoczone – Unia Europejska) w kwestii Afganistanu spycha problem relacji transatlantyckich na dalszy plan. Brak determinacji najważniejszego członka NATO może w konsekwencji zdeprecjonować cały proces, nawet jeśli dokument zostanie ostatecznie podpisany.
Bez wątpienia nowy dokument strategiczny jest Sojuszowi niezbędny. Oczywiście należy zachować umiar w oczekiwaniach co do jego rzeczywistego znaczenia. Papier jest jak wiadomo cierpliwy, a nawet najbardziej słuszne zapisy nie będą znaczyć wiele, jeśli nie zostaną wsparte wolą polityczną oraz zdolnościami koniecznymi do ich realizacji. Mimo tego uzgodnienie treści Strategii stanowiłoby podstawę do rewitalizacji Sojuszu, ponowne potwierdzenie więzów łączących jego członków, a także celów, wartości i zasad kierujących państwami transatlantyckiej wspólnoty bezpieczeństwa. Pozwoliłoby także na bardziej spójną postawę Sojuszu wobec innych podmiotów międzynarodowych.
NATO jest wartością, którą wszyscy członkowie powinni chronić. Wbrew krytykom, Sojusz w ciągu 61 lat swego istnienia wypełnił zadania, jakie przed nim postawiono. Podkreślić trzeba, że pierwotnym i podstawowym obszarem działania jest obrona terytorium własnych członków. Afganistan nie jest, jak tego chcą niektórzy, testem NATO, a jedynie zadaniem do wykonania. Ewentualne fiasko nie spowoduje rozpadu Sojuszu. Z tego punktu widzenia istotne jest, aby – podtrzymując wolę zwycięstwa w Afganistanie – nie podporządkowywać temu celowi wszystkiego. Kosztem pokonania talibów nie może być spadek zdolności NATO, jakie wynikają z art. 5 TW. Bolesną lekcję przeżyła Gruzja, której najlepsi żołnierze, wyszkoleni do działań pustynnych, zawiedli w obronie własnej ziemi. Nie możemy dopuścić, by ta lekcja powtórzyła się w ramach NATO.
Dalsze trwanie i wzmacnianie Sojuszu jest szczególnie istotne dla państw takich, jak Polska. Wycofanie się Stanów Zjednoczonych z Europy spowodowałoby konieczność prze­definiowania polityki bezpieczeństwa państw Starego Kontynentu, co byłoby najbardziej kosztowne dla członków średnich i małych. Za absolutnie niezbędne należy uznać odnowienie woli politycznej państw członkowskich. Sukces, jakim byłoby przyjęcie nowej, wiarygodnej i spójnej Koncepcji Strategicznej, byłby znaczącym początkiem tego procesu. Polska powinna pozostać zatem jednym z głównych państw, które będą do tego dążyć, gdyż silny Sojusz jest jednym z głównych filarów naszego bezpieczeństwa.
[1] Peter van den Ham, NATO and the Madonna curve; why a New Strategy Concept is vital, „NATO Review”, marzec 2008 r.
[2] W chwili obecnej, koszty użycia NRF spadają na kraje, które dostarczyły dane komponenty tych sił. W tej sytuacji bardzo trudno uzyskać zgodę na wykorzystanie sił NRF. Rozwiązaniem mogłoby być solidarne ponoszenie wydatków.
[3] Dane za rok 2007, za: CIA World Factbook 2007.

References: art. 5
 art. 5
 art. 5
 art. 5
 art. 5
 art. 5