Source: http://docplayer.pl/898065-Gazeta-dolnoslaskiej-izby-lekarskiej.html
Timestamp: 2018-04-25 14:44:55+00:00

Document:
1 Nr 5/2015 (298) maj 2015 Gazeta Dolnośląskiej Izby Lekarskiej egzemplarz bezpłatny
2 Reklama WROCŁAW Klinika Leczenia Niepłodności nr 1 w Polsce! średnia skuteczność programu in vitro 53% w Klinikach INVICTA dr Joanna Liss, Kierownik Laboratorium In Vitro INVICTA Klinika Leczenia Niepłodności INVICTA Wrocław, ul. Grabiszyńska 208, T: , E:
3 SPIS TREŚCI Ważne komunikaty 4 PUŁAPKI CODZIENNEJ PRAKTYKI LEKARSKIEJ:» Pułapki codziennej praktyki lekarskiej z perspektywy odpowiedzialności zawodowej 5» Internista powinien być dociekliwy 7» Nie zapominajmy o badaniach podstawowych! 9» Błędy diagnostyczne i terapeutyczne a odpowiedzialność lekarza 12 WYWIAD MEDIUM":» Każdy przypadek jest inny. Warto o tym pamiętać! Wywiad z lek. Wojciechem Kowalikiem 16 WYDARZYŁO SIĘ:» Pakiet onkologiczny i kolejkowy zaskarżony Naczelna Rada Lekarska złożyła wniosek do Trybunału Konstytucyjnego 19» Dom Lekarzy Europejskich w Brukseli uroczyście otwarty 19» Nowatorska operacja w 4. WSK. Pierwsza taka w Polsce! 19» Katedra Radiologii ma nowe sale seminaryjne, a te swoich patronów 20» Mapa potrzeb zdrowotnych Dolnego Śląska przygotowania do prac w toku 20» Wielkie święto nauki V Międzynarodowa Studencka Konferencja Naukowa Młodych Naukowców oraz XX Ogólnopolska Konferencja Studenckich Kół Naukowych Uczelni Medycznych 21» II Mistrzostwa Dolnego Śląska Lekarzy w Squashu rozegrane 22» Narciarski Primaaprilisowy Bieg Lekarzy 22» Spotkanie ministerialnego Zespołu ds. młodych lekarzy 22 VI Niemiecko-Polskie Sympozjum w Görlitz:» VI Niemiecko-Polskie Sympozjum w Görlitz za nami 23» Przesłanie prof. dr. hab. Jerzego Buzka 23» VI Niemiecko-Polskie Sympozjum w Görlitz fotoreportaż 24 System ochrony zdrowia:» Interna konieczne nowe wyceny procedur i więcej łóżek 27 Prawo na co dzień 31 Zjazdy absolwentów AM we Wrocławiu 33 Uchwały DRL i Prezydium DRL 35 Kursy 36 Konferencje i szkolenia 37 Konferencje i szkolenia stomatologiczne 38 Felietony 40 Pro memoria 41 WSPOMNIENIA POŚMIERTNE:» Lek. Jan Juliusz Adamus 42» Lek. Danuta Łańcut-Piekarska 43 Ogłoszenia 45 Wydawca: Dolnośląska Izba Lekarska, Wrocław, ul. Kazimierza Wielkiego 45, tel , fax , redakcja: , Plus Bank: Józef Lula redaktor naczelny Magdalena Janiszewska redaktor/korekta/oprac. graf./reklama Wiktor Wołodkowicz skład i łamanie Tomasz Janiszewski projekt okładki Kolegium redakcyjne: Andrzej Wojnar przewodniczący, Alicja Marczyk-Felba, Andrzej Kierzek, Krzysztof Wronecki, Paweł Wróblewski Redakcja nie odpowiada za treść ogłoszeń, reklam. Nie zwraca materiałów niezamówionych, zastrzega sobie prawo do skracania i adiustacji tekstów, opracowania redakcyjnego oraz zmian w tytułach. Numer zamknięto 28 kwietnia 2015 r. Druk: Zakłady Poligraficzne GREG, ul. Poezji 19, Gliwice, tel , fax Fot. z archiwum Medium WIDZIANE Z KAZIMIERZA 45 O wyborach, władzy, przemijaniu i nie tylko Ostatnio wpadła mi do rąk książka Teresy Torańskiej pt. Byli. Książka z 2006 r. z błyskotliwymi wywiadami z byłymi decydentami i dygnitarzami na temat ich oceny czasów PRL-u. Może warto przypomnieć postać Teresy Torańskiej, zmarłej na początku 2013 r. dziennikarki związanej z Gazetą Wyborczą. Już w latach 70. współpracowała z paryską Kulturą. Była autorką słynnej książki pt. Oni, zawierającej wywiady-rozmowy z komunistami, którzy z Polski zrobili PRL. Pamiętam, jak w czasach stanu wojennego z wypiekami na twarzy czytałem tę książkę, wydaną oczywiście w tzw. drugim obiegu. Potem była książka pt. My o ekipie solidarnościowej, która przejęła w Polsce władzę po 1989 r. Ostatnią, niestety niedokończoną, była książka pt. Smoleńsk. Publikacja wydana po śmierci autorki przez męża i jej przyjaciół, w której ukazały się wywiady z ludźmi obozu władzy i opozycji, którzy opowiadali o tragicznym dniu 10 kwietnia 2010 r. Niestety w tej książce ukazały się tylko dokończone i autoryzowane wywiady, jakie przeprowadziła T. Torańska. Ale i tak jest to fantastyczna lektura, która próbuje oddać atmosferę tego dnia i następnych. Dla zrozumienia naszej wojny polsko-polskiej uważam, że lektura obowiązkowa. W ramach przygotowań do VI Niemiecko-Polskiego Sympozjum Przeszłość zrozumieć przyszłość kształtować, które tym razem odbyło się w Görlitz (o sympozjum wewnątrz Medium ), miałem okazję spotkać się z byłą panią premier Hanną Suchocką. Razem z jej asystentem panem Maciejem Musiałem, zjedliśmy obiad w restauracji hotelu Kolegiacki w Poznaniu. Świetna kuchnia polecam. Tematem spotkania był udział pani premier w tym sympozjum. Już dużo wcześniej poprosiliśmy panią premier o wygłoszenie wykładu pt. Utożsamianie się z Europą wizja czy rzeczywistość? Teraz chodziło już tylko o dogadanie szczegółów. To załatwiliśmy bardzo szybko. Prawie trzygodzinne spotkanie przerodziło się w dyskusję o władzy, jej kulisach, a przede wszystkim o tym, co po kiedy już telefon przestanie dzwonić. Pani premier opowiedziała m.in. sympatyczną anegdotkę, kiedy to razem z byłym premierem Tadeuszem Mazowieckim, jadąc wspólnie tramwajem w Warszawie, próbowali skasować bilety. Musiał to być ciekawy widok: dwóch byłych premierów Wolnej Polski walczy w tramwaju z kasownikiem. I wreszcie jesteśmy (na szczęście) na finiszu kampanii wyborczej o najwyższy urząd w Polsce urząd Prezydenta RP. Wiem, że na swój sposób uprawiam masochizm, śledząc spoty reklamowe kolejnych bardziej znanych lub prawie wcale nieznanych kandydatów. Ale mnie to wciąga i wcale nie uważam, że kolejna kampania wyborcza w Polsce jest bezbarwna i nudna. Trzeba tylko wykazać się odrobiną cierpliwości. Z racji funkcji prezesa szczególnie interesują mnie wypowiedzi kandydatów dotyczące ochrony zdrowia. Warto słuchać, aby zastanowić się chociaż, czy ktoś nas traktuje naprawdę poważnie i nie obraża naszej inteligencji. Tym bardziej że w tym roku jesienią mamy jeszcze jedne wybory parlamentarne. Dlaczego piszę o tym wszystkim? Piąta rocznica katastrofy smoleńskiej, spotkanie z byłą panią premier, kampania wyborcza i książka T. Torańskiej nastroiły mnie dosyć refleksyjnie. Tak sobie myślę: co jest istotą sprawowania władzy? Większej lub mniejszej oczywiście. Czemu władza ma służyć? Czy ma to być: realizacja idei Dobra? To Platon. Czy może: zdobycie, zachowanie i umocnienie władzy? To N. Machiavelli. Tu posiłkuję się definicją słowa polityka według Wielkiej Encyklopedii PWN. Jak widać możliwości jest wiele. Na koniec jednak pozwolę sobie zacytować wypowiedź jednego z rozmówców T. Torańskiej z książki pt. Byli: No wie pani, kiedy się przychodzi do pracy w rządzie, to człowiek na początku wstydzi się prosić sekretarkę, by z kimś połączyła. Bo przecież mam palec i kręcę. Żadna fatyga. Potem człowiek nie umie już kręcić i jak nie ma sekretarki, to nie dzwoni i czeka, aż ona wróci. Ja na szczęście sam wykręcam numery telefonów chociaż nie do wszystkich.
4 Ważne komunikaty UWAGA! 1 stycznia 2015 roku zmieniła się wysokość obowiązkowej składki członkowskiej! Zgodnie z uchwałą Naczelnej Rady Lekarskiej nr 27/14/VII z 5 września 2014 r. 1 stycznia 2015 r. zmieniła się wysokość składki członkowskiej na rzecz izby lekarskiej. Uchwała ustala wysokość składki obowiązującej lekarza lub lekarza dentystę, członka Dolnośląskiej Izby Lekarskiej na 60 zł miesięcznie. Lekarz/lekarz dentysta posiadający ograniczone prawo wykonywania zawodu opłaca składkę w wysokości 10 zł miesięcznie. Stałe zwolnienie z obowiązku opłacania składki przysługuje lekarzowi, który ukończył 75 lat lub został skreślony z rejestru członków Dolnośląskiej Izby Lekarskiej. Czasowe zwolnienie z opłacania składki przysługuje lekarzowi, który złożył oświadczenie, że nie osiąga przychodów z tytułu wykonywania zawodu oraz ze źródeł przychodów wymienionych w przepisach o podatku dochodowym od osób fizycznych, z wyłączeniem renty lub emerytury, w rozumieniu przepisów o emeryturach i rentach z Funduszu Ubezpieczeń Społecznych lub ustaw regulujących zaopatrzenie emerytalne służb mundurowych. Czasowe zwolnienie przysługuje tylko na okres nieosiągania powyżej opisanych przychodów. Lekarz, który przed wejściem w życie uchwały, miał ustaloną miesięczną wysokość składki na kwotę 10 złotych, opłaca składkę w tej kwocie do czasu nabycia prawa do zwolnienia z obowiązku opłacania składki. Lekarz, który przed wejściem w życie uchwały, uzyskał prawo do zwolnienia z obowiązku opłacania składki zachowuje prawo do zwolnienia do czasu zaistnienia zdarzenia skutkującego powstaniem obowiązku opłacania składki. Wszelkie zmiany mające wpływ na wysokość składki członkowskiej należy zgłaszać w Dolnośląskiej Izbie Lekarskiej w terminie do 30 dni. Zmiany te skutkują od pierwszego dnia miesiąca następującego po miesiącu, w którym DRL podjęła stosowną uchwałę. Składkę za dany miesiąc opłaca się do końca tego miesiąca lub z dowolnym wyprzedzeniem. UWAGA! Składki indywidualne numery kont Dolnośląska Izba Lekarska informuje, że wprowadzony został nowy system umożliwiający dokonywanie wpłat składek lekarskich za pomocą indywidualnych kont lekarskich. W tym celu każdy członek Izby otrzymuje indywidualny numer rachunku bankowego, na który należy wpłacać składki. Dzięki takiemu rozwiązaniu składki członkowskie wpływające od Państwa będą natychmiast księgowane przez bank na przydzielonych Państwu indywidualnych (o unikatowym numerze) rachunkach bankowych. Indywidualne konto w celu odprowadzania składek na rzecz DIL nie dotyczy tych lekarzy, którzy opłacają składki za pośrednictwem pracodawcy. Deklaracja dla zakładu pracy dostępna na stronie DIL, zakładka SKŁADKI. Aby poznać swój indywidualny numer rachunku bankowego należy: 1. wejść na stronę: wroc.pl/index.php?co=skladki_konta 2. w białe pole wpisać numer prawa wykonywania zawodu i kliknąć w przycisk: PO- KAŻ INDYWIDUALNY NUMER KONTA. WAŻNE INFORMACJA O OBOWIĄZKACH LEKARZA, LEKARZA DENTYSTY WOBEC OKRĘGOWEJ IZBY LEKARSKIEJ, KTÓREJ JEST CZŁONKIEM Na podstawie art. 49 ust. 5 Ustawy o izbach lekarskich z dnia r. (Dz. U. z 2009 r. nr 219, poz. 1708) lekarz, lekarz dentysta obowiązany jest, w terminie 30 dni, do zawiadomienia okręgowej izby lekarskiej, której jest członkiem o: zmianie nazwiska; zmianie adresu zamieszkania i do korespondencji z podaniem telefonu i adresu poczty elektronicznej; uzyskaniu lub utracie obywatelstwa polskiego; zatrudnieniu przedkładając zaświadczenie wydane przez pracodawcę zawierające datę zatrudnienia, formę zatrudnienia, stanowisko oraz wymiar czasu pracy, a po zakończeniu zatrudnienia świadectwo pracy. W przypadku umowy cywilnoprawnej: kserokopia umowy oraz zaświadczenie o realizowaniu bądź wykonaniu tej umowy; wykonywaniu zawodu wyłącznie w praktyce lekarskiej przedkładając stosowne oświadczenie; zaprzestaniu wykonywania zawodu na czas nieokreślony na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej; utracie dokumentu uprawniającego do wykonywania zawodu; uzyskaniu specjalizacji, stopnia naukowego lub tytułu naukowego; przyznaniu emerytury lub renty przedkładając stosowny dokument (decyzja ZUS bądź aktualna legitymacja emeryta/rencisty); posiadaniu prawa wykonywania zawodu w innym państwie; wykonywaniu zawodu w innym niż Rzeczypospolita Polska państwie członkowskim Unii Europejskiej. Ponadto: 1. lekarz, lekarz dentysta który zrzekł się prawa wykonywania zawodu obowiązany jest do złożenia okręgowej radzie lekarskiej stosownego oświadczenia wraz z dokumentem uprawniającym do wykonywania zawodu, 2. lekarz, lekarz dentysta, który: przerwał wykonywanie zawodu na okres dłuższy niż 5 lat, uprzednio zaprzestał wykonywania zawodu na czas nieokreślony, miał zawieszone prawo wykonywania zawodu, obowiązany jest powiadomić o zamiarze podjęcia wykonywania zawodu właściwą okręgową radę lekarską, 3. lekarz, lekarz dentysta obowiązany jest do bezzwłocznego zwrotu okręgowej radzie lekarskiej izby, której jest członkiem, dokumentu uprawniającego do wykonywania zawodu w przypadku pozbawienia prawa wykonywania zawodu, zawieszenia prawa wykonywania zawodu lub utraty tego prawa, 4. lekarz, lekarz dentysta pełniący czynną służbę wojskową, na czas tej służby, powinien być wpisany na listę członków Wojskowej Izby Lekarskiej, 5. lekarzowi, lekarzowi dentyście nie wolno odstępować dokumentu Prawo wykonywania zawodu lekarza, Prawo wykonywania zawodu lekarza dentysty innej osobie oraz przesyłać go w obrocie krajowym i zagranicznym. UWAGA LEKARZE PROWADZĄCY PRAKTYKI LEKARSKIE! Lekarze prowadzący praktykę lekarską, wpisaną do rejestru podmiotów wykonujących działalność leczniczą, są zobowiązani do przedstawienia organowi rejestrowemu (czyli właściwej okręgowej radzie lekarskiej) dokumentu ubezpieczenia potwierdzającego zawarcie umowy ubezpieczenia odpowiedzialności cywilnej, o którym mowa w art. 25 ust. 1 pkt 1 ustawy z dnia r. o działalności leczniczej. Polisę można przesłać pocztą lub złożyć osobiście w siedzibie Dolnośląskiej Izby Lekarskiej we Wrocławiu przy ul. Kazimierza Wielkiego 45 (I piętro, pokój 1.05.). Dokument ten można również przesłać w formie skanu bądź zdjęcia na adres owy: W temacie proszę wpisać swoje imię i nazwisko oraz dopisać aktualizacja polisy OC. Obowiązek ubezpieczenia powstaje najpóźniej w dniu poprzedzającym dzień rozpoczęcia wykonywania działalności leczniczej. W terminie 7 dni od zawarcia umowy lekarz przekazuje właściwej radzie lekarskiej dokument potwierdzający zawarcie umowy ubezpieczenia wystawione przez ubezpieczyciela. Zgodnie z Rozporządzeniem Ministra Finansów z dnia 22 grudnia 2011 r. w sprawie obowiązkowego ubezpieczenia odpowiedzialności cywilnej podmiotu wykonującego działalność leczniczą minimalna suma gwarancyjna ubezpieczenia OC, w okresie ubezpieczenia nie dłuższym niż 12 miesięcy, wynosi: euro w odniesieniu do jednego zdarzenia, których skutki są objęte umową ubezpieczenia OC, euro w odniesieniu do wszystkich zdarzeń, których skutki są objęte umową ubezpieczenia OC. Jednocześnie przypominamy, że lekarze i lekarze dentyści prowadzący prywatne praktyki zawodowe, zobowiązani są do COROCZNEGO składania kopii aktualnej polisy ubezpieczeniowej, zgodnie z art pkt. 2 ww. ustawy w przypadku niezgłoszenia zmiany danych (aktualizacji polisy OC) organ prowadzący rejestr może, w drodze decyzji administracyjnej, nałożyć na podmiot wykonujący działalność leczniczą karę pieniężną. maj 2015 MEDIU 4 M
5 Pułapki codziennej praktyki lekarskiej Lek. Grzegorz Wrona absolwent Akademii Medycznej w Lublinie, rocznik 1982; w przeszłości dyrektor szpitali w Pile i w Koninie oraz pogotowia ratunkowego w Poznaniu, były wiceprezes Bydgosko-Pilskiej Izby Lekarskiej i Wielkopolskiej Izby Lekarskiej, dwie kadencje na stanowisku przewodniczącego sądu lekarskiego, od roku Naczelny Rzecznik Odpowiedzialności Zawodowej Pułapki codziennej praktyki lekarskiej z perspektywy odpowiedzialności zawodowej z aspektem komunikacyjnym w tle Tekst Grzegorz Wrona Kiedyś, kiedyś, podczas wykładu prof. Mariana Filara usłyszałem, że lekarz może być zaproszony na spotkanie do rzecznika odpowiedzialności zawodowej jeśli: a) nie leczył, choć powinien; b) leczył, choć nie powinien; c) leczył nie tak, jak powinien. Ten oczywisty skrót-przestroga wymaga pewnie rozwinięcia, ale w tym artykule chciałbym podzielić się spostrzeżeniami dotyczącymi innego skrótu. Ten usłyszałem z kolei w wykładzie mojego Przyjaciela, obecnego prezesa Wielkopolskiej Izby Lekarskiej Krzysztofa Kordela, który do wspomnianej triady dodał: d) nie mówił, choć powinien; e) mówił, choć nie powinien. Spostrzeżenia poprzedzam opisem sytuacji, które się wydarzyły, choć nie powinny. PRZYKŁAD I Medycyna ratunkowa podczas interwencji specjalistycznego zespołu ratownictwa medycznego (ZRM) w P. W październikową noc, o godz. 1.40, z powodu ataku padaczki, do 8-letniego dziecka leczonego przewlekle od urodzenia, matka wzywa pogotowie ratunkowe. Chwilę wcześniej dzwoni do męża, który w tym dniu jest w pracy. Atak padaczki jako przyczynę wezwania zapisano w zleceniu wyjazdu, później ustalono, że były to drgawki w przebiegu gorączki u dziecka z rozpoznaną padaczką lekooporną. Wezwanie zostaje przekazane ZRM w minucie zgłoszenia do realizacji. Ponieważ zdarzenie ma miejsce w niewielkim mieście, w którym stacjonuje zespół, wzywająca oczekuje natychmiastowego przyjazdu zespołu. W swojej bardzo obszernej skardze szczegółowo opisuje, w jaki sposób doszło do zachorowania, podkreślając, iż tak dużego napadu padaczkowego u dziecka w przeszłości rodzice nie obserwowali. Stwierdza też, że zgłoszenie nastąpiło o 1.38, a nie o Czas oczekiwania odnosi do wieczności, podkreślając bezradność i świadomość, że nie może pomóc swojemu dziecku. Przed ZRM do domu dotarł ojciec, który Fot. z archiwum autora ponownie skontaktował się z pogotowiem (1.47), i zaraz po rozmowie dostrzegł jadącą bez sygnałów dźwiękowych i świetlnych karetkę. Ojciec oczekiwał na ZRM przed domem. W skardze opisuje opieszałość zespołu w dotarciu do mieszkania. Rodzice zarzucają lekarzowi, że nie zbadał i nie osłuchał pacjenta, nie dokonał kontroli tętna i temperatury, nieprawidłowo dobrał dawkę środka przeciwdrgawkowego (relsed), zlecił rodzicom podanie paracetamolu w czopku, którego nie posiadał w swoim wyposażeniu. W wyniku krótkiej wizyty zapadła decyzja o konieczności przewiezienia pacjenta do szpitala. Do karetki dziecko owinięte w kocyk transportował ojciec, który opisuje, że już w trakcie znoszenia syna zauważył wiotkość, płytki oddech, sztywne oczka. Stwierdza również, że lekarz w karetce zajął miejsce obok kierowcy, zupełnie nie interesując się stanem dziecka. Zarzuca również, iż był czas na powiadomienie szpitalnego oddziału ratunkowego o stanie zagrożenia życia transportowanego dziecka, czego nie zrobiono. Dalsza część skargi dotyczy braku przygotowania szpitalnego oddziału ratunkowego do przyjęcia dziecka w stanie zagrożenia życia, konieczność przeniesienia przez ojca umierającego dziecka na oddział pediatryczny, zastrzeżeń co do czynności resuscytacyjnych. Czynności te nie przyniosły efektu, dziecko uznano za zmarłe. Inaczej opisują zdarzenie ratownicy medyczni twierdząc, że przybycie na miejsce zdarzenia zajęło im 3-4 minuty od chwili przekazania (z karty zlecenia wynika, iż ZRM był na miejscu 1.46), opisują wielkie emocje, na granicy agresji ojca dziecka, ale w zasadzie nie zaprzeczają podawanemu w skardze opisowi stanu dziecka, czynności zespołu, umiejscowieniu członków zespołu w karetce w czasie drogi powrotnej do szpitala. Lekarz natomiast twierdzi, że zbadał dziecko, zaordynował prawidłowe leczenie i we właściwy sposób zabezpieczył pacjenta tak, by móc go obserwować w czasie transportu. Okręgowy rzecznik odpowiedzialności zawodowej wystąpił z wnioskiem o ukaranie lekarza za to, że niewłaściwie, niezgodnie z zasadami wiedzy medycznej udzielał pomocy dziecku w dniu podczas transportu do szpitala poprzez: 1) brak monitorowania 5 M EDIUM maj 2015
6 Pułapki codziennej praktyki lekarskiej podstawowych funkcji życiowych, 2) niezastosowanie zastępczej wentylacji workiem ambu lub respiratorem, czym naruszył art. 8 Kel. Okręgowy sąd lekarski uznał lekarza winnym tego, że nie monitorował podstawowych funkcji życiowych dziecka w czasie transportu, siedząc obok kierowcy a nie przy dziecku i wymierzył karę upomnienia. Od drugiego zarzutu lekarza uniewinnił. W ciągu roku do rzeczników odpowiedzialności zawodowej wpływa ok skarg. Wiele z tych skarg nie zawiera, w ocenie rzeczników, podstawy do wszczęcia postępowania (brak w skardze danych pozwalających na uzasadnione podejrzenie popełnienia przez lekarza lub lekarzy przewinienia zawodowego). Na postanowienie o odmowie wszczęcia postępowania przysługuje pokrzywdzonemu zażalenie do okręgowego sądu lekarskiego. W wielu przypadkach sądy podzielają pogląd rzeczników i oddalając zażalenie, utrzymują w mocy postanowienie o odmowie wszczęcia postępowania. Najczęstszą przyczyną złożenia skargi jest przekonanie skarżącego o niestaranności w diagnostyce lub leczeniu ze strony lekarza. Przekłada się to na wskazanie przez rzecznika we wniosku o ukaranie naruszenia art. 4 ustawy o zawodach lekarza i lekarza dentysty i/lub art. 8 Kodeksu etyki lekarskiej. Skargi na postępowanie lekarzy medycyny ratunkowej są składane równie często jak skargi na postępowanie w zakresie opieki okołoporodowej. Stanowią ok proc. wszystkich postępowań w przedmiocie odpowiedzialności zawodowej. Zaprezentowany przykład skupia jak w soczewce istotność zachowań lekarza i umiejętność nawiązania kontaktu z wzywającym pomoc w sytuacji zagrożenia życia. Truizmem będzie przypominanie, że dla wzywającego ZRM sytuacja jest zawsze ekstremalna, szczególnie wielkie emocje pojawiają się, gdy rodzice proszą o pomoc dla swojego dziecka. Lekarz musi zatem wiedzieć, że prawdopodobnie pierwszym stojącym przed nim zadaniem będzie opanowanie tych emocji, ich rozładowanie, w przeciwnym bowiem razie udzielenie właściwej pomocy będzie utrudnione lub niemożliwe. Potęgującym emocje czynnikiem jest upływający czas do przybycia zespołu. Czas, który dla wzywającego podwaja się lub potraja. Lekarze pracujący w pogotowiu nie raz spotkali się z sytuacją, kiedy wzywający byli zdziwieni szybkością dotarcia ratowników ale takie zachowania dotyczą sytuacji, gdy wzywający we właściwy sposób podejmuje czynności ratownicze przed przybyciem karetki. W opisywanym przypadku czynnik stresu, bezradności i czasu skumulowały się w sposób, który doprowadził do utraty kontroli lekarza nad procesem udzielania pomocy. Lekarz stwierdzał wręcz, że wywierana na nim presja wywołała efekt zastraszenia, które paraliżowało działania. Brak prawidłowego kontaktu między opiekunami dziecka a ZRM skutkował podjęciem czynności transportowych przez ojca. A to przecież ratownicy medyczni, profesjonaliści w tym zakresie, powinni dobrać właściwy sprzęt, właściwą dla stanu dziecka pozycję transportową, umożliwiającą pełną obserwację dynamicznie zmieniającego się stanu i, w razie potrzeby, zainicjowanie odpowiednich czynności. Takiej obserwacji podczas transportu zabrakło. I nie może tłumaczyć lekarza presja jaką wytworzył, zdaniem lekarza, ojciec; przejście do kabiny kierowcy podczas przewożenia dziecka w stanie nagłego zagrożenia zdrowotnego jest oczywistym błędem. Jest, w tym przypadku, finałowym skutkiem braku umiejętności nawiązania współpracy z opiekunami, trudnego w warunkach ratownictwa, uzyskania potrzebnego zaufania, co w efekcie, bez względu na możliwości skuteczności działania, musiało skutkować pretensjami i złożeniem wniosku o wszczęcie postępowań: prokuratorskiego, w przedmiocie odpowiedzialności zawodowej oraz dyscyplinarnej w zakładzie pracy. maj 2015 MEDIU 6 M PRZYKŁAD II Ginekologia Lekarz AB został obwiniony o to, że w dniu w jednej z klinik ginekologicznych, będąc lekarzem kierującym do operacji, asystującym operatorowi oraz mającym częściowo pod opieką pooperacyjną pacjentkę CD, nie dołożył należytej staranności i wnikliwości w opiece przed i pooperacyjnej wobec pacjentki w ten sposób, że nie rozpoznał uszkodzenia moczowodu oraz przetoki moczowodowo-pochwowej, co naraziło pacjentkę na długotrwałe leczenie, tj. o popełnienie przewinienia zawodowego z art. 8 Kel w zb. z art. 4 ustawy o zawodach lekarza i lekarza dentysty. Tu należy wskazać, że okręgowy sąd lekarski zarzut formułował inaczej, przypisując obwinionemu rolę operatora. NSL zarzut zmodyfikował, nie spostrzegając, iż sąd pierwszej instancji rozpatrując pierwotny wniosek o ukaranie, cofnął ten wniosek do ponownej oceny wobec niejasności roli obwinionego w dokumentacji medycznej znajdowały się dwa różne protokoły operacyjne. W jednym z nich obwiniony wskazany został jako operator, w drugim zaś jako pierwsza asysta. Rzecznik zmodyfikował wniosek o ukaranie wskazując rolę obwinionego jako asystującego do zabiegu, lecz sąd orzekający w innym niż poprzednio składzie, nie zwrócił na ten fakt uwagi. Stało się to przyczyną uchylenia orzeczenia sądów lekarskich przez Sąd Najwyższy. Jednocześnie, ponieważ postępowanie trwało ponad pięć lat, Sąd Najwyższy postępowanie umorzył. W ciągu roku do rzeczników odpowiedzialności zawodowej wpływa ok skarg (...). Skargi na postępowanie lekarzy medycyny ratunkowej są składane równie często jak skargi na postępowanie w zakresie opieki okołoporodowej. Stanowią ok proc. wszystkich postępowań w przedmiocie odpowiedzialności zawodowej. Dla naszych rozważań istotne są okoliczności, których nie udało się wyjaśnić. Skarga dotyczyła mianowicie pretensji o to, że kierujący z prywatnego gabinetu do zabiegu lekarz, mimo złożonego zobowiązania nie był operatorem, niewłaściwie opiekował się podczas pobytu szpitalnego, co spowodowało, zdaniem chorej, wszystkie późniejsze powikłania. Chora podkreślała, że zdecydowała się na zabieg ze względu na zaufanie, jakim darzyła obwinionego. Ustawa o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych gwarantuje pacjentowi wybór lekarza POZ, możliwość wyboru lekarza specjalisty w AOS i wybór szpitala. Nie gwarantuje natomiast wyboru lekarza wykonującego świadczenia podczas hospitalizacji. W klinice obowiązywał klasyczny regulamin organizacyjny ustalający zwierzchność ordynatora oddziału. To na ordynatorze ciążył obowiązek ustalenia lekarza prowadzącego, tj. opiekującego się pacjentem podczas jego pobytu w szpitalu, tworzącego dokumentację medyczną, ustalającego zlecenia itp. To na ordynatorze ciążył obowiązek ustalania planów operacyjnych, wskazywania operatora i lekarzy asystujących. To m.in. na ordynatorze ciążył obowiązek wskazywania lekarzy-kierowników specjalizacji, co miało rzeczywisty wpływ na dobór osób sprawujących opiekę i wykonujących świadczenia na rzecz chorej. Zasady te w oczywisty sposób znane były obwinionemu, zatrudnionemu w trybie zwykłej umowy o pracę. Jeśli zatem dać wiarę pokrzywdzonej pacjentce, co zresztą uczyniły sądy lekarskie, co do składanych przez lekarza obietnic osobistej opieki, to obietnice te były bezpodstawne. Nawet jeśli przyjąć, iż obwiniony mógł zakładać, że ordynator właśnie jego wyznaczy do bezpośredniej opieki nad chorą, to w sytuacji, do której doszło, lekarz miał obowiązek poinformować o tym chorą. I w tym więc przypadku niewłaściwy kontakt pomiędzy lekarzem a chorym w sposób jednoznaczny, i najprawdopodobniej w sposób trwały, naruszył tak pożądane dla naszego zawodu zaufanie.
7 INTERNISTA POWINIEN BYĆ DOCIEKLIWY Tekst Piotr Piszko Wopinii wielu lekarzy i znawców medycyny interna uznawana jest za królową nauk medycznych. Każdy lekarz zdający specjalizację z tej dziedziny musi posiadać rozległą wiedzę, obejmującą często zagadnienia bardzo różniące się od siebie. Z drugiej strony z pacjentem mającym schorzenie internistyczne spotyka się lekarz każdej specjalności, a zatem powinien on posiadać przynajmniej podstawową wiedzę z tej dziedziny. Aby prawidłowo leczyć chorego internistycznego należy postawić właściwe rozpoznanie. Można to osiągnąć jedynie poprzez dokładne zapoznanie się z dolegliwościami opisywanymi przez pacjenta. Obowiązuje tutaj pewien schemat, którego pominąć nie można. Po pierwsze należy dokładnie zebrać wywiad od chorego, a gdy jest to niemożliwe, uzyskać dane od rodziny chorego. Każda, nawet z pozoru błaha informacja może w sposób istotny ukierunkować dalsze postępowanie. Po drugie pacjent powinien być bardzo dokładnie zbadany (jak to się mówi: od stóp do głów), nie można niczego pominąć, bo może to mieć duże znaczenie dla dalszego postępowania i wdrożenia odpowiedniego leczenia. Każda nieprawidłowość jest tutaj istotna. Po trzecie należy zaplanować diagnostykę laboratoryjną i obrazową, aby ustalić prawidłowe rozpoznanie. Pamiętajmy, że nie leczymy chorego na nieprawidłowy wynik, pod uwagę trzeba wziąć schorzenia wynikające z dotychczasowych etapów diagnostycznych. Każdy lekarz ma obowiązek wykonania stosownych badań (nawet dość drogich), które pozwolą postawić prawidłowe rozpoznanie. W żadnej sytuacji nie zwalnia medyka z tej powinności decyzja przełożonego (np. ordynatora oddziału czy dyrektora szpitala), który ze względów oszczędnościowych zabrania wykonania danego badania. Nie wykonując stosownych i potrzebnych badań dopuszczamy się błędu zaniechania, a ten podlega ocenie odpowiedzialności zawodowej. Źródło grafiki: Po czwarte, gdy już rozpoznamy właściwą chorobę, należy wdrożyć odpowiednie postępowanie terapeutyczne, które jest zgodne z obowiązującymi standardami towarzystw naukowych. Niekiedy należy to zrobić po konsultacji z bardziej doświadczonym lekarzem lub specjalistą z innej dziedziny. Trzeba zwrócić uwagę na stosowane leki, korzyści wynikające z ich podawania i przeciwwskazania. Wszystkie opisane dotychczas czynności mogą wydawać się oczywiste. O błąd diagnostyczno-terapeutyczny jednak nie trudno, co obrazują poniższe przykłady. PRZYKŁAD I 48-letni chory trafił do IP internistycznej z powodu niecharakterystycznego, utrzymującego się od 3 godzin bólu w klatce piersiowej. Przy przyjęciu RR 140/80, badanie fizykalne bez istotnych odchyleń od stanu prawidłowego. W zapisie EKG niespecyficzne zaburzenia okresu repolaryzacji komór. Lekarz dyżurny zlecił podstawowe badania laboratoryjne (w tym poziom troponiny). Wyniki były prawidłowe. Chory czuł się dobrze. W związku z tym lekarz wypisał go do domu z rozpoznaniem: neuralgia. Po kilku godzinach chory wrócił na tę samą IP w stanie ciężkim, z zawałem serca. Co lekarz dyżurny zrobił nieprawidłowo i czego zabrakło do postępowania zgodnego z obowiązującymi standardami? Należało chorego obserwować dłużej, wykonać drugie oznaczenie troponiny i kolejne EKG. Dopiero przy prawidłowym wyniku drugiego oznaczenia troponiny można wykluczyć ostry zespół wieńcowy. W takim przypadku, w miarę możliwości, powinno się zasięgnąć konsultacji kardiologicznej i wykonać możliwe badania (RTG klatki piersiowej, USG serca) w celu wykluczenia patologii w zakresie aorty. Takiej diagnostyki lekarz dyżurny nie przeprowadził. 7 M EDIUM maj 2015
8 Pułapki codziennej praktyki lekarskiej PRZYKŁAD II 52-letni chory zgłosił się do IP internistycznej z powodu gorączki. Badaniem fizykalnym stwierdzono pojedyncze trzeszczenia nad płucami. RR 110/70 akcja serca miarowa, przyspieszona. W badaniach laboratoryjnych leukocytoza. Nie wykonano oznaczania CRP. RTG klatki piersiowej lekarz dyżurny ocenił sam, nie stwierdzając zmian zapalnych. Chory zgłaszał, że boli go głowa. Podano mu paracetamol, który zminimalizował dolegliwości bólowe. Ostatecznie wypisano pacjenta do domu z rozpoznaniem infekcji górnych dróg oddechowych. Po kilku godzinach chory ponownie wezwał PR i trafił do tego samego szpitala z objawami sepsy i zapaleniem opon mózgowych. Czego nie zrobił lekarz dyżurny i dlaczego postawił złe rozpoznanie? Przede wszystkim niedokładnie zbadał chorego (brak badania neurologicznego w tym objawów oponowych), nie wykonał także badań laboratoryjnych mogących sugerować masywną infekcję (CRP, prokalcytonina). Nie przeprowadził również obrazowej diagnostyki głowy (tomografia komputerowa). Wszystko to spowodowało postawienie złego rozpoznania i zbyt późne rozpoczęcie właściwej terapii. Oba te przypadki pokazują, jak ważne jest postępowanie diagnostyczne z chorym. Lekarz, obserwując chorego, powinien myśleć o każdej nawet bardzo poważnej jednostce chorobowej i ukierunkować postępowanie z chorym na właściwe tory. Jeśli tego nie zrobi może stanąć przed obliczem rzecznika odpowiedzialności zawodowej. Nic nie zwalnia nas lekarzy (mimo wielu niezależnych od nas czynników) od myślenia i postępowania zgodnego ze standardami. Fot. Marek Grotowski Dr n. med. Piotr Piszko specjalista chorób wewnętrznych, starszy asystent w Wojewódzkim Szpitalu Specjalistycznym we Wrocławiu, Okręgowy Rzecznik Odpowiedzialności Zawodowej DIL PODZIĘKOWANIA Prof. dr. hab. med. Jerzemu Jabłeckiemu ordynatorowi Oddziału Chirurgii Szpitala im. św. Jadwigi Śląskiej w Trzebnicy, chirurgowi dr. n. med. Januszowi Kaczmarzykowi, pielęgniarkom ww. oddziału szpitalnego i izby przyjęć za troskliwą opiekę i życzliwość dziękują Aleksandra i Jan Janikowie. Serdecznie dziękuję panu dr. n. med. Marcinowi Frączkowi za profesjonalnie przeprowadzony zabieg operacyjny, przywrócenie oddechu i wszystkich zapachów tej wiosny; pani doktor Wiesławie Dec za bezpieczne znieczulenie i staranną opiekę pooperacyjną; panu prezesowi dr. n. med. Arturowi Kwaśniewskiemu za leczenie w eleganckich wnętrzach Szpitala CDT Medicus w Lubinie. Pozostaję pod wrażeniem niezwykłej troskliwości i życzliwości wszystkich pracowników szpitala: kompetentnych, delikatnych lekarzy, sympatycznych, uważnych pielęgniarek i serdecznych pań salowych. Wdzięczna pacjentka Joanna Stańczyk Źródło grafiki: Reklama Zapraszamy serdecznie na ogólnopolską konferencję upowszechniającą standardy wypracowane w projekcie Zarządzanie bez tajemnic. Wdrożenie standardów Konferencja rozpocznie się o godzinie w Hotelu Scandic we Wrocławiu 23 maja 2015 r. Zaproszeni prelegenci omówią zagadnienia związane między innymi z rekrutacją, oceną i rozwojem pracowników medycznych i niemedycznych oraz zarządzania wiekiem i różnorodnością. Uczestnikom zapewniamy materiały oraz catering. Człowiek - najlepsza inwestycja! Projekt współfinansowany ze środków Unii Europejskiej w ramach Europejskiego Funduszu Społecznego maj 2015 MEDIU 8 M
9 Nie zapominajmy o badaniach podstawowych! Tekst Bartosz Szafran Mogłoby się wydawać, że wzrastająca liczba skarg na niewłaściwe postępowanie lekarskie w kardiologii bierze się stąd, że pojawia się coraz więcej zaawansowanych technologii oraz metod terapeutycznych i diagnostycznych, które dla zapracowanego polskiego lekarza (niedawno poznaliśmy statystyki, z których wynika, że Polska jest na końcu listy państw europejskich, jeśli chodzi o liczbę pacjentów przypadających na jednego lekarza) są trudne do poznania, zrozumienia. Nic jednak bardziej mylnego. Pies pogrzebany jest raczej w badaniach, które znamy od lat, są powszechnie dostępne i niedrogie. Po prostu niekiedy o nich zapominamy. Źródło grafiki: V. Keitel Późny piątkowy wieczór. Jeden z większych szpitali w okolicy, szpitalny oddział ratunkowy. Zespół ratownictwa medycznego przywozi 72-letnią pacjentkę, kierowaną na oddział kardiologiczny z poradni specjalistycznej z rozpoznaniem ostrego zespołu wieńcowego. Lekarz SOR bierze dokumentację medyczną pacjentki i skierowanie. A z niej wynika, że pacjentka z czynnikami ryzyka chorób układu krążenia (palenie tytoniu w przeszłości, nadciśnienie tętnicze, zaburzenia lipidowe) przed czterema dniami zgłosiła się na wizytę kontrolną do poradni kardiologicznej i w jej trakcie przyznała się do epizodu kłującego bólu w klatce piersiowej trwającego ponad godzinę. Lekarz z poradni zlecił wykonanie zapisu EKG i oznaczenie poziomu troponiny. Troponina była ujemna, a w EKG opisał: Rytm zatokowy 70/min, uniesienie odcinka ST o ćwierć milimetra w odprowadzeniu III. Na tej podstawie skierował pacjentkę w trybie pilnym, transportem medycznym, na oddział kardiologiczny. No cóż, nawet mało doświadczony lekarz specjalizujący się w kardiologii po analizie dokumentacji będzie wiedział, że nie ma do czynienia z pacjentką z ostrym zespołem wieńcowym. Ból nie miał charakteru dławicowego, poziom troponiny był prawidłowy, a zapis EKG? Rozpoznanie uniesienia ST o ćwierć milimetra nie jest możliwe do ocenienia gołym okiem, bo nawet grubość linii zapisu jest większa. A nawet jeśli, to żeby rozpoznać niedokrwienie mięśnia sercowego, trzeba zobrazować uniesienie ST o co najmniej milimetr w co najmniej dwóch sąsiednich odprowadzeniach. Mamy tu do czynienia z typowym błędem lekarza, który zawierzył elektronicznemu zapisowi EKG i na jego podstawie powziął decyzję terapeutyczną, pomimo innych przesłanek, które zdecydowanie przemawiały przeciw rozpoznaniu ostrego zespołu wieńcowego. Na szczęście taki błąd nie niesie za sobą poważnych konsekwencji. Pacjentka została przebadana, wykluczono zespół wieńcowy, zalecono dalsze leczenie ambulatoryjne. Nie stała się jej żadna krzywda, co najwyżej najadła się nieco strachu. Świat lekarski byłby piękny, gdybyśmy popełniali tylko takie błędy, a utrzymywanie w izbach lekarskich rzeczników odpowiedzialności zawodowej okazałoby się bezcelowe. W opisanym wyżej przypadku sprawa była oczywista, ale zdarzają się i mniej ewidentne. Proszę spojrzeć na zapis EKG na rycinie załączonej do niniejszego artykułu i odpowiedzieć na pytanie jaka to arytmia? Jestem głęboko przekonany, że wielu czytelników stwierdzi, że na zapisie zarejestrowany jest epizod częstoskurczu komorowego. Jednak gdy przyjrzymy się dokładnie zapisowi, w szczególności odprowadzeniu II, widać tam normalny, prawidłowy rytm zatokowy. Nie ma możliwości, by w 11 odprowadzeniach był częstoskurcz komorowy, a w jednym prawidłowy zapis. Jest to artefakt, przyznać jednak trzeba, że doskonale imitujący groźną arytmię. Podobny eksperyment przeprowadziłem z kilkunastoma moimi kolegami specjalizującymi się w kardiologii. Wyniki były zaskakujące, bo jedynie nieco powyżej 20 proc. pytanych prawidłowo rozpoznało artefakt zapisu. Taka pomyłka może być już dla pacjenta niebezpieczna szczególnie w rękach kardiologa. Może nieść za sobą niewłaściwe decyzje terapeutyczne na przykład niepotrzebne włączenie leków antyarytmicznych, albo, co znacznie gorsze, zalecenie wszczepienia kardiowertera defibrylatora. 9 M EDIUM maj 2015
10 Pułapki codziennej praktyki lekarskiej maj 2015 MEDIU 10 M Na szczęście takie zapisy nie zdarzają się często. Znacznie częściej mamy do czynienia z innym błędem w ocenie zapisu EKG, mianowicie nieprawidłowym rozpoznaniem epizodu migotania przedsionków. Niestety kilka razy w roku trafiają do mnie pacjenci, którzy na podstawie zapisu EKG, w którym stwierdza się banalną, kilkusekundową arytmię o typie częstoskurczu przedsionkowego, mają rozpoznawane napadowe migotanie przedsionków, wdrażane jest im leczenie antyarytmiczne, przeciwkrzepliwe, a nawet kwalifikowani są do zabiegowego leczenia rzekomej arytmii. Wszystkie te przypadki łączy nieprawidłowa interpretacja absolutnie podstawowego badania, jakim w kardiologii jest elektrokardiogram. Niestety w ostatnich latach zauważa się obniżający się poziom umiejętności prawidłowej analizy zapisów EKG (dotyczy to także innych podstawowych badań, jak choćby USG serca). Dwa są tego zasadnicze powody. Po pierwsze coraz silniejsza staje się specjalizacja w specjalizacji. Dziś adept kardiologii bardzo szybko ukierunkowuje się na bardzo wąską jej część hemodynamikę, wszczepianie stymulatorów, zabiegi elektrofizjologiczne, echokardiografię itp. Nieraz zdarza mi się widzieć lekarzy doskonale wykonujących koronarografie i angioplastyki wieńcowe, znakomicie wszczepiających stymulatory, których wiedza o interpretacji EKG, delikatnie rzecz ujmując, kuleje. Po wtóre najtrudniejsza niegdyś część specjalizacyjnego egzaminu z kardiologii, jakim było EKG, obecnie jest jedynie niewielkim składnikiem egzaminu ustnego. Będąc słabym z EKG można się na egzaminie perfekcyjnie wybronić, oceniając echokardiografię i odwrotnie. Można stać się więc kardiologiem, mając średnie pojęcie o podstawowych elementach tej specjalizacji. Jedna sprawa to zła interpretacja wyniku badania. Jeszcze inny problem to sytuacje, kiedy badanie nasuwające się w sposób oczywisty nie jest w ogóle wykonane. Do dziś pamiętam pewnego pacjenta, choć było to wiele lat temu. 18-latek, wkrótce po osiągnięciu dojrzałości, z niewielką anomalią naczyniową w zakresie pnia ramienno-głowowego i jego odgałęzień. Blisko tydzień chodził od lekarza do lekarza, od SOR-u do SOR-u (wtedy to jeszcze były izby przyjęć) z powodu pogarszającego się samopoczucia, gorączki, duszności, bólów w klatce piersiowej. Leczony był antybiotykiem, lekami przeciwbólowymi i przeciwprzeziębieniowymi. Przy tych kilku kontaktach ze służbą zdrowia nie miał wykonanego ani RTG klatki piersiowej, ani EKG! Pomimo opisanych powyżej objawów. Koniec końców wezwał zespół ratownictwa medycznego, który to postanowił przewieźć go na oddział internistyczny. Po drodze, w karetce, stracił przytomność, w związku z czym przewieziony został do najbliższej izby przyjęć. Jedną z pierwszych rzeczy, którą tam wykonano (pacjent odzyskał tymczasem świadomość) było EKG, które natychmiast naprowadziło na prawidłowe rozpoznanie zapalenie mięśnia sercowego i osierdzia. Pomimo naprawdę intensywnych działań medycznych pacjent wpadł we wstrząs, a następnie zmarł. Wykonanie zwykłego, prostego, niedrogiego, dostępnego w każdej izbie przyjęć czy ośrodku zdrowia EKG, nawet kilkanaście godzin wcześniej, mogło temu młodemu człowiekowi uratować życie. Sprawa sądowa o odszkodowanie ciągnie się do dziś. Inny klasyczny przykład zaniechania wykonania podstawowych badań, pomimo istnienia do nich ewidentnych przesłanek, to historia ponad 40-letniego mężczyzny, który w ciągu 48 godzin kilkukrotnie nawiązywał kontakt ze służbami medycznymi z powodu wędrujących bólów w klatce piersiowej i w nadbrzuszu, z towarzyszącą znaczącą zwyżką ciśnienia tętniczego krwi. Przy pierwszym kontakcie został prawidłowo zaopatrzony wykonano zapis EKG, który właściwie zinterpretowano jako nienoszący cech niedokrwienia mięśnia sercowego, oznaczono poziom troponiny, który był negatywny, podano leki obniżające ciśnienie z dobrym efektem i odesłano do domu z zaleceniami terapeutycznymi. Po kilku godzinach pacjent ponownie poczuł się źle, wezwał zespół ratownictwa medycznego, którego członkowie wykonali EKG, prawidłowo je zinterpretowali, podali leki przeciwbólowe i pozostawili pacjenta w domu. Po kolejnych kilku godzinach chory z bólami między łopatkami i w nadbrzuszu po raz kolejny zawitał do placówki służby zdrowia. Pomimo nawracających dolegliwości bólowych u mężczyzny z czynnikami ryzyka i podwyższonym ciśnieniem tym razem nie wykonano ani EKG, ani nie oznaczono poziomu troponiny. Zlecono jedynie leki przeciwbólowe i hipotensyjne. Jak się potem okazało, to był dość istotny błąd, bo po kilku godzinach pacjent trafił na oddział kardiologiczny, gdzie rozpoznano ostry zespół wieńcowy z podwyższonym poziomem troponiny, wykonano koronarografię i angioplastykę krytycznie zwężonej jednej z tętnic wieńcowych. Zawał się dokonał. Chyba można było tego uniknąć, a nawet jeśli nie, to można było uniknąć niepotrzebnego opóźnienia wdrożenia właściwego postępowania terapeutycznego. Zapewne wystarczyło, zgodnie ze standardami, wykonać kontrolne oznaczenie poziomu troponiny u pacjenta wysokiego ryzyka zdarzeń sercowo-naczyniowych z dość typowymi dla choroby wieńcowej dolegliwościami bólowymi. W tym przypadku nie wydarzyła się tragedia, jak w przypadku opisanego wcześniej 18-latka, niemniej i lekarze i pacjent zawdzięczają to odrobinie szczęścia, które im sprzyjało. Bywa tak, że dochodzi do błędu medycznego, bo zapominamy o wykonaniu podstawowego badania diagnostycznego. Bywa i tak, że nie wykonujemy jakiejś niezbędnej procedury, bo nie mamy takich możliwości albo wymaga to przekazania pacjenta do innego ośrodka służby zdrowia, co często nie jest proste. Nie mam tu na myśli procedur wysokospecjalistycznych typu koronarografia, badanie elektrofizjologiczne czy implantacja stymulatora. Mam na myśli badania obecnie dość powszechnie dostępne. Warto przytoczyć przykład pacjentki w trakcie leczenia onkologicznego (w tym radioterapii okolicy klatki piersiowej), która dwukrotnie w ciągu dni trafiała na SOR jednego ze szpitali powiatowych ze skargami na duszność, upośledzoną tolerancję wysiłku, bóle w klatce piersiowej, odczuwanie arytmii. W wywiadzie podawała przebycie drenażu osierdzia z powodu gromadzenia się w nim płynu. Pacjentka w obu przypadkach miała wykonane badania laboratoryjne, które nie wykazywały istotnych nieprawidłowości, otrzymywała leki przeciwbólowe, rozszerzające oskrzela, sedujące. Wykonano też badanie EKG, które sugerowało możliwość narastania płynu w worku osierdziowym. Nie było ono prawidłowo zinterpretowane, ale nawet gdyby wysunięto podejrzenie płynu w osierdziu i tak SOR ten nie posiadał możliwości wykonania podstawowego w tym przypadku badania ultrasonograficznego. Tu nie potrzeba było wielkich umiejętności echokardiograficznych, tak naprawdę wystarczyłoby przyłożenie sondy, wykonanie podstawowego, skryningowego badania. Jednak nawet takiej możliwości nie było, dlatego pacjentka została odesłana do domu i dopiero po tygodniu trafiła do ośrodka, który zdiagnozował zaczynającą się tamponadę i wykonał drenaż osierdzia. Pacjentka przeżyła, ale niesmak pozostał. Pojawia się pytanie jak w dzisiejszych czasach może funkcjonować SOR bez najprostszego choćby aparatu USG? Jak mógł zakontraktować taki oddział Narodowy Fundusz Zdrowia? Podobne tło miał przypadek pacjenta, który trafił do jednego ze szpitali z silnymi bólami w klatce piersiowej, niereagującymi na leki przeciwbólowe, z towarzyszącymi wysokimi wartościa-
11 Jaka to arytmia? Wielu czytelników stwierdzi zapewne, że na zapisie zarejestrowany jest epizod częstoskurczu komorowego. Jednak gdy przyjrzymy się dokładnie zapisowi, w szczególności odprowadzeniu II, widać tam normalny, prawidłowy rytm zatokowy. Nie ma możliwości, by w 11 odprowadzeniach był częstoskurcz komorowy, a w jednym prawidłowy zapis. Jest to artefakt, przyznać jednak trzeba, że doskonale imitujący groźną arytmię. mi ciśnienia. Pech chciał, że trafił on do szpitala w piątek po południu. Wykonano wszystkie podstawowe badania, w tym RTG klatki piersiowej, jednak kwestie organizacyjne spowodowały, że opis badania powstał dopiero w poniedziałek (przez weekend w szpitalu tym nie było dyżurnego radiologa). W opisie pojawiła się wzmianka o znacznie poszerzonym łuku aorty. W połączeniu z objawami klinicznymi musiało to nasunąć podejrzenie tętniaka aorty, być może nawet rozwarstwiającego. Oczywistym było skierowanie pacjenta na tomografię komputerową w trybie pilnym. Jednak w szpitalu, w którym przebywał pacjent, nie było tomografu. Oczywiście jednostka miała umowę na wykonywanie takich badań w ośrodku wyższej referencyjności, ale badanie udało się umówić dopiero na dzień następny. Niestety w nocy pacjent zmarł, a w sekcji za przyczynę zgonu uznano pęknięcie aorty. Oba te przypadki łączą błędy systemu i organizacji pracy w danym ośrodku zdrowia. Z czego się one biorą? To zagadnienie na zupełnie inny tekst. Tu można z całą pewnością stwierdzić, że za to nie są odpowiedzialni lekarze, lecz ci, którzy powodują, że brak jest nam często właściwych narzędzi do dobrej pracy. Bywa wreszcie i tak, że zapominamy o ograniczeniach, jakie mamy. I w umiejętnościach i w możliwościach diagnostycznych czy też terapeutycznych. Czasami warto przyznać się do tego, że jakiś przypadek nas przerasta i przekazać chorego innemu ośrodkowi. Tu nasuwa mi się przypadek starszej pacjentki, która trafiła do jednego z dolnośląskich szpitali z rozpoznaną de novo niewydolnością krążenia, migotaniem przedsionków i zapaleniem płuc. Pacjentka przeleżała kilkanaście dni na oddziale wewnętrznym. Przez ten czas stopniowo pogłębiały się cechy niewydolności krążenia, aż chora koniec końców zmarła. Nie miała wykonanego badania USG serca, w leczeniu modyfikowano jedynie dawkę furosemidu i antybiotyków. Pacjentki, pomimo pogarszającego się stanu, nie skonsultowano kardiologicznie, nie przekazano do ośrodka bardziej specjalistycznego. Skarżąca rodzina utrzymywała, że prowadzący leczenie na sugestie przekazania do innego szpitala reagowali bardzo negatywnie, twierdząc, że nie ma takiej potrzeby i że sobie poradzą. Jak się okazało potrzeba była, a i poradzenie sobie pozostawia wiele wątpliwości. Ten krótki rys nie wyczerpuje oczywiście tematu przyczyn błędów w kardiologii. Wydaje się jednak, że to właśnie te z pozoru najprostsze i najbardziej oczywiste rzeczy są najczęstszym podłożem błędów medycznych w tej gałęzi medycyny. Pamiętajmy zatem o badaniach podstawowych! Fot. z archiwum autora Bartosz Szafran kardiolog, specjalista chorób wewnętrznych, pracuje w Centrum Kardiologicznym Pro Corde we Wrocławiu, członek Zarządu SENiT PTK. 11 M EDIUM maj 2015
12 Pułapki codziennej praktyki lekarskiej Fot. z archiwum autorki Dr n. prawnych Agata Wnukiewicz- Kozłowska Błędy diagnostyczne i terapeutyczne a odpowiedzialność lekarza Tekst Agata Wnukiewicz-Kozłowska Wielu błędów można uniknąć dzięki dobrej komunikacji z pacjentem oraz między członkami personelu medycznego, a także uczciwie wypełniając obowiązek ustawicznego kształcenia i rozwijania swoich umiejętności oraz współpracując z lekarzami innych specjalności w przypadku wątpliwości co do poprawności własnej diagnozy lub braku kwalifikacji do wykonywania czynności wykraczających poza zakres wykonywanej specjalności. maj 2015 MEDIU 12 M Źródło grafiki:
13 Wprowadzenie Błędy medyczne, w tym diagnostyczne i terapeutyczne, jak to potwierdza praktyka orzecznicza, są najczęściej wynikiem ignorancji, arogancji, brawury, lekceważenia reguł prawnych i etycznych. Jednak nie tylko. W rzeczywistości polskich szpitali ich źródłem bardzo często jest nieprawidłowa organizacja pracy, ujawniająca się, przede wszystkim, brakiem personelu o konkretnych kwalifikacjach, brakiem sprzętu diagnostycznego niezbędnego do podjęcia decyzji terapeutycznej lub ew. brakiem osób kompetentnych do jego obsługi, wreszcie brakiem podstawowych lub specjalistycznych narzędzi i materiałów niezbędnych do prawidłowego, zgodnego z aktualną wiedzą medyczną, leczenia. Stąd wniosek, że do powstawania błędów przyczynić się może zarówno lekarz jak i podmiot leczniczy, a czasem obie te strony. Bywa oczywiście również tak, że błędne postępowanie lekarza spowodowane jest niefrasobliwością, niewiedzą czy nieodpowiedzialnością pacjenta. O ile te ostatnie czynniki trudniej jest wyeliminować, albo przynajmniej kontrolować, o tyle dla uniknięcia błędów często wystarczy dbałość o wykonywanie zawodu lekarza zgodnie ze standardami, jakie nakłada ustawodawca, czyli: według aktualnej wiedzy medycznej, dostępnymi metodami i środkami, z należytą starannością oraz w poszanowaniu zasad etyki zawodowej (art. 4 ustawy o zawodach lekarza i lekarza dentysty uzl). Pojęcie błędu medycznego Z braku ustawowej definicji pojęcia błędu medycznego można posiłkować się interpretacją i systematyką przyjętą w orzecznictwie i doktrynie. Powołując np. orzeczenie Sądu Najwyższego z dnia 1 kwietnia 1955 r. (sygn. akt IV CR 39/54) można stwierdzić, że błędem w sztuce lekarskiej jest czynność /zaniechanie lekarza w zakresie diagnozy i terapii, niezgodna z nauką medycyny w zakresie dla lekarza dostępnym. Odnosząc się do literatury przedmiotu, można zauważyć, że błąd medyczny charakteryzowany jest jako postępowanie sprzeczne z powszechnie przyjętymi zasadami wiedzy medycznej. W świetle tych dwóch spojrzeń oraz w związku ze standardami wykonywania zawodu lekarza określonymi w art. 4 uzl za błąd medyczny należy uznać postępowanie lekarza, które jest niezgodne z aktualną wiedzą medyczną, sprzeczne z obowiązkiem dochowania należytej staranności (choć sam brak staranności nie zawsze będzie skutkował błędem może być zinterpretowany jedynie jako zaniedbanie, co nie wyklucza poniesienia odpowiedzialności), niezgodne z obowiązującymi zasadami etyki zawodowej (czyli Kodeksem etyki lekarskiej) oraz związane z niewykorzystaniem lub niewłaściwym wykorzystaniem dostępnych lekarzowi metod i środków. Należałoby dodać, że w kategorii błędu medycznego jako jego sprawcy mogą również wystąpić przedstawiciele innych zawodów medycznych (np. pielęgniarka, położna, diagnosta laboratoryjny w zakresie swoich kompetencji) oraz podmiot leczniczy, w którym udzielane jest świadczenie medyczne (przede wszystkim ze względów organizacyjnych i technicznych). Najczęstszymi błędami popełnianymi przez lekarza są błędy diagnostyczne (zwane też błędami rozpoznania) i terapeutyczne (zwane też błędami w leczeniu). Błąd diagnostyczny polega na nierozpoznaniu rzeczywistej choroby lub na mylnym stwierdzeniu choroby faktycznie nieistniejącej. Z kolei błąd terapeutyczny charakteryzuje się zastosowaniem przez lekarza niewłaściwej metody lub sposobu leczenia. Oba te rodzaje błędów bardzo często w praktyce występują równolegle, ponieważ niewłaściwa diagnoza często pociąga za sobą błędną terapię. Przykłady błędów z omówieniem Błędy diagnostyczne oraz terapeutyczne są przedmiotem bogatego orzecznictwa sądowego. W wyroku z dnia 18 lutego 1972 r. (II CR 609/71) Sąd Najwyższy uznał, że stwierdzenie u pacjenta, który w istocie cierpiał na chorobę gośćcową, gruźlicy stanowi błąd diagnostyczny. To nieprawidłowe rozpoznanie skutkowało długotrwałym i uciążliwym leczeniem, które ostatecznie doprowadziło pacjenta do całkowitej utraty zdrowia i zdolności do pracy. Co prawda objawy obu tych chorób są podobne, ale odpowiednio wykonana diagnostyka daje odpowiedź na pytanie, z jaką jednostką chorobową lekarz ma do czynienia. Diagnostyka gruźlicy obejmuje badania radiologiczne, badania bakteriologiczne, w niektórych przypadkach badanie histologiczne oraz odczyn tuberkulinowy. Badanie radiologiczne jest jedynie wstępem w diagnostyce gruźlicy. Dopiero badania bakteriologiczne lub histologiczne pozwalają potwierdzić rozpoznanie. Badania zaś, jakie należy wykonać przy diagnozowaniu chorób reumatycznych, to przede wszystkim badania krwi: morfologia, badania biochemiczne krwi oraz badania immunologiczne. Kolejnym etapem jest zlecenie badania płynu stawowego. Niezastąpione są jednak wszelkiego rodzaju badania obrazowe: rentgen (RTG), ultrasonografia (USG), scyntygrafia (badanie z zastosowaniem izotopów promieniotwórczych), artroskopia (badanie wewnątrz stawu przeprowadzone przy pomocy minikamery), rezonans magnetyczny (MRI) oraz tomografia komputerowa (TK). Wykorzystując zatem aktualną wiedzę medyczną, dostępne metody i środki diagnostyki oraz działając z należytą starannością, można było błędu diagnostycznego i towarzyszącego mu błędu terapeutycznego uniknąć. Z orzecznictwa sądów innych państw europejskich wynikają podobne wnioski. Na przykład leczenie przez 4 lata pacjenta, u którego mylnie stwierdzono zakażenie wirusem HIV, w braku badań potwierdzających lub wykluczających tego rodzaju diagnozę, wyczerpuje znamiona błędu medycznego o charakterze diagnostycznym oraz terapeutycznym. W wyroku Sądu Okręgowego w Bydgoszczy z dnia 19 lipca 1999 r. (I C 1150/98) za błąd diagnostyczny uznano przeprowadzenie zabiegu obustronnej mastektomii mimo braku wskazań medycznych. Powódka, młoda 24-letnia kobieta zgłosiła się do przychodni onkologicznej, gdzie wykonano jej badanie USG. Lekarz stwierdził u powódki, że wynik wskazuje na zmiany guzowate obu sutków i że sprawa nie jest na tyle poważna, aby rozpocząć leczenie u pacjentki. Wydał przy tym skierowanie do szpitala, aby dokonać wycięcia guzka w celu poddania go badaniom histopatologicznym. Wyłuskania guzka w szpitalu dokonał dr A., wówczas lekarz oddziału chirurgicznego, na którym ordynatorem był dr F.K. Wycinek wysłano do Akademii Medycznej w Bydgoszczy. Tam specjalista patomorfolog rozpoznała gruczolaka-włókniaka i dysplazję łagodną sutka prawego. Wynik przesłano do szpitala. Dr F.K. kategorycznie oświadczył powódce, że wyniki jednoznacznie wskazują na nowotwór i że tylko amputacja piersi zapewni całkowite wyleczenie. Powódka przeżyła szok, poprosiła ordynatora, aby ten skonsultował jeszcze wynik z lekarzem onkologiem. Ordynator dr F.K. obiecał to uczynić i wyznaczył powódce termin przyjęcia do szpitala. Gdy powódka zgłosiła się do szpitala, dr F.K. potwierdził, iż jest po konsultacjach z onkologiem (co było nieprawdą) i że amputacja jest konieczna. Amputacji dokonał ordynator dr F.K. Przed opuszczeniem szpitala zalecił powódce stałą kontrolę w poradni chirurgicznej. Podczas pierwszej wizyty 13 M EDIUM maj 2015
14 Pułapki codziennej praktyki lekarskiej maj 2015 MEDIU 14 M kontrolnej dr F.K. oświadczył powódce, że mogą wystąpić silne przerzuty na lewą pierś, a zatem amputacja lewej piersi również będzie konieczna. Podejmując decyzję o amputacji lewej piersi, dr F.K. nie pobrał w ogóle wycinka z piersi, poprzestał jedynie na badaniach palpacyjnych. Na podstawie takich badań rozpoznał przerzuty i zmiany nowotworowe w lewej piersi. Amputacji na polecenie ordynatora dokonał dr S., asystent na oddziale chirurgicznym. Skierowanie zaś na amputację wypisał dr A., na wyraźne polecenie ordynatora F.K. Nigdy nie wysłano na badanie miąższu prawej piersi po amputacji, lewej zaś dopiero po amputacji. Wyniku badań powódka nie poznała. W tej sprawie jasne jest, że lekarz chirurg F.K. błędnie postawił diagnozę co do stanu zdrowia powódki w przedmiocie rozwoju złośliwego procesu nowotworowego, a następnie podjął błędną i przedwczesną decyzję o konieczności amputacji sutków prawego i lewego u powódki, wyrządzając jej szkodę. Nie przeprowadził dodatkowych badań (brak pobrania wycinka z lewej piersi, decyzja o niewysłaniu miąższu prawej piersi po całkowitej amputacji do badań, nie przeprowadził konsultacji z onkologiem, nie przedstawił w ogóle powódce alternatywnych form leczenia włókniaka-gruczolaka). A zatem dopuścił się też błędu terapeutycznego poprzez wybór wadliwej formy leczenia, w dodatku błędu zawinionego. Sąd słusznie skonkludował w tej sprawie, że: W sprawie niniejszej błąd lekarski, jakiego dopuścił się dr F.K., wątpliwości nie budzi. Jest to błąd zawiniony, tak w zakresie błędu diagnostycznego (tj. rozpoznania), jak i błędu terapeutycznego (tj. w leczeniu). Potwierdzeniem tego jest wyrok skazujący (sądu karnego przyp. autorki) doktora F.K., przy przypisaniu mu lekkomyślności w działaniu, poprzez dokonanie zabiegu oczywiście zbędnego. A dopuszczenie do poważnego zabiegu, oczywiście zbędnego w świetle wiedzy medycznej i doświadczenia lekarskiego, jest zaniedbaniem w rozumieniu art. 417 k.c. (tak Sąd Najwyższy w wyroku z 12NI r. IV CR 83/76, OSPiKA z. 11/1978, poz. 199). Oczywistym wnioskiem z przytoczonego stanu faktycznego jest podkreślenie aroganckiej postawy lekarza oraz działanie wbrew wiedzy medycznej i z dużym, a błędnym przekonaniem o własnej nieomylności. O szkodzie i krzywdzie pacjentki przesądził zatem brak stosownej wiedzy, brak staranności w procesie diagnostycznym, brak konsultacji ze specjalistą oraz przedmiotowe potraktowanie pacjenta. Bezpowrotnego okaleczenia pacjentki można było uniknąć, przestrzegając zasad wykonywania zawodu lekarza i mając świadomość własnej niekompetencji. W wyroku Sądu Najwyższego z dnia 20 marca 2002 r. (V CKN 909/00) uznano, że błędem diagnostycznym było stwierdzenie nieistniejącej ciąży wyłącznie w oparciu o badanie USG, które w przytoczonych okolicznościach ma jedynie charakter pomocniczy. Jest to o tyle bulwersująca sprawa, że pacjentka zgłosiła się do szpitala po poronieniu i związanym z tym nieprawidłowym wyłyżeczkowaniem macicy, powodującym krwawienie z dróg rodnych. Lekarz zaś stwierdził u niej żywą 7-tygodniową ciążę. Na skutek błędnej diagnozy pacjentka doznała silnego szoku. Sąd Najwyższy uznał, że: Zaburzenia w funkcjonowaniu organizmu, polegające na rozchwianiu emocjonalnym i znoszeniu cierpień psychicznych, spowodowane udzieleniem pacjentowi w wyniku popełnionych błędów diagnostycznych sprzecznych informacji o stanie jego zdrowia i podejmowaniem wzajemnie wykluczających się metod leczniczych, mogą być uznane za wywołanie rozstroju zdrowia i uzasadniać przyznanie zadośćuczynienia na podstawie art k.c. W tej sprawie również zabrakło ze strony lekarza należytej staranności oraz stosownej wiedzy. Na pewno też zawiodła komunikacja z pacjentką. W wyroku SN z dnia 20 sierpnia 1968 r., sąd uznał, że lekarze przychodni, w której zostało zaszczepione przeciwko ospie prawdziwej roczne dziecko, u którego doszło do poważnych powikłań poszczepiennych w postaci zapalenia mózgu, nie tylko nie rozpoznali choroby, ale też nie podjęli na czas właściwych kroków w celu jej rozpoznania. Na skutek błędu dziecko zaszczepione w lipcu, do szpitala trafiło dopiero w październiku. Sąd uzasadnił swój pogląd w ten sposób, że: Nie budzi wątpliwości, że miał tu miejsce zawiniony błąd sztuki lekarskiej. Lekarze przychodni nie tylko bowiem nie rozpoznali choroby, ale nie podjęli na czas właściwych kroków w celu jej rozpoznania. Brak aparatu rentgenowskiego, stanowiący zaniedbanie organizacyjne miejscowej placówki zdrowia, również hamował rozpoznanie choroby, nie pozwalał bowiem na to, żeby od razu wyłączyć ewentualność, iż dziecko cierpi na zwichnięcie stawów biodrowych. Właściwa diagnostyka i uważna analiza objawów choroby prawdopodobnie pozwoliłaby na uchronienie dziecka przed tak daleko idącymi skutkami choroby. Uderza też w tej sprawie bierność lekarzy oraz niechęć do konsultacji ze specjalistami. Odpowiedzialność za błędy medyczne W kilku słowach nie jest możliwe wyczerpujące przedstawienie zagadnienia odpowiedzialności, można jednak wskazać przynajmniej jej rodzaje i charakter. Najczęściej w literaturze przedmiotu wyróżnia się odpowiedzialność cywilną, karną, zawodową (dyscyplinarną). Najbardziej dotkliwa finansowo jest odpowiedzialność cywilna, która wiąże się z obowiązkiem zapłaty określonej kwoty pacjentowi, który w wyniku nieprawidłowego działania bądź zaniechania lekarza poniósł szkodę lub/oraz krzywdę. O reżimie odpowiedzialności cywilnej i prawnych podstawach roszczeń pacjenta, który doznał szkody w następstwie błędu medycznego decydują dwa czynniki: forma, w jakiej lekarz udziela świadczeń zdrowotnych (wykonuje swój zawód) oraz charakter tych świadczeń (okoliczność, czy należą one do tzw. gwarantowanych, dostępnych nieodpłatnie w ramach powszechnego ubezpieczenia zdrowotnego czy niegwarantowanych). Osobiście lekarz odpowiada zgodnie z reżimem prawa karnego oraz na podstawie ustawy o izbach lekarskich. Odpowiedzialność karna wiąże się z naruszeniem przepisów kodeksu karnego, a odpowiedzialności zawodowej lekarz podlega za naruszenie zasad etyki lekarskiej oraz przepisów związanych z wykonywaniem zawodu lekarza. Lekarz może podlegać odpowiedzialności karnej wyłącznie w sytuacji, gdy zaistniały błąd był wynikiem zachowania lekarza, który podczas leczenia nie zachował obowiązujących norm postępowania medycznego wypracowanych przez naukę, w sytuacji, w której mógł przewidzieć zagrożenie życia lub zdrowia pacjenta. Zgodnie z wskazówkami Sądu Najwyższego: Ustalenie błędu w sztuce lekarskiej zależy od odpowiedzi na pytanie, czy postępowanie lekarza w konkretnej sytuacji i z uwzględnieniem całokształtu okoliczności istniejących w chwili zabiegu, a zwłaszcza tych danych, którymi wówczas dysponował lub mógł dysponować, zgodne było z wymaganiami aktualnej wiedzy i nauki medycznej oraz powszechnie przyjętej praktyki lekarskiej (wyrok SN z dnia 8 września 1972 r., I KR 116/72). Dla ustalenia odpowiedzialności kluczową kwestią jest zatem przeprowadzenie testu na poprawność działania/zaniechania
15 lekarza w świetle aktualnej wiedzy medycznej oraz wskazanie związku przyczynowo-skutkowego między postępowaniem lekarza a zaistniałą szkodą. Sytuacje pozostające poza kategorią błędu medycznego Warto zwrócić uwagę, że w związku z wąskim rozumieniem błędu medycznego, jako postępowania sprzecznego z zasadami wiedzy i nauki medycznej w zakresie dla lekarza dostępnym, sytuacje charakteryzowane jako omyłki, niedociągnięcia uchybienia niedotyczące sfery fachowej, a raczej techniczno- -organizacyjnej wyłącza się z zakresu błędu medycznego. Zgodnie z orzecznictwem i doktryną, w szczególności pojęcie błędu medycznego nie obejmuje: przekroczenia czasu naświetlania pacjenta promieniami RTG, wadliwej identyfikacji chorego (pomylenie pacjenta i wykonanie zabiegu u innego pacjenta), pozostawienia ciała obcego w polu operacyjnym, niezachowania zasad aseptyki, braku technicznego przygotowania do zawodu (np. zbyt szybkie tempo iniekcji), odmowy lub zwłoki w udzieleniu pomocy, operacji zdrowego organu w miejsce chorego. Należy jednak pamiętać, że mimo braku kategoryzacji tego typu zachowań jako błędów medycznych, brak staranności, zaniedbanie, omyłki, których skutkiem jest szkoda pacjenta, podlegają reżimowi odpowiedzialności prawnej. O zasądzeniu odszkodowania czy zadośćuczynienia nie rozstrzyga zatem kwalifikacja określonego postępowania jako błędu medycznego, tylko stwierdzenia adekwatnego związku przyczynowego między nieprawidłowym działaniem/zaniechaniem lekarza (personelu medycznego, podmiotu leczniczego) a szkodą wyrządzoną pacjentowi. Konkluzje Z przedstawionych powyżej przykładów i rozważań można wyprowadzić następujące wnioski: a) pomyłki i błędy stanowią nieodłączny element człowieczeństwa errare humanum est i nie można ich całkowicie wyeliminować; b) nie należy wymagać od lekarza nieomylności, ponieważ jest to warunek niemożliwy do spełnienia; c) nie można jednakże tłumaczyć popełnionych błędów brakiem wiedzy i staranności, bo odpowiedni poziom kwalifikacji oraz rzetelność w wykonywaniu swoich obowiązków powinny charakteryzować każdego lekarza (zgodnie z wymogami prawnymi i etycznymi); d) wielu błędów można uniknąć dzięki dobrej komunikacji z pacjentem oraz między członkami personelu medycznego, a także uczciwie wypełniając obowiązek ustawicznego kształcenia i rozwijania swoich umiejętności oraz współpracując z lekarzami innych specjalności w przypadku wątpliwości co do poprawności własnej diagnozy lub braku kwalifikacji do wykonywania czynności wykraczających poza zakres wykonywanej specjalności; e) dobrze jest znać najczęstsze przyczyny błędów i w związku z tym zachować szczególną ostrożność: nietrafna analiza danych stanowiących podstawę diagnozy, niewykorzystanie dostępnych i zasadnych w danym przypadku metod diagnostycznych/leczniczych, błędy w terapii farmakologicznej (bezpodstawne zlecanie leków, brak weryfikacji skutków stosowania leków, stosowanie antybiotykoterapii na ślepo), działanie mimo braku stosownych kompetencji, bezpodstawne odroczenie decyzji medycznej, np. o zabiegu operacyjnym. f) powinno się zawsze pamiętać, że dobro pacjenta jest najważniejszą przesłanką wykonywania zawodu lekarza, a błąd medyczny często wywołuje nieodwracalne skutki, łącznie ze śmiercią pacjenta; g) przed błędem nie chronią żadne prawne konstrukcje same w sobie, a jedynie poszanowanie prawnych i etycznych warunków wykonywania zawodu lekarza oraz organizacji działalności leczniczej w połączeniu z cechami charakteryzującymi dobrego lekarza: profesjonalizmem, empatią, uczciwością, rzetelnością, pokorą, otwarciem na potrzeby pacjenta traktowanego jak człowieka, a nie przypadek medyczny lub petent; h) warto pamiętać, że errare humanum est, sed in errare perseverare diabolicum mylić się jest rzeczą ludzką, jednak obstawanie przy błędzie jest diabelską [pomyłką] i zgodnie z tą maksymą nie brnąć w błędy tam, gdzie można ich uniknąć przez proste przestrzeganie zasad i nieprzekraczanie swoich kompetencji, a w przypadku ich popełnienia starać się naprawić szkodę, a nie ją tuszować. Dr n. prawnych Agata Wnukiewicz-Kozłowska adiunkt w Katedrze Prawa Międzynarodowego i Europejskiego, kierownik Interdyscyplinarnej Pracowni Prawa Medycznego i Bioetyki, kierownik Studiów Podyplomowych Prawa Medycznego i Bioetyki Wydział Prawa, Administracji i Ekonomii Uniwersytetu Wrocławskiego Ogłoszenie Dolnośląski Urząd Wojewódzki we Wrocławiu Wydział Bezpieczeństwa i Zarządzania Kryzysowego poszukuje lekarzy (również emerytów) zainteresowanych zatrudnieniem na stanowisku koordynatora ratownictwa medycznego. Praca odbywa się w systemie zmianowym (12-godzinnym), zatrudnienie na ½ lub ¼ etatu. Zgodnie z ustawą o Państwowym Ratownictwie Medycznym lekarzem systemu może być lekarz posiadający: 1) specjalizację lub tytuł specjalisty albo który ukończył co najmniej drugi rok specjalizacji w dziedzinie: anestezjologii i intensywnej terapii, chorób wewnętrznych, chirurgii ogólnej, chirurgii dziecięcej, ortopedii i traumatologii narządu ruchu, ortopedii i traumatologii lub pediatrii albo 2) 3000 godzin w wykonywaniu zawodu lekarza na szpitalnym oddziale ratunkowym, w zespole ratownictwa medycznego, lotniczym zespole ratownictwa medycznego lub izbie przyjęć. Do zadań lekarza koordynatora ratownictwa medycznego należy m.in.: nadzór merytoryczny nad dyspozytorami medycznymi oraz koordynacja współpracy w przypadku zdarzeń wymagających użycia jednostek systemu spoza jednego rejonu operacyjnego zgodnie z wytycznymi ustawy o Państwowym Ratownictwie Medycznym (Dz. U z 2013 r., poz. 757 ze zm.) oraz rozporządzeniem ministra zdrowia w sprawie szczegółowego zakresu uprawnień obowiązków lekarza koordynatora ratownictwa medycznego. Kontakt: Dorota Miernicka zastępca dyrektora Wydziału Bezpieczeństwa i Zarządzania Kryzysowego DUW kom M EDIUM maj 2015
16 Wywiad Medium Każdy przypadek jest inny. Warto o tym pamiętać! Sukces lekarzy z Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego w Legnicy. Udało się podłączyć do sztucznej nerki ważącego 820 gramów wcześniaka i uratować mu życie donosiły niedawno media. Najprawdopodobniej nikt na świecie nie przeprowadził dotąd z sukcesem podobnego zabiegu u tak małego pacjenta mówi ordynator i twórca Oddziału Neonatologicznego szpitala w Legnicy lek. Wojciech Kowalik. Trud organizowania oddziału docenił minister zdrowia, przyznając mu tzw. trzeci stopień referencyjności. Dr Kowalik to niezwykle skromny człowiek, który znajduje czas także na działalność społeczną. Od lat jako licencjonowany lekarz Polskiego Związku Piłki Nożnej opiekuje się zawodnikami klubu piłkarskiego Miedź Legnica. Z lek. Wojciechem Kowalikiem pediatrą, neonatologiem, kardiologiem dziecięcym, ordynatorem Oddziału Neonatologicznego WSS w Legnicy rozmawia Magdalena Orlicz-Benedycka. Wystąpienie dr. n. med. Pawła Witka maj 2015 MEDIU 16 M Fot. z archiwum Medium
17 Magdalena Orlicz-Benedycka: Co zmieniło się w Pana życiu po ogłoszeniu w mediach sukcesu na światową skalę? Wojciech Kowalik: Moje życie nie zmieniło się wcale. Bywam częściej na sympozjach, na których pada wiele pytań dotyczących tego i wielu innych przypadków. Ten jest szczególny, ponieważ dotyczy najmniejszego dziecka na świecie. Tym samym rozpoczynamy nowy rozdział w tej dziedzinie. Jesteśmy jak dotąd jedynym oddziałem neonatologicznym, który stosuje tę metodę. Dzieci są podłączane do sztucznej nerki, ale wyłącznie na oddziałach nefrologicznych i w stacjach dializ. Jestem bardziej rozpoznawalny. Rodzice odwiedzający swoje pociechy na intensywnej terapii czy na naszym oddziale wiedzą o tym, że zastosowaliśmy terapię nerkozastępczą u wcześniaka. Często zagadują, pytają i wyrażają swój podziw. Jestem szczęśliwy, że specjaliści z nefrologii tak przychylnie przyjęli to, co się wydarzyło. Mam tu przede wszystkim na myśli prof. Andrzeja Prokurata specjalistę w dziedzinie nefrologii i dializoterapii w województwie mazowieckim, prof. Ewę Helwich krajowego neonatologa i prof. Janusza Świetlińskiego. Wszyscy są po stronie nowoczesności i nie krytykują tego, że zdecydowaliśmy się na tak ryzykowny krok. Przeszukałem całą literaturę specjalistyczną, do której mamy dostęp, także anglojęzyczną, i nigdzie nie znalazłem dziecka z taką masą ciała, które by przeżyło. Owszem, wszyscy się chwalą, że udało im się uratować życie dzieci poniżej 3 kg, a to jest duża różnica, ponieważ organizm dzieci jest dojrzały i ich leczenie jest dużo łatwiejsze. M.OB.: Tworzył Pan Oddział Neonatologiczny WSS w Legnicy od podstaw, wyszkolił Pan kilkunastu lekarzy. Co było siłą napędową tych działań, co pomogło? Jakie wartości, oprócz wiedzy, przekazuje Pan młodszym kolegom? W.K.: Pozytywne było to, że nie spotkałem w tym czasie nikogo, kto chciałby mi zaszkodzić, przeszkodzić czy zatrzymać moje starania o rozwój oddziału. Łatwo zniszczyć młodego, początkującego lekarza, który wykazuje zapał do pracy i więcej niż inni inwencji. Miałem szczęście, że spotykałem na swej drodze lekarzy i profesorów, którzy mi pomagali. Moim kierownikiem specjalizacji był prof. Wiesław Prusek, wspierał mnie prof. Czernik, doc. Waszkiewicz i wiele innych osób. Pochodzę z Kielc, studiowałem we Wrocławiu, ale w grudniu 1981 roku dostałem nakaz pracy w Kielcach. Odbyłem staż, a później wyjechałem do Legnicy. W 1986 roku zacząłem tworzyć tam oddział neonatologiczny, gdzie byłem wtedy jedynym lekarzem. W tych latach rodziło się w Legnicy ok tys. dzieci rocznie. Byłem sam, nie było lekarzy dyżurnych. Nie było mi łatwo. Aktualnie nasz zespół liczy ok. 65 osób. Składa się z 11 lekarzy i 52 pielęgniarek i położnych. To duży zespół, niezwykle oddany pacjentom i troskliwy. Praca jest ciężka i osoba, która nie posiada empatii nie zagrzeje tu miejsca, dlatego też część odchodzi. Obecny team jest skompletowany i rzeczywiście na wszystkich można polegać. Jest to chyba największy oddział neonatologiczny na Dolnym Śląsku. Osiemnaście intensywnych stanowisk. Cały czas prowadzimy szkolenia z neonatologii, byliśmy też ośrodkiem szkolenia z zakresu pediatrii. Uczę lekarzy skrupulatności, rzetelności i prawdy, bo w tej dziedzinie nie da się oszukać życia. Wszystko musi być oparte na prawdzie, umiejętności przyznawania się do błędów. Młodzi lekarze mają obecnie lepszy start zawodowy, nie muszą się martwić, jak przeżyć. Jest dużo łatwiej. Ja specjalizację z zakresu kardiologii robiłem na urlopach, w weekendy i nie było żadnych udogodnień ani pomocy ze strony szpitala. Czasy były zupełnie inne. M.OB.: W jaki sposób pozyskał Pan finanse na sprzęt? Przecież czasy były siermiężne? W.K.: Dostępu do sprzętu nie było praktycznie żadnego. Wtedy istniał tylko jeden oddział intensywnej terapii noworodków i dzieci w okolicy. Natomiast w regionie jeleniogórskim i legnickim nie było ani jednego stanowiska, a umieralność noworodków w tamtych czasach była dramatyczna. Dane fałszowano, ukrywano. Pierwsze dwa polskie respiratory, nie najwyższej klasy, dostaliśmy z przydziału centralnego z Ministerstwa Zdrowia. Były też dwa kardiomonitory polskiej produkcji. Zaraz po stanie wojennym przychodziły dary medyczne z innych krajów. Dostaliśmy 8 używanych inkubatorów, które były o niebo lepsze od tych, które mieliśmy oraz respirator noworodkowy. Chciałem podziękować darczyńcom za ich hojność, dlatego zamierzałem zamieścić w Gazecie Robotniczej stosowny tekst. Producentem inkubatorów i respiratora była firma Vickers i nazwę sprzętu umieściłem w zaproponowanym tekście. Posądzono mnie o prowokację polityczną. Bowiem ta firma była także znanym producentem samolotów bojowych. Żyliśmy w innej rzeczywistości i trzeba było bardzo uważać na każde słowo. M.OB.: Dlaczego wybrał Pan specjalizację z neonatologii? W.K.: Pracowałem na oddziale dziecięcym, ale nikt nie chciał pracować na oddziale noworodkowym. Jedyny lekarz, który był, odszedł powodu przeciążenia pracą. Ordynator pediatrii zdecydował, że co trzy miesiące jeden z pediatrów będzie tam na zastępstwie. Poszedłem w 1986 roku na trzy miesiące i wsiąkłem już na dobre. Widziałem, że jest dobry i wykształcony personel pielęgniarski, ale nie było lekarzy i sprzętu. Byłem uparty i przyzwyczajony do trudnych warunków. Tak mnie wychowano. Postanowiłem walczyć. Uważam, że ślepe naśladownictwo nigdy nie było motorem postępu. Oprócz tego co przekazują nauczyciele, trzeba dać coś od siebie, aby wiedzę posunąć do przodu. M.OB.: A co z zajęciami pozazawodowymi? Jest w pana życiu wątek sportowy W.K.: Jeszcze kilka lat temu uczestniczyłem w życiu sportowym miasta, byłem w zarządzie klubu sportowego Miedź Legnica, a obecnie jestem w tym klubie lekarzem i siedzę na ławce rezerwowych. Mam uprawnienia do badania młodych sportowców. To praca społeczna. Doba jest dla mnie za krótka. Nie mam czasu na lekturę czy na wyczynowy sport. Relaksuje mnie kontakt z przyrodą, jazda na rowerze oraz biegi narciarskie. Mam na te zajęcia czas tylko kilka razy w roku. Kiedyś czynnie uprawiałem sport, grałem w piłkę nożną w szkole średniej i później, pasjonowało mnie także strzelectwo sportowe. W klubie działam chętnie, ponieważ kluby sportowe w Polsce są biedne i każda para rąk do pracy się przyda. Z trudem godzę te obowiązki z pracą zawodową. M.OB.: Porozmawiajmy o rodzinie W.K.: Mam dwie córki. Jedna z nich skończyła studia na UM we Wrocławiu, będzie neonatologiem. Druga skończyła informatykę, ale nie pracuje w zawodzie. Mam też wnuczkę. Jestem gościem w domu. Bywają takie dni, że wychodzę rano do pracy, a wracam następnego dnia po godz To jest też ciężka i wyczerpująca praca fizyczna. M.OB.: Największy sukces i porażka w Pana życiu to W.K.: Sukces to ostatnie wydarzenia. Pracowałem na nie 33 lata, na to, aby moja praca została zauważona, nie tylko przez rodziców, kolegów po fachu, ale i przez społeczeństwo. Olbrzymim sukcesem jest stworzenie takiego ośrodka neonatologicznego, który, wydaje mi się, jest jednym z najlepszych w kraju. Sukcesem jest uratowanie metodą sztucznej nerki tego dziecka 17 M EDIUM maj 2015
18 Wywiad Medium i wielu innych noworodków. To otwiera nowe perspektywy dla neonatologii. Muszą powstać ośrodki leczące sztuczną nerką również noworodki albo trzeba wydzielić jakieś dwa oddziały w województwie, które będą dysponowały tą metodą. Poza tym uratowaliśmy tą metodą dziecko z protokołem DNR. Mimo zaleceń do zakończenia uporczywej terapii okazało się, że stan dziecka po siedemnastodniowej hemodializie się poprawił, wszystko idzie w dobrym kierunku i mała Ania jest w domu. Sprawdza się to, o czym już mówiłem, że nie należy zawsze iść utartymi ścieżkami, nie oddawać się łatwiźnie. Staram się mieć własne zdanie na ten i inne tematy. M.OB.: Słyszy się od jakiegoś czasu o zbyt schematycznym podejściu do pacjenta. Postępuje się według ściśle wytyczonych procedur, zleca badania, diagnozuje ale nie zawsze trafnie. Czy to nie jest upraszczanie? W.K.: Tak, to jest upraszczanie i ucieczka przed odpowiedzialnością, tłumaczenie sobie, że postępowałem zgodnie ze standardem, więc jestem niewinny. To jest droga obrony dla wszystkich. Natomiast obowiązujące standardy w neonatologii to absolutne minimum. Trzeba każdego noworodka traktować indywidualnie i ponadstandardowo. Niestety muszę zauważyć, że część obowiązujących standardów pogorszyła, a nie poprawiła, opiekę nad noworodkiem. Najważniejsze, aby zmniejszyć umieralność. Trzeba postępować ponadstandardowo, ale nie można zawsze trzymać się kurczowo wyznaczonej ścieżki. Standardy zabiją medycynę. Należy każdy przypadek traktować indywidualnie. M.OB.: Czy utrzymuje Pan kontakt z wyleczonymi i uratowanymi małymi pacjentami oraz ich rodzinami? W.K.: Bardzo często. Wielu rodziców utrzymuje kontakty z oddziałem. W dniu rocznicy urodzin dziecka przychodzą, przynoszą tort i zdjęcia dziecka od momentu pobytu na oddziale po aktualne. Pokazują, że żyją normalnie, biegają, cieszą się każdym dniem. My też stawiamy na dobre relacje z rodzicami. Konferencje M.OB.: Swoją codzienną pracą udowadnia Pan, że w mniejszym szpitalu w małej miejscowości można dokonywać rzeczy wielkich, na światowym poziomie... W.K.: Na ten sukces złożyło się kilka czynników: miałem jednego dyżurnego lekarza, kilka pielęgniarek i wolną sztuczną nerkę. W ciągu kilkudziesięciu minut trzeba było podjąć decyzję, wezwać rodziców i powiedzieć, że dziecko odchodzi, a sztuczna nerka to jedyna szansa. Porównując nasze realia z wielkim, nowoczesnym oddziałem za granicą, wyglądało to tak jakbym poleciał na księżyc w dresie. Dotychczas wiele dzieci i wcześniaków było leczonych sztuczną nerką bez powodzenia. Ta metoda musi stać się środkiem ratowania życia. Każdy przypadek jest inny. Mając wytyczne postępowania z tak małym noworodkiem trzeba być cały czas przy nim i odpowiednio reagować, odchodząc nawet od znanych i sprawdzonych schematów. Trzeba zachować bardzo uczciwe, rzetelne i dokładne podejście do każdego przypadku. Informowanie rodziców o każdej zmianie, niepowodzeniu czy pogorszeniu się stanu dziecka, kontakt telefoniczny czy owy to konieczność. Takie detale mogą decydować o sukcesie. Powtórzę, że to osiągnięcie otwiera drogę do wprowadzenia CRRT na oddziały intensywnej terapii noworodka. Jest to uznana, bezpieczna i w gruncie rzeczy prosta metoda dająca szansę życia dziesiątkom dzieci umierających z powodu niewydolności wielonarządowej oraz ostrego uszkodzenia nerek. Tego nurtu już się nie cofnie, trzeba to robić. Stosowana dotąd dializa otrzewnowa jest metodą mniej wydajną. Reasumując naszą rozmowę, zacytuję słowa z pierwszego rozdziału Mistrza i Małgorzaty Bułhakowa: Annuszka już kupiła olej słonecznikowy, i nie dość, że kupiła, ale już go nawet rozlała.... To zdanie doskonale obrazuje nieunikniony bieg zdarzeń. Dziękuję za rozmowę. II Katedra i Klinika Pediatrii, Gastroenterologii i Żywienia UM we Wrocławiu zaprasza na VII Konferencję Naukowo-Szkoleniową pt. Nieswoiste zapalenia jelit u dzieci która odbędzie się 16 maja 2015 r. (sobota) w Domu Jana Pawła II przy ul. św. Idziego 2 we Wrocławiu. Program konferencji dostępny na stronie: prof. dr hab. Barbara Iwańczak przewodnicząca Komitetu Naukowego i Organizacyjnego, kierownik II Katedry i Kliniki Pediatrii, Gastroenterologii i Żywienia UM we Wrocławiu Adres: ul. M. Curie-Skłodowskiej 50/52, Wrocław, tel , fax maj 2015 MEDIU 18 M
19 Wydarzyło się Fot. NIL Prezes NRL Maciej Hamankiewicz przed siedzibą Trybunału Konstytucyjnego przy al. Jana Christiana Szucha 12a w Warszawie. PAKIET ONKOLOGICZNY I KOLEJKOWY ZASKARŻONY NACZELNA RADA LEKARSKA ZŁOŻYŁA WNIOSEK DO TRYBUNAŁU KONSTYTUCYJNEGO Fot. Marek Stankiewicz Prof. Romuald Krajewski tuż po przecięciu wstęgi symbolizującej otwarcie Domu Lekarzy Europejskich w Brukseli. DOM LEKARZY EUROPEJSKICH (DOMUS MEDICA EUROPEA) W BRUKSELI UROCZYŚCIE OTWARTY Prezes Naczelnej Rady Lekarskiej Maciej Hamankiewicz złożył 16 kwietnia 2015 r. wniosek do Trybunału Konstytucyjnego o zbadanie zgodności z Konstytucją niektórych przepisów wprowadzających pakiet onkologiczny w zakresie dotyczącym wykonywania zawodu lekarza. Wniosek został złożony po jednogłośnie podjętej decyzji przez Naczelną Radę Lekarską na posiedzeniu 10 kwietnia 2015 r. NRL również jednogłośnie zdecydowała o skierowaniu do Rzecznika Praw Obywatelskich wniosku z prośbą o wystąpienie do Trybunału Konstytucyjnego o zbadanie zgodności z Konstytucją niektórych przepisów wprowadzających pakiet onkologiczny dotyczących sytuacji pacjentów oraz trybu legislacyjnego, w jakim uchwalono przepisy. Naczelna Rada Lekarska wystąpiła do TK z wnioskiem o zbadanie zgodności z Konstytucją RP m.in. fragmentów ustawy o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych w zakresie: różnicowania uprawnień lekarzy rodzinnych i lekarzy specjalistów do wydawania karty diagnostyki i leczenia onkologicznego; sytuacji prawnej lekarzy POZ dotyczącej osiągania minimalnego wskaźnika rozpoznawania nowotworów; zakazu lekarzom POZ wydawania kart diagnostyki i leczenia onkologicznego wskutek nieosiągnięcia minimalnego wskaźnika rozpoznawania nowotworów ustalonego przez oddział wojewódzki NFZ; karania finansowego lekarzy POZ za wydanie karty diagnostyki i leczenia onkologicznego pomimo nieosiągnięcia wymaganego wskaźnika rozpoznawania nowotworów; pozbawienia samorządu lekarskiego możliwości konsultacji zmian prawnych w ramach konstytucyjnej funkcji reprezentowania przez NRL osób wykonujących zawód zaufania publicznego. Źródło NIL Szanowni Czytelnicy! Zachęcamy do zapoznania się z raportem regulacyjnym w sprawie oceny konstytucyjności ustawy z dnia 22 lipca 2014 r. o zmianie ustawy o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych oraz niektórych innych ustaw (wprowadzającej tzw. pakiet onkologiczny i kolejkowy) autorstwa dr. hab. Marcina Matczaka, dr. Tomasza Zalasińskiego i Michała Czarnucha. Raport dostępny na stronie Gazety Lekarskiej i Medium. W samym sercu Brukseli, nieopodal najważniejszych instytucji europejskich, przy rue de l'industrie 24, działa od 10 kwietnia br. Dom Lekarzy Europejskich. W uroczystości otwarcia siedziby Domus Medica Europea wzięli udział przedstawiciele 25 europejskich organizacji lekarskich zrzeszonych w UEMS, obserwatorzy z Gruzji i Maroka oraz członkowie Stałego Komitetu Lekarzy Europejskich. Niebieską wstęgę, na znak otwarcia DME dla realizacji celów europejskiej rodziny lekarskiej, przeciął prezydent UEMS i wiceprezes NRL prof. Romuald Krajewski. Były owacje i okrzyki radości M.J. Nowatorska operacja w 4. WSK. Pierwsza taka w Polsce! Zespół kardiologów i kardiochirurgów 4. Wojskowego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu jako pierwszy w Polsce zastosował innowacyjną metodę leczenia ciężkiej niewydolności serca. Polega ona na wszczepieniu stymulatora nerwu błędnego odpowiedzialnego za pracę serca. Niewielkie urządzenie (50 mm długości, 47 szerokości oraz 11 grubości) jest wyposażone w dwie elektrody, z których jedną lekarze wprowadzili do prawej komory serca a drugą opletli nerw błędny. Pierwszą pacjentką leczoną metodą neuromodulacji jest 63-letnia wrocławianka, w przeszłości dotknięta zawałem serca. Minęło kilka dni od zabiegu, a ja czuję się bardzo dobrze. Dziękuję lekarzom za świetną opiekę i pomoc mówiła w marcu podczas konferencji prasowej p. Grażyna Nowak. Prof. Piotr Ponikowski, kierownik Kliniki Kardiologii 4. WSK ma nadzieję, że dzięki nowej metodzie uda się poprawić nie tylko komfort życia pacjentów. Bardzo liczymy również na to, że możliwe będzie wydłużenie życia chorych z ciężką niewydolnością serca. W innowacyjnym zabiegu wzięli udział kardiolodzy: dr n. med. Dariusz Jagielski, dr n. med. Adam Kołodziej oraz kardiochirurdzy: lek. Filip Klausa i lek. Piotr Król. Źródło: 19 M EDIUM maj 2015
20 Wydarzyło się Fot. Adam Zadrzywilski Zaproszeni goście obserwują uroczysty moment odsłonięcia tablic. Wśród nich lek. Jacek Chodorski prezes DRL (II od lewej). KATEDRA RADIOLOGII MA NOWE SALE SEMINARYJNE, A TE SWOICH PATRONÓW 11 kwietnia 2015 r. w Katedrze Radiologii, w Uniwersyteckim Szpitalu Klinicznym, odbyło się specjalne posiedzenie Katedry Radiologii UM we Wrocławiu oraz Oddziału Dolnośląsko-Opolskiego Polskiego Lekarskiego Towarzystwa Radiologicznego, połączone z uroczystym otwarciem 2 nowych sal seminaryjnych Katedry Radiologii oraz odsłonięciem tablic patronów tych sal, byłych kierowników Katedry Radiologii, prof. Tadeusza Kaniowskiego i prof. Romana Marciniaka. W posiedzeniu wzięli udział m.in.: prof. Marek Ziętek JM rektor UM, prof. Joanna Rymaszewska dziekan Wydziału Lekarskiego Kształcenia Podyplomowego, lek. Jacek Chodorski prezes Dolnośląskiej Izby Lekarskiej, mgr Andrzej Kochan zastępca kanclerza UM ds. inwestycji, mgr Wiesław Zawada prezes Fundacji UM we Wrocławiu, zastępcy dyrektora Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego: dr Bogusław Beck i dr Barbara Korzeniowska. Posiedzenie otworzyli dr hab. Urszula Zaleska-Dorobisz, prof. nadzw. przewodnicząca Oddziału Dolnośląsko-Opolskiego Polskiego Lekarskiego Towarzystwa Radiologicznego oraz prof.marek J. Sąsiadek kierownik Katedry Radiologii. Prof. Sąsiadek przypomniał, jak powstawały nowe sale seminaryjne. Tablice patronów nowych sal seminaryjnych Katedry Radiologii odsłonili prof. Marek Ziętek (po lewej) i prof. Marek J. Sąsiadek. Zwrócił uwagę na duży niedobór sal dydaktycznych w obrębie Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego; nowe sale, które będą służyć wszystkim klinikom na terenie USK poprawią tę sytuację. Prof. Sąsiadek podziękował osobom i instytucjom, które przyczyniły się do powstania sal: władzom uczelni, a zwłaszcza kanclerzowi Andrzejowi Kochanowi; prezesowi Fundacji UM we Wrocławiu, mgr. Wiesławowi Zawadzie oraz dyrekcji USK. Prof. Krzysztof Moroń, emerytowany kierownik Katedry Radiologii, przypomniał sylwetki patronów nowych sal seminaryjnych: prof. Tadeusza Kaniowskiego i prof. Romana Marciniaka, zwracając uwagę na ich ogromne zasługi dla polskiej radiologii i naszej uczelni. Następnie JM rektor prof. Marek Ziętek wraz z prof. Sąsiadkiem dokonali uroczystego odsłonięcia tablic prof. Tadeusza Kaniowskiego i prof. Romana Marciniaka. Prof. Ziętek przedstawił zebranym własne wspomnienia związane z patronami sal oraz wyraził pogląd, że nadawanie salom dydaktycznym imion zasłużonych profesorów UMW jest ważnym elementem budowania tradycji naszej Alma Mater. Mapa potrzeb zdrowotnych Dolnego Śląska przygotowania do prac w toku Marek J. Sąsiadek W województwie dolnośląskim trwają prace nad powołaniem Wojewódzkiej Rady ds. Potrzeb Zdrowotnych. W ostatnim czasie wojewoda dolnośląski skierował wnioski do określonych w ustawie instytucji o wskazanie kandydatów do prac w tej Radzie. Po jej powołaniu możliwe będzie określenie harmonogramu prac nad stworzeniem mapy i terminu zakończenia wyjaśnia redakcji Medium Bartosz Wiśniewski z Biura Prasowego Dolnośląskiego Urzędu Wojewódzkiego. W listopadzie ubiegłego roku wojewoda dolnośląski Tomasz Smolarz powołał zespół doradczy ds. opracowania strategii usprawnienia organizacji i zabezpieczenia świadczeń zdrowotnych realizowanych przez podmioty wykonujące działalność leczniczą na terenie województwa dolnośląskiego, z uwzględnieniem założeń mapy potrzeb zdrowotnych. W jego skład wchodzą eksperci ściśle związani z ochroną zdrowia oraz polityką społeczną regionu (Piotr Kollbek (przewodniczący) zastępca dyrektora Wydziału Polityki Społecznej DUW, Robert Korzeniowski dyrektor Wydziału Bezpieczeństwa i Zarządzania Kryzysowego, Jarosław Maroszek (dyrektor Departamentu Polityki Zdrowotnej Urzędu Marszałkowskiego, Wincenty Mazurec dyrektor wrocławskiego pogotowia, Grzegorz Stoinski komendant 4. WSK z Polikliniką we Wrocławiu, Piotr Nowicki dyrektor SPSK Nr 1 we Wrocławiu oraz dyrektorzy szpitali, ordynatorzy oddziałów, konsultanci z zakresu poszczególnych dziedzin medycyny, pielęgniarstwa, farmacji i przedstawiciele NFZ). Ostatnie spotkanie zespołu doradczego odbyło się 2 kwietnia 2015 r. M.J. maj 2015 MEDIU 20 M

References: art. 49
 art. 25
 art. 8
 art. 4
 art. 8
 art. 8
 art. 4
 art. 4
 art. 417