Source: http://halat.pl/dr_Zbigniew_Halat_fotografia_artystyczna_felietony_w_Radio_Maryja_ilustrowane_od_roku_2005_rok_2006.html
Timestamp: 2017-09-20 23:49:32+00:00

Document:
dr Zbigniew Halat, fotografia artystyczna, felietony w Radio Maryja ilustrowane od roku 2005. Rok 2006
Felieton w Radio Maryja, 5.stycznia 2006
W nowy rok 2006 Polska wchodzi jako państwo dojrzałej demokracji, którego obywatele potrafili wyłonić spośród siebie reprezentantów nie różniących się istotnie od wyborców co do deklarowanych przekonań, systemu wartości, narodowej tradycji i kultury.
Na czele państwa uznawanego na całym świecie za ostoję Katolicyzmu stanęli politycy jednoznacznie określający się jako członkowie Kościoła rzymskokatolickiego, co więcej – publicznie głoszący, że nauka społeczna Kościoła jest źródłem podejmowanych przez nich decyzji. Jest to dobra wiadomość dla wszystkich, w kraju i na świecie, zwłaszcza dla osób nie będących katolikami, bo przecież zgodnie z nauką Chrystusa, katolicy zawsze i wszędzie kierują się przykazaniem miłości i głoszą wszystkim pokój.
Dzięki wyrazistej postawie wybranych przez nas polityków nie trzeba już zgadywać jaki jest stosunek prezydenta, premiera, czy marszałka sejmu do ochrony człowieka od poczęcia do naturalnej śmierci, do godnych warunków życia emerytów oraz do trwałości i rozwoju polskich rodzin. Przecież już dzieci przygotowujące się do pierwszej Komunii Św. uczą się Dekalogu na pamięć i ze zrozumieniem przykazań <<Nie zabijaj>>, <<Czcij ojca swego i matkę swoją>>, <<Nie cudzołóż”>>.
Znikają też wątpliwości, czy prezydent, premier i marszałek sejmu uszanują kolejne przykazanie - <<Nie kradnij>>. Gorliwym katolikom można z pełnym zaufaniem powierzyć pieniądze z podatków i rozlicznych składek zbieranych wprawdzie pod przymusem, ale do mądrego wykorzystania dla wspólnego dobra.
Same podatki czynią nas niewolnikami systemu państwowego prawie przez połowę każdego roku. W 2005r. dzień wolności podatkowej przypadał na 23. czerwca, co oznacza, że od 1. stycznia do 22. czerwca pracowaliśmy tylko na podatki, a dopiero po tej dacie na potrzeby indywidualne. W 2001r. był to 18. czerwca, w 2002r. – 24. czerwca, w 2003r. – 28. czerwca, a w 2004r. – 24. czerwca Jak ten nasz wspólny wysiłek został wykorzystany możemy się tylko domyślać, śledząc losy kolejnych afer korupcyjnych, a przy tym widząc ogrom zaniedbań. Przez te lata byliśmy więc niewolnikami kasty okradającej nas z owoców ciężkiej pracy.
Ileż to razy powtarzaliśmy sobie, że wystarczy nie kraść, aby mieć takie sukcesy organizacyjne i inwestycyjne jak ojciec Tadeusz, którego dzieła przyćmiewają wszystko, co powstało w Polsce co najmniej w ostatnich kilkunastu latach. Są to dzieła wymodlone, a zbudowane i utrzymywane za ofiary wyproszone u milionów ludzi, nie za daniny wymuszone siłą, jak podatki, nie za środki publiczne wyłudzone podstępem jak fortuny naciągaczy pasożytujących na budżecie.
Wystarczy nie kraść, aby przywrócić dawny blask Najjaśniejszej Rzeczypospolitej.
Przecież pomimo tylu wieków zmagań z wrogimi mocami jesteśmy zaliczani do grupy 57 państw wysokim rozwoju cywilizacyjnym według klasyfikacji ONZ z 2005r. Klasyfikacja ta opiera się o oczekiwaną długość życia, przeciętną zamożność oraz umiejętność czytania i pisania wśród osób powyżej 15. r. ż.. U nas odsetek analfabetów wynosi 0,3%, a w Grecji, od nas niemal dwa razy bogatszej i cieszącej się dłuższym o 4 lata życiem swoich obywateli – aż 9%.
- Produkt Krajowy Brutto w wysokości 209,6 miliarda dolarów amerykańskich stawia Polskę na pozycji 19., a PKB na osobę w wysokości 5 487 dolarów stawia Polskę na pozycji 43.
- Produkt Krajowy Brutto w wysokości 434,6 miliarda dolarów amerykańskich według parytetu siły nabywczej stawia Polskę na pozycji 14., a PKB na osobę w wysokości 11 379 dolarów według parytetu siły nabywczej stawia Polskę na pozycji 42.
- Ludność w liczbie 38,6 miliona stawia Polskę na pozycji 10., ale według prognozy ONZ na 2015 rok, a więc bardzo krótkiej, Polska ma liczyć o 500 tysięcy mniej mieszkańców i spaść w tym rankingu o 1 miejsce. W tym samym czasie w Meksyku ma nastąpić przyrost ludności o 14,8 miliona, w USA o 11,3 miliona, w Argentynie 4,7 miliona, w Kanadzie o 3,5 miliona, w Australii o 2,5 miliona, po o ponad 2 miliony w Hiszpanii, Francji i Wielkiej Brytanii, prawie o 2 miliony w Chile, o 700 tysięcy w Irlandii, co stanowi 17,5% przyrostu w stosunku do wyjściowej liczby 4 milionów obywateli tego kraju. Jednak rekordy pobije Izrael, gdzie według prognoz ONZ liczba ludności od 2003 do 2015 roku ma powiększyć się o 1/5. W roku 1975 Izrael liczył 3,4 miliona mieszkańców, w 2015 ma liczyć 7,8 miliona mieszkańców. W okresie 2000 – 2005 na jedną kobietę w Izraelu przypadało 2,9 urodzeń a w Polsce zaledwie 1,3. Dla porównania w USA – 2,0, we Francji i Irlandii - 1,9, w Norwegii i Danii - 1,8 urodzeń na jedną kobietę.
- Oczekiwana liczba lat życia osoby urodzonej w 2003r. wynosząca 74,3, stawia nasz kraj na pozycji 44., zdecydowanie najgorszej wśród wszystkich największych krajów świata o wysokim poziomie rozwoju cywilizacyjnego.
- Wydatki na zdrowie w 2002r. na osobę w dolarach amerykańskich według parytetu siły nabywczej w wysokości 657 dolarów stawiają nasz kraj na pozycji 42., ale są – niestety – zgodne z wyliczonym trendem w oparciu o realne dane międzynarodowe wskazującym na bezpośrednią i silną zależność średniej długości życia od siły gospodarczej państwa i tym samym zamożności jego obywateli.
Wykresy do powyższej informacji osoby zainteresowane znajdą na mojej stronie internetowej www.halat.pl .
Dane za rok 2005 będą dostępne dopiero za dwa lata i one dopiero - w moim przekonaniu - będą rzeczywistym raportem otwarcia prezydentury pana Lecha Kaczyńskiego i rządu pana premiera Kazimierza Marcinkiewicza. Kolejne lata pozwolą dokonać oceny skuteczności działań naszych polityków na rzecz podjętych zobowiązań.
Polscy katolicy powinni zdawać sobie sprawę z faktu, że wybrali swoich przedstawicieli a nie gladiatorów.
Felieton w Radio Maryja, 19 stycznia 2006
Przebogata mowa polska zawiera wiele zapożyczeń, których nie sposób zastąpić rdzennymi odpowiednikami. Dotyczy to nawet tak podstawowego pojęcia jak zaprzeczenie prawdy. Prawda to piękne słowo, miłe duszy i sercu. W logice dwuwartościowej prawda jest jedną z dwóch wartości logicznych, Drugą jest fałsz.
Zaprzeczenie prawdy jednak wcale nie wyczerpuje wszystkich znaczeń obcego wyrazu fałsz.
Trzytomowy Słownik Języka Polskiego pod redakcją naukową prof. Mieczysława Szymczaka tak definiuje wyraz fałsz: niezgodność z prawdą, nieszczerość, obłuda, kłamstwo. Przykłady użycia: Fałsz historyczny. Wyczuć fałsz w czyichś słowach. Poznać się na fałszu i przestarzałe: Zadać komuś fałsz, czyli ujawnić, że ktoś kłamie, jest nieszczery, obłudny.
Stąd przymiotnik - fałszywy, w takim rozumieniu jak: Niezgodny z prawdą, błędny, niewłaści­wy. Fałszywe zeznanie, oskarżenie. Fałszywy donos, alarm. Fałszywe wnioski. Fałszywy krok, czyli nierozważne posunięcie, pociągające za sobą przykre następstwa.
Fałszywy to też: obłudny, nieszczery, przewrotny; świad­czący o czyjejś obłudzie, nieszczerości, prze­wrotności. Fałszywy człowiek, sprzymierzeniec. Fałszywi przyjaciele. Fałszywy uśmiech, pocałunek. Fałszywa grzeczność. Fałszywy wstyd. Fałszywa skromność, duma, ambicja.
W innym znaczeniu fałszywy to: udający kogoś, podszywający się pod ko­goś, pozorny. Fałszywy książę, prorok. Fał­szywy świadek, czyli świadek celowo składający ze­znania niezgodne z prawdą.
Fałszywie – to niezgodnie z prawdą, kłamliwie, błędnie. Zeznawać, donosić fałszywie. Tłumaczyć, rozumieć coś fałszywie. Obłudnie, nieszczerze: uśmiechać się fałszywie.
Fałszywość – niezgodność z prawdą, bycie fałszywym. Dowieść fałszywości zdania.
Fałszywiec to człowiek fałszywy, obłudny, nieszczery, zaś fałszerz, to ten, kto fałszuje, podrabia coś, trudni się fałszerstwem.
Fałszować to sporządzać imitację czegoś, podrabiać coś podając za oryginał, a w przenośni – przedstawiać coś niezgodnie z prawdą, zniekształcać. Fałszować prawdę, fakty, historię, rzeczywistość, czyjeś myśli.
Fałszować to także obniżać wartość produktów spożywczych, zachowując pozorną ich jakość.
Od 17. października 2005r. obowiązująca ustawa z dnia 11 maja 2001 r. o warunkach zdrowotnych żywności i żywienia tak definiuje środek spożywczy zafałszowany: środek spożywczy, którego skład lub inne właściwości zostały zmienione, a nabywca nie został o tym poinformowany w sposób określony ustawą, albo środek spożywczy, w którym zostały wprowadzone zmiany mające na celu ukrycie jego rzeczywistego składu lub innych właściwości; środek spożywczy jest środkiem spożywczym zafałszowanym, jeżeli:
d) niezgodnie z prawdą podano jego nazwę, skład, datę lub miejsce produkcji, termin przydatności do spożycia lub datę minimalnej trwałości albo w inny sposób nieprawidłowo go oznakowano, jeżeli działania te mają wpływ na jakość środka spożywczego.
Od 17. października 2005r. zgodnie z ustawą opakowania środków spożywczych muszą być znakowane w sposób zrozumiały dla konsumenta, ich napisy muszą być wyraźne, czytelne i nieusuwalne, umieszczone w widocznym miejscu, a także nie mogą być w żaden sposób ukryte, zasłonięte lub przesłonięte innymi nadrukami czy obrazkami.
Inspektorzy sanitarni dysponują więc ustawową definicją zafałszowania żywności, którą mogliby - gdyby chcieli – wykorzystywać w celu ochrony zdrowia konsumentów, choćby przed chemicznymi i genetycznymi zafałszowaniami żywności.
W obecnej sytuacji pilnie należy zdefiniować fałsz w polityce i dla wspólnego dobra upowszechniać umiejętność odróżniania w życiu publicznym prawdy od fałszu.
Felieton w Radio Maryja, 26 stycznia 2006
Bóg, Honor, Ojczyzna są fundamentem polskości. Do rozbicia fundamentu, na którym stoi nasz dom, niezmiennie dążą twórcy i wykonawcy zbrodni antypolonizmu. Zależnie od sytuacji zabiegają o skłócenie i bratobójczą walkę Polaków, jak to czyniła Róża Luksemburg i jej świadomi i nieświadomi skutków własnych czynów ideowi następcy, albo też sami stosują eliminację fizyczną i/lub cywilną Polaków, jak to czynili carowie, cesarze, kanclerze i sekretarze stojący na czele ludobójczych systemów, a także, co jest już żałosnym dorobkiem naszych czasów, właściciele i redaktorzy naczelni środków masowego przekazu.
Daremne ich wysiłki!
Oto doczekaliśmy niezwykle korzystnego dla Polski układu sił politycznych, w którym dla partii głosami wyborców najsilniejszej Bóg, Honor i Ojczyzna są fundamentem polskości. Także rozpoczynający pięcioletnią kadencję Prezydent swą postawą zapowiada niezłomną wolę umacniania fundamentu naszego domu – Polski.
Nagle znaleźliśmy się w świecie zupełnie nieznanym ogromnej większości Polaków. Władza jest nasza! Prezydent i rząd opowiadają się dokładnie za tymi samymi wartościami, które Naród uznaje za swoje. Został spełniony niezbędny warunek, aby państwo przestało być wrogie, rządzone przez obcych i tych kierowanych z zewnątrz, i tych kierujących się egoizmem. Do przeszłości odchodzą podziały polityczne wyrosłe w poprzednich okresach historii. Jądrem krystalizacji nowoczesnego patriotyzmu stają osoby, którym ludzie ufają, bo doceniają nie tylko ich dobrą wolę i zgodność czynów z deklaracjami, lecz także skuteczność w osiąganiu zamierzonych celów. Nakazem chwili jest wszystko postawić na jedną kartę - sprawdzoną i najsilniejszą. Przecież Ojczyzna to jeden wspólny obowiązek a nie postaw sukna rozszarpywany przez konkurentów do władzy i pieniędzy z nią związanych. Umiejętność prowadzenia skutecznej polityki dla wspólnego dobra jest talentem rzadko spotykanym i tym bardziej powinna być ceniona w naszym kraju, im mocniej zagraża nam prywata i anarchia, także w obszarze zrównoważonego wypełniania rozmaitych funkcji państwa.
Za przykład niech tu posłuży zderzenie niezwykle słusznych postulatów poprawy sytuacji materialnej seniorów z polityką lekową dotychczasowych rządów, katastrofalną dla zdrowia i majątku ludzi oraz budżetu państwa. Bez pilnej i radykalnej naprawy polityki lekowej pieniądze podatników w postaci dodatku senioralnego szerokim strumieniem popłyną do międzynarodowych korporacji farmaceutycznych, a nasi emeryci i renciści znajdą się dokładnie w tej samej sytuacji, w którą uwikłano rolników przydzielając im dotacje natychmiast wyrywane im z kieszeni przez rosnące koszty produkcji rolnej.
Bez skutecznej interwencji ministra zdrowia i finansów oraz kierowników kilku urzędów centralnych powtórzy się sytuacja ze środkami gromadzonymi przez Narodowy Fundusz Zdrowia, z których najłatwiej skorzystać sprzedawcom leków.
W wyniku wieloletnich zaniedbań w zakresie zdrowia publicznego, w szczególności w obszarze prewencji i profilaktyki, szacowana liczba straconych lat życia w zdrowiu wyliczona dla osoby urodzonej w 2002r. wynosi w przypadku płci męskiej 7,5 roku, a żeńskiej – 10,6 roku. Oczywiście u osób urodzonych przed 2002 liczba lat silnie obciążonych wydatkami na leczenie jest znacznie większa.
Według ostatnich dostępnych oszacowań Światowej Organizacji Zdrowia 65,8 lat życia w zdrowiu prognozowanych dla osoby urodzonej w 2002r. stawia Polskę na 43. pozycji na świecie i 29. pozycji w Regionie Europejskim WHO sięgającym po Władywostok i obejmującym byłe sowieckie republiki Azji Środkowej. Tylko z powodu przedwczesnej umieralności nasz kraj zaliczany jest do podregionu epidemiologicznego B Regionu Europejskiego, wraz z większością krajów bałkańskich, byłymi republikami sowieckimi Kaukazu, Azji Środkowej i Turcją.
Czechy, Słowacja, Słowenia i Chorwacja to kraje podregionu epidemiologicznego A. Największą liczbą lat życia w zdrowiu cieszyć się mogą liderzy podregionu epidemiologicznego A: Szwedzi - 73,3 oczekiwanych lat życia w zdrowiu, Szwajcarzy – 73,2, Włosi - 72,7, Hiszpanie - 72,6, Francuzi i Norwegowie – 72 oraz Niemcy - 71,8 oczekiwanych lat życia w zdrowiu. Jakże mizernie i niewspółmiernie do naszych możliwości wygląda na tym tle Polska z syntetycznym wskaźnik dobrobytu mierzonym oczekiwaną liczbą lat życia w zdrowiu, którą dla osoby urodzonej w 2002r. wyliczono, przypominam – na 65,8 lat życia.
Oby ludzie dźwigający ciężar władzy w naszym kraju zechcieli przychylnie spojrzeć na zdrowie Narodu i przybliżyć nam zdobycze współczesnej cywilizacji.
Felieton w Radio Maryja, 2 lutego 2006
Współczuć powinni wszyscy. I współczują. Modlić się mogą ci uprzywilejowani, którzy poznali moc Bożej Dobroci. I modlą się. Wypełnić sumiennie swoje powołanie pragną ludzie cieszący się publicznym zaufaniem – bohaterscy ratownicy i inni pełni poświęcenia uczestnicy akcji ratunkowej, wybitni eksperci, dzielni policjanci, wnikliwi prokuratorzy, najwyżsi dostojnicy naszego państwa znajdujący natychmiast drogę do pomocy ludziom w potrzebie. I wszyscy oni potrafią w sposób budzący podziw i szacunek udowodnić swoją przydatność na zajmowanych stanowiskach.
Ogrom bólu i potrzeb jest bezmierny. Łączna liczba ofiar katastrofy na Śląsku może przekraczać kilka tysięcy, jeżeli obok ofiar bezpośrednich, a więc zabitych na miejscu, zmarłych w trakcie leczenia, poszkodowanych fizycznie i psychicznie, często na zawsze, uwzględni się ofiary pośrednie - osieroconych członków rodzin i innych bliskich.
Liczbę zabitych i rannych w wyniku zawalenia się dachu Międzynarodowych Targów Katowickich należy jednak odnieść do średniej liczby zgonów w następstwie wypadków i nieszczęśliwych następstw wypadków, których według ostatnich dostępnych danych statystyki państwowej rejestrowano rocznie niemal 25 tysięcy. Stąd łatwo policzyć, że w roku 2003 z powodu wypadków i ich nieszczęśliwych następstw 70 osób ginęło codziennie. Co piąta śmierć była następstwem wypadku w ruchu pojazdów silnikowych. W roku 2004 wśród wszystkich ofiar wypadków drogowych zarejestrowano 5 712 zabitych i 64 661 rannych. Dzień w dzień tylko w następstwie wypadków drogowych 16 osób poniosło śmierć, a 177 odniosło rany.
Śmierć, ból i cierpienie w każdym przypadku mają taką samą wagę dla ofiary i jej bliskich. Niezależnie od przyczyn i okoliczności wszystkim ofiarom wypadków należy się taka sama pomoc ze strony władz publicznych. Każdy ma prawo domagać się opieki Państwa równie troskliwej jak ta, którą objęto uczestników wystawy gołębi w Katowicach. Każdy poszkodowany mógłby domagać się nie mniejszych środków wsparcia publicznego niż te, które były przyznane ofiarom tragedii na Śląsku. Jeżeli nie jest to wykonalne, należy dołożyć wszelkich starań, aby nieszczęściom skutecznie zapobiegać na tyle na ile jest to możliwe.
Tragiczne skutki katastrof budowlanych i innych wypadków, zwłaszcza drogowych, wcale nie wyczerpują długiej listy tych przyczyn przedwczesnych zgonów, chorób i niepełnosprawności, którym można zapobiec. Chorzy i zmarli na raka z powodu skażenia kancerogenami wody z kranu i żywności, powietrza dymem tytoniowym, azbestem, spalinami, sprzętu medycznego wirusami zapalenia wątroby typu B i C też mają prawo do opieki władz. Związek przyczynowo – skutkowy pomiędzy zgonem na raka a wieloletnim narażeniem na czynniki rakotwórcze nie jest jednak tak oczywisty jak nagła śmierć pod spadającym dachem. Ten związek przyczynowo – skutkowy wymaga znajomości aktualnego stanu wiedzy medycznej, która jest na tyle skomplikowana, że musi być przełożona na praktykę zdrowia publicznego poprzez język ustaw, rozporządzeń i norm sanitarnych. Skutki zaniedbania wymagań sanitarnych dotyczą nieporównywalnie większej liczby ludzi niż zaniedbania wymagań budowlanych. Są jednak rozproszone i przez to mniej dostrzegalne nawet przez samych chorych i rodziny zmarłych. Nowotwory złośliwe, wady rozwojowe, alergie, zatrucia chemiczne przewlekłe i o przebiegu podklinicznym, ciężkie zaburzenia hormonalne i metaboliczne, niezdiagnozowane zakażenia i zatrucia pokarmowe to przykładowe grupy zagrożeń zdrowia i życia, którym można zapobiec przestrzegając wymagań sanitarnych.
Znaczna część tragicznych następstw wypadków, nie tylko drogowych i budowlanych, ogromna większość skracających życie w zdrowiu skutków naruszeń wymagań sanitarnych to efekt czyjegoś zaniedbania. Sprawca nieszczęścia innych osób może charakteryzować się zbrodniczą lekkomyślnością, kiedy kieruje pojazdem mechanicznym, będąc pod wpływem alkoholu, albo uchyla się od utrzymania obiektu w stanie niezagrażającym życiu pracowników i użytkowników. Może też z premedytacją okradać ze zdrowia i bezpieczeństwa konsumentów, klientów, pracowników, bądź współużytkowników środowiska. Obniżając koszty produkcji lub usług, odniesie sukces rynkowy, puści z torbami konkurencję posłuszną prawu. Złoczyńca tryumfuje, pozostali stracą majątek, zdrowie, życie.
Oto dorobek III Rzeczypospolitej, której autorzy zgodnie z wezwaniem jej pierwszego prezydenta upierają się chronić jak źrenicy oka: korupcjogenne prawo, sparaliżowani inspektorzy, przekupni policjanci, prokuratorzy odrzucający kierowane do nich sprawy z powodu rzekomo niskiej szkodliwości społecznej, kompromitujące sprawiedliwość wyroki sądów, załgane środki masowego przekazu. Ludzie żyjący w strachu przed kolejnym nieszczęściem, wstyd przed światem.
Silne i uczciwe Państwo Polskie ma obowiązek chronić podstawowych interesów obywateli. Czyni to siłami inspekcji. Zadaniem inspektorów jest porównać wyniki przeprowadzonych kontroli z obowiązującym prawem. Oględziny nadzorowanych obiektów, pomiary, pobór próbek do badań laboratoryjnych, analiza dokumentów, zabezpieczenie dowodów to podstawowe czynności inspektorów. Od ich profesjonalizmu i rzetelności zależy nasze życie i majątek.
Oby tragedia na Śląsku była wystarczającym powodem radykalnych zmian działania inspektorów w naszym kraju.
Felieton w Radio Maryja, 9 lutego 2006
Każdy intuicyjnie odczytuje swoją wartość jako istoty stworzonej na wzór i podobieństwo samego Boga. Właśnie w szacunku dla osoby ludzkiej w każdym jej stadium i każdej kondycji tkwi potęga chrześcijaństwa.
Z tej to przyczyny przynajmniej niektórzy widzowie zasiadający na kamiennych ławach Koloseum wreszcie zrozumieli, że żywe pochodnie to męczennicy a nie powód do dobrej zabawy. W dzisiejszej Polsce to samo zrozumienie dotarło już do znacznej części widzów zasiadających w fotelach przed telewizorami, na których arenie chrześcijan poniewiera się równie okrutnie jak za czasów Nerona, choć jeszcze nie fizycznie.
Obalając bariery oddzielające niewolników od ich właścicieli, Chrześcijaństwo od samego początku było źródłem siły słabych, a tym samym celem nienawistnych ataków ze strony tych ludzi, którzy zawłaszczyli władzę nad innymi ludźmi.
Cóż bowiem groźniejszego dla wyniosłych uzurpatorów niż Chrystusowe przykazanie: kochaj bliźniego swego jak siebie samego! Skoro każdy człowiek jest bliźnim, nie można było zgodzić się na niewolnictwo ani w starożytności, ani w czasach Tadeusza Kościuszki, który na zawsze zaskarbił sobie wdzięczną pamięć u miłujących wolność Amerykanów, wyzwalając swoich niewolników, ani obecnie, w XXI w. – wieku, w którym – o zgrozo - żyje najwięcej niewolników wszechczasów.
Są to nie tylko dzieci sprzedawane lub porywane do katorżniczej pracy przy pozyskiwaniu lateksu na plantacjach Afryki, w zalewających świat tanimi produktami zakładów Azji, czy w kopalniach Ameryki Łacińskiej. Są to też ofiary handlu żywym towarem, wśród nich tysiące Polek, a nawet polskich dzieci, są też pracownicy zatrudniani na niegodziwych warunkach, a więc wykonujący pracę półniewolniczą, a nawet sensu stricte niewolniczą, kiedy wcale nie otrzymują uzgodnionego wynagrodzenia. Tych niewolników w naszym kraju są miliony. Dołącza do nich rzesza rolników, przedsiębiorców budowlanych, dostawców rozmaitych produktów i usług, którzy nigdy nie doczekali się umówionej zapłaty za wykonaną pracę. Oznacza to, że ich praca była niewolnicza, a do tego pochłaniająca własne środki. Ofiary systemowych i jednostkowych błędów aparatu ścigania, sprawiedliwości i podatkowego to też niewolnicy naszych czasów; pozbawieni wolności, poddani przez współwięźniów torturom, odarci z dobrego imienia i dobytku w wielu przypadkach do dzisiaj nie zostali wyzwoleni, nie otrzymawszy należnego zadośćuczynienia i zwrotu utraconych dóbr, czują się niewolnikami wrogiego państwa. Takie same emocje targają ludźmi chorymi, rodzinami bezskutecznie szukającymi ratunku dla swoich bliskich. Dla nich wyzwolenie z niewoli, oznaczałoby udostępnienie podstawowego dobra współczesnej cywilizacji, jakim jest dostęp do opieki zdrowotnej w odpowiednim czasie i na właściwym poziomie. Przecież ludzie płacą na Narodowy Fundusz Zdrowia, a w zamian bywają traktowani gorzej niż niewolnicy, bo nikomu nie zależy na ich zdrowiu i przeżyciu. A jaki jest los współczesnych niewolników żyjących przy drogach zapchanych pędzącymi jeden za drugim smrodliwymi i hałaśliwymi tirami większymi od domów, zamieszkałych w otoczeniu zakładów zatruwających wodę i powietrze, składowisk niebezpiecznych odpadów, w tym azbestu, pracujących w warunkach urągających godności człowieka, mieszkających w zagrzybionych mieszkaniach w stanie rozpadu. Przecież ludzie płacą podatki, a w zamian bywają traktowani gorzej niż niewolnicy, bo nikomu nie zależy na ich zdrowiu i przeżyciu.
Masy niewolników trzymane są w karbach przez garstkę możnych i wpływowych. Przepustką do tej grupy nie są ani zasługi na polu chwały, jak to dawniej bywało, ani wybitne zdolności i pracowitość. Źródeł nagłych wzbogaceń, fortun nieosiągalnych w żaden dający się uzasadnić prawnie sposób należy szukać choćby w materiałach komisji śledczych sejmu poprzedniej kadencji.
Zamieszkać za murem odgradzającym skutecznie od obrabowanych, schować łupy zagranicą lub zainwestować w czysty interes, przemieszczać się na niskim poziomie lotu własnym helikopterem, samolotem tuż nad głowami ogłuszanej reszty, leczyć się we Wiedniu lub Londynie, a w kraju korzystać z elitarnych systemów opieki zdrowotnej, które już wypatrują zysków z prywatnych ubezpieczeń społecznych, to nagroda za umiejętność odebrania innym ludziom szansy na zwykłe przeciętne życie. Aby jej nie utracić, trzeba być bezwzględnie lojalnym w stosunku do szajki o charakterze wielogłowej hydry. Trzeba też pozyskać i dobrze opłacić gotowych do każdej niegodziwości najemników. Przecież rzymscy cesarze nie krzyżowali chrześcijan własnymi rękoma, mieli do tego swoich ludzi. Byli jednak znani z imienia, jak np. Neron. Dyktatorzy stojący na czele ludobójczych systemów XX w. też nie byli anonimowi. W pamięci wielu narodów, zwłaszcza polskiego, zapisały się także nazwiska ich pretorianów - masowych morderców. Dlaczego więc obecna forma zniewalającej przemocy, jaką jest przemoc propagandowa, nie ma swojej twarzy, odpowiednika Hitlera lub Stalina? Przecież nikt nie dałby wiary masowym mordercom, takim jak Bierut, Światło i jego podwładni, gdyby ci zapewniali, że do nich należy pełnia władzy. W stanie wojennym każdy wiedział, że przebrani w mundury spikerzy dziennika telewizyjnego, jak pani Falska i pan Tumanowicz, wypełniają wolę pana Jaruzelskiego, który się z tym wcale nie krył. Dzisiaj na froncie walki o utrzymanie systemu niewolniczego w Polsce pokazywane są tylko twarze dziennikarzy albo tzw. autorytetów wykreowanych w minionych epokach. Nawet w telewizji publicznej zleceniobiorcy zlecenia na medialne zabójstwo chrześcijańskiego przeciwnika niewolnictwa otrzymują po piętnaście tysięcy złotych za udział w dwugodzinnym programie rozrywkowym. Są to jednak tylko najemnicy. Ich mocodawcy i zleceniodawcy pozostają w cieniu. Jawne są jednak nazwiska redaktorów naczelnych, wiadomo do kogo należą poszczególne media, kto i ile daje im na reklamę, kto decyduje o wypłatach dla najemników pieniędzmi pochodzącymi wszak z naszych kieszeni, bo albo z abonamentu radiowo-telewizyjnego, albo z tej części ceny kupowanych produktów, która pokrywa wydatki na reklamę. Obowiązuje tu stara zasada, że za wszystko i tak zapłaci konsument, nawet na swoją zgubę.
Czy w takiej sytuacji można się dziwić, że miliony Polaków szukają wyzwolenia w znoszącym niewolnictwo Chrześcijaństwie, okazują szacunek wybranym w demokratycznych wyborach władzom państwowym kierującym się nauką Chrystusa, a w rzeczywiście katolickich mediach chcą odbierać prawdziwy obraz świata?
Felieton w Radio Maryja, 26 lutego 2006
Lojalność wobec Polski. Tego Polakom trzeba najbardziej. Żyjemy przecież w świecie ostrej konkurencji, a prawdziwa siła jest w jedności obywateli lojalnych wobec swojego suwerennego państwa. Zagrożeń ciągle przybywa, do najpoważniejszych należy zaliczyć drenaż mózgów, wręcz kradzież ludzi.
Komisja Europejska uznała ostatnio za konieczne zwiększenie ruchliwości migracyjnej mieszkańców bloku, co oznacza, że nie pytani o zdanie będziemy okradzeni z naszej młodzieży, zwłaszcza tej bardziej atrakcyjnej dla zagranicznych pracodawców. Już nie Tatar w jasyr, nie Moskal w kamasze a <<head hunter>>, łowca głów z pośrednictwa zatrudnienia zabierze Polsce jej przyszłość.
Paradoksalnie ofiary porwania ucierpią więcej niż porzucone rodziny, popłakujące mamy i babcie, stale zasmuceni ojcowie i dziadkowie. Młodzi ludzie powinni wiedzieć, że to właśnie pierwsze pokolenie emigrantów ponosi największe ciężary wyjazdu. Dać się wykorzenić, to skazać się na się na mniej lub bardziej dolegliwy szok cywilizacyjny łagodzony środkami odurzającymi z alkoholem na czele, przygodnymi znajomościami wątpliwej jakości, nawiązywaniem kontaktów z zakamuflowanymi kryminalistami, którzy bezwzględnie wykorzystują ufność zagubionych przybyszów. Następstwa wykorzenienia przez całe dekady były dostrzegalne na Ziemiach Odzyskanych w postaci najwyższych w kraju współczynników przestępstw, alkoholizmu, chorób wenerycznych i rozwodów.
Ludźmi wykorzenionymi niezwykle łatwo manipulować, co do dzisiaj wyraźnie widać na mapie wyborczej Polski. W tym zapewne tkwi sens pomysłu Komisji Europejskiej, stanowczo sprzeczny z dotychczas obowiązującymi doktrynami polityki migracyjnej, których podstawowym założeniem jest wzmocnienie potencjalnych emigrantów ekonomicznych w ich miejscu zamieszkania. Dać szkołę, pracę, dom, satysfakcję z bezpiecznego swojskiego życia, to cele, na które Unia Europejska przeznacza sporo pieniędzy wysyłanych w ramach programu zatrzymania na miejscu obywateli byłych kolonii państw zachodnioeuropejskich. O dziwo, są to pieniądze także z polskiej składki, mimo że kiedy imperia kolonialne dokonywały podbojów, Polska sama była kolonią bezlitośnie eksploatowaną przez Rosję, Prusy i Austrię.
Z jednej strony kuszeni nominalnie wysokimi zarobkami i wprowadzani w błąd co do prawdziwych kosztów emigracji, z drugiej strony młodzi Polacy są wypędzani z własnego kraju naporem propagandy podważającej wiarę w pomyślną przyszłość własnej Ojczyzny. Kabaretowe występy niektórych polityków spotykają się z entuzjastycznym poparciem ze strony osób obsadzonych w roli idoli, wesołków i pseudokontestatorów doskonale dopasowanych do kanonów estetyki młodzieży. Ci to już potrafią zrobić wodę z mózgu każdemu, kto z natury rzeczy utożsamia się ze swoją grupą rówieśniczą.
Do tego dochodzi stała i niczym nienaruszona od czasów PRLu indoktrynacja komunistyczna, tym samym antynarodowa, w polskiej szkole każdego szczebla. Wystarczy zajrzeć do podręczników, porozmawiać z uczniami i studentami, wysłuchać publicznych wypowiedzi profesorów antypolonizmu, aby zdać sobie sprawę z ogromu przyczyn, dla których wielu młodych Polaków nie wierzy w Polskę i czuje się obco we własnym domu.
Lojalność wobec Polski potrzeba jest od zaraz. Każdy, kto utożsamia się z Polską, niezależnie od tego skąd przybyli jego przodkowie i kiedy włączyli się w skład naszego Narodu, powinien przemyśleć swoje zachowanie i zastanowić się nad problemem lojalności wobec Ojczyzny. Jeśli kogoś Polska uwiera, nie pozwala mu się rozwinąć, zrealizować, narzuca mu swoje tradycje, wartości i świętości, niech ten skorzysta z oferty Komisji Europejskiej i przeniesie się choćby i do ociekającego złotem Luksemburga.
Prawdziwych euroentuzjastów poznaje się przecież po ślepym oddaniu nawet najgłupszym pomysłom Brukseli.
Pozostali niech wiernie służą Ojczyźnie w ślad za Rudolfem Weiglem, Ludwikiem Hirszfeldem, rodami tatarskich Kociumbasów i ormiańskich Agopsowiczów, aby wymienić tylko tych Polaków, którzy z serdecznego wyboru pozostali przy Polsce i to w tych potwornych czasach próby, kiedy Polska przenosiła się ze Lwowa do Wrocławia.
Felieton w Radio Maryja, 2 marca 2006
W Wielki Post 2006r. Polacy wchodzą głęboko zranieni. Kolejne ciosy spadły na zrozpaczone rodziny tych młodych ludzi, którzy już znaleźli się w otchłani uzależnienia od alkoholu i narkotyków. Nie dość, że nasz syn, córka, brat, siostra, wnuk, wnuczka nie mogą przeżyć jednego dnia bez piwa, wódki, amfetaminy, marihuany, kokainy i innych środków odurzających, to jeszcze sąd w imieniu Rzeczypospolitej Polskiej wydaje wyrok skazujący za ujawnianie dokumentu o zarazie wyniszczającej nasze dzieci.
To jest wasz krzyż na Wielki Post 2006r. - ojcowie odbierający córki z izby wytrzeźwień, pogotowia opiekuńczego i aresztu,
i wasz - matki ukrywające przed światem straszną prawdę o synu, który bez sumienia ogołoci dom z każdych pieniędzy i sprzętów,
i wasz - dziadkowie starający się dociec co dzieje się z wnuczką za drzwiami meliny,
i wasz - babcie czuwający dzień i noc przy szpitalnym łóżku dziecka potwornie skrzywdzonego przez dorosłych,
i wasz - sąsiedzi młodziutkich alkoholików i narkomanów, którzy mogą was zabić za dwa złote na piwo,
i wasz - uczniowie podstawówek i gimnazjów, dla których początek dorosłego życia zaprogramowano od nagiej orgii w błocie.
Wyrwano wam serce i zmieszano z błotem w dosłownym znaczeniu tego słowa. Nie czujcie się osamotnieni. Z wami, bracia i siostry, łączą się w bólu wszyscy ludzie dobrej woli.
Jako chrześcijanie dołączymy nasze cierpienie do męki Zbawiciela i tym bardziej żarliwie będziemy modlić się za tych, co nie wiedzą co czynią, a także za tych, którzy dobrze wiedząc co czynią, nie doznali jeszcze łaski zawrócenia ze złej drogi. Ludzka krzywda zawsze obraża Boga, ale za sprawą Bożego Miłosierdzia nawet największy krzywdziciel póki żyje ma możność w każdej chwili wyrzec się zła i zacząć naprawiać poczynione krzywdy.
Wszyscy już pokrzywdzeni i ci, nad których głowami zawisło nadchodzące nieszczęście alkoholizmu i narkomanii w rodzinie, nie są w stanie zrozumieć przyczyn, dla których w naszym kraju nie jest podejmowana debata na temat sposobów zmniejszania popytu na alkohol i narkotyki wśród dzieci i młodzieży. Zwiększona podaż alkoholu, zwłaszcza zawartego w piwie i tanich wódkach, to oczywisty dorobek lobby alkoholowego dysponującego nieograniczonymi wpływami politycznymi oraz nieprzebranymi zasobami finansowymi na reklamę i kryptoreklamę, które są przekazywane zarządom telewizji publicznej, właścicielom telewizji prywatnych, koncernów medialnych oraz organizatorom licznych imprez, w tym z udziałem dzieci i młodzieży oraz sportowych.
Podaż taniego alkoholu rośnie, a mimo to - w odróżnieniu od podaży narkotyków - nie słychać o próbach jej ograniczania, kiedy zyski czerpane są z naruszenia prawa. Owszem, w mediach ujawniane są niekiedy wykrycia nielegalnych rozlewni alkoholu, jego przemytu lub zakupu przez nieletnich, ale zdarza się to znacznie rzadziej niż wykrycia przestępstw związanych z produkcją i obrotem innymi środkami odurzającymi. Można sobie wyobrazić, co działoby się w naszym kraju, gdyby walka z narkotykami była równie niemrawa jak z alkoholem. Na flagi z liściem marihuany można byłoby natknąć się nie tylko na imprezie gromadzącej dzieci i młodzież z każdego zakątka kraju.
Od puszki piwa do skręta droga niedaleka. Każdy wie, że narkomania zaczyna się od drobnych kroczków. Zamroczenie alkoholowe po piwie to wstęp do odurzania się piwem i narkotykiem równocześnie. Z dnia na dzień, z miesiąca na miesiąc zwiększa się zapotrzebowanie na doznania, które można kupić już tylko od dilera narkotyków. Kupić za pieniądze ukradzione, zrabowane, zarobione na sprzedaży ciała i zasad. W pewnym momencie, co do którego każdy staczający się ma pewność, że nigdy nie nadejdzie, człowiek jest na dnie, z którego nie ma szans wydobyć się bez pomocy aktywnej, profesjonalnej i pełnej miłości.
O tym wszystkim dobrze wiedzą rozliczne organizacje społeczne zajmujące się alkoholizmem i narkomanią, zapobieganiem tym plagom oraz łagodzeniem ich skutków. Siłą tych organizacji pozarządowych są pełni poświęcenia działacze, a źródłem utrzymania - podatki, różne opłaty, nawiązki sądowe, dotacje rządowe i samorządowe, wreszcie składki społeczeństwa przeznaczone na organizacje pożytku publicznego. Czy działacze tych organizacji mogą przejść obojętnie obok widoku dzieciaka z puszką piwa, może kolekcjonera puszek, a może szukającego marihuany pod powiewającym szyldem z rysunkiem liścia tego narkotyku? Czy działacze tych organizacji nie widzą potrzeby obrony wolności mediów, wolności ujawniania przyczyn najpoważniejszych problemów społecznych, właśnie tych, których ofiarami zajmują się na co dzień ?
A jak wygląda stan prawny wolności mediów w Polsce? Warto sprawdzić na serwerze sejmowym aktualne brzmienie ustawy z dnia 26 stycznia 1984 r. Prawo prasowe, która doczekała się licznych nowelizacji, z których 10 sejm uchwalił po 1990r., ostatnią w roku 2005.
Felieton w Radio Maryja, 9 marca 2006
Liczne i złożone są przyczyny wzrostu i upadku narodów. Na czoło wybija się zdolność adaptacji do nowych warunków, co w zastosowaniu do pojedynczego człowieka nazywamy inteligencją, często łączoną z umiejętnością osiągania kompromisów. Niektóre kompromisy mogą jednak zgubić naród. Bywa bowiem, że umiejętność trzeźwej oceny sytuacji i zdolność dostosowania się do nieraz skrajnie trudnych wymogów otoczenia nacechowana jest kapitulanctwem.
Człowiek zgina kark przed przemocą, wyrzeka się własnych wartości za cenę przeżycia, dobrobytu, kariery. Na początku walczy jeszcze ze swoim sumieniem, tłumi wewnętrzny bunt zadowoleniem z osiągniętych korzyści, a alkoholem znieczula poczucie przyzwoitości. Potem już gorliwie służy nowym panom, wtapia się w otoczenie sobie podobnych, stara się o nagrody i awanse. Pociąga swoim przykładem rodzinę, przyjaciół, sąsiadów i współpracowników.
Jakież to ludzkie i jakże powszechne, a nadto zaraźliwe. Atmosfera Sodomy i Gomory towarzyszy ludzkości od czasów biblijnych po dzień dzisiejszy. nieliczni są na nią odporni. Jeżeli naród nie wykaże się wystarczającą siłą sprawiedliwych, ulega zagładzie i zapomnieniu. Obcy zajmują jego terytorium, zacierają ślady przeszłości, dla usprawiedliwienia przemocy tworzą historyczne mity. To wręcz reguła w historii świata. Zdarzało się i Polakom wyprzeć się Ojczyzny. Wszak na kresach żyli nie tylko ich obrońcy, a nielojalność w stosunku do wartości narodowych była nierzadka wśród elit przeciągniętych przekupstwem lub podstępem na stronę zaborców. Reszcie pozostawał wybór pomiędzy posłuszeństwem obcej władzy, a stryczkiem, kulą, toporem kata, twierdzą, więzieniem lub zsyłką. Skonfiskowane majątki powstańców, zamęczonych bohaterów narodowych przejmowali kolaboranci, dla których polski patriotyzm był groźną mrzonką.
Jednak wystarczyło tylko dwadzieścia lat edukacji patriotycznej międzywojnia, aby Polacy zadziwili współczesnych. Jedyny naród, z którego Niemcom nie udało się pozyskać odpowiednika Quislinga, sam skazany na zagładę wyłonił z siebie najwyższą liczbę sprawiedliwych spośród narodów świata, stworzył państwo podziemne z własną armią, walczył na wszystkich frontach w obronie demokracji.
Imperium zła z góry uznało za wrogów niezdolnych do kompromisu tych jeńców niewypowiedzianej wojny, których czerwonoarmiści schwytali w mundurach oficerów zawodowych i przychodzących z rezerwy lekarzy, adwokatów, inżynierów, nauczycieli, urzędników, policjantów i pograniczników. Już po wojnie do ofiar Golgoty wschodu dołączyli patrioci wymordowani podczas wieloletniej wojny domowej i późniejszych represji stalinowskich, księża i studenci zabici przez sprawców do dzisiaj nieznanych.
W PRLu urodziła się i wychowała większość dzisiaj żyjących Polaków, którzy sami wiedzą najlepiej, na jakie kompromisy musieli pójść, aby uszczknąć choć trochę z dóbr dzisiaj z pozoru łatwo osiągalnych. Dostęp do paszportów, posad, samochodów, mieszkań, a nawet wędlin był przecież narzędziem manipulacji socjotechnicznej służącej zniewoleniu. Kto wyparł się wiary ojców, uznał za dopuszczalną żołnierską przysięgę wierności Związkowi Radzieckiemu, ten spełniał oczekiwania czerwonych elit i mógł liczyć na profity, pomimo że komuniści doskonale zdawali sobie sprawę z rozmiaru załgania w życiu publicznym. W końcu było im wszystko jedno co naprawdę myślą Polacy, których – zgodnie z doktryną sowieckich generałów - miał zmieść z powierzchni ziemi kontratak atomowy Zachodu napadniętego z naszego terytorium. Im wyższy poziom zaprzaństwa narodowego reprezentował dopasowany do komunizmu obywatel PRLu, tym większych korzyści mógł oczekiwać.
Już po odzyskaniu suwerenności okazało się, że niewola polityczna zamieniła się w opresję ekonomiczną wymagającą od bardzo wielu Polaków, dostosowania się do wilczych reguł dziewiętnastowiecznego kapitalizmu, który reaktywowano, aby ograbić nasz kraj.
Na szczęście w ostatnich demokratycznych wyborach Polacy odrzucili kapitulację przed neokolonialnym wyzyskiem, zgodę na zepsucie władzy ustawodawczej, wykonawczej i sądowniczej oraz zawodów zaufania publicznego, przyzwolenie na bezprawną ingerencją w nasze sprawy ze strony obcych jawnych i tajnych ośrodków władzy i ich agentów. W wolnych wyborach parlamentarnych i prezydenckich głosujący poparli ochronę wartości chrześcijańskich i narodowych.
Polscy wyborcy oddali władzę w ręce prawdziwych demokratów - twardych, upartych, zaprawionych w bojach o wspólne dobro zwykłych ludzi, życiowe interesy Polski. Dowodzi tego każdy dzień pracy tych osób. Czy w takim razie potrzebny jest kompromis z władzą marzeń? Jak najbardziej! Od zdolności adaptacji nas wszystkich do nowych warunków politycznych zależy tempo wzrostu naszego narodu. Czasem trzeba przymknąć oko na pewne potknięcia, niekiedy zrezygnować z niemożliwych do natychmiastowego zaspokojenia żądań, zawsze ostro reagować na nieuzasadnione ataki na instytucje naszego państwa i nasze wartości. Szczycąc się obywatelstwem praworządnej Ojczyzny wszystkich Polaków, należy jednak bez kompromisów i konsekwentnie bronić swoich podstawowych praw, zwłaszcza tak sponiewieranych jak prawo do ochrony zdrowia i sprawiedliwości.
Felieton w Radio Maryja, 16 marca 2006
W jednym z poprzednich felietonów wykazałem silną zależność długości życia od zamożności, co potwierdzają zarówno zestawienia danych międzynarodowych dotyczących produktu krajowego brutto na osobę według parytetu siły nabywczej i oczekiwanej liczby lat życia, jak i też obserwacje epidemiologiczne porównujące długość życia osób ze środowisk o dochodzie niskim i wysokim.
Na te dramatyczne nieraz różnice składa się i znajomość zagrożeń zdrowia i motywacja do ich unikania, i – przede wszystkim – możliwość wykorzystania posiadanej wiedzy i szczerych chęci zapobiegania chorobom. Możliwość ta w rodzinach o niskim dochodzie na osobę jest ograniczona, na co składają się zbyt często uwarunkowania kulturowe, a więc podtrzymywanie dziedzicznej tradycji pijackiej i cywilizacji śmierci odtytoniowej. Zaporowe koszty wykształcenia nie pozwalają wielu młodym ludziom oderwać się od zgubnych wzorów zachowań, uciec od piwa, wódki i papierosów, a mafia narkotykowa czyha na młodzież już uzależnioną od tzw. używek i bezwzględnie wykorzystuje słabości młodych ludzi. Woń alkoholu i dymu tytoniowego znana z rodzinnego domu coraz częściej miesza się z odorem marihuany podczas spotkań młodzieży, nawet na co dzień, w domach młodych rodzin, rodziców dzieci nienarodzonych, niemowląt i małych dzieci od samego początku skazywanych na skutki zagrożeń zdrowia dziesiątkujących ludzkość.
Również tak powszechne bezrobocie i wynikająca z niego straszna bieda pogłębiają problemy zdrowotne ich ofiar. Stałe napięcie nerwowe, frustracja, poczucie krzywdy i utrata nadziei znajdują ukojenie w zaciągnięciu się dymem papierosa, przechyleniu kolejnego kufla piwa i/lub kieliszka wódki. Ci wszyscy, którzy wytykają bezrobotnym, że tych stać na papierosy i alkohol niech się dobrze zastanowią, co zrobiliby na ich miejscu, czy rzeczywiście oparliby się pokusom wprawdzie doprowadzającym do zupełnej ruiny budżet domowy, ale powszechnie uznawanym za należący się każdemu środek na <<uspokojenie nerwów papierosem i zalaniem robaka>>.
Tu pełna oddania praca misyjna odbudowująca poczucie wartości zniszczonych i zapomnianych przez władze III RP dzieci Bożych jest nie do przecenienia.
Kolejny mechanizm oddziaływania biedy na długość życia to skład pożywienia i jakość żywności. Łatwy dostęp do stosunkowo taniej słoniny, podgardla, tłuszczu drobiu i opartych o te surowce mielonek, kiełbas, parówek, wyrobów garmażeryjnych i innych produktów maskujących solą, farbą, wzmacniaczami smaku i zapachu szkodliwą dla zdrowia zawartość, skraca życie nie mniej skutecznie niż brak dostępu do bardzo drogich, jak na możliwości ubogich rodzin, owoców, warzyw i przetworów zbożowych.
O sposobie traktowania bezpieczeństwa ludzi doprowadzonych do biedy świadczy anemiczna i stale pogarszająca się aktywność licznych inspekcji zajmujących się bezpieczeństwem żywności, którą najlepiej ilustruje nagłośniony przed niemal rokiem fakt wydania przez inspektora sanitarnego zezwolenia na przekazanie mieszkańcom Wałbrzycha wielu ton wędlin wycofanych z rynku przez zakłady „Constar” w Starachowicach przyłapane na odświeżaniu zapleśniałych produktów i przedłużaniu terminów ważności.
Nie wolno dopuścić do powstania dwóch standardów jakości zdrowotnej żywności: innej dla ludzi niezamożnych i innej dla tych, którym powodzi się lepiej.
Podwójne standardy już obowiązują nawet w przypadku zaopatrzenia ludzi w wodę. Według oficjalnych danych GUS za 2004r. liczba wodociągów objętych ewidencją stacji sanitarno-epidemiologicznych wynosiła 18 878, z czego w ciągu roku sprawozdawczego skontrolowano 16 532, uznając 3 058 obiektów za dostarczające wodę nie odpowiadającą wymaganiom. Odsetek wodociągów ani razu w ciągu roku nie skontrolowanych spośród objętych ewidencją stacji sanitarno-epidemiologicznych systematycznie rośnie: w 2001 wynosił 8,0%, w 2002 – 8,1%, w 2003 – 9,2% i w 2004 – 12,4%. W 2004r. łączny udział procentowy wodociągów ani razu w ciągu roku nie skontrolowanych i tych spośród skontrolowanych, w których wykazano, że jakość wody nie odpowiada wymaganiom spośród objętych ewidencją stacji sanitarno-epidemiologicznych wyniósł dla wszystkich wodociągów 29%. W przypadku wodociągów o wydajności poniżej 100 metrów szesc. na dobę odsetek ten wynosił 34%, od 100 do 1 000 - 17%, od 1 001 do 10 000 - 12%, od 10 001 do 100 000 - 6%. W przypadku studni publicznych odsetek ten sięgał aż 89%. Im mniejsza wydajność wodociągu, tym większa część odbiorców otrzymuje wodę nie odpowiadająca wymaganiom. Najgorszą wodę sprzedają zaopatrujące największą liczbę Polaków wodociągi o wydajności do 1000 metrów sześciennych na dobę. Spośród wszystkich płacących za wodę z tych wodociągów co siódmy odbiorca kupuje złą wodę. Spośród korzystających z wodociągów o najmniejszej wydajności wodę nie odpowiadającą wymaganiom otrzymuje prawie co drugi mieszkaniec miast woj. łódzkiego i warmińsko-mazurskiego i co trzeci mieszkaniec wsi woj. warmińsko-mazurskiego i pomorskiego.
A przecież te precyzyjne oceny to tylko punkt wyjścia do zastanowienia się jak na długość życia w zdrowiu wpływają inne jej uwarunkowania zależne od różnic jakości zdrowotnej środowiska zamieszkania, pracy, nauki i wypoczynku.
Felieton w Radio Maryja, 23 marca 2006
Prestiżowy magazyn <<Forbes>> właśnie ogłosił listę dziesięciu najlepiej sprzedających się leków na receptę. Są to:
Przed miesiącem w tygodniku <<WPROST>> panowie Aleksander i Jan Piński poinformowali polską opinię publiczną, a tym samym organy ścigania, że <<sprzedaż leków w Polsce w 2005 r. wzrosła o 7,2 proc. - do 17,26 mld zł. W 2006 r. wartość sprzedanych w Polsce leków przekroczy 20 mld zł, czyli wzrośnie niemal o jedną piątą! Za leki na receptę, uwzględniając parytet siły nabywczej, drożej od nas w Unii Europejskiej płacą tylko Łotysze. (…) Ciągle płacimy za te same leki od kilkudziesięciu do kilkuset procent więcej niż w innych krajach Unii Europejskiej. Na przykład lek przeciwnowotworowy Endoxan - Asta w Polsce ma cenę 49,71 zł, podczas gdy we Francji ten sam koncern sprzedaje go za równowartość 17,43 zł. (...) Takich przykładów jest kilkaset. Na dodatek Polacy płacą za leki z własnej kieszeni przeciętnie 67 proc. ich wartości (w 2005 r. wzrost o 3 punkty procentowe). To najwyższy wskaźnik w 25 krajach Unii Europejskiej. Winę za drożyznę w Polsce ponosi przede wszystkim rząd, bo koncerny farmaceutyczne wykorzystują tylko swoje prawo do maksymalizowania zysków. Problem tkwi w tym, że nasz system wystawiania recept oraz tworzenia listy refundacyjnej to zachęta do korumpowania urzędników i lekarzy. W Polsce nikt nie chce monitorować rynku - od lat nie wprowadza się na przykład rejestru usług medycznych (system sprawdzania pracy lekarzy), chociaż system, którego koszt wyniósłby około 500 mln zł, przyniósłby w pierwszym roku 2-3 mld zł oszczędności. To lobby firm farmaceutycznych i środowisk lekarskich robi wszystko, aby nigdy nie powstał. Polski rynek leków jest ewenementem w skali światowej. Brak RUM przy złych przepisach dotyczących refundacji stworzył idealną możliwość korumpowania środowisk lekarskich i aptekarskich. Co więcej, zgodnie z obowiązującymi przepisami NFZ refunduje (do wysokości limitu) cenę wszystkich lekarstw z danej grupy, w tym tych drogich, oryginalnych, a nie tylko generyków, czyli dopuszczonych prawem tańszych kopii. Nic więc dziwnego, że lekarze bez skrupułów przepisują drogie lekarstwa, bo nikt tego nie sprawdzi i nie wyciągnie wobec nich konsekwencji. - Naszych lekarzy trzeba wręcz leczyć z przepisywania drogich markowych leków zamiast ich tańszych i nie gorszych generycznych odpowiedników - mówi Tadeusz Szuba z Polskiego Towarzystwa Farmaceutycznego. Nikt z Ministerstwa Zdrowia nie dba o to, aby dostarczyć lekarzom materiały, które byłyby odpowiedzią na reklamową papkę serwowaną im przez koncerny farmaceutyczne. Tymczasem na przykład w Niemczech Instytut Naukowy Kas Chorych co roku wydaje księgę z zaleceniami dla lekarzy, jakie leki mają zapisywać i dlaczego. W Wielkiej Brytanii dwa razy w roku Towarzystwo Lekarskie i Towarzystwo Farmaceutyczne wydają spis leków zalecanych i tych, których lekarze nie powinni przepisywać. W Polsce podobną publikację wydano dotychczas raz - w 1995 r. Naszych lekarzy zostawiono sam na sam z ponad 5 tys. reprezentantów handlowych (tzw. repów) zachodnich gigantów farmaceutycznych. To właśnie działalność <<repów>> sprawia, że decydują się przepisywać droższe leki, zwykle skuszeni obiecywanymi przez nich grantami. (..) Nad horrorem farmaceutyczno-lekarskim, o którego sfilmowaniu marzyłby Alfred Hitchcock, czuwa Ministerstwo Zdrowia. Przeprowadzona w październiku 2005 r. przez odchodzącego ministra Marka Balickiego <<regulacja cen>> przyniosła opłakane skutki. Resort zdrowia podkreślał, że aż 97 leków staniało przeciętnie o 2 zł. Tymczasem cena całego koszyka wzrosła aż o 138,61 zł! Ministerstwo Zdrowia wprowadziło niepotrzebną korektę listy leków refundowanych, która będzie kosztować budżet państwa miliard złotych, czyli jedną szóstą rocznych wydatków na refundację leków. - Na listę wprowadzono kilka nowych, reklamowanych przez koncerny farmaceutyczne środków, których działanie jest praktycznie takie samo jak dotychczas stosowanych leków>> powiedział pan Tadeusz Szuba autorom artykułu z 19. lutego 2006r.
Felieton w Radio Maryja, 30 marca 2006
W latach pontyfikatu Jana Pawła II w samej Polsce urodziło się około 15 milionów Polek i Polaków. Znaczna część z nich zawdzięcza swoje przeżycie nauczaniu Ojca Świętego.
Mniejsze od ziaren piasku osoby ludzkie nagle znalazły obrońcę. Mocarza, który słowem przeciwstawił się zabijaniu ludzi jeszcze nie narodzonych. Bez armii, bez wyrzutni ludobójczych pocisków, bez pieniędzy, bez intryg i kłamstw dyplomacji jeden człowiek obronił życie niewyobrażalnej liczby ludzi w Polsce i na całym świecie. Obronił też przed sponiewieraniem godność i sumienie setek milionów kobiet i mężczyzn, potencjalnych pomysłodawców, sprawców, pomocników i popleczników zabójstwa człowieka w łonie matki. Wystąpił przeciwko realnym siłom zorganizowanej w skali świata zbrodni, które w naszym kraju do dnia dzisiejszego dysponują silnymi agenturami spod znaku dzieciobójcy Heroda.
Dlaczego On? Co takiego jest w tym skrawku Małopolski, który Go wydał? Jaka jest moc Beskidu Małego na który spoglądają mieszkańcy tej Ziemi od Bielska-Białej, przez Kozy, Kęty, Bulowice, Andrychów do Wadowic? Może jest to moc tradycji, siła ducha, dosłowne traktowanie głoszonych przekonań, uporczywe trzymanie się prawdy, niezłomność, wytrwałość? A nade wszystko pełne - iście góralskie - zawierzenie Panu Bogu i wstawiennictwu Matki Bożej?
Takich ludzi tworzą trudne warunki życia, zwykłe przecież w górach i na pogórzu. Te same cechy charakteru przebijają z postaci następcy naszego Ojca Świętego. Zachęcam słuchaczy Radia Maryja do skorzystania z najbliższej okazji zbliżenia dwóch narodów, które wydały obu papieży. Oto w miejscowości Marktl nad rzeką Inn, z której pochodzi nasz obecny Ojciec Święty Benedykt XVI, pomiędzy Pasawą a Monachium, od 16 do 21. kwietnia 2006r. odbędą uroczystości upamiętniające pierwszą rocznicę wyboru kardynała Józefa Ratzingera na Stolicę Piotrową. Program uroczystości i informacje o możliwościach zakwaterowania są dostępne na stronie internetowej www.markt-marktl.de . W pobliskim Altoetting, religijnym sercu Bawarii, znajduje się Sanktuarium Matki Bożej Królowej Bawarii, Unsere Liebe Frau zu Alten Oetting, słynące z cudów od czasu wybudowania kościoła przez św. Ruperta, apostoła Bawarii, w miejscu kultu pogańskiego już w VIII wieku po narodzeniu Chrystusa. Czarna Madonna z Altoetting jest patronką Bawarii od 1623r., czczoną przez Niemców, tak jak my czcimy Matkę Boską Częstochowską.
Cóż bardziej może zbliżyć członków powszechnego Kościoła katolickiego jak wspólna modlitwa do Matki Bożej w podobny sposób zapisanej w historycznej pamięci każdego z narodów? A jakże wielka siła pojawi się w naszej jedności! Czas najwyższy serdeczną i niezwykle skuteczną współpracę Jana Pawła II i kardynała Józefa Ratzingera przełożyć na współdziałanie katolików polskich i niemieckich w dziele przywracania Europy Chrystusowi. Spróbujmy spłacić dług wdzięczności apostołom Polski z czasów pierwszych Piastów, niemieckim zakonnikom i księżom przynoszącym Dobrą Nowinę naszym pogańskim przodkom. Gdyby nie ci misjonarze, może w dzisiejszej Polsce - o ile Polska by się ukształtowała i jeszcze istniała – krzewiłaby się pogarda dla życia, pogarda dla godności kobiet, pogarda dla sprawiedliwości, pogarda dla wolności i równości wszystkich ludzi, pogarda dla prawdy i innych wartości chrześcijańskich. Może nieustępliwy atak zła na dobro, którego każdy człowiek jest świadkiem i polem bitwy przez całe swoje życie, zakończyłby się zwycięstwem zła? I w ludziach starych, chorych i niepełnosprawnych zacząłby budzić się strach nie tylko przed falą medialnych kpin i szyderstw, lecz także przed ostatecznym rozwiązaniem rzekomego <<problemu>>, jaki stwarzają ludziom tymczasowo młodym, pięknym i zdrowym. W Europie ma przecież miejsce ucieczka ludzi starych i chorych z neopogańskich krajów dopuszczających zabójstwo pod nazwą eutanazji. Kto może i kogo na to stać, ucieknie przed śmiercionośnym zastrzykiem lub odłączeniem od aparatury podtrzymującej życie. Pozostali podzielą los ludzi zabitych w łonie matki, jak tylko zapadnie na nich wyrok.
Umyślne zabójstwo to tylko fragment, choć najbardziej drastyczny, realizacji neopogańskiej kultury śmierci. Nie mniej skuteczne zabijanie może odbywać się w powolnym tempie, kiedy to człowiek już od poczęcia przez całe lata jest skazywany na działanie obecnych w środowisku czynników szkodliwych dla zdrowia. Przed kilku laty pan burmistrz Marek Fryźlewicz z Nowego Targu przypomniał słowa Jana Pawła II wypowiedziane w Detroit w 1987r.: <<Woda, powietrze, ziemia, zwierzęta, rośliny, zostały stworzone przez Boga i zasługują na szacunek ze strony człowieka. Nieustanna egzystencja milionów ludzi cierpiących z powodu głodu i niedożywienia i rosnąca świadomość tego, że naturalne zasoby Ziemi są ograniczone uświadamiają nam wyraźnie, że ludzkość stanowi jedną całość. Zanieczyszczenie wody, powietrza i ziemi zagraża coraz bardziej delikatnej równowadze biosfery, od której zależy los obecnych i przyszłość pokoleń, przypominając nam zarazem, ze dzielimy wspólnie jedno środowisko>>.
Wszyscy, a zwłaszcza ci, którzy, nawet o tym nie wiedząc, uratowali swoje życie dzięki Janowi Pawłowi II, niech mają to nauczanie Ojca Świętego na względzie, kiedy w nadchodzącym, pełnym silnych wzruszeń tygodniu, będą powtarzać końcowy fragment homilii kardynała Józefa Ratzingera wygłoszonej 8 kwietnia 2005r. podczas Mszy św. pogrzebowej za Jana Pawła II: <<Możemy być pewni, że nasz umiłowany Papież stoi obecnie w oknie domu Ojca, spogląda na nas i nam błogosławi>>
Felieton w Radio Maryja, 6 kwietnia 2006
Świat nie jest rajem. Z raju to człowiek został wygnany i może do niego powrócić, o ile zda egzamin z posłuszeństwa Panu Bogu. Popularne powiedzenie głosi, że nie ma sprawiedliwości na tym świecie. Nic dziwnego, skoro świat nie jest rajem, a życie doczesne jest czasem próby. Im cięższej próbie sprosta człowiek, tym większa czeka go wieczna nagroda. Ucznia Chrystusa wyróżnia fakt, że jest poddawany egzaminowi przede wszystkim z miłości bliźniego. Przez wieki dawaliśmy przykład innym narodom, jak należy dosłownie traktować Chrystusowe przykazanie miłości, przyjmując pod swój dach rzesze ludzi okrutnie prześladowanych i wypędzanych z własnych domów. Przez wieki Polacy masowo oddawali życie, dowodząc wierności judeochrześcijańskiej kulturze Europy opartej o fundament Dekalogu, a przede wszystkim o największe z przykazań: <<Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego>>.
O źródłach naszej wiary dobitnie przypomina najpiękniejsze z dzieł ks. kanonika Ryszarda Staszaka, którym jest Sanktuarium Ślężańskiej Matki Bożej Dobrej Rady w Sulistrowiczkach, 42 km na południe od Wrocławia. Jest to wotum Wielkiego Jubileuszu Chrześcijaństwa i 1000-lecia biskupstwa wrocławskiego. W 1993r. ks. bp Józef Pazdur poświęcił pamiątkowy krzyż i plac budowy, w 1995r. górale z Chochołowa i Cichego przenieśli część żywej kultury Podhala na Dolny Śląsk, a już w czerwcu 1996r. JEm. ks. Henryk kardynał Gulbinowicz, metropolita wrocławski, dokonał poświęcenia ołtarza. Wiosną 1999r. ustawiono nastawę ołtarzową, symbolizującą <<Różdżkę Jessego>>, czyli ród, z którego wywodzi się Matka Boska. U podstawy rzeźby spoczywa Jesse, nad nim dwunastu patriarchów o niezwykle ekspresyjnie wyrzeźbionych twarzach i dłoniach, a u szczytu nastawy znajduje się obraz Ślężańskiej Madonny. Autorką nastawy jest pani Natalia Buczacka, absolwentka szkoły artystycznej w Odessie. Prace trwały dwa lata i były poprzedzone wnikliwą analizą Starego Testamentu. W wywiadzie dla red. Marzeny Tomaszczak z czasopisma <<Świat Sobótki>>, p. Natalia Buczacka powiedziała o pracy nad nadstawą: <<to było jak jeden wielki sen>>.
Obraz Ślężańskiej Matki Bożej Dobrej Rady zawiera napis po łacinie z błaganiem: Sanctissima Mater Boni Consilli Ora pro Nobis Iesum Filium Tuum. Jednak aby odczytać imiona każdego z 12 patriarchów, należy znać litery alfabetu hebrajskiego, bo przecież takimi literami posługiwali się członkowie rodu, z którego wywodzi się Matka Boska. W ten sposób nastawa ołtarza Sanktuarium Maryjnego w Sulistrowiczkach symbolizuje początki wiary chrześcijańskiej. Z dziełem tym słuchacze Radia Maryja mogą zapoznać się, oglądając fotografie na stronie internetowej Towarzystwa Ślężańskiego Sulistrowiczki – Wrocław – Warszawa w domenie www.halat.pl , a jeszcze lepiej, uczestnicząc we mszy św. w Sulistrowiczkach i słuchając Starego Testamentu podczas pierwszego czytania…
Fundament judeochrześcijańskiej kultury Europy, jakim jest Dekalog, znajduje swoje współczesne objaśnienia w postaci Katechizmu Kościoła Katolickiego.
Warto dzisiaj przywołać zapisy Katechizmu dotyczące siódmego przykazania; << Siódme przykazanie zabrania zabierania lub zatrzymywania niesłusznie dobra bliźniego i wyrządzania bliźniemu krzywdy w jakikolwiek sposób dotyczącej jego dóbr. Nakazuje sprawiedliwość i miłość w zarządzaniu dobrami materialnymi i owocami pracy ludzkiej. Z uwagi na wspólne dobro wymaga ono powszechnego poszanowania przeznaczenia dóbr i prawa do własności prywatnej. Życie chrześcijańskie stara się dobra tego świata ukierunkować na Boga i miłość braterską.
I dalej w artykule siódmym katechizmu omawiane są sprawy dotyczące działalności gospodarczej i sprawiedliwość społecznej:
Praca ludzka jest bezpośrednim działaniem osób stworzonych na obraz Boży i powołanych do przedłużania - wraz z innymi - dzieła stworzenia, czyniąc sobie ziemię poddaną. Praca jest zatem obowiązkiem: "Kto nie chce pracować, niech też nie je!". Szanuje ona dary Stwórcy i otrzymane talenty. Może mieć także wymiar odkupieńczy. Znosząc trud pracy w łączności z Jezusem, rzemieślnikiem z Nazaretu i Ukrzyżowanym na Kalwarii, człowiek współpracuje w pewien sposób z Synem Bożym w Jego dziele Odkupienia. Potwierdza, że jest uczniem Chrystusa, niosąc krzyż każdego dnia w działalności, do której został powołany. Praca może być środkiem uświęcania i ożywiania rzeczywistości ziemskich w Duchu Chrystusa.
W pracy osoba wykorzystuje i urzeczywistnia część swoich naturalnych zdolności. Podstawowa wartość pracy dotyczy samego człowieka, który jest jej sprawcą i adresatem. Praca jest dla człowieka, a nie człowiek dla pracy. Każdy powinien mieć możliwość czerpania z pracy środków na utrzymanie siebie, swoich bliskich i na pomoc wspólnocie ludzkiej.
Słuszne wynagrodzenie jest uzasadnionym owocem pracy. Odmawianie go lub zatrzymywanie może stanowić poważną niesprawiedliwość. Aby ustalić słuszne wynagrodzenie, należy uwzględnić jednocześnie potrzeby i wkład pracy każdego. <<Należy tak wynagradzać pracę, aby dawała człowiekowi środki na zapewnienie sobie i rodzinie godnego stanu materialnego, społecznego, kulturalnego i duchowego stosownie do wykonywanych przez każdego zajęć, wydajności pracy, a także zależnie od warunków zakładu pracy i z uwzględnieniem dobra wspólnego>>. Porozumienie stron nie wystarczy do moralnego usprawiedliwienia wysokości wynagrodzenia.
Taka jest treść Katechizmu Kościoła Katolickiego.
Trzeba obwiniać poprzedników obecnej władzy, że stworzyli tak bardzo niesprawiedliwy system wynagradzania w opiece zdrowotnej. Zapewne ich znajomość Katechizmu Kościoła Katolickiego była ułomna. Nie można obwiniać członków obecnej władzy, że w ciągu kilku miesięcy nie zdążyli naprawić tak wielkiej niesprawiedliwości.
Felieton w Radio Maryja, 20 kwietnia 2006
Każdy jeszcze ze szkoły pamięta pierwsze zdanie zapisane w języku polskim: Day ut ia pobrusa, a ty poziwai, daj, ja będę mełł, a ty odpocznij. Te słowa wypowiedział Ślązak Boguchwał do żony zmęczonej mieleniem zboża w żarnach. Jest to jedyne zdanie po polsku zawarte w Księdze Henrykowskiej spisanej w całości po łacinie w latach 1268 – 1273, a związanej z założeniem klasztoru Najświętszej Panny Marii w Henrykowie, miejscowości położonej 57 km na południe od Wrocławia na drodze do Ziębic. W ołtarzu bocznym kościoła w Henrykowie znajduje się figura Matki Boskiej z Dzieciątkiem z XVI wieku nazwana Matką Języka Polskiego przez kurię arcybiskupią we Wrocławiu.
Zezwolenia na zbudowanie w Henrykowie koło Ziębic filii klasztoru cystersów w Lubiążu udzielił wielki prawnuk Bolesława Krzywoustego - Henryk Brodaty, władca Śląska, Ziemi Lubuskiej, Krakowskiej, Sandomierskiej i lewobrzeżnej Wielkopolski. Uczynił on Śląsk najbardziej rozwiniętą gospodarczo dzielnicą Polski. Jego dziełem jest plan wspaniałego rynku we Wrocławiu. Pod koniec życia Henryk Brodaty podjął starania o koronę królewską dla swojego syna, Henryka II, zwanego Pobożnym, tego samego, który później zginął 9. kwietnia 1241 w bitwie z Tatarami pod Legnicą, otwierając długi poczet najbardziej znamienitych polskich obrońców Chrześcijaństwa w Europie. Żoną Henryka Brodatego i matką Henryka II Pobożnego była córka księcia Bertholda VI von Andechs z Bawarii, Margrafa von Istrien i Herzoga von Meranien. Oddana bez reszty biednym i chorym Matka Ubogich została kanonizowana w 1267r. i jako św. Jadwiga jest patronką całego Śląska. Ojciec Święty Jan Paweł II w czasie pobytu na Górze Św. Anny pod Opolem powiedział te słowa: <<I dlatego dzisiaj droga mojego pielgrzymowania prowadzi przez Wrocław, gdzie czciliśmy Świętą Jadwigę, córkę narodu niemieckiego, a równocześnie wielką matkę polskich Piastów na przełomie XII i XIII stulecia (...) Starajcie się czerpać również pojednanie: przede wszystkim coraz głębsze z Bogiem samym w Jezusie Chrystusie i za sprawą Ducha Świętego, równocześnie zaś pojednanie z ludźmi, bliskimi i dalekimi - obecnymi na tej ziemi i nieobecnymi. Ziemia ta, bowiem wciąż potrzebuje wielorakiego pojednania, jak o tym już dziś mówiłem we Wrocławiu, nawiązując do dzieła Świętej Jadwigi.>>
Od 1990r. w pocysterskim klasztorze w Henrykowie mieści się filia Metropolitalnego Wyższego Seminarium Duchownego we Wrocławiu. To najstarsze seminarium na ziemiach polskich podjęło działalność w 1565r.
Na Śląsku można trafić też do innej wsi o nazwie Henryków. Jest to Henryków pod Lubaniem, powiatowym miasteczkiem nad rzeką Kwisą zaszytym w Sudetach na naszej zachodniej rubieży. Choć w pięknej scenerii, trudne jest życie na ziemiach górskich. Zwodociągowanie terenów wiejskich w powiecie lubańskim jest najniższe w całym województwie dolnośląskim i wynosi zaledwie 40%. Odsetek mieszkańców powiatu Lubań zaopatrywanych w wodę z wodociągów, której jakość odbiega od norm sanitarnych, jednak korzystnie wyróżnia się wśród tutejszego pogórza, bo wynosi zaledwie 14%, choć i tak przekracza średnią krajową wynoszącą 9%. Zwodociągowanie pobliskich powiatów jest wyższe: powiat Zgorzelec - 83%, powiat Jelenia Góra - 59% i powiat Lwówek Śląski - 45%, ale aż 80% mieszkańców tych powiatów kupuje wodę wodociągową nie spełniającą wymagań sanitarnych.
W Henrykowie Lubańskim nie ma takich zabytków, jak w Henrykowie koło Ziębic, nie ma obiektów sakralnych, o których można rozprawiać całymi godzinami, podnosząc co rusz to inne aspekty ich znaczenia dla Polski, Europy i Kościoła Powszechnego. A jednak istnieje tu niezwykle interesujący punkt zaczepienia uwagi turystów i inwestorów.
Jest nim najstarsze drzewo rosnące w Polsce – cis liczący 1 300 lat! Ksiądz proboszcz Jan Marciniak stanął na czele przedsięwzięcia pod nazwą <<Nasz cis naszym bogactwem>> i wspólnie z radą parafialną opracował projekt, który otrzymał od Fundacji Wspierania Wsi w Warszawie dotację w wysokości 10 000 złotych. Dzięki wsparciu pojawią widokówki ze zdjęciem prastarego drzewa, tablice informujące o przeszłości wsi i reklamowa strona w internecie. Turyści będą mogli kupić sadzonki ponadtysiącletniego cisa, na które rada parafialna wystawi certyfikaty długowieczności. Ksiądz proboszcz Jan Marciniak wyjawił mi w rozmowie telefonicznej, że jego największym marzeniem jest stworzenie w Henrykowie Lubańskim takiego ośrodka rehabilitacyjnego dla seniorów, jaki już działa w Henrykowie pod Ziębicami. Pani Teresa Trefler, sołtys Henrykowa Lubańskiego, ma nadzieję, że przedsięwzięcie pod nazwą <<Nasz cis naszym bogactwem>> sprowadzi inwestorów i wypowiada słowa, które niechby tej wiosny stały się mottem każdego Polaka: <<Trzeba działać, bo jak będziemy tylko biadolić, nigdy nie będzie lepiej>>.
Felieton w Radio Maryja, 27 kwietnia 2006
W 20. rocznicę największej katastrofy w historii energetyki jądrowej, t. j. wybuchu w Czarnobylu, Sejm Rzeczypospolitej Polskiej przyjął uchwałę, która wymaga dłuższej wypowiedzi, może nawet specjalnej audycji w ramach programu <<Rozmowy Niedokończone>>. Wielu słuchaczy Radia Maryja żywotnie zainteresowanych sytuacją zdrowotną własną i swoich rodzin, mogłoby wtedy porównać trzy wzajemnie wykluczające się oceny skutków katastrofy zestawione przez serwis informacyjny EURACTIVE w materiale p.t. <<Rocznica Czarnobyla staje się bronią w wojnie nuklearnego lobbingu.>>
Pierwsza ocena skutków katastrofy w Czarnobylu, zawarta w opublikowanym w listopadzie 2005r. raporcie ONZ-owskiej Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej zakłada, że na raka umrze łącznie około 9 000 osób, druga, autorstwa frakcji Zielonych w Parlamencie Europejskim, przewiduje od 30 000 do 60 000 przedwczesnych zgonów, wreszcie trzecia, autorstwa 50 naukowców z całego świata współpracujących z organizacją Greenpeace szacuje liczbę zmarłych na raka w wyniku odległych następstw Czarnobyla na ponad 100 000.
Trzeba podkreślić, że doskonałym przykładem nuklearnego lobbingu są absurdalnie zaniżone liczby ofiar katastrofy lansowane w ostatnich dniach w naszym kraju przez środki masowego przekazu, także te publiczne, czyli zobowiązane do obiektywnego informowania nie tylko kodeksem etyki dziennikarskiej, lecz także ustawą nakładającą na wszystkich odbiorców obowiązek opłacania abonamentu radiowo-telewizyjnego. Wbrew przesłaniu uchwały Sejmu RP, a także przestrogom Ojca Świętego Benedykta XVI wygłoszonym podczas audiencji generalnej właśnie 26. kwietnia b.r., rocznicowe materiały medialne miały na celu głównie poprawę wizerunku energetyki atomowej w Polsce - jednym z nielicznych państw europejskich bez elektrowni atomowych i związanych z nimi zagrożeń: problemów z awariami, oraz transportem i składowaniem odpadów.
Austriacy, którzy są w podobnej do naszej sytuacji, od lat starają się odeprzeć zagrożenia związane z elektrownią atomową w Temelinie na południu Czech, wywierając stały nacisk na czeskie władze i uzyskując dzięki temu pewne zmniejszenie ryzyka w wyniku eliminacji najbardziej niebezpiecznych aspektów działania Temelina. Z kolei Czesi są obecnie pod wrażeniem wykrycia nielegalnych składowisk wielkich ilości odpadów sprowadzanych z Niemiec. Można sobie więc łatwo wyobrazić skutki budowy elektrowni atomowej w Polsce, zarówno w postaci wycieków do środowiska substancji radioaktywnych, co często zdarza się w Temelinie, jak i też otwarcia naszego kraju na transport odpadów radioaktywnych, a może i składowanie tysięcy ton wypalonego paliwa jądrowego, z którym kraje zachodnie zupełnie nie mogą sobie poradzić, szukając rozwiązań coraz to bardziej bulwersujących opinię publiczną, od wywożenia odpadów radioaktywnych do państw ubogich, po budowanie ogromnych składowisk sprowadzających zagrożenie radiacyjne na okolicznych mieszkańców.
Pewnym wskazaniem co do zasięgu terytorialnego zdrowotnych skutków katastrofy w Czarnobylu może być badanie rozmieszczenia koncentracji radioaktywnych izotopów cezu w Polsce, zawarte w publikacji Państwowego Instytutu Geologicznego ATLAS GEOCHEMICZNY POLSKI. Józef Lis i Anna Pasieczna podają co następuje:
<<Dane o przemieszczaniu się na obszarze kontynentu europejskiego skażonych mas powietrza pozwalają na kilka wniosków:
1. W ciągu pierwszych 30 godzin po awarii masy skażonego powietrza przesuwały się z Czarnobyla w kierunku północno-zachodnim i nie objęły obszaru Polski. Dowodem na to są bardzo niskie skażenia we wschodniej części województwa suwalskiego i białostockiego.
2. W następnych dniach po 27 kwietnia kierunek przemieszczania się mas skażonego powietrza zmienił się na zachodni (wg danych białoruskich) i dotarły one nad obszar Polski. Z naszych danych wynika, że w okresie tym skażone powietrze dotarło na teren Polski poprzez Podlasie, północny skraj województwa lubelskiego i południowy - białostockiego. Następnie masa powietrza wędrowała w kierunku północno-zachodnim poprzez wschodnią część Mazowsza i dotarła do Pojezierza Olsztyńsko-Mrągowskiego. Wielkość depozycji cezu z tych mas powietrza nie była wysoka (maksymalnie rzędu 10-50 kBq/m kw.). Anomalie mają charakter niewielkich terytorialnie plam, a na większości obszaru koncentracje cezu wahają się od 8 do 15 kBq/m kw. Takie wielkości skażeń wynikają z warunków pogodowych.
3. Zmiana warunków meteorologicznych spowodowała zmianę kierunku przesuwania się skażonych mas powietrza na południowo-zachodni. W dniach 30 kwietnia i 1 maja osiągnęła ona południowo-zachodnie obszary Polski, Czech i południowe Niemcy, powodując na całym tym terenie znaczne skażenia cezem. Ich wielkość zależy od lokalnych warunków pogodowych, zwłaszcza opadów. Na Opolszczyźnie wielkość koncentracji cezu osiągnęła 100 kBq/m kw., a w Bawarii 40 kBq/m kw.>>
Felieton w Radio Maryja, 4 maja 2006
<<Lepszy na wolności kęsek lada jaki, niźli w niewoli przysmaki>>, mawiali za Adamem Mickiewiczem Polacy wyruszający na saksy lub za wielką wodę w poszukiwaniu swojego miejsca na ziemi. Gdyby nie uwięzienie całego narodu przez komunistów, liczba Polaków zbiegłych z niewoli totalitaryzmu może byłaby proporcjonalna do liczby innych uciekinierów z paszportem PRLu, co w praktyce oznaczałoby wyludnienie wielkich połaci kraju. Wystarczy przypomnieć masowe wyjazdy w czasie chwilowego rozluźnienia polityki paszportowej sprzed wprowadzenia stanu wojennego, przepełnione obozy dla uchodźców z Polski, poniewierkę całych rodzin z małymi dziećmi, z których część w pewnym momencie znalazła się w pułapce pomiędzy zamkniętą już granicą Austrii a Polską, gdzie mieszkanie już zostało sprzedane, praca porzucona, mosty powrotu spalone…
Od siedemnastu lat już nie wolność a godziwy zarobek jest celem emigrantów. Zwykłe przeliczenie spodziewanego wynagrodzenia z obcej waluty na złotówki powoduje zawrót głowy zwłaszcza u ludzi młodych, którzy nawet jeśli mają w kraju pracę, to jest ona dorywcza i niskopłatna. Dopiero na miejscu ujawnia się dobrze znana starym emigrantom nieprzyjemna prawda, że opłaca się zarabiać na Zachodzie i wydawać w Polsce. Koszty mieszkania, utrzymania, ubezpieczeń, uzyskania stałej legalnej pracy zgodnej z dobrym polskim wykształceniem są tam tak horrendalnie wysokie, że - z wyjątkiem kilku zawodów - do rzadkości należy kariera choćby zbliżona do osiągalnej w kraju. Owszem, są jeszcze resztki pracy w szeroko pojętych usługach, zwłaszcza tej niechcianej z uwagi na jej uciążliwość lub ewidentną szkodliwość dla zdrowia. Pozostają prace sezonowe, dorywcze, bez ubezpieczeń zdrowotnych i socjalnych, w strefie szarej lub czarnej, wreszcie te, do których młodych Polaków płci obojga przysposabiają nadzwyczaj wyraziste w głoszeniu swoich poglądów osoby i organizacje starające się uczynić z naszego kraju zagłębie żywego towaru eksportowanego dla zaspokojenia zwyrodniałych żądz metodycznie kreowanych przez globalne systemy medialno-propagandowe.
Upokorzenie i poczucie nieprzydatności wynikające z braku pracy i godziwego wynagrodzenia to silne emocje negatywne, które zmuszają wielu Polaków do opuszczenia Ojczyzny. Są też emocje pozytywne, jak ciekawość świata, zmierzenie się z nowymi wyzwaniami zagranicą, a nawet gotowość do przemieszczania się bez względu na ryzyko; wszak już Plutarch zanotował słowa Pompejusza <<Navigare necesse est, vivere non est>>, czyli żeglowanie jest rzeczą konieczną, życie – niekonieczną.
Czy to negatywne, czy też pozytywne emocje wypędzają Polaków z Ojczyzny, mają one ewidentnie charakter broni masowego rażenia. Jeśli jest prawdą, że ostatnio Polskę opuściły prawie dwa miliony mieszkańców, to przy zachowaniu tego trendu wkrótce może okazać się, że teraz Polaków ubywa w szybszym tempie niż w czasie drugiej wojny światowej. Ponieważ masowo wyjeżdżają ludzie najmłodsi, jeszcze bezdzietni, tym większe straty ludnościowe ponosi Polska. Mogą one być trudniej naprawialne niż poniesione w latach 1939-45, gdyż zabraknie młodych rodziców – odpowiedników tych, którzy dali życie powojennemu wyżowi demograficznemu.
Kształtowanie postaw proemigracyjnych było doktryną układu, który Polacy odrzucili w ostatnich wyborach parlamentarnych i prezydenckich. Inną doktryną tego układu było zohydzanie Polakom Ojczyzny, kalanie jej przeszłości i psucie Państwa Polskiego w stopniu trudnym do zniesienia przez obywateli oczekujących minimum lojalności od własnego państwa. Ruszając w obce strony, sponiewierani Polacy opuszczają przeżarty korupcją kraj o rozpadającym się systemie sprawiedliwości i ochrony zdrowia. Najlepsi z najlepszych, członkowie pokolenia Jana Pawła II, idą na tułaczkę, zamiast rozwijać duchowe i materialne piękno Ojczyzny tak umiłowanej przez największego z Polaków.
Aż tu nagle nad Polską pojawia się majowa jutrzenka 2006r. Głos wolny, wolność ubezpieczający, jak Orzeł Biały, patrząc w gwiazdę Polski, lot swój w niebo wzbił i pozostawił pod sobą pełzających we własnych nieczystościach obmówców i potwarców. Plujący do góry padli pod gradem własnych pocisków. Wyproszona u Matki Boskiej Królowej Polski wiktoria na miarę poprzednich nie powinna jednak pogrążyć zwycięzców w grzechu pychy, musi za to być sprawnie i taktownie wykorzystana do poszerzenia społecznej bazy nowoczesnego patriotyzmu i zapoczątkowania zasadniczych zmian ułatwiających wszystkim godnym tego zaszczytu Polakom powrót do Ojczyzny. Powrót z emigracji zarówno zagranicznej, jak i wewnętrznej.
Felieton w Radio Maryja, 11 maja 2006
System ochrony zdrowia w Polsce to bagno spowite oparami absurdu. Ze wszystkich stron dobiegają jęki i narzekania wielkiej liczby ludzi tracących bezpowrotnie zdrowie, wręcz konających, którym nikt ręki nie poda, choćby i zaniechanie pomocy było karalne w wyniku sprawiedliwego egzekwowania prawa kreślonego artykułem 162. kodeksu karnego:
§ 1. Kto człowiekowi znajdującemu się w położeniu grożącym bezpośrednim niebezpieczeństwem utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu nie udziela pomocy, mogąc jej udzielić bez narażenia siebie lub innej osoby na niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu, podlega
Jak widać autorzy kodeksu karnego nie przewidzieli sytuacji, w której człowiekowi znajdującemu się w położeniu grożącym bezpośrednim niebezpieczeństwem utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu nie udziela pomocy instytucja lub osoba powołana do wykonywania zabiegów lekarskich.
System ochrony zdrowia w Polsce to bagno spowite oparami absurdu. Od czasu do czasu nad tym trzęsawiskiem rozlega się ryk łosia dość szybko przechodzący w łabędzi śpiew. Władca bagna oznajmia tonącym, że za rok, najdalej za pięć lat, będzie lepiej, bo pieniądze pójdą za pacjentem lub będą leki za złotówkę, albo też szczerze oświadcza, że kto ma pecha ten nie przeżyje, bądź że zdrowie jest tylko dla bogatych.
Każdy, kto sam przeżył wożenie w karetce pogotowia od szpitala do szpitala, odmowę udzielenia w przychodni lub szpitalu pomocy lekarskiej zdaje sobie sprawę z faktu, że padł ofiarą oszustwa polegającego na wyłudzeniu składki na Narodowy Fundusz Zdrowia i podatków na zapewnienie obywatelowi gwarantowanego konstytucją prawa do ochrony zdrowia. Każdy, kto z braku udzielonej na czas pomocy lekarskiej doznał uszczerbku na zdrowiu, dobrze wie, jaka jest cena inwalidztwa, ile kosztują rozpaczliwe próby odzyskania choćby części utraconego zdrowia. Odpowiedzi na pytania: kto za to odpowiada i kto za to zapłaci można znaleźć artykule 6. i 2. kodeksu karnego:
Art. 2. Odpowiedzialności karnej za przestępstwo skutkowe popełnione przez zaniechanie podlega ten tylko, na kim ciążył prawny, szczególny obowiązek
zapobiegnięcia skutkowi.
Prawny obowiązek zapobiegnięcia uszczerbkowi na zdrowiu świadczeniobiorcy świadczeń zdrowotnych spoczywa na ministrze zdrowia, który zgodnie z rozporządzeniem prezesa rady ministrów kieruje działem administracji państwowej - zdrowie. Dział ten obejmuje sprawy ochrony zdrowia i zasad organizacji opieki zdrowotnej.
Jak dotychczas odpowiedzialność za zaniechanie skutecznej organizacji opieki zdrowotnej pozostaje bezkarna. Może więc warto tu przytoczyć stosowne artykuły kodeksu karnego.
§ 2. Kto powoduje naruszenie czynności narządu ciała lub rozstrój zdrowia trwający nie dłużej niż 7 dni, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności
Felieton w Radio Maryja, 18 maja 2006
Jak niezwykłe są czasy, w których nam przyszło żyć, wiemy z własnych obserwacji i przemyśleń, często inspirowanych i pogłębianych przez ludzi cieszących się naszym zaufaniem, w szczególności przez księży i zakonników, którzy potrafią odczytać znaki dla innych zakryte. Pilnie więc korzystajmy z nauczania osób, które więcej od ludzi świeckich wiedzą o sprawach najważniejszych.
W dobie transmisji radiowych, telewizyjnych i internetowych możemy "na żywo" słyszeć i widzieć następcę św. Piotra. W jednej chwili nauczanie samego Ojca Świętego jest dostępne wszystkim tym wiernym, którzy korzystają ze zdobyczy współczesnej techniki.
Rozwinięty transport kolejowy, drogowy i lotniczy umożliwia wielu członkom Kościoła katolickiego bezpośrednie uczestnictwo w nabożeństwach prowadzonych przez następcę św. Piotra. Po przemierzeniu z nieznaną dotychczas prędkością i wygodą setek, tysięcy kilometrów nagle można znaleźć się w miejscu, w którym sam papież przewodniczy mszy św.
Są wśród nas seniorzy w wieku 80, 90, a nawet 100 lat. Słuchając relacji z ich młodości, przenosimy się w świat już nieistniejący i zapominany. Świat ludzi z powodu biedy i wojen słabo wykształconych, często niepiśmiennych, dla których jedynym źródłem informacji było niedzielne kazanie. Wielu wspaniałych polskich księży i zakonników przez dziesięciolecia podejmowało trud misyjny i cywilizacyjny na słabo rozwiniętych, bardzo ubogich obszarach naszej Ojczyzny w jej poprzednich i obecnych granicach. Można sobie wyobrazić jak długa była droga słów ówczesnych papieży do wiernych z zaszytej gdzieś wśród lasów, pól i bagien parafii Kościoła Rzymsko Katolickiego.
Inna niezwykłość naszych czasów, to trwałość pokoju, którym Pan Bóg obdarzył nasz kraj. Miliony Polek i Polaków urodzonych po 1945r. zaczynają przechdzić na regularną emeryturę, przez całe swoje życie nie zaznawszy okropieństw wojny. Nie pomniejszając znaczenia ofiar zbrodni terroru komunistycznego i pamiętając o stałym dążeniu Sowietów do podpalenia świata, trzeba zdać sobie sprawę z faktu, że całe życie poza teatrem wojny było przywilejem niewielu pokoleń Polaków.
Co do licznych przełomowych wydarzeń powszechnie uznawanych za cudowne, co do błogosławionej w naszej i całego świata historii roli Prymasa Tysiąclecia Stefana kard. Wyszyńskiego i Ojca Świętego Jan Pawła II wszyscy współcześni mają własne spostrzeżenia i utrwalone opinie, bowiem sami byli niemal świadkami działalności tych Wielkich Sług Bożych, albo przynajmniej korzystają z Ich dorobku, jak na razie w życiu doczesnym.
Na tym tle Polska przygotowuje się do przyjęcia pielgrzymki Ojca Świętego
Benedykta XVI, który w dniu urodzin Ojca Świętego Jana Pawła II udziela
audiencji panu premierowi Kazimierzowi Marcinkiewiczowi. W tym samym dniu w Warszawie Prezydent RP prof. Lech Kaczyński, syn powstańca warszawskiego, gości Prezydenta Republiki Federalnej Niemiec dr. n. ekon. Horsta Koehlera, urodzonego w 1943r. w Skierbieszowie koło Zamościa w wielodzietnej chłopskiej rodzinie sprowadzonej z Besarabii w celu objęcia gospodarstwa po wymordowanych lub wypędzonych mieszkańcach Zamojszczyzny.
W dniu 18. maja 2006r. ma miejsce jeszcze jedno spotkanie, o równie niezwykłej wymowie. Oto z okazji 86. rocznicy urodzin naszego Ojca Świętego władze miast Zgorzelec i Goerlitz postanowiły Mostowi Granicznemu nadać imię Jana Pawła II i odsłonić pamiątkowe tablice. Msza św. w kościele św. Bonifacego, przejście jej uczestników przez Most Miejski, okolicznościowe przemowy, odsłonięcie i poświęcenie tablicy znajdującej się po stronie niemieckiej, a wkrótce potem - po stronie polskiej Nysy Łużyckiej, to główne punkty uroczystości w Zgorzelcu, woj. dolnośląskie i Goerlitz, Saksonia.
Każdy, kto zna sytuację polityczną w przedzielonym Nysą mieście zwanym Zhorjlec przez rodzimych Serbołużyczan, zdaje sobie sprawę z niezwykłości tego wydarzenia.
Za sprawą Ojca Świętego Jana Pawła II dokonują się zasadnicze przemiany w duszach ludzkich. Nienawiść pierzcha przed miłością. Cywilizacja śmierci ustępuje cywilizacji pełni życia z poszanowaniem godności osoby ludzkiej. Zmory przeszłości przestają decydować o teraźniejszości, niszczyć przyszłość. Kiedy prawda wyzwoli prawdziwe pojednanie, spotęgowanie się siły duchowej Polaków i Niemców spowoduje, że staniemy przed kolejnym przełomowym wydarzeniem, które uznamy za cudowne. Ojciec Święty Benedykt XVI przywróci Europę Chrystusowi i w tej Europie chrześcijanie już więcej nie będą prześladowani.
Felieton w Radio Maryja, 1 czerwca 2006
Wiekopomna pielgrzymka Ojca Świętego Benedykta XVI do naszej Ojczyzny sprawiła, że kolejny papież jest nasz, a my - Jego.
Papieska ponad pięćdziesięciomilionowa Gwardia Polska, na którą składają się polscy katolicy żyjący w kraju i na obczyźnie na tle mikroskopijnej Gwardii Szwajcarskiej wyróżnia się potężną siłą oddziaływania na wszystkie aspekty życia na ziemi, na które może wpływać człowiek. Obyśmy tylko potrafili wykazać się szwajcarską dokładnością w dotrzymywaniu wymagań naszej wiary, obyśmy chcieli i umieli stanowczo reagować na przejawy zła atakującego naszych bliźnich i nas samych! Niezłomność i odwaga nie mogą nie rozkwitnąć w państwie, którego głowa określa się jako katolik. Miłość bliźniego nie może nie osiągnąć wyżyn pod tęczą rozpostartą na krajem, w którym wrogowie chrześcijaństwa stworzyli anus mundi, a papież pochodzący z ich narodu od samego Boga uzyskał biblijny znak pojednania.
Każda działalność człowieka jest obciążona wieloma błędami. Nawet działając w najlepszej wierze, możemy pogubić się, posłuchać złych doradców i przekupnych ekspertów, zaufać fałszywym przyjaciołom, ludziom pragnącym naszej zguby. Wilków w owczej skórze wszędzie bez liku. Wystarczy trochę zdrowego rozsądku na miarę imci Onufrego Zagłoby, aby dostrzec diabelski ogon wystający spod ornatu nakładanego ostatnio przez zdeklarowanych wrogów Pana Boga, którzy w tym nowym przebraniu chcą dowoli mieszać nam w głowach, kreować konflikty, niszczyć więzi i w nowej formie realizować swoją sprawdzoną strategię trzech <<o>> – ogłupić, okraść, ośmieszyć. Tak jak dla Ojca Świętego Benedykta XVI jesteśmy nadzieją Kościoła, tak dla wrogów Kościoła Świętego jesteśmy przeszkodą, którą należy rozbić, rozproszyć i zlikwidować, bo stoi na drodze do deprawowania dzieci, poniewierania kobiet, wyzyskiwania pracowników i dostawców, niszczenia zdrowia mieszkańców, oszukiwania konsumentów, zabijania pacjentów. Kościół Katolicki bierze w obronę wszystkich ludzi, zwłaszcza tych najsłabszych, a to już wystarczy, aby ludzie opanowani przez zło egoizmu, nieprawości i nadużycia uznali Kościół i każdego z jego gorliwych członków za wroga, którego trzeba niszczyć wszelkimi sposobami, siłą i podstępem, w domu, w pracy i na ulicy, a nade wszystko w środkach masowego przekazu.
Na szczęście w naszym kraju prawdziwie chrześcijańscy politycy przestali chować się za sutanną kapłana, lękliwie zerkać zza zakonnej sukienki, czy aby się komuś nie narażą, gdy naruszą wynaturzenia politycznej poprawności przez opowiedzenie się za zasadami dekalogu w życiu społecznym, zasadami, za których obronę zakonnik jest publicznie rozszarpywany przez media jak przez lwy na arenie.
Warto tu podkreślić niezwykle ważną i wiele obiecującą symbolikę niedawnego wydarzenia. Oto Pan Prezydent Lech Kaczyński wręczył Ojcu Świętemu Benedyktowi XVI kopię kopii włóczni św. Maurycego, której grot przechowywany jest w Skarbcu Katedralnym w Krakowie. Oryginał włóczni znajduje się w wiedeńskim muzeum Schatzkammer. W opracowaniach katolickich można przeczytać, że <<jest to włócznia, za pomocą której rzymski żołnierz Gaius Cassius, później zwany Longinusem, przebił bok Chrystusa. Wierzy się, że włócznia posiadała nadprzyrodzoną moc, której pierwszym znakiem było uzdrowienie ślepnącego Cassiusa krwią pozostałą na ostrzu i późniejsze jego nawrócenie.
Według legendy rzymski oficer Gaius Cassius przebił bok Pana Naszego Jezusa Chrystusa, a gdy kropla krwi wpadła mu w oko, przejrzał. Udał się do Piłata, pokazał mu oko i opowiedział o cudzie. Cassius nawróciwszy się na Chrześcijaństwo zginął śmiercią męczeńską przez ścięcie mieczem. W roku 290 właścicielem włóczni został rzymski oficer legii tebańskiej, chrześcijanin Maurycy. Nie chcąc przed wyruszeniem na wojnę oddać zwyczajowej czci bogom Rzymu, poniósł wraz z całym legionem śmierć męczeńską. Został uznany za świętego, a jego włócznię nazwano włócznią św. Maurycego.>>
Kopia włóczni św. Maurycego i korona to pierwsze w Polsce insygnia władzy królewskiej, które otrzymał w roku 1000 na zjeździe gnieźnieńskim książę Bolesław Chrobry od cesarza Ottona III.
Gall Anonim w swojej Kronice tak opisał to wydarzenie:
Zważywszy jego chwałę, potęgę i bogactwo, cesarz rzymski zawołał w podziwie: <<Na koronę mego cesarstwa! to, co widzę, większe jest, niż wieść głosiła!>> I za radą swych magnatów dodał wobec wszystkich: <<Nie godzi się takiego i tak wielkiego męża, jakby jednego spośród dostojników, księciem nazywać lub hrabią, lecz [wypada] chlubnie wynieść go na tron królewski i uwieńczyć koroną>>. A zdjąwszy z głowy swej diadem cesarski, włożył go na głowę Bolesława na [zadatek] przymierza i przyjaźni, i za chorągiew tryumfalną dał mu w darze gwóźdź z krzyża Pańskiego wraz z włócznią św. Maurycego, w zamian za co Bolesław ofiarował mu ramię św. Wojciecha. I tak wielką owego dnia złączyli się miłością, że cesarz mianował go bratem i współpracownikiem cesarstwa i nazwał go przyjacielem i sprzymierzeńcem narodu rzymskiego. Ponadto zaś przekazał na rzecz jego oraz jego następców wszelką władzę, jaka w zakresie [udzielania] godności kościelnych przysługiwała cesarstwu w królestwie polskim, czy też w innych podbitych już przez niego krajach barbarzyńców, oraz w tych, które podbije [w przyszłości]. Postanowienia tego układu zatwierdził [następnie] papież Sylwester przywilejem św. Rzymskiego Kościoła.
Felieton w Radio Maryja, 8 czerwca 2006
Spośród wielu rodzajów współczesnego patriotyzmu za najbardziej godny poparcia należy uznać patriotyzm dosłowny. Miłość Ojczyzny, jak każda inna miłość, domaga się wyłączności. Nie tylko lojalności, a właśnie - wyłączności. Nie wystarczy bowiem nie szkodzić Ojczyźnie, trzeba jej być wiernym, zwłaszcza, gdy jest ona w potrzebie, jak w małżeńskim przyrzeczeniu: << i nie opuszczę cię aż do śmierci>>.
Wyłączność praktycznie wyklucza bigamię, równoczesny konkubinat, nawet jakieś chwilowe fascynacje prowadzące do zdrady, w tym przypadku do zdrady Ojczyzny. W odróżnieniu od zdrady małżeńskiej, ofiarami zdrady Ojczyzny bywają miliony rodaków, kompatriotów a nie tylko mąż, żona, dzieci i inni członkowie bliskiej rodziny.
Inna różnica to stosunek zdradzającego do ofiar swojego czynu. Mało kto powie żonie lub mężowi; <<zdradzam cię, aby było ci lepiej >>. Co innego w przypadku zdrady Ojczyzny. Tu od osób ewidentnie szkodzących interesom Ojczyzny, sprzedającym ją, zohydzającym jej historię, okradającym rodaków z wiary ojców, godności, tradycji i majątku zawsze słyszeliśmy: <<robimy to dla waszego dobra>>. Dzisiaj od tych samych ludzi słyszymy: <<my też byliśmy patriotami>>.
Wspierani przez tego rodzaju pożałowania godnych patriotów, jak niegdyś pojedynczy władcy, obecnie ludzie zawłaszczający przestrzeń publiczną sprowadzają na nasza Ojczyznę zastępy wrogów człowieczeństwa, prowokują głosy potępienia agresji obrzydliwości na ulicach, w szkołach, nawet w przedszkolach, kreują zakłamany, niesprawiedliwy obraz naszej Ojczyzny zagranicą. Twierdzą, ze czynią to dla dobra ludzkości, w tym dla dobra naszego, aby nas wyzwolić z nietolerancji, zacofania, religijnego fundamentalizmu. Chcą wyzwolić z religijnego fundamentalizmu dziesiątki milionów ludzi, w których Ojczyźnie jeszcze nie przebrzmiało echo słów Ojca Świętego Benedykta XVI, który jasno i wyraźnie nawoływał do
bezkompromisowego trwania w wierze!
To po prostu niesłychany przejaw agresji na naszą Ojczyznę, wymagający stanowczego odporu ze strony władz wybranych w demokratycznych wyborach i potępienia przez opinię publiczną.
Pytanie czy znów na froncie ma walki ma stanąć tylko Rodzina Radia Maryja i znowu stać się celem zmasowanych ataków i fałszywych oskarżeń? Otóż nie.
Mam dobrą wiadomość dla tych wszystkich, którzy ulegli zastraszeniu: jesteśmy wszyscy pełnoprawnymi obywatelami. Mamy pełne, niezbywalne prawo do zabierania głosu w każdej sprawie i nikomu, nikomu nie wolno zamykać nam ust. Istnieją liczne środowiska społeczne i naukowe poza Rodziną Radia Maryja, które umacniają w Polakach poczucie godności obywatelskiej i obywatelskiej odpowiedzialności za Ojczyznę. Należy do nich silna intelektualnie i organizacyjnie grupa skupiona wokół Magazynu Obywatel i Instytutu spraw Obywatelskich w Łodzi. W dniach 15 - 18 czerwca 2006 r odbędzie się IV FESTIWAL OBYWATELA . Miejsce wykładów i pokazów filmowych: Uniwersytet Łódzki Wydział Zarządzania, Łódź, ul. Matejki nr 22/26, aula "A0"
Felieton w Radio Maryja, 15 czerwca 2006
Nieporównywalnie skromniejszy względny dorobek minionego siedemnastolecia w porównaniu z międzywojennym dwudziestoleciem zmusza do postawienia pytań elitom będącym u władzy od ostatnich wyborów parlamentarnych i prezydenckich: jakie są perspektywy dla Polski i dla Polaków, kiedy już dojdzie do wyłapania wszystkich złodziei mienia publicznego i neutralizacji narodowych szkodników? Co dalej? Jakie są gwarancje, że Rzeczpospolita Polska, która jest dobrem wspólnym wszystkich obywateli pozostanie demokratycznym państwem prawnym, urzeczywistniającym zasady sprawiedliwości społecznej, państwem jednolitym, gdzie władza zwierzchnia należy do Narodu, a Naród sprawuje władzę przez swoich przedstawicieli lub bezpośrednio? Kto stanie w obronie Konstytucji RP, która głosi, że Rzeczpospolita Polska strzeże niepodległości i nienaruszalności swojego terytorium, zapewnia wolności i prawa człowieka i obywatela oraz bezpieczeństwo obywateli, strzeże dziedzictwa narodowego oraz zapewnia ochronę środowiska, kierując się zasadą zrównoważonego rozwoju?
Koniec <<okresu refleksji >> przypadający na czerwiec 2006 roku powoduje wzmożenie aktywności lobbystów wykonujących zadania na rzecz tzw. konstytucji europejskiej. Kariery osób zaangażowanych wcześniej w nakłanianie Polaków do opowiedzenia się za przystąpieniem Polski do Unii Europejskiej pokazują, że warto być euroentuzjastą, bo w nagrodę można dostać lukratywną posadę w unijnej biurokracji lub wysokie apanaże wraz z dożywotnim immunitetem za zasiadanie w parlamencie europejskim. Gorzej mają ci, którzy pozostali przy PRL-owskich pensjach, a nie należąc do starego lub nowego układu, nie mogą liczyć na dochody z udziału w radach nadzorczych spółek skarbu państwa i im podobnych miejscach sowitego rozdawnictwa wspólnego majątku. Lekarzom, pielęgniarkom, górnikom i policjantom nie zapewniono unijnych zarobków na pokrycie coraz to bardziej unijnych kosztów utrzymania. Kto może, ucieka. Kto nie może uciec, traci resztki cierpliwości i zaufania do swoich przedstawicieli. Kolejne roczniki Polaków z poczuciem krzywdy i głębokiego rozczarowania wyjeżdżają z kraju lub odchodzą na zawsze, także z powodu braku dostępu do nowoczesnej medycyny zapobiegawczej i naprawczej. Zostaje wyludniający się kraj o niezwykle korzystnych walorach geograficznych. Czyżby Polskę bez Polaków przygotowywano pod nową kolonizację?
Fundacja Instytut Spraw Publicznych i państwowy, nadzorowany przez ministra spraw zagranicznych, Polski Instytut Spraw Międzynarodowych opublikowały materiał p. t. << Przyszłość Traktatu Konstytucyjnego Unii Europejskiej – strategia dla Polski>>, odnoszący się do powstałego wcześniej raportu Instytutu Spraw Publicznych p. t. <<Polacy o Unii Europejskiej i Traktacie Konstytucyjnym>> Opracowania te są szeroko propagowane po angielsku na forum światowym, warto więc, aby i polska opinia publiczna je poznała. Oto kilka cytatów: <<Obecnie mamy w Polsce do czynienia z sytuacją paradoksalną. Z jednej strony badania opinii publicznej wskazują, że odsetek Polaków popierających integrację europejską jest niezwykle wysoki i wynosi aż 80%. Z drugiej zaś strony, ci sami Polacy wybrali najbardziej eurosceptyczny parlament w swojej historii po 1989 roku. Niedawno uformowany w Polsce rząd koalicyjny jest postrzegany, zwłaszcza za granicą, jako zdecydowany przeciwnik ścisłej integracji europejskiej>>. Temu rządowi Instytut Spraw Publicznych udziela pouczeń: << Niezależnie od scenariusza, według którego potoczą się losy Traktatu Konstytucyjnego, prędzej czy później Polska stanie przed kwestią rezygnacji z nicejskich zasad podziału głosów w Radzie Unii Europejskiej. Praktyka decyzyjna pod rządami <<Nicei>> pokazała, że – mimo iż Polska uzyskała prawie tyle głosów co Niemcy i inne duże państwa unijne – w Unii liczy się przede wszystkim zdolność do budowania zwycięskich koalicji. Polska powinna zatem uznać <<Niceę>> za element przetargowy w dalszych negocjacjach z unijnymi partnerami, a w szczególności z Niemcami, które przejmą przewodnictwo w UE w pierwszej połowie 2007 r. W zamian za zgodę na zasadę podwójnej większości Polska powinna np. zyskać poparcie Niemiec i innych państw członkowskich dla dalszego poszerzenia UE o Ukrainę oraz realizacji konkretnych polskich postulatów w dziedzinie wymiaru wschodniego czy bezpieczeństwa energetycznego. >>
Zarząd Instytutu Spraw Społecznych sprawują prof. Lena Kolarska-Bobińska, dyrektor Instytutu Spraw Publicznych i mec. Jerzy Zimowski, wiceminister spraw wewnętrznych w latach 1990-1996. W skład rady nadzorczej wchodzą: prof. Jerzy Michalski, dyrektor Instytutu Nauk o Człowieku w Wiedniu, red. Jerzy Baczyński, redaktor naczelny tygodnika <<Polityka>>, prof. Marcin Król z Uniwersytetu Warszawskiego, redaktor naczelny <<Res Publica Nowa>>, red. Helena Łuczywo, zastępca redaktora naczelnego <<Gazety Wyborczej>>, prof. Wiktor Osiatyński, Helsińska Fundacja Praw Człowieka, prof. Jerzy Regulski, prezes Fundacji Rozwoju Demokracji Lokalnej, Andrzej Topiński, prezes Zarządu Związku Banków Polskich.
Skład rady programowej Instytutu Spraw Społecznych według danych publikowanych przez tę fundację w połowie czerwca 2006r. jest następujący: Włodzimierz Cimoszewicz, prof. Bronisław Geremek, poseł do parlamentu europejskiego, Marek Józefiak, prezes Telekomunikacji Polskiej S.A., prezydent Lech Kaczyński, prezydent-elekt, prof. Leon Kieres, Instytut Pamięci Narodowej, prof. Ewa Łętowska, Trybunał Konstytucyjny, Andrzej Olechowski, (N. B. reprezentujący Platformę Obywatelską podczas tegorocznego spotkania Grupy Bilderberg w Kanadzie), bp Tadeusz Pieronek, Episkopat Polski, prof. Andrzej Rychard, Central European University, Tomasz Sielicki, prezes i dyrektor firmy ComputerLand S.A., Cezary Stypułkowski, prezes i dyrektor PZU S.A., prof. Mirosław Wyrzykowski, Trybunał Konstytucyjny i Maria Wiśniewska, Polska Konfederacja Pracodawców Prywatnych.
Poszczególne projekty Instytutu Spraw Społecznych są realizowane dzięki dofinansowaniu lub przy współpracy następujących instytucji i organizacji: Ambasada Brytyjska, Ambasada Francuska, Ambasada Królestwa Niderlandów, Bank Pekao S.A., Bank Światowy, ComputerLand S.A., European Fundation for the Improvement of Working and Living Conditions, Europejski Fundusz Społeczny (EFS), Fundacja im. Friedricha Eberta, Fundacja im. Friedricha Neumanna, Fundacja Wspomagania Wsi, Fundacja Współpracy Polsko-Niemieckiej, Fundacja Fundusz Współpracy, Fundacja im. Konrada Adenauera, Fundacja im. Stefana Batorego, Fundusz Inicjatyw Obywatelskich, Inicjatywa Współpracy Polsko-Amerykańsko-Ukraińskiej (PAUCI), Kancelaria Sejmu RP, Komisja Europejska, Krajowa Izba Gospodarcza, Ministerstwo Edukacji Narodowej i Sportu, National Endowment for Democracy, Narodowy Bank Polski, Instytut Społeczeństwa Otwartego Jerzego Sorosa, Polsko-Amerykańska Fundacja Wolności, Polska Konfederacja Pracodawców Prywatnych, The German Marshall Fund of the United States, Trust for Civil Society in Central and Eastern Europe (utrzymywany m .in. przez Instytut Społeczeństwa Otwartego Jerzego Sorosa i Fundację Pfizera), Rockefeller Brothers Fund, Urząd Komitetu Integracji Europejskiej i Warta S.A.
Felieton w Radio Maryja, 22 czerwca 2006
Naiwność i łatwowierność są dowodem braku doświadczenia. A czego dowodem jest lekceważenie nauk płynących ze złych doświadczeń? Głupoty rzeczywistej, czy może pozorowanej? Maska <<głupiego Jasia>> bywa wygodną przykrywką dla perfidnych złoczyńców. Po wykonaniu zamierzonego zadania, po wypełnieniu powierzonej im roli, umyją ręce i powiedzą: <<pierwsze słyszę, nic mi nie było wiadomo o możliwości pojawienia się szkodliwych skutków moich czynności i/lub zaniechań! >> Pobłażliwość wobec funkcjonariuszy państwa jest naszą najgorszą wadą narodową. Ściga się ofiary złych rządów a nie ich sprawców. Nikt nie pyta za co wzięli pieniądze kolejni ministrowie zdrowia, tylko każdy ma pretensje do lekarzy i pielęgniarek o to, że nie chcą całe życie służyć w semi-wolontariacie. Decydenci na każdym szczeblu władzy administracji państwowej i samorządu terytorialnego mają zagwarantowaną comiesięczną wypłatę pensji, niezliczonych premii, dodatków funkcyjnych i rozmaitych innych, otrzymują trzynaste pensje, nagrody pieniężne i rzeczowe. Po przejściu na zasłużoną emeryturę żyją długo i szczęśliwie, bo mają za co. Referenci w gminie i dygnitarze zajmujący najwyższe urzędy państwowe już pierwszego dnia od powołania zaczynają szukać miękkiego lądowiska po odwołaniu. Zależnie od możliwości załatwionych sobie na zajmowanym stanowisku jedni urządzają się w spółkach komunalnych, inni w Banku Światowym, ONZ i rozmaitych agenturach globalnej dyktatury. Do najbardziej sprawdzonych strategii życiowych należy przestrzeganie zasady <<nie wychylaj się i w ten sposób niekopnięty wnet dożyjesz starczej renty.>> Dobro wspólne, interes narodowy, zasady etyki ustępują mniejszym lub większym korzyściom z działania w grupie, nieraz przestępczej, choć urzędowej, zyskom z bezczynności, interesom z niedostrzegania prawdziwych problemów wyborców, podatników, klientów, konsumentów, pacjentów, mieszkańców, uczniów, pracowników, czyli wszystkich tych, którzy utrzymują pasożytniczą kastę leniwych urzędników.
Jak wiele zależy od patriotyzmu i oddania sprawom dobra wspólnego pojedynczych osób podejmujących decyzje o losie milionów można ocenić na przykładzie działalności prof. Lecha Kaczyńskiego i wielu ministrów obecnego rządu. Kto zwiedzał Muzeum Powstania Warszawskiego nie może powstrzymać się od podziwu dla inicjatora tego narodowego monumentu. Kto został pokrzywdzony lub poszkodowany w kraju ograbionym z prawa i sprawiedliwości, ten docenia tytaniczne wysiłki obecnego ministra Zbigniewa Ziobry. Czas najwyższy, aby wszyscy wzięli się do skutecznej roboty.
Znaczna część przedsiębiorców inwestujących swój czas i pieniądze w legalną działalność gospodarczą na skutek szkodliwej aktywności lub zbrodniczej bezczynności władz traci zdolność utrzymania się poza systemem biurokracji i zasila jej szeregi, automatycznie powiększając rzeszę beneficjentów budżetu państwa, który tym samym zwiększa wydatki i równocześnie traci przychody. Czy takie państwo może się rozwijać? O tym, że państwo niszczone przez błędy na górze nie może się rozwijać świadczą niemal wszystkie wskaźniki porównujące nasz kraj z krajami do naszego podobnymi. Uderza zapóźnienie cywilizacyjne, niebotyczny zadłużenie Polski i przeciętnego jej obywatela, masowa ucieczka ludzi młodych i wykształconych za granicę, rosnąca liczba biurokratów i malejąca przedsiębiorców A czy takie państwo może przetrwać? Czy może przetrwać państwo, którego oficjalni przedstawiciele uczestniczą w agresji na własną Ojczyznę? Dziwny przebieg wyborów do parlamentu europejskiego przynosi straszne owoce. Jaczejka im. Wandy Wasilewskiej nie może rozgrzeszać się naiwnością i łatwowiernością. Należą do niej osoby jeszcze niedawno pełniące w naszym państwie najwyższe urzędy, dopuszczane do tajemnic państwowych i podejmujące strategiczne decyzje decydujące o losach naszego kraju. Inny pomysł na uporanie się z polskim problemem w stale głodnej wschodu Europie ma starą i sprawdzoną tradycję: rozbiory. Zapewne to Towarzystwo im. polakożercy Bismarcka, Bismarckverein, uchwaliło potrzebę wskrzeszenia Prus pod nazwą <<Euroregion Odry>>, do którego Polska miałaby oddać, jak na razie, województwo wielkopolskie, lubuskie, dolnośląskie i zachodniopomorskie. Stolicą odnowionych Prus miałby być oczywiście Berlin, miasto nad Szprewą, rzeką leżącą w zlewisku Łaby a nie Odry. Tragifarsa na miarę antypolskiej rezolucji parlamentu europejskiego nie może nabierać tempa bez udziału tzw. polskiej strony. W obydwu skandalicznych przypadkach niczym nie usprawiedliwionej agresji na nasz kraj uczestniczą ludzie z mandatem społecznym do reprezentowania polskich wyborców.
Przedstawię tu po raz pierwszy znacznie lepiej uzasadnioną propozycję powołania Euroregionu Śląsk rzeczywiście związanego z Odrą a przy tym osadzonego w realiach ponad tysiącletniej historii, w której prusactwo miało epizod zaledwie dwustuletni i to zakończony autodestrukcją pod komendą Hitlera. Euroregion Śląsk powinien objąć województwo śląskie, opolskie, dolnośląskie, przyległą część Saksonii z powiatami łużyckimi: Niederschlesischer Oberlausitzkreis, czyli Delnjosleško-hornjołužiski wokrjes, Landkreis Kamenz, czyli Wokrjes Kamjenc, Landkreis Bautzen, czyli Wokrjes Budyšin, Landkreis Löbau-Zittau, całe miasto Zgorzelec, a także Śląsk Czeski leżący na terenie Kraju Morawsko-Śląskiego i Ołomuńckiego z takimi miastami, jak: Havířov, Karviná, Frýdek-Místek, Opava i Třinec, aby wymienić tylko pięć największych.
Ogółem na obszarze tak zdefiniowanego Euroregionu Śląsk jest 256 miast, w tym 16 liczy więcej niż 100 000 mieszkańców. Historyczna stolica całego Śląska, Wrocław, ma obecnie ponad 600 000 mieszkańców. Drugim co do wielkości śląskim miastem są Katowice liczące o połowę mniej ludności niż Wrocław. Najstarszy na Śląsku, a obecnie najpotężniejszy i najbogatszy, drugi po Warszawie w rankingu zamożności mieszkańców, Wrocław leży nad Odrą, główną arterią całego Śląska. Jest więc naturalnym centrum gospodarczym i kulturalnym Euroregionu Śląsk. Więcej na stronie www.silesian.eu
Felieton w Radio Maryja, 29 czerwca 2006
Zgodnie z Art. 104. Konstytucji RP przed rozpoczęciem sprawowania mandatu posłowie składają przed Sejmem następujące ślubowanie:
<<Uroczyście ślubuję rzetelnie i sumiennie wykonywać obowiązki wobec Narodu, strzec suwerenności i interesów Państwa, czynić wszystko dla pomyślności Ojczyzny i dobra obywateli, przestrzegać Konstytucji i innych praw Rzeczypospolitej Polskiej. >>
Ślubowanie może być złożone z dodaniem zdania <<Tak mi dopomóż Bóg>>.
Takie samo ślubowanie składają senatorowie.
Z kolei Art. 130. Konstytucji RP głosi, że Prezydent Rzeczypospolitej obejmuje urząd po złożeniu wobec Zgromadzenia Narodowego następującej przysięgi:
<<Obejmując z woli Narodu urząd Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej, uroczyście przysięgam, że dochowam wierności postanowieniom Konstytucji, będę strzegł niezłomnie godności Narodu, niepodległości i bezpieczeństwa Państwa, a dobro Ojczyzny oraz pomyślność obywateli będą dla mnie zawsze najwyższym nakazem>>.
Przysięga może być złożona z dodaniem zdania <<Tak mi dopomóż Bóg>>.
Na podstawie Art. 151. Konstytucji RP Prezes Rady Ministrów, wiceprezesi Rady Ministrów i ministrowie składają wobec Prezydenta Rzeczypospolitej następującą przysięgę:
<<Obejmując urząd Prezesa Rady Ministrów (wiceprezesa Rady Ministrów, ministra), uroczyście przysięgam, że dochowam wierności postanowieniom Konstytucji i innym prawom Rzeczypospolitej Polskiej, a dobro Ojczyzny oraz pomyślność obywateli będą dla mnie zawsze najwyższym nakazem. >>
Zgodnie z ustawą z dnia 8. marca 1990r. o samorządzie gminnym przed przystąpieniem do wykonywania mandatu radni składają ślubowanie:
<<Wierny Konstytucji i prawu Rzeczypospolitej Polskiej, ślubuję uroczyście obowiązki radnego sprawować godnie, rzetelnie i uczciwie, mając na względzie dobro mojej gminy i jej mieszkańców. >> Ślubowanie odbywa się w ten sposób, że po odczytaniu roty wywołani kolejno radni powstają i wypowiadają słowo <<ślubuję>>. Ślubowanie może być złożone z dodaniem zdania: <<Tak mi dopomóż Bóg. >>
Objęcie obowiązków przez wójta (burmistrza, prezydenta) następuje z chwilą złożenia wobec rady gminy ślubowania o następującej treści:
<<Obejmując urząd wójta (burmistrza, prezydenta) gminy (miasta), uroczyście ślubuję, że dochowam wierności prawu, a powierzony mi urząd sprawować będę tylko dla dobra publicznego i pomyślności mieszkańców gminy (miasta). >> Ślubowanie może być złożone z dodaniem zdania: <<Tak mi dopomóż Bóg. >>
Ks. Michał Kaszowski objaśnia teologiczne znaczenie powyższych zapisów ustaw: <<Przysięgać lub uroczyście przyrzekać oznacza wzywać Boga na świadka tego, co się twierdzi. Oznacza odwoływanie się do prawdomówności Bożej jako do rękojmi swojej własnej prawdomówności. Przysięga angażuje imię Pańskie. Niewłaściwe używanie imion świętych jest grzechem krzywoprzysięstwa. Krzywoprzysięstwo wzywa Boga, by był świadkiem kłamstwa. Drugie przykazanie zakazuje krzywoprzysięstwa.
Wierność wymaga spełnienia danego słowa i obietnicy. To zobowiązanie jest tym większe, gdy ktoś obiecuje coś pod przysięgą albo bierze Boga na świadka, że dotrzyma przyrzeczenia. <<Przyrzeczenia dawane innym w imię Boże angażują cześć, wierność, prawdomówność i autorytet Boga. Powinny one być dotrzymywane w duchu sprawiedliwości. Niewierność przyrzeczeniom jest nadużyciem imienia Bożego i w pewnym sensie czynieniem Boga kłamcą. <<Wiarołomcą jest ten, kto pod przysięgą składa obietnicę, której nie ma zamiaru dotrzymać, lub ten, kto złożywszy pod przysięgą obietnicę, nie dotrzymuje słowa. Wiarołomstwo jest poważnym brakiem szacunku względem Pana wszelkiego słowa. >>
W XVII wieku na Śląsku, przynajmniej wokół stolicy Śląska – Wrocławia, za krzywoprzysięstwo karano obcięciem palców prawej ręki.
Dzisiaj zgodnie art. 233. kodeksu karnego, kto zeznaje nieprawdę lub zataja prawdę, czyli składa fałszywe zeznania, w postępowaniu sądowym lub w innym postępowaniu prowadzonym na podstawie ustawy podlega karze pozbawienia wolności do lat 3. Warunkiem odpowiedzialności jest uprzedzenie przez przyjmującego zeznanie o odpowiedzialności karnej za składanie fałszywych zeznań lub złożenie przez składającego zeznanie przyrzeczenia, którego treść zawiera art. 188. kodeksu postępowania karnego:
<<Świadomy znaczenia moich słów i odpowiedzialności przed prawem przyrzekam uroczyście, że będą mówił szczerą prawdę, niczego nie ukrywając z tego, co mi jest wiadome. >>
Warto zauważyć, że karze pozbawienia wolności do lat 3 zgodnie z art. 231. kodeksu karnego podlega także niewspółmiernie bardziej od przeciętnego obywatela odpowiedzialny funkcjonariusz publiczny, który przekraczając swoje uprawnienia lub nie dopełniając obowiązków, działa na szkodę interesu publicznego lub prywatnego.
Kary za składanie fałszywych zeznań pomimo złożonego przyrzeczenia orzekane są rzadko. Funkcjonariusze publiczni wyjątkowo bywają karani za działanie na szkodę interesu publicznego lub prywatnego przez niedopełnienie obowiązków. Kary za krzywoprzysięstwo i wiarołomstwo nigdy nie dosięgają posłów, senatorów, prezydentów, premierów, ministrów, wójtów, burmistrzów, prezydentów miast i radnych. Pewnie dlatego, że wierność przysięgom i ślubowaniom wielu osób sprawujących funkcje publiczne dopiero teraz jest tak wyraźnie dostrzegalna. Stanowi jasne tło, na którym coraz bardziej wyróżniają się ciemne plamy krzywoprzysięstwa i wiarołomstwa na szkodę Polski i Polaków.
Felieton w Radio Maryja, 6 pażdziernika 2006
Podobnych starań wymaga rozbudzenie wrażliwość na kruche piękno dzikiej przyrody. Zasypane odpadami z domów i fabryk lasy, zagajniki i łąki świadczą o podłej kondycji człowieczeństwa sprawców równie dosadnie jak wulgaryzmy w ustach przechodniów, a nawet tzw. elit, sprowadzające przebogatą polszczyznę do prymitywnego bełkotu poniżej poziomu więziennej grypsery, bo posługującego się zaledwie kilkunastoma ordynarnymi słowami.
Na dość rzadko uczęszczanym szczycie Lubania, skąd rozległy widok na Podhale zamknięte koroną Tatr wprost zapiera dech, można przysiąść pod niedawno postawionym krzyżem o charakterystycznym kształcie. Pod krzyżem kamienna płyta z wykutym napisem: “Gorce bardzo kochałem, a na Lubaniu wiele razy byłem. Jan Paweł II.” Po stronie południowej krzyża napis głosi “Dla upamiętnienia wielokrotnych gorczańskich wędrówek duszpasterza akademickiego z Krakowa księdza Karola Wojtyły 14 sierpnia 2004 w 50 rocznicę krzyż ufundowali Ks. Stanisław Wojcieszak – proboszcz z Ochotnicy Dolnej, Anna i Kazimierz Wolscy z Mizernej, Helena i Bronisław Wolscy z Krośnicy.”
Przez najpiękniejsze partie Gorców prowadzi szlak papieski. Warto nim udać się na Halę Turbacz, oddaloną kilkanaście minut od schroniska PTTK im. Władysława Orkana, pisarza z okresu Młodej Polski, który z góralskiej biedy dostał się do panteonu polskiej literatury, a przy tym pozostał wierny góralszczyźnie, zakładając i będąc pierwszym przewodniczącym Związku Podhalan. Na Hali Turbacz króluje drewniany ołtarz z zaznaczonym gontowym daszkiem, z którego powiewają dwie flagi: polska i papieska. Przy ołtarzu kamień z przytwierdzoną płytą granitową, w której wykuto napis: “W tym miejscu 17. września 1953 roku ksiądz Karol Wojtyła odprawił mszę świętą po raz pierwszy stojąc odwrócony twarzą do wiernych grupy przyjaciół – młodych naukowców i studentów z Krakowa oraz gorczańskich pasterzy. W 50. rocznicę tamtej mszy świętej oraz 25. rocznicę pontyfikatu Ojca Świętego Jana Pawła II w hołdzie uczestnicy tamtej liturgii, przyjaciele, turyści. Hala Turbacz, 13 września 2003r.” Widoki od ołtarza i stojącego przy nim wysokiego drewnianego krzyża są szczególnie piękne o wschodzie słońca. Stąd kilkugodzinne przejście do Doliny Kamienicy i jej zwiedzanie powinno znaleźć się w programie szkolnych wycieczek jako nagroda dla najlepszych uczniów z całej Polski. Obcowanie z tak wspaniałą ostoją dzikiej przyrody to przecież źródło miłości Boga i Ojczyzny, a przy tym świetna przygoda do zapamiętania na całe życie.
Felieton w Radio Maryja, 13 pażdziernika 2006
Felieton w Radio Maryja, 20 października 2006
Każdy jest obdarowany jakimiś zdolnościami. Już małe dziecko może wyróżniać się konkretnym talentem – może ładnie śpiewać, tańczyć, recytować wierszyki, albo rysować. Niemało dzieci wykazuje się wieloma talentami. Potem przychodzi czas szkoły i poszukiwanie swojego powołania. Niektóre talenty usychają, bo nie pozwolono im się rozwinąć, inne kwitną starannie pielęgnowane przez mamusię, tatusia, babcię, dziadzia, kochające rodzeństwo i innych członków rodziny, parafii, czy innej społeczności sąsiedzkiej. Nadzwyczajny wpływ na ujawnianie i rozwój talentów ma oczywiście szkoła. Od nauczania początkowego po studia wyższe w rękach nauczycieli leży przyszłość ich uczniów i studentów. Jedna jedyna niesprawiedliwa ocena, bądź kąśliwa uwaga może zabić talent, odepchnąć od powołania młodego człowieka, któremu sam Pan Bóg dał niezbywalne prawo wolności wyboru i buntowniczą fazę dorastania. Z drugiej strony jedna lekcja lub jeden wykład potrafi skierować myśli młodego człowieka na nieznane mu wcześniej piękno jakiejś dziedziny wiedzy, wyzwolić zdolności, których istnienia sam się nie domyślał, wreszcie odkryć powołanie, któremu poświęci się do końca życia. Nic jednak nie zastąpi mozolnej pracy rodziców, nauczycieli i kapłanów w kształtowaniu młodych ludzi zgodnie z przeznaczonym im planem Bożym, który wyznaczają zdolności i powołanie.
Wielu ludzi, gdyby mogło, chciałoby kupić swoim dzieciom gwarancje na dobre życie. Czy gwarancje na dobre życie zapewni przedszkole za dwa tysiące złotych miesięcznie, niemniej ekskluzywna szkoła, studia, na których czesne przyprawia o zawrót głowy? Czy można kupić dziecku przyszłe szczęście, kiedy wyposaży się je w wiedzę i umiejętności przydatne n. p. w zdobywaniu kolejnych szczebli kariery w koncernach ponadnarodowych? Przecież według jednego z prominentnych rektorów naszych wyższych uczelni szczytem marzeń każdego polskiego studenta powinno być zatrudnienie w jakimś ponadnarodowym koncernie, aby wykazując się swoją dla tego koncernu przydatnością, mógł osiągnąć najwspanialszy z możliwych awans życiowy w postaci lukratywnej posady w centrali lub w jednym z licznych oddziałów regionalnych tegoż koncernu rozsianych na różnych kontynentach. Polacy są utalentowani i zdolni do podejmowania licznych wyzwań i wielu rzeczywiście zrobiło karierę w takim rozumieniu tego słowa. Mam tylko jedno pytanie: za jaką cenę? Czym płaci się za bezwzględne posłuszeństwo przełożonym, zwłaszcza kiedy obowiązująca w firmie dyscyplina prowadzi do zaprzaństwa, też narodowego, a także zdrady wszelkich wartości chrześcijańskich czy humanitarnych, co na jedno wychodzi, z minimalnym szacunkiem dla zdrowia i życia innych ludzi włącznie? Niemal na każdym szczeblu firmowej hierarchii każdy jest odpowiednio do swej roli poinformowany o tym co zagraża interesom firmy i jak należy to zagrożenie zwalczać. Czy warto realizować, ba, tworzyć antyludzkie scenariusze? W odróżnieniu zachodniej polska opinia publiczna pozbawiona jest dostępu do informacji o sprawach sądowych i administracyjnych przegrywanych przez właścicieli światowych marek i to wcale nie tylko sektora tytoniowego lub żywności genetycznie modyfikowanej. Czy to nie jest zmowa właścicieli działających w Polsce środków masowego przekazu i wszechmocnych firm posługujących się z równą wprawą pieniędzmi na reklamy co na pozaprawny lobbing? A jak czują się mniej lub bardziej sławni <>? Czym różni się wykonywanie zadań zleconych na Zachodzie po 1989r., od tych, które były zlecone wcześniej na Wschodzie, a może nadal są tam zlecane? Łatwo się w tym pogubić, pomieszać prawdę z fałszem, pozorną karierę z życiową przegraną.
Na szczęście Polacy mają wyraźny punkt odniesienia w osobach trzech kapłanów – naszych wyzwolicieli z sowieckiej niewoli. Siłą niezłomnych ojców współczesności Polski i całego świata była zdolność – łaska wiary ugruntowana w niezamożnych domach, z których pochodzili i powołanie do kapłaństwa odkryte w okolicznościach znanych z ich biografii. Zwykli polscy chłopcy – Stefek, Karolek i Jurek wyrośli na mocarzy, którzy słowem zmienili świat. Krusząc imperium zła, miliardom ludzi przybliżyli Królewstwo Boże. Janku, Aniu, Wojtku i wy – Sylwio, Maćku i Kasiu, wszyscy szukajcie w sobie talentów, łask Bożych, którymi zostaliście obdarowani. Idźcie za powołaniem i nie popadajcie w żadną niewolę, bo w niewoli nikt jeszcze szczęścia nie znalazł. Jeśli waszym powołaniem nie jest życie konsekrowane, szukajcie ścieżek przez życie w życiorysach rodziców i innych osób najbliższych, z którymi można szczerze i wyczerpująco przedyskutować swoje pomysły i uzyskać pomoc w ich realizacji.
Ważnym, może nawet decydującym warunkiem osiągnięcia zamierzonych życiowych celów jest niezłomność. Nieuleganie przeciwnościom, nieugiętość, niezachwiana wiara w szczytne ideały to skarby charakteru każdego człowieka. Gdy człowiek ten decyduje o życiu innych i korzystnie wpływa na życie lokalnej społeczności, a nawet całego narodu, skarby jego charakteru mogą być dobrem narodowym. Łatwiej chwalić zmarłych niż żyjących polityków, ale przyjrzyjmy się twardej, męskiej walce o nasze wspólne dobro, którą toczą bez chwili wytchnienia zwycięzcy parlamentarnych wyborów sprzed roku. Stawiają czoła zmasowanym atakom ze wszystkich możliwych stron. Potwarz, obelgi, szyderstwa, pułapki medialne i polityczne, skoordynowane kampanie krajowo-zagraniczne to przecież narzędzia wojny psychologicznej. Wojna jest wprawdzie wypowiedziana przez wielu przeciwników politycznych, ale nigdy nie osiągnęłaby tak intensywnego nasilenia, takich totalnych rozmiarów, gdyby nie była finansowana i kierowana z jednego punktu dowodzenia. Psy wojny nie są przecież wodzami. Stosowanie tych samych rodzajów broni, korzystanie z tych samych najemników, co w kampanii przeciwko Ojcu Tadeuszowi i Jego dziełom, wskazuje na same źródła finansowania wojny propagandowej. Każda wojna drogo kosztuje, a tu takie ogromne pieniądze idą w błoto. Wystarczy spytać naszych słuchaczy. Stale powiększająca się Rodzina Radia Maryja może zaświadczyć jak przyrasta wiarygodność osób bezpodstawnie i okrutnie prześladowanych. Szkoda czasu i zmarnowanej energii społecznej. Z punktu widzenia wyborców i podatników trzeba się cieszyć, że tym razem nie pomyliliśmy się. Na czele naszego Państwa stoją ludzie obdarzeni niezwykłą siłą charakteru i wypełniający bez cienia wahania swoje powołanie do zaprowadzenia w Polsce prawa i sprawiedliwości, nawet kosztem pewnych kompromisów.
Tu u wielu osób pojawi się wątpliwość na jakie kompromisy można pozwolić. Każdy zgodnie ze swoimi zdolnościami i powołaniem zrealizowanym w postaci uzyskanej wiedzy i posiadanych umiejętności ocenia czy i w jakim zakresie realizowane są jego nadzieje wyborcze i korzystając ze swoich obywatelskich uprawnień przypomina rządzącym o ewentualnych niedoskonałościach ich pracy.
Ze swej strony muszę więc przypomnieć ustawowe zadania tego segmentu służby zdrowia, który ma bezpośredni wpływ na każdy aspekt higieny naszego życia, tym samym na długość życia w zdrowiu każdego obywatela Polski i innych krajów Unii Europejskiej. Państwowa Inspekcja Sanitarna jest powołana do realizacji zadań z zakresu zdrowia publicznego, w szczególności poprzez sprawowanie nadzoru nad warunkami: higieny środowiska, higieny pracy w zakładach pracy, higieny radiacyjnej, higieny procesów nauczania i wychowania, higieny wypoczynku i rekreacji, zdrowotnymi żywności, żywienia i przedmiotów użytku, higieniczno-sanitarnymi, jakie powinien spełniać personel medyczny, sprzęt oraz pomieszczenia, w których są udzielane świadczenia zdrowotne – w celu ochrony zdrowia ludzkiego przed niekorzystnym wpływem szkodliwości i uciążliwości środowiskowych, zapobiegania powstawaniu chorób, w tym chorób zakaźnych i zawodowych. Wykonywanie tych zadań polega na sprawowaniu zapobiegawczego i bieżącego nadzoru sanitarnego oraz prowadzeniu działalności zapobiegawczej i przeciwepidemicznej w zakresie chorób zakaźnych i innych chorób powodowanych warunkami środowiska, a także na prowadzeniu działalności oświatowo-zdrowotnej. Do zakresu działania inspektorów sanitarnych wykonujących swoje zadania przy pomocy stacji sanitarno-epidemiologicznych, w skrócie zwanych sanepidami, należy m. in. uzgadnianie projektów planów zagospodarowania przestrzennego oraz ustalanie warunków zabudowy i zagospodarowania terenu pod względem wymagań higienicznych i zdrowotnych oraz inicjowanie przedsięwzięć oraz prac badawczych w dziedzinie zapobiegania negatywnym wpływom czynników i zjawisk fizycznych, chemicznych i biologicznych na zdrowie ludzi, a także kontrola przestrzegania przepisów określających wymagania higieniczne i zdrowotne, m. in. dotyczących higieny środowiska, a zwłaszcza wody do spożycia, czystości powietrza atmosferycznego, gleby, wód i innych elementów środowiska, utrzymania należytego stanu higienicznego nieruchomości, zakładów pracy, instytucji, obiektów i urządzeń użyteczności publicznej, dróg, ulic oraz osobowego i towarowego transportu kolejowego, drogowego, lotniczego i morskiego, warunków produkcji, transportu, przechowywania i sprzedaży żywności oraz warunków żywienia zbiorowego, nadzoru nad jakością zdrowotną żywności, warunków zdrowotnych produkcji i obrotu przedmiotami użytku, materiałów i wyrobów przeznaczonych do kontaktu z żywnością, kosmetykami oraz innymi wyrobami mogącymi mieć wpływ na zdrowie ludzi, warunków zdrowotnych środowiska pracy, a zwłaszcza zapobiegania powstawaniu chorób zawodowych i innych chorób związanych z warunkami pracy, higieny pomieszczeń i wymagań w stosunku do sprzętu używanego w szkołach i innych placówkach oświatowo-wychowawczych, szkołach wyższych oraz w ośrodkach wypoczynku i higieny procesów nauczania. Do obowiązków inspektorów sanitarnych należy także inicjowanie i wytyczanie kierunków przedsięwzięć zmierzających do zaznajamiania społeczeństwa z czynnikami szkodliwymi dla zdrowia, popularyzowania zasad higieny i racjonalnego żywienia, metod zapobiegania chorobom oraz umiejętności udzielania pierwszej pomocy, pobudzanie aktywności społecznej do działań na rzecz własnego zdrowia, udzielanie porad i informacji w zakresie zapobiegania i eliminowania negatywnego wpływu czynników i zjawisk fizycznych, chemicznych i biologicznych na zdrowie ludzi, ocena działalności oświatowo-zdrowotnej prowadzonej przez szkoły i inne placówki oświatowo-wychowawcze, szkoły wyższe oraz środki masowego przekazywania, zakłady opieki zdrowotnej, inne zakłady, instytucje i organizacje.
Felieton w Radio Maryja, 27 października 2006
Pierwszy zgłoszenie napłynęło w połowie września b. r. z Niemiec, następne, 19. września – z Irlandii, kolejne z Holandii i Wielkiej Brytanii. Z Austrii w jednym dniu 21.września nadeszły 4 raporty, w dniu następnym z Włoch – 2, ze Słowenii – 1. Potem odezwała się Belgia i po raz kolejny i to po kilka razy Holandia, Austria i Niemcy, Wielka Brytania i znowu Belgia. W październiku Europejski System Wczesnego Ostrzegania o Niebezpiecznych Produktach Żywnościowych i Środkach Żywienia Zwierząt (RASFF) otrzymał zgłoszenia z następujących państw: Norwegia – 7, Austria – 16, Finlandia – 2, Niemcy – 7, Cypr – 1, Szwecja – 4, Irlandia – 3, Włochy – 1, Francja – 2, Wielka Brytania – 4, Malta – 5.
W ramach systemu RASFF przesyłane są powiadomienia o produktach, które nie spełniając wymagań przepisów prawnych, stanowią równocześnie potencjalne zagrożenie dla zdrowia lub życia konsumentów.
Wymienione na wstępie zgłoszenia dotyczyły genetycznie modyfikowanego ryżu długoziarnistego importowanego z USA, choć było też kilka raportów z wykrycia genetycznie modyfikowanego ryżu importowanego z Chin, a zwłaszcza produktów sporządzonych z takiego ryżu określanych jako kluski.
Po raz kolejny muszę tu przypomnieć, że konsumentom żywności genetycznie modyfikowanej grozi alergia, oporność na antybiotyki i rak. Rozważany jest udział produktów inżynierii genetycznej w zaburzeniach metabolicznych prowadzących do szalejących – zwłaszcza w USA – epidemii otyłości i cukrzycy. Krytycznym problemem jest pleotropia, czyli zaskakująca ekspresja pojedynczego genu w jego nowej lokalizacji w konstelacji genów gospodarza, prowadząca do nieoczekiwanych i licznych efektów w zmodyfikowanym organizmie. Niespodziewanie mogą pojawić się białka, w tym toksyny i alergeny, będące powodem wielu zagrożeń zdrowia człowieka i środowiska.
Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady z 2003r. w sprawie genetycznie zmodyfikowanej żywności i paszy przewiduje, że żadna genetycznie zmodyfikowana żywność ani pasza nie może zostać wprowadzona do obrotu na rynku Wspólnoty, chyba że jest ona objęta zezwoleniem wydanym zgodnie z tym rozporządzeniem. Nie należy przy tym zatwierdzać żywności i paszy zmodyfikowanej genetycznie, o ile nie zostało wykazane w sposób właściwy i wystarczający, iż nie wywiera ona szkodliwych skutków dla zdrowia ludzi, zwierząt lub środowiska naturalnego, nie wprowadza konsumenta ani użytkownika w błąd ani nie odbiega od żywności czy też paszy przeznaczonej do zastąpienia w takim zakresie, że jej normalne spożycie byłoby ze względów żywieniowych niekorzystne dla ludzi lub zwierząt.
Na obszarze Unii Europejskiej żaden ryż genetycznie modyfikowany nie jest dopuszczony do obrotu.
W dniu 18 sierpnia 2006r. władze USA poinformowały Komisję, że produkty z ryżu zanieczyszczone genetycznie zmodyfikowanym ryżem pod nazwą Liberty Link RICE 601, który nie był zatwierdzony do wprowadzenia do obrotu, zostały znalezione w próbkach ryżu długoziarnistego pobranych na rynku USA. Zanieczyszczenie produktów było zgłoszone władzom amerykańskim w dniu 31. lipca 2006r. przez koncern agrochemiczny Bayer, tj. firmę, która opracowała genetycznie zmodyfikowany ryż LL RICE 601, oficjalnie dopuszczony tylko do eksperymentów polowych w latach 1999 – 2001. Pomimo wniosków ze strony Komisji, władze USA nie były w stanie zagwarantować, że produkty z ryżu przywożone ze Stanów Zjednoczonych nie zawierają ryżu LL RICE 601.
Z tego powodu dnia 5. września 2006r. zapadła Decyzja Komisji sprawie środków nadzwyczajnych w odniesieniu do niedozwolonego genetycznie zmodyfikowanego organizmu pod nazwą LL RICE 601 w postaci ryżu długoziarnistego pochodzącego z USA. Zgodnie z decyzją państwa członkowskie mają obowiązek wyrywkowo pobierać próbki produktów wprowadzonych do obrotu i je analizować w celu potwierdzenia nieobecności genetycznie zmodyfikowanego ryżu LL RICE 601, a w przypadkach wykrycia tego ryżu informować Komisję Europejską za pomocą systemu wczesnego ostrzegania o niebezpiecznej żywności i paszach – RASFF.
W naszym kraju dopiero 4. października 2006r. ukazała się informacja Głównego Inspektora Sanitarnego w sprawie nieautoryzowanego genetycznie zmodyfikowanego ryżu LL Rice 601 głosząca, iż Główny Inspektor Sanitarny bezzwłocznie zobowiązał Państwowych Wojewódzkich Inspektorów Sanitarnych do podjęcia stosownych działań w celu spełnienia wymagań Decyzji Komisji z 5. września 2006r., w tym pobrania wstępnie 50 próbek produktów spożywczych, które potencjalnie mogą zawierać ryż LL RICE 601. Próbki te do dnia 10. października 2006r. miały być przekazane do akredytowanego laboratorium badania żywności genetycznie zmodyfikowanej działającego w strukturach Państwowej Inspekcji Sanitarnej, w którym miały zostać zbadane. Wyniki badań miały być umieszczone na stronie internetowej Głównego Inspektoratu Sanitarnego. Do 26. października zapowiedź ta nie została zrealizowana.
Każdy ma prawo oczekiwać bezpiecznego powrotu swojego dziecka spod opieki innych dorosłych, zwłaszcza, kiedy wiek tego dziecka czyni je szczególnie bezbronnym. Każdy ma prawo oczekiwać bezpiecznego zakupu wszystkich produktów obecnych w obrocie, zwłaszcza, kiedy charakter tych produktów budzi niepokój na całym świecie. Polskim rodzicom i konsumentom te prawa też przysługują.
Świeże jeszcze rany, jakie odnieśliśmy wszyscy w związku z tragedią w gdańskim gimnazjum nie zaczęły się jeszcze goić, ale już władze potrafiły wykazać się programem naprawy sytuacji i przeciwdziałania kolejnym nieszczęściom.
W projekcie budżetu na 2007r. na realizację celu określonego jako zapewnienie warunków i nadzoru sanitarnego kraju zaplanowano 695 888 000 złotych, o 12% więcej niż na rok bieżący. Wśród działań zmierzających do zrealizowania tego celu wymienia się poprawę jakości i efektywności działania oraz wizerunku Państwowej Inspekcji Sanitarnej.
Felieton w Radio Maryja, 4 listopada 2006
Co roku pierwsze dni listopada stwarzają bezcenną okazję do ogólnonarodowej refleksji nad kruchością człowieczego życia na tym świecie. Memento mori – pamiętaj, że umrzesz – przypomnienie, że nie można uniknąć śmierci płynie z każdego krzyża nagrobnego, z każdego kamienia z wyrytą datą narodzin i zgonu.
Wszyscy przechodnie mogą szybko obliczyć liczbę lat, które przeżył człowiek pochowany w mijanym grobie. Bliscy zmarłej osoby wiedzą więcej. Znają okoliczności śmierci, potrafią dokładnie wymienić jej przyczyny, nawet podać nazwę choroby, która doprowadziła do zgonu. Na wspomnienie ukochanych członków rodziny, przyjaciół, sąsiadów oczy zachodzą nam łzami. Czujemy się opuszczeni, pozbawieni wszystkiego, co zmarła osoba wnosiła w nasze życie. Nawet, jeśli był to Ktoś, o kogo świętości jesteśmy wszyscy przekonani i ufamy, że trafi prosto do Nieba, to też płaczemy na Jego wspomnienie, bowiem czujemy się osieroceni. Śmierć Jana Pawła II pogrążyła w głębokim smutku największą liczbę ludzi na świecie pomimo wyznawania przez przytłaczającą większość żałobników wiary w życie wieczne i świętych obcowanie. Zgodnie ze swoją naturą ludzie cierpią po śmierci najbliższych, nawet tych, którzy życiem doczesnym zasłużyli na życie wieczne pełne radości będącej tajemnicą wiary.
Część wszystkich świętych, o których wiemy i tych, których nazwisk nie znamy, wykazywała się świętością już od chwili osiągnięcia dojrzałości ciała i umysłu pozwalającej uznać człowieka za świadomego swoich czynów i odpowiedzialnego za wybór postępowania. Inni po latach grzesznego życia doznali nagłej przemiany, bądź też zbliżali się do świętości powoli, w wyniku stopniowego dochodzenia do takiego korzystania z przywileju wolnej woli, jakie cieszy Pana Boga i służy ludziom.
Wszyscy wiemy, że z upływem lat życia przychodzi i rozum i pobożność. Im więcej ludzi dożyje wieku, w którym doświadczenie życiowe pozwoli odrzucić marność pokus świata doczesnego i żałować za popełnione grzechy, tym więcej dusz zasłuży na życie wieczne. Im dłużej człowiek żyje, tym ma większe szanse uzyskać odpuszczenie grzechów i naprawić krzywdy wyrządzone bliźnim. Z kolei wykazując się cechami świętości, może za życia pociągać innych ludzi swoim przykładem czy nauczaniem. Stąd dbałość każdego człowieka o własne zdrowie doczesne niesie skutki wieczne dla niego samego i innych ludzi. Nie ma nic wspólnego z przyklejaną jej etykietą kultu ciała, apoteozy fizyczności, mody na urodę. Dbałość każdego o własne zdrowie doczesne jest wynikającym z dekalogu obowiązkiem człowieka wobec siebie samego i osób zależnych, do których zaliczają się nie tylko najbliżsi, lecz także liczni nieznajomi.
Dbałość o zdrowie nie własne a innych osób jest oczywiście także obowiązkiem prawnym. Trzeba powiedzieć, że prawo w Polsce pozostaje daleko w tyle za przepisami chroniącymi zdrowie obywateli innych krajów. Przypomina nam o tym wszechobecny dym tytoniowy, który musimy wdychać w miejscach użyteczności publicznej, nawet przy drzwiach wejściowych do szpitali i przychodni, nie mówiąc o przystankach autobusowych i tramwajowych. Zakaz palenia tytoniu w miejscach publicznych wprowadziło już wiele krajów świata, w tym zaliczanych do grupy tzw. rozwijających się. Jazda samochodem po spożyciu alkoholu jest tak częstą w Polsce przyczyną zdarzeń drogowych prowadzących do śmierci, trwałego kalectwa i ciężkich chorób wielu ludzi nie dlatego, że Polacy piją więcej niż inni, ale dlatego że kary za pijaną jazdę są zbyt niskie i w jakże wielu przypadkach możliwe do uniknięcia przez uprzywilejowanych beneficjentów rzeczypospolitej skorumpowanej. Znaczna część reklam i przekazów kryptorekalmowych publikowanych w przeznaczonych dla Polaków środkach masowego przekazu nie mogłaby pojawić się w innych krajach, bo stanowiłaby naruszenie prawa chroniącego widzów, słuchaczy i czytelników, też tych najmłodszych, przed epidemią otyłości, cukrzycy, raka i chorób serca, a także tych i wielu innych działań niepożądanych leków sprzedawanych bez recepty.
Owszem, siłami rządowej koalicji wprowadzane są zaostrzone sankcje karne, choćby zwiększające odpowiedzialność za niezgodne z przepisami o ochronie zdrowia konsumentów wprowadzanie do obrotu i znakowanie żywności genetycznie zmodyfikowanej, za co od 28. października 2006r. grozi kara do pozbawienia wolności do lat 2. Nie wiadomo jednak, czy nowa ustawa o bezpieczeństwie żywności będzie realizowana mniej opieszale niż ją poprzedzająca – o warunkach żywności i żywienia i czy wyeliminuje łamanie prawa sanitarnego na masową skalę. Nie brak prawa a niemrawe egzekwowanie obowiązujących przepisów jest przyczyną poczucia bezkarności, które stoi za kolejnymi skandalami wytrwale ujawnianymi przez dziennikarzy. Ostatnio przerażeni konsumenci z mediów dowiedzieli się o karmieniu zwierząt hodowlanych mączką mięsno-kostną i o przerabianiu padliny na wędliny. Osiąganie zysku kosztem zdrowia i życia innych ludzi jest, niestety, często spotykane, ale za jego ujawnianie i eliminowanie podatnicy płacą funkcjonariuszom państwowym, nie dziennikarzom.
Za tydzień uwagę Rodziny Radia Maryja pozwolę sobie skupić na postępach prac nad zagrożeniami zdrowia w następstwie skażenia środowiska. W najbliższych latach muszą zniknąć z ekologicznej mapy Polski czarne punkty położone w obrębie takich miejscowości, jak Tarnowskie Góry, Wiślinka pod Gdańskiem, Siechnice pod Wrocławiem, znajdujące się na obszarze powiatu Piła i gminy Szczucin. Zanim zapowiedziana góra pieniędzy zostanie przeznaczona na inne cele, obowiązkiem nas wszystkich jest ochronić zagrożone zdrowie i życie tysięcy ludzi. Dajmy im szanse na świętość.
Felieton w Radio Maryja, 10 listopada 2006
Według prasy zachodniej w latach 2007 – 2013 dla Polski przeznaczone są pieniądze większe od Funduszu Marshalla, który nie tylko wydobył Republikę Federalną Niemiec z powojennych gruzów, lecz także uczynił z niej jedną z wiodących gospodarek świata. The Guardian pisze, że dla Polaków, którzy w końcu dostają te pieniądze z Europy nie są one jak Fundusz Marshalla a są Funduszem Marshalla wypłacanym właśnie teraz za rozbiory i okupację Polski.
Nie wydaje się możliwe, aby w obecnym układzie politycznym w Polsce doszło do bezczelnego rozkradzenia tych pieniędzy, wystawienia naszego kraju na pośmiewisko i wprowadzenia Polaków w stan osłupienia i wściekłości na własną głupotę nad wyborczą urną. Możemy mieć nadzieję, że sprawne służby państwowe będą potrafiły na czas wykryć i ujawnić sytuacje korupcjogenne i przypadki korupcji niszczącej naszą Ojczyznę i jej opinię w świecie. A jaka może być ta opinia, skoro według najnowszej klasyfikacji Transparency International w 2006r. Polska znalazła się na 61. pozycji za państwami najmniej zżeranymi przez raka korupcji, którymi są Finlandia, Islandia i Nowa Zelandia. Mniej skorumpowane od Polski są nie tylko wszystkie państwa Unii Europejskiej, Australia, Kanada, Japonia, USA, lecz także Chile, Urugwaj, Izrael, Malezja, Korea, Namibia, Botswana, Afryka Południowa, większość państw arabskich, Turcja i Kolumbia. W stosunku do 2005r. sytuacja uległa minimalnej poprawie, ale nadal jest dramatycznie zła i w pełni uzasadnia bezwzględne i ostre podejście do problemu korupcji w Polsce. Skoro przed rokiem wyborcy w większości korupcję odrzucili, choć sami musieli po części być jej sprawcami, należy działać szybko i nie dopuścić do rozpanoszenia się zarazy zła, utraty wiary w powodzenie zmian i zdolność samooczyszyszczenia się Polski z mafijnych układów. Bezradna większość prawomyślnych obywateli czeka nadal na efekty wyborczych obietnic sprzed roku, a przy tym z niepokojem wypatruje skutków nadchodzących wyborów samorządowych, które na cztery najbliższe lata mogą oddać w ręce członków i najemników lokalnych szajek nie tylko władzę, ale i ogromne pieniądze z Funduszu Marshalla dla Polski.
Kwota 80 miliardów euro, które mają uzupełnić nasz budżet w latach 2007 – 2013, jest przeznaczona na cele społeczne i infrastrukturę regionalną. Wybierane przez nas w najbliższą niedzielę władze samorządowe powinny zadbać, aby za te środki raz na zawsze usunąć z ekologicznej mapy Polski czarne punkty położone w obrębie takich miejscowości, jak Tarnowskie Góry, Wiślinka pod Gdańskiem, Siechnice pod Wrocławiem, znajdujące się na obszarze powiatu Piła i gminy Szczucin. Warto zwrócić uwagę na fakt, że skutki oddziaływania tych megaźródeł szkodliwych substancji chemicznych wielokrotnie przekraczają liczbę potencjalnych ofiar leku działającego podobnie do pavulonu, który znalazł się w tysiącach fiolek z napisem Corhydron produkcji Przedsiębiorstwa Farmaceutycznego Jelfa. W odróżnieniu jednak od skandalu związanego z bezczynnością inspektorów farmaceutycznych nie budzą powszechnego przerażenia w kraju, może dlatego, że są problemami pozornie lokalnymi, ostentacyjnie lekceważonymi przez kolejne rządy i władze samorządowe, a co najgorsze zamiatanymi pod dywan przez władze sanitarne, które pomimo ustawowych obowiązków nie inicjują przedsięwzięć oraz prac badawczych w dziedzinie zapobiegania negatywnym wpływom czynników i zjawisk fizycznych, chemicznych i biologicznych na zdrowie ludzi. Bez rzetelnych badań epidemiologicznych mieszkańcy nie mają twardych argumentów na obronę swojego zdrowia i życia. Tym łatwiej inspektorom sanitarnym oddalać obawy ludzi wyciągających oparte o zdrowy rozsądek wnioski z faktu narażenia na oddziaływanie hałdy związków baru, boru i cyjanku i innych trucizn w Tarnowskich Górach lub fosfogipsów w Wiślince pod Gdańskiem. Udział stacji sanitarno-epidemiologicznych w ocenie zagrożeń jest niezastąpiony. Tylko dzięki wprowadzeniu w 2000r. cywilizowanych norm na wodę wodociągową mieszkańcy Tarnowskich Gór dowiedzieli się, że poziom trójchloroetylenu (TRI) w ich kranach przekracza dopuszczalny poziom aż 60 razy! Hałda po byłych zakładach chemicznych powoduje dobrze rozpoznane skażenie zbiorników wód podziemnych stanowiących źródło zaopatrzenia w wodę pitną dla 600 000 ludzi.
Z kolei złożona z metali ciężkich i popiołów hałda po zbrojeniowej hucie stali chromowej w miejscowości Siechnice znajduje się w odległości 300 metrów od ujęcia wody powierzchniowej dostarczającego wodę do Zakładu Produkcji Wody we Wrocławiu zamieszkałym przez 640 000 ludzi. Szczegółowe, nawet rozszerzone badanie wody jest tu więc niezbędne. Niestety, od 17. sierpnia 2006r. nie istnieje w Polsce przepis prawny zapewniający bezpieczeństwo i zdrowie konsumentom wody wodociągowej – do 9. listopada minister zdrowia nie wydal nowego rozporządzenia w tej sprawie, choć o takiej potrzebie jest wiadomo od półtora roku.
W odległości 10 km od centrum Gdańska znajduje się hałda fosfogipsów, na którą zrzucane są dodatkowo osady z oczyszczalni ścieków. Pył powstały w wyniku erozji jest roznoszony przez wiatr i wdychany przez ludzi w szerokim promieniu.
Wielkopolska roi się od czarnych punktów, w których źródła szkodliwości i uciążliwości mogą istnieć, a nawet nasilać swoje oddziaływanie na zdrowie i życie ludzi tylko dlatego, że akurat tam są inwestycje uruchamiane i działające z pogwałceniem obowiązującego prawa sanitarnego. Korupcja polityczna inspektorów jest powszechnie krytykowana od dawna, a jej najbardziej ostre przejawy są przyczyną cierpień mieszkańców powiatu pilskiego, wsi Więckowice i wielu innych miejsc, o których cały świat dowiaduje się z przerażeniem z telewizji.
Jednak za rekordowe należy uznać przynoszące Polsce hańbę traktowanie mieszkańców gminy Szczucin w Małopolsce. Obszar klęski ekologicznej sięga poza granice tej gminy i wiąże się z zagrożeniem azbestem dobrze rozpoznanym już w 1998r., kiedy oszacowano objętość odpadów azbestowych i mas ziemnych zanieczyszczonych azbestem na 1 mln metrów szesc. i wykazano przy tym ponad 68-krotnie wśród mężczyzn i ponad 30-krotnie wśród kobiet zwiększoną umieralność z powodu nowotworu swoistego dla narażenia na azbest – międzybłoniaka opłucnej.
W wyborach samorządowych warto kierować się zdrowym rozsądkiem i postawić na tych, którzy dowiedli, że potrafią zadbać o zdrowie i życie wyborców.
Felieton w Radio Maryja, 17 listopada 2006
Rozwój cywilizacji doprowadził do ścisłego sformalizowania uprawnień zastrzeżonych dla poszczególnych karier zawodowych osób posiadających ten sam dyplom. Absolwent prawa z doświadczeniem radcy prawnego nie założy togi sędziego, jak i prokurator nie zamieni się miejscami z adwokatem. Różne są także drogi życiowe lekarzy. Podstawowy wybór podejmowany najczęściej wkrótce po zakończeniu stażu podyplomowego dotyczy lekarskiej specjalizacji. Specjalizacja uprawnia lekarza do wykonywania zawodu w wybranej dziedzinie medycyny bez konieczności zwracania się w razie potrzeby o opinię do kolegów posiadających inną wiedzę specjalną.
Dzięki temu pacjent może mieć pewność, że w zwykłych warunkach nad stołem operacyjnym pochyli się chirurg a nie np. pediatra albo specjalista od menopauzy, a nawet weterynarz, co wszakże miałoby uzasadnienie np. w czasie wojny lub w głębi buszu afrykańskiego.
Jest sprawą oczywistą, że odpowiedzialność lekarza jest tym większa, im więcej ludzi oddaje w jego ręce swoje zdrowie i życie. Najbardziej zapracowani chirurdzy z wielkim poświęceniem dzień w dzień ratują życie wielu pacjentom, ale choćby wszyscy lekarze byli wyłącznie chirurgami i tak nie podołaliby lawinie przypadków będących skutkiem zaniedbań w obszarze zdrowia publicznego. Trzeba też podkreślić, że zdrowie publiczne w żadnym przypadku nie ogranicza się do systemu ratownictwa medycznego. Owszem, sprawny system ratownictwa jest wizytówką każdego państwa, w którym na wypadek katastrof, kataklizmów i nagłego pogorszenia zdrowia każdy obywatel i każdy przybysz powinien mieć równy dostęp do kwalifikowanej pomocy medycznej w każdym miejscu i każdym czasie. Tu podatnik musi ponieść wysokie, ale dobrze uzasadnione wydatki na stworzenie i utrzymanie systemu, łączność, transport samochodowy i śmigłowcowy, aparaturę i leki, nawet gdyby w przeliczeniu na jedno uratowane życie ludzkie były to koszty niewspółmiernie wysokie w stosunku do nakładów na zapobieganie wypadkom drogowym, katastrofom budowlanym, powodziom, pożarom oraz epidemiom chorób zakaźnych i niezakaźnych.
Nikogo nie można zostawić bez pomocy medycznej, ale też nie można zaniedbywać innych niż ratownictwo obszarów zdrowia publicznego. Co z tego, że na pobliskim polu wyląduje helikopter sokół ze Świdnika, z którego wybiegnie wysoko wykwalifikowana ekipa ratowników, jeżeli ratowany pacjent umrze, bo we fiolce oznakowanej jako lek wchodzący w skład określonego przepisem prawnym zestawu przeciwwstrząsowego znalazła się trucizna o działaniu kurary lub lepiej znanego w Polsce pavulonu? Co z tego, że ponoszone są ogromne koszty poprawy wizerunku Polski w oczach światowej opinii publicznej, skoro pierwsze pytanie zadane mi po ujawnieniu skandalu z Corhydronem przez dziennikarza światowego koncernu medialnego, który nie jest i nie musi być przesadnie życzliwy naszym interesom, dotyczyło wiarygodności polskiego systemu nadzoru nad jakością leków, a tym samym ryzyka, jakie ponoszą nabywcy leków produkowanych w Polsce? Czy był to błąd fabryki leków, czyn szaleńca, zamach terrorystyczny? A co to obchodzi lekarza i pacjenta, zwłaszcza wtedy, kiedy nie musi kupować leków z konkretnej fabryki, a nawet z obszaru kraju, w którym działa skompromitowany system nadzoru nad jakością leków. Czy można było przeciąć ciąg zdarzeń zagrażających życiu ludzi i rujnujących naszą gospodarkę inaczej niż to uczynił premier, na użytek krajowej i zagranicznej opinii publicznej ogłaszając dwie decyzje: jedną – o wstrzymaniu produkcji leków o niepewnej jakości i drugą – o przyjęciu rezygnacji głównego inspektora farmaceutycznego, zgodnie z ustawą kierującego Inspekcją Farmaceutyczną w celu zabezpieczenia interesu społecznego w zakresie bezpieczeństwa zdrowia i życia obywateli przy stosowaniu produktów leczniczych i wyrobów medycznych.
System ratownictwa medycznego i program sztucznego serca są ważne, ale stosowanie w zdrowiu publicznym zasady krótkiej kołdry prędzej czy później musi skończyć się skandalem związanym z ujawnieniem tragicznych faktów, które nawet zatajone i tak przecież kosztują życie i zdrowie wielu ludzi.
Równolegle ze sprawą Corhydronu toczy się sprawa ryżu genetycznie modyfikowanego, o czym od 3. października już wielokrotnie informowałem polską opinię publiczną.
15. listopada 2006r. TELEXPRESS zawiadomił, że właśnie w tym dniu rozpoczęto zwracanie skażonego ryżu do producenta. Dwie i pół godziny później WIADOMOŚCI tego samego Pierwszego Programu Telewizji Polskiej stwierdziły, że nie od połowy listopada a od początku października wycofano w Polsce ponad 300 ton ryżu ze Stanów Zjednoczonych, zaś pani rzeczniczka prasowa Głównego Inspektora Sanitarnego była uprzejma problem zbagatelizować: “mowa o śladowych ilościach genetycznie modyfikowanego ryżu, śladowe ilości, czyli tak naprawdę niewielkie, na tysiące ziarenek mogło być jedno ziarenko gmo”. Tydzień wcześniej Państwowa Inspekcja Sanitarna powiadomiła poprzez internet, że tylko w 3 próbkach na 48 zbadanych na terenie trzech województw stwierdziła obecność materiału genetycznie zmodyfikowanego, a w jednym województwie inspektorzy wcale nie znaleźli ryżu długoziarnistego w obrocie! Przedstawicielka Wojewódzkiej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej we Wrocławiu przed kamerą WIADOMOŚCI ujawniła przyczyny tych skromnych osiągnięć: “otrzymaliśmy informacje gdzie i jakich sklepach może być, w jakich sieciach i tam nasze służby monitorowały jak wygląda wycofywanie”. A przecież zgodnie z decyzją Komisji Europejskiej wydaną z 5. września 2006r. państwa członkowskie mają obowiązek wyrywkowo pobierać próbki produktów wprowadzonych do obrotu i je analizować w celu potwierdzenia nieobecności genetycznie zmodyfikowanego ryżu LL RICE 601, a w przypadkach wykrycia tego ryżu informować Komisję Europejską za pomocą systemu wczesnego ostrzegania o niebezpiecznej żywności i paszach – RASFF.
Pierwsze powiadomienia o wykryciu skażonego ryżu pojawiły się już 15. września w tych państwach Unii Europejskiej, które potrafią zadbać o zdrowie swoich obywateli i wizerunek swojego przemysłu. W naszym kraju kołdra zainteresowania działalnością inspekcji zdrowia publicznego jest zbyt krótka, aby zagrzać do działania wszystkich, od których zależy zdrowie, życie i dobrobyt Polaków.
W tej sytuacji warto sięgnąć do doświadczeń konsumentów amerykańskich. W 2002r. niewielkiej liczbie osób wypłacono łącznie 9 milionów dolarów odszkodowania za rozstrój zdrowia w następstwie spożycia śladowych ilości genetycznie modyfikowanej kukurydzy StarLink zarejestrowanej w USA tylko jako pasza dla bydła. Genetycznie modyfikowany ryż Liberty Link 601 nigdzie na świecie nie był dopuszczony do spożycia. Nawet przez bydło.
Felieton w Radio Maryja, 24 listopada 2006
Ojciec miasta Ruda Śląska, pan Andrzej Stania obiecał objąć niezawodną opieką rodziny 23 mężczyzn, którzy zginęli w czeluściach kopalni Halemba uznawanej za jedną z najbardziej niebezpiecznych w Polsce. Były górnik wie, co mówi, kiedy odnosi się do najbardziej tragicznych realiów życia na Śląsku. Pomoc wdowom i sierotom po zasypanych górnikach to tylko jedna z form rzeczywistej solidarności między ludźmi w tej części Polski. Nie gazetowej, nie sloganowej, nie partyjnej a prawdziwej solidarności człowieka z człowiekiem w potrzebie. Ludzie zamieszkali na Śląsku od setek lat opierają swój byt o pracę w górnictwie. Augustyn Morcinek, zanim został pisarzem znanym jako Gustaw Morcinek, pracę w kopalni podjął w wieku 16 lat. Kiedy miał lat 19, dzięki pieniądzom zebranym przez górników poszedł do szkoły nauczycielskiej, stał się odważnym obrońcą polskości Śląska, śląskim pisarzem, dla którego Zofia Kossak była literacką matką chrzestną. Za felietony, w których kpił z polakożerców w rodzaju Bismarcka, w latach 1939 – 1945 Niemcy więzili pisarza obozach śmierci Sachsenhausen i Dachu. Po wojnie był wykorzystywany do sowietyzacji Polski. Jednak nowela Gustawa Morcinka ŁYSEK Z POKŁADU IDY z 1933r. jako lektura szkolna wielu ludziom w Polsce przybliżyła realia śląskich kopalń węgla. Budziły one grozę i podziw dla ludzi potrafiących podołać podziemnym żywiołom i przeżyć okrutny wyzysk. Nieludzkie warunki pracy na dole nie były nie do pokonania przez tysiące mężczyzn, najczęściej synów chłopskich, przybywających co roku na Śląsk z Podbeskidzia, Podhala, Podkarpacia, Kielecczyzny i jeszcze dalszych stron kraju, gdzie z roli nie dało już się wyżyć, na Saksy albo za morze nie werbowali, a do pracy najemnej brano tylko na kopalni.
W XXI wieku dużą aglomerację Śląska i Zagłębia zamieszkuje co dziesiąty Polak. I nadal mężczyźni są gotowi do pracy w nieludzkich kopalnianych warunkach, bo innych możliwości nikt im nie oferuje na tyle skutecznie, aby zechcieli je przyjąć i wyrwać się zaklętego kręgu niemocy Państwa Polskiego skazującego ludzi na warunki życia i pracy urągające poziomowi współczesnej cywilizacji. Dumping socjalny i pracowniczy w kopalniach węgla jest wprost wpisany w tę gałąź gospodarki, oszczędności na bezpieczeństwie, zdrowiu i życiu górników obniżają cenę węgla i czynią ją niższą od oferowanej przez konkurencję, która mniej ryzykuje życiem pracowników.
Ludzie na Śląsku doskonale zdają sobie sprawę z ryzyka w kopalniach takich jak Halemba. A jednak je podejmują. Z takich samych powodów, z jakich każdy z nas wziąłby jedyną dostępną pracę pozwalającą zarobić na rodzinę. Niedawno w telewizji można było zobaczyć reportaż z kopalnianego chodnika, który górnicy przemierzali, czołgając się pod górę. Przypomniałem sobie wtedy pacjentów z kopalń wałbrzyskich, z typowym dla górników alergicznym wypryskiem dłoni, czyli egzemą, alergiczną chorobą skóry w następstwie uczulenia na chrom. Prosili o skuteczne i szybkie wyleczenie zmian skórnych utrudniających im pracę. Silny świąd, ból, krwawiące rany na dłoniach i na twarzy nie były dla nich wystarczającym powodem pójścia na zwolnienie lekarskie, bo zbyt dużą ponieśliby stratę finansową z powodu nieobecności w kopalni. Wałbrzyskie kopalnie cennego surowca zostały zamknięte z powodu niebezpiecznych warunków eksploatacji węgla. Ryzyko wydobycia węgla było uznane za zbyt duże. W uzasadnieniu podawano trudne warunki geologiczne, w tym chodniki, w których można było tylko się czołgać, a ściany fedrować tylko na klęczkach. Kopalnie wałbrzyskie zamknięto, ludzie poszli na bruk, ich problemy do dzisiaj nie są rozwiązane.
Szkoda, że obcnie Śląsk nie ma swojego polskiego piewcy, jakim był Gustaw Morcinek. Pisarz ten stracił wiele w wyniku poddania się komunistycznej manipulacji. Opowiadając się po stronie imperium zła, zaprzeczył wspaniałemu dorobkowi z okresu międzywojennego. Narodowy i ekonomiczny wyzysk polskiego Śląska z rąk Niemców przejęli, z krótką przerwą, Rosjanie. I Morcinek swoją aktywnością polityczną w PZPR konserwował kontestowane wcześniej kopalniane realia, które teraz rozpatruje się w kategoriach łamania praw człowieka, obywatela i pracownika.
Czy jednak koniecznie trzeba liczyć na pisarza, aby dzisiaj obudzić ludzkie sumienia? Czy prawda o dzisiejszym Śląsku nie bije z telewizyjnego ekranu? Czy rzeczywistości nie odsłania tragedia 23 mężczyzn z kopalni Halemba? Właściciele kopalń, nadzór górniczy, związkowcy, inspektorzy pracy, sanitarni otrząśnijcie się! Wasza decyzja lub zaniechanie może być wyrokiem śmierci. Politycy odpowiedzialni za zatrudnienie przenieście się na Śląsk! Zaparkujcie limuzyny i przejdźcie piechotą chociaż kilka ulic śląskich miast, zajrzyjcie na podwórka. Zapytajcie ludzi z czego żyją, za co kupują jedzenie dzieciom. Wyciągnijcie tysiące rodzin z chciwych łap żerujących na ludzkim nieszczęściu. Zorganizujcie transport na budowy, na których nie ma rąk do pracy. Przestańcie marnować publiczne pieniądze na pozorowaną walkę z bezrobociem i nauczcie ludzi dobrze płatnych i coraz bardziej deficytowych zawodów – hydraulika, kafelkarza, malarza, ślusarza, stolarza.
Pan prezydent Andrzej Stania według ogólnodostępnej informacji szczególnie zajmuje się uporządkowaniem gospodarki wodno – ściekowej i odpadami, budownictwem mieszkaniowym, promocją miasta skutkującą wzrostem firm i miejsc pracy. Ojciec miasta chce udowodnić, że Ruda Śląska jest najpiękniejszym miastem na świecie. Po modlitwie za tragicznie zmarłych, pomódlmy się za tych, którzy troszczą się o pozostałe po nich wdowy i sieroty.
Felieton w Radio Maryja, 1 grudnia 2006
Dorastając, człowiek jest bezradny i bezbronny wobec problemów, które niesie codzienne życie rodzinne, szkolne i pozaszkolne. Rodzina ma zapewnić młodemu człowiekowi opiekę i pełne oparcie. Nie mniejsze a większe niż córeczce i synkowi, kiedy byli malutkimi jeszcze dziećmi. Jest takie powiedzenie: małe dziecko – małe problemy, duże dziecko – duże problemy. I tym dużym problemom matka i ojciec też muszą stawić czoła, w żadnym przypadku nie rezygnując w sytuacjach najtrudniejszych, które wprost są walką o życie własnego dziecka. Kto, jeśli nie matka i nie ojciec ma wbrew wszelkim trudnościom i piętrzącym się przeszkodom wytrwale, do ostatnich sił zabiegać o życie własnego dziecka? Kiedy ojciec i matka sami wymagają pomocy, albo jedno z nich porzuciło rodzinę, wówczas energiczną opiekę nieraz przejmuje babcia lub dziadek, starsze rodzeństwo, lub dalsza rodzina, ale z reguły to rodzice ponoszą trudy wychowania dorastającego dziecka.
A są to trudy niemałe, na które składają się głównie wynikające z czystej anatomii i fizjologii tysięczne problemy tej fazy psychofizycznego dojrzewania człowieka, nieodparty pociąg do eksperymentów, chęć sprawdzania się w nowych rolach i wreszcie zupełnie bezkrytyczny stosunek do otrzymywanych propozycji, ofert i zachęt.
Jak łatwo jest manipulować młodymi ludźmi wiedzą najlepiej producenci napojów słodzonych wysokofruktozowym syropem skrobiowym, którego wpływ na rozwój epidemii cukrzycy i otyłości zwłaszcza wśród dzieci i młodzieży był ostatnio ponownie dobitnie podkreślony przez światowe autorytety. Ta sprawa jest może mało znana w naszym kraju, stąd też wielkie interesy producenta syropu i jego klientów, czyli firm wytwarzających markowe produkty spożywcze słodzone syropem. Ale o wpływie nadmiaru kalorii na zniekształcającą nadwagę i zabójczą otyłość chyba wszyscy słyszeli. Każdy rozsądny człowiek, nawet bardzo młody, jak tylko umie już liczyć, może sam się przekonać, że tylko jedna jedyna puszka słodkiego napoju gazowanego pokrywa 13-16% dziennego zapotrzebowania na energię młodej osoby ważącej 50 kg. Dwie puszki słodkiego napoju to już od jednej czwartej do jednej trzeciej kaloryczności pożywienia potrzebnej nastolatkom na całą dobę! Producenci napojów, batonów i innych słodzonych przekąsek zaspokajają wzmożone zapotrzebowanie dzieci i młodzieży na słodycze, na wszelkie możliwe sposoby kusząc młodych konsumentów reklamami osadzonymi w młodzieżowym środowisku, charakterystycznymi atrybutami, językiem, modą. Dokładnie w ten sam sposób, którym posługują się producenci sprzętu do słuchania muzyki, czy to z głośników o wielkiej mocy, czy ze słuchawek, a więc urządzeń, które składają się na poważny ubytek słuchu, głuchotę u 2 na 5 Polaków.
Na tej samej zasadzie wtopienia się w świat swoich klientów działa światowy przemysł narkotykowy. Już kierownicy średniego szczebla zarządzania w narkobiznesie to ludzie w sile wieku, nieraz bardzo poważani inwestorzy, biznesmeni, politycy, właściciele wielkich posiadłości, luksusowych aut i samolotów. Tak potrafili zorganizować podaż i popyt, że okrutnie eksploatując biedaków n.p. w Afganistanie czy Kolumbii, wyciskają równocześnie ostatnie siły z tysięcy finalnych sprzedawców, czy to uzależnionych, czy też na zimno zarabiających pieniądze na swoich rówieśnikach. Dorastając, młody człowiek odrywa się stopniowo od mamy i taty, a nie będąc pewnym pączkującej samodzielności, silnie utożsamia się z grupą rówieśniczą, naśladuje zachowania rówieśników. Zachowuje się tak, jak wszyscy znajomi się zachowują. Tak samo się ubiera, mówi, bawi. Kiedy ciągle słyszy i widzi, że wszyscy biorą narkotyki, nie odmówi przyjęcia pierwszej porcji, nieraz darmowej, od sprzedawcy, który sobie upatrzył nową ofiarę. Sprzedawca narkotyków, tak samo ubiera się, mówi, bawi jak wszyscy. Tyle że ma za zadanie sprzedać jak najwięcej powierzonego mu towaru. Często jest autorytetem, narzuca styl, wyśmiewa tych ‘spiętych’ i tych ‘niewyluzowanych’. Z oczywistych powodów jest entuzjastą pełnej swobody, wszelkiej możliwej wolności dla każdego w każdym wieku, a zwłaszcza legalizacji narkotyków, bo w Amsterdamie są legalne, bo spadnie przestępczość itp. Chętnie opowiada o swoich halucynacjach, wizjach, inicjuje o nich rozmowy, wreszcie sprzedaje swój towar. Z taką samą tęga miną, jak sprzedawcy puszek słodzonych napojów, głosi, że niektóre narkotyki tak naprawdę nie są szkodliwe dla zdrowia. Młodzi naiwni wierzą tym zapewnieniom, bo u nastolatków poczucie zagrożenia odległymi skutkami prawie nie istnieje, trzydziestolatek jawi się starcem. Szeptana reklama działa skutecznie. W szkołach i dyskotekach wiadomo, od kogo można kupić narkotyk. Jak każdy interes na wielką skalę, narkobiznes ma wsparcie w filmach, kolorowych czasopismach, w showbiznesie. Gwiazdy narzucające swój styl milionom młodych ludzi, popularni politycy, eksperci, właściciele stacji telewizyjnych, wydawcy to nieraz marionetki w rękach szefów światowego przemysłu narkotykowego zawsze połączonego z handlem ludźmi. Ludźmi młodymi płci obojga, których podaż nie zaspokaja zwyrodniałego popytu i dlatego podejmowane są wzmożone działania na rzecz uruchomienia nowych zasobów żywego towaru, zwłaszcza w krajach, gdzie wielu młodych dorasta w rodzinach doprowadzonych do ubóstwa. Warto te sprawy przemyśleć w Światowym Dniu AIDS 2006r.
Felieton w Radio Maryja, 15 grudnia 2006
Życie wszystkich stworzeń – ludzi, zwierząt i roślin – toczy w pełnej zależności od innych. Niech no tylko małe dziecko gdzieś zgubi się w tłumie, oddali się od rodziców, a już popada w przerażenie. Ogarnia je w pełni uzasadniony strach związany z nagłą utratą opieki ze strony najbliższych, którym ufa. Im człowiek słabszy, tym bardziej szuka niezawodnej opieki.
Przez niemal całe tysiąclecie mieszkańcy południowo-wschodnich kresów Rzeczypospolitej drżeli przed Tatarami, później Turkami. Nie bez powodu. Po tysiącach ludzi, całych rodach, wszelki ślad zaginął. Popioły spalonych wsi, miast, stanic i chutorów rozwiał wiatr po stepie. Jedyną nadzieję na przeżycie dawała opieka wojsk koronnych i litewskich. Do polskiego króla zanoszono błagania o pomoc przed dziką przemocą. Majestat Rzeczypospolitej na ile mógł, na tyle chronił swoich poddanych, ale i tak wielu z nich przerażonych nadciągającą perspektywą strasznej śmierci i jeszcze gorszej niewoli w jasyrze zjeżdżało całymi gromadami do centrum Korony, do Lwowa i okolic. Rzeczpospolita, jak dobra matka, potrafiła przygarnąć wszystkich, nawet tych, którzy działali wpierw na jej, później na swoją zgubę i w istocie skazali dziesiątki milionów swoich potomków na śmierci głodową, kiedy to imperium rosyjskie założyło czerwoną maskę.
Wypędzona z ukochanego pięknego miasta historyczna pamięć Lwowian rozwija się we Wrocławiu. Też ukochanym i równie pięknym, choć inaczej. Potomkowie kresowian dobrze przysłuchują się odgłosom zza miedzy. Słysząc wyraźne zapowiedzi rewizji granic, nie mogą pozostać obojętni na nadciągającą perspektywę kolejnego wypędzenia, a może i strasznej opresji. W naszych uszach jeszcze przecież dźwięczą słowa pradziadków, dziadków, ojców i matek, których sołdat zapakował do bydlęcych wagonów i wysłał na zachód. Na szczęście – na zachód, do Polski. Pod opiekę Rzeczypospolitej.
Miniony tydzień miał dla nas wielkie znaczenie. Od prześwietnego tryumfu wszystkich dzieł Ojca Tadeusza po monumentalne wydarzenia we Wrocławiu, każda chwila życia w Polsce była przepojona miłością Boga, Ojczyzny i bliźniego. Po latach upokorzeń, szyderstw, zdrad, oszustw, po tysięcznych i – niestety – zbyt często udanych próbach ogłupienia Polaków, wreszcie doczekaliśmy się donośnego, jednobrzmiącego głosu najwyższych władz Rzeczypospolitej, jak nigdy wcześniej zgodnego z opinią publiczną. Głosu, który potrafił przebić się przez nastawione na pełny regulator zagłuszarki gadzinowej propagandy.
Sprzedani obcym, wykpieni z powodu wieku i miejsca zamieszkania, sponiewierani w swojej godności narodowej, cierpiący prześladowania religijne, zagrożeni wypędzeniem, wszyscy ci zostali wydobyci z otchłani zwątpienia. Pokolenie Sierpniowe już raz przeżywało tego rodzaju renesans człowieczeństwa w pełnym wymiarze. Tamtej euforii nikt nie zapomni. Czas na nowe zachłyśnięcie się wolnością. Czas korzystać z wyższej formy tej wolności, jaką jest mądra opieka Majestatu Rzeczypospolitej, który nie pozwoli skrzywdzić żadnego Polaka. Miarą polskości niech będzie lojalność w stosunku do wspólnego dobra, Rzeczypospolitej, Rzeczy Wspólnej nas wszystkich.
Dobre uczynki, o które nas prosi Ojciec Święty Benedykt XVI, niech za Jego przykładem będą obfitowały w próby nawiązania współpracy dla wspólnego dobra, wybaczenia win tym, którzy o to poproszą, pomocy młodym, o którą zabiega Ojciec Tadeusz.
Felieton w Radio Maryja, 22 grudnia 2006
Od soboty do wtorku potrwa tegoroczny czas świąt Bożego Narodzenia. Kalendarz wyznaczył nam sporo dni na spotkanie w rodzinnym gronie, bowiem radość z Narodzenia Pańskiego od dawien dawna Polacy starają się dzielić z najbliższą rodziną. Za wszelką cenę. Za cenę kosztów biletu, niebywale wysokich zwłaszcza w komunikacji krajowej, niewygód podróży, dąsów przyjaciół, niezadowolenia pracodawców. Dorosłe dzieci rozsiane po całym świecie zlatują do rodzinnych gniazd, aby choć przez kilka dni pobyć z rodzicami, przytulić się do babci, posłuchać opowiadań dziadka. Odnowiona przy wigilijnym stole atmosfera rodzinnego domu nada nowego smaku okruchom wspomnień, wyniesie ich wartość na należne im miejsce wśród innych wartości, także tych, za którymi młodzi ludzie rzucili się w pogoń na obczyźnie.
Być może nad barszczem z uszkami, nad pachnącą polskim lasem zupą grzybową, potoczą się rozmowy o zaskoczeniu, jakie budzi zagranicą nasza tradycja kulinarna. Pink soup może zadziwiać kolorem, mushroom soup straszyć zawartością. Do tego ten carp w innej roli niż ozdobna złota rybka. Ileż to trzeba się nagadać z obcokrajowcami, aby im opisać, to co dla nas jest oczywiste, bo znane od najmłodszego dzieciństwa. A kulinaria są drobiazgiem na tle spraw tak zasadniczych, jak wartości, diametralnie różne w różnych krajach Europy, co wykazał niedawno opublikowany Eurobarometer. Zaskakujące różnice kulturowe to trwały temat rozmów, nawet w czasach powszechnego dostępu do obrazu życia w innych krajach, tak łatwo osiągalnego za pomocą klawisza telewizyjnego pilota. Potem przyjdzie rozpakowywanie prezentów. Z bardzo wysokiej stałej pensji lub zaoszczędzonych kosztem wielu wyrzeczeń resztek pozostałych z nie zawsze regularnej wypłaty można sprawić radość najbliższym, udowodnić im i samej lub samemu sobie, że warto było wyjechać za pracą i płacą. Ten karp i te prezenty nie są przecież udziałem wszystkich. Tysiącom rodaków ambicja nie pozwala przyznać się do błędu, do życiowej porażki, jaką był wyjazd z kraju. Próbowali setki razy zaczepić się gdziekolwiek i zawsze spotykali się z odmową albo oszustwem. Ziemia obiecana stała się krainą wrogą, z niewiadomych powodów odrzucającą niektórych przybyszów z Polski. Wiedza, umiejętności, pracowitość i przedsiębiorczość, nawet w połączeniu, nie zawsze są wystarczają, aby odnieść sukces czy to w ojczyźnie, czy na obczyźnie. Tyle że wśród obcych gorycz porażki jest bardziej dławiąca. Co więcej, w porze wigilii ludziom największego sukcesu, najtęższym głowom, najtwardszym charakterom, oczy zajdą łzami, kiedy zdadzą sobie sprawę jak strasznie są samotni na duchowej pustyni poza domem.
Stawiając pusty talerz na wigilijnym stole, pomyślmy o wszystkich pukających, jeśli nie do naszych drzwi, to na pewno do naszych serc. Nie rezygnujmy z ułatwienia im powrotu do domu, do Ojczyzny. I tak Polska ponosi niepowetowane straty demograficzne, które, o czym wielokrotnie wspominałem, w swoich następstwach przekraczają straty wojenne. Pomimo pokładanych w nim nadziei, nawet obecny rząd nie potrafi wykazać się skutecznym programem przywrócenia Polski Polakom. Pielęgnowanie narodowych tradycji i umacnianie narodowej tożsamości są rzeczywiście dostrzegalnym i niezwykle chwalebnym dorobkiem obecnej władzy. Wielką zasługą jest także wyraźne i jednoznaczne opowiadanie się za polskim interesem narodowym w ponawianych jedna za drugą konfrontacjach z interesami innych narodów, zwłaszcza tych, które nie mogą się wyrzec agresji lub protekcjonalizmu w stosunku do wiecznie im przeszkadzającej Polski. Aby docenić postawę obecnej władzy, wystarczy wyobrazić sobie, co by z nas zostało, gdyby ostatnie wybory parlamentarne przyniosły inny wynik. Naprawa wymiaru sprawiedliwości idzie pełną parą i trzeba mieć nadzieję, że herkulesowych sił starczy panu ministrowi Zbigniewowi Ziobro i jego współpracownikom do wyczyszczenia tej stajni Augiasza.
Jednak na tym nie kończy się ogrom zadań stojących przed rządem RP. Jak przy udzielaniu pierwszej pomocy, podstawowym zadaniem ratownika jest powstrzymać upływ krwi, zatamować krwotok. Polska wykrwawia się, traci najbardziej przedsiębiorczych, najlepiej wykształconych, najmłodszych. Emigracja pożera nasze dzieci. Pozostałym w kraju starszym pokoleniom pozostaje strach przed przyszłością, mieszkańcom, rolnikom i przedsiębiorcom już silnie doskwiera brak rąk do pracy, a pacjentom coraz trudniej o fachową pomoc. Jest o czym w porozmawiać w domu, a wnioski z rodzinnych rozmów przenieść na forum życia publicznego, okupowanego obecnie przez żenujące sprawy trzeciorzędnej wagi.
Przełamanie się opłatkiem i wysłuchanie Ewangelii o narodzeniu Chrystusa otwiera najserdeczniejsze z naszych świąt. Dzielmy się do syta ich radością w rodzinnej wspólnocie.
Felieton w Radio Maryja, 29 grudnia 2006
Radość Narodzenia Pańskiego przepełnia chrześcijan przez całe życie, a zwłaszcza pod koniec starego i z początkiem nowego roku. Obok tysięcznych innych zachowań i symboli wywodzących się ze stosunku człowieka do aktu najwyższej miłości Boga do Jego stworzenia, także noworoczna radość uległa odcięciu od korzeni, z których się wywodzi. Otyły przerośnięty krasnal wymyślony przed drugą wojną światową przez sprzedawców coca-coli ukradł miliardom ludzi przesłanie św. Mikołaja, biskupa Miry położonej we wschodniej części cesarstwa rzymskiego, zmarłego w połowie IV w. A jest to przesłanie miłosierdzia, odwagi i sprawiedliwości. Kierując się miłosierdziem, prawdziwy św. Mikołaj rozdawał odziedziczony majątek potrzebującym, między innymi dyskretnie wyposażył ubogie trzy młode kobiety; kierując się odwagą i sprawiedliwością uratował od wyroku śmierci trzech fałszywie oskarżonych urzędników. Św. Mikołaj Cudotwórca jest patronem Grecji. Rosji, Moskwy i Nowogrodu, a także pojednania Wschodu i Zachodu.
Taka to wspaniała postać świętego katolików i prawosławnych jest obecnie parodiowana w reklamach, na ulicach, w telewizji, na kartkach zwanych urągliwie świątecznymi.
Podobnie jest z radością Bożego Narodzenia, której apogeum manipulatorom kultury masowej udało się przenieść na ostatnią noc kończącego się roku, na św. Sylwestra. Pontyfikat ogłoszonego później świętym papieża Sylwestra I przypadał od 31 stycznia 314 do 31 grudnia 335r. Były to pierwsze lata wolności wyznawców Chrystusa. W 313r. cesarz zachodniej części Imperium Rzymskiego Konstantyn Wielki i cesarz wschodniej części Licyniusz ogłosili w Mediolanie edykt zapewniający chrześcijanom wolność wyznania w Cesarstwie Rzymskim. W roku poprzedzającym ten punkt zwrotny w historii ludzkości, tuż przed bitwą decydującą o przejęciu całkowitej władzy nad Cesarstwem Rzymskim przez Konstatyna, na niebie pojawił się świetlisty krzyż z otaczającym napisem IN HOC SIGNA VINCES, czyli W TYM ZNAKU ZWYCIĘŻYSZ. I tak się stało. Pomimo nierówności sił, przy Moście Mulwijskim nad Tybrem 28. października 312r. wojska Konstantyna pokonały trzy razy bardziej liczne zastępy dowodzone przez jego rywala Maksencjusza. Konstantyn stał się jedynowładcą zachodniej części Imperium Rzymskiego, uznał za konieczne chrześcijanom dać zupełną wolność wyznawania religii, a żołnierzom rzymskim nosić krzyże na tarczach i zbrojach.
Pijackie orgie w noc sylwestrową mają tyle samo wspólnego ze św. Sylwestrem, co wisiorki w kształcie krzyża zakładane przez osoby jawnie wrogie chrześcijaństwu z wizją Konstantyna W TYM ZNAKU ZWYCIĘŻYSZ. Zaiste zjawiskom tym należy się słuszny osąd, którego nie ma prawa zagłuszyć rechot siwobrodego grubasa w czerwonym ubranku i szlafmycy z pomponem.
Chyba nie wszyscy już całkiem zdziecinnieli.
Upowszechniony przez labarum Konstantyna Wielkiego znak Chi-Rho, od pierwszych dwóch greckich liter imienia Chrystusa, czytany według liter alfabetu łacińskiego XP, w XXI w. dotarł do każdego zakątka globalnej wioski. Za tym znakiem powinny, muszą trafić do każdego świadomego człowieka aktualne objaśnienia jego znaczenia. Te zawarte są w Orędziu Ojca Świętego Benedykta XVI na Światowy Dzień Pokoju 1. stycznia 2007 roku OSOBA LUDZKA SERCEM POKOJU. Ojciec Święty Benedykt XVI na początku nowego roku kieruje do rządzących i odpowiedzialnych za narody oraz wszystkich ludzi dobrej woli życzenie pokoju. Zwraca się z tym życzeniem przede wszystkim do tych, którzy zaznają bólu i cierpienia, do tych, którym zagraża przemoc i siła oręża, i tych, którzy, pozbawieni wszelkiej godności, oczekują dowartościowania na poziomie ludzkim i społecznym. Kieruje je do dzieci, których niewinność ubogaca ludzkość w dobroć i nadzieję, a ich cierpienie pobudza nas wszystkich, abyśmy zaprowadzali sprawiedliwość i pokój. Właśnie myśląc o dzieciach, zwłaszcza o tych, których przyszłość jest zagrożona przez wyzysk i zło dorosłych, nie mających skrupułów, Ojciec Święty Benedykt XVI pragnie z okazji Światowego Dnia Pokoju skoncentrować uwagę wszystkich na temacie: Osoba ludzka sercem pokoju. Papież jest bowiem przekonany, że gdy szanuje się osobę, umacnia się pokój, a wprowadzając pokój, tworzy się perspektywy dla autentycznego, integralnego humanizmu. W ten sposób przygotowuje się spokojną przyszłość dla następnych pokoleń. Kolejne rozdziały orędzia noszą następujące tytuły:
* Osoba ludzka i pokój – dar i zadanie
* Prawo do życia i do wolności religijnej
* Równość natury wszystkich osób
* “Ekologia pokoju”
* Redukcyjne wizje człowieka
* Prawa człowieka i organizacje międzynarodowe
* Międzynarodowe prawo humanitarne i wewnętrzne prawo państw
* Kościół w obronie transcendencji osoby ludzkiej
W noworocznym Orędziu Ojciec Święty Benedykt XVI dwukrotnie odwołuje się do nauczania swojego czcigodnego poprzednika Jana Pawła II, co dla dziesiątków milionów rodaków naszego papieża jest szczególnym zobowiązaniem do odpowiedzi na gorący apel Benedykta XVI do Ludu Bożego, aby każdy chrześcijanin poczuł, że jego zadaniem jest być niezmordowanym budowniczym pokoju i wytrwałym obrońcą godności osoby ludzkiej i jej niezbywalnych praw.
Aby odpowiedzieć na ten apel, należy znać pełny tekst Orędzia, stosownie do potrzeby cytować jego fragmenty i niezłomnie opowiadać się za jego przesłaniem.
Wersja elektroniczna pełnego tekstu Orędzia opracowana przez Biuro Prasowe Konferencji Episkopatu Polski na podstawie tłumaczenia Sekcji Polskiej L’Osservatore Romano liczy niecałe 3000 wyrazów i jest dostępna na stronie internetowej Episkopatu Polski www.episkopat.pl .

References: Art. 2
 Art. 104
 Art. 130
 Art. 151
 art. 233
 art. 188
 art. 231