Source: http://www.racjonalista.pl/kk.php/s,370
Timestamp: 2020-04-02 12:25:37+00:00

Document:
Konkurencja praw - Racjonalista
164.188.509 wizyt
Konkurencja praw [4]
Sprawą pierwszorzędnej wagi jest aby przepis o ochronie uczuć religijnych nie krępował zarazem innego przysługującego nam prawa — wolności wyrażania własnych poglądów, co gwarantuje Konstytucja RP z 2 IV 1997 r. w art. 54, ust. 1: "Każdemu zapewnia się wolność wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji". Pogląd na daną sprawę mogę mieć bądź to kontrowersyjny, bądź jednoznacznie niechętny. Jego przedstawienie, jeśli nie ma na celu obrażenia czyichś uczuć religijnych, nie może być karane tylko dlatego, iż ktoś uzna, że ów pogląd jego uczucia obraża. Wskazuje na to również systematyka obu przepisów — przepis o swobodzie wyrażania poglądów znajduje się w akcie prawnym wyżej rangi i wątpliwości wynikające z kolizji obu praw winny być rozpatrywane na korzyść swobody wyrażania poglądów.
Kreacja Arkadiusa
Wiąże się z tym również problem rozgraniczenia wolności ekspresji artystycznej i ochrony uczuć religijnych. Należy zauważyć, że spośród alarmów o obrazie uczuć religijnych przez twórczość (artystyczną), zdecydowana mniejszość z nich spełnia warunki realizacji znamion art. 196 KK.
Większość tych nagłaśnianych publicznie przypadków dotyczy generalnie dwóch rodzajów zjawisk: wykorzystywania symboli religijnych do wywołania prowokacji artystycznej, bądź prowokacyjnej reklamy jakiegoś produktu.
Władysław Hasior, Sztandar (z wizerunkiem Matki Boskiej Jasnogórskiej), fot. NOTORO, Irreligia w salach Atelier 340
Nawet jeśli się zgodzimy, że motywy religijne wykorzystywane przez artystów (lub tych, którzy chcieliby za takich zostać uznanymi), w zdecydowanie mniejszej liczbie przypadków służą jako środek artystycznej ekspresji, a znacznie częściej jako środek prowokacji, to jednak nie możemy uznać, że ich celem było znieważenie przedmiotów czci, a tym samym obraza uczuć religijnych. Tak samo jak wykorzystywane są powszechnie wątki o podtekstach seksualnych (spotkałem się nawet z ich wykorzystywaniem do reklamy religijnej!), tak coraz częściej sięga się do symboli religijnych. Świadczy to o jednym — że ciągle są to jedne z najsilniejszych ludzkich emocji. Kiedy artyści przestaną korzystać z motywów religijnych, znaczy to, że stały się one zupełnie jałowe.
Jednak w tego typu twórczości akcent nie jest położony na obrazę uczuć religijnych (zdarza się, ale bardzo rzadko), lecz na ich drażnienie, igranie nimi. Niby różnica subtelna, ale jednak. Aby znieważyć przedmiot czci trzeba wykazać doń negatywny stosunek, wyrażony w ostentacyjnej i wyraźnej pogardzie. Prowokacja artystyczna z pewnością nie jest tego wyrazem.
Formy tej artystycznej ekspresji bywają różne — lepsze i gorsze, wyrafinowane i prostackie, subtelne i wulgarne. Czasami, tak jak np. w przypadku kolekcji strojów Wereńczuka, którego projekty, jak sam mówi, są "metafizycznie piękne, całkowicie pozbawione wulgaryzmu', nie można autorowi niczego zarzucić od strony estetycznej i treściowej, jednak wystarczy by symbole religijne zostały wykorzystane w sposób inny niż tradycyjnie przyjęty, by zmącić spokój uczuć religijnych.
Czasami zaś ekspresja ta przybiera dość prymitywne bądź wulgarne formy. Jednak i w tym wypadku należy ściśle odróżniać między znieważeniem przedmiotu czci, a projekcją wnętrza artysty, pomimo, że nie każdy artysta musi mieć wyrafinowane wnętrze. Nawet eksponaty na wystawie Irreligia zawierały przejawy ekspresji artystycznej, a czasami głębszej myśli (może poza Madonną z wąsami, gdyż tam brak zarówno jakiejkolwiek ekspresji artystycznej jak i myśli).
Z podobną pobłażliwością należy ocenić wystawę Doroty Nieznalskiej pt. Pasja, prezentowaną w Galerii Wyspa Progress w Gdańsku na przełomie 2001/2002 r., z której media zrobiły skandal (wystawę opisywano tytułami 'Penis na krzyżu'), przekazując to w takiej formie, że istotnie można było to odebrać jako atak artystki na uczucia religijne Polaków. Wszystko dotyczyło jednego ze zdjęć na którym męskie genitalia ukazane są na tle krzyża. Szybko więc Liga Rodzin Polskich ruszyła do ataku w obronie wiary. Gdańska prokuratura rejonowa dopatrzyła się w tym eksponacie realizacji znamion art. 196 KK i sprawę skierowano do sądu. Sąd powinien sprawę oddalić, gdyż oczywiście praca ta nie realizuje tych znamion. Już choćby przez to, że nie było tam przedmiotu czci. Jak mówi autorka: "Ludzie, którzy przyznają się, że do galerii nie chodzą, nie interesuje ich sztuka, coś tam zobaczyli, a raczej usłyszeli i przyszli jak inkwizycja zamknąć wystawę. Nikt chyba nie zauważył, że przecież ta figura to nie jest krzyż — obiekt kultu religijnego, to autorska interpretacja krzyża jak i tematu pasji.".
A może według pana prokuratora również ta szkarada winna być skazana na spalenie. Niby krzyż jest, niby motyw chrześcijański. Jezus zamiast spokojnie wisieć jakoś się tak wygina...A jeszcze gwoździ nie ma! Ewidentny przypadek zniewagi i dużo analogii do zdjęcia D. Nieznalskiej. To Salvador Dali...
Tak jak nie każdy pies nosi imię Burek, tak nie każdy krzyż jest katolickim przedmiotem czci (krzyż jest symbolem religijnym jeszcze przedchrześcijańskim, występuje w wielu religiach). Prokurator więc nie tyle stwierdził tam katolicki przedmiot czci, lecz go ...wyinterpretował. Sąd powinien, moim zdaniem, odrzucić taki sposób pojmowania przedmiotu czci. Z całą pewnością zdjęcie to przez swą wulgarność pozbawione jest estetyki, jednak zawiera w sobie dość istotną treść, która być może przez swą dosadność mogła być jedynie właściwie uwypuklona. (Zob. Męskość jako problem, wywiad z Dorota Nieznalską). Jakiż dziw bierze, że to pobożne bractwo nie poczuło się obrażone znieważeniem krzyża przez awanturnika na oświęcimskim żwirowisku! Nie dość, że sprofanował przedmiot czci, to jeszcze wykorzystał go do szerzenia nienawiści na tle narodowościowym i religijnym (art. 256 KK). Jednak, jak to się mówi, Świtoń walczył w dobrej sprawie — tępienie żydowskiej zarazy i ujawnianie spisku syjonistów — sentymenty religijne można było odłożyć na bok i krzyż nie tyle czcić, co zaprząc go do walki za sprawę — jak onegdaj krzyżowcy...
Reklama Peugeota 206. Za kierownicą niekwestionowany chrześcijanin !
Należy też zakwestionować odmawianie kontrowersyjnym ekspozycjom wartości artystycznych, jakby to co jest artystycznym wyrazem dało się ująć w kryteria obiektywne bądź uniwersalne. Artyści nie są wyrazicielami gustów i wartości społecznych (choć bywają), lecz własnych. Gdyby przyjąć inne założenie nie można by uznać van Gogha malarzem, a Norwida poetą! Twór artystyczny nie jest synonimem jakiegoś obiektywnego piękna i wartościowej treści. Jest on uzewnętrznieniem wnętrza człowieka, które nie ma celu użytkowego (tak bardzo generalnie); inaczej: jest uzewnętrznieniem, które nie ma celu poza nim samym (choć najczęściej ma spełniać funkcje wywołania określonych reakcji u jego odbiorcy). Odzwierciedla więc w jakimś stopniu stan ducha i jego kondycję w danych warunkach i czasie, który może wyrażać daną rzeczywistość, bądź przeciw niej protestować. Czymś złym jest niewątpliwie próba jego autorytatywnego przekreślenia, choćby ten ktoś był takim koryfeuszem sztuki, takim sztukmistrzem, jak członkowie Ligi Polskich Rodzin (uprawiają twórczość polityczną, nieskrępowaną niczym - nawet rozumem, a może przede wszystkim nie rozumem)
Również Internet jest miejscem gdzie można natknąć się na treści tego typu. Jest to bowiem medium, gdzie w sposób względnie niekontrolowany można wywlekać swoje emocje, często niższego rzędu. Trudno się temu dziwić biorąc pod uwagę, że jest to jedyne bodaj miejsce gdzie ludzie nie zgadzający się z pewnymi przekonaniami dominującymi w społeczeństwie, a przede wszystkim w życiu publicznym, mogą dowoli wyrażać swoją dezaprobatę. Że kler budzi emocje tego nie potrzeba dowodzić; w Internecie emocje te przybierają częstokroć prymitywny poziom, co bierze się głównie z tego, że nie tylko wśród prawowiernych obywateli występują rzesze "bezradne w swej bezsilności", którym nie pozostaje nic innego jak "niemy krzyk desperacji".
Zdają sobie sprawę, iż nie każda forma wyrazu może być przyjęta, nawet w tak z natury nieskrępowanym medium jakim jest Internet, jednak należy strzec się przed tym, aby za pomocą art. 196 KK nie krępować krytyki wymierzonej w przekonania religijne.
Na tym tle oburzający zdaje się być przypadek chłopaka z Mielca, który założył w Internecie witrynę o charakterze antyklerykalno-ateistycznym. Wprawdzie nie miała ona charakteru wyłącznie znieważającego przedmioty wiary katolickiej, jednak było tam kilka obrazków, które realizowały znamiona przepisów karnych (np. zdjęcie papieża z 'irokezem', które wypełniało znamiona art. 257 KK, mówiącego o znieważeniu osoby z powodu jej przynależności wyznaniowej). Ktoś złożył zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa i wszystko odbyło się z zadziwiającą sprawnością i efektywnością biorąc pod uwagę ogólną wydolność zwalczania przestępczości. Do mieszkania chłopaka wpadła policja konfiskując sprzęt komputerowy o wartości kilku tysięcy złotych (jednostką główna, klawiatura, monitor, drukarka, skaner, kamera internetowa). Niestety dla naszych inkwiz..., tzn. prokuratorów nie dało się tego podciągnąć pod przestępstwo, gdyż nie każdy czyn karalny, czyli taki który realizuje znamiona przepisów karnych, jest przestępstwem. Wymagana jest bowiem jeszcze społeczna szkodliwość czynu, której tutaj nie było (choćby przez to, że strona nie była zbyt popularna). Racjonalnie przewidując, sprawa powinna się dla niedoszłego przestępcy skończyć sporą porcją strachu i nieprzyjemności. Otóż nie poprzestano na tym. Prokurator rejonowy z Kielc wystąpił do sądu o zasądzenie przepadku sprzętu (sygn. akt. 3 Ds 495/01) i sąd przystał na te pobożne życzenie (posiedzenie odbyło się 21 grudnia 2001 r., Sygn. akt II KO 1192 /01). Jak sądzę na podstawie art. 100 KK, który przewiduje możliwość przepadku przedmiotów, jeśli społeczna szkodliwość czynu jest znikoma, bądź w razie warunkowego umorzenia postępowania — jako środek zabezpieczający. Bogu dzięki zabezpieczono społeczeństwo przed kolejną herez… to znaczy naruszeniem prawa. Należy ubolewać, że sąd uznał, że art. 44 p.3 KK nie może być brany pod uwagę; mówi on, że przepadku "nie stosuje się, jeśli jego orzeczenie byłoby niewspółmierne do wagi popełnionego czynu". Tak więc okazuje się, że nawet banalne i zdawałoby się w ogóle nieszkodliwe czyny wymierzone w religię panującą mogą kosztować nawet kilka tysięcy złotych! Ale prawo religijne święci triumf — bicz boży sięgnął kolejnego grzesznika. No bo Mielczanin się z tego nie podniesie łatwo — na sprzęt pracował kilka lat, teraz jest bezrobotny. Jest to oburzające i może słusznie wywoływać rozważania nad tym czy sądy w Polsce sprawują wymiar sprawiedliwości w sposób niezideologizowany? Miejmy nadzieję, że chodzi tylko o Sąd Rejonowy w Kielcach, tak więc scyzoryki — miejcie się na baczności! Wprawdzie gwałciciel, rozbójnik, czy malwersant może ujść karzącej ręce sprawiedliwości, jednak nie heretyk !
Mam do Wysokiego Sądu pytanie — czy równie gorliwie podjąłby moją skargę, z tych samych artykułów, których znamiona zrealizował pewien pan. Otóż Prymas Glemp (lub Papież) swojego czasu oświadczył, że ateizm jest stanem nienormalnym człowieka, ergo: że być ateistą to być człowiekiem nienormalnym, słyszałem takie opinie wielokroć, głównie na antenie Radia Maryja, tedy się pytam Wysokiego Sądu, czy nie dałoby się ich pozamykać, lub choć skonfiskować to i owo (np. sprzęt ze studia Radia Maryja — ależ byłby to triumf wymiaru sprawiedliwości, proszę Wysokiego Sądu!)? Szkodliwość społeczna tego typu oświadczeń jest dużo większa niż przeciętna, gdyż ci co wypowiadają te słowa mają na społeczeństwo znaczący wpływ, więc z całą pewnością wiele owiec pomyśleć sobie musiało, że ateista jest człowiekiem tyleż nienormalnym, co niemoralnym. Niewątpliwie szkodliwość ta jest wielokroć większa niż w przypadku tego nieszczęsnego profanatora, co go Wysoki Trybunał tak znokautował paragrafem. Liczę więc na podobną gorliwość Wysokiego Sądu, gdyż ten artykuł mówi nie tylko o heretykach, proszę Wysokiego Sądu. Stoi tam jasno: Kto publicznie znieważa grupę ludzi lub poszczególną osobę z powodu jej bezwyznaniowości podlega karze pozbawienia wolności do lat 3. Tak więc proszę Wysokiego Sądu: Prymasa na trzy lata do kicia, a Rydzyka, albo do kicia na tyleż samo, albo jeśli chciałby się powoływać na dobrodziejstwa płynące z art. 31 KK* — można zastosować środki zabezpieczające z art. 94, 95, no i oczywiście 100. I kiedy już ojciec dyrektor będzie siedział w odpowiednim zakładzie, a studio radiowe zostanie ze sprzętu ogołocone, wówczas powiem — byłem głupcem, myliłem się, sądy są obiektywne...
No dobrze, wycofuję się, przyznaję sądowi racje, że było to czcze marzycielstwo, a ja nie brałem go serio, tak samo zresztą jak Wysoki Sąd. Obniżam swoje oczekiwania. Zadowolę się jeśli sąd wykaże należytą gorliwość w przypadku pomniejszych gwiazd polskiej sceny religijno-politycznej. Przykłady nienawiści rasowo-religijnej dają Wysokiemu Sądowi doskonałe pole popisu do zastosowania art. 256 i 257 KK (nawoływanie do nienawiści na tle różnic narodowościowych, rasowych, wyznaniowych, znieważanie z powodu tych różnic). "Czy Żydzi są ludźmi? W znaczeniu biologicznym prawdopodobnie tak. Pewnym jest to, że żydowska mentalność, moralność to kwintesencja zła". (Szczerbiec — Miesięcznik Narodowo-Radykalny, czerwiec-lipiec 1996, warto dodać, że pisemko to można było spotkać w prasie sprzedawanej pod kościołami). Ile siedzieli? Zabrano im komputery? "Gwiazda Dawida, wpisana w swastykę" (z kazania prałata Jankowskiego) wpasowuje się w znamiona art. 196 KK (zniewaga przedmiotu czci, biorąc tym bardziej pod uwagę Holocaust), choć prałat pewnie tłumaczyłby się, że nie miał takiego zamiaru, etc. Faktycznie, pewnie chodziło mu o zniewagę wspomnianą w art. 257 KK, względnie o szerzenie nienawiści z art. 256 KK. Jeśli nie da się wsadzić ojca dyrektora do kicia, to należałoby mu wymierzyć odpowiednią grzywnę, lub choć świadczenie pieniężne na określony społecznie cel (np. na organizacje rozwijające współpracę ze środowiskami żydowskimi, lub na rozwój integracji europejskiej — niech ma, jako środek o charakterze wychowawczym).
W naszym kraju oficjalnie i publicznie obraża się moje uczucia religijne i osobiste bez najmniejszych konsekwencji ! Czyni się to w imię konstytucyjnie nie uznawanej, faktycznie — jak najbardziej, od dawien dawna, zasady demokracji — mniejszość nie ma racji i prawa głosu. Z każdej ambony obraża się moje uczucia osobiste, znieważa mnie ze względu na moją bezbożność! Księża krzyczą, z wyuczonym w seminarium mentorstwem w głosie, że jestem zabłąkaną owieczką ich Boga i jeśli nie będę brać udziału w ich ceremoniach, łykać opłatków, opowiadać im o swoich grzechach to spotka mnie zasłużona kara, która będzie bardzo okrutna i długotrwała. Jakimż okrutnikiem trzeba być, aby mniemać, że ktokolwiek może za cokolwiek cierpieć wiecznie (tryliony lat) niewysłowione męczarnie w ogniu po stokroć gorszym niż żar wulkaniczny. Każdy kto sądzi, że Hitler powinien tak cierpieć jest niespełna rozumu, należy go zamknąć w zakładzie odosobnienia! Kiedyś, za czasów Cesarstwa Rzymskiego, kiedy chrześcijaństwo nie posiadało jeszcze monopolu na prawdę, społeczeństwo Rzymu oskarżało chrześcijan o nienawiść do rodu ludzkiego, właśnie za to co Wy teraz tolerujecie — opowieści o męczarniach tych, którzy mają inny pogląd na świat.
* Mówi o niepoczytalności bądź zakłóceniu czynności psychicznych w stopniu zupełnym lub poważnym, które uniemożliwia rozpoznanie znaczenia podejmowanego czynu lub kierowania swoim postępowaniem i wyłącza lub łagodzi odpowiedzialność karną.
Jedyna bodaj witryna internetowa, na jaką się natknąłem, a która zawiera oczywisty i jasny cel zniewagi przedmiotu czci religijnej to Jeusus Dress Up (www.jesusdressup.com), gdzie szydzi się z figury Jezusa na krzyżu ośmieszającymi przebraniami (np. strażak, policjant, kosmita). Choć gdyby wierni częściej myśleli niż się obrażali, być może ktoś skonstatowałby tę oczywistą prawdę — forma śmierci Jezusa miała hańbiący charakter, przeto gdybym był człowiekiem wierzącym raczej odczytałbym tę witrynę w kontekście boskiego planu zbawienia — otóż jest ona ciągle powtarzającym się krzyżowaniem Jezusa. Oczywiście sąd nie mógłby brać tych teologicznych argumentów pod uwagę…

References: art. 54
 art. 196
 art. 196
 art. 196
 art. 257
 art. 100
 art. 44
 art. 31
 art. 94
 art. 256
 art. 196
 art. 257
 art. 256