Source: http://doczz.pl/doc/162306/prawo-do-czystego-%C5%9Brodowiska-w-%C5%9Bwietle-orzecznictwa
Timestamp: 2017-11-18 11:57:13+00:00

Document:
Prawo do czystego środowiska w świetle orzecznictwa - Społeczeństwo
Prawo do czystego środowiska w świetle orzecznictwa
nr 9 (41)
w świetle orzecznictwa Europejskiego Trybunału
ogłoszenia • komunikaty • ogłoszenia • komunikaty • ogłoszenia • komunikaty • ogłoszenia • komunikaty • ogłoszenia • komunikaty
Łącząc się w bólu z rodzinami ofiar
tragicznego wypadku autobusowego polskich pielgrzymów we Francji
Okręgowa Rada Adwokacka w Szczecinie oferuje rodzinom ofiar oraz
poszkodowanym bezpłatną pomoc
prawną związaną ze skutkami zdarzenia.
Pomoc tę świadczyli będą adwokaci Szczecińskiej Izby Adwokackiej
posiadający siedziby zawodowe na
terenie byłego województwa szczecińskiego.
Adresy kancelarii adwokackich dostępne są na stronie internetowej Okręgowej Rady Adwokackiej w Szczecinie: www.ora.szczecin.pl
Adwokackiej w Szczecinie
W związku z tragedią polskich pielgrzymów we Francji, która miejsce
w dniu 22 lipca 2007 roku zwracam
się do wszystkich adwokatów członków Szczecińskiej Izby Adwokackiej
z uprzejmą prośbą o świadczenie na
zasadzie pro bono bezpłatnej pomocy
prawnej dla rodzin ofiar tragedii oraz
osób poszkodowanych w wypadku.
Uprzejmie zawiadamiam, iż 42 spotkanie tenisowe adwokatów i sympatyków odbędzie się w dniach 7-9 września 2007 w Barlinku. Będzie ono miało
nową, sportową formułę. W dniach 8 i
9 września na kortach Pogoni Barlinek
odbędzie się turniej deblowy związany z 60-leciem Gospodarczego Banku
Osoby, które nie chcą w turnieju
uczestniczyć mogą również pograć od
piątku do niedzieli na wszystkich barlineckich kortach. Zakwaterowanie
- jak dotychczas w ośrodku Pomorskiej
Akademii Medycznej przy ulicy Sportowej. W sobotę zaplanowano wieczór
przy ognisku. Serdecznie zapraszam.
o kontakt pod nr tel. 0601 728 453
Dziekana ORA w Szczecinie do Koleżanek i Kolegów
Adwokatów Szczecińskiej Izby Adwokackiej
Uprzejmie informuję, że w dniu 30 czerwca 2007r. we wszystkich Izbach Adwokackich w kraju przeprowadzony został egzamin konkursowy na aplikację adwokacką w 2007 roku.
W Izbie Szczecińskiej egzamin z pozytywnym wynikiem złożyły 42
osoby, uzyskując tym samym ustawowe prawo do ubiegania się o wpis
na listę aplikantów naszej Izby.
Obowiązująca ustawa Prawo o adwokaturze, jak i wydane na jej podstawie wykonawcze akty normatywne, nakładają na nas jako korporację
obowiązek szkolenia aplikantów adwokackich, który to obowiązek realizowany jest przede wszystkim poprzez patronat.
Patronat ma zapewnić aplikantom odpowiedni i należny im (płacą za
swoje szkolenie) poziom szkolenia merytorycznego, jak również właściwe przewodnictwo i kształcenie w zakresie wykonywania etyki i godności zawodu adwokata.
Środowisko adwokackie, organy Adwokatury Polskiej w trwających
już od kilku lat sporach o kształt i przyszłość adwokatury, zawsze posługiwało się m.in. argumentami odnoszącymi się do wysokiego poziomu
przygotowania zawodowego osób podejmujących wykonywanie zawodu adwokata, jak i argumentami o obowiązujących w adwokaturze zasadach etyki i godności tego pięknego, ale i trudnego zawodu.
Aktualna sytuacja adwokatury wobec generalnie nieprzychylnej naszemu środowisku większości parlamentarzystów, kierownictwa Ministerstwa Sprawiedliwości, a także środków masowego przekazu, wymaga od nas wszystkich adwokatów podejmowania wzmożonych działań
by ustawowe obowiązki nałożone na adwokatów były przez nas wykonywane w sposób nie dający adwersarzom podstaw do dalszych ataków
politycznych i medialnych.
W związku z powyższym zwracam się do Szanownych Koleżanek i Kolegów o obejmowanie swoim patronatem starających się o to kandydatów.
Informuję jednocześnie, że:
- wg aktualnie obowiązującego regulaminu aplikacji adwokackiej patron
nie ma obowiązku (ale ma możliwość) pozostawania z aplikantem w
- aplikant obowiązany jest do wykonywania poleceń patrona, a możliwość wykonywania przez aplikanta czynności na zlecenie innego adwokata uzależnione jest od zgody wyznaczonego patrona;
-adwokat może być patronem nie więcej niż dwóch aplikantów, przy
czym w szczególnie uzasadnionych wypadkach, na wniosek adwokata
i za zgodą ORA – większej liczby.
Informując o powyższym uprzejmie proszę i oczekuję od tych z Państwa, którzy spełniają wymogi dla pełnienia obowiązków patrona (wpis
na listę adwokatów, wykonywanie zawodu od co najmniej pięciu lat,
niekaralność orzeczeniem Sądu Dyscyplinarnego) wyrażenia zgody na
podjęcie się patronatu z jednoczesnym złożeniem oświadczenia, iż znane są deklarującemu obowiązki patrona, jakie wynikają z regulaminu
aplikacji adwokackiej.
Pozytywna reakcja Państwa na niniejszy apel przyspieszy uzasadnione oczekiwania aplikantów na decyzje Dziekana ORA w Szczecinie
o wyznaczeniu dla nich patronów, a tym samym realnie otworzy im drogę do rozpoczęcia aplikacji.
Piszę na gorąco, pod wpływem emocji, pod wpływem
chwili. Także pod wpływem uchwał moich organów
korporacyjnych: „uchwalamy, że pomagamy rodzinom
ofiar tragedii autobusu we Francji”. My adwokaci jesteśmy tacy wrażliwi na ból i krzywdę.
Chylę głowę przed tragedią, chylę głowę nad każdą
ofiarą. Ale nie chcę być w gronie tych, którzy na tym
wypadku chcą ugrać kapitał (obojętnie jaki: polityczny, populistyczny, piarowski, finansowy), brzydzę się
Zginęło 26 osób, o 26 za dużo, zupełnie niepotrzebnie.
Już spieszymy z pomocą, już prześcigamy się w zakładaniu kont w bankach, już władza składa deklaracje
wypłat, po 100.000 zł za zabitego, nie – już za każdego
rannego. Za chwilę będzie za każdego, co chciał jechać, ale zabrakło miejsca w autobusie.
Nic tak nie ożywia gazety jak trup. Stara zasada dziennikarska. Dlatego od rana nie można otworzyć lodówki, bo stamtąd wystaje mikrofon tego, co myśli że jest
dziennikarzem. Długo nie ucichnie mi w uszach treść
rozmowy jakiejś kompletnie bezdusznej hieny, podtykającej mikrofon pod usta starszego pana z pytaniem:
„a co pan czuje” w chwili, kiedy ten dowiaduje się o
śmierci żony. I słowa tego mężczyzny: ”a co ja mam
czuć, żona mi zginęła, nie mam po co żyć”.
Prześcigamy się w napawaniu się tragedią. Ale muszą
być trupy, dużo trupów. To ożywia naszą wrażliwość,
daje asumpt do wykazania naszej szlachetności.
Tego dnia zginęło w Polsce 55 osób w wypadkach
samochodowych, tak usłyszałem w radio. Dzień
wcześniej trąba powietrzna zniszczyła całą wioskę,
zostawiając ludzi bez domów. Chyba wszyscy nieubezpieczeni, zresztą ogólne warunki umów ubezpieczenia wyłączają takie ekstremalne sytuacje z ubezpieczenia. Mało trupów, mało ciekawy temat, stopień
wrażliwości jest znikomy (posługując się pojęciem z
KK). Nie przypominam sobie, żeby był tam premier
czy prezydent. Słyszałem wywiad z jakąś kobietą z tej
wsi: „już jutro mamy dostać wypłaty po 600 zł”. Sześćset złotych, sześćset złotych, sześćset ….
Dzień (lub dwa) wcześniej był wypadek z dwoma górnikami. Pies z kulawą nogą nie zająknął się nad nimi.
Gdyby ich było 20, 30, albo lepiej 50 – to by było pięknie. Może nawet ordery by były przypięte do trumny.
Nie mieli szczęścia. A pamiętacie spalony autobus ze
szkolną wycieczką w (bodajże) okolicach Olsztyna
czy Białegostoku, chyba rok temu. Tam było kilkanaście trupów, za mało do żałoby, za mało do odszkodo-
wań. Mieli pecha, dwukrotnie: bo umarli, bo było ich
Dewaluuje się wszystko, także godność umierania,
także godność zachowania wobec majestatu śmierci. Mamy newsa, leć prezydencie do Francji, uściskaj
dłonie w szpitalu, spytaj „jak się pani czuje”. Z wizytą
u was. Pamiętacie te gospodarskie wizyty Gierka na
wsiach?
Ogłaszamy żałobę narodową. W radio powiedzieli (bo
przecież sam nie zliczę), że jest to szósta żałoba narodowa od 1989 roku. Ile było w Polsce przedwojennej?
Jedna, po śmierci Piłsudskiego. Zakłamanie jest oczywiste, nikt nie uznaje tego ogłoszenia, puste gesty (na
czarno ubrani spikerzy, a w tle kuchnia z okrasą czy
inna kawa czy herbata).
Dlaczego jak zmarł mój ojciec nie było żałoby narodowej? Dlaczego nie ma żałoby narodowej po śmierci
(w tym samym dniu!) 55 ofiar wypadków samochodowych? Musi być liczba trupów na jeden metr kwadratowy? Jaki jest przelicznik? Jak bardzo jesteśmy
cyniczni, zakłamani, fałszywi?
Tak kalkuluję, na zimno, z wyrachowania – jeśli mam
umrzeć w wypadku samochodowym, to lepiej uderzając swoim autem w autobus szkolny, albo z emerytami. Tylko żeby ze mną wszyscy zginęli, bo inaczej mojej żonie się zwyczajnie nie opłaci. Zamiast nekrologu
od prezydenta – może koledzy się złożą na ramkę w
gazecie, w ogłoszeniach drobnych.
Skoro już jest ta szlachetna deklaracja adwokatów – to
mam pytanie. Czy wśród tych, co podjęli tę deklarację o pomocy ofiarom z autobusu we Francji, znajdzie
się ktoś, kto zobowiązany uchwałą organów korporacyjnych podejmie się procesu o pomoc Państwa dla
rodzin tych 55 ofiar wypadków? Im nie należy się? To
śmierć drugiego gatunku?
A bezpłatna pomoc prawna adwokata dla tej pani z
zawalonego domu, co dostanie 600 zł? Czemu nie
było uchwały? Bardzo prosto ocenić przedmiot sporu:
99.400 zł. To jest różnica pomiędzy wypłatą przez prezydenta 100.000 zł dla ofiar autobusu, a wypłatą dla
ofiar trąby powietrznej.
Że nie ma trupa w przypadku trąby powietrznej?
Znów potwierdzenie mojej tezy, że trzeba umieć zginąć.
- znany redakcji In Gremio
03 • Obłuda
05 • Rola rozumu w decyzjach politycznych
dr Daniel Bogacz, Katedra Prawa Rzymskiego i Historii Doktryn
Polityczno-Prawnych, Wydział Prawa i Administracji US
07 • Sąd taki i owaki
roman.ossowski@ingremio.org
09 • Prawo zawodowe adwokatów
adwokat Andreas Martin, Szczecin
12 • Dostęp obywateli do broni czarnoprochowej
14 • Trybunał
w Luksemburgu a sprawa Doliny Rospudy
Anita Ptaszyńska - aplikant prokuratorski; stały współpracownik Trybunału Sprawiedliwości Wspólnot Europejskich
w Luksemburgu; członek Zrzeszenia Prawników Polskich
16 • Ochrona
środowiska naturalnego prawem człowieka?
redakcja@ingremio.org
Andrzej Mancewicz, absolwent prawa UAM w Poznaniu,
student European Master in Human Rights and Democratisation
Uniwersytetu w Padwie/Wenecji
20 • O
aplikacji – okiem studenta
Anna Ossowska, studentka V roku prawa
22 • …minęło sto lat
25 • Sto
dni Jakuba Adebara
nr 9 (4
wrzesień 1)
27 • Zasady prawne Rewolucji Francuskiej
– fundament cywilizacji czy zbiór pustych haseł?
28 • Sędziowie handlowi w II Rzeczypospolitej
30 • Czerwiec
1967 r. w Polsce
Radosław Ptaszyński (OBEP IPN Szczecin)
w świe czystego śr
tle orz
ejskieg cznictwa
o Tr yb
Praw C
u na ł u
złowie
32 • Problem „wakacyjnego” miejsca
34 • Poszukiwani
w decyzjach politycznych
Katedra Prawa Rzymskiego i Historii Doktryn Polityczno-Prawnych
Przyglądając się dzisiejszej scenie politycznej naszego państwa, trudno oprzeć się wrażeniu, iż oto po
raz kolejny Polska nie rządem stoi. Być może w tym
właśnie wyraża się nasza przekorność, by pokazać
reszcie świata, iż możliwe są państwa bez rządów.
Być może jednak słuszna jest opinia, zarzucająca Polakom niezdolność odróżnienia wolności politycznej
od anarchii. Faktem stał się w ostatnich miesiącach
i dniach ogólny paraliż centralnych organów władzy
i podlegających im sektorów administracji publicznej. Izolacja Polski na arenie międzynarodowej osiągnęła wstępne stadium „albanizacji”. Przedstawiciele
państw obcych na próżno szukają w Warszawie rozmówców. Pogłębia się kryzys w służbie zdrowia. Nie
wiele lepiej sytuacja wygląda w resorcie oświaty i w
podupadających spółkach Skarbu Państwa. Strach
pomyśleć, co by się stało, gdybyśmy – zgodnie z niegdysiejszą wolą dzisiejszych „odnowicieli” państwa
i narodu - nie byli członkiem Unii Europejskiej i nie
korzystali z płynących stąd udogodnień gospodarczych.
Szukając przyczyn obecnego stanu rzeczy, powinniśmy chyba wrócić do podstawowego pytania o to,
czym jest polityka i jakim kryteriom powinny podlegać nasze decyzje wyborcze, jeśli chcemy, żeby miały one charakter decyzji uświadomionych? Oddając
głos, powinniśmy chyba znać motywy naszej decyzji.
W gruncie rzeczy, do wyboru mamy tylko dwie opcje:
rozum albo emocje. Do jakich skutków w decyzjach
politycznych prowadzą emocje, mogliśmy się przekonać na własnej skórze, wielokrotnie. Efekty rażącej
sprzeczności, zachodzącej między propagandą wartości absolutnych i faktyczną polityką, odwołującą
się do indywidualnie doznawanych emocji, możemy
ocenić sami. Siła gniewu Pokrzywdzonych okazywała się często bardziej skutecznym instrumentem
w walce o władzę, niż, będąca źródłem politycznego
umiarkowania, siła zdrowego rozsądku. Doświadczenie minionych dwóch stuleci uczy nas jednak, że zorganizowany gniew, pomocny być może w zdobywaniu
władzy, nie jest najlepszym instrumentem w walce o
jej utrzymanie. W dobie Internetu, podtrzymywanie
rewolucyjnego wrzenia rozgniewanego ludu wydaje
się anachronizmem. Wysiłki polityków w tym kierunku stają się żałosne, gdy rozgoryczony lud zaczyna
emigrować z własnego kraju.
Retoryka utożsamiająca politykę z nie kończącą się bitwą pod Grunwaldem nie wyznacza już (na
szczęście) nurtów przewodnich środkowo-europejskiej myśli politycznej. Symbolika dzieląca świat na
wrogów i sprzymierzeńców, skompromitowała się
ostatecznie wraz z upadkiem Trzeciej Rzeszy. Pamięć drugiej wojny światowej (1939-1945) nie pobudza nas chyba do dalszych konfliktów, lecz pcha w
stronę dialogu i kooperacji. W Polsce jednak, wraz z
wybuchem wojny, czas miał się zatrzymać, i ruszyć
dalej dopiero w roku 2005. Wiele sygnałów w polskiej
polityce wewnętrznej wskazuje, iż dla niektórych
„polityków” dwudziestolecie międzywojenne jeszcze
się nie skończyło. Jeszcze nie uwolniliśmy się od karykaturalnych inkarnacji Piłsudskiego, Dmowskiego,
Witosa i Dyzmy. Jeszcze nie zrzuciliśmy z ramion ciężaru przeszłości i żaden wódz nie zrobi tego za nas.
Żaden też nie powie nam, jak się to robi. Gdy jednak
przyjdzie do wyborów, prawdopodobnie znowu zwyciężą emocje.
Na rolę uczuć w sądach wartościujących ludzkie
uczynki, uwagę zwracali już myśliciele starożytni.
Obecna już u sofistów, koncepcja tak zwanego etycznego subiektywizmu odwołuje się w zasadzie do
uczuć jako źródła decyzji moralnych. Chyba najpełniej tę „uczuciową” naukę moralności wyłożył filozof angielski David Hume (1711-1766) i nawiązujący
do niego nurt filozofii moralności - emotywizm. Ale
moralność emocjonalna Hume’a prowadzi do indywidualizmu. Subiektywizm etyczny, oznaczający w istocie tzw. nonkognitywizm bądź relatywizm wartości,
odrzuca istnienie wartości absolutnych, ponadczasowych i uniwersalnych i przez to staje się sprzymierzeńcem liberalizmu i demokracji. Każdy jest wolny w
wydawaniu własnych sądów wartościujących i każdy
z tych sądów ma równą wartości.
Tezę przeciwną głosi etyczny obiektywizm, oznaczający w istocie tzw. kognitywizm bądź absolutyzm
wartości. Zgodnie z nim, określone wartości mają
charakter obiektywny tzn. istnieją niezależnie od
jednostkowej, ludzkiej świadomości; są uniwersalne,
ponadczasowe i absolutne. Uniwersalność wyklucza
wszelki subiektywizm i wznosi wspomniane wartości na poziom ponad-indywidualny. Ich moc wiążącą wyprowadza się zwykle z nakazów boskich lub z
nakazów tzw. prawego rozumu. Ponieważ jednak w
praktyce nakazy te nie dla wszystkich są jednoznaczne, pojawia się miejsce dla arbitralnej woli władzy
(duchownej lub świeckiej), która ma wskazać dopuszczalne kierunki interpretacji.
Podobnie, jak w etyce, rzecz ma się w sferze polityki. Z punktu widzenia rozumu, nie można być jednocześnie indywidualistą i kolektywistą; nie można
głosić racjonalistycznej koncepcji absolutyzmu wartości, prowadząc zarazem politykę osobistych odczuć
i emocji. Sprzeczności te niektórzy myśliciele próbują przezwyciężyć w ramach tzw. personalizmu lub
trans-personalizmu. Zakres różnorodności podstawowych kierunków politycznego światopoglądu wydaje
się zatem bardzo ograniczony. Jeśli polityka oznacza
sferą ludzkiej praktyki, w której centralną kategorią
jest sam człowiek, to możliwe będą trzy zasadnicze
poglądy, tworzące aprioryczną podstawę wszelkich
programów politycznych. Poglądy te będą miały decydujący wpływ na nasze preferencje wyborcze. Gustav
Radbruch (1878-1949) określa te trzy główne nurty
współczesnych ideologii jako indywidualizm, supraindywidualizm i transpersonalizm.
Indywidualizm to liberalizm, postulujący wolność
jednostki w ramach państwa prawnego; przedstawiający życie zbiorowe w oparciu o schemat umowy
(społecznej, małżeńskiej, kupna-sprzedaży itp.); dążący do „prywatyzacji” prawa publicznego; przedkładający konkretne dobra jednostki nad abstrakcyjne
dobro wspólne; na arenie międzynarodowej - popierający projekt państwa globalnego. Indywidualizm
to również demokracja, w której jednostka oddaje
swoją wolność do dyspozycji większości, w zamian za
równość obywatelskich praw politycznych; w której
jednostka ma wartość skończoną, a suwerenny lud
dzierży władzę niepodzielną. Indywidualizm wyraża
się także w nowoczesnej myśli socjalnej, określanej
często dość wieloznacznym terminem: socjalizm. W
oparciu o rewolucyjną ideę braterstwa, myśl socjalna
ma uzasadniać politykę wyrównywania społecznych
(socjalno-bytowych) dysproporcji. „Wyrównywanie”
nie oznacza jednak likwidacji wspomnianych dysproporcji, np. poprzez likwidację prywatnej własności środków produkcji. Tego chciałby socjalizm, w
którym prawo publiczne wypiera z życia społecznego
stosunki prywatno-prawne. Jednak nawet socjalizm
wykazuje związki z indywidualizmem, na co wskazuje choćby, zawarty w Manifeście Komunistycznym
(1848) obraz bezklasowego zrzeszenia, gwarantującego „swobodny rozwój każdej jednostki”.
Supra-indywidualizm to światopogląd ponad-osobowy, oparty nie na schemacie umowy lecz organizmu, w którym poszczególne części składowe mają
być podporządkowane jakiejś mniej lub bardziej mistycznej całości; w którym społeczeństwo urządzone jest zgodnie z modelem korporacyjno-stanowym
a tzw. dobro wspólne wyrasta ponad dobro jednostki;
w którym celem ostatecznym życia zbiorowego nie
jest pojedynczy człowiek lecz nadrzędna nad nim,
odrębna osobowość zbiorowa. Odpowiednikiem par-
tyjnym supraindywidualizmu będzie konserwatyzm,
jego hasłami: tradycja, naród, suwerenność.
W przeciwieństwie do indywidualizmu i supra-indywidualizmu, trans-personalizm nie opiera się ani na
schemacie umowy ani na schemacie organizmu, lecz
operuje schematem tak zwanego wspólnego dzieła.
Wspólnotę polityczną trans-personalizm postrzega jako
twór, w którym to „wspólne dzieło” stanowi podstawę
społecznej więzi. Przykładami wspólnot trans-personalnych będą tzw. cząstkowe wspólnoty prawa, jak
uniwersytety, zakony religijne, czy Kościół Katolicki,
pojmowany jako jedna całość. Ostatecznym celem życia zbiorowego staje się w ramach trans-personalizmu
określone dzieło kultury. Obok „wspólnego dzieła”,
„kultura” staje się tu hasłem naczelnym. W tym kulturoznawczym ujęciu prawa Radbruch dostrzega najlepsze
warunki rozwój prawa międzynarodowego, szanującego lokalne i personalne odrębności kulturowe.
Na gruncie tych trzech modelowych światopoglądów możliwe będą rozumne (bądź zdroworozsądkowe) decyzje polityczne; możliwa będzie rozumna
treść aktów prawnych. Swój specyficzny wyraz światopoglądy te znajdują w programach partii politycznych. Potem ukonkretniane są w przepisach prawa
stanowionego, określając polityczną (celowościową)
warstwę ich treści. Ale nawet, jeśli suwerenna władza prawotwórcza samodzielnie określa cele własnej
polityki prawa, to jej samodzielność nie oznacza samowoli. Również w sferach wyłącznych kompetencji
organów władzy obowiązywać będą kryteria racjonalności. Wraz z licznymi kategoriami pojęciowymi
i apriorycznymi konstrukcjami prawa, kryteria te
tworzą rozumną sferę prawa i polityki. Dzięki niej
nie wyrywamy spod stóp kamieni brukowych i nie
budujemy od razu barykad, gdy nie spodoba nam się
zachowanie jakiegoś polityka. Raczej znosimy nawet
ewidentne akty nadużywania władzy, aby zachować
fikcję porządku prawnego.
W obliczu dzisiejszego paraliżu polskiej sceny politycznej, pozostaje mieć nadzieję, że przyszłe decyzje
polityczne polskich wyborców będą mniej emocjonalne, a bardziej rozumne. Podobnie, jak ograniczonego prawa rzeczowego nie można nazwać prawem
nieograniczonym, tak też indywidualizmu nie można
beztrosko mieszać z supra- i trans-personalizmem.
W przeciwnym razie musieli byśmy zaprzeczyć podstawowym zasadom ontologii, epistemologii i logiki.
Warto zatem badać rozumną sferę prawa i polityki.
Znajomość racjonalnych przesłanek tych dwóch rzeczywistości życia zbiorowego, znacznie ułatwiłaby
nam orientację w gąszczu programów partyjnych.
Łatwiej by nam było, określić i uzasadnić cudzą
i własną orientację oraz dokonane na tej podstawie
wybory i decyzje polityczne. Wreszcie, umiejętność
samodzielnego definiowania i uzasadniania własnych poglądów wydaje się warunkiem koniecznym
do tego, żeby poglądów tych móc nie brać pod uwagę
w chwilach stosowania, a może i w chwilach stanowienia prawa. [ ]
Sąd taki i owaki
Opinie o wymiarze sprawiedliwości - w potocznym pojęciu obejmującym wszystkie zawody prawnicze - są zdecydowanie złe. Niewiele jest dyskusji na
forach internetowych na aktualne tematy społeczne,
w których nie padłyby negatywne wypowiedzi o sądach, prokuraturach, czy korporacjach prawniczych.
Mityczna anonimowość internetu bardzo wyostrza
słownictwo, ale to daje pojęcie o prawdziwych nastrojach autorów.
Coraz większa grupa uczestników procesów wyraża bardzo negatywne uwagi także w pismach procesowych i w skargach administracyjnych. Najczęstrze
motywy to korupcja, kontakty towarzyskie i wspólne
interesy z przeciwnikiem, tuszowanie przestępstw lub
niekompetencja. Zarzuty oczywiście rzadko kiedy osadzane są choćby w mglistych realiach. Kiedy zaś są już
odniesione do faktów, to wyrosłych na bujnej wyobraźni autora, tak jak np. wniosek dowodowy o obejrzenie
nagrania z kamery na korytarzu Sądu, by odkryć co adwokat przeciwnika mówił do czekających tam osób - a
były to “z pewnością” propozycje przekupstwa.
Z najwyższym prawdopodobieństwem można zatem
założyć, że większość z najcięższych zarzutów zwyczajnie zniesławia dotknięte nimi osoby. Osobną kategorią są
potoczne obelgi, serwowane bez odniesienia do konkretnych zdarzeń, czy przebiegu czynności procesowych.
Powstaje pytanie gdzie jest granica pomiędzy wolnością wypowiedzi, krytyką (w tym tzw. “ekspresyjną
krytyką”), a zniewagą lub zniesławieniem?
Ocena czym jest wypowiedź zależy od kryterium
interesu jaki ma autor w jej sformułowaniu i kryterium dobra jakie ma chronić. Jeśli zarzuty mają udaremnić zagrożenie własnego prawa ze strony postępowania, trzeba uznać ich legalność. Podobnie legalne
są jeśli mają chronić pewne fundamentalne prawa
podmiotu zbiorowego1. A zatem obiektywnie wadliwe
prowadzenie procesu uprawnia do wytknięcia tego
stanu i do nieco dosadniejszej oceny. Podobnie bardziej wyraziście mogą być oceniane sytuacje godzące
w tzw. dobro wymiaru sprawiedliwości (nie sposób
wykluczyć przypadków nieuczciwości, albo ulegania
ingerencjom administracyjnym lub politycznym). Zasadnicze znaczenie ma tu jednak obiektywne ujęcie
okoliczności i ustalenie, że rzeczywiście dosżło do
konfliktu dóbr. Nie może być to konflikt pozorny, który ma żródło tylko w odczuciach zainteresowanego
lub jego dążeniu do sparaliżowania procesu. Krytyka musi opierać się na argumentach merytorycznych
i nie może jako jedynego, czy dominującego środka
wykorzystywać zniewagi, albo uciekać się jedynie do
zniesławiających wymysłów lub domniemań.
Wspomniana “krytyka ekspresyjna”2 jest kierunkiem liberalizującym dopuszczalność wypowiedzi.
Ale nie ma powodów, dla których owa ekspresja
mogłaby naruszać prawo do poszanowania godności innego człowieka lub ochrony autorytetu organu
państwa. Wolność słowa nie jest wartością absolutną,
wyłączającą inne prawa konstytucyjne 3. Co prawda, orzecznictwo Europejskiego Trybunału Praw
Człowieka przychyla się do możliwości stosowania
w wypowiedziach przesady lub prowokacji - jednak
uprawnienie legalizujące tego typu wątki dotyczy nie
osób zainteresowanych rozstrzygnięciem w procesie,
a dziennikarzy. Wypowiedzi publicystyczne realizują
z założenia szerszy interes, niż dążenie do korzystnego dla danej osoby zakończenia procesu.
Brak obiektywnych podstaw formułowania zarzutów lub ocen przesuwa wypowiedź w kierunku
bezprawności. W orzecznictwie Sądu Najwyższego
dotyczącym omawianego rodzaju wystąpień można
odnaleźć odniesienia do kilku typów zachowań - do
ubliżania i obrażania (które niekiedy zbiorczo określa
się znieważaniem) oraz do zniesławiania4 . Każde z
nich - abstrahując od analizy ich odmienności prawnokarnej - jest “rażącym naruszeniem reguł postępowania obowiązujących przed sądem”5. Z orzecznictwa
ETPC można wyprowadzić wniosek, że tolerancja dla
najostrzejszej w formie krytyki sądownictwa wcale
nie musi być tak duża, jak ta towarzysząca krytyce
polityków. Wynika to z prostego rozróżnienia roli
obydwu grup podmiotów, celów prezentowania się
polityków w społeczeństwie i potrzeby istnienia nieskrępowanej debaty politycznej. Ostra ocena polityka
może być uzasadniona weryfikacją przez społczeństwo jego wartości w wyborach. Sąd nie zabiera głosu
w sprawach nie leżących u podstaw sporu, nie prezentuje się metodami znanymi z rynku reklam, dlatego
to co wolno odnieść do polityka bywa już niedopuszczalne wobec organu władzy, czy funkcjonariusza
Bez wątpienia należy chronić wolność wypowiedzi.
Pisma procesowe i skargi mogą być nośnikiem poglądów nie aprobujących sposobu prowadzenia procesu
czy rozstrzygnięć sądów. Jednak w przypadku, kiedy
autor chce wątki procesowe lub merytoryczne uczynić jedynie parawanem dla zniewag, albo nie chce
osiągnąć niczego więcej poza zniesławieniem, wówczas zasadne jest inicjowanie postępowań karnych w
obydwu dostępnych trybach. Sankcja karna jest środkiem ostatecznym, jednak nie może być z założenia
odrzucona, w imię zasady, że wolno powiedzieć lub
napisać absolutnie wszystko. Zapewne jej stosowanie
może spotkać z atakami mediów, zwłaszcza gazet z
niższego poziomu zawartości przekazu. Jednak uleganie presji nie byłoby właściwe, gdyż tego rodzaju publikatory zawsze będą dążyć do poszerzenia dopuszczalności wypowiedzi i każdy aktualnie szokujący
tytuł przebijać kolejnym, jeszcze bardziej dosadnym.
Należy mieć świadomość, że reakcja prawnokarna na
wypowiedzi znieważające lub zniesławiające nie jest
sposobem budowania sztucznego autorytetu sądów,
instytucji państwowych, czy indywidualnych osób.
Jest to gwarancja zachowania powagi dla spraw, które są domeną tzw. wymiaru sprawiedliwości. Jest to
sposób, aby nie zniżać ich do poziomu nacechowanej
arogancją pyskówki. Stanowi też drogę do utrzymania niezbędnego etosu czynności procesowych i zawodów prawniczych.
Paradoksem jest, że możliwość otwartej i ostrej
krytyki sądów jest możliwa niejako dzięki nim. Dlatego, że stanowią część struktury określanej mianem
państwa prawa. Dzięki temu, że krytykanta władzy
sądowniczej, czy jakiejkolwiek innej nie pozwolą
“wyciągnąć” z domu o czwartej rano w celach docho-
dzeniowo-śledczych lub w celu skłonienia do zmiany
poglądów. Jak wskazuje niedaleka historia, ustrój niedemokratyczny dopuszczał krytykę władzy (w tym i
sądowniczej) tylko w chwilach zaplanowanej walki z
niewłaściwymi kierunkami we własnych szeregach
politycznych. Dlatego właśnie wśród nierzadko upodlających ataków stron procesów, czy szukających
banalnego poklasku polityków świadomość tej strażniczej niewzruszalności powinna dawać sędziom satysfakcję. [ ]
yrok SN z dn. 18 grudnia 2000 roku, IV KKN
331/00, publ. Lex nr 51135;
chwała SN z dn. 25 marca 2003 roku, I KZP 1/03,
publ. OSNKW 2003/3-4/26;
3) w yrok TK z dn. 11 października 2006 roku, P 3/06,
publ. OTK-A 2006/9/121.
4) post. SA w Białymstoku z dn. 20 listopada 2002
roku, II AKz 447/02, publ. OSA 2003/2/10;
5) post. SN z dn. 28 czerwca 2004 roku, I PZ 115/03,
publ. OSNP 2005/2/23.
Prawo zawodowe adwokatów w Republice Federalnej Niemiec
uregulowane jest w kilku ustawach. Należy do
nich Federalny regulamin adwokacki (BRAO),
Regulamin zawodowy (BORA) oraz Regulamin adwokatów wyspecjalizowanych (FAO).
Na szczeblu międzynarodowym zasady wykonywania zawodu przez adwokatów w Unii Europejskiej reguluje Kodeks etyki adwokatów
Unii Europejskiej w wersji z dnia 28.11.1998 r.
(CCBE).
Adwokat w Niemczech musi – podobnie jak
adwokat w Polsce – przestrzegać różnych
obowiązków zawodowych. Do podstawowych
obowiązków adwokata w Niemczech należy
zachowanie niezależności zawodowej, zachowanie milczenia, obowiązek rzeczowości, zakaz reprezentowania sprzecznych interesów
oraz rzetelność względem powierzanych mu
środków finansowych i wartości majątkowych.
Oprócz wymienionych podstawowych obowiązków istnieje jeszcze wiele innych uregulowań, które zostaną tu przedstawione jedynie
w krótkim zarysie.
1. Obowiązek zachowania milczenia
Adwokat ma obowiązek, a także prawo zachowania
milczenia. Obowiązek zachowania milczenia – dotyczący w szczególności informacji o charakterze
niejawnym powierzanych adwokatowi przez klienta
– odnosi się z zasady do wszystkich. Oznacza to, iż
obejmuje on także współpracowników oraz członków własnej rodziny. Prawo zachowania milczenia
dotyczy przede wszystkim przypadków, w których
adwokat miałby na przykład ujawnić organom ścigania informacje uzyskane w związku z reprezentacją
klienta. W takim wypadku adwokatowi przysługuje
prawo odmowy zeznań.
Adwokat w Niemczech nie może nawiązywać relacji
zagrażających jego zawodowej niezależności. Chodzi
tu przede wszystkim o niezależność ekonomiczną adwokata. W przeciwieństwie do zasad obowiązujących
w Polsce w Niemczech dozwolonym jest, aby adwokat
pracował w charakterze zatrudnionego na rzecz innego adwokata. Ustawa przewiduje jednak, iż jest to
dopuszczalne wyłącznie na stosownych warunkach
ekonomicznych, tzn. że adwokat pracujący w charakterze zatrudnionego musi otrzymywać wynagrodzenie w rozsądnej wysokości. W praktyce warunek
ten jednak nie zawsze jest spełniany. W dalszej kolejności istotnym jest, aby adwokat nie był ekonomicznie uzależniony od swojego klienta. Uwzględniając
takie stanowisko w Niemczech wprowadzono ustawowy zakaz stosowania honorariów uzależnionych
od powodzenia prowadzonych spraw. Adwokat musi
otrzymać swoje honorarium niezależnie od wyniku
procesu zachowując tym samym finansową niezależność od klienta. Niedawno jednak ustawowy przepis
zakazujący stosowanie honorariów uzależnionych
od wyniku sprawy uznany został przez Federalny
Trybunał Konstytucyjny za niedopuszczalny. Stwier-
dzono, iż stanowi on niedopuszczalne ograniczenie
swobody wykonywania zawodu. Ustawodawca został
tym samym zobowiązany do przyjęcia nowej regulacji prawnej w tym zakresie. Należy przypuszczać, iż
zakaz ten zostanie w przyszłości przynajmniej częściowo zniesiony. Jednak do czasu przyjęcia nowej
regulacji umowy pomiędzy adwokatami a klientami
przewidujące wypłatę honorarium w zależności od
powodzenia sprawy są niedopuszczalne.
Adwokat zobowiązany jest do rzeczowego zachowania w stosunku do osób trzecich oraz innych adwokatów. Właściwie powinno być to oczywiste, lecz w
Niemczech - ze względu na stosunkowo dużą liczbę
adwokatów - w praktyce często dzieje się inaczej.
Szczególnie w “prawniczych“ aglomeracjach, gdzie
konkurencja jest bardzo duża, np. w Berlinie, adwokaci coraz częściej pozwalają sobie na nierzeczowe
wypowiedzi przed sądem bądź w pismach, aby wywrzeć wrażenie na kliencie. Obowiązek rzeczowości
obejmuje również zakaz świadomego rozpowszechniania informacji niezgodnych z prawdą.
4. Zakaz reprezentowania
Adwokat nie może reprezentować stron wyznających
sprzeczne interesy. Oznacza to, iż adwokat w przypadku potencjalnego konfliktu interesów musi zrezygnować z powierzonego mu mandatu. W praktyce
jednak zakaz ten często jest naruszany, kiedy to na
przykład w sprawach rozwodowych obojgu małżonkom udziela się porady, a później reprezentuje się
jednego z małżonków przed sądem występując przeciwko drugiemu z nich. Również w sprawach karnych i sprawach dotyczących wypadków drogowych
zakaz ten w praktyce nie zawsze jest przestrzegany.
5. Gospodarowanie powierzonymi
Adwokat ma obowiązek rzetelnego gospodarowania środkami finansowymi i wartościami majątkowymi klienta. Adwokat ma na przykład obowiązek
bezzwłocznego wydania klientowi obcych środków
finansowych. Jednak w praktyce właśnie ten nakaz
często jest naruszany.
Pozostałe normy zawodowe
Adwokat ma obowiązek podnoszenia swoich kwalifikacji zawodowych. W praktyce obowiązek ten nie jest
weryfikowany. Wyjątek stanowią tzw. adwokaci wyspecjalizowani. Muszą oni w regularnych odstępach
czasu przedkładać stosowne dokumenty potwierdzające uczestnictwo w kursach i szkoleniach.
Niegdyś – podobnie jak w Polsce – adwokatów obowiązywał zakaz reklamy dopuszczający wyjątki
jedynie w określonych przypadkach (otwarcie kancelarii) i na ścisłych warunkach. Obecnie reklama
zasadniczo jest dozwolona, jeżeli ma charakter rzeczowy. Reklama nie może odwoływać się do wysokości uzyskiwanych przychodów ani zawierać nierzeczowych treści. W praktyce wygląda to często tak, że
podaje się nazwę kancelarii, adres i numer telefonu,
a dodatkowo wyszczególnia się dziedziny, w jakich
specjalizuje się dany adwokat lub kancelaria. Reklam
nadawanych w telewizji bądź radiu praktycznie się
nie obserwuje. W przeciwieństwie do Stanów Zjednoczonych w Niemczech adwokaci prawie nigdy nie
ogłaszają się w telewizji ani w radiu.
W Niemczech od lat obserwuje się bardzo silną tendencję do specjalizacji adwokatów w określonych
dziedzinach. Spowodowane jest to przede wszystkim
faktem, iż w wielkich aglomeracjach, takich jak na
przykład Berlin, Monachium czy Frankfurt nad Menem, panuje bardzo duża konkurencja. Odpowiedzią
adwokatów na taki stan rzeczy jest specjalizacja w
określonych dziedzinach prawa. Ustawodawca w
1986 roku zareagował na to stosownie wprowadzając
ponownie tzw. specjalizacje adwokackie. Zgodnie
z tym zamysłem adwokat specjalizujący się w określonych dziedzinach prawa może określać się mianem adwokata-specjalisty w danej dziedzinie, jeżeli
ukończył z powodzeniem teoretyczny kurs i dodatkowo wykaże, iż prowadził określoną liczbę spraw w tej
konkretnej dziedzinie. Początkowo funkcjonowały
jedynie specjalizacje adwokackie w zakresie prawa
podatkowego, prawa socjalnego, prawa administracyjnego i prawa pracy.
Ponieważ jednak wśród adwokatów mocno krytykowano fakt funkcjonowania specjalizacji tylko
w pewnych określonych dziedzinach z pominięciem
innych obszarów, takich jak na przykład prawo komunikacyjne, mimo iż również ta dziedzina wymaga specjalizacji, ustawodawca dopuszcza obecnie
również funkcjonowanie specjalizacji adwokackich
w innych dziedzinach. Są to specjalizacje w zakresie
prawa autorskiego i medialnego, prawa informatycznego, prawa budowlanego i architektonicznego, prawa spadkowego, prawa rodzinnego, przemysłowych
praw ochronnych, prawa handlowego i prawa spółek,
prawa upadłościowego, prawa medycznego, prawa
najmu i własności mieszkaniowej, prawa karnego,
prawa transportowego i spedycyjnego, prawa komunikacyjnego i prawa ubezpieczeniowego.
Daje się zaobserwować, że klienci stają się coraz bardziej wymagający, jeśli chodzi o specjalizację. Obecnie klienci z góry poszukują adwokatów specjalizujących się w konkretnych dziedzinach, a w dużych
aglomeracjach stało się normą, iż klienci nie korzystają z porad jednej kancelarii w kilku sprawach, lecz
powierzają je różnym wyspecjalizowanym adwokatom. W rezultacie specjalizacja doprowadziła do tego,
że pojedynczy adwokaci – przynajmniej w dużych
aglomeracjach - często zajmują się jedną dziedziną
prawa, np. prawem karnym, prawem rodzinnym czy
prawem komunikacyjnym. Większe kancelarie starają się przyjmować adwokatów posiadających możliwie jak najwięcej specjalizacji. Należy tu jednak zaznaczyć, że adwokat może zdobyć maksymalnie dwie
Charakterystycznym elementem niemieckiego prawa
zawodowego jest ponadto fakt, iż doradztwo prawne
podlega daleko idącej reglamentacji. Tzw. ustawa o
doradztwie prawnym zezwala na wykonywanie usług
w zakresie doradztwa prawnego zasadniczo jedynie
adwokatom. Z tego względu działalność związaną
z obsługą prawną – z pominięciem nielicznych wyjątków takich jak ochrona konsumenta, organizacje
zrzeszające najemców, firmy windykacyjne - mogą z
zasady wykonywać jedynie adwokaci. Inną szczególną cechą był fakt, iż adwokat mógł występować przed
naczelnymi sądami krajowymi dopiero po upływie
pięciu lat od uzyskania prawa do wykonywania zawodu adwokata. Jednak niedawno uległo to zmianie.
Zwykły adwokat nie może występować przed Trybunałem Federalnym. Uprawnienia takie posiadają jedynie adwokaci o specjalnych kompetencjach (są to
adwokaci dopuszczeni do współpracy z Trybunałem
Federalnym; jest ich ok. 20).
Ww. szczególne elementy stały się ostatnio przedmiotem poważnej krytyki ze strony Unii Europejskiej. Z tego względu w niemieckim ustawodawstwie
nastąpią wkrótce stosowne zmiany, dzięki czemu
osoby trzecie otrzymają wcześniej możliwość wykonywania doradztwa prawnego oraz reprezentacji.
Monopol adwokatury na doradztwo prawne nie zostanie jednak zniesiony. Doradztwo prawne w swojej
kluczowej części będzie również w przyszłości zastrzeżone wyłącznie dla adwokatów. Możliwość prowadzenia doradztwa prawnego przez osoby trzecie
będzie dopuszczalna w dziedzinach pomocniczych
(bankowość, ubezpieczenia itp.). Ponadto w Niemczech istniał tzw. zakaz posiadania podwójnego miejsca pracy. Oznaczał on, iż adwokat mógł prowadzić
kancelarię tylko w jednej miejscowości. Gdyby sam
chciał prowadzić kancelarię również w innej miejscowości, to według obowiązującego w Niemczech
prawa zawodowego nie było to możliwe. Również to
zostało już zmienione.
Reasumując można stwierdzić, iż prawo zawodowe
adwokatów w Republice Federalnej Niemiec w ciągu
ostatnich lat uległo w znacznej części daleko idącej
liberalizacji. W pewnych dziedzinach, na przykład
w doradztwie podatkowym i w kwestiach reprezentacji, polskie prawo zawodowe jest bardziej liberalne.
Z drugiej strony należy stwierdzić, że daleko idąca
specjalizacja adwokatów w Niemczech nastąpiła
po to, aby lepiej radzić sobie z konkurencją rekrutującą się z innych grup zawodowych, np. ze strony
doradców podatkowych i ubezpieczycieli. Ponadto
– w związku z rosnącą liczbą adwokatów – widoczna jest również tendencja ciągłego wzrostu wielkości
kancelarii w dużych miastach. W Niemczech stało
się normą, iż średnie firmy reprezentowane są przez
kancelarie prawne prowadzone przez 10 adwokatów.
Natomiast duże niemieckie przedsiębiorstwa korzystają obecnie prawie wyłącznie z usług międzynarodowych kancelarii prawnych. Praktycznie wykluczone jest, aby pojedynczy adwokat – z wyjątkiem spraw
karnych – reprezentował dużą firmę. [ ]
Dostęp obywateli do broni czarnoprochowej
Proch strzelniczy to najlepiej znany i najstarszy materiał napędzający. Do drugiej połowy XIX wieku był
jedynym materiałem wybuchowym wykorzystywanym jako materiał miotający w broni palnej oraz jako
materiał kruszący w wojnach, górnictwie i inżynierii
lądowej. Jego znaczenie osłabło po 1850 roku, kiedy
wynaleziono nitrozwiązki, takie jak bawełna strzelnicza i dynamit. Obecnie proch bezdymny, zwykle jako
mieszanina składników podstawowych nitrocelulozy
i nitrogliceryny, w pełni zastąpił w użyciu proch czarny, którego wykorzystanie ogranicza się do użycia w
historycznej broni czarnoprochowej. Dostęp obywateli do tego rodzju broni planej jak i samego prochu
czarnego jest jednak w Polsce mocno ograniczony.
Zgodnie z reguła zawartą w art. 9 ust. 1 ustawy z
21 maja 1999r. o broni i amunicji (Dz. U. z 2004r. Nr
52, poz. 525 ze zm.) na broń palną wymagane jest uzyskanie pozwolenia właściwego organu Policji. Wyjątek od tej reguły wprowadził ustawodawca w art. 11
pkt 1 ustawy, stanowiąc, iż pozwolenie na broń nie
jest wymagane w przypadku posiadania broni palnej
wytworzonej przed rokiem 1850. Z dniem 01.01.2004r.
objęto również tym przepisem repliki broni czarnoprochowej1.
Warto nadmienić, iż ustawodawca nieco dowolnie
przyjął rok 1850 jako orientacyjną datę w procesie
przechodzenia z zapłonu za pomocą urządzenia (zamka) krzeszącego iskry do zapłonu kapiszonowego,
a następnie zapłonu za pomocą spłonki osadzonej w
metalowej łusce naboju. Tym niemniej twierdzenie,
że około roku 1850 dominowała w produkcja odprzodowej broni kapiszonowej, a czasem i bębenkowej w
zasadzie można uznać za prawdziwe2 .
Zatem zarówno broń palna wytworzona przed rokiem 1850 jak również replika czyli kopia tej broni
imitująca wiernie broń palną wytworzoną przed tą
datą są zwolnione z wymogu uzyskania na ich posiadanie stosownych pozwoleń. W obecnym stanie
prawnym przepis art. 11 pkt cyt. ustawy stoi jednak
w dosyć istotnej sprzeczności z zapisami § 6 pkt 5 i §
7 pkt 4 rozporządzenia Ministra Spraw Wewwnętrznych i Administracji z 20 marca 2000r. w sprawie rodzajów szczególnie niebezpiecznych broni i amunicji
oraz rodzajów broni odpowiadającej celom, w których
może być wydane pozwolenie na broń ( Dz. U. Nr 19,
poz. 240).
Zgodnie z brzmieniem § 6 pkt 5 cyt. rozporządzenia pozwolenie na broń używaną do celów sporoto-
wych może być wydane na w pełni funkcjonalne kopie zabytkowej broni palnej ładowane odprzodowo na
nabój niescalony:
a) pistolety i rewolwery o kalibrze do 0.58’’
o dowolnym oporze języka spustowego,
b) karabiny o kalibrze do 0.58’’ o dowolnym
oporze języka spustowego3.
Natomiast w świetle zapisu § 7 pkt 4 cyt. aktu wykonawczego pozwolenie na broń służącą do celów
kolekcjonerskich może być wydane na w pełni funkcjonalne kopie zabytkowej broni palnej ładowane odprzodowo, wytworzone po roku 1850.
Zatem art. 11 pkt 1 obecnej ustawy o broni i amunicji pozostaje w kolizji z w/w przepisami rozporządzenia i mogą się pojawiać poważne wątpliwości prawne pomiędzy przepisami ustawy a uregulowaniami
rozporządzenia. W art. 11 pkt 1 ustawodawca nie
przesądził, czy broń palna wytworzona przed rokiem
1850 lub jej repliki mają być funkcjonalne czy też
nie. Nie wprowadził również ograniczeń czasowych
dla replik powstałych przed 1850 rokiem. Natomiast
w zakresie objętym regulacją § 6 pkt 5 oraz § 7 pkt
4 mieszczą się w pełni funkcjonalne repliki (kopie)
broni palnej określonego rodzaju, imitujące zarówno broń palną wytwotrzoną przed rokiem 1850, jak
i broń palną wytworzoną po roku 1850. Paradoksalnie zatem powstaje sytuacja nierównego traktowania
obywateli w dostępie do broni planej wytworzonej
przed 1850 roku, albowiem przepisy rozporządzenie
stoją w jawnej sprzeczności z przepisami ustawy.
W rozumieniu art. 11 pkt 1 ustawy o broni palnej i
amunicji, wymienione w § 6 pkt 5 cyt. rozporządzenia w pełni funkcjonalne kopie zabytkowej broni palnej ładowane odprzodowo na nabój niescalony są po
protu replikami broni planej wytworzonej przed 1850
rokiem. Również zapis § 7 pkt 4 cyt. rozporządzenia
wychodzi poza delegacje ustawową staowiąc, iz pozwolenie na broń kolekcjonerską może byc wydane
na w pełni funkcjonalne kopie zabytkowej broni palnej ładowanej odprzodowo, wytworzone po roku
1850. W kontekście zapisu art. 11 pkt 1 ustawy można
skonstruować tezę, iż pozwolenie na broń służąca do
celów sportowych oraz kolekcjonerskich może być
wydane na w pełni funkcjonalne kopie zabytkowej
broni palnej, o ile kopie te nie są replikami broni palnej wytworzonej przed 1850 rokiem albowiem ustawodawca wyłaczył repliki spod wymogu uzyskania
pozwolenia (sic !). Z tezą ta nie sposób się zgodzić.
Zgodnie z regułą lex superior derogat legi interiori
ustawa o broni palnej i amunicji jako akt normatyw-
ny wyższego rzędu uchyla sprzeczną normę niższego
rzędu zawarta w rosporządzeniu4 i można wyrazić
pogląd, iż wykonane współcześnie w pełni funkcjonalne modele broni palnej sprzed 1850 roku ładowane odprzodowo są jej replikami czyli kopiami i na ich
posiadanie nie jest wymagane zezwolenie.
Warto jeszcze omówić jedno zagadnienie. Przepis art. 11 pkt 1 ustawy o broni palnej i amunicji
uprawnia jedynie do posiadania pozwolenia na broń
palną wytworzona przez 1850 rokiem lub replikę
tej broni, nie uprawnia zaś do nabywania prochu
strzelniczego do tej broni, co w praktyce uniemożliwia posiadaczom broni czarnoprochowej czerpanie
przyjemności z oddwania z niej strzałów. Przepis art.
9 ust. 1 cyt. ustawy wyłącza z obowiązku uzyskania
pozwolenia na broń palną broń czarnoprochową o
której mowa wyżej. Proch strzelniczy jako materiał
miotający zgodnie z art. 5 ust. 3 in fine i art. 5 ust.
1 cyt. ustawy stanowi istotną część amunicji, a gotowe lub obrobione istotne części amunicji uważa się
za amunicję. Z kolei zgodnie z art. 14 ustawy o broni
palnej i amunicji, amunicję można nabywać na podstawie legitymacji posiadacza broni lub świadactwa
broni, wyłącznie dla tej broni, która jest określona
w legitymacji albo na podstawie świadectwa broni
i pisemnego zamówienia podmiotu uprawnionego do
nabywania amunicji. Ponadto zgodnie z § 9 rozporządzenia Ministra Gospodarki oraz Ministra Spraw
Wewnętrznych i Administracji z 9 września 2002r. w
sprawie warunków sprzedaży materiałów wybuchowych, broni, amunicji oraz wyrobów i technologii o
przeznaczeniu wojskowym lub policyjnym oraz zakresu i trybu kontroli przestrzegania tych warunków
(Dz. U. 2002. Nr 156, poz.1303 ), proch strzelniczy
i spłonki mozna sprzedawać osobom, które okażą legitymację posiadacza broni myśliwskiej lub sportowej.
Przepis art. 11 pkt 1 ustawy o broni palnej i amunicji
nie reguluje zatem zagadnienia nabywania amunicji
w tym prochu czarnego, co moim zdaniem stanowi
istotne niedopatrzenie ustawodawcy albowiem rozdzielenie prawa do posiadania broni czarnoprochowej wyprodukowanej przed 1850 rokiem i jej replik
oraz prawa do jej zwykłego używania (korzystania z
rzeczy zgodnie z jej przeznaczeniem) poprzez ograniczenie dostępu posiadaczom broni czarnoprochowej, prawa swobodnego nabywania prochu czarnego
wydaje się nieuzasadnione, tym bardziej, że niejednokrotnie w tej materii właściwe organy uprawnione
do wydawania pozwoleń na broń zajmują rozbieżne
stanowiska 5 . [ ]
1) Ustawa z dnia 14 lutego 2003r. o zmianie ustawy o broni i amunicji oraz zmianie ustawy o Biurze Ochrony Rządu, Dz. U. Nr 52, poz. 451;
2) W zasadzie albowiem są pewne wyjątki: z 1774 roku pochodzi odtylcowy karabin kpt. Fergusona stanowiący ulepszoną wersję karabinu La
Chaumette ̀a z 1721 roku, karabin Fergusona z kolei ulepszył i produkował londyński producent broni Durs Egg, który w 1784 roku stworzył
broń odtylcową swojego pomysłu; około 1811 roku podobne rozwiązanie opatentował Amerykanin John Hacock z Hall; karabin iglicowy Johann Nikolaus Dreyse stworzył w 1838 roku, a dwa lata później został przyjęty do uzbrojenia z tym, że pierwszy wzór M41 wydano oddziałom
wojska w 1848 roku; w 1850 roku Brytyjczycy skopiowali ten karabin wykonując około 6 sztuk w fabryce w Enfield; 3) 1 cal międzynarodowy
to około 25, 4 mm, czyli do 0,58 cala będzi oznaczać do 14, 732 mm; 4) Por. pismo Departamentu Prawnego MSWiA z 17.11.2005r., znak L:-II026-586/05/AS, a także pismo Biura Prawnego KGP z 19.08.2005r.; 5) znak PP 1782/1776/05 RZ; Por. T. Wełnicki, „Czarna niewdzięczność”,
Przegląd Strzelecki Arsenał, nr 2/13, luty-marzec 2005.
Anita Ptaszyńska - aplikant prokuratorski; stały współpracownik Trybunału Sprawiedliwości
Wspólnot Europejskich w Luksemburgu; członek Zrzeszenia Prawników Polskich
Tomasz Koncewicz w książce „Zasada jurysdykcji Trybunału Sprawiedliwości Wspólnot Europejskich. Dynamiczna koncepcja wspólnotowego wymiaru sprawiedliwości”, stwierdza: „Dzisiaj
jest dla polskich prawników najwyższym autorytetem w zakresie interpretacji prawa wspólnotowego.
Dlatego pierwszorzędnego znaczenia nabiera znajomość
jego jurysdykcji, jej zakresu i interpretacji”. Czy tak jest
w rzeczywistości? Czy Trybunał nie pozostaje dla Polaków mityczną, odległą instytucją, która jest jedynie
błędnie przywoływana, podobnie jak Trybunał Praw
Człowieka w Strasburgu, jako kolejna instancja odwoławcza. Wydaje się, iż poszerzenie wiedzy na temat samej instytucji, jak i jej orzecznictwa jest potrzebne, jeśli
polski obywatel i prawnik ma być świadomym uczestnikiem życia wspólnoty europejskiej. Powołany w 1957
r. Trybunał Sprawiedliwości Wspólnot Europejskich
jest wspólnotową instytucja sądowniczą, do którego zadań należy kontrola legalności aktów wspólnotowych
i zapewnienie „jednolitej wykładni i stosowania prawa
wspólnotowego”. W jego skład wchodzą formalnie trzy
sądy: Trybunał Sprawiedliwości, Sąd Pierwszej Instancji oraz Sąd do spraw Służby Publicznej. Wśród 27 sędziów znajduje się Polak – Jerzy Makarczyk. Sędziowie
nie mogą jednak orzekać w sprawach, w których stroną
jest państwo, które ich nominowało.
Postępowanie przed Trybunałem przebiega według
określonego modelu. W przypadkach, gdy nie mamy do
czynienia z odwołaniem prejudycjalnym, ale skargą bezpośrednią do Trybunału, stronie pozwanej przysługuje
prawo do wniesienie odpowiedzi na skargę. Skarżący ma
prawo do repliki a pozwany do dupliki. Sprawa jest rozpoznawana na posiedzeniu jawnym w obecności sędziów
i rzecznika generalnego. Sędziowie i rzecznik mogą zadawać stronom pytania. Po kilku tygodniach rzecznik generalny przedstawia Trybunałowi swoją opinię, dokonując
całościowej analizy sporu i proponując rozwiązanie. Wyrok zapada większością głosów z odnotowaniem ewentualnych zdań odrębnych.
Polska opinia publiczna słyszy o tej istotnej instytucji
europejskiej jedynie w przypadku głośnych spraw, takich
jak akcyza na samochody czy Dolina Rospudy. W tej ostatniej 5 kwietnia 2007 r., na podstawie art. 266 WE Komisja
Europejska wniosła do Trybunału skargę o stwierdzenie
uchybienia zobowiązaniom państwa członkowskiego, polegającego m. in. na tym, że Rzeczpospolita Polska w postępowaniu w sprawie zezwolenia na budowę obwodnicy
Augustowa nie podjęła odpowiednich działań pozwalających na unikniecie pogorszenia stanu siedlisk i poważnego niepokojenia gatunków w Obszarze Specjalnej Ochrony (OSO) Puszcza Augustowska, po drugie nie poddała
planów budowy obwodnicy miejscowości Wasilków stosownej ocenie skutków tej budowy dla OSO Puszcza Kny-
szyńska, zezwalając na przeprowadzenie tej inwestycji
mimo jej negatywnego wpływu na integralność obszaru
i rozpoczynając realizację tej inwestycji oraz, po trzecie
proponując realizację projektu zalesienia na terenie Pojezierza Sejneńskiego jako środka kompensacji strat OSO
Puszcza Augustowska. Zatem uchybienie zobowiązaniom wynikającym z dyrektywy 92/43, a w szczególności
jej art. 6 ust. 2 i 3 w związku z art. 7. Komisja przywołała
także wcześniejszą wykładnię Trybunału w wyrokach: z
13 stycznia 2005 r. w sprawie C-117/03 Dragaggi i in (Zb.
Orz. str. I-167), oraz z dnia 14 września 2006 r. w sprawie
C-244/05 Bund Naturschutz in Bayern i in. (dotychczas
nieopublikownego w Zbiorze Orzeczeń). Jak argumentowała Komisja środek kompensacyjny w postaci zalesienia nie może naruszać innego terenu mogącego podlegać
ochronie na podstawie dyrektywy 92/43. Zdaniem Komisji na tym terenie znajduje się piętnaście typów siedlisk
przyrodniczych ważnych dla Wspólnoty, a z nich pięć to
typy siedlisk o znaczeniu priorytetowym. Ponadto na terenie tym zamieszkuje sześć gatunków zwierząt i rośnie
sześć gatunków roślin ważnych dla Wspólnoty. Jednym
z istotniejszych elementów w sprawie jest podlegająca
ochronie sasanka otwarta – która zdaniem biologów przetrwa jedynie w Puszczy Augustowskiej i jej okolicach, a
zdaniem przedstawicieli rządu na terenach przeznaczonych do zalesienia nie występuje.
W związku z tą sprawą Prezes Trybunału przychylając się do wniosku Komisji Europejskiej o zastosowanie
środków tymczasowych wydał postanowienie, w którym
stwierdził, że: „Rzeczpospolita Polska nie rozpocznie lub
zawiesi bezzwłocznie i do czasu ogłoszenia postanowienia
kończącego niniejsze postępowanie w sprawie zastosowania środków tymczasowych, prac mających na celu realizację zalesienia na terenie Pojezierze Sejneńskie – który
powinien zostać zaproponowany jako teren mający znaczenie dla Wspólnoty zgodnie z dyrektywą Rady 92/43/
EWG z dnia 21 maja 1992 r. w sprawie ochrony siedlisk
przyrodniczych oraz dzikiej fauny i flory (Dz.U. 1992 L
206), […] – będącego środkiem kompensacji strat w obszarze specjalnej ochrony Puszcza Augustowska”.
Wspomniana dyrektywa siedliskowa w motywie
pierwszym stwierdza że: „zachowanie, ochrona i poprawa jakości środowiska, w tym ochrona siedlisk przyrodniczych oraz dzikiej fauny i flory jest istotnym celem stanowiącym element realizacji ogólnego interesu Wspólnoty
wyrażonego w art. 130r Traktatu” (obecnie art. 174 WE).
Artykuł 1 lit. k) definiuje „teren majacy znaczenie dla
Wspólnoty” jako: „[...] teren, który w regionie lub regionach biogeograficznych, do których należy, w znaczący
sposób przyczynia sie do zachowania lub odtworzenia
typu siedliska przyrodniczego we właściwym stanie ochrony, [...] a także może się znacząco przyczynić do spójności
sieci Natura 2000, o której mowa w art. 3 i/lub przyczynia
się znacząco do zachowania różnorodności biologicznej w
obrębie danego regionu lub regionów biogeograficznych”. Przepisy art. 6 ust. 2, 3 i 4 dyrektywy siedliskowej stanowią że państwa członkowskie podejmują odpowiednie działania
w celu uniknięcia na specjalnych obszarach ochrony pogorszenia stanu siedlisk przyrodniczych i siedlisk gatunków, jak również w celu uniknięcia niepokojenia gatunków. Zatem
każdy plan lub przedsięwzięcie, które nie jest bezpośrednio związane lub konieczne do
zagospodarowania terenu, ale które może na nie w istotny sposób oddziaływać, podlega
odpowiedniej ocenie jego skutków dla danego terenu z punktu widzenia założeń jego
ochrony. Jeśli pomimo negatywnej oceny, plan lub przedsięwzięcie musi jednak zostać
zrealizowane z powodów o charakterze zasadniczym wynikających z nadrzędnego interesu publicznego, państwo członkowskie stosuje wszelkie środki kompensujące. Jeżeli
dany teren obejmuje typ siedliska przyrodniczego lub jest zamieszkały przez gatunek o
znaczeniu priorytetowym, jedyne względy, na które można się powołać, to względy odnoszące się do zdrowia ludzkiego lub bezpieczeństwa publicznego, korzystnych skutków
o podstawowym znaczeniu dla środowiska lub, po wyrażeniu opinii przez Komisję, inne
powody o charakterze zasadniczym wynikających z nadrzędnego interesu publicznego.
W dniu 27 kwietnia 2007 r. przed Trybunałem odbyło się pierwsze przesłuchanie w
sprawie. Stanowisko polskich władz sprowadziło się do twierdzenia, iż sasanka na tych
terenach nie występuje oraz faktu formalnego rozpoczęcia budowy przed wejściem Polski do Unii Europejskiej, co miałoby wyłączać ją spod unormowań dyrektyw unijnych
dotyczących ochrony środowiska. Ponadto jako nadrzędny argument przemawiający za
realizacją projektu wskazano względy bezpieczeństwa drogowego.
W piśmie złożonym w sekretariacie Trybunału w dniu 25 maja 2007 r. Rzeczpospolita Polska wniosła, na podstawie art. 62a § 1 regulaminu Trybunału, o rozpoznanie
przez Trybunał tej sprawy w trybie przyspieszonym - podnosząc, że realizacja planów
obwodnicy Augustowa i Wasilkowa jest kwestią o najwyższym znaczeniu społecznym,
gospodarczym i finansowym. Przy tym podkreśliła, że „przedłużanie sytuacji niepewności, polegającej na wstrzymaniu prac, na które zostało udzielone zamówienie, może
stworzyć po stronie państwa polskiego obowiązek wypłaty znacznych odszkodowań na
rzecz poszkodowanych w tej sytuacji przedsiębiorców”. Prezes Trybunału Sprawiedliwości postanowieniem z dnia 18 lipca 2007 r. oddalił polski wniosek w tej kwestii, bowiem
w jego ocenie szkodliwe skutki dla zainteresowanych jednostek samorządu terytorialnego i inwestorów oraz dla państwa członkowskiego nie świadczą o szczególnie pilnym
charakterze sprawy.
Tymczasem w połowie lipca 2007 r. Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad
zapowiedziała, że prace, zawieszone na czas trwania okresu lęgowego ptaków, zostaną
wznowione 1 sierpnia 2007. W związku z tym w dniu 30 lipca 2007 r. Komisja Europejska
zwróciła się do Trybunału z wnioskiem o zarządzenie tymczasowych środków zapewniających wstrzymanie prac związanych z budową drogi (w momencie oddania artykułu do druku nieznane było postanowienie Prezesa Trybunału w przedmiocie środków
tymczasowych). 31 lipca premier Jarosław Kaczyński zadeklarował wstrzymanie prac na
spornym odcinku planowanej obwodnicy.
Równolegle ze sprawą C-193/07 Komisja przeciwko Rzeczypospolitej Polskiej przed
Trybunałem toczy się sprawa C-388/05 Komisja przeciwko Republice Włoskiej dotycząca obszaru „Valloni di steppe pedegarganiche”, położonego w regionie Apulii i będącego
jednym z głównych obszarów stepowych we Włoszech, dającym schronienie rzadkim i
chronionym gatunkom dzikiego ptactwa. W lutym 2001 r. włoska liga na rzecz ochrony ptactwa poinformowała Komisję, że na OSO zostało zrealizowanych szereg przedsięwzięć przemysłowych i deweloperskich, niszczących jego równowagę ekologiczną. W
dniu 24 października 2005 r. Komisja wniosła do Trybunału o stwierdzenie naruszenia
przez Republikę Włoską przepisów dwóch dyrektyw: 79/409 i 92/43. Republika Włoska,
która początkowo ignorowała wszystkie pisma Komisji, podniosła że podjęto działania
łagodzące. Jednak Komisja uznała, iż zrealizowane przedsięwzięcia zniszczyły naturalne
siedliska stepowe na tym obszarze, a podjęte działania polegające m.in. na pomalowaniu
wybudowanych budynków na zielono miały charakter czysto kosmetyczny. Na podstawie
przedłożonego Trybunałowi materiału rzecznik generalny stwierdził w swojej opinii, że
Republika Włoska uchybiła zobowiązaniom wynikającym z art. 6 ust. 2 dyrektywy siedliskowej i zobowiązaniom wynikającym z art. 4 ust. 4 dyrektywy ptasiej.
Podobnie jak sprawa C-388/05, również sprawa C-193/07 Komisja przeciwko Polsce
będzie prawdopodobnie trwała jeszcze kilka miesięcy lub nawet lat. W przypadku wygranej Polski straty poniesie przyroda i dopiero pośrednio obywatele, w przypadku przegranej, straty poniesiemy wszyscy. [ ]
Ochrona środowiska naturalnego prawem człowieka?
Prawo do czystego środowiska w świetle orzecznictwa Europejskiego Trybunału Praw Człowieka
Globalne ocieplenie i ochrona środowiska
naturalnego należą ostatnio do najpopularniejszych tematów w światowych mediach.
Wydarzenia takie jak akcje protestacyjne Greenpeace, nagłośniony film dokumentalny “Niewygodna prawda” Ala Gore, czy odbywające
się na całym świecie koncerty Live Earth, mają
na celu uwrażliwienie społeczeństw na problem pogarszającego się stanu środowiska naturalnego. Stanowią one także kroki w kierunku
budowy międzynarodowego politycznego konsensu potrzebnego dla ustanowienia wyższych
standardów ekologicznych i presję na rządy
do podjęcia prób zawarcia prawnie wiążących
traktatów. Przy okazji powyższych wydarzeń
i inicjatyw często słyszy się opinie ekologów,
według których prawo do czystego i zdrowego
środowiska naturalnego jest prawem człowieka. Czy istnieje jednak takie prawo człowieka
jak “prawo do ochrony środowiska”, a jeśli tak,
to jaki jest jego zakres?
Początki ewolucji koncepcji prawa człowieka do ochrony
środowiska w prawie międzynarodowym datuje się na
pierwszą połowę lat 70-tych ubiegłego wieku, w związku z uchwaleniem Deklaracji Sztokholmskiej w 1972 r.
Deklaracja, przyjęta w ramach oenzetowskiej agencji
środowiskowej UNCHE, miała wprawdzie niewiążący
charakter, ale jako pierwszy tego typu międzynarodowy
dokument wyraziła postulat, iż każdy człowiek ma podstawowe prawo do wolności, równości i zadowalających
warunków życia w środowisku, którego jakość pozwala
na życie w godności i dobrym samopoczuciu.
Ponieważ ze względu na różny stopień rozwoju poszczególnych państw i ich różne aspiracje gospodarcze i środowiskowe niezwykle trudno jest osiągnąć
międzynarodowy konsensus, który wiążąco określałby
materialne standardy ochrony środowiska, w kolejnych
deklaracjach nacisk położony został raczej na aspekt
proceduralny prawa człowieka do ochrony środowiska.
Uchwalona w 1992 roku Deklaracja z Rio de Janeiro nie
wymieniała już prawa ochrony środowiska jako takiego,
ale zawierała główne elementy, które się na takie prawo
powinny składać, a zatem: prawo do informacji o stanie
środowiska i związanych z tym zagrożeniach, prawo do
uczestnictwa w podejmowaniu decyzji mających wpływ
na środowisko, oraz prawo dostępu do drogi administracyjnej lub sądowej w celu zaskarżania takich decyzji.
Takie podejście do prawa do ochrony środowiska jest
dla państw znacznie łatwiejsze w implementacji – nie
muszą one wiązać sobie rąk określonymi standardami, a
jedynie zadbać o „sprawiedliwość proceduralną”, i częściowo przenieść ciężar troski o stan środowiska nasamych członków społeczeństwa, którzy mogą wykazywać większą lub mniejszą aktywność w korzystaniu ze
swoich praw. W konsekwencji takiego podejścia, w 1998
roku zawarta została regionalna Konwencja o Dostępie
do Informacji, Udziale Społeczeństwa w Podejmowaniu
Decyzji oraz Dostępie do Sprawiedliwości w Sprawach
Dotyczących Środowiska, czyli tzw. Konwencja z Aarhus. W stosunku do Polski Konwencja (Dz.U. 2003 nr 78
poz. 706) weszła w życie 16 maja 2002 r.
Konwencja z Aarhus, głównie ze względu na swój
prawnie wiążący charakter, jest bardzo istotnym krokiem w ochronie środowiska naturalnego. Jednak ma
ona głównie charakter proceduralny, nie narzucając
państwom-stronom Konwencji określonych standardów
Wysiłki na płaszczyźnie międzynarodowej na rzecz
stworzenia prawa do ochrony środowiska o charakterze przedmiotowym (materialnym) znalazły tymczasem
wsparcie w orzecznictwie Europejskiego Trybunału
Praw Człowieka w Strasburgu, który doszukał się istnienia takiego prawa w tekście Europejskiej Konwencji
Praw Człowieka i Podstawowych Wolności (Dz.U. 1993
nr 61 poz. 284, dalej w tekście: Konwencja).
Gdzie w Konwencji prawo
do czystego środowiska?
W przeciwieństwie do innych regionalnych konwencji
ochrony praw człowieka (“prawo każdej osoby do życia
w zdrowym środowisku” według art. 11 Protokołu z San
Salvador (1988), uzupełniającego Amerykańską Konwencję Praw Człowieka z 1969 roku; oraz kolektywne
“prawo wszystkich ludów do zadowalającego ogólnego
stanu środowiska sprzyjającego ich rozwojowi” w art.
24 Afrykańskiej Karty Praw Człowieka i Ludów z 1981
r.), Europejska Konwencja Praw Człowieka i Podstawowych Wolności nie zawiera wyraźnego odniesienia do
“prawa do ochrony środowiska”.
Trudno jest przyjąć, ze włączenie tego prawa do Konwencji było intencją jej autorów już w 1950 r., z uwagi
na niewysoki jeszcze w owych czasach poziom zainteresowania ochroną środowiska.
Jednakże z czasem, wraz ze zwiększającym się wpływem pogarszającego się stanu środowiska naturalnego
na ludzkie życie, zdrowie i samopoczucie, i w miarę
jak ochrona środowiska stawała się jednym z głównych
zadań, przed którymi stają nowoczesne społeczeństwa,
stało się jasne, że zdrowe i czyste środowisko jest niezbędnym warunkiem dla korzystania z innych praw
człowieka. Jak jednak spośród postanowień Konwencji,
która na pierwszy rzut oka zdaje się nie zawierać prawa
do ochrony środowiska, wyłowić istnienie takiego pra-
wa? Trybunał postanowił czytać między wierszami Konwencji, w oparciu o cel, który przyświeca jej istnieniu.
W tym celu, Trybunał zastosował metodę dynamicznej i funkcjonalnej wykładni Konwencji. Metoda ta, opierająca się na założeniu, że Konwencja stanowi “żywy instrument, którego wykładnia powinna być dokonywana
w oparciu o współczesne uwarunkowania” (orz. Tyrer z
25 kwietnia 1978 i Marckx z 13 czerwca 1979), na dobre
zakorzeniła się w orzecznictwie Trybunału.
Trybunał uzasadnił potrzebę stosowania takiej wykładni argumentując, że gdyby postanowienia Konwencji interpretować wyłącznie w oparciu o cele przyświecające jej autorom w momencie jej uchwalenia, to wraz
ze zmieniającymi się warunkami społeczno-politycznymi ochrona zawartych w niej praw i wolności traciłaby
na rzeczywistym znaczeniu. Tymczasem, jak zauważył
Trybunał, Konwencja “zaprojektowana została dla zabezpieczenia jednostki w sposób praktyczny i rzeczywisty” i w związku z tym “ma na celu gwarantować prawa
nie teoretyczne czy pozorne, lecz praktyczne i skuteczne” (orz. Airey z 9 października 1979). W związku z tym,
Konwencja powinna zapewniać jednostkom ochronę
wynikającą z obecnych, współczesnych uwarunkowań
społecznych, a nie taką, jaka należałaby im się w 1950
roku (orz. Loizidou z 23 marca 1995).
Przemawiająca do rozsądku metoda wykładni była
zatem pod ręką, ale do którego z postanowień Konwencji należało ją zastosować? Okazja do rozstrzygnięcia tej
kwestii nadarzyła się w 1994 roku, w przełomowej sprawie Lopez Ostra p/ko Hiszpanii (orzeczenie z 9 grudnia
Kłopotliwe sąsiedztwo - sprawa Lopez Ostra
Skarżąca, pani Lopez Ostra, mieszkała w sąsiedztwie
kilku garbarni, należących i prowadzonych - notabene,
bez wymaganej przez hiszpańskie prawo licencji - przez
prywatną hiszpańską spółkę. Efektem ubocznym dzia-
łalności wspomnianych garbarni były znaczne ilości
odpadów przemysłowych, które poddawano następnie
przerobowi w pobliskiej oczyszczalni ścieków, również
będącej własnością tej samej spółki. Po pewnym okresie funkcjonowania oczyszczalnia, w wyniku zaistniałej
awarii, zaczęła wypuszczać obfite opary gazów, nieznośne dla otoczenia zapachy, wydawać uciążliwe hałasy,
i na inne sposoby zanieczyszczać otaczające środowisko, powodując problemy zdrowotne i uciążliwości dla
lokalnych mieszkańców. W szczególnie uciążliwej sytuacji znalazła się skarżąca, której dom znajdował się
w odległości zaledwie dwunastu metrów od budynku
Sprawa Lopez Ostra była przełomowa z kilku przyczyn. Oto po raz pierwszy Trybunał wyczerpująco wypowiedział się w kwestii prawa do ochrony środowiska,
wyszukując dla niego określoną podstawę w tekście
Konwencji i określając na przyszłość przesłanki i granice korzystania z tego prawa. Ponadto, naruszenie prawa
(zanieczyszczenie) pochodziło nie ze strony podmiotów
państwowych, lecz ze strony prywatnej oczyszczalni
– w związku z tym Trybunał stanął przed koniecznością
rozstrzygnięcia, czy i w jakim zakresie za takie „prywatne” naruszenia można pociągnąć do odpowiedzialności
samo państwo.
Rozstrzygając skargę, Trybunał uznał za coś “naturalnego” stwierdzenie, że “silne (severe) zanieczyszczenie środowiska może wpływać na dobre samopoczucie
osób i uniemożliwiać tym osobom korzystanie ze swoich domów w taki sposób, że negatywnie wpływa to na
ich życie prywatne i rodzinne”, nawet jeżeli nie ma ono
negatywnego wpływu na ich zdrowie. W ten sposób,
Trybunał uznał, że skargi dotyczące zanieczyszczenia
środowiska znajdują podstawę prawną w art. 8 Konwencji, zawierającym szeroko zakrojone prawo do ochrony
życia prywatnego i rodzinnego. W szczególności Trybunał uznał, że uciążliwość spowodowana przez istotne,
a zatem przekraczające pewne minimalne natężenie
zanieczyszczenie środowiska może stanowić naruszenie życia prywatnego danej osoby, przy czym wpływ
zanieczyszczenia na zdrowie osób nie stanowi warunku
dla orzeczenia o naruszeniu prawa. Taki ujemny wpływ
na zdrowie może natomiast stanowić okoliczność wskazującą na wysoki poziom natężenia zanieczyszczenia,
czyli na jego „istotny” charakter.
Dla pociągnięcia państwa do odpowiedzialności na
podstawie Konwencji nie stanowiła przeszkody okoliczność, że zanieczyszczenie pochodziło z prywatnego zakładu – w opinii Trybunału, państwo hiszpańskie miało
pozytywny obowiązek odpowiedniego uregulowania
działalności prywatnego zakładu w taki sposób, aby nie
stanowiła ona naruszeń praw innych osób. Bezczynność
państwa w obliczu jawnie szkodliwej dla okolicznych
mieszkańców działalności prywatnego zakładu, przy
założeniu, że państwo jest w stanie podjąć interwencję
i zapobiec tejże szkodliwej działalności, stanowi tym samym pośrednią ingerencję w prawo do ochrony życia
prywatnego tychże mieszkańców, i rodzi odpowiedzialność państwa na tle Konwencji.
Sprawa Guerra i kwestia
innych niż art. 8 podstaw prawnych
W późniejszej sprawie Guerra p/ko Włochom (orz. z 19
lutego 1998) powstało pytanie, czy prawo do ochrony
środowiska może mieć podstawę prawną także w innych artykułach Konwencji. Skarżącymi byli tym razem
mieszkańcy niewielkiej miejscowości we wschodnich
Włoszech, znajdującej się w kłopotliwym sąsiedztwie
położonej w odległości jednego kilometra prywatnej fabryki nawozów sztucznych. Ciesząca się w okolicy złą
sławą fabryka została sklasyfikowana do grupy “wysokiego ryzyka” środowiskowego, ze względu na potencjalne niebezpieczeństwo, jakie stanowiłyby dla otoczenia
w wypadku awarii używane przy produkcji nawozów
chemikalia, między innymi związki arszeniku. Rzeczywiście, w toku działalności fabryki miało miejsce kilka
pomniejszych awarii, w rezultacie których do atmosfery
uleciały istotne ilości szkodliwych dla zdrowia związków chemicznych. Istotna awaria w 1976 roku skończyła się dla ponad 150 okolicznych mieszkańców pobytem
w szpitalu w wyniku zatrucia arszenikiem. W dodatku,
położenie geograficzne fabryki powodowało, że wypuszczane do atmosfery gazy zazwyczaj ulatywały właśnie
w kierunku zamieszkiwanej przez skarżących miejscowości. Skarżący przez lata nadaremnie oczekiwali, że
państwo interweniuje w szkodliwą działalność fabryki,
jak również, że udzieli zainteresowanym informacji w
zakresie poziomu ryzyka, jakie istnieje dla okolicznych
mieszkańców w związku z tą działalnością i opublikuje
plan awaryjny na wypadek katastrofy. Pomimo, że obowiązek udzielania takich informacji i opracowania planu awaryjnego nakłada na władze włoskie prawo, władze nie wykonały w tym zakresie swoich obowiązków, a
- niezależnie od władz - fabryka w 1994 roku ostatecznie
zaprzestała działalności.
Skarżący powoływali się na art. 2 (prawo do życia)
i art. 10 Konwencji (wolność wypowiedzi i prawo do
informacji). W ich mniemaniu, brak działań ze strony
państwa w celu zmniejszenia zanieczyszczenia i ryzyka
większych awarii w działaniu fabryki naruszył ich prawo do życia, natomiast brak ze strony właściwych władz
informacji dotyczącej ryzyka i postępowania w razie katastrofy ekologicznej (wymaganej przez włoskie prawo)
stanowił naruszenie przez włoskie władze prawa do informacji gwarantowanego przez art. 10 Konwencji.
Sąd nie znalazł w sprawie naruszenia art. 10. Zawarta w tym przepisie wolność wypowiedzi obejmuje
wprawdzie nie tylko wolność rozpowszechniania informacji, ale także wolność ich otrzymywania. Jednak
obowiązek państwa w tym zakresie ogranicza się do zapewnienia, że władze nie stawiają ograniczeń w otrzymywaniu informacji od innych osób (orz. Leander z 26
marca 1987). Oznacza to, że sąd nie wyczytał z przepisu art. 10 Konwencji żadnego ogólnego obowiązku po
stronie państwa do zbierania i udzielania informacji, z
uwagi na nieokreśloność zakresu takiego obowiązku.
Można prawdzie w kontekście art. 10 dostrzec także
pewne pozytywne zobowiązanie państwa (chociażby,
dla przykładu, do zapewnienia osobom uwięzionym w
zakładach karnych możliwości prowadzenia korespondencji). Zasadniczo jednak, zadaniem władz w świetle
art. 10 Konwencji jest głównie nie przeszkadzać w wolnym przepływie informacji.
Obowiązku udzielenia przez władze należytej informacji odnośnie do stanu środowiska i jego zagrożeń Trybunał doszukał się gdzie indziej. Z własnej inicjatywy,
zgodnie z zasadą iura novit curia, Trybunał postanowił
zbadać skargę z punktu widzenia art. 8 Konwencji, pomimo że skarżący nie przytoczyli tej podstawy prawnej.
Wzorując się na precedensie Lopez Ostra, Trybunał
dostrzegł bezpośredni wpływ szkodliwych emisji wydzielanych przez fabrykę na poszanowanie prawa do
życia prywatnego i rodzinnego skarżących. Tym razem
wprawdzie szkodliwe emisje były zapewne nieco mniej
uciążliwe, niż w Lopez Ostra, ale Trybunał uznał, że sam
fakt zamieszkiwania przez skarżących w miejscowości
wyjątkowo narażonej na niebezpieczeństwo w wypadku awarii w fabryce uzasadniał prawo jej mieszkańców
do uzyskania ze strony władz należytej informacji, która
pozwoliłaby im na oszacowanie ryzyka, z jakim wiąże
się zamieszkiwanie w pobliżu fabryki. Ciągłe zamieszkiwanie w pobliżu fabryki wypuszczającej do atmosfery
szkodliwe substancje i wciąż grożącej awarią, bez świadomości należytych działań prewencyjnych ze strony
władz, z pewnością wpływała w stopniu ujemnym na jakość życia prywatnego okolicznych mieszkańców. Fakt,
że władze zwlekały z udzieleniem wymaganych przez
prawo informacji aż do momentu zaprzestania przez fabrykę działalności, wyraźnie przemawiał za uznaniem,
że państwo włoskie naruszyło pozytywne zobowiązanie
wynikające z art. 8 Konwencji.
Ze względu na to, że zaskarżona bezczynność włoskich władz uznana została za naruszenie art. 8 Konwencji, Trybunał nie uznał za stosowne badać ponadto
kwestii naruszenia przepisu art. 2. Jest jednak dosyć
oczywiste, że gdyby zawinione przez państwo, wskutek
działań lub bezczynności władz, pogorszenie stanu środowiska miałoby za rezultat śmierć człowieka, doszłoby
do naruszenia art. 2 Konwencji.
a dobrobyt ekonomiczny kraju
Dość oczywisty kłopot z ochroną środowiska polega na
tym, że wysokie standardy ochrony środowiska stoją
często na przeszkodzie swobodnemu wykorzystywaniu surowców naturalnych, uprzemysłowieniu, nieskrępowanemu rozwojowi gospodarczemu, czy innym
ważnym interesom społecznym (jak widać choćby w
przypadku konfliktu przy budowie autostrady w dolinie
Rospudy). Interes ochrony środowiska naturalnego, czy
też wężej – prawo jednostek do ochrony ich środowiska
naturalnego – bywa zatem często w konflikcie z szeroko
pojętym interesem ekonomicznym państwa. Paradoksalnie, w świetle orzecznictwa Trybunału z reguły bywa
właśnie tak, że interes ochrony środowiska jest interesem jednostki, a przeciwstawia się temu interesowi interes społeczny (np. rozwój gospodarczy kraju), choć dość
oczywiste jest, że w dalekosiężnym interesie każdego
społeczeństwa jest dbanie o środowisko. Rozwiązaniem
jest zagwarantowanie takiego tempa rozwoju gospodarczego, które pozwala na utrzymanie środowiska naturalnego w takim stanie, aby mogły z niego odpowiednio
korzystać również i następne pokolenia (koncepcja tzw.
zrównoważonego rozwoju, sustainable development).
Idea zrównoważonego rozwoju pozostaje jednak
koncepcją mocno nieokreśloną, więc w praktyce i tak
każde państwo, ze względu na swą suwerenność, ma
prawo samodzielnie i w zupełnej swobodzie decydować
o swoich własnych sprawach, w tym o intensywności
wydobywania i wykorzystywania surowców i o swoich
standardach ochrony środowiska, o ile nie wpływa to
istotnie na interesy innych państw. Jednocześnie jednak
Konwencja zobowiązuje państwa do zagwarantowania
jednostkom prawa do poszanowania życia prywatnego,
w tym także i prawa do czystego środowiska. Trybunał
zdaje sobie jednak sprawę, że promując takie „nowe”
prawo do czystego środowiska, czyta on między wierszami Konwencji i nakłada na państwa nowe (nie zapisane wyraźnie w Konwencji) obowiązki. W każdej chwili zatem istnieje możliwość zaistnienia sytuacji, w której
państwa mogą poddać w wątpliwość zakres nałożonych
na nie obowiązków twierdząc, że Trybunał posunął się
w swej wykładni tekstu Konwencji zbyt daleko. Rozstrzygając sprawy z zakresu ochrony środowiska, Trybunał staje więc przed trudnym zadaniem: jak skutecznie
pogodzić postulat jak najwyższego standardu ochrony
praw człowieka z poszanowaniem dla suwerenności
państw członkowskich Konwencji?
Dlatego też Trybunał stara się nie narzucać państwom
w swoich decyzjach własnych standardów ochrony środowiska. W tym celu, Trybunał usiłuje zawsze ocenić,
czy danemu państwu udało się sprowadzić do odpowiedniej równowagi (strike a fair / proper balance) interes społeczny i interes jednostki, a przy dokonywaniu
tej oceny przyznaje państwom dość szerokie pole manewru w doborze środków, czyli tzw. „margines oceny”
(margin of appreciation) – o tym w kolejnym numerze
„In Gremio”. [ ]
Anna Ossowska, studentka V roku prawa na Uniwersytecie Gdańskim
O aplikacji – okiem studenta
W czerwcu tego roku do egzaminów na
aplikację adwokacką, radcowską i notarialną przystąpiła rekordowa liczba
absolwentów studiów prawniczych, a w
konsekwencji rekordowa liczba egzaminowanych dołączyła do i tak już sporego
grona aplikantów trzech profesji prawniczych. Wszystkim, którzy pomyślnie przebrnęli przez trud egzaminów, należą się
oczywiście gratulacje. Warto jednak zadać sobie pytanie, co w obecnej sytuacji
oznacza uzyskanie statusu aplikanta i jak
wprowadzona zmiana sposobu przeprowadzania naboru wpływa na przygotowanie
Przed przystąpieniem do właściwych rozważań
na temat kształcenia i początków zawodowej drogi
młodych prawników muszę jednak poczynić pewne
zastrzeżenia. Uważam, że obowiązujący od trzech
lat sposób przeprowadzania egzaminu na aplikacje
należy co do zasady uznać za trafny. Mam przy tym
świadomość, że test, nawet obejmujący tak szeroki zakres materiału, nie jest doskonałą formą sprawdzania
wiedzy, ale wydaje się, że przy takiej ilości przystępujących do egzaminów adeptów prawa, innej rady
nie ma. Warto również przy okazji wspomnieć, iż test
to coraz bardziej popularna forma egzaminowania
w czasie studiów, zapewne nie tylko prawniczych, a
zatem ten sposób weryfikowanie wiedzy przyszłych
aplikantów wydaje się być naturalną konsekwencją
wcześniejszych etapów kształcenia.
Z mojej perspektywy, jak już wcześniej wspomniałam, samo wprowadzenie testu nie budzi zastrzeżeń, bowiem studia kończymy wyposażeni w pewien zasób wiedzy teoretycznej i to z tej właśnie
wiedzy winniśmy być egzaminowani. Natomiast
czasem praktycznego przygotowania do wykonywania zawodu jest właśnie okres aplikacji i dopiero
wówczas ujawniają się predyspozycje i zdolności
poszczególnych osób. Przyjęło się mówić, że nawet
najlepszy student może okazać się w przyszłości
marnym prawnikiem, a student przeciętny rozwinąć
skrzydła i zrobić w środowisku błyskotliwą karierę.
Jednak aby to mogło nastąpić, najpierw trzeba uzyskać pozytywny wynik na egzaminie na wymarzoną
No właśnie, pozytywny – czyli jaki? Czy wynikiem satysfakcjonującym jest uzyskanie 70% prawidłowych
odpowiedzi? A może 80% lub 95%? Obecnie, aby zasilić
grono aplikantów, należy udzielić poprawnej odpowiedzi na 190 spośród 250 pytań. Można zastanawiać się,
czy ten próg nie jest za wysoki lub za niski, czy poziom
trudności pytań jest na odpowiednim do tego typu testu
poziomie… Tegoroczny rezultat egzaminu wskazuje, iż
duża część absolwentów nie miała problemu z udzieleniem prawidłowych odpowiedzi na zadane pytania. W
moim przekonaniu, wymagany próg 190 punków może
przekroczyć większość absolwentów, nawet tych, którzy nie byli zaliczani do grona sumiennych i starannych
studentów – i wydaje się, że takie właśnie założenie legło u podstaw wprowadzonych zmian.
Należy się zatem zastanowić, jakie tak naprawdę
znaczenie można przypisywać omawianemu egzaminowi. Czy ma to być tyko formalność, potwierdzenie
zdobycia w czasie studiów pewnego zasobu wiedzy,
który można określić jako wystarczający (dostateczny) do podjęcia dalszej, teraz już opartej o praktykę
nauki? Czy ma on stanowić podstawę do pewnej selekcji, która umożliwi wskazanie tych osób, których
wiedza i umiejętności wykraczają poza przeciętny,
uśredniony poziom ogółu osób kończących co roku
studia prawnicze? Obecny model zdaje się być odbiciem tego pierwszego poglądu. Natomiast moim zdaniem drugie rozwiązanie byłoby bardziej właściwe i
uczciwe, a przy tym wciąż odpowiadałoby postulowanemu otwarciu zawodów prawniczych.
Mogłoby to wyglądać następująco. Zachowanie formy testu spełniałoby wymogi zobiektywizowanej
oceny kandydatów, egzaminu takiego samego dla
wszystkich, a przy tym szybkiego i wygodnego do
sprawdzania. Natomiast posłużenie się wskazanym
liczbowo limitem osób przyjmowanych w każdym
roku na aplikację, zamiast dotychczasowej przesłanki uzyskania określonej ilości punktów, posłużyłoby
zarówno aplikantom, jak i ich przyszłym patronom i
klientom. Takie ograniczenie umożliwiłoby w moim
przekonaniu utrzymanie wysokiego poziomu szkolenia aplikantów i pozwoliło na rzeczywiste czerpanie z wiedzy i doświadczenia patrona, oparte o relację „uczeń – mistrz”. Natomiast w obecnej sytuacji
może się okazać, iż kontakt aplikanta z patronem
będzie iluzoryczny, a szkolenie przybierze formę
wykładów, jakie znamy z okresu studiów uniwersyteckich.
Trudno bowiem wyobrazić sobie, aby patron, który ma
dwóch lub więcej aplikantów, każdemu z nich był w
stanie poświęcić należytą ilość czasu i uwagi, stawiać
wymagania i dzielić się doświadczeniami, wreszcie obserwować postępy i wskazywać błędy podopiecznego.
Trudno też znaleźć taką możliwość, aby w czasie zajęć
stu czy choćby kilkudziesięciu aplikantów rozważało
wspólnie zawiłości przepisów prawa – przy takiej ilości osób dyskusja jest mocno utrudniona, jeżeli nie niemożliwa.
Jeżeli tak będzie wyglądało przygotowanie młodych
prawników do wykonywania zawodów zaufania publicznego, to może się okazać, iż momentem, który boleśnie zweryfikuje nabyte umiejętności, będzie egzamin
kończący aplikację albo początek samodzielnej zawodowej drogi, który szybko okaże się jej końcem. Taki
scenariusz niestety może dla niektórych (oby nie dla
większości) okazać się rzeczywistością, a jeśli tak – to
może lepiej przełknąć tę gorzką pigułkę i dowiedzieć
się, że tym razem nie zostanie się jednym z kilkunastu
aplikantów, niż stać się jednym ze stu.
Te rozważania to zaledwie szkic tego, co dzieje się w głowach studentów i świeżo upieczonych aplikantów; tego,
o czym w przeddzień decydowania o zawodowych planach dyskutują moje koleżanki i koledzy. Wśród nowych
aplikantów euforia po zdanym egzaminie już opadła. A
nam – wciąż jeszcze studentom – towarzyszy lęk. I nawet nie chodzi o to, czy dostaniemy się na wybrane aplikacje, ale o to, co z nami będzie, gdy się to stanie. [ ]
…minęło sto lat
W październiku 1907 r. urodził się mój Ojciec. W miarę
jak zbliża się rocznica jego urodzin coraz częściej myślę
o tym, jak dalece ówczesny świat był inny od tego, w
którym my żyjemy. Czy tylko różnił się sposobem ubierania utrwalonym na rodzinnych fotografiach?
I do jakiego stopnia prawdziwe jest stwierdzenie, że
wszystko już było i to samo powraca niewiele zmienione?
Na świecie było dość spokojnie, jeśli nie liczyć rewolucji w Argentynie, zamieszek w Macedonii, interwencji francuskiej w Maroku oraz ofensywy Hotentotów
w Afryce Południowo-Zachodniej. Jedyną wojną był
najazd wojsk nikaraguańskich na Honduras, w trakcie
którego zajęty został port Ampala. Prezydent Hondurasu ratował się ucieczką na amerykańskim krążowniku.
Stany Zjednoczone podjęły interwencję zmuszając wojujące strony do zawarcia pokoju.
Ten ogólny spokój dał powód do zwołania wreszcie IIgiej Konferencji Pokojowej w Hadze (pierwsza odbyła
się w 1899 r.). 44 państwa od 15 czerwca do 18 października omówiły i uchwaliły 13 konwencji poświęconych głównie prawom ludności cywilnej w czasie wojny. Nie wszystkie zamysły zostały zrealizowane; Wielka
Brytania, Stany Zjednoczone i Hiszpania zaproponowały ograniczenie zbrojeń, jednakże sprzeciw Francji
i Niemiec nie pozwolił na odbycie debaty na ten temat.
Jak zawsze świat doświadczał klęsk żywiołowych. 14
stycznia miało miejsce trzęsienie ziemi na Jamajce; towarzyszące mu tornada i pożary pochłonęły setki ofiar.
21 lutego na mieliźnie w pobliżu Hoek van Holland
rozbił się parowiec Berlin – zginęło 129 osób. 12 marca
w czasie eksplozji na francuskim pancerniku JENA w
Tulonie zginęło 118 osób. Kwietniowe trzęsienie ziemi
w Meksyku zniszczyło miasto Acapulco zaś październikowe – pochłonęło kilka wiosek w Kalabrii.
Jak zawsze dokonywał się także postęp wiedzy i techniki. Heinrich Rudolf Hertz profesor politechniki w
Karlsruhe w 1887 r. po raz pierwszy wytworzył fale
elektromagnetyczne za pomocą oscylatora nazwanego
od jego nazwiska i badał ich właściwości. Nierozwiązanym natomiast pozostał problem przenoszenia tych fal.
Amerykanin Lee de Forest wynalazł lampę próżniową,
która umożliwiła wzmocnienie fal elektromagnetycznych i przesyłanie ich na dużą odległość. W październiku 1907 r. zainaugurowano pierwszą komercyjną
stację transmisji radiowej między Nową Fundlandią a
Wyrazem tego postępu jest także ewolucja dwóch rodzajów pojazdów będących twarzą XX wieku to jest
samochodu i samolotu. W listopadzie 1906 r. w Billancourt powstała pierwsza we Francji fabryka samolotów silnikowych. Już w dniu 30 marca 1907 r. odbył się
pierwszy próbny lot na 8 cylindrowej maszynie o mocy
50KM wyprodukowanej w tej fabryce. 15 października
Henri Farman pobił (nieoficjalny) rekord Europy w długości lotu przelatując samolotem SANTOS DUMONTA
odległość 280 metrów. Europa w tym względzie ustępowała Ameryce: o ile 22 maja 1905 r. w Mendon kapitan
Ferdynand Ferber odbył pierwszy udany w Europie lot
na aparacie silnikowym, o tyle bracia Wright pierwszy
udany lot na pokładzie silnikowego dwupłatowca wykonali w dniu 17 grudnia 1903 r., a w dniu 20 września
1904 ich dwupłatowiec przeleciał więcej niż 1000m.
1 lipca 1907 r. w Stanach Zjednoczonych utworzono
pierwszą jednostkę sił powietrznych użytkującą samolot zaprojektowany przez braci Wright, który zgodnie z
ich założeniem miał być niezawodny i osiągać prędkość
58km/godz.
13 listopada po raz pierwszy wzniósł się swobodnie do
góry śmigłowiec zbudowany przez fabrykanta rowerów
Paula Cornu.
Rozwój automobilizmu był bardziej zaawansowany. 26
maja zakończył się 24 godzinny wyścig na torach Point
Breeze w Filadelfii. Zwycięzca przejechał 1265 km z
przeciętną prędkością 53km/godz. 10 czerwca wystartował rajd samochodowy Pekin-Paryż. Wprawdzie zgłosiło się do niego 25 załóg jednakże z uwagi na wysoki
koszt udziału ostatecznie wystartowało 5 pojazdów.
Mimo to opinia publiczna pasjonowała się tym rajdem,
głównie z uwagi na trudności jakie musiał pokonywać
(podmyte szlaki, nieprzebyte przełęcze, a także rozbójnicy na drogach). Jako pierwszy do Paryża wjechał 10
sierpnia książe Scypion Borghese samochodem Italia o
mocy 75KM. Samochód ten można oglądać obecnie w
muzeum samochodów w Turynie.
W dniu 30 września opublikowano statystykę wypadków drogowych. Wynika z niej, że w ciągu ostatnich 12
miesięcy ruch uliczny na świecie pochłonął 143 śmiertelne ofiary wśród których znalazło się 13 kierowców
Mówiąc o postępie cywilizacyjnym wspomnieć należy,
że w dniu 14 lipca Warszawa otrzymała elektryczne
oświetlenie ulic w postaci 400 lamp łukowych.
Na polu społeczno – politycznym jest to okres wyrównywania uprawnień kobiet i mężczyzn. Podczas wyborów do parlamentu Finlandii w dniu 15 marca po raz
pierwszy zostały wybrane kandydatki partii socjaldemokratycznej oraz centrowej.
W czerwcu norweski Storting przyznał prawa wyborcze kobietom pod warunkiem, że one lub ich małżonkowie płacą regularnie podatki.
W dniu 14 lutego Sara Bernhardt została mianowana
profesorem Wyższej Szkoły Teatralnej w Paryżu. Może
warto zwrócić uwagę także na informację, że w dniu 11
lutego po raz pierwszy we Francji dwie kobiety zdały
pomyślnie egzamin na woźnicę.
Państwo polskie w tym czasie nie istniało. Niemniej jednak aktywizowały się środowiska zawodowe, naukowe
i sportowe grupujące osoby narodowości polskiej.
W dniu 24 stycznia zalegalizowano Polski Związek Nauczycielski powstały w 1905 r. w Warszawie jako pierwsza zawodowa organizacja nauczycielska.
W dniu 1 lutego zarejestrowano Towarzystwo Prawnicze
związane z tygodnikiem Gazeta Sądowa Warszawska.
W marcu powstało Warszawskie Koło Sportowe grupujące z początku uprawiających hippikę i tenis. Obok
kilku istniejących we Lwowie klubów sportowych,
w 1907r. założona została słynna później Pogoń.
W Zakopanem Mariusz Zaruski założył Zakopiańskie
Towarzystwo Łyżwiarskie, które skupiało także uprawiających narciarstwo.
W dniu 9 listopada w II-giej Koło Polskie w Dumie Państwowej liczące 46 posłów, któremu przewodniczył Roman Dmowski przedłożyło projekt ustawy o autonomii
Polski. Projekt ten jednak nie był rozpatrywany, gdyż 16
czerwca Mikołaj II rozwiązał ten parlament i zarządził
nowe wybory w oparciu o mocno zmienioną ordynację
wyborczą przewidującą m.in. stopień pośredni wyborów.
17 maja odbyły się wybory do parlamentu austriackiego. Najwięcej mandatów uzyskali polscy ludowcy (17)
i narodowi demokraci (16). Po raz pierwszy do sejmu
tego weszli polscy socjaliści uzyskując 6 mandatów.
W dziedzinie kultury godnym odnotowania faktem
jest namalowanie w 1907 r. przez Pabla Picasso obrazu
„Panny z Avignon”, który był pierwszym dziełem kubistycznym i stanowił zerwanie z wszystkimi tradycjami
sztuki malarskiej.
10 grudnia tradycyjnie ogłoszono nazwisko laureata
Nagrody Nobla w dzidzinie literatury. W 1907 r. był nim
Tym, na których robią wrażenie ceny obrazów znanych
mistrzów osiągające poziom kilkudziesięciu milionów
Stowarzyszenia „Ius et Ratio”
Konferencją „Standardy konstytucyjne a samorząd terytorialny i sądownictwo” z udziałem m.in. Prezesa Trybunału Konstytucyjnego – sędziego Jerzego Stępnia (1.10.2007r.) oraz kolejną
szczecińską edycją Festiwalu „Prawa Człowieka w Filmie” (810.10.2007r.) rozpocznie nowy rok akademicki Stowarzyszenie
Edukacji Społecznej i Prawnej „Ius et Ratio”.
Powstałe w 2004 roku na bazie szczecińskiej „kliniki prawa” Centrum Edukacji Prawnej przy Wydziale Prawa i Administracji
US stowarzyszenie skupia naukowców, prawników – praktyków
i przedstawicieli innych profesji, którym przyświeca cel reagowania na potrzeby lokalnego środowiska prawniczego, liderów
społeczeństwa obywatelskiego oraz prowadzenie działalności
edukacyjnej i popularyzatorskiej dotyczącej funkcjonowania demokratycznego państwa prawa m.in. wśród uczniów, nauczycieli
czy policjantów.
Realizując powyższe zadania statutowe „Ius et Ratio” organizuje w październiku dwa projekty do udziału, do udziału w których zaprasza również czytelników miesięcznika „In Gremio”.
Odbywająca się w sali plenarnej Sejmiku Województwa Zachodniopomorskiego konferencja „Standardy konstytucyjne
a samorząd terytorialny i sądownictwo” zgromadzi autorytety
naukowe z Krakowa, Wrocławia, Poznania i Szczecina. Wykład
inauguracyjny zatytułowany „Problematyka władzy sądowniczej
w orzecznictwie Trybunału konstytucyjnego” wygłosi Prezes
Trybunału Konstytucyjnego, sędzia Jerzy Stępień. Przedmiotem
kolejnych wystąpień m.in. prof. zw. dr. hab. Macieja Zielińskiego
(US), dr. hab. Piotra Tulei (UJ), prof. dr. hab. Małgorzaty Masternak – Kubiak (U. Wrocławski) będą aktualne problemy stosowania Konstytucji, prawa Unii Europejskiej przez Trybunał Konstytucyjny oraz sądy powszechne. W drugiej, popołudniowej części
konferencji poświęconej problemom samorządu terytorialnego
głos zabiorą prof. zw. dr hab. Zbigniew Ofiarski oraz sędzia NSA
Grzegorz Jankowski. Patronat honorowy nad konferencją objęli
Prezes Sądu Apelacyjnego Tadeusz Julian Haczkiewicz, Prezes
Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Szczecinie Zygmunt
Chorzępa, Prezydent Miasta Szczecina Piotr Korzystek oraz Marszałek Województwa Zachodniopomorskiego Norbert Obrycki.
Organizowany po raz trzeci w Szczecinie Festiwal „Prawa
Człowieka w Filmie” odbędzie się w dniach od 8 do 11 października b.r. (poniedziałek – czwartek). W tym roku wybitne filmy
dokumentalne przedstawione zostaną w blokach tematycznych
„kampanie wyborcze zza kulis”, „podróż na wschód – Azja”, „w
szkole”, Kosowo oraz poświęconym problemom dyskryminacji
kobiet bloku „wszyscy jesteśmy kobietami”. Podobnie jak w ubiegłych latach pokazom towarzyszyć będą dyskusje i spotkania.
Niecodzienną zasadą panującą podczas festiwalu jest bezpłatny
wstęp na wszystkie pokazy i imprezy towarzyszące.
Prezes Stowarzyszenia Edukacji
Społecznej i Prawnej „Ius et Ratio”
dolarów dedykuję informację, że 10 czerwca 1907 r., w
Paryżu sprzedano obraz Rubensa „Święta Rodzina” za
59 tysięcy franków.
Z kolei osobom będącymi pod wrażeniem niemieckiej
systematyczności i dokładności należałoby przekazać
informację, że w dniu 12 lipca (1907 r. oczywiście) Niemiecki Urząd Kolonialny w Afryce Wschodniej ustalił
procedurę kar cielesnych dla tubylców.
Z życia międzynarodowego z całą pewnością zasługuje
na uwagę informacja o podpisaniu w dniu 31 sierpnia
w Petersburgu układu rosyjsko brytyjskiego dzielącego
Azję na strefy wpływów tych państw. O jego zawarcie
aktywnie zabiegała Francja. Uważa się, że z chwilą
podpisania tego układu Europa podzieliła się na dwa
przeciwstawne obozy: Trójprzymierze i Trójporozumienie (Ententa).
29 lipca na wyspie Brownesea w hrabstwie Dorset rozpoczął się obóz młodzieżowy zorganizowany przez 50
letniego pułkownika sir Roberta Stephensona Smith Baden Powella, który uważa się za początek skautingu.
W każdym roku zdarza się jakiś skandal, który porusza
tzw. opinię publiczną. Za największy skandal 1907 r.
uznano małżeństwo 37 letniej księżniczki niemieckiej
Luise von Sachsen z 24 letnim włoskim pianistą Enciro
Tosselim.
Na przełomie XIX i XX w. zaktywizowali się anarchiści.
W tym czasie ruch miał także swoją ideologię. W tym
kontekście należy odnotować, iż 24 sierpnia w Amsterdamie rozpoczął obrady międzynarodowy kongres
Z innych międzynarodowych zjazdów jakie odbyły się
w tym roku wymienić należy rozpoczęty 13 maja w
Londynie wielodniowy V zjazd Socjaldemokratycznej
Partii Robotników Rosji z udziałem ponad 40-osobowej
delegacji Socjaldemokracji Królestwa Polskiego i Litwy
oraz Międzynarodowy Kongres Socjalistyczny, który w
dniu 18 sierpnia rozpoczął obrady w Stuttgarcie.
W roku tym odeszło szereg wybitnych postaci nauki i
kultury. W dniu 2 lutego zmarł Dymitr Mendelejew, który w 1869 r. opracował okresowy układ pierwiastków.
18 maja jest data śmierci Henryka Jordana – ginekologa i położnika, popularyzatora czynnego wypoczynku
i sportu wśród młodzieży. Termin „ogródki jordanowskie” wziął się od założonego w Krakowie w 1888 r.
pierwszego w Polsce ogródka nazwanego ‘Parkiem
Miejskim” będącego pod stałym kierownictwem pedagogicznym. Henryk Jordan wyposażył go z własnych
środków w odpowiednie urządzenia i sprzęt sportowy.
4 września zmarł norweski kompozytor Edward Grieg.
Był on także pianistą i dyrygentem i w tym charakterze
w 1902 r. koncertował w Filharmonii Warszawskiej.
1 listopada w Paryżu zmarł Alfred Jerry, który w wieku
20 lat napisał „ Ubu Króla”. Mimo aluzji do naszego kraju polska prapremiera tego przedstawienia odbyła się
dopiero w 1959 r. w warszawskiej „Stodole”.
W dniu 18 listopada w wieku 49 lat zmarł pisarz i malarz Stanisław Wyspiański. Jego pogrzeb stał się wielką
manifestacją narodową, a zmarły pochowany został na
Skałce w grobach dla zasłużonych.
Spośród dzieci urodzonych w tym roku wiele dożywszy
do naszych czasów wpisało się w historię kultury bądź
polityki. I tak:
11 stycznia urodził się Pierre Mendes France-francuski
polityk i ekonomista. Z ramienia Republikańskiej Partii Radykalnej w latach czterdziestych był ministrem
finansów a następnie gospodarki narodowej. W latach
1954-55 był premierem i położył duże zasługi dla zakończenia wojny w Indochinach oraz pokojowego uregulowania problemu algierskiego.
15 stycznia urodził się Janusz Kusociński złoty medalista
w biegu na 10000 m na olimpiadzie w Los Angeles (1932),
rekordzista świata w biegu na 3000 m oraz rekordzista
Polski na dystansach od 1500 do 10000 m. Rozstrzelany
przez hitlerowców w Palmirach 21 czerwca 1940 r.
29 kwietnia urodził się Tino Rosii - słynny piosenkarz
francuski, zaś 22 maja - angielski aktor Laurence Kerr
znany jako Laurence Olivier. Był on jednym z najbardziej współczesnych nam ludzi spośród urodzonych na
początku wieku, gdyż żył do 11 lipca 1989 r.
W dniu 14 listopada urodziła się szwedzka pisarka Astrid Lingred, a 20 listopada urodził się reżyser francuski
Henri Georges Clouzot – twórca wielu oryginalnych filmów grozy, kryminalnych i sensacyjnych, które w latach
czterdziestych i pięćdziesiątych poruszały widownię.
28 listopada urodził się włoski pisarz Alberto Pincherle
znany pod pseudonimem literackim Alberto Moravia,
zaś 15 grudnia – brazylijski architekt Oscar Niemeyr,
który był m.in. współprojektantem gmachu ONZ w Nowym Jorku, samodzielnie zaś twórcą licznych budynków biurowych i mieszkalnych w Brazylii i poza nią np.
Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Caracas w Wenezueli,
siedziby Francuskiej Partii Komunistycznej w Paryżu.
Dla mnie łącznikiem z tamtymi czasami była przede
wszystkim Babcia, jej język był pełen naleciałości węgierskich, niemieckich, ruskich i czeskich a opowiadania ociekały egzotyką pogranicza; bohaterami tych
opowiadań byli zarówno ubodzy Żydzi jak i władcy
Z opowiadań tych przeniosło się do mojej świadomości
trochę tamtego, jakże odległego świata. [ ]
Przewodniczący III Wydz. Karnego Sądu Okręgowego w Szczecinie
Sto dni Jakuba Adebara
Bogusław X Wielki, władca zjednoczonego Pomorza
Zachodniego, zmarł w 1523 roku. Panowanie po jego
śmierci objęli – zgodnie z pomorską tradycją wspólnie
– dwaj jego synowie: 30-letni wówczas Jerzy I i młodszy
od niego o 8 lat Barnim XI. Nie nosili wówczas jeszcze
żadnych przydomków, choć za kilka lat fatalny wypadek na polowaniu sprawił, że Jerzego I zaczęto zwać
Jednookim, a Barnim XI dzięki długowieczności doczekał się określenia Stary. Póki co jednak obaj byli młodzi,
odziedziczyli księstwo w niezłej sytuacji gospodarczej i
zaczęli rządzić nim wspólnie. Niewątpliwie zaskoczeniem były więc dla nich wydarzenia, które juz w pierwszym roku ich wspólnych rządów miały miejsce w jednym z najbogatszych miast Pomorza – Kołobrzegu.
Kołobrzeg przez wiele lat był miastem bardzo bogatym. Ongiś czerpał potężne dochody z warzenia soli.
Gdy międzynarodowy obrót w ramach Hanzy naruszył
pozycję miasta wynikającą z posiadania warzelni, skutecznie przestawiło się ono na handel. Patrycjat kołobrzeski stanowił potężną siłę. Pomorze było państwem,
którego istnienie opierało się na miastach: nie mając
silnej armii, jedyną realną możliwość obrony przed napaścią wroga stanowiły ich potężne mury. Była to zresztą obrona skuteczna, a najlepiej świadczy o tym fakt,
że nawet w niewielkich miastach na Pomorzu do dziś
uchowały się piękne średniowieczne wieńce murów
miejskich, jakich w Polsce się nie uświadczy.
Kołobrzeg był miastem biskupim, przynależnym biskupom kamieńskim. Wiązało się to z dwuwładzą. Z
jednej strony w mieście były normalne władze miejskie
– burmistrz, rada miejska, rajcy. Z drugiej strony biskup
kamieński miał prawo nominowania wójta biskupiego,
który reprezentował go jako udzielnego władcę miasta.
Te dwa konkurencyjne ośrodki władzy funkcjonowały
jednak w Kołobrzegu nieźle, dopóki dla wszystkich wystarczało pieniędzy. Bogusław X Wielki upoważnił duchownych do pobierania książęcych podatków i zachęcił ich do uczciwości, obsypując lennami kościelnymi,
toteż biskupowi kamieńskiemu nie były specjalnie potrzebne dochody z Kołobrzegu. Jednakże śmierć księcia
w 1523 roku, po niemal 50 latach panowania, wywołała
wrażenie niepewności. Jak zachowają się synowie Bogusława? Zwłaszcza młodszy Barnim niepokoił biskupa, bo wykazywał wyraźne zainteresowanie straszliwymi, heretyckimi tezami niejakiego Marcina Lutra, które
rozpowszechniały się we wszystkich krajach niemieckojęzycznych i docierały również na Pomorze.
Podział władzy w Kołobrzegu był nie tylko prawny,
ale i rodzinny. Fotel burmistrza od lat był w posiadaniu
kolejnych przedstawicieli rodu Schlieffenów, rodziny
szlacheckiej osiadłej w mieście, która później z Pomorza miała rozejść się po Niemczech i wydać wiele znanych postaci. Władzę biskupią reprezentował również
ród szlachecki, konkurenci Schlieffenów - Adebarowie.
W 1524 r. dwaj bracia z tego rodu utrzymywali w rękach duchowną i świecką władzę w imieniu biskupa:
starszy Joachim był kanonikiem katedry kołobrzeskiej,
młodszy Jakub wójtem biskupim i zarazem członkiem
rady miejskiej. Oba rody nie darzyły się specjalną sympatią – i to chyba nie jest dla nikogo dziwne.
W 1524 r. nastroje wśród kołobrzeskich mieszczan
były bardzo złe. Od pewnego czasu sytuacja gospodarcza miasta ulegała pogorszeniu. Produkcja soli kołobrzeskiej została ograniczona, jej sprzedaż na zachód
nie wytrzymywała konkurencji z solą niemiecką, której
nie trzeba było z tak daleka przywozić. Osłabła również
Hanza, gwarantująca miastom do niej przynależącym
większe przywileje handlowe. Konkurencja wzrastała,
a to doprowadziło do rozchwiania cen na podstawowe
towary. Wszystko to dotykało mieszczan, ale najbogatsi,
jak zwykle, jakoś sobie radzili. Podatki miejskie nie malały, za to uzyskane z nich pieniądze gdzieś znikały bez
śladu. Burmistrz i rajcy, jak zawsze, mieli się doskonale.
Nadużycia były widoczne gołym okiem. Sprawiedliwy
książę Bogusław właśnie zmarł; wprawdzie w sprawy
wewnętrzne miast w zasadzie nie ingerował, ale legenda o dobrym władcy zawsze poprawiała nastroje. Teraz
i tego zabrakło.
We wrześniu 1524 r. miarka się przebrała. Cechy
miejskie, organizacje skupiające niemal wszystkich
mieszkańców Kołobrzegu, coraz głośniej domagały się
ukrócenia samowolnych poczynań rozpasanej rady
miejskiej i burmistrza. Szansę dla siebie spostrzegł Jakub Adebar. Skierowane przeciwko Schlieffenom i ich
przyjaciołom nastroje w naturalny sposób wyniosły go
na czoło buntu. Jak doszło do jego zorganizowania, nie
ma pewności. W każdym razie Jakub Adebar na czele
potężnej gromady kołobrzeskich mieszczan, uzbrojonych w co popadnie, pomaszerował na ratusz.
Burmistrz i rajcy od razu dostrzegli, że nie ma żartów. Zgromadzony na rynku tłum dowodzony przez
Adebara mógł po prostu wtargnąć do ratusza i roznieść
ich na strzępy. Zaprosili do wnętrza przywódców gminu
i strony przystąpiły do negocjacji. Kierowani przez wójta biskupiego starsi cechów postawili warunki. Zażądali
jawnej i powszechnej kontroli wydatków i dochodów
miasta, a także udziału w sprawowaniu władzy. Aby realizować te cele, powołane miało zostać specjalne przedstawicielstwo mieszczan. Rada miasta i burmistrz cofali
się krok po kroku. Wyjścia nie było: pod ratuszem wciąż
kłębiła się rozszalała biedota. A przed radą stał samozwańczy trybun ludu – wójt biskupi Jakub Adebar.
Rada miasta ustąpiła. Wyraziła zgodę na powołanie
kolegium mieszczańskiego, swoistego sejmiku miejskiego, w którego skład wchodziło 48 przedstawicieli
wybranych przez cechy. Na czele kolegium stanął oczywiście Jakub Adebar. Kolegium miało być organem doradczym rady miejskiej, ale faktycznie mogło dyktować
warunki wystraszonym rajcom. Ustępstwa rady były
bardzo szerokie, praktycznie każde żądanie buntowników zostało we wrześniu 1524 r. spełnione. Zapewne
tylko dzięki temu nie przegonili oni rady i burmistrza z
miasta, jeśli nie co gorszego.
Faktycznie władzę w Kołobrzegu przejęli więc ludzie Adebara. Zepchnięta do defensywy rada miejska
milczała, burmistrz też wolał się nie wychylać. Jakub
Adebar jako przywódca kolegium mieszczańskiego zasmakował nagle takiej władzy, jakiej ani on jako wójt
biskupi, ani burmistrz nigdy nie mieli, bo ograniczali
się wzajemnie. Zaczął więc własną grę. Postanowił
zdobyć oficjalnie urząd burmistrza, połączyć go ze stanowiskiem wójta biskupiego i stać się jedynym władcą
Przez całą jesień 1524 r., rządząc miastem, jego
nowy władca stopniowo zrażał do siebie wszystkich.
Rajcy miejscy, wraz z którymi Adebar zasiadał przecież
w radzie, bali się niedawnego kolegi jak ognia. Ten wykorzystywał to bez skrupułów, a że rajców w mieście
nie lubiano, zyskiwał tani poklask. Co się dało, zgarniał
do własnej kiesy. Przy tym z Adebara był przysłowiowy
pies na baby. Coraz to kolejnemu rajcy za sprawą wójta
biskupiego rosły rogi, bo władca miasta żadnej podwice
nie przepuścił, a te – czy to ze strachu, czy to z fascynacji – ulegały mu jedna za drugą. A tymczasem i przedstawiciele cechów miejskich, i miejska biedota dostrzegli stopniowo, że ich przywódca w gruncie rzeczy nie
różni się zasadniczo od tych, przeciwko którym się buntowali. Adebar był przecież szlachcicem, pochodził z
bogatego rodu, a dzięki buntowi to właśnie on zaczynał
bogacić się najbardziej i zyskiwać na znaczeniu. Kiesy
pospólstwa zaś jak były chude, tak pozostały, oczekiwane guldeny (bo tak nazywała się pomorska waluta) nie
chciały spadać z nieba.
Wyjątkowo szybko niedawni sprzymierzeńcy Jakuba Adebara, którzy wynieśli go do władzy, odwrócili
się przeciwko niemu. Już w grudniu 1524 r. rządów
wójta biskupiego wszyscy mieli dość. Rada miasta i
burmistrz doskonale wyczuli nastroje. Minęły jeszcze
święta Bożego Narodzenia, w czasie których Adebar
upajał się sukcesami, a burmistrz i rada miasta planowali odzyskanie władzy. I nastąpiło ono błyskawicznie.
28 grudnia kierowani przez patrycjat kołobrzeski strażnicy wtargnęli nagle do domu Jakuba Adebara i zawlekli go do ratusza. Nikt nie stanął w jego obronie, ani
rozczarowani rzemieślnicy cechowi, ani pospólstwo.
Gdy Jakub Adebar został wprowadzony na salę ratusza,
zrozumiał, że stoi już przed miejskim sądem.
Oskarżenia były ciężkie. Nie postawiono Adebarowi
zarzutu buntu, aby nie rozsierdzić cechów miejskich.
Rajcy wybrali o wiele mądrzejszy sposób: zarzucili
Adebarowi wszystkie nadużycia popełnione podczas
stu dni sprawowania władzy. Zagarnianie miejskich
pieniędzy, prywatnych majątków, gwałty, naruszanie
wszelki praw miasta... Jak na ówczesne czasy było to
dość, aby błyskawicznie wysłać oskarżonego na katowski pieniek. I tak też się stało. Z mocy wyroku sądu miasta Kołobrzegu urodzony Jakub Adebar, wójt biskupi,
za wszystkie swe niecne uczynki został skazany na ścięcie. Mistrz małodobry – jak nazywano kata – ustawił
pieniek pod murem ratusza i stanął tam z toporem. Głowa Jakuba Adebara spadła na kołobrzeski rynek. Jeden
dzień wystarczył, by zdusić bunt i ściąć przywódcę.
Rada miejska odzyskała pełnię władzy, skonfundowani przedstawiciele cechów nie próbowali już nigdy
sięgać zbyt wysoko. Burmistrz i rajcy pohamowali jednak trochę swe zachcianki i złagodnieli, obawiając się
następnego buntu. Jakub Adebar, mimo że skazaniec,
został pochowany w kołobrzeskiej kolegiacie za sprawą brata, kanonika Joachima, któremu nikt nie śmiał
odmówić. Aby podkreślić jednak władzę miasta i siłę
sprawiedliwości, rada poleciła na jednym z filarów ratusza, który służył za pręgierz miejski, wykuć głowę człowieka – na pamiątkę ścięcia Adebara, ku przestrodze
Bunt cechów w Kołobrzegu jako taki nie był wydarzeniem niezwykłym, takie sytuacje zdarzały się w
miastach. Najczęściej jednak kończyły się zduszeniem
buntu w zarodku, a przywódcy buntowników uciekali z
miast lub kończyli od razu na szubienicy bądź pieńku.
Jednakże fakt, że przedstawiciele zbuntowanego rzemiosła zdobyli w mieście władzę i utrzymali ją przez
dłuższy czas, a przy tym wywalczyli w negocjacjach
szerokie ustępstwa władz, był niezwykły. I dlatego przeszedł do historii.
Jak to zwykle w takich razach bywa, postać Jakuba
Adebara obrosła legendą i kultem. Żaden z burmistrzów
Kołobrzegu nie wszedł do historii tak efektownie, jak
władca miasta z okresu stu jesiennych dni 1524 roku.
Imienia burmistrza Schlieffena, antagonisty Adebara,
nikt już nie pamięta... Pręgierz miejski szybko został
nazwany kolumną Adebara i pod taką nazwą jest znany
do dziś. Ocalał z zawieruchy II wojny światowej, kiedy
Kołobrzeg zrównano z ziemią: mała kamienna twarz
jest widoczna na nim do dziś, a jej dotknięcie przynosi
szczęście i zapewnia powrót do Kołobrzegu. Jednakże
rysów twarzy nie widać, rzeźba jest za mała, a żaden
portret Adebara się nie zachował.
450 lat później w jednej ze swoich ballad Wojciech
Młynarski śpiewał „I choć szaleje wójt, wy wójta się nie
bójta”. Opisując zaś historię buntu, który wywołał „jakiś facet z innej wsi”, by potem zająć miejsce wójta i
okazać się jeszcze gorszym, wywiódł „że nie wiadomo,
kogo bardziej trza się bać: czy tego wójta, co na ludzi
grzmi, czy tych facetów z całkiem innej wsi”. Historia
Jakuba Adebara niewątpliwie potwierdza słuszność tej
tezy. Jakże często ci, którzy zdobyli władzę z czyjegoś
wyboru, szybko dochodzą do przekonania, że władza
należy im się w pełni, niepodzielnie i na zawsze. [ ]
„...jacyś Francuzi wymowni
zrobili wynalazek: iż ludzie są równi
(...) nauka (ta) dawną była, szło o jej pełnienie
lecz wtenczas panowało takie oślepienie
jeśli ich nie czytano w francuskiej gazecie...”
doktorant w Zakładzie Prawa
Zasady prawne Rewolucji Francuskiej
W numerze 6/2007 Pan Doktor Marek Tkaczuk w
artykule „Postulaty Deklaracji Praw Człowieka i Obywatela z 1789 r. dotyczące ustroju państwa – gwarancją i zabezpieczeniem wolności” przybliża najważniejsze fragmenty wydanej przez francuską Konstytuantę
deklaracji, poświęconej gwarancjom ustrojowym. W
podsumowaniu tego ciekawego artykułu Pan Doktor
stwierdza między innymi, że: „tych kilka przedstawionych powyżej zdań z Deklaracji Praw Człowieka i Obywatela (...) stanowi fundament wielu społeczeństw”.
Nie polemizując z samą oceną owych najważniejszych
zasad ustrojowych, chciałbym dodać tutaj mimo wszystko dwa zastrzeżenia.
Najpierw trzeba podkreślić, że przywołany na początku artykułu wieszcz (jak na wieszcza przystało...)
miał rację twierdząc, że zasad „równości”, „wolności”,
czy „suwerenności narodu” nie wymyślili francuscy
rewolucjoniści w roku 1789. Zasady te funkcjonowały już co najmniej od czasu... starożytnej Grecji1. Konkretnie, Ateny ze swoją słynną demokracją, stanowiły
wzorzec dla przyszłych pokoleń i jeśli chcemy szukać
„fundamentów”, zerknijmy raczej w tę stronę, odwołując się chociażby do Solona, Peryklesa, czy Demostenesa2 (o Arystotelesie nie wspominając). Nie sposób nie
zauważyć również starożytnego Rzymu, w którym aż
roiło się od republikańskich deklaracji (w tym także w
postaci aktów prawnych), zawierających pochwałę wolności, władzy ludu i tym podobnych wartości3. Pochwały te nie zanikły nawet w okresach ocenianych przez
wielu historyków, jako epoki najgorszych tyranii, czyli rządów Kaliguli, Nerona, czy Kommodusa. Także w
średniowieczu, czy renesansie, jeśli dobrze poszukamy,
znajdziemy podobne teorie. Jeśli chodzi z kolei o szczegółowe ich doprecyzowanie – warto wskazać wybitnych
myślicieli, którzy tradycję starożytności potrafili dostosować do czasów im współczesnych. Było ich naprawdę wielu, wystarczy ograniczyć się do wspomnienia
o Tomaszu Morusie, Andrzeju Fryczu Modrzewskim,
Johnie Locke, czy działającym przed rewolucją Monteskiuszu. Oświecenie z tego punktu widzenia wzorem
poprzednich epok, przejęło wspomniane pojęcia, nadając im swoją interpretację, ale akurat tutaj nie wniosło
nic naprawdę nowego...
Z tego króciutkiego historycznego przeglądu wynika, że zasady wyrażone w Deklaracji Praw Człowieka
i Obywatela w 1789 nie zostały wymyślone w wieku
XVIII, lecz wiele, wiele lat wcześniej. Ktoś może jednak
stwierdzić: „no dobrze, ale w większości przypadków
zasady te nie były w praktyce realizowane!” Z takim
punktem widzenia pozostaje mi się zgodzić, tyle że z
kolejnym zastrzeżeniem. Najgorsze wypaczenia wartości republikańskich dokonywane przez wywołanych
już Kaligulę i Nerona to naprawdę niewinne żarciki w
porównaniu z wypaczeniami dokonanymi przez twórców Deklaracji z 1789 roku. Już bowiem na pierwszy
rzut oka trzeba stwierdzić, że Rewolucja Francuska to
zdarzenie historyczne bardzo ważne i jeszcze bardziej
fascynujące. Tyle, że wydarzenie to nie posiada w ogóle bohaterów pozytywnych. Na scenie dziejów wystę-
1) N. G. L. Hammond, Dzieje Grecji, Warszawa 1977, s. 198 – 213. Jeden z najwybitniejszych reformatorów ustroju greckiego znany był zresztą
z umiaru i z tego, że zamiast pięknych, acz nieprecyzyjnie brzmiących słówek wolał konkretne, nawet niewielkie, ale prowadzące do celu
reformy. Czytając nawet Herodota można się przekonać o tym, jak bardzo zasady wolności, czy sprawiedliwości były dla Greków ważne; 2)
Demostenes, Wybór mów, Kraków, s. 9; 3) T. Łoposzko, Historia społeczna republikańskiego Rzymu, Warszawa 1987, s. 29 – 51., M. Janczynowska, Historia starożytnego Rzymu, Warszawa 1986, s. 203 – 212; 4) J. Baszkiewicz, Robespierre, Wrocław 1976, s. 132. Trzeba przyznać,
że Jan Baszkiewicz, wybitny znawca dziejów Francji, na rewolucję francuską patrzy bardzo życzliwie; 5) Ibidem, s. 217.
powali bowiem wtedy albo cyniczni karierowicze (Fouche), albo zaślepieni fanatycy (Marat, Saint - Just), albo
egocentrycy (La Fayette) albo w najlepszym wypadku
ludzie mili i porządni, ale w praktyce nieudolni i przeciętni (Sieyes). Pod ich rządami, prawdę mówiąc, nigdy
nie miałbym poczucia, że moja wolność osobista, polityczna jest niezagrożona. Zresztą o rewolucjonistach
najlepiej świadczą ich kolejne postępki. W latach 1789
– 1791 adwokat Maksymilian Robespierre miał wiele znakomitych przemówień, czy to przy okazji obrad
Konstytuanty, czy też przy okazji spotkań klubu jakobinów. Wygłaszał płomienne oracje na temat właśnie wolności przekonań, zachowania umiaru albo poszanowania politycznych oponentów. Więcej: przez długi czas
opowiadał się za utrzymaniem monarchii, twierdząc,
że inna forma rządu doprowadzi do rozrostu władzy
wykonawczej, a skutkiem tego – do nowej formy despotyzmu. Wszystkie te piękne hasła (cytując innego poetę
można by rzec: „słowa, słowa, słowa...”) wraz ze zmianą
okoliczności bardzo szybko znikły. Robespierre, korzystając, jak podkreśla Jan Baszkiewicz4, z doświadczenia
prawniczego, zręcznym chwytem zamienił około roku
1792 konstytucję –akt prawny w konstytucję – ideę, o
której treści decydował on sam. Kolejne zmiany były
już tylko kwestią czasu. I w 1793 przejmujący władzę
jakobini dochodzą do wniosku, że jedynym instrumentem zapewniającym wolność jest masowy terror5, że
lud tak naprawdę nie wie czego chce i że prawdziwym
głosem ludu są (nawet wbrew niemu) jego przedstawiciele. Na tej chociażby podstawie niezwykle krwawo
rozprawiono się z powstańcami z Wandei. Nieprzypadkowo, rewolucja francuska kojarzy się z jednej strony
z Deklaracją Praw Człowieka i Obywatela, a z drugiej
– z gilotyną.
Po co to wszystko przypominać? Otóż powyższe fakty przeczą tezie Pana Doktora Tkaczuka, że deklaracja
z 1789 to fundament (a przynajmniej – pozytywny fundament) współczesnej kultury prawnej. Jeśli chcemy
czerpać wzorce z jakiegoś historycznego wydarzenia,
trzeba je analizować w całości, a nie w wyrwanych z
kontekstu fragmentach. Fakt, że dosyć przypadkowy
zbiór różnych postaci uchwalił pięknie brzmiące hasła nic nie znaczy. Więcej, bezpośrednie następstwa
stworzenia Deklaracji były dla Francuzów negatywne
- sprowadzały się do okrutnych mordów i wojen. Podobnie zresztą pięknie brzmiały niektóre sformułowania
radzieckiej konstytucji stalinowskiej i naszej rodzimej
konstytucji PRL–u. Jednakże nikt tychże pięknych zapisów nie uzna za fundament czegoś dobrego, gdyż wyrażane w nich hasła były sprzeczne z rzeczywistością.
A z wydarzeń rewolucji francuskiej płynie dla nas nauka, że nie sztuką jest wymyślić piękne, humanistyczne
zasady. Sztuką jest wcielić te zasady w system prawny
danego kraju i sprawić, by były one powszechnie przestrzegane. Tego zaś autorom Deklaracji z 1789 roku zrobić się nie udało. [ ]
W celu usprawnienia funkcji orzeczniczej sądów powszechnych właściwych
w sprawach gospodarczych oraz dla
zwiększenia pewności obrotu gospodarczego i stworzenia lepszych warunków inwestowania kapitału w Polsce
warto rozważyć byłoby powołanie sędziów handlowych. Instytucja ta była
znana w ustroju jednolitego sądownictwa powszechnego w II Rzeczypospolitej i funkcjonowała na gruncie rozporządzenia Prezydenta z 1928 r.
W 1918 r. Tymczasowy Naczelnik Państwa wydał dekret w sprawie wyborów sędziów handlowych, jednak Sejm Ustawodawczy uchwałą z
lipca 1919 r. uchylił moc obowiązującą dekretu
Naczelnika Państwa. W tym miejscu warto zwrócić uwagę na formę derogacji dekretu, który był
aktem prawnym o mocy ustawy. Uchwały Sejmu
Ustawodawczego nie tylko miały ową ustawową rangę, lecz także przyjmowały postać aktów
konstytucyjnych, jak choćby Uchwała Sejmu o
powierzeniu Józefowi Piłsudskiemu dalszego
sprawowania urzędu Naczelnika Państwa z dnia
20 lutego 1919 r. zwana Małą Konstytucją. Sejm
Ustawodawczy mógł także uchwalać ustawy oraz
konstytucje. Ten wyraźny brak hierarchii źródeł
prawa był konsekwencją funkcjonowania Sejmu
Ustawodawczego jako suwerena w państwie polskim wyposażonego w pełnię władzy.
Istotny wpływ na dalsze losy sędziów handlowych miało stanowisko powołanej w 1919 r. dla
przeprowadzenia zasadniczych zmian prawa
polskiego Komisji Kodyfikacyjnej. Zdaniem Komisji „sędziowie handlowi mieli dostarczać składom sędziów zawodowych wiadomości z dziedziny handlu”. Wydziały handlowe, w których mieli
orzekać sędziowie handlowi zgodnie z art. 21
rozporządzenia o ustroju sądów powszechnych
miały powstać w sądach okręgowych, charakteryzujących się tym, że w obszarze ich właściwości terytorialnej położone były „miejscowości
o znaczniejszym ruchu handlowym”. Minister
sprawiedliwości w porozumieniu z ministrem
przemysłu i handlu rozporządzeniem z grudnia
1928 r. utworzył wydziały handlowe w sądach
okręgowych w Cieszynie, Katowicach, Jaśle,
Krakowie, Lwowie, Samborze, Stanisławowie,
Bydgoszczy, Poznaniu, Toruniu, Łodzi, Sosnowcu i Warszawie. W sprawach handlowych sąd
I instancji orzekał w składzie jednego sędziego
okręgowego, który był przewodniczącym oraz dwóch
sędziów handlowych.
Sędziów handlowych mianował minister sprawiedliwości na trzyletnią kadencję, po wysłuchaniu opinii
ministra przemysłu i handlu. Rozporządzenie Prezydenta z 1928 r. określało warunki dla kandydatów.
Sędzią handlowym mógł zostać każdy, kto miał obywatelstwo polskie, korzystał z pełni praw cywilnych
i obywatelskich, był nieskazitelnego charakteru,
ukończył trzydzieści lat, władał językiem polskim
w mowie i piśmie oraz wykazywał się „praktyczną
listy dodatkowej, na której nie można było umieścić
wcześniej zgłoszonych kandydatów. Mianowany sędzia przed objęciem stanowiska składał ślubowanie.
Sędziowie handlowi pełnili swój urząd honorowo,
przysługiwały im jednak diety i zwrot kosztów. Sędziowie handlowi w sprawowaniu swojego urzędu
byli niezawiśli i podlegali tylko ustawom, jednak ich
niezawisłość nie była gwarantowana nietykalnością i
nieusuwalnością. Niezawisłość sędziów handlowych
była wątpliwa także z tego powodu, iż wprowadzało ją rozporządzenie ministra sprawiedliwości z 24
grudnia 1928 r. o prawach i obowiązkach oraz odpo-
Sędziowie handlowi w II Rzeczypospolitej
znajomością obrotu handlowego i zwyczajów handlowych”. Dodatkowe warunki dla kandydatów na sędziów handlowych – „znawców górnictwa” wprowadzało rozporządzenie ministra sprawiedliwości z 24
grudnia 1928 r. o trybie powoływania sędziów handlowych. Sędziami handlowymi w sprawach górniczych mogli zostać kandydaci, którzy mieli odpowiednie wykształcenie górnicze oraz praktykę
związaną z pracą w zakładzie górniczym lub urzędzie górniczym.
Liczbę sędziów handlowych w poszczególnych wydziałach ustalał minister sprawiedliwości. W tej
materii prezes właściwego sądu apelacyjnego przedstawiał swoją opinię. Proces mianowania sędziów
handlowych był wieloetapowy. Jego inicjacja należała do kompetencji prezesa sądu okręgowego. W terminie trzech miesięcy przed zwolnieniem się stanowiska sędziego handlowego z powodu upływu kadencji,
a w innych wypadkach w terminie trzech dni, prezes
sądu okręgowego wzywał zarząd właściwej izby przemysłowo-handlowej, by w ciągu miesiąca, ewentualnie dwóch tygodni przedstawił trzech odpowiednich
kandydatów. Na listę kandydatów mogła być wpisana
osoba, która wyraziła zgodę na objęcie stanowiska i
miała odpowiedni domicyl. Układając listę kandydatów zarząd izby przemysłowo-handlowej musiał kierować się przede wszystkim kwalifikacjami kandydatów. Gotową listę przesyłano ministrowi przemysłu
i handlu oraz właściwemu prezesowi sądu apelacyjnego, by wyrazili swoje opinie o kandydatach. Po
zapoznaniu się z opiniami, minister sprawiedliwości
dokonywał wyboru. Jeżeli nie mianował żadnego
kandydata z przedstawionej mu listy, mógł zażądać
wiedzialności dyscyplinarnej sędziów handlowych,
a nie rozporządzenie Prezydenta będące aktem ustawowym.
Sędziego przed upływem kadencji mógł zwolnić
minister sprawiedliwości, gdy sędzia tego zażądał, a także gdy stracił swoje przymioty zawodowe
lub etyczne. Sędziego handlowego minister mógł
zwolnić także z powodu długotrwałej choroby albo
dla zapewnienia dobra wymiaru sprawiedliwości lub powagi stanowiska sędziowskiego. Orzeczenie sądu dyscyplinarnego również stanowiło
podstawę pozbawienia stanowiska służbowego.
Postępowanie dyscyplinarne w stosunku do sędziów
handlowych było jednoinstancyjne, choć w pozostałym zakresie stosowano odpowiednio przepisy
postępowania dyscyplinarnego dotyczące sędziów
Sędziów handlowych usunięto w ustroju sądownictwa ustawą z dnia 20 lipca 1950 r. W chwili obecnej,
gdy tak wiele urządzeń ustrojowych wymiaru sprawiedliwości z okresu II Rzeczypospolitej ponownie
funkcjonuje, idea przywrócenia tej instytucji warta jest dyskusji. Sędziowie handlowi swoją wiedzą
wsparliby sąd, który w postępowaniu jest zdany jedynie na doświadczenie sędziów zawodowych i odpłatnych biegłych, którzy nie są ani niezależni ani niezawiśli, a ich opinie mają jedynie walor swobodnie
ocenianego dowodu. Sędziowie handlowi mogliby
też, na wezwanie sądu, brać udział w postępowaniach
karnych, których przedmiotem byłyby skomplikowane pod względem faktycznym sprawy o przestępstwa
gospodarcze. [ ]
Czerwiec 1967 r. w Polsce
Gritzman i mjr Marian Lurie mogli zostać ofiarami
czystek już za samo pochodzenie. Zresztą uwadze nie
uszło wcześniejsze zatajenie swojego żydowskiego pochodzenia przez Lurie (inspektor Inspektoratu Szkolenia Zawodowego KWMO w Szczecinie – wcześniej
Naczelnik Wydziału I i Wydziału II WUBP/WUdsBP w
Olsztynie, Zastępca Naczelnika Wydziału „B” KWMO
w Szczecinie), który był wychowywany podczas wojny przez katolicką rodzinę, a w 1944 r. wstępując do
Wojska Polskiego zmienił swoje imię z Samuel na
Marian. Do czerwca 1967 r. był on charakteryzowany
jako sumienny pracownik, osiągający dobre wyniki,
pozytywnie ustosunkowany do rządu i demokracji
ludowej oraz nie wzbudzał żadnych zastrzeżeń pod
względem politycznym („wykazujący więź z Partią”),
a co najważniejsze „umiał zająć słuszne stanowisko w
toczącej się walce klasowej i w praktyce realizuje linie
i wytyczne partii i rządu.” W jego aktach osobowych
znajdujemy dwa oświadczenia współpracowników
mówiące o poparciu Lurie dla Izraela w czerwcu
1967 r. Piszący je funkcjonariusze zeznają, iż major
nie uznawał państwa żydowskiego za agresora i według niego główną winę za wybuch konfliktu ponosi
egipski prezydent Naser i jego „zagrania”. Zarzucono mu, że w trakcie burzliwej dyskusji przyznał rację stronie izraelskiej, a w szczególności potwierdził
jej prawo do Zatoki Akaba. Jednocześnie zwrócono
uwagę, iż poglądy Lurie nie zgadzały się z licznymi
faktami przytaczanymi przez prasę krajową i zagraniczną (m. in. francuski dziennik „Le Monde”). W tym
przypadku dyskusja nie trwała zbyt długo i już do niej
nie wracano. Wystarczyło to jednak, by, rozkazem z
30 czerwca 1967 r., Marian Lurie został zwolniony
ze służby. W uzasadnieniu napisano, że „w aktualnej
sytuacji zajmuje negatywne i wrogie stanowisko na poMarian Lurie
Atak wojsk izraelskich na Egipt, a następnie na
Jordanię i Syrię 5 czerwca 1967 r., był odpowiedzią
na propagandę państw arabskich skierowaną w stronę Tel Awiwu i dał początek wojnie sześciodniowej.
Druzgocące zwycięstwo Izraela wywołało euforię po
stronie żydowskiej i gorycz porażki wśród Arabów.
Skutki tej konfrontacji miały wydźwięk propagandowy także dla USA i Związku Radzieckiego. Nie należy zapominać, że region Bliskiego Wschodu stanowił
dla tych dwóch supermocarstw element o znaczeniu
strategicznym. Z jednej strony Izrael popierany przez
Stany Zjednoczone, wykorzystujący amerykański
sprzęt, a z drugiej państwa arabskie wyposażone w
radziecką broń i cieszące się poparciem Układu Warszawskiego. Porażka Egiptu, Jordanii i Syrii została
odebrana w Moskwie jako porażka ZSRR, który nie
tylko stracił na tym konflikcie 2 mld dolarów, ale także wystawił na szwank autorytet swoich doradców, na
których taktyce opierały się plany arabskie. Radziecki
ambasador Fedorenko porównał nawet Izraelczyków
na forum ONZ do hitlerowców. Już na samym początku wojny Związek Radziecki wydał oświadczenie, w
którym pouczał Izrael o możliwości uniknięcia konfliktu zbrojnego. 20 czerwca ZSRR oficjalnie zerwał
stosunki dyplomatyczne z Izraelem (pozostałe państwa Układu Warszawskiego, z wyjątkiem Rumunii,
uczyniły to 9 czerwca). Rząd PRL wydał 7 czerwca
oświadczenie „potępiające izraelską agresję”, a 12 lipca przyjęto rezolucję, która mówiła: „Potępiamy nieludzkie metody faszystów izraelskich zaczerpnięte ze
skarbca hitlerowskiego SS w obchodzeniu się z cywilną
ludnością arabską i jeńcami wojennymi […] Potępiamy
samowolę i gwałt dokonywany przez zbirów faszystowskich Izraela na ludności cywilnej państw arabskich”
(PZPR wydała podobną uchwałę dopiero 29 lipca).
W tym samym czasie w Polsce rozpoczęto kampanię antysemicką. Przemówienie Gomułki z 19 czerwca tylko potwierdziło rozpoczętą czystkę skierowaną
przeciwko osobom pochodzenia żydowskiego i ich rodzinom: „W związku z tym, że agresja Izraela na kraje
arabskie spotkała się z aplauzem w syjonistycznych
środowiskach Żydów obywateli polskich […] pragnę
oświadczyć, co następuje: nie czyniliśmy przeszkód
obywatelom polskim narodowości żydowskiej w przeniesieniu się do Izraela, jeżeli tego pragnęli. [...] Nie
chcemy, aby w naszym kraju powstała V kolumna [...].”
Czystki te objęły zarówno stanowiska kierownicze,
partyjne, wojskowe – dotknęły nawet funkcjonariuszy
SB. Wśród akt osobowych szczecińskiej bezpieki znajdujemy dwóch oficerów, którzy zostali zwolnieni ze
służby za wyrażanie sympatii dla Izraela. Mjr Paweł
Paweł Gritzman
litykę naszego państwa”. W zwolnieniu wypomniano
mu także ujemne opinie służbowe mówiące o niemoralnym prowadzeniu się, jednak to głównie poglądy,
„że państwa socjalistyczne nie mają prawa potępiać
działalności Izraela” wskazywały na jego poglądy w
stosunku do rządu polskiego i polityki PRL, co automatycznie zakwalifikowalo go do zwolnienia. Oprócz
samego zwolnienia Lurie otrzymał także zakaz wyjazdu do wszystkich państw oprócz Izraela na pobyt
stały – zastrzeżenie to cofnięto w 1971 r., gdy Lurie
wraz z rodziną przebywał już na stałe na Bliskim
W raporcie opisującym wywiad środowiskowy w
sprawie majora Pawła Gritzmana przeprowadzonym
przed jego zatrudnieniem w WUBP Szczecin (1 X
1949 r.) zwraca się uwagę na jego pozytywny stosunek
do ówczesnej rzeczywistości. Poza tym późniejsze
służbowe charakterystyki ukazują go jako aktywnego i dobrze wyrobionego politycznie członka partii.
Uwadze nie uszła także jego służba w Armii Czerwonej oraz to, że przez pewien okres był wykładowcą w
Komitecie Miejskim PZPR, a następnie Konsultantem
Wojewódzkiego Ośrodka Propagandy Partyjnej przy
Komitecie Wojewódzkim PZPR w Koszalinie. Poza
tym nie wykazywano żadnych poważniejszych braków w jego wieloletniej pracy, a nawet wskazywano
na jego sumienność i znajomość języków, o czym
świadczą awanse (m.in. Naczelnik Wydziału Ogólnego WUBP w Koszalinie, Radca Prawny Sekretariatu
WUdsBP w Koszalinie, Kierownik Samodzielnej Sekcji Rejestracji Cudzoziemców KWMO w Koszalinie).
Gritzman został zwolniony z dniem 24 lipca 1967 r. za
„zaangażowanie uczuciowe” po stronie Izraela, co w
tym czasie nie było mile widziane wobec powszechnego potępienia „agresji”. Podejrzenia o skierowanej
na niego nagonce z powodu jego pochodzenia uważano za nonsens. Jednakże starano mu się udowodnić
niewłaściwy stosunek do pracy. Dowodami przeciwko Gritzmanowi były oświadczenia funkcjonariuszy,
którzy „byli zaskoczeni jego stanowiskiem” nie idącym w parze z propagandą władz PRL-u. Usprawiedliwianie Izraela, określenie Egiptu jako agresora, krytyka taktyki arabskiej („w świecie arabskim to nie ma
zgrania i nie umią walczyć, gdyż to „chachły”), chwalenie nowoczesnego sprzętu wojskowego używanego
przez izraelskie wojska, wywołało wielkie zdziwienie
i niemalże oburzenie. Funkcjonariusze współpracujący z Gritzmanem szczegółowo opisywali w notatkach
służbowych jego wypowiedzi, jednocześnie zaznaczając, że się z nim nie zgadzają. W ramach oficjalnego potępienia „agresji” Izraela na kraje arabskie słowa
Gritzmana („armia Zjednoczonej Republiki Arabskiej
od szeregu lat zastraszała Izraela, a ostatnio zablokowała zatokę Akaba i stojąc naprzeciw wojsk Izraela
prowokowała do agresji”) wywoływały ostrą reakcję
oraz doszukiwanie się negatywnych i kompromitujących faktów w jego pracy. Jego sympatia wyrażała
się po stronie Izraela, a wypowiedzi stanowiły istną
kpinę z niepowodzeń i słabości Arabów: „dziesiątki
milionów Arabów łączą się obecnie w szeroki front do
walki z dwumilionowym państwem…”.
Przegranie wojny przez Arabów oznaczało nie
tylko zwycięstwo „imperialistycznego” Zachodu, ale
przede wszystkim klęskę taktyki i uzbrojenia radzieckiego, którym posługiwały się państwa arabskie.
Wśród społeczeństwa polskiego mimo wszechogarniającej propagandy pojawiały się wyrazy sympatii dla
Izraela w myśl hasła: „Nasi Żydzi pobili sowieckich
Arabów”. Polacy nie popierali powszechnego potępienia „agresji” Izraela przez rząd PRL ani solidarności
z krajami arabskimi wpieranymi przez Związek Radziecki. Władza ludowa sprzyjająca polityce Kremla
próbowała więc znaleźć wroga w narodowości żydowskiej. Polityka ta stała się okazją do czystek w partii, w
Ludowym Wojsku Polskim oraz, jak pokazują opisane
wyżej przykłady, w aparacie bezpieczeństwa. [ ]
Michał Kamiński, Wojna zastępcza, Wprost, nr 23/2002
Akta Osobowe funkcjonariuszy: Lurie Marian, AIPN
Sz 0019/5348; Gritzman Paweł IPN Gd 068/934.
W czasie obejmowania stanowsik przez Mariana Lurie Wydział I zajmował się do kontrwywiadem – zadania te przejął później Wydział II, a Wydział „B” - obserwacją.
Problem „wakacyjnego” miejsca
Okres letni nie sprzyja podejmowaniu jakichś głębszych refleksji o charakterze naukowym. Jest to zrozumiałe – wszak w tym czasie głównym tematem
jest wakacyjny wypoczynek. Z tym okresem wiąże
się jednak zagadnienie zajmujące szczególne miejsce
w ramach przepisów kościelnych. Jest nim miejsce
sprawowania Najświętszej Eucharystii – Mszy świętej. Do rangi symbolu urastają wspomnienia i zdjęcia
związane z odprawianiem Mszy świętej przez księdza
Karola Wojtyłę podczas letnich wyjazdów z młodzieżą (G.Weigel: Świadek nadziei, Kraków 2000 ss. 137
i n.). Upamiętniane są nawet miejsca, gdzie podczas
spływu kajakowego sprawował on Eucharystię. Otaczająca przyroda stawała się specyficzną „budową
sakralną”, ołtarzem – odwrócony kajak, a krzyżem
– związane wiosła.
Zgodnie z treścią kan. 932 § 1 obowiązującego od
1983 roku Kodeksu Prawa Kanonicznego (dalej pod
skrótem KPK), Eucharystia winna być sprawowana w
miejscu świętym (locum sacrum). Należy przez nie rozumieć to miejsce, które przez specjalne poświecenie
lub błogosławieństwo zostało przeznaczone do kultu
Bożego (Kan. 1205 KPK). Jednakże ustawodawca kościelny przy tym zaznacza, że w po­szczególnym przypadku konieczność może domagać się czego innego.
Wtedy mowa jest o jedynym warunku - Eucharystia
powinna być sprawowana w miejscu godnym. Można
więc mówić o dwóch kategoriach miejsc sprawowania Mszy świętej.
Większych trudności nastręcza określenie drugiego
rodzaju miejsc, w których można sprawować Eucharystię, czyli nie mających statusu miejsc świętych.
Warto w tym miejscu poczynić szerszą uwagę. W
pierwotnej wspólnocie chrześcijańskiej sprawowanie
Eucharystii ujmowano w kategorii uczynienia danego
miejsca „poświęconym”. Wszak pierwsza Eucharystia
była sprawowana przez Jezusa Chrystusa w „dużej sali
na górze” (por. Mk 14, 15; Łk 22, 12). Użyte w tekście
greckie słowo (katalyma) sugeruje, że chodziło o miejsce odpoczynku, gospodę, miejsce spoczywania pielgrzymów. W tym kontekście kluczowe znaczenie dla
uchwyceniu zasadności współczesnego, wyjątkowego
dopuszczenia odprawiania Mszy świętej poza miejscami świętymi ma rozumienie potrzeby sprawowania Eucharystii. Od początku Eucharystia stanowiła
siłę formującą chrześcijańską wspólnotę. Dzięki niej
zgromadzenie nazwane Kościołem uzyskiwało realną
egzystencję w oderwaniu od budowli materialnej. Eucharystię sprawowano w mieszkaniach prywatnych,
salach domów handlowych a nawet na terenie term.
Z racji prześladowań chrześcijan w pierwszych wiekach, taka praktyka była wymuszona koniecznością.
Pierwsze budowle przeznaczone do kultu zaczęły powstawać na Wschodzie pod koniec II stulecia (Nikomedia, Cezarea, Edessa, słynny dom w Dura Europos
dopiero w roku 232/3), a na Zachodzie na początku III
wieku (Kartagina, Abitena, Aptunga). W samym Rzymie trudno z całą pewnością mówić o takich budowlach przed edyktem mediolańskim z 313 roku.
Z wypowiedzi Magisterium Kościoła wynika, że odpowiednimi miejscami świętymi są: Katedra, kościół
parafialny, oratorium lub kaplica prywatna (miejsce
sprawowania kultu, w pierwszym przypadku - dla
pożytku pewnej wspólnoty czy grupy wiernych; w
drugim - dla pożytku jednej czy kilku osób fizycznych). Za wyraźną zgodą ordynariusza miejscowego
i na podstawie słusznej przyczyny, wolno kapłanowi
sprawować Eucharystie także w świątyni jakiegoś
Kościoła lub wspólnoty kościelnej nie utrzymujących
jedności z Kościołem katolickim. Warunkiem jest, aby
z takim faktem nie wiązało się zgorszenie (kan. 933
Sprawowanie Eucharystii poza miejscem świętym w
rozumieniu przepisów prawa kanonicznego należy
zaliczyć do najstarszych tradycji. Jednakże obecnie,
generalnie wymagane jest do tego po­zwolenie miejscowego ordynariusza. Wyjątek stanowią sytuacje
dopuszczone po myśli instrukcji Actio pastoralis z
1969 r., jak i przypadki udzielania sakramentu umierających (wiatyku), namaszczenia chorych czy Komunii świętej dla chorych. W odróżnieniu od uregulowań właściwych poprzedniemu kodeksowi prawa
kanonicznego (z 1917 roku), bez specjalnego zezwolenia wolno sprawować Eucharystię poza miejscem
świętym także w razie konieczności. W pewnych sy-
Pojawia się jednak i kolejna trudność. Po myśli kan.
932 § 2 KPK Mszę świętą należy sprawować na ołtarzu poświęconym lub pobłogosławionym. Jeżeli
odbywa się to poza miejscem świętym, to można
użyć odpowiedniego stołu. Nie jest to jednak wymóg
bezwzględny. Podłoże użyte jako ołtarz ma jednak
zawsze być przykryte obrusem i korporałem. Sto-
sownym miejscem podczas spływu – w wypadku konieczności – mógł być nawet odwrócony i postawiony
na wiosłach kajak.
Miejsce sprawowania Eucharystii nie może być ujmowane w kategorii konieczności zadośćuczynienia specyficznym wymogom prawnym. Mijałoby się to z duchem samego sakramentu. Jednakże nie można także
sprawy uprościć. Przede wszystkim chodzi o szacunek dla Eucharystii. Nie można tego zadekretować
w jakichś normach prawnych. Z całą pewnością nie
można w takich wypadkach kierować się tylko chęcią
przeżycia Mszy świętej w specyficznych warunkach
– na łonie przyrody, czy dla uświetnienia wspólnej
wakacyjnej wyprawy. Przyznam, że sam często rozważam czy podczas moich wypraw wysokogórskich
zachodzą wypadki konieczności, a miejsce wybrane
na sprawowanie Eucharystii jest godne. [ ]
Autor z przyjaciółmi przygotowujący się do Mszy świętej podczas wyprawy
wspinaczkowej w Alpach (na Grossglockner – 3797 i Mont Blanc – 4807)
tuacjach jest to oczywiste (np. w związku z dużym
napły­wem wiernych, którzy nie mieszczą się w kościele). Jednak mieszczą się tu także i inne przypadki.
Nie ma bowiem wymogu, aby przemawiały za tym racje duszpasterskie. Konieczne jest co innego. Obrane
miejsce musi uchodzić za godne (locum honestum),
co oznacza, że w żaden sposób nie może nasunąć myśli o braku szacunku dla Ofiary eucharystycznej, a
także nie spowoduje zgorszenia czy zdziwienia wiernych.
Mając na względzie trudności z jakimi boryka się
ostatnio Jego Wieliczestwo Temid, postanowiłem wspomóc Go w walce z patologiami. Wymaga tego moje
poczucie obywatelskiego obowiązku oraz troska o
wspólne dobro. Nie mały wpływ na moją decyzję ma
też lektura lektur w kanonie i ostatnich zmian w przepisach, przede wszystkim prawa karnego.
Eliminacja ławników oraz przekazanie do właściwości sądów okręgowych spraw dotychczas rozpoznawanych przez sądy rejonowe niewątpliwie jest wyrazem
głębokiego uznania i zaufania do sędziów orzekających
w rejonach. Jednocześnie docenieni zostali także sędziowie okręgowi.
Temid musi zajmować się sprawami wagi państwowej - ściga prokuratorów, by oni nie zaczęli ścigać jego.
Dopóki nie upora się z nimi postanowiłem odciążyć
mojego pupila od przyziemnych problemów. Myślę, że
wiem jak to zrobić. Należy znaleźć winnych wszystkiego. Wiem kim oni są. Wielokrotnie wzywani nie stawiają się jednak przed oblicze, utrudniając tym samym
postępowanie, ostentacyjnie lekceważąc organ. Bez
wątpienia chcą uniknąć kary. Uzasadniony więc jest:
Powołując się na mandat jaki otrzymałem w trybie ustawowym, po uprzednim zdobyciu maksymalnej ilości
punktów, na drodze krajowej nr 18 zarządzam poszukiwanie braci bliźniaków, Racjonalnego Ustawodawcy i
Zdrowego Rozsądku. Podany poniżej rysopis pasuje do
Wzrost: karłowaty. W stosunku do analogicznego okresu roku poprzedniego bez zmian,
Waga: papierowa w porywach piórkowa, ostatnio wyglądem przypominają anorektyczkę na diecie,
Oczy: podbite, następnie wydłubane. Zamiast nich miały być kamery szpiegowskie.
Uszy: obcięte, w ich miejsce planowano zamontować miniaturowe magnetofony i pluskwy najnowszej generacji,
Włosy: Brak. Powyrywali sobie około dwa lata temu, gdy
dowiedzieli się komu mają służyć,
Znaki szczególne: Na całym ciele blizny po samookaleczeniach. Na czole Zdrowego Rozsądku niedokończony
tatuaż: „pocałujcie mnie w”, Racjonalny Ustawodawca
na piersiach ma natomiast wykute: „no pasaran!”
Miejsca ostatniego pobytu nie udało się ustalić. Wymienienie tych, w których na pewno ich nie ma zajęło
by, co najmniej kilka numerów In Gremio, a na to redaktorek nie pójdzie.
Ścigani od dwóch lat. Zbiegli z transportu do miejsca
osadzenia w zakładzie bez żadnego rygoru, na ul. Wiejskiej w Warszawie. Wydarzyło się to na oczach wielu
szanownych wybrańców w błyskach dziennikarskich
fleszy i przy aplauzie niemałej części naszych rodaków.
Po prostu zniknęli, rozpłynęli się w IV Najjaśniejszej...
Mimo to, dzisiaj świadków tego zdarzenia nie ma, albo
nie chcą zeznawać.
Poszukiwani podejrzani są o popełnienie szeregu
przestępstw na szkodę interesu publicznego oraz osób
fizycznych. Szacuje się, że liczba pokrzywdzonych
może sięgać kilka milionów. Sposób działania zawsze
ten sam: niedopełnienie obowiązków poprzez zaniechanie. Zmuszali tym, tych co zostali w zakładzie, do określonego zachowania i poddawania się czynom nierządnym, poświadczania nieprawdy i powoływania się na
wpływy, składania fałszywych zeznań i molestowania
seksualnego. Wszystko to wspólnie i w porozumieniu
ze z góry powziętym zamiarem, do tego w warunkach
ciągu. Każdemu kto zna miejsce pobytu uciekinierów
grozi kara pozbawienia sympatii Temida więc powinien o tym zawiadomić najbliższą mu jednostkę. W tym
miejscu informuję, że ujęcie i dożywotnie uwolnienie
nas wszystkich od zbiegów, to dla Temida sprawa priorytetowa i dlatego objął on honorowy patronat nad grupą pościgową. Za ukrywanie zbiegów grozi natomiast
moja przychylność.
Spytacie dlaczego zdecydowałem się ujawnić te fakty dopiero teraz? Otóż dla naszego dobra utrzymywano
to w ścisłej tajemnicy poliszynela. Niestety, pomimo
szeroko zakrojonych działań osłonowych i dezinformacji na ogromną skalę sobowtóry podstawione w miejsce
prawdziwego Racjonalnego Ustawodawcy i Zdrowego
Rozsądku zostały zdemaskowane. Nie pomogła promocja we wszystkich niemal mediach, gdzie uparcie lansowano wiecznie zadowolone ,,gęby za lud krzyczące”
wmawiając nam, że to właśnie nowa twarz Z. Rozsądku i R. Ustawodawcy. Najboleśniejsze, że przyczynili
się do tego twórcy całej akcji specjalnej. Trwa proces
ustalania kto bardziej zdradził i licytacja kto bardziej
przekonywująco kłamie.
Dalsza mistyfikacja nie ma sensu – to postępowanie
umorzyło się samo. [ ]
P.S. Pojawiają się głosy, że to nie uciekinierzy lecz wygnańcy i aby zamiast listu gończego wydać im list żelazny.
Szczecin: The Tall Ships’ Races 2007
[ notariusz Jacek Służewski ]

References: art. 9
 art. 11
 art. 11
 art. 11
 art. 11
 art. 11
 art. 11
 art. 11
 art.
9
 art. 5
in fine
 art. 5
 art. 14
 art. 11
 art. 266
 art. 6
 art. 7
 art. 130
 art. 174
 art. 3
 art. 6
 art. 62
 art. 6
 art. 4
 art. 11
 art.
24
 art. 8
 art. 8
 art. 2
 art. 10
 art. 10
 art. 10
 art. 10
 art. 10

art. 10
 art. 8
 art. 8
 art. 8
 art. 2
 art. 2
 art. 21