Source: http://prawo.vagla.pl/node/8668
Timestamp: 2020-06-06 17:27:09+00:00

Document:
"Dobrowolna" rejestracja nie jest rozwiązaniem, negatywna definicja "prasy" jest zagrożeniem | prawo | VaGla.pl Prawo i Internet
Pt, 2009-10-02 17:40 by VaGla
Dziś na Foksal odbyła się dyskusja pt. Czy wszyscy internauci pójdą siedzieć? O konieczności rejestracji stron internetowych. Była transmisja online, materiały audiowizualne mają być również udostępnione. Z mojej perspektywy wątpliwości ujawnione w tekstach Projekt noweli Prawa prasowego: rozumiem, że minister Zdrojewski chce rejestracji zdrojewski-bogdan.pl oraz Minister Zdrojewski deprecjonuje nieprawomyślne interpretacje, więc odpowiadam są nadal aktualne. W mojej ocenie aktualna jest również diagnoza powodów, dla których niektóre środowiska postulują wprowadzenie rejestracji, a o których pisałem w notatce Skąd pomysł rejestracji elektronicznych publikacji?. Do poprzednich wątpliwości doszły jednak nowe.
Debata się odbyła. Generalna uwaga dotyczy tytułu debaty: "Czy wszyscy internauci pójdą siedzieć?" Jeśli punktem wyjścia ma być zaproponowany wcześniej przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego projekt nowelizacji ustawy Prawo prasowe (PDF), to tam, zostawiając na razie chaos nieszczelnych definicji, nie wprowadzono kary za brak rejestracji publikacji elektronicznych. Owszem, jest tam propozycja przepisu, zgodnie z którym po art. 20 dodaje się art. 20a w brzmieniu:
Art. 20a Publikacje prasowe ukazujące się wyłącznie w formie elektronicznej podlegają rejestracji na zasadach określonych w art. 20.
Pozostał jednak, zmieniony nieco propozycją nowelizacji (złagodzony) przepis karny art 45:
W tym ostatnim z cytowanych przepisów nie ma mowy o "publikacjach prasowych ukazujących się wyłącznie w formie elektronicznej", a jedynie o dziennikach i czasopismach - tak jak jest to dziś, w obowiązującej ustawie. W tym sensie prosta teza o "posadzeniu internautów" nie jest uzasadniona (raz, że proponowana, nowa norma karna art 45 nie mówi o pozbawieniu wolności, dwa, że nie dotyczy ona "publikacji prasowych ukazujących się wyłącznie w formie elektronicznej").
W takim ustawieniu nowelizacji zagrożeniem jest inny przepis, tj. art 49 w nowym brzmieniu. Ten mianowicie artykuł, który przewiduje grzywnę za naruszenie przepisów art. 3, 11 ust. 2, art. 14, 15 ust. 2 i art. 27 (czytając taki ciąg przepisów większości internautów wyłącza się percepcja, zwłaszcza zaś, gdy trzeba "skakać" między przepisami wzajemnie się do siebie odnoszącymi). Oto bowiem zaproponowano nowelizację art 27, który - wedle tej propozycji nowelizacji - "stosuje się do publikacji prasowych wydawanych w formie elektronicznej" (proponowany ust. 3 tego przepisu). Gdyby przepisy te weszły w życie oznaczać to będzie, że bliżej niezdefiniowane "publikacje prasowe", które w "formie elektronicznej" będą wydawane, będą musiały mieć:
Za brak któregoś z elementów na "elektronicznych publikacjach" grozić będzie grzywna.
Nie wiemy, czym są "publikacje prasowe", w szczególności "publikacje prasowe wydawane w formie elektronicznej", bo tych pojęć projektodawca nie zdefiniował. Wydaje się, że wielu dyskutantów, którzy biorą udział w publicznej dyskusji na temat nowelizacji prawa prasowego, rozumie przez "publikacje prasowe" to, co definiowane jest przez pojęcie "prasa" w art 7 ustawy. Ale te pojęcia nie są tożsame. Publikacja prasowa to nie to samo co prasa. Ministerstwo ma kłopot ze zdefiniowaniem prasy jako takiej.
Dowiedzieliśmy się dziś z ust przedstawicielki Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego, że ministerstwo, pod wpływem zgłoszonych do projektu uwag, rozważa możliwość wprowadzenia do ustawy definicji negatywnej. Pomysł polega na tym, by powiedzieć w ustawie, co prasą nie jest. Wszystko inne, jeśli w negatywnej definicji nie zostanie wymienione, będzie prasą. Czy będzie też "publikacją prasową"? Tego nie wiem. Jeśli z pojęciem "prasa" będą wiązały się jakieś obowiązki, albo będą z nim związane jakieś kary, to "definicja negatywna" wprowadza spore zagrożenie. Nowy projekt ma się pojawić za dwa tygodnie i wówczas będzie można zobaczyć, co udało się ministerstwu wymyślić.
Nie jest tak, że definicja prasy konieczna jest do tego, by ustawowo wskazać podmioty, które będą mogły się medialnie wypowiadać (o konieczności takiego wskazania kilka razy dziś usłyszałem w trakcie debaty). Dlaczego nie jest to konieczne? Dlatego, że Konstytucja RP przewiduje w art 49 - "wolność i ochronę tajemnicy komunikowania się". Owszem, przepis mówi dalej, że wolność i ochrona taka może być ograniczona "jedynie w przypadkach określonych w ustawie i w sposób w niej określony", ale postulowanie regulacji ustawowej w tym zakresie jest de facto postulatem za ograniczeniem wolności i swobody, nie zaś przeciwnie. Nie jest też tak, że trzeba być dziennikarzem, by uzyskiwać dziś informacje od państwa. Art 61 Konstytucji przyznaje każdemu obywatelowi "prawo do uzyskiwania informacji o działalności organów władzy publicznej oraz osób pełniących funkcje publiczne" (ustawa o dostępie do informacji publicznej idzie jeszcze dalej, gdyż mówi o "każdym", nie tylko o "obywatelu", ale - jeśli dobrze rozumiem sytuację - istnieje obecnie pokusa zmiany definicji informacji publicznej, a każda zmiana szeroko rozumianej dziś informacji publicznej musi oznaczać ograniczenie zakresu tego pojęcia).
Problemem może być uprawnienie do uzyskiwania informacji od podmiotów niepublicznych. Dziś dziennikarze mają prawo przepytywać podmioty "niezaliczone do sektora finansów publicznych oraz niedziałające w celu osiągnięcia zysku", a te podmioty muszą odpowiadać:
Taki stan rzeczy jest jednak krytykowany przez przedsiębiorstwa, które twierdzą, że to uprawnienie dziennikarzy (art 11 ust. 4 ustawy Prawo prasowe) jest zbyt szerokie i należy w nowelizacji z niego zrezygnować. Jeśli się z niego zrezygnuje, to dziennikarz nie będzie mógł uzyskać więcej informacji niż "zwykły obywatel" na podstawie art 61 Konstytucji.
Dziś dowiedzieliśmy się również, że minister Zdrojewski rozważa możliwość zmiany swojego wcześniejszego projektu i przychyla się (nie wiem, czy stanowczo, czy tylko nie wiedząc co zrobić z problemem) do koncepcji rejestracji dobrowolnej. Jeśli ktoś wpadł na pomysł dobrowolnej rejestracji, to "w łeb" biorą wszystkie argumenty za rejestrowaniem. A jakie to argumenty? Ochrona tytułu prasowego (ostatnio coraz rzadziej się go słyszy), konieczność identyfikacji podmiotu publikującego, by ponosił on odpowiedzialność za słowo (czy dziś nie ponosi?). Jeśli ten ostatni argument za koniecznością rejestracji jest poważny, to "dobrowolność rejestracji" nie rozwiązuje problemu odpowiedzialności. Oznacza tyle - jeśli chcesz ponosić odpowiedzialność, to się zarejestrujesz, jeśli nie chcesz, to... A kto by chciał ponosić odpowiedzialność za słowo?
Może jestem naiwny, ale nie wyobrażam też sobie, by wydawcy prasy lobbowali za zwiększeniem odpowiedzialności za działalność wydawniczą. Nie. Wskazane wyżej argumenty nie oddają, moim zdaniem, prawdziwych powodów, dla których ma być wprowadzona rejestracja. Powód prawdziwy (jak go oceniam) "wymsknął" się ministrowi Zdrojewskiemu w jednej z wypowiedzi dla mediów (za Interią z 17 czerwca 2009 roku):
To dlatego właśnie należy łącznie czytać propozycje nowelizacji Prawa prasowego oraz dyskusje na temat nowelizacji ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych, w szczególności postulaty Izby Wydawców Prasy w zakresie zmian w art 25 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych (to przepis, który wprowadza licencje ustawową dla "prasy"; por. Pierwsze strzały w dozwolony użytek - wydawcy prasy vs. clipping, Wydawcy prasy, internetowy clipping oraz "źródło internet", a zwłaszcza: Retoryka wojenna i zezwolenie na zbiorowy zarząd dla stowarzyszenie Repropol). Jeśli jest tak, że to właśnie jest prawdziwy powód wprowadzenia rejestracji, to nie dziwi mnie dzisiejszy głos p. Marka Frątczaka z IWP, który powiedział, że nie chce wiązać tych dwóch regulacji w jednej dyskusji. A ta dyskusja toczy się przecież na różnych... frontach (por. O kryzysie prasy (drukowanej) i o ręce wyciągniętej do rządu, "Piractwo informacyjne" - od słów do czynów, czyli "wszyscy przeciwko wszystkim", albo BBC zagraża niezależnemu dziennikarstwu, czyli czas zastrzelić królewskiego kowala, by przejąć kuźnię).
Możemy być jednak spokojni, gdyż proces legislacyjny prowadzony przez MKiDN jest wolny od jakichkolwiek (zawodowych) nacisków, o czym świadczy ogłoszenie w BIP MKiDN:
Na podstawie art. 18 ust. 3 ustawy z dnia 7 lipca 2005 r. o działalności lobbingowej w procesie stanowienia prawa (Dz. U. Nr 169, poz. 1414) informuje się, że w 2008 r. wobec Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego nie były podejmowane działania przez podmioty wykonujące zawodową działalność lobbingową.
Jeśli chodzi o sam przebieg dzisiejszej konferencji, to w Rzeczpospolitej opublikowano już relację: Pomysł rejestrowania stron internetowych wciąż aktualny, serwis TVN24.pl opublikował tekst Blog jak gazeta? Tak, ale nie ma definicji prasy, dyskusja toczyła się w czasie rzeczywistym, w serwisie blip, relacjonował ją Maciej Budzich w swoim serwisie: Czy wszyscy internauci pójdą siedzieć? (konferencja - transmisja na żywo), byli też ludzie z serwisu polityczni.pl, a ich materiały audiowizualne są już online. Fundacja Nowe Media zapowiedziała, że materiały audiowizualne będą również na jej stronie.
« Nowela KK trafiła do Senatu: pomówienie, grooming, nagość i totalitarny system | O amerykańskim wyroku, zasądzającym 5 milionów dolarów zadośćuczynienia od Wprost »
Ministerstwo Kultury i kancelaria - czy to jest OK?
Pt, 2009-10-02 19:56 by VaGla
Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego reprezentowała na konferencji naczelnik wydziału Joanna Kluczewska-Strojny (w GoldenLine p. naczelnik napisała, że pracuje w MKiDN od lipca 2003 roku). Zastanawiam się, jak traktować dostępną dziś w Sieci stronę jej kancelarii rzecznikowskiej (w której stopce widać notę copyrightową: "© Copyright 2004-2007 Joanna Kluczewska-Strojny..."). Nie chce się czepiać, ale zastanawiam się, czy można łączyć takie działalności?
Pt, 2009-10-02 22:40 by VaGla
Art. 3 ust. 4 ustawy z dnia 11 kwietnia 2001 r. o rzecznikach patentowych stwierdza, że
Wykonywania zawodu rzecznika patentowego nie można łączyć z zatrudnieniem w Urzędzie Patentowym Rzeczypospolitej Polskiej, zwanym dalej „Urzędem Patentowym”, lub Naczelnym Sądzie Administracyjnym.
O Ministerstwie Kultury i Dziedzictwa Narodowego nie ma słowa. Zgodnie z ustawą rzecznik patentowy ma obowiązek wykonywać zawód zgodnie z zasadami etyki zawodowej...
Zgodnie z Zasadami Etyki Rzecznika Patentowego (tekst jednolity, wraz ze zmianami uchwalonymi na IV Krajowym Zjeździe Rzeczników Patentowych w dniu 07 września 2005 r.):
§ 6 1. Z zawodem rzecznika patentowego nie należy łączyć zajęć, które kolidowałyby z godnością zawodu lub mogłyby umniejszać zaufanie do zawodu.
2. Podważa zaufanie do zawodu w szczególności zgłaszanie do ochrony przedmiotów własności przemysłowej, uzyskiwanie, nabywanie i zbywanie praw własności przemysłowej w ramach działalności zawodowej, we własnym imieniu lub na własną rzecz. Powyższe nie dotyczy znaków towarowych i innych oznaczeń wyróżniających rzecznika patentowego jako przedsiębiorcę.”
I jeszcze ustawa o służbie cywilnej:
No, ale jeszcze ustawa z dnia 21 sierpnia 1997 r. o ograniczeniu prowadzenia działalności gospodarczej przez osoby pełniące funkcje publiczne, która określa ograniczenia w prowadzeniu działalności gospodarczej m.in. przez pracowników urzędów państwowych, w tym członków korpusu służby cywilnej, zajmujących stanowiska kierownicze (dyrektora generalnego, dyrektora departamentu (jednostki równorzędnej) i jego zastępcy oraz naczelnika wydziału (jednostki równorzędnej) – w urzędach naczelnych i centralnych organów państwowych) - to art 2 pkt. 1 lit. a). W art 4 tej ustawy czytamy:
Jeszcze o "dobrowolnej rejestracji"
Pn, 2009-10-05 19:37 by VaGla
Tematowi "rejestracji" przygląda się najwyraźniej Rzecznik Praw Obywatelskich, który w serwisie Salon24.pl opublikował tekst Blogi bez rejestracji?, a który odsyła do powyższej notatki.
Pozwoliłem sobie pod tekstem Rzecznika umieścić komentarz następującej treści:
przywołany jako autor komentarza spieszę z informacją, że w trakcie dyskusji (której nagranie dostępne są w internecie, np. w serwisie polityczni.pl) przedstawicielka ministerstwa zapowiedziała, iż ukaże się nowy projekt ustawy. Po ukazaniu się tego projektu będzie można komentować konkretne, zaproponowane przez ministerstwo, rozwiązania legislacyjne. Na chwilę obecną jednak zwróciłem uwagę na przynajmniej dwie sprawy: 1) jeśli celem rejestracji ma być wskazanie winnych, to dobrowolna rejestracja nie realizuje takiego celu oraz 2) negatywna definicja "prasy", o czym wspominała reprezentantka ministerstwa, stanowi zagrożenie. Argumenty znajdują się w podlinkowanej przez Pana wyżej notatce, opublikowanej w serwisie VaGla.pl. Można do nich dorzucić jeszcze np. potencjalne pogwałcenie zasady nullum crimen sine lege w przypadku, gdy odpowiedzialność karna będzie związana z (jakąś) działalnością "prasową" (przy negatywnej definicji prasy trudno będzie ustalić treść normy karnej).
Analizując wypowiedzi ministra oraz stwierdzenia padające w dyskusji publicznej doszedłem do wniosku, że prawdziwym ratio legis jest ograniczenie dozwolonego użytku publicznego, który regulowany jest w art 25 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych. Stosowne materiały na poparcie tej tezy zgromadziłem również w serwisie.
W chwili obecnej nie ma jeszcze "nowego" projektu. Można tylko komentować "oświadczenia" ministerialne. Mój komentarz był w istocie reakcją na dyskusję, w której wszak sam brałem udział. Kolejne komentarze - mam nadzieję - uda mi się odnieść już do nowego projektu, który ma się ukazać "za dwa tygodnie".
Być może ten komentarz nie jest precyzyjny, gdyż posłużyłem się skrótami myślowymi.
Jaki ma być cel rejestracji (choćby i dobrowolnej) "prasy"? Dziś nie ma obowiązku rejestrowania "prasy". Dziś jest obowiązek rejestrowania wydawania "dzienników" oraz wydawania "czasopism" (por. Jeszcze raz: nie ma w Polsce ustawowego obowiązku rejestracji "prasy").
Wprowadzenie "dobrowolnej rejestracji" w istocie stworzy większy zamęt i brak pewności prawnej, niż istnieje dziś. Dziś, nawet bez rejestracji, prasa ma pewne uprawnienia (rejestruje się dzienniki i czasopisma, a to nie wszystkie formy prasowe, które są możliwe na gruncie art 7 dziś obowiązującej ustawy Prawo prasowe; ergo oznacza to, że są formy prasowe, które nie wymagają rejestracji, a nadal korzystają z praw przysługujących prasie i wymagają respektowania obowiązków na prasę nałożonych).
Wprowadzenie instytucji (nawet dobrowolnej) rejestracji "wydawania publikacji elektronicznych" w istocie może oznaczać ograniczenie swobód obywatelskich (pojawi się instytucja rejestracji tam, gdzie takiej instytucji wcześniej nie było).
Argumenty za wprowadzeniem takiej instytucji (nawet nieobowiązkowej) nie wytrzymują krytyki. Argumentuje się potrzebą wskazania odpowiedzialnych za słowo publikowane w prasie. Dobrowolność rejestracji oznacza, że w faktycznie dwóch takich samych sytuacjach (technicznych) mogą być dwie różne sytuacje prawne publikujących. W istocie - w przypadku publikacji elektronicznych - mamy przecież do czynienia z regulacją ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną, która wprowadza - w art 14 - zasady odpowiedzialności.
Również argument za ochroną tytułu prasowego nie znajdują oparcia w rzeczywistości internetowej - tu mamy rejestr domen, obowiązują zasady ochrony znaków towarowych i inne. Dla ochrony "tytułu" rejestracja nie jest potrzebna.
Na chwilę obecną wciąż znajduję tylko jeden powód, dla którego forsuje się instytucję rejestracji - jest nim wspomniana w tekście korelacja z pomysłami branży wydawniczej, dotyczącymi ograniczenia dozwolonego użytku publicznego (art 25 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych). Jeśli przyjąć przez chwile, że mam rację, to "dowolność rejestracji" ma dla wydawniczej branży sens. Kto się zarejestruje - będzie miał możliwość korzystania z dozwolonego użytku (i - wedle propozycji IWP będzie związany opłatami). Jeśli się nie zarejestruje - może się narazić na zarzut przekroczenia zasad dozwolonego użytku publicznego, a to oznacza naruszenie prawa autorskiego i wiąże się - odnosząc się do aktualnego stanu prawnego - z potencjalną możliwością domagania się od takiej osoby trzykrotności lub dwukrotności "stosownego wynagrodzenia" - art 79 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych.
Aby można było rzetelnie prowadzić dyskusję na temat "rejestracji" konieczne jest, by ministerstwo dokładnie wyjaśniło ratio legis propozycji w odniesieniu nawet do "dobrowolnej rejestracji". Takiego uzasadnienia dziś brak.
Może nie do końca w temacie ,ale problem zbliżony
Wt, 2009-10-06 21:20 by rubeus (niezweryfikowany)
I chyba jeszcze jedna konferencja/debata wpisująca się w tą problematykę, ale chyba bardziej dla zwykłych 'blogerów'
W najbliższy czwartek o 16.-tej w Auli Głównej Politechniki Warszawskiej, odbędzie się debata pod patronatem miesięcznika Stolica pt. "Prawne aspekty internetu"
Jak piszą organizatorzy: "Na naszym spotkaniu dowiesz się czy wszystko to, co robisz na swojej stronie internetowej, blogu, forum jest zgodne z prawem. Czy przypadkiem nie jesteś przestępcą, który zgodnie z proponowanym nowym prawem ścigany będzie z urzędu? Jakie ograniczenia przyniosą proponowane zmiany ustawodawcze?
W debacie wezmą udział: prawnik, pracownik naukowy Uniwersytetu Warszawskiego dr Wojciech Machała, były dyrektor departamentu prawno-legislacyjnego Ministerstwa Kultury ekspert w dziedzinie prawa autorskiego w Polsce i w krajach Unii Europejskiej Wojciech Dziomdziora oraz ekspert Instytutu Sobieskiego w dziedzinie nowych mediów i komunikacji Robert Kroplewski.

References: art. 20
 art. 20

Art. 20
 art. 20
 art. 3
 art. 14
 art. 27
 art. 18

Art. 3