Source: https://issuu.com/iwobulski/docs/magazyn_e-play_11_2018
Timestamp: 2019-07-20 10:37:27+00:00

Document:
MAGAZYN E-PLAY 11/2018 (Nr 13) by E-PLAY MAGAZYN - Issuu
MAGAZYN O HAZARDZIE
Polska branża automatów wczoraj i dziś
Powrót zagranicznych bukmacherów
forBET – weszliśmy w dorosłość
Spis Treści Polska branża automatów do gier wczoraj i dziś str. 4
Listopad to smutny miesiąc. Po pierwsze, wtedy już czuć zbliżającą się nieubłaganymi krokami zimę, te ponure pogody i niebo zasłane ołowianymi chmurami nie sprzyjają do kreatywnych działań biznesowych. Po drugie, zaczyna się zaduszkami i wspomnieniami o tych, których mamy już tylko we wspomnieniach. Ci, którzy w branży rozrywki i gier hazardowych są od dawna ze smutkiem ale i pewną nostalgią wspominają tych którzy odeszli. Wspominamy o Stasiu Legierskim, który opuszczając ten łez padół, był dla wielu przykładem i wzorem postępowania, wyznaczając standardy i sposoby rozwoju tworzonych przedsiębiorstw i firm operatorskich. Był on niewątpliwie postacią nietuzinkową, zawsze potrafił znaleźć rozwiązanie i kreatywnie wybiegać z pomysłami naprzeciw sytuacjom z jakimi przychodziło się zmierzyć. Kolejnym o którym trudno zapomnieć to Antonio Grau Manchon. Osoba która zmieniła wygląd branży hazardowej w Polsce, dając początek rozwoju automatów barowych. Oprócz wprowadzenia na rynek bardzo popularnych w tamtych czasach salonów bingo, stworzenia sieci pusherów rozstawianych na terenie całej Polski, głównym jego osiągnięciem było umożliwienie rozpoczęcia pracy operacyjnej na automatach AWP. Pamiętajmy o Adamie Żamojdo, biznesmenie z Wrocławia, który był znanym operatorem i prekursorem biznesu związanego z bilardem, w końcówce swojego życia zostając dużym dystrybutorem akcesoriów do gry i stołów do poola. Listopad to także czas zmian i rozwoju. Branża ma do wyboru parę imprez targowych, począwszy od bułgarskich targów BEGE EXPO w Sofii, gdzie oprócz regionalnych firm i tuzów branżowych wystawił się także polski WZŁ i PGZ. Niedługo rozpoczną się także wielkie targi na Malcie – SiGMA 2018, na której wystawcami są operatorzy i dystrybutorzy gier ze świata hazardu online. Duże zainteresowanie tą imprezą powoduje, że cała Europa będzie miała oczy skierowane na tą aktualną kolebkę firm igamingowych. Wkrótce też w USA powstanie nowa edycja targów bettingowych – ICE Sports Betting w Nowym Yorku, co w sytuacji zmiany prawa zezwalającego na tworzenie firm oferujących zakłady sportowe na terenie poszczególnych stanów, stanowi początek rozwoju tego sektora na jednym z najlepszych rynków na świecie. A w naszym kraju cały czas oczekujemy na otwarcie kasyna online, co powinno już niedługo nastąpić, według zapewnień Totalizatora Sportowego. Życzę miłej lektury kolejnej edycji Magazynu E-PLAY Iwo Bulski Wydawca Magazynu E-PLAY
BETRadar – technologiczna kopalnia informacji bukmacherskich str. 10 Trybunał Konstytucyjny o podatku od gier hazardowych str. 15 Afryka nie taka dzika – ICE Africa 2018 str. 21 Szef bukmacherów Fortuna Maciej Nowak: „Ten rok zakończymy rewelacyjnym wynikiem” str. 25 SB Betting Software to innowacyjny dostawca oprogramowania str. 29 Współpraca z FORbet oraz Totalbet to dla nas największe wyróżnienie – mówi w wywiadzie dla E-PLAY Michał Głowacki, CEO SB Betting str. 33 Ukraina – permanentny brak regulacji hazardu str. 36 Powrót zagranicznych bukmacherów! str. 41 Weszliśmy w dorosłość str. 45 Przegrał siostrę w kości str. 49 Polowanie na robale – hazard to czy gra która wciąga str. 52 Influencerzy – czyli nowe możliwości dla branży hazardowej str. 56 20 tysięcy kilometrów to tylko 1 metr str. 60 Dlaczego muzycy kochają hazard str. 65 Grają nie tylko na scenie str. 69 3
Polska branża automatów do gier wczoraj i dziś
Kilka dni temu przeczytałem w mediach, jak to Lotto chwali się, że w swoich pilotażowych salonach hazardowych z automatami (9 miejscówek, póki co) osiągnęli 10 mln PLN obrotu. Wydaje się to niezbyt imponującym osiągnieciem jak na ponad rok posiadania monopolu, bo przecież jeszcze nie tak dawno sam resort finansów szacował, że polski rynek „jednorękich bandytów” jest wart ok. 14 miliardów PLN.
ożna tutaj domniemywać, że gdyby to prywatna firma miała na tym zarabiać z pozycji monopolisty, to rozwój sieci salonów z automatami do gier szedłby szybciej, bo przecież czas to pieniądz. Jednak nie ma co bezrefleksyjnie „wieszać psów” na osobach odpo-
wiedzialnych za ten cały projekt „upaństwowienia hazardu”, gdyż stoi przed nimi trudne zadanie. Jak bowiem podaje na swojej stronie www sam Totalizator: „Obecnie trwa proces certyfikacji automatów, a także testy integracji Rejestru Gracza i Systemu Centralnego. Zakończyły się też prace nad zapewnieniem bezpieczeń-
stwa grającym. Zostanie wprowadzona m.in. możliwość czasowego samo wykluczenia z gry oraz limity aktywności w grze i środków na grę.”. Każdy, kto miał większą styczność z zarządzaniem projektami IT, zdaje sobie zapewne sprawę, że dopracowanie takich rozwiązań nie jest proste, podobnie zresztą jak ogarnięcie całego
stosu „makulatury”, czyli dokumentacji niezbędnej przy tego typu przedsięwzięciach. Inna sprawa, że „pokrycie” rynku automatami w zakładanej skali musi swoje kosztować – według niektórych szacunków aż 5 miliardów PLN (tyle ma podobno pochłonąć zakup automatów oraz ich obsługa, choć wydaje się to dość zawyżonym szacunkiem). Tak dla porównania, sprzedaż wszystkich produktów Lotto w 2017 roku zamknęła się w kwocie nieco przekraczającej 5,5 miliarda PLN – czysty zysk był oczywiście wielokrotnie niższy. Cała operacja w założeniu ma przynieść profity dopiero po kilku latach, także spokojnie… Tyle tytułem wprowadzenia w temat – przejdźmy teraz do zagadnień związanych z przestępczością gospodarczą. Pranie pieniędzy na automatach do gier Tajemnicą poliszynela jest, że biznes ten był niezwykle lubiany przez prze-
stępcze kręgi, nie tylko zresztą w Polsce. Jeśli jednak chodzi o nasz kraj, to główne powody były dwa. Pierwszym była bardzo wysoka stopa zwrotu, a drugim możliwość łatwego prania pieniędzy w praktycznie dowolnej skali. Swego czasu bowiem automaty z niskimi wygranymi były obłożone podatkiem ryczałtowym w wysokości 180 Euro miesięcznie od jednej maszyny. Skąd się wzięła akurat taka kwota? Po prostu urzędnicy w oparciu o dane z salonów gier obliczyli, że przeciętna miesięczna kwota podatków liczonych na zasadach ogólnych wynosi ok. 500 Euro od jednego automatu. Następnie zrobiono symulację, która miała na celu wykazanie, ile z dotychczas nielegalnych punktów z automatami „samoopodatkuje się” przy konkretnych stawkach ryczałtu, no i wyszło, że najlepiej będzie zastosować stawkę właśnie w okolicach 180 Euro/mies. Trzeba przyznać, że rzeczywiście udało się dzięki temu w znacznym stopniu ograniczyć szarą strefę i zwiększyć wpływy do budżetu, ale swoistym rykoszetem było
danie przestępcom ciekawej możliwości legalizacji lewych dochodów. Tak więc po wprowadzeniu wspomnianego ryczałtu wystarczyło wrzucić do automatu np. 80 tys. PLN pochodzących z niewiadomego źródła i już mieliśmy wypraną kasę przy rewelacyjnie niskich kosztach operacyjnych w wysokości zaledwie 1% (w opisanym przypadku)! Sytuacja piękna dla każdego, kto chce zalegalizować np. dochody z handlu narkotykami, kradzieży samochodów itp. Dodam, że przedsiębiorcy zarabiający na automatach o niskich wygranych nie musieli odprowadzać od tego dodatkowo VAT-u (wbrew temu, co można nieraz przeczytać w sieci). Jeśli ktoś nie wierzy, to polecam sprawdzić chociażby interpretacje podatkowe wydane w tym temacie około 10 lat temu. Nie ma się więc co dziwić, że grupy przestępcze bardzo chętnie wchodziły w ten biznes. Co prawda były różne utrudnienia, jak chociażby
Automaty do gry w walizce
wego „wygaszenia” tego rynku). I było faktycznie coraz ciężej – dość powiedzieć, że według oficjalnych danych Służby Celnej w 2013 roku zarekwirowano niecałe 6 tys. automatów, a w 2015 roku było to już ponad 30 tys. Ostateczny cios branży zadały nowe przepisy, obowiązujące od 2017 roku, które w zasadzie wprowadziły monopol na automaty do gier (monopolistą zostało Lotto, a właściwie Totalizator Sportowy), wyłączając legalne maszyny w kasynach, których jest stosunkowo niewiele.
liczniki faktycznej liczby gier czy limity wygranych do kilkunastu Euro. W praktyce jednak automaty masowo przerabiano, likwidując kłopotliwe blokady, a wtedy dopiero zaczynała się prawdziwa gra. No i cóż, zgodnie z prawem maszyny slotowe powinny być zabezpieczone przed możliwością przerobienia, a dodatkowo przed trafieniem do salonów gier musiały przejść badania dokonane przez wyspecjalizowaną jednostkę, ale… Ale w praktyce wiele opinii wydawano „zaocznie”, czyli certyfikujący specjalista nie widział automatu na oczy (a pieniądze brał). Innym, chyba nawet częstszym, sposobem było wypłacanie wygranych „pod stołem”, czyli oficjalnie gracz otrzymywał tylko równowartość kilkudziesięciu PLN, a w praktyce bywało tak, że barman lub właściciel lokalu dzwonił „do serwisu”, po czym zjawiał się ktoś, kto przywoził w walizce np. kilka tysięcy złotych i wypłacał zwycięzcy. Takie „uniki” miały tę zaletę, że znacznie ograniczały ryzyko wpadki w sytuacji kontroli. Jak branża hazardowa próbowała poradzić sobie z zaostrzeniem przepisów w 2017 roku Przy okazji przytoczonego powyżej newsa o 10 milionach obrotu Lotto, przypomniały mi się „kombinacje”, z jakimi zetknąłem się w okresie, gdy eliminowano prywatne automaty
z rynku. Niektóre z nich były bardziej śmieszne, inne mniej, ale myślę, że warto je pokrótce przedstawić chociażby dla celów zapoznania się z tokiem myślenia i kreatywnością niektórych polskich „biznesmenów hazardowych”. 1.	 Najprostszym wyjściem było po prostu pozostawienie wszystkiego po staremu, rozumiane jako działanie od pewnego momentu na „nielegalu”. Czyli firmy rejestrowane na „słupa”, brak rozliczania się z fiskusem, a jak kontrola wpadnie i skonfiskuje automaty, to będziemy walczyć w sądzie wykorzystując kruczki prawne. No i rzeczywiście bywało tak, że sądy nakazywały zwrot zarekwirowanych automatów, które znowu trafiały na rynek i tak w koło Macieju. Część punktów zresztą działała całkiem legalnie, ponieważ niektóre firmy nadal miały ważne koncesje (nie wydawano jednak nowych, chcąc doprowadzić do stopnio-
2	Wprowadzenie tzw. „quizomatów”, quizów wiedzy itp. modyfikacji, dzięki którym automat miał się pozbyć zabronionego elementu losowości, gdyż gracze dla uzyskania wygranej musieli wykazać się „intelektem oraz refleksem”. No i tutaj zaczęły się przepychanki prawne – producenci i dystrybutorzy takich „legalnych” automatów przykładowo twierdzili bowiem, że dana gra została zbudowana w oparciu o ciąg matematyczny, który jest przedstawiony za pomocą równania tak prostego, aby przeciętny uczestnik mógł spokojnie obliczyć, na jakim etapie gry się aktualnie znajduje. To miało warunkować, że taki automat jest w pełni zgodny z polskim prawem, zgodnie z twierdzeniami prawników wynajętych przez firmy z branży hazardowej. Co ciekawe, podobno niektóre sądy w swoim orzecznictwie również podzielały tę opinię, ale jednak KAS miał w tej kwestii swoje własne zdanie. Przez pewien czas takie „quizomaty” stały sobie w miarę spokojnie w lokalach i zarabiały, aż zaczęły się na-
loty służb i konfiskaty. Co prawda można się było potem ciągać po sądach z KAS-em, ale szczerze mówiąc kiepski to biznes, w którym „nie znasz dnia ani godziny” – aż tak dużych dochodów z tych „quizomatów” nie było, aby opłacało się ponosić tak wysokie ryzyko. 3.	Pojawiły się też pomysły, aby automaty zastąpić komputerami i działać na zasadzie „kafejek internetowych”, które w określonych okolicznościach miały dać graczom możliwość oddania się hazardowi. Miało to na celu chociażby umożliwienie bezproblemowego przewozu urządzeń – w końcu komputer to tylko komputer i bez odpowiedniego softu (który można wszak odpalić dopiero w miejscu przeznaczenia, np. z płyty CD) nie sposób go traktować jak automatu do gier w świetle prawa. Pomysł miał teoretyczne szanse, ale nie doczekał się realizacji na większą skalę (zapewne przeważyły trudności natury organizacyjnej). Jednak trzeba wspomnieć, że w pewnym kształcie koncepcja ta została wcielona w życie, a mianowicie używano tabletów z odpowiednim oprogramowaniem, na których można było sobie pograć. Takie urządzenia w razie nalotów służb były jednak rekwirowane jako „służące do celów hazardowych”, a poza tym stanowiły raczej tylko dodatek do klasycznych automatów, stojących sobie nielegalnie w tym samym lokalu. 4.	Stworzenie sieci „hazardo-wozów”, które miały za zadanie jeździć po dyskotekach, uczęszczanych punktach poza miastem (np. w pobliżu większych sklepów spożywczych na wsiach), parkingach dla TIR-ów itp. i łapać tam chętnych graczy. Zaletą takiej koncepcji miała być mobilność rozumiana jako możliwość szybkiej ucieczki przed ewentualną kontrolą, co jest raczej trudne w przypadku punktów stacjonarnych. W razie zatrzymania kierowca takiego „ha-
zardo-wozu” miał się tłumaczyć, że on „tylko przewozi automaty”. Niestety (albo i stety) ustawodawca przewidział sankcje nawet za sam przewóz i magazynowanie automatów bez zezwolenia (dodatkowo muszą być one urzędowo opieczętowane), ale i te ograniczenie niektórzy chcieli obejść – słyszałem o szalonym pomyśle, jak to pewne osoby chciały użyć do celów transportowych dostawczaków z… ambasad obcych krajów, które to auta rzekomo prawie nigdy nie są kontrolowane. Czy chodziło o wynajęcie takich pojazdów, czy też podrobienie tablic rejestracyjnych i dokumentów, tego już niestety nie wiem. Można się z tego śmiać, jednak nie sposób nie docenić kreatywności w poszukiwaniu rozwiązań. 5.	Wyeliminowanie jakichkolwiek fizycznych form wygranej – według moich info niektórzy ludzie z branży przez moment patrzyli w stronę krypto walut, które co prawda nie podpadały pod ustawową definicję pieniądza, ale po krótkiej analizie prawnej można było ustalić, że będą traktowane jako pieniądz przez sądy w praktyce orzeczniczej (czyli „podpadną” pod ustawę anty hazardową). Jednak pomimo tych trudności w mniejszej skali do dziś funkcjonują miejscówki, w których można zagrać na komputerach w oparciu o krypto walutę – tyle, że są to miejsca ukryte, gdzie wejścia pilnuje kamera,
która w razie nalotu służb automatycznie odcina zasilanie. Rzecz jasna celnicy mają potem problem z udowodnieniem, że gra hazardowa rzeczywiście się odbywała. Zastanawiano się też nad żetonami – pozornie bezwartościowymi, ale jednak dającymi możliwość odebrania nagrody „pod stołem”. Metodą na obejście tego miały być chociażby specjalne kody QR, które wyświetlałyby się na ekranach automatów przez krótki czas po naciśnięciu odpowiedniego przycisku (rzecz jasna w sytuacji, gdyby gracz wygrał). No i po zeskanowaniu takiego kodu QR miałaby się otwierać jakaś strona internetowa, gdzie gracz mógłby podać swój numer telefonu, na który następnie przychodziłby generowany automatycznie klucz uprawniający do odbioru wygranej. Pomysł być może wydaje się ciekawy, ale widocznie okazał się nie do zrealizowania w praktyce. 6.	Jeszcze inni poszli w dość ciekawym kierunku, a mianowicie podejmowali próby eksportu maszyn slotowych np. do Afryki. Robili tak chociażby niektórzy producenci, którzy musieli jakoś zagospodarować sprzęt, dla którego nie było już miejsca w kraju. A jak do tej opcji podeszli biznesmeni, którzy zostali z setkami nieprzydatnych już urządzeń, za samo posiadanie których groziły zresztą solidne kary finansowe? Były próby ekspansji i używane niegdyś w Polsce au-
tomaty wyeksportowano na Czarny Ląd (ciężko powiedzieć ile ich było). Z pewnością jednak nie było to zadanie łatwe – raz ze względu na całą „papierologię” i logistykę, a dwa z uwagi na Chińczyków, którzy wysyłają tam hurtowo tanie maszyny w cenach poniżej 200 dolarów za sztukę. Wiadomo, że automat automatowi nierówny, ale przy tak niskim poziomie cen trzeba byłoby iść na naprawdę masową sprzedaż, aby ta cała zabawa się opłacała. Do tego jeszcze dochodziła specyfika tamtejszej ludności – wizyty Murzynów z “kałachami” nie były wcale czymś nadzwyczajnym. Być może taki eksport jest jednak jakimś pomysłem na biznes, skoro np. używane maszyny budowlane podobno schodzą w Afryce jak przysłowiowe ciepłe bułeczki… Branża “jednorękich bandytów” dziś Jeśli miałbym podsumować obecny stan rynku automatów jednym słowem, to określiłbym to tak: zgliszcza. Pomijając legalnie działające kasyna i wspomniane na początku punkty Lotto, to w zasadzie uchowały się jeszcze jakieś nieliczne, ukryte salony dla wtajemniczonych, a media raz po raz donoszą o sytuacji, w której KAS wpada do jakiejś piwnicy czy szopy i rekwiruje nielegalne maszyny. Jest to już jednak podziemie, a nie mainstream i to się już raczej nie zmieni (no chyba, że ustawodawca zniesie monopol Lotto). Co prawda próbowano walczyć o przetrwanie przy pomocy przeróżnych „patentów”, ale wszystkie one miały dwie wady: albo były niemożliwe/zbyt trudne do zastosowania w większej skali, albo państwo sukcesywnie zwalczało ich mutacje (np. wspomniane już „quizomaty”). Zresztą w przypadku niektórych pomysłów po prostu zwyczajnie przekombinowano – a jeśli coś przestaje być proste i zrozumiałe dla przeciętnego gracza, to jest skazane na porażkę. Do tego wszystkiego doszedł jeszcze
czynnik ludzki, a konkretnie klienci, których znaczna część albo przestraszyła się częstych nalotów służb, albo zniechęciła ciągłymi trudnościami w dostępie do gier (nielegalne punkty co jakiś czas zamykano lub przenoszono w inne miejsce). Tacy stali bywalcy jaskiń hazardu po prostu znaleźli sobie inne „hobby” i siłą rzeczy odzwyczaili się od grania, na ogół z korzyścią dla nich samych. Znam bowiem wiele ciekawych historii związanych z uzależnieniem od hazardu, jak to np. VAT-owcy potrafili przegrać na automatach po kilkanaście tys. PLN w ciągu zaledwie kilku godzin, a następnego dnia przyjechać z powrotem do tego samego lokalu i znowu wrzucić do tej samej maszyny podobną kwotę. Inny ciekawy przypadek to znany w Inowrocławiu złodziej samochodów, który w ciągu kilku lat „wtopił” kilkaset tys. złotych na jednorękich bandytach – jak sam mówił, gdy kończyły mu się pieniądze, to po prostu kradł jakieś auto, a otrzymaną od pasera gotówkę znowu przeznaczał na granie. Z nałogu wyleczyło go dopiero więzienie, więc był jednym z tych nielicznych przypadków, którzy mogą o sobie powiedzieć, że wynieśli pewne wymierne korzyści z pobytu „w sanatorium”. Nie będę już nawet przytaczał przypadków, a których ktoś pożyczał pieniądze od szemranych lichwiarzy, a potem nie mając z czego oddać, uciekał za granicę lub tracił dom czy mieszkanie. W każdym razie pewne jest to, że ograniczenie hazardu uratowało wiele rodzin i wiele osób uchroniło przed popadnięciem w długi.
Mała ciekawostka jako podsumowanie Jeszcze przed wprowadzeniem nowelizacji ustawy spekulowano, że za całym zamieszaniem stoją potężne pieniądze wyłożone na łapówki przez amerykańskie firmy z branży hazardowej, które miały realizować miliardowe zamówienie na dostawy maszyn slotowych dla Lotto. No i cóż, na samej stronie Totalizatora widnieje informacja, że cały projekt, czyli wyprodukowanie i dostarczenie urządzeń oraz oprogramowania do nich, odpowiadać będą spółki Skarbu Państwa, a konkretnie Wojskowe Zakłady Łączności nr 1, Exatel S.A. (100% akcji posiada Skarb Państwa) oraz Polska Wytwórnia Papierów Wartościowych. Co prawda chodzą słuchy, że tak naprawdę te polskie spółki to tylko zasłona dymna, bo cały projekt i tak ma realizować amerykańska firma jako podwykonawca, ale oficjalnych dowodów na to nie ma. Zresztą był już ktoś, kto drążył temat, no ale niestety zginał w wypadku samochodowym. Tym kimś był poseł Kukiz’15, Rafał Wójcikowski. n Tekst ten pochodzi z blogu białekołnierzyki.com, gdzie są poruszane sprawy związane z aferami i przestępczością gospodarczą. Redakcja MAGAZYNU E-PLAY nie utożsamia się z treściami zawartymi w tym tekście, jest on opublikowany za zgodą twórcy w celu przedstawienia innego punktu widzenia na kwestię automatów do gier i szarą strefę, w której obecnie te automaty się znalazły.
– technologiczna kopalnia informacji bukmacherskich Marek Magierski – redaktor pionu technicznego, specjalista od IT”
Informacja to potęga, hasło znane nie od dziś. Od wieków możni i władcy tego świata utwierdzają nas w prawdziwości tego stwierdzenia. A odpowiednie przetwarzanie informacji to klucz do sukcesu na każdym froncie. A co, jeśliby dołączyć do tego odpowiednią technologię?
dpowiedź jest bardzo prosta. A udzielili jej już w 2000 roku dwaj Norwegowie z Trondheim, Petter Fornæss i Tore Steinkjer. Wtedy to właśnie powstał Sportradar, pierwszy monitor branżowy nastawiony na rynek bukmacherski, który wykorzystywał technologię crawlerów. Dziś jest ona powszechnie znana i wykorzystywana przez wszystkie czołowe firmy zajmujące się wyszukiwaniem i agregacją danych, ale na
tamte czasy była ona dość pionierska. Zaledwie rok później z pomocą swoich austriackich i niemieckich partnerów stworzyli Betradar, czyli potężne narzędzie do monitoringu i raportowania online dla rynku bukmacherskiego. Betradar to marka Sportradar, światowego lidera w zrozumieniu i wykorzystaniu mocy danych sportowych i treści cyfrowych dla swoich klientów
na całym świecie. Sportradar dostarcza najnowocześniejsze rozwiązania i usługi dla mediów, bukmacherów, federacji sportowych, a nawet władz państwowych. Grupa Sportradar jest prawdziwie międzynarodową organizacją, zatrudniającą ponad 2000 osób aż w 30 lokalizacjach na całym świecie. Szybki wzrost firmy napędzany jest przez innowacje technologiczne i głębokie zrozumienie potrzeb biznesowych klientów. Ponad
1000 przedsiębiorstw w 80 krajach polegają na kompleksowych usługach i jakości danych firmy Sportradar w codziennej działalności. Ponieważ marka Betradar pojawiła się na rynku zakładów w 2001 roku, stała się najbardziej zaufanym dostawcą rozwiązań licencjonowanym operatorom na każdym kontynencie. Dzisiaj Betradar zapewnia wszystkie usługi niezbędne do prowadzenia udanej działalności bukmacherskiej: mecze, wyniki, propozycje kursów, narzędzia handlowe, usług wbudowanych, narzedzi prognozowania kursów dla front-end'u (w tym statystyki i wyniki na żywo), usługi transmisji na żywo, innowacyjne gry i ich rozwiązania oraz usługi zakładów sportowych. Jak widać jest to potężny kolos, swoim zapleczem narzędziowym wspierającym największych graczy na rynku zakładów sportowych i nie tylko. Z uwagi na to, że zakłady bukmacherskie wciąż konkurują i wprowadzają innowacje, Betradar stoi na ich czele, starając się jak najlepiej sprostać wyzwaniom i wymaganiom międzynarodowego przemysłu bukmacherskiego w przyszłościowy sposób, pomagając maksymalizować zysk każdego klienta. Przychodzi im z pomocą cały szereg narzędzi, które swoją innowacyjnością i zaawansowaniem technologicznym wychodzą naprzeciw najbardziej wymagającym klientom. Przyjrzyjmy się najważniejszymi z nich wraz z ich krótką charakterystyką. Pre-Match Odds – czyli obszerna oferta kursów przedmeczowych Usługa Pre-Match Odds zapewnia wszystko, czego potrzeba do stworzenia własnego zaplecza bukmacherskiego i zarządzania nim – od tworzenia zdarzeń i kursów po monitorowanie rynku i potwierdzenie wyniku. Usługa ta pozwoli wypełnić ofertę dokładnymi i stale weryfikowanymi zakładami dla ponad 370 000 wydarzeń rocznie w ponad 60 dyscyplinach sportowych. Wszystkie
rynki są kompilowane i sprzedawane wewnętrznie przez dedykowany zespół ekspertów, którzy dokładnie monitorują zmiany cen niemal wszystkich bukmacherów na całym świecie. Zweryfikowane wyniki są następnie dostarczane natychmiastowo, umożliwiając bezpośrednie rozliczenie zakładów. W ten sposób dostarczają najdokładniejsze kursy przedmeczowe w całej branży. Live Odds – czyli usługa kursów na żywo Usługa Live Odds firmy Betradar jest najpopularniejszą usługą transakcyjną na rynku, używaną przez ponad 350 bukmacherów na całym świecie. W pełni zautomatyzowana i zintegrowana usługa jest gotowa do bezpośredniego użytku przez klientów, wymagając jedynie bardzo ograniczonych zasobów ze strony użytkownika, aby zaoferować szeroki wybór zakładów sportowych i oferty z rynku zakładów na żywo. Zespół ekspertów firmy Betradar zapewnia pełne dopasowanie w czasie rzeczywistym, dzięki wykorzystanym przez
nich wiodącym matematycznym modelom kursów na żywo – ponad 200 000 wydarzeń rocznie w 23 dyscyplinach sportowych. Live Data Service – czyli usługa dostępu do danych czasu rzeczywistego Live Data Service nie ma sobie równych, to źródło informacji naprawdę wiarygodnych i kompleksowych danych sportowych w czasie rzeczywistym. Globalna sieć ponad 7 000 dobrze wyszkolonych dziennikarzy gwarantuje pokrycie w trybie całodobowym najlepszych na świecie standardów w zakresie jakości, bezpieczeństwa i integralności. Betradar zapewnia, że usługa Live Data jest najszybsza na rynku; ze wszystkimi danymi dostarczonymi w czasie krótszym niż jedna sekunda od miejsca wydarzenia bezpośrednio do klienta. Ten oparty na widgetach interfejs transakcyjny jest w pełni konfigurowalny i wyposażony we wszystkie niezbędne funkcje do optymalizacji na poszczególne rynki.
Live Trading Tool (BetPal) – czyli usługa transakcyjna na żywo Wyrafinowane narzędzie Live Trading Tool firmy Betradar umożliwia inwestorom efektywne zarządzanie wieloma meczami za pomocą dziesiątek typów zakładów na mecz jednocześnie. Produkt może być używany razem z usługą Live Odds, aby kontrolować typy klienta w zależności od odpowiadających warunków i zapewniają wymaganą elastyczność, aby wystawić najlepszą ofertę na rynku. Betradar Ctrl – pełna kontrola nad operacjami bukmacherskimi Betradar Ctrl to innowacyjny system bukmacherski pełen najbardziej poszukiwanych funkcji. Dwa czynniki krytyczne ukształtowały cały jego rozwój: szybkość i kontrola. Właśnie dlatego jego modułowa konstrukcja i przyjazny interfejs użytkownika umożliwiają szybką i bezproblemo-
wą integrację nowych usług i funkcji. Ta nowa technologia umożliwia również wyświetlanie aktualizacji kursów w czasie rzeczywistym i wybieranie bukmacherów, z którymi klient chce je porównać. Przyjazne menu uczyni nawigację intuicyjną i prostą, oszczędzając czas i pozwalając skupić się na bardziej skomplikowanych obszarach operacyjnych. Wszystkie funkcje usług w zakresie kursów przedmeczowych, które są obecnie dostępne przez Betradar.com, są również dostępne w usłudze Ctrl. Dodatkowe funkcje, narzędzia i usługi niedostępne obecnie na Betradar.com zostaną dodane do Ctrl +, dając tym samym możliwość kontroli zdarzeń i rynku, a także kursów przedmeczowych. Usługa monitorowania na żywo Monitorowanie na żywo to system kontroli kursów, który umożliwia porównanie pozycji z rynkiem w czasie rzeczywistym. Interfejs zaprojektowany, aby pomieścić jed-
nocześnie wiele sportów i meczów, opiera się na narzędziach wizualizacji. Kompleksowy i w pełni konfigurowalny system alarmowy umożliwia identyfikację scenariuszy wysokiego prawdopodobieństwa i tzw. „pewniaków” na bardzo wczesnym etapie. Usługa zakładów Esportowych Zakłady Esportowe to wyjątkowa okazja dla bukmacherów, aby wykorzystać rosnącą popularność gałęzi rynku, która szczyci się ogromnymi wskaźnikami zaangażowania. Esporty są nie tylko rozgrywane przez coraz większą liczbę osób, ale także oglądane przez coraz większa publiczność. Aby przekształcić entuzjastów esportu w lojalnych graczy, bukmacherzy muszą oferować naprawdę wciągający pakiet rozrywkowy w 100 procentach dostosowany do ich potrzeb. Dzięki wiodącej na rynku internetowej usłudze zakładów sportowych w Betradar jest wszystko, czego potrzeba, aby stworzyć własną
ekscytująca oferta esportów. Zapewni klientom najszerszy i najbardziej wiarygodny zakres przedmeczowy i zakładów na żywo dostępny na rynku. Zaspokoi potrzeby w zakresie informacji o meczach dzięki swoim wszechstronnym wynikom na żywo i rozwiązaniom statystycznym oraz najszybszym transmisjom na żywo dostępnym w dowolnym miejscu i na każdym urządzeniu. Usługa ta pozwoli na dotarcie do nowej generacji klientów. Usługa zakładów sportów wirtualnych Wirtualne sporty firmy Betradar
zapewniają znaczące dodatkowe przychody dla operatorów poszukujących sposobów oferowania zakładów całodobowych w wielu kanałach: detalicznym, terminalowym, mobilnym i online. Integracja z ponad 180 bukmacherami na całym świecie i ich wiodących produktów sportów wirtualnych, powoduje, że jest to najszybciej rozwijająca się usługa na rynku. Portfolio Betradar obejmuje: wirtualną piłkę nożną, wirtualny tenis, wirtualną koszykówkę, wyścigi konne oraz wyścigi psów.
cy w zakresie zakładów bukmacherskich. Wyżej opisane usługi to tylko część z imponującego wachlarza, jaki oferuje firma. Rozbudowana platforma oraz obszerna baza widgetowa pozwoli stworzyć ogromne zaplecze narzędziowe nawet dla najbardziej wymagających firm bukmacherskich. Oprócz tego firma dostarcza cały szereg kompleksowych danych, które odpowiednio wykorzystane mogą przynieść ogromne korzyści. n
Betradar dzięki swojej modułowej strukturze jest w stanie zapewnić wszelkie niezbędne narzędzia do pra-
o podatku od gier hazardowych Bartosz Bulski – redaktor portali E-PLAY, specjalizujący się w opisywanu wydarzeń z rynku krajowego.
plauz Sp. z o.o. z siedzibą w Bielsku-Białej ponad 5 lat temu poprzez swojego pełnomocnika adwokata Krzysztofa Budnika złożyła skargę konstytucyjną, zarzucając artykułowi dotyczące-
mu zwiększenia obciążeń podatkowych spółek eksploatujących AoNW niezgodność z szeregiem zapisów konstytucyjnych. W uzasadnieniu Spółka zaakcentowała, że ustawa o grach hazardowych nie zawierała
przepisów przejściowych, niezbędnych do poszanowania interesów podmiotu przed upływem okresu, na który otrzymał on pozwolenie na urządzanie gier na automatach o niskich wygranych. Zdaniem Spółki do
czasu wygaśnięcia pozwolenia automaty powinny być opodatkowane dotychczasowa stawką od każdego automatu wynoszącą 180 euro, natomiast ustawa z dnia 19 listopada 2009 roku o grach hazardowych została wprowadzona z naruszeniem Konstytucji . W swojej skardze Spółka zauważa iż zwiększenie stawki podatku od gier na automatach o niskich wygranych miało charakter normy ukierunkowanej na cel pozafiskalny w postaci ograniczenia zakresu swobody prowadzenia działalności gospodarczej, poprzez znaczące oraz nieproporcjonalne ograniczenia liczby automatów i punktów gier na automatach o niskich wygranych poprzez spowodowanie ich nierentowności i doprowadzenie do zamknięcia. Podkreślić należy, że zwiększenie
opodatkowania automatów o niskich wygranych było dyskryminujące dla tego sektora rynku hazardu, gdyż w zakresie pozostałych gier hazardowych stawka podatku albo nie ulegała zmianie albo zmiana była jedynie marginalna. W grach liczbowych oraz loteriach stawka pozostawała niezmienna natomiast w zakresie zakładów wzajemnych wzrastała jedynie o 2% a w grach w salonach bingo o 15%. Szczególnie istotny dla celów porównawczych jest fakt, że w zakresie gier na automatach, które były organizowane w salonach gier oraz kasynach ustawa wprowadzała jedynie 5% wzrost opodatkowania dochodu. Istotne również w sprawie jest to, że ta stawka nie jest jak w przypadku AoNW stawką ryczałtową i jest uzależniona od rzeczywistego zarobku automatu do gier. W ujęciu procen-
towym stawka podatku od gier na automatach o niskich wygranych wzrosła aż o 255%! Przepis wprowadzający tak drastyczny wzrost obciążeń podatkowych naruszył zatem zasadę równości traktowania przedsiębiorców z branży niskiego i wysokiego hazardu pomimo iż funkcjonowali w zbliżonej kategorii działalności gospodarczej gdyż przedmiotem opodatkowania w obu przypadkach była gra na automacie losowym. Tak istotne podwyższenie podatku dla dotychczasowej działalności wymagałoby odpowiednio długiego okresu przejściowego aby przedsiębiorcy rozliczający się na dotychczasowych zasadach mogli dostosować swoje plany biznesowe i odpowiednio zredukować koszty nie narażając się na straty. Niestety ustawodawca
zastosował minimalny, wymagany dla zmian podatkowych okres vacatio legis i dał miesiąc na dostosowanie się do nowej sytuacji podatkowej. Racjonalne zaplanowanie w ciągu zaledwie jednego miesiąca dalszych działań gospodarczych było tym bardziej utrudnione, że w tym samym czasie weszły w życie również pozostałe przepisy nowej ustawy hazardowej zmierzającej de facto do wygaszenia i całkowitej likwidacji sektora gier na automatach o niskich wygranych. Oznaczało to, że podmioty nie tylko musiały dostosować się do nowej wysokości podatku ryczałtowego ale także odnaleźć się w całkiem nowej sytuacji prawnej dotyczącej eksploatowania automatów. Wiązało
się to między innymi z zakazem zmiany lokalizacji dotychczasowej eksploatacji automatu do gier. W nowej sytuacji prawnej pozbawiono możliwości przeniesienia automatu z nierentownej lokalizacji na taką, która by zapewniała przychód pozwalający na uniesienie podwyższonej kwoty podatku. Zaznaczyć również trzeba, że obowiązek podatkowy w pełnym zakresie rodził się już z pierwszym dniem miesiąca, w którym dany automat był eksploatowany. Wiązało się to zatem z niemożliwością przewidzenia rentowności konkretnego automatu do gier a co za tym idzie ogromnymi stratami dla przedsiębiorców płacących podatek ryczałtowy. W związku z tym Spółka skarżąca do Trybunału Konstytucyjnego prze-
pis podwyższający kwotę podatku nie kwestionuje nowej wysokości ryczałtu a jedynie formę wprowadzenia przepisu, która ewidentnie była dyskryminująca dla tego sektora branży i narażała przedsiębiorców na zbytnie obciążenia fiskalne, którym mogliby zapobiec. Sens odpowiedniego vacatio legis polega na tym żeby zapewnić obywatelom nie tylko czas na zaznajomienie się z nowymi przepisami ale także na dostosowanie się do wymagań, które niosą ze sobą nowe regulacje. Generalnie ciężar obciążeń podatkowych należy kształtować w taki sposób aby uwzględniać zarówno interes publiczny, jak i położenie ekonomiczne podatnika, a niezbędnym
kanonem jest przy tym poszanowanie majątku i własności. Wypływa z tego istotny postulat zakazu doprowadzania za pomocą podatków do naruszania istoty prawa własności oraz naruszania podatkiem prawa do prowadzenia działalności gospodarczej. A instrumenty podatkowe nie mogą być środkiem do ograniczania działalności gospodarczej. Dotychczasowe orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego wskazują, że nie ma co liczyć na przychylność dla spółek z branży hazardowej pomimo oczywistej represyjności wprowadzonej w 2010 ustawy o grach hazardowych mającej jedynie na celu jak najszybsze rozmycie odpowie-
dzialności za tzw. „aferę hazardową”. Natomiast finansowe konsekwencje dla budżetu Państwa w momencie zakwestionowania tego przepisu przez Trybunał są trudne do oszacowania ale na pewno idące w grube miliony złotych (ewentualny zwrot nadpłaty różnicy podatkowej między 2000 PLN a 180 euro od każdej sztuki AoNW miesięcznie). Wszystko to powoduje, że nie mam raczej złudzeń co do decyzji Trybunału ale też z ciekawością na nią zaczekam do 28 listopada bo może być ciekawie. Oczywiście o wyroku poinformujemy Was na łamach portalu E-PLAY.PL. Skarga konstytucyjna o zbadanie zgodności art. 139 ust. 1 usta-
wy z dnia 19 listopada 2009 roku o grach hazardowych z art. 2 w związku z art. 20, art. 21, art. 22, art. 31, art. 64 ust. 1 i 3, art. 84 oraz z art. 217 Konstytucji RP. •	Sygnatura sprawy: SK 3/14 •	 Data wpływu do TK: 27 czerwca 2013 •	 Podmioty w sprawie: – APLAUZ Spółka z o.o. z siedzibą w Bielsku-Białej – skarżący – Prokurator Generalny – uczestnik postępowania – Sejm Rzeczypospolitej Polskiej – uczestnik postępowania •	 Publiczne ogłoszenie orzeczenia: 28.11.2018 godz. 11:30
– ICE Africa 2018
Na samym końcu kontynentu afrykańskiego w Południowej Afryce w mieście Johannesburg, kolebce walk o zrzucenie jarzma apartheidu światowy organizator wystaw i eventów branżowych, Clarion Events podjął się organizacji pierwszych międzynarodowych targów pod nazwą ICE Africa.
am wybór organizacji targów branżowych na krańcu kontynentu afrykańskiego już sam w sobie był dużym ryzykiem. Jedno z najniebezpieczniejszych miast Afrykańskich Johannesburg ze swoją lokalizacją nie sprzyjało bowiem dobremu skomunikowaniu się potencjalnych inwestorów jak i dostawców produktów branżowych. Dla osób odwiedzających tą wystawę znacznie wygodniejsze były by miasta w centrum, jak Nairobi w Kenii lub Lagos w Nigerii. Są to miasta gdzie od lat hazard jest bardzo widoczny a władze stwarzają dobrą platformę prawną do jego rozwoju. Wybór Johannesburga nie był jednakże przypadkowy, to tu skupia się centrum życia biznesowego Afryki i stąd wychodzą nici kontaktów większości działań gospodarczych. ICE Africa 2018 zostało zorganizowane perfekcyjnie, tak jak zresztą wszystko co wychodzi z pod ręki Clarion Events. Impreza zlokalizowana była w Centrum Kongresowym Sandton a odbywała się w dniach 24-25 października. Wprawdzie tylko dwa dni trwania tego show dla przybyszów wydawać by się mogło to zbyt krótko, ale przy ilości 74 stoisk firm z Europy i Afryki oraz obecności
Autor a w tle stoisko Lottery Sollution
przedstawicieli z ponad 25 krajów afrykańskich czas spędzony na ICE był wystarczający. Na targach zaprezentowały swoje produkty takie uznane firmy jak: Aruze Gaming; BtoBet; Flutterwave; Gambee; GLI; Betinvest; Merkur Gaming; 1xBet; Recreativos Franco; MST; Neosurf; Playtech BGT Sports; Quanta; Superbet oraz umAfrika Gaming Technologies. Oprócz tych uznanych już marek
światowych, wystawcami były również dwie nowe firmy z polskimi korzeniami, czyli LottoFun/Lottery Technology oraz Trojka obie z Warszawy. Pierwsza z tych firm prezentowała możliwości dostosowania rozwiązań ze sfery loterii do istniejących kasyn lub bukmacherów online, Trojka zaś przedstawiała nowe rozwiązania technologiczne dotyczące kasyn i gier online, w tym ruletki. Jak zapewnili mnie przedstawiciele Lotttery Technology, obecność na tej wysta-
wie przeszła ich najśmielsze oczekiwania, jeszcze nigdy nie mieli takiego zainteresowania swoimi produktami, a uczestniczyli ostatnio w wielu światowych wydarzeniach i targach. To oczywiście tylko targowe impresje i kontakty z których w przyszłości powinny wyjść kontrakty, jednak ich ilość napawała optymizmem.
stoisko firmy Kiron
wejście główne ICE Africa
▲ stanowisko Merkur Gaming ▼ stoisko Aruze
Podczas rozmowy z przedstawicielem organizatora, Danem Stone, managerem ds. Marketingu w Clarion Events dowiedzieliśmy się o tym, że – „Podjęliśmy decyzję o uruchomieniu kolejnych Targów po wyraźnych prośbach i sugestiach od przedstawicieli biznesu hazardowego z siedzibą w Afryce. Zostaliśmy nakłonieni abyśmy mogli stworzyć i zorganizować profesjonalną wizytówkę, z której ten kontynent może być dumny. Odkąd podjęliśmy decyzję o wprowadzeniu marki ICE na kontynent afrykański, byliśmy naprawdę zachęcani przez niezwykle pozytywną reakcję wszystkich stron – producentów, dostawców, regulatorów, dziennikarzy i komentatorów. Zbliżając się do pierwszej edycji ICE Africa, wszystkie dane, na które czekaliśmy, były bardzo pozytywne i jesteśmy przekonani, że tym samym otworzymy nowy rozdział w rozwoju gier na kontynencie afrykańskim.” Faktycznie, jak na pierwszą edycję ICE Africa wszystko odbyło się bez zarzutu. Nienaganna obsługa podczas rejestrowania się, organizacja eventów i spotkań branżowych podczas twania dwóch dni targowych, pełna informacja przekazywana zwiedzającym oraz miejsce lokalizacji wystawy w otoczeniu najważniejszych hoteli w centrum biznesowym Johannesburga, to wszystko pozytywnie wpłynęło na powodzenie tej imprezy. W związku z tym, że liczby przekroczyły przewidywania a opinie uczestników potwierdziły zdecydowanie pozytywną reakcję na inauguracyjne wydarzenie, Kate Chambers, dyrektor zarządzający Clarion Gaming już planuje drugą edycję ICE Africa. Na zakończenie tej edycji stwierdziła: „Kiedy wystartowaliśmy, byłam na sali
targowej, aby powiedzieć wszystkim wystawcom i odwiedzającym, że naszą wizją było stworzenie prezentacji, którą Afryka mogłaby się pochwalić i która byłaby centralnym punktem rozwoju odpowiedzialnych społecznie i zrównoważonych gospodarek hazardowych na całym kontynencie. Przy 66% ogólnej frekwencji pochodzącej z Afryki uważam, że udało nam się zrealizować tę aspirację. To przedsiębiorcy afrykańscy po raz pierwszy poprosili nas o przyniesienie marki ICE do Afryki i obecnie cieszę się, że mogliśmy współpracować z tak wieloma przedstawicielami biznesu z Afryki, aby wizja pełnej prezentacji produktów i usług stała się rzeczywistością. W trakcie całego procesu opracowywania i planowania doszło do głębokiego i niezwykle autentycznego entuzjazmu, który sprawił, że wydarzenie to zakończyło się sukcesem. Czekamy na dalszą współpracę z naszymi partnerami z kontynentu afrykańskiego, aby rozwinąć markę ICE Africa i przenieść ją na znacznie wyższy poziom. Dzięki wydarzeniom wprowadzającym ICE na ten rynek nie wszystko poszło gładko, ale mój zespół w Clarion Gaming, który wykonał tak dobrą robotę, aby urzeczywistnić ICE Africa, już pracuje nad poprawą popełnionych błedów i budowaniem kolejnej edycji z niewątpliwym sukcesem, który wszyscy obecnie doświadczyli. Ogólnie rzecz biorąc, są to bardzo ekscytujące czasy dla rozwoju branży gier w Afryce i bardzo ekscytujące czasy dla marki ICE, która wykazała swój międzynarodowy urok i możliwości eksportowe”. Markus Wessler dyrektor ds. sprzedaży, Merkur Gaming, jednego z największych wystawców na tej imprezie, z przyjemnością ogłosił bardzo udany występ, stwierdzając tym samym – „Nasze oczekiwania przed otwarciem ICE Africa były stosunkowo skromne. W tym przypadku jednak nastąpiło miłe zaskoczenie i obecnie oczekujemy działań na rynku na dłuższą metę. Pokazaliśmy zarówno nasze produkty z kasyna, jak i LPM, a także skorzystaliśmy z wiedzy naszego lokalnego sojusznika, MP Gaming. Odwiedzający przybyli nie tylko
z Południowej Afryki, ale także z wielu różnych afrykańskich krajów, w tym z Demokratycznej Republiki Konga, Kenii i Ugandy. Na wystawie mogliśmy również zawrzeć znaczącą umowę o testowanie maszyn w kasynie z jednym z największych operatorów w Południowej Afryce, co było naprawdę bardzo miłe”. Jedynym kwiatkiem do kożucha tej euforii po wystawowej jest jednak fakt dużego zacofania technologicznego w większości krajów afrykańskich. Zwłaszcza dostarczanie szybkiego Internetu, co stanowi niezbędny warunek istnienia kasyn i bukmacherów online. Nie można bowiem dopuścić w trakcie gier lub obstawiania do zrywania łącz. To podważa cały sens istnienia hazardu online. Wprawdzie nastąpił już w wielu afrykańskich krajach znaczący postęp w tej dziedzinie ale nadal jest to języczek u wagi rozwoju sieci zakładów sportowych. Sprzyjające rozwiązania prawne i możliwość uzyskania licencji w niektórych krajach nie stanowi takiego problemu jak ta kwestia rozwoju technologii. Mimo to, odwiedzający wystawę przedstawiciele regionu rozpoczynali swoją podróż do świata rozrywki i hazardu. W wystawie można było spotkać przedstawicieli 25 krajów afrykańskich, reprezentantów z Botswany; Kamerunu; Czadu; Kongo (The Democratic Republic of ); Swatini (dawniej Suazi); Egiptu; Gambi; Ghany; Kenii; Lesotho; Liberii; Malawi; Mauritiusu; Maroka; Mozambiku; Namibii; Nigerii; Rwandy; Seszeli; Afryki Południowej; Sudanu; Tanzanii (Zjednoczone Królestwo); Ugandy; Zambii i Zimbabwe. Jak powiedział Valentyn Kyrylenko, wiceprezes Betinvest ds. Rozwoju biznesu: „Byliśmy na ICE Africa z jasnym zrozumieniem potrzeb tego rynku, więc jesteśmy w stanie zaoferować klientom odpowiednie produkty i rozwiązania. Pracujemy już nad integracją nowego systemu płatności, który będzie wygodny dla klientów mieszkających na kontynencie afrykańskim. Rynek afrykański
ma duży potencjał rozwojowy i wspaniale jest, że firma Clarion Gaming postanowiła zebrać wszystkich najlepszych dostawców gier hazardowych i gier w Johannesburgu. Z niecierpliwością czekamy na możliwość dzielenia się doświadczeniami i nawiązywania dobrych relacji roboczych”. Duża ilość zwiedzających była również z Europy, reprezentując firmy, które z pewną obawą podchodziły do tej pierwszej wystawy. Managerowie i przedstawiciele tych firm stwierdzili jednoznacznie, że warto było jednak zaryzykować i na przyszłą edycję podejmą kroki aby i ich produkty oraz firmy wzięły udział w tym show. Greg Parsons, dyrektor ds. Sprzedaży w Betradar skomentował tą wystawę następująco: „To było naprawdę mocne wydarzenie, biorąc pod uwagę, że było to pierwsze wydanie. ICE jest uznanym wydarzeniem branży bukmacherskiej na całym świecie. Betradar jest światowym liderem w dostarczaniu danych, zakładów i rozwiązań rozrywkowych i uważamy, że była to dla nas doskonała okazja do zaprezentowania naszych rozwiązań w Afryce. Jest to więc coś, na czym prawdopodobnie opiera się Betradar.”
stoisko 1Xbet
stoisko Playtech
Komentarze po tej wystawie uzyskane od paru jej wystawców wskazują jednoznacznie, że ta impreza była bardzo udana i potrzebna dla obu stron. Zarówno korzystały z niej firmy wyspecjalizowane w dostarczaniu technologii i gier, ze swoimi sprawdzonymi rozwiązaniami. Przedstawiciele regionu mieli duża możliwość poznania ciekawych rozwiązań dostosowujących technologię do możliwości jej wykorzystania w swoim kraju. Również obecność par firm produkujących sprzęt do kasyn i salonów gier – Merkur Gaming czy Aruze Gaming świadczyła o zainteresowaniu producentów urządzeń do gier tym rejonem świata. Mimo ze wystawa była początkowo wielką niewiadomą dla większości wystawców, teraz można stwierdzić, że Ci którzy zaryzykowali i tam przyjechali wybitnie z tego skorzystali. n
Szef bukmacherów Fortuna Maciej Nowak:
„Ten rok zakończymy rewelacyjnym wynikiem” Branża bukmachera w Polsce rozwija się z dnia na dzień. Rośnie liczba klientów, a co za tym idzie zysk operatorów. Oferowane produkty przez legalnych w naszym kraju bukmacherów stoją na światowym poziomie. Nie ma czasu na stanie w miejscu i czekanie na krok konkurencji. Jednym z najlepszych przykładów jest Fortuna, która na naszym podwórku odgrywa pierwszoplanową rolę. Postanowiliśmy zatem porozmawiać z Maciejem Nowakiem, jednym z ojców sukcesu Fortuny. E-PLAY: Od 14 lat pracujesz w Fortunie, z krótką przerwą związaną z epizodem w Superbet. Jak w tym czasie zmieniała się branża bukmacherska w Polsce i sama Fortuna?
Ariel Moskała – analityk rynku bukmacherskiego i komentator wydarzeń sportowych
​Maciej Nowak: W 2004 roku zaczynałem przygodę w firmie Profesjonał Sp. z o.o., najstarszej firmie bukmacherskiej sektora prywatnego w Polsce. Profesjonał na przełomie roku 2007/2008 zmienił nazwę na Fortuna zakłady bukmacherskie, tym samym stał się nieodłączną częścią grupy Fortuna. Przez 14 lat zmieniło się praktycznie wszystko, kilka razy zmieniała się ustawa hazardowa a branża z ery analogowej przeszła do cyfrowej. Kiedyś zmiana kursów na mecz w dowolnym punkcie naziemnym w Polsce zajmowała od kilku do kilkunastu minut, autoryzacje odbywały się przez telefon, oferta zajmowała kilka stron A4 i obejmowała tylko najważniejsze ligi i podstawowe zakłady na mecz. Dzisiaj możesz zawrzeć zakład przez smartfona a kursy zmienić w ułamku sekundy, ryzykiem zarządzamy dzięki zaawansowanym algorytmom, wydrukowana kompletna oferta zaczyna przypominać trylogię Tolkiena a zakładać można się praktycznie na wszystko i o wszystko.
Fortuna w tym czasie rozwijała się i kształtowała rynek bukmacherski w Polsce. Podwoiła liczbę punktów przyjmowania zakładów (z 300 do przeszło 600), jako pierwsza w Polsce zaoferowała Klientom możliwość zawierania zakładów przez Internet oraz wprowadziła zakłady typu LIVE.
Jestem również członkiem managerskiego zespołu bukmacherów Grupy Fortuna na międzynarodowym poziomie, w ramach którego ustalamy globalną oraz lokalną wizję przyszłości i kierunek rozwoju.
ze znajomymi, możecie kontaktować się w mediach społecznościowych, ale nic nie zastąpi spotkań w realu. Dlatego też stawiamy na multichannel i inwestujemy w ściany multimedialne oraz terminale samoobsługowe.
E-PLAY: Wraz z tym wszystkim zmieniała się również Twoja pozycja w Fortunie. Obecnie jesteś dyrektorem działu bukmacherskiego (Head of Bookmaking). Na czym dokładnie polega teraz Twoja praca?
E-PLAY: Według najnowszych danych opublikowanych przez Ministerstwo Finansów około 60% zakładów w ubiegłym roku w Polsce było zagranych w Internecie. Czy uważasz, że ten trend będzie rósł z roku na rok i punkty naziemne w końcu przejdą do historii?
MN: Odpowiadam za ofertę bukmacherską, strategię kursową, produkty i zarządzanie ryzykiem związanym z przyjmowaniem zakładów w polskiej Fortunie. Zarządzam pracą polskiego zespołu bukmacherów, który przygotowuje ofertę przedmeczową i live, monitoruje kursy oraz zawierane zakłady. Pracuję nad wdrażaniem nowych rozwiązań systemowych.
MN: Zakłady zawierane przez Internet z początkowych 20-25% w 2012 roku skoczyły nawet do poziomu 75%. Ciężko przewidzieć co będzie za kolejne 6 lat, jednak myślę, że punkty obronią się i nie znikną z ulic. W punktach ludzie mają możliwość spotkać się, podyskutować o typach, wspólnie oglądnąć mecz i wspólnie przeżywać emocje. Internet tego nie zastąpi. To jak spotkanie
E-PLAY: Terminale samoobsługowe to bardzo śliski temat. Są obawy, że punkty z takimi maszynami do obstawiania zaczną w Polsce wyrastać jak grzyby po deszczu, jak kiedyś budki z "jednorękimi bandytami". Czy to dobry kierunek? Po wprowadzeniu nowej Ustawy Hazardowej w zeszłym roku branża bukmacherska została lepiej odbierana przez Polaków i miała lepszy wydźwięk w mediach. Czy terminale nie zburzą tej pozytywnej opinii, o którą kilka firm w naszym kraju walczy? MN: Nie wydaje mi się, żeby ten temat był śliski. Mamy zaakceptowany regulamin gry w retailu z możliwością sprzedaży za pośrednictwem SSBT (Self Service Betting Terminal). Dla mnie SSBT to standard, który od lat można zaobserwować w Europie Zachodniej (np. Wielka Brytania, Niemcy). Terminal w nowoczesnym punkcie bukmacherskim powinien umożliwiać intuicyjne
i szybkie zapoznanie się z aktualną, kompletną ofertą zakładów przedmeczowych i live. Dzisiaj jednym z największych problemów operatorów naziemnych jest właśnie prezentowanie oferty. Nie ma sensu drukowanie kompletnej oferty, kluczowe jest również, by była aktualna. Niestety często już po kilku minutach od druku tak nie jest. Między innymi dlatego wprowadza się ściany multimedialne i SSBT. Terminal spełnia również inne funkcje, np. może służyć do sprawdzenia aktualnych wyników i statystyk. Oczywiście eliminuje również kolejki w punkcie. Wprowadzając terminal, wprowadzamy w punkcie coś na wzór usługi online, a z roku na rok liczba klientów wielokanałowych rośnie. E-PLAY: Dobiegł końca III kwartał roku. Jak z pozycji szefa bukmacherów oceniasz dotychczasowe wyniki firmy? Czy założenia i plany zostały osiągnięte? MN: Za nami dopiero trzy kwartały, a mogę się założyć, że obecny rok zakończymy rewelacyjnym wynikiem. Z miesiąca na miesiąc umacniamy naszą pozycję na rynku. Oczywiście punktem kulminacyjnym 2018 roku był piłkarski Mundial, do którego przygotowywaliśmy się od wielu miesięcy. Od listopada zeszłego roku zaczęliśmy wprowadzać zmiany i nowości w naszej ofercie, z którymi zdążyliśmy przed pierwszym gwizdkiem. Intensywna praca całego zespołu zaowocowała, Mistrzostwa Świata były dla nas rekordowe pod wieloma względami. Żeby jednak nie było zbyt cukierkowo, jest jeden projekt, w który mocno wierzę, a którego nie udało się jeszcze w 100% zrealizować. Chodzi o rozszerzenie oferty esportowej. Mimo iż Fortuna od lat posiada w swojej ofercie zakłady na najważniejsze turnieje i ligi w najpopularniejszych grach, mamy ambicje na znacznie więcej i już wkrótce planujemy to zmienić. E-PLAY: Esport to obszar, na którym skupiają się obecnie wszyscy operatorzy, nie tylko w Polsce, ale i na
świecie. Uważasz, że esport może być w przyszłości tak popularny wśród graczy firm bukmacherskich jak piłka nożna czy konie na wyspach? Czy widzisz jeszcze jakiś obszar, który obecnie jest niedoceniony, a w przyszłości może zostać znacznie rozbudowany?
zakłady typu Ekspert z bonusem wynoszącym nawet 100 000zł oraz kolejne promocje Happy Hours przed meczami Ligi Mistrzów. W ostatnich miesiącach roku planujemy jeszcze duże zmiany w wyglądzie i działaniu naszej webowej wersji zakładów LIVE oraz zaskoczymy rynek kolejną interesującą umową sponsoringową.
MN: Esportowi do takiej popularności w Polsce jeszcze daleko, ale wskoczył już do Top10. Jeżeli utrzyma obecne tempo, to w ciągu kilku lat ma realne szanse powalczyć z siatkówką i piłką ręczną. Duży potencjał wciąż tkwi w sportach walki, popularność MMA i boksu z roku na rok zdecydowanie rośnie, a na polskim rynku pojawiają się nowe organizacje promujące te dyscypliny. Sukcesy polskich sportowców przekładają się na większe zainteresowanie kolarstwem i lekkoatletyką. Jednak nie przewiduję, żeby miały aż tak duży wpływ na branżę. Rynek będą zmieniały produkty gwarantujące klientom wyższe wygrane. Natomiast jeżeli ustawodawca nadąży za światowymi trendami to duży wpływ na branże może mieć np. giełda zakładów bukmacherskich czy totalizatory w stylu Daily Fantasy Sports.
E-PLAY: Praktycznie całą karierę zawodową jesteś związany z Fortuną, ale miałeś krótki epizod w Superbet. Czy możesz powiedzieć o tym coś więcej? Dlaczego postanowiłeś odejść z Fortuny, a następnie po kilku miesiącach do niej wróciłeś?
E-PLAY: Czym Fortuna zaskoczy nas jeszcze w tym roku? Macie w planach wprowadzić jakiś nowych produkt, który umocni Waszą pozycję na rynku? W ostatnich miesiącach byliście bardzo aktywni we wszystkich obszarach. Kampania "Produkt +", Happy Hours, ciekawe umowy sponsoringowe. Widać, że wszystko w Fortunie funkcjonuje bardzo dobrze i klienci mogą być zadowoleni z Waszych działań.
MN: Już od dłuższego czasu chciałem coś zmienić, poznać biznes z innego punktu widzenia. Od kilku lat odzywali się do mnie head hunterzy i kusili. W końcu z propozycją przyszedł do mnie przyjaciel, z którym współpracowałem wcześniej przez lata w Fortunie i przekonał mnie na zmianę. Z czasem okazało się, że codzienne dojazdy do Katowic znacząco utrudniają mi życie rodzinne, a przeprowadzka nie wchodziła wówczas w grę. Kiedy odchodziłem z Fortuny, Konrad Komarczuk (CEO Fortuny) dał mi słowo, że jeżeli kiedykolwiek będę chciał wrócić, to mogę do niego dzwonić. Zadzwoniłem, dotrzymał słowa, co w dzisiejszych czasach jest rzadko spotykane. E-PLAY: Dziękujemy za ciekawą rozmowę i życzymy powodzenia w dalszej karierze zawodowej.
MN: W przeciągu ostatniego roku udało nam się zrealizować sporo ambitnych projektów. Rozszerzyliśmy ofertę lig oraz marketów w popularnych sportach, ulepszyliśmy kilka produktów i wprowadziliśmy stałe Bonusy Ako w retailu. Po Mundialu wciąż nie zwalniamy tempa. Od września zaoferowaliśmy
to innowacyjny dostawca oprogramowania SB Betting Software to znany na całym świecie dostawca platform do gier dla firm z branży hazardowej. Spółka oferuje najwyższej klasy produkty: systemy do firm bukmacherskich, lotto, totalizatory piłkarskie, sporty wirtualne czy produkty kasynowe.
edna z siedzib firmy znajduje się w Szczecinie, dlatego postanowiliśmy trochę przybliżyć jej wizerunek. Rozwiązania i platformy opracowywane przez SB Betting Software są używane w ok. 30 krajach na całym świecie, głównie w Europie Wschodniej, Afryce, Azji i Ameryce Łacińskiej.
Historia firmy Firma została założona w 2011 r. przez Clausa Rasmussena, który obecnie pełni rolę CEO w spółce. Rasmussen posiada ponad 20-letnie doświadczenie w sektorze gier hazardowych. Jest on współzałożycielem duńskiego bukmachera Scandic Bookmakers, które-
go początki sięgają 1997 roku. W 2012 marka została sprzedana firmie Sportingbet – transakcja nie obejmowała jednak oprogramowania. Cała firma skupiona jest wokół profesjonalistów z wieloletnim doświadczeniem, wielu z nich zaczynało w jeszcze w Scandic Bookmakers. Główna siedziba firmy znajduje się na Malcie.
Oddział w Polsce Polski oddział SB Betting Software znajduje się w Szczecinie w apartamentowcu Black Pearl przy al. Niepodległości. Firma zatrudnia w Polsce ponad 50 osób. Powierzchnia biurowa, którą zajmują to ok. 700 m kw. Początki działalności SB Betting Software w naszym kraju miały miejsce w 2011 r. Otworzenie oddziału w Polsce było zapewne dobrym posunięciem. Firma stale się rozwija i znalazła dwóch klientów, którzy legalnie działają na rynku bukmacherskim w naszym kraju – Forbet i Totalbet. Szczecińskie biuro skupia się w szczególności na rynku wschodnioeuropejskim. Znając specyfikę branży bukmacherskiej w tej części Europy i krajowe regulacje rynkowe pomagają dobrać odpowiednie produkty i przejść proces uzyskania licencji. Szefem polskiego oddziału jest Michał Głowacki, który pełni rolę dyrektora operacyjnego. Głowacki z wykształceniem programistycznym jest jednym z pierwszych architektów platformy, współpracując z firmą od 2005 roku. Produkty SB Betting Software głównie się skupia na dostarczeniu software dla firm z sektora zakładów wzajemnych. Dostarczane platformy są w pełni dopasowane do potrzeb klienta (nabywcy software) i gracza. Z poziomu plat-
formy możemy zarządzać wszystkim – kursami i zdarzeniami, ryzykiem, transakcjami, klientami. Oczywiście wszystko możemy dopasować do interesujących nas kanałów sprzedaży: strony internetowe, naziemne punkty przyjmowania zakładów czy urządzenia mobilne. Bardzo elastyczna architektura software dla zakładów wzajemnych i gier pozwala na ich szybką i gładką integrację. Jak możemy przeczytać na stronie internetowej SB Betting Software z łatwością przetwarza 50 000 000 zakładów zarówno online jak i w 10 000 punktach naziemnych w przeciągu miesiąca. Oczywiście dostawca zapewnia również profesjonalną pomoc IT. Multi funkcjonalność dostarczanego software jest naprawdę ogromna. CMS (strona internetowa, zarządzanie banerami, wiadomościami), CRM (bonusy, darmowe zakłady), narzędzia do zarządzania ryzykiem (raporty, statystyki, limity), system franczyzowy dla punktów naziemnych, strona dedykowana dla urządzeń mobilnych i wiele innych. Nie ma obszaru, w którym SB Betting nie zapewni nam odpowiedniego wsparcia. Użytkownik steruje całą platformą z poziomu Admin Console, czyli Centrum Zarządzania. Jego celem jest działanie jako rdzeń platformy i oferowanie narzędzi do zarządzania treścią na stronie, kontrolowanie operacji handlowych, śledzenie całej aktywności zarówno pracowników, jak i klientów. Można bez problemów i w bardzo łatwy i intuicyjny sposób sterować zakładami online i w punktach naziemnych, zarządzać ryzykiem, systemem afiliacyjnym czy systemami CMS czy CRM. Wszystkie potrzebne narzędzia znajdują się w jednym miejscu co jest bardzo wygodne dla użytkownika. Oprócz produktów przygotowanych dla firm bukmacherskich, SB Betting Software w swoim portfolio posiada również gry liczbowe Lotto, które są w pełni kompatybilne z platformą bukmacherską, dzięki czemu integracja przebiega błyskawicznie. Oczywiście grami liczbowymi rów-
nież można zarządzać w dowolny sposób. Tworzenie specjalnych, niestandardowych losowań dostępnych wyłącznie na konkretne okazje, lub dla zdefiniowanego rynku odbiorców to jedna z zalet platformy Lotto, ale zapewniamy, że nie ostatnia. Kolejnymi oferowanymi produktami przez SB Betting Software są Totalizatory Piłkarskie i Sporty Wirtualne. Szczególnie ten drugi produkt cieszy się w Polsce coraz to większą popularnością. Gry kasynowe to również produkt, który może zaproponować SB Betting Software. Integracja gier od najlepszych i najbardziej zaufanych dostawców sprawi, że klienci doświadczą jakości na najwyższym poziomie. Dostawca pomoże również wdrożyć „specjalne” produkty, dostosowane do rynku takie jak keno, opcje binarne, czy produkt autorski. Partnerzy SB Betting Software na scenie międzynarodowej współpracuje z takimi operatorami jak Betsson Group (marka Europebet.com), Editec (marka Premierbet.com) czy Pari Match Africa. W przypadku rynku polskiego firma dostarcza usługi operatorom Forbet i Totalbet. Poza tym aktywnie współpracuje też z innymi firmami z branży gamingowej jak m.in Sportradar, Betgenius, Microgaming, NetEnt, Statscore czy Golden Race. SB Betting Software mocno działa na kontynencie Afrykańskim. Premierbet (Ghana, Rwanda, Tanzania, Senegal, Demokratyczna Republika Kongo, Kamerun, Malawi), Merrybet (Nigeria), Nairabet (Nigeria), Safaribet (Ghana) to tylko niektórzy z wielu partnerów SB Betting na czarnym lądzie. Wszyscy operatorzy są wiodącymi graczami na swoich rynkach. Kolejne regiony to: Gruzja, Ukraina, Skandynawia oraz Ameryka Łacińska. W Polsce SB Betting Software znany jest ze współpracy z Forbet i Totalbet. Szczególnie o tej drugiej było głośno. Bukmacher z grupy ZPR, dzięki SB Betting Software oferuje swoim
klientom najlepszy na rynku cashout, czyli opcję wcześniejszego zamknięcia zakładu.
gi Managed Trading.” – powiedział Claus Rasmussen, CEO SB Betting Software.
„Totalbet to pierwszy polski bukmacher oferujący prawdziwy cashout, w ramach których gracze mogą wypłacić wygrane nie tylko przed rozpoczęciem meczu, ale również w trakcie gry. Oprócz tej wyjątkowej możliwości wypłaty, graczom są również oferowane różne bonusy, darmowe zakłady, cashbacki i inne promocje dostępne za pośrednictwem strony internetowej i natywnych aplikacji mobilnych. To także nasz pierwszy klient korzystający z Betradar’s Unified Odds Feed, innowacyjnej technologii dostarczania danych, która obsługuje zakłady przedmeczowe, na żywo, zakłady wirtualne i usłu-
Wizja Dzięki wieloletniemu doświadczeniu zdobytemu przy współpracy z klientami z różnych zakątków świata, udało się stworzyć platformy w pełni dostosowane zarówno do regulowanych jak i tradycyjnych rynków na całym świecie. Misją firmy jest nie tylko dostarczanie najlepszej jakości oprogramowania dla operatorów naziemnych i online, ale również dzielenie się bogatą wiedzą z nowymi i istniejącymi operatorami i pomoc w odniesieniu sukcesu. Głównym celem jest ciągły rozwój i personalizacja
wszystkich produktów. Każda z platform jest wyjątkowa, w zależności od potrzeb użytkownika końcowego, wielkości operacji i ambicji. Firma daje klientom swobodę, jeśli chodzi o layout strony, integracje produktów innych firm i inne aspekty platform. Wyróżnienie Firma SB Betting Software została w tym roku nominowana do prestiżowej nagrody SBC Awards („Oscary” branży hazardowej), aż w dwóch kategoriach: „Standalone Platform Provider of the Year” i „Best Multi-Channel Supplier”. To wielkie wyróżnienie, prestiż i uznanie za lata ciężkiej pracy. Gala SBC Awards odbędzie się 4 grudnia 2018 w Londynie. n
Współpraca z FORbet oraz Totalbet
to dla nas największe wyróżnienie – mówi w wywiadzie dla E-PLAY Michał Głowacki, CEO SB Betting Ariel Moskała – analityk rynku bukmacherskiego i komentator wydarzeń sportowych
E-PLAY: Wiemy, że SB Betting realizuje obecnie projekty na kilku kontynentach równocześnie. Który rynek jest dla Pa ństwa w tym momencie najważniejszy, a na który pracuje się najciężej i dlaczego? Michał Głowacki: Po wypracowaniu swojej pozycji w Afryce (od 2012 roku) staramy się dalej ją umacniać. Umowy
z 138 na rynki wschodzące (Afryka, Albania) oraz Pari Match Africa to kolejny etap ekspansji na Czarnym Lądzie. Obecnie rynkiem, na którym dużo działamy jest Polska. Zmiany w ustawie zaowocowały zwiększonym zainteresowaniem na prowadzenie bukmacherki w Polsce. ForBet, Totalbet, a wkrótce BetFan to duże wyzwanie – nasz rynek jest bardzo dojrzały, a klienci wymagający. Jest to więc zupełnie inny wy-
miar niż w Afryce, która jest kilka lat za Europą, chociaż coraz odważniej nas goni. Głównym problemem jest tam infrastruktura, dostęp do dobrej jakości łącz, przerwy w dostawie prądu, niska stawka zakładów – jest to również duże wyzwanie dla wytwórców oprogramowania. E-PLAY: Przygotowaliście Państwo platformy dla kilku
firm z polskiego rynku. Proszę opowiedzieć jak wyglądała ta współpraca. Czy przedstawiciele polskich operatorów wiedzieli dokładnie czego potrzebują czy to Wy musieliście ich dokładnie nakierować co jest istotne z punktu widzenia polskiego klienta czy zarządzania projektem jakim jest firma bukmacherska? MG: Muszę przyznać, iż polscy klienci doskonale znają rynek i wiedzą czego oczekują klienci. Oczywiście są obszary, w których możemy podzielić się swoim doświadczeniem, spostrzeżeniami, ciekawymi rozwiązaniami chociażby z równie wymagającego rynku w Gruzji. W naszym kraju dzięki ustawie, która m.in. zalegalizowała sporty wirtualne jesteśmy w stanie pokazać pełne możliwości naszego produktu. Nasi klienci natomiast są wspaniałym źródłem nowych pomysłów i rozwiązań, korzyści ze współpracy są obopólne. E-PLAY: Czy w najbliższej przyszłości planujecie powiększyć swój portfel produktów? M.in. o soft pokerowy? MG: Jako firma określająca się mianem "betting software development house" nasz portfel produktów jest stale rozszerzany. Niedawno poszerzyliśmy go o produkty firmy RedTiger, a od dłuższego czasu jesteśmy zintegrowani
z większością popularnych providerów sportów wirtualnych czy kasyn online. Nasza platforma obsługuje soft pokerowy w Gruzji (Crocobet.com). O ile będzie zapotrzebowanie i przychylne prawo jesteśmy gotowi zapewnić takie rozwiązania na rodzimym rynku. E-PLAY: Co dla Was znaczą nominacje do prestiżowej nagrody SBC Awards? Liczycie na statuetkę? Konkurencja jest bardzo mocna. MG: Jest to dla nas duże wyróżnienie. Przez ostatnie lata ciężko pracowaliśmy czego owocem są umowy z takimi firmami jak Betsson Group, Editec, 138, Pari Match Africa czy nasi lokalni silni gracze – FORbet i Totalbet. W tym
natłoku pracy koncentrowaliśmy się na rozwoju produktu pomijając aspekty marketingowe, uznając, że najpierw chcemy osiągnąć określony, wysoki poziom oprogramowania. W tym roku po raz pierwszy zgłosiliśmy się do konkursu, także bycie nominowanym niezwykle cieszy. Obawiam się jednak, że nasze braki marketingowe z poprzednich lat nie pozwolą nam konkurować z gigantami typu BetConstruct czy SB Tech. Jesteśmy jednak zadowoleni, że zostaliśmy zauważeni i wierzymy, że to początek budowania świadomości naszej marki w szerszym gronie. E-PLAY: Ostatnio pojawiła się informacje, że przygotowaliście również software dla spółki eWinner, która kilkanaście dni temu otrzymała zezwolenie Ministerstwa Finansów na prowadzenie zakładów wzajemnych przez Internet w Polsce. Czy możecie zdradzić naszym czytelnikom czy prowadzicie jakieś pracę dla innych podmiotów ubiegających się o licencję w naszym kraju? MG: Mogę jedynie powiedzieć, że dzięki doskonałej pracy wykonanej wraz z FORbet i Totalbet, zainteresowanie naszym produktem w Polsce jest duże. To nas bardzo cieszy i mamy nadzieję dalej wytwarzać oprogramowanie, które jest reklamą samą w sobie. Korzystając z okazji chciałem podziękować całemu naszemu zespołowi, który na to ciężko pracuje. n
– permanentny brak regulacji hazardu
Pomimo powszechnego zakazu, w biurach pseudo loterii toczą się interesy hazardowe. Mimo, że działalność hazardowa jest zakazana na Ukrainie od 2009 roku, sale gier hazardowych są praktycznie na każdej ulicy miasta. Udając biura loterii, te miejsca pozwalają graczom ominąć zakaz uprawiania hazardu w tym kraju.
uki prawne, które pozwalają firmom z szarej strefy spokojnie działać, zostały utworzone w 2012 roku, kiedy ówczesny ukraiński parlament, kontrolowany przez Partię Regionów byłego prezydenta Wiktora Janukowycza, złagodził zakaz gry.
W ustawie brakowało skutecznych mechanizmów regulujących zakres działań posiadaczy licencji loteryjnych wydanych przez państwo. To pozwoliło operatorom otworzyć sale gier hazardowych na podstawie licencji loterii. Stworzyła ona bonanzę dla oszustów, którzy otwierają sa-
lony gier hazardowych online pod przykrywką biur loteryjnych, oraz dla tych, którzy zajmują się nielegalnym biznesem, rzekomo ochraniając go za łapówki. W rezultacie budżet państwa pobiera tylko około 2 milionów dolarów
rocznie z wpływów podatkowych z rzeczywistych loterii i 4 miliony dolarów więcej w podatkach płaconych przez zwycięzców loterii. Tymczasem właściciele nielegalnych salonów gier hazardowych maskujących loterie otrzymują około 1 miliarda dolarów w niezgłoszonej gotówce co wynika z opinii przedstawiciela Komitetu Antymonopolowego Pani Agii Zagrzbskiej – "Te pieniądze mogły trafić do budżetu państwa, by sfinansować budowę stadionów, szkół, ale zamiast tego trafia do czyichś kieszeni." " – powiedziała Zagrzebska . Jak to działa? Znak na sklepie w dzielnicy mieszkalnej Troyeshchyna w Kijowie informuje o loterii Golden Cup. Jego okna są pokryte niebieskim tworzywem, całkowicie blokując widok tego, co dzieje się w środku. Znak ten określa, że jest ​​ to oddział ukraińskiej loterii narodowej. Ale wewnątrz nie ma żadnych kuponów na loterię do kupienia przez graczy. Zamiast tego są rzędy komputerów. Ich klawiatury są dostosowane do naśladowania automatów do gier. Goście kupują plastikową kartę hazardową z minimalnym depozytem w wysokości 100 Hr lub około 3,50 USD. Karta trafia do gniazda na klawiaturze, a komputer zamienia się w automat hazardowy. Pracownicy polecają początkującym graczom wirtualną maszynę do gry – w rzeczywistości klasyczną grę na automatach. Jest to łatwe i tanie – każde pociągnięcie wirtualnej wajchy jednorękiego bandyty kosztuje zaledwie 50 kopii, czyli mniej niż dwa centy. Identyfikator klienta lub wiek? Brak pytań. Fotografowanie i filmowanie są zabronione, ale dozwolone jest spożywanie alkoholu i palenie w pomieszczeniach. Akceptowana jest w obrocie tylko gotówka. Golden Cub w dzielnicy Troyeshchyna jest jednym z dziesiątków tysięcy nielegalnych hal hazardowych na Ukrainie. Można je zobaczyć wszędzie w Kijowie i innych dużych miastach: okna pokryte plastikiem, drzwi zawsze zamknięte, ale logo lo-
akcja policji na Ukrainie
terii wszędzie. Dla tak wszechobecnej branży hazardowej ten fakt pozostaje niezauważalny przez obowiązujące prawo. Rynek w chaosie. Nikt dokładnie nie wie, ile nielegalnych hal hazardu maskują loterie. Nic dziwnego, że taki chaotyczny i nieuregulowany rynek znajduje się na Ukrainie. Tylko trzech operatorów loterii otrzymało licencje państwowe: MSL, Patriot i Ukraińska Loteria Krajowa. Ich licencje wygasły w 2014 r. i nigdy nie były odnawiane, ale nadal działają. Kontrowersyjna klauzula w prawie loterii pozwala im przejść w stanie oczekiwania do momentu wydania nowej licencji. A agencje rządowe nie spieszą się z wydawaniem nowych licencji. Ministerstwo Finansów zwróciło się do rządu w marcu z planem nowych licencji na gry hazardowe, ale projekt ten został odrzucony. Komitet Antymonopolowy uważał, że propozycja taka faworyzuje największego operatora, ukraińską loterię narodową i doprowadzi do monopolizacji. Wiemy, że obecnie na Ukrainie jest co najmniej 15 000 biur loteryjnych, ponieważ zgodnie z prawem
każdy z trzech licencjonowanych operatorów musi otworzyć co najmniej 5000 biur. Ale to nie wszystko. Mimo że wygasły ich własne licencje, trzech operatorów sprzedało w ramach franczyzy możliwość działania pod ich logo 180 różnym firmom loteryjnym, a także agencjom bukmacherskim, które otworzyły własne oddziały. Ale tylko 19 procent wszystkich biur loteryjnych na Ukrainie faktycznie sprzedaje bilety na loterię, co wynika z raportu Komitetu Antymonopolowego na temat rynku loterii opublikowanego w lutym 2018 r. Reszta z nich funkcjonuje jako albo sala gier hazardowych, albo agencja bukmacherska – obie te formy są zresztą nielegalne. Ukryte schematy Legalizacja hazardu na Ukrainie może rozwiązać problem, mówi Ministerstwo Finansów. Ale łatwiej to powiedzieć niż zrobić. Z biegiem lat kwestia ta stała się wysoce upolityczniona, a niektóre siły polityczne lobbują na rzecz interesów nielegalnego biznesu w parlamencie.
rynku loterii, po sankcjach – 85 procent" – powiedziała Toporetska. W 2017 roku ULN zadeklarowała obrót w wysokości 934 milionów Hr – trzykrotnie więcej niż MSL z jego 308 milionami rupii, Ministerstwo Finansów poinformowało w maju stronę śledczą Bihus.info. Były lider, Patriot, praktycznie zniknął z rynku i zadeklarował tylko 300 000 Hr.
Tetiana Ostrikova, ustawodawca z 25-osobowej frakcji partii Samopomich w parlamencie i członek polityki podatkowej i celnej komitet w Radzie, powiedziała na posterunku w Kijowie 15 września – "W czasie, gdy system egzekwowania prawa jest nie tylko nieaktywny, ale sami oszuści często otwierają nielegalne kasyna i salony hazardowe, wprowadzenie całkowitego zakazu hazardu tylko bardziej popchnie ten rynek dalej w sferę cienia. Siedem ustaw, które legalizują hazard, zostało ostatnio złożonych w parlamencie – ale Ostrikova stwierdziła, że​​ komitet podatkowy nie może polecić żadnego z nich, ponieważ każdy z nich ma na celu wzmocnienie rynku na czyjąś korzyść. "Co więcej, żaden projekt nie zaproponował mechanizmu skutecznej kontroli nad hazardem internetowym" – dodała Ostrikova. Brak nadzoru Luki w ustawie hazardowej dotyczące hazardu online z 2012 r. oznaczają, że nie ma żadnego nadzoru nad tym, jakie oprogramowanie internetowe używają operatorzy i ile zarabiają” – powiedział w Kijowie Georgiy Lozhenko, prezes operatora loterii MSL,. Policja otworzyła w 2018 r. specjalne sondaże dotyczące nielegalnych gier hazardowych i przekazała 80 spraw do sądu, ale nie wpłynęło to na ciągle rozrastającą się sieć salonów gier. Powód, dla którego policja rzadko trafia
w dziesiątkę z ich niespodziewanymi rajdami, leży w naturze tego biznesu – powiedziała Zoriana Toporetska, prawnik, który specjalizuje się w biznesie hazardowym. "Wszystkie hale hazardowe przeszły do ​​trybu online i mogą teraz wyłączyć oprogramowanie hazardowe i włączyć oprogramowanie loterii za pomocą jednego kliknięcia, gdy tylko zobaczą nadchodzącą policję" – poinformowała Toporetska. Przekształcenia rynku Od 2012 roku rynek loterii na Ukrainie został podzielony między trzy prywatne firmy: MSL, ULN i Patriot, wszystkie zarejestrowane za granicą w jurysdykcjach offshore. Ich licencje wygasły w 2014 r., Ale mogą kontynuować działalność do czasu wydania nowych. Rynek został zmodernizowany w 2015 r. Wcześniej Patriot był największą siecią loterii na Ukrainie, MSL było drugim co do wielkości, a ULN była najmniejsza. Jednak we wrześniu 2015 r. dwóch liderów rynku, MSL i Patriot, zostało ukaranych przez Radę Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony za podejrzenia finansowania terroryzmu. Władze stwierdziły, że obie firmy miały rosyjskich biznesmenów wśród właścicieli. Dochodzenie nie znalazło dowodów, a sankcje zostały zniesione w maju. Ale korzystając z tego faktu w ciągu tych 2,5 lat liderem został trzeci operator, ukraińska loteria narodowa. "Przed sankcjami ukraińska loteria narodowa miała 15 procent
Prezes MSZ Lozhenko mówi, że jego konkurent skorzystał z sankcji, ale nazywa to "czymś całkowicie normalnym". "To normalny sposób rywalizacji z udziałem władz" – powiedział w rozmowie z Kyiv Post. "Nie wiem, czy nasi konkurenci zrobili to celowo, czy po prostu skorzystali z tej nadarzającej się sytuacji." Kto je kreuje? Struktury własnościowe operatorów loterii mogą być tak samo mylące, jak sam rynek. Operator loterii MSL należy do zarejestrowanej na Cyprze firmy Evolot Ltd. Firma twierdzi, że jej beneficjentem jest biznesmen z Cypru, Marcos Siapanis. Z ULN jest to bardziej skomplikowane. W latach 2014-2015 była własnością Olympic Gold Holdings, spółki zarejestrowanej na Brytyjskich Wyspach Dziewiczych, jednej z bardziej tajnych organizacji offshore. Pewien obywatel Szwajcarii, Peter Shetti, powiedział w 2015 roku, że jest współwłaścicielem Olympic Gold Holdings z ukraińskim biznesmenem Valerijem Kovalenko i innymi nieujawnionymi udziałowcami. Shetti nie mógł uzyskać komentarza. W pewnym momencie operator loterii zmienił właściciela na Hong Kong Rui Bo Investment Limited. Według rejestru Ministerstwa Sprawiedliwości należy on do obywatela brytyjskiego Michaela Johna Foggo. Nie odpowiadał na prośby o komentarz. Foggo znajduje się w bazie danych firm offshore jako dyrektor malezyjskiej firmy Totech Global Ltd. Firma o takiej nazwie sprzedaje szafki do
osuszania. Ukraińskie media tłumaczyły sukces ukraińskiej loterii narodowej za pomocą rzekomego związku z Ołeksandrem Tretiakowem, prawodawcą z Bloku Petra Poroszenki, największej frakcji w ukraińskim parlamencie z 135 mandatami. Tretiakov zaprzeczył swojej własności firmy, ale w 2015 r. Tretiakov pojawił się podczas rewizji SBU w biurach ukraińskiej loterii narodowej, wchodząc do budynku otoczonego przez organy ścigania. W 2016 roku Trietiakow powiedział ukraińskiemu kanałowi telewizyjnemu 2 + 2 kanał, że miał możliwość kupienia akcji ULN na Ukrainie i zamierza to zrobić po zakończeniu kadencji parlamentu. Tretiakov nie odpowiedział później na powtarzające się prośby o komentarz. Nigdy nie wyjaśnił, jak i kiedy uzyska opcję zakupu udziałów w tej loterii. Ale trzy niepowiązane źródła w ukraińskim parlamencie i biznesie loteryjnym powiedziały w Kijowie, że Tretiakow jest głównym lobbystą ukraińskiej loterii narodowej w parlamencie. ULN oficjalnie odmówiła Tretiakovowi jakichkolwiek odnośników do tej transakcji w oświadczeniu na swojej stronie internetowej wydanym w kwietniu. "Ukraińska loteria narodowa działa w przejrzysty sposób i zgodnie z ukraińskim prawem" – można przeczytać w tym oświadczeniu.
swoją firmę agencją bukmacherską – jesteś nielegalny. Ale jeśli nazywasz to "loterią toto", to wszystko jest legalne" – stwierdziła Iryna Sergiyenko, dyrektor kancelarii Fomin, Sergiyenko i partnerzy oraz czołowy prawnik, specjalizujący się w prawie gier hazardowych i prawie sportowym. Nawet na swoich stronach internetowych Favorit Sport i Parimatch nie ukrywają, że mają międzynarodowe licencje bukmacherskie. "Zakłady są rzeczywiście zabronione na Ukrainie, ale Parimatch walczy o swoją legalizację" – poinformowała publicznie 4 września prasowa służba Parimatch, chociaż odmówiła podania jakichkolwiek szczegółów. Państwowa Służba Fiskalna Ukrainy nie widzi problemu z międzynarodowymi agencjami bukmacherskimi działającymi na Ukrainie, ponieważ obie są zarejestrowane jako loterie w internetowym rejestrze loterii Ministerstwa Finansów , w którym Ministerstwo Finansów wprowadziło nazwy i dane finansowe spółek, które operatorzy loterii państwowych ogłosili, że są właścicielami franczyzy. "Nieuregulowany rynek loterii, w którym państwo nie kontroluje
przepływów pieniężnych lub ustanawia surowe reguły dla biznesu, a nawet rodzajów gier, a także nie ma mechanizmów karania, pozwolił nawet agencjom bukmacherskim udawać, że są loteriami. – powiedział Łozhenko. "Właśnie kupili franczyzę i zarejestrowali się jako loterie – bo mogą." Jak widać Ukraina zmaga się z zalegalizowaniem i normalizacją rynku hazardu już od lat. Pomimo wielu starań i akcji propagandowych organizowanych przez stowarzyszenia i organizacje chcące doprowadzić do normalizacji, nic nie ulega specjalnej zmianie Lobby hazardowe jest na tyle mocne na Ukrainie, że wszelkie próby zmiany istniejącego stanu rzeczy są umiejętnie blokowane. Przyjdzie nam jeszcze długo oglądać ten stan chaosu i rozwoju szarej strefy u naszych sąsiadów zza miedzy. Szkoda, bo kraj ten doświadczany ostatnio wieloma plagami i nieszczęściami mógłby uregulować tą sytuację dla dobra jego obywateli. Chyba że w interesie wielu grup jest chaos i istnienie przeogromnej „szarej strefy”. n Na podstawie Kyivpost.com
Agencje bukmacherskie Rzeczywiście, ULN nie naruszyła prawa, nawet jeśli sprzedała franczyzę loteryjną międzynarodowym agencjom bukmacherskim, co jest również zakazane na Ukrainie od 2009 roku. Międzynarodowe agencje bukmacherskie Parimatch i Favorit Sport omijają zakaz przyjmowania zakładów, rejestrując się jako loterie. Strona internetowa Rady Najwyższej definiuje loterię Toto jako loterię, w której gracze odgadują wyniki wydarzenia sportowego. "W rzeczywistości nie ma żadnej różnicy z agencją bukmacherską. To podwójny gatunek. Jeśli nazywasz
OUR TEAM OF FORTUNE SEEKERS
... FOR THE NOVOMATIC CURVE RANGE Pick the optimum for your gaming floor: The NOVOMATIC Curve cabinet that suits your requirements plus the jackpot offer that hits a note with your guests â&#x20AC;&#x201C; stand-alone or linked progressive. Fortune is a choice.
NOVOMATIC AG International Sales: Lawrence Levy +43 2252 606 870 756, sales@novomatic.com www.novomatic.com
Powrót zagranicznych bukmacherów! Krzysztof Kubicki – specjalista ds. marketingu, pełnił funkcję kierownika działu marketingu w STS, obecnie ekspert rynkowy i CEO agencji eMine.pro
Scenariusz ten kreślono od dawna i w końcu istotnie staje się faktem! Pierwsze podmioty, za którymi stoją zagraniczne firmy bukmacherskie, otrzymały licencje na działalność w Polsce. Betclic czy ComeOn wracają pod nowymi nazwami. Zaczynają przy tym wykorzystywać „zamrożone” bazy klientów, co wzbudza spore kontrowersje w środowisku.
dy 1 kwietnia 2017 roku weszła w życie nowelizacja Ustawy o Grach Hazardowych, to część zagranicznych firm bukmacherskich z własnej inicjatywy wycofała się z działania na polskim rynku. Należał do nich przede wszystkim Bet365, który wraz z Bet-at-home posiadał 50% rynku zakładów w kraju nad Wisłą. Można było wysnuć wniosek, że nasz ustawodawca błyskawicznie wpłynął na działalność globalnej firmy hazardowej. – Ta decyzja była jednak w większym stopniu mo-
tywowana zmianami w prawie brytyjskim, niż w polskim. Podmiotom działającym w Wielkiej Brytanii grozi cofnięcie tamtejszej licencji, gdy generują znaczną część przychodów na rynkach nieregulowanych, np. w Polsce – tłumaczył wówczas Łukasz Borkowski ze Stowarzyszenia Graj Legalnie. 1 lipca 2017 roku Ministerstwo Finansów uruchomiło pod nazwą: „Rejestr Domen Służących do Oferowania Gier Hazardowych Niezgodnie z Ustawą”
listę nielegalnych firm bukmacherskich. Jednak między innymi Betsafe czy Betsson omijały rejestr tworząc kolejne subdomeny. Do dziś dzięki temu kruczkowi skutecznie komunikuje się z polskimi klientami również Unibet, o czym napisała kilka miesięcy temu Rzeczpospolita. Dziennik przytoczył wiadomość e-mail z propozycją uczestnictwa w zakładach bukmacherskich tuż przed tegorocznym mundialem w Rosji: „Piłkarskie święto potrwa cztery tygodnie, a my dajemy Ci szansę na jeszcze większe
ubiegało się aż 15 firm. Portal cytował również informatora, który twierdził, że „zagraniczni bukmacherzy mają gigantyczne bazy klientów z okresu, gdy działali nielegalnie. Wystarczy, że je odmrożą i szybko podbiją rynek.” To, co było teorią anonimowego informatora, od niedawna zostaje wdrażane w życie. Przynajmniej jeśli chodzi o kwestię „odmrażania” baz klientów.
emocje, nagradzając darmowymi zakładami za każdym razem, gdy Twój faworyt wygra mecz. Wystarczy, że się zapiszesz i postawisz 55 zł na drużynę, która Twoim zdaniem zdobędzie puchar w przyszłym miesiącu. Jak myślisz, która drużyna jest skazana na zwycięstwo?" Serwis money.pl donosił, że to nie koniec. „Zabawa w kotka i myszkę. Tak wygląda walka Ministerstwa Finansów z nielegalnymi firmami bukmacherskimi. Do Polaków w ostatnim czasie wydzwaniają przedstawiciele
podmiotów bez licencji. I przekonują, że gra u nich jest bezpieczna” – napisał dziennikarz serwisu i przytoczył zapis rozmowy czytelnika z konsultantką marki Unibet. Co na to konkurencja? Branżowi eksperci prognozowali, że firmy takie jak BetClic, Betano, Expekt, William Hill czy Rivalo nie poszły szlakiem Unibet, bo planują uzyskać licencje na działalność w Polsce i nie chcą iść na wojnę z Ministerstwem Finansów. Money.pl w drugiej połowie 2017 roku informował, że w szczytowym momencie o zgodę na przyjmowanie zakładów w Polsce
ComeOn wstrzymał newslettery do swojej bazy polskim klientów w lutym 2017 roku, aby ponowić wysyłki w listopadzie bieżącego roku. Czego się dowiadujemy z tych wiadomości? Że spółka Cherry Online Polska otrzymała zezwolenie Ministra Finansów. „Otwieramy naszą pierwszą markę skierowaną wyłącznie na Polski rynek. Strona wypełniona ekscytującą i intuicyjnie prostą treścią będzie oferować zakłady zarówno przedmeczowe jak i na żywo oraz całą gamę promocji skierowanych specjalnie do naszych polskich klientów” – pochwalił się Lahcene Merzoug, CEO grupy Cherry AB. Po kliknięciu w przycisk „Dołącz do gry” przenosimy się na witrynę PZBUK.PL. Z kolei w październiku br. branżowe serwisy doniosły, że dziesiątym legalnym bukmacherem w Polsce został BetClic, a tak naprawdę jego polska spółka-córka, czyli Pejot 1. „Z przyjemnością informujemy, że Betclic.pl jest w pełni licencjonowany i niedługo wróci do Polski z szeroką i dopasowaną dla polskich graczy ofertą bukmacherską!” – możemy przeczytać wchodząc na stronę internetową pod domeną betclic.pl (stan na 15 listopada 2018). Jak powrót zagranicznych konkurentów oceniają przedstawiciele polskich firm bukmacherskich? – Z perspektywy gracza to dobra informacja, bo przynajmniej teoretycznie są to podmioty, które powinny zaoferować wysokiej jakości produkt sprawdzony na innych rynkach. Niemniej jednak w przypadku PZBUK start można określić jako dość rozczarowujący. Oczywiście to dopiero początek aktywności tej marki w Polsce i z pewnością zoba-
czymy zintensyfikowanie działań marketingowych w kolejnych miesiącach – wskazał Łukasz Kieza, dyrektor marketingu LV Bet. A jak ocenił wykorzystanie bazy mailingowej ComeOn? – Zupełnie ten krok mnie nie dziwi. Abstrahując od prawnych aspektów tego ruchu, próbuje się spożytkować efekty kilkuletnich działań marki ComeOn na polskim rynku. Wchodzenie z „białą kartką” i bez żadnych zasobów byłoby zdecydowanie trudniejsze. Zwłaszcza, że nie zdecydowano się na znaną graczom markę ComeOn a zupełnie nowy brand – powiedział Kieza. Inaczej takowe działania odbiera Mariusz Świętochowski. – Wypowiadam się w imieniu forBET, ale wiem, że takie zdanie ma większość legalnie funkcjonujących w Polsce bukmacherów. Działania prowadzone przez ComeOn i Betclic są przede wszystkim nieetyczne i urągają standardom branżowym budowanym
przez kilka ostatnich lat. Nasz rynek od pewnego czasu konsekwentnie tworzy pewne normy, dzięki którym branża bukmacherska zaczęła być zdecydowanie lepiej postrzegana zarówno przez społeczeństwo jak i ustawodawcę. Kiedy pojawiła się nowa ustawa hazardowa zakazująca działalności firmom bez polskiej licencji, niektóre z nich działały dalej. Z pełną premedytacją łamały prawo i narażały skarb państwa na wielomilionowe straty, a teraz pod nową nazwą otrzymują licencje i wykorzystają stworzone nielegalnie bazy mailingowe. Nie chcę oceniać, czy państwo powinno na taki proceder pozwalać, jednak z pewnością jest on nieetyczny i prowadzi do powstawania patologii – stwierdził COO Forbet. Co na to niezależny ekspert branży bukmacherskiej? – Jestem zwolennikiem jak największej konkurencji na rynku. Uważam, że powinniśmy
mieć w kraju 40 czy 50 legalnych firm bukmacherskich. Rozumiem jednak, że ministerstwo mogło mieć na ten temat inne zdanie i rozumiałem ich strategię. Ostatnie miesiące przyniosły jednak spory zwrot w podejściu Ministerstwa Finansów w temacie przyznawania licencji – odpowiedział Maciej Akimow, który podzielił niejako opinię Mariusza Świętochowskiego. – Dochodzimy do pewnego absurdu. Z jednej strony cały czas mówiono nam, że interes legalnie funkcjonujących firm był chroniony: tworzono katalogi stron zakazanych, utrudniano płatności nielegalnym podmiotom, niechętnie przyznawano nowe licencje. Nie każdy z branży musiał to akceptować, ale było widać w tym spójne działanie. Jeśli Ministerstwo Finansów zbagatelizuje sytuację z wykorzystywaniem starych baz mailingowych, to prawdopodobnie kolejni bukmacherzy będą przesuwać granicę tego, na co mogą sobie pozwolić – dodał Akimow. n
Weszliśmy w dorosłość
Sławomir Kuliński – były dziennikarz i rzecznik prasowy, mieszkaniec stolicy oraz kibic Legii Warszawa, pracownik działu marketingu w forBET
Działalność każdej organizacji można porównać do daru ludzkiego życia. Zasada ta dotyczy również biznesu. Zarówno ludzie jak i firmy mają podobne etapy rozwoju – od dzieciństwa do dojrzałości. Każdy z nich ma swoje problemy, wyzwania i okazje. Przechodząc przez wszystkie po kolei, człowiek jak i firma zdobywają doświadczenie oraz wiedzę tak, aby stać się w pełni dojrzałym.
edług psychologów człowiek staje się dorosłym, gdy jest sam odpowiedzialny za siebie, decyduje o swoim planie życiowym oraz umie się borykać z trudnościami jego realizacji. Kiedy jednak możemy powiedzieć o firmie, że wkroczyła w dorosłość? Doskonale widać to na przykładzie Zakładów Bukmacherskich forBET – firmie według metryczki młodej, a jednak już w pełni dojrzałej. Wszyscy dobrze pamiętamy lata dzieciństwa, które bezsprzecznie kojarzą nam się z beztroską i optymizmem. To też czas, kiedy zdobywamy doświadczenie i uczymy się. To w tym etapie rozwoju firmy 80% energii, czasu i pieniędzy inwestuje się w sprzedaż i marketing. Czas dzieciństwa to w przypadku przedsiębiorstwa okres, kiedy musi ono nauczyć się sprzedawać jeden, podstawowy produkt określonej grupie klientów. – Bycie nastolatkiem to czasem bolesne doświadczenia, zawody miłosne i poszukiwania swojego miejsca w świecie. To również okres wzmożonego rozwoju. Na rynku pojawiliśmy się w 2016 roku i w ciągu zaledwie dwóch lat dokonaliśmy przeskoku wręcz poko-
Winners Club Wrocław
leniowego. Mimo, że ten okres nie zawsze był miły i przyjemny wynieśliśmy z niego mnóstwo doświadczenia, którego wartość jest niemierzalna – mówi Paweł Majewski, dyrektor ds. marketingu forBET – Od samego początku wiedzieliśmy, że będziemy musieli być dużo bardziej atrakcyjni niż konkurencja aby zaistnieć na rynku. Zdawaliśmy sobie również sprawę, że czeka nas wiele naprawdę ciężkich chwil i decyzji. Właśnie dlatego etap naszego „dzieciństwa” będę zawsze dobrze wspominał, bo czuliśmy jak tworzymy nowe standardy i budujemy firmę, która będzie je wyznaczać – dodaje Majewski Kiedy marka forBET pojawiła się polskim rynku z powodzeniem funkcjonowały już na nim inne, duże firmy. Zarówno STS jak i Fortuna czy Totolo-
tek miały większe możliwości, zasoby osobowe jak i ogromną rozpoznawalność. Również okres debiutu nowego bukmachera nie był najłatwiejszy – w Sejmie trwały dyskusje nad ostatecznym kształtem nowej ustawy hazardowej. Nikt do końca nie wiedział co może się jeszcze wydarzyć i jaki finalny kształt przyjmie nowe prawo. To wszystko ostatecznie stało się jednak wsparciem dla debiutu rynkowego forBET. Najważniejsze jednak dla rozwoju firmy było doświadczenie osób w niej zatrudnionych. Praktycznie wszyscy pracownicy byli w przeszłości związani z branżą hazardowa, a kadra zarządzająca miała naprawdę kolosalne doświadczenie w tych kwestiach. To głównie dzięki nim „dzieciństwo” firmy trwało tak krótko.
Otwarcie Winners Club we Wrocławiu
– Pamiętam jak w latach ’90 na podwórkach wisiały tabliczki: ''Za szkody wyrządzone przez dzieci odpowiedzialność ponoszą rodzice''. Dla niektórych firm to kuszące tkwić w roli dziecka i nie ponosić odpowiedzialności za stłuczone szyby w dorosłym życiu. Niestety na takim zachowaniu zawsze traci klient. Chcąc być poważnym graczem w naszej branży musieliśmy szybko zrównać nasze możliwości operacyjne z liderami rynku, tak aby jak najszybciej móc do roli tego lidera samemu aspirować i tak aby klienci woleli grać z nami – tłumaczy Mariusz Świętochowski, dyrektor ds. sprzedaży i operacji forBET – Odpowiedzialność za decyzję, realizacja śmiałej strategii oraz wprowadzanie naszego doświadczenia do firmy pozwoliły na to, że dzisiaj o forBET możemy mówić jak o dorosłej firmie, wprowadzającej innowacje i wyznaczającej trendy – dodaje dyr. Świętochowski Pierwszym poważnym znakiem dla branży, że pojawił się nowy gracz, który chce zrewolucjonizować rynek było ogłoszenie kolejnych umów sponsoringowych z klubami sportowymi z niższych lig. Dyrektorzy działów marketingu największych firm bukmacherskich, mający w kieszeni wielomilionowe umowy z największymi klubami w Polsce, uśmiechali się pod nosem czytając informacje o współpracy forBET z zespołami z II, a nawet III ligi. Zapomnieli, że to właśnie wśród tych drużyn tworzą się w Polsce małe społeczności ogarniające znaczne części województw. Prosty mechanizm skierowany bezpośrednio do fanów pozwolił zarówno na pozyskanie klientów jak i wsparcie ich drużyn. Na podstawie zapisów kontraktów forBET przekazywał klubom stałą kwotą pieniężną oraz kwotę wypracowaną przez kibiców za pośrednictwem strony bukmachera. Była ona uzależniona od ilości kibiców, którzy zostali klientami forBET oraz od zakładów, jakie zawierali. – W pewnym momencie współpracowaliśmy z 10 drużynami piłkarskimi, 4 zespołami żużlowymi oraz ligą siat-
kówki męskiej. Było to oczywiście związane z koniecznością zaistnienia na rynku oraz promocję ponieważ mamy jedną z najbardziej rozbudowanych ofert na krajowe rozgrywki ligowe. Dzięki temu w krótkim czasie o naszej marce wiedziała znaczna część kibiców. Ich małe ojczyzny były idealnym miejscem do zbudowania świadomości nowej marki jaką był wtedy forBET – tłumaczy Paweł Majewski, dyrektor ds. marketingu forBET – Oczywiście z czasem nasze priorytety się zmieniły. Osiągnęliśmy pewną pozycję na której nam zależało i konieczne było dostosowanie do niej również strategii promocyjno-sponsoringowej. Obecnie skupiamy się na współpracy z rozpoznawalnymi już ogólnopolsko podmiotami sportowymi tj.: z klubem ekstraklasowym WKS Śląsk Wrocław, kultowym w historii polskiej piłki nożnej ŁKS’em czy Warsaw Sports Group – dodaje Majewski Zakłady Bukmacherskie forBET zaczęły mieć również twarz. Pod koniec 2017 roku firma zaprezentowała swoich ambasadorów co po raz kolejny pokazało chęć wprowadzania nowych standardów w branży. Dlaczego? Ponieważ spółka podeszła do sprawy bardzo kompleksowo, a wśród osób reklamujących bukmachera znaleźli się zarówno sportowcy jak i dziennikarze. Była więc wschodząca gwiazda MMA Karolina Kowalkiewicz ale i legendy Artur Boruc oraz Andrzej Fonfara. Zespół uzupełnił Bożydar Iwanow co pozwoliło marce na zbudowanie oryginalnego grona ambasadorów. Oczywiście dla forBET najważniejsi byli są i będą klienci. Firma wprowadzała więc kolejne ułatwienia dla graczy i działała według rynkowych standardów. Mogli więc oni liczyć na bonusy od depozytów, korzystać ze specjalnej aplikacji do zawierania zakładów za pomocą urządzeń mobilnych czy odebrać dodatkowe fundusze dzięki kolejnym promocjom. Dla dynamicznie rozwijającej się marki było to jednak za mało. W kwietniu 2018 roku zakłady bukmacherskie forBET otrzymały licencję na urzą-
Strefa forBET na Stadionie Śląskim
dzanie zakładów w punktach stacjonarnych. Co jednak ważne, firma nie chciała wzorem konkurencji stawiać specjalnych kiosków czy wykupywać powierzchni handlowych do tworzenia lokali. Od samego początku filozofią marki było uzupełnienie odczuć towarzyszących śledzeniu wydarzeń sportowych. Kiedy siadamy ze znajomymi aby obejrzeć wspólnie mecz ukochanej drużyny, zawarcie zakładu ma być dopełnieniem dobrej zabawy. Na mecze nie spotykamy się jednak w kolekturze, a w pubach, barach czy restauracjach. I to właśnie tam pojawił się forBET. Marka zrobiła coś czego żaden inny z legalnych bukmacherów nie zrobił – stworzyła terminale do zawierania zakładów mogące znajdować się w miejscach gdzie panują sportowe emocje. To z pozoru proste rozwiązanie wymagało wielu miesięcy intensywnej pracy wielu ludzi i ogromnych planów logistyczno-operacyjnych. – Wprowadzenie terminali do lokali gastronomicznych czy sports-pubów to przełom na polskim rynku zakładów bukmacherskich. To innowacja, która pozwoli nam w przyszłości stworzyć wokół naszej branży klimat znany chociażby z wysp brytyjskich. Zawieranie zakładów ma być uzupełnieniem dobrej zabawy wśród sportowych emocji – dodaje Mariusz Świętochowski – Człowiek rozwija się przez całe swoje życie. Przychodzi jednak taki moment
w życiu kiedy jedna decyzja jak założenie rodziny czy wyprowadzka na swoje pozwala mu przejść w etap dorosłości. Myślę, że dla nas takim etapem było właśnie rozpoczęcie naziemnej działalności. Dzięki temu, że podjęliśmy to ryzyko dziś możemy śmiało mówić o sobie jak o innowatorze na rynku zakładów bukmacherskich i w pełni dojrzałej organizacji biznesowej. Jednak uprzedzam konkurencję – do emerytury nam jeszcze daleko. Podobno po 40-ce człowiek osiąga największe sukcesy wiec w takim razie te dopiero przed nami – zakończył Mariusz Świętochowski, dyrektor ds. sprzedaży i operacji forBET. n
Otwarcie pubu Śląska Wrocław
Przegrał siostrę w kości Andrzej Klewczyński – dziennikarz, entuzjasta historii i zagadnień z nią związanych. Kopalnia wiedzy jak to drzewiej w hazardzie bywało.
W staroindyjskim eposie „ Mahabharata” jeden z wątków traktuje o królu Nala, który grając w kości przegrał wszystko, co posiadał, cały majątek, a na koniec postawił na szali swą urodziwą żonę – i ją również przegrał. Miał wszakże szczęście w nieszczęściu: zwycięscy rywale wielkodusznie pozostawili mu żonę, a spłukanego do suchej nitki króla pozbawili wprawdzie tronu, ale nie życia i jedynie skazali go na wygnanie.
ikt nie wie, ile w tej opowieści prawdy, a ile legendy. Natomiast wiadomo ponad wszelką wątpliwość, że podobna historia wydarzyła się w latach 90-tych X wieku, kiedy to cesarz Otton III przegrał w kości swą siostrę Matyldę. Że zaś zdarzenie to w pewien sposób dotyczy także naszych dziejów, warto je tu przedstawić, ściśle trzymając się historycznych faktów. Otton III, uważany za następcę Karola Wielkiego, sprawował władzę w niemal całej Europie. W polskiej historii zapisał się jako uczestnik słynnego zjazdu w Gnieźnie w 1000 r., dokąd przybył z pielgrzymką do grobu św. Wojciecha, a w rzeczywistości by spotkać się z Bolesławem Chrobrym i zawrzeć z nim ścisły sojusz. Nikt wtedy nie mógł przewidzieć, że w jakiś czas później ambitni Piastowie skoligacą się z cesarskim rodem. A rzecz miała się tak: na dworze Ottona w Akwizgranie pojawił się Ezzon, syn palatyna reńskiego. Ambitnemu młodzieńcowi marzyła się wielka kariera, ale ani majątek, ani pochodzenie nie predestynowały go do tego. Cóż mu więc pozostawało? Dostać się na szczyt poprzez zaszczytne małżeństwo. A w tym przy-
padku wybór był prosty: najlepszą partią była Matylda, rodzona siostra cesarza Ottona.
Otton może i był trochę szalony, ale nie do tego stopnia, by wyrazić zgodę na takie małżeństwo!
Ale jak zdobyć jej rękę? Wydawało się to nieosiągalne, bo cesarz nigdy nie zgodzi się na taki mezalians. Owszem, nawet lubił Ezzona, ale co innego wspólnie ucztować czy polować, a co innego oddać rękę siostry parweniuszowi, w którego rodzie nikt i nigdy nie zasiadał na tronie.
W tej sytuacji Ezzon uknuł mister plan: znając słabość Ottona do gry w kości, postanowił wygrać to, czego w inny sposób nie mógł zdobyć. Zaczął więc umiejętnie „podpuszczać” cesarza i tak go zmanipulował, że ten połknął haczyk i sam wręcz go przymusił do gry. A zręczny młodzieniec
do ostatniej chwili udawał, że nie ma większego pojęcia o kościach, dzięki czemu Otton był pewien, że wygra z nim bez trudu. Zwłaszcza, że miał wysokie mniemanie o swoich umiejętnościach i uważał się za arcymistrza w tej grze. Kiedy więc przyszło
uzgodnić stawkę, był tak pewien zwycięstwa, że bez namysłu zaproponował spełnić każde życzenie Ezzona w przypadku, gdyby to on wygrał partię. Nie wiedział, co ryzykuje. Zasiedli do stołu i gra potoczyła się – tyle że całkiem inaczej, niż przewidywał Otton. Wprost nie mógł uwierzyć, ze spotyka go porażka z rąk rzekomo niedoświadczonego gracza. A po chwili dowiedział się, co przegrał. I omal nie zemdlał, gdy Ezzon zażyczył sobie ni mniej ni więcej, tylko ręki Matyldy… Cóż było robić ? Cesarz nie może nie dotrzymać słowa, honor mu nie po-
zwala, zresztą byli liczni świadkowie. I tak Matylda (której nikt oczywiście o zdanie nie pytał) została żoną Ezzona. Ciąg dalszy tej historii ma związek z Polską. Otóż Matylda i Ezzon mieli córkę imieniem Rycheza i ta oto panna, siostrzenica cesarza Ottona, w kilkanaście lat później została żoną Mieszka II, syna Bolesława Chrobrego i zasiadła na polskim tronie. Czy więc nie ma racji twierdzenie, że światem rządzi przypadek? Choćby taka drobnostka, jak zwykła gra w kości… n
– hazard to czy gra która wciąga Na rynku gier można znaleźć ogromną ilość propozycji, które zaspokoją potrzeby graczy. My chcemy oprócz emocji związanych z samą rozgrywką poczuć jeszcze jeden dreszczyk – emocji związanych z ryzykiem finansowym. Poznajmy więc grę, która na pierwszy rzut oka wydaje się być prostą zabawą dla młodych ludzi, a po zapoznaniu się z jej specyfiką okazuje się być źródełkiem ostrego hazardu! Oto „Polowanie na robale”.
ra nie jest absolutną nowością na rynku, jednak ciągle ma bardzo duże (i zasłużenie!) grono swoich zagorzałych
zwolenników. W tym mnie. Osobiście nie zetknąłem się jeszcze z sytuacją, w której ktoś, komu zaproponowałem rozgrywkę nie chciałby
grać kolejnych i kolejnych partii. Ta gra po prostu wciąga. Zaprojektował ją jeden z klasycznych twórców gier, Reiner Knizia, a na polski rynek
zaadaptowało ją wydawnictwo Egmont. Rekwizyty są proste – 16 płytek oznaczanych numerami od 21 do 36, na których dodatkowo umieszczone są wizerunki niezwykle sympatycznych wizualnie, uśmiechniętych robaczków. Na pierwszych czterech płytkach jest ich po jednym, na kolejnych po dwa, po trzy, aż wreszcie na tych z numerami od 33 – po cztery. Dodatkowo mamy do dyspozycji 6 pozornie zwykłych kostek do gry. Pozornie gdyż zamiast „szóstki” na odpowiedniej ściance znowu widzimy uśmiechniętego robala. I to wszystko. Zasady też są pozornie niezbyt skomplikowane, schody zaczynają się później, ale po kolei... W grze może brać udział od dwóch do siedmiu graczy. Według mojej oceny najlepiej jest jeśli jest ich trzy do pięciu osób. Gra „heads up” nie daje tylu ciekawych możliwości, z kolei więcej niż pięciu graczy, według mojej oceny, nieco niweluje hazardowy aspekt rozgrywki gdyż zdobycze rozkładają się na zbyt wielu graczy. A więc zaczynajmy. Na stole umieszczamy odkryte płytki ułożone w kolejności numerów, jedną obok kolejnych. Sposób w jaki wyłonimy osobę rozpoczynającą zależy praktycznie tylko od nas samych. I zaczyna się rozgrywka. Pierwszy gracz wykonuje rzut kompletem kostek. Należy tylko nadmienić, że mając wyrzuconą ściankę z wizerunkiem robaczka liczymy jej wartość jako 5 punktów (za „5” też). Pozostałe według oczek. Po każdym rzucie gracz zobowiązany jest do odłożenia kostek o określonej wartości. Może być to pojedyncza kostka, ale w ekstremalnym przypadku nawet komplet ośmiu kostek. Gracz wykonuje tyle rzutów aż wyczerpie możliwości uzyskania wartości oczek jakiej jeszcze nie odkładał lub postanowi, że suma odłożonych oczek już go satysfakcjonuje i sam przerwie swoją kolejkę rzutów.
Dzieje się tak ponieważ po każdym rzucie gracz liczy sumę oczek z wszystkich odłożonych kostek. Jeśli uzyska sumaryczną ilość oczek w zakresie punktów 21 – 36, to ma prawo przerwać grę i zabrać kostkę o danym numerze dla siebie, kładąc ją odkrytą przed sobą. Jest jedno zastrzeżenie – aby kolejka była zaliczona odłożony musi być co najmniej jeden robaczek. Możemy mieć np. 5 kostek po pięć oczek i 3 po cztery oczka, czyli w sumie 37 punktów, a kolejka zaliczona nie będzie! Nie było robala... I tak po kolei, rzuty wykonują kolejni gracze, zabierając, w miarę możliwości, kolejne płytki dla siebie. I teraz UWAGA – przykładowo: gracz A uzbierał 28 punktów i zabrał tę płytkę dla siebie. Rzucający po nim gracz B także wyrzucił 28 oczek. I co? Tej płytki nie ma już na stole. Ale jest u gracza A i można mu ją podkraść! Co gracz B z rozkoszą zrobi, bo to jest creme' de la creme' całej gry! Jeśli jednak w kolejnej turze gracz wyrzuci inną ilość oczek pozwalającą mu na zabranie kolejnej płytki ze stołu, swoją (swoje) poprzednio zdobyte płytki
zakrywa tą najnowszą, uniemożliwiając ich kradzież. One są już chronione. Dostrzegacie już możliwości taktyczne rozgrywki? Załóżmy, że opisana płytka 28 jest już przykryta i w związku z tym nieosiągalna do kradzieży, a wyrzuciliśmy 28 i nie chcemy/nie możemy już rzucać dalej – w takim przypadku możemy pobrać ze stołu płytkę mającą mniej punktów niż uzyskana wartość wyrzuconych oczek. Praktycznie będzie to płytka z numerem 27, ale... może się okazać, że gracz ze względu na własna taktykę zdecyduje się na płytkę z mniejszym numerkiem. Dotyczy to tylko płytek dostępnych na stole, ponieważ aby komuś podkraść płytkę musimy precyzyjnie zebrać ilość oczek zgodną ze wskazanym na niej numerkiem. A co się dzieje jeśli wykonamy ruch nieważny? Takim ruchem będzie np. wyrzucenie w sumie 23 oczek, podczas gry 21 i 22 są już zabrane i ukryte, nie uzy-
domo, że raz wypadnie lepiej, a raz gorzej. W tej sytuacji ważna staje się strategia gry.
skamy w całej kolejce robala do odłożenia (oj, zdarza się i to często), lub okaże się , że przy kolejnym rzucie nie mamy już czego odłożyć (przykład: mamy odłożone dwa robale, dwie czwórki i dwójkę, a z pozostałych kostek wypadają nam tylko te odłożone już wcześniej wartości, czyli tracimy kolejkę). Taka sytuacja boli, ponieważ musimy oddać na stół własną najwyżej leżącą na stosiku płytkę, jednocześnie odwracając na drugą stronę , czyli eliminując z dalszej gry, leżącą na stole płytkę z najwyższym dostępnym numerem. Nie będziemy zakrywać wolnej płytki tylko w przypadku jeśli tracona przez nas płytka ma wartość większą od dostępnych na stole. Gra się kończy kiedy ze stołu zostaną zebrane przez graczy wszystkie możliwe do zdobycia płytki (pozostaną tylko te wyłączone przez odwrócenie). Zwycięzcą zostaje ten z graczy, który po zamknięciu gry wykaże się największą ilością wizerunków robaczków na zdobytych w rozgrywce płytkach. W sytuacji kiedy gramy tylko o wygraną, przy remisie w ilościach robali, zwycięzcą zostaje ten, kto ma płytkę z najwyższym numerem. Myślę jednak, że nas jako hazardzistów ten wariant nieco mniej interesuje ;).
Ta gra bowiem zdecydowanie daje nam możliwość ryzykownej rywalizacji, którą bardzo łatwo jest przełożyć na aspekt finansowy. Muszę Wam powiedzieć, że widywałem kolegów, którzy przychodzili np. na turniej w pokera, wcześniej siadali do „robali” i niejednokrotnie nie byli już zainteresowani grą w texas. Autentyk! Jak liczyć? To proste – zwykłe porównanie relacji zdobytych „zwierzątek”. Na przykład: grało nas czterech – ja zdobyłem 12 robaczków, gracz B – 4, gracz C – 7, gracz D – 0 (niestety tak też się zdarza). Prosty rachunek: ja (12-4) + (12-7) + (12 – 0) = 25 – i tyle wygrałem! Wynik B to (4-12) + (4-7) + (4-0) = -7, C w sumie -5+3+7=5, o graczu D przez grzeczność nie wspominajmy. Proste, prawda? Pozostaje pytaniem czy ta gra opiera się tylko na szczęściu w rzucaniu kostek? Z pewnością w dużym stopniu tak, bo jeśli w każdej rundzie będę na początek rzucał po 4 robaczki, to nikt mnie nie ogra. Ale tak nie jest. Wia-
Myślę, że część z Was już dostrzega różne możliwości. Czy zbierać kostki jak leci, czy przynajmniej na początku, kiedy nie mamy nic do stracenia, polować na wysokie numery? A może zbierać jak leci, licząc, że nikt nam nic nie ukradnie? Znałem gracza, który z premedytacją kasował na starcie malutkie płytki celem utrudnienia innym graczom pozyskania ich później aby przykryć swoje wysokie numerki. Możemy też kierować się chęcią „rozbierania” gracza, który ma zbyt dużo uzbierane. Popatrzcie, gra nas czterech i trzech ma po jednej – dwie płytki, a ten czwarty już 6! Chyba warto go trochę „odchudzić” polując na jego wierzchnie płytki? To jest urok i smak tej gry, będącej jeszcze dodatkowo fajną zabawą. Gra jest bardzo dynamiczna i rozgrywka trwa kilkanaście minut, więc nie ma mowy o znużeniu. W znakomitej większości rozgrywek zwycięzca nie jest znany praktycznie do ostatniej płytki w grze. Myślę jednak, że najlepiej się o tym przekonacie próbując samemu w to zagrać. Polecam! n Krzysztof Spaliński – miłośnik gier różnych, dwukrotny mistrz Polski w "Kierki16", organizator festiwali gier towarzyskich "Warsaw Open".
– czyli nowe możliwości dla branży hazardowej
Mateusz Kocioł – Junior Marketing Manager w LV BET zakłady bukmacherskie. Odpowiedzialny za działania kreatywne oraz rozwój esportu w ramach działań firmy.
Obecnie ciężko znaleźć człowieka, który nie słyszał o twórcach internetowych. Youtuberzy prowadzą działania reklamowe dla wielu marek od branży FMCG, na bukmacherach kończąc. Fortuna, STS czy LV BET to firmy, które, choć w drobnym stopniu zaangażowały się we współpracę z Influencerami.
a potrzeby tego artykułu, przeprowadziłem krótki wywiad z Krzysztofem Budzyńskim, specjalistą Influence Marketingu, pracującym w tej branży od 5 lat. Krzysztof w trakcie swojej kariery z sukcesem przeprowadził wiele kampanii z twórcami internetowymi. Ta rozmowa wniesie odrobinę światła
na zagadnienia dotyczące współpracy z Influencerami. E-PLAY: Skąd wzięła się tak ogromna popularność twórców internetowych. K.B.: Na pewno warto zacząć w roku 2015, kiedy to serwis YouTube bar-
dzo mocno zaczął popularyzować się na rynku Polskim. Właśnie wtedy zaczęli wyłaniać się pierwsi tzw. Influencerzy. Twórcy w prosty sposób zwracają się do zgromadzonej wokół swojego kanału społeczności, głównie dlatego, że są praktycznie ich rówieśnikami. Ich komunikacja jest w 100% naturalna w przeciwieństwie
do telewizji, która ma z góry nałożone ramy. Influencerzy dzięki swojej autentyczności budzą wśród grupy odbiorców znacznie większe zaufanie niż np. gwiazdy telewizyjne. Dużą rolę odgrywa tutaj również rozwój technologiczny. Konsumpcja treści zamieszczonych w social media jest bardzo uproszczona. Ciężko obecnie wskazać osobę, która nie ma telefonu z bezpośrednim dostępem do Internetu. E-PLAY: o ma największy wpływ na przyrost fanów. K.B.: Czynników może być wiele. Jednym, a zarazem głównym z nich jest osobowość twórcy, jednak ciężko jest ją kategoryzować, ponieważ różne osobowości przyciągają inne rodzaje widowni. Można powiedzieć, że różnych treści w serwisach społecznościowych jest tak dużo, jak ludzi na ziemi. Przyrosty fanów mają spory związek z tematami oraz trendami kulturowymi panującymi obecnie wśród grupy docelowej. Jeżeli twórca „wbije” się w trend jest w stanie bardzo szybko zdobyć ogromne rzesze fanów. Warto zwrócić uwagę, że przyrosty mają związek z dorastaniem grup docelowych, dużą aktyw-
nością w sieci cechują się tzw. Milenialsi, czy jeszcze młodsze pokolenie Z (urodzeni po 2000 roku), dla których Internet jest już po prostu czymś naturalnym. Ciężko mi podać bezpośredni przepis na sukces oraz natychmiastowy przyrost widowni. Jak możemy obserwować, bardzo często duże rzesze fanów gromadzą kanały, które w ogóle nie byłyby posądzone o możliwość sporych przyrostów. Po prostu w jakiś sposób zostały zauważone, a reszta była już efektem śnieżnej kuli. Kolejnym sposobem gromadzenia widowni jest kopiowanie z zagranicy. Nie ma nic lepszego niż sprawdzone wcześniej sposoby. W wielu przypadkach treści, które osiągały sukces w USA, przenoszone są na rynek Polski i dają przybliżone efekty. Ostatnim czynnikiem, który mogę wymienić, jest specyfika oraz sposób konsumowania treści na danej platformie, na której działa Influencer. Dla przykładu o wiele łatwiej oglądać nam zdjęcia zamieszczane w serwisie Instagram niż całe filmy znajdujące się na platformie YouTube.
E-PLAY: Jak marki podchodzą do współpracy z twórcami YT. K.B.: Tutaj najeży zastosować podział na dwie grupy. Pierwszą są firmy, których część biznesu opiera się na działaniach online. Takie marki rozumieją już, że z biegiem czasu muszą współpracować z Influencerami, ponieważ migracja użytkownika jest o wiele łatwiejsza, jeżeli odbywa się w jednym kanale czyt. Internet. Druga grupa to sceptycy, którzy nie rozumieją jeszcze potencjału gwiazd internetowych i starają się zaginać swoją rzeczywistość, na czym oczywiście w perspektywie lat mogą stracić. Oczywiście polski rynek jest coraz bardziej świadomy, co za tym idzie to rosnące zapotrzebowanie na gwiazdy. Musimy pamiętać, że jeżeli firma X podpisuje umowę z danym twórcą, zamyka również drogę do reklamy dla swojej konkurencji. E-PLAY: Czy kampanie z YouTuberami są skuteczne? Co jest najważniejsze w trakcie projektowania takich kampanii? K.B.: Aby kampania była skuteczna, należy postępować zgodnie z kilko-
go początku skazany był na sukces. Śmiem również sądzić, że z każdą kolejną galą liczba fanów FAME MMA będzie znacząco rosła. Odpowiedzi na te pytania, oczywiście nie są w stanie przekazać, choć połowy wiedzy dotyczącej Influence marketingu. Współpraca z twórcami internetowymi to bardzo specyficzna gałąź reklamy. Wróćmy jednak do tytułu tego artykułu, czyli nowych możliwości dla branży bukmacherskiej.
ma krokami. Na początku musimy jasno sprecyzować cel kampanii. Najczęściej wybieramy pomiędzy działaniami wizerunkowymi lub sprzedażowymi. Następny krok to wybór odpowiednich twórców, każdy z nich cechuje się innym zasięgiem organicznym, wizerunkiem, demografią oraz poziomem budowanego zaangażowania. Dla przykładu, mamy twórcę, który posiada kanał z milionem subskrypcji, jednak może on wygenerować mniejszy zasięg i zaangażowanie niż twórca posiadający 1/3 jego widowni, ponieważ fani tego drugiego są bardziej zaangażowani w interakcje ze swoim idolem. Ostatnim krokiem jest dopasowanie contentu reklamy do treści produkowanych przez twórcę, tak aby były, jak najbardziej tożsame i naturalne. Jeżeli zamieścimy suchą wstawkę reklamową, możemy spodziewać się, że fani odpowiednio skomentują nasze działania. Postępując zgodnie z tymi wytycznymi, mamy znacznie większe szanse na osiągnięcie sukcesu. Wiele firm nie znając tego rynku
często „przepala” budżety co powoduje urazę do Influence marketingu. E-PLAY: Jakie są Twoje prognozy dotyczące przyszłości rynku influencerów w Polsce. K.B.: Ten rynek rozwinął się bardzo mocno w ciągu kilku lat. Cały czas możemy obserwować przyrost twórców internetowych, który jest wypadkową łatwego dostępu do technologii. W tej chwili jesteśmy w stanie nagrać dobry materiał lub zrobić zdjęcie naszym telefonem komórkowym. Nadchodzące lata cały czas będą przynosić nam rozwój technologiczny, co za tym idzie może nowe platformy, na których zabłysną przyszłe gwiazdy. Jestem w stanie pokusić się nawet o opinie, że w ciągu 10 lat każda szanująca się duża marka, będzie musiała współpracować z Influencerami. E-PLAY: Jak oceniasz projekt FAME MMA? Czy ma on możliwości, aby osiągać coraz większy sukces? K.B.: Tak jak wspominałem wcześniej, bardzo wiele treści produkowanych na Polskim rynku jest zapożyczone z zagranicy. Podobnie jest w przypadku FAME MMA. Co innego to dobre wdrożenie pomysłu do rzeczywistości i pod tym względem FAME MMA radzi sobie całkiem nieźle. Nie można pominąć również faktu, że celebryci walczący w federacji FAME MMA niosą za sobą ogromne zasięgi. Uważam, że ten projekt od same-
Do tej pory, bukmacherzy reklamowali się głównie wśród YouTuberów tworzących materiały dotyczące gry FIFA, na polskim rynku są to STS, FORTUNA oraz LV BET. Następnie do grona influencerów współpracującymi z bukmacherem dołączyli twórcy esportowi. Jednak co dalej? YouTube to ogromny serwis a leżący w nim potencjał nadal stanowi niewykorzystane pole do działań. Jedyne to, czego potrzebują bukmacherzy to odrobina nowoczesnego podejścia do tematu współpracy z twórcami. Kreowanie nowych rzeczy lub zaciąganie gotowych idei na współpracę z zagranicy. Zamieszczanie banerów reklamowych na kanałach twórców to tylko drobna część działań, na której nie może opierać się reklama w np. serwisie YouTube. Idealnym przykładem jest tutaj właśnie wyżej wspomniane FAME MMA, którego oficjalnym sponsorem jest LV BET. Odpowiednio wytworzone komunikaty dla widzów oraz lokowanie bukmachera w całkowicie dla niego naturalnym środowisku, jakim jest gala MMA, zaowocowało bardzo dobrym wynikiem pod wieloma względami. Warto zwrócić uwagę, w jakim stopniu działania LV BET zbliżone są do tych opisanych w powyższym wywiadzie. Jest to dowód na skuteczność współpracy na linii firma – twórcy internetowi. Świat zmieniał się od zawsze i będzie nadal, tak samo, jak rynek mediów. Oczywiście nie chcę wróżyć tutaj upadku telewizji, ale znaczną jej marginalizacje na rzecz Internetu, w którym już teraz królują Influencerzy. n
20 tysięcy kilometrów to tylko 1 metr
Witold Gedymin – oświadczony marketingowiec, pracował m. in. dla Citibanku, Gillette, Procter&Gamble, Bosch. Obecnie zajmuje się technologią blockchain i jej zastosowaniami.
Cyfrowy nomada – osoba, która wędruje, wymienia informacje i porozumiewa się z innymi bez poruszania się z miejsca (...) a także osoba, która może pracować wszędzie i z każdego miejsca, dzięki telefonii komórkowej i Internetowi. (Wikipedia)
wać zdalnie. Również współpracując w zespole. To tylko nasze przyzwyczajenie, nas oraz… naszych szefów powoduje, że pozostajemy przywiązani do miejsca, do codziennego rytuału podróży tam i z powrotem, spotkań w kuchni przy kawie, miłej pogaduszki z tą fajną recepcjonistką… Ale progresywnym Cyfrowym Nomadą, może też być cała firma… A co powiecie Państwo na nowoczesną firmę? Jak wszyscy ludzie, firma – bohaterka artykułu ma swoje korzenie. W tym przypadku – polskie!
ojęcie „Cyfrowego Nomady” pojawiło się w ostatnich latach XX wieku. Rosnąca dostępność Internetu, telefonii komórkowej, taniejący sprzęt informatyczny ale nade wszystko zmiany mentalności powodują, że wzrasta rzesza ludzi, którzy łączą pracę z podróżą, przygodą, z niezależnością. A odłączają pojęcie pracy od konkretnego miejsca – od biura. Najpierw w Stanach Zjednoczonych a chwilę później w Europie pojawiła się klasa mobil-
ICE Africa Johannesburg
nych pracowników, nie związanych z jednym pracodawcą i nie związanych z miejscem. Podróżujący po najciekawszych zakątkach świata, odkrywający i pracujący. A jednocześnie często bardzo efektywni. Cyfrowy Nomada to nie tylko freelancer – jednoosobowa firma. To może dotyczyć wszystkich. Jeżeli tylko nasza praca nie jest fizyczną to tak naprawdę z dużym prawdopodobieństwem możemy ją wykony-
LotterySolution.com tworzy dla swoich klientów internetowe serwisy loteryjne. Dzięki temu inwestorzy, firmy mogą w ciągu niemal kilku tygodni zaoferować internetowe Lotto oparte na wynikach największych na świecie loterii. Na bazie naszej licencji i elektronicznych płatności, dostępnych w większości krajów świata. Jak przystało na Cyfrowego Nomadę, nasi klienci mogą pochodzić z całego świata. Tak jak nasi dostawcy, na przykład dostawcy płatności, którzy często specjalizują się w jakimś regionie lub kraju. A my, pracujemy oddaleni od siebie o setki lub tysiące kilometrów. Pracujemy w Krakowie, Warsza-
wie, Szczecinie. Ktoś powie – to daleko, jak można efektywnie pracować? To może i jest daleko... ale tylko w skali Polski. Mamy też współpracowników na Malcie, na Curaco na Karaibach, w Afryce, Azji. A klienci pochodzą z niemal wszystkich kontynentów. Tak, można w ten sposób efektywnie pracować. Bo najdalszy punkt świata zawsze jest odległy o 20 tysięcy kilometrów – po drugiej stronie kuli ziemskiej. Ale też znajduje się metr od nas – tyle ile dzieli nas do laptopa lub smartfona z dostępem do Internetu. Oczywiście w zdalnej pracy pomaga fakt, że nie produkujemy na przykład śrubek ale sprzedajemy usługę i serwis, które opierają się na informacji, na Internecie. A ponieważ pracujemy nad usługą, programem, systemem, platformą, grafiką – czymś cyfrowym, nasza praca również może być ucyfrowiona i zdalna. Tak samo jak serwis, jaki oferują nasi klienci swoim użytkownikom. Kuponów loteryjnych już nie trzeba kupować w kolekturze. Co więcej, żeby kupić kupony Powerball czy Megamillions – największych loterii ze Stanów Zjednoczonych, nie musimy wnioskować o wizę i lecieć do „Ameryki”. Wystarczy krótka wizyta na stronie jednego stworzonych przez nas serwisów by założyć się o wyniki najbliższego losowania i zdobyć szansę wygranej identycznej jak przy kupnie kuponu w kolekturze. (To wszystko jest możliwe oczywiście jeżeli tylko nie mieszkamy w kraju, który blokuje taką możliwość swoim obywatelom.) Choć styl pracy Cyfrowego Nomady jest na pewno ciekawy, pociągający i w tym wszystkim efektywny to wyzwania z jakimi się spotyka są takie same jak wyzwania każdego prowadzącego swoją firmę. A najważniejsze z tych wyzwań to różne odmiany słów “Klienci” i “Sprzedaż”. Dlatego, jak przystało na prawdziwych Nomadów podróżujemy tam, gdzie możemy spotkać naszych Klientów. Czyli niemal po całym świecie. Zamiast wielbłądów używamy samolotów
LiAC Lisbon
SBWA Lagos
Lottery Solution 2018
i nie śpieszymy na bazary Bliskiego Wschodu a na branżowe targi i konferencje odbywające się cyklicznie na wszystkich kontynentach. Nie mogło nas zabraknąć w Londynie, Amsterdamie, Lagos, Lizbonie, Johannesburgu, Buenos Aires, na Malcie i jeszcze wielu innych miejscach, gdzie nie wystawialiśmy się lecz odwiedziliśmy jako goście: Lima, Macao, Hong Kong, Nowy Jork, Bogota. Każde miejsce ma swoją specyfikę. Nie tylko geografia, ekonomia, ludzie ale też różne oczekiwania, różne etapy rozwoju, różne możliwości. W Lagos mała skala targów była więcej niż nadrabiana energią odwiedzających. Na targach w Buenos Aires odciskał się relatywnie wczesny etap rozwoju e-commerce w Ameryce Południowej. W Lizbonie, na targach afiliacyjnych równie dużą grupę stanowili przedsiębiorcy poszukujący pomysłów na rozwój swojego businessu gamingowego. Republika Południowej Afryki zaskoczyła nas swoją dojrzałością a jednocześnie bardzo młodym etapem rozwoju rynków ościennych, aktywnie szukających swojej drogi do zagospodarowania rynku. Wszędzie spotkaliśmy się z ogrom-
nym zainteresowaniem, często mieliśmy małą kolejkę oczekujących. Często nasi rozmówcy potrzebowali podstawowych wyjaśnień ale jeszcze częściej przychodzili z dokładną wizją swoich oczekiwań. Wszędzie też mogliśmy łatwo sklasyfikować 80% naszych rozmówców do jednej z 4 grup: –	 Właściciele serwisów gamingowych, którzy chcą rozwijać business poprzez dołożenie loterii na swoją stronę. To mądra droga rozwoju. Żaden rodzaj gamblingu nie może równać się masowością z Lotto. Żaden nie ma też takiego poziomu akceptacji. A w którymś momencie strona bettingowa dochodzi do kresu swojego potencjału i dalszy rozwój staje się względnie łatwy i możliwy dzięki klientom nowego produktu – czyli lotto. A gdy zbudujemy odpowiednią bazę, możemy ich konwertować na inne nasze produkty. W skrócie mówiąc, dzięki masowości lotto widzą oni potencjał do cross-sell i przez to – do wzrostu. Oczywiście działa to też w drugą stronę, serwisy lotto mogą zwiększać sprzedaż dokładając na przykład sloty. A te są już w naszej ofercie! –	 Kolejna grupa to osoby z większym lub mniejszym doświadczeniem w branży, którzy zaczynają
przygodę z lotto. I dokładnie wiedzą jak czasochłonne jest pozyskiwanie płatności i licencji oraz jak trudno jest znaleźć dobrą i jednocześnie niedrogą platformę. Rozumiemy ich dobrze, sami przez to przeszliśmy. I dlatego oni już nie muszą! –	 Oczywiście odwiedzają nas Afilianci, sprzedawcy usług marketingowych, analitycznych, płatności, tłumaczeń, prawnicy. –	… oraz zbieracze gadżetów oczywiście ;) Nasze stoiska były nie tylko naszą wystawą, naszą ruchomą reklamą, bazą. To przede wszystkim dowód na nasze istnienie, na działanie i sukcesy. To jeszcze jeden dowód istnienia firmy, nie tylko cyfrowo ale jak najbardziej realnie. Ponieważ firmę tworzą ludzie, z którymi można właśnie na targach porozmawiać nie tylko przez Skype ale też w cztery oczy. Bo nawet w epoce Cyfrowych Nomadów, gdy do przebycia 20 tys. kilometrów wystarczy 1 metr, wszyscy potrzebują fundamentu. Zaufania.
Dlaczego muzycy kochają hazard Andrzej Klewczyński – dziennikarz, entuzjasta historii i zagadnień z nią związanych. Kopalnia wiedzy jak to drzewiej w hazardzie bywało.
Co łączy muzykę i hazard? Wydawałoby się, że są to domeny odległe od siebie o tysiące lat świetlnych. A jednak – nie da się ukryć, że wielu artystówmuzyków wpadło w szpony tego nałogu. By powołać się choćby na przykłady z naszego rodzimego podwórka.
XIX w. Henryk Wieniawski był legendą światowej wiolinistyki i nazywano go następcą Paganiniego. W ruletkę i w karty grał z podobną pasją jak na skrzypcach, tyle, że z mniejszym powodzeniem. To, co zarobił jako muzyk (a zarabiał krocie, przegrywał w kasynach i w rezultacie po uszy tkwił w długach. Zdarzyło się, że grając w karty z Henrykiem Vieuxtemps, znakomitym belgijskim wiolinistą i kompozytorem, Wieniawski przegrał tyle, że jako formę spłaty długu zobowiązał się… skomponować mu utwór. Ponoć Ballada i Polonez figurujące wśród utworów Vieuxtempsa jako opus 38 to dzieła Wieniawskiego! Pewnego razu skrzypek przyciśnięty potrzebą pilnego zdobycia pieniędzy zdecydował się zastawić skrzypce, swoje narzędzie pracy. A miał nie byle jaki instrument, bo oryginalne skrzypce Stradivariusa, warte majątek. I pewno straciłby je bezpowrotnie, gdyby nie pomoc melomanów, wielbicieli artysty. Dzięki nim udało się wykupić skrzypce i Wieniawski odzyskał instrument rodem z pracowni słynnego lutnika z Cremony.
W czasach nam współczesnych wśród artystów-muzyków też nie brak miłośników hazardu. Wieść niesie, że bywalcem kasyn jest Konstanty Andrzej Kulka, światowej sławy polski skrzypek-wirtuoz. W Monte Carlo, w Baden-Baden i wielu innych kasynach maestro spędził niejedną upojną godzinę przy stole z ruletą lub przy stoliku z pokerem. W wywiadach prasowych artysta zarzeka się, że nigdy nie przekraczał granicy rozsądku i zawsze wiedział, na ile może „poszaleć”. Zastrzega się, że już skończył z grą, bo… teraz już nie ma na to czasu. W czasach PRL-u najsłynniejszym muzykiem-hazardzistą był Wacław Kisielewski z szalenie popularnego w całej Europie duetu fortepianowego „Marek i Vacek”. Ów świetny pianista był graczem równie zdeter-
minowanym, co pechowym. Grał najczęściej w ruletkę i zawsze obstawiał tak samo: 26, czarne, parzyste. Jego ulubionym kasynem było to w Baden-Baden, gdzie jako częsty bywalec miał złoty żeton uprawniający do dożywotniego wejścia.
prowadzi w TVP popularną audycję „Jaka to melodia”. Dziennikarce prowadzącej „Rozmowy w toku” Norbi wyznał, że przepuścił w kasynach mnóstwo pieniędzy, a zdarzyło się nawet, że przez jeden wieczór przegrał 100 tys. zł.
Partnerka życiowa Wacka, znana tancerka Krystyna Mazurówna wspomina zdarzenie z czasów ich mieszkania w Paryżu. Otóż któregoś dnia Kisielewski zadzwonił do niej z Baden-Baden, by zapytać: „Mróweczko (tak ją nazywał), jaki kolor lubisz najbardziej? Bo właśnie wygrałem kupę forsy i chcę ci kupić porsche…” Oszołomiona odpowiedziała: „Czerwony”. Ale nazajutrz była niedziela, salon samochodowy zamknięty, za to kasyno otwarte. Poszedł i przegrał wszystko. Zamiast porsche dostała rajstopy.
Pasjonatem pokera jest Liroy, kompozytor, pionier rapu i hip-hopu w Polsce oraz poseł (do niedawna związany z Kukiz-15). Mówi, że poker to dla niego czysto umysłowa gra i stale próbuje się w niej doskonalić. Wyznaje, że pokera zna „od zawsze”, a z czasem stał się on częścią jego życia. „Nie nastawiam się na wygraną, dla mnie liczy się dobra zabawa” – mówi. A hazard? Wszystko jest dla ludzi, ale dla ludzi z głową. I radzi: „Zawsze trzymaj się zasady, że grasz pieniędzmi, na które cię stać. Mnie nigdy nie zdarzyło się grać na kredyt”.
Zapału do gry nie brakuje również przedstawicielom lżejszej muzy. Tu prym dzierży Michał Wiśniewski, współzałożyciel zespołu „Ich Troje”, znany wokalista i równie znany pokerzysta. Jego zdaniem poker to nie hazard, ale wymagająca ogromnej perfekcji gra strategiczna. Mówi o sobie, że jest graczem kiepskim, bo brakuje mu cierpliwości, tak bardzo potrzebnej w pokerze. Angażował się mocno w tworzenie Polskiego Związku Pokera, w szkolenie krupierów, w organizowanie turniejów i mistrzostw.
To tylko niektóre przykłady artystów kochających grę. Pozostaje pytanie: dlaczego hazard pociąga tylu muzyków?
Od gry nie stronił też Norbi, modny artysta estradowy, który obecnie
Otóż dzieje się tak, ponieważ ta profesja czyli zawodowe uprawianie muzyki, to swego rodzaju hazard. To zawód niepewny, wysoce ryzykowny, gdzie tylko nielicznym udaje się zrobić karierę. Aby się wybić, trzeba mieć nie tylko talent, ale również sporo szczęścia. Tak jak w grze. A ci, którym się to udało, czują się jak królowie życia, co z czasem usypia czujność, nierzadko tracą nad sobą kontrolę i ulegają różnego rodzaju pokusom. A często taką pokusą jest właśnie gra. n
W YG O DNYMI P ŁAT NO Ś C I AMI O NL I NE
Grają nie tylko na scenie Andrzej Klewczyński – dziennikarz, entuzjasta historii i zagadnień z nią związanych. Kopalnia wiedzy jak to drzewiej w hazardzie bywało.
Dlaczego wielu aktorów pociąga hazard? Wyjaśnienie jest proste: ponieważ ich profesja i hazard mają wiele wspólnego. Aktorstwo to zawód niepewny, wysoce ryzykowny , gdzie tylko nielicznym udaje się wygrać, czyli zrobić wielką karierę w teatrze, w kinie, bądź w jednym i drugim.
by się wybić, trzeba mieć wiele szczęścia. Jak w grze. I chyba właśnie ten czynnik ryzyka, ten podniesiony poziom adrenaliny sprawia, że aktorzy lubią grać nie tylko na scenie. Namiętnym karciarzem był Ludwik Solski, znakomity aktor i reżyser. Dożył prawie 100 lat (bez kilku miesięcy) i podobno grał do końca swych dni, nawet wtedy, gdy był już przykuty do łóżka. Nie stronili od kart panowie Leszczyńscy: Bolesław (ojciec) i Jerzy (syn) – obaj wybitni aktorzy scen krakowskich i warszawskich. W okresie międzywojennym, gdy modny stał się brydż, często zasiadali do stolika Kazimierz Junosza-Stępowski, Aleksander Zelwerowicz, Józef Węgrzyn i jeszcze wiele innych znakomitości. Kazimierz Krukowski „Lopek” stronił od kart, za to bywał regularnie co niedziela na wyścigach. Trzymał własne konie; historia milczy, czy jako posiadacz stajni zgarniał grube pieniądze, czy dokładał do interesu… Na Polu Mokotowskim, gdzie był tor wyścigowy, później przeniesiony na Służewiec, często widywano Adolfa Dymszę, Eugeniusza Bodo, Ludwika Lawińskiego, Aleksandra Żabczyńskiego.
W Polsce Ludowej hazard był zakazany, co nie znaczy, że wszyscy stosowali się do tego zakazu. Grano w nielegalnych tzw. melinach, urządzanych przeważnie w prywatnych mieszkaniach, gdzie gospodarz pobierał opłatę za wejście, a często miał też procent od każdej wygranej. Istniały też elitarne, dobrze zakamuflowane salony gry (ruletka i karty), gdzie bywali dyplomaci, naukowcy, adwokaci, bogaci prywaciarze, a także artyści. Częstymi gośćmi byli tam m.in. Aleksander Bardini i Marian Kociniak. W Krakowie zgrywali się, często do suchej nitki, dwaj czołowi aktorzy Teatru Starego – Jan Nowicki i Jerzy Bińczycki. Gustaw Holoubek uwielbiał karty oraz kości, ale nie grywał ani w melinach, ani w zakonspirowanych salonach gry, tylko… w teatrze, podczas przerwy w porannych próbach lub wieczorem w antrakcie przedstawienia. Jako dyrektor Teatru Dramatycznego, a potem jako dyrektor Teatru Ateneum, zawsze znajdował czas na partyjkę z kolegami aktorami. Partnerami „Gucia” byli m.in. jego ulubieni młodzi aktorzy – Marek Kondrat i Piotr Fronczewski. Choć w PRL-u hazard był zakazany, dla wyścigów konnych zrobiono wyjątek. Tak więc w sezonie odbywały się gonitwy – w Warszawie na Służewcu i w Trójmieście w Sopocie. Na warszawskim torze widywało się m.in. Gustawa Holoubka, Daniela Olbrychskiego, Andrzeja Zaorskiego, a stałym gościem był tu Zbigniew Buczkowski. W Sopocie na trybunach zasiadali aktorzy gdańscy, a także ich koledzy z Warszawy, Krakowa, Poznania, Wrocławia spędzający letnie wakacje na Wybrzeżu. Nie tylko polskich aktorów fascynuje hazard. Np. we Francji pasjonatami gry byli Maurice Chevalier, Louis de Funes, Jean Paul Belmondo. W Wielkiej Brytanii z zamiłowania do ruletki słynęli Laurence Olivier i Richard Burton. Zaś Sean Connery grając we Włoszech w Cassino de la Valle, wygrał
10 tys. funtów, stawiając trzykrotnie na czarną „17” – i kulka trzy razy z rzędu zatrzymała się na tym numerze! Co po dziś dzień stanowi swoisty ewenement. Pociąg do hazardu przejawia też wielu amerykańskich aktorów. W pokera grywali namiętnie Frank Sinatra i John Wayne. Teraz w ich ślady idą George Clooney, Matt Damon i Andy Garcia. Także i piękne panie, dobrze znane nam z ekranu, nie stronią od gry, by wymienić tu tylko Pamelę Anderson, Angie Dickinson i Evę Longorię. Zaś Catherine Zeta-Jones jest zafascynowana grą w bingo i dwa razy w roku urządza
duże przyjęcia, gdzie główną atrakcją jest właśnie ta gra. Greta Garbo, jedna z największych gwiazd Hollywood lat 20-tych i 30tych, nie przejawiała zainteresowania hazardem, aż do chwili, gdy po raz pierwszy przekroczyła progi kasyna. A miało to miejsce w Sopocie, gdzie w 1932 r. spędzała kilkunastodniowy urlop. Mieszkała oczywiście w „Grand Hotelu”, a tam na parterze mieściło się luksusowe kasyno. Boska Greta weszła tam przypadkiem, obstawiła numer, wygrała i… natychmiast wciągnęła ją gra. Potem już co wieczór, do końca pobytu w Sopocie, odwiedzała kasyno. n
▲Sean Connery w kasynie ▼Mat Damon gra w pokera
MAGAZYN E-PLAY 11/2018 (Nr 13)
Dlaczego muzycy kochają hazard?
Co łączy muzykę i hazard? Wydawałoby się, że są to domeny odległe od siebie o tysiące lat świetlnych. A jednak – nie da się ukryć, że wielu artystów- muzyków wpadło w szpony tego nałogu. By powołać się choćby na przykłady z naszego rodzimego podwórka.
Powrót zagranicznych bukmacherów do Polski
Scenariusz ten kreślono od dawna i w końcu istotnie staje się faktem! Pierwsze podmioty, za którymi stoją zagraniczne firmy bukmacherskie, otrzymały licencje na działalność w Polsce. Betclic czy ComeOn wracają pod nowymi nazwami. Zaczynają przy tym wykorzystywać „zamrożone” bazy klientów, co wzbudza spore kontrowersje w środowisku.
Afryka nie taka dzika - ICE Africa 2018
Na samym końcu kontynentu afrykańskiego w Południowej Afryce w mieście Johannesburg, kolebce walk o zrzucenie jarzma apartheidu światowy organizator wystaw i eventów branżowych, Clarion Events podjął się organizacji pierwszych międzynarodowych targów pod nazwą ICE Africa.
Kilka dni temu przeczyta\u0142em w mediach, jak to Lotto chwali sie\u0328, z\u0307e w swoich pilotaz\u0307owych salonach hazardowych z automatami (9 miejsco\u0301wek, po\u0301ki co) osia\u0328gne\u0328li 10 mln PLN obrotu. Wydaje sie\u0328 to niezbyt imponuja\u0328cym osia\u0328gnieciem jak na ponad rok posiadania monopolu, bo przeciez\u0307 jeszcze nie tak dawno sam resort finanso\u0301w szacowa\u0142, z\u0307e polski rynek \u201Ejednore\u0328kich bandyto\u0301w\u201D jest wart ok. 14 miliardo\u0301w PLN.

References: art. 139
 art. 2
 art. 20
 art. 21
 art. 22
 art. 31
 art. 64
 art. 84
 art. 217