Source: https://www.senat.gov.pl/prace/posiedzenia/przebieg,539,1,przemowienia.html
Timestamp: 2020-08-11 22:34:57+00:00

Document:
Posiedzenie: 10. posiedzenie Senatu RP X kadencji, 1	dzień
Przemówienia z dnia następnego
Przemówienie senatora Janusza Pęcherza w dyskusji nad punktem 1. porządku obrad
Jesteśmy dzisiaj, 5 maja 2020 r., na plenarnym posiedzeniu Senatu, aby ostatecznie zdecydować o losach uchwalonej przez Sejm Rzeczypospolitej Polskiej na 9. posiedzeniu w dniu 6 kwietnia 2020 r. ustawy o szczególnych zasadach przeprowadzania wyborów powszechnych na Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej zarządzonych w 2020 r. Większość sejmowa poświęciła bardzo niewiele czasu, aby przyjąć tę ustawę. Nie było czasu na analizę prawnych rozwiązań w niej zaproponowanych, nie przeprowadzono nad nią żadnych konsultacji publicznych, nie wysłuchano głosów ekspertów od prawa konstytucyjnego i wyborczego ani też nie uwzględniono merytorycznych głosów opozycji sejmowej.
Senat RP, mając na uwadze przede wszystkim istotę prawidłowej legislacji, uczynił w ostatnim miesiącu chyba wszystko, aby to, czego nie zrobił Sejm, dokonało się w izbie wyższej parlamentu, tak aby senatorowie na obecnie trwającym posiedzeniu plenarnym mieli pełną wiedzę, nad jak skomplikowaną materią prawną debatują, ale przede wszystkim – by na podstawie wielu opinii prawnych, debat oraz dyskusji w trakcie posiedzeń 3 połączonych komisji senackich mogli z pełną świadomością podjąć decyzję odnośnie do dalszych losów procedowanej ustawy, jeśli w ogóle można to nazwać ustawą.
Szanowny Panie Marszałku, Wysoki Senacie, w tygodniu przedświątecznym redaktor lokalnego tygodnika zadał mi pytanie, czy wybory powszechne na prezydenta RP powinny odbyć się 10 maja. Odpowiedziałem wówczas: „Moje zdanie jest tu najmniej istotne. O to trzeba zapytać ludzi stojących dziś w kolejkach przed każdym sklepem spożywczym. Czy oni myślą o wyborach? Osobiście bałbym się zadać tym osobom takie pytanie. A może ktoś zechciałby takie pytanie zadać tegorocznym maturzystom, którzy są w coraz gorszej kondycji psychicznej, martwiąc się o swoją przyszłość i o to, czy tegoroczna matura odbędzie się w terminie. Nie myślą o 10 maja, ale zaczynają wyrażać swój gniew na forach internetowych, głosząc, że w przyszłości – poprzez swój głos wyborczy – zemszczą się na rządzących za to, jak zostali obecnie potraktowani.
Idąc dalej: zapytajmy o to personel medyczny, i to nie tylko w szpitalach, ale też w przychodniach. Mogą co najwyżej powiedzieć, że 10 maja, gdyby rzeczywiście odbyły się wybory, wiele osób zostanie zarażonych koronawirusem i każdemu odradzą, aby wyszedł z domu.
Nieważne, w jaki sposób mogłyby się odbyć wybory 10 maja. Ten termin dzisiaj jest absurdalny i nie do zaakceptowania. Zostawmy rozważania i jałowe, niekończące się dyskusje, czy to jest zgodne, czy nie z konstytucją. Wszystkie siły i środki skierujmy w najbliższych tygodniach na pomoc dla szpitali, na zabezpieczenie w środki ochrony osobistej, sprzęt medyczny i testy, pomoc przedsiębiorcom dla utrzymania ich firm oraz zwalnianym pracownikom…
Jeśli pandemia ustąpi, zajmiemy się terminem wyborów prezydenckich”.
Dzisiaj już chyba wszyscy wiedzą, łącznie z rządzącymi, że wybory 10 maja są niemożliwe ze względów proceduralno-organizacyjnych, ale – co trzeba na każdym kroku podkreślać – nie powinny się odbyć ze względu na niebezpieczeństwo utraty życia lub zdrowia wielu osób w nie zaangażowanych: wyborców, członków komisji wyborczych, listonoszy.
Rząd stracił ponad miesiąc na przygotowanie pseudowyborów, zamiast realnie pracować nad rozwiązaniami służącymi rzeczywistej pomocy przedsiębiorcom, służbie zdrowia, domom pomocy społecznej, wolontariatowi. Ale ten czas stracony przez rząd straciliśmy wszyscy, ten czas stracili obywatele naszego kraju.
Procedowana dzisiaj przez Senat ustawa w takim kształcie nie powinna była zostać uchwalona przez większość sejmową, a tym samym nie powinna była znaleźć się w Senacie w celu prowadzenia prowadzić procesu legislacyjnego z nią związanego. Jej zapisy ustawowe, co wielokrotnie już powtarzano w czasie prac komisji i na tej sali, a co w tezach swoich opinii zawarli syntetycznie m.in. prof. UW Ryszard Piotrowski i prof. UW Marcin Matczak, są w wielu punktach w całości niezgodne z Konstytucją RP (art. 2, art. 5, art. 7, art. 62 ust. 1 w związku z art. 2, art. 68 ust. 4, art. 127 ust. 1, art. 128 ust. 2, art. 3 ust. 1, art. 15, art. 20). Senat nie może zagłosować za ustawą, która w chociaż jednym zapisie byłaby niezgodna z Konstytucją RP, a co dopiero w przypadku wymienionych tu niezgodności.
Gdyby jednak założyć, że mimo odrzucenia tej ustawy przez Senat Prezydent RP podpisałby ją, to wybory korespondencyjne – nazywane przez wielu „usługą pocztową” – i tak nie odbędą się 10 maja. Pomijam już kwestię Poczty Polskiej i jej pracowników, którzy nie zdążą z dostarczeniem pakietów wyborczych, zresztą bez adresata i bez potwierdzenia odbioru takiej przesyłki, ale chcę się skupić na gminnych komisjach wyborczych, które muszą zostać powołane. Gdyby nawet zostały one utworzone na podstawie składów obwodowych komisji wyborczych, powołanych zgodnie z obowiązującym jeszcze prawem wyborczym, to ich niepełne składy osobowe – albo w ogóle ich brak – z uwagi na zbyt małą liczbę chętnych do pracy w tych komisjach uniemożliwi dokonanie przeliczenia głosów wyborców.
Dla przykładu: wg danych delegatury KBW w Kaliszu na terenie dawnego województwa kaliskiego powołanych zostało 137 komisji obwodowych na 470 obwodów, czyli jedynie 29% komisji. W Kaliszu powołane zostały 4 na 56 komisji, w gminie Pleszew nie powołano ani jednej na 26, a w gminie Kępno powołano 2 na 17.
W powiecie kaliskim powołano w gminach:
– Blizanów – 1 na 8 komisji,
– Brzeziny – 1 na 7 komisji,
– Godziesze Wielkie – 0 na 10 komisji,
– Koźminek – 0 na 5 komisji,
– Żelazków – 2 na 8 komisji,
– Opatówek – 0 na 6 komisji.
Do uzupełnienia składów osobowych komisji wyborczych w samym Kaliszu brakuje 427 osób, a zainteresowanie pracą w komisjach jest minimalne.
Dane te pokazują, że rządzący, dążący za wszelką cenę do przeprowadzenia wyborów, albo nie wiedzą, albo nie chcą wiedzieć, jak w rzeczywistości wygląda w Polsce stan przygotowań do wyborów prezydenta RP 10 maja br.
W obecnym stanie epidemiologicznym, prawnym i organizacyjnym nie można zagłosować za tą ustawą. Będę głosował, tak jak uczyniłem to wczoraj na posiedzeniu 3 połączonych komisji, za odrzuceniem tej ustawy w całości. Dziękuję za uwagę.
Przemówienie senatora Beniamina Godyli w dyskusji nad punktem 1. porządku obrad
Ustawa z dnia 6 kwietnia 2020 r. o szczególnych zasadach przeprowadzania wyborów powszechnych na Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej zarządzonych w 2020 r., zwana dalej ustawą, budzi szereg wątpliwości zarówno merytorycznych, jak i tych związanych ze standardami poprawnej legislacji.
Przede wszystkim należy wyraźnie wskazać, iż przedstawione w ustawie rozwiązania są bezprawne i nie mają zgodności z konstytucją. Wybory korespondencyjne, które mają zostać przeprowadzone na podstawie ustawy z 6 kwietnia 2020 r., nie gwarantują tego, że odbędą się zgodnie z zasadami wskazanymi przez art. 127 ust. 1 konstytucji, tj. zasadami powszechności, równości, bezpośredniości i tajności. Aby wybory były uznane za wolne, wszystkie powyższe warunki muszą być spełnione łącznie, tymczasem rozwiązania ustawy tego nie gwarantują.
Ustawa nie zapewnia, że dane ze spisów wyborców przekazane Poczcie Polskiej nie zostaną przejęte przez osoby nieuprawnione. Podkreśla to zarówno Sąd Najwyższy w swojej opinii skierowanej do Senatu, jak i wielu konstytucjonalistów w swoich opiniach. Na dzień dzisiejszy to samorządy są zobowiązane do przeprowadzenia wyborów, a nie Poczta Polska, która już rozpoczęła wnioskowanie o dane obywateli.
Ponadto ustawa jest sprzeczna z innymi obowiązującymi aktami prawnymi, w tym z kodeksem wyborczym, który w art. 52 §2 wskazuje, iż należy się wylegitymować, podpisać i potwierdzić, że odebraliśmy pakiet wyborczy. A art. 3 ust. 1 ustawy z 6 kwietnia 2020 r. zakłada, że pakiet wyborczy po prostu jest wrzucany do skrzynki i obywatel nie potwierdza w żaden sposób ani swojej tożsamości, ani faktu odebrania pakietu.
Art. 123 konstytucji wyraźnie wskazuje, iż „Rada Ministrów może uznać uchwalony przez siebie projekt ustawy za pilny, z wyjątkiem projektów ustaw podatkowych, ustaw dotyczących wyboru Prezydenta Rzeczypospolitej, Sejmu, Senatu oraz organów samorządu terytorialnego, ustaw regulujących ustrój i właściwość władz publicznych, a także kodeksów”. Zabronione jest więc procedowanie nad tym projektem w trybie pilnym, co oczywiście jest dobrym rozwiązaniem, ponieważ zmiana ustaw dotyczących wyborów nie może odbywać się w pośpiechu, a projekt nie może być pisany na kolanie. Niemniej jednak partia rządząca zaprojektowała go, tak jak większość dotychczasowych ustaw, bez rzetelnego przygotowania. Dziękuję bardzo.
Przemówienie senatora Roberta Mamątowa w dyskusji nad punktem 1. porządku obrad
Po decyzji pani marszałek Sejmu pierwsza tura wyborów prezydenckich ma się odbyć 10 maja według przyjętej przez Sejm ustawy o głosowaniu korespondencyjnym. Do tej pory głosowanie korespondencyjne było wykorzystywane w wyjątkowych przypadkach – dla osób o wysokim stopniu niepełnosprawności lub tych, które z wyjątkowych powodów nie mogły stawić się w lokalu wyborczym. Wyborcom wystarczyła rejestracja przez internetowy profil zaufany lub urząd gminy. Po wypełnieniu karty do głosowania wyborca oddawał ją listonoszowi lub dostarczał, np. z pomocą rodziny, do urzędu pocztowego.
Epidemia sprawia, że obecnie najbardziej bezpiecznym sposobem przeprowadzenia wyborów na prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej zarządzonych w 2020 r. jest głosowanie korespondencyjne. Trudno zatem uznać, iż wybory 10 maja będą w jakikolwiek sposób nieprawidłowe demokratycznie. Jednym z dowodów na porządek w Polsce jest przeprowadzenie wyborów zgodnie z obowiązującą konstytucją. Jesteśmy demokratycznym państwem prawa, a to oznacza, że władzę zwierzchnią sprawuje naród. Jednym z tego elementów są wybory powszechne.
Wszyscy zwolennicy odwoływania głosowania w tym terminie winni najpierw odpowiedzieć na pytania, jaka będzie sytuacja na jesieni czy w maju przyszłego roku. I co wówczas? Chaos w państwie? Czy wręcz jego paraliż? Uleganie emocjom może doprowadzić do blokowania możliwości działania władzy w czasach, w których od szybkości tych działań będzie zależał byt naszego kraju.
Szef Rady Europejskiej Charles Michel, pytany o planowane na 10 maja wybory prezydenckie w Polsce, podkreślił, że nie do niego należy komentowanie wewnętrznej sytuacji w państwach członkowskich. Jego zdaniem podstawą demokracji są wybory, to wybory dają mandat do sprawowania władzy.
Wysoka Izbo! Musimy również wzorować się na innych państwach, które przeprowadzały wybory już w czasie pandemii koronawirusa. W kraju odbyły się również wybory na burmistrza, a mieszkańcy, głosując przy urnach, przestrzegali podstawowych zasad bezpieczeństwa, byli w maseczkach i w rękawiczkach, stosowany był płyn dezynfekujący. Proszę państwa, jest to możliwe. Osoby, które mają obawy o bezpieczeństwo wyborców, zapewne muszą robić zakupy i poruszają się w różnych miejscach publicznych.
Ktoś mądrze powiedział, że gdyby kandydatka Platformy w sondażach była na pierwszym miejscu, to opozycja chciałaby, żeby te wybory 10 maja za wszelką cenę się odbyły.
Z najnowszych informacji prasowych wynika, że w Szwecji odbędą się wybory korespondencyjne. Należąca do szwedzkiego państwa poczta PostNord rozsyła wyborcom w Szwecji karty upoważniające do głosowania, a następnie przewozi oraz sortuje koperty z oddanymi głosami. Do nieprawidłowości dochodzi incydentalnie i nie mają one wpływu na wynik wyborów.
Nasza ustawa o szczególnych zasadach przeprowadzania wyborów powszechnych na Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej zarządzonych w 2020 r. precyzyjnie określa przebieg głosowania i zdecydowanie uważam, że głosowanie korespondencyjne jest bezpieczne dla Polaków i zgodne z obowiązującą konstytucją. Dziękuję.
Przemówienie senator Gabrieli Morawskiej-Staneckiej w dyskusji nad punktem 1. porządku obrad
Każdego dnia walczymy z koronawirusem. Walczą pracownicy medyczni, którzy są na pierwszej linii frontu i dzielnie, mimo zmęczenia, stawiają czoła pandemii. Walczą obywatele, tysiące działaczy i działaczek organizacji pozarządowych, którzy szyją maseczki i fartuchy. Walczą samorządy, które zapewniają ośrodkom medycznym środki ochrony osobistej. Walczą ci wszyscy, którzy dostarczają lekarzom gotowe posiłki i dają ogromne wsparcie psychiczne.
Epidemiolodzy mówią jasno: tych wyborów nie da się przeprowadzić w bezpieczny sposób. Bo kto i jak zagwarantuje bezpieczeństwo liczących i zbierających głosy?
Każdego dnia przedsiębiorcy zawieszają firmy. Bankrutują. Nie mogą spokojnie spać. Masowo zwalniają ludzi. Obniżają im pensje i tną etaty.
Co czwarty Polak boi się o swoją pracę. Zacytuję raport „Monitora Rynku Pracy”: tak wysoki poziom niepokoju o pracę jest efektem epidemii wywołanej przez koronawirusa i jej negatywnego wpływu na gospodarkę.
Ludzie pracujący na tzw. śmieciówkach z dnia na dzień utracili źródło dochodu. Wiele branż stoi, nie funkcjonuje. Ludzie każdego dnia zastanawiają się, za co utrzymają rodziny. Kryzys gospodarczy już nie tylko puka do naszych drzwi, on staje się faktem. Krajowa Izba Gospodarcza szacuje, że pracę może stracić do pół miliona osób, a to i tak wariant optymistyczny, bo w wariancie pesymistycznym może to być aż ponad milion. Milion ludzkich dramatów. Jak dużo to rodzin, które stracą źródło utrzymania? Pomyślcie o dzieciach, których rodzice będą liczyli każdy grosz, by mieć za co je utrzymać, by mieć za co kupić żywność.
Mówi się, że nieszczęścia chodzą parami. Przyszło więc kolejne nieszczęście: susza. Susza, której zdajecie się nie dostrzegać. I ceny żywności rosnące w absurdalnym tempie. W tym roku szybciej niż w poprzednich latach. A na tym ucierpią, jak zwykle, najubożsi, którzy 1/3 domowego budżetu wydają na zaspokojenie podstawowych potrzeb życiowych.
A czym w tym czasie zajmuje się rząd PiS? Tworzeniem chaosu prawnego. Przepychaniem pod osłoną nocy niekonstytucyjnych, bezprawnych zmian w kodeksie wyborczym. Produkowaniem kolejnych Tarcz antykryzysowych… chociaż z tarczami to one akurat niewiele mają wspólnego. Każda dziurawa jak sito, tekturowa, stworzona bez żadnego pomysłu. Zbiór luźnych pomysłów, od Sasa do Lasa, zebranych w ustawie. Tak chaotycznych, że prezydent kilka dni po podpisaniu ustawy wychodzi z własną inicjatywą, która jest przeciwna właśnie uchwalonemu i podpisanemu przepisowi. Bo sam nie orientuje się, co podpisał. Bo sejmowa większość bez mrugnięcia okiem odrzuca słuszne i porządkujące ten chaos poprawki Senatu. W efekcie, zamiast uspokojenia Polek i Polaków, zagwarantowania im, że ich miejsca pracy są bezpieczne, umożliwiliście tworzenie obozów pracy, wydłużanie czasu pracy i obniżanie pensji. Czy tak zachowuje się odpowiedzialny rząd, który troszczy się o swoich obywateli?
Jak bardzo trzeba być nieprzyzwoitym, by w takiej sytuacji zmuszać nas do dyskusji o wyborach? Kogo i czego obawia się ten rząd, nie wypełniając postanowień konstytucji i nie ogłaszając stanu klęski żywiołowej? Wówczas kadencja prezydenta uległaby odpowiedniemu przedłużeniu, a my moglibyśmy zająć się pomocą naszym obywatelom.
Przypomnę, że zgodnie z opinią ekspertów ta ustawa jest niezgodna z konstytucją, narusza szereg jej przepisów. Łamie zasadę państwa prawa, że organy władzy publicznej działają w granicach i na podstawie prawa, że konstytucja jest najważniejszym aktem prawnym, że państwo zapewnia prawa obywatelskie. Łamie wyroki Trybunału Konstytucyjnego, który dwukrotnie wskazał na konieczność zachowania minimum półrocznego okresu pomiędzy decyzją o zmianie prawa wyborczego a samym aktem wyborczym.
Nie słuchacie głosów ekspertów, wybitnych konstytucjonalistów, epidemiologów, a w dodatku twierdzicie, że Senat wstrzymuje uchwalenie tej ustawy. Nie, Senat robi to, czego Wy nie zrobiliście w Sejmie – przeprowadza konsultacje, zasięga opinii, rozmawia z fachowcami. Ratuje honor polskiego parlamentu. I robi to wszystko w zagwarantowanym mu przez konstytucję terminie.
Ale skoro nie słuchacie ekspertów, to może posłuchacie waszej byłej posłanki. Osoby, którą powołaliście do upolitycznionego przez was Trybunału Konstytucyjnego. Tak jeszcze kilka lat temu Krystyna Pawłowicz mówiła o głosowaniu korespondencyjnym: „Projekt jest bardzo niebezpieczny, gdyż narusza podstawowe standardy i wartości dotyczące wyborów, a przede wszystkim zasadę bezpośredniości i tajności, tworząc realne zagrożenie odtajnienia głosu w drodze do wyborczego «pudła» i sfałszowania go w tym czasie.”
Tego chcecie? Sfałszowania tych wyników? Nie dość wam, że jedynym kandydatem, który w obecnych realiach może prowadzić kampanię, jest Andrzej Duda? Że tylko on ma nielimitowany dostęp do waszej telewizji propagandowej, na którą niedawno przeznaczyliście 2 miliardy zł z budżetu państwa? To dość ciekawe, polska służba zdrowia jest skrajnie niedofinansowana, nie macie funduszy na realną pomoc dla przedsiębiorców i pracowników, a lekką ręką znaleźliście 2 miliardy zł na TVPiS.
My już to znamy. Propaganda. Przepychanie kolanem kandydata, na siłę, by tylko jakoś dociągnął. A na końcu i tak liczy się to, kto liczy głosy. Przeprowadzając wybory w takiej formie, patrzycie blisko na Wschód i nie aż tak daleko w historię. „Urna wyborcza ro magiczna szkatułka, wrzucasz Mikołajczyka, wychodzi Gomułka”. A telewizyjna propaganda jakoś to ludziom wciśnie.
Nie wciśnie, bo Polacy mają swój rozum. I tak jak 70 lat temu wiedzieli, tak i dzisiaj będą wiedzieli, czego dokonacie.
Mówi się o użyciu Wojsk Obrony Terytorialnej w pracach komisji wyborczych. To nie będą wybory. To będzie pocztowy plebiscyt ministra aktywów państwowych pod karabinami prywatnej armii ministra obrony narodowej. Na reakcję Rady Europy, instytucji unijnych i innych organizacji międzynarodowych nie będzie trzeba długo czekać.
Jak zapewnicie tajność głosowania?
Jak zapewnicie mu bezpieczeństwo, skoro już dzisiaj wypłynęła karta do głosowania?
Jak chcecie wmówić nam, że zdążycie wszystko przygotować, skoro nie macie przygotowanych rozporządzeń wykonawczych?
Jak zapewnicie, że nikt w domu nie będzie wpływał na innego głosującego, wymuszając oddanie głosu na konkretnego kandydata?
Jak zapewnicie Polonii możliwość głosowania?
I wreszcie: na jakiej podstawie prawnej Poczta Polska otrzymała nasze dane z bazy PESEL?
Ja naprawdę chcę głosować, ale chciałabym głosować w prawdziwych, równych, bezpośrednich i tajnych wyborach. Legalnie, zgodnie z konstytucją, wybrać prezydenta mającego pełen mandat do wykonywania swojej funkcji.
Brniecie do tych wyborów po trupach, nie zważając na zdrowie naszych obywateli. Macie państwo, które nie dało rady w walce z epidemią, tekturowe tarcze antykryzysowe, a teraz wybierzecie kopertowego prezydenta. Przecież to jest kpina.
Zamiast Polski Plus są miliardy na TVP, umożliwienie prywatyzacji szpitali, notoryczne łamanie prawa, deptanie konstytucji i igranie ludzkim życiem.
Wasze działania spełniają znamiona już nie braku rozsądku. Już nie szaleńczego pędu po władzę. To jest zwyczajne przestępstwo.
Przejrzyjmy wybiórczo kodeks karny.
Art. 165 – sprowadzenie stanów niebezpiecznych dla życia lub zdrowia.
Art. 231 – nadużycie uprawnień przez funkcjonariusza.
Art. 266 – ujawnienie informacji w związku z wykonywaną funkcją.
Opamiętajcie się. Odrzućmy ten projekt. W Senacie, a później w Sejmie.
Nie bierzcie na siebie odpowiedzialności za zdrowie i życie naszych obywateli.
Jest jeszcze czas, by zrobić krok w tył – inaczej naród wam tego nie wybaczy.
Przemówienie senator Haliny Biedy w dyskusji nad punktem 1. porządku obrad
To, co się dzieje z wyborami prezydenckimi AD 2020, powinno nosić tytuł ,,Wielka improwizacja”, a może nawet, tak jak czeski film, „Nikt nic nie wie”. Można by mnożyć określenia na to, z czym od połowy marca mamy do czynienia, i każdy znalazłby na to wiele innych określeń. Stan na wtorek 5 maja to setki pytań i, w wielu przypadkach, brak odpowiedzi lub odpowiedzi bardzo niejasne. Poniżej tylko kilka przykładowych pytań.
Kto na dziś organizuje wybory prezydenckie?
Gdzie można znaleźć obwieszczenia wyborcze?
Czy odbędą się szkolenia dla członków komisji wyborczych? Kiedy i gdzie?
Kto i gdzie będzie liczył oddane głosy?
Kiedy odbędą się wybory? W jakiej formule?
Dlaczego wielu obywateli pozbawia się możliwości głosowania?
Oczywiście można by pytać w nieskończoność.
Cytowano tu wiele opinii, które tylko dzięki właściwemu procedowaniu legislacyjnemu Senatu mogły w ogóle zostać wyrażone, bo przecież Sejm RP poświęcił tej tak ważnej ustawie niewielką chwilę.
Pozwolę sobie zacytować jeden z głosów w toczącej się dyskusji absorbującej zarówno polityków, prawników, lekarzy, socjologów, media, jak też zwykłych obywateli. Dla nas wszystkich bowiem wybory, a zwłaszcza wybory prezydenckie, są świętem demokracji w jej najlepiej rozumianym wydaniu. Ten głos to fragment Słowa Rady Stałej Konferencji Episkopatu Polski z 28 kwietnia tego roku.
„Na sytuację pandemicznego zagrożenia zdrowia i życia ludzi nakłada się u nas przewidywany termin wyborów prezydenckich. Ze względu na «słuszną autonomię porządku demokratycznego» (Centesimus Annus, 47) Kościół nie ma mandatu, by uczestniczyć w czysto politycznych sporach na temat formy czy terminu wyborów, a tym bardziej, by opowiadać się za tym lub innym rozwiązaniem. Misją Kościoła w takiej sytuacji jest jednak zawsze, pełne życzliwości, przypominanie o szczególnej, moralnej i politycznej odpowiedzialności, jaka spoczywa na uczestnikach życia politycznego. Apelujemy zatem do sumień ludzi odpowiedzialnych za dobro wspólne naszej Ojczyzny, zarówno do ludzi sprawujących władzę, jak i do opozycji, aby w tej nadzwyczajnej sytuacji wypracowali wspólne stanowisko dotyczące wyborów prezydenckich. Zachęcamy, aby w dialogu między stronami poszukiwać takich rozwiązań, które nie budziłyby wątpliwości prawnych i podejrzenia nie tylko o naruszenie obowiązującego ładu konstytucyjnego, ale i przyjętych w demokratycznym społeczeństwie zasad wolnych i uczciwych wyborów. Prosimy, aby kierując się najlepszą wolą, w swoich działaniach szukali dobra wspólnego, którego wyrazem jest dziś zarówno życie, zdrowie oraz społeczny byt Polaków, jak i szerokie społeczne zaufanie do wspólnie wypracowanych przez lata procedur wyborczych demokratycznego państwa. W tej trudnej sytuacji, jaką przeżywamy, powinniśmy dbać o kultywowanie dojrzałej demokracji, ochronę państwa prawa, budowanie – mimo różnic – kultury solidarności, także w sferze polityki”.
Bo jeśli nie opinie naukowe epidemiologów i prawników, stanowiska wielu podmiotów upoważnionych do ich wyrażania, jak OBWE, SN, RPO, związki zawodowe Poczty Polskiej czy w pewien sposób też PKW, to może zacytowane słowa dotrą do chcących za wszelką cenę przeprowadzić wybory prezydenckie w maju. Może zostaną usłyszane i odniosą oczekiwany skutek, czyli dojdzie do przesunięcia wyborów w czasie, np. na przełom lata i jesieni. Jest to możliwe w drodze wprowadzenia np. stanu klęski żywiołowej wywołanej epidemią, którego to stanu dotyczy wiele zapisów obowiązujących w praktyce i który umożliwiłby przeprowadzenie wyborów, w przeciwieństwie do proponowanego w tej ustawie rozwiązania, zgodnie z obowiązującym stanem prawnym. Jest to rozwiązanie, które daje możliwość przeprowadzenia wyborów prezydenckich w późniejszym, bezpiecznym i dającym szansę na prawidłowy, zgodny z konstytucją, ich przebieg. Takie rozwiązanie zaproponowaliśmy w projekcie uchwały, który będziemy na tym posiedzeniu procedować.
Przytoczone słowa KEP mówią o dialogu rządzących z opozycją. Czy taki dialog się odbywa? Rządzący mówią o nas, że robimy obstrukcję, że to, co robimy, jest niegodziwe. Tymczasem procedowanie ustawy odbywa się zgodnie z zapisami prawnymi, w ustawowym terminie. Zapoznaliśmy się z wieloma opiniami, wysłuchaliśmy wielu ekspertów, odbyły się posiedzenia komisji, teraz trwa debata, podczas której padło tak wiele argumentów, z różnych dziedzin życia, wskazujących na to, że ta ustawa nie powinna być przyjęta i wdrożona w życie. Takiego zdania jest też blisko 80% Polaków uprawnionych do głosowania.
Przemówienie senator Ewy Mateckiej w dyskusji nad punktem 1. porządku obrad
Dzisiejszy chaos informacyjny, konstytucyjny i etyczny, jaki powstał wokół wyborów prezydenckich, osiągnął już ten poziom absurdu prawnego, organizacyjnego i społecznego, że stan ten krok po kroku utrwala się w zbiorowej świadomości jako oswojony i, co gorsza, nieodwracalny. Dzieje się tak za sprawą przetestowanego już wielokrotnie przez rządzących mechanizmu, według którego za inicjalnym złamaniem prawa następują natychmiast kolejne, aby w przestrzeni publicznej dyskutować zawsze o tych ostatnich. Powoduje to, że w krótkim czasie zaciera się geneza następujących po sobie naruszeń przepisów, a ich praprzyczyna zostaje w świadomości zbiorowej niemalże usankcjonowana.
Z identyczną sekwencją zdarzeń mamy do czynienia obecnie, kiedy rozpatrujemy, czy wybory prezydenckie w formie korespondencyjnej będą bezpieczne i jak dalece dystrybucja pakietów wyborczych oraz zarządzanie danymi osobowymi łamią obowiązujące prawo. W ten sposób na plan dalszy, poza horyzont bieżącej refleksji odsunęliśmy zdarzenie inicjujące całą kaskadę bezprawia. Zatarła się bowiem w przestrzeni publicznej pamięć o kwestii elementarnej, czyli braku możliwości ingerowania w kodeks wyborczy później niż na 6 miesięcy przed ogłoszoną datą elekcji. Oznacza to, że wszelkie pozostałe działania, podjęte jako konsekwencja pogwałcenia tej podstawowej zasady, są już z definicji bezprawne i jako takie nie powinny nawet podlegać dyskusji. Nie powinniśmy więc podnosić kwestii tego, czy przygotowywane procedury głosowania są dla wszystkich sprawiedliwe i uczciwe, są bowiem zwyczajnie nielegalne i prace nad nimi nie miały prawa nawet się rozpocząć. To samo dotyczyć będzie kwestii związanych z udostępnieniem Poczcie Polskiej danych z bazy PESEL, skoro próba zorganizowania przy pomocy tej spółki tegorocznych wyborów nie ma w świetle prawa w ogóle racji bytu.
Gorąco apeluję zatem, abyśmy nie dali sobie narzucić tej podstępnej narracji, która w potęgowanym z dnia na dzień bezprawiu zaciera jego źródło. Mamy obowiązek przypominać, że jakiekolwiek działania wokół takiej organizacji wyborów prezydenckich w maju stały się nielegalne już z chwilą pierwszego złamania kodeksu wyborczego. Wyparcie tego faktu z publicznej świadomości sprawi, że nasza walka o przywrócenie porządku prawnego będzie się wydawała chaotyczna i pozbawiona klarownej, merytorycznej podstawy. Przekaz dla wyborcy musi być czytelny, aby wiedział, że, uczestnicząc w nielegalnie przeprowadzonych wyborach, przyczynia się do utrwalenia praktyk, które w swej istocie mają niewiele wspólnego z procedurami demokratycznymi.
Swój apel chciałabym skierować także do wszystkich posłów demokratycznej opozycji, ale również do przedstawicieli koalicji rządzącej, aby w tak zasadniczej kwestii, jak kształt ustrojowy naszego państwa, kierowali się dobrem wspólnym, a nie partykularnymi interesami. Nie mam wątpliwości, że świat demokratyczny, a później również historia, ocenią tę sytuację jednoznacznie, uznając wszystkich głosujących za przyjęciem tej ustawy za osoby jawnie i świadomie łamiące porządek konstytucyjny.
Przemówienie senator Agnieszki Kołacz-Leszczyńskiej w dyskusji nad punktem 1. porządku obrad
Jesteśmy dzisiaj w momencie, ale też w miejscu, w którym z szacunkiem, pokorą, ale też z dobrym, merytorycznym wysiłkiem procedujemy nad projektem, który, niestety, rzadko jest opisywany zgodnie z tym, jak brzmi jego tytuł – czyli o zasadach przeprowadzenia wyborów powszechnych na Prezydenta RP – a najczęściej jest określany jako głosowanie kopertowe czy głosowanie pocztowe.
Otrzymaliśmy go po przyjęciu w ekspresowym tempie przez Sejm. Przypomnę tylko, że stało się to w ciągu kilku godzin – bez dyskusji, bez opinii, bez ekspertyz. To wszystko wydarzyło się dopiero w Senacie. I właśnie na tej sali padały z ust autorytetów prawniczych i konstytucjonalistów opinie, które zmiażdżyły cały projekt, a jego wnioskodawców znokautowały. Wskazywano, artykuł po artykule, przepisy łamiące naszą konstytucję, brak odpowiednich rozporządzeń, na które powoływali się właśnie wnioskodawcy, a o szczegółach których nikt nie miał odwagi opowiedzieć, a nawet przedstawić ich Senatowi. Zastanawia nas, czy dlatego, że nie było czasu na ich przygotowanie, czy też wynika to z wszechobecnej bylejakości prawa, którą od lat tworzycie, a przynajmniej sprawiacie takie wrażenie, rujnując wszystko, za co się państwo zabieracie.
Czas od przyjęcia tego projektu przez Sejm do dzisiaj przyniósł także niespodziewane zwroty – nie w akcji, ale w zmianie zdań twórców tej hybrydowej ustawy. Jeszcze kilka chwil temu mówili, że wybory odbędą się 10 maja, że wszystko jest przygotowane do ich przeprowadzenia. A dzisiaj czy wczoraj, jak się okazało, te same osoby oświadczają, że wybory te nie są możliwe do zorganizowania, oczywiście bezczelnie zrzucając winę za to na Senat. A Senat wykonał tylko solidną pracę, głęboką analizę, w trakcie której został doposażony w kolejne argumenty. Pozwoliłyby one jeszcze przed samym procedowaniem wyrzucić ten projekt ustawy do kosza, bez tracenia czasu, który jej poświęciliśmy. Przede wszystkim bowiem okazało się, że twórcy projektu w swej przebiegłości zaplanowali tak, że całość procedury wyborczej – od jej organizacji po drukowanie kart, aż do weryfikacji i zatwierdzenia wyników wyborczych – mają przeprowadzić politycy partii rządzącej. Odebrano wszelkie umocowania do ich przeprowadzenia Państwowej Komisji Wyborczej.
Kolejne zapisy, które niweczą konstytucjonalność tego projektu, to zmienianie reguł i sposobu przeprowadzania wyborów na prezydenta w trakcie trwającego procesu wyborczego i trwającej kampanii w sytuacji, kiedy faktyczną możliwość prowadzenia kampanii miał jeden z kandydatów. Właśnie brak możliwości prowadzenia normalnej kampanii jako elementu całej procedury wyborczej jest jednocześnie wskazaniem do braku możliwości przeprowadzenia prawidłowego procesu wyborczego!
Argumentem, który wskazuje na brak technicznych możliwości prowadzenia procedury wyborczej, jest fakt, że do dzisiaj nie zostały utworzone prawidłowo obwodowe komisje wyborcze, które miałyby czuwać nad prawidłowością procesu głosowania, bo obywatele w obawie przed koronawirusem i w imię odpowiedzialności za zdrowie swoje i swoich bliskich wycofali kandydatury do obwodowych komisji wyborczych.
Nie możemy także obojętnie przejść nad czymś innym, jesteśmy wręcz zszokowani ostatnimi wydarzeniami jako obywatele. Wszyscy już, niestety, oglądają obrazki pokazujące ogólnodostępne karty wyborcze, kopiowane bez trudu przez osoby, które chcą uzmysłowić, pokazać parodię przygotowywanych wyborów i robią z tego happeningi, jak widzieliśmy to na zdjęciach z Głogowa.
Nie będę powtarzała się i zbyt długo mówiła o kradzieży danych osobowych 30 milionów Polaków, które na podstawie nieistniejącego prawa wydano ot tak sobie, na podstawie pisma jednego ministra do drugiego, dyrektora pionu informatyki i telekomunikacji. Przypomnę – bez uwag i nadzoru prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych.
My, senatorowie demokratycznej większości, jesteśmy zobowiązani w tym najtrudniejszym czasie, który dany jest nam wspólnie przeżywać, zapewniać obywatelom spokój i bezpieczeństwo wyborów, które muszą być powszechne, tajne, bezpośrednie i równe. Nie wolno nam fundować zabawy w coś, co będzie niby-wyborami, poprzedzonymi niby-kampanią wyborczą, w czasie niby-bezpiecznym dla zdrowia Polaków i wybrać w tych wyborach niby-prezydenta! Nie ma na to naszej zgody!
Przemówienie senator Beaty Małeckiej-Libery w dyskusji nad punktem 1. porządku obrad
Zabieram głos w dyskusji nad ustawą o szczególnych zasadach przeprowadzania wyborów powszechnych na Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej zarządzonych w 2020 r. jako lekarz i wieloletni parlamentarzysta zajmujący się zdrowiem publicznym. Epidemia i kryzys zdrowotny, w jakim jesteśmy, jest jednym z takich właśnie elementów, jakimi zajmuje się ta nauka. Jestem też w grupie tych 78% Polaków, którzy obawiają się o swoje bezpieczeństwo, zdrowie, o swoje życie i uważają, że w takiej sytuacji przeprowadzenie wyborów nie powinno się odbyć. Powinien zostać ogłoszony stan klęski żywiołowej, który uporządkowałby cały proces wyborczy. Polacy obecnie boją się, aby nie zachorować, chcą czuć się zaopiekowani, chronią swoje rodziny. Śledzą więc wszystko, co w tej sprawie wypowiada minister zdrowia, który uzależniał swą decyzję od stanu epidemii. Zapowiedział także, że zleci raport GIS, na podstawie którego, tych danych będą podejmowane decyzje. Rekomendację pan minister wydał w połowie kwietnia, bez raportu, a więc była to rekomendacja polityczna, nie medyczna, gdyż szczyt epidemii jest ciągle przed nami. Właśnie dzisiaj liczba zakażonych znacznie wzrasta, a liczba testów maleje. Ten czas nie może być dobrym czasem na przeprowadzenie jakichkolwiek wyborów.
Przemówienie senator Agnieszki Gorgoń-Komor w dyskusji nad punktem 1. porządku obrad
„Każda władza deprawuje, ale władza absolutna deprawuje absolutnie”. To słowa wybitnego chrześcijańskiego liberała, Lorda Actona. Ta pokusa jest odwieczna i tej pokusie nie oparło się również Prawo i Sprawiedliwość.
Władza zawsze będzie dążyła do tego, by się rozsadzać, poszerzać zakres i intensywność swego oddziaływania. Dlatego bariery, jakie stawiają władzy instytucje polityczne, są w interesie dobra wspólnego, a ich zadaniem jest, by nie dopuścić do powstania wykluczających politycznie i gospodarczo autorytarnych rządów. Gdy taka władza nie napotyka na żaden opór, zwiastuje to bliski koniec demokracji i koniec dobrobytu każdego narodu. Taką rolę bufora pełni obecnie Senat RP. To jedyna instytucja polityczna w Polsce, która może korygować nieodpowiedzialne działania władzy.
Musimy pamiętać, że narody, które odniosły ekonomiczny sukces, są bogate w wielkim stopniu przez to, że w ciągu ostatnich trzystu lat udało im się rozwinąć polityczne i gospodarcze instytucje włączające. Likwidując monopole i wprowadzając stopniowo pluralizm polityczny i gospodarczy, uruchomiły one koło sukcesu powodujące mozolny rozwój państw w kierunku dobrobytu swoich obywateli.
W ustrojach, w których został zablokowany pluralizm polityczny, wartość władzy polega jednie na tym, że nie podlegając żadnej kontroli, przynosi jej beneficjentom wielkie korzyści materialne. Przez ostatnie 6 lat PiS zawłaszczył w zasadzie wszystkie instytucje polityczne państwa. Senat RP stał się ostatnią barierą, mogącą powstrzymać władzę od nieracjonalnych działań.
Demokracja to niełatwy system, ale dzisiaj lepszego nie mamy. Demokracja to konieczność ciągłej rozmowy, prowadzenia dialogu i dyskusji. Tak zaprojektowano to narzędzie sprawowania polityki, czyli „roztropnej troski o dobro wspólne”. Demokracja to rozmowa, to przekonywanie do swoich racji. To również wskazywanie na niebezpieczeństwa niektórych rozwiązań, bo zawłaszczenie całej władzy dla jednego aktora sceny politycznej – na skutek owych rozwiązań – zawsze jest niebezpieczne i może doprowadzić do wykluczenia innych, a w perspektywie czasu, ponad wszelką wątpliwość, prowadzić do likwidacji pluralizmu w polityce i gospodarce. A to, jak pokazuje historia krajów rządzonych autorytarnie, zawsze kończy się tragicznie.
Dlatego mam nadzieję, że w jutrzejszym głosowaniu odrzucimy w całości ustawę o szczególnych zasadach przeprowadzania wyborów powszechnych na Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej zarządzonych w 2020 r., której zapisy dewastują zasady demokratycznego państwa.
Na obecną sytuację, dotyczącą procesu wyboru prezydenta RP, należy spojrzeć jeszcze w kilku wymiarach i zadać sobie kilka zasadniczych pytań. Przede wszystkim pytanie: komu służy ta ustawa? Czy naprawdę służy ona suwerenowi, czyli wszystkim Polakom, czy może wyłącznie partii sprawującej władzę, która za wszelką cenę chce, aby prezydentem nadal pozostał obecny lokator pałacu prezydenckiego?
W odczuciu zwykłych obywateli zaproponowana przez większość sejmową ustawa nie pozwala na uczciwą rywalizację wyborczą. Proponowany tryb wyborczy to oszukańcza gra znaczonymi kartami. Dzisiaj jest czas, aby Senat przerwał ten wandalizm polityczny. Na szali jest dalsze podążanie Polski demokratyczną ścieżką rozwoju lub powolne staczanie się ku autorytaryzmowi. Czy tego chcemy? Musimy sobie na to dzisiaj odpowiedzieć. Czy chcemy katastrofy dla Polski?
Analizując przedmiotową ustawę, należy zwrócić uwagę przede wszystkim na tryb jej uchwalenia. To jedna z najważniejszych ustaw, konstytuująca proces wyborczy, który w państwach demokratycznych jest pod specjalnym nadzorem. Tymczasem ustawa ta została przyjęta przez Sejm RP w jeden dzień – w kilka godzin! – na miesiąc przed zarządzoną datą głosowania, z ominięciem opinii organów właściwych w sprawach wyborczych (PKW, właściwi ministrowie) oraz pozarządowych instytucji ochrony prawnej, eksperckich i społecznych (RPO, organizacje społeczne zajmujące się tematyką wyborczą). W żaden sposób nie można usprawiedliwić takiego trybu procedowania ustawy w Sejmie przez większość sejmową. Jest to niewybaczalne i niedopuszczalne w państwie demokratycznym. Wszystkie kodeksy, a zwłaszcza ordynacje regulujące wybory powszechne w Konstytucji RP, w Regulaminie Sejmu oraz w doktrynie prawnej, są traktowane w sposób szczególny. Oczekuje się od nich stabilności, zwłaszcza w okresie przedwyborczym i w trakcie kampanii wyborczej, a zmiany wymagają szczególnego trybu, bardziej rozciągniętego w czasie niż w przypadku innych ustaw. Tego wszystkiego zabrakło przy uchwalaniu ustawy. Jest dla mnie oczywiste, że uchwalona w takim trybie przez większość sejmową PiS ustawa nie spełnia kryteriów profesjonalnego procesu legislacyjnego i mam głęboką wiarę, że ustawa zostanie odrzucona w całości przez Wysoką Izbę.
Pragnę jednak zwrócić uwagę jeszcze na kilka niezwykle istotnych elementów zapisanych w dokumencie ustawy, które w oczywisty sposób naruszają istniejące status quo naszego systemu politycznego.
I. W uzasadnieniu ustawy brak wyjaśnienia, dlaczego zadania PKW przenosi się na ministra, w którego zakresie działania nie leżą kwestie organizacji wyborów, dlaczego ustawa powierza niektóre kompetencje należące dotychczas do Państwowej Komisji Wyborczej (PKW) – ministrowi właściwemu do spraw aktywów państwowych lub nadaje mu nowe, dotychczas nieistniejące.
Zgodnie z ustawą minister właściwy do spraw aktywów państwowych ma określać:
1. wzór karty do głosowania (dotychczas kompetencja ta należała do PKW, art. 40 §5, art. 53g §7 k.w.),
2. zleca sporządzanie pakietów wyborczych (dotychczas sporządzały je obwodowe komisje wyborcze, art. 3g §6a k.w.),
3. określi sposób postępowania z kopertami zwrotnymi dostarczonymi do właściwej gminnej obwodowej komisji wyborczej (dotychczasowa kompetencja PKW, art. 53j §2 k.w.),
4. może określić, w drodze rozporządzenia, dodatkowe elementy wchodzące w skład pakietu wyborczego (dotychczas przepisy nie przewidywały możliwości uznaniowego regulowania dodatkowych elementów pakietu wyborczego przez jakikolwiek organ administracji rządowej lub administracji wyborczej).
II. Ustawa narusza zasadę tajności wyborów, ponieważ nie zabezpiecza w należyty sposób przesyłek wyborczych przed nieuprawnionym dostępem osób trzecich, w szczególności przez traktowanie przesyłek jako przesyłek nierejestrowanych/druków bezadresowych, przesyłek niepoleconych, i nie daje wyborcy możliwości samodzielnego zabezpieczenia tajności, np. przez osobiste dostarczenie przesyłki zwrotnej.
Wyborca głosujący korespondencyjnie i przekazujący wraz z kartą do głosowania swoje dane osobowe, nie ma żadnej kontroli nad przesyłką zwrotną. Nie ma żadnej gwarancji, że ktoś nie pozna jego preferencji wyborczych, a tym samym może mieć uzasadnioną obawę, że tajność głosowania zostanie naruszona. Taka obawa natomiast może wpłynąć na sposób głosowania.
III. Ustawa nie wyznacza ani nie wskazuje sposobu wyznaczenia miejsca, w którym będą umieszczone nadawcze skrzynki pocztowe. Dotychczas siedziby lokali wyborczych określały organy administracji publicznej i ogłaszały to w sposób określony w ustawie. Wyborca z góry wiedział, gdzie będzie głosował. Obecnie nie zostanie o tym urzędowo poinformowany, a przekazane informacje będą pochodziły ze źródeł nieurzędowych i mogą być niewiarygodne. Nie wiadomo, czy nadawcze skrzynki pocztowe będą umieszczone w tym samym miejscu co dotychczasowe lokale wyborcze.
IV. Podczas dotychczasowego trybu wyborczego seniorzy lub osoby mający problem z aspektem technicznym głosowania, zawsze mogli liczyć na pomoc członków Obwodowych Komisji Wyborczych. Wprowadzenie obowiązkowego głosowania korespondencyjnego pozbawia wsparcia osób, dla których proces wyborczy jest zbyt skomplikowany. Nie ulega wątpliwości, że tryb korespondencyjny będzie dla wielu mieszkańców Polski trudny do wykonania w sytuacji braku pomocy merytorycznie przygotowanych osób.
V. Po raz pierwszy w historii przepisy różnicują wyborców w kraju i za granicą. W sytuacji, gdy prawo wyborcze zmienia się w ostatniej chwili, wyborcy za granicą mogą zostać w dużej liczbie wykluczeni z głosowania. Ponadto ze względu na stan pandemii i wynikające z niego regulacje prawne obowiązujące w poszczególnych państwach przeprowadzenie wyborów prezydenckich 10 maja br. nie będzie w wielu z nich w ogóle możliwe.
Rozwiązania wykluczające udział obywateli polskich przebywających za granicą w wyborach są niezgodne ze standardami przewidzianymi w orzecznictwie Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu, a także w Konstytucji RP.
Jako senatorowi Rzeczypospolitej Polskiej leży mi na sercu przyszłość państwa polskiego i Polaków. W związku z powyższym chcę, aby ta ustawa jak najszybciej została odrzucona w całości, nie tylko jako niezgodna z polską racją stanu, ale również ze względu na jej zapisy głęboko podważające zasady i reguły wyborów przypisanych do demokratycznego państwa prawa.
Mam zatem nadzieję, że w jutrzejszym głosowaniu panie i panowie senatorowie w całości odrzucą ustawę o szczególnych zasadach przeprowadzania wyborów powszechnych na Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej zarządzonych w 2020 r.
Przemówienie senatora Kazimierza Michała Ujazdowskiego w dyskusji nad punktem 1. porządku obrad
Decyzję w sprawie uchwalonej przez Sejm specustawy wyborczej podejmujemy w nadzwyczajnym momencie. Bezpieczeństwo obywateli i dobro Rzeczypospolitej wymagają tego, by wszystkie instytucje konstytucyjne i siły polityczne współdziałały na rzecz powstrzymania epidemii i katastrofy gospodarczej.
W tych warunkach nie sposób przeprowadzić wyborów prezydenckich z poszanowaniem praw konstytucyjnych obywateli i bez zagrożenia dla zdrowia obywateli. Niestety większość rządowa Prawa i Sprawiedliwości postępuje wbrew logice odpowiedzialności publicznej, podporządkowując wszystko planowi utrzymania pełni władzy. Specustawa wyborcza musi spotkać się z wyraźnym sprzeciwem i odrzuceniem ze strony Senatu. Została ona uchwalona z pogwałceniem cywilizowanych procedur, bez konsultacji i uprzedzenia opinii publicznej. Wykorzystano przy tym zdalny tryb pracy Sejmu, przyjęty w celu efektywnej pracy nad ustawodawstwem w zakresie przeciwdziałania epidemii.
Co nie mniej ważne, przyjęcie tej ustawy oznaczałoby wykluczenie dużej części obywateli z wyborów i złamanie zasad powszechności, tajności i równości w zakresie prawa wyborczego. W przypadku Polaków mieszkających za granicą, za których Senat jest szczególnie odpowiedzialny, wejście w życie ustawy oznaczałoby praktyczne wykluczenie tej społeczności z wyborów.
Każdy organ władzy państwowej ma obowiązek respektować konstytucję. Senat spełni ten obowiązek, odrzucając w całości specustawę wyborczą, a tym samym działając na rzecz dobra obywateli i w interesie Rzeczypospolitej.
Przemówienie senator Joanny Sekuły w dyskusji nad punktem 1. porządku obrad
Szanowni Państwo Senatorowie! Panie Marszałku!
Jest jeszcze jeden aspekt dotyczący ustawy w sprawie głosowania korespondencyjnego. Ustawa ta, poza tym, że w żaden sposób nie gwarantuje przeprowadzenia wyborów w sposób powszechny, tajny, równy i bezpośredni – czyli zgodnie z konstytucją ‒ stawia pod znakiem zapytania kwestię ustroju Rzeczypospolitej Polskiej.
Zgodnie z art. 1 konstytucji „Rzeczpospolita Polska jest dobrem wspólnym wszystkich obywateli”. Nie można zatem wykluczać nikogo, kto jest obywatelem RP.
PiS zapomniał również o art. 2 konstytucji: „Rzeczpospolita Polska jest demokratycznym państwem prawnym, urzeczywistniającym zasady sprawiedliwości społecznej”. A więc powtórzę: nie można zatem wykluczać nikogo, kto jest obywatelem RP, w szczególności pozbawić obywateli udziału w sprawowaniu władzy. Bo tym jest, Drodzy Państwo, demokracja. Jest zbudowana na prawie obywateli do udziału w sprawowaniu władzy.
Tak więc przyłożenie ręki do tej ustawy oznacza zlekceważenie obywateli ‒ nie tylko zlekceważenie ich prawa do poczucia bezpieczeństwa prawnego, ale i zlekceważenie ich zdrowia ‒ zlekceważenie ich jako podstawowego elementu każdej demokracji, bo podstawą demokracji jest przecież udział obywateli w sprawowaniu władzy.
A co wy, Panie i Panowie z PiS, zrobiliście? Zlekceważyliście ten przymiot każdego obywatela. Zlekceważyliście demokrację. Czy wy w ogóle rozumiecie, czym jest demokracja? Polska to nie jest wasz folwark, a tak się zachowujecie. Włożyliście obywateli do akwarium z napisem „demokracja”, a jak obywatele zbytnio zaczynają się upominać o swoje prawa, to zakręcacie dopływ tlenu.
Ale robicie jeszcze coś gorszego. 1 maja 2004 r. obywatele Polski weszli do UE. Polska nie weszła do UE dzięki politykom, tylko dzięki woli obywateli. Wy Polskę z tej Unii wyprowadzacie. Wyprowadzacie tą ustawą. Wyprowadzacie w każdy możliwy sposób. W sumie dzisiaj już ją wyprowadziliście. Co zrobił urzędnik Kamil Zaradkiewicz? My dzisiaj debatujemy nad fundamentalną dla obywateli sprawą, a wy rękami tego urzędnika uchylacie respektowanie orzeczenia TSUE z dnia 8 kwietnia 2020 r. zabezpieczające polski wymiar sprawiedliwości przed działaniem nielegalnej Izby Dyscyplinarnej.
Ustawa o głosowaniu korespondencyjnym nie zapewnia równych wyborów, bo faworyzuje tylko jednego kandydata w publicznych mediach. Jeden z sędziów z tzw. neo-KRS, sędzia Nawacki ‒ ten od lekceważenia również dokumentów i innych sędziów ‒ powiedział wczoraj: „Nie ma większej tajności niż prywatność czterech ścian i zamkniętej koperty”.
Dla was prywatność to tajność. Pytam: co macie do ukrycia? Tak jak wy myślą przestępcy, co mają coś do ukrycia. Czemu nie ufacie obywatelom, tylko organizujecie plebiscyt, w którym z łatwością możecie ustalić, kto ma jakie sympatie polityczne? Chcecie wiedzieć, co ludzie myślą? Następnym pomysłem będzie ministerstwo prawdy? Zachowujcie się niegodnie.
Każdy, kto przyłoży rękę do tej ustawy, tak naprawdę podniesie rękę na demokrację i na jej fundament, jakim są obywatele.
Przemówienie senator Danuty Jazłowieckiej w dyskusji nad punktem 1. porządku obrad
Przegłosowana przez Sejm 6 kwietnia ustawa o szczególnych zasadach przeprowadzania wyborów powszechnych na Prezydenta RP zarządzonych w 2020 r. zakłada, że wybory prezydenckie w 2020 r. odbędą się w drodze głosowania korespondencyjnego zarówno w pierwszej, jak i w ewentualnie drugiej turze. Po wnikliwym zapoznaniu się z tekstem ustawy pragnę oświadczyć, że z powodów, które zaraz przedstawię, stanowczo nie zgadzam się na taką formę elekcji!
Po pierwsze, nie będę afirmować głosowania wyłącznie korespondencyjnego, bo – na podstawie kodeksu wyborczego – wybory oraz kalendarz wyborczy zostały już zarządzone przez marszałek Elżbietę Witek w lutym 2020 r. Dodam tylko, że już wówczas rząd wiedział o zagrożeniu naszego kraju koronawirusem, bo wcześniej ogłosił to główny inspektor sanitarny. Według wciąż obowiązującej ordynacji wyborczej organy państwa mają obowiązek powołać komisje wyborcze, przygotować lokale wyborcze, wydrukować karty do głosowania – przez PKW. W demokratycznym państwie prawa na pół roku przed wyborami nie można wprowadzać żadnych istotnych zmian. Wyjątkiem jest stan klęski żywiołowej czy stan wyjątkowy. Zachęcam do czytania konstytucji! Tymczasem do Senatu przekazano ustawę odnoszącą się do wyborów w całkiem nowej konwencji, która bazuje na zawartych w niej samoistnych przepisach prawnych. Co więcej, z chwilą natychmiastowego jej wejścia w życie, bo nie ma w niej vacatio legis, wszystkie poprzednie przepisy mają zostać automatycznie unieważnione, a zobowiązane do przeprowadzenia wyborów nowe organy, niemające kompetencji ani doświadczenia, będą musiały w bardzo krótkim czasie przystąpić do działania. Z technicznego i organizacyjnego punktu widzenia wydaje się to wręcz niebezpieczne i niemożliwe.
Po drugie, budzi moje ogromne zaniepokojenie to, iż zasadniczą rolę w zakresie organizacji i przeprowadzenia wyborów korespondencyjnych odgrywać będzie, niejako w zastępstwie PKW, minister aktywów państwowych, będący jednocześnie znaczącym członkiem partii PiS, która sama w wyborach wystawia swojego kandydata. Wiceprzewodniczący PiS zajmie się regulowaniem procesu wyborczego w drodze rozporządzeń i poleceń realizowanych przez Pocztę Polską. Czym wobec tego będzie się zajmowała Państwowa Komisja Wyborcza? W jaki sposób zarówno komitetom wyborczym, jak i zwykłym wyborcom zapewni się konieczną kontrolę nad pracą komisji i sposobem liczenia głosów? Czy wolą rządzących jest, by PKW jedynie zaopiniowała wzór pakietu wyborczego oraz określiła wzór protokołu głosowania?
Po trzecie, nie ma mojej zgody na to, że przygotowania do wyborów już trwają, mimo że brakuje ustawy – najważniejszej podstawy prawnej do ich organizacji. Ostatnio w mediach mogliśmy zobaczyć kopię karty do głosowania i oświadczenia, czyli dokumenty, które wyciekły na zewnątrz. Gratuluję zabezpieczeń! A przecież sama ustawa nie jest jeszcze obowiązującym prawem, nie ma także wspomnianego w niej rozporządzenia. Zatem w oparciu o jakie przesłanki wydawane są publiczne pieniądze? Ile takich pakietów wyborczych już wydrukowano? Ile wyciekło? Zdaniem wielu prawników nielegalne było również żądanie od wójtów, burmistrzów i prezydentów miast wydania Poczcie Polskiej spisów wyborców potrzebnych do przeprowadzenia wyborów korespondencyjnych.
Po czwarte, nie akceptuję głosowania wyłącznie korespondencyjnego także dlatego, że narusza ono konstytucyjną zasadę powszechności wyborów, ich równości i bezpośredniości oraz tajności; art. 127 ust. 1 Konstytucji RP. Listowny sposób wyborów narusza zasadę bezpośredniości oraz stwarza bardzo realne zagrożenie odtajnienia głosów oraz sfałszowania ich w drodze do wyborczej urny. Przypomnę, że koperty wyborczej nie trzeba wrzucać osobiście. Skąd będzie wiadomo, czy kartę do głosowania wypełniła właściwa osoba? W jaki sposób umieszczenie w jednej kopercie oświadczenia wyborcy i oddanego przez niego głosu zapewni tajność głosowania? Kto będzie ochraniał nadawcze skrzynki pocztowe? Zgodnie z konstytucyjną zasadą powszechności i równości każdy uprawniony obywatel musi mieć możliwość wzięcia udziału w głosowaniu. Czy tak się stanie? Odpowiedź brzmi: nie. Jak np. poradzą sobie osoby niewidome? Jak będzie wyglądała sytuacja wyborców mieszkających poza granicami naszego kraju? W ich przypadku tryby głosowania zostaną ogłoszone dopiero w drodze rozporządzenia, co – ze względu na krótkie ramy czasowe – może uniemożliwić im wzięcie czynnego udziału w wyborach. To ok. 1,5 miliona ludzi. Podobnie rzecz wygląda w przypadku osób, które w czasie wyborów przebywać będą na terenie naszego kraju, ale poza miejscem zamieszkania. Również oni mogą nie zdążyć dopisać się na czas do listy wyborców we właściwej gminie. Co z tymi obywatelami, którzy nie mają skrzynki pocztowej albo jest ona uszkodzona? To kolejne setki tysięcy wykluczonych. W tym kontekście duże wątpliwości budzi brak rejestrowania przesyłek z kartami do głosowania oraz z kopertami zwrotnymi, gdyż obywatele nie będą w stanie udowodnić, że nie otrzymali karty.
Po piąte, neguję głosowanie wyłącznie korespondencyjne ze względu na brak stosownej infrastruktury, sprawdzonych procedur oraz rozwiązań dotyczących ochrony danych wyborców. Powoływanie się przez PiS na przykład wyborów korespondencyjnych w Niemczech jest całkowicie nieuprawnione. Drogą korespondencyjną prowadzone są w Niemczech wybory regionalne. Bawaria w głosowaniu korespondencyjnym ma wieloletnie doświadczenie. I co najważniejsze: w Bawarii proces wyborczy toczy się w warunkach politycznego konsensusu, czego nie można powiedzieć o sytuacji w naszym kraju.
Po szóste, protestuję wobec głosowania wyłącznie korespondencyjnego, gdyż istnieją mocne przesłanki do twierdzenia, że przeprowadzenie powszechnego głosowania w czasach epidemii może wiązać się z ryzykiem wzrostu tempa zachorowań. Pomimo głosowania korespondencyjnego po wyborach w Bawarii zauważono niespotykany, w odniesieniu do innych landów, wzrost liczby zachorowań na COVID-19. A 2 tygodnie później odnotowano tam największą w Niemczech skumulowaną liczbę zachorowań na 1 milion mieszkańców. Ponieważ wiemy, że patogen przenosi się na papierze, możliwe jest zarażenie się nim przy odbiorze kopert. Poza tym nasuwają się następujące pytania. Czy członkowie komisji wyborczych otrzymają wystarczające środki ochronne? Do dzisiaj nie mają ich zabezpieczonych w 100% medycy. Gdzie będą zlokalizowane komisje wyborcze, aby sprostać wymogowi zachowania dystansu między ludźmi? W jaki sposób zabezpieczeni zostaną pracownicy Poczty Polskiej? Istnieje przecież duże ryzyko, że staną się oni kolejną grupą zawodową – po lekarzach, pielęgniarkach, ratownikach medycznych i ostatnio górnikach – szczególnie narażoną na zarażenie koronawirusem. Na wszystkie moje pytania rząd – na 5 dni przed wyborami – nie zna odpowiedzi.
Po siódme, krytykuję głosowanie wyłącznie korespondencyjne, bo nie wierzę w twierdzenie wnioskodawców, że ustawa nie spowoduje skutków finansowych dla budżetu państwa i jednostek samorządu terytorialnego. Już teraz widać, że jej wykonanie będzie bardzo kosztowne. Obawiam się, że te olbrzymie wydatki z budżetu państwa mogą ograniczyć możliwość realizacji programów pomocowych, np. dla dotkniętych skutkami epidemii przedsiębiorstw i ich pracowników.
Przedstawiłam tylko niektóre elementy, które zabraniają – odpowiedzialnym za kraj, za polskie społeczeństwo – politykom głosować za tą ustawą. Stanowi ona zagrożenie bezpieczeństwa zdrowia, a nawet życia naszych rodaków.
Szanuję głos większości polskich obywateli, którzy przeciwni są wyborom wyłącznie korespondencyjnym. Z sondażu przeprowadzonego na początku kwietnia 2020 r. przez Instytut Badań Pollster wynika, że tylko 24% osób zgodziło się na wyłącznie korespondencyjny sposób głosowania, a 12% nie miało zdania. Ponad 64% respondentów nie wyraziło zgody na głosowanie korespondencyjne.
Na koniec chciałabym powiedzieć, że chylę czoło przed moimi rodakami, którzy w trudnym czasie tak wspaniale zdają egzamin z cierpliwości, wytrwałości oraz empatii wobec innych ludzi. Dziękuję im za to, że tak powszechnie okazują sobie pomoc i wsparcie. Życzę nam wszystkim zdrowia oraz szybkiego i bezpiecznego powrotu do życia, które wiedliśmy wcześniej.
Przemówienie senatora Bogdana Klicha w dyskusji nad punktem 1. porządku obrad
Jestem parlamentarzystą od 2001 r., z przerwą, prawie 19 lat. Nigdy nie miałem poczucia, że pracuję w oparach absurdu. To, co się dzieje w tej chwili w polskim parlamencie, to, co się działo w Sejmie i dzieje się aktualnie w Senacie i w ogóle w życiu publicznym, to jest absurd. I gdyby był to teatr, a nie rzeczywistość, to można by powiedzieć, że uczestniczymy w absurdalnym spektaklu, ale to niestety jest rzeczywistość. I takie poczucie ma chyba większość, bo oto pracujemy nad projektem prawa, na podstawie którego były podejmowane i są realizowane decyzje wykonawcze. Bo oto ciało, które przez całe lata, od początku III Rzeczypospolitej, było odpowiedzialne za nadzór i organizowanie niezależnych, wolnych wyborów – czyli Państwowa Komisja Wyborcza – to ciało zostało wykastrowane ze swoich uprawnień. A przypomnę, co jest bardzo symptomatyczne, że Państwowa Komisja Wyborcza powstała w 1922 r. i została zlikwidowana w 1935 r. To ma swoje historyczne odniesienia. To jest bardzo znaczące. I w dodatku ta kastracja uprawnień PKW nastąpiła niejako między wierszami, nie w tej ustawie, którą w tej chwili rozpatrujemy, tylko w ustawie o zwalczaniu epidemii.
Wyścig prezydencki trwa od miesięcy, został zaplanowany, uczestniczący w tym wyścigu przeszli poszczególne fazy, przeskoczyli kolejne przeszkody, a tymczasem tuż przed zakończeniem tego wyścigu zmienia się zasady. To jest mniej więcej tak, jakby w osiemdziesiątej piątej minucie meczu piłkarskiego sędzia nagle obu drużynom kazał strzelać do jednej bramki, a nie do dwóch. I dzieje się tak pomimo orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego, o którym wszyscy wiemy.
Wiemy też, że wybory to jest nerw demokracji i że pseudowybory organizują tylko satrapowie, począwszy od Łukaszenki, który najpierw zgładził kilku swoich przeciwników politycznych, a potem przejął kontrolę nad krajem i sprawuje dyktatorską władzę od kilkudziesięciu lat, a skończywszy na Władimirze Putinie. Myśmy w Polsce nie przyzwyczaili się do pseudowyborów. My w Polsce mieliśmy do tej pory wybory od 1990 r., bo wybory z 1989 r. nie były jeszcze w pełni wolne. I nie damy się zrobić w konia, że to, co proponuje w tej chwili rząd, to, co przesłał Sejm, jest jakimś pomysłem na wybory. To pomysł na głosowanie, a nie na wybory. Bo proponuje się, żeby wybory organizował minister. Tu znów, odwołując się do tego porównania piłkarskiego, to jest tak, jakby sędzią mógł być napastnik jednej z drużyn, bo takim właśnie napastnikiem politycznym jest minister Sasin. Prywatna firma zaczęła drukować, drukuje państwowe druki ścisłego zarachowania, jeden z najważniejszych dokumentów w państwie, co więcej, z tej prywatnej firmy następują przecieki, te dokumenty trafiają do opinii publicznej. W innej firmie składa się te dokumenty, pakiety, znów to jest prywatna firma. Jeszcze w innej, tym razem w państwowej, przygotowuje się całą tę operacje, aby rozdać te pakiety bez potwierdzenia odbioru. Ja już nie będę mówił, że to ma być rozdawane jak ulotki. To byłoby rozdawanie najważniejszych dokumentów jak śmieci. To byłoby potraktowanie karty do głosowania jak śmiecia. Dostać mógłby ją każdy, ale nie musieliby wszyscy. Na tym polegałby cały dramat tej sytuacji, że każdy mógłby otrzymać, ale nie wszyscy by je dostali. I nie chodzi tu o Polonię, z której 10% zarejestrowało się do dzisiaj, co znaczy, że to jest ok. 30 tysięcy z 300 tysięcy wtedy zarejestrowanych i głosujących w jesiennych wyborach parlamentarnych. A zatem oznacza to, że część osób w kraju oraz większość osób za granicą zostałaby pozbawiona swojego prawa wyborczego. Czyli chcieliby oddać głos, ale by nie mogli. Władza PiS chce zabrać Polakom za granicą oraz części Polaków w kraju przy pomocy tej metody prawo do głosowania.
Żeby się już nie rozwodzić zanadto nad mankamentami tego projektu, chcę powiedzieć, że wyborca ma prawo czuć się zdezorientowany, bo nie wie w tej chwili, gdzie będą stały urny, bo nie wie, kto będzie pilnował tych urn, bo nie wie, kto nadzorowałby ich opróżnianie, bo nie wie wreszcie, kto nadzorowałby przełożenie, by przypadkiem „nie zaginęło” albo też się „nie rozmnożyło”. Wyborcy mogą więc mieć pełne prawo do tego, aby uważać, że to, nad czym dzisiaj pracujemy, prowadzi do, po pierwsze, wyborów niepowszechnych, po drugie, do wyborów, które mogą być nieuczciwe, po trzecie, do wyborów, które nie będą bezpośrednie.
Wybór jest prosty: albo pozostaniemy w Europie, albo za sprawą tej ustawy znajdziemy się na długie lata w Azji.
Przemówienie senatora Jerzego Wcisły w dyskusji nad punktem 1. porządku obrad
Chciałbym zabrać głos w dyskusji nad ustawą o szczególnych zasadach przeprowadzania wyborów powszechnych na Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej zarządzonych w 2020 r.
Mówi się, że wybory to święto demokracji. Ale na czym polega to święto demokracji? Czy na tym, że Polacy w dniu głosowania mogą wrzucić do urny, skrzynki na rynku czy w inne miejsce kartkę wyborczą? To mogli robić także w czasach PRL, ale nikt rozsądny tamtych wyborów świętem demokracji nie nazywał. Ba, nikt rozsądny nie nazywał tego nawet wyborami, a co odważniejsi to bojkotowali – odważniejsi, bo władza sygnalizowała, że z braku udziału w wyborach w którymś momencie może zrobić użytek.
Święto demokracji polega na tym, że osoba, która chce w imieniu wyborców sprawować jakąś zaszczytną funkcję – radnego, senatora, burmistrza czy prezydenta państwa – wychodzi do tego wyborcy, do swojego suwerena, do obywatela, do społeczeństwa, idzie na ulice, umawia się z nim, dyskutuje, przekonuje do swoich racji, koncepcji, wizji i do tego, by oddał na niego swój głos. Słucha też głosu wyborcy i obywatela, tego, co on ma do powiedzenia. I na tym polega to święto demokracji. Oto władza przychodzi do obywatela w sposób dosłowny i mówi mu: obywatelu, ty teraz rządzisz, twój głos zadecyduje o tym, jaka będzie Polska, twoje miasto, gmina. To jest najpiękniejszy moment demokracji. Przy wszystkich jej wadach to właśnie on decyduje o tym, że ciągle jej bronimy, zabiegamy o jej trwanie. Bo ciągle jest tak, że ostateczna decyzja – czasami podejmowana tylko raz na kilka lat – należy właśnie do obywatela.
Czy najbliższe głosowanie na prezydenta Polski będzie kolejnym świętem demokracji? Czy możemy z kandydatami porozmawiać o naszych oczekiwaniach i skonfrontować je z poglądami kandydatów? Oczywiście nie, bo stan epidemii uniemożliwił większości z nich prowadzenie kampanii wyborczej, a to właśnie kampania wyborcza jest jednym z elementów tego święta demokracji. Bez swobodnej kampanii wyborczej wybory nie mają żadnego sensu, bliższe są temu, co działo się za czasów PRL niż standardom demokracji. Nie dowiemy się, co każdy z kandydatów myśli o naszej obecności w Unii Europejskiej, o strefie euro, o budżecie państwa, o inwestycjach, o samorządach i o wielu innych bardzo ważnych sprawach.
Zapyta ktoś: ale kto przeszkadza kandydatom o tym mówić? Oczywiście nikt. A ja wówczas zapytam: kogo to interesuje, co mówią dziś kandydaci na prezydenta, gdy Polska ogarnięta jest epidemią śmiercionośnego wirusa i nikt nie wie, czy wybory nie spotęgują tego zagrożenia?
Są w naszym gronie byli samorządowcy, wygrywali oni wybory w swoich środowiskach i mają za sobą niejedną kampanię. Niech oni odpowiedzą na to pytanie. Pytam więc was, Samorządowcy, pytam Wadima Tyszkiewicza, pytam Zygmunta Frankiewicza, który wygrywał 5-krotnie: czy gdyby w twoim mieście paliła się szkoła czy zakład pracy i wszyscy wokół ciebie zajmowali się tym pożarem, wielu uczestniczyło w jego gaszeniu i ratowaniu tego, co można jeszcze uratować, wszedłbyś między nich i wołał „Słuchajcie, chcę być waszym prezydentem! Zostawcie na chwilę ten pożar. Ja wam powiem, co wybuduję za 3 lata, ile rozdam w przyszłym roku, ale wybierzcie mnie na prezydenta. Nazywam się”…? Oczywiście nie, żaden z samorządowców by nie skorzystał z okazji, że przy pożarze skupili się ludzie. Myślę, że żaden z nas senatorów też by tego nie zrobił, bo każdy wie, że nikt nie będzie słuchał kandydata w czasie zagrożenia. Gdy płonie las, nie rozmawia się o różach, nie organizuje się święta demokracji.
Dlatego apeluję: odłóżcie to głosowanie na prezydenta Polski na inny czas – gdy Polska nie będzie płonąć, gdy Polacy poczują się bezpieczni, gdy nie będą bali się wyjść na ulice, spotykać z kandydatami i rozmawiać o Polsce, gdy Polacy będą chcieli słuchać, co kandydaci mają im do zaproponowania, gdy w Polsce będzie można prowadzić normalną kampanię wyborczą, bez której wybory są sprowadzone jedynie do głosowania, co jest wręcz upokarzające. Nie odbierajcie Polakom święta demokracji.
Proszę senatorów Prawa i Sprawiedliwości, by razem z nami, senatorami Koalicji Obywatelskiej, zagłosowali przeciwko przyjęciu ustawy o szczególnych zasadach przeprowadzania wyborów powszechnych na prezydenta RP.

References: art. 5
 art. 7
 art. 62
 art. 2
 art. 68
 art. 127
 art. 128
 art. 3
 art. 15
 art. 20
 art. 127
 art. 52
 art. 3

Art. 123

Art. 165

Art. 231

Art. 266
 art. 40
 art. 53
 art. 3
 art. 53
 art. 1
 art. 2
 art. 127