Source: http://wystap.pl/naczelny-sad-administracyjny-zakonczyl-wlasny-trzyletni-szwindel/
Timestamp: 2018-07-17 03:44:05+00:00

Document:
Naczelny Sąd Administracyjny zakończył własny trzyletni szwindel i odkrył rozdział Kościoła od Państwa - Wystap.pl - jak wystąpić z Kościoła katolickiego. Centrum informacji i platforma batalii.
19 lipca 2016, 2 lata ago
Mieli do wyboru wojnę lub hańbę. Wybrali hańbę a wojnę i tak będą mieli.
Winston Churchill w 1938 roku
walka z „i 3” czyli leczenie szwindlu
jeszcze większym szwindlem
Po lutowych wyrokach Naczelnego Sądu Administracyjnego – w przeciwieństwie do stycznia 2014 roku – reakcja była wyjątkowo powściągliwa. Pojawiło się tylko kilka wymuszonych artykułów świętujących zwycięstwo Kościoła, którego nie było. Dwa komentarze Wystap.pl pisane „na gorąco” – „Naczelny Sąd Administracyjny dobił fałszywe „i 3” czyli koniec oszołomów i zwycięstwo prawdy” oraz „NSA, GIODO i „apostaci”: mozolne wychodzenie z malin” – były jedyną latarnią w mroku. Ten drugi zakończyła konkluzja:
Trwa mozolne wychodzenie z malin i wciąż jest więcej pytań niż odpowiedzi, ale te przynajmniej powinny być w uzasadnieniach tych siedmiu wyroków. Dopiero w nich okaże się także ile NSA zaczerpnął z podpowiedzi skarżących i PSR. Owoce tych wyroków poznamy dopiero za kilka miesięcy. Spragnionym prostych wyjaśnień sprawy trwającej prawie sześć lat świat już teraz objaśnią „Rzeczpospolita” i „Gość Niedzielny„. Z prawdą nie ma to wiele wspólnego, ale przynajmniej zapewnia błogi spokój.
Istotnie dopiero teraz sprawa wychodzi ze stanu zawieszenia i można przedstawić szczegółowe wyjaśnienie tego co tak naprawdę się stało. Czyli dlaczego był to ciężko wywalczony punkt zwrotny tej sześcioletniej batalii. Zapraszamy PT Czytelników w podróż po historii leczenia cwaniackiego szwindlu jeszcze większym szwindlem.
Wszystko było półlegalne
Dosłownie wszystko w tej batalii od samego początku było półlegalne a Wystap.pl zostało tego kroniką. Przed 2010 rokiem państwo wycofało się nawet z udawania, że coś komuś zapewnia w starciu z Kościołem. W efekcie rzeczniczka GIODO produkowała truizmy o jego autonomii podczas gdy Europejski Trybunał Praw Człowieka szczegółowo opisał do czego to doprowadziło i uznał naruszenie prawa do prywatności w głośnej sprawie „Agaty” (punkty 113-137 w P. i S. przeciwko Polsce). W naturalnej reakcji na umycie rąk przez państwo na konferencji na Uniwersytecie Łódzkim kanclerz łódzkiej kurii opowiadał niestworzone banialuki, które sprowadzały się do tego, że ojcem ochrony danych osobowych jest Mojżesz, co wynika z Księgi Liczb. Wędrowali przez pustynię ponad 3000 lat temu i ją wymyślili z Aaronem. Co jest „aksjologicznym” dowodem na brak kognicji GIODO. Do tej pory Mojżesz był znany jako ojciec judaizmu a tu proszę jaka niespodzianka. Ten poziom ośmiesza Kościół i uniemożliwia mu funkcjonowanie w społeczeństwie więc nic dziwnego, że sam Watykan miał już tego dosyć.
Biuro GIODO wierne zawsze aktualnemu hasłu III RP „zgniećmy protestujących, by uniknąć wojny religijnej” zrobiło wszystko co mogło, by nic się nie zmieniło. Nawet mordercy mają prawo do obrony, ale skarżących się na parafie potraktowano z wyjątkową bezwzględnością. W arsenale lumpenprawniczych trików znalazły się m. in. robienie ze skarżących wiernych Kościoła żeby „nie mieć kognicji”, przemysłowa produkcja „gotowców za 5 złotych„, „trzecia instancja” pod pretekstem sprostowania oczywistej omyłki pisarskiej, próby uwalania skarg na formalnościach, odmowa wyjaśnienia dlaczego umorzono skargę, odmowa wyjaśnienia dlaczego wydano decyzję czy kompletne ignorowanie logiki. Szło to szybko i sprawnie jak w ubojni drobiu. Pod koniec 2012 roku abp Andrzej Dzięga mógł pochwalić Generalnego Inspektora Ochrony Danych Osobowych dra Wojciecha Wiewiórowskiego: „jestem coraz bardziej spokojny, że to, co wypracowaliśmy jako Rada Prawna, sprawdza się w życiu„.
W 2013 roku sędziowie Naczelnego Sądu Administracyjnego widzieli to wszystko w dokumentach przed sobą. Żaden nie powiedział „czas skończyć tę farsę”. Nawet najbardziej niezależna w poglądach sędzia Joanna Runge-Lissowska (imponujące 18 zdań odrębnych do wyroków i uchwał) tym razem dociskała kolanem to co krzyczało, że chce zmiany. I to nawet nie metaforycznie tylko ustami adwokata, który stał przed nią. To akurat zrozumiałe – nie mogli myśleć o obywatelach skoro myśleli o Kościele. Uradzili więc, że GIODO ma na podstawie „i 3” w art. 43 ust. 2 ustawy o ochronie danych osobowych badać wyznanie skarżących. Jeśli trafi na wiernego to ma sprawę umarzać a jeśli na odstępcę to wydawać decyzję. Nie za bardzo wiadomo nawet w jakich sytuacjach – teoretycznie w każdej. Tym samym widząc nieuzasadniony przepis przyjęli „interpretację”, której też nie uzasadnili, bo się nie dało. Pomyłka sądowa może być raz, ale nie czternaście razy z rzędu. Nawet uwzględniając okoliczności łagodzące sędziowie NSA są winni tego, że nie przerwali tej spirali kłamstw tylko sami wzięli w niej udział i dokładali kolejne żeby to sfastrygować. Państwo, które kiwa swoich obywateli jak bazarowy cwaniaczek zrywa z nimi umowę i nie zasługuje na nic lepszego niż wykiwanie przez lepszych. Co się ziściło. Nie dość na tym – skoro dla swojej wygody i świętego spokoju zaakceptowali w jednej sprawie całkowite bezprawie to mogą w każdej. I to jest dopiero ostateczna cena flirtowania z debilnym „i 3”.
Strona kościelna bardzo polubiła fałszywe „i 3” i podlewała je jak mogła zarzucając GIODO, że
[narusza „i 3”] poprzez jego niezastosowanie, wynikające z błędnego ustalenia, że [Jan Dolecki] nie należy do Kościoła Katolickiego, podczas gdy złożone przezeń oświadczenie woli nie jest formą wystąpienia z tego Kościoła według jego prawa wewnętrznego
albo bardziej rozwlekle:
[narusza „i 3”] poprzez jego błędną wykładnię i przyjęcie, że stanowi on podstawę prawną do badania przez organ ochrony danych osobowych skuteczności oświadczenia o wystąpieniu z Kościoła Katolickiego, podczas gdy jego prawidłowa wykładnia wskazuje, iż zagadnienie wystąpienia z Kościoła Katolickiego jest sprawą wewnętrzną tego Kościoła, co miało wpływ na niezastosowanie tego przepisu w realiach przedmiotowej sprawy.
Biuro GIODO nie kwestionowało tej hucpy, bo do samego końca czyli 9 lutego ręka w rękę z Kościołem propagowali fałszywe „i 3” udając spór jaką „metodologią” prześladować katolików – nawet przez ostatnie trzy miesiące czyli wiedząc już, że my wiemy, że oni wiedzą, że to ściema. Skoro GIODOKEP miał interes w utrzymywaniu fikcji to sędziowie WSA w Warszawie kiwali na to głowami i lecieli z gotowca ze stycznia 2015, że
w sytuacji, gdy zagadnienie wystąpienia z Kościoła Katolickiego jest jedną z przesłanek wykonywania kompetencji przez organ administracji publicznej, to organ ten ustala przynależność do Kościoła wyłącznie w oparciu o dowody przedstawione przez stronę kościelną, w tym przede wszystkim na podstawie aktu chrztu z dokonaną adnotacją o wystąpieniu z Kościoła
Na co z kolei GIODO trzymał buzię na kłódkę w skargach kasacyjnych od tej papki czym niedwuznacznie to akceptował. Przeciwnie – głównym zarzutem GIODO było to, że WSA „naruszył [„i 3”] poprzez błędną wykładnię polegającą na przyjęciu, że (…) nie jest uprawniony do dokonywania samodzielnej oceny, czy osoba, której dane dotyczą, należy czy też nie należy do Kościoła lub innego związku wyznaniowego„. I tak wszyscy ustalali prawidłową wykładnię fałszywej interpretacji debilnego „i 3”, póki litościwie nie rozwaliłem tego matriksu. 🙂
Wszystko runęło jak domek z kart
Koalicja obrońców kłamstwa już witała się z gąską – czyli utrzymaniem wyłączenia kościołów spod ustawy, bo to o to chodziło – gdy batalię uratowało Polskie Stowarzyszenie Racjonalistów i nowelizacja ustawy „Prawo o postępowaniu przed sądami administracyjnymi” czyli łut szczęścia dzięki któremu NSA mógł odnieść się do powyższego zarzutu GIODO (zgodnie z przewidywaniem z sierpnia). Zadanie mieli arcytrudne, bo nawet wreszcie zrozumiawszy skalę kilkuletniej intrygi prawie nie mieli jak z niej wyjść. PSR podpowiedział by wystąpić do Prezesa NSA o podjęcie uchwały abstrakcyjnej. Zasadniczo przyjmuje się ją jeśli w orzecznictwie występują poważne rozbieżności o porównywalnej mocy. Jednak w wyjątkowych okolicznościach dopuszcza się jej zainicjowanie „gdy skład orzekający Naczelnego Sądu Administracyjnego, podejmując czynności przewidziane w art. 187 § 1 p.p.s.a., podważy dotychczasową wykładnię sądową przy pomocy własnej argumentacji lub poglądów wyrażonych w doktrynie„. Zarówno intelektualne veto jak i wystąpienie do Prezesa NSA miały wcześniej miejsce więc plan był dobry tylko niewykonalny. Podczas pierwszej rozprawy 5 listopada tego nie zrobiono, ale odroczono rozprawę żeby się połapać o co tu chodzi. Co się ostatecznie udało i podczas „maratonu sądowego” sześciu spraw 9 lutego sędziowie zrobili coś wielkiego – podziękowali Kościołowi za współpracę w szukaniu kognicji GIODO i na tyle na ile mogli potępili szwindel swoich kolegów z 2013 roku. Używając nomenklatury Biura GIODO – NSA jeszcze im nie wyinterpretował kognicji, ale już wyinterpretował dlaczego jej nie mają. 🙂 Stało się to kosztem sześciu osób, które przez kilka lat były „używane” do „wyinterpretowania kognicji GIODO w toku instancji„. Wymyślił to GIODO Tysiąclecia razem z zasadą, że nieważne „jak jest” tylko „co jest wyinterpretowane” więc podziękowania to do niego – pocztówką do Brukseli. Dziesięć dni później w siódmej sprawie (z udziałem PSR 19 lutego) sąd ograniczył się do połączenia wyroku, co rozciągnęło przełom od listopada do lipca, ale dało pięcioro sędziów mówiących jednym głosem w tym przewodniczącego Wydziału I. Z perspektywy kilku miesięcy widać, że w tym konkretnym przypadku postąpiono słusznie – w dodatkowym czasie napisano uzasadnienia wyroków i przygotowano grunt pod uchwałę (o której pani minister napomknęła posłom). Summa summarum NSA przeszedł przez kolejne wrota do demokratycznego państwa prawa za nagrodę mając amatorskie interpretacje a nawet lżenie sędziów, którzy nie spełnili marzeń grupki oszołomów o „świeckiej apostazji mocą cyfry 3„. W praktyce wyszło to jak wyszło czyli tak:
Ustawa nie pozbawiła osób należących do kościoła (w tym do Kościoła Katolickiego) prawa do kontroli przetwarzania danych osobowych, które ich dotyczą, zawartych w zbiorach kościelnych (…). Wskazane przepisy są jednak tak skonstruowane, że przewidują opisane wyżej prawa, lecz nie wskazują sankcji i sposobu wymuszenia zmiany danych. W szczególności GIODO nie może w tym celu wydać decyzji administracyjnej (art. 43 ust. 2 uodo) [tj. „i 3” – MP]. (…) Powyższe oznacza, w ocenie Naczelnego Sądu Administracyjnego, że obowiązkowi kościoła lub związku wyznaniowego uzupełnienia, uaktualnienia, sprostowania danych, czasowego lub stałego wstrzymania przetwarzania kwestionowanych danych lub ich usunięcia ze zbioru w wypadku rzeczywiście uzasadnionego żądania członka kościoła lub związku [czyli spraw, które wcześniej w najlepszym wypadku kończyły się proszeniem biskupa żeby obsztorcował proboszcza – MP] nie towarzyszy żadna ustawowa sankcja, mogąca wymusić takie zachowanie.
Tak więc koncepcja oddzielania katolików od pełnoprawnych obywateli, której spiritus movens była sędzia Małgorzata Pocztarek, rozpadła się jak musiała czyli jak domek z kart. Niewielu po niej płacze nawet w samym Kościele, który ją hodował i pielęgnował na własne pohańbienie. W efekcie Naczelny Sąd Administracyjny najpierw w październiku 2013 kunktatorsko dopuścił wydawanie decyzji „osobom nienależącym” a w lutym 2016 się z tego wycofał przyznając, że nie tędy droga: albo „GIODO może” albo nie. Zamieniło to prawo w naukę eksperymentalną i nikt się tym nie przejął. Dobrze, że są tylko dwie interpretacje „i 3”. W twierdzeniu o czterech kolorach do sprawdzenia są po kolei 633 przypadki a w twierdzeniu Keplera jak układać pomarańcze aż 18762. 😀 Najwyraźniej nikt z 91 prawników pracujących w Biurze GIODO nie znał znaczenia „i 3” w ustawie, która powołała ich do życia, bo lepili z niego co chcieli jak z plasteliny (minister Wiewiórowski zapewniał, że „nie ingerował tylko podpisywał co mu dali” więc to wszystko wina szeregowych urzędników). Siłą rzeczy NSA wycofał się także z koniecznego warunku tego szwindlu, że każdy wpis w księdze chrztów to nowy zbiór danych:
Ocena spełnienia ustawowych przesłanek prowadzi do wniosku, że w przypadku księgi ochrzczonych istnieje zbiór danych w rozumieniu [art. 7 pkt 1 uodo]. Za błędne natomiast należy uznać stwierdzenie, że w przypadku księgi ochrzczonych istnieją dwa zbiory danych. Taka interpretacja zdaje się celowym zabiegiem nakierowanym na to, by uzasadnić tezę o dopuszczalności władczej ingerencji organu ochrony danych i zanegowania wyłączenia, o którym mowa w komentowanym przepisie [czyli w „i 3” – MP].
Ostatnie zdanie to przyznanie racji prof. KUL Pawłowi Fajgielskiemu, który jako jedyny to właśnie powiedział. Będąc doktorem habilitowanym prawa może reprezentować Konferencję Episkopatu Polski przy tworzeniu uchwały i byłoby wręcz dziwne gdyby po tym osobistym sukcesie tak się nie stało. Przy wychodzeniu z malin trudno się nie podrapać i sędziów spotkało to przynajmniej w jednej kwestii. W sprawie z 19 lutego z udziałem PSR sędzia Jolanta Rudnicka w uzasadnieniu ustnym powiedziała, że „analiza [wyroków NSA z 2013 roku] wskazuje na jedno – przesądzone zostało, że GIODO nie może umarzać postępowania (…) nie mógł uznać, że postępowanie jest bezprzedmiotowe„. Natomiast w uzasadnieniu pisemnym znalazło się zdanie „Wyłączenie uprawnień decyzyjnych GIODO, dokonane przez ustawodawcę w [i 3] jest prawem powszechnie obowiązującym i organy administracji oraz sądy administracyjne są obowiązane do jego przestrzegania i stosowania„. Pani sędzia demaskując intrygę musiała uwypuklić „i 3” żeby pokazać o co w nim chodzi, co potwierdza tymczasowość obecnego stanu. Jedną z kilku osób, które to zrozumiały jest pełnomocnik parafii krakowskich dr Paweł Litwiński, który otwarcie przyłączył się do wniosku PSR o uchwałę wyjaśniającą. Drugą… sama pani minister, która nomen omen 1 kwietnia wydała nakaz DOLiS/DEC-239/16/24693 wobec kościoła mniejszościowego. Czyli zignorowała święte „i 3” tuż po jego „obronieniu”.
Naczelny Sąd Administracyjny oddzielił więc (nie)podleganie kościołów ustawie o ochronie danych osobowych od skarg na parafie czyli dobił „prawnicze przekonanie” ministra Wiewiórowskiego, że obywatele mieli z nim walczyć o jego uprawnienia – i to jest tzw. ratio decidendi. Słusznie jednak chciał załatwić sprawę kompleksowo czyli uwolnić WSA (i GIODO) od pseudoreligijnej papki o kanonach, papieżach, „instrukcji Michalika” i okólniku kardynała Opus Dei. To wszystko przechodziło do batalii przez dziurę, którą GIODO masochistycznie pogłębiał czyli szukanie prawidłowej wykładni fałszywej interpretacji debilnego „i 3”. Najprościej było po prostu napisać, że przy prawdziwym „i 3” wewnętrzne sprawy Kościoła przestają mieć znaczenie. Nie są nawet nieistotne tylko nie na temat. Prawnie irrelewantne, jak mówią prawnicy. Zajęłoby to 2-3 zdania a byłoby o niebo jaśniejsze. NSA zdecydował się jednak dodać brakujący element, którego brak spowodował tę gehennę – rozdział Kościoła od Państwa. Trafnie zidentyfikował, że jej bezpośrednią przyczyną było twierdzenie odziedziczone po magistrze z UKSW Michale Serzyckim, że o tym komu GIODO może wydać decyzję administracyjną decydują prześwietne kurie. Wprowadzenie „muru separacji” prezydenta Jeffersona automatycznie dobiło tę zgrozę a przy okazji wyrzuciło z batalii zarówno fundację Ordo Iuris (tych od całkowitego zakazu aborcji czyli wypisania Polski z Rady Europy) jak i grupkę pożytecznych idiotów Kościoła, która chciała jakiejś deklaracji, że nie podlegają prawu kanonicznemu czyli zatwierdzenia propozycji kardynała Leona Suenensa, który jako jedyny był za uznaniem formalnego wystąpienia podczas prac nad Kodeksem Prawa Kanonicznego. Skądinąd jako odosobnionego głosu w komisji papieskiej nie poddano tego nawet pod głosowanie na sesji plenarnej w październiku 1981 roku. Kardynał Suenens rozjechał humbug kardynała Herranza ćwierć wieku przed jego powstaniem i to jest na głowie samego papieża. Nic dziwnego, że wyszło to rozwlekle, niejasno, nieprzekonująco i w ogóle bez odniesienia do skarg kasacyjnych. Jedynie w jednym wyroku dodano wzmiankę, że „częściowo błędne uzasadnienie wyroku [o sygn. II SA/Wa 1242/14] … co do braków uzasadnienia zaskarżonej decyzji nie mogło mieć istotnego wpływu na wynik sprawy„. W tłumaczeniu: wyroki WSA są bełkotem, ale NSA tego nie wytknie, bo nie może jednocześnie kazić GIODO i WSA. Nie było to zresztą specjalnie konieczne. Ponieważ wszyscy popierali prześladowanie katolików a różnili się tylko pomysłami na „metodologię”, merytorycznie wyroki WSA upadły tak samo jak decyzje GIODO tylko z powodów technicznych nie zostały uchylone. Zabrakło jednak jasnego stwierdzenia, że eklezjologia Kościoła należy tylko do papieża i na tym polega dobro i obietnica artykułu 25 Konstytucji, zbiorowo gwałconego w Komisji Wspólnej przez prawie dwie dekady. Zamiast tego nie bardzo wiadomo po co „zalegalizowano” doktrynę semel catholicus semper catholicus daleką analogią do prawa małżeńskiego. Sednem jest przecież niezależność eklezjologii a nie jej porównywalność do czegokolwiek. Do czego bowiem porównać inny anachronizm – „karę wiążącą mocą samego prawa„? Do Piekarskiego na mękach? Taka urawniłowka nie ma sensu. Naczelny Sąd Administracyjny cierpiał te same męki w sprawie II GSK 286/07 z 8 stycznia 2008 roku gdzie (aczkolwiek pomocniczo) wyprowadził rozdział Kościoła od państwa z kanonu 1 KPK, który określa, że nie dotyczy tzw. kościołów wschodnich. W ten sposób tak naprawdę wyprowadził go z dobrej woli Jana Pawła II, że do zdania „kanony tego Kodeksu dotyczą jedynie Kościoła łacińskiego” nie dopisał „i Polski„. Mimo niedociągnięć trzeba docenić, że NSA chyba po raz pierwszy po 1989 roku odkrył dobro w rozdziale Kościoła od Państwa, który zwykło się uważać za jakiś relikt a nawet zagrożenie. Dziewiętnaście lat gwałcenia art. 25 Konstytucji doprowadziło do zamęczania sądów problemami eklezjologii – i to pęka. Jest lub nie jest przypadkiem, że 4 dni wcześniej w tej samej izbie Diecezja Legnicka przegrała próbę obejścia ustawy wyciągniętym z kapelusza kanonem 1257 KPK. Nienormalność sytuacji polegała na tym, że strona kościelna wciągała sądy administracyjne do zajmowania się swoimi wewnętrznymi sprawami a wręcz do ingerowania w prace nad dekretem KEPu. Coś podobnego miało miejsce w 1976 roku w Sądzie Najwyższym USA kiedy to biskup domagał się unieważnienia uchwały świętego synodu o podziale jego diecezji. Sędziowie broniąc Pierwszej Poprawki odesłali go do patriarchy. Europa ma bogatą tradycję molestowania religijnego sądów, której wybitnym przedstawicielem jest adwokat Krzysztof Wąsowski. Na przykład dwóch duchownych – Jan Karlsson ze Szwecji i Paul Williamson z UK skarżyło się na to, że im prawa narusza wprowadzenie kapłaństwa kobiet (jak widać cierpienie cudzymi prawami ma szerokie zastosowanie). W obu przypadkach ETPCz odrzucając skargi napisał coś genialnego – jeśli nie chcą być w swoich kościołach to nie muszą. Z kolei w 1996 roku czworo rodaków poskarżyło się, że im narusza prawa człowieka, że nikogo nie wsadzono do więzienia za okładkę „Wprost” z Matką Boską w masce gazowej. Lobby żydowskie nie przekonało trybunału, że im prawa narusza, że władze ukraińskie nie paliły się do renowacji cmentarzy żydowskich. I tak dalej i tak dalej. Jeśli państwo jak małe dziecko nie dostrzega zwykłego lobbingu to zachęca do wyrażania wszystkiego językiem religii i to się samo napędza. I ostatecznie mamy to co mamy czyli walkę z prześladowaniem katolików przez GIODO za pomocą „instrukcji Michalika”. A to są jedynie najbardziej trywialne nadużycia nad którymi są dopiero prawdziwe problemy. Jeśli więc polskie sądy zobaczą coś o kanonach KPK to powinny zgodnie z art. 1 Konkordatu odsyłać do sądu biskupiego, bo nie są kompetentne i tu chapeau bas dla WSA w Białymstoku. Natomiast podleganie ustawie o ochronie danych osobowych nawet nie rodzi kwestii autonomii kościołów. Takie pomysły są jedynie pokłosiem pomylenia wolności religijnej ze staniem ponad prawem. I to, że Episkopat Polski stracił instynkt samozachowawczy i żądał za pośrednictwem dra Wąsowskiego zatwierdzenia „w imieniu Rzeczypospolitej Polskiej” ściągawki dla proboszczów i to w trakcie prac nad dekretem świadczy o skali hipokryzji. Pycha kroczy przed upadkiem – wyszło szydło z worka, że biskupi bez „łaski Apostolskiéj Stolicy” są nikim. Papież może powiedzieć każdemu biskupowi żeby oddał pierścień i jest po biskupie a Rada Prawna KEP bez recognitio może a nawet powinna różaniec zmówić. Natomiast były przewodniczący Komisji Majątkowej za karę wyszedł na głupka: jeszcze niedawno strofował GIODO, że „zdumienie budzą teologiczne rozważania organu na temat skuteczności wystąpienia z Kościoła Katolickiego w oparciu o jego prawo wewnętrzne i odwoływanie się do zasady semel catholicus semper catholicus, nie mającej związku z przedmiotem wniosku Pana [Jana Doleckiego]” po czym potwierdził go sam Watykan. Tutaj się można dokształcić Panie Mecenasie.
Efekt jest taki, że po sześciu latach państwo jako tako stanęło na własnych nogach i jest gotowe do zbadania „i 3”. Które ma piętę Achillesa – można je obalić językiem dwóch sędziów Trybunału Konstytucyjnego, którzy konsekwentnie bronili Polski przed kolonizacją Kościoła i przegrali czyli Czesława Bakalarskiego i Remigiusza Orzechowskiego. Ich zdania odrębne z 1991 i 1993 roku w sprawie wpieprzenia prawem zwycięzcy religii do szkół potrzebują niemal kosmetycznych zmian by trzeciej dekady zmartwychwstać.
sześć wyroków z „maratonu sądowego” z 9 lutego:
I OSK 579/15 , I OSK 1466/15 , I OSK 1509/15
I OSK 2585/15 , I OSK 2691/15 , I OSK 3179/15
sprawa z udziałem Polskiego Stowarzyszenia Racjonalistów z 19 lutego
W wyniku kolejnego przełomu Biuro GIODO nareszcie zaakceptowało prawdziwe „i 3”, które publicznie zakłamywali jeszcze w listopadzie. Wkrótce potem GIODO w worku pokutnym udał się do Kanossy to znaczy musiał prosić NSA o umorzenie postępowania w sprawie pozostałych postwiewiórowskich (robionych z gotowca z października 2014) skarg kasacyjnych, które nie załapały się na luty.
Zapewne za wiedzą prezesa sądu – żeby nie wpaść w kolejną pułapkę bronienia „i 3” – ostatecznie 24 maja znający meandry sędzia Marek Stojanowski całą tę resztówkę poumarzał i na osłodę oddał GIODO po 100 złotych „wpisowego”. Tym samym rządy Wojciecha Wiewiórowskiego skończyły się półtora roku po ustąpieniu. Gdyby wniósł skargi nadzwyczajne na wyroki NSA mielibyśmy to już za sobą, ale bronił niezależności głównie przed rencistami. W tym samym czasie sąd pierwszej instancji uwijał się żeby poumarzać resztówkę tego co wpłynęło do nich tam gdzie GIODO pomógł uchylając swoje decyzje, bo się nagle dopatrzył, że „jego działanie miało miejsce bez podstawy prawnej, jako że nie był on uprawniony do wydania w niniejszej sprawie merytorycznego rozstrzygnięcia„. Roboty był huk, ale w czerwcu to uprzątnięto i z przyczyn formalnych została pożegnalna sprawa na 28 lipca godz. 10 w sali F w której stawką jest pytanie którą wersję „i 3” wybiorą tym razem sędziowie Andrzej Góraj i Eugeniusz Wasilewski – znowu fałszywą czy znowu prawdziwą. To już nie jest problem z dziedziny prawa tylko psychopatologii. Trzecim elementem dekonstrukcji tego domku z kart stało się uchylenie pseudodecyzji „w pierwszej instancji” tam gdzie od 2014 roku trzymano strony w szachu nie wydając drugiej decyzji. Były tego ze dwa tuziny – trzymane na biurku w zasadzie ze względów finansowych, bo GIODO na każdym wyroku tracił nawet 697 złotych więc tylko głupi wydawałby decyzje. Hierarchicznie w dół czwarty element to unieważnienie pseudodecyzji z lat 2014-2015 w sprawach z różnych powodów „prawomocnych”. Jeszcze tego nie zrobiono, ale machina już ruszyła więc do Matki Boskiej Zielnej powinni skończyć. Tu będzie efekt domina – musi upaść wszystko i to najlepiej jednego dnia. W przeciwnym wypadku będzie kolejna wojna o to, że jedne decyzje unieważniono a inne są nadal „prawomocne”. Zaiste z większym lękiem Biuro GIODO „nie ma kognicji” niż skarżący to czytają. Największa kompromitacja urzędu w III RP właśnie staje się faktem.
Wszystko o „i 3”
Spytasz PT Czytelniku: „no dobrze, upadła fałszywa interpretacja, ale jaka jest ta prawdziwa?„. To jest bardzo dobre pytanie, którego nikt nie zadał żeby przypadkiem nie wyjść z matriksu w którym już się wszyscy zadomowili więc chcieli w nim być. Prawda stała się nieistotna. Dużo gorzej niż nieistotna: prawda stała się zagrożeniem zgodnie z uwagą nieszczęsnego księdza Mesliera, że ci, którzy chcą być oszukiwani prędzej rozszarpią swych wyzwolicieli niż ją przyjmą. A prawda jest taka, że zgodnie z „i 3” GIODO ma się po prostu od……..ć od Kościoła i wszystkich spraw jego. To jest tak proste. Nie ma w tym żadnych wartości, żadnej dyskusji, żadnych pozorów – nic. Ma się po prostu odpierdolić. Tak to wymyślono w 1997 roku i Biuro GIODO nie tylko o tym wiedziało, ale także schizofrenicznie „stosowało”, zamieniając „i 3” w pałkę do bicia prowodyrów awantur. Aż do 2009 roku kiedy poinstruowali kurialistę kurii gdańskiej jak ma im odpowiedzieć żeby się odczepili od „sprawy gdańskiej„, tworząc przy tym fałszywą interpretację. Rok później Biuro GIODO udławiło się własnym szwindlem i chciało żeby „w toku kontroli instancyjnej” (czyli w sądach) ustalono dlaczego robią to co robią czyli umarzają (sic!). Czyli oni umarzają bez wyjaśnienia a jeśli ktoś bardzo chce wiedzieć dlaczego to niech pyta sądy, bo minister Wiewiórowski nie może „domniemywać” dlaczego umarza. NSA wpadł w tę pułapkę i przyjął „interpretację”, że umarzał dlatego, że skarżący są katolikami a katolików należy tępić bez litości czyli odmawiać im wydania decyzji (po co takie półśrodki? najlepiej na studia nie przyjmować!). I tak zapadł wyrok I OSK 1195/13 z 18 października 2013 roku, który jest teraz koroną cierniową na głowie prezesa sądu. Z kolei min. Wiewiórowski nie śmiał nawet pisnąć, bo dostał to czego chciał czyli wyjaśnienie dlaczego umarzał i w promocji kiedy ma umarzać czyli kiedy zobaczy katolika. Inaczej mówiąc, chcąc oddać czarnego Piotrusia NSA wyjął katolików spod prawa w imię wolności religijnej. Niewiele tym osiągnął a sam się ośmieszył i moralnie utytłał, bo przecież wiedzieli co i po co robią. To tak wyszło, bo to tak miało wyjść. Nie przewidzieli tylko, że trafią na lepszego w te klocki. 😀
Prawdziwe „i 3” się tym wszystkim nie przejęło, bo wiedziało, że sądom nie wolno modyfikować znaczenia norm już istniejących. Miało więc ten komfort, że śmiało się z uzurpatora i cierpliwie czekało aż ktoś je odkryje i zakończy „ustawową” dyskryminację katolików w Polsce. Ponieważ nikt nie chciał odkryłem je 25 sierpnia w zakończeniu wpisu „Kościół przegrywa wojnę o niepodleganie Ustawie o ochronie danych osobowych„. Mało kto zauważył, że „i 3” jest już odkryte więc odkryłem je ponownie 5 listopada w imieniu Polskiego Stowarzyszenia Racjonalistów. Tym razem z trudem osiągnęło to cel o który jawnie walczyliśmy przez kilka lat. Prześladowania dioklecjańskie zakończył cesarz Konstantyn Wielki w 313 roku a prześladowania wiewiórowskie – nie chwaląc się – zakończyłem ja w 2016-ym.
Sankcjonowanie podstępnego wyłączenia kościołów spod ustawy równie podstępnym „i 3”, którego „treść normatywną” ustalono po sześciu latach brutalnej walki jest taką kompromitacją Polski, że tego się już nie pozbiera. Tu nie może być taryfy ulgowej i udawania, że tego nie było dla dobra samego pacjenta. Trzeba to operować i wiadomo czym. Pierwszą w historii uchwałą całej Izby Ogólnoadministracyjnej (około 35-40 sędziów). Niezależnie od groteskowości tego, że cały autobus sędziów musi zbadać jakieś „i 3”, bo to jest niestety piwo, które sami sobie nawarzyli. Uchwała siedmiu sędziów nie ma większego sensu, bo fałszywe „i 3” uwiodło aż 14-u sędziów NSA więc sytuacja jest chyba jeszcze gorsza niż opisana w postanowieniach II FPS 7/10 i II FPS 4/13. W najlepszym możliwym przypadku połowa z nich zmieniłaby zdanie. To jest po prostu niewystarczające narzędzie; oni wszyscy powinni się określić. Dla porównania – uchwała 7 sędziów I GPS 2/11 co prawda poprawiła błąd NSA, ale popełniony w jedynie dwóch wyrokach. W pomyłkę nikt już nie uwierzy – trzeba się wybić na niepodległość. Sekretarz Generalny KEP nie powinien ograniczać się do wrzucenia pełnej dobrych rad dla sędziów „deklaracji KEPu” na episkopat.pl tylko przyjść do sądu z choćby trzema pełnomocnikami (w zeszłym roku do tworzenia uchwały dopuszczono Polski Związek Przemysłu Motoryzacyjnego więc biskup Miziński jeśli będzie chciał to tam będzie), przeczytać swoje i wstać na ogłoszenie jak przystoi. I to jest demokratyczne państwo prawa a nie dogadywanie się w stalinowskiej Komisji Wspólnej żeby było „konsensualnie” (Bolesław Bierut ojcem „konsensualności” – że też jeszcze nikt nie wyśmiał tej groteski!). Skądinąd czas przejrzeć na oczy, że żadne prawo dotyczące Kościoła w III RP nie było normalne tylko zawsze łamano opór a jeśli ostatecznie trafiało do Trybunału Konstytucyjnego to kończyło się to albo umorzeniem albo udawaniem tam gdzie nijak nie dało się umorzyć. W sprawie legalnego bandytyzmu Komisji Majątkowej „nasza” izba NSA od dziewięciu lat przymierza się do wdrożenia jasnego wyroku Europejskiego Trybunału Praw Człowieka z 2004 roku. Nie może do dzisiaj, bo najpierw czekali na jeden wyrok Trybunału Konstytucyjnego, potem na drugi a potem na to co wynika z drugiego czyli aż mecenas Wąsowski łaskawie wymyśli jej następcę prawnego, bo – kto by przypuszczał? – okradła miasta na 100 miliardów i rozpłynęła się w powietrzu żeby jeszcze raz wykiwać okradzionych. A pan mecenas nie ma kiedy, bo walczy o „prawa człowieka parafii” więc w listopadzie uda się wreszcie okraść Kraków do końca i co najważniejsze – zgodnie z prawem. Efekt tego jest taki, że Naczelny Sąd Administracyjny pomógł okraść Kraków, któremu została kuriozalna sprawa „Kraków przeciwko Polsce” o naruszenie „praw człowieka Krakowa”. To musi być syndrom sztokholmski, bo z „i 3” było identycznie.
Poprzedni GIODO blokował jakąkolwiek prawniczą dyskusję na temat „i 3”. Najpierw tym, że dopisano je do projektu ustawy po referendum konstytucyjnym a potem tym, że „w Traktacie Lizbońskim artykuł siedemnasty jest zaraz za szesnastym„. W pierwszym chodzi o to, że ustawy przyjęte po uchwaleniu Konstytucji są z nią zgodne – czyli żart. Poza tym najpierw bada się zgodność ustawy na poziomie „subkonstytucyjnym” czyli w dodatku kopał rów przeciwczołgowy nie tam gdzie trzeba. Drugie to też pośmiewisko – wykpione tym, że szesnasty jest zaraz przed siedemnastym. Tym samym sześcioletni konkurs na obronę „i 3” nie przyniósł żadnego argumentu, bo ich nie ma. Dlatego skarżącym z braku argumentów zgotowano lumpenprawniczą „ścieżkę zdrowia”. A żeby było jeszcze śmieszniej to niezgodność „i 3” z dyrektywą 95/46/WE wykazał związany ze stroną kościelną Maciej Kawecki.
Ściślej mówiąc „i 3” tak naprawdę nie ma, bo nie powiadomiono o nim Komisji Europejskiej na podstawie art. 95 ust. 4 TUWE. Wiedziało o tym Biuro Analiz Sejmowych tylko napisało, że co prawda ta derogacja nie była notyfikowana Komisji Europejskiej, ale ponieważ powinna być to można uznać, że była. Czyli zamiast przyznać, że kościoły podlegają ustawie – ukryli to. Polska nie była jeszcze gotowa na obalenie „i 3” więc matactwo było aktem odpowiedzialności za państwo. Zdecydowanie nie chodziło o to, że w państwie istniejącym teoretycznie nikt nie chce się narażać dla jakichś abstrakcji, bo wszyscy mają kredyty we frankach.
Pozostała w zasadzie formalność – zakończenie podziału między „tym jak jest” a „tym co wyinterpretowano” czyli włączenie tego co wyinterpretowano do tego co jest czyli wyinterpretowanie tego co jest czyli uznanie braku derogacji czyli obalenie „i 3”. To zaś umożliwi wniosek Prezesa NSA. Po nim prawdopodobnie KEP wystąpi o dopuszczenie do udziału (zgodnie z art. 265 p.p.s.a. Zbigniew Ziobro czyli Radio Maryja weźmie udział z urzędu) i poczekamy na uchwałę około rok czyli kwestia wstępna powinna się przejaśnić po siedmiu latach. Potem jeszcze rok „prowadzenia postępowania wyjaśniającego” i jeśli wszystko pójdzie dobrze to po ośmiu latach GIODO wyda pierwsze decyzje w sprawie parafii. Obiecałem w manifeście programowym krew, pot, trud i łzy i tego dano nam w bród. Trzeba trafu, że przez osiem lat Andrew Wiles pracował nad Wielkim twierdzeniem Fermata. Wiles dostał szlachectwo i matematycznego Nobla a mi wróżki mówią, że dostanę Order Odrodzenia Polski za oddanie Biura GIODO Polakom. Jeśli chodzi o deptanie praw obywatelskich w interesie Kościoła to od 1990 roku obowiązuje zasada: „należy sikać do basenu, ale nigdy z trampoliny„. Naczelny Sąd Administracyjny został przyłapany na sikaniu z trampoliny. I to czyni całą różnicę. Spostrzeżenie prof. Fajgielskiego, że wyroki z 2013 roku były dęte i zrobione pod z góry przyjętą tezę i tak było jedynie oglądem powierzchni niezgłębiającym przyczyn. Jądro ciemności jest zaś takie, że sędziowie NSA zrobili sobie większą krzywdę niż im poseł Jan Bury – to były wyroki za łapówkę, której nawet nie było. Oni sami wiedzieli, że w sprawach „okołokonkordatowych” nie wolno wydawać normalnych wyroków tylko trzeba tak manipulować prawem żeby nie naruszyć hegemonii Episkopatu Polski. A wychowani na kurtyzany zostali przez Trybunał Konstytucyjny, który sam się sprowadził do tego poziomu czyli dał sam siebie w darze nowej władzy. Jeśli mord katyński był kłamstwem założycielskim PRL to kłamstwem założycielskim III RP była zgodność z konstytucją instrukcji Samsonowicza. To kłamstwo zapoczątkowało degrengoladę, której (logicznym i nieuchronnym) końcem jest wojna z Trybunałem Konstytucyjnym – kurtyzany nie są już potrzebne, można je zastąpić kucharkami. Co było dzwonkiem alarmowym dla samego NSA, bo wiedzą, że będą następni. Jeszcze dalej na własną zgubę Trybunał Konstytucyjny poszedł w 1997 roku uznając ni mniej ni więcej tylko, że w konstytucji PRL był prawny zakaz aborcji (czemu nie sojusz z USA?). Było to już oficjalne oderwanie prawa od rzeczywistości, co w naszej batalii skwapliwie wykorzystano najpierw każąc GIODO prześladować katolików a potem udając, że tego nie robi. Ostatnim etapem upadku był medal „Za zasługi dla Kościoła i Papieża” dla prezesa Rzeplińskiego. Przyjmując go zakończył robienie z trybunału atrapy.
Nie ma czegoś takiego jak niezawisłość na 80%, ale po zmarginalizowaniu sędziów Bakalarskiego i Orzechowskiego więcej się nie wyciągnie, bo trzeba się podporządkować sile przewodniej. Bolszewicy rozwiązali to w ten sposób, że oficjalnie ogłosili sądy swoim narzędziem przemocy i to była uczciwość w barbarzyństwie. W wersji a rebours są pozory nowożytności i NSA żyje w tej dulszczyźnie przynajmniej od 11 lat, kiedy wynikiem 12 : 8 dopchnięto kolanem kolejny przywilej Kościoła kosztem wyrzucenia w kąt Konstytucji (co mniejszość pokazała palcem) a ówczesny prezes przypieczętował to nie kierując sprawy do TK (mimo, że zrobiono to później w siedmiu sprawach mniejszej wagi). To było zaakceptowanie przez NSA, że nie wchodzi się w paradę Komisji Wspólnej – co wróciło jako farsa w twierdzeniu, że o tym kiedy wyrok Trybunału Konstytucyjnego jest wyrokiem decyduje poseł Kaczyński. Skądinąd ta uchwała zapłodniła sędziów WSA antyintelektualnie i został szlagwort „lex specialis” jako synonim prawa kościelnego. Czyli mimochodem upaństwowili Kościół żeby bronić rozdziału, bo gdyby bronili rozdziału to by nie doszli do „instrukcji Michalika”. Nie można zabrudzić kawałka dywanu i mówić, że nadal jest czysty. Nie jest czysty – jest brudny. Trzeba krzyczeć głośno mea culpa, mea culpa, mea maxima culpa! Elity same stworzyły tego pożerającego państwo golema anarchii i uchwała Kolegium NSA go nie zatrzyma. Zresztą kto się zgadza na 80% niezawisłości ten się zgodzi na 60% – i to się właśnie dzieje. To wszystko wyszło spod dywanu właśnie na kanwie naszej batalii. Zamiast przyjmować symboliczną deklarację lepiej wypielić własną grządkę. Trzeba walczyć z przyczyną degrengolady czyli postawą kurtyzany a nie jej skutkiem czyli partią Kościoła. I pogodzić się z tym, że reżimowe gazetki za karę zlustrują tatę albo zrobią okładkę z twarzami sędziów NSA w muszli klozetowej. To już jest cena obrony niezawisłości. Profesor Adam Strzembosz mówi to samo tylko z powodów klasowych innym językiem.
Po sześciu latach pacyfikacji Wystap.pl wypełniło zasadniczą część swojej misji. Wojna „ukradzionej Polski” z własnymi patriotami żeby bronić groteskowego przywileju Kościoła została obnażona do reszty. Oni tego się bali – prawdy. Biskup Miziński przedwcześnie cieszył się, że nie wyszła na jaw. To prawda pokonała komedię fałszywego „i 3”, które miało utrzymać ten przemocowy system dominacji i podporządkowania. Skoro upadli obrońcy systemu to co po nim samym? Jest już bezzębną karykaturą samego siebie. Wszyscy musieli upaść na samo dno żeby się dało zbadać „i 3” i czekają na ruch prof. dr hab. Marka Zirk-Sadowskiego, który 5 lipca otrzymał wniosek Polskiego Stowarzyszenia Racjonalistów o tę uchwałę. Nie pokonali nas – Wystap.pl melduje wykonanie zadania. Po sześciu latach spełniło się moje proroctwo – Fobos i Deimos unoszą się nad Wolską niczym duch Pański. Uprzedzałem w manifeście:
Niech drży III Rzeczpospolita Polska przed akcją bezpośrednią swych niepotrzebnych obywateli. „Psy i szczury” nie mają w niej nic do stracenia oprócz swego upokorzenia.
Tym bardziej widząc to nie należało sprawdzać jak daleko zajdzie nasza rewolucja. Puszczona samopas zaszła najdalej w historii Izby Ogólnoadministracyjnej NSA. Nie da się już powiedzieć, że „niestety nie było wniosku„. Czekamy na odpowiedź więc sprawa ma charakter rozwojowy.
Prezes NSA: w sprawie "i 3" były zmiany orzecznictwa, ale nie ma rozbieżności

References: art. 43
 art. 187
 art. 25
 art. 1
 art. 95
 art. 265