Source: http://prawo.vagla.pl/node/169
Timestamp: 2018-02-24 02:19:25+00:00

Document:
2004, beton stygnie | prawo | VaGla.pl Prawo i Internet
Przy okazji prac legislacyjnych nad ustawą o informatyzacji okazało się, że konieczne będzie wprowadzenie zmian w przynajmniej stupięćdziesięciu (150) różnych ustawach. Aktywność ustawodawcy jest tak duża, że obecnie jeden z artykułów dyrektywy o ochronie danych osobowych i prywatności w sektorze komunikacji elektronicznej został zaimplementowany w trzech różnych polskich ustawach i w każdej z nich w inny sposób. Już chyba nikt nie ma wątpliwości, iż aktywność internetowa normowana jest przez regulacje stanowione, jednak jakość tych regulacji pozostawia wiele do życzenia. Okazuje się również, że chcąc prowadzić w Internecie działalność należy spełnić wiele ustawowych obowiązków, w szczególności informacyjnych (np. przekazywanie informacji konsumentom), ale również spełniać kryteria bezpieczeństwa (w tym: wynikające z postulatu ochrony danych osobowych). Coraz wyraźniej widać również, sygnalizowany w latach ubiegłych, front walki o informacje. Informacja w społeczeństwie informacyjnym jest dobrem podstawowym, ma wartość ekonomiczną, dlatego zwłaszcza duzi gracze starają się wpływać na prawodawców by gwarantować sobie coraz większy monopol w tej sferze. Jak się wydaje, wobec takich zjawisk jak phishing, czy spam - konieczne jest również wprowadzenie technicznych ograniczeń w przesyłaniu informacji, zwłaszcza niechcianych. A jeśli tak, to Internet jaki znamy z jego początków, a więc jako medium charakteryzujące się nieograniczoną wolnością wypowiedzi i przesyłu różnych danych, przechodzi do historii.
W zeszłym roku informowałem o dwóch rodzajach listów, jakie dotarły do mnie, a które były niczym innym jak próba uzyskania dostępu do moich potencjalnych kont w serwisach takich jak PayPal i Visa. Rok 2004 obfituje w doniesienia związane z phishingiem. Część z nich opisałem w stosownym felietonie, zatem nie będe tych doniesień powtarzał. Dość powiedzieć, że oszuści starali się zmylić klientów takich instytucji jak Bank Anglii (The Bank of England), Citibank, w Polsce Inteligo, mBank, etc... Jak wynika z ostatnich doniesień: phishing nie ogranicza się już do wysyłania na masową skalę listów podszywających się pod oficjalne komunikaty instytucji finansowych czy innych podmiotów. Nowe techniki pozyskiwania osobistych danych pozwalających na kradzież pieniędzy, lub na wyłudzenie pieniędzy od osób trzecich (np. poprzez podszycie się pod osobę biorącą udział w aukcjach internetowych). Powstają również strony internetowe, które w sposób bierny (nie zaś jak w przypadku wykorzystania spamu - aktywny) czyhają na zdezorientowanego klienta oferując mu na sprzedaż różne towary. W momencie finalizowania transakcji poufne dane wystarczające do wykorzystania cudzej karty kredytowej są przechwytywane przez przestępców. Pojawiło się również zjawisko tzw. politycznego "phishingu", które sprowadza się do przesyłania wiadomości z prośbą o dotację na rzecz kandydatów w przyszłych wyborach, a w rzeczywistości są próbą wyłudzenia poufnych informacji. Nic więc dziwnego, że powstają regulacje prawne, mające ukrócić proceder kradzieży tożsamości. Warto w tym miejscu odnotować amerykańską ustawę The Identity Theft Penalty Enhancement Act (ITPEA), podpisaną przez Prezydenta Busha w lipcu. Zapadły również pierwsze wyroki na podstawie innych przepisów, by wspomnieć tutaj, sygnalizowany już wcześniej wyrok w sprawie Helen Carr, która została skazana na 46 miesięcy pozbawienia wolności. W efekcie firma MessageLabs ogłosiła phishing najgorszą plagą roku 2004.
Batalia o patenty
Chociaż prace nad dyrektywą patentową (Directive on the Patentability of Computer Implemented Inventions) trwają od dwóch lat, tak naprawdę to w mijającym roku byliśmy swiadkami prawdziwej bitwy. Od 5 kwietnia trwał wirtualny oraz realny protest przeciw patentom na oprogramowanie w Europie. Strony biorące udział w proteście zostały zamknięte do 15 kwietnia, a niekiedy znacznie dłużej. Można było tam przeczytać m.in.: "Protestujemy przeciw patentom na oprogramowanie w Europie. Ten serwis i większość oprogramowania staną się nielegalne do używania w Europe, jeśli ta niebezpieczna dyrektywa zostanie przyjęta bez wprowadzenia odpowiednich poprawek...". Odbyła się również demonstracja w Brukseli. A o co chodzi? Nowy projekt zignorował poprawki, ktore zostały wprowadzone przez parlament Europejski 24 września 2003 roku. Polska weszła do Unii Europejskiej i od tego momentu mogliśmy formalnie brać udział w procedurze. Ogłoszono, że projekt dyrektywy będzie dyskutowany na branżowej Radzie Ministrów w dniach 17 i 18 maja. Była to pierwsza Rada Ministrów, w której Polska uczestniczyła jako członek UE. Nieco wcześniej, gdyż w dniu 10 maja, w Sali Kolumnowej Sejmu Rzeczypospolitej Polskiej odbyła się konferencja organizowana przez Internet Society Poland, poświęcona skutkom wprowadzenia na terenie Unii Europejskiej możliwości patentowania oprogramowania. Gościem specjalnym był na tej konferencji Richard Stallman (twórca projektu GNU). Przyszedł czas posiedzenia Unijnej Rady Ministrów. Wiele kontrowersji wzbudził sygnalizowany już wyżej fakt, że przedstawiono tam zupełnie nowy tekst, który nie brał pod uwagę poprawek Parlamentu. Eurodeputowani byli oburzeni: "Wygląda na to, że Rada nie bierze pod uwagę woli wybranych przez społeczeństwo parlamentarzystów" denerwowała się Piia-Noora Kauppi, fińska deputowana do PE. Branżowa Rada Ministrów Unii Europejskiej odrzuciła wprowadzone przez Parlament Europejski poprawki zapobiegające patentowalności oprogramowania. Opublikowano w Internecie jednolity tekst propozycji dyrektywy dotyczącej patentów, przyjęty przez Radę 18 maja 2004 roku. Na marginesie należy podkreślić całkowitą niewydolność aparatu administracyjnego UE dotyczącą przygotowywania narodowych wersji językowych unijnych dokumentów. Jak można było przeczytać w codziennych gazetach: "podczas głosowania Polska delegacja była nieprzygotowana do zajęcia stanowiska" (Życie Warszawy). Podczas posiedzenie Rady przedstawiciel Polski zadeklarował, że Polska wstrzymuje się od głosu, a gdy doszło do finalnego głosowania nie został zapytany o zdanie. W efekcie - niezbędna większość została zgromadzona bez udziału Polski... W protokole z posiedzenia Rady Polska nie została wymieniona na liście krajów, które się od głosu wstrzymały. Poszczególne kraje członkowskie miały jeszcze czas na zgłoszenie uwag dotyczących nieścisłości w zapisie i ew. innych zastrzeżeń do protokołu z tego posiedzenia (a było co zastrzegać, gdyż przedstawiciel resortu na konferencji prasowej odbywającej się po głosowaniu przekazał zgromadzonym informację, jakoby Polska wstrzymała się od głosu). Dopiero w tym momencie, po alarmujących materiałach prasowych, minister nauki i informatyzacji poinformował, że zwróci się do Urzędu Patentowego o przeanalizowanie nowych zapisów dyrektywy pod kątem ewentualnych "pułapek legislacyjnych", które mogą być niekorzystne dla polskiej branży informatycznej i nauki". Jeszcze nie wszyscy przyjęli do wiadomości, że nowy projekt nie wyłącza z możliwości patentowania zarówno programów komputerowych, jak i algorytmów zapisanych w różnych formach. W USA w tym czasie organizacja the Electronic Frontier Foundation, w ramach swojego projektu Patent Busting Project, ogłosiła listę dziesięciu patentów, które (w pierwszej kolejności) staną się przedmiotem kroków prawnych, zmierzających do ich unieważnienia. Ogłoszono Crimes Against The Public Domain: Most Wonted by EFF Marshals. W pierwszej kolejności organizacja wybrała te patenty, które godzą - jej zdaniem - w interes publiczny. Poza tym, że są "trywialne", podmioty, które uzyskały ochronę patentową dochodzą swoich roszczeń wynikających z tych patentów przeciwko organizacjom nonprofit, małym i średnim przedsiębiorstwom, a jednocześnie patenty te godzą w podstawowe prawa człowieka, takie jak wolność słowa, etc... Wracając do Polski: we wrześniu odbyło się spotkanie w Ministerstwie Nauki i Informatyzacji, podczas którego przedstawiciele resortu dyskutowali z reprezentantami organizacji przeciwnych patentowaniu oprogramowania. Co tu robić? Lobyści z obu stron przeszli szybkie szkolenie dotyczące procedury obowiązującej w poszczególnych organach Unii. Żeby zgłosić sprzeciw wobec dyrektywy trzeba przesłać do Rady Stałych Reprezentantów przy Radzie Unii Europejskiej żądanie zmiany statusu tej dyrektywy z listy A na B. Wystarczy pismo z jednego państwa członkowskiego... Kolejna mobilizacja sił poprzedzała przypuszczalny termin posiedzenia Rady, które miała się odbyć 24 listopada, jednak patenty nie były wówczas przedmiotem obrad. W kolejnym miesiącu prezydium Parlamentu Europejskiego zdecydowało, iż w dniu 16 listopada odbędzie się parlamentarna debata poświęcona problematyce patentowalności tak zwanych wynalazków realizowanych przy pomocy komputera, jednak i do takiej debaty nie doszło. Jednak postawiono pytania o patentowanie oprogramowania w Polskim Sejmie. W dniu 4 listopada, w punkcie "Pytania w sprawach bieżących" przewodniczący klubu parlamentarnego Unii Pracy Andrzej Aumiller zadał Ministrowi Nauki i Informatyzacji zapytanie o stanowisko polskiego rządu w sprawach prac nad dyrektywą. Minister zadeklarował w odpowiedzi, iż w jego przekonaniu nie powinny być patentowane algorytmy, procesy biznesowe, procesy wytwórcze oprogramowania czy rozwiązania organizacyjne, zapowiedział jednak spotkanie środowiskowe w tej sprawie. W tym czasie, na stronach PIIT znalazła się informacja na temat listu Europejskiego Stowarzyszenia Przemysłu Informatycznego, Telekomunikacyjnego i Elektroniki Użytkowej (EICTA), które popiera projekt dyrektywy o patentowaniu oprogramowania. Warto zauważyć, że, mimo iż PIIT jest członkiem EICTA, nie podziela jednoznacznego poglądu tej organizacji na problem ochrony patentowej wynalazków wdrażanych komputerowo. Odbyło się sygnalizowane w Sejmie spotkanie. W spotkaniu uczestniczyli gospodarze: minister Michał Kleiber oraz podsekretarz stanu Włodzimierz Marciński, a także podsekretarz stanu w Ministerstwie Gospodarki i Pracy Krzysztof Krystowski oraz pani prezes Urzędu Patentowego dr Alicja Adamczak wraz z licznymi ekspertami UP. Zainteresowane organizacje i firmy reprezentowali m.in. przedstawiciele środowiska rzeczników patentowych, polskich producentów oprogramowania (stowarzyszenie PRO), Polskiej Izby Informatyki i Telekomunikacji, Polskiego Towarzystwo Informatycznego oraz Fundacji na rzecz Wolnej Instrastruktury Informacyjnej i Internet Society Poland. Reprezentowane były także polskie przedstawicielstwa czołowych firm informatycznych: Hewlett-Packard, Microsoft, Novell i Sun. Obecni zgodzili się, że uzgodniony w maju tekst dyrektywy jest niejasny, wewnętrznie sprzeczy i trudny do interpretacji. W efekcie, 16 listopada, Rada Ministrów zajęła stanowisko dotyczące projektu dyrektywy Parlamentu Europejskiego oraz Rady w sprawie zdolności patentowej wynalazków realizowanych przy pomocy komputera. A jakie to stanowisko? "Z uwagi na liczne niejasności i sprzeczności dotyczące obecnego projektu dyrektywy, Polska nie może poprzeć jego brzmienia, które zostało przyjęte w głosowaniu Rady 18 maja 2004 r. Jednocześnie Polska zdecydowanie opowiada się za jednoznacznymi instrumentami prawnymi, gwarantującymi, że wynalazki realizowane przy pomocy komputera będą posiadały zdolność patentową. Jednak ponad wszelką wątpliwość program komputerowy lub jego fragment nie będą mogły być patentowane". Europejska Rada ds. konkurencyjności przełożyła głosowanie nad projektem dyrektywy, jednak tylko po to, by przyjąć stanowisko w jej sprawie bez dalszej dyskusji. Kończy to pierwsze czytanie w Radzie. Sprawa nie kończy się w ten sposób. W przyszłym roku patentami będzie się dalej zajmował zarówno Parlament Europejski jak i Rada, przy czym wraz z kolejnymi etapami prac, zostaje coraz mniejsze pole manewru by zmienić Unijne propozycje. Na tą chwilę - projekt dyrektywy pośrednio pozwala na opatentowanie algorytmów i programów komputerowych. Trawały konsultacje. Wydawało się, że już wszystko stracone, bo z przyczyn politycznych - Polska nie chciała poprosić o ponowną debatę w Radzie, twierdząc, iż wszystko da się naprawić w Parlamencie Europejskim podczas drugiego czytania. Sprzeciw zgłoszony na tym etapie, zdaniem polskiego rządu, oznaczałby potencjalnie "wyrzucenie projektu do kosza". W ostatniej chwili jednak Minister Marciński poprosił o trochę więcej czasu dla polskiego rządu i cała Europa odetchnęła z ulgą. Od momentu "politycznego porozumienia" zmienił się układ sił i prośba polskiego rządu daje szansę Parlamentowi na uruchomienie ponownego pierwszego czytania.
Patent Eolas i Uniwersytetu California
W roku 2003 Uniwersytet oraz firma Eolas wygrały ponad pół miliarda dolarów (zaległych opłat licencyjnych) przeciwko firmie Microsoft, w związku z naruszeniem przez koncern przyznanych patentów na "pluginy" i "applety", które można dodać do przeglądarki internetowej (Patent No. 5,838,906). W styczniu sąd federalny podtrzymał wyrok. Sędzia jednocześnie odrzucił wniosek wstrzymania wykonania wyroku do czasu, aż amerykański urząd patentowy rozpatrzy raz jeszcze zastrzeżenia patentowe, jakie złożyła firma Microsoft. Przedstawiciele W3C oraz firmy Microsoft zwrócili się do urzędu patentowego o przeanalizowanie raz jeszcze spornego patentu. W marcu amerykański urząd patentowy uchylił patent jednak firma Eolas Technologies miała jeszcze 60 dni na odwołanie się od tej decyzji urzędu. W sierpniu dyskusja wokół patentu wciąż trwa. Na innym polu amerykański Urząd Patentowy wstrzymał skuteczność wniosku patentowego firmy Microsoft, który dotyczył systemu plików FAT (File Allocation Table). Urząd uznał, że wedle stanu wiedzy na temat techniki - zgłoszony przez firmę "wynalazek" nie nadaje się do tego, by objąć go prawami wyłącznymi. Sprawa patentu firmy Eolas nie jest jeszcze zakończona, ale obrazuje, iż problemy patentowe mogą sprawić duże kłopoty również dużym graczom na rynku ICT.
Spam - prawo w praktyce
W zeszłym roku uznałem spam za największy z problemów Internetu. W mijającym zaś roku doczekaliśmy się szeregu wyroków, zarówno w Polsce jak i zagranicą, które spamu właśnie dotyczyły. Wyroki te powoli kształtują linię orzeczniczą, pokazują jednak jak bardzo wykreowane pod wpływem nowych zjawisk prawo jest niedoskonałe. W USA od 1 stycznia obowiązuje nowa ustawa CAN SPAM Act 2003. W założeniu miała to być ustawa antyspamowa. W dyskusji podczas jej wprowadzania krytykowano jej założenia, w szczególności model opt-out, jaki został w niej zawarty. Grupy lobbingowe i nieświadomi politycy przyjęli jednak ustawę w obowiązującym kształcie. W efekcie najwięksi spamerzy oświadczyli, że po wprowadzeniu ustawy wysyłają oni nawet więcej niezamówionej informacji, gdyż amerykańskie prawo im na to zezwala. Jednak zapadają amerykańskie wyroki. Amerykański sędzia federalny orzekł na korzyść dostawcy usług internetowych (CIS Internet Services, firma prowadzona przez Roberta Kramera), rekordowej wysokości odszkodowanie ponad miliarda dolarów od firm wysyłających spam za pomocą jego infrastruktury. W stanie Iowa obowiązuje prawo, na mocy którego powód może domagać się odszkodowania w wysokości dziesięciu dolarów za każdy przesłany komunikat. W Europie rodzi się praktyka. Pod koniec stycznia duński sąd wydał wyrok, na mocy którego firma wysyłająca spam została obciążona grzywną w wysokości stanowiącej równowartość 67,990 dolarów. Firma Aircom Erhverv ApS postanowiła i w konsekwencji rozesłała ponad piętnaście tysięcy przesyłek stanowiących niezamówioną informację handlową przesłaną drogą elektroniczną. Zdaniem sądu stanowi to naruszenie prawa uczciwej konkurencji. Jest to orzeczenie precedensowe nie tylko ze względu na wysokość orzeczonej w Europie grzywny, ale również dlatego, że może się pojawić duńska praktyka, która pozwala sądom na orzekanie w podobnych sprawach jeśli niezamawiane przesyłki pochodzą spoza Danii. Wszystko ze względu na prawo Unii Europesjkiej, a konkretnie na konieczność implementacji na grunt prawa krajowego krajów członkowskich Dyrektywy poświęconej prywatności w sektorze komunikacji elektronicznej. Polska wchodziła do Unii Europejskiej. Wobec tego urzędnicy postanowili przypomnieć obywatelom polskim o referendum unijnym przesyłając na ich telefony komórkowe specjalne komunikaty. Nie wszystkim to odpowiadało. Te wydarzenia z 2003 roku były bezpośrednią przyczyna wydania przez Generalnego Inspektora Ochrony Danych Osobowych decyzji GI-DEC-DS-241/03, w której nie doszukał sie on naruszenia prawa. W roku 2004 sprawa miała ciąg dalszy. Oto Wojewódzki Sąd Administracyjny uznał, że przesłanie SMS-a do abonentów telefonów komórkowych zlecone przez Kancelarię Prezesa Rady Ministrów przed referendum w sprawie integracji Polski z Unią Europejską było niezgodne z prawem i uchylił wcześniejszą decyzję GIODO. Zdaniem sądu przesyłanie takich SMS-ów nie było niezbędne dla realizacji dobra publicznego. Sprawa będzie miała ciąg dalszy. Na początku roku autor największego polskiego serwisu poświęconego walce z niechcianymi przesyłkami elektronicznymi został wezwany do sądu. Wnioskodawcą był Komitet Inicjatywy Ustawodawczej na Rzecz Ustawy o Rzeczniku Pacjenta na podstawie art. 91 Ordynacji wyborczej do Sejmu i Senatu RP, a dotyczył rozpowszechniania informacji (zdaniem wnioskodawcy) nieprawdziwych. Chodziło o felieton opublikowany na internetowych stronach, zatytułowany "Czy SPPNN działa słusznie wysyłając spam?". W dniu 9 lutego odbyło się posiedzenia sądu. Komitet wnosił o zakazanie rozpowszechniania nieprawdziwych zdaniem jego przedstawicieli informacji, w szczególności sugerujących jakoby komitet działał niezgodnie z obowiązującym prawem. Komitet wniósł również o nakazanie sprostowania i przeprosin za naruszenie dóbr osobistych. Sąd wydał postanowienie, na mocy którego m.in. odrzucił wniosek Komitetu nie znajdując podstaw by zastosować przywołany we wniosku art. 91 ustawy, gdyż publikacja uczestnika postępowania "stanowi jego własne przemyślenia", nie zaś materiały wyborcze (o których mowa w przywołanym przepisie) czy promocyjne, dotyczące prowadzonej kampanii promocyjnej (o której mowa w art. 8 ustawy z dnia 24 czerwca 1999 r. o wykonywaniu inicjatywy ustawodawczej przez obywateli). Komitetu złożył zażalenie na postanowienie sądu w sprawie oddalenia wniosku. W lutym sprawę rozpoznawał Sąd Apelacyjny i również postanowił oddalić zażalenie wnioskodawcy. Sąd Apelacyjny podzielił pogląd, że sporna publikacja nie jest i nie może być uznana za materiały wyborcze w rozumieniu art. 91 ordynacji wyborczej. "Brak jest podstaw do przyjęcia, że na stronie internetowej uczestnik umieścił informacje nieprawdziwe". Zaś odnosząc się do użytego w tekście określenia "notoryczny spamer" - sąd stwierdził, że te określenie zawiera elementy ocenne nie podlegające weryfikacji na płaszczyźnie prawdziwości - zatem nie ma do nich zastosowania tryb art. 91 ww. ustawy. To - jak sie wydaje - zakończyło sprawę. Zapadło również w Polsce kilka wyroków na podstawie przepisów ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną, ale także na podstawie innych ustaw. Warto tu zasygnalizować jedynie sprawy toczące się przed sądem Rejonowym w Białej Podlaskiej. W lutym wpłynął tam wniosek, na podstawie art. 27 § 1 ustawy z dnia 24 sierpnia 2001 r. kodeks postępowania w sprawach o wykroczenia, o ukaranie Anny K, studentki, która zdaniem poszkodowanego rozsyłała niezamówioną informację handlową w imieniu Centrum Promocji Informatyki. Warto wspomnieć, że w listopadzie 2003 roku Anna K. zeznawała jako świadek w podobnej sprawie przeciwko prezesowi firmy, w której został on uniewinniony. Omawiana sprawa stanowi konsekwencję orzeczenia w sprawie prezesa firmy. Biorący udział w rozprawie oskarżyciel publiczny wniósł o ukaranie obwinionej grzywną w kwocie 50 zł, oskarżyciel posiłkowy domagał się wymierzenia obwinionej grzywny w kwocie 3.000 zł, natomiast sama obwiniona wniosła o uniewinnienie. Również w lutym, przed tym samym sądem, odbyła się analogiczna rozprawa przeciwko Jarosław N., na którego zlecenie rozesłano ofertę szkoleń Firmy Edukacyjnej Impuls Plus. Ten obwiniony był podmiotem wydanej przez Urząd Ochrony Konsumentów i Konkurencji delegatura w Lublinie decyzji z września 2003. Na mocy tej decyzji Jarosław N. zobligowany został do opublikowania na swój koszt ogłoszenia w Gazecie Wyborczej. Jednak fakt wysyłania niezamówionych informacji handlowych powrócił obecnie z wykorzystaniem trybu kodeksu postępowania w sprawach o wykroczenia... Mamy też pierwsze przypadki w Polsce ukarania wysyłających spam mandatem karnym w postępowaniu mandatowym. Jest również przypadek orzeczenia grzywny w wysokości "co najmniej trzech tysięcy złotych". To relacjonowany w internetowych serwisach przypadek z Rzeszowa. Tak więc pojawia się praktyka stosowania prawa na tym polu. Warto odnotować jednocześnie bardzo ważne europejskie orzeczenie. Holenderski Sąd Najwyższy jako pierwszy w Europie sąd tej rangi wydał werdykt w sprawie związanej ze spamem. Sąd orzekł, że dostawca usług internetowych ma prawo zablokować "napływającą" do jego sieci niezamówioną korespondencję elektroniczną. Sąd uznał, że firma XS4ALL ma wyłączne prawo do decydowania o swoich komputerach, transmisji danych i danych swoich klientów, a więc o swoim systemie komputerowym. Tak czy inaczej spam jako problem został dostrzeżony przez różne organizacje, które ogłosiły zamiar walki z tą patologią. Coraz częściej dostrzeganym problemem jest również brak skutecznych rozwiązań prawnych, które w tej walce by pomogły. W kolejnych latach możemy się spodziewać tego, iż prawodawcy będą się jeszcze spamem zajmowali.
Przed wejściem Polski do Unii Europejskiej miały miejsce wzmożone prace nad kolejnymi regulacjami mającymi w założeniu dostosować nasze prawo do tego, które w Unii obowiązuje. Nie każda z propozycji była entuzjastycznie przyjmowana przez zainteresowane środowiska. W styczniu, w piśmie do przewodniczącego Rady Legislacyjnej przy Prezesie Rady Ministrów prof. Janusza Trzcińskiego Polska Izba Informatyki i Telekomunikacji zwraca uwagę na szereg poważnych błędów zawartych w ministerialnym projekcie ustawy Prawo Telekomunikacyjne. A wszystko przez pośpiech. Efektem pośpiechu może być kolejny bubel prawny, który natychmiast trzeba będzie nowelizować - twierdzili operatorzy telekomunikacyjni. Z drugiej strony za spóźnioną implementację groziły nam sankcje ze strony Komisji Europejskiej. Nowe prawo telekomunikacyjne nie było jedynie kosmetycznie nowelizowane. Na tym polu przygotowano swoistą rewolucję - nowy akt prawny zakładający zasadnicze zmiany systemowe, który do 1 maja miał implementować 7 dyrektyw unijnych, dotyczących tzw. łączności elektronicznej, które regulują m.in. kwestię zezwoleń, usług powszechnych, czy przetwarzania danych osobowych użytkowników. W lutym rząd przyjął projekt. Ogólnie rzecz biorąc nowe prawo miało przynieść ułatwienia we wprowadzaniu nowych rozwiązań technologicznych, szerszy dostęp do usług telekomunikacyjnych w sieciach stacjonarnych i komórkowych, rejestrację osób kupujących telefony na kartę pre paid, etc. Jednak nadal słychać było głosy, że projektowane regulacje są niezgodne z konstytucją, odbiega od standardów prawa cywilnego i administracyjnego... Na przykład przewodnicząca Krajowej Rady radiofonii i Telewizji ogłosiła: "Zaskarżę do Trybunału Konstytucyjnego nową ustawę Prawo telekomunikacyjne, jeśli pozostaną w niej zapisy ograniczające kompetencje Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji". W kwietniu prof. dr hab. Stanisław Piątek z Uniwersytetu Warszawskiego sporządził na zlecenie PIIT opinię o zgodności rządowego projektu ustawy z dyrektywami unijnymi. Jego zdaniem projekt zawierał szereg elementów pozostających w sprzeczności Dyrektywami... Opinia została złożona na ręce posła Janusza Piechocińskiego, przewodniczącego Komisji Infrastruktury i Podkomisji Nadzwyczajnej do rozpatrzenia rządowego projektu ustawy Prawo telekomunikacyjne. W dniu 30 kwietnia w Rzeczpospolitej ukazał się artykuł zatytułowany: "Legislacyjny rzut na taśmę", w którym napisano: "Zdążyliśmy. W piątek Sejm uchwala ostatnie sześć ustaw dostosowujących polskie prawo do ustawodawstwa Unii Europejskiej. Zharmonizowanie naszego prawa z unijnym wiązało się z uchwaleniem prawie trzystu ustaw w ciągu ostatnich siedmiu lat." Prawo telekomunikacyjne jednak trafiło w tym czasie dopiero do jednej z komisji sejmowych. Weszliśmy do Unii Europejskiej, a prace nadal trwały. Postulowano wprowadzenie pewnych utrudnień w działalności dostawców usług o podwyższonej płatności (premium rate services), skreślenie obowiązku rejestracji telefonów na kartę, i wiele innych zmian. Wciąż wskazywano, że projekt zawiera bardzo wiele zapisów wysoce niekorzystnych dla operatorów telekomunikacyjnych, a także szereg błędów i nieścisłości. Obok PIIT swoje uwagi zgłaszała Polska Konfederacja Pracodawców Prywatnych, a także Krajowa Izba Gospodarcza Elektroniki i Telekomunikacji (KIGEiT), Ogólnopolska Izba Gospodarcza Komunikacji Kablowej (OIGKK). W pewnym momencie do głosów krytycznych dołączyli przedstawiciele dużych portali internetowych. Twierdzili oni, że posłowie źle zinterpretowali prawo UE, przez co użytkownicy Internetu mogą stracić dostęp do bezpłatnej poczty elektronicznej. Ich zdaniem, aby założyć konto pocztowe, użytkownicy będą musieli przedstawić dowód tożsamości na przykład w siedzibie portalu. Na czym polegał problem? W myśl unijnej dyrektywy, usługa poczty elektronicznej traktowana jest jako usługa telekomunikacyjna. Wskazana dyrektywa mówi, że użytkownik musi wyrazić zgodę na zawarcie umowy o świadczeniu tej usługi, z tym, że "zgoda może być wydana w jakikolwiek odpowiedni sposób, umożliwiający swobodne wyrażanie woli przez użytkownika, w tym również poprzez kliknięcie w odpowiednim miejscu podczas przeglądania danej strony internetowej". A w Polskim projekcie? "...dostawca usług uzależnia zawarcie umowy o świadczenie usług telekomunikacyjnych z użytkownikiem będącym osobą fizyczną, a także świadczenie tych usług, od uprzedniego ustalenia danych tego użytkownika końcowego, na podstawie dokumentu tożsamości przedstawionego przez użytkownika końcowego". Gazeta Wyborcza komentowała w czerwcu: "Prace nad nowelizacją ustawy Prawo telekomunikacyjne przypominają wycieczkę autokarem, w którym kierowca nie wie, dokąd uda mu się dojechać, a pasażerowie wciąż domagają się zmiany trasy". Ministerstwo Infrastruktury zamieściło na stronie internetowej informację odnoszącą się do protestów w sprawie darmowych kont poczty elektronicznej: "nie będzie żadnej konieczności ustalania danych osoby pragnącej założyć konto poczty elektronicznej". Jeszcze w czerwcu ustawa była zagrożona przez kryzys polityczny. Gdyby doszło do przedterminowych wyborów rządowy projekt, nad którym od marca pracowali posłowie, trafiłby do kosza. Tymczasem sejmowa komisja infrastruktury zwróciła się do prezydium Sejmu o ponowne drugie czytanie projektu ustawy (tzw. poprawione drugie czytanie). Zgodnie z regulaminem Sejmu umożliwia to dalszą pracę na całym tekstem projektu, a nie tylko nad już zgłoszonymi poprawkami. Ustawa miała wejść w życie 1 maja, w drugim czytaniu (25-26 maja) posłowie zgłosili 103 poprawki do projektu. Prace trwały nadal. Wykreślono m.in. zapisy, które wymagały, aby dostawcy usług uzależniali zawarcie umowy o świadczenie usług telekomunikacyjnych oraz świadczenie usług od ustalenia określonych danych użytkownika końcowego. Dotyczyło to również telefonicznych kart pre-paid. Nie uwzględniono natomiast między innymi propozycji w zakresie realizacji obowiązków na rzecz obronności, bezpieczeństwa państwa oraz bezpieczeństwa i porządku publicznego, które zgłaszali operatorzy telekomunikacyjni. Uchwalona przez Sejm ustawa trafiła do Senatu. Jak wykazuje dotychczasowy przebieg obrad senackiej Komisji Skarbu Państwa i Infrastruktury, nadal nie ma pewności co do końcowego kształtu tej fundamentalnej dla porządku informacyjnego regulacji. Znów pojawiły się głosy, że ze względu na zbyt ogólną definicję "usługi telekomunikacyjnej" przyjętą w ustawie, wciąż istnieje zagrożenie, że chcąc korzystać z poczty elektronicznej internauci będą musieli zawierać pisemne umowy z dostawcami takich usług. Sprawa wróciła do Sejmu, a tam sejmowa Komisja Infrastruktury zgodziła się z tym, by przyjąć poprawkę stwierdzającą, że usługi poczty elektronicznej nie są usługami telekomunikacyjnymi, przy czym komentatorzy od razu zwrócili uwagę na to, iż Polska Klasyfikacja Wyrobów i Usług (PKWiU) uznaje usługi elektronicznej wymiany danych i wiadomości za usługi telekomunikacyjne. W dniu 22 lipca prezydent podpisał ustawę, która była uchwalona 16 lipca 2004 r. Wedle ustawy usługa telekomunikacyjna to usługa "polegającą głównie na przekazywaniu sygnałów w sieci telekomunikacyjnej; nie stanowi tej usługi usługa poczty elektronicznej". Parlament uchwalił ustawę również bez obowiązku rejestracji użytkowników telefonów z kartą pre paid. Zwłaszcza ten ostatni zapis spotkał się z krytyką MSWiA, które zapowiedziało złożenie rządowego projektu nowelizacji ustawy. Zdaniem ministerstwa: po ustaleniu zapisu prawa telekomunikacyjnego, wedle którego poczta elektroniczna nie jest usługą telekomunikacyjną "nie ma podstaw prawnych by prowadzić kontrolę operacyjna e-maili". Na początku września ustawa weszła w życie. Jednak nie opracowano i nie wydano aktów wykonawczych. Jeszcze w październiku z przewidzianych 38 rozporządzeń do ustawy do wydano jedynie kilka z nich. Media wielokrotnie wskazywały na nierespektowanie uchwalonej ustawy. Przyszły rok pokaże jak nowa regulacja wpłynie na polski rynek telekomunikacyjny.
Zamieszanie w sprawie VAT
W lutym, podczas głosowania Sejmu w sprawie podatku od towarów i usług przeszła poprawka zakładająca całkowite zwolnienie z podatku usług dostarczania dostępu do Internetu. Sejm jednogłośnie zdecydował, że zwolnione będą usługi dostarczania dostępu do sieci internetowej świadczone na rzecz uczniów, studentów, szkół, zakładów kształcenia nauczycieli, placówek oświatowych, szkół wyższych, wyższych szkół zawodowych i placówek naukowych PAN. Zwolniona z VAT będzie także usługa "na dostęp wdzwaniany i szerokopasmowy" do Internetu dla użytkowników indywidualnych. Jednak Senat przegłosował 22 proc. VAT na usługi dostępu do Internetu, postanowił także, że dostawy sprzętu komputerowego dla placówek oświatowych będą obłożone zerowym VAT. W placówkach tych oraz w instytucjach kulturalnych dostęp do Internetu będzie zwolniony z VAT. Dwudziestodwu procentowy podatek zapłacą za dostęp do Internetu użytkownicy indywidualni. Prawo i Sprawiedliwość apeluje do internautów o reakcję na decyzję Senatu, który przegłosował 22-procentową stawkę VAT na usługi internetowe. Również Klub Unii Pracy ogłosił, iż zagłosuje przeciwko senackim poprawkom podwyższającym VAT na usługi internetowe. Rozpoczęła się gra polityczna. Jaką stawką podatku powinny być obłożone usługi dostępu do Internetu? VAT na Internet stało się swoistym narzędziem w grze wyborczej. Jednak postulując całkowite zwolnienie z tego podatku usług dostępu do Sieci politycy nie wzięli pod uwagę obowiązujących w Unii Europejskiej regulacji, a także zasad rozliczania VAT. Wielokrotnie upominano polityków: zwolnienie z VAT usług dostępu do Internetu przewidziane w nowej ustawie jest niezgodne z unijną Szóstą Dyrektywą. Polska nie wynegocjowała z Unią takiego rozwiązania. Krytycznie oceniano samo zwolnienie z VAT usług internetowych. Zwolnienie usług internetowych z VAT oznacza również, że firmy oferujące dostęp nie będą mogły odliczyć podatku zawartego w cenie takich urządzeń (inaczej, gdyby obłożono te usługi stawką 0%). Wskazywano również na to, że firmy będą musiały wliczyć zwiększone koszty w ceny świadczonych usług internetowych, a to oznacza, że dostęp do Internetu podrożeje. Komisja Europejska zareagowała na zapowiedzi polskiego rządu dotyczące możliwości zniesienia VAT-u lub obniżenia stawki tego podatku na połączenia internetowe w Polsce. Specjaliści komisji wskazują, że mimo tego, iż w krajach unijnych dostęp do Internetu obłożony jest podstawową stawką VAT, to usługi te rozwijają się w Europie bardzo dynamicznie. Komisja nie widzi zatem podstaw do wyjątkowego traktowania Polski. Tymczasem Sejmowa Komisja Finansów opowiedziała się konsekwentnie za zwolnieniem z VAT usługi dostępu do Internetu, także dla indywidualnych użytkowników nieprowadzących działalności gospodarczej, a nie tylko placówek oświatowych, jak chciał rząd. Nie obyło się, bez wpadek. W Brukseli minister finansów Andrzej Raczko podczas obrad Rady UE ds. Ekonomicznych i Finansowych powiedział dziennikarzom, że "nie rozumie, dlaczego wchodzenie na strony pornograficzne ma mieć stawkę zredukowaną". Wcześniej dziennikarzom w Polsce mówił, że najczęściej odwiedzanymi stronami w Internecie są strony tzw. rozrywkowe. W marcu Sejm głosował poprawki Senatu do ustawy. Rząd przegrał wcześniej kilkanaście ważnych głosowań spraw w Sejmie, bo "wyłamał się" parlamentarny klub Romana Jagielińskiego. W zdominowanym przez SLD Senacie Ministerstwu Finansów udało się przywrócić propozycje rządowe. Ale nie wszystkie - w kilku sprawach rząd ustąpił. Zrezygnował m.in. z podniesienia stawki podatku z 7 do 22 proc. (usługi takie miały być zwolnienie z podatku). Uniia zapowiedziała wysokie grzywny za tworzenie prawa nizgodnego z unijnym Jak się wydaje - to pierwszy raz, gdy miało się okazać, że Polska nie może dowolnie stanowić prawa. W dniu 26 marca prezydent Aleksander Kwaśniewski podpisał ustawę o VAT, która zwalnia z tego podatku usługi internetowe dla użytkowników indywidualnych oraz instytucji kulturalnych. Nie minęło wiele czasu od ostatniej nowelizacji ustawy o podatku od towarów i usług, a w czerwcu prace nad kolejnymi zmianami trwają w najlepsze. Posłowie w swoim projekcie nowelizacji ustawy o VAT proponują m.in. wprowadzenie zerowej stawki tego podatku na Internet. W sierpniu Komisja Europejska zażądała wyjaśnień od Polski. Dlaczego nie przyjęto takich samych zasad jak obowiązują w Unii? Polski rząd przygotował wyjaśnienia. Wszystko wskazuje na to, że Polskę czeka postępowanie przed Sądem Europejskim w Luksemburgu oraz kara finansowa nałożona przez Komisję na Polskę. W Polsce rząd kieruje wniosek do Trybunału Konstytucyjnego. Rzepa cytuje wypowiedź Ministra Jarosława Pietrasa: "...Gdyby Trybunał orzekł niezgodność naszej ustawy z konstytucją, to rząd ma przygotować projekt jej nowelizacji. Trybunał może też orzec wygaśnięcie niekonstytucyjnego przepisu. W jednym i drugim przypadku oznaczałoby to nałożenie VAT na pozabiznesowy dostęp do Internetu". A nowelizowanie uchwalonych niedawno przepisów trwa dalej. Zaproponowano w Sejmie: zamiast obniżonej stawki VAT na Internet możemy wprowadzić ulgę na Internet w podatku dochodowym. W październiku do Brukseli został wysłany list, w którym Polska tłumaczy się ze stosowania zerowej stawki VAT na usługi dostępu do Internetu. Polska przyznaje się do łamania unijnego prawa. Teraz eksperci sejmowej podkomisji finansów pracującej nad nowelizacją ustawy o VAT zgodnie wskazują podniesienie stawki na Internet do 22 proc. jako jeden z zasadniczych punktów zmiany przepisów. Pod sam koniec roku prace nadal trwały. Posłowie sejmowej podkomisji zajmującej się zmianami w ustawie o VAT wykreślili z projektu jej nowelizacji zwolnienie od podatku dla usług dostępu do Internetu świadczonych na rzecz szkół i placówek oświatowych. Tym samym właściwa staje się dla nich stawka 22 proc., tak jak dla innych użytkowników. Ale i tak Komisja Europejska wezwała Polskę do dostosowania prawa krajowego do regulacji unijnych. Wszczęta wcześniej procedura miała już swój impet i przyjętą w Polsce ustawę trzeba wysłać do oceny. Podstawową stawkę VAT ma zrekompensować indywidualnym uzytkonikom wprowadzona w grudniu ulga w podatku dochodowym od osób fizycznych. Ustawa pozwala odliczyć od podstawy opodatkowania do 760 zł z tytułu korzystania z Internetu.
Neutralność technologiczna i informatyzacja państwa
Na początku roku Sejm zajmował się ustawa dotyczącą sposobów działania Systemu Informacji Oświatowej, który w założeniach ma przystosować nasz system edukacyjny do wymogów Unii Europejskiej. I znów wypłynęła sprawa wolnego oprogramowania. Zdaniem Pani Minister Łybackiej otwartość kodu programu komputerowego jest zagrożeniem dla bezpieczeństwa. Od razu pojawiły sie komentarze, wskazujące na to, że otwartość kodu nie zagraża bezpieczeństwu, a Unia Europejska skłania się ku wolnemu oprogramowaniu z otwartym kodem właśnie. Co do bezpieczeństwa danych - może być wręcz przeciwnie: nieznane algorytmy, nieznane procedury, nieznani odbiorcy informacji. A o co dokładnie chodzi? "Podmioty prowadzące bazy danych oświatowych są obowiązane do korzystania z programów informatycznych umożliwiających zakładanie, aktualizowanie zbiorów danych, budowę baz danych oświatowych i ich scalanie". Zdaniem minister Łybackiej, której ministerstwo ustali co to za oprogramowanie - takim "programem informatycznym" jest oczywiście Microsoft Windows. "Minister Łybacka nie wie co mówi. Ujawnienie kodu źródłowego nie powoduje wycieku danych" - powiedział dziennikarzom "Gazety Wyborczej" dr Wacław Iszkowski - prezes Polskiej Izby Informatyki i Telekomunikacji. Senat, przy jedynie dwóch głosach wstrzymujących się, przyjął poprawkę do artykułu 5 ustawy o informacji oświatowej. Wprowadził wobec Ministra Oświaty: 1. obowiązek opublikowania specyfikacji formatu wymiany danych oświatowych oraz obowiązek wskazania używanych protokołów komunikacyjnych i szyfrujących; 2. obowiązek dostarczania programów dla każdego powszechnie używanego w kraju systemu operacyjnego; 3. obowiązek zaakceptowania każdego programu prawidłowo implemantującego specyfikacje i protokoły komunikacyjne i szyfrujące programu stworzonego przez osoby trzecie do przesyłania danych do systemu baz oświatowych. W trakcie rozpatrywania przez Sejm RP sprawozdania Komisji Edukacji, Nauki i Młodzieży o rządowym projekcie ustawy o systemie informacji oświatowej Poseł Antoni Stanisław Stryjewski zadał m.in. następujące pytanie: "Dlaczego po raz kolejny rząd staje na straży interesów jakieś prywatnej korporacji informatycznej w Polsce oraz na straży interesów korporacji niepolskiej, dokładnie amerykańskiej firmy Microsoft? Ustawą zobowiązuje ministerstwo edukacji, wszystkie podmioty związane z oświatą i samorządami, do tego, by korzystały z oprogramowania firmy Microsoft". A w odpowiedzi Podsekretarz Stanu w Ministerstwie Edukacji Narodowej i Sportu Hanna Kuzińska: "Inaczej mówiąc, wykonywalibyśmy zgodnie z tą propozycją taką operację, że najpierw kodujemy dane, następnie na stronie internetowej pokazujemy, w jaki sposób to wszystko rozkodować, czyli jest to po prostu nielogiczne i niespójne". Odrzucona przez Sejm poprawka Posła Stryjewskiego do art. 5 brzmiała: dodać ust. 5 stanowiący, że zobowiązuje się ministra właściwego do spraw oświaty i wychowania do udostępnienia nieodpłatnie m.in. standardów systemu informatycznego i zestawu oprogramowania, o których mowa w tej propozycji. W tym czasie Rada Ministrów zapoznała się ze strategią informatyzacji Rzeczypospolitej Polskiej - ePolska na lata 2004-2006 wraz z projektem zapisu protokolarnego. Obszary informatyzacji Polski to: powszechność dostępu do treści i usług udostępnianych elektronicznie; tworzenie szerokiej oraz wartościowej oferty treści i usług dostępnych w Internecie; powszechna umiejętność posługiwania się teleinformatyką. Jednocześnie dowiedzieliśmy się, że URM przyjmie do końca marca 2004 Narodową Strategię Rozwoju Wolnego Oprogramowania i że Forum Rozwoju Wolnego Oprogramowania odpowiada za stworzenie tej strategii. W innej sprawie toczyło się postępowanie przed Wojewódzkim Sądem Administracyjnym, Wydział II (zmiana po reformie sądownictwa administracyjnego od 1 stycznia 2004r). Sąd rozpoznał sprawę o udostępnienie informacji publicznej przez ZUS (a chodziło o wniosek złożony przez Internet Society Poland w sprawie KSI Mail oraz Płatnika). 30 stycznia 2004 Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie odrzucił skargę ISOC Polska na odmowę udzielenia przez ZUS informacji publicznej na temat protokołów telekomunikacyjnych używanych przez KSI Mail i program Płatnik. Sąd nie rozpatrywał merytorycznej treści skargi, lecz odrzucił ją ze względów formalnych. Uznał, że sądem właściwym do rozstrzygnięcia sporu o nieudostępnienie informacji publicznej, gdy podmiot odmawiający udzielenia informacji powołuje się na ochronę danych osobowych, prawa do prywatności lub tajemnicy innej niż państwowa, służbowa, skarbowa lub statystyczna, jest sąd powszechny. Został wyznaczony termin jawnej rozprawy kasacyjnej w sprawie OSK 600/04 ISOC vs. ZUS (16 września 2004). Wróćmy do procesu legislacyjnego. Po sukcesie w Senacie, który był udziałem m.in. Internet Society Poland (poprawka do art. 5 ust. 5 ustawy o systemie informacji oświatowej) również Polska Izba Informatyki i Telekomunikacji zademonstrowała poparcie dla idei neutralności technologicznej państwa i dostępności do informacji o wykorzystanych standardach: PIIT przedstawiła Komisji Nadzwyczajnej Sejmu RP propozycje zmian niektórych zapisów ustawy o informatyzacji działalności niektórych podmiotów realizujących zadania publiczne. Izba proponuje uzupełnienie projektu ustawy poprzez wprowadzenie wymogu publicznego udostępniania informacji o zastosowanych w systemach informatycznych standardach i innych rozwiązaniach (zgłoszona propozycja to uznanie tych standardów za informacje publiczne). Drugim postulatem PIIT jest wymóg przygotowywania specyfikacji systemów teleinformatycznych przeznaczonych do obsługi rejestrów publicznych tak, by były one niezależne technologicznie i ograniczone do minimalnych wymagań. Sejmowa Komisja Edukacji, Nauki i Młodzieży opowiedziała się za przyjęciem poprawek do projektu ustawy o systemie informacji oświatowej. Minister w Urzędzie Komitetu Integracji Europejskiej prof. Danuta Hübner w stosunku do zaproponowanych poprawek Senatu nie zgłosiła uwag. Jednocześnie Senat wprowadził do Ustawy o pomocy społecznej poprawki gwarantujące neutralność technologiczną państwa zgodnie z propozycjami Internet Society Poland skierowanymi do senatora Marka Balickiego, który wniósł projekt odpowiedniej poprawki. Pomimo negatywnej rekomendacji odpowiedniej komisji sejmowej w dniu 12 marca 2004 Sejm RP nie odrzucił poprawki Senatu do ustawy o pomocy społecznej. W dniu 15 marca 2004r Prezydent podpisał Ustawę z dnia 19 lutego 2004 r. o systemie informacji oświatowej. W Sejmie RP odbyło się drugie czytanie dotyczące ustawy o informatyzacji niektórych podmiotów realizujących zadania publiczne. W wielu wystąpieniach podkreślano, że jest to ustawa pionierska. Klub Parlamentarny SLD jest za szybkim rozpatrzeniem poprawek mniejszości, w szczególności Poseł Osik stwierdził, że jego Klub zdecyduje się poprzeć poprawki dotyczące otwartych standardów. Poseł Jarmuziewicz przedstawił stanowisko Platformy Obywatelskiej - czując zawód i poczucie zmarnowanej szansy: "obywatela w tej ustawie po prostu nie ma". Jako dowód wskazał, iż do tej ustawy nie zgłoszono żadnych opinii organizacji konsumenckich. Zdaniem PO ustawa służy jedynie zwiększeniu elektronicznej biurokracji - PO złożył na ręce Marszałka wniosek o odrzucenie ustawy w całości. Poseł Mężydło, Prawa i Sprawiedliwości stwierdził: w trakcie niedawnej konferencji zorganizowanej przez PiS o informatyzacji administracji publicznej ostro skrytykowano dotychczasowe projekty ustawy. Ustawa źle zabezpiecza interoperacyjność, rozumianą jako dostęp do systemów, które już działają i które będą tworzone. Podkreślił również brak zachowania neutralności technologicznej państwa (jako rzeczy dalej idącej niż interoperacyjność). Zdaniem Posła: podstawowym zadaniem państwa jest zachowanie i zagwarantowanie takiej neutralności technologicznej państwa, by zapobiegać postępującej kartelizacji na rynku (Poseł wskazał przykład systemu udostępnianego przez ZUS). Poseł Waldemar Pawlak z Polskiego Stronnictwa Ludowego stwierdził: przyjęta w trakcie prac komisji metoda "walca drogowego" dotycząca procedowania uniemożliwiała składania poprawek o charakterze systemowym. Poseł Pawlak wskazał szeroką problematykę stosowanych definicji dotyczących teleinformatyki. Stosowanie odpowiednich, spójnych definicji, rozumianych w jednolity sposób przez środowisko międzynarodowe służy tworzeniu lepszego prawa dotyczącego tej sfery. Poseł Pawlak zauważył, że Komitet Integracji Europejskiej wprowadza w błąd posłów i Wysoką Izbę mówiąc o zgodności projektu z prawem Unii Europejskiej, a przecież istnieją decyzje europejskie w tym zakresie. "Nie jest możliwe wniesienie do tego projektu takich poprawek, które by ta ustawę usprawniły. W obecnym kształcie nakłada raczej kaganiec na istniejące systemy. Terminy przewidziane w ustawie są niemożliwe do wykonania. Wbrew uzasadnieniu - projekt nakłada szereg obciążeń finansowych na państwo". Poseł Antoni Kobielusz SDPl: ustawa jest potrzebna. Wnioski mniejszości umieszczone w sprawozdaniu, a zgłoszone przez posła Pawlaka zasługują na uwagę i SDPl będzie głosowała za ich przyjęciem. Poseł Wójcik z Samoobrony grzmiał z sejmowej mównicy: "Rząd chce stworzyć super ministerstwo" (tu Poseł nawiązał do Orwella i ministerstwa prawdy). Dalej: "wywrócimy to koryto przewidziane w tej ustawie". I dalej: "Ustawa stwarza warunki dla powstawania kolejnych afer korupcyjnych". Grażyna Polak z Unii Pracy: "inicjatywa rządowa jest próbą uporządkowania rozwijającej się dziedziny komunikacji pomiędzy urzędnikami i obywateli. Klub UP obawia się, że ustawa ogranicza prawa do wolności w zakresie prowadzenia działalności gospodarczej i prawo do swobodnego wyboru rozwiązań teleinformatycznych. Poprawki, które zgłosi na ręce Marszałka Klub UP biorą pod uwagę dwie zasadnicze zasady prawne: zasadę jawności obowiązujących standardów teleinformatycznych oraz neutralności technologicznej państwa. Unia Pracy jest za tym, by ustawę przegłosować wraz z poprawkami". Minister Nauki i Informatyzacji Michał Kleiber odpowiadał w Sejmie na pytania Posłów: "Interoperacyjność jest obecnie jedną z najistotniejszych kwestii do rozwiązania. Interoperacyjność i bezpieczeństwo systemów ma być regulowane w wydanym na podstawie tej ustawy rozporządzeniu. Zapisów dotyczących wolnego oprogramowania nie da się wpisać do ustawy, ze względu na zapisy ustawy o zamówieniach publicznych, na mocy której nie można preferować jednego, konkretnego rozwiązania. Sprawne prowadzenie procesu informatyzacji państwa wymaga koordynowania prac przez jeden urząd" - minister Kleiber odniósł się do przywoływanych przez posłów prób powołania superministerstwa. Projektowane ministerstwo wychodzi na przeciw rzetelnej ocenie stanu aktualnego i potrzeb. Co do zasady Minister uznał, że zgłoszone poprawki mniejszości dadzą się wprowadzić do ustawy w szybkim terminie. Co do zasady są one zgodne z intencjami rządu. Projekt został przesłany do komisji specjalnej w celu rozpatrzenia zgłoszonych poprawek i przygotowania projektu ustawy do trzeciego czytania. W dniu 2 kwietnia Prezydent Rzeczpospolitej Polskiej Aleksander Kwaśniewski podpisał ustawę z dnia 12 marca 2004 r. o pomocy społecznej. Ustawa przewiduje w art. 23 ust. 4, iż "W przypadku, gdy realizacja zadań określonych w ustawie jest związana z przekazywaniem informacji w wersji elektronicznej z zastosowaniem systemu elektronicznego, minister właściwy do spraw zabezpieczenia społecznego w porozumieniu z ministrem właściwym do spraw informatyzacji: ogłosi, w drodze obwieszczenia, w Dzienniku Urzędowym Rzeczypospolitej Polskiej "Monitor Polski", pełną specyfikację standardów stosowanych w oprogramowaniu umożliwiającym łączenie, współpracę i wymianę informacji pomiędzy systemami informatycznymi; nieodpłatnie udostępni oprogramowanie lub dostęp do serwera internetowego, pozwalające na sprawdzenie poprawności implementacji opublikowanych standardów przez oprogramowanie stworzonego w celu przekazywania informacji przez podmioty obowiązane na podstawie ustawy do jej przekazywania; nieodpłatnie udostępni podmiotom obowiązanym do przekazywania informacji na podstawie niniejszej ustawy oprogramowanie spełniające standardy, o których mowa w pkt 1, w wersjach działających na wszystkich powszechnie używanych w kraju systemach operacyjnych". Ustęp 5 tego artykułu przewiduje, iż "Minister właściwy do spraw zabezpieczenia społecznego, realizując zadania określone w ustawie związane z przekazywaniem informacji w wersji elektronicznej z zastosowaniem systemu elektronicznego, uwzględnia zasadę równego traktowania wszystkich powszechnie użytkowanych w kraju systemów operacyjnych oraz uwzględnia potrzebę umożliwienia wszystkim podmiotom obowiązanym do przechowywania informacji w wersji elektronicznej, stosowania oprogramowania dostosowanego do używanych systemów informatycznych bez konieczności ponoszenia dodatkowych kosztów licencyjnych". W systemie prawa polskiego pojawiły się zatem dwie ustawy ustanawiające zasadę neutralności technologicznej państwa - ustawa o pomocy społecznej i ustawa o systemie informacji oświatowej. Ustawa o informatyzacji doczekała się trybu specjalnego, przewidywanego przez art. 47 ust. 3 regulaminu Sejmu. W drugim czytaniu zgłoszono 24 poprawki. Po dyskusji przyjęto do poprawionego sprawozdania - uwzględniając w części również propozycje strony rządowej - 18 poprawek m.in. do art. 1-3 dotyczących zakresu przedmiotowego i podmiotowego ustawy i definicji pojęć użytych w projekcie, art. 12 dotyczącego minimalnych wymogów spełnianych przez systemy teleinformatyczne używane do komunikacji w administracji publicznej oraz zadań nałożonych na podmioty publiczne zobowiązane do zapewnienia prawidłowego funkcjonowania tych systemów. Przedstawiciel Ministerstwa Nauki i Informatyzacji zapowiedział przedstawienie nowych propozycji zmian w projekcie ustawy pozostających w związku ze zgłoszonymi poprawkami, rozszerzającymi zakres projektu m.in. o możliwości dofinansowania realizacji przedsięwzięć informatycznych, ustanowienie Rady Informatyzacji oraz skorelowanie innych ustaw w zakresie informatyki z projektem ustawy o informatyzacji. Komisja będzie kontynuowała prace nad projektem ustawy na posiedzeniu 16 czerwca 2004 r. Toczą się postępowania w sprawie udostępnienia przez ZUS informacji publicznej, a Gazeta Wyborcza we wrześniu pisze: "dzięki przygotowywanej ustawie o informatyzacji firmy nie będą musiały rozliczać się z ZUS za pośrednictwem tylko jednego programu - twierdzi Ministerstwo Nauki i Informatyzacji. Ale nie nastąpi to wcześniej niż za dwa lata". Naczelny Sad Administracyjny oddalił skargę kasacyjną ISOC Polska na postanowienie Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego odrzucającego skargę ISOC na decyzje Prezesa ZUS odmawiającą udzielenia informacji publicznej dotyczącej KSI Mail z powodu ochrony danych osobowych i ochrony tajemnicy Przedsiębiorcy (Prokomu). Wedle komentarzy orzeczenie to może mieć bardzo istotne znaczenie dla procedury stosowanej w trakcie rozpoznawania przez organy administracji wniosków o udzielenie informacji publicznej. Wystarczy by organ administracji bez pokazania dowodów wskazał jako podstawę merytoryczną decyzji odmownej ochronę danych osobowych lub ochronę tajemnicy przedsiębiorcy by wyłączyć możliwość stosowanie sądowej kontroli postępowania przez sądy administracyjne. W toczącej się równolegle sprawie Sergiusz Pawłowicz złożył pozew do sądu powszechnego. W sejmie przygotowywane jest drugie czytanie ustawy o informatyzacji działalności podmiotów realizujących zadania publiczne. Komisja Nadzwyczajna Sejmu RP zakończyła pod koniec listopada swoją ponad roczną pracę. Posłowie wchodzący w skład komisji przyjęli ostateczną wersję ustawy, która ma teraz trafić pod obrady Sejmu.
Prace nad systemami
Na marginesie trzeba powiedzieć, że przez cały rok trwały intensywne prace nad uruchamianiem kolejnych systemów teleinformatycznych administracji publicznej. Informacje o wszystkich pojazdach pierwszy raz znalazły się w jednej, centralnej bazie i w ujednoliconej formie. CEPIK powinien ruszyć na początku roku, ale jak zwykle pojawił się pewien poślizg. Ministerstwo Infrastruktury poinformowało w październiku, że wdrożenie systemu rejestracji "Pojazd" we wszystkich organach rejestrujących nastąpiło zgodnie z planowanym terminem 1 października 2004 r. "Techniczna instalacja sieci, sprzętu, oprogramowania przebiegała bez zakłóceń. Każdy z sukcesywnie podłączonych urzędów rozpoczynał pracę w nowym systemie". Tymczasem media opisywały jak pracownicy starostw i powiatów grodzkich zmagają się z nowym systemem do rejestracji pojazdów. "Długie kolejki interesantów to nie jedyny problem urzędników". Zdaniem cytowanych urzędników zawiodła przede wszystkim organizacja, "ale i samo oprogramowanie nie jest pozbawione błędów". Ruszył kolejny duży przetarg na budowę sieci teleinformatycznej dla sądów, prokuratur i służby więziennej. Sporo było zamieszania podczas procedury przetargowej, gra wszak idzie o ponad 50 mln zł. Pojawił się również SIMIK, czyli System Informatyczny Monitoringu I Kontroli Finansowej Funduszy Strukturalnych i Funduszu Spójności, którego zadaniem jest "wspomaganie procesu absorpcji funduszy UE". Jednym z kluczowych elementów tego projektu jest Generator Wniosków: aplikacja umożliwiająca przygotowanie wniosku o dofinansowanie przedsięwzięcia ze środków pochodzących z funduszy strukturalnych. Celem tej aplikacji jest pomoc Projektodawcy w wypełnieniu formularza wniosku. Powstanie systemu było jednym z warunków otrzymania wsparcia finansowego z Unii Europejskiej. Jednak instrukcja instalacji generatora wniosków stwierdza, że generator wniosków działa tylko pod systemem operacyjnym Windows 95/98/NT/2000/XT. Procedury dla wnioskodawców mówią, ze wniosek ma być stworzony w aplikacji Generator wniosków i z niej wydrukowany - W innym przypadku wnioskodawca naraża się na odrzucenie wniosku z przyczyn formalnych. W październiku zaś na stronach Najwyższej Izby Kontroli pojawiła się informacja o wynikach kontroli: wybrane działania administracji rządowej w dziedzinie budowy informatycznych narzędzi promocji eksportu. W skrócie prasowym czytamy: "NIK krytycznie ocenia sposób, w jaki minister właściwy do spraw gospodarki budował informatyczne narzędzia promocji eksportu. Tworzono je w sposób nieskoordynowany w Ministerstwie i w zagranicznych wydziałach ekonomiczno-handlowych, nie zachowując podstawowych zasad realizacji tak dużego przedsięwzięcia. W największym projekcie (TISPE) traktowano niektórych dostawców w sposób uprzywilejowany i akceptowano ich wadliwe lub niedokończone produkty". I dalej: "Izba negatywnie oceniła brak profesjonalnej metodyki budowy systemu informatycznego. Budowę systemu nie poprzedziła analiza celu, zasobów i kosztów. Przyjęte w 2002 roku szczegółowe rozwiązania technologiczne dawały przewagę jednej z firm informatycznych"... W efekcie kontroli, Najwyższa Izba Kontroli zwróciła się do Prezesa Rady Ministrów o szczególny nadzór nad inwestycjami informatycznymi w administracji rządowej. Trwająca komputeryzacja polskiej administracji stwarza szczególne zagrożenie nadużyciami ze względu na: specjalistyczny charakter inwestycji informatycznych, brak jednolitej metodyki realizowania tych inwestycji, wysokie koszty oraz rosnące znaczenie dla sprawnego funkcjonowania państwa. A od jakiegoś czasu trwają również prace nad systemem informatycznym do obsługi systemu podatkowego. System ten ma zastąpić system Poltax, być większy od informatyzacji ZUS i kosztować grubo ponad miliard złotych... W marcu okazało się, że system informatyczny urzędów skarbowych Poltax nie odpowiada przepisom o ochronie danych osobowych. Tak uważał Generalny Inspektor Ochrony Danych Osobowych, a zdanie to podzielił sąd, do którego zaskarżyły decyzję GIODO urzędy skarbowe. Urzędnicy bali się, że fiskusowi grozi paraliż. Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie stwierdził, że system informatyczny Poltax, stosowany w całym kraju w rozliczeniach podatkowych, ma luki naruszające przepisy o ochronie danych osobowych.
W lutym Prezydent RP podpisał ustawę z dnia 22 stycznia 2004 r. o zmianie ustawy o ochronie danych osobowych oraz ustawy o wynagradzaniu osób zajmujących kierownicze stanowiska państwowe. Ustawa ta wprowadziła liczne zmiany w przepisach ustawy o ochronie danych osobowych (czego łatwo się domyśleć po tytule). Jej uchwalenie miało na celu pełne wdrożenie do polskiego porządku prawnego postanowień Dyrektywy 95/46/WE Parlamentu Europejskiego i Rady z dnia 24 października 1995 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w zakresie przetwarzania danych osobowych oraz swobodnego przepływu tych danych. Ustawa rozstrzyga w sposób nie budzący wątpliwości, jaki jest zakres przedmiotowy ustawy. Stanowi mianowicie, iż ustawę stosuje się do przetwarzania danych osobowych w zbiorach tradycyjnych, a w przypadku systemu informatycznego również do pojedynczych danych przetwarzanych poza zbiorem danych. Zmieniono definicje administratora danych, uregulowano sytuację administratorów bezpieczeństwa informacji... Minister właściwy do spraw administracji publicznej został zobligowany do określenia (w porozumieniu z ministrem właściwym do spraw informatyzacji) sposobu prowadzenia i zakresu dokumentacji opisującej sposób przetwarzania danych oraz środki techniczne i organizacyjne zapewniające ich ochronę, a także podstawowych warunków technicznych i organizacyjnych, jakim powinny odpowiadać urządzenia i systemy informatyczne służące do przetwarzania danych osobowych, z uwzględnieniem - co ważne - zapewnienia ochrony przetwarzanym danym osobowym odpowiedniej do zagrożeń oraz kategorii danych objętych ochroną, a także wymagania w zakresie odnotowywania udostępniania danych osobowych i bezpieczeństwa przetwarzanych danych. Niebawem ukazało się zatem stosowne rozporządzenie Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji, które wraz z innymi aktami wykonawczymi zaczęło obowiązywać od dnia wejścia Polski do UE. I tak: administratorzy danych osobowych do 1 listopada zobowiązani zostali do dostosowania systemów informatycznych do nowych wymogów bezpieczeństwa. Przewidziano różne środki bezpieczeństwa, w zależności od tego, czy przetwarzane są dane wrażliwe, a także w zależności od tego, czy system podłączony jest do sieci publicznej. Przewidziano trzy poziomy bezpieczeństwa: podstawowy, podwyższony i wysokim. GIODO ma prawo kontrolować, jak te środki bezpieczeństwa są stosowane. W procesie dostosowawczym nowelizowano również ustawę o prawie autorskim i prawach pokrewnych. Przedstawiciele firm skupionych w PIIT postulowali w tym czasie ujednolicenie i zsynchronizowanie w ustawie pojęć z obowiązującym stanem prawa i stosowanym przez polskie ustawy aparatem pojęciowym. No bo nie jest tożsame pojęcie systemu informatycznego i systemu teleinformatycznego, a polski system prawny nie zna pojęcia "terminal". Pojawiły się też postulaty dotyczące nadanie nowych kompetencji Funduszowi Promocji Twórczości w zakresie monitorowania przestrzegania prawa autorskiego. Bo - jak na razie - nie ma żadnej oficjalnej metodologii takich badań w dziedzinie programów komputerowych, brak również wiarygodnych informacji o skali "piractwa" w Polsce. Jednak wielu propozycji środowiska nie uwzględniono, a nawet zrezygnowano z części propozycji rządowych. Na przykład podkomisja sejmowa pracująca nad rządowym projektem nowelizacji wykreśliła w całości dość obszerny rozdział 12., który zawierał zapisy tworzące nowy system dedykowany nośnikom optycznym. Zdaniem resortu kultury proponowane zapisy porządkowały rynek, na którym działa kilkanaście organizacji autorów i twórców. Wiceminister kultury Michał Tober stwierdził na łamach prasy, że wykreślając zapisy tworzące nowy system zbiorowego zarządzania prawami autorskimi, posłowie skapitulowali wobec sprzecznych interesów różnych środowisk. Prawo autorskie warto przeczytać. W życie weszła też ustawa Prawo Zamówień Publicznych (w marcu). Regulacje, jakie wprowadziła ustawa, utworzyły całkowicie nową jakość w działaniach biznesowych firm informatycznych. Obok dostosowania systemu zamówień do stosownych dyrektyw i rozporządzeń unijnych Prawo Zamówień Publicznych wprowadziło odmienne od dotychczasowych zasady, tryb oraz kontrolę przetargów, w których uczestniczą instytucje publiczne. Ustawa przewiduje nowy tryb przeprowadzania zamówienia: aukcję elektroniczną, ale tylko dla zamówień o wartości do 60 tys. euro. Prognozowano, że ze względu na tak niski próg - tryb ten będzie stosowany marginalnie. Zdaniem komentatorów kłopoty sprawi również przewidziany ustawą obowiązek stosowania podpisu elektronicznego. A w wilu publikowanych w ciągu roku artykułach autorzy wskazywali na wadliwie działającą ustawę o podpisie elektronicznym. W dniu 1 maja weszła w życie również nowelizacja Kodeksu karnego oraz Kodeksu postępowania karnego a także nowelizacja kodeksu wykroczeń. Nowelizacje te miały dostosować polskie przepisy m.in. do postanowień Konwencji Rady Europy dotyczącej zwalczania cyberprzestępczości (Convention on Cybercrime). W toku prac Sejmu przygotowano cztery opinie prawne dotyczące tej nowelizacji. Nowelizacja (w założeniu projektodawców) miała na celu objęcie jurysdykcją polskiego wymiaru sprawiedliwości przestępstw popełnionych za granicą Polski, niezależnie od obywatelstwa sprawcy oraz karalności czynu w miejscu jego popełnienia o ile wskutek tych przestępstw osiągnięta została na terytorium Polski korzyść majątkowa, zmiana zakresu penalizacji typu czynów zabronionych w zakresie pornografii dziecięcej oraz wykorzystania małoletniego poniżej 15 roku życia, wprowadzenie nowego przestępstwa "zakłócenia pracy systemu komputerowego". W KPK pozmieniano nieco regulacje dotyczące "podsłuchu", ups!, "sposobu technicznego przygotowania systemów i sieci służących do przekazywania informacji - do gromadzenia wykazów połączeń telefonicznych i innych przekazów informacji, z uwzględnieniem czasu ich dokonania i innych danych związanych z połączeniem lub przekazem, nie stanowiących treści rozmowy telefonicznej lub innego przekazu informacji, a także sposoby zabezpieczania danych informatycznych w urządzeniach zawierających te dane oraz w systemach i na nośnikach informatycznych, w tym danych przesyłanych pocztą elektroniczną, mając na uwadze konieczność zabezpieczenia wykazów połączeń telefonicznych i innych przekazów informacji oraz danych informatycznych przed ich utratą, zniekształceniem lub nieuprawnionym ujawnieniem". Wszystkich zmian nie da się w krótkim podsumowaniu roku wymienić (bo trzeba by również wymieniać krytyczne uwagi formułowane pod ich adresem), ale warto odnotować, że nastąpiły.
IP Rights Enforcement Directive
Parlament Europejski przyjął w marcu propozycję dyrektywy dotyczącej ochrony tzw. własności intelektrulanej (Directive 2004/48/EC of the European Parliament and of the Council on the enforcement of intellectual property right). Organizacje działające na rzecz praw człowieka i obywatela (np. IP Justice) określają te regulacje: delikatnie, mianem "niebezpiecznych", a bardziej radykalnie jako "broń nuklearna". Dyrektywa, co się podkreśla, realizuje głównie interesy branży i przemysłu muzycznego. Art. 2 dyrektywy wskazuje jej zasięg: każde niekomercyjne naruszenie prawa autorskiego, nawet na własny użytek... Dyrektywa kreuje również nowe "prawo do informacji", zgodnie z którym dostawca usług internetowych będzie zmuszony przekazać organizacjom reprezentującym przykładowo branżę muzyczną informacje dotyczące swoich użytkowników, którzy wymieniają się plikami w sieci typu p2p, lub prowadzą podobną aktywność. Dalej mowa jest również o możliwości dokonywania przeszukań oraz zamrażania kont bankowych w związku z podejrzeniem o dokonywanie naruszeń. Podsumowując: zdaniem organizacji zajmujących się prawami człowieka dyrektywa ma zbyt duży zasięg działania, traktuje w ten sam sposób naruszenia w celach komercyjnych oraz te realizowane bez finansowych korzyści, posługuje się pojęciem praw własności intelektualnej, które z krajach członkowskich jest definiowane różnie. Podnoszą również, że niebezpieczne jest wprowadzanie tzw. Anton Piller orders i działanie w na ich podstawie "prywatnej policji dokonującej przeszukania w domach", czy Mareva injunctions - możliwości zamrożenia konta bankowego, nawet w przypadku podejrzenia jedynie o naruszenie prawa. Sam projekt wprowadzono bez wcześniejszej debaty i prace nad dyrektywy poszły "szybką ścieżką legislacyjną". To niepokojące.
BIP i informacja publiczna
Poza sygnalizowanymi wyżej próbami uzyskania informacji publicznej od Zakładu Ubezpieczeń Społecznych w minionym roku również inne osoby postanowiły sprawdzić skuteczność nowej ustawy. Ustawa o dostępie do informacji publicznej obowiązuje od jakiegoś czasu, jednak sama ustawa nie dotyczy Sejmu i Senatu RP - w tych dwóch przypadkach, na mocy zapisów Konstytucji RP, udostępnienie informacji publicznej powinno nastąpić w trybie przewidzianym w stosownych regulaminach. Jednak regulaminów tych nie dostosowano do nowej sytuacji prawnej. A jaka jest sytuacja u innych podmiotów zobligowanych ustawą do posiadania Biuletynu Informacji Publicznej i udostępniania w nim publicznych informacji? Mamy już pierwsze orzeczenia. Oto zarówno Prezydent RP jak i prezes Sądu Okręgowego w Warszawie zostali zobowiązani przez Wojewódzki Sąd Administracyjny do rozpatrzenia wniosków o udzielenie informacji publicznej. Do Prezydenta RP wystąpiła pewna spółka, która zajmowała się komercyjnym przygotowywaniem systemów do tworzenia Biuletynu Informacji Publicznej. Chciała uzyskać internetowy adres BIPu Prezydenta... W drugim przypadku, do sądu zwrócił się obywatel z prośba o udostępnienie orzeczenia Sądu Antymonopolowego wraz z uzasadnieniem oraz o informacje dotyczące dalszego losu sprawy, której dotyczył wyrok. Wiceprezes Sądu Okręgowego nie chciał udostępnić takich informacji stwierdzając, że udzielanie informacji o postępowaniu sądowym reguluje procedura cywilna i nie są to informacje publiczne. Z wyroków sądu administracyjnego wynika: Prezydent RP i sąd są organami władzy publicznej zobowiązanymi ustawowo do udzielania takich informacji. Jednak w obu przypadkach od wyroku WSA służyła kasacja. Warto również odnotować, że w listopadzie na stronach Najwyższej Izby Kontroli ukazała się "Informacja o wynikach kontroli wywiązywania się organów administracji publicznej z obowiązku udostępniania informacji publicznej, w tym z wykorzystaniem techniki informatycznej w województwie podlaskim". A tam można było przeczytać: "Najwyższa Izba Kontroli pozytywnie ocenia działania administracji samorządowej i rządowej województwa podlaskiego związane z wdrożeniem ustawy o dostępie do informacji publicznej, mimo stwierdzonych nieprawidłowości. Wdrożenie tej ustawy, w tym uruchomienie Biuletynu Informacji Publicznej (BIP), a w województwie podlaskim - także portalu internetowego WROTA PODLASIA (staraniem Urzędu Marszałkowskiego Województwa Podlaskiego) ułatwiło dostęp do informacji publicznej, zwłaszcza dotyczącej przedmiotu działania, zasad funkcjonowania, struktury i organizacji oraz obsady personalnej organów administracji publicznej".
W marcu Rzeczpospolita biła na alarm ze względu na jakość tłumaczenia unijnych aktów prawnych na język polski: "Wiadomo, że od 1 maja w Polsce będzie obowiązywało prawo Unii Europejskiej. Oznacza to konieczność bezpośredniego stosowania go przez nasze sądy". A chodzi o to, że za przygotowanie tłumaczeń wziął się Urząd Komitetu Integracji Europejskiej, który ma zadanie zweryfikować tłumaczenia od strony merytorycznej i następnie przekazać je do Brukseli. Tam odpowiednie służby działające przy Radzie Komisji Europejskiej miały postawić "kropkę nad i" w efekcie czego oficjalne tłumaczenia znalazłyby się w internetowej bazie tekstów prawnych eur-lex, dostępnej online. Jakość tłumaczeń, zdaniem wielu komentatorów, pozostawia wiele do życzenia. Podobnie, jak jakość uchwalanego na podstawie przepisów unijnych prawa krajowego. Dlatego tak ważna jest, sygnalizowana przy okazji omawiania prac nad podatkiem VAT, procedura Komisji Europejskiej. Prawo dotyczące informatyki i telekomunikacji to materia bardzo skomplikowana, wielokrotnie powtarzają się głosy, że przyjmowane w Polsce prawo w wielu miejscach jest z prawem europejskim sprzeczne. Skargi na niezgodność przepisów krajowych można złożyć anonimowo, stosowny formularz dostępny jest za pomocą Internetu, wykorzystanie tej drogi nie jest odpłatne a samą skargę można napisać w języku ojczystym (od 1 maja język polski jest jednym z oficjalnych języków Unii). Nie ma też ograniczenia dotyczącego tego, kto może taką skargę złożyć (a więc zarówno osoba fizyczna jak i stowarzyszenie, organizacje przedsiębiorców i pracodawców, etc.). Sama skarga nie wymaga uzasadnienia.
Finał Malawi
W dniu 17 września 2003 roku Sąd Apelacyjny w Poznaniu oddalił apelację wniesioną przez Krzysztofa K. od wyroku Sądu Okręgowego, który w lipcu 2002 roku nakazał pozwanemu usunąć z witryny www.Malawi.pl artykuły autorstwa Marzenny Kielan. W dniu 26 stycznia do Sądu Najwyższego wpłynęła skarga kasacyjna skierowana przez pozwanego, ze stanowiskiem którego nie zgodziły się wcześniej sądy dwóch instancji. A 15 października odbyła się rozprawa kasacyjna przed Sądem Najwyższym. Sąd ustalił, że Marzenna K. zawarła ustnie z właścicielem witryny umowę licencyjną uprawniającą go do korzystania z praw autorskich do jej artykułów, polegającego na umieszczaniu ich na tej witrynie. Była to umowa na czas nieoznaczony. Taką umowę zaś, jeśli nie ustalono w niej czego innego, twórca może stosownie do art. 68 ust. 1 pr.a. wypowiedzieć na rok naprzód, na koniec roku kalendarzowego". Sąd Najwyższy oddalił kasację pozwanego w całości (sygn. II CK 51/04). Sąd nie doszukał się zasadności argumentów pozwanego, co - jak się wydaje - kończy sprawę.
« 2001 Odyseja prawno-internetowa | Agencja v. Google »

References: art. 91
 art. 91
 art. 8
 art. 91
 art. 91
 art. 27
 art. 5
 art. 5
 art. 23
 art. 47
 art. 1
 art. 12
 Art. 2
 art. 68