Source: http://docplayer.pl/1290068-Dobry-prawnik-w-korzystnej-cenie.html
Timestamp: 2018-01-21 18:56:46+00:00

Document:
DOBRY PRAWNIK W KORZYSTNEJ CENIE - PDF
Download "DOBRY PRAWNIK W KORZYSTNEJ CENIE"
1 pisma, wnioski i umowy dwumiesięcznik szczecińskich środowisk prawniczych cena 0,0 PLN ISSN nr 5 (72) wrzesień/październik 2011 DOBRY PRAWNIK W KORZYSTNEJ CENIE porady prawne - 50 zł pisma procesowe - od 100 zł reprezentacja sądowa dochodzenie odszkodowań zapłaty, windykacja zamówienia publiczne (przetargi) emeryci i renciści - porady bezpłatne Zapraszamy! Przekonaj się sam! KANCELARIA PRAWNA Warszawa, ul. Zaułek 33 (II piętro)
3 04 Reklama na usługach... prawników 10 Ring polityczny In Gremio 12 Donos na sąd Grzegorz Szacoń, sędzia Sądu Rejonowego w Łobzie 13 Samorządność sędziowska zanika jak wysychająca rzeka z Maciejem Strączyńskim rozmawia Grzegorz Szacoń 15 Zmierzch bogów... (?) Marek Baranowicz, adwokat 18 Żądam badania na wykrywaczu kłamstw! Radosław Bielecki, sędzia Sądu Rejonowego w Gryficach 20 Nietwórcza twórczość Agnieszka Wierzbicka, studentka WPiA US 21 Kontrowersje wokół miejsca zamieszkania strony w postępowaniu cywilnym Katarzyna Grodzka, aplikantka radcowska 22 Gwarancje ustawowe domniemania niewinności oskarżonego Ryszard Różycki, wiceprezes Zarządu Oddziału Zrzeszenia Prawników Polskich w Szczecinie 24 Nie zawsze reprezentatywna organizacja związkowa jest uprawniona do opiniowania uchwały w przedmiocie likwidacji szkoły podstawowej, choć uchwała ta zawiera normy generalne i abstrakcyjne Wojciech Wojciechowski, adwokat Dwumiesięcznik szczecińskich środowisk prawniczych Wydawca: Szczecińska Izba Adwokacka, pl. Batorego 3; Szczecin Redaktor Naczelny: adw. Piotr Dobrołowicz Redaguje: adw. Piotr Dobrołowicz z sędzią Grzegorzem Szaconiem oraz z zespołem Rada Programowa: Zygmunt Chorzępa Prezes Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Szczecinie Ryszard Iwankiewicz Prezes Sądu Apelacyjnego w Szczecinie Marek Mikołajczyk Dziekan Okręgowej Rady Adwokackiej w Szczecinie Leszek Pietrakowski Prezes Rady Izby Notarialnej w Szczecinie Kinga Przybylska-Charif Dziekan Okręgowej Izby Radców Prawnych w Szczecinie Józef Skoczeń Prokurator Apelacyjny w Szczecinie Jan Woźniak Przewodniczący Izby Komorniczej w Szczecinie tel Redakcja zastrzega sobie prawo do skracania i adiustacji tekstów Druk: Angraf, ul. Wojska Polskiego 43, Piła tel. (067) ISSN: ; Nakład 2500 egzemplarzy 27 Zjawiska społecznie patologiczne prof. UAM dr hab. Karol Mausch, ekspert w zakresie psychologii sądowej 30 Aplikanci rubryka Magdaleny Pomianowskiej, aplikantki adwokackiej lat temu w Nowym Jorku Sławomir Żakowski, radca prawny 32 Szczecin śladami zbrodni Paweł Knap, OBEP IPN Szczecin rys. Arkadiusz Krupa (Sędzia Sądu Rejonowego w Goleniowie)
4 Reklama na usługach prawników Samorządy prawnicze w szybkim tempie powiększają swoje szeregi. Zauważalna jest, i odczuwalna przez niemałą część prawników, różnica między podażą oferowanych usług a popytem na nie. Na niekorzyść tego ostatniego. Oczywiście osoba zainteresowana pomocą prawną od zawsze bacznie rozglądała się za prawnikiem spełniającym jej wymagania, ale dzisiaj i sam prawnik ze zniecierpliwieniem wygląda klienta. Jak jemu pomóc w wyborze? Jak zachęcić do skorzystania z usług prawnych? Przedstawiamy uregulowania obowiązujące w samorządach prawniczych, a dotyczące reklamy (informacji?) o świadczonych usługach prawnych. Z oczywistych względów, zestawienie odpowiedzi nie obejmuje zawodów sędziego i prokuratora. Wiemy, iż te grupy zawodowe nie narzekają na brak pracy i z natury nie są zainteresowane kolejnymi zastępami klientów. /redakcja In Gremio / 4 Błażej Baumgart radca prawny, zastępca rzecznika dyscyplinarnego Okręgowej Izby Radców Prawnych w Szczecinie Czy i do czego potrzebna jest radcy prawnemu reklama? Reklama to (za wikipedią) informacja połączona z komunikatem perswazyjnym, mająca zazwyczaj na celu skłonienie do nabycia lub korzystania z określonych towarów lub usług. A zatem reklama pełni dwojaką funkcję: informacyjną i perswazyjną. Zasady etyki zawodowej radców prawnych zezwalają na informowanie o wykonywaniu zawodu, określając granice tegoż informowania, co de facto wyłącza możliwość stosowania elementu perswazyjnego. A zatem reklama rozumiana w powyższy sposób nie jest w korporacji radcowskiej dozwolona; dozwolone jest natomiast informowanie o wykonywaniu zawodu. Moim zdaniem radcy prawnemu potrzebna jest - jak każdemu przedsiębiorcy, czy osobie wykonującej wolny zawód - możliwość informowania o swojej działalności. To, czy potrzebna mu jest także reklama (obejmująca poza informowaniem także element perswazyjny, zachęcający do skorzystania z usług), zależy zapewne od czynników indywidualnych, występujących przy wykonywaniu zawodu przez poszczególnych radców prawnych i jest uzależnione m.in. od formy wykonywania zawodu, od ilości stałych zleceń, które radca posiada, od jego rozpoznawalności i stworzonej marki - uzależnionych od dotychczasowego sposobu wykonywania zawodu i opinii klientów i zapewne od wielu innych czynników. Prawdopodobnie istnieją radcy prawni, którzy widzą potrzebę reklamowania swoich usług w sposób wykraczający poza obecne regulacje, jak i są z pewnością radcy, którzy takiej potrzeby nie zauważają, uznając aktualne unormowania za wystarczające. W jaki sposób radcowie mogą się reklamować? Czego im nie wolno? Kwestie te są uregulowane w Tytule 5 Kodeksu Etyki Radcy Prawnego Informacja o wykonywaniu zawodu i pozyskiwanie klientów. Przepis art. 24 ust. 1 KERP stanowi, że informowanie o wykonywaniu zawodu oraz działalności z nim związanej jest prawem radcy prawnego. Zgodnie z art. 24 ust. 2 informowaniem jest inicjowane przez radcę prawnego działanie niestanowiące propozycji zawarcia umowy z konkretnym klientem, bez względu na formę, treść, technikę i środki oraz wymienia dane, jakie - w szczególności - mogą być informowaniem objęte. Przepis art. 25 stanowi, iż zakazane jest informowanie: - sprzeczne z prawem lub dobrymi obyczajami, - niezgodne z rzeczywistością lub wprowadzające w błąd, - sprzeczne z godnością zawodu między innymi poprzez wykorzystywanie łatwowierności lub przymusowego położenia klientów, nadużycie zaufania, wywieranie presji, narzucanie się, naruszanie miru domowego klienta, - istotnie ograniczające klientowi swobodę wyboru poprzez udzielenie nierzetelnych obietnic lub gwarancji, - o radcy prawnym lub jego działalności zawodowej przy okazji występowania w środkach masowego przekazu, wykraczające poza niezbędną i rzeczową potrzebę informacji, - o wykazach (listach) klientów, którzy nie wyrazili na to zgody, - dotyczące uczestniczenia w rankingach prawniczych i informowanie o zajętych w nich miejscach, jeżeli nie są one prowadzone zgodnie z zasadami ustalonymi uchwałą właściwego organu samorządu radców prawnych, - dotyczące sponsorowania, jeżeli działalność sponsorska nie jest prowadzona zgodnie z uchwałą właściwego organu samorządu. Przepis art. 26 definiuje pojęcie pozyskania klienta (pozyskania zlecenia) jako jakiekolwiek działanie będące bezpośrednią propozycją zawarcia umowy z konkretnym klientem oraz zezwala na pozyskiwanie klientów w sposób zgodny z prawem, dobrymi obyczajami i godnością zawodową, w szczególności nie naruszając zakazów określonych w art. 25 KERP oraz nie korzystając z odpłatnego pośrednictwa. Reklama w Internecie - czy jest możliwa, jakie są dopuszczalne jej granice? Możliwe jest informowanie w Internecie o wykonywaniu zawodu oraz działalności z nim związanej, na zasadach określonych w ww. przepisach. Brak jest w KERP szczególnych unormowań w sprawie informowania o wykonywaniu zawodu za pośrednictwem Internetu. Czy obecne regulacje samorządowe w sprawie reklamy odpowiadają współczesnym oczekiwaniom członków samorządu i społeczeństwa?
5 W moim osobistym odczuciu obowiązujące regulacje są zasadne i wystarczające. Trudno mi jest natomiast wypowiadać się w imieniu innych członków samorządu, czy - tym bardziej - społeczeństwa. Faktem jest, że w szczecińskiej OIRP nie występuje (przynajmniej w obecnej kadencji) problem naruszania przez radców prawnych przepisów KERP w omawianym zakresie - z punktu widzenia organów dyscyplinarnych. Na około 60 spraw dyscyplinarnych rozpoznawanych przez Rzecznika Dyscyplinarnego i jego zastępców w latach , tylko jedna sprawa dotyczyła ewentualnego naruszenia przepisów art KERP. W sprawie tej odmówiono jednak wszczęcia dochodzenia albowiem w toku czynności sprawdzających ustalono, że radcom prawnym, którym zarzucono w skardze naruszenie ww. przepisów, nie można przypisać popełnienia deliktu dyscyplinarnego, gdyż nie podjęli oni działań wskazanych w skardze. [ ] Waldemar Juszczak adwokat, rzecznik dyscyplinarny Okręgowej Rady Adwokackiej w Szczecinie Czy i do czego potrzebna jest adwokatowi reklama? Nie ma odpowiedzi na takie pytanie. Każdy z adwokatów zna tę jedyną i właściwą odpowiedź. W obecnej sytuacji, w której rynek wszelkich usług jest rynkiem konsumenta - to rzetelna informacja jest jednym z tych środków, które pozwalają na prezentację prowadzonej przez siebie działalności. To uwaga szeroko ujęta, nie odnosząca się tylko do adwokatury. Prywatnie, osobiście myślę, że reklama nie jest dla adwokata źródłem pozyskiwania klienta. Choćbym nie wiem ile rozrzucił wizytówek na Bramie Portowej, to i tak klient szukający dobrego adwokata do rozwodów pójdzie do tego adwokata, z którego był zadowolony szwagier, który się rozwodził. To jest wybór zaufania, a nie wybór na podstawie reklamy, nawet jeśli Goździkowa poleca. Na obecną chwilę, jak mi się wydaje, głosy o konieczności uwolnienia prawa reklamowania prowadzonej przez adwokatów działalności pozostają chyba w mniejszości. Nie słyszałem też, aby umożliwienie radcom prawnym reklamowania się doprowadziło do jakiś większych rewolucji na rynku prawniczym, ale jest to prywatna opinia, nie poparta żadnymi badaniami. W jaki sposób adwokaci mogą się reklamować? Czego im nie wolno? Adwokaci mają ograniczone możliwości reklamowania swoich usług. Ograniczenia te wynikają ze Zbioru Zasad Etyki Adwokackiej i Godności Zawodu. W Kodeksie ustanowiono bezwzględny zakaz reklamy w szczególności w prasie, w radiu i w telewizji. Ponadto Zbiór Zasad wprowadził również zakaz pozyskiwania klientów w sposób, który mógłby być sprzeczny z godnością zawodu. Pojęcie godności zawodu jest oceniane na gruncie konkretnej sprawy. Tutaj mam przed oczami niedawny nekrolog z gazety warszawskiej, z kondolencjami dla Pani Adwokat XX, partnera zarządzającego i wspólnika w kancelarii John & John (czy podobnie) w Warszawie, z powodu śmierci taty, której to kondolencje składają: partner zarządzający i wspólnik YY, oraz wspólnik ZZ, wspólnik WW. Jak pamiętam, nazwy i nazwiska adwokatów były dużymi literami, imię zmarłego taty zdecydowanie mniejszymi. Trzeba jednak oddać wspólnikom, że nie podali godzin otwarcia kancelarii. Komisja Etyki Zawodowej NRA pracowała przez okres półrocza 2011 r. nad propozycjami zmian w Zbiorze Zasad. Zaproponowała, aby utrzymać generalny zakaz reklamy, jako zjawiska niepożądanego, prowadzącego także do zachwiania proporcji pomiędzy małymi kancelariami i dużymi firmami adwokackimi. Adwokaci mogą natomiast informować o swojej działalności zawodowej. Informacja ta musi być dokładna i nie wprowadzająca w błąd, a forma zgodna z Kodeksem Zasad. Adwokat może między innymi informować: o świadczonej pomocy prawnej poprzez umieszczenie informacji na dokumentach firmowych, umieszczanie wpisów w książkach adresowych, telefonicznych czy na stronach internetowych, przesyłać informacje drogą elektroniczną na wyraźne życzenie klienta, umieszczać na stronach internetowych, jak również w katalogach i w wyszukiwarkach internetowych informacji, wydawać broszury i informatory. Informacje te mogą zawierać: nazwę i adres kancelarii imiona i nazwiska wspólników, adresy , dane dotycząc tematu oraz rodzaju i zakresu świadczonych usług prawnych. Jeżeli chodzi o pobierane wynagrodzenie należy pamiętać, że informacja ta powinna być określona jednoznacznie. Natomiast adwokaci muszą pamiętać, że zakazane jest publikowanie informacji o wynikach swojej pracy, np.: wygranych sprawach, czy zajętych miejscach w rankingach prawniczych. Reklama w Internecie czy jest możliwa, jakie są dopuszczalne jej granice? Adwokaci, którzy reklamują swoje kancelarie w Internecie, będą ścigani dyscyplinarnie. Podkreślam reklamują. Jednakże umieszczenie na stronie internetowej informacji o pomocy prawnej świadczonej przez adwokata już nie jest reklamą i jest ono zgodne z Zbiorem Zasad Etyki. Należy ponownie powrócić do tego co już mówiłem - zgodnie ze Zbiorem Zasad Etyki adwokat ma prawo do informowania o swojej działalności zawodowej pod warunkiem, że informacja ta będzie dokładna i nie będzie wprowadzała w błąd. Dane te mogą zawierać informacje o świadczonej pomocy ze wskazaniem dziedziny, w której dana kancelaria się specjalizuje. Komisja Etyki Zawodowej NRA wskazała, że oprócz informacji adwokaci mogą umieszczać na stronach internetowych informacji w katalogach i w wyszukiwarkach danych na stronie, na której zamieszczone zostaną informacje o świadczonej przez adwokata pomocy prawnej. Zjawisko pozycjonowania jest zaakceptowane, ale jako uczciwa informacja, a nie reklama. Pozycjonowanie nie stanowi oferty, a więc nie narusza zakazu kierowania ofert do osób, które nie chcą otrzymać takiej oferty. Novum to propozycja prawa do publikowania na swojej stronie informacji o interesujących kazusach, ze 5
6 6 swojej praktyki. Dostrzegam jednak tutaj cienką czerwoną linię, kiedy to rozochocony sukcesem napiszę o tym, że moje przemówienie obrończe rozbiło w pył argumentację obrony, czego dowodem jest uniewinnienie klienta. Czy obecne regulacje samorządowe w sprawie reklamy odpowiadają współczesnym oczekiwaniom członków samorządu i społeczeństwa? To pytanie do wilka, czy owce są zadowolone. Nie wiem jakie oczekiwania ma społeczeństwo wobec adwokatów. Ostatnie lata wskazują, że te oczekiwania sprowadzają się do żądania pracy za darmo, ale to już temat do zupełnie innego wywiadu. Według mnie zanika pojęcia klienta z ulicy, tej mitycznej Barbary Piaseckiej Johnson, która któregoś dnia wejdzie ze zleceniem do kancelarii. Fora internetowe i informacja od szwagra (tego co się rozwodził) są dla dzisiejszego klienta podstawowym źródłem informacji, czy warto do tego Juszczaka zajść. Dla młodego człowieka co nie istnieje w internecie, to nie istnieje w realu. Reklama nie zmieni tego stanu, tak sądzę. Informacji dla klienta jest dość również ze strony Okręgowej Rady Adwokackiej. Każdy kto poszukuje porady prawnej uzyska w ORA potrzebne informacji o adwokacie świadczącym pomoc prawną w ramach określonych dziedzin prawnych. [ ] Leszek Pietrakowski notariusz, prezes Rady Izby Notarialnej w Szczecinie Czy i do czego potrzebna jest notariuszowi reklama? Do reklamy wolnych zawodów należy podchodzić niezwykle ostrożnie, ponieważ może ona naruszać godność i obniżać poziom wykonywanego zawodu. Te dwa argumenty zdecydowanie przekonują o zasadności stosowania ograniczeń reklamy usług prawniczych. W przypadku ich braku bez wątpienia znalazłyby się osoby, które stawiałyby chęć pozyskania jak największej liczby klientów ponad wysoki status wykonywanego zawodu czy najwyższą staranność dokonywanych czynności, rozpoczynając tym samym nieograniczony wyścig reklamowy. Pamiętać należy także o tym, że zakazy reklamy usług prawniczych będą skuteczne oraz sprawiedliwe, o ile dotyczyć będą wszystkich adresatów. W jaki sposób notariusze mogą się reklamować? Czego im nie wolno? W samym Prawie o notariacie nie znajdziemy konkretnych postanowień, które bezpośrednio regulują problematykę reklamy. Regulacje takie znajdziemy jednak w Kodeksie Etyki Zawodowej Notariusza. Paragraf 25 kodeksu wskazuje: Notariusz powinien kierować się zasadą lojalności, życzliwości i szacunku w stosunku do innych notariuszy, zachowując wszakże prawo do oceny ich pracy, a zarazem wystrzegając się jakichkolwiek form nieuczciwej konkurencji zawodowej. Najbardziej istotnym, w tym przypadku, elementem przytoczonego przepisu jest zakaz stosowania jakichkolwiek form nieuczciwej konkurencji, ponieważ Kodeks Etyki w 27 wyraźnie zalicza do działań nieuczciwej konkurencji także stosowanie reklamy ( Do działań nieuczciwej konkurencji zalicza się również uprawianie reklamy osobistej, w jakiejkolwiek postaci ). Wymieniony wyżej zakaz indywidualnej reklamy kancelarii notarialnej odnosi się do reklamowania miejsca położenia lokalu i osoby notariusza. Notariusz nie może też w żaden sposób inspirować pracowników kancelarii notarialnej do jej reklamowania. Oprócz ograniczeń reklamy wynikających z Kodeksu Etyki Zawodowej Notariusza dość istotne postanowienia mające wpływ na reklamę usług notarialnych znajdują się w Regulaminie Wewnętrznego Urzędowania Kancelarii Notarialnej, przyjętego w formie uchwały Krajowej Rady Notarialnej. Regulamin ten zawiera bardzo dokładne wytyczne związane głównie z technicznymi możliwościami reklamy kancelarii notarialnej. Paragraf 3 omawianego aktu zezwala na umieszczenie, a raczej zobowiązuje do tego, nazwy kancelarii na tablicy wywieszonej nad wejściem lub z boku wejścia do budynku, w którym znajduje się kancelaria. Jeśli chodzi o sam wygląd tablicy oraz informacji na niej umieszczonych, to kwestia ta kompleksowo została określona w załączniku do omawianego regulaminu. Ustalony jest opisowy wzór tablicy na budynkach, w których znajdują się kancelarie notarialne (rozmiar, kolor, wielkość liter). Rada właściwej izby notarialnej może zezwolić na inny kolor lub rozmiar tablicy, w szczególności, gdy wymagania te wynikają z zabytkowego charakteru budynku. Natomiast w papierowych książkach telefonicznych dopuszczalne są tylko podstawowe wpisy teleadresowe kancelarii notarialnych (takie jak mają urzędy) bez wyróżników i ramek reklamowych. Reklama w Internecie czy jest możliwa, jakie są dopuszczalne jej granice? Nasz samorząd zawodowy szczegółowo uregulował również problematykę posiadania przez notariuszy stron internetowych. Kwestia ta została uregulowana w uchwale nr 12 Krajowej Rady Notarialnej z 15 lutego 2008 r. W sprawie określenia zakresu i formy zakładania i prowadzenia stron internetowych dla kancelarii notarialnych. Zgodnie z uchwałą notariusz może prowadzić dla swojej kancelarii tylko jedną stronę internetową. Dodatkowo treść, kształt graficzny oraz kolorystyka strony nie mogą naruszać powagi lub godności zawodu notariusza. Uchwała bezpośrednio wymienia również elementy, które na takiej stronie mogą się znaleźć. Są to m.in.: - imię oraz nazwisko notariusza, tytuł naukowy, znajomość języków obcych, - adres kancelarii, - numery telefonów i faksu, - plan lub mapka dojazdu do kancelarii, - informacja o usytuowaniu kancelarii (piętro, winda, podjazd dla niepełnosprawnych) oraz o parkingu, - linki do stron internetowych KRN oraz właściwej izby notarialnej, - logo notariatu polskiego, - godziny urzędowania kancelarii.
7 DREWNIKOWSKI Sp. z o.o. DREWNIKOWSKI Sp. z o.o. AUTORYZOWANY KONCESJONER AUTORYZOWANY PEUGEOT KONCESJONER PEUGEOT Szczecin, ul. Bagienna 36d, tel. Szczecin, ul. 13, Bagienna salon sprzedaży 36d, tel. 91 i serwis , salon sprzedaży i serwis
8 8 Czy obecne regulacje samorządowe w sprawie reklamy odpowiadają współczesnym oczekiwaniom członków samorządu i społeczeństwa? Generalnie trzeba stwierdzić, że przepisy samorządu zawodowego notariuszy powodują daleko idące ograniczenia dotyczące reklamy. Prawo o notariacie uprawnia Krajową Radę Notarialną do wypowiadania się w sprawie zasad etyki zawodowej notariuszy. Reklama wolnych zawodów nierozerwalnie związana jest z zasadami godności i etyki zawodowej. Zakaz reklamy notariuszy wynika z ich statutu zawodowego i prawnych form wykonywania zawodu, na tle innych zawodów prawniczych. Notariusz jest osobą zaufania publicznego, wykonując swój zawód korzysta z ochrony przysługującej funkcjonariuszom publicznym. Jego poczynania nie mogą uchybiać powadze zawodu, zważywszy na charakter wykonywanych przez niego czynności notarialnych. Zgodnie z ustawą Prawo o notariacie, strony poprzez akt notarialny nadają charakter urzędowy dokonanym czynnościom. W interesie społecznym także więc jest aby czynności te były dokonywane u danego notariusza ze względu na jego najwyższe umiejętności i staranność, a nie ze względu na szczególną chwytliwą reklamę notariusza. [ ] Jan Woźniak komornik sądowy, przewodniczący Izby Komorniczej w Szczecinie Czy i do czego potrzebna jest komornikowi reklama? Na wstępie chciałbym podkreślić, że komornicy nie świadczą usług prawniczych, albowiem ze stronami postępowania egzekucyjnego nie łączy ich stosunek prywatnoprawny. Czynności egzekucyjne wykonywane są według procedury określonej kodeksem postępowania cywilnego o czym pisałem w artykule p.t. Kim jest komornik sądowy? Kto finansuje działalność egzekucyjną? (In Gremio 2/2011). Komornik jest organem władzy publicznej. Uwzględniając tak określony status komornika sądowego, to niezrozumiałe są intencje ustawodawcy, który zniósł właściwość miejscową komornika (organu władzy publicznej) i sukcesywnie zwiększa liczbę stanowisk, uzasadniając to chęcią wprowadzenia konkurencji między nimi. Konkurować to znaczy mieć możliwość m.in. reklamy swoich działań. Wydawałoby się, ze komornikom prowadzącym od lat kancelarie zbędna jest jakakolwiek reklama, ponieważ zdołali sobie wypracować odpowiednią opinię wśród wierzycieli dostarczających wnioski. Powołanie nowych stanowisk komorników w rewirach przy sądach rejonowych doprowadziło do sytuacji, że nowi komornicy, chcąc jak najszybciej odzyskać niemałe nakłady związane z utworzeniem kancelarii niejako zmuszeni są do podejmowania działań noszących znamiona tzw. nieuczciwej konkurencji w tym reklamy. W jaki sposób komornicy mogą się reklamować? Czego im nie wolno? Kodeks Etyki Zawodowej Komornika w 16 ust. 1 stanowi Komornika obowiązuje zakaz korzystania z reklamy w jakiejkolwiek formie. Dalej odnosząc się do nieuczciwej konkurencji stwierdza, że jej przejawem są takie działania jak: a) korzystanie z usług pośredników, którzy zawodowo bądź w innej formie zjednują dla komornika wierzycieli, b) narzucanie komukolwiek swoich czynności poprzez proponowanie rażąco niższych bądź nieadekwatnych opłat, z jednoczesnym odsyłaniem wierzycieli do innych komorników w sprawach pracochłonnych i mało dochodowych, c) dokonywanie czynności, do których wcześniej przystąpił inny komornik, bez wzajemnego porozumienia w tej mierze, d) pozyskiwanie klienteli w sposób niezgodny z zasadami lojalności wobec innych komorników, e) monopolizowanie korzystnych czynności na danym terenie przy pomocy przedstawicieli organów administracji i podmiotów gospodarczych, f) umieszczenie reklam w prasie lub innych środkach masowego przekazu, g) redagowanie relacji prasowej z przeprowadzonych czynności, h) inspirowanie przez komornika audycji w środkach masowego przekazu lub komentowanie w nich prowadzonej czynności, i) reklamowanie swej działalności zawodowej w czasie występowania w środkach masowego przekazu, j) przejmowanie aplikantów, asesorów i pracowników innego komornika bez wzajemnego porozumienia. Komornik jest funkcjonariuszem publicznym wykonującym czynności egzekucyjne. Wobec powyższego obowiązany jest postępować zgodnie z przepisami prawa, złożonym ślubowaniem oraz zasadami etyki zawodowej. Naruszenie powyższego zakazu może być podstawą wszczęcia przeciwko komornikowi postępowania dyscyplinarnego. rys. Arkadiusz Krupa (Sędzia Sądu Rejonowego w Goleniowie)
9 Reasumując, komornik nie może się reklamować, natomiast do informowania w prasie i innych środkach masowego przekazu lub w innej formie o działalności zawodowej komorników upoważniona są rady izb komorniczych oraz Krajowa Rada Komornicza. Reklama w Internecie czy jest możliwa, jakie są dopuszczalne jej granice? Nie da się ukryć, że w dzisiejszych czasach najprostszym i najbardziej dostępnym sposobem reklamy i promocji jest Internet. Komornicy mogą tworzyć własne strony internetowe, jednak zamieszczone tam informacje mogą zawierać tylko takie dane jak: zawód, imię i nazwisko, tytuł naukowy, adres i numer telefonu (faksu, telefaksu). Komornik może zamieszczać w internecie obwieszczenia o licytacjach, jak również udostępniać wzory wniosków egzekucyjnych bądź innych pism składanych do komorników, jednakże nie może w jakikolwiek sposób reklamować swojej działalności, gdyż takie działanie może doprowadzić do pociągnięcia komornika do odpowiedzialności dyscyplinarnej. Czy obecne regulacje samorządowe w sprawie reklamy odpowiadają współczesnym oczekiwaniom członków samorządu i społeczeństwa? Zapewne obecny Kodeks Etyki Zawodowej Komornika uchwalony przez Krajową Radę Komorniczą 18 listopada 1999 r. z jedyną zmianą z dnia 30 czerwca 2010 r. nie jest dostosowany do licznych zmian Ustawy o komornikach sądowych i egzekucji z dnia 29 sierpnia 1997 r. (t.j. Dz. U. z 2006 r. Nr 167, poz z późn. zm.). Mam tu na myśli zniesienie od 2008 r. rewirów jednoosobowych i wprowadzenie wieloosobowych rewirów przy sądach rejonowych, a co za tym idzie zwiększenie liczby kancelarii komorniczych w apelacji szczecińskiej z 35 w 2005 r. do 65 aktualnie. Nowo powołani komornicy w celu pozyskania spraw pozwalających im sfinansowanie kancelarii muszą podejmować działania niejednokrotnie naruszając zasady etyki zawodowej. To samo dotyczy pozostałych komorników, którzy odnotowują w związku z tym mniejszy wpływ spraw. Sytuację tę komplikuje również systematyczne obniżanie przez ustawodawcę opłat egzekucyjnych przy równoczesnym wzroście kosztów działalności egzekucyjnej pokrywanych z tych opłat. Samorząd komorniczy zdaje sobie z tego sprawę. Przy Krajowej Radzie Komorniczej została powołana komisja celem opracowania projektu nowego kodeksu etyki zawodowej. W najbliższym czasie projekt ten zostanie przekazany do konsultacji wszystkim izbom komorniczym w kraju. [ ] reklama
10 Ring polityczny In Gremio W związku ze zbliżającymi się wyborami parlamentarnymi redakcja In Gremio postanowiła skierować kilka pytań do polityków z naszego regionu, którzy na szczecińskich listach wyborczych do Sejmu RP zajmują pierwsze miejsca. Przypominamy, iż Platforma Obywatelska na czoło swojej listy wystawiła Bartosza Arłukowicza, a Prawo i Sprawiedliwość Joachima Brudzińskiego. Listę SLD otwiera jej przewodniczący Grzegorz Napieralski. Lokomotywą PSL w Szczecinie ma natomiast być Zygmunt Dziewguć. Przesłane do polityków pytania dotyczą kwestii prawnych, które rzadko pojawiają się debatach medialnych, stąd jesteśmy przekonani, że odpowiedzi zainteresują Czytelników In Gremio. I pozwolą im zweryfikować swoją dotychczasową wiedzę o kandydatach i ich przekonaniach. W odpowiednim czasie otrzymaliśmy wypowiedzi Joachima Brudzińskiego, Zygmunta Dziewgucia i Grzegorza Napieralskiego. Niestety, mimo początkowego zapewnienia wzięcia udziału w ankiecie, kandydat PO ostatecznie nie znalazł dla szczecińskich prawników czasu i nie udzielił nam odpowiedzi. Komentarz takiej postawy pozostawiamy Państwu. /redakcja In Gremio/ 1. Czy jest pan usatysfakcjonowany z funkcjonowania wymiaru sprawiedliwości w Polsce? Dlaczego? 2. Czy popiera pan projekt ustawy o państwowych egzaminach prawniczych, który zakłada możliwość reprezentowania klientów przed sądami przez osoby nie mające przygotowania zawodowego, w oparciu o sam tytuł magistra prawa? Dlaczego? 3. Czy popiera pan planowane zamrożenie waloryzacji płac sędziów i prokuratorów w przyszłym roku? Dlaczego? 4. Jak ocenia pan zmiany, które zaszły w samorządach prawniczych po wejściu w życie tzw. ustawy Gosiewskiego? 5. Na rynek usług prawnych wchodzą kolejne liczne roczniki młodych, wykwalifikowanych po ukończonej aplikacji prawników. W ostatnich latach liczba adwokatów i radców jednak wzrosła tak bardzo, że na rynku prawniczym podaż przewyższa popyt. Co doradziłby pan tym młodym ludziom? 10 Joachim Brudziński poseł na Sejm RP 1. Konstytucyjna zasada niezawisłości sędziów i niezależności sądów nakazuje daleko idącą wstrzemięźliwość w formułowaniu ocen dotyczących funkcjonowania wymiaru sprawiedliwości w Polsce. Nie oznacza to jednak, że taka krytyka nie może być dokonywania z punktu widzenia interesu społecznego. Każda władza, w tym władza sądownicza, podlega ocenie formułowanej w ramach dyskursu publicznego. W funkcjonowaniu państwa, a w tym działalności wymiaru sprawiedliwości na pewno wiele powinno ulec modyfikacji i ulepszeniu. W sposób szczególny chciałbym zwrócić uwagę na przewlekłość procedur, niejednokrotne braki w aparacie administracyjnym sądów (sekretarze, asystenci) oraz wciąż jeszcze niedostateczną komputeryzację działania władzy sądowniczej. Poddaję również pod rozwagę, że to właśnie w czasach, kiedy pan Jarosław Kaczyński pełnił funkcję Prezesa Rady Ministrów, to właśnie na działalność wymiaru sprawiedliwości w sposób wydatny zwiększono środki na wydatki personalne oraz unowocześnienie infrastruktury. W ostatnim czasie takiego pozytywnego trendu niestety już nie widać. 2. Chciałbym zwrócić uwagę na fakt, że konstytucyjna swoboda prowadzenia działalności gospodarczej gwarantuje każdemu możliwość wykonywania swobodnie obranego zawodu lub aktywności o charakterze ekonomicznym. W dzisiejszych czasach, w których w wydatny sposób nasze życie regulowane jest przez wolny rynek, również młodzi adepci prawa powinni mieć możliwość wykonywania zawodów o charakterze prawniczym. Głęboko wierzę, że w należyty sposób wykonywać będą swoje zlecenia, co przyczyni się nie tylko do przyspieszenia rozpoznawania spraw, ale również pozwoli na szerszy dostęp do usług prawniczych wszystkim obywatelom, nie tylko tym, którzy dysponują bardziej zasobnym portfelem. To jednak od członków naszego społeczeństwa powinno zależeć komu zdecydują się powierzyć swoje sprawy - czy często bardziej doświadczonym radcom i adwokatom, czy też młodym, doskonale wykształconym magistrom prawa. 3. W sposób zdecydowany sprzeciwiam się zamrożeniu waloryzacji płac sędziów i prokuratorów. Nie wyobrażam sobie, aby wykonywana przez te osoby służba nie była przez państwo należycie doceniona, co winno dawać swój wyraz w odpowiednim uposażeniu. Wiele osób ma wrażenie, że obecnemu rządowi nie zależy na sprawnie działających sądach i prokuraturze. Kiedy rządy sprawowało moje środowisko polityczne, czyli Prawo i Sprawiedliwość, to właśnie sędziowie i prokuratorzy doczekali się ustawowych gwarancji otrzymywania wynagrodzenia adekwatnego do charakteru wykonywanej służby i społecznej roli. 4. Niewątpliwe w ostatnich latach daje się zauważyć, a zarazem docenić większą otwartość samorządów prawniczych na zmieniającą się rzeczywistość, również uwarunkowania rynkowe. Adwokatura i korporacja radców prawnych są ważnym składnikiem przestrzegania ładu prawnego oraz istotnym środkiem ochrony prawa człowieka, a także jednym z niezbędnych składników demokratycznego państwa prawnego.
11 5. Nie chciałbym stawiać się w roli doradcy, ponieważ młodzi ludzie, którzy ukończyli aplikacje prawnicze i zdali egzaminy zawodowe na pewno sobie poradzą na rynku usług prawniczych. Bardzo mnie cieszy, że tak wiele osób zdobywa niezbędne uprawnienia i będzie mogło swoją pracą służyć członkom naszego społeczeństwa. Jestem przekonany, że wspaniale sobie poradzą na rynku i osiągną życiowy i zawodowy sukces. Sami najlepiej wiedzą, że ciężka praca i codzienna rzetelność w podejmowanych czynnościach, są gwarancją zdobycia dobrego statusu materialnego i powszechnego szacunku, czego wszystkim prawnikom, którzy rzetelnie służą naszemu państwu oraz naszemu społeczeństwu, serdecznie życzę. [ ] Zygmunt Dziewguć radny Sejmiku Zachodniopomorskiego 1. Przez wymiar sprawiedliwości rozumiemy wszystkie organy od policji przez komornika aż do prokuratury i sądu, to jak można być zadowolony z sytuacji, skoro do dziś dalej nie wiadomo, kto zamordował szefa policji gen. Marka Papałę i kto dopuścił się zbrodni na Olewniku. 2. Zdecydowanie jestem przeciwny. Nigdy nie powierzyłbym własnej sprawy tak nieprzygotowanemu (niedoświadczonemu) prawnikowi, choćby był prymusem na wyższej uczelni. 3. Jestem przeciwny zamrożeniu waloryzacji płac sędziów i prokuratorów. Nie może być tak, że sędzia rezygnuje z zawodu i przechodzi do zawodu komornika, który de facto jest lepiej płatny. Jest to jeden z zawodów, który musi być dobrze opłacany ze względu na wyeliminowanie korupcji. 4. Mam dużo wątpliwości co do trafności tych rozwiązań. Samorządy prawnicze tworzą ludzie z elity społecznej, które potrafią się doskonale samoorganizować. Władza wkracza w samorządność, która była i jest jedną z najważniejszych zdobyczy przemian ustrojowych w Polsce, uważam to za błąd. 5. Uważam za dobre rozwiązanie tworzenie spółek, co prowadzi do ograniczenia kosztów działalności i zwiększenia konkurencyjności na rynku. Celowa by była głęboka specjalizacja w niszowych dziedzinach prawa (prawo autorskie, prawo własności itp.). O powodzeniu w zawodzie zdecyduje wtedy wysoka jakość świadczonych usług. Ponadto uważam, że możliwe jest nietrzymanie się kurczowo stałych zawodów prawniczych (adwokat, radca prawny), lecz szukanie zajęcia w organach rządowych i samorządowych oraz w podmiotach gospodarczych, które ciągle potrzebują ludzi z wyższymi kwalifikacjami. [ ] Grzegorz Napieralski poseł na Sejm RP 1. Platforma Obywatelska pod pretekstem reformy sądownictwa likwiduje sądy, czym ogranicza dostęp obywateli do sądownictwa. Wszelkiego rodzaju reformy sadownictwa nie mogą polegać na likwidacji sądów, a na ich usprawnianiu. W wyniku likwidacji sądów konieczne będzie zwiększenie wydatków dla sędziów dojeżdżających do jednostek znajdujących się dalej od ich miejsca zamieszkania, spadnie również efektywność przedsiębiorców. Bulwersujący jest fakt, że wyznaczanie placówki sądu do likwidacji nie jest określane na podstawie racjonalnych przesłanek, a aktywności posłów PO. Co ważne wszelkie zmiany przeprowadzane są bez uwzględnienia negatywnych skutków likwidacji sądów, jak także z pominięciem większości opinii samych zainteresowanych oraz przedstawicieli samorządu terytorialnego. Z roku na rok wydatki na polskie sądy rosną, przy czym nie rośnie ich wydajność. Wiążę się to głównie z wadliwym zarządzaniem i dysproporcjami w natężeniu pracy w poszczególnych instytucjach. Bez utworzenia sądów społecznych oraz odciążenia polskiego sądownictwa od spraw typowo administracyjnych, jak te związane z księgami wieczystymi Polska nie dojdzie do sprawnego systemu sądowniczego. Pokazują to dane uzyskane w badaniach Doing Business, pokazujące że wyegzekwowanie długu poprzez polski sąd trwa około 800 dni. 2. Sojusz Lewicy Demokratycznej opowiada się za zapewnieniem obywatelom konstytucyjnego prawa do sądu, rozumianego szeroko jako dostępu do wymiaru sprawiedliwości i do pomocy prawnej, także dla osób najuboższych poprzez przebudowę systemu bezpłatnej pomocy prawnej. W celu obniżenia wysokich kosztów polskiego sądownictwa jako całości, konieczne jest także uczynienie tańszym dostępu do usług prawniczych dla obywateli. W tym celu Sojusz Lewicy Demokratycznej proponuje uchwalenie ustawy o nieodpłatnej pomocy prawnej, która wprowadzi system przetargów publicznych na realizację tej formy pomocy prawnej, co znacznie obniży dostęp do adwokatów dla obywateli. Poza adwokatami i radcami prawnymi do przetargów będą mogły startować akademickie poradnie prawne. System przetargów spotkał się z dużym zainteresowaniem środowisk prawniczych i akademickich. Jego 11wybory 2011
12 12 zaletą poza obniżeniem kosztów usług prawnych w Polsce jest możliwość szybkiego i łatwego wdrożenia, na co Polacy czekają od lat. 3. W Polsce potrzebna jest zmiana ustroju prokuratury i systemu więziennictwa, które oparte są na wzorach z lat pięćdziesiątych, wystarczyłoby 4-5 tysięcy sędziów, tymczasem obecnie jest ich 12 tysięcy. Reforma wymiaru sprawiedliwości polegać ma na zmianie w systemie zarządzania sądownictwem, te zmiany nie będą wymagały wzrostu kosztów, które i tak nad Wisłą należą do najwyższych w Europie. Zastrzec należy także, że wszelkie zmiany, które należy przeprowadzić w najbliższym czasie muszą zostać dokonane przy zachowaniu niezależności oraz niezawiłości sądów. 4. Możliwość korzystania z pomocy profesjonalnego prawnika to dla wielu Polaków wciąż towar luksusowy. Według przeprowadzonych badań blisko dziewięciu na dziesięciu Polaków w ciągu pięciu ostatnich lat w ogóle nie korzystało z usług prawników. Rozszerzenie dostępu do zawodów prawniczych zmieniło sytuację tylko w niewielkim stopniu. W efekcie, jak zauważono w raporcie Agencji Praw Podstawowych Unii Europejskiej, osoby których nie stać na zatrudnienie prawnika mogą jedynie liczyć na wsparcie pracowników socjalnych, przedstawicieli organizacji pozarządowych czy urzędników. Problem jednak w tym, że są to incydentalne formy wsparcia. Poza tym, mogą na nie liczyć niemal wyłącznie mieszkańcy większych miast, gdzie funkcjonują różnego rodzaju instytucje wsparcia najuboższych. Na braku państwowego systemu nieodpłatnego poradnictwa prawnego tracą więc najbardziej osoby najuboższe z najmniejszych miast i wsi. Dlatego my proponujemy przebudowę systemu bezpłatnej pomocy prawnej, o którym mowa była powyżej. 5. Zawód adwokata, radcy prawnego to przede wszystkim odpowiedzialna służba. Prawnicze zawody zaufania publicznego działają na rzecz ochrony praw i wolności obywatelskich oraz stosowania i kształtowania prawa. Działania te są bardzo ważnymi częściami demokratycznego państwa prawnego. Wypełnianie ustawowych funkcji tych zawodów nie może być realizowana bez niezależnego samorządu zawodowego, którego status prawny został zagwarantowany w Konstytucji Rzeczpospolitej Polskiej. W tym miejscu należy zaznaczyć, że równie istotnym elementem składającym się na budowanie autorytetu państwa jest odpowiedzialność za przestrzeganie prawa, zasad godności oraz etyki zawodu przez każdego, kto zawodowo zajmuje się stosowaniem prawa. Dlatego też każdy, kto wybiera tę drogę życiowego rozwoju zawodowego musi pamiętać o odpowiedzialności, jaka się z tym wiąże. Te argumenty są pomijane w debacie publicznej dotyczącej młodych prawników, nad czym ubolewam. [ ] Donos na sąd Grupa intelektualistów po wyroku w sprawie Agora przeciwko Jarosławowi Markowi Rymkiewiczowi napisała list do Ministra Sprawiedliwości w proteście przeciw orzeczeniu. No bo jak to? Ma istnieć w sądach ochrona dóbr osobistych? Jak głosi list: wyrok sądu zamyka usta, tłumi publiczną wymianę myśli, knebluje i godzi w wolność słowa. Abstrahując od istoty tamtego sporu można zauważyć, że piszącym list bardzo łatwo jest zrezygnować z dbałości o dobra osobiste. Zwłaszcza cudze. Święte oburzenie nie pozwoliło chyba jednak na głębsze zastanowienie nad wymową listu. Bo co, po przeczytaniu listu, miałby zrobić Minister Sprawiedliwości, by zadowolić protestujących? Ma sam zmienić wyrok sądu, czy może znaleźć jakiegoś sędziego i kazać mu go zmienić? Tak oto donoszący na sąd, uciekając od wytykanych w liście białoruskich standardów, wprost do nich dążą. Kilkanaście dni później orzeczenie sądu w trybie wyborczym, nakazujące sprostować Prawu i Sprawiedliwości treści swoich wystąpień, lider tej partii przyjął z komentarzem, którego wymowa jest taka, że Polska będzie państwem prawa, jak się oczyści wymiar sprawiedliwości. Z orzeczeniem nie będzie dyskutował, ale z sądami trzeba zrobić porządek. Jak widać z tych dwóch przykładów nasza klasa polityczna nie tylko nie widzi potrzeby istnienia niezawisłych sądów, ale wręcz takie sądy jej przeszkadzają. Jakiej gazety się nie otworzy w kampanii, wszędzie piękne wypowiedzi o europejskich standardach i kanonach demokracji. Ale kiedy trzeba wymagać od siebie poszanowania dla podstawowej zasady niezawisłości sądu, to lepiej napisać na sąd donos, albo postraszyć zrobieniem z nim porządku. I tu przychodzi na myśl anegdota o przypadku pewnego sędziego z sądu powiatowego, który w latach siedemdziesiątych jako ostatnią czynność przed wydaniem wyroku wykonywał telefon do miejscowego białego domku, czyli siedziby PZPR. Oczywiście bezprawne było dopytywanie się sekretarza partii, czy ma coś od kogoś zasądzić. Ale już całkowicie groteskowe były telefony w sprawach rozwodowych. Wydaje się, że dziś wielu bojowników politycznych też by sobie życzyło, aby byli tacy sędziowie, którzy przed wydaniem wyroku dzwoniliby do nich z pytaniem jak mają orzekać. A przynajmniej żeby doskonale orientowali się jak orzec, żeby tego, czy owego polityka nie rozdrażnić. Sądownictwo ma społeczeństwu do zaoferowania jedną bezcenną rzecz. Nie są to teorie prawne, które się zmieniają i zawsze znajdą się zwolennicy lub przeciwnicy takiej lub innej. Tym czymś jest niezawisłość i niezależność - zwłaszcza od świata polityki. Dlatego zginanie karków przed politykami, za funkcje lub pochwały, jest drogą donikąd. Będzie zaś często ocenione jako niegodziwe lub tak groteskowe, jak zachowanie owego sędziego, który lubił zadzwonić tam, gdzie była władza. Pozostaje nie bać się pomruków niezadowolenia ze strony polityków i donosów do ministra. [ ] Grzegorz Szacoń, sędzia Sądu Rejonowego w Łobzie felieton na czasie
13 O czterech ostatnich latach w wymiarze sprawiedliwości przed wyborami parlamentarnymi z Prezesem Stowarzyszenia Sędziów Polskich Iustitia Maciejem Strączyńskim rozmawia Grzegorz Szacoń Samorządność sędziowska zanika jak wysychająca rzeka Grzegorz Szacoń, In Gremio: Zbliżające się wybory parlamentarne to czas na wystawienie obecnej władzy politycznej rachunku za 4 lata rządów w resorcie sprawiedliwości. Jaki rachunek mogą wystawić sędziowie? Maciej Strączyński: Rachunek wystawić możemy, tylko nikt go nie zapłaci. A byłby wysoki, biorąc pod uwagę to, co się przez te 4 lata działo. Praktycznie nie było takiego okresu, żeby w jakiejś sprawie można było mówić o harmonijnej współpracy. Sędziowie zdania nie zmieniają i jest to grupa dość stabilna jeśli chodzi o poglądy, stanowiska i potrzeby. Ferment sieją jednak coraz to nowe pomysły władzy ustawodawczo-wykonawczej. Po każdej zmianie ministra sprawiedliwości wydaje nam się, że gorzej być już nie może i zawsze jest rozczarowanie. G.S.: Ale sędziowie każdego ministra, pomimo tego, że raz po raz okazuje się, że jest gorzej, przyjmują z szacunkiem i z tolerancją jego misji politycznej - a mimo to natrafiają na gesty przeciwne. M.S.: Zakładamy zawsze dobrą wolę ministra, który rozpoczyna pełnienie funkcji. Jednak zawsze okazuje się, że jest on tak uwikłany w układy polityczne partii, którą reprezentuje, albo tak nastawiony w stosunku do resortu, że nic z tej współpracy nie wychodzi. Ostatni dwaj ministrowie, choć różnili się wiekiem, mieli jedną wspólną cechę: żaden z nich nie jest prawnikiem-praktykiem. Mają tylko przykurzone dyplomy magistrów prawa. W związku z tym nie dziwi mnie, że żaden z nich nie rozumie wymiaru sprawiedliwości. G.S.: Kiedy na początku sprawowania funkcji przez obecnego Ministra Sprawiedliwości przygotowywaliśmy do publikacji przegląd dyskusji uczestników forum sedziowie.net napotykałem ostre głosy, wprost przewidujące dzisiejsze partyjne czynownictwo i pusty PR. Przyznam, że wówczas uważałem, że to nieprawdopodobne. Jaką ma pan ocenę pracy obecnego Ministra? M.S.: Minister Krzysztof Kwiatkowski jest politykiem i to słowo zawiera w sobie wszystko. Składa miłe obietnice, których nikt od niego nie żąda, a potem ich nie dotrzymuje. Stara się o jak najlepszy PR, lecz nie dba o to, by przerodził się on w rzeczywiste, długotrwałe zaufanie, jeśli nie przyniesie mu to efektów politycznych. Celami politycznymi dla każdego polityka, bez względu na funkcję jest uzyskanie popularności, która da mu mocną pozycję w partii i możliwość robienia dalszej kariery. Na zaufaniu sędziów kariery się nie zrobi, bo są oni bardzo małą grupą. Lepiej jest zyskać poklask publiczności w ten sposób, że się pokaże, jak nielubianych sędziów się sobie podporządkuje i pogoni do pracy. G.S.: Wielu spośród nas zauważa, że kiedy trwają protesty sędziów, Minister opowiada o rozwiązaniach architektonicznych w sądach. Od miesięcy widz dostaje dobrze przygotowaną porcję przekazu o sukcesie, jakim była penalizacja stalkingu. Informacje w kółko podkreślają zdobycz reformy sądownictwa, którą jest e-sąd, a praktycy wiedzą, jakim bublem są przepisy instruujące jego działanie. Kiedyś jeden z polityków nazwał takie coś medialnym picem. Jak widzi takie i podobne prezentowanie sukcesów w wymiarze sprawiedliwości zarząd Iustitii? M.S.: Do tej listy dodać trzeba jeszcze parę przykładów. Choćby spektakularną akcję ustawodawczą w sprawie sklepów z dopalaczami czy kuriozalny pomysł sądów stadionowych, które nazwano w sposób urągający polszczyźnie rozprawami odmiejscowionymi. Wszystko to są projekty, mówiąc nieco złośliwie, ku uciesze publiki. Są one adresowane do ludzi, którzy być może przyjmują je w dobrej wierze, ale do głowy im nie przyjdzie, że są one sprzeczne z zasadami prawa i że nie doprowadzą do poprawy sytuacji. Kiedy za jakiś czas skończą się fiaskiem, będzie można powiedzieć, że jest to wina sędziów lub prokuratorów. G.S.: Jak wynika z biuletynu Informacyjnej Sieci Iustitii poseł Jerzy Kozdroń, sprawozdawca ustawy dotyczącej zmian w u.s.p. powiedział wprost, że państwo musi mieć nad sędziami kontrolę. Nie uważa Pan, że takie słowa przedstawiciela władzy ustawodawczej wobec innej równorzędnej władzy w demokracji powinny go stawiać na marginesie tak, jak np. wyznanie o sentymencie dla autorytaryzmu? M.S.: W krajach o wysokiej kulturze politycznej parlamentarzysta, który powiedziałby coś takiego, byłby politycznie skończony. Oznaczałoby to, że odrzuca on podstawową zasadę, jaką jest trójpodział władz. Poseł Kozdroń jest od dawna znany ze swojego bardzo niechętnego stosunku do środowiska sędziowskiego, ale cieszy się za to zaufaniem swojej partii. Na tym przykładzie można stwierdzić, że pewna grupa polityków uważa, iż nie ma czegoś takiego jak władza sądownicza, są tylko sędziowie urzędnicy od sądzenia. Konstytucyjna władza sądownicza rzeczywiście przestaje istnieć, gdy władza wykonawcza i ustawodawcza jej rolę ignoruje i jej za swojego partnera nie uznaje. G.S.: Prawnicy wiedzą, że jest mandat z głosowania i mandat konstytucyjny. Żadna władza, nawet ta z bezpośrednich wyborów nie może uzurpować sobie więcej, niż Konstytucja dla niej przewiduje. Czy jest jakaś metoda zwrócenia uwagi obecnej władzy politycznej, że nadużywa mandatu konstytucyjnego? M.S.: Można zwracać uwagę, ale czy ta władza tego posłucha? Próbujemy robić to na różne sposoby, ale jeśli ktoś uważa, że nie jesteśmy partnerem do rozmowy - nie trzecią władzą, ale władzą trzeciorzędną - to trudno, żeby przyjmował od nas jakiekolwiek uwagi. G.S.: Czy władza polityczna zawłaszcza sądy? wybory
14 14 M.S.: Na pewno by chciała. Nie jest tak, że jej się to udaje. Podejmuje jednak próby, aby sędziów kierujących sądami ubezwłasnowolnić lub ograniczyć w uprawnieniach. Jednym z przykładów tego jest finalizowana w Sejmie zmiana u.s.p. G.S.: Do tej pory spotykałem się z kompetencją i wolą wzmacniania sądownictwa ze strony osób wykonujących funkcje ekonomicznego i administracyjnego zarządzania sądami. Co będzie, kiedy nieomylna rządząca partia pójdzie krok dalej, i po wygranych wyborach zechce obsadzić te stanowiska swoimi ludźmi? M.S.: Tej zmiany nie chcą dobrzy dyrektorzy sądów, którzy potrafią właściwie zrozumieć swoje zadania. Obsadzenie stanowisk dyrektorów sądów ludźmi z nadania partyjnego nie będzie niczym trudnym. Kandydat może oficjalnie oddać legitymację partyjną i spełni wymóg ustawy. Wtedy będzie bardzo łatwo wpływać na sądy i wystarczy do tego odpowiedni rozdział środków finansowych. Niepokorny prezes sądu będzie narażony na to, że nie otrzyma odpowiedniej ilości pieniędzy do budżetu swojego sądu i że nie będzie miał dość etatów. Obróci się to przeciwko niemu, bo tym trudniej będzie mu zarządzać sądem. Już w tej chwili widzimy, że sądy są traktowane nierówno. Niektóre są wspaniale przebudowywane i wyposażane jak pałace, a w innych nie robi się nic. G.S.: Mówił Pan, że obecna władza ignoruje głosy krytyki nie tylko ze strony Iustitii, ale i Sądu Najwyższego i Krajowej Rady Sądownictwa? Czuje Pan wsparcie tych podmiotów w przeciwdziałaniu szkodliwym politycznym projektom w wymiarze sprawiedliwości? M.S.: Mamy bardzo dużą zgodność ze stanowiskiem Sądu Najwyższego i Krajowej Rady Sądownictwa. Są to podmioty, które mają zagwarantowaną ustawowo możliwość konsultacji rozwiązań dotyczących ustroju sądownictwa. Ale ostatnio Minister Sprawiedliwości zastosował trik i około ¼ ustawy wręczył posłom Platformy Obywatelskiej po to, by zgłosili je jako poprawki poselskie. Automatycznie nie musiał ich z SN i KRS konsultować i w ten sposób nie narażał się na niewygodne opinie z ich strony. G.S.: Co dalej z samorządnością sędziowską? M.S.: Zanika jak wysychająca rzeka. Jeszcze Minister Zbigniew Ćwiąkalski składał nam obietnice, że będzie nam przywracał atrybuty samorządności, a nie odbierał, jak jego poprzednik. Owo przywrócenie polegało jednak na tym, że stworzył tę właśnie komisję, która napisała projekt obecnej zmiany u.s.p., ograniczający znowu samorządność. W jej miejsce wmontowano odgórne uznaniowe decyzje ministra. G.S.: Niektórzy wskazują, że to tylko początek pseudo-reform obecnej u władzy formacji politycznej. Są już głosy, że dalszym krokiem jest odebranie sędziom i prokuratorom tzw. stanu spoczynku? M.S.: Słychać takie głosy już w kilku ośrodkach politycznych. Ostatnio dobiegły z Kancelarii Prezydenta. Nie mam wątpliwości, że takie próby będą. G.S.: Kiedy włoski rząd zapowiedział oszczędności w budżecie, nie zaczynając ich od apanaży deputowanych i urzędników pierwsi zaprotestowali włoscy sędziowie. U nas środowisko sędziowskie ma zawsze wielkie skrupuły. W ostatnim proteście na kolei wzięło udział 98% zatrudnionych i wywołał on ogromny odzew w mediach. Kilka lat temu protestujący lekarze odeszli od łóżek pacjentów i wywalczyli to, na czym im zależało. Czy pana zdaniem brak zdecydowania sędziów i prokuratorów nie jest powodem, dla którego władza polityczna nie liczy się z ich opiniami? M.S.: Wielokrotnie przekonaliśmy się, że władza w Polsce liczy się tylko z tymi, którzy są w stanie zaprotestować w sposób dla niej dokuczliwy. W przypadku sędziów władza liczy na rozbicie środowiska. Liczy na odmienne zdania poszczególnych grup co do formy reakcji czy protestu. Daje jej to przekonanie, że sędziowie nie są w stanie przeciwstawić się temu, co się z nimi i wokół nich się dzieje. G.S.: Niektórzy z naszych kolegów uważają, że protest środowiska to protest o pieniądze i że niegodnie jest mówić o socjalnej stronie służby. Czy jednak sędzia poddany czynnikom ocen i kaprysom menadżerów w sądach, z wynagrodzeniem jak urzędnik średniego szczebla, bez godnego zaopatrzenia socjalnego po wielu latach służby czy to standard dający gwarancję sprawowania wymiaru sprawiedliwości na poziomie europejskiego państwa demokratycznego? M.S.: To pytanie retoryczne. Problem polega na tym, że społeczeństwo bardzo chętnie porównywałoby wynagrodzenie sędziego do wynagrodzeń osób o niskich kwalifikacjach, w myśl zasady żołądki mamy jednakowe. Ale wymiar sprawiedliwości musi mieć zagwarantowaną niezawisłość także ze strony materialnej. Trzeba, aby społeczeństwo miało taką świadomość i dojrzało do tego poglądu. Wszystko, co będzie miało wpływ na pracę sędziego, będzie mogło mieć wpływ na jego orzeczenia. Inaczej pracuje sędzia w kraju, gdzie obowiązuje górny limit spraw do załatwienia, aby nie obniżyć poziomu orzecznictwa, a inaczej w kraju, w którym stoi nad nim przełożony z tabelką statystyczną i którego dla własnej kariery interesuje tylko jedno: załatwialność. G.S.: Wydaje mi się, że jedyną powinnością sędziów i prokuratorów powinna być troska o dobro wymiaru sprawiedliwości, wzmacnianie go i budowanie etycznego i kompetencyjnego statusu sędziego i prokuratora. Dlaczego tak wielu z nas wybiera milczenie, albo wprost wspiera polityczne urabianie wymiaru sprawiedliwości? M.S.: Polska jest krajem niskiego kapitału społecznego. Polacy nie są skorzy do współdziałania i nie chcą się zrzeszać. W przypadku sędziów indywidualne myślenie jest wręcz zawodowym wymogiem. Kierowanie się tylko własnym zdaniem i odrzucanie cudzego nie sprawdza się jednak w tych sprawach, o które walczymy dla środowiska, gdzie potrzeba jedności. Czasem decyduje tu chęć zrobienia kariery, czasem zwykła niechęć do robienia czegokolwiek, spowodowana zaganianiem w pracy i życiu. Z tego powodu trudno jest nasze środowisko zjednoczyć. [ ]
15 I. Wstęp Stale, a ostatnimi czasy coraz częściej, bombarduje się nas pesymistycznymi wiadomościami: a to wojna, a to powódź, trzęsienie ziemi, tsunami, czy atak terrorystyczny. Od kilku lat dochodzą do tego kwestie związane z gospodarką, żeby tylko wymienić gigantyczne deficyty budżetowe, spadki na giełdach, szalejące kursy walut, niewypłacalność firm i ludzi, bezrobocie i związane z tym zamieszki w różnych częściach świata. Można odnieść wrażenie, że mamy do czynienia ze spóźnionym o co najmniej dekadę fin de siècle`m. Ogólnoświatowe nastroje są minorowe. Na rozszalałą naturę, póki co, człowiek większego wpływu nie ma; inaczej niż w przypadku konsekwencji własnego działania w sferach, które rzutują w szczególności na gospodarkę. W aktualnych zaś zawirowaniach ekonomicznych, rozlewających się po całym świecie i atakujących coraz to nowe dziedziny życia, zaczyna być widać pewne prawidłowości, które niestety nie wróżą dobrze. Problem bowiem w tym, że ten rak, toczący światową gospodarkę, ma źródło w demokracjach, a więc ustroju będącego wzorem dla reszty świata we wszelkich dziedzinach ludzkiej działalności. Marek Baranowicz, adwokat Zmierzch bogów... (?) Demokracja ma jednak jeden, zasadniczy słaby punkt, który może się kiedyś stać gwoździem do jej trumny. II. Demagogia, czyli miękkie podbrzusze demokracji Była sobie pewna partia polityczna. Łączyła, zdawać by się mogło, ogień i wodę, czyli ideologię narodową, wręcz nacjonalistyczną z socjalizmem, hasłami równości społecznej, końcem wyzysku robotników przez wielki kapitał. Partię tę stworzył jeden człowiek o wielkiej charyzmie, do tego kawaler, który całe swe życie poświęcił tylko i wyłącznie polityce. Partią rządził bezwzględnie i jednoosobowo. Mozolnie, latami piął się do władzy, którą w końcu osiągnął. Co prawda jego partia musiała wejść w koalicję z innymi, ale bardzo szybko zjadła te przystawki i zaczęła rządzić samodzielnie. Przywódca ten miał fenomenalny instynkt polityczny, propagandę wyniósł do rangi swoistej sztuki, a populizm był jego drugim imieniem. Tak, widzę, że wszyscy się już domyślają mowa jest o Narodowosocjalistycznej Niemieckiej Partii Robotników (czyli Nationalsozialistische Deutsche Arbeiterpartei, NSDAP) i jej przywódcy, Adolfie Hitlerze. Nieprzypadkowo zacząłem od tego przykładu skuteczności demagogii, populizmu, bo jest on bodaj najbardziej jaskrawym w historii. Bo trzeba przypomnieć, że Hitler doszedł do władzy w sposób jak najbardziej demokratyczny, nie osiągając nawet większości parlamentarnej, ale dzięki zręczności i bezwzględności szybko doszedł do władzy absolutnej, którą równie szybko zaczęła popierać większość Niemców. Poczynając od prostych prawd, w demokracji politykę tworzą partie, których istotą działania jest zdobycie i utrzymanie władzy. Taka definicja czegoś, co ma decydować o życiu i śmierci całych narodów, o przyszłości świata, zakrawa na kiepski żart. Gdzie w fundamentach działania tych instytucji i ludzi je tworzących dobro społeczeństwa, dobro państwa... W połączeniu zaś z podstawową zasadą każdego polityka, chcącego być skutecznym, głoszącą, że cel uświęca środki, do katastrofy już droga niedaleka. Oczywiście jest to pewne przejaskrawienie. W demokracji jest wiele hamulców mających na celu zapobieżenie, czy wyeliminowanie wynaturzeń. Problem jednak w tym, że są wysoce niezadowalające. Przed każdymi wyborami elektorat karmiony jest gruszkami z wierzby. Aby dojść do władzy, trzeba umiejętnie balansować między prawdą a fałszem, aby przy rozliczaniu z obietnic pokazać jednak wybory
16 16 jakiś promil prawdomówności. Ta swoista gra polegająca na tym, że z jednej strony wiemy, że obiecywane jest niemożliwe, a z drugiej że jeśli to niemożliwe nie zostanie spełnione, następnym razem wybierzemy innych, którzy obiecają więcej, napędza demokrację; jest jednak drogą donikąd. Ciągłość rządów trwa najwyżej 3 lata, bo na krótko przed kolejnymi wyborami nie zrobi się niczego niepopularnego. I tu jest najsłabsze ogniwo demokracji brak możliwości dalekosiężnego planowania. Każda partia (koalicja) myśli kategoriami wyborczymi wiedząc, że rozpoczęcie głębokich reform, planowanie działań, które choć w niewielkim stopniu będą niepopularne, równa się przegranej w następnych wyborach i przerwaniem tych reform przez nowych rządzących. Skutki tego zaczynamy odczuwać w coraz bardziej dramatyczny sposób. Właśnie to odsuwanie problemów na później, dla następnych rządów, powoduje wzrost deficytów budżetowych, ciągłe życie na kredyt. Jest oczywiste, że ta bańka musi kiedyś pęknąć, bo przecież kiedyś długi trzeba będzie zacząć spłacać, choć nikt nie chce tego przyznać, bo ponownie popełniłby polityczne samobójstwo. Grecja już zaczyna płacić odsetki od gigantycznego deficytu, Stany Zjednoczone zadłużają się w nieskończoność, w kolejce do kryzysu czekają następne państwa Europy, potem zacznie się to rozlewać na resztę świata, efekt domina będzie trudny do zahamowania. To, że właśnie ta tymczasowość jest głównym problemem demokratycznego i kapitalistycznego świata a contrario widać na przykładzie państwa, które jest kapitalistyczne, ale niedemokratyczne, a którego gospodarka zaczyna dominować na światowych rynkach i w niedługim czasie będzie gospodarką najsilniejszą (jeśli USA w końcu nie zaczną się reformować); chodzi oczywiście o Chiny. Abstrahując w tej chwili od ustroju czysto politycznego Państwa Środka, widać, że gospodarka wolnorynkowa, ale z dalekosiężnymi planami, brakiem konieczności populistycznego szafowania pieniędzmi publicznymi na doraźne cele, ze świadomością kontynuacji planów gospodarczych przez nawet dziesiątki lat, po prostu się sprawdza. Oczywiście jest tam też tania siła robocza, inna kultura pracy, ale trzeba przypomnieć, że w Polsce na początku transformacji ustrojowej, lat temu, także była tania siła robocza, a Polak potrafi ciężko pracować, jeśli ma z tego godny zysk. Pomimo tego nie ma u nas ani drugiej Japonii, ani nawet Chin dlatego, że poszliśmy na żywiołowy wolny rynek, a potem co wybory, to nowe pomysły na wszystko, łącznie z gospodarką. III. Lekarstwo na populizm, czyli polityczny oksymoron Zapewne różnego typu teoretycznych możliwości uzdrowienia sytuacji, gospodarki w szczególności, sięgając do samych fundamentów życia społecznego, jest wiele. Chodzi jednak o to, aby nie wylewać dziecka razem z kąpielą, tj. aby próbować znaleźć mechanizmy, które by uzdrawiały demokrację, nie niszcząc jej (aby nie wprowadzać do Europy drugich Chin). Można sobie wyobrazić dwie zasadnicze możliwości, z których jedna jest utopijna, a druga prawie. Ta utopijna, to takie zmiany w świadomości społeczeństwa, taka jego dojrzałość, która pozwoli na głosowanie na partie z najlepszymi programami ukierunkowanymi na dobro Polski jako całości (a nie szafującymi wykluczającymi się obietnicami składanymi różnym grupom społecznym), które okażą się najbardziej zrównoważone i prawdomówne, widzące jak najdalszą przyszłość (i tu nie chodzi tylko o gospodarkę, ale i np. o edukację, politykę zagraniczną, obronność itd.). Jeśli ta świadomość ogólnospołeczna byłaby tak dobrze rozwinięta, to społeczeństwo musiałoby mieć przy tym choć ogólny obraz, jakiej chce Polski w przyszłości; innymi słowy z czasem wybierane byłyby w wyborach te programy (nie partie programy), które rozwijałyby politykę wybraną przez świadomych wyborców, modyfikowaną w zależności już od doraźnych okoliczności. Przy tym przecież ogólne cele polityki dotyczące przyszłości (każdego) państwa są niezmienne: zapewnienie rozwoju gospodarczego w stabilnym otoczeniu wewnętrznym i zewnętrznym. Rozwój ten zaś nie może się odbyć bez dobrej edukacji; jeśli on następuje ogranicza tym samym do minimum bezrobocie. Przechodząc zaś od marzeń ściętej głowy do troszkę realniejszych możliwości, od wyżej opisanej, swoistej marchewki przejdę do kija. Jeśli przyjmiemy, że politycy faktycznie, przy okazji każdych wyborów, karmią nas obietnicami bez pokrycia, o których z góry wiadomo nie tylko, że nie będą spełnione, ale nawet że być nie mogą, a to wszystko po to, aby uzyskać dobrze płatny mandat parlamentarzysty (radnego, prezydenta itd.), obsadzić swymi ludźmi urzędy, spółki Skarbu Państwa itd., to co to oznacza... Innymi słowy czy to nie przypomina wprowadzania w błąd w celu osiągnięcia korzyści majątkowej przy niekorzystnym w takiej sytuacji rozporządzeniu mieniem nas wszystkich mieniem Skarbu Państwa, podatków, które wszyscy uiszczamy na utrzymanie naszych przedstawicieli. Oczywiście przestępstwo, w rozumieniu stricte prawa karnego, byłoby trudne do wykazania (kwestia choćby świadomości sprawcy, który zawsze przecież dobrze chciał, ale obiektywne trudności...). Wobec tego, że każdy może zgłaszać podejrzenie popełnienia czynu zabronionego, zapewne taka konstrukcja byłaby wykorzystywana politycznie i zakorkowałaby wymiar sprawiedliwości wobec bezmiaru populizmu regularnie zalewającego nasze umysły. Można się jednak pokusić o sformułowanie regulacji w zakresie swoistego deliktu konstytucyjnego, wyborczego. Czy możliwe są więc jakieś mechanizmy, które by zmusiły polityków do większego ważenia słowa, do poważniejszego traktowania naszego wspólnego dobra zwanego Polską, do poważniejszego traktowania po prostu nas. Oczywiście, istnieje odpowiedzialność konstytucyjna, Trybunał Stanu, ale jak widać są to insty-
17 tucje właściwie martwe. W Ustawie o Trybunale Stanu zakres, szczególnie, przedmiotowy odpowiedzialności jest tak szeroki, a przez to tak mało precyzyjny, że praktycznie uniemożliwia sensowne oskarżenie. Można pociągnąć polityka do odpowiedzialności jedynie i aż za naruszenie Konstytucji, ustaw (no i oczywiście za przestępstwa powszechne). Ponadto klucz wybierania członków Trybunału (wybierani są przez tych, których mieliby potem sądzić) powoduje, że od podstaw instytucja ta jest w pewien sposób skażona brakiem obiektywizmu. Najprostszym rozwiązaniem wydaje się wprowadzenie obligatoryjności sporządzania przez partie programu wyborczego z wizją rozwoju kraju w najistotniejszym aspektach wraz z zamierzeniami, których realizacja miałaby doprowadzić do danych skutków. Po wyborach oceną tych programów zajmowałaby się Państwowa Komisja Wyborcza przy pomocy najlepszych biegłych, szczególnie z zakresu ekonomii. Wchodzenie w szczegóły byłoby w tym momencie czystą abstrakcją, ale można się pokusić o pewne ogólne założenia. Mianowicie, zasadniczą kwestią, jaką musiałaby (i powinna przecież i teraz) partia polityczna, polityk-decydent (bez względu na szczebel sprawowanej władzy) brać pod uwagę przy obiecywaniu czegokolwiek, a potem czynieniu czy zaniechaniu, jest posiadanie wyliczenia ekonomicznych konsekwencji tych obietnic, przedstawienie źródeł ich pokrycia. I dotyczyć to powinno całych partii, których programy są przecież wyraźnie przedstawiane i które są jedynie zestawem pobożnych życzeń. Karą dla partii mogłoby zaś być np. pozbawienie czy obcięcie subwencji państwowych. No cóż... Piętą achillesową wszystkich rozwiązań, jakiekolwiek by one nie były, jest to, że musiałyby być uchwalone; uchwalone przez nikogo innego, jak przez tych, których miałyby dotyczyć. Znów wracamy do bardziej świadomego społeczeństwa, które musiałoby wymusić na politykach wprowadzenie określonych rozwiązań, bo co do dobrowolnego ograniczenia się polityków w zakresie tumanienia masy wyborczej złudzeń nie mam. IV. Koniec Zdaję sobie sprawę, że to głos wołającego na puszczy. Biorąc pod uwagę żelazne prawidła demokracji, a więc: decydowanie większości, regularne kampanie wyborcze, koniec końców uchwalanie prawa przez partie, które potem bezpośrednio korzystają z tego, co same uchwaliły, nie można mieć nadziei na poprawę. Ale z drugiej strony nierobienie niczego tylko pogłębia ten stan; stan, który już to widać doprowadza do coraz poważniejszych kryzysów. Być może mamy do czynienia z kroplą, która przechyla czarę, a historia i żelazne prawa rynku mówią demokracjom: sprawdzam. Oby nie, lecz jeśli nie, to tylko i wyłącznie jeszcze nie. [ ] wybory 2011 reklama
18 Żądam badania na wykrywaczu kłamstw! 18 Coraz częściej w procesach, nie tylko karnych, pojawiają się wnioski o przeprowadzenie badania na wykrywaczu kłamstw, które miałoby udowodnić ponad wszelką wątpliwość i raz na zawsze, że to składający taki wniosek ma rację, to on mówi prawdę, a jego przeciwnik procesowy po prostu kłamie. Ach, gdyby to było takie proste. Pomyślmy... na sądowym korytarzu stanęłaby maszyna (mamy zdolnych informatyków i konstruktorów, bez problemu by ją skonstruowali), która po przebadaniu delikwenta wyrzucałaby z siebie wynik kłamie, to on jest winny! Po co wówczas byłyby sądy? No może najwyżej, aby wymierzyć odpowiednią karę. Po co byliby prokuratorzy, adwokaci? Przecież maszyna za nich wykonałaby właściwie całą robotę. Gdyby to było takie proste... Ale nie jest. Powiedzmy to sobie szczerze: wykrywacz kłamstw nie istnieje! Czym więc jest owa osławiona maszyna, którą wszyscy niemal zwą wykrywaczem kłamstw, a którą fachowo nazywamy wariografem (drugie z używanych określeń poligraf, jakoś nie wiedzieć czemu kojarzy się głównie z drukarstwem), do czego służy i w czym może pomóc w toczącym się postępowaniu? O tym słów kilka poniżej. Najkrócej rzecz ujmując wariograf służy do badania fizjologicznych symptomów zwiększonej aktywacji emocjonalnej, wywołanej percepcją określonego bodźca, subiektywnie wyróżnionego przez osobę badaną spośród innych prezentowanych bodźców. A bardziej po ludzku przy pomocy wariografu badane są zmiany oddechu, elektrycznego przewodnictwa skóry, ciśnienia krwi i częstotliwości tętna, a więc czynności na ogół niepodlegające woli człowieka, będące reakcją na określone bodźce, np. zadawane pytania, pokazywane przedmioty czy zdjęcia. Bodziec, który wywoła u osoby badanej skojarzenia mające dla niej szczególne znaczenie, spowoduje zwiększoną reakcję niż inne bodźce, objawiającą się wydatniejszym spadkiem elektrycznej oporności skóry, podwyższeniem (na ogół) ciśnienia krwi i przyspieszeniem pulsu, zmianą sposobu oddychania i związanych z tym ruchów klatki piersiowej. Wydaje się to więc i proste (ot, kilka kabelków podłączonych w odpowiednich miejscach ludzkiego ciała) i niezawodne (skoro nie potrafimy kontrolować wyżej opisanych symptomów fizjologicznych, to nie oszukamy maszyny). Czy aby jednak na pewno? Pamiętać należy, że wariograf nie potrafi odróżnić powodów, które wywołały określone zmiany w układzie autonomicznym człowieka, a te mogą być swoiste, specyficzne dla danej osoby, jak np. strach przed karą, wstyd z powodu kłamstwa, oburzenie z racji niesłusznego oskarżenia, obawa przez niesłusznym skazaniem czy kompromitacją towarzyską. Tak więc reakcja osoby badanej na jakiś bodziec wcale nie musi być następstwem chęci ukrycia przez badanego swojej wiedzy na dany temat, ale może mieć zupełnie inne podłoże. Swego czasu prowadzone było śledztwo w sprawie zabójstwa kobiety. Ustalono w jego trakcie, iż wiedzę na ten temat może mieć pewna kobieta, którą poddano badaniu wariograficznemu, pokazując jej szereg zdjęć, wśród których znajdowały się fotografie przedmiotów związanych ze sprawą. Organizm kobiety zareagował na zdjęcia butów ofiary i pałki narzędzia zbrodni. Czy to oznaczało, że miała ona wiedzę o zabójstwie? Wcale nie. Okazało się, że reakcja na zdjęcie butów wynikała li tylko z tego, że kiedyś bardzo chciała mieć takie buty, ale nie udało jej się ich nabyć, zaś zdjęcie pałki wywołało gwałtowną reakcję organizmu, bowiem badana była kiedyś ofiarą przemocy uderzano ją podobnym przedmiotem. Specja-
19 Radosław Bielecki, sędzia Sądu Rejonowego w Gryficach lista w dziedzinie badań wariograficznych Paul Ekman wskazał, że badanie wariograficzne jest wrażliwe na tzw. błąd Otella: Otello nie wziął pod uwagę, że strach Desdemony może nie świadczyć o tym, iż przeżywa udrękę winnej cudzołożnicy, która obawia się przyłapania, ale może być strachem wiernej żony, która boi się, że mąż jej nie uwierzy. I jeszcze jedna ważna rzecz. Tak eksperci, jak i doktryna i orzecznictwo są zgodni, że dowód z badania wariograficznego ma wartość poznawczą jedynie w początkowej weryfikacyjnej fazie postępowania, a traci na znaczeniu z upływem czasu oraz ilością czynności procesowych z udziałem badanego (tak Sąd Apelacyjny w Lublinie w wyrokach z dnia r., II AKa 264/04, KZS 2005/5/43 oraz z dnia r., II Aka15/10, opubl. w zbiorze LEX nr ). Chodzi o to, że im więcej badana osoba uzyskuje informacji o zdarzeniu, tym trudniej jest stwierdzić, czy jej wiedza pochodzi stąd, że brała udział (była świadkiem) w danym zdarzeniu, czy też dowiedziała się o nim później, w trakcie postępowania. Jaka jest więc wartość diagnostyczna badania wariograficznego? Wbrew powszechnemu mniemaniu, wcale nie rewelacyjna. Stosowany w postępowaniach przygotowawczych i sądowych tzw. test wiedzy winnego (naukowo zwany techniką GKT) według badań charakteryzuje się około 5 % fałszywie pozytywnych wskazań (uznanie osoby niemającej wiedzy o zdarzeniu za wiedzę taką mającą) i aż 20 % fałszywie negatywnych wskazań (czyli uznanie osoby mającej wiedzę o zdarzeniu za osobę wiedzy takiej niemającą). Technika ta więc znacznie lepiej chroni osoby niemające wiedzy o zdarzeniu (niewinne) niż wykrywa osoby wiedzę taką mające (winne). I choć bez wątpienia lepiej stu winnych wypuścić niż jednego niewinnego skazać, to pamiętajmy, że w jednym na 20 przypadków wynik badania może doprowadzić do uznania za winną osoby, która o zdarzeniu nie miała pojęcia. Gdzie więc wynikom badania wariograficznego do innych powszechnie stosowanych ekspertyz choćby daktyloskopijnej, genetycznej i wielu, wielu innych, w których możliwość pomyłki wynosi jeden do dwudziestu, ale do wielu milionów czy miliardów? Pomimo tych wszystkich niedoskonałości ekspertyzy wariograficznej, ustawodawca dopuszcza jednak jej stosowanie w procedurze karnej. Kodeks postępowania karnego co prawda wprost zakazuje stosowania środków technicznych, mających na celu kontrolę nieświadomych reakcji organizmu osoby przesłuchiwanej, a zatem również wariografu (art pkt 2 kpk), nie zakazuje natomiast wykorzystywania go w ramach ekspertyzy. Innymi słowy nie można przesłuchać podejrzanego czy świadka z użyciem wariografu, nic nie stoi jednak na przeszkodzie, aby dopuścić (pod pewnymi warunkami) dowód w opinii biegłego z zakresu badań wariograficznych, która zostanie wydana po przeprowadzeniu stosowanego badania. Nowelizacja z roku 2003 wprowadziła przepisy art. 192a 1 i 2 kpk oraz art. 199a kpk. Pierwszy z nich pozwala, za zgodą osoby badanej, na zastosowanie środków technicznych mających na celu kontrolę nieświadomych reakcji organizmu tej osoby. Ustawodawca więc dopuścił możliwość posłużenia się wariografem wyłącznie w celu określonym w art. 192a 1 kpk, bowiem przepis art pkt 2 kpk zakazuje posługiwania się tego rodzaju środkami technicznymi w związku z przesłuchaniem, a uzyskane w ten sposób informacje nie mogą stanowić dowodu (art kpk) tak Sąd Apelacyjny w Katowicach w postanowieniu z dnia r., II Ako 67/07, KZS 2007/7-8/110. Drugi ze wspomnianych przepisów, art. 199a kpk, podkreślając dopuszczalność przeprowadzenia ekspertyzy wariograficznej tylko za zgodą badanego, jednocześnie wyłączył w tym zakresie stosowanie zakazu dowodowego z art. 199 kpk, a więc złożone wobec biegłego z dziedziny badań wariograficznych oświadczenia oskarżonego dotyczące zarzucanego mu czynu mogą (kuriozalnie) stanowić dowód. Reasumując, ekspertyza wariograficzna może być pomocna w toczącym się postępowaniu, ale po pierwsze jej wartość diagnostyczna jest znacznie mniejsza aniżeli wielu innych ekspertyz, po drugie stanowi ona jedynie dowód poszlakowy i to mający wartość poznawczą jedynie w początkowej fazie postępowania, po trzecie wreszcie, co wymaga szczególnego podkreślenia, biegły nie ma prawa wypowiadać się na temat wiarygodności wypowiedzi badanego, jego szczerości bądź nieszczerości oraz, co oczywiste, winy. Wnioski opinii wariograficznej poprzestać muszą na stwierdzeniu, że badany bądź to reagował w sposób wskazujący na to, że zna realia przedmiotowego przestępstwa, bądź reakcje badanego wskazywały na nieznajomość realiów zdarzenia. To nie ekspertyza wariograficzna i nie biegły z tej dziedziny ma ocenić, kto mówi prawdę, a kto się z nią mija! Na stwierdzenie oskarżonego żądam badania na wykrywaczu kłamstw! jeden z sędziów odpowiedział, wskazując na siebie tu jest wykrywacz kłamstw. I miał rację, bo to sąd, na podstawie wszystkich przeprowadzonych dowodów, ocenianych swobodnie, z uwzględnieniem zasad prawidłowego rozumowania oraz wskazań wiedzy i doświadczenia życiowego kształtuje swoje przekonanie o danym zdarzeniu i wyraża je w wydanym następnie orzeczeniu. Jeszcze wiele wody w Odrze upłynie, zanim maszyny zastąpią wymiar sprawiedliwości. I nie ma czego żałować, bo czy naprawdę chcielibyśmy, by jakieś procesory, sensory czy inne układy scalone decydowały o winie lub niewinności człowieka? [ ] 19
20 Nietwórcza twórczość Agnieszka Wierzbicka, studentka WPiA US Czy ustawa o prawach autorskich chroni twórczość w ogóle, czy też narzuca jej pewne warunki, które muszą zostać spełnione? Jeśli tak, to jakie? 20 Ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych nie definiuje wprost pojęcia twórczości, nie czyni też tego żaden inny akt prawny. Zawiera ona jednak definicję utworu, która może być rozumiana jako swoista definicja twórczości chronionej prawem autorskim. I tak, artykuł 1 omawianej ustawy stanowi, że przedmiotem prawa autorskiego jest każdy przejaw działalności twórczej o indywidualnym charakterze, ustalony w jakiejkolwiek postaci, niezależnie od wartości, przeznaczenia i sposobu wyrażenia.. Przesłanki te niosą wiele trudności interpretacyjnych i muszą być odnoszone do konkretnego stanu faktycznego. Jednak, jeżeli zostanie już ustalone, że dane dzieło cechy te posiada, wówczas już żadne inne okoliczności nie będą miały znaczenia. W skrócie, za działalność twórczą możemy uznać przejaw takiego działania, który choćby w minimalnym stopniu odróżnia się od innych rezultatów takiego samego działania, a zatem, że posiada cechę nowości, przy czym jej stopień nie ma znaczenia. Według Barty i Markiewicza cecha twórczości zostaje spełniona wówczas, gdy istnieje subiektywnie nowy wytwór intelektu. Indywidualność to druga cecha, którą musi posiadać dzieło, by mogło być utworem. W doktrynie wyróżnia się dwie koncepcje określenia tego pojęcia: indywidualność jako piętno osobiste twórcy oraz koncepcja polegająca na szukaniu indywidualności w samych właściwościach dzieła. Według pierwszej z nich, indywidualność oznacza istnienie w utworze takich cech, które pozwalają przypisać go określonemu autorowi. Według drugiej koncepcji, indywidualność dzieła można stwierdzić jedynie na podstawie jego analizy. Utwór nie musi odzwierciedlać cechy indywidualności twórcy, ale sam przez się musi wyróżniać się od innych takich samych przejawów działalności. Sam musi zaświadczyć o swojej swoistości, oryginalności i niepowtarzalności. Ustalenie utworu może być pojmowane jako trzecia pozytywna przesłanka powstania utworu. Należy rozumieć to jako uzewnętrznienie, które pozwala innym na percepcję dzieła. Chodzi tu o chwilę wydobycia utworu ze sfery intelektualnej twórcy i nadanie mu formy zewnętrznej. Prawo autorskie udziela zatem ochrony w zasadzie wszystkiemu, co spełnia ustawowe przesłanki. Nie ma znaczenia zatem wartość estetyczna dzieła, jego piękno/brzydota, wzniosłość/przyziemność, użyteczność/nieużyteczność. Twórcą może być zarówno uznany artysta, ale też kilkuletnie dziecko i osoba upośledzona umysłowo. Dzieło może być efektem kilkuletniej pracy, ale też przypadku. I wreszcie utworem są dzieła, które naruszają przepisy prawa. Warunek jest jeden: by spełniało przesłanki przewidziane w ustawie. Tak daleko idąca ochrona może być uzasadniona tym, że dzieło zakwalifikowane do kategorii utworów, jest wartością samą w sobie i jako takie zasługuje na to, by być przez prawo chronione. Jak to się ma do twórczości artystycznej? Otóż okazuje się, że wymogi stawiane dziełu a więc twórczość, indywidualność i ustalenie w jakiejkolwiek postaci są przesłankami, którym często nie mogą sprostać wytwory postrzegane bez wątpienia jako twórczość artystyczna. Wydaje się, że nie ma podstaw do ochrony np. suszarki na butelki francuskiego artysty Marcela Duchampa, czy opakowania fragmentów wybrzeża przez J. Christo (tzw. ambalaż, działalność polegająca na opakowywaniu przedmiotów, fragmentów architektury, natury). Jeszcze wyraźniej ten problem ujawnia przypadek utworu zatytułowanego 4.33 autorstwa Johna Cage a, który polega na ciszy trwającej 4 minuty i 33 sekundy. Brak ochrony wydaje się tu oczywisty, jednak wskazać należy, że w związku z domniemanym naruszeniem prawa autorskiego mającym polegać na rozpowszechnianiu analogicznego utworu, twórcy zostało wypłacone wysokie odszkodowanie. Przypadek ten miał miejsce w Wielkiej Brytanii. Brak ustawowych przesłanek doprowadza to do tego, że dzieła takie nie są objęte ochroną prawnoautorską. W związku z tym mogą być wykorzystywane przez osoby trzecie w dowolny sposób. Twórczość artystyczna nie ma prerogatywy do wejścia w całości pod regulację prawa autorskiego i tak jak każda inna twórczość musi spełnić odpowiednie warunki. I całe szczęście nie wszystko bowiem co dzisiaj nazywane jest sztuką jest warte ochrony. [ ]

References: art. 24
 art. 24
 art. 25
 art. 26
 art. 25
 art. 192
 art. 199
 art. 192
 art. 199
 art. 199