Source: http://wiadomosci.xp.pl/bezprawie/kolejna-odmowa-sledztwa-utrzymana-przez-sad-przeciwko/dixh0pm
Timestamp: 2020-01-24 09:14:07+00:00

Document:
Ciąg dalszy afer w sądownictwie i udaremniania odpowiedzialności za przestępczość polityków. 12 lipca br. Sąd Rejonowy dla Warszawy-Śródmieścia w Warszawie w osobie sędziego Pawła Macugi postanowił utrzymać w mocy odmowę wszczęcia śledztwa w sprawie fałszywych i wybrakowanych zeznań policjanta Jacka Grobarczyka, za którą to odmową optowała Prokuratura Rejonowa Warszawa-Śródmieście.
Zdjęcie 1 z 3 – Postanowienie sądu
Postanowienie sądu zostało odebrane dopiero kilka dni temu (co, nawet przy uwzględnieniu czasu doręczania trwającego niekiedy aż 3 tygodnie, pokazuje przy okazji rażącą przewlekłość funkcjonowania sądu) i zidentyfikowaliśmy aż 3 sposoby, w jakie narusza ona prawo w sposób rażący. Każdy z nich z osobna wystarcza, by uznać, że takiego postanowienia sąd nie miał prawa wydać, lecz powinien zamiast tego orzec o potrzebie prowadzenia śledztwa.
Zawiadomienie na Policji (które można przeglądać na http://forum.nielegalnie.pl/viewtopic.php?f=12&t=7633) dotyczyło kompromitującej państwo sprawy przeciwko Niżyńskiemu o rzekome spowodowanie wypadku, w której kolejno 4 organy pod rząd, jak jakaś grupa przestępcza (Policja, prokuratura, sąd I instancji, sąd II instancji) zaaprobowały zarzut przypisujący Piotrowi Niżyńskiemu spowodowanie złamania obu nóg (poprzez spowodowanie wypadku drogowego: kwalifikacja prawna z art. 177 k.k.), ściśle nawet stwierdzając, jakoby obiektywnie prawdziwe było przypisywanie Niżyńskiemu takiego czynu, mimo że w aktach nie poparto tego zarzutu żadnym dowodem czy choćby nawet uprawdopodobnieniem i sąd oraz inne organy nie miały żadnych podstaw, by się na to zgodzić. Tym niemniej, powtórzmy, wszystkie te 4 organy państwowe stwierdziły, że Piotr Niżyński czyn taki popełnił.
Sprawę tę – zaledwie jedną z niesłusznie, a nawet z błędami formalnymi, przeciwko Niżyńskiemu swego czasu wszczętych – relacjonowaliśmy w kilku już artykułach ("Kolejny skandal w SN. 2 błędy prawne ws. Niżyńskiego", "Sprawa Jolanty Brzeskiej dowodem na "ustawienie" kasacji ws. Niżyńskiego", "Kompromitacja w Strasburgu, kolejna zlekceważona skarga Niżyńskiego" – w tym ostatnim, pod nagłówkiem "Jakiej sprawy sądowej dotyczyły zarzuty?", można odnaleźć najpełniejszy komentarz).
Co godne wyraźnego odrębnego podkreślenia w tym kolejnym już artykule, temat sprawy (Piotr-motoryzacja) – notabene od dłuższego czasu zapowiadany m. in. w oficjalnym przewodniku Europejskiego Trybunału Praw Człowieka po jego orzecznictwie poprzez wynajdywanie i nagłaśnianie (wprawdzie nie pasujące do tej akurat sprawy) wyjątków od ogólnej konieczności przeprowadzenia rozprawy (ów przewodnik po art. 6 w dziedzinie kryminalnej posługuje się właśnie przykładem z dziedziny wypadków samochodowych) czy, na przykład, zapowiadany samym określeniem "prawo karne" (gdyż ang. car = samochód) – powtórzmy, temat tej sprawy streszczający się słowami "Piotr-motoryzacja" dziwnym trafem pasuje do tego, że Urząd Kontroli Skarbowej (od kilku lat przemianowany w ramach reformy wprowadzającej tzw. KAS na Mazowiecki Urząd Celno-Skarbowy w Warszawie) ma swą siedzibę przy przystanku PIMOT. Innymi słowy, skojarzenie ze słowem PIMOT czy też PI-MOT powinno być na pewno m. in. takie, że "znajduje się przy Urzędzie Kontroli Skarbowej". To chyba trafny komentarz do sytuacji w sądownictwie, także w tym przypadku, zważywszy na nasze liczne artykuły na ten temat (patrz: dział Państwo bezprawia) oraz na przykłady bezprawnego upolitycznienia wytykane także przez blog Niżyńskiego www.nielegalnie.pl (wpis z 23 maja 2017 r.) oraz, jeszcze obficiej, przez jego forum.
Zawiadomienie do prokuratury dotyczyło roli policjanta Jacka Grobarczyka, który złożył zeznanie, jakie trzeba by chyba uznać za najprawdopodobniej fałszywe (jedno z 2 zeznań omawiających sam wypadek, główne źródło informacji sądu, a przy tym – dodajmy na marginesie – zupełnie łamiące tzw. zasadę bezpośredniości, będącą zasadą prawną zobowiązującą organy ścigania i sądy do pozyskiwania informacji bezpośrednio u źródła, w miarę jego dostępności, a nie kierowania się jego swego rodzaju odbitkami, pogłoskami, przekazami niebezpośrednimi). Przykładowo, policjant ten wymienia w swym zeznaniu personalia pokrzywdzonej, dziwnym trafem o nazwisku Palak (dzień przed wypadkiem datowanym na 18 grudnia 2012 r. papież spotkał się z szefem Autonomii Palestyńskiej, a prymas złożył życzenia Polakom na emigracji, co brzmi trochę jak "Palakom na emigracji": istotnie, rzekoma pokrzywdzona E. Palak, co do której imienia istnieją rozbieżności w aktach, bo raz jest pisane Emilia, raz Ewelina, w ogóle nie uczestniczyła w postępowaniu, a listy do niej, adresowane na Białystok, choć wypadek miał miejsce w Warszawie, były przez pocztę zwracane do nadawcy, czyli do sądu lub prokuratury). Personalia te mają też to do siebie, że są też w inny sposób skrajnie nieprawdopodobne: pokrzywdzona rzekomo urodziła się 25.3.1992 r., czyli 6 lat przed Piotrem Niżyńskim i 6 miesięcy po jego dacie urodzenia (i w dniu identycznym; obie daty dzielą więc dwie szóstki, czyli nieomal szatańskie 666). Tego jednak, że to ta osoba, o takich właśnie danych osobowych, jest jakoby pokrzywdzona, policjant nijak nie uzasadnia, a nie mógł tych danych poznać w sposób normalny, tj. poprzez legitymowanie tej jakoby pokrzywdzonej – ponieważ jak ów Jacek Grobarczyk sam poświadcza w notatce urzędowej na k. 3 akt (patrz forum bloga Niżyńskiego, gdzie te akta są sfilmowane: http://forum.nielegalnie.pl/viewtopic.php?f=12&t=7406, oraz widok na tę notatkę w momencie 6:51 na filmie, w linijce 18 tekstu położonego pod nagłówkiem "Notatka urzędowa")
"Piesza przed przyjazdem została zabrana przez pogotowie na ul. Banacha z urazem prawej nogi (prawdopodobnie złamanie)."
(co kończy odpowiedni akapit tekstu na dole strony). A zatem policjant nie był świadkiem zabierania tej jakoby pokrzywdzonej do szpitala, co więcej, również świadek Robert Komorowski (dziwnym trafem nazwisko bardzo znamienne, kojarzące się z "człowiekiem od łaski" – i słusznie, bo o kierowcy samochodu wypadkowego powiadał, że "nie jechał zbyt szybko" i "chyba próbował hamować") twierdził, że dopiero na końcu, po całej serii wydarzeń obejmującej też przyjazd karetki i, zapewne w takim razie bardzo pilne, zabranie pokrzywdzonej,
"Później to już przyjechała Policja i wykonywała swoje czynności z tym człowiekiem"
A przecież nie mógłby taki policjant poprzez samo tylko zatelefonowanie pozyskiwać informacji o danych osobowych okaleczonej kobiety. Zacząć by tu trzeba od tego, że choćby nawet to zrobił, sąd nie ma prawa tak domniemywać, ponieważ jedynym obowiązującym domniemaniem w postępowaniu karnym, a więc takim, z którym w szczególności na pewno żadne inne nie może być w sprzeczności, jest domniemanie niewinności (art. 5 §1 k.p.k.) do czasu udowodnienia czynu i skazania zań prawomocnym wyrokiem sądu, czyli wymagane jest udowodnienie (obejmujące wszystkie okoliczności przyjmowane jako założenie przypisania sprawstwa danego czynu): wymagany jest więc m. in. dowód na to, że faktycznie coś sprawdzono, a nie policjant tylko głosi jakieś niesprawdzone przekonania, pogłoski czy wymysły; a po drugie: i tak zgodnie z art. 92 k.p.k. sąd wydając postanowienie nie może się oprzeć na niczym innym niż tylko na całokształcie okoliczności ujawnionych w postępowaniu, mających znaczenie dla rozstrzygnięcia – w praktyce oznacza to, że w aktach musi być dowód, że policjant istotnie coś sprawdzał, nie można natomiast tylko zgadywać, że tak było. Fakt pozyskania danych jak najbardziej musi być ujawniony.
Można by tu także pytać retorycznie, a skądże wiadomo, że poszkodowana trafiła akurat na Banacha. Co to, jakiś jej kolega się tam o nią na miejscu wypadku troszczył? Nie ma danych na ten temat, skąd to wiadomo. Kojarzy się to natomiast tylko ze "słynnym polskim matematykiem" (Banachem), co jest może ironią do rachunku prawdopodobieństwa i statystycznego spojrzenia na artykuły prasowe w przeddzień, dziwnie łamiące prawidła statystyczne spotykane w praktyce z uwagi na spore przesunięcie tematyczne. Człowiek z nazwiskiem Banach to, jednocześnie, także zastępca naczelnika urzędu skarbowego Warszawa-Bielany, zaś znany z PiS-u Adam Bielan, tłumacząc z hebrajskiego: "człowiek Bielan", to urodzony w 74 roku [nr mieszkania Piotra Niżyńskiego z dzieciństwa, z którym to dawno nieaktualnym adresem zamieszkania są spore problemy] słynny polityk-europarlamentarzysta.
Choćby nawet jakiś policjant pojechał na Banacha i zamachał personelowi szpitala odznaką, i tak nie byłoby to legalną podstawą do ujawniania jakichkolwiek danych. Wg prawa jedynie w zakresie prowadzonego postępowania np. karnego, o ile więc przyjdzie pismo powołujące się na konkretną sprawę (tj. wymieniające jej tzw. sygnaturę, czyli literowo-cyfrowe oznaczenie) oraz z podpisem konkretnego poświadczającego swe osobiste zajmowanie się nią policjanta, szpital jest zobowiązany do ujawnienia danych (art. 15 §2 k.p.k.). Natomiast sam zawód policjanta, jak i demonstrowanie, że się taki zawód ma, nie ma tu nic do rzeczy. Bezpieczeństwo i zabezpieczenie sprawy od strony prawa karnego przed różnymi (możliwymi w innym przypadku) nadużyciami daje dopiero wysłanie listu z odpowiedzią ze szpitala ściśle na adres komendy Policji i tylko w odpowiedzi na pismo policjanta powołującego się na konkretną sygnaturę sprawy jako sprawy przez siebie prowadzonej. Tymczasem zaś w aktach, jak pokazuje strona Niżyńskiego http://forum.nielegalnie.pl/viewtopic.php?f=12&t=7406, nie ma śladu ani po jakimkolwiek piśmie wysłanym do szpitala, ani po jakiejkolwiek odpowiedzi, czyli trzeba przyjąć, że nic takiego nie było. A zatem policjant (wedle słusznych i uzasadnionych zasad, zgodnie z którymi funkcjonują szpitale) nie miał nawet prawa i nie miał podstaw "doskonale znać" danych osobowych pokrzywdzonej, nie dopuszczono by go do nich – co każdy funkcjonariusz wie i rutynowo stosuje, bo zna swój zawód, swą rolę i swe obowiązki – zaś zeznanie pomijające te fakty i naiwnie "podające po prostu dane" (tj., przyjąwszy nawet brak przestępstwa fałszywego zeznania, zaledwie przekonania policjanta na temat tego, jakie te dane osobowe są) bardziej tę sprawę kompromituje niż cokolwiek wyjaśnia. Co więcej, choćby nawet miała miejsce jakaś "interwencja na miejscu w szpitalu", co wydaje się mieć nikłe prawdopodobieństwo z uwagi na takie odchodzenie od wymaganych rygorów formalizmu w dowodzeniu swych uprawnień, i tak w braku jakiejkolwiek notatki urzędowej czy wyjaśnień zawartych w zeznaniu na temat jej przeprowadzenia sąd nie może zakładać, że ona miała miejsce, ponieważ naruszałoby to art. 92 Kodeksu postępowania karnego i byłoby w bezpośredniej do niego sprzeczności. Musi być notatka czy też fragment zeznania wyraźnie stwierdzające przeprowadzenie takiej-to-a-takiej czynności rozpoznawczej w tym-a-tym miejscu. Jedynym legalnym domniemaniem jest tu, ponownie, domniemanie niewinności-do-czasu-udowodnienia-winy (lub, analogicznie, sprawstwa czynu w przypadku osób niepoczytalnych) ustanowione w art. 5 §1 k.p.k. (czyli działające na korzyść oskarżonego: w tamtej sprawie był to Piotr Niżyński), a tymczasem domniemanie, że to policjant wszystko załatwił poprawnie, a nie zmyślił tylko dane osobowe lub zaufał czyjejś niepewnej relacji, szłoby w przeciwnym kierunku do tego domniemania, bo w kierunku skazania oskarżonego, czyli jest niedopuszczalne.
Następnie można też wskazać, że policjant zarzucał Piotrowi Niżyńskiemu to, iż wśród innych wypowiedzi jakoby przyznał się do kierowania pojazdem w czasie wypadku i do spowodowania go, ale że tak poza tym ciągle zmieniał wersję i że najpierw się nie przyznawał, potem się przyznał, potem znowu się nie przyznawał. Temu twierdzeniu swym własnym zeznaniem zaprzeczył Piotr Niżyński. Istnieje zatem sytuacja "słowo-przeciwko-słowu", nie pozwalająca sama w sobie na ostateczne rozstrzygnięcie, kto tu jest kłamcą i narusza prawo karne. Aby to rozstrzygnąć, należałoby dopiero przeprowadzić szerzej zakrojone śledztwo w celu wykazania spodziewanej zmowy, tj. konspiracji kryminalnej, w Policji.
Treść (1) złożonego zawiadomienia (protokołu przyjęcia ustnego zawiadomienia o przestępstwie policjanta) Jacka Grobarczyka, (2) odpowiedzi prokuratury odmawiającej śledztwa oraz (3) zażalenia Piotra Niżyńskiego na to jej postanowienie można przeglądać na stronie internetowej przynależącej do forum bloga Niżyńskiego: http://forum.nielegalnie.pl/viewtopic.php?f=12&t=7633. Sposób obsłużenia tego zażalenia przez sąd jest skandalem zasługującym na uwagę głównych polskich telewizji, a tymczasem zupełnie ukrywanym.
Rażące błędy w postanowieniu sądu
Wyjaśnijmy tu wstępnie, że do tzw. rażących (na tle całokształtu dorobku sądów) błędów w orzeczeniach w szczególności zalicza się takie błędy, które sprawiają, że orzeczenie sądowe jest, jak to się mówi w doktrynie i orzecznictwie, i w Kodeksie cywilnym i art. 77 Konstytucji, "niezgodne z prawem" (w sensie kwalifikowanej niezgodności z prawem; nie każde naruszenie prawa w orzeczeniu oznacza taką niezgodność, natomiast niezgodność tego typu, jeśli istnieje, oznacza, że w ramach wyjątku samo wydanie aż tak błędnego orzeczenia było aktem bezprawnym, do którego sędzia w ramach swej wolności rozumienia przepisów i stosowania prawa po prostu nie jest uprawniony). Wedle cytowanych tu powszechnie przyjętych poglądów, ustabilizowanych w orzecznictwie od czasu wyroku Sądu Najwyższego z 7 lipca 2006 r. o sygn. akt I CNP 33/06 (opubl. w OSNIC 2007/2/35), w dziedzinie tak pojętej bezprawności "Orzeczeniem niezgodnym z prawem (...) jest orzeczenie niewątpliwie sprzeczne z zasadniczymi i niepodlegającymi różnej wykładni przepisami, z ogólnie przyjętymi standardami rozstrzygnięć albo wydane w wyniku szczególnie rażąco błędnej wykładni lub niewłaściwego zastosowania prawa".
Zaprezentowanemu w skanach na górze artykułu (które można przewijać przyciskiem strzałki w prawo na prawo od skanu) postanowieniu łatwo przypisać aż kilka nawet błędów ww. rodzaju:
brak efektywnego śledztwa w sprawie przestępstwa przeciwko konkretnemu człowiekowi lub ludziom jest uznawany za naruszenie ich prawa człowieka, bez względu na uprzedzenia i wstępne przekonania organów procesowych co do wiarygodności różnych osób. Zresztą zażalenie Niżyńskiego (patrz http://forum.nielegalnie.pl/viewtopic.php?f=12&t=7633) wyraźnie przytaczało orzecznictwo Sądu Najwyższego stwierdzające, że bezprawne jest przypisywanie wyższej wartości zeznaniu policjanta tylko dlatego, że on jest policjantem i oskarża, a inna osoba nim nie jest i jest oskarżana. Istnieje bardzo dużo orzecznictwa Europejskiego Trybunału Praw Człowieka skupiającego się wokół idei, że gdy pewne przestępstwo jest naruszeniem praw człowieka (wystarczy do tego, by można je było uznać za poniżające traktowanie, a praktycznie zawsze jest co najmniej ten problem, o ile tylko jest to przestępstwo przeciwko osobie, a nie np. przysłowiowy "wyrąb drzew w lesie"; cięższe przestępstwa kwalifikuje się jako inne naruszenia, np. naruszenie prawa do życia), to brak skutecznego ścigania go przez państwo – pod jakimkolwiek pozorem (np. nie ściga się oficjalnie z tego powodu, że się nie dowierza, iż śledztwo jest potrzebne, itp.) – oznacza naruszenie przez państwo obowiązków nakładanych na nie przez art. 1 Konwencji o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności. W naszym kraju zresztą na poziomie konstytucyjnym ugruntowane są analogiczne rozwiązania: mianowicie art. 5 Konstytucji nakazuje prawa człowieka (tj. ich urzeczywistnianie się) zapewniać, czyli zagwarantowywać, ludności, zaś przykładowo zakaz poniżającego traktowania zapisy jest w art. 40 Konstytucji, a prawo do sprawiedliwego postępowania sądowego – w art. 45 ust. 1. W orzecznictwie Trybunału stwierdza się w szczególności, że taki brak skutecznego śledztwa jest równoznaczny z "tolerowaniem" przez państwo istnienia określonej przestępczości i tego, że jest ona bezkarna (nie ścigana skutecznie), co jest sprzeczne z Konwencją (i, można tu dodać, także z polską konstytucją). W ramach rozwinięcia można by tu też wyjaśnić, że ilekroć sytuacja jest niepewna, czyli organy ścigania lub sąd mają wersję jednej osoby i wersję drugiej osoby, i nie sięgają po dane pozwalające rozstrzygnąć między nimi – nie badają dokładniej (tutaj więc np.: nie przesłuchuje różnych innych funkcjonariuszy Policji, którzy mogliby podżegać do przestępstwa, szukać chętnego policjanta itd.), lecz zamiast tego umarzają postępowanie lub w ogóle go nie chcą prowadzić, lub, co gorsza, przesądzają na rzecz jednej z wersji, tej o braku przestępstwa (mimo tego, że nie jest nierealne, by do danego zgłoszonego im przestępstwa doszło), tylekroć postawa przez te organy prezentowana jest równoznaczna z tolerowaniem przestępstwa (co jest szczególnie haniebne w sytuacji, gdy zgłaszający je jest jednocześnie świadkiem i, z uwagi na złożenie zeznania, powinien przecież korzystać z – dającego mu kredyt zaufania – domniemania niewinności nie mniej niż ta oskarżana przez niego osoba, która pozostaje wstępnie jeszcze bez statusu podejrzanego, czyli pozostaje jako będąca zaledwie jedną z osób w sprawie, obok zgłaszającego). Albowiem z uwagi na to, że sytuacja jest niepewna, czyli np. (oceniając tu szanse, prawdopodobieństwa) na 1,5%, 10% czy 40% funkcjonariusz był przestępcą, to w odpowiednim odsetku analogicznych-bardzo podobnych sytuacji (tj. w przypadku 1,5%, 10% czy 40% takich sytuacji) państwo nie przeprowadzi koniecznego śledztwa, obejmującego dokładniejsze badanie struktur Policji, i pozostawi przestępstwo, które (w tym procencie przypadków) faktycznie ma miejsce, bezkarnym. Wynika to zresztą (jeśli by ktoś potrzebował naukowego dowodu) z samej matematyki, z definicji prawdopodobieństwa (patrz tzw. prawo wielkich liczb); "szansa 10%" (że było przestępstwo) to zarazem, w odpowiednio dużej skali, sytuacja, że "w 10% przypadków tak właśnie jest" (zachodzi przestępstwo). A tymczasem państwo nie podejmuje skutecznych działań przeciwdziałających takiemu złu. Postawa to aprobująca, czyli postawa, która w przypadku niepewności czy też dwóch przeciwnych tez rozkłada ręce, zamiast badać głębiej, jest zatem, jak tu w oczywisty sposób rozumowo zaprezentowano, tożsama z tolerowaniem przestępczości i takie też jest (standardowe) orzecznictwo Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu (choć w sprawach pochodzących od Niżyńskiego lub jego spółek, na różne zresztą tematy, także z dziedziny prawa cywilnego, notorycznie zapomina on o sprawiedliwości, a nawet o własnym orzecznictwie). O tych standardach ze Strasburga można poczytać m. in. na stronie internetowej Prokuratury Krajowej: https://pk.gov.pl/dzialalnosc/europejski-trybunal-praw-czlowieka/orzecznictwo-etpcz/orzecznictwo-europejskiego-trybunalu-praw-czlowieka/. Gwoli wyjaśnienia można tu dodać, że kwalifikowana "niezgodność z prawem" występuje nie tylko z uwagi na sprzeczność ze standardami rozstrzygnięć, ale przede wszystkim przez sprzeczność z zasadniczymi, nie podlegającymi różnej wykładni przepisami. Oczywiste jest, że państwo ma obowiązek chronić ludność przed naruszeniami praw człowieka, czyli powinno się starać do nich nie dopuścić, a zatem idące w przeciwnym kierunku i aprobujące tego rodzaju problemy orzeczenia sądowe są z odpowiednimi zasadniczymi (np. konstytucyjnymi czy konwencyjnymi), nie podlegającymi różnej wykładni przepisami sprzeczne.
w swym zażaleniu (http://forum.nielegalnie.pl/viewtopic.php?f=12&t=7633) Niżyński wskazał też, że z obowiązku poszanowania prawa w związku z prawnym zakazem poplecznictwa również wynika, że dopóki nie wykluczono (konkretnymi dowodami lub oczywistością rozumową) wszelkiej możliwości, że do przestępstwa doszło i że może ono być ścigane w danym postępowaniu, dopóty odmowa wszczęcia śledztwa lub umorzenie, a to na podstawie "braku dostatecznie uzasadnionego podejrzenia popełnienia przestępstwa", nie są legalne. A zatem postanowienie sądu jest też sprzeczne z art. 83 Konstytucji RP w zw. z art. 239 §1 k.k..
ponadto również z analizy art. 2 Kodeksu postępowania karnego – który dostarcza wskazówek celowościowych co do tego, jak interpretować należy pozostałe przepisy tego Kodeksu – wynika, że prokurator czy sąd powinni tak stosować art. 17 §1 pkt 1 k.p.k. (umorzenie lub odmowa wszczęcia z "braku dostatecznie uzasadnionego podejrzenia popełnienia przestępstwa"), by cyt. "sprawca przestępstwa został wykryty i pociągnięty do odpowiedzialności karnej". Niedopuszczalne jest więc takie stosowanie przepisów, że przy pierwszej lepszej rozbieżności wersji między dwoma osobami sprawę się umarza, rozstrzygając kwestie faktyczne na korzyść tej strony, której w zawiadomieniu zarzucano przestępstwo.
Sąd, zarzucając, że
...skarżący nie sprecyzował w swym zawiadomieniu okoliczności na poparcie swych twierdzeń, jego argumentacja sprowadzała się jedynie do polemizowania z treścią zeznań funkcjonariusza Policji
w istocie zarzuca Piotrowi Niżyńskiemu, że przychodzi do prokuratury z dowodem w postaci swego zeznania, a nie od razu z całym nawet kompletem dowodów, czyli np. 2 dowodami (zeznanie plus coś jeszcze, co by przeważało zeznanie samego policjanta), czyli z gotową sprawą sądową. Tymczasem przecież właśnie od tego jest faza postępowania przygotowawczego (czyli śledztwa lub dochodzenia), by od niepełnej-niegotowej do tego jeszcze sytuacji dowodowej przejść w miarę możliwości do pełnej, pozwalającej na wniesienie oskarżenia do sądu.
Trudno tłumaczyć tak niski poziom orzeczenia sądowego – napisanego przez inteligentną przecież istotę – czym innym niż po prostu wyjątkowym upolitycznieniem sądownictwa, jego sługusostwem i, najpewniej, po prostu uciekaniem przed biczem kontroli skarbowej. Pisaliśmy o tym w szczególności już w kilku artykułach o fiskalnych aspektach pracy sądu, tj. o prawdopodobieństwie, że nie jest prawidłowo odprowadzany za wszystkich pracowników podatek dochodowy (i zamiast tego dostają go jako dodatek do pensji, czyli po prostu jako comiesięczną łapówkę):
Ponadto w artykule "Kolejny raz sąd przyklasnął zabijaniu rodziny Niżyńskiego" (dotyczącym zresztą analogicznej, bo cuchnącej skrajnym upolitycznieniem sądu i jego moralnym nihilizmem, sprawy) pod nagłówkiem "To bardzo stara korupcja" przytoczono jeszcze inne, bardzo ciekawe dane, a ich swoistym ukoronowaniem mogą być wytykane przez nas nieraz (np. w artykule "Fiskus i mafia wywołały wyroki TK w sprawie łaski" pod nagłówkiem "Rozliczne publicznie dostępne poszlaki..." w punkcie "Wyrok w sprawie łaski wydano dnia..." pod fioletowym tekstem, mniej więcej od 30-ej linijki, a ponadto: w 6-ym akapicie artykułu "Irracjonalne, prodyskryminacyjne orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego", wliczając nagłówek, jak również w drugim artykule z powyższej wypunktowanej listy, pod nagłówkiem "W czym tkwi problem", oraz w trzecim z nich) informacje pochodzące od prof. Lecha Morawskiego odnośnie żałosnego stanu sądownictwa i rozpanoszonej tam korupcji (prawdopodobnie systemowo wspieranej i o korzeniach sięgających duchowieństwa, jak uzasadnia się w pierwszym ze wskazanych tu przeze mnie w nawiasie artykułów na ten temat, i tworzącej najwyraźniej jedną wspólną sitwę wraz z politykami, jak by wynikało z cytowanych wypowiedzi).
(n/n, zmieniony: 6 wrz 2019 00:07)

References: art. 177
 art. 6
 art. 92
 art. 92
 art. 5
 art. 77
 art. 1
 art. 5
 art. 40
 art. 45
 art. 83
 art. 239
 art. 2
 art. 17