Source: https://czasopismo.legeartis.org/2018/01/wellman-piekara-wyrok-zaoczny.html
Timestamp: 2018-08-21 02:19:09+00:00

Document:
Wellman-Piekara: wyrok zaoczny to skutek braku aktywności pozwanego
Poprosił mnie P.T. Czytelnik o komentarz do głośnego wyroku wydanego w sprawie Doroty Wellman przeciwko Jackowi Piekarze — czyli co ja sądzę o tym, że sąd cywilny, bez procesu, „klepnął” wyrok, w którym nakazał „- 360 tys – przeprosiny – 75 tys – kolejne przeprosiny – 25 tys – wpłata na fundację – 6 tys – jej koszta procesowe”?
Dalej będzie teoretyzowanie w punktach — bo tak krócej i sprawniej; w punktach, bo samego orzeczenia nie znam, więc po części mogę tylko zgadywać:
po pierwsze: co to jest ten wyrok zaoczny? to akurat bardzo proste — w przypadku braku aktywności pozwanego, który nie przychodzi na rozprawę (albo przychodzi, ale nie bierze w niej udziału — czy to możliwe?), albo też nie udziela odpowiedzi na pozew, sąd wydaje wyrok zaoczny, uwzględniający rozsądne argumenty i żądania powoda (art. 339 kpc);
art. 339 kpc
przyczyny braku aktywności pozwanego mogą być różne — albo po prostu olewa sprawę i odebrane wezwania, albo też wezwania nie odbiera, bo przecież urban legend mówi, że „list polecony nieodebrany nie liczy się”;
tymczasem prawo jest nieubłagane: powód ma obowiązek podać adres pozwanego, sąd pod ten adres wysyła pozew i zawiadamia o rozprawie, nieodebrane przez pozwanego pismo z sądu podlega dwukrotnej awizacji, a jeśli adresat nadal jego nie odbiera, uważa się je za doręczone (art. 139 par. 2 kpc);
art. 139 par. 2 kpc
tak czy inaczej nawet wyrok zaoczny jeszcze raz doręcza się „nieaktywnemu” pozwanemu (art. 343 kpc), od tego momentu ma on kolejne dwa tygodnie na złożenie sprzeciwu. W takim przypadku wyrok zaoczny jest instancją „zerową”, tj. po rozprawie sąd wydaje wyrok, od którego przysługuje normalna apelacja;
mało tego: jeśli rzeczywiście jest tak, że Jacek Piekara nie wiedział o procesie, bo sąd wysyłał korespondencję na „adres, pod którym nigdy nie mieszkał”, to można żądać wznowienia postępowania z powodu jego nieważności wskutek pozbawienia możności działania (art. 401 pkt 2 kpc) — ta okoliczność rzecz jasna musi być udowodniona (art. 6 kc);
co do samej wysokości „kary”: po pierwsze sąd cywilny (a skoro sprawa dotyczyła ochrony dóbr osobistych, to niewątpliwie zajmował się nią wydział cywilny sądu okręgowego) nie zajmuje się karaniem, lecz rozstrzyganiem prywatnych sporów;
po drugie skoro powódka (Dorota Wellman) przedstawiła takie żądanie, a pozwany (Jacek Piekara) nie ripostował — ani co do istoty sporu, ani co do żądań — to sądowi właściwie nie pozostało nic innego jak właśnie „przyklepać” treść żądań;
co my tu jednak mamy: „- 360 tys – przeprosiny – 75 tys – kolejne przeprosiny” — zaraz, zaraz, sąd pewnie nakazał (bo Wellman o to wniosła, a pozwany się nie sprzeciwił) opublikowanie przeprosin w określony sposób (np. na określonej stronie jakiejś gazety) — a przecież ogłoszenia gazetowe kosztują pieniądze — jednak na pewno sąd nie orzekł ile te przeprosiny mają kosztować (zapewne pisarz ustalił te koszty biorąc pod uwagę cennik ogłoszeń w tych mediach, jak uzyska 99% rabat, to ani sądowi, ani Dorocie Wellman nic do tego);
gdyby Jacek Piekara nie przyjął strategii strusia, lecz pozew odebrał i raczył odpisać, że się nie zgadza, bo złośliwy przytyk, nawet jeśli narusza dobra osobiste, to nie jest działaniem bezprawnym — może i udałoby się uzyskać orzeczenie oddające powództwo, a wówczas to Wellman zwracałaby mu koszty;
mało tego: biorąc pod uwagę, że żądany sposób usunięcia skutków naruszenia (publikacja płatnego ogłoszenia) nie jest adekwatny do samego naruszenia (wpis na Twitterze o ograniczonym zasięgu), na sto procent udałoby się oddalić powództwo w tej części (albo też ograniczyć przeprosiny do Twittera);
to jednak wymaga aktywności procesowej — pozwany, który jest bierny, który nie odbiera listów, musi liczyć się z tym, że sąd przyjmie słowa powoda za dobrą monetę — wyda wyrok zaoczny, w którym w 100% przyzna rację powodowi (o tym czy wyrok zaoczny można wydać w sprawie o ochronę dóbr osobistych już pisałem).
Słowem: tylko tyle i aż tyle, bo za gapiostwo trzeba płacić.
PS wyrok Sądu Okręgowego w Warszawie z 19 lipca 2017 r., sygn. akt XXV C 1810/16 — tak przynajmniej podaje BIP sądu.
Tags: aktualności art. 139 kpc art. 23 kc art. 24 kc art. 339 kpc art. 401 kpc doręczenie przeprosiny wyrok zaoczny
← Wierszówki nie wlicza się do podstawy minimalnego wynagrodzenia
Odpracowanie pożyczki udzielonej przez wspólnika spółki będącej pracodawcą →
61 comments for “Sprawa Wellman-Piekara: co to znaczy, że sąd „klepnął” wyrok zaoczny — i skąd 500 tys. „kary”?”
22 stycznia 2018 at 19:18
Widzę tu spore pole do nadużyć, bo skoro „powód ma obowiązek podać adres pozwanego, sąd pod ten adres wysyła pozew i zawiadamia o rozprawie,” to co stoi na przeszkodzie podać fikcyjny adres (ktoś, gdzieś, kiedyś mówił, że on tam mieszka…) i uzyskać przychylny wyrok ?
Poza tym kim jest ta ta cała Wellman ? Co ona takiego robi, poza tym, że jest … niechuda… i pokazują ją w telewizji ?
To samo pomyślałem, ale tu wchodzi pierwsza wątpliwość – pozew dostarczano zapewne na ten sam adres co i wyrok. Skoro pozwany zna wyrok to znaczy że go otrzymał, a to z kolei oznacza że pozwy również dostawał. Czy może jednak jest inna możliwość?
22 stycznia 2018 at 19:48
Tu pozew i wyrok został doręczony na adres Piekary który figuruje w bazie PESEL (tak adres wskazał powód) co oznacza że Piekara tam samodzielnie się zameldował (no chyba że zrobili to jego rodzice w dzieciństwie, co biorąc pod uwagę jego wiek jest wątpliwe)
Ale Piekara twierdzi że tam nie mieszka (nie wiem jak nazwać zachowanie gdy ktoś się wyprowadza, ale się zgodnie z prawem nie wymeldowuje). A o wyroku się dowiedział od komornika, gdy ten jak przypuszczam odszukał miejsce w którym przebywał. Egzekucja zapewne dotyczyła kosztów.
I co robi „geniusz” Piekara, zakładając że jego wersja jest prawdziwa? Składa wniosek o przywrócenie terminu do złożenia sprzeciwu [to OK] ale ogranicza się do gołosłownego twierdzenia że nie mieszkał tam gdzie jest zameldowany (a wręcz twierdzi że nigdy tam nie mieszkał). A wiadomo że wniosek o przywrócenie terminu trzeba uprawdopodobnić. A nie jest uprawdopodobnieniem samo twierdzenie strony – trzeba przedstawić choćby cień dowodu że jest tak jak mówię [to głupota albo pełnomocnika którego wynajął albo jego o ile w ogóle pełnomocnika nie wynajął]. W takiej sytuacji procesowej sąd słuszne oddala wniosek o przywrócenie terminu i odrzuca sprzeciw. I po ptakach ..
Gdzieś tam widziałem „jestem zameldowany, od lat nie mieszkam”.
Czyli znów wychodzi na to, że meldunek jest szkodliwy ;-)
Z jednej strony szkodliwy ale są minusy braku (i to większe niż plusy braku)
1) bez adresu w bazie PESEL sąd łyknie każdy adres i pozostaje liczyć tylko na listonosza oraz adnotację „adresat nie zamieszkuje”
2) pod drugie można urządzić proces bez pozwanego, w zamian dać kuratora dla nieznanego z miejsca pobytu pozwanego, a taki kurator to żadna obrona.
22 stycznia 2018 at 21:15
To miał być żart. Niezależnie od tego, że uważam przepisy meldunkowe za szkodliwe (w amerykańskich filmach widać, że jednak jakoś sobie z tym radzą), to tutaj pozwanego zgubiło przeświadczenie, że można to tak załatwić.
BTW znalazłem informacje o kosztach ogłoszeń, no cóż, Wellman poszła po całości ;-)
https://pbs.twimg.com/media/DUJifShW0AAtG_8.jpg
Jak się pogrzebie, znajdzie się też coś takiego
W związku z zainteresowaniem ze strony mediów, uprzejmie informujemy, że Sąd Okręgowy w Warszawie w dniu 19 lipca 2017 r.wydał wyrok w sprawie o ochronę dóbr osobistych Doroty O.-W. przeciwko Jackowi P.
– zobowiązał pozwanego do złożenia oświadczenia (przeprosin) w formie nowego wpisu na portalu internetowym „Twitter.com” i opublikowania go na swoim profilu przy zastosowaniu funkcji „przypnij na swoim profilu” przez okres 3 (trzech) tygodni od daty publikacji,
– zobowiązał pozwanego do złożenia oświadczenia w formie ogłoszenia na stronie głównej serwisu internetowego „Wyborcza.pl” pod adresem http://www.wyborcza.pl, widocznego przez nieprzerwany okres 72 godzin od daty zamieszczenia, jako integralna część strony internetowej, w terminie 14 dni od dnia uprawomocnienia się niniejszego wyroku;
– zobowiązał pozwanego do złożenia oświadczenia w formie ogłoszenia w magazynie „Wysokie Obcasy”, stanowiącym sobotni dodatek do dziennika „Gazeta Wyborcza,
– w razie niewykonania powyższego przez pozwanego, upoważnił powódkę do opublikowania treści oświadczeń na koszt pozwanego;
– nakazał pozwanemu usunięcie wpisu na portalu „Twitter.com” z dnia 2 października 2016 r. opublikowanego pod jego adresem, w terminie 14 dni od dnia uprawomocnienia się niniejszego wyroku;
– zasądził od pozwanego na rzecz Stowarzyszenia „Spoza” w Warszawie nr KRS 0000123781 kwotę 25 000 zł (dwadzieścia pięć tysięcy) wraz z ustawowymi odsetkami za opóźnienie od dnia 12 stycznia 2017 r. do dnia zapłaty tytułem zapłaty odpowiedniej sumy pieniężnej na wskazany przez powoda cel społeczny;
– zasądził od pozwanego na rzecz powódki kwotę 4627 zł (cztery tysiące sześćset dwadzieścia siedem) tytułem zwrotu kosztów procesu.
http://bip.warszawa.so.gov.pl/important/content/3252
Zazwyczaj podanie fikcyjnego adresu kończy się adnotacja listonosza „adresat nie zamieszkuje” i trzeba wskazać rzeczywisty adres. Poza tym ostatnio sądy sprawdzają PESEL a przy okazji adres zameldowania i jak jest on inny niż wskazany przez powoda to się „denerwują” i zazwyczaj awizo nie wystarcza.
24 stycznia 2018 at 00:43
Na jakiej podstawie listonosz stwierdza, że ktoś pod danym adresem nie mieszka?
ad 1) jeśli powód poda zmyślony adres, to na dłuższą metę leży i kwiczy (tj. w tej chwili Wellman leżałaby i kwiczała),
ad 2) to kompletnie nie ma znaczenia, może być nawet dziedziczką potentata w branży szamponiarskiej.
23 stycznia 2018 at 11:50
BTW jak usłyszałem o całej aferze dokładnie to samo pomyślałem o niejakim Piekarze ;-)
(Teraz już będę pamiętał, że pisarz — może mu będzie łatwiej, bo ludziska mogą kupować jego książki, może uzbiera z honorariów?)
Klarowne wyjaśnienie, dzięki Olgierd
22 stycznia 2018 at 21:30
A propos tego, co dokładnie orzekł sąd – podrzucam komunikat tegoż sądu zamieszczony BIP-ie: http://bip.warszawa.so.gov.pl/important/content/3252
22 stycznia 2018 at 21:51
400-500 tys. za jeden idiotyczny tweet? Nieźle.
Tweet był brzydki, prostacki, zwyczajnie chamski ale…dotyczący osoby publicznej, nie insynuował żadnego przestępstwa, nie pomawiał itp., tylko (i aż) obrażał.
Mimo wszystko trochę dziwne, że sąd, nawet zaocznie, zgadza się na dość absurdalne żądania. Jakby w pozwie wpisano żądanie zadośćuczynienia w postaci np. 10 mln zł, takie coś sąd również by klepnął?
Ale czemu absurdalne żądania. Pani chciała tylko 25000 zł na cel społeczny i jakiś tam przeprosin (skąd sąd miałby wiedzieć ile one kosztują). Jak pozwany nie oponuje do nad czym się tu zastanawiać ?
Swoją droga ciekawe jak była wskazana wartość przedmiotu sporu. Ale ją też co do zasady sąd raczej bada na wniosek pozwanego.
A za 10 mln złotych to powód musiałby najpierw wpłacić 100000 zł opłaty sądowej. Duże ryzyko jak pozwany byłby aktywny i by się przegrało, albo wygrało w dużo mniejszym stopniu.
Poza tym kwotę żądania też trzeba uzasadnić, więc trudno byłoby wymyślić coś na 10 mln zł. Tu było tylko 25000 zł więc skromnie.
(skąd sąd miałby wiedzieć ile one kosztują).
Bo to nie pierwsza rozprawa tego typu, i o ile sąd faktycznie nie wie ile dokładnie będzie kosztowało wykonanie wyroku, to juz oszacowanie rzędu wielkości tych kosztów nie powinno chyba nastręczać problemów.
Po drugie skąd wiesz że nie pierwsza sprawa (np. tego sędziego)
Po trzecie ustalenie nie może opierać się na osobistych doświadczeniach sądu, tylko na postępowaniu dowodowym, a tego przy wyroku zaocznym się nie przeprowadza.
22 stycznia 2018 at 22:12
Żeby nie dochodziło do absurdów, że ktoś ma zapłacić kilka milionów zł w celu wykonania wyroku, pomimo, że jego realne możliwości finansowe są dwa rzędy wielkośći mniejsze.
I skąd wiesz że nie pierwsza sprawa (np. tego sędziego)
Nie wiem, czy sąd może się w swoim zakresie dowiadywać, jakie moga być potencjalne koszty takich przeprosin, ewentualnie czy może zobowiązać powoda do uzyskania takiej inforamcji. W każdym bądź razie uważasz, że ten wyrok (sposób i koszt przeprosin) jest adekwatny do przewinienia?
23 stycznia 2018 at 07:36
Miarkowanie odszkodowania i zadośćuczynienia teoretycznie może być zastosowane, ale czy to oznacza, że można naubliżać, a potem wykpić się, bo jak bez pracy, więc nie zarabiam, nie ma też zasiłku, ale przez to, że bez pracy, to nudziłem się i napisałem, bom sfrustrowany bo bez pracy.
„W takim razie zasadą powinno być wpisywanie wielomilionowych odszkodowań
za każdą pierdołę – zawsze można liczyć, że z jakichś przyczyn powód
nie dowie się o rozprawie i będzie nam po wyroku winny cały swój majątek
za 2 pokolenia wstecz i 3 wprzód ;)”
O ile ktoś jest hazardzistą to tak. trzeba wyłożyć 100 000 opłaty, sensownie uzasadnić [z tym będzie problem] i czemu nie. Gorzej jak się przegra (nawet w 90%) to starta opłaty (90% opłaty) + wynagrodzenie drugiej strony 25000 zł. Al
23 stycznia 2018 at 09:34
Bym dodał, że jestem prawie pewien, że gdyby Piekara złożył odpowiedź na pozew, to skończyło by się na przeprosinach adekwatnych do sposobu naruszenia. Czyli Wellman przegrałaby powództwo w części dotyczącej wpłaty 25 tys. złotych na zbożny cel — czyli finansowo byłaby na pozwie w plecy, czyli moglibyśmy się teraz z niej nabijać.
22 stycznia 2018 at 22:06
Ale dlaczego sąd ma brać pod uwagę argumenty jednej strony, na jej korzyść, z urzędu? Powódka chce przeprosin w określonych mediach, sąd nie będzie sprawdzać cenników i polityki rabatowej
Przecież pozwany może nie podjąć obrony z różnych przyczyny, np. dlatego, że się zgadza z zarzutami.
Abstrahując po meritum sporu o naruszenie dóbr osobistych:
Sąd z urzędu powinien zastosować art 5kc (sprzeczność z zasadami współżycia społecznego) w stosunku żądania opublikowania oświadczeń w mediach – którego koszty mogą zrujnować nawet ponadprzeciętnie zarabiającego człowieka.
Bo jeżeli ewentualne koszty publikacji takiego oświadczenia to ponad 10-letnie dochody Kowalskiego zarabiającego średnią krajową (że nie wspomnę o medianie), to konsekwencją będzie wpadnięcie w dożywotnie zadłużenie – a przecież nie taki miał być cel orzeczenia.
Jeżeli celem miałoby być dotarcie do odpowiednio szerokiego audytorium z oświadczeniem żądanym przez powoda, to zobowiązany powinien mieć możliwość alternatywnej realizacji np. poprzez wybranie ogłoszenia np. w „Gazecie Polskiej” lub TV Republika (gdzie zapewne mógłby liczyć na stosowny rabat od ceny w standardowym cenniku).
To zdecydowanie nie są też „rozsądne żądania powoda”.
Sąd zdecydowanie czegoś nie przemyślał i wykazał się totalną ignorancją co do cen tego typu ogłoszeń (zapewne powódka też takiej orientacji nie miała).
Ale czemu powódka miałby ogłaszać się w „prasie” której nie lubi, i której nie czytają ludzie na których jej zależy by uzyskali informację o przeprosinach.
A o zasadach współżycia społecznego to trzeba myśleć jak się bzdury wypisuje w internecie. Kto sam narusza zasady współżycia społecznego nie może powoływać się na to ktoś inny je narusza. Więc to bardzo cienka linia obrony i nie pomogła by zapewne nawet gdy by pozwany się na nią powołał.
23 stycznia 2018 at 09:42
Trzeba zadać sobie przed wszystkim pytanie jaki jest cel zamieszczenia ogłoszenia (jaki interes społeczny) i dlaczego ma być ono częścią orzeczenia sądu?
Bo chyba celem nie ma być nie przysporzenie dochodów mediom które „lubi” powódka i które zapewne „lubią/wspierają” ją?
Skoro pozwany potencjalnie naruszył dobra powódki to powinien dotrzeć do tej samej grupy odbiorców do której dotarł komunikat zniesławiający – tutaj powinien wystarczyć Twitter.
Ewentualnie przekaz o bezprawności komunikatu zniesławiającego powinien dotrzeć przede wszystkim nie do grupy docelowej która „lubi/wspiera” powódkę i jej poglądy, ale do grupy która potencjalnie wspiera pozwanego w jego poglądach.
Bo względem „lubiących/wspierających” powódka i tak ma rację, a trzeba z komunikatem o bezprawności tego typu treści dotrzeć do zupełnie innej grupy odbiorców – bo komunikat do nich skierowany miałby większy walor edukacyjny co do dozwolonej treści i formy wypowiedzi (co jest równoważne z istnieniem interesu społecznego).
Rozważając natomiast subiektywne cele to gdybym był na miejscu powódki znacznie większą satysfakcję sprawiałby mi ból pewnej części ciała u oponentów – odbiorców mediów sympatyzujących z pozwanym.
23 stycznia 2018 at 10:23
„Skoro pozwany potencjalnie naruszył dobra powódki to powinien dotrzeć do
tej samej grupy odbiorców do której dotarł komunikat zniesławiający”
Tylko że prasa też o tej sprawie pisała, więc do jej czytelników to co napisał dotarło za pośrednictwem prasy. Ja np. Twitera nie czytam, a o sprawie czytałem w gazecie.
Niemniej sądy oceniają to dwojako:
– czasem, że sprawca nie odpowiada za „podbicie” tematu, więc nie musi przepraszać w mediach, które go „grzały”,
– czasem, że skoro temat był nośny, a nie byłoby afery, gdyby nie naruszenie — to jednak trzeba przepraszać także w poczytnych tytułach.
Ale zdaje się, że postępowanie cywilne mamy kontradyktoryjne, a sąd z urzędu nie jest prawie do niczego zobowiązany.
(BTW najlepsze jest to, że zwolennicy „amerykanizacji” życia prawnego najmniej rozumieją, że to jest właśnie bardzo po amerykańsku.)
23 stycznia 2018 at 09:44
Masz 99% racji.
Myślę, że sąd wykazałby się ignorancją gdyby zignorował trafny — bo byłby to trafny — argument pozwanego. I być może nawet mógłby tak potraktować wydumane roszczenie majątkowe (o zwrot Kolumny Zygmunta), jednak skoro chodzi o ochronę dóbr osobistych, to:
– powód wykazuje, że doszło do naruszenia dóbr osobistych,
– pozwany wykazuje brak bezprawności (w tym okoliczności, które świadczą o przegięciu w rozmiarach roszczenia).
24 stycznia 2018 at 11:25
Przecież koszty ogłoszeń Pan Pisarz wyssał z palucha, poza tym można bylo prościej, usunąć chamskiego tweeta i przeprosić i sprawy by nie było, typowy cham i prostak który obrzuca innych gównem, nie przeprasza, później olewa korespondencję, a na koniec płaczę jaki to skrzywdzony jest
O ile wiem, to koszty ogłoszeń są z wyceny tych ogłoszeń przez wyborcza.pl. Mówią że przecież można negocjować – tyle że po co wyborcza miałaby negocjować, skoro on musi akurat tam się ogłosić w takim a nie innym formacie. Nie ma wyboru, nie ma prawie żadnych argumentów przetargowych.
23 stycznia 2018 at 03:47
to wystarczy, że mnie coś urazi i sąd mi wszystko (np. 5 baniek) klepnie bez zastanowienia, bo pozwany się nie stawi (z jakiegokolwiek powodu)?
i naprawdę trzeba specjalnie podnosić, że „tweetnięcie” nie jest równe ogłoszeniu w „wybiórczej”?
A technicznie rzecz biorąc p. Wellman faktycznie aborcja nie grozi, ponieważ już dawno opuściła ona łono matki. Grozić może ewentualnie jej niedoszłym potomkom.
Przecież w wypowiedzi Piekary wcale nie chodziło o aborcję tylko o to że jej seks nie grozi [w domyśle bo brzydka czy gruba]. Tak zrozumie tę płytką żaluzję każdy rozsądny człowiek.
Czyli wchodzimy w „co autor miał na myśli” czy „jak ludzie (którzy? ilu?) pojęli aluzję” zamiast co stoi napisane… też pięknie.
Swoją drogą ile osób śledzi „tweety” p. Piekary i który z nich jest fanem p. Doroty W.?
Owszem, p. Piekara sam sobie zawalił, a p. Wellman postanowiła go (skutecznie) oskubać z powodu jakiejś tam niewybrednej aluzji… aż przychodzi na myśl przysłowie „uderz w stół….”
A czy autor w swoich ćwierkach post-wyrokowych próbował (moim zdaniem, jeśli już, to głupio) próbował się bronić, że on miał coś innego na myśli niż to co można z tego łatwo wyczytać?
Jakoś nikt nie ma wątpliwości co do sensu jego wypowiedzi.
23 stycznia 2018 at 13:35
O tyle ma to niewielkie znaczenie, że sąd ocenia odbiór społeczny.
Tak, przerąbane mają aluzjoniści i miłośnicy kąśliwego poczucia humoru (w tym niżej podpisany, który stara się publicznie nie afiszować z tą cechą charakteru).
Wiem, że to nie ma znaczenia, polemizuję z Mikeiem.
Podczytuję sobie Kroniki Tygodniowe Słonimskiego – ten miał zjadliwe poczucie humoru, sarkazm na takim poziomie, że klękajcie narody, a aluzje ledwo co próbować maskować, a i wprost atakował. To były piękne czasy. Polecam lekturę.
23 stycznia 2018 at 13:46
A on to pisał do szuflady, czy do publikacji?
(Przypominam sobie jakim szumem odbiła się publikacja „Dzienników” Kisielewskiego, który pozwolił sobie na kilka akapitów o Karolu Wojtyle. Ale zdaje się Kisiel nawet nie marzył o publikacji swoich zapisków ;-)
Do publikacji, w „Wiadomości Literackich”
http://lubimyczytac.pl/ksiazka/62807/kroniki-tygodniowe-t-1-1927-1931
Klika kronik (i innych tekstów) jest tutaj: http://retropress.pl/autor-artykulu/antoni-slonimski/
No to zdaje się, że mógł pisać (tak do lipca 1934 r.), bo dopiero art. 165 par. 1 kz mówił o zadośćuczynieniu za „obrazę czci”, zaś wcześniejsze ustawodawstwo bodajże ignorowało ten temat :)
23 stycznia 2018 at 15:52
możliwe, kroniki były wydawane do wojny.
23 stycznia 2018 at 16:03
Drażni mnie jednak, że dzisiaj każda mniej lub bardziej niewybredna aluzja kończy się w sądzie… to już plaga jest. Ja bym dopuścił jedynie sądzenie się wprost o kłamstwa a nie jakieś takie pierdoły. I tak wiadomo, że chodzi o kasę i zemstę a nie żadne tam urażanie.
23 stycznia 2018 at 16:06
Ale nie możesz nikomu zabronić chodzenia do sądu z pierdołami. Co najwyżej konsekwencją będzie przegrana.
Moje prywatne powiedzonko „czy mogę Cię pozwać o odszkodowanie za to, że księżyc świeci? mogę, ale muszę wykazać szkodę i związek przyczynowy między Twoim działaniem a moją szkodą”.
24 stycznia 2018 at 06:49
Wszechobecna hiper-delikatność i poprawność polityczna połączona z pęczniejącą agresją i chamstwem powodują to co widzimy – zanikające poczucie humoru.
A, że chodzą, no cóż, mogą. I jak napisał RedNacz niżej.
24 stycznia 2018 at 17:06
uważam, że owa delikatność i politpoprawność powodują efekt w postaci większej agresji i chamstwa… co nakręca spiralę i tylko cieszą się owi, którym zależy na zniszczeniu wolności słowa jako takiej… „bo przecież nie można pozostać bezczynnym gdy takie chamstwo się szerzy!”
a swoją drogą ludzie aseksualni mogliby się poczuć urażeni, bo p. D.W. uważa, że brak seksu to skaza i obraza…. ;)
24 stycznia 2018 at 21:22
można i tak widzieć związek przyczynowo-skutkowy.
Kwestia ideologii.
23 stycznia 2018 at 09:46
Nie jest równe? Czasem może być silniejsze — porównaj jakieś ćwierki Trumpa z moim (potencjalnym) ogłoszeniem o tym, że sprzedam Audi A4 ;-) Nawet jeśli zamówię 800 x 600 pix na Wyborcza.pl oraz ćwierć strony w „Gazecie Wyborczej”, media tego nie skomentują (no może Wirtualne Media, jako ciekawostkę ;-)
23 stycznia 2018 at 11:17
tak czy owak nie jest równe :)
no i jednak „tweety” (a właściwie ćwierknięcia) p. Trumpa mają jednak nieco inną wagę niż jakiegoś lokalnego pisarza
23 stycznia 2018 at 10:24
Zgadzając się z tezami i wymową artykułu, ma następujące refleksje:
1. Dobrze byłoby, gdyby nasi szanowni wybrańcy, w końcu, w jakiś sensowny sposób uregulowali sprawę doręczeń, bo sytuacja, w której losy procesu zależą od zachowania listonosza jest niefajna. Meldunek coraz rzadziej o czymkolwiek świadczy (dobrze, że sądy coraz częściej to rozumieją). O instytucji kuratora dla osoby nieobecnej nawet nie będę wspominał.
2. Z mojego doświadczenia wynika, że art. 339 par. 2 po przecinku jak i np. art. 499 par. 1 pkt 1 i 2 się jakby to powiedzieć – nie przyjęły.
3. Odkręcałem niedawno sprawę z nakazu zapłaty doręczonego nieprawidłowo, o którym pozwany dowiedział się od komornika. Nie jest to specjalnie trudne. Ciekawi mnie zatem, co było w sprzeciwie i wniosku o przywrócenie terminu, skoro środki zostały oddalone (odrzucone). Moim zdaniem sam sprzeciw wystarczy, jeżeli twierdzimy, że wyrok został doręczony nieprawidłowo, to nie ma mowy o upłynięciu terminu do złożenia sprzeciwu.
23 stycznia 2018 at 10:28
Z tego co wychodzi z oświadczenia sądu (w jednym z moich komentarzy poniżej) doręczenie było prawidłowe — na adres z bazy PESEL.
Kłania się utrzymanie obowiązku meldunkowego, Piekara może podziękować władzy ;-)
23 stycznia 2018 at 13:22
No, nie wiem… Doręcza się przecież na adres zamieszkania a nie zameldowania. W moim przypadku było tak, że powód podał błędny adres. Nakaz wrócił z adnotacją, że „adres nie istnienie”. Pomimo tego, sąd sam ustalił sobie adres w bazie PESEL i wysłał nakaz, który się uprawomocnił na podwójnym awizie. Pozwany od ponad dwóch lat pod adresem zameldowania nie mieszkał ale nie zadbał o przemeldowanie. Udało się odkręcić sprawę bez większych problemów.
Swoją drogą, jak już wspomniałem, sądy jakby coraz mniej ufają adresom zameldowania (moim zdaniem słusznie).
Naprawdę dziwi mnie, że naprawdę władza nie ma pomysłu na cywilizowane i nowoczesne uregulowanie kwestii doręczeń.
23 stycznia 2018 at 13:34
Doręcza się przecież na adres zamieszkania a nie zameldowania
Prawo meldunkowe może i jest fikcją, ale jednak ustawa o ewidencji ludności nadal obowiązuje:
– art. 25 ust. 1
– art. 28 ust. 1
Obywatel polski dokonuje zameldowania na pobyt stały (…)
23 stycznia 2018 at 11:40
> powód ma obowiązek podać adres pozwanego
a nie ma jakiegoś paragrafu, aby ukarać powodowa i SĄD jeśli faktycznie wymyśla się adres z czapy, a w CEIDG lub innym znanym państwowym organie jest inny adres, pod którym można zastać pozwanego?
Jak dla mnie to zaniechanie swojej pracy przez sąd.
23 stycznia 2018 at 11:49
Jednak adres nie był z czapy, lecz z bazy PESEL.
Adres pozwanego wskazany w pozwie był tożsamy z adresem zameldowania pozwanego widniejącym w bazie Pesel2-Sad.
Nie mówię o tej sprawie, ale jakich wiele, szczególnie w e-Sądzie, a piszą o nich Twoi koledzy po fachu.
Są na to paragrafy, czy nadal żyjemy przed ’89 i sąd nie musi nic?
Z tego co piszą P.T. Koledzy-praktycy (komentarze poniżej) teraz sądy już sprawdzają adres pozwanego w bazie PESEL.
Niemniej od zawsze podanie nieprawidłowego adresu skutkuje brakiem skuteczności doręczenia (poczta powinna zwracać korespondencję jako „adresat nieznany” — czymś innym jest „2x awizowano, nie odebrał”). Jeśli sąd to przeoczy, mamy do czynienia z nieważnością postępowania (to oczywiście wymaga aktywności ze strony pozwanego, bo skądże inaczej sąd miałby wiedzieć, że zaszła taka okoliczność).
Konsekwencją dla nieuczciwego powoda to koszty, które musi zwracać pozwanemu.
24 stycznia 2018 at 00:42
A skąd listonosz ma wiedzieć, że ktoś pod danym adresem nie mieszka?
24 stycznia 2018 at 06:46
Bo mu ktoś otwierający drzwi oświadcza tak.
24 stycznia 2018 at 10:19
Czyli wystarczy wymeldować się ze granicę, a na każde pytanie listonosza odpowiedzieć „nie mieszka” i mieć wszystkie pozwy w poważaniu?
PS. Tak, wiem, jest jeszcze inna korespondencja niż z sądu, ale tą z sądu raczej łatwo odróżnić.
24 stycznia 2018 at 10:28
W takim przypadku powód, w swoim własnym, dobrze pojętym interesie, powinien wystąpić o ustanowienie kuratora dla pozwanego, którego miejsce pobytu jest nieznane (art. 143-144 kpc).
23 stycznia 2018 at 21:50
To są dwie oddzielne sprawy…
Adresowe przygody już dawno były opisywane…
Np. tu: http://sub-iudice.blogspot.com/2013/11/agnieszka-juz-dawno-tutaj-nie-mieszka.html
“ale czy naprawdę tak poważnym problemem jest wprowadzenie chociażby tylko zastrzeżenia, że doręczenie zastępcze przez awizo może nastąpić tylko na adres zameldowania? Dany obywatel miałby wtedy jasność, że jak już zgłosił jakiś adres w urzędzie to pod tym adresem powinien odbierać przesyłki, i jednocześnie miałby pewność, że nie odebranie przesyłki pod jakimkolwiek innym adresem nie będzie miało dla niego żadnych negatywnych konsekwencji.”
A drugą sprawą jest idiotyzm wyroku, jakże znajomy:
“Potem zwrócił się do woźnego i rzekł: „Panie Horaczek, weźmiesz pan tego draba i powiesisz go pan tam, gdzie się trzepie dywany. Potem dostaniesz pan na piwo!””
Przy tej okazji przypomniano zresztą, jak to p. Urban został skazany za dowcip primaaprilisowy… Jest tradycja sądowa…

References: art. 339

art. 139
 art. 139
 art. 23
 art. 24
 art. 339
 art. 401
 art. 165
 art. 339
 art. 499
 art. 25
 art. 28