Source: http://olgierd.bblog.pl/tag,ue,1026.html
Timestamp: 2017-11-22 03:33:10+00:00

Document:
ue > lista wpisów > Lege Artis
Spór kompetencyjny: rozstrzygnięcie Trybunału godne Salomona
Jeśli ktoś oczekiwał po orzeczeniu Trybunału Konstytucyjnego w "sprawie sporu krzesłowo-samolotowego" przełomu, będzie niemile rozczarowany. Jeśli natomiast ktoś miał dotąd problemy ze zdefiniowaniem pojęcia "salomonowego wyroku", od teraz może śmiało wskazywać postanowienie TK z 20 maja 2009 r. (sygn. akt Kpt 2/08) jako modelowy przykład rozstrzygnięcia, zgodnie z którym należy się i diabłu świeczkę, i Panu Bogu ogarek.
Najprościej chyba będzie, jeśli pozwolę sobie odnieść się do poszczególnych tez wyrażonych w postanowieniu dotyczącym sporu kompetencyjnego dotyczącego udziału prezydenta w posiedzeniach Rady Europejskiej.
1. Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej, Rada Ministrów i Prezes Rady Ministrów w wykonywaniu swych konstytucyjnych zadań oraz kompetencji kierują się zasadą współdziałania władz, wyrażoną w Preambule oraz w art. 133 ust. 3 Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej.Trybunał dowiódł, że zna konstytucję i ma ją pod ręką, aczkolwiek czasem wydaje się grać z pamięci. Cytowany art. 133 ust. 3 ustawy zasadniczej brzmi "Prezydent Rzeczypospolitej w zakresie polityki zagranicznej współdziała z Prezesem Rady Ministrów i właściwym ministrem", zatem zasada współpracy z Radą Ministrów jest została raczej zmyślona (bo na pewno nie wynika z art. 146 ust. 1).
2. Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej, jako najwyższy przedstawiciel Rzeczypospolitej, może, na podstawie art. 126 ust. 1 Konstytucji, podjąć decyzję o swym udziale w konkretnym posiedzeniu Rady Europejskiej, o ile uzna to za celowe dla realizacji zadań Prezydenta Rzeczypospolitej określonych w art. 126 ust. 2 Konstytucji.Tu już sędziowie zafundowali nam więcej konkretów. Przede wszystkim w oczy rzuca się stwierdzenie, że głowa państwa może być przedstawicielem Polski w Radzie Europejskiej, jeśli przedmiotem obrad mają być kwestie związane z bezpieczeństwem kraju, jego suwerenności, a także ochrony jego terytorium.
Zatem rząd czy premier nie mogą blokować planów głowy państwa co wyjazdu na zebrania Rady, jeśli tematyka tam poruszana będzie związana z zakresem określonym w art. 126 ust. 2 konstytucji.
Ciekawe, że Trybunał wyraźnie stwierdził, iż art. 126 ust. 2 ustawy zasadniczej nakłada na prezydenta pewne zadania w zakresie polityki zagranicznej, których wykonanie jest jego obowiązkiem (nie zaś przywilejem, z którego można zrezygnować).
Równocześnie powiedziano jednak, że zadania te nie są kompetencjami głowy państwa, co należy rozumieć w ten sposób, że w ich realizowaniu prezydent nie może decydować jednoosobowo.
3. Rada Ministrów, na podstawie art. 146 ust. 1, 2 i 4 pkt 9 Konstytucji, ustala stanowisko Rzeczypospolitej Polskiej na posiedzenie Rady Europejskiej. Prezes Rady Ministrów reprezentuje Rzeczpospolitą Polską na posiedzeniu Rady Europejskiej i przedstawia ustalone stanowisko....bo biorąc pod uwagę reguły, w myśl których politykę zagraniczną państwa prowadzi rząd, na nim też spoczywa "ogólne kierownictwo" w zakresie stosunków z innymi państwami i organizacjami międzynarodowymi (ale uwaga -- w żadnym z tych pojęć nie mieści się EU!), to na rządzie nałożony został obowiązek opracowania stanowiska Polski, które zostanie przedstawione Radzie Europejskiej.
(Warto w tym miejscu przypomnieć, że zgodnie z Traktatem EU państwa są reprezentowane podczas posiedzeń Rady przez "szefów państw lub rządów", jednak Traktat nie przesądza o pierwszeństwie tych organów, decyzję pozostawiając prawu krajowemu. I problem w tym, że nasza ustawa zasadnicza wprost nie precyzuje tej kwestii w odniesieniu do reprezentowania Polski.)
Mało tego, powinnością szefa rządu jest każdorazowe reprezentowanie kraju i przedstawienie stanowiska rządu. (Premier nie może się w tym zakresie -- to już moja dygresja -- wyręczyć ani żadnym z ministrów, ani też osobą prezydenta)...
4. Udział Prezydenta Rzeczypospolitej w konkretnym posiedzeniu Rady Europejskiej wymaga współdziałania Prezydenta Rzeczypospolitej z Prezesem Rady Ministrów i właściwym ministrem na zasadach określonych w art. 133 ust. 3 Konstytucji. Celem współdziałania jest zapewnienie jednolitości działań podejmowanych w imieniu Rzeczypospolitej Polskiej w stosunkach z Unią Europejską i jej instytucjami....który, nawet jeśli zdecyduje się skorzystać z możliwości wzięcia udziału w obradach Rady Europejskiej, ma obowiązek zapoznania się ze stanowiskiem rządu.
(Ciekawostka: z notatki prasowej wynika, że zdaniem Trybunału "materia "europejska" (unijna) pozostaje w ścisłym związku z tradycyjnie rozumianą "polityką wewnętrzną" (taką jak: polityka gospodarcza, rolna, transportowa, ekologiczna). Im bardziej przedmiot obrad Rady Europejskiej wiąże się z polityką wewnętrzną, którą prowadzi i za którą politycznie odpowiada Rada Ministrów, tym mniej zasadne jest uczestnictwo w posiedzeniach Rady Europejskiej innych niż Rada Ministrów organów państwa." To ciekawy pogląd, zwłaszcza, że dotąd przeważał pogląd, że na spór należy patrzeć od strony uprawnień w zakresie polityki zagranicznej.)
Jeśli ktoś jednak już się cieszy -- czytając do tego miejsca można odnieść wrażenie, że uprawnienia prezydenta sięgają wyłącznie decyzji "jadę/zostaję", zaś postanowiwszy o udziale w posiedzeniu prezydent jest związany instrukcjami rządu (zwłaszcza, że szefem delegacji jest premier) -- jego radość raczej zgaśnie po lekturze pkt. 5 postanowienia.
5. Współdziałanie Prezydenta Rzeczypospolitej z Prezesem Rady Ministrów i właściwym ministrem umożliwia odniesienie się Prezydenta Rzeczypospolitej - w sprawach związanych z realizacją jego zadań określonych w art. 126 ust. 2 Konstytucji - do stanowiska Rzeczypospolitej Polskiej ustalanego przez Radę Ministrów. Umożliwia też sprecyzowanie zakresu i form zamierzonego udziału Prezydenta Rzeczypospolitej w konkretnym posiedzeniu Rady Europejskiej. No właśnie, to niewątpliwie najmniej jasna część wywodu Trybunału Konstytucyjnego.
Otóż zgodnie z orzeczeniem konsekwencją ustalenia przez rząd polskiego stanowiska na posiedzenie Rady Europejskiej oraz obowiązku współdziałania organów powinno być umożliwienie "odniesienia się" prezydenta -- ale wyłącznie zakresie dotyczącym suwerenności i bezpieczeństwa państwa oraz nienaruszalności i niepodzielności terytorium -- do stanowiska wypracowanego przez Radę Ministrów.
Już widzę owo "odniesienie się" przez prezydenta jako doskonały punkt do dalszych sporów pałacu z kancelarią: owszem, rząd będzie ustalać kierunki polityki zagranicznej i prezydent jest związany tymi "instrukcjami" w każdym zakresie, wyjąwszy jednak sprawy leżące w jego gestii z tytułu art. 126 ust. 2 ustawy zasadniczej, gdzie to jemu przysługuje priorytet kształtowania preferencji politycznych.
Interpretacja, zgodnie z którą to pałac jest podmiotem polityki zagranicznej rzutującej na suwerenność państwową (a to zagadnienie kluczowe z punktu widzenia integracji europejskiej!), nie jest przeto związany jakimikolwiek wytycznymi Rady Ministrów -- co w praktyce może wyglądać tak, że prezydent "odnosi się" do stanowiska ustalonego przez rząd i, korzystając z przysługujących mu konstytucyjnych uprawnień, prowadzi własną politykę -- jest (a mówię to jako gorący zwolennik wzmocnienia pozycji prezydenta, szczególnie w zakresie właśnie polityki zagranicznej) absurdalna, szkodliwa i pozbawiona elementarnej praktyczności.
Niestety, moim zdaniem postanowienie Trybunału Konstytucyjnego dotyczące sporu kompetencyjnego -- chociaż powinno zapobiec na przyszłość najbardziej gorszącym awanturom (o krzesło i samolot) -- nie załatwi sprawy możliwych różnic politycznych i wynikających z tego różnic w interpretacji uprawnień prezydenta i premiera w kształtowaniu polityki europejskiej Polski.
Problemu nie utnie ustawa kompetencyjna (w moim przekonaniu zawsze będzie można łatwo zarzucić jej niezgodność z konstytucją), zaś możliwe są dwa sposoby wyjścia z pata: albo zmiana litery konstytucji i wyraźne wskazanie jednego z organów jako wyłącznie uprawnionego do samodzielnego prowadzenia polityki zagranicznej, albo też stopniowe ucieranie się zwyczaju politycznego.
Tagi rząd,	polityka,	ue,	biurokracja,	prawo,	konstytucja,	ustrój
Dla zgorszonych i zdegustowanych... Źle się dzieje w BRE Banku...

References: art. 133
 art. 133
 art. 146
 art. 126
 art. 126
 art. 126
 art. 126
 art. 146
 art. 133
 art. 126
 art. 126