Source: https://prawonadrodze.org.pl/istnieja-nieprzejrzyste-powiazania-pomiedzy-policja-a-regionalnymi-mediami/
Timestamp: 2020-05-30 01:41:06+00:00

Document:
Istnieją nieprzejrzyste powiązania pomiędzy Policją a regionalnymi mediami | Stowarzyszenie Prawo na Drodze
← Postępowanie dowodowe w sprawach o wykroczenia na etapie czynności wyjaśniających
Udział obwinionego w rozprawie: prawo czy obowiązek? →
Powiązania pomiędzy Policją a regionalnymi mediami, które na codzień wykorzystywane są do przepływu informacji do prasy na temat aktualnych dokonań Policji, mogą niestety być także wykorzystywane w interesie prywatnym i na szkodę uczesników obrotu prawnego, w tym przede wszystkim na szkodę przeciwników procesowych Policji. Dziennikarze wykorzystujący informacje uzyskane od jednostek organizacyjnych Policji, a dotyczące sporów sądowych, traktują jako w pełni wiarygodne i nie widzą potrzeby konfrontowania ich przez inne źródła. Takie praktyki są przejawem dziennikarskiej nierzetelności. Pogląd taki w sposób wyraźny prezentowany jest w orzecznictwie.
I. Zakres wolności prasy – stan prawny
Konstytucja Rzeczpospolitej Polskiej zapewnia wolność prasy i innych środków społecznego przekazu (art. 14). Wolność ta w przypadkach określonych przez ustawę doznaje pewnych ograniczeń. Jedno z nich dotyczy ujawniania informacji dotyczących toczących się postępowań. W Kodeksie karnym (KK) zawarty został przez ustawodawcę zakaz rozpowszechniania publicznie wiadomości z postępowania przygotowawczego (śledztwa, dochodzenia). Wedle art.241 § 1 KK kto bez zezwolenia rozpowszechnia publicznie wiadomości z postępowania przygotowawczego, zanim zostały ujawnione w postępowaniu sądowym, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2. Od momentu jednak, kiedy postępowanie przygotowawcze zostanie prawomocnie zakończone lub sprawa trafi do sądu – jawnymi stają się wszystkie materiały powstałe w ramach postępowania przygotowawczego (o ile nie stanowią tajemnicy prawnie chronionej lub nie została wyłączona przez sąd jawność rozprawy).
Obrót informacjami prasowymi cywilizuje ustawa Prawo prasowe (PP).
Art. 6 ust. 1 PP stanowi, iż prasa jest zobowiązana do prawdziwego przedstawiania omawianych zjawisk.
Art. 10 ust. 1 stanowi, iż zadaniem dziennikarza jest służba społeczeństwu i państwu. Dziennikarz ma obowiązek działania zgodnie z etyką zawodową i zasadami współżycia społecznego, w granicach określonych przepisami prawa
Art. 12 ust. 1 pkt 1 stanowi, iż dziennikarz ma obowiązek zachować szczególną staranność i rzetelność przy zbieraniu i wykorzystaniu materiałów prasowych, zwłaszcza sprawdzić zgodność z prawdą uzyskanych wiadomości lub podać ich źródło.
II. Stanowisko sądów polskich w odniesieniu do obowiązków dziennikarzy
W wyroku z dnia 18 czerwca 2003 r. (II CKN 226/01) Sąd Najwyższy podkreślił że art. 12 ust. 1 pkt 1 PP nakazuje dziennikarzowi zachowanie szczególnej staranności i rzetelności przy zbieraniu i wykorzystaniu materiałów prasowych. Sąd Najwyższy akcentuje przy tym, że „prawo obywateli do informowania może być urzeczywistniane jedynie przez informowanie rzetelne, natomiast informacja nierzetelna jest w istocie dezinformacją” (wyrok SN z dn. 5 czerwca 2003 r., II CKN 14/01). Dociekając prawdy dziennikarz wprawdzie nie ma obowiązku w każdych okolicznościach zwracać się o wyjaśnienia do osoby, o której ma zamiar krytycznie wypowiedzieć się lub napisać artykuł, ale ma obowiązek sprawdzenia uzyskanej informacji z innego źródła.
Sąd Najwyższy ze szczególnym naciskiem podkreśla, że „obowiązkiem dziennikarza jest więc weryfikacja uzyskanych informacji pod kątem ich zgodności z prawdą zwłaszcza zaś w sytuacji, gdy informacje te pochodzą od strony konfliktu” (postanowienie SN z 22 października III KK 137/08)
Fakt powołania się dziennikarza na źródło informacji nie stanowi jeszcze o wypełnieniu obowiązku staranności i rzetelności, o jakim mowa w art. 12 ust. 1 prawa prasowego, a tym bardziej nie wypełnia obowiązku działania zgodnie z etyką zawodową, określonego w art. 10 ust. 1 prawa prasowego (wyrok Sądu Apelacyjnego w Warszawa z 26 maja 2000 r., I ACa 1421/99).
Znaczną część informacji publikowanych w regionalnych mediach stanowią doniesienia o pracy Policji, o przestępstwach i wykroczenia, aferach oraz postępowaniach prowadzonych przez Policję i Prokuraturę. Materiału z zakresu działania Policji dostarczają sami policjanci. Jest to wyraz swoistej symbiozy: Policja ma korzyść, gdyż jej działalność przedstawiana jest społeczeństwu w jak najlepszym świetle, natomiast dziennikarze są zadowoleni, gdyż bez najmniejszego trudu uzyskują atrakcyjne materiały do druku. Jedni drugim nie chcą się narażać: policjanci dziennikarzom, dziennikarze policjantom. To nie jest w ich interesie.
Czy taka symbioza jest społecznie korzystna? Z pozoru jest, ale jak się w te układy wgłębić, okazuje się, że koszty takiej symbiozy są zdecydowanie negatywne dla prawidłowego obrotu informacji.
Przede wszystkim społeczeństwo nie dowiaduje się prawdy o rzeczywistych problemach w funkcjonowaniu Policji. A problemów takich naprawdę jest sporo. Dziennikarze zamieszczają informacje przekazywane przez Policję w sposób bezkrytyczny, a nawet bezmyślny, bez dokonywania jakiejkolwiek obróbki materiału pod kątem jego rzetelności, prawdziwości oraz wagi. Negatywne informacje o działaniu Policji pojawiają się w prasie dopiero wówczas, gdy wydarzy się coś ekstremalnego: pijany policjant spowoduje wypadek drogowy, komendant Policji kogoś zamorduje, albo jakiś bezdomny umrze na komisariacie.
Dziennikarze korzystają z policyjnych informatorów także wówczas, gdy w toczącej się sprawie sądowej Policja jest stroną postępowania. Skoro jest stroną, to broni w sądzie własnego interesu wbrew interesowi drugiej strony. Dziennikarze nie konfrontują uzyskanych od Policji informacji u innych źródeł. Efekt takiego stanu rzeczy jest taki, że ktoś kto wdaje się w spór z Policją ma przeciwko sobie regionalne media, a w konsekwencji także opinię publiczną, którą łatwo zwieść.
Policjno-medialna symbioza jest szczególnie groźna dla tych, którzy ośmielą urazić ambicje powiązanego z regionalnymi mediami policjanta. A urazić takiego nie trudno. Wystarczy odmówić mu przyjęcia mandatu, albo domagać się, aby ten respektował obowiązujące prawo. W takiej sytuacji policjant niejednokrotnie nie zawaha się, aby użyć przeciwko takiemu człowiekowi regionalnych mediów, wykorzystując istniejące powiązania policyjno-medialne.
IV. Medialny dżihad dziennikarzy Mediów Regionalnych: Sławomira Czwala i Marcina Radzimowskiego
1. Ogłoszenie wyroku – początek dżihadu (30 kwietnia 2010 r.)
Na ten dzień wyznaczone zostało ogłoszenie wyroku w sprawie o przekroczeniu prędkości w terenie zabudowanym, a więc w sumie o wykroczenie drobne – tak drobne, że całe rzesze funkcjonariuszy państwa, tacy ja posłowie, senatorowie, sędziowie, prokuratorzy nie ponoszą za nie żadnej odpowiedzialności, a innym funkcjonariuszom, takim jak: policjanci, straż graniczna, straż leśna itp. zwyczajowo mandaty nie są nakładane. Jest to wykroczenie, jakie codziennie popełnia setki tysięcy kierowców, wszelkich nacji i wszelkich zawodów. Próba oskarżenia dwóch senatorów za tak drobne wykroczenie uznana została przez Senacką Komisję Regulaminową, Etyki i Spraw Senatorskich za ” naruszenie prestiżu, autorytetu i godności funkcji senatora “.
Pomimo tak drobnej sprawy sędzia Krzysztof Dembowski nie był zdziwiony przybyciem na ogłoszenie wyroku grupy dziennikarzy z mikrofonami i aparatami fotograficznymi, której przewodził redaktor Sławomir Czwal.
Sędzia Krzysztof Dembowski wyglądał tego dnia wyjątkowo elegancko. Był świeżo ostrzyżony, ogolony, a spod togi wygląda elegancka koszula i mankiety.
Sędzia Krzysztof Dembowski ogłosił wyrok, skazując obwinionego na karę 2000 zł + 300 zł kosztów sądowych, a więc na karę ponad 4 razy większą, niż nakładana jest zwykle w takich sytuacjach. Następnie odczytał 10 stron maszynopisu zawierającego „ustne motywy wyroku”. Dziennikarze przez kilkadziesiąt minut nagrywali to wystąpienie.
Na sali był też obwiniony kierowca, którego sąd wezwał na ogłoszenie wyroku. Należy zadać pytanie: dlaczego sędzia po raz czwarty wezwał obwinionego, który mieszka 100 km od siedziby sądu, odrywając go po raz kolejny od pracy zawodowej, skoro został on już przesłuchany, a przewód sądowy został zamknięty? Niestety wydaje się, iż wezwano go po to, aby redaktor Sławomir Czwal mógł mu zrobić zdjęcie z czarną opaską na oczach.
2. Dżihad właściwy – redaktorzy Sławomir Czwal i Marcin Radzimowski w akcji
Sławomir Czwal i Marcin Radzimowski w przedziale czasowym od 6 maja do 22 września 2010 r. opublikowali serię artykułów prasowych w dziennikach ukazujących się w Południowo-Wschodniej Polsce (Nowiny, Dziennik Wschodni, Echo Dnia). Artykuły były ilustrowane zdjęciem obwinionego kierowcy z czarną opaską na oczach. Były one następnie przedrukowywane na terenie całej Polski (wraz ze zdjęciem). Publikacje Czwala i Radzimowskiego osiągały szczyty popularności. Miały największą ilość wejść internautów w tym okresie. W forach dyskusyjnych brało udział setki internautów.
a) Nie skontaktowali się z obwinionym
Redaktorzy nie skontaktowali się z obwinionym kierowcą, chociaż ten o to prosił. Kierowca udał się do Redakcji Echa Dnia i prosił o kontakt ze Sławomirem Czwalem. Pozostawił w Redakcji wizytówkę z numerem telefonu. Redaktor nie zadzwonił. W artykule zamieszczonym w dzienniku Wschodnim – jako współautor – dał czytelnikom do zrozumienia, że szukał z profesorem kontaktu, ale ten był niedostępny. Była to oczywiście nieprawda.
b) Nie znali akt sprawy
Redaktor Czwal całą wiedzę o sprawie czerpał z ustnego uzasadnienia wyroku, które sobie nagrał oraz z krótkiej i nieprawdziwej informacji rzecznika prasowego Komendy Powiatowej Policji w Nisku Anny Kowalik-Środek, która udzieliła miała rzec, że „kierujący podczas zatrzymania do kontroli drogowej nie kwestionował prędkości swojego samochodu”.
Redaktor Marcin Radzimowski czerpał swoją wiedzę o zdarzeniu jedynie z tego co napisał redaktor Czwal. Żaden z nich nie zapoznał się z aktami sprawy. Nie ma w aktach sprawy adnotacji, aby którykolwiek z nich zwracał się o udostępnienie akt.
c) Nie uczestniczyli w rozprawach
Poza opisanym wyżej przypadkiem udziału redaktora Czwala w rozprawie, na które był ogłaszany wyrok, ani Czwal, ani Radzimowski nie uczestniczyli w żadnej rozprawawie – ani przed Sądem Rejonowym w Nisku, ani przed Sądem Okręgowym w Tarnobrzegu.
d) W kółko powtarzali kłamstwa
W aktach sprawy znajdują się niepodważalne dowody, że kierowca od samego początku kwestionował prawidłowość pomiaru i domagał się jego sprawdzenia. Inaczej twierdzi rzeczniczka KPP w Nisku Anna Kowalik-Środek. Dziennikarz powinien weryfikować wersję wydażeń, dlatego powinien założyć, że Policja, jako strona może celowo przedstawać stan faktyczny w sposób nieprawdziwy, bowiem chce chronić swoich funkcjonariuszy. Dziennikarze natomiast takiej hipotezy nie wzieli pod rozwagę.
Sad Apelacyjny w Warszawie w wyroku z dnia 6 lipca 2005 r. (ACa 1233/04) zauważył, iż zestawianie informacji, nawet prawdziwych, w taki sposób, że wywołują mylne wyobrażenia i błędne, krzywdzące osądy, nie jest rzetelnym wykorzystaniem materiału prasowego. Naruszenie tego obowiązku, ze skutkiem naruszenia cudzych dóbr osobistych, czyni działanie pozwanych bezprawnym i uzasadnia ich odpowiedzialność zgodnie z art. 37 i art. 38 prawa prasowego w związku z art. 24 KC.
e) Akcentowali głównie to, że obwiniony jest księdzem
Aby zwiększyć atrakcyjność swoich artykułów redaktorzy akcentowali przede wszystkim to, że skazany kierowca jest księdzem, że jest profesorem KUL, i że posądza on policjantów o kłamstwo. Nie poinformowali jednak opinii publicznej, że od wielu lat nie pełni on żadnych funkcji duszpasterskich, że od wielu, wielu lat nie pracuje w żadnej parafii, że nie utrzymuje się z duszpasterstwa, a jedynie z pracy naukowej. Nie poinformowali czytelników o tym, że kierowca-profesor zajmuje się prawem świeckim, w tym m. in. stosowaniem prawa wykroczeń w ruchu drogowym i szczególnie jest wrażliwy na przestrzeganie przepisów prawnych przez funkcjonariuszy państwowych.
Nie poinformowali też swoich czytelników, że kierowca nie powoływał się na swój stan duchowny ani podczas kontroli drogowej, ani w sądzie i chciał być traktowany jak zwykły obywatel. Ani policjanci, ani sędzia Dembowski przesłuchując go w dniu 9 listopada 2009 r., nie wiedzieli, że kierowca jest księdzem. Dopiero 6 tygodni po rozprawie, sędzia Dembowski penetrując zawartość Internetu na temat obwinionego odkrył, że jest on księdzem. To „odkrycie” uznał za tak ważne, iż urządził z tej okazji specjalne posiedzenie sądu, z którego to posiedzenia sporządził notatkę urzędową z dnia 17 grudnia 2009 r. (k. 75). Zapisał w niej m. in.: „W dniu dzisiejszym, przygotowując się do rozprawy w sprawie obwinionego, na podstawie danych ogólnie dostępnych w Internecie ustaliłem, że obwiniony jest księdzem (słowo „księdzem” zapisano wytłuszczonym drukiem). Od tej pory rozeszła się po okolicy wieść, że w Sądzie w Nisku będą skazywać księdza.
f) Swoista relacja red. Radzimowskiego z rozprawy w Sądzie Okręgowym
W dniu 6 września 2010 r. Sąd Okręgowy w Tarnobrzegu uchylił wyrok wydany przez sędziego Dembowskiego i przekazał sprawę do ponownego rozpatrzenia. Redaktor Radzimowski publikuje w Dzienniku Wschodnim swój kolejny artykuł. Radzimowski oczywiście nie był na rozprawie w Sądzie Okręgowym i nie zapoznał się z uzasadnieniem wyroku. Nierzetelność tego artykułu jest porażająca.
Radzimowski odnosząc się do osoby księdza profesora – pomimo, że wyrok niżańskiego sądu został uchylony – pisze o nim, że został zatrzymany za przekroczenie prędkości i znowu wraca do wypowiedzi rzeczniczki KPP w Nisku, że „kierujący nie kwestionował prędkości swojego samochodu”.
g) Celem dziennikarzy były działania na szkodę profesora
W dniu 22 września 2010 r. redaktor Radzimowski publikuje kolejny artykuł pt. To nie była obraza Biblii – prokuratura umorzyła śledztwo. I znowu w treści artykułu nie pojawia się nic nowego. Radzimowski znowu przypomina społeczeństwu, jak to policjanci z niżańskiej drogówki „ustrzelili” księdza profesora z radaru. Redaktor Radzimowski, nie zauważa, że chodź minęło półtora roku od wydarzenia Policja nadal nie dostarczyła do sądu wyniku pomiaru prędkości, że nadal nie wiadomo z jakiego radaru rzekomo policjanci namierzyli prędkość samochodu, a przede wszystkim nie wspomina, że Sąd Okręgowy w Tarnobrzegu dopatrzył się sprzeczności w zeznaniach składanychnych przez policjantów: Dominika Wdowiaka i Joannę Wziątek.
Okazją do napisania tego artykułu było wydanie przez Prokurę Rejonową w Tarnobrzegu w dniu 14 lipca 2010 r. postanowienie o umorzeniu śledztwa dotyczącego sędziego Krzysztofa Dembowksiego. Dlaczego jednak redaktor Radzimowski informuje o tym społeczeństwo dopiero w dniu 22 września i dlaczego czyni to w podkarpackiej edycji Echa Dnia? Czy może dlatego, że w dniu 23 września 2010 r. miały się odbyć na Wydziale Prawa KUL w Stalowej Woli wybory na Dziekana Wydziału, w których kandydował ksiądz profesor? Czy redaktor Radzimowski, nie mając żadnych nowych informacji odgrzewa stary wątek tylko po to, aby wpłynąć na wynik wyborów?
i) Odmowa publikacji sprostowania
Po ukazaniu się nierzetelnego artykułu redaktora Marcina Radzimowskiego profesor zwrócił się do Redaktora naczelnego dziennika Wschodniego Krzysztofa Wiejaka o publikację sprostowania. Redaktor Wiejak odmówił publikacji sprostowania, bez podania jakiegokolwiek uzasadnienia (wskazanie samych tylko przepisów prawnych nie można uznać za uzasadnienie).
Aby czytelnik mógł sam wyrobić sobie pogląd wskazujemy:
a) Link do artykułu red. Radzimowskiego,
b) Sprostowanie,
c) Odmowa sprostowania podpisana przez red. Krzysztofa Wiejaka.
Redaktor Sławomir Czwal nie jest już redaktorem. Pełni obecnie funkcję wicestarosty powiatu niżańskiego. Nie wygrał żadnych wyborów. Jako dziennikarz komentował przebieg wyborów samorządowych w powiecie niżańskim.
Nowym starostą niżańskim został Gabriel Waliłko. Nowy starosta zaproponował na stanowisko wicestarosty bezpartyjnego Sławomira Czwala, dziennikarza współpracującego z Echem Dnia. Rada w głosowaniu na propozycję przystała. Nasuwają się przypuszczenia, czy nowy starosta pochodzący z odległych Harasiuków, nie wybrał na swego zastępcę redaktora Czwala głównie ze względu na jego dobre kontakty z Policją i prasą?
Nie wiem dlaczego, ale jakoś ta sytuacja kojarzy mi się z scenami z serialu „Rancho”. Chodzi oczywiście o postaci Wójta i Zastępcę Wójta Czerepacha…
Ten wpis został opublikowany w kategorii Policja, Regionalne media. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.
2 odpowiedzi na Istnieją nieprzejrzyste powiązania pomiędzy Policją a regionalnymi mediami
sprawiedliwość pisze:
6 czerwca 2016 o 20:22
Po raz kolejny spotkała kara tych ludzi. Bezwzględnych, niesprawiedliwych dla innych. Podzielili los tych, których niszczyli i poniewierali-karma wraca.
2 kwietnia 2011 o 15:44
Wiem że nie mogę ufać dziennikarzom i nikomu nie radzę,ale człowiek to podpbno istota myśląca dlatego POMYŚLCIE ZANIM SIĘ ZWIERZYCIE JAKIEMUŚ PISMAKOWI.

References: art.241

Art. 6

Art. 10

Art. 12
 art. 12
 art. 12
 art. 10
 art. 37
 art. 38
 art. 24