Source: http://prawo.vagla.pl/node/7623
Timestamp: 2020-07-04 23:40:50+00:00

Document:
Oko przygląda się waszej k(l)asie | prawo | VaGla.pl Prawo i Internet
Cz, 2007-12-20 19:46 by VaGla
Nie przyjąłem zaproszeń do założenia sobie profilu w serwisie "nasza-klasa.pl" zastanawiając się przy tym intensywnie: co z działania tego serwisu może niebawem wyniknąć. Informacje o ludziach, zdjęcia klasowe (zbiorowe, indywidualne, ploteczki, wspominki), możliwość podszywania się pod dowolną osobę (co mi stanie na przeszkodzie, poza zasadami, którymi się kieruję, założyć sobie profil podszywający się pod dowolną osobę? - słyszałem, że takie praktyki miały już miejsce)... O ile mogę (w pewien sposób) kontrolować informacje na mój własny temat, które sam publikuję w Sieci, to już trudniej ogarnąć informację, które ktoś ("z klasy") na mój temat publikuje. Okazuje się, że jest zamieszanie. Do prokuratury trafiają doniesienia o możliwości popełnienia przestępstwa.
Chociaż Wyborcza w tekście Nasza-klasa.pl ma problemy z prywatnością błędnie (nie precyzyjnie) napisała we wstępie, że " Do prokuratury wpływają wnioski o ściganie za naruszenie dóbr osobistych. Ich autorami są ludzie, którzy zostali opisani na portalu nasza-klasa.pl", to już dalej informacja jest bardziej wiarygodna: "Małgorzata Klaus, rzecznik Prokuratury Okręgowej we Wrocławiu: Wpłynęło już do nas kilka zawiadomień dotyczących gróźb karalnych i pomówień, które pojawiły się na naszej-klasie.pl". Napisałem, że nieprecyzyjnie napisano we wstępie, gdyż naruszenia dóbr osobistych to domena prawa cywilnego i w takich przypadkach właściwą drogą byłoby złożenie pozwu o naruszenie dóbr osobistych w sądzie cywilnym. Jednak tu mowa o działaniach prokuratur i okazuje się, że skala działań jest znacząca.
W powyżej podlinkowanym tekście czytamy:
Maciej Pajęcki, dyrektor działu obsługi użytkownika w nasza-klasa.pl, potwierdza: - Dostajemy zapytania od organów ścigania, w tym postanowienia z prokuratur dotyczące konkretnych użytkowników. To od kilku do maksymalnie kilkunastu spraw tygodniowo, co w skali blisko 4 milionów użytkowników stanowi niewielką liczbę. Wynika to zapewne z faktu, że użytkownicy, wypowiadając się na łamach naszego serwisu, czasem naruszają dobra innych osób, a internet daje im przeświadczenie o anonimowości i bezkarności. Jednak pokrzywdzeni znają swoje prawa, często składają na policji bądź w prokuraturze zawiadomienia o podejrzeniu popełnienia przestępstwa. Pragnę podkreślić, że każdy, kto dopuści się tego typu przestępstwa, nie może czuć się bezkarny i anonimowy. Z tego powodu przestrzegałbym użytkowników przed zbyt pochopnym wypowiadaniem się w sposób, który może być odebrany jako groźba bądź pomówienie. W związku z takimi sprawami, na podstawie obowiązujących przepisów, mamy prawny obowiązek udzielenia odpowiedzi odpowiednim organom, bo każda wypowiedź użytkownika może posłużyć w sądzie za dowód w sprawie.
Tymczasem w techNOblog publikuje Podsumowanie roku według internautów (opierając się na raporcie po plebiscycie (PDF), opublikowanym w barcamp.pl):
Kolejne miejsce w głosowaniu internautów w kategorii wydarzenie roku w polskim Internecie to - bez zaskoczenia - ekspansja Naszej-klasy, serwisu, o którym słyszeli i napisali już chyba niemal wszyscy, więc jedynym, co może dziwić, to zajęcie przez niego drugiego miejsca w tym głosowaniu. Nasza-klasa absolutnie zdeklasowała wszystkie pozostałe serwisy w polskim Internecie, przyciągając także i tych, którzy nigdy wcześniej Internetem zainteresowani nie byli - i to jest, moim zdaniem, jeden z jej największych sukcesów.
Nie chciałbym nikomu przeszkadzać w rozwijaniu biznesu, ale zastanawiam się czy istnieją jakieś ramy, w których można wymyślać takie przedsięwzięcia (zresztą nasza-klasa.pl to nie nasz rodzimy pomysł, a klon znanych na świecie serwisów tego typu). Serwisy takie zresztą były już przedmiotem zainteresowania wymiaru sprawiedliwości - por. np. Nauczyciel pozywa ucznia o zamieszaniu w serwisie Friendsreunited; i chociaż wskazana notatka z 2002 roku jest krótka i nieprecyzyjna, to myślę, że da się takich spraw znaleźć znacznie więcej w Sieci. Biorąc jedynie za przykład ten serwis można wskazać: FriendsReunited shuts down message board albo Have you used FriendsReunited? z 2001 roku (a na temat Classmates.com - Attorney scolded for phony Net posting)...
Pewnie student informatyki, który uruchomił "Naszą Klasę", nie brał pod uwagę ryzyka prawnego, które wiąże się z prowadzeniem tego typu przedsięwzięcia. Pierwsze miliony oraz wsparcie ze strony funduszu venture capital European Founders, spowodują pewnie, że przyjdzie też czas na dobre zabezpieczenie się przed ewentualnymi roszczeniami. Nie można też zapominać o art. 14 i 15 ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną, które to przepisy ułatwiają spokojny sen administratorom takich serwisów, chociaż nie zupełnie i nie zawsze...
O podszywaniu się pod znane osoby w serwisie nasza-klasa.pl pisała Rzeczpospolita, a za nią serwis webinside w tekście Nasza-klasa – pod kogo dziś się podszyjemy?.
« W sprawie Gazety Bytowskiej sąd sprawdza rozumowanie prokuratury | "Copy-paste" w wyroku »
Jak się dobrze zastanowić,
Cz, 2007-12-20 20:38 by Radomir Dopieralski (niezweryfikowany)
Jak się dobrze zastanowić, to praktycznie każdy projekt niesie ze sobą "ryzyko prawne", szczególnie kiedy przepisy w danej dziedzinie są tak niejasne, jak w przypadku wszystkiego związanego z Internetem. Dodatkowym czynnikiem jest fakt, że dopóki projekt jest mały i niezbyt znany, to nikt się raczej jego statusem prawnym nie przejmuje. W ten sposób łatwo stać się ofiarą własnego sukcesu.
Nie czarujmy się, różnego rodzaju "fora klasowe" istniały od dłuższego czasu, nawet w obrębie oficjalnych stron różnych szkół (swoją drogą, nie jest nawet jasne co dokładnie znaczy określenie "na stronie internetowej"). Jakoś nikt się tam nie przejmował specjalnie podszywaniem czy ochroną danych.
Ba, nie trzeba daleko szukać, żeby znaleźć różnego rodzaju dzienniki, spisy uczniów, rankingi, informacje o miejscach zajętych w różnych konkursach, etc. -- nikt z tego powodu włosów z głowy nie wyrywa. Co nie znaczy, że jest to zgodne z prawem czy przepisami. No i kiedy taki serwis urośnie, to nagle się okazuje, że zgodne nie jest -- a jest już za późno żeby się wycofywać. Powstaje wrażenie jakiejś wielkiej niesprawiedliwości, bo przecież tych małych nikt się nie "czepia".
To nie o "ryzyko prawne"
Pt, 2007-12-21 13:18 by PawełL
To nie o "ryzyko prawne" chodzi, ale o zignorowanie niektórych przepisów prawa przez osoby prowadzące ten serwis. Mam na myśli w szczególności ustawę o ochronie danych osobowych poczynając i częściowo także ustawę o świadczeniu usług drogą elektroniczną - kto się rejestrował, ten wie, a raczej nic nie wie: nie wiadomo, kto przetwarza dane, nie wiadomo, w jakim celu, nie wiadomo, kto ma do nich dostęp. Nic nie wiadomo. W rezultacie powstała potężna baza danych osobowych, które mogą być nie wiadomo do jakich celów wykorzystywane.
A że "fora klasowe" istniały, to prawda - tylko proszę zwrócić uwagę na skalę przedsięwzięcia pod nazwą nasza-klasa.pl i skalę zagrożenia dla prywatności korzystających z serwisu. Aż prosi się o jakieś czynności kontrolne GIODO podjęte z urzędu...
"przepisy w danej dziedzinie
Pn, 2007-12-24 16:09 by incognitus (niezweryfikowany)
"przepisy w danej dziedzinie są tak niejasne"
przepisy są jasne jak słońce. Wizerunek osoby podlega ochronie. Podobnie jak wizerunek który na dodatek jest podpisany imieniem i nazwiskiem.
Informacje o ludziach,
Cz, 2007-12-20 22:18 by Makdaam
Informacje o ludziach, zdjęcia klasowe (zbiorowe, indywidualne, ploteczki, wspominki), możliwość podszywania się pod dowolną osobę
W moim odczuciu, największy problem z naszą-klasą polega na tym, że nie mogę sprawdzić co inni opublikowali na mój temat bez rejestracji... Żeby napisać do administracji prośbę o usunięcie takiego czy innego materiału (np. zdjęcia) trzeba najpierw to zdjęcie znaleźć. Do tego dochodzi pytanie, czy osoba, która zdjęcie umieściła zostanie poinformowana, że nie życzę sobie publikowania mojego wizerunku, czy może zdjęcie zniknie w tajemniczych okolicznościach i będzie ponownie wgrywane "aż do skutku". Trzeba jeszcze pamiętać, że nie da się "odpublikować" treści w internecie - zawsze jest jakieś cache, czy archiwum. Z drugiej strony pozywanie/informowanie o popełnieniu przestępstwa przez znajomych publikujących różne rzeczy, nieobeznanych z zasadami panującymi w internecie (podobno sporo osób bez doświadczenia z komputerem rejestruje się na naszej-klasie) nie jest najlepszym pomysłem.
Ja chyba zacznę od informowania znajomych o konsekwencjach (także prawnych) takich, czy innych czynów. Chociaż wydaje mi się, że to nasza-klasa powinna informować swoich użytkowników o tego typu zagrożeniach.
Nasza-klasa.pl tylko hostuje
Pt, 2007-12-21 13:22 by PawełL
Nasza-klasa.pl tylko hostuje cudze treści. Czyli korzysta z dobrodziejstwa art. 14 ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną. Problem tylko w tym, że autorzy serwisu wymuszają podanie danych osobowych, żeby dostać się do jego zawartości. A tymczasem takie podanie danych nie jest konieczne, co w oczywisty sposób narusza zasadę adekwatności przetwarzania danych osobowych.
>>Nasza-klasa.pl tylko
Śr, 2009-05-06 22:39 by incognitus (niezweryfikowany)
>>Nasza-klasa.pl tylko hostuje
>>Pt, 2007-12-21 13:22 by PawełL
>>Nasza-klasa.pl tylko hostuje cudze treści. Czyli korzysta z >>dobrodziejstwa art. 14 ustawy o świadczeniu usług...
Zupelnie jak "The Pirate Bay" - w koncu sa tam tez legalne materialy tylko proporcje sa inne..
Pt, 2007-12-21 00:17 by sebcom
Jest to pewien problem, tylko jest to problem wszystkich serwisów społecznościowych, a nie konkretnej strony. Właściwie można też stwierdzić, że jest to problem całego internetu. Nie rozumiem skąd te obawy przed tego typu serwisem, a np. brak ich przed serwisem linkedin.com.
Wiem, że to nie jest temat na tę stronę, ale nie wiem czy takie ostatnio zainteresowanie Agory nie wynika z innych pobudek. Czy jakbym przeniósł swoje dane na bebo.gazeta.pl to wszystko byłoby w porządku i byłbym wolny od zagrożeń przytaczanych w tym artykule.
Nie chcę bronić Linedin, ale...
Pt, 2007-12-21 00:32 by VaGla
Nie chcę bronić Linedin, ale dostrzegam pewne różnice. Pierwsza, to to, że w Linkedin nie publikuje się zdjęć cudzych. Owszem, mogę opublikować swoje zdjęcie w profilu (wiem, że mogę tam założyć profil, podszywając się pod inną osobę, wiem, że we własnym profilu mogę - technicznie - umieścić nie swoje zdjęcie, jednak funkcje serwis sugerują, że dane miejsce na zdjęcie dotyczy mojej osoby, nie zaś innych). W naszej-klasie jest miejsce na zdjęcia klasowe, a więc nie tylko osób, które umieszczają swoje własne dane, ale też innych osób, których dane dotyczą. Fakt studiowania lub uczęszczania do danej szkoły w połączeniu z imieniem i nazwiskiem jest już daną osobową, a więc muszą zachodzić przesłanki pozwalające na przetwarzanie takich danych. W powyższym przykładzie musiałyby to być przesłanki, dotyczące danych pochodzących od innych osób, niż te, których dane dotyczą.
W serwisie Llinkedin mogę moderowac komentarze, które dotyczą mojej osoby (a chyba wszystkie zdarzenia związane z konkretnym profilem są "przepuszczane" przez ten profil, innymi słowy - w serwisie Linkedin istnieje możliwość wyrażenia zgody, a także zapewniony jest obowiązek informacyjny; w serwisie nasza-kalsa istnieje forum, które pozwala na dyskusję również o nieobecnych, publikowane są tam też informacje o nieobecnych, nie dając takim osobom szansy na kontrolę danych na ich temat, nie zapominając o braku spełnienia obowiązków informacyjnych - nasza-klasa nie informuje mnie o tym, że moje dane przetwarza.
W serwisie Linkedin mam kontrolę nad tym jakie dane są udostępniane innym osobom (z podziałem na grupy dostępu, na który to podział mam ograniczony, ale jednak wpływ). W serwisie nasza-klasa niektóre informacje udostępniane są po prostu publiczności (można np. zobaczyć zdjęcia klasowe, bez konieczności logowania się, chyba, że coś się zmieniło - są dziś jakieś kłopoty z przeglądaniem zasobów tego serwisu, bo oczywiście starałem się przyjrzeć temu serwisowi pisząc notatkę)...
Różnic dałoby się znaleźć więcej.
Problem chyba wszystkich stron internetowych
Pt, 2007-12-21 11:54 by Zibi (niezweryfikowany)
Nie jestem prawnikiem, nie znam się na tym ;P, ale...
Czym się różni napisanie na forum np Onetu (słynącym z wpisów o wątpliwej jakości), że HK iXiński z SP YY jest taki i owaki od wpisania tego samego na forum w naszej-klasie?
Czy nie wystarczy, jeśli serwis tego typu przy rejestracji informowałby o podstawowych kwestiach prawnych (np o tym, że wypada zapytać o zgodę osoby występujące na zdjęciu przed jego opublikowaniem, że osoba rejestrująca zgadza się na opublikowanie części danych z profilu)?
Czemu takich wątpliwości nie budzi grono.net? Przecież to też jest fantastyczna kopalnia danych osobowych.
Popatrz na swój serwis. Nie mam żadnej kontroli nad tym, jakie komentarze się pojawią na temat mojej osoby. Jeśli ktoś wpisze w komentarzach jakiegoś paszkwila, jedynie od twojej dobrej/złej woli będzie zależało, czy się pojawi.
Zwróć uwagę jak małą kontrolę mamy nad swoimi danymi. Weź np kwestie projektów unijnych. Ile danych o ludziach można znaleźć w sieci, jeśli zabrali się za jakieś projekty edukacyjne (to akurat dobrze wiem, bo w tym siedziałem kupę lat). Albo na forach off-road często w wątkach pojawiają się wypowiedzi typu "iXiński? a on to z Pcimia pod Działdowem przyjechał" - to też już przecież dane osobowe... Kto za to odpowiada? Administrator/właściciel serwisu, czy publikujący?
nie tylko te serwisy
Pt, 2007-12-21 12:43 by VaGla
Również inne serwisy wzbudzają emocje, wystarczy przejrzeć archiwa... W tym serwisie komentarze są moderowane, a to oznacza, że przyjmuje na siebie odpowiedzialność za treść tych komentarzy w przypadku sporu. Problemów jest sporo i sporo też o nich było w tym serwisie (por. np. Kto może oglądać logi własnego serwisu internetowego? albo Prawo do usunięcia konta, dane osobowe a retencja; odnośnie komentarzy - Ochrona dóbr osobistych: toczą się sprawy i zapadają wyroki).
Poza wszystkim - w tym serwisie raczej żaden "paszkwil" w komentarzach się nie pojawi. Nie przejdzie przez moderacje. Chociaż "spadochroniarze" od czasu do czasu próbują. Nie dalej jak pięć dni temu wymoderowałem komentarz, w którym - wedle mojej oceny - ktoś próbował pomówić konkretne osoby (i chociaż nie miałem z tym nic wspólnego - strona internetowa, którą komentujący chciał tutaj "zareklamować", a na której znalazły się tezy idące jeszcze dalej, zniknęła z Sieci, a z tego co do mnie dotarło innymi kanałami - pomówiony na tamtej, zewnętrznej w stosunku do tego serwisu, stronie złożył doniesienie o możliwości popełnienia przestępstwa).
Pt, 2007-12-21 01:04 by Toni (niezweryfikowany)
Wydaje mi się, że nie bedę w dyskusji bez stronny, około rok temu zostałem pomówiony za pomocą serwisu SMS (rozsyłajacego zbiorowe SMS). Mam nadzieję, że Piotr na łamach tego serwisu podejmie temat tej usługi operatora telekomunikacyjnego PTC...
Ja jak zawsze w takiej sytuacji stawiam sobie pytania;
* Czy administrator systemu, serwisu zrobił wszystko by sytuacji patologicznej uniknąć, wdrożył odpowiednie procedury i zabezpieczenia ?
* Czy zadziałał niezwłocznie po otrzymaniu informacji o złamaniu zasad, a działanie to było skuteczne?
* Czy zadbał o jednoznaczność, klarowność, dostępność zasad, regulaminów obowiązujących dla serwisu a zgodnych z istniejącymi przesłankami prawnymi?
Myślę, że tego rodzaju przedsięwzięcia powinny posiadać system klasyfikacji treści, zdaje sobie sprawę nie jest to łatwe i tanie, a moim zdaniem konieczne.
Posiadając pewne kwalifikacje w branży, wiem, że jest to możliwe i działające skutecznie. Wiem również, że takie mechanizmy ma wiele serwisów i portali. Jak się chce zarabiać to trzeba się zabezpieczyć i mimo to zawsze liczyć z ryzykiem błędu.
W ogólności temat jest
Pt, 2007-12-21 01:15 by incognitus (niezweryfikowany)
W ogólności temat jest zastępczy. Po to są sądy powszechne, żeby takie pozwy rozpatrywać, a ze swojej strony serwis powinien mieć jakieś podstawowe zasady polityki prywatności. Pewno co niektórzy prawnicy chcieliby zrobić tak jak z Wikipedią w Niemczech: z powodu naruszeń czyjegoś mniemanego dobra, zamknąć... cały serwis.
Być może warto by też zastosować zasadę, że od ukończenia szkoły do zaistnienia w serwisie musi minąć np. 5 lat. Ograniczyłoby to sytuację, w której obecny gimnazjalista (a nie są to osoby w pełni dojrzałe) już ujeżdża wszystkich ludzi ze swojej podstawówki. Albo po prostu, że trzeba mieć ukończone 18 lat i już.
Nie zgadzam się - temat nie
Pt, 2007-12-21 13:23 by PawełL
Nie zgadzam się - temat nie jest zastępczy; jak napisałem w innym komentarzu na tej stronie, decyduje skala przedsięwzięcia i ogrom danych, które serwis już zebrał i nadal zbiera. To jest realne zagrożenie dla prywatności.
Pt, 2007-12-21 13:48 by Maciej_Szmit
To jest tak, że każde przedsięwzięcie (zwane z angielska projektem) ma (powinno mieć) studium wykonalności i w jego ramach rozważanie czegoś takiego jak wykonalność prawna. Ale ja nie o tym, tylko o tym, ze ochrona danych osobowych to może i potrzebna sprawa (nie jestem do końca przekonany) ale w polskich warunkach posunięta do rozmiarów bliskich, hmmm, no nie jest ładnie używać nazw jednostek chorobowych jako synonimów cech pejoratywnych, więc pozostawię rzecz domyślności Czytelników tego komentarza. Nikomu normalnemu nie przeszkadza fakt, że jego imię i nazwisko gdzieś tam wisi w jakimś neutralnym kontekście (inaczej nie mógłbym napisać że tym postem odpowiadam Vagli, choć - niech sie prawnicy wypowiedzą - może alias nie jest daną osobową), jeśli wisi w kontekście negatywnym to jest instytucja zniesławienia, z której można korzystać (tj można korzystać z oskarżenia o którą oczywiście :)) i jest instytucja "dowodu prawdy". Pomysł (czy raczej jak się wydaje przyświecająca niektórym idea) żeby wszelkie wypowiedzi publiczne wyprać z danych osobowych jest dziwaczny. Nasuwa mi skojarzenie z modnymi książkami, w których głównym bohaterem negatywnym był Sami-Wiecie-Kto czyli Ten-Którego-Imienia-Nie-Wolno-Wymawiać. Przy okazji jak byłoby fajnie dla satyryków wykorzystać konotacje tej denotacji na przykład w kampanii wyborczej (choć wątpię czy zdystansowałoby to Mordo-Ty-Moją, ale spróbować warto). Tak czy inaczej nasza klasa ma 4 miliony użytkowników I nawet jeśli jest wśród nich św Mikołaj (zresztą nieprawdziwy tylko jakiś przefarbowany Dziadek Mróz) to chyba fakt, że tyle osób chce z czegoś korzystać o czymś (innym niż umiłowanie anonimowości) świadczy.
Prawnicy jednak inaczej
Pt, 2007-12-21 14:03 by PawełL
Prawnicy jednak inaczej oceniają pewne kwestie, niż informatycy. Po pierwsze, wcale w Polsce nie cierpimy na nadmiar "ochrony danych osobowych" - uwzględniając naszą-klasę, CBA i dane ZUS, czy np. wywieszanie list dłużników rzekomo w celu zaoferowania nabycia tych wierzytelności śmiem twierdzić, że jest wręcz przeciwnie. Po drugie, to nie chodzi o to, co "normalnemu" przeszkadza, tylko o to, żeby ten "normalny" mógł o tym decydować. I wiedzieć, co się dzieje z jego danymi osobowymi i informacjami o nim w ogóle. A tego nasza-klasa nie zapewnia. I nie dotyczy to "zniesławienia", ale posługiwania się informacjami (wizerunek, imię, nazwisko) bez zgody tego, kogo te informacje dotyczą. I po trzecie, nikt chyba, a ja na pewno nie, nie chce zafundować nam absurdu w rodzaju "Sami-Wiecie-Kto". Zresztą, sprowadzanie właśnie do tego rodzaju absurdów problemu ujawniania informacji o osobach bez wiedzy i zgody tych osób z pewnością nie służy poprawie w Polsce poziomu ochrony prywatności.
Albo "Ten, Który Czyha w Progu"
Pt, 2007-12-21 14:41 by Maltan
to by nawet pasowało do roli osoby, krótszej nie chcemy przedstawiać. H.P. Lovecraft :)
Wcześniej pisałem, że dla mnie wszystkie te artykuły penalizujące wolność słowa są niepotrzebne. Choć jak wiemy TK i Prezes SN mają inne zdanie na ten temat. Ja jednak będę się upierał, że powinniśmy iść raczej w kierunku regulacji (deregulacji?) w USA niż Europie. Mimo że i tam nie brak sprzeczności. A przepis konstytucyjy mówiący o wolności słowa nie powinien być martwy.
Kolizja wartości, ochrona godności a wolność słowa, katalog jest szeroki - mówią zwolennicy pozostawienia. A ja mówię dobrze, mamy od tego sądy cywilnego. Że za długo? To zwiększy objętościowo kodeksy o jeszcze dziesiątki przepisów i spraw.
A ja mam ciągle wrażenie,
Pt, 2007-12-21 19:39 by PawełL
A ja mam ciągle wrażenie, że piszemy o dwóch różnych aspektach tego samego problemu. Czym innym są środki prawne ochrony naruszonej prywatności, czy naruszonego dobrego imienia etc., a czym innym zjawisko funkcjonowania portalu, który ignoruje zasady pozyskiwania i przetwarzania informacji. Mieszamy ze sobą ochronę następczą, tj. po dokonanym naruszeniu, z ochroną uprzednią, tj. zasadami prowadzenia określonego rodzaju działalności. Więc jeszcze raz - nasza-klasa.pl ignoruje zasady ochrony danych osobowych. A czym innym jest ściganie ew. naruszeń prywatności użytkowników serwisu.
Pn, 2007-12-24 14:18 by Maltan
Ale może założyć, że jeszcze jest ktoś, kto uważa, że działalność GIODO jest mu do szczęścia nie potrzebna i wyobraża sobie egzystencję bez niej.
Są tacy, którzy twierdzą, że coś takiego jak dobre imię to - czysta subiektywizacja i jako taka nie powinna być chroniona. :)
Ale mówiąc o de lege lata - masz rację.
Pozdrawiam i wszystkiego dobrego życzę. Wszystkim.
kopalnie i zródła
So, 2007-12-22 15:01 by Piotr (niezweryfikowany)
A propo tego czy nasza klasa może być źródłem informacji, której właściciel nie chce żeby była ujawniona podam mały przykład.
Mam jakiś numer gadu gadu z jakiś powodów chce wiedzieć, jaka naprawdę osoba ukrywa się pod tym numerem, mimo tego, że dana osoba nie wpisała żadnych danych do katalogu publicznego w gg, (czyli nie życzy sobie, aby jego dane osobowe były ogólno dostępne i chce zachować anonimowość). Co robię, aby dowiedzieć się wszystko o tej osobie?. Wchodzę w naszą klasę importuje swoja listę kontaktów i korzystam z opcji w naszej klasie znajdź moich znajomych przez listę, gadu gadu i co się ukazuje wszystkie osoby, które nawet miały ustawione numery gadu w profilu w naszej klasie na ukryte i tylko dla dodanych znajomych i tak mi jako obcej osobie ukazują się ze zdjęciami danych osób z ich znajomymi, dziewczynami, nazwiskami itp.
Inna sytuacja mam osobę, którą nie lubię chce się zemścić (oczywiście tylko przykładowo) może jej nie ma w naszej klasie, ale na pewno ktoś z jego rodziny jest dzieci rodzina itp. wystarczy mi znać tylko jego nazwisko i miasto a znajdę jego dzieci, do jakiej szkoły chodzą, jakich maja znajomych. Czy nie widzicie tu nie bezpieczeństwa?
Nie porównujcie też grona do naszej klasy, bo tam nie ma takich rzeczywistych danych, do jakiej szkoły chodzisz, kto jest członkiem twojej rodziny.
Nie bagatelizujcie też moich przykładów dla testów sprawdziłem i znalazłem dużo powiązań i informacji o znajomych, jakie maja dzieci rodzinę gdzie mieszkają gdzie chodzą do szkoły, jakich maja znajomych. W naszej klasie jest 3 miliony osób i liczba się powiększa nie dług naprawdę każdego będzie można znaleźć w naszej klasie albo chociaż kogoś z jego rodziny czy bliskiego otoczenia.
Kiedyś była akcja przeciw pedofilom aby dzieci nie podawały swoich danych przez popularne komunikatory nie znajomym osobom, teraz już nie muszą, wystarczy aby się zarejestrowały w naszej klasie.
małe sprostowanie - od paru
Śr, 2007-12-26 12:17 by haku
małe sprostowanie - od paru dni (tygodni?) grono.net umożliwia zapisywanie się do swoich szkół. Coś na wzór naszej-klasy właśnie, z tym, że jest to tylko dodatek a nie meritum.
Problemy techniczne i nie tylko CD...
So, 2007-12-22 15:27 by Toni (niezweryfikowany)
Analizując wypowiedzi moich przedmówców chciałbym zauważyć ze "nasza-klasa.pl" jest serwisem gdzie każdy na wybór, może się zapisać lub nie. Nie zmienia to faktu konieczności zachowania zasad, mechanizmów i odpowiedzialności własciciela/administratora za publikowane treści. Można sie tam nie wpisywać i tyle.
Niestety w życiu codziennym jest wiele sytuacji, gdzie by funkcjonować "normalnie" pozostawiamy swoje dane osobowe, cenne informacje osobiste, firmowe a nie mamy juz takiego wyboru (zapisać sie lub nie).
Często dane takie, nie zabezpieczone odpowiednio, dostepne publicznie,(znam kilka przypadków konkretnych), numer telefonu, e-mail, dane adresowe staja sie przyczyną naszego utrapienia (niechciane e-mail, sms, reklamy a zdarzają się zniesławienia i pomówienia)
Nierzadko instytucje wskazane do kontroli takiego stanu nie wywiązują się ze swoich obowiązków (UOKiK, UKE, GIODO, nie wspominając prokuratury...). Wtedy człowiek pozostaje sam ze swoimi problemami, oczywiście można sie "potykać" cywilnie w Sądzie, gdzie po drugiej stronie 3 najlepsze kancelarie, Ty jesteś sam lub masz przeciętnego prawnika bo na lepszego nie ma kasy...
I to jest dopiero problem
afery naszej klasy
So, 2007-12-22 17:03 by Piotr (niezweryfikowany)
Niektóre instytucje już zajęły się nasza klasa
nasza-klasa powinna wziąć przykład na przykład z fotka.pl gdzie jest opcja dzięki której można się zidentyfikować poprzez wysłanie sms zawsze to jakieś zabezpieczenie.
Ale mnie bardziej interesuje czy nie ma jakiejś ogólnej instytucji, która monitoruje wszelkie firmy, które zarządzają osobistymi danymi zwykłych ludzi. W końcu takie informacje to wielka władza podajmy przykład google, o którym już się mówi ze firma ta może bez problemu manipulować akcjami na giełdzie dzięki informacjom, jakie posiada
Google zagrożeniem dla ludzkości?
To czy na przykład właściciele bazy danych w naszej klasie gdzie są pokazane wszystkie koneksje miedzy ludzkie znajomości a nawet wpisane, kto gdzie pracuje nie są danymi bardzo niebezpiecznymi, które mogą w łatwy sposób być w złym celu wykorzystane.
W kontekście żartu można powiedzieć, że cba zamiast stałego łącza do ZUS powinna postawić stałe łącze do naszej klasy :) będą następne aresztowania, bo pan dyrektor xx był w klasie z panem posłem xx i ma go w znajomych wiec na pewno ze sobą handlowali:)
A znowu na poważnie to już są firmy które zajmują się twoim wizerunkiem w sieci ponieważ przyszli pracodawcy już sprawdzają pracowników w sieci aby dowiedzieć się więcej o tej osobie. Czy w ogóle takie praktyki przez pracodawców są legalne?
klasa o profilu operacyjnym, dochodzeniowym czy rozpoznawczym...
So, 2007-12-22 17:58 by VaGla
Tak. To jest niezłe z tymi policjantami i ich dekonspiracją. Wyżej podlinkowana Gazeta Wyborcza z Gorzowa Wielkopolskiego pisze: "Portal nasza-klasa.pl ma już rok, blisko trzy miliony zarejestrowanych użytkowników, kilkadziesiąt tysięcy szkół. Wśród nich są także te, które skończyli policjanci - w Szczytnie, Poznaniu, Katowicach czy Pile. Mundurowi dopisują się do swoich klas - często o profilu operacyjnym, dochodzeniowym czy rozpoznawczym - i wklejają zdjęcia swoje i kolegów." Po lekturze tego tekstu wyobraziłem sobie sto i jeden dalmatyńczyków w mundurach.
Tam, w tym tekście, jest też jeszcze inna informacja - wedle Macieja Pajęckiego, dyrektora działu obsługi użytkownika "naszej klasy": "w portalu jest ponad 20 milionów zdjęć, każdego dnia pojawia się kilkadziesiąt tysięcy nowych fotografii"...
Google i zdjęcia klasowe
So, 2007-12-22 18:12 by VaGla
Zgodnie z art. 81 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych - "Rozpowszechnianie wizerunku wymaga zezwolenia osoby na nim przedstawionej. W braku wyraźnego zastrzeżenia zezwolenie nie jest wymagane, jeżeli osoba ta otrzymała umówioną zapłatę za pozowanie". Problem w tym, że nie wymaga zezwolenia rozpowszechnianie wizerunku "osoby stanowiącej jedynie szczegół całości takiej jak zgromadzenie, krajobraz, publiczna impreza". Sprawdziłem co Google mówi o "zdjęciach klasowych" i okazuje się, że repozytorium takich zdjęć jest całkiem spore:
Google i zdjęcia klasowe - screenshot strony wyników wyszukiwania hasła "zdjęcie klasowe": Wyniki 1 - 20 spośród około 20,800 dla zapytania zdjęcie klasowe
Ochrona wizerunku możliwa jest też na gruncie przepisów kodeksu cywilnego, gdyż wizerunek należy do dóbr osobistych, a więc można zastosować przepisy art. 23 i 24 kc...
Eeech prywatność
Pn, 2007-12-24 01:45 by Maciej_Szmit
Po pierwsze nawet w samym portalu GW pojawiły się głosy, że GW czepia się konkurencji, bo sama prowadzi własny portal społecznościowy (ale ja nic nie mówię, tylko opowiadam co mówili inni). Po wtóre, portali społecznościowych jest sporo (na przykład Vagla nawet ostatnio zakładał na jednym z nich swoją grupę) i to takich, gdzie na dzień dobry (to jest po załadowaniu strony głównej bez zalogowania) pojawiają się zdjęcia różnych osób (tj pozostawione przez różne osoby). Po trzecie: mogę zaraz przyprawić sobie brodę, założyć odświętny turban (żeby nie dać się złapać monitoringowi miejskiemu i nie wzbudzać podejrzeń) i udać się do najbliższej kawiarenki internetowej, gdzie na darmowych stronach założonych w geocities, onecie czy wp umieszczę dajmy na to nakręcony przez Vaglę na jesiennych spotkaniach PTI film (swoja drogą: czy wszyscy pokazani na nim wyrazili zgodę na publikację ich wizerunków w internecie? Czy są na to świadkowie albo poświadczone notarialnie oświadczenia? Czy może zaczynamy przekraczać cienką granicę za którą czai się paranoja?). Czy należy zatem przyjrzeć sie bliżej tym instytucjom?
Wydaje mi się (i to nie "jako informatykowi", tylko jako obserwatorowi naszej rzeczywistości), że po pierwsze nie ma czegoś takiego jak "prawo do anonimowości", jest co najwyżej "prawo do prywatności", a po wtóre owa "prywatność" dotyczy pewnego zakresu moich cech i czynności ale przecież nie wszystkich. Jeśli - dajmy na to - mam wykład dla kilkuset studentów, to gdzie tu może być mowa o prywatności? Dlatego też na wykład staram się przychodzić umyty (co najmniej na tydzień przed) i jako-tako ubrany, posługiwać się mniej-więcej poprawną literacko polszczyzną etc. I wiem, że moje wykłady są i będą nagrywane choć oczywiście informuję studentów, ze z formalnoprawnego punktu widzenia powinni mnie zapytać o zgodę na ich nagrywanie, którą oczywiście niniejszym wyrażam. Byłbym natomiast dotknięty, gdyby ktoś fotografował mnie (czy też co gorsza upubliczniał tego rodzaju zdjęcia) np w czasie kąpieli, bo tę zwykłem odbywać w domu a więc w miejscu niepublicznym.
W trzymanych nie wiadomo po co kilkanaście lat archiwach grup dyskusyjnych można odnaleźć dawne listy różnych ludzi, którzy dziś zmienili poglądy, czegoś sie nauczyli albo piastują wysokie stanowiska. Czy likwidować te archiwa z tego powodu, że można w nich znaleźć informacje, że ktoś kiedyś na czymś sie nie znał i zadawał głupie pytania? To może jeszcze zamknąć biblioteki, zakazać archiwizowania gazet, nagrań telewizyjnych i radiowych, zamknąć wydziały historii uniwersytetów etc.?
Oczywiście prywatność to wielkie dobro, tyle że nie każda
informacja może ją mieć. W szczególności trudno o prywatność informacji odnośnie do wydarzeń zaszłych publicznie,a jak mi się wydaje fakt uczęszczania do jakiejś (publicznej?) szkoły jest faktem publicznym.
Prawie całkowicie się zgadzam
Pn, 2007-12-24 02:27 by adammada
z formalnoprawnego punktu widzenia powinni mnie zapytać o
zgodę na ich nagrywanie
Tylko nie z tym :) . Z moralnego punktu widzenia powinni zapytać, z formalnoprawnego mogą do woli...
Pn, 2007-12-24 02:44 by Maciej_Szmit
poprawię sie w nowym semestrze :)
Z formalnoprawnego -
Pn, 2008-01-07 05:03 by incognitus (niezweryfikowany)
Z formalnoprawnego - również. Z całą pewnością wymaga tego regulamin uczelni.
Pn, 2008-01-07 22:53 by adammada
Podejrzewam, że jest to uczelnia publiczna? Ciekawi mnie na jakiej podstawie regulamin może regulować taką kwestię.
W końcu o ile student może robić to wszystko co nie jest przez prawo zabronione(czyli np. nagrywać to w czym uczestniczy), to uczelnia może robić tylko to do czego prawo ją uprawnia.
Zawsze mnie ciekawią różne ograniczenia "regulaminowe" wprowadzane w publicznych instytucjach nie mające swojego uzasadnienia w prawie. Poczynając od szkół podstawowych wymuszających "dobrowolną" składkę od rodziców groźbą niewydania świadectwa/dokumentów a kończąc na tego typu przepisach(?).
Naprawdę mnie to ciekawi - jak uczelnia coś takiego uzasadnia:
a) obawą, że ktoś nielegalnie rozpowszechni takie nagranie (ach Ci studenci, tylko by prawo łamali. Najlepiej zabronić wszystkiego. )
b) obawą, że wstyd będzie dla uczelni, jak ktoś zostanie nagrany...
Cz, 2008-01-17 14:53 by adammada
W związku z artykułem GW
o samozwańczym Rzeczniku Praw Ucznia, tym razem w obronie komórek.
"Nauczycielu - uszanuj tajemnicę korespondencji - nie dotykaj komórki ucznia!" - tak nazywa się akcja, którą rozpoczyna Olędzki. Zamierza upubliczniać szkoły, w których zabierane są uczniom komórki, a nauczycieli, którzy to robią, skierować przed komisje dyscyplinarne.
Apel i zamiary Olędzkiego wywołały oburzenie wśród nauczycieli: - Chyba odebrało mu zdrowy rozsądek - mówi Tomasz Malicki, dyrektor krakowskiej podstawówki nr 26. Jego uczniowie mają obowiązek wyłączyć telefony komórkowe na lekcjach, a jeśli tego nie robią, mają obniżoną ocenę z zachowania. Malicki nigdy też nie zgodziłby się na filmowanie komórką prowadzonej przez niego lekcji: - Nie żebym miał coś do ukrycia, ale prowadzenie zajęć to taki sam proces twórczy jak na przykład przedstawienie teatralne. W teatrze każą komórki wyłączać i na lekcjach też mają być wyłączone - mówi.
Z jednej strony przesadą jest twierdzenie, że wzięcie komórki=naruszenie tajemnicy korespondencji, bo trzeba jeszcze czytać tą korespondencję, ale czytanie smsów na takich zarekwirowanych komórkach nie jest niczym niezwykłym.
Problemy są następujące - czy czytanie cudzych smsów na komórce jest "naruszeniem tajemnicy korespondencji" w rozumieniu KK ?
Wejście w menu do smsów nie jest raczej przełamaniem żadnego zabezpieczenia. Czy można to uznać za "otwarcie zamkniętego pisma", czy raczej nie? Nie wiem...
Jest jeszcze KC i dobra osobiste. Myślę, że w tym znaczeniu na pewno dochodzi do naruszenia przy czytaniu cudzych smsów na jego komórce.
No i jest art 231 KK (a nauczyciel jest od niedawna funkcjonariuszem publicznym):
Art. 231. § 1. Funkcjonariusz publiczny, który, przekraczając swoje uprawnienia lub nie dopełniając obowiązków, działa na szkodę interesu publicznego lub prywatnego,podlega karze pozbawienia wolności do lat 3.
Zrobienie z nauczyciela funkcjonariusza publicznego to chyba była niedźwiedzia przysługa...
Tyle w kwestii naruszenia tajemnicy korespondencji. Teraz znowu nagrywanie. Jak widać z mojego poprzedniego komentarza podzielam zdanie RPU co do nagrywania. Żadne prawo nie zabrania uczniowi nagrywać dla siebie, dlatego szkoła nie może zabronić tego robić, bo nie ma ku temu podstaw.
Zainteresowało mnie porównanie klasy do teatru i związanej z tym ochrony praw autorskich. W teatrze mamy do czynienia z rozpowszechnieniem, prawda? (czyli wykorzystujemy dozwolony użytek osobisty)
A w klasie na lekcji? Czy prowadzenie lekcji to publiczne rozpowszechnienie? Spotkałem się z kwestią wyświetlania filmu na apelu poświęconemu jakiemuś zagadnieniu i tam wyraźnie twierdzono, że to jest rozpowszechnianie, więc trzeba dogadać się z odpowiednimi OZZ. Więc chyba to też jest publiczne rozpowszechnienie...
Zresztą, widzę tu pewną niejasność. Dla mnie przynajmniej. Jeśli słuchając przy okazji nagram dla siebie znajomego, który np. gra na gitarze i śpiewa (nie publicznie). To mój egzemplarz już łamie jego prawa autorskie czy nie? W końcu utwór nie był rozpowszechniony, więc to nie jest dozwolony użytek. W takim razie co?
Ale to tylko przy okazji, bo lekcja jest raczej rozpowszechnieniem utworu. A ja po raz kolejny dziwię się dlaczego instytucje publiczne uważają, że mają prawo do takich samych ograniczeń jakie nakładają przedsiębiorstwa prywatne. Teatr zastrzega sobie w regulaminie, że nie życzy sobie nagrywania przedstawienia - ok. Jego prawo, jak kogoś złapią to mogą za to wyprosić (bo bynajmniej nie oskarżyć o łamanie praw autorskich, ani tym bardziej rekwirować).
A teraz chciałbym zobaczyć przepis, który umożliwia coś takiego szkole. Bo łamaniem praw autorskich to nie jest.
(nie szukając jakichś porządkowych, np. twierdząc, że uczeń zamiast uczyć się i notować bawi się komórką. W końcu można włączyć i przez całą lekcję nie dotykać).
Cz, 2008-01-17 16:20 by xpert17
niestety, w Polsce urzędnicy i inni funkcjonariusze publiczni absolutnie nie są przyzwyczajeni do zasady, że muszą działać na podstawie i w granicach prawa - innymi słowy, że dla nich (w trakcie wykonywania obowiązków służbowych) to co nie jest dozwolone, jest zabronione (czyli odwrotnie niż dla zwykłego obywatela)
ileż razy w kontaktach z urzędami słyszymy takie uzasadnienie "tak już jest", "takie mamy zasady", "tak kazał pan naczelnik" - pytanie o wskazanie podstawy prawnej nawet w oficjalnych, pisemnej korespondencji jest traktowane co najmniej jako prośba niezrozumiała (no bo jak to - tu jest urząd i urząd rządzi - skoro jest to widocznie ma prawo te kwestie ustalać)
"fakt uczęszczania do
Pn, 2007-12-24 16:05 by Jacek (niezweryfikowany)
"fakt uczęszczania do jakiejś (publicznej?) szkoły jest faktem publicznym"
To że szkoła publiczna nazywa się publiczna, nie oznacza że chodząc tam nie mam prawa do prywatności (proponuję analogię do toalety publicznej - to powinno odblokować pewne zatkane kanały w myśleniu)
Mamy prawo do ochrony wizerunku.
fakt publiczny
Cz, 2007-12-27 04:32 by Maciej_Szmit
Mógłbym nawet posunąć rozumowanie do innych budynków publicznych, w których bywanie bywalcy chcieliby pozostawić w sferze prywatnej, niemniej nie będę posuwał. Szkoły publikują listy swoich uczniów, wywieszają je w miejscach publicznych (np wyniki egzaminów wstępnych), ba - na przykład dyrektorzy szkół chwalą sie osiągnięciami swoich wychowanków np w gazetach itd. I co - wsadzić ich wszystkich i najlepiej to z urzędu? Na stronach różnych firm można znaleźć nazwiska pracowników i chyba nawet GIODO uznał, że nie narusza to ustawy o ochronie danych osobowych, boż ci ludzie pełnią takie funkcje, że do ich obowiązków należy kontakt z klientem na przykład. Na stronach Agencji Modernizacji i Restrukturyzacji Rolnictwa można znaleźć listę beneficjentów dopłat unijnych do rolnictwa. Czy nie narusza to ich (naszej, bo sam jestem rolnikiem) prywatności? Zły człowiek może się dowiedzieć, że dostałem w zeszłym roku z Brukseli tysiąc złotych... Ja wiem, że GW nie lubi NK, ale może nie popadajmy w przesadę przecież tego rodzaju informacje można znaleźć na przykład w onecie http://katalog.republika.onet.pl/edukacja/szkoly/szkoly_pods/index.html
Zamiast bić pianę lepiej zastanowić sie co to jest owa "prywatność" i jak daleko powinna sięgać jej ochrona.
Głowy nie dam
Cz, 2007-12-27 11:41 by Maltan
ale chyba z wywieszaniem ocen (punktów) obok imion i nazwisk studentów zakończyło się jakąś "afera". U mnie, i nie tylko u mnie, podawany jest numer indeksu. Ale za to kamer nie brakuje. W sumie mi to nie przeszkadza, wybrałem szkołę z dobrodziejstwem inwentarza. Jakby ich nie było wcale by to nie pogorszyło mojego poczucia bezpieczeństwa.
Wszelkie generalizacje mają
Cz, 2007-12-27 15:33 by PawełL
Wszelkie generalizacje mają to do siebie, że - jak to uogólnienia - pomijają specyfikę konkretnych rozwiązań. Wyniki egzaminów - już się nie wywiesza nazwisk, tylko numery albumów. Nazwiska pracowników - mogą być ujawniane w zakresie nie zbędnym do wykonywania obowiązków pracowniczych (np. oferty w przetargach). I tak dalej, i tak dalej...
Można być przeciwnym instytucjonalnej ochronie danych osobowych, co wnoszę z treści Pana wypowiedzi. Niemniej w mojej ocenie to, co piszę (nie tylko ja) na kanwie problemu naszej-klasy to bynajmniej nie bicie piany. To próba pokazania, że istnienie serwisu internetowego, który jawnie lekceważy sobie obowiązujące go zasady działania nie zasługuje na akceptację. A z drugiej strony, postawa sprowadzająca sie do ośmieszania istniejących rozwiązań prawnych wcale nie ma pozytywnego wydźwięku. Sprowadzić do absurdu można prawie wszystko - pytanie tylko, po co i co z tego wyniknie? 10 lat upłynęło od uchwalenia ustawy o ochronie danych osobowych. A jaki w Polsce mamy poziom przestrzegania jej przepisów widać najlepiej na przykładzie naszej-klasy.
Cz, 2007-12-27 17:47 by adammada
Wyniki egzaminów - już się nie wywiesza nazwisk, tylko numery albumów.
Taaak. Np. na moim wydziale są listy typu numer - albumu, ocena... pięknie... tylko że obok wisi lista "numer albumu", "imię nazwisko", cośtam .... :P.
Spotkałem się z taką sprawą - uczelnia wprowadziła elektroniczną rejestrację na zajęcia. Do zalogowania się na konto potrzebne były imię i nazwisko oraz numer albumu...
I też były publicznie wywieszone listy. Skończyło się tak, że "przedsiębiorczy" logowali się za innych i ich "wyrejestrowywali" aby się dostać na konkretne zajęcia...
jestem przeciw a nawet za
Pt, 2007-12-28 03:42 by Maciej_Szmit
Jest prawo dobre i jest prawo złe. Ale najgorsze jest prawo, którego nikt nie przestrzega. Pisze Pan, że po 10 latach jest źle. Zgoda. Warto się zastanowić dlaczego. Czy dlatego, że że społeczeństwo jest złe i takie czarne owce jak ja mają nienajlepsze zdanie na temat tych przepisów, czy może prawo jest - powiedzmy łagodnie - nieco niedostosowane do współczesności. Że zacytuję Suworowa: czy alpinista ma się dostosować do góry, czy szczyt górski do alpinisty? Próby "upoufniania" informacji jawnej są jak próby zawracania biegu rzeki. W zasadzie, jeśli mamy odpowiednie środki prawne oraz techniczne i nie musimy się liczyć z kosztami, to w tym czy innym przypadku uda się to zrobić, jak pkazął tow. Stalin. Pytanie tylko: po co? BTW: czym różni się NK od na przykład republiki onet, wirtualnej Polski czy yahoo? Czy któryś z tych usługodawców życzy sobie przed publikacją zdjęcia zobaczyć potwierdzoną notarialnie zgodę fotografowanego? Jak Pańskim zdaniem, miałby usługodawca zapewnić przestrzeganie prawa w tym zakresie (mowa o prewencji, bo NK ma możliwość zgłoszenia nadużycia odnośnie do już opublikowanego zdjęcia)?
Zgoda, że prawo jest
Pt, 2007-12-28 07:09 by PawełL
Zgoda, że prawo jest niedostosowane do rzeczywistości - tylko IMHO za nią nie nadąża, szczególnie w zakresie nowych technologii. Proszę poczytać ostatnie newsy w tym serwisie, choćby o planowanej nowelizacji "dyrektyw elektronicznych". A na pewno nie jest tak, że rozwój społeczeństwa informacyjnego możemy zostawić samoregulacji, kodeksom etycznym i netykiecie. Może było tak 15 temu, ale nie dzisiaj, co wynika po prostu z wykorzystywania sieci i środków komunikacji elektronicznej w celu prowadzenia działalności gospodarczej.
Wykorzystanie Internetu rodzi określone zagrożenia dla prywatności (jeżeli szuka Pan zdroworozsądkowego podejścia, polecam dokumenty Grupy Roboczej, choćby najnowsze rozważania o pojęciu danych osobowych). Prawo z tymi zagrożeniami stara się walczyć. I jest oczywistym, że zawsze sobie z nimi nie poradzi. Ale nie można pochwalać zachowania, które jest prowadzeniem działalności gospodarczej, a więc przynosi zysk (nasza-klasa to nie działalność charytatywna), które jednocześnie lekceważy obowiązujące zasady prowadzenia tej działalności. A odpowiadając pytaniem na pytanie: kto gromadzi dane w serwisie nasza-klasa? Przy rejestrowaniu się do serwisu nie ma żadnej informacji na ten temat. Kto prowadzi serwis? Nigdzie w serwisie nie ma takiej informacji. W jakim celu są wykorzystywane dane? Kto ma do nich dostęp? Proszę zauważyć, że ja tylko pytam - pytam o informacje, na podstawie których każdy z nas powinien móc zdecydować, czy podać swoje dane w tym serwisie. Informacja ma tutaj podstawowe znaczenie; informacja i możliwość wyboru. Ale wyboru swobodnego, a więc wyboru osoby poinformowanej.
Wt, 2007-12-25 01:31 by VaGla
"Czy wszyscy pokazani na nim wyrazili zgodę na publikację ich wizerunków w internecie?".
Pytałem tych, którzy nie stanowili "tła" i wszyscy wypowiadający się wyrazili zgodę (pytanie, czy wszyscy zdawali sobie sprawę z tego jak to będzie wyglądało jak już zmontuję film, tego nie wiem). Nie miałem przykrości od tych, którzy widzieli się na filmie, a sądzę, że już się widzieli wszyscy, którzy na nim są. Pytałem o zgodę przed publikacją :)
Kiedy publikuję
Pn, 2007-12-24 16:00 by Jacek (niezweryfikowany)
Kiedy publikuję jakiekolwiek zdjęcie np. na Istockphoto podpisuję oświadczenie że zdjęcie nie narusza czyichkolwiek praw (np. praw do znaku, praw do marki, praw do wzoru przemysłowego) a w wypadku zamieszczenia zdjęć osób, mam obowiązek przesłania oświadczenia zgody sfotografowanych osób na publikację. Na piśmie.
Wizerunek osoby jest chroniony wedle prawa. Sądzę że nasza klasa powinna przygotować się na masę pozwów. Jeżeli znajdę tam jakiekolwiek zdjęcie moje lub kogokolwiek z moich bliskich sprawa trafi do sądu.
Myśle, że dyskusja idzie w
Wt, 2007-12-25 22:19 by toni (niezweryfikowany)
Myśle, że dyskusja idzie w złym kierunku.
To czy informacja jest "publiczna" (zdjecie klasowe) czy jest to naruszenie prywatności nie jest takie oczywiste i jednoznaczne. Wazne jest jakie są konsekwencje prawne takiego umieszczenia np. zdjęcia....
Interesuje się Prokuratura "Naszą-Klasą" bo umieścili tam zdjecie jakiegoś "notabla"?
Pan Jacek napisał "Jeżeli znajdę tam jakiekolwiek zdjęcie moje lub kogokolwiek z moich bliskich sprawa trafi do sądu" ....i co dalej "walka z wiatrakami"?
Sam stałem się ponad rok temu ofiarą pomówienia publicznego, nie jakiegoś tam pokazania nieostrego zdjecia w necie, ale poważnego pomówienia za pomoca SMS rozsyłanych zbiorowo, przez serwis operatora GSM, a w dodatku źródłem tego pomówienia jest numer telefonu należacy do tego operatora. Przez kilka miesiecy dostawałem SMS i telefony delikatnie mówiąc złosliwe... i co, Prokuratura odmówiła wszczęcia, Sąd (prosze wskazać sprawcę). Przez 10 miesiecy "walczyłem z wiatrakami" udało mi się ustalić kto i co! A teraz Sąd chyba nie rozumie o co w tym wszystkim chodzi, dalej mam dylemat walki z wiatrakami!
Panie Jacku życze Panu powodzenia....
Mamy przepisy, mamy ustawy moze nie idealne, chyba nie dla wszystkich, ale gdyby były stosowane.
Myśle że problem to bezczynność instytucji typu Prokuratura, UKE, UOKiK, przeciez te organy mają jakąś funkcje? Ale jeśli Szanowna Pani Prezes UKE potrzebuje 6 miesiecy na jakiekolwiek pismo w mojej sprawie, a odpisuje mi niestety nie na temat, jeśli UOKiK odpisuje mi, że skoro prowadzę działalność to konsumentem nie jestem, Prokuratura odmawia, w uzasadniemiu opisuje inną sprawę...
Jak znaleźć sprawcę? Jeśli Pan napisze do "Nasza-Klasa" to powołają się na regulamin , i odpowidzą współczujemy, przepraszamy ale danych nie podamy.
Nie chcę się dalej rozpisywać, starałem sie nakreślić problem. Jeśli ktoś jest zainteresowany zapraszam do Sądu już 8 stycznia 2008 na Marszałkowską 82 sala 113 godzina 9.00. Proces karny ze sprawcą bezpośrednim pracownikiem operatora komórkowego.
Myślę, że wielu się odechce iść do Sądu...
(PS przepraszam za wątki osobiste)
wiem, co oznacza że ktoś
So, 2007-12-29 01:03 by Jacek (niezweryfikowany)
wiem, co oznacza że ktoś nie życzy sobie publikacji wizerunku. NAWET jeśli jest osobą publicznie znaną i występuje "w tłumie". Dla przykładu: zdjęcia z wyjścia Lwa Rywina z sądu pochodziły wyłącznie od jednego fotografa. We wszystkich gazetach i agencjach prasowych publikowane były zdjęcia pochodzące od jednej osoby. Było to wydarzenie publiczne, nieprawdaż? Było, ale Rywin dał wyłączność jednemu fotografowi na publikowanie zdjęć. Pozostałe osoby mogły publikować wyłącznie "zasłaniając" twarz. I kropka.
Ludzie nie wiedzą jakie mają prawa, a takie dywagacje prawników jak powyżej jeszcze dodatkowo mieszają im w głowach.
Każdy ma prawo do ochrony wizerunku.
Są skargi na bezczynność (bardzo skuteczne, a na dodatek bolesne dla delikwenta, bo musi wysilić leniwy łeb nad uzasadnieniem, czyli ma 2x tyle roboty). Pracownicy prokuratury czy urzędów to nie są święte krowy (mimo że sprawiają takie wrażenie).
Żaden regulamin nie zwalnia z odpowiedzialności za treści o których administracja wie, że są nielegalne, a mimo to je upublicznia.
Wizerunek osoby, przeciwko której toczy się postępowanie
So, 2007-12-29 02:01 by VaGla
Odnośnie zdjęć Lwa Rywina: w styczniu br. Sąd Okręgowy w Warszawie orzekł, że Tygodnik Wprost ma przeprosić Lwa Rywina za okładkę z fotomontażem przedstawiającym głowę biznesmena w muszli klozetowej. Miały być też przeprosiny na trzeciej stronie tygodnika oraz 10 tys. zł na schronisko dla zwierząt w Celestynowie. "Sąd uznał, że sposób przedstawienia wizerunku Rywina nie jest - wbrew stanowisku pozwanego pisma - ani krytyką, ani satyrą, było zaś obraźliwe, poniżające i złośliwe" - pisał serwis Mediarun. W 2003 roku Sąd Okręgowy w Warszawie oddalił pozew Rywina przeciwko szefowi tygodnika i Lew Rywin się odwołał, a sąd apelacyjny nakazał ponowne rozpatrzenie sprawy. Od styczniowego orzeczenia zaś chciało się odwołać Wprost (por. w ŻW "Wprost" nie przeprosi Lwa Rywina: "Stanisław Janecki poinformował, że tygodnik odwoła się od tego wyroku do Sądu Apelacyjnego. Zdaniem Janeckiego tak jego gazeta jak i inne media mają w prawie do krytyki możliwość posługiwania się wizerunkiem w takim kontekście w jakim zrobił to"Wprost"").
Tak czy inaczej (nie wiem, czy ta sprawa się toczy) - w przypadku powyższego sporu chodziło o kontekst, w jakim przedstawiono Lwa Rywina na okładce tygodnika, a nie o to czy można było Lwu Rywinowi robić zdjęcia i je publikować (w sposób, który nie godzi np. w godność czy dobre imię).
Dla przykładu: zdjęcia z wyjścia Lwa Rywina z sądu pochodziły wyłącznie od jednego fotografa. We wszystkich gazetach i agencjach prasowych publikowane były zdjęcia pochodzące od jednej osoby. Było to wydarzenie publiczne, nieprawdaż? Było, ale Rywin dał wyłączność jednemu fotografowi na publikowanie zdjęć. Pozostałe osoby mogły publikować wyłącznie "zasłaniając" twarz.
Nie znam okoliczności, o których tu mowa. Nie mogę też w żaden sposób zweryfikować ich prawdziwości. W normalnych warunkach powiedziałbym, że zaszła pewna nieścisłość, ale sądząc tylko po tych zdaniach powyżej (że chodziło o "zdjęcia z wyjścia Lwa Rywina z sądu") doszedłem do wniosku, że chodziło o sytuacje, w której Lew Rywin był już oskarżony i toczył się przeciwko niemu proces karny, a wówczas trzeba sięgnąć do art. 13 ust. 2 ustawy Prawo prasowe, który to przepis stwierdza:
Trzeba dodać, że na podstawie art. 13 ust. 3 - "właściwy prokurator lub sąd może zezwolić, ze względu na ważny interes społeczny, na ujawnienie danych osobowych i wizerunku osób, przeciwko którym toczy się postępowanie przygotowawcze lub sądowe".
Tak więc art. 13 ust. 2 wprowadza pewien wyjątek od zasady, że można bez zgody osoby publicznej rozpowszechniać jej wizerunku, co wynika z art. 81 ust. 2 pkt 1) ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych, przy czym trzeba pochylić się nad tym przepisem, bo zgoda takiej osoby (osoby powszechnie znanej) nie jest wymagana, "jeżeli wizerunek wykonano w związku z pełnieniem przez nią funkcji publicznych, w szczególności politycznych, społecznych, zawodowych". A więc ważne są okoliczności wykonania zdjęcia.
Tak czy inaczej - zgoda na rozpowszechnienie, która pochodzi od osoby, przeciwko której toczy się postępowanie - jak się wydaje z lektury cytowanego przepisu - nie dotyczy konkretnego fotoreportera czy konkretnej redakcji (wydawnictwa). Jak przypuszczam - jeśli ktoś wyrazi zgodę na rozpowszechnienie wizerunku, to raz dana zgoda powinna dotyczyć wszystkich "chętnych". Innymi słowy (a nie wiem, czy mam rację) - jeśli Lew Rywin wyraził zgodę jednemu z fotoreporterów, to ostrożnie uznałbym, że wyraził ją abstrakcyjnie. Wedle tego przepisy, który cytowałem, wyraża się zgodę na "publikacje w prasie", nie zaś na to, by konkretny tytuł mógł opublikować konkretne zdjęcie. Podobny charakter ma zgoda prokuratora lub sądu. Również prokurator lub sąd nie wyrażają zgody na konkretną publikacje konkretnych tytułów, a robią to abstrakcyjnie. A przecież zgoda na publikację udzielona przez prokuratora lub sąd zastępuje zgodę osób, które wymienione są w cytowanym przepisie.
Publikacje przez media wizerunków osób, przeciwko którym toczył się proces karny były już przedmiotem rozstrzygnięć Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu, jak np. News Verlags GmbH & Co KG przeciwko Austrii (orzeczenie z 11 stycznia 2000 r., Izba (Sekcja) I, skarga nr 31457/96). Zakaz publikowania wizerunku B. w związku z artykułami o postępowaniu karnym przeciwko niemu, był - jak stwierdził Trybunał - ingerencją w prawo wydawnictwa do swobody wypowiedzi zagwarantowane w art. 10 Konwencji; Ingerencja ta miała jednak podstawę prawną w art. 78 austriackiej ustawy o prawie autorskim, realizowała uprawnione cele, a więc chroniła dobre imię i prawa innych osób oraz powagę i bezstronność władzy sądowej (obejmując tym pojęciem również ochronę praw stron). Trybunał w takich sprawach bada, czy ingerencja ustawodawcy, która całkowicie zakazuje publikacji wizerunku, tak jak w art. 78 austriackiej ustawy, jest "konieczna", a w tej konkretnej sprawie Trybunał uznał, że bezwzględny zakaz publikacji wizerunku B. był nieproporcjonalny, a ingerencja w prawo do swobody wypowiedzi nie była konieczna w demokratycznym społeczeństwie. Trybunał uznał, że doszło do naruszenie art. 10 Konwencji. Wygrało wydawnictwo.
Warto też odwołać czytelników do tekstu Publikacja wizerunku jako środek karny - projekt rozporządzenia sprzed roku.
Pytanie o wizerunek?
Cz, 2007-12-27 19:06 by maćko (niezweryfikowany)
Z ciekawości czasem wpadam na tą witrynę i apropos naszej-klasy chodzi mi po głowie kolejna wątpliwość (wiele już tu zostało przedstawionych) - ale raczej na korzyść portalu. A mianowicie, czy zdjęcie przedstawiające kogoś dajmy na to 15 lat temu (zakładając, że zostało zrobione powiedzmy do końca szkoły średniej) nadal jest jego wizerunkiem (dobrem osobistym) - rzadko, kto jest do siebie podobny po tylu latach. Tak rzucam temat - może ktoś rozwieje te wątpliwości.
A co za problem przetworzy zdjęcie?
Cz, 2007-12-27 23:00 by Makdaam (pubterm) (niezweryfikowany)
Rynek tzw. 'aging software' jest dość szeroki. Wystarczy wrzucić zdjęcie, określić punkty charakterystyczne i oprogramowanie przeliczy wiotkość mięśni twarzy, rozciągliwość skóry itp. Nie wiem od jakiego wieku takie postarzanie daje zadowalające efekty.
To ja zadam przewrotne pytanie
Cz, 2007-12-27 23:20 by VaGla
To ja zadam przewrotne pytanie - a jak dawno umarł fotograf, który to zdjęcie klasowe zrobił? :)
A wizerunek to wizerunek i prawo ochrony wizerunku przysługuje temu, czyje dobro osobiste (w tym prawo do ochrony wizerunku) jest naruszone lub zagrożone. Warto też pamiętać, że w przypadku dóbr osobistych bezprawność działania zagrażającego lub naruszającego dobra osobiste domniemywa się.
Pt, 2007-12-28 03:46 by Maciej_Szmit
Dajmy na to - prezydent wręcza mi order. Czy fotoreporter musi mieć moją zgodę na wydrukowanie zdjęcia z uroczystości w gazecie? A gość z kamerą zadający mi dziwne pytanie w sądzie ulicznej?
Problem wizerunku osoby na zdjęciu klasowym cd.
Pt, 2007-12-28 11:31 by Krzysztof Zdankiewicz (niezweryfikowany)
IMHO ustawodawcy w prawie prasowym autorskim [poprawka redakcyjna moja - VaGla; ochorna wizerunku, poza przepisami kodeksu cywilnego, znajduje się w ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych, nie w ustawie Prawo prasowe, chociaż prawo prasowe również zawiera regulacje, których celem jest ochrona dóbr osobistych] chodziło o wizerunek osoby jako fragment zbiorowości nie powiązanej ze sobą ściślejszymi więzami spotykającej się doraźnie - chodziło mu bardziej o członków imprez masowych niż klas szkolnych. Choć rzeczywiście literalnie rzecz ujmując można twierdzić, że wizerunek osób znajdujących się na zdjęciach klasowych, nie podlega ochronie.
W przypadku klasy mamy trwałą zbiorowość, jej członków łączy przynależność do danej społeczności. Fakt, że społeczność klasowa znajduje/ła się w konkretnej miejscowości, a jej skład nie podlega/ł przez kilka lat daje bardzo dużo informacji. Np. Pozwala określić w przybliżeniu miejsce rodzinne konkretnej osoby, osoby z którymi utrzymywała ona bliższe kontakty, a czasem nawet zainteresowania. Pozwala też odszukać konkretną osobę. Pół biedy gdy chodzi o osobę do której żywimy sympatię, gorzej jeśli użytkownikiem portalu kieruje chęć zemsty, lub znalezienia przysłowiowego haka.
So, 2007-12-29 11:24 by Makdaam (pubterm) (niezweryfikowany)
Ale czy tu nie wchodzi w grę też cel publikacji? Co innego gdy publikujemy zdjęcie publiczności na koncercie, a co innego gdy publikujemy to samo zdjęcie i podpisujemy "Jurek Malinowski, drugi od lewej w pierwszym rzędzie". Celem opublikowania zdjęcia nie jest pokazanie jakiejś klasy, tylko pokazanie wizerunku konkretnych osób. A że pokazujemy 20-30 wizerunków na raz, to tylko przypadek.
Pn, 2007-12-31 01:57 by Maciej_Szmit
Czy można zrobić zdjęcie "profesor Kowalski z zespołem z Uniwersytetu Koziowólskiego odbiera nagrodę Nobla"???
Zrobić można :)
Pn, 2007-12-31 04:18 by VaGla
Takie zdjęcie zrobić można :) Pytanie raczej powinno być inne - czy takie zdjęcie można gdzieś opublikować :) Bo to dwie różne sprawy. Uważam, że można takie zdjęcie opublikować, jako że profesor odbierający Nagrodę Nobla byłby już "powszechnie znany" (stawałby się), a odbieranie nagrody uznałbym za wystarczający związek z pełnieniem przez niego funkcji publicznej (społecznej, zawodowej). Katalog tu jest niezamknięty ("w szczególności"), tak więc myślę, że "funkcja naukowa", zwłaszcza gdy ktoś otrzymuje nagrodę Nobla, miałaby tu uzasadniony byt wśród innych "funkcji publicznych" - na gruncie akurat tych przepisów. Chociaż...
Chociaż trzeba pamiętać, że w swoim nie-tak-dawnym wyroku Trybunał Konstytucyjny z obowiązku poddania się procedurom lustracyjnym "wyłączył": rektorów i prorektorów niepublicznych szkół wyższych oraz osoby zajmujące stanowiska kierownicze w niepublicznych szkołach wyższych; dyrektorów szkół niepublicznych; pracowników naukowych i naukowo-dydaktycznych lub dydaktycznych zatrudnionych na stanowisku od profesora do starszego wykładowcy (por. "Trybunalskie surfowanie legislacyjne"). Trybunał wówczas argumentował:
Posłużenie się pojęciem "osoby pełniącej funkcje publiczne" (a nie "osoby publiczne", a nie "osoby wykonujące zawód zaufania publicznego"), znanym konstytucji (art. 61) ma swoje konsekwencje. Nie wolno ustawodawcy dowolnie używać, żonglować pojęciami na użytek celów, które sobie stawia; Szczególnie wtedy, gdy mamy do czynienia z żonglerką pojęciami konstytucyjnymi (znanymi konstytucji). Bo to ustawodawstwo należy oceniać z perspektywy konstytucji, a nie możemy nadawać pojęciom konstytucyjnym znaczenia w ustawach. Droga jest odwrotna
Prawo autorskie w tym przypadku posługuje się jednak pojęciem "osoby powszechnie znanej"...
kwestia nastepstw, inne uwarunkowania
Pt, 2007-12-28 14:46 by toni (niezweryfikowany)
Moim zdaniem najważniejsze są następstwa publikacji zdjęć lub innych informacji.
Nie bez znaczenia jest cel, miejsce i otaczające uwarunkowania określonej publikacji, np. umieszczenie zdjęcia 3 letniego dziecka w serwisie poświęconemu znajomościom paratowarzyskim, lub pokazanie 6 latki odbierającej nagrodę w konkursie dyktanda (to 2 skrajne sytuacje).
Kolejna sprawa to zgoda na publikacje, pewnego rodzaju umowa, a podpisanie takiej bywa czasami tylko "kliknieciem myszki".
Ważny jest regulamin prowadzonego serwisu, okres i zakres obowiązywania, kto cały serwis firmuje i kto się pod tym podpisał (ważne też kiedy taki regulamin sporządzono) np. zarząd firmy.
To, myślę, są obok zabezpieczeń informatycznych i ochrony danych osobowych kluczowe kwestie.
Nasza-Klasa w tych kwestiach wymaga wielu zmian, chociaż wymaga akceptacji regulaminu i potwierdzenia e-mail... to nie wszystko ale już coś.
Znam wiele serwisów prowadzonych przez znane firmy nie posiadające nawet takich zabezpieczeń.
Wizerunek cd.
Pt, 2007-12-28 10:59 by maćko (niezweryfikowany)
No ale co ma do tego, to kiedy umarł fotograf? - chyba nie pojąłem aluzji. Co do wizerunku to jest chroniony - oczywiście - tylko trzeba go najpierw mieć (w czasie teraźniejszym) - to co się miało lat temu naście nie jest już wizerunkiem (zazwyczaj :) ) - tylko jakimś zapisem z przeszłości - zupełnie, często, niepodobnym. Jak dla mnie - na inżynierski rozum - logicznie rzecz ujmując - jeżeli coś jest do czegoś nie bardzo podobne to nie jest już tym czymś - a w szczególności wizerunek. Nadal jest to wizerunek - ale już nie danej osoby teraz... no ale to już czasoprzestrzenne bajanie :) Chyba zabrnąłem za daleko.
kiedy umarł fotograf - to ważne :)
Pt, 2007-12-28 16:06 by VaGla
Poza ochroną wizerunku osób na zdjęciach jest jeszcze kwestia praw autorskich do samego zdjęcia. Czas trwania autorskich praw majątkowych do zdjęcia uzależniony jest - co do zasady - od chwili, kiedy umarł autor. Inna sprawa, że autorowi przysługuje wynagrodzenie za każde pole eksploatacji i przypuszczam, że w wielu przypadkach zdjęcia klasowe były robione w czasach, gdy nie istniał jeszcze internet... Moje "przewrotne" pytanie miało zwrócić uwagę na kolejny aspekt sprawy.
Chwila, prawa majątkowe
So, 2007-12-29 01:11 by Jacek (niezweryfikowany)
Chwila, prawa majątkowe autora nie giną razem z autorem. Coś pomyliłeś Piotrze.
Ależ nie pomyliłem
So, 2007-12-29 02:14 by VaGla
Napisałem "Czas trwania autorskich praw majątkowych do zdjęcia uzależniony jest - co do zasady - od chwili, kiedy umarł autor". A uzależniony jest w ten sposób, że - i tu zasada - gasną z upływem lat siedemdziesięciu od śmierci twórcy, a do utworów współautorskich – od śmierci współtwórcy, który przeżył pozostałych (art. 36 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych). Są też inne możliwości - jeśli twórca jest nieznany 70 lat liczy się od od daty pierwszego rozpowszechnienia (i tu znów zastrzeżenie "chyba że pseudonim nie pozostawia wątpliwości co do tożsamości autora lub jeżeli autor ujawnił swoją tożsamość"); są wreszcie jeszcze dwa inne przypadki wymienione we wskazanym przepisie.
Innymi słowy - ja nie napisałem wyżej, że autorskie prawa majątkowe giną razem z autorem. Napisałem, że czas trwania jest od śmierci uzależniony. To istotna różnica.
Mam cichą nadzieję, że
So, 2007-12-29 22:16 by incognitus (niezweryfikowany)
Mam cichą nadzieję, że żartujecie... Chyba się wypiszę ze świata, w którym ktoś będzie dochodził praw autorskich i pokrewnych do zdjęć sprzed 20 i 30 lat, które znalazłem we własnej szafie, a potem powiesiłem w naszej-klasie ku uciesze garstki kolegów - tatusiów i koleżanek - mamuś. I to bez względu na to, kto jest ich autorem. Jeżeli już, to niech autorzy żądają tego od twórców serwisu, bo to oni zarabiają na reklamach w serwisie.
"Na świecie są miliony twórców", a może raczej miliony sądów, do których każdy "twórca" może iść ze sprawą sądową o przysłowiową pietruszkę?
Trasa maratonu też może być utworem
So, 2007-12-29 23:11 by VaGla
Uuuu. To może mieć Pan ciężko w świecie, w którym polski sąd właśnie orzekł, iż trasa biegu maratońskiego (konkretnie zaś chodziło o sąd w Tarnowie i Bocheński Półmaraton Niepodległości) jest utworem jak każdy inny i podlega prawu autorskiemu - Gazeta.pl w tekście Proces o prawa autorskie do trasy maratonu relacjonuje:
A na końcu ww. tekstu:
idea czy sposób wyrażenia
Pn, 2007-12-31 11:57 by ksiewi
Moją uwagę zwrócił następujący fragment artykułu Gazety:
"Grymek uznał, że gmina przywłaszczyła sobie jego pomysł. ... Poszukiwałem trasy, która w nikły sposób kolidowałaby z ruchem drogowym, a jednocześnie spełniała wymogi atestacji PZLA. Chodziło o odpowiednią różnicę wzniesień, nawierzchnię oraz dokładną długość, by uzyskiwane wyniki mogły być porównywane z rezultatami w Polsce i na świecie - wyjaśnia Grymek."
Innymi słowy powód sam przyznaje, że nie dochodził ochrony sposobu wyrażenia tylko idei. Stwierdza ponadto, że ewentualna twórczość projektu trasy była uwarunkowana wymogami funkcjonalnymi (zasadami ruchu drogowego, wymogami PZLA itd.). Możemy zatem zakładać, że przy takich uwarunkowaniach zewnętrznych, margines pozostawiony na indywidualną twórczość jest dość wąski.
Mam zatem nadzieję, że w trakcie procesu padały trochę bardziej wyrafinowane argumenty, skoro sąd udzielił ochrony prawno-autorskiej.
Projekt trasy maratonu będzie zwykle utworem. Projekt jako obrazek niewątpliwie nosi piętno indywidualnej twórczości, choćby przedstawiał trasę podyktowaną całkowicie wymogami zewnętrznymi. Będzie tak na pewno, jeżeli przygotowanie projektu nie podlega określonym wymaganiom (np. można sobie wyobrazić narzucony przez organizację sportową wymóg dostarczenia projektu na mapie w ustalonej skali, o ustalonej legendzie, itp.). W takim wypadku, byłby to pewnie nietwórczy projekt nietwórczej trasy...
Ale zakładając, że projekt jest utworem to w jaki sposób bieganie po zaprojektowanej trasie może stanowić korzystanie z utworu? Czy może na takiej samej zasadzie jak "zastosowanie projektu architektonicznego do budowy", o którym mowa w art. 61?
Jeżeli założymy, że utworem jest nie tylko projekt, ale i sama trasa to pojawiają się dodatkowe pytania... Czyż biegacze nie dokonują publicznego wykonania tego utworu? Jeżeli każdy z nich w sposób twórczy (bo przecież każdy ma inny strój, biegnie swoim własnym stylem) przyczynia się do powstania tego wykonania to mamy dodatkowo do czynienia z grupą artystów wykonawców.
Mam tylko nadzieję, że osoby, które wykorzystują fragmenty trasy np. w trakcie codziennej drogi do pracy mogą to robić na podstawie prawa cytatu.
kolejne dziwne pomysły
Pn, 2007-12-31 15:54 by Makdaam
Copyright levies na obuwie i opony
projekt drogi jako utwór pierwotny
wydeptana ścieżka jako utwór "napisany" zbiorowo
podstawa do utworzenia kolejnego OZZtu, który ze względu na spore rozproszenie twórczości i niskie wpływy nie wypłacałby nic twórcom
Mam nadzieję, że sąd chciał w ten sposób skłonić gminę do zapłacenia za pracę włożoną w znalezienie odpowiedniej trasy, a nie ustanawiać nowe trendy w interpretacji "praw autorskich i pokrewnych".
A propos tego maratonu...
Śr, 2008-01-02 02:02 by raj
to pozwolę sobie wrzucić tu własny komentarz w tej sprawie:
http://www.ap.krakow.pl/~raj/notka.php3?id=38
Mam odmienny stosunek do zdjęcia klasowego
Wt, 2010-03-23 11:31 by hub_lan
Zdjęcie klasowe (bądź inne) robione na zamówienie jest usługą a nie utworem i do tego nawet kompozycja tego zdjęcia nie jest często pomysłem fotografa tylko zleceniodawcy. Poza wszystkim prawo nie działa wstecz a o ile pamiętam 30 lat temu aktualne prawo autorskie nie obowiązywało i umowy zawarte w tamtym czasie należy rozpatrywać wg ówczesnego prawa a nie dzisiejszego.
Wt, 2010-03-23 15:36 by VaGla
Po pierwsze - dzisiejsze prawo autorskie odnosi się do wcześniejszego (są w ustawie przepisy intertemporalne), po drugie sposób rozróżnienia "usługi" i "utworu" porównywałbym do różnicowania "usługi" i parapetu. W wyniku wykonania umowy związanej z wykonaniem jakiejś usługi może powstać utwór. Jeśli dziełu da się przypisać charakter indywidualny i jest w nim przejaw działalności twórczej, to będziemy mieli do czynienia z utworem, a prawa autorskie (osobiste i majątkowe) będzie przysługiwała twórcy. Ustawienie uczniów na szkolnej fotografii może być związane z twórczym działaniem, podobnie jak dobranie światła, kadru, momentu wykonania fotografii, etc.
Czy w takim razie wszystkie
Cz, 2010-03-25 22:55 by hub_lan
Czy w takim razie wszystkie zdjęcia w których wykonaniu wziął udział ktoś inny (np przypadkowo spotkany przechodzień poproszony o zrobienie zdjęcia) nie mogą być publikowane przez nikogo bo ten anonimowy przechodzień miałby do nich prawa autorskie ? To sięgamy granic absurdu...
Wracając do rozróżnienia utworu/usługi logika wskazywała by na prostą zasadę zamówione oraz opłacone "utwory" zrobione na konkretne zlecenie(zamówienie) powinny być traktowane jak zwykła usługa i prawa wszelkie winy być własnością zlecającego chyba że umowa stanowi inaczej .., w przeciwnym wypadku np umieszczenie na mojej własnej stronie www mojego zdjęcia (rozpowszechnienie) wykonanego w zakładzie fotograficznym będzie naruszeniem prawa autorskiego...
Czy w takim przypadku musiałbym mieć zgodę "autora? na umieszczenie jako awatara w moim profilu w niniejszym serwisie własnego zdjęcia wykonanego przez fotografa ?
Pt, 2011-04-22 04:57 by incognitus (niezweryfikowany)
Przypadkowy przechodzień nie ma żadnych "praw autorskich" do zdjęcia, ma za to "prawo do ochrony wizerunku",
więc jeżeli jest głównym motywem zdjęcia- zdjęcie bez jego zgody nie może być publikowane.
Jeżeli zaś jest tylko nic nie znaczącym fragmentem całości, jednym z wielu przechodniów- zdjęcie można opublikować bez jego zgody.
Co do zdjęcia wykonanego jako "usługę" w zakładzie fotograficznym:
- jeżeli zdjęcie było wykonane np. do dowodu osobistego, to- zgadza się- bez zgody fotografa nie może być publikowane.
Jego przeznaczenie było inne, klient zapłacił ZA EGZEMPLARZ zdjęcia, a nie za prawo do publikacji.
Za zdjęcia przeznaczone do publikacji często opłata jest zupełnie inna.
W praktyce panuje "złodziejskie prawo" uznające zasadę, że jeżeli "ja jestem na zdjęciu to moje i mogę wszystko".
Nie możesz- zdjęcie (nawet ślubne) wykonane przez fotografa na zlecenie MUSI być opatrzone przynajmniej podpisem, lub "opisem" fotografa, a dobrze by było najpierw go zapytać, czy można je opublikować.
Przypuszczam, że większość solidnych fotografów zadbała by wówczas o właściwej jakości plik, by klient nie umieszczał w necie byle jakich jakościowo skanów (bez żadnych- najczęściej- dodatkowych opłat).
- jeżeli zdjęcie było
Pt, 2011-04-22 12:39 by adammada
1. dowód osobisty, wojskowy dokument osobistego (książeczka wojskowa), dokument paszportowy (paszport)
2. pocztowy dowód doręczenia przesyłki,
3. akt notarialny i inne dokumenty notarialne[1]
4. dyplomy i świadectwa z ukończenia nauki[2]
5. wyroki i postanowienia sądowe,
6. odpisy z rejestrów sądowych[3]
7. decyzje i zaświadczenia wydane przez organy administracji publicznej w tym: dowód rejestracyjny[4], wypis z ewidencji gruntów i budynków[5], akty stanu cywilnego, prawo jazdy, karta rowerowa, karta motorowerowa
Wiadoma ustawa:
Fotograf doskonale wie, że robi zdjęcie do dokumentu urzędowego, więc nie może mieć żadnych pretensji za to, że zostaje wywłaszczony z praw autorskich.
Inna sprawa - czy zdjęcia do dowodów/paszportów/legitymacji - podlegające ściśle określonym wymogom - naprawdę stanowią "utwór"? Co konkretnie autorskiego jest w takim zdjęciu?
A tak pół żartem, pół
Wt, 2008-01-01 12:02 by haku
A tak pół żartem, pół serio - dzięki NK nie będzie już trzeba bawić się w tropienie IP osób, które np kogoś pomówiły lub udostępniły treści chronione prawem autorskim bez zgody właściciela na forach internetowych - przecież od dzisiaj wystarczy wrzucić numer Gadu-Gadu tudzież login z programu Skype i mamy o delikwencie komplet informacji - jak sie nazywa, gdzie mieszka itp.
PS. Ludzie już piszą proste skrypty wykradające z NK dane osobowe, powstała nawet strona numerygg.pl na której można łatwo wyszukać nazwisko po numerze GG (lub odwrotnie). Czy mnie się tylko wydaje, czy to narusza w jakiś sposób ochronę danych osobowych?
Nasi Kapusie
Pn, 2008-01-07 14:21 by incognitus (niezweryfikowany)
A oto kolejny kwiatek związany z Naszą-Klasą :) Policja oficjalnie przyznaje się, że korzysta z dobrodziejstw tego serwisu. I pewnie nie tylko ona...
Namierzyli sprawcę dzięki naszej-klasie:
Mieszkaniec Warszawy, który zadzwonił na policję i zagroził, że wysadzi w powietrze komendę przy ul. Opaczewskiej na Ochocie "wpadł" dzięki starym znajomym, którzy wymieniali się informacjami o nim na popularnym portalu internetowym.
Nasza-ofiara, Portal dla złodziei tożsamości
Pt, 2008-01-11 17:59 by VaGla
Pojawił się Serwis - parodia serwisów społecznościowych - nasza ofiara. Jak można przeczytać: "Powstał, żeby zwrócić uwagę na fakt masowego udostępniania poufnych danych osobowych na stronach internetowych. Dane tego typu mogą zostać wykorzystane na tysiące możliwości przez różnych przestępców".
Screen serwisu. Chociaż twórcy postanowili podlinkowac tam do tego wątku, to ja z powstaniem tego serwisu generalnie nie mam nic wspólnego, chociaż - również generalnie - zgadzam się z koncepcją, zgodnie z która nalezy ostrzegać użytkowników o zagrożeniach związanych z korzystaniem z internetu
Tego jest więcej: Nasza
Pt, 2008-01-11 20:59 by adammada
A co gdy były mąż wrzuca
Wt, 2008-01-15 11:37 by globik (niezweryfikowany)
A co gdy były mąż wrzuca do netu fotki z dzieckiem z pierwszego małżeństwa i ze swoją nową żoną? Czy matka dziecka może zaprotestować? Może go oskarżyć? Żądać usunięcia fotki? Zakładamy, że ojciec nie jest pozbawiony praw rodzicielskich.
Nasza-klasa pod lupą inspektora
Śr, 2008-01-16 08:22 by incognitus (niezweryfikowany)
Zaalarmowany skargami Generalny Inspektor Ochrony Danych Osobowych wszczyna kontrolę serwisu Nasza-klasa.pl, w którym szczegółowe informacje o sobie zamieściło już sześć milionów Polaków.
Opinia (nie moja) pod
Śr, 2008-01-16 08:52 by incognitus (niezweryfikowany)
Opinia (nie moja) pod którą prawie w całości się podpisuję, a która ukazała się pod artykułem na WP.PL:
http://www.tinyurl.pl/?ChZ8LKIc
Śr, 2008-01-16 17:00 by kschmidt
Wszystko jest dla ludzi. W powodzi różnych komentarzy zginęło może ważne spostrzeżenie Macieja Szmita, który bardzo celnie zwrócił uwagę że portali społecznościowych jest sporo i tam też są zdjęcia różnych osób. I wszędzie są możliwości łamania regulaminów stron i w konsekwencji łamania prawa (u Vagli może nie, bo jest on niezwykle Czujnym Androidem i zawsze zdąży wymoderować co trzeba...).
Ale nie wszyscy nadążają. A dane osobowe można zdradzić wszędzie nie tylko na Naszej Klasie, ale także w zwykłej książce gości na stronie Asi Kowalskiej z IIIB (imię, nazwisko i klasa zostały zmyślone!). Albo na stronie Znanego i Bardzo Ważnego Polityka. Mało tego: tak się dzieje codziennie.
Specjalnie zapisałem się do Naszej Klasy (przeczytałem regulamin!) i zarejestrowałem się. Wykorzystując portal "nasza klasa" można zapisać się tylko do jednej szkoły (np. podstawowej) i NIE PISAĆ ani swojego adresu, ani nie dodawać współczesnych zdjęć. Jeśli ktoś to robi to powinien liczyć się z utratą prywatności. Natomiast jeli ktoś się podszywa pod kogoś innego, albo narusza ustawę o ochronie danych osobowych (i regulamin portalu) dodając zdjęcia i dane innych osób bez ich zgody to powinien być ścigany ten kto to robi a nie ten kto dostarcza narzędzia.
No chyba że same narzędzia zostaną uznane za nielegalne (jak nielegalna sprzedaż broni).
Parę pokazowych procesów dla twórców portali, zamiast dla tych co dane osobowe tam umieszczają i faktycznie będziemy mogli zapomnieć o "społeczeństwie informacyjnym". Jeśli takie podejście miałoby przeważyć, to trzeba byłoby pozamykać do więzień także wszystkich zarządzających drogami publicznymi i wszystkich producentów (a może sprzedawców) samochodów bo szalejący kierowcy (łamiący prawo) zabijają ludzi. A drogowcy dostarczają im drogi a producenci samochodów pojazdy.
Oczywiście trzeba uświadamiać (może także na "naszej klasie") że takie przepisy jak ochrona danych osobowych i prawo autorskie istnieją. I choć wielu miejscach są nieżyciowe to obowiązują. I że nie zawsze reagowanie na zwrócenie uwagi na nie powinno się zbywać "nie dajmy się zwariować".
O prawo autorskie bym się za bardzo nie martwił bo zakładam, że zdjęcie klasowe mojej klasy było rozpowszechnione w latach 60-tych, ponieważ zostało "za zezwoleniem twórcy w jakikolwiek sposób udostępnione publicznie" (por. art. 6.1 pkt ustawy). No chyba że wiszącego potem w klasie (tej szkolnej) zdjęcia nie należy uznać za "jakkolwiek" udostępnione publicznie. Co prawda powinienem się dowiedzieć kto jest autorem zdjęcia aby móc wykorzystać je w ramach dozwolonego użytku (może szkoła ma jeszcze stosowną umowę?,)ale nie sądzę żeby to było w ogóle możliwe. Nie sądzę też żeby autor mógł udowodnić, że zdjęcie klasowe to jego dzieło, albo szkoła że wykupiła prawa majątkowe do niego. Ale czy w ogóle to jest dzieło?
Jeśli jednak udowodni że jego dzieło - oczywiście stosowne wynagrodzenie mu się należy.
Gorzej z ODO.
Powinienem zapytać wszystkie osoby na zdjęciu klasowym czy mogę...
Myślę że dzięki "naszej klasie" zacznie się ważna dyskusja o "być albo nie być" tego typu inicjatyw oraz tego jak powinno się chronić dane osobowe. Warto bowiem zauważyć, że bez napisania np:
"od lewej w pierwszym rzędzie kolejno Kazio Schmidt... itd" trudno uznać że rozpowszechniony wizerunek osoby której zidentyfikowanie jest możliwe tylko przez osoby które ją znały 20 czy 40 lat temu... jest daną osobową. Co innego jeśli te osoby same o sobie napiszą, że to one. I co innego jeśli same się zgodzą na to żeby pokazać innym, że się znają.
bardzo jestem ciekaw ewentualnych procesów w tej sprawie
So, 2008-01-26 00:49 by incognitus (niezweryfikowany)
Nowe orzeczenie na temat prywatności, informacji i osoby publicznej. SN: Celebrities mają prawo do prywatności:
Nawet celebrities mają prawo do ochrony prywatności - podkreślił Sąd Najwyższy, który oddalił kasację od wyroku w procesie aktorki Anny Muchy z wydawcą dziennika "Fakt". Tym samym "Fakt" ostatecznie przegrał proces z Muchą.
Śr, 2008-02-13 19:01 by incognitus (niezweryfikowany)
W dniu dzisiejszym dowiedziałem się, że Prokuratura Rejonowa w Warszawie na Ochocie "odmówiła wszczęcia postępowania" w sprawie którą zgłaszałem.
Proszę o pomoc bo nie wiem co można jeszcze zrobić?
Ktoś z byłej mojej klasy umieścił zdjęcie szkolne z lat '80 na tym portalu, w czesci dotyczacej konkretnej szkoły, klasy i rocznika. Jestem na tej fotografii i nie widzę w tym problemu. Następnego dnia ktoś inny podpisał osoby na zdjęciu imieniem i nazwiskiem wskazując konkretnie gdzie która się znajduje. I powstał problem, ja nie zapisywałem się do portalu nasza-klasa.pl, z racji pewnych sytuacji życiowych nie jest dla mnie korzystne być w taki sposób identyfikowanym. Poza tym nieroztropni znajomi znajdujący się na zdjęciu pozostawili wiele informacji o sobie (imię nazwisko, kontakt, tel., email a nawet adres zamieszkania), ale to juz ich problem!
Ja napisałem do portalu nasza-klasa.pl, z prośbą o usuniecie mojego imienia i nazwiska z podpisu zdjęcia, napisałem kilka razy, dzwoniłem, tłumaczyłem, prosiłem... po ponad miesiącu dostałem e-mail, że "tego" nie usuną!
Napisałem do NK, że informacje te to moje dane osobowe i w myśl ustawy... wzywam do usuniecie ich. Napisano mi że mojego imienia i nazwiska nie usuną.
Problem zgłosiłem do GIODO, przyjęto sprawę i pouczono by zgłosić się do RK Policji W-wa III (i po wielu perypetiach przyjęto moje zawiadomienie). Od początku sprawę chciałem załatwić normalnie ale obawiam się osoby odpowiedzialne za NK mają mnie "w dużym poważaniu" i będzie teraz duży problem!
Przecież można było usunąć moje imię i nazwisko i nie było by problemu.
Co ja mogę zrobić by usunięto moje imię i nazwisko z tego portalu?
Uzasadnienie Prokuratury Rejonowej W-wa Ochota
Cz, 2008-02-14 22:30 by incognitus (niezweryfikowany)
Myśle że jest to bardzo interesująca teoria (Ja użytkownikiem zarejestrowanym w portalu nasza-klasa.pl)
Szkoda że ta teoria mija się z prawdą.
Chyba Pan Prokurator nie przeczytał mojego zawiadomienia (treść zgodna z powyższym postem)...
...postanowił
odmówić wszczęcia śledztwa
odmówić wszczęcia dochodzenia w sprawie naruszenia przepisów ustawy o ochronie danych osobowych, tj. o czyn z art. 50 ustawy o ochronie danych osobowych na zasadzie art. 17 § 1 pkt 2 kpk wobec braku znamion czynu zabronionego.
W dniu 19 stycznia 2008 roku do KRP Warszawa III zgłosił się Tomasz W, który złożył zawiadomienie w sprawie naruszenia przepisów o ochronie danych osobowych poprzez ujawnienie jego danych osobowych oraz wizerunku. W niniejszej sprawie na podstawie art. 307 § 1 kpk prowadzono czynności sprawdzające, w trakcie których ustalono co następuje. Jak wynika z zawiadomienia Tomasz W jest użytkownikiem portalu nasza-klasa. pl, zatem przed zarejestrowaniem się jako użytkownik portalu musiał zapoznać się z jego warunkami uczestnictwa i korzystania z portalu. Jednakże z uwagi na publikację zdjęcia klasowego - klasa VII b rok. szkolny 1978/79 oraz jego danych osobowych kilkukrotnie usiłował telefonicznie skontaktować się z przedstawicielami portalu na numer telefonu kontaktowego, jednak bez efektu. Poza tym wysłał drogą e-mailową informację w sprawie usunięcia jego danych (strona http://nasza-klasa. pl/school/45434/9/photos/l), jednakże uzyskał odpowiedź od przedstawiciela portalu Macieja P, w której wskazano, iż treści o których mowa nie mogą zostać usunięte z uwagi na brak przesłanek prawnych w tym zakresie. W niniejszej sprawie ustalono, iż korzystanie z serwisu, o którym mowa oznacza akceptację jego postanowień regulaminu. Na potrzeby sprawy uzyskano jego wydruk, załączając go do jej materiałów. Wśród jego postanowień we wstępie znajduje się zapis: „...regulamin został sporządzony w oparciu o przepisy prawne obowiązujące na terytorium RP a przedmiotem jego regulacji sąwarunki korzystania oraz funkcjonowania serwisu internetowego nasza-klasa.pl., ...określa on prawa i obowiązki zarejestrowanych użytkowników oraz zakres i odpowiedzialność Administratora jako podmiotu zarządzającego i prowadzącego serwis. Każdy potencjalny użytkownik z chwilą zarejestrowania zobowiązany jest zapoznać się z treścią Regulaminu i podejmować dalsze czynności po uprzednim wyrażeniu zgody i akceptacji wszystkich jego postanowień..." Wśród postanowień w art. 4 - uczestnictwo w serwisie ad. 4.5 ...„ w formularzu rejestracyjnym użytkownik zobowiązuje się do podania swoich danych osobowych zgodnych z prawdą..." oraz ad. 4.6f ...„ umieszczenie na koncie danych osobowych, wizerunku oraz informacji, dotyczących innych osób nastąpiło w sposób legalny, dobrowolny oraz za ich zgodą...". W art. 5 dane osobowe i polityka prywatności ad. 5.1 ....„ użytkownik wyrażą zgodę na umieszczenie i przetwarzanie jego danych osobowych przez Administratora...", którym jest ....„ Nasza Klasa sp. z o.o. która dokonuje przetwarzania danych osobowych użytkowników zgodnie z przepisami ustawy o ochronie danych osobowych z dnia 29.08.1997 r. oraz ustawy z dnia 18. 07. 2002 r. o świadczeniu usług drogą elektroniczną..." , jak również stwierdza punkt ad. 5.5 ...„ użytkownik ma prawo wglądu do przetwarzanych danych w każdym czasie, jak również prawo do ich poprawiania oraz żądania ich usunięcia z bazy kont (profili)..." W art. 6 - zasady korzystania z serwisu 6.5 - ...„ użytkownik oświadcza, że .... zdjęcia i dane osobowe umieszczane przez niego w serwisie... są prawdziwe i nie naruszają jakichkolwiek praw autorskich i osobistych. Użytkownik oświadcza również, że uzyskał zgodę innych osób na umieszczenie przez niego treści, przedstawiających lub odnoszących się do innych osób do tych osób". Mając na uwadze postanowienia niniejszego regulaminu, którego postanowienia są dostępne na stronie nasza-klasa.pl należy stwierdzić, iż w omawianym przypadku nie doszło do naruszenia art. 50 ustawy o ochronie danych osobowych, który stwierdza wprost: „kto administrując zbiorem danych przechowuje w zbiorze dane osobowe niezgodnie z celem utworzenia zbioru, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku". Administrator danych serwisu nasza-klasa.pl, nie uznał, iż doszło do publikacji danych w sposób niezgodnych z postanowieniami regulaminu oraz obowiązującymi przepisami. Korzystanie, jak to wskazano z serwisu wiąże się z akceptacją postanowień regulaminu dlatego też w okolicznościach wskazanych j.w. za pośrednictwem internetu a konkretnie portalu nasza-szkoła.pl służącego do wyszukiwania użytkowników oraz zawierania nowych znajomości pomiędzy nimi. Mając na uwadze powyższe ustalenia należy odmówić wszczęcia postępowania w niniejszej sprawie na zasadzie art. 17 § 1 pk 2 kpk. wobec braku znamion czynu zabronionego.
W nawiązaniu do powyższego to e-mail z NK
Cz, 2008-02-14 23:04 by incognitus (niezweryfikowany)
Uprzejmie informuje, że w bazie danych osobowych serwisu nasza-klasa.pl nie ma zarejestrowanego Użytkownika o danych "Tomasz W zamieszkały w Warszawie bedący uczniem Szkoły Podstawowej nr.xxx w Warszawie klasa VII b rok 19xx/xx posiadający adres e-mail tomek@xxxxx.pl i numer telefonu 792xxxxxx".
Nasza Klasa Sp. z o.o., ul. Dembowskiego 57/5, 51-670 Wrocław Sąd Rejonowy dla Wrocławia-Fabrycznej we Wrocławiu, VI Wydział Gospodarczy Krajowego Rejestru Sądowego, nr KRS:0000289629, NIP:8982122104, REGON:020586020 Kapitał zakładowy: 62500 PLN
"Tomek" napisał:
> Prosze o odpowiedz na jedno zasadnicze pytanie
> Czy ja Tomasz W zamieszkały w Warszawie bedący uczniem Szkoły
> Podstawowej nr.xxx w Warszawie klasa VII b rok 19xx/xx posiadający adres
> e-mail tomek@xxxxxx.pl i numer telefonu
> 792xxxxxxx jestem zarejestrowanym użytkownikiem Portalu nasza-klasa.pl ?
> Prosze o pilną odpowiedz na powyższe pytanie
> Tomasz W
a jaka kara może (realnie)
Śr, 2008-04-23 14:34 by incognitus (niezweryfikowany)
a jaka kara może (realnie) grozic osobie podejrzanej o usunieciu czyjegos konta z naszej-klasy bez zgody tej osoby?
Dziś "Teleexpress"
Cz, 2009-02-26 00:45 by incognitus (niezweryfikowany)
Dziś "Teleexpress" informował o dziwnym zbiegu okoliczności: Policja bodajże w Koszalinie bezskutecznie poszukiwała kilkanaście zaginionych lub ukrywających się osób. Do czasu, gdy kilka dni temu dziennikarze uświadomili funkcjonariuszom, że osoby te mają konta na N-K. Delikwenci zostali odnalezieni, ale Policja zapewnia, że nie ma to związku z N-K i że to zbieg okoliczności...

References: art. 14
 art. 14
 art. 14
de lege lata
 art. 81
 art. 23

Art. 231
 art. 13
 art. 13
 art. 13
 art. 81
 art. 10
 art. 78
 art. 78
 art. 10
 art. 61
 art. 6
 art. 50
 art. 17
 art. 307
 art. 4
 art. 5
 art. 6
 art. 50
 art. 17