Source: https://joedora.wordpress.com/2015/05/15/joe-chal-bezdusznosc-rzecznika-praw-obywatelskich/
Timestamp: 2018-06-22 18:37:15+00:00

Document:
Joe Chal: – „Bezduszność Rzecznika Praw Obywatelskich!” | joedora
← Joe Chal: – Czy jest możliwy: DOBRY RZĄD?
Joe Chal: – Mȯj Prezydent RP to wybȯr mniejszego zła! →
„Były poseł na Sejm RP Pan Piotr Smolana poprosił mnie abym opublikował jego elaborat – co czynię. Nie mam w tym moim działaniu żadnego interesu a staram się pomagać innym i być tam gdzie dzieje sie krzywda ludzka JC.”
Foto: prof Irena Lipowicz /Rzecznika Praw Obywatelskich/
Foto: dr Marek Łukaszuk
Foto: Piotr Smolana
POSEŁ PIOTR SMOLANA – ZOSTAŁ OBWINIONY W PROCESIE SĄDU PRACY, OSKARŻONY I SKAZANY W TEJ SAMEJ SPRAWIE W PROCESIE
SĄDU KARNEGO BEZ ŻADNYCH DOWODÓW I PODSTAW PRAWNO- MATERIALNYCH – TYLKO DLATEGO, ŻE BYŁ POSŁEM UJAWNIAJĄCYM W SWOICH INTERPELACJACH POSELSKICH KORUPCJOGENNE PRAKTYKI W WYDANIU BIELSKIEGO WYMIARU SPRAWIEDLIWOŚCI. OBYDWA WYROKI POCHODZĄ Z PRZESTĘPSTWA, GDYŻ FAŁSZYWI (JAK SIĘ OKAZAŁO) ŚWIADKOWIE NIGDY NIE ZOSTALI POCIĄGNIĘCI DO ODPOWIEDZIALNOŚCI KARNEJ ZA SKŁADANIE FAŁSZYWYCH ZEZNAŃ, POMIMO UPRZEDZENIA PRZEZ SĄD OFILCJALNĄ FORMUŁĄ.
W jego przypadku w latach 2003-2015 miały miejsce wielokrotne parodiowane procesy, nie mające nic wspólnego z prawem i praworządnością, a wręcz przeciwnie – istnieją od początku dowody nie tyle na jego niewinność, co na ukartowane i z góry założone tezy, nie mające pokrycia w faktach i w rzeczywistości. Mówił o tym często Minister Sprawiedliwości Krzysztof Kwiatkowski – nie chcą tego potwierdzać obecni rządcy Biura Rzecznika Praw Obywatelskich.
BIURO RZECZNIKA PRAW OBYWATELSKICH POD ZWIERZCHNICTWEM WYŻEJ WYMIENIONYCH OSÓB NIE CHCE TEGO UZNAĆ – POMIMO, IŻ DR JANUSZ KOCHANOWSKI (POPRZEDNI RZECZNIK PRAW OBYWATELSKICH) OBIECAŁ TĘ SPRAWĘ ZBADAĆ, ALE NIE ZDĄŻYŁ, GDYŻ ZGINĄŁ W KATASTROFIE SMOLEŃSKIEJ
Prof. Irena Lipowicz nigdy nie chciała przyjąć posła Piotra Smolany na rozmowę osobistą, pomimo takiej prośby ze strony urzędującego posła Stanisława Rydzonia, chociaż zgodził się go przyjąć poprzedni RPO dr Janusz Kochanowski, który wysłuchał go wraz z byłą dyrektor jego Biura Poselskiego: prawnikiem mgr Rozalią Cisło – co miało miejsce w dniu 5 sierpnia 2008 r. w jego gabinecie przy ul. Długiej 26 w Warszawie, gdzie teraz urzęduje prof. Irena Lipowicz z Katowic.
Ponad dwa lata później Dyrektor Zespołu Prawa Karnego RPO dr Marek Łukaszuk przyjął Piotra Smolanę w Biurze RPO przy alei Solidarności 77 w Warszawie, ale po 5 minutowej rozmowie odmówił dalszego posłuchania, gdyż uznał, że „pamięć ludzka jest ulotna i zawodna, i nie zapamięta tego, co mu Piotr Smolana będzie chciał przekazać”. Otrzymywał później za to cykliczne regularne urzędowe zawiadomienia, że RPO nie dopatruje się nieprawidłowości w wymienionych orzeczeniach sądowych. Tak jest do dnia dzisiejszego. Biuro RPO reprezentuje skrajny brak obiektywizmu, zaś jego pracownicy (jak to napisała gazeta „Tylko Polska”) kierują się wyłącznie dyrektywami idącymi z góry lub z boku (zależność pionowa lub pozioma).
Poseł Piotr Smolana od dnia 7 kwietnia 2004 r. (w którym to dniu otrzymał telefoniczne zawiadomienie z Banku Śląskiego o zajęciu komorniczym jego konta prywatnego) zaczął szturmować Biuro RPO, że dzieje się mu się niezasłużona krzywda, jakiej zaczął doznawać od Bielskiego Wymiaru (Nie-)Sprawiedliwości w Bielsku-Białej. Sąd Pracy w Bielsku-Białej w dniu 24 lutego 2004 r., celowo poza jego plecami, przysądził jego kosztem nienależne wynagrodzenie dla byłego pracownika w wysokości 30.000,- złotych + 11.000,- złotych kosztów komorniczych. To była strata dla jego budżetu rodzinnego, mając wówczas na utrzymaniu troje uczących się dzieci.
Sędzia Sądu Pracy w Bielsku-Białej Mariola Adamiec-Witek (córka byłego szefa SB i ostatniego Komendanta Wojewódzkiego MO w Bielsku-Białej – Ryszarda Witka) w akcie zemsty poszkodowała go taką kwotą – gdyż w sprawie tej nie chodziło o przysądzenie tej kwoty niesumiennemu pracownikowi zwolnionemu w trybie dyscyplinarnym z art. 52 KP, lecz chodziło o „uderzenie” posła „po kieszeni” za napisaną w dniu 20 września 2002 r. interpelację poselską (zamienioną przez Kancelarię Sejmu na Pismo Interwencyjne z datą 13 stycznia 2003 r.) traktującą o korupcjogennych praktykach w wydaniu tegoż Bielskiego Wymiaru (Nie-)Sprawiedliwości. Dowodem na powyższe – jak również na jej zacietrzewienie w stosunku do posła – jest ten fakt, że SSR Mariola Adamiec-Witek w uzasadnieniu wyroku sygn. akt VP 62/03 z dnia 24 lutego 2004 r. napisała, że mogła petentowi przysądzić wynagrodzenie nie za 16 miesięcy (petent nie świadczył pracy nawet przez 10 dni w ciągu niespełna dwumiesięcznej obowiązującej go umowy o pracę) – lecz za okres całej kadencji – tj. 48 miesięcy (4 lata x 12 miesięcy) co wyniosłoby kwotę około 150-200 tysięcy złotych.
Przez cały okres ponad 10 lat walki posła Piotra Smolany (od 2004 r. do 2015 r.) – który wykazywał w sposób logiczny i zasadny, że wyrok sądowy Sądu Pracy od początku oparty został na przestępstwie, tj. na fałszywych zeznaniach podstawionych świadków nie związanych aż w 7 przypadkach żadnym stosunkiem pracy z jego ówczesnym Biurem Poselskim – doszło nawet do tak kuriozalnych przypadków – jak na przykład wycofanie się przez powoda Krzysztofa Dolińskiego z drugiego pozwu o sprostowanie i wydanie nowego świadectwa pracy – sygn. akt VP 393/07 – co miało miejsce w dniu 15 września 2008 r., ale nawet takiego faktu, że wyrok Sądu Karnego, mimo najszczerszych chęci SSR Marcina Świtalskiego – sygn. akt III K 823/06 z dnia 15 listopada 2010 r. musiał odjąć aż 75 % rzekomej winy posła Piotra Smolany, zaś pozostała 25 %-owa „wina” i tak została posłowi przypisana na siłę, na podstawie sfałszowanych falsyfikatów – w tym legitymacji pracowniczej nie podpartej oryginałem, który nie istniał, bo nie mógł istnieć: ale dla tego sędziego nie miało to żadnego znaczenia. Wiedząc, że posługuje się falsyfikatem – świadomie i celowo nie dopuścił do okazania i konfrontacji tego „dowodu” na rozprawie. To mówi samo za siebie, że sądownictwo polskie toczy zgniła gangrena – dlatego rację miał św. pamięci dr Janusz Kochanowski, który w wywiadzie dla gazety „FAKT” wyraził się, że „niektóre środowiska sędziowskie składają się z ludzi bez etosu, bez moralności, bez dobrej tradycji i zwyczajów cywilizacyjnych”. W rzeczywistości dr Kochanowski jako ówczesny RPO powiedział nawet więcej: „odnosząc się do tak absolutyzowanej współcześnie w Polsce niezawisłości sędziowskiej – niezawisłości bez etosu, bez moralności, bez dobrej tradycji i zwyczajów cywilizacyjnych – powoduje to paraliż i daje temu środowisku poczucie bezkarności”. Wydaje się, że powiedział oczywistość. Prezesi najwyższych w Polsce instancji sądowych poczuli się jednak obrażeni. Uderz w stół, a nożyce same się odezwą, można by skwitować. Czy najważniejsi w naszym kraju sędziowie uznają, że niezawisłość sędziowska rozwiązuje wszelkie problemy wymiaru sprawiedliwości? Czy uznają, że Polska jest wzorcowym państwem prawa? Ówczesny RPO dr Janusz Kochanowski wskazuje w „Fakcie” na niedomogi wymiaru niesprawiedliwości w Polsce. Zachowanie takie jest obowiązkiem Rzecznika. Jego zadaniem jest obrona obywateli przed wynaturzeniami instytucji prawa, czyli przed jego zdeprawowanymi funkcjonariuszami.
W dalszej kontynuacji cyklicznych zaskarżeń jakie stosował poseł Piotr Smolana („mysz urodziła słonia” – gdyż sprawa rozrosła się do kilkudziesięciu sygnatur spraw sądowych i prokuratorskich, zaś samych rozpraw i przesłuchań prokuratorsko-policyjnych poseł przeszedł w liczbie kilkuset) – okazywało się, że Bielski Wymiar (Nie-)Sprawiedliwości nie próżnował, bo mógłby sprawę definitywnie przegrać, gdyby przespał zwykłe niuanse i okoliczności towarzyszące. Sprawą nie wymagającą komentarza są następujące fakty:
jak to się stało, że wokół tej sprawy wyjątkowe zabiegi czynił były funkcjonariusz komunistycznej Służby Bezpieczeństwa Jerzy Bizoń (akta Nr 113443 Ka/0 239/155 IPN Katowice) – ongiś podwładny szefa SB Ryszarda Witka – ojca SSR Marioli Adamiec-Witek ? Był jednym z głównych „świadków” w procesie sygn. akt VP 62/03 – oczywiście zeznającym według z góry ułożonego scenariusza zeznań, tak aby pasował on do głównej tezy SSR Marioli Adamiec-Witek, że poseł Piotr Smolana musi okazać się być winnym i musi ponieść konsekwencje finansowe („uderzenie po kieszeni”) utratą jak największej kwoty z budżetu rodzinnego.
Jak to się stało, że SSR Mariola Adamiec-Witek w toku procesu sygn. akt VP 62/03 stworzyła celowo okres przydługiej, ponad półrocznej martwoty (od maja 2003 r. do listopada 2003 r.) – czy to nie wtedy miały miejsce głębokie konsultacje tego byłego SB-ka z jej osobą na prywatnym terenie – aby dać mu wystarczający czas na opracowanie scenariusza fałszywych zeznań dla zawiązanej sitwy złożonej z członków ówczesnej Samoobrony ?
Jak to się stało, że wokół osoby posła Piotra Smolany krążył i knuł przeróżne intrygi w porozumieniu z prokuratorami bielskimi (kolegami i koleżankami byłej prokurator Marioli Adamiec-Witek) inny były funkcjonariusz komunistycznej Służby Bezpieczeństwa Krzysztof Oremus (akta SB Nr 140642 Ka/0 239/22 IPN Katowice) – który wysmarował na posła cykl paszkwilanckich artykułów szkalujących posła w niewybredny sposób na forum ogólnopolskim w znanym brukowcu i szmatławcu „Superekspress” ?
Jak to się stało, że SSR Mariola Adamiec-Witek po wydaniu wyroku – nadal zajmowała się jednoosobowo i prowadziła wszelkie procesy odwoławcze i apelacyjne ze strony niesłusznie obwinionego posła Piotra Smolany, a nadto odmówiła przywrócenia terminu do odwołania się od wyroku sygn. akt VP 62/03 z dnia 24 lutego 2004 r. (tym bardziej, że to ona celowo wydała go poza plecami posła), a nawet uzasadnienie do tegoż wyroku napisała w rekordowo szybkim terminie 7-dniowym (co jest swoistym kuriozum niespotykanym chyba nawet na skalę światową) – a wszystko po to, aby obwiniony niesłusznie poseł Piotr Smolana nie „połapał się” zawczasu i nie powziął wiadomości o zapadnięciu tego wyroku, i nie zdążył się od niego odwołać.
Jak to się stało, że SSR Mariola Adamiec-Witek po wydaniu wyroku – nadal zajmowała się jednoosobowo i rozpatrywała (lub nie rozpatrywała niektórych) wszelkie inne wnioski składane przez posła Piotra Smolanę:
a to pismo procesowe z dnia 25 marca 2004 r. z zapytaniem, dlaczego nie ma wyznaczonej następnej rozprawy i kiedy zostaną przesłuchani wskazani świadkowie ? – bez reakcji z jej strony (sic!)
a to o uwzględnienie wniosku o przyjęcie apelacji z dnia 15 kwietnia 2004 r. – odmowa postanowieniem jej autorstwa z dnia 27 kwietnia 2004 r. (sic!)
a to Odwołanie posła Piotra Smolany z dnia 6 maja 2004 r. od tegoż postanowienia – odmowa ponowna postanowieniem jej autorstwa z dnia 3 czerwca 2004 r. (sic!) i kolejna odmowa ponowna postanowieniem jej autorstwa z dnia 19 sierpnia 2004 r.
a to o wydanie protokołów z przesłuchań wszystkich świadków wnioskiem z dnia 27 maja 2004 roku i 21 czerwca 2004 r. – bezzasadna odmowa z jej strony postanowieniem jej autorstwa z dnia 12 lipca 2004 r. (protokoły te Piotr Smolana otrzymał dopiero w 2009 r. (ponad 5 lat po zapadnięciu tego sfingowanego wyroku sic!)
a to Odwołanie posła Piotra Smolany od tegoż postanowienia – ponowna bezzasadna odmowa postanowieniem jej autorstwa z dnia 26 sierpnia 2004 r.
Jak to się stało – że dla SSR Marcina Świtalskiego nie miał żadnego znaczenia fakt wycofania się przez powoda Krzysztofa Dolińskiego z drugiego pozwu w Sądzie Pracy sygn. akt VP 393/07 o wydanie sprostowanego świadectwa pracy – co miało miejsce w dniu 15 września 2008 r. w trakcie procesu karnego pod sygn. akt III K 823/06 ?
Jak to się stało – że dla SSR Marcina Świtalskiego nie miał żadnego znaczenia fakt, że świadek (wcześniej powód i oskarżyciel) Krzysztof Doliński przyszedł na rozprawę w dniu 29 grudnia 2008 r. cały roztrzęsiony, dygocący ze strachu, w towarzystwie lekarza-psychiatry – zapłakany, odmówił nowych zeznań, powtarzając jak utartą mantrę, że podtrzymuje zeznania, jakie złożył kiedyś w Sądzie Pracy (gdyż nie pamiętał, w jaki sposób wówczas kłamał) i oświadczający wszem wobec, że on chce już o tej sprawie zapomnieć, że jego świadkowie też już nie życzą sobie „chodzenia po sądach”, że on potargał wszystkie dokumenty związane z pracą w Biurze Poselskim i nie chce nawet nowego świadectwa pracy (sic!).
Jak to się stało – że dla SSR Marcina Świtalskiego nie miał żadnego znaczenia fakt, że świadek Krzysztof Doliński przekazał wcześniej do akt prokuratorskich sfałszowaną legitymację pracowniczą Biura Poselskiego w kserokopii, zaś sędzia ten nie zażądał okazania oryginału tejże legitymacji i tylko na podstawie takiego fałszywego dowodu uznał, że jest on wystarczający do skazania byłego posła Piotra Smolany. Wcześniej nawet takiej sfałszowanej legitymacji nie było w aktach Sądu Pracy pod sygn. akt VP 62/03. Aby uzasadnić brak konfrontacji tego dowodu z oskarżonym i jego adwokatem – nakłamał w uzasadnieniu wyroku, że falsyfikat ten dostarczył do Sądu sam oskarżony (sic!) – ale nie potrafił tego udowodnić mimo wielu monitów ze strony Piotra Smolany.
Jak to się stało – że cała późniejsza wieloletnia procedura zaskarżania, wznawiania czy weryfikacji procesów – czyniona przez Piotra Smolanę była bardzo mocno i skutecznie „torpedowana” przez Bielski Wymiar (Nie-)Sprawiedliwości poprzez cykliczne postanowienia sądowe o odmowie wznowienia jakiegokolwiek procesu, by po latach, twierdzić, że sprawa uległa przedawnieniu (a przecież z oczywistej winy Bielskiego Wymiaru (Nie-)Sprawiedliwości) – gdy zaś Piotr Smolana wystąpił w 2014 o zwrot (nie odszkodowanie) przynajmniej 75-procentowej kwoty wraz z odsetkami – tenże Bielski Wymiar (Nie-)Sprawiedliwości zarzucił mu brak unicestwienia i wyeliminowania wyroku sądowego sygn. akt VP 62/03 z obiegu prawnego.
Piotr Smolana odpisał na to w uzasadnieniu swojej apelacji, że jego możliwości unicestwienia, jak i wyeliminowania tego wyroku były takie same, jak w przypadku więźnia Bloku Nr 11 w Auschwitz-Birkenau, który przynajmniej miał 5 minut do wygłoszenia mowy na swoją obronę przed Sądem SS-mańskim – a jemu nawet tego odmówiono.
Jak to się stało – że na przykład mój wniosek o wznowienie z 2012 r. (sygn. akt III Ko 50/12/TJ) został przekazany adwokatowi Jackowi Sobczakowi (o bardzo niejasnej przeszłości i synowi oficera WSI – znowu powiązania ze służbami specjalnymi!) – zaś po skontaktowaniu się z nim, aby omówić sprawę napisania uzasadnienia do tego wniosku – nie spotkał się ze mną wcale, gdyż od samego początku był mi nieprzychylny, wręcz arogancki i bezczelny względem mojej osoby – który moje dążenie i prośby o spotkanie zbył od razu aroganckim oświadczeniem, że on:
nie widzi potrzeby spotykania się ze mną jako stroną, którą ma reprezentować, gdyż ma już wyrobione zdanie na ten temat;
na moje zapytanie, dlaczego nie chce mnie wysłuchać (uwaga!!!) odgroził mi się, że jak nie zamilknę w swojej wypowiedzi o moich dowodach na niewinność – to on zaraz przerwie tę rozmowę telefoniczną (która odbywała się z mojego telefonu komórkowego na mój koszt) i to uczynił, bezczelnie rozłączając rozmowę;
nie widzi podstaw do wniesienia skargi – co zapowiedział mi jeszcze przed zapoznawaniem się z aktami sprawy, co do których zachodzi podejrzenie, że faktycznie nie zapoznawał się z nimi wcale, gdyż nie był w stanie przeczytać kilku tysięcy stron, a może nawet wcale do nich nie zaglądał, gdyż z jego oświadczenia pisemnego dla Sądu wcale to nie wynikało, zaś zacytował jedynie, że (cytuję): iż zapoznał się z treścią kserokopii dostarczonych do Kancelarii adwokackiej jego substytuta mec. Joanny Michalik.
Kolejnymi zasadniczymi zarzutami jakie stawiam temu adwokatowi i jego substytutowi – to:
Utajnienie swoich danych kontaktowych odnośnie swoich publicznych kancelarii adwokackich. Przedstawię to w dalszej części niniejszego pisma procesowego.
Celowe utrudnianie mi kontaktów poprzez nie podanie swoich namiarów kontaktowych – co było już uczynione ze strony Sądu Okręgowego, który nie podał żadnego telefonu kontaktowego. W dalszej części opiszę perypetie związane z poszukiwaniem tychże kancelarii adwokackich.
Wykazanie swoimi osobowościami braku należytej staranności co do oceny mojej skargi o wznowienie postępowania sądowego pod sygn. akt III K 823/06 – przykrycie jej swoimi subiektywnymi odczuciami o rzekomym braku podstaw do jego wznowienia. (Przedstawię to w dalszej części niniejszego pisma procesowego).
Ponadto adwokat Jacek Sobczak, który nigdy nie chciał spotkać się ze skarżącym i nie chciał osobiście wysłuchać jego relacji i jego wersji zdarzeń – zapoznając się z kserokopiami dokumentów dostarczonych przez niego do jego substytuta mec. Joanny Michalik – wywiódł z nich celowo fałszywe wnioski. I tak:
Skarga o wznowienie postępowania sygn. akt III K 823/06 autorstwa skarżącego Piotra Smolany jest jak najbardziej zasadna – gdyż ujawnia nowe fakty i nowe okoliczności.
Nie jest prawdą, jakoby Piotr Smolana nie zapoznawał się aktami procesowymi przez cały okres ciągnącego procesu od dnia IX.2007 r. – a nie od dnia 18.VI.2008 r. – jak to jest oznaczone w wyroku.
Skarżący Piotr Smolana przez cały ten okres zapoznawał się z aktami, żądał za każdym razem protokołu z rozprawy – nawet tej odbytej w dniu IX.2007 r.
Skarżący Piotr Smolana przez cały ten okres zapoznawania się z aktami sądowymi nie natknął się nigdy na cytowane „rewelacyjne dowody” – a to świadczyłoby o ich ukrywaniu przed nim jako oskarżonym do końca procesu.
Ponadto oczywistym obowiązkiem SSR Marcina Świtalskiego było zasygnalizowanie nie tylko oskarżonemu, ale tym bardziej również jego ówczesnemu adwokatowi Włodzimierzowi Szymczykowi o wpłynięciu nowych dowodów – nie tylko okazanie ich na rozprawie obu stronom – tj. również stronie prokuratorskiej, ale wręcz obowiązkiem sędziego było skonfrontowanie ich z oskarżonym i udowodnienie mu, że dowody te świadczą przeciwko niemu.
SSR Marcin Świtalski nigdy tego nie uczynił – a więc miał w tym jakiś ukryty swój cel i zamysł – zaskoczyć tymi „dowodami” dopiero w wyroku sądowym. Można by domniemywać, że takie postępowanie sędziego napiętnowałby cały cywilizowany świat – poza Koreą Północną, Kubą i Kampuczą.
Zatem gołosłowne i bałamutne – bez pokrycia w faktach – jest twierdzenie adwokata Jacka Sobczaka o obowiązku ze strony oskarżonego posiedzenia wiedzy za wszelką cenę o zaistnieniu jakichś innych dowodów – skoro były one nie tylko przed nim skrzętnie ukrywane. To oskarżonemu trzeba okazać dowody na jego winę, a nie odwrotnie – że oskarżony ma się gimnastykować i nie spać spokojnie z obawy, że jakieś dowody są przed nim utajniane.
Dowód: brak wiedzy na ten temat również ze strony adwokata Włodzimierza Szymczyka.
Powoływanie się adwokata Jacka Sobczaka na taką okoliczność, że nie doszło do skazania żadnego z fałszywych świadków – tchnie co najmniej altruizmem i jawną hipokryzją – gdyż do oskarżenia i skazania tychże fałszywych świadków nie doszło tylko i wyłącznie z woli Bielskiego Nie-wymiaru Sprawiedliwości, który jawi się w tym przypadku jako najbardziej zboczony wymiar sprawiedliwości w Polsce Pookrągłostołowej.
Kwestionowanie przez adwokata Jacka Sobczaka zasadności i faktu odrzucenia w wyroku sygn. akt III K 823/06 z dnia XI.2010 r. aż 3/4 części zarzutów nie tylko z prokuratorskiego aktu oskarżenia sygn. 2 Ds 83/06/JF z dnia 9.V.2006 r., ale również z poprzedzającego go wyroku sygn. akt VP 62/03 z dnia 24.II.2004 r. – również tchnie co najmniej altruizmem i jawną hipokryzją .
Pismo Piotra Smolany z dnia III.2012 r. nie było pismem – jak chce tego adwokat Jacek Sobczak – lecz obszernym elaboratem wraz z przedmiotowymi kserokopiami dokumentów oraz szczegółowym opisem zaistniałych faktów – które dla rozumnego i bezstronnego adwokata byłyby wystarczającym materiałem prawniczym służącym do uzasadnienia zasadności wniesienia skargi o wznowienie niniejszego postępowania sądowego.
Tego elaboratu Sąd Okręgowy powinien zażądać do wglądu i zapoznać się z nim dokładnie, gdyż obrazuje on w sposób logiczny zasadność moich zarzutów o popełnieniu przestępstwa przeciwko wymiarowi sprawiedliwości – jakim jest składanie uzgodnionych fałszywych zeznań przez 10 podstawionych świadków z bielskiej
Adwokat Jacek Sobczak ani słowem nie ustosunkował się do mojego zarzutu, że wcześniejszy proces o sygn. akt VP 62/03 (podobnie jak proces o sygn. akt III K 823/06) – był z premedytacją przewlekany na okres od dnia V.2003 r. aż do dnia 25.XI.2003 r. – a po co ? Po to – aby zmówieni świadkowie mieli czas na uzgodnienie scenariusza fałszywych zeznań, w czym prym wiódł dawny funkcjonariusz komunistycznej Służby Bezpieczeństwa Jerzy Bizoń wraz ze zdemaskowanym przeze mnie przestępcą Janem Muchą – skazanym wielokrotnie przez Sąd Wadowicki, Oświęcimski, Bielski oraz Sąd Najwyższy w Warszawie.
Dla adwokata Jacka Sobczaka nie miało żadnego znaczenia – że aż siedmiu „świadków” na dziesięciu nie pozostawało w żadnym stosunku pracy z moim ówczesnym Biurem Poselskim (a więc nie miało żadnej wiedzy o pracy Dolińskiego) oraz – że aż dwóch „świadków” pozostających w stosunku pracy z moim Biurem Poselskim zostało skazanych karnie i to za składanie fałszywych zeznań również przeciwko mojej osobie, zaś trzeci „świadek” był ścigany karnie za wyłudzenia kredytowe, a czwarty świadek był szantażowany erotycznie przez głównego prowodyra i kryminalistę Jana Muchę.
Pismo Piotra Smolany z dniaXII.2001 r. oznaczone jako upoważnienie dla Krzysztofa Dolińskiego – dla adwokata Jacka Sobczaka nie miało żadnego znaczenia – że dowodzi ono braku istnienia legitymacji pracowniczej z dnia 1.XII.2001 r. dla tego ostatniego, a ponadto zatytułowanie go „Asystentem poselskim” dowodziło braku obowiązku spisania z nim umowy o pracę ze strony posła Piotra Smolany.
Pan adwokat Jacek Sobczak nie zważa na ten fakt i z uporem maniaka będzie wmawiał, że jest odwrotnie – skoro napisał Oświadczenie w takiej treści, jakiej napisał.
Pismo Piotra Smolany z dniaXII.2001 r. oznaczone jako informacja dla członków Samoobrony – dla adwokata Jacka Sobczaka nie miało żadnego znaczenia – że dowodzi ono braku istnienia legitymacji pracowniczej z dnia 1.XII.2001 r. dla tego ostatniego, a ponadto zatytułowanie go „Asystentem poselskim” dowodziło braku obowiązku spisania z nim umowy o pracę ze strony posła Piotra Smolany.
Pismo Biura Prawnego i Spraw Pracowniczych Kancelarii Sejmu RP z dnia III.2012 r. – dla adwokata Jacka Sobczaka nie miało żadnego znaczenia – że dowodzi ono braku podstaw do uznania, że nie było obowiązkiem posła spisanie umowy o pracę z Krzysztofem Dolińskim w okresie przyznania mu funkcji „Asystenta Poselskiego” w grudniu 2001 r. – oraz że legitymacja pracownicza została mu wystawiona w dniu 31.XII.2001 r. – tj. w dniu spisania z nim umowy o pracę.
Pismo Jana Muchy z dnia II.2002 r. adresowane nie tylko do Komendy Policji w Bielsku-Białej, ale również do Marszałka Sejmu RP z datą 1.III.2002 r. (pan adwokat Jacek Sobczak ten fakt pominął), w którym Jan Mucha pisał w stylu: „zwolniony w trybie dyscyplinarnym (a więc jego zdaniem słusznie) Krzysztof Doliński” (koniec cytatu) – dla adwokata Jacka Sobczaka nie miało żadnego znaczenia – że dowodzi ono kłamstw Jana Muchy w późniejszych procesach pod sygn. akt VP 62/03 i III K 823/06 – gdzie twierdził odwrotnie: „Krzysztof Doliński zwolniony został niesłusznie”. (koniec cytatu).
Kserokopia publikacji prasowej o Janie Mucha – adwokat Jacek Sobczak zawarł kąśliwą uwagę, że publikator nie został wskazany ani określony. Czy ma to jakieś znaczenie ? Czy nie jest ważne to, że jest tam wskazany Jan Mucha jako winowajca, który i tak faktycznie został później skazany za oczernianie mojej osoby z oskarżeniem nie popełnionych przeze mnie przestępstw ? A podrobienie przez niego podpisu na Liście płac za Krzysztofa Dolińskiego w styczniu 2002 r. – też jakoś uszło uwadze i nie miało żadnego znaczenia dla adwokata Jacka Sobczaka ?
Pismo kancelarii Sejmu RP z dniaVIII.2004 r. – już wówczas Kancelaria Sejmu zaznaczyła, że Biuro Obsługi Posłów posiada w swoim archiwum Świadectwo Pracy Krzysztofa Dolińskiego z dnia 21.II.2002 r. (które nota bene zostało wcześniej wykradzione z Biura Poselskiego wraz z całą dokumentacją personalną Krzysztofa Dolińskiego) – dla adwokata Jacka Sobczaka nie miało żadnego znaczenia, że dowodziło ono już wtedy istnienia tego świadectwa pracy – a więc, że proces sygn. akt VP 62/03 zaistniał bezprawnie na wokandzie, zaś późniejszy akt oskarżenia sygn. akt 2Ds 83/06/JF oraz proces sygn. akt III K 823/06 nie miały prawa zaistnienia w obiegu prawnym.
Dowodem na to są te fakty, że fałszywy powód Krzysztof Doliński najpierw składał pozwy w Sądzie Cywilnym i to dwukrotnie, a dopiero później za namową Jana Muchy i byłego SB-eka Jerzego Bizonia złożył go do Sądu Pracy – kiedy uzyskał od nich zapewnienie, że pomogą mu fałszywymi zeznaniami wraz z innymi „świadkami”, zaś Jan Mucha poinformował go, że teczka personalna nie istnieje, bo ją wykradł.
Pan adwokat Jacek Sobczak nie zważa na te fakty i z uporem maniaka będzie wmawiał, że jest odwrotnie – skoro napisał Oświadczenie w takiej treści, jakiej napisał.
Świadectwo Pracy z dniaII.2002 r. wystawione na Krzysztofa Dolińskiego – dla adwokata Jacka Sobczaka nie miało żadnego znaczenia, że dowodziło ono już wtedy, że proces sygn. akt VP 62/03 zaistniał bezprawnie na wokandzie, zaś późniejszy akt oskarżenia sygn. akt 2Ds 83/06/JF oraz proces sygn. akt III K 823/06 nie miały prawa zaistnienia w obiegu prawnym.
Pismo posła Piotra Smolany adresowane do Kancelarii Sejmu RP z dnia II.2002 r. jako pismo przewodnie przesyłające świadectwo pracy do jego archiwum – dla adwokata Jacka Sobczaka nie miało żadnego znaczenia, że dowodziło ono już wtedy, że proces sygn. akt VP 62/03 zaistniał bezprawnie na wokandzie, zaś późniejszy akt oskarżenia sygn. akt 2Ds 83/06/JF oraz proces sygn. akt III K 823/06 nie miały prawa zaistnienia w obiegu prawnym. Bezprawie popełniła w pierwszej kolejności SSR Mariola Adamiec-Witek – która w sposób cyniczny wprowadziła bezprawnie na wokandę sądową sprawę z powództwa K. Dolińskiego, wiedząc, że delikwent ten został zwolniony z pracy w trybie dyscyplinarnym.
Pismo Kancelarii Sejmu do Piotra Smolany z dnia XI.2011 r. oznaczone BPSP-141-34/4/11 informujące, że faktycznym zapraszającym Krzysztofa Dolińskiego do Sejmu na przepustkę sejmową z dnia 26.II.2002 r. był poseł Andrzej Grzesik – dla adwokata Jacka Sobczaka nie miało żadnego znaczenia, że dowodziło ono kłamstw w wydaniu Krzysztofa Dolińskiego – a dowodziło prawdomówności Piotra Smolany.
Kserokopia „legitymacji pracownika biura poselskiego” Krzysztofa Dolińskiego z dnia XII.2001 r. – dla adwokata Jacka Sobczaka nie miało żadnego znaczenia, że Piotr Smolana oświadczył, że jest to legitymacja sfałszowana, gdyż prawdziwa legitymacja była wypisana odręcznym pismem Piotra Smolany z datą 31.XII.2001 r. – najlepiej pominąć ten niewygodny fakt milczeniem, bo przecież niezwisły sąd „ustalił inaczej”.
I to był ten „dowód” – który nie istniał w procesie sygn. akt VP 62/03 – nie istniał nawet w prokuratorskim akcie oskarżenia sygn. 2 Ds 83/06/JF – „zaistniał” dopiero: nawet nie w procesie sygn. akt III K 823/06 – lecz w uzasadnieniu do wyroku napisanym z trzymiesięcznym opóźnieniem w styczniu 2011 r. (sic!).
Pismo Rady Powiatu Samoobrony RP z dnia IV.2002 r. adresowane do Andrzeja Leppera – dla adwokata Jacka Sobczaka nie miało żadnego znaczenia, że dowodzi ono kłamstw w wydaniu fałszywego powoda Krzysztofa Dolińskiego, jakoby poseł Piotr Smolana obiecał przed Andrzejem Lepperem przyjęcie go z powrotem do pracy w swoim Biurze Poselskim.
Dla adwokata Jacka Sobczaka nie miało żadnego znaczenia również to, że w rzeczonym piśmie napisanym przez Dolińskiego zaledwie niecałe dwa miesiące później – nie ma najmniejszej wzmianki o takich okolicznościach, ale w którym zawarte są również inne okoliczności, przemawiające na korzyść Piotra Smolany:
Krzysztof Doliński uskarżał się w tym piśmie z dnia IV.2002 r., że nie ma dostępu do telefonu, faksu, kserokopiarki i innych urządzeń. Jakże to więc: przecież w Sądzie Pracy w 2003 r. twierdził, że w marcu i kwietniu 2002 r. ciężko pracował dla posła Piotra Smolany – a więc miałby nieskrępowany dostęp do tychże urządzeń. A przecież w dniu 8.IV.2002 r. napisał do Leppera, że jest poza biurem, że nie ma dostępu do telefonu, faksu, kserokopiarki i innych urządzeń.
Pismo ZUS Oddział Bielsko-Biała z dnia IX.2011 r. skierowane do Piotra Smolany – dla adwokata Jacka Sobczaka nie miało żadnego znaczenia, że dowodzi ono prawdomówności Piotra Smolany, gdyż w piśmie tym ZUS potwierdził nieobecność Krzysztofa Dolińskiego w okresach wskazanych w dyscyplinarnym rozwiązaniu umowy o pracę z Krzysztofem Dolińskim z dnia 20.II.2002 r.
Pismo oznaczone jako ”Zaświadczenie o okresach podlegających ubezpieczeniom społecznym” z dnia III.2007 r. – dla adwokata Jacka Sobczaka nie miało żadnego znaczenia, że dowodzi ono prawdomówności Piotra Smolany, gdyż w piśmie tym ZUS potwierdził nieobecność Krzysztofa Dolińskiego w okresach wskazanych w dyscyplinarnym rozwiązaniu umowy o pracę z Krzysztofem Dolińskim z dnia 20.II.2002 r.
Pismo Prezesa Sądu Okręgowego w Bielsku-Białej z dnia VII.2007 r. oznaczone A-0510-49/2007 adresowane do Piotra Smolany – informujące go o ukrywaniu się Krzysztofa Dolińskiego w szpitalu psychiatrycznym w Krakowie – dla adwokata Jacka Sobczaka nie miało żadnego znaczenia, że taka okoliczność zaistniała – mówiąca o leczeniu psychiatrycznym jego niezrównoważonego adwersarza.
Pismo oznaczone jako ”Schemat naświetlający historię i przebieg rzeczywistego i prawdziwego zatrudnienia Krzysztofa Dolińskiego w Biurze Poselskim posła Piotra Smolany” z dnia I.2011 r. wraz z tabelarycznymi zestawieniami streszczeń zeznań świadków – dla adwokata Jacka Sobczaka nie miało żadnego znaczenia, że za tak rzetelnie opracowaną chronologię zdarzeń – każdy inny adwokat życzyłby sobie takiego petenta, który na tacy podaje materiał pisemny bez potrzeby dogłębnego wnikania w akta sądowe.
Pan adwokat Jacek Sobczak właśnie nie wnikał w akta – stąd jego niedbałe i nieprawdziwe „Oświadczenie”, w którym powielając materiał opracowany przez Piotra Smolanę – podopisywał tylko krótkie komentarze wraz z jałowym uzasadnieniem, dlaczego jego zdaniem nie można poprzeć jego Skargi o wznowienie postępowania pod sygn. akt III K 823/06.
Pismo Piotra Smolany akt VP 62/03 skierowane do Sądu Pracy w dniu 23.III.2004 r. złożone na dzienniku podawczym w dniu 24.III.2004 r. – dla adwokata Jacka Sobczaka nie miało żadnego znaczenia, że dowodziło ono, iż poprzez samo jego złożenie na dwa dni przed upływem uprawomocnienia się wyroku sygn. akt VP 62/03 z dnia 24.II.2004 r. wydanego celowo poza plecami posła Piotra Smolany – mogło ono i powinno było być uznane za apelację od tego wyroku.
Żaden szanujący się adwokat nie ograniczyłby swojego postępowania – tj. analizy sprawy do obejrzenia i przeczytania kserokopii dokumentów na siłę wciśniętych przez skarżącego jego substytutowi – tak jak uczynił to Piotr Smolana – a nawet analizując te dokumenty, posiadając minimum wiedzy prawnej i doświadczenia życiowego – chętnie nawiązałby kontakt osobisty i wizualny ze swoim klientem (a nie tak, jak to uczynił adwokat Jacek Sobczak) – i wyciągnąłby diametralnie zupełnie odmienne wnioski i nie odważyłby się napisać takiego negatywnego oświadczenia.
Nie dalej jak w dniu wczorajszym – IV.2012 r. w programie telewizyjnym pt.: „Państwo w Państwie”, w którym redakcja telewizyjna usiłowała wykazać, że w dzisiejszej Polsce faktycznie sądownictwo zachowuje się jak Państwo w Państwie – znany mi osobiście poseł Andrzej Dera, z którym koresponduję od dłuższego czasu i rozmawiałem niedawno osobiście, powiedział (cytat): „w orzeczeniu sądowym najmniejsza wątpliwość wobec oskarżonego powinna skutkować na jego korzyść wraz z wyrokiem uniewinniającym, ale w naszym Państwie bardzo często dzieje się odwrotnie”. (koniec cytatu).
We wszystkich procesach z moim udziałem – ściśle związanych z procesem o sygn. akt III K 823/06 – jak również w samym procesie III K 823/06 – tych wątpliwości było multum i tak wielokrotnie kolidujących nie tylko z powodu sprzeczności w zeznaniach, ale nawet ze zwykłą logiką sądową, że SSR Marcin Świtalski miał poważne problemy, aby wykonać „polecenie” przełożonych bezwzględnego skazana mojej osoby.
Nie potwierdzenie się jakichkolwiek zarzutów względem mojej osoby w procesie akt III K 823/06, które były postawione w akcie oskarżenia sygn. 2Ds 83/06/JF opartym na wątpliwym, skandalicznym i haniebnym wyroku sygn. akt VP 62/03 – powinno było jako odrębny proces zakończyć się moim uniewinnieniem.
Stało się inaczej tylko dlatego, że gdyby SSR Marcin Świtalski postąpił zgodnie z własnym sumieniem, swoimi zebranymi dowodami – naraziłby na szwank nie tylko swoją reputację, ale nawet swoją przyszłość zawodowo-sędziowską, pomijając, że w sposób oczywisty zaszkodziłby SSR Marioli Adamiec-Witek i prok. Jackowi Filipkowi, a tego przecież uczynić nie mógł na zasadzie: „dziś ja jestem potrzebny moim kolegom, jutro oni będą potrzebni dla mnie”.
Na polecenie bielskiego wymiaru sprawiedliwości zdematerializowano mój prywatny akt oskarżenia z dnia IX.2004 r. aż po upływie 5 lat – tyle bowiem czasu potrzebował bielski wymiar sprawiedliwości na opracowanie misternej strategii przeciwko mojej osobie, którego polecenie dematerializacji wykonała SSR Agata Kruczek pod sygn. akt III Kp 897/06 i takie samo fałszywe postępowanie względem mojej osoby na polecenie tegoż bielskiego wymiaru sprawiedliwości podjęła SSR Ewa Śmietańska w procesie pod sygn. akt: IX Kp 306/11.
Ostatnim wykonawcą takiej woli na polecenie tegoż samego bielskiego wymiaru sprawiedliwości przeciwko mojej osobie okazał się być adwokat Jacek Sobczak, który w sposób zakłamany i obłudny „wykazał” bezpodstawność mojej Skargi o wznowienie niniejszego postępowania.
Na potwierdzenie powyższego – że funkcjonują już w naszym bielskim społeczeństwie stanowisko i pogląd o takim traktowaniu petentów sądowych – odsyłam na stronę internetową przeciwbezprawiu.org.pl Jerzego Jachnika i Krystyny Malec – którzy nie są pociągani do odpowiedzialności karnej za nazywanie bielskich sędziów i prokuratorów najgorszymi obraźliwymi epitetami: od nieuków i nieudaczników, sędziów białoruskich, łapówkarzy i kumotrów itd. itp. – zaś głuche milczenie bielskiego wymiaru sprawiedliwości jest w tym przypadku bardzo wymowne i znaczące.
Teraz przedstawiam jeszcze raz Chronologię zdarzeń spisaną z pamięci w dniu 9.IV.2012 r.:
Chronologia zdarzeń związanych z fałszywym wyrokiem
sygn. akt VP 62/03 z dnia 24.II.2004 r. –
a w jego następstwie sfingowanym aktem oskarżenia
sygn. akt 2Ds 83/06/JF z dnia 9.V.2006 r.
zaś w dalszej kolejności ze sfingowanym
wyrokiem sygn. akt III K 823/06 z dnia 15.XI.2010 r.
Oba wyroki oraz akt oskarżenia są mistyfikacją
sądowo-prokuratorską
W dniu 20.II.2002 r. Krzysztof Doliński na wniosek dyrektora Biura Poselskiego Jana Muchy został zwolniony ze stanowiska pracownika biurowego za ogromną absencję w pracy – nieobecność w pracy przez cały miesiąc styczeń oraz kilka dni lutego 2002 r. Umowa o pracę z nim została zawarta w dniu 31.XII.2001 r. wraz z wypisaniem dla niego legitymacji pracownika biura poselskiego. W tym samym dniu spisana była umowa o pracę z Janem Muchą na stanowisku dyrektora biura poselskiego wraz z wydaniem mu legitymacji dyrektora. Obie legitymacje zostały w tym dniu wypisane odręcznie przez posła Piotra Smolanę na blankietach pobranych osobiście z Kancelarii Sejmu w dniu 28.XII.2001 r.
W tym dniu Krzysztof Doliński uciekł z Biura Poselskiego i nie podpisał odbioru Zawiadomienia o Rozwiązaniu Umowy o Pracę w trybie dyscyplinarnym z art. 52 KP. Świadkiem tej okoliczności był Jan Mucha i Celina Giza.
Wobec nieobecności Krzysztofa Dolińskiego – w dniu następnym 21.II.2002 r. – poseł Piotr Smolana wypisuje własnym pismem odręcznym świadectwo pracy z datą 21.II.2002 r. i wkłada do koperty poselskiej oba dokumenty w oryginale – w tym również Zawiadomienie o Rozwiązaniu Umowy o Pracę w trybie dyscyplinarnym z art. 52 KP z datą 20.II.2002 r. Wysyłkę listem poleconym zlecił pracownicy Celinie Giza – która przesyłkę drogą pocztową wysyła na adres domowy Krzysztofa Dolińskiego w Czechowicach-Dziedzicach. Dowodem na to jest wpis w książce nadawczej Poczty Polskiej.
W dniu 26.II.2002 r. Krzysztof Doliński po porozumieniu się z szefem Śląskiej Samoobrony posłem Andrzejem Grzesikiem – przyjeżdża do Sejmu w Warszawie bez wiedzy posła Piotra Smolany. Dochodzi do rozmowy z szefem Samoobrony posłem Andrzejem Lepperem w jego gabinecie sejmowym. Po zapytaniu skierowanym do posła Piotra Smolany przez posła Andrzeja Leppera – jakie są szanse przywrócenia Dolińskiego do pracy w jego biurze poselskim – Piotr Smolana odpowiada krótko: nie ma żadnych szans. Był niedyspozycyjny przez kilkadziesiąt dni, nie świadczył żadnej pracy, przekonałem się, że jest arogancki, obmawiał mnie przed innymi ludźmi – stąd nie widzę go już w pracy w moim biurze poselskim.
Na procesie zaistniałym niecały rok później – najpierw w Sądzie Rejonowym Cywilnym, następnie Sądzie Okręgowym Cywilnym (to zdradza Krzysztofa Dolińskiego, że zgodnie z pouczeniem na świadectwie pracy z dnia 21.II.2002 r. nie widział szans na odwołanie się do Sądu Pracy) – to jednakże prawdopodobnie na skutek zapewnienia mu fałszywych zeznań przez 9 „świadków” z Samoobrony – pozostających w ostrym konflikcie z posłem Piotrem Smolaną – złożył jednak w styczniu 2003 r. pozew do Sądu Pracy. Nabrał odwagi dlatego, że dowiedział, iż teczka personalna z biura poselskiego została wykradziona i poseł Piotr Smolana jako pozwany nie będzie mógł wykazywać faktu dyscyplinarnego zwolnienia go z pracy – chociaż mógł ryzykować zderzenie z tym dokumentem w czasie późniejszym, jako drugą kopią. Znamienne jest również to, że przez cały okres procesu sygn. akt VP 62/03 od stycznia 2003 r. do lutego 2004 r. (półroczna niewyjaśniona przerwa trwała pomiędzy majem 2003 r. a listopadem 2003 r.) SSR Mariola Adamiec-Witek ani razu nie nakazała Piotrowi Smolanie udowodnić istnienie tego świadectwa pracy i dostarczenie go na wokandę. Czyżby się obawiała, że świadectwo pracy może się odnaleźć ?
Rozzuchwaliło to Krzysztofa Dolińskiego do tego stopnia – iż mając zapewnione te fałszywe zeznania ze strony swoich znajomych – zaczął bezczelnie podawać do protokołów prokuratorskich i sądowych (sygn. akt VP 62/03) – że był pracownikiem posła Piotra Smolany od 1.X.2001 r. (kiedy funkcjonował wciąż Sejm poprzedniej kadencji do 18.X.2001 r.) – który to Piotr Smolana zaprzysiężony został dopiero w dniu 19.X.2001 r. – a sam poseł zetknął się ze znanym mu wcześniej Krzysztofem Dolińskim dopiero w początkach listopada 2001 r. obiecując mu zatrudnienie w nieistniejącym jeszcze biurze poselskim najwcześniej po Nowym Roku 2002 – w czym słowa dotrzymał.
W dniu 4.III.2002 r. – świeżo zatrudniona od 1.III.2002 r. Liliana Potocka będąca świadkiem dyscyplinarnego zwalniania dyrektora Jana Muchy – dzwoni potajemnie do swojego kolegi Krzysztofa Dolińskiego – aby przybył do biura, bo dzieje się ciekawa historia: po jego dyscyplinarnym zwolnieniu – zwalniany jest tym razem Jan Mucha z powodu wykrytej defraudacji na koncie biurowym: brakuje około 30.000,- złotych z ryczałtu na utrzymanie biura poselskiego.
Do pomocy w przygotowaniu dokumentów dla dyscyplinarnego zwolnienia Jana Muchy zaangażowana została przez posła znana mu od października 2001 r. p. mgr Rozalia Cisło – która dokonawszy wcześniejszej kontroli finansowej w biurze i stwierdziwszy niedobór finansowy na koncie biura poselskiego w wysokości 30.000,- złotych – zaproponowała posłowi Piotrowi Smolanie natychmiastowe dyscyplinarne zwolnienie go z biura wobec odsunięcia podejrzenia o defraudację względem innych pracowników, tym bardziej, że jedynym upoważnionym do dysponowania kontem służbowym był Jan Mucha.
W tym samym dniu 4.III.2002 r. – po telefonicznym przywołaniu przez Lilianę Potocką – do biura wpada około godz. 11.oo zdyszany Krzysztof Doliński. Wie już wszystko i proponuje ponowne przyjęcie go do pracy. Obiecuje poświadczenie w Sądzie, że był świadkiem pobierania od posła pieniędzy przez Jana Muchę – jest przekonany, że Jan Mucha okradł mnie na pewno. Niestety – Krzysztof Doliński nigdy nie był świadkiem pobierania pieniędzy z rąk posła – dlatego poseł odmawia mu powołania go na świadka, i tym bardziej po raz drugi (co uczynił przed Andrzejem Lepperem w dniu 26.II.2002 r. w Warszawie) odmawia mu ponownego zatrudnienia w biurze poselskim. Świadkiem tej rozmowy jest p. mgr Rozalia Cisło oraz zdaje się, że również Jerzy Radoń-Tanewski.
Poseł Piotr Smolana w obecności mgr Rozalii Cisło proponuje Krzysztofowi Dolińskiemu jedno rozwiązanie: skoro nie odwołał się jeszcze do Sądu Pracy, niech przyniesie do biura całą swoją dokumentację wraz ze świadectwem pracy – wówczas może mu anulować to dyscyplinarne świadectwo pracy z art. 52 KP na normalne z tą samą datą jako zwolnieniem dokonanym za porozumieniem stron.
Proszę zauważyć: Krzysztof Doliński w tym momencie powziął wiadomość, że w biurze poselskim nie istnieje kopia jego dyscyplinarnego świadectwa pracy z art. 52 KP. Ale mógł się obawiać, że jakaś druga kopia świadectwa istnieje – skoro odwoływał się najpierw do Sądu Cywilnego prawdopodobnie jeszcze w 2002 r.
Od tego momentu Krzysztof Doliński znika z biura całkowicie – i tak jak wcześniej poseł nie widział go od 26.II.2002 r. – tak po dniu 4.III.2002 r. poseł pracując samotnie w biurze w dniu 11.III.2002 r. zetknął się z Krzysztofem Dolińskim od tego czasu po raz drugi:
Krzysztof Doliński będąc przekonany, że jak zwykle natknie się na świeżo zatrudnioną Lilianę Potocką – wpadł do biura i stanął jak wryty, zobaczywszy nie Potocką, ale osobę posła Piotra Smolany pracującego na komputerze. Potocka zgłaszając chwilową niedyspozycję zdrowotną za zgodą posła poszła do lekarza i do domu. Ten moment zdradził, że Krzysztof Doliński pomimo oczywistego zakazu wstępu do biura po dniu 20.II.2002 r. przychodził jednak do Potockiej na pogawędki przy kawie wykorzystując wielokrotnie wyjazdy posła na obrady sejmowe do Warszawy. To na taką okoliczność świadkowie chętnie poświadczali, że widzieli Krzysztofa Dolińskiego w biurze poselskim w marcu 2002 r. – a skoro widzieli, to znaczy że „pracował” lub był nadal „pracownikiem” biura poselskiego.
w tym momencie w biurze przebywał były SB-ek Jerzy Bizoń, z którym Piotr Smolana przyjaźnił się od 1995 r. i nie wiedział aż do 2007 r. że jest on byłym funkcjonariuszem służb peerelowskich.
Opisywałem to w piśmie do adwokata Włodzimierza Szymczyka w następujący sposób:
Jerzy Bizoń – po raz pierwszy w życiu zobaczył Krzysztofa Dolińskiego w dniu 11 marca 2002 r. – kiedy pracowałem samotnie w swoim Biurze Poselskim. Wpadł wówczas do Biura Jerzy Bizoń (byłem z nim jeszcze w dobrych stosunkach, znałem się z nim od czerwca 1995 r. i nie wiedziałem jeszcze długo, że jest to były SB-ek – a więc człowiek niebezpieczny). Pomagał mi układać pismo-doniesienie do Prokuratury na Jana Muchę o popełnionych defraudacjach, fałszerstwach i innych oszustwach w moim Biurze Poselskim. Po jakimś czasie do Biura drzwi otworzył niespodziewanie Krzysztof Doliński, który oniemiał na mój widok, bo spodziewał się zastać nie mnie, lecz Lilianę Potocką. Na mój widok zmieszał się i powiedział: „Panie pośle – ja już mam załatwioną nową pracę, chciałbym odbić sobie na ksero dokumenty i CV do tej nowej pracy w innym miejscu”.
Pozwoliłem mu i nawet przez moment nie przyszło mi na myśl, że on częściej nachodzi moje Biuro Poselskie podczas moich pobytów na obradach sejmowych w Warszawie. Po pewnym czasie Krzysztof Doliński wyszedł do ubikacji, wówczas Jerzy Bizoń konfidencjonalnym tonem zapytał się mnie, kto to jest ?
Odpowiedziałem mu (cytat): „to były pracownik mojego Biura Poselskiego, zwolniłem go niedawno z końcem lutego 2002 r., ma zakaz wstępu do Biura, ale widzi Pan, myślał, że zastanie Potocką i przyszedł. Ale widzi Pan – że znalazł sobie już nową pracę …
Na to Jerzy Bizoń udając ton spoufalenia – mówi do mnie (cytat): „wie pan co, panie pośle, ten typ mi się nie podoba, niech pan uważa na niego…”
Odpowiedziałem mu: „no, przecież został zwolniony dyscyplinarnie i to Mucha najwięcej się o to rzucał, żeby go zwolnić. Myślę, że nie muszę się go obawiać. (koniec cytatu).
Po przeprowadzeniu przez SSR Mariolę Adamiec-Witek tego skandalicznego procesu sygn. akt VP 62/03 – który miał dziwny przebieg: po rozpoczęciu go w dniu 22.V.2003 r. – nastąpił dziwny okres zupełnej „martwoty” aż do dnia 25.XI.2003 r. – na którą to rozprawę kilkakrotnie pisałem do SSR Marioli Adamiec-Witek wnioski o prolongatę na na inny termin w związku z kolizją z obradami sejmowym. Nic to nie pomogło – pomimo, iż dawałem za każdym pismem wydrukowany z internetu Harmonogram obrad sejmowych z dokładnym wyszczególnieniem dni zajętych obradami oraz dni wolnych, w których byłem dyspozycyjny z racji pobytu w Bielsku-Białej.
Obecnie widać jak na dłoni – że SSR Mariola Adamiec-Witek była złośliwa i czyniła tak celowo, abym nie wiedział w jaki sposób fałszywi świadkowie kłamią przeciwko mojej osobie i abym nie mógł przeciwko temu protestować. Dowodem na to jest ten fakt, że nawet po zapadnięciu wyroku poza moimi plecami w dniu 24.II.2004 r. – sędzia ta odmówiła mi wydania kserokopii wszystkich protokołów jeszcze w lipcu 2004 r. (sic !).
Ten okres zupełnej „martwoty” ma tylko jedno wytłumaczenie: SSR Mariola Adamiec-Witek musiała być w porozumieniu z prokuratorami, którzy postanowili zemścić się na mojej osobie za interpelację poselską. Pierwsze skrzypce grał tu Jan Mucha – zaprzyjaźniony z ówczesnym szefem Prokuratury Okręgowej Andrzejem Kózką, którego rodzice wspólnie z teściami Jana Muchy grillowali na swoich posesjach (żona Jana Muchy – Grażyna zd. Sznyr chodziła przez 8 lat chodziła wspólnie do jednej klasy z Andrzejem Kózką do szkoły podstawowej w Wapienicy – stąd rozległa i bliska znajomość pomiędzy Stefanią i Mieczysławem Sznyrami – a rodzicami prok. Andrzeja Kózki).
To ta sędzia jednoosobowo nadal odrzucała wszelkie moje wnioski nie tylko o protokoły, ale również o przywrócenie terminu do wniesienia apelacji od tego haniebnego wyroku wydanego celowo poza moimi plecami, skoro nie byłem skutecznie powiadomiony o zapadnięciu wyroku w dniu 24.II.2004 r. – jak również odrzuciła moją apelację z dnia 15.IV.2004 r.
Jan Mucha w początkach 2003 r. lub nawet jeszcze wcześniej – wszedł również w ścisły kontakt nie tylko z Krzysztofem Dolińskim, ale także z byłym SB-kiem Jerzym Bizoniem, którzy zaczęli opracowywać scenariusz fałszywych zeznań – i na to było przyzwolenie, a wręcz zalecenie bielskiej prokuratury (vide: znajomość Jana Muchy z prok. Andrzejem Kózką) – to tłumaczy zarazem, dlaczego SSR Mariola Adamiec-Witek na długo jeszcze przed zapadnięciem wyroku (24.II.2004 r.) – w dniu 23.XI.2003 r. wysłała do Prokuratury Rejonowej „Zawiadomienie” o popełnieniu przestępstwa przez posła Piotra Smolanę naruszenia praw pracowniczych względem Krzysztofa Dolińskiego. Skąd wynikał taki pospiech ?
Oznaczać to mogło tylko to, że prokuratorzy już „przebierali nóżkami” i czekali niecierpliwie – aby móc wypisać na posła Piotra Smolanę akt oskarżenia w tym przedmiocie oraz wystąpić do Marszałka Sejmu o uchylenie immunitetu poselskiego – co miało na celu „zepsucie” nienagannej opinii posłowi Piotrowi Smolanie oraz przerwanie mu kariery politycznej.
Rozpocząłem równolegle korespondencję z Rzecznikiem Praw Obywatelskich i Ministerstwem Sprawiedliwości. Była ona bezskuteczna i zupełnie jałowa. Oni nic nie mogli mi pomóc, bo nie mogą ingerować w wyroki „niezawisłego” sądownictwa.
W dniu 6.IX.2004 r. sporządziłem obszerny Akt Oskarżenia przeciwko wszystkim 10 fałszywym świadkom z bielskiej Samoobrony w siedmiu egzemplarzach:
dla Prokuratury Generalnej
dla Prezydenta RP Aleksandra Kwaśniewskiego
dla byłego Prezydenta Lecha Wałęsy
dla Marszałka Sejmu Józefa Oleksego
dla Premiera Marka Belki
a/a dla siebie
– który z Prokuratury Generalnej wędrował „od Annasza do Kajfasza”; tj. od Prokuratury Generalnej w dół do Prokuratury Apelacyjnej w Katowicach, stamtąd do Prokuratury Okręgowej w Bielsku-Białej, później jeszcze niżej do Prokuratury Rejonowej w Bielsku-Białej.
Cała ta procedura zakończyła się celowym i zamierzonym „zdematerializowaniem” mojego prywatnego aktu oskarżenia, który doczekał się aż trzech decyzji prokuratorskich o odmowie wszczęcia dochodzenia karnego przeciwko fałszywym świadkom:
Postanowienie 2 Ds. 32/05/AJ/S – z dnia 24.02.2005 r. podpisane przez prok. A. Jóźwiaka;
Postanowienie 2 Ds. 84/05/AJ/S – z dnia 22.12.2005 r. podpisane przez prok. A. Jóźwiaka;
Postanowienie 2 Ds. 43/06/MP – z dnia 31.03.2006 r. podpisane przez prok. M. Fereńca.
Liczyła się tu przewlekłość – która w tym roku osiągnie okres 9 lat, co jeszcze może dawać nadzieję na skuteczne pociągnięcie do odpowiedzialności karnej, jeżeli przedawnienie tego typu przestępstwa następuje po 10 latach. Jeżeli po 5 latach – kto odpowie z bielskiego wymiaru sprawiedliwości za tę zamierzoną, zaplanowaną i opracowaną misternie przewlekłość ?
Następstwem tej zamierzonej i celowej przewlekłości – aby nie pociągać do odpowiedzialności karnej fałszywych świadków z bielskiej Samoobrony – w tym jednego byłego SB-ka – było bawienie się w „kotka i myszkę” przez bielskie sądownictwo – do którego Prokuratura Rejonowa skierowała to trzecie postanowienie o odmowie wszczęcia dochodzenia – tj. Postanowienie 2 Ds. 43/06/MP – z dnia 31.03.2006 r. podpisane przez prok. M. Fereńca.
Ta procedura sądowa (sygn. akt III Kp 897/06) „dematerializowania” mojego prywatnego aktu oskarżenia (po dwu-letniej procedurze prokuratorskiej – od dnia 6.IX.2004 r. do dnia 31.III.2006 r.) trwała aż trzy lata od dnia 14.IV.2006 r. do dnia 2.VII.2009 r. (sic !).
SSR Agata Kruczek – kumpela SSR Marioli Adamiec-Witek (pragnąca nawet wyłączenia z tej sprawy w styczniu 2008 r.) – na skutek braku rozeznania w temacie, nie czytająca moich obszernych pism procesowych – po kilku zmianach sędziów:
SSR Małgorzaty Łatanik;
SSR Marcina Świtalskiego (to ten sędzia, co tu miał wątpliwości – a w następnym bliźniaczym procesie III K 823/06 – już nie miał żadnych wątpliwości);
SSR Moniki Lisowskiej ( to ta sędzia, która w w dniu 6.VII.2007 r. nadała Piotrowi Smolanie status pokrzywdzonego) pod tą samą sygn. akt III Kp 897/06;
najpierw w dniu 23.I.2009 r. SSR Agata Kruczek wydała postanowienie sygn. akt III Kp 897/06 o uchyleniu prokuratorskiego postanowienia o odmowie wszczęcia dochodzenia przeciwko 10 fałszywym świadkom (czyli korzystnym dla Piotra Smolany) – a gdy Piotr Smolana zażądał wyegzekwowania tego faktu, tj. rozpoczęcia na nowo dochodzenia prokuratorskiego – po upływie ponad połowy roku w dniu 2.VII.2009 r. wydała drugie „postanowienie” o poprawieniu pomyłki literowej – podczas gdy „pomyłka” nie była „literowa”, lecz „cało-zdaniowa” – chyba żeby uznać za tę pomyłkę literową cały ciąg zdaniowy jako ciąg kilkudziesięciu pomyłek literowych, na ile składało się całe poprawione zdanie.
W międzyczasie rozpoczął się „prawdziwy” proces pod sygn. akt III K 823/06 na podstawie „prawdziwego” prokuratorskiego aktu oskarżenia sygn. 2Ds 83/09 z dnia 9.V.2006 r. sporządzonego przez prokuratora celowo zaangażowanego przeciwko Piotrowi Smolanie – przeciwstawnego do jego prywatnego aktu oskarżenia z dnia 6.IX.2004 r. – prokuratora o wątpliwej reputacji: Jacka Filipka, wydalonego w trybie dyscyplinarnym w 2003 r. z Prokuratury Oświęcimskiej – wedle jednych źródeł za mobbing pracowniczy, wedle innych źródeł za molestowanie seksualne.
Prokurator Jacek Filipek w ramach misternie opracowywanej strategii zwalczania byłego już posła Piotra Smolany – wymyślił następny akt oskarżenia: tj. wymyślili jego koledzy z niezależnej Prokuratury Cieszyńskiej (rzekoma niezależność musi być przecież zachowana) – którzy oskarżyli Piotra Smolanę o ubliżanie czci i godności tegoż prokuratora w pismach kierowanych do Ministra Zbigniewa Ziobry i Rzecznika Praw Obywatelskich Janusza Kochanowskiego. Piotr Smolana pisał do nich w następującym stylu: prok. Jacek Filipek nie reprezentuje swoją osobą żadnej moralności, jest zakłamany, fałszywy i obłudny, i z tego względu nie powinien ani jednego dnia dłużej pełnić funkcji prokuratorskiej. Wytoczony Piotrowi Smolanie drugi proces karny pod sygn. akt III K 802/06 musiał zakończyć się fiaskiem, tj. wyrokiem uniewinniającym w dniu 20.IV.2009 r. – chociaż bielski wymiar sprawiedliwości szukał usilnie możliwości jego skazania; wówczas szykowany następny wyrok sygn. akt III K 823/06 byłby egzekwowany jako bezwzględnie do odsiadki.
Ten proces o sygn. akt III K 823/06 – podobnie jak proces bliźniaczy o sygn. akt III Kp 897/06 – miał również wiele zmian sędziowskich i wlókł się niemiłosiernie przez okres ponad 4 lat. Pierwsze posiedzenie miało miejsce w 2006 r., ale na skutek moich rozlicznych skarg z powodu odmowy zawieszenia tegoż procesu, odmowy wyłączenia wszystkich sędziów bielskich – ostatecznie pierwsza rozprawa odbyła się w dniu 21.IX.2007 r. i zaowocowała bezczelnym skierowaniem mojej osoby na badania psychiatryczne. Wnioskodawcą był młody prokurator Jacek Kurdziel.
Prawdopodobnie wymyślono te badania po to, aby lekarze „stwierdzili” moją rzekomą niepoczytalność – gdyż sprawa zaczęła się bielskiemu (nie-)wymiarowi sprawiedliwości wymykać spod kontroli. To Krzysztof Doliński przebywał w szpitalu psychiatrycznym w Krakowie (według pisma Prezesa Sądu Okręgowego z dnia 26.VII.2007 r.) i zaczęły się sypać jego zeznania.
Oczywiście „biegli” psychiatrzy – którzy nie przeprowadzili na mojej osobie żadnych badań psychiatrycznych – lecz na podstawie tylko testu psychologicznego „doszukali się” u Piotra Smolany śladów niepoczytalności sprzed ponad 5 lat (upływ czasu od dnia 20.II.2002 r. do dnia 6.XI.2007 r.) i nie zważając na ten fakt, że nigdy nie złożyłem wizyty w przychodni psychiatrycznej i nigdy nie szukałem pomocy u żadnego psychiatry, ani nawet u psychologa – wypisali sążniste elaboraty o mojej rzekomej niepoczytalności i nawet jakichś odchyleniach od normy. (sic!).
Dopiero po uzyskaniu tychże fałszywych opinii sądowo-psychiatryczno-psychologicznych Sąd po zmianie SSR Bogdana Fibingera (ówczesnego prezesa Sądu Rejonowego) na SSR Marcina Świtalskiego rozpoczął pierwszą rozprawę dopiero w dniu 18.VI.2008 r.
Ten przypadek jest o tyle ciekawy – że SSR Marcin Świtalski, który w niedalekiej przeszłości de facto nie poradził sobie z bliźniaczą sprawą sądową pod sygn. akt III Kp 897/06 – w której badane były te same wątki i te same fałszywe zeznania 10 świadków z bielskiej Samoobrony od strony mojego prywatnego aktu oskarżenia z dnia 6.IX.2004 r. – i pozostawił ją bez rozpoznania w dniu 16.V.2007 r. – teraz ochoczo podjął się prowadzenia tej samej sprawy z odwrotnej strony: prokuratorskiego aktu oskarżenia sygn. 2Ds 83/06/JF z dnia 9.V.2006 r.
To niesamowity przypadek ! Albo sędzia ten był niepoczytalny w czasie rozpatrywania sprawy pod sygn. akt III Kp 897/06 – albo teraz udaje poczytalnego i już wie, o co rozchodzi się w sprawie pod sygn. akt III K 823/06. Późniejszy bieg wydarzeń zresztą to potwierdzi: SSR Marcin Świtalski w procesie pod sygn. akt III K 823/06 ucieknie się do ukrywania dowodów przed Piotrem Smolaną, celowo nie doprowadzi do ich konfrontacji nie tylko z jego osobą, ale nawet z osobą wyznaczonego mu na siłę adwokata z urzędu – Włodzimierza Szymczyka.
Na 18 rozpraw pod sygn. akt III K 823/06 prawie zawsze za każdym razem przychodził inny prokurator-negacjant nie tylko, że nie zaznajomiony ze sprawą, ale nawet wcale nią nie zainteresowany. Patrzyli na mnie mętnym wzrokiem – a z ich oczu można było wyczytać: a…, a – to ten, co opisał nas w interpelacji poselskiej ! No to mu pokażemy, kto tu rządzi… dostanie wyrok jak nic…. on myśli, że z nami wygra ? Naiwniak ! Pokażemy mu, że jest winnym przestępcą i będzie skazany – jak nie na tych dowodach, to na opiniach psychiatrycznych go udupimy ! Jak nie my – to psychiatrzy skażą go na skazanie…
Nie zwracał SSR Marcin Świtalski żadnej uwagi na wnioski Piotra Smolany i pomijał je albo zupełnym milczeniem, albo obłudną argumentacją ich nie uwzględniania z powodów błahych lub wymyślonych na własny użytek – a to:
o zbadanie, kiedy Jan Mucha zaczął wyrównywać debety i zaległe raty bankowe, bo to dowodziłoby, że Jan Mucha pokrywał je z pieniędzy zdefraudowanych w biurze poselskim w okresie stycznia i lutego 2002 r. i mścił się fałszywymi zeznaniami za wytoczenie mu sprawy prokuratorskiej
o przerwanie farsy sądowej w jego wydaniu w związku z faktem, że w dniu 15.IX.2008 r. fałszywy powód wycofał się z drugiego pozwu o sygn. akt VP 393/07 przeciwko osobie Piotra Smolany, którego pozwał po raz w dniu 4.XII.2007 r. o wydanie poprawionego świadectwa pracy z dnia 21.II.2002 r. poświadczającego jego faktyczny okres pracy od dnia 31.XII.2001 r. do dnia 20.II.2002 r. – na inne mające poświadczać przysądzony mu przez SSR Mariolę Adamiec-Witek od dnia 1.X.2001 r. do dnia 31.I.2003 r.
w dniu 15.IX.2008 r. Krzysztof Doliński napisał oświadczenie do Sądu Pracy pod sygn. akt VP 393/07 – że nie żąda już wydania mu nowego świadectwa pracy, że uznaje je za miarodajne i wiarygodne, i że w ogóle nie chce kontynuacji tego procesu.
o skierowanie Piotra Smolany na wielodniową obserwację sądowo-psychiatryczną w związku z jego twierdzeniem, że opinie są sfałszowane. SSR Marcin Świtalski kłamał, że jest to niemożliwe – gdyż, jak twierdził, rzekomo nie występowali o to biegli psychiatrzy. Było to kłamstwem, gdyż rok później po wydaniu wyroku – w listopadzie 2011 r. Piotr Smolana uzyskawszy na swoje żądanie „uzupełniające opinie psychiatryczne” – doczytał się w nich, że oskarżony Piotr Smolana może zawsze poddać się dodatkowym badaniom psychiatrycznym. Dlaczego SSR Marcin Świtalski kłamał ?
SSR Marcin Świtalski nie zważał również na ten fakt, że obaj najważniejsi świadkowie w sprawie i to z nadania prokuratorskiego zostali w przeszłości skazani wyrokami karnymi za fałszywe pomówienia i oszczerstwa z art. 216 i 218 kk – a nawet za składanie fałszywych zeznań i to przeciwko Piotrowi Smolanie w czasie pełnienia mandatu poselskiego.
Jan Mucha – fałszywy informator w artykułach prasowych napisanych przez byłego SB-eka Krzysztofa Oremusa z Bielska-Białej – został skazany w następujących sprawach karnych:
Wyrokiem karnym Sądu Rejonowego w Wadowicach – sygn. akt II K 250/01 z dn. 07. 2001 r. na podstawie aktu oskarżenia Prokuratury Rejonowej w Oświęcimiu 2Ds 1145/00 z dn. 08.03.2001 r. za groźby karalne w stosunku do sfotografowanych przez Jana Muchę nagich dziewcząt – że opublikuje je w internecie, jeżeli nie będą mu nadal uległe;
Wyrokiem karnym Sądu Rejonowego w Bielsku-Białej – sygn. akt III K 1952/02/G z dn. 01. 2003 r. na podstawie aktu oskarżenia 2Ds 75/02/BZ/S z dn. 29.11. 2002 r.
Wyrokiem karnym Sądu Okręgowego w Bielsku-Białej – sygn. akt III 1Ka 218/03 z dn. 11. 2003 r. podtrzymującego wyrok j. w. Sądu Rejonowego w Bielsku-Białej – sygn. akt III K 1952/02/G z dn. 29.01.2003 r.
Wyrokiem karnym Sądu Najwyższego w Warszawie – sygn. akt IV KZ 40/04 z dn. 09. 2004 r. podtrzymującym wyrok j. w. Sądu Okręgowego w Bielsku-Białej – sygn. akt III 1Ka 218/03 z dnia 19.11. 2003 r.
Wyrokiem karnym Sądu Rejonowego w Bielsku-Białej – sygn. akt III K 1324/04 z dn. 06. 2005 r. na podstawie aktu oskarżenia Prokuratury Rejonowej w Bielsku-Białej sygn. 4Ds 1627/04/AB/S.
Wyrokiem karnym w Sądzie Rejonowym w Oświęcimiu – sygn. akt II K 33/05 z dn. 13 września 2005 r. – p-ko Janowi Mucha oskarżonemu o popełnienie przestępstw z 191 § kk; art. 197 § 1 kk; art. 197 § 2 kk; art. 275 § 1 kk i art. 286 § 1 kk wszczętym na skutek zawiadomienia posła Piotra Smolany z dnia 16.06. 2003 r. na podstawie aktu oskarżenia 2Ds 1061/03/S Prokuratury Rejonowej w Oświęcimiu.
Wyrokiem karnym Sądu Okręgowego w Bielsku-Białej – s akt III 1 Ka 972/06 z dn. 27.10.2006 r. zmieniającym zaskarżony wyrok sygn. akt III K 1324/04 z dn. 23.06. 2005 r. na podstawie aktu oskarżenia Prokuratury Rejonowej w Bielsku-Białej sygn. 4Ds 1627/04/AB/S. za składanie fałszywych zeznań przeciwko posłowi Piotrowi Smolanie, iż rzekomo zakupił prywatny samochód ze środków przeznaczonych na Biuro Poselskie – w ten sposób, że orzeczoną wobec oskarżonego Jana Muchy karę 6 miesięcy pozbawienia wolności na mocy art. 69 § 1 i 2 kk i art. 70 § 1 pkt 1 kk warunkowo zawiesił okres próby wynoszący 4 lata.
Wyrokiem karnym Sądu Rejonowego w Bielsku-Białej – s akt IX K 479/09 z dn. 29.09.2009 r. uznając oskarżonego Jana Muchę za winnego tego, że w bliżej nieustalonym miejscu przed 8 marca 2004 r. działając w zamiarze zniesławienia Piotra Smolany przekazał dziennikarzowi Krzysztofowi Oremusowi nieprawdziwe informacje o rzekomej próbie molestowania seksualnego Liliany Potockiej przez Piotra Smolanę, co stanowi występek z art. 212 § 2 kk i za ten czyn na podstawie art. 212 § 2 kk wymierza mu karę 6 miesięcy pozbawienia wolności; na podstawie art. 69 § 1 i § 2 kk wykonanie orzeczonej kary warunkowo zawiesza na okres próby wynoszący 5 lat. (Wyrok nieprawomocny – zaskarżony przez Piotra Smolanę w trybie art. 424 KPC).
Krzysztof Doliński został skazany następującymi wyrokami karnymi:
Wyrokiem karnym Sądu Rejonowego w Bielsku-Białej – s akt III K 985/03/MG z dn. 21.06.2004 r. z prywatnego aktu oskarżenia Piotra Smolany za oszczerstwa i pomówienia przeciwko posłowi Piotrowi Smolanie, iż rzekomo zakupił prywatny samochód ze środków przeznaczonych na Biuro Poselskie – z warunkowym umorzeniem na okres 2 lat z nawiązką na PCK w wysokości 1000,00 złotych.
Wyrokiem karnym Sądu Rejonowego w Bielsku-Białej – s akt III K 473/07 z dnia 29.04.2008 r. na podstawie prokuratorskiego aktu oskarżenia wynikłego z doniesienia Piotra Smolany – za składanie fałszywych zeznań w procesie sądowym sygn. akt III K 838/05 przeciwko posłowi Piotrowi Smolanie (wyrok ten jak i cały proces o sygn. akt III K 473/07 został przed Piotrem Smolaną utajniony).
Faktycznie w późniejszym wyroku sygn. akt III K 823/06 z dnia 15.XI.2010 r. (miał on być ogłoszony już 20.IX.2010 r. – ale sędzia Marcin Świtalski w sposób niewyjaśniony zwlekał z jego ogłoszeniem jeszcze przez dwa miesiące, a później sam wyrok wraz z uzasadnieniem po kilku monitach od „skazanego” Piotra Smolany zdołał wysłać dopiero w styczniu 2011 r. – bardzo posiłkował się tymi wątpliwymi opiniami psychiatryczno-psychologicznymi oraz spreparowanymi antydowodami – z których żaden dowód:
– powtarzam: żaden dowód nie istniał we wcześniejszym procesie sygn. akt VP 62/03, ani w procesie sygn. akt VP 393/07 – zresztą szybko „zamiecionym pod dywan” przez SSR Mariolę Adamiec-Witek – ani w prokuratorskim akcie oskarżenia sygn. 2Ds 83/06/JF z dnia 9.V.2006 roku.
Wyrok ten (sygn. akt III K 823/06) jest pełen niedorzeczności – spreparowany na sfabrykowanych dowodach, dodatkowo zatajonych nie tylko przed Piotrem Smolaną, ale nawet przed jego adwokatem z urzędu, nie ujawniony i nie skonfrontowany celem wykazania ich prawdziwości i siły rażenia. Nawet nie było ich wcale w pierwszym procesie w Sądzie Pracy pod sygn. akt VP 62/03, nie było ich również w fałszywym akcie oskarżenia. Nawet tej sfałszowanej przez Krzysztofa Dolińskiego legitymacji pracowniczej nie było i nie ma w aktach tej sprawy. Nic nie było – a jednak posłużyło do wydania wyroku na podstawie antydowodów i przypominanych na sali sądowej zeznań niektórych fałszywych świadków.
Tak było z Janem Muchą na rozprawie w dniu 9.II.2009 r. – który nic nie potrafił powtórzyć z kłamstw sprzed 6 lat (z rozprawy z dnia 25.XI.2003 r.). Dopiero po przypomnieniu przez SSR Marcina Świtalskiego – Jan Mucha aż „zaskowyczał” z radości i zaczął nadgorliwie przytakiwać, że tak było, jak w tych zeznaniach – że na pewno tak było, skoro tak jest zapisane.
Nie omieszkał też Jan Mucha uskarżyć się sędziemu (który udał, że nie pamięta, iż Jan Mucha w dniu 4.XI.2008 r. wystąpił z prośbą pisemną o zwolnienie go z funkcji świadka z powodu choroby cukrzycowej i innych na podstawie zaświadczenia lekarskiego z dawniejszego okresu) – że Piotr Smolana rzekomo szturchnął go w ramię (tj. zaatakował fizycznie) – ale to po to, aby odwrócić uwagę sędziego od siebie, a skupić ją na osobie Piotra Smolany. Ten przebiegły lis i oszust, który oszukał w przeszłości finansowo wiele osób i został skazany wieloma wyrokami – po prostu kpi sobie ze wszystkiego i ze wszystkich.
Na rozprawie pod sygn. akt III K 823/06 w dniu 29.XII.2008 r. – a więc po fakcie wycofania się przez Krzysztofa Dolińskiego z drugiego pozwu w Sądzie Pracy w dniu 15.IX.2008 r. – tenże Krzysztof Doliński nie mógł opanować drżenia rąk, płakał kilkakrotnie, lamentował, że nic nie pamięta z procesu sygn. akt VP 62/03 – wszystko to zostało na szczęście zaprotokołowane.
SSR Marcin Świtalski protokołując te wszystkie szczegóły robił w zasadzie dobrą robotę dla Piotra Smolany – chociaż on sądził, że protokołując je – będzie mógł wykazać, do jakiego stopnia Piotr Smolana rzekomo zaszantażował Krzysztofa Dolińskiego, który na tej rozprawie w dniu 29.XII.2008 r. objawiał wręcz alergiczną obawę przed nim, płakał, drżały mu ręce ze strachu, a nawet zażądał wydalenia Piotra Smolany na korytarz, gdyż obawiał się zeznawać w jego obecności.
Krzysztof Doliński faktycznie obawiał się Piotra Smolany, ale zupełnie z innego powodu: udawał, że nie pamięta jak nakłamał – chociaż faktycznie tak jak Jan Mucha zapewne nie pamiętał szczegółów zeznań, których się nie pamięta, jeżeli się wcześniej kłamało i konfabulowało. Ale Krzysztof Doliński pamiętał kilka szczegółów i bał się skazania za kolejne fałszywe zeznania, które były już wręcz udowodnione:
pamiętał na pewno, że kłamał do protokołów prokuratorskich i sędziowskich w 2003 i 2004 r. – jakoby brał udział w kampanii wyborczej do Sejmu na wakacjach 2001 r.
pamiętał na pewno, że kłamał do protokołów prokuratorskich i sędziowskich w 2003 i 2004 r. – jakoby miał pracować dla nowowybranego posła Piotra Smolany od dokładnie od dnia 1.X.2001 r. w jego mieszkaniu prywatnym przy ul. Radosnej 1/1 aż do 31.XII.2001 r. włącznie. Miał pracować codziennie (poza sobotami i niedzielami) od godziny 9.oo rano do godz. 17.oo dzień w dzień codziennie.
nikogo nie zastanawiało – zwłaszcza SSR Mariolę Adamiec-Witek oraz prokuratora Arkadiusza Jóźwiaka i Macieja Fereńca, nie wspominając już o autorze błazeńskiego aktu oskarżenia Jacku Filipku – czy mogło to polegać na prawdzie: przecież wystarczyło wezwać na świadków żonę Annę Smolanę i całą trójkę dzieci, czy potwierdzają, że osobnik o nazwisku Krzysztof Doliński przychodził przez blisko 90 dni (trzy miesiące) do ich mieszkania i pracował. W październiku i listopadzie 2001 r. Piotr Smolana będąc biednym człowiekiem nie dysponował jeszcze komputerem, więc w jaki sposób Krzysztof Doliński miał pracować w mieszkaniu bez komputera i do tego codziennie zamkniętym ? Żona wychodziła rano do pracy na poczcie, dwoje starszych dzieci do szkoły, najmłodsza córka do przedszkola – a głowa rodziny poseł Piotr Smolana prawie ciągle przebywał w Warszawie na szkoleniach, później na obradach sejmowych. Gdy przyjeżdżał do Bielska-Białej – najczęściej przebywał w mieszkaniu swojej koleżanki Barbary Zwięczak, u której odrabiał korespondencję poselską, bo nie miał jeszcze komputera.
Wystarczyło jeszcze dla wykazania i udowodnienia Piotrowi Smolanie „kłamstw” w jego wydaniu – wezwać na świadków sąsiadów: Jana Pietruszka (Pietruszek) spod numeru 2 oraz Barbarę Wojciechowską spod numeru 3 – aby zeznali, czy kojarzą takiego człowieka o takim wyglądzie ? Nie ma siły, aby przez 90 dni w miesiącach październiku, listopadzie i grudniu 2001 r. – gdyby Krzysztof Doliński miał „wycierać” klamkę mieszkania posła Piotra Smolany przy ul. Radosnej pod numerem 1 – aby żaden z tych lokatorów nie przyjrzał mu się i nie zapytał: – „a Pan do kogo ?” Nawet gdyby dysponował kluczami do mieszkania – też zwróciliby sąsiedzi uwagę na niego, co to za obcy człowiek włada kluczami od mieszkania posła Piotra Smolany i wchodzi do niego jak do własnego – pomimo nieobecności domowników ?
Czyż takich przedstawicieli bielskiego (nie-)wymiaru sprawiedliwości – którzy nie dopatrywali się braku logiki w zeznaniach „świadków” – nie należałoby określić skończonymi kretynami i czy to nie oni powinni byli zostać skierowani na badania psychiatryczne ?
Odnośnie upoważnienia i legitymacji:
To upoważnienie i tak dowodziłoby fałszywości legitymacji wystawionej rzekomo z dniem 1.XII.2001 r. – bo Krzysztof Doliński posiadając legitymację z tą datą, nie musiałby posługiwać się specjalnym upoważnieniem w połowie grudnia 2001 r. – podobnie, jak odbierając sporadycznie korespondencję z poczty w lutym 2002 r. posługiwał się legitymacją prawdziwą z datą wystawienia 31.XII.2001 r. – a nie jakimś zbędnym upoważnieniem.
Żaden Sąd jednakże nie chciał uznać moich zeznań za logiczne, spójne i wzajemnie uzupełniające się – a jedynie próbował interpretować moje zeznania jako wytłumaczenia się – rzekomo obliczonego na próbę uniknięcia odpowiedzialności za rzekome naruszenie praw pracowniczych Krzysztofa Dolińskiego. (Jest to bardzo ciekawa i istotna uwaga – do sprawdzenia).
Zdaniem Sądu taka supozycja jest uprawniona, gdyż rzekomo ze zgromadzonego materiału dowodowego wynika itd., itp. Otóż ze zgromadzonego materiału dowodowego przeciwko osobie Piotra Smolany nie wynikały żadne logiczności, a jedynie same sprzeczności.
„To jest wyrok, od którego nie ma odwołania. Był realizowany przy pomocy mediów (fałszywe artykuły świadczące o zaplanowanej nagonce na osobie posła Piotra Smolany) jak i policji (jeżdżenie radiowozem do domu rodziców Piotra Smolany – co miało stworzyć wrażenie popadnięcia w dyspozycję artykułów karnych KK). Jedyna dostępna procedura odwoławcza – to rozpędzenie składu sędziowskiego”.
Zarzucam całemu bielskiemu wymiarowi sprawiedliwości wybiórcze i dowolne dopasowywanie dowodów na korzyść fałszywego powoda Krzysztofa Dolińskiego – udawane niezrozumienie przyznania się powoda do zarzucanych mu czynów – „zamiecenie pod dywan” procesu sygn. akt VP 393/07 z kolejnego fałszywego powództwa; zarzucam ponadto brak „logiki w rozumowaniu”, działanie „wbrew zasadom prawidłowego rozumowania”.
„Wymyślono na mnie represje karne – poprzez sfingowane procesy w Sądzie Pracy (sygn. akt VP 62/03 i VP 393/07) oraz w Sądzie Karnym (sygn. akt III K 823/06 i III K 802/06)”.
„A przecież skazanie jest dopuszczalne tylko wtedy, gdy wina zostanie uznana ponad wszelkie rozsądne wątpliwości”.
Skazany zostałem po to, abym nie miał szans na kandydowanie w najbliższych wyborach parlamentarnych a.d. 2011.
Procesy były niechlujne, fałszywi świadkowie wprowadzali w błąd, prokuratorzy wiedzieli o tym od dawna. Procesem sterowali sędziowie-negacjanci i prokuratorzy-negacjanci.
Wielu moich świadków ma nieodparte odczucie, że zdarzyło się coś nie do pomyślenia i coś wprost niebywałego i niewyobrażalnego.
Odnośnie wypłakanych zeznań Krzysztofa Dolińskiego w dniu 29.XII.2008 r. na rozprawie sygn. akt III K 823/06: „Powyższe wyjaśnienia w świetle zebranego materiału dowodowego należało uznać jako niewiarygodne i zmierzające jedynie do uniknięcia przez niego odpowiedzialności karnej.” Jako przesłuchany kolejny raz – po procesie sygn. akt VP 62/03) i wycofaniu się z drugiego procesu sygn. akt VP 393/07 w dniu 15.IX.2008 r. – na rozprawie sygn. akt III K 823/06 w dniu 29.XII.2008 r. – zmienił przyjętą linię obrony i nie przyznał się do zarzucanych mu czynów.
Tak zaprezentowane stanowisko nie zasługuje na walor wiarygodności, albowiem pozostaje w sprzeczności z pozostałym zebranym „materiałem dowodowym”.
Nękanie mojej osoby odbywało się poprzez szykanowanie na wszelkie sposoby – niewybredne artykuły prasowe pisane przez byłego SB-ka Krzysztofa Oremusa z intrygi i na zamówienie bielskiej prokuratury oraz sędziów. Krzysztof Oremus jako były SB-ek współpracujący z byłym SB-kiem Jerzym Bizoniem – celowo opluwał posła Piotra Smolanę w paszkwilanckich artykułach prasowych pt.: „Poseł żądał seksu” z dnia 8.III.2004 r. na łamach ogólnopolskiego brukowca „Superekspress” – w którym „informatorem” był skończony erotoman Jan Mucha skazany w przeszłości za ekscesy seksualne w Sądzie Wadowickim i Oświęcimskim (są one zamieszczone we wcześniejszym wykazie wyroków karnych Jana Muchy).
Następnym paszkwilanckim artykułem wymierzonym przeciwko posłowi Piotrowi Smolanie z inspiracji bielskich prokuratorów i ku uciesze wielu sędziów – w tym przede wszystkim SSR Marioli Adamiec-Witek był artykuł tego samego SB-eckiego autora Krzysztofa Oremusa na łamach tej samej gazety – był artykuł z dnia 27.VIII.2004 r. pt.: Smolana – oddaj im pieniądze” z kalumniami bez pokrycia. Jako poszkodowani ze strony posła Piotra Smolany zostali przedstawieni Krzysztof Doliński skazany dwukrotnie za oszczerstwa, pomówienia i fałszywe zeznania p-ko Piotrowi Smolanie oraz Krystyna Sobota, która oszkalowała Piotra Smolanę za rzekomo nie zapłacony remont jego biura poselskiego. Artykuł był na wyrost – gdyż jak wspomniałem – Krzysztof Doliński został skazany dwukrotnie, zaś Krystyna Sobota wraz z byłym mężem Dariuszem Sobotą przegrała sromotnie wytoczony przeciwko posłowi Piotrowi Smolanie pod sygn. akt I C 92/03 w dniu 12.XI.2005 r. Jednak w świat poszły „rewelacje” o nieuczciwości posła Piotra Smolany z zadowoleniem popierane przez bielski wymiar sprawiedliwości.
Sądownictwo bielskie względem mojej osoby celowo i złośliwie zastosowało najdrastyczniejsze środki – poprzez mobbing sądowo-prokuratorsko-polityczny, poprzez nieliczenie się z moją obecną sytuacją materialną i zaczęło nękać mnie bezpodstawnymi kosztami sądowymi w niesprawiedliwych wyrokach sądowych, nie licząc się zupełnie z tym, iż odbiera nie co innego (oprócz godności osobistej) jak przede wszystkim podstawowe środki do życia.
W ramach tego swoistego mobbingu sądowo-prokuratorsko-politycznego – wymyślano na moją osobę przeróżne wyimaginowane zarzuty – powtarzając jak mantrę te same sfingowane uzasadnienia nie mające absolutnie pokrycia w faktach.
Nie mogę się z tym pogodzić, ponieważ jest mi wiadome, że prawo stanowi, iż trzeba udowodnić człowiekowi łamanie przepisów, a póki się to nie stanie – jest on niewinny.
Sądownictwo bielskie wraz z prokuraturą bielską działało od początku w zmowie i porozumieniu przeciwko mojej osobie pełniącej mandat poselski – za cywilną odwagę w ujawnianiu kryminogennych praktyk w ich wydaniu, co uczyniłem w swojej interpelacji poselskiej z dnia 20.IX.2002 r. (zamienionej przez Kancelarię Sejmu na pismo interwencyjne z datą 13.I.2003 r.).
Powinno zostać wszczęte śledztwo w sprawie przekroczenia uprawnień służbowych przez sędzię Mariolę Adamiec-Witek. Prokuratura Okręgowa spoza Bielska-Białej powinna uznać, że zachodzą podstawy do objęcia wskazanego postępowania zwierzchnim nadzorem służbowym, a nawet Prokuratury Krajowej.
Procesy o sygn. akt VP 62/03 jak i III Kp 897/06 i III K 823/06 były przewlekane przez bardzo długi okres czasu – a to by wskazywało, że komuś na tym zależało, aby te procesy przewlec i zakończyć wyrokami niekorzystnymi dla byłego posła Piotra Smolany.
Sprawy te mogą w trybie zaskarżenia toczyć się nadal bardzo długo, że można nawet nie dożyć decyzji zgodnych z literą prawa i prostą logiką.
Polska ratyfikowała Konwencję Praw Człowieka – dlatego na papierze może się wszystko zgadzać (pomijając falsyfikaty w dowodach rzeczowych) – ale to nie musi oznaczać, że w Polsce praworządność już mocno jest zakorzeniona.
Oskarżony i skazany Piotr Smolana do końca nie poznał „dowodów” swojej winy – nie tylko do pierwszego dnia pierwszej rozprawy (18 czerwca 2008 r.), ale nawet do dnia ogłoszenia wyroku (15.XI.2010 r.) – gdyż otrzymał te „dowody” (falsyfikaty) dopiero na swoje żądanie w dniu 2 listopada 2011 r. (sic!).
Odnośnie zarzutów w stosunku do Jana Muchy: Wprowadzanie w błąd polega na podjęciu podstępnych zabiegów prowadzących do wywołania u pokrzywdzonego mylnego wyobrażenia o rzeczywistości. Ta postać oszustwa nazywana bywa „oszustwem czynnym”. (por. Michalski (w:) Wąsek II, s. 948-949, komentarz do art. 286 kk (Dz. U. 97, 88.553). Jan Mucha oszukiwał mnie, okłamywał, że pieniądze pobierane z moich rąk i z konta poselskiego przeznacza na opłacanie nimi wszystkich kosztów biura poselskiego.
Redaktor Naczelny „Kroniki Beskidzkiej” Piotr Wysocki po publikacji paszkwilanckiego artykułu prasowego autorstwa byłego SB-eka Krzysztofa Oremusa – oświadczył jego byłej dyrektorce Biura Poselskiego p. mgr Rozalii Cisło, że „poseł Piotr Smolana został osaczony”.
Mało tego – można odnosić wrażenie osaczenia samymi złymi wyrokami.
Na koniec pragnę zawrzeć mądrą sentencję prof. Andrzeja Murzynowskiego, z którym korespondowałem z racji uczestnictwa w 2003 r. w pracach Sejmowej Komisji „Rywingate”, a w której profesor Murzynowski był ekspertem:
Nie można handlować zeznaniami – mówi prof. Andrzej Murzynowski, prezes Sądu Najwyższego
06.1995 r. MS
Nie można handlować zeznaniami – mówi prof. Andrzej Murzynowski, prezes Sądu Najwyższego.
Wprowadzenie instytucji świadka koronnego zakładającej, że jeżeli złoży on zeznania obciążające współsprawców, to prokurator rezygnuje z oskarżenia go, a jeżeli zeznania te następnie zmieni, to nie korzysta już z przywileju bezkarności – byłoby nie do pogodzenia z zasadą prawa do obrony, swobodnej oceny dowodów i prawdy materialnej. Jeżeli bowiem jako świadek ktoś składa zeznania – niejako w zamian za bezkarność – to może istnieć niebezpieczeństwo, że złoży je nieprawdziwie lub obciąży kogoś ponad miarę, aby siebie uwolnić od odpowiedzialności karnej.
Wszyscy fałszywi świadkowie z bielskiej Samoobrony zostali potraktowani jak świadkowie koronni – a dowodem na to jest ich bezkarność aż do tej pory i nie osadzenie ich na ławie oskarżonych.
Na koniec przedstawiam Chronologię zdarzeń związaną z poszukiwaniem Kancelarii Adwokackich mec. Jacka Sobczaka – w czym wybitną zasługę miał SĄD OKRĘGOWY w Bielsku-Białej – nie podając mi do wiadomości telefonu jego Kancelarii, zaś sam adwokat Jacek Sobczak postąpił tak samo – nie chcąc podać nie tylko telefonu do Kancelarii swojego substytuta mec, Joanny Michalik, ale nawet odmówił podania jej adresu.
Kalendarium wydarzeń w związku z poszukiwaniem adwokata
Jacka Sobczaka wyznaczonego z urzędu dla Piotra Smolany
przez SSO Teresę Jędrzejas
W dniu I.2012 r. Piotr Smolana złożył w Sądzie Rejonowym skargę o wznowienie postępowania sądowego pod sygn. akt III K 823/06 z powodu poczucia ogromnej krzywdy wydaniem na niego kolejnego niesprawiedliwego werdyktu z dnia 15.XI.2010 r. – z których pierwszym był wyrok z dnia 24.II.2004 r. sygn. akt VP 62/03, następnymi o sygn. akt VP 393/07 z dnia 29.IX.2008 r. oraz sygn. akt III Kp 897/06 z dnia 2.VII.2009 r.
Po złożeniu wniosku o zwolnienie z kosztów oraz wyznaczenie adwokata z urzędu (Piotr Smolana czuje się na siłach bronić sam bez adwokata – o czym bielski wymiar sprawiedliwości wie bardzo dobrze) – dniu III.2012 r. Piotr Smolana otrzymał zawiadomienie o przyznaniu mu adwokata z urzędu – którym został wyznaczony mec. Jacek Sobczak. Zawiadomienie było o tyle niepełne – że pomijając adres z antypodów – nie zawierało wcale telefonu kontaktowego do niego.
W dniu III.2012 r. Piotr Smolana po otrzymaniu zawiadomienia z Sądu Okręgowego o wyznaczeniu adwokata z urzędu w osobie mec. Jacka Sobczaka, z pomyloną datą (28.IX.2009 r.) oraz pomyloną sygn. akt III Ko 198/09 – pisze do Sądu pismo o sprostowanie – gdyż żadną miarą te oznaczenia nie pasują do sprawy sądowej z wniosku Piotra Smolany o wznowienie postępowania sądowego pod sygn. akt III K 823/06.
Jeszcze tego samego dnia – III.2012 r. – Piotr Smolana nie zważając na pomyloną datę i sygn. akt sądowych pisze do wyznaczonego adwokata Jacka Sobczaka pismo przewodnie wraz z najważniejszymi załącznikami, w którym przedstawia, że nie powinien zrażać się faktem pomylonych danych sądowych. Pismo wysyła listem poleconym z tej samej daty nr (00)559007734337908536 wraz ze zwrotnym potwierdzeniem. Nie wie jeszcze, że zwrotne potwierdzenie dotrze do jego skrzynki pocztowej dopiero w dniu 30.III.2012 r. Liczy na to, że wobec naglącego terminu 30-dniowego od dnia 13.III.2012 r. do dnia 13.IV.2012 r. – adwokat Jacek Sobczak zadzwoni na telefon Piotra Smolany zamieszczony w winiecie pisma z dnia 13.III.2012 r. Uważa to za fakt skandaliczny, że petent nie może od razu skontaktować się z adwokatem telefonicznie, lecz będzie musiał szukać „mieszkania-kancelarii” adwokackiej na własną rękę gdzieś na zielonych antypodach – czytaj: peryferiach miasta.
W dniu III.2012 r. Piotr Smolana postanawia na własną rękę (z braku telefonu do mec. Jacka Sobczaka) szukać kancelarii adwokackiej Jacka Sobczaka. Zbadał w internecie na mapie satelitarnej, w którym miejscu znajduje się ul. Grabowskiego w Bielsku-Białej. Okazuje się, że daleko w kierunku wschodnim poza osiedlem Złote Łany. Pierwszą próbę ustalenia siedziby jego kancelarii adwokackiej podejmuje w tym dniu o godz. 8.oo rano. – trafia na trawiastą ślepą uliczkę Grabowskiego na Złotych Łanach, która właściwie jest zieloną miedzą, chociaż kierunkowskaz wskazuje wyraźnie, że jest to ulica Grabowskiego 4 z zespołem wielorodzinnych budynków mieszkalnych. Czuje, że ktoś w Sądzie to wymyślił, aby wyznaczyć mu adwokata nie z centrum miasta, gdzie dyżurują kancelarie adwokackie z sekretarkami, gdzie istnieją odwiecznie telefony stacjonarne, gdzie można zawsze złożyć pismo na dziennik podawczy w tempie zaraz na drugi dzień – tymczasem on został zesłany gdzieś na antypody w rejon zielonych pastwisk.
Jeszcze próbuje sobie wmawiać, że trafi bezbłędnie do Kancelarii Adwokackiej bez telefonu. Jednakże stając na ul. Grabowskiego nr 4 – niejeden petent poczułby się zdezorientowany, gdzie może mieścić się ul. Grabowskiego nr 23 ? Obszedł naokoło kilka uliczek, z lewej strony nie było już ul. Grabowskiego, lecz ul. Urodzajna, z drugiej prawej strony ul. Siewna – lecz żadną miarą nie można było natrafić na nr 23 ul. Grabowskiego. Piotr Smolana zawraca w kierunku najbardziej wyeksponowanej tabliczką ul. Grabowskiego 4 i sądząc, że Sąd pomylił adres z ul. Grabowskiego 4 m. 23 – dzwoni na domofon pod tym numerem. Pyta o mecenasa Jacka Sobczaka – ale uzyskuje odpowiedź, że tu taki nie mieszka, zaś na kolejne pytanie, czy ktoś zna adwokata o takim nazwisku na ul. Grabowskiego – uzyskuje również odpowiedź przeczącą. Piotr Smolana lekko zniechęcony – składa wizytę w siedzibie Zarządu Spółdzielni Złotych Łanów.
Tam wyrażają niemałe zdziwienie, że na Osiedlu Złote Łany istnieje Grabowskiego ? Pracownica Spółdzielni wchodzi za moją radą na stronę internetową zumi.pl – ale strona ta nie działa chyba z braku odpowiedniego oprogramowania. Oczywiście adwokata o nazwisku Sobczak ona wcale nie zna. Nie jest w stanie nic mi doradzić, jak dalej szukać na własną rękę tej ulicy – ale to zapewne – jak oświadcza – ulica nie należąca do Spółdzielni Złote Łany.
Piotr Smolana postanawia zjechać ze Złotych Łanów do domu i przyjechać tu następnego dnia. Po drodze podjeżdża na Pocztę Polską przy Placu Wolności, ale tam też wcale nie wiedzą, gdzie może być ul. Grabowskiego lub gdzie tam może mieszkać adwokat o danych personalnych Jacek Sobczak. Pracownica tej poczty doradza, aby popytać na Poczcie przy ul. Legionów – gdyż stamtąd są wysyłani listonosze na osiedle Złote Łany. Jeszcze tego samego dnia III.2012 r. – w dzień swoich 54-tych urodzin – Piotr Smolana dociera na Pocztę Polską przy ul. Legionów. Tam również bezradnie rozkładają ręce: owszem, listonosze stąd są kierowani na Złote Łany, ale teraz nie ma żadnego z nich. Też nie potrafią podać adresu ul. Grabowskiego 23 – znowu pracownica tej Poczty doradza wizytę, tym razem na Poczcie na Złotych Łanach.
W dniu III.2012 r. o godz. 8.oo Piotr Smolana dociera na Pocztę Polską na Złotych Łanach. Tu oświadczają mu, że nie wiedzą nic o ul. Grabowskiego. Wówczas oświadcza im, że znalazł tę ulicę, ale tylko z numerem 4, a nieco dalej w rejonie ulicy Alberti – dalszy ciąg ulicy Grabowskiego – ale z numeracją od nr 15 do nr 3. Nie wiadomo nawet, gdzie jest ul. Grabowskiego nr 1; zaś obok widnieje kierunkowskaz ul. Glasnera od nr 28 do nr 6 – bo porobiłem tam fotografie swoją komórką.
Pracownikom tej Poczty też nic nie mówi nazwisko adwokata Jacka Sobczaka, nawet nie zetknęli się z takim listem do niego lub od niego. W końcu jedna z pracownic postanawia podejść na zaplecze do kierowniczki zmiany, gdyż jej zdaniem, ona może coś wiedzieć.
Po chwili wraca i triumfalnie oświadcza, że istnieje taka Kancelaria Adwokacka Jacka Sobczaka i to na ul. Grabowskiego pod numerem 23. Nie dowierzam własnym uszom. Proszę Pani – mówię do niej, ja tam podjeżdżałem od wczoraj dwa razy – ale jeżeli kierowniczka potwierdza, no to widocznie gdzieś ta posesja z tym numerem 23 powinna istnieć. Niestety nie ma żadnego listonosza, aby mógł mnie tam zaprowadzić. Miałem pilną sprawę do załatwienia w mieście, więc postanawiam znowu zjechać do centrum i przyjechać tu za parę godzin. Zaglądam do swojego mieszkania i włączając komputer – jeszcze raz wchodzę na zdjęcia satelitarne mojego miasta rodzinnego. Patrzę: ul. Grabowskiego ma odnogę gdzieś tam między szeregiem budynków – ale gdy tam byłem na miejscu, wyglądało to jak szereg budynków zwróconych klatkami schodowymi do siebie. Na mapie widać, że zaznaczona jest dodatkowa odnoga ulicy Grabowskiego – najdalej od strony wschodniej z widokiem na zielone łąki Lipnika. To w takim razie to może być ta odnoga ulicy Grabowskiego w kierunku zielonych pastwisk.
Przyjechałem około godzinyoo. tego samego dnia 21.III.2012 r. Wykorzystuję otwartą furtkę i wchodzę jeszcze raz na teren osiedla. Sądzę, że może któryś z budynków okaże się numerem 23, albo przejdę gdzieś dalej w głąb osiedla – i tam znajdę tę ulicę. Ale tam znowu natykam się na ul. Siewną, zaś zachodząc z powrotem na ul. Grabowskiego – ponownie znajduję numery od nr 15 do nr 3 tej ulicy, która sąsiaduje z ul. Alberti z niskimi numerami, ale nigdzie nie widać jakiegokolwiek kierunkowskazu z numerami powyżej 15 lub powyżej 20 – co mogłoby wreszcie wskazywać kierunek na posesję ul. Grabowskiego nr 23.
Zachodzę jednak dalej w rejon nazywany za mojego dzieciństwa Stambrochami, gdzie kiedyś jeździłem na sankach – wreszcie ukazuje się ukryty kierunkowskaz w najdalszej odległości od ul. Tuwima. Gdyby przynajmniej tam w rejonie ul. Tuwima – obok kierunkowskazu ul. Grabowskiego 4 – zamieszczono by równolegle taki kierunkowskaz z numeracją powyżej 20 – nikt nie miałby wątpliwości, że posesja taka o numerze 23 istnieje.
Wreszcie znajduję od strony pastwiska posesję z numerem 23. Aż dziw bierze, że krowy się tu nie pasą, bo nieco niżej w rejonie ul. Lipnickiej jeszcze niedawno dawało się zauważyć krowy znanego mi gospodarza Józefa Grzesiowskiego, którego żona zmarła zaledwie pół roku temu. Jest tabliczka z nazwą Kancelarii. Nam posłom zabroniono lokować biuro poselskie w prywatnym mieszkaniu, ale żeby taka Kancelaria Adwokacka szumnie nazwana „Kasjopeja” sp. z o.o. znajdowała się na takim „zadupiu”, gdzie w nocy diabeł mówi „Dobranoc” – tego bym się nie spodziewał. Czuję, że ktoś w Sądzie wymyślił tę Kancelarię w takim miejscu – abym najpierw licząc na odzew telefoniczny lub pismo zwrotne od adwokata, potem nie doczekując się tego – zmuszony był szukać tej Kancelarii poprzez wielokrotne podjeżdżanie – to już przechodziło ludzkie pojęcie. Nawet nie wiem i nie zdaję sobie sprawy z tego, że „schody następne” dopiero się zaczną.
Dzwonię na domofon firmy „Kasjopeja” sp. z o. o. Kancelaria Adwokacka Jacek Sobczak. Odbiera jakiś damski głos. To jakiś lokator, być może żona lub matka, albo teściowa. A powinna być czynna Kancelaria Adwokacka w godzinach takich i takich – w zasadzie codziennie lub też w dniach takich i takich: na przykład przez 3 – 4 dni w tygodniu. Petent powinien mieć nieskrępowany wstęp do kancelarii adwokackiej, bez względu na to, czy jest to mieszkanie prywatne, czy nieprywatne.
Przedstawiam się do domofonu z imienia i nazwiska; mówię że szukam adwokata Jacka Sobczaka, którego wyznaczył mi Sąd, ale nie mam do niego podanego telefonu. Kobieta oświadcza mi, że ona poda mi ten telefon: +48 601 503 276.
Już nic nie mówię. Czyż to nie jest niepoważne sądownictwo – które nie podaje telefonu do adwokata, skoro on go posiada z konkretnym numerem ? Co należałoby o tym sądzić ? Od razu w tym samym dniu III.2012 r. – około godz. 12.30 odszedłszy zaledwie kilkanaście metrów od prywatnej posesji adwokata Jacka Sobczaka – dzwonię do niego, licząc na to, że może akurat podjeżdża w kierunku swojej posesji od strony miasta i mógłbym się z nim spotkać i wstępnie porozmawiać. Nic z tego. Telefon pozostaje głuchy. Zapewne przebywa w Sądzie – więc będę próbował za kilka godzin.
W tym samym dniu III.2012 r. dokładnie o godz. 15.57 – Piotr Smolana wreszcie dodzwonił się na nr +48 601 503 276 telefonu komórkowego adwokata Jacka Sobczaka. Rozmowa trwała raptem tylko 1 minutę i 58 sekund. Przedstawiam się mu z imienia i nazwiska – z początku nie wie, o co chodzi. Nic nie mówi mu moje nazwisko, ale po chwili reflektuje się, że faktycznie otrzymał ode mnie jakieś pisma. Mówię do niego, że czas leci – gdyż do 13.IV.2012 r. musi być sporządzona skarga w moim imieniu – skoro Sąd nie chce uznać mojej skargi podpisanej przeze mnie samego.
Adwokat Jacek Sobczak z rozbrajającą szczerością odpowiada mi, że on wcale nie musi się moją sprawą zajmować, że przecież mogę sobie poszukać adwokata z wyboru. Odpowiadam mu, czy to oznacza, że adwokata z urzędu mogę sobie sam znaleźć z wyboru, jak to było za tzw. Komuny ? Nie – odpowiada mi – znajdź sobie Pan na własną rękę prywatnego adwokata. Ale mnie nie stać na płatnego adwokata – odpowiadam mu – bo przecież zostałem zwolniony z kosztów i dlatego chciałbym liczyć na pana. W tym momencie adwokat Sobczak reflektuje się, że faktycznie sprawy stoją tak, jak mu to przedstawiam, więc zaczyna z innej beczki:
– ja już wiem, o którą sprawę chodzi, ja tę pańską sprawę przekazałem do mojej asystentki, która jest moim substytutem – do pani mecenas Joanny Michalik.
W tym momencie zatkało mnie jeszcze bardziej. To jakże to? Ona ma mnie wysłuchać, a ja o niczym jeszcze nie wiem ? Więc mówię z lekką pretensją w głosie:
– panie mecenasie, a dlaczego ja dopiero teraz się o tym dowiaduję ? Przecież czas nagli – pan miał mój telefon i mógł pan mnie o tym poinformować o wiele wcześniej. Odmruknął mi, że nie miał takiego obowiązku. Więc dalej go indaguję:
– to proszę mi podać jej telefon.
– nie mam do niej telefonu – odpowiada mi na to. Znowu mnie zatkało już dokładniej. Kogoś innego może by wyprowadził z równowagi, ale ja muszę trzymać nerwy na wodzy.
– jak to nie ma pan telefonu ? To jak się pan z nią kontaktuje ? To proszę podać mi jej adres, jeżeli mam ją odszukać znowu bez telefonu.
– Adresu też nie mam. Znajdzie go pan w internecie.
Już mu nic na to nie odpowiadam, bo widać wyraźnie, że rżnie nieżyczliwego głupa, który od razu daje mi do zrozumienia, że nie ma najmniejszego zamiaru zadawać się z darmowym petentem. A gdybym nie miał dostępu do internetu ? – to w jaki sposób miałbym dotrzeć do niej bez podanego adresu i podanego telefonu ? Już czuję, że coś tu nie tak. Najpierw musiałem zaliczyć wycieczki na antypody (czytaj: na zielone peryferie miasta) aby odnaleźć jego biuro adwokackie – a teraz mam sobie sam szukać w internecie adresu i telefonu do jego substytutki.
Tego samego dnia III.2012 r. znowu wszedłem na internet na komputerze – znajduję na googlach Kancelarię Adwokacką Joanny Michalik. Szukam dokładnie, ale telefonu nie ma podanego. Skandal !!! Szukam dokładnego adresu: jest podana ul. 11-go Listopada 60 – 62 lokal nr 30. Postanawiam jutro zaraz tam podejść, bo przecież jest to niedaleko – zaledwie niecałe pół kilometra od mojego miejsca zamieszkania.
Na drugi dzień III.2012 r. rano o godz. 8.oo rozmawiam na pobliskiej poczcie na pl. Wolności. Jedna z pracownic pamięta moje perypetie sprzed kilku dni – i kiedy słyszy, że mam się dostać do kancelarii adwokackiej Joanny Michalik – od razu mi mówi, że jej tam bardzo często nie ma. Listonosz ma problem z pozostawianiem dla niej korespondencji – najczęściej zatyka jej awiza w szparę drzwi.
Podchodzę w tym samym dniu III.2012 r. około godz. 8.10 pod „Hotel pod Orłem” – bo to dokładnie w tym budynku ma się mieścić biuro mec. Joanny Michalik. Przystaję przed frontem budynku, bo na murze jest sporo tabliczek informacyjnych o różnych firmach. Nie ma ani jednej informacji o mającej tu się znajdować kancelarii adwokackiej. Wchodzę na pierwsze piętro hotelu – ale tam na piętrze numeracja zaczyna się od numeru 100 wzwyż. Co jest do licha ? Znowu jakaś zmyłka ? Jeżeli na pierwszym piętrze jest numeracja od numeru 100 wzwyż – to w takim razie zgodnie z logiką matematyczną numery niższe powinny znajdować się na parterze. Nic z tego. Na dole nie ma żadnych pomieszczeń numerowanych i znajduje się jedynie nieczynna recepcja. Przechodzę na lewo od windy do pomieszczeń różnych firm i sklepów – licząc na to, że może tam znajdę lokal pod numerem 30.
Podchodzę jeszcze raz w tym samym dniu III.2012 r. około godz. 14.oo pod „Hotel pod Orłem”. Napotykam jakąś młodą kobietę – nie wiem, czy ekspedientkę, czy sekretarkę biurową. Pytam ją o kancelarię adwokacką pani Joanny Michalik. Ona nie wie za bardzo, gdzie szukać – ale doradza, że to może być na trzecim piętrze „Hotelu pod Orłem”. Idzie razem ze mną pod siedzibę biurową administracji budynku, dopytuje się w moim imieniu o kancelarię adwokacką – ale tam odpowiadają jej, że jakaś kancelaria adwokacka jest na trzecim piętrze. Podchodzimy do windy na pierwszym piętrze – uprzejmie instruuje mnie, że trzeba wewnętrzne drzwi windy docisnąć, bo jest ona stara i wysłużona, i może stanąć w miejscu. Wyjeżdżamy razem na trzecie piętro. Numeracja pomieszczeń jest od numeru 300, ale na oddzielnej tabliczce widnieje, że pod numerem 302 znajduje się jakaś kancelaria adwokacka. Nie ma żadnego imienia i nazwiska takiej adwokatki. Ale ona doradza zaczekać, bo może dojedzie. Wydzwaniam na różne numery – w końcu otwiera mi jakaś kobieta z pretensjami, że jeżeli nie składam wizyty do nich, to dlaczego zadzwoniłem na ich domofon ? Odpowiadam, że szukam kancelarii adwokackiej, ale nie ma numeru 30, więc dzwoniłem na nr 302. Później okazało się, że prawidłowym numerem jest numer 2.
Pukam do drzwi nie oznakowanej kancelarii adwokackiej, nie mając pewności, czy to jest kancelaria poszukiwana przeze mnie. Za biurkiem siedzi jakaś kobieta – pytam się czy mam przyjemność z panią Joanną Michalik ? Odpowiada twierdząco – więc opowiadam jej – jakie miałem trudności w odnalezieniu kancelarii adwokackiej, że zadziwiające dla mnie jest to, że zarówno do adwokata Jacka Sobczaka, jak i do niej nie otrzymałem od początku żadnego telefonu kontaktowego. Mec. Joanna Michalik nie chce tego słuchać. Jej nie obchodzą moje perypetie z odnalezieniem kancelarii adwokackiej pana Sobczaka. Mam przedstawić, z czym przychodzę do niej ? Odpowiadam jej, że z odnalezieniem jej kancelarii adwokackiej też są problemy, gdyż po pierwsze: na dole na pierzei budynku przed wejściem – pomimo istnienia tam wielu tabliczek informacyjnych – nie ma żadnej, która informowałaby o istnieniu w tym budynku jej kancelarii adwokackiej. Ponadto, nawet tutaj na trzecim piętrze nie ma wzmianki o jej kancelarii adwokackiej, a nawet podany w internecie numer lokalu jej kancelarii adwokackiej jest błędny: zamiast 302 podany jest nr 30 – a tak dokładnie na tablicy figuruje nr
Joanna Michalik nic mi na to nie odpowiada. Wie już o co chodzi, a na moje zapytanie, czy mec. Jacek Sobczak przekazał jej moją sprawę ? – odpowiada przecząco. Owszem, ma zasygnalizowane, że może do niej zgłosić się niejaki Piotr Smolana, ale ona dokładnie nie wie jeszcze, w czym rzecz. Poza tym jest jeszcze czas na ustalenia – jak tylko otrzyma te materiały, to się z nimi zapozna. Proponuje wstępnie wyznaczenie terminu spotkania na wtorek 27.III.2012 r. na godz. 14.oo. Pytam nieśmiało – czy nie mogłyby to być godziny ranne, gdyż więcej czasu można by poświęcić na zapoznanie się z moją sprawą. Ona zapewnia mnie, że zdąży się z nimi zapoznać – na co odpowiadam jej, że liczba segregatorów w moim archiwum związanym z tą sprawą wynosi kilkanaście. Ona na to zaczyna bardzo chętnie wertować kalendarz i szukać terminu jeszcze bardziej odległego – nawet na dalszy tydzień. Szybko reflektuję się, że takie wyznaczanie terminów odleglejszych może być dla niej pretekstem do niezbyt dokładnego zapoznania się z moją sprawą – dlatego jeszcze szybciej przystaję na ten pierwszy termin 27.III.2012 r. na godz. 14.oo. Zapisuje go sobie w kalendarzu i mam przyjść w tym dniu na podaną godzinę.
We wtorek III.2012 r. już o godz. 13.30 podchodzę pod zewnętrzne drzwi wahadłowe na trzecim piętrze. Dzwonię na domofon, aby przekonać się, czy mec, Joanna Michalik jest obecna już w swojej kancelarii ? Nie ma jej. No cóż – przyjdę tu za pół godziny na godz. 14.oo – zobaczymy, czy będzie. Punktualnie o godz. 14.oo dzwonię na domofon jej kancelarii. Nikt nie odpowiada. Dzwonię zatem na jej numer komórkowy nr +48 697 907 040. Odbiera natychmiast i potwierdza, że pamięta o wyznaczonym spotkaniu. Właśnie skończyła się rozprawa w Sądzie, ona już wsiada do samochodu i niebawem nadjedzie. Odpowiadam jej na to jak najbardziej uprzejmie, że nie ma sprawy, gdyż zaczekam.
Około godz.25 mec. Joanna Michalik dociera do swojej kancelarii. Przekazuję jej do rąk własnych oprawiony elaborat pt.: „Dowody na fałszerstwa w wyroku sygn. akt III K 823/06 z dnia 15.XI.2010 r. nie współgrającego ani nie współbrzmiącego z wyrokiem sądowym sygn. akt VP 62/03 z dnia 24.II.2004 r. itd.”. Widzę, że jest nim zaskoczona. Czyżby nie spodziewała się tak profesjonalnie opracowanego opisu ? Mówię jej, że to jest tylko skrócony opis meritum sprawy, że 10 fałszywych świadków z dawnej Samoobrony bielskiej wespół z pewnym byłym SB-kiem nakłamało na mnie, zaś Sąd bielski wziął to za „dobrą monetę”, gdyż było postanowione, że muszę zostać oskarżony i skazany za czyny nie popełnione.
Zapowiadam jej, że nie mam teraz zamiaru przekonywać jej, że zostało to wszystko misternie opracowane przez prokuratorów bielskich w porozumieniu z byłą prokurator, a późniejszą sędzią Mariolą Adamiec-Witek w akcie zemsty za napisaną przeze mnie interpelację poselską z 2002 r. ujawniającą korupcjogenne praktyki w wydaniu bielskiego wymiaru sprawiedliwości.
W dalszej konkluzji przedstawiam jej, że wielu fałszywych świadków miało interes w tym, aby nakłamać na mnie przeróżne historie nie mające nigdy miejsca – zaś najwięcej uwagi poświęcam fałszywemu powodowi Krzysztofowi Dolińskiemu i Janowi Mucha, który był dyrektorem mojego Biura Poselskiego. Opowiadam również o tym, jak Krystyna Sobota za odmowę uczestnictwa mojej osoby jako posła w „przekręcie finansowym” w sprawie zapłaty za spartaczony remont Biura Poselskiego w grudniu 2001 r. na podstawie sfałszowanego kosztorysu – zemściła się później fałszywymi zeznaniami – które zostały jej udowodnione, ale prokuratorzy-negacjanci nie mieli najmniejszego zamiaru pociągnąć jej do odpowiedzialności karnej za składanie fałszywych zeznań.
Schodzę na temat najświeższy – który ujawnił się samoistnie dokładnie rok po wyroku sygn. akt III K 823/06 z dnia XI.2010 r. – a mianowicie o zatajeniu przede mną „nowych” „rewelacyjnych” „dowodów” przez sędziego Marcina Świtalskiego, które nie istniały wcześniej nie tylko w wyroku sygn. akt VP62/02, ale nawet w prokuratorskim akcie oskarżenia sygn. 2 Ds 83/06/JF z dnia 9.V.2006 r.
Pokazuję kserokopię sfałszowanej legitymacji pracownika Biura Poselskiego wystawionej rzekomo dla Krzysztofa Dolińskiego z datą XII.2001 r. Od razu oświadczam jej, że legitymacja taka istniała, ale wypisana odręcznym moim pismem z datą 31.XII.2001 r. – gdyż wypisana była w dniu spisania umowy o pracę nie tylko z Krzysztofem Dolińskim, ale również z Janem Muchą, któremu też taką legitymację wypisałem z tą samą datą 31.XII.2001 r.
Ponadto mówię jej, że Krzysztof Doliński został skazany już dwoma wyrokami karnymi, podobnie jak Jan Mucha w większej liczbie, ale dla sądownictwa bielskiego ci dwaj osobnicy są ludźmi jak najbardziej wiarygodnymi (sic!).
Pokazuję jej kserokopię jednorazowego upoważnienia wystawionego dla Krzysztofa Dolińskiego jako dla społecznego asystenta poselskiego z datą XII.2001 r. – które siłą rzeczy zaprzecza istnieniu rzekomej legitymacji z datą 1.XII.2001 r. Pokazuję kserokopię pisma Jana Muchy z dnia 28.II.2002 r. prolongowanego dodatkową datą 1.III.2002 r. skierowanego na Policję w Bielsku-Białej i do Marszałka Sejmu – w którym Jan Mucha z największym oburzeniem przedstawia Krzysztofa Dolińskiego jako byłego pracownika słusznie zwolnionego w dniu 20.II.2002 r. w trybie dyscyplinarnym. Jan Mucha był wówczas spanikowany – chciał koniecznie uzyskać wstęp do Biura, do którego wraz z Krzysztofem Dolińskim miał zablokowany z powodu dokonanej przeze mnie wraz z Jerzym Radoniem-Tanewskim wymiany zamków drzwiowych.
Jan Mucha był wówczas spanikowany – bez wstępu do biura nie mógł wyczyścić dowodów swoich przestępstw: przede wszystkim podrobionej listy płac za Krzysztofa Dolińskiego, podrobionych innych dokumentów księgowych – zaś przede wszystkim niezapłaconych rachunków i faktur. Jego panika sięga zenitu w dniuIII.2002 r. – kiedy pomimo dyscyplinarnego zwolnienia – dysponując na szczęście dla siebie gołymi, ale opieczętowanymi drukami przelewowymi Banku Śląskiego – wypełnia bezprawnie dyspozycję przelewu za zaległe faktury meblowe i wrzuca do skrzynki w tym banku. Na tyle próbował ratować swoje dossier – gdyż miał świadomość okradzenia mojego Biura Poselskiego na sumę co najmniej kilkudziesięciu tysięcy złotych.
Opowiadam mec. Michalik jeszcze inne historie – których kserokopie dokumentów są zamieszczone w tym elaboracie, między innymi przepustkę sejmową, że zupełnie inaczej przebiegała rozmowa z Andrzejem Lepperem w obecności Dolińskiego, że nie było żadnego przywrócenia go do pracy. Pod koniec marca 2002 r. zwalniana była z pracy w Biurze ówczesna przewodnicząca Samoobrony Liliana Potocka i w dniuIII.2002 r. telefonicznie przywołała go ona kolejny raz do Biura, pomimo, iż miał on zakaz wstępu do biura od dnia 20.II.2002 r. Gdy wezwałem Policję do usunięcia go z Biura w tym dniu jako osoby niepożądanej – w późniejszych fałszywych zeznaniach sędzia Mariola Adamiec-Witek zapisała kłamliwe twierdzenia Dolińskiego i Potockiej – że to było kolejne wyrzucenie go z pracy.
Joanna Michalik odpowiada mi na to, że ona razem z mec. Jackiem Sobczakiem zbadają to, ale to nie oznacza, że oni mogą sobie wyrobić inne zdanie i nie podpisać mojego wniosku o wznowienie postępowania sygn. akt III K 823/06. Odpowiadam jej na to, że nie ma takiej możliwości – gdyż posiadam 100-procentowe dowody na swoją niewinność, zaś są one dowodami na kłamstwa podstawionych 9 świadków + 10 świadek jako fałszywy powód Krzysztof Doliński, który już płakał na jednej z rozpraw pod sygn. akt III K 823/06 w dniu 29.XII.2008 roku, a nawet wycofał się z drugiego pozwu w Sądzie Pracy pod sygn. akt VP 393/07, jaki mi wytoczył o wydanie mu nowego poprawionego świadectwa pracy.
Na tym mniej więcej zakończyła się rozmowa z mec. Joanną Michalik. Obiecała jak najrychlejsze spotkanie. Przyznała, że czas nagli, że faktycznie mec. Jacek Sobczak otrzymał zawiadomienie z Sądu w dniu III.2012 r. – więc tym samym czasu jest faktycznie do 13.IV.2012 r. Mówię do niej, że największym absurdem jest to, że zarówno Ministerstwo Sprawiedliwości jak i Rzecznik Praw Obywatelskich czytają przede wszystkim te kłamliwe protokoły zarówno z procesu sygn. akt VP 62/03 i III K 823/06 – w tym również kłamliwy akt oskarżenia sygn. 2Ds 83/06/JF – a nie zwracają wcale uwagi na moje pisma procesowe z wnioskami dowodowymi: że moja walka z tymi kłamstwami trwa już 10 lat – ale nikt nie zechciał mnie do tej pory wysłuchać. Liczę więc na to, że ona mnie wysłucha, ale nie mówię jej o swoich obawach w stosunku do mec. Jacka Sobczaka, którego twarzy nawet nie miałem okazji poznać. Jego lekceważący ton i opryskliwość w telefonicznej rozmowie ze mną w dniu 21.III.2012 r. dała mi wiele do myślenia – czy aby nie jest już po konkretnej rozmowie z Prezesami obu sądów bielskich – dla których moja zakłamana i zafałszowana sprawa jest solą w oku od niemalże 10 lat ?
Poza tym mec. Joanna Michalik rozstając się ze mną w dniu III.2012 r. po niespełna godzinnej rozmowie – widząc moją determinację i zapowiedź dostarczenia następnych materiałów – jakoś nie wyznacza przybliżonego terminu, konkretnej daty przed dniem 13.IV.2012 r. To też daje wiele do myślenia…
Jestem zaniepokojony podejściem obu adwokatów do mojej sprawy. Podchodzę kilkakrotnie pod kancelarię mec. Joanny Michalik w dniu III. I 30.III.2012 r. – aby sprawdzić, czy prawdą jest, że jej kancelaria nie jest otwarta w każdej chwili – a raczej chcąc ustalić, czy zastanę ją w różnych porach w tej kancelarii. W pierwszym dniu w godzinach dopołudniowych nikt nie reaguje na domofon, nikt nie czeka umówiony. Następnego dnia 30.III.2012 r. to samo: ta kancelaria nie jest otwarta dla każdego ewentualnego petenta. Widzę w szparze drzwi jej kancelarii zatkane jakieś papierki – to prawdopodobnie awiza.
Postanawiam, że po niedzieli IV.2012 r. spróbuję kontaktu telefonicznego do niej – z zapytaniem, kiedy widzi możliwość wyznaczenia spotkania na rozmowę, bo chciałbym jej dostarczyć następny elaborat, który naświetliłby kłamstwa we wszystkich protokołach sądowych zarówno ze sprawy sygn. akt VP 62/03, jak i III K 823/06, ale również zawierający analizę zdanie po zdaniu fałszywego prokuratorskiego aktu oskarżenia sygn. 2 Ds 83/06/JF z dnia 9.V.2006 r.
W dniu IV.2012 r. – w niedzielę o godz. 15.24 podejmuję jedną próbę dodzwonienia się do mec. Joanny Michalik. Telefon nie reaguje. Więc o godz. 16.58 wysyłam jej sms następującej treści (cytat): „Pani mecenas – proszę o spotkanie jutro w takiej godzinie, jaka pani pasuje”. (Koniec cytatu).
W dniuIV.2012 r. w poniedziałek od samego rana wydzwaniam na telefon komórkowy mec. Joanny Michalik. Bez skutku. Po wielu próbach postanawiam wykręcić numer do adwokata Jacka Sobczaka, aby poinformować go, że mam utrudniony kontakt z jego zastępczynią – gdyż w odróżnieniu od innych kancelarii adwokackich dostęp do jej kancelarii nie jest możliwy w każdym momencie, a nawet nie jest możliwy w różnych porach dnia – o czym się przekonałem w ubiegłym tygodniu, a teraz nie jest możliwy nawet przez telefon. Chciałem uzgodnić z nią jedynie 5-ciominutową wizytę w jej Biurze, abym mógł jej przekazać następne opracowanie pt. „Dalsze dowody na fałszerstwa – część 2”. Jak mam jej to przekazać ?
Biuro podawcze w jej kancelarii, w którym „panienka z okienka” mogłaby to ode mnie odebrać za potwierdzeniem – nie istnieje. Wysłanie listem poleconym za zwrotnym potwierdzeniem? – mija się z celem. Przekonałem się, że wysyłając list polecony w dniu III.2012 r. – nie znalazł on żadnego odzewu, a ponadto zwrotka dotarła do mnie dokładnie w dniu 30.III.2012 r. W jaki sposób mam przekazać te materiały – aby móc udowodnić, że przekazałem je rychło w czas, a nie jeden dzień po 13.IV.2012 r. ? Przecież awizo w sprawie mojej przesyłki może nie być odbierane przez wiele dni, aż w końcu okazałoby się, że zwrotne potwierdzenie dotrze do mnie po dniu 13.IV.2012 r. z adnotacją, że kancelaria mec. Joanny Michalik dostała ten materiał w dniu 12.IV.2012 r. lub później.
W tym samym dniu IV.2012 r. po ostatniej próbie dodzwonienia się o godz. 13.42 – o godz. 13.45 wysyłam do mecenas Joanny Michalik sms następującej treści (cytat): „Pani mecenas – dzwonię do pani od rana, ale pani nie odbiera”. (koniec cytatu).
Postanawiam po wielokrotnym wykręcaniu numeru do mec. Joanny Michalik – zadzwonić jednak do nieprzyjemnego adwokata Jacka Sobczaka, który tak obcesowo potraktował mnie w czasie tej jednej jedynej rozmowy w dniu III.2012 r. w godzinach popołudniowych. Dzwonię do niego w dniu 2.IV.2012 r. dokładnie o godz. 14.04. Odbiera i przedstawiam mu sprawę. Staram się mu nie pamiętać jego arogancji z tamtej rozmowy, ani tego, że odesłał mnie do swojej substytutki bez podania nie tylko telefonu, ale nawet adresu. Mówię mu, że mam utrudniony z nią kontakt, że chciałbym jej przekazać następny materiał, ale biuro podawcze w jej kancelarii nie istnieje, bo nawet jej tam najczęściej nie ma – dlatego sygnalizuję mu swój problem. On mi na to odpowiada, że nie potrzeba żadnego kontaktu ze mną, bo oni zbadają akta i uprzedza mnie ponownie, że on może nie podpisać wniosku o wznowienie, jeżeli tak uzna za słuszne. Odpowiadam mu, że gdyby mnie wysłuchał i zechciał zobaczyć twarde dowody na kłamstwa w protokołach – to po prostu nie ma fizycznej możliwości takiego zadziałania z jego strony. Poza tym deklaruję się do przedstawienia dowodów 100-procentowych, nawet 200-procentowych – a nawet 1000-procentowych na podważenie całej tej mistyfikacji sądowej – jakiej się dopuścił bielski wymiar sprawiedliwości na mojej osobie. On mi na to, że jak nie przerwę swojego wykładu – to on natychmiast przerwie rozmowę ze mną.
Niebywałe i niesamowite: wyznaczony adwokat – mało, że nieznany mi wcale z twarzy, ale nawet nie mający zamiaru spotkać się ze mną osobiście, utrudnia złożenie wyjaśnień: w końcu to jego mam przekonać o swoich racjach – a on już się odgraża niepomyślnym biegiem wydarzeń dla mnie i nie chce poznać mojej wersji wydarzeń wraz z 1000-procentowymi dowodami na moją niewinność (sic!).
Po takim potraktowaniu – wobec totalnego niechciejstwa wysłuchania mnie w związku z trudnościami w nawiązaniu kontaktu z jego zastępczynią – wysyłam mu natychmiast w tym samym dniu 2.IV.2012 r. o godz. 14.10 sms następującej treści (cytat):
„Jeżeli mam utrudniony kontakt z Pańską asystentką – to obowiązkiem pana jest jak najrychlejsze skontaktowanie się ze mną na moją prośbę. Gdyby termin był 2-3 miesiące – nie byłbym zaniepokojony”. (koniec cytatu).
Nastał 21 dzień od dnia otrzymania przeze mnie zawiadomienia sądowego o wyznaczeniu dla mnie adwokata w osobie mec. Jacka Sobczaka. Na drugi dzień po kolejnej nieprzyjemnej rozmowie z adwokatem Jackiem Sobczakiem – dnia IV.2012 r. o godz. 7.49 rano nadchodzi sms od mec. Joanny Michalik, prawdopodobnie po burzliwej rozmowie z mec. Jackiem Sobczakiem, który miał nie znać telefonu do mec. Joanny Michalik – następującej treści (cytat):
„Szanowny Panie, fakt że pełnię zaszczytne (!) obowiązki Pana pełnomocnika z urzędu, nie znaczy, że jestem do Pańskiej dyspozycji 24 godziny na dobę włącznie z niedzielami. Wczoraj i dzisiaj nie ma mnie w Bielsku. Spotykałam się już z Panem osobiście, z czego w ubiegły wtorek poświęciłam Panu 1,5 godziny (!), podczas których przedstawił mi Pan wszystkie swoje argumenty i racje. W chwili obecnej wraz z mecenasem Sobczakiem analizujemy dokumentację i akta sądowe, zdaje Pan sobie bowiem sprawę, że nie możemy podjąć decyzji co do dalszych działań wyłącznie w oparciu o Pana subiektywne przekonania. Po podjęciu decyzji z przyjemnością spotkamy się z Panem. Do widzenia Joanna Michalik.
P.s. Skoro ma Pan „swoją” prawniczkę, zakładam, że jest to adwokat, nie rozumiem w jakim celu domagał się Pan ustanowienia pełnomocnika z urzędu”. (koniec cytatu).
No proszę – tu ich boli. Mają bronić petenta za darmo, w sprawie którego już mają jakieś naciski, żeby go nie bronić.
Niezwłocznie tego samego dnia IV.2012 r. o godz. 8.26 odpisałem do mec. Joanny Michalik (cytat):
„Mnie nie chodziło o spotkanie przed podjęciem decyzji i nie po 13.IV. Pani już wyciągnęła fałszywy wniosek co do mojej prawniczki. Nie mam subiektywnych odczuć, ale jak uwierzycie w kłamstwa w protokołach, to będzie znaczyło, że to wy nabraliście subiektywnych odczuć. Pani ma biuro stale zamknięte.” (Koniec cytatu).
Tego samego dnia IV.2012 r. o godz. 9.21 mec. Joanna Michalik odpisała (cytat):
„Tak się składa, że nie jest Pan moim jedynym klientem, prowadzę obsługi oraz mam masę spraw w Sądzie, więc wówczas mam biuro zamknięte, bo nie dam rady być w dwóch miejscach naraz. Tydzień temu przez 1,5 godziny tłumaczył mi Pan wszystko, a wczoraj i dzisiaj nie ma mnie w Bielsku”. (Koniec cytatu).
W dniu IV.2012 r. wobec takiego obrotu sprawy, w której okazało się, że wymienieni obaj adwokaci już podjęli decyzję o negatywnym ustosunkowaniu się do mojej skargi o wznowienie postępowania – złożyłem pismo do Sądu Okręgowego z oświadczeniem, że jestem zbulwersowany postępowaniem obu adwokatów, zwłaszcza adwokata Jacka Sobczaka, który najbardziej unikał kontaktu ze mną aż do samego końca – tak jakby obawiał się, że siła mojej perswazji i moich dowodów może go porazić i będzie musiał się wycofać z reprezentowania mojej osoby.
Wtorek IV.2012 r. – pierwszy dzień po świętach wielkanocnych. Cisza w eterze – tzn. w komórce. Nikt z adwokatów nie dzwoni do mnie. Za trzy dni mija termin ułożenia i podpisania wniosku o wznowienie postępowania sądowego – a ja po długich poszukiwaniach jednego adwokata, po krótkiej niespełna godzinnej rozmowie z drugą adwokatką w sprawie ponad trzy-letniego procesu – mam się spodziewać, że adwokaci w osobach Jacka Sobczaka i Joanny Michalik dogłębnie zapoznali się ze sprawą, której „ugryźć” z żadnej strony nie potrafiło nie tylko Ministerstwo Sprawiedliwości, ale również Biuro Rzecznika Praw Obywatelskich, a nawet Prokuratura Generalna, która powinna tym bardziej ścigać z urzędu przestępstwa ludzi w togach (w tym przypadku sędziów i prokuratorów – przyp. P.S.).
W dniu IV.2012 r. o godz. 8.oo odebrałem na Poczcie Zawiadomienie od nieznanego mi do dzisiaj z twarzy mec. Jacka Sobczaka – którego zachowanie przedstawiłem w niniejszym Kalendarium. Mec. Joanna Michalik również nie dotrzymała słowa danego w sms-ie z dnia 3.IV.2012 r. z godz. 7.49 – cytat: „Po podjęciu decyzji z przyjemnością spotkamy się z Panem”.
Do tego spotkania nie doszło – a dowiedzieliby się, że „świadkowie”, których oni uznali za wiarygodnych – aż 7 nie było w żadnym stosunku pracy z moim Biurem Poselskim w latach 2002-2003 oraz że dwaj główni „świadkowie” – Jan Mucha i Krzysztof Doliński byli w przeszłości wielokrotnie karani – w tym również za składanie fałszywych zeznań – i to przeciwko mojej osobie, zaś trzeci „wiarygodny” „świadek” Liliana Potocka będąca w stosunku pracy z moim Biurem Poselskim zaledwie przez jeden miesiąc marzec 2002 r. – była ścigana za oszustwa kredytowe, oszukała w ten sposób również moją osobę jako posła – uciekła za granicę ze strachu przed odpowiedzialnością karną za składanie fałszywych zeznań przeciwko mojej osobie oraz oszustwa kredytowe.
Decyzja podjęta przez mec. Jacka Sobczaka została z góry ustalona jeszcze przed podjęciem decyzji – dowodem na to jest brak zupełnego kontaktu z moją osobą, pomijam brak mojego podpisu na pełnomocnictwie dla niego oraz uznanie „dowodów” jednostronnie tylko od drugiej strony – co oznacza, że nie był w tej sprawie
Wyrok sądowy sygn. akt III K 823/06 z dnia XI.2010 r. jest bezprawny, jest mistyfikacją sądową obliczoną na „potwierdzenie” wyroku sygn. akt VP 62/03 oraz fałszywego aktu oskarżenia sygn. 2 Ds 83/06/JF z dnia 9.V.2006 r. Przewlekłość w tych sprawach ma swoją wymowę. Wątpliwości w wyroku sygn. akt III K 823/06 nazbierało się multum aż do granic absurdu – zaś tylko jedna wątpliwość wystarczyła do wydania werdyktu wobec mojej osoby:
nie tylko niewinny – ale zupełny brak cech przestępstwa.

References: art. 52
 art. 52
 art. 52
 art. 52
 art. 52
 art. 216
 art. 197
 art. 197
 art. 275
 art. 286
 art. 69
 art. 70
 art. 212
 art. 212
 art. 69
 art. 424
 art. 286