Source: http://www.swiatowid.fora.pl/a-co-tam-panie-w-polityce,11/trad-w-palacu-sprawiedliwosci,687.html
Timestamp: 2018-09-19 16:21:34+00:00

Document:
"Trąd w pałacu Sprawiedliwości" - ŚWIATOWID
Wysłany: Wto 18:08, 18 Wrz 2012 Temat postu: "Trąd w pałacu Sprawiedliwości"
Tytuł topiku zdawałoby się ..... wyświechtany.
Szef KRS żąda szacunku dla władzy sądowniczej, zapominając, że tegoż nie można nakazać ustawą, na szacunek trzeba sobie zasłużyć, ciężko zapracować! Nie togi sedziowskie, łańcuchy, birety, kodeksy etyki, przysięgi, których niewielu dotrzymuje, ale poszanowanie prawa, bezpardonowe pozbywanie się wszystkich, którzy maja „ręce uwalane“ będą przynosiły szacunek. Nie trzeba być prawnikiem, żeby widzieć i rozumieć co się wokół nas dzieje, nie trzeba być prawnikiem żeby widzieć stronniczość sędziego. Nie trzeba byç prawnikiem żeby odróznić bezprawie od sprawiedliwości.Justitias vestras iudicabo
Wielu obywatelom wydaje się naiwnie, że KRS stoi na straży etyki sędziowskiej i ich niezawisłości. W Ustawie Zasadniczej art 186 ustp 1 „Krajowa Rada Sądownictwa stoi na straży niezależności sądów i niezawisłości sędziów”.Ale to de facto martwy przepis.
Pomimo tego konstytucyjnego obowiązku, dopiero od 2002r. KRS zajmuje się “rozpatrywaniem“ i lakonicznym omówieniem skarg indywidualnych.
Prześledziłam lakoniczne informacje KRS na temat tych skarg od 2002r. I zauważyłam interesującą ewolucję rozpatrywania. W pierwszych 3 latach KRS pozostawiało relatywnie dużo mniejszą liczbę skarg „bez nadania biegu“. Jak wyjaśnia KRS są to skargi ponawiane, skargi o charakterze pieniaczym lub wskazującym na niezrównoważenie psychiczne ich autorów (?). Innymi słowy to te, których się nawet nie czyta. W tych pierwszych trzech latach nawet kilka rocznie uznawano za zasadne. Od 2005r do 2010 (ostatnie dostępne sprawozdanie) KRS nie uznało ani jednej skargi indywidualnej za zasadną. Jednocześnie lawinowo wzrosła liczba tych olanych bez czytania.
2002r. - 823 ogolem, 173 bez dalszego biegu. Z przeczytanych 750 rozpatrzono 60. 16 uznano za zasadne
2003 r. 1012 ogłem, 290 bez dalszego biegu. Z przeczytanych 722 rozpatrzono 70 i 7 uznano za zasadne. (…)W korespondencji, która w 2003 r. wpłynęła do Rady - brak szacunku wobec instytucji sądu jest szczególnie widoczny. Zwroty takie jak: "korupcja w sądzie", "skorumpowany sędzia" - stały się nagminnie używane w treści skarg i wniosków.(…)
2004 r. 1043 ogłem, 660 bez dalszego biegu. Z przeczytanych 383 rozpatrzono 66 i 5 uznano za zasadne.
2005 r. 1469 ogółem, 500 bez dalszego biegu. Z przeczytanych 969 rozpatrzono 137 i żadnej nie uznano za zasadną. (…)Jednym z wyrazów niezadowolenia stron postępowań sądowych z zapadłych orzeczeń były doniesienia o naruszeniu przez sędziów zasad etyki zawodowej i żądania wszczęcia postępowań dyscyplinarnych i karnych.(..)
2006 r. 1656 ogółem, 509 bez dalszego biegu. Z przeczytanych 1147 rozpatrzono 151 i żadnej nie uznano za zasadną. (…)Niejednokrotnie, na tle indywidualnych spraw, osoby skarżące zarzucały sędziom działania (…) korupcyjne(…)
2007 r. 1238 ogółem, 690 bez dalszego biegu. Z przeczytanych 548 rozpatrzono 190 i żadnej nie uznano za zasadną. (…)Jednym z wyrazów niezadowolenia stron postępowań sądowych z zapadłych orzeczeń były doniesienia o naruszeniu przez sędziów zasad etyki zawodowej i żądania wszczęcia postępowań dyscyplinarnych i karnych(…)
2008 r. 1405 ogółem, 611 bez dalszego biegu. Z przeczytanych 794 nie podano w ogóle ile rozpatrzono i ile uznano za zasadne.
2009 r. 1413 ogółem, 611 bez dalszego biegu. Z przeczytanych 802
nie podano w ogóle ile rozpatrzono i ile uznano za zasadne.
2010 r. 1438 ogółem, 549 bez dalszego biegu. Z przeczytanych 889 rozpatrzono 197 i żadnej nie uznano za zasadną.
Czy na zdrowy chłopski rozum jest prawdopodobnym, aby przez 5 lat na 8619 skarg przesłanych do KRS nie było ani jednej zasadnej ?
Ale przeciez kiedyś szambo pod tym dywanem, zacznie śmierdzieć tak, że sami nie zniesiecie tego fetoru, a o zamiecione pod ten dywan tragedie tysięcy zaczniecie się przewracac i kuku sobie zrobicie.
Justitias vestras iudicabo!
Wysłany: Pon 21:54, 22 Paź 2012 Temat postu:
6. Rozmawiałem niedawno z doświadczonym adwokatem. Pięćdziesiąt kilka lat, doświadczenie zawodowe prokuratorskie, potem adwokackie. Wie Pan – mówi – ja teraz czuję, ze mógłbym być naprawdę dobrym sędzią. Znam prace prawniczą od podszewki, przez dziesiątki lat stawałem z obu stron sędziowskiego stołu, a i sam w życiu niemało już przeżyłem. I powiem Panu - mówi dalej ów adwokat – ja chciałbym zostać sędzią, ale nie wystartuje w tej upokarzającej konkurencji, bo przegram z jakąś dwudziestoparolatką, która poprzez rodziców jest do zawodu sędziowskiego genetycznie predystynowana.
Zamiast sędziów w koronie woli sędziów z programu „pierwsza praca”...
Jakby to powiedział klasyk – nie idźcie tą drogą....
Q......a mać
Wysłany: Pią 12:47, 02 Lis 2012 Temat postu:
Prokuratura wojskowa tak się zaangażowała w pomoc dla śledztwa rosyjskiego, że na własne śledztwo zabrakło jej czasu
1. Ze sprawozdania Prokuratora Generalnego RP za 2010 (jedyne, jakie widnieje na stronie internatowej PG):
W kolejnych miesiącach 2010 r. w sprawę katastrofy samolotu Tu–154M nr 101 zaangażowanych było ogółem 73 prokuratorów wojskowych, w tym 21 (łącznie z prokuratorami delegowanymi) wykonywało czynności procesowe bezpośrednio w Wojskowej Prokuraturze Okręgowej w Warszawie prowadzącej śledztwo, 46 prokuratorów z pozostałych wojskowych jednostek organizacyjnych prokuratury wykonywało określone czynności w ramach pomocy prawnej realizowanej dla Federacji Rosyjskiej, zaś kolejnych 6 podejmowało działania nadzorcze, prowadzone ze szczebla kierownictwa Naczelnej Prokuratury Wojskowej i Wojskowej Prokuratury Okręgowej w Warszawie.
2. W 2010 roku, w pierwszych, najważniejszych dniach, tygodniach i miesiącach sledztwa smoleńskiego, polskim sledztwem zajmowało się 21 prokuratorów wojskowych, a w tym samym czasie 46 innych polskich prokuratorów wojskowych świadczyło usługi dla śledztwa rosyjskiego!
21 prokuratorów w polskim śledztwie i 46 wykonujących pomoc prawną dla Rosjan! Czyli polska prokuratura zajmowała się nie tyle własnym, co rosyjskim śledztwem.
46 polskich prokuratorów na rosyjskich posyłkach...
Pytanie za sześć rubli – ilu rosyjskich prokuratorów wykonywało pomoc prawna dla polskiego śledztwa?
3. No cóż, Rosjanom bezwzględnie trzeba było pomagać. To był priorytet, to było najważniejsze! Już w parę godzin po katastrofie nasze służby przetrząsały w hotelu sejmowym pokoje zmarłych posłów, bo rosyjskim śledczym do czegoś było to potrzebne. Podobno do analiz DNA, żeby jak najdokładniej rozpoznać ciała i nie daj Boże nie zamienić trumien...
46 prokuratorów wojskowych biegało na usługi rosyjskich śledczych i w zębach nosiło im dowody.
I co z tego rosyjskiego śledztwa wynikło, panowie prokuratorzy? Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie, czy toczy się ono jeszcze, czy już uschło po raporcie Anodiny? Ktos jeszcze się tym zajmuje w Rosji? I czy przydały się jakiemus psu na budę tę dowody, które w pocie czoła zbierało 46 prokuratorów wojskowych Rzeczypospolitej Polskiej?
4. W tym samym czasie polska prokuratura biegała na rosyjskie posyłki, prokurator Seremet uskarżał sie niejednokrotnie, że rosyjska prokuratura olewa polskie wnioski. Przede wszystkim zaś nie oddałą wraku ani czarnych skrzynek.
No cóż, prokuratura wojskowa tak była zaabsorbowano świadczeniem usług dla rosyjskiego śledztwa, że na własne śledztwo zabrakło jej czasu. To dlatego poszukiwania trotylu na wypucowanym wraku rozpoczęły się dopiero w dwa i pół roku po katastrofie...
5. Ojczyznę wolną pobłogosław Panie?
Wysłany: Czw 19:01, 06 Gru 2012 Temat postu:
Mordercy dostali kary od 4 lat do 2,5 roku. Ten wyrok jest nie do pojęcia i nie do przyjęcia.
Piszę do Prokuratora Generalnego!
Szanowny Panie Peokuratorze Generalny!
Krakowski sąd skazał trzech mieszkańców Chrzanowa na kary 2,5 i 4 lat pozbawienia wolności za pobicie ze skutkiem śmiertelnym bezdomnego. Prokuratura domagała się najsurowszej kary. Wyrok nie jest prawomocny - informuje portal chrzanow.naszemiasto.pl.
W sądzie tłumaczyli, że ich celem nie było pozbawienie bezdomnego życia, chcieli jedynie - dla żartu - wykąpać go, żeby nie odstraszał przechodniów.
Jesli realia sprawy były takie, jak relacjonuje portal, to wyrok sądu krakowskiego jest zdumiewający. Pobicie człowieka, związanie go i wrzucenie do rzeki – czego jeszcze trzeba więcej, żeby taki czyn uznać za zabójstwo ze szczególnym okrucieństwem? Przecież sprawcy postepując w taki sposób z bezbronnym człowiekiem w oczywisty sposób chcieli śmierci ofiary, a przynajniej na te smierć się godzili.
Uspokaja mnie zapowiedź apelacji, ale proszę, by Pan Prokurator Generalny w trybie nadzoru dopilnował, by w tej bulwersującej spraiwie prokuratura dopełniła wszystkich starań o sprawiedliwy wyrok. Nie do przyjęcia i nie do pojęcia jest nadzwyczajna łagodność, z jaka zostali potraktowani sprawcy tej odrażającej zbrodni, popełnionej na słabym i bezbronnym człowieku.
PS. Piszę do Prikuratora Generalnego, ale też zgłaszam (to znaczy namawiam klub PiS do zgłoszenia) następujący projekt zmiany w kodeksie karnym, który powinien ukrócić te sądowe szaleństwa, polegające na uznawaniu okrutnych zabójstw za pobicia ze skutkiem śmiertelnym. Dość pobłażliwości dla okrutnych zabójców!
Ustawa z dnia... o zmianie ustawy kodeks karny (projekt)
1) w art. 156: & 3 otrzymuje nastepujące brzmienie: „& 3. Jeżeli następstwem czynu określonego w & 1 jest śmierć człowieka, sprawca, który skutek śmiertelny powinien i mógł przewidzieć, podlega odpowiedzialności jak za zabójstwo.”.
Wysłany: Czw 9:38, 27 Gru 2012 Temat postu:
Desperat, który podpalił się pod kancelarią premiera, miał rację
Warszawska prokuratura definitywnie umorzyła śledztwo w głośnej przed rokiem sprawie nieprawidłowości w praskiej skarbówce, informuje dziennik "Rzeczpospolita". Były inspektor urzędu skarbowego Andrzej Żydek w ramach protestu podpalił się wówczas przed kancelarią premiera.
Prokuratura uznała, że nieprawidłowości w praskiej skarbówce rzeczywiście miały miejsce. Zostały jednak zakwalifikowane do postępowania dyscyplinarnego, a nie do przedstawienia zarzutów karnych.
Były inspektor sprawę komentuje gorzko. - Czyli prokuratura uznała, że winni nieprawidłowościom są niewinni. A co ze stratami budżetu państwa, który na tym procederze tracił? - pyta w rozmowie z dziennikiem.
Andrzej Żydek zarzucał swoim przełożonym m.in., że unikali wszczynania postępowań karnych w sprawach związanych o wykroczenia skarbowe, bo chcieli, by się one przedawniały. Śledczy twierdzą, że przyczyną tych nieprawidłowości są braki kadrowe. Zdaniem Andrzeja Żydka to bzdura. - W 2008 r. w trzy osoby wszczęliśmy tyle samo postępowań, ile w połowie 2007 r. - powiedział dziennikowi.
Prokuratura nie zamierza skierować ustaleń śledczych do ministerstwa Finansów - czytamy w "Rz"
A POdobno w POlsce ... układu nie ma
Wysłany: Wto 17:56, 08 Sty 2013 Temat postu:
Można to uznać za paradoks ale za to, że tak rozgrzewa nas sprawa która z uwagi na swą istotę dawno nie powinna już nas zaprzątać a jeśli już to tylko przez chwilę w formie pokiwania głową nad marnością świata zawdzięczamy zarówno panu Ziobrze jak i panu Tulei.
Oczywiście zasługi Ziobry są zdecydowanie większe ale z drugiej strony wkład pana Tulei świeższy.
I tak jak kiedyś Ziobro sprawił że z oczywistej sprawy drobnego, średniego czy też wielkiego łapówkarza nie zasługującego na zafundowaną mu z "niezależnych od niego powodów" sławę zrobić polityczny spektakl tak teraz sędzia Tuleya zadbał, aby polityczny aspekt sprawy przesłonił oczywistą kwintesencję czyli ten właściwy wyrok skazujący.
O ile w przypadku Ziobry od początku niemal nie miałem wątpliwości, że chodzi o chorą odmianę PiaRu chorego na władze i najpewniej uwielbiającego oglądać siebie podczas publicznych wystąpień polityka PiS-u (wtedy był bez wątpienia w PiS-ie) tak teraz motywacji pana sędziego Tulei nie pojmuję. Oczywiście w najmniejszym stopniu nie dziwi mnie medialny szum wokół jego wypowiedzi i jego popularność. Dziwi mnie, zakładając że nie miał on żadnego ukrytego celu zarówno brak wyobraźni, która powinna go ostrzec jaki będzie dalszy ciąg tej jego tyrady jak też szczery lub udawany brak orientacji w tym, jak to się pewne sprawy załatwia, powiedzmy „w Szikago”. Jeszcze przed wiadomym uzasadnieniem wyroku a szczególnie teraz, już po nim można było i można przeczytać mniej lub bardziej szczegółowe relacje o tym jak się w niektórych kręgach wymiaru sprawiedliwości (a może „wymiaru sprawiedliwości”) traktuje podejrzanych. Sam znam niejedną opowieść zarówno tych, którzy byli niewinni jak i tych co ze swą wina się nie kryli i stężenie zawartego w nich „stalinizmu” zdecydowanie przekracza to, co cytowane jest w relacjach z tej konkretnej sprawy. Popatrzcie sobie szanowni koledzy na pokazywane sceny z zatrzymań pospolitych przestępców wyciąganych z domu w samych gaciach i skutych wyprowadzanych w taki sposób że rece im mało nie wypadają za stawów barkowych. W sytuacji gdy już są pochwyceni i skuci nie wiem czy istnieje jeszcze jakoś uzasadniona potrzeba sprawiania im bólu poza potrzebą… sprawienia im bólu dla przyjemności.
I jak mi się zdaje sędzia Tuleya doskonale zdaje sobie z tego sprawę. Jak nie z własnego doświadczenia to choćby z telewizji, w której od czasu do czasu można obejrzeć takie „państwo w państwie”, które a to odmawia zatrzymanym leczenia a to kupuje zeznania za obietnicę przepustki po miesiącach aresztu wydobywczego albo popisuje się jeszcze innymi, imponującymi przykładami kreatywności. I jest to praktyka, która była przed PiS, za PiS i po PiS. I najpewniej nie tylko u nas. Napisał zresztą o tym Lubicz w celnej konkluzji swego tekstu a uzupełniła w swym komentarzy styx i trudno nie przyznać im racji.* Chyba że usilnie i świadomie chce się stanąć obok Ziobry i Tulei. Bez względu na pozycję z jakiej się do tej pary dołączy.
W poprzednim tekście zwróciłem uwagę, ze w politycznym zacietrzewieniu traci się istotę sprawy. To oczywiście w tych czasach wyjątkowo głupia uwaga bo przez polityczne zacietrzewienie tracimy o wiele więcej niż tylko to, że G skazano za korzyści majątkowe oraz to, że mamy nadpobudliwych polityków i nadgorliwych „stróżów prawa”. Tracimy instynkt samozachowawczy, który potrafi nas uchronić przed niebezpieczeństwem.
Niebezpieczeństwa często maja to do siebie, że nabyły pewną przydatną dla nich a bardzo groźną dla nas umiejętność. Umiejętność takiej mimikry dzięki której potrafią objawiać się w wyjątkowo dla nas atrakcyjnej formie. Takiej, która z jakiegoś powodu wyjątkowo nas kręci. I wtedy wpadamy w pułapkę.
I dla jednych nie ma znaczenia, że Ziobro robiąc co robił myślał głownie o swojej karierze i gotów był dla niej wiele i zapewne wielu poświęcić a dla drugich to, że „stalinizm” z opowiastki Tulei nie skończył się i pewnie jeszcze długo nie skończy.
Ps. Ciekawe, że jakoś mało kto w tym szumie ostatnich dni zwrócił uwagę na to, że zapomniany z uwagi na „niską szkodliwość czynu” a znacznie lepiej pamiętany jako „bohaterski pogromca ziobryzmu” pan G nie miał oporów by wziąć „dowód wdzięczności” od 80-letniego starca, powstańca i ofiary terroru. No bo gdyby nie wziął to by tamten na „Szucha” nie wylądował.
I jeden z komentarzy a dotyczacy SSR Tuleyi"
Igor Tuleya = psędzio-obrońca
"Szkatuła" przez lata był numerem jeden na policyjnej liście najbardziej poszukiwanych przestępców. Przez 10 lat wystawiono za
nim osiem listów gończych i dwa Europejskie Nakazy Aresztowania. Akt oskarżenia przeciwko Rafałowi S. obejmował aż 12 zarzutów.
Najpoważniejszy dotyczył kierowania gangiem. Oprócz tego oskarżony był m.in. za handel heroiną, kradzieże aut czy rozboje.
Dwa dni przed wyrokiem obrońca gangstera zaproponował dla swojego klienta pięć i pół roku więzienia oraz 10 tys. zł grzywny. Rafał S.
miał dobrowolnie poddać się karze. Na tak łagodną karę przystał prokurator. A sędzia Warszawskiego Sądu Okręgowego Igor Tuleya potwierdził wydanym wyrokiem.
Znów w trakcie uzasadniania wymiaru kary Tuleya naraził się kontorwersyjną wypowiedzią. Tłumaczył, że zaproponowane przez
"Szkatułę" rozwiązanie jest lepsze niż czasochłonne procesy. Ale największe oburzenie wywołała pochwała, jakiej gangster doczekał się z ust sędziego. - Pan oskarżony, tak jak kierował grupą przestępczą, tak i zakończył własny proces karny, szybko i bez niepotrzebnych słów - wygłosił na sali sądowej Tuleya. I wywołał mnóstwo komentarzy.
Wysłany: Czw 20:35, 10 Sty 2013 Temat postu:
Serdecznie współczuję sędziemu Igorowi Tulei.
Rozumiem bowiem wielki dramat wewnętrzny, jaki musiał on przeżyć, wydając wyrok skazujący na doktora G. na podstawie uznanych przezeń za słuszne dowodów przedstawionych przez prokuraturę przy jednoczesnym obrzydzeniu do sposobu ich pozyskania.
Wysłany: Wto 20:22, 15 Sty 2013 Temat postu:
Na odmianę ...o austriackim systemie wymiaru sprawiedliwości
Wczoraj, kilka minut przed godziną 16, w wiedeńskim sądzie (Wiener Straflandesgericht) zapadł oczekiwany z dużą ciekawością wyrok w bezprecedensowym procesie korupcyjnym.
Były minister spraw wewnętrznych i były szef austriackiej delegacji w PE, Ernst Strasser,* został w poniedziałek skazany w pierwszej instancji na cztery lata więzienia.
Skandal ujawnił brytyjski "Sunday Times" na poczatku 2011 roku. W ramach prowokacji dziennikarskiej podający się za lobbystów reporterzy Jonathan Calvert i Claire Newell zaoferowali Strasserowi łapówkę w zamian za wniesienie korzystnego dla nich projektu poprawek do przepisów unijnych. Strasser zgodził się i zażądał sumy 100 tys. euro rocznie za forsowanie zmian legislacyjnych. Właśnie zażądał, a nie jak piszą polskie media, zgodził się przyjąć. Negocjacje byłego ministra z "lobbystami" zostały przez nich sfilmowane.
To że ostatecznie nie popłynęły pieniądze nie było rozstrzygające dla sądowego orzeczenia. Starszy Prokurator Alexandra Maruna powiedziała w końcowej mowie - "przestępstwo korupcji jest dokonane w momencie roszczenia, i nie ma znaczenia, czy pieniądze są czy ich nie ma" - a sąd przychylił się do tego pozytywnie.
"Nie ulega najmniejszej wątpliwości",że oskarzony w rozmowach z 11 listopada i 3 grudnia 2010 "żądałpieniędzy (...) za wpływanie na prawodawstwo w Parlamencie UE" - powiedział sędzia Georg Olschak w emocjonalnym uzasadnieniu wyroku. Tak, tak. Nie tylko u nas :)
“Zjawiska korupcji i protekcji nie są nowe - ale nowa jest otwartość, bezczelny bezwstyd (offenkundigkeit, unverschämte Offenheit), z jaką są one praktykowane” -powiedział sędzia i dalej już bezpośrednio do Strassera: "Niewielu dokonalo takiego uszczerbku na reputacji II Republiki jak Pan. (Es hat in der Zweiten Republik in Österreich wenig Personen gegeben, die dem Ansehen der Republik so geschadet haben wie Sie.)“.
Sędzia Olschak powiedział również, że jest różnica między sytuacją, w której “łapówkę za zezwolenie budowlane przyjmuje radny w małej wiosce (Kuhdorf) a szkoda dotyczy pięciu osób“, niż gdy przylapanym łapówkarzem jest „przedstawiciel Parlamentu Europejskiego sprzedający prawo za pieniądze (cash for law)”.
I dalej: "Jeśli korupcja zaczyna się na górze to jest to sygnał dla wymiaru sprawiedliwosci", który musi wykazać, że jest "gotowy i zdolny do podjęcia skutecznych działań”. "Dlatego trzeba było nałożyć karę, która ma zniechęcać potencjalnych naśladowców”- podkreślił odstraszający efekt wyroku.
Wyrok jest oczywiście nieprawomocny.
PS. Tak trochę z przekory, pozwolę sobie zacytowac opinię naszej szanownej Przedstawicielki w UE i blogowej Koleżanki, pani Geringer de Oedenberg z notki “Hugh Grant contra David Cameron” , która pojawiła się na S24, 9 stycznia 2013 roku, a więc niespelna tydzień przed wiedeńskim wyrokiem.
„Nie tak dawno i my w Europarlamencie byliśmy świadkami “implementacji” podobnych "środków", użytych przez murdoch'owych dziennikarzy udających lobbystów, posługujcych się fałszywymi dokumentami - fabrykujących "niezbite dowody" przeciw kilku posłom, by potem zmanipulowanym materiałem szokować opinię publiczną. Zarzucanej korupcji nikomu później nie udowodniono, ale trzech europosłów pod presją mediów i swoich partii - zrzekło się mandatów.“
Zakładam, że zacytowana powyżej opinia odnosi się właśnie do prowokacji dziennikarzy z "Sunday Times" (pani Geringer de Oedenberg niestety nie precyzuje) a jej ocenę pozostawiam Szanownym Czytelnikom.
**56-letni Strasser, członek chadeckiej Austriackiej Partii Ludowej (ÖVP), prawnik z wykształcenia (w 1981 uzyskał stopień doktora nauk prawnych na na Uniwersytecie w Salzburgu), był ministrem spraw wewnętrznych Austrii w latach 2000-2004 i zasłynal w tym czasie jako bezkompromisowy zwolennik “law&ordner”. W wyborach w 2009 z listy ÖVP uzyskał mandat deputowanego VII kadencji do PE. Jako szef austriackiej delegacji został członkiem prezydium grupy Europejskiej Partii Ludowej, wszedł w skład Komisji Petycji, Komisji Spraw Zagranicznych oraz Podkomisji Bezpieczeństwa i Obrony.
Wysłany: Sob 10:06, 02 Lut 2013 Temat postu:
Źle się dzieje w państwie duńskim, czyli polskie sądownictwo
Na wolność wyszedł Piotr Staruchowicz, nieformalny lider kibiców warszawskiej Legii, oskarżany o handel narkotykami. Dowody przeciwko niemu są mocno wątpliwe, mimo to Staruchowicz siedział w areszcie 8 miesięcy, a gdy w końcu – po rwetesie w Internecie i po publikacji „Newsweeka” – sąd postanowił przyjrzeć się sprawie i wypuścić go, zażądał kaucji 80 tys. zł.
W tym samym czasie gdański sąd wypuszcza na wolność dwóch brutalnych morderców, którzy bezlitośnie zakatowali na śmierć człowieka, po czym przez rok ukrywali się przed wymiarem sprawiedliwości i byli poszukiwani europejskim listem gończym. Sąd wypuszcza ich, nie biorąc pod uwagę ani kalibru zarzutów, ani tego, że mogą oni zastraszać świadków, i żąda kaucji jedynie 30 tys.
Jednocześnie rzeczniczka Ministerstwa Sprawiedliwości stwierdza, że ministerstwo nie będzie komentować wyroków sądów.
Czy polskie sądownictwo ucieleśnia sobą ideę państwa prawa?
Gdańskie (czy generalnie pomorskie) sądownictwo godnie reprezentuje polską Temidę – dopiero co zapadł przecież wyrok w procesie gdańskiej sędzi, adwokata i prokuratora, którzy przez wiele lat handlowali kaucjami za bandytów (sędzia po prawdzie czyniła to tylko z miłości do adwokata, a nie za pieniądze, jednak barter to bądź co bądź też handel). Koszaliński sąd rozpatrujący to wieloletnie bezprawie najbardziej ukarał adwokata (bo ten wziął najwięcej), a sędzia dostała tylko zawiasy. Kruk krukowi oka nie wykole, mnie jednak zastanawia to, jak długo toczył się ten proceder i że nikt go „nie zauważał”!
Nie będę przynudzać sprawą Amber Gold, wpędzać Czytelników w depresję przypominaniem sądowych nieludzkich wyroków w sprawie odbierania dzieci ubogim rodzicom, nie będę też z tej samej przyczyny przytaczać otwierających nóż w kieszeni szczegółów kilku znanych mi spraw sądowych z ostatnich 3-4 lat. Z przykrością zauważę tylko, że wśród polskich sędziów i prokuratorów jest pewna grupa takich, którzy hańbią swoje środowisko, lecz – jak widać na przykładzie Koszalina – mogą w razie czego liczyć na łagodny wymiar kary.
Lecz nawet i do tak symbolicznego wymiaru kary dochodzi niesłychanie rzadko. Sędziowie owi najwyraźniej uznali immunitet sędziowski za równoznaczny z prawem do nadużywania bądź nawet łamania prawa bądź też dla odmiany uznali siebie samych za sługi nie narodu, lecz aktualnej polityki.
Czy w takim przypadku można mówić o niezawisłości sędziów?
Zastanawiam się, kto rządzi w sądowniczym państwie duńskim. I czy minister Gowin nie mógłby się wykazać w tej dziedzinie podobną odwagą jak onegdaj w Sejmie.
Wysłany: Sob 21:24, 27 Kwi 2013 Temat postu:
Ręce opadają ale odnieść się trzeba!!!!!
Pogańskie państwo, pogańskie prawo!
Nigdy nie miałem zwyczaju komentować prawomocnych wyroków sądów, uważam, że to dobra zasada, ale w przypadku uniewinnienia byłej posłanki PO – Beaty Sawickiej, która za namową funkcjonariuszy pod przykryciem przyjęła w 2007 r. korzyść majątkową, jestem zmuszony zrobić wyłom.
Co chciał nam powiedzieć sędzia Paweł Rysiński wydając taki a nie inny wyrok?
Otóż, po pierwsze, powiedział nam, że w Polsce nie ma sprawiedliwości – Sawicka wzięła łapówkę, uniknęła z tego tytułu odpowiedzialności karnej, a na dodatek państwo polskie będzie musiało jej zapewne wypłacić odszkodowanie w wysokości kilkuset tysięcy złotych. Podobnie stało się w przypadku byłego szefa MSWiA Janusza Kaczmarka, który zdradził państwo polskie i został za to solennie wynagrodzony.
Po drugie, żyjemy w kraju o bardzo nierównych standardach – inne jest prawo dla członków szeroko rozumianego establishmentu, a inne dla zwykłych obywateli.
Ideą, do której zmierza prawo jest sprawiedliwość. Jednak wyrok wydany wobec Beaty Sawickiej nie zawiera w sobie ani grama sprawiedliwości.
Ciekawe jest uzasadnienie sędziego Rysińskiego: „Państwo nie może testować uczciwości obywateli na chybił trafił”.
To argument efektowny, zapewne ucieszy serca zwolenników redukującego uczciwe stosunki społeczne permisywizmu prawnego, ale niestety czysto demagogiczny. Czy w takim razie policjant zatrzymujący na chybił trafił samochody do kontroli drogowej, również nie ma prawa testować uczciwości obywateli? Przecież a priori raczej nie wiadomo, czy ktoś prowadzi pojazd na trzeźwo czy w stanie spożycia? Nie istnieją zatem jakiekolwiek przesłanki aby zatrzymywać uczestników ruchu drogowego do kontroli, z hipotetycznym założeniem, że popełnią wykroczenie. A jednak takie testy odbywają się każdego dnia – również w innych przestrzeniach ludzkiej aktywności: w ramach prawa skarbowego, obiegu gospodarczego, ubezpieczeń społecznych, przestrzegania norm pracy, etc.
Trop rozumowania sędziego Rysińskiego zaprowadzi nas do absurdu. Na miejscu premiera Tusk, po wydaniu wyroku w sprawie Beaty Sawickiej, poważnie rozważałbym ewentualność zdemontowania fotoradarów. Przecież nie można wyrywkowo testować obywateli, z góry zakładając, że przekroczą dozwoloną prędkość.
Inny argument posiada jeszcze większy ciężar gatunkowy i sprowadza się do odpowiedzi na pytanie: czy osobom publicznym wolno mniej czy więcej? Kiedy wyborcy powierzają komuś konkretne stanowisko w układzie instytucjonalnym państwa, obdarzają go kredytem zaufania. Ten mandat podlega jednak weryfikacji. Dlatego funkcjonariuszom publicznym wolno mniej niż zwykłemu obywatelowi. Na tym właśnie polega, tak swego czasu akcentowana przez premiera Tuska, zasada wyższych standardów. Oczekiwania wobec posłanki Sawickiej były wyższe niż w przypadku przeciętnego obywatela, poprzeczka zawieszona była wyżej.
Przy okazji uniewinnienia Beaty Sawickiej symptomatyczny jest atak na najskuteczniejsze instrumenty metodologii operacyjnej: prowokację policyjną, zakup kontrolowany, czy kontrolowane przekazanie korzyści majątkowej. Kto się boi poczynań służb specjalnych? Uczciwi ludzie nie mają się czego bać.
Rozmaici eksperci twierdzą, że funkcjonariusze CBA nie mieli prawa nakłaniać Sawickiej do przestępstwa przed mementem jego rzeczywistego popełnienia. Z tym rozumowaniem można się z grubsza zgodzić (dobrze by było aby służby specjalne zanim zaczną kogoś inwigilować, miały przynajmniej cień podejrzeń, że w grę może wchodzić działalność przestępcza), jednak z drugiej strony pojawia się argument pragmatyczny: w jaki sposób trafić na osobę taką jak Sawicka...?
Piotr Niemczyk, były dyrektor Biura Analiz i Informacji Urzędu Ochrony Państwa, a dziś jeden z bardziej znanych ekspertów do spraw bezpieczeństwa, powiedział mi kiedyś: „to nie zawsze jest tak, że sytuacja czyni złodzieja”. Później dopowiedziałem sobie w myślach, że niejednokrotnie złodziej szuka sytuacji.
Z osobami skorumpowanymi jest podobnie, jak z niewierną żoną. Wyobraźmy sobie sytuację, że mąż ufa swojej żonie, ale na wszelki wypadek postanawia przetestować jej uczciwość. Jeżeli kobieta jest uczciwa, nie ma się czego obawiać. Mężczyzna wynajmuje potajemnie amanta, którego zadaniem jest adorować małżonkę. Ona ulega, daje się poderwać, robi tzw. „skok w bok”, idzie z dopiero co poznanym facetem do łóżka.
Następnie żona tłumaczy, że nigdy by się nie dopuściła zdrady, gdyby mąż nie zaaranżował prowokacji. Jednak tego rodzaju wersja jest funta kłaków warta.
W przypadku sytuacji zainscenizowanych mamy do czynienia z testem postaw ludzkich. Można z ogromnym prawdopodobieństwem zakładać, że ktoś kto podczas symulacji zdradził (bez różnicy czy żonę, czy wyborców, czy państwo), w realnych, spontanicznych i naturalnych warunkach zachowałby się identycznie.
Beata Sawicka nie popełniła przestępstwa dlatego, że ją ktoś do tego nakłaniał lub prowokował. Ona po prostu chciała to zrobić. Gdyby zamiast agenta Tomka przyszedł do niej pierwszy lepszy przechodzień z ulicy, postąpiłaby dokładnie tak samo.
Dla tego typu poczynań nie może być ani promila tolerancji. Korupcję trzeba wypalić gorącym żelazem i wyskrobać. Chodzi o uczciwość w życiu publicznym.
Wysłany: Śro 19:52, 24 Lip 2013 Temat postu:
Wysłany: Pią 22:04, 28 Mar 2014 Temat postu:
Posłanka Platformy została nagrana wielokrotnie. Najpierw jak zapowiada kręcenie lodów w służbie zdrowia, razem z „główną macherką”, potem już w trakcie kręcenia tychże lodów, gdy wyciąga rękę po kasę. Cała Polska widziała, jak posłanka została złapana za rękę na bezczelnej, cynicznej korupcji. Sąd jednak posłankę uniewinnił, a ostatnio w majestacie prawa to uniewinnienie zatwierdził Sąd Najwyższy. Posłanka została co prawda złapana za rękę, ale zła, wedle najwyższej sprawiedliwości, okazała się nie ta ręka, która brała, ale ta, która ją chwyciła...
Agenci CBA, ci od Mariusza Kamińskiego, naharowali się jak dzikie osły. Nagrali dwieście płyt rozmów, pokazujących jak kroiła się akcja załatwienia w Sądzie Najwyższym wyroku w sprawie o grube miliony dla pewnego biznesmena z Dolnego Śląska, znanego skądinąd z afery hazardowej. Taśmy odsłaniały, jak adwokat dotarł najpierw do Sędziego NSA, a ten do swojego kolegi sędziego Sądu Najwyższego, a tamten rozpoczął już konsultacje, zmierzające do wydania zamówionego wyroku...
Ten trup korupcyjny został na razie upchnięty w szafie Sądu Najwyższego, ale kiedyś znowu z niej wypadnie, zresztą jeśli nie ten sam, to inny. Orzeczenie w sprawie uniewinnionej,choć złapanej za rękę posłanki, będzie cennym precedensem. Zawsze można będzie wtedy powiedzieć, że co prawda złapano pana sędziego za rękę, ale chwyt był niewłaściwy...
Wysłany: Pon 20:00, 31 Mar 2014 Temat postu:
Święty Cep sędziowskiej bezkarności
Joe Brown został wyprowadzony z sali sądowej prosto do pudła. Bez napuszonego ględzenia bzdur o zasadzie nietykalności sędziowskiej. Sędzia Joe Brown, który pełnił swój urząd w Shelby County, a potem prowadził telewizyjny show prawniczy, obecnie obrońca ubiegający się w wyborach o posadę prokuratora okręgowego, został kilka dni temu skazany na pięć dni więzienia za obrazę sądu, przed którym reprezentował klienta.
W przypadku Browna obyło się bez żadnych sądów koleżeńskich i korporacyjnych podchodów, bo w Stanach Zjednoczonych sędziowie nie posiadają formalnego immunitetu. Ani aktualnie pełniący swoje funkcje, ani byli sędziowie nie mają takiego przywileju, a już o dożywotniej nieusuwalności, jak w Polsce, to nawet nie mogą sobie pomarzyć. Podobnie jest w Austrii i Francji, z pewnością w wielu innych krajach. Profesor Andrzej Siemaszko, Dyrektor Instytutu Wymiaru Sprawiedliwości pisze: „W większości krajów Unii Europejskiej sędziowie i prokuratorzy nie mają immunitetu, mają normowany czas pracy i są pozbawieni przywilejów nieusuwalności i nieprzenaszalności, ich status jest więc w istocie zbliżony do statusu urzędników państwowych.” Czyli gdzie indziej można, w Polsce to jest obraza majestatu trzeciej władzy.
W Polsce byłoby to niemożliwe, gdyż sędzia jest świętą krową, która podlega jedynie osądowi innych świętych krów z tej samej korporacji sędziowskiej. Jeśli te święte krowy nie pozwolą osądzić sędziego, to jest on nietykalny. Dlatego w Polsce sędziowie-przestępcy mogą być praktycznie bezkarni. W Stanach Zjednoczonych sędzia-pijak za kierownicą samochodu, jeśli jest przydybany przez policję, to idzie się z nim do sądu, a tam inny sędzia załatwia delikwenta, jak każdego innego pijanego kierowcę.
W Polsce zaczyna się postępowanie dyscyplinarne w korporacji, które ślimaczy się dziwnie długo, bo aż do przedawnienia karalności. A malkontentów wobec takiej jawnej kpiny z poczucia sprawiedliwości wali się po łbach cepem niezawisłości sędziowskiej, która jest ponoć najwyższym dobrem ludzkości. Niezawiśli są więc po równo sędziowie pijacy za kierownicą, jak i sędziowie trzeźwi za kierownicą. Z tym, że sędziowie pijacy są w praktyce niezawiśli także od odpowiedzialności za swoje przestępstwa.
Akurat miesiąc temu mniej więcej minister Biernacki zachłysnął się swoją charyzmą w temacie niezawisłości sędziowskiej. „Niezawisłość sędziowska jest jednym z fundamentów naszej cywilizacji i musimy ją chronić” - piał nasz charyzmatyczny minister sprawiedliwości. Ale zapomniał dodać, że są państwa pod względem kultury prawnej znacznie bardziej cywilizowane od naszego, ale tam fundamentem niezawisłości sędziów nie jest immunitet od przestępstwa. W Polsce bowiem immunitet chroni sędziego także przed odpowiedzialnością za przestępstwa pospolite.
W Polsce korporacja sędziowska decyduje, czy przestępstwa popełnione przez jej członków można w ogóle oddać pod sąd. Czyli mamy tu do czynienia z sytuacją, kiedy sędziowie decydują o losie „jednego z naszych kolegów sędziów”. Dokładnie tak to wygląda w naszym prawie, które sędziemu zapewniło bezkarność. Natomiast w przykładzie przytoczonym z USA, sędzia jest osądzany przez innego sędziego, który zmuszony jest traktować swojego kolegę (właśnie w rezultacie braku formalnego immunitetu) jako „jednego z wielu obywateli”. I to jest dobre dla sprawiedliwości.
Jeśli już pozostać przy przykładzie Stanów Zjednoczonych, to weźmy taką rzecz, jak wybieralność sędziów w wyborach powszechnych. Ja już nawet nie myślę o takiej ekstrawagancji u nas, ale na szyderstwo zakrawa fakt, że sędziowska korporacja odrzuca nawet kadencyjność pełnienia tej funkcji. Ba! Brak kadencyjności uważa się za jeden z fundamentów niezawisłości sędziowskiej. Okazuje się, że wszędzie kadencyjność jest dobra, nawet na urzędzie głowy państwa, tylko sędziom to szkodzi na niezawisłość. Dlaczego prezydent może sędziego powołać, a nie może go odwołać?
Sędzia nieusuwalny dożywotnio to jest oczywista karykatura demokracji, ale przedstawia się to jako niezwykłe osiągnięcie ludzkości. No, ale skoro mamy do czynienia ze świętymi krowami, to jest w tym pewna przewrotna racja – świętość świętych krów musi być dożywotnia i nieusuwalna. Nawet z publicznej drogi. Wystarczy pojechać do Indii, żeby się przekonać.
Dzisiaj w Polsce mamy do czynienia z poważnym zarzutem korupcji wysuniętym przez CBA pod adresem Sądu Najwyższego. Jeden z sędziów tej najwyższej w polskim prawie instancji pomagał w napisaniu pisma procesowego podejrzanemu praz CBA delikwentowi, które inny sędzia sądu najwyższego miał przyjąć do łaskawego rozpoznania przez ten sąd. Klasyczna sytuacja korupcyjna, w dodatku dowiedziona przez CBA. Klasyczna także obrona – nasz sąd najwyższy broni się, że dowody zebrano z naruszeniem procedur, chociaż ta zasada akurat w polskim prawie nie obowiązuje. Obowiązuje natomiast zasada nietykalności świętych krów znana pod mylącą nazwą sędziowskiej niezawisłości od prawa powszechnego.
Prokuratura po trzech latach(!) umorzyła śledztwo przeciwko świętym krowom z najwyższej półki. Zrobił się jednak skandal i prokurator generalny zmuszony został nakłonić swoich podopiecznych, żeby ponownie zajęli się korupcją w polskim pałacu sprawiedliwości, które to określenie słusznie brzmi jak kiepski żart. Śledztwo zostało przedłużone do czerwca 2014, więc można się spodziewać efektów już za kilka tygodni. Jeśli oczywiście jakiś efekt przyniesie, co w przypadku dwóch korporacji myjących sobie nawzajem ręce, jest raczej niemożliwe. Nie po to się tworzy korporacje, żeby ich członków obejmowała zwyczajna sprawiedliwość.
Ale jeśli sprawa trafi jednak do sądu, to można z dużym prawdopodobieństwem przypuszczać, że przejdzie przez wszystkie instancje. I na końcu sprawa korupcji w Sądzie Najwyższym trafi do Sądu Najwyższego. I koledzy sędziowie z Sądu Najwyższego będą sądzili swoich skorumpowanych kolegów z Sądu Najwyższego. I można być pewnym, że Sąd Najwyższy z całą powagą przynależną Sądowi Najwyższemu będzie nam tłumaczył, że to nie kłóci się z żadną zasadą bezstronności, obiektywności; ze nie ma konfliktu interesów i wszystko jest zgodnie z najlepiej pojmowanym poczuciem sprawiedliwości. Bo taka jest konstrukcja sędziowskiego cepa bezkarności. A święte krowy doszły do olbrzymiej wprawy w posługiwaniu się tym świętym dla nich narzędziem.
PS. "ALFABET SZCZEREGO PRZYWÓDCY" - mojego autorstwa, w każdą sobotę na portalu wPolityce.pl...polecam! Dzisiaj litera "C" : [link widoczny dla zalogowanych]
Zbrodnia była straszna. Młoda kobieta i jej dwuletnia córka zostały znalezione martwe w ich mieszkaniu w Białymstoku. Nie do końca jest jasne - bo sekcje zwłok były bardzo powierzchowne – czy przyczyna śmierci było uduszenie, czy tez utopienie w wannie, gdzie znaleziono ciała.
W tym miejscu przypomnijmy, co to jest proces poszlakowy. Otóż bywa tak, że w sprawie jakiejś zbrodni nie ma bezpośrednich dowodów winy określonej osoby, na przykład odcisków palców czy śladów DNA. Ale są dowody pośrednie. Ktoś podejrzanego widział w pobliżu, ktos słyszał, jak wcześniej groził ofierze, ktoś widział, jak po zabójstwie palił w piecu swoją odzież. W przypadku Ptaszyńskiego żadnych takich poszlak jednak nie było, żadnych! Nie było śladów, nie było motywu, nie było gróźb, nie było wcześniejszej agresji...
Ściślej mówiąc - poruszyłem dwa urzędy, jedyne, które mają prawo wnieść kasacje od niesprawiedliwego, ale prawomocnego już wyroku.
Wysłany: Czw 9:58, 18 Gru 2014 Temat postu:
Przeraża skala już nie tylko politycznego, ale wręcz emocjonalnego zaangażowania się hierarchów sądowych po stronie władzy
1. Przywykliśmy już do tego, że sąd sądem, a sprawiedliwość na ogół nie jest po naszej, czyli opozycyjnej stronie. Jednakże oświadczenie trojga prezesów najwyższych instancji sądowych , w sprawie wypowiedzi Jarosława Kaczyńskiego, poraża skalą zaangażowania się hierarchów sądowych po stronie władzy. Zaangażowania już nie tylko politycznego, ale wręcz emocjonalnego. Jakie tam padają słowa... bezprzykładny w Europie, pełen pogardy atak, wymierzony w każdego z tysięcy sędziów wszystkich Sądów w Polsce...(w oświadczeniu sądy zostały wyróżnione dużą literą)...
Wyrażamy głębokie oburzenie... takie znieważające, wiecowe zdanie nawiązuje do najgorszych zwyczajów walki politycznej sprzed 1989 r., - napisała Wielka Trójca w zakończeniu swojego oświadczenia.
2. Wypowiedź Jarosława Kaczyńskiego słyszałem osobiście. Atakował on prezydenta Komorowskiego i prezesów z powodu ich nacisków na sądy. Nie atakował sądów ani sędziów, wręcz przeciwnie, stanął w ich obronie przed naciskami. Wielka Trójca Prezesów nie miała ani podstaw faktycznych, ani upoważnienia, by oburzać się w imieniu wszystkich polskich sędziów. Wielka Trójca Prezesów straciła okazję, by siedzieć cicho i nie wypowiadać się w sprawach politycznych. Nie wypowiadać się nie tylko po wypowiedzi Kaczyńskiego, ale i wcześniej też nie dawać sobie ręki ucinać za uczciwość wyborów, zanim jeszcze protesty zostały rozpatrzone. Bo to właśnie było niedopuszczalnym naciskiem na sądy, było niedopuszczalną sugestią, by protesty wyborcze bagatelizować.
3. Nie wiem, jakiej analogii do czasów PRL-u dopatrzyła się Wielka Trójca w wypowiedzi Kaczyńskiego. Może w tym, że w PRL-u ścigana i represjonowana opozycja też czasem atakowała sądy? No cóż, podziemna prasa czasem i atakowała sądy, za ich wyroki prześladujące opozycję. Jeśli z tym się prezesom skojarzyła wypowiedź Kaczyńskiego, to i owszem, analogia jest. W takim razie – Wysoki Sądzie i Wysoki Trybunale – prześladujecie opozycję tak jak przed 1989 rokiem, to i jesteście atakowani tak jak przed 1989 rokiem!
4. Jeśli już Wielka Trójca Prezesów koniecznie chciała coś powiedzieć, to powinna przede wszystkim przeprosić naród za oddelegowanych z ich grona aroganckich i niekompetentnych sędziów z PKW, którzy wzięli pieniądze, całkiem spore, za pilnowanie wyborów, a swoja robotę zawalili tak, że był śmiech w całej Europie. Gdyby nie ci wasi „leśni dziadkowie” z PKW, nie potrzebny byłby ani marsz, ani przemówienie Kaczyńskiego.
Daremne to jednak oczekiwanie, bo w polskim wymiarze sprawiedliwości słowo „przepraszam” nie istnieje.
5. Hierarchowie kościelni wycofali się z marszu przeciwko władzy.
Wysłany: Śro 13:43, 21 Sty 2015 Temat postu:
Kolejny argument na to, że większość sędziów w III RP należy wywalić na zbity pysk ale przedtem postawić przed Sądem. Ale .... ludowym
Wysłany: Pon 11:14, 27 Lip 2015 Temat postu:
W przypadku Pana Wojciecha Sumlińskiego, zmiany w przepisach prawa, obowiązujące od 1 lipca br., może byłyby i korzystne, jednakże co do zasady nie komentuję sprawy, która jest w toku. Natomiast w mojej ocenie zmiany te są bardzo złe - uważam, że jest to dywersja polityczno-społeczno-prawna. To jest zabałaganienie porządku prawnego, nawiązanie do systemu anglosaskiego w sytuacji, kiedy nie ma na jego stosowanie pieniędzy i warunków. Nie ma też instrumentów, żeby skutecznie realizować nowe propozycje, jeśli chodzi o bezpośredni udział stron, czyli kontradyktoryjność. Jeśli te zmiany miałyby zwiększać jedynie komfort sędziów, to chyba zapominamy o tym, że celem nadrzędnym stosowania prawa nie jest wygoda ani prokuratorów, ani obrońców, ani tym bardziej oskarżonych i, jakby to nie zabrzmiało, zmiany nie powinny być wyłącznie uchwalane dla wygody i komfortu Sądu. Wymiar sprawiedliwości, prawo i jego stosowanie jest przede wszystkim dla społeczeństwa – odważę się powiedzieć – narodu. Każdy kształtuje stosowanie prawa wedle, być może, historycznych norm dla obywatela każdego kraju - dlatego mamy pewne zróżnicowanie, miedzy prawem i jego stosowaniem w krajach europejskich czy też pozaeuropejskich. Nie ma warunków ekonomicznych i kulturowych, żeby takie zmiany wprowadzać. Należałoby sobie także odpowiedzieć na pytanie, kto ma na tym zyskać: oskarżony, pokrzywdzony, a może ich reprezentanci?
No właśnie - kto, Panie mecenasie?
Wiele zmienionych przepisów budzi wątpliwości - chyba największą wartość dowodowa tzw. owocu drzewa zatrutego. Komu ma to służyć i ile prawdy jest w podnoszonych argumentach i odzywających się głosach, które mówią, że jest to po to, aby utrudnić gromadzenie dowodów przeciwko oskarżonym - oskarżonym o różne przestępstwa, typowo kryminalne czy kryminalne gospodarcze. Co to znaczy i kiedy można zdobyć legalnie dowód, szczególnie na początku ustalania, czy przestępstwo zostało popełnione, czy nie? Jakie jest brzmienie art. 303 k.p.k.? Co oznacza, że każdy, dowiedziawszy się o popełnieniu przestępstwa, ma obowiązek go zgłosić? Co ma stanowić ten dowód, który inicjuje to postępowanie?
Czyżby wątpił Pan w celowość przeprowadzenia tych zmian?
Ja rozumiem głosy, m.in. jednego z twórców tych zmian, Pana Ministra Królikowskiego, który jest pełen nadziei i optymizmu, że to są doskonałe zmiany. W mojej ocenie praktyka - praktyka od 35 lat - to są bardzo złe zmiany. Nic dobrego nie przyniosą, a jak przyniosą coś bardzo dobrego, to tylko przestępcom zamożnym lub agresywnym bandytom, którzy będą docierać do osób pokrzywdzonych, być może groźbą, podstępem, wykorzystując jakieś błędy, będą ich zmuszać do zawierania ugód. Znając operatywność naszych służb, po pierwsze, bardzo trudno będzie udowodnić tego rodzaju wpływ na pokrzywdzonych. Nikt, podkreślam - NIKT nie zapewni im należytej ochrony. W związku ze skromnością środków, postępowania będą prowadzone w sposób równie powolny, jak do tej pory i, oby się moje słowa nie spełniły, równie mało skuteczny. Dano kolejny instrument wpływu na pokrzywdzonych. Tego, w nowych przepisach, jak wielu innych rozstrzygnięć, nie uregulowano, w tym różnych rodzajów przewlekłości, jak choćby zachowań oskarżonych, czasami zmierzających do przewlekłości - tu nie ma żadnych zmian. Bardzo mocno obciążono zarówno obrońców, jak i prokuratorów, obowiązkami, które ograniczają dochodzenie do ochrony praw i interesu prywatnego pokrzywdzonych. Mam świadomość, że w takiej krótkiej rozmowie nie da się, ani nie byłoby właściwym, głębokie merytoryczne rozprawianie się niemalże z każdą zmianą, ale można było podczas tych prac wiele z tych wątpliwości i niedoróbek - odważę się tak powiedzieć - dopracować. Wiem, bo rozmawiam z prokuratorami, którzy są moimi przeciwnikami procesowymi na wielu rozprawach, że próbowali zgłaszać swoje uwagi. Nie wiem o takich uwagach, zgłaszanych ze strony adwokatów. Niektóre rozwiązania są wyśmienite, ale dla potężnych kancelarii, zatrudniających licznych prawników, adwokatów. Rzeczywiście, przysporzy im to nie tylko klientów, ale ułatwi prowadzenie ich spraw. Natomiast należy się obawiać skutków uregulowań, jeśli chodzi o adwokatów w większości prowadzących tzw. indywidualne kancelarie adwokackie. Ma to szczególne znaczenie w przypadku, gdy otwarta została korporacja radców prawnych, którzy już są na rynku. Można więc zadać pytanie, co będzie z młodymi adeptami szlachetnej sztuki adwokatury, którzy dopiero zaczynają swoją w pełni zawodową karierę adwokata.
Sądzi Pan, że mogą mieć bardziej utrudniony start w swoim zawodzie?
A jak mają wyjść na rynek, choćby ze względu na zakaz reklamy, których to ograniczeń nie mają radcy prawni? Jak ten klient ma trafić do adwokata z otwartej korporacji? Kto i jak ma weryfikować tych adwokatów? Mam tu na myśli szczególnie młodych adwokatów. Adwokaci, którzy od jakiegoś czasu już funkcjonują na rynku, zapewne będą sobie jakoś radzić. Natomiast adwokaci, którzy rozpoczynają swoją działalność, w mojej ocenie, mogą mieć realne trudności i należy wyraźnie podkreślić, że to nie ma nic wspólnego z konkurencją. Konkurencja, nie przymierzając, jest jak w boksie - musi być proporcjonalna do wagi, zarówno wiedzy i umiejętności, jak i doświadczenia adwokata, tak i rodzaju, charakteru i stopnia skomplikowania sprawy. W tym znaczeniu, te zmienione przepisy, bez innych regulacji - a już nie ma czasu, żeby spróbować to skorelować z regulaminem funkcjonowania powszechnych jednostek prokuratury - spowodują istotne problemy. Już słyszałem o trudnościach, jakie mają sądy i prokuratorzy, żeby autorzy aktów oskarżenia mogli występować na tzw. własnych sprawach. Nie tylko, że są tarcia między prezesami sądów i prokuratorami rejonowymi, ale tylko dzięki uprzejmości sądu i występujących stron, uwzględniając wnioski o przerwy w rozprawach, prokuratorzy są w stanie obsadzić sprawy z wokand wyznaczonych na określony dzień.
Czy umożliwienie występowania radcom prawnym w charakterze obrońców faktycznie może prowadzić do obniżenia jakości usług prawniczych?
Szkolenie radców prawnych i adwokatów zasadniczo się różni, nawet w zakresie najprostszej postaci reprezentowania strony w procesie karnym, gdy pełnomocnik występuje w charakterze pomocnika prokuratora, czyli reprezentuje oskarżyciela posiłkowego lub oskarżyciela subsydiarnego. Nie wiem, nie słyszałem - być może przewidywane są jakieś zmiany w sposobie szkolenia radców prawnych?
Wygląda na to, że nie jest Pan, Panie mecenasie, delikatnie mówiąc, zachwycony tymi wprowadzonymi od 1 lipca w kpk i kk zmianami?
Można się zgodzić z niektórymi komentatorami, którzy wprost mówią, że jakoś to będzie, że to wszystko sie ułoży w stosowaniu nowych przepisów, ale do dziś niektóre kwestie jeszcze w sferze dydaktycznej nie zostały wyjaśnione - na przykład co będzie, jeśli ktoś przez nowy okres przedawnienia będzie skutecznie przewlekał proces? Proces się przedawni, rozstrzygnięcie nie zapadnie, to czy w trybie art. 552a k.p.k. oskarżony będzie mógł wystąpić o odszkodowanie? Ja dziś tego, nawet jako obrońca, nie wiem i nie odpowiem na to pytanie.
Sądzi Pan, że te zmiany nie spowodują ułatwienia w przebiegu prowadzenia spraw, chociażby obrońcom?
Wbrew temu, co powszechnie się przedstawia, że łatwiej i prościej będzie bronić oskarżonych adwokatowi - osobiście się z tym nie zgadzam. Zostały utrudnione procedury zapoznawania się przez adwokata z gromadzonym na bieżąco i zgromadzonym już na zakończenie materiałem dowodowym przeciwko oskarżonemu. Usunięto obowiązek prokuratora sporządzania uzasadnienia do aktu oskarżenia, co powoduje, że w wielotomowych aktach spraw bezwzględnym obowiązkiem obrońcy jest wnikliwe zapoznanie się z całym materiałem dowodowym. Dziwna konstrukcja archiwizowania, sposobu prowadzenia postępowań przez prokuraturę przez zakładanie licznych teczek, powoduje wyjątkowo trudny sposób koncentracji obrońcy na materiale dowodowym. Oczywiście, adwokat może korzystać z zastępstwa procesowego w toku postępowania, ale wiąże się to z odpowiedzialnością za jakość i rzetelność, na tym etapie postępowania, zapoznawania się z dowodami. Nawet jeśli chodzi o profesjonalnego adwokata, to każdy adwokat o innym doświadczeniu merytorycznym, może zwrócić uwagę na inne, istotne dla każdego z nich, dowody. W związku z tym wysłanie obcego adwokata, żeby przygotować się do linii obrony oskarżonego, już może napotkać trudności, których, na etapie postępowania sądowego, zgodnie z nowymi przepisami, nie można wyeliminować, bo jeśli przed rozpoczęciem przewodu sądowego nie zgłosi się wniosków dowodowych, to tych wniosków nigdy już później - jeśli one znajdowały się w materiale dowodowym zgromadzonym przez prokuratora, lub a contrario, przeciwko materiałowi dowodowemu zgromadzonemu przez prokuratora - nie będzie można złożyć. Stosowana jest w takich przypadkach tzw. prekluzja - nakłada to olbrzymią odpowiedzialność na adwokata, który w zasadzie winien wszystko robić osobiście; wtedy dopiero można mówić o wysokiej jakości pracy tego obrońcy. W przeszłości - bo już można użyć tego określenia - prokurator był transparentny z materiałem dowodowym, który miał świadczyć o winie oskarżonego. Teraz zaczyna się to komplikować - jakie olbrzymie ryzyko i odpowiedzialność spoczywa na adwokacie, który ma prekluzję i ściśle określony termin do złożenia wniosków dowodowych! W tym znaczeniu, to ograniczenie możliwości dla indywidualnych kancelarii adwokackich nie dotyczy dużych kancelarii, zatrudniających licznych prawników i adwokatów. Zaryzykuję nawet stwierdzenie, że ta ustawa jest uchwalona pod duże kancelarie, powodując powstawanie braku równowagi w możliwości funkcjonowania na rzekomo wolnym rynku usług pomocy prawnej.
A czy wprowadzone zmiany przyniosły jakieś korzyści sędziom?
Czułbym wyjątkowo duży dyskomfort, gdybym miał mówić o korzyściach, jakie nowy sposób procedowania przyniósł sędziom. Są oni niejednokrotnie obciążeni sporządzaniem obszernych ilościowo uzasadnień, będących przecież świadectwem ich toku rozumowania, który musi być na tyle jasny, konstruktywny i przejrzysty, żeby na bazie takiego uzasadnienia budować środki odwoławcze. Nie zmienia to postaci rzeczy, że sędzia jest podmiotem orzekającym o zasadności aktu oskarżenia, o winie i niewinności strony - w przypadku postępowania karnego, oskarżonego. W związku z tym mimo bezwzględnego ograniczenia inicjatywy dowodowej sędziów - choć należy zaznaczyć, że ustawodawca przewidział w nowych przepisach wyjątek - nie da się uciec od tego, że sędziowie są tylko ludźmi. Miewają, jak każdy człowiek, swoje zapewne liczne zalety, ale i wady. Bez wątpienia taką wadą może być na przykład brak szczególnie wnikliwego zaangażowania w prowadzoną sprawę. Historia dostarcza nam przykładów, że takiego sposobu procedowania nie można wykluczyć. Fakultatywne uwolnienie od obowiązku bezwzględnego wyjaśniania wątpliwości uważam także za rozwiązanie nietrafne. Jednakże obiektywnie oceniając wprowadzone zmiany uważam, że największa krzywda stała się prokuraturze.
Prokuratura od wielu, wielu lat, w swoich działaniach, które przecież wynikają z zasad, jakie ciążą na niej jako organie ochrony prawnej, jest ograniczana w swojej sferze działania. Ograniczana jest we wszystkim: tak w swoich uprawnieniach, jak i w niewystarczającej liczbie narzędzi, które ma do dyspozycji. Jest ograniczana pod pozorem niezależności - nie mylić z niezawisłością - co również powoduje zarzuty, wielokrotnie kierowane w stronę Prokuratora Generalnego, że nie panuje nad prokuraturą, który to Prokurator nie ma tak naprawdę instrumentu na to, aby wydawać polecenia. Hierarchizacja stanowisk w prokuraturze rozmywa nie tylko odpowiedzialność za prowadzoną sprawą - rozmywa także odpowiedzialność personalną osób, które nie tylko uchybiają godności, w znaczeniu rzetelności prowadzonych spraw, ale również ograniczają możliwości zweryfikowania zasadności tych spraw. Szczególnie ma to znaczenie w przypadku orzeczenia Sądu Najwyższego, który ekskulpuje brak wiedzy, brak umiejętności, brak wnikliwości, a czasami nawet – można by powiedzieć – brak mądrości, w swoim orzeczeniu dotyczącym odpowiedzialności dyscyplinarno-służbowej prokuratora. To wszystko powoduje, że prokuratura nie może funkcjonować - a już na pewno w pierwszych etapach wprowadzonych zmian - w sposób skuteczny. W mojej ocenie wprowadzone zmiany dla nikogo nie są dobre, może z częściowym wyjątkiem sędziów, choć mam świadomość, że znajdzie się wielu, którzy będą mieli odmienne zdanie.
Co w takim razie było, Pana zdaniem, powodem wprowadzenia tych zmian w prawie?
Trzeba pamiętać, że przestępstwo jest popełniane nierzadko jako eksces, przez osoby, które co do zasady przestrzegają porządku prawnego. Wiadomo jednak, że eksces ma to do siebie, że pod wpływem różnych okoliczności, czy to wzburzenia, czy nawet świadomego wprowadzenia się w jakiś stan, powoduje, że jest się stroną w postępowaniu karnym. Ale mamy również do czynienia z losowym pokrzywdzonym, który w nieodpowiednim czasie znalazł się w nieodpowiednim miejscu, i dotykają go skutki tego choćby ekscesu - czyli można na swój sposób rzec i ocenić, że mamy do czynienia z dwiema ofiarami pewnego losowego zdarzenia. Dlatego uważam, że bardzo słabo są przedstawiane motywy wprowadzenia zmian w prawie, które wcale nie służą społeczeństwu. Jeśli zmiany mają być dokonywane w interesie jednej grupy, jakąkolwiek by ona nie była, to jest to łamanie demokracji. Można nawet powiedzieć, że jest to pewnego rodzaju dyskryminacja jednych grup społecznych przez inną grupę społeczną. To wszystko jest słabo artykułowane społeczeństwu, co w konsekwencji prowadzi do wniosku, że zmiany uderzają w system prawny, który nie jest przecież przewidziany dla grup prawników, o których wcześniej wspominałem, ale w system prawny, który powinien gwarantować sprawiedliwość całemu społeczeństwu. To społeczeństwo jest najważniejsze i to ono ma korzystać z wartości, jakie niesie sprawiedliwość, a także musi mieć pewność, co prawo i sprawiedliwość znaczą. Grupy prawnicze mają tylko pełnić rolę służebną i to nie one powinny być w centrum zainteresowania przy tworzeniu dobrego prawa.
Zbliżając się już do końca naszej rozmowy, chciałbym jeszcze zapytać, co budzi Pana szczególne wątpliwości w związku z wprowadzonymi od 1 lipca zmianami w kpk i kk?
Wrócę jeszcze raz do podnoszonych przez wielu komentatorów wątpliwości dotyczących dowodu uzyskanego za pomocą czynu zabronionego. Oczywiście, praktyka być może znajdzie rozwiązanie, ale wydaje się być pytaniem zasadniczym, jakie znaczenie będzie miał taki dowód uzyskany za pomocą czynu zabronionego, mający znaczenie dla niewinności oskarżonego. Czy w sytuacji, gdy dowód na niewinność oskarżonego został pozyskany w sposób nielegalny, to czy Sąd ma go pominąć i mimo wszystko skazać oskarżonego? Zarówno wykładnia literalna art. 168a k.p.k., jak również komentarze, nie regulują tego przypadku - wręcz przeciwnie, zakazuje się wykorzystywania, a nawet przeprowadzania dowodu pochodzącego z czynu zabronionego. Myślę, że takich nieuregulowanych lub niepoprawnie uregulowanych kwestii może być niestety, więcej.
To może problem leży również w tym, kto te zmiany przygotowywał?
Muszę zdobyć się na szczerość i odpowiedzieć w ten sposób: mając świadomość, że nie mam wpływu na prace kodyfikacyjne prawa, nawet nie wiem, kto personalnie nam to prawo zmieniał, ale wiem, z powszechnych opinii i rozmów z kolegami prawnikami, że robili to wyłącznie teoretycy oraz akademicy, z nielicznymi wyjątkami akademików-praktyków. Mam nadzieję, że nikt się na mnie za to nie obrazi, ale jak słyszę akademik-praktyk, to nieodparcie przychodzi mi do głowy skojarzenie z tzw. chłopo-robotnikiem.
wywiad przeprowadził bloger ander
Adwokat Waldemar P. Puławski w latach 1982-1989 pracował jako prokurator Prokuratury Rejonowej Praga-Południe w Warszawie, w tzw. Zespole Ds. Wypadków Komunikacyjnych.W latach 1989 – 1992 był Szefem Kadr i Szkoleń Prokuratury Wojewódzkiej (dzisiejszej Okręgowej), gdzie nadzorował i oceniał merytoryczną pracę prokuratorów Prokuratur Rejonowych w Warszawie i Wydziałów Prokuratury Wojewódzkiej.W latach 1990 – 1991 brał udział w pracach Sejmowej Komisji Legislacyjnej nad zmianą Ustawy o prokuraturze, jako doradca i pełnomocnik Ministra Sprawiedliwości Prokuratora Generalnego. Jako prokurator Prokuratury Wojewódzkiej współpracował z Senackim Biurem Interwencji. Od 1992 roku prowadzi indywidualną Kancelarię Adwokacką w Warszawie. W 2009 r. zgłaszał swoją kandydaturę na stanowisko Prokuratora Generalnego.
Wysłany: Wto 18:24, 01 Wrz 2015 Temat postu:
Sąd Najwyższy: Sędzia pożyczał od ludzi, których sądził. "Jego czyn jest obrzydliwy"
- Czyn sędziego był obrzydliwy, ale odebranie mu stanu spoczynku znaczyłoby, że nie spłaci wierzycieli - orzekł we wtorek Sąd Najwyższy w sprawie byłego sędziego i wiceministra sprawiedliwości, który nie oddawał pieniędzy pożyczonych od osób, w których sprawie orzekał.
Jerzy Ż. był w 2005 r. wiceministrem sprawiedliwości, gdy resortem kierował Andrzej Kalwas, w rządzie Marka Belki. Wcześniej i później orzekał w Sądzie Rejonowym w Wąbrzeźnie (Kujawsko-Pomorskie), był nawet prezesem tego sądu. W ostatnich latach - jak stwierdził rzecznik dyscyplinarny - z powodu kłopotów zdrowotnych i osobistych jego sytuacja majątkowa uległa znacznemu pogorszeniu.
Okazało się, że ma on wynoszący kilkaset tysięcy złotych kredyt hipoteczny na dom, w którym mieszka jego żona, spłaca też inne kredyty bankowe, a ponadto zaciągnął pożyczki od osób prywatnych - w tym od osób będących stronami postępowań sądowych, w których sędzia Ż. orzekał. Prywatne pożyczki obliczono na 75 tys. zł. Co więcej, pożyczek tych nie określał w dokumentach jako pożyczki, lecz pisał np. "zaliczka na materiały budowlane" mieszcząca się w kwocie 30 tys. zł (spłacił tylko 3 tys. zł) lub "zaliczka tytułem umowy kupna-sprzedaży samochodu", podczas gdy umowy takiej nie było.
Sędzia stanął przed sądem dyscyplinarnym obwiniony o uchybienie godności urzędu przez zaciąganie pożyczek, o których wiedział, że nie może ich spłacić. Krótko przed orzeczeniem sądu dyscyplinarnego pierwszej instancji w marcu tego roku sędzia Ż. sam poprosił o przeniesienie w stan spoczynku. W tej sytuacji orzekający w jego sprawie Sąd Apelacyjny w Gdańsku mógł go ukarać złożeniem z urzędu (oznaczałoby to odebranie mu emerytury sędziowskiej wynoszącej w jego sytuacji około 5 tys. zł) lub zawieszeniem waloryzacji uposażenia sędziego w stanie spoczynku.
Gdański sąd postanowił wybrać karę łagodniejszą, zawieszając sędziemu Ż. waloryzację uposażenia na dwa lata.
Odwołanie do Sądu Najwyższego
Z tym wyrokiem nie zgodziła się Krajowa Rada Sądownictwa, wnosząc w odwołaniu do Sądu Najwyższego o zaostrzenie sankcji dyscyplinarnej. - Sędzia Ż. sprzeniewierzył się podstawowym zasadom, jakich powinien przestrzegać sędzia. Od początku do dziś ma on poczucie bezkarności i świadomość, jak rażąco naganne jest jego postępowanie. Ukrył wszystkie pożyczki w formie nieprawdziwych pokwitowań, fikcyjnych zaliczek czynności, których nie było. On sam twierdzi, że te umowy były, ale wszyscy sprzysięgli się przeciwko niemu. Najgorsze jest to, że zaciągał pożyczki u osób będących stronami postępowań przed sądem. Dla własnych celów wykorzystał autorytet i zaufanie obywateli do służby sędziowskiej. Zdaje się, że wcale nie chciał oddawać pieniędzy! Jego zachowanie dowodzi, że nie ma dla niego miejsca w służbie sędziowskiej, czego on sam nie rozumie - mówiła reprezentująca KRS sędzia Ewa Preneta-Ambicka.
Rzecznik dyscyplinarny sędziów okręgu toruńskiego Rafał Sadowski nie podzielił argumentów KRS i wniósł o utrzymanie w mocy wyroku pierwszej instancji. - W naszym środowisku lokalnym sprawa odbiła się szerokim echem z uwagi na charakter czynu - przyznał w wystąpieniu przed SN.
- Okoliczności łagodzących jest niewiele - spodziewałem się co najmniej skruchy u sędziego. Najprawdopodobniej uległ nałogowi hazardu i stąd te długi, może jest też inny powód. Mógł się szczerze pokajać, a złożył kłamliwe wyjaśnienia. Ale jest też faktem, że sędzia jest poważnie chory. Uważałem, że byłoby niehumanitarne, gdyby w sytuacji, gdy waży się jego życie, pognębiać go dodatkowo wnioskiem o złożenie z urzędu - wyjaśnił.
Sędzia Sadowski dodał, że wierzyciele sędziego prosili go, by nie wnosić o pozbawienie obwinionego stanu spoczynku, aby mógł ich spłacić. - Wprawdzie w postępowaniu dyscyplinarnym nie ma pokrzywdzonych, bo jedynym jest wymiar sprawiedliwości, ale w tej sprawie realni pokrzywdzeni występują - to oni ją ujawnili, nagłośnili i spowodowali, że sędzia został ukarany - podkreślił rzecznik dyscyplinarny.
SN poszedł właśnie tym tokiem rozumowania: nie pozbawił Jerzego Ż. funkcji sędziego w stanie spoczynku, ale, dając wyraz potępieniu zachowania obwinionego, wydłużył mu do maksymalnego okresu trzech lat czas zawieszenia waloryzacji sędziowskiej emerytury.
Czyn niegodny sędziego
- Czyn jest wyjątkowo niegodny sędziego - zwłaszcza jeśli ma on za sobą ponad 40 lat pracy. Można go wręcz uznać za obrzydliwy i naganny - mówił w ustnym uzasadnieniu wyroku sędzia SN Wojciech Katner. Jak dodał, jeśli ktoś taki był prezesem sądu, wiceministrem sprawiedliwości, jest znaną osobą w środowisku lokalnym, to może się cieszyć zaufaniem społeczeństwa lokalnego. - Nic więc dziwnego, że ludzie udzielali mu pożyczek - zauważył.
SN doszedł do wniosku, że z punktu widzenia udowodnionych zarzutów to KRS ma rację - ktoś taki nie powinien nawet być w korpusie sędziowskim. - Ale nie można karać wierzycieli. Powstaje kłopotliwa sytuacja - nie ma wątpliwości, że interes wymiaru sprawiedliwości jest tu abstrakcyjny, a interes wierzycieli, którzy wywołali tę sprawę - konkretny - zauważył sędzia Katner, podkreślając, że SN dostrzega również to, iż w postępowaniu sędziego Ż. nie było przestępstwa, lecz niewykonanie cywilnoprawnych umów. - Zostało niewiele do spłaty, bo komornicza egzekucja jest w toku - dodał na koniec SN.
Ten artykuł wisiał dzisiaj w wybiórczej, który to szmatławiec permanentnie atakuje Prezydenta Dudę za jego ocenę Polski jako państwa niesprawiedliwego.
Brak słów ..... cenzuralnych
Wysłany: Pon 8:52, 30 Lis 2015 Temat postu:
Sejm i Prezydent ponad Trybunałem
Wyrazy wdzięczności należą się Kornelowi Morawieckiemu za to, że we właściwym momencie przypomniał prawdę, o której wielu w Polsce zdaje się zapomniało. To Naród, a nie sędziowie Trybunału Konstytucyjnego, jest suwerenem, i to dobrem Narodu obowiązani są kierować się i je urzeczywistnaić w swoim działaniu wyłonieni w wyborach reprezentanci. A nimi nie są ani sędziowe Trybunału Konstytucyjnego, ani byli sędziowe tegoż Trybunału, czy też prawnicy specjalizujący się w prawie konstytucyjnym.
W III RP od jej zgniłego początku, jakim było oszustwo wyborcze w czerwcu 1989 roku polegające na zmianie przepisów wyborczych w czasie trwania wyborów, trwa ciągły proces deprecjonowania powagi parlamentu. Nasi posłowie poprzednich kadencji w niczym nie ustępowali w błazenadzie reprezentantom innych narodów. Jednak tylko w Polsce opiniotwórczy establishment z taką zapiekłością i konsekwencją deprecjonuje Parlament.
Mechanizm ten tak głęboko zakodowano przez ostatnie ćwierćwiecze w świadomości Polaków, że stał się wręcz naszym narodowym narowem, w równym stopniu dotyczącym wszystkich stron sporów politycznych i wszystkich grup społecznych. Zupełnie zapominamy przy tym, że okazując pogardę swoim reprezentantom mimowolnie wzgardę tę okazujemy samym sobie.
W wykształceniu owego narowu kluczową rolę odegrały elity III RP. Jeśli trafną jest diagnoza, iż elity te są wrogą większości społeczeństwa naroślą pasożytującą na tym społeczeństwie – to wytresowanie Polaków w pogardzie do ich przedstawicieli ma głęboki sens. W ten sposób przeciętny mieszkaniec Polski ławiej da wiarę środowiskowym podszeptom poszczególnych grup uprzywilejowanych niż najbardziej nawet logicznym wywodom swoich reprezentantów. Bliższa koszula ciału i mając do wyważenia dwie racje, w naturalny sposób wybierzemy tę bliższą nam w swej przyziemności niż tę abstrakcyjną, sformułowaną w imie dobra wspólnego. W efekcie dobro wspólne przegrywa w Polsce przeważnie z interesem poszczegółnych korporacji lub lobby, nota bene często żałośnie małym, ale dla danej grupy nadzwyczaj cennym.
Ustawy i Konsytucja nie muszą odpowiadać w sposób szczegółowy na pytanie, co począć z Trybunałem Konstytucyjnym, którego członkowie za pośrednictwem Prezydenta Komorowskiego skierowali do Sejmu poprzedniej kadencji projekt ustawy Trybunału dotyczący. Ponieważ naruszyli oni zasadę rozdziału władzy sądowniczej i ustawodawczej, tym samym obecnego sporu nie może rozstrzygać ów Trybunał. Brak też podstaw prawnych by obowiązek zażegnania obecnemu kryzysowi scenować na inne sądy – jak Sąd Najwyższy. Mamy do czynienia z sytuacją precedensową, którą sprokurowali wespół sędziowie i Sejm poprzedniej kadencji, a pogłębili w skomplikowaniu swoim postępowaniem posłowie obecnego Parlamentu.
Na takie okazje istnieje w Konstytucji przepis art. 4 mówiący wyraźnie, iż władza zwierzchnia w Rzeczypospolitej Polskiej należy do Narodu, zaś Naród sprawuje władzę przez swoich przedstawicieli lub bezpośrednio. W sytuacjach precedensowych o kształcie porządku prawnego w Rzeczypospolitej uprawnieni są zatem decydować jedynie najwyżsi, zgodnie z Konstytucją, reprezentanci Narodu lub sam Naród.
Zatem, uprawnieni do współdziałania przy rozwiązaniu zaistniałej sytuacji są odpowiednio: Parlament jako najwyższa władza ustawodawcza obdarzona stosownym mandatem społecznym i dysponujący takim samym mandatem Prezydent – najwyższy przestawiciel władzy wykonawczej.
Gdyby ich rozstrzygnięcie budziło nadal wątpliwości, to przy okazji najbliższych wyborów słuszność przyjętego rozwiązania należy poddać dodatkowej ocenie suwerena w referendum powszechnym.
Nie wyobrażam sobie bowiem, aby korporacja sędziów Trybunału Konstytucyjnego sama decydowała, co jest dla niej najwygodniejsze.
[size=18]Nie tylko dlatego, że byłoby to w przypadku, jaki zaistniał obecnie w Polsce, złamaniem ogólnej zasady mówiącej o zakazie orzekania we własnej sprawie, ale przede wszystkim dlatego, że kwestia ta dotyczy kluczowych zagadnień z zakresu porządku prawnego Rzeczypospolitej. A o kształcie porządku prawnego w państwie demokratycznym decyduje Naród przez swoich przedstawicieli, którymi sędziowie z pewnością nie są i nie będą
Rządy absolutu czyli sędziowie upolitycznieni
http://www.swiatowid.fora.pl/posting.php?mode=editpost&p=15090
Od niedawna wiemy już, kto w Polsce naprawdę rządzi. A więc nie jest to Sejm, nie jest to Senat, nie jest to wreszcie Prezydent wybrany przez naród ani nie jest to Rząd RP. Nie jest to nawet sam Prezes Kaczyński, jak niektórzy uparcie powtarzają. Okazało się, że nad wszystkim króluje jeszcze inna władza. To władza jakiegoś absolutu. Nikt nie może tego absolutu ruszyć, nikt nie może go zaskarżyć, nikt nie może go podważyć. Nikt tej władzy absolutnej w żadnych wyborach nie wybierał, mało tego ona nawet nie była nigdy poddana pod wybór społeczeństwa. Ale może rządzić absolutnie - może torpedować wszystkie posunięcia czy reformy rządu, który ma mandat od społeczeństwa. Może nawet pozbawić władzy Prezydenta RP - także wybranego przez naród.
Władza absolutna może - wbrew zasadom funkcjonowania władzy sądowej w normalnych demokracjach - opracowywać sobie ustawy dotyczące swego własnego stanowiska i może z tymi ustawami robić co jej się podoba. Niech no by tylko jakaś inna władza - ustawodawcza na przykład - dokonała jakichś poprawek do takiej ustawy, niekorzystnych dla władzy absolutnej. Raz - dwa - i już władza absolutna orzeknie sobie, że te poprawki w ustawie, którą sama sobie opracowała, są niekonstytucyjne. I koniec - nic tam Sejm, nic tam naród skoro absolut tak sobie życzy. Naród może sobie wybierać jak głupi a nad suwerrenem i tak będzie sterczał absolut, który to wszystko ma w głębokim poważaniu.
Nie tak dawno temu wszyscy widzieli, jak absolut - dość naburmuszony i nadęty - wpadł sobie do Sejmu, odbył konsultację w ławkach sejmowych z PO i Nowoczesną. Całkowicie otwarcie i nawet nie kryjąc się, bo widocznie akurat te partie sobie upodobał. Absolutowi w końcu wolno wszystko. Następnie obruszył się na panujące stosunki i wyszedł rugając po drodze jeszcze dziennikarkę.
Media i publicyści broniący hałaśliwie demokracji zapowiadają nawet w sprawie obrony absolutu wyprowadzenie ludu na ulice. Z tym jednym akurat można być spokojnym, prawdopodobieństwo, że lud rzuci się własną krwią bronic absolutu jest raczej dość nikłe. Dalsze siły "demokratyczne" w obronie absolutu są oczywiście także mobilizowane - po porażce na UW pracownicy naukowi UJ uchwalili odezwę rugającą i pouczającą Prezydenta Dudę. Absolut wie, jak wplątać w obronę swego prawa do sprawowania władzy wszelkie siły i z tym trzeba się liczyć.
Jakby tego wszystkiego było mało, to właśnie przed chwilą jakiś dzielnicowy czy inny rejonowy odprysk absolutu podważył prawo łaski Prezydenta RP, które jednak bez względu na kombinacje po prostu Prezydentowi RP zgodnie z konstytucją przysługuje (na każdym etapie postępowania). Odprysk absolutu tupnął jednak nogą, że Prezydentowi nie podpisze i koniec. Bo tak chce. Bo co tam Prezydent, co tam Konstytucja - skoro ponad wszystkim swą moc roztacza absolut.
Wszelkie wywody na temat trójpodziału władzy, z którymi zlecą się tu zapewne zaraz obrońcy absolutu i demokracji są w tym miejscu zbędne. W sprawie trójpodziału wszystko jasne - trójpodział tak. Przyznawanie jednej władzy cech absolutu i stawianie jej ponad wszystkimi pozostałymi - nie.
I tak długo, jak długo "obrońcy demokracji" będą walczyć o utrzymanie istniejącej patologii, nie będą oni żadnymi "obrońcami demokracji" a będą wyłącznie obrońcami dyktatury. Dyktatury władzy upolitycznionych sędziów na wszystkich szczeblach. Nietykalnego absolutu IIIRP.
Ostatnio zmieniony przez w51 dnia Wto 21:29, 01 Gru 2015, w całości zmieniany 2 razy
Wysłany: Śro 7:36, 02 Gru 2015 Temat postu:
Kończ Trybunale Konstytucyjny, wstydu oszczędź!
Jak wiadomo trzech sędziów Trybunału Konstytucyjnego zostało wyłączonych od udziału w rozprawie w dniu 3 grudnia 2015 r. Tyle dobrego. Natomiast prezes Trybunału Konstytucyjnego Andrzej Rzepliński powiedział jeszcze coś bardzo ważnego, iż sprawę rozpatrzy Trybunał nie w pełnym składzie, jak to zapowiadano wcześniej, lecz w składzie 5-osobowym.
Zerknijmy przeto do ustawy o Trybunale Konstytucyjnym. Definicja pełnego składu znajduje się w art. 44 ust. 3. Wedle niej pełny skład wymaga co najmniej 9 sędziów. Ponadto wyróżnia się składy 3- oraz 5-osobowe. W składzie 3 sędziów rozpoznawane są sprawy mniejszej rangi, w tym m.in. dotyczące wyłączenia sędziego. Ust. 1 pkt 2) art. 44 określa katalog spraw, do rozpoznawania których uprawniony jest skład 5-osobowy. Mieszczą się w nim sprawy dotyczące:
b) ustaw z umowami międzynarodowymi, których ratyfikacja wymagała uprzedniej zgody wyrażonej w ustawie.
Teoretycznie można uznać, że skład 5-osobowy byłby właściwy. Zajrzyjmy jednak jeszcze do art. 44 ust. 1 pkt 1), w którym wymienia się sprawy, które podlegają rozpoznaniu przez TK w pełnym składzie, a zalicza się do nich m.in. kwestie:
f) o szczególnej zawiłości lub doniosłości.
Wyjaśnia się teraz, dlaczego pierwotnie TK miał zamiar orzekać w pełnym składzie i to 12-osobowym (przed wyłączeniem trójki sędziów). Materia sprawy dotycząca samego TK z pewnością jest niesłychanie zawiła, albowiem TK jest nie tylko sędzią we własnej sprawie, lecz ponadto sędziowe TK brali czynny udział w tworzeniu prawa ich dotyczącego, przez co sami skomplikowali zagadnienie.
Dlaczego jednak teraz TK zmienił zdanie i przeszedł od składu 12-osobowego do znacznie skromniejszego, 5-osobowego? Racjonalne jest tylko jedno wytłumaczenie. Po prostu po odjęciu prezesa Rzeplińskiego i jego dwóch kolegów pozostało 9 sędziów (od trzech nie odebrano jeszcze ślubowania) i nie wiadomo, co by się mogło zadziać. Natomiast nie ma problemu, by z tej dziewiątki wyłonić piątkę jedynie słuszną, która wykona powierzone zadanie obrony twierdzy, jaką ostatnio stał się Trybunał Konstytucyjny. Tak to widzę i raczej trudno będzie mnie przekonać do odmiennego zdania.
Na zakończenie. Pamiętacie "leśnych dziadków" z poprzedniej Państwowej Komisji Wyborczej, którzy narobili bigosu w wyborach samorządowych? Nawet Fundacja Batorego stwierdziła ostatnio, że co najmniej pół miliona głosów nieważnych zawdzięczamy ich bezmyślności, przez co wypaczono totalnie głos społeczeństwa. Leśne dziadki z PKW podały się do dymisji i to samo sugerowałbym aktualnym sędziom Trybunału Konstytucyjnego.
PS. Jest jeszcze jedna, superważna sprawa, która kompromituje Trybunał Konstytucyjny do cna. Otóż, TK wydał dzisiaj postanowienie w trybie przepisów prawa cywilnego, dotyczące zabezpieczenia powództwa. Dzięki temu niejako zakazał Sejmowi wyboru nowych sędziów do czasu rozstrzygnięcia konstytucyjności ustawy o nim samym. Brzmi nieźle, nieprawdaż? Jest jednak pewien "drobiazg". Otóż ten sam Trybunał uznał w 2006 roku takie działanie za... niedopuszczalne. Co tu komentować?
PS2. Dla uzupełnienia zamieszczam podstawę prawną, z której skorzystał TK w celu "zabezpieczenia powództwa". Jest nią art. 730 § 1 k.p.c., który brzmi:
Przeto wedle najnowszej linii orzeczniczej Trybunału Konstytucyjnego stanowienie prawa przez Sejm zaliczone zostało do spraw cywilnych, które podlegają rozpoznaniu przez sądy powszechne. Brawo! To się dopiero nazywa trójpodział władzy!
Wysłany: Pią 18:35, 04 Gru 2015 Temat postu:
Prezes TK Andrzej Rzepliński znowu przerżnął!
Prezes Trybunału Konstytucyjnego prof. Andrzej Rzepliński nie ma dobrej ręki do prawa. Wczoraj okazało się, iż uczestniczył w tworzeniu niekonstytucyjnej ustawy o Trybunale Konstytucyjnym, zaś dziś z kolei przerżnął sprawę w Wojewódzkim Sądzie Administracyjnym (sic!).
O co poszło? Stowarzyszenie Watchdog Polska chciało się dowiedzieć w trybie przepisów ustawy o dostępie do informacji publicznej, jakie kwoty wynagrodzeń od umów zleceń i o dzieło TK wydał w 2014 r. Prezes Rzepliński odmówił i to dwukrotnie. Przypominam w tym miejscu, że ustawa o dostępie do informacj publicznej jest ponoć jednym z większych osiągnięć III RP w zakresie praw obywatelskich. Okazuje się jednak, że najwyższy strażnik prawa w Polsce ma gdzieś wolności obywatelskie.
Dziś sędziowie WSA w Warszawie zmietli w pył argumentację prezesa Rzeplińskiego, nakazując mu ujawnienie informacji publicznej. Przypominam też, że prezes Rzepliński odmówił wcześniej ujawnienia dziennikarzom informacji na temat prac sędziów TK (włącznie z nim samym) nad ustawą o TK, która wczoraj uznana została za częściowo niekonstytucyjną. Dopiero sąd administracyjny nakazał mu ich udostępnienie!
Ciekawi mnie, skąd bierze się dogmat o nieomylności polskiego Trybunału Konstytucyjnego. Okazuje się bowiem, że prawa i wolności zagwarantowane obywatelom w Konstytucji i pilnie strzeżone jakoby przez Trybunał Konstytucyjny potrafią być deptane właśnie tam, gdzie powinny być szczególnie chronione. Nb. arogancja prezesa Andrzeja Rzeplińskiego nie bierze się znikąd i jest typowa dla władców III RP.
Wysłany: Pon 21:34, 28 Gru 2015 Temat postu:
Rzeczywistości którym brakuje odniesienia - niezależna władza sądownicza i niezawiśli sędziowie.
Faktycznie nigdzie w Europie ( również w USA i Kanadzie np.) nie wprowadzono ustawowego obowiązku opracowania takowego kodeksu.
Przyczyna jest prosta, tam gdzie sędziowie postępują zgodnie z etyką i w ramach prawa, nie ma potrzeby wymazywania i symulowania rzeczywistości, zastępowania tej rzeczywistości kodeksami etyki do pokazywania, że wszystko jest niby cacy. W tych krajach sędziowie są wybierani/nominowani spośród najlepszych z najlepszych. Deontologia prawnicza i przestrzeganie prawa jest w tych krajach taką oczywistością, że opracowywanie takich kodeksów i pokazywanie jak wielkie wymagania stawiają sobie sędziowie jest zbędne, albowiem gdyby takich wymagań nie stawali sobie w realu – nominacji sędziowskiej po prostu nigdy by nie dostali.
Na wspomnianej konferencji Pierwsza Prezes SN prof. Małgorzata Gersdorf stwierdziła kadegorycznie - „nie ma korupcji w sądach”, bowiem nie ma żadnych postępowań dyscyplinarnych przeciwko sędziom!
Już wg Sędziego Żurka, korupcja w sądach jest, ale „wręcz śladowa”. Natomiast prof. Safjan mówi; „Byłem ostatnio na przyjęciu w bardzo czcigodnym domu, wśród gości – bardzo szacowne osoby, luminarze świata prawniczego. Jeden z moich wybitnych kolegów obecny na tym spotkaniu przekonywał mnie o tym, że ma nieustanne potwierdzenia i sygnały od swoich znajomych adwokatów i radców, że muszą załatwiać wiele spraw w sądach jedynie z określonymi sędziami i wedle określonych stawek. Słyszy się o takich sprawach często i pozostaje to w wyraźnej dysharmonii z zapewnieniami, że przypadki korupcji w sądach są rzadkie, odosobnione i w jakimś stopniu nieuniknione”[ii]
[i] [link widoczny dla zalogowanych]
[iii] [link widoczny dla zalogowanych]
Ostatnio zmieniony przez w51 dnia Pon 21:37, 28 Gru 2015, w całości zmieniany 1 raz
Wysłany: Nie 19:04, 14 Lut 2016 Temat postu:
W kolejnych dniach „afery bardzo znanego sędziego” ciężar zdumienia śledzących ją przesunął się z kontemplowania sędziowskiej bezstronności a’la Łączewski na powściągliwość, z jaką do sprawy odnoszą się ci, którzy jakoś się do niej odnieść powinni.
„Co najmniej zastanawiająca jest bierność władz sądowniczych i prokuratury w sprawie sędziego Wojciecha Łączewskiego...„* zwrócił uwagę jeden z użytkowników mediów społecznościowych a inny zauważył „Fakty TVN kolejny dzień uznały, że widz nie zasługuje na inf. o sprawie Łączewskiego. Gdyby nie TVP, tematu w głównych mediach by nie było.”** To ostatnie stwierdzenie tym jest celniejsze, że na przykład redaktor „Wyborczej” Paweł Wroński zdumiony jest, że sprawa ewentualnego politycznego zaplątania sędziego orzekającego w sprawach przeciwko politykom w ogóle interesuje media publiczne. Jego jakby interesuje mniej.***
Z tych dwóch przywołanych wypowiedzi można by wynieść przekonanie, że z ujawnionych zabaw Wojciecha Łączewskiego próbuje się robić wstydliwą tajemnicę.
Owszem, nie ma jakiegoś parcia mediów i niektórych środowisk by jakoś szerzej informować o tym jak twórczo ów sędzia mógł interpretować brak politycznego zaangażowania, do którego zobowiązani są funkcjonariusze wymiaru sprawiedliwości. Owszem, jeśli aktywność Łaczewskiego faktycznie potwierdzi się, nikt o niej w superlatywach wypowiadać się nie będzie.
Ale nie oszukujmy się, to, co zrobił czy też prawdopodobnie zrobił Wojciech Łączewski dla wielu nie jest niczym wstydliwym czy godnym potępienia. Wręcz przeciwnie. Myślę, że nawet udowodnienie, że Łączewski faktycznie bawił się w „ruch oporu przeciw władzy” tego stosunku do niego nie zmieni. To znaczy zmieni ale u niektórych w sensie pozytywnym. Ja nawet nie myślę ale wiem, że w pewnych środowiskach informację o możliwym czynnym oporze „bardzo znanego sędziego” przeciw władzy przyjęto z entuzjazmem.
Nie ma znaczenia, że postępujący w ten sposób funkcjonariusz państwa sprzeniewierzyłby się zasadom, którymi powinien się kierować. Tolerowanie tego a nawet wzywanie do tego nie jest czymś nowym i zaskakującym. Dla niektórych w walce z PiS cel uświęca środki.
Napisałem wyżej, że wiem jak postawę Łączewskiego tu i ówdzie się ocenia. Wiem bo słucham i czytam. Swego czasu bardzo duży odzew wywołało nawoływanie przez Wojciecha Czuchnowskiego z „Wyborczej” do nieposłuszeństwa wojska wobec nowego ministra obrony.**** Dużo mniejszym echem odbił się tekst Krzysztofa Burnetki „Urzędnicy państwa prawa kontra zamach PiS na Trybunał Konstytucyjny” opublikowany przez „Politykę”.***** Autor wyraża w nim radosne przypuszczenie, że „do frontu oporu przeciwko bezczelności ekipy PiS oraz ostentacyjnego łamania przez nią prawa przystępują nie tylko coraz szersze kręgi zwykłych obywateli, ale też funkcjonariusze państwa.”
Łączewski ze swą chęcią pomocy rzekomemu Tomaszowi Lisowi byłby niewątpliwie urzeczywistnieniem wizji Burnetki. Myślę, że najprawdopodobniejszą reakcją na cała tę sprawę wśród ludzi pokroju Czuchnowskiego i Burnetki jest szczery żal a może i rozpacz, że to na razie tylko jeden Łączewski. Ale jednak jest nadzieją bo przecież w korespondencji pojawiła się sugestia, że takich „sędziów pod inna tożsamością” jest więcej. Bo może jest ich tam więcej właśnie po to, by pana Lisa wiedział instruować jak powinna wyglądać ta jego walka. Cisi bohaterowie ruchu oporu. Tacy jak Łączewski.
*** [link widoczny dla zalogowanych]
**** [link widoczny dla zalogowanych]
Wysłany: Śro 14:31, 27 Kwi 2016 Temat postu:
Jeden z memów świetnie komentujących bezkarność sędziów.
Łamiące Konstytucję postępowanie Trybunału Konstytucyjnego oraz kuriozalna uchwała Sądu Najwyższego stawia nie tylko przed rządem, ale w ogóle przed państwem polskim ważne pytania. Najważniejsze z nich brzmi: co zrobić skoro ci, którzy mieli stać na straży prawa sami to prawo łamią? Nie ma w polskim prawie praktycznie ŻADNYCH możliwości zdyscyplinowania sędziów. Sędziowie mogą ogłosić i uchwalić wszystko. Rzeczy nie tylko niezgodne z prawem, ale nawet z zasadami rozumu i nie będą przed nikim odpowiadać poza swoimi korporacyjnymi przedstawicielami, którzy zawsze lojalnie stają po stronie kamratów.
Taka sytuacja jest nie do zaakceptowania dla jakiegokolwiek rządu i państwa. Jak słusznie mówi Ryszard Bugaj niedopuszczalne jest by wola trzech sędziów TK (zakładając, że w składzie pięcioosobowym dwóch sędziów zgłasza zdanie odrębne) całkowicie przekreślała wolę parlamentu mającego umocowanie w woli wyborców i poparcie wielu milionów obywateli.
Bo demokracja na pewno nie jest ustrojem, w którym rządzi klika samozwańczych "strażników demokracji" dyktujących rządowi, Sejmowi i społeczeństwu, co mają robić. Jak zwykle prawnicy rządzą tam, gdzie prawo jest mętne, niejasne, zawiłe. I dlategowłaśnie część środowiska sędziów będzie hamować zmiany i wszelkie próby uzdrawiania Rzeczpospolitej. Bo w końcu jaki interes ma banda małp, żeby ścięto pełne owoców drzewo, na którym owe małpy tuczą się od lat? Za co zresztą hojnie płacimy my wszyscy.
ps. źródła zła tkwi również w Konstytucji, której pierwszy artykuł jest kompletnie idiotycznym, niejasnym przepisem - wytrychem mówiącym, iż "Rzeczpospolita Polska jest demokratycznym państwem prawnym, urzeczywistniającym zasady sprawiedliwości społecznej". Jeżeli ktoś z Państwa miał chociaż pobieżne kontakty z nauką prawa, to zdaje sobie doskonale sprawę, że KAŻDĄ ustawę można obalić albo przynajmniej częściowo podważyć powołując się na ten artykuł.
pps. zapraszam na Twittera: @JacekPiekara
Wysłany: Pią 13:56, 29 Kwi 2016 Temat postu:
Ajatollah Rzepliński i Strażnicy Trybunału.
Doszło do kolejnego aktu
Oto Sędzia Rzepliński wraz z dziesiątką wiernynych pretorian (z 15-tu) ogłosił, że wielokrotnie nagradzany Dyrektor Zespołu Orzecznictwa i Studiów Trybunału Konstytucyjnego profesor Kamil Zaradkiewicz ma poszukać sobie nowej pracy. Propozycja z cyklu nie do odrzucenia.
Jednocześnie Profesor jako jedyny z pracowników TK został pozbawiony jubileuszowej premii po 15-tu latach pracy.
Powodem jest to, że profesor Zaradkiewicz śmiał mieć odmienne zdanie niż sam Ajatollah i wspierający go Strażnicy Trybunalu. Bo wiadomym jest, ze nie mozna mieć innego zdania niż jedna , jedynie słuszna linia Sędziego Rzeplińskiego.
Jednocześnie sędziowie ( sądu kapturowego ?) wydali profesorowi Zaradkiewiczowi zakaz wypowiadania się do mediów. Czyżby knebel miał za zadnie utrwalenie monopolu na wypowiedzi wyłącznie dla wiernych wyznawców?
Jednocześnie, sam Sędzia Rzepliński zapowiedział, że udaje się na długi weekend i media maja mu .....nie zawracać. Wypowie dopiero po 3 maja.
Jak widać Trybunał Trybunałem, ale wyroki muszą być.......
Trybunal tonie i grzęźnie .......mówi się o jego autorytecie .........na autorytet trzeba sobie jednak zapracować. Demokracja dla ludu .....ale w Trybunale to demokracja ludowa, rodem z głębokiego PRL-u.
EDIT 10:55 Okazuje się, że (sic!) Biuro Prasowe TK ma też zakaz wypowiedzi :-)))
Może jedynie przesyłać zapytania do Rzeplińskiego a Ajatollah jak zechce to się wypowie.
Wysłany: Czw 11:00, 19 Maj 2016 Temat postu:
A co będzie, gdy Trybunał nie będzie Wasz?
Tytułowe pytanie skierować należy do przede wszystkim polityków Platformy Obywatelskiej i jej działaczy. Tych będących zarówno Posłami na Sejm RP, Senatorami Rzeczypospolitej, jak i radnymi wszystkich szczebli samorządu terytorialnego. W szczególności zaś do tych, nie posiadających wykształcenia prawniczego. Pytanie z prośbą, aby starali się na nie odpowiedzieć, nie zgodnie z doraźnym interesem politycznym własnym i własnego ugrupowania, ale mając na względzie własną osobistą rolę w życiu publiczną i własną odpowiedzialność, a także to, że prawo rodzi pewne skutki także na przyszłość.
Jest bowiem spór o Trybunał Konstytucyjny, czymś więcej niż zwykłą brudną pyskówką pomiędzy Schetyną, Kopaczową, Petru i Gasiuk-histeryk-Pihowicz z jednej a Kaczyńskim z drugiej strony. Jest to poważny spór Konstytucyjny, ze skutkami dla całego społeczeństwa obecnego i przyszłych pokoleń, oto kto jest faktycznym suwerenem Rzeczypospolitej Polskiej. Czy Społeczeństwo, czy 15 osobowa grupa prawników zasiadająca w Trybunale Konstytucyjnym?
Jeżeli Spór zakończy się zgodnie z życzeniem obecnego Trybunału oznaczać to będzie, że Trybunał uzyska de facto największą władzę w Polsce.
Oczywiście formalnie Trybunał będzie zgodnie z Konstytucją nadal badał i tylko wyłącznie zgodność ustaw z Konstytucją. Jednak w praktyce, a to też jest element prawa, będzie to kontrola nie następcza, to jest dopiero po uchwaleniu ustawy, Trybunał będzie mógł się wypowiedzieć co do jej konstytucyjności, ale będzie to kontrola prewencyjna polegająca na dopuszczalności głoszenia przez Trybunał przed uchwaleniem ustawy tego co jest, a co nie jest konstytucyjne. Rola Sejmu spadnie w takim układzie tylko i wyłączenie do słuchacza poleceń płynących z pałacyku w Al. Szucha. Najważniejszym zaś aktem legitymizującym władzę, nie będą wybory parlamentarne, ale obranie raz na 9 lat sędziów Trybunału Konstytucyjnego. A gdy jeszcze Trybunał potwierdzi sobie prawo do uchylanie niezgodnych z Konstytucją uchwał Sejmowych, to właściwie rolą Sejmu będzie tylko nieirytowanie poważnych profesorów Prawa z Trybunału Konstytucyjnego.
Gdybym miał zobrazować różnicę dla obywatela pomiędzy politykiem (posłem, senatorem) a Sędzią, to polega ona chociażby na tym, że zgodnie z ustawą o wykonywaniu mandatu posła i senatora, każdy obywatel ma prawo przyjść do Posła ze swoim problemem, a Poseł lub Senator ma obowiązek nad tym problemem się pochylić. Natomiast do Sędziego, działającego w ramach o wiele bardziej rygorystycznych procedur karnej czy cywilnej niż zdecydowanie liberalniejsza procedura administracyjna, obywatel może się udać tylko w tych sytuacjach w których prawo zezwala obywatelowi, a i tak Sędzia ma ten przywilej, że nie nad każdym problemem obywatela musi się pochylić i nie każdy problem musi rozwiązać tak jakby obywatel tego oczekiwał.
O wiele bardziej kluczowa jest jednak różnica w odpowiedzialności pomiędzy politykiem a Sędzia. Sędzia bierze na siebie ogromną odpowiedzialność za każdy wyrok, który rozstrzyga indywidualną sprawę obywatela. Ma jednak zawsze takie wyjście awaryjne zwolnienia się z odpowiedzialności, tłumacząc iż on jest tylko „ustami ustawy” i to nie jego wina, że ustawodawca (politycy) ustanowili takie prawo a nie inne, które on właśnie musiał w taki konkretnie indywidualny sposób wyłożyć. Polityk, chociaż często nie bierze odpowiedzialności za indywidualne decyzji i los obywatele, w ostateczności bierze odpowiedzialność za całość funkcjonowania Państwa, w tym i Sądów.
Różnica jest także w tym, że politycy podlegają odpowiedzialności politycznej, i co 4 lata są poddawani ocenie wyborców. Jeżeli polityk będzie działał źle, wbrew interesowi społeczeństwa, najprawdopodobniej nie otrzyma mandatu. Sędzia uzyskując swój urząd jest w praktyce nieusuwalny dożywotnio i nie podlega w praktyce jakiejkolwiek ocenie. Sędzia Trybunału Konstytucyjnego ma 9 letni mandat, jest nieusuwalny, i zgodnie z ustawą do końca życia jego byt jest zapewniony, w praktyce niezależnie od jakości wykonywanej pracy. Będzie zależny tylko i wyłącznie od tego jak sam w swoim sercu i umyśle zdefiniuje pojęcia „demokratyczne państwo prawne” i co będzie dla niego oznaczać „urzeczywistnianie zasad sprawiedliwości społecznej”. Aha… odpowiedzialność za wykładnie tych pojęć poniesie polityk, nie Sędzia.
Dlatego też drodzy politycy w tym szczególnie Platformy. Cieszycie się czasem jedynie z fruktów iluzorycznej władzy, bo cóż z tego że stanowicie prawo, jak zostaliście bardzo skutecznie pozbawieni tak istotnego elementu stanowienia prawa, jakim jest jego wykładnia. Im bardziej piszecie ogólne ustawy, im bardziej chwalicie się swoją nieznajomością prawa, przedkładając nad znajomość prawa doświadczenie w samorządzie terytorialnym, tym więcej władzy wędruje w ręce korporacji prawniczych i sędziów. Przy czym korporacje i sędziowie są na tyle od was bystrzejsi, że biorąc po cichu wielką władzę, zostawiają Wam całą odpowiedzialność.
Zważcie, że może nadejdzie dzień w którym w Trybunale choć z waszej nominacji zasiądą osoby, które poczują się zupełnie od was niezależne, które będą chciały prowadzić swoją, nierozpoznaną dla nikogo politykę. Wiem, że dziś profesor Rzepliński jest waszym sojusznikiem i sojusznikiem lojalnym… ale czy będziecie pewni kolejnych Sędziów, którzy przyjdą? Którzy nie będą drżeli tak jak wy, przed kolejnymi wyborami, nastrojami społecznymi, wydatkami na kampanię i miejscem na liście? Czy na pewno chcecie dać im tak wielką władzę? To nie jest spór pomiędzy Trybunałem PO a Rządem PIS czy pisowską większością Sejmową. To jest spór pomiędzy Trybunałem Konstytucyjnym a Sejmem i Rządem Rzeczypospolitej. Rządem, który dziś jest taki, ale jutro może być jak najbardziej wasz. I drżyjcie wtedy o wasze życie polityczne, gdy Rząd i Sejm będzie Wasz.. a Trybunał będzie należał do kogoś całkiem innego.
Wysłany: Sob 21:08, 03 Wrz 2016 Temat postu:
Nie udaje się KODem, to na nadzwyczajnym zebraniu spotkali się sędziowie. Nadzwyczajny Kongres Sędziów Polskich był kolejną okazją by napluć na rząd. Wygadywano tam np. takie mądrości- Zoll: język Jarosława Kaczyńskiego jest typowy dla ustroju totalitarnego.
Jednak w głównej roli wystąpił prezes TK Rzepliński. Jak zwykle wyszedł on z roli sędziego TK, a zachowywał się jak nieomylny omnibus który wyznacza co można, a czego nie.
"To już przestawało być tak, że zmierzamy do Europy Zachodniej. Zaczynaliśmy być Europą Zachodnią, najbardziej na wschód wysuniętą częścią Europy Zachodniej. Jesteśmy po to, by przedyskutować złą drogę i złe zmiany, by przedyskutować jak - w ramach naszej jurysdykcji - radzić sobie z nimi" - uważa prezes TK.interia.pl/pap 3-IX-2016
Nie wiem jakie to sukcesy odnieśliśmy 2, 3 lata temu..Wiem że w tym okresie były wybory samorządowe z wyniknie w żaden sposób nieodwierciedlającym preferencji wyborczych polaków. Wiem też że wtedy powstała ustawa-we współpracy z TK-mająca zapewnić odrzuconej przez wyborców partii 100% miejsc w trybunale.
Oba te zdarzenia są typowe dla państw w których demokracja występuje tylko z nazwy. Czymś niezwykłym jest by partia mając a 15% poparcia społecznego, dzięki współpracy z TK zapewniła sobie pełnię władzy w trybunale.
Gdy w Austrii podczas wyborów prezydenckich wystąpiły zjawiska znane tylko PSL w samorządzie-chodzi o nadzwyczajny przyrost głosów nieważnych lub nadzwyczajną frekwencję w niektórych okręgach..Zarządzono tam powtórkę wyborów. W Polsce sędziowie zarządzili uznanie wyników. Co zdecydowanie pokazało ile nam brakuje do świata cywilizowanego. Choć ściślej mówiąc-nie nam, lecz środowisku sędziowskiemu.
Sędziowie miast zajmować się oceną prawa, zajmują się publicystyką polityczną, ciągle wykraczając z roli jaką wyznacza im państwo i konstytucja. Łamią tym samym trójpodział władzy. Nie potrafią przełknąć tego że środowisko przez nich popierane straciło władzę. Nawet nie starają się ukrywać swych poglądów. Moim zdaniem to pozostałość po latach komuny. Wtedy sędziowie też stali w jednym szeregu z partią, zawsze mieli zdanie zgodne z dyrektywami. Zawsze znaleźli paragraf na "bandy" podważające przewodnią rolę partii. Zawsze potrafili nie skazać towarzysza partyjnego. Dziś robią to samo-wtedy wrogiem byli Żołnierze podziemia, Solidarność. Dziś jest to PiS. Wtedy szli pod rękę dyrektyw z Moskwy, dziś chcą realizować dyrektywy z drugiej strony.
Rzewne odwoływania do czasu sprzed 2,3 lat jasno temu dowodzą. Jeśli coś jest przeciw PiS, jest to zgodne z prawem.
Wysłany: Czw 14:07, 08 Wrz 2016 Temat postu:
Nie pomoże i tysiąc przeprosin – te słowa wbiją się w pamięć, bo niestety idealnie trafiają w odczucia ludzi, poniewieranych w sądach każdego dnia. Celnie to ujął na łamach „Rzeczypospolitej” Tomasz Pietryga - obywatel spotyka w sądzie cesarską postać sędziego, która z wyżyn swojego majestatu mówi do niego w niezrozumiałym języku. To prawda, tak to ludzie widzą, tak odczuwają. Kto trafia przed oblicze sądu, w jakimkolwiek charakterze, ten często wychodzi stamtąd poobijany. Sędziowie nie słuchają, niecierpliwią się, potrafią ochrzanić człowieka za byle co, puszą się za stołem. I nawet jeśli dotyczy to tylko części czy wręcz mniejszości środowiska sędziów, to rzutuje na całość.
Wysłany: Pią 21:50, 16 Wrz 2016 Temat postu:
Knebel dla niezależnego prawnika! Trafił pod sąd za krytykę sędziów Sądu Najwyższego.
Jeśli to nie cenzura, to jak to nazywać? Krajowa Izba Radców Prawnych zażądała ukarania radcy Jacka Bombki za to, że ośmielił się skrytykować uchwałę sędziów Sądu Najwyższego o respektowaniu nieważnych wyroków Trybunału Konstytucyjnego.
To blokowanie swobody wypowiedzi. Niebezpieczny precedens, który naraża na szwank autorytet całego prawniczego środowiska
– mówi portalowi wPolityce.pl minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro.
Jacek Bombka, prezes wrocławskiej Fundacji Badań nad Prawem, to prawnik znany i szanowany za swoje zaangażowanie na rzecz ochrony praw człowieka i pomoc osobom skrzywdzonym przez wymiar sprawiedliwość. Narażał się już kolegom po fachu, gdy domagał się kar finansowych dla sędziów, którzy wydają bezprawne wyroki. Ale zemsta spotkała go dopiero, gdy uderzył w nieomylność Sądu Najwyższego i Trybunału Konstytucyjnego.
Pod koniec kwietnia w programie TVP Info „Minęła Dwudziesta” zakwestionował wydaną tego dnia uchwałę Zgromadzenia Ogólnego Sędziów Sądu Najwyższego, zgodnie z którą wszyscy sędziowie mają respektować orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego, nawet jeśli nie zostały opublikowane, a więc są nieważne. Nazwał uchwałę „politycznym ekscesem”. Z zimną prawniczą precyzją udowodnił, że Zgromadzenie nie ma kompetencji, by wydawać instrukcje, które uderzają w niezawisłość szeregowych sędziów.
Reakcja prawniczego środowiska była błyskawiczna. Krajowa Izba Radców Prawnych wystąpiła do rzecznika dyscyplinarnego radców o karę dla Jacka Bombki za krytykę sędziów. Mściwość radców wobec kolegi po fachu poruszyła nawet ministra sprawiedliwości.
Rolą organów dyscyplinarnych samorządu radców prawnych jest nadzór nad rzetelnym, uczciwym, zgodnym z prawem i etyką wykonywaniem tego szanowanego zawodu. A nie nadzór nad sumieniami i poglądami jego przedstawicieli
– komentuje w rozmowie z wPolityce.pl Zbigniew Ziobro.
Z groźby kompromitacji musiał zdać sobie sprawę Rzecznik Dyscyplinarny Izby Radców Prawnych w Rzeszowie. Wydał salomonowy wyrok. Uznał wypowiedź Jacka Bombki za niewłaściwą, ale odmówił wszczęcia postępowania dyscyplinarnego. Wytłumaczył to tym, że egzamin radcowski Bombki nie obejmował egzaminu z etyki zawodowej. Czyli że Bombka nie wiedział, co mówi ani że łamie etykę.
Marne to usprawiedliwienie dla prób kneblowania niepokornych prawników. Ale dla zwolenników nieomylności Trybunału Konstytucyjnego i jego prezesa Zbigniewa Rzeplińskiego to nie pierwszyzna. Pracę w Trybunale stracił już przecież Dyrektor Biura Orzecznictwa i Studiów Kamil Zaradkiewicz, gdy ośmielił się skrytykować warcholstwo Rzeplińskiego i jego kolegów.

References: art. 156
 art. 303
 art. 552
 art. 168
 art. 4
 art. 44
 art. 44
 art. 44
 art. 730