Source: http://docplayer.pl/3734780-Www-ingremio-org-n-r-2-69-marzec-kwiecien-2011.html
Timestamp: 2017-08-22 02:03:52+00:00

Document:
n r 2 (69) marzec/kwiecień PDF
n r 2 (69) marzec/kwiecień 2011
Download "www.ingremio.org n r 2 (69) marzec/kwiecień 2011"
1 dwumiesięcznik szczecińskich środowisk prawniczych cena 0,0 PLN ISSN n r 2 (69) marzec/kwiecień 2011
3 Człowiek Roku 2011 In Gremio wybrany. Doktorowi Jerzemu Pobosze serdecznie gratulujemy - więcej informacji na ten temat zamieszczamy poniżej. Przedstawiciele wolnych zawodów prawniczych nie są w ostatnich czasach zadowoleni z działalności ustawodawcy. Potwierdza to w swoim artykule przewodniczący Izby Komorniczej w Szczecinie Jan Woźniak. W In Gremio znajdą Państwo także sprawozdanie z jubileuszu prof. Macieja Zielińskiego, artykuł o równouprawnieniu, relację z wyprawy szczecińskiego adwokata Marka Baranowicza na Białoruś. Poza tym aktualności, prawnicze hobby, stałe felietony i rubryki historyczne. Z naszymi czytelnikami dzielą się swoimi wrażeniami uczestnicy balów ZPP i karnawałowego, który odbył się w siedzibie ORA. Zapraszam do lektury [Piotr Dobrołowicz, redakcja In Gremio] Doktor Jerzy Pobocha Człowiekiem Roku In Gremio 2010 Pod koniec stycznia 2011 roku, w siedzibie Okręgowej Rady Adwokackiej w Szczecinie zebrała się Kapituła nagrody Człowiek Roku In Gremio. Kapitułę tworzą przedstawiciele wszystkich najwyższych jednostek sądownictwa i władz korporacyjnych w apelacji szczecińskiej: Zygmunt Chorzępa Prezes Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Szczecinie, Ryszard Iwankiewicz Prezes Sądu Apelacyjnego w Szczecinie, Marek Mikołajczyk Dziekan Okręgowej Rady Adwokackiej w Szczecinie, Leszek Pietrakowski Prezes Rady Izby Notarialnej w Szczecinie, Kinga Przybylska Charif Dziekan Okręgowej Izby Radców Prawnych w Szczecinie, Józef Skoczeń Prokurator Apelacyjny w Szczecinie i Jan Woźniak Przewodniczący Izby Komorniczej w Szczecinie. Tegoroczny plebiscyt miał wyłonić zwycięzcę spośród trzech, wcześniej nominowanych do nagrody, kandydatów. Byli nimi: ustępujący niedawno, po zakończonej kadencji, dziekan Okręgowej Rady Adwokackiej Andrzej Gozdek, również kończący kadencję dziekan Okręgowej Izby Radców Prawnych Marian Falco oraz Przewodniczący Oddziału Szczecińskiego Polskiego Towarzystwa Psychiatrycznego doktor Jerzy Pobocha. Obrady Kapituły i głosowanie wyłoniło zwycięzcę, którym został Jerzy Pobocha. Dr n. med. Jerzy Pobocha to specjalista psychiatra; w latach pracownik naukowy PAM; adiunkt i Kierownik Oddziału; biegły Sądu Okręgowego w Szczecinie; od 2000 roku Ordynator Oddziału Psychiatrii Sądowej ZOZ Aresztu Śledczego. Autor ponad 60 prac z zakresu psychiatrii sądowej, psychofarmakologii, psychiatrii klinicznej oraz etyki. Działacz Polskiego Towarzystwa Psychiatrycznego, założyciel i Wiceprzewodniczący Zarządu Stowarzyszenia Pomocy Osobom z Chorobą Alzheimera. Organizator międzynarodowych i krajowych konferencji z psychiatrii sądowej od 1998 roku, w tym siedmiu konferencji polsko-niemieckich. Założyciel i pierwszy Prezes Polskiego Towarzystwa Psychiatrii Sądowej w latach Inicjator i organizator I Kongresu Nauk Sądowych w 2010 roku. Prelegent wielu wykładów z zakresu psychiatrii sądowej dla prawników-praktyków wszystkich profesji. Nagroda Człowieka Roku, jaką trzy lata temu ustanowiło nasze pismo, jest wyrazem uznania dla aktywności ludzi związanych z wymiarem sprawiedliwości, rozwijającej jego miejscową tożsamość i renomę. Jest zwróceniem uwagi na osobowości, które pozwalają uznawać, że okręg szczeciński zaznacza się także w najszerszym wymiarze siłą myśli prawniczej i społecznej, kompetencją zawodową i tworzeniem pozytywnego wizerunku wymiaru sprawiedliwości. Tegoroczne grono nominowanych i wybór dokonany przez Kapitułę jest znakomitym wyrazem tych idei - czego nominowanym oraz zwycięzcy gratulujemy. [ ] Redakcja In Gremio 3
4 03 Doktor Jerzy Pobocha Człowiekiem Roku In Gremio 2010 Dwumiesięcznik szczecińskich środowisk prawniczych Wydawca: Szczecińska Izba Adwokacka, pl. Batorego 3; Szczecin Redaktor Naczelny: adw. Piotr Dobrołowicz Redaguje: adw. Piotr Dobrołowicz z sędzią Grzegorzem Szaconiem oraz z zespołem Rada Programowa: Zygmunt Chorzępa Prezes Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Szczecinie Ryszard Iwankiewicz Prezes Sądu Apelacyjnego w Szczecinie Marek Mikołajczyk Dziekan Okręgowej Rady Adwokackiej w Szczecinie Leszek Pietrakowski Prezes Rady Izby Notarialnej w Szczecinie Kinga Przybylska-Charif Dziekan Okręgowej Izby Radców Prawnych w Szczecinie Józef Skoczeń Prokurator Apelacyjny w Szczecinie Jan Woźniak Przewodniczący Izby Komorniczej w Szczecinie tel Redakcja zastrzega sobie prawo do skracania i adiustacji tekstów Druk: Angraf, ul. Wojska Polskiego 43, Piła tel. (067) ISSN: ; Nakład 2800 egzemplarzy 05 Kim jest komornik sądowy? Kto finansuje działalność egzekucyjną? Jan Woźniak, komornik sądowy, Przewodniczący Izby Komorniczej w Szczecinie 08 Sąd, krok w tył Grzegorz Szacoń, sędzia Sądu Rejonowego w Łobzie 08 Sprawozdanie z uroczystości Jubileuszu 70. urodzin profesora dra hab. Macieja Zielińskiego Dr Agnieszka Choduń, dr Beata Kanarek, Uniwersytet Szczeciński 11 Argument ochrony tradycyjnej rodziny a dyskryminacja par homoseksualnych Anita Ptaszyńska, radca prawny, doktorant w Instytucie Nauk Prawnych PAN 14 Czy likwidacja małych sądów przyniesie oszczędności? Grzegorz Szacoń, sędzia Sądu Rejonowego w Łobzie 15 Oswajanie Niedźwiadka, czyli parę słów o Białorusi Marek Baranowicz, adwokat 20 Okrążyłem Gotlandię Mikołaj Marecki, adwokat 23 Odpowiedzialność majątkowa funkcjonariuszy publicznych za rażące naruszenie prawa Ryszard Różycki, Wiceprezes Zarządu Oddziału ZPP w Szczecinie 24 Karnawałowy Bal Prawnika Krystian Kwolek, sędzia Sądu Rejonowego Szczecin - Prawobrzeże i Zachód Magdalena Ledworowska, sędzia Sądu Rejonowego Szczecin - Prawobrzeże i Zachód 26 Pierwsza zabawa karnawałowaklubu Adwokata Agnieszka Aleksandruk-Dutkiewicz, adwokat Hanna Łyczywek-Falkowska, adwokat 27 Aplikanci rubryka Magdaleny Pomianowskiej, aplikantki adwokackiej 28 Orzecznictwo Sądu Apelacyjnego w Szczecinie 30 Bezprawie - szczeciński Grudzień 70 Tomasz Węgielnik, politolog lecie Niezależnego Zrzeszenia Studentów Michał Siedziako [OBEP IPN w Szczecinie] rys. Arkadiusz Krupa (Sędzia Sądu Rejonowego w Goleniowie) 34 PROBACJA CUP 2011 Marcin Filipczak
5 Jan Woźniak, komornik sądowy, Przewodniczący Izby Komorniczej w Szczecinie Kim jest komornik sądowy? Kto finansuje działalność egzekucyjną? Zapewnienie wykonania wyroków sądowych jest zadaniem państwa, albowiem to państwo posiada monopol stosowania środków przymusu niezbędnych do wymuszenia spełnienia przez dłużnika świadczenia określonego tytułem wykonawczym. Uprawnienia państwa przekazywane są organom władzy publicznej. Takim też organem jest komornik sądowy, który działał i nadal działa wyłącznie w imieniu państwa i został przez nie wyposażony w możliwość stosowania określonych środków przymusu przy wykonywaniu swoich zadań. Obecny status komornika sądowego określa ustawa z dnia 29 sierpnia 1997 roku o komornikach sądowych i egzekucji (t.j. Dz. U. z 2006 r. Nr 167, poz.1191 z późn. zm.). Ustawa określa również zadania komornika. Te zadania to przede wszystkim wykonywanie tytułów wykonawczych w drodze egzekucji. Komornik uzyskał status funkcjonariusza publicznego działającego przy sądzie rejonowym. Z dniem 1 stycznia 2002 r. rozwiązano stosunek pracy z komornikiem z mocy ustawy z dnia 18 września 2001 r. o zmianie ustawy o komornikach sądowych i egzekucji oraz niektórych innych ustaw i wprowadzono art. 3a stanowiący, że komornik na własny rachunek wykonuje czynności egzekucyjne. Takie rozwiązanie umożliwiło tworzenie nowych kancelarii komorniczych, bez względu na możliwości finansowe resortu sprawiedliwości. Warunkiem bezwzględnym do ubiegania się o stanowisko komornika to ukończenie wyższych studiów prawniczych, dwuletniej aplikacji i takiejże asesury. Nadzór nad komornikami sprawują sądy (w zakresie czynności egzekucyjnych), prezes sądu rejonowego przy którym działa komornik, samorząd komorniczy a przede wszystkim Minister Sprawiedliwości przez prezesów sądów okręgowych i sędziów wizytatorów. Każdy z komorników prowadzi indywidualną kancelarię komorniczą. Ma obowiązek utworzenia tej kancelarii z własnych środków i finansowania jej działalności tak w zakresie wydatków osobowych, jak rzeczowych z uzyskanych w danym miesiącu opłat egzekucyjnych i utrzymywać ją na poziomie odpowiednim do godności urzędu. Dochód kancelarii z opłat nie jest jednak zależny od inicjatywy komornika (pomijam tu możliwość naruszania przez komorników zasad etyki zawodowej jak np. reklamowanie swoich usług, zawyżanie zwrotu kosztów zastępstwa w celu pozyskania większej ilości spraw itp.). Komornik nie jest przedsiębiorcą, a działalność jego nie polega na wykorzystywaniu swobody gospodarczej, gdyż ze stronami postępowania nie łączy go stosunek prywatnoprawny. Czynności egzekucyjne wykonywane są według procedury określonej kodeksem postępowania cywilnego. Również skuteczność egzekucji nie jest zależna od komornika, a wyłącznie od majątku lub dochodu dłużnika, który może lub nie zaspokoić roszczenia wierzyciela. Dlatego myśl ustawodawcy, że skuteczność egzekucji można poprawić, wprowadzając konkurencję między komornikami, przez zniesienie właściwości ogólnej, zwiększenie liczby komorników i zmniejszenie opłat egzekucyjnych jest skazana na niepowodzenie. Cały system egzekucji sądowej w Polsce jest utrzymywany wyłącznie z opłat egzekucyjnych, a w przypadku ich braku - ze środków pochodzących od komornika jako osoby fizycznej. Przyjęto, że wierzyciel składając do komornika wniosek egzekucyjny nie uiszcza żadnej opłaty. Wpłaca jedynie kwotę związaną z wydatkami, które ponosi komornik (np. zapytanie do ZUS czy Urzędów Skarbowych) względnie uiszcza opłatę za poszukiwanie majątku, jeśli ją zleci komornikowi. Warto podkreślić, że obowiązująca obecnie ustawa jest aktem prawnym ułomnym i naruszającym w wielu zapisach zasady przyzwoitej legislacji. Szereg przepisów uznane zostało przez Trybunał Konstytucyjny za niezgodne z Konstytucją RP. Sytuacja taka dopuszcza do szeregu różniących się interpretacji stosowanych przez sądy egzekucyjne rozpatrujące skargi na sposób ustalania przez komorników opłat. Dotyczy to m.in. sformułowanego w art. 49 określenia wartości wyegzekwowanego roszczenia, od którego naliczana jest opłata egzekucyjna w wysokości 15, 8 lub 5%. Z logiki i słownika języka polskiego wynika, że wyegzekwowanie to zmuszenie kogoś do czegoś, często stosując środki przymusu a także zmusić kogoś do czegoś na podstawie wyroku sądu. Z interpretacji większości sądów wynika, że wyegzekwowanie to odebranie przez komornika dłużnikowi i przekazanie wierzycielowi należnego mu świadczenia. W praktyce wygląda to tak, że komornik swoim działaniem wymusił na dłużniku zapłatę długu, jednak zapłata ta została dokonana bezpośrednio wierzycielowi. Czy można w takim przypadku mówić, że nakład i wkład pracy kancelarii komornika był mniejszy, aby zastosować opłatę nie 15 czy 8, a 5%? Takie 5
6 podejście sądów jest szczególną premią dla dłużników, którzy mają pieniądze, ale z zapłatą czekają do ostatniej chwili (np. do licytacji nieruchomości), a karą dla dłużników, którzy nie są w stanie zapłacić i tracą cały swój majątek, płacąc najwyższą opłatę egzekucyjną. Podobnych przykładów niedorzeczności można by wymieniać więcej. 6 Nie ma jednak woli, aby napisać nową ustawę wolną od grzechów aktualnie obowiązującej. Nie zmienia się jednak chęć dokonywania permanentnej jej nowelizacji przez ciągłe zmniejszanie wysokości opłat ( z 21% w 1998 r. do 8% obecnie z możliwością jeszcze jej obniżenia przez sąd) oraz nakładanie na samorząd komorniczy nowych zadań bez zapewnienia środków ich finansowania (np. przechowywanie przez Krajową Radę Komorniczą akt spraw, w których postępowanie zostało zakończone, oraz zbędnych urządzeń ewidencyjnych). Samorząd Krajowa Rada Komornicza utrzymywane są ze składek komorników naliczanych od wpływu opłat egzekucyjnych. Nowelizacja z dnia 24 maja 2007 roku w art. 49 określiła wysokość opłaty stosunkowej w następujący sposób: w sprawach o egzekucję świadczeń pieniężnych komornik pobiera od dłużnika opłatę stosunkową w wysokości 15 % wartości wyegzekwowanego świadczenia, jednak nie niższej niż 1/10 i nie wyższej niż trzydziestokrotna wysokość przeciętnego wynagrodzenia miesięcznego. Jednakże w przypadku wyegzekwowania świadczenia wskutek skierowania egzekucji z wierzytelności z rachunku bankowego lub wynagrodzenia za pracę, komornik pobiera od dłużnika opłatę stosunkową w wysokości 8 % wartości wyegzekwowanego świadczenia, jednak nie niższej niż 1/10 i nie wyższej niż dziesięciokrotna wysokość przeciętnego wynagrodzenia miesięcznego. W obu przypadkach komornik ściąga opłatę od dłużnika proporcjonalnie do wysokości wyegzekwowanych kwot. Wydawać by się mogło, że obniżenie opłaty prawie o 50% w przypadku sposobów egzekucji najczęściej stosowanych pozwoli na czas dłuższy pozostawić ich wysokość bez zmian. Stało się jednak inaczej, bo kolejna nowelizacja z 17 czerwca 2010 roku rozszerzyła katalog opłaty 8% o świadczenia z ubezpieczenia społecznego, wypłacane na podstawie przepisów o promocji zatrudnienia i instytucjach rynku pracy, zasiłku dla bezrobotnych, dodatku aktywizacyjnego, stypendium oraz dodatku szkoleniowego. Obniżono też w tym zakresie także najniższą opłatę z 1/10 do 1/20 przeciętnego wynagrodzenia miesięcznego. Poza tą zmianą w art. 49 ustawy dodano między innymi pkt Modyfikacja ta sprowadziła się do przyznania sądowi kompetencji do obniżenia ustawowo unormowanej wysokości opłat. Wniosek o obniżenie opłat ma prawo złożyć dłużnik, a w niektórych przypadkach wierzyciel. Z treści przepisu art. 49 ust nie wynika by instytucja obniżenia opłaty była instytucją wyjątkową, która znajduje zastosowanie w szczególnie uzasadnionych wypadkach. Pozwala to na stwierdzenie, że sąd będzie uprawniony obniżyć opłatę w każdym przypadku, gdy dłużnik złoży wniosek, zaś sąd uzna, że z jakichś przyczyn należy obniżyć kwotę opłaty wynikającą z ustawy. Wprawdzie ustawa wskazuje kryteria, które pozwalają na obniżenie opłaty, a to: nakład pracy komornika lub sytuacja majątkowa wnioskodawcy oraz wysokość dochodu wnioskodawcy, lecz nie jest to katalog zamknięty, bowiem użyty w przepisie zwrot uwzględniając w szczególności ostatecznie pozostawia w gestii sądu kryteria, które jego zdaniem będą uzasadniać obniżenie. Nieodparcie nasuwa się przekonanie, że przy permanentnym obniżaniu opłaty stosunkowej, ustawodawcy umyka jakże istotny element. Ten element to konieczność finansowania przez komornika z sumy uzyskanych opłat spraw, w których postępowanie egzekucyjne okazało się nieskuteczne z przyczyn całkowicie niezależnych od komornika, i w których - niejako ze swojej istoty - nie jest możliwe osiągnięcie dochodu (np. egzekucja należności sądowych, czy też sprawy alimentacyjne). rys. Arkadiusz Krupa (Sędzia Sądu Rejonowego w Goleniowie)
7 Mamy uzasadnione obawy, że nadmierna ingerencja sądów w ustalone przez komorników koszty postępowania egzekucyjnego może skutkować zagrożeniem bezpieczeństwa finansowego kancelarii i ciągłości finansowania egzekucji. Może zdarzyć się przecież tak, że w danym miesiącu kilkakrotne obniżenie przez sąd kosztów spowoduje brak wystarczających środków finansowych na prowadzenie egzekucji w ogólności. Przecież komornik nie może uzależniać organizacji swojej kancelarii od ilości zmienionych postanowień o kosztach. Oczywiście możemy założyć, że komornik będzie kredytował działalność egzekucyjną. Pytanie brzmi, czy wszystkich komorników na to stać, a jeśli tak to przez jaki czas. Zwracam też uwagę, na odpowiedzialność komornika w aspekcie ustawy z dnia 17 czerwca 2004 roku o skardze na naruszenie prawa strony do rozpoznania sprawy w postępowaniu przygotowawczym prowadzonym lub nadzorowanym przez prokuratora i postępowaniu sądowym bez nieuzasadnionej zwłoki, jeżeli dopuści do przewlekłości postępowania, bo nie będzie miał środków na jego finansowanie. Analizując te ciągłe zmiany nie można oprzeć się wrażeniu, że chyba jednak ustawodawcy zabrakło wyobraźni, a także chęci poprawy funkcjonowania egzekucji sądowej w Polsce. Temat opłat egzekucyjnych bezpodstawnie kojarzony jest z wynagrodzeniem komornika, co absorbuje nie tylko media, ale również przedstawicieli wymiaru sprawiedliwości, a przede wszystkim polityków, z których wywodzi się ustawodawca. Partia polityczna według wszelkich zasad dąży do zdobycia władzy i stąd używa haseł populistycznych, a nie racjonalnych. Nie liczy się chęć np. usprawnienia egzekucji, a chęć zdobycia elektoratu popierającego daną partię. Wszyscy wiedzą - nie muszę tego udowadniać - o liczebnej przewadze dłużników nad wierzycielami. Stąd też przypuszczenia, że wolą polityczną zawsze będzie ochrona dłużnika (większość), nie zaś wierzyciela (mniejszość). Skarb Państwa, ZUS, samorządy lokalne, banki i inne instytucje, mają tysiące (miliony w skali globalnej) dłużników - posiadających prawo wyborcze. Takie podejście do tematu zagraża całemu obrotowi gospodarczemu naszego kraju i nie służy poprawie skuteczności egzekucji. [ ] reklama
8 Sąd, krok w tył felieton na czasie 8 Ojciec polskiej socjologii prawa Adam Podgórecki napisał w jednej ze swoich rozpraw, że prawo jest po to, aby działało. Trudno o wyrazistszą instrukcję dla odbiorców orzeczeń, jak i dla podmiotów stosujących prawo w określonych sytuacjach. Orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego w sprawie tzw. Komisji Majątkowej było oczekiwane nie tylko przez pół samorządowej Polski. Byłoby interesujące także dla sądów, z punktu widzenia zasady prawa do sądu i dwuinstancyjności postępowania. Pamiętamy, że te dwie podstawowe reguły obracały wniwecz regulacje proceduralne, bo stanowiły szczególne gwarancje państwa prawa. Pogląd Trybunału byłby ciekawy również z powodu idei powrotu do orzecznictwa administracyjnego w sprawach wykroczeń lub uproszczenia procedur, tak by np. pluciem na chodnik nie zajmował się w postępowaniu apelacyjnym sąd okręgowy. Trybunał nie wydał orzeczenia, wskazując, że podmiot, którego sprawa dotyczy przestaje istnieć. Trudno zmusić się do myślenia, że to tylko z tego powodu odroczono wydanie oczekiwanego wyroku. Pewien czas temu, w czasie posiedzenia Sądu Najwyższego w sprawie stwierdzenia ważności wyborów prezydenckich, dwóch krewkich starszych panów zakłóciło natarczywym krzykiem spokój i porządek czynności. W tej najważniejszej dla demokratycznego porządku prawnego sprawie Sąd przerwał posiedzenie i powrócił do pokoju narad. Media relacjonowały mozolne przekonywanie krzykaczy, aby zechcieli wyjść z sali rozpraw. Pytanie, czy wizerunkowo sądownictwo zyskało, czy straciło? Czy reakcja - zgodna przecież z u.s.p. - byłaby represją, czy stosowaniem prawa? Na sali sądowej pouczenia o normach tzw. policji sesyjnej z u.s.p. w kluczowym momencie jednak nie padły. Wydaje się, że sądownictwo uczestniczy w życiu społecznym na podobnych prawach, jak inne podmioty. Z pewnością jego działania mają na nie szczególny wpływ. Sądownictwo jest oceniane we wszystkich wymiarach od organizacyjnego do etycznego. Organy najwyższe struktur sądowniczych w niektórych państwach Europy, np. we Włoszech, dołączają się do dyskusji na sprawy społeczne i to nie tylko w formie orzeczeń. Sędziowie najwyższych instancji niektórych państw, jak na przykład Antonin Scalia ze Stanów Zjednoczonych, prezentują publicznie swoje poglądy na procesy społeczne i na czynniki wykładni konstytucji, w znacznie szerszych ramach, niż glosowanie wyroków. Czy na tym tle, w przyjętych u nas formach sądownictwo korzysta w pełni ze swej państwotwórczej roli? Czy chce kształtować postawy oparte na respekcie dla istniejących norm, czy może czasem woli uczynić krok w tył? [ ] Grzegorz Szacoń sędzia Sądu Rejonowego w Łobzie 18 listopada 2010 r., z okazji 70. rocznicy urodzin profesora Macieja Zielińskiego, w sali Senatu Uniwersytetu Szczecińskiego, odbyła się uroczystość jubileuszowa, przygotowana przez uczniów i współpracowników profesora Zielińskiego. Uroczystości tej towarzyszyło wręczenie Księgi jubileuszowej, będącej zbiorem artykułów pod wspólny tytułem W poszukiwaniu dobra wspólnego. Na uroczystość, której gospodarzem był Rektor Uniwersytetu Szczecińskiego prof. dr hab. Waldemar Tarczyński, przybyli: rodzina jubilata, współautorzy Księgi oraz zaproszeni goście, wśród których obecni byli przedstawiciele szczecińskiego świata praktyki prawniczej - prezes Sądu Apelacyjnego w Szczecinie sędzia Ryszard Wankiewicz, prezes Sądu Okręgowego w Szczecinie sędzia Henryk Sobociński, prezes Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Szczecinie sędzia NSA Zygmunt Chorzępa, dziekan Okręgowej Rady Adwokackiej adwokat Marek Mikołajczyk oraz sędzia NSA Stefan Kłosowski. Jako pierwszy głos zabrał rektor, który przede wszystkim podkreślił wielkie zasługi profesora Macieja Zielińskiego dla nauki prawa. JM przypomniał także wkład jubilata w rozwój Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Szczecińskiego oraz samego Uniwersytetu Szczecińskiego, choć, jak zauważył, związki Jubilata ze Szczecinem sięgają 3 października 1963 r., kiedy przybył tu poprowadzić swoje pierwsze samodzielne zajęcia w Punkcie Konsultacyjnym Wydziału Prawa i Administracji UAM, które odbywał przez kolejne lata, a po utworzeniu w 1985 r. Uniwersytetu Szczecińskiego prowadził zajęcia w Instytucie Prawa i Administracji nowej szczecińskiej uczelni. W dalszej części swego wystąpienia rektor podkreślił dokonania jubilata jako twórcy oraz pierwszego i długoletniego kierownika Katedry Teorii Państwa i Prawa (przemianowanej następnie na Katedrę Teorii i Filozofii Prawa), a także zasługi jubilata jako członka Senatu Uniwersytetu Szczecińskiego ( ). Rektor zaznaczył, że profesor Zieliński będąc członkiem Centralnej Komisji ds. Stopni i Tytułów, Komitetu Nauk Prawnych PAN, Rady Języka Polskiego przy Prezydium PAN zawsze z dumą reprezentował Uniwersytet Szczeciński. Składając życzenia dalszej, owocnej pracy - rektor podziękował jubilatowi za to, że pozostaje w Uniwersytecie Szczecińskim, zatrudniony w nim jako podstawowym miejscu pracy.
9 Dr Agnieszka Choduń, dr Beata Kanarek Uniwersytet Szczeciński Sprawozdanie z uroczystości Jubileuszu 70. urodzin profesora dra hab. Macieja Zielińskiego dowcy wszystkich wyższych uczelni Poznania (1986 r.) oraz najlepszego wykładowcy Wydziału Prawa i Administracji US. W laudacji podkreślono, że ważnym aspektem pracy dydaktyczno-naukowej profesora Macieja Zielińskiego jest jego współpraca z różnymi środowiskami prawniczymi, w szczególności z legislatorami i sędziami. Jubilat był wykładowcą na aplikacji legislacyjnej, prowadzonej w ramach Rządowego Centrum Legislacji przy Prezesie Rady Ministrów, prowadził także wykłady na szkoleniach legislacyjnych organizowanych przez Sejm oraz Senat Rzeczypospolitej Polskiej, na Podyplomowym Studium Legislacji zorganizowanym przez Uniwersytet Warszawski oraz warsztatach legislacyjnych służb mundurowych. Na zaproszenie środowiska sędziowskiego, wygłaszał wielokrotnie, wykłady dla sędziów niemal wszystkich sądów apelacyjnych oraz wielu sądów okręgowych. Od 2003 r., na zaproszenie Sądu Najwyższego, wygłasza corocznie referaty na konferencjach sędziów Izby Karnej oraz Izby Wojskowej, a także Izby Administracyjnej, Pracy i Ubezpieczeń Społecznych (Izby Pracy, Ubezpieczeń Społecznych i Spraw Publicznych) SN. Jubilat współpracuje także ze środowiskiem prokuratorów i notariuszy. W ramach tej współpracy, sporządzał ekspertyzy prawne dla Okręgowej Izby Notarialnej w Poznaniu oraz Krajowej Rady Notarialnej, ponadto współuczestniczył w kształtowaniu się idei Kodeksu etyki zawodowej notariusza, oraz był ekspertem w tworzeniu tekstu tego kodeksu. Prezentując dokonania naukowe jubilata, laudator podkreślił, że Maciej Zieliński, jako uczeń profesora Zygmunta Ziembińskiego wyrósł, w założonej przez swego mistrza, tak zwanej poznańskiej szkole teorii Po tym wystąpieniu dr hab. prof. US Stanisław Czepita wygłosił laudację na cześć jubilata. Laudację rozpoczęła prezentacja drogi naukowej profesora Macieja Zielińskiego. Następnie laudator zaprezentował szerokie spektrum aktywności dydaktycznej i organizacyjnej jubilata, działalności bardzo daleko wykraczającej poza standardowe obowiązki nauczyciela akademickiego. Efektem takiej postawy Macieja Zielińskiego jest, jak podkreślił laudator, trwające nieprzerwanie uznanie studentów dla jego pracy, znajdujące odzwierciedlenie w przyznanych tytułach: najlepszego wykła- prawa, jednakże dzięki swym własnym oryginalnym i głębokim ideom sprawił, że współcześnie mówi się o szkole poznańsko-szczecińskiej, której jubilat jest najwyższym autorytetem. Przedstawiając postawę naukową jubilata, laudator wskazał na bardzo istotny aspekt, jakim jest stosunek profesora Macieja Zielińskiego do współpracowników i zespołów naukowych, w których pracuje. Jubilat nie tylko zachęca do współpracy nad ważnymi zagadnieniami naukowymi zwłaszcza swoich młodszych kolegów i uczniów, po to, by szukać wspólnie odpowiedzi na pytanie naukowe, ale także po to, by uczyć postawy do naukowej. Co istotne, w tej wspólnej pracy zawsze, zawsze uwypukla wkład współpracowników. Całkowicie zrozumiałe jest więc to, że do profesora Macieja Zielińskiego garną się ci, którzy szukają w nauce czegoś ważnego, twórczego, wielkiego. Na zakończenie, laudator odniósł się do przymiotów profesora Macieja Zielińskiego. Przede wszystkim, jak zauważył profesor Czepita, jest to perfekcjonizm, który zdumiewa, jeżeli weźmie się pod uwagę szerokość i głębokość aktywności jubilata. Wyróżniające profesora 9
10 10 Macieja Zielińskiego, jako badacza o konsekwentnej postawie metodologicznej, cechy: jasność formułowanych tez, precyzja przeprowadzonej argumentacji, a także ogromna odpowiedzialność za słowo, stanowią wzorzec dla innych. Najgłębsza humanistyczna i społeczna doniosłość działalności profesora Macieja Zielińskiego polega na tym, że pokazuje on tym wszystkim, z którymi się styka uczy ich, współpracuje z nimi, a także polemizuje, a nawet się ściera naukowo (zawsze w myśl zasady suaviter in modo fortiter in re) że wzorzec osobowy uczonego, nauczyciela, wychowawcy nie jest po to, żeby o nim mówić, ale po to, żeby go realizować. Jubilat jest tego znakomitym przykładem. Po laudacji głos zabrał dr Zbigniew Wrona - wiceminister sprawiedliwości, który odczytał list gratulacyjny od Ministra Sprawiedliwości. W liście znalazły się podziękowania dla jubilata za jego nieoceniony wkład w rozwój nauki prawa, a w szczególności za wkład w rozwój polskiej legislacji [ ], dokonania jako współtwórcy sukcesu Warsztatów Legislacyjnych oraz za wygłaszane dla legislatorów referaty dotyczące wykładni prawa i jej wpływu na redagowanie tekstów prawnych [ ] które są ważnymi drogowskazami w tworzeniu dobrego prawa. Minister Zbigniew Wrona wręczył także jubilatowi, w imieniu Ministra Sprawiedliwości, medal za zasługi w dziedzinie rozwoju polskiej legislacji. Następnie głos zabrał dr hab. prof. UAM Tomasz Sokołowski - dziekan Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, z którym to wydziałem profesor Maciej Zieliński był związany od 1963 r. do 30 września 2002 r. i na którym uzyskiwał kolejne stopnie i tytuły naukowe oraz zajmował kolejne stanowiska. Pełnił także rozliczne funkcje, z których szczególnie bliskie były mu te związane z pracą ze studentami i działalnością związkową. Jubilat był bowiem opiekunem grupy studenckiej (jako asystent), opiekunem roku (jako adiunkt), a także sekretarzem Rady Pedagogicznej. Natomiast w pierwszych wyłonionych demokratycznie władzach Wydziału Prawa i Administracji UAM w latach Maciej Zieliński, wybrany przez studentów tego wydziału, pełnił funkcję prodziekana do spraw studiów stacjonarnych. Natomiast w latach Maciej Zieliński był z wyboru członkiem Senatu UAM. Dziekan Tomasz Sokołowski składając gratulacje zapewnił jubilata, że obok proporca Uniwersytetu Szczecińskiego powiewa dla niego także proporzec Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Kulminacyjnym punktem Jubileuszu było uroczyste wręczenie profesorowi Maciejowi Zielińskiemu Księgi jubileuszowej, będącej zbiorem rozpraw, pod wspólnym tytułem W poszukiwaniu dobra wspólnego i stanowiącej dowód szacunku oraz uznania uczniów, współpracowników i przyjaciół dla jubilata i dla jego pracy. Księgę wręczali jubilatowi jej redaktorzy - dr Agnieszka Choduń i dr hab. prof. US Stanisław Czepita. Przy tej okazji odczytane zostały nazwiska wszystkich 62 autorów (najwybitniejszych przedstawicieli świata nauki prawników i językoznawców, a także najwybitniejszych przedstawicieli praktyki prawniczej sędziów Sądu Najwyższego, Naczelnego Sądu Administracyjnego, Trybunału Konstytucyjnego, Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej) 61 artykułów składających się na księgę. Na zakończenie uroczystości głos zabrał sam jubilat, który w swym wystąpieniu przypomniał tych wszystkich, którzy mieli wpływ na jego życie naukowe. Przede wszystkim swego mistrza profesora Zygmunta Ziembińskiego, któremu zawdzięcza przede wszystkim warsztat metodologiczny i dążenie do szukania w pracy naukowej własnych rozwiązań. Wspominał także profesora Jerzego Wróblewskiego, którego ogromna erudycja i rozległa wiedza zawsze stanowiły źródło inspiracji i punkt odniesienia dla własnych koncepcji naukowych profesora Zielińskiego. Jubilat opowiadał o profesorze Kazimierzu Ajdukiewiczu, który stanowił dla niego wzorzec głębi przemyśleń i precyzji sformułowań oraz o profesorze Franciszku Studnickim, który był pierwszym zwolennikiem koncepcji wykładni derywacyjnej i orędownikiem jej popularyzacji. Profesora Adama Łopatkę wspominał jubilat jako tego, od którego nauczył się jak egzekwować właściwą postawę pracownika do obowiązków organizacyjnych. Natomiast o profesor Janinie Kotarbińskiej, profesor Marii Ossowskiej oraz profesor Iji Lazari-Pawłowskiej opowiadał jako o tych, które wprowadzały jubilata w arkana logiki, socjologii i etyki. Profesor Zieliński wspominał również profesora Kazimierza Tyczkę oraz profesora Tadeusza Zielińskiego. Mówił też o profesorze dr. hab. dr. h.c. Henryku Olszewskim i profesorze dr. dr. h.c. Zbigniewie Radwańskim, którym podziękował za ogromną życzliwość i pomoc, a profesorowi Radwańskiemu także za możliwość uczestniczenia w realizacji wspólnych projektów badawczych. Ta część uroczystości wywarła chyba na wszystkich największe wrażenie. Jubilat snuł swoje wspomnienia z właściwym sobie humorem, ale jednocześnie w sposób, który skłania do głębokiej refleksji. Na zakończenie profesor Maciej Zieliński wyraził słowa podziękowania organizatorom uroczystości, redaktorom księgi oraz wszystkim jej współautorom. [ ]
11 Argument ochrony tradycyjnej rodziny a dyskryminacja par homoseksualnych Anita Ptaszyńska, radca prawny, doktorant w Instytucie Nauk Prawnych PAN Dnia 2 marca 2010 r. zapadł wyrok Europejskiego Trybunału Praw Człowieka (ETPC), w budzącej duże emocje sprawie ochrony życia rodzinnego osób homoseksualnych. Orzeczenie ETPC, mimo że dotyczy nieaktualnego już stanu prawnego, pozostaje aktualne i powinno wpłynąć na linię orzeczniczą polskich sądów. Sprawa ta jest tym bardziej interesująca, że jednocześnie dotyczy Szczecina. Mieszkający w naszym mieście Piotr Kozak wniósł skargę (nr 13102/02) przeciwko Polsce, zarzucając naruszenie art. 14 w związku z art. 8 Konwencji o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności z 4 listopada 1951 roku (EKPC), polegające na dyskryminacji z powodu orientacji homoseksualnej w zakresie odmowy wstąpienia w umowę najmu, jako partnerowi zmarłego najemcy lokalu. Piotr Kozak w 1989 r. wprowadził się do mieszkania komunalnego, wynajmowanego przez swojego partnera T.B., z którym pozostawał w związku homoseksualnym. W dniu 28 maja 1989 r. skarżący został zameldowany na stałe w tym mieszkaniu i obaj mężczyźni wspólnie ponosili koszty utrzymania mieszkania. Po śmierci T.B., w dniu 1 kwietnia 1998 r. skarżący zwrócił się do prezydenta miasta o wstąpienie po zmarłym w umowę najmu lokalu komunalnego, lecz udzielono mu odpowiedzi odmownej, stwierdzając że skarżący nie spełnia wymogów ustawowych art. 8 ustawy z dnia 2 lipca 1994 r. o najmie lokali mieszkalnych i dodatkach mieszkaniowych (Dz.U t.j.) (ustawy). Jednocześnie, w odrębnym trybie, w wyniku rozpatrzenia wniosku złożonego 5 sierpnia 1997 r. przez T.B., wydano decyzję w dniu 3 kwietnia 1998 r. o wymeldowaniu skarżącego, powołując przesłankę niezamieszkiwania przez Piotra Kozaka w przedmiotowym mieszkaniu przez okres pięciu lat oraz nakazano wydanie mieszkania miastu pod rygorem eksmisji. Miasto stało na stanowisku, że skarżący nie pozostawał z T.B. w stałym pożyciu, bowiem po zaistniałym między nimi konflikcie zaprzestali prowadzenia wspólnego gospodarstwa około półtora roku przed śmiercią T.B. i wówczas też skarżący zaprzestał płacenia czynszu za lokal. Skarżący nie mieszkał w mieszkaniu w momencie śmierci T.B. i nie podjął się obowiązków związanych z organizacją pogrzebu. Jednak postępowanie wznowiono na wniosek skarżącego, który podniósł, że wbrew ustaleniom organu zamieszkiwał w mieszkaniu T.B. w sposób ciągły, oprócz okresu , gdy kilkukrotnie wyjeżdżał do Niemiec w celach zarobkowych, zazwyczaj na okresy trzech miesięcy. Dodał, że na dziewięć miesięcy przed śmiercią T.B. pogodzili się i kontynuowali związek. Skarżący podał, że opiekował się T.B. podczas jego choroby, aż do jego śmierci, natomiast w kwestii pogrzebu twierdził, że dla celów urzędowych wskazano byłą małżonkę T.B. jako osobę, która zorganizowała pogrzeb i uzyskała częściowy zwrot kosztów z ZUS - jednak faktycznie skarżący pomagał jej w organizacji pogrzebu i uczestniczył w pogrzebie. Mimo, że nie dano wiary twierdzeniom skarżącego na okoliczność zamieszkiwania w przedmiotowym mieszkaniu w okresie , Prezydent Miasta Szczecina w dniu 31 marca 1999 r. uchylił pierwotną decyzję i odmówił wymeldowania skarżącego z lokalu, stwierdzając, iż pierwsza decyzja została wydana na podstawie danych nieaktualnych, bowiem w dacie jej wydania, tj. 3 kwietnia 1998 roku, skarżący zamieszkiwał w mieszkaniu (zgodnie z zeznaniami sąsiadów) i remontował je. W dniu 16 kwietnia 1999 roku miasto wystąpiło do sądu rejonowego z pozwem o eksmisję, co sąd nakazał, podnosząc w uzasadnieniu, że skarżący mieszkał z T.B. podnajmując od niego jeden pokój, następ- 11
12 12 nie po śmierci T.B. nadal zamieszkiwał tam, uiszczając dwukrotność należnego czynszu, jako osoba korzystająca z mieszkania bez tytułu prawnego. W wyniku zaskarżenia, sprawę przekazano Sądowi Okręgowemu w Szczecinie, który utrzymał w mocy wyrok sądu rejonowego, twierdząc że sam fakt zameldowania na pobyt stały nie stanowi argumentu rozstrzygającego w zakresie stosowania art. 8 ustawy. Dnia 14 lipca 2000 roku skarżący pozwał miasto, domagając się wydania orzeczenia o ustaleniu wstąpienia w umowę najmu po zmarłym najemcy T.B. na podstawie art. 8 ust. 1 ustawy, stwierdzając iż był on uprawniony jako konkubent T.B. Sąd oddalił powództwo, stwierdzając, iż dla istnienia konkubinatu istotne są więzi uczuciowe, fizyczne i gospodarcze pomiędzy partnerami. Natomiast w wyniku przeprowadzonego postępowania dowodowego ustalono, że około półtora roku przed śmiercią T.B. mężczyźni zaprzestali prowadzenia wspólnego gospodarstwa domowego, zatem ich związek nie spełniał warunków konkubinatu. Sąd dodał, iż nawet gdyby tego rodzaju związek faktyczny istniał, to mimo że konkubinat nie stanowi substytutu małżeństwa, należy odwołać się do treści przepisu art. 1 1 kodeksu rodzinnego i opiekuńczego, stanowiącego że małżeństwo to związek kobiety i mężczyzny - i uznać, że prawo polskie uznaje jedynie związki heteroseksualne. Zatem skarżący nie należy do grupy osób uprawnionych na podstawie art. 8 ust. 1 ustawy. P. Kozak zaskarżył powyższe orzeczenie, wnioskując jednocześnie o zwrócenie się przez Sąd Okręgowy w Szczecinie z pytaniem prawnym do Sądu Najwyższego o rozstrzygnięcie, czy pojęcie osoby, która pozostawała faktycznie we wspólnym pożyciu małżeńskim z najemcą, w rozumieniu art. 8 ust. 1 ustawy, dotyczy również osoby, która pozostawała faktycznie w związku homoseksualnym z najemcą, czy tylko osoby pozostającej w pożyciu heteroseksualnym. Ewentualnie wniósł o skierowanie do Trybunału Konstytucyjnego pytania prawnego, czy interpretacja faktycznego pożycia małżeńskiego w rozumieniu art. 8 ust. 1 ustawy zastosowana przez Sąd Rejonowy w Szczecinie jest zgodna z art. 32 ust. 2 i art. 75 Konstytucji RP w zw. z a art. 14 EKPC. Sąd Okręgowy nie skierował żadnego z pytań prawnych i oddalił apelację wskazując, że sąd rejonowy trafnie zinterpretował faktyczne pożycie małżeńskie jako dotyczące wyłącznie par heteroseksualnych, bowiem faktyczne pożycie małżeńskie różni się od małżeństwa wyłącznie brakiem legitymizacji. W orzeczeniu Sądu Okręgowego w Szczecinie argumentowano, że choć europejska nauka prawa traktuje pojęcie pozostawania faktycznie we wspólnym pożyciu małżeńskim jako odnoszące się również do związków homoseksualnych, to jednak zgodnie z ogólnymi regułami wykładni, pojęcia prawne winny być tłumaczone w sposób, w jaki są rozumiane w polskim systemie prawa. Rząd polski ustosunkowując się do złożonej skargi do ETPC podniósł, że skarżący nie doznał dyskryminacji z powodu orientacji seksualnej. W szczególności - zdaniem rządu polskiego odwołującego się w swojej argumentacji do orzeczeń sądów w sprawie eksmisji, skarżący nie wykazał, że był traktowany w sposób mniej przychylny, niż inne osoby w analogicznej sytuacji, a sądy oparł swoje orzeczenia na obiektywnej przesłance, że skarżący nie mieszkał stale z najemcą lokalu mieszkalnego do chwili jego śmierci, a zatem bez związku z art. 14 i art. 8 konwencji. Z kolei skarżący powołując rozstrzygnięcia sądów w sprawie ustalenia wstąpienia w stosunek najmu lokalu konsekwentnie zarzucał, że podstawą rozstrzygnięć był wyłącznie argument związku homoseksualnego, natomiast odnosząc się do postępowania o eksmisję stwierdził, że sąd pominął fakt wspólnego pożycia skarżącego i T.B., natomiast uwypuklał argument podnajmowania pokoju. W odniesieniu do postępowań krajowych Trybunał przypomniał, że jego rolą nie jest wyręczanie sądów krajowych w zakresie oceny dowodów, a ocena zgodności stanowiska polskiego sądu ze standardami wynikającymi z art. 14 i 8 EKPC. Artykuł 14 EKPC stanowi, iż korzystanie z praw i wolności wymienionych w niniejszej konwencji powinno być zapewnione bez dyskryminacji wynikającej z takich powodów, jak płeć, rasa, kolor skóry, język, religia, przekonania polityczne i inne, pochodzenie narodowe lub społeczne, przynależność do mniejszości narodowej, majątek, urodzenie bądź z jakichkolwiek innych przyczyn. Natomiast zgodnie z art. 8 EKPC: 1. Każdy ma prawo do poszanowania swojego życia prywatnego i rodzinnego, swojego mieszkania i swojej korespondencji. 2. Niedopuszczalna jest ingerencja władzy publicznej w korzystanie z tego prawa, z wyjątkiem przypadków przewidzianych przez ustawę i koniecznych w demokratycznym społeczeństwie z uwagi na bezpieczeństwo państwowe, bezpieczeństwo publiczne lub dobrobyt gospodarczy kraju, ochronę porządku i zapobieganie przestępstwom, ochronę zdrowia i moralności lub ochronę praw i wolności innych osób. W omawianym orzeczeniu z dnia 2 marca 2010 r. ETPC uznał, że postępowania krajowe skupiły się tylko na jednej okoliczności z powołanych przez skarżącego, tj. homoseksualnym charakterze związku z T.B., z tym że sąd rejonowy żywił pewne wątpliwości, czy przedmiotowy związek stanowił pozostawanie faktycznie we wspólnym pożyciu małżeńskim z najemcą, z uwagi na zerwanie więzi gospodarczych, tym bardziej, że nie zostało bezspornie dowiedzione, że skarżący zamieszkiwał z T.B. do jego śmierci. Z kolei sąd okręgowy odwołując się do Konstytucji RP z 1997 r. dokonał konfrontacji zasady ochrony małżeństwa z zasadą równego traktowania przez prawo i konkludo-
13 wał, że polskie prawo nie uznaje związków osób tej samej płci, nawet jeżeli cechują się one istnieniem stabilnych więzi uczuciowych i fizycznych. Zatem nie było potrzeby przeprowadzania dowodu na okoliczność faktycznego pozostawania skarżącego we wspólnym pożyciu z najemcą. ETPC przyznał, że ochrona tradycyjnej rodziny jest ważkim i uprawnionym argumentem, który może uzasadniać różnicę w traktowaniu. Jednak państwo w sytuacjach różnego traktowania opartego na kryterium płci i orientacji seksualnej, powinno wybrać środek nie tylko odpowiedni co do zasady dla realizacji zamierzonego celu, ale również wykazać, zgodnie z zasadą proporcjonalności, że był on konieczny w danych okolicznościach. Stąd państwo dokonując wyboru środka właściwego dla zapewnienia ochrony rodziny i poszanowania życia rodzinnego, musi wziąć pod uwagę zmiany w postrzeganiu kwestii społecznych, małżeństwa oraz nieformalnych związków, w tym okoliczność, iż nie ma jednej słusznej drogi lub wyboru w sferze prowadzenia życia rodzinnego lub życia prywatnego. Powyższe znajduje uzasadnienie w postanowieniach EKPC, które jak stwierdził ETPC powinny być interpretowane z uwzględnieniem zmieniającej się rzeczywistości społecznej, w sposób odpowiadający wymaganiom dzisiejszych czasów. Niemniej przyznano, iż wyważenie ochrony tradycyjnej rodziny oraz praw mniejszości seksualnych wynikających z EKPC jest sprawą trudną i delikatną, która wymaga od państwa pogodzenia przeciwstawnych poglądów i interesów. Jednakże stwierdzono, że blankietowe wykluczenie osób pozostających w związkach homoseksualnych od możliwości wstąpienia w umowę najmu nie może zostać uznane przez ETPC jako środek niezbędny dla zapewnienia ochrony tradycyjnej rodziny. Trybunał konkludował, iż odmowa partnerowi zmarłego najemcy lokalu wstąpienia w umowę najmu wyłącznie z uwagi na fakt, iż pozostawali oni w związku homoseksualnym, a nie nieformalnym związku heteroseksualnym, narusza przepis art. 8 w zw. z art. 14 EKPC. Wyrok ten z pewnością da asumpt do zastanowienia się nad dotychczas utrwaloną linią orzecznictwa polskich sądów oraz wypracowaną doktryną, bowiem argument tradycyjnego pojmowania konkubinatu jako związku partnerów odmiennej płci nie tylko był podnoszony przez sądy szczecińskie. [ ] reklama
14 Grzegorz Szacoń, sędzia Sądu Rejonowego w Łobzie Czy likwidacja małych sądów przyniesie oszczędności? 14 Zmiany na mapie sądów, jakie zaistniały na początku roku, przynoszą wyobrażenie o nieodległej strategii likwidacji niektórych sądów. Otwarte pozostaje pytanie o kryterium zastosowania tej strategii. Czy powinno być nim jedynie statystyczne obciążenie sprawami danej jednostki i czy dążenie do oszczędności budżetowych rzeczywiście oznacza oszczędności środków w obiektywnym układzie przepływu środków pomiędzy różnymi szczeblami dysponowania nimi? Interesujące dane zaprezentowała podczas wysłuchania publicznego w sprawie nowelizacji U.s.p. sędzia Anna Korwin Piotrowska z Sądu Okręgowego w Opolu. Na przykładzie sądów okręgu opolskiego można zauważyć, że załatwienie jednostkowej, statystycznie ujętej sprawy sądowej kosztuje budżet Państwa mniej w niewielkich sądach. Im większy sąd, tym koszt załatwienia sprawy wzrasta. Można nawet zauważyć, że wzrost ten jest w pewien sposób skorelowany z liczbą etatów obsady sędziowskiej. Różnice w kosztach w 2009 roku wyniosły nawet do 40 złotych. Ostrze zmian jest wymierzone w małe sądy, bo to w prostym założeniu ich likwidacja ma przynieść oszczędności. Na tle wskazanego zestawienia powstaje jednak wątpliwość, czy założenie to wypływa z realnego argumentu oszczędności publicznych środków. Oczywiście oponenci mogą wskazać, że sprawy w danym sądzie kosztują tyle, ile sąd wyda z paragrafu budżetowego, z jakiego przeznaczane są środki na koszty postępowań sądowych (opinie biegłych, wynagrodzenia pełnomocników z urzędu, tłumaczenia, koszty przeprowadzenia innych dowodów). Zestawienie Anny Korwin Piotrowskiej nie bazuje jednak na sumie, jaką dany sąd ma w swoim budżecie w roku na koszty postępowań. Na koszt sprawy składają się zatem takie oczywiste obciążenia, jak fundusz płac w danym sądzie oraz wydatki na utrzymanie infrastruktury. Te składniki wydają się być po prostu tańsze w małych jednostkach. Naiwnością jest sądzić, że jeśli sąd rejonowy w A. zostanie zlikwidowany, to o wartość wynikającą z jego budżetu wzbogaci się sąd rejonowy w B. - a co więcej, że jego funkcjonowanie dla rejonu A. i B. będzie znacząco tańsze, niż osobne istnienie obydwu jednostek. Można zakładać, że ocalały z likwidacji sąd w B. będzie miał do swojej dyspozycji jedynie część etatów zlikwidowanego sądu A. i dodatkowo jedynie ułamek jego budżetu. Wynika to wprost z reguł planistycznego, odgórnego dysponowania środkami na funkcjonowanie sądów powszechnych. Należy wskazać również na koszty wymiaru sprawiedliwości w szerszym zakresie. Likwidacja mniejszych sądów podniesie należności wypłacane świadkom jako zwroty za dojazdy. Może podnieść koszty doręczeń. Nie do oszacowania są straty ponoszone przez profesjonalnych pełnomocników, organy państwowe, petentów, w zakresie czasu poświęcanego na dotarcie do odleglejszego sądu. Jeśli zatem jako kryterium likwidacji sądów przyjmować ochronę budżetu Państwa przed zbędnymi wydatkami, to zaprezentowane zestawienie sędziego Anny Korwin-Piotrowskiej każe zastanowić się czy rzeczywiście prawidłowo rozumiemy ten argument. [ ]
15 autor na tle zamku w Mirze Marek Baranowicz, adwokat Oswajanie Niedźwiadka, czyli parę słów o Białorusi Kresy... Ech, te Kresy... Chciałoby się powiedzieć nasze Kresy. To określenie niemal samo się ciśnie na usta. Ale nie będę tu politykował. Chciałbym natomiast, nawiązując do powyższego tytułu, przybliżyć Czytelnikowi naszego sąsiada. Sąsiada, do którego wyjazd jest pod względem formalnym wyprawą nieporównanie trudniejszą od wyjazdu np. do Meksyku czy Kenii. Poza tym wydaje mi się, że spory odsetek czytających ten tekst ma korzenie na terenie dzisiejszej Białorusi i mogą być zainteresowani nią samą jako częścią właśnie tych naszych Kresów. Sporo się bowiem mówi od dłuższego czasu o Białorusi, lecz w zasadzie jedynie w kontekście politycznym. Ja będę się starał napisać parę słów na temat spojrzenia na nią jako osoba mająca korzenie na terenie Białorusi, czy jako turysta. Będzie to więc opracowanie łączące subiektywne spojrzenie z obiektywnym, praktycznym opisem machiny biurokratycznej tego kraju. I. Coś od siebie Korzenie mojej rodziny od strony ojca tkwią niemal dokładnie pomiędzy Lidą i Oszmianą z jednej strony, a Wilnem i Nowogródkiem z drugiej (miasteczko Traby). Trzeba przyznać, że brzmi to ładnie, a jednocześnie blisko (sercu) i daleko (polityczno-geograficznie). Staraniem głównie mojej siostry, trzy lata temu pierwszy raz zdecydowaliśmy się na rodzinny wyjazd w te okolice. Był to wyjazd niemal w ciemno, ponieważ w zasadzie cała rodzina przeniosła się po wojnie na Ziemie Odzyskane i jedyne, co wiedzieliśmy to tyle, że pod Trabami została jeszcze kuzynka ze strony babci. Ledwo, za pośrednictwem Internetu, udało się nam kupić samochodową mapę Białorusi, dzięki czemu mogliśmy trafić do celu. W planach mieliśmy znalezienie pozostałej na Kresach rodziny i zwiedzenie najbardziej znanych dla historii Rzeczypospolitej Obojga Narodów miejsc w północno-zachodniej Białorusi. Nocowaliśmy u sióstr nazaretanek w Nowogródku (garść praktycznych wskazówek związanych z wyjazdem i pobytem na Białorusi podam niżej), z którego uczyniliśmy bazę wypadową. Nadmieniając, że szczęśliwym trafem, nie mając dokładnego adresu, odnaleźliśmy rodzinę, chciałbym podzielić się wrażeniami z odwiedzenia kilku naprawdę wyjątkowych miejsc, które częstokroć znamy jedynie z kart podręczników historii, czy języka polskiego. Poczynając od samego Nowogródka, warto przede wszystkim zwiedzić wzgórze z ruinami zamku będącego siedzibą książąt litewskich i pierwszej stolicy Litwy. Obok tego wzgórza położone są: kościół farny, w którym chrzczony był Adam Mickiewicz oraz kopiec Mickiewicza. Z tych miejsc rozciąga się też piękna panorama miasta. W Nowogródku warto oczywiście zwiedzić Muzeum Adama Mickiewicza mieszczące się w budynku wybudowanym na miejscu dawnego w którym mieszkał nasz wieszcz. Bardzo ładny jest też rynek z przylegającym do niego parkiem. W okolicy Nowogródka jest całe mnóstwo miejsc związanych z polską, szeroko rozumianą, kulturą. Bez wątpienia należy zwiedzić Nieśwież z zespołem zamkowym będącym dawniej rodową siedzibą Radziwiłłów (wpisanym na listę światowego dziedzictwa kulturowego UNESCO); budowle te są aktualnie w trakcie remontu i nie można ich zwiedzać wewnątrz. Oczywiście przez dziesięciolecia zamek niszczał, a i sam remont jest prowadzony mało profesjonalnie (wyburzono część zamku, odbudowa nie zawsze jest zgodna z pierwotnym wyglądem). Przepiękny jest zamek w Mirze (także wpisany na listę UNESCO i także będący niegdyś własnością Radziwiłłów dotyczy to zresztą znacznych połaci dawnych ziem Wielkiego Księstwa Litewskiego) zbudowany na przełomie XV i XVI w. (wielokrotnie przebudowywany). Aktualnie prezentuje się bardzo okazale i przede wszystkim w bardzo dobrym wizualnie stanie. Gdyby Nowogródczyzna była nadal w granicach Rzeczypospolitej to w programie wycieczek szkolnych obowiązkowo widniałyby zapewne dwa miejsca: Zaosie i jezioro Świteź. Miejsce urodzin Adama Mickiewicza dziś przypomina co prawda bardziej skansen obrazujący XIXwieczny folwark, lecz niewątpliwie ma swoją magię; poza tym warto odwiedzić to miejsce, aby posłuchać swego rodzaju kustosza tego muzeum, który z bardzo dużą swa- 15
16 Kresy - miejsce spotkania dwóch kultur, dwóch cywilizacji świt nad Świtezią 16 dą i charakterystycznym zaśpiewem opowiada i o Mickiewiczu i o miejscu, w którym przyszedł na świat. Jeśli zaś chodzi o Świteź, to osobiście radziłbym je odwiedzić wczesnym rankiem, późnym wieczorem, ewentualnie o każdej porze dnia, ale poza sezonem letnim. Ja już byłem nad tym jeziorem kilka razy, łącznie z weekendowym, wakacyjnym dniem, kiedy to główna plaża niewiele różniła się od tej w Międzyzdrojach Mało romantyczne. Natomiast Świteź o brzasku, z unoszącą się mgłą nad taflą wody... Można zrozumieć naszego Adasia. Wiele zabytków jest w Grodnie. Przechadzka nad samym tylko Niemnem, to już niezapomniane przeżycie, ale warto zrobić sobie dłuższy spacer. Zabytki w centrum Grodna są w zaskakująco dobrym stanie i dzięki temu czuć (równie bardzo jak widać), że to miasto przesiąknięte było kulturą zachodnią widać to po architekturze (nie różniącej się od tej w polskich miastach, gdzie zachowały się zabytki), kościołach (a nie cerkwiach, choć te ostatnie oczywiście też są, aczkolwiek nie w samym centrum). Czy warto zwiedzić Mińsk? Co do zasady, na pewno tak w końcu to stolica. Jednak miasto to w czasie wojny zostało niemal doszczętnie zrównane z ziemią i tak naprawdę największą frajdę będę tam mieli miłośnicy architektury socrealistycznej. Niemniej Mińsk jest zadbanym, czystym miastem i właśnie może dzięki swemu dość specyficznemu (nawet jak na polskie warunki) wystrojowi stanowi swego rodzaju ciekawostkę dla kogoś z Zachodu. Oczywiście jest przy tym cała masa mniej lub bardziej bezimiennych zabytków, które można spotkać rozsiane po Białorusi, jak na całych naszych Kresach tam, gdzie niegdyś były siedziby szlacheckich rodów. Czasem nie ma dostępu do tych dworków, pałacyków, w których funkcjonują sanatoria, siedziby jednostek wojskowych itp. Czasem jednak umierają na uboczu zupełnie niczyje... Pięknym (dosłownie i w ironicznej przenośni) przykładem tych ostatnich jest pałac w Żemłosławiu (w bezpośredniej okolicy moich Trab), który uważany był i jest za najwierniejszą kopię warszawskich Łazienek. Jeszcze niedawno była w nim wiejska dyskoteka, teraz niszczeje samopas wraz z otoczeniem, choć jeszcze widać oznaki dawnej świetności. Jednak, niezależnie od wszystkich, hasłowo opisanych wyżej atrakcji, warto tak po prostu pojechać w Białoruś, nawet bez specjalnego celu, zatrzymując się w miejscach, które zainteresują nas np. dlatego, że jest ładny kościółek, cerkiew, cmentarz (tak a propos dawne polskie cmentarze są przeważnie bardzo zaniedbane, choć z drugiej strony patrząc na to, co się stało z niemieckimi na Ziemiach Odzyskanych, to trzeba się cieszyć, że w ogóle są), jezioro, rzeka (Niemen...), czy brzozowy zagajnik. Sami dwukrotnie robiliśmy takie wyprawy w kierunku największego jeziora II Rzeczypospolitej, Naroczy, po drodze zwiedzając np. Lidę (z dobrze zachowanym zamkiem), Oszmianę (z malowniczym rynkiem), Baranowicze (z charakterystyczną szczególnie dla autora tego tekstu - nazwą), Krewo (z ruinami zamku, gdzie zawiązywano unię polsko-litewską), Holszany, które wydały Matkę Królów, Zofię Holszańską (żonę Władysława Jagiełły), Słonim (gdzie byliśmy z rodziną niebieskiej pani mecenas), czy Komaje (z pięknym, obronnym kościołem z początku XVII w., gdzie z kolei odwiedziliśmy rodzinę innej szczecińskiej pani mecenas) itp. itd... Jak widać, naprawdę wiele osób ma korzenie na Kresach. II. Garść praktycznych wskazówek Oczywiście, aby wjechać na Białoruś, trzeba dysponować ważną wizą. Na stronie Ambasady Białorusi znajdują się wszystkie niezbędne informacje dotyczące trybu wydawania, kosztu (jednorazowa to 25 euro od osoby dla wizy turystycznej). Tam też znajdują się formularze wizowe, które należy wypełnić on-line i wydrukować. Osobiście radziłbym (i my tak zawsze robiliśmy) skorzystać z pośrednictwa jakiegoś biura podróży, które za ok. 100 zł uzyska dla nas wizę. Do tego trzeba wykupić obowiązkowe ubezpieczenie zdrowotne (bez którego nie dostanie się wizy); trzeba też pamiętać, aby mieć staroświecką zieloną kartę ubezpieczenia OC z wymienioną na niej Białorusią. Mówiąc już o opłatach, wspomnieć trzeba, że jeśli pobyt ma trwać więcej niż trzy dni robocze, to tego trzeciego dnia należy się stawić we właściwej dla miejsca pobytu (a wynikającej z treści wniosku wizowego) jednostce milicji i się zameldować, co po pierwsze, wymaga wielkich pokładów cierpliwości (no cóż, władza..., jak za starych, niedobrych czasów i u nas), po wtóre, znajomości białoruskiego (nikt nie mówi po polsku, a dokumenty są oczywiście w języku tubylczym i w takim trzeba je wypełniać), po trzecie zaś, gotówki, bo każdy dzień ponad limit kosztuje. To jest chyba najgłupsze, co mogli Biało-
17 rusini wymyślić w kontekście zachęcania dewizowych turystów do zwiedzania ich kraju; ale cóż... Na granicy bez choćby podstawowej znajomości języka rosyjskiego (powszechnie używanego na Białorusi, śladowo zresztą się różniącego od białoruskiego) może być ciężko (tu także wszystkie papierki do wypełniania, a jest ich naprawdę nawet jak na spodziewaną, rozdmuchaną biurokrację dużo, są pisane cyrylicą, a funkcjonariusze w tradycyjnych lotniskowcach na głowach są raczej nieskorzy do pomocy). Najważniejsze, to aby do końca przebywania na granicy, dysponować kompletem tych karteczek, bo każda musi mieć jakąś pieczątkę, co chwile jesteśmy z nich rozliczani. Bezpośrednio też na przejściu można wymienić pieniądze, a kursy walutowe w bankach nie różnią się zbytnio od tych w kantorach (bo takie też istnieją). Pierwsze, co rzuca się w oczy po przekroczeniu granicy, to bardzo dobre główne drogi, mała ilość samochodów i duże, otwarte przestrzenie. W mijanych wsiach domostwa są niemal tylko drewniane. Paliwo jest ok. dwa razy tańsze niż w Polsce, a specyfika tankowania na Białorusi polega na tym, że najpierw się płaci, a potem wlewa paliwo; następnie zwracana jest ewentualna reszta. Główne drogi krajowe, co do zasady, nie przejeżdżają przez miasta mają dobrze zorganizowane obwodnice. Wśród bocznych dróg jest dużo szutrowych, ale są szerokie i bez wybojów. Sklepy są dobrze zaopatrzone, nie ma żadnego problemu z aprowizacją, ale jeśli ktoś myśli, że jest taniocha, to od razu mówię, że się myli. Ceny generalnie nie odbiegają od polskich, więc w białoruskich domach królują domowe przetwory tak, jak to drzewiej i w Polszcze bywało. Jednakże trzeba też zaznaczyć, że na prowincji właściwie nie ma szans, aby zjeść na mieście - nie ma barów, restauracji, fast food ów tu już trzeba improwizować. Jeśli nie ma się rodziny, u której można zamieszkać (i się żywić), radziłbym szukać noclegów przy polskich kościołach; w większych miastach (w Nowogródku i Grodnie na pewno) za pewną opłatą (stałe ceny w euro), w przystosowanych do takich celów pokojach można mieszkać i naprawdę bardzo dobrze zjeść. Poza tym zapewniony jest ogrodzony parking. No właśnie, bezpieczeństwo na Białorusi. Powiem tak, na początku były obawy i za pierwszym razem pojechałem gorszym samochodem niż mogłem (auto-casco nie obowiązuje na wschód od Polski), przygotowałem dużo banknotów o nominale 5 euro, gdyby się białoruskim milicjantom nudziło na tych jeszcze nie wiedziałem, że dobrze utrzymanych, a mało uczęszczanych drogach. Ale obawy okazały się płonne (choć na granicy trzeba uważać, bo tam mogą się pojawiać jakieś dziwne opłaty za dziwne formalności, za które się nie otrzymuje żadnego pokwitowania, czego doświadczyłem): nie spotkaliśmy się z żadnym objawem agresji, wymuszenia (oprócz ww. sytuacji), czy śladu nawet niebezpieczeństwa. Akurat, jeśli chodzi o Białoruś, to władza nie dzieli się swym imperium z nikim, nawet z przestępcami (co w przypadku państw nie tak silnie scentralizowanych, nie opartych na zmilitaryzowanym aparacie władzy de facto ma miejsce). Niezależnie już jednak od źródła relatywnie małej przestępczości, na Białorusi jest po prostu bezpiecznie (przynajmniej piszę to ze swojego doświadczenia). III. Podsumowanie Warto odwiedzić Białoruś. Warto z różnych względów, a każdy mógłby znaleźć coś dla siebie: Kresowiak ziemie Przodków, historyk masę zabytków nierozerwalnie związanych z polską (i litewską) historią i kulturą, polonista z zamiłowania czy zawodu miejsca opisywane przez największych polskich poetów i prozaików (obojga płci), miłośnik przyrody wolne od przemysłu przestrzenie łąk, lasów, pól poprzetykane rzekami i jeziorami, osoba nostalgiczna przeżyje tam powrót do PRL-u (takiego w wydaniu gierkowskim, spokojnie). A wszystko to w jednym pakiecie. Jednak jest jedno ale, bo zawsze być musi trzeba się spieszyć. Większość z opisanych wyżej atrakcji jest na wymarciu; cała Białoruś to swego rodzaju skansen w środku Europy (ale w sumie w dobrym tego słowa znaczeniu), a użytkowane skanseny mają to do siebie, że albo szybko następuje ich destrukcja, albo zamieniane są na nowsze, lepsze (?) modele. Mam nadzieję, że oswoiłem trochę Czytelnikom tego tytułowego Niedźwiadka. Naprawdę nie ma się czego bać, a więc jednym słowem: polecam. [ ] reklama
20 fot. Marek Wilczek 20 Mikołaj Marecki, adwokat Okrążyłem Gotlandię W zasadzie żeglarstwo uprawiam od kilku lat, ale dopiero w zeszłym roku naszła mnie refleksja, że przestałem się rozwijać. Efektem moich rozważań był zeszłoroczny samotny rejs do Kopenhagi w drodze powrotnej prowadzący przez Bornholm, Rugię i niemiecki Zalew Szczeciński. Rozochocony pięknym 2-tygodniowym pływaniem i przyjemnością, jaką daje mi samotna żegluga, postanowiłem w tym roku popłynąć w kolejny samotny rejs. Pomysł okrążenia Gotlandii kiełkował mi w głowie od kilku miesięcy, ale i tak same przygotowania skoncentrowały się zasadzie w kilku ostatnich dniach przed wypłynięciem. Wybór jednostki padł na s/y Lancet 9 metrowy jacht, którym wielokrotnie już wypływałem w rejsy (choćby mój ubiegłoroczny samotny rejs do Kopenhagi), stąd doskonale znałem tą jednostkę, a znajomość jachtu, jego zakamarków i tajemnic jest podstawowym kryterium doboru bezpiecznego jachtu. Sklarowany i spakowany, stałem w Szczecinie na kei gotów do wypłynięcia. W początkowym etapie rejsu towarzyszył mi na drugim jachcie Kokos Krzysztof Łobodziec - dobry kompan, który postanowił postawić pierwsze kroki w samotnym żeglarstwie. Z założenia podczas dwutygodniowego rejsu miałem okrążyć szwedzką wyspę Gotlandię i powrócić do Szczecina. Ważne było dla mnie, aby odcinki, jakie miałam jednorazowo pokonać, były dwa razy dłuższe, niż te jakie pokonywałem podczas zeszłorocznego rejsu. A co rozwijamy się! To natomiast wiązało się z koniecznością rozplanowania snu. Problem wydaje się być banalny do czasu uświadomienia sobie, że ów sen może jednorazowo trwać od 20 do 30 minut. Pamiętać należy oczywiście o tym, że na morzu uczestnikami ruchu są statki, zaś błąd w obserwacji jednostek poruszających się dokoła jachtu, kosztować może życie, co przecież wielokrotnie się zdarzało. Jak na początek rejsu pogoda była piękna i pomimo tego, że etap na Bornholm miał miejsce przy wietrze wiejącym z północy (a więc najmniej korzystnym), sam rejs zapowiadał się wspaniale. Pierwszy postój odbył się jeszcze na spokojnie w Świnoujściu, potem już szalona prawie dobowa szarża do Alinge, portu położonego na północy wyspy Bornholm. Tam też rozstałem się z oczarowanym samotną żeglugą Kokosem. Po kilku godzinach snu wypłynąłem z portu i obrałem kurs na Karlskronę, gdzie na mikro wysepce Utklipan spędziłem dla odpoczynku kilka kolejnych godzin. Szkoda było mi czasu na leniuchowanie, pogoda była piękna, a kierunek wiatru korzystny. Zaraz po wyruszeniu w trasę postawiłem sportowe żagielki i obrałem kurs na Kalmar szwedzkie miasto położone w cieśninie pomiędzy wybrzeżem Szwecji a wyspą Olandią - Kalmarsund. Po drodze spotkałem tak znany polski jacht jak s/y Lady B. 16 metrowy jacht, którym w 2002 roku Krzysztof Baranowski okrążył świat. Jako że definicja regat (dwa jachty płynące tym samym kursem) nakazywała mi natychmiastowe ściganie się tą jednostką, musiałem podjąć to wyzwanie. Niestety podczas manewrów miałem niefortunny wypadek upadłem na pokład i się mocno potłukłem. Wieczorem byłem już w Kalmar, w którym nie mogłem wbrew nazwie znaleźć żadnego Kalmara. Na pocieszenie znalazłem się w centrum zainteresowania, gdy próbowałem zatańczyć ich ludowy taniec. Stwierdzili, że Polacy to świetni komicy! Nad ranem, już w pełni zregenerowany, ruszyłem w stronę Visby stolicy Gotlandii. Przepłynięcie tego odcinka zajęło mi około doby. Miałem przyjemność oglądać fantastyczny zachód i wschód słońca i widoki te towarzyszy już do końca rejsu. Z pewnością była to chwila zadumy nad tym, co mnie otacza i oddanie się rozważaniom o chronicznym braku czasu na obcowanie z piękną naturą.

References: art. 3
 art. 49
 art. 49
 art. 49
 art. 49
 art. 14
 art. 8
 art. 8
 art. 8
 art. 8
 art. 1
 art. 8
 art. 8
 art. 8
 art. 32
 art. 75
 art. 14
 art. 14
 art. 8
 art. 14
 art. 8
 art. 8
 art. 14