Source: http://zaginiona-biblioteka.pl/viewtopic.php?t=909&start=0
Timestamp: 2019-07-23 21:41:35+00:00

Document:
Wysłany: 2008-11-15, 16:15 Prawo i konstytucja w Polsce
JKM napisał dobry tekst na temat sprzeczności w polskim prawie:
przebiega to jakoś tak: dziecko 11-letnie może już być świadkiem w sądzie, 13-letnie musi już być pytane o zgodę przy operacji na jego majątku, 15-letnie może już być obiektem seksualnym, 17-letnie może już podlegać pod Kodeks Karny (ale jako „młodociany”), 18-letni mają prawa wyborcze, 19-letnich nie obejmuje już obowiązek szkolny, 21-letni przestają być „młodociani’ i mogą zostać Posłami, bodaj 35-letni mogą nawet zostać Prezydentem.
O wieku Premiera Konstytucja nic nie mówi. (...) Konstytucja mówi natomiast (w Art.32), że „1.Wszyscy są wobec prawa równi. Wszyscy mają prawo do równego traktowania przez władze publiczne”. Oraz „2. Nikt nie może być dyskryminowany w życiu politycznym, społecznym lub gospodarczym z jakiejkolwiek przyczyny”. Ponieważ wedle zgodnej opinii prawników „obywatelem” jest się od chwili urodzenia (a może nawet i od poczęcia) powstaje absurdalna sytuacja, w które zgodnie z prawem „obywatele” są „dyskryminowani” - z uwagi na wiek.
Zresztą z uwagi na bardzo wiele innych przyczyn. Np. skazani sądownie nie mogą zajmować stanowisk publicznych – co jest w sposób jawny sprzeczne z tym Artykułem, gdzie jest wyraźnie napisane: „… z jakiejkolwiek przyczyny”. Co tylko dowodzi, że tzw. Konstytucja pisana jest przez kretynów dla idiotów – albo odwrotnie.
Podpisuję się pod tym w 100%. Jak i również pod tym:
Ponieważ jednak „Konstytucja” najwyraźniej dyskryminuje obywateli z uwagi na wiek – to znaczy, że z uwagi na wiek dyskryminować można.
Jeśli zatem prawo bycia Posłem uzyskuje się w wieku 21 lat – to czemu nie ustanowić, że prawo głosu w wyborach ma się w wieku 35 lat? Taka sama dobra liczba jak 18, czy 21. Czysto umowna.
Przypominam, że zawsze uważałem za absurdalną – i sprzeczną nawet z podstawami d***kracji – zasadę, że bierne prawo wybiorcze uzyskuje się w wieku wyższym, niż czynne. Prawica wcale nie odrzuca przecież wyborów jako zasady – nawet papieże są przecież wybierani w wyborach równych i tajnych (nie całkiem „powszechnych”, bo część kardynałów jest od nich odsunięta – znów z uwagi na wiek, ale nie na zbyt niski, lecz na zbyt wysoki; odwrotnie, niż w III Rzeczpospolitej)
Kolejne bardzo prawdziwe stwierdzenia.
A na temat konstytucji:
Nie będę tu znęcał się nad „Preambułą” do Konstytucji – bo preambuły są po to, by były właśnie bełkotem.
Art.1 powiada: „Rzeczpospolita Polska jest dobrem wspólnym wszystkich obywateli”. Co to znaczy? Co z tego wynika? Nic…
Art.2 Jest przezabawny: „RP jest demokratycznym państwem prawnym, urzeczywistniającym zasady sprawiedliwości społecznej”. Dowcip w tym, że twórcy Konstytucji chcieli zadowolić zarówno d***kratów jak i zwolenników „państwa prawa” – więc spłodzili ten potworek.
Tymczasem – najposuwiściej w świecie – państwo albo jest d***kratyczne (czyli w razie wątpliwości decyduje L*d) – albo jest Państwem Prawa (czyli decyduje Prawo – a L*d ma słuchać i wykonywać Prawo). Albo jedno – albo drugie.
Do tego jeszcze postanowiło zadowolić socjalistów i ogłosiło, że RP „urzeczywistnia zasady sprawiedliwości społecznej”. Co też nic nie znaczy. Czy jest „sprawiedliwe społecznie”, że jeden pan z ładną dziewczyną – a drugiemu przypadł jakiś kocmołuch? Czy żony powinny być wspólne lub losowane? Czy „społecznie sprawiedliwa” jest zasada: „Kto nie pracuje – ten nie je” – czy zasada: „Każdy ma prawo do zasiłku umożliwiającego godne życie”?
Kto to wie? Trybunał Konstytucyjny nie ma tu żadnych ograniczeń. Dalej dowiadujemy się, że „Władza zwierzchnia w RP należy do Narodu” – czyli już nie L**u – a ten „Naród sprawuje władzę przez swoich przedstawicieli lub bezpośrednio”. Jest to o tyle zabawne, że odebrano już „Narodowi” możliwość zebrania 100 000, 500 000 lub nawet 2 milionów podpisów – i ogłoszenia referendum.
Art. 5 to kolejna porcja bełkotu: „RP strzeże niepodległości i nienaruszalności swojego terytorium, zapewnia wolności i prawa człowieka i obywatela oraz bezpieczeństwo obywateli, strzeże dziedzictwa narodowego oraz zapewnia ochronę środowiska, kierując się zasadą zrównoważonego rozwoju”. Jest to tym zabawniejsze, że nie przeszkadza to funkcjonariuszom RP zabiegać o likwidację tej–że niepodległości.
Nie mówię, że nie można wstąpić do Unii Europejskiej – do Unii Lubelskiej na przykład nasi przodkowie przystąpili. Tylko najpierw trzeba zmienić ten artykuł – i kilka innych zresztą.
Ale kto się tym przejmuje? Mamy np. art. 3 mówiący: „RP jest państwem jednolitym” – i art.15 „Ustrój terytorialny Rzeczypospolitej Polskiej zapewnia decentralizację władzy publicznej”. W tej Konstytucji dla każdego jest coś miłego.
Tak można by wyśmiewać się z każdego po kolei – no, prawie każdego – artykułu. „Prawie” – bo bywają artykuły napisane sensownie. Był na przykład art.55 mówiący: „Ekstradycja polskiego obywatele jest zakazana”. Mimo to siedmiu polskich obywateli ekstradowano… po czym ten artykuł zmieniono! Co dowodzi, że ta Konstytucja to świstek papieru.
Sztampowy numer wygląda tak (Art.49): „Zapewnia się wolność i ochronę tajemnicy komunikowania się. Ich ograniczenie może nastąpić jedynie w przypadkach określonych w ustawie i w sposób w niej określony”. Co oznacza, że Konstytucja nie gwarantuje mi żadnej wolności komunikowania się – bo ustawa może (w sposób w niej określony…) zabronić mi wszystkiego.
I tak niemal ze wszystkim. Pisali to, oczywiście, oszuści i idioci. Problem jednak nie w tym… Problem w tym, że czytają to dzieci – i nabierają przekonania, że tak właśnie powinno wyglądać Prawo
Jak sie do tego odniesiecie? I czy macie jeszcze jakieś inne spostrzeżenia nt. prawa i konstytucji w Polsce?
Wysłany: 2008-11-16, 17:10
Trudno odnosić się do wynurzeń JKM. Nie odmawiam im całkowicie rozsądku (kwestia "sprawiedliwości społecznej"). Passus o sprawiedliwości społecznej to wynik kompromisu zawieranego przy pisaniu konstytucji przez różne siły polityczne, którym przypadła akurat rola w jej tworzeniu. Kompromis prowadzi do takich właśnie passusów. Sam jako prawnik, aby zdefiniować pojęcie sprawiedliwości społecznej musiałbym się odwołać do wykładni tego pojęcia stworzonego przez Trybunał Konstytucyjny. I zaufać, że jest ona zupełna. Ale i tak uważam go za nieszczęśliwy (nie tylko ten).
Chciałbym zobaczyć, jak JKM "układa" się z przedstawicielami różnych opcji politycznych przy pisaniu nowej konstytucji, swoją drogą... Pewnie skończyłoby się to kłótnią i niczym.
Co do "bełkotu" preambuły do konstytucji warto zaznaczyć, że preambuła aktu prawnego ma zazwyczaj charakter ogólnego "Wyznania" wartości, na jakich ma opierać się dany akt prawny, nadanie mu uroczystego charakteru poprzez przywołanie jednoczących symboli itd... Zatem: to ozdobnik, z którego nie wywodzi się wprost żadnych praw i obowiązków, chyba że są one w niej wprost zawarte - wtedy mają moc wiążącą jak poszczególne artykuły.
Cóż jest bełkotliwego w tej preambule konstytucyjnej:
Ale - w sumie to rzecz gustu.
Zastanawia mnie, gdzie JKM widzi sprzeczności przytaczając katalog kolejnych poziomów wiekowych? Czemu dziwi się, że to kwestia umowy, iż właśnie taki a nie inny poziom wieku jest granicą do nabywania nowych "zdolności" prawnych? Czym jest konstytucja, jeśli nie umową (szczególnego rodzaju, zważywszy na treść i charakter oraz procedurę powstawania tego aktu prawnego)?
Nie wiem dlaczego przeciwstawia deklarację o jednolitości państwa z zasadą decentralizacji władzy publicznej? Najwidoczniej nie rozumie on tych pojęć: terytorium państwa - jednolitość; władztwo państwowe nad jednolitym terytorium - decentralizacja. Tym swoim "wyśmiewaniem się" sam się ośmiesza. Rozumiem, że można postawić zarzut, że to powinno jasno wynikać z treści przepisu. Ale skoro nie wynika, skoro zostało napisane w sposób niezrozumiały to własnie od tego jest TK, aby takie wątpliwości rozwiewać. A JKM sugeruję przeczytanie zbioru orzecznictwa tegoż TK, które powinno mu "rozjaśnić" w głowie. I mały kurs dokształcający w zakresie prawa, a raczej zasad jego wykładni. Może wtedy, kiedy zrozumie co to jest przepis ogólny, a co to jest przepis szczególny i jakie są zasady okreslające relacje między nimi, zacznie konstytucję oceniać bardziej merytorycznie. Po co tymczasem rozmienia się jako błazen? Ale to w sumie jego interes i jego wizerunek...
Wysłany: 2008-11-16, 17:24
W monarchii absolutnej ewentualny monarcha nie musiałby się dogadywać z nikim ani przeprowadzać referendum
Z tekstem Korwina już dyskutować mi się nie chce, zresztą pisząc na jego poziomie wyglądałoby to tak: "K*nsty**cja Rzec*pospo*itej P***sk*ej..." etc. etc.
Polska konstytucja jest efektem demokratycznego kompromisu i wypadkową ówczesnych sił rządzących, więc jest z natury niedoskonała i każda osoba, włącznie ze mną, mogłaby się do czegoś doczepić.
Wysłany: 2008-11-16, 17:39
Ach, to ja już wiem, skąd BG "kupił" tę manierę pisania z gwiazdkami wewnątrz słów... dziecinada.
Tak samo jak te wynurzenia JKM na temat rzekomej dyskryminacji z uwagi na wiek. Pewnie, najlepiej by było dać pełnię praw obywatelskich już przy narodzinach i stosować KK wobec nieletnich. Na przykład - gdy pięciolatek zabierze zabawki z przedszkola - od razu go na dwa lata (czy ile tam za kradzież się dostaje) do więzienia!
Wysłany: 2008-11-16, 17:43
Wszystko co mam w temacie do napisania to tylę, że zastanawiam się czy w wypadku procesu sądowego JKM zgodziłby się, żeby 3-latek był ławnikiem i wydawał werdykt przez wrzucenie żelkowego misia do urny rózowej-winny, lub żółtej - niewinny? (lu inaczej prawo po stronie powoda czy pozwanego)
Nie wszystko jest zapisane choćby dlatego, że sam (oraz JKM też) uważa regulowanie WSZYSTKIEGO za bezsens.
Więc albo cnota albo rozpusta
Wysłany: 2008-11-17, 15:02
Czemu dziwi się, że to kwestia umowy, iż właśnie taki a nie inny poziom wieku jest granicą do nabywania nowych "zdolności" prawnych?
On raczej nie tyle się dziwi, ile ukazuje sprzeczności w polskim prawie - tak, jak napisałem.
Z jednej strony przytacza przepis konstytucji RP, że wszyscy obywatele są równi wobec prawa, a z drugiej strony przytacza przepisy zaprzeczające temu - właśnie m.in. z powodu kategorii wiekowych. I ma rację pisząc, że owa konstytucja nie precyzuje, od kiedy dany człowiek jest obywatelem. Czy od urodzenia, czy od 11 roku życia, czy od 13 roku życia, czy od 17, 18, 21 czy 35 roku życia.
to ja już wiem, skąd BG "kupił" tę manierę pisania z gwiazdkami wewnątrz słów
To wcześniej tego nie wiedziałaś? Widać, że nie czytałaś za dużo publicystyki.
JKM tylko w ten sposób pokazuje swoją niechęć do demokracji, ludu itd. Ponieważ zwykle gwiazdkuje się przekleństwa, to jest to dość czytelne. Nie wiedziałem, że to trzeba tłumaczyć.
Znowu widać niezrozumienie czytanego tekstu.
JKM-owi nie chodziło o wprowadzenie takiego przepisu, tylko o to, że skoro zgodnie z obowiązującym w Polsce prawem różnie traktuje się osoby w różnym wieku, to niech konstytucja nie głosi, że wszyscy obywatele są równi wobec prawa.
Wysłany: 2008-11-17, 15:18
BG zapytam cię inaczej odnośnie tej równości wobec prawa i zakazu dyskryminacji: czy osoba bez nóg, poruszająca się na wózku inwalidzkim może zostać członkiem elitarnej brygady komandosów zajmującej się odbijaniem zakładników, w tym sensie, że będzie jeździła z nimi na wózku na akcje, skakała ze spadochronu itd. (bo za biurkiem ewentualnie może siedzieć)?. Nie może? Jak to?! Przecież konstytucja zabrania dyskryminacji kogokolwiek za cokolwiek a tu proszę: inwalida nie może odbijać czynnie zakładników! Do Trybunału w Strasburgu trzeba z tym iść
Wysłany: 2008-11-17, 15:21
Skoro JKM wskazuje na dyskryminację z uwagi na wiek, to znaczy, że mu się to nie podoba. Skoro mu się to nie podoba, to znaczy, że widzi potrzebę zmian. Skoro widzi potrzebę zmian, to jazda - niech coś zaproponuje (bo bez takiej propozycji Jego narzekania to czyste krytykanctwo). A skoro chce zaprzestania dyskryminacji i zrównania praw WSZYSTKICH obywateli, bez względu na ich wiek, to niech ma odwagę przyjąć również WSZYSTKIE konsekwencje. Nawet te absurdalne.
A uwagi na temat ilości czytanej przeze mnie publicystyki oraz stopnia rozumienia przeze mnie czytanego tekstu sobie daruj - też są IMHO dziecinne, podobnie jak gwiazdki w słowach.
czy osoba bez nóg, poruszająca się na wózku inwalidzkim może zostać członkiem elitarnej brygady komandosów
Skoro JKM wskazuje na dyskryminację z uwagi na wiek, to znaczy, że mu się to nie podoba.
Jemu nie podobają się sprzeczności w obowiązującym w Polsce prawie - oraz pustosłowie konstytucji.
JKM nie jest na tyle głupi, żeby chcieć, żeby np.
3-latek był ławnikiem i wydawał werdykt przez wrzucenie żelkowego misia do urny rózowej-winny, lub żółtej - niewinny?
dać pełnię praw obywatelskich już przy narodzinach i stosować KK wobec nieletnich. Na przykład - gdy pięciolatek zabierze zabawki z przedszkola - od razu go na dwa lata (czy ile tam za kradzież się dostaje) do więzienia!
skoro chce zaprzestania dyskryminacji i zrównania praw WSZYSTKICH obywateli
Nie. To nie o to mu chodzi. To by było sprzeczne z jego poglądami.
Wysłany: 2008-11-17, 16:00
BG, zrozum, ze Beata, Romulus i ja zrozumielismy w lot o co chodzi w Twoim poscie, z tym, ze napisany byl w taki sposob, ze czepnac mozna bylo sie konkretnie wszystkiego (chyba tylko ortow nie bylo).
Jeszcze jedna rzecz, nieznajomosc jednego, skrajnego i majacego marginalny wplyw na cokolwiek publicysty, ktory czesto wiecej zartowal niz pisal na serio nie swiadczy jeszcze o braku zainteresowania publicystyka.
Wysłany: 2008-11-17, 16:31
jednego, skrajnego i majacego marginalny wplyw na cokolwiek publicysty
Skąd stwierdzenie, że "skrajnego"? Jakieś argumenty na jego "skrajność"?
On sam uważa się za polityka umiarkowanego.
ktory czesto wiecej zartowal niz pisal na serio
Skąd wiesz, które jego teksty to żarty, a które to napisane na serio?
Przytoczysz jakieś jego "żarty"?
Bo według mnie żartobliwe są tylko przykłady i anegdoty, które przytacza na potwierdzenie swoich tez traktowanych na serio.
Wysłany: 2008-11-17, 18:42
Beato, Mag, musicie przestawić się na tryb myślenia JKMa. On chce zrównania praw wszystkich obywateli ale nie w sposób jaki pojmujujcie jako domyślny (i ten jaki prowadzi do absurdu). Wy zakłądacie że JKM chce likwidacji dyskryminowania małoletnich i przyznania im praw wyborczych - tymczasem On myśli dokładnie odwrotnie - chce likwidacji prawa wyborczego dla WSZYSTKICH - jest to w istocie model idealnie wyrównawczy i nie dyskryminujący nikogo de facto.
Korwin czepia się sprawy formalnej. Według niego skoro w przepisie wystepują słowo/kwantyfikator "wszyscy" to powinno dotyczyć faktycznie WSZYSTKICH. Gdyby przepis sformułowano "wszyscy z wyjątkiem..." to Korwin by się nie czepiał przepisu od strony formalnej tylko merytorycznej. W ten sposób jaki opisałem wyżej odpowiadając Beacie i Magowi.
Zgadzam się z toba odnośnie kwestii jednolitość a decentralizacja. Koriwnowi można by to pewnie wytłumaczyć to za pomocą analogii fizycznej - np. zdecentralizowana ale jednolita jest chmura gazu. Jednolity gaz w danym układzie sam decentralizuje swoje cząsteczki dążac do stanu równowagi termodynamicznej.
Każda skrajnośc uważa się za opcje umiarkowaną - "normalną" nieważne czy bedą to konserwatywni liberałowie czy narodowi socjaliści. A najsilniejsza/najliczniejsza skrajność (obecnie - szeroko pojęci demokraci) rzadzą i narzuca gębe skrajności mniejszym grupką.
Musicie? Ja nic nie muszę. Mogę, owszem, ale na pewno nie muszę.
Mówisz, że źle zakładam o chceniu JKM likwidacji dyskryminacji małoletnich. A przepraszam, co mam zakładać, to lekturze takiego postu założycielskiego? Wszak tam i o własności jest mowa, i o ekstradycji, i o referendum...
Likwidacja prawa wyborczego dla wszystkich? OK. Co w zamian? Przywilej? Jeśli tak, to jak reglamentowany? A może jakiś egzamin trzeba będzie zdać (analogicznie do prawa jazdy)?
I jeszcze jedno: co z tzw. prawem nabytym? Bo skoro miałam prawo wyborcze (bierne i czynne) i teraz chce mi się je zabrać, to na jakiej podstawie? Proszę o konkrety, a nie tylko narzekanie i gdybanie.
Wysłany: 2008-11-18, 17:30
To ja wrócę do tematu z innej strony...
Najpierw ogólnie o źródłach prawa w Polsce. Znajdujemy je w Konstytucji, która w swym art. 87 ust. 1 wskazuje, iż źródłami powszechnie obowiązującego prawa Rzeczypospolitej Polskiej są: Konstytucja, ustawy, ratyfikowane umowy międzynarodowe oraz rozporządzenia. Z kolei w ust. 2 wskazuje dodatkowo, iż źródłami powszechnie obowiązującego prawa Rzeczypospolitej Polskiej są na obszarze działania organów, które je ustanowiły, akty prawa miejscowego.
Najistotniejszym aktem prawnym powszechnie obowiązującym z punktu widzenia codziennego życia obywatela tego uroczego kraju jest ustawa. Tylko w drodze ustawy (którą uchwala Sejm, potem Senat, a Prezydent podpisuje) można nakładać na obywateli obowiązki i przyznawać lub odbierać im prawa. Rozporządzenie ma charakter wykonawczy. Można je wydawać tylko na podstawie upoważnienia ustawowego i tylko w celu wykonania ustawy. Nie ma sensu wchodzić w szczegóły, kto je wydaje (choć tu też katalog uprawnionych podmiotów jest ściśle określony). Istotą jest bowiem fakt, iż potrzebna jest do jego wydania delegacja ustawowa.
Dodam, że po wstąpieniu Polski do Unii Europejskiej, źródłem prawa powszechnie obowiązującego stały się Rozporządzenia RE, w tym sensie, że nie potrzebują one tego, aby państwo członkowskie je dodatkowo włączało w krajowy porządek prawny (dokonywało tzw. transpozycji). Po wydaniu, ogłoszeniu i wejściu w życie obowiązują w UE. Skierowane są zarówno do państw członkowskich, jak i ich obywateli (mogą się na nie powoływać przed sądami polskimi; mają zakres wertykalny obowiązywania, czyli na linii państwo – jednostka, jak i horyzontalny: na linii jednostka – jednostka).
Łącznie w Polsce istnieje 8625 tekstów prawnych różnego rzędu (stan na 1 listopada 2008 r.). Z tego 7831 są to akty prawa powszechnie obowiązującego (ustawy włącznie z Konstytucją, rozporządzenia, ratyfikowane umowy międzynarodowe). Pozostałe akty prawne mają charakter nieobowiązujących powszechnie, to np. Zarządzenie nr 108 Prezesa Rady Ministrów z dnia 10 października 2008 r. o nadaniu statutu Ministerstwu Środowiska, itp. Zatem tą różnicą między 8625 a 7831 możemy się nie kłopotać.
Do podanych wartości nie doliczyłem aktów prawa stanowionych przez organy prawodawcze samorządu terytorialnego różnego szczebla: rad gmin (miast), powiatów, sejmików samorządowych. Mają one charakter obowiązujący na terenie objętym właściwością miejscową, rzeczową i funkcjonalną danej jednostki samorządu terytorialnego.
Wracając do tematu aktów prawa powszechnie obowiązującego.
Najstarszym takim aktem obowiązującym na terenie Rzeczpospolitej Polskiej jest Konwencja z dnia 3 września 1919 r. w przedmiocie emigracji i imigracji zawarta między Rzecząpospolitą Polską a Rzecząpospolitą Francuską (Dziennik Ustaw z 1920 r., Nr 41, poz. 246). Była tylko raz zmieniona (w 1949 r.) i czasami łezka w oku się kręci czytając ten archaiczny dziś w brzmieniu język polski (mała próbka, pisownia oryginalna: „Artykuł V. W każdym z obu krajów właściwa władza strzedz będzie opieki nad robotnikami oraz czuwać nad stosowaniem do robotników kraju drugiego, zatrudnionych na jego terytorjum, zarówno obowiązującego w kraju ustawodawstwa ochronnego, jak i wyżej wymienionych zasad. Do tej to władzy winny być kierowane lub przekazywane jej, bądź bezpośrednio, bądź za pośrednictwem właściwych władz konsularnych, ewentualnie w języku ojczystym robotników cudzoziemców, wszelkie ich reklamacje, dotyczące warunków pracy i utrzymania jakoteż reklamacje wynikające z trudności wszelkiego rodzaju, na które robotnicy mogą być narażeni wskutek pobytu w obcym kraju. Przepis tego artykułu nie ogranicza w niczem uprawnień konsulów, które wynikają lub wynikną z traktatów, konwencji i ustaw kraju ich przebywania.). Swoją droga ciekawe, jak ono się ma do obecnie obowiązujących uregulowań unijnych...
Najmłodszym aktem prawa (stan na 1 listopada 2008 r.) jest (nic romantycznego) Rozporządzenie Ministra Rozwoju Regionalnego z dnia 8 października 2008 r. w sprawie udzielania przez Polską Agencję Rozwoju Przedsiębiorczości pomocy finansowej w ramach Programu Operacyjnego Rozwój Polski Wschodniej 2007 – 2013 (Dz. U. z 2008 r., Nr 187, poz. 1152).
Jeśli zajdzie potrzeba, bo kogoś podnieciłem tym quasi – wprowadzeniem w temat, mogę rozwinąć Jeśli ktoś doczytał do tego miejsca i nie zasnął, dodam, że dalej zrobi się nudniej. Chyba że chodzi o sygnalizowaną przez Beatę ochronę praw nabytych. Tu się robi ciekawie, np. w kontekście obecnego zamieszania wokół odebrania przywilejów emerytalnych esbekom. Nasi politycy to niedouczeni i niekompetentni gamonie. Nikt nie nakazuje im kończyć prawa (wcale nie byłoby lepiej), ale mogliby słuchać prawników. Wówczas ci, którzy krytykują odebranie tych przywilejów powołując się na zasadę ochrony praw nabytych wywodzoną z Konstytucji, wiedzieliby, że to argument łatwy do obalenia – przynajmniej jako kontrargument przed ewentualnym procesem przed Trybunałem Konstytucyjnym (sukcesu nie gwarantuję, ale orzech do zgryzienia twardy na pewno, przy dobrze sformułowanej i zaprezentowanej argumentacji...).
Wysłany: 2008-11-18, 17:54
"Musicie" w sensie: musicie jeśli chcecie odczytać prawidłowo myśl Korwina. Poprostu ludzie XX wieku gdy mówi się o dyskryminacji odrazu automatycznie zakładają że podnosi się postulat jej zniesienia. Korwin jest człowiekiem XIX wieku, i trzeba go odczytywać właśnie w ten sposób, żeby odczytać go prawidłowo. Cały ten tekst miał służyć pokazania paradoksów demokracjii ale nie wcale dla jej refomy - tylko jako argument za jej zniesieniem.
Znowu nieprozumienie. Dla Korwina systemem idealnym jest absolutyzm* gdzie NIKT nie ma prawa wyborczego, choćby przyznawanego na podstawie jakiś wysokich cenzusów.
* - przy czym on zakłada że każdy monarcha absolutny jest utylitarystą i wie że najskuteczniejszym systemem gospodarczym jest wolny rynek.
A jak powstały dzisiejsze demokracje? Czy nie przez to że zaprzeczono często w dość krwawy sposób prawom nabytym np. szlachty?
Wysłany: 2008-11-18, 18:37
Absolutyzm i wolny rynek? Znaczy, oświecony monarcha, któren czuwa nad przyrostem poziomu szczęścia w narodzie i rozwojem duchowym obywateli? I wszyscy mają z tego korzyść? Sorry, ale czy to czasem nie jest jakaś utopia?
Wysłany: 2008-11-18, 19:25
Beata, utopia to słowo, które dobrze oddaje poglądy JKMa. Choć po chwili zastanowienia tym słowem jest raczej dystopia.
Choć po chwili zastanowienia tym słowem jest raczej dystopia
Masz na myśli definicję wg Kopalińskiego czy też nazwę gatunku literackiego?
Wysłany: 2008-11-18, 20:00
Raczej typ idealny do którego jak zakłada Korwin trzeba dażyć. Tak samo jak ideał demokracji z 100% zaangazowanym i świadomym społeczeństwem obywatelskim to też utopia, ale mimo to staramy się do niej dażyć, prawda?
Wysłany: 2008-11-18, 20:12
Wiesz, ideał - ideałem, ale ja bym chciała poznać propozycje praktyczne. Bo przecież nie mogę z góry zakładać, że akurat to rozwiązanie jest bez szans, prawda?
Bo - o ile dobrze zrozumiałam - wywalamy parlament i obowiązki ciała ustawodawczego przejmuje jaśnie oświecony panujący. Rząd zostaje, tyle tylko, że jaśnie oświecony wskazuje palcem premiera, który tworzy rząd, czy też jaśnie oświecony mianuje wszystkich ministrów? Władza sądownicza pozostaje tak, jak teraz? Co z Trybunałem Konstytucyjnym - zostaje, czy wywalamy? Co z samorządami zawodowymi? Związki zawodowe jakoś mniej mnie interesują, ale może niesłusznie? Jak tworzony będzie budżet państwa - minister finansów sam będzie tworzył czy z pomocą jaśnie oświeconego? I tak dalej... i tak dalej...
Wysłany: 2008-11-18, 21:12
Problem jest taki Beato że mi trudno występować w roli rzecznika (czy zwolennika) JKMa, więc wolałbym nie udzielac odpowiedzi na szczegółowe pytania, zwłaszcza że wybacz ale można je mnożyć w nieskończoność schodząc na taki poziom szczegułów... Wolałbym poprostu nie spekulować.
JKMa często mówi że model jaki postuluje był empirycznie potwierdzony i funkcjonował wiele lat. XIX wiek rzecz jasna. Problem w tym że on przywołuje wiele zróżnicowanych przykładów - i np. za wzór gospodarczo/społeczny uznaje Stany zjednoczone (z czasów konstytucji + bill of rights + pojedyńcze późniejsze poprawki) które przecież były republiką z organami przedstawicileskimi. Więc nadal jest tu mowa o pewnym konstrukcie teoretycznym którego cechy, tu i uwdzie przejawiały się w historii.
Łeee... bo myślałam, że ma przemyślany model. Taki, do dyskusji. Bo wiadomo, że diabeł tkwi w szczegółach, a teoretycznie to sobie można... pogdybać.
Kiedyś ulegałam złudzeniu, że można by wziąć różne fajne rzeczy z różnych systemów i posklejać je ze sobą. Niestety, to nie jest tak łatwo, jak z klockami - w przypadku systemów społecznych to raczej nie działa (ludzie psują wszystko - znaczy, stanowią najbardziej niestabilny element systemu ).
Wysłany: 2008-11-19, 11:17
Pod tym względem nie różni się od Donaldu Tuska i Jara Kaczyńskiego. Ale on jest publicystą głównie i to ponad-przeciętnie inteligentnym. Zatem można mu to wybaczyć.
Wysłany: 2008-11-20, 10:58
Korwin jest człowiekiem XIX wieku
Domyślam się, że to o XIX w. to przenośnia, mająca oznaczać "zacofany". Bo dosłownie nie można tego rozumieć - wtedy nie do pomyślenia było łączenie konserwatyzmu z liberalizmem. Katoliccy konserwatyści potępiali liberalizm - zresztą to od nich jako od pierwszych wypłynęła krytyka liberalizmu. Nazywali go herezją. Monarchia ściśle łączyła się z feudalizmem, gospodarką folwarczno-pańszczyźnianą lub emrkantylizmem, będącymi nie do pogodzenia z kapitalizmem. XIX-wieczni kapitaliści byli antymonarchistami. Np. Frederic Bastiat, czołowy wolnorynkowiec I poł. XIX w. zasiadał po skrajnej lewej stronie parlamentu. I był uważany za skrajnego lewicowca, lewaka. Więc takie myślenie JKM-a jest anachroniczne.
przy czym on zakłada że każdy monarcha absolutny jest utylitarystą i wie że najskuteczniejszym systemem gospodarczym jest wolny rynek.
Otóż to. W tym cały szkopuł. I najpewniej mało który monarcha byłby zwolennikiem wolnego rynku. Przywilej targowy, przymus niwowy, przymus drogowy itd. to wymysły monarchów - wymysły etatystyczne, a nie wolnorynkowe.
Wysłany: 2008-11-20, 17:03
Jesteś w błędzie Bernardzie. XIX konserwatyzmy liberalizm najlepiej widoczny jest oczywiście na gruncie anglosaskim, ale jeśli chcesz przykład rówiesnika Bastiata to zobacz przykład de Tocquevilla. Był on co prawda wyjątkiem na gruncie francuskim ale świetnie zdiagnozował tą sprawę - otóż w Anglii szlachta i burżuazja mieszała się bardzo swobodnie, tak że nie istniły właściwie żadne ograniczeniowa stanowe a wyznacznikiem klasy wyższej był nieformalny tytuł dżentelmena. W francjii szczególnie po rewolucji francuskiej była natomiast silna dychotomia i kojerzenie opcji wolnorynkowej z skrajną lewicą, a feudałów z monarchistami. Ale im bliżej belle epoque tym ten podział się zacierał. Twój przykład jest więc niereprezentacyjny.
Wysłany: 2008-11-22, 16:28
Pierdolenia (inaczej tego się nie da nazwać) JKM o konstytucji nie zdzierżyłem. Widać dla lepszego PRu pan Janusz zapomniał przeczytać następujący artykuł Konstytucji, który sprawia, ze możliwe jest stosowanie barier wiekowych w różnych sprawach:
Dlatego, z konieczności wynikającej z demokratycznego państwa prawnego, w Polsce 2 latek nie może być wybrany posłem etc...
I dlatego Konstytucja w tej mierze nie jest ze sobą sprzeczna. W tej mierze - bo są miejsca, gdzie zachodzi ryzyko sprzeczności, ale też nie jest tak, że ta sprzeczność jest. Z resztą akurat każdy akt prawny na świecie jest narażony na sprzeczność z innym aktem, albo na sprzeczność wewnętrzną. Kwestia interpretacji
Wysłany: 2008-11-22, 16:47
Ja do dziś nie zapomnę wypowiedzi JKM dla telewizji "Superstacja", gdzie to powiedział, iż miejsce Aleksandra Kwaśniewskiego jest w więzieniu, albo chociaż przed Trybunałem Stanu, gdyż złamał on Konstytucję RP. Zaskoczona dziennikarka z wyrazem ogromnego zdziwienia na twarzy pyta: "Ale kiedy? W którym momencie sprawowania urzędu? No i który punkt Konstytucji?". JKM odpowiada, że Kwach złamał art. 126 § 2 (czyli "Prezydent Rzeczypospolitej czuwa nad przestrzeganiem Konstytucji, stoi na straży suwerenności i bezpieczeństwa państwa oraz nienaruszalności i niepodzielności jego terytorium"), bo namawiał Polaków do zagłosowania za wstąpieniem do Unii Europejskiej, co jest równoznaczne z zrzeczeniem się części swojej suwerenności na rzecz UE. Prezydent który nie stoi na straży suwerenności i wręcz namawia obywateli do zrzeczenia się jej, łamie Konstytucję
Wysłany: 2008-11-22, 16:52
co jest równoznaczne z zrzeczeniem się części swojej suwerenności na rzecz UE
Polska się suwerenności nie zrzekła Wykonuje ją w sposób pośredni, przez aparaty unijne. To trochę jak z wyborcą. To, że w wyniku wyborów wybiera sobie posła, który go reprezentuje, nie odbiera temu wyborcy pozycji suwerena. Zmienia się sposób wykonania tej suwerenności, owszem. Ale zasada pozostaje ta sama.
Mnie zastanawia, dlaczego nad utratą suwerenności państwowej nikt nie pieje w dobie globalizacji w aspekcie ekonomicznym. Bo przecież jeśli była polska firma, w całości poddana polskiemu prawu, to Polska miała nad tą firmą suwerenność. Jeśli ta firma teraz wchodzi w ramy jakiegoś molocha międzynarodowego, to wychodzi powoli spod suwerenności Polskiej, wchodzi w reżimy prawne prawa międzynarodowego i prawa kraju matki tej spółki. Ostatnimi czasy to się nasila dość mocno... a jednak jakoś nie widziałem by JKM bronił suwerenności Polski nad ekonomią. Czyżby więc znowu nie chodziło o suwerenność, a o hucpę i awanturę polityczną? :D
Wysłany: 2009-09-27, 12:01
Problem mimo to nie rozbija się tu o Alicję Tysiąc (zresztą, nie wszyscy lekarze uważali, że ciąża zagrażała jej wzrokowi i nie byli oni związani przy tym z ruchami pro life itp.). Tamte problemy zostały ustawowo rozwiązane i dziś kobieta, która nie zgodzi się z orzeczeniem nie pozwalającym jej usunąć ciąży, może się odwołać. Ale nie wchodźmy w temat aborcyjny.
Akurat tu problemem była wolność słowa, granice ingerencji w nią sądów. Zbiegł się ten wyrok z wizytą w Polsce wybitnego sędziego amerykańskiego Sądu Najwyższego. Po programie Moniki Olejnik, w którym wystąpił RPO za jego sugestią przeczytałem wykład, który sędzia Scalia wygłosił w Polsce. Oto link do niego (wersja po polsku zaczyna się od 22 strony):
Oczywiście, można zarzucać, że to konserwatysta powołany przez Reagana (i zaakceptowany przez Senat - tak się tam powołuje SSN). Ale ten tekst bez wątpienia zetrze taki "zarzut" potencjalnym krytykom. Zwłaszcza że, jak podaje RPO, sędzia Scalia wyznaje doktrynę interpretacji tekstu prawnego przyznając prymat Konstytucji oraz ustawom i ograniczającą dyskrecjonalną władzę sędziego w tym przedmiocie.
Czytałem ten tekst z dreszczem, ponieważ bardzo on kontrastuje z tym, z czym mamy do czynienia w Europie, na świecie, czy też - tylko w Polsce. Oto człowiek, który znajduje się poza kontrolą społeczeństwa ma decydować co jest moralne, a co nie.
Wszyscy, którzy cieszą się ostatnim wyrokiem w tzw. sprawie Alicji Tysiąc, nie mogą spać spokojnie. Bo, jeśli Gość Niedzielny będzie się wytrwale odwoływał, to może już w apelacji wygrać. A powinien wygrać w Europejskim Trybunale Praw Człowieka. Chyba że ten postanowi, w imię "postępowego" światopoglądu przekreślić swoje dotychczasowe orzecznictwo, które prasie przyznaje bardzo szeroki margines swobody.
Zapadłego wyroku nie oceniam, bo nie czytałem akt i uzasadnienia. Stwierdzam, co powyższe, bazując tylko na tym, co przetoczyło się w tej sprawie w mediach. Sama publikacja GN była dla mnie żenująca, ale nie nosiła znamion niedopuszczalności. Mogę ją, jako marny katolik, oceniać negatywnie, gdyż pismo katolickie przed takimi treściami powinno się wystrzegać. Ale nie można im odbierać a priori prawa do publikacji takich treści. Jestem pewien, że w USA, wyrok ten byłby kuriozalny i nie utrzymałby się. Dlatego, że tam wolność słowa jest niemal religią
Wysłany: 2009-09-27, 13:50
„Nie cieszy mnie upolitycznienie procesu nominacji sędziowskich
w moim kraju. Jednak szczerze wolę je od alternatywy, jaką są rządy
sędziowskiej arystokracji. Z zainteresowaniem będę zatem obserwował
rozwój tego zjawiska w Europie.”
– to ostatni akapit z wywiadu sędziego Scali.
Sędziowie to politycy, czy nowa arystokracja nie podlegająca kontroli społecznej?
Zarówno jedno jak i drugie nie jest akceptowane przez sędziego Scalę i z tym poglądem zgadzam.

References: Art.32

Art.1

Art.2

Art. 5
 art. 3
 art.15
 art.55
 art. 87
 art. 126