Source: https://issuu.com/peplak/docs/04-2013
Timestamp: 2017-02-25 19:28:03+00:00

Document:
Gazeta Małych i Średnich Przedsiębiorstw, kwiecień 2013 by Tomasz Peplak - issuu
KAŻDY BŁĄD TO UTRATA POZYCJI I TAJEMNICA WYNAGRODZENIA I PECH NIE WIE, CO TO KRYZYS
P o l s k i c h
P r z e d s i ę b i o r c ó w
www.gazeta-msp.pl
Nr 4(132)/2013
Indeks 379654
Cena 9 zł (w tym 8 proc. VAT)
kwiecieĹ&#x201E; 2013
Gazeta Małych i Średnich Przesiębiorstw
Tomasz Peplak
peplak@gazeta-msp.pl
magdalena.trusinska@gazeta-msp.pl
A i owszem, były i minęły. Jednym lepiej, innym
gorzej; jednym łatwiej, innym trudniej. Jedni wspominają je z sentymentem, inni z dumą, a jeszcze inni
chcą o nich jak najszybciej zapomnieć.
Skąd zatem to – jakże często słyszane na różnych
etapach naszego życia – za moich czasów, to...
... Było inaczej. Ani lepiej, ani gorzej. Nie powinniśmy jednak oceniać przeszłości, żyjąc tu i teraz.
Nie powinno się także porównywać, ani licytować
– kto miał lepiej, kto miał łatwiej; co było potrzebne, a co nie?
Co ciekawe, każdy z nas – szczególnie jako młody
człowiek – zapewne chociaż raz usłyszał: teraz to już
nie jest tak samo, a kiedyś to było... Wydźwięk takich
słów najczęściej jest niestety negatywny i piętnujący
teraźniejszość. Tymczasem pomijając kwestię
względności, nie sposób i nie można przecież
porównać teraźniejszości – roku 2013 – do nawet
lat 90. XX wieku. Pytanie podstawowe: po co?
Jeśli jednak ktoś się uprze – zauważy przepaść.
Przykładem mogą być nowoczesne technologie.
To co wzbudzało nasz zachwyt i niedowierzanie,
teraz spowszedniało. To co ułatwiało nam życie,
teraz tylko zajmuje miejsce w szufladzie. Każdy element układanki – owe niegdysiejsze nowinki – był
i jest jednak równie ważny i potrzebny.
A zatem, to co było – jakiekolwiek by nie było
– sprawiło, że jesteśmy tu i teraz, z tym co mamy.
A mamy wydanie kwietniowe, które poświęciliśmy
Nowoczesnym technologiom, które nadal – co
może niektórych dziwić – kooperują z tradycyjnymi
formami pracy czy komunikacji. Jak? Tego dowiesz
się z lektury kwietniowego Raportu miesiąca.
Krzysztof Kowalówczany
kowalowczany @gazeta-msp.pl
ul. Tużycka 16, 03-683 Warszawa
tel. 022 678 79 83, tel./fax 022 678 01 67
redakcja@gazeta-msp.pl
Andrzej Arendarski, Magdalena Giza,
Stefan Jurczyński, Michał Koralewski, Anna Lemańska,
Maciej Makowski, Marek Rogalski,
Andrzej Romanowski, Tomasz Rydzicki,
Elżbieta Sarzyńska, Adam Szejnfeld
jest do nabycia w następujących sieciach sprzedaży:
Ruch, Kolporter, InMedio, Empik,
Garmond Press, GLM, HDS
Prenumerata realizowana przez RUCH SA, Poczta Polska
oraz prywatnych kolporterów.
Informacje o prenumeracie: 022 678 01 67
Wejdź też na: www.gazeta-msp.pl
Zamówienia na prenumeratę za pośrednictwem RUCH SA w wersji papierowej
i e-wydania można składać bezpośrednio na stronie www.prenumerata.ruch.com.pl
Pytania prosimy kierować na adres: prenumerata@ruch.com.pl lub kontaktując się
z Telefonicznym Biurem Obsługi Klienta pod nr: 801 800 803 lub 22 717 59 59
– czynne w godzinach 700 – 1800. Koszt połączenia wg taryfy operatora.
Nakład: 20.000 egz.
tel. 022 614 17 67
Autorzy przekazując do redakcji tekst, przenoszą na wydawcę
prawo do publikacji (prawa autorskie i wydawnicze).
Redakcja zastrzega sobie prawo do skracania i adiustowania
nadesłanych tekstów. Redakcja nie ponosi odpowiedzialności
za treść materiałów reklamowych.
Reprodukcja lub przedruk wyłącznie za pisemną zgodą wydawcy gazety.
Zdjęcie na okładce: iPad Mini, materiały producenta, źródło: apple.com
Redakcja wykorzystuje
StarOffice 6.0 PL
firmy Sun Microsystems
Smaczne, bo polskie!
Poznaj wierzyciela swego
Kto jest kim w procesie odzyskiwania należności?
Ciemne chmury nadal wiszą nad złotym
Subiektywnym okiem analityka
Dłuższy okres rozliczeniowy
Pomysł na ulżenie pracodawcom
Zobowiązanie pracownika do nieujawniania
wysokości swojego wynagrodzenia
Dzień bez IT – czy to dziś możliwe?
Nowoczesne technologie kontra tradycja
Fenomen chmury
Jak wybrać bezpiecznego dostawcę
Papier kontra tablet
Internet w firmie,
czyli nowe technologie na rzecz rozwoju
Jak zabezpieczyć stronę przed katastrofą?
Monitoring witryny WWW
Mobilność ważniejsza od struktur
Urządzenia wspierające mobilność przedsiębiorstw
MSP w globalnej komunikacji biznesowej
EDI – systemy komunikacji elektronicznej
nową formą wymiany informacji
Jak zabezpieczyć majątek
Jak skutecznie zabezpieczyć tudzież przekazać majątek
następcom prawnym przy minimalnym obciążeniu
podatkowym?
Na językach dojdziesz dalej
Języki na rynku pracy. Jakie i dla kogo?
Celnie wybieraj cele
Budowanie i osiąganie celów w firmie
Społecznościowa (r)ewolucja
Media społecznościowe na usługach firm
Nie wszystkim kryzys straszny
Outsourcing usług kwitnie
Era projektów stała się faktem
Zarządzanie projektami w małej i średniej firmie
Sortowanie i grupowanie wiadomości
Lekcja 6. Wysyłanie wiadomości „W imieniu”
Silna potrzeba samorealizacji
Tajemnica wysokiej efektywności grywalizacji
Buongiorno. Mi chiamo Fiat 500L
Baba za kierownicą... Fiata 500L
Mechanizm wyszukiwania
Wierni bezgranicznie
Baba za kierownicą... Passata Varianta
Każdy błąd to utrata pozycji
Nowoczesne pozycjonowanie
to uczciwe pozycjonowanie
Kreatywne partnerstwo:
współpraca biznesu z artystami
Pech nie wie, co to kryzys
Rozmowa z Damianem Andruszkiewiczem
Obalamy mity o budżetowaniu
Beck, Helion
Wielkanoc to czas świętowania, który nieodłącznie kojarzy się
z wielogodzinnym ucztowaniem
i pochłanianiem nieprzyzwoitych
ilości pokarmów. Obok obowiązkowych i niezmiennie smacznych
jajek pojawiają się rozmaite
ciasta, wykwintne pasztety,
wędliny i kiełbasy. Co roku jemy
z równym apetytem, ku niewątpliwej uciesze producentów
żywności i handlowców. I bardzo dobrze, wszyscy przecież
wiemy, że polska żywność nie ma
sobie równych na świecie.
To, co my wiemy już od dziePoseł na Sejm RP
sięcioleci, świat dopiero odkrywa.
Dlatego nasz eksport stale rośnie,
a żywność Made in Poland
zdobywa coraz to nowe rynki,
ostatnio także w Azji, a nawet
w Ameryce Południowej i Afryce.
Według szacunków resortu rolnictwa wartość eksportu
polskich towarów rolno-spożywczych za miniony rok
może osiągnąć rekordowy poziom i przekroczyć
17 mld euro. Wśród odbiorców wciąż najważniejszym
rynkiem zbytu pozostaje Unia Europejska, do której nasze firmy kierują trzy czwarte swojego eksportu.
Rosnący eksport naszych specjałów coraz bardziej
irytuje producentów z innych krajów, którzy bez chwili
wahania wytoczą najcięższe działa, aby choć trochę
osłabić pozycję naszych przedsiębiorstw i uszczknąć
kawałek spożywczego tortu dla siebie. Trzeba jednak
przyznać, że powodów do ataków dostarczyliśmy
ostatnio sami, i to wcale niemało. Wystarczy przypomnieć sobie aferę z solą drogową, którą dodawano
do przetworów mięsnych czy zepsuty susz jajeczny.
W obu przypadkach zamieszane firmy skrupulatnie
fałszowały dokumentację, a państwowe instytucje
kontroli rynku spożywczego nie wykazały się należytą
szybkością działania. Do tego wszystkiego doszła afera
z koniną w mięsie wołowym. Takie mięso trafiło
na rynki w całej Europie. Tu również pojawiają się
sugestie, że w proceder mogły być zamieszane
polskie firmy. Na niedomiar złego, nasi ekolodzy
rozpoczęli wojnę z rytualnym ubojem zwierząt. I znów
to wszystko zaszkodziło naszej produkcji i eksportowi.
Z zamieszania skwapliwie korzystają nasi konkurenci
na rynkach europejskich, w tym choćby firmy z Czech
czy Słowacji. Na rodzimych rynkach starają się
przedstawiać polską żywność i wszelkie produkty
polskie, jako wręcz niebezpieczne, czy choćby nieekologiczne, nawołując do dania Polsce czerwonej
kartki. W tym zamęcie i ataku na naszych producentów inne kraje w Europie próbują przebić się rzekomo wyższą jakością swoich produktów.
Może zatem polska żywność nie jest tak wyjątkowa jak nam się wydaje? Można by mieć wątpliwości,
gdyby nie to, że wpadki zdarzają się na każdym rynku. Niedawno mieliśmy ogromny skandal z czeskim
alkoholem, a wcześniej w Niemczech aferę dioksynową czy zamieszanie z tzw. chorobą szalonych krów
w Wielkiej Brytanii i Irlandii. Uczyć się zatem powinniśmy od innych, jak sobie z nieuchronnymi kryzysami radzić i jak je dusić w zarodku, aby sprawy incydentalne nie odbijały się na całym naszym eksporcie.
Tak, powinniśmy uczyć się od Niemców, czy innych
zachodnich państw, jak zarządzać sytuacjami kryzysowymi w naszym przemyśle spożywczym. Na pewno
radzeniu sobie z takimi sytuacjami sprzyja atmosfera
jawności. Konieczne są też skuteczniejsze działania
państwowych inspekcji. Etyki, moralności i uczciwości
nie zastąpi jednak żaden paragraf, ani urzędnik.
Wszyscy my – z producentami i handlowcami łącznie
– musimy pracować na wizerunek polskiej żywności,
jako najlepszej w Europie. Wówczas będziemy na niej
zarabiali więcej, niż na nieuczciwych praktykach, które
zawsze mają krótkie nogi. Wtedy też hasło smaczne,
bo polskie, jak nigdy wcześniej stanie się stałym synoniC
mem tego, co najlepsze na światowych stołach.
nadal wiszą nad złotym
Zamieszanie wokół Cypru, jakie miało
miejsce w marcu, niejako na powrót obudziło „demony” europejskiego kryzysu. Po części winni są sami europejscy politycy,
którzy pod presją własnych środowisk wyraźnie zaostrzyli sposób postępowania wobec
„bankrutów”.
Niemiecka opinia publiczna od dawna była
dość krytyczna względem Cypru, nazywając
tą wyspę „pralnią rosyjskich pieniędzy”.
Zdecydowano zatem o „solidarnościowym”
opodatkowaniu depozytów w tamtejszych
bankach, co – po wyraźnym sprzeciwie
cypryjskiego parlamentu – ostatecznie zostało zmienione do obciążenia dodatkowymi kosztami niezabezpieczonych wkładów (czyli przekraczających 100 tys. EUR)
w dwóch największych instytucjach, które miały poważne
problemy finansowe (Popular Bank of Cyprus ma zostać
zlikwidowany). Nie zmienia to jednak faktu, iż zupełnie
zniszczono „reputację” cypryjskiego sektora finansowego,
który był główną osią tamtejszej gospodarki. To oznacza,
że Cypr może jeszcze wielokrotnie prosić o dodatkowe środki, zanim się poważnie „zrestrukturyzuje”. Tymczasem
wystarczyło przekazać o 5,8 mld EUR więcej, czyli blisko
16 mld EUR pożyczki, o której mówiono jeszcze na początku roku.
Cypryjski kazus może okazać się poważnym problemem
dla strefy euro. Zwłaszcza, że po raz kolejny brakuje spójnej
koncepcji działania. Europejski Bank Centralny miesiącami
pracował na rzecz uspokojenia nastrojów (tanie pożyczki
LTRO, dostarczanie dodatkowej płynności bankom przez obniżenie kryteriów zabezpieczeń i wreszcie przygotowanie
programu OMT, mającego stabilizować rynek długu), a te-
raz jest to zaprzepaszczane. Pomysły polityków dotyczące możliwości obciążenia dodatkowymi kosztami bogatych depozytariuszy
danego banku w strefie euro, w przypadku
ratowania danej instytucji mogą poważnie
odbić się na akcji kredytowej w peryferyjnych
krajach Eurolandu, które tkwią w głębokiej
recesji. Najpewniej zobaczymy też odpływ
kapitałów ze strefy euro w stronę innych
„bezpiecznych przystani”. Zrobi się z tego jeszcze większy problem, jeżeli okaże się, że konieczne będą kolejne „bailouty” w krajach
PIIGS. Zresztą ostatnie dane pokazują, że eurogospodarka raczej nie zanotuje tak wyczekiwanego odbicia w II półroczu 2013 roku.
Tymczasem na horyzoncie rysują się kolejne zagrożenia
– Słowenia i potencjalne wsparcie dla tego kraju, który ma
problemy z bankami, a także Włochy, gdzie szykują się wcześniejsze wybory w czerwcu – wygrać je mogą siły anty-europejskie.
Na tym tle trudno o prognozowanie siły złotego. Zwłaszcza, że rynek obawia się jeszcze jednej obniżki stóp procentowych przez RPP do poziomu 3,00 proc., która może mieć
miejsce w czerwcu, chociaż warto odnotować, że realna
stopa procentowa pozostanie relatywnie wysoka. Największym beneficjentem europejskiego zamieszania będzie jednak dolar. W relacji do złotego może okazać się, że w maju
zobaczymy poziomy rzędu 3,40-3,50 zł.
Marek Rogalski – Główny analityk walutowy
Domu Maklerskiego Banku Ochrony Środowiska S.A.
RAPORT: Nowoczesne technologie kontra tradycja
Dzień bez IT
– czy to dziś możliwe?
Wstaję o godzinie 6.00
Mój smartfon budzi mnie dwie godziny przed pierwszym spotkaniem
zapisanym w elektronicznym kalendarzu.
Biegam pół godziny po parku specjalna aplikacja mierzy mi tętno,
ilość spalonych kalorii oraz trasę jaką przebyłem.
Wracam do domu, jem drobne śniadanie, a następnie jadę do pracy.
W samochodzie słucham maili, których jeszcze nie zdążyłem przeczytać.
Na spotkaniu korzystam z notatek zapisanych w tablecie.
Dzięki temu, że mam stały dostęp do internetu, mogę weryfikować
zasadność proponowanych rozwiązań na przykładach innych firm,
które z nich skorzystały – dobrze przeprowadzony benchmark
jest perspektywą zysków.
Kolejne spotkanie – tym razem prezentacja. Projektorem steruję bezprzewodowo
za pomocą mojego telefonu. Rozwiązanie to jest dla mnie optymalne
– nie mam bowiem czasu, aby szukać kabli, a później martwić się
o różne parametry wyświetlania, mogę w pełni skoncentrować się
na działaniach merytorycznych i budowaniu pozytywnego wrażenia.
Anna Ruszczyńska I Paweł Klocek
11.55 – dopiero dojechałem
do swojego biura. Sprawdzam,
jak wygląda sytuacja w firmie – dzięki temu,
że system ERP obejmuje większość procesów
zachodzących w przedsiębiorstwie,
cały czas znam stan magazynu,
wiem ile jest zamówień oraz jakie produkty
przynoszą mi najwięcej korzyści. Wiem także,
kiedy maszyny muszą przejść odpowiedni przegląd,
aby pracowały bezawaryjnie. Przy tym mam dostęp
do aktualnego bilansu. Wiem na co stać
moją firmę, a na co nie.
12.00 – jestem umówiony z jednym
z pracowników. Do spotkania zostało pięć minut;
szybko muszę sprawdzić, jak długo dla mnie
pracuje, ile zarabia, jak często chodzi na urlopy
zdrowotne oraz jak postrzegają go zwierzchnicy.
Sprawnie poszło... ten człowiek
zasłużył na podwyżkę.
13:00 – mam obiad, a później rozmowę
z potencjalnymi kontrahentami zza granicy.
Na szczęście nie muszę wyjeżdżać – przeprowadzimy
telekonferencję; tak jest taniej i szybciej.
Obok siebie mam specjalistów ze wszystkich
kluczowych działów. Rozmowa jest bardzo
merytoryczna, co zwiększa szansę na pozyskanie
nowego klienta. Umówienie wszystkich na jedną
godzinę także nie było specjalnie trudne.
Wszyscy na maila otrzymali informację o spotkaniu
z trzydniowym wyprzedzeniem.
Dzisiaj z samego rana każdy otrzymał
również przypomnienie na swoim komunikatorze.
Po 15:00 już nie ma mnie w firmie.
Jednak wszystkie istotne dokumenty
są umieszczone w chmurze – mam do nich dostęp
przez Internet, w przypadku gdy sytuacja będzie
wymagała ode mnie sprawdzenia szczegółowych
danych mam wszystko w zasięgu ręki,
nawet podczas zakupów w markecie.
22:30. W domu otrzymuję telefon
od firmy ochroniarskiej, która pilnuje porządku
w „fabryce” – włączył się alarm... Normalnie
musiałbym specjalnie pojechać na miejsce.
Jednak zainstalowany monitoring posiada funkcję
podglądu on-line. Szybko zorientowałem się,
że alert spowodowało źle ustawione pudełko,
które po kilku godzinach spadło z regału
na podłogę. To może zaczekać do jutra...
Ta krótka relacja jednego dnia pracy jeszcze kilka lat
temu była mało realna – obecnie wiele osób funkcjonuje
w podobnym do przedstawionego rytmie. Urządzenia
IT stały się nieodłącznym elementem naszego życia – nie
tylko usprawniają, ale także aranżują nasz wolny czas.
Wiele osób postrzega ten proces jako nadmierną, a wręcz
uzależniającą tendencję, gdzie każdy – niezależnie
od pory i miejsca – powinien być on-line, używać najnowszych technologii. Oczywiście można spróbować żyć
bez tych rozwiązań, ale czy rzeczywiście byłoby łatwiej?
W biznesie właściwe wykorzystywanie narzędzi
przekłada się na rozwijanie potencjałów, dając jednocześnie więcej czasu na życie osobiste.
Szeroko rozwijane IT w zestawieniu z przyszłością
jest czymś nieuniknionym, co z pewnością ma wpływ
na nowe podejście do rozumienia biznesu, ale również
prywatnego funkcjonowania. I chociaż przewrotnie
mówi się o wyparciu papierowych formatów książek
i gazet – to czyż nie one właśnie pozwalają na oderwanie się od codzienności? Można je dotknąć, a po latach
wrócić do nich i spojrzeć na pożółkły papier, który
pokazuje, jak wiele czasu upłynęło i co się zmieniło...
Możemy to nazwać sentymentem, przywiązaniem
do czegoś sprawdzonego, jednak to one właśnie,
wraz z nastawieniem na zmiany, powodują ciągły rozwój oraz łączenie przetestowanych rozwiązań z potrzeC
bami rynku.
Czym jest IT dla poszczególnych branż?
Marcin Tarasiuk, MGM Systems SA
Nie tylko firmy IT potrzebują nowoczesnych rozwiązań. Organizacje ponoszą obecnie największe koszty
w wyniku nieprzewidzianych awarii. Przerwanie procesu produkcji lub chwilowe zawieszenie usługi
wiąże się z ogromnymi stratami i karami. Częstotliwość wystąpienia jakichkolwiek usterek
można znacznie ograniczyć poprzez odpowiednie rozwiązania IT,
a monitoring zachodzących operacji może pełnić rolę systemu wczesnego ostrzegania..
Marcin Wyszogrodzki, Remedis SA
Niestety spora część szpitali podchodzi do nowych technologii nieufnie.
Niesłusznie, ponieważ w branży medycznej rozwiązania IT znacznie obniżają koszty prowadzonej działalności.
Na szczęście coraz więcej placówek medycznych otwiera się na nowe technologie,
widząc potencjał możliwych oszczędności. Jestem przekonany, że w najbliższych latach
komputeryzacja jednostek ochrony zdrowia osiągnie niewyobrażalny dotąd poziom. C
Mariusz Sosnowski, INFOSYSTEMS SA
Współczesne branże poligraficzna i wydawnicza od zawsze związane są z tradycyjnym nośnikiem informacji,
jakim jest papier. Jak na ironię jednak, branże te bez nowoczesnych technologii nie byłyby w stanie
nie tylko dalej się rozwijać, ale nawet funkcjonować na dotychczasowym poziomie.
Zaawansowane systemy informatyczne umożliwiają sprawne zarządzanie przedsiębiorstwem: magazynami,
procesami zakupowymi czy relacjami z klientem. Jednak prawdziwy potencjał IT dla poligrafii
kryje się w systemach prepress’owych, służących zarządzaniu plikami w procesie przygotowania ich do publikacji,
np. w formie druku. Ten właśnie obszar poligrafii będzie w najbliższej przyszłości
najbardziej korzystał na rozwoju nowoczesnej technologii.
czyli usługowy model
udostępniania i korzystania
z zasobów informatycznych,
realizowany za pomocą
połączenia sieciowego,
to zjawisko,
które może całkowicie
Fenomen chmury stanowi prostota i wygoda tego modelu dla użytkownika. Zamiast kupować na stałe
pakiety oprogramowania i serwery,
odbiorca kupuje funkcje, które w danym momencie są mu potrzebne.
Nie musi samodzielnie niczego instalować, nie potrzebuje wykwalifikowanego personelu, który będzie wdrażał aktualizacje i dbał o ciągłość
działania systemu. W dowolnym momencie może zrezygnować z części
usługi lub zwiększyć jej zakres.
A przecież większość firm działa w
trybie sezonowym – branża handlowa przeżywa wielką mobilizację
przed okresami świątecznymi,
dla firm turystycznych lub ubezpieczeniowych gorącym okresem są tygodnie wakacyjne. W modelu chmury firma może dopasować ilość zasobów informatycznych do aktualnych
potrzeb i płacić tylko za funkcje,
których w danym momencie potrzebuje. W dłuższej perspektywie pozwala to osiągnąć spore oszczędności.
Jednak cloud computing budzi
wśród odbiorców także wiele pytań
i obaw. Niełatwo jest postawić pierwszy krok w chmurze. Przekazując
odpowiedzialność za zarządzanie
naszymi zasobami IT na barki dostawcy musimy mieć pewność, że po-
trafi on zagwarantować bezpieczeństwo składowanych w chmurze danych oraz wysoką ciągłość dostarczania usługi. W jaki sposób prowadzić
rozmowy z dostawcami, aby wybrać
pewnego i zaufanego partnera?
Przedstawię kilka rad dla tych,
którzy przygotowują się do wdrożenia usługi chmurowej w firmie.
Gwarancja ciągłości realizacji
Zaufany dostawca usługi chmurowej jest w stanie podpisać z nami
umowę SLA, gwarantującą czas działania usługi na poziomie 99,999 proc.
Praktycznie rzecz biorąc mamy w tym
wypadku większą gwarancję stabilności działania systemu, niż w razie tradycyjnego zakupu licencji i wdrożenia systemu w siedzibie firmy.
Każdy przedsiębiorca posiadający
w firmie platformy ERP czy CRM
wie, że oprogramowanie doskonałe
nie istnieje – wprowadzanie aktualizacji czy dodatkowych integracji
często skutkuje tzw. wysypaniem się
całości systemu, rozpaczliwymi telefonami do działu wsparcia dostawcy i mozolnymi próbami zidentyfikowania błędu. Wdrażając oprogramowanie w chmurze przenosimy
problem na dostawcę usługi.
Możliwość wystąpienia błędów w czasie aktualizacji systemu? To nas nie interesuje. Dostawca gwarantuje bowiem
poziom usługi, a my rozliczymy go z efektu.
Podczas podpisywania umowy z wysokim poziomem SLA
warto jednak sprawdzić, czy nasz partner poważnie podchodzi do podjętego zobowiązania. System musi być w pełni
redundantny i posiadać funkcję backupu danych w czasie
rzeczywistym. Serwer oprogramowania powinien zawsze
być zdublowany w innej, oddalonej geograficznie lokalizacji, co zapewni niezależność od katastrof naturalnych
czy ataków terrorystycznych. Aktywny serwer zapasowy
stanowi lustrzany obraz serwera podstawowego i na bieżąco monitoruje jego działanie. W chwili wykrycia jakiegokolwiek problemu, serwer zapasowy natychmiast
przejmuje całość funkcji – w sposób praktycznie nieodczuwalny dla odbiorcy usługi. Wszystkie dane są na bieżąco replikowane między dwoma serwerami, natomiast długoterminowe obrazy systemu zostają dodatkowo zapisywane na zewnętrznym nośniku lub w chmurze.
Przekazanie danych zewnętrznemu partnerowi rodzi
zwykle największy opór i obawy przedsiębiorców. Często
są to dane wrażliwe, przykładowo dane osobowe klientów firmy. Wystarczy, że przypadkowo, przez jeden mały
ludzki błąd, wyciekną do konkurencji (pamiętajmy,
fot. materiały producenta źródło: apple.com
Bezpieczne, zduplikowane centra danych to fundament, na którym opiera się całe przetwarzanie w modelu
chmury. To najważniejszy fragment w układance elementów, które zapewniają dobrą współpracę między dostawcą
a użytkownikiem usługi. Dlatego przed podpisaniem
umowy chmurowej warto osobiście wybrać się do data
center, aby dokładnie zapoznać się ze wszystkimi stosowanymi tam procedurami bezpieczeństwa. Jeśli nie ma moż-
liwości fizycznej wizytacji, poprośmy dostawcę o oprowadzenie wirtualne – dzięki technologii wideo możemy
przecież zwiedzić każde miejsce na świecie, bez konieczności wielogodzinnych podróży.
Podstawą bezpieczeństwa każdego obiektu jest kontrola
dostępu i bezpieczeństwo fizyczne. Budynek data center
nie może być otwarty dla osób z zewnątrz. Całodobowy
monitoring wideo obiektu, umieszczenie serwerów w zamkniętych stalowych szafach, podwójna autoryzacja
pracowników za pomocą kart elektronicznych oraz skanerów siatkówki oka to procedury, które powinno posiadać
każde profesjonalne centrum danych dla usług w chmurze. Warto sprawdzić, czy systemy zasilania, chłodzenia
oraz wewnętrzna infrastruktura sieciowa zostały zduplikowane na wypadek awarii. Czasami proste zdarzenie,
na przykład zerwanie kabla w czasie prac budowlanych
prowadzonych w pobliżu data center, może zablokować
dostarczanie usługi, dlatego warto zapewnić połączenie
kilkoma kablami do kilku operatorów. Warto też zwrócić
uwagę, czy w centrach danych znajdują się podwójne
generatory prądu i zbiorniki paliwa zapewniające ciągłość
usług w razie wielodniowej przerwy w dostawie energii
– wówczas żadna katastrofa nie przeszkodzi w dostarczaniu klientom usługi zgodnie z umową.
że dostawca systemu obsługuje wiele
firm z danej branży), a klient poniesie stratę trudną do zrekompensowania. Jednak istnieją procedury,
które gwarantują zachowanie bezpieczeństwa danych wrażliwych przechowywanych w chmurze.
Przede wszystkim należy upewnić
się, że system oferowany w chmurze
jest w pełni zwirtualizowany i udostępniany w architekturze multi-instant, która umożliwia tworzenie
na serwerze systemowym odrębnej instancji dla każdego odbiorcy usługi
chmurowej. Obniża to koszty współpracy i zwiększa bezpieczeństwo przechowywania danych. W przypadku
mniej zaawansowanej technologicznie
architektury multi-tenant pojedynczy
system jest wykorzystywany dla wielu
różnych klientów. Taka struktura rodzi problemy integracyjne i administracyjne – nie jest również polecana
klientom o restrykcyjnych wymaganiach w zakresie bezpieczeństwa.
Nie każda profesjonalna firma musi
posiadać certyfikacje dla swoich produktów i usług. Certyfikaty oznaczają
jednak gwarancję spełniania pewnych
standardów, a zatem dodatkowy argument za podjęciem współpracy z danym partnerem.
ISO 9001 to podstawowa norma
określająca wymagania, które powinien
spełniać system zarządzania jakością
w organizacji. Wartościowym certyfikatem określającym procedury wewnętrznej kontroli dla organizacji
usługowych przetwarzających poufne
dane klientów – takich jak firmy outsourcingowe lub dostawcy cloud computingu – jest amerykański certyfikat
SSAE-16. Bardzo ważny dla usług
chmurowych jest też PN-ISO/IEC
27001-2007, określający normy dla zarządzania bezpieczeństwem informacji.
W przypadku usługi Communication-as-a-Service, czyli udostępniania
w chmurze systemu telekomunikacyjnego, zalecaną praktyką jest szyfrowanie wiadomości za pomocą TLS
(Transport Layer Security) oraz SRTP
(Real-time Transport Protocol). Dostawcy zaawansowanego oprogramowania
telekomunikacyjnego bazują na standardzie AES 256. To jeden z najsilniejszych kluczy szyfrowania, który
jest potwierdzonym i zalecanym standardem bezpieczeństwa przez wiele
międzynarodowych instytucji i departamentów bezpieczeństwa. Dodatkowo wszystkie protokoły nie będące
aktualnie w użyciu są automatycznie
blokowane za pomocą firewalla.
System jest stale monitorowany
pod kątem ewentualnych włamań,
co zapobiega próbom kradzieży
W modelu chmury publicznej,
przetwarzanie i składowanie informacji w całości odbywa się w data center
dostawcy. Na stacjach roboczych
klienta zostają zainstalowane jedynie
niezbędne końcówki do zarządzania
poszczególnymi funkcjami systemu.
Dla odbiorcy usługi jest to najwygodniejszy model, zdejmujący z jego barków konieczność inwestycji w sprzęt
i administrację oprogramowania.
To idealne rozwiązanie dla firm
z sektora MSP, które nie posiadają
rozbudowanych działów IT, a nie chcą
angażować się w procesy wdrożenia
i utrzymania systemu. Jednak duże
korporacje z sektora finansowego czy
telekomunikacyjnego mogą postrzegać chmurę publiczną jako krok zbyt
radykalny, ciężki do przeprowadzenia także ze względu na restrykcyjne
wymagania prawne w zakresie zapewnienia bezpieczeństwa danych.
W przypadku wdrożenia systemów
telekomunikacyjnych w chmurze rekomenduję tzw. model chmury prywatnej, łączący zalety zdalnego dostarczania usługi z kontrolą na poziomie lokalnym. W tym wypadku
wszystkie dane wrażliwe, np. nagrania rozmów czy dane klientów firmy,
pozostają w sieci wewnętrznej odbiorcy usługi. Wiele firm rozpoczyna
przygodę z chmurą właśnie od tego
modelu, gwarantującego zachowanie
kontroli nad informacjami kluczowymi dla prowadzenia biznesu.
Podejście jest proste – warto zarekomendować klientowi utrzymanie
dotychczasowego dostawcy telekomunikacyjnego; podłączyć linie telefoniczne do bramek VoIP osadzonych
w sieci klienta, zainstalować lokalne
urządzenie zarządzające telefonami
(LCM) w sieci klienta oraz wdrożyć
połączenia MPLS lub VPN między
siecią klienta a data center. W końcowym etapie rekomenduję zdrożenie telefonów VoIP.
W tego typu konfiguracji urządzenia BCM działają jako instancja awaryjna. Jeśli z jakichkolwiek powodów
data center i serwer systemowy
stanie się niedostępny, klient cały czas
może prowadzić rozmowy. W rzeczywistości można nawet kolejkować i kierować do konsultantów rozmowy
przychodzące, chociaż w mniej wyrafinowany sposób niż w przypadku
dostępności serwera. LCM pozwala
utrzymywać w sytuacji kryzysowej
komunikację ze światem.
Moim zdaniem druga fala spowolnienia gospodarczego przyczyni się
do rozwoju rynku cloud computingu. Kryzys weryfikuje rynek i strategie IT przedsiębiorców, zachęca też
do szukania nowych metod zwiększenia zysków. A rozwiązania w chmurze to idealna odpowiedź na trudne
czasy. Brak bariery inwestycyjnej,
redukcja kosztów CAPEX i kontrola
OPEX, bezpośrednie powiązanie
wykorzystywanych funkcjonalności
z aktualnymi potrzebami biznesowymi – w chwili, gdy firmy zaciskają
pasa, takie rzeczy są na wagę złota. C
na rynek Europy
Internet w firmie, czyli nowe technologie na rzecz rozwoju
Internet to technologia, która bardzo szybko zdobywa
popularność. Choć jej możliwości nie są jeszcze w pełni
wykorzystywane przez firmy z sektora MSP,
to narzędzia oferowane za jej pomocą
powoli stają się niezbędne do efektywnej pracy.
Perspektywy wdrażania nowych technologii
w polskich firmach są coraz bardziej obiecujące.
Jeszcze 20 lat temu, kiedy Internet dopiero wchodził na polski
rynek, nikt nie wyobrażał sobie,
że w ciągu zaledwie kilku lat stanie
się podstawowym narzędziem pracy. To dzięki niemu menedżer
sprzedaży znajduje nowych klientów, a producent żywności dowiaduje się, gdzie zamówić nowe
maszyny. Internet ułatwia pracę
i pozwala ograniczyć wiele wydatków dzięki zastosowaniu w wideokonferencjach, pracy zdalnej,
zarządzaniu magazynem czy linią
produkcyjną. W kontaktach biznesowych tablet coraz częściej zastępuje papier.
Zwiększyć jakość
i ograniczyć koszty
Zalety tabletu – rozumianego jako
zestaw nowych technologii – najlepiej zobrazować na przykładzie firm
produkcyjnych, w których jego zastosowanie może być naprawdę szerokie. Już dziś wielu menedżerów
nie wyobraża sobie procesu produkcyjnego bez wsparcia bezprzewodowego Internetu.
Przykładowo, w zakładzie produkcji wędlin błyskawiczny przesył
danych ma istotny wpływ na efektywność bieżącej pracy linii produkcyjnych. Żeby zwiększać jakość
i ograniczać koszty produkcji potrzebne jest ciągłe monitorowanie parametrów pracy. Zastosowanie bezprzewodowego przesyłu danych
ogranicza wydatki związane z kontrolą jakości
przez dedykowanego do tego pracownika.
Zapewnienie pełnej automatyzacji produkcji
także daje gwarancję bezpieczeństwa. Sprzęt
– w przeciwieństwie do człowieka – jest praktycznie nieomylny. W dodatku czas reakcji jest nieporównanie szybszy – system bezprzewodowo
wysyła komunikaty, zapisuje je na serwerze
i w razie potrzeby wykonuje lub zleca określone
Co bardzo istotne, ten sam system może być wykorzystywany do innych celów, na przykład związanych z logistyką. Przy jego projektowaniu można uwzględnić chociażby nadzorowanie łańcucha
dostaw, bieżącego stanu magazynowego czy zaplanowanie procesu logistycznego dla wyrobów
gotowych. System może sam wysyłać komunikaty
o cyklicznym zamówieniu konkretnych produktów i sprawdzać, co jest na stanie magazynu, a czego brakuje. Może wykonywać również zadania
analityczne – w przypadku zakładu przetwórstwa
mięsa pokazywać, który produkt cieszy się
największym zainteresowaniem w konkretnym
regionie lub określać najlepszy okres zbytu
dla innego produktu.
O ile wymienione usprawnienia dotyczą kwestii związanych z produkcją i logistyką, to system
może być wykorzystywany również w celach
nie związanych z produkcją. Na przykład przedstawiciele handlowi za pomocą specjalnych
aplikacji na swoich tabletach i smartfonach mogą
na bieżąco sprawdzać zasoby magazynowe
i oferować klientowi tylko dostępne produkty.
Co istotne, Internet daje także możliwość łatwego i dowolnego kształtowania tych aplikacji:
aktualizowania czy dodawania kolejnych elementów, nawet przy dużej liczbie aktywnych użytkowników. Jest to przy tym metoda nie wymagająca
dużych nakładów finansowych, a wykorzystanie
narzędzi w postaci smartfonów, łączących
funkcje aplikacyjne z komunikacyjnymi, dodatkowo zwiększa efektywność kosztową całości.
Dzięki temu aplikacje mogą pełnić różne funkcje. Wszystkie te przydatne narzędzia wpływają
na jakość procesu produkcji, obsługi zamówień,
czy kontaktów biznesowych. Ich umiejętne
wykorzystanie może przynieść firmie oszczędność
czasu i pieniędzy oraz wpłynąć na wizerunek
firmy jako nowoczesnej jednostki.
Innym przykładem obrazującym wykorzystanie
Internetu jest wdrożenie sieci Wi-Fi w jednym
z największych polskich wydawnictw. Implementacja objęła stworzenie bezprzewodowej sieci
w centrali spółki oraz w jej drukarniach i magazynach. W efekcie z sieci Wi-Fi korzystają
obecnie zarówno pracownicy magazynów,
którzy używają tzw. handheldy (urządzeń służących między innymi do ewidencjonowania magazynowego), jak również dziennikarze potrzebujący stałego dostępu do szybkiego Internetu.
W tym przypadku sieć Wi-Fi wykorzystywana
jest do obsługi drukarni, magazynu czy budynku, w którym z Internetu korzysta jednocześnie
Często poruszaną kwestią są koszty takich wdrożeń. Zdaniem wielu właścicieli firm nowe technologie są rozwiązaniami przeznaczonymi wyłącznie dla dużych przedsiębiorstw. Przeświadczenie
takie bierze się choćby z kosztów wdrożenia dużych systemów. W przypadku rozwiązań opartych
na Wi-Fi, z powodzeniem można obalić ten mit.
Firmy oferujące takie usługi mają zróżnicowane portfolio produktów – od rozwiązań dopasowanych dla kilkunastoosobowej firmy, do wielotysięcznego przedsiębiorstwa. Przełamanie tych
barier jest kluczowe w celu osiągnięcia sukcesu.
Należy przede wszystkim określić potrzeby.
Ich sformułowanie pozwoli dopasować rozwiązanie odpowiednie do skali i potrzeb przedsiębiorstwa. Umożliwi to zoptymalizowanie wydatków
oraz doprowadzi w konsekwencji do zwiększenia
efektywności firmy. Jestem pewny, że koszty wdrożenia zwrócą się w krótkim czasie, a komfort
pracy, jaki uzyska firma, sprawi, że sektor MSP
zdecydowanie postawi na tablet, czyli na nowe
Dyrektor Regionalny Ruckus Wireless
na Europę Wschodnią
Ekspert branży IT
Jak zabezpieczyć stronę
przed katastrofą?
W dzisiejszych czasach,
gdy światem rządzi Internet,
strona WWW wydaje się
być bardzo ważnym kanałem
komunikacji między firmą
a klientem. W wielu
przypadkach jest to pierwsza,
a często jedyna droga
do komunikacji, a zatem
technicznych, kiedy strona
internetowa nie odpowiada
lub nie wyświetla poprawnie
treści – może generować
poważne straty. O ile straty
finansowe można z biegiem
czasu odrobić, to straty
wizerunkowe i rozczarowanie
klientów będzie
dużo trudniej naprawić.
Wydaje Ci się, że Twoja strona
działa bez przerwy?
Witryna internetowego sklepu
czy banku, na której codziennie dochodzi do kilkudziesięciu tysięcy
transakcji bezgotówkowych, powinna
działać przez całą dobę, a dostęp
do niej nie powinien być w żaden
sposób ograniczony. Zasada ta dotyczy zarówno wymienionych serwisów,
ale też prostych witryn WWW i portali informacyjnych.
Jednak to całodobowy dostęp
do zakupów w sieci wydaje się być
najbardziej pożądany przez dzisiejszych konsumentów. Potwierdzają to
dane z badania e-Commerce 2011,
w którym przeważająca liczba klientów biorących udział w badaniu
zadeklarowała, że główną zaletą
w przypadku e-sklepów jest ich dostępność przez całą dobę (62 proc.
respondentów), a dopiero w dalszej
kolejności niższe ceny towarów
(48 proc.) i większa dostępność
(43 proc.). Wyniki te jasno wskazują,
że klienci wymagają od e-sklepu
stałego, nieprzerwanego dostępu
do oferty. Oznacza to zatem, że każda przerwa w dostępności do asortymentu sklepu internetowego może
oznaczać straty finansowe i wizerun-
kowe, które mogą doprowadzić do zamknięcia witryny. Niestety na polskim rynku e-commerce jest wiele
takich przypadków.
Kiedy nie działa witryna,
Przerwy w dostępności serwera
to najczęstszy problem trapiący internautów nie tylko w Polsce, ale też
na całym świecie. Zdarzają się one
na tyle często, że administrator serwisu może nie być nawet tego świadomy. Takie niekontrolowane
przestoje w działaniu serwera nie występują bez powodu – mogą mieć
kilka przyczyn, które powinny być
jak najszybciej zauważone i wyeliminowane, gdyż pozostawione same sobie będą powtarzać się bez przerwy.
Najczęściej strona WWW nie odpowiada z powodu błędów technicznych
serwera, problemów z oprogramowaniem, chochlików w kodowaniu,
przestojów w dostawie prądu i wielu
innych czynników (patrz rys. 1).
Niestety niektórych błędów nie da
się wychwycić, gdyż często pojawiają
się o różnej porze, a także przy różnym obciążeniu serwera. Aby to
sprawdzić należałoby czuwać przy
witrynie przez okrągłą dobę, a z punktu widzenia przeciętnego webmastera
jest to prawie niemożliwe. Dlatego dobrym sposobem
jest zewnętrzny system monitorujący, który na bieżąco
sprawdza prawidłowe funkcjonowanie strony. W momencie gdy natrafi na jakiekolwiek błędy, informuje o tym
uprawnioną osobę. Ma ona wówczas możliwość szybkiej
reakcji i zminimalizowania strat. W razie niepoprawnego
działania strony czas działa na niekorzyść właściciela witryny WWW. Jeśli jest to sklep internetowy, którego koszyk zaczyna niepoprawnie działać i źle oblicza ceny produktów, wielu klientów może zakupić towary po niższych
cenach, a późniejszy kontakt z nimi i wyjaśnianie sprawy
może okazać się bardzo trudne.
na pięciu użytkowników sklepów internetowych, a tendencja ta wciąż wzrasta, co potwierdzają oficjalne dane
wskazujące na stały wzrost liczby zgłoszonych oszustw
popełnianych za pośrednictwem Internetu. W 2008 roku
zarejestrowano 4 241 ataków oszustów internetowych,
a dwa lata później policja otrzymała niemal dwa razy
tyle zgłoszeń (patrz rys. 2).
Zwiększa się nie tylko liczba ataków, ale też ich skutki,
a oszuści internetowi są aktywni przez całą dobę. Jak pokazują badania, przeważająca liczba ataków dokonywana
jest pod osłoną nocy. Wówczas najłatwiej ukryć nieprawi-
Wraz z rozwojem Internetu i rozpowszechnianiem się
e-sklepów oszustwa internetowe stały się zjawiskiem
codziennym w wirtualnej
rzeczywistości. Na świecie
już 65 proc. internautów
padło ofiarą e-przestępców.
Skala zjawiska w Polsce
jest niewiele mniejsza, bo poszkodowanych jest dwóch
Haker czuwa przez całą
dobę, a Ty?
dłowe działanie witryny, a oszust
w ciszy i spokoju pracuje po godzinach,
korzystając z szybkiej przepustowości
łącz nie obciążonych dużym ruchem
sklepu internetowego. To właśnie
wtedy oszust może włamać się na stronę i przykładowo przekierować aktywnych użytkowników na własny formularz rejestracyjny, który będzie wyświetlany jako fragment strony e-sklepu. Skutki takiego działania mogą być
bardzo niebezpieczne – począwszy
od kradzieży danych, poprzez przywłaszczenie gotówki, a nawet towaru.
Pamiętajmy, że to właściciel sklepu
jest oczywiście odpowiedzialny za bezpieczeństwo przeprowadzanych zakupów, a konsekwencje prawne z powodu niedopilnowania i braku zabezpieczeń mogą być bardzo dotkliwe.
Groźne ataki DDoS
Ataki typu DDoS to częsta forma
zaszkodzenia witrynie WWW, którą
na przestrzeni ostatnich kilkunastu
miesięcy coraz chętniej stosują hakerzy. To prosta metoda przeciążenia
systemu, najczęściej za pomocą
odpowiedniego botnetu, czyli zainfekowanej sieci komputerowej.
Niestety często to co proste, bywa bardzo uciążliwie i ataki DdoS wciąż zapewniają wysoką skuteczność w razie
wywoływania awarii funkcjonowania
Obecna skala zjawiska ataków DDoS
powoduje, że nawet zwyczajna strona bloga czy wizytówka firmowa
może zostać pośrednią ofiarą poważniejszego przedsięwzięcia cyberprzestępców. Przeciążające zasoby połączenia pochodzą z najróżniejszych
zakątków świata. Niestety z tego typu
działaniami trudno sobie radzić.
W tej kwestii można jednak realizować szereg działań, które pozwalają
na minimalizowanie strat. Pomijając
pierwszą i najważniejszą kwestię
optymalizacji zasobów, do dobrych
praktyk ochrony należy też odpowiednie testowanie infrastruktury
i system wczesnego ostrzegania.
Póki co nie ma jednak w tej kwestii
rozwiązania gwarantującego ochronę
i często jedyne, co mogą zrobić
administratorzy, to przeczekać
atak DDoS.
Zabezpiecz się przed atakiem
Wiele osób, które strony interne-
towe znają tylko z ich fizycznego
wyglądu, nie zdaje sobie sprawy,
jak dużo informacji ukrytych jest
w ich kodzie. To właśnie podczas
tworzenia witryny popełnia się najwięcej błędów, a jednym z nich
jest przechowywanie haseł w czystej,
niezakodowanej postaci. Gdyby ktoś
włamał się do niezabezpieczonej bazy
danych, jak na tacy miałby podane
wszystkie dane użytkowników, a prze-
nych klientów, publikując na witrynie odpowiedni komunikat, to przerwa w systemie płatności może okazać się nieprzyjemnym w skutkach
zaskoczeniem. Teoretycznie nie jest
to wina właściciela sklepu internetowego, jednak użytkownicy internetu po tego typu awarii zniechęcają
się do zakupów w tym konkretnym
cież to właściciel strony odpowiedzialny jest za bezpieczeństwo
Dobrym sposobem na zabezpieczenie danych jest kryptografia, czyli
wykorzystanie funkcji jednokierunkowych, które każdemu hasłu przyporządkowują pewien ciąg znaków,
np. zamiast nazwiska Kowalski
otrzymamy zaszyfrowany zapis
a50b679a808. Odszyfrowanie takiego
hasła jest czasochłonne, zatem jeśli
ktoś już włamie się do bazy danych,
jest szansa, że jej nie odszyfruje i nie
Jeśli hasła w bazie danych są zaszyfrowane, warto też zadbać o to,
aby transmisja danych również była
zaszyfrowana. Wymagane jest to
szczególnie wówczas, gdy strona
zawiera formularz rejestracyjny,
a zatem dane, które przekazują użytkownicy, a które mogą mieć dla nich
kluczowe znaczenie. Dotyczy to konta e-mail, hasła i danych personalnych. Szyfrowanie danych za pomocą
SSL to wydatek kilkuset złotych rocznie, ale warto w niego zainwestować,
gdyż dane, które przesyłają użytkownicy, będą zaszyfrowane, czyli utrudnione będzie ich przechwycenie
między użytkownikiem a serwerem.
Przerwy w systemach płatności
i działaniu serwera
Ataki oszustów internetowych
to jedno, a przerwy w systemach płatności i działaniu serwera to drugie.
Obie rzeczy niekorzystnie wpływają
na wizerunek i pozycję e-sklepu
na rynku internetowym (patrz rys. 3).
Jak wiadomo, na polskim i światowym rynku nie istnieje hosting,
który oferuje 100-proc. niezawodność,
a zatem przykład awarii serwera
lub nocnych prac konserwacyjnych
jest jak najbardziej realny. Podobnie
bywa w przypadku systemu płatności.
Niektóre banki często ogłaszają
prace techniczne właśnie po północy, a przerwa w dostępie może trwać
nawet kilka godzin. O ile w przypadku prac konserwacyjnych serwera
właściciel sklepu powinien być z wyprzedzeniem informowany przez swojego hostingodawcę, to bank nie ma
już obowiązku podawania tego typu
informacji właścicielom sklepów internetowych, a jedynie swoim aktywnym
Jeśli przez godzinę nocnych zakupów sklep dokonuje średnio 50 transakcji, a każda z nich ma wartość
ok. 200 zł, to bardzo prosto policzyć,
że godzinna przerwa w działaniu
serwera lub przerwa w systemie
płatności może przynieść straty rzędu 10 000 zł. W tym konkretnym
przypadku należy przyjąć scenariusz,
że połowa klientów powróci na witrynę za kilka godzin, ewentualnie
rano, jednak druga połowa dokonała zakupu właśnie w tej chwili, a zatem 25 osób przeniosło się do konkurencji. Wówczas szacowane straty
będą o połowę niższe i wyniosą już
tylko – albo nadal aż – 5 000 zł.
O ile do przerwy w działaniu serwera właściciel sklepu może się
przygotować i uprzedzić potencjal-
Jeśli stały użytkownik sklepu internetowego jest przyzwyczajony
do szybkiej realizacji zamówienia
nawet w nocy i koniecznie musi
kupić prezent dla swojej mamy,
której imieniny są już jutro, może
do takiej sytuacji podejść z dystansem i zrozumieć możliwe problemy
techniczne. Tenże użytkownik
albo poczeka do czasu naprawienia
usterki, albo jednorazowo kupi
towar u konkurencji, jednak kolejne zakupy będzie robił w sklepie,
do którego jest przyzwyczajony. Jeśli jednak sklep odwiedzi nowy użytkownik, który skuszony niskimi cenami w porównywarkach cenowych lub
reklamach przekieruje się na witrynę
sklepu i na wstępie zobaczy komunikat o awarii lub pracach technicznych
na serwerze, może już nigdy do niego nie wrócić. Jeśli będzie to jedna
osoba, strata może być niewielka, ale
co, jeśli stronę odwiedzi kolejne tysiąc osób lub więcej?
Właściciele witryn zapominają o stałym monitorowaniu witryny, a nawet
jeśli to robią na własną rękę, wówczas nie są w stanie dostrzec problemu. Działania hakerów oraz przerwy
w działaniu serwerów i systemów
płatności przynoszą niestety poważC
ne szkody.
ważniejsza od struktur
Rozbudowane struktury
i liczna flota w terenie
nie muszą warunkować
sukcesu. Wystarczą mobilni
sprzedawcy ze zdalnym
rozwiązaniem, które będzie
wspomagać zarządzanie
i dystrybucją
Zilustrujmy to na przykładzie.
Mechanizm jest prosty
Urządzenia mobilne PDA, w które
wyposażony jest każdy przedstawiciel
handlowy w firmie Selena, informują
m.in. o ostatnich zakupach klientów,
zobowiązaniach finansowych i przysługujących rabatach. Dane są na bieżąco aktualizowane, dzięki czemu
sprzedawca może dopasować i zrealizować ofertę, będąc jeszcze w terenie.
Niezależnie od regionu, w którym
działa sprzedawca, urządzenia mobilne wykorzystują bowiem sieć GSM
do przesyłu danych do zintegrowanego systemu, w którym pracuje centrala firmy. W tej samej chwili system
udostępnia dane wszystkim działom
zaangażowanym w proces dystrybucji.
W ciągu kilku minut od momentu
przesłania zlecenia przez przedstawiciela handlowego dział finansów
upewnia się, czy klient nie przekroczył przykładowo linii kredytowej.
Potem następuje już tylko akceptacja zamówienia, a menedżerowie
odpowiedzialni za dystrybucję zlecają
dostawę zewnętrznemu operatorowi
logistycznemu. Cały proces zarządzania zamówieniami i dostawami przebiega szybko i dokładnie. W dystrybucji to priorytet. Wysokość przychodów
uzależniona jest bowiem od terminowości zaopatrzenia.
Niezależnie od tego, kto jest odbiorcą asortymentu – hurtownie,
hipermarkety czy osiedlowe sklepiki
– towar musi dotrzeć na czas. W tym
celu firma przez długi czas korzystała ze wsparcia systemu informatycznego XAL, który miał wspomóc
zarządzanie kluczowymi procesami
logistycznymi w firmie. Jednak kiedy firma weszła w dynamiczną fazę
rozwoju, system – pracujący jeszcze
w środowisku DOS – zaczął stwarzać
coraz więcej ograniczeń. Ten stan
należało zmienić.
Firma kontroluje obecnie ogromną
część rynku chemii budowlanej,
a to oznacza konieczność zarządzania ogromnym wolumenem danych.
Stąd decyzja, aby dotychczasowe
rozwiązanie informatyczne zastąpić
wydajniejszym i elastyczniejszym
systemem, zintegrowanym dodatkowo z urządzeniami mobilnymi PDA.
Podobne projekty realizuje coraz
więcej firm. Przedsiębiorcy świadomi,
że sukces w biznesie – zwłaszcza
w dystrybucji – wcale nie musi być warunkowany przez rozbudowaną,
a przez to kosztowną w utrzymaniu
strukturę i flotę samochodową, wolą
inwestować w mobilność swoich
pracowników, zamiast w kolejne oddziały w terenie. Niezależnie od tego,
gdzie przebywają, dzięki mobilnym
aplikacjom mogą wykonywać czynności zdalnie, sprawnie i dokładnie,
a firma ponosi przy tym mniejsze
Odzwierciedleniem powyższego
są wyniki badań, które opublikowano
w raporcie IDC „Worldwide Mobile
Worker Population 2011-2015”.
Eksperci przewidują, że do 2015 roku
liczba pracowników mobilnych wzrośnie do 1,3 miliarda, co oznacza
nie tylko 37 proc. wszystkich pracowników na świecie, ale także jeszcze
większy niż dotąd boom na urządzenia mobilne. Odnotowuje to ośrodek
analityczny Gartner Group.
W 2008 roku menedżerowie i pracownicy działów IT sklasyfikowali
inwestycje w mobilność na dwunastym miejscu. Obecnie na liście
priorytetów ustępują one jedynie
wdrożeniom Business Intelligence.
Wydajność w górę,
Ów trend jest dobrze widoczny
w działach sprzedażowych. Przykładem może być działająca w branży
rolniczej firma Osadkowski-Cebulski, która chce, aby wdrażany system
ERP był także dostępny na urządzeniach przenośnych dla 50 użytkowników pracujących poza biurem.
Rozwiązanie umożliwi im składanie
zamówień, sprawdzanie płatności,
zarządzanie kalendarzem codzien-
nych działań oraz dzielenie się informacjami i opiniami z pozostałymi
pracownikami. Rozwiązanie z wbudowanymi funkcjonalnościami typu
Business Intelligence ułatwi także
raportowanie w oparciu o aktualne
Korzyści z tego typu integracji
są wymierne. Przekonało się o tym
wielu sprzedawców. Będąc u klientów mają bowiem wgląd w informacje m.in. o dotychczasowych zamówieniach i rozliczeniach. Zdalnie
mogą także skomunikować się z centralą, w celu uzyskania dodatkowych
informacji, bądź od razu złożyć
zamówienie. Jego przyjęcie i akceptacja trwa kilka minut – dział finansów upewnia się, czy klient nie przekroczył przykładowo linii kredytowej, a chwilę potem operator logistyczny gotowy jest z wysyłką.
Sprawność, z jaką przebiega cały
proces, pozwala zrealizować w ciągu
doby kilkaset podobnych zamówień.
Koszty administracyjne są przy tym
minimalne. Zamiast wypełniania
i przesyłania danych w formie papierowej (co wymagałoby pokonania
dziesiątek kilometrów), wszystkie
informacje raz wprowadzone do PDA
są dostępne i wykorzystywane
przez działy sprzedaży, finansów
oraz menedżerów zarządzających
magazynami.
Równie sprawnie generowane są
raporty sprawozdawcze. Wystarczy
kilka kliknięć, aby dowiedzieć się
o strukturze i dynamice sprzedaży
realizowanej przez konkretnego
sprzedawcę w dowolnym okresie,
o zamówieniach złożonych przez wskazanych klientów, czy aktualnych zapasach na magazynach.
Wgląd w tak szeroki i różnorodny
zakres raportów pomaga firmie podejmować strategiczne decyzje w oparC
ciu o pełną wiedzę.
Piotr Szczerbia
Columbus Polska,
za wdrożenie systemu
EDI – systemy komunikacji elektronicznej nową formą wymiany informacji
MSP w globalnej
staje się wykorzystanie
we współpracy biznesowej
systemu wymiany
dokumentów w formie
Taki model komunikacji
jest nie tylko
bardziej ekonomiczny,
ale też bardziej sprawny
i wydajny od tradycyjnego.
Współpraca biznesowa wszystkich
podmiotów opiera się na stałej wymianie informacji. Każda firma ma własne wzory umów, faktur, zleceń,
raportów, itd. Coraz bardziej popularna staje się zatem komunikacja
oparta na stosowaniu dokumentów
w formie elektronicznej. EDI – electronic data interchange (elektroniczna
wymiana danych) – jest systemem
umożliwiającym przekazywanie danych między partnerami biznesowymi, między aplikacjami w różnych
systemach komputerowych. To trend
doskonale wpisujący się w zastosowanie najnowszych technologii, digitalizację i standaryzację procesów.
Drukowanie dokumentów, zleceń
oraz faktur, pakowanie ich w koperty
i wysyłanie do odbiorcy jest w dobie
powszechnego korzystania z Internetu oraz stosowania systemów IT zupełnie nieekonomiczne i niepraktyczne. Powoduje niepotrzebne zaangażowanie administracji, personelu
i dodatkowe, wysokie koszty. Używanie podpisu elektronicznego, jak również faktur w wersji elektronicznej
jest uregulowane prawnie, dlatego
nie ma żadnych formalnych przeszkód, aby zastosować system EDI.
Firmy, które już od jakiegoś czasu
używają go w komunikacji ze swoimi
partnerami tak bardzo doceniają
jego zalety, że nakładają na swoich
klientów dodatkowe opłaty za konieczność obsługi ich zleceń składanych manualnie – przez telefon,
fax lub w postaci druku.
Zalety EDI
Stosowanie tradycyjnych druków
generuje spore koszty i ryzyko związane z błędami przy ręcznym wypełnianiu dokumentów. Kolejny mankament takiego rozwiązania to długi
czas potrzebny na ich dostarczenie.
Takie błędy mogą implikować
opóźnienia dostaw czy realizacji
płatności, co może wpłynąć na zachwianie płynnością finansową firmy.
Stosowanie EDI ma także wymiar
w realizacji polityki odpowiedzialnego biznesu – rezygnacja z druku
na rzecz wykorzystania dokumentów
elektronicznych jest po prostu ekologiczna. Bez względu na ilość drukowanych dokumentów, ich tradycyjny obieg jest marnotrawstwem,
którego można w prosty sposób
Dzięki możliwości automatycznego
przesyłania danych dotyczących cen,
zamówień i harmonogramów dostaw,
EDI – zalety
wdrożenia i stosowania
C Bezpieczeństwo
elektronicznych dokumentów
C Zwiększenie efektywności
C Szybkość przesyłania dokumentów
C Zmniejszenie nakładu pracy
i kosztów administracyjnych
C Wyeliminowanie wielokrotnego
wprowadzania danych i wiążących się
z tym pomyłek.
EDI jest przydatny szczególnie w logistyce. EDI pozwala wyeliminować
wielokrotne wpisywanie tych samych
danych przez różnych uczestników łańcucha dostaw. Ponieważ jest to świetny
sposób na ograniczenie administracji,
sprzyja również zwiększeniu efektywności
firmy – mówi Grzegorz Lichocik,
prezes Dachser w Polsce. Najważniejsze, że system eliminuje błędy i przekłamania, jakie mogą pojawić się przy wprowadzaniu danych. Jeśli jednak dane
wprowadzone do systemu będą nieprawidłowe, to błąd ten będzie pojawiał się
w każdym kolejnym ogniwie. Dlatego istotne jest, aby dane wprowadzone były poprawnie – podkreśla Grzegorz Lichocik. Ogromną korzyścią ze stosowania EDI
w logistyce jest możliwość automatycznego eksportowania danych transportowych
lub magazynowych do drugiego systemu
Konieczne jest opracowanie standardowych dokumentów, które będą przesyłane między firmami. Istotne
jest maksymalne ograniczenie możliwości ingerencji w system i wprowadzenia błędnych informacji, aby zminimalizować liczbę pomyłek.
Wśród mniejszych firm popularność
zyskują rozwiązania komunikacyjne
oparte nie na drogim oprogramowaniu, ale na Internecie i rozwiązaniach
informatycznych partnera handlowego. To rozwiązanie, które nie wymaga
wdrożenia żadnego systemu, ani nakładów finansowych. Firmom, które nie
mogą zainwestować w EDI, bądź nie dysponujących własnymi systemami informatycznymi, proponuję rozwiązanie oparte
na Internecie – mówi Grzegorz Lichocik. Dzięki niemu klienci mogą łatwo
i szybko złożyć zlecenie online, monitorować przesyłkę w czasie rzeczywistym
oraz zarządzać zapasami magazynowymi
Przyszłość niewątpliwie będzie należała do nowoczesnych rozwiązań
IT. Dlatego warto, aby nawet najmniejsze firmy nauczyły się wykorzystywać
zalety, jakie niesie zastosowanie najnowszych rozwiązań w komunikacji
biznesowej. Prócz szeregu korzyści,
będą mogły uniknąć opłat za stosowanie drukowanych dokumentów
i chaosu komunikacyjnego.
Co istotne, wdrożenie systemu EDI
nie wymaga dodatkowych inwestycji
związanych z oprogramowaniem,
sprzętem, ani serwisem. Wystarczy
zastosowanie w firmie systemu,
np. do obsługi zleceń oraz dostęp
do Internetu. To istotne zwłaszcza
dla mniejszych firm, które posiadają
ograniczone możliwości inwestycyjne.
SPOLECZNOŚCIOWA
eksperymentuje z nowymi
technologiami upatrując
w tym możliwości umocnienia
swojej pozycji na rynku.
Innowacje w obszarze IT
pozwalają na dotarcie
do szerszej grupy klientów
i zwiększenie wartości
swojej marki w ich oczach.
W najbliższych latach
ten trend
będzie się pogłębiał.
Według danych z raportu State
of Social Technology and Talent Management grupy SilkRoad, 75 proc. HRowców uważa, iż przedsiębiorstwa
mają duże braki w wiedzy i kompetencjach związanych z wykorzystaniem
technologii mediów społecznościowych
do własnych celów. A niebawem
właściwe wykorzystanie podobnych
umiejętności stanie się kluczowym
elementem przetrwania na współczesnym, coraz bardziej zdigitalizowanym
Umierające CV
Curriculum Vitae w swojej klasycznej, drukowanej formie dostarczanej
do rąk pracodawcy bądź przesyłane
listem właściwie przestaje istnieć.
Proces rekrutacji już na dobre przeniósł się do sieci, gdzie przygotowanie
e-maila z życiorysem i listem motywacyjnym oraz przesłanie go bezpośrednio do skrzynki odbiorczej rekrutera
zajmuje kilka chwil. Rozwiązanie to
jest nie tylko proste, ale też bardzo
wygodne dla obu stron.
Podobnie ma się sytuacja z tradycyjnie zamieszczanymi niegdyś w gazetach
ofertami pracy – odchodzą one do lamusa, wypierane przez profesjonalnie
przygotowane serwisy internetowe,
będące bazami setek tysięcy ofert pra-
cy dla kilku milionów potencjalnych
kandydatów z całego kraju.
Wykorzystanie Internetu w rekrutacjach,
ale też w innych obszarach HR-u spotyka
się w Polsce z coraz większym zainteresowaniem. Rozwiązania wykorzystywane
standardowo w Stanach Zjednoczonych
i na zachodzie Europy stają się coraz istotniejsze również na naszym rynku pracy
– mówi Agnieszka Szefler z Polskiego
Stowarzyszenia Zarządzania Kadrami.
Media społecznościowe są profesjonalnym
kanałem komunikacji z potencjalnymi pracownikami danej firmy, a portale poświęcone pracy i karierze pomagają przedsiębiorcom w tworzeniu rozbudowanych sieci
kontaktów. Upowszechniają się także wirtualne targi pracy oraz systemy rekrutacyjne często łączone z testami kompetencji.
Internet wspiera rekrutera, pomagając mu
w szybkim dotarciu do kandydata, jednocześnie oferując szeroki wachlarz narzędzi
ułatwiających porządkowanie i zarządzanie pozyskanymi danymi – dodaje Szefler.
Z badań prowadzonych przez serwis
Goldenline wynika, że już 96 proc.
pracodawców korzysta z Internetu
jako narzędzia do poszukiwania młodych, wykształconych ludzi. 78 proc.
z nich używa do tego celu oficjalnej
strony firmy, zaś 37 proc. korzysta
z sieci typu LinkedIn. Odpowiednio
18 i 3 proc. decyduje się na poszuki-
wania za pośrednictwem Facebooka
i Twitera. Nierzadko w ramach takiej
internetowej rekrutacji kandydat musi
wypełnić specjalnie przygotowany
formularz rekrutacyjny, który pozwoli na wstępną selekcję.
Nie tylko pracodawcy korzystają
z możliwości jakie daje sieć. Kandydaci także nie ukrywają, że Internet
jest dla nich pierwszym źródłem
informacji. I to właśnie tam blisko
86 proc. z nich sprawdza opinie o przyszłym pracodawcy.
Działa to oczywiście w obie strony.
Dzięki portalom społecznościowym
i wyszukiwarkom, rekruterzy bez większych problemów mogą zbierać informacje o aplikujących kandydatach.
Co więcej, narzędzia które oferują
media społecznościowe pozwalają
na szybki i bezpośredni kontakt
między zainteresowanymi stronami,
co dla młodych ludzi jest bardzo istotne. Staramy się, aby oferta była możliwie
najbardziej atrakcyjna dla młodych ludzi.
Dlatego kierujemy się rozwiązaniami,
które dla przedstawicieli młodego pokolenia są najprzystępniejsze – mówi Magda
Dybska-Tabor, dyrektor ds. Zarzadza-
nia Zasobami Ludzkimi w grupie
Danone, która jest członkiem strategicznym PSZK. Nie stronimy od nowych
technologii, co może potwierdzić choćby
nasz profil w serwisie Facebook Praca@Danone, który polubiło już ponad 50 tysięcy
osób. Za jego pośrednictwem informujemy
o przygotowywanych przez nas warsztatach,
praktykach bądź stażach, zachęcamy
do udziału w najnowszych procesach
rekrutacyjnych czy informujemy o wydarzeniach, w których weźmiemy udział.
Taki profil jest doskonałą platformą do kontaktu zarówno z kandydatami, jak i klientami – dodaje Dybska-Tabor.
Zagrajmy w HR
Rekrutacja nie jest jedynym zagadnieniem, w którym specjaliści HR
zauważają dużą rolę nowych technologii. W dzisiejszym świecie coraz bardziej powszechne są gry i aplikacje
mobilne. Wirtualna rozrywka powoli
przestaje być utożsamiana tylko ze skuloną przed ekranem telewizora lub monitora młodzieżą i dziećmi. Wielu
współczesnych menedżerów i kierowników nie tylko wychowywało się
grając, ale duża część z nich utrzymu-
je to hobby do dziś. Dlatego także świat
biznesu zaczyna czerpać z doświadczeń
graczy, których coraz więcej jest po obu
stronach rynku pracy.
Termin gamifikacja – opcjonalnie
gryfikacja bądź grywalizacja – został
opracowany w 2002 roku przez brytyjskiego programistę Nicka Pellinga.
Nie zyskał jednak większej popularności aż do roku 2010, kiedy to zaczął
być używany przez bloggerów Forbesa. Dotyczy on wykorzystania mechanizmów znanych z gier fabularnych
bądź komputerowych w sytuacjach
nie będących grą. Gartner Inc – jedna
z największych firm analitycznych
zajmujących się rynkiem IT prognozuje, że do 2015 roku ponad 50 proc.
organizacji zarządzających innowacją
zgamifikuje ten proces.
Gamifikacja opiera się na pokonywaniu
kolejnych wyzwań, zdrowej rywalizacji
oraz efektywnej kooperacji. Zastosowanie
tej metody pozwala na zaangażowanie
ludzi do zajęć, nawet nudnych lub rutynowych, poprzez zmianę podejścia – mówi
Marzena Liżewska, Dyrektor Działu
Usług Konsultingowych i Outsourcingowych w firmie Billenium, członka
firmowym PSZK. Popularyzacja tej nowoczesnej dziedziny HR
nie powinna dziwić – w konfrontacji z poważnymi szkoleniami,
przypominająca zabawę gra zyska zdecydowanie większą przychylność pracowników, jednocześnie wzbudzając ich ciekawość.
Gamifikacja to również doskonały mechanizm do stymulowania
innowacyjnych rozwiązań czy reklamy produktów – dodaje
Liżewska. Zaczerpnięty z gier video system motywowania
pracowników w wielu przypadkach sprawdza się dużo
lepiej niż klasyczne biurowe schematy motywacyjne.
A to szczególnie ważne zagadnienie w kwestii powszechności na rynku pracy przedstawicieli pokolenia Y.
Szybcy i innowacyjni
Pokolenie Y to osoby urodzone po 1982 roku, dla których nowe technologie to właściwie nieodłączny element
codzienności. Jego starsi przedstawiciele powoli docierają
już w swojej karierze do stanowisk kierowniczych; młodsi,
świeżo po uzyskaniu wyższego wykształcenia zaczynają
stawiać pierwsze kroki na rynku pracy. Tzw. igreki cechują
się pewnością siebie, multifunkcyjnością i pewną dozą
egocentryzmu, co sprawia, iż uważają się za jednostki
wyjątkowe – nierzadko dedykowane do rzeczy wyższych
i nastawione na rozwój, a przede wszystkim innowacyjność.
Ta chęć wychodzenia poza schemat sprawia, że przedstawi-
ciele pokolenia Y często szybko nudzą się powierzanymi im
obowiązkami. Igreki odrzucają wszystko, co ogranicza ich
rozwój i kreatywność, zatem bez większych sentymentów
porzucają firmy, w których nic się nie dzieje.
Dlatego aby stać się atrakcyjnym pracodawcą i utrzymać
w organizacji młodych, ambitnych ludzi, firma powinna
porzucić klasyczne formy motywowania i zwrócić się w stronę
innowacji. Odmawianie podwyżki ze względu na młody
wiek, brak informacji o kondycji firmy czy piętnowanie
niewielkiego doświadczenia to najprostsza droga do zniechęcenia statystycznego igreka. Aby takiego pracownika
skutecznie zaangażować, trzeba mu dać dostęp do wiedzy
i pozwolić pracować w trybie, który umożliwi szybkie obserwowanie efektów. Wychowani na elektronicznej rozrywce młodzi ludzie, przyzwyczajeni są do klarownej i szybkiej
oceny swoich działań i podjętych decyzji. Nic dziwnego,
że te same rozwiązania chcieliby przenieść do swojego życia
Przedstawiciele pokolenia Y chcą też być nagradzani
za wykonaną pracę. I nie mówimy tu o gratyfikacjach
pieniężnych – często wystarczy najprostsza pochwała,
czy sporządzenie specjalnego rankingu bądź systemu ocen.
Motywowanie przedstawicieli pokolenia Y nie może opierać się
na metodach opracowanych dekadę temu. Zarządzanie personelem
składającym się z kreatywnych, oczekujących innowacyjnych
rozwiązań jednostek, w naturalny sposób wymusza na pracodawcy
wprowadzenie nowych mechanizmów, które zaakceptują obie strony – mówi Paweł Miłoszewski, dyrektor ds. Zarządzania
Personelem w firmie Whirlpool, która jest członkiem
strategicznym PSZK. Statystyka pokazuje, że obecnie już co trzeci
pracownik wywodzi się z pokolenia Y. Naturalnie, kolejne lata
przyniosą ich jeszcze więcej. Właśnie dlatego konieczne jest,
aby pracodawcy już teraz zaczęli poważnie traktować oczekiwania
igreków, gdyż w przyszłości staną się one powszechne – dodaje
Miłoszewski.
Nowe technologie na dobre wkraczają do branży HR.
Umiejętnie stosujące je firmy mogą liczyć na wymierne
korzyści w postaci zaoszczędzonego czasu i pieniędzy.
Wciąż jednak widoczne jest wśród pracodawców podejście,
że dobre jest wrogiem lepszego. Dlatego wiele przedsiębiorstw zwleka z wprowadzeniem nowoczesnych technologicznie rozwiązań w swoich działaniach, nie chcąc zmieniać czegoś, co przecież funkcjonuje dobrze. Firmowe
strony internetowe, profile w serwisach społecznościowych,
czy fora tematyczne to codzienność w świecie informacji,
którego rozwój obserwujemy od lat. Dlatego wykorzystanie nowych technologii – nawet jeśli na pierwszy rzut oka
mogą wydawać się obce i skomplikowane – powoli staje się
koniecznością.
Obstawanie przy konserwatywnych rozwiązaniach
doprowadzi tylko do nieuchronnej porażki na rynku,
który już teraz na dobre przenosi się do sieci.
Pogłębiający się kryzys gospodarczy oraz sięgające już 14 proc.
bezrobocie w Polsce nie muszą oznaczać, że firmy
przestały rekrutować nowych pracowników. Powody do optymizmu
dają prognozy dla sektora outsourcingowego,
w tym również usług finansowych, księgowych czy podatkowych,
które mówią, iż liczba ofert pracy wzrośnie o 5-10 proc. w skali roku.
Szef ASB Tax
Pomimo pogarszającej się sytuacji gospodarczej, na polskim rynku działają przedsiębiorstwa, które wciąż zwiększają zatrudnienie.
Z najnowszych badań poświęconych rynkowi
pracy wynika, że wzrost zatrudnienia odnotują przeważnie firmy usługowe, zajmujące się
tzw. nowoczesną gospodarką. Będą to przede
wszystkim przedsiębiorstwa świadczące
usługi z zakresu księgowości oraz obsługi
Outsourcing zyskuje na znaczeniu
W Polsce widać bardzo wyraźny wzrost
zainteresowania usługami outrsourcingowymi,
zwłaszcza wśród firm z Europy Zachodniej
czy USA. Wydzielenie specyficznych usług
czy zadań oraz powierzenie ich wyspecjalizowanym przedsiębiorstwom zewnętrznym
pozwala firmom na optymalizację kosztów
działalności. Coraz chętniej powierzają one
podwykonawcom realizację nawet bardziej
skomplikowanych procesów, takich jak chociażby optymalizacje w zakresie prawa podatkowego.
Polska zajmuje obecnie trzecią pozycję
na świecie w kategorii centrów usług wspólnych. Nasz kraj specjalizuje się przede wszystkim w usługach księgowo-finansowych
oraz informatycznych, co spowodowało,
że już teraz w tej branży w Polsce pracuje
ponad sto tysięcy osób.
Optymistyczne dane za ubiegły rok – szacujące wzrost zatrudnienia w branży outsourcingowej na 6 proc. oraz prognozy mówiące
o 5-10-proc. wzroście – są dobrym sygnałem
dla osób poszukujących pracy w tym sektorze. C
Era projektów
stała się faktem
Świat, zwłaszcza gospodarczy,
kręci się coraz szybciej.
Na przekór czasowemu
kryzysowi wiemy coraz więcej,
pracujemy intensywniej,
a nasza innowacyjność
wzrasta. Doskonałym
przykładem jest branża
motoryzacyjna,
której przedstawiciele jeszcze
do lat dziewięćdziesiątych
prezentowali nam nowe
mniej więcej co siedem
-osiem lat. Obecnie nowy
model możemy obejrzeć
już co dwa-trzy lata.
Wymyślamy, wytwarzamy, sprzedajemy, wymieniamy coraz szybciej.
Globalna szybkość musiała mieć
również wpływ na to, w jaki sposób
pracujemy. Praca etatowa z jej powtarzającymi się zadaniami, stałymi
zdarzeniami i relacjami zaczyna
odchodzić do lamusa i – wbrew
wielu obawom towarzyszącym
uelastycznieniu pracy – będzie to
tendencja stała.
Konieczność zmiany w sposobie
działania pierwsze zauważyły duże
firmy, którym ze względu na wielkość i rozbudowane struktury
organizacyjne trudno było uzyskiwać
potrzebną szybkość działania.
Obok oficjalnych struktur zaczęły
wyrastać mniejsze grupy, działające
poza oficjalnym obiegiem, łączące
pracowników różnych jednostek
organizacyjnych, zdolne do wytworzenia użytecznych rozwiązań i ich
szybkiej implementacji.
Era projektów stała się faktem.
Obecnie na rynku działają organizacje, które w dużej części lub nawet
w 100 proc. organizują swoją pracę
w oparciu o projekty. Uzyskują dzięki temu dużą szybkość i efektywność,
alokując ludzi z ich kompetencjami
oraz inne zasoby w te działania,
które są realnie potrzebne, a nie wynikają z rutyny.
Dla dużych i bardzo dużych organizacji projekty są koniecznym
i użytecznym rozwiązaniem.
Nie mogą pozbyć się formalnych
struktur opisujących sposób zarządzania i przepływu informacji,
procesów i procedur organizujących
przepływ pracy oraz formalnych
zespołów roboczych powołanych
do realizacji ściśle określonych zadań. Przy dużej wielkości sprawność
działania organizacje uzyskują
właśnie dzięki specjalizacji i wyraźnemu podziałowi pracy. Balansują
zatem pomiędzy stałymi elementami
i zmiennymi projektami.
Z tej perspektywy wydaje się,
że projekt jako formuła działania,
w odniesieniu do współczesnych
zmian na rynku jest idealnym rozwiązaniem dla małych, a zwłaszcza
średnich organizacji. Firmy rozwijając się, przechodząc od fazy małej
firmy do dużego organizmu w naturalny sposób usztywniają się,
tracąc początkową elastyczność, którą
trudno jest z biegiem czasu odzyskać.
Organizacje małe i średnie rozwijając się i wchodząc w fazę wzrostu
mogą racjonalnie zarządzać procesem
formalizacji wykorzystując do tego
pracę projektową. Zamiast wraz ze
wzrostem zleceń, operacji i zadań
powoływać nowe formalne struktury
i stanowiska – organizacje mogą powoływać grupy projektowe odpowiedzialne za realizację określonych zadań, a po ich wykonaniu skierować
pracowników do innego działania.
Do dzieła MSP
Działanie w ramach projektów,
w przypadku spadku zamówień
umożliwia skierowanie aktywności
pracowników na aktywność wewnętrzną (nakierowaną na wnętrze
organizacji), co w przypadku organizacji dużych jest trudne ze względu
na wypracowaną już specjalizację
pracowników oraz trudność we wprowadzaniu zmian w rozbudowanych
strukturach.
Działanie małych i średnich organizacji w oparciu o projekty może
być zatem użyteczne zarówno kiedy
firma rozwija się poprzez wzrost
np. zleceń i chce uniknąć pułapki
zbytniej formalizacji, jak również
kiedy liczba operacji spada i pojawia się konieczność elastycznego
gospodarowania pracownikami.
W organizacjach dużych z wyspecjalizowanymi jednostkami sytuacja
taka może wiązać się z zagrożeniem
zwolnieniami. Organizacje mniejsze
mogą wówczas podejmować inne
działania, bardziej użyteczne z perspektywy pracowników.
Powodzenie zarządzania i działania poprzez projekty w małych
i średnich przedsiębiorstwach
uwarunkowane jest uwzględnieniem
pięciu kluczowych czynników:
1. Multikompetencje
Organizacja projektów wymaga
posiadania przez pracowników
dobrych kompetencji zarówno merytorycznych, jak również społecznych, umożliwiających dobrą współpracę grupową, konieczną przy re-
alizacji projektu. Realizacja projektu powinna przyczynić się zatem
nie tylko do wdrożenia konkretnych
rozwiązań, ale umożliwić pracownikom uczenie się i nabywanie
tzw. multikompetencji (wielu umiejętności). Powoływanie grup projektowych powinno odbywać się zatem
nie tylko w oparciu o pracowników
najbardziej efektywnych, ale również
tych, którzy powinni do projektu
dołączyć ze względów edukacyjnych.
2. Rozwijanie pracowników
Realizacja zróżnicowanych projektów przy wykorzystywaniu tej samej
grupy wymaga opisanej wyżej multikompetencji. Realizacja projektów
może być niewystarczającym doświadczeniem umożliwiającym ich
nabycie. Zarządy muszą umożliwić
pracownikom uczenie się również
w ramach kursów, konferencji i studiów podyplomowych, co w erze
przedsięwzięć edukacyjnych sponsorowanych z funduszy europejskich
nie powinno być szczególną przeszkodą.
3. Kompetencje grupowe
Realizacja projektów wymaga bardzo dobrej współpracy grupowej,
umożliwiającej komunikację, wymianę myśli, doświadczeń, konstruowanie rozwiązań, rozwiązywanie
trudności. Organizacje o mniejszej
wielkości mogą zdecydowanie łatwiej
wypracować takie kompetencje, ponieważ pracownicy są w naturalny
sposób zachęcani do bezpośrednich
kontaktów i poznawania stylu działania innych pracowników.
4. Ryzyko i zarządzanie
Projekty w zdecydowanym stopniu
niż rutynowa organizacja pracy obarczone są ryzykiem, ponieważ zawsze
jest to działanie zbliżone do eksperymentu. Zarząd, jak też pracownicy
powinni być świadomi: po pierwsze
– występującego ryzyka i konieczności zarządzania nim; po drugie – świadomości własnych kompetencji i wykorzystywania w trakcie podejmowania decyzji o rozpoczęciu projektu;
po trzecie – roli osób zarządzających
w realizacji projektu, zwłaszcza, że
często charakterystyczne dla organizacji jest ciągłe ręczne zarządzanie,
tymczasem projekt wymaga bardziej
uczestniczących form zarządzania.
Praca rutynowa opiera się o stały
zestaw procedur i przepływu komunikacji. Projekt wymaga bardzo dobrej komunikacji wewnątrzorganizacyjnej, zarządzania przepływem
informacji, a zwłaszcza świadomości
konsekwencji nadmiaru lub braku
Era szybkości wymaga błyskawicznych rozwiązań, jakich może dostar-
czyć formuła projektu. W rynkowym
wyścigu firmy wykorzystujące ten
sposób myślenia będą zyskiwały.
MSP w naturalny sposób są predysponowane do takiego sposobu działania.
Właściciele firm muszą jednak
pamiętać, że projekt to obosieczny
miecz – umożliwiający z jednej strony efektywne działania, z drugiej zaś
przyczyniający się do zmniejszania
przywiązania pracowników do organizacji. Jest to ważne zwłaszcza
przy uwzględnieniu, że koniecznym
warunkiem realizowania odmiennych projektów jest stała i trwała
inwestycja w pracowników.
Już teraz na rynku pracy funkcjonuje spora grupa projekt menedżerów świadczących usługi zarządzania
projektami, specjalistów gotowych
dołączyć czasowo do projektów i interim menedżerów czasowo zarządzających zespołami. W gospodarce
opartej na wiedzy ten niepożądany
trend szczególnie mocno mogą odczuć małe i średnie przedsiębiorstwa.
Warto zatem rozważyć, w jaki sposób wdrażać podejście projektowe,
zapewniając jednocześnie racjonalne
zarządzanie pracownikami.
Silna potrzeba
Z czego wynika sukces
grywalizacji i dlaczego
od niedawna idea ta stała się
jednym z najgorętszych
trendów biznesowych,
uważanych za przyszłość
oraz relacjami z partnerami
biznesowymi i klientami?
Aby odpowiedzieć
sobie na to pytanie,
należy przede wszystkim
przeanalizować mechanizmy
determinujące naszą
aktywność nie tylko
na gruncie zawodowym,
ale także w życiu osobistym.
Większość mechanizmów – zarówno tych uświadomionych, jak również
tych funkcjonujących w naszej nieświadomości – bazuje na podstawowej ludzkiej skłonności, jaką jest potrzeba porównywania się i rywalizowania z innymi. Bez przerwy porównujemy się z innymi, a największą
radość sprawia nam udowodnienie
reszcie świata, że przerastamy ją
pod jakimś względem. Pod jakim
– to już mniej ważne.
Nie ma w tym nic dziwnego – zwycięzcy najczęściej postrzegani są jako
lepsi od innych, cieszą się większym
prestiżem i bardzo wzrasta ich
pozycja zarówno towarzyska, jak również profesjonalna. Co ciekawe,
postrzeganie to wychodzi poza obszar
ich mistrzostwa i rozciąga się również na inne dziedziny ich aktywności. Dzięki temu ludzie mają w końcu możliwość zaspokajania tej potrzeby, która została przez Maslowa
umiejscowiona na samym szczycie
jego słynnej piramidy – potrzeby
Słowo od praktyków
Mechanizmy te wykorzystały z powodzeniem m.in. Duńskie Koleje
Państwowe (DSB), wprowadzając
program, który umożliwiał wszystkim
pracownikom, nawet tym stojącym
najniżej w hierarchii, pochwalenie
się działaniami na rzecz firmy,
które wykraczają poza zakres ich obowiązków. Możliwość pięcia się w górę
w firmowym rankingu sprawiła,
że ponad 70 proc. pracowników
DSB zarejestrowało się w systemie,
przy czym ponad 80 proc. komunikatów w programie wygenerowali
szeregowi pracownicy. Zgłoszono niemal dwieście oddolnych inicjatyw
mających na celu poprawę efektywności i obsługi klientów, a ponad
20 proc. pracowników logowało się
do programu z domowego komputera lub w trakcie przerwy na lunch.
Firma zyskała zaangażowanych
pracowników, którzy na każdym
szczeblu dbają o poprawę jakości
usług DSB.
Wyzwanie swoim pracownikom
rzucił także Google i to w tak niepopularnym obszarze, jak wprowadzanie oszczędności w budżetach
na delegacje. Odgórna decyzja w tym
zakresie, zobowiązująca pracowników
do przerzucenia się z klasy business
na klasę turystyczną, czy też do nocowania w hotelach trzygwiazdkowych zamiast cztero- czy pięciogwiazdkowych, spotkałaby się niewątpliwie z powszechnym oburzeniem
pracowników Googla. Tymczasem
dobrze opracowany program
oszczędnościowy, stawiający przed
każdym podróżującym pracownikiem szanse wykazania się umiejętnością osiągnięcia większych oszczędności niż inni, zadziałał doskonale
– zaangażował prawie 90 proc.
pracowników wyjeżdżających w podróże służbowe.
Rozsądna rywalizacja
pobudza aktywność
Niewątpliwie zatem rywalizacja
jest bardzo istotnym bodźcem
wpływającym na naszą aktywność.
Czy jednak wykorzystanie naszej
skłonności do rywalizacji wystarczyło, aby grywalizacja została w takim
stopniu doceniona przez świat
biznesu – zdecodowanie nie.
Pozostając przy przytoczonych
wyżej przykładach związanych z efektywnością działań pracowników,
szybko zwrócimy uwagę na powszechnie znany z wielu korporacji problem
– niezdrową rywalizację o względy
szefa, czy też tzw. walkę o stołki,
praktykowany, jako sposób na szyb-
kie pięcie się w górę po ścieżce
kariery. Taka rywalizacja jednak
w żaden sposób nie służy interesom
przedsiębiorstwa, a wręcz przeciwnie.
Tajemnica właściwego wykorzystania mechanizmów rywalizacyjnych
w programach dla przedsiębiorstw
tkwi w uwzględnieniu przede
wszystkim interesów całej firmy
oraz wykorzystaniu przy tym kolejnych mechanizmów, a mianowicie
mechanizmów teorii gier. I nie chodzi tu absolutnie o reguły gry
w chińczyka, karty czy warcaby,
chociaż cała teoria wywodzi się rzeczywiście z badań gier hazardowych.
Istotą jest natomiast analiza sposobów podejmowania optymalnych
decyzji w różnych konfliktowych
sytuacjach, kiedy działania podejmowane przez każdego uczestnika
mają wpływ na pozostałych uczestników gry i konsekwentnie każdy
z graczy w ramach swojej strategii
działań uwzględnia te interakcje.
Poprzez umiejętne zaaranżowanie
oraz wciągnięcie pracowników,
klientów czy kooperantów do gry,
dobry program grywalizacyjny
osiąga to, że chętniej i aktywniej
angażują się oni w stawiane
przed nimi zadania, a co najważniejsze – działają zgodnie z celami
postawionymi w ramach takiego
Współzależności te doskonale
widać w przypadku zadań projektowych i tym samym konieczności
godzenia interesów różnych współpracujących ze sobą zespołów,
jak również dzielenia się przez nie,
czy też poszczególnych ich członków,
Firma doradcza Deloitte działająca projektowo, dla której wiedza to
jeden z kluczowych aktywów,
znacznie poprawiła ogólną komunikację pomiędzy pracownikami
różnych szczebli i w różnych kierunkach, co umożliwiło wyrobienie
w ludziach nawyku dzielenia się
wiedzą oraz doświadczeniem,
poprzez wzbogacenie swojego portalu Deloitte Leadership Academy
właśnie o elementy grywalizacyjne.
Eliminowanie negatywnych
skutków rutyny
Na tym jednak nie kończy się lista
mechanizmów wykorzystywanych
w grywalizacji – warto wspomnieć
jeszcze o tych eliminujących negatywne skutki rutynowych działań.
Rutyna oraz związana z nią nuda
sprawiają bowiem, że nasza motywacja do działania znacząco spada.
Mając do wykonania cyklicznie ten sam
zestaw mało atrakcyjnych czynności
oraz świadomość, że kolejnego dnia
jest do zrobienia to samo, nie mamy
poczucia kończenia czegoś, ani zamykania jakiegoś etapu. To bardzo deprymuje i demotywuje. Jest również
jedną z przyczyn wypalenia zawodowego. W takim przypadku nawet bardzo atrakcyjne wynagrodzenie,
czy inne bodźce finansowe, nie wystarczają na dłuższą metę do utrzymywania, a tym bardziej zwiększania
zaangażowania pracowników, czy
klientów. Potrzebne jest nam bowiem
także poczucie celowości naszych
wysiłków i własnego rozwoju
oraz zmiany, nowych bodźców i wyzwań. Naturalnie, dodatkowymi
elementami uzupełniającymi powyższe mechanizmy mogą być elementy
zabawowe, czy też nagrody.
Gra zwiększa zaangażowanie,
lojalność i motywację
Program grywalizacyjny, jako miks
opisanych wyżej czynników stwarza
idealne warunki do zwiększania
zaangażowania, lojalności i motywacji, a tym samym efektywności
prowadzonych działań. Sprawia też,
że uczestnicy gry przyjmują cele
twórcy za swoje, nie tylko realizując
wyznaczone zadania, ale również internalizując zmiany i stając się
ambasadorami produktu, marki bądź
firmy? Wysoką skuteczność tych działań potwierdzają efekty osiągane
przez największe korporacje.
Wspomniany wcześniej program
oszczędności budżetów delegacji
Googla wygenerował oszczędności
na poziomie kilku milionów dolarów. Firma zyskała przy tym zaangażowanie pracowników w program
oszczędnościowy oraz ich wsparcie
Uczestnicy systemu KEAS (przeznaczonego dla przedsiębiorców,
którym zależy na zdrowiu pracowników) również chętnie biorą udział
w programie, poprawiając przy tym
swoje zdrowie i kondycję. W systemie zarejestrowało się ponad 35 000
amerykańskich pracowników firmy
Pfizer. Po ukończonym programie
95 proc. z nich chętnie jeszcze raz
przeszłoby program i poleciło swoim przyjaciołom (zadeklarowało to
92 proc. użytkowników). Średnio
osiem osób na dziesięć przyznało
także, że KEAS nie tylko pozytywnie wpłynęło na ich samopoczucie,
ale również poprawiły się ich relacje ze współpracownikami.
65 proc. pracowników Progress
Software ukończyło wszystkie wyzwania, a 86 proc. na stałe wprowadziło do swojego życia co najmniej
jeden zdrowy nawyk.
Personel Chilton Hospital zrzucił w sumie niemal 557 kg – 92
proc. pracowników dołączyło do
grup wsparcia, wykonując mini-zadania i rozwiązując quizy o zdrowym trybie życia.
Skoro wprowadzenie mechanizmów
grywalizacyjnych jest nie tylko możliwe, ale i skuteczne w największych
korporacjach światowych, tym bardziej warto stosować tego typu rozwiązania w mniejszych przedsiębiorstwach – w celu poprawy jakości
kontaktów z klientami, aktywizowania
pracowników i ułatwiania im rozwoju zawodowego, lojalizowania partnerów czy usprawniania procesów.
Przewidywania analityków biznesowych są jednoznaczne – grywalizacja
to przyszłość zarządzania!
Sposób działania wyszukiwarki
może wydawać się
bardzo skomplikowany.
Łatwiej jest zrozumieć
funkcjonowanie Google
poprzez zastosowanie
analogii bibliotekarza,
którą najlepiej obrazuje film
stworzony wspólnie
przez Common Craft
i Search Engine Land.
Zrozumienie mechanizmu
to absolutne podstawy
umożliwiające stawianie
kolejnych kroków
w świecie pozycjonowania.
Wyszukiwarkę możemy porównać
do bibliotekarza, który w bibliotece ma
wszystkie książki, gazety, mapy, dzieła
sztuki, wywiady, a nawet cytaty świata.
macje). A zbiór informacji o książkach to INDEKS (baza informacji,
w której zapisywane są informacje
o stronach odwiedzonych przez roboty wyszukiwarek).
System musi pomóc bibliotekarzowi
przetworzyć tysiące zebranych wcześniej informacji o książkach i zwrócić
tę, która najlepiej odpowie na pytanie
Ludzie codziennie proszą bibliotekarza o książki, licząc, iż tytuł, który
otrzymają odpowie na ich pytanie.
Każda wyszukiwarka
ma swój ALGORYTM,
który analizuje informacje o wszystkich znalezionych stronach i na tej
podstawie ocenia, jak
dobrze odpowiadają one
zapytaniu użytkownika.
Aby to zrobić potrzebny jest bibliotekarzowi sposób – system, który znajdzie i przeczyta każdą książkę, będzie
wiedział co jest w jej wnętrzu i jak
książki są ze sobą powiązane. Taki system nazywamy ROBOTEM (ang.
Bot; program, który odwiedza strony internetowe i zbiera o nich infor-
Co decyduje o pozycji?
O wysokich pozycjach w SERP (ang.
Search Engine Results Page; strona z wynikami wyszukiwania, ale o tym później) decyduje stopień optymalizacji
serwisu pod kątem parametrów, które
analizuje algorytm wyszukiwarki.
elementy mające
wpływ na pozycję
strony w wyszukiwarce, to:
C Treść serwisu
WWW – w celu
określenia tematyki serwisu wyszukiwarka analizuje gęstość (ilość powtórzeń)
słów kluczowych, ich położenie, rozmiar czcionki, sposób
w jaki są wyróżnione oraz to czy są linkami.
C Sposób wykonania serwisu WWW – sposób wykonania
ma spory wpływ na to, czy wyszukiwarka sprawnie poradzi
sobie z określeniem właściwego tematu strony. W tym wypadku kluczowe znaczenie ma odpowiednie wykorzystanie
znaczników HTML, takich jak tytuł strony czy nagłówków
H1, H2, itd.
C Powiązania między serwisami WWW – wyszukiwarki
– poza analizą kodu i treści samej strony – biorą pod uwagę również sposób, w jaki jest ona powiązana z innymi
stronami w Internecie. W celu określenia wartości strony
(w opinii internautów) badana jest ilość oraz treść linków
prowadzących do strony. Na tej podstawie ustalany
jest PageRank, określający wartość i jakość strony
(dla użytkownika), na podstawie ilości odnośników (rekomendacji) do niej prowadzących.
Przykład: jeśli do strony prowadzi wiele linków z frazą
sklep komputerowy, to wyszukiwarka uzna, że dana strona
jest stroną sklepu internetowego.
C Opinia o stronie WWW – dobra opinia o stronie
jest warunkiem koniecznym do tego, aby strona mogła
zająć wysokie pozycje. O opinii na temat strony decydują:
– aktualność/jakość treści, np. jak często w serwisie pojawiają się nowe newsy,
– jakość linków prowadzących do strony – linki ze stron
pornograficznych czy spamu nie wpływają dobrze na opinie o stronie,
– funkcjonowanie serwisu – częste awarie (niedostępność
serwisu), długi czas ładowania serwisu wpływają negatywnie na jego opinię.
Wszystkie te aspekty praktycznie w równej mierze
decydują o pozycji serwisu w wyszukiwarce. Nie da się zdobyć wysokich pozycji dbając tylko o linki czy optymalizację
witryny, jeśli nie ma treści lub serwis nie działa.
Składniki SERP’a
Współcześnie strony z wynikami wyszukiwania działają
zupełnie inaczej niż w przeszłości. Różnica polega przede
wszystkim na:
C Prezentowaniu wielu typów wyników naraz – kiedyś
zawierały tylko linki do stron WWW. Teraz poza wspomnianymi stronami prezentowane są też najlepsze wyniki
z wyszukiwarek:
1. grafiki
3. filmy – nie tylko z YouTube
5. i wiele innych (książki, blogi, dyskusje...).
C Dostępności narzędzi ułatwiających wyszukiwanie:
1. Google Suggest – przyśpiesza wpisywanie zapytań
i podpowiada kolejne, bardziej precyzyjne, frazy
2. korekta błędów – poprawi za nas literówkę dzięki czemu szybciej znajdziemy to, czego szukamy
3. tłumacz stron – pozwala przeszukiwać strony w innych językach.
C Personalizacji wyników wyszukiwania, dzięki której
w wynikach wyszukiwania wyżej będą pojawiały się strony,
z których lubimy korzystać lub z których chętnie korzystają
nasi znajomi. Dzieje się tak dzięki:
1. historii zapytań
2. rekomendacjom naszych znajomych (+1).
Składniki SERP
Autor: Marcin Kolonko
Kolonko, Specjalista ds. SEM, SEMAHEAD
Nowoczesne pozycjonowanie to uczciwe pozycjonowanie
Każdy błąd
to utrata pozycji
W sytuacji systematycznie
zmieniających się
algorytmów Google,
to niełatwe zadanie.
Co ciekawe, niekiedy
skuteczne wysunięcie pozycji
w wyszukiwarkach utrudniają
sami właściciele stron.
Opierają bowiem swoje
działania na nieaktualnych
trendach czy technologiach,
przez co pozycja ich stron
Na początek należy uświadomić sobie, że regularne zarządzanie treścią,
przy jednoczesnym dbaniu o jej wartość, to podstawa, aby wyszukiwarka
traktowała stronę www jako unikalną,
pokazując ją w pierwszych wynikach.
Stosowanie nieuczciwych technik
manipulowania wynikami wyszukiwania to działanie nie tylko nieetyczne,
ale też nieskuteczne i nieopłacalne.
A chyba nie o to chodzi?
Aby skutecznie wypozycjonować
dany serwis, należy na początek poznać BŁĘDY, jakie popełniają właściciele stron, tracąc tym samym szansę
na dobrą widoczność swojej www.
Błąd nr 1 – kopiowanie tekstów
Mimo że kopiowanie gotowych
tekstów, zaczerpniętych np. z opisów
ściągniętych ze strony producenta,
wydaje się kusząco łatwym sposobem
na zapełnienie serwisu treściami,
to podstawowy błąd popełniany
przez właścicieli stron. Roboty indeksujące bez problemu odnajdują
duplikaty treści, które obniżają wartość strony www w oczach wyszukiwarki, a tym samym jej pozycję.
Błąd nr 2 – powtórzenia
Tworzenie niepowtarzalnych tekstów w opisach i tytułach treści znaj-
dujących się na poszczególnych
podstronach www zajmuje dużo czasu, jednak ignorowanie tej zasady zdecydowanie źle wpływa na pozycję
w wyszukiwarce. W większości systemów CMS mamy możliwość decydowania o tym, co znajduje się w tzw.
metatagach Title i Description. Dobrze
zatem, aby każda podstrona miała unikatowy opis, odpowiadający jej zawartości i unikatową zawartość tych tagów.
Błąd nr 3 – stare technologie
Nie warto opierać się na starszych,
wychodzących z użycia technologiach, jak na przykład tworzenie strony w oparciu o ramki (iframe)
czy technologię Flash. Trzeba wiedzieć, że tego typu elementy graficzne są – co do zasady – źle czytane
przez roboty wyszukiwarki.
Błąd nr 4 – linki wychodzące
Ponieważ zdecydowanie korzystniejsze jest utrzymanie ruchu internatów
w obrębie własnej strony, powinno
unikać się zamieszczania na niej linków wychodzących. Jednak gdy istnieje taka konieczność, warto umieścić ich możliwie najmniej oraz zaopatrzyć w atrybut rel="nofollow",
na przykład: <a href="http://www.google.pl" rel="nofollow">Google</a>.
Przy pozycjonowaniu stron
www dobrą praktyką jest stosowanie
popularnych systemów zarządzania
treściami, jak Wordpress, Joompla,
Drupal, itp. Poza tym, że są one
dość dobrze traktowane
przez wyszukiwarki, to ułatwiają
utrzymanie strony, jej aktualizowanie
oraz dokonywanie
ewentualnych zmian.
Błąd nr 5 – nieaktualne linki
Nie pozostawiaj na stronie linków
kierujących do nieistniejących już
adresów własnych podstron lub zewnętrznych serwisów. Każde takie
przekierowanie powoduje obniżenie
wiarygodności twojej strony zarówno w oczach wyszukiwarki Google,
jak również użytkowników będących
twoimi potencjalnymi klientami.
Błąd nr 6 – czas ładowania
Każda strona www powinna wczytać się na średniej klasy sprzęcie
i łączu w maksymalnie kilka sekund.
Jeżeli trwa to dłużej, warto zastanowić się nad przyczyną, np. usunąć
z niej grafiki o dużych rozmiarach.
Błąd nr 7 – kopie stron
Nie twórz wielu kopii stron
pod różnymi adresami URL. Jeśli
w witrynie znajdują się materiały,
do których można dotrzeć przy użyciu różnych adresów URL, wybierz
alternatywne sposoby wskazania kanonicznej (preferowanej) wersji strony.
Błąd nr 8 – spamowanie
własnej strony
Nie zapełniaj stron listami słów kluczowych, nie próbuj stosować maskowania ani zamieszczać stron przeznaczonych tylko dla robotów. Jeśli witryna będzie zawierać elementy, linki
lub teksty nie przeznaczone dla odwiedzających, Google uzna je za niepożądane i może zignorować witrynę.
Negatywnym przykładem jest popularne w początkach rozwoju działań SEO umieszczanie tekstu w kolorze tła – w ten sposób pozostawał
on niewidoczny dla człowieka,
ale czytelny dla robota przeglądają-
cego stronę. Oczywiście wyszukiwarka Google szybko nauczyła się rozpoznawać takie praktyki i karać
za ich stosowanie spadkami pozycji,
a nawet wkluczeniami z indeksu.
Błąd nr 9 – wersje językowe
Nie umieszczaj wielojęzycznej
treści w obrębie jednej domeny,
np. twoja-domena.pl/de, twoja-domena.pl/eng. Przykładami wersji językowych pod adresami przyjaznymi wyszukiwarce będą przykładowo takie:
twoja-domena.de czy twoja-domena.co.uk. Pamiętaj także, że firmy
hostingowe są przychylnie nastawione do użytkowników wykupujących
większe liczby domen, oferując niższy koszt za każdą z nich.
Błąd nr 10 – linkowanie
Nie umieszczaj linków do twojej
strony na mało wartościowych i niepowiązanych tematycznie serwisach
oraz unikaj automatycznych systemów wymiany linków pomiędzy stronami (tzw. SWL’i). Lepiej zachęć
znajomych do umieszczenia adresu
twojej strony na blogach i forach
tematycznie powiązanych z twoją www.
Szybkość też się liczy
można zmierzyć instalując bezpłatne
wtyczki do nowoczesnych
przeglądarek, np. Page Load Time
do Google Chrome. Narzędzie
wskaże nie tylko na czas, jaki strona
potrzebuje na załadowanie,
ale dodatkowo jego poszczególne
etapy (np. odczytanie serwera DNS
o nazwę domeny, wczytanie arkusza
stylów, itp.), co pozwoli
na eliminację najdłużej
wczytujących się elementów.
Zlecając pozycjonowanie firmie z doświadczeniem minimalizujesz ryzyko
negatywnych skutków dla twojej strony www. Przy dobrze skonstruowanej umowie zapłacisz jedynie za efekt,
a pozycjonowanie wielu słów okaże
się dużo tańsze, niż ma to miejsce
w wypadku linków sponsorowanych.
Dzięki temu łatwiej przewidzisz
miesięczny koszt twojej obecności
na pierwszej stronie wyników wyszuC
kiwania Google.
Na koniec pamiętaj
Ciągłe zmiany algorytmów Google
powodują, że aby skutecznie wypozycjonować stronę w relatywnie szybkim czasie, potrzebne są fachowa
wiedza i specjalistyczne narzędzia.
Ekspert Ogicom
Kreatywne partnerstwo: współpraca biznesu z artystami
to droga inwestycja,
dlatego nieodpowiednia
dla MSP. Czy faktycznie?
Okazuje się, że te dwa
pozornie odległe od siebie
sektory mogą współistnieć
ze sobą, a także dopełniać się
wzajemnie. W zamian
za świeżość i niecodzienne
pomysły na innowacyjny
i twórczy rozwój,
przedsiębiorcy mogą zapewnić
artystom solidne fundamenty
wiedzy biznesowej.
Wymiana tych dóbr
może z powodzeniem
umocnić koegzystencję
obu dziedzin, trwale
i na długie lata.
Współdziałanie kultury i biznesu
z roku na rok staje się coraz bardziej
powszechną formą aktywności dla obu
sektorów. Co więcej, jest to zagadnienie wielowymiarowe.
Idea łączenia sztuki ze środowiskiem
biznesowym skupia różnorodne modele wzajemnego współdziałania,
przy czym koncepcja sponsoringu
jest tylko jedną z nich. Coraz częściej
zarówno wielkie koncerny, jak również
początkujący przedsiębiorcy z sektora
MSP odkrywają, jak wielki potencjał
biznesowy tkwi w środowisku kultury.
Dla artystów zaś, twórcze wspieranie
działań biznesowych to duży krok
do przełamania stereotypów, według
których miejsce kultury jest w hermetycznych przestrzeniach galerii i muzeów. Działania skierowane na kreatywny biznes otwierają przed nimi
wiele nowych możliwości.
Koncepcja biznesu kreatywnego
opiera się w głównej mierze na modelach niefinansowych. W grę wchodzą
wszelkie działalności związane z wolontariatem pracowniczym, staże, wymiany, coaching, mentoring, a także wszelkie inicjatywy kreatywne. Wiedzę
i doświadczenia artystów warto przykładowo wykorzystać podczas realizacji różnego rodzaju szkoleń.
Wybór modelu pracy w sferze biznesu zależy od tego, kim artysta jest,
czego poszukuje we współpracy
z firmą, a także, co sam może zaoferować bazując na własnych umiejętnościach. Artyści estradowi, których praca na co dzień związana jest z dużym
stresem, mogą pokazać, jak przygotować się do wystąpień publicznych
czy zwalczyć tremę. Z kolei zajęcia
ruchowe prowadzone z tancerzami
bez wątpienia przyczynią się do scalenia relacji wewnątrzgrupowych, rozładują napięcie i urozmaicą codzienny pobyt w biurze. Takie zajęcia nie
obciążą finansowo budżetu firmy,
a rezultaty na pewno okażą się dużo
trwalsze, niż zwykłe wyjazdy integracyjne. A współpraca z grafikami,
malarzami czy fotografami może zaowocować stworzeniem nowych kreatywnych koncepcji dotyczących działalności marki.
Firma widziana okiem artysty
artysty...
... ma szansę całkowicie odmienić
swój wizerunek. Identyfikacja marki
ze znanym i lubianym artystą bez wątpienia sprawi, że stanie się ona bardziej przyjazna, zarówno dla obecnych,
jak i przyszłych klientów.
ogromny potencjał, jaki niesie za sobą angażowanie sztuki w strategiach biznesowych.
Programy integrujące kulturę z biznesem
nie są wcale zarezerwowane jedynie
dla potężnych marek. Z powodzeniem mogą
z nich korzystać także niewielkie firmy,
które dopiero budują strategię marki.
Koncepcje artystyczne niewątpliwie przyczynią się do szybszego tempa rozwoju i pozwolą precyzyjnie zdefiniować rolę firmy
na biznesowej scenie – dodaje.
Artystyczna kampania
Działalność biznesowo-artystyczna
jest niepowtarzalną szansą dla instytucji kulturalnych na zdobycie cennej
wiedzy i doświadczeń, nieodłącznie
związanych także z zarządzaniem kulturą i kreowaniem nowych strategii
rozwoju tego sektora. Praca w przedsiębiorstwach zmusza twórców do kompromisu pomiędzy dotychczasową
autonomią artystyczną a biurową dyscypliną – uczą się nawiązywać relacje,
zapoznają ze specyficznym środowiskiem struktur firmy, gdzie wymagana jest umiejętność prowadzenia
negocjacji i zawierania porozumień.
Dzięki wsparciu biznesowych ekspertów artyści mają okazję przyjrzeć się
z bliska mechanizmom zarządzania,
a także zapoznać się z całkowicie
odmienną strategią organizacyjną.
Doświadczenia biznesowe zdobyte
podczas organizowanych staży i wymian pracowniczych pomogą zdecydować, które z zaprezentowanych
rozwiązań warto zaaranżować na rzecz
przyszłej strategii działalności środowisk kulturalnych. Umiejscowienie
sztuki wewnątrz struktur biznesowych
to także szansa wyjścia poza zmarginalizowaną pozycję, jaką kultura nadal
zajmuje w społeczeństwie (wnętrza galerii, teatrów, przestrzeń festiwali, itp.),
a także definitywna zmiana kierunku
jej oddziaływania. Wreszcie sztuka
ma szansę zaistnieć w środowisku
innym, niż swoje własne – w sferze
codziennego życia. Ogromny wpływ
na efekty pracy artystów wywiera właśnie nietypowe środowisko, w którym
uczą się poruszać – nie teatr, ani pracownia artystyczna, ale zakład pracy.
Prace powstające w kontekstach
biznesowych często są prezentowane
w galeriach i na festiwalach.
Pojęcie partnerstw kreatywnych nie jest
jeszcze dobrze rozpoznawane, gdyż samo
zjawisko jest stosunkowo nowe na polskim
rynku – uważa Kamil Tonkowicz, CEO
TKM Group, agencji marketingowej
full-service. Jednak wyraźnie widać,
że rodzime przedsiębiorstwa już doceniły
Najczęściej spotykaną formą łączenia
sztuki z biznesem jest tworzenie projektów będących częścią kampanii
wizerunkowej. Wspólnym nośnikiem
sztuki i treści biznesowych może być
przykładowo kalendarz, który już dawno przestał pełnić rolę jedynie poręcznego organizatora czasu, stając się
atrakcyjną wizytówką marki.
Po tę formę reklamy coraz częściej
sięgają także firmy z sektora MSP.
Dlaczego? Wykorzystywanie kalendarzy w celach promowania własnej
firmy to skuteczny, prosty i relatywnie
tani sposób dotarcia do przyszłych
odbiorców. Kalendarz jest zawsze
chętnie przyjmowanym gadżetem,
a obdarowani klienci podświadomie
wybierają i polecają firmę, która przez
okrągły rok towarzyszy im na kartkach
Obecnie kalendarz firmowy nie ma
już nic wspólnego ze stereotypem
kalendarza oficjalnego, sztywnego
i nieciekawego w formie. Coraz częściej na kartkach kalendarzy zarówno
znanych firm, jak również początkujących przedsiębiorstw, pojawiają się
prace znanych grafików, reprodukcje
dzieł cenionych artystów czy fotografie słynnych obiektów architektury.
Wśród cenionych, limitowanych
edycji kalendarzy ekskluzywnych
marek, najbardziej znane to Pirelli
(każda jego odsłona jest hołdem w stronę zmysłowej kobiecości), a także Lavazza (co roku przy produkcji kalendarza pracują najlepsi fotograficy).
Kalendarz „Życie”
– projekt zrealizowany
przez Andrzeja Pągowskiego
Fot. Michał Peplak
laureat tegorocznej nagrody Grand
Prix – kalendarz wieloplanszowy
Life 2013, wyprodukowany na zlecenie
spółki Bayer. Wśród nagrodzonych prac
znalazł się także projekt Andrzeja Pągowskiego – kalendarz pt. Kobieta w plakacie, wyprodukowany dla firmy MAK Investments S.A.
VIDICAL to konkurs z wieloletnią tradycją – podkreśla Andrzej Zabielski, dyrektor artystyczny
konkursu. Głównym celem naszej działalności jest porównanie osiągnięć, podniesienie jakości prac oraz uhonorowanie zleceniodawców i twórców najlepiej posługujących się sztuką poligrafii, typografii, fotografii, ilustracji,
grafiki użytkowej, itp. Celem jest także prezentacja jak największej liczby kalendarzy i kart świąteczno-noworocznych,
które z początkiem nowego roku pojawiają się w Polsce. Konkurs
pokazuje, jak owocna może być współpraca biznesu ze środowiskiem artystycznym. Udział w nim to także świetna okazja
dla uczestników na zaprezentowanie w szerszych kręgach swojej
działalności. To dobra reklama dla firm, a także promocja sztuki
– dodaje Zabielski.
Kreowanie zysków
Za polski odpowiednik światowych edycji kalendarzy artystycznych można bez wątpienia uznać ukazujący się od kilku lat kalendarz marki Calsberg. Każda publikacja to oryginalny album wypełniony pracami polskich artystów
nowego pokolenia. Tą samą koncepcją kierował się artysta
– Andrzej Pągowski, realizując projekt kalendarza Życie
dla firmy Gedeon Richter. Projekt, przy którym pracowali
cenieni polscy artyści – m.in. Mateusz Kołek, Dominik
Jasiński, Agata „Endo” Nowicka, Mieczysław Wasilewski,
Ada Buchholc – ma zapoczątkować coroczny cykl wydawania autorskich kalendarzy opartych na grafice i malarstwie.
Dowodem na to, jak wiele dużych koncernów, a także
firm z sektora MSP każdego roku wydaje kalendarze
przy współpracy z artystami, jest coroczny Międzynarodowy Konkurs Kalendarzy i Kart Świąteczno-Noworocznych
VIDICAL, połączony z wystawą wszystkich zgłoszonych
prac. Udział w konkursie to szansa promocji zarówno
dla firm zgłaszających prace, jak też samych autorów
projektów. Kalendarz jest bowiem świetną wizytówką
i skuteczną reklamą prezentującą działalność zarówno
firmy, jak również twórcy. Każda edycja konkursu to festiwal oryginalności – niecodzienne, wyróżniające się projekty kalendarzy za każdym razem na długo zapadają w pamięć odbiorców.
Wśród laureatów Konkursu Vidical 2013 szczególnie wyróżniał się tętniący feerią barw kalendarz firmy Expansja
Advertising, zatytułowany Kolorowo Kryzysowo, a także
Zjawisko partnerstwa kreatywnego od dawna praktykowane jest niemal na całym świecie, a od jakiegoś czasu także
w Polsce. Jedną z najpowszechniejszych form łączenia
sztuki z biznesem jest tworzenie firmowych gadżetów,
a także projektowanie limitowanych edycji produktów
charakterystycznych dla profilu marki.
Z punktu widzenia firmy jest to doskonały sposób budowania wizerunku. Ta forma promocji jest szczególnie
korzystny dla przedsiębiorstw z sektora MSP. Współpraca
ze środowiskiem artystycznym wyróżni firmę na tle konkurencji, wzmocni jej wizerunek i zagwarantuje rozgłos
w mediach. Klienci z pewnością chętniej sięgną po produkty firmy kojarzonej z cenionymi twórcami, a możliwość
zdobycia oryginalnego gadżetu autorstwa znanego artysty
przyciąga jak magnes i na długo zapada w pamięć.
Ciekawym trendem jest też aktywność artystów na rynku
deweloperskim. Realizując nowe inwestycje deweloperzy
sięgają po znane nazwiska grafików i rzeźbiarzy, takich
jak Jan Kallwejt czy Antoni Pastwa oraz projektantów mody
– Ewy Minge czy Macieja Zienia.
Kontakt sztuki z biznesem zawsze niesie za sobą pozytywne korzyści dla obu stron. Wprowadzenie w przedsiębiorstwach inicjatyw opartych na sztuce rozwija potencjał
marki, co bezpośrednio przekłada się na kreowanie zysków.
Działalność artystyczna w sferze biznesu także może znacznie ocieplić wizerunek firmy i zwiększyć jej rozpoznawalność na rynku konkurencji.
Stylizowany obraz prątka gruźlicy wykonany
za pomocą skaningowego mikroskopu
elektronowego | Groszek
kalendarz LIFE 2013 firmy Bayer
Współpraca marek z artystami jest świetną
okazją dla firm, aby pokazać się na rynku
z innej perspektywy – uważa Kamil Tonkowicz, CEO TKM Group. Ów trend
jest bez wątpienia godny polecenia zarówno firmom o ustabilizowanej pozycji,
jak i młodym, rozwijającym się i kreatywnym przedsiębiorstwom. Obecność marki
w świecie sztuki wzbogaca jej wizerunek
w oczach konsumentów, którzy są skłonni
wybierać produkty kojarzące się im z szeroko pojętą kulturą wyższą. Odbiorca doświadcza kultury i zbliża się do marki
oraz jej produktów w sposób bardziej osobisty, niż mogłoby się to stać pod wpływem
konwencjonalnej reklamy. Promocja
poprzez sztukę to maksimum korzyści
przy stosunkowo niewielkich kosztach,
co bardzo istotne, szczególnie dla firm
z sektora MSP.
Liczne przykłady tzw. partnerstwa
kreatywnego pokazują, że pozornie
eteryczna sztuka eksponowana dotąd
jedynie w galeriach może być pojmowana w znacznie szerszym kontekście.
Obserwując rynek biznesowy bez wątpienia możemy stwierdzić, że sztuka
z powodzeniem odnalazła się w nowych
realiach i doskonale radzi sobie we
współpracy z przedsiębiorstwami.
Wzajemne korzyści dla obu stron zdają
się potwierdzać słuszność wzajemnych
działań. Sztuka i biznes długo postrzegane były jako odrębne dziedziny,
nie mające ze sobą nic wspólnego.
Na szczęście doczekaliśmy czasów,
kiedy przedsiębiorcy zrozumieli
prawa rządzące sztuką, a artyści zasady, którymi kieruje się biznes.
Pech nie wie,
co to kryzys
Ryzyko to normalna rzecz w biznesie.
Kryzys powoduje jednak,
że zwyczajne zagrożenia stają się dla firm
szczególnie niebezpieczne.
To sytuacja podobna do osłabionego organizmu,
dla którego zwykłe przeziębienie
może okazać się groźne.
Szkody w majątku, które często w czasie
prosperity są mało istotne,
w kryzysie mogą doprowadzić niejedną firmę
do upadku. W związku z tym przedsiębiorcy
coraz częściej decydują się na ubezpieczenia
od wszystkich ryzyk, tzw. all risk
– mówi Damian Andruszkiewicz
z Towarzystwa Ubezpieczeń Compensa.
Czym jest ubezpieczenie all risk?
To ubezpieczenie mienia firmy od wszystkich
zdarzeń, z wyjątkiem wyraźnie wyłączonych
w Ogólnych Warunkach Ubezpieczenia. W takich pakietach znajdują się w szczególności
ubezpieczenia od ognia i innych zdarzeń losowych, od kradzieży, od wandalizmu, powodzi,
zalania i szeregu innych. Dodatkowo pakietowy
charakter oferty dla MSP powoduje, że zakres
ochrony można dowolnie łączyć oraz dopasowywać do potrzeb firmy. Korzystne jest również to, że ubezpieczenia pakietowe są zwykle
tańsze od pojedynczych polis.
Bardzo ważne w czasach kryzysu jest ubezpieczenie Odpowiedzialności Cywilnej – koszt
niewielki, a może okazać się zbawienne,
kiedy z winy przedsiębiorcy zostanie uszkodzone np. mienie przechodnia lub klienta.
Czy kryzys wpływa w jakiś specjalny sposób na decyzje
firm w kwestii ubezpieczeń?
Patrząc na reakcję rynku z początków kryzysu w 2008 roku
można przewidywać, że w nadchodzących miesiącach
część przedsiębiorców postawiona pod finansową ścianą
będzie szukała oszczędności również w obszarze ubezpieczeń.
Oznacza to rezygnację z polis dobrowolnych zwłaszcza tych,
które wydają się mniej potrzebne tu i teraz.
Problem polega jednak na tym, że los nie rozpoznaje
koniunktury gospodarczej. Szkody w kryzysie pojawiają się
z taką samą częstotliwością, jak w trakcie prosperity.
Jednak ich skutki bywają znacznie bardziej destrukcyjne
dla firmy – uderzają ze zdwojoną siłą w biznes osłabiony
kryzysowymi zawirowaniami.
Jak wydawać pieniądze na polisy w momencie spowolnienia gospodarczego?
Z punktu widzenia MSP kryzys to moment na cięcie
wydatków. Tyle że firma nie działa przecież w oderwaniu
od tego, co dzieje się tuż za jej murami. Istnieją kategorie
polis, które właśnie teraz zyskają szczególnie na znaczeniu
– ubezpieczenia wandalizmu (na wypadek niepokojów społecznych) czy też ubezpieczenie OC działalności lub produktu.
Od czego chronią takie antykryzysowe polisy?
Nie nazwałbym tych polis antykryzysowymi, bo takich nie
ma w swojej ofercie żadne towarzystwo. W czasie kryzysu przedsiębiorstwa często zmuszone są podejmować niewygodne,
czasem drastyczne decyzje. W skrajnych przypadkach reakcją
np. na masowe zwolnienia może być wandalizm, mogą być
kradzieże czy zniszczenia mienia. Sytuacje, które rodzą się
z napięć. Doświadczenie pokazuje, że właśnie w kryzysie niektóre zdarzenia pojawiają się częściej niż zazwyczaj. Mówię
przykładowo o szkodach w ładunku (Cargo) czy podpaleniach.
Co może być remedium na nieprzewidywalność?
Rynek zmierza w kierunku wspomnianej już ochrony całkowitej – tzw. all risk. Jest to ubezpieczenie mienia firmy od wszyst-
kich ryzyk. Tym samym ochrona obejmuje wszystkie zdarzenia,
np. szkody spowodowane upadkiem meteorytu, z wyjątkiem
wyłączonych w umowie. Takie całościowe rozwiązanie
niesie za sobą efektywność kosztową dla przedsiębiorcy.
Pakiet uwzględniający najszerszy zakres ryzyk włącza straty
w efekcie wandalizmu, o którym rozmawialiśmy, ale również
ubezpieczenie od ognia i innych zdarzeń losowych, tj. powodzie, zalania, szkody elektryczne czy nawet utraty danych,
w tym oprogramowania. Warto pamiętać o tym, że zakres
ochrony można dowolnie łączyć i dopasowywać do potrzeb
firmy. Klienci mają prawo płacić tylko za to, czego naprawdę
Które branże nie muszą martwić się o ubezpieczenie?
Z definicji każdy powinien rozważać kwestie ryzyka. Nie można
spać spokojnie w czasach gwałtownych zmian. Na pewno istnieją jednak branże, które ze względu na profil prowadzonej
działalności są mniej podatne na to, co się dzieje. Myślę przede
wszystkim o firmach wysokich technologii, firmach consultingowych i pośrednikach. Tam, gdzie nie ma produkcji,
gdzie mienie spółki odgrywa minimalną rolę, zmniejsza się też
ryzyko strat. Nie oznacza to jednak całkowitej ich eliminacji.
Czasem źródłem kłopotów mogą być pracownicy, zwłaszcza
ci mniej wykwalifikowani, chętnie zatrudniani za mniejsze
wynagrodzenie w czasie spowolnienia. W takim wypadku
firmy powinny rozważyć zabezpieczenie się od skutków
błędów popełnianych przez pracowników.
Co zrobić, aby się dobrze ubezpieczyć w kryzysie?
Trzeba umiejętnie określić zagrożenia związane z prowadzoną działalnością. To nie jest łatwe, dlatego warto przedyskutować zakres ochrony ze swoim doradcą ubezpieczeniowym. Nie przesadzę, jeśli powiem, że takie zaplanowane
ubezpieczenie może okazać się kluczowe dla być albo nie
być niejednej firmy w nadchodzących miesiącach.
Przy wyborze ubezpieczyciela radzę szczególnie wziąć
pod uwagę zaplecze finansowe towarzystwa ubezpieczeniowego i zasięg jego działalności.
o budżetowaniu
Tomasz Kanarkowski
Właściciele małych i średnich przedsiębiorstw coraz częściej sięgają
po narzędzie budżetowania. I słusznie. Czas zatem na obalenie
kilku mitów na temat budżetowania. Prezentowany przeze mnie
przegląd powstał w oparciu o doświadczenia naszej firmy.
Mit pierwszy: W mojej firmie nie da się
tworzyć planów budżetowych.
Specyfika przedsiębiorstwa jest taka,
że nie można niczego zaplanować
Istota budżetowania polega na tworzeniu planów
budżetowych dla całego przedsiębiorstwa i budżetów cząstkowych (przypisywane są do osób odpowiedzialnych) na podstawie celów wyznaczonych
przez właścicieli lub zarząd. Stworzone plany odzwierciedlają cele cząstkowe do realizacji dla menedżerów. Należy również pamiętać, iż rzeczywisty
stan realizacji planów zawsze będzie odchylał się
od wartości przyjętych w planach. Na tym właśnie
polega praca z budżetami – na analizie odchyleń.
Informacje otrzymane w wyniku przeprowadzenia
takiej analizy mówią nam jasno, co należy robić
i jak działać w najbliższej przyszłości.
Planowanie jest ważnym elementem skutecznego
zarządzania przedsiębiorstwem. Proces tworzenia
i rozliczania planów budżetowych firmy przebiega
podobnie we wszystkich firmach. Jest to działanie
uniwersalne. Specyfika danego przedsiębiorstwa
wpływa w niewielkim zakresie na to, jak wygląda
praca z budżetami. Różnice dotyczące modeli
biznesowych przekładają się w nieznaczny sposób
na zasady obowiązujące przy budżetowaniu.
Widoczne są one w układach planów kont, centrów
zysków i centrów kosztów, w sposobach rozliczania
kosztów, definicjach kluczowych wskaźników
oraz liczbie uczestników procesu budżetowania, itp.
Możliwe jest opracowanie modelu budżetowania
dla każdej firmy, bez względu na charakter jej działalności.
Mit drugi: Budżetem w mojej firmie
zajmuje się tylko dział finansowy
lub dział księgowości
Budżetowanie jest narzędziem dedykowanym
menedżerom. To oni, przy współpracy z księgowością, powinni mieć decydujący udział przy tworzeniu koncepcji planowania w firmie. Oni również
są głównymi aktorami podczas pracy operacyjnej
z danymi budżetowymi. W ten sposób budżet nie
jest oderwany od biznesu i wspiera całą firmę,
jak również poszczególnych menedżerów w realizacji celów firmy.
Dział finansowy lub księgowości jest bardzo ważny w całym procesie, lecz jego rola dotyczy właściwego rejestrowania w systemie finansowo-księgowym
wszystkich transakcji przychodowych i kosztowych,
zgodnie z wypracowanym modelem planowania
i rozliczania budżetu. Dobra księgowość jest źródłem
doskonale przygotowanych danych do dalszych prac
z budżetem lub analizą kontrolingową.
Mit trzeci: Budżetowanie jest pracochłonne.
Nasi pracownicy muszą zajmować się pracą
operacyjną, a nie poświęcać czas na tworzenie
i rozliczanie budżetu
Praca operacyjna menedżerów i pracowników powinna przynosić firmie określone, wymierne korzyści ekonomiczne. Budżet jest drogowskazem dla nich i na bieżąco obrazuje osiągane rezultaty. Praca z planami
jest zatem integralną częścią zakresu obowiązków każdego nowoczesnego menedżera. Plany budżetowe tworzy
się w firmie raz w roku i można wykonanie tego zadania
zaplanować z dużym wyprzedzeniem. Czasami, kiedy
pojawi się istotna przyczyna, stosuje się aktualizacje
budżetów, aby odpowiadały one sytuacji wewnętrznej
(nowe inwestycje, nowe szanse rynkowe) i zewnętrznej
przedsiębiorstwa. Dobrze zorganizowany proces opracowania nowego budżetu – w zależności od skali działania firmy – wymaga od pół miesiąca do kwartału.
Istotne znaczenie ma również zastosowane narzędzie
informatyczne, które usprawnia sam proces i skraca czas
jego trwania.
Mit czwarty: Utworzony budżet już po kilku
miesiącach może nie odpowiadać założeniom
początkowym w związku ze zmianami
rynkowymi, zatem nie ma sensu go tworzyć
To, w jakim stopniu przyjęte plany odpowiadają rzeczywistemu poziomowi ich realizacji zależy od kilku
istotnych czynników. Są to między innymi: sytuacja
na zewnątrz firmy (rynek, konkurencja, zmiany prawa,
sytuacje kryzysowe, itp.), sytuacja wewnątrz firmy
(nieprzewidziane w planach zdarzenia, nowe inwestycje,
wejście na nowe rynki, brak wiedzy historycznej o kosztach, itp.).
Jednak jeśli zastanowimy się nad powyższymi przyczynami głębiej, dojdziemy do jedynego słusznego wniosku,
iż przyczyną powstałych odchyleń jesteśmy zawsze my i nasze braki w umiejętnościach wymaganych przy tworzeniu
planów budżetowych, analizy rynku czy planowania
działań, które mają przełożenie na wartości przychodów
i ponoszonych przez firmę kosztów. Stąd też praktyczny
wniosek, iż – podobnie jak w innych rodzajach aktywności
człowieka – trzeba po prostu nauczyć się dobrze planować.
Jest to nieustanny proces istniejący w firmach. Doświadczone przedsiębiorstwa, umiejące pracować z budżetami
w oparciu o zdobyte doświadczenia, potrafią planować
i uzyskiwać odchylenia wielkości kilku procent (2-5 proc.)
w stosunku do rocznych wartości budżetowych.
Mit piąty: Budżety zachęcają do wydawania
wszystkich zaplanowanych środków
i powstrzymują pracowników
przed podejmowaniem dodatkowych wydatków,
jeśli nie były zaplanowane, a są biznesowo
Powyższy sposób myślenia kojarzy się raczej z budżetami organizacji publicznych. Takie podejście w firmach
prywatnych lub innych, lecz zarządzanych przez profesjonalnych menedżerów, jest nie do zaakceptowania.
Plan kosztów jest przyjętym założeniem i wiąże się (wpływa) z planem zysków firmy. Logiczne jest, iż jeśli możliwe
jest poniesienie niższych kosztów od zaplanowanych,
to każdy rozsądny menedżer będzie działał w taki sposób,
aby pojawiły się oszczędności w stosunku do planu.
Taki sposób myślenia i działania wśród pracowników
można wzmocnić wdrażając system premiowania, promujący i nagradzający takie postawy wśród pracowników.
Mit szósty: Wystarczy mi arkusz kalkulacyjny
Jest to prawda, która obowiązuje w małych firmach
– kilku-kilkunastoosobowych). Przy takiej skali działalności jak najbardziej możliwe jest tworzenie i rozliczanie planu budżetu nawet z pominięciem systemu finansowo-księgowego, tylko z wykorzystaniem arkusza kalkulacyjnego.
Jednak w większych firmach o rozległej strukturze
organizacyjnej, o bardziej skomplikowanym modelu
biznesowym praca z budżetami w arkuszach kalkulacyjnych staje się problematyczna i kłopotliwa. Często też
wprowadzanie do arkuszy wszelkich danych (plan i wykonanie) odbywa się ręcznie i jest bardzo pracochłonne.
Inne niedogodności arkuszy kalkulacyjnych są następujące:
1. Konieczność łączenia arkuszy i aktualizowanie łącz
między nimi,
2. Wielokrotne rozsyłanie arkuszy pomiędzy uczestnikami procesu budżetowania,
3. Trudności z aktualizacją budżetów,
4. Błędy w formułach popełniane przez użytkowników,
5. Ingerencje w konstrukcję arkuszy i tabel, czynione
przez użytkowników a powodujące dalsze błędy,
6. Wysoka pracochłonność konieczna przy obsłudze
budżetowania,
7. Problemy z wersjonowaniem planów budżetowych
(tworzeniem wielu odmiennych wersji planów budżetowych).
Z powyższego widać, iż wykorzystanie arkuszy kalkulacyjnych obarczone jest istotnymi wadami. Należy
wykorzystywać inne specjalistyczne narzędzia informatyczne do pracy z budżetami, dzięki którym unikniemy
wielu zmarnowanych godzin pracy, np. ręczne przepisywanie danych z wykonania budżetu z systemu finansowo-księgowego. Przy wykorzystaniu specjalistycznego
program dane migrowane są automatycznie, przez co obniżamy koszty procesu budżetowania i znacznie go
usprawniamy.
Mit siódmy: Budżetowanie wymaga stworzenia
działu kontrolingu
Działy kontrolingu tworzone są w przedsiębiorstwach,
których skala działania jest duża, struktura firmy
rozległa i skomplikowana, a usługi i produkty złożone
lub ich liczba wyrażana jest w tysiącach sztuk. Kolejnym powodem powstawania takich działów jest liczba
analizowanych danych, która może osiągać miliony
rekordów.
Działy kontrolingu charakteryzują się znacznymi
kosztami stałymi, a wymagane kompetencje (merytoryczne i techniczne) w stosunku do pracowników są bardzo
wysokie, zatem i sam proces rekrutacyjny jest trudny.
W firmach z sektora MSP funkcję kontrolera może sprawować dyrektor zarządzający wsparty inną osobą i efektywnym narzędziem informatycznym do tworzenia planów
budżetowych. Wiedza i wartość merytoryczna oraz doradztwo w tym zakresie mogą być dostarczane na bieżąco
przez specjalistyczną firmę zewnętrzną oferującą także system informatyczny do budżetowania. Taki model współpracy – w typowym outsourcingu – powoduje uzyskanie
przez firmę wielu korzyści za o wiele niższą cenę, niż gdyC
by miała tworzyć własny dział kontrolingu.
baconcept.eu
Relacja: dłużnik – wierzyciel
odzyskiwania należności?
Z perspektywy dłużnika zobowiązania wobec wierzyciela
to po prostu dług, który trzeba spłacić.
Jak się jednak okazuje, różnice formalne
dotyczące przekazania wierzytelności
podmiotom wyspecjalizowanym
w ich odzyskiwaniu
mogą mieć niemałe znaczenie
i dla pożyczkodawcy,
i dla dłużnika.
Wierzyciel – przykładowo instytucja, bank czy przedsiębiorca, który
chce wyegzekwować przysługujące
mu należności – ma do wyboru trzy
drogi postępowania. Po pierwsze,
może samodzielnie podjąć stosowne
kroki prawne – duże instytucje,
jak na przykład banki, często posiadają własne oddziały windykacji.
Drugim rozwiązaniem jest udzielenie zlecenia wyspecjalizowanej
firmie zajmującej się odzyskiwaniem
długów. Trzecim z kolei jest zbycie
ciążącej mu wierzytelności.
Zlecenie odzyskania należności
i cesja wierzytelności
Wierzyciel, który z jakichkolwiek
powodów nie chce sam zajmować się
odebraniem długu, może skorzystać
z usług firm windykacyjnych, które
zajmują się odzyskiwaniem należności. Alternatywą dla zlecenia jest zbycie wierzytelności na rzecz takiego
podmiotu. Wybór jednego z dwóch
wariantów wiąże się ze znaczącą
zmianą dotyczącą statusu pierwotnego wierzyciela.
Usługa windykacyjna realizowana
jest na podstawie umowy zlecenia.
Wierzyciel przy zawarciu umowy
udziela wyspecjalizowanej firmie
pełnomocnictwa szczególnego
do występowania w jego imieniu
oraz na jego rzecz. Najczęściej
na podstawie takiego pełnomocnictwa firma windykacyjna uzyskuje
upoważnienie do:
1. kierowania wezwań do zapłaty
z informacją o możliwości skierowania sprawy na drogę postępowania
sądowego i egzekucyjnego, jak również informacji o możliwości dopisania danych do rejestru długów,
2. prowadzenia negocjacji z dłużnikiem w sprawie ustalenia warunków spłaty zadłużenia,
3. zawierania umowy, porozumienia lub ugody określających ustalone w negocjacjach warunki spłaty,
4. odbierania od dłużnika wszelkich dokumentów potwierdzających
spłatę długu i przyjmowania zabezpieczeń spłaty tego długu, np. w formie weksli, czeków,
5. podejmowania wszelkich kroków prawnych przed wszelkimi
oraz innymi podmiotami, instytucjami finansowymi, urzędami, a także
przed sądami – w celu wyegzekwowania należności od dłużnika,
6. przyjmowania na swój rachunek
bankowy spłaty zadłużenia,
Bardzo często wynagrodzenie firmy windykacyjnej
uzależnione jest od rezultatu jej działań – sumy wyegzekwowanych należności. Należy się jej prowizja liczona jako procent od tej kwoty, dlatego działania firmy
skoncentrowane są na jak najszybszym dotarciu do dłużnika, ustaleniu z nim harmonogramu i warunków
spłaty, a na wypadek braku dobrowolnej spłaty na ustaleniu stanu majątkowego dłużnika.
Z punktu widzenia dłużnika firma windykacyjna jest
przedstawicielem wierzyciela. Udzielenie pełnomocnictwa firmie nie stanowi przeszkody, aby sprawy związane ze spłatą zadłużenia uzgadniać z wierzycielem.
Dopiero jednoznaczne oświadczenie wierzyciela o tym,
że sprawą zajmuje się windykator i z nim należy prowadzić wszelkie ustalenia, będzie dla dłużnika wiążące.
W przypadku gdy działania firmy windykacyjnej nie
odniosą zamierzonego skutku na drodze polubownej,
sprawa trafia do sądu. Przygotowaniem pozwu i całym
postępowaniem sądowym zajmują się współpracujący
z firmą zawodowi pełnomocnicy. Koszty procesu pokrywa wierzyciel.
Zbycie wierzytelności na rzecz innego podmiotu
Innym rozwiązaniem sprawy dłużnika jest zbycie wierzytelności. Następuje ono w drodze przelewu (inaczej
cesji) wierzytelności, którego instytucja unormowana
została w przepisach Kodeksu cywilnego, w art. 509518. Jego istotą jest przeniesienie bez zgody dłużnika
wszystkich praw z nim związanych na rzecz osoby trzeciej. Wraz z należnością główną przechodzi w szczególności roszczenie o zaległe odsetki.
Cesja będzie skuteczna, o ile dłużnik zawczasu,
przykładowo w umowie z wierzycielem, nie wyłączył
możliwości zbycia powstałych należności albo nie zastrzegł sobie prawa do uprzedniego wyrażenia zgody
na taki przelew. Ponadto, jeżeli wierzytelność jest stwierdzona pismem, wówczas jej przelew również musi nastąpić na piśmie.
Do czasu zawiadomienia dłużnika o cesji zapłata
dokonana na rzecz wierzyciela-cedenta jest skuteczna
względem nabywcy-cesjonariusza. Natomiast po zawiadomieniu go o przelewie, dłużnik może podnieść wszelkie zarzuty, jakie mu przysługiwały przeciwko roszczeniom cedenta. Ponadto ma prawo potrącić swoje zobowiązanie z wierzytelności cedenta, o ile należność mu
przysługująca nie stała się wymagalna później niż wierzytelność będąca przedmiotem przelewu.
Dla dłużnika bardzo ważne jest to, że nabywca
wierzytelności staje się jego wierzycielem. Z chwilą
zawiadomienia o cesji, co do której dłużnik nie ma żad-
Czy w przypadku gdy dłużnik banku
ma opóźnienie w spłacie raty, bank może
przekazać jego dług firmie windykacyjnej
bez informowania klienta o tym fakcie?
Jeśli tak, to czemu właściwie służy zapis
w umowie między bankiem a jego klientem,
w którym mowa o tym, że bank zobowiązuje się
do poinformowania klienta o zaleganiu z ratą,
przykładowo dwukrotnie, listem poleconym?
W tym konkretnym przypadku żadna informacja
o zaległościach nie dotarła do klienta banku.
Prawo banku do powierzenia wykonania czynności
windykacyjnych wyspecjalizowanej firmie
wynika zapewne z umowy zawartej przez dłużnika
z bankiem. Może być także rezultatem
zastosowania jednego z zapisów regulaminu
obowiązującego w danym banku lub ogólnych
warunków kredytu/pożyczki (stanowiących
załącznik do umowy).
Możliwość powierzenia przez bank czynności
windykacyjnych (w drodze tzw. umowy
outsourcingu) przewidziana została w art. 6a
ustawy z 29 VIII 1997 r. Prawo bankowe
(Dz.U. z 1997 r. Nr 140, poz. 939 z późn zm.),
który obowiązuje od 27 listopada 2011 r.
O tym, czy bank ma obowiązek zawiadomić
klienta o powierzeniu czynności windykacyjnych
przesądza umowa lub regulamin.
Zwykle umowy takiego obowiązku, a tym bardziej
wymogu uzyskania zgody klienta, nie przewidują.
Prawo do sprzedania wierzytelności wynika
z przepisów Kodeksu cywilnego.
W tym przypadku zgoda klienta również nie jest
konieczna, chyba że wprowadzono do umowy
taki wymóg.
Przywołany w pytaniu zapis umowny
o dwukrotnym listownym poinformowaniu
o zaległości jest zapewne elementem procedury
wypowiedzenia umowy. Okoliczność, iż klient
nie otrzymał informacji o zaległościach,
wskazuje na to, że bank nie ma na razie zamiaru
wypowiedzenia umowy, a jedynie podjął czynności
windykacyjne w zakresie zaległej raty.
Kowalski, Popławski i Wspólnicy
nych zarzutów, wszelkie kwestie związane ze spłatą
zadłużenia, w tym także sama spłata, powinny być konsultowane i uzgadniane z nowym wierzycielem.
Brak porozumienia w przedmiocie spłaty zadłużenia,
bądź naruszenie wyznaczonych przez nowego wierzyciela warunków, spowoduje sytuację, w której wierzyciel będzie mógł dochodzić roszczenia o zapłatę na takich samych zasadach, jak jego poprzednik-cedent.
Jeśli dodamy do tego fakt, że właścicielem długu
stała się firma windykacyjna, możemy być pewni, że sprawa szybko trafi do sądu, a następnie do komornika.
W praktyce spotykamy się ze zbyciem wierzytelności,
które ma charakter trwały (tak jest przy umowie sprzedaży) lub czasowy (przy umowie tzw. przelewu powierniczego). Skutkiem umowy sprzedaży jest definitywne,
bezpowrotne przejście praw za zapłatą określonej ceny.
Jednak w drugim przypadku przelew odbywa się
bez zapłaty ze strony firmy windykacyjnej. Wówczas obie
strony umawiają się, że wierzytelność zostanie zwrócona (dokonanie tzw. cesji zwrotnej), kiedy windykacja
okaże się bezskuteczna albo nabywca zapłaci cenę
po wyegzekwowaniu długu.
Dla pełnego oglądu sytuacji należy dodać, że dla firm
zajmujących się odzyskiwaniem należności nie ma większego znaczenia, w oparciu o jakie dokumenty działają
– pełnomocnictwo czy cesja wierzytelności. Dla nich
istotny jest cel – odzyskanie należności. Stopień zaangażowania firmy, który u dłużnika odzwierciedla się
stopniem uciążliwości, zwykle bywa jednak większy,
w sytuacji gdy firma wstępuje do sprawy jako nowy wierzyciel, a zatem taki, który odkupił zadłużenie od dotychczasowego. Środki zainwestowane w zakup wierzytelności muszą bowiem zwrócić się z zyskiem. Ponadto,
decydując się na taki zakup, firma windykacyjna zazwyczaj ma dobrze rozpoznaną sytuację majątkową dłużnika i zakłada, że wyegzekwowanie należności to tylko
Dług to nie tylko pieniądze, ale i dane osobowe
Z problematyką windykacji należności łączy się nierozerwalnie kwestia przekazywania danych osobowych
dłużnika. Według stanowiska prezentowanego
przez Generalnego Inspektora Ochrony Danych Osobowych, przekazywanie tego rodzaju informacji o dłużniku jest zgodne z ustawą z 29 sierpnia 1997 r. o ochronie
danych osobowych (tekst jedn. Dz.U. z 2002 r. Nr 101,
poz. 926 z późn. zm.) i to niezależnie od tego, czy windykacja odbywa się na podstawie umowy zlecenia czy przelewu wierzytelności.
Przy umowie zlecenia jako podstawę przekazywania
danych osobowych wskazywany jest art. 23 ust. 1 pkt 3
ustawy, zgodnie z którym przetwarzanie danych osobowych, w tym ich udostępnianie, jest dopuszczalne,
kiedy jest to konieczne do realizacji umowy, gdy osoba,
której dane dotyczą jest jej stroną lub gdy jest to niezbędne do podjęcia działań przed zawarciem umowy
na żądanie osoby, której dane dotyczą. Badając relację
między wierzycielem a firmą windykacyjną wskazuje się,
że administrator danych (właściciel długu) może przetwarzać dane samodzielnie, ale art. 31 ustawy upoważnia go również do powierzenia, w drodze zawartej
w formie pisemnej umowy, przetwarzania tych danych
innemu podmiotowi. Zapis o upoważnieniu do przetwarzania danych osobowych powinien znaleźć się
w samej umowie zlecenia lub umowie odrębnej,
przy czym na podstawie takiego zapisu firma windykacyjna może przetwarzać dane wyłącznie w przewidzianym umową zakresie i w określonym w umowie celu
(art. 31 ust. 2 ustawy). Należy dodać, że powierzenie
przetwarzania informacji o dłużniku nie wymaga uzyskania zgody osoby, której dane dotyczą.
Inną podstawą prawną udostępnienia danych osobowych podmiotowi trudniącemu się windykacją należności, który wprost dotyczy również nabywcy wierzytelności, jest art. 23 ust. 1 pkt 5 ustawy, zgodnie z którym
przetwarzanie danych osobowych, w tym ich udostępnianie, jest dopuszczalne, jeśli jest niezbędne dla wypełnienia prawnie usprawiedliwionych celów realizowanych przez administratorów danych albo ich odbiorców, a przetwarzanie nie narusza praw i wolności
osoby, której dane dotyczą. Za ów prawnie usprawiedliwiony cel uważa się dochodzenie roszczeń z tytułu
prowadzonej przez administratora danych działalności
gospodarczej (art. 23 ust. 4 pkt 2 ustawy).
Reasumując, zarówno zleceniodawca (wierzyciel),
jak również nabywca wierzytelności, którzy dochodzą
należności, mają prawo do przetwarzania danych osobowych dłużnika. Zleceniodawca powierzając sprawę
do windykacji musi jednak pamiętać, że przy zawarciu
umowy zlecenia konieczne jest udzielenie firmie windykacyjnej stosownego upoważnienia. Nie może być ono
dowolnie szerokie – zakres powierzonych danych
jest bowiem ograniczony celem, jaki ma być osiągnięty
umową zlecenia.
w Kancelarii Radców Prawnych Kowalski,
Popławski i Wspólnicy w Legnicy
Dłuższy okres rozliczeniowy – pomysł na ulżenie pracodawcom
Projekt Ministra Pracy i Polityki Społecznej
Marta Kosakowska I Kamil Jabłoński
z 4 lutego 2013 roku, który wprowadza
propozycje zmian w Kodeksie Pracy,
ma przyczynić się do ograniczenia redukcji zatrudnienia.
Czy jednak nowe regulacje dotyczące długości dopuszczalnych
okresów rozliczeniowych czasu pracy
oraz zasad ich przedłużania
pomogą chronić stanowiska pracy?
Proponowane przez Ministerstwo Pracy zmiany mają
w założeniu pozwolić pracodawcy bardziej racjonalnie
i elastycznie zarządzać swoim personelem. Czy pomysły
zaczerpnięte z tzw. ustawy antykryzysowej (ustawa z 1 lipca 2009 r. o łagodzeniu skutków kryzysu ekonomicznego dla pracowników i przedsiębiorców (Dz.U. Nr 125,
poz. 1035, z późn. zm.) pomogą i tym razem?
Kiedy można wydłużyć okres rozliczeniowy?
Okres rozliczeniowy to czas, w którym planowana
i rozliczana jest praca każdego pracownika. Wyrażany
jest w tygodniach bądź miesiącach i ma określić, czy nie
zostały przekroczone średniotygodniowe normy czasu pracy ustalone w umowie o pracę, bądź układzie zbiorowym
pracy. W Kodeksie pracy przyjęto, że podstawowy okres
rozliczeniowy nie może przekraczać czterech miesięcy,
z tym, że pracodawca może ustalić krótsze okresy rozliczeniowe, np. miesięczny, dwumiesięczny, trzymiesięczny.
Istnieją jednak wyjątki od tej zasady (patrz ramka obok).
W systemie równoważnego czasu pracy dopuszczalne
jest przedłużenie jego wymiaru dobowego w okresie
rozliczeniowym nie przekraczającym miesiąca. W szczególnie uzasadnionych przypadkach okres rozliczeniowy może być przedłużony, jednak nie więcej niż o trzy
miesiące, a przy pracach uzależnionych od warunków
atmosferycznych do czterech miesięcy. Miesięczny okres
rozliczeniowy obowiązuje także przy pracach polegających na dozorze urządzeń lub związanych z częściowym pozostawaniem w pogotowiu do pracy.
W systemie pracy weekendowej oraz skróconego tygodnia pracy obowiązuje miesięczny okres rozliczeniowy.
W ruchu ciągłym okres rozliczeniowy nie przekracza
czterech tygodni. Z reguły rozpoczyna się z początkiem
pierwszego dnia miesiąca i kończy z upływem ostatniego
dnia miesiąca danego okresu rozliczeniowego. Jego
przedłużenie może zostać ustalone w układzie zbiorowym pracy, regulaminie pracy lub obwieszczeniu (jeżeli
pracodawca nie jest objęty układem zbiorowym lub nie
jest zobowiązany do ustalenia regulaminu pracy).
Okres rozliczeniowy wyjątkowo może zostać
przedłużony powyżej czterech miesięcy:
C do sześciu miesięcy w hodowli, rolnictwie,
pilnowaniu mienia i osób
C do dwunastu miesięcy w sytuacjach
uzasadnionych nietypowymi warunkami
organizacyjnymi lub technicznymi mającymi wpływ
na przebieg procesu pracy.
Na czym polegają proponowane zmiany?
Autorzy zmian dotyczących okresów rozliczeniowych
proponują wprowadzenie regulacji prawnych umożliwiających przedłużenie okresu rozliczeniowego nie więcej
niż o dwanaście miesięcy, przy zachowaniu ogólnych
zasad dotyczących ochrony bezpieczeństwa i zdrowia
pracowników. Przedłużenie okresu rozliczeniowego
byłoby możliwe, jeżeli uzasadniałyby to przyczyny obiektywne, techniczne lub dotyczące organizacji pracy.
Projekt zakłada wprowadzenie tego typu rozwiązań
w każdym systemie czasu pracy.
O ile w danym miesiącu – ze względu na rozkład
czasu pracy w przyjętym okresie rozliczeniowym – pracownik nie miałby prawa do wynagrodzenia za pracę,
przysługuje mu pensja w wysokości minimalnego
wynagrodzenia za pracę. Co prawda ustawa z 10 października 2002 r. o minimalnym wynagrodzeniu za pracę (Dz.U. Nr 200, poz. 1679) w art. 7 przewiduje
wyrównanie honorarium do poziomu minimalnego
wynagrodzenia podwładnemu, który go nie wypracował, jednak projektodawcom takie rozwiązanie wydaje
się niewystarczające. Zatem w analizowanym projekcie
art. 129 kp. został zredagowany w taki sposób, aby prawo pracownika do otrzymania minimalnego wynagrodzenia za pracę obejmowało każdy miesiąc stosowania
przedłużonego okresu rozliczeniowego, nawet ten,
w którym w ogóle nie wykonywał on pracy. Dotyczy to
również pracownika zatrudnionego w niepełnym
wymiarze czasu pracy.
Projekt przewiduje również, że rozkład czasu pracy
pracownika może być sporządzony w formie pisemnej
lub elektronicznej – na okres krótszy niż okres rozliczeniowy, obejmujący jednak nie mniej niż dwa miesiące. Pracodawca przekazuje zatrudnionemu rozkład
czasu pracy na co najmniej dwa tygodnie przed rozpoczęciem pracy, w okresie, na który został sporządzony
ten rozkład.
Przedłużenie okresu rozliczeniowego czasu pracy ustalane byłoby w układzie zbiorowym pracy lub w porozumieniu z zakładowymi organizacjami związkowymi
albo w porozumieniu zawieranym z przedstawicielami
pracowników, wyłonionymi w trybie przyjętym u danego pracodawcy – jeżeli nie działają u niego inne organizacje związkowe.
Powyższe zmiany odpowiadają postanowieniom dyrektywy 2003/88/WE PE i Rady z 4 listopada 2003 r.,
dotyczącej niektórych aspektów organizacji czasu pracy.
poprzez przyznanie długiego okresu czasu wolnego
pod koniec okresu rozliczeniowego.
Ponadto wskazuje się na zbyt ogólne sformułowanie
projektu art. 129 § 2 kp. w części dotyczącej zachowania
ogólnych zasad dotyczących ochrony bezpieczeństwa
i zdrowia pracowników. Argumentuje się, że powinny
zostać wskazane kategorie pracowników, które nie mogą
zostać objęte przedłużeniem okresu rozliczeniowego
do dwunastu miesięcy, ze względu na pracę w warunkach szczególnych lub szkodliwych dla zdrowia.
Aplikantka adwokacka Marta Kosakowska
i aplikant radcowski Kamil Jabłoński
z TGC Corporate Lawyers
www.tgc.pl
Czy to dobry kierunek? Projekt zmian
Projektodawcy wskazują na zalety proponowanych
przez siebie zmian. Przede wszystkim przedłużenie
okresów rozliczeniowych ma pozwolić pracodawcom
na bardziej elastyczne gospodarowanie czasem pracy
pracownika, dostosowując go do zapotrzebowania
w danym miesiącu. Wskazują na pozytywne doświadczenia wielu krajów, w których wprowadzono przedłużone okresy rozliczeniowe, np. Austrię czy Niemcy.
Zaletą takiego rozwiązania jest możliwość rekompensowania pracownikowi okresów wzmożonej pracy,
w szczególności godzin nadliczbowych czasem wolnym.
Wskazuje się, że powyższe zmiany wpłyną pozytywnie
na konkurencyjność gospodarki i przedsiębiorczość
��� spowodują bowiem zmniejszenie kosztów pracodawców, poprzez lepszą organizację czasu pracy.
Z drugiej strony przeciwnicy przedłużania okresu
rozliczeniowego wskazują, że takie rozwiązanie jest dobre tylko dla pracodawców, a dla pracowników może
okazać się uciążliwe.
Według Komisji Krajowej NSZZ „Solidarność”,
pracodawca może zdecydować, że podwładny pracuje
przez większą część roku przez 48 godzin w tygodniu,
bez prawa do rekompensaty za godziny nadliczbowe,
natomiast wyrównanie czasu pracy do średniotygodniowej 40-godzinnej normy czasu pracy przysługuje mu
Zobowiązanie pracownika do nieujawniania wysokości swojego wynagrodzenia
Zobowiązanie pracowników
do zachowania w tajemnicy
to temat, który nieustannie powraca
w dyskusjach między organizacjami
a związkami zawodowymi.
Wynika to z faktu, iż ostatnio
coraz częstszą praktyką
stosowaną przez pracodawców
jest wprowadzanie do umów o pracę
lub autonomicznych źródeł prawa
pracy (np. do regulaminów pracy
i regulaminów wynagradzania)
zakazu ujawniania
swoich zarobków
innym pracownikom
(tzw. klauzul poufności
Pracodawcy uzasadniają wprowadzanie takich klauzul dbałością o dobre
relacje pracowników zatrudnionych
na tych samym stanowiskach i obowiązkiem lojalności wobec pracodawcy.
Pracownicy uważają z kolei, że takie
klauzule nadmiernie ingerują w ich
sferę prywatną. Pracodawcy zwracają
uwagę jeszcze na dodatkowe aspekty
związane z koniecznością zachowania
przez pracowników wysokości swojego wynagrodzenia w tajemnicy – chodzi o możliwość naruszenia tajemnicy
przedsiębiorstwa i umożliwienie
firmom konkurencyjnym przejmowania najbardziej wartościowych
W opinii Departamentu Prawa
Pracy Ministerstwa Pracy i Polityki
Społecznej z 28 sierpnia 2009 r.,
zastosowanie przez pracodawców
klauzul zakazu ujawniania przez pracownika wysokości wynagrodzenia
nie znajduje uzasadnienia w regulacjach kodeksu pracy i kodeksu cywilnego. Zdaniem Ministerstwa nie jest
dopuszczalne ograniczenie indywidualnego uprawnienia pracownika w zakresie ujawniania własnego wynagradzania. Stanowisko to nie jest co prawda wiążące, jednak okazuje się być
istotną wskazówkę interpretacyjną,
m.in. dla Państwowej Inspekcji Pracy.
prawnym...
... brakuje wyraźnego przepisu prawa pracy, który nakazywałby pracownikowi dbanie o dobro zakładu poprzez nieujawnienie wysokości osiąganego wynagrodzenia. Z drugiej strony można próbować uzasadnić
konieczność zachowania poufności
o wysokości wynagrodzenia poprzez
art. 100 kp., zgodnie z którym pracownik jest zobowiązany wykonywać
pracę sumiennie i starannie oraz stosować się do poleceń przełożonych,
które dotyczą pracy, o ile nie są
sprzeczne z przepisami prawa
lub umową o pracę. Katalog podstawowych obowiązków pracowniczych
jest otwarty, zatem można wyobrazić
sobie nałożenie na pracownika zobowiązania do zachowania poufności
wysokości wynagrodzenia z uwagi
na interesy zakładu pracy.
Tym samym poprzez wprowadzenie
do umowy o pracę klauzul poufności
można przedmiotowe zobowiązanie
interpretować przez pryzmat reguły
interpretacyjnej wyrażonej w tym przepisie. Za taką interpretacją przemawia
też ogólny nakaz zachowania przez pracowników lojalności względem pracodawcy, w tym zachowania tajemnicy
przedsiębiorstwa. Gdyby uznać, że informacja o wysokości wynagrodzenia
(szczególnie pracowników zatrudnionych na wysokich stanowiskach)
stanowi tajemnicę firmy pracodawcy,
zgodnie z ustawą z 16 kwietnia 1993 r.
o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji
w razie naruszenia takiej tajemnicy pracodawca byłby uprawniony do wystąpienia przeciwko pracownikowi z roszczeniem odszkodowawczym. Postępowanie dowodowe w procesie byłoby
trudne, jednak wykazanie, że przejęcie pracownika z powodu ujawnienia
konkurencyjnej firmie wysokości zarobków kadry menedżerskiej stanowiło dla pracodawcy konkretną szkodę,
mogłoby doprowadzić do zasądzenia
odszkodowania od pracownika,
przy uwzględnieniu naruszenia przez
niego tajemnicy przedsiębiorstwa.
Nie można jednak
zapominać...
... że to na pracodawcy, a nie pracowniku, zgodnie z art. 183c§1 kp.,
ciąży obowiązek równego traktowania pracowników w zakresie wynagradzania za taką samą pracę i nie
naruszania zasady równego traktowania w zatrudnieniu. To pracodawca jako administrator danych osobowych pracowników odpowiada
za naruszenie tajemnicy takich danych, do których można zaliczyć informacje o zarobkach pracowników.
Tym samym, wobec konieczności
zachowania danych osobowych pracowników w tajemnicy, dokumenty
zawierające informacje o wynagrodzeniu powinny być udostępniane
tylko pracownikowi – a innym osobom tylko po uzyskaniu uprzedniej
pisemnej zgody pracownika.
W orzecznictwie prawa pracy...
... zostało już kilkakrotnie wyjaśnione, że ujawnienie, bez zgody pracownika, wysokości jego wynagrodzenia
za pracę może stanowić naruszenie
dobra osobistego pracownika
(np. uchwała składu siedmiu Sędziów
Sądu Najwyższego z 16 lipca 1993 r.,
I PZP 28/93). Jak wyjaśniał Sąd
Najwyższy, katalog dóbr osobistych
ma charakter otwarty. Pojęcie naruszenia określonego dobra osobistego
jest również pojęciem dynamicznym
w czasie i dotyczącym konkretnych środowisk, w tym środowiska pracy.
Pracownik ma prawo do milczenia w zakresie jego stosunku pracy, dotyczącego wysokości wynagrodzenia, natomiast nie oznacza to automatycznie,
że ma obowiązek zachowania poufności wysokości wynagrodzenia względem
pozostałych współpracowników.
Pojawia się zatem pytanie, czy pracodawca może de facto zmusić pracownika, przykładowo poprzez zastosowanie klauzuli poufności w umowie
o pracę, do zachowania wysokości
wynagrodzenia w tajemnicy pod rygorem rozwiązania umowy o pracę.
... zachowanie w tajemnicy wysokości zarobków poszczególnych pracowników to bezwzględny obowiązek
pracodawcy, z którego jest on zwolniony tylko w przypadkach określonych
prawem i za zgodą pracownika. Zasada tajności wynagrodzenia nie jest równoważna dla stron stosunku pracy,
gdyż na mocy obowiązujących przepisów pracownik może, ale nie musi,
zachować informację o swoim wynagrodzeniu tylko dla siebie. Istnieją
jednak pewne instrumenty prawne,
jak konieczność zachowania tajemnicy przedsiębiorstwa oraz dbałość
o dobro zakładu pracy i wykonywania
zobowiązań, które pozwalają ten obowiązek niwelować. Skuteczność takich
umownych klauzul tajności wysokości
wynagrodzenia może być ograniczona,
gdyż – jak wyjaśnił Sąd Najwyższy
w wyroku z 15 lipca 2011 r. – ujawnienie innym pracownikom danych
objętych klauzulą poufności wynagrodzeń w celu przeciwdziałania naruszeniu zasady równego traktowania
i przejawom dyskryminacji płacowej
pracowników nie stanowi przyczyny
uzasadniającej rozwiązanie umowy
o pracę bez wypowiedzenia.
Jak w przypadku każdego stosunku
prawnego najtrudniejsze jest znalezienie proporcji między prawami a obowiązkami stron umowy o pracę.
Z uwagi na pojemność katalogu
obowiązków pracowniczych i najwyższą dbałość o zachowanie tajemnicy przedsiębiorstwa, przy jednoczesnym braku wyraźnych regulacji prawnych, nie można wykluczyć, że w konkretnych przypadkach zobowiązania
do zachowania poufności wynagrodzeC
nia zostaną uznane za skuteczne.
Jak skutecznie zabezpieczyć tudzież przekazać majątek następcom prawnym
przy minimalnym obciążeniu podatkowym?
Fundacja jest najlepszym rozwiązaniem,
bo choć mam nadzieję, że będę żył wiecznie,
rzeczą najtrudniejszą jest prawo spadkowe.
Dużo latam samolotem, żona też.
Różnie bywa. Chodzi o to, by nie dopuścić
do sytuacji, że mój wnuk przepije
majątek w Monako.
Jest ktoś, kto zarządza majątkiem i pilnuje go.
A poza tym w Austrii są najniższe obciążenia
podatkowe dla tego typu fundacji.
Poszedłem za przykładem wielkich nazwisk
biznesu. Wszyscy mają tam fundacje.
Wcześniej czy później każdy przedsiębiorca, któremu szczęśliwie udało się zbudować rentowne i znaczące
przedsiębiorstwo zada sobie pytanie – co dalej?
W jaki sposób zabezpieczyć zgromadzony majątek,
tudzież jak przekazać go następcom, aby go nie roztrwonili, ale jednocześnie, aby obciążenia podatkowe
z tytułu darowizny lub dziedziczenia były jak najmniejsze. Pewnym interesującym rozwiązaniem w tym zakresie może być austriacka fundacja prywatna.
Austriacka fundacja prywatna
Austriacka fundacja prywatna ma w istocie niewiele
wspólnego z tym, co określamy mianem fundacji w Polsce. Według polskiego prawa fundacja może być bowiem powoływana wyłącznie dla wspierania tzw. celów
szlachetnych, a po jej utworzeniu podlega bardziej
kontroli władzy administracyjnej niźli fundatorów.
Austriacka fundacja przypomina pod tym względem koncepcje trustu w systemie anglosaskim, a zatem osoby
prawnej, której fundator powierza majątek celem jego
dalszego rozdysponowania zgodnie z wolą fundatora
i na zasadach przez fundatora określonych.
Fundacja prywatna tworzona jest przez fundatora poprzez akt jej ustanowienia i uzyskuje osobowość prawną,
zgodnie z prawem austriackim poprzez wpis do rejestru sądowego. Władzą fundacji jest Rada Dyrektorów.
Opcjonalnie (a w pewnych przypadkach obowiązkowo
powoływana jest także Rada Nadzorcza i Rada Doradcza). Podstawową, organizacyjną zaletą fundacji
jest znaczna swoboda fundatora, co do określenia zarówno zasad zarządzania fundacją, jej funkcjonowania,
jak również celu, dla którego zostaje ona powołana.
Prawo austriackie dopuszcza tu nawet możliwość powołania fundacji
dla wspierania rodziny fundatora,
jak również jego samego. Fundacja
prywatna może wydać się interesującym narzędziem zagospodarowania majątku z co najmniej trzech
C bezpieczeństwa,
C korzystnego opodatkowania
w zakresie podatku od spadku i darowizny
C oraz korzystnego opodatkowania
w zakresie transferu przyszłych zysków z posiadanych przedsiębiorstw.
Należy przede wszystkim mieć
na uwadze fakt, iż odmiennie niźli
w spółkach kapitałowych, powołanie fundacji, jak również wniesienie do niej majątku nie powoduje
powstania po stronie fundatora
lub po stronie beneficjentów fundacji jakichkolwiek uprawnień
majątkowych. Innymi słowy, przekazując fundacji majątek, fundator
nie obejmuje w zamian żadnych
udziałów czy akcji. Zarówno uprawnienia fundatora, jak i beneficjentów mają charakter osobisty, a to
oznacza, że nie mogą być przedmiotem egzekucji sądowej czy administracyjnej.
Choć nie brzmi to zbyt ładnie,
można powiedzieć, że jednym
z motywów tworzenia takich fundacji jest chęć uniknięcia odpowie-
dzialności majątkowej za hipotetyczne zobowiązania. Majątek przeniesiony do fundacji pozostaje bowiem
w pełni bezpieczny – niezależnie
od aktualnej sytuacji fundatora.
Niezależnie od tego, fundator może
tak skonstruować akt założycielski,
że pozostaje on w pełni władny
pośrednio lub bezpośrednio zarządzać i dysponować tymże majątkiem.
Co więcej, prawo austriackie,
jest na tyle wyrozumiałe dla fundatorów przewrażliwionych na punkcie swojej prywatności, że zezwala,
aby zasady funkcjonowania fundacji,
jej cele, a także jej beneficjenci
pozostali ukryci przed potencjalnymi ciekawskim. Fundator może bowiem zasady te oraz dane zawrzeć
w aneksie do aktu założycielskiego, który nie
jest składany do sądu rejestrowego, a ujawniany
jest wyłącznie władzom skarbowym.
Transfer majątku
Transfer majątku – przeniesienie jego własności
pomiędzy podmiotami – zawsze podlegać będzie
jakiemuś podatkowi. W zależności od sposobu tego
transferu i podmiotu, który dokonuje jego przeniesienia może to być podatek VAT, podatek
od czynności cywilnoprawnych, podatek dochodowy lub podatek od spadków i darowizn.
W większości systemów podatkowych w Europie
występują co najmniej odpowiedniki tych podatków. Kiedy jednak mówimy o korzystnym opodatkowania transferu majątku do prywatnej fundacji
austriackiej, to należy mieć świadomość, iż polskiego
rezydenta będzie dotyczyć to w sposób bardzo ograniczony. Polski podatek od spadków i darowizn
– zwłaszcza w obrębie osób najbliższych – należy
bowiem w chwili obecnej do jednego z niższych
w Europie. Dość powiedzieć, że w samej Austrii
może on sięgać nawet 60 proc. (w Polsce nie przekracza 20 proc.). Przy takim opodatkowaniu obciążenie darowizny na rzecz fundacji pochodzącej
od fundatora podatkiem w wysokości 2,5 proc.
wydaje się rzeczywiście obciążeniem niskim.
Niestety należy mieć także na uwadze, że późniejsze donacje z fundacji na rzecz jej beneficjentów również mogą być przedmiotem opodatkowania. O zakresie i wysokości tego opodatkowania
zadecyduje głównie prawo podatkowe ich rezydencji, z tym jednak zastrzeżeniem, że wypłaty na rzecz
beneficjentów w gotówce będą – jak chce tego prawo austriackie – traktowane tak jak dywidendy.
W praktyce dla polskiego rezydenta oznacza to opodatkowanie na poziomie 19 proc.
W przypadku świadczeń w naturze należy przyjąć, że będą one opodatkowane w Polsce podatkiem
dochodowym według skali podatkowej, o ile oczywiście zostaną stosownie zadeklarowane. Trzeba
mieć bowiem świadomość, że istnieje tu ogromne
pole do nadużyć podatkowych. Beneficjent,
który nie otrzymuje od fundacji świadczeń w gotówce, a jedynie korzysta ze świadczeń w naturze
(zamieszkuje położoną za granicą nieruchomość
będącą własnością fundacji, korzysta z samochodu
będącego własnością fundacji, itp.), o ile sam nie
zechce uczciwie wyspowiadać się fiskusowi z tych
ukrytych dochodów, jest prawie nie do wykrycia.
W szczególności, jeżeli jego osoba pozostaje niejawna w rejestrze sądowym.
Transfer przyszłych zysków z przedsiębiorstw
Chyba najbardziej atrakcyjny element prywatnej
fundacji austriackiej to sposób opodatkowania
transferu zysków z przedsiębiorstw, w których fundacja posiada pośrednio lub bezpośrednio udziały
lub akcje. Na wstępie jednak istotne zastrzeżenie
– fundacja jako taka prowadzić działalności gospodarczej nie może. Nie może również uczestniczyć
w zarządzaniu przedsiębiorstwem, ani też nie może
być wspólnikiem w spółce, ponoszącym nieograniczoną odpowiedzialność za jej zobowiązania.
Może natomiast posiadać udziały oraz akcje w spółkach kapitałowych. Typowy schemat czerpania korzyści z posiadanych udziałów lub akcji uzależniony jest od tego, gdzie (w jakim kraju) zlokalizowane jest przedsiębiorstwo generujące zyski. Jeśli jest
to bowiem kraj, z którym Austria nie posiada umowy o unikaniu podwójnego opodatkowania, uzyskana z takiej spółki dywidenda będzie zwolniona
z opodatkowania na poziomie fundacji. Dotyczy to
również krajów określonych onegdaj przez OECD,
jako stosujących szkodliwą konkurencję podatkową,
czyli najprościej – rajów podatkowych, jak Bahama, Brytyjskie Wyspy Dziewicze, Seszele, Jersey,
Guernsey, Isle of Man, itp.
Jeżeli natomiast spółka generująca zyski zlokalizowana jest w obrębie zjednoczonej Europy,
wówczas do bezpodatkowego transferowania zysków do fundacji niezbędna jest struktura z pośrednią austriacką spółką holdingową (GmbH).
Austriacka spółka holdingowa, która posiada
w kapitale zakładowym innej spółki co najmniej
10 proc. udziałów, nieprzerwanie przez minimum
dwanaście miesięcy, korzysta ze zwolnienia podatkowego w zakresie dochodów wygenerowanych
z posiadanego udziału. Zwolnienie to obejmuje
zarówno zyski z dywidendy, umorzenia udziału,
jak również ich sprzedaży. Z kolei dywidenda przekazywana przez spółkę austriacką fundacji prywatnej, która posiada udziały tejże spółki, podlega
zwolnieniu z podatku dochodowego na poziomie
tejże spółki.
adwokat, specjalista w zakresie prawa podatkowego,
trener w firmie CTS
dojdziesz dalej
Przeglądając oferty pracy
publikowane w serwisach
rekrutacyjnych można
zaobserwować, w jak wielu
z nich wśród wymagań
pojawia się znajomość
co najmniej jednego języka
obcego, najczęściej
angielskiego. Według
ostatniego badania
Eurobarometru*, ponad 40
proc. rekruterów z sektora
produkcyjnego podkreśla,
że oczekują zaawansowanej
znajomości języka
od absolwentów studiów
Nikogo nie trzeba przekonywać,
że znajomość języków obcych jest
jedną z podstawowych umiejętności
niezbędnych w pracy. Choć to z pozoru absurdalne, taki sam wymóg pojawia się zarówno na etatach dyrektorskich, jak również związanych z podstawową obsługą biura. Powodów jest
wiele. W dobie rosnącego bezrobocia
i rekordowej liczby osób bezrobotnych
z wyższym wykształceniem, jest to kolejne kryterium zawężające wybór pracownika. Znajomość języka obcego
to także otwarte drzwi pozwalające
na dalszy rozwój. Co ciekawe, podobny trend panuje praktycznie w każdej
branży i w każdym regionie Polski.
Bez znajomości języka obcego nie ma
co myśleć o znalezieniu dobrej pracy
i rozwoju zawodowym. A jaki język
jest najbardziej pożądany przez pracodawców?
Nie da się zaprzeczyć, że angielski
jest najważniejszy w międzynarodowej
komunikacji. Jego znajomość coraz
częściej uznawana jest za podstawową
umiejętność. W ogromnej części Europy, a także i poza nią, angielski jest
tak powszechny, że nie jest już nawet
uznawany za język obcy, przynajmniej
w sferze biznesowej. Nic dziwnego,
angielskim jako natywnym posługuje
się aż 365 mln ludzi na całym świecie,
natomiast przewiduje się, że globalnie posługuje
się nim nawet 1,6 mld osób.
Czy angielski ma konkurencję?
Do tej pory na drugim miejscu figurował hiszpański. Jednak według raportu Bloomberga
The Languages of business z sierpnia 2011 roku wynika, że obecnie zajmuje dopiero czwartą pozycję, ustępując przede wszystkim mandaryńskiemu, który ma ponad miliard użytkowników.
Kolejne miejsca zajmuje język francuski z 68 milionami użytkowników w 27 krajach, w których
jest to język urzędowy, oraz arabski, który ma
ponad 220 milionów użytkowników. Hiszpański
kończy dopiero na czwartym miejscu.
Według przewidywań organizacji OECD
do roku 2030 wśród sześciu największych gospodarek świata znajdą się Chiny, USA, Indie,
Japonia, Brazylia oraz Rosja. W związku tym jasne jest, że znajomość języków obowiązujących
w tych krajach z pewnością zwiększy szanse
na otrzymanie atrakcyjnej posady w firmach
działających na rynku międzynarodowym.
Język na potrzeby pracodawców
Niedawno na zlecenie Komisji Europejskiej
powstał raport Languages for Jobs. Wynika z niego, że rynki rozwijające się są dla europejskich
przedsiębiorstw niezwykle ważne, a odpowiednie
umiejętności językowe pracowników pozwolą im
konkurować o miejsca pracy w dowolnym
miejscu na świecie. We wspomnianym raporcie
eksperci powołani przez Komisję Europejską
przytoczyli wyniki ankiety ELAN, przeprowadzonej na prawie dwóch tysięcy małych i średnich
przedsiębiorstw z całej Unii. Prócz osób władających językiem angielskim, na liście życzeń tychże firm znaleźli się pracownicy posługujący się
również niemieckim, francuskim, rosyjskim
i hiszpańskim.
Nie należy zapominać o językach krajów ościennych, z którymi prowadzi się wymianę handlową
na poziomie regionalnym. Z uwagi na to, że stanowi ona znaczące źródło przychodu wielu firm
operujących w danym regionie, firmy te stale
poszukują pracowników, dzięki którym łatwiejsze będzie budowanie relacji biznesowych. Stąd
mnóstwo ofert, m.in. w obsłudze klienta, sprzedaży, marketingu i reklamie, gdzie wymogiem
podstawowym jest znajomość języka czeskiego,
słowackiego, węgierskiego, a także litewskiego.
Europejscy pracodawcy są skłonni oferować takim
pracownikom znacznie wyższe wynagrodzenie.
Język angielski jest na tyle powszechny, że jego
znajomość często uznawana jest za podstawową
umiejętność, standard na równi z obsługą
komputera. Znajomość dodatkowego języka
obcego jest natomiast coraz mocniejszym atutem,
który może bezpośrednio przełożyć się zarówno
na wysokość wynagrodzenia, jak również prestiż. C
Eurobarometer 304, 2010 „Employer's perception of graduate employability”,
http://ec.europa.eu/languages/news/20101210-wanted-in-the-futurelanguage-skills_en.htm
ELAN Study: „Effects on the European Union Economy of Shortages
of Foreign Language Skills in Enterprise” (European Commission, 2006),
http://ec.europa.eu/languages/languagesmean-business/files/elan-fullreport_en.pdf
Fremdsprachen für die Wirtshaft (Foreign languages for business), kompilacja
prac naukowych i raportów opublikowanych przez Austriacki Institut
für Bildungsforschung der Wirtschaft (2008),
http://www.ibw.at/media/ibw/fb143.pdf
Languages for Jobs: Providing multilingual communication skills
for the labour market, European Commission,
http://ec.europa.eu/languages/pdf/languages-for-jobs-report_en.pdf
Agencja translatorska Skrivanek Sp. z o.o.
Iwona Kordjak
Trener ASDIMO, coach ICC
www.asdimo.pl
są codziennością firm.
Umiejętność inspirowania,
motywowania do osiągania
a także właściwe rozliczanie
efektu przez liderów
jest niezbędnym elementem
sukcesu organizacji.
Realizacja założonych celów – budżetowych, sprzedażowych, operacyjnych, ale również strategicznych,
przesądzających o charakterze firmy
– często postrzegana jest jako żmudny i wykonawczy etap.
Szczególnie w kryzysie znaczenia
nabiera osobista skuteczność pracowników w często uszczuplonych redukcją zespołach. To, czy i jak osiągają zamierzone cele, na ile potrafią
rozwiązywać problemy jest miarą sukcesu firmy. Dlaczego zatem warto
nad problemami i wyzwaniami pracować metodą budowania i osiągania
celów? Jak prawidłowo stawiać sobie
cele i jak je realizować?
Naszą codzienność w pracy wyznaczają i determinują terminy, sprawy bieżące, budżet do wykonania,
problemy do rozwiązania czy efekt
do osiągnięcia. Skąd jednak pracownicy wiedzą, co mają robić każdego
dnia? Najczęściej z umowy o pracę,
z zakresu obowiązków lub od bezpośredniego przełożonego.
Nieocenione może być jednak
uświadomienie sobie, a także dociążonym w kryzysie zespołom, że nie
jesteśmy okrętem dryfującym w nieznane i reagującym na kolejne porywy. Warto uczyć się działać, a nie
reagować – działać zanim okoliczności na nas to działanie wymuszą,
czyli w większym komforcie.
Osiąganie celów warto uczynić
dobrym nawykiem zespołu, a jednocześnie wspólną przygodą.
Znajomość choćby podstaw stawiania sobie i osiągania celów rekomendowana jest jako wsparcie dla zespołów, przed którymi stoją wyjątkowe
zadania, ale również dla tych, które
potrzebują wyjątkowego wsparcia
w swych zwykłych obowiązkach.
Po co nam cele?
Istnieje większe prawdopodobieństwo, że dotrzemy dokąd zmierzamy
i osiągniemy zamierzony efekt, kiedy
będziemy wiedzieć, co i jak chcemy
zrobić, dokąd zmierzamy. Stawiajmy
sobie zatem cele i uczmy zespół tego
samego – wytyczania konkretnych,
mierzalnych, realnych i ambitnych
celów. Określajmy wspólnie, co i w jakim terminie chcemy osiągnąć, jaką
sprzedaż, jaki efekt, jaki projekt,
w jakim standardzie.
Cel konkretny to cel z określonym
terminem, w którym chcemy go zrealizować i zadaniem, które jest do wykonania. Mierzalny, czyli określony
ilościowo i jakościowo, realny,
czyli możliwy do wykonania w istniejących okolicznościach.
Prawidłowo postawione cele powinny być zależne od naszych działań
– nie mamy wpływu na rynek,
ale mamy na jakość oferowanych
usług oraz produktów, standard
naszej pracy czy wizerunek firmy.
Cel powinien być także ambitny.
Większą satysfakcję odczuwamy bo-
wiem, kiedy uda nam się osiągnąć coś,
w co zainwestowaliśmy wiele sił i energii, co wymagało wysiłku.
Istotne jest dostrzeganie problemów,
określanie czego nie chcemy, co nam
nie odpowiada w firmie i co źle funkcjonuje, ale tylko po to, aby zdefiniować, jak chcemy żeby było, jak byłoby
idealnie, jaki jest stan przez nas pożądany, do którego chcemy dążyć.
Na etapie formułowania celu określamy, co konkretnie zrobimy, kiedy
i w jakim czasie.
Cel jest stanem pożądanym, który
planuje się osiągnąć w konkretnym
czasie, za pomocą konkretnych działań. Powinien określać:
C co ma być zrealizowane,
C jaka ma być tego jakość,
C w jakiej ilości/wymiarze,
C w jakim czasie (konkretny termin
lub okres realizacji),
C jakie będą kryteria sprawdzenia.
W procesie realizacji założonego
celu następuje uświadomienie potencjału właścicieli firm i zespołów
oraz ich kompetencji i ograniczeń.
Określenie, co motywuje nas do osiągnięcia celu, jaką istotną dla siebie
wartość zrealizujemy osiągając cel,
jakie posiadamy zasoby, zdolności
Aby kierować firmą czy zespołem
poprzez cele należy udzielać informacji o celach, określić ryzyko, pokazać
tło i kontekst, a także wykorzystać zasoby i kompetencje pracowników,
określić, kto i na ile jest w stanie się
zaangażować. Istotne jest zobowiązanie
się osób zaangażowanych w realizację
celu do działania. Brak decyzji o działaniu umożliwia wycofanie się.
Z kolei aby zaplanować osiągnięcie
celów należy opracować cele pośred-
nie, konieczne do realizacji celu głównego. Istotna w procesie realizacji
celów jest umiejętność udzielania
informacji zwrotnej na temat tego,
jak cele zostały zrealizowane – informacja zwrotna o charakterze korygującym, pozwalająca pracownikowi
zmodyfikować działania.
Określanie i osiąganie celów
ze wsparciem coacha
W procesie stawiania sobie strategicznych długoterminowych, także życiowych celów – zarówno przez pracowników, jak i właścicieli firm – warto
skorzystać ze wsparcia coacha.
Coaching, wciąż często postrzegany
jako ekskluzywne narzędzie dla top
menedżerów, jest skutecznym sposobem zwiększania efektywności osobistej,
ale także małych zespołów oraz ich liderów, menedżerów i właścicieli firm.
Coaching jest dla tych, którzy chcą
lepiej robić to co robią lub nauczyć się
czegoś nowego. Dokonać jakiejś istotnej zmiany, odkryć i zniwelować lukę
we własnej efektywności. Podstawą
relacji coacha z klientem jest traktowanie człowieka jako naturalnej,
kreatywnej, wyposażonej w zasoby
i pozbawionej braków całości. W największym uproszczeniu, coaching
to proces, w trakcie którego na cyklicznych spotkaniach klient pracuje
przy wsparciu coacha właśnie nad postawieniem sobie i osiągnięciem celu.
Adresowany jest do menedżerów,
kierowników, liderów, a także wszystkich tych, którym zależy na wprowadzeniu zmian, rozwinięciu pełni
swego potencjału czy prawdziwie
skutecznym działaniu. Pozwala spojrzeć z innej perspektywy, zidentyfikować i przełamać nawyki oraz przekonania ograniczające realizację celu. C
„W imieniu”
Outlook współpracujący z serwerem Exchange daje możliwość wysłania e-maili w imieniu
innych osób. Jest to szczególnie przydatne w przypadku gdy pracownik idzie na urlop
i będzie go zastępowała inna osoba albo kiedy chcemy zlecić innej osobie (np. podwładnemu)
obsługę naszej skrzynki pocztowej. Funkcjonalności tej nie trzeba włączać – wystarczy
że administrator serwera da nam uprawnienia do wysyłania wiadomości w imieniu innej osoby.
Aby wysłać wiadomość w imieniu innej osoby należy
wywołać okienko tworzenia nowej wiadomości. Następnie należy kliknąć przycisk Od.
Po kliknięciu w pole Od
i wybraniu polecenia Inny
adres e-mail można wpisać
adres mailowy osoby,
w imieniu której będzie wysyłany e-mail. Można też
wybrać taką osobę z książki
W imieniu innej
osoby maile można
wysyłać tylko wówczas, gdy administrator lub dana
osoba dała nam uprawnienia do wykonania tej czynności.
Klikając w pole Od można wybrać z globalnej książki
adresowej osobę, w imieniu której ma zostać wysłana
wiadomość – pozostałe pola wypełnia się tak samo,
jak przy tworzeniu zwykłej wiadomości.
Odbiorca takiej wiadomości widzi wówczas w polu Od
następującą informację (patrz rys. obok).
Niekiedy zachodzi
potrzeba upewnienia
się, że wysłana wiadomość została dostarczona do adresata
i przez niego odczytana. Outlook posiada możliwość żądania potwierdzeń odczytu i dostarczenia wiadomości.
Mechanizm działa w następujący sposób: gdy żądamy
potwierdzenia odczytu wiadomości, odbiorca po odebraniu wiadomości ujrzy komunikat o treści mniej więcej
takiej: Nadawca zażądał potwierdzenia odczytu tej wiadomości, czy chcesz je teraz wysłać? Po zaakceptowaniu nadawca
otrzymuje maila zwrotnego z informacją, że wysłana wiadomość została wyświetlona u odbiorcy. W przypadku
żądania potwierdzenia dostarczenia wiadomości bierze
udział tylko serwer pocztowy adresata, który po otrzymaniu maila z żądaniem potwierdzenia dostarczenia
wysyła maila zwrotnego z informacją, że wiadomość
została dostarczona do serwera.
Aby zażądać potwierdzenia dostarczenia lub odczytu
należy w okienku tworzenia nowej wiadomości kliknąć
kartę Opcje i w grupie Śledzenie zaznaczyć żądaną opcję.
Jeśli odbiorca wiadomości zgodzi się na wysłanie potwierdzenia odczytu, nadawca otrzyma maila z informacją,
że wiadomość wyświetlono na komputerze adresata.
Potwierdzenie dostarczenia wiadomości wysyłane
jest automatycznie przez serwer. Nadawca otrzyma mailem informację, że wiadomość została dostarczona
do skrzynki pocztowej adresata. Należy pamiętać, że nie
wszystkie serwery pocztowe obsługują potwierdzenia
dostarczenia, zatem trzeba liczyć się z tym, że potwierdzeń tego typu można czasem nie otrzymać.
Potwierdzenie dostarczenia wygląda następująco:
Potwierdzenie odczytu z kolei w ten sposób:
Automatyczne odpowiedzi (poza biurem)
Kiedy Outlook współpracuje z serwerem Exchange mamy
do dyspozycji funkcjonalność o nazwie Automatyczne
odpowiedzi (poza biurem). Funkcja ta jest pomocna, w sytuacji gdy przez pewien czas nie mamy dostępu do naszej
skrzynki (np. w czasie urlopu albo wyjazdu), o czym chcemy poinformować nadawców maili. Informacja ta jest wysyłana w postaci zwykłego maila, którego treść można
dowolnie określić. Funkcjonalność ta działa nawet przy wyłączonym Outlook’u.
Funkcję tę włącza się klikając w kartę Plik > Automatyczne odpowiedzi (poza biurem).
Pojawi się wówczas okno asystenta, w którym należy określić, czy funkcja ta jest włączona (Wyślij odpowiedzi automatycznie) czy wyłączona (Nie wysyłaj odpowiedzi automatycznych).
Domyślnie funkcja ta jest wyłączona, co oznacza, że jeste-
a nadawcy maili nie
otrzymują od nas
żadnych automatycznych wiadomości.
Jeśli wybrana zostanie opcja Wyślij odpowiedzi automatycznie, to należy zdefiniować treść maila, który będzie wysyłany automatycznie do każdej osoby, która wyśle do nas
Po kliknięciu OK asystent zaczyna
działać. Można nawet wyłączyć Outlook’a. Ktokolwiek wyśle
do nas wiadomość, zostanie powiadomiony o naszej nieobecności mailem o zdefiniowanej przez nas treści.
należy wyłączyć Asystenta.
Przy uruchom i a n i u
stan Asystenta
i jeśli wykryje,
że jest włączony, zapyta, czy ma go wyłączyć.
CTS – Customized Training Solutions
cts@cts.com.pl, www.cts.com.pl
tel. 22 838-19-08 , 22 838-52-70
Mi chiamo Fiat 500L
Dlaczego jestem w rozmiarze L ?
Bynajmniej nie z powodu kompleksów.
Jestem L – ponieważ jestem autem L (r)odzinnym
L – ponieważ charakteryzuje mnie nietypowy styLL
L – ponieważ jestem niepowtarzaLL ny.
Fiat 500L bez wątpienia jest jedną z ciekawszych
propozycji, która pojawiła się ostatnio na motoryzacyjnym rynku. Jest tyle samo interesujący, co kontrowersyjny, a i budzi u wielu tyle samo sentymentu.
500L jest bowiem młodszym-większym bratem kultowego Fiata 500. Czy włoski klasyk w rozmiarze L
także zdobędzie serca kierowców? Szanse są dużo.
Ma bowiem kilka atutów w zanadrzu. Oto one.
NiepowtarzaLność Fiata
Włosi to jednak wiedzą, jak auto powinno wyglądać, aby wzbudzało zainteresowanie. Jestem pewna, że Fiat 500L jeszcze
przez długi czas na naszych drogach będzie zadziwiał. I słusznie, bo Elka nie jest
podobna do żadnego innego auta w swojej klasie i swoim segmencie. To na pewno
wielki plus, ale i powód do kontrowersji
– 500L będzie miał zapewne tylu zwolenników, co przeciwników.
Wrażenia podczas jazdy potęgować
będzie przeszklony – praktycznie na całej
powierzchni – panoramiczny dach.
Słuszny rozmiar L
Auto jest istotnie duże – ma 4 metry
i 15 centymetrów długości. Nie możemy
też narzekać na pojemność bagażnik
– w zależności od ustawienia kanapy uzyskamy od 343 do 1310 litrów. Dostęp do powierzchni
bagażowej jest przy tym łatwy dzięki dużej klapie. A wewnątrz podwójna podłoga.
Wnętrze jest także bardzo przestronne i ciepłe. Komplet
pięciu pasażerów może podróżować wygodnie i komfortowo – to duży atut samochodu, który moim zdaniem
jest doskonałą propozycją dla rodzin z dziećmi.
Kierowca siedzi wysoko, ma dobrą widoczność tego
co za wielkimi szybami, i tego co wewnątrz auta.
Wybór nieco ograniczony
Fiat 500L dostępny jest z silnikiem benzynowym 0,9 l
o mocy 105 KM, z systemem Start&Stop i sześciobiegową
przekładnią manualną i 1,4 l o mocy 95 KM, także z sześciobiegową skrzynią oraz w Dieslu 1,3 l o mocy 85 KM
i pięciobiegową przekładnią manualną.
Testowaną Elkę wyposażono w turbodiesel MultiJet II
o pojemności 1,3 i mocy 85 KM. Ta jednostka
królem szosy raczej nie zostanie, ale za to
mistrzem w oszczędzaniu paliwa
i owszem (spalanie w mieści nie przeC
kroczy 6 l/100 km).
Są kwestie, w których szaleństwo
nie jest wskazane. Tak przynajmniej twierdzą
co poniektórzy. A jak jest w przypadku aut?
Czy jeśli kierowca od lat wybiera jedną,
sprawdzoną – także przez swojego ojca,
a może i dziadka – markę, oznacza to,
że jest nudziarzem, pozbawionym
pierwiastka szaleństwa?
Absolutnie nie. Są wszak rzeczy,
którym – o ile sprawdzają się wyśmienicie
– warto pozostać wiernym do końca.
Ci którzy choć raz mieli Volkswagena,
łatwo się z nim nie rozstaną.
Poznali bowiem jego zalety.
Sylwetka – jaka jest, jak każdy widzi
Można dyskutować o szczegółach, można przyczepić
się do... nie ma się w zasadzie do czego przyczepić.
Nie ulega bowiem wątpliwości, że Volkswagen Passat
jest obecnie jednym z ładniejszych aut na rynku.
Elegancki i klasyczny, ale z elementami nowoczesnymi,
jak chromowany grill czy oprawy świateł.
Praktycznym rozwiązaniem jest szklany, przesuwny
dach, który wypełnia wnętrze auta naturalnym światłem.
Jednocześnie przyciemniana szyba dachu i praktyczna
żaluzja (zamykana także przy otwartym dachu) chronią
przed zbyt silnym nasłonecznieniem.
Passat Variant jest przestronny – pomieści pięciu
pasażerów z niemałym bagażem. Na brak miejsca nie
będzie narzekać ani kierowca – który ma bardzo wygodną pozycję, dopasowane siedzenie i doskonałą
widoczność; ani pasażerowie – w tyłu można swobodnie się wyprostować.
Wnętrze wyposażone jest w sporo użytecznych schowków i uchwytów; mamy też możliwość zarządzania
powierzchnią bagażową, m.in. poprzez przesuwanie
podłogi bagażnika, co ułatwia załadunek i transport
ciężkich przedmiotów.
to drugie imię Passata
Niezaprzeczalnym atutem Passata
Varianta są systemy wspomagające
prowadzenie i parkowanie oraz podnoszące bezpieczeństwo i przyjemność podczas jazdy.
Numerem jeden jest system Park
Assist, odpowiedzialny za ułatwienie
parkowania. Ciężko uwierzyć w to,
że auto samo zaparkuje w miejscu,
którego my nawet nie weźmiemy
pod uwagę, krążąc po zatłoczonych
parkingach. A jednak. Auto szybko
skanuje przestrzeń wokół pojazdu,
w poszukiwaniu dogodnego miejsca
postojowego. Po jego zaakceptowaniu system sam wykona manewr.
Kierowca w tym czasie operuje jedynie pedałem gazu i hamowania.
Jest także asystent toru jazdy
– tzw. Lane Assist, który dzięki zainstalowanej z przodu pojazdu kamerze poddaje stałej kontroli obrany
tor jazdy. System reaguje przykładowo na przekroczenie linii ograniczającej pas ruchu, przekazując delikatne wibracje do kierownicy w celu
ostrzeżenia kierowcy.
Jazda Passatem jest niesamowicie
przyjemna – uspokaja i wycisza;
zapewne m.in. poprzez dobre wyciszenie kabiny.
Hitem jednak jest system, który
potrafi wykryć zmęczenie kierowcy.
Passat w wersji Comfortline i Highline wyposażony jest standardowo ów
mądrą aplikację, która monitoruje
styl prowadzenia pojazdu. W razie
wykrycia odstępstw od zarejestrowanych zachowań, ostrzega kierowcę
i sugeruje zrobienie przerwy w podróży, wyświetlając odpowiedni komunikat na ekranie komputera pokładowego.
Ceny Passata Varianta w wersji
CityLine Trendline rozpocznają się
od 87 680 zł.
Andrzejj Arendarski
i Wiceprezes Eurochambres
Stabilność makroekonomiczna, relatywnie niskie
koszty pracy, dostęp do wykwalifikowanej kadry
– to mocne atuty Polski w walce o zagranicznych
inwestorów, które powodują, że nasz kraj wciąż
jeszcze znajduje się na liście najbardziej atrakcyjnych lokalizacji do inwestycji. Nie oznacza to jednak, że jesteśmy rajem dla inwestorów.
Polska Agencja Informacji i Inwestycji Zagranicznych od kilku lat prowadzi badania dotyczące
barier w napływie inwestycji. Wyniki tych badań
pozwalają monitorować nastroje inwestorów,
ich potrzeby oraz problemy, które są najbardziej
Z najnowszego raportu PAIiZ wynika, że firmy,
które lokują kapitał w Polsce, zgłaszają wiele
zastrzeżeń do oferowanych im warunków.
Pomimo pozytywnych zmian (np. uproszczenia
procedur przyznawania grantów rządowych),
modyfikacji wymaga system wsparcia inwestorów.
Często wspominany jest problem funkcjonowania specjalnych stref ekonomicznych. Jak przypomina PAIiZ, w myśl obowiązujących przepisów,
SSE będą funkcjonowały do końca 2020 roku.
Według badań Ernst&Young, ponad połowa
obecnych inwestorów działających w SSE nie planuje realizacji nowych projektów inwestycyjnych
na terenach stref, jeżeli ich funkcjonowanie
zakończy się w 2020 roku, ale aż 81 proc. ankietowanych inwestorów zgłosiło gotowość realizacji nowych projektów inwestycyjnych, jeśli okres
funkcjonowania zostanie wydłużony. Przedsiębiorcy
oczekują kolejnych zmian, m.in. w zakresie
kryteriów przyznawania wsparcia dla projektów
badawczo-rozwojowych, obecnie często trudnych
W perspektywie napływu do Polski unijnych
funduszy na lata 2014-2020 warto zadbać
o uproszczenie procedur ułatwiających dostęp
do finansowania. Inwestorzy skarżą się na zbytnią zawiłość wniosków o wsparcie unijne,
nieprzewidywalność procedur, ograniczoną wiarygodność informacji i opóźnienia w realizacji
wniosków o płatność.
Tradycyjnie już, jednym z głównych postulatów
jest konieczność zmian w kodeksie pracy i przystosowania jego rozwiązań do współczesnych
realiów. Jak podkreśla PAIiZ, szczególnego
znaczenia nabiera możliwość elastycznego kształtowania poziomu zatrudnienia oraz godzin pracy
– i to jest główny postulat inwestorów.
Kolejny stały punkt na liście barier to system
podatkowy, oceniany przez inwestorów jako nieprzyjazny i skomplikowany. Inwestorzy narzekają
m.in. na niejednolite interpretacje prawa podatkowego, czy też wadliwe uregulowanie definicji
budowli w ustawie o podatkach i opłatach lokalnych.
Polska dla wielu inwestorów wciąż jest bezpieczną i stabilną przystanią do lokowania
kapitału. Warto zatem zadbać, aby podtrzymać
ten wizerunek, reformując system wparcia
oraz przepisy, m.in. prawa pracy i prawa podatkowego. Skorzysta na tym cały polski biznes,
a nie tylko zagraniczni inwestorzy.
pod redakcją Doroty Wołoszyn-Kądziołki
Kurs na płace
Beck InfoBiznes, Wydawnictwo C.H. Beck, 2013
Dodatkowe wynagrodzenie roczne tzw. trzynastka, to przywilej większości pracowników sfery budżetowej.
Obowiązkiem pracodawcy jest ustalenie prawa do otrzymania świadczenia, prawidłowe obliczenie podstawy jego wymiaru
i wysokości oraz terminowa wypłata. W publikacji przedstawiono grupy uprawnione do wypłaty trzynastki oraz te, którym
ustawa odmawia prawa do tego świadczenia. Poruszono też kwestię możliwości przyznania 13. pensji pracownikom
spoza sfery budżetowej na podstawie wewnętrznych regulacji w firmie.
Książka omawia kwalifikowanie okresu przebywania na urlopie macierzyńskim przy ustalaniu stażu uprawniającego do
trzynastki, które było i jest problematyczne. Będzie pomocna i pracodawcom, i pracownikom, w celu rozwiania
wątpliwości dotyczących prawidłowości naliczania dodatkowego wynagrodzenia rocznego. C
O zwinnym zarządzaniu projektami
OnePress, Wydawnictwo Helion 2013
Metody projektowania, takie jak Scrum, święcą triumfy jako alternatywne podejście do
przeprowadzania skomplikowanych projektów, zwłaszcza z dziedziny IT. W przeciwieństwie do
tradycyjnych systemów, Scrum zakłada podział projektu na krótkie iteracje – sprinty, z których każda kończy się
przedstawieniem fragmentu działającego produktu. Ważną częścią projektu jest działanie w zgodzie z osiągnięciami
psychologii – nic nie dzieje się bez uwzględnienia potrzeb członków zespołu projektowego i docelowego klienta.
Jeśli chcesz dowiedzieć się więcej o zwinnych sposobach prowadzenia projektów i zastosować je we własnej pracy,
autor podpowie Ci, jak planować takie procesy, rozdzielać role, zbierać informacje i unikać błędów. Wskaże, jak
szacować projekty i określać postępy prac. A wszystko okrasi konkretnymi przykładami, barwnymi analogiami i
anegdotami. Wykorzystaj siłę Scrum! C
Zamów prenumeratę PÓŁTORAROCZNĄ (135 zł)
Gazety Małych i Średnich Przedsiębiorstw i odbierz PREZENT
Program Translatica Office PWN.pl
tłumaczy teksty polskie i angielskie,
pocztę MS Outlook i Outlook Express,
strony WWW z Internet Explorer i Mozilla
Zamówienie możesz złożyć
mailowo: prenumerata@gazeta-msp.pl
telefonicznie: 022 678 01 67
Gazeta Małych i Średnich Przedsiębiorstw, kwiecień 2013

References: art. 509518
 art. 6
 art. 23
 art. 31
 art. 23
 art. 7

art. 129
 art. 129

art. 100
 art. 183