Source: http://wiadomosci.xp.pl/irracjonalne-prodyskryminacyjne-orzeczenie-trybunalu/reswar0
Timestamp: 2019-07-23 09:22:42+00:00

Document:
26 czerwca 2019 r., czyli w dniu posiedzenia w sprawie zażalenia Piotra Niżyńskiego na nieprowadzenie sprawy z jego oskarżenia prywatnego o dyskryminację (z art. 138 Kodeksu wykroczeń), 3 dni poprzedzającym imieniny Piotra i Pawła obchodzone też przez ww. pokrzywdzonego (znanego na gruncie afery inwigilacyjnej kojarzonej z działalnością telewizji i jej tajemnicami), Trybunał Konstytucyjny uchylił kluczowy fragment art. 138 Kodeksu wykroczeń pozwalający na policyjne ściganie dyskryminacji w sektorze usługowym, czyli nieuzasadnionej odmowy obsługi klienta.
"Minus trzy" na początku może tu symbolizować brak postępowania sądowego, często kojarzonego z aż 3 kolejnymi sądami, choć akurat w sprawach o wykroczenia Sąd Najwyższy praktycznie zawsze jest nieosiągalny. "Nie ma skargi konstytucyjnej" (którą wedle prawa wnosi się dopiero po uzyskaniu prawomocnego orzeczenia, w praktyce często próbuje się wpierw wyczerpać możliwości krajowe, a wersja o tym, że należy też wypróbować Sąd Najwyższy, to w tym przypadku raczej mit i jak gdyby wprowadzanie w maliny co do właściwej, "normalnej" ścieżki, w która w istocie łatwo może doprowadzić do niedopuszczalności skargi z uwagi na przekroczenie terminu), "a i tak mamy orzeczenie". Wydano je na osobisty wniosek Ministra Sprawiedliwości, jak wcześniej w sprawie łaski prezydenta.
Wspomniane wyżej orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego dot. art. 138 Kodeksu wykroczeń ma sygnaturę K 16/17 (sprawa z wniosku ministra Ziobry działającego w charakterze Prokuratora Generalnego, ale tutaj, jak widać, ubierającego się raczej w szaty adwokata niż oskarżyciela...) i wyrok, na razie jeszcze nie uzasadniony, można oglądać na stronie http://trybunal.gov.pl/postepowanie-i-orzeczenia/wyroki/art/10678-odmowa-swiadczenia-uslugi-ze-wzgledu-na-wolnosc-sumienia-i-religii-uslugodawcy/. Kuriozalną sprawą jest w nim uchylenie kluczowej części przepisu, chroniącej ludność przed dyskryminacją, w sposób pozostawiający ludzi w licznych przypadkach państwowo organizowanej i osłanianej dyskryminacji zupełnie bez pomocy, co wydaje się krokiem błędnym w świetle art. 5 Konstytucji RP ("Rzeczpospolita Polska ... zapewnia prawa człowieka i obywatela" – państwo musi gwarantować wypełnianie praw człowieka). Ponadto rzuca się w oczy dosyć, jak się zdaje, wydumany wzorzec kontroli, jaki zastosowano: art. 2 Konstytucji RP ("Rzeczpospolita Polska jest demokratycznym państwem prawnym, urzeczywistniającym zasady sprawiedliwości społecznej") – dla porównania, w Sądzie Najwyższym twierdzono, że ten ogólnikowo sformułowany przepis sam w sobie nie może być przedmiotem zarzutu naruszenia prawa przez sąd. Nawet na gruncie spraw oceny poprawności samego prawa jego stosowanie jest czymś wyjątkowym, dotyczy sytuacji rzadkich, zaś wyprowadzanie całej szerokiej gamy konsekwencji z tego tylko, że dane państwo jest państwem prawnym (a nie, dajmy na to, samodzierżawiem, w którym władca robi, co mu się podoba, bez ogłaszania tego uprzednio w formie prawa), budziło i budzi szereg wątpliwości, na gruncie tej konkretnej sprawy robi wrażenie nadużycia.
Dla porównania, zażalenie Piotra Niżyńskiego (zresztą przez niego wygrane, w oparciu o dotychczasowe orzecznictwo Sądu Okręgowego, co należy jednak traktować raczej jako rodzaj PR-u, "dopust premierowski", za zgodą władz i kryminalnej komórki podsłuchowej walczącej z Piotrem Niżyńskim zorganizowany) na orzeczenie Sądu Rejonowego, który w ogóle nie chciał prowadzić sprawy przeciwko recepcjonistce o dyskryminację-związane z tym wykroczenie z art. 138 KW, bo przyjął po prostu jej wersję i zamknął oczy na wersję Piotra Niżyńskiego – czyli niejako potraktował dwie szalki wagi niejednolicie, nierówno, widząc dwie opcje zupełnie dowolnie i arbitralnie przyjął tę Niżyńskiemu wrogą, bez wnikania w to, co mówili świadkowie, oraz jakiegokolwiek uwzględniania jego argumentów prawnych o tym, że sprawa nie zależy nawet od detali faktycznych – miało w Sądzie Okręgowym sygnaturę X Kz 605/19 (łatwo ustalić, że takie było i w jakiej dacie było posiedzenie, gdyż są to informacje udostępniane każdemu przez telefon wedle §123 ust. 1 regulaminu sądów będącego aktem prawnym: rozporządzeniem ministra, tj. podawane telefonicznie przez sądowe Biura Obsługi Interesantów).
Obie sprawy rozpatrzono jednego dnia. Z uwagi zaś na nikłą jak się zdaje wartość merytoryczną orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego można w tym upatrywać typowej ostentacyjnej złośliwości rządowej w sprawach indywidualnych powiązanych jakoś z zakulisowymi nielegalnymi intrygami politycznymi i/lub watykańskimi dotyczącymi Piotra Niżyńskiego i częściowo też innych osób, właściwie nawet nas wszystkich. Nielegalne sądownictwo jest problemem całego narodu, zaś interwencje w sprawach Piotra Niżyńskiego pokazują tylko, jak marionetkowo potrafi się ono zachowywać w najróżniejszych częściach kraju. Szczegółów dostarcza np. blog www.nielegalnie.pl oraz jego forum (forum.nielegalnie.pl) czy np. nasze artykuły w rodzaju "Sąd Okręgowy walczy w obronie złodziejstwa. Na ćwierć miliona zł".
O problemie powszechnej korupcji w sądownictwie mówił w Oksfordzie sędzia TK Lech Morawski (patrz https://www.tvn24.pl/wiadomosci-z-kraju,3/sedzia-morawski-w-oksfordzie-politycy-i-sedziowie-sa-skorumpowani,738868.html), następnie prawdopodobnie zamordowany (patrz lista zabójstw tej tradycjonalistycznej i ze sprawami religijnymi jak się zdaje powiązanej globalnej mafii politycznej dostępna na www.nielegalnie.pl/ofiary.html, można wyszukać przy pomocy kombinacji klawiszy Ctrl-F; por. też www.nielegalnie.pl/ponazwisku.html czy http://forum.nielegalnie.pl/viewtopic.php?f=9&t=3205). Stwierdził tam, że sądy są skorumpowane, nawet te najwyższego szczebla, a dowody są łatwo dostępne. Sprawia to wrażenie, jak gdyby problem był instytucjonalny, tj. odgórnie wprowadzany w sądownictwie, przez np. kierowników wydziałów, gdyż inaczej sędzia ten najprawdopodobniej by o nim nie usłyszał. Przecież poszczególne przypadki korupcji nie są przez ich sprawców ogłaszane. Również państwo ma szansę się o nich nigdy nie dowiedzieć. Co innego dodawanie przez dyrektorów i kierowników w sądach i trybunałach podatku PIT do pensji – zupełnie nielegalnie – to niewątpliwie byłoby dla wszystkich sędziów z danego zakładu pracy jasne. Tymczasem liczne poszlaki wskazują na to, że ten problem właśnie istnieje: patrz np. nasze artykuły "Po 2,5 miesiąca sąd dla W-wy-Mokotowa wciąż nie mówi jasno o wpłaconym podatku. Padła odpowiedź wymijająca", "Dodają łapówki do pensji? Kolejny sąd nie chce pokazać, że zapłacił PIT", "Kolejne sądy mają w nosie Prawo prasowe, Konstytucję — nie pokażą w NBP wypłat". Ponadto znamienne jest też to, że Morawski mówiąc o problemie podnosił też, że mówi jako swoisty rzecznik rządu. "To, co przedstawię, jest stanowiskiem rządu" (po czym zaczął opowiadać, jak to wszędzie sędziowie są skorumpowani). Aż na dwa sposoby wynika stąd odniesienie do sprawy "grupy watykańskiej". Po pierwsze: nazwisko tego sędziego Morawski jest bardzo zbliżone do nazwiska obecnego premiera, a wcześniej Ministra Finansów Mariusza Morawieckiego. Tymczasem zaś dobór człowieka po nazwisku (czy, ogólniej, personaliach) do "złej" roli wydaje się być od 200 lat typową metodą funkcjonowania ww. "grupy watykańskiej": patrz np. lista takich osób wylansowanych, która dostępna jest na podstronie bloga Piotra Niżyńskiego (www.nielegalnie.pl): www.nielegalnie.pl/ponazwisku.html. Po drugie: "rzecznik rządu" kojarzy się pośrednio z kwestią obrazy uczuć religijnych, a to przez pośrednictwo postaci Jerzego Urbana, znanego rzecznika rządu z czasów PRL-owskich. Pewne okoliczności – wytknięte przez nas w artykule "Kolejny raz sąd przyklasnął zabijaniu rodziny Niżyńskiego" pod nagłówkiem "To bardzo stara korupcja" (patrz np. jego akapit 3, zresztą przykłady ustawiania teczek sądowych w oparciu o informacje pochodzące z inwigilowania Piotra Niżyńskiego, także przez Sąd Najwyższy, są zaprezentowane na www.nielegalnie.pl we wpisie z maja 2017 r. o sądach) – wskazują na to, że w Polsce nic się pod względem upolitycznienia sądów nie zmieniło od czasów PRL-u, tj. władza najprawdopodobniej jak najbardziej może zakulisowo wpływać na wyroki (jest to realne) i nikogo to szczególnie nie razi. Co do czasów PRL-u to można tu przytoczyć m. in. praktykę wydawania wiążących sądy interpretacji prawnych przez instytucję polityczną (bodajże Radę Państwa); w tamtych czasach nawet niezbyt się wstydzono tego upolitycznienia.
A zatem problem ma być może korzenie w sprawie spodziewanych zakulisowych wpływów politycznych papiestwa.
Argumenty pokazujące błędność wyroku TK. Sprawa dziwnej zbieżności dat
Przede wszystkim należałoby zauważyć, że Trybunał, uchylając kluczową (najczęściej stosowaną) część art. 138 Kodeksu wykroczeń, tj. tę dotyczącą dyskryminowania klienta w sektorze usługowym, działa istotnie na niekorzyść ochrony człowieka przed dyskryminacją, ta zaś jest nakazana przez art. 5 Konstytucji RP ("Rzeczpospolita Polska ... zapewnia prawa człowieka") w zw. z, kluczowym tutaj, art. 32 ust. 2 Konstytucji RP, w którym owo prawo człowieka (patrz: nagłówek rozdziału 2 Konstytucji, pod którym ten przepis się znajduje: "Wolności, prawa i obowiązki człowieka i obywatela") jest zdefiniowane (por. też: to samo stwierdzający art. 1 protokołu 12 Konwencji o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności i art. 26 ONZ-owskiego Międzynarodowego Paktu Praw Obywatelskich i Politycznych zdanie drugie, druga część zdania; oraz, przede wszystkim, art. 7 Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka zdanie 2). Niewątpliwie więc dyskryminacja jest nie tylko nielegalna (jest naruszeniem praw człowieka), ale także musi być skutecznie zwalczana przez państwo (ma tu też znaczenia, uznawana zresztą w Trybunale Konstytucyjnym za wiążącą – patrz np., spośród tych najlepszych, 2 niepublikowane wyroki K 44/16, K 47/15, a także, bardziej antysprawiedliwościowe (tzn. tutaj: mniej opowiadające się za tą skutecznością, choć uznające jej jakieś ogólnikowe "moralne" [czyli tzw. "aksjologiczne"] znaczenie, skoro przecież aż w preambule Konstytucji wylądowała), wyroki K 39/12 oraz podobny SK 4/12, który to wyrok ogłoszono w urodziny Piotra Niżyńskiego (można wyszukać hasło "sprawność" kombinacją klawiszy Ctrl-F) – dyrektywa zapewnienia skuteczności egzekwowania prawa przez państwo, tj. cyt. konieczność zapewniania "sprawności" jego funkcjonowania, zapisana w preambule Konstytucji RP).
Na tym tle wyjątkowo negatywnie trzeba ocenić fakt, że teraz już dyskryminowanie dowolnie wybranego klienta (np. wg kryterium ogólnej niemerytorycznej nieprzychylności kierownictwa albo też kryterium trafienia w czas lenistwa wymyślony sobie przez pracownika: "nie chce mi się teraz nikogo obsłużyć, wolę w pracy pić z kolegami spośród klientów") ma być niemożliwe do ścigania policyjnego. Przykładowo więc, jeśli firmy masowo nie płacą podatku dochodowego od licznych pracowników, a ponadto nie płacą go ich inwestorzy, to premier będzie mógł dowolnie zlecać za pośrednictwem swych urzędników skarbowych (w warunkach braku sprzeciwu prasy, też zamieszanej w tak pojętą "grupę skarbową"-grupę watykańską) dyskryminowanie dowolnie wybranych pojedynczych osób, a państwowi sędziowie będą zapewniać, by nie było to ścigane policyjnie, co jak dotąd wydawało się możliwe. Wprawdzie można by podnosić, że pozostaje jeszcze ścieżka cywilnoprawna, ale zaraz okazuje się, że jest ona, co może niektórych teraz zaskoczy, wyraźnie niewystarczająca. Po pierwsze: procesy sądowe są długotrwałe, a to oznacza, że do rozprawy może dojść nawet po rzędu 9 miesiącach od incydentu dyskryminacji. W takich warunkach wprawdzie być może uzyska się wyrok ustalający, że wolno być klientem danego np. hostelu (przyjmijmy tu wyidealizowaną wizję wymiaru sprawiedliwości, bo praktyka nie jest taka łatwa i taka zgodna z prawem), ale nie uzyska się np. żadnej kary finansowej, żadnego ciosu w przedsiębiorcę, który dyskryminował. Podstawowym problemem może być brak świadka i niepamięć co do danej konkretnej jednostkowej sytuacji, co nie pozwala sądowi na rozważenie, czy w danych okolicznościach firma (np. hotel czy hostel) postępowała słusznie (jeśli w ogóle uważać to za kwestię faktu, a odmowę obsługi opartą o stereotypowy wizerunek klienta, wyrobiony np. po pojedynczej jego wizycie, za dopuszczalną; tymczasem właśnie prawdopodobnie raczej należałoby, ściśle właśnie z przyczyn konstytucyjnych, uważać tego typu uzależnianie wyroku od detali faktycznych za w ogóle niewłaściwe, a dyskryminację za niedopuszczalną z mocy prawa: z uwagi na brak ustawy regulującej takie prawo nieobsługiwania kogoś, potencjalnie nawet "już na zawsze", wedle dowolnej decyzji przedsiębiorcy – tym niemniej w praktyce sądów polskich, jakże stronniczo na te sprawy patrzących, zawsze gotowych walczyć z pozwami Piotra Niżyńskiego, można spodziewać się odchodzenia od litery art. 31 ust. 3 Konstytucji, który wymaga ustawy w tego typu przypadkach, czyli np. wtedy, gdy chce się kogoś dyskryminować, czyli ograniczać w prawach, z uwagi na jego tożsamość/historię dotychczasowych przypadków korzystania z usługi). Gdy jest Policja, czyli wsparcie ze strony państwa (a tak będzie wtedy, gdy dyskryminacja w sektorze usług jest wykroczeniem), wówczas problemu braku wiarygodnych świadków w ogóle nie ma, nie ma w ogóle w praktyce kontrowersji co do samego faktu odmowy i jej osnowy, i okoliczności jej towarzyszących (np. mogłoby przecież być tak, że jakiś hotel zarzuca klientowi "straszny smród" itp.: patrz przykłady tego typu oczerniających działań pojedynczych hosteli, można je zestawić z blogiem Piotra Niżyńskiego pokazującym powszechność praktyk podsłuchowych na recepcjach różnych hoteli i hosteli, np. we wpisach z 10.06.2015 r., wkrótce po którym premier Kopacz ogłosiła sporą reorganizację rządu, czy z 1 lipca 2015 r., dopisek nr 1 pod wpisem): nie ma, ponieważ można wezwać na miejsce interwencję z uwagi na to, że jest się świadkiem wykroczenia (od tego wedle Ustawy o Policji jest ta służba: by nie dochodziło do wykroczeń/przestępstw i by pomagać w ich ściganiu), i wówczas ma się oprócz siebie jeszcze 2 świadków w postaci policjantów, zazwyczaj parami przecież jeżdżących, i takie ustalenia już trudno podważyć. A zatem jest o jeden, być może po wielu miesiącach kluczowy, problem dowodowy mniej. Firma w takich przypadkach zaczyna się tłumaczyć, a sprawa zostaje zapisana w notatnikach służbowych, przez co incydent jest dobrze utrwalony. Dla porównania, w braku dostępności Policji w takich sytuacjach może dojść do tego, że osoby samotne są zupełnie skazane na porażkę, ponieważ np. próba nagrywania incydentu kamerą może skończyć się wezwaniem Policji z powodu rzekomego "naruszania porządku w obiekcie", ta zaś osoby nieuświadomione prawnie mogłaby próbować nakłaniać do skasowania nagrania lub wręcz zrobić to samodzielnie. Nie ma do tego oczywiście żadnej podstawy w prawie, tym niemniej z takimi przypadkami czasem można się spotkać. A zatem: osobę problematyczną w takich przypadkach, gdy to z przyczyn politycznych człowiek samotnie gdzieś obecny spotyka się z odmową obsługi, można by próbować czynić samego tego niedoszłego klienta, który próbuje zabezpieczać dowody. Natomiast on sam nie miałby szans na żadne wsparcie ze strony państwa.
Drugi problem, oprócz zabezpieczania dowodów, jeszcze poważniejszy, to kwestia kar w przypadku przedsiębiorców zatrudniających osoby niezidentyfikowane, tj. takie, których personaliów nie stwierdza żaden posiadany przez przedsiębiorcę dokument (lub przedsiębiorca nie jest na tyle łaskawy wobec sądu, by dokument taki ujawnić). Może wtedy okazać się, że np. jakaś recepcjonistka hotelowa czy pracownica restauracji jest osobą w ogóle nie kojarzoną przez przedsiębiorcę. Nie ma w ogóle dowodu, że działała w imieniu firmy (a nie np. tylko sprawiała takie wrażenie ze względu na miejsce chwilowego przebywania lub ubiór). Najpoważniejszy zaś problem tkwi w tym, że faktycznie taki pracownik może nie działać w imieniu firmy. Jego odmowa obsługi, jakkolwiek dyskryminacyjna, mogłaby po prostu pochodzić od niego samego. W takim przypadku nikt nie zostanie ukarany żadną "karą" finansową (np. zadośćuczynieniem za naruszenie dóbr osobistych), czyli każdy może swobodnie dyskryminować i nic mu za to nie grozi: wystarczy, że nie uda się zidentyfikować pracownika (co nie byłoby problemem, gdyby przyjechała Policja i go wylegitymowała lub w inny sposób zabezpieczyła informację, kto to jest) i jednocześnie firma nie przyzna się, że mu takie nieprzychylne zachowanie względem konkretnego klienta zleciła. Bardzo łatwo o taki rezultat dowodowy sprawy. Przedsiębiorca nie wskaże, kto np. pracował w danej chwili w restauracji czy w hostelu, a przy tym jedyne, co powie, to że zostawił pracownikom wolną rękę w dziedzinie nieobsługiwania klientów, którzy "poważnie zakłócają porządek w firmie". Prowadzi to do absolutnej bezkarności dyskryminacji.
Poprawny kierunek powinien być zapewne wprost przeciwny: wykreślenie z art. 138 Kodeksu wykroczeń słowa "nieumyślnie", tak, by wszelka nieuzasadniona odmowa świadczenia, do którego jest się zobowiązanym (czyli prawnie ma się obowiązek je wykonać) w ramach zawodowego zajmowania się działalnością usługową, była karalna. A nie tylko taka, w której udowodniono zamiar co do każdego ze znamion czynu zabronionego (czyli np. zamiar niewywiązania się z istniejącego obowiązku prawnego, czyli, w szczególności, znajomość prawa i wiedzę o istnieniu takiego obowiązku).
Trybunał tymczasem jednak poszedł w przeciwną stronę (za to jakże przyjemną dla różnego rodzaju aferałów: popierających np. tułanie się po ulicach i pod okiem policjantów zachodzących lub przejeżdżających po 20-40 razy dziennie drogę, a nie normalne życie w czasach, gdy się jest w rozjazdach; wszak włóczenie się całą dobę po mieście i podatność na Policję to może łatwo być sposób na to, by wrogowi szybciej i skuteczniej dopiec nierzetelnymi postępowaniami karnymi, np. o rzekome znieważenie funkcjonariusza czy, jakoby, o niezapłacenie podwójnie policzonego podatku, w dodatku w istocie tylko oszacowanego przez urząd w nieprawomocnej obecnie decyzji poprzez nierealistyczne przyjęcie zerowych kosztów i zaniechanie przesłuchań, a zatem stosuje się domniemanie konkurencyjne do domniemania niewinności i przeciwne względem niego, tj. domniemanie zerowych kosztów i, co za tym idzie, fałszywości zeznania; czy też wreszcie np. o rzekome spowodowanie zniszczeń, którą to sprawę rozpatrywano, a nawet chwilowo było w niej skazanie, mimo że toczy się bez poprawnego aktu oskarżenia). Kierunek przyjęty przez Trybunał skutkować będzie, jak już można przewidzieć, kompletną niemożliwością egzekwowania zakazu dyskryminacji (tego, by pracownicy firm nie mogli, w konspiracji z kierownictwem i politykami, dowolnie dyskryminować wytypowanych odgórnie klientów), jeśli tylko pojawi się w biznesie i znajdzie posłuch taka zachcianka (posłuch zaś politycy mogą sobie zapewniać dzięki spodziewanym kryminalnym, podlegającym pod kodeks karny skarbowy, układom przedsiębiorców z urzędami skarbowymi, na których istnienie, wśród tysiąca innych poszlak, wskazuje już choćby samo brzmienie słowa premier, kojarzące się z premiami... "człowiek od rozdawania premii", tyle tylko, że później "może pogryźć"). Dyskryminować można będzie najzupełniej swobodnie, warunek jest tylko taki, by pozostało nieudowodnionym, jakie są personalia osoby za to odpowiedzialnej, która danego dnia o danej porze miała nie obsłużyć klienta (konkretny pracownik czy też rzekomy pracownik). Pomocny też będzie brak dowodów na to, że incydent w ogóle miał miejsce, poza samym tylko zeznaniem osoby pokrzywdzonej na punkcie praw człowieka. Sąd może przecież słowom świadka dać wiarę, a może im nie dać wiary, zwłaszcza gdy chodzi o cudze prawa, np. prawo własności, prawo do tego, by mieć swoje pieniądze i by nikt ich nie zabierał.
Należy przy tym spodziewać się, że nie pomogą w tej całej sprawie zakazu dyskryminacji żadne odwołania do Strasburga przy pomocy skarg dotyczących Konwencji o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności. Konwencja ta przede wszystkim w dosyć ograniczonym stopniu zakazuje dyskryminacji, choć jeden z jej protokołów dodatkowych zakres walki z dyskryminacją dogodnie poszerza (pojęcie "ochrony prawnej", która ma być równa, obejmuje też możliwość zawarcia prawnie wiążącej umowy, podczas gdy odmawianie tej możliwości jest właśnie istotą rynkowej dyskryminacji). Ponadto Trybunał ten zawsze w sprawach jakoś powiązanych z Piotrem Niżyńskim orzekał w sposób po prostu mało sprawiedliwy, stronniczy, nigdy nie przyjął żadnej skargi do rozpoznania, zawsze uznawał je za niedopuszczalne i przeznaczone do skreślenia z listy przez pojedynczego sędziego, bez sięgania po akta. Można to pooglądać na forum bloga Piotra Niżyńskiego: http://forum.nielegalnie.pl/viewtopic.php?f=11&t=7380. Jest to zresztą wypełnienie pewnej ogólniejszej dyrektywy pochodzącej, jak się zdaje, właśnie z "grupy watykańskiej" (grupy zakulisowych wpływów Watykanu, obejmującej też zapewne premierów, prezydentów, czyżby też prymasów jako pierwszy kontakt krajowy...): przykładowo, na analogicznej zasadzie "formalnej niedopuszczalności", "sprawy przegranej już przy pierwszej możliwej okazji, z przyczyn maksymalnie formalnych" (sprawa "nie nadaje się do rozpoznania merytorycznego" – zastanówmy się, jak to w aspekcie kościelnego upolitycznienia sądów brzmi! "zwykłe prawo jest tu niedopuszczalne"...), odrzucono też kilka skarg Piotra Niżyńskiego do WSA w różnych tematach, wszystkie doniesienia do prokuratury i na Policję w sprawie śledzenia, kasację Niżyńskiego w sprawie kompromitującej sprawy rzekomego spowodowania wypadku karalnego (tj. takiego z długotrwałym urazem na zdrowiu u ofiary). Przykłady takich spraw można oglądać na forum bloga Piotra Niżyńskiego w specjalnym dziale: http://forum.nielegalnie.pl/viewforum.php?f=11 (o sądach), http://forum.nielegalnie.pl/viewforum.php?f=12 (o prokuraturach).
Co warto tu odnotować, dyskryminację swoiście zapowiadał plakat na warszawskim Dworcu Centralnym, gdyż z jednej strony bezpośrednio przed orzeczeniem dot. łaski był tam odpowiedni plakat nawiązujący do postaci pewnej prostytutki, która jest "radością" spółki państwowej (wcześniej też zresztą, np. tuż przed najprawdopodobniej zamordowaniem Mieczysława Motasa, był tam właśnie zapowiadający to jak gdyby plakat TVP o Koronie Królów: pasuje to jakoś do tego, co to sławi-miecz-i-mota...), a teraz przed orzeczeniem był (i nadal jest) plakat "Spider-Man", co brzmi nieco jak wulgarne "spierd... man" ("spierd... człowieku", jako że oczywiście ang. man = człowiek) i pasuje do sytuacji z hosteli, którzy klienta, który przychodzi z rezerwacją, potrafią spławić i kazać mu sobie iść. Dodatkowo skojarzenie to jest wzmocnione przez podtytuł filmu wyeksponowany na plakacie: "Daleko od domu".
Kolejny jeszcze problem w wyroku TK to to, że za wzorzec kontroli konstytucyjności, czyli przepis Konstytucji, z którym zgodność badano, służył sam tylko art. 2. Wydaje się to jakiś nowy trend. W dotychczasowym orzecznictwie TK wskazywał tylko na zaufanie do państwa jako następstwo państwa prawa, określoność (logiczność, stosowalność itd.) prawa, zakaz retroakcji (co jest nieco wywodem na wyrost, gdyż np. niekoniecznie chcielibyśmy zarzucać Stanom Zjednoczonym i innym aliantom, odpowiedzialnym za procesy norymberskie, niebycia "państwem prawa"), zakaz ponownego sądzenia i karania (wydaje się to drobiazg dotyczący szczegółów, czyli taki unormowany innymi przepisami, tak czy inaczej nie ma to zastosowania w tej sprawie art. 138 KW), zasadę sprawiedliwości społecznej (rozumianej przede wszystkim jako równość wobec prawa, ale też podobno: "bezpieczeństwo" obywateli, "solidarność", ... dosyć to oryginalne, zważywszy na to, że nic takiego akurat w tym przepisie nie zapisano), nadto zasadę demokratyzmu i... proporcjonalności (która tymczasem zapisana jest przecież w art. 31 ust. 3 Konstytucji, zaś sam art. 2 Konstytucji – abstrahując od tego, że profesorowie może woleliby coś więcej w nim widzieć niż jest napisane i niż stąd dosłownie rzecz biorąc wynika – nie wypowiada się o takich szczegółach, jak podejście do wolności obywatelskich itd.; przypisywanie państwom np. bardziej restrykcyjnym w tych sprawach zarzutu, że aż nie są żadnym "państwem prawa", słusznie mogłoby się wydawać czymś na wyrost, gdyż i one na swój sposób jakimś prawem są regulowane i je realizują). Co ciekawe, aspektem art. 2 Konstytucji RP, który Trybunał konsekwentnie jak dotąd jak się zdaje pomijał, jest sprawa egzekwowalności prawa karnego i skuteczności jego wdrażania: co mogłoby być zarzutem przeciwko ustawom, które pozostają w sprzeczności do samych celów prawa karnego, celów kary, i mimo tego, że się z niego nie rezygnuje, to się mu też jednocześnie szkodzi. Takie ustawy przeciwdziałałyby samemu państwu prawa urzeczywistniającemu zasady sprawiedliwości społecznej (państwu, które faktycznie realizuje to, co ma zapisane: "kto zabija człowieka, podlega karze [...]" itp., wszystkich tych przepisów Kodeksu karnego i innych podobnych), a takie przeciwdziałanie jak się zdaje nigdy nie może być aprobowane, chyba że z przyczyn demokratycznych i niesprzecznych z prawami człowieka, jakże cenionymi w Konstytucji, fundamentalnymi przy jej interpretowaniu, i tylko w odniesieniu do pojedynczych kwestii. Tu więc ewentualnie jeszcze, w kwestii państwa wchodzącego w sprzeczność z samym sobą w skali masowej, przyzwalającym na przestępstwa, a jednocześnie je oficjalnie też ścigającym, można by widzieć problem z art. 2. Tym niemniej co do zasady zarzut "naruszenia art. 2 Konstytucji RP" (brzmiącego tak oto: "Rzeczpospolita Polska jest demokratycznym państwem prawnym, urzeczywistniającym zasady sprawiedliwości społecznej") wydaje się prostacki i niedopuszczalny, i za mało precyzyjny (toteż np. Sąd Najwyższy w orzeczeniu uznał go za niedopuszczalny). Sprawiedliwość, przykładowo, ujmuje się najczęściej od strony normatywnej, jako stałą i niezmienną wolę przyznania każdemu przysługującego mu prawa. Tak też można interpretować np. pojęcia "sprawiedliwy sędzia" czy "sprawiedliwa ustawa" (na gruncie praw wyższego rzędu, np. praw człowieka); objaśnienie to widnieje też na Gmachu Sądu Najwyższego w Warszawie (paremia 49) i jest szeroko cytowane w świecie prawniczym (tradycja sięgająca Ulpiana). Toteż sam tylko zarzut, że "coś jest niesprawiedliwe", wydaje się niesatysfakcjonujący, pusty w swej nieprecyzyjności, chyba że narusza się w danym przepisie po prostu pewną bardziej elementarną zasadę (niejako metazasadę sprawiedliwego państwa): np. równość względem prawa (tak też jak dotąd orzekał TK w swych wyrokach, wiążąc swoiście art. 2 Konstytucji RP m. in. z zasadą równości z art. 32 ust. 1 Konstytucji). Ponadto w art. 2 istotny jest też demokratyzm państwa oraz, przede wszystkim, elementarne cechy państwa prawa. Niepożądana przy tym wydaje się – popularna w niektórych podręcznikach – tendencja, by do cech "państwa prawa" (w Konstytucji z 1997 r. jest wprawdzie mowa o "państwie prawnym", nieco odcinając się od tej tradycji nazewniczo-podręcznikowych, tym niemniej i tak istnieją zapewne nadal te same tendencje) wliczać mnóstwo cech, które są dosyć kontrowersyjne i nie każde państwo, choćby nawet nam bliskie czy sojusznicze, musi je mieć czy też zawsze je miało w przeszłości (np. zasada odpowiedzialności karnej tylko za przestępstwo już uprzednio ustanowione itp.). "Państwo prawa" to państwo, którego działalność w ogólności uregulowana jest prawem i prawem podyktowana (przy czym w państwie demokratycznym dodatkowo nie powinno być dziedzin, aspektów działalności państwa, które, choć istotne i dotyczą ludności masowo, to prawnie uregulowane nie są; demokratyzm narzuca wręcz konieczność stanowienia prawa). Samo pojęcie prawa narzuca następnie dodatkowe ograniczenia, wiadomo, że prawo musi być ogłoszone, musi ponadto nadawać się do komunikowania go, czyli być napisane w języku zrozumiałym dla ludności, a nie zupełnie ezoterycznym i niedostępnym, musi ponadto być możliwość zaaplikowania go (zastosowania) w konkretnym przypadku, czyli określenia, czy ma się do czegoś prawo, czy też nie (zasada "określoności" czy też "pewności" prawa). Dodatkowe natomiast wyczytywanie z zasady państwa prawa całego multum jakichś szczegółowych unormowań dotyczących różnych dziedzin wydaje się być swego rodzaju naciąganiem prawa i próbą robienia ze swych niezbyt uzasadnionych poglądów jakiejś zasady naczelnej (jak to np. swego czasu uczynił Trybunał Konstytucyjny, gdy wmawiał Polakom, że raz przedawnione wg prawa przestępstwo nigdy nie może już być rozliczane, bo inaczej narusza to art. 2 Konstytucji – co wręcz w orzeczeniu P 41/10 próbowano wiązać ze sprawą zwykłego przestępczego niepłacenia podatków; na razie wprawdzie bez wspominania o polityce i przestępstwach nie ściganych z przyczyn politycznych, bo lekceważenie tego zapewne wyniknie w orzecznictwie TK później, gdy tymczasem przecież wedle Konstytucji sprawy o źródle politycznym, tj. zaistniałe w reakcji na zlecenie ze strony reprezentanta organu władzy publicznej i nie ścigane z przyczyn politycznych, należy zwalczać bez żadnego końca i bez przedawnienia).
Charakterystyczne jest to, że Trybunał Konstytucyjny uchylił przepis nie w jakimś konkretnym zakresie stosowalności, czyli na zasadzie wyjątku od stosowalności, lecz, jak stwierdził w wyroku, uchylił cały jego fragment dotyczący odmowy wykonania świadczenia, do którego jest się zobowiązanym – bez różnicy, czy ktoś odmawia ze zrozumiałych przyczyn światopoglądowych (np. nie chce reklamować legalnej aborcji), czy z przyczyn innych, jeszcze bardziej niesprawiedliwych. Tymczasem co do zasady taka właśnie odmowa, tj. odmowa wykonania świadczenia, do którego jest się zobowiązanym, jak już właśnie z samego tego paragrafu karnego wynika, jest po prostu złamaniem prawa (chociażby jako dyskryminacja na tle innych klientów), jako niewykonanie obowiązku prawnego, wobec czego zaskakujące jest to, że osłabia się ochronę przed nią. Która to ochrona chroniła jak dotąd, w jakimś stopniu (może niedoskonale, ale chroniła), prawo człowieka.
Konieczność ścigania naruszeń prawa związanych z dyskryminacją czy, podobnie, z nielegalnym podsłuchem (który to paragraf zapewne też skutecznie stanie się celem Trybunału Konstytucyjnego) jest podyktowana przepisami Konstytucji, tj. zakazem dyskryminacji (art. 32 ust. 2 Konstytucji RP w zw. z art. 5 zobowiązującym państwo do bycia gwarantem tego prawa) i, podobnie, ochroną prywatności (art. 47 Konstytucji w zw. z art. 5 zobowiązującym państwo do bycia gwarantem tego prawa). W tym świetle obecność konkretnego paragrafu karnego umacniająca dany zakaz i zapewniająca rzeczywiste ściganie przez Policję i sądy jego łamania jest jedynie formalnością wymuszoną przez art. 31 ust. 3 Konstytucji, gdyż wymaga on, by w sytuacjach, gdy w grę wchodzi ograniczanie praw i wolności jednostek (zalicza się tu więc także np. pozbawianie wolności, ograniczanie wolności, grzywny itp., wszelkie tego typu, aż nawet w miarę potrzeby do ostateczności posunięte, metody eliminowania zjawiska, zgodnie z celami kary), istniał także na poziomie ustawy przepis to przewidujący. Co do zasady więc – i z samej istoty konstytucyjnego porządku w Polsce – tego typu przepisy, co paragrafy penalizujące konkretne czyny zabronione, jedynie implementują już i tak istniejącą konieczność prawną ścigania w danym zakresie. Są formalnością wymaganą przez art. 31 ust. 3.
W związku z tym niezrozumiałe na płaszczyźnie merytorycznej (i dające się wytłumaczyć jedynie personalnymi problemami członków składu orzekającego) jest ich uchylanie w sytuacji, gdy pomoc państwa jest rzeczywiście konieczna, by zapewnić człowiekowi ochronę przed naruszeniami praw człowieka (np. z uwagi na to, że nie wiadomo, kim są sprawcy danych czynów – a przecież niekoniecznie są one wyrazem jakiejś złej woli samej firmy; jak dotąd w prawie dosyć wstrzemięźliwie podchodzono do odpowiedzialności np. osób prawnych za czyny konkretnych pracowników – i że faktycznie czyny takie mają miejsce, zaś nie budzące wątpliwości stwierdzenie tych rzeczy wymaga współpracy państwa, czyli tzw. postępowania przygotowawczego; trzeba tu też uwzględnić racjonalną ocenę tego, że typowo człowiek nie ma warunków ścigać prywatnie i cywilnoprawnie danego rodzaju problemów, bo np. pracuje i jest zbyt na co dzień zajęty; a przy tym same tylko finansowe represje, czyli zasądzenia w sprawach cywilnych – ewentualnie co najwyżej od czasu do czasu skutecznie wdrażane, gdyż procesy cywilne mogą się nie udawać – przecież niekoniecznie będą w stanie problem rozwiązać, zwłaszcza w razie, gdy jest organizowany politycznie).
Dlatego też jak dotąd nikt poważny nie kwestionował w Polsce potrzeby państwowego ścigania zarówno nielegalnych podsłuchów, jak i dyskryminacji, ale jak się okazuje próbuje się przedstawiać jako poważne stanowisko, a nawet obowiązujące cały kraj wskutek uchylania stosownych paragrafów, teorię, że ściganie jest zbyteczne. Wygląda to jak brak wiedzy na poziomie wręcz podstawowym z dziedziny prawa karnego, wiedzy w kwestii tzw. celów kary.
W Trybunale Praw Człowieka w Strasburgu, dla porównania – który wprawdzie też np. w sprawach Niżyńskiego nieraz orzekał bardzo nieprzychylnie (patrz http://forum.nielegalnie.pl/viewtopic.php?f=11&t=7380), zupełnie zamiatając jego tematy pod dywan i unikając nawet najmniejszej konfrontacji z rządem polskim (czyli stosując odrzucanie skarg w przedbiegach) – brak skutecznego śledztwa w dziedzinie naruszeń praw człowieka zgodnie z bardzo licznym orzecznictwem uznawany jest za naruszenie tego właśnie prawa człowieka, które wchodzi w grę. Z uwagi na samą istotę praw człowieka wedle Konwencji (np. już art. 1 nakazuje ich ochronę przez państwa-strony Konwencji), tzw. "tolerowanie" naruszeń uznaje się bowiem za niewypełnianie określonego przepisu Konwencji, czyli to samo, co naruszanie praw człowieka przez państwo. Przykłady licznych tego typu spraw można oglądać na stronie internetowej Prokuratury Krajowej (pełniącej też funkcję kancelarii ministra Ziobry w sprawach dotyczących prokuratury): https://pk.gov.pl/dzialalnosc/europejski-trybunal-praw-czlowieka/orzecznictwo-etpcz/orzecznictwo-europejskiego-trybunalu-praw-czlowieka/.
Ze strony Trybunału można też spodziewać się walki z paragrafem penalizującym uporczywe nękanie (tzw. stalking), zważywszy na to, że jest to istotny element nagonki przeciwko Piotrowi Niżyńskiemu i można do niego zaliczyć też problem tortury dźwiękowej lub odnaleźć w nim jakąś oś grupy przestępczej, którą wytworzono, a także z paragrafem Kodeksu karnego skarbowego zabraniającym pod karą nawet więzienia niepotrącania lub niewpłacania podatku (art. 77 k.k.s. i art. 78 k.k.s.).
Nie pierwsze orzeczenie TK, które budzi poważne wątpliwości
Na blogu ofiary podsłuchu kojarzonego z telewizją publiczną www.nielegalnie.pl można odnaleźć informacje i odnośniki do danych na temat tego, że orzeczeniem uzgodnionym z władzami i w sposób wręcz prawdopodobnie kryminalny wywołanym, a w każdym razie od kilku dziesięcioleci planowanym, było orzeczenie w sprawie rzekomego znaczenia prawa łaski prezydenta jako prawa do pomijania stosowania ustaw (wbrew art. 126 ust. 3 Konstytucji RP) i do umarzania postępowań karnych, wznoszenia się przez prezydenta ponad ustawodawcę i ponad sądy, umarzania postępowań w fazie czy to sądowej (co jest sprzeczne z samą definicją niezawisłości sądu od różnych innych organów władzy), czy w fazie śledztwa (kuriozalne uchylenie art. 17 Kodeksu postępowania karnego w zerowym zakresie stosowalności: sformułowano oględnie zakres skutków przepisu, który to zakres okazuje się jednak być zerowy, bo przepis i tak wcale ich nigdy nie sprowadzał ani nie był z myślą o nich skonstruowany ani też nie rozważał tych kwestii, lecz pozostawiał uznaniu stosującego, wedle jego zapatrywań i wedle zmieniających się różnych innych ustaw, bo te, jak wiadomo, mogą się zawsze zmieniać; patrz też nagłówek bloga www.nielegalnie.pl, tekst na szaro po prawej stronie pod długim nagłówkiem opisowym na górze, gdzie ten problem jest wytknięty), przekreślania kary, której wedle prawa nie ma, itd. (nagłośnione było to w mass mediach w kontekście sprawy Kamińskiego).
Liczne zgromadzone na tym blogu i w szczególności w odnośnikach, które można znaleźć pod jego nagłówkiem oraz pod aktualnym wpisem m. in. o Kaczyńskim, dane pokazują, że orzeczenie jest nie tylko nietrafne, ale że wręcz jest wyrazem od dawna planowanego spisku. Można więc spodziewać się czy też przypuszczać, że to po prostu bycie częścią nielegalnego układu podatkowego z państwem (grupy skarbowej o korzeniach, jak się zdaje, watykańskich, a nawet XIX-wiecznych) jest przyczyną takiego orzekania: zarówno w tamtej sprawie o łasce, jak i w obecnej o zakazie dyskryminacji i policyjnej pomocy w takich sprawach.
Kolejna "zapowiedź"? "Sprawa Niżyńskiego ma charakter cywilny, z art. 2 Konstytucji wynika, że tu nie są spełnione znamiona przestępstwa"
Kolejną jak gdyby zapowiedzią nadchodzącego wyroku może być relacjonowana tu przez nas reakcja prokuratury na zawiadomienie przeciwko kancelarii prawnej, w istocie prowadzonej przez nie-prawnika bez tytułu adwokata lub radcy, która przygotowała kasację Niżyńskiemu w taki sposób, że uznano ją za wniesioną przez osobę nieuprawnioną (choć ma podpis jakiegoś adwokata). Informowaliśmy o niej w artykule Prokuratura bez podstawy prawnej odmawia Niżyńskiemu statusu pokrzywdzonego przez kancelarię prawną.
Prokuratura powołała się tam, wyjątkowo nietypowo, na art. 2 Konstytucji RP, z którego rzekomo wynika, że "ta sprawa jest cywilna", co jakoby jest sposobem udowodnienia, że nie wypełniono znamion przestępstwa. Wprawdzie naukowo rzecz biorąc o tym, czy zaszedł czyn zabroniony i przestępstwo, w pierwszej kolejności decydują znamiona czynu zabronionego podane w ustawie karnej, a więc nie jest tak, że pierwszą rzeczą, jaką w ramach orzekania i przygotowywania się do niego robi organ ścigania (policjant, prokurator) czy sąd (tj. sędzia), jest, oparta na bardzo wydumanych kryteriach, "ocena charakteru sprawy: cywilna czy karna", tym niemniej tak tutaj właśnie uczyniono. Wielka nietypowość tego postępku zwraca więc uwagę na późniejsze orzeczenie TK z 26 czerwca 2019 r., jak gdyby w ten sposób zapowiedziane. Ministerstwo z góry wie, co powie kolega, bo się z nim aż za dobrze zna? Takie zakulisowe układy otwierałyby drogę do wielkich nieprawidłowości, nie mają też żadnej podstawy prawnej.
Szczególne obawy budzi takie umawianie się z sędziami co do wyroku w przypadku spraw natury zasadniczej (jak np. sprawa łaski), gdyż pojawia się pytanie, czy aby nie występuje nie tylko dobieranie pensji sędziów stosownie do tego, jak orzekają, ale wręcz nawet specjalne dobieranie odpowiednich sędziów do Trybunału ściśle z myślą o tym, by odpowiednio, tj. po myśli władz politycznych, orzekali. Co najmniej w przypadku sędziów będących dawniej sędziami sądów powszechnych (najwyraźniej, jak z naszych danych wynika, w bardzo złym stanie będących), jak np. Julii Przyłębskiej, podejrzenie takie wydaje się obecnie nader uzasadnione, co rzuca wielki cień na politykę.
W kwestii owej "sprawy niepolicyjnej" zwróćmy też uwagę na trop religijny: poprzedni raz, gdy Trybunał w znanym i istotnym (bo dotyczącym paragrafu karnego) orzeczeniu sugerował, że jego zdaniem jakieś sprawy powinny mieć charakter czysto majątkowy, bez możliwości orzekania kar więzienia, to sprawa karalności obrazy uczuć religijnych przy okazji wyroku dotyczącego Dody (patrz artykuł TVN24).
Finalnie, sprawa nowego wyroku Trybunału zdaje się być nawiązaniem do napisu-graffiti od dawna widniejącego na jednym z budynków warszawskiego Krakowskiego Przedmieścia obok ul. Świętokrzyskiej, przy uniwersytecie (miejsca kojarzącego się z... prezydentem, Pałacem Prezydenckim, czyli też łaską: na czym zaś owo podobieństwo polega?) głoszącego "żaden człowiek nie jest nielegalny" (a zatem odnoszącego się, nietypowo, do jakiejś "ogólnej niezgodności z prawem" oraz do bezprawności wyróżniania jakiejkolwiek osoby z tłumu w tego typu represyjny sposob, czyli po prostu do zakazu dyskryminacji; tutaj tymczasem przepis jakoby "nie pasuje do samych fundamentów polskiego systemu prawnego"...). "Znowu spisek" – tak można by podsumować tkwiący w tym podtekst.
(n/n, zmieniony: 4 lip 2019 11:29)

References: art. 138
 art. 138
 art. 138
 art. 5
 art. 2
 art. 138
 art. 138
 art. 5
 art. 32
 art. 1
 art. 26
 art. 7
 art. 31
 art. 138
 art. 2
 art. 138
 art. 31
 art. 2
 art. 2
 art. 2
 art. 2
 art. 2
 art. 32
 art. 2
 art. 2
 art. 5
 art. 5
 art. 31
 art. 31
 art. 1
 art. 78
 art. 126
 art. 17
 art. 2
 art. 2