Source: https://kochamjp.pl/meandry-szkolnego-oceniania/
Timestamp: 2020-08-04 02:02:13+00:00

Document:
Meandry szkolnego oceniania – kochamjp.pl
Meandry szkolnego oceniania
RRZ 22 czerwca 2020 Leave a comment
Wielu uczniów klas maturalnych nie opanowało tabliczki mnożenia, nie potrafi też poprawnie czytać i pisać w języku ojczystym a ponad 90% nastolatków w wieku 15-19 lat (badania BN) w ciągu roku nie czyta ani jednej książki. To dla edukacji poważne ostrzeżenie lub jeśli ktoś nazwie ten stan zapaścią, też się nie pomyli.
Czy od 75 lat nikogo nie dziwią realia polskiej szkoły w zakresie oceniania, gdy np. dwóch nauczycieli tego samego przedmiotu w tej samej placówce stawia różnie ilości ocen w półroczu, jeden 15, drugi 3, realizując ten sam program nauczania? Wszak ocenianie powinno zamykać pewien dział materiału, wówczas nauczyciel zapowiada sprawdzian lub robi kartkówkę. Czyż działów tych wszyscy nauczyciele danego przedmiotu nie mają aby tyle samo, więc ilość ocen…?
Czerwone światło alarmujące, że coś jest “nie halo!” w polskiej oświacie zapaliło się po lekturze Raportu NIK z 2018 (R18) i… zgasło. Wykazał on, iż 20% uczniów podstawówek, 34% gimnazjów i aż(!) 46% (niemal połowa) uczniów szkół średnich zanotowało w latach 2015-2017 na świadectwach końcowych oceny dopuszczające z matematyki. NIK zażądała od MEN wycofania matematyk z matury, MEN się oburzyło lub wzburzyło w rodzaju “NIK nie będzie pluło nam w twarz!” i na tym poprzestano.
Skoro dwuletnie badania statystyczne wykazały niewiarygodnie niski stan nauczania matematyki, nie można nad nim przejść obojętnie, ponieważ chodzi nie o dziesiątki, ale o setki tysięcy uczniów. To po pierwsze. Po drugie zaś w polskiej szkole panuje dowolność w interpretacji oceny dopuszczającej (zob. pkt. 6 niżej). Tak, niestety, w jednych placówkach ocenę dopuszczającą otrzymuje uczeń za średnią ocen 1,5, w innych 1,6 czy 1,8, a zatem nie jest to 2!, nie jest to 30% opanowania materiału. I po trzecie, należałoby sprawdzić, czy “plaga ocen” dopuszczających dotyczy tylko matematyki?
Przydałoby się ustalić prawdę o stanie polskiej szkoły i poziomie wiedzy uczniów, ale nie ma narzędzi obiektywnych, aby to sprawdzić. Owszem, są oceny klasyfikacyjne i egzaminy zewnętrzne z matur, wskaźnik Edukacyjnej wartości dodanej (EWD), ale narzędzia te okazuję się nierzetelne, wybiórcze i fałszujące rzeczywistość.
Egzaminy zewnętrzne to w dużej mierze efekt pracy wieloletniej i przypadkowości, więc nie można ich traktować jako diagnozy pracy konkretnej placówki. Z kolei wskaźnik EWD, cóż, odsłonił twarz barbarzyńcy polskiego systemu edukacji, jednych nauczycieli piętnując za niepowodzenia egzaminowanych (w szkole średniej to językowcy i matematycy), innych zwalniając z efektów nauczania (zob. “Szkoła barbarzyńców“).
Tak naprawdę nie wiemy na ile R18 pokazuje prawdę o ocenach z matematyki, czyli jaki procent np. uczniów szkół średnich “nie ogarnia” więcej niż 30% materiału a na ile ich oceny są wynikiem bezhołowia systemu oceniania trwającego nieprzerwanie od 75 lat. Dopiero zmieniając ów system, moglibyśmy zmierzyć się z inną “zmorą edukacji”, a mianowicie z reformą programów nauczania, które szczególnie na poziomie szkół średnich proszą się o reformę.
Polska szkoła kręci się wokół własnej osi starych nawyków, których nikt nie widzie, nie klasyfikuje. Nauczyciele jak nurek na grafice są obciążeni genetycznie ambiwalencją twórczą wobec system oceniania. Krzywdzi on uczniów i ich samych, obniżając rangę edukacji.
1. Meandry chaosu prawnego
“Wewnątrzszkolny system oceniania”(WSO) to główny oskarżony o szerzenie chaosu prawnego, którego strażnikami są nauczyciele. Rady pedagogiczne mają prawo do różnorodnego, dowolnego i często spontanicznego oceniania uczniów. Tego nie da się objąć tzw. nadzorem pedagogicznym, gdyż dyrektor analizując dzienniki, widzi np. u jednego nauczyciela matematyki w klasie 5a: 16 ocen cząstkowych w półroczu, u drugiego w klasie 5b tylko 4 – jest różnica? To nie koniec, bo np. z tych 16. ocen 9 (!) to kartkówki a 7 (!) sprawdziany, z kolei w klasie 5b na 4 oceny aż 3 to sprawdziany – czyli na pewno nauczyciele ci nie sankcjonują prawa ucznia do różnorodności i stosowania wielu form a co najwyżej dwóch i lekceważą zapisy w statucie szkoły oraz w PZO, gdzie form i wag ocen jest np. 6 a mówi o tym skala wag: 1-6. Co gorsza, uczniowie nie mają prawa zakwestionować oceny klasyfikacyjnej, bo nawet jeśli, usłyszą, że “Ocena jest zgodna z prawem, o którym nauczyciel informował uczniów na początku roku”. A przecież prawo jest jedno i w każdej szkole powinny obowiązywać te same zasady oceniania i wymagań, bo kluczem powinien być program nauczania?
Zobaczmy kluczowe fragmenty, stan prawny aktualny na dzień: 15.06.2020, Dz.U.2019.0.1481 t.j. w Ustawie z dnia 7 września 1991 r. o systemie oświaty (USO’91):
Art. 44b. Ocenianie osiągnięć edukacyjnych i zachowania ucznia
formułowanie przez nauczycieli wymagań edukacyjnych niezbędnych do otrzymania przez ucznia poszczególnych śródrocznych i rocznych ocen klasyfikacyjnych z obowiązkowych i dodatkowych zajęć edukacyjnych oraz zajęć, o których mowa w przepisach wydanych na podstawie art. 13 podtrzymywanie poczucia tożsamości narodowej, etnicznej, językowej i religijnej uczniów ust. 3;
ustalanie ocen bieżących i śródrocznych ocen klasyfikacyjnych z obowiązkowych i dodatkowych zajęć edukacyjnych oraz zajęć, o których mowa w przepisach wydanych na podstawie art. 13 podtrzymywanie poczucia tożsamości narodowej, etnicznej, językowej i religijnej uczniów ust. 3, a także śródrocznej oceny klasyfikacyjnej zachowania;
przeprowadzanie egzaminów klasyfikacyjnych, o których mowa w art. 44k nieklasyfikowanie ucznia ust. 2 i 3, a także w art. 37 zezwolenie na spełnianie przez dziecko obowiązku przygotowania przedszkolnego, obowiązku szkolnego lub nauki w innych formach ust. 4, art. 115 indywidualny program lub tok nauki ust. 3 i art. 164 zmiana szkoły przez ucznia ust. 3 i 4 ustawy – Prawo oświatowe;
ustalanie rocznych ocen klasyfikacyjnych z obowiązkowych i dodatkowych zajęć edukacyjnych oraz zajęć, o których mowa w przepisach wydanych na podstawie art. 13 podtrzymywanie poczucia tożsamości narodowej, etnicznej, językowej i religijnej uczniów ust. 3, oraz rocznej oceny klasyfikacyjnej zachowania;
Przymiotnik “wewnątrzszkolny” sugeruje, iż jest to ocenianie w szkole, na terenie placówki i słusznie. Jakkolwiek z biegiem lat wszedł on z pozostałymi rzeczownikami w związek frazeologiczny: “Wewnątrzszkolny system oceniania” (WSO) zapisywany w statutach jako zbiór odrębnych przepisów dotyczących sposobu oceniania osiągnięć uczniów przez nauczycieli i często przekierowujących ich uwagę do PZO – Przedmiotowych zasad oceniania, gdzie są szczegółowo omawiane.
Niestety, każda szkoła w kraju nabrała uprawnień do formułowania WSO i PZO w taki sposób, w jaki… zechce. To poważny błąd rzutujący na jakości nauczania i etosie pracy środowiska. Jedno prawo powinno obowiązywać w całej szkole dla wszystkich uczniów i kadry. W związku z tym można twierdzić, iż USO’91 łamie prawo lub ma poważną lukę, ponieważ zezwala na tworzenie przepisów przez nauczycieli mimo braku kompetencji tej grupy zawodowej do stanowienia prawa. Zatem prawo oświatowe w przedmiocie oceniania nie precyzuje wymagań szczegółowych, zezwalając szkołom na dowolność. W ten sposób przyzwala na patologie i krzywdzenie uczniów w majestacie źle tworzonego prawa, wiążąc ręce organom odwoławczym prowadzącym nadzór pedagogiczny.
Przypomnieć w tym momencie należy, iż łamanie zasad zapisanych w statucie szkoły przez ucznia grozi mu konsekwencjami od uwagi po skreślenie z listy uczniów szkoły. Ustawodawca więc mówi oceniajcie w taki sposób, aby wszystko było dobrze i sprawiedliwie, ale precyzuje, jak to rozumieć. Proces dydaktyczne jest daleki od religii pozostawiającej wiernym wybór czynienia dobra lub zła ze świadomością konsekwencji w razie szerzenia zła.
Słowem USO’91 nie precyzując WSO i PZO, zostawia pole do tworzenia prawa nauczycielom, szkołom i radom pedagogicznym. Jako że są to ludzie o różnych doświadczeniach i systemy oceniania w szkołach są różne.
System oceniania nie powinien ufać nauczycielowi i jego doświadczeniu (w domyśle: intuicji). Jego (systemu) zadaniem jest jasne określenie, jak, kiedy i co ma oceniać nauczyciel, by za każdym razem były to elementy o wysokim stopniu powtarzalności. Chodzi o to, aby przy realizacji tego samego programu, każdy nauczyciel polskiej szkoły oceniał osiągnięcia ucznia w taki sam sposób i na taką samą ocenę. Intencjami przypominać ma ocenianie prac maturalnych z języka polskiego wg klucza w latach 2005-2015.
W razie wątpliwości nie pomogłaby obecnie nauczycielom konsultacja i zatwierdzanie WSO czy PZO przez organ nadrzędny dla szkoły posiadający uprawnienia nadzoru. Samorządowe organy prowadzące czy kuratoria nie posiadają kompetencji oceniania prawa zatwierdzanego przez rady pedagogiczne, czyli przez nauczycieli pozbawionych kompetencji w tym zakresie. Mogą jedynie sprawdzać czy w podległych im placówkach funkcjonują WSO, PZO i czy przestrzegany jest wymóg USO’91 obligujący szkołę do informowania uczniów o treści tychże dokumentów.
Do roku 1998, kiedy powołano do życia Centralną Komisję Egzaminacyjną (CKE), nie było w USO’91 “konkurencyjnego” przymiotnika dla “wewnątrzszkolny”, czyli “zewnątrzszkolny system oceniania”. Dowodzi to, iż Ustawodawca założył, że nie są potrzebne szczegółowe rozporządzenia mówiące nauczycielom jak oceniać, bo środowisko wie lepiej niż Ustawodawca. To fatalnie, powstała w związku z tym furtka wypełniana tradycyjnie określeniami: “na ładne oczy”, “widzimisię” – to metody kojarzone ze szkolnym “zamordyzmem” i “tyranią systemu”. Nieuregulowany system oceniania i niejednolity wprowadza do szkoły patologię.
W cytowanym wyżej fragmencie USO’91 w punktach 5 i 6 widzimy intencjonalne określenia procesu oceniania. Ustawa pełni rolę wyznacznika wartościującego i ogólnego, nikt jednak nie napisał do niej aktów wykonawczych. A może w ten sposób jest niezgodna z prawem, ponieważ wymusza tworzenie go ludziom zupełnie do tego nieprzygotowanym?
Nauczyciel wie, że może ucznia pytać ustnie lub pisemnie, stosować kartkówki czy sprawdziany, ma też do dyspozycji sześciostopniową skalę ocen. Pozostałe elementy oceniania, kiedy i jak, z jaką częstotliwością, aby uzyskać konkretne cele, uwzględniając specyfikę przedmiotu, jego wymagania, czy wspomagać się podczas klasyfikacji średnią arytmetyczną lub ważoną?, jeśli ważoną, to w jaki sposób ją stosować? – tego ustawa nie określa, pozostawiając szczegóły w gestii rad pedagogicznych. W związku z tym powstają warunki do nadużyć i nieprzemyślanych sformułowań prowadzących do uczniowskich dramatów a nawet zapaści edukacyjnej, której cechy i skutki odkrywamy pośrednio w R18.
Szkoła czeka na szczegółowe wytyczne zreformowanego i nowoczesnego systemu oceniania.
2. Średnia ważona miażdży
“Średnia ważona miażdży” to tytuł parodiujący filmy zamieszczane na youtube.com pokazujące polemiki polityczne typu: “Kowalski miażdży Nowaka”, gdzie wielbiciele Kowalskiego pragną się pochwalić, jaki to ich kolega czy oblubieniec jest mądry a jaki Nowak głupi. Ten pospolity przymiotnik w wulgarnych odmianach pojawiał się podczas kwietnia(!) 2019 w internecie w odniesieniu do środowiska nauczycieli. I niestety, miażdży jego bezmyślność i gnuśność intelektualną. Jeśli powiemy, że dotyczy to tylko części nauczycieli, całe środowisko poczuje się zwolnione i wyprze się słowami typu: “Mnie to nie dotyczy”. Dlatego celowo wypada przyjąć to uogólnienie jako świadomie dzwoniące do każdej szkoły i pokoju nauczycielskiego na trwogę!
Z R18 wynika, że jakaś(?) część dorosłego szkolnego środowiska* z mózgami offline brała udział w kształtowaniu wyników: 20% w podstawówkach, 34% w gimnazjach i aż 46% ocen dopuszczających na świadectwach z matematyki w szkołach średnich. Chodzi o bezmyślność w korzystaniu z wypaczonego systemu oceniania z użyciem średniej ważonej jako straszaka. Przykre i nie dotyczy tylko matematyków. Jeśli choć jeden uczeń został skrzywdzony w ten sposób, to wszyscy dorośli muszą posypać głowy popiołem. Dlaczego? Bo uczestnicząc lub przyglądając się w milczeniu, współtworzyli niehumanitarny system oceniania ucznia, “podcinając mu skrzydła” i zniechęcając do nauki, wpędzając w kompleksy itd.
*Do dorosłego szkolnego środowiska należą nauczyciele, rodzice, dyrektorzy, wizytatorzy, kuratorzy, departamenty MEN, wiceministrowie i minister, a także władze samorządowe.
Brak zasad szczegółowych (wykonawczych) MEN odnośnie stosowania średniej ważonej “dolewa oliwy do istniejącego chaosu” i stawia system nagi pod pręgierzem krytyki. Dwa dominujące przykłady stosowania średniej ważonej w statutach szkolnych i oba bezprawne, bo powinien być jeden(!):
Sposób ustalania skali wag dotyczy każdego przedmiotu osobno i zależy od ilości godzin zajęć w tygodniu, form sprawdzania osiągnięć ucznia i stawianych celów programowych. I tak np. poloniści w szkole A. ustalą sobie skalę wag ocen na 1-6 a chemicy na 1-3, bo jedni stosują co najmniej 6 form, drudzy 3 formy sprawdzania osiągnięć ucznia; pierwsi mają trzy godziny tygodniowo zajęć, drudzy jedną.
W szkole B. metoda średniej ważonej opiera się na ustaleniu sztucznej skali np. 1-12 dla wszystkich nauczycieli, gdzie każdy z nich może sobie wybrać formę wraz z wagą. Nikogo więc w tej placówce nie dziwi, że np. biolog stawiający w półroczu tylko dwie oceny przy jednej stawia wagę 1 a przy drugiej 10. Nie wszystkie z wag są opisane określoną formą sprawdzania osiągnięć ucznia, wiele jest w związku z tym martwych. Najwyższe wagi działają jako straszaki a inne są przewidziane wyłącznie dla wybrańców uczestniczących w olimpiadach.
Już sam fakt istnienia dwóch sposobów interpretowania stosowania metody średniej ważonej jest dowodem na łamanie prawa: bo szkoła jest jedna, uczniowie są równi wobec prawa, więc nie może być mowy o różnych wariantach, ale jednym, spójnym i obowiązkowym. W związku z tym wadą metody A. powyżej jest to, iż obowiązuje tylko w wybranych szkołach, ale też i to, że oto nauczyciele sami mają decydować o ilościach wag oraz ich przypisaniu do konkretnych ocen. W każdej szkole w Polsce podczas zajęć z chemii czy języka polskiego, matematyki itd. uczeń powinien mieć takie same możliwości wykazania się różnorodnością swoich umiejętności, bo uwaga: prawem nadrzędnym do formułowania form i skal wag jest podstawa programowa. To ona wyznacza formę uzyskania celów edukacyjnych a w każdej polskiej szkole obowiązuje… ten sam program nauczania.
Wadą zastosowania średniej ważonej w przykładzie B. jest to samo co w punkcie A. plus niedorzeczność logiczna i realny brak myślenia twórców, ale uwaga: działających w ramach uprawnień, ale czy “rozgrzeszonych”? Nauczyciele skopiowali z innej szkoły lub sami coś tam wymyślili, zatwierdzając to i koniec dyskusji, bo umieścili WSO w statucie i nikt im, w sensie: uczeń, rodzic, organ prowadzący – “nie podskoczy”, bo to nauczyciele tworzą WSO. Czy ich WSO jest zgodnie z USO’91? Nie, łamią ustawę, ponieważ kierują swoje działania w stronę “niszczenia” a nie budowania ucznia, odbierając mu i sobie satysfakcję z potencjalnie odniesionych sukcesów. Realizują podstawę programową, ale wciąż nie mogą być pewni swego, ponieważ ich uczniowie nie otrzymują spodziewanych wysokich ocen, więc są zastraszani najwyższymi wagami ocen.
W tym sensie wprowadzenie średniej ważonej jako metody stosowanej przy klasyfikowaniu uczniów realnie miażdży system, ponieważ obnaża prawdę, iż system prawny dopuszcza samowolę i błądzenie we mgle: “co kraj to obyczaj”, czyli co szkoła to inne zasady oceniania?
3. “50 twarzy… oceny dopuszczającej”
Rady pedagogiczne doskonale znają swój potencjalny narybek i jego możliwości intelektualne. Znają też możliwości lokalnych placówek konkurencyjnych. Zatem mogą tak kreować WSO i PZO, aby minimalizować niebezpieczeństwo niskiego naboru. W tym sensie nie można mówić o jednolitym prawie dla wszystkich uczniów. Nie można też mówić o jednej polskiej szkole, ale o wielu szkołach, gdzie występują zasadnicze różnice w wymaganiach stawianych uczniom do spełnienia. Dla przykładu w szkole A. biolog uczący klasy pierwsze licealne godzinę w tygodniu stawia tylko dwie oceny w półroczu a w szkole B. jego koleżanka sprawdza osiągnięcia uczniów aż 6 razy w półroczu. Uczniowie szkoły A. mają zatem obniżone wymagania w stosunku do szkoły B. w zakresie znajomości materiału biologii, pomimo iż w obu szkołach obowiązuje ten sam program nauczania.
Do szkoły A. jest więcej podań podczas naboru, bo więcej aktualnych jej uczniów ma lepsze oceny i wychodzi z niej zadowolona niż ze szkoły B. Tak powstaje chaos prawny, gdyż jako rodzice nie wiemy, która ze szkół krzywdzi nasze dziecko, a co ważniejsze i odczuwalne przez uczniów: oceny bardzo dobre uzyskane w obu placówkach są nieporównywalne. Kogo nagradzają rady pedagogiczne i organy prowadzące, którzy uczniowie dominują wśród laureatów nagród za wyniki w nauce, szkoły A. czy B.? Z pewnością w szkole A. jest więcej uczniów z czerwonymi paskami, ale skoro systemy oceniania nie są koherentne, to jak sprawdzić poziom nauczania? Może wskaźnikiem EWD? Raczej nie.
W statutach polskich szkół i w szczegółowych zapisach WSO czytamy różną interpretację ocen promujących w odniesieniu do oceny dopuszczającej. Szkoły od wielu lat (od 2007 nieoficjalnie i od 2009 formalnie) posługują się dziennikami elektronicznymi, wspomagając się w okresie klasyfikacji wyliczeniami średniej arytmetycznej i/lub średniej ważonej.
Z konsternacją można podchodzić do różnic, jakie wykazują rady pedagogiczne, określając raz średnią 1,51, innym razem 1,62; 1,74 czy 1,82 jako spełniającą wymagania oceny dopuszczającej. Wszak ocena ta miała gwarantować opanowanie przez ucznia 30% materiału programu a 1,51 czy nawet 1,82 nie równa się 2.
Zatem polska szkoła nie wymaga od ucznia nawet 30% opanowania wiedzy? Tak, choć takie były intencje wprowadzenia 6-stopniowej skali ocen w 1999 r.
Dygresja historyczna z czasów PRL, czyli formułowania podstawy USO’91. Za tłamszeniem ucznia i “zamordyzmem” komunistycznym szły konsekwencje i represje wobec jego rodziców. Jeśli nastolatek “coś nabroił”, szkoła wykonywała telefon do ojca czy matki, ściągając ich przed oblicze “nieomylnego ciała pedagogicznego” – strażnika systemu postawionego na “pierwszej rubieży walki ze zgniłym kapitalizmem i warcholstwem” (warchołem czy oszołomem był każdy, kto myślał inaczej lub zadawał irytujące pytania władzy). Gdy rodzice wracali do domu z “napiętnowaną latoroślą”, musieli mieć gwarancję, że “podobna skandaliczna sytuacja” (wezwanie do szkoły) więcej się nie powtórzy. Sięgali często po przemoc, pas, kij, cokolwiek, byle zabolało i dzieciak zapamiętał, że “nie wolno” przeciwstawiać się rozwojowi – szkole, władzy. Miejsce kija zajęły współcześnie wypaczone, źle skonstruowane w wielu szkołach systemy ważenia ocen niszczące zapał do nauki i równość uczniów wobec praw szkolnych. To z pewnością przełożyło się również na wyniki R18!
I co z tą nowoczesnością edukacji? Totalny ostracyzm kadry. Jedyną odpowiedzią na dumnie przynoszone do szkoły przez uczniów komputery kieszonkowe nazywane smartfonami, jest systemowy zakaz używania ich na zajęciach.
Brak jednorodnego systemu oceniania szkoła z pewnością krzywdzi uczniów, bo nie traktuje ich tak samo. Ile szkół, tyle zapisów i regulaminów oceniania, każdy inny? Ilu nauczycie, tyle nawyków oceniania i kryteriów? Czy to nie poniża uczniów zmuszanych do dostosowywanie się za każdym razem do człowieka zamiast do krajowych przedmiotowych wymagań? W szkole panuje zmowa milczenia? Nikt nie interesuje się ocenianiem i nikt nie znalazł jeszcze sposobu, aby rozwiązać ten węzeł gordyjski?
System oświaty nie jest idealny i należy go analizować, stopniowo i systematycznie zmieniać, ulepszając dla dobra uczniów i przyszłości Polski. Na zmianach najbardziej powinno zależeć nauczycielom, ponieważ znaleźli się na końcu “łańcucha pokarmowego” wciąż oskarżani o zło, jakie dzieje się w szkole.
Kwiecień(!) 2019 pokazał wszystkim, gdzie jest nasze miejsce w szeregu? Nie musiał, bo od co najmniej 2000 r. wdrażane zmiany uczyniły z ucznia tzw. “klienta szkoły”, za którym podąża dotacja budżetowa. Jako pracownicy jesteśmy przygnieceni przymusem kształcenia efektywnego z racji EWD i nim tłamszeni, bo przecież wiadomo, że nie wszystkie dzieci i młodzież są w stanie sprostać wymaganiom przestarzałych programów nauczania. Zanim jednak zmienimy je, uwspółcześniając szczególnie w szkole średniej, pierwszy krok powinien dotyczyć zmian systemu oceniania. Odbiera on zawodowi nauczyciela co najmniej 75% etosu, gdyż żyjemy w XXI wieku, gdzie wszystko co nie jest transparentne i rzetelne, natychmiast staje się przedmiotem słusznej krytyki.
Podczas strajku w kwietniu(!) 2019 o zachowanie resztek honoru, bo kolejne rządy zupełnie ignorują nasze potrzeby finansowe a wymagają “jedynie słusznej postawy: empatii i zrozumienia” (empatii dla uczniów, zrozumienia dla ministrów finansów, którzy tną koszty oświaty, odbierając nauczycielom godność), wsłuchiwaliśmy się w hejt medialny. Największa jego ilość na poziomie merytorycznym dotyczyła nieczytelnego systemu oceniania. Chyba wszyscy zgodzą się z faktem, że “ocenianie za piękne oczy” i “widzimisię” nauczyciela to zaprzeszłość i policzek pedagogiczny w całe szkolne środowisko. Uczeń za ciężką pracę powinien dostać “odpowiednią zapłatę” a nie liczyć na łut szczęście, że być może nauczyciel ma dobry humor i nie zada mu pytania typu: “I co jeszcze?”.
Mamy gotową niemal reformą oceniania w postaci klasyfikacji z użyciem wyliczania średniej ważonej. Potrzeba teraz tylko dobrej chęci MEN, aby uściślić zasady jego stosowania, wprowadzając jako czytelny i jednolity w całym kraju.
Skrótowce użyte w artykule
USO’91 – Ustawa o systemie oświaty z 1991 r.
R18 – Raport NIK z 2018 roku dotyczący ocen dopuszczających z matematyki na świadectwach szkolnych w latach 2015-2017 polskich uczniów.
EWD – wskaźnik Edukacyjnej wartości dodanej (więcej…)
EWM – Edukacyjne Wyzwania Medialne (więcej…)
Tagged reforma oceniania, średnia ważona, strażnicy bramy, system oceniania, szkoła w polsce
← podmiot liryczny
Programowa reforma systemu oceniania →

References: Art. 44
 art. 13
 art. 13
 art. 44
 art. 37
 art. 115
 art. 164
 art. 13