Source: http://speedway.hg.pl/201x_202x/2013/2013_09_22_ZG_Tor_k.htm
Timestamp: 2020-04-04 12:53:29+00:00

Document:
2013-09-22 Runda play-off finał
Torunianie przed ostatnim meczem sezonu zgłosili następujący skład: 1. Adrian Miedziński; 2. Paweł Wolender; 3. Darcy Ward; 4. brak zawodnika; 5. Tomasz Gollob; 6. Paweł Przedpełski; 7. Emil Pulczyński. Sławomir Kryjom tłumaczył, takie zestawienie tym, że jego celem było ukrycie, pod którym numerem w składzie znajdzie się zastępowany przez swoich kolegów Chris Holder. Taktyka wydawała się słuszna, ale...... właśnie taktyczna zasłona dymna związana ze składem (w awizowanym składzie w dniu meczu można dokonać tylko dwóch zmian) oraz to co wydarzyło się dzień wcześniej w Grand Prix Skandynawii, było przyczyną zamieszania o którym krzyczały wszystkie media i sympatycy żużla. Oto bowiem w drugim biegu Grand Prix Skandynawii w Sztokholmie bardzo groźny upadek zaliczył Tomasz Gollob. Polak długo leżał na torze, pojawiła się przy nim karetka pogotowia i został on przetransportowany na badania do szpitala. Do incydentu doszło, gdy Tai Woffinden wchodząc w drugi łuk zahaczył o tylne koło jadącego przed nim Tomasza Golloba. Obaj zawodnicy upadli i długo nie wstawali z toru. Lider klasyfikacji przejściowej Grand Prix został wykluczony z powtórki, a zawodnik Unibaksu Toruń przewieziony do szpitala. Według pierwszych informacji, które przekazał menedżer Unibaksu Sławomir Kryjom Tomasz Gollob doznał wstrząśnienia mózgu. Niestety późniejsze doniesienia okazały się jeszcze gorsze, bowiem Tomasz doznał złamania kręgosłupa w okolicach siódmego kręgu szyjnego. Na szczęście po kilku dniach okazało się interwencja chirurgiczna okazała się zbędna. Opiekujący się żużlowcem kierownik kliniki neurochirurgii profesor Marek Harat ocenił, że wystarczy leczenie zachowawcze. Ustalono ponadto, iż zawodnik ma uszkodzony splot barkowy oraz zespół urazów związanych z utratą przytomności i wstrząśnieniem mózgu. Stało się zatem jasne, że absencja najlepszego polskiego żużlowca w rewanżowym meczu o złoty medal Drużynowych Mistrzostw Polski w Zielonej Górze była w pełni uzasadniona. W finałowej batalii za Tomasza Golloba Unibax nie mógł zastosować zastępstwa zawodnika, tak jak miało to miejsce w przypadku Chrisa Holdera. Pojawiło się jednak pytanie, kto zastąpi Golloba. Sztab szkoleniowy Aniołów miał trzy opcje:
1. W odwodzie pozostawali Edward Kennett i Matej Kus, po których trudno było spodziewać się pokaźnych zdobyczy punktowych. Wstawienie ich do składu pozwalało drużynie startować spełniając zapisy regulaminowe dotyczące KSM.
2. Możliwy był również start na pozycji seniora któregoś z młodzieżowców.
3. Kandydatem do zastąpienia Tomasza Golloba teoretycznie mógł być również Ryan Sullivan. Jednak start Australijczyka byłby możliwy, gdyby w składzie Unibaksu nie byłoby braci Pulczyńskich (torunianie musieli zmieścić się w górnym KSM) lub Holdera (nie można by stosować ZZ). Należało też pamiętać, że Unibax w awizowanym składzie mógł dokonać tych dwóch zmian, a to byłe bardzo trudne z uwagi na puste miejsce na pod numerem 4.
Jedno było pewne, Unibax znalazł się w bardzo trudnym położeniu i w Zielonej Górze potrzebował sportowego cudu, aby podjąć wyrównaną walkę.
Nikt jednak nie przewidział, że do trzech wyżej opisanych opcji można dopisać czwartą w której zamiast rywalizacji na torze kibice zgromadzeni przed telewizorami i na zielonogórskim stadionie mogli być świadkami zamieszania, związanego z nie przystąpieniem do zawodów zawodników Unibaksu Toruń czyli z walkowerem. Zgodnie z oświadczeniem Sławomira Kryjoma, drużyna Unibaksu Toruń odmówiła startu w spotkaniu, a powodem takiej decyzji był fakt, iż Toruń chciał przełożenia meczu, aby rewanżowy mecz finałowy odbył się w pełnych składach, na co nie zgodzili się gospodarze. W związku z tym, sędzia zawodów Krzysztof Meyze ogłosił walkower na korzyść Falubazu Zielona Góra i gospodarze wygrali w dwumeczu 83:46. Działacze zielonogórscy nie zgodzili się na przełożenie spotkania, bowiem zgodnie z regulaminem przełożenie meczu było możliwe do godziny 20.00 dnia poprzedniego, a przy tym osoba Sławomira Kryjoma zdaniem gospodarzy spotkania była nieuprawniona do tego typu negocjacji w imieniu klubu. W tej sytuacji zamiast wielkiego święta żużla, zabawy kompletu widzów na stadionie, emocji dla dziesiątek, jeśli nie setek tysięcy kibiców przed telewizorami, wyszedł ogromny skandal i wstyd dla polskiego speedway'a. W kolejnych dniach w przekazach medialnych więcej uwagi poświęcało się nie temu, nie temu kto wywalczył Drużynowe Mistrzostwo Polski, ale okolicznościom w jakich rozdano medale. Unibaxowi za oddanie meczu bez walki groziły poważne sankcje regulaminowe w postaci:
- przyznania punktów ujemnych,
- zawieszenia klubu oraz zwrot poniesionych nakładów i utraconych korzyści,
- przeniesienia drużyny do niższej klasy rozgrywek,
- dyskwalifikacja dla klubu oraz zwrot poniesionych nakładów i utraconych korzyści,
I tak też się stało o czym poinformował były prezes Unibaxu, a od roku 2013 przezes Ekstraligi Wojciech Stępniewski: Wydarzenia z finałowego wieczoru podważają wiarygodność dyscypliny i są skierowane przeciwko całemu środowisku żużlowemu w Polsce. Do dzisiaj nie mogę uwierzyć w to co się stało. Podważona została fundamentalna zasada rywalizacji sportowej, w której uczestniczy się do końca pokazując ducha walki, charakter i wytrwałość. Te wydarzenia będą długo kładły się cieniem na całej dyscyplinie. Zrobimy wszystko, aby taka sytuacja nigdy więcej się nie powtórzyła. Najbardziej mi żal kibiców, tych na stadionie, tych przed telewizorami i tych, którzy byli w drodze z Torunia do Zielonej Góry. To nigdy nie powinno mieć miejsca. Zarząd Enea Ekstraligi wszczął z urzędu postępowanie dyscyplinarne przeciwko klubowi z Torunia. Sprawą niezwłocznie zajmie się Komisja Orzekająca Ligi jako organ dyscyplinarny, a instancją odwoławczą jest Trybunał Związku. Katalog kar określa regulamin dyscyplinarny i odszkodowanie, które wynika z regulaminu nie jest jedyną sankcją, która może dotknąć klub popełniający tego typu przewinienia.
Oprócz Stępniewskiego można było usłyszeć komentarze innych osób:
Stanisław Bazela – żużlowy twórca regulaminów - arunkiem przełożenia spotkania jest zgoda obu klubów wyrażona do godziny 20:00 dnia poprzedzającego mecz, czyli w tym przypadku do soboty.Z tego co mi wiadomo, żadne pismo z prośbą z Torunia do zielonogórskiego klubu nie wpłynęło, nic o takim piśmie nie wiedzą także władze ligi. Owiadczenie o rezygnacji z udziału w zawodach złożył co prawda Sławomir Kryjom, ale z formalnego punktu widzenia nie był do tego umocowany. To przypadek bez precedensu, jest mi przykro, że muszę w tym uczestniczyć, ale to nie jest moja wina. Jedynie mój pech.
Andrzej Witkowski - przewodniczący PZM - To porażka całego żużla. Nie rozumiem takiej decyzji kierownictwa toruńskiej drużyny, tym bardziej, że sami zawodnicy chcieli jechać, a wiem to, bo z nimi rozmawiałem. Wszystko wskazuje na to, iż srogo za całe niedzielne zamieszanie w Zielonej Górze zostanie ukarany toruński Unibax. Na pewno nie obejdzie się bez kar finansowych. Art. 714 ust. 1 Regulaminu Drużynowych Mistrzostw Polski, który jasno mówi: "Jeżeli drużyna gości przegrała mecz walkowerem, klub tej drużyny jest zobowiązany do zapłacenia na rzecz klubu drużyny gospodarza odszkodowania w kwocie 200000 zł oraz SE odszkodowania w kwocie, jaką SE zostanie obciążona przez telewizję lub sponsorów rozgrywek."
Sławomir Krenczyk - rzecznik Enea S.A - Naszym zdaniem niedobrze się stało, że mistrz Polski został wyłoniony nie w wyniku sportowej walki, tylko w wyniku niesportowej decyzji jednej z drużyn. Niezależnie od motywacji jedno jest pewne - nie tak powinna kończyć się emocjonująca i ważna dla kibiców rywalizacja. Kibice czekali na sportowe emocje w Zielonej Górze, ukoronowanie całego sezonu, przyjechali z różnych części Polski, poświęcili czas i pieniądze. Źle się stało, że osoby podejmujące decyzję o odwołaniu zawodów nie wzięły pod uwagę oczekiwań wielu tysięcy fanów żużla. Jako sponsor Enea Ekstraligi także odczuwamy skutki tego wydarzenia. Wkrótce zamierzamy podjąć decyzję co do ewentualnych konsekwencji.
Władysław Gollob - ojciec Tomasza Golloba - I to jest cała sprawiedliwość i znajomość reguł fair play według prezesa Polskiego Związku Motorowego Andrzeja Witkowskiego. Nie znam pana Karkosika i nigdy z nim nie rozmawiałem, ale to właśnie on - o ile faktycznie miał wpływ na odmowę jazdy przez Unibax, o czym się mówi - uchronił toruński zespół od poniżającej porażki w nierównej walce. Nikt nie wziął pod uwagę tego, jakie reperkusje może wywołać taki nierówny bój. Widownia żużlowa czasem zachowuje się nieobliczalnie, o kulturalnym przeżywaniu widowiska sportowego często można zapomnieć. Co mogło czekać zdeklasowany zespół Unibaksu? Na przykład wycie stadionowej gawiedzi zionącej do przeciwnika nienawiścią tym większą, im przeciwnik słabszy. Czy tego właśnie chciał Witkowski, namawiający do jazdy zawodników z Torunia? W swoim zachowaniu przypominał gońca senatora RP.
Nieważne, czy Tomasz odzyskałby zdrowie i siły. Pewnie nie, ale dla dobra i większej wartości finału warto było dać szansę pokiereszowanemu przeciwnikowi. Dać szansę uzupełnienia składu dla stawienia godnego oporu sportowego lepszemu, o czym wszyscy przekonali się na meczu w Toruniu, zespołowi z Zielonej Góry. Byłoby to piękne widowisko, kibice wielbiliby gladiatorów, satysfakcję miałby Falubaz. Zawodnicy z Zielonej Góry dostaliby te same złote medale, z tych samych wielebnych rąk. Nie oglądalibyśmy skandalu, lecz sportowy triumf Falubazu. A tak Zielona Góra dostała ochłapy walkowerem.
Marek Jankowski - prezes Falubazu - Bardzo się cieszymy z tego medalu. Szkoda, że odbyło się to w takim stylu jaka miała mieć miejsce. Powiedziałem już dziś w telewizji, że panowie Kryjom, Karkosik skończą swoją przygodę z żużlem po tym wszystkim co się wydarzyło, bo to jest wstyd. Nie o to w tym wszystkim chodziło. Natomiast medal złoty jest nasz i nam się należał. Nasi zawodnicy w stu procentach zasłużyli na ten tytuł, ogromne gratulacje dla nas. Runda zasadnicza była po naszej stronie jak i play-offy. Jeżeli ktoś jest tak bardzo płaczliwy jak drużyna Unibaxu Toruń to ja trzymam kciuki za to, żeby zmienił się tam sponsor i myślenie o żużlu. Nie jest tak, że w tym sporcie można wszystko kupić. Okazało się, że nie da się kupić złotego medalu i stąd ta sytuacja. Bardzo przepraszamy kibiców.
Rafał Dobrucki - trener Falubazu - Cieszę się z sukcesu naszej drużyny choć nie powinno to tak wyglądać. Wszystko powinno rozstrzygnąć się sportowo. Niemniej jednak to my na to zasłużyliśmy walką w sezonie. To my wygraliśmy rundę zasadniczą z największą liczbą punktów i o czymś to świadczy. Tytuł mistrza Polski bez walki na torze będzie smakować zdecydowanie mniej. Nie mamy jednak na to wpływu. Ze swojej strony robimy wszystko zgodnie z procedurami. Czekamy na ostateczne decyzje.
Piotr Protasiewicz - Falubaz - Cieszymy się bardzo, że udało nam się po tym sezonie trudnym zdobyć ten medal. Jak mówi przysłowie - nie ważne jak się zaczyna tylko jak się kończy. To jest jak najbardziej adekwatne i ma odbicie w naszym tytule. Naprawdę to wspaniała sytuacja, że mamy złote medale. Cieszymy się, że naszą jazdą zasłużyliśmy na to. Cisnęło się w nas trochę smutku z powodu tej sytuacji jaka miała miejsce przed spotkaniem. My byliśmy gotowi, chcieliśmy walczyć, a nie było nam dane. My z tego ringu nie uciekliśmy. Stało się tak i trudno.
Patryk Dudek - Falubaz - Wszystko już zostało powiedziane. Ja ze swojej strony chcę przeprosić kibiców za to, co wyszło. Nie tak miało być. Szkoda, że nie mogliśmy pokazać tego na torze. Jednak to my jesteśmy tymi "złotymi mężczyznami" i tyle.
Jarosław Hampel - Falubaz - Ten sezon świetnie się dla nas układał, zwłaszcza w końcówce. Pokazaliśmy, że jesteśmy tym najlepszym zespołem. To jest najważniejsze w tym momencie. Serdecznie dziękujemy wszystkim, którzy nas wspierają. Cieszę się ogromnie. Niestety wszystko wydarzyło się z największym absurdem ostatnich lat w tla. To szczególnie przykre, jeśli chodzi o tysiące kibiców na stadionie i przed telewizorami. Nic więcej nie powiem. Szkoda słów. Wiemy, co się stało wczoraj podczas Grand Prix, ale to nie stanowi usprawiedliwienia. Dziś miał być kolejny mecz. Zawodnicy przyjechali i byli gotowi do walki. Ja to widziałem, bo rozmawiałem z chłopakami i oni chcieli wyjechać i z honorem powalczyć. My też mieliśmy problemy przez jakąś część sezonu. Widziałem, że oni też byli zawiedzeni tym, że wracają do domu. W tym roku mieliśmy naprawdę dużo sukcesów. Liga była wspaniała, ciekawy sezon do samego końca. Torunianie przekreślili to, co było budowane przez cały rok. Te wszystkie emocje, które przeżywaliśmy, były świetne, a dziś mamy z tego cyrk.
Głos zabrali również działacze innych klubów żużlowych:
Paweł Mizgalski – prezes Włókniarza Częstochowa - Jestem bardzo zniesmaczony tym, co się wydarzyło. Nie da się zrozumieć tego, że można było posunąć się aż tak daleko. Jestem ciekaw, jaką karę otrzyma klub z Torunia, bo jest to sytuacja bezprecedensowa. Bardzo prawdopodobne jest to, że zostanie nałożona duża kara finansowa oraz ujemne punkty na początku przyszłego sezonu. Odstąpi się w ten sposób od degradowania klubu do I czy II ligi. Biorąc jednak pod uwagę, że w przyszłym roku, zgodnie z postanowieniami, nie będzie limitów oraz KSM-u, żadna kara finansowa nie będzie dla pana Karkosika bolesna. Będzie on mógł zatrudnić najlepszych zawodników z Polski i zagranicy, a ujemne punkty nie są barierą nie do przeskoczenia. Uważam więc, że biorąc pod uwagę możliwości pana Karkosika, kara finansowa i ujemne punkty to za mało.
Marta Półtorak – prezes Marmy Rzeszów - Uważam, że taka sytuacja nie powinna mieć w ogóle miejsca. Jest to kolejna porażka Ekstraligi i PZM, że do czegoś takiego dochodzi. Odnoszę wrażenie, że nie idziemy w tym kierunku, w którym powinniśmy, jeśli chodzi o żużel. Uważam, że nie powinno też dojść do wielu innych sytuacji. Mam tu na myśli chociażby zdarzenie, do którego doszło w Tarnowie, kiedy nasza drużyna rozgrywała tam swoje spotkanie. Kibice czekali wtedy ponad godzinę, nie wiedząc, czy zawody będą kontynuowane. Dla mnie to, co wydarzyło się w niedzielę, jest wielką porażką osób, które zarządzają Ekstraligą. Nauczyliśmy się za wszystko karać. A może zamiast tego doprowadzilibyśmy do tego, by takich sytuacji po prostu nie było? Najprostszym rozwiązaniem jest oczywiście nałożenie kary. Pieniądze trafiają później na konto PZM. Pytam się jednak, co mają z tego kibice, co ma z tego polski żużel? Moim zdaniem nie powinniśmy po prostu dopuścić do sytuacji, którą oglądaliśmy w niedzielę. Trzeba tak zarządzać rozgrywkami i wprowadzić takie przepisy, żeby to się nie powtórzyło. Proszę zauważyć, że tylko kluby, które jeszcze jakoś sobie finansowo radzą, są karane. Inne są pomijane, a kary, które są dawane, nie są równe. Zamiast mówić o kolejnych karach, zajmijmy się organizacją zawodów, widowiskiem i kibicami. Jeśli podejdziemy zdrowo do tego sportu, to takich sytuacji nie będzie. Nie jestem w stanie do końca rozpatrywać, co było przyczyną takiej decyzji Unibaksu. Pojawiają się głosy, że nie chciano, by był to nierówny pojedynek, bo czy kibice chcieliby oglądać wynik 70:20? Wymagałoby to głębszej analizy, ale z pewnością bardzo źle się stało.
Józef Dworakowski - prezes Unii Leszno - Tak chętnie chwalimy, że mamy najlepszą ligę na świecie. Według mojej oceny, to jest najgłupsza liga na świecie. Dwa lata temu zgłaszałem postulaty uzdrowienia ligi, łącznie z zawieszeniem rozgrywek na jeden rok. Nikt mnie jednak nie słuchał. Tak jak trudno wyjaśnić, dlaczego żużlowcy z Torunia nie pojechali w Zielonej Górze, tak nikt mi wówczas nie potrafił wytłumaczyć, dlaczego jeden zawodnik Marmy chciał zadecydować o tym, że mecz się nie odbędzie. Przypomnę, że sędzia nakazał jazdę, ale rzeszowianie odmówili. Ekstraliga ukarała nas, a nie rywali i jak widać, żadnych wniosków z tego nie wyciągnęła. Powiem krótko, teraz Ekstraliga ukarała się sama. Nie chce mi się za bardzo w to wierzyć, bo to że właściciel Unibaxu zakazał startu zawodnikom, to rozsądny człowiek. Nie wyobrażam sobie sytuacji, że ja, jako prezes klubu, mógłbym zakazać swoim zawodnikom startu w meczu.
Krystyna Kloc - prezes Sparty Wrocław - Wydarzyła się też rzecz bez precedensu. Trzeba pamiętać o tym, że nie jest to sprawa regionalna. Ona ma wydźwięk naprawdę szeroki i odbiło się to echem w całej Polsce. Ten sport do tej pory był raczej czysty i nie mieliśmy tego typu skandali. Bez względu na to, co się wydarzyło, nie można pana Romana Karkosika obrażać. Unibax popełnił błąd, ale nie należy tego błędu przekładać na człowieka, który wkłada w ten sport spore pieniądze, bo wydaje mi się, że to nie jest dobra droga. Myślę, że ostatnie wydarzenia są dobrą lekcją dla nas wszystkich. Wszystkie strony zaczęły bardziej słuchać i poprawiła się także komunikacja z władzami Ekstraligi. Zaczyna się coś zmieniać. Jeśli ta sytuacja sprawi, że będzie mówić o rzeczach ważnych i będziemy odnosić się do siebie z szacunkiem, to być może uznamy to za lekcję, która była nam potrzebna.
Głos zabrali również działacze Unibaxu na specjalnie zwołanej konferencji, na której tłumaczyli, drużyna nie mogła przystąpić do niedzielnego meczu ze względu na problemy ze składem. Decyzję o rezygnacji ze startu podjęła Rada Nadzorcza klubu. Na konferencji zjawili się menedżer Sławomir Kryjom i prezes Mateusz Kurzawski. Jak tłumaczyli mediom, decyzja o rezygnacji ze startu została podjęta dopiero na miejscu w Zielonej Górze. Torunianie jeszcze w niedzielę rano mieli nadzieję, iż Tomasz Gollob będzie zdolny do jazdy w tym spotkaniu. - Chcieliśmy, by mecz był odjechany w równych siłach, by było to godne widowisko. Bez Tomka Golloba nie można było na to liczyć - tłumaczyli.
Szefostwo Stelmet Falubazu usłyszało na miejscu propozycję, by rewanżowy mecz finałowy został przełożony. Torunianie proponowali, by rozegrać go za dwa tygodnie - 6 października. Zdolny do jazdy byłby już wówczas wspomniany Gollob. Gdy stało się jasne, że obie strony nie dojdą do porozumienia, decyzję o nieprzystąpieniu do meczu wydawała Rada Nadzorcza, na czele z jej przewodniczącym, Jakubem Nadachewiczem, a jako ofcjalny powód podano kontuzję Tomasza Golloba, przy której torunianie "nie mieli możliwości godnego odjechania meczu w Zielonej Górze". Zdaniem przedstawicieli Unibaksu, rezygnacja ze startu była lepszym rozwiązaniem, niż przystąpienie do spotkania w mocno osłabionym składzie.
W czasie konferencji Prezes toruńskiego klubu Mateusz Kurzawski tak komentował całą sytuację: Wszystko zaczęło się od Grand Prix w Sztokholmie i od upadku naszego zawodnika Tomasza Golloba. Na początku informacje ze szpitala były pozytywne, jednak później wiedząc, że nie będzie on w stanie jechać w następnych dniach, zaproponowaliśmy Zielonej Górze przełożenie meczu. Były prowadzone rozmowy telefoniczne i osobiste, jednak ze strony Zielonej Góry nie było zgody na przełożenie tego meczu. Chcieliśmy jechać w duchu fair-play, chcieliśmy odjechać mecz w równych siłach, żeby to było widowisko na najwyższym poziomie. Bez Tomka Golloba nie byliśmy natomiast w stanie godnie jechać. Gdybyśmy nie mieli zamiaru pojechania meczu to w ogóle byśmy nie wyjechali z Torunia. To wszystko było na gorąco, Sławek negocjował i telefonicznie i osobiście, prowadził rozmowy w sprawie przełożenia meczu, żeby mógł wystąpić w nim jeden z naszych czołowych zawodników, żeby był wielki wymiar widowiska sportowego. Nie mamy Chrisa Holdera od pewnego momentu, teraz upadł Tomasz Gollob. Chcieliśmy jednak, żeby ten mecz był fajną walką do końca. W duchu sportu chcieliśmy poczekać z Tomkiem Gollobem czekając na informacje o jego stanie zdrowia. Chcieliśmy pojechać za dwa tygodnie, może za dziesięć dni, ale nie udało się. W tym składzie Tomek Gollob jest ważną osobą, to z jednej strony zawodnik nowy, ale ważny. Zespół to zespół. Za podjęcie takiej a nie innej decyzji Unibaksowi grożą surowe kary. Jak na razie nie zamierzam jednak niczego komentować i czekam na decyzje włodarzy ligowego żużla.
Klika dni po konferencji głos zabrali także ludzie z toruńskiego środowiska żużlowego:
Adrian Miedziński - Unibax - W niedzielę przybyliśmy na stadion, byliśmy gotowi do jazdy i chcieliśmy odjechać te zawody. Dość powiedzieć, że przygotowania do spotkania w Zielonej Górze trwały cały tydzień. Decyzja Rady Nadzorczej klubu była jednak taka, a nie inna. Nie jesteśmy osobami władnymi, żeby się temu przeciwstawiać.
Jacek Gajewski – były menadżer Unibaxu - Myślałem, że po półfinałowych wydarzeniach z poprzedniego sezonu, gdy rywalizowali ze sobą Unibax i Unia Tarnów, apogeum pewnych złych rzeczy nastąpiło. Okazało się jednak, że jeszcze coś gorszego może się zdarzyć. Stało się oczywiście bardzo źle i myślę, że osoby, które podejmowały taką decyzję, teraz na chłodno pewnie tego żałują. Chyba nie do końca wszyscy zdawali sobie sprawę z późniejszych konsekwencji. Zastanawiając się nad tym zamieszaniem dochodzę do wniosku, że czasami każdy z nas pod wpływem jakichś złych emocji, chwilowego impulsu, podejmuje złe decyzje. Dobrą rzeczą jest to, gdy jest ktoś z boku, kto potrafi człowieka przekonać, żeby takich absurdalnych decyzji nie podejmować. Wydaje mi się, że jeśli chodzi o Toruń, to chyba zabrakło kogoś poważnego, kto by potrafił to wszystko naprawić - dodał. Osoby, które mnie znają, wiedzą, że gdybym to ja był menedżerem i bym prowadził tę drużynę w Zielonej Górze, to bym ją zgłosił i ten mecz by się odbył, nawet jeśli wiązałoby się to z tym, że utraciłbym pracę.
Łatwo w tej chwili oceniać i mówić, że to jest złe i naganne. Czasami zdarza się, że podejmuje się decyzje nieracjonalne. Na pewno Unibax czekają jakieś sankcje. Jak duże? To zobaczymy. Mam tylko nadzieję, że kara nie będzie się wiązała z wyeliminowaniem drużyny z rozgrywek ligowych. Kara nie polega na tym, żeby dorobek wielu lat i ludzi po prostu zniszczyć. Sytuacja była naganna, ale ci, którzy będą podejmowali decyzje, muszą się zastanowić, czy zrobić pokazowy proces i nałożyć największe możliwe sankcje, czy też postąpić w taki sposób, by ośrodek żużlowy w Toruniu po prostu przetrwał. Przy zastosowaniu takiej kary zbiorowej, najbardziej ucierpieliby kibice, sponsorzy i przede wszystkim zawodnicy. Nie chcę po prostu, by ktoś wpadł na pomysł, by poprzez surowe ukaranie Unibaksu można było poprawić wizerunek Ekstraligi. Chyba nie tędy droga.
Gdy czytam wypowiedzi niektórych młodych działaczy, którzy uważają, że po dwóch-trzech latach wszystko na temat żużla wiedzą, to odnoszę wrażenie, że być może uznali, że nadarzyła się okazja, by jednego mocnego konkurenta z tej rywalizacji wyeliminować. Nie wiem, czy to generalnie służy rozgrywkom żużlowym. Zwłaszcza, że przez ostatnie siedem lat żadne złe rzeczy za Toruniem się nie ciągnęły. To klub solidny, dobrze zorganizowany, mający na swoim koncie turnieje Grand Prix. Tak jak powiedziałem, pod wpływem emocji podjęto złą decyzję i przez to zrobił się problem.
Na sesji Rady Miasta Torunia pojawił się Robert Dowhan, Senator RP związany z zielonogórskim żużlem i zabrał głos w sprawie wydarzeń związanych z niedoszłym meczem rewanżowym ENEA Ekstraligi w Zielonej Górze. Jestem senatorem, ale jestem też przede wszystkim człowiekiem sportu, który skończył AWF i od młodych lat zajmuje się sportem. Z racji pełnienia obowiązków w parlamencie nie prowadzę klubu ekstraligowego, jestem w stowarzyszeniu. Chcę natomiast od razu powiedzieć, że nie przyjechałem kogokolwiek oskarżać, wprowadzać niepokój, wysnuwać wnioski. Od niedzieli nie mogę znaleźć sobie miejsca i nie mogę pogodzić się z tym, co się stało.
Po bilety na niedzielny mecz ludzie stali w kolejkach po kilkanaście godzin. Mieliśmy komplet widzów, prawie 17 tysięcy. Ludzie poprzyjeżdżali z całej Polski, dużo osób z zagranicy, choćby z uwagi na fakt, że współpracujemy z Bundesligą. Zainteresowanie było więc bardzo duże. Finał to wielkie święto dla obu żużlowych stolic, Torunia i Zielonej Góry. W Toruniu odbyły się piękne zawody i liczyliśmy, że w Zielonej Górze też tak będzie. Przykro nam, że wypadkowi uległ Tomasz Gollob, trzymaliśmy kciuki za jego zdrowie.
Chcę podkreślić, że krążące opowieści o treści dziwnej, związane z rzekomymi ustaleniami, SMS-ami, czy rozmowami, dotyczą czegoś, co nie miało w ogóle żadnego miejsca. Jesteśmy ludźmi sportu. Reguły fair-play mówią, żeby walczyć do końca, bo nikt nigdy nie jest na straconej pozycji, szczególnie, że Toruń wygrał pierwszy mecz. Nie wiadomo kto by przegrał na torze, ale i tak wszyscy bylibyśmy wygranymi, bo cały rok pracowaliśmy na to, żeby wejść do finału. Mecz w Toruniu śledziło w TV 400 tysięcy osób. Liczyliśmy na taką samą frekwencję przy naszym meczu w Zielonej Górze. Niestety, tak się nie stało. Jako człowiek sportu nie zgadzam się z takimi rzeczami, które były, ale które są już za nami. Powinniśmy iść do przodu.
Źle by się stało gdyby Toruń został ukarany, bo nie będą ukarani działacze, ale mieszkańcy, i kibice, którym umożliwiliśmy wjazd do Zielonej Góry, bo ich klub nie wziął za nich odpowiedzialności. Liczę na to, że sport w Toruniu będzie nadal na wysokim poziomie i życzę sobie, żebyśmy znów za rok spotkali się w wielkim finale, ale nie w takich okolicznościach jak w ostatnią niedzielę. Musimy jednak rozliczyć się z naszymi kibicami. Jako strona i jako klub nie pozwolimy sobie na to, żeby im tych pieniędzy za bilety nie oddać. Natomiast czy toruński klub w jakikolwiek sposób to zrekompensuje - zobaczymy w przyszłości. Oczywiście będziemy się domagać odszkodowania, bo nie czujemy się tu winni i nie wyobrażam sobie, żeby klub z Torunia nie był świadomy tego co zrobił. Te krzywdy i utracone korzyści trzeba naprawić.
Senator po sesji Rady Miasta uczestniczył również w spotkaniu z prezydentem Torunia Michałem Zaleskim, który także nie przeszedł obojętnie obok wydarzeń w Zielonej Górze. Włodarz miasta wydał specjalne oświadczenie, w którym ubolewa nad całą sytuacją związaną z finałem.
Miniony sezon Enea Ekstraligi był dla Unibaksu Toruń jednym z najtrudniejszych w ostatnich latach. Drużyna nękana licznymi kontuzjami przezwyciężyła trudności i dotarła do finałowej walki o złoty medal Drużynowych Mistrzostw Polski. Niestety, wypadek i kontuzja, jakiej doznał - w przededniu decydującego o Mistrzostwie Polski spotkaniu - jeden z liderów naszego zespołu, Tomasz Gollob, stanowiła nieszczęśliwe dopełnienie fatalnej passy toruńskich żużlowców w tym sezonie.
W tle toczących się dyskusji pracowała jednak Komisja Orzekająca Ligi, która na wniosek Zarządu Ekstraligi wszczęla postępowanie i wystosowała wnioski dyscyplinarne do KST Unibax Toruń i osobno - do menadżera Sławomira Kryjoma w sprawie o podejrzenie naruszenia kilku istotnych przepisów Regulaminu Sportu Żużlowego oraz za "podejmowanie niegodnych działań polegających na uniemożliwieniu udziału zawodników w zawodach". W celu rozpatrzenia wniosków dyscyplinarnych w dniu 28 września 2013 w siedzibie spółki w Bydgoszczy zebrała się KOL i o godzinie 11.00 zajęła się wnioskiem w sprawie nie przystąpienia do zawodów przez Unibaksu Toruń , a o godzinie 13.30 wnioskiem w sprawie menadżera Sławomira Kryjoma. Komisja nie podjęła jednak decyzji, na pierwszym posiedzeniu w sprawie, Przesłuchano jednak pierwszych świadków. Na posiedzenie Komisji stawili się Adrian Miedziński, Paweł Wolender i Emil Pulczyński. Był obecny także prezes Unibaxu Toruń i trener Jan Ząbik. Swoją nieobecność usprawiedliwili menedżer Sławomir Kryjom oraz zawodnicy - Darcy Ward oraz Paweł Przedpełski. Brak decyzji wynikał z tego, że KOL potrzebowała jeszcze przynajmniej jednego posiedzenia, aby podjąć decyzję w tej sprawie. Ponadto do komisji nie zdążyły wpłynąć wszystkie dokumenty ze strony Falubazu Zielona Góra. Członkowie Komisji chcieli również przesłuchać pozostałych świadków, czyli zawodników Unibaxu i przede wszystkim menedżera Sławomira Kryjoma.
W przerwie między posiedzeniami komisji zaatakowali jednak włodarze toruńskiego klubu i takiego zwrotu w sprawie nie spodziewał się nikt, bowiem Unibax zażądał, by liga ogłosiła nie jednostronny, ale dwustronny walkower za rewanżowy mecz pomiędzy Falubazem Zielona Góra a torunianami. Według Unibaksu na zgłoszeniu zespołu Falubazu w rewanżowym pojedynku zabrakło podpisów zawodników. Według przepisów kierownik drużyny "jest zobowiązany do dostarczenia" dokumentu wraz z podpisami zgłoszonych żużlowców. Zatem Komisja Orzekająca zaczęła prace dwutorowo.
Mateusz Kurzawski prezes toruńskiego klubu tak komentował tę specyficzną formę obrony - Ten wniosek został złożony w ramach procesu dyscyplinarnego. Jego zasady umożliwiają nam składanie takich wniosków. To jest część naszej linii obrony. Walkower rzeczywiście mógłby zostać orzeczony, ale w tej sprawie decyzja nie należy do mnie. Podejmie ją w tym przypadku Komisja Orzekająca. Walkower może być konsekwencją naszych działań, ale ich istota polegała na złożeniu wniosku, do którego mieliśmy prawo.
W całej sprawie istotne może być oświadczenie o nieprzystąpieniu do meczu, które złożył Sławomir Kryjom. Okazało się, że... nie był on uprawniony do takiego działania. - O oświadczeniu klubu w sprawie nie przystąpienia do meczu mowa jest w art. 713 pkt 3 Regulaminu Sportu Żużlowego. Konsekwencją takiego oświadczenia jest zweryfikowanie wyniku meczu przez SE jako walkowera dla drużyny przeciwnika tego klubu. W przepisie mowa jest o oświadczeniu klubu, jako osoby prawnej. Wskazać więc należy, że klub z Torunia działa pod firmą Klub Sportowy Toruń Unibax Spółka Akcyjna i zastosowanie do jego oświadczeń woli mają przepisy ustawy Kodeks Spółek Handlowych. Zgodnie z art. 368 § 1 wspomnianej ustawy, do prowadzenia spraw spółki i reprezentowania spółki uprawniony jest jej zarząd. Po uzyskaniu informacji z Krajowego Rejestru Sądowego stwierdzić należy, iż w skład zarządu klubu z Torunia wchodzą obecnie pan Mateusz Kurzawski, jako prezes zarządu i pan Tomasz Kaczyński, piastując funkcję wiceprezesa zarządu. Natomiast umowa spółki akcyjnej Klub Sportowy Toruń Unibax stanowi, iż "w przypadku zarządu wieloosobowego do reprezentacji spółki uprawniony jest prezes zarządu samodzielnie, dwóch członków zarządu łącznie lub członek zarządu łącznie z prokurentem". W odniesieniu do oświadczenia o nieprzystąpieniu drużyny Unibaxu Toruń do meczu finałowego Speedway Ekstraligi podpisanego przez pana Sławomira Kryjoma, a złożonego przez niego sędziemu zawodów, stwierdzić należy, iż oświadczenie to nie jest oświadczeniem, o jakim mowa w art. 713 pkt 3 Regulaminu Sportu Żużlowego, gdyż złożone zostało przez osobę nieuprawnioną do reprezentowania klubu. Z punktu widzenia prawa oświadczenie to jest bezwzględnie nieważną czynnością prawną, która nie wywołuje zamierzonych skutków prawnych - wyjaśnia mec. Przemysław Nasiukiewicz, radca prawny, menedżer sportowców, specjalista z zakresu prawa sportowego, wykładowca Szkoły Wyższej im. Pawła Włodkowica w Płocku, członek Komisji Orzekającej Ligi Ekstraligi Żużlowej sp. z o.o., właściciel agencji sportowej Progress Management..
Niezależnie od oświadczenia, które złożył Sławomir Kryjom, tok przygotowań do meczu nie powinien zostać zakłócony. Oznacza to, że takie czynności jak zgłoszenie drużyny powinny zostać wykonane zgodnie z procedurami, które przewiduje regulamin. - Po złożeniu wyżej wymienionego oświadczenia tok przygotowań do meczu nie powinien więc zostać zakłócony. Mając na uwadze treść przepisu art. 710 Regulaminu Sportu Żużlowego, nie później niż 60 minut przed zawodami, kierownicy obu drużyn przy udziale zawodników powinni złożyć sędziemu zawodów zgłoszenia drużyn do zawodów wraz z niezbędnymi dokumentami uprawniającymi zawodników do startu w zawodach. Do dokumentów tych należą licencje zawodników czy ważne badania lekarskie. Z kolei w art. 35 pkt 2 Regulaminu Sportu Żużlowego czytamy, iż kierownik drużyny obowiązany jest dostarczyć przed zawodami sędziemu zawodów zgłoszenie wg ustalonego wzoru oraz zapewnić, aby zgłoszeni zawodnicy złożyli na zgłoszeniu swoje podpisy w obecności sędziego. Z dostępnych mi informacji wynika, iż drużyna z Torunia nie została w ogóle zgłoszona do zawodów (wypełniony druk zgłoszenia i inne niezbędne dokumenty nie zostały złożone sędziemu), natomiast drużyna z Zielonej Góry składając komplet wymaganych dokumentów została do zawodów zgłoszona, jednak na druku zgłoszenia brakowało podpisów zawodników tej drużyny. Zatem w rozpatrzeniu wniosku Unibaksu wiele zależeć miało od interpretacji wydarzeń w Zielonej Górze, której dokona Komisja Orzekająca. Sprawa jest trudna do jednoznacznej oceny. Brak podpisów zawodników pod zgłoszeniem może bowiem zostać potraktowany jedynie jako przewinienie dyscyplinarne kierownika drużyny gospodarzy. Dlatego wydając orzeczenie Komisja Orzekająca Ligi będzie musiała wziąć pod uwagę również treść zgłoszenia drużyny z Zielonej Góry i odpowiedzieć na pytanie czy brak na zgłoszeniu podpisów zawodników drużyny gospodarzy jest przesłanką wystarczającą do weryfikacji wyniku meczu jako obustronnego walkowera czy jest to jedynie przewinienie dyscyplinarne kierownika drużyny, za które to przewinienie odpowiadać powinien sam kierownik. Nie ukrywam, iż argumenty przemawiające za drugim ze wskazanych poglądów są mi bliższe. Podpisy zawodników na zgłoszeniu do zawodów powinno się interpretować jako stwierdzenie faktu ich obecności w miejscu przeprowadzenia zawodów oraz wyraz gotowości udziału w meczu. Okoliczności te można również stwierdzić po otrzymaniu od każdego z zawodników licencji uprawniającej do startu oraz innych niezbędnych dokumentów (np. badań lekarskich). Ponad to, o planowanej godzinie rozpoczęcia meczu wszyscy wskazani w zgłoszeniu zawodnicy Falubazu Zielona Góra obecni byli w parku maszyn i gotowi byli rozpocząć zawody. Natomiast w tym samym czasie w miejscu przeprowadzenia zawodów nie był obecny żaden z zawodników drużyny Unibaxu Toruń - dodał mec. Przemysław Nasiukiewicz.
Pod względem formalnym torunianie nie stali zatem ze swoim wnioskiem na straconej pozycji. Jednak zdrowy rozsądek podpowiadał że orzeczenie obustronnego walkowera było wątpliwe.
Niestety również podczas drugiego posiedzenia obrad komisja mimo, że przesłuchała kolejne osoby, wśród których pojawił się między innymi prezes toruńskiego Unibaksu Mateusz Kurzawski nie podjęła żadnej decyzji dyscyplinarnej. A los toruńskiego klubu był w tym przypadku w rękach trzech osób:
Szefem KOL był Zbigniew Owsiany, były sędzia żużlowy, prokurator, który zasłynął kilka lat temu, gdy pracował przy sprawie artystki Doroty Nieznalskiej oskarżonej w Gdańsku o obrazę uczuć religijnych. Ta we fragmencie jednej z instalacji wystawionych na przełomie 2001 i 2002 r. umieściła na krzyżu fotografię męskich genitaliów. Kiedy sąd niższej instancji cztery lata temu Nieznalską uniewinnił, prokuratura wniosła apelację.
Drugi z członków KOL, Łukasz Szmit, był - jak sam się przedstawiał - "radcą prawnym, ekonomistą, specjalistą z dziedziny prowadzenia sporów sądowych i szeroko pojętego prawa gospodarczego". Posiadał "bogate doświadczenie w obsłudze prawnej podmiotów gospodarczych i prowadzeniu postępowań sądowych dużego kalibru".
W KOL zasiadał również Konrad Purski. Prawnik z Poznania, specjalizujący się m.in. postępowaniami sądowo-administracyjnymi z zakresu zobowiązań podatkowych.
Skład Komisji nie był przypadkowy, bowiem w swoim założeniu miała ona być w stu procentach niezależna od wszystkiego, co dzieje się w polskim żużlu. Wykluczone były jakiekolwiek powiązania osób z klubami, sponsorami, interesami prowadzonymi z działaczami. Podstawowym kryterium komisji miała być to bezstronność i brak jakichkolwiek powiązań ze wspólnikami Ekstraligi. Stąd obecność w komisji byłych sędziów i prawników.
W całej sytuacji nikt nie miał wątpliwości, że Unibax powinien być surowo ukarany jednak czy kary jakie ogłosiła szanowna Komisja po trzecim posiedzeniu w dniu 19 października nie były przesadą i czy były bezstronne? Czy przypadkiem w swej bezstronności członkowie komisji nie kierowali się zamożnością toruńskiego klubu? Zanim przytoczymy werdykt komisji warto wspomnieć, że w przypadku innego walkowera ogłoszonego w sezonie 2013 PGE Marma Rzeszów została ukarana grzywną w wysokości 40 tysięcy złotych. w 2011 roku za to samo przewinienie Sparta Wrocław w meczu o trzecie miejsce zapłaciła 30 tysięcy złotych.
A Unibax otrzymał:
- 573 tys. 410 zł zwrotu utraconych korzyści na rzecz Falubazu Zielona Góra
- 1,5 miliona zł na trzy wybrane fundacje zajmujące się zwalczaniem chorób nowotworowych u dzieci (każda po 500 tys.zł)
Ponadto nałożono kary na Sławomira Kryjoma:
- zakaz wstępu do parku maszyn przez 16 miesięcy podczas zawodów organizowanych na terenie RP
Kary nie uniknął też Jacek Frączczak za niedopełnienie obowiązków kierownika drużyny:
- 1000 zł kary za niedopełnienie obowiązku podpisów zawodników pod zgłoszeniem i pokrycie kosztów 2500 zł kaucji
Dlatego przykro, to stwierdzić, ale komisja zachowała się trochę jak to określił redaktor Przeglądu Sportowego Dariusz Ostafinski "małpa, która dostała do ręki brzytwę". Blisko 2,5 mln zł kar finansowych oraz minus 12 punktów to była lekka przesada. Wielu komentatorów i kibiców stawiało pytanie, jak po takim werdykcie zachowa się KOL w sytuacji, gdy dojdzie do przewinienia znacznie cięższego niż walkower, a za takie należy uznać czyny korupcyjne, o których w zawodowym sporcie słychać dość często. W tej sytuacji należało mieć jedynie nadzieję, że Trybunał Polskiego Związku Motorowego zajmie się na poważnie rozpatrzeniem okoliczności całego zamieszania i zastosuje odpowiednią gradację kar.
Po ogłoszeniu nie do końca jasnego werdyktu, jako komentarz do podjętych decyzji, trafne pytania postawił w wywiadzie udzielonym portalowi SportoweFakty.pl, nie będący strona w sprawie, prezes gdańskiego Wybrzeża Andrzej Terlecki:
Unibax Toruń musiał przeznaczyć półtora miliona złotych na trzy wybrane fundacje zajmujące się zwalczaniem chorób nowotworowych u dzieci. - W całej sytuacji związanej z meczem finałowym należy pamiętać, iż najbardziej ucierpiał sport żużlowy. Doskonale rozumiem więc próbę ocieplenia wizerunku naszej dyscypliny poprzez ten gest, jednakże zastawia mnie, czy nie sensowniej byłoby przeznaczyć te środki na rehabilitację zawodników, którzy zmuszeni byli kończyć kariery w wyniku urazów nabytych na torze. Poświęcili oni bowiem swoje zdrowie dla dyscypliny, którą 22 września w pewien sposób skompromitowano.
Unibax nie może wprowadzić biletów droższych niż 1 zł na trzy pierwsze mecze ligowe. - Tę część werdyktu należy rozpatrywać dwutorowo. Z jednej strony cieszę się, iż pomyślano o zadośćuczynieniu dla kibiców sportowego żużlowego, którzy będą mogli obejrzeć trzy spotkania taniej co sprzyja promocji dyscypliny, z drugiej jednak zmuszanie klubu do zaniżania cen biletów, to działanie na szkodę spółki organizującej mecze. W hipotetycznej sytuacji, w której założylibyśmy zmiany zarządu czy też właściciela toruńskiego klubu, nowe władze stanęłyby przed koniecznością ponoszenia swego rodzaju finansowej kary za działania poprzedników już na starcie swojej pracy. Wpływy z biletów nie pokryją bowiem nawet kosztów sędziów i ochrony. Z gospodarczego punktu widzenia takie postępowanie jest co najmniej dziwne.
Czy dwanaście punktów ujemnych to dobry zapis? - To kolejny bardzo ciężki temat, bo nie wiadomo na jakiej podstawie są nałożone kary. Sprawa powinna być postawione jasno - albo degradujemy torunian do niższej ligi uznając winę, albo traktujemy ten wybryk jako normalny walkower, dopuszczalny w regulaminie. Dlaczego akurat 12 punktów ujemnych, a nie 30 lub 4? Jazda z minusowymi punktami preferuje inne kluby w kontekście walki o medale czy utrzymanie w lidze.
Wszystkie kary dla klubu z Grodu Kopernika mają łącznie osiem części składowych. - Według mnie powinno być tak, że ludzie odpowiedzialni za walkower są ukarani karą finansową i wyklucza się ich z możliwości sprawowania swoich funkcji. Po co w regulaminie jest zapis, że za walkower jest kara finansowa wysokości 200 tysięcy złotych? Nie ma tam żadnego rozgraniczenia na walkower w finale, czy w zwykłym meczu rundy zasadniczej. Dziwi mnie też kara 573 tysięcy złotych zwrotów kosztu dla Falubazu. To ile kosztuje organizacja spotkań w Zielonej Górze? Pół miliona to poziom Grand Prix. Jestem przekonany, że Unibax Toruń się odwoła i werdykt trybunału może być zupełnie inny. Przyznam szczerze, że zrozumiem taką postawą torunian, bo pomimo że to co zrobili trzeba napiętnować i dawać odstraszające sankcje, taka kara składowa jest nieklarowna.
Kary nie uniknął też Sławomir Kryjom, co nie dziwi prezesa Wybrzeża. - Pracując na takim stanowisku trzeba zdawać sobie sprawę, jakie będą konsekwencje. On podjął taką, a nie inną decyzję i niewątpliwie zrobił źle dla polskiego żużla. Największa kara powinna być właśnie dla niego, by inni nie próbowali iść jego śladem. Mógł odmówić wykonania niegodziwej decyzji, wpływającej na niekorzyść klubu i całej dyscypliny. Wolał jednak ratować swoją posadę i to jest problem. W moim klubie jest taka sytuacja, że moi pracownicy potrafią dyskutować i przedstawiać własne argumenty. Sam nie jestem człowiekiem nieomylnym i słuchając mądrych rad można uniknąć błędnych decyzji i dojść do porozumienia.
Oczywistym było, że przy tak absurdalnych decyzjach toruński klub złożył odwołanie do Trybunału Polskiego Związku Motorowego, po rozpatrzeniu którego sankcje za nie przystąpienie do meczu znacznie zmniejszono, ale i tak były to kary bardzo wysokie i Unibax zamiast 2 633 000 zł musiał łącznie zapłacić 1 043 000 zł kary:
Ponadto sezon 2014 drużyna miała rozpocząć z ośmioma punktami ujemnymi, a na jedno spotkanie wszyscy kibice wejdą na MotoArenę za symboliczną złotówkę, a kibice z Zielonej Góry w liczbie 770 wejdą będą mogli obejrzeć dodatkowo jeszcze jedno spotkanie za kolejną złotówkę.
Po orzeczeniu odwoławczym prezes toruńskiego klubu Mateusz Kurzawski, tak skomentował werdykt trybunału: Dla mnie kary dalej są wysokie. Co prawda są one obniżone, jednak nadal nieadekwatne do przewinienia. To najwyższe kary w historii ligi żużlowej. Istotny jest też fakt, że zostaliśmy ukarani odebraniem ośmiu punktów meczowych, co przy zmniejszonej liczbie klubów powoduje może nie brak możliwości walki o medale, ale z pewnością spore utrudnienia. Jedyną możliwą drogą od strony prawnej jest sąd powszechny. Decyzje w sprawie podejmie zgromadzenie akcjonariuszy.
Zielonogórzanie oczywiście nie zgadzali się z orzeczeniem zmniejszającym płatność dla Falubazu i mimo, że opinia publiczna długo nie mogła poznać treści dokumentu jaki wydał Trybunał PZM, samowolnie w serwisie falubaz.com opublikowali treść tego orzeczenia wraz z uzasadnieniem, dokładając do całości własną nadinterpretację. Z owej zielonogórskiej interpretacji wynikał, że kwota jaką powinien otrzymać Falubaz powinna być większa o utracone przez nich korzyści w wysokości ustalonej przez Komisję Orzekającą (ponad 570 000 zł). Zielonogórzanie argumentowali to tym, że w uzasadnieniu do orzeczenia Trybunał jednoznacznie stwierdził, iż środka dyscyplinarnego w postaci odszkodowania pieniężnego w związku z walkowerem nie należy utożsamiać ze środkiem dyscyplinarnym zwrotu poniesionych nakładów i utraconych korzyści. Tym samym, skoro Trybunał w swoim orzeczeniu nie odniósł się do orzeczonego przez Komisję Orzekającą zwrotu poniesionych nakładów, stwierdzając jednocześnie, że w zakresie, w którym nie zostało zmienione orzeczenie Komisji, utrzymuje je w mocy, to roszczenie o świadczenie pieniężne (zwrot poniesionych nakładów) w wysokości ustalonej przez Komisję Orzekającą pozostaje aktualne, obok orzeczonego przez Trybunał odszkodowania.
Zdaniem Falubazu niezwykle istotna jest treść uzasadnienia, a przede wszystkim jego ostatni akapit, który brzmiał: Trybunał zwraca uwagę, iż zgodnie z art. 305 ust 1 pkt 4 oraz ust. 4 i 5 RSŻ organ dyscyplinarny ma szeroką swobodę w kształtowaniu środków dyscyplinarnych, do których zalicza się także odszkodowanie pieniężne w związku z walkowerem. Trybunał zaznacza, iż nie należy utożsamiać środka dyscyplinarnego w postaci odszkodowania pieniężnego w związku walkowerem ze środkiem dyscyplinarnym zwrotu poniesionych nakładów i utraconych korzyści. Wymiar obowiązku wymieniony w art. 305 ust. 1 pkt 4 RSŻ nie jest uzależniony od faktycznie poniesionych strat czy też utraconych korzyści z uwagi na nieodbyty mecz. Jego wysokość może być zatem ustalana wedle uznania organu dyscyplinarnego. Wymierzając kwotę 600.000 złotych tytułem przedmiotowego środka dyscyplinarnego, Trybunał wziął pod uwagę nie tylko wagę przewinień których dopuścił się Obwiniony, ale również postawę Obwinionego podczas rozprawy przed Trybunałem. Nadto, wysokość odszkodowania uwzględnia kwotę 200.000 złotych wynikającą wprost z art. 714 ust. 1 in principio RSŻ, będącą formą ryczałtowego odszkodowania, które przysługuje klubowi gospodarza meczu zawsze i to niezależnie od rozmiaru szkody wynikłej w powodu oddania meczu walkowerem.
Tym samym wg zielonogórzan do ich klubu powinna wypłynąć kwota 1 173 000 złotych (600 000 złotych odszkodowania za walkower + 573 000 złotych tytułem zwrotu poniesionych nakładów i utraconych korzyści).
Do zamętu jaki wprowadził zielonogórski klub odniósł się Łukasz Szmit, członek Trybunału PZM i GKSŻ, a jednocześnie członek Komisji Orzekającej, która wydawała orzeczenie w pierwszej instancji: doszło do pomyłki, która wkrótce zostanie sprostowana. Treść dokumentu jest sprzeczna z sentencją orzeczenia ogłoszonego w dniu 19.11.2013r. podczas posiedzenia Trybunału. Wystąpiliśmy do Trybunału PZM o sprostowanie tej oczywistej pomyłki i sporządzenie uzasadnienia zgodnego z treścią ogłoszonego nam na posiedzeniu, które było zresztą rejestrowane za pomocą dyktafonu przez Trybunał. Dla nas jest to sprawa oczywista, iż nastąpiła pomyłka i uzasadnienie oraz sentencja orzeczenia zostanie szybko sprostowana przez Trybunał PZM
Zgodnie z zapisem audio, wskazywanie przez Falubaz, iż mogą domagać się od Unibaxu na podstawie tego orzeczenia kwoty ponad 1 mln zł jest tylko i wyłącznie nadinterpretacją zapadłego na posiedzeniu orzeczenia. Chciałbym również zauważyć, iż treść uzasadnienia, które otrzymaliśmy mailem późnym popołudniem w poniedziałek nie została opatrzona żadnym podpisem, zatem nie ma mocy wiążącej. Nie powinno być również publikowane przez Falubaz Zielona Góra, który zgodnie z art. 45 Regulaminu Dyscyplinarnego PZM nie był stroną postępowania ani przed KOL ani przed Trybunałem PZM.

References: Art. 714
 art. 713
 art. 368
 art. 713
 art. 710
 art. 35
 art. 305
 art. 305
 art. 714
 art. 45