Source: https://www.prawo-pracy.pl/felieton-f-25.html
Timestamp: 2018-10-22 08:43:05+00:00

Document:
O stosowaniu prawa...
Opublikowane: 2007-01-07
Wszyscy narzekamy na brak jednolitości stosowania prawa. Gazety prawnicze publikują sprzeczne wyjaśnienia i wykładnie tych samych przepisów. I, co z tego wynika? Otóż nic!
Urzędolenie, zbędną sprawozdawczość, wykonywanie prac społecznie niepotrzebnych, marnotrawienie czasu pracy widzimy na porządku dziennym.
Biurokracja nie jest zainteresowana zmianami. A, po co? Lepiej zajmować się wydumanymi, bzdurnymi problemami prawnymi, utyskiwać na złe prawo, wykazując chęć jego naprawy, aniżeli racjonalnie zmieniać system, tworząc instytucję dającą jednoznaczne rozwiązania w sferze stosowania prawa.
Ten chaos prawny, daje przecież zatrudnienie setkom, ba, tysiącom ludzi. Zwłaszcza prawnicy mają tutaj najwięcej do powiedzenia. Jest to przecież ich eldorado! Kto tylko cokolwiek rozumie w sferze prawa, bierze pióro i pisze a potem publikuje.
Bez znaczenia jest racjonalność takiego tekstu, jego spójność, systemowa logika, czy też poprawność oceniana wedle prawideł wykładni prawa – papier wszystko przyjmie!
Namnożyło się tych pseudo prawników, którzy tworzą aurę swojej niezbędności. Zamieszanie wokół wykładni prawa dotyczy wszystkich jego gałęzi, w tym oczywiście prawa pracy, które w zasadniczych kwestiach jest zarówno byle jak stanowione, jak i źle odczytywane.
Do tego normodawca niewiele robi, aby ten system uprościć. Dla ważności zagadnienia lepiej przecież stanowić skomplikowane rozwiązania, bo to tworzy mit o niezwykle zawiłej formule zawodów prawniczych – czyli magię w magii.
Podtrzymywanie tego mitu jest niezwykle proste. Przeciętny Polak słabo się zna na poprawnie stanowionym prawie, a tych złożonych uregulowań pseudo prawnych kompletnie nie rozumie, czyli już mamy osiągnięty poziom magii prawnej.
Inna sprawa, że normodawca dodatkowo podbija bębenka, utrzymując ów mit super skomplikowanej dziedziny jurystów. Ma w tym widocznie swój cel. Nie trudno odgadnąć jaki? Kto podcina gałąź, na której się siedzi?
Cóż by się bowiem stało, gdyby tak uprościć prawo? Otóż połowa prawników utraciłaby zajęcie i to wcale nie z tego powodu, że byliby zbędni. Otóż nie. Racjonalnie stanowione prawo, dla jego oszlifowania wykładniowego wymaga także znacznych kadr fachowców, ale posiadających więcej niż minimum wiedzy prawniczej.
Powierzchowna, byle jaka znajomość legislacji, wykładni, czy orzecznictwa nie jest wystarczająca dla tłumaczenia poprawnie stanowionych norm prawnych. Nawet duża perfekcja legislacyjna nie zapewni oczywiście braku wątpliwości interpretacyjnych. One zawsze w pewnym zakresie będą i muszą być. Problem rozbija się tylko o ten pewien zakres..
Gdyby tak tworzyć dobre prawo, problematyka wykładniowa stałaby na znacznie wyższym poziomie niż obecnie. Juryści są natomiast wygodni. A, po co mają się wysilać? Przecież w totalnym bałaganie wystarczy minimum wiedzy prawniczej, maksimum fanfaronady i już można brylować w charakterze poważnego znawcy danej dziedziny prawa.
Poziom zdemoralizowania biurokracji sięga niestety głęboko. Ostatnio słyszałam dość celne spostrzeżenie, iż zwiększenie liczby świąt wpływa korzystnie na działalność biurokratyczną, gdyż ją obniża. Urzędnicy, po prostu, mają mniejsze możliwości biurokratycznego, społecznego oddziaływania.
Ale mówiąc serio, coś w tym musi być. Od dawna zwracałam uwagę na brak praworządności w Polsce z uwagi na odebranie w 1997 r., przez obecną Konstytucję RP, Trybunałowi Konstytucyjnemu prawa wydawania legalnej, wiążącej wykładni ustaw.
Powrót do poprzedniego właściwego stanu faktycznego nie jest prosty, gdyż wymaga zmian w Konstytucji i poparcia co najmniej 2/3 ogólnej liczby posłów, tymczasem biurokracja trzyma się mocno i piędzi ziemi nie popuści, a nie dopiero takiego eldorado.
Problemy parlamentarne i polityczne uwarunkowania nie przeszkadzają jednak porządkowaniu prawa na szczeblu podustawowym, bo to już zależy od poszczególnych ministrów, czy rządu jako całości.
Prawda niestety jest bardziej skomplikowana. To się tylko tak wydaje, że resortem, ministerstwem rządzi dany minister. Teoretycznie tak. W praktyce jednak rządzi średni personel kierowniczy, a często wysokiej klasy specjaliści, czy głowni specjaliści z danych dziedzin.
Owa biurokracja nie chce żadnych zmian. Bo, niby po co? Aby znaleźć dla siebie bardziej skomplikowaną pracę, przecież lepiej przewracać w kółko te same papiery, interpretować te same przepisy, wykazując swoją niezbędność, co jest gwarancją stabilizacji ich zatrudnienia.
Przejdę teraz do konkretnych przykładów na gruncie prawa pracy, bo one najlepiej wyjaśnią istotę zagadnienia. Pozostawmy na boku przepisy Kodeksu pracy, bo ich zmiana wymaga niezwykle skomplikowanego procesu legislacyjnego, pogodzenia przeciwstawnych interesów organizacji pracowniczych i organizacji pracodawców.
Przejdźmy jednak do przepisów wykonawczych, których zmiana zależy już od konkretnego ministra a precyzyjnie mówiąc od konkretnego ministerstwa – czytaj biurokratycznych specjalistów tego resortu.
Weźmy pierwszy z brzegu ostatnio zmieniany przepis wykonawczy do Kodeksu pracy, a mianowicie rozporządzenie MPiPS z dnia 29 listopada 2006 r. zmieniające rozporządzenie w sprawie szczegółowych zasad udzielania urlopu wypoczynkowego ustalania i wypłacania wynagrodzenia za czas urlopu oraz ekwiwalentu pieniężnego za urlop (Dz. U. Nr 217, poz. 1591).
Dokonano tym rozporządzeniem kosmetycznej zmiany polegającej na uchyleniu § 1 rozporządzenia MPiPS z dnia 8 stycznia 1997 r. w sprawie szczegółowych zasad udzielania urlopu wypoczynkowego ustalania i wypłacania wynagrodzenia za czas urlopu oraz ekwiwalentu pieniężnego za urlop (Dz. U. Nr 2, poz. 14 z późn. zm.), co koresponduje ze zmianami w Kodeksie pracy dokonanymi na mocy ustawy nowelizującej kodeks z dnia 18 października 2006 r. (Dz. U. Nr 217, poz. 1587).
W tym miejscu postawiłam sobie pytanie, dlaczego normodawca dokonuje tak niewielkiej zmiany przepisów tego rozporządzenia, zamiast doprowadzić przy okazji do ujednolicenia sposobu obliczania wynagrodzenia za urlop i ekwiwalentu urlopowego, które w orzecznictwie i praktyce nastręczają tak wiele kłopotów interpretacyjnych?
Można co prawda teoretycznie bronić tezy, iż taki zabieg powinien dokonać ustawodawca, gdyż art. 173 K.p. przewiduje oprócz zasad obliczania wynagrodzenia za urlop także oddzielne zasady obliczania ekwiwalentu urlopowego.
Nic nie leży jednak na przeszkodzie, aby resort pracy przedstawił projekt takiej zmiany, który w sposób zasadniczy uprości zasady obliczania tych należności, które dotyczą praktycznie wszystkich zatrudnionych pracowników.
Wystarczy przecież w miejsce oddzielnych zasad obliczania wynagrodzenia za urlop i oddzielnie ekwiwalentu urlopowego wprowadzić jednolite zasady obliczania tych należności, gdyż różnice w sposobie obliczania praktycznie nie są warte społecznego czasu niezbędnego do stosowania obu metod obliczeń.
W jakim społecznym celu należy komplikować przepisy prawne zamiast je upraszczać? W poprzednim ustroju metoda komplikowania była dość powszechnie znana. Jej skutkiem było likwidowanie pozornego braku bezrobocia, bo jeśli stworzono zagmatwane prawo, to trzeba było zatrudnić masę ludzi do jego stosowania.
Dlaczego taka metoda funkcjonuje nadal w obecnym ustroju, tego do prawdy nie jestem w stanie zrozumieć? Z punktu widzenia racjonalnego spojrzenia na to zagadnienie, nie ma żadnych przesłanek ku temu, aby dotychczasowy stan prawny istniał nadal, a jednak istnieje.
Dlaczego? Bo, biurokracja trzyma się mocno. Bo, wielu urzędnikom, łatwiej jest w kółko wyjaśniać te same rozwiązania prawne, w ramach których stali się już od dziesięcioleci wybitnymi specjalistami od zagmatwanego prawa, zamiast to prawo upraszczać z pozytywnym skutkiem społecznym.
To wcale nie oznacza, że w resorcie pracy nie ma ludzi umiejących dokonać takiej nowelizacji rozporządzenia ministra, czy nowelizacji Kodeksu pracy, otóż są. Rzecz jednak w tym, że urzędnikom owym nie zależy na rzeczywistej zmianie.
Nie będą przecież sami sobie przysparzać niepotrzebnej roboty. Wolą komplikować przepisy i w ramach kolejnych nowelizacji tego rozporządzenia urlopowego, podkreślać rangę i charakter aktu wykonawczego w postaci choćby mocno złożonego tytułu aktu wykonawczego.
Przypomnę, że poprzednie rozporządzenie MPPiSS z dnia 21 października 1974 r. posiadało tytuł „w sprawie pracowniczych urlopów wypoczynkowych” a dopiero w 1997 r. poszerzono jego tytułu, być może dla zrobienia większego wrażenia legislacji tego resortu.
Urzędnicy resortu pracy mogą się poszczycić osiągnięciami dla pracowników. Ustawą z dnia 18 października 2006 r. znowelizowano Kodeks pracy, poprzez uchylenie art. 130 § 2 zdanie drugie. Tym samym oddano pracownikom dwa „ukradzione” z dniem 1 stycznia 2004 r. święta.
Rzecz godna pochwały, nowy rząd, nowe porządki pro pracownicze. Czemu jednak przy okazji nowelizacji działu siódmego K.p. nie doprowadzono do ujednolicenia metod liczenia wynagrodzenia i ekwiwalentu urlopowego? Przecież przeciwko takiej zmianie nie protestowaliby ani pracownicy, ani pracodawcy, ani ich organizacje.
Rzecz w tym, że biurokracja trzyma się mocno. Łatwo nie popuści i nie porzuci raz utartej ścieżki skomplikowanych meandrów wykładniowych. Być może utraciłaby (w swoim mniemaniu) autorytet. A tak może brylować, wykazując wybitne znawstwo skomplikowanego przedmiotu liczenia wynagrodzenia i ekwiwalentu urlopowego.
Fakt, iż rozróżnienie tych sposobów liczenia stanowi biurokratyczne kuriozum, nikogo dzisiaj nie przeraża, nie paraliżuje i oczywiście nie oburza. Niewątpliwie znajdą się na pewno „ideolodzy” twierdzący, że te dwa sposoby obliczeń są w prawie pracy niezbędne.
Negatywna działalność urzędnicza może polegać także na bezdusznym traktowaniu wniosków kierowanych w sprawie właściwego stosowania prawa, które natrafiają na barierę biurokratyczną nie do przebycia ze względów formalnych.
W serwisie znajduje się artykuł pt. „Niedopuszczalność stosowania weksla przez pracodawcę” pod którym zamieszczono list administratora serwisu do Ministra-Sprawiedliwości w sprawie skierowania zapytania do Sądu Najwyższego w przedmiocie prawidłowego określenia relacji Prawa wekslowego do stosunku pracy.
Na ten list, serwis otrzymał z Biura Postępowania Sądowego datowaną 6.12.2006 r. PR VC 3167/06 odpowiedź następującej treści: „ W nawiązaniu do Pani pisma z dnia 30 października 2006 r. uzupełnionego pismem z dnia 24 listopada br. uprzejmie informuję, że zgodnie z art. 60 ustawy z dnia 23 listopada 2002 r. o Sądzie Najwyższym (Dz. U. Nr 240, poz. 2052 ze zm.) można przedstawić do rozstrzygnięcia Sądowi Najwyższemu „zapytanie prawne”, jeżeli istnieją ujawnione w orzecznictwie sądów powszechnych, sądów wojskowych lub Sądu Najwyższego rozbieżności w wykładni prawa. Prawo przedstawiania wniosku o w/w rozstrzygnięcie przysługuje Pierwszemu Prezesowi Sądu Najwyższego (§ 1) oraz podmiotom wymienionym w § 2 tegoż art. 60. Z Pani pisma wynika intencja uzyskania opinii prawnej w przedmiocie teoretycznej dopuszczalności stosowania weksla w stosunkach pracowniczych a to nie może być powodem skierowania pytania, o którym mowa w Pani pismach.”
Z udzielonej odpowiedzi wynika, że w aktualnym stanie prawnym nie ma możliwości skierowania do Sądu Najwyższego zapytania prawnego w sprawie dotyczącej przepisów prawnych, które budzą wątpliwości w praktyce, jak to było dopuszczalne na podstawie poprzedniej ustawy o Sądzie Najwyższym z dnia 20 września 1984 r. (art. 13 pkt 3 w związku z art. 16 ust. 2).
Powstaje jednak pytanie co dalej? Czy rozwiązania praktycznie stosowane na podstawie „prawa Kaduka” mają być nadal honorowane, czy też resort sprawiedliwości zmierza do rozwiązań prawnych, które wyeliminują tego rodzaju szkodliwe społecznie działania?
I tutaj mamy pole do popisu dla rzetelnych urzędników, którzy chcą coś w obecnej rzeczywistości zmienić a nie zawracać przysłowiowo Wisłę kijem. Obecny resort sprawiedliwości dzięki jego ministrowi jest pozytywnie oceniany.
Problem jednak w tym, że minister może się zajmować sprawami najważniejszymi, a rzeczą jego urzędników jest dokonywanie analiz na tle sygnałów społecznych i przedstawianie propozycji nowych rozwiązań legislacyjnych, mających na celu poprawę istniejącej rzeczywistości prawnej.
Udzielona serwisowi odpowiedź, choć formalnie poprawna, niczego w rzeczywistości nie rozwiązuje. Okazuje się bowiem, że przy braku w Polsce legalnej, wiążącej wykładni prawa, dodatkowo zmieniając ustawę o Sądzie Najwyższym ograniczono kompetencje tego Sądu, w taki sposób, że doszło do dalej idących negatywnych konsekwencji w sferze możliwości jednakowego stosowania prawa względem obywateli.
Gwarancje praworządności, jednakowego stosowania prawa zapisane w Konstytucji RP są więc w istocie iluzoryczne, natomiast pseudo prawnicy mają nadal raj na ziemi, mogąc wmawiać, że czarne jest białe w zależności od kierunku myślenia ich mocodawców.
Co to ma wspólnego z pojęciem praworządności doprawdy trudno zrozumieć? Najsmutniejsze jest to, że konsekwencje takiego stanu rzeczy uderzają bezpośrednio rzesze zatrudnionych pracowników.
Obywateli, którzy w swojej masie stanowią siłę w przypadku wielkich przemian społeczno-polityczno-gospodarczych, a których poczyna się totalnie lekceważyć po przeprowadzeniu zmian ustrojowych.
Jeśli rządzący w swoim programie działania ma na celu m.in. ochronę ludzi pracy, to dobrze. Rzecz jednak w tym, że stopień koniecznych zmian legislacyjnych nie nadąża za potrzebami społecznymi.
Problem jednolitego stosowania prawa, istnienia legalnej wiążącej wykładni prawa ma zwłaszcza dzisiaj fundamentalne znaczenie społeczne. Bez istnienia tej instytucji prawnej trudno mówić o możliwości postępującej praworządności w stosunkach społecznych, w tym w stosunkach pracy.
Zmiany zachodzące w kierunku poprawy wizerunku, kwalifikacji, umiejętności i właściwej postawy szeroko rozumianego urzędnika administracji publicznej niczego w rzeczywistości nie przyniosą, jeśli nadal brak będzie instytucjonalnego zabezpieczenia jednolitego stosowania prawa.
Trzeba bowiem pamiętać o tym, że brak legalnej, wiążącej wykładni prawa jest elementem wybitnie sprzyjającym z jednej strony łapówkom a z drugiej kompletnemu brakowi odpowiedzialności z tytułu wykonywania zadań urzędniczych.
Istniejąca sytuacja nie sprzyja możliwości sprawiedliwego, skutecznego rozliczania urzędnika z podejmowanych przez niego rozstrzygnięć. W braku wiążącej wykładni prawa i przy istnieniu odmiennych wykładni tego samego przepisu, każdy kierunek postępowania może być wykładniowo obroniony, co tym samym uniemożliwia jednoznaczne ustalenie, czy urzędnik działa prawidłowo, czy wadliwie.
A to, niestety daje duże pole manewru, wręcz zachęca urzędnika do nadużyć. Urzędnik, przy pomocy różnych zachęt materialnych, może w określony korzystny dla kontrahenta sposób rozwiązać bezkarnie każdy problem. Zawsze przecież znajdzie w orzecznictwie, literaturze, czy wykładni odpowiednie uzasadnienie dla swojego rozstrzygnięcia.
Istniejący system prawny, nie daje więc szans na to, aby urzędnika można było rozliczyć z poprawności postępowania. System ten nie ma więc nic wspólnego ani z praworządnością, ani sprawiedliwością, ani z właściwym stosowaniem prawa na co dzień.
Sprzyja natomiast tym, którzy dysponują kapitałem, których stać na wynajęcie jurystów w celu obrony swoich interesów i którzy tym sposobem mogą się bogacić kosztem biednych, nie dysponujących takimi możliwościami prawniczymi.
Tak się niestety składa, że do grona tych słabszych zaliczamy pracowników i ich organizacje a do grona silniejszych pracodawców i ich organizacje. Mimo utyskiwania tych ostatnich na skomplikowany charakter przepisów prawa pracy, brak elastyczności itd., wszystko to są zarzuty w gruncie rzeczy mało istotne z punktu widzenia rzeczywistych nadużyć w stosunkach zatrudnieniowych, jakie mają miejsce ze strony pracodawców.
Dobitnie o tym świadczą coroczne sprawozdania Głównego Inspektora Pracy składane Sejmowi. Niestety, jak na razie, nie znaleziono rozwiązań problemu niewypłacania pracownikom należnego, bieżącego wynagrodzenia za pracę, co czyni Polskę przodowniczką w zakresie kantowania pracobiorców.
Problem nie jest wcale tak trudny do rozwiązania, o czym świadczą konkretne propozycje rozwiązań legislacyjnych. Zainteresowanych odsyłam do artykułu T. Nycza pt. „Problemy funkcjonowania PIP” zamieszczonego w części artykuły dla ekspertów.
Niestety, dotychczas nasz ustawodawca pozorował rozwiązania korzystne dla pracowników, tworząc np. w tym zakresie instytucję nakazu płacowego, która niczego nie rozwiązuje. Nakaz stanowi bowiem decyzję administracyjną, która w trybie egzekucji przysparza pieniędzy państwu a nie zainteresowanym pracobiorcom, którzy muszą w odrębnym postępowaniu sądowym dochodzić swoich należności wynagrodzeniowych.
Dziwnym zbiegiem okoliczności, nowelizując ustawę o kosztach sądowych w sprawach cywilnych ustawodawca obciążył pracowników częściowo kosztami, pogarszając ich sytuację procesową i mimo obietnic, jak na razie, nie przywrócono poprzedniego stanu prawnego obowiązującego pod rządami art. 263 K.p.
Nieprawidłowości w zakresie stosowania prawa, w tym błędnej jego wykładni, choć w mniejszym stopniu, dotykają także pracodawców. Wystarczy wskazać na problemy wykładniowe na tle art. 23711 K.p. czyli tworzenia służby bhp.
Niektórzy internauci stawiają w związku z tym pytanie, dlaczego wyjaśnienia w serwisie odbiegają od stanowiska PIP, która w tym zakresie uważa, że pracodawca zatrudniający więcej niż 100 pracowników musi utworzyć służbę bhp w postaci zatrudnienia pracownika, lub pracowników a nie może zlecić tych zadań specjalistom spoza zakładu pracy.
Różnice zdań wynikają stąd, że serwis prawo-pracy.pl przyjmuje w każdym przypadku interpretacji prawa pracy te same założenia wykładniowe, bez względu na to, czy określony kierunek interpretacyjny jest korzystny dla pracownika, czy pracodawcy.
Serwis stara się wyjaśniać przepisy prawa pracy, wedle jednakowych zasad wykładniowych i stanowczo sprzeciwia się naruszaniu zasady wyrażonej w art. 7 Konstytucji RP, który stanowi, że każdy organ władzy publicznej działa na podstawie i w granicach prawa.
Konsekwencją tej zasady konstytucyjnej jest to, że sądom, czy też organom administracji nie wolno zmieniać prawa stanowionego przez Sejm, w drodze jego wykładni. Żadna wykładnia prawa nie może naruszać gramatycznego brzmienia przepisu.
Jeśli natomiast uchwalony przepis jest zły, wadliwy, nie odzwierciedla zamiaru ustawodawcy, to należy go legalnie znowelizować, a nie dostosowywać jego treść do potrzeb społecznych przy pomocy wykładniowej.
Poprawna wykładnia prawa dopuszczalna jest jedynie w granicach przyjętych reguł wykładniowych. Dalej już stosującemu prawo iść nie wolno, czyli nie wolno ani organowi wykonawczemu ani organowi sprawującemu wymiar sprawiedliwości zastępować ustawodawcy, bo tym sposobem narusza art. 7 Konstytucji RP.
Niestety, mimo jasno wyrażonej zasady trójpodziału władzy, nie jest ona w sferze stosowania prawa przestrzegana, co powoduje określone negatywne skutki społeczne. Strony konsultujące projekty ustaw w procesie legislacyjnym są tym sposobem oszukiwane.
Nieprecyzyjne zapisy prawa, powodują że w tym procesie organizacje pracowników inaczej rozumieją zapis aniżeli organizacje pracodawców. W rezultacie dochodzi do pewnych uzgodnień i ustaleń, niemniej jednak później okazuje się, że jedna ze stron tych konsultacji została oszukana.
Wynika to stąd, że w drodze wykładni dokonuje się zmiany zapisu ustawy, konsultowanego wcześniej przez te obie strony i rozumianego tak, jak brzmi gramatyczna treść przepisu. W efekcie takiego błędnego postępowania, zawsze jedna z tych stron konsultacji zostaje oszukana, co na przyszłość powoduje zahamowania w procesie negocjacji nowych przepisów, zwłaszcza ze strony organizacji pracowników, które częściej padają ofiarą tego rodzaju manipulacji.
Do tego jeszcze trzeba dodać przypadki oczywistych błędów legislacyjnych lub nawet zamierzonych błędów prowokowanych przez biurokrację i tym sposobem otrzymujemy pełen negatywny obraz naszego prawodawstwa.
Jako przykład wystarczy wskazać na sławną ustawę „203” w służbie zdrowia. Konflikt społeczny w zakładach służby zdrowia został zażegnany poprzez uchwalenie tej ustawy. Rzecz jednak w tym, że ustawa nie określała źródeł finansowania tych należności, co w efekcie powoduje wieloletnie problemy i dalsze konflikty społeczne.
W rezultacie obecna władza otrzymała po poprzedniej dość spory bagaż uregulowań antypracowniczych, które w myśl założeń Prawa i Sprawiedliwości muszą ulec zmianie. Trzeba więc mieć nadzieję, że założony kierunek postępowania będzie konsekwentnie realizowany.
Istniejąca sytuacja polityczna w minionym roku nie sprzyjała szybkości działań legislacyjnych, co w znacznej mierze usprawiedliwia rządzących, którzy posiadają chyba problemy kadrowe, co widać w bieżącej działalności.
Jeśli jeszcze do tego dodać ową biurokrację, która trzyma się mocno, walka z negatywnymi rozwiązaniami wcale nie będzie prosta. Rządzącym należałoby życzyć powodzenia i wytrwałości w zakresie działań na rzecz słabszej strony stosunku pracy.
Szczególne zaś znaczenie odgrywa umiejętność poszukiwania przez rządzących zwolenników, którzy popierają projektowane reformy i byliby w stanie podjąć określone działania w tym kierunku, gdyby zostali znalezieni i uaktywnieni.

References: art. 173
 art. 130
 art. 60
 art. 60
 art. 16
 art. 263
 art. 23711
 art. 7
 art. 7