Source: http://forum.lex.edu.pl/blogs/blog/17-pawe%C5%82-sikora/
Timestamp: 2018-03-18 03:47:42+00:00

Document:
Przez Paweł Sikora, 17 Marzec 2017
Przez Paweł Sikora, 4 Marzec 2017
Przez Paweł Sikora, 16 Wrzesień 2016
Przez Paweł Sikora, 2 Październik 2015
Przez Paweł Sikora, 23 Listopad 2012
to nie proste zadanie. Przekonałem się o tym osobiście na własnej skórze, a za niedługo przekonam się i na własnym portfelu. Jedyny pozytyw jest taki, że oto pewne towarzystwo ubezpieczeniowe, którego nazwa może sugerować, żw będę beneficjentem czegoś, dostarczyła mi materiału na kolejny wpis.
Sytuacja dosyć prosta. Podczas parkowania samochodu na parkingu podziemnym słup stojący zawsze w tym samym miejscu podstępnie zmienił swoje położenie i wtargnął na tor jazdy samochodu, którym akurat cofałem aby wjechać na miejsce parkingowe. Fizyka zadziałała i na karoserii mojego kompaktowca pojawiło się wgniecenie. A więc i szkoda, którą z polisy AC należy zlikwidować, żeby pojazd znowu prezentował się estetycznie.
Rzeczoną szkodę zgłosiłem, po czym umówiłem się do autoryzowanego serwisu pewnej marki na oględziny. Wszystko wspaniale do czasu kiedy zapytałem o samochód zastępczy. Pytanie było oczywiście grzecznościowe bo nie wyobrażałem sobie, że może być z tym problem skoro na polisie jasno napisano “SAMOCHÓD ZASTĘPCZY DO 7 DNI”. Szybko jednak zostałem sprowadzony na ziemię kiedy pan z salonu wyłożył mi że zgodnie z OWU, które raczyłem byłem zaakceptować:
Otóż, kiedy to już sprawca w postaci słupa zakończył swój atak na lewy bok mojego pojazdu pierwsze co powinienem zrobić to wykonać telefon na infolinię towarzystwa ubezpieczeniowego i poprosić o “spełnienie świadczenia holowania”. Właśnie tak. To nie szkodzi, że samochód ma jedynie lekkie wgniecenie karoserii i przetarty lakier, co jak uczy nowoczesna technika – nijak się ma do możliwości dalszego poruszania się pojazdem. Wszak autor OWU zapisał, że świadczenie holowania należy mi się albowiem “naprawa w trasie jest niemożliwa”. No nie była, bo nie mam w zwyczaju wozić ze sobą podręcznego zestawu blacharsko-lakierniczego. A więc, jak to się mówi warunki formalne są”. Inaczej tego zapisu interpretować się nie da. Drugą czynnością powinno być przejechanie się lawetą (jako pasażer) do serwisu, który wykona naprawę. Trzecią czynnością powinno być obserwowanie jak samochód zjeżdża z lawety i następnie zajęcie miejsca kierowcy i odjechanie samochodem do domu. Czwartą i ostatnią czynnością powinno być umówienie się na oględziny i ustalenie terminu naprawy. Tę czynność można połączyć z ad 3, jak kto woli.
Przez Paweł Sikora, 29 Sierpień 2012
Na jedno nawet oko widać już, że coś tu nie gra. Na samym początku myślałem, że może wszystko jest w porządku, a stwierdzenie “jeżeli przepis szczególny nie stanowi inaczej” załatwia sprawę i nie ma problemu. Ale o tym, że myliłem się znacząco przekonałem się, kiedy przyszło mi wyegzekwować należność w EUR.
Wniosek z tego taki, że przepis art. 783§1 KPC nie przystaje do “nowego” (tj. obowiązującego od 3 lat) brzmienia art. 358 KC i tym samym wymaga pilnej nowelizacji. Od razu dodam, że sformułowanie “pilna nowelizacja” zaczerpnąłem od prof. Gniewka, który chyba, jako jedyny zdaje się zauważać ten problem. Na pewno nie zauważa go ustawodawca nowelizując przepis art. 783 KPC w takim zakresie, jakby tego problemu nie było. No chyba, że go nie ma, a kluczem jest ten „przepis szczególny”. Ale jeżeli tak, to ustawodawca powinien wytłumaczyć to przynajmniej niektórym komornikom.
Przez Paweł Sikora, 18 Maj 2012
Dzisiaj, całkowicie przypadkiem spożywając poranną kawę dokonałem ciekawego spostrzeżenia. Otóż, jeden z ogólnopolskich dzienników – przy okazji przekazania informacji o nowelizacji KPC – uraczył czytelników informacją, iż “właściciel firmy nie musi iść z pozwem przeciwko swojemu kontrahentowi do sądu gospodarczego. Jego sprawę rozpozna sąd cywilny“.
Przez Paweł Sikora, 21 Kwiecień 2012
Autor wspomnianej powyżej publikacji zdaje się stać na stanowisku, że e-protokoły (jak wszystko teraz, protokoły też będą “e-”) to samo dobrodziejstwo, które zagwarantuje stronom arcyważne i absolutnie fundamentalne prawo do jawnego procesu. A dlaczego? Ano dlatego, że teraz już nic się przed stronami nie ukryje. Przykładowo zatem kiedy sędzia stuknie młotkiem uciszaczem za głośno, albo będzie wobec strony grzeczny inaczej albo kiedy pełnomocnik strony będzie wygłaszał przydługą i niezbyt interesującą mowę – wszystko to, niczym oku wielkiego brata, nie umknie uwadze e-protokołu.
Do tego, autor publikacji stwierdza, że “Nagranie rozprawy z wykorzystaniem adnotacji urzędowych tworzonych przez protokolanta pod nadzorem sędziego oraz z wykorzystaniem prywatnych elektronicznych notatek zapisywanych na komputerze przez sędziego powoduje łatwość wyszukania na nagraniu najważniejszych fragmentów rozprawy i zapoznania się z nimi w czasie przygotowania wyroku, pisania uzasadnienia lub rozpoznania apelacji i zażalenia przez sąd II instancji.”. I to, w zasadzie miałoby, jak rozumiem, stanowić wystarczający argument dla uznania,że e-protokoły mają same zalety.
Ja jednak mam tutaj pewne wątpliwości. Po pierwsze – to, że plik zawierający nagranie będzie posiadał znaczniki, pozwalające na “skakanie” pomiędzy poszczególnymi świadkami, czy etapami rozprawy, to dla mnie nie tyle zaleta, co wręcz oczywista konieczność. Nie wiem doprawdy, jak ustawodawca wyobrażałby sobie egzystencję e-protokołu bez takich znaczników. Po drugie – te “prywatne notatki sędziego”, być może coś pomijam, ale nie widzę w przepisach jakiejkolwiek podstawy prawnej dla ich prowadzenia. Poza tym, jak słusznie autor zauważa są to notatki sędziego, które mają pomóc jemu. I tylko jemu. Ale chciałbym nieśmiało zauważyć, że oprócz sądu w postępowaniu biorą udział również strony. A czasami także ich pełnomocnicy. I ci pełnomocnicy piszą pisma, czasami apelacje lub zażalenia. A to wszystko, podobno w interesie strony. Teraz pełnomocnicy będą mieli oczywiście znacznie łatwiej, szybciej i przyjemniej. Zamiast zamówić kserokopię protokołu rozprawy a na rozprawie poświęcić się kwestiom merytorycznym, będą sami ćwiczyli szybkopisanie i notowali to co mówi strona/świadek, tylko po to żeby oszczędzić sobie organizowania w kancelarii kilkugodzinnego odsłuchowiska.
Podsumowując, ja osobiście, w instytucji e-protokołu widzę wyłącznie propagandową zagrywkę i przysłowiowe wciskanie kitu, dzięki czemu decydenci będą mogli chwalić się tym, że teraz oto wszystko ruszy z kopyta i popędzi o tę mityczną “jedną trzecią” szybciej. I nic więcej. Bo gdyby komukolwiek zależało na sprawności postępowania oraz interesie stron (przez pryzmat jawności postępowania), to wszystko zostałoby po staremu, a jedynie dodatkowo rozprawy byłyby nagrywane, tak aby, w razie złożenia wniosku o sprostowanie protokołu, sytuacja była jasna. A zamiast tego prostego rozwiązania mamy – jak nie pierwszy raz – całą stertę pieniędzy wyrzuconą w błoto.
Przez Paweł Sikora, 3 Marzec 2012
Jak zdaje się wynikać z motywów rozstrzygnięcia przedstawionych przez NSA, istotne znaczenie dla takiej, a nie innej decyzji miał fakt, że miejsce postojowe w garażu wielostanowiskowym stanowi odrębny od lokalu przedmiot własności, a “tylko miejsca postojowe, które zgodnie z prawem lokalowym stanowią pomieszczenie przynależne, mogą być opodatkowane tą samą stawką podatku co mieszkania“.
I teraz przejdźmy do pytania pierwszego: domyślam się, że NSA rozumuje w ten sposób: jeżeli lokal jest mieszkalny, a garaż czy komórka lokatorska stanowiące pomieszczenia przynależne, jako ujawnione w księdze wieczystej lokalu, automatycznie przejmują funkcję mieszkalną. A miejsce postojowe mające formę udziału we współwłasności nieruchomości innej niż lokal stanowi odrębny przedmiot własności i tym samym “może stanowić osobny przedmiot opodatkowania”. Czyli a contrario należałoby przypuszczać, że nie można zastosować wyższej stawki podatkowej do garażu-niemieszkalnego, albowiem nie stanowi on odrębnego przedmiotu własności? Jak się jednak ma takie stanowisku wobec faktu, że przykładowo: prowadzenie w części lokalu mieszkalnego działalności gospodarczej będzie skutkowało zwiększeniem stawki podatku dla tej części lokalu? Skoro zatem można, to wówczas należałoby inaczej też opodatkowywać komórki lokatorskie, w których z założenia nie mieszkamy (a przynajmniej nie powinniśmy), a więc nie spełniają one funkcji mieszkalnej. Nikt tego jednak nie robi. Ale jeżeli możliwe jest zastosowanie innej stawki wobec części tego samego przedmiotu własności (w związku z innym jej przeznaczeniem) to należy dojść do wniosku, że dla ustawodawcy nie ma znaczenia ile nieruchomości w znaczeniu wieczystoskięgowym znajduje się w BUDYNKU, ale jakie jest przeznaczenie poszczególnych jego części (w sensie fizycznym), bo o częściach budynku art. 5 Ustawy też wspomina.
Przez Paweł Sikora, 20 Luty 2012
Nie tak dawno temu Naczelna Rada Adwokacka podjęła temat temat stawek wynagrodzeń za czynności wykonywane przez pełnomocników z urzędu, a to w związku ze światłym pomysłem Ministerstwa Sprawiedliwości aby w sprawach o odszkodowanie lub zadośćuczynienie związane z warunkami wykonywania kary pozbawienia wolności lub tymczasowego aresztowania. wynagrodzenie ustalać nie wedle wartości przedmiotu sporu (czyli od 60 PLN do 7200 PLN) ale by była to kwota stałą – bodajże sto kilkadziesiąt złotych. Problem wynagrodzenia za tak zwane “urzędówki” jest oczywiście znacznie głębszy i nie ogranicza się tylko do wyżej wspomnianych spraw o odszkodowanie (..).
Nie, proszę mnie źle nie zrozumieć – nie uważam, że fakt, iż stawki są jakie są, jest dla pełnomocnika przyzwoleniem na to, że może się “starać mniej” lub “inaczej” niż w sprawie z wyboru. Przeciwnie, sam wyznaję zasadę, że przykładać należy się tak samo i zasadę tę wcielam w życie (co myślę zainteresowani oraz sam właściwy sąd mogliby potwierdzić) ale trzeba jasno powiedzieć, że czas jaki trzeba poświęcić na sprawę z urzędu oraz potencjalna odpowiedzialność związana z prowadzeniem takiej sprawy w żaden sposób nie różnią się od tych z jakimi mamy do czynienia w sprawach z wyboru. Dlaczego więc zmuszać adwokatów do godzenia się na i pracy za takie wynagrodzenie, którego nikt na wolnym rynku i przy zdrowych zmysłach nie zaakceptuje.
Tak wiem. Ten zawód to (i jakkolwiek by nie był postrzegany w społeczeństwie) to pewnego rodzaju misja. Nie bez powodu bowiem z mocy ustawy “Adwokatura powołana jest do udzielania pomocy prawnej, współdziałania w ochronie praw i wolności obywatelskich oraz w kształtowaniu i stosowaniu prawa.“. Niemniej jednak dosyć trudno zgodzić się z tym, aby ta misja stanowiła wystarczającą podstawę do tego aby świadczyć usługi prawne na warunkach wynikających z Rozporządzenia w sprawie opłat adwokackich (…). To może przyziemne rozumowanie, ale samym poczuciem misji przysłowiowych składek na ZUS nie opłacimy. Oczywiście nie samymi “urzędówkami” adwokat żyje. Ale to żaden argument w tej dyskusji, bo nie chodzi w niej o to ile kto ma zarabiać przede wszystkim o tę rażącą dysproporcję pomiędzy nakładem pracy i odpowiedzialnością a kwotą ustalonego wynagrodzenia, której nie da się racjonalnie wytłumaczyć.
ps. nie jestem pewien czy temperatura powietrzna wynosiła wówczas dokładnie -25*C, ale celem zachowania odpowiedniego poziomu dramatyzmu historii, możemy przyjąć, że tak właśnie było
Ubogie “prawo ubogich” – kilka uwag o instytucji pełnomocnika z urzędu
Przez Paweł Sikora, 17 Listopad 2011
Każdy kto chociaż w małym stopniu skosztował “sądowego życia” wie, że fantazja ludzka w obliczu kontaktu z wymiarem sprawiedliwości czasami potrafi ponieść daleko. Dołóżmy do tego dosyć niską świadomość prawną społeczeństwa i mamy gotową receptę na sprawę, która przy udziale fachowego pełnomocnika – jako oczywiście pełnomocnika z urzędu trafia do sądu, chociaż nigdy nie powinna. Proszę mi wybaczyć to nieco mgliste wprowadzenie, ale chciałem jak najdelikatniej powiedzieć, że zdarza się, że obywatele w obliczu możliwości nieodpłatnego skorzystania z pomocy fachowego pełnomocnika, dosyć ochoczo występują z czasami absurdalnymi wręcz roszczeniami (często wskazując astronomiczną wręcz wartość przedmiotu sporu). I nie mówię tutaj o przypadkach gdzie “coś może być na rzeczy, więc należy to zbadać”, ale o takich, gdzie przykładowo ewentualne postępowanie musi skończyć się nawet odrzuceniem pozwu – z uwagi na niedopuszczalność sądową), względnie gdy przedstawiona przez stronę podstawa faktyczna zahacza o gatunek fantasy.
Ale co zrobić. Jest wniosek, to trzeba ustanowić pełnomocnika. Jeszcze kilka lat temu – kiedy ustanowienie pełnomocnika z urzędu było sprzężone ze zwolnieniem od kosztów sądowych, istniała podstawa prawna do tego aby w razie oczywistej bezzasadności powództwa lub obrony (obligatoryjnie) odmówić zwolnienia od kosztów, a tym ustanowienia samym pełnomocnika z urzędu (art. 117§2 KPC w brzmieniu sprzed 03.2006). Ale przepisy się zmieniły, art. 117§2 KPC został przeniesiony do ustawy o kosztach sądowych w sprawach cywilnych (obecnie znajdziemy go w art. 109 ust. 2 tejże ustawy) a w jego miejsce otrzymaliśmy art. 117§5 KPC, którzy stanowi że “Sąd uwzględni wniosek, jeżeli udział adwokata lub radcy prawnego w sprawie uzna za potrzebny“. Teoretycznie wszystko powinno być więc w porządku. Ale nie jest, bo o ile poprzedni przepis nie pozostawiał sądowi większego pola manewru – tj. w razie oczywistej bezzasadności sąd nie mógł udzielić zwolnienia od kosztów, to obecna regulacja jest znacznie bardziej podatna na rozciąganie. Co prawda “oczywista bezzasadność” jest oczywiście kwestią ocenną, niemniej jednak ewentualna błędna decyzja sądu w tym zakresie mogła by mieć istotne znaczenie reputacyjne.
Z tym wiąże się bardzo istotna kwestia kosztów, jakie strona będzie musiała ponieść w razie przegrania sprawy. Od pełnomocnika działającego na korzyść klienta należałoby oczekiwać, że podejmie działania na korzyść klienta, łącznie z tym, że uchroni klienta od konieczności ponoszenia takich kosztów. Fachowy pełnomocnik zapoznając się z aktami sprawy potrafi zatem ocenić czy sprawa ma jakiekolwiek szanse powodzenia. Jeżeli nie ma, to należałoby od niego rozsądnie wymagać aby w takim wypadku sporządził pisemną opinię i przedłożył ją sądowi, który przyznał stronie pomoc prawną. Wówczas sąd mógłby – po zapoznanu się z taką opinią – podjąć decyzję co do cofnięcia ustanowienie pełnomocnika z urzędu. Wówczas, o ile sprawa nie jest jeszcze w toku, strona – pouczona przez pełnomocnika i sąd, że jej roszczenia są bezzasadne będzie oczywiści mogła kontynuować sądową batalię, ale nie powiemy przynajmniej, że szkody majątkowej w postaci obowiązku zapłaty kosztów “winien jest system”.
Konkludując ten nieco przydługi wywód, można dojść do wniosku, że ustawodawca narzekając, że wysokie koszty pomocy prawnej udzielanej z urzędu obciążają budżet, nie robi nic, żeby w jakikolwiek sposób uszczelnić obecnie funkcjonujący system – zarówno w zakresie “majątkowym” – o którym pisze Gazeta Prawna, jak i “merytorycznym”, którego dotyczył niniejszy post. A czy można dziwić się pełnomocnikowi, że w sprawie o “milard milardów złotych” życzy sobie najwyższej stawki (7.200 zł) skoro musi spędzić sporo czasu na tym, żeby pozew (sensownie) w ogóle przygotować, a potem jeszcze z kamienną twarzą przedstawić żądanie pozwu przed sądem? Ja (bazując na swoich niedawnych osobistych doświadczeniach) się nie dziwię. I dziwić nie powinny się też sądy, które w zakresie “obcinania” należnego pełnomocnikowi wynagrodzenia, czasami dokonują oceny nakładu poniesionej pracy przez pryzmat sensowności dochodzonego przez stronę roszczenia.
Przez Paweł Sikora, 10 Październik 2011
Co prawda nie minęło zbyt wiele czasu od chwili kiedy dostąpiłem “stanu adwokackiego”, ale zupełnie wystarczyło, abym całkowicie stracił wiedzę co do aktualnych problemów “stanu aplikanckiego”. O jednym z nich – ponoć bardzo istotnym – dowiedziałem się całkowicie przypadkiem. Poniżej, kilka słów własnej refleksji w tym zakresie.
Po pierwsze zastanówmy się co to znaczy, że aplikant może “zastępować adwokata przed sądem“. Żeby odpowiedzieć na to pytanie, wcześniej należy zapytać – a co to znaczy, że adwokat może występować przed sądem? Ano w uproszczeniu znaczy to tyle, że może (i) wziąć udział w rozprawie, posiedzeniu i w toku tego posiedzenia dokonać każdej czynności procesowej lub dyspozycji materialnej jaka wynika z zakresu udzielonego pełnomocnictwa procesowego, jak również (ii) podpisać każde pismo procesowe skierowane do tego sądu, (iii) podjąć wszelkie inne czynności, które nie są ad (i) albo ad (ii) które sobie wymyślimy, a których konieczność podjęcia zajdzie w sprawie.
I teraz – jeżeli ustawodawca zezwala aplikantowi na “zastępowanie adwokata przed sądem” to nie widzę jakichkolwiek normatywnych podstaw aby ograniczać zakres działania aplikanta podług zakresu działania adwokata (oczywiście nadal mamy na względzie rozróżnienie pomiędzy ust. 1 a ust. 2 art. 77) wyłącznie do występowania przed sądem w postaci zjawienia się na sali rozpraw. Zastanówmy się z resztą jaki to by miało sens? Skoro aplikant mógłby na rozprawie – w skrajnym przypadku cofnąć pozew/apelację (nawet ze zrzeczeniem się roszczenia) – a więc, że tak to nazwę wręcz “w sensie procesowym unicestwić swojego klienta”, to jaka to różnica, czy zrobi to ustnie, czy pisemnie. Żadna. Ewentualnie na korzyść pisemności – bo jeżeli pismo wysłano pocztą, to zawsze można je cofnąć. Nie można również, w żadnym wypadku zgodzić się ze stwierdzeniem, że “zastępowanie przed sądem” (naciskiem na słowo “przed”) oznacza, że aplikant może zastępować adwokata wyłącznie w sytuacji, w której fizycznie znajduje się “przed” sądem rozumianym jako skład orzekający ubrany w przepisową togę. To byłaby raczej fantazyjna wykładnia.Ja zatem skupiałbym się na słowie “zastępować”.
A co się tyczy aplikantów radcowskich i wspomnianej (dziwnej) regulacji dotyczącej podpisywania pism, jaka znalazła się w “ich” ustawie, to aby ustalić co poeta miał na myśli, pozostaje mi odesłać zainteresowanych bezpośrednio do właściwych posłów Sejmu burzliwej V Kadencji, albowiem nawet w sejmowym archiwum (tym) brak jest jakichkolwiek materiałów z których możnaby wnioskować cokolwiek w tym temacie.
Przez Paweł Sikora, 29 Wrzesień 2011
Wczoraj zostałem obdarowany egzemplarzem drugiego wydania książki autorstwa Maurycego Allerahanda oraz jego wnuka – Leszka (który jak zapewne Państwo wiecie jest jednym z fundatorów Instytutu Allerhanda) pt. “Zapiski z tamtego świata”. I z tej własnie okazji chciałbym wszystkim (nie tylko prawnikom) lekturę tejże pozycji polecić.
W absolutnym skrócie powiem, że książka to zapis wspomnień dr Leszka Allerhanda z okresu 1939-1944, które częściowo przeplatane są zapiskami samego prof. Maurycego Allerhanda. Zawartości tej książki nie sposób chyba oddać lepiej niż jak zrobił to wydawca – “Po kilkudziesięciu latach odkryto przypadkowo okupacyjne pamiętniki profesora. Prezentujemy ich unikalną treść pokazując, jak prawo może zmienić się w bezprawie. Profesor został zamordowany w 1942r. w Obozie Janowskim we Lwowie“.
Przez Paweł Sikora, 10 Wrzesień 2011
- mającego siedzibę lub prowadzącego działalność gospodarczą na obszarze określonym w załączniku Nr 1 do niniejszej uchwały, co udokumentuje stosownym wypisem z ewidencji działalności gospodarczej, a także tytułem prawnym do lokalu, w sytuacji gdy nie jest to prawo własności, wraz z umową udostępnienia lokalu oraz zaświadczeniem z właściwego organu skarbowego za poprzedni rok podatkowy o zaliczeniu przychodu osiąganego przez udostępniającego lokal do podstawy opodatkowania lub złożenia deklaracji albo stosownego zaświadczenia od płatnika w rozumieniu art. 10 ust. 1 ustawy z dnia 9 września 2000 r. o podatku od czynności cywilnoprawnych (tekst jednolity: Dz. U. z 2010 r. Nr 101 poz. 649 z późn. zm.)
Tym samym ciężko jest wymagać od Urzędu Skarbowego aby wydał zaświadczenie “o zaliczeniu przez udostępniającego lokal, przychodu uzyskanego z tytułu umowy do podstawy opodatkowania”. Z tą myślą wykonałem telefon do właściwego US, który jedynie potwierdził moje przypuszczenia. Następnie więc postanowiłem zakomunikować tę wiadomość ZIKiT oraz ich zespołowi radców prawnych – który jak mi tłumaczono jest “do użytku wewnętrznego” i zwykły śmiertelnik nie może z nimi, ot tak porozmawiać. Zdobywszy jednak telefon (po dobroci, nikomu nie groziłem) odbyłem rozmowę z urocza Panią Mecenas (jeszcze w statusie aplikanta, jak sama zdradziła) i wyłożyłem jej całe zagadnienie. Potem było nieco śmiesznie bo radcy prawni ZIKiT nie widzieli problemu, a widział go z kolei sam ZIKiT – gdzie pani z okienka (tj. telefonu) stanowczo stwierdziła, że jak nie będzie zaświadczenia to nie będzie abonamentu – bo takie są wymogi uchwały, a to nie oni ją uchwalili, więc pretensje mogę kierować do kogo innego.
O “dużej” nowelizacji KPC (cz.I)
Przez Paweł Sikora, 22 Sierpień 2011
Przez Paweł Sikora, 16 Marzec 2011

References: art. 783
 art. 358
 art. 783
 art. 5
 art. 117
 art. 109
 art. 117
 art. 77
 art. 10