Source: http://polonus.forumoteka.pl/viewtopic.php?t=1400
Timestamp: 2017-01-19 12:59:11+00:00

Document:
polonus.forumoteka.plArchiwum b. forum POLONUS (2008-2013). Kontynuacją forum POLONUS jest forum www.konfederat.pl FAQ Szukaj Użytkownicy Grupy Rejestracja Profil Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości Zaloguj Proces w sprawie ukarania sprawców pobicia 3. 5. 1987
Wydarzenia 3 maja 1987 roku w Krakowie miały określony kontekst polityczny, który warto przypomnieć. We wrześniu 1986 roku wypuszczeni zostali na wolność przywódcy KPN skazani w II procesie. Leszek Moczulski, który niemal cały okres od września 1980 r. do września 1986 r. spędził za kratami opuścił więzienie na noszach. W wyniku nacisków (m.in. parlamentarzystów brytyjskich, którzy przebywali w Polsce pod koniec 1986 roku) otrzymał paszport i wyjechał na leczenie za granicą. Wyjazd ten wykorzystał dla propagowania niepodległościowego programu KPN. Odbył wiele spotkań z działaczami politycznymi w Europie Zachodniej i Ameryce Północnej (m.in. z wiceprezydentem USA Georgem Bushem), z przywódcami Polonii, dziennikarzami i studentami. W tym czasie w PRL wznowiona została jawna działalności KPN (na początku 1987 roku Krzysztof Król otworzył jawne biuro KPN w swoim mieszkaniu przy ul. Lumumby w Warszawie). KPN zainicjowała też intensywne prace mające na celu integrację opozycji niepodległościowej (podpisano porozumienie o współpracy między KPN a SW, utworzono Tymczasową Komisję Stronnictw Niepodległościowych). Zmęczone społeczeństwo z nadzieją oczekiwało na trzecią pielgrzymkę Jana Pawła II do Polski. W takiej sytuacji, jak podają A. Dudek, T. Marszałkowski w "Walki uliczne w PRL 1956-1989", Kraków, 1999 (s. 370-371): „Niezależne obchody święta Konstytucji 3 Maja przebiegły w kraju, w 1987 roku, raczej spokojnie. We Wrocławiu milicjanci rozproszyli demonstrację bez używania pałek, aresztując wiele osób. Niespodziewanie natomiast, do brutalnej interwencji MO doszło w Krakowie”. Przebieg wydarzeń w Krakowie można odtworzyć na podstawie relacji świadków. Oto one.
Wspomina Halina Swałtek (członek „Solidarności” i KPN): „W przeddzień 3 maja 1987 roku dostałam zadanie od Ryśka Bociana, aby przenieść sztandar KPN do katedry. Był zawinięty w zwyczajną reklamówkę. W katedrze w czasie wieczornej mszy było dość dużo ludzi a ja miałam włożyć flagę do otwieranej ławy-skrzyni z podnoszonym wiekiem, którą wcześniej wskazał mi Rysiek (po prawej stronie w nawie głównej). Albo nikt nie zwrócił uwagi na to, co robiłam, albo udawali, że nie widzą. Po nabożeństwie ten sztandar został rozwinięty”. Ryszard Bocian (działacz KPN): „Transparent i rurki w przeddzień 3 maja ukryłem w Katedrze, w ławce ze skrzynią zamykaną siedzeniem. Kilka osób z czołówki KPN zawiadomiłem, gdzie są ukryte - na wypadek, gdyby nie udało mi się przedrzeć na Wawel 3 maja. Prawdopodobnie ukryłem tam również tubę elektryczną - w każdym razie ja osobiście zawsze przechowywałem tubę, w tylko mnie znanych skrytkach, jako sprzęt najważniejszy, bo nie do odtworzenia, jak np. transparenty, w razie przejęcia przez wroga.
„Po uroczystej Mszy Św. za Ojczyznę w Katedrze na Wawelu otworzyłem wiec KPN ze schodów przy wejściu na teren Muzeum Archidiecezjalnego - naprzeciwko głównego wejścia do Katedry. Przemawiałem, posługując się tubą na baterie, pod rozwiniętym transparentem z napisem "Naszym celem III Rzeczpospolita - KPN". Przemówienie rozpocząłem od przedstawienia się. Powiedziałem do gromadzących się na widok transparentu, wychodzących z Katedry ludzi : "Nazywam się Ryszard Bocian, jestem z zawodu prawnikiem, reprezentuję Konfederację Polski Niepodległej". To, że działacz KPN przedstawił się było przełamaniem pewnej ważnej bariery. Po raz pierwszy od 13 grudnia 1981 roku przywódca opozycji wystąpił na wiecu podając swoje imię , nazwisko i przynależność do opozycyjnej organizacji . Wystąpił z odkrytą przyłbicą. To było dla wielu ludzi szokujące. Prasa podziemna bardzo mocno uwypukliła ten fakt w relacjach z manifestacji. Było to przełamanie ważnej psychologicznej bariery. Po raz pierwszy też słowa mówcy były dobrze słyszane przez zgromadzonych, gdyż do nagłośnienia wykorzystana została tuba elektryczna. Ciąg dalszy relacji Ryszarda Bociana: „Pamiętam, że wśród wychodzących z Katedry zapadła wówczas przejmująca cisza. Słychać było tylko głos proboszcza Janusza Bielańskiego, który rozpoczął inicjowanie modłów przez katedralne głośniki. Przemawiałem jak pamiętam krótko, rzeczowo, bez emocji wyjaśniając cele KPN. Koncentrowałem się na konieczności pokojowego usunięcia, w drodze wolnych wyborów, uzurpatorskich rządów PZPR "stanowiących współczesną formę władztwa rosyjskiego nad Polską" oraz przywrócenia wolności i niepodległości Polski (rozwijając tezy Deklaracji Ideowej KPN z 1979 r.). Powiedziałem również, jak pamiętam, że II Obszar KPN obejmuje teren Małopolski od granicy Śląska do wschodniej granicy Polski "gdzie by ona nie była". Potem udzieliłem jeszcze głosu, na ich prośbę, Jackowi Smagowiczowi z Ruchu "Odwaga i Prawda" im. Ks. Jerzego Popiełuszki oraz Zbigniewowi Romanowskiemu. Treści przemówienia p. Smagowicza nie pamiętam, natomiast z przemówienia p. Romanowskiego pamiętam potępienie mocarstw jałtańskich, a szczególnie ostry jego ton. Było to dobre, emocjonalne wystąpienie. „Po zakończeniu ich wystąpień zabrałem powtórnie głos i wezwałem zebranych do spokojnego przejścia zwykłą trasą, tzn. ul. Grodzką przez Rynek Gł. - do Pomnika Grunwaldzkiego i symbolicznego Grobu Nieznanego Żołnierza na Pl. Matejki. Wyraźnie zaznaczyłem, że pochód prowadzi KPN. „Jeszcze na dziedzińcu przed Katedrą formowaliśmy pierwszy szereg pochodu. Transparent na kijach, złożonych z krótkich rurek metalowych (namiotowych) nieśli na czele pochodu dwaj kapeenowcy: z pewnością Paweł Sabuda i (jak mi się wydaje) Jerzy Jajte – Pachota. W pierwszym szeregu jak rozpoznaję na filmie ruszyli, oprócz w/w niosących transparent: niżej podpisany Ryszard Bocian, jako kierujący przemarszem pochodu, Maciej Gawlikowski, dalej Ś. p. Wojciech Pęgiel, Zbigniew Romanowski, Jacek Smagowicz, Agata Michałek, Iwa Korsak-Sabuda, Mirosław Postawa i Antoni Piekałkiewicz”. Tymczasem u stóp wzgórza wawelskiego zgromadziła się grupa umundurowanych milicjantów z pałkami. Demonstracja szła wprost na nich. Ryszard Bocian: „Szliśmy po minięciu bramy Wawelu powoli, zatrzymując się, żeby dać możliwość manifestantom na dołączenie do czołówki, ponieważ brama Wawelu była "wąskim gardłem" pochodu. Na dodatek zauważyłem, że starsi ludzie czy kobiety z dziećmi, na widok oczekujących na dole szeregów MO, cofali się z powrotem przez bramę, tworząc korek. Czekałem na dotarcie do czoła pochodu młodych kapeenowców, którzy się gdzieś zawieruszyli”.
Ryszard Bocian: „Napastnicy z "drugiego szeregu" zaatakowali nas jeszcze bardzo wysoko na zejściu ze Wzgórza Wawelskiego. Może ci z "drugiego szeregu" widząc, jak hamuję tempo marszu naszej czołówki - obawiali się dotarcia do czołówki pochodu ludzi młodych i sprawnych z KPN-u i z grona studentów-sympatyków KPN-u, i zaatakowali zanim na czoło pochodu przedarli się kolejni kapeenowcy. „Akcję grupy przestępczej z MO rozpoczął Kazimierz Lewandowski, bokser wagi ciężkiej, odbierając za moimi plecami jeden z dwu kijów transparentu Pawłowi Sabudzie, a gdy rzuciłem się w stronę tego intruza interweniować - Lewandowski uderzył mnie w twarz pięścią. Widać to na filmie ubeckim. Następnie, jak dzisiaj pamiętam, wlokło mnie w dół, do oczekujących na dole szpalerów MO, dwóch cywili, którzy uprzednio wykręcili mi ręce, tak że byłem całkowicie obezwładniony”. Moment rozpoczęcia ataku przez tajniaków. Widać wyraźnie jak tajniak w ciemnym podkoszulku, który stał na skraju lewej strony pierwszego szeregu doskakuje do Zbigniewa Romanowskiego i usiłuje chwycić go za rękaw jasnej marynarki. Mirosław Postawa, który stał z prawej strony również zbiega do środka, aby bronić Romanowskiego.
Jacek Smagowicz (działacz „Solidarności”): „Ten który mnie rozprowadzał i prowadził do suki – kpt Tadeusz Rak był amatorem w stosunku do lekko ubranych cywilów, którzy urządzili sobie polowanie, bijąc – i to nie tylko rękami, ale także rurkami metalowymi - i kopiąc, jak karatecy. To nie było „normalne” esbeckie poszturchiwanie. Do naszej suki doprowadzono kobietę, która była w widocznej, kilkumiesięcznej ciąży. Znęcano się nad Staszkiem Sroką, który jest inwalidą. Miał przy sobie mała córeczkę”. Córka Stanisława Sroki (miała 15 lat w dniu manifestacji): „Ci cywile zachowywali się bardzo brutalnie wobec osób, które szły wraz z nami. Wyrywali drążki od transparentów i bili nimi, kopali, ciągnęli po ziemi. W pewnym momencie poczułam, że odrywają od mojego taty mojego młodszego brata a następnie próbują oderwać mnie. To się im nie udało, bo trzymałam się taty bardzo kurczowo. W tym momencie poczułam, jak tatę ciągna po bruku a ja razem z nim jestem ciągnięta w stronę krawężnika. W pewnym momencie poczułam, jak mnie ktoś kopnął w żołądek. Widziałam, jak mój tato z kimś się szamotał. Później już nic nie pamiętam – jakby mi się film urwał”.
Iwa Korsak-Sabuda (matka Pawła Sabudy): „Byli bardzo brutalni. Wyciągnęli mojego syna Pawła z tłumu. Twarz miał zalaną krwią. Patrzyłam na tę krew. Przyglądałam się, czy nie jest za jasna. Bałam się, że razem z tą krwią traci płyn mózgowy, bo takie rzeczy się zdarzają po mocnych uderzeniach w głowę”. Paweł Sabuda (działacz młodzieżówki KPN): „Jan D. 3 maja 1987 roku zatrzymywał moja skromną osobę. Łamiąc wszelkie regulaminy i przepisy, powalił mnie na ziemie, następnie przy pomocy trzech innych milicjantów, zawlókł mnie do więźniarki. Po drodze było trochę szamotaniny, co poskutkowało u mnie złamaniem nosa. Wobec przewagi liczebnej wroga, nie udało mi się ich otoczyć, przez co oni wyszli bez strat (niestety)”.
Ryszard Bocian: „Na dole, u stóp Wzgórza Wawelskiego, a może już na ulicy, podbiegł do mnie jakiś cywil i kopnął mnie w brzuch. Ponieważ podbiegał kilka kroków (a w tym czasie ciągnący mnie cywile bardzo zwolnili swój bieg, a może się nawet zatrzymali, tak że stanąłem na nogach, udało mi się odbić od ziemi, korzystając z oparcia, którego mi mimowolnie dostarczyli trzymający mnie dwaj cywile, i sam jednocześnie kopnąłem atakującego mnie napastnika - tak że znacznie osłabiłem siłę jego kopnięcia. Niemniej, jak pamiętam, w "suce" milicyjnej bardzo bolał mnie brzuch. W suce zastałem, jak pamiętam, Jacka Smagowicza, z którym wyskoczyliśmy z suki, widząc jak jacyś cywile katują pięściami i kopią leżącego na ziemi Zbigniewa Romanowskiego [w wyniku pobicia Romanowski doznał złamania lewego ramienia, żebra, oderwania kostki bocznej prawego podudzia – przypis autora tekstu]. Wówczas wyskoczyłem z Nyski wrzeszcząc do tych bijących Romanowskiego, żeby przestali. Chyba za mną wyskoczył z Nyski Jacek Smagowicz. Mnie opadli i obezwładnili jacyś inni cywile, jeden z nich bił mnie, celując w głowę, rurką metalową, być może z naszego transparentu. Bił mnie po rękach, którymi osłaniałem głowę, i pomimo bólu nie opuściłem rąk, ratując przed ciosami głowę. Przez dłuższy czas, może nawet przez kilka miesięcy, odczuwałem ból obitych kości rąk. Nie pamiętam, czy widziałem że bili wtedy także Smagowicza. Pamiętam jednak, że w wiozącej nas na Mogilską do aresztów suce milicyjnej Jacek Smagowicz zwijał się z bólu i pokazywał mi brzuch z wyraźnie widoczną przepukliną, skarżąc się że skopano go po brzuchu”. Relacja naocznego świadka pobicia Petroneli Wróbel opublikowana w podziemnym piśmie „Paragraf” (z 20 maja 1987): „Młody, zwyrodniały esbek, który śmiało mógłby być jej wnukiem, wyrwał jej laskę, połamał ją, a następnie uderzył staruszkę tak, że padła, tracąc na dłuższy czas przytomność. Dopiero po odjeździe milicji przechodnie mogli wezwać pogotowie". Tajniak z lewej (w ciemnej kurtce) wymierza kopniak w twarz Petroneli Wróbel. Z tyłu trwa walka Bociana, Gawlikowskiego i Sabudy z tajniakami. Charakterystyczne jest, że SB usiłowała oskarżyć działaczy KPN, że to oni pobili funkcjonariuszy milicji. Paweł Sabuda: „Już na komendzie MO (wtedy: Wojewódzki Urząd Spraw Wewnętrznych), Jan D. w czasie czynności zwanej "okazaniem" wskazał na mnie, jako osobę, która go biła, kopała itd., gdy wykonywał swoja pracę, czyli usiłował mnie zatrzymać. Na dowód pokazywał swój biały podkoszulek z idealnie odciśniętą podeszwą trampka. Miał to być ślad mojego kopniaka. Pech chciał, że tego dnia miałem buty z podeszwą "wibram", której nijak nie można pomylić z "trampkiem"”. Ostatecznie skończyło się na karach grzywny, które na mocy wyroków kolegiów otrzymały wszystkie osoby pochwycone i pobite 3 maja 1987 roku pod Wawelem. Decyzja polityczna władz była bowiem taka, że po wrześniu 1986 roku nie stosowano już kar więzienia ograniczając się do karania działaczy opozycji karami administracyjnymi. W aktach SOR „Konspiratorzy” zachował się ubecki szyfrogram z 3 maja 1987 roku, skierowany do Naczelnika Wydziału I Departamentu III MSW w Warszawie (z dopiskiem „B. pilne!” i adnotacją „tajne”), w którym znajduje się ubecki opis tych wydarzeń. Częściowo potwierdza on (a nawet wzbogaca) relacje podane wyżej. Jednak w paru istotnych punktach prawda ubecka różni się od tej, którą można ustalić na podstawie relacji świadków. Oto obszerny fragment tego ubeckiego dokumentu.
Cytat:	„Od wczesnych godzin porannych prowadzono w okolicach wzgórza wawelskiego legitymowanie potencjalnych uczestników zapowiedzianej nielegalnej manifestacji. Działania te doprowadziły do zatrzymania w celu przeprowadzenia rozmów profilaktyczno-ostrzegawczych ok. 100 osób.
Mszę w Katedrze na Wawelu o godzinie 10.00 celebrował ks. biskup S. Smoleński a nabożeństwo zgromadziło ok. 6.000 osób. W słowie wstępnym proboszcz katedry ks. J. Bielański poinformował, iz msza odprawiana jest również w intencji Ojczyzny [nawet ubek w raporcie napisał słowo „Ojczyzna” dużą literą :); ML]. Kazanie pozbawione akcentów politycznych wygłosił proboszcz parafii mariackiej ks. J. Kościółek. Akcentując historyczna trwałość ducha konstytucji 3 mają podkreślił, iż dokument ten pozwalał przetrwać narodowi polskiemu najcięższe chwile od zaborów do chwili obecnej, ugruntowując świadomość narodową Polaków. W części końcowej nabożeństwa podczas śpiewania „Boże coś Polskę...” część zebranych wznosiła palce w „V” a ks. J. Bielański zaapelował o spokojne i zapewniające ład i porządek opuszczenie obiektu. Zdecydowana większość uczestników nabożeństwa podporządkowała się apelowi duchownego. W tym samym czasie przed katedrą zgromadziło się ok. 500 osób, które wznosiły okrzyki „Niech żyje papież”, „KPN”, „Precz z podwyzkami”, „Niech żyje Lech Wałęsa” oraz intonowała hymn „Solidarności” i inne antypaństwowe pieśni. Rozwinięto transparenty: „Wolność i Pokój”, „Naszym celem III Rzeczpospolita – KPN”, „Przemoc i nędza – precz” oraz „Precz z Jałtą – NRR” (Niepodległościowy Ruch Robotniczy).
Rozrzucono również kilkadziesiąt ulotek o inicjatywie KPN powołania „Tymczasowej Komisji Stronnictw Niepodległościowych” i apelujących o jej poparcie. Ulotki zatytułowane „Rodacy sygnowane były m.in. przez KPN, LDP”N”, Konfraternie Robotniczą. Do zebranych przemówili: R. Bocian, J. Smagowicz oraz Z. Romanowski. Grupa ta schodząc w sposób zorganizowany ze wzgórza wawelskiego w dalszym ciągu wznosiła wrogie okrzyki, demonstrowała niesione transparenty i zachowywała się agresywnie wobec wzywających do rozejścia się funkcjonariuszy MO. W tej sytuacji u podnóża Wawelu siły operacyjne wzmocnione patrolami MO przystąpiły do zatrzymywania najbardziej agresywnych uczestników stanowiących czołówkę manifestacji. W wyniku tych działań prowadzonych bez użycia środków przymusu bezpośredniego zatrzymano ok. 15 osób, co spowodowało rozejście się pozostałych biorących udział w manifestacji. Wśród zatrzymanych znaleźli się m.in. działacze KPN: R. Bocian, A. Michałek, M. Gawlikowski i P. Sabuda. Widziani byli m.in. A. Piekałkiewicz, W. Tukałło, M. Majdzik. Przed mszą zatrzymano i przeprowadzono rozmowy profilaktyczno-ostrzegawcze m.n. z: S. Piechem, D. Czechamnowską, E. Postawą, M. Majdzikiem i J. Torbiczem. W stosunku do osób biorących udział w manifestacji i zatrzymanych sporządzone zostaną wnioski do Kolegium d/s Wykroczeń o czym poinformujemy w kolejnym meldunku.
Przebieg wydarzeń na Wawelu obserwowali dwaj przedstawiciele konsulatu USA: S. Black i J. Brown oraz przebywający w Krakowie radca polityczny Ambasady Francji w Warszawie P. Meunier”.	Pod szyfrogramem podpisały się dwie osoby: kpt Zdzisław Celban oraz Naczelnik Wydziału III WUSW w Krakowie - mjr Andrzej Więckowski.
W najbliższy piątek, 19 lutego 2010 roku, o godz. 09:00 (sala B-27 w Sądzie Rejonowym ul. Przy Rondzie 7 w Krakowie) rozpocznie się proces milicjantów – uczestników brutalnej akcji pod Wawelem 3 maja 1987 roku. Akt oskarżenia przygotował pion śledczy IPN. Prawie ćwierć wieku od tamtych wydarzeń (i ponad 20 lat od obalenia komunizmu w Polsce i odzyskania niepodległości) przed sądem stanie sześć osób biorących bezpośredni udział w brutalnym pobiciu. Grozić im będą kary od 3 miesięcy do 3 lat pozbawienia wolności. Ryszard Bocian: „Jak więc widać IPN nie zdołała znaleźć podstaw do oskarżenia w tej sprawie sprawców zza biurka - kierownictwa krakowskiego SB i PZPR. Dobra i psu mucha”. Paweł Sabuda: „Milicjanci, którzy na nas wtedy napadli, działali z inicjatywy i rozkazu wydanego przez Komitet Krakowski PZPR. To tam, a nie w WUSW , decydowano jak potraktować demonstrację. Jeśli 11 XI 1984 roku, tydzień po pogrzebie śp. ks. Jerzego Popiełuszki, przeszliśmy spokojnie pochodem do Grobu Nieznanego Żołnierza, to była to decyzja polityczna. A 3 V 1987 roku, sześć dni po spotkaniu Leszka Moczulskiego z Wiceprezydentem USA Georgiem Bushem oraz na kilka tygodni przed wizytą Jana Pawła II w Polsce, nasza manifestacja została rozwalona w brutalny sposób. I to też w wyniku decyzji politycznej. A takie decyzje w PRL podejmowała PZPR, a MO i SB - były tylko wykonawcami. Czy więc doczekamy kiedyś spraw o "sprawstwo kierownicze" wobec członków władz PZPR, czy ciągle będziemy się tylko podniecać, że postawiono przed sadem jakiegoś gliniarza?”. Maciej Gawlikowski: „Jeśli sąd skaże ich choćby na grzywnę, uznam, że to cud”.
Więcej zrzutów z ubeckiego filmu pokazującego pierwsze chwile ataku - http://www.polonus.mojeforum.net/post-vp5238.html#5238Ostatnio zmieniony przez Administrator dnia Sob Sie 17, 2013 8:50 am, w całości zmieniany 11 razy
Wysłany: Czw Sty 19, 2017 1:59 pm Temat postu: Forumoteka.pl
Wysłany: Pią Lut 19, 2010 2:13 pm Temat postu: 1 dzień procesu – 19 lutego 2010 roku.
Tak jak przebieg wydarzeń 3 maja 1987 roku mówi wiele o czasach PRL (o działających wówczas ugrupowaniach opozycyjnych, o ich sile i znaczeniu oraz metodach stosowanych przez komunistyczne władze w celu powstrzymania działań opozycji), tak wszystko to, co miało miejsce później i związane było z wysiłkami działaczy opozycji, aby postawić przed sądem osoby odpowiedzialne za brutalne pobicie w 1987 roku w Krakowie, mówi wiele o wolnej Polsce, o jej stosunku do zbrodni komunistycznych, swoistym rozumieniu pojęcia „sprawiedliwość”. Kiedyś opiszę szczegółowo te wydarzenia (bulwersują one nie mniej niż brutalna interwencja milicji przeciwko pokojowej manifestacji pod Wawelem w czasach PRL). Ale i przebieg samego procesu jest pouczający i znaczący. Jak tego typu sprawy traktuje wymiar sprawiedliwości? Jakie były losy sprawców pobicia w wolnej Polsce? Jak odnaleźli się w niepodległym państwie ci, którzy służyli w formacjach, których zadaniem było zwalczanie niepodległościowych ruchów? - Odpowiedzi na te pytania dostarczył pierwszy dzień krakowskiego procesu.
Zawiadomienie o rozprawie wysłane przez sąd okazało się wprowadzać w błąd. Rozprawa była nie w sali B-29, jak podano w zawiadomieniu (jest to gabinet sędziowski na parterze), ale w sali B-029 (w piwnicach sądu). Salka mała, z dwoma rzędami ławek i małymi szczelnie zamkniętymi oknami. Gdy na salę weszła część pokrzywdzonych i ich pełnomocnicy oraz obrońcy oskarżonych, to dla pozostałych osób (w tym dla oskarżonych oraz części ich ofiar a także dla dziennikarzy i kilkunastu widzów) zabrakło miejsc siedzących. W rezultacie ci, których oskarżono o brutalne pobicie ludzi 23 lata temu stali przy drzwiach salki, wymieszani z tymi, których kiedyś bili. Na wniosek pełnomocnika jednej z pokrzywdzonych sąd przerwał więc rozprawę na pól godziny i przeniósł ją do innej sali (klimatyzowanej), gdzie wszyscy zmieścili się już bez przeszkód. Myślę, że sytuację tę można było przewidzieć z góry i osoba odpowiedzialna za zorganizowanie pracy sądu powinna od razu przydzielić dla tej sprawy większą salę. Stawiła się duża część pokrzywdzonych, z których Agata Michałek-Budzicz, Ryszard Bocian, Maciej Gawlikowski i Paweł Sabuda (wszyscy b. członkowie KPN) zgłosili się w charakterze oskarżycieli posiłkowych. Ponadto Ryszard Bocian zgłosił powództwo cywilne domagając się zasądzenia solidarnie od sześciu oskarżonych 20 tysięcy złotych zadośćuczynienia na rzecz Fundacji Brata Alberta. Następnie prokurator IPN odczytał krótki akt oskarżenia, w którym zarzucono sześciu oskarżonym zbrodnię komunistyczną polegającą na pobiciu wspólnie i w porozumieniu uczestników manifestacji patriotycznej 3 maja 1987 roku w Krakowie, tj. przestępstwo z art. 158 par. 1 kk z 1969 r. oraz z art. 156 par. 1 kk z 1969 r. i 156 par. 2. kk z 1969 r. w zw. z art. 2 ust. 1. ustawy z 18 grudnia 1998 r. o Instytucie Pamięci Narodowej - Komisji Ścigania Zbrodni Przeciwko Narodowi Polskiemu. Niestety nie odczytano uzasadnienia aktu oskarżenia.
Z ich odczytanych zeznań wynika, że Kazimierz L. to ten człowiek, którego widać na filmie jak odbiera Pawłowi Sabudzie drążek od transparentu a potem bije tym drążkiem Zbigniewa Romanowskiego. Kazimierz Z. to ten, którego widać na filmie po prawej stronie czoła pochodu (w ciemnozielonym podkoszulku), który następnie pochwycił Romanowskiego i bijąc prowadził go na dół. To on (jak wynika z filmu) zadał celny kopniak Petroneli Wróbel, po którym upadła ona na ziemię. Na filmie widać także „w akcji” Krzysztofa P., Ryszarda R. oraz Jana D. Na kolejnej rozprawie (23 marca 2010 roku, godzina 9.00, sala B-029) sąd przesłucha pokrzywdzonych.
Cytat:	Art. 156. § 1. Kto powoduje ciężki uszczerbek na zdrowiu w postaci:
podlega karze pozbawienia wolności do lat 3. Art. 158. § 1. Kto bierze udział w bójce lub pobiciu, w którym naraża się człowieka na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo nastąpienie skutku określonego w art. 156 § 1 lub w art. 157 § 1,
podlega karze pozbawienia wolności do lat 3. Powrót do góry
Wysłany: Pią Lut 19, 2010 5:45 pm Temat postu: W internecie krąży taka fotka:
Dlatego nie wklejam Powrót do góry
Wysłany: Pią Lut 19, 2010 8:09 pm Temat postu: Relacje:
Onet (za PAPem?) w ogóle pominął nazwę KPN. Ewa Łosińska w Rzeczpospolitej wymieniła KPN tylko raz w kontekście Ryszarda Bociana (a nie w kontekście całej manifestacji na Wawelu, którą zorganizowała przecież KPN), za to "zapomniała napisać, że autorem filmu "Fachowcy" (który w sposób istotny przyczynił się do postawienia bezpośrednich sprawców pobicia przed sądem) jest Maciej Gawlikowski. Nie "zauważyła" też, że pozostali pokrzywdzeni, którzy przystąpili do sprawy w charakterze oskarżycieli posiłkowych (Michałek-Budzicz, Sabuda, Gawlikowski) to b. działacze KPN. Gdyby w Rzepie pisano o agentach, którzy chociaż otarliby się o KPN, to nazwa tej partii pojawiłaby się na pewno (jak w osławionym tekście - "Działacz KPN donosił na ks. Jerzego" - http://www.polonus.mojeforum.net/temat-vt856.html?postdays=0&postorder=asc&start=0 ). Zob. też inne przykłady antyKPNowskiej fobii i manipulacji tej gazety:
http://www.polonus.mojeforum.net/temat-vt1366.html?postdays=0&postorder=asc&start=0 http://www.polonus.mojeforum.net/temat-vt1361.html?postdays=0&postorder=asc&start=0
Wysłany: Pią Lut 19, 2010 11:23 pm Temat postu: Nie wiem Mirku i Maćku, dlaczego nie chcecie dać tego linku.
Wysłany: Sob Lut 20, 2010 10:32 am Temat postu: Rzeczywiście, ktoś wrzucił do sieci mój reportaż z 1992 roku, po którym stanąłem przed sądem w sprawie karnej, ścigany z urzędu za ujawnienie danych Warykiewicza!
Zobaczyłem inną Polskę. Polskę praworządną, legalną, kompetentną. Polskę, z której nie chciałbym wyjeżdżać. Polskę, w której w 5 minut, w zgodzie ze zdrowym rozsądkiem możliwa jest zmiana sali sądowej na większą. Polskę, w której warto żyć i umierać. Polskę, z której jestem dumny.
Po drugiej stronie, na ławie oskarżonych,za plecami obrońców, siedziało a częściej stało 6-iu esbeckich oprawców. Wyglądali marnie, czas nie był dla nich łaskawy, kolejno wstawali i opowiadali o swych chorobach, problemach, marnych zarobkach, dzieciach. Twierdzili, że się wzajemnie nie znają. Ale np. zezowaty Kortula czy jak mu tam, sporo zeznał. Myślę, że ta żałosna szóstka nie prowadzi wspólnych interesów. Że ich lojalność zawodowa skończyła się wraz ze służbą. Polska, o której piszę na początku to kraj, w którym wymierza się sprawiedliwość . Nawet po 23 latach. Sprawiedliwość - a nie zemstę, która kusi. Polska to kraj, w którym nawet komunistyczny oprawca ma prawo do uczciwego procesu. Warto było przyjść na rozprawę by zobaczyć zmęczonych, przepitych, faciów w średnim wieku - którzy muszą tłumaczyć się przed sądem, oskarżycielami, publicznością i kamerami. Chyba nie tak wyobrażali sobie koniec swej ubeckiej kariery. Trzeba chodzić na te rozprawy. By zapamiętać ubeckie pyski (trochę zmienione po latach) i wspomagać oskarżycieli posiłkowych. Warto też pilnować by nie było sytuacji-takich jak ostatnio- kiedy oskarżony pozwalał sobie na korytarzu sądu zaczepiać oskarżyciela. Dziękuję Agato, Ryśku, Pawle, Maćku.
Wysłany: Nie Mar 21, 2010 10:42 am Temat postu: W najbliższy wtorek, 23 marca 2010 r. - od rana prawdziwy DZIEŃ KAPEENOWCA.
Pozdrawiam i zapraszam,_________________Ryszard Bocian
Wysłany: Wto Mar 23, 2010 4:27 pm Temat postu: 2. dzień procesu – 23 marca 2010 roku
Jako pierwszy zeznawał Zbigniew Romanowski, który był jednym z tych, którzy przemawiali na Wawelu i szedł w pierwszym szeregu manifestacji jako przedstawiciel Niepodległościowego Ruchu Robotniczego. Zeznał m.in., że gdy manifestacja schodziła ze Wzgórza Wawelskiego odwrócił się w pewnym momencie do tyłu, gdyż zauważył, że transparent KPN zamiast Pawła Sabudy niesie mężczyzna, którego znał wcześniej jako milicjanta oraz boksera Gwardyjskiego Towarzystwa Sportowego Wisła Kraków. Mężczyzna ten jest obecnie jednym z oskarżonych – Kazimierzem L. Romanowski krzyknął wtedy - „Komuście dali transparent?!”. Wówczas rozpoczął się atak atandy milicyjnej. Kazimierz L. rzucił się w kierunku Romanowskiego a z innych stron zaatakowali go inni cywile. Od kolejnych uderzeń stracił przytomność. Odzyskał ją dopiero w samochodzie milicyjnym, gdzie go wrzucono. Zawieziono go szpitala kolejowego i poddano badaniu. Potem z powrotem na Mogilską. Okazało się, że ma złamane żebro i żuchwę, ma wstrząs mózgu oraz jest posiniaczony na całym ciele. Potem otrzymał od kolegium grzywnę w wysokości 80 tysięcy złotych. Już 12 maja 1987 roku wydał gazetkę „Orzeł Biały”, w której zawarł opis całej manifestacji i wymienił nazwisko Kazimierza L. jako jednego ze sprawców pobicia. Teraz jest rencista, ma 591 złotych renty i domaga się od każdego z oskarżonych po 20 tysięcy odszkodowania (w sumie – 120 tysięcy) za pobicie 3 maja 1987 roku. Romanowski podkreślił, że Kazimierz L. usiłował go także zaatakować 11 listopada 1987 roku na ulicy Senackiej przed mszą święta na Wawelu, ale tym razem mu się to nie udało. Jako kolejny zeznawał Paweł Sabuda – działacz KPN. Zwrócił uwagę na kontekst manifestacji na Wawelu 3 maja 1987 roku – kilka dni wcześniej odbyło się spotkanie Leszka Moczulskiego z George`m Bushem (ówczesnym wiceprezydentem USA) w Białym Domu. Z tych powodów władze wojewódzkie PZPR podjęły jego zdaniem decyzje o brutalnym rozbiciu demonstracji KPN na Wawelu. Sabuda opowiedział o wiecu na Wawelu, który miał miejsce po mszy świętej. W czasie tego zgromadzenia przemawiał jako pierwszy Ryszard Bocian w imieniu organizatorów – krakowskiej Konfederacji Polski Niepodległej. Bocian na początku swego wystąpienia przedstawił się z imienia i nazwiska. Po nim przemawiali Jacek Smagowicz z Solidarności i Zbigniew Romanowski.
Sabuda podkreślił, że grupa ok. 30 funkcjonariuszy MO i SB na Wzgórzu Wawelskim działała w sposób zorganizowany. Gdy uformował się pochód (na którego czele szli działacze KPN, Solidarności oraz Romanowski z NRR) kilkudziesięciu cywili zbiegło z dziedzińca wawelskiego, obeszło bokiem ludzi idących w pochodzie i ustawiło się w drugim szeregu. Nie jest więc prawdą to, co zeznawali oskarżenie w śledztwie, że zostali wypchnięci do drugiego szeregu przez demonstrantów. Celowo ustawili się zaraz za pierwszym szeregiem, chwycili się pod ręce i zachowywali tak, jakby chcieli odseparować pierwszy szereg od reszty pochodu. W szczególności cywile ci, zwalniali marsz, tak aby grupa idąca z przodu oddzieliła się od reszty manifestacji. W pewnym momencie podszedł do Sabudy nieznany mężczyzna z wąsami, od którego czuć było świeżo wypity alkohol. Mężczyzna ten usiłował wyrwać mu drążek metalowy (od stelaża namiotu), na którym osadzony był transparent, mówiąc, że to uzgodnił z Ryszardem Bocianem – organizatorem manifestacji z ramienia KPN. Sabuda wziął początkowo tego mężczyznę (jak dziś wiemy, był to Kazimierz L.) za „twarzowca” - osobę niezrównoważoną psychicznie, która usiłuje dołączyć się do manifestacji. Zapytał więc Bociana idącego w pierwszym szeregu, czy zna tego mężczyznę. Wtedy odwrócili się do tyłu Romanowski, Bocian i inni. Gdy Bocian krzyknął w kierunku Kazimierza L. „Ty draniu!” rozpoczął się atak milicyjnej atandy. Osoby idące w drugim szeregu rzuciły się do przodu. Równocześnie mężczyzna w ciemnozielonym podkoszulku, który szedł z boku rzucił się w kierunku Romanowskiego. Zaczęła też biec od dołu grupa ok. 40 cywili. Po chwili każda z osób idących w pierwszym szeregu miała na każdej ręce jednego milicyjnego bojówkarza (tak było np. z Wojciechem Pęglem z KPN). Zaczęto też wyciągać kolejne osoby z tłumu. W pewnym momencie Sabudoa stracił równowagę i został przewrócony. Milicyjni bojówkarze zaczęli go ciągnąć za nogi w dół, w kierunku stojących tam radiowozów milicyjnych. Potem postawiono go na nogi i kilku cywili, którzy biegli z dołu mijając go uderzyło go w twarz, w klatkę piersiowa i w brzuch. Nie mógł nic zrobić, gdyż dwóch innych trzymało go za ręce. Trwało to kilkanaście sekund, po czym jeden z cywili, którzy go trzymali, powiedział „Dość!”.
Sprowadzono go na dół i wsadzono do milicyjnego żuka. W tym samym czasie wsadzono do samochodu inne osoby. Jedną z nich był Jacek Smagowicz z „Solidarności” (który został w tym dniu dwa razy pobity – po raz pierwszy, gdy szedł na manifestację i grupa cywili usiłowała go zatrzymać przed mszą). Smagowicz powiedział, że widział, jak katowano Romanowskiego między samochodami milicyjnymi. Wcześniej Sabuda słyszał też głos Bociana lub Smagowicza – jeden z nich krzyczał - „Właśnie katują Romanowskiego!”. Do żuka trafiła po chwili także matka Sabudy, która powiedziała, że także została pobita. Została tez celowo popchnięta przez doprowadzającego ja funkcjonariusza MO tak, że uderzyła ciałem w milicyjnego żuka. Miała na ciele ślady wleczenia jej po bruku. Do żuka trafiła też kilkunastoletnia dziewczynka, która była w szoku. Mówiła, iż poszła na manifestację wraz z ojcem i czteroletnią siostrą. W wyniku brutalnej akcji milicji zostali rozdzieleni. Ojca pobito a siostrzyczka się zagubiła. Potem przewieziono ich na Mogilską 109. Tam trzymano ich na dziedzińcu a następnie poddano innym czynnościom. Sabudę okazywano jakiemuś funkcjonariuszowi MO (wraz z czterema innymi wystraszonymi mężczyznami, z których każdy był od niego niższy o 20 cm). Funkcjonariusz ten (jest nim jeden z oskarżonych – Jan D.) miał na białym podkoszulku odcisk buta i rozpoznał Sabudę, jako tego, który miał go kopnąć. Najwyraźniej SB chciała wrobić Sabudę w przestępstwo pobicia funkcjonariusza. Na szczęście dla Sabudy jego buty miały inny bieżnik niż ten but, który ktoś odcisnął na podkoszulce Jana D. Natomiast Sabuda rozpoznał Jana D. jako jednego z tych mężczyzn, którzy go bili na Wawelu. Na drugi dzień Sabuda został skazany przez kolegium na karę grzywny (91 tysięcy złotych, które zapłaciła kuria ze środków komisji, którą kierował Zbigniew Romaszewski), a dowodem jego udziału w manifestacji były zeznania Jana D. Sabuda po wyjściu na wolność kilka razy odwiedził Romanowskiego w mieszkaniu. Romanowski leżał w gipsie, był cały zabandażowany i obolały. Sabuda poddał się sam badaniu lekarskiemu (m.in. prześwietleniu rtg), które wykazało, że miał złamany nos.
Na dziedzińcu wawelskim po mszy rozpoznała wielu funkcjonariuszy SB, których znała z przesłuchań na Mogilskiej, m.in. Wróbla, Krzyszkowskiego, Cabę, Krupę. Później na filmie rozpoznała też Zdzisława Celbana. Funkcjonariusze ci obserwowali KPN-owców po mszy i usiłowali podsłuchać, co mówią do siebie. Z kolei Konfederaci pokazywali ich palcami i wskazywali ich ludziom jako ubeków. Zdaniem Michałek ubecy ci dowodzili akcją pobicia, gdyż zajmowali się w SB rozpracowaniem KPN-u i znali działaczy tej partii. W demonstracji Michałek szła w pierwszym szeregu. Gdy rozpoczął się atak została rzucona na mur zamku wawelskiego a potem jacyś cywile usiłowali ściągnąć ja na dół do zaparkowanych suk. W trakcie tej szamotaniny zdjęto jej z ręki zegarek. Sama jednak uniknęła wtedy zatrzymania.
Wysłany: Wto Mar 23, 2010 10:13 pm Temat postu: Kolejne rozprawy:
14 kwietnia 2010 g. 9.00, 20 kwietnia 2010 g. 9.00 oraz
Wysłany: Wto Kwi 13, 2010 10:50 am Temat postu: W środę najbliższą, tj. 14 kwietnia o godz. 9.00 w krakowskich Sądach, ul Przy Rondzie 7 , sala D 018 - c. d. rozprawy w/s rozbicia demonstracji 3 maja 1987 r. przez SB i ZOMO. Sześciu oskarżonych - sprawców ciężkiego pobicia demonstrantów.
Wysłany: Czw Kwi 15, 2010 9:35 am Temat postu: Na wczorajszej rozprawie ww/s osądzenia bojówki komunistycznej, która pobiła manifestantów 3 maja 1987 - zeznania kolejnych świadków. Zeznawali przez wiele godzin Ryszard Bocian, Maciej Gawlikowski i inż. Brzozowski (wówczas student, ciężko pobity m. in. przez Kazimierza Lewandowskiego).
1, 2 czerwca oraz 15, 16 i 17 czerwca br. Zawsze godz. 9., sala D 105._________________Ryszard Bocian
Wysłany: Wto Kwi 20, 2010 11:44 am Temat postu: Dziś odbyła się kolejna rozprawa w sprawie brutalnego pobicia uczestników demonstracji KPN 3 maja 1987 roku przez członków plutonu specjalnego. Zeznawały kolejne osoby, które zostały pobite pod Wawelem. Gdy opadną emocja związane z Katastrofa pod Smoleńskiem zamieszczę na POLONUSie relacje w dwóch ostatnich rozpraw.
Wysłany: Sro Cze 02, 2010 10:04 pm Temat postu: Zamiast relacji z kolejny rozpraw - artykuł w "Polityce" nt. jednego z aspektów brutalnej akcji milicji 3 maja 1987 roku
Cytat:	Piotr Pytlakowski
Tym bardziej że zeznania głównego pokrzywdzonego Zbigniewa R. nie będą zapewne miały dla sądu wartości dowodowej. Widywany jest on teraz z transparentem „Katyń żydowską zbrodnią”; czasem rozrzuca ulotki podpisane „Towarzystwo Pamięci Narodowej im. Marszałków Rydza-Śmigłego i Konstantego Rokossowskiego”. – Całkiem odjechał – przyznaje inny pokrzywdzony. W latach 80. R. był uważany za dzielnego bojowca KPN, ale już wtedy miewał dziwne zachowania. A na początku lat 90., kiedy można było ustalić i skazać sprawców pobicia, odmówił współpracy z wymiarem sprawiedliwości.	http://archiwum.polityka.pl/art/pierwszy-szereg,428059.html
Wysłany: Pon Cze 14, 2010 7:59 pm Temat postu: Końcowe posiedzenia przed ogłoszeniem wyroku. Zeznania świadków - ówczesnych funkcjonariuszy MO i SB:

References: art. 158
 art. 156
 art. 2
	Art. 156
 Art. 158
 art. 156
 art. 157