Source: http://prawo.vagla.pl/node/6148
Timestamp: 2017-09-25 06:08:46+00:00

Document:
Kupili książkę Hitlera | prawo | VaGla.pl Prawo i Internet
Życie Warszawy: "Choć sprzedaż książki Adolfa Hitlera jest zabroniona, dziennikarze ŻW kupili ją w poznańskiej księgarni internetowej. Kosztowała 29 zł. Transakcją zainteresowała się prokuratura. Drukowanie i dystrybucja manifestu ideowego Hitlera są w Polsce niedopuszczalne, bo nasz wymiar sprawiedliwości traktuje sprzedaż książki jako propagowanie ustroju totalitarnego".
No tak... Ja w tym tekście zwróciłem jednak uwagę na fragment jednego zdania. Mam na myśli fragment, który niniejszym całkiem wyjmuję z kontekstu w jakim został użyty: "...zakaz sprzedaży „Mein Kampf” jest dyskusyjny i można się spierać, czy tekst Hitlera jest dzisiaj propagandą nazimu...".
O Mein Kampf można też przeczytać w tym serwisie w tekście Mein Kampf, charytatywna aukcja, a nawoływanie do nienawiści oraz w komentarzu do niego. Po napisaniu tego tekstu dyskutowałem na ten temat z przyjaciółmi. Generalnie zdania są podzielone, ale padły również zdania podobne do tych, jakie wypowiedział w materiale ŻW właściciel księgarni internetowej: "Sprzedaż książki nie jest propagowaniem nazizmu. Upowszechnianiem tej doktryny jest raczej zakaz publikacji i sprzedaży „Mein Kampf”, który skazuje potencjalnych czytelników na konieczność sięgania po oryginalny tekst książki Hitlera bez właściwego komentarza historycznego, podkreślającego, czym w istocie jest ta pozycja".
Nie trzeba być historykiem, by poznać historyczne teksty (chociażby niewiadomo jak naganne treści zawierały). Bo jaka jest alternatywa? Palenie książek? Wydawanie limitowanych serii i pełna kontrola do ich udostęniania za pozwoleniami w specjalnych bibliotekach? Tylko osobom, które wykażą się certyfikatem moralności? No właśnie. A jeszcze te prawa autorskie...
« O poradach prawnych online | Wieści z KRRiT w sprawie konkursu na prezesa UKE »
So, 2006-04-01 14:31 by VaGla
Oświadczenie (z listopada 2005 roku) na stronie księgarni Albertus.pl: "Według wiadomości, które dotarły do Księgarni Albertus, spór sądowy dotyczący wydania i dystrybucji MEIN KAMPF, pomiędzy polskim wydawcą a władzami Bawarii, zakończył się ugodą, zgodnie z którą wydawca zobowiązał się wystąpić do dystrybutorów o zwrot nakładu. Choć naszym rozumieniu nie jest to jest równoznaczne z zakazem dystrybucji na terytorium RP, w praktyce oznacza, że kolejne zamówienia mogą nie zostać zrealizowane.
Zamawiając dziełko Adolfa Hitlera - które jest zbyt płytkie, by można było przypisać mu propagowanie jakiejkolwiek ideologii - popierać będą Państwo prawo do wolności słowa oraz prawdy historycznej.
Wolność słowa oraz prawo do prawdy historycznej są nadrzędnymi zasadami, jakimi Albertus kieruje się przy doborze oferty i - o ile będzie to nadal możliwe, dołożymy wszelkich starań, aby zrealizować jak największą liczbę zamówień na tę pozycję.
Z pełnym szacunkiem dla naszych klientów oraz dla prawd nadrzędnych, które stoją ponad naszymi osądami"
Księgarnia ta oferowała (już nie oferuje, gdyż nakład się wyczerpał): "Mein Kampf Tekst wraz z komentarzem historycznym - Adolf Hitler". Jeszcze raz: wraz z komentarzem historycznym...
A wydawca napisał m.in:
MEIN KAMPF to dzieło jednego z największych zbrodniarzy, jakich ludzki gatunek kiedykolwiek zrodził.
Tym gorszy wydaje się fakt, że zdegenerowana ideologia i chory człowiek porwał serca wielkiego narodu, zdobył jego akceptację, a nawet uwielbienie wmawiając, pogrązonym w biedzie, kryzysie i upokorzeniu Niemcom, że nadszedł ich
wielki czas stworzenia tysiącletniej Rzeszy na na kościach i zgliszczach świata. Wprawdzie parcie na wschód wschód to nic nowego w hitorii świata począwszy od czasów antycznych, jednak niemiecki sen o przestrzeniach, żyznych ziemiach i bogactwach naturalnych wschodu jest dla Polaków tysiącletnim utrapieniem, z prostego powodu - jesteśmy najbliższym wschodnim sąsiadem niemców i jesteśmy jakoby po drodze do ich dalszych podbojów.
Raptem 60 lat temu (do dziś usłyszeć można opowieści jeszcze nie całkiem starych ludzi o ich wojennych przeżyciach) nasi sąsiedzi zgotowali nowożytnej Europie krwawą łaźnie i z przysłowiową niemiecką skrupulatnością planowo wymordowali miliony ludzi w oparciu o "jedynie słuszną" ideologię zawartą w "wielkim" dziele "wielkiego" wodza - w "Mein Kampf".
Wydanie książki może budzić kontrowersje, a nawet gorące emocje i protesty. Potraktujmy jednak "Mein Kampf" zupełnie na zimno, jako dokument historyczny.[...] Oddajemy ją w ręce Czytelnika, który przyjmie ją z całym krytycyzmem i dokona właściwej oceny.
Mamy nadzieję, że zapoznanie się z "Mein Kampf" przyczyni się do tego, aby nigdy nie powstały podobne "dzieła" tętniące nienawiścią do kogokolwiek.
Książkę opatrzył komentarzem hitorycznym prof. Bogdan Michalski z Wydziału Prawa i Dziennikarstwa Uniwersytetu Warszawskiego. Do jego Uważnej lektury gorąco namawiamy.
/OD WYDAWCY/
No i jeszcze warto wspomnieć o uchwale Sądu Najwyższego z 2002 roku. Najwyższy w sprawie Lecha Z. i Roberta S., po rozpoznaniu, przekazanego na podstawie art. 441 § 1 kpk przez Sąd Okręgowy w O., postanowieniem z dnia 9 stycznia 2002 r., zagadnienia prawnego wymagającego zasadniczej wykładni ustawy: "Czy użyte w art. 256 kk sformułowanie „propaguje” dla określenia czynności sprawczej oznacza, że publiczne pochwalanie faszystowskiego lub innego totalitarnego ustroju państwa, wyrażające się np. w wystawieniu na widok publiczny swastyki, wykonywanie gestów faszystowskiego pozdrowienia etc. tylko wtedy wyczerpuje znamiona określonego w art. 256 kk czynu zabronionego, gdy jednocześnie łączy się z (publicznym) upowszechnianiem (popularyzowaniem) wiedzy o takim ustroju tj. uprawianiem propagandy?"
Z uzasadnienia do uchwały Sądu Najwyższego - Izba Karna z dnia 28 marca 2002 r. I KZP 5/2002
"Tak ukierunkowana wykładnia, co do zasadniczych elementów, jednolicie dokonywana jest w piśmiennictwie. Uważa się bowiem, że "propagowanie", w rozumieniu przepisu art. 256 kk, to szerzenie wiedzy o totalitarnym ustroju państwa i popieranie go, zachęcanie do wprowadzenia tego właśnie ustroju, podkreślanie jego zalet i przemilczanie wad (A. Zoll: Kodeks karny. Część szczególna, t. 2, Kraków 1999, str. 915; zob. też: O. Górniok w: O. Górniok, St. Hoc, St.M. Przyjemski: Kodeks karny. Komentarz. t. III, Gdańsk 1999, str. 301; M. Flemming, W. Kutzmann: op.cit., str. 66; J. Wojciechowski: Kodeks karny. Komentarz. Orzecznictwo, Warszawa 2000, str. 487; R. Góral: op.cit., str. 336; A. Marek: Prawo karne, Warszawa 2001, str. 659; L. Gardocki: Prawo karne, Warszawa 2001, str. 287). Słusznie przy tym akcentuje się, że nie stanowi propagowania, w rozumieniu tego przepisu, samo prezentowanie zasad takiego ustroju, pozbawione angażowania się po jego stronie (J. Wojciechowski: op.cit., str. 487), cytowanie i publikowanie artykułów i książek autorów gloryfikujących lub propagujących taki ustrój, jeżeli ich publikacja miała inne cele niż jego propagowanie (L. Gardocki: op.cit., str. 287) - tym bardziej, gdy jest to połączone z krytycznym komentarzem, a także, gdy prezentowanie takiego ustroju ma służyć jedynie manifestacji osobistych poglądów, a nie przekonywaniu kogokolwiek (M. Flemming, W. Kutzmann: op.cit., str. 66).
W sformułowanym pytaniu Sąd Okręgowy w O. zwraca się o udzielenie odpowiedzi, czy publiczne pochwalanie faszystowskiego lub innego totalitarnego ustroju państwa, wyrażające się np. w wystawieniu na widok publiczny swastyki, wykonywanie gestów faszystowskiego pozdrowienia etc. tylko wtedy wyczerpuje znamiona określonego w art. 256 kk czynu zabronionego, gdy jednocześnie łączy się z publicznym upowszechnianiem (popularyzowaniem) wiedzy o takim ustroju, tj. uprawianiem propagandy. Gdyby takie pytanie odnieść do okoliczności faktycznych istniejących w niniejszej sprawie, to należałoby po prostu odmówić udzielenia odpowiedzi, gdyż rzeczą sądów obu instancji jest rozstrzygnięcie w tym zakresie. Jeżeli natomiast rozumieć to pytanie jako problem wykładni art. 256 kk, to wówczas należy zwrócić uwagę na to, że, jak to zostało już wywiedzione, wykładnia językowa prowadzi do wniosku, że propagowanie oznacza prezentowanie tego rodzaju ustroju, co może mieć postać każdego zachowania, którego treścią jest rozpowszechnianie wiedzy dotyczącej ustroju państwa totalitarnego, a więc także wystawienie na widok publiczny symboli takiego państwa czy też wykonywanie określonych gestów identyfikowanych z takim ustrojem. Wszystko jednak zależy od niepowtarzalnych okoliczności konkretnego zdarzenia, które, jak w tej sprawie, zdecydują o tym, czy określone zachowanie stanowi publiczne prezentowanie tego ustroju i to podjęte z zamiarem bezpośrednim przekonywania do tego ustroju. Trafnie przy tym akcentuje się, że przestępstwo to może być popełnione tylko ze szczególnie zabarwionym zamiarem wyrażenia aprobaty dla takiego ustroju (L. Gardocki: op. cit., str. 287).
Mając powyższe na względzie, należało dojść do wniosku, że propagowanie, w rozumieniu art. 256 kk, oznacza każde zachowanie, polegające na publicznym prezentowaniu, z zamiarem przekonania do niego, faszystowskiego lub innego totalitarnego ustroju państwa.
So, 2006-04-01 21:45 by pawel chlodny
Na fali przemian ustrojowych lat 90 ukazalo sie wiele ksiazek do tej pory cenzurowanych lub drukowanych gdzies w swiecie i "przemycanych" do kraju. Na polce obok pierwszego -niecenzurowanego- wydania Blaszanego Bebenka spokojnie eksponowany byl Mein Kampf, z legalnego nakladu, legalnego wydawcy, legalnej drukarni i w legalnej ksiegarni i jakos nikomu to nie przeszkadzalo. Sadze, ze karygodnym jest zakazywanie publikowania zrodlowych tekstow historycznych, tymbardziej tak waznych jak ta pozycja. Jak mawia znajomy: to jest bez sensu.
Pn, 2007-01-15 22:34 by vampir (niezweryfikowany)
A jak maja sie do tego biblioteki uniwersyteckie?
Nie bedac historykiem wypozyczylem bez najmniejszych problemow jakies stare wydanie Main Kampf...
Pt, 2007-03-09 19:32 by robert 42 lata (niezweryfikowany)
Wiadomo, że wszystko co zakazane wzbudza ciekawość, taka jest ludzka natura, nawet jeśli powszechnie wiadomo, że to jest "be" człowiek chce to odkryć i poznać sam.
Identycznie jest z książką Hitlera, mam 42 lata, nie jestem neonazistą a książka wzbudza we mnie ciekawość, poznać początki "diabła"
Cz, 2008-01-03 14:40 by mar (niezweryfikowany)
jakiś czas temu ściągnołem z neta tą książke nastepnie umieściłem link na jednym z forum który pozwalał ściągnąć ową książke z serwera Rapiszare.com
W tej chwili jestem oskarzony z art.256 poddałem sie dobrowolnej karze - czy dobrze zrobiłem rozprawa na dniach
Cz, 2008-01-03 16:04 by adammada
Ja to bym patrzył na kontekst sprawy - jakie były Twoje pozostałe wypowiedzi, co to za forum? Bo gdyby rzecz była w samym rozpowszechnianiu Mein Kampf to można by powalczyć.
Ale jak jest coś więcej, to wątpię aby miało to sens.
Tutaj artykuł o tej tematyce
Pt, 2008-01-04 00:57 by Maltan
Bo tak możemy sobie gdybać i gdybać. Generalnie w tym materiale i w orzeczeniach masz sporo informacji. Sam będziesz miał pewną świadomość, jak to wygląda w Twojej sytuacji. Bo za podanie li tylko linku?
Pn, 2008-01-07 18:54 by Maltan
"Impreza" na prywatnej działce. W tle jakiś totalitaryzm. Eksperyment: Podczas eksperymentu okazało się, że wznoszone w tym miejscu okrzyki nie mogły dotrzeć do najbliższego skupiska ludzkiego, osoby postronne nie mogły też zobaczyć co się w tym miejscu dzieje - powiedziała prok. Skoczyńska.
Ale ciekawe jest, że, jak pisze GW (za PAP) : W ramach prowadzonego w Zabrzu śledztwa zajęto komputery należące do uczestników spotkania. Na twardych dyskach były faszystowskie materiały. Nie znaleźliśmy jednak śladu, by te treści udostępniano osobom trzecim, a zatem i w tym przypadku nie można mówić o propagowaniu faszyzmu - zaznaczyła prok. Skoczyńska.
Zastanawiam się, czy pani prokurator powinna informować, co było na tych dyskach czy raczej nie - skoro nie ma przestępstwa. Pozostaje jeszcze pytanie, czy komputery też trzeba było koniecznie sprawdzić czy nie. Czy zrobiono to tak przy okazji.
Bo też można wyobrazić sobie taką sytuację, kiedy prokuratura podczas jakiegoś śledztwa ogłasza, że na komputerze delikwenta jest tylko "normalna" pornografia, może trochę perwersyjna, ale jednak to nie przestępstwo - czy to nie narusza dóbr tej osoby.
Czy inna sytuacja, znaleziono dowody zdrady męża albo żony, prokuratura też podaje, że na zatrzymanym komputerze znalazła tylko dowody nie potwierdzające wieności małżeńskiej - ale jej nic do tego.
Zdaje sobie sprawę, że ten drugi przykład jest trochę naciągany;), ale nie znaczy, że nie możliwy. :)
Nie tylko duże tytuły interesują się takimi sprawami, w małych miejscowościach również, a prokuratura naciskana przez dziennikarza próbuje pokazać, że coś robią, starają się, ale nawet na tym nieszczęsnym komputerze nie znaleziono dowodów jakiegoś przestępstwa. A można było powiedzieć: W ramach prowadzonego w Zabrzu śledztwa zajęto komputery należące do uczestników spotkania. Nie znaleziono na nich nielegalnych treści.

References: art. 441
 art. 256
 art. 256
 art. 256
 art. 256
 art. 256
 art. 256
 art.256