Source: http://www.kazimierzpiotrowicz.pl/?p=733
Timestamp: 2017-07-23 10:52:26+00:00

Document:
Czy Sędzia Sądu Rejonowego w Katowicach wydała wyrok na mnie, czy na miliony chorych niewinnych osób? | Kazimierz Piotrowicz
Po przeczytaniu tego rozdziału oceńcie i napiszcie czy waszym zdaniem Sędzia Sądu Rejonowego w Katowicach była w zmowie z oskarżycielem dr Maciejem Hamankiwiczem i czy wspólnie podczas rozpraw działali przeciw dobru zdrowia wszystkich ludzi?
Prezes Śląskiej Izby Lekarskiej dr Maciej Hamankiewicz, w imieniu jak twierdził wszystkich lekarzy, wytoczył mi proces z powództwa prywatnego o 1. zniesławianie lekarzy, 2. o podważanie zaufania pacjentów do lekarzy 3. o to, że nazwałem Izbę Lekarską organizacją mafijną i gangsterską.
Zanim dr Hamankiewicz wytoczył mi proces, przez kilka lat robił wszystko co mógł aby zmusić mnie do zamknięcia działalności prozdrowotnej jaką prowadziłem w Międzynarodowym Instytucie Zdrowia w Gliwicach Instytut ten miał 106 komfortowych pokoi dla 196 pacjentów w którym oficjalnie zatrudniałem lekarzy, pielęgniarki i rehabilitantów. Podkreślę, że lekarze ci zanim podjęli u mnie pracę najpierw byli pacjentami Instytutu, ponieważ lecząc się zgodnie z naukami medycyny konwencjonalnej nie byli w stanie skutecznie pomóc sobie w chorobach jakie im od lat dokuczały. Po uzyskaniu rewelacyjnych wyników, niektórzy z tych lekarzy poprosili abym ich zatrudnił ponieważ bardziej dogłębnie chcieli poznać opracowaną przeze mnie metodę i obserwować efekty u większej ilości chorych.
Najpierw Prezes Hamankiewicz zaczął „szczuć” na mnie media, które publikowały o mnie stek kłamstw po to aby zniechęcić potencjalnych pacjentów do skorzystania z leczenia w gliwickim Instytucie, a wówczas z braku finansów Instytut upadnie. Gdy to nie pomogło, zaczął na zmianę z dziennikarzami wysyłać zgłoszenia do gliwickiej Prokuratury o popełnianych przeze mnie przestępstwach, a konkretnie, że leczę ludzi nie będąc lekarzem oraz stosując opracowany przeze mnie materac zagrażam zdrowiu i życiu chorych.
Najpierw doniesienie na mnie do gliwickiej Prokuratur złożyli dziennikarze „Trybuny Śląskiej” i „Dziennika Zachodniego” i natychmiast w tym samym dniu napisali o tym w tych gazetach. Już na drugi dzień jeden z tych dziennikarzy zadzwonił do Pani Prokurator Czerwińskiej, iż media donoszą, że w Gliwicach „mechanik” leczy chorych i tym samym zagraża ich życiu. Równocześnie w tym samym dniu zamieszczono artykuły, że gliwickim Instytutem zajmuje się już Prokuratura w Gliwicach, pomimo, że Prokuratura jeszcze nie zapoznała się z doniesieniem ponieważ ma określony czas na zapoznanie się z doniesieniami jakie do niej wpływają. Jednak dziennikarze codziennie zaczęli nękać panią Prokurator telefonami twierdząc, że do redakcji gazet dzwoni bardzo dużo czytelników zaniepokojonych tym co dzieje się w gliwickim Instytucie i żądają oni zatrzymania tego „procederu”. Oczywiście nikt nie dzwonił do redakcji tych gazet lecz były to zwykłe manipulacje medialne. Nierzadko w mediach dziennikarze mówią, iż kształtują opinię publiczną. Nigdy natomiast media nie publikują, że są one zwykłą – jedną z wielu działalności gospodarczych, a nie organizacją społeczną czy charytatywną, zatem aby przetrwać kierują się zyskiem. Media niczego nie produkują lecz sprzedają informacje. Co zatem media sprzedają społeczeństwu? Oczywiście to co ludzie zechcą kupić, czyli skandal, tragedię, zło. Zatem w myśl tej zasady dobra informacja to taka która jest złą informacją. Ludzie są otwarci na zło, zatem kupują to zło i nawet nie zauważyli kiedy przekształcono ich w medialne „zombie”. Jeśli media chcą kogoś zniszczyć, wówczas pomiędzy ciąg prawdziwych informacji wplatają informację skonfabulowaną lub nieprawdziwą. W taki szczwany sposób media ograniczają ludziom zdolność do rozumowania tego co słyszą. Niektórzy ludzie o słabej psychice zaczynają podejmować nawet drastyczne działania. Takim niezbitym dowodem na to było zamordowanie pracownika biura poselskiego PIS w Łodzi przez człowieka którego psychikę media tak ukształtowały, iż ten poszedł tam by jak twierdził zabić Jarosława Kaczyńskiego. Albo dr Kwiecień z Krakowa który chciał wypełnić samochód pancerny materiałem wybuchowym i wysadzić sejm podczas obradowania posłów.
W wyniku tak agresywnych nacisków dziennikarzy „Trybuny Śląskiej” i „Dziennika Zachodniego” pani Prokurator ugięła się i szybko podjęła czynności sprawdzające.
Do Instytutu przyjechał policjant w stopniu kapitana. Najpierw przesłuchał kilkunastu pacjentów leczących się w moim Instytucie, mnie oraz pracujących u mnie lekarzy i pielęgniarki. Sprawdził dokumenty oraz atest bezpieczeństwa materaca BEFT jaki wykonała na zlecenie mojego Instytutu Politechnika Gliwicka i po dokonaniu tych czynności odjechał.
Już po dwóch dniach dziennikarze ponownie zadzwonili do Prokuratury z zapytaniem o wynik przeprowadzonego dochodzenia. Gdy Prokurator Czerwińska odpowiedziała, że nie dopatrzono się znamion przestępstw o które mnie dziennikarze oskarżali oraz że Instytut działa zgodnie z prawem, wówczas w tych samych gazetach natychmiast zasugerowano, że gliwicka Prokuratura współpracuje ze mną ponieważ oddaliła ich doniesienie.
Wtedy, takie samo doniesienie do Prokuratury złożyła na mnie Śląska Izba Lekarska podkreślając, że leczę chorych nie będąc lekarzem oraz że materacem na którym leżą pacjenci szkodzę im i stwarzam niebezpieczeństwo dla ich zdrowia i życia.
Tym razem przyszło do Instytutu dwóch policjantów i znowuż przesłuchali kolejnych pacjentów. Następnie zabrali ze sobą kartoteki około siedmiu tysięcy pacjentów którzy leczyli się w Instytucie od początku jego powstania oraz jeden materac celem zlecenia przebadania go przez uprawnione do tego jednostki badawcze.
Po pewnym czasie zacząłem otrzymywać telefony od byłych pacjentów, iż wzywano ich do komendy rejonowej policji w miejscu ich zamieszkania, w celu przesłuchania na okoliczność leczenia się w gliwickim Instytucie. Pacjenci ci powiedzieli mi, iż wykazywali oburzenie tym, że są przesłuchiwani na okoliczność leczenia w gliwickim Instytucie gdzie uzyskali skuteczną pomoc w odzyskaniu zdrowia, a nie na okoliczność szkodzenia im przez leczących ich przez wiele lat lekarzy w przychodniach, szpitalach i klinikach w wyniku czego ich stan zdrowia wciąż się pogarszał, co powinno być materiałem dowodowym do przesłuchań. Mówili mi, że gdy opowiadali policjantom o wynikach jakie uzyskali w gliwickim Instytucie, to również i ci policjanci wykazywali oburzenie postępowaniem decydenckiego środowiska medycznego, a najbardziej tym, że zamiast podjąć ze mną i z pracującymi w Instytucie lekarzami współpracę, zwalczają mnie jak i Instytut.
Przesłuchanie tylu pacjentów w całej Polsce trwało dość długo. Na wynik badania materaca na okoliczność jego szkodzenia chorym również trzeba było czekać.
O wynikach dochodzenia Prokuratura gliwicka mnie nie poinformowała. Dowiedziałem się, a właściwie to domyślałem się po ogłoszeniu kolejnych artykułów w gazetach, które donosiły, iż pomimo, że lekarze twierdzą, że materac i ja szkodzę chorym, to mimo to Prokuratura znowuż oddaliła to doniesienie.
Udałem się wówczas do Prokuratury z pismem o udostępnienie mi dokumentów dochodzeniowych. Jednak Prokuratura odmówiła mi wglądu w te dokumenty motywując to tym, że nie jestem stroną w tym dochodzeniu, ponieważ zebrane materiały nie dają podstaw do oficjalnego oskarżenia mnie. Odpowiedź ta świadczyła, że także badania materaca nie wykazały szkodliwości dla zdrowia.
Zatem Śląska Izba Lekarska wniosła zażalenie na decyzję oddalenia oskarżenia przez Prokuraturę Rejonową, do Prokuratury Okręgowej. Znowuż zaczęła się „kołomyja” dochodzeniowa Prokuratury, tym razem znacznie skrócona, ponieważ Prokuratura była już w posiadaniu ogromnej ilości materiałów dochodzeniowych. Oczywiście wszystkie te czynności policji i prokuratury pokrywane były z funduszu państwowego, czyli z naszych wspólnych pieniędzy. Co istotne, żadna z około ośmiuset osób osób którym pomogłem odzyskać czy poprawić zdrowie nie wniosła jakiegokolwiek oskarżenia przeciwko mnie. Owszem, było kilka osób które nie były zadowolone z mojej pomocy, ponieważ jak mi powiedzieli spodziewali się większych efektów. Dowodzi to, że decydencki świat medyczny nie tylko nie chce dopuścić skutecznych i tanich metod leczenia i zapobiegania chorobom ale również nie liczy się z kosztami społecznymi wnoszonymi na rzecz ochrony zdrowia i prawa. Nigdy zresztą decydenci medycyny nie liczyli się i nadal nie liczą z ekonomicznymi i efektywnymi sposobami leczenia. Pod przykrywką ochrony zdrowia i życia ludzi wymuszają na społeczeństwie ponoszenie horrendalnych kwot na rozwój nauk medycznych które nie gwarantują efektów. Gdy jednak pojawiają się inne konkurencyjne i ekonomiczniejsze metody leczenia, a zwłaszcza zapobiegania chorobom, wówczas korzystając z nadanego im przez ułomnych w zakresie zdolności do oceny wartości danych metod leczniczych polityków „zombie”, nie kryją się z agresją i zupełnie oficjalnie je wyniszczają. W walce tej pomagają im media, które w zamian za to otrzymują na przetrwanie tego medialnego patologicznego absurdu reklamy leków, i publikacje nowinek medycznych, które w zbyt wielu przypadkach się nie sprawdzają. Nikt nie publikuje ilu doświadczalnych pacjentów zmarło w wyniku tych doświadczeń, a ilu pogorszył się stan zdrowia, ponieważ było by to obciachem dla nauk medycznych. Natomiast pacjenci którzy ponoszą szkody to medialno medyczne „zombie” ukształtowane przez lekarzy i media. Zatem osoby którym media wtłoczyły do psychiki „boskość” lekarzy staną w swej obronie…?
Przy tej okazji przypomnę, że gdy lekarze w Polsce strajkowali żądając podwyżek płac i nie leczyli chorych, wtedy ówczesny Minister Zdrowia śp. prof. Zbigniew Religa ogłosił w Wiadomościach TVP, że śmiertelność w Polsce spadła o 30%, co w skali roku przekracza 150 000 zgonów. Tak samo działo się we wszystkich krajach w których lekarze podejmowali strajk i nie leczyli ludzi. Natomiast śp. prof. Julian Aleksandrowicz mawiał między innymi; „Zdrowie i życie ludzkie jest zbyt cenne aby je powierzać wyłącznie w ręce lekarzy”, „Wolę być wyleczony przez szarlatana niż uśmiercony przez sławę medyczną”, „Niech mi moi koledzy lekarze wybaczą ale leczenie jest częstokroć bardziej szkodliwe niż zaniechanie leczenia”, „Nie ma chorób nieuleczalnych, niedostateczna jest tylko nasza wiedza”, „Człowiek jest tyle wart, ile stworzył”. Wiele podobnych wypowiedzi, nie tylko profesora Aleksandrowicza, ale także innych sław medycznych znajdziecie na stronach internetowych.
Prezes dr Hamankiewicz był przekonany, że także i to zażalenie Prokuratura odrzuci, a podkreślę, że doskonale wiedział o rewelacyjnych wynikach w leczeniu chorób i im zapobieganiu w gliwickim Instytucie, nie czekał zatem na wynik dochodzenia lecz wniósł do Sądu Rejonowego w Katowicach oskarżenie z powództwa prywatnego wobec mnie, między innymi; o pomawianie lekarzy czym podważam zaufanie pacjentów ponieważ publikowałem iż lekarze leczą objawy chorób, a nie ich przyczyny ponieważ mają w tym swój interes. O publikowanie, że Śląską Izba Lekarska jest organizacją mafijną i gangsterską, pomimo, że nie ja to napisałem lecz pracujący u mnie lekarz.
Na tym blogu, w rozdziale „Świat i Medycyna” będę publikował niektóre artykuły z tej gazety i proszę abyście sami ocenili czy były one podstawą do oskarżenia mnie z powództwa prywatnego przez Izbę Lekarską.
Na pierwszej rozprawie pojawiła się grupa dziennikarzy. Sędzia zaproponowała nam ugodę. Prezes Hamankiewicz zgodził się, ale pod warunkiem, że zaprzestanę wydawania gazety „Świat i medycyna”, zamknę gliwicki Instytut oraz wpłacę osiem tysięcy zł na rzecz Domu Lekarza Seniora w Sosnowcu. Nie zgodziłem się na zaprzestanie wydawania gazety ani na zamknięcie gliwickiego Instytutu. Natomiast wyraziłem zgodę na trzeci warunek. Zaproponowałem jednak, że zamiast osiem tysięcy złotych, proponuję dwadzieścia cztery tysiące. Nie wpłacę jednak tej gotówki na rzecz Domu Lekarzy Seniorów, lecz za równowartość tej sumy przyjmę na leczenie do gliwickiego Instytutu dwudziestu czterech chorych lekarzy seniorów. Podkreśliłem, że lekarze ci będą nadzorowani przez pracujących u mnie lekarzy którzy mają duże doświadczenie w zakresie leczenia moją metodą, zatem nie będzie im groziło żadne niebezpieczeństwo. Ponadto efekty zdrowotne jakie w Instytucie uzyskają ci lekarze lub szkody jakich doznają które zarzucał mi dr Hamankiewicz, będzie mógł on wykorzystać jako dowody w wytoczonej mi sprawie jakobym szkodził chorym moją metodą leczenia. Jednak dr Hamankiewicz nie wyraził zgody na moją propozycję. Po tej rozprawie powiedziałem dziennikarzom, że odmowa wysłania do mnie schorowanych lekarzy którym medycyna konwencjonalna nie jest w stanie pomóc dowodzi, że dr Hamankiewicz jest swego rodzaju „Neronem” naszych czasów gdyż jest mu obojętne czy lekarze seniorzy będą zdrowi czy chorzy. Jednak żaden z tych dziennikarzy o tym nie napisał.
Na początku drugiej rozprawy złożyłem ustnie oraz na piśmie wniosek o elektroniczną rejestrację przebiegu rozprawy, podkreślając, że sprawa ta dotyczy największego dobra jakim jest zdrowie całego społeczeństwa. Wiadomo jest, że decydenci medycyny wciąż zasłaniają się tym sloganem, także gdy pogarszają stan zdrowia doświadczalnych pacjentów czy też nawet gdy chorzy ci w wyniku tych doświadczeń umierają. Zapewniałem, że zarejestrowane podczas rozprawy zeznania na pewno przyniosą korzyści całemu społeczeństwu. Sąd jednak nie tylko nie zgodził się na rejestrację rozpraw lecz postąpił odwrotnie, zabronił jakiejkolwiek rejestracji odbywających się rozpraw. Sąd zgodził się jedynie na ręczne zapiski z prowadzonych rozpraw.
Kolejne rozprawy wyznaczane były zgodnie z terminarzem, zazwyczaj co około pół roku.
Wniosłem zatem, aby jako świadków na bezpodstawność stawianych mi zarzutów przez oskarżyciela Sąd wezwał kilkunastu byłych pacjentów którzy leczyli się w gliwickim Instytucie, między innymi lekarzy którzy pracowali w Instytucie.
Na kolejnej rozprawie zacząłem zadawać świadkom pytania odnośnie wyników leczenia uzyskanych w gliwickim Instytucie oraz o szkody jakie ci świadkowie ponieśli lecząc się w ośrodkach medycyny konwencjonalnej. Gdy świadkowie zaczynali zeznawać, wówczas dr Hamankiewicz przerywał im i wnosił aby Sąd wycofał te pytania, ponieważ uzyskiwane wyniki leczenia nie są zawarte w akcie oskarżenia. Sąd przychylał się do jego wniosku i wycofywał te pytania. Zwróciłem się zatem do Sądu pytając; jeśli Sąd cofa zadane przeze mnie świadkom pytania, to w jaki sposób mam udowodnić, że zarzuty wniesione w akcie oskarżenia przez oskarżyciela są bezpodstawne? Jednak Sąd nadal cofał zadawane przeze mnie świadkom pytania. Gdy Sąd przerwał zeznania kolejnego 74 letniego świadka który zaczął zeznania w których mówił o tym, że dzięki mnie uniknął amputacji nogi, ten machnął ręką, przerwał zeznanie i wyszedł z sali. Wówczas Sędzina zwróciła się do mnie i powiedziała, że mnie ukarze za takie zachowanie się świadka… Podczas przerwy jaką ogłosił Sąd powiedziałem kolejnym świadkom oczekującym na korytarzu, aby zaczynali swoje zeznania od okoliczności z powodu których znaleźli się w gliwickim Instytucie. Tych relacji Sąd nie mógł już świadkom zabronić, ponieważ nie były to moje pytania lecz relacje świadków. Świadkowie zaczęli zatem zeznawać mniej więcej w podobny sposób. Leczyłem się wiele lat, aż w końcu lekarze zalecali mi amputację nogi. Szczęśliwym zbiegiem okoliczności dowiedziałem się o Instytucie profesora Kazimierza Piotrowicza i natychmiast tam pojechałem. Dzięki leczeniu w Instytucie poprawiło mi się krążenie i uniknąłem amputacji nogi. Inny świadek mówił, że cofnęła mu się cukrzyca. Jeszcze inny, że uniknął wszczepienia mu zastawek serca. Inny, że zniknęła mu choroba wieńcowa, itd, itd.
Po kilku rozprawach chciałem zapoznać się z protokołem treści zeznań. W Kancelarii Sądu udostępniono mi wszystkie zeznania spięte chronologicznie według kolejności rozpraw i zeznań świadków. Byłem zszokowany gdy zacząłem je czytać. Nie tylko, że w ogóle nie rozumiałem treści zaprotokołowanych zeznań świadków, ale nie rozumiałem nawet własnych zeznań. Nie było w nich również zeznań świadków tej części w których mówili o wynikach uzyskanych w moim Instytucie.
Na początku kolejnej rozprawy wniosłem wiec o ponowne przesłuchanie świadków i protokołowanie ich, oraz ustawienie monitora komputera, w taki sposób abym mógł czytać treść jaką pisze protokolant. Jednak Sąd odrzucił mój wniosek.
Złożyłem zatem skargę do Sądu Wizytacyjnego w Katowicach. Jednak gdy od prawnika dowiedziałem się, że jeśli mój wniosek zostanie pozytywnie rozpatrzony wówczas zostanie zmieniony sędzia i wszystko zacznie się od początku. Ponieważ rozprawy trwały już ponad dwa lata, zatem nie chciałem przeciągać ich w nieskończoność i napisałem kolejne pismo wycofujące moją poprzednią skargę.
Kolejną rozprawę protokołował już inny protokolant. Sędzina powiedziała, że poprzedni nie był zawodowym protokolantem ponieważ z powodu kłopotów finansowych Sąd nie był w stanie wypłacać protokolantom odpowiedniego wynagrodzenia.
Na początku kolejnej rozprawy zawnioskowałem aby Sąd wyznaczył biegłych lekarzy sądowych i skierował ich do mojego Instytutu w celu nadzorowania uzyskiwanych efektów, co z kolei było by dowodem na bezzasadność oskarżenia mnie przez oskarżyciela dr Macieja Hamankiewicza.
Sędzina obróciła głowę w kierunku dr Hamankiewicza i uniosła głowę w pytającym geście, na co dr Hamankiewicz również bez słowa pokiwał głową przecząco. Oczywiście protokolant tego nie odnotował o czym przekonałem się podczas kolejnego przeglądania dokumentów. Zapoznając się w Kancelarii Sądu z zeznaniami, okazało się, że treści zeznań świadków były całkowicie zrozumiałe, jednak nie wszystkie zeznania były zaprotokołowane.
Teraz skupię się na kolejnym bardzo istotnym zeznaniu świadka kardiologa dr nauk medycznych z Warszawy, którego zawnioskował na świadka dr Hamankiewicz.
Otóż jeden z moich świadków zeznał, że miał mieć wszczepioną zastawkę serca, a po skorzystaniu z leczenia w moim Instytucie okazało się, że zastawka całkowicie wznowiła swe funkcje i przeszczep nie jest już potrzebny. Na okoliczność tego zeznania dr Hamankiewicz wniósł do Sądu aby przesłuchano lekarza, który leczył tego pacjenta.
Opiszę tu bardziej szczegółowo problemy zdrowotne tego pacjenta oraz uzyskaną poprawę jego stanu zdrowia po pobycie w gliwickim Instytucie.
Pod koniec pobytu w Instytucie i uzyskaniu rewelacyjnych wyników, które potwierdził badaniami UKG w Śląskim Centrum Chorób Serca, pacjent ten opowiedział mi w jaki sposób trafił do mojego Instytutu. Otóż zalecany mu przez kilku lekarzy w Polsce przeszczep zastawki serca postanowił wykonać w Stanach Zjednoczonych, pomimo, że miało to tam kosztować powyżej 60 000 $. Jak mi powiedział było go na to stać ponieważ pracował w Fundacji Pani Jolanty Kwaśniewskiej żony Prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego i dobrze zarabiał.
Czekając na konsultację lekarza w poczekalni, siedział tam również lekarz z Kanady pochodzenia polskiego. Gdy lekarz ten usłyszał, że przyjechał on tam na wszczepienie zastawki serca natychmiast mu powiedział; a nie słyszał Pan o Instytucie profesora Kazimierza Piotrowicza w Gliwicach? Tam może Pan przywrócić funkcje swojej zastawki bez konieczności ingerencji. Ja tam byłem i uzyskałem rewelacyjne wyniki. Widziałem też na własne oczy jak rewelacyjne wyniki uzyskuje ten Instytut we wszystkich chorobach.
Wspomnę tu, że gdy do gliwickiego Instytutu przyjeżdżał na leczenie jakikolwiek lekarz, wówczas proponowałem mu aby przez całe dwanaście dni leczenia był obecny podczas codziennych konsultacji zatrudnianych przeze mnie lekarzy z chorymi. Każdy lekarz który się u mnie leczył korzystał z tej propozycji ponieważ był ciekawy czy uzyskiwane w Instytucie efekty lecznicze są faktem i czy nie są one efektem placebo.
Zawnioskowany przez dr Hamankiewicza kardiolog z Warszawy rozpoczął zeznanie w następujący sposób. Przyszedł do mnie pacjent którego leczyłem i zbadaniu go opowiedział mi, że korzystał z leczenia w Międzynarodowym Instytucie Zdrowia w Gliwicach. Następnie zaczął opowiadać, że widział jak jedenastoletniej dziewczynce już po przespaniu jednej nocy na materacu sprostował się kręgosłup. Wobec takich bzdur nie chciałem już tego słuchać. Następnie zaczął mówić, że pacjenta tego nie kierował na przeszczep zastawek ponieważ nie było takiej potrzeby.
Wcześniej pacjent ten był już przesłuchiwany przez Sąd jako świadek. Zeznawał on, że gdy kardiolog zalecił mu przeszczep zastawek serca, skorzystał również z badań innego kardiologa aby upewnić się co do trafności diagnozy, ponieważ przeszczep zastawek to bardzo poważny zabieg dla chorego. Po potwierdzeniu zdecydował się na przeszczep zastawek. Jak powyżej zrelacjonowałem, chciał dokonać tej operacji w Stanach Zjednoczonych.
Złożyłem zatem wniosek o ponowne przesłuchanie tego świadka oraz o przesłuchanie rodziców tej jedenastoletniej dziewczynki na okoliczność sprostowania się kręgosłupa po przespaniu na materacu jednej nocy. Powiedziałem również, że takie sprostowanie się kręgosłupa było o mnie niemal standardem. Sąd jednak nie zgodził się na powołanie nowych świadków ponieważ chciał już zakończyć tą sprawę.
Chcę tu wyjaśnić, że tak szybkie wyprostowanie się kręgosłupa jest możliwe tylko w przypadku rozwiotczenia mięśni okołokręgosłupowych. Spowodowane jest to bowiem zakłóceniem wymiany sygnałów z centralnym układem nerwowym które odpowiedzialne są za skurcz mięśni, konsekwencją czego mięśnie rozwiotczają się lecz nie ulegają skurczom skutkiem czego następuje postępujące krzywienie się kręgosłupa.
Taka sama przyczyna prowadzi do rozwiotczenia mięśnia sercowego, mięśni zastawek serca i wszystkich mięśni, tak zewnętrznych jak i wewnętrznych, do których nie dotrze sygnał skurczu jak np. u Papieża Jana Pawła ll co widział cały świat co opisuję w rozdziale „Prawdziwa przyczyna śmierci Papieża Jana Pawła ll” oraz w jaki sposób od 1994 roku pomagałem w leczeniu oraz utrzymaniu Jego zdrowia.
Ponieważ kolejni świadkowie zaczynali zeznania tak jak ich prosiłem przed rozprawą, więc pomyślałem, że Sąd wydając wyrok weźmie pod uwagę ich zeznania, zatem oddali to oskarżenie, tym bardziej, iż powiedziałem, że pismo, które rozdałem dziennikarzom na konferencji, w którym było między innymi napisane, że Śląska Izba Lekarska jest organizacją mafijną i gangsterską o co oskarżał mnie dr Maciej Hamankiewicz, napisał dr Marek Saferna, a nie ja i poprosiłem o wezwanie go na świadka.
Na kolejnej rozprawie jako świadek wystąpił zatem pracujący u mnie przez niemal trzy lata dr Marek Saferna. Podkreślę, że był on wezwany przed komisję etyczną przy Śląskiej Izbie Lekarskiej.
Opiszę relację rozprawę tej Komisji Etycznej, o której opowiedział mi dr Marek Saferna.
Przy stole siedziało kilkunastu lekarzy. Przewodniczący Komisji Etycznej zwrócił się do mnie z zapytaniem czy pracuję w Instytucie u Kazimierza Piotrowicza, co oczywiście potwierdziłem. Wówczas Przewodniczący powiedział do mnie; jeśli nie zwolni się Pan z pracy w tym Instytucie to będzie Panu grozić zatrzymanie prawa wykonywania zwodu lekarza. Chciałem coś wyjaśnić, lecz Przewodniczący przerwał mi i powiedział; to wszystko panie doktorze. W tym momencie zwróciła się do mnie pani doktor która zasiadała w Komisji, z pytaniem; czy w Instytucie rzeczywiście macie takie wyniki o których pisze Pan Piotrowicz w gazecie „Świat i Medycyna”? Odpowiedziałem, tak Pani doktor i chciałem dalej mówić, ale w tym momencie zwrócił się do niej Przewodniczący Komisji mówiąc; Pani doktor, uzyskiwane wyniki nie są tematem dzisiejszego spotkania, a następnie zwrócił się do mnie mówiąc ponownie; to wszystko Panie doktorze.
Byłem tym mocno zbulwersowany, bo nie tylko, że nie podano mi krzesła lecz także nie pozwolono mi powiedzieć cokolwiek w obronie, ani też odpowiedzieć na pytanie lekarki zasiadającej w komisji.
Gdy doktor Saferna zakończył relację z tej „rozprawy”, siadł do komputera i napisał artykuł, w którym opierając się na słowniku polskim dowodził, że Śląska Izba Lekarska jest organizacją mafijną i gangsterską.
Ponieważ akurat organizowałem konferencję prasową dla dziennikarzy, zatem poprosił mnie abym pismo to powielił i rozdał dziennikarzom na konferencji, co też zrobiłem. Oczywiście dr Saferna, zgodnie z żądaniami Komisji Etycznej, złożył mi wypowiedzenie umowy o pracę w Instytucie.
Na konferencji prasowej pismo dr Saferny rozdałem dziennikarzom wyjaśniając kto je napisał i dlaczego, jednak żaden ze zgromadzonych dziennikarzy nie opublikował tego.
Podczas rozprawy Sędzina zwróciła się do dr Saferny z pytaniem; czy to Pan pisał pismo twierdzące, że Śląska Izba Lekarska jest organizacją mafijną i gangsterską? Tak proszę wysokiego Sądu, pamiętam, że pisałem to pismo, nie pamiętam jednak czy pisałem je sam czy z Panem Piotrowiczem. Pisałem bowiem wiele artykułów do gazety „Świat i Medycyna”, niektóre sam, a niektóre z Panem Piotrowiczem. Natomiast analizowałem też treści niektórych artykułów, jakie napisał Pan Piotrowicz i trochę zmieniałem ich wydźwięk aby brzmiały milej dla ucha.
Wówczas oskarżyciel dr Hamankiewicz zaskoczony tym zeznaniem zwrócił się do doktora Saferny; czy treść tego zeznania uzgadniał Pan przed rozprawą z Panem Piotrowiczem? Nie, odpowiedział dr Saferna. Z Panem Piotrowiczem wymieniłem tylko jedno zdanie, a mianowicie zapytałem w jakiej sprawie zostałem wezwany. Ze swojej strony nadmienię, że po mojej odpowiedzi w jakiej sprawie został wezwany dr Saferna, siadł on na korytarzu obok dr Hamankiewicza i cały czas ze sobą rozmawiali.
Na ostatniej rozprawie, tak oskarżyciel jak i ja mieliśmy mowę końcową. Dr Hamankiewicz po krótkiej mowie podtrzymał swoje oskarżenie. Ja natomiast miałem przygotowaną dość długą mowę końcową na piśmie, którą zacząłem czytać. Po pewnym czasie dr Hamankiewicz zwrócił się do Sądu mówiąc, że treść ta zawiera to o co on mnie oskarża. Zatem Sędzina zwróciła się do mnie z pytaniem; ile stron ma Pan do przeczytania? Odpowiedziałem, że łącznie 34 strony. Zwróciła się zatem do mnie; proszę streścić to pismo. Odpowiedziałem na to, że nie mogę ponieważ umkną niektóre istotne wątki ważne dla tej sprawy. Wówczas Sędzina zwróciła się do dr Hamankiewicza, tłumacząc się przed nim; niestety, ale nie mogę zmusić Pana Piotrowicza do streszczenia mowy końcowej i zakończyła tą rozprawę ogłaszając kolejny termin.
Treść całej mojej mowy końcowej przedstawiam na końcu tego rozdziału.
Na kolejnej rozprawie przeczytałem całą treść mowy końcowej po której Sąd ogłosił kolejną rozprawę na której będzie ogłoszony wyrok.
Zacząłem się domyślać, że wyrok będzie skazujący, ale nie przypuszczałem, że Sędzina wyrokiem tym zamknie mi możliwość od jego odwołania. Mianowicie Sędzia ogłosiła karę jednego roku więzienia za to, że nazwałem Śląską Izbę Lekarską organizacją mafijną i gangsterską oraz dwa lata więzienia za pomawianie lekarzy i podważanie do nich zaufania pacjentów. Łącznie stanowiło to trzy lata więzienia. Jednak Sąd na podstawie przepisów które przedstawił zniósł jeden wyrok pozostawiając jeden rok więzienia. Następnie Sąd zawiesił wykonanie tego wyroku na trzy lata oraz zapłacenie kosztów sądowych oraz grzywnę dziesięć tysięcy złotych.
Gdy zgłosiłem się do prawnika o wniesienie odwołania od tego wyroku, wówczas poinformował mnie on, że nie jest to możliwe. Zaskarżyć bowiem można ewentualne nieprawidłowe procedury których Sąd się dopuścił podczas przesłuchań, a takich nie można było znaleźć. Natomiast co do wyroku nie mogę się już odwoływać ponieważ Sąd w swej „łaskawości” zmniejszył mi wyrok na jeden rok oraz zawiesił jego wykonanie na trzy lata. Prawnik powiedział mi, że Sędzia tak postąpiła ponieważ wiedziała iż zgodnie z prawem nie będę miał prawa odwołania się od tego wyroku.
Odwołałem się jednak w związku z przedawnieniem wręczenia dziennikarzom podczas konferencji pisma dr Marka Saferny, odnośnie nazwania Śląskiej Izby Lekarskiej organizacją mafijną i gangsterską. Jednak dr Hamankiewicz przedstawił świadka Mariolę Marklowską która była rzecznikiem prasowym Śląskiej Izby Lekarskiej oraz zastępcą redaktora naczelnego kilku pism medycznych. Zeznała ona, że pismo to otrzymała ponad trzy lata temu, ale wręczyła dr Hamankiewiczowi znacznie później, zatem Sędzia Sądu Okręgowego odrzuciła moje odwołanie się odnośnie przedawnienia.
W rozdziale w którym opisuję opracowaną przeze mnie metodę prostego i skutecznego sposobu zwalczania komarów i meszek piszę dlaczego dziennikarka Mariola Marklowska na każdym kroku mnie zwalczania. Poniżej opiszę tylko część jej działań, którymi w świadomy sposób szkodziła także milinom niczemu niewinnych ludzi powodując tym ich przedwczesną śmierć.
W 1994 roku będąc w Kielcach u doktor Barbary Grabowskiej, która dzięki mojej metodzie uratowała swego męża przed amputacją drugiej nogi oraz w ciągu trzech dni usunęła bóle fantomowe nogi amputowanej, powiedziała do mnie; powiem panu kto to jest ta dziennikarka Mariola Marklowska i dlaczego tak pana zwalcza. Otóż była ona narzeczoną mojego brata. Długo ze sobą chodzili lecz nie umieli się porozumieć, zatem zerwał z nią. Nie znalazła sobie innego partnera i została starą panną. Teraz gdy przeczytała moją opinię o pana metodzie leczenia postanowiła się zemścić. Ponadto dziennikarka ta ma jakieś skoligacenie z Pionkami, miejscowością w której pan się urodził. Już dobrze nie pamiętam, ale jakieś osoby rodzinnie z nią skoligacone miały duże pretensje do pana siostry, która w Pionkach była pielęgniarką. Nie pamiętam dobrze o co chodziło, ale ktoś tam zmarł po podanym przez nią zastrzyku. Zapewne to też miało wpływ na szukanie na panu zemsty.
Wtedy dopiero zrozumiałem, że Gazeta Wyborcza która zawsze zwalczała mnie z całą mocą stała się swego rodzaju zakładniczką w rękach tej dziennikarki i poprzez nią postanowiła się ona mścić na mnie i zrekompensować sobie swoje panieńskie niepowodzenie oraz zastarzałe konflikty. Nie interesowały ją zgony milionów niczemu niewinnych ludzi których moje metody mogły uratować przed śmiercią.
Zapoznajcie się z całym rozdziałem o sposobie zwalczania komarów i meszek, a dowiecie się w jaki sposób dziennikarka ta upodliła Gazetę Wyborczą, zapewne wbrew woli wydawcy tej gazety, ale czy na pewno wbrew woli?
Poniżej część treści mojej mowy końcowej wygłoszonej przed Sądem, którą załączyłem do akt sprawy.
Gliwice, 17 lipiec 2007r.
Na Filarach, jakie okalają gmach Sądu Najwyższego w Warszawie przy Placu Krasickich, umieszczone są paremie opracowane przez profesora Witolda Wołodkiewicza z Uniwersytetu Warszawskiego, które określają zasady kształtowania i przestrzegania polskiego prawa, opartego na nienaruszalnych normach starożytnego prawa rzymskiego oraz historycznego prawa polskiego.
Aby w niezbity sposób wykazać moją niewinność w zarzucanych mi przez Oskarżyciela czynach, przytoczę tylko kilka z nich, niezmiernie istotnych w tej sprawie, a zwłaszcza te zasady prawa, w obronie których staję, a które są lekceważone i ustawicznie naruszane przez decydencki świat medycyny akademickiej, w czym niewątpliwie uczestniczy Oskarżyciel.
Jedna z tych paremii głosi, że „sprawiedliwość jest niezmienną i trwałą wolą zagwarantowania każdemu jego prawa”.
Od 15 lat występuję w obronie społeczeństwa i przyszłych pokoleń, a zwłaszcza ludzi chorych, którzy zostali pozbawieni praw do samostanowienia o swoim zdrowiu, a zatem i o życiu przez decydenckie środowisko medyczne.
Środowisko medyczne utworzyło zorganizowaną grupę i dominując nad prawem pozbawiło wszystkich ludzi zagwarantowanego im prawa do wolności, narzucając społeczeństwu jednokierunkowe i w znacznej mierze ogromnie szkodliwe metody leczenia objawowego, które rzadko kiedy ukierunkowane są na wyeliminowanie przyczyn chorób. Tym samym lekarze na oczach całego społeczeństwa łamią przysięgę Hipokratesa, która powinna stanowić naczelną zasadę w postępowaniu każdego lekarza, a która wyraźnie mówi: „przede wszystkim nie szkodzić”!
Pisząc o tych faktach w Gazecie Opozycyjnej Cała Prawda o Medycynie „Świat i medycyna”, nie naruszam prawa, lecz wskazuję na ogromną niegodziwość takiego postępowania.
Wspomnianą paremię umacnia kolejna, która mówi, że: „co wszystkich jednakowo dotyczy, winno być przez wszystkich zatwierdzone”.
Nie ulega wątpliwości, że ochrona zdrowia dotyczy całego społeczeństwa. W moich publikacjach w kolejnych wydaniach czasopisma „Świat i medycyna”, które są przedmiotem rozpatrywania przez Wysoki Sąd, podkreślam, że nigdy nie było przeprowadzone referendum, w którym społeczeństwo wypowiedziałoby się, czy dobrowolnie chce stosować wybrane przez siebie każde skuteczne metody leczenia, a szczególnie zapobiegania chorobom, czy też wyłącznie nakazowe metody leczenia objawowego, narzucone przez środowisko medycyny akademickiej. Działania moje, jak i członków Stowarzyszenia Przeciwdziałania Powstawaniu Chorób i Kalectwa „Siła Życia”, którego jestem prezesem, w żadnym wypadku nie mają na celu podważania zaufania ludzi do wszystkich lekarzy, jak to w akcie oskarżenia wskazuje Oskarżyciel lecz wykazują konieczność ogłoszenia referendum, dzięki któremu będzie można obalić monopolistyczny system nakazowego lecznictwa i przywrócić ludziom wolność.
W każdym kraju, który mieni się być demokratycznym, każdy obywatel ma prawo wskazywać na niesprawiedliwość i niegodziwość postępowania wszelkich grup, zwłaszcza gdy chronią one własne, a nie społeczne interesy oraz dążyć do uzasadnionych sprawiedliwych zmian prawnych, szczególnie jeśli dotyczą one krzywd wyrządzanych całemu społeczeństwu. Wskazując zatem w czasopiśmie „Świat i medycyna” na patologiczny i niewolniczy charakter lecznictwa medycyny akademickiej, nie podważam zaufania społeczeństwa do lekarzy lecz wskazuję na te sposoby leczenia, którym nie tylko nie należy ufać, ale dla naszego bezpieczeństwa jak najszybciej je wykorzenić.
Zwalczanie wszystkich lekarzy, co w mediach często zarzucał mi oskarżyciel, byłoby szaleństwem. Lekarze bowiem byli, są i zawsze będą nam potrzebni. Są nam jednak potrzebni lekarze wolni i otwarci na nowe skuteczne metody leczenia, tacy, którzy będą działali głównie na rzecz zapobiegania chorobom, a nie zmuszani przez Izbę Lekarską i Akademie Medyczne do niewolniczego ścisłego wypełniania narzuconych im procedur medycznych.
Encyklopedia Wydawnictwa Naukowego PWN wyjaśnia, że ochrona zdrowia jest to zorganizowana działalność, mająca na celu zapobieganie chorobom i ich leczenie. Zatem zapobieganie chorobom powinno być priorytetowym zadaniem medycyny akademickiej.
W Polsce ochroną zdrowia zajmuje się Ministerstwo Zdrowia, którym obecnie kieruje profesor Zbigniew Religa, wspólnie z decydenckim gronem medycyny akademickiej, do której zalicza się także Oskarżyciel.
Art. 68 Konstytucji Rzeczpospolitej Polskiej gwarantuje każdemu obywatelowi prawo do ochrony zdrowia. Zatem zrozumiałym jest, że Ministerstwo Zdrowia jak i całe środowisko lekarskie jest zobligowane przede wszystkim do poszukiwania skutecznych metod zapobiegania chorobom, a nie zwalczania tych metod! Jednak decydencki świat medyczny, zamiast promować i rozwijać te priorytetowe kierunki rozwoju medycyny, ogromną część społecznych funduszy zawłaszcza na rozwój i umacnianie mało skutecznego i w znacznej mierze ogromnie szkodliwego lecznictwa objawowego.
W Śląskiej Izbie Lekarskiej, z nakazu odgórnych przepisów ustanowionych przez to środowisko, zrzeszeni są wszyscy lekarze Śląskiej Akademii Medycznej. Tak ta Akademia jak i wszystkie inne nie kształcą jednak studentów na lekarzy holistycznych, których głównym zadaniem powinno być zapobieganie chorobom, lecz na „sprzedawców leków”. Środowisko lekarskie z pełną świadomością traktuje opacznie ochronę zdrowia i niemal całkowicie eliminuje działania zapobiegające przed chorobami na rzecz nieskutecznego i szkodliwego leczenia objawowego. Takie rozmyślne postępowanie ma na celu utrwalanie chorób i często w praktyce ich dozgonne leczenie. Lekarze nierzadko mówią pacjentom, że ich zadaniem jest leczenie chorób, a nie zapobieganie im. Różnego rodzaju badania przesiewowe również są ukierunkowane na wczesne leczenie tych chorób, a nie na zapobieganie im. Zapobieganie chorobom to przede wszystkim kształcenie społeczeństwa i wskazywanie w jaki sposób unikać chorób oraz jak można samemu cofać choroby w ich fazie przedwstępnej. We wdrażaniu skutecznych kierunków ochrony zdrowia nie bez znaczenia jest konkurencyjność, która w medycynie jest zakazana.
Decydenci medycyny akademickiej zdominowali prawo i z całą mocą zwalczają możliwości wdrażania konkurencyjnych, wartościowych metod leczenia, a zwłaszcza zapobiegania chorobom. Równocześnie stosują metody leczenia, które w praktyce bardzo często ukierunkowane są na utrwalanie procesów chorobowych. W ten sposób umacniają oni monopol w lecznictwie i działają przeciwko dobru zdrowia wszystkich ludzi oraz ubezwłasnowolniają całe społeczeństwo, które nie jest zorientowane w tym niegodziwym procederze.
Medycyna akademicka jest jedyną dziedziną, w której usługodawca jest chroniony prawem i dlatego może sprzedawać nieefektywne i szkodliwe usługi. W dodatku z nakazu tego prawa żąda zaufania do świadczonych przez siebie usług! To właśnie prawo odpowiedzialne jest za to, że społeczeństwo w zakresie ochrony zdrowia, zostało świadomie zepchnięte do „ciemnogrodu”. Twierdzenie to ma niezbite uzasadnienie. Jeśli bowiem lekarze leczą chorych przez wiele lat, a zazwyczaj nawet aż do śmierci, na te same choroby, nie uwzględniając działań wobec ich przyczyn, a potem, aby zatuszować drastyczne skutki takiego leczenia kierują chorych, np.: do chirurga na operację, a nawet do psychiatry, twierdząc, iż chory uroił sobie chorobę, to jest to dowód nie tylko na to, że utrwalają oni te choroby, lecz także wykazują całkowity brak swej fachowości, a zatem i kompetencji do leczenia ludzi. Zatem opublikowany przeze mnie artykuł p.t: „Leczenie czy szkodzenie – czy lekarze powinni przechodzić badania psychiatryczne”, ma swoje uzasadnienie. Jak bowiem inaczej można nazwać żądania lekarzy od społeczeństwa zaufania do takiego postępowania?
Natomiast nie ulega żadnej wątpliwości, że medycyna wysoce specjalistyczna, a zwłaszcza ratunkowa są niezaprzeczalnie najdoskonalszymi sposobami ratowania życia ludzkiego. Codziennie dokonuje ona autentycznych medycznych cudów. Wielu lekarzy podporządkowało całe swoje życie na rzecz ratowania ludzkiego życia. Gross lekarzy w swojej karierze zawodowej niejednokrotnie uratowało życie niejednemu człowiekowi. Jednak przypadki konieczności ratowania życia wynikłe z nagłych wypadków, czy też z błędów zachowawczych chorego, to zaledwie ułamek procenta działalności tej medycyny! Pozostałe są wynikiem konieczności ratowania życia ludzi spowodowanych długotrwałym, nieefektywnym i szkodliwym farmakologicznym leczeniem objawowym. Jeśli nawet najzdrowszy człowiek zacznie przez dłuższy czas pobierać leki, to w kilka miesięcy stanie się chorym człowiekiem!
Świadomość ludzka jest tak otumaniona przez reklamy leków, że do ludzi nie dociera fakt, że gdyby leki były skuteczne, to półki apteczne byłyby puste, a przed aptekami koczowały by kolejki ludzi. Albo też półki w aptekach były by pełne, a wszyscy ludzie zdrowi?
Kuriozalnym był fakt, który miał miejsce podczas przesłuchiwania przez Wysoki Sąd świadka Stanisława Gutka. Zeznał on, że z uwagi na dużą niedomykalność zastawek serca zalecono mu ich wymianę. Jednak kazano mu czekać na operację w kolejce przez sześć miesięcy. Równocześnie zaproponowano mu operację w tej samej klinice bez oczekiwania, pod warunkiem, iż wpłaci na rzecz fundacji dwadzieścia do trzydziestu tysięcy złotych. Oskarżyciel doktor Maciej Hamankiewicz, po wymianie kilku zdań ze świadkiem w obecności Wysokiego Sądu stwierdził, że jest to fundacja profesora Religi. Jest to więc niezbity dowód, że lekarze ci zostawiają sobie „wolne okienka” dla tych, którzy mają fundusze lub oddalają operację chorych którzy cierpliwie oczekują w kolejce. Takie praktyki są ogólnie znane, a pomimo to nie są publicznie napiętnowane! Okazało się, że świadek Stanisław Gutek po odbyciu kuracji w Międzynarodowym Instytucie Zdrowia w Gliwicach nie potrzebował już wymiany zastawek, ponieważ pod wpływem bezinwazyjnej metody bioenergo-elektromagneto-fotono-termodynamicznej (BEFT) samoistnie się one zregenerowały. Chcę podkreślić, że w gliwickim Instytucie nie był to odosobniony przypadek lecz wręcz odwrotnie, niewiele przypadków niedomykalności zastawek, jak też innych przypadków chorobowych, nie poddało się po wzmocnieniu samoobronnych, samoregulacyjnych i samonaprawczych zdolności organizmu metodą BEFT. O wielu z nich Wysoki Sąd miał okazję słyszeć podczas przesłuchiwania świadków, którzy leczyli się w gliwickim Instytucie, m.in. również od lekarzy.
Kolejna paremia, jak i kilka innych umacniających te dwie pierwsze głosi, że: „wolność jest rzeczą bezcenną”.
Skoro tak wiele zasad prawa podkreśla wolność, dowodzi to niezbicie, iż wolność jest najwyższym prawem człowieka. Jednak decydenckie środowisko medyczne podstępnie ubezwłasnowolniło całe społeczeństwo i zagwarantowało sobie jednokierunkowy i dowolny sposób leczenia pozbawiając wszystkich ludzi praw do udziału w podejmowaniu tych decyzji. Równocześnie środowisko medyczne z pełną premedytacją nie uwzględnia wyeliminowania przyczyn chorób, a także z całą bezwzględnością zwalcza tych, którzy pomocy takiej chorym udzielają. Lekarze czynią tak dlatego, aby z utrwalanych procesów chorobowych systematycznie czerpać zyski i niezasłużoną sławę. Kłóci się to z koleją paremią mówiącą, że: „działa podstępnie, kto próbuje osiągnąć zysk z cudzego niepowodzenia”. Zatem cytaty, które widnieją w akcie oskarżenia, jak np.: „lub wierzyć lekarzom, którzy nie są zainteresowani pozbyciem się pacjentów, ponieważ zdrowy człowiek nie korzysta z ich usług więc nie przysparza im zysku”, czy też „Więc te szczwane lisy poukładały sobie w swych podstępnych łbach, że jeśli będą wciąż oszukiwali naród… itd.”, odzwierciedlają łamanie powyżej zacytowanej zasady prawa, gdyż są ukierunkowane na podstępne i systematyczne czerpanie zysków wypływających z ludzkich nieszczęść.
Również Narodowy Fundusz Zdrowia w działaniach tych bierze świadomy udział. Były kuracjusz naszego Instytutu, Ferdynand Ścigaj z Opola zwrócił się do NFZ o zrefundowanie mu kosztów kuracji w gliwickim Instytucie, gdyż sam nie był w stanie ich pokryć. Umotywował to tym, że pomimo kilkudziesięciu lat leczenia medycznego jego stan zdrowia uległ znacznemu nieodwracalnemu pogorszeniu, a gliwicki Instytut gwarantuje mu poprawę stanu zdrowia. Dostarczył też zaświadczenie od Wojewódzkiego Konsultanta do Spraw Lecznictwa, iż medycyna akademicka nie jest w stanie mu już pomóc. Pomoc tą uzyskał w gliwickim Instytucie i po kuracji, na podstawie wykonanych badań medycznych wykonanych przez lekarzy w Opolu, oraz wystawienia przez nasz Instytut faktury dla NFZ za działania związane z poprawą kondycji fizycznej otrzymaliśmy tę zapłatę. Jednak był to tylko incydent, ponieważ kilkudziesięciu osobom, które również zgłosiło się z prośbą o zrefundowanie zapłaty, NFZ odmówił. Odmówił im pomimo istnienia przepisów, które dozwalają na regulowanie należności innym niż medyczne ośrodki, ale dopiero wówczas gdy medycyna akademicka nie ma możliwości udzielenia takiej pomocy. Zapłaty tej można dokonać pod warunkiem, że chory pomoc taką uzyska. W aktach sądowych niniejszej sprawy znajduje się pismo gliwickiej Prokuratury informujące, iż otrzymała odpowiedź od NFZ, że istnieje prawna możliwość takiej zapłaty. Jednak NFZ bardzo hojnie wypłaca społeczne pieniądze lekarzom, szpitalom i wszystkim zarejestrowanym ośrodkom zdrowia za procedury medyczne, a nie za uzyskiwane rezultaty. Proszę Wysoki Sąd o zwrócenie uwagi na anomalie tych przepisów. Gdy medycyna akademicka zdewastuje choremu zdrowie i nie jest już w stanie mu pomóc, to dopiero wówczas NFZ może dokonać zapłaty za inną pomoc, pod warunkiem, że będzie ona skuteczna!!! Przepisy te dowodzą, że lekarze mają prawo czynić ludziom szkody, a społeczeństwo jest zobligowane do pokrywania kosztów wynikłych z tych szkód!!!
NFZ nie uwzględnia też czynności zapobiegania chorobom, takich jak np. prelekcje na temat skutecznego samoleczenia oraz zapobiegania chorobom, które winny być powszechnie dostępne, czy też przeprowadzane w szkołach na każdym szczeblu nauczania, a które niezaprzeczalnie kwalifikują się jako działania ściśle związane z ochroną zdrowia.
Takie bezpłatne prelekcje przeprowadzane były systematycznie przez osiem lat w Międzynarodowym Instytucie Zdrowia w Gliwicach oraz na sesjach wyjazdowych w wielu miastach Polski i wielu innych krajach. Chcę podkreślić, że za prelekcje te nie otrzymywaliśmy zwrotu kosztów z budżetu państwa lecz finansowałem je z własnych funduszy. Prelekcje te prowadziłem ja lub zatrudnieni w gliwickim Instytucie lekarze. Jednak lekarze ci narażali się na konsekwencje gdyż prowadzili je z naruszeniem prawa ustanowionego przez Izbę Lekarską.
Chcąc np. przeprowadzić prelekcje na temat ochrony zdrowia w szkołach, trzeba do kuratorium zgłosić temat prelekcji i wykazać kwalifikacje medyczne prelegenta. Następnie temat ten musi zostać zgłoszony do odpowiednich jednostek medycyny akademickiej i dopiero wówczas po zatwierdzeniu tematu prelekcja taka może się odbyć. Dowodzi to jak misterną siecią opleciono cały naród by wczesne i skuteczne zapobieganie chorobom nie było możliwe.
Niestety, uświadamianie ludzi i wskazywanie im w jaki sposób sami mogą zapobiegać chorobom jest decydenckiemu środowisku medycznemu przysłowiową „solą w oku” i dlatego przy wykorzystaniu prawa i nie przebierając w środkach, zwalczają oni każdego, również lekarzy jeśli wyłamują się spod nakazów Izby Lekarskiej. Szczególnie zwalczają tych, którzy osiągają rewelacyjne wyniki. W działaniach tych z pełną premedytacją uczestniczy Oskarżyciel Maciej Hamankiewicz. Daje On tego dowody swoim postępowaniem także podczas wszystkich kolejnych rozpraw sądowych. Z pełną perfidią blokuje on możliwości wdrażania konkurencyjnych, wartościowych metod zapobiegania chorobom, a uparcie umacnia metody leczenia, które w praktyce często ukierunkowane są na utrwalanie procesów chorobowych. W ten sposób decydenckie środowisko medyczne ubezwłasnowolnia lekarzy i całe społeczeństwo, które niestety nie jest w stanie wyzwolić się z tego niecnego procederu. Dlatego też i nasze Stowarzyszenie nie jest w stanie skutecznie działać na rzecz dobra zdrowia całego społeczeństwa. A przecież wskazywanie i wykazywanie ludziom przypadków szkodliwych sposobów leczenia, zawarte jest w tytułowej nazwie i w statucie Stowarzyszenia Przeciwdziałania Powstawaniu Chorób i Kalectwa, którego jestem prezesem, a które zostały zatwierdzone przez niezawisły Sąd Rzeczpospolitej Polski. Dlatego w gliwickim Instytucie, który został powołany z inicjatywy tegoż Stowarzyszenia, wraz z lekarzami którzy tam pracowali, udowadnialiśmy, że szkodliwe leczenie stosuje się z pełną świadomością w przypadkach ponad 80% istniejących chorób! Aby jednak nie przedłużać mojego wystąpienia, wymienię tylko niewielką ilość szkodliwych sposobów leczenia, a zwłaszcza te, o których mówili przed Wysokim Sądem świadkowie podczas ich przesłuchiwania i które niezaprzeczalnie działają na szkodę dobra zdrowia całego społeczeństwa, a mianowicie:
leczenie miażdżycy ma na celu pogłębianie miażdżycy i prowadzi do nieodwracalnych zmian miażdżycowych co jest przyczyną bardzo wielu innych chorób i przedwczesnej śmierci wielu ludzi;
leczenie nadciśnienia tętniczego nie ma nic wspólnego z usuwaniem przyczyn nadciśnienia i prowadzi do wielu innych chorób, dlatego takie leczenie kończy się z chwilą śmierci tych chorych;
leczenie choroby wieńcowej pogłębia chorobę wieńcową i prowadzi do konieczności wszczepienia stentów, a potem bajpasów, co prowadzi do wielu cierpień i przedwczesnych zgonów chorych;
leczenie niedomykalności zastawek serca, pogłębia tę niedomykalność i prowadzi do konieczności ich wymiany na sztuczne, a bywa też, że już wszczepione trzeba ponownie wymieniać;
leczenie chorób oczu w znacznej większości przypadków nie jest ukierunkowane na usuwanie ich przyczyn;
leczenie marskości wątroby pogłębia marskość i prowadzi do cierpień chorych, a nierzadko do konieczności transplantacji wątroby i do przedwczesnej śmierci tych chorych;
leczenie cukrzycy pogłębia cukrzycę i prowadzi do wielu innych powikłań towarzyszących cukrzycy;
leczenie chorób nerwowych prowadzi do ich pogłębiania i trwałego uzależniania chorych od leków psychotropowych, co często prowadzi do chorób psychicznych i zamknięcia ich w szpitalach psychiatrycznych, a ludzie ci nierzadko chodzą z cieknącą pianą na ustach i nie mając świadomości swego istnienia umierają w nieludzki sposób tylko dlatego, że zostali zmuszeni do zawierzenia swego zdrowia wyłącznie lekarzom;
leczenie osteoporozy i zwyrodnień kości ma niewiele wspólnego z działaniem przyczynowym wobec tych, jak i wielu innych chorób, które mają swe początki w zaburzeniach wymiany wapnia;
transplantacja komórek macierzystych nie ma nic wspólnego z przywracaniem kolejno wytworzonym przez organizm komórkom macierzystym zdolności do samoistnego rozpoznawania oraz wbudowywania się we właściwe dla nich miejsca i wymaga kolejnych transplantacji komórek, a w konsekwencji ingerencji chirurgicznych;
długotrwałe leczenie bólu przy użyciu leków przeciwbólowych nie ma nic wspólnego z usuwaniem przyczyny bólu i prowadzi do utrwalenia oraz pogłębienia chorób narządów sygnalizujących ból;
leczenie choroby Parkinsona prowadzi do wyniszczenia przez organizm komórek syntezujących dopaminę i całkowitego ustania jej swoistej syntezy, co prowadzi do konieczności wszczepienia choremu elektrody do mózgu, którą co kilka lat trzeba wymieniać;
leczenie choroby Bürgera nie ma nic wspólnego z usuwaniem przyczyny tej choroby i zazwyczaj prowadzi do konieczności amputacji kończyn, a tym samym do trwałego kalectwa i przedwczesnej śmierci;
leczenie żylaków powiększa żylaki oraz prowadzi do konieczności ich chirurgicznego usuwania, skutkując niewydolnością żylną kończyn dolnych i nierzadko ich amputacją;
leczenie większości przypadków chorób ginekologicznych nie jest działaniem, które ma na celu uaktywnienie i utrwalenie samoistnych systemów obronnych organizmu kobiety lecz prowadzi do pogłębiania się tych chorób, a często do bezpłodności czy też do zaburzeń hormonalnych, co w konsekwencji nierzadko powoduje nadmierne tycie kobiet i wielu chorób z tym związanych;
zapłodnienia in vitro powodują przenoszenie i pogłębianie się psychofizycznych błędów rodziców na urodzone w ten sposób potomstwo i gdy one dorosną nierzadko powoduje niedorozwój ich narządów płciowych oraz bezpłodność;
leczenie astmy i niewydolności tlenowej płuc pogłębia tę niewydolność oraz prowadzi do wielu innych powikłań wynikłych z niedotlenienia oraz do przedwczesnej śmierci chorych;
leczenie uzależnień obliczone jest na długotrwałe profity wynikające z leczenia, podczas gdy zdecydowaną większość przypadków uzależnień można wyeliminować w krótkim czasie i bez konsekwencji dla chorego;
leczenie chorób zakaźnych ukierunkowane jest głównie na farmakologiczne zwalczanie wirusów, gdyż takie leczenie znacznie wydłuża walkę z chorobą i przynosi zyski;
leczenie skrzywień i zwyrodnień kręgosłupa nie ma nic wspólnego z usuwaniem ich przyczyn i prowadzi do wielu chorób narządowych;
leczenie chorób nowotworowych zazwyczaj nie ma nic wspólnego z działaniem wobec przyczyn powodujących te choroby. Od 1994 roku informuję w swych publikacjach, że komórki nowotworowe, to komórki, które utraciły więź informacyjną z otaczającymi je komórkami oraz z centralnym układem nerwowym, przez co nie uległy samoistnemu rozpadowi, skutkiem tego wciągają one w proces chorobowy otaczające je komórki, co z biegiem czasu powoduje przerzuty;
leczenie egzem, atopowego zapalenia skóry i wielu innych zmian skórnych nie ma nic wspólnego z usuwaniem ich przyczyn.
Wymienienie wszystkich sposobów chorobotwórczego leczenia akademickiego zajęłoby setki, jeśli nie tysiące stron, dlatego nie ma sensu ich wymieniać. Wystarczy przypomnieć, że tylko nieefektywne leczenie miażdżycy i niewydolności krążenia jest przyczyną około 60% wszystkich zgonów!
Muszę tu szczególnie podkreślić, że każdy wymieniony powyżej przypadek leczenia wyłącznie objawowego pogłębia i wydłuża procesy chorobowe, co oprócz czerpania zysków z tego niecnego procederu, powoduje, że choroby te są dziedzicznie przenoszone na następne pokolenia, u których występują one znacznie szybciej i ze znacznie większą agresywnością.
W ten sposób lekarze niekontrolowani przez niezależne komisje społeczne przygotowują sobie i przyszłym pokoleniom lekarzy niczym nieograniczony „front robót”! Takie działania nie tyko pochłaniają ogromne kwoty, które z nakazu prawa musi pokrywać całe społeczeństwo, ale także są największym zagrożeniem dla trwania człowieka jako gatunku! Jest to fakt niezaprzeczalny, a jednak Oskarżyciel w akcie oskarżenia zawarł cytat z mojego artykułu: „Lekarze, którzy nie mogą wyleczyć chorych i na dodatek zwalczają inne skuteczne metody leczenia, świadomie czynią niepowetowane szkody o wielkich rozmiarach społecznych i zagrażają trwaniu człowieka jako gatunku!!!”.
To właśnie te szkody, wynikłe z nieefektywnego leczenia akademickiego, jak i niezwykle pozytywnych efektów uzyskiwanych w gliwickim Instytucie metodą BEFT, były i są podstawą do podważania wiarygodności postępowania akademickiego środowiska medycznego.
Jeszcze raz podkreślę, że publikacje w gazecie „Świat i medycyna” nie miały na celu podważania zaufania ludzi do wszystkich lekarzy, lecz stanowią ostrzeżenie dla społeczeństwa przed nieodwracalnymi pokoleniowymi szkodami powodowanymi patologicznymi sposobami leczenia i są zarazem realizacją założeń statutu naszego Stowarzyszenia. W publikacjach tych wskazuję też, że system nakazowego lecznictwa pozostawiono społeczeństwu w spuściźnie jako jedyny niereformowalny twór monopolistyczny.
Nie tak dawna historia Polski, w niezbity sposób dowiodła, że usługi nakazowe najczęściej były usługami miernej jakości oraz blokowały wolny rozwój wielu dziedzin życia. Jednak ustawy kształtujące system lecznictwa, na które niezaprzeczalnie ma wyłączny wpływ decydenckie środowisko medyczne, nadal zmuszają całe społeczeństwo do obowiązkowego łożenia na tak patologicznie ukształtowany system. Jak na ironię środowisko medyczne wmawia nam, że system ten ma na celu ochronę zdrowia! Dlatego ustawy narzucają wszystkim ludziom zbiorową odpowiedzialność za zdrowie każdego człowieka! Politycy nie są zainteresowani wprowadzeniem do szkół lekcji o systemach samozachowawczych decydujących o utrzymaniu zdrowia. Chorzy nie mając rzetelnej wiedzy o swoim organizmie, będąc na wizycie u lekarza słuchają jego wywodów i co najwyżej zapamiętują nazwę diagnozy nie mając pojęcia co lekarz do nich mówi. Potem opowiadają, iż są chorzy np. na nerwicę wegetatywną. Nie są jednak w stanie opisać co to jest ta nerwica wegetatywna. W jaki więc sposób mogą współuczestniczyć w leczeniu?
Dzięki nakazowemu finansowaniu tego jednego z najbardziej podłych systemów, lekarze mogą, a nawet są zmuszeni leczyć chorych według nakazowych procedur medycyny akademickiej! Bardzo często też, bez jakichkolwiek badań, lekarze wypisują chorym recepty, bywa, że taki sam lek na różne schorzenia każąc zażywać je chorym bez żadnych wyjaśnień. Traktują zatem chorych podobnie jak robią to weterynarze z udomowionym zwierzęciem, któremu nie ma potrzeby i sensu cokolwiek tłumaczyć. System medyczny skradł ludziom umysł gdyż pozbawił ich wiedzy i logiki myślenia! A przecież ustalenie przyczyny choroby, wyeliminowanie tej przyczyny i współpraca chorego z lekarzem powinny być priorytetem w leczeniu. W jednym z artykułów, taki sposób postępowania nazwałem „medyczną szarlatanerią”, co w całej rozciągłości stanowczo podtrzymuję.
Agresja z jaką nieustannie zwalcza mnie środowisko medyczne, rozpoczęła się od chwili, gdy w 1995 roku kandydowałem na Urząd Prezydenta Polski. Kandydowałem głównie po to, aby wskazać ludziom absurdy postępowania lecznictwa medycznego i całkowite ubezwłasnowolnienie społeczeństwa przez lekarzy. Moje hasło wyborcze brzmiało: „ROZSĄDEK, SPRAWIEDLIWOŚĆ, ZDROWIE”. W zakresie zdrowia podkreślałem konieczność wprowadzenia nauczania w szkołach, na każdym szczeblu edukacji, wiedzy o sygnałach którymi organizm wskazuje nadchodzące zmiany chorobowe, a także systemów zachowawczych jakie człowiek powinien zastosować by zapobiec chorobie w jej fazie przedwstępnej. Wskazywałem, że skoro znalazły się pieniądze na lekcje nauczania religii, to tym bardziej powinny się znaleźć na nauczanie o metodach zapobiegania chorobom! Proponowałem więc szeroko rozumianą profilaktykę. Jednak lekarze wciąż wpajają chorym wiarę w wyleczenie. Na stronie internetowej pod hasłem „Wybory 1995 i 2005” wciąż widnieje mój program nieodzownych zmian, jakie proponowałem wdrożyć w mechanizmach gospodarczych, społecznych oraz politycznych, szczególnie podkreślając konieczność zniesienia monopolu w lecznictwie. Ponieważ działania te finansowałem z własnych funduszy i robiłem to z ogromnym zaangażowaniem, zatem zrozumiałym było, że takie propozycje nie mogły się podobać grupom medyczno-farmakologicznym. Wskazywałem też, że to nie firmy farmaceutyczne winne są za sytuację w lecznictwie, ponieważ to nie one wypisują chorym recepty na leki!
Aby skutecznie zniechęcić społeczeństwo do zapoznania się z moim programem, media wraz z lekarzami przedstawiły mnie jako kandydata na prezydenta od wkładek do butów. Było to na tyle ośmieszające, a zarazem kłamliwe, iż skutecznie zniechęciło ludzi do zapoznania się z moim programem. Od tamtego czasu, każde moje działania od samego początku są torpedowane. Niniejszy proces sądowy jest kolejną próbą środowiska medycznego do ostatecznego unicestwienia moich działań.
Kolejna paremia głosi, że: „ten czyni szkodę, kto rozkazuje ją czynić”.
Nie ulega żadnej wątpliwości, że Akademie Medyczne, Ministerstwo Zdrowia, jak i Izba Lekarska, działają wobec lekarzy na zasadach nakazu i zakazu. Dowodem na to są znane Wysokiemu Sądowi przypadki zastraszania lekarzy pracujących w gliwickim Instytucie oraz karanie ich za to, iż publikują informacje o znacznie skuteczniejszych niż akademickie sposoby leczenia i zapobiegania chorobom.
Lekarze ci zeznając przed Wysokim Sądem w obecności Oskarżyciela oświadczyli, iż nie są zastraszani przez Izby Lekarskie. A przecież ich zeznania o poniesionych konsekwencjach są ewidentnym dowodem zastraszania ich przez Śląską jak i Naczelną Izbę Lekarską. Wiedzą bowiem oni, że gdyby zeznali inaczej, mieliby poważne kłopoty. Na pytanie Wysokiego Sądu skierowane do świadka doktora Marka Saferny, czy czuje się on zastraszany przez Śląską Izbę Lekarską, odpowiedział, że nie jest zastraszany, ale równocześnie zeznał, iż kazano mu zwolnić się z pracy w gliwickim Instytucie. W związku z tym złożył on pismo do Przewodniczącego Komisji Etycznej doktora Wencelisa, który był świadkiem powołanym przez Oskarżyciela w niniejszej sprawie, prosząc go o wyrażenie zgody na dalszą pracę w Instytucie. Zgody tej mu odmówiono, w związku z czym zmuszony był zwolnić się z pracy. Czyż nie jest to ewidentny dowód, że Śląska Izba Lekarska skutecznie zastraszyła doktora Safernę? A przecież doktor Marek Saferna nie prosił o zgodę na współuczestniczenie w oszustwie chorych lecz chciał im skutecznie pomagać w powrocie do zdrowia, a tym samym wdrażać nowoczesną, bezinwazyjną metodę BEFT, której efekty codziennie obserwował. Podczas przesłuchiwania przez Sąd świadków doktor Danuty Kosickiej jak i Krystyny Czarneckiej również one zeznały, iż pracując w Instytucie nie uczestniczyły w oszustwach lecz we wdrażaniu nowoczesnej i skutecznej terapii. Za publikowanie uzyskiwanych wyników lekarze ci byli jednak ścigani i zostali ukarani przez Izbę Lekarską.
Oskarżyciel, zakazując lekarzom publicznego głoszenia informacji o skutecznych nowatorskich i naturalnych sposobach leczenia, oraz nakazując leczenie niemal wyłącznie objawowe, nie tylko zastrasza lekarzy, ale wręcz ich terroryzuje i w ewidentny sposób pozbawia możliwości samostanowienia. Narusza tym postanowienia o wolności wyboru miejsca pracy oraz wolności słowa gwarantowane przez Konstytucję! Zatem Oskarżyciel wypełnia zarzut zacytowany we wspomnianej paremii, która mówi, iż „ten czyni szkodę, kto rozkazuje ją czynić”.
Podczas przesłuchiwania przez Wysoki Sąd świadka doktora Marka Saferny, przyznał się on, że pismo w którym określił Śląską Izbę Lekarską „mafią” i „organizacją gangsterską”, pisał on sam. Ja natomiast dodałem tylko dwa ostatnie akapity mówiące o Stowarzyszeniu. Nie ulega więc wątpliwości, że to doktor Marek Saferna jest autorem tekstu, który w lutym 2003 roku podczas konferencji dziennikarskiej przekazałem dziennikarzom na piśmie. Wówczas zdziwiona tym faktem Przewodnicząca Ławy Sędziowskiej zwracając się do świadka powiedziała m.in.: „świadek będąc członkiem Śląskiej Izby Lekarskiej nie powinien brać udziału w działaniach przeciwko Izbie Lekarskiej”, wobec czego świadek nic nie odpowiedział. Oskarżyciel doktor Maciej Hamankiewicz próbował wówczas zasugerować świadkowi, iż treść jego zeznań została ze mną ustalona, czemu zdecydowanie świadek zaprzeczył. Ta próba ukierunkowania doktora Marka Saferny w obecności Sądu i zdziwienie Oskarżyciela, iż świadek zdecydował się zeznać prawdę, także w ewidentny sposób dowodzi o istnieniu precyzyjnych mechanizmów zastraszania lekarzy przez Izbę Lekarską jak i Akademie Medyczne. Pozostali lekarze, w tym profesorzy medycyny, których Oskarżyciel wskazał jako świadków w niniejszej sprawie zeznali nieprawdę, której jednak nie da się obalić. Jako przesłanki na dowód iż zeznawali nieprawdę może służyć fakt, że jako decydenci medyczni zeznawali w sprawie, w której są stroną. Nie mogli więc zeznać prawdy gdyż tym samym działali by przeciwko sobie. Dlatego proszę Wysoki Sąd aby zeznań tych nie brał pod uwagę.
Świadek Marek Saferna będąc zmuszony przez Śląską Izbę lekarską do zwolnienia się z pracy w gliwickim Instytucie, we wspomnianym piśmie wyraził żal i z pełnym przekonaniem napisał, iż Śląska Izba Lekarska jest „organizacją gangsterską” oraz „mafią”, czym dał wyraz, iż Izba Lekarska swoim postępowaniem zastrasza lekarzy, gdyż z nakazu prawa wymusza na nich obowiązkową przynależność do Izby oraz zmusza lekarzy do określonych procedur leczenia. W dalszej części tegoż pisma świadek opierając się na słowniku języka polskiego wyjaśnił kogo i jaką organizację należy uznać za organizację gangsterską czy mafijną. Udowodnił tym, że Śląska Izba Lekarska nosi znamiona takiej organizacji. Czy jednak doktor Marek Saferna miał rację w tym względzie? W ciągu całego życia nie słyszałem bowiem aby jakaś mafia czy gangsterzy chcąc utrzymać ciągłość zysków wynikających z chorób, systematycznie działali na szkodę cierpiących ludzi, a zwłaszcza dzieci oraz na szkodę całej ludzkości i przyszłych pokoleń.
Proszę Wysoki Sąd o zwrócenie uwagi na fakt, że doktor Marek Saferna nazywając Śląską Izbę Lekarską organizacją gangsterską i mafijną oraz swoim milczeniem na pytanie Wysokiego Sądu, tym samym dał dowód, iż nie utożsamia się z tą Izbą.
Wiadomo jest, że różni lekarze na podstawie takich samych objawów chorobowych, mając do dyspozycji nowoczesny sprzęt diagnostyczny, stawiają zupełnie odmienne diagnozy. Dowodzi to zatem, że medycyna akademicka jest nie tyle nauką ścisłą, co nadal przede wszystkim sztuką.
Wiadomo, że spośród tysięcy absolwentów np. akademii sztuk pięknych tylko nieliczni są uznawani za artystów. Tak samo tylko niektórzy absolwenci ekonomii zostają prezesami dużych przedsiębiorstw czy też znanymi menadżerami. Także tylko niektórzy studenci politologii zostają znanymi politologami czy dziennikarzami, zachowując jednocześnie etykę i uczciwość dziennikarską. Jednak każdy lekarz, który ukończy studia medyczne, niezależnie od swych zdolności, inteligencji czy poziomu uzyskanej wiedzy, ma prawo ingerencji w ludzki organizm, co niewątpliwie również prowadzi do wielu chorób i przedwczesnych zgonów.
Wiele osób, pomimo uzyskania dyplomów uczelni rezygnuje z pracy w danym zawodzie gdyż w praktyce jego produkty są zwykłymi bublami. Jest też tysiące lekarzy, którzy w żadnym razie nie powinni być lekarzami. Jednak do ogromnej rzadkości należy aby lekarz dobrowolnie zrezygnował z pracy w swoim zawodzie, a to dlatego, gdyż jego „produktem” jest nieświadomy pacjent, który nie umie, a nawet nie wolno mu weryfikować postępowania lekarza! Jeśli jednak pokrzywdzony pacjent zorientuje się w swej krzywdzie, to i tak Izba Lekarska go wybroni. Izbie Lekarskiej oraz Akademiom Medycznym są więc potrzebni lekarze posłuszni! Nie bez powodu w społeczeństwie funkcjonuje obiegowe twierdzenie, które opublikowałem w gazecie „Świat i medycyna”: „że każdy lekarzyk ma swój cmentarzyk”, a co także stało się zarzutem w akcie oskarżenia.
Izba Lekarska, zmuszając lekarzy do ścisłego wypełniania narzuconych procedur medycznych, tym samym zmusza ich do czynienia szkód pacjentom, ponieważ objawy chorób bardzo często nie pokrywają się z medycznymi opisami książkowymi. Uwypuklam to w wielu publikacjach, np. w artykule pt. „Żylaki i niewydolność krążenia kończyn dolnych”, gdzie użyłem określenia „szaleni medycy leczą chorych…”, a co Oskarżyciel zawarł jako zarzut w akcie oskarżenia.
Chcę podkreślić, iż używając słowa „szaleni medycy” nie miałem na myśli lekarzy psychicznie chorych, chodzących z cieknącą pianą na ustach, jak to wyraził się Oskarżyciel doktor Maciej Hamankiewicz podczas pytań kierowanych do świadków. Zwrotu „szalony człowieku” używa się wtedy, gdy ktoś ustawicznie robi coś, co nie ma sensu, albo też bezsensownie czyni szkody innym, a tak właśnie postępują lekarze lecząc objawy chorób z pomijaniem ich przyczyn! Nadto, ludzie psychicznie chorzy nie byliby w stanie upleść tak misternej sieci we wszystkich krajach i mimo istniejącej demokracji zdominować prawo oraz pozbawić wolności całe społeczeństwa. Z całą pewnością można w ten sam sposób powiedzieć o prawie „szalone prawo”, a to dlatego, iż parlamentarzyści utrzymując absurdalny monopolistyczny stan prawny, wymuszają na całym społeczeństwie zakup szkodliwych leków i sposobów leczenia oraz zmuszają społeczeństwo do uczestniczenia w tragicznych w skutkach dla ludzkiej populacji doświadczeniach medycznych. Nie oznacza to jednak, że parlamentarzyści są ludźmi szalonymi. Są oni przez decydenckie środowisko medyczne błędnie informowani i dlatego wciąż utrzymują w lecznictwie tak absurdalny stan prawny.
Szkodliwość leczenia objawowego często uwypuklał nieżyjący już profesor dr nauk medycznych Julian Aleksandrowicz, który często głosił, iż „Zdrowie i życie ludzkie jest zbyt cenne, aby je powierzać wyłącznie w ręce lekarzy”, czy też; „Niech mi koledzy lekarze wybaczą, ale leczenie jest częstokroć znacznie gorsze niż odstąpienie od leczenia”. Oskarżyciel doskonale zna powyższe publikacje tegoż bardzo uczciwego człowieka i lekarza, które także publikowałem w gazecie „Świat i medycyna”. Pomimo to, w akcie oskarżenia nie wspomina on o przedruku tych wypowiedzi, lecz ogranicza się jedynie do wyrwanego z kontekstu cytatu, „lub wierzyć lekarzom, którzy nie są zainteresowani pozbyciem się pacjentów, ponieważ zdrowy człowiek nie korzysta z ich usług, więc nie przysparza im zysku”, który to cytat stał się kolejnym bezzasadnym zarzutem w oskarżeniu. A przecież jest prawdą oczywistą, że zdrowy człowiek nie idzie do lekarza, a więc nie przysparza mu zysku!
Kolejna paremia głosi, że „dobre prawo od złego, możemy odróżnić miarą prawa natury”.
Skoro zdrowie jest najwyższym dobrem każdego człowieka chronionym prawem, to przede wszystkim pierwszeństwo winny mieć wszelkie metody, które zabezpieczają zdrowie oraz je przywracają, a nie metody objawowe, jawnie preferowane przez monopolistyczne środowisko medyczne. Treść tą powtarzam ponownie, aby uwypuklić, iż prawo, które odbiera wszystkim ludziom wolność w samostanowieniu, jest jawnym bezprawiem, gdyż jest wymierzone przeciwko naturalnemu dążeniu każdego człowieka do wolności, a zatem w żadnym wypadku nie jest miarą prawa natury!
Środowisko medyczne, a zwłaszcza Śląska Izba Lekarska, biorąc aktywny udział w zwalczaniu nowatorskich i naturalnych metod ochrony zdrowia, zwalcza zarazem prawo ludzi do życia w symbiozie z naturą, z której przecież wywodzi się człowiek. Społeczeństwo chce powrócić do życia w zgodzie z naturą. Jednak decydencki świat medyczny, wpływając poprzez media na psychikę zbiorową ludzi, nie chce do tego dopuścić gdyż boi się utraty zysków i swej nieuzasadnionej dominacji nad niedoinformowanym i świadomie błędnie informowanym społeczeństwem. Uwypukliłem to w gazecie „Świat i medycyna” w stwierdzeniu „Niestety, gross lekarzy z całą mocą zwalcza skuteczne metody, które zagroziłyby ich dominacji i bezkarnemu powiększaniu grona ludzi chorych”. Są to fakty niezaprzeczalne, a dowodem na to są nie tylko moje publikacje ale także niezliczone publikacje innych mediów, które krytykują system lecznictwa i nieskuteczność w leczeniu chorób. Natomiast w toczącej się tu sprawie ciągnącej się już ponad trzy lata przed tutejszym Sądem, są to zeznania świadków. Jednak w akcie oskarżenia cytat ten widnieje jako zarzut Oskarżyciela.
Następna paremia mówi: „niech siła ustąpi przed prawem”. Wynika z niej jasno, że prawo, które w imieniu całego narodu reprezentuje Wysoki Sąd powinno przezwyciężyć siłę zła, jaką reprezentuje Oskarżyciel, a którą to kwestię poruszyłem w artykule „Leczenie czy szkodzenie – czy lekarze powinni przechodzić badania psychiatryczne”, gdzie stwierdziłem …Jednak Prezes Naczelnej Izby Lekarskiej – wielki koronny strażnik tego biznesu, mający władzę niemal równą władzy Nerona… wraz ze swą gwardią pretorianów, …szczególnie ze Śląską Izbą Lekarską… więc te szczwane lisy poukładały sobie w swych podstępnych łbach, że jeżeli będą nieustannie krzyczały, oszukując naród…. Są to może plastycznie nazbyt ostre słowa, ale taka jest przecież rzeczywistość, bowiem jak wykazuje codzienne życie i niniejsza sprawa sądowa, ta siła zła nie ustępuje przed prawem, które reprezentuje Wysoki Sąd. Jest odwrotnie. Oskarżyciel jak za dawnych czasów inkwizycyjnych próbuje wpłynąć na Wysoki Sąd, aby mnie ukarał, a tym samym chronił zło i sankcjonował destruktywne prawo. Wie On i kalkuluje w tym korzyść dla środowiska medycznego, że w przypadku wydania przez Wysoki Sąd wyroku skazującego, każda inna krytyka systemu lecznictwa i postępowania lekarzy natychmiast znajdzie się na wokandzie sądowej. Byłby to więc wyrok wydany na wszystkich ludzi, zwłaszcza chorych. Umocnił by on bowiem ukształtowane przez decydencki świat medyczny prawo do dalszego utrzymywania w niewoli medycznej całe społeczeństwo. Wówczas nikt już nie mógłby podjąć walki o przywrócenie ludziom wolności w zakresie wolnej decyzji o swoim zdrowiu i życiu.
Wprawdzie monopolistyczne działania środowiska medycznego zatwierdzone są przez ustawy, to jednak należy pamiętać, że kolejna paremia, niezmiernie ważna w realizacji ogólnospołecznych poczynań głosi, że: „najwyższe prawo bywa najwyższym bezprawiem”.
Nie podlega żadnej wątpliwości, że najwyższym prawem człowieka jest prawo do wolności oraz prawo do życia. Natomiast każdy demokratyczny kraj za najwyższe bezprawie uznaje niewolnictwo i ludobójstwo. Nikt jednak nie chce zauważyć, że decydencki świat medyczny, do którego niewątpliwie zalicza się Oskarżyciel, wpływając na prawo pozbawił ludzi wolności. Właśnie to bezprawie pozwala lekarzom przez wiele lat świadczyć nieefektywne i wysoce szkodliwe nakazowe usługi medyczne, które w znacznej mierze nie tylko nie poprawiają stanu zdrowia, lecz je pogarszają, a nierzadko doprowadzają do śmierci ogromną ilość ludzi. Z tego powodu, tylko w Polsce corocznie umiera przedwcześnie około 300 tysięcy osób, a znacznie większa ilość ludzi zostaje trwale poszkodowana oraz uzależniana od leków. Systemowe działania, które powodują tak ogromną ilość szkód i zgonów, każdy demokratyczny kraj powinien uznać za ludobójstwo!
Do osądzenia wielu przypadków ludobójstwa powoływano międzynarodowe sądy sprawiedliwości, takie jak, np.: Sąd w Norymberdze czy Hadze, które osądzały sprawców zbrodni wojennych czy też czystek etnicznych lub religijnych. Jednak żaden kraj mieniący się demokratycznym nie powołał dotychczas międzynarodowego trybunału, który osądzał by zorganizowane grupy, które podczas pokoju kształtując prawo dla własnych korzyści i corocznie doprowadzają do przedwczesnej śmierci tak ogromną masę ludzi. Tą ilość zaczerpnąłem z wyliczeń na podstawie oficjalnych publikacji medycznych, które mówią, że niemal 60% wszystkich zgonów spowodowana jest niewydolnością układu krążenia. Zatem wymieniona liczba trzystu tysięcy przedwczesnych zgonów powodowana każdego roku nie jest przesadzona.
W gliwickim Instytucie poprawa krążenia jest wymiernie zauważalna już po kilku dniach kuracji, także w niemal wszystkich przypadkach mocno zaawansowanych chorób, co bardzo często publikujemy w wydawanych ulotkach oraz w gazecie „Świat i medycyna”. Środowisko medyczne, które reprezentuje Oskarżyciel doskonale wie o uzyskiwanych u nas efektach, pomimo to nadal z całą mocą zwalcza mnie i Instytut. Niestety, Oskarżycielowi udało się doprowadzić gliwicki Instytut do upadłości. W związku z zadłużeniem w kwocie ponad pięć milionów złotych Instytut ogłosił likwidację swej działalności i nie sądzę aby teraz ktokolwiek i kiedykolwiek podjął się działań zmierzających do przywrócenia ludziom wolności w samostanowieniu o swoim zdrowiu.
Ogólnie jest wiadomo, że codziennie wielu pacjentów w Polsce występuje ze skargami oraz procesami sądowymi wobec lekarzy wskazując na szkody, jakich doznali podczas leczenia. Jest to również niepodważalny dowód, iż leczenie objawowe wyrządza pacjentom ogromne krzywdy, a pomimo to działania te wciąż są bezkarne. Oskarżyciel zapewne uważa, że skoro lekarze postępują zgodnie z określonymi procedurami medycznymi, to prawo zobowiązane jest do ochrony lekarzy, a nie bronienia pokrzywdzonych pacjentów. Ochronę prawa do tego bezprawia, niestety usankcjonowanego prawem, uzurpuje sobie całe środowisko medyczne. Wykazuję to w artykule „Leczenie czy szkodzenie – czy lekarze powinni przechodzić badania psychiatryczne”, gdzie stwierdzam …Lekarze węsząc biznes, na zasadzie odpowiedzialności zbiorowej obciążają oni całe społeczeństwo kosztami leczenia każdego człowieka – ale cwaniaczki no nie? Jak i …Zatem ta zgrana paczka jak potężne tornado wysysa społeczne pieniądze nie za uzyskiwane efekty, lecz za postępowanie zgodne z prawem, oczywiście prawem medycznym…”, lub też: „lekarze czynią szkody o ogromnych rozmiarach”.
Może to znowuż wydawać się nazbyt kolorystyczne ujęcie problemu, ale w swym sednie jakże prawdziwe!
Niestety, nauki medyczne podzielono na specjalizacje, a wiedzę o funkcjonowaniu organizmu tak bardzo skomplikowano, aby zniechęcić ludzi do jej zgłębiania. W tej szerokiej specjalizacji pogubili się także lekarze. Nie dostrzegają już oni człowieka, lecz jego narządy i związki chemiczne! Po niemal całkowitym wyeliminowaniu z psychiki społecznej wiedzy o zapobieganiu chorobom w jej fazie przedwstępnej nieustannie zwiększa się ilość chorób i chorych. Pomimo to środowisko medyczne wymusiło na ustawodawcach prawo do wyłączności leczenia oraz ochronę procedur postępowania w leczeniu chorych. Nikomu nie przyszło na myśl, że to właśnie lekarze świadomie i nieświadomie przyczyniają się do systematycznego pogarszania zdrowia społeczeństwa! Wytworzył się więc swego rodzaju MEDYCZNY ŚWIATOWY SPISEK DZIEJÓW, który będąc strzeżonym przez Światową Organizację Zdrowia, która jak na ironię działa pod auspicjami ONZ, dzięki czemu wyłamał się on spod wszelkiej niezależnej kontroli społecznej i utworzył swe własne międzynarodowe prawa. Twierdzenie to ma swoje uzasadnienie. Na pisma kierowane do ONZ przez nasze Stowarzyszenie nie otrzymujemy odpowiedzi.
Aby żaden lekarz nie mógł się wyłamać z tej międzynarodowej struktury, w każdym kraju decydenci medyczni, wspomagani przez farmację, utworzyli przymusowy nadzór nad lecznictwem i poczynaniami każdego lekarza. Gdy któryś z nich chce się wyłamać z takiej struktury, i aby skuteczniej pomagać chorym chce włączyć do swych działań medycynę naturalną, natychmiast Izby Lekarskie wyciągają wobec takich lekarzy surowe sankcje, włącznie z zastraszaniem ich, iż zawieszone im zostanie prawo wykonywania zawodu lekarza. Dziwnym jest, że nikt przy tym nie zauważa oczywistego faktu, że to nie Izba Lekarska w imieniu lekarza ukończyła studia medyczne lecz każdy indywidualny lekarz! Jakim więc prawem lekarze są zastraszani i wręcz terroryzowani przez Izbę Lekarską?! Gdy Izba Lekarska nie wyda lekarzowi zgody na wykonywanie zawodu, to pomimo ukończenia studiów i praktyki nie może on realizować z trudem uzyskanego zawodu!
Jak na ironię, kontrolę nad stanem zdrowia społeczeństwa oraz obierane kierunki i sposoby leczenia, parlamenty większości krajów oddały w ręce decyzyjnych lekarzy, a więc usługodawców, a ministrami zdrowia są niemal zawsze lekarze! Czyich zatem interesów będą oni pilnowali? To dokładnie tak, jak gdyby właściciel jedynego w całej okolicy sklepu decydował o tym, co i za jaką cenę włoży nam do koszyka!!! Oferty konkursowe na świadczenie usług medycznych są fikcją, ponieważ szpitale jak i lekarze nie oferują w swych propozycjach konkursowych produktu finalnego, jakim jest wyleczenie, a tym bardziej zapobieganie chorobom, lecz leczenie zgodne z procedurami i prawem medycznym! Dlatego leczenie medyczne jest coraz droższe! Nawet najbogatsze państwa nie są w stanie udźwignąć tych kosztów! Koszty lecznictwa rosną lawinowo, gdyż żaden człowiek chory, czy też niezależna od lekarzy komisja nie mają wpływu na wybór innych alternatywnych metod leczenia. Każde dziecko już w szkole podstawowej wie, że tysiąc złotych to więcej niż jedna złotówka, tym bardziej wiedzą o tym lekarze! Jest to równocześnie odpowiedź na odwieczne pytanie, dlaczego pomimo ogromnego rozwoju medycyny akademickiej chorób i chorych wciąż przybywa!!!
Nie jest zrozumiałe, dlaczego miliony ofiar będące wynikiem stosowania na całym świecie destruktywnego lecznictwa objawowego, które kilkakrotnie przekracza ilość ofiar wszystkich dotychczasowych wojen, jest przez prawo tolerowana i ignorowana! Medycyna akademicka jest jedyną dziedziną nauk, która w miarę postępu ma prawo czynić coraz większe szkody społeczne. Co gorsze, a dla społeczeństwa wręcz tragiczne, lekarze, którzy przecież wszyscy uprawiają taką samą medycynę, są święcie przekonani, że ich działania są słuszne. Dlatego też sami poddają się tym samym zgubnym sposobom leczenia. Wiadomo jest, że organizm podlega procesom adaptacyjnym, która kształtuje ewolucję. Mało kto jednak rozumie, że adaptacji podlega przede wszystkim ludzka psychika. Jeśli więc psychikę człowieka ukształtuje się na określone postępowanie, to człowiek ten będzie święcie wierzył w słuszność swoich racji i postępowania, dokładnie tak jak przekonany jest o swych racjach Oskarżyciel doktor Maciej Hamankiewicz, a zapewne i wszyscy decydenci medycyny akademickiej.
Ewidentnym dowodem na to jest nowotwór płuc Ministra Zdrowia Profesora doktora nauk medycznych Zbigniewa Religii. Wyznawanie przez niego tej samej, swego rodzaju „medycznej religii”, doprowadziło go do drastycznej sytuacji.
Natomiast zdjęcia rozległego nowotwora płuc, jakie na jednej z rozpraw przedstawiłem Wysokiemu Sądowi dowodzą, że guz ten samoistnie cofnął się pod wpływem opracowanej przeze mnie terapii i są też dowodem na to, że zmiany nowotworowe profesora Rligi, które to zdjęcia były opublikowane w mediach, wcale nie były aż tak duże, a jednak przestraszył się on i natychmiast poddał operacji.
Chcę tu podkreślić, że między innymi lekarzami, także profesor Roszkowski, który brał udział w konsultacji oraz operacji prof. Religi, w 1994 roku po obejrzeniu moich zdjęć TK płuc oraz wykonaniu mi w kierowanym przez niego szpitalu bronchoskopii i ocenie wyników badań plwociny, wydał podobny werdykt usunięcia całego mojego płuca z rozległym guzem nowotworowym.
Płuca nie usunąłem, a w wyniku moich bezinwazyjnych działań guz ten samoistnie się cofnął. Badania te, poza zdjęciami TK, wykonano mi w Klinice w Warszawie, którą w 1994 roku kierował profesor Roszkowski, jako prywatne badania. Zatem poza zachowanymi przeze mnie zdjęciami TK zapewne nikt nie doszuka się pozostałej dokumentacji. Są na to jednak świadkowie, którzy towarzyszyli mi wówczas podczas badań.
Trzeba tu koniecznie zadać pytanie. Ile takich werdyktów od tego czasu wydał prof. Roszkowski oraz pozostali lekarze oceniający stan zdrowia chorych?! A ILE JESZCZE ICH WYDADZĄ!!!? Gdy udowodniłem, że rozległy nowotwór płuc samoistnie się cofnął, kilku lekarzy, którym po wyleczeniu płuca pokazałem zdjęcia TK wykonywane co miesiąc, nie wykazali zainteresowania uzyskanymi wynikami i nadal w zgodzie z prawem medycznym nie tylko codziennie ferują wyroki wobec ludzi chorych, ale wykonują je także sami na sobie! Dwóch z pośród lekarzy, którym pokazywałem te zdjęcia powiedziało do mnie: „choćby pan uzyskał milion takich wyników, a my nie uznamy tej metody, to metoda ta nie istnieje”! I rzeczywiście przez tyle lat jestem nieustannie zwalczany, pomimo, że skutecznie pomogłem tysiącom ludzi.
Gdy profesor Religa publicznie poinformował o swojej chorobie nowotworowej, natychmiast wysłałem mu dokumentację chorobową moich płuc, a następnie zadzwoniłem do sekretarki Ministra. Powiedziała ona jednak, że jest już za późno, ponieważ o 900 profesor będzie operowany i nie ma już możliwości nawiązania z nim kontaktu.
Po operacji profesor Religa powiedział też publicznie, iż nie podda się chemioterapii, gdyż chemioterapia może, a nie musi przynieść najwyżej pięcioprocentową poprawę zdrowia. Natomiast szkody wynikłe z chemioterapii są dla organizmu znacznie większe.
Chemioterapia wciąż jest jednak standardem w leczeniu nowotworów! Każdy inteligentny człowiek powinien zadać oczywiste pytanie: DLACZEGO tak się dzieje!? Myślącemu człowiekowi odpowiedź nasuwa się sama. Otóż zapewne dlatego, ponieważ zdominowani przez producentów tejże chemii decydenci medycyny, uznali ją za procedurę standardowego postępowania, gdyż opłaca się to tak producentom chemii jak i szpitalom! Dopóki więc dawcy usług medycznych będą jedynymi decydentami w dopuszczaniu metod leczniczych, a równocześnie jedynymi usługodawcami, dopóty stan zdrowia społeczeństwa będzie się pogarszał!
Lekarze podczas programu telewizyjnego pokazali tzw. „Białą księgę”, w której mogą zapisać się osoby, które w nie medyczny sposób wyleczyły chorobę nowotworową, a w której dotąd nie ma żadnego zapisu. Problem jednak tkwi w tym, że księgi tej pilnują przysłowiowe „psy ogrodnika”. Są to więc niezbite dowody na istnienie zbiorowej mocno zwichniętej patologii środowiska lekarskiego.
Wskazując te patologie w konsekwencji jestem teraz sądzony o zniesławianie środowiska lekarskiego oraz podważanie zaufania do lekarzy!
Także profesor Religa, w związku z falą strajków lekarzy powiedział publicznie, że gdy lekarze w Izraelu podjęli długotrwały strajk i nie leczyli ludzi, to wówczas znacznie spadła tam ilość zgonów!
Z kolei w 1989 roku świat obiegła informacja, że lekarze na Malcie przeprowadzili półroczny strajk i przez ten czas, poza działaniami medycyny ratunkowej, nie leczyli ludzi. Po tym czasie rząd Malty ogłosił, że śmiertelność chorych spadła tam aż o 30%!!! Dziwnym jest, że nikt nie wyciągnął z tego wniosków i nie zgłosił tego faktu do międzynarodowego trybunału jako przesłanki do oskarżenia o ludobójstwo!
Czy te zdarzenia nie dość wystarczająco sugerują nam, że lekarzom dano prawo do wyniszczania zdrowia społeczeństwa zorganizowanego na masową skalę oraz do wyłudzania naszych funduszy? Tak więc bezwzględne, systematyczne wyłudzanie społecznych pieniędzy na nieskuteczne i szkodliwe lecznictwo jest w świecie znane od dawna, a pomimo to wciąż tolerowane! Dlatego bezpłatne lecznictwo w obecnym jego wydaniu musiało stać się demokratyczną fikcją. Pieniądze wymuszane od nas przez prawo i wydawane przez lekarzy bez naszej zgody, są przepompowywane na konta szpitali, lekarzy i farmacji, nie za uzyskiwane wyniki, lecz za zgodne z prawem procedury medyczne! Ewenementem jest, że społeczeństwo nie staje do buntu wobec takiego swoistego ubezwłasnowolnienia!
Na wszystkich chorych zgodnie z prawem dokonuje się więc masowych doświadczeń medycznych i zmusza całe narody do pokrywania kosztów tych doświadczeń. Nieważne czy ktoś jest premierem, prezydentem, biznesmenem, papieżem, jakąś ważną osobistością, czy też szarym obywatelem. Bezwzględny system wadliwie ukształtowanej medycyny akademickiej doścignie każdego!
Tak szeroko zakrojone działania zabezpieczające medycynie akademickiej monopol na leczenie i doświadczalne praktyki dowodzą, że historia najgorszych doświadczeń medycznych z lat drugiej Wojny Światowej nie zakończyła się wraz z tą wojną, lecz kontynuowana jest w zmodyfikowanym wydaniu i na znacznie szerszą skalę! Podczas wojny doprowadzano ludzi do doświadczeń medycznych z łapanki. Dziś organizowanie łapanek byłoby nie do pomyślenia. Po co jednak tak komplikować sprawę, gdy mając do dyspozycji usłużne prawo i media, wystarczy zniewolić zbiorową psychikę społeczeństwa i utrzymać dotychczasowe procedury medyczne oraz przekonanie ludzi, iż medycyna jest bezradna wobec ponad 80% chorób i tak musi pozostać! Aby ludzie nie mogli myśleć inaczej, decyzyjni lekarze mieniący się być „naukowcami”, obłudnie obiecują, że kontynuowanie doświadczeń medycznych pozwoli w mglistej przyszłości opanować te schorzenia i poprzez to znacznie wydłużyć ludzkie życie. Oczywiście pod warunkiem solidarnego, nieograniczonego obciążenia finansowego całego społeczeństwa i wyrażania zgody na dalsze na nim doświadczenia medyczne. Przy tym lekarze nieustannie straszą ludzi chorobami nieuleczalnymi, cywilizacyjnymi, czy też wynikłymi na tle błędów genetycznych. Nieświadomi ludzie nie wiedzą, że choroby na tle genetycznym mają zupełnie inne podłoże. Najczęściej wynikają z warunków środowiskowych oraz z długotrwałych chorób, które powodują, że organizm chcąc przetrwać szuka korzystnej dla siebie adaptacji i w konsekwencji dokonuje jakichś mutacji czy uszkodzeń genów, które są potem przekazywane na kolejne pokolenia. Lekarze szukają więc jak to określają „naukowych” sposobów na niwelację szkód wynikłych na tle genetycznym, obiecując równocześnie ludziom świetlaną przyszłość i gloryfikując swe osiągnięcia. Mało kto zauważa, że fakty są zupełnie inne. Medyczne osiągnięcia to zaledwie nikły procent z publikowanych obietnic. Jednak w publikowane iluzje i niespełnialne obietnice wierzą nawet ludzie o wysokim poziomie intelektualnym gdyż propagandowe twierdzenie, iż „kłamstwa powtarzane publicznie setki razy stają się w końcu prawdą w psychice społecznej”, jest wciąż aktualne.
W życie społeczeństwa wpojono więc szeroko rozkorzeniony psychologiczny terroryzm medyczny, który wespół z nieuczciwymi mediami w niezauważalny dla przeciętnego człowieka sposób zniewolił psychikę wszystkich narodów! Społeczeństwa stały się więc medycznym poligonem doświadczalnym, swego rodzaju „królikami doświadczalnymi”, zamieszkującymi swoistego rodzaju planetę „ludzkich małp”. Nawiązanie do znanego filmu „Planeta małp”, w którym małpy wyłapywały ludzi do eksperymentów medycznych, nasuwa się samo. Jednak życie zawsze przerasta fantazje i obecny system medyczny okazał się bardziej wyrafinowany niż fantazja reżysera tego filmu. Po cóż bowiem płacić „hyclom”, agentom czy policji za wyłapywanie ludzi i dostarczanie ich do medycznych doświadczeń!? Przecież taniej i skuteczniej jest zdominować prawo oraz media i doprowadzić do wyeliminowania z ludzkiej świadomości wiedzy o naturalnych mechanizmach samozachowawczych, samoregulacyjnych, samoobronnych i samonaprawczych jakimi ludzki organizm nieustannie się posługuje. Wówczas nieświadomi ludzie obsługując organizm na zasadzie przypadku, sami doprowadzają się do drastycznych chorób i cierpień, a potem sami oddają do doświadczeń w ręce lekarzy, a ich cierpienie powoduje, że jeszcze lekarzy o to proszą oraz płacą im i to z góry, i co najbardziej absurdalne, z nakazu prawa! Psychika ludzka została tak przesycona kłamstwami medycznymi i reklamowymi gloryfikującymi medycynę akademicką, że ludzie chorzy stoją w kolejkach do tych doświadczeń, a dzięki prawu wymuszającemu zbiorową odpowiedzialność za zdrowie każdego człowieka, żądają od całego społeczeństwa coraz więcej pieniędzy na leczenie i na lekarstwa. Jest to najbardziej obłudny i zarazem niesamowicie skuteczny biznes, który tak sprytnie potrafi wpływać na ustawodawców i psychikę pokrzywdzonych usługobiorców, by ci żądali od całego społeczeństwa coraz więcej pieniędzy na opłaty za kolejne szkody wyrządzane przez usługodawcę! Do świadomości ludzi nie dociera też fakt, że za nieskuteczne i szkodliwe lecznictwo płaci każdy z nas, a nie jakieś tam wyimaginowane państwo! Dlatego w majestacie prawa system medyczny wyłudza od nas ogromne, lawinowo rosnące kwoty na leczenie, a nie na zapobieganie chorobom. Takie wyłudzanie, wręcz polowanie na społeczne pieniądze, wciąż trwa!
Nikt oprócz Stowarzyszenia Przeciwdziałania Powstawania Chorób i Kalectwa „Siła Życia”, jakie wraz grupą ludzi dobrej woli zarejestrowaliśmy w 1996 roku w Sądzie, nie staje w obronie wolności praw całego społeczeństwa. Sami pokrzywdzeni chorzy też się nie bronią, ponieważ są bezsilni wobec prawa, a politycy z reguły nie chcą widzieć tego problemu! Niestety, osoby odpowiedzialne za dobro zdrowia społecznego w Polsce, do których zwracamy się pisemnie wskazując zagrożenia zdrowia społeczeństwa i przyszłych pokoleń, nie odpisują na nasze listy lub odsyłają je do Ministerstwa Zdrowia, które wiedzie prym w utrwalaniu monopolistycznych praw lekarzy!
Każdy człowiek widzi, że pomimo ogromnego postępu medycyny akademickiej, chorób przybywa, a nie ubywa. Jednak zdominowanie ludzkiej psychiki spowodowało, że choć chorzy wiedzą, że lekarz ich nie wyleczy, to jednak idą do niego po nadzieję, po wiarę w wyleczenie, która jest obecnie najskuteczniejszym „lekiem” w medycynie akademickiej. Choć chorzy o tym wiedzą, że lekarstwa zazwyczaj przynoszą tylko chwilową ulgę, to idą do lekarza, bo może przynajmniej lekarz ulży im w cierpieniach, znieczulając ból. Gdy pomimo znieczulania ból narasta, to chorzy nadal idą do lekarza, aż w końcu umierają, nierzadko w ogromnych cierpieniach i nawet w chwili śmierci spoglądają na leczącego go lekarza jak na swego zbawcę i nie mogą pojąć, że ich wiara w lekarza umiera wraz z nimi… Czyż takie działania nie są skrywaną i wydłużaną w czasie przymusową eutanazją, o istnieniu której społeczeństwo nie ma świadomości? Tę moją wypowiedź Oskarżyciel także zawarł w akcie oskarżenia.
Dlaczego trwa tak zacięta walka z gliwickim Instytutem i ze mną? Otóż około 80% chorych, którzy przyjeżdżali do gliwickiego Instytutu to ludzie beznadziejnie chorzy, którzy byli wiele lat leczeni przez wielu lekarzy. Niestety, nie każdemu byliśmy w stanie pomóc, zwłaszcza gdy po pobycie wracają do swojego środowiska, które było przyczyną ich chorób. Lekarze, a tym bardziej przeciętni ludzie, nie mają też pojęcia o istnieniu alergicznego konfliktu grup krwi powodowanego agresywnymi związkami chemicznymi zwanymi haptenami, które wydalane są przez organizm z potem, oddechem czy też w śluzach organizmu niemal każdego człowieka, a które poprzez nieodpowiedni dobór małżeństw w krótkim czasie potrafią zniszczyć zdrowie najzdrowszemu człowiekowi, a nawet go zabić. Czy można jednak żądać od ludzi tej wiedzy, gdy sama medycyna akademicka po odkryciu haptenów w 1901 roku przez lekarza, który był odkrywcą grup krwi, do tej pory pozostawiła ten kierunek odłogiem? Czy aby nie dlatego, że te konflikty alergiczne są przyczyną ogromnej ilości chorób i w związku z tym są „żyłą złota” dla środowiska medycznego? Ludzie przed ślubem nie sprawdzają nawet konfliktów serologicznych, gdyż nie propaguje się szeroko takiego postępowania. Zatem chorują coraz bardziej i widząc, że lekarze nie są w stanie im pomóc, gdzie indziej rozpaczliwie szukają skutecznej pomocy. Niektórzy chorzy, którzy się do nas zgłaszali byli w tak ciężkim stanie, że jedyne co mogliśmy dla nich zrobić to wezwać pogotowie ratunkowe i odesłać ich do szpitala. Zrozumiałym jest więc, że w tej grupie osób istnieje najwyższa śmiertelność. Jednak w gliwickim Instytucie ludzie ci nie tylko nie umierali ale znaczna większość z nich powracała do zdrowia lub też następowała znacząca poprawa ich stanu zdrowia. Także chorzy lekarze, którzy leczyli się w gliwickim Instytucie byli zaskoczeni skutecznością terapii BEFT i tym, że w tak ciężkich przypadkach chorobowych nie ma u nas śmiertelnych przypadków.
Niestety, tak duża poprawa zdrowia jest dla środowiska medyczno-farmakologicznego bardzo niebezpieczna, ponieważ uzyskiwanymi rezultatami podważamy wiarygodność medycyny akademickiej, a rzecz idzie o ogromne miliardy, które co roku wyłudza się od społeczeństwa na obowiązkowe i z góry ukierunkowane lecznictwo objawowe. Natomiast na ochronę zdrowia, a więc profilaktykę i przedwstępne zapobieganie chorobom przeznacza się znikome kwoty, ponieważ człowiek zdrowy i odporny na choroby nie idzie do lekarza, nie łyka leków, więc nie jest źródłem dochodów. Dlatego w walce o podtrzymanie tego niegodziwego biznesu nie przebiera się w środkach, i za to, że wskazuję społeczeństwu tę podłość, kilkakrotnie próbowano pozbawić mnie życia. W niektórych przypadkach uczestniczyli lekarze! Kilka przypadków próby pozbawienia mnie życia opisałem w czasopiśmie „Świat i medycyna”. Jeden z takich incydentów zgłosiłem do Prokuratury w Gliwicach, ale z uwagi na niewykrycie sprawcy, sprawa została umorzona. Dlatego kolejnych zdarzeń nie było sensu zgłaszać. Ostatnie jakie miało miejsce w kwietniu 2007 roku polegało na podaniu mi jakiegoś środka do jedzenia lub picia, który spowodował liczne drobne wylewy naczyń kapilarnych, a które przypadkowo zauważyłem na dłoniach oraz stopach i dzięki temu mogłem natychmiast podjąć działania przeciwdziałające skutkom tych wylewów. Nadmierne rozszerzenie naczyń miało na celu spowodowanie wielu drobnych wylewów w mózgu, co skutkowałoby zaburzeniami układu neurologicznego oraz koordynacji szeregu funkcji, zwłaszcza mowy. Wówczas wyglądałbym jak człowiek psychicznie chory, co pozwoliłoby mnie skutecznie ośmieszać i wyłączyć z życia publicznego oraz dalszych działań na rzecz dobra zdrowia społeczeństwa. Dzięki wiedzy o organizmie, natychmiast podjąłem czynności przeciwdziałające i wylewy te w ciągu dwóch godzin wchłonęły się. Jednak częściowe problemy z koordynacją myśli i mowy trwały ponad dwa miesiące.
Gdy na świecie szalała inkwizycja, Giordana Bruno spalono na stosie za to, iż twierdził, że gwiazdy mają swoje planety. Jak na ironię dopiero w 1995 roku, po niemal 600 latach profesor Aleksander Wolszczan udowodnił to naukowo.
Gdyby Kopernik opublikował swe dzieło „O obrotach ciał niebieskich” przed śmiercią, to zapewne też spłonąłby na stosie. Dziś ku nowoczesnym „medialnym stosom” medyczni pseudonaukowcy i usłużni im dziennikarze, w każdym roku, kierują niczemu niewinne masy ludzi!
Lekarze stworzyli swój własny świat iluzji, który wraz z mediami wpoili w psychikę całego społeczeństwa i wciąż ją umacniają. Dlatego zdominowana poprzez te kłamstwa ludzka psychika powoduje, że społeczeństwo nie dba o zdrowie gdyż przekonane jest, że tak jak mechanik naprawi samochód, tak lekarz przywróci im zdrowie.
Bardzo osobliwym, było zdarzenie, które bezgranicznie dyskredytuje decydencki świat medyczny, a które niezaprzeczalnie udowadnia moją niewinność w stawianych mi przez Oskarżyciela zarzutach.
W telewizji pokazano reportaż o dzieciach chorych na epidermolysis bullosa, popularnie nazywaną kruchy lub bolesny dotyk. Otóż u dzieci tych na obwodowych tkankach pojawia się ból, który z biegiem czasu narasta, a potem bolące tkanki przeistaczają się w rozległe żywe sączące i nie gojące się rany. Stopniowo zanikają im też palce, nos i uszy. Z tego też powodu dzieciom tym nieustannie trzeba zmieniać opatrunki. W telewizji apelowano o pomoc finansową dla tych dzieci, głównie na zakup bandaży. Wskazano też nazwę Stowarzyszenia, które nazywa się „Debra” gdzie pieniądze należy kierować.
Ponieważ w gliwickim Instytucie było już kilka osób, które miały podobne wstępne zmiany tkanek obwodowych i już po kilku dniach bóle znacząco się zmniejszyły, a tkanki powoli się goiły, zatem zadzwoniłem do Stowarzyszenia „Debra” w Piekarach Śląskich i poinformowałem o tym Prezesa. Zaproponowałem mu, iż bezpłatnie przyjmiemy do Instytutu troje dzieci z zaawansowanymi zmianami oraz ich rodziców do opieki i pod opieką lekarzy udowodnimy, że w ciągu kilku dni tkanki te zaczną się zamykać, a rany przestaną się sączyć. Równocześnie proponowałem, że nakręcimy film, który będzie dowodem na uleczalność tej choroby. Potem film ten wyemituje telewizja oraz pokazany zostanie na sympozjach naukowych organizowanych w związku z tą chorobą i w ten sposób będzie można skutecznie pomóc tysiącom dzieci nie tylko w Polsce, ale także na całym świecie. Wyjaśniłem też, że choroba ta spowodowana jest zakłóceniami w wymianie informacji pomiędzy obwodowymi tkankami objętymi chorobą, a mózgiem, który nie otrzymując informacji z tychże tkanek, w odwrotnym kierunku nieefektywnie ukierunkowuje krążenie krwi, co powoduje, że niedożywione tkanki stają się bolesne, a potem ulegają procesom rozpadu oraz zaniku. Usunięcie przeszkody na drodze komunikacji komórkowych i przywrócenie łączności z centralnym układem nerwowym niemal natychmiast uaktywnia odpowiedź i tkanki te samoistnie się goją. Prezes tegoż Stowarzyszenia powiedział mi, że on nie może podjąć decyzji w tej sprawie gdyż musi to skonsultować z panią doktor z Krakowa, która jest osobą decyzyjną.
Gdy po kilku dniach ponownie zadzwoniłem do Prezesa, ten odpowiedział mi, że pani doktor kategorycznie zabroniła mu jakiejkolwiek współpracy ze mną i z gliwickim Instytutem! Zaproponowałem więc bezpłatną pomoc temuż prezesowi oraz jego pięcioletniemu bratu, gdyż jak mi powiedział są chorzy na tę chorobę. Niestety też odmówił. Wówczas na stronie internetowej tegoż Stowarzyszenia zamieściłem opis przyczyny tej choroby zapraszając rodziców chorych dzieci do naszego Instytutu, która to treść szybko została usunięta.
Chcę też podkreślić, że próbowałem także porozumieć się z innymi stowarzyszeniami, m.in. chorych na chorobę Parkinsona. W tym przypadku członkowie zarządu „Chorych na Chorobę Parkinsona” w Katowicach zamiast podjąć współpracę z Instytutem i naszymi lekarzami, wraz z innym lekarzem, gazetą „Dziennik Zachodni”, „Nowinami Gliwickimi” oraz telewizją Katowice zorganizowali podstępną akcję wobec Instytutu. Kilka osób przyjechało do Instytutu anonimowo z reporterem telewizji i ukrytą kamerą nagrali film, które to nagrania zmanipulowali i wielokrotnie pokazali w telewizji, a także opisali w wymienionych powyżej gazetach. Oczywiście w wielu reportażach wypowiadał się obecny tu Oskarżyciel doktor Maciej Hamankiewicz. W podobny sposób uczyniło też TVN!
Znamiennym jest też kolejny przypadek działalności Oskarżyciela doktora Macieja Hamankiewicza. Zgłosiła się do mnie pani doktor ginekologii w wieku czterdziestu kilku lat, której z powodu choroby nowotworowej amputowano pierś oraz narządy rodne, gdyż urósł jej guz na macicy wielkości główki dziecka. Najpierw przywiozła swojego czternasto letniego syna gdyż miał spore skrzywienie kręgosłupa oraz żylaki. Po uzyskaniu dobrych wyników na kurację przyjechała następnie z matką. Ponieważ wszyscy uzyskali dobre wyniki po zastosowaniu terapii BEFT, zatem lekarka ta zaczęła przysyłać do Instytutu swoje pacjentki, którym ona nie mogła pomóc. Jednak Oskarżyciel Maciej Hamankiewicz podjął szerokie działania przeciwko wszystkim lekarzom, którzy współpracowali ze mną i zatrudnionymi w Instytucie lekarzami. Wysłał do pani doktor jakąś komisję, która skutecznie odwiodła panią ginekolog od współpracy z Instytutem. Pomimo, że lekarka ta przed podjęciem u nas kuracji i po jej zakończeniu wykonywała pacjentkom badania USG, które w niezbity sposób potwierdzały zanikanie torbieli, guzków, problemów z bezpłodnością i innych chorobowych zmian, to jednak ulękła się przed Śląską Izbą Lekarską i zaprzestała z nami współpracy.
Oskarżyciel doktor Maciej Hamankiewicz podczas przesłuchiwania świadków przez Wysoki Sąd, słyszał jak kobiety, pośród których były także lekarki mówiły o uzyskiwanych wynikach, a pomimo to zamiast podjąć proponowaną mu współpracę z tymi lekarzami, podjął wobec nich działania dyscyplinarne!
Jest to ewidentny dowód jak bezkarny czuje się Oskarżyciel oraz jak bardzo mocno decydencki świat medyczny wniknął w każdą dziedzinę zdrowia i życia społeczeństwa uzależniając lekarzy, wszelkie stowarzyszenia oraz ludzi chorych, którzy mają ułudną nadzieję, że stowarzyszenia działają na rzecz osób w nich stowarzyszonych.
Należy także podkreślić kolejne niechlubne zdarzenie Oskarżyciela doktora Macieja Hamankiewicza. Otóż podczas rozprawy, jaka odbyła się 15 maja 2007 roku, po raz piąty zaproponowałem Oskarżycielowi ugodę, proponując mu podjęcie współpracy z lekarzami, którzy pracują w gliwickim Instytucie, w celu szybkiego rozpoczęcia jak najkorzystniejszych działań na rzecz poprawy i zabezpieczenia zdrowia całego społeczeństwa. Oskarżyciel jednak nie tylko odrzucił tę propozycję, ale wręcz powiedział w obecności Wysokiego Sądu, że „jest ona dla niego uwłaczająca”!!! Nie zainteresował się też dokumentami, które przekazałem Sądowi podczas wcześniejszych rozpraw. Były to m.in. zdjęcia kilkunastu osób z zaawansowaną miażdżycą, która zaledwie w ciągu dwunastu dni w znacznym stopniu lub niemal całkowicie cofnęła się pod wpływem metody BEFT oraz zdjęcia płuc z rozległym guzem nowotworowym, który pod wpływem bezinwazyjnych działań moją metodą samoistnie się cofnął.
Wszystkie, wspomniane działania Oskarżyciela doktora Macieja Hamankiewicza, także podczas kolejnych rozpraw, niepodważalne świadczą jak pewnie i bezkarnie się On czuje. To twierdzenie nie jest bezpodstawne. Propozycję szybkiej poprawy zdrowia całego społeczeństwa i współpracy z innymi lekarzami, którzy mogliby przekazać swe doświadczenia innym lekarzom, doktor Hamankiewicz uważa za uwłaczającą! Zatem jego zdaniem skuteczna pomoc chorym beznadziejnie oczekującym pomocy jest dla niego uwłaczająca! Lekarze, którzy pracowali w gliwickim Instytucie nie mogli więc podzielić się swymi obserwacjami, ponieważ byli i są ścigani oraz karani z polecenia Oskarżyciela. Gdy jednak mimo wszystko, chcąc zachęcić innych lekarzy do współpracy, lekarze ci opublikowali swoje spostrzeżenia, wówczas z inicjatywy Oskarżyciela zostali pociągnięci do odpowiedzialności przez Izby Lekarskie i ukarani. Ukarania tych lekarzy zażądał także Prezes Naczelnej Izby Lekarskiej Konstanty Radziwiłł! Oskarżyciel, jak i jego zwierzchnik Konstanty Radziwiłł, zamiast więc wzmacniać współpracę lekarzy na rzecz skutecznej poprawy zdrowia społeczeństwa, jawnie łamią postanowienia § 56 Kodeksu Etyki Lekarskiej, co dowodzi, iż są jej fałszywymi strażnikami. Paragraf ten zobowiązuje lekarzy do poszukiwania nowych kierunków leczenia oraz dzielenia się swymi spostrzeżeniami z innymi lekarzami. Oskarżyciel potwierdził zatem tezę, którą zawarłem w artykule: „Leczenie czy szkodzenie – czy lekarze powinni przechodzić badania psychiatryczne…?”.
Absurdalność czynów Oskarżyciela osiągnęło apogeum, gdy po złożeniu propozycji współpracy z lekarzami współpracującymi z gliwickim Instytutem, na wspomnianej już rozprawie w dniu 15 maja 2007 roku, zamiast zaproszenia lekarzy do współpracy naukowej, polecił wezwać ich przed Komisję Okręgowego Rzecznika Odpowiedzialności Zawodowej w celu ich ukarania!!! Takim postępowaniem Oskarżyciel udowodnił, że powinien zrezygnować z pełnionej funkcji Prezesa Śląskiej Izby Lekarskiej i zaprzestać leczenia ludzi, gdyż wypełniając oraz zmuszając lekarzy wypełniania narzuconych im procedur medycznych stwarza dla pacjentów ogromne zagrożenie!
Chcę podkreślić, że Prezes Naczelnej Izby Lekarskiej Konstanty Radziwiłł, jak i Maciej Hamankiewicz nie są zwykłymi szeregowymi lekarzami i na pewno też nie są psychicznie chorzy gdyż reprezentują całe środowisko lekarskie. Jednak pomimo jawnego działania przeciwko dobru zdrowia całego społeczeństwa, nie oni siedzą na ławie oskarżonych, ale paradoksalnie są oskarżycielami!!! To właśnie oni swym działaniem dają przykład lekarzom i kształtują ich postępowanie. Nie można się zatem dziwić, że żądają zaufania społecznego i prawnej ochrony dla tych działań. Wielu uczciwych lekarzy widzi rozmiar szkód leczenia objawowego. Jednak z powodu ich ubezwłasnowolnienia przez Izbę Lekarską i Akademie Medyczne, zmuszeni są do stosowania li tylko narzuconych procedur medycznych. Są więc bezsilni wobec destrukcji płynącej odgórnie.
Szkodliwość medycyny leczniczo objawowej zauważono, gdy na szeroką skalę wprowadzono leczenie farmakologiczne. Wówczas uczciwi profesorowie medycyny utworzyli nowy kierunek nauk medycznych, który nazwali jatrologią – co oznacza leczenie zgubnych skutków leczenia. Jednak informacji tych nigdzie się nie publikuje. W wyszukiwarce internetowej widnieją tylko moje publikacje na ten temat! Gdyby bowiem wszyscy ludzie dowiedzieli się, że szkodliwość farmakologicznego leczenia objawowego udowodnili profesorowie medycyny, to kto chciałby pójść do lekarza wiedząc, że takie leczenie jest szkodliwe? A jaką gwarancję może dać lekarz, że wyleczy zgubne skutki swego leczenia, jeśli samej choroby nie potrafi wyleczyć!? Ponownie przypomnę, iż twierdził tak też profesor dr nauk medycznych Juliusz Aleksandrowicz.
Na stronach internetowych akademii medycznych w podsumowaniu analizy znacznej większości chorób widnieje zapis – etiologia choroby jest nieznana. Chorym każe się więc wierzyć w leczenie, nie gwarantując produktu finalnego, jakim jest skuteczna pomoc i wyleczenie. O zapobieganiu chorobom nie ma sensu ponownie wspominać.
W żadnej dziedzinie gospodarki czy usług nikt nie żąda zaufania do usługodawców, lecz egzekwuje się ich solidność i skuteczność. Dlatego utworzono Urząd Antymonopolowy oraz Urząd Ochrony Konsumenta, który posiadając instrumenty prawne egzekwuje rzetelność usług i produktów. W medycynie jest odwrotnie, żadne urzędy nie mają prawa ingerencji w ocenę efektywności usług medycznych! Prawo chroni więc nieefektywne i szkodliwe usługi, a istniejący kodeks praw pacjenta jest fikcją, gdyż jak publikują media rzadko kiedy udaje się je wyegzekwować.
Porównanie władztwa lekarzy nad społeczeństwem z absolutną władzą Nerona jest może trochę podkoloryzowane, ale nie jest aż tak dużą przesadą, ponieważ takiemu leczeniu musimy się poddawać z nakazu prawa oraz za leczenie to musimy płacić solidarnie z góry w postaci wciąż podwyższanych i tak już wysokich składek na ZUS oraz wielu innych podatków. Nad funduszami tymi ustanowiono strażników w formie Narodowego Funduszu Zdrowia, który jak już wspomniałem płaci usługodawcom nie za usługi efektywne, lecz za procedury postępowania medycznego, byleby były zgodne z prawem – oczywiście prawem ukształtowanym przez usługodawców!
Dziś mówiąc o lecznictwie nie określa się go już Służbą Zdrowia, lecz grupą dawców usług medycznych. Rzecz w tym, że społeczeństwu nie daje się alternatywy i z nakazu prawa zmuszone jest ono pobierać nieefektywne, a nawet szkodliwe usługi. Przy czym prawo stosuje zbiorową odpowiedzialność, a kosztami – tak za leczenie jak i za szkody poczynione przez usługodawców – obciąża całe społeczeństwo i przyszłe pokolenia! Odgórnie wymuszony system lecznictwa jest potężną destruktywną machiną, zorganizowaną na masową skalę!!!
W czasach, gdy wszelkie informacje stały się tak łatwo dostępne, świadomość ludzi w zakresie przeciwdziałania powstawaniu chorób oraz faktycznej skuteczności medycznego ich leczenia jest bardzo znikoma. Dzieje się tak, ponieważ wpajanie patologii medycznej jako ogólnej normy postępowania stało się powszechne. Ludzką psychikę tak ukształtowano, aby w leczenie wierzono jak w religię. Ten absurdalny system jest tak zręcznie skonstruowany, iż mało kto może zorientować się w tych procedurach. Czy możliwe jest, że tylko ja zauważam te anomalia? Zapewne widzą je także inni, ale prawo i politycy zdominowani przez system medyczny nie chcą ich zauważać!
Nieskuteczne i szkodliwe leczenie jest potrzebne decydentom medycznym po to, aby ludzie chorzy rozpaczliwie poszukiwali pomocy i zgadzali się być materiałem badawczym! Nad lekarzami, którzy nie zgadzają się z takim stanem rzeczy lub nieśmiało próbują protestować, ustanowiono „żandarmerię medyczną” w postaci Izb Lekarskich, Akademii Medycznych i Ministerstwa Zdrowia. Aby żaden uczciwy lekarz nie mógł protestować, Ogólnokrajowy Zjazd Lekarzy, który odbył się, chyba w 2001 r. podjął uchwałę zabraniającą lekarzom krytyki sposobów leczenia przez innych lekarzy, a która to ustawa obowiązuje do tej pory!!! To absurdalne postanowienie to nie mój niesmaczny żart, lecz codzienna rzeczywistość zwalczania mogącej powstać konkurencji w zarodku, a szczególnie konkurencji, którą mogli by stworzyć niezależni lekarze! O jakiejkolwiek innej wolnej konkurencji nie ma więc sensu wspominać. To właśnie dlatego, na tysiące skarg pokrzywdzonych przez lekarzy pacjentów składanych co roku do Izb Lekarskich, tylko śladowa ich część zostaje rozpatrzona z korzyścią dla pacjentów. A przecież ogólnie wiadomo, że bardzo niewielu pacjentów podejmuje próbę znalezienia sprawiedliwości i zadośćuczynienia swych krzywd, gdyż medyczny system prawny sterroryzował nie tylko lekarzy, ale i całe społeczeństwo. Większość ludzi boi się w jakikolwiek sposób występować przeciwko lekarzom, ponieważ gdy zachorują, zmuszeni są ponownie do nich się udać.
Chcę jeszcze raz podkreślić, że to nie lekarze są winni tej patologii lecz odgórnie kształtowany decydencki system medyczny! Do tych administracyjno przymuszających działań, decydenci medyczni wciągają niektórych dziennikarzy, którzy dla pozyskania sensacji oraz zysków płynących z reklam leków, kłamią „w żywe oczy”. Nie jest dla nich istotne to, że w ten sposób działają na szkodę swych czytelników, radiosłuchaczy i telewidzów. Z ich punktu widzenia jest to zupełnie zrozumiałe. To nie pacjenci bezpośrednio płacą mediom za reklamę leków niebagatelną część ceny zawartej w lekach lecz firmy farmaceutyczne. Pacjent za reklamę leków nie zapłacił by złamanego grosza! Tę moją publikację Oskarżyciel wykorzystał jako zarzut w następującym zwrocie; „Decydenci medyczni…, wciągają oni media w swój niecny proceder, manipulując informacjami i kłamiąc przed całym społeczeństwem na temat gliwickiego Instytutu…”. Oskarżyciel wie, że to ja mam rację, bo codzienność dobitnie o tym świadczy i dlatego przy użyciu instrumentów prawnych tak usilnie stara się aby Wysoki Sąd wydał na mnie wyrok skazujacy.
Czy zatem potwierdzi się twierdzenie zacytowanej paremii, że „najwyższe prawo bywa najwyższym bezprawiem”?
Kolejna paremia, umacniająca dwie powyższe głosi, że „nie można naprawić czegoś, co od początku jest wadliwe”, a co podnoszę w cytowanym już artykule, pytając: „…Dlaczego więc milczą wszyscy lekarze? Ponieważ boją się „koronnego władcy Radziwiłła i jego gwardii pretorianów…”, które to pytanie Oskarżyciel zawarł w akcie oskarżenia.
W kontekście przedstawionych dowodów, jak i szkód, jakie czynią lekarze leczeniem objawowym, nie ma żadnej wątpliwości, że stosowany sposób leczenia aż w około 80% przypadków jest szkodliwy. Liczne są tego dowody, a te najstarsze to zapisy z przed tysięcy lat zawarte w Biblii, m.in. w wersecie Mądrość Syracha (w) 38:15 „Grzeszący wobec Stwórcy swego, niech wpadnie w ręce lekarza”! Wiadomo jest, że w każdej religii grzech wobec Boga uznawany jest za największe przewinienie, a każdy człowiek wie, że za najcięższe czyny czeka najsroższa kara. Wykorzystany przeze mnie ten cytat, mający źródło w Biblii stał się zarzutem wobec mnie w akcie oskarżenia, choć to nie ja jestem jego autorem!
Jeśli otworzy się stronę internetową www.biblia.net.pl i do wyszukiwarki wpisze słowo „lekarz” oraz porówna te zapisy z efektami współczesnego lecznictwa, to przekonamy się, że nieefektywne w skutkach leczenie objawowe trwa przez tysiąclecia!
Jak dowodzą wspomniane przekazy oraz dzisiejsza rzeczywistość, lekarze toczą odwieczną, choć zapewne w większości przypadków niezamierzoną „wojnę medyczną” ze społeczeństwem, którą z niezrozumiałych względów wciąż wygrywają! Dlaczego więc tak mała grupka osób wciąż zwycięża? Dzieje się tak dlatego, ponieważ chorzy nie są w stanie, a nawet nie wolno im, kwestionować sposobów leczenia! Jeśli ktoś publicznie pyta dlaczego leczenie jest tak mało skuteczne czy też szkodliwe, to według mniemania oskarżyciela podważa zaufanie do lekarzy i może za to zostać oskarżony przed sądem!
Pomimo, że żyjemy już w demokratycznym kraju, to każda krytyka obowiązujących procedur medycznych i wskazywanie na szkody jakie lekarze czynią ludziom, grozi takim oskarżeniem! Dowodem jest niniejsza sprawa.
Jeśli Wysoki Sąd według oczekiwań Oskarżyciela wyda wyrok skazujący, to takie wyroki staną się powszechne, a pokrzywdzeni pacjenci będą mogli tylko szeptem wypowiadać swe niezadowolenie.
Stając więc w obronie ludzi oraz próbując obalić ten monopolistyczny i bezduszny twór, postępuję zgodnie z Konstytucją i międzynarodowymi konwencjami, a przede wszystkim zgodnie z własnym sumieniem. Nie naruszam zatem prawa, lecz przeciwnie, zgodnie z prawem wskazuję na konieczność dokonania generalnych zmian w systemie lecznictwa i sposobach kształtowania nauk medycznych.
Także analiza wielu innych paremii dowodzi, iż monopolistyczne działania decydentów medycznych i bezwolnie posłusznych im lekarzy, powinny już dawno zostać zniesione! Analiza wspomnianych zasad prawa dowodzi więc słuszności mojego postępowania ukierunkowanego na oczekiwaną przez społeczeństwo wolność w wyborze leczenia.
Nie może tak być, aby w demokratycznym kraju, grupa ludzi reprezentująca najwyższe dobro, jakim jest niewątpliwie zdrowie i życie całego społeczeństwa, posiadała własne prawa i stała ponad wszelkimi prawami!
Aby jednak nie przedłużać tych refleksji, nie będę przytaczał pozostałych paremii, ponieważ te wyszczególnione są nadto wystarczające by wykazać moją niewinność oraz potwierdzić, iż obecne prawo w zakresie lecznictwa umacnia bezprawne i społecznie wysoce szkodliwe działania kontynuowane przez środowisko medyczne.
Chciałbym też podkreślić, że oskarżyciel już od początku toczącej się sprawy, a więc już ponad trzy lata, słyszy nie tylko od przesłuchiwanych świadków, pośród których byli także lekarze, o bardzo pozytywnych efektach stosowania terapii BEFT w gliwickim Instytucie, i to odnośnie przypadków chorób uznawanych przez medycynę za nieuleczalne. Pomimo to, nie tylko nie wykazuje żadnej woli w zakresie jej weryfikacji i wdrożenia do lecznictwa, choć jest do tego przez społeczeństwo zobowiązany, lecz pewny swej bezkarności, w obecności Wysokiego Sądu z całą mocą prowadzi destruktywne wobec mnie działania. Oskarżyciel wraz z Naczelną Izbą Lekarską jak też i Ministerstwem Zdrowia prowadzą w mediach oraz w środowisku lekarskim wobec mnie i gliwickiego Instytutu wrogie wyniszczające działania antypropagandowe zakrojone na bardzo szeroką skalę. Jeśli nie można było mnie i lekarzom pracującym w gliwickim Instytucie udowodnić oszustwa, wówczas Oskarżyciel wespół z mediami zaczęli prowadzić działania ośmieszające moją osobę. Takie działania okazują się bardzo skuteczne i odebrały godność już niejednej osobie. W ten sposób zniechęcili społeczeństwo do korzystania z usług gliwickiego Instytutu i dzięki takim systematycznym działaniom z powodów finansowych doprowadzili do jego upadłości. W ten sposób Oskarżyciel pozbył się niebezpiecznej dla środowiska lekarskiego konkurencji. Ponadto kilkakrotnie składał też do Prokuratury w Gliwicach wnioski o ściganie mnie jak pospolitego przestępcę i nie czekając na wynik dochodzenia za każdym razem rozgłaszał to w mediach. Gdy gliwicka Prokuratura oddalała te zarzuty, gdyż Instytut nie naruszał prawa i posunięcia Oskarżyciela nie spełniły jego oczekiwań, to wówczas skierowano do nas kontrolę Urzędu Rejestracji Produktów Leczniczych, Wyrobów Medycznych i Produktów Biobójczych, która jest podlega Ministerstwu Zdrowia i komisja ta, jawnie łamiąc wszelkie zasady i ustawy określające sposób przeprowadzania kontroli, wydała decyzję o zakazie wprowadzania do obrotu materacy BEFT. Nasi prawnicy złożyli odwołanie od tej decyzji do Ministra Zdrowia udowadniając naruszenie prawa, jednak Minister, pomimo, że nawet nie posiadał protokołu pokontrolnego, gdyż odmówiliśmy jego podpisania jako, że nie odnotowano w nim naszych uwag, podtrzymał tą decyzję, co przyczyniło się do ostatecznego upadku Instytutu. W ten sposób środowisko medyczne jawnie łamiąc prawo pozbyło się uciążliwej konkurencji oraz jedynej osoby, która nie bała się pisać całej prawdy o systemie lecznictwa i pokazywać jej jakże czarne karty.
Do 1990 roku zawierzałem swoje zdrowie lekarzom i wciąż się leczyłem, a pomimo to ustawicznie chorowałem. W 1989 roku kilku lekarzy wyrokowało amputację mojej nogi twierdząc, że nie ma innego wyjścia. W 1994 roku zawyrokowano amputację płuca. Wymieniam tylko te najbardziej drastyczne werdykty medyczne. Jednak nie poddałem się ich wyrokom i sam podjąłem zgłębianie nauk medycznych. Dzięki temu nie zostałem kaleką, mam obydwa płuca i wbrew ich założeniom nadal żyję i jestem całkowicie zdrowy. Od tej pory pomogłem uniknąć drastycznych konsekwencji wyroków medycznych tysiącom ludzi. Po pomoc do mnie zgłaszali się także chorzy lekarze, a którą to pomoc uzyskali. Lekarze ci widząc, iż w postępowaniu leczniczym to ja, a nie oni mam rację, rozpoczęli więc ze mną współpracę na rzecz dobra ludzi chorych, a niektórzy z nich podjęli u mnie pracę, czym narazili się na konsekwencje Izby Lekarskiej. Dla Oskarżyciela takie postępowanie lekarzy jest naganne, więc zamiast współpracy z nimi, systematycznie ich ścigał nie bacząc na pomoc jaką chorzy uzyskiwali w gliwickim Instytucie. Według założeń Oskarżyciela pomimo, że działania medycyny akademickiej prowadzą do drastycznych skutków, chorym nie wolno sięgać po inną niż akademicką pomoc! Cóż bowiem uciąć komuś nogę, usunąć płuco czy też inny narząd! Przecież to „normalne” medyczne konsekwencje leczenia. Przecież to nie ich narządy zostają usunięte, a statystyka wykazuje, że w każdej produkcji są przecież „odpady”. Rzecz w tym, że w medycynie odpadami w pomyłkach i szkodliwym leczeniu są ludzie, a to do świadomości Oskarżyciela doktora nauk medycznych Macieja Hamankiewicza w żadnym razie nie dociera.
Oskarżyciel, doktor nauk medycznych Maciej Hamankiewicz, także prezentuje przed Wysokim Sądem, prezentuje wobec społeczeństwa wyjątkowo złą wolę nie tylko jako lekarz, ale również jako członek te społeczności. Zrozumiałym jest też, że wymieniony bojąc się kompromitacji metod leczniczych, nie chce poddać akademickich sposobów leczenia weryfikacji wolnej konkurencji. Jednak równocześnie wymaga zaufania od całego społeczeństwa dla wielu wątpliwych w swych efektach działań leczniczych medycyny, której jest strażnikiem.
Przedstawione Wysokiemu Sądowi dowody świadczą, że to Oskarżyciel swoim postępowaniem podważa zaufanie społeczeństwa do lekarzy. Jednak w akcie oskarżenia stwierdza, że to ja publikowanymi artykułami, które ujawniają te patologie, podważam zaufanie ludzi do lekarzy!
Chcę też podkreślić, że zebrałem dowody, jakie przedstawiłem przed tutejszym Sądem i przesłałem je do Prokuratora Generalnego celem wskazania braku instrumentów prawnych, które pozwalają decydentom medycznym na tak szkodliwą działalność, zorganizowaną na tak masową skalę. Wysłałem je także do Parlamentarzystów Rzeczypospolitej Polskiej, aby wskazać na konieczność dokonania jak najszybszych zmian w ustawach o ochronie zdrowia, gdyż jak głosi kolejna paremia „dobre ustawy rodzą się ze złych obyczajów”.
Moc złych obyczajów decydenckiego środowiska medycznego, jakich wiele przedstawiłem Wysokiemu Sądowi i o jakich wszyscy nieustannie słyszymy w mediach, jest na tyle przekonywująca, iż powinna Parlamentowi w zupełności wystarczyć, aby podjął się szybkiego dokonania niezbędnych zmian prawnych w ustawodawstwie medycznym.
W pismach tych jak i w wielu publikacjach wskazuję, że obecny system lecznictwa, w którym niezaprzeczalnie niechlubną rolę odgrywa również Oskarżyciel, narusza EUROPEJSKĄ KONWENCJĘ O OCHRONIE PRAW CZŁOWIEKA I O BIOMEDYCYNIE, a także POWSZECHĄ DEKLARACJĘ PRAW CZŁOWIEKA ORGANIZACJI NARODÓW ZJEDNOCZONYCH, których Polska jest sygnatariuszem.
Art. 3, 5 i 19 POWSZECHNEJ DEKLARACJI PRAW CZŁOWIEKA ONZ, mówią, że:
art. 3 „każdy człowiek ma prawo do życia, wolności i bezpieczeństwa swej osoby”,
art. 5 „Nie wolno nikogo torturować ani karać lub traktować w sposób okrutny, nieludzki lub poniżający”,
art. 19 mówi, że: „Każdy człowiek ma prawo do wolności opinii i do jej wyrażania; prawo to obejmuje swobodę posiadania niezależnej opinii, poszukiwania, otrzymywania i rozpowszechniania informacji i poglądów wszelkimi środkami, bez względu na granicę”.
Łamanie art. 3 POWSZECHNEJ DEKLARACJI PRAW CZŁOWIEKA ONZ
polega na stosowaniu tych nakazowych metod leczenia objawowego, które ogromnie wyniszczają organizmy chorych, co prowadzi do znacznego skrócenia życia setkom tysięcy ludzi i w ewidentny sposób odbiera każdemu człowiekowi prawo do bezpieczeństwa, wolności i życia.
Naruszanie art. 5, polega na stosowaniu nieefektywnych i szkodliwych metod leczniczych, które prowadzą do konieczności drastycznych chirurgicznych naruszeń i uszkodzeń ciała, prowadzących corocznie do cierpień setek tysięcy pacjentów, co niewątpliwie jest okrutne, nieludzkie i poniżające.
Naruszenie art. 19, polega na nieustannym nękaniu mnie przez Oskarżyciela poprzez wielokrotne oskarżenia przed organami prawa oraz konfabulacji w mediach na temat mojej osoby i działalności, co w ewidentny sposób narusza nie tylko moje prawa wynikające z tego artykułu oraz moje dobra osobiste, ale przede wszystkim wymierzone jest wobec ludzi chorych, beznadziejnie oczekujących na skuteczną pomoc.
Oskarżyciel łamie także inne Konwencje, a mianowicie:
Prawo wolności każdego człowieka do życia, która w punkcie 1 Konwencji w art. 2 mówi, że: „nikt nie może być umyślnie pozbawiony życia”.
Art. 13 pkt. 3 Europejskiej Konwencji, zobowiązuje do przewidzenia pomocy społecznej i medycznej tak: „by każdy mógł otrzymać od właściwych służb publicznych lub prywatnych, taką poradę i osobistą pomoc, jaka może być konieczna dla zapobieżenia lub usunięcia stanu potrzeby, lub ulżenia sytuacji osobistej lub rodzinnej”.
Naruszenie prawa wolności każdego człowieka do życia, polega na stosowaniu szkodliwych metod leczenia wymienionych w punkcie 1 Konwencji w art. 2, które to leczenie prowadzi do utrwalania oraz wydłużania czasu trwania chorób, co każdego roku doprowadza do cierpień i przedwczesnej śmierci setek tysięcy osób. Wszyscy lekarze wiedzą o szkodliwości leczenia wyłącznie objawowego, a pomimo to Akademie Medyczne nadal uparcie podążają tą samą drogą. Takie postępowanie jest zatem działaniem świadomym, a więc umyślnym pozbawianiem życia setek tysięcy ludzi.
Naruszanie art. 13 pkt. 3 Europejskiej Konwencji, polega na zaciekłym zwalczaniu gliwickiego Instytutu przez decydencki świat medyczny i niektóre skorumpowane z nim media, za to, że Instytut, który jako prywatna jednostka medycyny naturalnej udzielał porad i skutecznej osobistej pomocy oraz zapobieżenia i usunięcia stanu potrzeby, zwłaszcza w zakresie chorób, w których medycyna akademicka nie jest w stanie jej udzielić.
Z kolei art. 11 pkt. 1 i 2 EUROPEJSKIEJ KARTY SPOŁECZNEJ mówi: w celu zapewnienia skutecznego wykonywania prawa do ochrony zdrowia, Umawiające się Strony zobowiązują się podjąć bądź bezpośrednio, bądź we współpracy z organizacjami publicznymi lub prywatnymi, stosowne środki zmierzające zwłaszcza do:
wyeliminowania, tak dalece jak to możliwe, przyczyn chorób;
zapewnienia ułatwień w zakresie poradnictwa oraz oświaty, dla poprawy stanu zdrowia i rozwijania indywidualnej odpowiedzialności w sprawach zdrowia.
Chcę tu podkreślić, że artykuł ten wyraźnie zobowiązuje Strony do współpracy w celu wyeliminowania chorób oraz rozwijania poradnictwa, oświaty oraz indywidualnego przejmowania odpowiedzialności w sprawach zdrowia. Jednak Oskarżyciel, zamiast ułatwiać Stowarzyszeniu oraz gliwickiemu Instytutowi prowadzenie wspomnianych działań, zrobił wszystko co tylko jest możliwe abyśmy tych działań nie mogli podejmować i realizować.
Naruszanie art. 11 EUROPEJSKIEJ KARTY SPOŁECZNEJ, polega na systematycznym, bezkarnym wyniszczaniu Stowarzyszenia „Siła Życia” oraz gliwickiego Instytutu, które są organizacjami prywatnymi i działają na rzecz wyeliminowania przyczyn chorób oraz prowadzą poradnictwo i oświatę dla poprawy stanu zdrowia i rozwijania indywidualnej odpowiedzialności w sprawach zdrowia, zamiast podjęcia z nami współpracy przez Oskarżyciela, do której zobowiązuje zapis tegoż artykułu.
Historia wykazuje, że ludzkość wielokrotnie obalała antyludzkie, totalitarne systemy polityczne. Jednak jednowładczego systemu medycyny akademickiej nikomu dotąd nie udało się obalić. Nasze Stowarzyszenie podjęło się tego heroicznego zadania. Przeciwko nam są jednak potężne grupy medyczno-farmakologicznych interesów żerujące na ludzkich nieszczęściach i niestety także niektóre media. Grupy te wpływają na prawo i nie bacząc na ogromne krzywdy całego społeczeństwa i przyszłych pokoleń, chcą za wszelką cenę utrzymać obecny jednowładczy i destruktywny stan prawny. Decydencki świat medyczny, aby chronić swe monopolistyczne prawa i interesy, systematycznie łamie wymienione powyżej Konwencje.
Wykazanymi przykładami podczas kolejnych rozpraw jak i w tejże mowie końcowej wskazuję, że gdy prawo w danym kraju lekceważy międzynarodowe postanowienia, wówczas zawsze znajdą się tacy, którzy w interesie własnych korzyści będą czynić dotkliwe szkody całemu społeczeństwu.
Na zakończenie wymienię ostatnie trzy istotne w tej sprawie zasady, na których opiera się prawo.
Pierwsza z nich głosi, że „prawo jest umiejętnością stosowania tego co dobre i słuszne”.
Nie ulega żadnej wątpliwości, że występując przeciwko monopolistycznym i szkodliwym praktykom oskarżyciela jak i całego świata medycznego, biorę w obronę ludzi chorych i całe społeczeństwo. Wyraźnie widnieje to w treści pisma, które skierowaliśmy do dwudziestu trzech prokuratur w Polsce p.t.: „Doniesienie o systematycznym popełnianiu czynów zabronionych o charakterze ciągłym, godzącym w dobro zdrowia publicznego, skierowanych przeciwko całemu społeczeństwu…”. Zdziwienie budzi fakt, że Oskarżyciel potraktował to pismo w akcie oskarżenia jako zarzut.
Ostatnie dwie istotne w tej sprawie zasady prawa mówią że: „We wszystkich sprawach powinna mieć pierwszeństwo zasada sprawiedliwości i słuszności nad zasadą ścisłego prawa”, a umacnia ją kolejna, która głosi, że: „Rozstrzygnięcie sądowe uznaje się za prawdziwe”.
Przekonany więc jestem, iż w tej sprawie Wysoki Sąd, po przeanalizowaniu całego zgromadzonego materiału dowodowego, w majestacie prawa i własnej niezawisłości, wyda słuszny werdykt i całkowicie uniewinni mnie od popełnienia zarzucanych mi przez Oskarżyciela czynów. Dzięki werdyktowi uniewinniającemu, jeśli uda mi się zdobyć odpowiednie fundusze, będę mógł działać na rzecz zmiany prawa medycznego i w zgodzie z polskim prawem i europejskimi konwencjami ponownie podjąć działania na rzecz dobra zdrowia społeczeństwa.
Celem moich poczynań zawsze była i nadal jest chęć dokonania sprawiedliwych i koniecznych zmian, a szczególnie zmuszenia decydenckiego środowiska medycznego do przestrzegania ogólnoludzkich zasad etyki.
Zważywszy wszystkie dotychczasowe dowody i wyjaśnienia, wnoszę o uchylenie w całości oskarżenia wniesionego wobec mnie przez Oskarżyciela Śląską Izbę Lekarską, reprezentowaną przez jej prezesa doktora nauk medycznych Macieja Hamankiewicza.
Wnoszę o załączenie mojej mowy końcowej do akt sprawy. Jest to o tyle istotne, ponieważ być może już wkrótce, historia medycyny, obecny jej etap rozwoju, a zwłaszcza tą niewolniczą jej część, określi epoką czasu, w którym grupa osób kierując się korzyściami finansowymi stworzyła jeden z najbardziej szkodliwych działań systemowych, jakie w dziejach istnienia ludzkiego gatunku wymyślił człowiek. Mam nadzieję, że wówczas ktoś doszuka się akt niniejszej sprawy oraz tej mowy końcowej i w przyszłości opublikuje, iż był człowiek, który wskazywał drastyczne dla społeczeństwa skutki pseudo medycznego postępu. Ponadto Oskarżyciel nie będzie mógł przeinaczać moich wypowiedzi wygłoszonej w mowie końcowej.
Kopie prześlę także do mediów celem poddania opinii publicznej.

References: Art. 68

Art. 3

art. 3

art. 5

art. 19
 art. 3
 art. 5
 art. 19
 art. 2

Art. 13
 art. 2
 art. 13
 art. 11
 art. 11