Source: http://aferyprawa.eu/Interwencje/Kursa-Podstawy-wniesienia-kasacji-od-wyroku-Sadu-Apelacyjnego-w-Krakowie-z-dnia-12-07-2006-cz-2-1525
Timestamp: 2020-08-04 02:19:30+00:00

Document:
Aferyprawa - Kursa - Podstawy wniesienia kasacji od wyroku „Sądu” Apelacyjnego w Krakowie z dnia 12.07.2006 cz.2
Aferyprawa.com Interwencje Kursa - Podstawy wniesienia kasacji od wyroku „Sądu” Apelacyjnego w Krakowie z dnia
Odnosząc się do zarzutów zawartych w apelacji obrońcy oskarżonego podnieść należy co następuje:
1. W pierwszej kolejności zauważyć należy, że poszczególne z nich formułowane są w taki sposób, iż trudno ustosunkować się do nich wprost. Dotyczy to w szczególności tych, które dotyczą obrazy prawa procesowego. Zarzuty apelacji są sformułowane w ten sposób, iż nie można dokonać jasnego podziału, w której części dotyczą obrazy prawa materialnego, a w której części prawa procesowego, à trudno się temu dziwić, bo jest takie nagromadzenie błędów w moim „procesie” sądu Maczugi i Rzeszutowej, że właściwie trudno to wszystko dokładnie podzielić i sklasyfikować. Ja starałem się wypunktować wszystkie podstawowe błędy w mojej apelacji – cz. 1 (tej 234 stronnej), ale nie było to łatwe zadanie. Oczywiście prawdą jest, że wystąpienie błędów proceduralnych (errores in procedendo) – art. 438 pkt 2 kpk oraz błędu w ustaleniach faktycznych (error facti) – art. 438 pkt 3 kpk powoduje, że nie ma sensu mówić o obrazie prawa materialnego (art. 438 pkt 1 kpk). Niemniej wszystko jest w farsie mojego „procesu” tak pochrzanione, że faktycznie nie wiadomo, co należałoby wypunktować. Ponadto wszystkie błędy łączą się ze sobą – dając w konsekwencji totalny chaos. Ale podstawowy błąd jest jeden. To nie był żaden cywilizowany proces, tylko pokaz średniowiecznej inkwizycji, pokaz jak w Polsce‘2006 można dowolnie łamać prawo przez tych, którzy mają tego prawa przestrzegać, pilnować i egzekwować – przez sędziów.
albowiem skarżący kwestionując opinię biegłych psychiatrów odnosi się do kwestii obrazy prawa materialnego polegającego na nie przyjęciu przez Sąd Okręgowy, że oskarżony działał w warunkach art. 31 § 1 kk.
W pierwszej kolejności zostaną omówione te z nich, które dotyczą kwestii związanych z obrazą prawa procesowego, a w dalszej części dotyczące poczytalności sprawcy oraz oceny opinii sądowo-psychiatrycznych ( co należy do obrazy prawa procesowego ale ma ścisły związek z zarzutami dotyczącymi poczytalności sprawcy, a także oceną przypisanego oskarżonemu zamiaru umyślnego popełnienia przestępstwa opisanego w pkt I - III aktu oskarżenia. Ponieważ zarzuty odnoszące się do oceny stanu poczytalności oskarżonego oraz oceny wartości dowodowej opinii sądowo-psychiatrycznych są ze sobą powiązane, dlatego też zastaną omówione łącznie w osobnym rozdziale.
Apelacja okazała się jedynie na tyle skuteczna, iż spowodowała zmianę zaskarżonego wyroku przez przyjęcie, że oskarżony dopuścił się czynu przypisanego mu w punkcie pierwszym zaskarżonego wyroku w warunkach ograniczonej poczytalności w rozumieniu art. 31 § 2 kk.
1. Za całkowicie nieprzekonywujący należy uznać zarzut obrazy art. 25 §1 kk.
Teza jakoby oskarżony działał w warunkach obrony koniecznej jest tak absurdalna, dlatego nie wymaga ze strony Sądu Apelacyjnego szerokiej analizy.à wszystko jest „absurdalne”, co dotyczy mojej obrony. Dlatego z uporem Maczugi maniaka oddalano wszystkie moje wnioski dowodowe. Uchylano wszystkie moje pytania mające wykazać, co się faktycznie działo. Dla Dziubana to, że byłem atakowany przez R. jest „absurdalne”, ale nie jest „absurdalne”, że człowiek przez 41 lat uczciwego życia dochodzi do wszystkiego, do własnej rodziny z 2 małych dzieci i tak „umyślnie” „planuje” zabójstwo innego człowieka w środku dnia, we własnym domu, z legalnie posiadanej broni, na tydzień przed chrztem swojego drugiego dziecka. Nie jest dla Dziubana „absurdalne”, że osoba „o bardzo wysokiej inteligencji” (czyli o bardzo wysokiej umiejętności przewidywania konsekwencji swoich zachowań à vide Zimbardo’ PWN 2004 s. 559) popełnia „przemyślane” i „zaplanowane” przestępstwo, zagrożone maksymalną karą i to w sposób, który natychmiast powoduje ujęcie osoby strzelającej. Że każdy umyślny, ale chociaż minimalnie poczytalny przestępca stara się uniknąć kary, jeżeli już zdecyduje się popełnić przestępstwo. Nie jest dla Dziubana „absurdalne”, że osoba o „głęboko zaburzonej świadomości” może ponad 41 lat przeżyć idealnie, a te wszystkie paskudne pomówienia esbeka i Jadwigi – kompletnie nie trzymają się jakiejkolwiek logiki i realiów. Nie jest dla Dziubana „absurdalne”, że Agnieszka – w sądzie w 2003 roku, na wózku inwalidzkim powiedziała: „mieliśmy prawo do nadbudowy” (!) czyli do MOJEGO WŁASNEGO MIESZKANIA !!!
Z zebranego w sprawie materiału dowodowego nie wynika bowiem w żaden sposób, że oddanie strzałów do pokrzywdzonych było wynikiem reakcji na jakikolwiek zamach z ich strony na oskarżonego. Rozważanie zachowania oskarżonego przez pryzmat działania w warunkach przekroczonej obrony koniecznej opisanej wart. 25 § 2 kk bądź też usiłowanie wykazania, że przekroczenie granic obrony koniecznej było wynikiem wzburzenia usprawiedliwionego okolicznościami zamachu nie mają w tej sytuacji jakichkolwiek logicznych przesłanek. Skoro brak było ze strony pokrzywdzonych jakichkolwiek elementów bezpośredniego bezprawnego zamachu na oskarżonego to brak jest podstaw do ustosunkowania się do twierdzeń w tym przedmiocie zawartych w uzasadnieniu apelacji.à w ten paskudny sposób prowadzono moją sprawę. Apriorycznie przyjęto tylko wszystko, co mnie może obciążyć. Np. zeznania Leszka Finowskiego k-765-767. Z bardzo obszernego jego zeznania, że nigdy nie byłem konfliktowy, że normalnie żyłem w moim domu (on kilka lat mieszkał w tym domu, gdy już pojawiły się R. w Krakowie) wybrano tylko jedno. Że „podobno” kiedyś wjechałem jakimś samochodem na drugi. Akurat jest to jedyna informacja, którą L. Finowski znał ze „słyszenia”, bo nigdy nie był świadkiem takiego zdarzenia (nie było nigdy takiego epizodu), natomiast całe jego zeznanie – ewidentnie wskazujące, że mam całkowicie normalną osobowość – ominięto. Faktycznie brak jest jakiegokolwiek materiału do „logicznego” uzasadnienia, że to R. były agresorami, bo … sąd nie dopuścił, aby taki materiał się pojawił.
W tej sytuacji brak było przesłanek do tego, aby Sąd Okręgowy w ogóle rozważał zachowanie oskarżonego przez pryzmat art. 25 kk. Niewątpliwie skarżący ma rację twierdząc, że interpretacja strony podmiotowej podejmowania obrony koniecznej przed niektórymi atakami i zniewagami może być trudna, lecz w sytuacji gdy brak w zachowaniu pokrzywdzonych jakichkolwiek znamion zamachu na oskarżonego to dokonywanie dalszej analizy tego problemu należy uznać za bezprzedmiotowe.à to prawda, panie Dziuban. R. to były anioły. A wszystkie roszczenia – ich absurdalne „wnioski” do sądu, wredne szkalowanie mnie u dzielnicowego Rajtara („uderzyłem R. w twarz z otwartej ręki” - karta 256), nawet tak ewidentna i niczym nie sprowokowana fizyczny agresja R. na mnie, gdy jesienią 2000 sprzątałem swoje nowo kupione Audi A 6 – to wszystko jest „bezprzedmiotowe”.
3. Nie jest zasadny zarzut przyjęcia za udowodnioną tylko jednej z możliwych wersji zajścia - w ocenie skarżącego niekorzystnej dla oskarżonego - mimo istnienia innych wersji nie przedstawionych przez obronę.
Odnosząc się do powyższego zarzutu w pierwszej kolejności wskazać należy, że skarżący w zasadzie nie podaje jakie to inne wersje zdarzenia w dniu 27 września 2001 roku zostały przez obronę zaprezentowane. à przecież Maczuga nie pozwolił mi zeznawać w sądzie. „Skoro oskarżony nie zeznawał na pierwszej rozprawie, to już zeznawał nie będzie”. I nie zeznawałem. Ale wystarczyłoby, aby Dziuban przeczytał chociażby artykuł w „Polityce” – 30.10.2004, „Serce mocniejsze niż nerwy”, aby poznać „inną” wersję. Oczywiście „absurdalne” jest, aby jakaś polska sędzia i to do tego koleżanka Dziubana mogła sprzedać wyrok R. A to, że Marian S zeznał, że dzień przed rozprawą (26.09.2001) jego córka telefonowała do niego i mówiła, że „wszystko będzie po ich myśli”, to pewnie wynikało z wizyty R. u wróżki.
Andrzej Kursa odnośnie samego przebiegu zdarzenia, które spowodowało śmierć pokrzywdzonych Artura i Jana R. oraz ciężkie obrażenia ciała Agnieszki R., nie złożył żadnych w tym przedmiocie wyjaśnień, zasłaniając się niepamięcią. à to, co podaję, to „zasłanianie się” niepamięcią. A jaki ma dowód Dziuban, Maczuga i moi wszyscy „biegli” od siedmiu boleści, że faktycznie „zasłaniałem się” niepamięcią, a nie, że faktycznie nie pamiętałem samej tragedii oraz tych kilkunastu (?) minut ją poprzedzających.
W żaden sposób nie kwestionował on w zasadzie przebiegu dokonanych przez Sąd Okręgowy ustaleń. Rozbieżności dotyczą w szczególności oceny tła konfliktu pomiędzy oskarżonym a rodziną Rojszczaków. Andrzej Kursa usiłował wykazać, że to jego sąsiedzi byli osobami agresywnymi, prowokującymi konflikty sąsiedzkie, a w konsekwencji zamierzali pozbawić go mieszkania.
Stanowisko Sądu Okręgowego, który nie dał wiary tym sugestiom jest w pełni przekonywujące. Dokonane przez Sąd Instancji ustalenia dotyczące wzajemnychà A.K. „usiłował wykazać”, tym „sugestiom” – wszystko jest u mnie fałszem. Za to wszystko, co podają chorzy z pazerności – esbek, oficer Milicji Obywatelskiej z lat 1966-1985 to jest prawda.
relacji sąsiedzkich pomiędzy oskarżonym a pokrzywdzonymi są wolne od jakiejkolwiek dowolności i nie naruszają zasady swobodnej oceny dowodów.
Wynika z nich w sposób jednoznaczny, że to oskarżony od dłuższego czasu prowokował sąsiedzkie konflikty, których źródłem problemy były wynikające z zamieszkiwania w jednym budynku. Ta postawa Andrzeja Kursy wynika przede wszystkim ze stwierdzonych u niego cech osobowości. à oczywiście jest to logiczne. Dla Dziubana. Bo osobowość ma się niezmienną od ok. 30 roku życia. Wtedy kończy się rozwój ludzkiego mózgu i osobowość jest wtedy trwałą cechą – uwidaczniającą się w różnych sytuacjach życiowych. Karta 725 – Tomasz L. – najbliższy przyjaciel R. zeznał, że od zamieszkanie 27.09.1994, do powrotu z USA (w marcu 1999 roku) „stosunki były wręcz bardzo dobre”. Czyli przez okres 4,5 lat wspólnego zamieszkiwania w jednym domu z Andrzejem Kursa w ocenie R. wszystko było w porządku. Wręcz „bardzo dobrze”. A po ich powrocie – przez 2,5 lata „nagle” się wszystko popsuło. Tylko, że osobowość jest niezmienna, panie Dziuban i niemożliwym jest, aby te „ustalenia” były prawdziwe.
Dokonana w tym przedmiocie ocena zeznań świadków opisujących zachowanie oskarżonego w stosunku do rodziny R. nie budzi zastrzeżeń.
W szczególności dotyczy to zeznań Jadwigi, której wiedza w tym przedmiocie była najpełniejsza.à to oczywiście jest prawda. Szczególnie, że Jadwiga mieszkała w tym domu tylko rok przed tragedią i nigdy z nią nie rozmawiałem, uciekając od R., jak od zarazy. Ale „ma najpełniejszą wiedzę”. Np. o tym, że toczy się sprawa w sądzie o wpisanie MOJEGO mieszkania na MOJĄ rzecz, to syn jej nie mówił. Bo mogłaby się denerwować, ale już mniej denerwujące były „informacje” syna, że „zamierzałem wysadzić dom bombą” (k-576). Logiczne.
Należy dobitnie zaakcentować, że brak jest jakichkolwiek podstaw do twierdzenia, że pokrzywdzeni zachowywali się wobec oskarżonego agresywnie. Sugerowanie jakoby usiłowali oni wyzuć oskarżonego z jego własności czy pozbawić mieszkania nie są poparte przez oskarżonego jakimikolwiek dowodami. Jest to jedynie linia obrony oskarżonego, który usiłuje wykazać, że był on w sporze sąsiedzkim stroną pokrzywdzoną.à To „jedynie linia obrony oskarżonego”. Skorzystajmy jednak z Jadwigi, mającej „najpełniejszą wiedzę w tym przedmiocie”. Karta 575: „Kursa poprzez nadbudowę II piętra uniemożliwił nam wejście na strych…. W tym właśnie zakresie syn usiłował zmusić Kursę do przywrócenia stanu poprzedniego”. Szkoda, że Dziuban kompletnie nic nie podaje z konkretów. Hitler też uważał, że ma prawa do Gdańska, że przeszkadzało mu, iż Gdańsk nie jest w Rzeszy i też „usiłował zmusić Europę do przywrócenia stanu poprzedniego”.
4. Skarżący zarzuca, że Sąd Okręgowy nie ustosunkował się wszystkich zebranych dowodów przemawiających za tezami obrony traktując je jako zbiór wniosków wrażeń, które muszą być zinterpretowane niekorzystnie dla oskarżonego.
Polemika z tym zarzutem jest o tyle utrudniona, że w uzasadnieniu apelacji powyższa teza nie została rozwinięta. Nie jest więc dokładnie wiadomo, co miał na myśli obrońca, formując ten zarzut. Wskazać należy, iż Sąd Okręgowy zasadnie przyjął, że Andrzej Kursa usiłował obalić każdy z dowodów z zeznań świadków, którzy przedstawili takie jego zachowania jakie mogły ukazać go w niekorzystnym świetle. Dlatego też autorów tych wypowiedzi usiłował za wszelką cenę zdyskredytować. à a jak powinna wyglądać moja „prawidłowa” obrona ? Miałem tylko przytakiwać na wszystkie paskudne pomówienia i kłamstwa ? Bo taki jest „standard” Dziubana ?
W zasadzie dotyczyło to wszystkich nie tylko świadków, co słusznie akcentuje Sąd Okręgowy na 82 stronie uzasadnienia, ale wszystkich osób, które wydawały w toku postępowania karnego decyzje jakich nie akceptował. Podnieść należy, iż Sąd Okręgowy w sposób nie budzący wątpliwości przyznał, że nie wszystkie opinie o oskarżonym wypowiadane przez świadków miały charakter negatywny. Wobec wielu osób zachowywał się on w sposób wręcz poprawny.à zachowywał się w sposób „wręcz poprawny”. To pisze bezstronny „sąd”. Ale pewnie było to dla mnie – osoby „głęboko zaburzonej” – bardzo trudne, a raczej niemożliwe zadanie. Żeby przez 41 lat życia „wręcz” poprawnie się zachowywać. W protokole rozprawy z 23.05.2006 na str. 19 czytamy: dr Danuta Hajdukiewicz … „Zwracam uwagę, że osoby z zaburzoną osobowością są w stanie przez pewien czas poprawnie funkcjonować w społeczeństwie, PRZEZ OKOŁO KILKUMIESIĘCZNY OKRES CZASU, jeśli mają motywację. Natomiast nie wytrzymują takie prawidłowego funkcjonowania przez dłuższy okres”. Opinia została w całości przyjęta przez S.A. No i jak tutaj należałoby wyjaśnić ten fenomen, że 4,5 roku Rojszczak żył z osobą „głęboko zaburzoną” w jednym domu i w ocenie najbliższego przyjaciela R. / Tomasza – „stosunki były wręcz bardzo dobre”. A jak by Dziuban wyjaśnił inny fenomen, że mieszkałem w Ulm przez 11 lat w tym samym mieszkaniu w domu z 14 innymi rodzinami i jakoś nigdy nie miałem jakiegokolwiek problemu, ani też ktokolwiek ze mną ? I to wszystko jest „logiczne”.
Nie oznacza to jednak, co słusznie akcentuje Sąd Okręgowy, że w sporze z rodziną R. to on zachowywał się agresywnie. Z tych też powodów Sąd I Instancji zasadnie odmówił przeprowadzenia dowodu z przesłuchania szeregu świadków przede wszystkim z grona krakowskich sędziów, których oskarżony znał i z którymi jak twierdzi utrzymywał różnorakie kontakty towarzyskie. Wskazać należy, że w swoich wnioskach dowodowych oskarżony w żaden sposób nie wykazał, aby te osoby posiadały wiadomości dotyczące zdarzeń będących przedmiotem zarzutów postawionych mu w akcie oskarżenia. à innymi słowy miałem „wykazać” przed przesłuchaniem wnioskowanych przeze mnie świadków, jaką oni posiadają wiedzę ?! Po prostu jest to nieprawdopodobne, co wypisuje Dziuban. Zresztą skoro sąd miał jakiekolwiek wątpliwości, o co mam zamiar pytać się wnioskowanych przeze mnie świadków, to powinien o to zapytać. Tak po prostu. Jako oskarżony jestem podmiotem niefachowym i jeżeli nieporęcznie wnoszę o przeprowadzenie jakiegoś dowodu, to sąd powinien mi w tym dopomóc. A nie oddalać wszystkie moje wnioski apriorycznie. Zresztą mam takie prawo zagwarantowane ustawami. Np. Europejska Konwencja Praw Człowieka (czyli „Strasburg”) w art. 6 ust. 3 lit. d „gwarantuje mi prawo przesłuchania świadków oskarżenia oraz żądania przesłuchania świadków obrony na takich samych warunkach jak świadków oskarżenia”.Lege non distinguente nec nostrum est distinguere, panie Dziuban.
Podobna sytuacja ma miejsce odnośnie wniosków o przesłuchanie kolejnych osób w postępowaniu odwoławczym. Andrzej Kursa wnosił o przesłuchanie osób, związanych z obrotem nieruchomościami, których adresów nie potrafił nawet dokładnie podać. à bo jestem zupełnie sam, bez pomocy, od 5 lat zamknięty w więzieniu. To jak miałem się dowiedzieć o te adresy – panie Dziuban ???
Przesłuchanie KOLEJNYCH ŚWIADKÓW NA OKOLICZNOŚĆ CHARAKTERU OSKARŻONEGO i jego zachowania w stosunku do nich NIE MA ZNACZENIA dla rozstrzygnięcia sprawy. à to jest już kompletna bzdura !!! W mojej sprawie „wszystko” wyjaśnia i uzasadnia moja rzekomo „głęboko zaburzona osobowość” – czyli ten nieprawdopodobny wymysł Maczugi i jego pytania do Bireckiej. Po pierwsze, sąd „wie” z góry, że udowodnienie przeze mnie, iż to jest kompletna brednia z tą „osobowością” „nie ma znaczenia dla rozstrzygnięcia”. Dlaczego ??? Bo mój „wyrok” wydano przed jakimkolwiek procesem w brukowych mediach ??? Dlaczego nie wolno mi nawet wykazać „alibi” i udowodnić, że mam zupełnie normalną osobowość ? 2002.03.05 wyrok SN III KKN 547/00 LEX nr 53345…(uchybienia) przeniknęły one do postępowania odwoławczego przez to, że ustalenia faktyczne dokonane w pierwszej instancji zostały zaaprobowane w tym postępowaniu, mimo że z powodu tych uchybień te ustalenia opierają się na niekompletnym materiale dowodowym. Jest też oczywiste, że mają one charakter uchybień rażących, Przewodniczący: SSN Ewa Gaberle. Sędziowie: SN Andrzej Siuchniński (spraw.), Jacek Sobczak.Kasację od wyroku Sądu odwoławczego wniósł obrońca skazanego Z., zarzucając rażące naruszenie art. 4 w zw. z art. 170 § 1 i art. 366 § 1 kpk przez oddalenie wniosków dowodowych zgłaszanych przez oskarżonego w pismach procesowych oraz na rozprawach przed Sądem I instancji wbrew treści ww. przepisów, co w konsekwencji doprowadziło do przedwczesnego wydania orzeczenia merytorycznego w stosunku do skazanego oraz rażące naruszenie art. 6 kpk (…), co uniemożliwiło oskarżonemu podjęcie skutecznej obrony w postępowaniu odwoławczym Sąd Najwyższy zważył, co następuje. Kasacja jest zasadna. Bezspornym jest, że w trakcie przewodu sądowego przed Sądem I instancji skazany składał wnioski dowodowe mające na celu wykazanie, iż nie jest… (…) Trudno nie zgodzić się z wywodami autora kasacji, że strona może składać wnioski dowodowe w każdym czasie, aż do zakończenia przewodu sądowego. Składanie tych wniosków nie jest uzależnione od treści wyjaśnień złożonych w sprawie, zatem oddalenie przedmiotowego wniosku dowodowego było zupełnie bezpodstawne. Co gorsza, za podstawę prawną oddalenia tego wniosku Sąd I instancji przyjął przepis art. 170 § 3 kpk dopuszczający oddalenie wniosku dowodowego, jeżeli proponowany dowód jest nieprzydatny do stwierdzenia danej okoliczności.Jest to oczywisty błąd, bo przecież jasne jest, że zeznania świadków L. i C. były z całą pewnością przydatne do stwierdzenia okoliczności, które zamierzał skazany wykazać, a mianowicie, że (…) Jeżeli zaś tak, to nie było żadnych podstaw do oddalenia jego wniosku dowodowego, a już z pewnością nie na podstawie przepisu art. 170 § 1 pkt 3 kpk. Nie ulega zatem wątpliwości, iż Sąd I instancji dopuścił się rażącego uchybienia przepisom regulującym tok postępowania dowodowe à w efekcie w moim „procesie” nie tylko „uznano” i przyjęto opinię Gierowskiego – zupełnie wyssaną z palca i niczym konkretnym nie udowodnioną (tzn. bez podania aktualnie obowiązujących kryteriów diagnostycznych ICD-10), ale na dodatek uniemożliwiono mi na jakąkolwiek obronę poprzez powołanie i przesłuchanie świadków, którzy mnie blisko znali i jak najbardziej mogli się wypowiedzieć, czy cechy – KONIECZNE – do diagnozy „nieprawidłowej osobowości” u mnie występują.
Zaznaczyć w tym miejscu należy, że przedmiotem niniejszego procesu było ustalenie czy Andrzej Kursa dopuścił się zarzucanych mu w akcie oskarżenia czynów a nie analizowanie zachowania oskarżonego wobec znanych mu osób w okresie kilku bądź kilkunastu ostatnich lat. Niewątpliwie ustalenie motywów, które doprowadziły oskarżonego do tak drastycznego działania wobec pokrzywdzonych było istotne, lecz przedmiotem tych ustaleń były stosunki pomiędzy oskarżonym a rodziną R. A NIE CAŁOŚĆ JEGO RELACJI Z INNYMI OSOBAMI, Z KTÓRYMI STYKAŁ SIĘ W RÓŻNYCH ETAPACH SWOJEGO ŻYCIA.
skoro „wszystko” uzasadnia i wyjaśnia moja „Głęboko zaburzona osobowość”, a osobowość to trwała cecha dorosłego człowieka, to przecież oczywistą linią obrony byłoby dowodzenie, że nie jest to prawda ( bo nie jest !). Proszę zwrócić uwagę na to, co Dziuban napisał na str. 32 swojego uzasadnienia: cyt. „Za tym, że stopień winy oskarżonego jest maksymalnie wysoki przemawia: sposób działania, zemsta jako niski motyw, poprzednie postępowanie z sąsiadami, ALE ZWŁASZCZA CAŁE JEGO ŻYCIE”. !!! (à s. 62 ) innymi słowy, gdy zamierzam udowodnić, że całe moje życie było prawidłowe, to „relacja z osobami, z którymi stykałem się w różnych etapach swojego życia – jest nieistotna, ale za maksymalnie wysoką karą przemawia … zwłaszcza całe moje życie. I taki kolejny głupek, jak Dziuban jest sędzią sądu apelacyjnego w Krakowie ! Po prostu brakuje mi słów, a później znajduję epitety pod swoim adresem, że obrażam „wszystkich”. A co należy powiedzieć w tej sytuacji ?! Że to jest Einstein ?
5. Nie jest zasadny zarzut negatywnego ustosunkowania się do zeznań świadków,à powyżej wyjaśniałem, że z kilku stron zeznań np. L. Finowskiego, w których on powiadał, że żyłem zupełnie normalnie i bezkonfliktowo (a jest to policjant, obcy w stosunku do mnie, który mieszkał u mnie w domu kilka lat) wykorzystano tylko jeden fragment, że on ze słyszenia „wie”, że kiedyś najechałem na jakieś auto (tylko że tego sam nie widział, a w sądach nie wolno podawać nic z drugiej ręki/wiadomości „zasłyszanych”).
à lekarz Joanna Sojka udzielała mi pomocy (pogotowie ratunkowe) zaraz po tragedii. Opisywała, że „ten pan był, jak galareta”, „po ciężkim szoku”, „cały się trząsł”, po zastrzyku dożylnym z relanium dopiero „ten pan był w stanie mówić”. I co z tych zeznań wynika ? Nic. Bo mam pomidor, pardon „zaburzoną osobowość” .
oraz innych świadków złożonych w śledztwie na rozprawie, w których nawiązywali oni do zachowania oskarżonego świadczących o braku z jego strony rozmyślnego prowokowania zajść przed dniem 27 września 2001 roku.
W ocenie Sądu Apelacyjnego sytuacja taka w ogóle nie miał miejsca. Sąd Okręgowy dokonał analizy zeznań świadków w sposób rzetelny, a wyciągnięte z niej wnioski są zgodne z zasadami doświadczenia życiowego. à to jest stały refren w sądach drugiej instancji. Zawsze puste ogólniki i slogany. Tak, jak „biegli” „rozpoznają” nieprawidłową osobowość (u np. ryb wyrzuconych z morza na piasek), tak samo zawsze „sądy okręgowe analizują rzetelnie i zgodnie z zasadami doświadczenia życiowego”. I oczywiście „dowodzą” „z całokształtu”.
Wskazać należy, że w ocenie zeznań tych świadków dotyczących charakteru oskarżonego nie można dopatrzeć się dowolności. Tak jak już wskazano wyżej oskarżony przywiązuje niewspółmierne znaczenie do kwestii oceny jego osobowości przez świadków występujących w sprawie. Ocena ta przede wszystkim należała do biegłych psychiatrów, a nie do świadków wymienionych wyżej. Sąd Okręgowy nie kwestionował, że w stosunku do szeregu osób Andrzej Kursa zachowywał się nienagannie. W kwestii analizy odpowiedzialności karnej oskarżonego problem ten ma znaczenie drugorzędne niemniej ustalenia Sądu Okręgowego w tym przedmiocie nie mogą być uznane za dowolne.à faktycznie do czasu „pojawienia się” u mnie tej „zaburzonej osobowości” – czyli przepisania plagiatu z podręcznika ICD-10 s. 117, który bez badania mnie wpisała Birecka, jako odpowiedz na skrajnie tendencyjne pytanie Maczugi, to moja osobowość mnie nie interesowała. Uważałem że mam normalną osobowość, bo normalnie żyłem 41 lat, do czasu, aż nie pojawiły się w moim domu R. Ponieważ w toku mojego „procesu” starano się (skutecznie) obrzucić mnie tym błotem, to starałem się udowodnić, że to jest jakaś chora farsa, a nie „ustalenia”. Głupio myślałem, że „prawda obroni się sama”. Nie w Polsce i nie w tych zdegenerowanych polskich „sądach”. „oskarżony przywiązuje niewspółmierne znaczenie do kwestii oceny jego osobowości … W kwestii analizy odpowiedzialności karnej oskarżonego problem ten ma znaczenie drugorzędne” (!!!) Jeszcze raz przytoczę Dziubana – 10 stron dalej, str. 32: cyt. „Za tym, że stopień winy oskarżonego jest maksymalnie wysoki przemawia: sposób działania, zemsta jako niski motyw, poprzednie postępowanie z sąsiadami, ale zwłaszcza całe jego życie”. !!! Przecież całe moje życie, to jest właśnie wynik mojej osobowości !!!
6. Skarżący sugeruje, iż sąd meriti nie ustosunkował się do zeznań świadków "podnoszących istotne okoliczności mogące stanowić jedną z wielu przyczyn załamania psychicznego i psychologicznego Andrzeja Kursy", natomiast dał wiarę członkom rodziny pokrzywdzonych, które były jakoby nacechowane stronniczością.
Odnosząc się do tego zarzutu podnieść należy, iż żadne ujawnione dowody nie wskazują, aby u oskarżonego wystąpiło załamanie psychiczne. à lekarz Joanna Sojka też nie jest „żadnym ujawnionym dowodem”. Zeznania policjantów, mojej siostry i szwagra, złożone 2 godziny po tragedii, też nie są wiarygodne. Sędzia Jarosław Gaberle, który w dniu 28.09.2001 postanowił o moim aresztowaniu też „nie jest ujawnionym dowodem”, gdy napisał „roztrzęsiony, nie do końca kontroluje swoje zachowanie”. Oczywiście jedyny dowód to esbek, z piekła rodem, kolega W. z U.J. Gierowski i jego „legitymacja nr 1 towarzystwa do rekomendacji biegłych psychologów”. Towarzystwa, które „ma poważny kryzys”. Finansowy.
Nie stwierdził tego żaden zespół biegłych psychiatrów, którzy badali oskarżonego. à wszystkie poprzednie (trzy) zespoły biegłych oceniono jako szmelc. Więc po co się sąd powołuje na poprzednie zespoły ? Ilość przechodzi Dziubanowi w jakość.
Brak jest również podstaw do twierdzenia, że zeznania członków rodziny pokrzywdzonych były nacechowane zrozumiałą stronniczością. Sąd Okręgowy dokonując oceny materiału dowodowego nie przekroczył granic swobodnej oceny dowodów. Ma rację skarżący, że ocena zeznań osób najbliższych dla pokrzywdzonych winna być dokonana z dużą dozą ostrożności, ale też nie wykazał w żaden sposób, że Sąd Okręgowy tej ostrożności nie zachował.à kolejne puste ogólniki. „Sąd” okręgowy nie potrafi nawet zgodnie z kodeksem karnym napisać w swoim wyroku „art. 88 kk, tylko myli się, pisząc art. 86 § 1 kk (vide – str. 69). Ale poza tym to wszystko zrobił osioł Maczuga „doskonale”.
1. Obrońca zarzucając obrazę przepisów prawa materialnego oraz przepisów prawa procesowego w pierwszej kolejności podważa treść pisemnych jak i ustnych opinii sądowo psychiatrycznych oraz psychologicznych wydanych w sprawie. Skarżący zarzuca, że sąd orzekający w sposób niepełny dokonał analizy opinii biegłych psychiatrów, nie uwzględnił opinii biegłego psychologa Marka Pawlika oraz nie dał wiary wyjaśnieniom, że w dniu 27 września 2001 roku działał on w warunkach ostrej reakcji na stres.
Autor apelacji nie kwestionuje w zasadzie przebiegu zdarzenia z dnia 27 września 2001 roku eksponując okoliczność, że oskarżony nie popełnił przypisanych mu czynów umyślnie. Zdaniem skarżącego wieloletni konflikt pomiędzy oskarżonym a rodziną R. doprowadził do nawarstwiania się nieporozumień, narastania psychicznej obawy, psychologicznego stresu.
Obrońca uważa, że oskarżony działał w warunkach ostrej reakcji na stres, która faktycznie sprawiła, iż w chwili oddawania strzałów był on niepoczytalny. Akcentuje, że wydane w tej sprawie opinie biegłych psychiatrów są ze sobą sprzeczne. à Taka nazwa pojawiła się w dniu 30.09.2001, gdy dr Teleśnicki wpisał swoją diagnozę, jako pierwszy lekarz psychiatra, który miał ze mną kontakt po tragedii. Ja dopiero przeczytałem ten wpis w marcu 2003 roku, gdy dostałem pierwszy raz swoje akta do ręki. Wtedy ten wpis mi kompletnie nic nie mówił. A ma rację w 100 % obrońca, że opinie biegłych to szmelc. Bo ci ludzie nie mają zielonego pojęcia o aktualnym stanie wiedzy o ludzkim mózgu. Tylko od wielu lat wypisują te same puste frazesy o „nieprawidłowej osobowości”, o tym, że „nie był niepoczytalny, bo nie zachodził przypadek z art. 31 § 1 kk” i przepisują wybrane na chybił trafił fragmenty z akt + dodają jakieś ogólniki przepisane z książek psychologicznych. J.K. Gierowski oraz Heitzman też mają archaiczną wiedzę, skoro cytują „kryteria” z książki z 1968 roku !!! (ksero tego antyku wniosłem do akt). Wiedza o ludzkim mózgu 40 lat temu jest równie aktualna, jaki wiedza 40 lat temu o budowie komputerów lub telefonów komórkowych. Albo i jeszcze uboższa.
2. Odnosząc się do powyższych zarzutów w pierwszej kolejności należy dokonać oceny wydanej przez biegłych psychiatrów i psychologów opinii o stanie zdrowia psychicznego oskarżonego wydanej w związku z postanowieniem Sądu Apelacyjnego..
Sąd Odwoławczy podzielił wnioski zawarte w tejże opinii uznając, iż jest ona jasna i pełna. à jest „pełna i jasna”. Jak stara kopalnia, zamknięta w 1968 roku. Tak samo jest „jasna i pełna”, jak poprzednie opinie. Bo każda opinia, która będzie bazowała na niepełnym materiale, zawsze będzie niepełna.
W doktrynie jak i w orzecznictwie Sądu Najwyższego utrwalił się pogląd, że: - opinia jest niepełna, jeżeli nie wyjaśnia wszystkich kwestii, jakie zostały przedstawione biegłemu w postanowieniu o dopuszczeniu dowodu z opinii biegłego bądź jeżeli nie udziela odpowiedzi na wszystkie pytania szczegółowe, a więc nie obejmuje w całości przedmiotu i zakresu ekspertyzy, określonych w takim postanowieniu - co do istotnych okoliczności sprawy:àDziuban „przeoczył” jeszcze jedno kryterium niepełności à a także, gdy opiera się na niepełnym materiale dowodowym !
- opinia jest niejasna w szczególności wówczas, gdy przedstawione w niej sprawozdanie z przeprowadzonych czynności i spostrzeżeń oraz wywiedzione z nich wnioski nie spełniają wymogów czytelności i zrozumiałości z punktu widzenia wiedzy, z zakresu której opinia została wydana albo takich samych wymogów z punktu widzenia języka potocznego i języka prawniczego - co do istotnych okoliczności sprawy. à Dziuban „przeoczył” jeszcze jedno kryterium niejasności à a także, gdy opiera się na przestarzałej wiedzy i jest wewnętrznie sprzeczna
Analizując przedmiotową opinię wskazać należy, że została ona opracowana przez biegłych psychiatrów i psychologów o uznanym autorytecie naukowym.à a co to jest za kryterium, ten „autorytet” ??? Bo w Badawczych kryteriach diagnostycznych, czyli w tym, co dzisiaj jest w Polsce obowiązujące – nie ma takiego kryterium !!! Kto uznał ten „autorytet” ? Bo dla Dziubana to autorytetem może być nawet Maczuga. Dla mnie jednak nie jest żadnym autorytetem Gierowski i Heitzman, którzy w swoich wieloletnich „opiniach” „rozpoznali” w „91,4 % znacznie ograniczoną poczytalność” (Heitzman „Stres w etiologii…”, 2002 , s. 196 /teza 302), lub też to, co Heitzman napisał na okładce swojej książki, jako motto: „sprawcą agresywnego przestępstwa może stać się każdy, nie znający mechanizmów stresu, wyzwalania agresji i skutecznego sposobu zabezpieczania się przed nią. Nieuchronność agresji zależy nie tyle od samego sprawcy, co od znalezienia się w szczególnej sytuacji”. à Lecz w praktyce to „wszystko” tłumaczy „nieprawidłowa osobowość”. Heitzman i Gierowski „rozpoznali” w „85,7 % zaburzenia osobowości” u wszystkich badanych (Heitzman, ibid. s. 184) !!! Czyli 9 osób na 10 zbadanych przez moich „biegłych” ma identyczną diagnozę, co ja !!! Zresztą żyjąc na wolności to słyszałem o takich współczesnych autorytetach, jak np. Skinner, Eysenck, Zimbardo, ale nie o J. K. Gierowskim (słyszałem to nazwisko, ale tylko o komunistycznym rektorze U.J. (1981-1987) – historyku żydowskim J. A. Gierowskim.
Zawarte w niej wnioski odpowiadają na wszystkie pytania przedstawione biegłym w postanowieniu o dopuszczeniu dowodu. Końcowe wnioski w opinii są czytelne i zrozumiałe. Biegli na rozprawie odpowiedzieli na szereg pytań zarówno ze strony sądu jak stron postępowania dotyczących ich ewentualnych wątpliwości dotyczących szczegółowych treści w niej zawartych à nieprawda !!! biegli nie odpowiedzieli na kompletnie żadne pytanie oskarżonego !!!
dotyczących zarówna stanu zdrowia psychicznego oskarżonego jak przebiegu procesów motywacyjnych, związanych z popełnionymi przez niego czynami.
Pomimo, iż opinia ta została wydana bez przeprowadzenia (w odróżnieniu od pozostałych opinii sądowo psychiatrycznych) obserwacji w zakładzie leczniczym to jednak mając na uwadze okoliczność, że badanie trwało przez 8 dni, w trakcie których oskarżony był doprowadzany do instytutu z aresztu śledczego na wielogodzinne badania, co pozwoliło biegłym na pełne zapoznanie się ze stanem zdrowia psychicznego Andrzeja Kursy jak również z jego osobowością, to na tej podstawie nie można zarzucać, że jest ona niepełna. à a gdzie są wyniki i analiza np. rezonansu magnetycznego wykonywane w dniu 13.01.2006 w Instytucie, na zlecenie Heitzmana? Gdzie jest ich wynik opis układu limbicznego (szczególnie hipokampa – strony lewej)? A wynik badania EEG z 13.01.2006 ? A wyniki laboratoryjne hormonów z dnia 13.01.2006 ? Bo przecież te badania kazali wykonać biegli. Po co ? Gierowski miał ze mną kontakt (i moją „osobowością”) przez dwa dni – wszystkiego może 10 godzin. Może zapytamy Gierowskiego ile godzin (a może lat) zna się z patronem R. – prof. Janem Woleńskim z tego samego instytutu, w którym Woleński jest dyrektorem ?
3. Powyższa opinia w swojej zasadniczej konkluzji, odmiennie od opinii biegłych psychiatrów z Wrocławia i Jarosławia, przyjmuje, że oskarżony w chwili popełnienia czynu opisanego w punkcie I wyroku miał zdolność pokierowania ograniczoną w stopniu znacznym. Wskazać należy, że biegli w sposób przekonywujący wyjaśnili, dlaczego doszli do tego rodzaju konkluzji jak i wskazał à to prawda. Gierowski uzasadnił „przekonywująco”, że jest posiadaczem „legitymacji nr 1 towarzystwa” do rekomendowania biegłych, a Heitzman „zbadał setki” przypadków. Czy może być coś bardziej przekonywującego dla krakowskiego sądu ? No może tylko Błasiakowa (Nowicka) byłaby w stanie wydać jeszcze bardziej „przekonywującą” Dziubana opinię. Tak, jak dawnej przekonała komornika Nowickiego do rozwodu.
dlaczego nie podzielili stanowiska pozostałych zespołów biegłych psychiatrów odnośnie tego, że w stosunku do oskarżonego nie zachodzi przypadek ograniczenia poczytalności, o którym mowa wart. 31 §2 kk.
W ocenie Sądu Apelacyjnego konkluzja zawarta na stronie 141 opinii, a poniżej przytoczona w całości jest w pełni przekonywująca. Biegli psychiatrzy stwierdzają co następuje: "Oskarżony wielokrotnie ujawniał tę szczególną, cechę swojej psychiki jaką była jego nieprawidłowa osobowość. Nie ona jednak w sposób indywidualny była przyczyną wybuchu agresji. Przyczyną było powiązanie nieprawidłowej osobowości ze stanem skrajnego stresu rozumianego jako stan psychofizjologiczny z objawami somatycznymi (a zatem w zakresie neurobiologicznym, regulacyjnym, metabolicznym)à tutaj dochodzimy do meritum !!! Profesor psychiatrii z Harvardu J. L. Herman (to jest światowy autorytet, panie Dziuban) w książce „Przemoc” s. 67 wyjaśniła, że „Osobowość nie ma znaczenia, gdy są druzgoczące wypadki” (np. utrata domu). Nawet Heitzman podał przykład (lub przepisał z innej książki) w swoim rozdziale „7.4. Reakcja na ciężki stres i zaburzenia adaptacyjne” („Psychiatria”, U&P 2002, s. 477): „Dla pewnych osób zniszczenie domu jest stresorem równoznacznym z zagrożeniem życia. Ponadto badania wykazują, że stresory spowodowane przez człowieka mają bardziej traumatyczny wpływ niż zdarzenia naturalne. Poszkodowani zwykle czują, że stresora stworzonego przez człowieka można było uniknąć.”Na tej samej stronie w rozdziale Heitzmana czytamy: „Badania morfometryczne mózgu wykonane za pomocą rezonansu magnetycznego (MR) wykazały, że pacjenci z PTSD mają mniejszą objętość hipokampu, zwłaszcza po stronie lewej”.W dniu 13.01.2006, na zlecenie Heitzmana wykonano u mnie to badanie MR. I gdzie jest jego wynik ? „Opinia jest pełna”. Inny światowy autorytet prof. Pervin Lawrence A. „Psychologia osobowości”, GWP 2002 wyjaśnia nam, że (s. 322).: „ RADZENIE SOBIE ZE STRESEM NIE MA NIC DO OSOBOWOŚCI ” „Badanie” osobowości normalnego człowieka umieszczonego w więzieniu, to zupełne nieporozumienie, bo „w radykalnie odmiennym środowisku człowiek może gwałtownie zmienić osobowość” (ibidem, s.185). Proszę zresztą samemu zobaczyć film (50 min. – na załączonej płycie CD) „Stanfordzki eksperyment więzienny” prof. Zimbardo (to też jest światowy autorytet, bo jego podręcznik „Psychologia i życie” jest dzisiaj podstawowym podręcznikiem do studiów psychologii).Oczywiście nie da się polemizować z ogólnikami. „Oskarżony wielokrotnie ujawniał tę szczególną, cechę swojej psychiki jaką była jego nieprawidłowa osobowość”. Można podważać konkretne fakty i konkretne dowody, a nie stek enigmatycznych ogólników. KPK komentarz, 2004, Bratoszewski, Gardocki i inni s.533 – art. 526/ teza 8.: „trzeba konkretnie podać w kasacji, których dowodów sąd nie uwzględnił (personalia świadków, nr kart). Nie wolno pisać enigmatycznie „sąd ocenił dowody dowolnie”, czy też „przekroczył granice swobody ocen”, bo są to „nic nie mówiące ogólniki”.Tym bardziej ta sama zasada odnosi się do uzasadnienia wyroku. Bo ja zostałem skazany na dożywocie za 36 stron samych pustych ogólników Dziubana i 150 stron pustych ogólników „opinii” Gierowskiego. Praktycznie całe uzasadnienie sądu apelacyjnego, to takie „nic nie mówiące ogólniki”. Jak i cała opinia „biegłych” inaczej – „autorytetu” kolegi Woleńskiego z U.J. – J.K. Gierowskiego i karierowicza J. Heitzmana (również z U.J.).Powracając do meritum, to prof. Pervin ma całkowitą rację, gdy stwierdza, że „radzenie sobie ze stresem nic nie ma do osobowości”. Osobowość jest w uproszczeniu mówiąc tym, czym objawia się ludzkie zachowanie, sterowane przez korę mózgową (korę nową). Te zachowania, które rozumiemy jako zachowania świadome, jako sterowane ludzką wolną wolą – mają swoją biologiczną lokalizację w korze mózgowej. W normalnych warunkach kora mózgowa sprawuje kontrolę nad zachowaniami, na które ma ona wpływ. W szczególności kora mózgowa (a konkretnie płaty czołowe) są w stanie wyhamować obronne – automatyczne reakcje układu limbicznego. Układ limbiczny odpowiada m.in. za zachowania obronne. Osobowość to wynik naszych genów (ok. 50 %) oraz wpływ naszego środowiska zewnętrznego (drugie 50 %), w okresie w którym kształtuje się nasz mózg. Mózg osiąga dojrzałość do ok. 20 roku życia, a przyjmuje się, że po 30 r. ż. nasza osobowość już nie ulega zmianom. (Pervin ibid. s. 201). Największy wpływ środowiska zewnętrznego na kształtowanie naszej osobowości ma miejsce u małego dziecka. Im dziecko staje się większe, tym wpływ ten liniowo maleje. Stres to są z kolei nieświadome i nie podlegające naszej wolnej woli reakcje mózgu(„w zakresie neurobiologicznym, regulacyjnym, metabolicznym”), które nie mają nic wspólnego z osobowością (czy też z intelektem). Są to takie (wtórne) reakcje, jak podniesienie ciśnienia krwi, zwiększenie częstotliwości pracy serca, pocenie się, czy też zmiana przewodnictwa elektrycznego ludzkiej skóry. W sytuacjach ekstremalnych „ludzki mózg zawodzi” (prof. Zimbardo, prof. Pervin, prof. Herman, prof. Ekman, prof. LeDoux, prof. Goleman prof. Strelau, prof. Lis – Turlejska, prof. Szelenberger).
Co to oznacza w przypadku ekstremalnego – ostrego stresu, to wyjaśnił prof. Goleman (bardzo przystępnie) w „Inteligencji Emocjonalnej”, 1997 oraz prof. LeDoux (bardziej naukowo) w „Mózgu Emocjonalnym” 2000. (I tak samo też dowodzi tragedia z 27.09.2001. Niestety.) Po prostu u zupełnie zdrowego i normalnego człowieka (u każdego z nas!) może powstać tak silna i nagła automatyczna reakcja układu limbicznego (nie podlegającego naszej wolnej woli i intelektowi), że na pewien krótki okres (do 30 minut) ten pierwotny układ przejmuje całkowicie lub częściowo kontrolę nad ludzkim zachowaniem. W tym krótkim okresie automatyczne wydzielenie w mózgu takich neuroprzekaźników, jak norepinefryna oraz endoopiaty powoduje wyłączenie częściowe lub całkowite intelektu. W pierwszym przypadku mamy art. 31 § 2 kk (ograniczoną poczytalność), a w drugim art. 31 § 1 kk (niepoczytalność). Mówimy wówczas, że „emocje górują nad intelektem”. Biologicznie poprawniejszym byłoby określenie, że nieświadomy układ limbiczny przejął kontrolę nad korą mózgową. Opisałem ten mechanizm w swojej broszurce „Mechanizm stresu” – w sposób tak przystępny dla przeciętnego czytelnika, jak tylko potrafiłem.
Reasumując: Intelekt, uczucia, zachowania, wiedza nabyta i wrodzona, to są składniki osobowości. Reakcje na stres – to są reakcje emocjonalne, automatyczne i ludzka osobowość ma na nie równie niewielki wpływ, jak na ciśnienie krwi, wydzielanie soków trawiennych w żołądku, czy poziom cholesterolu we krwi.
jak i szczególnego stanu psychicznego z zawężonym spostrzeganiem rzeczywistości, niemożnością uruchomienia hamowania, niemożnością krytycznej analizy swego zachowania, wybuchem agresji, pobudzenia psychicznego, motorycznego itp. Nie jednak sam fakt stresu na skutek przeżytego, w subiektywnym odczuciu doznanego urazu psychicznego był przyczyną agresji ale u kogo się ten stres ujawnił. à motto z książki hipokryty Heitzmana: ( Heitzman „Stres w etiologii…”, 2002 , s. 196 /teza 302), + na okładce swojej książki): „sprawcą agresywnego przestępstwa może stać się KAŻDY, nie znający mechanizmów stresu, wyzwalania agresji i skutecznego sposobu zabezpieczania się przed nią. Nieuchronność agresji zależy nie tyle od samego sprawcy, co od znalezienia się w szczególnej sytuacji”.
Innymi słowy sama osobowość, nie wyzwoliłaby takiego zachowania i sama sytuacja traumy (przegranej) - również. Powstaje zatem pytanie czym była u A. Kursy zdolność do pokierowania swoim postępowaniem? Była to zdolność do dysponowania swoimi zasobami woli, które poddane były presji i osobowości, i stresu. à prof. Pervin Lawrence A. „Psychologia osobowości”, GWP 2002 (s. 322).: „ RADZENIE SOBIE ZE STRESEM NIE MA NIC DO OSOBOWOŚCI ”
Naszym zdaniem zdolność ta została w znacznym stopniu ograniczona, co przełożyło się w chwili czynu na upośledzenie w stopniu znacznym zdolności do pokierowania swoim postępowaniem w rozumieniu art. 31 § 2 kk.
4. W pełni przekonywające jest również zawarte w dalszej części opinii stanowisko, odnośnie braku podstaw do przyjęcia, że oskarżony działał w warunkach zniesionej poczytalności. Nie budzi wątpliwości twierdzenie biegłych, że "kwestia określenia miejsca, punktu od którego zaczyna się ograniczenie zdolności pokierowania od jej stanu nieznacznego do przekraczającego znaczny a nie osiągającego stanu zniesienia zdolności pokierowania - nie jest jednoznacznie możliwe. Można powiedzieć, że ocena poczytalności w zakresie pokierowania postępowaniem jest niestabilną wskazówką na skali poczytalności od jej zachowania do jej zniesienia. Nie ma określonego punktu, jednak jest pewien przedział (część skali) znacznie ograniczonej zdolności do pokierowania, w którym ta wskazówka się przemieszczała" .à Albo więc są konkretne kryteria, które określają, czy osoba jest całkowicie chwilowo niepoczytalna, czy też o znacznie ograniczonej poczytalności, albo ich nie ma. Jeżeli nie można ustalić tej granicy, to należy zastosować art. 5 § 2 kpk (nie dające się usunąć wątpliwości należy rozstrzygać na korzyść oskarżonego). A jeżeli są konkretne kryteria, to trzeba je wyszczególnić i potwierdzić lub wykluczyć dane rozpoznania.Prof. Daszkiewicz w swojej książce „Przestępstwa z afektu w polskim prawie karnym” 1982 (kserokopię tej książki wniosłem do akt) stwierdza, że znalezienie „linii demarkacyjnej” pomiędzy afektem patologicznym i afektem fizjologicznym (czyli pomiędzy całkowitą niepoczytalnością, a jej znacznym ograniczeniem – przyp. A.K.) to „najtrudniejsze i najmniej opracowane zagadnienie” (s. 23).Na str. 25 prof. Daszkiewicz podaje konkretne 6 kryteriów, które przemawiają za przyjęciem całkowitej niepoczytalności[1]. Analizując dowody najbardziej wiarygodne, jak zeznania z dnia tragedii – kilka godzin po niej przez świadków, policjantów, lekarza pogotowia, to spełniam wszystkie te kryteria, które wymieniła prof. Daszkiewicz !!!Niestety moi „biegli” „odrzucili” niepoczytalność. Tylko nie podali żadnych konkretnych kryteriów. Żadnych – tylko same puste ogólniki typu, nie był, bo ma nieprawidłową osobowość. Sąd Apelacyjny także uniemożliwił mi na zadanie pytań biegłym o konkretne ich kryteria do ich diagnozy. Biegli powiedzieli: „przy niepoczytalności są znane konkretne kryteria”. Nie powiedzieli tylko, JAKIE ???
Powyższe stanowisko spotkało się z krytyką ze strony oskarżyciela publicznego. W ocenie Sądu Apelacyjnego negowanie przedstawionego wyżej poglądu jest bezpodstawne. Psychiatria nie jest nauką ścisłą w związku z czym każda opinia o stanie zdrowia psychicznego sprawcy musi zawierać elementy ocenne. Bezsporne jest, że oceny te nie mogą być dowolne, a ich ramy wynikają zarówno z aktualnego stanu wiedzy jak i doświadczenia zawodowego biegłych.à nie „doświadczenie zawodowe biegłych” jest kryterium, a tylko spełnienie lub nie „Badawczych kryteriów diagnostycznych” – aktualnie w Polsce obowiązujących, czyli właśnie te konkretne kryteria z ICD-10. Czasami „długie doświadczenie” w praktyce oznacza, że np. Gierowski nauczył się psychologii (i opiniowania) z archaicznej książki z 1968 roku, dodatkowo uzupełniana nowszym nazewnictwem i jego „doświadczenie zawodowe” jest równie nowoczesne, jak autostrada pod Wrocławiem, wybudowana przez Hitlera, a następnie łatana w latach kolejnych. A w swoich (?) publikacjach, to można wszystko przepisać (a dokładniej przetłumaczyć) z prac innych osób.
W ocenie Sądu Apelacyjnego rozumowanie biegłych przedstawione wyżej nie zawiera żadnych błędów w zakresie logicznej poprawności i z tego powodu zasługuje na pełną akceptację. Za stanowiskiem biegłych sporządzających tę opinię przemawia ich naukowy autorytet. W ocenie Sądu Apelacyjnego jest on znacznie wyższy niż biegłych psychiatrów będących autorami poprzednich opinii. Opinia biegłych z Warszawy zawiera bardzo szczegółową ocenę osobowości Andrzeja Kursy i jest wolna od wewnętrznych sprzeczności. à tak właśnie wygląda taka 150 stronicowa opinia Gierowskiego dla kompletnego laika, jakim jest Dziuban. Nie ma żadnych konkretnych kryteriów, nie ma kompletnie nic, poza jakimiś ogólnikami przepisanymi z różnych książek typu: „Tacy ludzie zachowują się tak lub inaczej”. Ponadto wszystko, co przepisali z akt biegli to tylko jakieś nieprawdopodobne kłamstwa i odwrócenie sytuacji o 180o – co wymyślił esbek Szczygieł, a także jakieś abstrakcyjne hipotezy i niczym nie udokumentowane domysły! Dla Dziubana nawet tak ewidentne „wewnętrzne sprzeczności” jak np. wypowiedz dr Hajdukiewicz o tym, że osoba o tak zaburzonej osobowości „co najwyżej kilka miesięcy może funkcjonować poprawnie”, czy „rewelacje” Heitzmana o „wykluczeniu” osobowości dyssocjalnej, ale „rozpoznaniu” psychopatii – są niesprzeczne !!! I to jest ta „elita” polskiego sądownictwa !!! Po prostu słów brakuje. Jeżeli ludzie nie chcą sobie zmarnować życia, to jest tylko jeden sposób na to. Wyjechać jak najszybciej z tej Polski i nigdy tutaj już nie powrócić.
Wskazać w tym miejscu należy, że przy ocenie stanu zdrowia psychicznego oskarżonego Sąd Apelacyjny nie wziął pod uwagę opinii poprzednich, bo w jego ocenie nie zasługują one na akceptację. Opinia biegłych psychiatrów z Jarosławia (z przyczyn którymi kierował się Sąd Okręgowy) jak i opinia biegłych psychiatrów z Wrocławia z powodu braku opinii psychologicznej, której nie usunęła opinia biegłego Pawlika dopuszczona post factum sprawia, że Sąd Apelacyjny uznał je za z gruntu wadliwe i dlatego przy ocenie stanu zdrowia psychicznego Andrzeja Kursy nie brał ich pod uwagę. à co ciekawe, to wszyscy „widzą” u mnie „nieprawidłową osobowość”, której nie ma, ale nikt (ani „autorytety” Gierowski i Heitzman), ani Dziuban i jego koledzy z SA nie widzą najważniejszych wad poprzednich opinii – in concreto, że pod pierwszą opinią z Jarosławia podpisał się lek. Ferenc, który nie miał ze mną kontaktu na „3 miesięcznej obserwacji”, a „opinia z Wrocławia” to przepisany dosłownie plagiat ze str. 117 podręcznika ICD-10. (znowu jestem osobą o „wyjątkowej wprost arogancji”, podając fakty).à Opinie „są wadliwe” i dlatego SA „nie brał ich pod uwagę”. A dwie strony dalej pisze Dziuban (s.28 uzasadnienia): „Przekonywająca jest opinia również w tej części, gdzie w sposób jednoznaczny stwierdza, że oskarżony w chwili popełnienia morderstwa nie działał w stanie silnego wzburzenia. Podkreślić należy, że okoliczność ta została jednolicie przyjęta przez wszystkie zespoły biegłych psychiatrów”. Jak widać „wszystko” można użyć przez tak obiektywny i uczciwy sąd jak S.A. w Krakowie. Nawet coś, co jest „z gruntu wadliwe” może coś „podkreślić”.Na marginesie to oczywiście trudno oczekiwać dostrzeżenia wewnętrznych sprzeczności przez Dziubana i jego drużynę inteligentną inaczej, gdy sami piszą takie brednie. Nic dziwnego, że Unia Europejska przy wstępowaniu Polski zgłaszała, że „polski wymiar sprawiedliwości to największym problemem” („Newsweek” 27.10.2002, s. 18-20). Po 4 latach od tego artykułu z „największego problemu” zrobiło się gigantyczne szambo, niezawisłe od czegokolwiek i rujnujące Polskę w sposób nieprawdopodobny. (à „mafia sądowa”).à koszty wykonywania opinii w moim „procesie” I i II instancji stanowiły ok. 90 % całości kosztów. Jak wygląda płacenie za opinie w sądzie? Razem z wydaną opinią „biegli” wystawiają rachunek za swoją „pracę”. Prokurator lub sędzia ten rachunek zatwierdza i biegli otrzymują wynagrodzenie z pieniędzy skarbu państwa (czyli nas wszystkich). W wyroku sąd decyduje o tym, czy kosztami postępowania / wydanych opinii obciążyć oskarżonego, czy też pozostawić je jako koszty skarbu państwa. Oczywiście w moim „procesie” wszystkimi kosztami obciążono finalnie mnie.
„Opinia biegłych psychiatrów z Jarosławia (z przyczyn którymi kierował się Sąd Okręgowy) jak i opinia biegłych psychiatrów z Wrocławia z powodu braku opinii psychologicznej, której nie usunęła opinia biegłego Pawlika dopuszczona post factum sprawia, że Sąd Apelacyjny uznał je za z gruntu wadliwe i dlatego przy ocenie stanu zdrowia psychicznego Andrzeja Kursy nie brał ich pod uwagę.” „Nie brał ich pod uwagę”, ale za ten bezużyteczny szmelc obciążono mnie kosztami: 25.507,58 zł (z czego ok. 90 % to koszty tych opiniopodobnych bredni). Inaczej mówiąc za pierwszą „opinię” z Jarosławia, która stanowiła 34 strony bezmyślnie, wyrywkowo i z błędami przepisanego materiału z akt + 1 zadanie „fachowej analizy” typu: „nie był niepoczytalny, bo nie wystąpił przypadek z art. 31 kk” – podpisanej przez lek. Ferenca, którego na oczy nie widziałem podczas 3 miesięcznej „obserwacji” oraz za „opinię z Wrocławia” czyli przepisany przez lek. Birecką dosłowny plagiat ze str. 117 z podręcznika ICD-10 (jako „wnioski z opinii”), które sąd uznał za „z gruntu wadliwe” ja zostaję obciążony kosztem 25.ooo zł !!! Za drugą „opinię” Gierowskiego i Heitzmana – przepisane na 150 stronach jakieś puste ogólniki typu „ludzie zachowują się tak lub inaczej” i ich „diagnozę”, że „wszystkiemu” jest winny pomidor pardon, moja „nieprawidłowa osobowość” + napisanie sto razy, że spełniam „wszystkie” kryteria z podręcznika z 1968 roku (!!!) „biegli” otrzymali ponad 13.000 zł wynagrodzenia. W efekcie II instancja, czyli w 90 % Gierowski + Heitzman kosztują 15.314,91 zł. Pytanie tylko, kto za to płaci.
Oczywiście R. (poprzez prokuraturę a także „wyroki odszkodowawcze” – ponad 700.000 zł + odsetki) zabrali mi wszystko, co posiadałem. Jestem 6 lat w więzieniu z dożywociem, od 6 lat nie posiadam już kompletnie nic i nigdy tego nie zapłacę. W efekcie tą gigantyczną kwotę 25.507,58 zł + 15.314,91 zł = 40.822,49 zł zapłaci skarb państwa, czyli wszyscy Polacy.
40.822 zł zapłacicie wszyscy („skarb państwa”) za bezwartościowy szmelc + jakąś chorą farsę „procesu”. Jak widać warto jest zapłacić 2.300,- zł jednorazowej opłaty towarzystwu do rekomendowania biegłych i warto żyć później dobrze z sądami, i Heitzmanem, aby dorwać się później do tych gigantycznych haraczy, płaconych za nic. A dodatkowo jeszcze należy doliczyć „biegłym” gigantyczne łapówki, które nadal biorą, bo są w polskich realiach zupełnie bezpieczni. Za „z gruntu wadliwe” wydawanie opinii zawsze „biegli” dostają gigantyczne pieniądze. „W imieniu Rzeczpospolitej”. Witamy w PRL-u.
5. Kolejną kwestią dotyczącą poczytalności jest uporczywe twierdzenie oskarżonego, że w chwili oddawania strzałów do pokrzywdzonych działał on w warunkach ostrej reakcji na stres. Zarówno apelacja jak i jego pisemne oświadczenia pełne są cytatów z literatury psychiatrycznej, które w opinii oskarżonego mają wskazywać, że w chwili czynu znalazł się on w sytuacji stresowej która doprowadziła do zniesienie jego poczytalności. Andrzej Kursa w sposób uporczywy podkreśla, że jego działanie jest wynikiem zespołu ASD bądź PTSD.
Biegli psychiatrzy tego rodzaju samodiagnozę wykluczyli stwierdzając, że w chwili czynu nie ma podstaw by rozpoznać u oskarżonego zespół ASD bądź PTSD. Uważają, że istnieją przesłanki do rozpoznania u oskarżonego ostrej reakcji na stres po czynie jako specyficznego i krótkotrwałego zespołu objawów, jednak nie spełniających w pełni kryteriów ASD. Stwierdzili również, że te kategorie diagnostyczne z uwagi na ich brak bądź pojawienie się po czynie nie przekładają się bezpośrednio na kryteria określenia poczytalności w chwili czynu. Biegli akcentowali,à moi biegli „wykluczyli” wszystko. Bo mam … pomidor pardon, „głęboko zaburzoną osobowość”. A jakie „kryteria” spełniam lub nie spełniam ? „Wszystkie”. „Znajdują się wszystkie te jakie wymieniają znawcy tego zagadnienia, przywołani (chyba z zaświatów – przyp. A.K.) w podręczniku „Psychiatria w procesie karnym” K. Spett, A. Szymusik, R.M. Mowbray, W. Łuniewski, H.W. Gruhle, J. Sikora i inni). Tą książkę znalazł jeden życzliwy mi człowiek w antykwariacie i wniosłem jej kserokopię do akt. Ta książka ma datę jej wydania 1968 rok. (!) (à strona 139 opinii Gierowskiego i Heitzmana).W całej tej opinii nie znajdziemy nawet jednego słowa o obowiązującej w Polsce klasyfikacji ICD-10 i nie ma w opinii nawet rzetelnej analizy chociażby jednego kryterium z tej książki – ICD-10 Badawcze kryteria diagnostyczne”. (W 1968 roku nie było ICD-10) Tak w praktyce wygląda polski „autorytet” – prof. z U.J. J. K. Gierowski, którego wsadził na intratną synekurę na U.J. komunistyczny rektor U.J. (z lat 1981 – 1987) J. A. Gierowski, oraz uczeń J.K. Gierowskiego – doc. J. Heitzman. Jako „swoje” prace publikują te dwa „autorytety” przepisane cudze książki lub publikacje, natomiast w praktyce, to nie mają zielonego pojęcia o tym, co opiniują.
że sprawcy z diagnozą ASD/PTSD - ujawniają głębokie poczucie winy. W sposób szczególny pojawiają się u tych sprawców mechanizmy obronne osobowości a w tym czynie dostrzegają oni raczej własne sprawcze mechanizmy agresji niż zewnętrzne okoliczności. Bezspornym jest, że oskarżony nigdy nie ujawnił jakiegokolwiek poczucia winy bądź żalu wobec ofiar. à znowu łże Dziuban jak pies. Bo inaczej nie da się tego nazwać. Proszę przeczytać wszystkie moje wypowiedzi, wszystkie moje protokoły w aktach, przez pierwszy rok od tragedii. A szczególnie to, co myślałem na samym początku. Lub moje wypowiedzi podane przez policjantów z dnia tragedii. Np. k-125 moje zeznanie z dnia 27.09.2001 : „ja żałuję że żyję”, k-134 z dnia 28.09.2001 „Ja bardzo żałuję, tego wszystkiego, że zniszczyłem życie R, a także swojej rodziny. Nigdy nie myślałem, że człowiek jest do czegoś takiego zdolny, że potrafi się aż tak wyłączyć z rzeczywistości i jakiejkolwiek kontroli. Oświadczam, iż żałuję, że kiedykolwiek się urodziłem. Z urzędu stwierdza się, iż podejrzany płacze.” (prokurator Grzegorz Pukal)k- 585 z dnia 17.01.2002 „Podejrzany zapytał o stan zdrowia Agnieszki i kiedy usłyszał, że jest sparaliżowana zaczął płakać” (prokurator Marta Pętkowska)
W pełni należy zgodzić się z poglądem, że jednostronne obwinianie drugiej strony, stworzyło sytuacje idealnego "ja" w osobie badanego i skrajnie negatywnych ocen ofiar oraz wszystkich tych, którzy nie akceptują poglądu oskarżonego wyrażanego pośrednio w twierdzeniu "że sami są sobie winni".à Przez pierwszy rok od tragedii myślałem, że to ja jestem winny tragedii, bo prawdopodobnie moja ręka trzymała mój pistolet. I to było koszmarne poczucie winy. Chociaż kompletnie nie rozumiałem, co takiego nieprawdopodobnego się wydarzyło w tragicznym dniu. Trzykrotnie w pierwszym roku pobytu w więzieniu usiłowałem popełnić samobójstwo. Jeden raz prawie mi się to udało, bo już straciłem przytomność, niestety zapewne musiałem się odruchowo rzucać i obudził się jeden ze współwięźniów, a po nim reszta celi, którzy mnie odcięli i odratowali. Poczucie winy było dla mnie nie do zniesienia. à dopiero po otrzymaniu w 2003 roku dostępu do akt, gdy przeczytałem w aktach diagnozę dr Teleśnickiego „ostra reakcja na stres”, gdy otrzymałem wypowiedzi Rojszczaków oraz Szczygła, to zacząłem zdawać sobie sprawę, że coś tutaj bardzo nie gra. A gdy Birecka poinformowała mnie w AS we Wrocławiu, że „będzie mnie tak długo trzymać, aż nie zacznę z nią gadać” i wówczas nastawiony na długi, i bezczynny okres udałem się do więziennej biblioteki, a tam w dniu 11.08.2003 wypożyczyłem książkę nr katalogowy 18984 „Przestępstwa z afektu…” to dopiero wtedy zacząłem powoli rozumieć, co się stało.Pierwszą książkę opartą na najnowszej wiedzy otrzymałem w dniu 14.05.2004 i była to wydana w 2004 roku książka prof. Jana Strelau „osobowość a ekstremalny stres”. Tam dopiero znalazłem ofertę wydawniczą GWP.PL i od czerwca 2004 – przez 2 lata dzień i noc studiowałem psychologię i psychiatrię z najnowszych podręczników. Dzisiaj znam dokładnie ten automatyczny mechanizm działania mózgu w ekstremalnych sytuacjach, a kropkę na „i” stanowiły książki, które otrzymałem w tym roku w więzieniu w Pińczowie – prof. Golemana i prof. LeDoux o mechanizmie emocji.„Psychologia emocji” Robert E. Franken, GWP, Gdańsk 2005 s. 378: „trzeba brać odpowiedzialność za to, na co ma się wpływ i nie czuć się odpowiedzialnym za to, co wcale od nas nie zależy.”To nie ja skonstruowałem ludzki mózg. Nie ja doprowadziłem do tragedii, nie ja chciałem zabrać mieszkanie R, tylko on moje. Nie ja sprzedałem wyrok sądowy, tylko Błasiakowa. A to, że w polskich sądach możliwe jest „udowodnienie” każdego kłamstwa – za to też chyba nie jestem odpowiedzialny.
Zaakcentować w tym miejscu należy, iż tego rodzaju postawa jest widoczna w zachowaniu oskarżonego w stosunku do wszystkich uczestników procesu, którzy podejmują niekorzystne dla niego decyzje. Stanowisko oskarżonego odnośnie tego, że działał on w warunkach ostrego stresu nie może być uznane za pogląd naukowy, ale stanowi uporczywie lansowaną linię obrony. à „uporczywie lansowaną linię obrony. Wszystko, co tylko podaję to jest obdarzane przez „bezstronnych” sędziów – Maczugę, a teraz Dziubana, dodatkowymi, jednoznacznymi przymiotnikami. Wymienię kilka określeń i przymiotników z uzasadnienia wyroku Dziubana: „rzekomo” „sugerował”, „wyjątkowej wprost arogancji”, „liczne ekscesy oskarżonego”, „zachowanie urągało wszelkim dobrym obyczajom”, „przyjął swoistą linię postępowania polegającą na obrażaniu”, „jakoby oskarżony działał”, „jest absurdalna”, „w zasadzie nie podaje”, „zasłaniając się niepamięcią”, „usiłował wykazać”, „nie dał wiary tym sugestiom”, „jest to jedynie linia obrony oskarżonego”, „w zasadzie dotyczyło to wszystkich”, „wobec wielu osób zachowywał się wręcz poprawnie”, „i z którymi jak twierdzi”, „adresów nie potrafił nawet dokładnie podać”, „stanowi uporczywie lansowaną linię obrony”, „w sposób wyjątkowo wybiórczy”, „jest oceną jedynie słuszną”, „to jego wiedza jest wiedzą ułomną, bo jest wiedzą samouka”, „jego oceny nie mogą być obiektywne” (ale już oceny Rojszczaków – są całkowicie obiektywne), „ta swoista samoocena”, „oskarżony… musiał sobie zdawać sprawę, że…” (!!! à1973.01.05 wyrok SN III KR 269/72 OSNKW 1973/5/60), „najwyższego stopnia społecznej szkodliwości czynu”, „jego głębokiej demoralizacji”, „jego szczególne aspołeczne właściwości”, „spowodowały niewyobrażalne wprost cierpienie”, „brak jest wszelkiej refleksji”, „świadczący o najwyższym nasileniu złej woli”, „akcentuje swoją nienawiść”, „oskarżony kieruje się swoiście pojętym poczuciem sprawiedliwości”, „wyjątkowa brutalność popełnionego przestępstwa”...
à ?? 2002.07.03 wyrok s.apel. II AKa 28/02 KZS 2002/7-8/55 w Krakowie Nie jest stosowne używanie w uzasadnieniu wyroku skrajnych ocen w rodzaju "niesłychanie wysoki" (stopień społecznej szkodliwości przestępstwa), "bezkompromisowy sposób" (zadania śmierci), "w sposób okrutny (...) wręcz znęcał się" (nad ofiarami), gdy nie przyjęto działania ze szczególnym okrucieństwem z pkt 1 § 2 art. 148 k.k. itd. Te skrajne oceny nie są stosowane, bo mogłoby to być uznane za wyraz emocjonalnego stosunku sędziów do przedmiotu orzekania, zatem rodzić zastrzeżenia co do ich bezstronności. Mogłyby też być przyjmowane jako swoiste "wykazywanie" się sędziów przed opinią publiczności, podzielanie wzburzenia społeczeństwa sądzonym przestępstwem, ZATEM ZA BRAK NIEZAWISŁOŚCI SĘDZIÓW względem opinii społecznej. Ten ostatni zarzut znajdowałby dodatkowe uzasadnienie w odwoływaniu się przy wymiarze kary do "społecznego poczucia sprawiedliwości", kategorii niedawno jeszcze nieznanej bądź odrzucanej przez niezawisłe sądy. à Dziuban nie tylko wykazuje się przed brukowcami „Super – Ekspresem”, „Faktem” i TVN- em. Jest jeszcze jego koleżanka z SA Błasiakowa (Nowicka). O Błasiakowej wspominał Dziuban w ustnym uzasadnieniu wyroku, mówiąc coś o „bardzo poważnych groźbach” pod jej adresem. Tylko, że ja jej (ani nikomu innemu) nigdy nie groziłem (jedyne moje pismo do niej napisałem w wigilię 24.12.2001, ale nie ma tam nawet jednego słowa groźby!).
Fakt, że oskarżony przedstawił szereg pozycji literatury naukowej z zakresu psychiatrii nie daje jakichkolwiek podstaw do przyjęcia, iż zawarte w niej stwierdzenia odnoszą się do oceny jego osobowości. Podkreślić należy za Sądem Okręgowym, że oskarżony cytuje literaturę naukową z zakresu psychiatrii w sposób wyjątkowo wybiórczy, tak aby wykazać, że przeprowadzona przez niego autodiagnoza jego stanu psychicznego w chwili czynu jest oceną jedynie słuszną. Bezsporne jest, iż niemożliwe jest dokonania obiektywnej samooceny swojego stanu zdrowia psychicznego oraz analizę swojej osobowości. à za to Dziuban praktycznie niczego nie cytuje. Nawet nie podaje w „uzasadnieniu” numerów kart. Jedynie cytuje swój „autorytet” – Gierowskiego. No ale gdy Kali Dziuban cytuje coś wyjątkowo wybiórczo, to „wszystko jest w porządku”. Witamy w PRL. à ciekawe, że „niemożliwa jest obiektywna samoocena”, skoro „podstawą” badań Gierowskiego były testy, a te właśnie bazują na samoocenie. Zresztą wbrew orzecznictwu S.A. w Krakowie mój S.A. w Krakowie odmówił mi wglądu do moich testów. Udostępniono mi tylko jedną kartkę – test „drzewa” Kocha. Zapewne reszta „testów” i na ich podstawie ta „diagnoza” „nieprawidłowej osobowości” była jeszcze większą lipą, niż to „drzewo Kocha”.
Choć oskarżony jest niewątpliwie człowiekiem inteligentnym i oczytanym w literaturze psychiatrycznej, to jego wiedza jest wiedzą ułomną, bo jest wiedzą samouka, a wyrażając te oceny we własnej sprawie, oskarżony jest z założenia nieobiektywny, przeto jego oceny nie mogą być obiektywne. Ta problematyka jest domeną zastrzeżoną wyłącznie dla biegłych psychiatrów co nie pozwala na jej ocenę przez pryzmat cytatów z literatury fachowej, tak jak to czyni oskarżony w swoich oświadczeniach i co również widoczne jest w uzasadnieniu apelacji. Również sąd pierwszej jak i drugiej instancji nie jest władny dokonywać własnych ustaleń w przedmiocie oceny stanu zdrowia psychicznego sprawcy w sytuacji gdy oceny te nie wynikają z treści opinii sporządzonych przez biegłych psychiatrów. à innymi słowy opinia biegłych nie podlega żadnej weryfikacji !!!
6. Akceptując treść powyższej opinii brak jest podstaw do uwzględnienia zarzutu zawartego w apelacji odnośnie obrazy przez Sąd Okręgowy art. 31 § 1 kk.
Okoliczność, że sprawca działa w warunkach zniesionej poczytalności musi być ustalona przez biegłych lekarzy psychiatrów. Brak jest podstaw prawnych do przyjęcia działania sprawcy w warunkach zniesionej poczytalności w oparciu o własne ustalenia sądu, nie wynikające z treści opinii sądowo-psychiatrycznych. Andrzej Kursa sam dokonał oceny swojej poczytalności w chwili czynu i doszedł do przekonania, że była ona zniesiona. Swoje stanowisko uzasadniał licznymi cytatami z literatury medycznej. Tego rodzaju dywagacje zostały powtórzone w uzasadnieniu apelacji. W związku z powyższym stwierdzić należy jeszcze raz podkreślić, iż ta swoista samoocena stanu zdrowia psychicznego nie może stanowić jakiejkolwiek przeciwwagi dla ustaleń poczynionych przez biegłych psychiatrów.à Ja wskazywałem konkretne dowody (np. zeznania policjantów i świadków), złożone w dniu tragedii kilka godzin po zdarzeniu. Oraz konkretne kryteria. I nie jest to żadna samoocena, tylko podanie konkretnych faktów, konkretnych zeznań z konkretnych kart w aktach + tez umocowanych w najnowszej literaturze akademickiej. „Ocenę” miał zrobić właśnie sąd. Zgodnie z literą art. 7 k.p.k. najważniejszego ze wszystkich. Ta „ocena” nazywa się „wyrokowaniem”.
Wobec przyjęcia przez Sąd Apelacyjny, że opinia sporządzona w postępowaniu odwoławczym jest jasna i pełna, brak jest przesłanek do powoływania kolejnych biegłych. Nie przemawia za tym w szczególności fakt, że biegli ci nie podzielili stanowisk wynikających z wniosków zawartych w treści uprzednio sporządzonych opinii o stanie zdrowia psychicznego oskarżonego. Z treści art. 201 kpk wynika, że w sytuacji sprzeczności pomiędzy opiniami można powołać innych biegłych. Skoro Sąd Apelacyjny zdecydował się na tego rodzaju postąpienie to znaczy, że przyjął, iż między sporządzonymi wcześniej opiniami taka sprzeczność zachodzi i Sąd Apelacyjny nie akceptuje zawartych w niej wniosków. W sytuacji gdy Sąd Odwoławczy zaakceptował treść i wnioski zawarte w kolejnej opinii, to brak jest argumentów przemawiających za powołaniem kolejnych biegłych w oparciu o fakt, że z kolei strony nie podzielają wniosków w zawartych w tej opinii, bo są one dla nich niekorzystne.
7. Przekonywająca jest opinia również w tej części, gdzie w sposób jednoznaczny stwierdza, że oskarżony w chwili popełnienia morderstwa nie działał w stanie silnego wzburzenia. Podkreślić należy, że okoliczność ta została jednolicie przyjęta przez wszystkie zespoły biegłych psychiatrów. à Str. 26 uzasadnienia – powtórzę: „Sąd Apelacyjny uznał je (wszystkie poprzednie opinie psychiatryczne) za z gruntu wadliwe i dlatego przy ocenie stanu zdrowia psychicznego Andrzeja Kursy nie brał ich pod uwagę”.
Odmienne stanowisko w tym przedmiocie zaprezentował incydentalnie jedynie psycholog Marek Pawlik. Odrzucenie tej ostatniej opinii przez Sąd Okręgowy stanowi również osnowę zarzutów zawartych w apelacji. Dokonana przez biegłych z Warszawy analiza, przeprowadzona na kartach 153-153 opinii pojęcia afektu jest à A Wojciech Dziuban jest sędzią z Phenianu. „Biegli z Warszawy”, to znaczy J. K. Gierowski – prof. z U.J. i wychowanek Gierowskiego - J. Heitzman, docent z U.J. Obaj mieszkają w Krakowie. Pozostałe „biegłe”, całkowicie zależne finansowo od zleceń Heitzmana, tylko na wszystko przytakiwały (to takie odpowiedniki 3 ławników w S.O.)
zdaniem Sądu Apelacyjnego w pełni przekonywująca, albowiem została dokonana przez pryzmat wiedzy medycznej biegłych jak i ocenę poglądów doktryny prawa karnego i orzecznictwa Sądu Najwyższego. Mając na uwadze, że afekt o którym mowa wart. 148 § 4 kk jest pojęciem częściowo z zakresu psychiatrii jak i prawa karnego dokonanie takiej oceny było w pełni uprawnione. Należy zaakceptować stanowisko zawarte w analizowanej opinii, iż biegły psycholog Marek Pawlik w swojej opinii, zwłaszcza tej, złożonej na rozprawie, przekroczył swoje kompetencje odnosząc się do kwestii poczytalności oskarżonego. Biegły ten bowiem wypowiedział się co do kwestii poczytalności oskarżonego do czego nie był w żaden sposób uprawniony.à „biegły psycholog Marek Pawlik przekroczył kompetencje, do czego nie był w żaden sposób uprawniony”. Ale biegły psycholog J.K. Gierowski już nie przekroczył swoich kompetencji – wypowiadając się na rozprawach w kwestii mojej poczytalności.
8. Mając na uwadze treść powyższej opinii sądowo- psychiatrycznej brak jest podstaw do kwestionowania stanowiska Sądu Okręgowego w przedmiocie dokonania oceny zamiaru oskarżonego. Sąd I Instancji zasadnie przyjął, że sprawca działał w zamiarze bezpośrednim pozbawienia życia Artura, Jana i Agnieszki. Dokonana przez Sąd Okręgowy na stronie 123 i następne pisemnych motywów zaskarżonego wyroku ocena prawna zachowania oskarżonego pomimo przyjęcia, przez Sąd Apelacyjny, że działał on' w warunkach znacznie ograniczonej zdolności pokierowania swoim postępowaniem pozostaje w dalszym ciągu aktualna. Cytowane wyżej stwierdzenie zawarte w opinii sądowo psychiatrycznej, że zdolność do dysponowania jego zasobami woli które były poddane presji i osobowości, i stresu była powodem, iż jego zdolność pokierowania swoim była u Andrzeja Kursy ograniczona stopniu znacznym nie ma bezpośredniego przełożenia na kwestię zamiaru. Sąd Apelacyjny podziela stanowisko, że Andrzej Kursa działał w zamiarze bezpośrednim pozbawienia życia swoich ofiar. Jego postępowanie świadczy o tym, że działał z premedytacją.
Brak jest podstaw do przyjęcia, że sprawca działał w zamiarze nagłym. Zamiar ten powstaje wtedy, gdy sprawca jest zaskoczony okolicznościami zewnętrznymi na przykład zachowaniem innej osoby, postrzega, że grozi mu niebezpieczeństwo i nie wystarcza mu czasu na racjonalną ocenę sytuacji, podejmuje więc decyzję określonego zachowania, której być może by nie podjął, gdyby prawidłowo to jest bez emocji mógł tak rozważyć okoliczności, by świadomość bezprawności zachowania mogła prowadzić go do właściwej motywacji działania.à Nie ma sensu polemizować z takim bełkotem. „Postępowanie świadczy o tym, że działał z premedytacją”. A może tutaj sędzia Dziuban podzieli się z nami swoją wiedzą i doświadczeniem życiowym. Bo ja (w amerykańskich filmach) widziałem, jak wygląda morderstwo z premedytacją. Zawsze podstawowym elementem tej „premedytacji” jest uniknięcie przez sprawcą wykrycia, a tym samym i kary. à„ premedytacja” (encyklopedia powszechna 2003) – łac. praemeditatio, czyli „uprzednie zastanowienie się” – obmyślenie przed wykonaniem, opracowanie planu jakiegoś działania, gł. czynu o charakterze negatywnym. Niestety Dziuban nie podaje nic konkretnego. Jaki to był „plan”, jak miało wyglądać to „przemyślane” przestępstwo, aby zapewne uniknąć wykrycia? (a dodatkowo podobno jestem osobą „o bardzo wysokiej inteligencji”, czyli że potrafię bardzo dobrze przewidywać następstwa czynów). à oczywiście „nie dostrzeżono” chociażby ewidentnego objawu ostrej paniki, gdy zacząłem mieć nagłe kłopoty z oddychaniem po usłyszeniu szokującego wyroku Błasiakowej. Po prostu szkoda nawet polemizować z Dziubanem. Równie dobrze mógłbym polemizować z koniem.
Andrzej Kursa twierdzi, że motywem który pchnął go do zabójstwa była treść ogłoszonego wyroku w postępowaniu cywilnym. à znowu Dziuban kłamie! Ja nigdy nie twierdziłem, że treść wyroku była „motywem”. Bo motyw to jest jakieś intelektualne działanie. Ja twierdzę, że na skutek nagłego i całkowicie zaskakującego urazu psychicznego rozpoczęła się u mnie automatycznie tak silna reakcja obronna układu limbicznego, że zdołał on wyłączyć moje (na ogół sprawne) myślenie rozumne, zanim mój intelekt zdołał wyhamować tą alarmową reakcję układu limbicznego (ciała migdałowatego). Ale sama treść wyroku była już tylko wyzwalaczem / impulsem (a nie żadnym „motywem” !!!) tej reakcji, której zapoczątkowanie nastąpiło podczas nieoczekiwanego ataku fizycznego R. na mnie jesienią 2000 roku, gdy sprzątałem swoje nowo kupione Audi A6. Tylko, że o tym kluczowym zdarzeniu nie ma nawet 1 słowa u „biegłych” i w moich „sądach”. Dodatkowo podłożem całej tej tragedii był stan zagrożenia, który latami wytworzył Rojszczak – specjalista od „psychologii umysłu” i „intencjonalnych aktów psychicznych”. (à vide: „Mechanizm stresu”) Nawet nie ma wzmianki i innym możliwym podłożu, że do tragedii doszło 27.09.2001 – 2 tygodnie po nowojorskim ataku na W.T.C. (11.09.2001), gdy przez te dwa tygodnie cały świat (i ja także) nie mógł oderwać oczu do tego strasznego realu w TV.
Uważa, że wyrok ten był dla niego zaskakujący i wręcz pozbawił go, jak twierdzi, prawa własności. To stanowisko jest w ocenie Sądu Apelacyjnego absurdalne. Postanowienie Sądu Okręgowego w Krakowie w sprawie I Ca 744/01 uchylało do ponownego rozpoznania znaczną część zaskarżonego postanowienia Sądu Rejonowego dla Krakowa-Śródmieścia w Krakowie, a jedynie wà ten nieprawdopodobny wyrok Błasiakowej uniemożliwiał mi „jedynie” wpisanie MOJEGO WŁASNEGO mieszkania do ksiąg wieczystych, mieszkania które wybudowałem 11 lat wcześniej, na moją rzecz, a tym samym uniemożliwiał mi „jedynie” wyprowadzenie się do innego domu i normalne życie z moją rodziną – jak najdalej od tego przeklętego prześladowcy. Dopiero dzisiaj wiem, jak beznadziejne, skorumpowane i dysfunkcyjne są polskie sądy. Ale do 27.09.2001 tego nie wiedziałem. Idąc do sądu w dniu 27.09.2001 nawet nie przyszło mi do głowy, że Błasiakowa może sprzedać R. tak nieprawdopodobny wyrok i 11 lat po wybudowaniu MOJEGO WŁASNEGO MIESZKANIA znowu „jedynie” nie będzie ono moje. Dzisiaj dopiero wiem, że z tej przeklętej Polski trzeba uciekać i nigdy tutaj nie wracać, jeżeli nie chce się bezsensownie zrujnować sobie życia jakimś chorym z pazerności i zawiści na nasze mienie i szambem zwanym polskim wymiarem „sprawiedliwości”.
części dotyczącej stwierdzenia nabycia przez oskarżonego nieruchomości przez zasiedzenia jego wniosek został oddalony. Oskarżony, który dysponuje pewnym zasobem wiedzy prawniczej, musiał sobie zdawać sprawę, że powyższe rozstrzygnięcia nie pozbawiało go własności mieszkania ani dorobku życia. Oskarżonego nie interesowały motywy tego orzeczenia, bo po ogłoszeniu sentencji postanowienia opuścił salę rozpraw. à po pierwsze - do dnia tragedii, nie „dysponowałem pewnym zasobem wiedzy prawniczej”, bo z wykształcenia jestem inżynierem. Dopiero gdy zorientowałem się, że moi adwokaci – Patela + Kubicki kompletnie nic nie robią w mojej (i w każdej innej) sprawie, to zacząłem się samemu uczyć prawa karnego z książki, którą zostawił mi w prezencie jeden więzień, wychodząc na wolność (w marcu 2003 roku). Był to KPK komentarz, ABC 2002, Kryże, Niedzielak, Petryna i Wirzman. Okazało się, że prawo karne jest bardzo ciekawe i logicznie napisane (praktyka w sądach jest dokładnie odwrotna). à ja nie tyle „opuściłem”, co wybiegłem z sali, bo zacząłem się dusić[2]. Tak człowiek jest dziwnie zbudowany, panie Dziuban, że „GDY ZACZYNAMY MIEĆ TRUDNOŚCI Z ODDYCHANIEM, NIC INNEGO SIĘ NIE LICZY” („Zaburzenia lękowe” Rachman Stanley GWP 2005, str. 102) à Ponadto skrajna panika, skrajnie silna reakcja emocjonalna na zaskakujące nas zdarzenie uniemożliwia spokojną i intelektualną analizę. Dziuban opowiada takie brednie, jakby napisał, że gdy w teatrze wybuchła panika, bo ktoś zawołał, że się pali i wszyscy zaczęli uciekać, ale wg Dziubana jakaś jedna konkretna osoba „musiała sobie zdawać sprawę, że to jest fałszywy alarm, ale nie interesowały jej fakty, po usłyszeniu okrzyku „pali się” postanowiła opuścić salę”. Zapewne dla Dziubana i Gierowskiego osoba tonąca, ma „głęboko zaburzoną osobowość”. Na co niewątpliwie wskazuje jej zachowanie.
Podjęte przez niego w dalszym ciągu czynności wskazują, co słusznie akcentuje Sąd Okręgowy, na konsekwentne działanie zmierzające do pozbawienia życia pokrzywdzonych. Podzielić należy też ocenę, że oskarżony działał z zemsty na osobie pokrzywdzonych. Nie mógł on bowiem znieść tego, iż Sąd Okręgowy w Krakowie wydał dla pokrzywdzonych korzystne rozstrzygnięcie w postępowaniu odwoławczym. à Przecież ja byłem niepoczytalny !!! (biegli „zdiagnozowali art. 31 § 2 kk, ale powinno być faktycznie – art. 31 § 1 kk !!!). à a skąd Dziuban i Maczuga wymyślili, że „oskarżony działał z zemsty na osobie pokrzywdzonych. Nie mógł on bowiem „znieść tego”, iż Sąd Okręgowy…” ??? Bo powiedział to esbecki oficer Milicji Obywatelskiej z lat 1966 – 1985 ??? A gdzie jest jakikolwiek DOWÓD na takie „ustalenie” ??? Zamiast dowodów, mamy tylko jakieś wymysły, bezkrytycznie przyjęte przez wszystkich – i biegłych, i sąd w Krakowie.
1. Konsekwencją zmiany zaskarżonego wyroku przez przyjęcie, że czynów przypisanych w pkt I do III aktu oskarżenia Andrzej Kursa dopuścił się w warunkach znacznie ograniczonej poczytalności jest konieczność rozważenia kwestii zasadności wymierzonej mu za nie kary dożywotniego pozbawienia wolności.
W uzasadnieniu zaskarżonego wyroku Sąd Okręgowy we wstępnej części swoich rozważań odnośnie wymierzonej oskarżonemu kary dożywotniego pozbawienia wolności podkreśla pełną poczytalność Andrzeja Kursy. W sytuacji opisanej wyżej zmiany wyroku argument ten upada. Bezspornym jest, że działanie w warunkach ograniczonej poczytalności zmniejsza stopień winy będący podstawową przesłankę wymiaru kary. Dlatego też niezbędne jest ponowne rozważenie przez Sąd Apelacyjny kwestii rodzaju wymierzonej oskarżonemu kary.
2. Kara dożywotniego pozbawienia wolności ma w swoim założeniu pełnić funkcję izolacyjną i chronić społeczeństwo przed szczególnie niebezpiecznymi przestępcami, sprawcami najcięższych zbrodni, którzy nie rokują żadnych szans na resocjalizację.
W praktyce kara ta jest stosowana wobec wielokrotnych zabójców czy też sprawców dopuszczających się zabójstw z wyjątkowym okrucieństwem. Kodeks karny nie nadaje tej karze charakteru wyjątkowego ani też nie przewiduje żadnych zasad jej orzekania. à faktycznie w polskich chorych realiach to dożywocie nie jest „wyjątkową” karą. Tylko „zwykłą”. Tak samo to, co wyprawiają sądy w Polsce, to nie jest „wyjątkowe”, tylko już „zwykłe” draństwo. Dlatego w Polsce mamy 6 razy więcej więźniów na 100.000 mieszkańców, niż w sąsiednich Niemczech. Za to w Rosji jest podobnie, jak w Polsce.
Nie wyłącza w szczególności możliwości wymierzenia jej w sytuacji działania sprawcy w warunkach ograniczonej poczytalności. Zaznaczyć jednak należy, że zarówno w doktrynie prawa karnego jak i orzecznictwie Sądu Najwyższego odnośnie zasad wymiaru kary najsurowszej (należy uznać, że wypracowane w orzecznictwie kryteria wyjątkowości stosowania kary śmierci mogą mieć odpowiednie zastosowanie, zwłaszcza zaś wymaganie najwyższego stopnia społecznej szkodliwości popełnionego czynu i winy sprawcy, jego głębokiej demoralizacji) przyjmuje się, że w razie stwierdzenia, iż sprawca działał w warunkach znacznego ograniczenia poczytalności kary tej nie wymierza się.
Wskazać należy, że stanowisko doktryny jak i orzecznictwo Sądu Najwyższego odnośnie braku podstaw do orzeczenia kary śmierci w stosunku do osób o zmniejszonej poczytalności nie może odnosić się jednak w pełni do wypadku orzeczenia kary dożywotniego pozbawienia wolności. Bezsporne jest, że aczkolwiek obie te kary mają charakter eliminacyjny, to jednak różnice między nimi są oczywiste. Wykonanie kary śmierci było czymś zupełnie innym niż wymierzenie kary dożywotniego pozbawienia wolności. Z tych przyczyn działanie sprawcy w warunkach znacznie ograniczonej poczytalności nie może stanowić bezwzględnego zakazu orzekania wobec niego kary dożywotniego pozbawienia wolności.
3. W ocenie Sądu Apelacyjnego, w realiach niniejszej sprawy brak było podstaw do złagodzenia kary wymierzonej przez Sąd Okręgowy. Nie budzi wątpliwości okoliczność, że dożywotnie pozbawienie wolności może być wymierzone tylko w skrajnych przypadkach jeżeli zostanie ustalony maksymalny stopień społecznej szkodliwości zbrodni, maksymalny stopień zawinienia sprawcy i jego demoralizacji, wskazujący że nie nadaje się on do współżycia w społeczeństwie, i tylko wtedy, gdy orzeczenie tej kary pozostaje w zgodzie ze społecznym odczuciem sprawiedliwości / wyrok SN z dnia 1 czerwca 1977 roku, OSNPG 1977, Nr 10 poz.74/. Z kolei w orzeczeniu z dnia 13 lutego 1973 roku /OSNKW 1973, Nr.6 poz.74/ Sąd Najwyższy stwierdza, że obowiązkiem sądu jest wyczerpujące rozważenie, dlaczego na poprawę sprawcy nie można liczyć i dlaczego terminowa kara pozbawienia wolności nie odniesie skutku, a konieczna jest długotrwała eliminacja ze społeczeństwa. Stosowanie dożywotniego pozbawienia wolności jako kary najsurowszej może nastąpić jedynie w tych wypadkach, w których brak w sprawie jakichkolwiek okoliczności łagodzących, a ze względu na charakter sprawcy i jego szczególne aspołeczne właściwości należy wnosić, że żadna kara oprócz dożywotniego pozbawienia wolności nie zabezpieczy przed nim społeczeństwa. à żyłem 41 lat nienagannie, ukończyłem studia wyższe, nie piłem, nie paliłem, założyłem rodzinę i małą własną firmę na południu Niemiec w zawodzie, w którym ukończyłem studia. Do dnia tragedii nigdy w życiu nie popełniłem przestępstwa, nigdy nikogo w życiu nie uderzyłem. Żyłem idealnie „bezpiecznie” w społeczeństwie zarówno niemieckim, jak i polskim, aż nie pojawił się w moim domu rodzinnym chory z pazerności i zawiści na MOJE MIESZKANIE . à każde umyślne pozbawienie człowieka życia, to jest przecież „maksymalny stopień społecznej szkodliwości”. Dlatego wymiar tej kary to jest od lat 8 do dożywocia, u osób całkowicie poczytalnych. Oznacza ten wyrok, że pozbawienie życia „przyszłości polskiej filozofii” – 33 letniego agresora na moje własne mieszkanie + jego ojca i jego żony, to jest „maksymalny stopień szkodliwości”. Nawet gdy byłem w stanie „znacznie ograniczonej poczytalności” (wtedy wyrok jest możliwy od 1/3 dolnej granicy, czyli od 4 lat (broń palna)). Dla odmiany ostatnio kierowca, który jechał za szybko w Warszawie i zabił 5 osób oczekujących na przystanku autobusowym – otrzymał 5 lat. Zapewne warszawiak nikogo ważnego nie przejechał. S. zeznał w sądzie w 2003 roku: „No coś im się od niego (Kursy) należało, bo byli znaną rodziną w Krakowie”.
Przechodząc do realiów niniejszego postępowania wskazać należy, iż stopień społecznej szkodliwości popełnionych przez sprawcę czynów jest maksymalnie wysoki. Andrzej Kursa działał z motywacji zasługującej na szczególne potępienie. Na skutek jego zbrodniczego działania dwie osoby poniosły śmierć, natomiast Agnieszka doznała rozległych obrażeń ciała, które spowodowały jej trwałe kalectwo, oraz niewyobrażalne wprost cierpienie. Oskarżony dopuścił się przestępstwa chcąc zrealizować swój zamiar zemsty na osobach swoich sąsiadów, którzy w sądzie usiłowali dochodzić swoich racji.
à R. wykańczały mnie w sposób wyjątkowo perfidny. „Sąd” czyli ta średniowieczna inkwizycja uniemożliwiła mi na powołanie jakichkolwiek świadków lub nawet na moją obecność przy zeznaniach mojej siostry. Po 2 latach comiesięcznych „negocjacji” w celu wpisania MOJEGO MIESZKANIA na moją rzecz wniosłem do sądu o wpis. A R. „dochodzili swoich racji” tak, że nie dało się już nawet normalnie wejść do własnego rodzinnego domu. Chciałem powołać na świadka adwokata Marka Kielana, który 2 lata prowadził te „negocjacje” z R. na moją prośbę.Taki miałem ZAMIAR, żeby wpisać SWOJE WŁASNE MIESZKANIE na swoją rzecz. A gdy R. zaczęły mnie już fizycznie atakować w ostatnim roku, to MIAŁEM ZAMIAR WYPROWADZIĆ SIĘ OD TYCH WCIELONYCH DIABŁÓW.
Pokrzywdzeni, wbrew temu co uparcie sugerował oskarżony, w żaden sposób nie sprowokowali oskarżonego do tego rodzaju reakcji. Andrzej Kursa realizował swój zamiar w sposób zaplanowany. !!!!!!!!!!!!! à a jaki był ten plan ??? Plan czego ? Ucieczki po przestępstwie ? Plan zatarcia śladów ? „Plan” zastrzelenia Agnieszki? Co wówczas mogło mi „przeszkodzi” w skutecznym jej zastrzeleniu ? „Plan” zastrzelenia Jana, którego według relacji Agnieszki nie było na schodach w momencie, gdy oni wchodzili do domu, a ja schodziłem schodami do wyjścia i padły strzały !!! Tak wygląda „plan” osoby o „bardzo wysokiej inteligencji” popełnienia zabójstwa Jana, którego nie ma w miejscu, gdzie dochodzi do strzelaniny ? Maczuga „rozważał” możliwość, że ja „dobijałem” wszystkie ofiary. Co prawda biegli z KGP wykluczyli taką opcję, a Agnieszka „prawdopodobnie” nie została „dobita”, ale dla „sądu” wszystko jest możliwe. Każdy – nawet skrajny idiotyzm.
4. Następną kwestią wymagającą omówienia jest stopień zawinienia. Biorąc pod uwagę przyjęcie działania oskarżonego w ramach znacznego ograniczenia zdolności pokierowania swoim postępowaniem, wskazać należy że jest on w dalszym ciągu na tyle wysoki, że przemawia za wymierzeniem mu kary najsurowszej. Za tym, że stopień winy oskarżonego jest maksymalnie wysoki przemawia: sposób działania, zemsta jako niski motyw, poprzednie postępowanie z sąsiadami, ALE ZWŁASZCZA CAŁE JEGO ŻYCIE, gdy umacniał się narcystycznie w przekonaniu o swej wyższości i uprawnieniu do przewagi nad innymi. W ten sposób oskarżony sam spowodował u siebie taki stan osobowości, à zapamiętałem jedną scenę z filmu „C.K. Dezerterzy”, gdy jeden rekrut zawsze odpowiadał na każde pytanie „ich weiß nicht”. W końcu inny żołnierz nie wytrzymał i zawołał „Idiota, idiota, idiota !” à osobowość to interakcja genów (ok. 50 %) i środowiska, w którym wychowuje się w młodości człowiek (drugie 50 %). Sam wybrałem sobie geny. Sam wybrałem sobie rodzinę, w której się rozwijałem jako małe dziecko. Zresztą trudno dyskutować z tak skrajnym głupkiem, jak Dziuban, czy Maczuga. Tylko zapytam o KONKRETNE DOWODY i KONKRETNE FAKTY na poparcie tej rewolucyjnej tezy „zwłaszcza całe jego życie, gdy umacniał się narcystycznie w przekonaniu o swej wyższości i uprawnieniu do przewagi nad innymi”. Jak widać po Maczudze znowu trafiłem na takiego samego zakompleksionego oszołoma Dziubana, który ma do mnie pretensje, że żyłem normalnie. Pozwolę sobie podać FAKTY z mojego „całego życia” do dnia tragedii: 41 lat życia nigdy nie karany (do dnia tragedii), nigdy nie uciekł z domu, nigdy nie wagarował, matura w Liceum nr I w Krakowie (Nowodworskiego), olimpiada fizyczna, studia wyższe inżynierskie w Polsce i w Niemczech, po studiach stypendium w Niemczech, znajomość kilku języków obcych, od 11 lat żonaty, córeczka 6 lat i niemowlak, żona – sędzia, rodzice oboje po wyższych studiach, dziadek sędzia. Nasz „wzorcowy” „psychopata”, „paranoik” i „narcyz” i to o „głęboko zaburzonej osobowości” nigdy w całym swoim życiu nic nie ukradł, nikogo nigdy nie oszukał, nigdy nikogo przez całe życie nie uderzył. Członek Klubu Strzeleckiego „Bractwo Kurkowe” w Krakowie, nie pije alkoholu, nigdy nie zażył narkotyków (nawet nigdy w życiu nie palił papierosów), po uzyskaniu niemieckich uprawnień budowlanych zakłada od podstaw własną firmę w Niemczech, którą prowadzi 10 lat (do dnia tragedii), hobby: praca, narciarstwo alpejskie, windsurfing, podróże po świecie i dbanie o swoją rodzinę. W wieku 30 lat po odkupieniu praw do nadbudowy i uzyskaniu wszystkich wymaganych prawem pozwoleń na budowę buduje w 1990 roku własne mieszkanie z własnej pracy w swoim rodzinnym domu w Krakowie (nadbudowa 2 piętra). Takie było to moje „całe życie” panie Dziuban. Nie jeździłem mercedesem klasy „S”, nie byłem myśliwym, jak sędzia Tadeusz Wołek, nie budowałem sobie w Krakowie domu na 1.500 m2, tylko zwykłe mieszkanie 4 pokojowe (cztero pokojowe) w moim rodzinnym domu. W Ulm mieszkałem 11 lat w wynajętym 3 pokojowym mieszkaniu (trzy pokoje), gdzie prowadziłem też swoją własną małą firmę. Przez 10 lat utrzymywałem na tym samym małym poziomie (kilka/ kilkanaście zatrudnionych osób) tę swoją małą firmę. Gdzie pan widzisz ten „narcyzm” panie Gierowski i panie Dziuban? Że ukończyłem studia? Że narysowałem „drzewko Kocha”? Że nauczyłem się psychiatrii i prawa karnego w więzieniu ? Że postanowiłem się bronić ? Więc faktycznie zasadne jest wymierzenie mi dożywocia. Albo zesłanie na Sybir. Albo do Auschwitz. Bo tam właśnie trafiali ludzie za „całe swoje życie”.
w którym bodziec niekorzystnego wyroku w postępowaniu cywilnym, którego był stroną spowodował znaczne trudności pokierowania swoim postępowaniem, bo zabójstwo sąsiadów było dla niego odpowiednim i słusznym rozwiązaniem trudności. à a może tutaj chociaż jeden raz jakiś konkretny dowód na te „ustalenia”, że „zabójstwo było dla mnie odpowiednim i słusznym rozwiązaniem”. Wszystko to jakiś chory bełkot – bez jednego konkretnego dowodu !!! Dziuban pisał o jakichś „standardach” sądowych, które ja „naruszam”. Tylko, że takim standardem jest pisanie uzasadnienia wyroku i na każdą tezę potrzeba podać konkretny dowód. (np. konkretny fragment zeznań, cytat, czy nr karty). Ja sam, będący oskarżonym mam przestrzegać „standardów”, ale Dziuban – „sędzia” S.A. już nic nie musi. Całość „dowodów” dostarczył mu Gierowski („biegły z Warszawy”). à a poza tym jest to jakiś chory – skrajnie nielogiczny bełkot !!! „Bodziec” spowodował „znaczne trudności pokierowania postępowaniem”, bo „zabójstwo było odpowiednim rozwiązaniem”. Ja nie rozumiem tego bełkotu Dziubana.
Sam zawinił stan psychiki usposabiający go do ograniczenia poczytalności. Winę podwyższa również to, że był ze środowiska prawniczego, w którym powinności miały szczególną rangę przed uprawnieniami, a odmienna hierarchia wartości, wyznawana przez oskarżonego jest dla Sądu Apelacyjnego nie do przyjęcia. Podnosi ją także to, że zareagował zbrodnią na cywilizowany sposób rozstrzygania sporu, a to na orzeczenie niezawisłego Sądu, który go wysłuchał i rozważył jego argumenty. Działanie sprawcy w ramach znacznie ograniczonej zdolności pokierowania swoim postępowaniem obniża w ocenie Sądu Apelacyjnego stopień zawinienia w sposób mniejszy niż w sytuacji, gdy działa on w warunkach znacznego ograniczenia zdolności rozpoznania znaczenia czynu. à „podwyższa również to, że był ze środowiska prawniczego” – mój ojciec był inżynierem, a matka mgr farmacji. Z domu rodzinnego wyniosłem poszanowanie dla prawa i cudzej (+ swojej) własności. Gdy R. wprost powiedział mi jesienią 1997 roku, że „robił mnie w chuja z tymi rozmowami o wpis mojego mieszkania na moją rzecz, a ponieważ nie jest ono jeszcze wpisane do ksiąg wieczystych, to spróbuje mi to mieszkanie odebrać, a najpierw mnie wykończy”, to wtedy wynająłem adwokata (Andrzeja Kubasa) i poprosiłem o wniesienie sprawy do sądu, o wpisanie MOJEGO MIESZKANIA NA MOJĄ RZECZ. Wtedy jeszcze wierzyłem w polskie sądy. Taki byłem głupi. A ponadto, to ładnie brzmi określenie Dziubana, że „niezawisły sąd, który go wysłuchał”. Mówimy tutaj o 3 osobowym składzie sądu odwoławczego : Błasiakowej (sprawozdawcy), Jamroga (przewodniczącego) i Makowskiego. Tylko, że tajemnicą poliszynela w krakowskim sądzie jest to, że sędzia Janusz Makowski jest głuchy, a pomimo tego pracował jako sędzia !!! Zresztą w dniu 27.09.2001 Błasiakowa była zupełnie sama, gdy ogłaszała swój wyrok !!! Nie było ani Jamroga – przewodniczącego składu (!), ani Makowskiego.à szkoda, że Dziuban nie przeczytał pierwszej opinii z Jarosławia. Tam nie wszystko jest błędne. Np. opinia o tym, że mam zupełnie prawidłową hierarchię wartości, rozumiem wymagania przestrzegania prawa i tym się kieruję. Ale jeżeli Dziuban stawia taką tezę, to „standardem” sądowym jest podanie konkretnych faktów i konkretnych dowodów, to uzasadniających. Bo powiedzieć to można wszystko. Tylko jeszcze trzeba to udowodnić – szanowny panie Dziuban. A swoją drogą, to jakoś dziwnie brzmi opinia o „odmiennej hierarchii wartości u osoby, która ponad 41 lat żyła nienagannie.
5. Biegli psychiatrzy stwierdzili, iż ograniczenie poczytalności wynikało przede wszystkim ze szczególnej cechy jego psychiki jaką była nieprawidłowa osobowość. à na wszystkie pytania dajemy odpowiedz „pomidor” pardon, „nieprawidłowa osobowość”.
W swojej opinii zespół opiniujący uznał, że zdolność do pokierowania swoim postępowaniem przejawiała się u oskarżonego zdolnością do dysponowania zasobami woli, które poddane były presji osobowości i stresu. Niewątpliwie są to więc czynniki nad którymi oskarżony mógł zapanować. à brak elementarnego pojęcia o mechanizmach stresu jest u biegłych i sądu wręcz porażający !!! à powtórzę za prof. Pervin Lawrence A. „Psychologia osobowości”, GWP 2002 (s. 322).: „ RADZENIE SOBIE ZE STRESEM NIE MA NIC DO OSOBOWOŚCI ” à „niewątpliwie” to Dziuban i moi sądowi biegli inaczej potrafią „zapanować” swoją osobowością nad innymi reakcjami na stres, np poceniem się, regulacją ciśnienia krwi, lub częstotliwości pracy serca.
Dotyczy to w szczególności osobowości, którą niewątpliwie można kształtować i która nie jest dana człowiekowi raz na zawsze.
à właściwie to w moim procesie została utworzona zupełnie nowa dziedzina nauki. Taka „Psychologia sądowa inaczej”. Tak samo, jak w polskim sądzie skazuje się ludzi na bazie hipotez i pomówień, tak i psychologia sądowa stoi na głowie. Bo w normalnej psychologii współczesnej to uważa się, że maksymalnie – do 30 roku życia – osobowość jest uformowana à po 30-ce osobowość jest sztywna (Pervin, ibid. s.201)W przeciwnym wypadku nie byłoby „osobowości”, która jest z definicji niezmienna. Ale wielu ludzi starało się „kształtować” osobowość dorosłych ludzi. Np. Stalin za pomocą systemu gułagów.
Zdaniem Sądu Apelacyjnego sam fakt posiadania nieprawidłowej, zaburzonej osobowości o cechach paranoicznych i narcystycznych nie daje podstaw do złagodzenia wymierzonej mu kary. Biegli w sposób jednoznaczny stwierdzili, że w chwili czynu nie doszło do zaburzenia intelektu u oskarżonego, a jego zdolność rozpoznania znaczenia czynu była zachowana.
Coś tutaj zupełnie nie trzyma się kupy. Taki jestem bardzo inteligentny, że nawet nie docierało do mnie, że trzymam w ręku słuchawkę, skąd zapewne słychać było głos mojej siostry. Powyższe okoliczności wskazują jednoznacznie że stopień winy sprawcy, chociaż uległ obniżeniu, to jednak nie w takim stopniu aby stanowił przesłankę złagodzenia wymierzonej przez Sąd Okręgowy kary.
Jednym z ustawowych kryteriów, które Sąd bierze przy wymiarze kary jest zachowanie się sprawcy po popełnieniu przestępstwa, a zwłaszcza staranie o naprawienie szkody lub zadośćuczynienie w innej formie społecznemu poczuciu sprawiedliwości.
à oczywiście to prawda. Skoro „biegli” „jednoznacznie” stwierdzili, że w chwili czynu nie doszło do zaburzenia intelektu u mnie, to widocznie jestem nie „bardzo wysoce inteligentny”, ale wręcz „bardzo upośledzony umysłowo”. Jedno albo drugie. Skoro „uznano”, że „normalnie” działał u mnie mój intelekt w sytuacji bezpośrednio przed tragedią, którą opisała moja siostra Anna Milewska (jej zeznanie z dnia 27.09.2001, kilka godzin po tragedii – czyli najbardziej aktualne i szczegółowe !):karta - 60: „Znajdując się ciągle na terenie sądu ja sięgnęłam po swój telefon komórkowy – o nr 602 399 630 i ja zadzwoniłam z niego z tego co pamiętam na telefon domowy do mieszkania Andrzeja, na nr 410 11 77 -Andrzej podniósł słuchawkę ale płakał, słychać było, że jest roztrzęsiony, powiedział „halo” i rozłączył się”.No to sprawdźmy moje zachowanie po popełnieniu przestępstwa z protokołami: karta – 68 policjant Marek Maziarz zeznaje w dniu 27.09.2001 – 3 godziny po tragedii: „mężczyzna, który siedział na chodniku (Andrzej Kursa) oświadczył, że zastrzelił trzy osoby i prosił by jak najszybciej wezwać pogotowie. Słowa te następnie powtórzył kilkakrotnie tj. że zabił trzy osoby i że należy wezwać karetkę pogotowia” (tak świetnie działał mój „bardzo wysoki” intelekt, panie Dziuban). … Mężczyzna nie stawiał żadnych oporów. Ja zauważyłem, że mężczyzna ten był bardzo zdenerwowany, … jego ciało drżało, był spocony. … Gdy był w radiowozie jeszcze kilkakrotnie powtórzył, że mamy natychmiast wezwać karetkę pogotowia.”
Karta – 73 policjant Maciej Włodarczyk zeznaje w dniu 27.09.01– 3 godz. po tragedii: „w czasie transportu Andrzej Kursa był spokojny, pytał się czy osoby żyją, czy żyje dziewczyna, wcześniej jeszcze na miejscu niecierpliwił się odnośnie przyjazdu karetki pogotowia”…” będąc przy radiowozie i przy Kurskim (powinno być Kursie – A.K.) słyszałem jak pytał się czy ta kobieta którą postrzelił żyje, następnie zaczął się szarpać, zachowywać nerwowo mówiąc że lepiej aby on nie żył, coś mówił z czego wynikało że chce popełnić samobójstwo, mówił aby zawieść go nad Wisłę,… powtarzał kilkakrotnie „co ja zrobiłem”, że skrzywdził tyle osób.”
à jest to zachowanie osoby w ciężkim afekcie w zamiarze nagłym, a nie z „premedytacją” !!!
Ale sędziowie są niezawiśli i nieusuwalni. I taki głupek, jak Dziuban, czy też Maczuga jeszcze długo będzie sądził. Witamy w Polce.
Zaakcentować należy, że zachowanie Andrzeja Kursy w stosunku do osób reprezentujących prawa pokrzywdzonych było wyjątkowo naganne.
W toku trwającego kilka lat procesu oskarżony wypowiadał szereg obraźliwych sformułowań pod adresem oskarżycieli posiłkowych. à np. obrażałem Mariana S. – oficera Milicji Obywatelskiej z lat 1966 – 1985, nazywając go oficerem Milicji Obywatelskiej. Tak samo obrażałem Jadwigę R, gdy zgłaszałem, że ewidentnie kłamie. Mnie też można było obrażać. Np. mówiąc o mnie obraźliwie, że jestem inżynierem budowlanym. A teraz obrażę Dziubana, bo powiem, że pracuje on jako sędzia.
U Andrzeja Kursa brak jest wszelkiej refleksji oraz uporczywe trwanie w przekonaniu o słuszności postąpienia, co wynika z pretensji do denatów i ich żyjących bliskich oraz innych uczestników konfliktu, nawet sędziów. Aczkolwiek sprawcy tego rodzaju przestępstw rzadko kiedy wykazują czynny i szczery żal z powodu popełnionych czynów, a niejednokrotnie zachowują się w sposób mniej lub bardziej arogancki, to jednak tego rodzaju zachowanie jakie zaprezentował Andrzej Kursa ma charakter wyjątkowo naganny, świadczący o najwyższym nasileniu złej woli z jego strony. Oskarżony wbrew oczywistym dowodom utrzymuje, że to on jest ofiarą a nie sprawcą tragedii, która miała miejsce w dniu 27 września 2001 roku. à „oczywiste dowody” to wymysły, których mi nie pozwolono w jakikolwiek skuteczny sposób zweryfikować. A faktycznie to nie ma żadnych dowodów na poparcie tezy, że to mnie atakowano, a nie ja ich. „Nie ma” żadnych dowodów na poparcie tezy obrony, bo sąd nie dopuścił do tego, aby jakikolwiek z tych dowodów został przeprowadzony !!!
Pomimo, iż od tego zdarzenia upłynął okres prawie 5 lat, oskarżonego nie stać na jakąkolwiek refleksję nad tym co się wówczas stało. à tutaj też Dziuban kłamie. Od ponad 2 lat po kilkanaście godzin dziennie studiuję i analizuję mechanizmy działania ludzkiego mózgu w warunkach ekstremalnego stresu, studiuję najnowsze podręczniki akademickie z zakresu neurologii, sprawdzam akta mojej sprawy, a tym samym dzisiaj rozumiem, co się wtedy stało i kto doprowadził do tragedii !!! Ta „refleksja” to ponad 10.ooo godzin (słownie dziesięć tysięcy godzin), które poświęciłem wyłącznie na analizowanie okoliczności tragedii z 27.09.2001. Zamiast enigmatycznych „refleksji” staram się opisać to, o czym nie ma pojęcia sąd krakowski i jego „biegli”. O tym, jak niebezpiecznie jest wykańczać drugiego człowieka, aby mu zabrać jego mieszkanie – jego mienie, bo nawet najspokojniejszy i najbardziej kulturalny człowiek posiada w swoim mózg nieświadome procesy obronne, które po ich aktywacji potrafią wyłączyć całkowicie intelekt, a zaszczuta ofiara może stać się sprawcą tragedii.
Nie dla siebie piszę te wszystkie swoje pisma. Bo ja już jestem trupem. Tylko aby może kiedyś komuś innemu zaoszczędzić tego horroru z „procesem” rodem jak ze średniowiecza, gdy ktoś kogoś będzie atakować, a późniejszy „sprawca” będzie siebie bronił lub swojego mienia, a na koniec ofiara stanie się „przestępcą”, a faktyczni agresorzy – staną się nagle „poszkodowanymi”.
Do samego końca procesu Andrzej Kursa akcentuje swoją nienawiść do osób których pozbawił życia oraz do ich najbliższych. Ostatnim wyraźnym przejawem tej postawy są treści zawarte w ostatnim słowie wygłoszonym przez oskarżonego na rozprawie odwoławczej w dniu 12 lipca 2006 roku. à I znowu nie ma żadnych konkretów. Dziuban nie podał kompletnie nic na poparcie swoich tez. Ja staram się podawać konkretne cytaty. A Dziuban na swój „standard”.
Kolejną przesłanką wskazującą na to, iż na poprawę oskarżonego nie można liczyć jest stanowisko biegłych psychiatrów. Na rozprawie w dniu 3 lipca 2006 roku profesor Józef Gierowski stwierdził co następuje :
"To jest człowiek niebezpieczny. Jeśli się znajdzie znowu w sytuacji konfliktu, rozpamiętywania doznanych na rozprawie krzywd, dotyczy to ogóle jego życia, to istnieje duże prawdopodobieństwo, że zachowa się w sposób agresywny, będzie się czuł upoważniony do wymierzania sprawiedliwości na własną rękę. Jest człowiekiem u którego prawdopodobieństwo, że swoje konflikty, potrzeby będzie rozwiązywał poprzez bezpośredni, otwarty atak skierowany przeciwko innym ludziom, u których będzie dostrzegał źródło wyolbrzymionej swojej krzywdy. Ten typ zaburzeń osobowości, który rozpoznaliśmy jest jednoznacznie niekorzystnym czynnikiem prognostycznym. To dotyczy wszystkich uczestników procesu".
Powyższe stwierdzenia Sąd Apelacyjny w pełni akceptuje. Za ich uwzględnieniem przemawia całokształt zachowania oskarżonego oraz treść wysyłanych przez niego do sądu oraz innych instytucji pism.
à to, co pisałem w „Mafii sądowej” – ten „całokształt”, czyli wszystko i nic. A co ja pisałem do sądu i „innych instytucji” ? Pisma oparte na orzecznictwie sądowym, na komentarzach do kodeksów, na konkretnej analizie faktów i w oparciu o konkretne cytaty z najnowszych podręczników akademickich.
à chociaż faktycznie to w ten sposób mogę być „niebezpieczny” dla „wszystkich uczestników”. Bo mogę wykazać, że sędziowie łamią prawo i jego nie rozumieją, że biegli piszą identyczne i bezwartościowe plagiaty, za olbrzymie pieniądze, że ten cały system sądowy to jedno wielkie nieprawe szambo, przykryte togą sędziowską.
Z ich lektury wynika w sposób jednoznaczny, iż oskarżony kieruje się swoiście pojętym poczuciem sprawiedliwości, nie widząc jakiejkolwiek swojej winy. Oskarżonego nie stać na jakąkolwiek krytyczną refleksję nad swoim postępowaniem. à widzę swoją jedną winę. Byłem głupi i naiwny. Zamiast żyć w Niemczech, jak w spokojnym i dostatnim raju, po decyzji mojej żony o podjęciu pracy sędziego Krakowie, zamiast rozstać się z moją zimną żoną i dalej szczęśliwie mieszkać w Niemczech, ja byłem tak głupi, aby żyć w Polsce. No to teraz mam tę swoją Polskę. Jako okoliczność łagodzącą chcę wyjaśnić, że bardzo kochałem swoją córeczkę i chciałem aby ona miała nie tylko mamę – sędziego, ale też i miała ojca. Byłem głupi i naiwny, gdy kochałem (dawnej) swoją ojczyznę – Polskę. Byłem głupi i naiwny, gdy w 1997 roku wynająłem adwokata Kubasa i wniosłem do sądu o wpisanie SWOJEGO WŁASNEGO MIESZKANIA NA SWOJĄ RZECZ. Temu wszystkiemu czuję się dzisiaj winny. Za głupotę i naiwność trzeba ponosić konsekwencje. à co do konfliktu o MOJE MIESZKANIE, to nie czuję się winny. Ani tej tragedii z 27.09.2001. Nie uważam, że R. „mieli prawo” do mojego mieszkania, że mieli prawo do zrobienia mi z życia piekła, że Błasiakowa postąpiła prawidłowo sprzedając za pośrednictwem adwokata Masteja wyrok R. Najpierw na wszystko się zgadzałem, co tylko R. robił. Na każde jego świństwa, na każdą samowolę w domu, gdzie mieszkałem od urodzenia - przymykałem oczy. Zapraszałem do siebie, przywoziłem im drobne upominki z Niemiec (słodycze dla ich córki, kawę, markowe wina. Gdy pojawiły się trudności z wpisaniem MOJEGO MIESZKANIA do ksiąg wieczystych – dwa lata „negocjowałem”, najpierw sam, a później przez znajomego adwokata – mojego kolegę z liceum Nowodworskiego – Marka Kieliana, bo ja przecież nie znałem się na prawie. Adwokat Kielian co miesiąc na moją prośbę przyjeżdżał do mnie i przy kanapkach ustalał szczegóły. A zawsze się zgadzał i przed samym sfinalizowaniem ustaleń się „rozmyślał”. A gdy w końcu adwokat Kielian powiedział mi, że te comiesięczne rozmowy nie mają dalej żadnego sensu i gdy wtedy R. mi wprost oświadczył, jakie ma on plany co do MOJEGO MIESZKANIA i do mnie, to całkowicie zmieniłem podejście do niego. Wniosłem sprawę do sądu poprzez adwokata Kubasa i maksymalnie ograniczyłem kontakty towarzyskie. Niemniej gdy nieoczekiwanie zaprosił mnie na jakieś jego pożegnanie przed wyjazdem do USA w lutym 1998, to poszedłem do niego, naiwnie sądząc, że po powrocie za rok wszystko się unormuje.
Ale za rok było już tylko gorzej. W 2000 roku – latem sprowadził do Krakowa swoich rodziców – takich samych, jak on sam z piekła rodem. A gdy zostałem zaatakowany fizycznie przez R. i jego matkę, jesienią 2000 roku, gdy sprzątałem swoje nowo kupione Audi A6 – kiedy pierwszy raz w życiu tak się denerwowałem i przeraziłem tym niespodziewanym atakiem na mnie, że zacząłem się dusić, po czym zostawiłem otwarte auto i uciekłem do swojego mieszkania – to wtedy postanowiłem natychmiast po wpisaniu mojego mieszkania się wyprowadzić z domu. Cały czas czekałem, czekałem i czekałem, aż ten beznadziejny krakowski sąd w końcu wyda postanowienie, że MOJE MIESZKANIE JEST MOJE. I tylko unikałem R, jak ognia. Nawet w sądzie, w tłumie ludzi uciekałem do tych prześladowców na inne piętro, aby nie czekać koło nich na kolejną rozprawę.à nie czuję się dzisiaj winny, panie Dziuban. To nie ja stworzyłem człowieka i jego układ nerwowy. Z tych przyczyn nie można w jego zachowaniu dopatrzeć się jakichkolwiek okoliczności łagodzących. Nie można też przyjąć, że dotychczasowa niekaralność oskarżonego mogłaby dać asumpt do obniżenia wymierzonej mu kary.
Z cech charakteru sprawcy należy wnosić, że żadna inna kara niż kara dożywotniego pozbawienia wolności nie jest w stanie zabezpieczyć przed nim społeczeństwa. Brak jest podstaw do wysnucia prognozy, aby jakakolwiek inna kara o charakterze nie eliminacyjnym mogła go zmienić. Skoro nie można go zmienić to należy go poprzez karę dożywotniego pozbawienia wolności odseparować od społeczeństwa.
6. Stwierdzona przez biegłych psychiatrów negatywna prognoza odnośnie zachowania oskarżonego w przyszłości à sąd nie wnosił o wydanie „prognozy”. Tak samo żadna ustawa tego nie przewiduje (np. art. 202 § 4 kpk). Ale Gierowski wie, co trzeba pisać dla sądu. Za ponad 13.ooo zł „zdjął” całą odpowiedzialność z S.A. za wyrok. Jesteście siebie nawzajem warci.
nie daje podstaw do zmiany wyroku w punkcie IV, odnośnie możliwości skorzystania z warunkowego przedterminowego zwolnienia z odbycia kary dożywotniego pozbawienia wolności przed upływem 35 lat.
Argumentacja w tym przedmiocie, zawarta w pisemnych motywach zaskarżonego wyroku zasługuje na uwzględnienie. Przedstawiona wyżej opinia prof. Józefa Gierowskiego stanowisko Sądu Okręgowego umacnia. Nie budzi wątpliwości fakt, że wysoki stopień demoralizacji oskarżonego, wyjątkowa brutalność popełnionego przestępstwa wywołująca potępienie społeczne wskazuje, iż w sprawie zachodzi szczególnie uzasadniony wypadek przemawiający za wyznaczeniem surowszego ograniczenia do skorzystania przez skazanego z warunkowego zwolnienia na zasadach surowszych niż przewidziane wart. 78 kk. à praktycznie to Gierowski wydał na mnie wyrok (po 10 godzinach „rozmowy” ze mną, razem z Heitzmanem i resztą moich „biegłych” – figurantów). à to kolejny absurd. „wyjątkowa brutalność” przy zabójstwie – to na czym polega ?
Może ćwiartowałem zwłoki, zgwałciłem Rojszczaka lub łamałem go kołem? Że w kompletnym szoku wystrzelałem na ślepo 2 magazynki? A może istnieją zabójstwa „wyjątkowo delikatne”, panie Dziuban? Jak można kogoś pozbawić życia „delikatnie”? Np. podanie trutki na szczury, aby umierał 2 dni, to jest „delikatnie”, a zastrzelenie to „wyjątkowa brutalność”? A wykańczanie mnie przez 7 lat, aby mi zabrać MOJE mieszkanie, to jest dla pana, panie Dziuban „delikatne”, czy też „brutalne”? I znowu Dziuban rzuca epitetami i przymiotnikami, nie podając kompletnie żadnych konkretów !!!
Jeden z komentarzy do kk podważa sens klasyfikacji zabójstwa z broni palnej (od lat 12) przy klasyfikacji zabicia człowieka np. siekierą (od lat 8), podając, że o wiele bardziej „humanitarna” śmierć jest poprzez zastrzelenie, niż przez ćwiartowanie siekierą.
Zresztą cała ta polemika nie ma sensu, bo to nie było żadne umyślne zabójstwo, tylko działanie w obronie własnego mieszkania, własnego spokojnego życia – czyli przekroczenie granic obrony koniecznej na skutek ekstremalnego strachu i wzburzenia, a także chwilowa całkowita niepoczytalność z powodu nagłego urazu psychicznego oraz biologicznych – automatycznych reakcji normalnego człowieka w stanie ekstremalnego stresu i skrajnej paniki.
Odrębnego omówienia wymaga kwestia zarzutów dotyczących skazania oskarżonego za czyn opisany punkcie IV aktu oskarżenia. l treści apelacji wynika, że obrońca zaskarża wyrok w całości. Szczegółowa analiza treści zarzutów nie wskazuje, aby autor apelacji kwestionował treść rozstrzygnięcia Sądu Okręgowego za przestępstwo z art. 190 § 1 kk ani też stawiał rozstrzygnięciu w tym przedmiocie zarzuty dotyczące obrazy przepisów postępowania, bądź też błędu w ustaleniach faktycznych. W związku z tym podnieść należy, że brak podstaw do kwestionowania rozstrzygnięcia Sądu Okręgowego w tym zakresie. Ustalenia Sądu I instancji dotyczące przypisanie oskarżonemu przestępstwa z art. 190 kk są przekonywujące.
à to też jest jakaś nieprawdopodobna farsa !!! Mnie groził Jan 29.1.2001. ZARAZ PO TYM ZDARZENIU pojechałem na komisariat i to zgłosiłem. W tym dniu przyjechałem z Ulm do domu w nocy z 28/29.1.01 i rano o 9.oo już jest awantura, gdy wychodziłem z domu odprowadzić swoją 5 letnią córeczkę do przedszkola !!! Ja już miałem dość i od razu pojechałem autem z domu na komisariat !!! Dwa tygodnie później - 15 lutego 2001 – perfidne zawiadomienie składa Jan R. O rzekomych groźbach !!! po 17 dniach – miał czas na uzgodnienie działań z ojcem Agnieszki– esbeckim oficerem M.O. Policjant przyszedł po moim zawiadomieniu w dniu 29.01.2001 w celu ustalenia personaliów Jana R, bo ja nawet nie wiedziałem jak on ma na imię ). Ja w końcu machnąłem ręką na te groźby, bo to było już po wyroku Sądu Rejonowego w 2001 roku, że MOJE mieszkanie jest moje – ale to był kolejny pretekst do nękania mnie. Oczywiście, że oni się zażalili na postanowienie o umorzeniu. A Maczuga za to, że mi R. groził – dodatkowo daje mi 1 rok więzienia ! To przecież jakaś nieprawdopodobna chora farsa. Sam akt oskarżenia jest tożsamy z „udowodnieniem” winy w Polsce ! I dlatego polskie więzienia pękają w szwach od ludzi niewinnie skazanych „w imieniu rzeczpospolitej”.
Sąd Apelacyjny uzupełniając przewód sądowy zwrócił się do biegłych psychiatrów, aby ocenili poczytalność oskarżonego odnośnie wszystkich czynów objętych aktem oskarżenia. Pisemna opinia nie zawierała jednoznacznego stanowiska w tym przedmiocie. Na rozprawie biegli (strona 20 protokołu rozprawy z dnia 4 lipca 2006 roku) stwierdzili, że ocena ograniczonej poczytalności zdolności kierowania swoim postępowaniem dotyczy czynów z dnia 27 września 2001 roku, natomiast nie dotyczy to czynu z pkt 4 zarzutu. Strony nie kwestionowały stanowiska w tej sprawie i w ocenie Sądu Apelacyjnego ustna konkluzja w tym przedmiocie zasługuje na uwzględnienie.
Z opisanych wyżej powodów Sąd Apelacyjny w oparciu o treść art.437 § 2 kpk zmienił zaskarżony wyrok w ten sposób, iż przyjął że oskarżony czynów opisanych w punkcie I, II i III aktu oskarżenia dopuścił się mając w sposób znaczny ograniczoną zdolność pokierowania swoim postępowaniem w rozumieniu art.31 § 2 kk.
Z uwagi na okoliczność, że czyny opisanie w pkt. I - III aktu oskarżenia zostały popełnione przed dniem wejścia w życie Ustawy z dnia 27 lipca 2005 r. o zmianie ustawy - Kodeks karny, ustawy - Kodeks postępowania karnego i ustawy - Kodeks karny wykonawczy (Dz. U. z dnia 26 sierpnia 2005 r.), która zmieniła treść art. 148 § 2 kk to zgodnie z regułą opisaną wart. 4 § 1 kk należało przyjąć, iż stosuje się do nich pierwotna treść art. 148 §2 kk.
Ponadto jako podstawę prawną wymierzenia oskarżonemu kary łącznej dożywotniego pozbawienia wolności przyjął art. 88 kk, albowiem powołanie w zaskarżonym wyroku jako podstawy wymierzenia tej kary art. 86 § 1 kk jest błędne.
à Takiego miałem głupka w I instancji – Maczugę. Braki w znajomości prawa i procedury, a także swoje kompleksy odreagowuje Maczuga skrajną surowością wyroków.Podobno Maczuga awansował już do sądu Dziubana. Zgodnie ze starą zasadą, Maczuga wypłynął na wierzch… Gratuluję. Będziecie się dobrze rozumieć. Jak rasowy czekista z czekistą.
W sytuacji wymiaru kary łącznej, gdy jedną ze zbiegających się kar jest kara 25 lat pozbawienia wolności lub kara dożywotniego pozbawienia wolności jest art. 88kk.
W pozostałej części uznając zaskarżony wyrok za słuszny Sąd Apelacyjny utrzymał go w mocy.
Na zasadzie art. 634 kpk Sąd Apelacyjny zasądził od oskarżonego na rzecz Skarbu Państwa koszty procesu za postępowanie odwoławcze. Z uwagi na okoliczność, że w chwili wydawania wyroku nie był znana pełna wysokość wydatków poniesionych w toku postępowania odwoławczego ich wysokość zostanie ustalona w drodze odrębnego postanowienia.
Na zasadzie art. 29 ust. 1 ustawy Prawo o adwokaturze, Sąd Apelacyjny zasądził na rzecz obrońcy z urzędu oskarżonego adwokata Romualda Kowalskiego kwotę 1.760 złotych tytułem nie opłaconej obrony z urzędu w postępowaniu odwoławczym. Z uwagi na znaczny nakład pracy obrońcy Sąd Apelacyjny w oparciu o § 19 ustęp 1 rozporządzenia Ministra Sprawiedliwości z dnia 28 września 2002 r. w sprawie opłat za czynności adwokackie oraz ponoszenia przez Skarb Państwa kosztów nieopłaconej pomocy prawnej udzielonej z urzędu zwiększył wynagrodzenie do wysokości 150 % stawki minimalnej.
------------------------------------------- koniec uzasadnienia wyroku S.A
więzienie w Pińczowie, dnia 28.10.2006
Skoro uznano mnie za osobę o „bardzo wysokim intelekcie”, to pozwolę sobie na finalny komentarz do tego fragmentu uzasadnienia, obrazującego osobowość i sposób spostrzegania świata przez sędziego apelacyjnego Wojciecha Dziubana w roku 2006, 53 lata po śmierci Stalina:
Za tym, że stopień winy oskarżonego jest maksymalnie wysoki przemawia zwłaszcza całe jego życie, gdy umacniał się narcystycznie w przekonaniu o swej wyższości i uprawnieniu do przewagi nad innymi. W ten sposób oskarżony sam spowodował u siebie taki stan osobowości. Niewątpliwie są to więc czynniki nad którymi oskarżony mógł zapanować. Dotyczy to w szczególności osobowości, którą niewątpliwie można kształtować i która nie jest dana człowiekowi raz na zawsze.”
Nie jestem zachwycony polityką Prawa i Sprawiedliwości braci Kaczyńskich. Ale w jednym punkcie popieram dzisiaj ich starania z całego serca. I z całego swojego rozumu + doświadczenia, jakie mi dała dekada życia i pracy w normalnym kraju, którego nie zrujnowała komuna, w południowych Niemczech. PiS ma rację w kwestii realnej dekomunizacji i faktycznego rozliczenia komunistów z ich 50 lat rujnowania Polski. Same formalne zastąpienie nazwy z PRL-u na RP niczego nie zmieniło.
I faktycznie lepiej jest usunąć nowotwór późno, niż wcale. Niestety nie da się dzisiaj chodzić z Mojżeszem i całym polskim narodem przez 40 lat po pustyni, aby osobowość homo sovieticusów sama wymarła śmiercią naturalną.
Nadal ci sami ludzie z „awansu społecznego” – czyli dawni działacze ZSMP, oderwani siłą od pługa członkowie PZPR-u, ludzie, których komunistyczny chory system „wartości” wyniósł do władzy na zasadzie selekcji negatywnej, praktycznie nadal decydują o tym, jaka jest dzisiaj Polska.
Ta mafia nadal posiada osobowość, sposób myślenia, postawę moralną, polityczną i społeczną, która została im wdrukowana w mózgi przez komunistyczny system totalitarny. Nawet toga sędziowska nie jest w stanie przesłonić słomy wystającej z butów. Osobowość jest niezmienna, panie Dziuban. Tak, jak pan ujawnił swoją osobowość w moim wyroku, tak samo zaprezentował się Maczuga (vide à apelacja - 3 cz. -17.06.2005 - uzasadnienie Maczugi.doc).
Dlatego mamy dzisiaj takich sędziów – komunistycznych oszołomów, jak Dziuban, dlatego w polskich sądach sam akt oskarżenia i jakiekolwiek pomówienia są w praktyce jednoznaczne z „udowodnieniem” winy + skazaniem człowieka. Bo tak dawniej działał bolszewicki wymiar sprawiedliwości. I Dziuban się w tym chorym systemie zdołał wykształcić. Dlatego jakakolwiek obrona przed zarzutami, próba weryfikacji fałszywych zeznań, kłamliwych „opinii” biegłych, jest oceniana dzisiaj zawsze tak samo, jak ją oceniano za czasów najciemniejszego stalinizmu! Że jest to przejaw „głębokiej demoralizacji” i „obrażania” sądów. Im większa miernota siedzi w todze, tym bardziej jest „obrażona” jakimkolwiek „podważaniem” jej autorytetu.
To, że ponad 41 lat żyłem uczciwie, że urodziłem się w „inteligenckiej” rodzinie inżyniera i farmaceutki, że ukończyłem studia, założyłem rodzinę, wybudowałem sobie w rodzinnym domu własne mieszkanie, że pracowałem w wyuczonym zawodzie inżyniera, że nigdy nikogo w całym życiu nie uderzyłem, że nigdy nie byłem karany, nic nigdy nikomu nie ukradłem, że nie spożywałem alkoholu (w polskich realiach faktycznie jestem nietypowy), że do 38 roku życia miałem w swoim miejscu zamieszkania, gdzie mieszkałem od urodzenia, opinię „nienaganną” (karta w aktach nr 706) - że to jest dla sędziego Dziubana, człowieka o osobowości czekisty, „maksymalnie wysoki stopień winy”. Że ucząc się w więzieniu prawa karnego + najnowszej psychiatrii od 2003 roku, aby się móc realnie bronić: „umacniałem się narcystycznie w przekonaniu o swej wyższości i uprawnieniu do przewagi nad innymi”, bo prosiłem „sąd”, aby prowadził mój proces zgodnie z prawem.
Nie znam Dziubana, ale sądzę że jego życiorys znacznie odbiega od mojego, lecz za to niewiele różni się od biografii „awansu społecznego” esbeckiego oficera– ojca Agnieszki i teścia. Z zeznań S. w sądzie w 2003 roku, z jego świadectw pracy, (które on wniósł przy okazji domagania się wypłacenia jemu dodatkowej kwoty 330.531,22 zł – karta w aktach nr 1058) + zapisów w aktach wynika, że: Marian S urodził się w we wsi Ponik. Po wojsku poszedł do pracy do Milicji Obywatelskiej. Jako milicjant zrobił studia prawnicze na Wyższej Szkole przy KC PZPR. W Milicji Obywatelskiej pracował w latach 1966 – 1985, jak sam zeznał „jako samodzielny kierownik samodzielnych jednostek”. Na moje pytanie – jakich, odmówił odpowiedzi. Po skazaniu kolegów z jego pracy za zamordowanie księdza Jerzego Popiełuszki, uciekł na „wcześniejszą emeryturę”. Podał, że wtedy „nie miał jeszcze pełnej emerytury”. Gdy zapytałem się go, dlaczego w takim wypadku odszedł z Milicji – odpowiedział: „Takie były czasy.” (całość rozprawy jest nagrana na kasetach audio, a protokół odbiega od przebiegu rozprawy).
Przez 15 lat emeryt milicyjny nie pracował. Zatrudnił się ponownie w 2000 roku jako komornik w Urzędzie Skarbowym w Gorzowie Wlkp. Z jego świadectwa pracy i listy płac, które on sam wniósł do sądu (karta w aktach 1059 i 1060) wynika, że w 2001 roku „pracował” dokładnie 3 pierwsze miesiące. Od 01.04.2001 był już tylko „chory” przez 9 miesięcy. Mając pensję 1.034,30 zł miesięcznie, będąc „zdrowym” tylko w styczniu, lutym i w marcu 2001, pobrał za rok 2001 wynagrodzenie + premie + chorobowe w łącznej wysokości 50.617,08 zł (na co składały się w szczególności: 3.378,91 zł pensji, 18.906,92 zł „premii” i 28.195,16 zł „chorobowego”, a równocześnie pobierał emeryturę (!) jako wysokiej rangi emerytowany oficer Milicji Obywatelskiej. Mając tak wysokie chorobowe i będąc od 5 miesięcy „chory” przebywał z córką i zięciem w Niemczech latem 2001 roku na „corocznych wakacjach, jak zwykle” (z jego zeznań).
Jestem przekonany, że podobny życiorys „awansu społecznego” + dyspozycyjnego członkowstwa w PZPR mają: sędzia apelacyjny Wojciech Dziuban, jego koledzy w krakowskim „Sądzie” Apelacyjnym, pochodzący z Suchej Beskidzkiej „niewierzący filozof prawa, były członek PZPR” dyrektor Instytutu Filozofii U.J. o długich rękach prof. Jan Woleński, jego kolega z tamtego „minionego” okresu J. K. Gierowski – prof. prawa i psychologii, „biegły” sądowy, „autorytet” dla Dziubana i wielu innych dzisiejszych decydentów. Tak, jak dawniej (?) autorytetem dla tych wszystkich bolszewików był Marks, Engels i Lenin, a wzorcem praktycznego działania wymiaru „sprawiedliwości” był Stalin.
Nowe „kadry” dzisiaj w sądach obsadzają takie właśnie apelacyjne Dziubany. To starsi sędziowie z czasów realnego komunizmu decydują jakiego „dyspozycyjnego” aplikanta (i z jakiej „rodziny”) przyjąć do sądu i kogo awansować wyżej. Dlatego do sądu apelacyjnego trafia zakompleksiony oszołom Maczuga – nie rozumiejący prawa, ale za to będący równie surowym w wydawaniu wyroków i „niezawodny” w skazywaniu ludzi, jak dawniejsze trybunały ludowe w stalinowskim wymiarze „sprawiedliwości”. Maczuga, również zapewne posiada w sądzie ciocię lub wujka z „awansu społecznego”[3]. Zgodnie ze sprawdzoną w komunizmie zasadą, że zawsze … wypływało na wierzch, nadal polityka kadrowa w „wymiarze sprawiedliwości” nie uległa zmianie. I zgodnie z zasadą selekcji negatywnej polskie „niezawisłe” sądy, z „immunitetami”, z dożywotnim stanowiskiem sędziego – stają się z roku na rok coraz gorsze.
Za to polskie więzienia stają się coraz bardziej przeludnione, a pomimo tego korupcja w całym społeczeństwie (od sędziów, lekarzy, prokuratorów, różnej maści ekspertów i biegłych, aż po sędziów piłkarskich na końcu) kwitnie dzisiaj w Polsce, jak za czasów najgorszego komunizmu. I później czytamy w prasie, że kilka milionów młodych ludzi wyjechało z tego polskiego raju do innych krajów. Dlaczego wyjechali? Bo chcą normalnie żyć. Tak, jak ja sam żyłem normalnie, spokojnie i szczęśliwie ostatnie 10 lat wolności w Bawarii. W Niemczech dzisiaj nie jest możliwym, aby taki sprzedajny i dysfunkcyjny „sąd” zrujnował czyjeś normalne życie. Tam chroni się własność ludzi i ich prawo do spokojnego życia.
Nikt nie przeprowadził dekomunizacji wśród sędziów, profesorów filozofii, psychologii czy też prawa[4]. czy dlatego byli w PZPR, bo wyznają bolszewickie zasady życia, uznają bolszewickie „prawo” do cudzej własności, czy też poszli do partii i sprzedali swoją duszę komunistom za 30 srebrników + synekurę sędziego (dyrektora, profesora, czy sądowego „biegłego” w przepisywaniu bezwartościowych plagiatów).
Dlatego tylko mnie dzisiaj szokują wypowiedzi córki esbeckiego oficera M.O. – Agnieszki, która w sądzie w 2003 roku zeznała, że „mieli prawo do MOJEGO MIESZKANIA”, oświadczenia Szczygła, że „remontując w 1994 roku mieszkanie córki „nie zauważył” wykonanej w 1990 roku nadbudowy II piętra”, czy też wpisywane do „opinii biegłych” ewidentnie fałszywe „stwierdzenia” mojej żony, że „chciał zabić”, „planował dużo wcześniej”, „zrozumiała, że trzeba ich zabić”. W „opinii” Gierowskiego i Heitzmana za ponad 13.000 zł jest to dziesięciokrotnie przytaczane jako „dowód” na moją „nieprawidłową osobowość” (strony opinii: 10, 56, 59, 60, 62, 69, 70, 120, 121, 149), chociaż w aktach – w jej jedynych zeznaniach (ze śledztwa, bo w sądzie żona skorzystała z prawa do odmowy zeznań) na karcie 118 jest zaprotokołowana jedyna odpowiedz mojej żony na zadane jej pytanie: „Nigdy nie mówił, że ich np. pozabija, jak i ja nie odniosłam takiego wrażenia, że on to może zrobić”. I tyle. Ale jak widać nadal kłamstwo jest dla „sądu” Dziubana „autorytetem”. Tak, jak i wymysły esbeka Szczygła, to jedyne „fakty”.
Ewidentne kłamstwa, „prawo” do cudzej własności, sprzedawanie wyroków przez koleżankę Dziubana z jego sądu (Hanna Błasiak – dzisiaj Nowicka), to wszystko jest dla mentalnego bolszewika - „sędziego” Dziubana – „w porządku”.
Dla odmiany, moje prawo do obrony, powoływanie się na ustawy, na opublikowane wyroki Sądu Najwyższego, czy też samego krakowskiego S.A. (które w moim „procesie” krakowski S.A. odrzucał), powoływanie się na konkretne cytaty z najnowszych podręczników akademickich i zeznania policjantów, cytowanie świadków z mojego procesu, podkreślanie całkowicie jednoznacznych wypowiedzi np. lekarza z pogotowia, udzielającego mi pomocy w dniu tragedii, które ewidentnie wskazywały na moje skrajnie silne załamanie się nerwowe w dniu krytycznym, pokazywanie bezspornych i skandalicznych błędów „biegłych”, jak przepisanie plagiatu z książki, jako „wnioski z opinii” lub podpisanie „opinii” przez „biegłego”, który nie miał ze mną kontaktu, czy wreszcie wykazywanie przeze mnie w „opinii” Gierowskiego i Heitzmana na ewidentne sprzeczności wewnętrzne, na wydanie ich „opinii” w oparciu o antykwaryczny podręcznik z 1968 roku, że to wszystko „świadczy” o mojej „głębokiej demoralizacji”, o „głęboko zaburzonej osobowości”[5].
Że „całe moje życie” „uzasadnia” skazanie mnie na karę śmierci na raty. Tak, jak dawniej „skazywano” na taką śmierć na raty, wysyłając na Sybir ludzi, którzy mieli złe „całe swoje życie” – „kułaków”, inteligencję, inżynierów, uczonych, profesorów, którzy do czegoś sami doszli, a nie poprzez partyjny „awans społeczny”.
Za to, że broniłem 7 lat swojego własnego mienia, swojego własnego mieszkania, swojej własnej rodziny przed chorą z agresji, pazerności i zawiści rodziną R. aż w końcu się załamałem i straciłem kontakt ze światem na skutek stresu i szoku psychicznego. Bo prawo, jest prawem, ale sądy są „niezawisłe”. Art. 25 § 3 k.k.: „Sąd odstępuje od wymierzenia kary, jeżeli przekroczenie granic obrony koniecznej było wynikiem strachu lub wzburzenia usprawiedliwionych okolicznościami zamachu”.
Ale przecież żadnego zamachu na moje mieszkanie nie było. Bo R. „miały prawo” do MOJEGO WŁASNEGO MIESZKANIA. A teraz „sąd” ma prawo mnie skazać.
„Ale zwłaszcza za całe moje życie.”
PRL nadal żyje. Więc przeklinam tę całą bolszewicką Polskę.
Andrzej Kursa.
[1] Daszkiewicz, 25/33- a. p. à 6 cech à 1.-nagły początek, gwałtowność, niewspółmierność, 2.- burzliwy przebieg + niszczenie rzeczy, 3.-wybitne objawy wegetatywne, 4.-krótki okres trwania, 5.-silne znużenie, 6.- całkowita niepamięć – też niepamięć wsteczna ( klasyfikacja wg Łuniewskiego )
[2] „Zaburzenia lękowe” Rachman Stanley GWP 2005 :
94/47 - epizod paniki trwa przeciętnie 10 – 20 minut. Po nim pozostaje lęk i wyczerpanie. …- przykłady nieoczekiwanej paniki ( błędna interpretacja ): „… nagle zaczęłam mieć kłopoty z oddychaniem... oblałam się potem.”
96/50- epizod paniki trwa przeciętnie 5 – 20 minut ( ale, wydaje się nieskończenie długi !!! ). „Nie potrafię jasno myśleć” „wrażenie prawdziwego i nieuchronnego niebezpieczeństwa”, Szybkie bicie serca, pocenie się, skrócenie oddechu, trzęsienie się, „zaraz się uduszę”
W PANICE: „CZUJĘ SIĘ JAK W PUŁAPCE”, DOMINUJĄCA JEST MYŚL UCIECZKI. à PROWADZI DO IRRACJONALNYCH ZACHOWAŃ – NP. DO WYBIEGANIA NA OŚLEP Z BUDYNKU lub zbyt szybkiej jazdy samochodem ( !!!!!!! )
/52- w większości przypadków można wyodrębnić jakiś poważny stres na krótko przed pierwszym napadem paniki 102/54- spontaniczna panika ß fałszywy alarm uduszenia się (Klein, 1993): „mózgowy układ monitorujący niebezpieczeństwo uduszenia się błędnie sygnalizuje brak powietrza, niepotrzebnie uruchamiając wykształcony „przeciwuduszeniowy system alarmowy”. Ma on biologiczny charakter i polega na analizie % CO2 oraz poziomu mleczanu sodu w mózgu. GDY ZACZYNAMY MIEĆ TRUDNOŚCI Z ODDYCHANIEM, NIC INNEGO SIĘ NIE LICZY.
[3] Moja rodzina Kursów pochodzi z ubogich rolników z Gdowa pod Krakowem. Mój dziadek Jan Kursa przed wojną wykształcił się na prawnika (był przedwojennym sędzią). Ale moi rodzice nigdy nie byli w PZPR, podczas wojny walczyli oboje w Armii Krajowej, a po wojnie ojciec był inżynierem konstruktorem w biurze projektów, matka była magistrem farmacji i pracowała w aptece całe swoje życie. Rodzice moi żyli skromnie, lecz przynajmniej nigdy nie sprzedali swojej duszy komunistom za 30 srebrników i za „awans społeczny”.
[4] Zdaję sobie też z tego sprawę, że pisząc to pismo, przesądzam też i wyrok Sądu Najwyższego w mojej sprawie, ale jest mi to już zupełnie obojętnym. I tak już całe moje życie zamordował ten zdegenerowany polski system bolszewicki. I niczego już nie zmieni żaden wyrok, żadnego sądu.
[5] Taka jest teoria : wyrok SN z 1999.05.14 V KKN 714/98 Prok. i Pr. 2000/4/8 (Lex 39821):
„Jest jednocześnie dobrym prawem obrony oskarżonego mnożenie, a nawet wyolbrzymianie na każdym etapie postępowania takich faktów i ich ocen, które pozwalają na powątpiewanie w jego winę, pod warunkiem wszakże nieprzeinaczania faktów (lojalności wobec faktów).” A praktyka jest dokładnie odwrotna. W praktyce jakakolwiek obrona tylko prowadzi do podwyższenia wyroku. Dlatego w polskich aresztach śledczych każdy wie, że tak, czy siak zostanie skazany i jedyną możliwością otrzymania niższego (niż najwyższy) wyroku jest przyznanie się na pierwszej rozprawie do wszystkich zarzutów. Nawet nieprawdziwych. I nawet wbrew oczywistym faktom, czy posiadaniu ewidentnego alibi. Bo każda obrona to tylko „denerwowanie” i „obrażanie” sądu. pardon „ Wysokiego Sądu”.

References: art. 438
 art. 438
 art. 31
 art. 31
 art. 25
 art. 25
 art. 6
 art. 4
 art. 170
 art. 366
 art. 6
 art. 170
 art. 170
 art. 86
 art. 31
 art. 526
 art. 31
 art. 31
 art. 31
 art. 5
 art. 31
 art. 148
 art. 31
 art. 7
 art. 201
 art. 31
 art. 31
 art. 202
 art. 190
 art. 190
 art.437
 art.31
 art. 148
 art. 148
 art. 88
 art. 86
 art. 88
 art. 634
 art. 29
 Art. 25