Source: http://docplayer.pl/1465976-Od-redakcji-coraz-wiecej-z-nas-nie-ma-gdzie-mieszkac-my-dwie-akurat-mamy-bo-dostalysmy-mieszkania-od-rodziny-i-placimy-niskie-czynsze.html
Timestamp: 2017-07-26 06:52:37+00:00

Document:
od redakcji Coraz więcej z nas nie ma gdzie mieszkać. My dwie akurat mamy, bo dostałyśmy mieszkania od rodziny i płacimy niskie czynsze. - PDF
Download "od redakcji Coraz więcej z nas nie ma gdzie mieszkać. My dwie akurat mamy, bo dostałyśmy mieszkania od rodziny i płacimy niskie czynsze."
1 2 od redakcji Coraz więcej z nas nie ma gdzie mieszkać. My dwie akurat mamy, bo dostałyśmy mieszkania od rodziny i płacimy niskie czynsze. Mamy więc trochę więcej wolnego czasu i możemy poświęcać go na miejski aktywizm i robienie gazety. Ale ile osób nie jest w takiej komfortowej sytuacji? Ile osób nie dostanie własnego mieszkania na start? Setki, tysiące, miliony? I dlaczego w ogóle trzeba mieć mieszkanie na własność? Czy to jedyny sposób, by mieć pewność, że któregoś dnia ktoś nas z niego nie wyrzuci? Dlaczego młodzi ludzie tak łatwo uznają, że kredyt na 30 lat im się opłaca, bo i tak tyle samo płaciliby za mieszkanie? Pewnie dlatego, że rynek najmu mieszkań w Polsce praktycznie nie istnieje, a wynajem kawalerki w większym mieście to zwykle ponad 1000 złotych, czyli jedna trzecia średniej krajowej. A tej średniej nie osiąga ponad 65 procent zatrudnionych (nie mówiąc już o osobach na zasiłkach dla bezrobotnych, emerytach czy rencistach). Mieszkania w Polsce są drogie w zasadzie są dobrem luksusowym. Co jakiś czas pojawiają się obietnice budowy nowych lokali i na okoliczność kampanii wyborczych wylicza się, że brakuje ich około 3 milionów (ta liczba od lat się nie zmienia). Niewiele jednak wynika z tych obietnic. Władze miast zamiast budować nowe mieszkania socjalne i komunalne, wolą wydawać pieniądze na stadiony piłkarskie. Problem mieszkaniowy rozwiązują jednocześnie przez pozostawianie obywateli samym sobie wobec niekontrolowanego rynku nieruchomości i serie eksmisji. Pomagają sobie też lokowaniem ludzi w kontenerach, eufemistycznie nazywanych pawilonami socjalnymi, bardzo często niespełniających żadnych norm budowlanych. I chociaż problemy związane z kwestią mieszkaniową dotykają większości z nas, wciąż mówi się o nich za mało. A przecież miejsce do mieszkania to podstawa naszego poczucia bezpieczeństwa. Nie można dyskutować o wysokości płacy minimalnej, jakości życia w mieście i pomijać przy tym kwestie mieszkaniowe; nie wspominając już o kwestiach planowania rodziny. Właśnie dlatego postanowiłyśmy poświęcić pierwszy numer magazynu MIASTA prawu do mieszkania. Jesteśmy przekonane, że to od kwestii mieszkaniowej należy zaczynać obecnie myślenie o mieście. Bo w końcu po co nam prawo do korzystania z otwartej przestrzeni miejskiej, jeśli nie mamy gdzie spać? Dlatego też chcemy popularyzować istniejące rozwiązania aktualnych polskich problemów mieszkaniowych funkcjonujące niegdyś w Polsce i obecnie za granicą. Formy budownictwa socjalnego, spółdzielnie mieszkaniowe, prężne związki lokatorskie, osiedla dla osób wychodzących z bezdomności istnieje wiele mechanizmów, które administracja publiczna może wesprzeć, ułatwiając nam zdobywanie dachu nad głową. W tym numerze publikujemy więc diagnozy obecnego stanu rynku mieszkaniowego w Polsce i opisujemy alternatywne koncepcje związane z polityką mieszkaniową.3 w numerze M # 003 Będzie jednak nie tylko o kwestii mieszkalnictwa w drugiej części magazynu przeczytają Państwo również o sztuce w przestrzeni publicznej i jej społecznej roli. W numerze omawiamy też między innymi kwestię procesów rewitalizacyjnych w Polsce i konieczności ich doskonalenia. Zastanawiamy się nad miejskim designem, który przypomina nam o prawach zwierząt żyjących w miastach. Opisujemy praktyki architektów tworzących społecznie atrakcyjne przestrzenie publiczne. Opowiadamy o alternatywnych sposobach robienia zakupów spożywczych i oddolnych inicjatywach mieszkańców walczących o pełne życia, ciekawe i wygodne przestrzenie miejskie. Mamy nadzieję, że dwumiesięcznik MIASTA stanie się platformą wymiany wiedzy i doświadczeń różnych środowisk pracujących nad przemianami polskich miast i wypełni lukę na rynku czasopism. Brakuje w Polsce publikacji, która regularnie dostarczałaby wszystkim zainteresowanym pracą nad jakością przestrzeni miejskich możliwości dialogu z pozostałymi środowiskami zaangażowanymi w ten proces. Nasza inicjatywa wzbudziła duże zainteresowanie wśród różnych instytucji, stowarzyszeń i unii pracujących na rzecz miast i metropolii. Kibicują nam między innymi Kongres Ruchów Miejskich, Towarzystwo Urbanistów Polskich, Stowarzyszenie Architektów Polskich, Unia Metropolii Polskich, Związek Miast Polskich, Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie i Krytyka Polityczna. Wsparcie to pozwala nam wierzyć, że dwumiesięcznik MIASTA ma szansę stać się znaczącym narzędziem komunikacji i podnieść kompetencje wszystkich nas. Na łamach pisma będziemy publikować głosy polskich i zagranicznych specjalistów różnych dziedzin: architektów, urbanistów, polityków, naukowców, aktywistów, artystów, kuratorów, a także mieszkańców zaangażowanych w poprawę jakości swojego otoczenia. Będziemy promować rozwiązania służące polepszeniu jakości życia mieszkańców miast i demokratyzacji podejmowania kluczowych miejskich decyzji. Chcemy przybliżać dobre praktyki i krytycznie odnosić się do obecnie wdrażanych projektów. Interesują nas zarówno inicjatywy podejmowane na poziomie instytucjonalnym, działania wykorzystujące obecnie obowiązujące ramy prawne, jak i radykalne inicjatywy oddolne zmierzające do całkowitego przeformułowania naszego sposobu myślenia o mieście. Mamy nadzieję, że to interdyscyplinarne międzyśrodowiskowe podejście pomoże przedstawicielom różnych dziedzin działającym na rzecz lepszych miast lepiej rozumieć siebie nawzajem. Każdy numer magazynu MIASTA będzie skupiony wokół motywu przewodniego uzupełnianego tekstami dotyczącymi innych tematów miejskich. W każdym wydaniu znajdą się też stałe rubryki : +/, Nowe rozwiązania miejskie, Okiem mieszkańca, Sztuka w mieście, Kuchnia, Moda miejska i recenzje publikacji związanych z motywem przewodnim. Serdecznie zapraszamy do lektury i współtworzenia magazynu MIASTA. Czekamy na maile, komentarze, teksty i propozycje tematów, o których trzeba rozmawiać. Joanna Erbel, Marta Żakowska W NUMERZE NOTATNIK MIESZKANIE PRAWEM CZY TOWAREM? Warszawskie kanalie Manifest Nowej Polityki Mieszkaniowej Silny związek lokatorski z Marią Palme, szefową departamentu negocjacji w Szwedzkim Związku Lokatorów, rozmawia Joanna Erbel Karczowanie ogniem Konrad Dulkowski o sytuacji na warszawskiej Pradze W kwestii mieszkaniowej raz jeszcze Jarosław Urbański o obronie interesów deweloperów i nie tylko Mieszkaniowe nieporozumienie Tomasz Fudala i Urszula Siemon o spółdzielniach mieszkaniowych Prawo lokatorskie w działaniu Karol Haratyk i Dorota Wnęk o prawie do mieszkania Palikot i lokatorzy Bartłomiej Kozek o małżeństwie z rozsądku W poszukiwaniu polityki mieszkaniowej Irena Herbst o roli państwa w kwestii mieszkaniowej Porządnie zorganizowana utopia Jan Strumiłło o zuryskim Kraftwerk1 Mikrospółdzielnia z Maciejem Czeredysem i Piotrem Topińskim rozmawia Jakub Szafrański Mieszkanie to podstawa społecznego bezpieczeństwa z Fundacją Pomocy Wzajemnej Barka rozmawia Urszula Bader Niechciani ludzie w niechcianych miejscach Irena Bauman o brytyjskich ośrodkach opieki dla bezdomnych Skłoty Grzegorz Piotrowski o zajmowaniu przestrzeni DODATKI 062 Nagi projektant Joanna Kusiak o wystawie Design for other 90% Cities 068 Niemiecka polityka rewitalizacyjna Andreas Billert o rewitalizacji 072 Lepsze miasta ze sztuką w tle z Tomem Finkelpearlem, dyrektorem Queens Museum of Art, rozmawia Marta Żakowska 076 Prace dla każdego z Janet Zweig, nowojorską artystką, rozmawia Kuba Lański Joanna Erbel socjolożka, fotografka. Doktorantka w Instytucie Socjologii UW, gdzie pisze doktorat o roli aktorów nie-ludzkich w przemianie przestrzeni miejskiej. Współzałożycielka Stowarzyszenia Duopolis, członkini Krytyki Politycznej. Mieszka w Warszawie, pomieszkuje w Poznaniu i Łodzi u ludzi dobrej woli OKIEM MIESZKAŃCA Karolina Witowska, Warszawa Barbara Kwaśny, Wrocław NOWE ROZWIĄZANIA MIEJSKIE 089 Kolektyw Exyzt Kuba Lański Marta Żakowska antropolożka kultury, absolwentka Instytutu Kultury Polskiej UW/School of Slavonic and East European Studies University College London. Członkini i wychowanka Instytutu Badań Przestrzeni Publicznej w Warszawie. Autorka serii Remiks społecznościowych projektów badawczych w przestrzeniach miejskich. Współpracuje z holenderskim kolektywem Cascoland SZTUKA W PRZESTRZENI PUBLICZNEJ Design dla zwierząt Marta Żakowska KUCHNIA Kooperatywy spożywcze Izabela Kaszyńska Recenzje +/ Moda miejska /// ilustr. Agnieszka Popek-Banach i Kamil Banach4 M # 004 notatnik notatnik M # 005 LOKATORZY W TEATRZE 25 lutego 2012 roku w Teatrze Dramatycznym w Warszawie odbyła się premiera Kto zabił Alonę Iwanowną w reżyserii Michała Kmiecika. Spektakl oparty na Zbrodni i karze Fiodora Dostojewskiego stawia pytanie, kto jest współczesnym Raskolnikowem, i proponuje plebiscyt na mordercę. W szranki o ten tytuł stają m.in.: pewien kamienicznik-wyzyskiwacz (którego postać jest wzorowana na sprawnych polskich adwokatach skupujących roszczenia i odzyskujących kamienice w ramach reprywatyzacji zmora lokatorów), Anders Breivik seryjny morderca z wyspy Utoya, i skandalizujący fa- /// proj. Kmiecik szystowskimi sympatiami reżyser Lars von Trier (który w Melancholii starł z powierzchni ziemi całą ludzkość). Kmiecik, opowiadając o różnych typach zbrodni, wskazuje, że obecnie za wiele z nich odpowiedzialny jest brak polityki mieszkaniowej. W spektaklu pojawia się również postać tragicznie zmarłej lokatorki Jolanty Brzeskiej i bar Prasowy jako symbole oporu mieszkańców wobec rosnących kosztów życia w mieście i potrzeby współdecydowania o losach lokali komunalnych. /// fot. Jonas Bergstrom KRZESŁA NA MONETY Brakuje Wam w Parkach miejsc do siedzenia? Chcielibyście usiąść w słońcu, ale na ławkę akurat pada cień? Podczas zimowej edycji Targów Mebli w Sztokholmie szwedzki projektant Thomas Bernstrand zaprezentował tzw. wspólne przenośne krzesła parkowe (Share Portable Park Chair). Skonstruowany przez niego system pozwala wypożyczać meble na takich samych zasadach, na jakich wypożycza się wózki w supermarketach. Po wrzuceniu monety krzesło uwalnia się z mechanizmu spinającego siedziska. Dzięki temu mieszkańcy miast mogą czytać czy spędzać czas ze znajomymi w wygodnych pozycjach i dowolnych, wybranych przez siebie miejscach w przestrzeniach publicznych. Wątpliwością napawa tylko pytanie, czy wszyscy z nas odstawialiby krzesła na miejsce. W końcu nawet moneta o największej wartości nie daje pewności, że użytkownicy chcieliby ją odzyskać, a nie na przykład zabierali krzesła do domu. Może potrzebny jest lepszy system wypożyczania, ale sam pomysł ruchomej małej architektury w przestrzeniach publicznych jest genialny, prawda? REWITALIZACJA PARKU Park Tysiąclecia, centralny park w Zielonej Górze, został w ostatnich latach zaniedbany mówi Romuald Demidenko, kurator. W najbliższym czasie zostanie więc poddany gruntownej rewitalizacji. Podstawowym zadaniem tego procesu będzie przywrócenie dawnych funkcji parku w oparciu o potrzeby mieszkańców. Uruchomiono już 18-miesięczny etap konsultacji społecznych. Istotnym elementem projektu są bowiem badania terenowe prowadzone przez socjologów przy wsparciu pracowników różnych dziedzin. Pomysł realizowany jest przez BWA Zielona Góra i Fundację Salony, z pomocą miasta Zielona Góra, we współpracy z Parkiem Branitz w Cottbus, w ramach programu Europejskiej Współpracy Terytorialnej. mmiasta NA KOZETCE /// Park Tysiąclecia, fot. Romuald Demidenko /// Laurent Petit, fot. Charles Altorffer Laurent Petit francuski inżynier, samouk w dziedzinie psychoanalizy od 2003 roku prowadzi psychoanalizę miast. Powołał w związku z tym Międzynarodową Agencję Psychoanalizy Miejskiej (Urban Psychoanalysis International Agency). Celem Petita jest diagnoza psychologiczna problemów konkretnych miast i metropolii. Prowadzi on terapię, której efektem ma być polepszenie jakości życia w przestrzeniach miejskich. Misją UPIA jest położenie miast na kozetce, zdiagnozowanie ich neuroz i obranie odpowiednich strategii terapeutycznych. W procesie diagnozowania problemów udział biorą mieszkańcy, którzy wypełniają szczegółowe kwestionariusze. Informacje potrzebne do postawienia diagnozy UPIA zdobywa też dzięki niekonwencjonalnym metodom np. od lokalnej policji, lokalnych szaleńców, z archiwów władz miast, dzięki miejskim mitom... Materiał jest następnie analizowany przez zespół specjalistów pracujących w laboratorium. Podczas terapii powstaje projekt dotyczący przestrzeni publicznych miast, poruszający ich psychologiczne problemy. UPIA zrealizowała dotąd projekty w kilku miastach francuskich, skandynawskich i w Wielkiej Brytanii. BIBLIOTEKI NARZĘDZI b W Ameryce coraz popularniejsze są specjalne biblioteki wypożyczające narzędzia (tool libraries). Podobnie jak wielu innych przedmiotów, większość z nas używa wiertarki zaledwie kilka razy w roku. Czy wydawanie pieniędzy na narzędzia w takiej sytuacji nie jest nieekonomiczne i zbędne? Część amerykańskich narzędziątek stało się naturalną przybudówką do zwykłych publicznych bibliotek. Książki można dzięki temu wypożyczać razem z taczką, a Proust wypożyczony razem z poziomicą zadba o to, by czytelnik trzymał i pion, i poziom. FARMA NA DACHU Nowojorskie biuro architektoniczne Elmslie Osler Architect zaprojektowało farmę na dachu w Harlemie, Harlem Community Rooftop Farm. Projektem tym wygrało konkurs Przez Miasto/ Dla Miasta, do którego zostali zaproszeni lokalni projektanci, by stworzyć prace mające funkcjonować w przestrzeni miasta. Projekty powstawały na podstawie marzeń mieszkańców konkretnych okolic. Wypowiedzi zebrano w formie ankiet, w których mieszkańcy dokańczali zdanie Byłoby wspaniale, gdyby.... Elmslie Osler Architect postanowili zmierzyć się z marzeniem o farmie w Harlemie, która umożliwiłaby uprawę żywności w mieście. Stworzyli więc projekt farmy na dachu budynku przy 126 ulicy. Prowadzą do niej szerokie, publicznie dostępne schody. Żywność może być uprawiana w specjalnie przygotowanych do tego pojemnikach i w wertykalnym ogrodzie, który pokrywa fasadę budynku. Projekt farmy będzie więc miejscem spotkań, wspólnej aktywności mieszkańców i kolejną zieloną przestrzenią okolicy. LOKATORSKI MONITORING /// Warszawskie Stowarzyszenie lokatorów podczas Międzynarodowego Dnia Lokatora, , fot. Joanna Erbel W 2012 roku Warszawskie Stowarzyszenie Lokatorów rozpoczęło realizację projektu Lokatorski monitoring warszawskiej polityki mieszkaniowej. Jego celem jest zebranie i usystematyzowanie informacji na temat polityki mieszkaniowej i zaproponowanie jej zmian. Projekt ma dwa etapy. W pierwszym zostaną zebrane dane na temat stanu obecnej polityki mieszkaniowej. Drugim etapem będzie debata publiczna i organizacja październikowej konferencji połączonej z prezentacją wyników badań, promocja filmu dokumentalnego o warszawskiej polityce mieszkaniowej i praca nad zainteresowaniem przedstawicieli świata nauki (zwłaszcza nauk społecznych) tematyką mieszkaniową. Odbędą się też otwarte dla wszystkich dyskusje pomiędzy organizacjami lokatorskimi a władzami Warszawy. Projekt finansuje Fundacja Stefana Batorego. PEŁNI ŻYCIA /// 8-80 Cities, fot Cities Podstawowym celem kanadyjskiej organizacji o nazwie 8-80 Cities jest praca nad miastami tętniącymi życiem. Działalność 8-80 Cities opiera się na przekonaniu, że przestrzenie publiczne mają zdolność naturalnego regulowania ekosystemu naszego otoczenia i umożliwiania mieszkańcom lepszego i zdrowszego stylu wypoczynku. Praca nad nimi musi być połączona z usprawnianiem systemu transportu publicznego i redukowaniem negatywnych skutków działań szkodliwych dla środowiska. Prowokuje ona jednocześnie wzrost ekonomiczny, bo angażowanie lokalnych społeczności w rozwój przestrzeni publicznych pomaga w rozwiązywaniu różnych problemów społecznych. Przestrzeń dla swobodnego ruchu pieszych i bogata infrastruktura rowerowa, umożliwianie mieszkańcom korzystania z zadbanej i urozmaiconej miejskiej zieleni uszczęśliwiają mieszkańców miast. Aktywniej korzystają oni dzięki nim z miejsc, w których żyją, tworzą silniejsze więzi lokalne. Wzrost kapitału społecznego i jakości życia w miastach odzwierciedla się, czego dowodzi 8-80 Cities, we wzroście ich kapitału ekonomicznego. Organizacja realizuje swoje zamierzenia, tworząc otwarte warsztaty dla mieszkańców, konferencje i inne interaktywne wydarzenia. Współpracuje też z wieloma inicjatywami lokalnymi i międzynarodowymi, dzieląc się swoim doświadczeniem w pracy nad społecznym życiem przestrzeni publicznych.5 M # 006 notatnik notatnik M # 007 TANIE MIESZKANIA WE WRZESZCZU Brytyjski architekt James Lingard wyliczył, że w celu rozwiązania problemu mieszkaniowego w Gdańskim Wrzeszczu konieczne byłoby budowanie przez kolejne dwie dekady 25 mieszkań tygodniowo, czyli 1300 rocznie. Władze Gdańska otrzymały na rok 2011 dotację w wysokości około 110 mln złotych, która miała posłużyć do wybudowania 700 mieszkań. Średni metraż mieszkania we Wrzeszczu wynosi 50 m kw. Przy średnim koszcie budowy 1 m kw. mieszkania (około 4,9 tys. złotych/m kw.) i założeniu, że trzeba wybudować odpowiednią liczbę mieszkań, funduszy starczy jedynie na budowanie małych lokali o metrażu 17 m kw. Kalkulacja ta pokazuje, że klasyczny model budowania mieszkań socjalnych jest wadliwy, bo nie pozwala wybudować odpowiedniej liczby mieszkań za pomocą dostępnych środków. Lingard podkreśla, że konieczne jest więc zniesienie niekontrolowanego zysku deweloperskiego, obniżenie kosztów budowy metra kwadratowego mieszkania i zapewnienie możliwości powiększania mieszkania w miarę rozrastania się rodziny. Proponuje metodę konstrukcyjną, w której konstrukcja mieszkania opiera się na drewnianej ramie, wybranej ze względu na łatwość pracy z nią przeciętna długość elementów do budowy odpowiada standardowym wymiarom i pozwala unikać cięcia materiałów (i tracenia na odpadach). Projekt jest na tyle prosty, że umożliwia włączenie przyszłych mieszkańców w proces budowy. Prostota konstrukcji i potrzeba oszczędzania na materiałach warunkuje też estetykę budynku (np. okna nie są umieszczone centralnie) i pozwala na wybudowanie większej liczby mieszkań. m MNIEJ ŚWIATŁA, WIĘCEJ BUDŻETU Inteligentne technologie pozwalają na znaczące rewolucje w zarządzaniu przestrzeniami miejskimi. Ciekawym przykładem jest stworzony niedawno przez Philipsa system City Touch. Internetowy program pozwala zarządzać miejskim oświetleniem w dynamiczny, oszczędny i mądry sposób. Dzięki niemu można oświetlać poszczególne przestrzenie publiczne dokładnie wtedy, kiedy jest to potrzebne. Po co marnować energię i pieniądze na intensywne oświetlanie pustych skwerów? System działający on-line, połączony z ledowymi źródłami światła, pozwala zaoszczędzić 70% energii zużywanej do oświetlania miast i 70% związanych z tym kosztów utrzymania. A wszystko dzięki temu, że wykorzystuje on internetowy interfejs, który zapewnia raporty o statusie każdego oświetlanego miejsca w mieście w czasie rzeczywistym. Dzięki nim dawka światła w konkretnych miejscach jest dostosowana do lokalnych potrzeb. City Touch jest już testowany w kilku europejskich miastach, w tym w Londynie i Pradze. Zapowiada się obiecująco. Może warto przetestować go również w polskich warunkach? MIASTA NA OCEANIE Nasz system polityczny nie zmienia się, bo nie mamy gdzie testować nowych rozwiązań politycznych. Dlatego tworzymy przestrzeń do ich testowania mówi Patri Friedman, wnuk Miltona Friedmana. W 2008 roku uruchomił on The Seasteading Institute (Instytut Zamieszkiwania Oceanu). Działalność Instytutu zasponsorował twórca PayPala, Peter Thiele. Pierwszy projekt miasta na oceanie ma powstać przed 2040 rokiem, 20 mil od San Franscisco. SI skupia się więc aktualnie na różnych aspektach projektu. Buduje społeczność dla precedensowego miasta, prowadzi research i tworzy platformy na oceanie pod pierwszą na świecie realizację tego typu. Głosi jednocześnie idee libertariańskie i zgodnie z nimi będzie realizować swoje zamierzenie. /// Projekt miasta SI, fot. Wendy Sitler-Roddier BRYGADY OKRZEJÓWKI Pod koniec 2011 roku na warszawskiej Pradze Północ nasiliły się podpalenia kamienic. Większość z nich weszła niedawno w posiadanie nowych właścicieli (w ramach reprywatyzacji budynków objętych roszczeniami), którzy chcą się pozbyć niechcianych lokatorów. Aby nie dopuścić do dalszych podpaleń, Komitet Obrony Lokatorów ogłosił nabór do straży lokatorskiej, której zadaniem jest pilnowanie szczególnie zagrożonych kamienic przed podpalaczami. Na cześć praskich działaczy robotniczych ta ochotnicza formacja została nazwana Brygadami Okrzejówkami. Podczas demonstracji członkowie KOL-u oplakatowali kamienice, które odtąd miały być chronione przez Brygady. Po kilku tygodniach działania Brygad władze miasta zgodziły się też zwiększyć kontrolę nad okolicą szczególnie zagrożoną podpaleniami. /// Brygady Okrzejówki, fot. Joanna Erbel MAGICZNA GÓRA Jedna z największych zrealizowanych w Europie rzeźb w przestrzeni miejskiej, instalacja Magic Mountain, usytuowana jest na wzgórzu Landmarke Angerpark w południowej części Duisburga. Zaprojektowali ją architekci Heike Mutter i Ulrich Genth we współpracy z inżynierem Arnoldem Walzem. Rzeźba może być oglądana z daleka, jest aktywnym elementem pejzażu miasta. Mieszkańcy i turyści, którzy wdrapią się na Magic Mountain, mogą oglądać z wysokości oklicę, a przy dobrej pogodzie też dużą część Zagłębia Ruhry. W rzeźbie zainstalowano schody pozwalające na swobodne przejście przez niemal całą jej długość. W najwyższym miejscu pętla pasażu osiąga 40 m wysokości. Brakuje nam w Polsce tego typu interaktywnych realizacji sztuki w przestrzeniach publicznych, niebędącej pomnikami, ale formami dostarczającymi mieszkańcom i turystom rozrywki i przygód. /// Tiger & Turtle - Magic Mountain, fot. Heike Mutter and Ulrich Gent ZATRUDNIAĆ I ODDŁUŻAĆ Częstochowa wprowadziła kompleksowy program pomocy mieszkańcom wykluczonym i zagrożonym wykluczeniem społecznym. Jego najważniejszym elementem jest zmiana stosunku do osób zalegających z czynszami w lokalach komunalnych. Zamiast je eksmitować, władze miasta dają zalegającym możliwość odpracowania długów głównie poprzez prace porządkowe na rzecz miasta. Dzięki temu mieszkańcy mają możliwość odpracowania długu i stania się klientami Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej. Dodatkowo osoby odpracowujące swój dług dostają pomoc prawną i psychologiczną. Są również zachęcane do tworzenia spółdzielni socjalnych. Projekt jest realizowany we współpracy z Centrum Integracji Społecznej założonym przez Akcję Katolicką. Programy oddłużania są też prowadzone w Olsztynie i Piekarach Śląskich. CZWARTY COKÓŁ W lutym poznaliśmy kolejną odsłonę Czwartego Cokołu na Trafalgar Square w Londynie. Cokół, bez rzeźby, powstał w 1841 roku. Podobno z powodu problemów finansowych miasta przez lata stał pusty. Jednak w 1998 roku został przemieniony w miejsce tymczasowych ekspozycji współczesnej sztuki. Z czasem pomysł sformalizowano. Co roku organizowane są więc konkursy, w których różni artyści prezentują projekty pomników. O tym, który z nich będzie zdobić Trafalgar Square przez 12 miesięcy, decyduje Rada Programowa składająca się ze specjalistów związanych z sektorem kultury. Znaczącą rolę w procesie podejmowania decyzji grają też mieszkańcy metropolii. Realizację zwycięskich projektów sponsoruje miasto. W lutym b.r. burmistrz Londynu odsłonił pracę pod tytułem Bezsilne Struktury (Powerless Structures) duetu artystów Elmgreen & Dragset. POZNAJ SWOJEGO NAJEMCĘ Od 2008 roku Miasto Stołeczne Warszawa realizuje projekt Poznaj swojego najemcę, którego celem jest weryfikowanie, kto mieszka w mieszkaniach komunalnych. Część z tych lokali albo stoi pusta, albo jest nielegalnie podnajmowana. W tym roku akcja ponownie przyśpieszyła obroty. Pozwoliło to zweryfikować sposób wykorzystania lokali i odzyskać kilkaset z nich dla osób czekających na mieszkanie. Akcja miała również dramatyczne odsłony. W lutym 2012 roku w jednym z mieszkań znaleziono martwego mężczyznę, który mógł nie żyć od pięciu lat (od kiedy przestał płacić czynsz). Wydarzenie to przekonuje nas, że przydatne jest nawiązywanie i podtrzymywanie kontaktu z lokatorami mieszkań przez władze miast również ze względu na to, że brakuje obecnie sieci społecznych, które mogą pomagać osobom samotnym i mieszkańcom w potrzebie. K KOLEKTYW 1a /// Powerless Structures, fot. James O Jenkins /// fot. Kolektyw 1a6 M # 008 notatnik M # 009 Od grudnia 2011 roku w Poznaniu działa nowa przestrzeń kultury o charakterze project room. Kolektyw 1a znajduje się w trzypiętrowej kamienicy (dawnym magazynie straży pożarnej) przy ulicy Święty Wojciech 1a. Projekt realizowany jest przez grupę młodych ludzi, studentów Uniwersytetu Adama Mickiewicza, Uniwersytetu Ekonomicznego i Uniwersytetu Artystycznego w Poznaniu. W kolektywie odbywają się imprezy kulturalne, spotkania tematyczne, warsztaty plastyczne oraz zapoznawcze. Adres Święty Wojciech 1a ma być nie tylko kolejnym modnym miejscem, ale również przestrzenią, w której wspólnie będą mogli spędzać czas lokalni mieszkańcy. formalne, jak i nieformalne). Jest to precedensowe rozwiązanie, bo do tej pory głównym kryterium wyboru najemcy była najwyższa proponowana cena. 4 lipca w walce o lokal wygrała propozycja Krzysztofa Kostro (66 zł za m kw. powierzchni podstawowej i 18 zł za m kw. powierzchni dodatkowej). RAJKOWSKA I STUDENCI W KONTENERACH Joanna Rajkowska, znana zwłaszcza z warszawskich miejskich interwencji w przestrzeni publicznej, takich jak Dotleniacz i Pozdrowienia z Alej Jerozolimskich (palma na rondzie Generała de Gaulle a), podejmuje teraz temat osiedla kontenerowego w Poznaniu. W ramach pracowni wizytującej w Katedrze Intermediów Uniwersytetu Artystycznego, wraz ze studentami przygotowuje projekt, który będzie podnosił temat braku polityki społecznej, zwłaszcza polityki mieszkaniowej. Studenci spotykają się z lokalnymi działaczami miejskimi, ruchem anarchistycznym, badaczami społecznymi oraz zaangażowanymi dziennikarzami. Podjęcie kwestii osiedli kontenerowych w ramach pola sztuki daje nadzieję na poszerzenie debaty na ten temat. BIEGAJ DLA INNYCH W Londynie działa program sieciujący miejskich joggerów z seniorami, zwany The Good Gym. Uprawiając poranny jogging, biegacze mogą w połowie drogi podrzucić gazetę starszej pani. Tym samym spalanie własnego tłuszczu i praca nad wydzielaniem hormonów pozwalają polepszyć jakość wzajemnej opieki mieszkańców miast. Biegacze biorący udział w programie w Londynie przyznają, że dużo łatwiej im się zmotywować do joggingu, wiedząc, że ktoś na nich czeka. Program ten miałby duże szanse powodzenia między innymi w śródmieściach polskich miast, gdzie starsi ludzie mieszkają obok młodej biegającej klasy średniej. BAR PRASOWY 19 grudnia 2011 roku grupa miejskich aktywistów weszła do lokalu przy ulicy Marszałkowskiej 10/16 w Warszawie i ponownie uruchomiła bzamknięty miesiąc wcześniej bar mleczny Prasowy. Akcja była protestem przeciwko podwyżkom czynszów i aktem sprzeciwu wobec polityki władz miasta, które nie dbają o interesy mniej wpływowych i mniej zamożnych mieszkańców i przekształcają centrum w drogą, elitarną dzielnicę. Skutkiem akcji było sformułowanie nowych zasad przyznawania lokali użytkowych. W czasie obrad komisji ds. monitorowania sposobu zarządzania komunalnym zasobem lokali użytkowych w Śródmieściu sformułowano kryteria dla przetargu profilowanego na bar mleczny. Ustalono, że tanie posiłki (kwalifikujące się pod dotację dla barów mlecznych) będą musiały stanowić co najmniej 50 proc. oferty, a minimalną stawką za m kw. będzie minimalna stawka na warszawskie lokale ogłoszona przez ZGN (12,5 zł/m kw.). Ponadto radni przyjęli propozycję powołania Komisji konkursowej, w której skład weszli: radni, rady osiedli i zainteresowani mieszkańcy (zarówno grupy /// fot. Kolektyw Syrena LOKALE DLA ARTYSTÓW Władze miasta Łodzi wprowadziły nową politykę zarządzania lokalami, która pozwala tanio wynajmować lokale w głównych ciągach handlowych nie tylko przedsiębiorcom, lecz także organizacjom zajmującym się kulturą. Dotychczas w lokalach z wejściem od ul. Piotrkowskiej nie można było prowadzić działalności kulturalnej bez wygrania przetargu. Teraz będzie to możliwe. Nowa strategia ma na celu ożywienie ulicy i sprawienie, że wymarła obecnie Piotrkowska znowu będzie tętniącym życiem pasażem jednak tym razem nie tylko dzięki handlowi, ale też kulturze. Zabieg jest również formalnym rozwiązaniem podpierającym strategię promocji Łodzi opartą na haśle Łódź kreuje. Ilustruje zmianę myślenia o wykorzystywaniu lokali usytuowanych w atrakcyjnych lokalizacjach. Do tej pory władze miast wolały czekać na drogą ofertę, niż wynajmować lokale taniej. Puste miejsca nie ożywiały ulic i przynosiły miastom straty.7 M # 010 mieszkanie - prawem czy towarem? silny związek lokatorski M # 011 Jedna piąta polskiego społeczeństwa żyje poniżej minimum (wg GUS-u 2 mln 200 tys. Polaków żyje w nędzy, a kolejnych 6 mln 500 tys. w niedostatku). 60% Polaków nie stać na własne mieszkanie (wg przygotowanego przez Ministerstwo Infrastruktury Projektu założeń projektu ustawy o społecznych grupach mieszkaniowych z 20 czerwca 2011 r.). Roczne wydatki państwa na mieszkalnictwo to tylko 0,2% budżetu. W Polsce marża dewelopera to nawet 30 40% ceny mieszkania, podczas gdy w krajach Europy Zachodniej jest to ok. 15%. Tylko 15% wszystkich mieszkań w skali kraju to mieszkania komunalne. (Tymczasem w krajach Europy Zachodniej mieszkania społeczne i komunalne to ok 25 30% wszystkich mieszkań. Równocześnie polskie samorządy budują bardzo niewiele nowych mieszkań, w 2010 r. mieszkania komunalne stanowiły tylko 0,5% wszystkich wybudowanych mieszkań). Dlatego postulujemy: Mieszkanie prawem, a nie towarem każdy człowiek ma prawo do mieszkania w godziwych warunkach. W obliczu rosnących potrzeb społecznych mieszkalnictwo musi być priorytetem państwa nie ma innego rozwiązania dla społeczeństwa na dorobku niż zaangażowanie środków publicznych w budowę mieszkań. Wspierajmy budownictwo społeczne takie mieszkania będą bardziej przystępne dla obywateli o średnich i niskich zarobkach. manifest nowej polityki mieszkaniowej Z okazji Międzynarodowego Dnia Lokatora 2011 Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie przygotowało Manifest Nowej Polityki Mieszkaniowej. Manifest jest wynikiem naszych rozmów ze specjalistami w dziedzinie mieszkalnictwa: ekonomistami, architektami i urbanistami, urzędnikami, działaczami społecznymi, a także z mieszkańcami Budujmy mieszkania na wynajem o umiarkowanym czynszu zapewnią dach nad głową tym, których nie stać na kupno mieszkania. Twórzmy politykę mieszkaniową długoterminowo i perspektywicznie złe warunki mieszkaniowe prowadzą do patologii i wyższych kosztów społecznych. Obniżajmy koszt utrzymania mieszkań włączajmy nowoczesną politykę społeczną, ekologię i zróżnicowane rozwiązania ekonomiczne oraz technologiczne do polityki mieszkaniowej. Twórzmy wspólnoty sąsiedzkie są dla mieszkańców szansą na dobre sąsiedztwo i lepszą jakość życia. Żądajmy mieszkań dobrej jakości nowe osiedla na kolejne dekady określą jakość życia tysięcy mieszkańców. Komunalne mieszkania społeczne oraz tanie mieszkania na wynajem to mieszkania dla nas wszystkich! Manifest jest dziełem wspólnej pracy think-tanku mieszkalnictwo w składzie: Ula Siemion, Tomek Fudala, Dominika Brodowicz, Kuba Szczęsny, Darek Hyc, Kaja Pawełek, Bogna Świątkowska / Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie Joanna Erbel: Mario, jesteś szefową departamentu negocjacji w Szwedzkim Związku Lokatorów (Hyresgästföreningen) w Sztokholmie. Czym się zajmuje wasz Związek? Maria Palme: Głównym zadaniem Związku jest zapewnienie prawa do mieszkania dobrej jakości, dostępnego cenowo, a także zagwarantowanie ciągłości najmu. Dbamy o stan techniczny budynków i działamy na rzecz wytwarzania lokalnej wspólnoty. Reprezentujemy lokatorów na corocznych negocjacjach czynszów w zasobach komunalnych i pośredniczymy w rozmowach z prywatnymi właścicielami. Dostarczamy porad prawnych, informujemy lokatorów o ich prawach i obowiązkach. Ważnym wymiarem naszej działalności jest też wprowadzanie kwestii mieszkaniowej do debaty publicznej oraz lobbowanie na rzecz prospołecznych rozwiązań u polityków. JE: Skąd się wziął Związek Lokatorów? Jakie są jego początki? MP: Związek Lokatorów został założony dość dawno temu, w 1923 roku. Powstał, bo lokatorzy w Szwecji mieli bardzo mało praw. Jeżeli nie stać ich było na czynsz, wyrzucano ich z mieszkań na ulicę. Mieszkania były też zatłoczone i o niskim standardzie, a ich cena była nieproporcjonalnie wysoka w stosunku do przeciętnych zarobków Szwedów. Organizacja powstała oddolnie, dzięki staraniom ludzi pochodzących z klasy robotniczej, którzy postanowili założyć związek, aby chronić swoje prawa i zapewnić sobie minimum bezpieczeństwa. Chcieli oni w ten sposób również podnieść swój status społeczny i uzyskać jakiekolwiek prawa. Od 1923 roku Związek znacznie się rozrósł. W 1937 liczył członków, a obecnie należy do niego ponad pół miliona gospodarstw domowych. JE: W jaki sposób wasz związek jest zorganizowany? MP: Hyresgästföreningen działa na zasadzie demokracji reprezentatywnej. Jest to dość skomplikowany system. Będąc członkiem, masz prawo głosu w wyborach w swoim budynku na jego reprezentanta lub reprezentantkę. W sumie jest reprezentantów, którzy należą do z Marią Palme rozmawia Joanna Erbel SILNY ZWIĄZEK LOKATORSKI W Szwecji obowiązuje prawo, które mówi, że lokatorzy powinni płacić za mieszkanie tyle, na ile wspólnota mieszkańców ocenia jego wartość Szwedzki Związek Lokatorów (Hyresgästföreningen) powstał w 1923 roku, ale pierwsza organizacja zajmująca się prawami lokatorów w Szwecji została założona już w 1899 roku. Z kolei najstarsza, wciąż działająca organizacja lokatorska powstała w 1915 roku w Nynäshamn, na wschód od Sztokholmu. W 1923 roku powołano Narodowe Stowarzyszenie na rzecz Lokatorskich Oszczędności oraz Towarzystw Budowlanych (obecnie działające jako HSB), którego celem było budowanie tanich mieszkań dla jego członków. W 1933 roku Narodowe Stowarzyszenie przyjęło pierwszą procedurę negocjacyjną. W 1942 roku szwedzki parlament przyjął pierwszą Ustawę o kontroli czynszów, która pozwoliła je mrozić. Ustawa ta obowiązywała do 1948 roku. W 1958 roku wraz z deregulacją czynszów w ramach mieszkalnictwa komunalnego zawiązano porozumienie o wolontariackiej procedurze negocjacyjnej pomiędzy komunalnymi organizacjami non-profit zajmującymi się mieszkalnictwem a przedstawicielami lokatorów. W 1978 roku zniesiono pozostałości kontroli czynszów i powołano Ustawę o negocjacji czynszów pozwalającą organizacjom lokatorskim na negocjowanie ich w całym kraju lokalnych stowarzyszeń. Te z kolei skupione są w 180 ponadlokalnych organizacjach, należących do dziewięciu organizacji regionalnych. Na każdym z tych poziomów odbywa się raz w roku spotkanie. Ponadto w ramach tych lokalnych stowarzyszeń wybiera się jedną osobę, która prowadzi negocjacje z prywatnymi właścicielami, i jedną, która negocjuje warunki mieszkania w zasobie komunalnym. JE: Jak w takim razie określa się, ile dane mieszkanie jest warte? MP: To nigdy nie jest proste. Jeszcze rok temu najwięcej mieszkań w Szwecji było częścią budownictwa komunalnego i to te czynsze wyznaczały górną granicę ceny najmu. Prywatni właściciele nie mogli żądać więcej za wynajem.8 M # 012 mieszkanie - prawem czy towarem? silny związek lokatorski M # 013 W Szwecji obowiązuje prawo, które mówi, że lokatorzy powinni płacić za mieszkanie tyle, na ile wspólnota mieszkańców ocenia jego wartość. Nie jest to cena rynkowa. Poziom czynszów w budownictwie komunalnym jest ustalany tak, by mogły one pokryć remonty, pozwoliły zachować tkankę mieszkaniową w dobrym stanie i pokrywały koszty administracji. Nie czerpano i nie czerpie się zysków z najmu. W przypadku mieszkań wynajmowanych przez prywatnych właścicieli punktem odniesienia jest zaś średnia cena na rynku, stan mieszkania oraz to, jak właściciel budynku o niego dba. Ważne jest, czy okolica jest bezpieczna. Duże znaczenie ma również lokalizacja. I to są elementy, które bierze się pod uwagę podczas negocjacji. Zwykle z właścicielem rozmawiają negocjatorzy ze Związku, ale czasami obecni są też lokatorzy. JE: A co się dzieje w sytuacji, kiedy właściciel chce zrobić remont mieszkania lub budynku, a kosztami obciążyć lokatorów? W Polsce tego typu praktyka jest normą. MP: Jeśli prywatni właściciele chcą zrobić remont, mogą zobaczyć, jak to robią inni prywatni właściciele w danej okolicy i jaki nowy czynsz udało im się z nami wynegocjować. I tylko na taki czynsz mogą liczyć, nie wyższy. Może się zdarzyć, że pojawi się konflikt pomiędzy nami Związkiem Lokatorów a prywatnym właścicielem, który chce podnieść czynsz powyżej kwoty, na którą się zgadzamy. Wtedy taki właściciel może odwołać się do władz miasta i poprosić sąd o wyrok. Negocjacje odbywają się wówczas w obecności rady przysięgłych, w której skład wchodzą zwykli ludzie. Ale zasadniczo w Szwecji nie ma możliwości, aby ktoś zrobił remont i podniósł czynsz kilkukrotnie. Jeśli zrobi remont, dodatkowe koszty poniesie z własnej kieszeni. Właściciele muszą negocjować wysokość czynszów z naszym Związkiem. Muszą się nas pytać, jaki wzrost cen byłby dla nas do przyjęcia, a my ponieważ jesteśmy demokratyczną organizacją zwracamy się z tym pytaniem do naszych członków. JE: Czyli to wspólnota mieszkańców ostatecznie decyduje o wysokości czynszów? /// Budynek socjalny, Sztokholm, fot. Palme MP: Tak. Obie strony, związek i prywatny właściciel, muszą udowodnić swoje racje. Robimy zdjęcia, zapraszamy członków rady przysięgłych, by obejrzeli mieszkanie. Potem pokazujemy inne mieszkania, które mają podobne lub niższe czynsze. Próbujemy też oszacować cenę, którą przeciętna osoba byłaby skłonna zapłacić za mieszkanie w konkretnym standardzie. JE: A jaki wpływ na ceny ma liczba mieszkań? Czy w Szwecji jest ich wystarczająco dużo? MP: Mieszkań jest wciąż za mało. W Sztokholmie, na przykład, w kolejce do mieszkania jest około 300 osób. I w takiej sytuacji można sobie wyobrazić, że skoro jest duży popyt na mieszkania, to ceny najmu będą rosły. Ale ten mechanizm jest w Szwecji niedozwolony. Niezależnie od liczby mieszkań, cena najmu musi być dostosowana do realnych możliwości finansowych tzw. zwykłego obywatela. JE: No dobrze, a w jaki sposób szacujecie tę cenę? Na podstawie średnich zarobków? MP: Nie. Opieramy się na cenach, które zostały wypracowane jeszcze w czasach, kiedy większość mieszkań była komunalna. Spółki miejskie nie były nastawione na zysk, więc przez lata łatwo było utrzymać niski poziom czynszów. Jednak obecnie ta sytuacja powoli się zmienia jest coraz więcej mieszkań własnościowych i tak naprawdę nie wiemy dokładnie, co się dalej stanie. Stoi przed nami wyzwanie wypracowania modelu pozwalającego wyliczać czynsze, na które zgodziłyby się zarówno władze miast, jak i organizacje zrzeszające prywatnych właścicieli. Konieczne jest również jasne określenie parametrów, które pozwolą dokonać takich kalkulacji. Na przykład, jeśli jest się właścicielem mieszkania w centrum Sztokholmu, które ma nową łazienkę, mieszkanie to można wycenić, wliczając dodatkowe 800 koron (około 400 zł). Musi być to jednocześnie system, który chroniłby interesy zarówno lokatorów, jak i właścicieli. Tych parametrów wciąż jeszcze nie ma, więc szacujemy ceny bardziej ogólnie i jako związek staramy się dbać o to, żeby czynsze nie rosły. JE: A kto należy do Szwedzkiego Związku Lokatorów? Wspomniałaś, że założyły go osoby pochodzące z klasy robotniczej. Jak jest teraz? MP: Obecnie jest on społecznie dużo bardziej zróżnicowany. Można wręcz powiedzieć, że do Związku należą przedstawiciele wszystkich grup społecznych. Mniej więcej połowę stanowią kobiety, a połowę mężczyźni. Może trochę więcej jest kobiet. Trochę nam brakuje młodych ludzi związek powoli się starzeje, ale pracujemy nad akcją, która ma zachęcić również młodsze pokolenie. Klasowo jesteśmy natomiast bardzo zróżnicowani. Członkowie i członkinie Związku pochodzą z różnych środowisk. Dawniej tworzyła go głównie klasa robotnicza, ponieważ to właśnie robotnicy i ich rodziny wynajmowali mieszkania. Jednak obecnie istnieją na rynku najmu mieszkań zarówno tanie lokale, jak i bardzo drogie rezydencje i apartamenty, więc również zamożne osoby należą do naszej organizacji. Zwłaszcza że składki są bardzo niskie 80 koron (około 40 zł) miesięcznie, a korzyści bardzo duże: na przykład dostęp do prawnika i pomoc w sytuacjach, kiedy sprawa trafia do sądu. JE: Czy trzeba mieć szwedzkie obywatelstwo, żeby należeć do Związku? MP: Nie, nie trzeba. Każdy może należeć do związku. Jest dla nas wręcz bardzo istotne, żeby byli w nim również imigranci, bo to właśnie oni najbardziej potrzebują naszej pomocy. Zazwyczaj imigranci mają niestety niższe zarobki i słabiej znają system prawny. JE: To bardzo dobra polityka. A w jakiej cenie są mieszkania w Sztokholmie? MP: Kwoty te są bardzo zróżnicowane. Od 800 do 1800 koron za metr kwadratowy (około zł za m kw.). JE: Jak to się ma w stosunku do zarobków mieszkańców? MP: Średnio na mieszkanie rodzina przeznacza 27 procent swoich zarobków. Ale oczywiście trudno dokładnie określić tę średnią, ponieważ mamy mieszkania, które są bardzo tanie, o gorszym standardzie, na obrzeżach miasta, ale też i bardzo drogie, luksusowe apartamenty w centrum. Duży wpływ na cenę lokalu ma stan budynku. /// Budynek socjalny, Sztokholm, fot. Palme9 M # 014 mieszkanie - prawem czy towarem? silny związek lokatorski M # 015 JE: Czy można znaleźć tanie mieszkanie w centrum? MP: Nie, nie ma takich mieszkań. Sztokholm jest dość drogim miastem. JE: Jak duży jest rynek najmu mieszkań? MP: Jest to około 40 procent mieszkań i niewiele mniej poza Sztokholmem. JE: Ciekawi mnie też, w jaki sposób ogólnie scharakteryzowałabyś dobre mieszkanie na wynajem. MP: Gdyby zapytać ludzi o idealne mieszkanie na wynajem, odpowiedzieliby, że jest to lokum, które wygląda ładnie, mieści się w zadbanym budynku i przyjaznej okolicy, w której można czuć się bezpiecznie. Widać, że ktoś się troszczy o otoczenie, bo np. krzaki są przycięte, więc nikt nie może się za nimi schować. Okolica jest dobrze oświetlona. Jest plac zabaw, wygodne ławki i bezpieczne miejsce, gdzie można przypiąć rower. Nie trzeba chodzić daleko, żeby wyrzucić śmieci. Jest czysto, zarówno wokół budynków, jak i w środku, w przestrzeniach wspólnych. Zwykle dla ludzi najważniejsze jest, żeby było bezpiecznie, ale nie oznacza to oczywiście, że przestrzeń musi być monitorowana, tylko że spełnione muszą być warunki, o których mówiłam. Ważne jest również, żeby budynek był dobrze zarządzany i żeby usterki były naprawiane jak najszybciej. Samo mieszkanie musi być odnowione, co jest znaczące zwłaszcza w kwestii łazienki. Kolejną istotną sprawą jest dobry system komunikacji publicznej, umożliwiający łatwy dojazd do pracy czy miejsc, w których spędza się czas wolny. /// Plakat propagandowy z 1946 roku Nie przyjeżdżaj do Sztokholmu osób szuka tu mieszkania JE: A jak długo Szwedzi zostają w jednym mieszkaniu? MP: Bardzo długo. Mobilność pomiędzy miastami jest w Szwecji niewielka, zwłaszcza w przypadku tych z nas, którzy dostają mieszkanie w Sztokholmie. Ludzie zmieniają mieszkania głównie w sytuacji, kiedy zmienia się sytuacji rodzinna: pojawiają się dzieci, dzieci się wyprowadzają... W zasadzie są więc dwa typy mieszkań: te mniejsze, do których ludzie wprowadzają się na początku studiów, i większe, w których mieszka się razem z rodziną. Ponieważ jednak kolejka osób czekających na mieszkanie jest dość długa, nie tak łatwo jest zamienić mieszkanie na większe. Przydałoby się więc więcej lokali. Problemem w przypadku wymiany mieszkań jest również fakt, że nawet jeśli budowane są nowe, to zwykle są one w wyższym standardzie niż te starsze, więc ich cena za metr kwadratowy jest wyższa, często nawet dwukrotnie. Wynika to z kolei w dużej mierze z faktu, że aktualnie koszty budowy mieszkań są dużo wyższe. JE: Mówiłaś wcześniej, że obecnie coraz więcej mieszkań na wynajem należy do prywatnych właścicieli. Co w tym kontekście jest największym wyzwaniem dla waszego Związku? MP: Największym wyzwaniem bez wątpienia jest dla nas utrzymanie prawa do negocjowania czynszów z właścicielami. Teraz, kiedy budownictwo komunalne nie stanowi większości rynku najmu, można sobie wyobrazić, że organizacje reprezentujące prywatnych właścicieli będą dążyły do tego, by negocjować czynsze na własną rękę, co na pewno doprowadziłoby jednak do wzrostu czynszów. Dla nas priorytetem jest utrzymanie niskich czynszów, zwłaszcza że wynagrodzenia nie rosną. Kolejnym zadaniem jest przekonanie polityków, że konieczne jest budowanie coraz większej liczby nowych mieszkań, ponieważ w przeciwnym przypadku niedługo czeka nas katastrofa mieszkaniowa w Sztokholmie. Jeśli nie będzie mieszkań, ludzie nie będą mogli przyjeżdżać tu na studia ani pracować. Nawet jeśli politycy znajdą pieniądze na budowanie nowych budynków, dużym problemem pozostają również protesty mieszkańców danej okolicy, skierowane przeciwko nowym inwestycjom w sąsiedztwie. Ruchy NIMBY (Not In My Backyard Nie Na Moim Podwórku przyp. red.) negujące praktycznie wszystkie inwestycje w swojej okolicy są bardzo silne i często na wiele lat blokują budowy, które my jako Związek uznajemy za konieczne. Jasne, uważam, że ludzie mają prawo protestować, ale nie sądzę, że wszystkie protestujące grupy mają rację. W końcu nie można zapewnić ludziom prawa do mieszkania, jeżeli się tych mieszkań nie buduje. JE: A w końcu prawo do mieszkania jest najważniejsze. MP: Otóż to. /// Budynek socjalny, Sztokholm, fot. Palme10 M # 016 mieszkanie - prawem czy towarem? karczowanie ogniem M # 017 /// Demonstracja lokatorska przeciwko podpaleniom na Pradze Północ, 10 grudnia 2012, Warszawa, fot. Joanna Erbel 6 grudnia 2011 roku, 4.00 rano, ul. Jagiellońska 27. Panią Anię budzi mąż, woła, żeby się ubierała, zrywa syna z łóżka. Na podwórku ciemno od dymu. Czarne, tłuste kłęby wydobywają się szparami w podłodze. Pali się piwnica. Pojawia się karetka, strażacy znoszą 85-letnią bosą panią Ewę. Nie będzie mogła już wrócić do swojego mieszkania, pozbawionego od tej pory wody i prądu. Sześć zaczadzonych osób trafia do szpitala. Tej samej nocy ogień pojawia się w kamienicach przy ul. Kłopotowskiego, Targowej i Jagiellońskiej. Scenariusz się powtarza: seria pożarów wybucha nad ranem w praskich piwnicach. Straż pożarna potwierdza, że to podpalenia. Kilkakrotnie już paliła się kamienica przy ul. Zamoyskiego. Ogień pojawia się też na Skaryszewskiej. W sumie na Pradze Północ wybuchło ponad 20 pożarów w ciągu ubiegłego roku. Sprawy podpaleń badała Prokuratura Okręgowa. Sprawców nie udało się ustalić, bo śledczy nie wiążą ze sobą poszczególnych wydarzeń. Inaczej zjawiska te widzi jednak Komitet Obrony Lokatorów. Jego działaczom wydaje się podejrzane, że palą się właśnie Konrad Dulkowski KARCZOWANIE OGNIEM Warszawska Praga staje się modna. Hipsterskie kluby, nowe apartamenty, kultowe knajpki. Nawet komunalne budynki stają się atrakcyjne dla deweloperów trzeba je tylko opróżnić z dotychczasowych lokatorów. Czy dlatego płoną praskie kamienice? te miejsca, które nowi właściciele chcieliby opróżnić z lokatorów. To nie są przypadkowe pożary przekonuje Marek Jasiński z KOL-u. Według niego wszystko da się wyjaśnić zgodnie ze starą zasadą jeśli nie wiadomo, o co chodzi, to zawsze chodzi o pieniądze. MIESZKANIE Z WKŁADKĄ MIĘSNĄ Pani Maria, lat 50, porusza się na wózku. W zniszczonej kamienicy przy Jagiellońskiej 27 nie jest łatwo wydostać się z mieszkania i do niego wrócić. Mąż co prawda wozi ją samochodem, ale od pewnego czasu nie może podjechać pod klatkę schodową, bo właściciel budynku założył w bramie blokadę. Klucz od blokady ma administratorka. Mieszka daleko i nie zawsze odbiera telefon. Potrafią minąć godziny, zanim się zjawi. Maria żyje więc jak zakładnik we własnym domu. Nie, nie we własnym. Już nie. Od 1992 roku tu mieszkam, dostałam mieszkanie komunalne, bo spełniałam kryteria mówi pani Maria. Mieszkanie było w ponad 70 procentach zniszczone, musiałam je wyremontować, podobnie jak klatkę schodową. Nie było w nim nic oprócz gazu i kranu z zimną wodą. 31 maja 2008 roku administracja poinformowała mieszkańców, że budynek został oddany spadkobiercom dawnych właścicieli. Jednak nie na długo, bo już rok później Nadzór Budowlany stwierdził, że nowi właściciele nie dbają o stan budynku, w związku z czym albo dokonają remontu, albo nieruchomość zostanie im odebrana. 5 maja 2010 roku lokatorzy dowiedzieli się, że od kilku dni kamienica jest już własnością firmy Prometeusz. Znowu zostali sprzedani jak dodatek do mieszkania. Wkładka mięsna. Czynsz wzrósł czterokrotnie, ale firma Prometeusz nie garnie się do remontu. Budynek się sypie, nie ma bieżącej wody, gazu ani centralnego ogrzewania oficjalnie z powodu pożarów. W piecach nie można też palić, bo przewody kominowe są zatkane. Żeby nie zamarznąć, lokatorzy włączają więc piecyki elektryczne, modląc się, by wytrzymała przestarzała instalacja elektryczna. I liczą rosnące rachunki. Miesięcznie wychodzi zł za mieszkanie bez ciepłej wody, bez łazienki, z grzybem na ścianach załamuje ręce pani Maria. Bo lokatorów nie stać na takie stawki, jak z wolnego rynku. Zresztą ja podpisywałam umowę z miastem, a nie z firmą Prometeusz. Nie wiem, jak można było tak zwyczajnie sprzedać mnie razem z kamienicą, przecież czasy niewolnictwa już podobno minęły irytuje się pani Maria. Większość lokatorów ignoruje więc nowe stawki i płaci zgodnie z umowami najmu mieszkań komunalnych, jakie podpisywali z urzędem miasta. Jednak z punktu widzenia nowych właścicieli oznacza to uchylanie się od płacenia czynszu. Wszyscy mieszkańcy mają nakazy eksmisji. Trzeba się odwoływać, bo jak wyrok się uprawomocni, wyrzucą nas na bruk mówi pani Maria. Były tu już takie przypadki: przyjechali z pałkarzami, wywlekli z mieszkań, powyrzucali rzeczy na ulicę. Pierwszy pożar wybuchł w sierpniu 2008, następny we wrześniu 2009 roku, potem w listopadzie paliły się piwnice. Administracja postanowiła więc je opróżnić. Lokatorom wyrzucono wszystko, co tam trzymali, zabito na głucho okna, wejście zamknięto na klucz, którego nikt w kamienicy nie otrzymał. W grudniu 2011 roku po raz kolejny obudził ich gęsty czarny dym wydobywający się z piwnic. Dziwna sprawa tam zostały tylko gołe ściany, bo widzieliśmy jak robili ekspertyzy fundamentów. To co mogło się palić? pyta retorycznie jeden z lokatorów, pan Grzegorz. ZAMKNĄĆ W REZERWATACH Warszawska Praga staje się modna. Pierwsi przyszli tu artyści. W tanich do wynajęcia lokalach zakładali pracownie, kluby. Sen Pszczoły, Fabryka Trzciny szybko stały się kultowymi miejscami dla hipsterów, urzeczonych szemraną legendą okolicy. Po artystach przyszli inwestorzy, odkryli potencjał działek budowlanych leżących blisko centrum, a jednocześnie znacznie tańszych niż w Śródmieściu. Praga zaczęła się zmieniać. Przestała kojarzyć się z gorszym brzegiem Wisły, dzielnicą występku i biedy. Dotychczasowi mieszkańcy Pragi mają dzisiaj jednak status taki, jak Indianie w podbijanej przez białych Ameryce. Bywają barwnym folklorem, można zrobić sobie z nimi zdjęcie, pochwalić się mieszkaniem wśród ludzi jak z filmu Rezerwat. Zajmują oni domy stojące na atrakcyjnych działkach budowlanych. Mają bogactwo, które można im łatwo zabrać. Jak tym, którzy zajmowali komunalne lokale przy ul. Floriańskiej 8. Jeszcze w latach 90. budynek spłonął, a mieszkańców ewakuowano. Już nigdy nie wrócili do swoich mieszkań. Dzisiaj w tym miejscu można kupić sobie luksusowy apartament. Dotychczasowi lokatorzy mieszkają na obrzeżach Warszawy. 10 grudnia 2011 roku pod Floriańską 8 zgromadziło się jednak około 100 osób. W większości widać było bure, niemodne paltoty i moherowe berety, które tutaj nie są wyznacznikiem żadnej ideologii, a tylko symbolem przynależności do świata, który nie ma prawa istnieć w neoliberalnej rzeczywistości. Na wezwanie KOL-u lokatorzy przeszli ulicami Pragi, skandując Wszystkich nas nie spalicie, zostajemy w tej dzielnicy!. Bo zdaniem KOL-u pożary nie są przypadkowe wartość wykupionych nieruchomości znacznie rośnie, jeśli tylko uda się wykurzyć z nich dotychczasowych lokatorów. Historia kamienicy na Floriańskiej jest modelem gentryfikacji dzielnicy. To znane socjologom pojęcie określa zmianę statusu dzielnicy. Zazwyczaj z robotniczej na zamieszkaną przez klasę średnią i wyższą. A gentryfikacja to proces, który nie ma litości dla Indian. ŚWIĘTY MAREK OD LOKATORÓW Politycy, mamy dla was nowe apartamenty! woła napis pod portretami rządzących wyglądających zza więziennych krat. Komitet Obrony Lokatorów w kamienicy na warszawskiej Pradze. Wnętrze urządzone meblami pamiętającymi lepsze czasy, kanapa przykryta narzutą. Na ścianach biura rewolucyjne plakaty. Wszystkie miejsca siedzące zajęte są przez ludzi o zmęczonych twarzach. W spracowanych dłoniach trzymają oburącz torebki i wpatrują się w Marka Jasińskiego, wierząc, że im pomoże. Ale urzędnicy już dawno położyli na nich krzyżyk. Panie Marku, pamięta mnie pan? pada co chwilę pytanie. I pan Marek kojarzy kolejne sprawy, listę nieszczęść i katalog niesprawiedliwości. Przywołuje z pamięci, co wtedy podpowiedział, i pyta, jak się sprawa rozwinęła.11 M # 018 mieszkanie - prawem czy towarem? karczowanie ogniem M # 019 Mówi kotku, pani powinna, albo żabko, ma pani prawo do..., a 60-letnie kobiety promienieją, bo ktoś wreszcie zwraca się do nich jak do ludzi. Kogoś obchodzi ich los, nie są tylko kolejnym petentem, którego należy się jak najszybciej pozbyć z urzędu. NIE DAĆ SIĘ SPALIĆ Syn Iwony co wieczór pakuje do torby laptopa. Układa na krześle ubrania i dwie smycze dla psów. Wszystko przygotowane na wypadek, gdyby trzeba było zerwać się w środku nocy. Obok ubrań zawsze leży koc w razie niebezpieczeństwa trzeba oblać go wodą i narzucić na siebie. To pozwoli uciec przez płomienie. Chłopiec ma 10 lat i boi się spać. Bo może w nocy znowu wybuchnie pożar. Na Zamoyskiego 25, gdzie mieszkają, pali się średnio co trzy miesiące. Ostatni raz płonął strych nad ich mieszkaniem. Przed 2.00 w nocy obudził mnie swąd spalenizny mówi Iwona. Otworzyłam okno, a nad głową walą mi płomienie! Zadzwoniłam na 112, złapałam dziecko, psy i tak jak stałam, biegiem po schodach. Pożar nie był przypadkowy, na zamkniętym strychu znaleziono opony i 14-kilogramową butlę gazową, wszystko zostawione na podpałkę. Strach pomyśleć, co by się stało, gdyby pojemnik eksplodował. Mieszkanie Iwony jest bezpośrednio pod strychem. To nie był pierwszy pożar, pali się tutaj regularnie, ale nie możemy doprosić się w administracji o zabezpieczenie przed obcymi opowiada. W budynku znajdują się mieszkania socjalne dla tych, których wyrzucono z innych lokali za niepłacenie czynszu. Tutaj też się nie kwapią, by sięgnąć do kieszeni. Prąd podłączony jest na dziko, a każdy kawałek nieprzymocowanego metalu zaraz trafia na skup złomu. Dlatego administracja rozkłada ręce: nie ma pieniędzy dla patologii. Iwona trafiła tutaj z dzieckiem, gdy uciekła od swojego pijącego męża. Zaprzyjaźniła się z sąsiadką w tej samej sytuacji: dwoje dzieci, mąż alkoholik. Dostały mieszkania socjalne. Bez toalety ani łazienki. Iwona wywalczyła, by zamontowano jej w mieszkaniu sedes stoi za szafą. A kąpiele? W misce. Kiedy poprosiła w administracji o naprawę dziury w stropie po pożarze, usłyszała od urzędnika, że jak się sufit zawali, to może pani się przenieść do drugiego pokoju. MODNE SŁOWO GETTO Kiedy opowiadam znajomym o problemach lokatorów mieszkań komunalnych, słyszę często dostali za darmo mieszkania i jeszcze narzekają, ja muszę płacić grubą kasę za wynajem. Stworzenie getta wykluczonych gdzieś na obrzeżach miasta będzie reprodukowało biedę przekonuje Jakub Żaczek z Komitetu Obrony Lokatorów. Dzieci z gorszych dzielnic nie przebywają z dziećmi bogatszych rodziców, w związku z czym nie widzą, że mogą aspirować do lepszego życia. Zepchnięcie tych ludzi na margines w żaden sposób nie przysłuży się społeczeństwu. Getta produkują przestępczość, a przecież nie da się odizolować od tych ludzi całkowicie. Ci lepsi będą ich spotykać w metrze, na ulicy. Nie wszyscy nadążyli za tempem zmian ustrojowych, ale to nie znaczy, że należy ich marginalizować mówi Żaczek. Trzeba zapewnić im minimalne warunki bytowe. Prawo do mieszkania jest takim minimum. ARTYKUŁ 678 Sami mówili, że są stalowe drzwi do mieszkania. Widzi je pan? Pan Grzegorz podsuwa mi zdjęcia lokalu zastępczego, jaki zaproponowano mu w ZGN. Wytężam wzrok, ale widzę tylko nieregularną dziurę w ścianie. Ja też nie zobaczyłem śmieje się sarkastycznie pan Grzegorz. W przydzielonym mu lokalu ściany obłażą z farby, gruz leży na podłodze, nie ma okien, widoczne są ślady ognia. Widziałem już takie obrazy przedstawiały wnętrza mieszkań w opuszczonej po awarii czarnobylskiej elektrowni Prypeci na Ukrainie. Podobny lokal zaproponowano 85-letniej pani Ewie z Jagiellońskiej 27, której mieszkanie najbardziej ucierpiało w pożarze. Czeka już pół roku na wyremontowanie go przez administrację. Do swojego nie może wrócić, bo po pożarze odcięto wszystkie media. Mieszka więc kątem u znajomych. Inni starają się znaleźć miejsce w pustostanach. Lepsze to niż iść pod most. Co my jesteśmy winni, że przekazują nas sobie jak przedmioty? pyta pan Grzegorz. I powtarza to, co inni rozgoryczeni mieszkańcy: podpisywaliśmy umowy z miastem, dlaczego mamy płacić nowemu właścicielowi budynku, który robi, co mu się podoba? Władze odpowiadają, że wszystko odbywa się zgodnie z prawem, a dokładnie z art. 678 Kodeksu cywilnego. Mówi on, że W razie zbycia rzeczy najętej w czasie trwania najmu nabywca wstępuje w stosunek najmu na miejsce zbywcy; może jednak wypowiedzieć najem z zachowaniem ustawowych terminów wypowiedzenia. PRAWA WŁAŚCICIELA, PRAWA LOKATORÓW 3 stycznia 2012 roku pochowano Jolantę Brzeską. Jej historia symbolizuje losy polskich lokatorów kamienic po latach oddawanych spadkobiercom właścicieli. Państwo Brzescy mieszkali w lokalu komunalnym na Mokotowie od lat 50. Kiedy w 2006 roku pojawił się nowy właściciel, nałożył kary za nielegalne zajmowanie lokali 2 tysiące zł miesięcznie. Nawet nie ukrywał, że chodzi mu o wykurzenie lokatorów i sprzedaż mieszkań na wolnym rynku. Podobnie zachowywał się w stosunku do mieszkańców innych przejmowanych nieruchomości, gdzie podnosił czynsz do 6 8 tysięcy zł miesięcznie. Prawo mu tego nie zakazuje. W 2006 roku Trybunał Konstytucyjny uznał, że ustawa o ochronie praw lokatorów ogranicza prawa kamieniczników. Od tej pory właściciele mogą ustalać czynsze, jakie im się podoba. W procesie podejmowania tej decyzji nikt nie zapytał o prawa lokatorów. Państwo Brzescy przeżyli zameldowanie się właściciela w swoim mieszkaniu i wtargnięcie do środka za pomocą piły motorowej. Podwyżka czynszu do 2,4 tysiąca zł. spowodowała narośnięcie długu i pozew o eksmisję. Mimo to Jolanta Brzeska nie chciała dać się wyrzucić. 1 marca 2011 roku jej spalone ciało znaleziono w Lesie Kabackim. Policja uznała, że sama oblała się benzyną. Znajomi i działacze ruchu lokatorskiego nie chcą w to wierzyć. Po co jechałaby aż do lasu? Jak schorowana emerytka ciągnęłaby tak daleko ciężki kanister z benzyną? Z transparentów na pogrzebie krzyczy jedno hasło: Wszystkich nas nie spalicie!. BEZ NADZIEI Iwona z koleżanką na ul. Zamoyskiego same założyły kamery i pułapkę na podpalaczy na strychu rozlany na podłodze olej i rozsypane kulki. I czuwają. Każdej nocy jedna nie śpi do północy, druga pilnuje od dwunastej do rana. Czuję, że to cisza przed burzą mówi Iwona. Najbardziej boję się, że teraz podpalą klatkę schodową, a wtedy nie będzie dla nas ratunku. /// Demonstracja lokatorska 10 grudnia 2012, Warszawa, fot. Joanna Erbel Pani Maria mówi, że wyniosłaby się z mieszkania na Jagiellońskiej, gdyby zaproponowano jej coś w zamian. Żeby nie trzeba było nosić wody i modlić się o łagodną zimę. Chociaż będzie jej brakowało spotkań z sąsiadami na Wigilię i Wielkanoc. No i co się stanie z ich figurką Matki Boskiej na podwórku? Siedem lat temu zmarł mój młodszy syn mówi pani Maria. Ale ja go ciągle widzę w tym mieszkaniu. Czy zobaczę go w nowym miejscu? Jej sąsiad z góry nie chce rozmawiać z prasą, nie wierzy, że ktokolwiek mu pomoże. Jest schorowanym emerytem. Kiedy zmarła mu żona, przestał odwoływać się od decyzji o eksmisji. Jak go wyrzucą, pójdzie pod most. Nie ma już siły walczyć. A ja piszę ten artykuł w komfortowym mieszkaniu na Bemowie. Moja klatka schodowa nie śmierdzi moczem, kaloryfery grzeją, a z kranów leci ciepła woda. Zaglądam w okna podobnie szczęśliwych ludzi i zastanawiam się, na ile jesteśmy bezpieczni. A może to złudne poczucie? Czy nie wystarczy wypadek, choroba, by nagle stracić pracę, a wraz z nią zdolność do spłacania kredytu? Czy na pewno daleko nam do stania się Indianami?12 M # 020 mieszkanie - prawem czy towarem? Jarosław Urbański W KWESTII MIESZKANIOWEJ RAZ JESZCZE Chociaż działania władz w zakresie polityki mieszkaniowej powinny być nastawione na zaspokajanie potrzeb obywateli, można odnieść wrażenie, że skupiają się głównie na obronie interesów deweloperów, agencji obrotu nieruchomościami i banków kredytujących budownictwo Wspólnota samorządowa jest wspólnotą mieszkańców. Zgodnie z Konstytucją RP (art. 75) władze publiczne są zobowiązane do prowadzenia polityki sprzyjającej zaspokojeniu potrzeb mieszkaniowych obywateli. Powinny przeciwdziałać przede wszystkim bezdomności, wspierać rozwój budownictwa socjalnego i popierać działania obywateli zmierzające do uzyskania własnego mieszkania. Natomiast zgodnie z art. 4 Ustawy o ochronie praw lokatorów tworzenie warunków do zaspokojenia potrzeb mieszkaniowych wspólnoty samorządowej należy do zadań własnych gminy. Chociaż działania władz w zakresie polityki mieszkaniowej powinny być nastawione na zaspokajanie potrzeb obywateli, można odnieść wrażenie, że w Polsce skupiają się one głównie na obronie interesów deweloperów, agencji obrotu nieruchomościami i banków kredytujących budownictwo. /// Osiedle kontenerów w Józefowie, woj. mazowieckie, fot. Katarzyna Czarnota Łatwo zauważyć, że Polska jest krajem o jednym z najskromniejszych zasobów mieszkaniowych w Europie. Z problemem nie uporały się ani rządy PRL-u, ani też władze III RP. W ciągu 22 lat, od czasów transformacji, stan ten nie uległ znaczącej poprawie. Dokonana została za to głęboka restrukturyzacja zarówno w zakresie budownictwa mieszkaniowego, jak i zasobów lokalowych. W obu przypadkach jasne jest odejście od uspołecznionych form gospodarki mieszkaniowej na rzecz prywatyzacji i komercjalizacji tego sektora. Liczba mieszkań na 1000 mieszkańców w wybranych krajach europejskich i w Polsce 1 : Kraj 2004 r r. Austria Belgia Bułgaria 486 x Czechy Dania Finlandia Francja Grecja 505 x Hiszpania Holandia Niemcy Portugalia Rumunia 381 x Węgry 424 x Włochy Polska OD SPÓŁDZIELNI DO BUDOWNICTWA DEWELOPERSKIEGO Jeszcze w połowie lat 90. w ramach budownictwa uspołecznionego do którego zaliczyć mogliśmy przede wszystkim spółdzielnie mieszkaniowe, a następnie przedsiębiorstwa państwowe budujące mieszkania zakładowe 1 R. Nowicki, Kryzys na własne życzenie, materiał na posiedzenie Stałego Przedstawicielstwa Kongresu Budownictwa, Sejm RP, Warszawa , www. kongresbudownictwa.pl (dostęp z dn r.). czy gminy stawiające budynki komunalne oddawano do użytku połowę wszystkich nowo wybudowanych w kraju mieszkań. Pod koniec lat 90. do tego grona dołączyły także Towarzystwa Budownictwa Społecznego (TBS), które budowały, przy wsparciu gmin, lokale czynszowe z przeznaczeniem dla rodzin średnio zamożnych. TBS-y nie zmieniły jednak obrazu rynku budownictwa mieszkaniowego, a ich niewielka popularność ostatnio przygasła. Pozostała część mieszkań powstała 15 lat temu z inicjatyw indywidualnych i w niewielkim procencie dzięki deweloperom budującym lokale dla zysku, na sprzedaż i wynajem. Podczas ostatnich dwóch dekad struktura budownictwa mieszkaniowego sukcesywnie się jednak zmieniała. W 2010 roku uspołecznione podmioty oddały do użytku nie 50%, ale raptem 6,6% wszystkich nowych mieszkań, gdy tymczasem deweloperzy oddali ich ponad 40%. Spadek znaczenia budownictwa uspołecznionego jest szczególnie widoczny w miastach. To w nich udział budownictwa tego typu w rynku spadł z 69% w 1995 roku do 13,5% w 2010 roku. Deweloperzy w miastach oddają dziś do użytku 60 65% ogółu mieszkań (w 1995 roku 6,3%). Główna zmiana w miastach polega zatem na przejściu z systemu budownictwa spółdzielczego lokatorskiego do deweloperskiego. Co ciekawe, firmy budujące na sprzedaż i wynajem niejednokrotnie powstawały na bazie spółdzielni mieszkaniowych, korzystając nie tylko z ich zasobów kadrowych i organizacyjnych, lecz także finansowych. MIASTA BEZ ZASOBÓW Miasta, czy szerzej mówiąc gminy, nigdy nie były podmiotem, który w rzeczywistości odgrywałby główną rolę w procesie budowy mieszkań w Polsce. Nie musiały. W ich zasobach znajdował się stosunkowo duży odsetek lokali, którymi zarządzały. Dodatkowo czynsze i przydziały lokali były regulowane także w zasobach prywatnych ( komunalny tryb najmu ). Jednak mieszkań komunalnych jest coraz mniej. W Poznaniu w ciągu 15 lat ( ) miasto sprzedało dotychczasowym lokatorom, na preferencyjnych warunkach, ponad 10,5 tys. lokali, czyli 41% tego, co posiadał samorząd lokalny. W tym samym okresie wybudowano jedynie 638 nowych mieszkań komunalnych. W Gdańsku sprzedano ponad 25,5 tys. mieszkań komunalnych, a wybudowano zaledwie 928 nowych. Procesy wysprzedaży majątku komunalnego doprowadziły do tego, że w dzisiejszych miastach mieszkania komunalne stanowią już niespełna 13% wszystkich zasobów lokalowych, kiedy jeszcze na początku lat 90. w zasadzie co czwarte mieszkanie było komunalne. Wyprzedanie lokali komunalnych pozbawiło gminy możliwości prowadzenia aktywnej polityki mieszkaniowej. Rządzących to jednak nie martwi. Proces wyprzedaży mieszkań nie został zatrzymany. W dalszym ciągu, gdyby przyjrzeć się budżetom miast na rok 2011, lokale komunalne będą sprzedawane, a uzyskane w ten sposób pieniądze nie zostaną w kwestii mieszkaniowej raz jeszcze M # 021 przeznaczone na odnowienie substancji mieszkaniowej. Poznań na przykład planował w 2011 roku sprzedaż kolejnego tysiąca mieszkań, łącznie za 20 mln zł, ale na budownictwo komunalne przeznaczył tylko 7 mln (wyjątkowo dużo w porównaniu z innymi latami). Gdańsk zamierzał sprzedać 1700 lokali za 31 mln zł, a na budownictwo komunalne przeznaczyć 5 mln. Trudno się więc łudzić, że sytuacja się zmieni. Równolegle spółdzielczość mieszkaniowa przestała mieć kolektywny charakter zarówno w sensie decyzyjnym (biurokratyzacja i skostniała hierarchiczna struktura władzy spółdzielczych molochów), jak i formalno-własnościowym. Około dwóch trzecich zasobów spółdzielczych stało się w zasadzie własnością indywidualną. Sprywatyzowano także zdecydowaną większość (80%) z ok. 1,5 mln mieszkań zakładowych. /// Osiedle kontenerów w Józefowie, woj. mazowieckie, fot. Katarzyna Czarnota POMOC MALEJE, DŁUGI ROSNĄ Prywatyzacja rynku budownictwa mieszkaniowego i zasobów mieszkaniowych nie budzi obaw wśród polityków. Nie zastanawiają się nad jej konsekwencjami. Jeden z poznańskich radnych, przewodniczący Komisji Gospodarki Komunalnej i Polityki Mieszkaniowej, przekonywał mnie w rozmowie, że sama wysprzedaż mieszkań komunalnych nie jest zła. Utrzymuje, że pomoc miasta w tym zakresie powinna mieć charakter podmiotowy, a nie przedmiotowy. Czyli miasto nie powinno budować mieszkań socjalnych, ale kierować konkretny strumień pieniędzy do określonych mieszkańców celem zaspokojenia ich potrzeb w tym zakresie. Przyjrzyjmy się bliżej tej argumentacji. Polityka władz centralnych i lokalnych polegająca na prywatyzacji mieszkalnictwa nie łączy się dziś ze wzrostem pomocy podmiotowej. Podstawowym instrumentem są tu tzw. dodatki mieszkaniowe. Jeżeli13 M # 022 mieszkanie - prawem czy towarem? w kwestii mieszkaniowej raz jeszcze M # 023 prześledzimy jednak ich dystrybucję, łatwo zauważymy, że w ostatnich latach pomoc tego typu znacząco zmalała (zmalały zarówno wypłacane kwoty, jak i liczba wypłacanych dodatków). W 2004 roku w polskich miastach na dodatki wydano łącznie 993,8 mln zł, w 2009 roku wydano na nie natomiast 594,6 mln, czyli ponad 40% mniej! Z uwagi na kryzys, w 2010 roku suma ta wzrosła do 640,5 mln zł. Można oczywiście zaryzykować hipotezę, że powodem spadku sumy wypłacanych dodatków była poprawa materialnych warunków życia mieszkańców. Część osób, ze względu na restrykcyjne przepisy dotyczące przyznawania dodatków mieszkaniowych, chętniej brała coraz łatwiej dostępne kredyty i ustawiała się przy okienku w banku, a nie w długich kolejkach w urzędzie miasta. W pierwszym przypadku wystarcza w zasadzie dowód osobisty, w drugim potrzebna jest z reguły cała masa papierów. Szybkie kredyty nie rozwiązują jednak problemów kredytobiorców. Taka polityka prowadzi do większego zadłużenia mieszkańców i gwałtownie rosnącego odsetka osób zalegających ze spłatą kredytów, jak też innych płatności, w tym czynszów. Co prawda zadłużenie w zasobach komunalnych spada z powodu ich sukcesywnej wysprzedaży przez gminy, ale jednocześnie w budynkach zarządzanych przez wspólnoty mieszkaniowe zadłużenie lokatorów gwałtownie rośnie. Jasne staje się więc, że podmiotowa pomoc socjalna szwankuje. A problem wraca do urzędu innymi drzwiami. Świadczy o tym, jak to ma miejsce w Poznaniu, wzrastająca ciągle liczba rodzin z zasądzonymi wyrokami eksmisji, z prawem do lokalu socjalnego. W stolicy Wielkopolski jest ich ponad 2 tysiące, a miasto wydaje z tego tytułu już ponad 10 mln zł rocznie na odszkodowania dla prywatnych właścicieli kamienic. Na dodatki porównajmy miasto wydało w 2010 roku 14,7 mln zł. Błędem jest także postrzeganie budownictwa komunalnego i dysponowanie tego typu zasobami jako rodzaj pomocy społecznej. Przed takim podejściem nie uchronili się nawet niektórzy działacze lokatorscy. Istotne jest jednak nie tylko, by mieszkania komunalne były do dyspozycji wyłącznie dla najbiedniejszych rodzin. Ważne, by wspólnota samorządowa mogła prowadzić politykę mieszkaniową. Mogłaby ona dzięki temu też przeciwdziałać masowej migracji poza obręb miasta, proponując dogodne warunki osiedlania się w jego murach grupom takim jak na przykład absolwenci wyższych uczelni. W Polsce wciąż zbyt mała jest też podaż lokali na wynajem, co nota bene kłóci się z forsowaną współcześnie wizją mobilności społecznej. MIESZKANIA I STADIONY Budownictwo komunalne to przede wszystkim szereg korzyści dla władz, nie tylko źródło problemów. Żeby jednak ten fakt dostrzec, konieczna jest zmiana polityki i priorytetów budżetowych. Gminy są obecnie podstawowym podmiotem, który może przywrócić sens uspołecznionym formom budownictwa mieszkaniowego i gospodarki mieszkaniowej zwłaszcza jeżeli równolegle stopniowo będą zapewniane bardziej partycypacyjne od dzisiejszych procedury zarządzania miastem. W takim miejscu z reguły pojawia się sakramentalne pytanie: skąd wziąć na to pieniądze? Przyjrzyjmy się bliżej wydatkom Poznania na modernizację (czyli nawet nie na budowę) stadionu miejskiego. Obiekt ten kosztował 750 mln zł (w rzeczywistości więcej, ale trzymajmy się publicznie przyjętej kwoty). Wydatkowano je w ciągu ostatnich trzech lat. Gdyby te pieniądze wydano na budowę mieszkań komunalnych, powstałoby ich, lekko licząc, 5 6 tys. Gminy potrafią wybudować mieszkania tańsze o połowę lub nawet o dwie trzecie, niż deweloperzy. Łatwo wywnioskować więc, że pojawienie się na rynku tylu mieszkań (a także lokali użytkowych) mocno zbiłoby ceny nieruchomości na rynku wtórnym i pierwotnym. Spadłyby też czynsze, bo nawet najwyższy komunalny czynsz obliczony na 10 zł za metr kwadratowy jest przeważnie zdecydowanie niższy od komercyjnego. Taka sytuacja oczywiście jednak nie uszczęśliwiłaby deweloperów, agencji obrotu nieruchomościami, banków oraz kamieniczników, pod presją których działają elity rządzące w naszych miastach. To nie wszystko. Poznań z tytułu dzierżawy odremontowanego stadionu miejskiego będzie otrzymywał rocznie tylko od 4 do 7 mln zł. Zyski miasta z tytułu wynajmu mieszkań komunalnych, które mogłyby powstać w miejscu stadionu, byłyby dwu- albo trzykrotnie większe. Dodatkowo miasto nie musiałoby płacić rokrocznie wielomilionowych odszkodowań dla właścicieli prywatnych kamienic z powodu niezagwarantowania mieszkania dla rodzin z orzeczonymi eksmisjami do lokali socjalnych. Problemem są więc między innymi priorytety w mieście. MIASTO CZY GETTO Można by wymieniać jeszcze wiele innych korzyści, jak np. podatkowe (zasiedlenie miasta), a nawet powiedzieć, że przypuszczalnie taka liczba mieszkań komunalnych w tak krótkim czasie nie byłaby potrzebna. Część funduszy można by więc przeznaczyć na aktywizację innych form budownictwa społecznego (np. spółdzielnie, TBS-y) czy też na odzyskiwanie pustostanów (Poznań np. posiada ich ok. 800). W ten sposób rozwiązano by w poważnej części jeden z palących problemów miasta i jego mieszkańców. Zmierzając ku końcowi tej statystycznej opowieści o budownictwie i mieszkalnictwie komunalnym w Polsce, chciałbym jeszcze w skrócie zarysować obecną sytuację. Powstały stadiony mieszkań w dalszym ciągu brak W efekcie borykamy się z wieloma problemami: Z wysokimi, wywindowanymi w ostatnich latach cenami nowo wybudowanych mieszkań oferowanych głównie przez deweloperów oraz z wysokimi czynszami najmu. Stanowi to barierę nie do przekroczenia dla poważnej części mieszkańców miast. Z wysokim zadłużeniem gospodarstw domowych i coraz większymi trudnościami w spłacie zobowiązań, przy szwankującej i celowo ograniczanej podmiotowej pomocy socjalnej. Z rosnącym zagrożeniem eksmisyjnym (rocznie w Polsce do sądów wpływa tys. pozwów o opróżnienie lokalu mieszkalnego, a komornicy przeprowadzają 7 7,5 tys. eksmisji, w tym jedną trzecią do zdewastowanych hoteli robotniczych czy podobnego typu lokali; problem ten dotyczy rocznie tys. osób). Z rosnącym problemem gmin w pokryciu roszczeń odszkodowawczych z powodu niewywiązywania się z ich obowiązków konstytucyjnych i ustawowych. Obciążają one w coraz większym stopniu ich budżety. /// Osiedle kontenerów w Józefowie, woj. mazowieckie, fot. Katarzyna Czarnota 5 6 Z sięganiem przez władze po coraz bardziej kontrowersyjne metody podczas szukania szybkiej recepty na rozwiązanie dramatycznych problemów mieszkaniowych budownictwo kontenerowe i inne tego typu substandardowe rozwiązania. Kontenery socjalne powstały, powstają lub są planowane w wielu miejscowościach, zarówno w dużych aglomeracjach, jak i mniejszych miastach. Przeważnie rodzą protesty mieszkańców osiedli sąsiadujących z miejscem ich powstawania. Obawiają się oni głównie napływu tzw. elementu, wzrostu patologii i przestępczości (w Białymstoku planowane osiedle kontenerowe nie powstało pod wpływem protestów). Natomiast sama polityka mieszkaniowa w tym kontekście rzadko budzi sprzeciw. Do tego typu akcji skierowanych przeciw budowie kontenerów i polityce wysiedlania doszło np. tylko w Poznaniu i Gdańsku. Z gettoizacją miast, wzrostem nierówności i odpływami bogatszych mieszkańców, co prowadzi do spadku dochodu miast. Prognozy demograficzne dla większości polskich dużych ośrodków nie są korzystne. Poznań, przykładowo, do ok roku może stracić nawet 80 tys. mieszkańców (obecnie liczy trochę ponad 560 tys.). W ostatnich kilku latach ze stolicy Wielkopolski wyprowadziło się kilkanaście tysięcy obywateli. W części14 M # 024 mieszkanie - prawem czy towarem? mieszkaniowe NIEPOROZUMIENIE M # osiedlają się oni w graniczących z Poznaniem gminach (osiedlach jednorodzinnych) i tam płacą podatki dochodowe. Tymczasem podatek dochodowy od osób fizycznych to blisko 30% wpływów do kasy miasta Poznania (prognoza na 2011 rok). Dla porównania wpływy z podatku od osób prawnych, firm to zaledwie 4,5%. Ze wzrostem konfliktów miejskich związanych nie tylko z problemami lokatorskimi, lecz także z przestrzennymi, spowodowanymi przedkładaniem przez władze miejskie interesów deweloperskich nad interes mieszkańców i pracowników. /// Demonstracja lokatorów z Garbar, Poznań 2011, fot. Weronika Duszak GWAŁTOWNIEJ I BRUTALNIEJ Procesy i problemy, jakie dostrzegamy w Polsce, mają oczywiście miejsce także na Zachodzie. U nas jednak jak to zwykle bywa wszystko przebiega gwałtowniej i brutalniej. Dla dzisiejszego miasta najlepszym rozwiązaniem byłoby zachowanie daleko idącego pluralizmu, zarówno w sposobie organizowania i finansowania budownictwa mieszkaniowego, jak też w kwestiach dotyczących zróżnicowania własności zasobów lokalowych. Tymczasem popadliśmy z jednej skrajności w drugą, z jednego niewydajnego systemu w inny. Realny socjalizm, z forsowaną wizją industrializacji i urbanizacji, wymuszanym etatyzmem, nie podołał zadaniom w zakresie potrzeb mieszkaniowych. Realny kapitalizm, z doktrynalną wiarą w możliwości regulacji rynkowych, również poniósł na tym polu porażkę. W jednym i drugim przypadku kwestia mieszkaniowa pozostała nierozwiązana. Rodzi ona dziś więc konflikty przynajmniej na kilku poziomach. Po pierwsze, oczywiście na poziomie lokatorskim, który dotyczy zarówno problematyki wysokości czynszów, dostępności mieszkań socjalnych, wysiedleń (eksmisje), jak i prywatyzacji kamienic. Walkę tę, czasami przy wsparciu grup politycznych, prowadzą przede wszystkim stowarzyszenia lokatorskie. Po drugie, prowadzona jest walka na poziomie nazwijmy go planowania przestrzennego. Tutaj podmiotem oporu są najczęściej różnego typu lokalne komitety protestacyjne, które niestety rzadko potrafią połączyć się w jeden zwarty ruch miejski i wyjść poza partykularne postulaty. Niemniej jednak stanowią one odpowiedź na próbę podporządkowania miasta rozpatrywanego także pod kątem infrastrukturalnym interesom deweloperów i korporacji. Wreszcie po trzecie, rodzi to konflikty na płaszczyźnie pracowniczej, ponieważ gmina jest dziś jednym z większych pracodawców, działającym np. w sferze opiekuńczo-wychowawczej. Jest też odpowiedzialna za organizację rynku pracy lub w sposób pośredni decyduje o warunkach pracy (np. bazary). Dodajmy, że w dobie śmieciowych umów i niepewnego zatrudnienia to nie zmieniający się jak w kalejdoskopie pracodawcy, ale lokalne władze stają się coraz częstszym celem żądań poprawy warunków życia (czego dowodem są np. protesty antydrożyźniane). Protesty pracownicze organizowane przed ratuszem stają się zatem coraz częstszym widokiem. Praca jest oczywiście powiązana z problematyką mieszkalnictwa. Warunki pracy i warunki lokalowe stanowią jednak jeden z najważniejszych do rozwiązania problemów miasta. I nie da się ich od siebie oddzielić. Wszystkie badania na podstawie danych GUS-u. Tomasz Fudala, Urszula Siemon Muzem Sztuki Nowoczesnej w Warszawie MIESZKANIOWE NIEPOROZUMIENIE Gdybym był młodym architektem w Polsce, zakładałbym spółdzielnie mieszkaniowe 1 powiedział podczas wizyty w Polsce Dietmar Eberle, jeden z najbardziej cenionych europejskich architektów Bardzo trudno wprowadzić w życie hasło promocyjne Zakochaj się w Warszawie, nawet przy najszczerszych chęciach. Stolica nie jest wdzięcznym obiektem uczuć. Niełatwo tu zamieszkać - na rynku nowych mieszkań panuje drożyzna, brakuje mieszkań komunalnych, a ceny lokali na wynajem przyprawiają o zawał. To tylko najbardziej widoczne skutki wycofania się władz z aktywnej polityki mieszkaniowej. Budownictwo społeczne zostało w Polsce porzucone, spółdzielczość skompromitowana w czasach PRL-u, a wolnorynkowe mieszkalnictwo obliczone jest głównie na własność prywatną. Obywatele nie dostrzegają, że coś jest nie w porządku, skoro większości z nich nie stać na 30-letnie kredyty. Przygotowując kolejną edycję Warszawy w Budowie, festiwalu projektowania miasta w Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie 2, zdaliśmy sobie sprawę, że dyskusje o mieszkaniach w naszym kraju dotykają dwóch skrajności. Jedną widoczną grupą domagającą się zmian w polityce mieszkaniowej są osoby związane 1 Dietmar Eberle, wykład w Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie, czerwiec Warszawa w Budowie to festiwal projektowania miasta organizowany od 2009 roku przez Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie. Konfrontuje pochodzącą z różnych dziedzin wiedzę ekspercką na temat miasta, poszukuje ognisk zapalnych na jego mapie, powraca do cennych doświadczeń z historii architektury i urbanistyki, a jednocześnie stara się przewidzieć tendencje w rozwoju Warszawy. Jednym z tematów trzeciej edycji festiwalu (październik 2011) była polityka mieszkaniowa. Kwestii tej dotyczyła również część wystawy głównej oraz dyskusje i warsztaty. /// Powrót do Miasta, MSN, fot. Bartosz Stawiarski z tzw. ruchem lokatorskim, a więc reprezentanci części społeczeństwa o najniższych dochodach. Walczą oni o uznanie kwestii mieszkalnictwa za priorytet polityki miejskiej. To dla większości z nich, zajmujących mieszkania komunalne, kwestia dobrej polityki mieszkaniowej jest kwestią być albo nie być. Drugą rozpoznawalną grupą lobbingową są deweloperzy, o których dobro dbają kolejne rządy. Władze boją się jak ognia jakiejkolwiek formy interwencjonizmu, który mógłby osłabić wzorowy przez lata wzrost gospodarczy i przeczyć wierze w samoregulującą moc wolnego rynku. Sześćdziesiąt procent społeczeństwa żyje natomiast gdzieś pomiędzy tymi skrajnymi grupami. Nie stać ich na mieszkania oferowane przez deweloperów, ale też nie mogą starać się o przydział mieszkania komunalnego. Dzieje się tak z prostej przyczyny: urzędnikom brakuje lokali, nie mają więc czego przydzielać. Nasze miasta nie dysponują mieszkaniami na wynajem ani dla nas, ani dla przyjezdnych. Najłatwiej dostępne są lokale dla najlepiej sytuowanych, których stać na zaciągnięcie i spłacanie wieloletniego kredytu. W Warszawie, gdzie w 2010 roku przeciętne zarobki były wyższe od średniej krajowej o prawie jedną trzecią, statystycznego Kowalskiego z miesięcznej pensji stać było jednak na zakup tylko połowy metra kwadratowego mieszkania. Oznacza to, że na zakup mieszkania o powierzchni 60 metrów kwadratowych Kowalski musi przeznaczyć w całości 120 miesięcznych pensji. Tymczasem ekonomista Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie, Dominika Brodowicz, przypomina, że według światowych standardów i zaleceń wydatki na mieszkanie nie powinny przekraczać jednej czwartej miesięcznego dochodu. W Warszawie dla znakomitej większości jest to nierealne.15 M # 026 mieszkanie - prawem czy towarem? MIESZKANIOWE NIEPOROZUMIENIE M # 027 ŚWIĘTA PRYWATYZACJA I DROGI W momencie transformacji ustrojowej Polska posiadała bardzo atrakcyjny zasób mieszkaniowy, w którym przewagę stanowiły mieszkania komunalne i społeczne. Zasób ten, odpowiednio zarządzany, mógł dać podstawę przemyślanej polityce mieszkaniowej. Mieszkania były jednak w bardzo złym stanie i w obliczu nowych wyzwań postanowiono rozwiązać problem w najprostszy możliwy sposób, czyli na drodze prywatyzacji. Trend ten nadal się utrzymuje władze ciągle chętniej pozbywają się mieszkań z zasobu miejskiego, niż budują nowe lokale. Taka polityka przynosi oszczędności, nasze samorządy nie ponoszą kosztów zarządzania wieloma nieruchomościami, ale w jej efekcie obywatele w całości muszą zdać się na ceny dyktowane przez deweloperów i firmy handlujące mieszkaniami. Jak to wygląda w praktyce? Marże deweloperów sięgają w Polsce aż procent ceny, podczas gdy w krajach zachodnich, gdzie jest więcej tanich mieszkań społecznych i komunalnych, deweloper może zarobić tylko 7 procent. Profesor Marek Bryx (prorektor, Szkoła Główna Handlowa w Warszawie) rozwiewa jednocześnie złudzenia na temat deweloperów: W momencie, w którym nie można uzyskać około 100 procent narzutu, deweloperzy się wycofują, co widać było dwa lata temu. Kupili działki i wolą przeczekać, bo liczy się ta marża, którą chcą uzyskać 3. W zjawisko to nie interweniują żadne organy władzy. Już na pierwszy rzut oka widać, że Ministerstwo Infrastruktury urząd odpowiedzialny za politykę mieszkaniową państwa przygotowuje ustawy pod kątem wąskiej grupy najlepiej zarabiających. Wykluczeni to między innymi osoby o średnich dochodach i miejski prekariat, pracujący na umowy o dzieło. Trudno też nazwać komfortową sytuację nielicznych, którzy mogą sobie pozwolić na zaciągnięcie drogich kredytów. Szczęśliwcy będą je w końcu spłacać aż do emerytury, drżąc przed utratą pracy. Towarzyszyć im będzie w tym głos urzędników nie mylić z głosem rozsądku mówiący, że jako obywatele państwa na dorobku musimy zaciskać pasa. No cóż, przecież wszyscy dookoła oszczędzają, musimy więc poczekać z aktywną polityką mieszkaniową, dopóki nie zbudujemy dróg, które już zaczęliśmy budować. Tymczasem strona internetowa ministerstwa odpowiedzialnego również za mieszkalnictwo to Niezgrabne hasło: Buduje się drogi, buduje się kolej, buduje się lotniska, które uparcie miga na tym portalu, tylko upewnia odwiedzających w przekonaniu, że to ministerstwo mieszkalnictwem się nie zajmuje. 3 Rozmowa z prof. Markiem Bryksem, wrzesień 2011, archiwum festiwalu Warszawa w Budowie. SPÓŁDZIELNIE Uratować nas mogą spółdzielnie mieszkaniowe. Od początku XX wieku były one rozpowszechnioną formą mieszkalnictwa, która nie ma jednak obecnie w Polsce uprzywilejowanych warunków. Zmagamy się z ustawodawstwem nastawionym na potrzeby wolnego rynku. O znikomym statusie spółdzielczości świadczy fakt, że wszystkie polskie spółdzielnie (spożywcze, rzemieślnicze czy mieszkaniowe) wytwarzają razem tylko 1 procent produktu krajowego brutto. Jak doszło do tego, że ta idealna forma zrzeszania się została zupełnie porzucona? Od początku XX wieku spółdzielcom opłacało się budować razem, bo wspólnie mogli pozyskać mieszkania dużo taniej. Niestety w państwach bloku komunistycznego spółdzielczość nie była niezależna. Powstawały gigantyczne spółdzielnie, które mijały się z ideą działania dla wspólnego dobra, za to na wiele lat skompromitowały myślenie wspólnotowe. W PRL-u spółdzielczość została całkowicie podporządkowana wymogom gospodarki planowej, co ograniczało możliwości działania władz spółdzielni poczynając od planowania kosztów mieszkań, a kończąc na sposobie rekrutacji członków. Źródłem patologii skutecznie do dziś ośmieszającej spółdzielczość było scedowanie na spółdzielnie zadań zastrzeżonych dotychczas dla rad narodowych. Jak twierdzi historyk Krzysztof Madej, spółdzielczość przestała być tym, czym była przed wojną, a więc dobrowolnym zrzeszeniem członków. Stała się natomiast czymś w rodzaju kwaterunku. Konsekwencją ograniczenia społecznej kontroli w działalności spółdzielni były rozmyte reguły przydziału mieszkań i korupcja. Według badań socjologicznych, w jednej z warszawskich spółdzielni 20% mieszkań było do dyspozycji rad narodowych, 30% MO i wojska, a reszta przydzielana była za łapówki 4. No i jak tu przełamać czarną passę spółdzielczości, kiedy tylko na spółdzielczość ogromna część Polaków może dzisiaj liczyć? Dobrym rozwiązaniem są różne formy zrzeszeń i wspólnego budowania, które mogą też mieć formę grupowych zakupów i negocjacji u dewelopera. Gdybym był młodym architektem w Polsce, zakładałbym spółdzielnie mieszkaniowe 5, powiedział podczas wizyty w Polsce Dietmar Eberle, jeden z najbardziej cenionych europejskich architektów. Pozostaje nam mieć nadzieję, że jego słowa przekonają młodych projektantów. WIEDEŃCZYCY NIE KUPUJĄ, WIEDEŃCZYCY WYNAJMUJĄ Z punkt widzenia przeciętnego obywatela polityka mieszkaniowa powinna być jednym z priorytetów władz, zwłaszcza gdy zdobycie mieszkania angażuje zarobki całej rodziny na wiele lat. Profesor Marek Bryx przywołuje 4 K. Madej, Spółdzielczość mieszkaniowa. Władze PRL wobec niezależnej inicjatywy społecznej ( ), Warszawa Dietmar Eberle, wykład w Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie, czerwiec /// Spółdzielnia Venta (1989/1990), fot. Arch. Spółdzielni Venta16 M # 028 mieszkanie - prawem czy towarem? historyczne argumenty: XIX-wieczna Warszawa pełna była mieszkań na wynajem. Były to mieszkania prywatne, kamienice z lokalami na wynajem. Pierwszy system kredytowania w Polsce, który powstał w 1815 roku, polegał na tym, że władze miasta dofinansowywały deweloperów, jak byśmy to dziś powiedzieli, właścicieli przyszłych kamienic, którzy decydowali się budować. Powstaje pytanie, dlaczego o tym nie pamiętamy? 6. Z dyskusją o sytuacji mieszkaniowej trudno jest jednak przebić się do sfery publicznej, bo wokół tego tematu narosło wiele nieporozumień. Podstawowe z nich tkwi w przekonaniu, że mieszkania musimy posiadać na własność. W 2011 roku wiceminister infrastruktury Piotr Styczeń nie pozostawiał złudzeń, mówiąc, że w przygotowywanym programie Społecznych Grup Mieszkaniowych chodzi o stopniowe dochodzenie do własności. Obywatel dostaje mieszkanie, które spłaca w czynszu. Co jednak z tymi, którzy nie chcą posiadać i wiązać się kredytami, a zamiast tego wolą zachować niezależność i wynajmować mieszkania za małe pieniądze przez całe życie, jak na przykład wiedeńczycy? Mieszkania społeczne to w wielu krajach mieszkania budowane przez państwo dla osób, których nie stać na zakup własnego lokum po cenach rynkowych. Są to w większości mieszkania na wynajem. W krajach zachodnich stanowią one co najmniej procent wszystkich lokali. W Polsce jest to zaledwie procent. Powrotem do idei mieszkania społecznego po 1989 roku miało być powołanie Towarzystw Budownictwa Społecznego, jednak z powodu niewystarczających środków z budżetu i ogólnej prorynkowej linii rządu ten sektor budownictwa przez lata stopniowo zamierał. Śmierć TBS-ów przypieczętowało w 2009 roku zamknięcie Krajowego Funduszu Mieszkaniowego, który je finansował 7. Eksperci zgodnie powtarzają, że budownictwo społeczne z prywatnych pieniędzy nie ma racji bytu. Państwo powinno animować ten sektor i wznosić mieszkania czynszowe dla osób, które zarabiają zbyt mało, by dostać kredyt w banku, ale są w stanie się utrzymać i płacić rozsądny czynsz. Władze mogą oddawać ziemię pod budownictwo społeczne i tworzyć niekomercyjny system kredytowy, który pozwala obywatelom mieszkać taniej (np. system oszczędzania wzorowany na niemieckich kasach oszczędnościowo-budowlanych). MIASTO TO NIE FIRMA Podczas zeszłorocznej edycji festiwalu Warszawa w Budowie zastanawialiśmy się, w jaki sposób można w przyszłości programować spółdzielnie, które swoim funkcjonowaniem i nowoczesną organizacją mogłyby wspierać na przykład miejską politykę 6 Rozmowa z prof. Markiem Bryksem, dz. cyt. 7 Kwestia mieszkań społecznych jest jeszcze bardziej dramatyczna w innych krajach Europy Środkowej i Wschodniej na Węgrzech to 4 procent w ogólnym zasobie, podczas gdy w Holandii to 35 procent. społeczną i ekologiczną. Dlatego też zorganizowaliśmy warsztaty Zakładamy spółdzielnię!. Zaprosiliśmy do nich ludzi, którzy uważają, że lepiej żyje się w miejscu, w którym można liczyć na pomoc sąsiada; gdzie łatwo jest żyć i razem i oddzielnie; gdzie je się warzywa ze wspólnego ogródka i razem zamiata chodniki; w którym osoby starsze mogą liczyć na towarzystwo, a najmłodsze na opiekę 8. Dostaliśmy ponad 100 zgłoszeń. Trzydziestoosobowa grupa warsztatowa, razem z grupą architektów, próbowała nadać kształt swojemu wymarzonemu osiedlu. Zaproponowała szereg miejsc wspólnych dla mieszkańców i usługi dla sąsiadów, których brakowało w okolicy: przedszkole, hostel, restaurację, klub. Uczestnicy chcieli, by ich przyszłe miejsce zamieszkania dopełniało istniejące budynki, nie ingerowało negatywnie w estetykę okolicy, generowało pozytywną aktywność sąsiedzką. Takich dążeń na próżno szukać można wśród deweloperów, a nawet miejskich urzędników, których naczelnym hasłem jest: generować zysk finansowy. Doświadczenia zagraniczne pokazują jednak, że tworzenie miast poprzez wspieranie zaangażowania mieszkańców przynosi pozytywne efekty. Inwestycja we wspólnoty to inwestycja w jakość miasta. Szansą na częściowe wyjście z impasu mieszkaniowego powinny być więc m.in. nowocześnie działające wspólnoty mieszkaniowe budowane na sprawdzonych zasadach, takich jak co-housing, czy spółdzielczość wzbogacona o nowoczesne technologie, polityki ekologiczne, nowoczesne polityki pomocy społecznej i samoorganizacji. Tegoroczny warszawski boom związany z projektami architektonicznymi, osiedlowymi czy partycypacyjnymi pokazuje, że rośnie społeczna świadomość i gotowość do działania. Potrzeba jeszcze tylko, by ze strony władz pojawiła się chęć współpracy w dążeniu do najlepszego wykorzystania obudzonego potencjału. 8 Materiały festiwalu Warszawa w Budowie, /// Spółdzielnia Venta (1989/1990), fot. Arch. Spółdzielni Venta Karol Haratyk, Dorota Wnęk PRAWO LOKATORSKIE W DZIAŁANIU M # 029 PRAWO LOKATORSKIE W DZIAŁANIU Dlaczego lokatorom potrzebna jest Zrewidowana Europejska Karta Społeczna? /// Manifestacja krakowskich organizacji lokatorskich, 18 kwietnia 2011, fot. Karol Haratyk Magazyn Miasta ogłosił konkurs na spostrzegawczość: znajdź różnice w zobowiązaniach, które nakładają na instytucje publiczne dwa poniższe akty prawne: Art. 75, ust. 1 Konstytucji RP Władze publiczne prowadzą politykę sprzyjającą zaspokojeniu potrzeb mieszkaniowych obywateli, w szczególności przeciwdziałają bezdomności, wspierają rozwój budownictwa socjalnego oraz popierają działania obywateli zmierzające do uzyskania własnego mieszkania. Art. 31 Zrewidowanej Europejskiej Karty Społecznej (ZEKS) Prawo do mieszkania W celu zapewnienia skutecznego wykonywania prawa do mieszkania, Strony zobowiązują się podejmować działania zmierzające do: 1. popierania dostępu do mieszkań o odpowiednim standardzie; 2. zapobiegania i ograniczania bezdomności, w celu jej stopniowego likwidowania; 3. uczynienia kosztów mieszkań dostępnymi dla osób, które nie mają wystarczających zasobów.17 M # 030 mieszkanie - prawem czy towarem? PRAWO LOKATORSKIE W DZIAŁANIU M # 031 Śledztwo przeprowadzone przez Stowarzyszenie Krakowska Grupa Inicjatywna Obrony Praw Lokatorów nie wykazało istotnych różnic pomiędzy powyższymi artykułami. Prócz jednej: art. 31. ZEKS nie nakłada na Polskę żadnych zobowiązań, bo ZEKS została przez Polskę podpisana, ale nie ratyfikowana. Wstępując do Rady Europy, Polska w 1997 roku ratyfikowała Europejską Kartę Społeczną (EKS). W 1996 roku Rada Europy uznała ochronę ekonomiczną i socjalną zapewnioną przez EKS za niewystarczającą, więc rozszerzyła ją w formie ZEKS, ratyfikowanej przez 31 państw Rady Europy. Wśród tych państw brakuje jednak Polski. EKS oraz ZEKS stanowią katalog praw tzw. drugiej generacji, wyliczają bowiem prawa pracownicze, prawa osób zagrożonych marginalizacją z powodu ubóstwa lub niepełnosprawności, prawo do pomocy społecznej i zdrowotnej oraz do zabezpieczenia socjalnego. ZEKS nakłada na państwa obowiązek składania cyklicznych sprawozdań z realizacji zobowiązań wynikających z umowy. Sprawozdania te są następnie oceniane przez organy RE. Jak mogłoby wyglądać sprawozdanie Polski z realizacji art. 31. ZEKS i jak zostałoby ono ocenione? Zadając to pytanie, pytamy jednocześnie, czy władze publiczne realizują art. 75. Konstytucji RP. Pytamy więc, czy Polska jest państwem praworządnym, które dba o godność swoich obywateli? Oliver W. Holmes, wybitny amerykański prawnik żyjący na przełomie XIX i XX wieku, rozróżniał prawo w książkach i prawo w działaniu. Twierdził, że prawem jest praktyka jego stosowania, a ustawy stanowią tylko jeden z wielu czynników wyznaczających tę praktykę obok dominujących poglądów, bieżącej polityki, a nawet stereotypów. Czym jest więc obecnie w Polsce prawo do mieszkania? Poszukajmy odpowiedzi, przyglądając się bliżej polityce władz Krakowa. Zasób komunalny lokali mieszkalnych w Krakowie PRAWO DO MIESZKANIA W KSIĄŻKACH Konstytucja, podobnie jak ZEKS, gwarantuje prawo do mieszkania. Prawo to potwierdza ustawa o ochronie praw lokatorów z 2001 roku, stanowiąc: Tworzenie warunków do zaspokajania potrzeb mieszkaniowych wspólnoty samorządowej należy do zadań własnych gminy (art. 4, ust. 1), oraz projekt uchwały Wieloletniego programu gospodarowania mieszkaniowym zasobem Gminy Miejskiej Kraków na lata (druk 226). Projekt ten powtarza stosowne zapisy obowiązujących uchwał wcześniejszych: tworzenie warunków do zaspokajania potrzeb mieszkaniowych wspólnoty samorządowej jest jednym z zadań własnych gminy. Zadanie to obejmuje z kolei przede wszystkim zapewnienie lokali socjalnych i zamiennych oraz zaspokajanie potrzeb mieszkaniowych gospodarstw domowych o niskich dochodach. PRAWO DO MIESZKANIA W DZIAŁANIU W MAKROSKALI Dane zawarte w tym dokumencie nie pozwalają jednak dociec, w jaki sposób gmina realizuje zadania w tym zakresie. W latach wybudowała ona w Krakowie niecałe 2 procent lokali oddanych do użytku. Obecnie posiada około 5 procent krakowskich lokali mieszkalnych. Zakłada się, że w związku ze sprzedażą nawet 10 procent zasobu rocznie, liczba komunalnych lokali spadnie o połowę do 2016 roku. Wobec wysokich cen mieszkań na rynku deweloperskim nie sposób jednak liczyć, że problemy mieszkaniowe rozwiąże niewidzialna ręka rynku. 60 procent Polaków nie stać bowiem na zakup mieszkania (dane w założeniach do projektu ustawy o społecznych grupach mieszkaniowych z 20 czerwca 2011 roku). Miasto nie zmniejsza również skali bezdomności. Od 2005 roku wciąż około półtora tysiąca osób pozostaje w Krakowie bez dachu nad głową (zgodnie z zaniżonymi danymi Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej). Rok Liczba lokali wchodzących w skład zasobu Liczba pozyskanych lokali /// Źródło: opracowane na podstawie Wieloletniego programu /// Źródło: Biuletyn Statystyczny Miasta Krakowa; KRN ROZWIĄZANIE Rozwiązaniem problemów mieszkaniowych nie mogą być zasiłki ani dodatki mieszkaniowe. W 2010 roku w Krakowie wypłacono 84 tys. dodatków mieszkaniowych o średniej wartości 204 zł (GUS). Polityka ta jest więc niewystarczająca. Polskie organizacje lokatorskie udokumentowały wiele przypadków popadania w długi przez osoby, które z powodu niskich dochodów (najczęściej z emerytur lub rent) nie były w stanie ani opłacać w pełni czynszu, ani wynająć mieszkania w niższej cenie. Rozwiązaniem problemów mieszkaniowych mogłoby być więc tylko zwiększenie udziału gminy w budownictwie mieszkaniowym, co skutkowałoby obniżeniem kosztów najmu. Zmniejszanie komunalnego zasobu mieszkaniowego prowadzi w końcu do niegospodarności i uniemożliwia wywiązywanie się przez gminy ze swoich ustawowych obowiązków, co potwierdziła Najwyższa Izba Kontroli w raporcie z kwietnia 2008 roku. NIK w lutym 2011 roku stwierdziła ponadto, że 80 proc. spośród oczekujących na lokal socjalny w Polsce nie otrzyma go z powodu zbyt małej liczby tego typu mieszkań, a niektóre z oferowanych lokali socjalnych zagrażają życiu i zdrowiu. Z powodu braku lokali socjalnych Kraków w latach wypłaci 50 mln zł odszkodowań właścicielom lokali, których najemcy nie mogą być eksmitowani. A kwota ta mogłaby wystarczyć na wybudowanie 420 mieszkań na gruntach miejskich. Warto się również zastanowić nad tym, ile mieszkań można by wybudować za ponad 500 mln zł przeznaczonych przez miasto na remont stadionu Wisły czy 23 mln zł przeznaczone na budowę pieszej kładki Bernatka. Pieniądze te mogłyby także uchronić przed likwidacją 12 krakowskich szkół i przedszkoli, które Prezydent Miasta planuje zamknąć ze względów ekonomicznych. Cena 1 m kw. mieszkań w porównaniu z zarobkami PRAWO DO MIESZKANIA W DZIAŁANIU W MIKROSKALI Prawo w działaniu okazuje się rażąco odmienne od prawa zawartego w przepisach nie tylko na poziomie danych statystycznych, lecz także na bardziej ludzkim poziomie. Organizacje lokatorskie w Polsce udokumentowały wiele przypadków naruszenia prawa lub godności ludzkiej przez instytucje publiczne. Skandaliczny był przypadek 70-letniej pani Marii ze stolicy Małopolski, eksmitowanej w 2009 roku wyrokiem sądu. Wobec nielegalności tzw. eksmisji na bruk, eksmitowany lub eksmitowana w takiej sytuacji musi otrzymać lokal tymczasowy. Pani Marii zaproponowano jednak miejsce w nieprzystosowanym do celów mieszkalnych dawnym magazynie, mieszczącym się pomiędzy spalarnią nieczystości a oczyszczalnią ścieków. Mimo że lokal nie mógł zostać zamieszkany, komornik nie odstąpił od czynności, dokonując de facto eksmisji na bruk. W trakcie blokady tej nielegalnej eksmisji przez sąsiadów, przyjaciół pani Marii, członków Federacji Anarchistycznej, Inicjatywy Pracowniczej i Młodych Socjalistów, zatrzymano wiele osób. Policjanci nie cofnęli się ani przed stosowaniem przemocy, ani przed obrażaniem blokujących. Równie bulwersujący jest krakowski przypadek 91-letniej pani Aldony, wobec której sąd orzekł w 2010 roku eksmisję bez prawa do lokalu socjalnego. Pani Aldona jest samotna. Posiada jednak działkę, na której jej nieżyjący już mąż rozpoczął budowę domu. Śmierć męża w latach osiemdziesiątych przerwała budowę. Na działce stoją obecnie spleśniałe szare ściany bez okien, bez drzwi i jakichkolwiek instalacji. Sąd stwierdził jednak, że dom ten nadaje się do zamieszkania przez poruszającą się na wózku inwalidzkim 91-letnią kobietę. Ustawa o ochronie praw lokatorów zabrania eksmisji osób powyżej 75. roku życia, o ile nie posiadają one krewnych, mających wobec nich obowiązek alimentacyjny (np. dzieci), lub innego lokalu, w którym mogłyby zamieszkać. W przypadku pani Aldony sąd powołał się więc na18 M # 032 mieszkanie - prawem czy towarem? ten drugi warunek. Obowiązek alimentacyjny dzieci wobec emerytowanych rodziców jest jednak również problematyczny. Sądy nie biorą pod uwagę sytuacji rodzinnej dorosłych dzieci, które nierzadko z trudem są w stanie opłacić czynsz za niewielkie mieszkanie, które zajmują z własnymi rodzinami. PRAWO DO MIASTA: LOKALE UŻYTKOWE W Polsce łamane są nie tylko prawa lokatorów, lecz także najemców lokali użytkowych. W pierwszej połowie 2011 roku Zarząd Budynków Komunalnych podjął czynności mające na celu pozbawienie państwa Helenę i Henryka Druciów lokalu użytkowego. Małżeństwo od kilkudziesięciu lat prowadzi najstarszy antykwariat w Krakowie (ul. św. Tomasza 26). Przez te wszystkie lata państwo Druciowie zdobyli wielu przyjaciół wśród krakowskich bibliofilów. Manifestacja w obronie antykwariatu (2 czerwca 2011 roku) zgromadziła około 150 osób, a pod petycją w obronie lokalu zebrano 700 podpisów. Radni Miasta poparli decyzję mieszkańców, dopisując 6 lipca 2011 roku zawód antykwariusza do listy branż chronionych w dwóch podobnie brzmiących uchwałach autorstwa PO oraz PiS. Ochrona branż wymienionych w uchwałach polega na prawie do najmu komunalnych lokali użytkowych po preferencyjnych stawkach. Obie uchwały nie są jednak prawem w rozumieniu Holmesa, gdyż Prezydent Miasta wciąż nie wydał zarządzenia wykonawczego do uchwał. Antykwariat Państwa Druciów, mimo poparcia mieszkańców Krakowa i radnych, wciąż pozostaje zagrożony likwidacją. DUCH PRAWA DO MIESZKANIA Osiemnastowieczny filozof Monteskiusz uważał, że relacje społeczne w każdym narodzie wyznacza swoisty duch prawa, którego przejawem są przepisy prawa i praktyka ich stosowania. Jaki jest duch prawa, który przenika praktykę prawa do mieszkania we współczesnej Polsce? Logikę stosowania prawa do mieszkania wyrażają wypowiedzi elity politycznej naszych miast. Bogusław Kośmider, Przewodniczący Rady Miasta Krakowa, uznał, że w centrum nie ma miejsca dla ubogich ludzi. Jak stwierdził, pod wieżą Eiffla w Paryżu czy na placu Weneckim w Rzymie nie mieszka biedota ( Gazeta Krakowska, 27 grudnia 2011 rok). W podobnym duchu wypowiedział się również burmistrz Śródmieścia Warszawy, Wojciech Bartelski, sprzeciwiając się obecności barów mlecznych w centrum miasta. Według niego nie powinno ono być tanie i przaśne, ale nieco droższe i nowocześniejsze ( GW, 22 grudnia 2011 rok). Krakowskie organizacje lokatorskie wierzą jednak, że duch prawa jest odmienny niż logika działania władz i od wielu lat organizują dziesiątki manifestacji, domagając się rozmów władz miasta z mieszkańcami w ramach Okrągłego Stołu Mieszkaniowego (OSM). Władze przez długi czas odrzucały jednak taką możliwość. Szóstego lipca 2011 roku Rada Miasta pod naciskiem mieszkańców zgodziła się w końcu na ustanowienie OSM. Celem obrad OSM jest zagwarantowanie stosowania art. 75 Konstytucji RP oraz wypracowanie praktycznych środków mających rozwiązać problemy mieszkaniowe w Krakowie (więcej informacji o OSM można znaleźć na stronie oraz lokatorzy-pk.pl). Szesnastego stycznia 2012 roku 25 organizacji uczestniczących w obradach OSM poparło apel do władz polskich o ratyfikację Zrewidowanej Europejskiej Karty Społecznej wystosowany przez Polskie Zrzeszenie Lokatorów (poparcie dla petycji można wyrazić, kontaktując się mejlowo z PZL-em: Apel ten poparła również największa międzynarodowa federacja organizacji lokatorskich, International Union of Tenants, w liście otwartym do Premiera. Domagając się ratyfikacji ZEKS, domagamy się przestrzegania polskiej konstytucji. Dlatego właśnie lokatorzy wspólnie z pracownikami i pracownicami, osobami starszymi, niepełnosprawnymi oraz innymi osobami zagrożonymi marginalizacją powinni domagać się ratyfikacji całego tekstu ZEKS. Zachęcamy też do zwrócenia się do posła ze swojego okręgu z prośbą, by poparł ratyfikację ZEKS, oraz do podpisania petycji znajdującej się pod adresem: zrewidowanej_europejskiej_karty_spolecznej.html. Władza należy do każdego z nas, a naszym obowiązkiem jest jej egzekwowanie! Dorota Wnęk działaczka Stowarzyszenia Krakowska Grupa Inicjatywna Obrony Praw Lokatorów, uczestnik obrad Okrągłego Stołu Mieszkaniowego w Krakowie. Karol Haratyk badacz ruchu lokatorskiego w Polsce /// Manifestacja krakowskich organizacji lokatorskich, 18 kwietnia 2011, fot. Karol Haratyk Bartłomiej Kozek PALIKOT I LOKATORZY MAŁŻEŃSTWO Z ROZSĄDKU? Środowiska lokatorskie zastanawiają się nad strategią, która przyniesie im polityczną widzialność i zwiększy szansę na realizację ich postulatów. Czy mariaż z liderem Ruchu Palikota daje na to szanse? Coraz trudniej pozbyć się wrażenia, że między Januszem Palikotem a Piotrem Ikonowiczem czuć polityczną chemię. Były lider PPS odrzucił zaloty wskrzeszonego z politycznego niebytu Leszka Millera. Od jesieni zeszłego roku pojawia się na konferencjach prasowych organizowanych wspólnie z szefem Ruchu Palikota. Teksty o konieczności budowania Europy socjalnej jego autorstwa pojawiają się na stronie internetowej RP. Sukces tego ugrupowania przyniósł bezprecedensowe medialne zainteresowanie prowadzonej przez Ikonowicza Kancelarii Sprawiedliwości Społecznej, przedstawiającej Ruchowi Palikota diagnozę problemów społecznych w specjalnej, wysokonakładowej broszurze Jak żyć, panie premierze?. Ale czy sojusz ten jest czymś więcej PALIKOT I LOKATORZY MAŁŻEŃSTWO Z ROZSĄDKU? M # 033 /// Plakat towarzyszący demonstracji z okazji Międzynarodowego Dnia Lokatora, 2 października 2012, Warszawa, fot. Joanna Erbel niż tylko kolejnym koniunkturalnym zwrotem byłego polityka Platformy Obywatelskiej? Czy niezależnie od jego intencji daje szanse na poprawę sytuacji osób zagrożonych eksmisjami? PARTNERSTWO Z OGRANICZONĄ ODPOWIEDZIALNOŚCIĄ Jedną z przyczyn wyborczego sukcesu Janusza Palikota, poza jego zasobami finansowymi, było wykorzystanie strategii, która w rozwiniętych demokracjach wydaje się oczywistością odwołanie się partii politycznej do ruchów społecznych. Do tej pory za polityczny majstersztyk uchodziło pacyfikowanie społecznej aktywności za pomocą mniej lub bardziej zauważalnych19 M # 034 mieszkanie - prawem czy towarem? PALIKOT I LOKATORZY MAŁŻEŃSTWO Z ROZSĄDKU? M # 035 /// Plakat towarzyszący demonstracji z okazji Międzynarodowego Dnia Lokatora, 2 października 2012, Warszawa, fot. Joanna Erbel ustępstw na rzecz postulatów danego ruchu społecznego 1. Gdy Kongres Kobiet zebrał wymaganą liczbę podpisów pod obywatelskim projektem ustawy parytetowej, Platforma Obywatelska zdecydowała się na wdrożenie 35-procentowego systemu kwotowego do polskiego prawa wyborczego. Ruchy społeczne, które nie potrafią zadeklarować swojej siły liczebnej lub wpływu na społeczne elity, nie mogą liczyć na tak dobre traktowanie. Przykładem mogą być środowiska ekologiczne, protestujące przeciwko budowie elektrowni jądrowych w Polsce, czy środowiska lokatorskie, o poparcie których nie zwracała się do tej pory żadna polityczna siła głównego nurtu. O ile w krajach Europy Zachodniej wychodzenie do ruchów społecznych należy do politycznego być albo nie być, o tyle w Polsce środowiska obywatelskie traktowane były dotąd po macoszemu. Ich poparcie zazwyczaj było zupełnie zbędne politykom (pozapartyjnych oponentów wyśmiewano i szufladkowano jako roszczeniowców jak w przypadku związków zawodowych i ekologów, czyli wrogów postępu ). Działania ruchów społecznych najczęściej uznawane były za oczywistość. W ten sposób środowiska katolickie przez lata skazane były na PiS, a organizacje pracownicze skupione wokół OPZZ na SLD. Politycy sojuszniczych partii przychodzili do organizacji pozarządowych z gospodarskimi wizytami i deklarowali wyuczone formułki. Po chwili wracali do rządowych gabinetów, nie przejmując się postulatami, do poparcia których zobowiązywali się podczas kampanii wyborczych. Do tej pory próby uwolnienia się od tej zależności nie kończyły się sukcesami wystarczy spojrzeć na kondycję Prawicy Rzeczpospolitej Marka Jurka z prawej lub Polskiej Partii Pracy z lewej strony sceny politycznej. MIESZKANIE I PRZYLEGŁOŚCI Wejście Palikota w tematykę mieszkaniowo-lokatorską w czasie kampanii wyborczej okazało się dla niego politycznym strzałem w dziesiątkę. Na początku walki o głosy miał on do zaoferowania program niewielkiej objętości 2, otwierający RP na środowiska feministyczne, LGBT, antyklerykalne i kulturalne. W sprawach ekonomicznych i społecznych ugrupowanie nie miało jednak wiele propozycji poza podatkiem liniowym, walką z biurokracją oraz darmowym internetem. Hasła te, w większości zahaczające o neoliberalizm, zaczęły stawać się przeszkodą w przekonywaniu do siebie lewicowego elektoratu, coraz bardziej zdezorientowanego kłótniami o miejsca na listach SLD. Przyjęcie przez RP na pokład Anny Grodzkiej, Roberta Biedronia i Wandy Nowickiej otworzyło drzwi do elektoratu liberalnego światopoglądowo (zamazując wspomnienia tygodnika Ozon, 1 Pisał o tym Maciej Gdula w podsumowaniu czterech lat rządów Donalda Tuska: Długie cztery lata, Zielone Wiadomości, , 2 Program Nowoczesne Państwo : sites/default/files/program%20nowoczesnego%20panstwa.ppr1_. pdf. którego właścicielem był Palikot i który zasłynął z pokazania heteroseksualnej pary trzymającej NOP-owski zakaz pedałowania na jednej z okładek pisma). Ich obecność zwiększyła też wiarygodność w boju o lewicowych wyborców. Podatek liniowy uzupełniono wysoką kwotą wolną (do 2,5 tysiąca zł miesięcznie), pojawiła się w politycznym przekazie retoryka przyjazna idei płacy minimalnej oraz związkom zawodowym 3. W gronie tematów interesujących Ruch pojawiła się także za pośrednictwem współpracy z Piotrem Ikonowiczem kwestia mieszkaniowa. Współpraca RP i Ikonowicza trwa nadal, po wyborach, a ze strony RP nie brak deklaracji, że chciałby on zmniejszyć poziom rozwarstwienia społecznego w Polsce, wzorując się na metodach brazylijskiego prezydenta Ignacia Luliego da Silvy 4. Politycy tej partii pojawiają się na blokadach eksmisji oraz na wydarzeniach takich jak Warszawski Okrągły Stół Mieszkaniowy. SZKLANE DOMY DAJĄ GŁOSY Kwestia mieszkaniowa pomogła zmobilizować w wyborach różnorodne grupy społeczne. Dla młodych ludzi, wchodzących w dorosłe życie, plan zmiany w prawie, zmuszającej samorządy do szybszego przyjmowania planów zagospodarowania, i obietnica budowy w ciągu jednej kadencji 200 tysięcy mieszkań 5 były kuszące. Wydawać się mogły szansą na odrobinę stabilności w świecie, w którym coraz większa część z nas skazana jest na śmieciowe umowy i towarzyszący im brak zdolności kredytowej. Co więcej, wykorzystując retorykę liberalną zwiększania mobilności społecznej i walki z urzędniczą samowolką RP mówił do młodych językiem, który dla większości z nich, po latach dominacji neoliberalnej myśli ekonomicznej, był jedynym zrozumiałym językiem opisującym rzeczywistość. Ruch dobrze wstrzelił się również w aspiracje młodych z mniejszych ośrodków, którzy chcą mieć prawo do życia o porównywalnej jakości jak ich rówieśnicy w metropoliach. Nowo zdobytą wrażliwość społeczną lubelski polityk postanowił udowodnić, wchodząc w sojusz z ruchem 3 Apogeum tego procesu była wspólna konferencja prasowa z szefem OPZZ Janem Guzem. Znajomy związkowiec stwierdził, że wywołała ona wielkie zamieszanie w Związku. Po raz pierwszy bowiem z członkami zaczął dyskutować polityk, który nie zgadzał się ze wszystkimi postulatami, ale był otwarty na rozmowy i argumenty. Nie podpisywał się też pod każdą literą porozumienia, o którym zapominał pięć minut później. 4 Jacek Żakowski, Ani dnia spokoju. Druga Brazylia, czyli pomysły Palikota, serwis Polityka.pl, : kraj/analizy/ ,1,druga-brazylia-czyli-pomysly-palikota.read. 5 Dotarcie po wyborach do wielu obietnic składanych przez Palikota w trakcie kampanii jest niełatwym zadaniem. Z jego postulatami niezapisanymi w dokumentach programowych można się zapoznać w artykułach Palikot: Nazwę i program możemy zmienić na bardziej lewicowe, Witryna Krytyki Politycznej, : krytykapolityczna.pl/lewicapowyborach/palikotpolskajestjuzinna/ menuid-1.html oraz Łączę lewicowość z liberalizmem, portal TVP. info, : lokatorskim do tej pory lekceważonym i traktowanym jako radykalny. Lokatorzy nie mogą liczyć na wyrozumiałość mediów głównego nurtu. Kwestie lokatorskie trafiają do worka kwestii ekonomicznych, niepodlegających medialnej dyskusji. Wykorzystuje się do tego komunały, mające tworzyć rzekome zdroworozsądkowe podejście do świata. Trudno w sferze publicznej kwestionować takie zasady, jak ta, że należy płacić za wynajem, podobnie jak dbać o cudzą własność, że dobrze jest rewitalizować zdewastowane dzielnice czy odpowiadać na pytanie, jakim prawem osoba znęcająca się nad rodziną czy dewastująca mienie może oczekiwać mieszkania o innym standardzie niż blaszany barak z dala od cywilizacji. Sęk w tym, że życie okazuje się dużo bardziej skomplikowane. Podwyżki czynszów komunalnych, które tłumaczy się koniecznością poprawy stanu lokali komunalnych, przeznaczane są na łatanie deficytów budżetowych samorządów. Reprywatyzowane kamienice często trafiają do osób nie mających nic wspólnego z przedwojennymi właścicielami. Te za pomocą drastycznych podwyżek czynszów, odcinania mediów czy zastraszania pozbywają się przejętych wraz z budynkiem lokatorów. Życie w kontenerach wiąże się natomiast z zagrożeniem zdrowia z powodu ich niedostosowania do całorocznego użytkowania, a koszty ich ogrzewania w zimie oraz słaba dostępność transportu publicznego de facto uniemożliwiają wyjście z biedy i towarzyszącego jej zadłużenia 6. Tworzą się społeczne getta. Wszystko to dzieje się w kraju, w którym w ciągu ostatnich 10 lat zmniejszono opodatkowanie przedsiębiorstw z 28 do 19 procent (SLD za rządów Leszka Millera), zredukowano składkę rentową, zniesiono podatek spadkowy dla najbliższej rodziny (PiS w kadencji ) i obniżono najwyższą stawkę podatku dochodowego. Tymczasem symboliczny spadek stawki dla osób nisko i średnio zarabiających rząd PO-PSL zrekompensował sobie, podwyższając w 2010 roku uderzający głównie w tę grupę podatek VAT. Obniżki podatków zmniejszyły wpływy do budżetów samorządów, co zmusiło te ostatnie do podwyżek cen świadczonych przez nie usług publicznych, takich jak transport zbiorowy czy dostarczanie wody. Podążanie drogą rozwoju wizerunku korzystnego dla inwestorów i inwestowanie w spektakularne, drugorzędne z perspektywy jakości życia w mieście inicjatywy (z piłkarskimi stadionami na czele) jest świadomym wyborem wielu polskich samorządów. Ograniczają one sobie w ten sposób dostępne zasoby finansowe.trzeba też wspomnieć, że np. z obiecanej przy okazji Euro 2012 rewitalizacji warszawskiej Pragi nie zrealizowano nawet stricte biznesowych zamierzeń urbanistycznych przy Stadionie Narodowym, o renowacji zabytkowych kamienic w dzielnicy nie mówiąc. Po niewielkiej liczbie oddawanych do użytku mieszkań komunalnych widać 6 Powrót do getta. Strona kwartalnika Nowy Obywatel, :20 M # 036 mieszkanie - prawem czy towarem? PALIKOT I LOKATORZY MAŁŻEŃSTWO Z ROZSĄDKU? M # 037 /// Demonstracja z okazji Międzynarodowego Dnia Lokatora, 2 października 2012, Biblioteka Krasińskich, Warszawa, fot. Joanna Erbel też, jakie grupy społeczne najbardziej cierpią na wdrażaniu takiej strategii. CZTERY LATA SPRAWDZAM Jak widać z pobieżnego wymienienia trapiących politykę miejską problemów, oferta Janusza Palikota w kwestii problemów mieszkaniowych nie jest całościowym projektem zmian. Jak stwierdziła na jesiennej konferencji Prawo do mieszkania doktor Irena Herbst, od dłuższego czasu popyt na mieszkania przewyższa podaż, a przez ostatnie lata ich deficyt wzrósł do alarmującego poziomu 1,5 miliona 7. W związku z tym pytania wobec propozycji Palikota można mnożyć. Jak Ruch Palikota chce finansować zmniejszenie tego deficytu, jednocześnie deklarując przywiązanie do liniowych podatków PIT, VAT i CIT na poziomie 18 procent? Czy partia zamierza wspierać dotychczasowe działania, służące (jak twierdzi Herbst) głównie podsycaniu podaży i maksymalizacji zysków deweloperów w rodzaju programu Rodzina na swoim? Jak na razie niewiele wiemy na ten temat. Wiemy tylko tyle, że większość członków Ruchu zagłosowała za podwyższeniem wieku emerytalnego do 67. roku życia. Po słabym odzewie 8 na pierwszomajowe hasła RP budowania fabryk przez państwo czy walki z umowami śmieciowymi poprzez obniżenie oskładkowania do ZUS-u o 30%, przebąkuje się o kolejnym, jesiennym kongresie ugrupowania, którego uwaga ma się skupić na poprawie sytuacji przedsiębiorców. Jeśli wierzyć medialnym doniesieniom 9, jego twarzą miałby być nieukrywający swoich fascynacji thatcheryzmem były poseł PO Łukasz Gibała. Wygląda więc na to, że przez najbliższe lata będziemy skazani na żmudne śledzenie sejmowych głosowań. Z jednej strony obecność w klubie RP takich osób jak Wanda Nowicka czy Zofia Popiołek (zaangażowana w kwestie lokatorskie) 10 daje nadzieję, że inicjatywy w rodzaju prawa ostatniej koszuli, mające gwarantować każdej osobie eksmitowanej, że pewna część jej dobytku nie będzie sprzedana na spłatę zadłużenia, pojawią się jako ważne punkty sejmowych debat. Palikot, do niedawna skupiony na angażowaniu ruchów społecznych, wyśmienicie odnalazł się w parlamentarno-partyjnych rozgrywkach. Istnieje jednak realne ryzyko, że w pewnym momencie postulaty ruchu lokatorskiego zostaną przez niego odłożone na półkę, tak jak niegdyś SLD odkładało postulaty dotyczące dostępności aborcji czy świeckości państwa. Dużo więc zależy od samego ruchu lokatorskiego, jego siły i zdolności do mobilizacji. Przykład ignorowanego w dużej mierze ruchu antynuklearnego pokazuje, że RP będzie się liczyć tylko z tymi siłami społecznymi, które będą się przekładać na statystycznie istotną liczbę głosów. Na pytanie, czy ruch lokatorski w Polsce czuje się zadowolony z takiej formy politycznej reprezentacji, ruch ten musi odpowiedzieć sobie sam. Jak Ruch Palikota chce finansować zmniejszenie tego deficytu, jednocześnie deklarując przywiązanie do liniowych podatków PIT, VAT i CIT na poziomie 18 procent? 7 Prawo do mieszkania: Jak zwiększyć dostępność mieszkań w Polsce? Spółdzielnie, partnerstwo publiczno-prywatne, TBS?, blog Zielona Warszawa, : 2011/09/prawo-do-mieszkania-jak-zwiekszyc.html. Patrz też artykuł dr Ireny Herbst w tym numerze Miast. 8 Wojciech Szacki, Platforma krwawi, ale nikt się tą krwią nie pożywi, Gazeta Wyborcza, , pl/1,75248, ,platforma_krwawi ale_nikt_sie_ta_krwia_ nie_pozywi.html. 9 Ruch Palikota zmienia kurs, Newsweek.pl, , newsweek.pl/palikot-zmienia-kurs,92385,1,1.html. 10 Sąsiadka Palikota w Sejmie. Na kampanię wydała niecałe 3 tys. zł, portal radia TOK FM, , , ,Sasiadka_Palikota_w_Sejmie Na_kampanie_ wydala_niecale.html. /// Piotr Ikonowicz na demonstracji z okazji Międzynarodowego Dnia Lokatora, 2 października 2012, Warszawa, fot. Joanna Erbel Pokazać jeszcze

References: art. 678
 art. 4
 Art. 75
 Art. 31
 art. 31
 art. 31
 art. 75
 art. 75