Source: http://stanowice-marcinkowice.npage.de/wiatraki-czyli-energia-odnawialna-w-gminie-oawa.html
Timestamp: 2017-09-26 05:24:19+00:00

Document:
Jan Kownacki z Gaci
na usługach mafii wiatrakowej
Jak już wcześniej informowaliśmy poniżej, mimo zmasowanego sprzeciwu mieszkańców, na polach uprawnych Gaju Oławskiego „zakwitły” wiatraki, czyli wiatrowe turbiny prądotwórcze.
Pierwsze cztery wiatraki o wysokości każdy po 100 metrów stanęły już w roku 2012. Koszt tej inwestycji wyniósł 18 mln złotych, w tym wsparcie z WFOŚiGW we Wrocławiu to ponad 11 mln złotych.
Wartość nowej instalacji zrealizowanej pod koniec 2015 roku, czyli kolejnych dwóch wiatraków, każdy o wysokości 200 metrów, to ponad 47 mln zł, z czego ponad 35 mln zł to wsparcie finansowe z Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska we Wrocławiu. Dostawcą elementów do budowanej farmy jest niemiecka firma “Enercon”.
Inwestorem krajowym jest lokalna spółka cywilna “Promet-Plast”, należąca do Elżbiety i Andrzeja Jeżewskich z Godzikowic. Firma ta jest producentem wyrobów z tworzyw sztucznych, ale znana jest też z innych działań na naszym terenie, jak np. z zakupem od Gminy Oława terenów zalesionych w Stanowicach na skraju dużego osiedla mieszkaniowego w zabudowie jednorodzinnej, gdzie po wykarczowaniu lasu ma stanąć blokowisko. Jak nas informują mieszkańcy, Elżbieta Jeżewska jest również właścicielką „Galerii Oławskiej” w Oławie.
Farma wiatrowa na terenie Gaju Oławskiego powstała nielegalnie, co zostało stwierdzone przez Najwyższą Izbę Kontroli.
Oto fragmenty wystąpienie pokontrolnego Najwyższej Izby Kontroli nr LWR-4112-07-01/2010 z dnia 25 maja 2011:
W toku postępowań administracyjnych – prowadzonych na wnioski firmy [...]4 z 1 września i 20 października 2009 r., dotyczące wydania decyzji o środowiskowych uwarunkowaniach dla przedsięwzięć, polegających na budowie w sumie 5 turbin wiatrowych – Zastępca Wójta Gminy Oława wydał z upoważnienia Wójta Gminy Oława wadliwe decyzje (nr 27/2010 z 27 października 2010 r. i nr 29/2010 z 10 listopada 2010 r.), odmawiające uchylenia ostatecznych decyzji Wójta Gminy Oława (nr 10/2009 z 21 września 2009 r. i nr 19/2009 z 8 grudnia 2009 r.), w których stwierdzono brak potrzeby przeprowadzenia oceny oddziaływania przedsięwzięcia na środowisko. W świetle bowiem decyzji Samorządowego Kolegium Odwoławczego we Wrocławiu (nr SKO 4136/37/10/11 z 5 stycznia 2011 r. i nr SKO 4136/40/10/11 z 22 lutego 2011 r.), uchylających w całości zaskarżone decyzje nr nr 27/2010 i 29/2010 i przekazujących sprawy do ponownego rozpatrzenia – wadliwość postępowania dowodowego, skutkowała błędną oceną o braku obowiązku przeprowadzenia oceny oddziaływania na środowisko, a także niedopełnieniem obowiązków w zakresie ustalenia stron postępowania i uwzględnienia ich uprawnień, wynikających z tytułu dysponowania działką, zlokalizowaną w strefie oddziaływania planowanej inwestycji.
Badania kontrolne wykazały ponadto, Że nie zrealizowano – wynikającego z art. 3 ust. 1, pkt 11 ppkt c i art. 85 ust. 3 ustawy ukiś w związku z art. 9 kpa – obowiązku podania do publicznej wiadomości, w sposób zwyczajowo przyjęty, informacji dotyczącej planowanego przedsięwzięcia i jego realizacji, w tym o wydanych decyzjach o środowiskowych uwarunkowaniach dla przedsięwzięć polegających na budowie elektrowni wiatrowych. Wykonaniem takiego obowiązku byłoby umieszczenie stosownego ogłoszenia w miejscu prowadzenia przedsięwzięcia, tj. choćby na tablicy ogłoszeń w miejscowości Gaj Oławski.
Najwyższa Izba Kontroli nie podziela przy tym stanowiska inspektora ds. ochrony środowiska i gospodarki wodnej Urzędu, wskazującego w złożonych wyjaśnieniach, Że wypełnienie przywołanych wyżej norm prawnych, wymagałoby montażu tablicy ogłoszeń na gruntach rolnych w miejscu usytuowania wiatraków. Dla celów publikacji informacji o planowanych przedsięwzięciu za miejsce jego lokalizacji można bowiem przyjąć miejscowość Gaj Oławski (w tym miejscową tablicę ogłoszeń), w obrębie której zlokalizowane są działki na których przewidziano budowę wiatraków.
Jednak Wójt Gminy Oława Jan Kownacki z Gaci ma to w d….
W tym samym miejscu Kownacki ma również masowy sprzeciw mieszkańców gminy, którym postawiono 200-metrowe wiatraki zaledwie ok. 600 metrów od ich zabudowań, wbrew ich woli.
Oto Postanowienie Wójta Gminy Oława nr RG.6721.1.2015.PP z dnia 20 października 2015, podpisane przez Jana Kownackiego z Gaci:
Postanawiam nie uwzględnić uwagi mieszkańców wsi Niwnik, Godzinowice, Jaczkowice i Gaj Oławski (podpisaną przez 194 osoby fizyczne) wniesionej pismem z dnia 08.10.2015 r. dotyczącej zapisów dopuszczających zwiększenie mocy elektrowni wiatrowych z 2,5 MW do 5 MW.
Oczywiście nie chodzi tu o jakieś „zwiększenie mocy” tylko o budowę dodatkowych dwóch wiatraków-bydlaków po 200 metrów wysokości w odległości ok. 600 metrów od zabudowy mieszkaniowej.
Ale nawet te suche dane o mocy są też kłamstwem, bo moc zainstalowana dotychczasowych czterech turbin to łącznie 3,2 MW, a nowe turbiny mają każda po 3 MW, czyli chodzi o zwiększenie mocy z 3,2 MW do 9,2 MW.
Uzasadnienie tego postanowienia, to bite cztery strony drobnego druku urzędniczego bełkotu, kompletnie pomijającego ustalenia naukowe podane w naszej publikacji z dnia 16 maja 2014 - poniżej.
Reasumując, kilkadziesiąt milionów złotych dotacji z (jak na ironię) Funduszu Ochrony Środowiska, popłynęło do Niemiec, do firmy, która sprzedała nam turbiny. Ciekawe, jak ta firma, wspólnie z firmą państwa Jeżewskich, zachęciły Kownackiego i radnych do łamania prawa, do bezczelnego przeciwstawienia się dużej grupie mieszkańców i do zgody na tę inwestycję.
Jak przestrzegaliśmy wyborców przed tym, że Kownacki zgodzi się na postawienie 200 metrowych bydlaków w sąsiedztwie ich domów, to nam nie uwierzyli. Woleli wypić wódkę „Demokratkę” rozwożoną przez „zwolenników” Kownackiego w dniu wyborów i na niego zagłosować.
Wyborcom Kownackiego proponujemy lekturę fragmentu opracowania grupy naukowców Polskiej Akademii Nauk p.t. „Elektrownie wiatrowe a zdrowie – 2010” sporządzonego przez zespół naukowców PAN: Prof. dr hab. n. med. Maria Podolak-Dawidziak, członek Komitetu Patofizjologii PAN, prof. dr. hab. inż. Adam Janiak, członek PAN, dr. inż. Mateusz Gorczyca, dr. inż. Andrzej Kozik, mgr inż. Rafał Januszkiewicz i mgr inż. Bartosz Tomeczko, potwierdzonego wynikami badań własnych i wielu badań renomowanych instytutów międzynarodowych z Francji, USA, Szwecji, Holandii, Wielkiej Brytanii, Nowej Zelandii i Portugalii. Cytat z tego opracowania: (link: http://stopwiatrakom.eu/pliki/Wyniki_badan.pdf )
Początkowe objawy (1-4 lata) – zaburzenia nastroju, migreny, depresja, agresywność, irytacja (zwłaszcza w kontakcie z codziennym hałasem), nietolerancja na hałas, zaburzenia równowagi (u ok. 57 % badanych), uporczywe infekcje narządów oddechowych (gardła, oskrzeli), bronchit, spowodowane uszkodzeniem pęcherzyków w oskrzelikach i płucach.
Następnie (4-10 lat) prowadzi do patologii całego organizmu, rozprzestrzeniając się na wiele organów i powoduje: osłabienie układu odpornościowego organizmu, alergie, patologie kardiologiczne, epilepsja, bóle kręgosłupa oraz w klatce piersiowej,
Po upływie ponad 10 lat pojawiają się patologie neurologiczne, a także: bóle głowy, poważne bóle stawów, intensywne bóle mięśni, wrzody żołądka i dwunastnicy, zespół jelita nadwrażliwego, obniżenie ostrości wzroku, krwawienia z błony śluzowej nosa, spojówek, narządów układu pokarmowego oraz hemoroidy.
Przy dalszym trwaniu ekspozycji ponad 10 lat pojawiają się także patologie neuropsychiatryczne, w tym: zmniejszenie zdolności poznawczych, znaczące obniżenie ilorazu pamięci, pogłębione zaburzenia psychiczne, zaburzenia neurologiczne charakterystyczne dla rozległego uszkodzenia mózgowia - podobne do objawów choroby Parkinsona, stwardnienia rozsianego i AIDS.
Wyborcom Kownackiego i posłusznych mu radnych życzymy miłego leczenia, a wobec długich okresów oczekiwania na wizytę u lekarzy-specjalistów proponujemy już zamawiać sobie terminy wizyt.
Przejęcie władzy w kraju przez „Prawo i Sprawiedliwość” położyło wreszcie kres radosnej działalności mafii wiatrakowej w naszym kraju. Nowa ustawa przewiduje minimalną odległość wiatraków od zabudowy stanowiącą 10-krotność ich wysokości. Wiatrak o wysokości 200 metrów będzie musiał być oddalony od zabudowy co najmniej 2 kilometry. Ustawa przewiduje również cały szereg innych istotnych obostrzeń.
Poseł PO Roman Kaczor
dba o interesy mafii wiatrakowej?
Kownacki przygotował Mieszkańcom gminy wyjątkowo perfidną pułapkę
Jak na niego zagłosują, to w nią wpadną
Wczoraj (10 listopada 2014) kandydat Komitetu Mieszkańców na wójta – Ewa Reszka odbyła spotkania w kilku wsiach Gminy Oława, w których wójt Kownacki i jego aktualni radni chcą postawić farmy wiatrakowe (Niwnik, Chwalibożyce, Psary). W spotkaniu wzięła również udział, zaproszona przez kandydata na radnego Mariusza Olendra, posłanka Prawa i Sprawiedliwości Anna Zalewska.
Tradycyjnie już spotkania Ewy Reszki z Mieszkańcami są zakłócane przez jej kontrkandydata, aktualnego wójta Jana Kownackiego z Gaci i przez drugiego kontrkandydata – Mirosława Kuleszę z Marcinkowic.
Tym razem jednak, poza Kuleszą, na spotkaniu pojawił się również poseł PO Roman Kaczor, który najwyraźniej osobiście chciał dopilnować, żeby Ewa Reszka – zdeklarowana przeciwniczka farm wiatrowych w gęsto zaludnionej Gminie Oława, wspierana przez posłankę Annę Zalewską, nie uświadomiła Mieszkańcom, na jakie potworne szkody zostaną wystawieni, jak wybiorą Kownackiego na wójta, który już zadbał o podjęcie przez Radę Gminy uchwał o lokalizacji farm wiatrowych w ich wsiach i to takich farm z wiatrakami o wysokości do 240 metrów (!!!) w odległości tylko 500 metrów od domostw.
Poniżej komentarz Ewy Reszki, jaki ukazał się na forum internetowym „Gazeta Powiatowa – Wiadomości Oławskie”:
http://gazeta-olawa.pl/artykul-6957-prawybory-2014-aktualne-wyniki.html#comment_86454
11.11.2014 09:13:36
Szkoda, że wczoraj na spotkaniu z p. poseł Anna Zalewską nie było żadnego redaktora z GP - był za to pan Poseł R. Kaczor i chciał spotkanie z p. poseł Zalewską nagrać na tablecie. Poproszony o wyłączenie urządzenia, wyszedł z sali po kilkunastu minutach. Szkoda, że nie było fanów ( lub zainteresowanych materialnie) powstaniem farm wiatrowych w naszej Gminie - może uświadomiłoby im to, na jakie konsekwencje prawne i podatkowe mogą się narazić ci, co dzierżawią ziemię pod te inwestycje (OC za szkody wyrządzone przez wiatrak płaci właściciel ziemi, nie turbin, bo wg orzeczenia Sądu Najwyższego - sygn. akt IV CSK 244/12 z 05/10/2012, to nie są umowy dzierżawy, choć tak się nazywają ) i jakiego rodzaju konsekwencje budżetowe może mieć Gmina ( utrata subwencji rządowej).
Jeśli uważacie się za mądrych i przezornych, to skonsultujcie z renomowanym prawnikiem spoza Oławy te umowy z inwestorem, bo jak pokazały przykłady, miłość ta wygasa po stronie inwestora w turbiny wiatrowe prawie od razu, jak dostanie to co chce( wybuduje wszystkie wiatraki). No i zwracam uwagę, że wg prawa polskiego to właściciel ziemi jest odpowiedzialny za odprowadzenie podatku od nieruchomości i wszystkiego, co na niej się znajduje - co zrobicie, jak Wasz inwestor " zbankrutuje" a jego majątek wykupi inna firma, z którą umowy nie macie ? ( często się tak dzieje). I co będzie, jak za parę lat, w miarę postępu technicznego, fotowoltaika okaże się tym sponsorowanym sposobem produkcji energii przez UE, a wiatraki przestaną korzystać z dopłat - jak się ich pozbędziecie ze swoich działek ? To na Was będzie ciążył obowiązek dalszego płacenia Gminie podatku za stopę fundamentową i maszt ( bo tylko ta część wiatraka jest opodatkowania), choć inwestor zdemontuje turbinę i skrzydła ( bo to jest tylko jego i za to odpowiada jako za odpad. Slup i stopę zostawi Wam w spadku).
To tak słów kilka ku refleksji, co może się stać.
Mieszkańcy Gminy Oława wzywają wójta
do przeprowadzenia referendum
w sprawie wiatraków
Nasz znak: A-5030 (proszę podawać przy wszelkiej korespondencji w tej sprawie)
Dot. Elektrowni (farm) wiatrowych
Działając w imieniu wielu Mieszkańców z różnych miejscowości Gminy Oława
wzywamy Pana,
do bezzwłocznego przeprowadzenia referendum w sprawie instalowania wielkich (od 20 do 240 metrów wysokości) wiatraków prądotwórczych na terenie Gminy Oława.
Na podstawie art. 4 ust. 1 i 2 Konstytucji RP, Mieszkańcy, czyli Naród, sprawują władzę zwierzchnią poprzez swoich przedstawicieli, jak Pan, lub bezpośrednio, w tym wypadku w drodze referendum.
Ponieważ, mimo wielu protestów władzy zwierzchniej, czyli Mieszkańców, ich przedstawiciele, czyli Pan i Radni Rady Gminy Oława, w najnowszym studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego umieścili elektrownie wiatrowe na terenie gęsto zaludnionej Gminy Oława, dopuszczając instalację wiatraków o wysokości do 240 metrów w odległości 500 metrów od zabudowań, przeprowadzenie referendum w tej sprawie jest niezbędne.
Niezbędność tego referendum potwierdza również tegoroczny raport NIK, który potwierdza korupcję i inne nieprawidłowości przy budowie farm wiatrowych w całej Polsce.
Dla oszczędności sugerujemy połączenie tego referendum z wyborami samorządowymi w dniu 16 listopada 2014 r.
Prezes Zarządu: Dr.-Ing. h.c. Rolf Michałowski
Siedziba: 55-200 Stanowice k/Oławy, ul. Słonecznikowa 5 * KRS: 0000377608 * REGON: 021744046
NIP: 9121872637
tel.: 781 358 718, fax 71 326 42 50 * Konto nr 49 2030 0045 1110 0000 0238 8430 Bank BGŻ SA Oddz. Oława
e-mail: stanowice-marcinkowice@hotmail.com
Strona internetowa: http://stanowice-marcinkowice.npage.de
Kręcą lody na wiatrakach?
Stają na gruntach samorządowców.
NIK węszy korupcję !
W jednej trzeciej skontrolowanych przez nas gmin wiatraki wytwarzające prąd, znajdowały się na gruntach wójta, burmistrza, radnych czy ich rodzin. Budzi to wątpliwości, mamy wręcz do czynienia z mechanizmem korupcjogennym - mówi PAP szef NIK Krzysztof Kwiatkowski.
Wyjaśnił, że wiatraki powstają na gruntach wójta czy burmistrza, ich najbliższych rodzin, radnych, którzy podejmują decyzje w formie głosowania nad zmianą planów zagospodarowania przestrzennego, czy pracowników urzędów gmin, którzy są zaangażowani w rozmowyz potencjalnym inwestorem.
Z opublikowanego z lipcu raportu NIK wynika, że decydując o lokalizacji elektrowni wiatrowych władze gmin ignorowały głos mieszkańców. Podczas kontroli, której efektem był raport, ustalono, że żadna ze skontrolowanych gmin, nawet przy licznych protestach, nie zorganizowała referendum w tej sprawie, mimo że zezwalały na to przepisy. Decyzje w imieniu społeczności lokalnych podejmowane były wyłącznie przez radnych. Co prawda gminy umożliwiały mieszkańcom wyrażanie opinii na każdym etapie, ale obawy przeciwników z reguły nie były uwzględniane.
W Polsce odległość elektrowni wiatrowej od zabudowań mieszkalnych warunkowana jest głównie dopuszczalnym poziomem hałasu. Jednak przepisy dotyczące metod pomiaru emisji hałasu nie gwarantowały miarodajnej oceny uciążliwości takich urządzeń. Zgodnie z przepisami pomiary mogły być wykonywane tylko przy słabym wietrze (poniżej 5 m/s), a elektrownie największy hałas generują dopiero przy prędkości wiatru 10-12 m/s. W takich warunkach pomiary nie były już jednak robione.
No to nasz niemiłościwie nam panujący wójt Jan Kownacki z Gaci będzie znowu gościł w Urzędzie Gminy agentów CBA, którzy znowu przekopią gminne akta. Ciekawe, czy tym razem prokuratura zdecyduje się jednak nie umarzać śledztwa.
„Mafia wiatrakowa” Jana Kownackiego z Gaci
i większości radnych Rady Gminy Oława
znowu ostentacyjnie łamie prawo
Mimo wyroku Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego we Wrocławiu, ustaleń Najwyższej Izby Kontroli i ustaleń Wojewody Dolnośląskiego, Rada Gminy Oława znowu podjęła szereg uchwał o zmianach miejscowych planów zagospodarowania przestrzennego, rażąco łamiących obowiązujące prawo.
Już w ubiegłym roku Najwyższa Izba Kontroli (NIK) zarzuciła Gminie Oława łamanie prawa w zakresie sporządzania i uchwalania studium i planów zagospodarowania przestrzennego, używając w protokole pokontrolnym sformułowania „mechanizmy korupcjogenne”. Mimo tego, wójt Gminy Oława, Jan Kownacki z Gaci, przedłożył Radzie Gminy Oława kolejne projekty uchwał w sprawie zmian planów zagospodarowania przestrzennego, zawierające regulacje rażąco naruszające prawo. Radni Rady Gminy Oława, zamiast odrzucić te bezprawne projekty, zagłosowali za ich przyjęciem.
Wojewoda skarży radę gminy i wójta do WSA
Wojewoda Dolnośląski, w ramach sprawowanego przez niego nadzoru nad pracą samorządu Gminy Oława i na skutek interwencji Stanowicko-Marcinkowickiego Stowarzyszenia Mieszkańców (SMSM), jak i pojedynczych mieszkańców, wezwał wójta Kownackiego do usunięcia bardzo licznych regulacji łamiących prawo w uchwałach rady, dotyczących planów zagospodarowania przestrzennego. Kownacki zignorował to wezwanie i nawet nie raczył podjąć rzeczowej dyskusji z Wojewodą, do której został pisemnie wezwany. Wojewoda zaskarżył więc do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego we Wrocławiu (WSA) aż trzy bardzo obszerne uchwały Rady Gminy Oława, obejmujące swym zasięgiem praktycznie całą gminę i jej prawie wszystkie miejscowości. Niedawno WSA wydał wyrok w sprawie jednej z tych uchwał, obejmującej miejscowości: Ścinawa Polska, Ścinawa, Godzikowice, Gać, Psary, Maszków, Chwalibożyce, Jankowice Małe, Owczary, Oleśnica Mała, Niemil, Osiek, Jaczkowice, Godzinowice, Niwnik, Bolechów, Drzemlikowice i Siecieborowice. Wyrok WSA unieważnił tę uchwałę w całości, z powodu wielokrotnego rażącego naruszenia prawa. Jednym z głównych zarzutów było nieuwzględnienie wniosków i skarg mieszkańców w sprawie regulacji objętych tą uchwałą. Skargi Wojewody na pozostałe dwie uchwały, obejmujące prawie wszystkie pozostałe miejscowości Gminy Oława, nie zostały jeszcze rozstrzygnięte z powodu konieczności rozpatrzenia przez Sąd wniosków mieszkańców chcących przyłączyć się do postępowania. Jednak wobec faktu, że te dwie uchwały zawierają takie same i tak samo liczne naruszenia prawa, jak ta już unieważniona przez WSA, należy się spodziewać, że również te dwie zostaną unieważnione w całości.
NIK potwierdza korupcję i inne nieprawidłowości przy budowie farm wiatrowych w całej Polsce
Najwyższa Izba Kontroli ostatnio bardzo surowo oceniła proces powstawania w Polsce elektrowni wiatrowych (http://www.nik.gov.pl/aktualnosci/nik-o-elektrowniach-wiatrowych.html ). Z pokontrolnego raportu wynika, że przy budowie farm wiatrowych dochodziło do licznych nieprawidłowości. NIK zwraca uwagę, że władze gmin decydowały o lokalizacji farm wiatrowych ignorując społeczne sprzeciwy. Poza tym, budową wielu elektrowni wiatrowych zainteresowane były pełniące funkcje lub zatrudnione w gminach osoby, na których ziemi farmy powstały. To nie wszystko – zgody lokalnych władz na lokalizację elektrowni wiatrowych zostały w większości przypadków uzależnione od przekazania na rzecz gminy darowizn przez firmy budujące elektrownie lub sfinansowania przez nie dokumentacji planistycznej. NIK oceniła, że proces powstawania farm przebiegał często w warunkach zagrożenia konfliktem interesów, brakiem przejrzystości i korupcją, a decyzje nie gwarantowały w dostatecznym stopniu lokalizowania i budowy elektrowni wiatrowych w sposób bezpieczny dla środowiska i zarazem ograniczający uciążliwość farm dla osób zamieszkałych w ich sąsiedztwie.
NIK określiła jako porażające, że żadna ze skontrolowanych gmin, nawet w sytuacji licznych protestów dotyczących lokalizacji farm wiatrowych, nie zdecydowała się na zorganizowanie referendum w tej sprawie, mimo że taką formę rozstrzygnięcia przewidują odpowiednie przepisy. Decyzje w tym zakresie, podejmowane były przez radnych wyłącznie na sesjach rad gmin. NIK stwierdziła, że w wielu gminach elektrownie wiatrowe lokalizowane były na gruntach należących do osób pełniących funkcję organów gminy bądź zatrudnionych w gminnych jednostkach organizacyjnych. Ponadto w przypadku około 80 proc. skontrolowanych gmin zgoda władz na lokalizację elektrowni wiatrowych była uzależniona od sfinansowania przez inwestorów dokumentacji planistycznej lub przekazania na rzecz gminy darowizny. Przepisy prawa stanowią jednak, że tego rodzaju wydatek powinien być pokryty z budżetu gminy. Takie relacje na styku interesu publicznego i prywatnego stanowią zdaniem NIK mechanizm korupcjogenny.
Jan Kownacki z Gaci i ponad połowa radnych gwiżdżą na wyrok sądu i na ustalenia NIK i dalej bezczelnie łamią prawo
Na nic jednak wyroki sądowe i ustalenia najwyższego organu kontrolnego w kraju, dotyczące nie tylko ogółu, ale również imiennie Gminy Oława. Sitwę Kownackiego prawo najwyraźniej nie obowiązuje, a radni, którzy właśnie z ramienia mieszkańców, mają stać na straży przestrzegania prawa przez wójta i jego urzędników, nie tylko tolerują, ale wręcz wspomagają łamanie prawa, głosując za podjęciem bezprawnych uchwał na szkodę mieszkańców i tworząc tym samym regularną zorganizowaną grupę przestępczą razem z wójtem i z wiatrakowymi inwestorami, którą można spokojnie nazwać „mafią wiatrakową”. Wiemy z przeszłości, że Jan Kownacki z Gaci jest mało odporny na pokusy niezgodne z prawem (http://www.gazeta.olawa.pl/archiwum2/aktualnosci,wiecej,2392.htm ), ale radni?
Na czerwcowej sesji Rady Gminy Oława wójt Kownacki znowu przedłożył Radzie projekty kilku uchwał ustalających lokalizację farm wiatrowych, z dwustumetrowymi wiatrakami, w odległości zaledwie 400-500 od zabudowy mieszkalnej. Mimo opisanego powyżej stanu i masowych już protestów mieszkańców wielu miejscowości, w tym protestów SMSM, a nawet niektórych sołtysów, Rada Gminy Oława większością głosów podjęła te uchwały, znowu bezczelnie łamiąc obowiązujące prawo. Kownacki i posłuszni mu radni wychodzą pewnie z założenia, że to ich już ostatnia kadencja, która kończy się za cztery miesiące i że nikt już nie będzie ich ścigał za korupcję, a po nich, choćby potop. Co im tam, co im zrobią? Chyba jednak nie wzięli pod uwagę SMSM, które im nigdy nie odpuści i będzie ich ścigało do ich ostatnich dni i jeden dzień dłużej. Wystarczy, że skompromitowana już zupełnie PO zostanie wreszcie odsunięta od władzy i prokuratury zaczną normalnie pracować.
Cena zakłamania
Nawet radni, którzy w dyskusji na posiedzeniu wspólnym wszystkich komisji Rady Gminy Oława, czyli na „spędzie” organizowanym przed każdą sesją (na sesjach nie ma żadnej dyskusji nad wójtowymi projektami uchwał!), opowiedzieli się za wstrzymaniem się od podejmowania tak kontrowersyjnych uchwał, nie wykazali się nawet elementarną znajomością problemu elektrowni wiatrowych. I tak np. radny Artur Piotrowski z Jaczkowic (miejscowości dotkniętej problemem wiatraków) stwierdził, iż dzisiaj nie ma dowodów na to, że wiatraki są szkodliwe dla zdrowia, co jest ewidentną nieprawdą, bowiem od co najmniej pięciu lat publikowane są prace naukowców z całego świata, oparte na badaniach klinicznych, udowadniające szkodliwość wiatraków na zdrowie, ponad wszelką wątpliwość. Istnieje również szeroko znane opracowanie zespołu naukowców Polskiej Akademii Nauk (PAN) pod kierownictwem prof. dr hab. n. med. Marii Podolak-Dawidziak, również oparte na szeroko zakrojonych badaniach klinicznych i to nie tylko w Polsce, dokładnie omawiające i udowadniające katastrofalne wręcz skutki oddziaływania wiatraków elektrowni wiatrowych na zdrowie. Informowała o tym również „Gazeta Powiatowa” w maju bieżącego roku (http://gazeta-olawa.pl/artykul-6584-diabelska-spolka-ignorancji-ideologii-i-profitu.html ), a SMSM wysłało odpowiednie informacje do wszystkich radnych Rady Gminy Oława imiennie, na ich prywatne adresy.
Radny Artur Piotrowski z Jaczkowic powiedział jednak, że radni nie znają się na takich sprawach jak oddziaływanie wiatraków na ludzkie zdrowie czy środowisko. Jak to więc możliwe, że radny, nie mający zielonego pojęcia o przedmiocie podejmowanej uchwały, w ogóle bierze udział w dyskusji i w głosowaniu na jej przyjęciem lub odrzuceniem, bez odpowiedniego przygotowania się do takiej dyskusji, czyli bez dogłębnego zapoznania się z tematem? Jak to możliwe, że ktoś taki w ogóle zostaje radnym? Jak ktoś, kto nie wie, co szkodzi zdrowiu ludzi i środowisku w jego gminie i nie stara się dowiedzieć, może być radnym? Rada gminy jest organem prawodawczym dla wielotysięcznej społeczności gminy – radni tej rady stanowią lokalne prawo. Jak można stanowić prawo, nie mając bladego pojęcia o tym, co się stanowi? Radny to nie jest kukła, którą wójt Jan Kownacki z Gaci może sobie kupić i która ma podnosić rękę jak wójt każe. Radny, to bardzo odpowiedzialna i wymagająca funkcja społeczna, porównywalna z posłem. Radny musi być kompetentny, a jeśli w jakimś specjalistycznym temacie brakuje mu wiedzy, to musi tę wiedzę uzupełnić, co w dzisiejszych czasach i dostępie do Internetu nie stanowi żadnego problemu. Jeśli jednak radny jest niekompetentny i jednocześnie zbyt leniwy, żeby uzupełnić brak wiedzy, przynajmniej dotyczącej przedmiotu głosowanych uchwał, a do tego jest przekupny i działa na rzecz jakiejś sitwy, to jest to jedna wielka katastrofa i taką jedną wielką katastrofą dla Gminy Oława jest ta rada i ten wójt.
Radny Mariusz Michałowski z Bystrzycy (broń Boże nie mylić i nie łączyć z Rolfem Michałowskim z SMSM!) posunął się w swoim zakłamaniu na rzecz mafii wiatrakowej do tego stopnia, że uznał dwustumetrowe wiatraki w pobliżu wiosek za dekoracyjne i stwierdził, że bardzo mu się podobają. Szczyt mafijnej obłudy osiągnęła jednak radna wiceprzewodnicząca Mirosława Księżopolska z Owczar, która stwierdziła, że Holandia jest obstawiona wiatrakami, więc tam ludzie już powinni wymierać z powodu chorób, które ponoć wywołują wiatraki. Oczywiście w Holandii jest dużo wiatraków, ale zabytkowych, mających wysokość od kilku do kilkunastu metrów i najczęściej tylko dekorujących, a nie pracujących. Porównanie tych wiatraków z lasem dwustumetrowych bydlaków machających dzień i noc stumetrowymi skrzydłami, jest szczytem fałszu i zakłamania. Ciekawe, za jaką cenę pani Wiceprzewodnicząca Rady Gminy Oława dała się tak zeszmacić. Pani radna wiceprzewodnicząca Mirosława Księżopolska „błysnęła” już fałszem i zakłamaniem w liście do redakcji „GP-WO” p.t. „Zły to ptak, co własne gniazdo kala”, opublikowanym w numerze z dnia 28marca 2013 r ubiegłego roku, na który otrzymała odpowiednią ripostę ( http://stanowice-marcinkowice.npage.de/wadza-atakuje-mieszkancow.html ) - ostatni tekst pod tą zakładką - i zamiast spalić się ze wstydu, albo przynajmniej złożyć mandat radnej, dalej służy sitwie Kownackiego i dalej posługuje się fałszem, dalej pełniąc funkcję wiceprzewodniczącej rady.
Niezbywalne nieruchomości
Łamanie prawa przez „mafię wiatrakową Kownackiego” polega nie tylko na nieuwzględnianiu wniosków skarg i w końcu masowych protestów mieszkańców i organizacji pozarządowych, czy na łamaniu przepisów proceduralnych, stwierdzonym przez WSA, NIK i Wojewodę. Wchodzi tu w grę również pogwałcenie przepisów Konstytucji RP o prawie własności, bowiem budowa farm wiatrowych tak blisko zabudowy mieszkaniowej, poza wysoką szkodliwością dla zdrowia, powoduje gwałtowną i znaczną stratę wartości nieruchomości okolicznych mieszkańców, do zupełnej niezbywalnością tych nieruchomości włącznie.
Jest jednak lekarstwo na pokonanie tej ciężkiej choroby samorządu Gminy Oława i jest powszechnie dostępne pod nazwą: „Komitet Wyborczy Mieszkańców Ziemi Oławskiej 2014” ( http://komitet-wyborczy-mieszkancow-olawa.npage.eu/ ). Lekarstwo to wymaga jednak masowego zastosowania, żeby zadziałało. Dlatego apelujemy do mieszkańców o masowy udział w tej akcji.
NIK o elektrowniach wiatrowych:
Konflikt interesów, brak przejrzystości
i korupcja
Najwyższa Izba Kontroli bardzo surowo oceniła proces powstawania w Polsce elektrowni wiatrowych. Z pokontrolnego raportu wynika, że przy budowie farm wiatrowych dochodziło do licznych nieprawidłowości. W związku z tym NIK zwraca uwagę na konieczność podjęcia działań, które przyczynią się do poprawy sytuacji.
NIK zwraca uwagę, że władze gmin decydowały o lokalizacji farm wiatrowych ignorując społeczne sprzeciwy. Poza tym, budową wielu elektrowni wiatrowych zainteresowane były pełniące funkcje lub zatrudnione w gminach osoby, na których ziemi farmy powstały. To nie wszystko – zgody lokalnych władz na lokalizację elektrowni wiatrowych zostały w większości przypadków uzależnione od przekazania na rzecz gminy darowizn przez firmy budujące elektrownie lub sfinansowania przez nie dokumentacji planistycznej.
Najwyższa Izba Kontroli ocenia, że proces powstawania farm przebiegał często w warunkach zagrożenia konfliktem interesów, brakiem przejrzystości i korupcją. Niedookreślone dla tego rodzaju działalności gospodarczej prawodawstwo, a także niejednolita doktryna i orzecznictwo, nie gwarantowały w dostatecznym stopniu lokalizowania i budowy elektrowni wiatrowych w sposób bezpieczny dla środowiska i zarazem ograniczający uciążliwość farm dla osób zamieszkałych w ich sąsiedztwie.
Porażające jest, że żadna ze skontrolowanych gmin, nawet w sytuacji licznych protestów dotyczących lokalizacji farm wiatrowych, nie zdecydowała się na zorganizowanie referendum w tej sprawie, mimo że taką formę rozstrzygnięcia dopuszczały przepisy. Decyzje w tym zakresie, podejmowane były przez radnych wyłącznie na sesjach rad gmin.
Z kolei w około 30 proc. gmin elektrownie wiatrowe lokalizowane były na gruntach należących do osób pełniących funkcję organów gminy bądź zatrudnionych w gminnych jednostkach organizacyjnych m.in. do radnych, burmistrzów, wójtów, czy też pracowników urzędów gmin, tj. osób, które jednocześnie w imieniu gminy uczestniczyły w podejmowaniu bądź podejmowały decyzje, co do miejsca inwestycji.
Natomiast w przypadku około 80 proc. skontrolowanych gmin zgoda władz na lokalizację elektrowni wiatrowych była uzależniona od sfinansowania przez inwestorów dokumentacji planistycznej lub przekazania na rzecz gminy darowizny. Przepisy prawa stanowią jednak, że tego rodzaju wydatek powinien być pokryty z budżetu gminy. Takie relacje na styku interesu publicznego i prywatnego stanowiły zdaniem NIK mechanizm korupcjogenny.
NIK we wnioskach i uwagach końcowych do raportu zwraca uwagę na konieczność podjęcia wielu działań. Według NIK, konieczne jest podjęcie działań w zakresie sposobów finansowania dokumentacji planistycznej gmin związanych z budową elektrowni wiatrowych.
Niezbędne jest także opracowanie jednolitej metodologii pomiaru emisji hałasu generowanego przez elektrownie wiatrowe oraz skuteczne ograniczenie możliwości lokalizowania elektrowni wiatrowych na obszarach przyrodniczo chronionych.
Konieczne jest również respektowanie odpowiedzialności z powodu niewyłączenia się radnego z głosowania w sprawie dotyczącej jego interesu prawnego, ustalenie podstawy prawnej dopuszczającej do użytkowania elektrownię wiatrową i objęcie nadzorem technicznym eksploatacji turbin wiatrowych.
NIK podkreśla, że zwróci się do premiera o podjęcie inicjatyw legislacyjnych, które umożliwią zalecone zmiany.
Źródło: nik.gov.pl , Radio Opole , niezalezna.pl
Nie inaczej jest w Powiecie Oławskim, głównie w Gminie Domaniów i w Gminie Oława. Jak Stanowicko-Marcinkowickie Stowarzyszenie Mieszkańców i inne organizacje społeczne występowały z protestami i atakowały naszych wójtów i naszych radnych, to wójt Jan Kownacki z Gaci uznał niżej podpisanego za wroga postępu. Korupcja wyłazi, jak słoma z butów. Już rok temu NIK zaświadczyła wójtowi Kownackiemu i jego radnym "mechanizmy korupcjogenne" Jesienią wystawimy rachunek Kownackiemu, Witkowskiemu i reszcie "postępowych" radnych Gminy Oława a także pani wójt Dorocie Swadek-Schneider i też „postępowym” radnym Rady Gminy Domaniów.
Polecamy w tym zakresie zgłaszanie kandydatur UCZCIWYCH I KOMPETENTNYCH kandydatów na wójtów i radnych do „Komitetu Wyborczego Mieszkańców Ziemi Oławskiej 2014”, niepowiązanego z żadną partią polityczną, ani z żadnym innym „niepolitycznym” ugrupowaniem, jak BBS, czy z zupełną pomyłką, jaką były LZS, jako komitet wyborczy.
Szczegółowe informacje o tym nowym komitecie wyborczym są pod tym linkiem:
http://komitet-wyborczy-mieszkancow-olawa.npage.de/
Na ten temat zobacz też:
Prepozycje PiS ws. elektrowni wiatrowych
Wspólne oświadczenie organizacji społecznych Ziemi Oławskiej
w odpowiedzi na publikację „Ministerstwo Zdrowia uspokaja: Wiatraki nie szkodzą zdrowiu” w tygodniku „Gazeta Powiatowa – Wiadomości Oławskie” nr 21/1014 z 22 maja 2014 r.:
Nie wierzymy Ministrowi Zdrowia
w sprawie farm wiatrowych
Naukowcy i specjaliści wielu krajów ostrzegają, że farmy wiatrowe są szkodliwe dla zdrowia i nie są żadną alternatywą dla elektrowni konwencjonalnych, bo nie mogą ich zastąpić - jest to technicznie niemożliwe.
Już wielokrotnie zostaliśmy wprowadzeni przez Ministra Zdrowia w błąd. Nie mamy podstaw, żeby teraz wierzyć temu ministrowi w sprawie rzekomej nieszkodliwości wiatraków dla naszego zdrowia. Nie wierzymy również tym naukowcom, którzy przedstawiają społeczeństwu dziurawe prace naukowe, przemilczające ważne fakty. Nie wierzymy też politykom zabierającym głos w sprawie wiatraków, bo siłą rzeczy nie znają się ani na technice ani na medycynie.
Wierzymy za to wybitnym naukowcom Polskiej Akademii Nauk (PAN), którzy, w oparciu o wyniki badań własnych i badań naukowców zagranicznych, wnikliwie zbadali problem szkodliwości farm wiatrowych na zdrowie, a także wierzymy specjalistom z sektora energetycznego, którzy wskazują na bardzo poważne problemy natury technicznej, związane ze współpracą farm wiatrowych z sieciami elektroenergetycznymi i na techniczną niemożliwość zastąpienia elektrowni konwencjonalnych elektrowniami wiatrowymi.
W opracowaniu p.t. „Elektrownie wiatrowe a zdrowie – 2010” zespół naukowców PAN: Prof. dr hab. n. med. Maria Podolak-Dawidziak, członek Komitetu Patofizjologii PAN, prof. dr. hab. inż. Adam Janiak, członek PAN, dr. inż. Mateusz Gorczyca, dr. inż. Andrzej Kozik, mgr inż. Rafał Januszkiewicz i mgr inż. Bartosz Tomeczko, stwierdził bardzo poważne zagrożenie farm wiatrowych dla zdrowia, potwierdzone wynikami badań własnych i wielu badań renomowanych instytutów międzynarodowych z Francji, USA, Szwecji, Holandii, Wielkiej Brytanii, Nowej Zelandii i Portugalii. Cytat z tego opracowania: (link: http://stopwiatrakom.eu/pliki/Wyniki_badan.pdf )
Zgodnie z tym opracowaniem, zdaniem naukowców z wielu krajów, z całą pewnością zasługujących na miano wiarygodnych i rzetelnych, przyczyną tych wszystkich chorób są zmiany na poziomie molekularnym w komórkach, wywoływane przez infradźwięki i dźwięki niskich częstotliwości. Nie ma tu więc nic do rzeczy fakt, że dźwięki te nie osiągają polskich norm ciśnienia akustycznego w dB. Tu chodzi nie tylko o hałas odbierany receptorami, lecz głównie o działanie infradźwięków na poziomie molekularnym, czyli bezpośrednio na różne komórki organizmu ludzkiego.
Naukowcy ci stwierdzili również, że do pomiaru hałasu turbin wiatrowych nie może być stosowana przez firmy wiatrakowe skala dB(A), ale skala dB(Lin) (lub dB(C)), a najlepiej db(G), które uwzględniają hałas pochodzący od dźwięków niskiej częstotliwości, w tym infradźwięków. To też dyskwalifikuje wywody naukowców cytowanych przez Ministra zdrowia.
Poza tym, każdy ciągły hałas w mieszkaniu, a tym bardziej dudniący, jak przy wiatrakach, nawet jeśli nie przekracza dopuszczalnych norm, jest nie do przyjęcia. Cytaty z ww. badań:
„Irytujący hałas z farmy wiatrowej przy wietrze ze wschodu. Niemalże odczuwa się go tak samo silnie jak słyszy. Po dłuższym czasie doprowadza do szaleństwa, głównie ze względu na swój charakter, a nie głośność. Nie mogę otworzyć frontowych drzwi ani okien, gdy wiatr wieje ze wschodu i pracuje wszystkie 7 wiatraków. (Odl. 650 m).”
„Nie mam wpływu na porę, o której będę mógł pracować lub siedzieć w moim własnym ogrodzie. Nie potrafię już przespać całej nocy. Gdy hałas jest duży budzę się z bólem głowy i mdłościami. Uczucie podobne do podróżowania samolotem – uszy wydają się opuchnięte od środka. Nie mogę pracować dłużej niż 2-3 godziny w ogrodzie, gdy wiatr wieje ze wschodu. Mimo, że nie widzimy farmy wiatrowej z naszej posiadłości, hałas jest straszliwy. (Odl.700 m).”
„Jak tylko farma wiatrowa zaczęła pracować doświadczyłem straszliwego, ciągłego hałasu, gdy wiatr wiał od wschodu. Hałas przenikał również do wnętrza domu. Wielokrotnie musiałem uciekać z ogrodu z powodu hałasu. To było jak chińska tortura wodna, ciągły pulsujący hałas. To prawie uczucie miażdżenia, równie silne jak hałas. Musiałem przenieść sypialnię do innego pokoju, aby uciec od hałasu. Ten hałas odciska piętno, po całym dniu w ogrodzie hałas zostaje w tobie, a kiedy już zadomowi się w twojej głowie, nie możesz się go pozbyć. Niesamowite uczucie hałasu. To tortura. (Odl. 1,6 km).”
Nie mamy powodu, żeby nie wierzyć fachowcom pracującym w elektroenergetyce, czy to w dyspozycji mocy, czy w obsłudze elektrowni. Wszyscy oni zgodnie twierdzą, że podłączanie do sieci elektroenergetycznej coraz większej ilości farm wiatrowych powoduje olbrzymie straty, ponieważ, wobec bardzo częstych wahań w dostawie mocy z farm wiatrowych (w zależności od siły wiatru), elektrownie konwencjonalne powinny te wahania wyrównywać, ale nie są w stanie. Elektrownie konwencjonalne z natury rzeczy nie mogą często i szybko zmieniać wartości mocy dostarczanej do sieci. Efekt jest taki, że przy nagłym wzroście dostawy energii z farm wiatrowych, bo akurat solidnie zawiało, elektrownie konwencjonalne nie są w stanie szybko zmniejszyć swojej mocy i produkują nadmiar energii. W sytuacji odwrotnej, kiedy nagle przestanie wiać, elektrownie konwencjonalnie nie mają technicznych możliwości szybkiego zwiększenia ich mocy. Skutkiem jest wówczas niedobór energii w sieci.
Ta prosta zależność techniczna obala tezę, jakoby farmy wiatrowe mogły w przyszłości zastąpić elektrownie konwencjonalne. Nie mogą w żaden sposób, bowiem odbiorcy potrzebują energii elektrycznej na stałym poziomie i o określonej stałej jakości, czego farmy wiatrowe zapewnić nie mogą, notabene solarne też nie.
Nie chcemy farm wiatrowych na Ziemi Oławskiej!
Zarząd Stanowicko-Marcinkowickiego Stowarzyszenia Mieszkańców w Stanowicach.
Prof. dr hab. inż. Andrzej Drabiński – przedstawiciel Klubu Ekologicznego Ziemi Oławskiej w Oławie
Red. Michał Szczupak – przedstawiciel Stowarzyszenia "Inicjatywa Społeczna Rozwoju Ziemi Jelczańsko-Laskowickiej" w Jelczu-Laskowicach
Stowarzyszenie Na Rzecz Ekorozwoju Wsi Niemil w Niemilu
Stowarzyszenie „Nasza Okolica” w Kończycach
Publicystyka niezależna
Polemika Rolfa Michałowskiego do artykułu „Wiatraki nie są szkodliwe. Stały się ofiarą przeplatających się interesów” opublikowanego w tygodniku „Gazeta Powiatowa – Wiadomości Oławskie” nr 20/2014 z dnia 15.05.2014 r.
(Ta polemika nie jest oficjalnym stanowiskiem SMSM)
Diabelska spółka ignorancji, ideologii i profitu
Farmy turbin wiatrowych
to bezsensowne ekologicznie,
szkodliwe ekonomicznie
i asocjalne niszczenie krajobrazu
Olbrzymie subwencjonowanie budowy turbin wiatrowych i produkcji prądu z farm wiatrowych z budżetów państw stworzyło kolejny sposób na wyprowadzanie gigantycznej kasy z państwowych budżetów do prywatnych kieszeni.
Tu współpracują ręka w rękę koncerny produkujące i eksploatujące turbiny wiatrowe z politykami, bo stało się to dla nich „kopalnią złota”. Olbrzymie i pewne profity i tylko one, są prawdziwym powodem „oszparagowania”, czyli totalnego oszpecenia krajobrazu. Ideologia rzekomej ochrony środowiska, która bardzo oddaliła się od rzeczywistości, niszczy środowisko, które ma rzekomo chronić. Ofiarą pieniędzy pada natura i kultura krajobrazu. Pieniądze te dzielą też środowiska wiejskie i są tylko dla niewielu. Cała reszta płaci, płaci i jeszcze raz płaci, czy to przez zawyżone podatki, czy przez zawyżone rachunki za prąd, czy poprzez utratę wartości swoich gruntów i domostw, a nierzadko również przez utratę zdrowia.
Szkodliwa ideologia
Na potrzeby chorej ideologii zmian klimatycznych spowodowanych rzekomo emisjami dwutlenku węgla (CO2) wymyślono odpowiednie hasła zakłamujące rzeczywistość, jak np. „energia odnawialna”. Energia wiatru jest niczym innym jak energią słoneczną, która może być pojmowana według ludzkich wyobrażeń jako niewyczerpalna, jednak nie jest energią odnawialną. Hasło to jest czysto propagandowe. Niech ci, którzy tego hasła używają, a właściwie nadużywają, wytłumaczą, kto i w jaki sposób odnawia energię słoneczną. Nawiasem mówiąc, ropa naftowa, węgiel i gaz ziemny, które powstają w końcu też z energii słonecznej, mogą się tworzyć od nowa, więc to raczej one zasługują na nazwę odnawialnych.
Istnieje cała gama poważnych prac naukowych, które jednoznacznie dowodzą, że wpływ człowieka, w tym wytwarzanie przez niego dwutlenku węgla, ma tak znikomy wpływ na zmiany klimatyczne na Ziemi, że w ogóle nie ma o czym mówić. Tu nie chodzi o żaden klimat ani o żadną ochronę środowiska. Tu chodzi tylko o pieniądze, o wielkie pieniądze z naszych podatków. Histeryczne propagowanie czekającej nas rzekomo katastrofy klimatycznej, jak nie będziemy budować całych lasów wiatraków, nie ma żadnego pokrycia w faktach i służy tylko nabijaniu kasy do prywatnych kieszeni wiadomych koncernów.
Kolejne propagandowe kłamstwo mówi, że ta ekologicznie czysta energia z turbin wiatrowych zastępuje energię wytwarzaną przez elektrownie konwencjonalne czy atomowe, z których z czasem będzie można zrezygnować. To czysty fałsz. Turbiny wiatrowe nie produkują żadnego prądu przy bezwietrznej pogodzie i przy słabych wiatrach. Również przy huraganowych wiatrach turbiny wiatrowe nie dostarczają ani jednego wata mocy, bo są zatrzymywane ze względu na bezpieczeństwo. Odbiorcy energii elektrycznej potrzebują tej energii jednak bez przerwy, na mniej lub więcej stałym poziomie i o odpowiedniej jakości i tę muszą dostarczyć pracujące równolegle do farm wiatrowych elektrownie węglowe, gazowe, czy atomowe. Nie można ich zatem wyłączyć i zastąpić wiatrakami. Te wszystkie meldunki medialne o kolejnej farmie wiatrowej, która produkuje prąd dla np. 100 gospodarstw domowych, są zwykłym propagandowym fałszem. Konwencjonalne elektrownie muszą pracować razem z wiatrowymi, siłą rzeczy również wtedy, kiedy wieją optymalne wiatry i turbiny wiatrowe dostarczają prąd, powodując w takich okresach, również siłą rzeczy, bieg jałowy elektrowni konwencjonalnych. Elektrownie wiatrowe nie są w stanie zasilić ciągłą dostawą energii elektrycznej o odpowiedniej jakości nawet jednego gospodarstwa domowego.
Mało tego. Elektrownie wiatrowe są wręcz technicznie uzależnione od równolegle pracujących elektrowni konwencjonalnych. Z powodu małej mocy pojedynczych elektrowni wiatrowych nie posiadają one możliwości dostatecznego zasilania własnych sieci energetycznych i korzystają z sieci elektrowni konwencjonalnych. Jeśli elektrownia konwencjonalna musi zostać nagle wyłączona z powodu awarii, to produkujące energię do jej sieci generatory wiatrowe muszą zostać też bezzwłocznie wyłączone, bo inaczej ulegną gwałtownemu przeciążeniu. Sygnałem wyłączenia dla generatorów wiatrowych staje się wówczas brak częstotliwości w sieci wytwarzanej przez generatory elektrowni konwencjonalnej.
Dalsza zależność, to ta, że aby asynchroniczne generatory turbin wiatrowych mogły dostarczać odbiorcom tzw. energii czynnej, muszą otrzymywać tzw. energię bierną z sieci elektrowni konwencjonalnych, co oznacza, że bez ciągłej współpracy z wielkimi elektrowniami konwencjonalnymi, elektrownie wiatrowe nie mogą dostarczyć ani jednej kilowatogodziny energii, nawet przy sprzyjającym wietrze. A najważniejsze jest z pewnością to, że w każdym sektorze sieci elektroenergetycznej może dojść do awarii i całkowitego zaniku napięcia. Po usunięciu awarii tylko wielkie elektrownie konwencjonalne są w stanie wyprodukować dość energii, żeby osiągnąć żądane napięcie w sektorze sieci. Turbiny wiatrowe nie są w stanie tego dokonać i są ponownie podłączane do sieci dopiero po jej pełnym zasileniu przez elektrownie konwencjonalne. Nie może tu być zatem mowy o czystej energii, bo przy tej zależności technicznej turbiny wiatrowe mają swój udział w pracy elektrowni konwencjonalnych, który musi być uwzględniony we wszystkich realnych bilansach ekologicznych.
Szkodliwość ekologiczna
Farmy wiatrowe nie tylko psują krajobraz, ale są również ekologicznie szkodliwe. Szczególnie przy dużych farmach wiatrowych, do ich budowy i późniejszej konserwacji, potrzebne są utwardzone drogi i place o dużej nośności (wielkie dźwigi, ciężarówki itp.). Zajmuje to duże powierzchnie, które wcale nie miały być przeznaczone pod przemysł. Potężne betonowe fundamenty pod słupy turbin wiatrowych na zawsze już pozostaną obciążeniem ekologicznym dla gruntów. Zdarzają się uderzenia piorunów w wiatraki, nierzadko powodujące zniszczenia przekładni i wylanie się z nich oleju do gruntu.
Oddzielny aspekt, to szkodliwe oddziaływanie wiatraków na świat zwierzęcy, głównie na ptaki, ale też na inne zwierzęta. Również w tym zakresie istnieje już wiele publikacji i poważnych opracowań opartych na rzetelnych badaniach.
Jeszcze inny aspekt to fakt, że wiatraki pobierając energię wiatru, znacznie zmniejszają jego prędkość za nimi, co oznacza znaczne zmniejszenie ilości wymienianego powietrza, a to z kolei powoduje, że, w szczególności na zawietrznej stronie wielkich farm wiatrowych, wzrasta zawartość substancji szkodliwych poprzez ich koncentrację, z odpowiednim szkodliwym oddziaływaniem na faunę, florę i oczywiście na ludzi.
Szkodliwość ekonomiczna
O bezsensie ekonomicznym elektrowni wiatrowych nie trzeba nikogo przekonywać. Cały potężny profit z budowy i eksploatacji wiatraków polega wyłącznie na gigantycznych subwencjach, czyli na pompowaniu olbrzymich pieniędzy z podatków i dopłat do cen energii elektrycznej, która w Europie jest już bardzo droga i będzie jeszcze droższa. Beneficjentem są wyłącznie wiadome koncerny, które znajdują sposoby na „przekonywanie” polityków do uchwalania tych subwencji. Do tego dochodzą jeszcze koszty leczenia osób zapadających na różne choroby w wyniku bliskiego sąsiedztwa ich domostw z wiatrakami. Miejsca pracy powstające przy budowie i eksploatacji wiatraków w żaden sposób nie wyrównują strat wyrządzonych gospodarce.
Ponieważ, jak już wyżej zostało to omówione, nie ma z farm wiatrowych żadnych korzyści dla środowiska, pakowanie w to przedsięwzięcie środków budżetowych jest nieuzasadnione, bo społeczeństwo nie ma też z tego żadnych korzyści, lecz jedynie straty spowodowane znaczną utratą wartości nieruchomości w pobliżu takich farm. Siłą rzeczy wszyscy napełniają kieszenie niewielu, nie mając z tego żadnych korzyści. To prowadzi do prostej konkluzji, że przemysł elektrowni wiatrowych jest pasożytem gospodarki.
Powoływanie się na zobowiązania międzynarodowe do rozwoju energetyki „odnawialnej” trzeba potraktować jako sabotaż polskiej gospodarki. Ci, którzy takie umowy zawarli, powinni stanąć przed sądem karnym lub przed Trybunałem Stanu, a same umowy trzeba wypowiedzieć albo zaskarżyć z powodu ich wysokiej szkodliwości dla polskiej gospodarki. Poza tym, nikt nie może zmusić lokalnych samorządów do umieszczania farm wiatrowych na ich terenach wbrew woli mieszkańców. Zgodnie z art. 4 ust. 1 i 2 Konstytucji RP władza zwierzchnia w Rzeczypospolitej Polskiej należy do Narodu, który sprawuje tę władzę przez swoich przedstawicieli lub bezpośrednio. Umowy międzynarodowe zawarte wbrew woli Narodu, czyli z naruszeniem Konstytucji są nieważne.
Asocjalna i pasożytnicza gałąź gospodarki
Asocjalność farm wiatrowych wynika nie tylko z ich pasożytniczego charakteru. Ich budowa spowodowała bardzo wiele poważnych konfliktów wśród społeczeństw wiejskich, gdzie lokalizuje się te farmy. Następuje głęboki podział żyjących dotąd w zgodzie społeczności na tych, którzy na tej budowie korzystają, udostępniając za pieniądze swoje grunty pod te budowy i na tych, którzy siłą rzeczy stają się sąsiadami wiatraków i nie tylko nic z tego nie mają, ale wręcz na tym bardzo tracą, poprzez gwałtowną utratę wartości ich nieruchomości, a często również utratę zdrowia. Te podziały zdarzają się nawet wewnątrz rodzin i prowadzą do głębokich konfliktów.
Jest jeszcze jedna bardzo istotna kwestia, a mianowicie bezpieczeństwa, a raczej niebezpieczeństwa grożącego ze strony wiatraków. Chodzi o sytuacje awaryjne, jak np. rozsypanie się skrzydeł wiatraka (uderzenie piorunu, zmęczenie materiału, wady materiału, błędy konstrukcyjne, wadliwy montaż, brak poprawnej konserwacji), czy oblodzenie skrzydeł. W takich wypadkach, przy silnym wietrze, części skrzydeł lub pokaźne bryły lodu lecą jak pociski na odległość nawet kilkuset metrów i bardzo poważnie zagrażają życiu osób znajdujących się w okolicy, lub osób przejeżdżających samochodami na drodze przyległej to takiej farmy. Były już notowane wypadki śmiertelne z tego powodu. Niebezpieczeństwo to jest w Polsce szczególnie wysokie, ponieważ jakość i dyscyplina budowy oraz konserwacji gotowych urządzeń, delikatnie mówiąc, nie jest naszą najsilniejszą stroną.
Wiatraki są szkodliwe również dla zdrowia
Ogłoszone już w 2009 roku wyniki badań klinicznych prowadzonych pod kierownictwem kalifornijskiej lekarki Niny Pierpont na dziesięciu rodzinach z 38 osobami, potwierdzają daleko idącą szkodliwość sąsiedztwa turbin wiatrowych na organizm ludzki. Prof. dr h.c. Feliks Jaroszyk ogranicza się w swoim wywiadzie tylko do wpływu infradźwięków na receptory, zupełnie pomijając ich wpływ bezpośrednio na komórki ludzkiego organizmu, na poziomie molekularnym, a także fatalny wpływ na wszelkie funkcje mózgu poprzez działanie na zmysł równowagi, powodujące przekłamanie systemu równowagi, który odbiera sygnał, że ciało znajduje się w ruchu, choć jest w spoczynku.
Dr Ch. Hanning z Wlk. Brytanii przeprowadził w roku 2009 badania na temat skutków działania turbin wiatrowych na sen i zdrowie człowieka. Z jego raportu wynika, iż ze wszystkich rodzajów badanych hałasów – hałas wytwarzany przez turbiny wiatrowe jest najbardziej uciążliwy i dokuczliwy, jeśli chodzi o oddziaływanie na sen okolicznych mieszkańców nawet w odległości 2-3 km od źródła hałasu. Zwraca się tu uwagę, iż przyczyną zmęczenia, senności i zaburzeń poznawczych, a także zwiększenia ryzyka otyłości, cukrzycy, wysokiego ciśnienia, chorób serca, raka i depresji, jest nie tylko hałas słyszalny. Powodem zaburzeń, o których jest mowa wyżej, mogą być niesłyszalne dźwięki o niskiej częstotliwości lub infradźwięki. Udowodniono, że przyczyną „zespołu turbin wiatrowych” są zmiany na poziomie molekularnym w komórkach wywoływane przez infradźwięki.
Podstawowym warunkiem lokowania turbin wiatrowych jest zatem zachowanie odpowiedniej odległości od ludzkich siedzib. Zalecane przez ekspertów minimalne odległości zależą między innymi od mocy pojedynczej turbiny, jej wysokości, rodzaju terenu, w którym jest umieszczona. Te minimalne odległości muszą być znacząco wydłużone w przypadku instalacji tzw. farm wiatrowych. Wspomniany wyżej dr Ch. Hanning podaje minimalną odległość od siedzib ludzkich pojedynczej turbiny w przedziale 1,5- 2,5 km. G.P. Van der Berg (2004) podaje min. odległość 1900 m, A. Harry (2009) podaje min. odległość 2000 m, Nina Pierpont (2006) podaje min. odległości 3200 m, Francuska Akademia Nauk podaje odległość 2000 m, B. Frey i współpracownicy zaleca min. odległość 2000 m. Należy w tym miejscu podkreślić, że wszystkie te dane dotyczą odległości od pojedynczej turbiny wiatrowej o mocy do 2 MW. Dla turbin wiatrowych o wyższej mocy (3 - 4 MW) i zgrupowanych w farmach wiatrowych odległości te muszą być znacznie większe. W opracowaniu prof. M. Podolak-Dawidziak cytowane jest opracowanie dr. Molleta, który podaje, że „ludzie mieszkający nawet 8,2 km od farmy wiatrowej są zagrożeni”.
Niemiecki Urząd Federalny Ochrony Środowiska (Bundesumweltamt) również potwierdza istnienie badań, które wykazały, że infradźwięki o częstotliwości poniżej 20 herców powodują symptomy chorobowe także w obszarach, gdzie zanika już zupełnie ich słyszalność. Osoby poddane takiemu działaniu skarżą się na ucisk w uszach, stany lękowe, stany niepewności, a także zmniejszenie częstotliwości oddechu.
Zgodnie z opracowaniem „Elektrownie wiatrowe a zdrowie” zespołu naukowców PAN pod kierownictwem prof. dr hab. n. med. Marii Podolak-Dawidziak, stwierdzone zostały następujące oddziaływania farm wiatrowych na ludzi:
Lakoniczna informacja prof. Feliksa Jaroszyka o kolejnych generacjach turbin wiatrowych zupełnie pomija fakt, że infradźwięki są wytwarzane przez wirujące ramiona wiatraków i są emitowane we wszystkich generacjach. Prof. Jaroszyk twierdzi ponadto, że problemy pierwszej generacji nas nie dotyczą, co nie jest prawdą, bowiem często przenikają do przestrzeni publicznej informacje, że w Polsce nierzadko montowane są stare uszkodzone turbiny np. z Niemiec, które się w Polsce naprawia.
Stawianie dwustumetrowych wiatraków w odległości 500 metrów od domostw, a nawet bliżej, jest ewidentnym aktem przymuszenia i zamachu na zdrowie. Z tych samych powodów, dla których odpowiedzialni za to politycy dają się „przekonać” w ogóle do budowy elektrowni wiatrowych za społeczne pieniądze, politycy ci nie uregulowali jeszcze ustawowo minimalnej odległości wiatraków od budynków mieszkalnych, choć od powstania tego problemu minęło już ładnych parę lat. Złożony w Sejmie przez opozycję projekt ustawy w tej sprawie, jest mielony przez różne komisje już dwa lata. Widać „liberały-aferały” razem z „ludowcami-aferowcami” są zainteresowane brakiem odpowiednich regulacji ustawowych chroniących społeczeństwo przed inwazją wiatraków. Gdyby bowiem takie regulacje powstały, to wiele zbudowanych już farm wiatrowych na zasadzie „prawa Kaduka” naruszałyby te ustawy w rażący sposób, a nowe farmy mogłyby być budowane już tylko na zupełnym odludziu, ale poza parkami krajobrazowymi i rezerwatami przyrody.
Przypomnę w tym miejscu, jak przez kilkadziesiąt lat przekonywano ludzi, iż najlepszym, najtrwalszym, najtańszym materiałem na pokrycie dachów budynków są płyty azbestowe. Trzeba było 50 lat badań i obserwacji, żeby się przekonać, jak śmiertelnie groźny jest to proceder. Jednak koszt wymiany tych szkodliwych dla zdrowia dachów, w porównaniu z kosztem likwidacji farm wiatrowych i rekultywacji gruntów po tych farmach, to, mówiąc kolokwialnie, pikuś.
Akcja „edukacyjna”, czyli pranie mózgów
Zamiast uregulować tę kwestię już dawno, politycy i lobbyści wiadomych koncernów „przekonują” różnych sprzedajnych publicystów i naukowców do publikowania nie mających nic wspólnego z rzeczywistością hymnów pochwalnych na cześć farm wiatrowych,. Do takich „przekonanych” należy z pewnością prof. dr h.c. Feliks Jaroszyk, dla którego „wiatraki stały się ofiarą przeplatających się interesów”, a nie ludzie ofiarą wiatraków. Należy do nich z pewnością też prezes Zachodniej Izby Gospodarczej Marek Pasztetnik, który promuje pranie mózgu mieszkańcom Oławy w ramach „akcji edukacyjnej”. Za taką „edukację”, to my bardzo, ale to bardzo dziękujemy.
Mamy już za sobą próbę „edukacji” polskiego społeczeństwa przez tzw. zespół dr. Macieja Laska, który ciągle jeszcze, za nasze pieniądze, próbuje nam wciskać ciemnotę, że katastrofa smoleńska, to był rzekomo wypadek spowodowany przez rzekomą brawurę niedoszkolonych pilotów, rzekomo pijanego śp. generała Błasika w kokpicie i rzekomych nacisków śp. Prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego na pilotów, żeby lądowali we mgle i że zarówno Komisja MAK, jak i tzw. Komisja Millera, rzetelnie zbadały tę katastrofę, choć wszyscy już wiedzą, że w raportach obu tych komisji aż roi się od kłamstw, fałszerstw i manipulacji. Kilkudziesięciu wybitnych naukowców z całego świata i blisko 100-osobowy Zespół Parlamentarny Sejmu RP dowodzi, że prezydencki Tupolew rozpadł się w powietrzu od eksplozji, ale w Polsce ciągle znajdują się naukowcy, którzy twierdzą, że to brzoza rozwaliła ten samolot na dziesiątki tysięcy kawałków, bo ponoć zahaczył o nią skrzydłem.
To samo jest w wypadku elektrowni wiatrowych. Kłamstwo wiatrakowe jest dziś, zaraz po kłamstwie katyńskim, kłamstwie polskich obozów zagłady i kłamstwie smoleńskim, jednym z najbardziej bezczelnych kłamstw publicznych, brzemiennych w skutkach nie tylko dla polskiego społeczeństwa, ale również dla wielu innych narodów.
Na zasadzie przysłowiowego odwracania kota ogonem, prof. Feliks Jaroszyk zaraz na początku swojego wywiadu mówi, iż dochodzenie do prawdy przez społeczeństwo i rzetelnych naukowców, w sprawie szkodliwości wiatraków, to „ohydne politykierstwo”. Wypisz wymaluj, jak w sprawie wyjaśniania przyczyn katastrofy smoleńskiej. Ci najbardziej podejrzewani o „maczanie palców” w tej katastrofie, notabene, już zupełnie oficjalnie nazywanej przez wielu mordem smoleńskim, nazywają dochodzenie do prawdy „ohydną grą polityczną”. Publikacje prof. Feliksa Jaroszczyka są tak samo rzetelne i wiarygodne, jak raport MAK, czy raport komisji Millera w sprawie przyczyn katastrofy smoleńskiej.
Bezpośrednią przyczyną nagłych wysiłków „edukacyjnych” w Oławie, w sprawie rzekomej nieszkodliwości wiatraków, stały się z pewnością ostatnie masowe protesty mieszkańców Powiatu Oławskiego przeciwko budowie wiatraków w pobliżu ich domostw, szczególnie w Gminie Domaniów, które zmusiły Radę Gminy Domaniów do unieważnienia własnej uchwały zezwalającej na zohydzenie krajobrazu, utratę wartości wielu prywatnych nieruchomości, zagrożenie zdrowia mieszkańców i zagrożenie dla fauny i flory. Na marginesie trzeba dodać, że na Radzie Gminy Oława nie robi to absolutnie żadnego wrażenia i trwa ona murem przy swoich niezgodnych z prawem uchwałach o miejscowych planach zagospodarowania przestrzennego, które dopiero musi unieważniać Wojewódzki Sąd Administracyjny. Widać radni oławscy zostali lepiej „przekonani” do wiatraków od radnych domaniowskich.
Z punktu widzenia finansowych korzyści dla gminy, instalacje wiatrowe oznaczają niewielkie kwoty podatku od nieruchomości w postaci 2% liczonych tylko od ok. 10% wartości elektrowni, to znaczy jedynie od elementów budowlanych – fundamentu i masztu. Ok. 90% takiej inwestycji, czyli drogie urządzenia elektrowni, takie jak komputery, transformatory, turbiny itp. nie stanowią podstawy podatku od nieruchomości. W świetle tego, informacja udzielona przez Wójta Gminy Oława Jana Kownackiego dziennikarce GP-WO, pani Wioletcie Kamińskiej („Będzie więcej wiatraków” GP-WO nr 17/2012 z 27.04.2014), że będzie to „zastrzyk finansowy dla budżetu gminy” jest czystą manipulacją. Jan Kownacki mówi bowiem o zależności wysokości podatku od tego, „ile zainwestuje inwestor” i o podatku od „wartości budowli”, ale nie wyjaśnia, że te 2% podatku nalicza się tylko od elementów budowlanych a nie od całej inwestycji. Szkoda, że pani red. Wioletta Kamińska nie sprawdziła wiarygodności tej wypowiedzi, bo manipulacja poszła w świat. Nie chodzi tu zatem ani o jakieś istotne przychody dla budżetu gminy, ani o dobro mieszkańców, więc o co chodzi wójtowi Kownackiemu i radnym? Jakimi „argumentami” wiatrakowi inwestorzy „przekonali” wójta Kownackiego i radnych o słuszności zrujnowania krajobrazu gminy, o zignorowaniu wielu prac naukowych, o zignorowaniu woli społeczeństwa gminy, o zignorowaniu murowanych roszczeń odszkodowawczych pokrzywdzonych mieszkańców za znaczne obniżenie wartości ich nieruchomości?
Ideologia tzw. energii odnawialnej jest tak samo utopijna i tak samo zakłamana, jak ideologia komunizmu i jej koniec będzie podobny, tyle, że do tego czasu będziemy cierpieć, a niektórzy zbiją na tym takie majątki, o jakich nam się nawet nie śniło. I o to właśnie tym niektórym chodzi.
Dr.-Ing. h.c. Rolf Michałowski
Stanowicko-Marcinkowickiego
Klimafakten. Der Rückblick - ein Schlüssel für die Zukunft. Hrsg. von Ulrich Berner und Hansjörg Streif. E. Schweizerbart’sche Verlagsbuchhandlung Stuttgart, 2. Aufl. 2001
Horst-D. Krus: Die unheilige Allianz von Ignoranz, Ideologie und Profit: Windkraftanlagen sind eine ökologisch sinnlose, ökonomisch unsinnige und unsoziale Landschaftszerstörung - Heft 5/2001 "Heimatpflege in Westfalen", Hrsg: Westfälischer Heimatbund
„Progress in Biophysics and Molecular Biology” 2007. Alves-Pereira Mariana, Castelo Branco Nuno, Vibroacoustic disease: Biological effects of infrasound and low-frequency noise explained by mechanotransduction cellular signaling. Vol 98, Issue 1-3, 256-279
Prof. Jerzy Jurkiewicz: Oddziaływanie farm wiatrowych na środowisko naturalne i zdrowie człowieka – przegląd opinii i poglądów – 2012
Prof. dr hab. n. med. Maria Podolak-Dawidziak, członek PAN, prof. dr. hab. inż. Adam Janiak, członek PAN, dr. inż. Mateusz Gorczyca, dr. inż. Andrzej Kozik, mgr inż. Rafał Januszkiewicz i mgr inż. Bartosz Tomeczko,: Elektrownie wiatrowe a zdrowie – 2010
Zespół Parlamentarny ds. Badania Przyczyn Katastrofy TU-154 M z 10 kwietnia 2010 roku: Raport Smoleński – stan badań – 2013
To walka z ludzką głupotą i chciwością.
Data: 28 kwietnia 2014 r.
Uwagi do projektu miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego terenu położonego w obrębie wsi Gaj Oławski, Jaczkowice, Godzinowice, Niwnik w gminie Oława.
Działając w imieniu mieszkańców ww. miejscowości, jako ich statutowy reprezentant, wnosimy niniejszym następujące uwagi do projektu ww. mpzp:
Wymienione w projekcie ww. mpzp nieruchomości przeznaczone pod budowę elektrowni wiatrowych w ww. wsiach są położone zbyt blisko zabudowań mieszkalnych i hodowlanych. Określona, zarówno w Studium uwarunkowań i kierunków rozwoju zagospodarowania przestrzennego, jak i w mpzp, minimalna odległość masztów turbin wiatrowych od zabudowań (zaledwie 500 m) jest skandalicznie mała.
Brak regulacji prawnych nieudolnego państwa, jakim jest państwo Tuska i PO, dotyczących warunków technicznych budowy elektrowni wiatrowych w pobliżu zabudowy mieszkalnej, nie upoważnia samorządu do podejmowania decyzji zdecydowanie szkodliwych dla mieszkańców gminy.
Istnieje już wiele poważnych prac naukowych w różnych krajach, które potwierdzają wysoką szkodliwość turbin wiatrowych dla zdrowia ludzi i zwierząt, szczególnie tak wielkich turbin, jakie są planowane na ww. nieruchomościach (do 230 metrów wysokości). Ulokowanie takich turbin wiatrowych w tak bliskiej odległości od zabudowy mieszkaniowej i hodowlanej (500 metrów) jest jawnym zamachem na zdrowie mieszkańców, co stanowi rażące naruszenie konstytucyjnego prawa do ochrony zdrowia i ochrony środowiska (art. 68 ust. 1 oraz art. 74 ust. 2 Konstytucji RP).
Farmy wiatrowe w pobliżu domostw, to jednak nie tylko olbrzymie zagrożenie dla zdrowia mieszkańców. To też powód do znacznej straty wartości nieruchomości mieszkalnych w pobliżu tych farm. Dzisiejsza wieś, to nie tylko rolnicy i hodowcy. To też całe osiedla domów jednorodzinnych ludzi pracujących w pobliskich wielkich aglomeracjach miejskich, którzy chcą mieszkać w ciszy, spokoju i zieleni. Taki dom jednorodzinny z ogródkiem na wsi, to najczęściej nie tylko dorobek całego życia, ale również olbrzymie kredyty spłacane przez dwa pokolenia. 230-metrowe bydlaki machające dzień i noc 150-metrowymi skrzydłami, 500 metrów od domów, kompletnie rujnują wartość takiej nieruchomości. Ci ludzie nawet nie mogą się stamtąd wyprowadzić, bo nikt nie kupi domu jednorodzinnego z takim sąsiedztwem, a jeśli nawet ktoś kupi, to za kwotę znacznie niższą od pierwotnej wartości takiej posesji. Uchwalenie ww. mpzp w jego proponowanej formie będzie stanowić rażące naruszenie konstytucyjnego prawa ochrony własności (art. 64 ust. 2 i 3 Konstytucji RP).
Argumenty mówiące o korzyściach finansowych dla gminy z takiej farmy, to niestety nieprawda. Roszczenia odszkodowawcze mieszkańców, których posesje mieszkalne stracą na wartości przez sąsiadujące z nimi farmy wiatrowe, wielokrotnie przebiją wpływy z podatku od tych farm i narażą gminę na gigantyczne straty, zamiast zysków. Istnieje już wiele kancelarii prawniczych, które wyspecjalizowały się w pozwach zbiorowych. Mieszkańcy wcale nie muszą ich szukać. Oni znajdą poszkodowanych mieszkańców i przekonają ich o przystąpieniu do takiego procesu. Z tego żyją i to całkiem nieźle. Niech zatem Wójt i Rada Gminy Oława nie liczą na to, że mieszkańcom nie starczy odwagi i samozaparcia do zaskarżenia gminy o wysokie odszkodowania.
Kategorycznie żądamy odstąpienia od planów budowy farm wiatrowych w odległości mniejszej niż 2.500 metrów od zabudowy, a w wypadku turbin o wysokości od 120 do 230 metrów – 4.000 metrów od zabudowy. Takie normy są aktualnie przyjmowane w cywilizowanych krajach Europy.
W Niemczech, które, po rezygnacji z elektrowni atomowych, są prymusem w budowaniu farm wiatrowych i mają ich już bardzo dużo, wiatraki stawia się na odludziu albo na morzu.
W uzasadnieniu decyzji o lokalizacji elektrowni wiatrowych w gęsto zaludnionej gminie Oława czytamy, iż jest to rzekomo konieczne dla realizacji zamierzeń inwestycyjnych gminy Oława, wynikających z potrzeb polityki energetycznej oraz, iż jest to rzekomo zgodne z istniejącymi uwarunkowaniami a także, iż proponowane przeobrażenia rzekomo nie będą niosły za sobą ryzyka kolizji i konfliktów przestrzennych.
Wszystko to jest wierutnym kłamstwem. Potrzeby polityki energetycznej gminy są już dawno zaspokojone ponad miarę i to tak ponad wszelką miarę, że gmina Oława musi płacić corocznie milionowe odszkodowania za niewykorzystaną energię elektryczną, do odbioru której się zobowiązała.
Zamiar nie jest w żadnej mierze zgodny z istniejącymi uwarunkowaniami, bo gmina Oława stanowi obszar gęsto zaludniony, co właśnie powoduje kolizję interesów i globalny już konflikt z mieszkańcami gminy.
Poza korzyściami, jakie będą mieli z tego prywatni inwestorzy, najczęściej zagraniczni, którym chodzi tylko o potężne dotacje z budżetu państwa i funduszy unijnych, gmina żadnych korzyści z tego tytułu mieć nie będzie, wręcz przeciwnie, zostanie narażona na wielkie straty, kolejne po stratach spowodowanych równie niemądrą decyzją o zawarciu umowy z firmą ESV Siechnice w sprawie dostawy energii elektrycznej.
Z załączonej informacji prasowej, pochodzącej z Polskiej Agencji Prasowej, wynika, że według oświadczenia „Europolu” inwestowanie w elektrownie wiatrowe stało się pralnią pieniędzy pochodzących z przestępczości i że struktury mafijne posługują się w tym celu fikcyjnymi firmami, między innymi z Niemiec i ze Szwajcarii, jednocześnie korzystając z potężnych dotacji rządowych i unijnych.
Przypominamy radnym, że, zgodnie z art. 4 ust. 1 i 2 Konstytucji RP, władza zwierzchnia w Rzeczypospolitej Polskiej należy do Narodu i że to Naród sprawuje władzę przez swoich przedstawicieli lub bezpośrednio. Przypominamy również, że nadużycie uprawnień przez osoby pełniące funkcje publiczne, stanowi czyn karalny, zagrożony karą pozbawienia wolności nawet do 10 lat (art. 231 kodeksu karnego). Dotyczy to również radnych.
Robert Wiewiórowski Dr.-Ing.h.c. Rolf Michałowski
Czyżby, stawiając na elektrownie wiatrowe i fotowoltaiczne, Wójt gminy Oława wziął przykład z włoskiej gminy Crotone w Kalabrii?
Mafia „inwestuje” w ekologię
foto: futuredu/ http://creativecommons.org/ licenses/by/2.0/
Włoska mafia zróżnicowała kierunki swojej działalności i inwestuje teraz w sektor energii odnawialnej, a szczególnie w elektrownie wiatrowe, by prać nielegalne dochody i skorzystać z pomocy unijnej - głosi raport opublikowany dziś przez Europol.
„Dane świadczą o tym, że grupy mafijne we Włoszech inwestują coraz częściej w sektor energii odnawialnej, szczególnie w elektrownie wiatrowe, by wykorzystać pożyczki i pomoc europejską hojnie przyznawaną przez państwa członkowskie, co pozwala im wyprać dochody z przestępczości poprzez legalną działalność gospodarczą” - uważa Europol, czyli europejska agencja policyjna z siedzibą w Hadze.
Rok temu policja włoska przejęła majątek n'dranghety, mafii kalabryjskiej, o wartości 350 mln euro, którego częścią była jedna z największych elektrowni wiatrowych w Europie, w gminie Crotone w Kalabrii. Elektrownia licząca 48 turbin wiatrowych powstała przy udziale pośredników i fikcyjnych firm. Wiele z nich pochodziło spoza Włoch - z San Marino, Niemiec i Szwajcarii.
Nota bene, grunty pod elektrownię fotowoltaiczną w Stanowicach Wójt Kownacki sprzedał firmie z Niemiec za pośrednictwem „słupa” w Polsce, a turbiny wiatrowe rosną w gminie, jak grzyby po deszczu, wbrew masowym protestom mieszkańców.

References: art. 3
 art. 85
 art. 9
 art. 4
 art. 4
 art. 74
 art. 4