Source: http://mfairhaircare.blogspot.co.uk/2017/02/
Timestamp: 2017-06-28 15:45:14+00:00

Document:
Fair hair care: lutego 2017
Pytania do eksperta: czy składniki kosmetyków mogą być szkodliwe dla zdrowia? Sprawdzamy te najbardziej niepewne pod kątem bezpieczeństwa!
Na wielu stronach internetowych i
blogach często czytamy, że ten czy inny składnik jest niebezpieczny lub wręcz
szkodliwy dla zdrowia, a na pewne kosmetyki powinniśmy szczególnie uważać. Ktoś
przecież jednak dopuszcza je do użytku, a prawo zezwala na ich produkowanie.
Jak to więc możliwe i czy faktycznie powinniśmy się bać niektórych składników
kosmetycznych? Czy parafina,
lanolina, oleje mineralne, oleje silikonowe, SLS i SLES, PEG-i, chemiczne
filtry UV, syntetyczne barwniki i dodawane do wielu produktów zapachy mogą nam
zaszkodzić? Czy używanie kilku kosmetyków na raz może być szkodliwe dla
zdrowia? I wreszcie: gdzie konsument, zaniepokojony bezpieczeństwem jakiegoś
składnika kosmetycznego, może się zgłosić po poradę?
Na moje pytania odpowiedziała chyba najbardziej
kompetentna ku temu osoba: mgr Kamila Pawłowska – absolwentka Uniwersytetu
Łódzkiego, wieloletni pracownik Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego –
Państwowego Zakładu Higieny w Warszawie, która od 20 lat związana z branżą
kosmetyczną, a obecnie swoje doświadczenia w tej dziedzinie wykorzystuje w TÜV Rheinland Polska – czołowej jednostce certyfikującej,
gdzie zajmuje się oceną bezpieczeństwa kosmetyków. Jako Safety Assessor, reprezentujący TÜV Rheinland, współpracuje
z firmami kosmetycznymi, przygotowując raporty bezpieczeństwa produktów
kosmetycznych. Często słyszymy, że w kosmetykach pełno jest składników groźnych dla
zdrowia. Jednocześnie wiemy też, że każdy produkt, zanim pojawi się na rynku,
musi być dopuszczony do sprzedaży. Kto o tym decyduje i dlaczego zatem jesteśmy
narażani na niebezpieczeństwo?
Kamila Pawłowska: Kwestia jakości i bezpieczeństwa produktów
kosmetycznych jest uregulowana rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego i Rady
(WE) Nr 1223/2009 z dnia 30 listopada 2009 r. dotyczącego produktów
kosmetycznych. Zgodnie z art. 3 niniejszego rozporządzenia każdy udostępniany
na rynku kosmetyk powinien być bezpieczny dla zdrowia ludzi w normalnych lub
dających się przewidzieć warunkach stosowania, zaś do obrotu wprowadzane są
tylko produkty kosmetyczne, dla których jest wyznaczona „osoba odpowiedzialna”,
będąca osobą prawną lub fizyczną (na terenie Wspólnoty jest to producent
kosmetyku). Osoba ta zapewnia przestrzeganie postanowień przepisów prawnych, a
zatem spełnienie odpowiednich obowiązków określonych w rozporządzeniu przez
każdy wprowadzany do obrotu handlowego produkt kosmetyczny. Dotyczy to m.in.
składu chemicznego, dokumentacji kosmetyku, oznakowania. Biorąc pod uwagę
powyższe, kosmetyk spełniający wymagania rozporządzenia kosmetycznego nie
powinien narazić konsumenta na niebezpieczeństwo. W wyjątkowych natomiast przypadkach
produkty kosmetyczne mogą powodować działania niepożądane. Większość z nich
stanowią podrażnienia; reakcje alergiczne występują niezwykle rzadko. Niestety,
nie da się ich całkowicie wyeliminować – są to reakcje osobnicze, związane z
nadwrażliwością (powtarzalną nieprawidłową reakcją ustroju na określony bodziec
obecny w dawkach dobrze tolerowanych przez osoby zdrowe) i zależą m.in. od
stanu naszej skóry, trybu życia (stres, dieta) czy stanu zdrowia (często
dotyczą osób z obniżoną odpornością).
Jakie testy muszą przejść kosmetyki sprzedawane na Polskim rynku? Czy
może Pani opisać te procedury krok po kroku?
Zgodnie z art. 11 rozporządzenia
(WE) nr 1223/2009 dokumentacja dla każdego produktu kosmetycznego musi zawierać
następujące elementy: klarowny opis produktu kosmetycznego, opis metody
produkcji i oświadczenie o zgodności z dobrą praktyką produkcji, ocenę
bezpieczeństwa, dowód deklarowanego działania produktu oraz dane dotyczące
badań na zwierzętach. Najważniejszym dokumentem, z
punktu widzenia bezpieczeństwa dla konsumenta, jest raport bezpieczeństwa
produktu kosmetycznego, o którym mowa w art. 10 ww. rozporządzenia. Szczegółowe
wymagania dotyczące procedury oceny bezpieczeństwa kosmetyku i informacji
niezbędnych do jej wykonania zawarte są w załączniku I do rozporządzenia
kosmetycznego oraz w decyzji Komisji 2013/674/UE. Raport obejmuje m.in.: sprawdzenie składników
receptury w kontekście zgodności z rozporządzeniem kosmetycznym, szczegółową
analizę danych toksykologicznych dla poszczególnych surowców, potencjalnych
zanieczyszczeń, materiałów opakowaniowych, ocenę narażenia na produkt
kosmetyczny, ocenę wyników badań gotowego produktu (mikrobiologicznych,
obciążeniowych, stabilności/kompatybilności z opakowaniem, fizyko-chemicznych,
dermatologicznych, aplikacyjnych), analizę przypadków działań niepożądanych. Ostatni
etap oceny bezpieczeństwa kosmetyku to przygotowanie raportu z oceny, czyli
rozumowania naukowego, prowadzącego do oświadczenia, że kosmetyk jest
bezpieczny w myśl art. 3 rozporządzenia 1223/2009.
Oceny bezpieczeństwa produktu
kosmetycznego dokonuje wykwalifikowana osoba (tzw. safety assessor), posiadająca dyplom lub inny dowód formalnych
kwalifikacji, przyznany w wyniku ukończenia teoretycznych i praktycznych
studiów uniwersyteckich w dziedzinie farmacji, toksykologii, medycyny lub innej
zbliżonej dyscypliny. Ponieważ raport jest dokumentem eksperckim, złożonym z
kilku modułów, safety assessor
powinien posiadać obszerną wiedzę z różnych dziedzin, na bieżąco śledzić
ustawodawstwo, dotyczące nie tylko kosmetyków, ale i substancji chemicznych i
ich mieszanin, prawa dotyczącego bezpieczeństwa żywności itp. oraz posiadać
doświadczenie w tej niezmiernie trudnej dziedzinie, aby wszystkie kosmetyki,
które trafiają na rynek, były bezpieczne.
Które składniki kosmetyków – według Pani – są najgroźniejsze i
dlaczego? Czy często możemy je znaleźć w produktach do włosów? Jakie są ich
nazwy INCI?
Kosmetyki wprowadzane do obrotu zgodnie z literą prawa nie
zawierają „groźnych” dla konsumenta składników. Substancje, których
bezpieczeństwo budzi wątpliwości, poddawane są przeglądowi i ocenie
toksykologicznej przez Komitet Naukowy ds. Bezpieczeństwa Konsumentów (SCCS),
który jest organem doradczym Komisji Europejskiej i składa się z niezależnych
ekspertów, naukowców w dziedzinie oceny ryzyka. Wynikiem tych ocen może być
zakaz lub ograniczenie stosowania danej substancji w kosmetykach.
Wiele osób boi się parabenów. Tymczasem moja wiedza jest taka, że są to
najlepiej przebadane konserwanty spośród wszystkich, które możemy znaleźć w
kosmetykach. Czy zatem powinniśmy się ich obawiać?
To prawda, że parabeny to jedne z
najlepiej przebadanych konserwantów, o długoletniej historii stosowania w
produktach kosmetycznych, bardzo skuteczne pod względem ochrony
przeciwdrobnoustrojowej. SCCS wielokrotnie przeprowadzał wnikliwą analizę
bezpieczeństwa parabenów, a wyniki tych badań opublikowane są na stronie
internetowej Komitetu. Wątpliwości mediów w zakresie bezpieczeństwa parabenów
budziło ich działanie proestrogenne – „zaburzające gospodarkę hormonalną”.
Jakie są fakty? Działanie proestrogenne parabenów jest do 1,000,000 razy
słabsze niż działanie 17β-estradiolu –
estrogenu obecnego w organizmie człowieka (opinia SCCS/1348/10). Uwzględniając
niską absorpcję przeznaskórkową i szybki metabolizm po przeniknięciu do
krwioobiegu nie jest możliwy wpływ tych związków na gospodarkę hormonalną
człowieka. Związki te są dozwolone do stosowania w produktach kosmetycznych
jako konserwanty – uregulowane ostatecznie rozporządzeniem Komisji (UE) nr
1004/2014 z dnia 18 września 2014 r. Stosowanie w kosmetykach
izopropyloparabenu, izobutyloparabenu, fenyloparabenu, benzyloparabenu i
pentyloparabenu, dla których SCCS nie mógł dokonać oceny ryzyka dla zdrowia
ludzkiego, zostało zabronione na podstawie rozporządzenia Komisji (UE) nr
358/2014.
Przeczytaj też mój wpis: Czy parabeny szkodzą? | Konserwanty w kosmetykach do włosów (i nie tylko)
Czy mogłaby nam
Pani wyjaśnić, czy te składniki są szkodliwe dla zdrowia, jak je odszyfrować w
składzie produktu i czy powinniśmy ich unikać: parafina, lanolina, oleje
mineralne, oleje silikonowe, SLS i SLES, PEG-i, chemiczne filtry UV,
syntetyczne barwniki i zapachy?
Jak wspominałam, w
kosmetykach, które spełniają wymagania rozporządzenia kosmetycznego, nie może
być składników szkodliwych dla zdrowia. Te, które wywierają niekorzystny wpływ
na zdrowie człowieka, są umieszczane w załączniku II do rozporządzenia
1223/2009, który stanowi wykaz substancji zakazanych w produktach kosmetycznych.
W rozporządzeniach kosmetycznych znajdziemy również wykaz substancji
dozwolonych do stosowania w kosmetykach z pewnymi ograniczeniami (m.in. jest
określone maksymalne dozwolone stężenie danego związku, kategoria kosmetyku, w
którym może być użyty), wykaz środków konserwujących, promieniochronnych i barwników,
dozwolonych do stosowania w kosmetykach.
Jeśli chodzi o surowce, o
które Pani pyta – narosło wokół nich wiele mitów. Należy tu poruszyć kilka
ważnych kwestii. Przede wszystkim – nie
wszystkie substancje nadają się dla każdego typu skóry (np. dla osób ze skórą
mieszaną czy tłustą). Parafiny, oleje
mineralne (np. Paraffinum Liquidum, Paraffin,
Petrolatum, Cera Microcristallina, Microcrystalline Wax) to pochodne
określonej frakcji ropy naftowej, bardzo dokładnie oczyszczone. Działają
wyłącznie powierzchniowo, nie wnikają do żywych warstw skóry, są wysoce
stabilne, stąd nie wywołują niekorzystnych reakcji skórnych. Z uwagi na
właściwości natłuszczające są stosowane
nie tylko w kosmetyce, ale również w farmacji (np. jako podłoża maści). Lanolina (Lanolin, Lanolin Alcohol, Acetylated Lanolin,
substancje z grupy PEGs Lanolin, Laneths)
to wydzielina gruczołów łojowych owiec, substancja kondycjonująca, emolient. W
przypadku surowców pochodzenia zwierzęcego amerykański Panel Ekspertów The
Cosmetic Ingredient Review (CIR) zwraca uwagę na pozostałości zanieczyszczeń,
obecnych w spożywanym przez zwierzęta pokarmie roślinnym (np. metale ciężkie,
pestycydy), jak również możliwą obecność patogenów i czynników infekcyjnych. W
testach klinicznych nie obserwowano działania drażniącego na skórę
nierozcieńczonej lanoliny. Nie odnotowano również szkodliwych efektów na
lanolinę i jej pochodne u osób narażonych zawodowo w ciągu ponad 50 lat
obserwacji. Naukowcy sugerują, że przyczyną rzadkich przypadków uczuleń na Lanolin Alcohols (9,7 przypadków na
milion osób) mogą być produkty autoutleniania Lanolin Alcohols.
Oleje silikonowe, silikony stanowią dużą grupę związków (w kosmetykach
najczęściej występują: Cyclopentasiloxane,
Dimethicone, substancje z grupy Alkyl
Dimethicone). Jak większość polimerów są to substancje o wysokiej masie
cząsteczkowej – nie przenikają więc przez skórę, zaś ich bezpieczeństwo po narażeniu
przezskórnym zostało potwierdzone. SCCS zwrócił jedynie uwagę na możliwe
narażenie inhalacyjne na Cyclopentasiloxane;
w opinii SCCS/1549/15 podkreślił, że substancja jest bezpieczna w produktach
kosmetycznych, z wyjątkiem aerozolowych produktów do stylizacji włosów i
produktów do opalania w sprayu (skutek oszacowania przez Komitet skumulowanej
ekspozycji). Substancja nie jest jednakże przedmiotem regulacji prawnych,
natomiast możliwe zanieczyszczenie cyklotetrasiloksanem (klasyfikowanym jako
CMR) musi być jak najniższe. Dimetylopolisiloksan jest ponadto substancją
dodatkową w żywności (E 900).
SLS i SLES (Sodium Lauryl Sulfate, Sodium Laureth
Sulfate) to substancje myjące, które w stężeniach powszechnie stosowanych w
produktach kosmetycznych i stosowane wraz z innymi składnikami w formulacjach
nie wywołują działania drażniącego. Praktycznie są stosowane wyłącznie
produktach spłukiwanych, które mają krótki kontakt ze skórą. Obecność filtrów promieniochronnych jest
uregulowana załącznikiem VI rozporządzenia kosmetycznego, natomiast sama nazwa
„filtr chemiczny” wiąże się z mechanizmem działania substancji (pochłanianie
promieniowania UV, w przeciwieństwie do filtrów fizycznych, które odbijają i
rozpraszają promieniowanie), nie zaś z niebezpieczeństwem dla zdrowia. Rozporządzenie
kosmetyczne obejmuje również wykaz barwników, dozwolonych do stosowania w kosmetykach,
wyszczególnionych na etykiecie jako pięciocyfrowe numery wg Colour Index (np. CI 77007). PEG to skrót
od glikolu polietylenowego. PEGs stanowią grupę syntetycznych polimerów tlenku
etylenu. Ich profil toksykologiczny jest dobrze poznany, a bezpieczeństwo dla
konsumenta potwierdzone (np. przez Panel Ekspertów CIR). Nie wykazują działania
genotoksycznego, rakotwórczego, szkodliwego na rozrodczość. W stężeniach
stosowanych zwykle w kosmetykach nie wywołują działania drażniącego czy
uczulającego na skórę, przy niewielkim potencjale drażniącym na oczy. Warto
zwrócić uwagę, że substancje z grupy polietylenoglikoli są powszechnie
stosowane w przemyśle farmaceutycznym jako podłoże maści i nośniki leków, zaś w
sektorze spożywczym stanowią grupę dodatków do żywności (E 1521).
Kompozycje zapachowe lub aromatyczne, określane na etykiecie jako Parfum lub Aroma, to
mieszanina kilkudziesięciu substancji pochodzenia naturalnego i/lub
syntetycznego. Bezpieczeństwem stosowania kompozycji zapachowych zajmuje się IFRA (International Fragrance Association). Stowarzyszenie to wydaje standardy, określające maksymalne, bezpieczne stężenie
poszczególnych składników w różnych rodzajach produktów kosmetycznych, na podstawie oceny
bezpieczeństwa tych składników przez ekspertów Research Institute of Fragrance
Materials (RIFM), jak również informacji pochodzących od dostawców i dostępnej
literatury naukowej. Jednocześnie w załączniku III rozporządzenia kosmetycznego
znajduje się wykaz potencjalnych 26 alergenów, które mogą być zawarte w
kompozycjach i których obecność musi być wykazana w składzie kosmetyku, jeśli stężenie takiej substancji przekracza 0,01% w
produktach spłukiwanych i 0,001% w produktach pozostających na skórze. Generalnie
wykaz składników na opakowaniu jest istotną informacją dla konsumenta, który
powinien unikać pewnych substancji, z uwagi np. na alergie.
W kontekście wyżej omawianych surowców bardzo istotną
kwestią jest ich czystość – bardzo często niekorzystne reakcje skórne wywołuje
nie surowiec jako taki, ale jego zanieczyszczenia. Są to najczęściej substancje uwzględnione w zał. II
do rozporządzenia 1223/2009 i/lub też klasyfikowane zgodnie z ustawodawstwem,
dotyczącym substancji chemicznych i ich mieszanin jako CMR (czyli rakotwórcze,
mutagenne, działające szkodliwie na rozrodczość). Obecność zanieczyszczeń może
wiązać się z procesem produkcji, przechowywania, migracji z opakowania; zgodnie
z art. 17 rozporządzenia 1223/2009 dopuszczalna jest niezamierzona obecność
małej ilości substancji niedozwolonej, która przy zastosowaniu zasad dobrej
praktyki produkcji jest ze względów technologicznych nie do uniknięcia, pod
warunkiem, że obecność ta jest zgodna z art. 3 rozporządzenia kosmetycznego. I
tu pojawia się znów ważne zadanie dla safety
assessora, który w raporcie bezpieczeństwa analizuje, czy obecne w
określonym stężeniu zanieczyszczenia nie
stanowią zagrożenia dla zdrowia. Dlatego też tak ważny jest dobór substancji o wysokiej
czystości, aby zapewnić najwyższy poziom bezpieczeństwa konsumenta.
bezpieczeństwa składników kosmetyków znajdą Państwo m.in. w opiniach SCCS i
raportach Panelu Ekspertów CIR.
Gdy piszę recenzje na blog, zawsze sprawdzam składy ocenianych przez
siebie kosmetyków. Zdarza mi się, że napotykam składniki, których
bezpieczeństwo jest dla mnie trudne do sprawdzenia, ponieważ znajduje na ich
temat różne opinie. Są to na przykład: Disodium EDTA, Cocamidopropyl Betaine,
Behentrimonium Chloride, Cocamide DEA, DMDM Hydantoin. Czy mogłaby nam Pani
wyjaśnić, czy są one szkodliwe?
Jak już podkreślałam, żaden ze
składników, dozwolonych do stosowania w kosmetykach, nie może być szkodliwy.
Aby wypowiedzieć się na temat bezpieczeństwa danego składnika, należy
przestudiować literaturę naukową, zwłaszcza dossier toksykologiczne, opinie
komitetów naukowych, aby nie negować składników, których bezpieczeństwo nie
budzi wątpliwości i nie wprowadzać w błąd konsumenta, strasząc „toksycznymi
kosmetykami”. Nazwę chemiczną, funkcję, status prawny, istniejące opinie SCCS dla
danego składnika możemy sprawdzić w bazie CosIng: http://ec.europa.eu/growth/tools-databases/cosing/. Część składników, o które Pani pyta, jest regulowanych rozporządzeniem
kosmetycznym (Behentrimonium Chloride
(zał. III i V), Cocamide DEA (zał.
III), DMDM Hydantoin (zał. V), dla
których podano maksymalne dozwolone stężenia i/lub określone warunki stosowania,
kryteria czystości. Diwodoroetylenodiaminotetraoctan disodu (Disodium EDTA) jest substancją
kompleksującą jony metali/regulującą lepkość; Cocamidopropyl Betaine to środek powierzchniowo czynny/substancja
oczyszczająca/zwiększająca pienienie, stosowana głównie w kosmetykach myjących,
spłukiwanych ze skóry.
Substancje dodawane do kosmetyków występują w określonych stężeniach.
Czy to prawda, że jeśli używamy zbyt dużo produktów naraz – do mycia głowy,
ciała, kosmetyków kolorowych czy higienicznych – ich ilość może się kumulować i
zagrażać naszemu zdrowiu?
Rzeczywiście, w
specyficznych przypadkach safety assessor
może w ocenie bezpieczeństwa kosmetyku oszacować łączną ekspozycję na dany
składnik, zakładając, że jest on być obecny we wszystkich produktach
aplikowanych codziennie. Decyzję safety
assessor podejmuje na zasadzie case-by-case,
czyli analizie indywidualnego przypadku. Proszę zwrócić uwagę, że większość substancji
dozwolonych w kosmetykach w ograniczonych stężeniach zostało właśnie w ten
sposób ocenione przez Naukowy Komitet ds. Bezpieczeństwa Konsumentów. Drugim aspektem zagadnienia
jest to, że w różnych kategoriach produktów kosmetycznych zazwyczaj stosowana
jest różna baza surowcowa, więc ryzyko kumulacji składników, np. z produktów do
makijażu versus myjących, jest mało prawdopodobne. Poza tym, proszę pamiętać,
że zdrowa, nieuszkodzona skóra jest
narządem, który w większości przypadków dobrze chroni nas przed ksenobiotykami,
zaś w ocenie bezpieczeństwa, w uzasadnionych sytuacjach, należy rozważyć
również inne drogi narażenia: inhalacyjną (np. dla produktów aerozolowych), czy
też pokarmową (np. produkty do warg). Zagadnienie skumulowanej ekspozycji
na różnego rodzaju substancje jest dużo bardziej złożone niż mogłoby się
wydawać, np. biorąc pod uwagę codzienne stosowanie innych, oprócz kosmetyków,
produktów – chemii gospodarczej, leków, nie zapominając o środkach spożywczych.
Czy jest jakaś instytucja, do której konsument, zaniepokojony
bezpieczeństwem jakiegoś składnika kosmetycznego, może się zgłosić po poradę?
kosmetycznych nadzór rynku sprawują organy
Państwowej Inspekcji Sanitarnej (kontrola przestrzegania przepisów
określających wymagania higieniczne i zdrowotne, w szczególności dotyczących
warunków zdrowotnych produkcji i obrotu kosmetykami) oraz – w zakresie
znakowania, zafałszowań i prawidłowości obrotu – organy Inspekcji Handlowej. Organy nadzoru przeprowadzają okresowe
kontrole produktów kosmetycznych i podmiotów gospodarczych, sprawdzając m.in.
dokumentację produktu i, w odpowiednich przypadkach, kontrole fizyczne i
badania laboratoryjne reprezentatywnych próbek. Konsument może mieć wówczas
pewność, że na rynku udostępniane są tylko produkty bezpieczne; jeśli na rynku
znajdzie się kosmetyk, który nie spełnia wymagań prawnych, organy kontroli
decydują, w jaki sposób nie dopuścić do dalszej dystrybucji takiego produktu
(np. poprzez zakaz handlu/wycofanie niezgodnych z wymaganiami partii z rynku).
Produkt jest również zgłaszany do wspólnotowego systemu, informującego o
produktach niebezpiecznych – RAPEX (The Rapid Alert System for non-food
dangerous products). Powtórzę, że niejednokrotnie nie da się uniknąć
wystąpienia niepożądanych reakcji osobniczych na kosmetyk w przypadku osób
predestynowanych, co wcale nie oznacza, że taki produkt jest niebezpieczny.
oceny bezpieczeństwa kosmetyków odsyłam do literatury fachowej.
Parlamentu Europejskiego i Rady (WE) nr 1223/2009 z dnia 30 listopada 2009 r. dotyczące
produktów kosmetycznych. Dziennik Urzędowy UE L 342/59, 22.12.2009
Wykonawcza Komisji z dnia 25 listopada 2013 r. w sprawie wytycznych
dotyczących załącznika I do rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady
(WE) nr 1223/2009 dotyczącego produktów kosmetycznych (2013/674/UE), Dziennik
Urzędowy UE L 315/82, 26.11.2013
The SCCS Notes of Guidance for the Testing
of Cosmetic Ingredients and their Safety Evaluation, 9th Rev.
(SCCS/1564/15), revised version of 25 April 2016
SCCS – Opinions: http://ec.europa.eu/health/scientific_committees/consumer_safety/opinions_en
Reports of the Cosmetic Ingredient Review
Expert Panel http://www.cir-safety.org/ingredients
Pawłowska: Ocena bezpieczeństwa kosmetyków w świetle Decyzji Wykonawczej
Komisji 2013/674/UE, Świat Przemysłu Kosmetycznego, nr 4/2015
po terminologii. Toksykologia. Bezpieczeństwo żywności. Zdrowie publiczne.
Ocena ryzyka. Redakcja: Jan K. Ludwicki. NIZP-PZH, Warszawa, 2013
Marszałka Sejmu Rzeczypospolitej Polskiej z dnia 26 sierpnia 2015 r. w
sprawie ogłoszenia jednolitego tekstu ustawy o Państwowej Inspekcji
Sanitarnej, Dz.U. 2015, poz. 1412
szkoleniowe Polskiego Stowarzyszenia Przemysłu Kosmetycznego i
Detergentowego, Polskiego Związku Przemysłu Kosmetycznego z 2015-2016
Czy wywiad rozwiał Wasze wątpliwości w temacie bezpieczeństwa kosmetyków? Czy jakiś jego element szczególnie Was zainteresował? Polecam też inne wpisy z tej serii:
Na czym polega tłoczenie oleju i jak kupić najlepszy olej? Jak pielęgnować przetłuszczające się włosy i skórę głowy?
Testowanie kosmetyków na zwierzętach – zakazane czy wciąż dozwolone? Autor:
Recenzja: Swati Ayurveda, Ziołowy szampon do włosów z miodem i olejkiem migdałowym
temu zamieściłam recenzję olejku Swati Ayurveda, który okazał się być
strzałem w dziesiątkę. Dziś chciałabym napisać Wam o szamponie tej samej
indyjskiej marki, który zachwycił mnie świetnym składem i naprawdę dobrym
działaniem. Oceny
Nieduże, ale przeźroczyste, z odkręcanym korkiem i ładną naklejką, która nie
zdzierała się nawet wtedy, gdy opakowanie się zamoczyło. Po skończeniu szamponu
używam go teraz do mycia głowy metodą kubeczkową!
Słodko-migdałowy
z wyraźną miodową nutą. Bardzo miły dla nosa i dość charakterystyczny – na pewno
nie przypomina typowo drogeryjnych szamponów. Skład
(woda), Decyl Glucoside/Lauryl Glucoside
(delikatne detergenty), Sodium Lauryl
Sarcosinate (detergent), CAPB
(związek powierzchniowo czynny), Sodium
Cocoyl Glycinate (związek powierzchniowo czynny), Honey
(miód), Aloe Vera (Aloe Barbadensis)
(aloes), Polyquat-10 (antystatyk), Peg-7 Glyceryl Cocoate (stabilizator
piany), Peg 120 Methyl Glucose Dioleate
(zagęszczacz), Almond Oil (Prunus Amygdalus)
(olej migdałowy), Shikakai (Acacia Concinna) (ekstrakt
z orzechów Shikaki), Neem
(Azadirachka Indica) (ekstrakt z owoców miodli indyjskiej), Jatamansi (Nardostachys Jatamansi) (olejek
z Nardu), Amla (Emblica Officinalis) (ekstrakt
z indyjskiego agrestu), Tulsi (Ocimum
Tenuiflorum) (odmiana bazylii), Acrylate
Copolymer (antystatyk, nadaje połysk), Tocopheryl
Acetate (Vitamin E) (witamina E), Phenoxy Ethanol (konserwant), Nundecyleoyl Glycine (?), N-Capryloyl (składnik przeciwłupieżowy,
grzybobójczy, łagodzi świąd skóry), Glycine
(aminokwas będący jedną z części składowych kolagenu, wspomaga odbudowę
keratyny – budulca włosa), Triethanolamine
(reguluje pH), Natural Colour, Fragrance
(zapach).
i bardzo dobry – tak można krótko podsumować ten skład. Pośród licznych
ekstraktów i olejów na pierwszy plan wysuwają się te charakterystyczne dla kosmetyków
indyjskich:
(Acacia Concinna), czyli ekstrakt z orzechów Shikaki – hinduski używają
go jako środka myjącego; działa przeciwłupieżowo, nadaje połysk, wzmacnia
cebulki i pobudza włosy do wzrostu;
(Azadirachka Indica), czyli ekstrakt z owoców miodli indyjskiej – działa przeciwłupieżowo,
antyseptycznie i tonizująco, zapobiega wypadaniu włosów i siwieniu;
(Nardostachys Jatamansi), czyli olejek z Nardu – działa przeciwgrzybiczo i
wspomaga porost włosów;
(Emblica Officinalis), czyli ekstrakt z indyjskiego agrestu – odżywia i
wzmacnia włosy, chroni przed wypadaniem, nadaje blask, przyspiesza porost,
(Ocimum Tenuiflorum), czyli odmiana bazylii – wykazuje właściwości antyseptyczne
i przeciwbakteryjne.
można dyskutować o tym, czy taka ilość dodatków, w tym olejów, jest potrzebna w
szamponie, nie można jednak nie docenić tego, jak wiele pozytywnych składników
się w nim znajduje. Tym bardziej, że produkt działa naprawdę dobrze, ale o tym
za chwilę. Działanie
go regularnie i bardzo dobrze się sprawdzał: pomimo tego, że nie bazuje głównie
na silnych detergentach, świetnie domywał włosy – także po olejowaniu – a nadmiar
dodatków w nim zawartych nie powodował szybszego przetłuszczania się skóry
głowy. Włosy były po nim świeże, czyste i pachnące, a do tego nie przesuszone. Konsystencja i wydajność
minusem tego szamponu było to, że słabo się pienił, a przez to (szczególnie, że
w opakowaniu jest go tylko 100 ml) nie był tak wydajny, jak bym tego chciała.
Zazwyczaj musiałam go jeszcze dokładać w trakcie mycia, ponieważ trudno mi było
pokryć nim cały obszar skóry głowy. Cena i dostępność
Swati Ayurveda dostaniemy przez internet, na przykład w sklepie Bombay Bazaar. Kosztuje
21 zł za 100 ml – jak za tę pojemność uważam, że cena jest dość wysoka, ale
szampon jest na tyle dobry, że moim zdaniem warto tyle za niego zapłacić. Podsumowanie
Kosmetyki Swati Ayurveda wprowadziły mnie w świat kosmetyków indyjskich i muszę przyznać,
że z miłą chęcią w przyszłości sięgnę jeszcze po produkty z tego rejonu świata.
Szampon okazał się być równie dobry jak olejek – łączy je piękny (chociaż inny) zapach, bardzo dobry skład i działanie. A to
chyba podstawa do tego, by nazwać kosmetyk godnym polecenia. Znacie markę Swati Ayurveda? Co o niej
sądzicie? Jakie inne indyjskie kosmetyki możecie mi polecić? Polecam
Najlepsze metody na przyspieszenie porostu włosów – moje roczne obserwacje i ranking Najlepsza metoda na pozbycie się rozdwojonych końcówek bez ścinania włosów na długości
Karboksyterapia skóry głowy – moje wrażenia z zabiegu (fotorelacja) | Jak karboksyterapia pomaga na wypadanie włosów? W minioną sobotę skorzystałam z zabiegu w Instytucie
Trychologii, który miałam przetestować już kilka miesięcy temu, ale musiałam go
przesunąć z powodu ówczesnych podrażnień skóry głowy. Mowa o karboksyterapii, którą stosuje się głównie w celu zwalczenia
problemów z wypadaniem włosów, przy łysieniu i łuszczycy. Mnie dotyczy
tylko pierwszy z wymienionych – na szczęście w stopniu umiarkowanym, ale uznałam,
że nie zaszkodzi spróbować. Tym bardziej, że moje włosy okresowo przynajmniej dwa razy do roku mocniej
wypadają i wymagają wzmocnienia. W tym wpisie opowiem Wam o swoich wrażeniach z zabiegu, o
tym, ile kosztuje, jak się do niego przygotować i o czym pamiętać, gdy już
wyjdziemy z gabinetu trychologa. Czym jest
karboksyterapia? Karboksyterapia
polega na nakłuwaniu skóry i wstrzykiwaniu pod nią dwutlenku węgla pod
specjalnym kątem, który jest dobierany w zależności od celu, jaki chcemy osiągnąć
(inny jest na przykład w przypadku hamowania wypadania włosów, a inny –
redukowania zmian łuszczycowych). Gaz podczas zabiegu wstrzykuje się za pomocą
specjalnej aparatury wyposażonej w filtry, które go oczyszczają, oraz wenflony,
które obniżają ciśnienie gazu w miejscu wyjścia z igły (dzięki czemu zabieg
jest mniej odczuwalny).
Karboksyterapia powoduje przyspieszenie krążenia krwi –
naczynia krwionośne poszerzają się i udrożniają, a także powstają nowe. Zabieg
powoduje dotlenienie obszaru, na którym został przeprowadzony, a także zwiększenie
wchłaniania się czynników aktywujących podziały komórkowe, które to
zapewniają wzrost włosów. Na dłuższą metę, dzięki seriom karboksyterapii,
dochodzi do znacznego zahamowania wypadania włosów. Zabieg stosuje się głównie
w przypadku leczenia łysienia, wypadania włosów oraz łuszczycy. Cena za jeden zabieg
karboksyterapii: 200 zł (najlepiej jest wykonać serię zabiegów).
Czas trwania: około
20 minut (plus konsultacja, w tym zbadanie skóry głowy mikrokamerą).
Karboksyterapia jest zabiegiem bezpiecznym, ponieważ nasz
organizm sam produkuje CO2, a dostarczony do organizmu w ten sposób
jego nadmiar jest wydalany przez płuca i nerki. Jak przy każdym zabiegu jednak
istnieją pewne przeciwwskazania do jego wykonywania, wśród których wymienia
niewyrównane ciśnienie tętnicze,
niewydolność płuc, serca i nerek,
Więcej przeciwwskazań znajdziecie na poniższej ulotce
informacyjnej. Jak przygotować się
do karboksyterapii?
W dniu, w którym korzystamy z karboksyterapii, powinniśmy być
zdrowi (nie przeziębieni). Należy przyjść do gabinetu z umytą głową, jednak umyć
ją możemy nie później niż trzy godziny przed zabiegiem. Nie powinno się też zażywać
tego dnia przeciwzapalnych leków przeciwbólowych, ponieważ mogą one zniweczyć
efekty zabiegu. Czy karboksyterapia boli?
Uczucie podczas zabiegu zależy od wielu czynników, m.in. od
grubości naszej skóry, predyspozycji do odczuwania bólu, a także miejsca wkłuć
– najmniej problematyczny pod tym
względem jest tył głowy, a najbardziej odczuwany – obszar przednio-boczny,
czyli okolice skroni. Czy jednak zabieg
jest bolesny jako taki? Moim zdaniem nie, ja czułam jedynie delikatne ukłucia.
Muszę przy tym zaznaczyć, że nie należę do osób, które boją się igieł
(doświadczyłam w swoim życiu już sporo zastrzyków), ale z drugiej strony mam
wrażenie, że mój próg bólu jest dosyć niski, więc osoby o wyższym mogą odczuwać
ukłucia jeszcze delikatniej. Moje odczucia po
zabiegu. O czym trzeba pamiętać, by zabieg miał sens?
Po zabiegu ze skórą
głowy nic się nie działo – nie czułam żadnej różnicy, skóra nie bolała, nie
piekła ani nie swędziała. Gdzieniegdzie między włosami udało mi się jedynie
dostrzec mikroskopijne czerwone kropeczki – drobinki zaschniętej krwi z miejsc wkłucia,
które szybko znikły. Po karboksyterapii warto odczekać chociaż dobę z myciem
głowy. W dniu zabiegu ani kilka dni później nie powinno się zażywać
przeciwzapalnych leków przeciwbólowych (zniweczą efekty karboksyterapii),
opalać się ani spędzać czasu na basenie, w saunie ani na mrozie (mam tu na
myśli uprawianie sportów zimowych). Nie powinno się też pić alkoholu ani
intensywnie ćwiczyć. Aby dopełnić serię,
czekają mnie jeszcze 2-3 zabiegi (jeden to trochę za mało, żeby zauważyć
efekty). Pani Anna, która wykonywała u mnie karboksyterpaię i którą
widzicie na zdjęciach, uprzedziła, że po kilku z nich mogę odczuwać szybsze
przetłuszczanie się skóry głowy, jednak po pewnym czasie wszystko wraca do
normy. Póki co jest jeszcze za wcześnie na takie efekty, ale na pewno będę Was
na bieżąco informować o moich wrażeniach po kolejnych zabiegach!
karboksyterapii? Chcielibyście z niej skorzystać?
Oczyszczanie skóry głowy w Instytucie Trychologii – fotorelacja z zabiegu | Jak dbać o łojotokową i/lub swędzącą skórę głowy? Relacja z warsztatów Dni Pięknych Włosów | Zabieg pielęgnacyjny w Instytucie Kerastase Leszka Czajki
się na błędach – głównie swoich. Ja tych włosowych mam na swoim koncie całe
mnóstwo, a ich wyeliminowanie sprawiło, że moje włosy wyglądają teraz znacznie
lepiej niż kiedyś (jak wyglądały dawniej zobaczycie chociażby w mojej MWH). Musiałam jednak małymi
kroczkami wiele się nauczyć, zmienić sporo przyzwyczajeń i utartych schematów
postępowania. Dziś opiszę Wam siedem głównych błędów, które popełniałam, a
przez które moje włosy z roku na rok stawały się coraz bardziej zniszczone,
spuszone i przerzedzone. Nieodpowiednie używanie masek i odżywek
od tego, że przez długi czas wcale nie używałam masek ani odżywek, uznając je
za zbytnią fanaberię. Potem, wraz z mamą, zaczęłyśmy kupować Pantene Pro-V w
strasznej kombinacji: szampon i odżywka w jednym. Zło tego połączenia każdą
osobę świadomą pielęgnacji włosów powinno aż bić po oczach. Po takim myciu
głowy włosy były jednocześnie przesuszone i przetłuszczone, a do tego łamliwe i
osłabione. Gdy z
czasem zaczęłam nieśmiało korzystać z masek i odżywek, popełniałam karygodne
błędy: nakładałam je niedokładnie, zazwyczaj siedząc w wannie, na całkowicie
mokre, ociekające wodą włosy i zmywałam po krótkiej chwili. Dziwiłam się, że nie
działają nie wiedząc, że problem tkwi nie w produktach, których używam, ale w
tym, jak z nich korzystam.
okazji przypominam, że napisałam już o tym, jak powinno się prawidłowo korzystać z masek do włosów.
Temat wydaje się oczywisty, a jednak wiele z nas popełnia te same błędy. Olejowanie niewłaściwym olejem
swoich długich i burzliwych przeprawach z olejowaniem włosów olejem kokosowym już pisałam. Dodam więc tylko, że niewłaściwe
olejowanie, o czym sama się przekonałam, nieodpowiednio przeprowadzone i złym
olejem, prowadzi do tego, że włosy wyglądają gorzej niż przed zabiegiem. Moje
były przez to jeszcze bardziej spuszone, nie układały się i sprawiały wrażenie
matowych i postrzępionych. Gdy zmieniłam olej kokosowy na lniany, a potem
makadamia, ze słodkich migdałów czy zwykłą oliwę z oliwek, było o wiele lepiej.
Warto więc popróbować różnych metod olejowania i nie poddawać się w poszukiwaniu idealnego dla siebie oleju.
Dużym minusem było też w tym czasie niezabezpieczanie końcówek włosów, co prowadziło do tego, że łamały się one i wykruszały. Czesanie włosów na mokro
właściwie powinnam napisać: szarpanie, ponieważ trudno było nazwać to zwykłym
czesaniem. Mokre włosy są szczególnie narażone na uszkodzenia, a także na rozciąganie, które powoduje rozrywanie
i niszczenie. Czesanie ich tuż po umyciu sprawiało, że urywały się i osłabiały.
W dodatku używałam do tej czynności plastikowej szczotki, a po myciu głowy nie
nakładałam odżywki. Dźwięk rozrywanych, szarpanych włosów do dziś powoduje, że
Używanie szamponów z silnymi detergentami w
moje mycie głowy było proste: wylewałam masę szamponu na dłoń i wcierałam w
mokrą głowę. Bez rozcieńczania z wodą, bez zaprzątania sobie głowy składem
kosmetyku i bez wiedzy na temat tego, że szorowanie włosów silnymi detergentami,
a szczególnie końcówek, prowadzi do ich przesuszenia. W
efekcie moje włosy były suche, zniszczone i częściej się przetłuszczały. Szkoda,
że nie znałam wtedy metody kubeczkowej,
którą dziś stosuję. Częste farbowanie farbami drogeryjnymi
wiele lat farbowałam włosy na ciemno: na mojej głowie gościły już czerń, ciemny
fiolet i miedź. Gdy kolor się wypłukiwał i stawał się zbyt jasny i matowy – co
zwykle następowało w ciągu miesiąca – często sięgałam po kolejną farbę z
drogerii, zazwyczaj tę najtańszą, i farbowałam nią włosy. Całe, nie tylko
odrosty. Od czubka głowy po same końcówki. Nie żałowałam też farby na skórę
głowy, przecież trzeba pokryć równomiernie całe włosy… Efekt? Przez dwa
tygodnie włosy znów były błyszczące, a kolor głęboki, po czym stawały się coraz
bardziej wypłowiałe, matowe i bez życia. Do tego były suche, łamliwe i wypadały
na potęgę. Nie
robiłam też nigdy prób uczuleniowych,
co skutkowało częstymi podrażnieniami, zadrapaniami i swędzeniem skóry głowy. I
znów wzmożonym wypadaniem włosów. Regularne używanie suszarki i prostownicy
z prostownicy korzystałam dość krótko i zazwyczaj prostowałam tylko włosy przy
twarzy. Wiedziałam, że może tylko pogłębić mój problem związany ze stanem
włosów i zazwyczaj udawało mi się powstrzymać przed tym, by jej użyć.
Ewentualnie, w chwilach największej desperacji, przeciągałam jeszcze
prostownicę po wierzchnich pasmach.
było z suszarką. Używałam jej długo, namiętnie i zawsze z użyciem gorącego,
wręcz parzącego nawiewu. To był mój rytuał. Nie lubiłam go zbytnio, ale
wiedziałam, że wysuszone w ten sposób włosy wyglądają znacznie lepiej niż
pozostawione same sobie. Gdy nic z nimi nie robiłam, miałam na głowie szopę.
Gdy suszyłam włosy, wciąż wyglądały źle, ale już nie tak tragicznie. Miałam
więc do wyboru: albo będą prezentować się fatalnie, albo ciut lepiej niż
fatalnie. Marna pociecha, ale zawsze coś.
gorącym powietrzem to było błędne koło: włosy były przez to wysuszone na wiór i
zniszczone, ale tylko suszenie sprawiało, że byłam w stanie patrzeć na nie w
lustrze. Po każdym myciu głowy znów łapałam więc za suszarkę. Nieodpowiednie spinki i spanie w
rozpuszczonych włosach
to sprawa poboczna, bo nigdy nie używałam ich zbyt często. Ot, od czasu do
czasu spięłam wystające kosmetyki wsuwką. To na pewno powodowało łamanie się
włosów, ale nie w takim stopniu, jak nie wiązanie ich do snu. Każdy,
kto mnie teraz czyta, pewnie zdaje sobie sprawę, że rozpuszczone w nocy włosy
to świetna droga do tego, by je sobie zniszczyć. Oczywiście pod warunkiem, że
robimy tak regularnie i mamy długie włosy. Dlaczego? Podczas snu nie
kontrolujemy tego, co się z nimi dzieje: przygniatamy je, ciągniemy, ocieramy o
poduszkę i wyrywamy. Przez to stają się zniszczone, osłabione i wypadają. A jakie błędy wy popełniacie lub
popełniałyście? Które przyzwyczajenia najtrudniej było Wam zwalczyć?
Na koniec zapraszam jeszcze na fan page i Instagram!
Najlepsze metody na przyspieszenie porostu włosów – moje roczne obserwacje i ranking Jak ocenić, czy wypada nam zbyt dużo włosów?

References: art. 3
 art. 11
 art. 10
 art. 3
 art. 17
 art. 3