Source: https://inforfk.pl/aktualnosci/5053471,RODO-i-zmiany-w-kodeksie-pracy-zablokuja-losowe-badania-alkomatem.html
Timestamp: 2020-06-07 00:32:22+00:00

Document:
RODO i zmiany w kodeksie pracy zablokują losowe badania alkomatem - IFK Platforma Księgowych
Firmy są między młotem a kowadłem. Z jednej strony losowe kontrole trzeźwości są im potrzebne, by zapewnić bezpieczeństwo. Z drugiej eksperci nie pozostawiają złudzeń - wyrywkowe sprawdzanie, czy pracownicy są na gazie, jest niezgodne z RODO i nowymi przepisami kodeksu pracy.
Firmy przyznają, że problem jest niebagatelny, bo kontroli trzeźwości jest w polskich przedsiębiorstwach coraz więcej (choć warto już w tym miejscu zauważyć, że nie zawsze są zgodne z obowiązującym prawem). Większa niż niegdyś skala badań występuje np. w branży budowlanej. - Nie są one już okresowe, a permanentne. Co więcej, przechodzi je każdy, nie tylko szeregowi pracownicy, ale też osoby na stanowiskach kierowniczym - wskazuje Dariusz Blocher, prezes Budimeksu.
W firmie PORR przyjęto nawet średnią miesięczną w zakresie ich częstotliwości. Wynosi pięć razy średnia liczba zatrudnionych pracowników na budowie. To oznacza, że jeśli jest ich 300, to w skali miesiąca pomiar trzeźwości ma miejsce 1500 razy.
- To nie dzieje się bez przyczyny. Notujemy wzrost liczby pracowników pod wpływem alkoholu. W ciągu dwóch lat aż trzykrotnie. Dziś w skali roku, na skutek kontroli, ujawniamy ich 30-40 - zaznacza Michał Grzesiak z PORR.
Z kolei w Unibep na dużych inwestycjach kontrole mają miejsce jeden, dwa razy w tygodniu. Tak było w przypadku budowy Galerii Północnej w Warszawie. - Taka prewencja ma sens. Kiedyś nietrzeźwi pracownicy byli prawdziwą plagą. Dziś to rzadkość, bo badania alkomatem działają odstraszająco. To przekłada się na wypadkowość. Obecnie jeśli dochodzi do zdarzenia, to z reguły jego przyczyną nie jest alkohol - tłumaczy Leszek Gołębiecki, prezes zarządu Unibep.
Dariusz Blocher dodaje, że co roku w jego firmie ujawnianych jest 10-15 osób pod wpływem alkoholu na ponad 30 tys. zatrudnionych. To zatem jednostkowe przypadki, ale - jak zaznacza - tak jest dzięki stosowanej prewencji.
Kontrole trzeźwości przeprowadzane są również w firmach produkcyjnych. Na przykład w Lafarge, spółce plasującej się w gronie czołowych producentów cementu, kruszyw i betonu. - Przeprowadzamy je prewencyjnie, dbając o bezpieczeństwo pracowników. W Lafarge w Polsce mamy bardzo wiele lokalizacji o różnej wielkości i strukturze, w których pracuje od kilku do kilkuset osób. W związku z tym liczba i częstotliwość kontroli trzeźwości jest często sprawą indywidualną i zależy od kierownika lokalizacji. Jednak zawsze, bez względu na wielkość placówki, są one przeprowadzane cyklicznie - zaznacza Magdalena Grońska, dyrektor ds. bezpieczeństwa, ochrony zdrowia i zrównoważonego rozwoju Lafarge w Polsce.
- W skali roku liczba badań pracowników pod kątem tego, czy są po spożyciu alkoholu, zwiększyła się w naszej firmie o 30 proc. Jak dotąd w ich trakcie nie ujawniliśmy osób nietrzeźwych - mówi z kolei Wiesław Włodarski, prezes FoodCare, spółki specjalizującej się w produkcji napojów.
Kontroli jest też więcej w firmie Akwawit, zajmującej się wytwarzaniem wysokoprocentowych alkoholi.
- Pracujemy z produktami, które mogą kusić. Dlatego badanie trzeźwości to konieczność - dodaje Grzegorz Ślak, prezes spółki Akwawit.
Przyczyny wzmożonej weryfikacji
Pracodawcy nie ukrywają, że jednym z powodów prewencyjnego sprawdzania stanu trzeźwości jest napływ pracowników ze Wschodu. Ci, będąc z dala od rodziny, w czasie wolnym często piją. Ma to miejsce zwłaszcza w weekendy.
- Poniedziałki są najgorsze. Wówczas jest największe ryzyko tego, że któryś z pracowników stawi się do pracy nietrzeźwy - dodaje Dariusz Blocher.
Firmy podkreślają, że większa częstotliwość badań alkomatem to też efekt próśb samych zatrudnionych.
- Pracownicy mają świadomość tego, że choć alkohol spożywali dzień wcześniej, to następnego dnia wciąż mogą być pod jego wpływem. Chcąc wykluczyć taką sytuację, dobrowolnie poddają się testom. Nie chcą narażać życia swojego i swoich kolegów na niebezpieczeństwo - mówią jednogłośnie pracodawcy. Dodają przy tym, że kontrole nasilają również ze względu na wymogi stawiane im podczas przetargów organizowanych przez samorządy. Te często wymagają, by przy lokalnej inwestycji zatrudniani byli pracownicy z regionu. Z jednej strony cel jest szczytny: ograniczanie bezrobocia w mieście czy powiecie. Z drugiej jednak do pracy przychodzą różne osoby, w tym również takie, które mają problem alkoholowy.
Wreszcie, jak zaznaczają przedsiębiorcy, na częstotliwość kontroli wpływa większa dostępność do urządzeń potwierdzających trzeźwość, coraz lepsza ich jakość, a także z roku na rok korzystniejsza cena. Poza tym firmy twierdzą, że robią to, bo tego wymagają od nich przepisy prawa - pijanego pracownika nie mogą bowiem dopuścić do pracy.
Kto kogo sprawdza i jak często
Niezależnie od branży przeważają kontrole losowe. Rzadko kiedy testom na trzeźwość są poddawani wszyscy pracownicy. Jak wynika z naszych rozmów z pracodawcami, tak się dzieje tylko w małych zakładach produkcyjnych czy na niewielkich budowach - liczących maksymalnie kilkadziesiąt osób. Tak więc kontrole z reguły obejmują wybrane osoby, najczęściej wytypowanych przez kierowników zakładu czy pracowników ochrony. Pracodawcy mówią, że do badania wyznaczani są przede wszystkim ci pracownicy, których zachowanie jest podejrzane albo od których czuć alkohol. Dodają jednak, że coraz częściej zdarza się, że poddawane są mu zupełnie przypadkowe osoby. Jeśli chodzi o sposób i częstotliwość kontroli, to są one różne - każda firma wypracowuje swoje własne zasady. Przykładowo, w zakładach produkujących alkohol kontrola pracownika ma miejsce zazwyczaj trzy razy dziennie. - Na wejściu do fabryki, w trakcie pracy i po zakończeniu zmiany. Nasz wrocławski zakład liczy 300 osób, w związku z czym pomiarowi trzeźwości poddawane są z reguły losowo wybrane osoby - podkreśla Grzegorz Ślak.
Natomiast w innych zakładach produkcyjnych i na budowach kontrole obywają się na wejściu, czyli przy przechodzeniu pracowników przez bramkę, a jeśli nie jest to możliwe, to w trakcie dnia roboczego. Ten drugi przypadek jest praktykowany m.in. na budowach liniowych, np. rurociągu. Jeśli alkomat wykryje promile we krwi, zawiadamiana jest policja, która potwierdzi prawidłowość badania. Nie jest to jednak regułą. Bywa, że policja w ogóle nie jest wzywana, a jeśli już, to ma to miejsce tylko wtedy, gdy doszło do wypadku. W firmach budowlanych, w których pracują podwykonawcy, bywa też tak, że w przypadku ujawnienia osoby nietrzeźwej zatrudnionej w firmie podwykonawczej wzywany jest przedstawiciel takiej firmy i w jego obecności dokonywany jest drugi pomiar.
- U nas alkomaty mają dziś wszyscy pracownicy ochrony. Dawniej byli w nie wyposażeni tylko pracownicy bhp. Kontrole mają miejsce przy wejściu na budowę oraz w czasie dnia pracy - mówi Dariusz Blocher.
- W przypadku pracowników drużyn trakcyjnych i konduktorskich oraz innych pracowników zatrudnionych na posterunkach bezpośrednio związanych z bezpieczeństwem ruchu kolejowego badania na obecność alkoholu w wydychanym powietrzu przeprowadza się każdorazowo podczas zgłoszenia się pracownika na służbę - informuje z kolei Jolanta Maliszewska z biura rzecznika prasowego Koleje Mazowieckie - KM. I dodaje, że doraźne kontrole przeprowadza bezpośredni przełożony, osoba dopuszczająca pracownika do pracy lub zespół kontrolujący.
- Kwestie dotyczące bezpieczeństwa traktujemy bardzo poważnie. Dlatego każdorazowo przy wykonywaniu badania trzeźwości oprócz osoby wykonującej test i badanego obecna jest także dodatkowa osoba jako świadek. Tego typu kontrola i może być wykonana przez pracownika bhp, każdą osobę odpowiedzialną za prowadzenie zmiany, jak również pracownika firmy ochroniarskiej, jeżeli ma to określone w obowiązkach. W przypadku gdy pracownik nie współpracuje i nie wyraża zgody na przeprowadzenie badania na zawartość alkoholu w wydychanym powietrzu, powiadamiamy policję w celu ustalenia stanu trzeźwości na podstawie obowiązujących procedur - mówi Magdalena Grońska.
Firmy przekonują, że jeśli mogą, to starają się na czas kontroli separować pracownika od reszty załogi. Nie zawsze jest to jednak możliwe. A jeśli już wzywana jest policja, to zawsze w ustronne miejsce. Innego zdania są jednak związkowcy (patrz ramka 2).
Zgodnie z przepisami, czyli jak
Jak podkreślają eksperci, badanie trzeźwości pracownika przez pracodawcę już obecnie jest problematyczne. A wkrótce - w związku ze wspominanymi na wstępie zmianami w kodeksie pracy - wątpliwości będzie jeszcze więcej. Po pierwsze, zgodnie z przepisami ustawy z 26 października 1982 r. o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi (Dz.U. z 2018 r. poz. 2137 ze zm.), takie badanie powinno zawsze być wykonywane przez uprawniony organ, np. policję. Już samo to stawia obecnie pod znakiem zapytania praktyki wielu firm.
- Z art. 17 ust. 3 ustawy o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi wynika, że na żądanie kierownika zakładu pracy, osoby przez niego upoważnionej, a także pracownika badanie stanu trzeźwości zatrudnionego przeprowadza uprawniony organ powołany do ochrony porządku publicznego. Zachodzi więc wątpliwość, czy kontroli trzeźwości może dokonać sam pracodawca z wykorzystaniem swojego alkomatu. Choć jest to temat, który wywołuje kontrowersje, w doktrynie dopuszcza się jednak przeprowadzenie takiej kontroli za zgodą pracownika, co oczywiście nie wyklucza możliwości żądania kontroli przeprowadzonej przez uprawniony organ, w warunkach art. 17 ust. 3 ww. ustawy, np. przez policję - tłumaczy Patrycja Kozik, radca prawny w GKK Gumularz Kozik Kancelaria.
Część ekspertów prezentuje jednak twarde stanowisko, że wobec wyraźnego brzmienia przepisów pracodawca nie powinien przeprowadzać kontroli trzeźwości samodzielnie (zob. "Praktyka ignoruje przepisy. A nowe regulacje nie pozwalają na zbyt wiele" oraz opinie: dr Dominiki Dörre-Kolasy i Piotra Liwszica).
Kolejny problem, na który zwraca uwagę m.in. Barbara Kaszycka, nadinspektor pracy Okręgowego Inspektoratu Pracy w Kielcach, wynika stąd, że kontrola może mieć miejsce tylko wtedy, gdy zachodzi uzasadnione podejrzenie, że dany pracownik stawił się do pracy w stanie po użyciu alkoholu albo spożył alkohol w czasie pracy. Mówiąc wprost - badanie powinno odbywać się tylko w uzasadnionych przypadkach.
- Ryzykowne jest typowanie do badania na chybił trafił. Przebadany pracownik, zwłaszcza gdy kontrola trzeźwości miała miejsce w obecności innych, może zarzucić pracodawcy, że wystawił go na pośmiewisko lub że została naruszona jego godność osobista. A to może być podstawą do ubiegania się o zadośćuczynienie - dodaje. W jej ocenie mamy tu więc problem wynikający z pewnego konfliktu wartości i obowiązujących regulacji. Z jednej strony bowiem to pracodawca odpowiada za bezpieczeństwo i gotowość pracowników do pracy, ale z drugiej przy okazji badania alkomatem łatwo naruszyć m.in. wspomniane dobra osobiste zatrudnionych.
O niedopuszczalności kontroli bez obiektywnych powodów przekonani są również inni eksperci. - Przepisy ustawy o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi wykluczają możliwość dokonywania losowych kontroli trzeźwości i poddawania kontroli osób, co do których takie podejrzenie nie zachodzi - wtóruje Patrycja Kozik.
Informacje szczególnej kategorii
A zatem przeprowadzane dziś losowe kontrole już teraz są niezgodne z obowiązującymi przepisami. Za ich prowadzenie pracodawcom w zasadzie nie grozi jednak żadna kara. Za kilkanaście dni może to jednak ulec zmianie za sprawą ustawy z 21 lutego 2019 r. o zmianie niektórych ustaw w związku z zapewnieniem stosowania RODO. Tak będzie, jeśli uznamy, że badanie trzeźwości pracowników oznacza zbieranie ich danych osobowych wrażliwych. Wówczas w grę mogą wchodzić nawet wielomilionowe kary przewidziane w RODO (co istotne, według jednej z interpretacji, mimo że RODO już dziś jest stosowane wprost, obecnie kary w nim przewidziane nie mają zastosowania, o ile pracodawca uzyska zgodę pracownika na badanie). Choć trzeba też przyznać, że samo podleganie pod RODO i to, czy faktycznie mamy tu do czynienia z danymi sensytywnymi, jest kontrowersyjne (zob. opinie: Patrycji Kozik i Piotra Liwszica).
Zdaniem dr Dominiki Dörre-Kolasy, radcy prawnego, partnera w kancelarii Raczkowski Paruch, informacje o pracowniku pozyskane w wyniku badania stanu trzeźwości - takie jak informacja o zawartości alkoholu w jego organizmie - należy zakwalifikować jako dane szczególnej kategorii z uwagi na to, że dotyczą one zdrowia osoby badanej. Tymczasem RODO przewiduje szerokie rozumienie danych osobowych dotyczących zdrowia - a za takie uznaje się wszystkie dane o stanie zdrowia osoby, której dane dotyczą, ujawniające informacje o przeszłym, obecnym lub przyszłym stanie zdrowia fizycznego lub psychicznego tej osoby.
- "Szczególność" tych danych wyraża się w ich wzmocnionej ochronie, polegającej na generalnym zakazie ich przetwarzania ustanowionym w art. 9 ust. 1 RODO. Zakaz ten nie ma jednak charakteru bezwzględnego. Artykuł 9 ust. 2 RODO przewiduje bowiem okoliczności, w których dopuszczalne jest przetwarzanie danych osobowych zaliczonych do tej kategorii. Zostały one ujęte w formie katalogu zamkniętego, a zatem wszelkie inne niż wskazane w treści powyższej regulacji przesłanki nie uchylają zakazu - podkreśla dr Dominika Dörre-Kolasa. Prawniczka wskazuje, że jako przesłankę uchylającą zakaz przetwarzania danych dotyczących zdrowia pracownika w przypadku informacji o zawartości alkoholu w organizmie można by w pierwszej kolejności rozważać zgodę osoby badanej (to jedna z przesłanek z art. 9 ust. 2 RODO). Z rozmów z firmami wynika, że w praktyce często na tej podstawie opierają swoje działanie. Choć już dziś jest kontrowersyjne, mogą być bowiem wątpliwości co do dobrowolności tej zgody (zob. opinia Piotra Liwszica).
- Natomiast oczekująca właśnie na publikację w Dzienniku Ustaw nowelizacja kodeksu pracy w zasadzie pozbawi pracodawców możliwości opierania się na zgodzie jako podstawie do przetwarzania danych osobowych dotyczących zdrowia pracownika. Zgodnie z nowym art. 22 1b , który wprowadzi ww. ustawa z 21 lutego 2019 r., zgoda pracownika może stanowić podstawę przetwarzania przez pracodawcę tzw. danych osobowych szczególnej kategorii wyłącznie w przypadku, gdy ich przekazanie następuje z inicjatywy osoby ubiegającej się o zatrudnienie lub pracownika. Pracodawca nie będzie mógł zatem być inicjatorem uzyskania takich informacji o pracownikach - zauważa mecenas Dörre-Kolasa. Podobnego zdania są Justyna Tyc i Katarzyna Kulesza z kancelarii Domański Zakrzewski Palinka (zob. "Praktyka ignoruje przepisy. A nowe regulacje nie pozwalają na zbyt wiele").
- Dla firm wiąże się to z końcem popularnych obecnie losowych kontroli. Takie badanie może być bowiem przez pracownika zakwestionowane jako przeprowadzone bez postawy prawnej, a informacje w ten sposób uzyskane mogą zostać uznane za przetwarzane w sposób sprzeczny z RODO - wskazuje dr Dominika Dörre-Kolasa. - Jedyną możliwą przesłanką stanie się spełnienie obowiązku wynikającego z przepisu prawa. Przetwarzanie danych osobowych dotyczących zdrowia jest bowiem prawnie dopuszczalne wówczas, gdy jest niezbędne do wypełnienia obowiązków i wykonywania szczególnych praw przez administratora lub osobę, której dane dotyczą, w dziedzinie prawa pracy, o ile jest to prawnie dozwolone (art. 9 ust. 2 pkt b RODO). Co więcej, w nowym brzmieniu art. 221 k.p. w par. 4 przewiduje się, że pracodawca żąda podania innych danych osobowych niż określone w tym przepisie, gdy jest to niezbędne do zrealizowania uprawnienia lub spełnienia obowiązku wynikającego z przepisu prawa - wyjaśnia dr Dominika Dörre-Kolasa. I dodaje, że w ten sposób ustawodawca odbiera pracodawcy możliwość doprowadzenia do stanu bezpieczeństwa w zakładzie pracy.

References: art. 17
 art. 17
 art. 9
 art. 9
 art. 22
 art. 221