Source: http://www.gazeta.policja.pl/997/archiwum-1/2012/numer-83-022012/74371,dok.html
Timestamp: 2017-03-27 00:34:37+00:00

Document:
Żebraczy biznes - Numer 83 / 02.2012 - Policja 997 Policja 997
Duże skupiska ludzi zawsze przyciągały złodziei, włamywaczy, oszustów, fałszerzy, prostytutki i wszelkiego rodzaju przestępców. Także żebraków, tych prawdziwych i tych fałszywych, czyli członków grup zorganizowanych, wyłudzających pieniądze. Euro 2012 może im ułatwić proceder.
– Istnieje obawa, że żebraczy biznes może gwałtownie nasilić się w okresie trwania Euro – mówi mł. insp. Zbigniew Maj, zastępca dyrektora Centralnego Biura Śledczego KGP. – Policja jest na to przygotowana. Od dawna wdrażane są różne programy prewencyjne dotyczące przeciwdziałania żebractwu, a Centralne Biuro Śledcze prowadzi czynności operacyjne. Mechanizmy działania grup przestępczych zajmujących się żebractwem są na ogół do siebie podobne. Podobne też, i trudne, jest prowadzenie postępowań przeciwko nim. Ale, jak pokazują fakty, Policja rozbija kolejne żebracze gangi – mówi dyrektor Maj.
Jałmużna dla gangu
Przykładem zakończonej sukcesem sprawy przeciwko żebraczemu biznesowi jest zlikwidowanie działającej w województwie podkarpackim grupy kierowanej przez „Kolę”. Biznes wymyślili i zrealizowali dwaj bracia pochodzący z Mołdawii: Nicolae, pseudonim Kola, i Marcel. Pomagały im dwie Ukrainki i Mołdawianka.
Pomysł był prosty. Szukali w małych miejscowościach na Ukrainie młodych kobiet, najchętniej matek żyjących w trudnych warunkach. Często były to kobiety mające niepełnosprawne dziecko. Zapewniając, że chcą im pomóc, oferowali pracę w Polsce, łatwą, bez potrzeby posiadania kwalifikacji – opiekę nad starszymi osobami, płatną 150 dolarów miesięcznie. W dodatku taką, gdzie można zabrać ze sobą dziecko, czy nawet dwoje.
Propozycja wyglądała całkiem wiarygodnie, zwłaszcza że do wyjazdu namawiała potencjalną kandydatkę kobieta, która rzekomo właśnie wróciła z takiej pracy w Polsce. W rzeczywistości była to jedna z członkiń gangu. Chwaliła dobre warunki, w jakich żyła, i zarobki, które pozwoliły jej na spore oszczędności. Rodaczka, Ukrainka, budziła zaufanie. Była przekonująca, a towarzyszący jej organizator przedsięwzięcia był życzliwy i przyjazny. Obiecywał pomoc w załatwieniu formalności paszportowych i wizowych, transport do Polski i pożyczkę pieniędzy na pierwsze dni pobytu. Propozycja była tak korzystna, że ulegało jej wiele kobiet, niektóre namawiały kolejne.
Pakowały walizki, zabierały dzieci i ruszały za chlebem. Przywiezione do Polski już następnego dnia zderzały się z rzeczywistością, która wyglądała zupełnie inaczej niż to, co im obiecano. Nadia (imię zmienione) została przywieziona do Łodzi z dwiema córkami, dwu i sześcioletnią. Dostały jedno wspólne łóżko w pokoju, w którym mieszkało jeszcze kilka innych osób. Kiedy następnego dnia rano Nadia zapytała swoją ukraińską opiekunkę o pracę, ta wręczyła jej kartkę z nabazgranym zdaniem: „Zbieram na operację mojej córeczki” i kazała iść na wyznaczone miejsce pod kościół.
Zrozumiawszy, że każą jej żebrać, Nadia zaczęła protestować i zagroziła, że wróci na Ukrainę. Wówczas kobieta, która jeszcze niedawno namawiała ją na przyjazd do pracy w Polsce, oświadczyła twardo:
– Masz u „Koli” dwa tysiące długu. Jak oddasz, możesz wracać na Ukrainę. A jak nie, to już on się z tobą policzy!
Nadia starała się więc, jak mogła. Codziennie przynosiła kilkaset złotych, wielokrotnie udawało się jej zebrać nawet 700–800 złotych. Po trzech miesiącach szef przeniósł ją z Łodzi do Tarnowa. Młodsza córka została jej odebrana i przydzielona innej kobiecie, która „pracowała” bez dziecka i przez to osiągała znacznie słabsze wyniki.
ORGANIZACJA I METODY DZIAŁANIA
Grupa „Koli” była dobrze zorganizowana i posługiwała się sprawdzonymi metodami. Zwerbowane kobiety były przywożone prywatnym autem albo busem do granicy z Polską. Przekraczały ją pieszo, dalej czekali na nie inni członkowie gangu i autobusem lub samochodem rozwozili po różnych miastach Polski, lokując w najtańszych hotelach, po kilka osób w jednym pokoju. Kandydatki do pracy oddawano pod opiekę kobiet – członkiń gangu, które organizowały i nadzorowały ich pobyt.
Przydzielały im konkretny rejon „pracy”, najczęściej przed kościołem lub na ruchliwym skrzyżowaniu, wyznaczały też dzienny limit – minimum 200 złotych. Jeśli nie udało się tyle uzbierać, brakującą kwotę doliczano do już istniejącego długu – kosztów transportu i pierwszych dni pobytu. W ten sposób dług ciągle rósł. „Opiekunki” instruowały swoje podopieczne, jak mają się ubierać i zachowywać, co mają mówić, gdyby zainteresowali się nimi strażnicy miejscy lub policjanci. Oczywiście kobietom nie wolno było wspominać o organizatorach, miały mówić, że przyjechały tu same. Instrukcje dotyczyły także dzieci, od których wymagano, żeby przez cały dzień siedziały bez ruchu przy osobie dorosłej, na ulicy. Żeby mogły to wytrzymać, podawano im środki uspokajające. Dzieci były głodzone, żeby wyglądały na chore, często umieszczano je na wózkach inwalidzkich czy wyposażano w kule inwalidzkie, aby wzbudzały litość i uwiarygodniały tezę o zbieraniu pieniędzy na operację.
Organizatorzy byli bezwzględni, nawet w mróz i deszcz nie pozwalali swoim ofiarom opuszczać miejsca „pracy”. Mieli je ciągle na oku, kontrolując kilka razy dziennie.
„Opiekunki” odbierały codzienny urobek, niezmiennie odpowiadając, że jeszcze daleko do spłacenia całego długu, i przekazywały pieniądze szefom osobiście lub przesyłały im za granicę. Ofiary nie miały możliwości ani uciec, ani komukolwiek się poskarżyć. Opowiadano im o znakomitych układach szefów żebraczego biznesu z ukraińską milicją, a także zabierano matkom dzieci i oddawano je pod opiekę innych kobiet. Szef gangu zakładał, że żadna matka nie ucieknie bez dziecka. Nieszczęsne kobiety nie wiedziały nawet, gdzie ich dzieci się znajdują. Często było to inne miasto. Posłuszeństwo wymuszano też szantażem. Jedna z kobiet podczas pobytu w Polsce zaszła w ciążę, urodziła dziecko i zostawiła je w szpitalu. Ponieważ była mężatką, szefowie gangu szantażowali ją, że jeśli nie będzie dla nich nadal pracować, doniosą o tym fakcie jej mężowi.
W ZAINTERESOWANIU POLICJI
Wzrost liczby żebraków na ulicach, w dodatku o podobnym charakterze – kobiet lub kobiet z dzieckiem – nie uszedł uwadze podkarpackiej policji. Funkcjonariusze zaczęli dyskretnie obserwować żebrzące osoby.
– Wszystkie przesłanki wskazywały, że jest to przestępstwo handlu ludźmi. Zebrany materiał potwierdził te przypuszczenia. Wynikało z niego niezbicie, że sprawa dotyczy zorganizowanej grupy przestępczej. Świadczyły o tym hierarchiczność i hermetyczność jej struktury, panująca w niej dyscyplina, podział ról i zadań poszczególnych jej członków – mówi funkcjonariusz CBŚ.
Działania policji zbiegły się w czasie z zaalarmowaniem straży miejskiej przez pewną mieszkankę Tarnowa, którą zaniepokoił oglądany przez kilka dni obrazek: małe dziecko siedzące obok żebrzącej na ulicy kobiety, mimo mrozu i śniegu. Po wylegitymowaniu żebraczki okazało się, że pochodzi z Ukrainy, a dwuletnia dziewczynka nie jest jej córką i została jej „wypożyczona”. Kobieta nie wiedziała, gdzie jest matka dziecka. Została ukarana przez sąd grodzki grzywną 200 złotych za wykorzystywanie dziecka do żebrania i jeszcze tego samego dnia wyjechała na Ukrainę. Dziewczynka, o której nic nie było wiadomo poza tym, jak ma na imię, została decyzją sądu rodzinnego umieszczona w domu dziecka. Była brudna, wygłodzona, zawszona, na głowie i nogach miała siniaki. Należało ustalić jej tożsamość i odnaleźć rodziców. Okazało się, że to młodsza córka Nadii. Matka odzyskała dziewczynkę dopiero po kilku miesiącach. Dziecko, choć już odkarmione i zadbane, było w fatalnym stanie psychicznym, nie poznawało matki. Pokrewieństwo potwierdziły dopiero badania DNA.
ZASTRASZANE OFIARY, ODWOŁANE ZEZNANIA
Zebrany przez policjantów rzeszowskiego CBŚ materiał dał prokuraturze podstawę do wszczęcia śledztwa dotyczącego założenia i kierowania zorganizowaną grupą przestępczą mającą na celu handel ludźmi, zmuszanie ich do żebrania na ulicach miast w Polsce i czerpanie korzyści majątkowych z tego procederu, tj. o czyn m.in. z art. 258 par. 1 i 3 k.k., 253 par. 1 i 2 k.k.
Śledztwo trwało prawie dwa lata, zaangażowanych w nie było wielu funkcjonariuszy garnizonu podkarpackiego.
Mimo że policjanci dotarli do wykorzystywanych w opisany sposób kobiet, nie chciały one zeznawać przeciwko swoim dręczycielom. Nadia, nim odzyskała dziecko, była pierwszą, która się na to odważyła. Nie na długo jednak. Gdy proces „Koli” i jego wspólniczek przed rzeszowskim sądem dobiegał końca, Nadia przysłała do sądu list, w którym oświadczyła, że odwołuje wszystko, co powiedziała, gdyż zeznania składała pod presją. Prosiła też, żeby zwolnić „Kolę”, czyli szefa gangu. Nicolae I. został w 2008 roku skazany prawomocnym wyrokiem na 4 lata pozbawienia wolności, dwie pomagające mu kobiety – jedna na 3 lata, druga na rok. Drugi z pomysłodawców przestępczego procederu Marcel P. uciekł do Mołdawii i jest poszukiwany listem gończym.
– To są sprawy bardzo trudne dowodowo, ponieważ świadkowie są zastraszani, nie chcą zeznawać, a jeśli nawet złożą zeznania, to potem często je odwołują – mówi mł. insp. Zbigniew Maj, zastępca dyrektora CBŚ KGP.
Przypadki procederu handlu ludźmi wciąż się powtarzają, a Centralny Zespół do walki z Handlem Ludźmi Wydziału do zwalczania Zorganizowanej Przestępczości Kryminalnej Centralnego Biura Śledczego KGP pracuje nad kolejną sprawą przeciwko zorganizowanej grupie przestępczej zmuszającej ludzi do żebractwa. Jak twierdzi naczelnik wydziału podinsp. Marcin Kulas, metody przestępczego działania są bardzo podobne do tu opisanych.
Nieszczęście czy zawód
Żebractwo to problem stary jak świat. Od wieków próbowano je zwalczać, ograniczać, regulować prawnie. Jak dotąd – nieskutecznie.
Przyczyny żebractwa były zawsze te same – bieda, niezaradność, brak lub słabość systemu opieki społecznej. Ale w czasach najnowszych doszła też przyczyna inna – możliwość łatwego zarobku, wykorzystywana przez świat przestępczy.
Na największą skalę żebractwo istniało w średniowieczu. Żebracy stanowili wówczas nawet 2–3 proc. ogólnej liczby ludności większych miast. Oprócz biedy i braku społecznej opieki rozwojowi tej patologii sprzyjał także nakazywany przez Kościół obowiązek miłosierdzia oraz wiara, że jałmużna jest sposobem na odkupienie grzechów. Liczne klasztory, królowie, książęta i możni prowadzili tak zwane jałmużnictwo zbiorowe, obejmujące jednorazowo tysiące żebraków.
Ta masowość spowodowała, że w średniowieczu żebractwo stało się zawodem. Pojedynczy żebracy prowadzili wędrowny tryb życia, dopasowując swoją marszrutę do kalendarza świąt, odpustów i innych wydarzeń kościelnych, w dużych miastach natomiast tworzyli organizacje na wzór cechów rzemieślniczych, z podziałem na specjalizacje lub ze względu na rodzaj ułomności, np. korporacja ślepców czy chromych. W XIII wiecznym Paryżu żyło ponad 4 tys. żebraków, mieli nawet własnego króla wybieranego podczas karnawału.
W kolejnych wiekach władze próbowały poddać żebractwo choćby ogólnym regulacjom prawnym. Miasta wydawały na przykład zarządzenia, że podstawą uzyskania legalnego statusu żebraka mogą być kalectwo, trwała choroba, starość i niedołężność. Natomiast zdrowi i silni żebracy byli uznawani za włóczęgów, włóczęgostwo zaś surowo karano. Usiłowano też ograniczać żebractwo przez zarządzenia niezezwalające na osiedlanie się nowych, obcych żebraków, a obejmujące opieką „swoich”. Król Jan Olbracht w statutach piotrkowskich polecił radom miejskim i proboszczom wiejskim wyznaczanie dopuszczalnej liczby żebraków w danej miejscowości, a nawet wydawanie im specjalnej odznaki uprawniającej do korzystania z jałmużny.
W XVI wieku w wielu miastach europejskich wprowadzano ustawy próbujące zmusić żebraków do pracy. Zaczęto organizować domy pracy przymusowej dla zdrowych żebraków. Pierwszy – londyński Bridewell – powstał w 1557 r., wkrótce w całej Anglii było ich około 200. Domy pracy przymusowej tworzono także w Holandii, Niemczech i Francji. W samym tylko Paryżu funkcjonowały trzy przytułki pod nazwą Szpital Ubogich Zamkniętych, które miały pod opieką ponad 2,5 tysiąca osób zobowiązanych do pracy przymusowej.
W Polsce pierwsze domy pracy dla żebraków zostały założone w 1629 r. w Gdańsku i 1631 r. w Elblągu, rozpowszechniły się zaś w XVIII w., kiedy to powstały kolejne, m.in. w Krakowie, Toruniu i Warszawie. W Europie w XIX w. liczba żebraków zmniejszyła się na tyle, że przestali stanowić alarmujący problem społeczny. Co nie znaczy, że nie istniał w ogóle. I tak jest do dziś. Monitorowany przez służby porządkowe problem jest pod stałą kontrolą władz, zwłaszcza w dużych aglomeracjach miejskich.
Współcześnie żebractwo nadal uważane jest za efekt nędzy, degradacji społecznej, opuszczenia, jednak coraz powszechniej dostrzegana jest także inna przyczyna, którą często jest chęć łatwego zarobku. Piotr Ławacz, psycholog społeczny z Gdańska, rozróżnia trzy rodzaje żebractwa. Pierwszy – gdy żebractwo jest pochodną dysfunkcji społecznej, dotyczy np. alkoholików, narkomanów, osób chorych psychicznie; drugi – to żebractwo wynikające z trudnej sytuacji życiowej i niezaradności danej osoby; oraz trzeci – żebractwo jako sposób na zarabianie pieniędzy.
Nieoficjalnie szacuje się, że w Polsce działa ponad 200 tys. żebraków, z czego ponad połowa żebrze zawodowo.
Amatorzy to zazwyczaj starsze osoby bez środków do życia, czasem wysyłane na ulicę przez rodziny, a czasem zgadzające się na to dobrowolnie, aby pomóc bliskim. Działają nieporadnie, niesystematycznie, zwykle wtedy, gdy naprawdę nie mają z czego żyć. Często są przepędzani przez żebraków zorganizowanych lub zawodowców. Przed kilkoma laty w Krakowie znana była historia staruszki, która codziennie żebrząc pod kościołem, prawie uzbierała na mieszkanie dla wnuczki. W Białymstoku żebrzącą pod kościołem starszą kobietę, rzekomo bez środków do życia, codziennie samochodem przywoził „do pracy” syn. W Warszawie przy placu Trzech Krzyży żebrała staruszka, której pilnował czekający nieopodal, opłacany przez nią, „ochroniarz”. Niedawno przed kościołem św. Anny w Warszawie doszło do bijatyki między warszawskimi i obcymi żebrakami o miejsce „pracy”. W Toruniu straż miejska zatrzymała żebraka, który okazał się emerytowanym podoficerem wojska. W Lublinie policjanci wylegitymowali żebrzącą kobietę po tym, jak doniesienie złożyła na nią sąsiadka, która rozpoznała ją na ulicy. Rzekoma żebraczka okazała się właścicielką dużej kamienicy w innym mieście.
Profesjonaliści działają inaczej. Są zorganizowani i zarządzani. Bardzo często do pracy rozwożeni są samochodami, ustawiani w przydzielonych rejonach, kontrolowani. Najczęściej są to cudzoziemcy, zwykle mają przy sobie kartki z informacją o swoim rzekomym nieszczęściu, chorobie własnej lub dziecka. Gdyby się dokładnie przyjrzeć, okazałoby się, że wszyscy żebracy w okolicy mają tak samo zafoliowane kartki, jakby robiła to jedna ręka, a gdyby dłużej poobserwować, można by zobaczyć, jak o określonej godzinie schodzą z posterunku, a ich miejsce zajmuje ktoś inny. Przywieziony tym samym samochodem, którym odjeżdża „pierwsza zmiana”.
Kilka lat temu gdańska policja zatrzymała Rosjanina, który kierował ponad 40-osobową grupą osób trudniących się żebractwem, głównie pochodzenia rosyjskiego i ukraińskiego. Grupa działała według bardzo ścisłych reguł, podlegając prawie wojskowemu rygorowi. Każdego dnia oddawali „utarg” szefowi, który zatrzymywał dla siebie 25 procent całej sumy, resztę dzieląc po równo między wszystkich członków grupy.
PRZECIWDZIAŁANIE – WSPÓLNA SPRAWA
Przeciwdziałanie żebractwu jest jednym z zadań Policji. I to zarówno, gdy chodzi o zorganizowane żebractwo noszące znamiona handlu ludźmi, jak i wówczas, gdy żebractwo jest „tylko” dokuczliwym zjawiskiem społecznym. Wytyczne dla policjantów w tym zakresie opracowano w 2008 roku w Komendzie Głównej Policji. Procedury postępowania Policji wobec osób bezdomnych i żebrzących zawierają propozycje konkretnych przedsięwzięć organizacyjnych i prewencyjnych, określają zasady postępowania policjantów z osobami żebrzącymi, zwłaszcza małoletnimi, oraz w sytuacjach wykorzystywania do tego procederu dzieci.
Aby przeciwdziałanie żebractwu było skuteczne, niezbędna jest współpraca wielu instytucji, wśród których najważniejsze są samorządy, straże miejskie, Policja, miejskie ośrodki pomocy społecznej.
– Na terenie garnizonu małopolskiego w celu przeciwdziałania żebractwu na bieżąco współpracujemy oraz wymieniamy się informacjami z miejskimi i gminnymi ośrodkami pomocy społecznej, radami sołeckimi, komitetami osiedlowymi, strażą miejską i gminną oraz sądami rodzinnymi – mówi insp. Dariusz Nowak z KWP w Krakowie.
– W Komendzie Stołecznej Policji oraz w podległych jednostkach organizacyjnych wyznaczeni zostali koordynatorzy ds. żebractwa – informuje nadkom. Marcin Zimoń z Wydziału Prewencji KSP.
Warszawska policja kontynuuje rozpoczęty w 2008 roku program Stop żebractwu, program poznański pod hasłem Powrót z ulicy realizowany jest przy wykorzystaniu środków unijnych, w Białymstoku program realizowano pod hasłem Nie bądźmy obojętni, w Krakowie pod hasłem Nie dawaj pieniędzy na ulicy, we Wrocławiu pod wszystko mówiącym tytułem: Dając pieniądze, nie pomagasz! Pomagaj mądrze!
W ramach tych i innych programów w różnych miastach szczególnym nadzorem objęto miejsca, gdzie najczęściej uprawiany jest proceder żebractwa, czyli okolice kościołów, supermarkety, targowiska, dworce kolejowe, środki komunikacji miejskiej, a także ulubione przez żebrzących miejsca o dużym natężeniu ruchu turystycznego. Szczególny nadzór oznacza częste kontrole, legitymowanie, reagowanie na wszelkie wykroczenia, ale też pomoc. Także obserwację przez służby operacyjne.
NIE DAWAJMY PIENIĘDZY
Widok żebraka zwykle działa na emocje przechodnia, zwłaszcza gdy o wsparcie prosi dziecko lub osoba stara i niedołężna. Większość ludzi chce pomóc i w odruchu serca sięga po pieniądze. Tymczasem psychologowie i socjologowie apelują, aby tego nie robić.
Psycholog Piotr Ławacz uważa, że dawanie pieniędzy osobom żebrzącym zawsze ma skutki negatywne. Bo zachęca do żebrania albo oszustów, którzy znaleźli sposób na łatwy zarobek, albo osoby rzeczywiście niezaradne, które przyzwyczajają się do takiego najprostszego rozwiązywania swoich problemów.
– A już szczególnie nie utrwalajmy nawyku żebrania u dzieci – mówi. – Dając im pieniądze, zmniejszamy ich szanse na normalne dzieciństwo. Nie oszukujmy siebie, że spełniamy dobry uczynek.
Wszędzie tam, gdzie proceder żebractwa udało się w okresie ostatnich 2–3 lat ograniczyć, a było tak w wielu miastach, zwłaszcza w Poznaniu, Krakowie czy Warszawie, istniały programy zwalczania żebractwa, w których istotną część stanowiło właśnie uświadamianie społeczeństwu prawdy o tym problemie.
Kraków i Poznań mocno postawiły na edukację społeczną. W Krakowie ponad 2 tysiące plakatów z hasłem: Nie dawaj pieniędzy na ulicy! Żebrzącym możesz pomóc inaczej! trafiło m.in. do szkół, spółdzielni mieszkaniowych, na dworce, do tramwajów, do parków i ogródków kawiarnianych, w okolice kościołów. Przygotowano 60 tysięcy ulotek w sześciu językach skierowanych do turystów i umieszczono je w 200 miejscach noclegowych w całym mieście, w punktach Sieci Informacji Turystycznej oraz na lotnisku w Balicach.
Socjologowie i psychologowie apelują, aby pomagać mądrze. Jeśli liczba żebraków na naszych ulicach wzrośnie podczas Euro 2012, warto pamiętać, że to nie biedaków nagle przybyło, tylko oszustów.
Policja przeciw żebractwu
Zadania policjantów służby prewencyjnej (służby patrolowo obchodowej, komórek ds. nieletnich i patologii oraz specjalistów ds. prewencji kryminalnej) w zakresie przeciwdziałania żebractwu:
– diagnozowanie zagrożenia żebractwem, ze szczególnym uwzględnieniem wykorzystywania do tego celu dzieci, osób bezradnych i niepełnosprawnych;
– dokonywanie wspólnie ze strażą miejską, strażą ochrony kolei oraz pracownikami ośrodków pomocy społecznej systematycznych kontroli miejsc, w których nasilony jest proceder żebractwa;
– obowiązkowe podejmowanie interwencji w sytuacjach ujawnienia w miejscach publicznych osoby żebrzącej;
– konsekwentne reagowanie na przypadki naruszania przepisów określonych w kodeksie wykroczeń;
– przekazywanie informacji do sądów rodzinnych z wnioskiem o wszczęcie postępowania opiekuńczego w przypadku ujawnienia rodziców bądź innych osób nakłaniających dzieci do żebractwa;
– inicjowanie spotkań z przedstawicielami instytucji państwowych, samorządowych i organizacji pozarządowych w celu wymiany doświadczeń i podejmowania wspólnych przedsięwzięć w interesie osób żebrzących znajdujących się w trudnej sytuacji życiowej i materialnej.
na podstawie materiałów z Biura Prewencji KGP oprac. ES
Żebractwo według prawa
Jako przestępstwo – handel ludźmi
Nowelizacja kodeksu karnego z 2010 roku wprowadziła w art. 115 par. 22 k.k. defi-nicję pojęcia handlu ludźmi. Przewiduje ona m.in., że transport, dostarczanie, werbowanie czy przechowywanie danej osoby w celu wykorzystania jej, nawet za jej zgodą, w żebractwie należy również uznawać za handel ludźmi. Co więcej, zgodnie z art. 189a kodeksu karnego, kto dopuszcza się handlu ludźmi, podlega karze pozbawienia wolności na czas nie krótszy od lat 3. Kto czyni przygotowania do popełnienia tego przestępstwa, podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5.
Jako wykroczenie
Kodeks wykroczeń przewiduje, że jeżeli w miejscu publicznym żebrze osoba, która w rzeczywistości ma środki potrzebne do funkcjonowania lub jest zdolna do pracy, podlega karze ograniczenia wolności, grzywny do 1500 złotych albo karze nagany (art. 58 par. 1 kodeksu wykroczeń).
Natomiast gdy działania te są natarczywe lub oszukańcze, wówczas podlega karze aresztu albo ograniczenia wolności (art. 58 par. 2 k.w.). Działania natarczywe to np. narzucanie się osobom postronnym przez utrudnianie przejścia. Działanie oszukańcze to wzbudzanie litości, powołując się na nieprawdziwe informacje (chorobę, niepełnosprawność).
Innym przypadkiem jest sytuacja, gdy ktoś skłania do żebrania małoletniego lub osobę bezradną albo pozostającą w stosunku zależności od niego lub oddaną pod jego opiekę. Wówczas podlega karze aresztu, ograniczenia wolności albo grzywny (art. 104 k.w.).
• Żebractwo nie jest rozbojem, w związku z tym ofiarujący nie może się domagać zwrotu przekazanych pieniędzy.
„Natarczywe domaganie się pieniędzy w rozumieniu art. 58 par. 2 k.w. nigdy nie wiąże się, w przypadku ich otrzymania, ze zwrotem. Sprawca takiego wykroczenia staje się ich właścicielem, ale żebractwo nawet niezwykle natarczywe nie może być utożsamiane z rozbojem”. (Wyrok Sądu Apelacyjnego w Lublinie z 19 lutego 2008 r., sygn. akt II AKa 16/08)
• Pojęcie handlu ludźmi, również w przypadku żebractwa, może dotyczyć spraw, w których ofiarą jest tylko jedna osoba.
„Mimo posłużenia się przez ustawodawcę w art. 253 par. l k.k. (obecnie art. 189a k.k.) liczbą mnogą (ludźmi), to dla bytu przestępstwa tam opisanego wystarczająca jest transakcja, której przedmiotem jest jedna osoba”. (Wyrok Sądu Apelacyjnego we Wrocławiu z 21 lutego 2003 r., sygn. II AKa 586/02)
• Kiedy działania „żebrzącego” wiążą się z groźbami, sąd zakwalifikuje to działanie jako rozbój.
„Kwalifikacja rozboju jako wypadku mniejszej wagi jest stosowana przez Sąd Apelacyjny w razie ustalenia niskiego stopnia winy, przypadkowości działania sprawcy, nikłej szkody, w wypadkach czynów graniczących z natrętnym żebractwem – gdy jest poparte groźbą”. (Wyrok Sądu Apelacyjnego w Krakowie z 20 listopada 2003 r., sygn. Akt II AKa 276/03).
oprac. AWz.
aleksandra.wzorek@policja.gov.pl
Żebractwo w Europie
Władze Wenecji wydały zarządzenie, które zabrania żebractwa w dzielnicach turystycznych. Żebrakom grozi grzywna w wysokości do 500 euro i konfiskata zebranej jałmużny.
Zakaz poparła organizacja Caritas. Jej przedstawiciele apelowali, aby jałmużnę dawać stowarzyszeniom dobroczynnym, dawanie pieniędzy żebrakom oznacza bowiem wzmacnianie czarnego rynku kontrolowanego przez organizacje przestępcze. Policja natomiast jest sceptyczna. Szef weneckiej policji Marco Agostini stwierdził, że walka z tym zjawiskiem będzie trudna, gdyż mało prawdopodobne jest, by żebrak był w stanie zapłacić grzywnę, a poza tym, ponieważ często są to osoby bezdomne, będą nie do znalezienia. Burmistrz Asyżu, miasta, gdzie przyszedł na świat św. Franciszek, wypowiedział walkę żebrakom. Zakaz żebrania obowiązuje w promieniu 500 metrów od kościołów, czyli praktycznie w całym centrum miasta. Inicjatywę skrytykował Watykan, przypominając, że franciszkanie są zakonem żebraczym.
Watykan skrytykował władze wszystkich miast włoskich, które wprowadziły zakaz żebractwa.
– Żebractwo jest prawem, którego nie wolno odmawiać ubogim, a jałmużna jeszcze długo będzie potrzebna jako wspomaganie ubogich w XXI w. – powiedział na łamach dziennika „Corriere della Sera” kardynał Renato Martino z watykańskiej Rady ds. Migracji.
Fala żebraków zalewa Niemcy. Są to głównie imigranci z Rumunii i Bułgarii. Policjanci podkreślają, że oni mogą działać jedynie, gdy zostanie popełnione przestępstwo. Natomiast sprawa żebraków leży w gestii miejskich urzędów ds. porządku publicznego. W Kolonii, gdzie zjawisko to jest szczególnie częste, policja zorganizowała patrole z funkcjonariuszami mówiącymi po rumuńsku.
W Wielkiej Brytanii obowiązuje XIX wieczne prawo o włóczęgostwie, na mocy którego żebractwo uprawiane przez osoby zdrowe jest traktowane jak włóczęgostwo i karane. Jednak jeśli żebracy nie łamią innych przepisów, policja nie jest zbyt restrykcyjna.
Zakaz żebractwa obowiązuje w wielu regionach Austrii, m.in. w Styrii, Salzburgu, w Tyrolu, w Dolnej Austrii i w Wiedniu. Za złamanie zakazu grożą wysokie grzywny, nawet do 1000 euro, albo kara dwutygodniowego więzienia. Procederem agresywnego żebrania trudnią się obywatele Rumunii, Bułgarii i Gruzji wykorzystywani przez mafię. Nowe prawo zostało uchwalone wbrew opinii policjantów, którzy podnoszą, że jest ich zbyt mało, by zajmować się tak drobnymi sprawami, wątpią też w możliwość skutecznego egzekwowania kar.
Prefekt Paryża wprowadził z dniem 6 stycznia 2012 roku zakaz wszystkich form żebractwa na Polach Elizejskich w Paryżu od godziny 10.00 do 22.00. Podobne zakazy obowiązują w innych miastach francuskich, m.in. w Marsylii. Zdaniem Juliena Damona, profesora w Instytucie Nauk Politycznych, autora wielu prac na temat zjawiska żebractwa, zarządzenia podjęte przez prefekturę Paryża i merostwo Marsylii nie rozwiązują absolutnie problemu. „Jest absurdem nakładanie kary w wysokości 38 euro na ludzi bez środków do życia” – twierdzi.
Jeszcze dziesięć lat temu pojęcie żebractwa było w Finlandii abstrakcją. Problem pojawił się po wejściu Rumunii i Bułgarii do UE w 2007 r. O ile w 2008 r. w stolicy żebraniem zajmowało się 50–60 osób, to dziś ich liczbę szacuje się na 300. Premier zaapelował do Finów, by przestali dawać datki żebrakom, a grupa rządowych ekspertów i helsińska policja zaproponowały MSW wprowadzenie zakazu żebrania. Przygotowano poprawkę do ustawy o porządku publicznym, która zabraniałaby pod karą grzywny żebrania w celu zarobkowym i rozbijania nielegalnych obozów. O tym, kto żebrze w celu zarobkowym, decydować ma policja.
W Wilnie od grudnia 2011 roku żebractwo jest zabronione. Co więcej, grzywnę może zapłacić zarówno osoba, która żebrze, jak i ta, która jałmużnę daje. Kara 2 tys. litów jest przewidziana za permanentne łamanie zakazu. W innych przypadkach żebrzącym i dającym jałmużnę grozi kara upomnienia lub grzywny w wysokości 10–20 litów. Zakaz żebrania i dawania żebrakom pieniędzy nie dotyczy okolic kościołów, ale tylko w czasie, gdy odprawiane są w nich nabożeństwa.
zebrała Elżbieta Sitek
Do żebractwa można zostać zmuszonym, ale może ono być też sposobem na życie, niekiedy przechodzącym z pokolenia na pokolenie. Tak czy inaczej jest to proceder, który przynosi często spore zyski.
21-letnia Maria (imię zmienione – red.), rumuńska Romka, żebrała na ulicach jednego z naszych miast. Do Polski przyjechała jako siedemnastolatka, ze swoim mężczyzną. Zamieszkali z jego – jak mówił – kuzynami i ich żonami. Szybko się okazało, że na miłość kobiety muszą zapracować – żebrząc. Każdego ranka, bez względu na pogodę, jeden z mężczyzn rozwoził je w wybrane miejsca, po kilku, kilkunastu godzinach wracał, by je zabrać. Maria – podobnie jak inne kobiety – nie protestowała, także wtedy, gdy z kilkunastodniowym dzieckiem na ręku „chodziła do pracy”. Dopiero po urodzeniu drugiego synka, który był bardzo słaby, sprzeciwiła się – powiedziała, że nie będzie zabierać dzieci na ulicę, i że chce wrócić do swojej rodziny. Od tego czasu nie tylko musiała żebrać, codziennie była bita, aby głupoty nie przychodziły jej do głowy.
Maria jest jedną z wielu ofiar objętych przeznaczonym specjalnie dla cudzoziemców Programem wsparcia i ochrony ofiary oraz świadka handlu ludźmi. Funkcjonuje on w ramach Krajowego Centrum Interwencyjno Konsultacyjnego dla Ofiar Handlu Ludźmi, którego realizacją zajmuje się, na zlecenie Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, Fundacja przeciwko Handlowi Ludźmi i Niewolnictwu La Strada. W ramach programu La Strada zapewnia cudzoziemcom (przebywającym, także nielegalnie, na terenie RP), którzy deklarują zerwanie wszelkich kontaktów z grupą przestępczą, zakwaterowanie w bezpiecznym ośrodku pod opieką przeszkolonego pracownika socjalnego, tłumacza, opiekę medyczną i psychologiczną, konsultacje prawne. Pomaga też w kontaktach z organami ścigania i wymiaru sprawiedliwości oraz w organizacji bezpiecznego powrotu do kraju pochodzenia, wreszcie w załatwianiu legalizacji pobytu.
– W Polsce rynek żebractwa opanowany jest w większości przez rumuńskich Romów zarówno jeśli chodzi o organizatorów tego procederu, jak i jego ofiary – mówi Irena Dawid Olczyk, prezes Fundacji La Strada. – Przypadki werbowania ziomka przez ziomka do rzekomo legalnej pracy w naszym kraju nie są rzadkością. Pracowaliśmy m.in. z mężczyzną, któremu rodak „załatwił” zajęcie przy wyrębie lasu, w rzeczywistości został wysłany na żebry. Jest jednak i druga strona zjawiska żebractwa – otóż dla wielu rumuńskich Romów jest ono wpisanym w tradycję rodzinną sposobem na życie. Pamiętam mieszkającą razem grupę osób rozpowiadających wokół, że muszą żebrać, ponieważ zmusza ich do tego organizacja przestępcza. Okazało się, że są wielką rodziną, działającą na własny rachunek.
La Strada w ramach krajowego centrum pomaga również obywatelom polskim wykorzystywanym w żebractwie, oraz w prostytucji, w pornografii, w pracy przymusowej, niewolnictwie, a także ich rodzinom oraz osobom zagrożonym tym przestępstwem.
Tel.: 22-628-99-99, tel./fax: 22- 622-19-85
Krajowe Centrum Interwencyjno-Konsultacyjne dla Ofiar Handlu Ludźmi: 22-628-01-20
Tel. całodobowy: 605-687-750
O figurach i technikach żebraczych
Rozmowa z dr Kazimierą Król, docent w Instytucie Pracy Socjalnej Państwowej Wyższej Szkoły Zawodowej w Koninie, autorką książki Żebractwo we współczesnej Polsce jako kwestia społeczna.
Co czuje osoba żebrząca na ulicy?
– Najtrudniejsze są pierwsze godziny w tym „zawodzie”. Ale jak zostaną wrzucone pierwsze pieniądze, a potem jest ich coraz więcej, widzi w tym sens i myśli: a czemu nie wyjść jutro. Zanim się spostrzeże, jest już rok na ulicy.
Od wielu lat prowadzi Pani badania dotyczące zjawiska żebractwa w Polsce. Na czym one polegają?
– Żebractwo jest problemem społecznym i żeby poznać jego skalę i uwarunkowania, należy go dokładnie zdiagnozować. Trzeba m.in. dowiedzieć się, kim są osoby żebrzące, jakiej są narodowości, skąd przybyły, dlaczego zajmują się tym procederem, jakie stosują socjotechniki. Jako podstawową metodę badawczą przyjęłam wywiad z osobą żebrzącą. W Poznaniu i w innych miastach w Polsce, gdzie prowadziłam badania, poznałam wiele osób żebrzących, chociaż ciągle pojawiają się nowe. Należy też pamiętać, że żebractwo cały czas ewoluuje, zarówno jeśli chodzi o jego strukturę narodowościową, jak i sposoby i techniki żebracze.
Jakiej narodowości są żebrzący?
– Jeszcze dziesięć lat temu rynek żebractwa opanowany był przez rumuńskich Romów. Obecnie uległ jednak zmianie – według moich badań 48 proc. żebrzących stanowią Polacy, a 52 proc. obcokrajowcy. Wśród tych ostatnich najliczniejszą, 37-procentową, grupą są rumuńscy Romowie, pozostali to Bułgarzy, Ukraińcy, Białorusini, Mołdawianie, Czeczeni, Chorwaci, Serbowie. Wśród obcokrajowców działają również zorganizowane gangi przestępcze, które werbują swoich rodaków do rzekomo legalnej pracy (np. w spółdzielniach socjalnych), po czym przywożą, bywa że jednorazowo nawet 30 osób, do Polski. Tu w wynajętych, tanich mieszkaniach, przygotowują ich do żebractwa, a następnie czerpią z niego zyski. Między gangami trwa rywalizacja o klienta – przekonałam się o tym osobiście. Jako „żebraczka” (w trakcie eksperymentu badawczego) zajęłam w centrum Poznania dobre miejsce, z którego natychmiast zostałam przegoniona przez Rumunów.
W XXI wieku, w środku Europy, żebrzą dzieci.
– I to jest najbardziej porażające w całym tym procederze. Zorganizowane gangi przestępcze kupują bądź pożyczają dzieci od rodziców lub opiekunów, aby następnie wykorzystać je do żebractwa. Dziecko na rękach osoby żebrzącej czy żebrzące samodzielnie służy do wzbudzenia współczucia jałmużników, które przekłada się na datek. Zdarza się też, że dziecko samo podejmuje decyzję o żebractwie, dotyczy to szczególnie dzieci i młodzieży będących na tzw. gigancie. A każde żebrzące dziecko stanowi łatwy kąsek dla przestępców.
Z tego wynika, że żebrzący umieją grać na ludzkich emocjach.
– Oczywiście. Każdy żebrzący posiada określony bagaż doświadczeń. Wychodząc na ulicę, przyjmują pewne – zaplanowane bądź spontaniczne – pozycje, gesty, mimikę. Wyposażają się, lub nie, w określone rekwizyty albo akcesoria żebracze – laskę, święty obrazek, kartkę z informacją o swoich różnych problemach, a także dziecko jako rekwizyt żebraczy – które uwiarygodniają ich w oczach jałmużnika. Wszystko to, łącznie z wyborem miejsca i przyjęciem określonej figury żebraczej, ma jeden cel: uzyskanie od przechodnia jałmużny.
Jakiego rodzaju są to figury?
– Figury żebracze ewoluują wraz z rzeczywistością ekonomiczno społeczną. Największe wrażenie u jałmużników wywołuje figura z dzieckiem, zarówno kiedy jest ono rekwizytem, jak i gdy samo żebrze. Rekwizytami, wobec których przechodnie nie pozostają obojętni, są też zwierzęta. Żebrzący faszerują je środkami psychotropowymi, żaden kot czy pies nie uleży kilka godzin bez ruchu w gwarze i hałasie. Często stosowana jest figura „nikt” – osoba tak zamotana w łachmany, że nie da się określić nawet jej płci, siedzi na ziemi, z głową opuszczoną. Figurę tę najczęściej przyjmują obcokrajowcy pracujący dla gangów przestępczych. „Dziad żebraczy” pracuje natomiast na klęczkach, ma spuszczoną głowę, jest skulony i zamknięty w sobie. Miejscem jego pracy są często place przy kościołach i cmentarze – wiąże się to z tradycją chrześcijańską, która nakazuje dawać żebrzącym jałmużnę, w przeciwnym razie dusze bliskich nie zaznają spokoju.
Figura „kaleka” polega zaś na tym, że żebrzący niczego nie ukrywa, nie tai. Najważniejszym elementem tej postaci jest, paradoksalnie, to czego nie ma: rąk, nóg, oczu. Dla „kaleki” nieważne jest miejsce, w którym żebrze, może to być kościół, ale też pasaż handlowy, jego ułomność jest tak oczywista, że nie musi mieć dodatkowych wzmocnień. Figura ta często uzyskiwana jest poprzez samookaleczenie. Spotkałam się też z przypadkami okaleczenia dzieci przez dorosłych. Pamiętam np. dziewczynkę, której matka podwijała nogi, a następnie obwiązywała je sznurem, aby pozorować niepełnosprawność dziecka. Aby dziecko w trakcie żebrania nie płakało, kobieta przypalała papierosem jego podudzia w miejscach, gdzie znajdują się nerwy odpowiedzialne za ból. Dziewczynka miała stały przykurcz nóg i rany. Wśród stosowanych figur można wymienić również „komunikacyjną”, czyli żebranie wśród kierowców zatrzymujących się na czerwonym świetle; „przedsiębiorcy”, to jest np. oferującego miejsce parkingowe; „kwestarza” zbierającego na rzekomą operację dziecka. A także „grajka ulicznego”, „menela” czy „ofiarę losu”.
Każdy żebrak jest oszustem?
– Nie można generalizować. Wśród żebrzących są też osoby, które nie umiały odnaleźć się w nowym systemie społeczno ekonomicznym. Spotkałam m.in. mężczyznę, który sprzedał gospodarstwo rolne, by kupić córce i zięciowi dom w Poznaniu. Mimo wcześniejszych ustaleń, że będzie z nimi mieszkał, został przez nich wyrzucony na ulicę. Całymi dniami żebrał, nocował u siostry, która też żyła w fatalnych warunkach. Na skutek interwencji socjalnej zamieszkał w domu pomocy społecznej. Poznał tam panią, w której się zakochał, wziął z nią ślub, jest szczęśliwy.
Znam osoby, które żebrzą, ponieważ dla nich jest to jedyny sposób, żeby być wśród ludzi. Poznałam byłych więźniów, którzy po wyjściu na wolność nie mieli dokąd wrócić, ani z czego żyć. Znam bezdomnych, którzy od dwudziestu lat żyją z żebractwa. Bywa, że organizują się w grupy, gdzie każdy ma przydzielone określone zadanie. Wielu żebrzących nie chce skorzystać z pomocy socjalnej, jaką oferują im instytucje do tego powołane. Każda osoba żebrząca to osobna historia, dlatego należy podejść do tego problemu bardzo indywidualnie.
Powinniśmy dawać żebrakom pieniądze?
– Absolutnie nie. Nie można tych ludzi zostawić samych, szczególnie tych wykorzystywanych do żebractwa. Aby skutecznie pomagać, najpierw jednak należy zjawisko zdiagnozować. Dopiero następnym krokiem jest podjęcie odpowiednich działań interwencyjno pomocowych.
Czy tak właśnie jest w Poznaniu?
– Moimi badaniami zainteresowały się władze Poznania, w Urzędzie Miasta powołany został specjalny zespół zajmujący się problematyką żebractwa. W jego skład weszli pracownicy socjalni, policjanci, strażnicy miejscy, streetwarkerzy, przedstawiciele różnych organizacji pozarządowych. Wspólnie wypracowaliśmy procedury postępowania wobec żebrzących. Prowadzimy też kampanie skierowane do społeczeństwa, m.in. uświadamiamy, kim są żebrzący, apelujemy, by nie dawać im pieniędzy. Dzięki wspólnym działaniom wszystkich służb skala żebractwa uległa zmniejszeniu. W latach 90. ubiegłego wieku, kiedy zaczynałam badania, w Poznaniu było około 200 żebraków, obecnie jest ich około 70, są też mniej natarczywi. Chcę dodać, że podobne działania systemowe prowadzą również inne miasta, między innymi Wrocław i Kraków.
Czy wiadomo, ilu żebraków jest w całej Polsce?
– Ja nie mam takich danych. Aby podać konkretną liczbę, należy w całym kraju zbadać zjawisko. Jednak wiele polskich miast nie prowadzi badań, nie diagnozuje problemu. Każde miasto powinno podjąć próbę zdiagnozowania żebractwa na swoim terenie. A także mieć wypracowane odpowiednie procedury pomocowo interwencyjne wobec tego zjawiska.
A jak z żebractwem radzą sobie inne kraje europejskie?
– Generalnie problem żebractwa istnieje w całej Europie. W niektórych krajach żebractwo jest traktowane jako przestępstwo, np. w Wielkiej Brytanii. We Francji w połowie września ub.r. prefekt Paryża podpisał dokument zakazujący wszystkich form żebractwa na Polach Elizejskich od godziny 10 rano do 22 wieczorem, co nie oznacza, że te zakazy są zawsze skuteczne. We Włoszech żebractwo zakazane jest w tych miastach, gdzie były do niego wykorzystywane miejsca kultu religijnego. Przez pewien czas również w Norwegii nie można było żebrać, ale gdy zakaz został uchylony, kraj zalała fala żebrzących obcokrajowców.
Za kilka miesięcy czekają nas Mistrzostwa Europy w Piłce Nożnej Euro 2012. Czy należy spodziewać się najazdu żebraków do miast gospodarzy?
– Nasilenia żebractwa doświadczyły wszystkie kraje, które organizowały Euro. Myślę, że Polski również to zjawisko nie ominie, wielu profesjonalnych żebraków, a także zorganizowane grupy żebracze będą chciały skorzystać z nadarzającej się okazji. Mam jednak nadzieję, że odpowiednie służby będą również do tego przygotowane.

References: art. 258
 art. 115
 art. 189
 art. 58
 art. 253
 art. 189