Source: https://quakeblog.wordpress.com/2008/03/17/jawnosc-glosowania/
Timestamp: 2017-03-23 16:16:21+00:00

Document:
Jawność głosowania | Quake
« Roma locuta?
Wkrótce Trybunał Konstytucyjny rozpozna wniosek złożony przez Krajową Radę Sądownictwa dotyczący niektórych zapisów ustawy z 16 marca 2007 roku o zmianie ustawy o Krajowej Radzie Sądownictwa (Dz. U. 2007, Nr 73, poz. 484). W szczególności wniosek ten obejmuje zbadanie konstytucyjności art. 12 ust. 4 ustawy o Krajowej Radzie Sądownictwa, który wskutek nowelizacji uzyskał następujące brzmienie: „Rada podejmuje uchwały bezwzględną większością głosów, w głosowaniu jawnym.” W uzasadnieniu projektu opisywanej nowelizacji wskazano, że „zachodzi też potrzeba wyłączenia możliwości tajnego głosowania przez członków KRS w celu wzmocnienia obiektywizmu decyzji podejmowanych przez poszczególnych, głosujących członków Rady. Zasada jawności głosowań w sprawach personalnych jest gwarancją przejrzystości działania w zakresie rozstrzygania o konkurencyjnych kandydaturach. Jest ona niezbędna jako uzupełnienie uzasadniania takich decyzji. Wyłączenie jawności głosowania nie pozwala na ustalenie motywów podjętej kolegialnie decyzji”.
Z takim uzasadnieniem doprawdy trudno się zgodzić z dwóch zasadniczych powodów. Po pierwsze, nie jest jasne w jaki sposób jawność głosowania miałaby wpłynąć na „wzmocnienie obiektywizmu decyzji”. Można wręcz powiedzieć, że jest dokładnie odwrotnie: to właśnie tajność głosowania wpływa na wzmocnienie obiektywizmu głosowania gdyż tylko wówczas wyeliminowana jest możliwość wywierania wpływu na głosującego. Z tego właśnie powodu np. wybory do parlamentu odbywają się w głosowaniu tajnym (art. 96 i 97 Konstytucji). Również w orzecznictwie podkreśla się gwarancyjne znaczenie zasady tajności głosowania (por. zwłaszcza postanowienie TK z 06 grudnia 2004r, Tw 42/2004 w sprawie rozporządzenia dot. trybu przeprowadzania konkursu na dyrektora szkoły). Szczególnie dobitny jest w tym zakresie wyrok Sądu Najwyższego z 26 maja 1999r (III CKN 261/98), w którym słusznie wskazano, że „głosowanie jawne, zwłaszcza w sprawach osobowych, nie zapewnia głosującym komfortu pełnej swobody i nieskrępowania przy podejmowaniu decyzji wyborczej”. Po drugie, nie przekonuje również argument mówiący, że jedynie głosowanie jawne pozwala na ustalenie motywów podjętej kolegialnie decyzji. Dzieje się tak ponieważ art. 13 ustawy wskazuje, że w sprawach indywidualnych, w których przysługuje odwołanie, uchwały Rady wymagają uzasadnienia i doręczenia zainteresowanemu. Uzasadnienia i doręczenia zainteresowanemu wymagają także uchwały dotyczące kandydatury, która nie uzyskała oceny uzasadniającej objęcie wnioskiem do Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej. W tym stanie rzeczy naprawdę trudno twierdzić, że poznanie motywów podjętej przez Radę decyzji jest niemożliwe. Niezależnie od tego zauważyć należy, że w sprawach życiowo najistotniejszych (tj. w sprawie uchwał Rady w przedmiocie nieprzedstawiania Prezydentowi danego kandydata na stanowisko sędziego) zainteresowanemu i tak nie służy droga odwoławcza. Problem polega jednak na tym, że w granicach uprawnień Trybunału Konstytucyjnego nie leży ocena aktu prawnego z punktu widzenia jego racjonalności lub celowości (tak np. wyrok Trybunału Konstytucyjnego z 28 marca 2007r, K. 40/2004). Z treści wniosku skierowanego do TK wynika zaś, że w ocenie Rady art. 12 ust. 4 ustawy jest niezgodny z art. 2 i art. 186 Konstytucji. Naprawdę trudno prorokować czy zarzuty te okażą się wystarczające dla uznania przepisu za niekonstytucyjny. Wszystko powinno się wyjaśnić już 02 kwietnia.
This entry was posted on poniedziałek, 17 Marzec 2008 at 9:24 pm and is filed under prawo, tajność głosowania, Trybunał Konstytucyjny.	You can follow any responses to this entry through the RSS 2.0 feed.
Odpowiedzi: 18 to “Jawność głosowania”
Torlin Says:	poniedziałek, 17 Marzec 2008 o 9:39 pm Przecież to jasne jak słońce, o co w tym wszystkim chodzi. Łazi o to, aby mocodawcy partyjni wiedzieli, jak oddelegowani „na odcinek” głosują. Jakby były tajne, to by nie wiedzieli.
a cappella Says:	wtorek, 18 Marzec 2008 o 6:41 am A ja w takich przypadkach pytam zawsze: jak wyglądają analogiczne procedury w systemach prawnych innych krajów. I która wersja lepiej ‚zdaje egzamin’.
Oczywiście, realizm (różnica kultur prawnych) jest wskazany we wzorowaniu się na przysłowiowych Niemcach czy Francuzach 😉 … Ale porównać (się) nie zaszkodzi.
Quake Says:	wtorek, 18 Marzec 2008 o 9:39 am @Torlin: no tak, problem polega jednak na tym, że Rada składa się – o ile dobrze liczę – z 25 osób, wśród których tylko 8 wchodzi do niej z klucza politycznego (minister sprawiedliwości, przedstawiciel prezydenta, 4 członków wybieranych przez sejm i 2 przez senat).
@Basia: mówiąc szczerze to ja bardzo ostrożnie podchodzę do takiej komparatystyki prawniczej. Ale naprawdę przyjemnie się czyta uzasadnienia Sądu Najwyższego, w których analizuje się rozwiązania szwajcarskie czy niemieckie 😎
zeen Says:	wtorek, 18 Marzec 2008 o 11:33 am To nie wyklucza wcale przypuszczeń Torlina. Co więcej, nie tylko jego 🙂
Ta cała podejrzliwość, nieufność aż wyje czasem z naszych uregulowań, obywatel w pierwszym rzędzie jest podejrzany. No, ale jeśli jest uczciwy, to nie ma się czego bać….
Quake Says:	wtorek, 18 Marzec 2008 o 11:55 am @zeen: właśnie przeczytałem sobie wypowiedzi, które padały podczas tzw. wysłuchania publicznego prowadzonego w toku prac legislacyjnych nad opisywaną nowelizacją. Pozwolę sobie zacytować fragment wypowiedzi jednej z osób biorących udział w dyskusji (sędzi Ewy Chałubińskiej):
„podobno tą tajność głosowania uchyla się w celu wzmocnienia obiektywizmu decyzji podejmowanych, no przyznam, że to do tej pory dokładnie odwrotnie rozumiałam, że to zasada tajnego głosowania ma zapewnić ten obiektywizm w niektórych sytuacjach, natomiast tutaj odwrócono kompletnie to pojęcie, no ale może (…) przed stanem spoczynku, jeszcze jest pora żebym się czegoś nauczyła.
Natomiast muszę jednak w tej sytuacji, skoro już jest taki pomysł, podkreślić, że poza chwalebnym wyjątkiem pana przewodniczącego komisji, to w zasadzie i w poprzedniej radzie i w tej możemy obserwować, że jeśli chodzi o tych przedstawicieli ustawodawczej władzy, to pewna dyscyplina partyjna – nie urażając nikogo tak bym powiedziała – przenosiła się (…) na te głosowania, no i być może tu chodzi o to, ŻEBY I CI CZŁONKOWIE RADY NIE MOGLI PODEJMOWAĆ SWOBODNYCH DECYZJI w głosowaniu tajnym, bo innego uzasadnienie to naprawdę nie znajduję tutaj.”
Torlin Says:	wtorek, 18 Marzec 2008 o 6:17 pm Quake’u!
Jakbym był dziewczyną, tobym powiedział, że jesteś boski.
A tak nie powiem 😀
Quake Says:	wtorek, 18 Marzec 2008 o 8:09 pm @Torlin: i dobrze, że nie powiesz bo musiałbym się zaczerwienić niczym piwonia 🙂
Boguś W. Says:	wtorek, 18 Marzec 2008 o 10:25 pm A co Quake myśli o tym, że Prezydent chce nie ratyfikować ustawy, mimo uzyskania zgody? Po grzebaniu w archiwach „Przeglądu Sejmowego” znalazłem dwie sprzeczne opinie. Jedna zgadzała się z moją. O zgrozo, opinia mojego promotora in spe to ta druga 😉
Quake Says:	wtorek, 18 Marzec 2008 o 10:43 pm @Boguś W.: wyraziłem już swoją opinię u Olgierda i zdania raczej nie zmienię 😉
zeen Says:	wtorek, 18 Marzec 2008 o 11:39 pm Quake,
Odwiedziłem Olgierda i przeczytałem Twoje dobre pytanie o odmowę ratyfikacji przez prezydenta przyjętego traktatu w referendum. Od strony prawnej problem chyba wciąż jest taki sam: jeżeli w uprawnieniach ma, że może wetować, to może i pewnie to zrobi. Z drugiej strony wetować wybór suwerena (referendum) byłoby niespotykane, czy tu nie ma dziury prawnej?
Nie wyobrażam sobie weta po referendum, ale nie wyobrażałem sobie wielu rzeczy a stały się. Chyba jednak nie zawetowałby, chuba zdaje sobie sprawę, że to byłby jego koniec. Chociaż…. Tyle głupot już narobił, że wszystko w jego przypadku jest możliwe.
Quake Says:	środa, 19 Marzec 2008 o 11:11 am zeen, w mojej ocenie to wygląda tak: jeśli suweren w drodze referendum wyrazi zgodę na ratyfikację to wynik referendum jest wiążący – dla wszystkich, w tym i Prezydenta. I takie też zdanie ma sam Olgierd.
Olgierd Says:	środa, 19 Marzec 2008 o 11:44 am Ja *chyba* mam takie zdanie 😉 Ale raczej tak, a ściśle: nie mam wątpliwości, że prezydent wówczas musi podpisać ustawę zezwalającą na ratyfikację, ale… czy musi ratyfikować samą umowę?
BTW można wówczas poczekać na nowe wybory 😉 i zrobić wokół tego całą kampanię (tyle, że i tak nikt by tego nie zrozumiał – co chyba jest nieistotne 😉
Bo o ile dobrze rozumiem to 1 stycznia 2009 r. jest najwcześniejszą datą wejścia w życie tego dokumentu – ale można poczekać nawet latami na kolejne państwa (traktat nie „wygasa”).
Quake Says:	środa, 19 Marzec 2008 o 1:29 pm OK, no to już wiemy jakie „chyba” ma zdanie Olgierd 😉
W każdym razie pytanie brzmi: jaki byłby sens istnienia obowiązku podpisywania ustawy wyrażającej zgodę na ratyfikację skoro Prezydent i tak nie miałby obowiązku ratyfikowania umowy?
Olgierd Says:	środa, 19 Marzec 2008 o 2:43 pm To akurat pytanie jest bardzo proste. Ustrojowo: za politykę zagraniczną odpowiada rząd i prezydent, nie parlament, zatem ustawą nie można przesądzać o tym, czy do umowy międzynarodowej przystąpimy czy nie. Celowościowo: w systemie prawnym taka ustawa będzie sobie „siedziała”, jak się ten prezydent nie zgodzi, to może następny zechce?
Bo przecież wiadomo, że dziś można się nie zgodzić (oficjalnie powiedzieć „nie” – nie to, że nic nie powiedzieć), aby po jakimś czasie zmienić zdanie. O ile treść umowy nie wprowadza ograniczeń („strony przystąpią w terminie x lat od daty notyfikacji”) to manewr taki zawsze jest dopuszczalny.
Quake Says:	środa, 19 Marzec 2008 o 5:11 pm Olgierd – chyba żartujesz. Biorąc pod uwagę długość kadencji Prezydenta uważam że koncepcja oczekiwania na możliwą ewentualnie zgodę następnego Prezydenta jest – celowościowo właśnie – absolutnie nie do przyjęcia.
Boguś W. Says:	środa, 19 Marzec 2008 o 8:00 pm To ja się wtrącę z kąta. Moim skromnym, prywatnym:
– to Prezydent ratyfikuje i wypowiada umowy międzynarodowe (art. 133, jeśli mnie pamięć nie myli)
– ustawa wyrażająca zgodę na ratyfikację to byt w znacznej mierze niezależny od aktu ratyfikacyjnego
– wystarczy zerknąć do fontes iuris cognoscendi 😉 – czymś innym była ustawa zezwalająca na ratyfikację Konkordatu, a czymś innym standardowa formułka o tym, jaki to on słuszny, ratyfikowany itp.
– właśnie określenie „wyrażenie zgody” oznacza brak jakiejkolwiek obligacji po stronie Prezydenta
– innymi słowy: ratyfikacja bez ustawowej zgody byłaby złamaniem Konstytucji, ale nie odwrotnie
– nie przekonuje argument, że w art. 133? nie ma prawa „weta”, a jedynie możliwość uruchomienia kontroli prewencyjnej w TK. Nie ma, bo jak miałoby wyglądać? Polski ustrój nie zna „weta”, zna zwrócenie ustawy Sejmowi do ponownego rozpatrzenia. Przy umowach międzynarodowych to z definicji niemożliwe, dlatego musiało to zostać pominięte w regulacjach konstytucyjnych.
– wyrażenie zgody w drodze referendum ma identyczną wagę, jak wyrażenie zgody w drodze ustawowej. Konstytucja nie daje ŻADNEJ podstawy normatywnej do twierdzenia, że mogłoby być inaczej.
– przede wszystkim trzeba tu przytoczyć pytanie, jakie byłoby zadane – „Czy wyraża Pan/Pani zgodę na ratyfikację traktatu…”, a nie „Czy chce Pan/Pani ratyfikacji…”
– z całą moją sympatią dla demokracji bezpośredniej (bardzo bym chciał, żeby była możliwość uchwalenia ustawy przez referendum), nie fetyszyzujmy referendów! Czy ustawy uchwalone przez parlament z udziałem Prezydenta są mniej „ustawowate”, bo nie było powszechnego głosowania?
– zignorowanie woli suwerena wyrażonej w bezpośrednim głosowaniu miałoby konsekwencje polityczne. Ogromne, ale tylko polityczne. No, może poza konsekwencjami dla mnie, bo pewnie bym się wnerwił i ściganoby mnie z art. 134 KK.
Boże drogi, co za styl. Za dużo Jagodzińskiego czytam ostatnio.
A co będzie, jeśli w parlamencie przejdzie większością dwóch trzecich głosów projekt rządowy, krótki, tylko ze zdaniem, że parlament upoważnia prezydenta do ratyfikacji?
– Prezydent powinien ratyfikować, ale mógłby także odmówić ratyfikacji umowy.
A co będzie, jeśli dojdzie do referendum, w którym weźmie udział ponad połowa uprawnionych do głosowania i większość z nich będzie chciała ratyfikacji?
– To będzie oznaczać, że referendum jest wiążące, a prezydentowi trudno by było nie uwzględnić tego faktu. Ale mimo to mógłby odmówić ratyfikacji.”
Czyli wywiad z prof. Winczorkiem.
http://www.gazetawyborcza.pl/1,75478,5036531.html
Quake Says:	środa, 19 Marzec 2008 o 10:05 pm Mówiąc szczerze zwrot „traktat lizboński” już mi niestety bokiem wychodzi 😦 Dlatego „trzeba z żywymi naprzód iść” – prosto do nowego wpisu 😉
Olgierd Says:	piątek, 21 Marzec 2008 o 2:05 pm To ja może jeszcze dodam, że tak, że uważam, że można poczekać na następnego prezydenta. Jednak nawet 5-letnia kadencja jest niczym wobec długowieczności narodu. Jeśli to takie ważne — można poczekać.

References: art. 12
 art. 13
 art. 12
 art. 2
 art. 186
 art. 133
 art. 134