Source: https://www.eporady24.pl/odpowiedzialnosc_przedsiebiorcy_telekomunikacyjnego_mere_conduit_store_and_forward_caching,artykuly,4,54,594.html
Timestamp: 2020-05-31 11:10:14+00:00

Document:
Autor: Jakub Bonowicz • Opublikowane: 18.04.2009
W ramach umowy dostępu do internetu (umowa stałego dostępu, SDI) jeden podmiot (przedsiębiorca telekomunikacyjny, tzw. access provider) zobowiązuje się do udostępniania swoim klientom (usługobiorcom) dostępu do sieci Internet za pośrednictwem urządzeń technicznych, poprzez sieć (infrastrukturę) telekomunikacyjną, osiągając połączenie z ogólnoświatową siecią Internet (Point of Presence – POP). Jednocześnie access provider zawiera umowy z operatorami sieci (network providers), tzw. peeling agreements o korzystanie z połączeń sieciowych i przesył danych oraz umowy kooperacyjne z operatorami (backbone), które łączą i administrują większymi częściami sieci w skali międzynarodowej. Oprócz zapewnienia dostępu do sieci, access provider świadczy także inne usługi w zakresie transmisji danych, takie jak m.in. mere conduit, store and forward oraz caching. Artykuł omawia kwestię odpowiedzialności access providera za dane przekazywane i przechowywane w ramach wskazanych usług.
Po tym niezwykle skomplikowanym i naszpikowanym słownictwem technicznym wstępie czas przejść do omówienia tych trudnych zagadnień w sposób przejrzysty i jasny.
Najprościej rzecz ujmując, jest to tzw. usługa zwykłego przesyłu. Aby uświadomić sobie, na czym polega, wyobraźmy sobie dwóch przedsiębiorców: Jana, który mieszka w Krakowie oraz Marka, zamieszkałego w Gdańsku, którzy zawarli umowę dostawy towarów. Jan chciałby przekazać Markowi pismo zawierające wypowiedzenie umowy. Może oczywiście wsiąść w samochód lub pociąg do Gdańska, tam spotkać się ze swym znajomym i wręczyć mu ten dokument osobiście. Jest to jednak czasochłonne i zupełnie nieopłacalne. Zdecydowanie lepiej jest powierzyć przekazanie pisma podmiotowi, który posiada wyspecjalizowaną infrastrukturę służącą masowemu przesyłaniu pism czy innych przesyłek (samochody, personel, pociągi), dzięki czemu będzie to dla Jana znacznie tańsze i mniej czasochłonne rozwiązanie. Takim podmiotem jest np. firma kurierska. Jan udaje się do biura kurierskiego, nadaje przesyłkę, którą odbierze Marek, i do tego sprowadza się rola ich obu, całą resztę czynności wykonuje kurier.
Usługa mere conduit działa na bardzo podobnej zasadzie. Mając na komputerze jakiś plik mp3, moglibyśmy oczywiście nagrać go na pendrive i zanieść go naszemu koledze. Ale zdecydowanie sensowniejszym wyjściem jest po prostu przesłać go, używając internetu. Nasza rola ogranicza się w tym wypadku jedynie do zainicjowania przesyłania (przekazywania, transmisji) danych, zaś rola kolegi – do odbioru tych danych. Sama informacja, zanim dojdzie do komputera kolegi, musi oczywiście przejść przez cały szereg urządzeń służących do przesyłu danych oraz routerów. Proces ten nazywamy transmisją (przekazywaniem) danych. Pojawia się jednak pytanie, czy podmiot, do którego należy infrastruktura sieciowa, powinien ponieść odpowiedzialność za przekazywane dane (ich treść)?
Firma kurierska, która dostarcza przesyłkę Jana, jest jedynie posłańcem, gońcem. Nie działa ona w imieniu Jana, nie jest jego pełnomocnikiem. Tak jakby służbodawca w domu A nakazał swemu służącemu zaniesienie opieczętowanego listu do jego znajomego w domu B. Firma kurierska przenosi więc jedynie gotowe oświadczenie woli Jana. Nie odgrywa żadnej czynnej roli, nie inicjuje przekazania pisma, nie wolno kurierowi otworzyć przesyłki ani modyfikować jej treści, nie wybiera wreszcie odbiorcy (adresata), bo tego wskazuje nadawca przesyłki. W identycznej sytuacji jest właściciel telekomunikacyjnej infrastruktury przesyłowej.
Po pierwsze, nie jest on inicjatorem transmisji danych. Jest nim bowiem użytkownik, który podjął decyzję o przesłaniu swemu koledze np. pliku mp3. Określenie „nie jest inicjatorem transmisji” należy rozumieć jako „nie podejmuje decyzji o jej rozpoczęciu”. W praktyce bowiem provider początkuje automatycznie transmisję, tyle że następuje to w wyniku wcześniejszego zamówienia złożonego przez odbiorcę danych. Po drugie, nie wybiera on odbiorcy danych. Adresata wybiera bowiem ten użytkownik, który podejmuje decyzję o rozpoczęciu transmisji. Po trzecie, nie usuwa on albo nie modyfikuje danych będących przedmiotem transmisji. Spełnienie tych trzech warunków jest właśnie istotą usługi zwykłego przesyłu danych, czyli mere conduit.
W takim wypadku, zgodnie z art. 12 ust. 1 ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną* podmiot, który dokonuje transmisji, nie ponosi odpowiedzialności za przekazywane dane. Przy czym chodzi tu o każdy rodzaj odpowiedzialności (karną, cywilną, administracyjną).
Wyobraźmy sobie teraz, iż przekazywana informacja, która miała być plikiem mp3, w rzeczywistości jest filmem zawierającym treści pedofilskie, a więc zakazane przez prawo. W takim wypadku podmiot, przy użyciu którego infrastruktury, routerów itp. odbywa się przesył danych, nie ponosi odpowiedzialności za ich treść. Nie można postawić mu więc zarzutu np. rozpowszechniania treści pedofilskich. Co więcej, zgodnie z art. 15 ustawy podmiot, który świadczy usługę takiej transmisji, nie jest obowiązany do sprawdzania przekazywanych danych. Odwołując to do naszego przykładu z firmą kurierską, możemy sobie wyobrazić, iż pismo, które Jan przesłał Markowi, w rzeczywistości zawiera treści sprzeczne z prawem. W takim wypadku firma kurierska nie poniesie odpowiedzialności za rozpowszechnianie takich treści, bo ona jest tylko posłańcem, gońcem i odgrywa jedynie bierną, a nie czynną rolę w przesłaniu pisma.
W praktyce jednak taka sytuacja jak opisana wyżej ma miejsce rzadko. Przesłanie listu z Krakowa do Gdańska jest bowiem procesem złożonym. Nie jest tak, iż list zostanie załadowany np. do pociągu w miejscu nadania i pociąg ten podjedzie pod miejsce zamieszkania Marka, który jedynie odbierze przesyłkę. Możliwa jest raczej sytuacja, że przesyłka będzie przewożona jednym pociągiem z Krakowa do Bydgoszczy, gdzie zostanie ona przeładowana do drugiego pociągu, jadącego z Bydgoszczy do Gdańska. W czasie oczekiwania na drugi pociąg, będzie ona jednak musiała być składowana (przechowywana) przez okres oczekiwania na środek transportu. W tym czasie pracownicy firmy z pewnością sprawdzą raz jeszcze, czy przy nadawaniu nikt się nie pomylił i czy przesyłka zostanie nadana pod właściwy adres i czy np. nie została naruszona w czasie transportu.
Usługa transmisji danych jest również skomplikowana. Informacja po zainicjowaniu transmisji jest wysyłana do węzła pośredniczącego (intermediate station), gdzie jest przechowywana (store) i następnie wysyłana dalej (forward) do miejsca końcowego przeznaczenia (adresata) albo też do innego węzła pośredniczącego. Stąd nazwa tej techniki transmisji – store and forward. Węzeł odbiera więc całość informacji, sprawdza jej poprawność, korzystając z dołączonych sum kontrolnych, a następnie przesyła informację dalej. Technika ta jest wykorzystywana, gdy stacja źródłowa i docelowa nie posiadają możliwości jednoczesnej komunikacji, przesyłane informacje są uszkodzone i wymagają retransmisji lub używane kanały transmisyjne mają różną przepustowość (w praktyce przesyłanie wiadomości e-mail, sms, mms, przełączniki w sieciach komputerowych). Jest to jeden z pewniejszych sposobów przekazywania informacji.
Przypomnijmy sobie teraz brzmienie przepisu art. 12 ust. 1 przywołanej ustawy. Zwalnia on przedsiębiorcę telekomunikacyjnego z odpowiedzialności, ale jedynie za dane przekazywane. Tymczasem z definicji samej wynika, iż przy użyciu techniki store and forward, dane są nie tylko przekazywane, ale także przechowywane przez węzeł pośredniczący, zanim zostaną wysłane dalej. Podobnie jak w opisywanym wyżej przypadku przesyłka kurierska musiała być przez jakiś czas przechowywana w Bydgoszczy, zanim została wysłana dalej pociągiem do Gdańska.
Stąd konieczne stało się zamieszczenie osobnego przepisu, tj. art. 12 ust. 2. Według niego: „wyłączenie odpowiedzialności, o którym mowa w ust. 1, obejmuje także automatyczne i krótkotrwałe pośrednie przechowywanie transmitowanych danych, jeżeli działanie to ma wyłącznie na celu przeprowadzenie transmisji i dane nie są przechowywane dłużej, niż jest to w zwykłych warunkach konieczne dla zrealizowania transmisji”. W taki właśnie sposób ustawodawca zdefiniował coś, co informatyka określa prostym zwrotem store and forward. Również w tym wypadku obowiązuje zasada z art. 15, co oznacza, iż podmiot dokonujący transmisji i przechowujący dane nie ma obowiązku ich sprawdzania (pod kątem zgodności z prawem zawartości przechowywanej informacji).
Istotę cachingu najlepiej objaśnić na następującym przykładzie: Wyobraźmy sobie, że na pustynnym odludziu, dookoła góry (w promieniu 1 km) stoi pięć chat i w każdej z nich mieszka wieśniak. Wieśniacy nie mają dostępu do wody. Najbliższa stacja wodociągowa znajduje się w odległości 200 km. Oczywiście każdy z nich mógłby na własną rękę i koszt ułożyć 200 km rur wprost do własnej chaty, by czerpać wodę bezpośrednio ze stacji. Powstałoby w ten sposób aż 1000 km infrastruktury sieciowej. Jest to jednak zbędne, gdyż znacznie lepszym wyjściem jest poprowadzenie 200 km rur ze stacji wodociągów do wierzchołka góry, wybudowanie tam zbiornika wraz z przepompownią i poprowadzenie z niej osobnych rur do każdej z chat. W ten sposób, by zaopatrzyć tę samą ilość chat, woda będzie musiał pokonać prawie 5-krotnie krótszą drogę. Niewątpliwie jest to więc rozwiązanie oszczędniejsze.
Wystarczy teraz zastąpić stację wodociągową źródłem informacji w internecie (niech będzie to np. serwer Onet.pl), wieśniaków – użytkownikami internetu (np. 5 kolegów mieszkających w bloku), zaś zbiornik z przepompownią – providerem. Nie byłoby ekonomicznie, gdyby każdy z użytkowników, chcąc skorzystać z serwisu Onet.pl, za każdym razem pobierał dane bezpośrednio z serwisu. Jego zawartość zostaje bowiem zapisana i jest następnie przechowywana w pamięci urządzeń należących do providera. Zawartość ta jest na bieżąco aktualizowana (to, co znajdzie się w pamięci urządzeń providera jest zatem „lustrzanym odbiciem” tego, co znajduje się w serwisie Onet.pl). W ten sposób zawartość serwisu jest niejako przechowywana przez providera, tak że użytkownicy mają do niej znacznie szybszy i łatwiejszy dostęp. Kopiując dane na lokalne komputery, nie pobierają ich zatem bezpośrednio z serwisu Onet.pl, ale od swojego providera. Opisaną usługę świadczoną przez providera nazywamy cachingiem, tj. transmisją danych (informacji) połączoną z zapewnieniem automatycznego i krótkotrwałego przechowywania tych danych w celu przyspieszenia ponownego dostępu do nich na żądanie innego podmiotu. Zaś samego providera nazywamy cacherem.
Artykuł 13 ust. 1 przywoływanej już ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną zwalnia cachera z odpowiedzialności za przechowywane dane, jeśli spełnia on następujące warunki:
nie usuwa albo nie modyfikuje danych – dopuszczalne jest zatem dokonywanie aktualizacji danych (nie jest to bowiem ich modyfikacja);
Cacher, podobnie jak świadczący usługę mere conduit oraz store and forward, nie ma obowiązku sprawdzania przekazywanych i przechowywanych danych. Jednakże w pewnym wypadku warunkiem zwolnienia się cachera z odpowiedzialności za przechowywane dane jest niezwłoczne ich usunięcie albo uniemożliwienie dostępu do przechowywanych danych. Taki obowiązek ciąży na cacherze zgodnie z art. 13 ust. 2 przywoływanej ustawy w trzech sytuacjach:
gdy uzyska wiadomość, że dane zostały usunięte z początkowego źródła transmisji (np. w naszym przykładzie, gdy na serwisie Onet.pl znalazłyby się treści sprzeczne z prawem i zostały usunięte z tegoż serwisu);
gdy uzyska wiadomość, że dostęp do danych z początkowego źródła transmisji został uniemożliwiony; albo
gdy sąd lub inny właściwy organ (np. prokuratur, policja) nakaże usunięcie danych lub uniemożliwienie do nich dostępu.
* Dz. U. z 2002 r. Nr 144, poz. 1204.
Stan prawny obowiązujący na dzień 18.04.2009
Wpisz wynik równania (liczba): cztery minus VII =

References: art. 12
 art. 15
 art. 12
 art. 12
 art. 15
 art. 13