Source: http://forum.suwerennosc.com/viewtopic.php?f=35&t=446&sid=eca0713a19c7fb33f4460028a5645bcf
Timestamp: 2018-05-21 08:53:56+00:00

Document:
Obecny czas: 21 Maj 2018 10:53
[ 90 posty(ów) ] Idź do strony 1, 2, 3, 4, 5 ... 9 Następna
Waszej ziemi już nie ma
Skromny domek na niewielkim wzniesieniu porośniętym młodym lasem. Można z niego wyjść zarówno w głąb lasu, jak i na oddaloną o kilkadziesiąt metrów ulicę, którą w kilka minut dojeżdża się do centrum Wilna. Cała działka liczy kilkanaście arów. - Tyle nam zostało z naszej ziemi - mówi smutno pan Roman. Wraz z bratankiem stara się od blisko 20 lat o zwrot dwuhektarowej działki, która znajduje się obecnie w granicach stolicy Litwy. Dotychczas nie odzyskali nic. - W urzędzie usłyszałem, że naszej ziemi... już nie ma - mówi rozgoryczony. - Tu wszyscy Polacy są w podobnej sytuacji - dodaje.
Według Narodowego Urzędu Ziemskiego, w Wilnie na zwrot ziemi czeka ok. 6300 osób, niemal wyłącznie Polacy. Tymczasem naczelnik powiatu wileńskiego mówił niedawno, że w stolicy nie ma już ziemi do zwrotu. Jak dotąd w mieście ziemię odzyskało tylko ok. 800 osób.
Tadeusz Andrzejewski, były doradca ds. mniejszości narodowych poprzedniego premiera Litwy Gedyminasa Kirkilasa, podważa jednak twierdzenia o tym, że nie ma już czego zwracać w Wilnie. - Jest jeszcze wolna ziemia, ale - powiedzmy - ukrywana. Co to znaczy? Wiele działek, o których zwrot ubiegają się prawowici właściciele, zakwalifikowano jako tereny rekreacyjne, np. jako parki miejskie, które nie podlegają zwrotowi. To jest nadużycie, ponieważ wiele takich nieruchomości w rzeczywistości nie ma wartości rekreacyjnych - uważa Tadeusz Andrzejewski.
Pan Czesław, który wraz z rodziną ubiega się od prawie 20 lat o zwrot 4,4 ha w granicach administracyjnych Wilna, kilkanaście kilometrów od centrum miasta, podaje inny powód odmowy zwrotu ziemi, z którym sam się zetknął. - Mnie tłumaczono, że nie oddadzą mi ziemi, na której po wojnie wyrósł las, bo lasy nie są zwracane. Ale Uniwersytetowi Wileńskiemu oddano działki tak samo zalesione - mówi rozżalony pan Czesław.
Władze rozdają cudzą własność
W przypadku pana Czesława historia zwrotu ziemi albo - mówiąc inaczej - drogi przez mękę zaczęła się w 1991 roku. - Kierowaliśmy już sprawę do sądów, pisaliśmy do prezydenta, premiera, a nawet do władz Polski. Jak dotąd, bez skutku - mówi rozżalony wilnianin. Przyznaje, że otrzymywał odpowiedzi, z których jednak nic nie wynikało. Władze litewskie cały czas odpowiadały to samo: sprawa zwrotu ziemi jest realizowana. - Tyle to sam wiem, choć nic z tego nadal nie wynika - podkreśla.
Dodaje, że otrzymał nawet decyzję, iż działki, o których zwrot się ubiega, zostały wydzielone i przeznaczone do zwrotu, ale do tej pory pan Czesław nic nie otrzymał. Jego zaniepokojenie jest tym większe, że przed kilkoma laty część ziemi, o której zwrot zabiega, została przez władze litewskie... przekazana Uniwersytetowi Wileńskiemu, i to bez wiedzy samych zainteresowanych. Sprawa wyszła na jaw dopiero podczas opracowywania dokumentów przez służby geodezyjne.
- Proszę, jacy dobrzy urzędnicy, oddali uniwersytetowi moją ziemię, czemu swojej nie oddali? - pyta pan Czesław. Po chwili dodaje, że otrzymał już części działek, o których zwrot od lat się ubiega, tyle że nie wie, co z nimi zrobić...
Po 4 metry kwadratowe na 5 działkach
Pan Czesław otrzymał mianowicie decyzję o zwrocie w sumie ponad 3 arów ziemi... rozrzuconej na 5 różnych działkach. Średnio przyznano mu po ok. 4-6 metrów kwadratowych (sic!) na 5 działkach oddalonych od siebie, do "spółki" z innymi właścicielami. - Co mam zrobić z taką ziemią? - pyta rozgoryczony wilnianin.
- Można najwyżej dogadać się z pozostałymi właścicielami, ustalić podział działek pomiędzy nimi i wyodrębnić normalne działki rekreacyjne czy budowlane, które następnie można podzielić na nieruchomości o normalnych rozmiarach - odpowiada Tadeusz Andrzejewski. Zaznacza jednak, że rzadko się to zdarza, bo często musiałoby się porozumieć... kilkuset współwłaścicieli.
Problem ten jest wynikiem wadliwych przepisów dotyczących zwrotu ziemi w dawnych tzw. wsiach sznurowych. Chodzi o miejscowości, w których wybuch II wojny światowej przerwał proces reformy rolnej i scalania gruntów dzielonych wcześniej według tzw. sznurów. Na tej zasadzie np. spadkobiercy otrzymywali działki w różnych miejscach, by mieć jednocześnie ziemię orną, łąkę czy las. Prowadziło to do rozdrobnienia działek, więc już w okresie międzywojennym przeprowadzano na Wileńszczyźnie reformę mającą na celu rozwiązanie tego problemu, dotyczącego dziś głównie niektórych dzielnic Wilna, które przed wojną były podstołecznymi wioskami.
W takiej sytuacji są m.in. mieszkańcy dzielnicy Ludwinowo, do 1968 r. podmiejskiej wioski o takiej samej nazwie. Dziś ponad 100 osób czeka tam na zwrot ziemi.
Jednak władze Litwy w XXI wieku, jak widać, nie umiały albo nie chciały się uporać z tym problemem.
Litwini przenoszą jeziora
Znacznie łatwiej i szybciej załatwiono natomiast przekazywanie ziemi obywatelom narodowości litewskiej z głębi kraju, którym ustawa zezwalała na "przenoszenie ziemi" z innych części, np. do stolicy.
Skutków tych zapisów doświadczył także pan Edward. - Przed 10 laty podpisałem z władzami powiatowymi umowę na 25 lat na dzierżawę jeziora niedaleko Wilna. Znajdowało się ono wówczas w fatalnym stanie, było zamulone, a ryby na wymarciu. Oczyściłem je, zarybiłem, zgodnie z umową zostałem także zobowiązany do sporządzania corocznych raportów z tego, jak wykorzystuję jezioro. Muszę także ochraniać je przed kłusownikami, a jednocześnie rozliczać się z odławianych ryb - relacjonuje pan Edward. Jednak pewnego dnia usłyszał od urzędników, że znalazł się właściciel, któremu przekazano 2 ha z dzierżawionego przez niego 14-hektarowego zbiornika... Właściciel pochodzi z głębi Litwy. Okazało się, iż jakoby miał prawo do 2 ha jeziora w innej części kraju i zamiast niego otrzymał "działkę" na jeziorze pod Wilnem, na zasadzie przeniesienia ziemi. - To ja muszę dbać o to jezioro, rozliczać się z każdej ryby, a ten człowiek może sobie odławiać ryby i to na całym akwenie - oburza się pan Edward.
Dodaje, że mimo podpisanej umowy powiedziano mu, iż być może zostaną "zwrócone" także inne części jeziora ubiegającym się o zwrot osobom.
Takich przypadków jest znacznie więcej. Pan Czesław pokazuje nam działkę, o której zwrot starali się jego krewni i również padli ofiarą "przenosin" ziemi.
Dojeżdżając do działki, aż trudno uwierzyć, że to wciąż miasto. Wąska, asfaltowa droga prowadzi przez porośniętą mieszanym lasem górę, z której zjeżdżamy do niezbyt szerokiej, za to dość długiej doliny. Jej dnem przepływa niewielki potok. U stóp malowniczego przeciwległego wzgórza, tuż za potokiem, widać nowo powstałe domy, budowane w nowoczesnym stylu. Na tle okolicznych szarych budynków, pamiętających co najmniej czasy Breżniewa, a może nawet Chruszczowa, stanowią niezwykły kontrast.
- O, właśnie te domy stoją na działce mojej babci - wyjaśnia pan Czesław, pokazując nowe wille. Dodaje, że dziś należą do rodowitych Litwinów, którzy "przenieśli" tutaj działki z innych miejsc kraju.
Trudną sytuację Polaków wykorzystują litewskie grupy przestępcze oferujące "załatwienie" zwrotu ziemi, tyle że... w zamian za odstąpienie np. połowy działki. Jeden z Polaków, który wolał wypowiedzieć się anonimowo, przyznaje, iż jemu również składano takie propozycje. Jednak odmówił. Nadal więc czeka na zwrot, choć - jak przyznaje - ma coraz mniej nadziei na odzyskanie własności.
Pan Czesław też miał propozycje "załatwienia" zwrotu ziemi poprzez dziwne osoby, z którymi trzeba byłoby "podzielić się" nią. Składane były jednak pośrednio, poprzez innych ludzi.
Rozsiać Polaków
Okazuje się, że obrót ziemią w Wilnie i jego okolicach to świetny interes. Cena metra nieuzbrojonej działki w granicach Wilna waha się od 25 do 30 euro (112-135 zł). W takim wypadku sprzedaż działek staje się intratnym przedsięwzięciem, na którym można zarobić nawet 1,1-1,3 mln zł (w przeliczeniu) za hektar ziemi.
Dlatego też znalazło się mnóstwo chętnych na ziemię w stolicy kraju i jej najbliższej okolicy, przede wszystkim Litwinów. Władze znacznie chętniej przekazywały im grunty, dlatego bardzo szybko zaczęło ich ubywać. Przykład tego procederu dawali zresztą sami przywódcy litewscy. - Swoje działki chcieli mieć w Wilnie nie tylko urzędnicy i parlamentarzyści, ale nawet były przewodniczący sejmu litewskiego Vytautas Landsbergis, któremu nocą wytyczano działkę na cudzej ziemi - opowiada mer samorządu rejonu wileńskiego Maria Rekść.
Jak zaznacza, władze litewskie mówiły też niemal wprost, że chodzi również o zmianę proporcji narodowościowych w Wilnie i okolicznych miejscowościach, gdzie Polacy stanowią większość. Mer rejonu wileńskiego podkreśla, iż niektórzy litewscy politycy niemal oficjalnie mówią, że Polaków trzeba "rozsiać" po kraju, ponieważ stanowią zbyt zwartą grupę narodowościową na Wileńszczyźnie.
Potwierdzeniem tego jest fakt, że na pozostałych terenach Litwy już prawie zakończono zwrot nieruchomości. W rejonie wileńskim ziemię odzyskała tylko niewielka grupa Polaków.
Czy w takim razie działania władz litewskich nie są przykładem zabronionej przez Unię Europejską i Radę Europy polityki rozbijania zwartych skupisk mniejszości narodowych?
- Rzeczywiście, konwencja ramowa Rady Europy zabrania rozpraszania zwartych skupisk mniejszości narodowych metodami administracyjnymi - przyznaje Tadeusz Andrzejewski, były doradca premiera Litwy ds. mniejszości narodowych. - Pisaliśmy w tej sprawie nawet raporty do Rady Europy. Eksperci tego gremium w sporządzanych w ostatnich latach raportach bardzo krytycznie oceniali wdrażanie przez Litwę konwencji ramowej RE odnośnie do przestrzegania praw mniejszości narodowych - dodaje, zaznaczając, że przedmiotem tej krytyki była jednak głównie sprawa pisowni nazwisk w języku polskim.
Andrzejewski podkreśla, że dyskryminacji ze względu na narodowość zabrania też litewska konstytucja. Problem w tym, że trudno udowodnić urzędnikom, iż dopuszczają się dyskryminacji z tego powodu, że nie chcą zwracać nieruchomości Polakom.
Do Strasburga?
Choć Polacy mają obecnie większość przedstawicieli w samorządzie rejonu wileńskiego, jednak ma to nikły wpływ na problem zwrotu ziemi. - Zwrotem ziemi zajmowały się do tej pory władze powiatowe, które nie podlegają samorządowi - tłumaczy mer rejonu wileńskiego Maria Rekść.
Dodaje, że mimo to władze samorządowe starają się pomagać ludziom ubiegającym się o zwrot nieruchomości. - Pomagamy np. w pisaniu wniosków i kompletowaniu dokumentacji, bo część Polaków nie zna urzędowego języka litewskiego - zapewnia mer rejonu wileńskiego.
Rozgoryczeni właściciele ubiegający się bez skutku o zwrot ojcowizny mówią wprost, że dzisiejsza Litwa, choć została przyjęta do Unii Europejskiej, nie jest państwem prawa, ponieważ nie szanuje własności prywatnej, a nawet własnego prawodawstwa.
Rozważają też zaskarżenie litewskich władz do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu. - Prawniczka, z którą rozmawialiśmy, jednak nie wierzyła, by to odniosło skutek - tłumaczy pan Czesław.
Pomysł ten sceptycznie ocenia też Grzegorz Sakson, prezes Związku Polaków Prawników na Litwie (ZPPL), który pomaga od lat w przygotowywaniu wniosków i dokumentacji dla osób ubiegających się o zwrot ziemi. - Przed kilkoma laty sam pisałem skargi do Trybunału w Strasburgu. Zostały jednak odrzucone - podkreśla.
Jak zaznacza prezes Sakson, są trzy podstawowe argumenty za odrzuceniem skargi. - Pierwszym argumentem jest to, że Europejska Konwencja Praw Człowieka weszła w życie 3 września 1953 roku, a Litwa ratyfikowała ją w 1995 roku. Natomiast ziemię odebrano właścicielom jeszcze w lipcu 1940 roku. Dlatego Trybunał zgodnie z podstawową zasadą "prawo nie działa wstecz" (lex retro non agit) nie może rozpatrywać spraw, których konwencja nie obejmuje czasowo - tłumaczy.
Kolejnym argumentem za odrzuceniem skargi jest to, że Trybunał rozpatruje indywidualne skargi obywatela przeciwko państwu. - A w tym wypadku Litwa nie może być właściwym podmiotem pozwanym przed Trybunałem, ponieważ ziemię znacjonalizował Związek Sowiecki, a nie Litwa - wyjaśnia. - Trzecim argumentem podawanym przez Trybunał w Strasburgu jest fakt, że wspomniana konwencja, a dokładnie protokół 1 art. 1 konwencji, obejmuje ochroną prawa majątkowe realne (aktualnie istniejące), natomiast nie obejmuje ochrony restytucji mienia znacjonalizowanego, czyli w tym wypadku państwo samo decyduje, w jakiej formie ma zwrócić mienie znacjonalizowane - dodaje prezes Sakson.
Jednocześnie wyjaśnia, że można wnosić skargi w tej sprawie na podstawie innych artykułów konwencji, np. zakazujących naruszania zasady obiektywnego i sprawiedliwego sądu czy przewlekania wykonania przychylnej dla obywatela decyzji sądowej, jak to było w 2003 roku w sprawie Jasiuniene przeciwko Litwie.
Grzegorz Sakson zaznacza też, iż nie należy spodziewać się zasądzenia przez Trybunał kompensacji materialnych i niematerialnych w "zawrotnej wysokości". Trybunał zazwyczaj w sprawach wygranych przez obywatela zasądza zwrot kosztów sprawy (koszty adwokackie), jak również może zasądzić zaledwie 1000-3000 euro kary tytułem wynagrodzenia szkód niematerialnych.
Prezes ZPPL podkreśla, że Trybunał w Strasburgu orzeka na podstawie konwencji i może przyznać, iż odpowiednie jej zasady (normy) zostały naruszone przez państwo, natomiast nie wydaje decyzji w sprawie zwrotu mienia. - Jeszcze jedną wadą Trybunału jest to, że termin, w jakim zostanie rozpatrzona skarga i wydane orzeczenie, jest długi: wynosi 5-6 lat od wniesienia skargi - dodaje.
Do sądów, ale z prawnikiem
Co w takiej sytuacji mają robić osoby od lat bezskutecznie ubiegające się o zwrot nieruchomości w Wilnie i jego okolicach? - Kierować sprawy do litewskich sądów - radzi Grzegorz Sakson. Prezes ZPPL przyznaje, że zdarzają się dziwne decyzje, nawet naczelnego sądu administracyjnego, niezrozumiałe dla prawników, ale są też przypadki wygranych spraw o zwrot ziemi.
ZPPL pomagał prowadzić wiele procesów sądowych o zwrot nieruchomości i często udawało się je wygrać, choć niestety zwykle odzyskiwano tylko część gruntów albo otrzymywano zamiast nich np. działki budowlane o wielkości 4-20 arów. Za utratę pozostałej części nieruchomości można uzyskać rekompensaty, choć - jak przyznaje Grzegorz Sakson - są one niewspółmiernie niskie w porównaniu z wartością rynkową utraconych gruntów. Można też otrzymać nieruchomości położone dalej od Wilna, jednak działki mają tam wielokrotnie niższą wartość niż w stolicy.
W ten sposób prezes ZPPL potwierdza opinie ludzi ubiegających się o zwrot nieruchomości, że obecnie są nikłe szanse na pełne zadośćuczynienie za bezprawie dokonane przez Związek Sowiecki. Żal Polaków jest tym większy, że władze niepodległej Litwy od 20 lat zachowują się tak, jakby chciały podtrzymać to bezprawie.
http://www.naszdziennik.pl/index.php?dat=20090819&typ=my&id=my21.txt
19 Sie 2009 02:21
Smutne ale nie nowe i bylo latwe do przewidzenia w eurokibicu z centralnym komitetem KC-Bruxela/Watykan/N.Y
Miom skromnym zdaniem takie informacje rozmywaja meritum jakim jest parchata swinia schowana w krzakach i wydajaca nieludzkie decyzje w celu obZYDzenia wszystkim wszystkiego tak aby normalnym Polakom odechcialo sie zyc.
Moj ksiegowy ktory wraz z Matka przyjechal do USA w latach 70 tych jako dziecko, postanowil sobie wyrobic polski paszport, poniewaz chce odzyskac ziemie pozostawiona pa Podhalu.
Po kilku tygodniach oczekiwan , zglosil sie do "polskiego"? kosnulatu w Chicago po odbior dokumentu (incydent mial miejsce ok. 2 tygodnie temu).
Dowiedzial sie ze wydawanie paszportow odbywa sie w godz od 12 do 14 (byl o 11.25) i ze musi czekac w kolejce.
O 14.00 poinformowano go ze musi przyjsc jutro bo dzisiaj sie nie zalapal.
Po powrocie do studio J.S zaczol wyzywac "polskich " urzednikow z konsulatu za to ze nie nauczyli sie pracy jak ludzie cywilizowani, tylko postepuja jak w czasach komunizmu i ze w tej sytuacji lepiej zeby w Polsce wladze przejeli Zydzi albo inni "kulturalni" pracownicy z Zachodu poniewaz tylko to moze uzdrowic patologie uprawiana przez niedorozwinietych Polakow.
Poniewaz rozmowe slyszalo kilku amerykanow i reszta obecnych w studio pracownikow, zabralem glos i wyjasnilem ze w "polskich" konsulatach nie ma ani jednego Polaka poniewaz MSZ na placowki dyplomatyczne wysyla jedynie kundli i kolorowych przybledow z wyrazna przewaga Zydow i innych Azjatow, ktorzy programowo traktuja Polakow jak ostatnie scierwo.
Ksiegowy (indoktrynowany amerykanin) spojzal na mnie jak na niedorozwoja umyslowego i powiedzial ze - ja wszedzie widze Zydow, a On na wlasne oczy widzial ze w konsulacie nie Zydzi tylko Polacy potraktowali go jak wiszacego kutasa.
Niestety jeden glos nie przebije orkiestry cymbalow i gdyby nie chodzilo o moich pracownikow to prawdopodobnie nie wdawal bym sie w dyskusje.
Podobna patologia jest generowana powszechnie we wszystkich krajach bylego ZSRR z satelitami jak Polska wlacznie, gdzie w urzedach panstwowych zasiadaja wylacznie kundle dyspozycyjni wobec Zydow.
Wszystkie stanowiska panstwowe sa pozajmowane przez potomkow Stalinowskich mordercow , ktorzy koncza dzielo mordowania poszczegolnych Narodow Europy.
Odwolac mozna sie jedynie do Boga, ale jak wiemy Polacy Slowianskiego Boga zamienili na Zyda Jahwe ktory dba wylacznie o interes Dzieci Diabla. (ewangelia wg. swietego Jana , rozdzial 8 werset 44)
22 Sie 2009 05:38
Podobnie jest w konsulacie w Toronto - Polske reprezentuje polskojezyczne zydostwo !... i wyglada to tak jakby w Polsce juz nie bylo Polakow. Az obrzydzenie bierze, gdy czlowiek widzi te parchate ryje.
23 Sie 2009 02:24
Wiadomosci podane przez P.Tomczyka
http://www.naszdziennik.pl/index.php?typ=dd&dat=20090901&id=main
Wiadomość pierwsza.
Prokuratura Rejonowa Warszawa Mokotów zakończyła postępowanie w sprawie piosenkarki Doroty Rabczewskiej, która mówiąc o Biblii, stwierdziła, że "ciężko wierzyć w coś, co spisał jakiś napruty winem i palący jakieś zioła". Według nieoficjalnych informacji portalu tvp.info, prokuratura uznała, że nie ma dowodów na to, że gwiazda obraziła czyjeś uczucia religijne.
Wiadomość druga.
Stołeczny sąd gospodarczy orzekł, że telewizja TVN nie znieważyła symbolu narodowego poprzez wkładanie miniatur polskich flag w atrapy psich kup. Sąd uchylił też decyzję przewodniczącego Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji nakładającą na TVN ponad 470 tys. zł kary.
- W ocenie sądu, samo umieszczenie miniatur flagi w zwierzęcych ekskrementach nie jest równoważne ze znieważeniem - uzasadniała sędzia Jadwiga Smołucha.
Co musiałoby się wydarzyć, aby przedstawiciele polskiego wymiaru sprawiedliwości uznali, że symbole państwowe czy religijne zostały znieważone?
Moja odpowiedz dla P.Tomczyka
1. D.Rabczewska musialaby to samo powiedziec o Talmudzie ("pismo swiete" zydow).
2. W psie ekstrementy nalezaloby powtykach miniaturki flagi "I-sra-Ela".
3. Autor podanych informacji P.Tomczyk musialby zdjac klapki z oczu i glosno powiedziec, ze wymiar nie-sprawiedliwosci w Polsce to ZYDOSTWO.
01 Wrz 2009 16:42
SYTUACJA POLSKIEJ MNIEJSZOSCI NA LITWIE
Wywiad z posłem Arturem Górskim (PiS), członkiem Zgromadzenia Parlamentarnego Sejmu i Senatu RP i Sejmu Republiki Litewskiej.
Nowa reforma szkolnictwa na Litwie ogranicza prawo do nauczania w języku polskim, ten proces trwa już od dawna. Teza, że Polakom na Litwie grozi wynarodowienie, nie jest zbyt śmiała?
- Niewątpliwie w ostatnich latach kolejne rządy litewskie podejmują coraz bardziej otwartą walkę z polskością i polską mniejszością. Ta walka odbywa się też na polu ekonomicznym, na którym Polacy są często traktowani jako obywatele drugiej kategorii, i ostatnio na polu oświaty. Wiadomo, że szkoły polskiej mniejszości nie tylko uczą języka polskiego i w języku polskim na Litwie, dbając o utrzymanie tożsamości narodowej tamtejszych młodych Polaków, ale także skupiają intelektualną elitę polskiej społeczności. Zatem uderzenie Litwinów w szkoły, prowadzenie polityki, która zmusi samorządy do zamknięcia wielu z nich, jest atakiem na polskość, ale także próbą podcięcia skrzydeł polskiej inteligencji na Litwie. Polityka wynaradawiania Polaków w Kownie, gdzie w latach 60-tych zakończono nauczanie w języku polskim, doprowadziła do sytuacji, że z 20 proc. polskiej mniejszości w 1938 r. dziś do polskości przyznaje się w tym mieście 0,5 procent. Jeśli ta polityka będzie nadal tak konsekwentnie realizowana w Wilnie, gdzie dziś mniejszość polska liczy 20 proc., to za trzy pokolenia w Wilnie też nie będzie świadomych Polaków. I chyba o to chodzi Litwinom.
Polacy z Litwy ślą protesty do UE, protestują na ulicach, ale to nie poprawia ich sytuacji. Mają Panowie, jako polscy posłowie, dobry pomysł, w jaki sposób pomóc naszym rodakom?
- Sytuacja Polaków na Wileńszczyźnie jest faktycznie coraz bardziej dramatyczna. To, że muszą wyjść na ulice i protestować, walczyć czynnie o swoje prawa, a także fakt, że wołają o pomoc i opiekę do instytucji europejskich, świadczy o ich rozpaczy i determinacji. Dla nich Litwa w Unii Europejskiej przestaje kojarzyć się z wolnością, przestaje być gwarantem praw, a zaczyna przypominać dyktaturę, w której łamane są prawa mniejszości i prawa człowieka, choćby prawo do posługiwania się językiem mniejszości w miejscach publicznych, za co są wysokie kary finansowe. Nasz rząd nieco zweryfikował politykę wobec Litwy, wysyła sygnały, że nie godzi się na obecną politykę litewską względem naszej mniejszości, ale jak na razie jest on przez stronę litewską ignorowany. Litwini jak za dawnych lat robią dobrą minę do złej gry, dużo obiecują, a później działają wręcz odwrotnie. Polacy mieszkający na Litwie zdają sobie sprawę, że szansą dla nich jest umiędzynarodowienie ich problemów, i w tym kierunku powinny iść także działania naszego rządu. Zatem nie pytania do strony litewskiej, tylko otwarte żądanie realizacji wszystkich postanowień traktatu polsko-litewskiego, nie nieśmiałe sygnały wysyłane instytucjom międzynarodowym, tylko głośne domaganie się, aby Rada Europy wymusiła na Litwie przestrzeganie w całej rozciągłości konwencji ramowej o ochronie mniejszości narodowych.
W jaki sposób polsko-litewskie zgromadzenie parlamentarne próbuje wpłynąć na polityków litewskich? Jakie inne kroki podejmuje?
- Polsko-litewskie zgromadzenie parlamentarne nie zbiera się już od półtora roku, i to jest nasza decyzja. Podczas ostatniej sesji niektórzy przedstawiciele delegacji litewskiej wykorzystali to forum do ataku na stronę polską. Chcąc odwrócić uwagę od swojej wewnętrznej antypolskiej polityki, zarzucili stronie polskiej, że to my gnębimy litewską mniejszość w Polsce. Ich wywody w tej kwestii były bardzo karkołomne i fałszywe, podobnie jak oskarżenia stawiane wobec Armii Krajowej działającej w czasie wojny na Wileńszczyźnie. Litewscy politycy domagali się od nas potępienia zbrodni AK na narodzie litewskim, a jakoś nie dostrzegali udziału Litwinów w zbrodni ponarskiej na Polakach i Żydach. Zatem obecnie mamy impas w rozmowach, ale jeśli tylko Litwini będą chcieli rozmawiać o konkretnych propozycjach poprawy sytuacji naszej mniejszości na Litwie, bardzo szybko do takich rozmów przystąpimy. A powinni zacząć od niepogarszania tej sytuacji, czyli od wycofania się z antypolskiej reformy oświatowej. Litwini muszą mieć świadomość, że jeśli przekroczą ten Rubikon, przyjaźń obydwu krajów i narodów zostanie zamrożona na wiele lat.
http://www.naszdziennik.pl/index.php?da ... d=sw02.txt
17 Gru 2010 23:04
Uwaga na konstytucyjne "zawirowania" !
Na poczatek Lista okregow wyborczych w Polsce (razem 41) ze strony:
http://m.ciesielczyk.salon24.pl/60319,l ... h-w-polsce
w ktorych wybieranych jest 460 przedstawicieli do sejmu (poslow).
Ogolna liczba powiatow w Polsce wynosi 379, w tym powiatow grodzkich jest 65, a powiatow ziemskich 314 - patrz strona: http://pl.wikipedia.org/wiki/Podzia%C5% ... jny_Polski
A tak wygladaly tradycje sejmu w dawnej Polsce:
http://edukacja.sejm.gov.pl/historia-se ... olski.html
O CO WIEC CHODZI POLSKOJEZYCZNEMU ZYDOSTWU U WLADZY W POLSCE ???
Rzadzace zydostwo z PO chce zmniejszyc liczbe poslow z 460 do 300, ale sami podwoili liczbe swoich urzednikow, ktora wynosi obecnie ponad 20 tysiecy - smiac sie czy plakac ???
Ponadto chca dostosowac konstytucje z 1997r (nie polska, bo oparta na konstytucji stalinowskiej z 1952r) do wymogow zydo-masono-libertynskiego "gniota" zwanego "konstytucja europejska" !!!
Obecny Art.90 dotyczacy przekazania wladzy w panstwie obcym organizacjom miedzynarodowym jest juz niewystarczajacy - tak sie zydostwo rozzuchwalilo w Polsce i dziala wbrew polskim interesom.
Przy czym nie biore pod uwage propozycji zmiany ordynacji wyborczej z wiekszosciowej na jednomandatowa jaka proponuje PO, poniewaz to moze byc "element przetargowy" przy zawieraniu kompromisu z innymi partiami zydowskimi w sejmie, jak SLD i PiS, zeby uzyskac ich glosy i poparcie dla podstepnego przepchniecia swojej wersji zmian, obecnie nie obowiazujacych w "konstytucji" z 1997r (neo-stalinowskim "gnioce") .
Jednomandatowe okregi wyborcze powinny byc od zawsze, bo tylko wtedy wyborcy maja wplyw na wybor posla w swoim powiecie, zgodnie z dawna polska tradycja i nalezy przy tym pozostac - jeden posel na powiat.
ZMIANY W KONSTYTUCJI POWINNY DOTYCZYC ZABEZPIECZENIA POLSKI, POLAKOW I POLSKIEGO INTERESU NARODOWEGO.
Tymczasem polskojezyczne zydostwo z PO, PiS i SLD, a nawet zyd B.Komorowski (obecny "pre-ZYD-ent" Polski), wszyscy z osobna chca zmian dla siebie, ale nie w interesie Polski i Narodu polskiego.
Polakow obowiazuje tylko jedna konstytucja: POLSKA PRZEDWOJENNA.
W/g polskiej konstytucji przedwojennej, wszystkie rzady jakie pojawily sie w Polsce od 1944r do chwili obecnej sa OBCE, NIELEGALNE I DZIALAJA NA SZKODE PANSTWA I NARODU POLSKIEGO.
Dlatego zydo-bolszewicy jacy przybyli do Polski na radzieckich czolgach uniewaznili polska konstytucje przedwojenna SUWERENNEGO PANSTWA POLSKIEGO dekretem wydanym 22 lipca 1944 przez PKWN (komitet polskojezycznych zydow) i od tego czasu zydostwo nieprzerwanie rzadzi w Polsce.
Nadszedl czas, zeby Polacy poznali te fakty i zrobili wreszcie porzadek w Polsce ze "zmijowym plemieniem" i "dziecmi diabla".
18 Gru 2010 05:23
Czytelnikow sledzacych temat proponowanych zmian do konstytucji z 1997r zaciekawi zapewne opinia prof.Krystyny Pawlowicz, jaka pojawila sie na stronie "Naszego Dziennika" 17 grudnia 2010r:
ktora sprytnie pominela taki wazny fakt, jak POZBAWIENIE POLSKI SUWERENNOSCI przez "zydowskiego karla" L.Kaczynskiego (Kalksteina) 10 pazdziernika 2009r.
K.Pawlowicz byla uczestniczka rozmow przy "Okraglym Stole" (1989r) i jest protegowana zydowskiej partii PiS, ktora wysunela jej kandydature na sedziego Trybunalu Stanu (2007r) i probuje w swoim artykule splacic dlug wdziecznosci wobec PiS, sugerujac czytelnikom, ze poprawki konstytucyjne autorstwa PiS maja za zadanie "polozyc tame" nadrzednosci prawa unijnego nad polskim i ewentualnej zgodnosci przepisow unijnych wprowadzanych w Polsce przez UE z neo-stalinowska konstytucja Stolzmana (Kwasniewskiego) z 1997r.
Ale ta prawniczka kreci.
Rozwiazanie jest bardzo proste, bo wystarczy usunac Art.90 dotyczacy przekazania wladzy w Polsce w rece obcej organizacji miedzynardowej zawarty w konstytucji z 1997r i nie bedzie zadnych sporow i marnowania czasu na dyskusje o euro-pejskich g*wnach, podniesionych do rangi "prawa" i ich nadrzednosci nad polskimi przepisami.
Najpierw zydowskie squrwysyny z PO, SLD i czesciowo z PiS glosowali za UE i Traktatem Lizbonskim, ktory POZBAWIAL POLSKE SUWERENNOSCI I DECYDOWANIA O SOBIE, a teraz robia dobre miny i udaja, ze chca dobrze.
Won z Polski zydowskie parchy !
18 Gru 2010 06:37
W innym miejscu natknalem sie na artykul prof.K.Pawlowicz, ktora dowodzi, ze postanowienia traktatowe i przepisy unijne nie maja prawa pierwszenstwa przed przepisami zawartymi w polskiej konstytucji i polskim prawie, a to oznacza, ze rzady zlozone z polskojezycznych zydow w Polsce dzialaja na szkode Polski i Narodu polskiego i lamia polskie prawo.
Polacy powinni pamietac o tym, jak owczesni politycy z PO, SLD, PiS i PSL milczeli w sprawie przepisow traktatowych i unijnych dotyczacych zasad przystapienia (akcesji) Polski do UE w 2003r, a polskojezyczna propaganda w Polsce oglupiala Polakow kolorowymi reklamami unijnymi i promowala propagande sukcesu.
Teraz Polacy moga sie sami przekonac jak POLSKOJEZYCZNE ZYDOSTWO U WLADZY I POLSKOJEZYCZNA PROPAGANDA robily naiwnych i oglupionych Polakow "w balona".
Wyjatki z artykulu na stronie:
Na przykład według art. 8 Konstytucji RP: „Konstytucja jest najwyższym prawem Rzeczypospolitej Polskiej” (a nie prawo wspólnotowe, jak twierdzi ETS). Według art. 104 konstytucji: „Posłowie są przedstawicielami Narodu” (polskiego) i ślubują strzec suwerenności i interesów Państwa (…), przestrzegając Konstytucji…”. Według art. 146 konstytucji to Rada Ministrów (a nie Komisja Europejska) „prowadzi politykę wewnętrzną i zagraniczną RP”; Rada Ministrów ma „chronić interesy (polskiego) Skarbu Państwa” (a nie „interesu Wspólnoty”, jak nakazuje ETS i traktaty) itd.Władze, zawierając traktat o akcesji, zamiast stać na gruncie własnej konstytucji, jej nadrzędności prawnej na terytorium Polski, podpisały umowę międzynarodową (akcesyjną), którą obaliły w istocie swą ustawę zasadniczą i uznały „zasadę pierwszeństwa prawa wspólnotowego” przed prawem polskim.
Praktyka pokazuje jednak, że wszystkie władze polskie stosują się nie do reguły art. 8 Konstytucji RP, lecz do zasady pierwszeństwa prawa wspólnotowego nakazanej przez ETS, coraz bardziej oddalając się od postanowień polskiej ustawy zasadniczej. Władze polskie mają już, zgodnie z zasadą „lojalności” we Wspólnocie, charakter wykonawczy wobec polityki i zadań unijnych.
Czy mamy dwuwładzę?
Konstytucja RP jest w znacznej części martwa głównie przez zaniechanie jej respektowania przez władze publiczne. Nie zmienia tego sprzeczny wewnętrznie („tak, a nawet nie”) wyrok polskiego Trybunału Konstytucyjnego z 11.05.2005 r., który miał autorytetem TK jedynie uspokoić niezorientowane w prawie społeczeństwo polskie, że „wszystko jest w porządku”. Otóż, od 1 maja 2004 r. wszystko nie jest już w porządku. Istnieje sytuacja istotnie zagrażająca i naruszająca podstawowe prawa obywateli polskich we wszystkich obszarach życia.
W sytuacji faktycznej, niewyjaśnionej prawnie dwuwładzy w Polsce dwu różnych systemów normatywnych, w związku z treścią deklaracji nr 17 dołączonej do traktatu z Lizbony, stawiam jako prawnik pytanie fundamentalne – która z zasad obowiązuje w Polsce po 1 maja 2004 r.: zasada nadrzędności Konstytucji RP czy „przypomniana” Polsce kolejny raz w traktacie z Lizbony zasada pierwszeństwa prawa wspólnotowego przed polską ustawą zasadniczą?
Tę drugą zasadę unijną Sejm właśnie chce uznać umową z Lizbony, choć równocześnie polska konstytucja na to nie zezwala i ciągle przecież obowiązuje. Stanowisko TK wydaje się więc konieczne. Być może umocni ono polskie sądy, które chciałyby i powinny respektować nadrzędność polskiej konstytucji.
Autorka jest profesorem na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego oraz sędzią Trybunału Stanu
18 Gru 2010 08:18
Od dluzszego czasu intrygowala mnie sprawa pochodzenia W.Putina, o czym milcza oficjalne media i nawet Wikipedia nie posiada tych informacji - patrz strona:
http://pl.wikipedia.org/wiki/W%C5%82adimir_Putin
Otoz przed kilkunastoma godzinami natknalem sie na material na internecie, przedstawiajacy matke W.Putina, obecnego premiera "Rosji", Wiere Putin (panienskie: Ostapieszwili) zapomniana przez jej syna "Wowke" (tak wowczas wolany byl Wladimr Putin) i zyjaca na gruzinskiej wsi, ktora byla zona Wladimira Platonowicza Putina - oficera NKWD.
W.Putin od czasu pojscia do szkoly poza rodzinna wies, juz nigdy nie pokazal sie matce. Od tego czasu minelo 40 lat, jak jego wlasna matka widziala go po raz ostatni.
Material znajduje sie na stronach:
http://www.youtube.com/watch?v=v08W6R8P9_8&NR=1
http://www.youtube.com/watch?v=6x6VwD5l ... re=related
22 Gru 2010 19:31
Komentarz do artykulu autorstwa A.Zurek z ND jaki zamiescil W.Kulinski na stronie "Wirtualna Polonia":
http://wirtualnapolonia.com/2010/12/24/kilka-minut-na-spakowanie-sie-kilkadziesiat-lat-na-powrot/
8. mars powiedział/a
2010-12-25 @ 03:33
Przez ostatnie 20 lat zydo-komuno-masono-libertynskich rzadow kontraktowych w Polsce, zaden rzad nie traktowal powaznie spraw dotyczacych Polakow zeslanych w glad ZSRR przez zydo-bolszewickie NKWD, poniewaz w pierwszej kolejnosci zalatwiane byly sprawy „wiecznie cierpiacych” zydow, ktorzy doznali najwiekszych krzywd w czasie II wojny swiatowej i zginelo ich razem 6 milionow, w tym wszyscy zydzi zamieszkali w Polsce, ktorych bylo ponad 3 miliony.
Wobec tego 3 miliony „cudem ocalonych” polskich zydow, ktorzy przezyli II wojne swiatowa ma pierwszenstwo przed Polakami we wszystkich sprawach, poniewaz wydarzyl sie „cud” i bogobojni Polacy musza uznac wyzszosc „cudow” nad rzeczywistoscia i dzieki temu dzialania polskojezycznych ekip rzadzacych w Polsce przez ostatnie 20 lat sa uzasadnione.
Jak tak dalej pojdzie to Polacy wyrzuceni z Polski przez zydo-bolszewickie NKWD nie beda mieli po co wracac do Polski, poniewaz nie bedzie Polski i Polakow, a ci ktorzy przybeda z bylego ZSRR beda nalezec do mniejszosci i beda jednoczesnie uzaleznieni od zydowskiej wiekszosci, tak jak Palestynczycy w Izraelu, ktorym zydzi odebrali ziemie, domy, miasta i wsie.
Jak nie trudno sie domyslec, Polska jest kraina „zydowskich cudow”, ktore spelniaja sie zydom w 100 procentach.
Tymczasem Polakom zaden „cud” sie nie spelnil, niezaleznie od ilosci odmowionych zdrowasiek, wydeptanych sciezek do kosciola i pieniedzy oddanych na tace.
Wobec tego jak wyglada definicja „zydowskich cudow” ?
Otoz „zydowskie cuda” to:
OSZUSTWO, ZLODZIEJSTWO i OBLUDA.
„Cuda” tylko zydom sie spelniaja, ktorzy Polske i Polakow coraz bardziej okradaja.
Nie wypada mi zyczyc deportowanym Polakom i Polakom w Polsce „wesolych swiat”, poniewaz ich sytuacja polityczna, ekonomiczna i materialna nie jest wesola.
25 Gru 2010 04:56

References: art. 1
 Art.90
 Art.90
 art. 8
 art. 104
 art. 146
 art. 8