Source: http://teczowka.org.pl/itemlist/category/13-blog
Timestamp: 2018-03-18 07:44:09+00:00

Document:
Stowarzyszenie Tęczówka - Blog
Ósmy LGBT Film Festiwal już 11 maja zawita na ponad tydzień do katowickiego kina „Kosmos”. Tegoroczna edycja jest najbogatsza ze wszystkich dotychczasowych. Nasze stowarzyszenie jest współorganizatorem katowickiej edycji tego przedsięwzięcia.	Więcej
Zapraszamy Was na spotkanie „Śląsk dla Różnorodności,” które mamy przyjemność współorganizować z Amnesty International Katowice. Już w sobotę 20 maja w godz. 14-17 będziecie mogli porozmawiać z naszymi ekspertami i zadać nurtujące Was pytania dotyczące sytuacji społeczności LGBTQIA+. Spotkanie odbędzie w Centrum Organizacji Pozarządowych na ulicy Młyńskiej 5. Wydarzenie podsumowuje także 8. LGBT Film Festival Katowice 2017.	Więcej
„Tęczówka” na 24. corocznej konferencja dot. profilaktyki HIV/AIDS
Raz w roku odbywa się konferencja, która gromadzi specjalistów, ekspertów i praktyków z obszaru profilaktyki HIV/AIDS. W tym roku w…	Więcej
Walne Zebranie członków stowarzyszenia Tęczówka, 10 grudnia o godzinie 17.00
W niedzielę 11 grudnia o godzinie 17.00 odbędzie się Walne Zebranie członków stowarzyszenia Tęczówka. Widzimy się w biurze w Katowicach porządek obrad:…	Więcej
Zapraszamy do skorzystania z pomocy psychologicznej
"Zadbaj o swoją psychę" to najnowszy projekt wsparcia psychologicznego dla społeczności LGBT w województwie śląskim realizowany przez katowickie Stowarzyszenie "Tęczówka".…	Więcej
Edukacja antydyskryminacyjna w Katowicach będzie finansowana!
Urząd Miasta Katowice chciał wykreślić edukację antydyskryminacyjną w szkołach z programu współpracy z organizacjami pozarządowymi. Stowarzyszenie „Tęczówka” stanowczo zaprotestowało przeciwko…	Więcej
niedziela, 16 lipiec 2017 20:22
Od 3 dni wszyscy piszą, mówią i demonstrują w temacie Sądu Najwyższego i podejrzanej nowelizacji planowanej przez rządzący PiS. W w większości osoby te nie mają większego pojęcia czym zajmuje się Sąd Najwyższy i jakie są jego faktyczne uprawnienia. Jeszcze bardziej anonimowa dla społeczeństwa jest I prezes Sądu Najwyższego prof. Małgorzata Gersdorf. Dla mnie anonimowa nie jest, gdyż zdarzyło mi się przegrać sprawę, w której Pani profesor orzekała. Nie chciałbym jednak podążać logiką dzisiejszej władzy i zapisawszy się do PiS-u pomagać w usuwaniu niewygodnych sędziów z Sądu Najwyższego.
Akurat to, że społeczeństwo nie zna dokładnych prerogatyw Sądu Najwyższego dziwne nie jest. Trudno wymagać od obywatela wiedzy z jakich izb składa się Sąd Najwyższy i dlaczego skarga kasacyjna objęta jest przymusem adwokacko-radcowskim. Dla nieprawnika jest to prawnicza nowomowa. I dobrze.
Ważna dla obywatela jest jednak świadomość, że na szczycie wymiaru sprawiedliwości taki sąd czuwa nad systemem prawnym RP. Nie zawsze z dobrym skutkiem, jednak w działaniach absolutnie (!) każdej instytucji można dopatrzyć się jakichś nieprawidłowości i odstępstw od normy. Nie trzeba jednak burzyć ścian domu by naprawić nieszczelne okna. Chodzi więc o skalę faktycznie potrzebnych działań naprawczych w wymiarze sprawiedliwości. Podjęte przez PiS środki są niewspółmiernie wysokie w stosunku do faktycznych nieprawidłowości w działaniach wymiaru sprawiedliwości.
Co jest w tej chwili istotne? Z punktu widzenia społeczeństwa ważny jest stopień ogólnoobywatelskiego nieposłuszeństwa względem planów PiS-u dotyczących zdeformowania wymiaru sprawiedliwości (nawet nie można powiedzieć, że rządu, bo przecież projekt został złożony jako projekt poselski, a nie projekt rządowy). Budujące jest to jaka jest skala społeczenego oburzenia na tryb wprowadzenia i zakres proponowanych zmian. Może wbrew rządzącym uda się w końcu stworzyć w Polsce społeczeństwo prawdziwie obywatelskie? Kto wie.
Jakie może być państwo bez niezależnego wymiaru sprawiedliwości? Jakie skutki może mieć sytuacja, w której różne grupy osób nie będą podlegały ochronie sądowej? Z punktu widzenia środowiska LGBT najbardziej drastycznym przykładem legalnego bezprawia jest Czeczenia rządzona przez pupila Kremla Ramzana Kadyrowa. Zgodnie z uchwalonymi kilka lat temu przepisami zakazane w Federacji Rosyjskiej jest "promowanie" homoseksualizmu. Na polskich portalach prawicowych i neofaszystowskich (często znaczy to niestety to samo) można znaleźć liczne zachwyty nad rozwiązaniami rosyjskimi. Jestem przekonany, że część polskich polityków przyklasnęłaby podobnym rozwiązaniom w Polsce, mimo tego, że to właśnie II Rzeczpospolita już w 1932 - jako europejski pionier - zniosła karalność homoseksualizmu.
Natomiast w 2017 roku cały świat obiegły przerażające informacje o torturach, zgonach i prześladowaniach osób LGBT przez legalną władze w Czeczenii.
Nie znalazł się żaden sąd, żaden trybunał, który ochroniłby dyskryminowaną mniejszość i nakazał zaprzestanie czystek. Upolityczniony wymiar sprawiedliwości nie ma instrumentów i woli by zająć się prześladowanymi osobami.
Czy aż tak daleko by w pewnym momencie i w Polsce fanatycy przepchnęli ustawę zakazującą homoseksualizmu, transseksualizmu, głoszenia nieprawomyślnych poglądów obyczajowych? Być może i daleko. Wolałbym jednak nie zgadywać i mieć pewność, że niezależny Sąd Najwyższy albo Trybunał Konstytucyjny zablokują w krytycznym momencie przepisy godzące w prawa człowieka. Jeżeli społeczeństwo teraz nie stanie murem przeciwko chorym zmianom, wówczas możemy mieć w Polsce Czeczenię. Teraz może to się wydawać political fiction, jednak historia zna przypadki niewinnie zaczynających się katastrof.
Jak narazie nasi rządzący zachwycają się kazusem Turcji. W 2016 roku na fali rosnącej homofobii w Turcji zabito znaną aktywistkę LGBT. W tym kierunku powoli dryfuje nasz kraj. Powoli, jednak kurs został już obrany.
* Tytuł wpisu pochodzi z napisanego w obozie koncentracyjnym w Dachau wiersza niemieckiego pastora Martina Niemoellera:
piątek, 30 grudzień 2016 14:40
poniedziałek, 20 lipiec 2015 20:52
W dniu 21 lipca 2015 roku w Sejmie ma się odbyć drugie czytanie projektu ustawy o uzgodnieniu płci. Autorem projektu jest posłanka Anna Grodzka.
Projekt został zgłoszony już dosyć dawno i wydawało się, że na trwale utknie w sejmowej "zamrażarce". Natomiast dośc nieoczekiwanie pojawiła się szansa na uchwalenie tej ważnej społecznie ustawy.
Wśród założeń projektu jest zmiana trybu postępowania w sprawie zmiany płci. W obecnym stanie prawnym konieczne jest wytoczenie przeciwko rodzicom lub kuratorowi powództwa cywilnego o ustalenie przynależności do płci innej aniżeli metrykalna. Jest to rozwiązanie dość prowizoryczne.
Po zmianach, zmianą płci nadal zajmowałby się sąd. Natomiast samo postępowanie miałoby charakter nieprocesowy (podobnie jak np. sprawy wieczystoksięgowe). Na pewno byłoby to zniesienie jednej z dyskryminujacych mniejszości barier. Zobaczymy.
czwartek, 02 lipiec 2015 07:36
Po wydaniu przez Sąd Najwyższy wyroku legalizującego w całych Stanach Zjednoczonych istnienie małżeństw homoseksualnych, można było się spodziewać negatywnych reakcji ze strony silnych w USA środowisk konserwatywnych.
Część polityków zapowiedziała walkę o zmianę prawa i uznanie uprawnień poszczególnych Stanów do regulowania tej materii we własnym zakresie.
Oczywiście każdy ma swoje przekonania i nie powinno się odmawiać konserwatystom praw do ich wyrażania. Trudno wyobrazić sobie prawdziwie demokratyczne państwo bez poszanowania dla zasad politycznego pluralizmu. Ważne żeby własne przekonania były szerzone w sposób szanujący poglądy innych grup.
"Zawsze uważałem, że małżeństwo jest instytucją między jednym mężczyzną i jedną kobietą, ale Sąd Najwyższy orzekł inaczej. To jest teraz prawo tego kraju."
Powyższe zadanie wypowiedział konserwatywny senator Mitch McConell. I w tym tkwi zasadnicza różnica pomiędzy politykami, a osobami udających prawdziwych mężów stanu. W naszym państwie większe znaczenie słusznie przypisuje się tym drugim.
W Polsce, pozamerytoryczna krytyka orzeczeń sądów czy Trybunału Konstytucyjnego jest narzędziem stosowanym w walce politycznej. Znany jest przypadek sędziego Tulei czy kazus skazującego wyroku dla Mariusza Kamińskiego.
Sędziowie i wyroki poddane zostały surowej krytyce. W tych sprawach nikt z krytyków nie interesował się jednak stanem prawnym, który był podstawą wydawania wyroków. Ataki miały charakter polityczny, personalny.
Szacunek dla prawa jest fundamentem, który w Polsce nie został podłożony pod konstrukcję państwa.
Czy uda się ten fundamentalny szacunek zbudować? Nie byłbym w tym zakresie optymistą. Wiadomo - winter is coming.
poniedziałek, 29 czerwiec 2015 21:46
Powiew normalności zza Oceanu
W ubiegłym tygodniu polskie media obiegła informacja o zrównaniu przez amerykański Sąd Najwyższy związków osób homoseksualnych z małżeństwami zawieranymi pomiędzy osobami różnej płci. Od tej pory przepisy nie będą mogły różnicować w zakresie praw i obowiązków małżeństw wyłącznie na podstawie płci osób tworzących związek.
Sędzia Anthony Kennedy podkreślił w uzasadnieniu, że „małżeństwo jest konstytucyjnym prawem każdego człowieka i nie ma bardziej fundamentalnego związku pomiędzy dwojgiem ludzi” (źródło: www.polityka.pl). Nic dodać nic ująć.
W III ( a niebawem być może ponownie w IV) RP do takiej liberalizacji prawa jeszcze daleko. Nie zanosi się również na zwyczajne wprowadzenie regulacji dotyczącej chociażby związków partnerskich.
Zdaje się, że dwoje kochających się ludzi chcąc usankcjonować swój związek nadal będzie zmuszone uprawiać prawniczą ekwilibrystykę i za pośrednictwem notariusza próbować zbliżyć status związku do mniej lub bardziej akceptowalnego statusu. Parafrazując klasyka: na wschodzie bez zmian.
poniedziałek, 20 kwiecień 2015 19:44
Małżonek i dzieci osoby transseksualnej w procesie
Na blogu o prawach pacjenta umieściłem niedawno wpis dotyczący obowiązku wskazania w procesie o ustalenie płci rodziny osoby transseksualnej. Poniżej link do artykułu.
http://blogoprawachpacjenta.com.pl/konieczny-udzial-malzonka-i-dzieci-w-procesie-o-ustalenie-plci/
środa, 08 kwiecień 2015 19:33
Mowa nienawiści w stosunku do osób LGBT
Wiele osób dotkniętych dyskryminacją nie zdaje sobie sprawy z faktu, że polski system prawny przewiduje możliwość pociągnięcia do odpowiedzialności karnej za tzw. mowę nienawiści. Nie jest to proste gdyż polska ustawa karna nie przewiduje wszechstronnej odpowiedzialności sprawcy za szerzenie nienawiści lub publiczne znieważanie ze względu na orientację seksualną czy tożsamość płciową.
Dotychczasowa redakcja przepisów karnych dotyczących dyskryminacji (art. 119 kk), propagowania faszyzmu lub innego ustroju totalitarnego ( art. 256 kk) lub rasizmu (art. 257 kk) nie dotyczy bowiem grup osób pokrzywdzonych z uwagi na swoją seksualność. Powszechniej uregulowana jest natomiast mowa nienawiści z powodów rasowych czy wyznaniowych.
Pomimo inicjatyw organizacji pozarządowych, do dnia dzisiejszego nie udało się wprowadzić do polskiego kodeksu karnego przepisów regulujących tę kwestię. Władze państwowe twierdzą bowiem, że inne przepisy wystarczająco chronią osoby LGBT przed przestępstwami spowodowanymi mową nienawiści.
Według Rady Europy „Mowa nienawiści obejmuje wszelkie formy wypowiedzi, które szerzą, propagują czy usprawiedliwiają nienawiść rasową, ksenofobię, antysemityzm oraz inne formy nienawiści …”
Jeżeli zatem w przepisach brak odpowiednich narzędzi prawnych, skorzystać należy z tego co oferuje obowiązujący stan prawny. W przypadku bezpośredniego naruszenia spowodowanego mową nienawiści, zastosowanie mogą znaleźć przepisy dotyczące groźby karalnej (art. 190 kk) oraz zniesławienia i zniewagi (art. 212 i 216 kk).
W przypadku groźby karalnej (np. grożenie pobiciem z powodu tożsamości płciowej) warto rozważyć złożenie zawiadomienia o podejrzeniu popełnienia przestępstwa.
Sąd Najwyższy w jednym z wyroków stwierdził, że „Dla bytu przestępstwa nie jest konieczne stwierdzenie obiektywnego niebezpieczeństwa realizacji groźby, tj. tego, czy sprawca miał rzeczywisty zamiar jej spełnienia ani też tego, czy miał faktyczne możliwości jej spełnienia. Ważny jest jedynie subiektywny odbiór tej groźby u pokrzywdzonego, tj. to, czy faktycznie wzbudziła ona u niego obawę spełnienia, tj. wywołała uczucie strachu lub zagrożenia”
Zawiadomienie takie może zostać złożone do protokołu na komisariacie Policji. Można również złożyć pisemne zawiadomienie, w którym dokładnie powinno opisać się całe zdarzenie. Wadą tego przepisu jest to, że przestępstwo musi dotyczyć konkretnego pokrzywdzonego. Nie można skutecznie złożyć zawiadomienia o podejrzeniu popełnienia przestępstwa z powodu groźby skierowanej do ogółu osób np. homoseksualnych.
W przypadku przestępstwa zniesławienia (art. 212 kk) uproszczenie jest takie, że może ono dotyczyć konkretnej grupy osób. Nie jest zatem niezbędne zniesławienie jednej, indywidualnej osoby. Aby skutecznie przeprowadzić postępowanie karne, niezbędne jest złożenie prywatnego aktu oskarżenia. Dokument ten kwalifikowanym pismem procesowym i powinien zawierać określone w przepisach elementy.
Znaczy to de facto, że pokrzywdzony powinien samodzielnie zastępować prokuratora w procesie. Przyjęcie tego trybu osłabia działanie tych przepisów w praktyce
Podobnie sytuacja wygląda w przypadku przestępstwa znieważenia (art. 216 kk) – także należy wnieść prywatny akt oskarżenia. Różnica jest taka, że znieważyć można tylko konkretną osobę, a nie grupę osób.
Powyższe możliwości tylko szczątkowo chronią prawa osób LGBT. O ile można powiedzieć, że prawa osób dyskryminowanych z uwagi na przynależność narodową, etniczą, rasową, wyznaniową są chronione (kontrowersyjne może być ich stosowanie w praktyce) przez przepisy karne, o tyle brak powszechnej ochrony prawnej dla osób LGBT.
Powyższe sprawia, że Polska legislacja nie jest zgodna m.in. z Europejską Konwencją Praw Człowieka czy Międzynarodowym Paktem Praw Obywatelskich i Politycznych – pomimo ratyfikacji przez państwo polskie obydwu dokumentów.
czwartek, 05 luty 2015 22:16
Diabeł nie taki straszny, czyli kilka słów o Konwencji o zapobieganiu i przeciwdziałaniu przemocy wobec kobiet
Konwencja oparta jest na feministycznej ideologii gender, a na państwie przyjmującym Konwencję wymusza zmianę definicję płci z biologicznej na tzw. płeć społeczno-kulturową.
Takimi słowami zaczyna się jeden z apeli przedstawicieli ruchów określanych dumnie jako prolife. Tekst dotyczy dokumentu opracowanego w Radzie Europy czyli Konwencji o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet. Osoby, które po lekturze Konwencji doznały wizji przedstawiającej Polskę jako apokaliptyczny zakątek opanowany przez gendeterrorystów powinny zostać uszanowane za nieprzeciętną wyobraźnię. I tylko za to. Wyobraźnia ta wynika, jak sądzę, z niczego innego jak z niewiedzy.
Człowiek od zawsze (począwszy nieznanych człowiekowi pierwotnemu ognia i błyskawic) bał się zjawisk i przedmiotów mu obcych, trudnych do objęcia rozumem. Tak również w średniowieczu wyrazem obaw ówczesnych władców było powstanie i działalność Świętej Inkwizycji i Świętego Oficjum, które zasłynęły zamordowaniem wielu osób przedstawiających poglądy nieznane średniowiecznemu establishmentowi. W ten sposób zginęli ówcześni wywrotowcy. Zresztą nie tylko. Osobistości takie jak Giordano Bruno, Gallileo Gallilei czy Jan Hus zginęły dlatego, że odważyły się myśleć jak na owe czasy nieszablonowo, w sposób nieosiągalny intelektualnie dla współczesnych.
Nieznanym zagadnieniom towarzyszył opór i niechęć ze strony osób i instytucji posiadających monopol na wiedzę i władzę. Ostoją tradycjonalizmu pozostawał od wieków Kościół niechętny wszelkim nowinkom czy to z dziedziny filozofii, medycyny czy nauk społecznych. Wszak jeszcze stosunkowo niedawno stosunek Kościoła do ingerencji chirurgicznych (transplantacja organów) był mówiąc eufemistycznie niechętny.
Towarzysząca gorączka myślowa związana z planami podpisania Konwencji wpisuje się w opisany powyżej schemat. Wina współczesnych komentatorów jest jednak większa. W mrocznych, teocentrycznych czasach średniowiecza i następujących bezpośrednio czasach nowożytnych refleksja nad stworzeniem, istnieniem i sensem życia człowieka groziła w najlepszym wypadku wykluczeniem ze społeczności, w najgorszym spaleniem żywcem na stosie. Milczenie lub aprobata dla działań konserwujących zaistniały system była więc uzasadniona głównie strachem.
Obecnie strach został zastąpiony przez lenistwo. Intelektualne lenistwo spotęgowane możliwością łatwego znalezienia tez potwierdzających własne stanowisko, wynikające najczęściej z wygodnictwa. Jeżeli człowiek odniesie w życiu porażkę, łatwo może sobie znaleźć tej porażki przyczynę. Nie chcą wydać mojego tomu poezji? Prawdopodobnie rynek wydawniczy zdominowali Żydzi. Szukając w sieci potwierdzenia takiej teorii, nie trudno trafić na stronę smutno wyglądających młodzieńców, jak żywo wyjętych ze sfilmowanego przez Leni Riefenstahl norymberskiego zjazdu NSDAP w 1935 roku.
Nie udało mi się podbić błyskotliwym pomysłem wolnego rynku? Wiadomo przecież, że Unia Europejska to spadkobiercy europejskich komunistów, niechętnych wolnej gospodarce i innowacyjnym ideom gospodarczym.
Rada Europy opracowała dokument mający w intencji chronić kobiety. Nie chce mi się tego przeczytać, więc stwierdzę, że Konwencja propaguje ideologię gender (która tak naprawdę nie istnieje, wystarczy sięgnąć do źródeł), związki homoseksualne i pedofilię. Wszak bardzo łatwo znajdę potwierdzenie dla tak postawionej tezy.
Tak jest najprościej. Znacznie trudniej jest znaleźć i przeczytać o co tak naprawdę chodzi. A o co chodzi?
Konwencja mówi, że „przemoc wobec kobiet jest manifestacją nierównego stosunku sił pomiędzy kobietami a mężczyznami na przestrzeni wieków który doprowadził do dominacji mężczyzn nad kobietami i dyskryminacji tych ostatnich, a także uniemożliwił pełną poprawę sytuacji kobiet.”
Dalej konwencja stanowi o strukturalnym (systemowym) podłożu nierównego statusu płci. Elementarna wiedza historyczna pozwala przyjąć, że powyższe zdania są po prostu prawdziwe. Od wieków kobietom odmawiano prawa zajmowania stanowisk równych mężczyznom, głosowania czy ubierania się w sposób dowolny. Dopiero na XX wiek ubiegłego tysiąclecia przypada rozwój ruchów emancypacyjnych. W Europie. W wielu miejscach świata nadal ta nierówność występuje, co jest szczególnie widoczne w krajach islamskich.
Dalej konwencja w preambule stwierdza, że „ Uznaje, że najwyższą troską, że kobiety i dziewczęta są często narażone na poważne formy przemocy takie jak: przemoc domowa, molestowanie seksualne, gwałt, małżeństwo z przymusu, tak zwane „przestępstwa w imię honoru” i okaleczanie narządów płciowych, które stanowią poważne naruszenie praw człowieka wobec kobiet i dziewcząt i główną przeszkodę w osiągnięciu równouprawniania kobiet i mężczyzn”.
Podstawowa wiedza o świecie współczesnym powinna prowadzić do wniosku, że powyższe zdanie jest truizmem. Stosunkowo niedawno, bo w latach dziewięćdziesiątych poprzedniego stulecia, w Europie, na Bałkanach rozgorzał najokrutniejszy festiwal zbrodni wojennych od czasów II Wojny Światowej.
Na Bałkanach, czyli w sercu Europy. Masowe rzezie, gwałty i akty ślepego okrucieństwa. Potworne zbrodnie, których ofiarami padały osoby bezbronne, w tym często kobiety.
Będąc społeczeństwem cywilizowanym nie można pozostać obojętnym wobec zbrodni odbywających się obecnie również w innych miejscach świata. W 2009 roku iracki tłum w mieście Bashiqa ukamieniował nastoletnią Du'a Khalil Aswad. Jej jedynym przewinieniem było to, że chciała wyjść za mąż za sunnitę. Wśród morderców nie zabrakło członków jej rodziny.
Obecnie w takich krajach Europy jak Niemcy, Wielka Brytania czy Francja również corocznie dochodzi do kilkunastu „morderstw honorowych” rocznie. Przymus społeczny dokonania zabójstwa zmywającego hańbę rodzinną nie dotyczy wyłącznie więc wyłącznie krajów afrykańskich czy azjatyckich. Takie rzeczy dzieją się również w Europie. W związku z narastającą migracją, liczba takich zachowań może wyłącznie wzrosnąć.
Nie mniej brutalną i nieludzką praktyką coraz częściej spotykana w Europie jest infibulacja czyli przymusowe obrzezanie młodych kobiet. Niespełna 3 lata temu głośno zrobiło się o Wielkiej Brytanii, gdzie dokonanie tego zabiegu stało się na tyle popularne, że imigranci z innych krajów przyjeżdżali na Wyspy Brytyjskie aby dokonać tego powszechnego w pewnych społeczeństwach, aczkolwiek niepotrzebnego zabiegu. Taki specyficzny biznes.
Oczywiście nikt nie pyta kobiet czy aprobują taką ingerencję we własne ciało. Poza kontynentem europejskim zabieg ten jest dokonywany bez zachowania jakichkolwiek zasad higieny. Szacuje się, że w trakcie zabiegu (lub w wyniku jego powikłań) umiera około dwóch milionów kobiet rocznie.
„Zauważając, że stałe łamanie praw człowieka podczas konfliktów zbrojnych, dotykające ludność cywilną, przede wszystkim kobiety, przybierające formę systematycznego stosowania na szeroką skalę gwałtów oraz przemocy seksualnej, powoduje eskalację przemocy ze względu na płeć zarówno w trakcie konfliktu, jak i po jego zakończeniu.
Preambuła w swej treści bardziej skupia się wiec na ochronie fundamentalnych praw człowieka, a nie na rzekomej unijnej homopropagandzie. Cokolwiek by to określenie znaczyło.
Na jednym z portali internetowych skupiających konserwatywnych prawników, można znaleźć zdanie eksperta mówiącego, że konwencja sprowadza się do walki z tradycją, religią, rodziną i powszechnie pojmowanym małżeństwem, a ponadto skrycie podsuwa ideologię (?) „gender”. Konia z rzędem temu kto wyjaśni skąd „ekspert” wysnuł takie wnioski z lektury konwencji.
„Płeć społeczno- kulturowa oznacza społecznie skonstruowane role, zachowania, działania i atrybuty, które dane społeczeństwo uznaje za odpowiednie dla kobiet lub mężczyzn;
Powyższe pojęcie w ocenie przeciwników prowadzi do zmiany pojmowania płci w polskim systemie prawnym. Krytycy nie zauważają jednak, że obok tej definicji funkcjonuje w Konwencji pojęcie „płeć biologiczna” czyli oparta na biologicznym rozróżnieniu mężczyzn od kobiet. Niepoparte są niczym twierdzenia o wypieraniu tradycyjnego podziału na płeć żeńską i męską. Autorów krytyki zbyt daleko poniosła fantazja, albo po prostu nie przeczytali tekstu Konwencji.
Pojęcie płci społeczno-kulturowej oznacza jedynie schemat, który służy do zidentyfikowania jednostki w społeczeństwie i tym samym wzmacnia stereotypy dotyczące tradycyjnych ról człowieka. Nauka o tych stereotypach to jest właśnie owo mroczne i budzące powszechną grozę wśród konserwatystów gender.
Bardziej kontrowersyjne z punktu widzenia krytyków może się wydawać pojęcie tożsamości płciowej, która jednak została już zdefiniowana jako brak zgodności płci oznaczonej przy urodzeniu z faktyczną tożsamością płciową rozwijającą się podczas dorastania człowieka.
Nie są to jednak pojęcia potajemnie przemycone do treści konwencji, lecz realny problem medyczny występujący u relatywnie niewielkiej liczby osób. Transwestyci oraz transseksualiści faktycznie istnieją w społeczeństwie i negowanie tego faktu wyłącznie z wygody i spokoju chrześcijańskiej duszy niczemu dobremu nie służy. Są to bowiem normalni członkowie społeczeństwa potrzebujący ochrony prawnej. Nie większej aniżeli reszta społeczeństwa - takiej samej, opartej wyłącznie na obiektywnych kryteriach i konstytucyjnej zasadzie równości wobec prawa.
Łatwo znaleźć głosy mówiące że ratyfikowanie Konwencji spowoduje rozpad tradycyjnie pojmowanego małżeństwa jako związku kobiety i mężczyzny. Konstytucyjny system źródeł prawa jasno jest wyrażony przez zasadę – na samym szczycie hierarchii stoi Konstytucja, następnie ratyfikowane umowy międzynarodowe i kolejno ustawy, rozporządzenia itd.
Większym zagrożeniem dla trwałości rodziny jest masowe wysyłanie dzieci przez natchnionych rodziców na marsze i wiece na których pociechy maszerują z transparentami „ Mamo, tato dziękuję, że żyję”. Jest to instrumentalnie wykorzystywanie najmłodszych, niemogących zrozumieć przekazu ideologicznego. To jest prawdziwe niebezpieczeństwo dla rodzin i młodych obywateli.
Artykuł 18 Konstytucji jako najważniejszego aktu prawnego stanowi zatem, iż małżeństwem jest związek kobiety i mężczyzny. Żaden akt prawny niższego rzędu (jakim byłaby ratyfikowana konwencja międzynarodowa) nie mógłby zmienić definicji małżeństwa. Musiałaby w tym celu zostać zmieniona Konstytucja. Ewentualna zmiana konstytucji wymagałaby zgody 2/3 Sejmu oraz zgody bezwzględnej większości Senatu (w obydwu przypadkach w obecności co najmniej połowu składu izb).
Nawet w przypadku uchwalenia w ten sposób ustawy, grupa 92 posłów mogłaby skutecznie zażądać przeprowadzenia referendum ogólnokrajowego. Klub poselski PIS liczy obecnie 132 członków. Ustawa zmieniająca Konstytucję weszłaby zatem w życie wyłącznie w przypadku wyrażenia na to zgody przez ponad połowę głosujących powszechnie obywateli RP.
Kryteria niezwykle trudne. Dość łatwo dostrzec, iż grożenie zmianą definicji małżeństwa niewiele ma wspólnego z realnymi możliwościami politycznymi którejkolwiek formacji partyjnej.
Analizując argumenty przeciwników Konwencji nie sposób oprzeć się wrażeniu, że opierają się wyłącznie na niewielkiej części problematyki poruszonej w tym dokumencie. Krytycy nadmiernie uwypuklają aspekt przemocy domowej oraz problem alkoholu, natomiast zupełnie pomijają to, że konwencja dotyczy także zagadnień o charakterze uniwersalnym i ponadnarodowym. Brutalne traktowanie kobiet w niektórych krajach Afryki i Azji (a także coraz częściej w Europie) nie ma wyłącznie podłoża alkoholowego czy domowego – jak chcieliby to niektórzy krytycy.
Oczywiście nikt nie chce bagatelizować problemu spowodowanego nadmiernym spożyciem alkoholu, niemniej jednak przeciwdziałanie alkoholizmowi i ochrona przeciw przemocy domowej znajduje już pewne odzwierciedlenie w obowiązujących przepisach. Większym problemem jest więc opieszałe realizowanie mechanizmów ochronnych aniżeli niedostateczna regulacja prawna.
Inaczej natomiast wygląda sytuacja w dziedzinie europejskiego dorobku prawnego skupiającego się na powszechnej ochronie kobiet przed przemocą powodowaną pobudkami politycznymi, filozoficznymi czy religijnymi. W tej dziedzinie dotychczas występowała pewna luka, którą zapełnić ma właśnie Konwencja Rady Europy.
Według raportu jednej z europejskich agencji, corocznie przemocy, w tym przemocy seksualnej doświadcza kilkadziesiąt milionów kobiet. W Polsce, według różnych badań około 4 mln kobiet pada ofiarą przemocy fizycznej, około 2 mln przemocy na tle seksualnym. Tego typu statystykom przeciwdziałać ma ratyfikowanie Konwencji. Zamiast tego, przeciwnicy dostrzegli złowrogiego ducha gender i wezwali do bojkotu tego dokumentu. Kościół katolicki wyraził ponadto pogląd, iż Konwencja promuje neomarksizm. Najlepiej pozostawić tę opinię bez komentarza.
Niektórzy adwersarze Konwencji zarzucają, iż jest ona niezgodna z wyżej przytoczonym art. 25 ust. 2 Konstytucji RP. Doszukując się w preambule znaczeń, które godziłyby w Konstytucję potrzeba sporej dawki intelektualnej ekwilibrystyki okraszonej niestety brakiem zdrowego rozsądku.
Patrząc na to z drugiej strony można stwierdzić, że każdy akt prawny niesie potencjalne, najczęściej nierealne, zagrożenia. Zawierając bowiem w Konstytucji wzmiankę o roli Kościoła katolickiego można wysnuć daleko idący wniosek o poparciu legislatorów dla dyskryminacji religijnej. Zawierając w Konstytucji wzmiankę o małżeństwie jako związku kobiety i mężczyzny doszukać się możemy dyskryminacji ze względu na orientację seksualną. Jest to oczywiście pozbawione sensu, natomiast doskonale wskazuje na możliwość myślowej abberacji w każdym kierunku. Zależy to wyłącznie od fantazji autora takich wniosków.
Patrząc jednak na preambułę Konwencji zdroworozsądkowo i wyłącznie przez pryzmat rozumnego myślenia dochodzi się do wniosku, że:
a) kobiety niestety na przestrzeni wieków były gorzej traktowane;
b) najczęściej było to związane ze sprowadzeniem roli kobiety do pomocnicy mężczyzny;
c) dobrze byłoby ten stan zmienić.
Na jednym z portali znaleźć można skądinąd zabawne stwierdzenie o tym, że Konwencja ma służyć dyskryminacji mężczyzn i lekceważenie problemu przemocy kobiet wobec mężczyzn. Fakt taki na pewno w pewnych okolicznościach występuje. Skala obydwu zjawisk jest jednak absolutnie odmienna. Nie wiem czy mianem problemu ogólnospołecznego można określić przemoc kobiet wobec mężczyzn.
Według pewnego grona konserwatywnych prawników Konwencja budzi wątpliwości z punktu widzenia zasady równości wobec prawa oraz równości płci, gdyż wyraźnie ogranicza jej zakres, uznając przemoc domową za dotykającą głównie kobiety. Tym samym – zdaniem przeciwników Konwencji - mamy do czynienia z aktem prawnym, którego beneficjentami mają być w rzeczywistości wyłącznie kobiety, co jest niezgodne z art. 32 i 33 Konstytucji.
Idąc dalej tym dość osobliwym tokiem rozumowania można stwierdzić, że uregulowania kodeksu pracy dotyczące urlopu macierzyńskiego czy przerwy na karmienie piersią są podobnie niekonstytucyjne albowiem uprzywilejowują wyłącznie kobiety. Nonsens, jednak źródło obydwu byłoby podobne i wynikałoby z bezrozumnego interpretowania zapisów Konstytucji i pojmowania zasady równego traktowania.
Nie jest natomiast absurdalne i nierealne stwierdzenie faktu, iż kobiety są w Polsce i Europie narażone na cierpienia i przemoc, w tym przemoc domową. Jeżeli zatem występuje faktycznie nierówność w tym zakresie, należy temu przeciwdziałać.
Potrzeba naprawdę złej woli aby dostrzegać demony wszędzie tam gdzie ich nie ma. Wynika to z głupoty, złej woli, albo intelektualnego lenistwa. Doprawdy trudno rozstrzygnąć co w tym przypadku jest najgorsze.
Dziedziczenie „prawa do mieszkania” czyli wstąpienie partnera w stosunek wynikający z umowy najmu
Zgodnie z art. 691 Kodeksu cywilnego, „w razie śmierci najemcy lokalu mieszkalnego w stosunek najmu lokalu wstępują: małżonek niebędący współnajemcą lokalu, dzieci najemcy i jego współmałżonka, inne osoby, wobec których najemca był obowiązany do świadczeń alimentacyjnych, oraz osoba, która pozostawała faktycznie we wspólnym pożyciu z najemcą.”
Redakcja przepisu jest dość prosta i wydawać by się mogło, że wstąpienie w stosunek najmu po zmarłym partnerze (bez względu na orientację seksualną) jest bezdyskusyjne i wynika wprost z norm prawnych.
W praktyce często odmawiano partnerom kontynuowania stosunku najmu jako strona umowy (uważając, że umowa wygasła, odmawiając jej aneksowania i próbując dokonywać eksmisji z lokalu). Sądy twierdziły, że wspólne pożycie może dotyczyć wyłączenie par heteroseksualnych, uniemożliwiając korzystanie z przysługujących praw lokatorskich.
Kluczowy dla interpretacji tego zagadnienia był wyrok Europejskiego Trybunału Praw Człowieka z dnia 2 marca 2010 (sygn. 13102/02), gdzie trybunał stwierdził, że Polska narusza podstawowe prawa wynikające z obowiązku poszanowania prawa do życia rodzinnego czy obowiązku równego traktowania. Nie był to pierwszy ani ostatni wyrok zarzucający Polsce naruszenie podstawowych praw człowieka.
Do zmiany nurtu orzeczniczego w polskim sądownictwie doszło dopiero w dniu 28 listopada 2012 roku. Wtedy bowiem Sąd Najwyższy wydał uchwałę w sprawie sygn. akt III Czp 65/12, w której stwierdził, że „osobą faktycznie pozostającą we wspólnym pożyciu z najemcą - w rozumieniu art. 691 § 1 k.c. - jest osoba połączona z najemcą więzią uczuciową, fizyczną i gospodarczą; także osoba tej samej płci.”
Obecnie nie istnieją zatem wątpliwości co do możliwości wstąpienia partnera zmarłej osoby w prawa wynikające z umowy najmu. Osoba taka korzysta więc z wszelkich praw wynikających z przepisów regulujących stosunki lokatorskie.
Dziedziczenie po zmarłym partnerze
Prawo cywilne pod względem dziedziczenia jest dość mało elastyczne dla osób pozostających w związkach innych niż małżeńskie czyli np. w związkach partnerskich. Zgodnie z kodeksem cywilnym, w przypadku śmierci, w pierwszej kolejności powołany jest do dziedziczenia małżonek (wraz z dziećmi). Kodeks jednak nic nie mówi o dziedziczeniu przez partnera.
W praktyce może dojść do sytuacji, gdy spadkobiercą zostanie małżonek z którym zmarła osoba nie pozostawała od długiego czasu we wspólnym pożyciu. Uprawnienia do spadku nie nabędzie natomiast osoba najbliższa, żyjąca ze zmarłym w związku nieformalnym.
Można jednak za życia zadbać o odpowiednie uregulowanie kwestii dziedziczenia. Nie istnieją żadne prawne przeciwskazania żeby ustanowić partnera spadkobiercą dziedziczącym na podstawie testamentu. W tym celu osoba będąc w pełni władz umysłowych i nie działając pod żadnym przymusem może własnoręcznie sporządzić i podpisać testament w którym powoła swojego partnera do dziedziczenia.
Co ważne, w testamencie nie można napisać, że partner ma dziedziczyć tylko określony przedmiot majątku (np. samochód, mieszkanie). Wynika to z tego, że testament dotyczy całego majątku, a nie konkretnych jego składników.
Najpowszechniej występują testamenty własnoręczne oraz zawierane przed notariuszem. W praktyce najbezpieczniej jest zawrzeć testament w formie aktu notarialnego. W tym celu wystarczy po prostu udać się do notariusza i złożyć oświadczenie o powołaniu partnera do dziedziczenia. Koszt takiego testamentu to z reguły wydatek kilkudziesięciu złotych, który najbardziej zabezpiecza interesy majątkowe partnerów na wypadek śmierci.
Nie są dopuszczalne testamenty łączone (w jednym dokumencie dziedziczenie po dwóch osobach). W celu wzajemnego ustanowienia się spadkobiercami, partnerzy powinni sporządzić zatem dwa testamenty.
Można również ustanowić partnera spadkobiercą konkretnego składnika majątku (obrazu, biżuterii czy samochodu). W tym celu sporządza się nie testament, ale tzw. zapis windykacyjny.
Instytucja zapisu windykacyjnego od stosunkowo niedawna występuje w polskim porządku prawnym i pozwala przepisać właśnie konkretny przedmiot w przypadku śmierci właściciela. Aby zapis windykacyjny był ważny, musi zostać sporządzony w formie aktu notarialnego.
Co niezwykle istotne, w przypadku powołania spadkobiercy w drodze testamentu, inne osoby również mogą domagać się części majątku po zmarłym. Dotyczy to tych osób, które dziedziczyłyby wtedy, gdyby testament nie został sporządzony. Osoby te określa się jako spadkobiercy ustawowi (np. małżonek, dzieci).
Spadkobiercom ustawowym pominiętym w testamencie przysługuje tzw. zachowek. Zachowek jest wypłacany w pieniądzach. Wynosi on połowę tego, co dana osoba otrzymałaby jako spadkobierca ustawowy. Jeżeli jednak uprawniony do zachowku jest trwale niezdolny do pracy albo jest małoletni, wówczas zachowek wynosi dwie trzecie wartości udziału spadkowego.
Jeżeli potencjalni spadkobiercy ustawowi uporczywie zachowują się nagannie względem spadkodawcy (partnera), popełnili wobec niego jedno z opisanych w ustawach przestępstw (np. pobicie), dopuścili się obrazy czci lub niedopełniali względem spadkodawcy obowiązków rodzinnych, można spadkobierców ustawowych w testamencie wydziedziczyć.
Nie są oni wówczas uprawnieni do zachowku. W praktyce powoduje to bardzo często spory sądowe związane z podważaniem treści testamentu.
Jak widać, prawo nie jest zatem dla osób pozostających w związkach partnerskich najkorzystniejsze, ale przy odrobinie wysiłku można wzajemnie zabezpieczyć swoje interesy na wypadek śmierci.
Zakaz dyskryminacji pracownika ze względu na orientację seksualną
Jedną z naczelnych zasad zawartych w polskich kodeksie pracy jest zasada zakazu dyskryminacji. Zasada ta jest bezpośrednio powiązana z inną ważną zasadą prawa pracy, czyli zasadą równego traktowania w zatrudnieniu. Dyskryminacja pracownika nie może mieć miejsca ze względu na m.in. wiek, poglądy polityczne, religijne, wygląd czy pochodzenie etnicznej.
W kodeksie jest też wprost napisane, że zakazana jest dyskryminacja ze względu na orientację seksualną. Nie można zatem gorzej traktować pracownika, który jest homoseksualny czy biseksualny. Oczywiście niedopuszczalne jest w świetle prawa dyskryminowanie osób heteroseksualnych za względu na orientację seksualną, jednak taka sytuacja nie ma zbyt często miejsca w praktyce.
Czym może się przejawiać dyskryminacja?
Katalog zachowań dyskryminacyjnych jest szeroki i w zasadzie nie jest ograniczony przepisami prawa. Naturalnie, za dyskryminację mogą zostać uznane wszelkie formy przemocy psychicznej (szykanowanie czy obelżywe traktowanie pracownika). Oprócz tego za działania dyskryminacyjne należy uznać między innymi pomijanie w awansach, utrudniony dostęp do kształcenia i podnoszenia własnych kwalifikacji, gorsze warunki wynagradzania, niższy standard świadczeń socjalnych czy wreszcie zwolnienie pracownika z przyczyny orientacji seksualnej.
Co ważne, zakaz dyskryminacji dotyczy także samego nawiązania stosunku pracy. Oznacza to, że nie można odmówić zatrudnienia pracownika tylko dlatego, że przejawia inną orientację seksualną.
Niewątpliwe można za dyskryminację potraktować także obciążanie pracownika innym zakresem obowiązków aniżeli pozostałych pracowników o tych samych kwalifikacjach. W tym przypadku nie można jednak mówić o dyskryminacji, gdy inny podział obowiązków między pracowników jest uzasadniony np. różnicą w kwalifikacjach czy doświadczeniem w realizacji określonych zadań.
Zakazane są ponadto działania np. pracodawcy zachęcające innych do przejawiania zachować dyskryminacyjnych.
Za naruszenie zasady równego traktowania w zatrudnieniu, pracownik może żądać od pracodawcy odszkodowania w wysokości nie niższej niż minimalne wynagrodzenie za pracę. Wysokość minimalnego wynagrodzenia za pracę ustalana jest corocznie i w 2014 roku wynosi 1680 zł brutto.
W realizacji zasady równego traktowania w zatrudnieniu zastosowanie znajdzie także ustawa o wdrożeniu niektórych przepisów Unii Europejskiej w zakresie równego traktowania, zwana popularnie ustawą antydyskryminacyjną. W myśl tej ustawy zakazane są wszelkie działania które różnicowałyby sytuację osób ze względu na płeć, rasę, pochodzenie etniczne, narodowość, religię, wyznanie, światopogląd, niepełnosprawność, wiek lub orientację seksualną. Zgodnie z tą ustawą, za naruszenie zasady równego, osoba poszkodowana może domagać się odszkodowania.
Ustawa jest istotna gdyż wiele osób nie jest zatrudnionych na podstawie umowy o pracę ale np. zlecenia czy dzieło. W takiej sytuacji nie obowiązuje ochrona przewidziana w kodeksie pracy. Zastosowanie natomiast znajdzie ustawa antydyskryminacyjna.
Kilka miesięcy temu w mediach pojawiła się informacja, że osoba zatrudniona w jednej z agencji ochroniarskich została zwolniony z pracy ze względu na to, że wzięła udział w jednej z organizowanych parad równości. Zdjęcia z tego wydarzenia obejrzał pracodawca. Osoba ta została zwolniona z pracy. Pracownik słusznie pozwał swojego pracodawcę, gdyż był to ewidentny przejaw działalności dyskryminacyjnej. Pracownik uzyskał od swojego byłego pracodawcy odszkodowanie.
Za szczególną postać dyskryminacji mogącą wystąpić w pracy jest mobbing. Pojęcia te nie są równoznaczne jednak wzajemnie się przenikają.
Za mobbing uznawane są działania lub zachowania wobec pracownika (dotyczące pracownika) polegające na długotrwałym i uporczywym nękaniu, zastraszaniu pracownika, które wywołały u pracownika obniżoną ocenę przydatności zawodowej.
Mobbingiem są też te same czynności jeżeli powodują ośmieszenie czy poniżenie pracownika, jego izolację czy eliminację z grona innych pracowników. Takie zachowania mobbera (pracodawcy lub innych pracowników) mogą wynikać również z odmienności seksualnej poniżanego pracownika.
Niegdyś utrzymywano, że dla wystąpienia elementu długotrwałości mobbing powinien występować przez okres co najmniej 6 miesięcy. Obecnie ten pogląd został zweryfikowany. Uznaje się, że nie można sztywno określić okresu jaki musi upłynąć dla uznania danych zachowań za mobbing.
Każda osoba ma bowiem odmienna konstrukcję psychiczną i nie wobec każdego potrzeba takiego samego okresu stosowania poniżających czynności aby wywołać np. poczucie obniżonej samooceny zawodowej. Jeżeli mobbing wywołał u pracownika rozstrój zdrowia, może on dochodzić od pracodawcy zadośćuczynienia za doznaną krzywdę.
Co ważne, naruszenie praw pracownika ( w tym równego zakazu dyskryminacji) może prowadzić do odpowiedzialności karnej. Kto złośliwie lub uporczywie narusza prawa pracownika wynikające ze stosunku pracy podlega bowiem grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2.
Dostęp do informacji o stanie zdrowia i dokumentacji medycznej partnera
Wiele osób żyjących w nieformalnych związkach może w pewnych okolicznościach napotkać realne trudności w uzyskaniu informacji dotyczącej stanu zdrowia osoby najbliższej, lub dostępu do dotyczącej tej osoby dokumentacji medycznej.
W praktyce dużo trudniej jest uzyskać dostęp do dokumentacji medycznej. Z reguły lekarze czy pielęgniarki udzielają informacji o stanie zdrowia najbliższej rodzinie, nawet bez formalnego (i wymaganego przez ustawę) pozwolenia ze strony pacjenta. Taka już praktyka występuje w realiach służby zdrowia. Znacznie trudniej mają osoby niespokrewnione, żyjące w związkach nieformalnych, hetero czy homoseksualnych. Dotyczy to zarówno dostępu do informacji o stanie zdrowia jak i dostępu do dokumentacji medycznej.
W takim wypadku najrozsądniej jest zabezpieczyć się na wypadek takiej sytuacji i upoważnić pisemnie partnera do uzyskania informacji o stanie zdrowia oraz do dostępu do dokumentacji medycznej.
Teoretycznie ustawa nie wymaga pisemnej zgody. Jednak z względów praktycznych lepiej dysponować dokumentem w formie pisemnej, gdyż wiarygodność takiego oświadczenia znacznie trudniej podważyć.
W treści takiego upoważnienia powinno znaleźć się stwierdzenie, że dana osoba jest „upoważniona do uzyskania informacji o stanie zdrowia pacjenta, rozpoznaniu, proponowanych oraz możliwych metodach diagnostycznych, leczniczych, dających się przewidzieć, następstwach ich zastosowania albo zaniechania, wynikach leczenia oraz rokowaniu, zgodnie z art. 31 ustawy o zawodach lekarza i lekarza dentysty.”
W celu upoważnienia partnera do możliwości uzyskania dokumentacji medycznej, w dokumencie powinno znaleźć się oświadczenie, że partner jest „upoważniony do wglądu w dokumentację medyczną, oraz do uzyskania wyciągów, odpisów lub kopii oraz otrzymania oryginału dokumentacji medycznej, zgodnie z art. 26 i art. 27 ust. 2 ustawy o prawach pacjenta i rzeczniku praw pacjenta”.
Nie istnieją przeszkody, aby połączyć obydwa upoważnienia dla partnera (informacji o stanie zdrowia i dostępu do dokumentacji medycznej) w jednym dokumencie.

References: art. 256
 art. 25
 art. 32
 art. 691
 art. 691
 art. 31
 art. 26
 art. 27