Source: https://issuu.com/loungemagazyn/docs/81.maj_2016?e=1091129/30000297
Timestamp: 2017-11-24 09:49:23+00:00

Document:
lounge | No 81 | maj '16 by Lounge - issuu
NOVA od nowa
Dla wszystkich tych, którzy bywali w NOVEJ i dla tych, którzy do tej pory tylko o niej słyszeli. Dla tych, którzy lubią zmiany i tych wiernych tradycji - mamy dobre wieści. NOVA to teraz zupełnie nowe, inne miejsce. Postaraliśmy się o to, by stworzyć dla Was piękne i eklektyczne wnętrza. Jest teraz przytulnie, ale i nowocześnie. Jedno się nie zmieniło i dołożymy wszelkich starań by nie zmieniło się nigdy - doskonałe wino, potrawy i atmosfera. Będziecie naszą nową NOVĄ oczarowani na nowo, obiecujemy.
www.novarestobar.pl kom. 502 291 441 Estery 18, Kraków
MENU NA MAJ: MODA
“(Nie)zgrabność rzeźby”
“Mediolan wiosną rozkwita designem”
“8 Edycja Hush Warsaw”
“DNA MARKI: Rage Age”
“Barcelona kulinarnie”
“Dietetyczny deser”
WSPÓŁPRACA: Adrian Suszczyński, Ewa Pawłowska, Katarzyna Gładysz, Anna Nowicka, Monika Turska, Antonina Dębogórska, Anna Fąfara, Michał Sztorc, Magdalena Sokulska, Karolina Cichoń, Iza Stasikowska, Ada Palka, Paulina Salamon, Jarosław Fugiel, Paweł Kowalik, Michał Massa Masior
ILUSTRACJE: Anna Ostapowicz | annaostapowicz.com grafika / skład
Wydawca: MADMEN Sp. z o. o. Redakcja Lounge Magazyn ul. Romanowicza 4/536, Kraków info@loungemagazyn.pl | tel. (12) 633 77 33 fotograf: Katarzyna Widmańska modelka: Karolina | Como Model Management MUA: Katarzyna Świebodzińska stylizacja: Wero Wysoczyńska Fashion Victim | designers: Peperuna, Weronika Lipka, Outfit Format, Yuliya Babich, Paris+Hendzel Handcrafted Goods, Anna Pietrowicz fryzury: Wojtek Kasprzak
krak贸w, ul. zwierzyniecka 17 tel. 12 421 20 51
CUDZE CHWALICIE, SWEGO NIE ZNACIE, A POLACY NIE GĘSI I SWÓJ JĘZYK MAJĄ, JAKO, ŻE W TEMACIE JĘZYKA POLSKIEGO WYPOWIADAŁEM SIĘ JUŻ WIELOKROTNIE, TO TYLKO TYTUŁEM KRÓTKIEGO WSTĘPU POZWOLĘ SOBIE PRZYTOCZYĆ JEDEN KRÓTKI CYTAT: U POLAKÓW LUBIĘ JEDNO – ICH JĘZYK. KIEDY INTELIGENTNI LUDZIE MÓWIĄ PO POLSKU, WPADAM W EKSTAZĘ. JEGO BRZMIENIE WYWOŁUJE WE MNIE DZIWNE OBRAZY, W KTÓRYCH TLE ZAWSZE JEST MURAWA Z PIĘKNEJ KOLCZASTEJ TRAWY I BUSZUJĄCE W NIEJ SZERSZENIE I WĘŻE. (…) NIGDY NIE ROZUMIAŁEM, O CZYM MÓWIĄ, ALE ODNOSIŁEM WRAŻENIE, JAKBY MORDOWALI KOGOŚ W ELEGANCKI SPOSÓB.
Autorem powyższego jest nieżyjący już amerykański pisarz Henry Miller, jest to mój ulubiony opis tego jak język polski postrzegany jest przez tych, którzy go nie znają, zazwyczaj obcokrajowcy mówią coś w rodzaju, że strasznie trzeszczy, oprócz języka mamy też (jak każdy naród) swoje zwyczaje, wady i zalety, ale jest jakaś niezrozumiała dla mnie tendencja do formułowania twierdzeń dotyczących narodów jako całości, że Niemcy są poukładani do bólu, Włosi głośni, Brytyjczycy flegmatyczni, Chińczycy pracowici jak mrówki i tak dalej, a Polacy są zawistni, małostkowi, homofobiczni, antysemiccy, alkoholiczni, ksenofobiczni, jednocześnie mamy ułańską fantazję i słyniemy z gościnności, otwartości i całego mnóstwa innych przymiotników i cały czas się zastanawiam, co jest polskie, bo na przykład pierogi są ruskie, a barszcz ukraiński, ogólnie lubię Polskę i wszystko, co polskie, wiele tego, co polskie lubię nawet szczególnie, na przykład Święta Bożego Narodzenia – zaryzykuję nawet twierdzenie, że tak jak w Polsce nigdzie na świecie nie ma tak pięknych tradycji z nimi związanych, niestety towarzyszą temu (podobno w większości domów) dyskusje oczywiście o polityce, nie wiem czemu wszyscy uważają, że na polityce znają się najlepiej i mają jedynie słuszne poglądy, a ciocia Krysia, albo szwagier Mietek nie mają o tym pojęcia, więc trzeba im to wytłumaczyć, że są w mylnym błędzie, a moja racja jest najmojsza, oprócz świątecznego rodzinnego stołu areną walki na tymże (tj. politycznym) tle dominują (przynajmniej wśród wielu moich znajomych) wypowiedzi na portalach społecznościowych, pozwolę sobie przytoczyć taką krótką i prostą historię, pewien mój znajomy, który mieszka za granicą, był na spotkaniu z tenże zagraniczny kraj odwiedzającym Prezydentem RP, na wspomniane spotkanie, które odbywało się w Ambasadzie RP zabrał dwóch swoich synów, jak przystało na spotkanie z Głową Państwa wszyscy Panowie ubrali się w garnitury, w czasie tegoż spotkania znajomy zrobił chłopakom zdjęcie z Panem Prezydentem i wrzucił na jeden z portali społecznościowych, niestety stało się to, co ostatnio dzieje się
prawie zawsze, czyli wspomniany post kolegi został jak to się ładnie po staropolsku mówi zhejtowany, a sam kolega, pomimo nie wyrażania żadnych sympatii został okrzyknięty zwolennikiem tej a nie innej opcji politycznej, trochę tego nie rozumiem, mieszka sobie człowiek za granicą, chce swoim chłopakom przekazać jakąś „dawkę” patriotyzmu i pokazać, że urząd należy szanować (możliwe, że niezależnie od własnych sympatii czy antypatii politycznych, nie wnikam), tak po prostu, normalnie, bo tak uważał za słuszne, zaraz wśród jego (a w zasadzie naszych wspólnych) znajomych znaleźli się eksperci od polityki krajowej i zagranicznej, znawcy prawa, Trybunału Konstytucyjnego, geopolityki, polityki bliskowschodniej i cholera wie czego jeszcze, oczywiście, że przykładów dyskusji w tych czy innych kwestiach związanych z polityką jest mnóstwo, ale wybrałem właśnie ten, ponieważ był przykładem najbardziej głupiej i bezsensownej agresji w stosunku do kogoś, kto w żaden sposób do tego nie sprowokował, jak słusznie zauważył kiedyś Albert Einstein: Dwie rzeczy są nieskończone: wszechświat i ludzka głupota, co do wszechświata nie jestem pewien. przy okazji rozważań o kosmosie jesteśmy, to tak sobie myślę, jak fenomenalnych mamy młodych ludzi w Polsce, w USA jest NASA, agencja badania kosmosu z gigantycznym budżetem, ale odbywający się w USA konkurs na zbudowanie marsjańskiego łazika od 4 lat z rzędu wygrywają studenci z Polski, którzy nie mają kosmicznego budżetu, nie mają też na pewno czasu na głupoty, swój czas poświęcają na to, żeby się rozwijać i przekraczać granice własnych możliwości, dają świetny przykład tego, że można, czego sobie jak i Wam wszystkim Drodzy Czytelnicy życzę kropka.
31-018 KRAKÓW ul. św. Jana 14 tel: (12) 421 71 04 00-061 WARSZAWA ul. Marszałkowska 140 tel: 795 029 829 e-mail: galeria@mleczko.pl galeria@mlecz
USYCHAĆ Z GODNOŚCIĄ WRACAJĄC DO KORZENI ZIARNO PADA NA ŻYZNĄ GLEBĘ. NATURALNĄ SIŁĄ PRZYCIĄGANIA ZIEMSKIEGO GRZĘŹNIE Z KAŻDĄ SEKUNDĄ NIEMAL NIEZAUWAŻALNIE W MIĘKKIEJ, WILGOTNEJ ZIEMI. WTAPIA SIĘ I STAPIA Z NIĄ JEDNOŚĆ, NIE POZOSTAJE MU NIC INNEGO, JAK SIĘ PODDAĆ LICZĄC W DUCHU NA NOWY POCZĄTEK CZEGOŚ LEPSZEGO. ZASTYGA. I CZEKA. ZABAWA W BERKA MIĘDZY DESZCZEM, CO ZRASZA JEGO TYMCZASOWĄ KRYJÓWKĘ, A CO RAZ INTENSYWNIEJSZYMI PROMIENIAMI SŁONECZNYMI, TRWA W NAJLEPSZE. TAK STARTUJE CYKL ŻYCIA. OD ZARANIA DZIEJÓW NIEZMIENNY. NATURALNY I NIE DO OBEJŚCIA. NIEPOJĘTE, JAK KOMUKOLWIEK MOŻE SIĘ ZDAWAĆ, ŻE PRZESTAŁ DOTYCZYĆ CZŁOWIEKA.
Dzwoni telefon. Jest prawie północ. Telefon Pani X leży przy łóżku, choć czytała wcześniej, że dobrze by go było wyłączyć na noc albo przynajmniej oddalić od głowy – trywialne, ale wie, że fale elektromagnetyczne źle wpływają na samopoczucie, a patrzenie w niebieskawy ekran na mniej niż dwadzieścia minut przed snem psuje jej i tak pogorszony codzienną pracą przy komputerze wzrok. Odbiera. Decyzją firmowej wierchuszki jej zespół musi od nadchodzącego ranka pilnie zająć się nowym projektem. Tym razem to ona stanie na jego czele. Będzie wymagający i – jak to mówią? – „asap”. Podobno nie może czekać. Szczegóły na mailu. Dobrze, gdyby wpadła jak najwcześniej do biura „przegadać” zadania, bo czasu mało – mówi głos. Ten sam, co rozpoczął rozmowę słowami „wybacz porę, mam nadzieję, że nie obudziłem”. I ten sam, który wysłał ją w podróż służbową, w której właśnie była. Tej, co miała przynieść wyczekiwany awans. Trzysta kilometrów od domu. Wreszcie dojrzała skorupka pękatego od minerałów ziarenka pęka. Wydostaje się z niego najczystsza w czystości, nietknięta przez doświadczenia i nieskalana brudem świata - krucha łodyga. Jeszcze nieporadna, ale prąca w górę instynktownie i z impetem. Dzięki swej elastyczności znajduje sposób, by przebić się przez zgrubiałą taflę torfu i liści. To mozolny proces, okupiony cierpliwością wystawianą co i rusz na niemożebnie próby. Jej determinacja zaprowadza ją tam, gdzie ją popchało. Wita ją słońce. Poniedziałek. Najgorzej prezentować projekt klientowi właśnie w poniedziałek. Jest wtedy wypoczęty na tyle, by być do bólu skrupulatnym, szczegółowym i upierdliwym. Pani X planowała, że przygotuje z zespołem wszystkie niezbędne materiały do piątku, dając tym samym ulotne poczucie wolnego weekendu i sobie i swoim współpracownikom. Nie udało się. Ostatnie, kluczowe dla projektu dane spłynęły w piątek popołudniu. Zmieniając całkowicie jego charakter i kierunek. Dwa dni na działce w lesie z mężem i przyjaciółmi zamieniono jej na randkę z komputerem, drukarką i stresem podczas
wyścigu z czasem. Kolejny przetarg wygrany. Projekt przyjęty. Czas realizacji: trzy tygodnie. Start. Gdy łodyga oddycha już pełną piersią ponad powierzchnią, słońce robi resztę roboty, od czasu do czasu przeganiane deszczem. Antagonistyczno-symbiotyczna relacja tej dwójki pozwala jej wzrastać. Z niepozornego, niezauważalnego dla ludzkiego oka badylka przekształca się dzień po dniu w górującą nad innymi – bulwami, chwastami i krzakami – królową swojej połaci. Mężnieje, tężeje. Twardnieje. Uodparnia się. Osiągnęła już wszystko w leśnej społeczności stając się gotową na ostateczny cel jej egzystencji – rozkwit i rozród. Jeśli będzie miała szczęście do sprzyjających warunków, własnych genów, właściwego momentu i kombinacji całej trójki. Jeśli. Zespół Pani X słynie z efektywności. Nagrody, pochwały i premie sypią się jak z rękawa dla wszystkich, a najgęstsze laury składane są w szczególności na jej ręce. Wszyscy stają się co raz pewniejsi siebie – ta asertywność w połączeniu z fachowością i renomą tworzą tak pożądaną przez resztę mieszankę pachnącą zwycięstwem. Budują legendę, umacnianą z każdym kolejnym przekazaniem jej z ust do ust. Pani X dla tego mitu poświęciła już wszystko, co mogła mieć – decyzję o macierzyństwie, jakość międzyludzkich relacji i czas wolny, pierwotnie zarezerwowany dla prawdziwej i skrywanej pasji. W zamian dostała czterdziestometrowe biuro na dwudziestym szóstym piętrze z widokiem na miasto, zestaw skórzanych mebli, własną sekretarkę, służbowy samochód i nadzieję na wejście do zarządu spółki. A może potem jeszcze większe biuro. Może poza granicami kraju. Może jakaś przygoda, wyzwanie, co zastąpią te wielkie nic po dwudziestej drugiej i zagłuszą narzucającą się ciszę o szóstej rano. Nic jej tu nie trzymało. To samo słońce, które niegdyś ciągnęło ciepłem wzwyż, pomaga roślince usychać z godnością. Jej zwłoki wtopią się bez jęków i oporu w tę samą ojczyznę, która ją wychowała, wzbogacając ją pod przyszłe pokolenia. A ten sam deszcz, co intensyfikował zielony odcień jej silnej łodygi dociąża do ziemi resztki jej zmumifikowanej powłoki. Zatapia się i stapia się. Wraca do swoich korzeni. Dosłownie. Cicho. Spokojnie. Byle pogodzona.
Fot. Bartłomiej Senkowski | Hair: Bożena Gawor | Make-up: Justyna Opozda | Biżuteria Łucja Zając
Centrum Urody Moss Zapraszamy
tel.: 12 446 90 09 ul. Prochowa 9 31-532 Kraków www.moss.krakow.pl
PODGÓRSKI DOM URODY KRAKÓW, 24.04.2016 FOT. JAKUB GIL
POLAK POTRAFI fo
JESTEŚMY NARODEM, KTÓRY POKAZAŁBY SALOMONOWI, ŻE MOŻNA. SKORO DZBAN JEST PUSTY, ZNALEŹLIBYŚMY SPOSÓB, BY Z NIEGO NALAĆ. ZROBILIBYŚMY COŚ Z NICZEGO, PEŁNE Z PUSTEGO, BYT Z NIEBYTU. TEGO RODZAJU AKCJĘ NAKRĘCA WŁAŚNIE ZACHĘTA – NARODOWA GALERIA SZTUKI.
Na portalu crowdfundingowym OdpalProjekt.pl, gdzie internauci fundują rozmaite projekty, pojawiła się oferta „Buduj z nami kolekcję Zachęty”. Dając od 10 do 6000 zł możemy stać się mecenasami tej ważnej dla polskiej kultury galerii. Potrzeba 120 tys. zł, mamy jeszcze 46 dni (w dniu pisania tekstu, czy już kilka lub kilkanaście dni mniej, gdy to czytacie). Zbieramy na dzieła Adama Rzepeckiego, Moniki Zawadzki, Wojciecha Gilewicza, Karola Radziszewskiego oraz Anny Jermolaewej. Na artystów z górnej półki, którzy są ważni dla formowania współczesnej polskiej kultury, tożsamości, światopoglądu. Ta akcja jest przykładem kolektywnej empatii. Jesteśmy narodem zawieszonym między amerykańskim indywidualizmem a azjatyckim zgrupowaniem, o czym świetnie na naszych łamach pisze Antonina Dębogórska. Czyli stoimy na psychologicznym rozdrożu w walce z własnym
Wzięcie udziału w budowaniu kolekcji Zachęty, choćby za symboliczne 10 zł, buduje więzi - nie tylko z artystami, ale przede wszystkim z innymi uczestnikami projektu. Pokazuje, że wizja zatomizowanego, zautomatyzowanego, zawłaszczonego przez konsumpcję świata nie musi nas doszczętnie pochłonąć. Możemy się temu oprzeć, a remedium okazuje się to, co często oskarża się o tworzenie podziałów - sztuka współczesna. Polak to potrafi, prawda?
KSIĘGA FOTO CUDOWNOŚCI Od 28 kwietnia w CSW Zamek Ujazdowski w Warszawie możWARSZAWA na oglądać niezwykłą wystawę fotografii Magdaleny Franczuk. Poza interesującymi pracami młodej artystki na uwagę zasługuje sama koncepcja ekspozycji. Projekt „The Book of Wonder” został przedstawiony w formie księgi. Widzowie zostają zaproszeni do świata magii, by w atmosferze tajemnicy i intymności czytać obrazy. „The Book of Wonder” to autorski projekt o niezwykłym rozmachu. Składa się z dziesięciu rozdziałów, z których każdy zawiera literackie opisy oraz inscenizowane fotografie. Dopracowane w każdym detalu sesje fotograficzne to przedsięwzięcia, w których realizację artystka zaangażowała sztab fachowców: scenografkę, kierowników produkcji, aktorów, modeli, wizażystki, fryzjerów, w sumie ponad 100 osób, m.in. Magdalenę Koleśnik, Adama Fidusiewicza, Lesława Żurka, Orinę Krajewską, Mirosława Jękota, Mariannę Zydek, Marcina Czarnika.
ego, które regularnie wzrasta, podsycane konsumpcyjnymi bodźcami. I choć wolałbym, aby Zachęta posiadała taki budżet, by portale crowdfundingowe oglądać tylko dla sportu, dostrzegam tu ważne działanie społeczne. Akcja, do której namawia nas Narodowa Galeria Sztuki, ma w sobie nawet coś z działań Solidarności. Zamiast dzielić, stawiać po jednej czy drugiej stronie barykady, łączy nas – w tym wypadku w umiłowaniu dla sztuki.
Opowieść oparta jest na przygodach i życiowych doświadczeniach Franciszka Leona Madaleyskiego – zapomnianego ekscentrycznego podróżnika z przełomu XIX i XX wieku, którego zainteresowania krążyły wokół poszukiwania.
ART IN TRANSLATION Sztuka współczesna w Polsce przeżywa lost in translation. Przykład warszawskiej „Tęczy” Julity Wójcik jest najlepszym dowodem, jak daleko nam jako społeczństwu do zrozumienia najnowszych prądów artystycznych. W przełamaniu impasu pomóc może ciekawa publikacja – książka-album „Sztuka w naszym wieku”, wydana przez Fundację Sztuki Polskiej ING oraz Zachętę – Narodową Galerię Sztuki. Zachwycająca od strony edytorskiej polsko-angielska publikacja, zamknięta w bryle przypominającej trapez, kryje pogłębione refleksje znakomitych nazwisk. Piszą tu m.in. Hanna Wróblewska – dyrektorka Zachęty, Dorota Jarecka – krytyczka i historyk sztuki, Iwo Zmyślony – krytyk sztuki, Łukasz Gorczyca – współtwórca kultowego magazynu „Raster” czy Krzysztof Nowakowski – mecenas i kolekcjoner. A zatem nie tylko obserwatorzy, ale i kreatorzy, którzy współ-
tworzą pejzaż polskiej sztuki współczesnej. Ci, którzy na rzeczy świetnie się znają. Nie pozostajemy na zewnatrz zaklętego kręgu, obserwując jego cienie z dystansu, lecz możemy wejść do środka, przez szeroko otwarte drzwi interpretacyjne. Dotykamy głęboko zjawisk, które formują sztukę współczesną – kwestii jej zrozumienia (ale raczej jego braku, co paradoksalnie wcale nie musi być kwestią negatywną), pytania kto tu rządzi (albo nie rządzi), postępującej
komercjalizacji czy artystycznej aktywności. O tej ostatniej celnie pisze Kamila Bondar, menadżerka kultury: „Jeżeli tylko mamy taką potrzebę, namalujmy obraz, zróbmy pracę wideo czy nawet zrealizujmy performans we własnym mieszkaniu. Tylko ilu z nas, mimo składanych deklaracji, że ‚też bym tak namalował’, rzeczywiście podejmie taką próbę?”. I z tym pytaniem Was zostawiam, zachęcając do inspirującej lektury.
WŚCIEKŁY NALOT ANGRY BIRDS Rafał Stanowski
ANGRY BIRDS – FIŃSKA GRA NA SMARTFONY – STAŁA SIĘ SYMBOLEM ROZRYWKI XXI WIEKU. APLIKACJĘ POBRANO JUŻ 4 MLD RAZY. TO ABSOLUTNY REKORD. TERAZ WŚCIEKŁE PTAKI ZAMIERZAJĄ PODBIĆ KINA PRODUKCJĄ „ANGRY BIRDS FILM”. OD TEGO ZALEŻY ICH DALSZE BYĆ ALBO NIE BYĆ.
Jak wyglądałby nasz świat bez Angry Birds? Zmieniłby się wygląd półek w marketach, sklepach papierniczych, stoiskach z zabawkami, księgarniach, a nawet w spożywczakach. Byłby uboższy o gamę pluszaków, klocków, książek, naklejek, kubków, ołówków i wielu innych gadżetów z wizerunkiem rozzłoszczonych ptaków. Ich podobizny znalazły się nawet na żelkach i batonach. Firma Rovio, która wymyśliła bestsellerową grę, stworzyła z niej globalny produkt, na podobieństwo „Gwiezdnych wojen”.
GRA TRZECH STUDENTÓW Prosta gra, w której strzela się ptakami do ustawionych na konstrukcjach świń, podbiła serca milionów. Jak to się stało? Wszystko zaczęło się w 2009 roku. Angry Birds wcale nie były pierwszą produkcją malutkiego studia Rovio Mobile z Finlandii, kraju który znajduje się raczej na marginesie świata rozrywki. Działająca od 2003 roku firma została założona przez trzech studentów Helsinki University of Technology - Niklasa Heda, Jarno Väkeväinena i Kima Dikerta. Zaczęli od gry „King of the Cabbage World”, którą wygrali konkurs organizowany przez Nokię i HP. Szybko założyli firmę, która zaczęła się rozwijać. W 2005 roku zmieniono nazwę na Rovio Mobile, co oznacza „mobilne ognisko”. Studio pracowało wtedy przede wszystkim dla większych producentów, współtworząc kilkadziesiąt gier, m.in. we
współpracy z dużymi firmami typu Electronic Arts. Mimo to Rovio wcale nie wychodziło na prostą. W 2009 roku przyszedł głęboki kryzys, studio musiało zwolnić większość pracowników. Na horyzoncie pojawiło się widmo bankructwa. Właściciele postawili wszystko na jedną kartę. Wiedzieli, że potrzebują mocnego strzału, by przetrwać. Podobno od razu zakochali się w pomyśle, który przedstawił im Jakko Iisalo, główny designer Rovio. Szalone ptaki walczące ze świniami, pokazane w kreskówkowej, pełnej uroku formie graficznej. Dlaczego ptaki kontra świnie? Podobno dlatego, że w czasie powstawania aplikacji na świecie panowała pandemia świńskiej grypy. Projekt powstawał po godzinach, traktowany był przez wielu pracow-
ników firmy hobbystycznie – jak dobra zabawa. Szefowie nie byli jednak pewni, czy pomysł jest wystarczająco dobry, by go opublikować. Przełomowe okazały się Święta Bożego Narodzenia 2009 roku. W czasie spotkania rodzinnego Niklas Hed pokazał grę swojej mamie, która nie należy do fanów gier. Kobieta zakochała się w aplikacji tak mocno, że spaliła piekącego się na kolację indyka. 11 grudnia 2009 roku „Angry Birds”, 52. gra produkcji Rovio, trafiła do sprzedaży w App Store. Nie okazała się od razu hitem, początkowo sprzedaż poza Finlandią była raczej umiarkowana. Twórcy podkręcili jednak działania marketingowe i po kilku tygodniach sprzedaż poszła w górę. W lutym 2010 roku firma Apple, która zarządza App Store, umieściła aplikację w kategorii „gra tygodnia”. Wtedy ruszyła ptasia lawina, produkcja szybko zaczęła bić rekordy popularności. W ciągu pierwszego roku została pobrana 50 milionów razy! ROVIO KONTRATAKUJE Gdzie kryje się fenomen wściekłych ptaków? Eoin O’Doherty z firmy Rovio upatruje go w prostocie rozgrywki. „To gra, w którą może zagrać każdy, tak jak w kultowego Mario Bros”, mówi w jednym z wywiadów. Twórcy Rovio postanowili nie wylegiwać się na plaży. Chcieli wycisnąć z projektu maksimum możliwości. Szybko pojawiły się wersje gry na smartfony z Androidem i Windows Mobile, a także na konsolę PlayStation Portable, Windowsa (przez Google Chrome) i Facebooka. Po sukcesie „Anrgy Birds Space” udało się nawiązać jedną z najbardziej udanych, a zarazem bestsellerowych kolaboracji – Rovio stworzyło „Angry Birds Star Wars” (2012). Sukces przerósł oczekiwania, więc szybko powstał sequel, w którym można było grać ptakami rebeliantami lub Imperium. Obie części okazały się najbardziej dochodowymi produkcjami serii i odświeżyły wizerunek „Gwiezdnych wojen”. Finowie od początku podążają zresztą drogą, którą wyznaczył George Lucas. Jego filmy okazały się nie tylko wizjonerskimi produkcjami kinowymi, lecz przede wszystkim zostały przetworzone w globalny produkt. Właściciele Rovio doskonale to rozumieli. Ich ptaki szybko trafiły do sprzedaży jako zabawki, koszulki, książki, gadże-
ty, a nawet znalazły się w obsadzie serialu telewizyjnego. Studio informowało w 2012 roku, że merchandising, czyli sprzedaż produktów związanych z aplikacją, generował aż 45% zysku firmy. W 2013 roku przychody Rovio osiągnęły 173 mln euro, zwiększając się z 6,5 mln euro w 2010. Sukces był tak ogromny, że firma zamieniła się w globalne przedsiębiorstwo. Biura Rovio otwarto m.in. w Chinach, Stanach Zjednoczonych i Japonii. Kupiono studio zajmujące się tworzeniem animacji, uruchomiono kanał wideo i rozpoczęto wspieranie małych deweloperów gier. Firma przeszła transformację, stając się wieloplatformowym producentem rozrywki, co czytelnie pokazuje zmiana nazwy na Rovio Entertainment. BYĆ ALBO NIE BYĆ Szefowie studia nie śpią jednak w różowych nastrojach. Firma przeżyła już kilka mocnych wahań. Jak informuje Forbes, w 2014 roku dochody Rovio spadły o 9%, głównie z powodu bessy na rynku merchandisingu. W 2015 roku studio przeszło restrukturyzację i z pracą musiało się pożegnać aż 213 osób. Wściekłe ptaki się starzeją – zarówno jako gra, jak i generująca zyski franszyza. Potrzeba im teraz nowej energii. Wejście na ekrany kin pełnometrażowej produkcji „Angry Birds Film” jest więc niezwykle istotnym punktem w karierze fińskiego studia. Jego szefowie liczą, że stanie się kolejnym punktem zwrotnym. Stworzony wraz z Sony film ma na nowo nakręcić globalną koniunkturę i odświeżyć kultową franszyzę. Budżet produkcji, realizowanej wraz ze studiem Sony, wyniósł aż 80 mln dolarów (bez kosztów marketingu). Dzięki temu stał się najdroższą produkcją w historii fińskiej kinematografii. W obsadzie dubbingu znajdziemy takie gwiazdy, jak Sean Penn, Danny McBride czy Jason Sudeikis. W roli reżyserów debiutują Clay Kaytis i Fergal Reilly, którzy związani są jednak z Hollywood od dawna i współtworzyli takie hity, jak „Spider-Man 2”, „Hotel Transylwania” czy „Mulan”. Scenariusz napisał Jon Vitti, współ
autor przebojowych seriali „Simpsonowie”, „Biuro” i „Da Ali G Show”. Mikael Hed, prezes Rovio, jest pełen wiary w sukces. Powiedział nawet: „ten film nie wywołuje u mnie bezsenności”. Przekonamy się o tym już wkrótce. Do polskich kin wściekłe ptaki przylatują 27 maja.
INNE GRY ROVIO NEED FOR SPEED: CARBON Rovio opracowało wersję mobilną tej kultowej gry, wyprodukowanej przez Electronic Arts. Jest to nieśmiertelna ściganka, w której ścigamy się super szybkimi samochodami i uciekamy przed policją. SWAT ELITE TROOPS Gra, w której stajemy się członkiem oddziału SWAT – słynnej amerykańskiej jednostki specjalnej policji. Rovio stworzyło wersję na urządzenia mobilne w 2008 roku. SPACE IMPACT: METEOR SHIELD Seria gier stworzona na telefony komórkowe Nokia, z czasów jeszcze przed systemami Android czy Windows Mobile. Jest to strzelanka, w której kierujemy działkiem chroniącym planetę przed deszczem meteorytów. DARKEST FEAR Gra w klimacie grozy, która doczekała się dwóch sequeli. Główny bohater przemierza mroczne pomieszczenia, w których odnajduje ukryte sekrety.
RADAR KULTURALNY KAYAH I SMYCZKI Kayah & Royal String Quartet, który zagrają 12 maja w Starym Maneżu w Gdańsku. W czasie niezwykłego koncertu usłyszycie utwory Kayah zaaranżowane jedynie na kwartet smyczkowy. Kayah wraz z kwartetem występują w najbardziej ekskluzywnych salach (filharmonie, teatry, opery) w największych miastach w Polsce, prezentując repertuar wydany na płycie „Kayah & Royal Quartet”. Początkiem współpracy tych znakomitych artystów był koncert w ramach Festiwalu Kwartesencja, który odbył się w listopadzie 2008 roku w warszawskiej Fabryce Trzciny.
12.05 GDAŃSK
Z tej okazji przygotowane zostały zupełnie nowe aranże znanych utworów Kayah. Dzięki akustycznemu składowi muzyków, dodatkowej dawce emocjonalnej i niezwykłej oprawie świetlno-scenograficznej koncert zachwycił zgromadzoną w Fabryce Trzciny publiczność. Zaowocował również entuzjastycznie przyjętą zamkniętą trasą
koncertową na przełomie maja i czerwca 2009.
i emocjonalnym głosem Kayah, gwarantuje niezapomniane przeżycia.
Połączenie brzmienia klasycznego kwartetu smyczkowego z charyzmatycznym
MISTRZOWSKA SZTUKA W OUTLECIE Dzieła uznanych artystów dostępne w okazyjnych cenach? Leon Wyczółkowski, Henryk Hayden, Zygmunt Menkes, czy Wojciech Weiss to nazwiska, których prace zazwyczaj 12.05 kosztują dziesiątki tysięcy złotych. Aukcja ArtOutlet ofeWARSZAWA ruje je po wielokrotnie niższych cenach. Podczas najbliższego wydarzenia pod młotek pójdzie 112 pozycji. Aukcja odbędzie się w DESA Unicum już 12 maja. Na majowej aukcji znajdzie się wiele prac doskonale rozpoznawalnych nazwisk. W latach 20. Wojciech Weiss stworzył kilka niezwykle zmysłowych aktów. Wystawiony na aukcji „Akt w pracowni” należy do zespołu prac, na których artysta ukazał modelkę siedzącą w przestrzeni jego krakowskiego studia. Miłośnicy dzieł Leona Wyczółkowskiego docenią z kolei obecność jego akwarelowego „Pejzażu” z 1923 roku. Licytacja jego pracy na najbliższej aukcji rozpocznie się od 7,5 tys. zł – to o niemal 30 tys. zł mniej niż kwota, którą w ubiegłym roku zapłacono za inną akwarelę artysty, „Limbę w Tatrach” z 1920 roku. Na majowej aukcji znajdą się obrazy m.in. Henryka Haydena, Alicji Halickiej, Zygmunta Landaua, czy Zygmunta Schretera. Licytację poprzedza otwarta już wystawa przedaukcyjna w DESA Unicum, na której można zobaczyć prace czołowych twórców grafiki, w tym Leona Wyczółkowskiego, Janiny Konarskiej, Victora Vasarelego, Rafała Olbińskiego czy Jerzego Nowosielskiego. Wstęp wolny. 22
DESA Unicum ul. Marszałkowska 34-50, Warszawa
NOWE PRZEBOJE W STARYM KLIMACIE Wyobraź sobie piosenki Beyonce, Britney Spears czy Taylor Swift przerobione tak, jakby były przeznaczone dla Louisa Armstronga, Elli Fitzgerald, Judy Garland czy Niny Simone przy akompaniamencie porywającego mini-big bandu, którzy brzmi jak Benny Goodman. Tak gra Scott Bradlee’s Postmodern Jukebox, który usłyszymy 22 maja w Starym Maneżu. Po sukcesie ich coveru piosenki Miley Cyrus „We Can’t Stop”, który obejrzało ponad 14 milionów osób na YouTube, Bradlee i jego zespół stali się prawdziwymi gwiazdami Internetu. Pierwszy polski koncert Scott Bradlee’s Postmodern Jukebox, który odbył się w ubiegłym roku w Warszawie, został niezwykle ciepło przyjęty przez fanów. Oryginalność aranżacji współczesnych utworów w stylistyce lat 40. przypadła do gustu polskim fanom, co było widać po entuzjastycznych reakcjach widzów Stodoły. Scott Bradlee’s Postmodern Jukebox rozkochali w so-
22.05 GDAŃSK
14.05 KRAKÓW
bie polską publiczność. Scott Bradlee’s Postmodern Jukebox zapraszają na szaloną podróż w klimaty starego Hollywood podczas koncertu w Starym Maneżu. Stary Maneż ul. Słowackiego 23, Gdańsk Wrzeszcz
PLAKATY BARDZO ARTYSTYCZNE
W Krakowie możecie dotyknąć, obejrzeć i kupić całe mnóstwo pięknych prac, które ozdobią wasze ściany. Nie przegpacie pierwszej edycji Targów Plakatu Artystycznego, które organizuje Forum Designu w nowej przestrzeni Tytano w centrum Krakowa.
NIEBIESKI art hotel & spa*****
Targi będą nie tylko okazją do poszerzenia lub stworzernia swojej kolekcji prac. Mają również ambicję odpowiedzieć na pytanie o to, co dzieje się dzisiaj z plakatem artystycznym. Ustalić źródło pochodzenia i wytyczyć granice oddziaływania. Wskazać różnice (a może podobieństwa?) między światami plakatu, grafiki i designu. W końcu – porównać ze wspaniałym dziedzictwem mistrzów Polskiej Szkoły Plakatu. Gościem specjalnym targów będzie Pilar Rojo, autorka plakatów i designerka z Hiszpanii. Warto obejrzeć trzy organizowane przy tej okazji wystawy: „Między tradycją a współczesnością”, Strefę Mistrzów Polskiej Szkoły Plakatu oraz Strefę Debiutów z ASP Kraków i PWZS w Tarnowie. Partnerami targów są: Galeria Plakatu w Krakowie, Miesiąc Fotografii w Krakowie i Stowarzyszenie Twórców Grafiki Użytkowej. Tytano ul. Dolnych Młynów 10, Kraków
Kraków, Salwator, Flisacka 3 www.niebieski.com.pl www.vanillasky.pl
fot. Askaniusz ASKY Petynka
(NIE)ZGRABNOŚĆ RZEŹBY WOKÓŁ TWÓRCZOŚCI PAWŁA ORŁOWSKIEGO RZEŹBY PAWŁA ORŁOWSKIEGO ODPOWIADAJĄ NA PYTANIE CZYM MOŻE STAĆ SIĘ LUDZKIE CIAŁO POZBAWIONE PIERWIASTKA EMOCJONALNEGO NIEMATERIALNEGO. PORUSZAJĄC SIĘ POMIĘDZY TYM, CO TRWAŁE I EFEMERYCZNE, MONUMENTALNE I NIESKOMPLIKOWANE, PUBLICZNE I PRYWATNE ARTYSTA WCIĄGA WIDZA W PRZESTRZEŃ ZDOMINOWANĄ POCZUCIEM NIEPEWNOŚCI I ROZDARCIA.
Paweł Orłowski - artysta urodzony w Rzeszowie - od czasu studiów związany jest z artystycznym środowiskiem Krakowa. Tu ukończył studia z zakresu rzeźby w pracowni prof. Józefa Sekowskiego, a po roku spędzonym na Universität der Künste w Berlinie na stałe związał się ze swoją macierzystą uczelnią, na której prowadzi pracownię rzeźby na Wydziale Wzornictwa. Związki z twórczą tradycją tego miasta są w pracach Orłowskiego czytelne od początku jego artystycznej
drogi. Opierają się przy tym na charakterystycznych dla sztuki Krakowa napięciach pomiędzy sentymentem wobec klasycznych form sztuki a potrzebą poszukiwania nowych środków ekspresji. Już przecież artyści ze słynnej Grupy Krakowskiej byli posądzani o ignorancję wobec współczesnej im działalności Jeana Dubuffeta, podziwiając zamiast tego francuski formalizm. A malarze z dużo późniejszej Grupy Ładnie, choć inspirowali się neodadaizmem, nadal pozostawali w obrębie bezpiecznego medium malarskiego. To właśnie ten labilny stosunek do procesu twórczego decydował będzie z jednej strony o silnie akademickiej proweniencji dzieł Orłowskiego, z drugiej zaś o pragnieniu ucieczki od skostniałych reguł klasycznego rzeźbiarskiego warsztatu. Odstępstwem od rzeźbiarskiej poprawności będzie w sztuce artysty m.in. ostatnia seria wielkoformatowych realizacji przedstawiających zgeometryzowane sylwetki
ludzkie, wśród których do najciekawszych należą: „Orange” (2015), „Europa” (2014), czy „Postać” (2014). Choć twórczość Orłowskiego od kilku lat zdominowana jest przez monumentalne prace zakorzenione mocno w modernizmie, niezwykle ciekawie na tle jego dojrzałych prac prezentują się obiekty pochodzące z wcześniejszego etapu jego rzeźbiarskiej działalności – lat 90. oraz pierwszej dekady XXI wieku. W przypadku rzeźb zatytułowanych „Kompozycja” (1998), „Postać” (1999), „Maska I” (2001), „Gest” (2002) czy dużego cyklu „Skorupy” (2003-2006), oprócz namysłu nad formą bryły, ważny pozostaje motyw człowieka oraz podmiotowości lub jego braku. Stanowi on centralny element, wokół którego rozgrywa się rzeźbiarska narracja Orłowskiego. Wymienione prace nie tylko nawiązywały do popularnego ówcześnie powrotu do zainteresowania postacią ludzką, ale podejmowały
także dialog z wybitnym dorobkiem chociażby Magdaleny Abakanowicz. W swojej książce „Znaczenia modernizmu” Piotr Piotrowski pisał o jej twórczości: „Sztuka artystki nie jest ekspresją ciała konkretnego człowieka, konkretnego ciała szukającego w swej cielesności tożsamości. (…) Postacie te w ogóle nie są obdarzone ciałem, nawet podział na płeć, wydawałoby się zasadniczy, gdy mówimy o ciele, nie jest tu zaznaczony”. Podobnie jest w rzeźbach Orłowskiego, w przypadku których nie stajemy co prawda przed problemem braku płciowej identyfikacji, ale zderzamy się z zagadnieniem pustego wnętrza, tożsamościowego nierozpoznania, wydrążonego ciała. Patrzymy na powłokę, czy jak nazywa rzeźby sam artysta – na skorupy, które pozbawione są osobowości, jaźni, czy mówiąc dosłownie – wnętrza. W jego niezwykle eleganckich, wyważonych, skromnych kompozycjach odnaleźć można wpływy takich geniuszy współczesnej rzeźby jak Henry Moore, Alberto Giacometti czy przywołana Magdalena Abakanowicz. W swojej twórczej pracy Orłowski udowadnia, że inspiracje rzeźbą modernistyczną nie oznaczają bynajmniej kultywowania skostniałych form sztuki, ale stanowić mogą punkt wyjścia do zastanowienia nad kondycją i kierunkami, w jakich podąża sztuka aktualna.
FILMOWA PODRÓŻ DOOKOŁA ŚWIATA KRAKOWSKI FESTIWAL FILMOWY TO ŚWIĘTO DLA WSZYSTKICH, KTÓRZY KOCHAJĄ NIEBANALNE DOKUMENTY. W TYM ROKU CZEKA NAS DAWKA BARDZO RÓŻNORODNEGO KINA Z CAŁEGO ŚWIATA – ZAPRASZAMY OD 29 MAJA DO 5 CZERWCA
Krakowski Festiwal Filmowy otworzy światowa premiera filmu Piotra Stasika – „21 x Nowy Jork”. To niezwykła opowieść o samotności towarzyszącej współczesnemu mieszkańcowi wielkiej metropolii, pokazana z perspektywy dwudziestu jeden osób napotkanych w nowojorskim metrze. Na szczególną uwagę zasługuje oryginalny dokument „Życie na granicy”, w którym ceniony kurdyjski reżyser Bahman Ghobadi oddaje kamerę najmłodszym mieszkańcom obozów na granicy syryjskiej, którzy w przejmujący sposób opowiadają o swoich doświadczeniach i odczuciach. Całkowicie odmienne odczuwanie osamotnienia ukazuje brazylijski film „Curumim” w reż. Marco Prado, którego bohater spędził kilkanaście lat w indonezyjskiej celi śmierci, próbując ocalić w sobie nadzieję na przeżycie. Film powstał dzięki unikalnym materiałom nakręconym przez samego skazańca. Niemiecki „Ciężar dowodu” (reż. Stefan Kessissoglou) opisuje skomplikowaną europejską procedurę uzyskiwania przez emigrantów statusu uchodźcy. Szwedzki film „Homo sacer: święty czy wyklęty” (reż. Lode Kuylenstierna) próbuje odpowiedzieć na pytanie, jak postrzegamy dzisiaj „obcych”. Polski film „Alisa w krainie wojny” (reż. Alisa Kovalenko, Liubov Durakova) w nadzwyczajny i wyjątkowo osobisty sposób przedstawia tragiczne wydarzenia konfliktu zbrojnego na Ukrainie.
Litewskie „Martwe uszy” (reż. Linas Mikuta) to swoista medytacja na temat ojcowsko-synowskiej relacji starego wdowca i niepełnosprawnego syna. Bolesną psychoterapię rodzinną, dokonaną z pomocą kamery i bogatych archiwaliów
psychiatrycznego Manoir Gaulin, i rozpoczęcia życia w nowym miejscu. O ludziach wykluczonych, żyjących na marginesie miasta, mówi także film głośnej amerykańskiej fotografki Katty Grannan „Dziewiątka” oraz włoska wersja „Romea i Julii”, w reżyserii Massimo Coppoli, usytuowana w romskim obozowisku. W sekcji konkursowej nie zabraknie też filmowych portretów. Wśród nich film „Mój przyjaciel Borys Niemcow” (reż. Zosya Rodkevich), ukazujący ostatni okres życia tytułowego lidera rosyjskiej opozycji, zastrzelonego w ubiegłym roku. „All You Need Is Me” (reż. Wim van Film :„ All You Need is Me” der Aarn) to opowieść o młodym domowych ukaże szwedzki film „Refleksy” holenderskim malarzu, jego twórczości Sary Broos. i życiu, stworzona w oparciu o bogate arBohater izraelskiego filmu „Kto mnie teraz chiwalia i rozmowy z bohaterami, tworząca pokocha?” (reż. Tomer i Barak Heymann), barwny i jednocześnie tragiczny portret mimo wielu przeciwności, prowadzi trudną współczesnego artysty. walkę z wykluczeniem i desperacko zabiega o akceptację najbliższych. 56. Krakowski Festiwal Filmowy odbędzie „Ikona” Wojciecha Kasperskiego to opo- się w dniach 29 maja - 5 czerwca. W prowieść o przytulisku w sercu syberyjskiej taj- gramie znajdują się również: konkursy krótgi, gdzie wnikliwe obserwacje codziennego kometrażowych dokumentów, animacji życia pacjentów prowadzą do refleksji nad i filmów fabularnych, konkurs filmów munieprzeniknioną ludzką naturą. zycznych, a także sekcje pozakonkursowe, Bohaterowie kanadyjskiej produkcji „Nasz m.in. DOCS+SCIENCE (dokumenty o nauce) dom” (reż. Pier-Luc Latulippe, Martin Four- czy Soma (konfrontacja sztuki współczenier) stają przed wyzwaniem opuszczenia snej i filmowej). swojego dotychczasowego domu, szpitala Rafał Stanowski
O FESTIWALU MUZYKI FILMOWEJ W KRAKOWIE, KTÓRY RUSZA 24 MAJA, OPOWIADA IZABELA HELBIN, DYREKTOR KRAKOWSKIEGO BIURA FESTIWALOWEGO – ROZMAWIA RAFAŁ STANOWSKI - Festiwal Muzyki Filmowej, który organizuje Krakowskie Biuro Festiwalowe, jest niezwykle lubiany przez publiczność. Czy to również Pani ulubiony festiwal? - Zdecydowanie, jeden z moich ulubionych. (śmiech) To jeden z naszych, projektów, które są najcieplej odbierane przez publiczność. FMF jest bardzo popularny – pewnie dlatego ma też specjalne miejsce w moim sercu. - Zaczynaliście od trzech dni, teraz wydarzenie trwa przez ponad tydzień. Stajecie się bardzo dużym wydarzeniem, już nie tylko na skalę Polski, ale i całego świata! - Tempo rozwoju naszej marki przeszło chyba najśmielsze oczekiwania całego zespołu Krakowskiego Biura Festiwalowego. Zapewne pamiętasz, pierwszą edycję organizowaliśmy na krakowskich Błoniach, trwała przez trzy dni. Teraz rozmawiamy tuż przed 9. edycją, a wydarzenia organizowane w ramach festiwalu odbywać się będą w Krakowie, Katowicach, Lusławicach… i będą trwać ponad tydzień, dokładnie przez 9 dni! W ramach głównego programu odbędzie się 10 koncertów, do tego dochodzą wydarzenia towarzyszące, kino plenerowe, Forum Audiowizualne z ekskluzywnymi Master Classes dla młodych kompozytorów czy prestiżowe FMF Awards. W naszej ofercie mamy koncerty dla wielotysięcznej pu-
POCZUJCIE MAGIĘ MUZYKI FILMOWEJ
bliczności w TAURON Arenie Kraków czy bardziej klimatyczne i ekskluzywne gale w Centrum Kongresowym ICE Kraków. A to wszystko w przystępnej cenie. Dużo się zmieniło od pierwszej edycji FMF. A to jeszcze nie koniec. Przed nami 10. jubileuszowa odsłona FMF. Będzie się działo! - Gdy FMF powstawał, był tworzony z myślą o fanach muzyki filmowej. Dzisiaj znacznie się rozbudował, ma wiele towarzyszących wydarzeń – wykłady, warsztaty, spotkania. Dla kogo jest teraz FMF - dla fanów muzyki filmowej, dla młodych kompozytorów z ambicją ich promowania, dla branży, która się tu coraz liczniej pojawia? - FMF to jeden z najważniejszych festiwali muzyki filmowej na świecie. Wyróżnia go coroczna obecność najwybitniejszych twórców i kompozytorów. Wydarzenia te nie mają sobie równych w Europie, również ze względu na różnorodną I tak liczną publiczność. W koncertach 8. edycji w 2015 r. wzięło udział 30 tys. odbiorców. To buduje. Ale FMF to także ważne spotkania branżowe, a zarazem miejsce światowych I polskich premier wielu dzieł muzyki filmowej, nierzadko w obecności reżyserów i kompozytorów światowego formatu. FMF słynie także z produkcji symultanicznych tzw. film live in concert, prezentujących duże produkcje filmowe z muzyką wykonywaną na żywo przez wielkie składy orkiestrowe, a także z ekskluzywnych gali muzyki filmowej, gromadzących największe osobowości kina. - Zdobyliście międzynarodową rozpoznawalność, czy dopiero nad tym pracujecie?
- FMF budzi ogromne zainteresowanie w środowisku filmowym, przyciąga do stolicy Małopolski współczesną elitę świata muzyki, kultury i filmu. Jest również magnesem dla miłośników sztuki filmowej – istotnym założeniem jest traktowanie naszej imprezy jako wielkoformatowego wydarzenia przyczyniającego się do wspierania działań związanych z Regionalnym Funduszem Filmowym, z promocją lokalnej infrastruktury oraz zespołów muzycznych na międzynarodowym rynku kinematograficznym. FMF jest także społecznie odpowiedzialny. Już po raz czwarty w ofercie programowej imprezy znalazła się produkcja, która umożliwi osobom niedowidzącym i niewidomym uczestnictwo w wydarzeniu i odbiór koncertu za pomocą techniki audio deskrypcji – tym razem będzie to „Indiana Jones: Poszukiwacze Zaginionej Arki”. - Kto wygrał film Stevena Spielbera - wy czy zasięgnęliście opinii fanów festiwalu? - Wsuchujemy się w propozycje naszych fanów, o ile ich pomysły są w naszym zasięgu i finanse na to pozwalają (śmiech). Film o Indianie Jonesie to sztandarowe dzieło kina nowej przygody i najbardziej dochodowy film 1981 roku, pomyśleliśmy - dlaczego nie. Wchodzimy w to! „Indiana Jones: Poszukiwacze Zaginionej Arki” to jeden z najpopularniejszych filmów zagranicznych w Polsce; w kinach obejrzało go blisko 9 mln widzów. Do tego fenomenalna ścieżka dźwiękowa, nominowana do Oscara, autorstwa mistrza – Johna Williamsa. To nazwisko mówi samo za siebie. Tego kompozyto-
ra nie trzeba chyba nikomu przedstawiać – jest jednym z najznakomitszych twórców w historii muzyki filmowej. Koncert wykona Sinfonietta Cracovia pod batutą cenionego dyrygenta i aranżera — Ludwiga Wickiego. Będzie to świetna przygoda. Możliwość zobaczenia właśnie tego filmu w scenerii TAURON Areny Kraków to zupełnie inna jakość doświadczania kultury! - Zagracie też muzykę z gry wideo “Wiedźmin 3: Dziki Gon”. Chcecie w ten sposób pokazać, że film i gry wideo mają dziś wiele wspólnego? - To niezwykle ważny koncert nie tylko dla fanów muzyki do gier, ale dla koneserów muzyki w ogóle. Gry wideo to istotne pasmo współczesnej kultury. Wielu młodych odbiorców po raz pierwszy styka się z symfoniką właśnie na tym polu. Warto się nad tym fenomenem poważnie zastanowić. W tym roku w ramach organizowanego na FMF cyklu „Video Game Show” mamy absolutny hit! Ścieżka dźwiękowa do wyróżnionej ponad 800 nagrodami gry „Wiedźmin 3: Dziki Gon” to wymarzony koncert na finał festiwalu. Jestem przekonana, że tegoroczna kontynuacja pasma zachwyci muzyką. Przed nami słowiański folk, muzyka szkocka i barwna kultura Wikingów oraz folkowo-metalowa formacja Percival w towarzystwie Orkiestry AUKSO pod batutą Marka Mosia. - Na drugim biegunie są „Drone Sounds” - awangardowy projekt skandynawskiego kompozytora Jóhanna Jóhannssona, który stworzył m.in. muzykę do tak głośnych filmów, jak „Labirynt” czy „Sicario”. Jak Wam się udało namówić go do przyjazdu? - Profesjonalni szefowie kuchni nie zdradzają tajnych składników swoich potraw (śmiech). Zapewniam, że pasmo alterFMF i tegoroczny koncert „Drone Sounds” to bardzo mocny punkt naszego programu. „Niepamięć”, „Tron: Dziedzictwo”, „Wierna” i „Zbuntowana” z serii „Niezgodna”, „Teoria wszystkiego”, „Sicario”, „Labirynt”, „Drive”, „Tylko Bóg wybacza”, „The Neon Demon” — światowe premiery aranżacji najsłynniejszych ścieżek dźwiękowych kompozytorów uważanych za nową falę Hollywood zabrzmią 27 maja 2016 roku w ICE Kraków. Zaproszenie na galę przyjęli twórcy kultowych tematów — Jóhann Jóhannsson, Cliff Martinez i Joseph Trapanese oraz polski kompozytor Łukasz Targosz. To będzie wyjątkowy wieczór na 9. FMF. - Przy okazji FMF wydajecie również własną płytę z muzyką. Festiwal ma ambicję pozostawić po sobie trwały ślad czy to produkt komercyjny? - Tegoroczne wydanie kolekcjonerskie FMF jest już czwartym krążkiem, który wydaliśmy w ramach festiwalu. To ukłon w stronę naszych wiernych fanów, którzy co roku przyjeżdżają do Krakowa, by na żywo słuchać legendarnych tematów ilustrowanych fragmentami filmowymi, i pragnących zabrać festiwalową atmosferę do domu. Mamy nadzieję, że album przedłuży magię FMF i pomoże w powrocie do festiwalowych wzruszeń. Nie traktujemy tego projektu jako produktu komercyjnego. Mogę się przyznać, że sama słucham płyt z FMF, kiedy chcę odpocząć, odciąć się od codzienności – najczęściej, gdy gotuję lub biegam. Traktuję to jako przedsmak emocji, których doświadczam co roku na festiwalu. Lubię to niekończące uczucie podekscytowania Festiwalem Muzyki Filmowej! Rozmawiał Rafał Stanowski
PIESKOWA SKAŁA PERŁA LŚNI NOWYM BLASKIEM
ZAMEK PIESKOWA SKAŁA DZIĘKI RENOWACJI ZYSKAŁ NOWY BLASK. OD 28 KWIETNIA WSPANIAŁY BUDYNEK JEST ZNÓW OTWARTY DLA TURYSTÓW – ZOBACZCIE, CO KRYJE W PAMIĘTAJĄCYCH BARDZO DAWNE CZASY WNĘTRZACH.
Malowniczo wpisana w krajobraz Narodowego Parku Ojcowskiego warownia jest jedynym w pełni zachowanym zamkiem na Szlaku Orlich Gniazd. W dobie renesansu średniowieczny zamek został przebudowany na magnacką rezydencję. W XVII w. otrzymał potężne fortyfikacje, które nie-
stety okazały się niewystarczające by odeprzeć atak wojsk szwedzkich w r. 1655. Odbudowywany przez kolejnych właścicieli ponownie ucierpiał pod ostrzałem wojsk carskich w trakcie Powstania Styczniowego (1863). Na początku XX w. stworzono w nim ekskluzywny pensjonat,
a w czasie II wojny pełnił funkcję sierocińca, przez który przewinęły się setki dzieci, głównie z kresów wschodnich. Od roku 1958 stanowi oddział Zamku Królewskiego na Wawelu, a dzięki ekspozycji zbiorów wawelskich mieści jedno z najważniejszych muzeów w Małopolsce.
GATUNEK PRADAWNY NADCHODZI
W zamku znajdują się trzy wystawy. Główna ekspozycja muzealna prezentuje dzieła sztuki pochodzące z czasów od średniowiecza po dwudziestolecie międzywojenne. Mieści się tu również jedna z dwóch liczących się w Polsce kolekcji malarstwa angielskiego. Turyści mogą zgłębić historię zamku i zobaczyć oryginalne szesnastowieczne malowidło ścienne, które zachowało się w jednej z sal.
Renowacja była prowadzona przez 2 lata i obejmowała m.in. elewację, mury, bastiony i dziedziniec krużgankowy. Konserwatorskie prace badawcze prowadzono też. w kaplicy św. Michała. Stworzono również salę z multimediami, w której można wziąć udział w nowym programie edukacyjnym.
fot: S Michta, A. Stankiewicz, D. Błażewski
GATUNEK PRADAWNY
PIĘKNO RĘCZNEJ ROBOTY WOOD&PAPER TO FIRMA, KTÓRA POWSTAŁA Z MIŁOŚCI DO DREWNA I PRZESZŁOŚCI. W STOLARNI WE WROCŁAWIU POWSTAJĄ PRZEDMIOTY, KTÓRE POSIADAJĄ NIEBANALNE WALORY UŻYTKOWE, A ZARAZEM ZACHWYCAJĄ FORMĄ. Firmę tworzą trzy osoby, których łączy nie tylko pasja do pięknych przedmiotów. Magda Jasińska pełni rolę projek-
tantki, Agata Kondracka jest właścicielką firmy i prowadzi dział obsługi, natomiast Zenon Jasiński to kierownik produkcji, a prywatnie tata Magdy. Ich stolarnia mieści się od ponad 30 lat na terenie Wrocławia. Co prawda, teraz znajduje się tuż za tabliczką z nazwą miasta, w Krzyżanowicach, ale było nie było – to ciągle bardzo blisko stolicy Dolnego Śląska. „Kochamy drewno, kolor i geometryczne wzory. Nie boimy się odważnych połączeń, a znajomość materiałów pozwala nam osiągnąć zaskakujące efekty. Korzystamy z tradycyjnych technik stolarskich. Nasze produkty wykonu-
jemy ręcznie od pierwszego cięcia do ostatniego pociągnięcia pędzlem. Daje nam to możliwość powiedzenia z czystym sumieniem: meble Wood&Paper to stolarstwo najwyższej klasy, łączące tradycję i nowoczesność”, mówi Agata. Ich przemdioty są zawieszone między przeszłością a teraźniejszością. Wynikają z wielkiego umiłowania dla tego, co było – nie tylko na świecie, ale przede wszystkim w Polsce. „W naszych projektach wszystko ma jakiś cel. Nic nie dzieje się bez przyczyny. Stawiamy na prostotę i formę, ale nadrzędną cechą jest funkcjonalność.
Zaczerpnęliśmy to z wzornictwa lat 50. i 60., gdy polski design utrzymywał bardzo wysoki, światowy poziom”, tłumaczy Magda. Warsztatem zarządza Zenon i jest tam niekwestionowanym panem i władcą. Jego doświadczenie, precyzja (w końcu z wykształcenia jest mgr. inż. mechanikiem precyzyjnym) oraz bezkompromisowość dają gwarancję jakości i dbałości o szczegół. „Bez ogródek możemy powiedzieć, że gdyby nie on oraz jego stolarnia, Wood&Paper by nie powstało”, dodaje Agata. W zespole mają doświadczonych rzemieślników, którzy wykonują przedmioty tradycyjnymi technikami stolarskimi, a z Zenonem znają się od wielu lat. „Najważniejsza jest praca ludzkich rąk i uzyskana dzięki temu niepowtarzalność każ-
dego z naszych mebli”, dodaje Zenon. Jego warsztat jest w stu procentach samowystarczalny, posiada własną lakiernię i prasę o nacisku 7 ton. Dzięki temu powstają projekty o niezwykle starannym wykończeniu, a zarazem wyrafinowanej formie. Oprócz drewnianych mebli i akcesoriów, Wood & Paper wykonuja też mniejsze przedmioty z papieru – artystycznie zdobione notatniki, linoryty i kalendarze. Dzięki temu nasze wnętrze może zyskać niepowtarzalny charakter – od mebli po detale.
Rafał Stanowski woodandpaper.pl
MEDIOLAN WIOSNĄ ROZKWITA DESIGNEM MONIKA TURSKA - miłośniczka dobrego smaku i czekolady
MEDIOLAN – STOLICA LOMBARDII, NAJWAŻNIEJSZE CENTRUM GOSPODARCZO-FINANSOWE WE WŁOSZECH, JEDNO Z NAJBOGATSZYCH MIAST W EUROPIE…TO RÓWNIEŻ, A MOŻE PRZEDE WSZYSTKIM, NIEKWESTIONOWANA STOLICA MODY – SWOJE KOLEKCJE W EKSKLUZYWNYCH BUTIKACH I NA MEDIOLAŃSKICH WYBIEGACH PREZENTUJĄ NAJWYBITNIEJSI PROJEKTANCI: ARMANI, ROBERTO CAVALLI, PRADA, GUCCI, DOLCE&GABBANA, ETC. Mediolan to jednak o wiele więcej. To tu znajduje się najsłynniejsza w Europie opera - ‚La Scala’, nad Piazza del Duomo króluje bodaj najpiękniejsze gotyckie dzieło architektury sakralnej – katedra Katedra Narodzin św. Marii, której budowa trwała bez mała 600 lat, sam boski Leonardo da Vinci namalował w jednym z tutejszych kościołów fresk „Ostatnia wieczerza”, a włoska giełda, telewizja i największe banki mają w Mediolanie swoje siedziby…
Nic więc dziwnego, że wczesną wiosną, w kwietniu, to właśnie tu na targach mediolańskich – w sercu Europejskiej sztuki, mody i kultury, królują najnowocześniejsze trendy wzornicze z branży wnętrzarskiej. Salone Internazionale del Mobile, bo o nich mowa, to najważniejsze i największe Targi w świecie designu. Organizowane od 1961 roku oferują spotkania z najbardziej innowacyjnymi aranżacjami i rozwiązaniami wyposażenia wnętrz, topowych producentów, luksusowe marki i wybitnych projektantów, którzy prezentują na iSaloni swoje najlepsze dzieła i jeszcze ciepłe nowości. Gigantyczną przestrzeń targową i ekspozycję prawie 4000 wystawców odwiedzają co roku tysiące zwiedzających z całego świata. Zeszłoroczna edycja przyciągnęła aż 310 840 widzów,
których łączyło jedno – chęć poznania najnowszych trendów w zakresie wzornictwa meblowego i aranżacji wnętrz.
lejne ekspozycje, jak i dżungla wynikająca z połączenia etnicznych wzorów, naturalnej formy drewna i zwierzęcych ornamentów.
W tym roku ta rewia designu, spektakl marek i liderów branży wnętrzarskiej, kreujących trendy, które obowiązywać będą w kolejnych sezonach, odbyła się w dniach 12.04-17.04. Wystawcy przyjęli różne koncepcje prezentacji zarówno swoich mebli jak i całego wizerunku marki. Jedni stawiali na, nieprzemijający od paru lat, minimalizm, inni z kolei na żywe kolory, etniczne wzory, klimatyczne oświetlenie i obfitość dekoracyjnych ozdób.
Na stoisku światowego lidera meblarstwa włoskiego – Cattelan Italia dostrzec można było np. rzeźby w kształcie nosorożców, czaszek krokodyli i nieśmiertelny motyw słoni (oczywiście z trąbą do góry). Ekspozycję Camus zdobiło natomiast lustro w widowiskowej ramie łączącej symbol solarny z pierścieniem ze złotych skarabeuszy, które wisiało nad konsolą wyglądającą jak naturalny, efektownie powyginany pień drzewa oliwnego. Zachwycająca była tam również inna konsola z połączonych ze sobą drewnianych kropel.
Po przejściu dziesiątek kilometrów, zwiedzeniu setek ekspozycji, pozostaje wrażenie, że nieformalnym tematem przewodnim iSaloni była w tym roku dżungla. Dżungla zarówno w swojej zachwycającej dzikiej naturze, która zielonym szturmem roślinności zdawała się zdobywać ko-
Takich bezpośrednich odniesień do organicznego piękna drewna można było w tym roku na Targach znaleźć o wiele więcej – zarówno w meblach jak i w elementach dekoracyjnych.
Najpiękniej ujęła to chyba ekspozycja Mia collection, gdzie fotel sprawiał wrażenie złożonego z gałęzi, a ława była po prostu pięknie usłojonym, przeciętym pniem drzewa (znów oliwnego!). Wspominałam już, że w tym roku królują pufy? Nie? Królują, a jakże! Małe, duże, w pełnej palecie kolorystycznej, rozmiarowej i strukturalnej – od klasycznych, niewielkich podnóżków w stonowanych odcieniach, przez samodzielne siedziska w etnicznych tkaninach i nasyconych kolorach (Missoni), po naprawdę rozłożyste konstrukcje – i te nowoczesne w formie (Edra), i te z korzeniami głęboko utkwionymi w tureckiej tradycji. Pufkowe zaskoczenie zafundowała gościom firma Gamma – tu pufy przybrały, zgodnie z mediolańską tradycją modową, kształt damskich torebek. Nie wiemy jak się na nich siedzi, bo kolejka do testowania była zastraszająca, ale prezentowały się obłędnie! Również w temacie korzeni modowych pozostała firma Ditre Italia, która równolegle do swoich kolekcji nawiązujących do stylistyki meblowej lat 50-tych, przedstawiła niecodzienny sposób prezentowania różnorodności tkanin obiciowych. W witrynach otaczających ekspozycję wystawiono mianowicie suknie i sukienki z dekoracyjnymi drapowaniami, plisami i falbanami, wykonanymi właśnie z tkanin, które służyły do tapicerowania kolekcji foteli i sof. Pomysł świeży i bardzo, bardzo głęboko tkwiący w mediolańskim charakterze. Bezpośrednie, i bardzo czytelne powiązanie z modą dało się również zaobserwować w tematyce wzorów i kolorów tkanin. Owszem, wciąż pojawia się wiele naturalnych obić w szarościach, klasycznej czerni i spokojnych beżach – ale to temat nieprzemijalny, i nie trzeba go nadmiernie roztrząsać. Zaskoczeniem jest jednak fakt, że moda meblarska poszła w tym roku w ślady mody wybiegowej – coraz więcej obserwuje się wzorów boho i hippie. Rzecz jasna głównie w tegrocznym hicie – pufach, ale również
w dywanach, tapetach, ba! nawet w stolikach kawowych! Kolory i wzory zdecydowanie atakują i wychodzą już poza ramę dodatków i elementów dekoracyjnych – coraz śmielej wkraczają ‚na salony’ zdobiąc sofy, wypoczynki i tapicerowane komody. Najbardziej ekstremalnie do tematu wzorów podeszła firma Momenti, która pokryła jednym wzorem cały pokój – począwszy od ścian, poprzez półki, komodę, stoliki, dywan, na sofie kończąc. Taki pokój kameleon. Choć pomysł odważny i nowatorski, to jednak nie sądzimy by zyskał dużą popularność wśród klientów. Zachwycił nas natomiast Calligaris – w subtelnie, tajemniczo oświetlonym salonie ekspozycyjnym wyraźny punkt główny stanowiła rozłożysta sofa w niebanalnym, ciepłym, musztardowym kolorze. W otaczającej ją czerni i szarości, prezentowała się jak zrządzenie losu, jak obwieszczenie – szarość nie przemija, ale kolor atakuje! Duże bryły meblowe nie są od dziś skazane na ‚klasyczne ubarwienie’. W tym wygodnym i nieco luźnym charakterze zdają się również być utrzymane fotele prezentowane przez większość producentów podczas iSaloni 2016. Jeśli już pojawia się w kolekcji fotel jest on rozłożysty, głęboki, większość z nich jest nieprawdopodobnie miękka, zapraszająca, utrzymana w klimacie naprawdę przyjaznego, domowego relaksu. Producenci zadbali jednak o pewną innowację – ewidentnie lubią łączyć ze sobą diametralnie różne materiały. I tak miękkie siedziska łączone są z ażurową podstawą z cieniutkich drutów (Gamma - Dandy Home Collection), a kwadratowe, tapicerowane poduchy łączone są z metalowymi, ultracienkimi podłokietnikami (Ditre Italia). Ci, którzy postawili na materiały bardziej tradycyjne zachwycają sposobami zewnętrznych przeszyć, wygodą i kształtem podłokietników (Desiree i Diesel), nietypowym kształtem oparcia (Alberta), lub soczystym kolorem (Gamma – Dean).
W designie (lub ‚dizajnie’ jak to ostatnio jest w zwyczaju pisać) jadalni, już od zeszłego roku, wyczuwalnym trendem jest świadome podkreślanie konstrukcji i systemów rozkładania stołu. Nieodmiennie szklany blat, metalowa lub drewniana konstrukcja podstawy i techniczny urok mechanizmu. Wciąż nieprzemijający sentyment do wnętrz w stylu skandynawskim zdaje się temu trendowi służyć :) I choć zamiłowanie do wnętrz minimalistycznych utrzymuje się wciąż na fali, to jednak widoczne w trendach wprowadzanie do aranżacji bujnej roślinności daje do myślenia. Być może początkowe zachłyśnięcie się dużymi, pustymi przestrzeniami sprawia, że powoli stają się one przeżytkiem? Jeden stół jednak przykuł naszą uwagę na długo (R1920). Nie był rozkładany, nie miał designerskiej podstawy ani wymyślnych kształtów. A mimo to był zachwycający. Jego blat, wykonany z dużej drewnianej deski o nieregularnych kształtach, bajecznych słojach i głębokich pęknięciach, swoje nieregularności uzupełnione miał materiałem do złudzenia przypominającym szkło. Niby nic, a jednak! Eko i drewno mają najwyraźniej swoje dobre dni – najlepszym na to przykładem był drewniany… rower, który przyciągał nie tylko entuzjastów dwóch kółek. I choć sam w sobie dość ciężki, to jednak nikt nie mówił, że ‚ekologicznie’ oznacza ‚lekko’. Dla niektórych wystawców pusta przestrzeń stała się wyzwaniem. Wyzwaniem postawionym trendom, modom, a nawet oczekiwaniom klientów. Obok ekspozycji klasycznych, spokojnych, wyważonych, spotykaliśmy prawdziwie szokujące elementy. Każdy z nich tętnił życiem, kolorem, energią, szaleństwem form, materiałów, tekstur i wyobraźni. Znaleźć w takich boksach można bowiem było np. szafki, które zamiast ‚nóżek’ miały 4 różne... buty (przypuszczamy, że będzie cieszyć się powodzeniem
nie tylko w sklepach obuwniczych), uchwyty na papier toaletowy w formie dłoni wystającej ze ściany (Antartidee), sofy w kształcie ust (Adrenalina - Dali wiecznie żywy!), kolorowe rzeźby w kształcie insektów (Portugese Furniture) czy stolik kawowy ustawiony na gigantycznej czarnej świni (stoisko Axor). Ekspozycją najbardziej zaskoczyła firma Reflex – producent światowej renomy mebli ze szkła. Żałujemy, że ani fotografią, ani słowem nie potrafimy choćby przybliżyć wrażenia, jakie stoisko to wywierało na zwiedzających… Podłoga miękko otulona dywanem z naturalnego, chłodnego mchu, zielone girlandy winorośli i asparagusów wijące się pod sufitem i soczystymi pnączami zwisające nad głowami gości, wyrastające z pni storczyki, fiołki i różowe dzwonki zdawały się być idealną, baśniową scenerią do prezentowania lekkich, kryształowych stołów i unoszących się niemal w powietrzu kaskad lamp. Ta nierealna niemal dekoracja sprawiała wrażenie zaczarowanego wodospadu. Nie było na sali osoby, która nie chciała dotknąć eksponowanego stołu czy lampy, aby przekonać się, czy aby wyobraźnia nie płatała im figla. A jeśli to był figiel, to był to najbardziej niezwykły i najpiękniej pachnący figiel na całych targach iSaloni 2016… Podczas Międzynarodowych Targów w Mediolanie, równolegle do wystaw poświęconych meblarstwu i wnętrzom, odbywają się targi wyposażenia łazienek (Salone Internazionale del Bagno). Nie są one tak rozległe i spektakularne jak te, które organizowane są jesienią w Bolonii, ale można na nich przyjrzeć się liderom branży, pokazującym co będzie modne w najbliższym czasie w meblach i akcesoriach łazienkowych. Tu zdecydowanie dominowały innowacje – Axor zaprezentował lampę połączoną z deszczownicą, Flaminia zachwyciła wolnostojącą wanną inspirowaną filiżanką, Laufen dodał od siebie urocze umywalki nablatowe zdobione rysunkowym motywem.
Ekspozycją zaskoczył Graff – postawili na prezentację swoich produktów w boksach udekorowanych nowoczesnymi wersjami znanych malowideł (wariacja na temat Ofelii John E. Millais’a, Odaliski Dominique Ingres’a czy Śmierci Marata Jacques-Louis David’a). Zachwycała też kosmiczna armatura producenta Bongio - baterie z kolorowymi wężykami doprowadzającymi wodę do wylewek, które wyglądały bardziej jak biurkowe lampy niż umywalkowe krany, czy kolorowe kurki do złudzenia przypominające pokrętła do nakręcania starych zegarków. Mimo sporej dawki koloru i nowości można po iSaloni 2016 pozostać w małym niedosycie. Liderzy branży, po mocnym wejściu z nowinkami w 2015 roku, raczej ochłodzili swój zapał do tworzenia rzeczy unikatowych, zaskakujących i nowatorskich. Dobrze więc, że świat wnętrzarski nie składa się z samych potentatów, dzięki czemu możemy zachwycać się różnorodnością mniejszych projektów. Bo potencjał projektowy jest nieograniczony. Mimo tytanicznej pracy włożonej w organizację i logistykę Targów, nawet tak ogromne przestrzenie jak hale RHO nie są w stanie pomieścić bezmiaru ludzkiej wyobraźni i siły tworzenia. Dlatego jak co roku, w połowie kwietnia Mediolan przemienił się w Fuori Salone, czyli zewnętrzne targi rozproszone po całym mieście. W Zona Tortona, zaledwie kilka przystanków od Piazza del Duomo, odbył się równolegle Milan Design Week – instalacje, happeningi i wystawy można spotkać tam na każdym kroku. W galeriach, muzeach, zaułkach, na placach i dziedzińcach trwał istny festiwal designu. Eventy, vipowskie imprezy w pofabrycznych halach, a dookoła porozstawiane ekspozycje i bardziej niszowe produkty. Wiele z fascynujących rozwiązań materiałowych i stylistycznych, to właśnie tu miały swoją premierę. Młodzi projektanci chcąc być zauważeni, prześcigali się w pomysłach, kolorach, konstrukcjach i strukturach, tworząc rzeczy unikatowe, i niekiedy bardziej nowatorskie niż
te, które promowane są na targach głównych. Dlatego, podczas wizyty w Mediolanie czasu Targów, warto było zajrzeć tu choćby na chwilę, i nacieszyć oko ludzką pomysłowością skrytą we włoskich zaułkach. Krakowski dział wizualizacji i projektów koncepcyjnych Max-Fliz, z którym miałam niewątpliwą przyjemność odbyć tę fascynującą podróż po stylach, już projektuje wnętrza inspirowane najnowszymi trendami, zaprezentowanymi na tych najbardziej prestiżowych Targach w Mediolanie w 2016 roku. Zapraszamy gorąco do skorzystania z ich doświadczenia i nieograniczonej wyobraźni przy projektowaniu i aranżacji wnętrz. A już niebawem najlepsze propozycje z Salone del Mobile w Mediolanie pojawią się we wszystkich salonach Max-Fliz – w Krakowie, Katowicach i Wrocławiu. Zapraszamy do śledzenia i monitorowania nowości.
MIŁOŚĆ MADE IN POLAND ANTONINA DĘBOGÓRSKA Autorka jest twórcą warsztatów i wykładów poszerzających wiedzę o dynamice związków romantycznych. Więcej informacji można znaleźć na facebookowej stronie Inteligencja Erotyczna
•	Źródło: Janusz Trempała, Psychologia rozwoju człowieka
PYTANIE, CO JEST PODSTAWĄ LUDZKIEGO ZACHOWANIA - NATURA CZY KULTURA? ODPOWIEDŹ JUŻ OD DAWNA JEST ZNANA: I TO, I TO. SPÓR TOCZY SIĘ JUŻ TYLKO O PROPORCJE. CZYTAJĄC LITERATURĘ PSYCHOLOGICZNĄ, NIE MOŻNA OPRZEĆ SIĘ JEDNAK WRAŻENIU, ŻE KULTURA WYCHODZI NA PROWADZENIE.
Jesteśmy w Polsce. W kraju Europy Środkowej, co przez swoją środkowość, czyni nas ni to zachodnimi, ni to wschodnimi. W dodatku pokiereszowani przez wojny, rozszarpani przez zabory, wielokrotnie atakowani. Cudem uniknęliśmy zniknięcia na zawsze z mapy świata. Czy te doświadczenia mają wpływ na życie przeciętnego Kowalskiego? Jak przynależność do danej kultury wpływa na nasze relacje z innymi? Dla psychologów różnice kulturowe to źródło nieustannej dyskusji. Jednym z najbardziej znanych badaczy tej dziedziny jest David Matsumoto. Wyróżnił on charakterystyczne cechy dla przedstawicieli kultur kolektywistycznych oraz indywidualistycznych. Przedstawiciele kultur kolektywistycznych stawiają na życie w grupie i współzależność. Ich osiągnięcia muszą mieć znaczenie dla szczęścia rodziny i społeczności, w której żyją. Członkowie kultur indywidualistycznych dążą natomiast do niezależności i autonomii, a ich sukcesy mają być podporządkowane osobistym celom, niekoniecznie związanym z dobrem jakiejkolwiek grupy. Do najbardziej kolektywistycznych należą kultury krajów azjatyckich. Natomiast na drugim krańcu skali znajdują się mocno zindywidualizowana kultura Ameryki Północnej i Europy Zachodniej. Polska plasuje się gdzieś po środku. Jesteśmy kulturą kolektywistyczną, szczególnie w społecznościach wiejskich, jednak tęsknimy za amerykańskim indywidualizmem, w którego stronę się rozwijamy, a na który nadal w pełni nas
nie stać. Młodzi Polacy nie mają tak dobrej sytuacji finansowej, jak równie dobrze wykształceni i doświadczeni ich rówieśnicy z USA czy Wielkiej Brytanii. Dlatego nasza samodzielność pojawia się zwykle dużo później. Często drogą do tego, aby oddzielić się od rodziców, jest założenie własnej rodziny. Takie małżeństwa mogą spełniać funkcje nieoficjalnych kontraktów między rodzinami, które starają się o byt państwa młodych. Nie są one zwykle zupełnie pozbawione romantycznych uczuć między małżonkami. W Polsce, jak i w całej Europie, jesteśmy ogarnięci mitem miłości romantycznej. W pogoni za nią udajemy, że nie sposób stworzyć jej definicję. To czyni ją jeszcze bardziej tajemniczą i nieuchwytną, a przez to pociągającą. Japonia, jako kraj o orientacji skrajnie kolektywistycznej, nie posiada natomiast mitu miłości romantycznej. Związki Japończyków często przybierają postać społecznych umów, w ramach których najważniejsza jest pożyteczność i funkcjonalność rodziny. Uczucia miedzy małżonkami pełnią drugorzędną rolę. W Polsce nietrudno znaleźć pary, które pozostają ze sobą z powodów takich jak kredyt czy wychowywanie dzieci, choć namiętne uczucia zostały zatracone. Szczególnie widoczne jest to w społecznościach wiejskich, gdzie rozwód w rodzinie urasta do rangi skandalu. Jednak w dużych polskich miastach dążenie do niezależności w życiu i satysfakcji w związku to cele podstawowe. Jeszcze dalej idą obywatele państw zachodnich, którzy dążą do satysfakcji w życiu i... niezależności w związku.
Związkowa niezależność wciąż nie wzbudza pełnego zaufania wśród naszych rodaków. Wyznacznikiem dbania o jakość związku w Polsce jest pędzanie wspólnie jak największej ilości wolnego czasu, pogłębianie więzi emocjonalnej i rozmowy. Tego typu świadomy wkład w jakość związku to dla nas wciąż nowe osiągnięcie. Amerykanie natomiast idą krok dalej. Asertywni, zdolni do szczerej komunikacji i wyrażania uczuć, zauważyli, że intymność na dłuższą metę nie zapewnia ich relacjom miłosnego szału. Po jakimś czasie tworzą związki oparte na przyjaźni,. Jest to w gruncie rzeczy krokiem w stronę romantyzmu w porównaniu z relacjami opartymi na zobowiązaniach finansowych i presji społecznej. Dlaczego miłość z czasem ulega przykrej deformacji? O tym można by napisać osobny artykuł. Amerykańscy psychoterapeuci stosują już metody pozwalające przywrócić gorącą miłość nawet po latach związku. Opierają się one na zerwaniu „psychologicznej symbiozy”, jaka łączy parę długim okresie bycia razem. Ideę tego pojęcia można zawrzeć w zdaniu słynnej terapeutki i badaczki tematu pożądania, Esther Perel – „Ogień potrzebuje powietrza“. W swojej kultowej książce „Inteligencja erotyczna” stwierdza: „Zbyt łatwo zakłada się, że problemy seksualne wynikają z braku bliskości. Według mnie chodzi o to, że sposób, w jaki budujemy bliskość, automatycznie redukuje poczucie autonomii i wolności niezbędne do przeżywania rozkoszy seksualnej. Gdy zażyłość powoduje stopienie się w całość, to nie brak, lecz nadmiar bliskości zabija pożądanie. (…) Jak na ironię to,
co sprawia, że jesteśmy z sobą coraz bliżej, nie zawsze korzystnie wpływa na seks”. Sposobem na romantyczną miłość w związku jest wzmacnianie nie tylko części wspólnych związku, ale i tych, które partnerów oddzielają od siebie grubą linią. Daje to przestrzeń obojgu partnerom do posiadania, oprócz emocjonalnej działki, również klucza do własnego „tajemniczego ogrodu”. Za jego murami mogą czuć, że bez partnera poradzą sobie tak samo dobrze, jak i z nim. To poczucie wolności i swobody sprawia, że wstępuje w nich witalność i beztroska, tak ważna dla zatracenia się w akcie seksualnym. Dlatego uzyskanie idealnej równowagi pomiędzy autonomią a bliskością w związku wyzwala (i utrzymuje!) pożądanie między partnerami. Czyni ich tym samym dwoma odrębnymi bytami, które aby się ze sobą spotkać, muszą pokonać pewien dystans. To napięcie wywołuje dreszcz emocji towarzyszący pożądaniu. Czy intensywna namiętność w długoletnim małżeństwie jest możliwa? Odpowiedź ze strony zachodnich psychologów brzmi – tak, jednak wymaga zmiany rozumienia natury namiętności i przyjęcia odpowiedniej perspektywy. Może to nie brzmi zbyt romantycznie, ale to, co odczuwamy na początku relacji – zauroczenie, fascynacja, podniecenie – składa się z konkretnych mechanizmów psychologicznych. I w procesie terapii udaje się uruchomić je na nowo. Jak wygląda inteligencja erotyczna Polaków? Można stwierdzić, że Polska to kraj ludzi obawiających się, że powróci przeszłość. Bez względu na orientację polityczną. Jeśli zarabiamy dużo – narzekamy na wysokie podatki i wciąż marną jakość usług instytucji państwowych. Jeśli posiadamy niewiele, jest to zwykle tak mało, że wyjeżdżamy za granicę, by zarobić na studia – swoje lub dzieci. Nie spodziewamy się, że nasz poziom życia dorówna Skandynawii czy Wielkiej Brytanii. Polska stabilizacja jest bardzo młoda i niepewna. Od skali makro do mikro – nasze związki są odbiciem tego stanu. W swoich szczęśliwych związkach Polacy odnajdują przede wszystkim bezpieczną przystań. Autonomia partnerów w związku, choć pożyteczna dla namiętności i pożądania seksualnego, odbywa się niemałym kosztem dla ich poczucia bezpieczeństwa. Czy w takim razie istnieje różnica między miłością made in China, USA i Poland? Azjaci podobno nie przejmują się namiętnością lub jej brakiem. Polacy z mniejszym lub większym poczuciem straty godzą się na następujący z czasem spadek temperatury związku. Amerykanie natomiast wciąż pracują nad udoskonalaniem metod terapeutycznych, skutecznych przy rozwiązywaniu problemów z pożądaniem. Różnic jest jeszcze wiele. Warto je poznawać, aby znajdować nowe sposoby radzenia sobie z problemami. Ośmielać się w myśleniu o swoim związku i metodach dbania o niego, bądź też wartościach, jakie wraz z nim pielęgnujemy. W ten sposób sami budujemy jakość, która kryje się pod marką miłości made in Poland.
ODPOWIEDZIALNOŚĆ KARNA ZA ZNIEWAŻANIE POLSKICH SYMBOLI NARODOWYCH Symbole narodowe stanowią o tożsamości państwa, narodu oraz obywateli. Podkreślają nie tylko suwerenność państwa ale także są wyrazem czci, szacunku i wartości narodowych. Silnie przemawiają do uczuć patriotycznych i obywatelskich, a także pobudzają do działania w imię interesu narodowego. Z tego względu otoczone są szczególną ochroną prawną. Kwestia symboli narodowych została uregulowana m.in. w ustawie z dnia 31 stycznia 1980 r. o godle, barwach i hymnie Rzeczypospolitej Polskiej oraz o pieczęciach państwowych (dalej: „Ustawa”) oraz w Konstytucji Rzeczpospolitej Polskiej z dnia 2 kwietnia 1997 r. Zgodnie z art. 1 ust. 1 Ustawy symbolami Rzeczypospolitej Polskiej są Orzeł biały, biało-czerwone barwy i „Mazurek Dąbrowskiego”. Godłem Rzeczypospolitej Polskiej jest wizerunek orła białego ze złotą koroną na głowie zwróconej w prawo, z rozwiniętymi skrzydłami, z dziobem i szponami złotymi, umieszczony w czerwonym polu tarczy. Barwami Rzeczypospolitej Polskiej są natomiast kolory biały i czerwony, ułożone w dwóch poziomych, równoległych pasach tej samej szerokości, z których górny jest koloru białego, a dolny koloru czerwonego. Zaś Hymnem państwowym Rzeczypospolitej Polskiej jest „Mazurek Dąbrowskiego”. Jak już wspomniano na wstępie, polskie prawo przewiduje szczególną ochronę prawną symboli narodowych. Art 5 ust 2 Ustawy stanowi, iż każdy ma prawo używać barw Rzeczypospolitej Polskiej, w szczególności w celu podkreślenia znaczenia uroczystości, świąt lub innych wydarzeń. Należy jednak zwrócić szczególną uwagę, by zrobić to w sposób,
który nie będzie naruszał jej czci i szacunku, w przeciwnym razie możemy się narazić na pociągnięcie do odpowiedzialności karnej. Zgodnie z art. 137 § 1 Kodeksu Karnego (dalej: KK) kto publicznie znieważa, niszczy, uszkadza lub usuwa godło, sztandar, chorągiew, banderę, flagę lub inny znak państwowy, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku. Artykuł ten chroni polskie znaki i symbole. Przez użyte przez ustawodawcę sformułowanie inny znak państwowy należy rozumieć znak, który zawiera symbolikę państwową zbliżoną pod względem treści i znaczenia do godła czy flagi państwowej. Warto podkreślić, iż w katalogu znaków i symboli w art. 137 § 1 KK został pominięty hymn. Jego zniewaga może bowiem realizować znamiona czynu z art. 133 KK, który stanowi, że kto publicznie znieważa Naród lub Rzeczpospolitą Polską, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3. Przestępstwo z art. 137 § 1 KK jest przestępstwem powszechnym, co oznacza, że może je popełnić każdy. Przepis tego artykułu wymaga by działanie sprawcy, zostało popełnione publicznie, tzn. nastąpiło w takich okolicznościach, że mogło dotrzeć do szerszego, bliżej nieokreślonego kręgu osób. Jest to przestępstwo wieloodmianowe, to znaczy że można je popełnić znieważając, niszcząc, uszkadzając lub usuwając symbol narodowy. Za znieważenie należy uznać takie zachowanie, które według powszechnie przyjętych norm kulturowych i społecznych stanowi wyraz pogardy, ośmieszenia czy uwłaczania. Niszczenie należy rozumieć jako nieodwracalne i całkowite unicestwienie albo nieodwracalne pozbawienie właściwości charakterystycznych dla rzeczy określonego rodzaju, do których ją zaliczano. Uszkodzenie polega natomiast na naruszeniu rzeczy, ale nie prowadzi do jej całkowitego zniszczenia. Może mieć
charakter odwracalny lub nieodwracalny. Najczęstszymi przykładami niszczenia lub uszkadzania polskiego symbolu narodowego lub znaku państwowego są podpalenia, obrzucania błotem, oblewanie farbą, oplucie czy podeptanie. Natomiast usuwanie sprowadza się do zabrania określonego symbolu państwowego z miejsca, w którym został on ustawiony. W art. 137 § 2 KK ustawodawca przewidział odpowiedzialność za identyczne zachowanie się na terytorium RP w stosunku do symboli państwa obcego wystawionych publicznie przez przedstawicielstwo tego państwa lub na zarządzenie polskiego organu państwowego. Przepis tego artykułu nie wymaga by działanie sprawcy zostało popełnione publicznie, może być zatem popełnione w innych okolicznościach np. skrycie w nocy. Warto na zakończenie oddać, że ustawowa ochrona symboli narodowych roztacza się również na sferę obrotu gospodarczego. W artykule 16 ust. 1 Ustawy ustawodawca zakazuje umieszczania symboli Rzeczypospolitej Polskiej na przedmiotach przeznaczonych do obrotu handlowego, wyłączając tym samym możliwość ich komercyjnego wykorzystywania. Dopuszczalna jest jednak możliwość umieszczania na przedmiotach przeznaczonych do obrotu handlowego godła lub barw Polski w formie stylizowanej lub artystycznie przetworzonej. Jak wynika z powyższego, z całą pewnością polskie symbole państwowe są w sposób szczególny chronione na gruncie polskiego prawa. Otaczanie symboli czcią i szacunkiem jest prawem i obowiązkiem każdego obywatela Rzeczypospolitej Polskiej oraz wszystkich organów państwowych, instytucji i organizacji.
U PROGU WIELKIEJ ZMIANY Model S – pierwszy, rewolucyjny samochód elektryczny od Tesli. W najmocniejszej wersji do 100 km/h przyspiesza w niecałe 3 s czyli równie szybko, co najszybsze Lamborghini. Zasięg na jednym ładowaniu do 500 km.
W CIĄGU NASTĘPNYCH KILKUDZIESIĘCIU LAT SAMOCHODY W OBECNEJ POSTACI ODEJDĄ DO LAMUSA – SILNIK SPALINOWY STANIE SIĘ RELIKTEM PRZESZŁOŚCI I ZASTĄPI GO ELEKTRYCZNY ODPOWIEDNIK. TO JUŻ PEWNE. NADAL JEDNAK NIE WIADOMO, CO BĘDZIE ŹRÓDŁEM ENERGII DLA SAMOCHODÓW ELEKTRYCZNYCH. Tekst: Michał Sztorc (PremiumMoto.pl) Zdjęcia: Producenci
Odkąd pamiętam marzyłem, żeby mieć zdalnie sterowany samochód spalinowy, taki z prawdziwego zdarzenia. Kiedy po około 20 latach wreszcie udało mi się zrealizować to marzenie, auto po prostu mnie rozczarowało. Czyszczenie silnika, świec i filtrów, konserwacja po każdej jeździe, rozlewające się dookoła paliwo, uciążliwe regulacje gaźnika... Szybko się zniechęciłem, sprzedałem zabawkę i kupiłem nowy samochód, tym razem z napędem elektrycznym. Wystarczało naładować baterie i jazda! Auto z silnikiem elektrycznym miało wszystkie zalety tego z napędem spalinowym, a jednocześnie było pozbawione jego wad. Moje odwrócenie się od napędu spalinowego okazało się symboliczne, we współczesnej motoryzacji panuje obecnie podobna tendencja. Samochody hybrydowe i elektryczne coraz śmielej pojawiają się na drogach – nawet w Polsce. W niektórych krajach, np. w Norwegii, są już równie powszechne jak te napędzane benzyną. Możemy zatem spodziewać się wielkiej rewolucji. Może nie jest to kwestia 10 lat, ale motoryzacja w 2040 roku będzie diametralnie różna od tej, którą znamy dziś. Jaka dokładnie? Tego jeszcze nie wiadomo. Z pewnością czystsza, cichsza, bardziej przyjazna w eksploatacji i w dużej mierze uniezależniona od ropy naftowej. Pewne jest, że samochody będą napędzane silnikami
elektrycznymi, ale wielką niewiadomą pozostaje to, jak poradzimy sobie z problemem ograniczonego zasięgu samochodów elektrycznych, a więc źródłem energii dla silnika. Obecnie najbardziej prawdopodobne są dwa rozwiązania – potężne baterie lub paliwowe ogniwa wodorowe. Propagatorem pierwszej koncepcji jest Elon Musk, twórca systemu PayPal. Musk po sprzedaży PayPala postanowił zainwestować w rewolucyjne samochody elektryczne i stworzył markę Tesla. Obecnie samochody Tesli mogą przejechać do 500 km na jednym ładowaniu, są diabelnie szybkie, a popyt na nie dynamicznie rośnie. Drugi kierunek wyznacza Toyota proponując samochody zasilane wodorem. Nie mówimy tutaj o samochodzie, który spalałby wodór jako paliwo. Chodzi o wykorzystanie paliwowych ogniw wodorowych jako generatora prądu dla silnika elektrycznego. Tankujemy czysty wodór, z niego w procesie elektrolizy powstaje prąd, a produktem ubocznym jest jedynie para wodna. Pierwszą jaskółką zwiastującą upowszechnienie samochodów wodorowych jest Toyota Mirai. To produkcyjna wersja pojazdu, który obecnie porusza się po drogach w Japonii. W Polsce Toyota Mirai ma szansę pojawić się już za cztery lata,
Ogniwa paliwowe z wodoru i powietrza wytwarzają prąd zasilający silnik elektryczny. Produktem ubocznym jest jedynie czysta woda.
chociaż pierwsze egzemplarze zostały już zarejestrowane w naszym kraju. Równolegle trwają prace nad punktami tankowania wodoru. Niewiele osób wie, że Toyota do niedawna współpracowała z Teslą w zakresie rozwoju baterii, ale drogi obu firm się rozeszły. Dzisiaj każda próbuje przeforsować słuszność swoich rozwiązań. Dopóki nie uda się opracować baterii nowej generacji – mniejszych, lżejszych i tańszych – wydaje się, że to rozwiązanie Toyoty jest bardziej realne. Chociaż – szczególnie w USA – ma ono wielu przeciwników. Elon Musk twierdzi, że nie tędy droga, że wodór to nieefektywny nośnik energii, że przyszłością są jedynie baterie. Za podejściem Muska przemawia też dostępność
infrastruktury do ładowania samochodu elektrycznego. Ta do tankowania wodoru musi dopiero powstać. Z drugiej strony, wodór stanowi najpowszechniej występujący pierwiastek i łatwo go wyprodukować. Jak widzicie, nic jeszcze nie jest przesądzone. Przyznam, że wszelkiego rodzaju hybrydami oraz samochodami elektrycznymi (w tym Teslą i Mirai) przejechałem już setki kilometrów. Przekonałem się, że samochód elektryczny to idealne rozwiązanie do poruszanie się po mieście. Nie widzę przeciwskazań, aby w przyszłości zrezygnować z benzyny na rzecz prądu. Na pewno będzie to dobra zmiana, nie tylko dla lodowców.
KATOWICE, 22-23.04.2016 FOT. KATARZYNA GŁADYSZ
W MAJU POLECAM
aj to miesiąc, który kojarzy mi się nie tyle z wypoczynkiem i grillowaniem, a z... prezentami. Nie mam tu na myśli moich urodzin, które w tym właśnie miesiącu obchodzę, ale Dzień Matki. Co roku staję przed wyzwaniem, czym obdarować moją mamę. W jaki sposób zrobić jej przyjemność i podziękować za tyle lat znoszenia moich pokręconych pomysłów i nie do końca trafnych wyborów. W tym roku zawęziłam moją listę do dwóch pozycji, a mianowicie: zapachu i dodatku. Tym sposobem wpadły mi w oko dwie marki, których asortyment przypadnie do gustu każdej mamie.
ZAPACH Odpowiednio dobrane perfumy są idealnym dopełnieniem codziennych stylizacji. Są czymś w rodzaju odcisku linii papilarnych, bo nigdy nie pachną tak samo na każdej osobie. Dlatego ważne jest, by dobierać je z rozwagą i szczególną uwagą na komponenty, z których zostały stworzone. Ja swój ideał i mam nadzieję ideał mojej mamy, znalazłam w perfumerii SENSE DUBAI na Mokotowskiej 46 w Warszawie. Jest to jedyna perfumeria w Polsce, która wciąga zmysłowym nastrojem, elegancją i wyrafinowaną prezentacją najwspanialszych perfum świata Bliskiego Wschodu. Znajdziemy tu wszystko, co wiąże się z unikalną tradycją produkcji perfum według najstarszych receptur, przy pomocy najnowocześniejszych
technologii. W SENSE DUBAI, oprócz zapachów do ciała, znajdziemy perfumy do wnętrz, tkanin, kadzidła, kaftany (tradycyjne, jedwabne suknie arabskie charakteryzujące się bogatymi zdobieniami, lekkością i przewiewnością) oraz paszminy z oryginalnego kaszmiru. Kreatorką tego wyjątkowego miejsca jest Nina Kowalewska-Motlik, którą niezwykły zapach Dubaju urzekł do tego stopnia, że postanowiła zrealizować swoje pasje i marzenia otwierając w Warszawie perfumerię SENSE DUBAI.
DODATEK Wbrew pozorom najlepszym przyjacielem kobiety nie są brylanty, ale kaszmir. Która z nas nie zatraca się w delikatnym dotyku tego wyjątkowego materiału? Osobiście jestem ogromną fanką wszystkiego, co jest wykonane z kaszmiru: swetrów, koszulek, spodni, sukienek i szali. Dokładniej rzecz ujmując, najchętniej kupuję kaszmirowe szale. Ich ogromną zaletą jest lekkość, trwałość, niezwykłe właściwości termoizolacyjne i przede wszystkim piękny wygląd. Dodatkowo sprawdzają się zarówno na co dzień, jak i na wyjątkowe okazje. Przy zakupie warto zwrócić uwagę na jakość i pochodzenie wełny. Idealnym prezentem dla każdej mamy będzie piękny, kaszmirowy szal w ulubionym kolorze, a miejscem, w którym znalazłam idealne szale jest MINOU Cashmere. Marka powstała z ogromnej fascynacji kaszmirem i miłości do niego. Ich produkty są ręcznie tkane w Nepalu i powstają z najwyższej jakości przędzy kaszmirowej bez żadnych domieszek. Są tworzone z zachowaniem zasad CSR, czyli z uwzględnieniem norm społecznych – proces ten wspomaga rozwój zawodowy kobiet, wyklucza pracę dzieci oraz dba o ochronę środowiska. Dodatkowo do ich farbowania stosują jedynie barwniki ekologiczne, niezawierające trujących, chemicznych substancji. Szale znajdziecie na: minou.pl
NEWSY, ZAPOWIEDZI, RELACJE - MAJ 2016
PÓŁFINAŁ 8. EDYCJI FASHION DESIGNER AWARDS W warszawskiej Galerii Mokotów Półfinał Fashion Designer Awards oglądały tłumy. Najwięcej emocji wzbudziły pokazy młodych projektantów, ale to nie jedyny punkt programu modowego przygotowanego przez organizatorów.
- Woszkowska Alicja – Rybnik - Wojtaszek Antonina - Poznań - Nikola Fedak - która 15 kwietnia została ogłoszona dziesiątą finalistką wybraną przez internautów. Projekty Nikoli uzyskały 20 915 głosów.
Tegoroczne kolekcje młodych projektantów były na bardzo wysokim poziomie i zbierały gromkie brawa. Gośćmi półfinału byli m.in.: projektant Michał Szulc, Zuzanna Wachowiak (duet Bizuu) - ambasadorzy kampanii 6-ty zmysł projektanta marki Whirlpool, Lidia Kalita, Macademian Girl, Alicja Napiórkowska, Asia Typek (jedna z najzdolniejszych fotografek street fashion) oraz Anna Halarewicz (autorka grafiki 8. edycji FDA i jedna z najzdolniejszych ilustratorek mody). Goście podziwiali również pokazy absolwentów MSKPU, a także marek m.in.: Bizuu, Lidia Kalita, STEFANEL.
Wybrane osoby są coraz bliżej wygrania nagród w 8. edycji FDA. Czeka na nich m.in.: staż zagraniczny, 15 tysięcy złotych i stypendia naukowe od MSKPU, wykonanie makijaży AVON do sesji look bookowej lub wizerunkowej, wyjazd na Premier Vision do Paryża od Whirlpool oraz staż w Atelier Bizuu. Oficjalnym kreatorem makijażu w FDA jest AVON. Partnerami beauty wydarzenia jest również Wella Professional i Maniera. Kreacje młodych projektantów dopełniało obuwie KAZAR.
Decyzją jury do finału zakwalifikowali się: - Golec Natalia - Gdynia - Kołodziejski Hubert - Rokitno - Kula Sophie - Katowice - Marchewka Roman - Wrocław - Podgórska Dorota, Nowak Wiktoria - Łódź - Poraziński Dastin - Warszawa - Syczyńska Dominika - Gliwice
WYSTAWA ART NEXT TO FASHION W TORUNIU Od 15 kwietnia do 15 maja można podziwiać sztukę polskich artystów, szczególnie docenianych na rynkach zagranicznych. Wystawa ma na celu uświadomienie związku mody ze sztuką i ukazania jej jako czegoś więcej niż krótki, sezonowy pochód ubrań i akcesoriów przez wybiegi Mediolanu, Paryża czy Nowego Jorku. Wśród artystów zobaczyć będzie można prace Huberta Kołodziejskiego, Anny Halarewicz, Michała Łojewskiego/UEG, Łukasza Bilińskiego, Iwony Demko, Katarzyny Smoczyńskiej, Macieja Boryny, Ktarzyny Konieczki, Elżbiety Gądek, Karola
Miętkiewicza, Magdaleny Moskwy czy Pawła Żukowskiego. Kuratorem wystawy jest Mateusz Kozieradzki. Moda tworzy nową jakość w sztuce, to też pojawiają się nowe możliwości. Obecnie popularna ilustracja modowa, stanowiąca kontynuację żurnalowych grafik, staje się odrębnym zjawiskiem w projektowaniu graficznym. Także fotografia, film i muzyka towarzysząca pokazom tworzą zupełnie nowy estetyczny wymiar świata mody. Wystawa w toruńskim CSW jest swoistym szkicem tego zjawiska. Prezentowana w CSW biżuteria, kostiumy, ilustracje, filmy, fotografie udowadniają, że ART (is) next to FASHION!
Półfinał poprowadziła Agnieszka Hyży (dziennikarka POLSAT, która na scenie pojawiła się w total looku marki Stefanel i butach Kazar) i Joanna Sokołowska - Pronobis (pomysłodawczyni i producentka konkursu). Pokazom półfinalistów towarzyszył utwór „Lucky days” w wykonaniu Ewy Abart. WIELKI FINAŁ JUŻ 11 MAJA W TEATRZE PALLADIUM W WARSZAWIE.
AUTORSKI BUTIK LA MANIA W HARRODSIE Po siedmiu sezonach obecności w londyńskim prestiżowym domu handlowym w Londynie polska marka La Mania otworzyła swój pierwszy butik. Ubrania dostępne są w dziale International Designers, zaraz obok takich marek jak Givenchy czy Balenciaga. Od 3 lat La Mania debiutowała ubraniami zaprojektowanymi przez Joannę Przetakiewicz w londyńskim Harrodsie, jednak dopiero teraz stworzyła swój własny, autorski butik. Wystrój wnętrza dokładnie współgra z DNA marki. Zostało ono utrzymane w estetyce - bieli, czerni i złota. Wygląda luksusowo i bardzo elegancko. „Jest to nasz wielki sukces. Przez siedem sezonów nasza sprzedaż w Harrodsie systematycznie rosła, dzięki czemu otrzymaliśmy możliwość otwarcia swojego własnego autorskiego butiku w dziale International Designers. To bardzo duże wyróżnienie, szczególnie dla tak młodej marki.” – mówi Joanna Przetakiewicz, dyrektor artystyczna i założycielka polskiej La Manii. Joannie udało się. Nieważne w jakim stopniu sukces zawdzięcza osobom trzecim. Polka pławi się w sukcesie i trzyma stery swojego modowego królestwa. Oby tak dalej!
8. EDYCJA HUSH WARSAW 7-8 maja na Zamku Królewskim w Warszawie młode, polskie marki zaprezentują przedpremierowe kolekcje na sezon wiosna-lato 2016. ,,Hello Spring" to nazwa 8. edycji targów polskiej, autorskiej mody. Targi dają możliwość nie tylko zapoznania się z obecnie panującymi trendami w modzie, ale także poznania rynku, najciekawszych osobowości, specjalistów branży oraz są okazją do nawiązania kontaktów. Targi uzupełnione zostaną o warsztaty i wykłady. Zaprezentowanych zostanie 85 autorskich kolekcji na sezon wiosna-lato 2016. Odwiedzający będą mogli przedpremierowo nabyć linie ubrań, bielizny, biżuterii i dodatków. Wśród marek, które potwierdziły swoją obecność, znalazły się m.in. Bodymaps, Diana Jankiewicz, Kasskas oraz SI-MI, a przestrzenią specjalną dysponować będzie Cardio Bunny, Zofia Chylak, The Odder Side oraz Sugarfree. Pełną listę projektantów można znaleźć na oficjalnej stronie targów.
WSPÓŁPRACA NENUKKO I PAN TU NIE STAŁ Kolekcja ,,Zwykłe" to połączenie sił dwóch polskich marek Nennuko i Pan Tu Nie Stał. Dwoje młodych, ambitnych aktorów, ambasadorów marek - Agnieszka Żulewska i Bartosz Gelner w obiektywie Przemka Dzienisa. Markę Pan Tu Nie Stał charakteryzuje hołd w stronę czasów PRL-u. Kolorystyka utrzymana w tonie szarości, ciekawe fotografie oraz ilustracje charakteryzują też sposób prowadzenia social mediów tej marki. Nennuko z kolei to esencjonalizm, zimne barwy i trochę inspiracji kosmosem. Co zatem wyszło z połączenia obydwu marek? Jak sama nazwa wskazuje, zwykłe, niezwykłe. Jednak pozbawione niezwykłości ubrania, których kolorystyka utrzymana jest w ciemnych, przygaszonych kolorach. Dominują czernie, szarości. Kolekcja inspirowana jest polskim Bałtykiem. Żeby było jeszcze ciekawiej wyróżnia się specjalnymi metkami, aplikacjami, które nawiązują do alfabetu Morsa.
LE BRAND KOLEKCJA WIOSNA-LATO 2016 Najnowsza kampania Le Brand to zaskakujący efekt współpracy marki młodej projektantki Pauliny Pyszkiewicz z art director Iną Lekiewicz oraz fotografką Agatą Pospieszyńską. Le Brand cechuje minimalistyczna forma i wysoka jakość wykończenia.
Malownicze, nostalgiczne miejsce położone niedaleko Londynu. Skaliste wybrzeże, klify i uboga nadmorska roślinność. Tam pogoda zmienia się jak w kalejdoskopie. Ubrania prezentowane na modelkach są dosyć wyraziste, zaś tło efektownie rozmyte i przygaszone w swojej intensywności. Jedwabne sukienki występują w kolorach nie tylko bladego różu, ale także w głębokiej czerni i czerwieni. Charakterystyczne pęknięcia na ramionach, wiązania pod szyją czy drapowania na dekolcie charakteryzują stroje Le Brand. Nie mogło zabraknąć także płaszczy, które są znakiem rozpoznawczym warszawskiej marki. Całość wystylizowała Ina Lekiewicz, której edytoriale regularnie pojawiają się na łamach ukraińskiego „Vogue’a”, szwajcarskiego „L’Officiel”, „Vulture Magazine” oraz „SO CHIC Magazine”.
CYKL POLSKA MODA Cykl Polska Moda powstał z inicjatywy Koła Naukowego Dziennikarstwa i PR-u Mody. W ramach cyklu organizowane są spotkania z osobowościami świata mody i biznesu, którzy podczas paneli dyskusyjnych i warsztatów dzielą się swoim doświadczeniem i obserwacjami rodzimego rynku mody. Celem spotkań jest ukazanie, jak wiele osobowości pracuje w tej branży w Polsce oraz wzbudzenie świadomości odbiorców, że polska moda ma ogromny potencjał i warto rozwijać się w tym kierunku. Do tej pory w ramach cyklu zorganizowano spotkanie z: Anna Puślecka - doświadczona dziennikarka, aktorka, związana z branżą mody od 15 lat. Niegdyś współpracującą z TVN, TVP, magazynami: Viva Moda!, Glamour, Harper's Bazaar, obecnie redaktor naczelna portalu DoYouKnowFashion i właścicielka AP Media. Dagmara Radzikowska - stylistka, trendsetterka, związana z branżą mody od 15 lat. Na co dzień zajmu-
MERCEDES-BENZ FASHION WEEK WARSAW W PAŹDZIERNIKU! Wiosna jeszcze trwa, a my już myślimy o jesieni. Już wkrótce będzie miała miejsce I edycja Mercedes-Benz Fashion Week Warsaw. Wydarzenie jest częścią światowych tygodni mody odbywających się pod patronatem Mercedes-Benz. To pierwsza tego typu impreza w Polsce, która odbędzie się 18-22 października 2016 roku. Ania Terej, producentka pokazów i specjalistka od zarządzania markami, stanęła na czele zespołu profesjonalistów, który podjął się realizacji tego przedsięwzięcia. Tydzień mody funkcjonuje według znanego na całym świecie schematu – projektanci i marki odzieżowe w tym samym czasie i w ramach jednego wydarzenia organizują swoje pokaz y. Jedną z korz yści udziału w MBFWW jest prezentacja kolekcji oraz marki w międzynarodowym portalu prasowym Mercedes-Benz Fashion Newsroom, który skupia informacje o wszystkich wydarzeniach oraz dociera do wielu magazynów i publikacji online na świecie. Kolejną, ważną korzyścią jest platforma wymiany projektantów – The International Designer Exchange Program - adresowany do modowych start-upów oraz studentów, którzy mają szansę na pokaz podczas dowolnego tygodnia mody na świecie odbywającego się pod patronatem Mercedes-Benz. Oprócz pokazów, w czasie imprezy przewidziane są cykle spotkań i warsztatów z uznanymi postaciami ze świata mody. Więcej informacji na temat samego wydarzenia, jak i imprez towarzyszących, zostanie podanych podczas konferencji prasowej.
je się stylizacją sesji zdjęciowych, a także wizerunkiem gwiazd i osób prywatnych. Prowadzi szkolenia z zakresu stylu i trendów w modzie oraz warsztaty dotyczące kreowania wizerunku. Współpracuje z portalem VUMAG, wcześniej z Glamour, Twój Styl. Oprócz pracy dla magazynów i osób prywatnych tworzy wizerunek reklamowy marek (Coca-Cola, Apart czy Franco Feruzzi). Cykl Polska Moda zrzesza młodych i ambitnych członków, którzy piszą o modzie dla portali i magazynów lifestyle’owych lub pracują przy kampaniach promocyjnych w segmencie moda-uroda-rozrywka. Głównym celem spotkań jest praktyczne szkolenie warsztatu dziennikarskiego w niedocenianych przez polską naukę dziedzinach mody i stylu życia.
AGNIESZKA MACIĄG W SESJI DLA CLOCHEE
Foto: Monika Szałek Fryzjer: Beata Urbańska Make up: Bogusia Szubiakiewicz Stylizacja: Monika Gąsiorek-Mosiołek Modelka: Agnieszka Maciąg Backstage: Jakub Juncewicz Produkcja: Joanna Sokołowska-Pronobis
Agnieszka Maciąg wzięła udział w pięknej sesji dla polskiej marki kosmetyków organicznych Clochee, której jest ambasadorką od października 2015 r. „Cloche” – to po francusku dzwonek. I właśnie od tego dźwięcznego słowa, kojarzącego się z kwiatem i naturą, wzięła się nazwa marki organicznych kosmetyków. Marka CLOCHEE została stworzona 3 lata temu, z miłości do naturalnego piękna, z potrzeby zdrowia oraz chęci otaczania się skutecznymi i jednocześnie pięknymi kosmetykami. Głównym motto marki jest hasło "Nie odkładaj do jutra przyjemności, którą możesz mieć dzisiaj”.
L’Oversize i L’Asymetrique - to dwie stylizacje, dwa uczesania, za którymi stoją dwie stylistyki z salonu Avant Après w Krakowie. Przyświeca im geniusz wprawionej fryzjerskiej dłoni oraz ten szczególny rodzaj zdolności, który potrafi uchwycić piękno – chciałby się powiedzieć – na gorącym uczynku. Agnieszka Wójcik oraz Agnieszka Regina-Łatka są autorkami stylizacji docenionych przez Kérastase. Wyróżnione za kunszt pracy i efekt końcowy, stały się tym samym współtwórczyniami lookbooka „Couture Trendy Styling” na rok 2016.
LA BOBA to polska marka stworzona przez Kasię Szegidewicz i Nunu Radziwiłł. Ich projekty to przede wszystkim prostota, elegancja i ponadczasowość. Najwyższa jakość materiałów oraz niezwykle precyzyjne wykończenia. Jak same mówią: Tworzymy dla kobiet dojrzałych i zupełnie młodych, świadomych swojej kobiecości i wybierających ponadczasową klasykę w nowoczesnym wydaniu. | MONIKA GĄSIOREK-MOSIOŁEK Nunu Radziwiłł jest z wykształcenia analitykiem medycznym. Karierę zawodową rozpoczęła pracując w laboratoriach analitycznych w Centrum Zdrowia Dziecka, a następnie w PZH w zakładzie immunopatologii. Jest matką pięciorga dzieci. Natomiast Kasia Szegidewicz, z wykształcenia iberystka, przez wiele lat była związana z branżą telewizyjną oraz reklamą i marketingiem, jest matką 15-letnich bliźniąt. Obie panie połączyła miłość do mody i pasja po-
dróżowania. Ich wspólna przygoda w świecie mody zaczęła się w 2012 roku, kiedy to powstała marka LA BOBA. W kolejnym roku brend została uhonorowany nagrodą DOSKONAŁOŚĆ MODY TWOJEGO STYLU 2013 za kolekcję jesień- zima 2013/2014. - Pomysł na markę zrodził się z potrzeby noszenia wygodnych, niebanalnych i pięknych przedmiotów. Jak każda kobieta kochamy torebki, ale rzadko udawało nam
się znaleźć coś idealnego. Postanowiłyśmy wziąć sprawy w swoje ręce i nasze zamiłowanie do mody przełożyć na biznes. Tak powstał pierwszy model torby, który nieprzerwanie od 3 lat jest naszym bestsellerem. Torebki sygnowane logo LA BOBA są stworzone z myślą o świadomych, niezależnych kobietach, ceniących nowoczesny design i perfekcyjne wykończenie.
Co jest charakterystycznego dla marki? - Torby szyte są z najlepszych włoskich i hiszpańskich skór, a dodatki i elementy wykończenia dobierane u najbardziej uznanych włoskich producentów. Wyjątkowość produktów LA BOBA tkwi w ich ponadczasowości. Projekty realizowane są w oparciu o specjalnie wyselekcjonowane trendy, jednak główną zªsadą towarzyszącą powstawaniu kolekcji jest uniwersalna klasyka, która broni się w każdej modowej
stylizacji. Dzięki temu każda klientka ma gwarancję, że w jej garderobie znajduje się rzecz, która przetrwa wszystkie sezonowe mody. Torby LA BOBA można kupić w pracowni przy ulicy Poznańskiej 3/14 w Warszawie, w sklepie internetowym www.laboba.pl oraz w kilku wyselekcjonowanych warszawskich butikach, m.in. w HORN&MORE, Colibri, BLIND Concept Store czy Secret Life.
SZTUKA KOMPROMISU SESJA POWSTAŁA Z INSPIRACJI DWOMA KOLORAMI ROKU 2016 - SERENITY I ROSE QUARTZ. OBYDWA BARDZO JASNE, ETERYCZNE, DZIEWCZĘCE. POSTANOWILIŚMY PRZEŁAMAĆ TE CUKIERKOWĄ KONWENCJĘ I STWORZYĆ OBRAZ NIEOCZYWISTY. NA SYLWETKĘ MODELKI ZOSTAŁY MAPOWANE ZDJĘCIA WYKONANE WCZEŚNIEJ. STYLIZACJE JASNE I CZYSTE, POPRZEZ NAŁOŻENIE NA NIE ZDJĘĆ W WYRAZISTYCH KOLORACH ZYSKAŁY NIECO MROCZNEGO CHARAKTERU. TO ARTYSTYCZNE PODEJŚCIE DO TEMATU PASTELI DAJE ZUPEŁNIE INNY POZIOM INTERPRETACJI TRENDÓW.
ZDJĘCIA: Katarzyna Widmańska MUA: Katarzyna Świebodzińska FRYZURY: Wojtek Kasprzak MODELKA: Karolina | Como Model Managemen STYLIZACJA: Wero Wysoczyńska Fashion Victim | designers: Peperuna, Weronika Lipka, Outfit Format, Yuliya Babich, Paris+Hendzel Handcrafted Goods, Anna Pietrowicz
Już w pierwszej chwili, przeglądając kampanie marki, można dostrzec odwagę, wyrazistość i sprzeciw wobec sztampy. Nie chodzi o ślepe podążanie za obecnie panującymi trendami, ale łamanie zasad szeroko pojętej mody, a zarazem hołd w stronę rocka w luksusowym wydaniu. | MAGDALENA SOKULSKA | zdjęcia: Robert Wolański
Rockowe źródło Rage Age Marka RAGE AGE powstała w 2009 roku i narodziła się dzięki współpracy dwóch wizjonerów Rafała Bauera i Rafała Czapuli. Rockowa przeszłość założycieli stanowi fundament marki. Oboje grali w punkrockowych kapelach. Rage, według projektanta, Rafała Czapula to siła i bunt, a sama nazwa marki przywodzi mu na myśl ulubioną kapelę Rage Against The Machine. Rafał Czapul nazywany ojcem sukcesu Vistuli, z marki typowo garniturowej, która była wówczas na skraju upadku, stworzył markę, która oferowała nie tylko garnitury, ale także wyznaczała trendy w modzie męskiej. Rage Age by Czapul tym razem to jego autorski projekt, stworzony na podwalinach wcześniejszych doświadczeń, w którym bierze
odpowiedzialność oczywiście za stronę artystyczną marki. Z kolei od strony biznesowej jest Rafał Bauer –biznesman z wieloletnim doświadczeniem, były prezes Vistuli & Wólczanki, obecnie prezes spółki Próchnik S.A., w skład której wchodzi Próchnik oraz Rage Age. Zanim został prezesem Rage Age, należał do kilku różnych kapel rockowych, na swoim koncie ma występ w towarzystwie Anji Orthodox, czy Roberta Gawlińskiego.
Ryzykowna gra przyszłości W wyimaginowanym świecie Dangerous Game rządzi prawo silniejszego. Chroniące twarze maski, roboty, półroboty, zdewastowane maszyny – taki obraz przyszłości roztacza przed nami projektant. Kolekcja wiosna-lato 2016, czyli Dangerous Game to
wizja niebezpiecznej przyszłości, skupiająca w sobie moc wojskowych odniesień. Czapul nie dąży jednak do odwzorowania mundurów współczesnej armii, ale tworzy raczej futurystyczne wersje inspirowanych militariami sylwetek. W kolekcji znaleźć można przede wszystkim długie, funkcjonalne płaszcze, które po odpięciu dolnej części stają się kurtką. Nie mogło zabraknąć oczywiście ramonesek, które pojawiają się także we wcześniejszych kolekcjach i są częścią uniformu rockmana. Zatem wiosenno-letnia gra w wydaniu Rage Age może trwać cały rok. Pikanterii utrzymanej w zieleniach, brązach, beżach, czerni i bieli dodają metalowe elementy, skórzane naszywki imitujące wojskowe emblematy, czy falsyfikaty szlufek na naboje. Zamiłowanie do rocka pojawia się także i tutaj, świadczą o tym liczne przetarcia, rozdarcia materiału oraz zachlapania farbą.
Wierność koncepcji Marka wiernie podąża jednym kierunkiem i wizualnie dobrze na tym wychodzi prezentując z sezonu na sezon spójne kolekcje.
Zachowawczość w stosunku do kolorystyki to zdecydowanie zaleta i istotna cecha marki Rage Age. Uniwersalna kolorystyka, zachowana w kolorach ziemi, przez beże i brązy, zielenie, po biele i czernie. Niewątpliwie, dzięki temu udało się Rage Age zdobyć rzeszę odbiorców. Choć odważne i dość wyraziste kampanie powalają na kolana nie tylko ekstremalnie nastawionych do życia mężczyzn, to urzekają swoją funkcjonalnością także panów ceniących sobie maksymalny komfort. Podstawą wszystkich kolekcji jest możliwość tworzenia dowolnej ilości kombinacji formalno – casual’owych z dostępnych modeli. Jako że kolory oscylują raczej w barwach ziemi, niemalże cała uwaga skupia się na tkaninach. Materiały pochodzą od znanych producentów takich jak Albini, czy Honegger. Co najważniejsze ubrania szyte są w Polsce, ze względu na najwyższą jakość produkcji polskich szwalni. Rage Age ma swoje butiki w Warszawie (Złote Tarasy, Soho Factory, Galeria Mokotów), w Poznaniu w Starym Browarze, we wrocławskiej Renomie oraz w Galerii Bałtyckiej w Gdańsku.
Mroczna strona modelingu
Przez wiele lat była na szczycie świata mody. Chodziła w pokazach największych domów mody i pozowała dla najlepszych magazynów. Niedawno zrobiło się o niej jeszcze głośniej za sprawą filmiku, który pojawił się w sieci w ramach projektu Prawdziwe Kobiety Prawdziwe Historie (Real Women Real Stories). Polka postanowiła opowiedzieć swoją historię odsłaniając przy tym ciemną stronę modelingu. O początkach kariery, ekstremalnym odchudzaniu i wymaganiach, jakie stawiały przed nią agencje modelek, rozmawiam z Zuzanną Buchwald.
Dlaczego zdecydowałaś się na publikację filmiku? - Mężczyzna, który nakręcił film jest moim znajomym i jako jedyny mężczyzna, którego znam, walczy o prawa kobiet. Obrał sobie to jako misję życia. Początkowo miał to być długometrażowy film, ale każdy klip, każda historia ma być ukazana oddzielnie, jako krótka zajawka w mediach społecznościowych. Zapytał, czy chciałabym opowiedzieć swoją historię, jako kobieta, modelka. Oczywiście, zgodziłam się. Mam wiele różnych historii, mniej lub bardziej przyjemnych. Jedną z nich jest właśnie choroba. Uświadomiłam sobie, że już czuję się na tyle pewnie, by o niej mówić. W filmie opowiadam o tym, co się zdarzyło, nie wiedząc, że wywoła to tyle kontrowersji i stanie się sensacją. Wiele mediów zainteresowało się Twoim nagraniem. Czy podejrzewałaś, że włożysz przysłowiowy kij w mrowisko? - Nie spodziewałam się tego, ale cieszę się, że tak się stało. Nie chciałam wywołać żadnej sensacji wokół mojej osoby. Myślę, że dobrze się stało, że ten temat jest nagłaśniany, że o nim mówimy. Absolutnie nie chciałam się promować w ten sposób i zwrócić na siebie uwagę, bo po czternastu latach w branży zupełnie nie jest to moim celem. Kamila Szczawińska również wypowiedziała się na ten temat, a także na inne, związane z tym światem. Dostaję maile i wiadomości od dziewczyn, które miały lub mają problemy związane z odżywianiem. Cieszę się, że mówimy o tym i nie wstydzimy się. Co prawda, mówimy o tym problemie o wiele za późno, ale dobrze, że mówimy. Zaczynałaś jako 14-latka. Jak zaczęła się Twoja kariera? -Wysłałam zdjęcie na konkurs: „zostań twarzą Filipinki”. Dopiero po 6 miesiącach odpowiedzieli na moje zgłoszenie. Przyjechałam do Warszawy na sesję zdjęciową i tak pojawiłam się na okładce. Byłaś sportsmenką, trenowałaś pływanie synchroniczne. Co kierowało Tobą, by iść w stronę modelingu?
W jaki sposób agencja kazała Ci zrzucić kilogramy? -To jest tak, że nie ważne ile ważysz, tylko jakie masz wymiary. Są różne kobiety, o różnych sylwetkach. Warunkiem podpisania kontraktu, w moim przypadku było osiągnięcie wskazanych centymetrów w biodrach. Zmartwiłam się, bo byłam daleka od tych wymiarów. To spowodowało, że zaczęłam przyglądać się sobie i poważniej zastanawiać nad swoim ciałem. To było nie lada wyzwanie, musiałam zmieścić się w ramach wymiarów narzuconych przez agencję, by podpisać kontrakt i pojechać na miesiąc do Paryża. Miałam bardzo mało czasu, żeby zmienić swoją sylwetkę. Zastanawiałam się, jak mam to zrobić i oczywiście zapytałam ludzi w agencji. Dostałam odpowiedź, że oni dokładnie nie wiedzą, jak to zrobić. Mam już te mięśnie, więc powinnam przestać ćwiczyć, ale jak nie ćwiczysz, to nie spalasz kalorii, więc najlepiej byłoby, gdybym przez ten czas nie jadła i nie ćwiczyła. Odkąd pamiętam, zawsze chciałam podróżować. Wyjazd na miesiąc do Paryża był moją motywacją.
-Mój tata zrobił mi zdjęcie podczas wakacji, na którym byłam szczęśliwa i opalona. Jedna z moich koleżanek zachęciła mnie do wysłania zdjęć do magazynu. Na początku mówiłam, że nie, że w sumie to ja nie chcę być modelką i po co miałabym się tam pchać. Z jednej strony wysłałam zdjęcie dla świętego spokoju, z drugiej chciałam zasmakować nowej przygody. Wysłałam i sześć miesięcy później dostałam zaskakującą wiadomość. Dostałam się na okładkę. Później rozwijało się już samo dosyć szybko. Dostałam kontrakt w Warszawie, później w Paryżu, Nowym Jorku, Tokio, a następnie już ciągle byłam w podróży.
Jak tego dokonałaś? - Poszłam niestety za tą radą. Musiałam przestać trenować, żeby zrzucić mięśnie. Nie jadłam też jak dotychczas. Wiem, że gdybym rozsądniej podeszła do zmiany nawyków żywieniowych nie miałabym problemów. Gdybym piła soki, jadła warzywa i owoce - robiła to rozsądnie i dorzuciłabym do tego lekki sport (jogę, pilates, spacery), nie stosowałbym drakońskich metod odchudzania. To nie był koniec warunków. Gdy byłam w Paryżu, dostałam kolejne zalecenia, typu: ,,schudnij jeszcze 2 kg”, ,,masz napuchniętą twarz, schudnij z twarzy”. Jak schudnąć z twarzy? - nie wiem, ale próbowałam (śmiech). Bardzo często kontrakt był podpisywany na dużo większe pieniądze jeśli się schudło. Generalnie każdy kontrakt był uwarunkowany tym, czy zrzuciłaś wyznaczone centymetry, czy nie. Im chudziej, tym lepiej, niestety. Jak środowisko mody zareagowało na Twoją publikację?
- Dużo usłyszałam pozytywnych opinii, że dobrze, że się odważyłam o tym mówić. Problemy związane z odżywianiem to jest złożony problem, wszyscy o tym wiemy, ale nie lubimy rozmawiać. Oczywiście, były też negatywne opinie, że próbuję się promować, kariera się kończy i dlatego robię wokół siebie szum medialny. Jeden z moich agentów powiedział, że bezsensem jest mówić o czymś, o czym każdy wie i nic się z tym nie da zrobić. Reszta milczy, bądź poparła mnie w tym, co zrobiłam. Czy miałaś sytuacje, że któryś z projektantów powiedział Ci wprost, że fajna jesteś, ale jesteś gruba. - Oczywiście, były takie sytuacje. Na przykład na backstage’u przy mnie, ale nie do mnie, tylko do fotografa lub swojej asystentki, projektant kiedyś powiedział: „ona byłaby idealna, ale jest za duża”. Gdyby ktoś powiedział mi to wprost, wiedziałabym, jak to przetrawić. Bardziej bolesne jest, gdy ktoś mówi za plecami coś na Twój temat. Czułam się wówczas uprzedmiotowiona, nie traktowana na równi. Co na to Twoja rodzina? Jaka była ich reakcja na temat Twojej wagi? - Był taki czas, kiedy mama przyjechała do Paryża i na siłę ściągnęła mnie do domu, bo nie poznawała swojej córki. Byłam po wielkich buntach, byłam w szkole, w domu, chciałam odwołać wszystkie pokazy, ale oczywiście bardzo chciałam z powrotem wrócić do pracy. To było trochę uzależniające. Oczywiście, gdy tylko wyjechałam z Polski znów słyszałam, że jestem za gruba. To było błędne koło. Wracając z powrotem do pracy musiałam drastycznie schudnąć, bo przytyłam - i tak w kółko. Moja mama bardzo to przeżywała i kazała mi przytyć. Ogólnie dla mojej rodziny to było trudne, ale oni zrobili dla mnie tyle, ile mogli. Zawsze mówię, że nigdy z tej choroby się nie wychodzi, trzeba się nauczyć z nią żyć, kontrolować ją i zapobiegać jej nawrotom. Kiedy na wyjazdach była presja środowiska na tyle silna, wtedy wpadałam w szpony anoreksji. Czy otrzymałaś pomoc, byłaś na terapii, która wyciągnęła Cię z anoreksji i bulimii? - Raz byłam na terapii u terapeutki. Miałam pecha, bo trafiłam do osoby, która nie miała doświadczenia w kwestii zaburzeń odżywiania, nie zdawała sobie sprawy z presji, jaka była na mnie wywierana. W moim przypadku rodzina i przyjaciele
uświadomili mi, że jestem chora. Gdy byłam na studiach w Nowym Jorku, które sama opłacałam, uświadomiłam sobie, że muszę coś z tym zrobić. Potrzebowałam więcej energii, musiałam mieć lepszą koncentrację i siłę na to, by studiować i pracować jednocześnie. Studia też otworzyły mi oczy na inny świat, który nie jest światem mody i show biznesu. Ludzie z różnych kierunków, których tam poznałam przypomnieli mi, że może być ciekawie nawet bez tego szaleństwa w życiu, a każdy następny pokaz to nie jest koniec świata. Przede wszystkim zdałam sobie sprawę, że trzeba mieć pomysł na siebie po modelingu. Sądzę, że wiele modelek nie wie, co ze sobą zrobić, kiedy już kończą karierę w tej branży lub uświadamiają sobie, że ta praca nie jest najzdrowsza i najkorzystniejsza dla nich. Wychodzę z założenia, że w wieku 13 lat nie można mieć takiego samego kształtu ciała jak w wieku 30 lat. Tak naprawdę, jest to od nas wymagane.
szością w kampaniach czy na wybiegach. Tak samo jest z kształtem ciała - myślimy o modelce jako o chudej dziewczynie. Rozumiem, że kolekcje lepiej wyglądają na szczupłej modelce, ale myślmy przyszłościowo. Dlaczego to miałby być wzór dla przyszłych pokoleń? Nie jest ciężko to zmienić. Jeżeli stylistka na sesji miałaby trzy rozmiary, a nie tylko jeden, najmniejszy, to modelka o większym biuście czy szerszych ramionach byłaby bardziej zadowolona, a stylistka i reszta ekipy byłaby usatysfakcjonowana. Życzę sobie, żeby w przyszłości była różnorodność. Dlaczego rozmiar 34, a nie 38? Dlaczego nie mamy też niższych dziewczyn? Dlaczego już nie ma fotomodelek? Cieszę się, że choć trochę się to zmienia. Niektóre firmy stawiają na osobowość lub osobisty styl i wybierają modelki z ulicy, albo osobowości medialne, które osiągnęły coś swoją charyzmą. Niestety są to tylko pojedyncze przypadki. Największe domy mody wciąż podążają utartymi ścieżkami.
Najwięcej zleceń miałaś wtedy, kiedy najmniej ważyłaś, prawda? - Byłam wtedy młodą dziewczyną. Przede wszystkim wiek tutaj gra najważniejszą rolę. Myślę, że to już się powoli zmienia, bo granica wieku na wybiegach się przesuwa, ale nadal trwa obsesja młodości. Jeśli o mnie chodzi, mieściłam się w ramach wymiarów, które były ode mnie oczekiwane, albo nawet mniejsze, więc byłam rozchwytywana. Nie był to mój naturalny kształt ciała, ale jak się głodziłam, byłam odpowiednia, by chodzić w pokazach, gdzie nadal królują szczupłe sylwetki. Przez to nie byłam w stanie nawet z nikim rozmawiać, zawsze byłam smutna, było mi zimno i miałam mało energii. W głowie kombinowałam, jak się głodzić, jak nie jeść, by dostać kolejne zlecenie.
Dziś masz 28 lat. Gdybyś mogła się cofnąć w czasie, poszłabyś raz jeszcze w kierunku modelingu? - Myślę, że gdybym dostała takie same rady i nakazy, nie zdecydowałabym się. Jeśli miałabym świadomość, jak zdrowo dojść do wagi, którą wówczas osiągnęłam - myślę, że tak. Jestem także bardzo wdzięczna za miłe rzeczy, które wydarzyły się w modelingu. Wiem, że można nie dać się zwariować i pracować na własnych warunkach. Wspomniałaś, że cały czas pracujesz jako modelka, ale na własnych zasadach. Jak wygląda teraz Twoja kariera? - Realizuję swoje zlecenia. W wieku 28 lat mam ciało jakie mam, o które dbam. Jestem wegetarianką, ćwiczę jogę, medytuję. Wiem, że można utrzymać szczupłe ciało, które nie jest chore i nadal pracować w branży. Znalazłam agencję i mam swoich klientów, którzy szanują mnie taką, jaką jestem i cenią to, jak wyglądam obecnie. Oczywiście, nie chodzę już w pokazach i nie pozuję do Vogue’a. Nauczyłam się, jak zdrowo pracować w tym środowisku. Jest to pełne poświęceń i znacznie trudniejsze, ale uważam, że zdrowie jest bardzo ważne i trzeba o nie odpowiednio dbać. Zamierzam pracować w zawodzie jak najdłużej. W dalekiej przyszłości chciałabym otworzyć centrum leczenia alternatywnego – joga, medytacja itp. Oczywiście w Nowym Jorku albo pod Nowym Jorkiem.
Wbrew pozorom Twoje myśli krążyły wokół jedzenia? - Tak, na pewno. Myślę, że prawdą jest, że tej choroby się nigdy nie pozbywamy. Nawet jako zdrowa już osoba, jedzenie jest czymś, o czym nadal myślę, ile zjeść, co zjeść… To jest nadal w mojej głowie, nawet po 9 latach od wyzdrowienia. Uważasz, że kanon piękna, narzucany przez media czy projektantów, zmieni się? - Myślę, że problemem jest brak różnorodności. Gdy myślimy o modelce, mamy jeden obraz przed oczami: bardzo chuda blondynka lub brunetka, nie Azjatka, albo Latynoska, bo takie modelki nadal są mniej-
URODOWYCH POPRAWIACZY NASTROJU!
Przesilenie wiosenne, medycznie nazywane zespołem wiosennego zmęczenia, spotyka wielu z nas. Przychodzi znienacka i może trwać nawet do kilku tygodni, ale na szczęście nie jest groźne. W zasadzie jest to sygnał, który wysyła nasz organizm, że sobie z czymś nie radzi, czegoś prawdopodobnie mu brakuje. Klasyczne objawy to senność, zmęczenie, brak chęci do jakiejkolwiek aktywności, a także wypadanie włosów, łamliwość paznokci, szara pozbawiona kolorytu skóra oraz drażliwość, apatia czy pogorszenie nastroju. wyjaśnia Dorota Nowak-Idzikowska, farmaceutka z Apteki Medicover we Wrocławiu
JAK MOŻNA TEMU ZARADZIĆ? ZWRÓĆ UWAGĘ NA DIETĘ Brak energii wiosną jest prawdopodobnie efektem spóźnienia naszego zegara biologicznego, który nie nadąża za zmianą pór roku oraz zwiększeniem natężenia promieniowania słonecznego. Dla organizmu oznacza to spore nowości, ponieważ przestawia się wtedy jego gospodarka hormonalna i przyspiesza metabolizm. Podejrzewa się, że za występowanie objawów wiosennego zmęczenia odpowiadają też niedobory witamin oraz składników mineralnych, które wynikają z mało zróżnicowanej zimowej diety, ubogiej w warzywa i owoce. Wiosną pojawiają się już nowalijki, które mogą dać spory zastrzyk energii. Kolorowe sałatki, odżywcze kiełki, smaczne surówki, świeże soki – wszystko to pozytywnie wpłynie na nasze samopoczucie, wygląd i zdrowie – dodaje Dorota Nowak-Idzikowska. POSTAW NA AKTYWNOŚĆ FIZYCZNĄ Wystarczy już 20-30 minut ruchu dziennie, żeby skutecznie rozbudzić organizm zmęczony po zimie. Regularna dawka ćwiczeń wpływa pozytywnie zarówno na naszą kondycją fizyczną (poprawia wygląd sylwetki, ale też skóry), jak i psychiczną (polepsza samopoczucie, uwalnia od negatywnych skutków stresu i dodaje mnóstwo energii). UŻYWAJ KOSMETYKÓW SPRAWIAJĄCYCH PRZYJEMNOŚĆ Wiosną postaw przede wszystkim na superprzyjemne formuły, słodkie i kwiatowe zapachy oraz soczyste, dodające energii
kolory. Używaj kosmetyków opartych na silnie skoncentrowanych składnikach aktywnych, zapewniających najszybszy efekt odświeżenia i pobudzenia skóry. Możesz też skorzystać z intensywnego zabiegu, którego efekty zobaczysz już po pierwszym razie, np. Clear+Brilliant Solta Medical, polecany osobom w każdym wieku i dla każdego rodzaju skóry. To idealny wybór dla tych, którzy chcą przywrócić twarzy blask i świeży wygląd oraz opóźnić proces starzenia. 1. Diaderma, olejek marchewkowy, 30zł/30ml; 2. Avene, emulsja do skóry tłustej i trądzikowej, 51,75zł/50ml; 3. Clarena, orientalny peeling do ciała, 58zł/200ml, 4. La Prairie, Cellular Swiss Ice Crystal Transforming Cream, 778zł/30ml
EKSPERYMENTUJ Z KOLORAMI Wiosna to też idealny moment na eksperymentowanie z szalonymi kolorami czy zdobieniami paznokci! Jeśli lubisz jasne kolory i różnokolorowe paznokcie, to w tym sezonie możesz zaszaleć. Multikolorowy manikiur to jest to! Możesz pomalować każdy paznokieć na inny kolor, na jednym stworzyć wielokolorowe wzory. Inspiracje kolorystyczne? Tęcza, zachód słońca, dzieła sztuki, np. Bauhausa. W tym sezonie artyzm górą! To nowy trend sztuki paznokcia, zwłaszcza wtedy, gdy kolory tęczy są również używane do makijażu oczu – dowiedzieliśmy się z raportu trendów makijażu wiosna/lato 2016 – zdradza Antonina Papiewska, stylistka paznokci gwiazd z salonów Pardon My French w Warszawie. UŚMIECHAJ SIĘ I NAUCZ ODPUSZCZAĆ Czasem wystarczy zmienić perspektywę, by rzeczywistość zaczęła zachwycać. :-) Zaczynaj dzień od uśmiechu, odnajduj radość w małych, codziennych drobiazgach, bądź życzliwa dla siebie i otoczenia i przede wszystkim przekonaj się, jak cudowne może być tzw. odpuszczanie. Na tak wiele rzeczy nie masz wpływu, więc nie musisz się nimi przejmować. Nie wszędzie musisz zdążyć, nie z każdym spotkać, nie wszystko załatwić. Twój odpoczynek powinien być postawiony czasem na pierwszym miejscu. 5. Le Petit Marseillais, cukrowy peeling do ciała, 19,99zł/150ml; 6. Salon Perfect, lakier do paznokci, odcień Exploded, 18,99zł/14ml, 7. Obagi, żel pod oczy Elastiderm, 250zł/15ml; 8. Barwa, peeling cukrowy modelujący Barwy Harmonii, 29zł/250g; 9. Arbonne, błyszczyk do ust, odcień Primrose 90zł/3,36ml
Dodatek czyni z naszego ubrania wyjątkową stylizację. Dzięki biżuterii, okularom czy torebce podkreślamy nasz indywidualny styl i charakter. Szukasz dodatków, które utrzymane są w obowiązujących trendach? Postaw na pastele, połysk i przede wszystkim wysoką jakość. Zestawiając klasyczny T-shirt z kaszmirowym szalem i skórzaną torebką otrzymujesz miejski look z najwyższej półki.
1.Sabrina Pilewicz
2. MINOU Cashmere
3. Loft37
4. My Way Jewellery
5. PACZE PACZE
6. Ania Kruk
AURUM BLOOM Aurum Bloom to wyjątkowa marka
biżuteryjna, która swoje kolekcje tworzy wyłącznie z naturalnych kamieni i szlachetnych metali jak: złoto, srebro, diamenty, ametysty, szmaragdy, szafiry oraz czerwone korale. Z łacińskiego nazwa oznacza "kwiat złota". Założycielką marki i zarazem projektantką biżuterii jest Aliya Riz. Aliya spędziła dzieciństwo w Moskwie. Ukończyła szkołę w Madrycie, a nastepnie, wraz z rodziną, przeniosła się do Dubaju, gdzie studiowała projektowanie mody na francuskim uniwersytecie mody ESMOD. Po raz pierwszy biżuteria została zaprezentowana w "The ESMOD Fashion Designers Inkubator", który odbył się w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Wiosną 2010 roku Aurum Bloom dostał wiele entuzjastycznych recenzji na "Dubai Fashion Week". Latem w 2011 roku nowa kolekcja została zaprezentowana w Rosji. Aurum Bloom jest jednym z liderów jubilerstwa wśród rosyjskich projektantów biżuterii oraz jedną z najpopularniejszych marek biżuteryjnych wsród gwiazd. Marka stała się popularna nie tylko w Rosji oraz Zjednoczonych Emiratach Arabskich, ale również zdobywa coraz większą popularność wśród Europejczyków.
Kolczyki z białego złota z diamentami i agatami, bransoletka z białego złota oraz zawieszka z białego złota ze szmaragdem
www.aurumbloom.com
SYLWIA ROCHAŁA
Sylwia Rochała tworzy markę sygnowaną swoim nazwiskiem i prezentuje konceptualne kolekcje. Moje projekty cechuje połączenie prowokującej indywidualności z szacunkiem wobec zastosowanych materiałów. - pisze Sylwia. Recykling jest dla Rochały jednym z podstawowych narzędzi realizacji tych planów, ponieważ stanowi nieskończone źródło surowców o określonym charakterze. Projektantka w ciekawy sposób przerabia męskie ubrania, tworząc z nich damskie. Jej pierwszym sukcesem była wygrana w konkursie Re-Act Fashion Show 2009. Od tego czasu prace Sylwii Rochały były wielokrotnie prezentowane na polskich i europejskich tygodniach mody, gdzie spotykały się z entuzjastycznym przyjęciem.
Jej projekty zachwycają swoją formą, kolorem i wykonaniem. Są jak dzieła sztuki umiejscowione na tle natury. I taka właśnie jest kampania „MEDITERRANEAN HOLIDAY” na sezon wiosna-lato 2016 w wykonaniu Sabiny i Jakuba, prezentujące modelki Natalię Gulkowską i Inez na tle śródziemnomorskich krajobrazów. Cała kolekcja, od początku do końca, została uszyta i wykonana własnoręcznie przez projektantkę, a gorsety według jej projektu uszyła Kasia Borychowska z Vermilion Corsets. Składa się z 30 sylwetek, a każdy z nich cechuje wyjątkowe połączenie kolorów, wzorów z fakturą. Bardzo ciekawe połączenie tkanin żakardowych i aplikacje przypominające rybie łuski, nie wspominając już o fenomenie gorsetów. Projekty Walerii zrozumie ten kto kocha sztukę, kolor, luksus i modę haute couture. Da się zauważyć, że projektowanie jest pewną formą artystycznego wyżycia się projektantki. Oby tak dalej!
Ewa Stepnowska projektantka i założycielka marki Bodymaps debiutowała już w roku 2015 wzorzystymi kostiumami – abstrakcyjne wakacyjne mapy – spotkały się z ogromnym zainteresowaniem. Wpisujące się w estetykę retro, ale uszyte z nowoczesnych materiałów. Uszycie kostiumu kąpielowego to nie lada wyzwanie, a jeszcze większym jest mapa kobiecego ciała. Kostiumy w przeciwieństwie do tych z sieciówek ukrywały niedoskonałości. Projekty w szczególności przypadły do gustu młodym matkom, a także kobietom po ciąży. W tym sezonie, mamy do czynienia z nieco bardziej zabudowanymi, bo jednoczęściowymi strojami, które według zasad w atrakcyjny sposób rzeźbią kobiecą sylwetkę, a przy tym wpisują się w stylistykę retro. Zachwycają jednak nie tylko projekty, ale również wyjątkowa sesja na basenie w PKIN, której autorką jest fotografka Zuza Krajewska, a dyrektorem artystycznym Robert Kiełb.
Zofia Chylak to polska projektantka, która wykreowała w Polsce modę na torebki z wytłaczanej skóry. Zaczynała od szycia na miarę, a w jej pracowni powstawały liczne kreacje, w tym także ślubne. Projektowania i szycia uczyła się na stażu u najlepszych - w tym w Proenza Schouler w Nowym Jorku. Obecnie to torebki Zofii Chylak robią furorę wśród nich worki mniejsze i większe, ściągane skórzanymi troczkami, duże „shoppery” z krótką rączką, czy wieczorowe kopertówki. Z racji, że zwierzęta wzbudzają sympatię, a psy w szczególności, symbolizują wierność, odwagę, a przede wszystkim przyjaźń. Najnowsza kampania wiosna-lato 2016 po-
wstała właśnie z psami o różnej rasie, wielkości, czy maści. Ogromną sympatię wzbudzają klimatyczne zdjęcia utrzymane w czarno-białej estetyce autorstwa Błażeja Żuławskiego.
Areta Szpura to zwariowana kobieta, która wraz z Karoliną Słotą jest współzałożycielką marki Local Heroes. Kto by pomyślał, że gdy w 2011 roku, kiedy zakładała stronę ,,Doing Real Stuff Sucks” Justin Bieber będzie nosił koszulkę z powyższym hasłem. Kto by pomyślał, że strategia wysyłania ubrań do ulubionych, zagranicznych gwiazd sprawi, że marka Local Heroes przejdzie do mainstreamowej legendy. Ostatnia kampania marki na sezon wiosna-lato 2016 ma nieco feministyczny wydźwięk. I bardzo chwytliwe hasła jak: ,,Pussy Power”, czy ,,Girls rock”. Cała kampania bardzo udana, wykonana pod okiem niezawodnych zagranicznych specjalistów, jak Milicent Hailes, Clarissa Bowman, czy Amy Exton.
Na rynku pojawiła się nie tak dawno, bo dwa lata temu. W tłumaczeniu na język ojczysty znaczy tyle co: ,,mały otworek”. Mały otworek działa cuda i czyni pośladki wyeksponowane nie krzykliwie, ale zmysłowo. Cały instagram tonie w zdjęciach modelek w bardzo dobry sposób prezentujących bieliznę marki fotografki Zuzy Kuczyńskiej. I co najlepsze Zuza nie wykonuje sama wszystkich zdjęć, pojawiają się także takie nazwiska jak Sonia Szostak, Bartek Wieczorek, czy Magdalena Łuniewska. Markę Le Petit Trou, jak sama mówi stworzyła z potrzeby posiadania zmysłowej bielizny, wygodnej i po prostu pięknej, innej niż ta dostępna na rynku.
w marketingu mody. Ogromnym sukcesem marki było dotarcie z zestawem bielizny do Kylie Jenner, która pochwaliła się swoim kompletem na Instagramie (3 zdjęcia w tej bieliźnie zdobyły łącznie 4,6 mln lajków!). Wystarczy wpisać #godsavequeens, aby zobaczyć jak bardzo ta koronkowa i seksowna bielizna jest rozchwytywana. Maffashion, Cristiny Musacchio, czy Alaine Kristina już nieraz otagowały bieliznę na Instagramie, robiąc sobie w niej zdjęcia. Tymczasem zapraszamy do obejrzenia najnowszej bardzo seksualnej kampanii wiosna-lato 2016! Życzymy kolejnych sukcesów i wytrwałości w budowaniu i kreowaniu wizerunku marek, a przede wszystkim rzeszy klientów, którzy będą nabijać lajki i tagować ubrania, akcesoria w Internetach. Miejmy nadzieję, że powszechna oglądalność przełoży się na zysk. Powodzenia!
Marka stworzona przez Karolinę Bernaciak i Filipa Olszewskiego. Produkowana w Polsce, ręcznie wykańczana podbiła niejedno kobiece serce. Ba! Mężczyznom też się podoba. Nie od dziś wiadomo o wysokim wpływie influence rów, blogerów, gwiazd
Wiosna i lato to czas, w którym bogata paleta barw wysuwa się na prowadzenie. Odkładamy na półkę ciemne kolory, by cieszyć się energią najmodniejszych odcieni sezonu. Zadbane dłonie to ozdoba każdej kobiety, a starannie wykonany manicure w najmodniejszym trendzie jest idealnym dopełnieniem letniej stylizacji.
monochromatycznej lub w multikolorowej wersji, jak na pokazie Ashish.
Zatem co będzie królowało na naszych dłoniach w tym sezonie? Jak długa i szeroka jest mapa tygodni mody, tak wiele trendów w stylizacji paznokci proponują nam wielcy kreatorzy. Wybrałam pięć wiodących tendencji, które sprawdzą się nie tylko u fashionistki, ale również u fanek minimalizmu. W tym sezonie bawimy się formą i kolorem, jednak nie zapominamy o klasyce w wykonaniu odcieni nude, czerwieni i czerni. Do łask wracają pastele, kolory z podstawowej palety barw oraz metaliczne i brokatowe lakiery. Uwaga na wykończenie! To ono sprawia, że nawet najprostszy manicure nabiera charakteru - błyszczące elementy, paski, naklejki oraz graficzne łączenie dwóch kolorów. Pamiętaj, że kolor lakieru to nie wszystko! Istotny jest również kształt i długość płytki. W tym sezonie królują krótkie, ładnie spiłowane paznokcie.
dokładnie w tym samym odcieniu, co na paznokciach.
GRAFICZNE WZORY METALICZNY POŁYSK
Metaliczny kolor wkracza na paznokcie. Ten typ manicure mogliśmy zaobserwować m.in. na pokazie Badgley Mischka. Metaliczne, niemal lustrzane lakiery nie są już zarezerwowane tylko na wieczorowe wyjścia. Idealnie prezentują się przy opalonej skórze. Dodatkowo z powodzeniem zastępują biżuterię.
Graficzne wzory to kolejny hit, który będzie królował w tym sezonie. Wybierając odpowiedni dla siebie wzór zwróć uwagę na kształt i kolor. Najlepiej sprawdzi się trójkątne wykończenie w mocnym, kontrastowym odcieniu, tak jak u Cushnie Et Ochs.
CIEPŁY KONTRA CHŁODNY FRANCUSKI MANICURE W KOLORZE BROKAT
Bez wątpienia to jeden z najmocniejszych trendów! Brokatowe lakiery we wszystkich kolorach tęczy możemy nosić w postaci
W tym sezonie odrzucamy klasyczną białą kreskę na rzecz kolorowego wykończenia. Dozwolone są wszystkie kolory! Pragniesz wyjątkowego looku? Zestaw kreskę na oku
Jedno z najsłodszych połączeń sezonu. Cukierkowe pastele w różnych odcieniach mieszamy ze sobą, otrzymując delikatną i bardzo kobiecą stylizację paznokci. Trend idealny dla Pań uwielbiających romantyczne klimaty i słodkie dodatki.
Spotkanie dla przyszłych Panien Młodych
fot.: Bartłomiej Senkowski, stylizacja włosów: Bożena Gawor, make-up: Justyna Opozda, biżuteria: Łucja Zając Atelier
KAŻDA PANNA MŁODA PRAGNIE W DNIU ŚLUBU WYGLĄDAĆ OLŚNIEWAJĄCO. JEŚLI TWÓJ WYJĄTKOWY DZIEŃ ZBLIŻA SIĘ WIELKIMI KROKAMI, A MOŻE ŚLUB PLANUJESZ DOPIERO ZA ROK, ALE WOLISZ POMYŚLEĆ O WSZYSTKIM Z WYPRZEDZENIEM – PRZYJDŹ DO CENTRUM URODY MOSS NA SPOTKANIE STWORZONE WŁAŚNIE Z MYŚLĄ O ŚLUBNYCH PRZYGOTOWANIACH – BRIDE TO BE! 12 maja organizujemy w naszym salonie wyjątkowe wydarzenie dla przyszłych Panien Młodych, które zgromadzi w jednym miejscu ekspertów pielęgnacji i wizerunku dbających na co dzień o piękny wygląd kobiet oraz profesjonalne firmy z branży ślubnej – mówi Anna Waszkowska (manager Moss). Podczas eventu styliści fryzur z Moss opowiedzą o aktualnych trendach, doradzą jak dbać o włosy, aby w tym wyjątkowym dniu wyglądały zjawiskowo. Zaprezentowane zostaną także zdjęcia z najnowszej ślubnej sesji Moss wykonane przez Bartłomieja Senkowskiego oraz kilka modnych upięć. Kosmetolog Moss poradzi jakie zabiegi gabinetowe warto wykonać tuż przed wielkim wydarzeniem oraz jakie procedury lepiej zaplanować i rozłożyć w czasie. Podpowie jak pielęgnować skórę, aby w dniu ślubu cieszyć się piękną, gładką i promienną cerą. Nasza wizażystka opowie o trendach w makijażu i wykona pokazowy make-up na jednej z uczestniczek spotkania – mówi Anna Waszkowska i dodaje – wykonany zostanie także przykładowy manicure. Manicurzystki podpowiedzą jak dbać o dłonie, zaprezentują specjalną ślubną kolekcję lakierów oraz delikatne i romantyczne zdobienia. W ten wyjątkowy wieczór w salonie Moss zaprezentuje się również - autorka ślubnych ozdób i biżuterii Łucja Zając, pasjonaci florystki z Petite Fleur, konsultanci ślubni BeMyWife, marka Tartelette tworząca zachwycające torty i ciasteczka, a także dyplomowany sommelier ze stowarzyszenia „Kobiety i wino”. Dla wszystkich Pań obecnych na wydarzeniu Bride to Be zostały przygotowane upominki oraz specjalne vouchery zniżkowe na usługi ślubne.
Zapisy na wydarzenie: Centrum Urody Moss ul. Prochowa 9, Kraków tel: 12 446 90 09 76
omyślałam, że skoro zbliża się sezon ślubny to będziecie szukać inspiracji wszędzie gdzie się da. W takim razie podzielę się kilkoma pomysłami na makijaże, które może wykorzystać panna młoda i reszta damskiej części weselnej watahy. W tym numerze znajdziecie parę patentów, które pomogą Wam stworzyć makeup zwany Cut Crease, niezwykle efektowny, popularny i modny wśród beauty- blogerek. Produkty, jakich potrzebujemy to: żelowy eyeliner (MAC Fluidline, Inglot AMC) i/lub miękka kredka (IsaDora Perfect Contour Kajal, Max Factor Liquid Effect Pencil), cienie (najlepiej kontrastowe), kremowa baza (MAC Paint Pot), tusz do rzęs (Dior Diorshow Mascara), opcjonalnie sztuczne rzęsy (przy cut crease zawsze wyglądają świetnie). Przydadzą się również dwa płaskie pędzelki i jeden, którym ładnie rozblendujemy załamanie. W tego typu makijażu nie zaczynamy standardowo - od kremowej bazy pod cienie. Pierwszy krok, to wyrysowanie górnej linii, czyli właśnie tego słynnego odcięcia. Rysujemy, eyelinerem bądź kredką nałożoną na pędzel, cieniutką linię, nieco ponad załamaniem powieki. Wprawna ręka poradzi sobie bez problemu. Dla tych mniej zaawansowanych mam patent z łyżką - tak, tak, dobrze przeczytałyście. Wystarczy przyłożyć łyżkę stołową do oka, tak by powstał łuk i odrysować linię. Następnie delikatnie, płaskim pędzlem ją rozcieramy. Blendujemy ciemniejszy kolor nakładając na eyeliner i nieco ku górze, nad wyrysowaną kreską. Krok drugi to nałożenie bazy. Robimy to płaskim pędzlem, jednocześnie wyostrzając linię nad załamaniem. W bazę wklepujemy cienie. Tutaj już mamy szerokie pole manewru. Możemy nałożyć jeden kolor, możemy też cieniować je „w poziomie”, zaczynając od najjaśniejszego w wewnętrznym kąciku. Nieodzownym elementem cut crease jest kreska w linii rzęs. Grubsza lub cieńsza - zrób taką jaką chcesz i umiesz. Na koniec mocno tuszujemy rzęsy i doklejamy sztuczne (najlepiej te na jednym pasku, patrząc nieco w dół - wygodnie będzie wam położyć lusterko na blacie stołu). Wstukując w google temat Cut Crease znajdziecie mnóstwo zdjęć. Ten makijaż to rewelacja! Zrobiony dobrze przykuje uwagę wszystkich zazdrosnych rywalek. KAROLINA CIOCHOŃ
CZYLI O TYM JAK ZNALEŹĆ RÓWNOWAGĘ POMIĘDZY AKTYWNYM ŻYCIEM I TRENINGIEM. Fot: Archiwum Izy Stasikowskiej
Hasło fitness to dynamika, akcja, aktywność, to słowo wyrażające ruch. Bardzo pasuje do współczesnego życia, które też jest bardzo szybkie i angażuje nas wraz ze wszystkimi naszymi zmysłami. Wszystkie treningi, zajęcia, taniec pobudzają naszą energię i podnoszą nas do góry. Wydaje nam się, że jak sobie poćwiczymy, zaangażujemy się, wypocimy to dostaniemy zastrzyk energii i będziemy mogli więcej i więcej i więcej w pracy i w domu i w życiu…. No więc, nie do końca to tak działa. Nie możemy w każdej dziedzinie, nieustannie i niezmiennie ciągnąć do góry. Życie i nasze ciało domagają się równowagi. Zbalansowanie dynamiki, znalezienie złotego środka to wyzwanie, którego osiągnięcie zapewni nam siły, zdrowie i full energii na długie lata. Ciągnąc w każdej dziedzinie życia tylko do góry i oddając na każdym polu swoją energię dojdziemy do wypalenia, do takiego miejsca gdzie nie będziemy już mieli z czego brać żeby dawać i dawać z siebie na zewnątrz. Trening może być bardzo różny i jego zadaniem jest zrównoważenie naszego wewnętrznego stanu i przywrócenie równowagi w energiach. Każdy człowiek jest inny i inne ma potrzeby, każdemu coś innego się podoba i dla każdego inny trening będzie właściwy. Jest taka grupa osób, dla której rzeczywiście dynamiczny trening będzie świetny. Najczęściej będą to osoby, które pracują w spokoju i ich praca wymaga skupienia, jak finansiści, księgowi, architekci, informatycy…. lub takie osoby, które pracują pod presją, w stresie i napięciu. W pierwszym przypadku praca wymusza skupienie i w treningu szukamy przeciwności - rozluźnienia i swobody, praca „uziemia” więc trening powinien „uskrzydlać”. W drugim przypadku jest podobnie,
plus czynnik rozładowania emocji, wyrzucenia, nawet dosłownego z siebie tego, co zostało zatrzymane, zblokowane w czasie pracy. Idealne treningi dla takich osób to step, zumba, taniec, box, tabata… Zupełnie odwrotnie jest w przypadku osób pracujących aktywnie, wśród ludzi w ciągłym przepływie. Mam tu na myśli takie zawody, gdzie spotyka się dużo ludzi, usługi, załatwianie i organizowanie pracy innym osobom… Treningi wybierane przez reprezentantów tej grupy będą spokojniejsze, i takie powinny być. Osoby takie będą szukały aktywności, która pozwoli odzyskać energię i na nowo skumulować ją w sobie. Całe szczęście dzisiaj możemy już wybierać w ofercie klubów fitness czy miejsc oferujących treningi personalne. Możemy skorzystać z najróżniejszych zajęć, z wykorzystaniem wyszukanego sprzętu. Treningów dynamicznych jest zdecydowana przewaga. Jednak w ofercie znajdują się też takie treningi, które możemy nazwać treningami body&mind czy mentalnymi i na nie pragnę skierować dziś „szkło powiększające”. To takie, podczas których energia zostaje wyrównana, zbalansowana i skierowana tak jakby „do środka”, „do człowieka”. Podczas takich zajęć nie może zabraknąć porównań ruchu do natury, odwołań do wyobraźni, porównań. Osoba prowadząca nie wydaje komend, nie odlicza powtórzeń w automatyczny sposób, tylko maluje słowami obraz ruchu, podpowiada, odwołuje się do wyobraźni i wrażliwości ćwiczących. Muzyka jest mniej dynamiczna, stanowi tło dla ruchu, nie narzuca tempa i nie przeszkadza, często jest bez słów żeby nie dokładać umysłowi dodatkowych zadań. Tempo wykonywanych ruchów i kolejnych powtórzeń najczęściej wynika z tempa oddechu. Jest to najbardziej naturalny sposób pracy. Zwró-
cenie uwagi na oddech jest też bardzo istotne w tych świadomych ćwiczeniach. To, że treningowi podlega ciało to oczywista oczywistość, że możemy trenować mięśnie, ich siłę czy rzeźbę to też wiele osób rozumie i rozróżnia, że możemy poprzez trening schudnąć lub zbudować doskonałą kondycje… Ale to, że możemy poprzez trening wyrównać poziom energii w ciele albo wpłynąć na emocje czy też odreagować stres lub napięcie to są mniej oczywiste wartości treningu. Dobrze jest zdać sobie sprawę, że jeżeli trening wymaga od nas skupienia, koncentracji to będzie to dla naszego mózgu relaksacja. Skupienie się na technice wykonania trudnych ćwiczeń, poświęcenie uwagi na precyzyjne i techniczne wykonanie ruchu, jest tajemnicą, która ze zwykłego machania nogami robi ćwiczenia również dla umysłu. Podczas ćwiczeń pilates, jogi, bodyART, stretchingu można osiągnąć pożądany w relaksacji stan ALFA czyli sprowadzić elektromagnetyczne pobudzenia mózgu do niższej częstotliwości charakterystycznej dla relaksacji, płytkiego snu czy płytkiej hipnozy. W tym stanie w sposób naturalny jesteśmy tuż po przebudzeniu i na moment przed zaśnięciem. Czasami w ciągu dnia zawieszamy się i zagapimy gdzieś w niewidoczny punkt na ścianie. To taki reset dla naszego mózgu, wyłączenie na chwilę czujności. W takim też stanie możemy celowo znaleźć się w czasie zajęć lub treningu kiedy to cała uwaga skierowana jest na wykonywane czynności, skupienie na konkretnym ruchu lub oddechu, na czuciu i rozumieniu działania ciała. Hmmmm …. Niesamowite odkrycie. Mogę ćwiczyć ciało i relaksować umysł w tym sa-
mym czasie. TAK! Zajęcia takie cieszą się ogromną popularnością. Im więcej zrozumienia tym więcej wartości. Dobrym wstępem do takiej pracy jest na przykład stretching, spokojne rozciąganie ciała, idąc dalej wszystkie metody wymagające skupienia i precyzji, takie jak pilates, joga. Im ciało bardziej wytrenowane tym trudniejszy i dynamiczniejszy może być trening. Można dojść do tańca, boxu i cyclingu… Jednak osoba niewytrenowana nie będzie w stanie osiągnąć spokoju wewnętrznego i odprężenia podczas wysiłku dla niej zbyt intensywnego. Przekraczającego możliwości techniczne ciała, wytrzymałość i siłę. To oczywiste. Wszystko w ciele będzie się buntowało, a ego będzie miało używanie, udowadniając nam, że nie stać nas na taki wysiłek. Piękny jest fakt zrozumienia tego zagadnienia i dopasowania aktywność do siebie. Ulegając modzie, naśladując innych często chodzimy na zajęcia, których nie lubimy i które tak naprawdę nam nie służą. Wsłuchaj się w siebie, odpowiedz sobie na kilka pytań. Co chcesz osiągnąć? Czego oczekujesz po godzinie ćwiczeń? Czego oczekujesz po 10 godzinach ćwiczeń? Poczytaj, popytaj, poszperaj a znajdziesz zajęcia, które będą dla Ciebie idealne. Takie, podczas których poprawisz kondycję siłę mięśni, wygląd ale także odprężysz się, oderwiesz od swoich trosk. Chodzi o to aby naładować akumulatory w ciele energią i mieć naprawdę więcej sił, żeby żyć pełnią swoich możliwości, ciesząc się zdrowiem i doskonałym wyglądem. Iza Stasikowska profil na Facebooku www.izastasikowska.pl
Lato i Igrzyska Olimpijskie coraz bliżej. Zaczynasz zmiany w swoim życiu wprowadzając zdrowe nawyki, ale robisz to bez przekonania. W końcu raz na zawsze zmierz się ze swoimi słabościami. Nikt za ciebie tego nie zrobi. Atmosfera towarzysząca dużym wydarzeniom sportowym takim jak Igrzyska Olimpijskie na pewno pomoże Ci w zmotywowaniu się do aktywności. Polska marka odzieżowa 4F na Igrzyska Olimpijskie w Rio de Janeiro w połowie maja zaprezentuje stroje olimpijskie dla naszych olimpijczyków. Będziesz mógł wczuć się w rolę sportowca mogąc ćwiczyć w unikatowej kolekcji dedykowanej najlepszym sportowcom wyjeżdżającym do Rio de Janeiro. Limitowana kolekcja będzie dostępna w niektórych sklepach.
WSZYSTKO ZALEŻY OD TWOJEGO NASTAWIENIA! Nie poddawaj się na starcie! Każdy Olimpijczyk też kiedyś zaczynał. Życie zaskakuje nas na każdym kroku, ale to od nas zależy jak je zaplanujemy. Moje jest zakręcone, piękne i wiele rzeczy dzieje się spontanicznie. Rób to co naprawdę kochasz, to w czym się realizujesz, co sprawia Ci radość i daje energię. Nic bardziej nie cieszy jak satysfakcja z osiągnięcia celów, które sam sobie wyznaczysz. To czym się zajmujesz, gdzie pracujesz, gdzie spędzasz wolny czas i ćwiczysz powinno wyjść od Ciebie samego. Nie sugeruj się tym co ktoś powie, sam sprawdź i podejmij decyzje co jest dla Ciebie najlepsze na daną chwilę. Ruch jest bardzo ważny dla zdrowego funkcjonowania, ale często musimy zmuszać się do wysiłku, boimy się zmęczenia, jesteśmy mało aktywni.
OTO KILKA RAD I SPOSOBÓW JAK BYĆ ZMOTYWOWANYM PODCZAS TRENINGU: • Ćwiczenie i zdrowa dieta to nie kara. • Wasz stan obecny, zależy w głównej mierze od tego jak wcześniej wyglądało Wasze życie. Aktywność i zdrowe życie to zabawa i przyjemność. Jest tyle rzeczy do wyboru - na pewno znajdziecie coś dla siebie, tylko musicie poświęcić chwilę czasu, żeby znaleźć to co wam odpowiada i pomaga w zmianie nawyków i realizacji celów treningowych. • Nie myśl o tym co było.
Dawne niepowodzenia z przeszłości to rozdział zamknięty. Liczy się „tu i teraz”, to, że kiedyś Wam się nie udało, nie oznacza, że znowu będzie tak samo. Dajcie sobie kolejną szansę! • Nie patrzcie na innych. • Najważniejsze jest Wasze ciało i Wasza dyspozycja . Nie istotne jest, że ktoś robi np. ćwiczenie lepiej czy gorzej od Was. Ćwiczcie i żyjcie jak najlepiej potraficie. Przecież robicie to dla Siebie. • Weryfikujcie postępy. • Notujcie swoje poczynania, widząc jak rośnie Wasza kondycja i efektywność, zaczynacie czerpać ze sportu coraz więcej przyjemności. Samozadowolenie niesamowicie wpływa na poziom Waszej motywacji. • Uśmiechajcie się i czerpcie energię z tego co robicie • Optymizm pomaga w motywowaniu do działania. Gdy macie wię-
cej energii, efektywniej pracujecie, Wasze ciało nie jest tak zmęczone, przez co jest dłużej zmotywowane do działania. • Nikt z nas nie jest idealny. Ważne, żeby znaleźć równowagę we wszystkim co robicie. Bywają dni kiedy nie jesteście w stanie zrobić treningu, czy przygotować sobie coś zdrowego do jedzenia. Nic straconego, nie załamujcie się i realizujcie dalej swój plan. Osiągniecie cel trochę później, ale uda Wam się, tylko nie traćcie motywacji i udowodnijcie sobie, że wszystko jest do zrobienia tylko nie można się poddawać. Udanych Igrzysk i wytrwałości w dążeniu do celu!
ADRIANNA PALKA www.adriannapalka.pl Zdjęcia: Paweł Kiszkiel
Odpocznij, zrelaksuj się, zatrzymaj… i zostaw swoje zmartwienia. Relaks umysłu i rewitalizacja ciała jest tym, czego każdy potrzebuje w dzisiejszych czasach, aby odpocząć po intensywnym dniu, troskach, napiętym harmonogramie i głośnym mieście, w którym żyjemy. Pozostaje jednak pytanie… Kiedy i jak można sobie pozwolić na to, aby złapać chwilę oddechu, przeznaczyć czas na relaks ciała i ożywić swoje zmysły? W TAO THERAPY można znaleźć wszystko to, czego potrzebuje nasze ciało i umysł… To miejsce, w którym można cieszyć się pięknem dotyku, pełnym relaksem i spokojem. Nie wolno jednak zapominać, że TAO THERAPY to także służba zdrowiu, pochodzącemu z sił naturalnych. Energia profesjonalnej terapeutki, jej wiedza i doświadczenie połączone z tradycyjnymi technikami leczenia z Azji ma na celu stworzenie równowagi między ciałem a umysłem, czyli nasze prawdziwe zdrowie!
Józefińska 4/3, Kraków
695 666 999
www.taospa.pl
ZAKOŃCZENIE CRACOW FASHION WEEK ANDORA
KRAKÓW, 16.03.2016 FOT. BARTEK WĄSIK
WIĘCEJ NA WWW.LOUNGEMAGAZYN.PL
ŹRÓDŁO: - Instagram - @lifeandthyme - Blog - silesiasmakuje.pl - Książka - „Leczenie dietą. Wygraj z candidą!” - Wydarzenia - Żarcie na kółkach
MAJ - CZAS WYCIECZEK, TYCH MAŁYCH I DUŻYCH, DALEKICH I BLISKICH. PODCZAS EKSPLOROWANIA POLSKI WARTO JEDNAK PRZYGOTOWAĆ SIĘ KULINARNIE DO TAKIEJ WYPRAWY, DLATEGO W TYM WYDANIU PROPONUJEMY PARĘ SPRAWDZONYCH PRZEPISÓW, A DLA TYCH, KTÓRZY JEDNAK PRZYGOTOWUJĄ SIĘ DO LATA ZNAJDZIE SIĘ CO NIE CO O DIETETYCZNYCH DESERACH. NIE ZABRAKNIE TAKŻE HISZPAŃSKICH SMAKÓW PROSTO ZE SŁONECZNEJ BARCELONY. A GDZIE WARTO JESZCZE WYBRAĆ SIĘ W MAJU I CO NOWEGO ODKRYĆ?
INSTAGRAM @lifeandthyme
Instagram kulinarno-podróżniczy z inspirującymi zdjęciami, zarówno pod względem destynacji wypraw, jak i skosztowanego podczas nich samego jedzenia. Life & Thyme dokumentują kulturę jedzenia dookoła świata, dzielą się historiami z tym związanymi oraz pokazują ludzi, którzy ich samych zaintrygowali. Odkrywają niesamowite obszary gastronomiczne, jednak sami podkreślają, że bardziej niż jedzenie, uwielbiają ludzi, bo bez ich historii jedzenie byłoby tylko paliwem.
BLOG silesiasmakuje.pl
Silesia Smakuje to platforma, dzięki której w pyszny sposób zwiedzimy Śląsk odkry-
wając jego kulinarne atrakcje i perełki. Zaletą strony jest to, że pokazuje zarówno lokalne małe miejsca, piekarnie, budkę z zapiekankami, po większe i bardziej znane restauracje. Silesia Smakuje udowadnia także, że Śląsk to nie tylko Katowice, ale też te mniejsze miasta, w których restauracje i proponowane w nich dania wprawią nasze kubki smakowe w zachwyt.
KSIĄŻKA „Leczenie dietą. Wygraj z candidą!”
Niedawno miała miejsce premiera książki „Leczenie dietą. Wygraj z candidą!”. Często patrzymy na dietę tylko przez pryzmat zrzucenia zbędnych kilogramów zapominając, że dieta ma przede wszystkim służyć poprawieniu naszego stanu zdrowia. Zmęczenie, zapalenia,
infekcje czy też bóle to również skutki złego odżywiania się. Ta książka przybliża program, który ma pomóc w redukcji tych objawów, a także kulinarnie inspiruje do zmian w naszych nawykach żywieniowych.
w Krakowie oraz 14-15 maja na Parkingu Poznań Główny Żarcie na kółkach przygotuje dużo smacznych niespodzianek i z pewnością zaspokoi każdy apetyt. Idealny pomysł na spędzenie majowego weekendu!
SILESIA BEER FEST II
Żarcie na kółkach 7-8 maja Kraków, 14 - 15 maja Poznań
13-15 maja , Katowice, Galeria Szyb Wilson
Po niesamowitym sukcesie „Żarcia na kółkach” w Warszawie, naszedł czas na podbicie żołądków mieszkańców Krakowa i Poznania! Zaczęło się od, z założenia, jednorazowej inicjatywy w pewne słoneczne wakacje, jednak food trucki cieszyły się tak dużym zainteresowaniem, że pomysł ewoluował do jednego z największych wydarzeń gastronomicznych w Polsce. Już 7-8 maja w Bezogródek food truck park
Obowiązkowe wydarzenie dla wszystkich fanów piw rzemieślniczych! Już w połowie maja w Galerii Szyb Wilson 30 browarów zapewni odwiedzającym różnorodne smaki i rodzaje piwa. Dodatkowo dla tych, którzy zgłodnieją będą także food trucki z jedzeniem. Organizatorzy zapewnili gościom także atrakcje w postaci wykładów i konkursu piw domowych.
Fot: Główne: Pixabay, pozostałe: Adriana Cubulska
OSTATNIO BARDZO POPULARNĄ DESTYNACJĄ NA WEEKENDOWE WYCIECZKI STAŁA SIĘ BARCELONA. MIMO SŁABOŚCI DO MADRYTU, DOCENIŁAM TAKŻE WSZYSTKIE UROKI BARCELONY I SMAKI, KTÓRE DZIĘKI NIEJ ODKRYŁAM. WPRAWDZIE WIELE MIEJSC JEST DOPASOWANYCH DO TURYSTÓW, A WŚRÓD PRZYTŁACZAJĄCEJ ILOŚCI CUDZOZIEMCÓW CZŁOWIEK ZAPOMINA, ŻE JEST W HISZPANII, ODNALAZŁAM „SWOJĄ” PRAWDZIWĄ BARCELONĘ. SMAKOWAŁA WYBORNIE! KTÓRE MIEJSCA TO SPRAWIŁY?
TXAPELA Mimo tego, że odniosłam wrażenie, że instytucja tapasa nie jest tu aż tak popularna jak w Madrycie, te spróbowane i przetestowane nazwałabym kawałkiem hiszpańskiego nieba w buzi. Txapela, ulokowana w sercu miasta na placu Catalunya, proponuje szeroką gamę przekąsek z tutejszymi specjałami i świeżymi owocami morza. Koniecznie trzeba skosztować również tych z hiszpańskimi szynkami, Jamon serrano i iberico! Dodatkowo oczywiście testowanie powinno odbyć się w towarzystwie dobrego wina, którego w Hiszpanii, a szczególnie w Txapela nie brakuje!
Tam zdecydowanie człowiek może się najeść. Rewelacyjne krewetki, niebiańskie przegrzebki, mule, na których myśl od razu głodnieje i mój faworyt, który tam testuje regularnie od paru lat - stek z tuńczyka. Za każdym razem wyśmienicie zalicza ten „test jakości”. Dodatkowym atutem jest zespół kucharzy, którzy nie tylko świetnie doradzą, ugotują, ale też i rozbawią kiedy na przykład świętują 100-nego klienta danego dnia winem i toastem. Bo każdy powód i okazja są dobre do celebrowania.
Do wejścia do środka zachęca duże okno wypełnione kuszącymi ciastami. Chyba nie ma osoby, która by chociaż nie zerknęła na tak kusząco wystawę słodkości, która spełniła swoje zadanie - weszłam do środka. Przytulne wnętrze, jasne barwy tylko mnie dalej zachęciły. Caleum to miejsce, w którym mamy ogromny wachlarz deserów do wyboru, a także alkoholi. Idealne po obiedzie by cieszyć się ich pierwszorzędnymi wypiekami. Caleum jest także połączone ze sklepem, w którym możemy kupić alkohole, konfitury i czekolady. W sam raz na smaczną katalońską pamiątkę.
Do przetestowania tego miejsca zachęcił mnie sam wystrój, wnętrze urządzone w kolorach ciepłego drewna, do tego lekko przygaszona światła i mnóstwo ludzi cieszących się wieczorem.Proponowane przez kelnera wino było na tyle wyśmienite, że zrezygnowałam z dalszych poszukiwań kolejnych lokalizacji na ten wieczór. Rozpoczęłam przystawkami w postaci hiszpańskich serów i szynek, by następnie przejść do meritum sprawy - rozpływającej się w ustach wołowiny tacos oraz karczochów zapiekanych z serem i jamon. Kiedy myślałam, że już nic nie zmieszczę po tej uczcie, pojawił się on. Deser. Tarta cytrynowa z bezą podawana w słoiczku, która udowodniła mi, że byłam w błędzie. Idealne dopełnienie uczty kończące całość delikatnie słodkim posmakiem.
LA BOQUERIA & EL QUIM DE LA BOQUERIA Mniej więcej w połowie Ramblas, głównej ulicy Barcelony, znajduje się wejście do targu, La Boqueria. Miejsce wypełnione po brzegi kolorami i zapachami owoców, warzyw z całego świata, a także ryb i owoców morza. Wizualna uczta dla oczu i smakowa dla naszych żołądków. Jednak będąc w tym miejscu nie zwracam już na to uwagi, tylko staram się przedostać przez turystów do mojego celu (mogę nawet śmiało stwierdzić, że nawet samego wyjazdu do Barcelony), czyli El Quim. Knajpa z otwartą kuchnią dookoła, której ustawione są krzesła. Sama kuchnia ma jakieś 6 m powierzchni, dlatego zawsze zastanawiam się jak jakiś 6 kucharzy może się tam pomieścić. Na pewno są antytezą dla przysłowia „gdzie kucharek sześć tam nie ma co jeść”.
MILANO COCTAIL BAR To miejsce to kwintesencja udanego wieczoru. Niepozorne wejście było dla mnie na początku wręcz podejrzane, ale pchana ciekawością postanowiłam zobaczyć co to jest. Kiedy zeszłam na dół po schodach nie mogłam uwierzyć. Muzyka grana na żywo przeplatana rozmowami jazzowych fanów, okrągłe stoliki, które uginały się od pysznych tapasów i rewelacyjnego wina, delikatnie przyciemnione światła. Jest to klub, w którym czas stanął w miejscu wybierając najlepszy możliwy okres. Warto jednak zarezerwować sobie wcześniej miejsce, ponieważ klub jest niewielki, a liczva zainteresowanych rośnie z każdą chwilą.
BUENAS MIGAS Jest to dość nietypowe miejsce w Barcelonie, ponieważ oferuje włoską focaccię, a także angielskie wypieki. Świetne miejsce na lunch, a samej focacci nie powstydziliby się sami Włosi. Desery natomiast jak dla mnie nawet „przebijają” danie główne. Sernik na bazie mascarpone czy też tarta czekoladowa z solonym karmelem
to istne dzieła cukiernicze! Dodatkowym walorem miejsca jest rewelacyjna kawa, która towarzyszy słodkim rozpustom.
CENTRIC Jest kolejną znakomitą destynacją na wieczorne spacery. W Cedricu panuje wesoły gwar, nieformalna atmosfera. Wśród propozycji dań znajdziemy m.in. pyszne mini-burgery, sałatkę ziemniaczaną z ośmiornicą czy też często podawane w Barcelonie pieczone ziemniaki z gęstym sosem, które są o tyle niebezpieczne, że „wciągają” bardziej niż słone przekąski. Jednk Centrica zapamiętałam głównie przez pryzmat najlepszej sangrii jakiej próbowałam! Jest to na pewno powód, dla którego odwiedzę to miejsce jeszcze nie raz.
ESCRIBA Jest to najstarsza, bo działająca już od 1906 roku, cukiernia w Barcelonie. Położona przy głównej ulicy turystycznej staje się obowiązkowym punktem dla wszystkich fanów słodkości. W Escribie możemy skosztować czekolad, francuskich makaroników, lodów, ciast i deserów. Sama skusiłam się na tradycyjny deser hiszpański, wyśmienity creme catalana, który zdecydowanie potwierdził słuszność nieskazitelnej opinii o cukierni.
FARGGI Mimo tego, że lody kojarzą się z Włochami, to również tutaj musiałam przetestować jedną z najstarszych hiszpańskich marek lodów, Farggi. Obawiałam się tylko tego, że jest sieciówka, co zawsze wydawało mi się, że wpływa na jakość produktu, Farggi mnie zaskoczyły. Znakomity smak oraz szeroki wybór smaków to zdecydowanie ich atuty, a Włosi mają nie lada konkurencję wśród swoich dalszych zachodnich sąsiadów. Barcelona udowodniła mi, że mimo licznych wpływów turystów i miksu narodowościowego, wciąż pozostaje wierna swoim kulinarnym korzeniom i uwodzi swoimi smakami. Katalońska kuchnia to już sam w sobie wystarczający powód do odwiedzenia tego miasta, nie wspominając już o innych walorach pięknej Barcelony!
ODKRYJ AZJĘ Z EDO
Z Piotrem Zajączkowskim, właścicielem Krakowskiego EdoSushi rozmawiała Adriana Cybulska Fot. Własność Restauracji Edo
OBECNIE WSZYSCY DOOKOŁA CHĘTNIE EKSPERYMENTUJĄ Z KUCHNIĄ, SMAKAMI Z DALEKICH KRAJÓW. NA MAPIE GASTRONOMICZNEJ KRAKOWA ZNAJDZIEMY MIEJSCE, W KTÓRYM SKOSZTUJEMY SPECJAŁÓW Z DALEKICH REGIONÓW, ALE W TRADYCYJNEJ ODSŁONIE! EDO SUSHI I DRUGI PUNKT, EDO FUSION, ZOSTAŁY STWORZONE Z MIŁOŚCI DO SUSHI I AZJATYCKIEJ KULTURY JEDZENIA. PIERWSZE TEGO TYPU MIEJSCA W KRAKOWIE, W KTÓRYCH WYBORNY SMAK POTRAW JEST CZYMŚ STAŁYM. SZEF KUCHNI STAWIA PRZEDE WSZYSTKIM NA JAKOŚĆ PRODUKTÓW I TECHNIKĘ PRZYGOTOWANIA, A SAM WYSTRÓJ WIERNIE ODZWIERCIEDLA WNĘTRZA JAPOŃSKICH SUSHI BARÓW. KTO STOI ZA SUKCESEM EDO? WŁAŚCICIEL PIOTR ZAJĄCZKOWSKI OPOWIADA NAM O TYM MIEJSCU I CZYM TAK NAPRAWDĘ UWIODŁA GO AZJA!
Jak narodził się sam koncept i pomysł powstania Edo? Był to dwutorowy proces - najpierw w naszym życiu pojawiło się sushi. Koncept narodził się stąd, że moja żona i współwłaścicielka jest zakochana i uzależniona od sushi, z którym miała pierwszą styczność już 20 lat temu w Stanach Zjednoczonych. Zaraziła mnie tym smakiem, a ja chciałem nauczyć się je robić. Znalazłem kurs i zaczęliśmy przygotowywać sushi w domu, dla siebie i przyjaciół.
ZACZĘLIŚMY ROBIĆ WIĘCEJ FORM I RODZAJÓW SUSHI NIŻ TYCH DOSTĘPNYCH NA RYNKU. BYŁY TO CZASY KIEDY ZACZĘŁY SIĘ POJAWIAĆ PIERWSZE SUSHI BARY W WARSZAWIE. POSTANOWILIŚMY WTEDY STWORZYĆ TAKI SUSHI BAR Z PRAWDZIWEGO ZDARZENIA W KRAKOWIE. Tworzyliśmy wnętrze sami, miałem książki i różne informacje, ponieważ nie było wtedy dostępnych dodatkowych materiałów do inspiracji. Jesteśmy już na rynku ponad 10 lat, natomiast w trakcie prowadzenia restauracji sushi bardzo dużo podróżowaliśmy, byliśmy zafascynowani kuchnią azjatycką. Wpadliśmy na pomysł otworzenia restauracji, w której moglibyśmy zaproponować nasze ulubione wschodnie potrawy i smaki naszym gościom. Tak narodziło się Edo Fusion. Nazwa nawiązuje do dawnej nazwy historycznej Tokio i epoki, w której powstało sushi. A fusion, ponieważ oferujemy różne dania kuchni koreańskiej, wietnamskiej czy też tajskiej. Nasz kucharz z łatwością żongluje tymi smakami i łączy elementy kuchni azjatyckiej nawet z akcentami kuchni śródziemnomorskiej.
Czy wobec tego jest jakieś „danie - wizytуwka” Edo Fusion lub ma Pan swoje ulubione? Bardzo lubię kuchnię tajską, ale jeśli chodzi o Edo Fusion na pew-
no jedną z naszych specjalności jest zupa galanganowa czy też curry. Mam też słabość do halibuta naszego autorskiego przepisu. Ciężko podać jedno danie. Ostatnio wprowadziliśmy dania kuchni koreańskiej, mamy też zupę kimchi, za którą dostaliśmy nagrodę już w 2006 roku na festiwalu zup.
Co Pana ujęło najbardziej w kulturze Japonii? To co nas zafascynowało w Japończykach to dążenie perfekcji, poszukiwanie idealnego balansu, duży szacunek dla produktów, celebrowanie jedzenia i czystość formy jaka tam występuje. Uważam, że kuchnia japońska ma bardzo duży wpływ na inne kuchnie, a kucharze z całego świata się nią inspirują.
Czy to jest to co wyrуżnia Państwa na tle konkurencji? Dążenie do perfekcji? Naszym hasłem jest kuchnia azjatycka od podstaw (dokładnie Edo Fusion, bo Edo jest - z miłości do sushi). Dlaczego od podstaw? Ponieważ chcąc odtworzyć tradycyjne przepisy robimy wszystko sami. Jak trzeba zrobić curry, to sami robimy tą pastę. Nasz ramen dochodzi parę godzin zanim jest gotowy do podania. Chcemy by klient poczuł te prawdziwe smaki Azji kiedy nas odwiedza i to jest to co nam przyświeca. Jednocześnie tworzymy też kompozycje, które mają za zadnie zaskoczyć, ale wciąż jest to utrzymane w pewnych azjatyckich kanonach.
W jaki sposуb chcą Państwo rozwijać Edo? Pomysłów mamy wiele, ale na razie nie chcemy ich ujawniać. Za niedługo na pewno zaskoczymy krakowskich smakoszy czymś nowym, świeżym, czego jeszcze w naszym mieście nie ma. Koncept jednak na pewno będzie oparty o nasze korzenie, czyli Azję, bo w tym czujemy się najlepiej.
WRAZ Z MAJEM I NADEJŚCIEM CIEPŁYCH DNI, ROZPOCZYNA SIĘ SEZON PIKNIKÓW I WYCIECZEK. CZĘSTO JEDNAK NIE MAMY POMYSŁU CO ZABRAĆ DO JEDZENIA NA TAKĄ WYPRAWĘ. MOŻE CZAS ZAMIENIĆ TEŻ KLASYCZNE KANAPKI NA COŚ INNEGO, ŁATWEGO DO PRZYRZĄDZENIA, ALE TEŻ ZASKAKUJĄCEGO SMAKIEM? OTO NASZE PROPOZYCJE NA MAJOWE PYSZNOŚCI.
DIETETYCZNY DESER - CZY TO W OGÓLE MOŻLIWE ? DLA WIELU Z WAS SŁOWA "DIETA" ORAZ "DESER" WZAJEMNIE SIĘ WYKLUCZAJĄ, A JEDYNE CO MOGĄ RAZEM TWORZYĆ TO OKSYMORON. TRUDNO NIE ZGODZIĆ SIĘ Z POGLĄDEM IŻ TE DWA ZWROTY PASUJĄ DO SIEBIE NIE BARDZIEJ NIŻ "KWIATEK DO KOŻUCHA", CZY TEŻ "KOZA DO WOZA". JEDNAK GDY Z ROKU NA ROK TRENDY W ODŻYWIANIU STAJĄ SIĘ CORAZ BARDZIEJ ZASKAKUJĄCE I EKSTRAWAGANCKIE, PEWNE PROPOZYCJE Z CZASEM PRZESTAJĄ JUŻ ZADZIWIAĆ. SKORO PRZYZWYCZAILIŚMY SIĘ DO JARMUŻOWYCH CZIPSÓW I NUGGETS'ÓW Z KASZY JAGLANEJ, TO DLACZEGO CIASTO Z BURAKA CZY TORT BEZ MĄKI NIE MIAŁYBY NA STAŁE ZAGOŚCIĆ W NASZYM MENU? ISTOTA DIETETYCZNYCH SŁODYCZY POLEGA W GŁÓWNEJ MIERZE NA ELIMINACJI WĘGLOWODANÓW POCHODZĄCYCH Z PSZENICY ORAZ CUKRÓW. W TYM CELU SIĘGA SIĘ PO NOWY SUBSTYTUT MĄKI W POSTACI PRODUKTÓW TAKICH JAK KASZA JAGLANA, CUKINIA CZY FASOLA. PRZY TAKIM ROZWOJU ŻYWIENIOWYCH TRENDÓW, STOSOWANIE MĄKI PEŁNOZIARNISTEJ WYDAJE SIĘ BYĆ JUŻ ZDECYDOWANIE PASSÉ. O ILE JEDNAK MĄKA NIE POSIADA WALORÓW SMAKOWYCH I JEJ BRAK - PRZY USILNYCH STARANIACH - JESTEŚMY W STANIE SOBIE WYOBRAZIĆ, O TYLE CIASTO SŁODZONE ŁYŻKĄ MIODU WYDAJE SIĘ BALANSOWAĆ NA CIEŃKIEJ GRANICY CUKIERNICZEJ ZBRODNI. A JAK TO WYGLĄDA (I SMAKUJE) W PRAKTYCE ?
Czekoladowe muffiny z czerwonej fasoli Sam przepis jest dziecinnie prosty, natomiast lista składników nie wzbudzi zaufania żadnego łasucha. Całkowity brak cukru oraz charakterystyczny smak fasoli dają się wyczuć już po pierwszym kęsie. W składzie nie znajdziemy również dodatkowego tłuszczu, co niewątpliwie stanowi zaletę tego wyrobu lecz tym samym powoduje że babeczki są wyjątkowo suche. Niestety, aromatyczna mieszanka kardamonu z cynamonem nie radzi sobie w tym wypadku z wyrazistym aromatem roślin strączkowych. Również pod względem estetycznym mogłoby być lepiej - brak mąki wiąże się z tym, że muffiny są mniej wyrośnięte niż swoje tradycyjne odpowiedniki. Jeśli zatem jesteście miłośnikami słodkości, ten przepis zdecydowanie nie przypadnie Wam do gustu.
Ciasto cukiniowo - czekoladowe Już na pierwszy rzut oka przepis - choć bardziej wymagający - wydaje się być przyjemniejszy dla naszego podniebienia. Nie traci jednak przy tym na swojej #fit wartości albowiem w wersji bezglutenowej i pozbawionej jajek zadowoli nawet najbardziej wybrednych smakoszy. Wśród składników
znajdziemy jednak cukier (w rozsądnych ilościach) oraz olej, dzięki któremu ciasto nie będzie suche wewnątrz. Natomiast mąka pszenna zastąpiona została jej gryczanym odpowiednikiem. Sama cukinia, w przeciwieństwie do fasoli, nie jest składnikiem dominującym w smaku. Pełni tu raczej rolę zdrowego wypełniacza, co należy uznać za niewątpliwy plus. Jeśli więc macie ochotę na ciasto w nieco zdrowszej wersji, to zdecydowanie przepis warty uwagi.
Praliny kokosowe z kaszy jaglanej Ten smakołyk jest zdrową odpowiedzią na popularne Rafaello. Gotowana na mleku kokosowym kasza jaglana, w połączeniu z płatkami migdałowymi i daktylami. Całość po uformowaniu w charakterystyczne kulki otoczona zostaje aromatycznymi wiórkami kokosowymi. Trzeba przyznać, że mimo całkowitego braku cukru ten przepis jest w stanie się obronić. Sama obecność kaszy jaglanej jako głównego składnika jest niewątpliwym atutem - zawierająca mało skrobi, bogata w witaminy z grupy B stanowi doskonałe źródło składników odżywczych i łatwo przyswajalnego białka. Warto również pamiętać,
że wedle uznania możemy dowolnie modyfikować przepis, dodając do gotującej się kaszy nieco miodu czy też ksylitolu. Parafrazując znane przysłowie - "dla chcącego, nic trudnego". Jak pokazują przykłady, niemalże każdy deser możemy przekształcić w jego zdrowszą wersję. Warto jednak zastanowić się, gdzie znajduje się cieńka granica za którą znika przyjemność a pojawia się dietetyczna fanaberia. Czy aby w tej pogoni za zdrowiem i wymarzoną sylwetką, nie dopuszczamy się swoistej profanacji istoty deseru? Czym bowiem będzie crème brûlée pozbawiony cukru czy tiramisu bez sera mascarpone? Jeśli zatem na co dzień żyjecie w sztywnych ramach dietetycznych wyrzeczeń, pozwólcie sobie od czasu do czasu na prawdziwą, słodką przyjemność. Bez cukinii, fasoli czy mąki orkiszowej. Przypomnijcie sobie, jak smakuje szczęście.
Paulina Salamon Fot. - http://czarnawisienka.blogspot.com
NAPÓJ POLECAM W UPALNE DNI, PONIEWAŻ BARDZO ORZEŹWIA.
SKŁADNIKI: ¬ 2 średnie ogórki szklarniowe lub gruntowe ¬ ok. 100 g świeżego jarmużu ¬ sok z 1 cytryny ¬ 2 łyżki miodu ¬ szklanka wody
Ogórki i jarmuż umyć pod bieżącą wodą Warzywa w całości wrzucić do robota kuchennego i miksować około 5 min do momentu, gdy kolor i konsystencja będzie jednolita Dodać miód, sok z cytryny i wodę. Miksować przez kolejną minutę do połączenia składników Gotowe :)
NALEŚNIKI JAGLANE Z CUKINIĄ
¬ 100 g mąki pszennej ¬ 500 g mąki jaglanej ¬ 4 jaja ¬ 1 l mleka ¬ 200 ml oleju ¬ szczypta soli
Wszystkie składniki na Ciasto naleśnikowe zmiksować na jednolitą masę Rozgrzać patelnię i nasmarować olejem Smażyć naleśniki w sposób tradycyjny Cukinię i ser cheddar pokroić w kostkę. Cukinię obsypać solą i wstawić do piekarnika rozgrzanego na 170 stopni na około 8 minut. W rondlu zagotować mleko, dodać ser camembert najlepiej rozrywając go na kawałki, poczekać aż się rozpuści. Do upieczonej cukinii dodać masę serową i cheddar. Całość ostudzić. Naleśniki zawijać dowolnie. Ja wybrałem standardowe rulony
FARSZ: ¬ 100 g sera cheddar ¬ 2 duże cukinie ¬ 50 g oliwek ¬ 1 cały camembert ¬ 100 ml mleka ¬ przyprawy
Przepisy: Paweł Kowalik Fot. Pixabay
Fot. FitLab
SUSHI Z KASZĄ PĘCZAK
¬ 200 g kaszy pęczak ¬ 1 marchewka ¬ 1 ogórek zielony ¬ 1 biała rzepa ¬ 4 sztuki glonów nori ¬ 50 g grzybów mung ¬ 100 g łososia wędzonego ¬ 30 g sosu wasabi ¬ 80 ml sosu sojowego ¬ 50 ml octu ryżowego ¬ 1 łyżeczka cukru trzcinowego
Kaszę pęczak ugotuj do miękkości, następnie pozostaw do odcieknięcia. Zagotuj przez kilka minut 0,5 l wody z dodatkiem cukru i octu. Do ugotowanej kaszy dodaj wodę, wymieszaj i odstaw do wystygnięcia. Tak przygotowana kasza powinna mieć lekko słodko-kwaśny smak. Następnie ugotuj grzyby, a warzywa pokrój w cienkie julienne: marchew, ogórka i białą rzepę. Na macie do sushi, ułóż glony nori. Po czym, na jednej jej połowie, w cienkiej linii: kaszę, grzyby i warzywa. Całość mocno zawiń i pokrój. Podawaj z sosem sojowym, wasabi i różyczką z łososia wędzonego.
WOŁOWINA W JAMAJSKIM SOSIE JERK Z KASZĄ JĘCZMIENNĄ I TATAREM WARZYWNYM
SKŁADNIKI (4 PORCJE) ¬ 0,5 kg pieczeni wołowej ¬ 200 g kaszy jęczmiennej ¬ 100 ml oliwy z oliwek ¬ 1 cukinia ¬ 1 papryka ¬ 1 cebula ¬ 3 ząbki czosnku ¬ 50 ml rumu ¬ 10 ziarenek ziela angielskiego ¬ 5 sztuk goździków ¬ 5 gałązek świeżego tymianku ¬ 0,5 łyżeczki gałki muszkatołowej ¬ 0,5 papryczki chilli ¬ łyżka miodu ¬ 0,5 łyżeczki cynamonu ¬ opcjonalnie sól himalajska i pieprz
JAK? Mięso natrzyj oliwą, oprósz solą i pieprzem, następnie wyłóż na blachę do pieczenia, dodając tymianek. Utrzyj w moździerzu wszystkie suche składniki. Oliwę wraz z miodem i uzyskaną mieszanką przyprawową, zblenduj. Tak przygotowanym sosem natrzyj mięso, kolejno upiecz w piekarniku w temp. 180 °C, przez 1-1,5 h (w zależności od grubości mięsa). Pieczeń pokrój na kawałki, a uzyskany wywar możesz zagęścić odrobiną ugotowanej kaszy jaglanej, dopraw solą i pieprzem, następnie całość podgotuj. W tym czasie nastaw kaszę jęczmienną do gotowania, pokrój warzywa w kostkę i zblanszuj je na patelni. Mięso połącz z sosem, następnie ułóż na talerzu, naprzemiennie z kaszą i warzywami. Szef Kuchni FitLab Jarosław Fugiel Smacznego !
Z PRZODU OSTRO Z TYŁU NIEOSTRO
MAŁYMI KROKAMI ZBLIŻA SIĘ CZAS LETNICH URLOPÓW, CIEPŁYCH WEEKENDÓW, SIELANKI I ZABAWY. NARTY I DESKI WĘDRUJĄ DO PIWNIC I PAWLACZY, A NA SAMOCHODACH POJAWIAJĄ SIĘ BAGAŻNIKI ROWEROWE I WINDSURFINGOWE. APARATY FOTOGRAFICZNE PO OKRESIE DESZCZÓW, PLUCHY I WSZECHOGARNIAJĄCEGO CHŁODU WCZESNOWIOSENNEGO Z POWROTEM ZAWISNĄ NA SZYJACH LUDZI SPĘDZAJĄCYCH AKTYWNIE CZAS.JAK CO ROKU ZROBICIE SETKI LUB TYSIĄCE ZDJĘĆ, KTÓRE POZA TYMI ZAMIESZCZONYMI NA FACEBOOKU I INSTAGRAMIE, BĘDĄ SIĘ CHOWAŁY NA TWARDYCH DYSKACH KOMPUTERÓW. DO WIELU OBRAZÓW PRZEZ DŁUGI CZAS NIE WRÓCICIE. BYĆ MOŻE NAWET NIGDY, BO PRZY ZMIANIE KOMPUTERA POWĘDRUJĄ W NICOŚĆ. CHCIAŁBYM SIĘ JEDNAK PODZIELIĆ KILKOMA RADAMI, KTÓRE BYĆ MOŻE POMOGĄ W ZACHOWANIU PAMIĄTKI, DO KTÓREJ CHCE SIĘ WRACAĆ. PO PIERWSZE PRZEMYŚL, CO CHCESZ FOTOGRAFOWAĆ Odwieczny problem w fotografowaniu jest taki, że zabranie ze sobą aparatu fotograficznego na spacer, wyjazd czy wycieczkę nie jest gwarantem wykonania zdjęć. Zdarzyło Wam się wyjść na spacer z aparatem na ramieniu i wrócić bez jednej foty? No jasne, że się zdarzyło. Warto pomyśleć o temacie. Świetną inspiracją zdjęć sportowych są magazyny drukowane. Jeśli uprawiasz sport, być może kupujesz odpowiednie dedykowane gazety, poświęcone Twojej dyscyplinie. Przejrzyj je zatem, nie myśląc o kolejnym rowerze, przerzutce, kołach, desce, latawcu czy żaglu, a spróbuj popatrzeć na zdjęcia. Większość niemieckich czy amerykańskich miesięczników współpracuje z bardzo dobrymi fotografami. Polskie starają się nie odbiegać poziomem fotograficznym. Zobacz, jak oni widzą temat, postaraj się zainspirować ich sposobem widzenia.
NIGDY NIE FOTOGRAFUJ POD ŚWIATŁO - BZDURA! Fotografia amatorska, codzienna, obrosła w mity. Nieraz mijając fotografującą się rodzinę usłyszysz - Janusz, nie pod światło! Z całym szacunkiem dla wszystkich Januszy, ich żon i dzieci - nie ma większej bzdury. Śmiało możesz spróbować pod światło,jednak jeśli w pierwszym planie stoi rodzina Janusza, trzeba ją doświetlić. Wystarczy włączyć lampę błyskową albo odbić od czegoś jasnego (biały t-shirt, gazeta, ściana czy choćby szyby budynków) światło. Wówczas efekt może być znacznie ciekawszy od tego klasycznego, ze słońcem za plecami fotografa. Warto jednak pamiętać, że najlepsze efekty oświetleniowe uzyskamy wczesnym rankiem i późnym popołudniem, 98
kiedy słońce jest nisko. Fotografowie - podróżnicy śmieją się nawet, że pracują przez godzinę o świcie, potem wracają do spania, by wstać ponownie blisko złotej godziny.
BĄDŹ GOTOWY Myśląc o zdjęciu, warto być gotowym do jego wykonania. Miej sprzęt pod ręką… Wiadomo, że jadąc na rowerze, musisz aparat schować. Rzecz w tym, żeby nie był na samym dnie plecaka, a dostęp do niego był łatwy. Wówczas, kiedy spotka Cię interesująca sytuacja, łatwiej będzie ją uwiecznić. Nie chcesz chyba pluć sobie w brodę, że zrobiłbyś zdjęcie, ale nie wykopałeś aparatu spod kanapek i kurtki przeciwdeszczowej?
DAJ SOBIE CZAS Jasnym jest, że kiedy idziesz na wycieczkę, nie możesz myśleć tylko o zdjęciach. Rodzina, znajomi, wysiłek, zabawa itd. Jeśli już jednak wyciągniesz aparat, zrób więcej zdjęć. Popatrz na kadr z bliska i daleka. Może przyda się jakiś szczegół do fotorelacji? Jeśli już strzeliłeś klatkę, odwróć się, być może za plecami znajduje się coś jeszcze ciekawszego. Często zdarza się, że pierwszy pomysł jest najlepszy, ale bywa i tak, że dopiero po głębszym wejściu w temat zauważasz coś ważnego. Myśl, jakbyś był odbiorcą zdjęcia. To, co chciałbyś na nim widzieć, postaraj się zawrzeć w kadrze.
SELEKCJA Chcąc pokazywać zdjęcia, pomyśl o tym, że odbiorcy nie byli w miejscach, w których robiłeś zdjęcia. Twoje zadanie polega na tym, by samymi obrazami uruchomić wszystkie zmysły. Zatem postaraj się dokonać takiego wyboru, by wzbudzić emocje. Nie zadręczaj ludzi pokazywaniem 200 zdjęć, a skup się na 20-30 najciekawszych, najbardziej zróżnicowanych. Pozostałe foty zatrzymaj w innym katalogu. To, że w danej chwili nie są interesujące, nie oznacza, że za 10-15 lat nie nabiorą wartości. Mistrz Wojciech Plewiński powtarza, że to, co kiedyś wydawało mu się mało ciekawe, dzisiaj zawiera w kadrach elementy zapomniane, które warto pokazywać.
DRUKUJ Komputery i technologie się zmieniają. Sprzęt elektroniczny jest także zawodny. Druk pozostaje czymś namacalnym. Ma też swój zapach i fakturę, które dodają waloru i magii fotografii. Kwestią gustu jest, jak wspomnienia są przechowywane. Ale uwierzcie, warto je drukować i oglądać na papierze… Układać w albumy, do których będziecie wielokrotnie wracać.
lounge | No 81 | maj '16
Wysokiej jakości magazyn lifestyle'owy. Bezcenny. High quality lifestyle magazine. Priceless

References: art. 1
 art. 137
 art. 137
 art. 133
 art. 137
 art. 137