Source: https://fundacjawip.wordpress.com/2013/09/19/bij-pijaka-bij/
Timestamp: 2017-12-15 13:59:24+00:00

Document:
Bij, pijaka, bij | Fundacja Wolność i Pokój
Bij, pijaka, bij
Służąc za młodu, w końcu lat 70-tych XX w, w sławetnym pleszewskim pułku artylerii konnej, skarmiany byłem na zajęciach pol-wychu opowieściami o ideale człowieka, jakim był łaskawie panujący Minister Obrony Narodowej gen. Wojciech Jaruzelski. Ten socjalistyczny święty wsławił się dwoma czynami: zezwolił żołnierzom chodzić w kapciach po godzinach służby oraz pogonił tradycyjny zwyczaj picia wódki przez wojskowych przy każdej okazji.
Nie zdziwiłem się więc, gdy w czasie stanu wojennego generał dodał do lauru pogromcy „S” także wieniec poskromiciela alkoholizmu. Wódka była na kartki, półliter miesięcznie, z możliwością zamiany na paczkę kawy lub tafelki czekolady. Intrygi opozycji, upowszechniającej domowy wyrób, spowodowały, że owe ograniczenia generał uzupełnił wprowadzając ustawę z dnia 26.10.1982 o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi. Ustawa stanowi dorobek trwalszy niż socjalizm i broniący go stan wojenny.
Trzydziestoletnia wojna z alkoholizmem, przynosi podobny efekt jak wojna trzydziestoletnia w XVII w; sama się napędza przechodząc w stan permanencji. Ustawa „uznając życie obywateli w trzeźwości za warunek moralnego i materialnego dobra Narodu” zobowiązywała organa administracji do „działań zmierzających do ograniczenia spożycia alkoholu oraz zmiany struktury ich spożywania…”. Po trzydziestu latach tych działań średnio spożywa się więcej alkoholu niż w latach 80-tych ( wzrost z ok 6,5 l czystego spirytusu rocznie do 9,5 litra). Zmiana struktury nastąpiła, wbrew zamierzeniom odgórnym, przez zwiększenie udziału piwa ( do 55% spożycia) i wódki, a spadku spożycia wina. Kierunek ten tłumaczyć można geograficzną przynależnością Polski do kultury piwnej ( niemieckojęzyczna Mitteleuropa z kolonizowanymi przyległościami) i wódczanej ( Rosja i kraje bałtyckiej). Niepowodzenie w spadku spożycia, nie można uznać ze strony administracji państwowej za porażkę, dzięki temu budżet zyskuje ok 4 mld zł rocznie. Trudno jednak zyskami budżetowymi zasłonić nader przykry fakt, że ustawa jest przykładem narzędzia prawnego nie służącego zakładanemu celowi. Jest jak młotek stosowany do pisania programów komputerowych; w teorii i młotkiem można pisać, w praktyce pytamy – po co…
Wpływy z akcyzy wynikają z innych przepisów prawnych, ewentualne wyrzucenie ustawy do kosza nie musi zmniejszać cennych 4 mld w kasie państwa. Nie musimy też się obawiać, że cena wódki (po zniesieniu akcyzy) spadnie poniżej ceny soku owocowego. Zależność cena/spożycie jest elementem istotnie wpływającym na sytuację. W 2001 r spożycie alkoholu wynosiło 6,8 l; za przeciętną pensję można było kupić ok 60 litrów wódki lub ok 700 butelek piwa. W 2011 r spożycie wynosiło 9,5 l, za przeciętne wynagrodzenie można było kupić 158 l wódki lub 1700 butelek piwa.
Doświadczenie jednak z czasów wysokich cen alkoholu przestrzega, że i tu pojawia się specyfika krzywej Laffera, a legalnie kupowany alkohol łatwo zastąpić produkcją domową lub zrzutem z przemytu. Znacznie gorszym objawem tego jest zastępowanie alkoholu innymi specyfikami, takimi jak popularne przed paru laty „dopalacze”.
Cena wódki, jak wspomniałem, nie jest zależna od ustawy o wychowaniu w trzeźwości. Ustawa w trosce o nasze morale narzuca inne ograniczenia w zakresie dostępności punktu sprzedaży, możliwości reklamowania itp. Życie pokazało, że są one traktowane bardzo elastycznie, w zależności od lokalnych i globalnych mód i trendów. Możliwa jest, na mocy decyzji samorządu, albo quasi-prohibicja, albo wręcz przeciwnie podaż kiosków z wódką na każdym rogu. Ustawa wprowadza też dodatkowe obciążenia, będące w rzeczywistości przedłużeniem średniowiecznej tradycji fiskalnej (czopowe, korkowe, stemplowe, opłata propinacyjna). Novum polegało na wskazaniu celu przeznaczenia tak pozyskanych środków. W 2008 r z tego typu „korkowych” ściągnięto 560 mln zł, w tym najwięcej 522 mln zł pozostało w dyspozycji gmin. Samorząd nie może jednak dowolnie dysponować tymi pieniędzmi, przeznaczając je np na budowę szkół, przedszkoli czy dróg, lecz musi je wydać na programy profilaktyczne. Nie może więc wydać na przedłużenie pracy świetlic szkolnych, lecz tylko na osobne świetlice terapeutyczne; nie może wydać na doposażenie szpitala ogólnego, lecz tylko na poradnie p-alkoholową. Z tych pół miliarda złotych utrzymuje się ok 10 tys „społecznych” działaczy gminnych komisji przeciwalkoholowych oraz dalsze kilkadziesiąt tysięcy aktywistów profilaktycznych, terapeutycznych i pedagogicznych. Na poziomie wojewódzkim rozdzielane jest 32 mln zł z opłat za hurtową sprzedaż ( głównie na szkolenia, promocje i konferencje przekonujące przekonanych o skuteczności działań). Centrum to głównie Państwowa Agencja Rozwiązywania Problemów Alkoholowych wydająca 6,5 mln zł na przegotowanie i monitorowanie programów, szkolenia, doradztwo, sianto tanto i owanto. Z alkoholu korzysta także sympatyczna ministra Joanna Mucha, bo jej resort dysponuje pochodzącymi z „korkowego” środkami funduszu wspierającego sportowe zajęcia młodzieży. Czemu takowe mogą być wspierany „korkowym” tylko ze szczebla centralnego, a nie mogą być z gminnego; pozostaje niewytłumaczalną tajemnicą…
Bez względu na skuteczność wydawania tych środków, same przez się tworzą one ogromne lobby zwolenników utrzymania status quo. Każdy wychowawca, nawet ze świecącej pustką świetlicy terapeutycznej, jest świecie przekonany o przydatności społecznej swojej misji; a cóż dopiero społecznik wybrany do elitarnego grona członków gminnej komisji PA…
Urok ustawy polega na twórczym zaspokojeniu oczekiwań społecznych wynikających z eklektycznego połączeniu różnych tradycji. Znajdziemy tu element chrześcijański (piętnowanie opilstwa jako grzechu), oświeceniowy ( wiara, że przez edukacje uwolnimy społeczność od przywar), pozytywistyczny (alkoholizm jako choroba społeczna, którą należy leczyć). Ponieważ picie towarzyszy ludzkości od czasów Noego, naturalnym są oczekiwania rodzące się na kacu, w zderzeniu ze szkodami powodowanymi stymulowanym alkoholem wylewem głupoty. Pocieszeniem ludzkości może być przypomnienie, że o wiele szkodliwsze były czyny popełniane zupełnie na trzeźwo przez niepijących Hitlerów, Leninów, Czyngis-Chanów itp. Jednakże, bez względu na fakty, uznać musimy, ze trwałość ustawy wynika z rzeczywistego oparcia na społecznych oczekiwaniach.
I tu dochodzimy do sedna problemu. Fiskalizm niegospodarność, nieskuteczność, marnotrawienie środków, blokowanie przedsiębiorczości, to są wszystko sprawy wtórne wobec fundamentalnego pytania: czy wojna z alkoholizmem, tak jak każda inna wojna, nie uderza w nasze, podstawowe prawa… W tym tak niezbywalne, jak prawo do wolności osobistej i godności. Dyktatura oparta tylko na przemocy nie jest tak groźna dla jednostki, jak dyktat większości oparty na niewzruszonym przekonaniu o posiadanej racji. Łatwo przyjąć argument, że pijak sam przez swoje zachowanie rezygnuje ze swych praw, tym samym społeczność jest uprawniona by w trosce o jego dobro zlekceważyć jego człowieczeństwo.
Przychodzi to tym łatwiej, gdy w naturze społecznej dominują postawy liberalno-konserwatywne. Liberalne wobec własnych zachowań (nasze picie nikomu nie szkodzi, my po alkoholu nadal jesteśmy mądrzy, wspaniali i piękni) i konserwatywne wobec innych (pijak narusza wartość jaką jest dla nas porządek publiczny). Dlatego wobec tych innych akceptujemy traktowanie, jakie nigdy nie zaakceptowalibyśmy wobec nas. Raczej nigdy dobrowolnie nie akceptowalibyśmy, by to nas ktoś, karząc za wypicie kilku kieliszków, porwał przemocą, spętał kaftanem, torturował biczami wodnymi, uwięził a na koniec wymierzył sankcję dodatkową: areszt lub grzywnę. Ale identyczne działania wobec anonimowego pijaka (sam sobie winien) akceptujemy w imię wyznawanej przez nas wizji porządku publicznego. Cóż, w marzeniach o pięknym ogródku, nikt nie identyfikuje się z chwastem….
Ustawa przewiduje możliwość stosowania przymusowego leczenia. Przymus ten na mocy art 24 stosowany może być do osób które w związku z nadużywaniem alkoholu powodują rozkład życia rodzinnego, demoralizację małoletnich, uchylają się od pracy albo systematycznie zakłócają spokój lub porządek publiczny”. Przepis ma charakter otwarty, nie wynika z tego, że dana osoba popełniła wskazany czyn karalny, ani, że wina taka potwierdzona została orzeczeniem sądu. Wystarczającą przesłanką może być tu opinia urzędnika lub policjanta. Ponieważ każdy pijany swoim wyglądem demoralizuje, w prawie każdym przypadku wpływa negatywnie na życie rodzinne, w dodatku zazwyczaj uchyla się od pracy, przepis ma dość gumowy charakter. Na szczęście dalsze przepisy ustawy wprowadzając kontrolę sądową ograniczają możliwości nadużycia tego przymusu.
Znacznie bardzie niebezpieczny jest przepis art 40 umożliwiający zatrzymanie w izbie wytrzeźwień. Zatrzymane, a więc pozbawione wolności mogą być „osoby w stanie nietrzeźwości, które swoim zachowaniem dają powód do zgorszenia w miejscu publicznym lub w zakładzie pracy, znajdują się w okolicznościach zagrażających ich życiu lub zdrowiu albo zagrażają życiu lub zdrowiu innych osób”. Stan nietrzeźwości to stan, gdy w badanej próbce krwi występuje 0,5 promila alkoholu (a wiec w zależności od cech osobistych dotyczyć to może spożycia dwóch piw lub 100 gr wódki). Nieokreślonym jest zdefiniowanie „zgorszenia”, subiektywnie jednych gorszy biust eksponowany w dekolcie, drugich różowy sweterek przy żółtych spodniach, trzecich używanie słów, którymi ogół Polaków zastępuje pauzę przecinka w zdaniu. W teorii osoba zatrzymana może odwołać się do sądu, jednak ogólność przepisu, a także zwyczajowe traktowanie nietrzeźwych jako niezdolnych do myślenia logicznego, powoduje, że jest to ochrona fikcyjna. Możliwe jest także nadużywanie wobec zatrzymanego środków przymusu dopuszczonych art 42: siła fizyczna, obezwładnienie z pomocą pasów, uchwytów, prześcieradeł, kaftana bezpieczeństwa. Tego typu nadużycia, oraz przypadki kradzieży przedmiotów wartościowych oddanych do depozytów, są najczęstszymi przyczynami skarg zatrzymanych. Nie tylko solidarność zawodowa personelu, ale przede wszystkim zakorzeniona w społeczeństwie pogarda dla pijaków, powoduje traktowanie takich skarg jako bezzasadnych. Pijany jako grzesznik, izba jako cela pokutna, rachunek za pobyt jako kara pieniężna, informacja o pobycie jako stygmat wstydu; taki jest ogólnie akceptowany model.
Wyobrazić sobie można modyfikację art 40, tak by ewentualność zatrzymania dotyczyła tylko osób znajdujących się w sytuacji zagrażających ich życiu i zdrowiu, lub życiu i zdrowiu osób postronnych. W dodatku, takie zatrzymanie może nastąpić tylko, gdy nie istnieją inne metody ochrony bezpieczeństwa (np. odwiezienia pijanego do domu)… Przy takiej modyfikacji izby wytrzeźwień straciłyby charakter pokuty za grzech. Taka zmiana wymagałaby rewolucyjnej wręcz zmiany w świadomości społecznej, zwycięstwa wartości wolności osobistej i prawa wyboru własnych dróg poszukiwania szczęścia, nad wartością jaka jest ład i porządek publiczny.
Sama ustawa o wychowaniu w trzeźwości nie jest jednak tak niebezpieczna dla indywidualnej wolności, jak inne przepisy prawne bazujące na wizji wychowywania grzesznego pijaka przez władzę publiczną.
W obowiązującym Kodeksie Wykroczeń ta wizja przekłada się na sankcje karne nakładane z tytułu spożycia legalnie dostępnego trunku. W art 51 par 2 zaostrza sankcję dla osób zakłócających porządek publiczny lub wywołujących zgorszenie w miejscu publicznym, gdy czyn popełniony ma charakter chuligański lub pod wpływem alkoholu. Innymi słowy, jeśli ktoś krzyknie na ulicy „Niech nam żyje dobry Premier Tusk”, sankcja za to zależna jest od promili alkoholu we krwi (osoba trzeźwa w tym wypadku nie poniesie sankcji, bo swym okrzykiem świadczy o stanie zachwiania władz umysłowych).
Art. 70 par. 2 grozi sankcją aresztu lub grzywny za podejmowanie czynności służbowych lub zawodowych w stanie po użyciu alkoholu. W odróżnieniu od par. 1 tegoż artykułu, nie istnieje określenie, że owe czynności zagrażają czemuś (powodują niebezpieczeństwo dla zdrowia i życia). Innymi słowy do aresztu można trafić, nawet jeśli wzorcowo wykonujemy swoje obowiązki zawodowe (w tym ratując innych przez niebezpieczeństwem dla życia i zdrowia) jeśli jesteśmy „pod wpływem” alkoholu. „Gumowy” także, a przez to niebezpieczny, jest zapis art. 86 par. 2. podwyższający (do kary aresztu) sankcję dla osób które po użyciu alkoholu powodują zagrożenie w ruchu drogowym na drodze publicznej, w strefie zamieszkania lub strefie ruchu. Ocena, że ktoś powoduje zagrożenie może być subiektywną opinią policjanta (za wolno przechodzi po pasach, idzie poboczem; gdzie mógłby parkować samochód itp), w dodatku nie ma logicznego związku z samym faktem spożycia. Trzeźwy może powodować większe zagrożenie, lecz dotyka go niższa sankcja. Użycie alkoholu, zgodnie z przepisami prawa, oznacza stan ilustrowany zawartością od 0,2-0,5 promila we krwi; a więc występujący już po spożyciu jednej butelki piwa.
Ta zasada, „zero tolerancji” dla jednego piwa, szczególnie widoczna jest w innych wykroczeniach komunikacyjnych. Kara aresztu do 14 dni lub grzywny, grozi gdy prowadzimy „po piwie” pojazd (w tym rower, hulajnogę itp). Kara ta jest bez związku ze stopniem zagrożenia powodowanym tym zachowaniem czy naruszaniem przepisów ruchu drogowego. Określenie „prowadzi” jest tak rozciągliwe, że dotyczy także osób, które nie jadą na rowerze, ale idąc powolnym krokiem po pustym chodniku prowadzą obok siebie rower. Co więcej, jeśli ten rower został pożyczony (od brata, ciotki, sąsiada itd), to na mocy art 96 właścicielowi grozi grzywna za to, że dopuścił do prowadzenia przez osobę, która wypiła jedno piwo. Jeszcze raz powtórzmy; kary owe nie mają związku z rzeczywistym zagrożeniem. Osoba po piwie, idąca pieszo z rowerem po drodze, nie jest w stanie tak zagrozić życiu lub zdrowiu osób postronnych, jak kierowca samochodu w sposób znaczny przekraczający prędkość w terenie zabudowanym. Mimo tej dysproporcji sankcja dla rowerzysty jest znacznie wyższa. Tłumaczyć to można jednym: kara ma być pokutą dla grzesznika-pijaka, a nie formą prewencji chroniącej bezpieczeństwo ogółu.
Przepisy Kodeksu Wykroczeń otwierają drogę do dalszych nadużyć na szkodę naszych praw osobistych. Na dobrą sprawę prawo ochrony prywatności gwarantować powinno także ochronę informacji o naszym zdrowiu, samopoczuciu czy kondycji. To, czy jesteśmy trzeźwi czy nie, jest naszą intymną, prywatną sprawą; dopóki nie naruszamy przepisów prawa… Ale jak się ma ta ochrona prywatności, gdy przepisy prawa stosować można w całej rozciągłości. W każdym momencie policjant może nas, idących spokojnie ulicą, nie tylko wylegitymować, ale i sprawdzić naszą trzeźwość; bo w jego oczach jesteśmy podejrzanymi o czyn określony w KW jako art. 51 (krzyki, zgorszenie) lub art. 86 (zagrożenie dla bezpieczeństwa ruchu). Fikcją może stać się prawo do pokojowych zgromadzenia, gdy policja zyskuje prawo swobodnego nękania uczestników pod zarzutem, że grzeszą pijaństwem. Co więcej, dyskusja z policjantem na ten temat może być potraktowana jako akt zgorszenia publicznego (bo polemika obywatela z przedstawicielem władzy jest sama w sobie gorsząca); a więc skutkować może na mocy art. 40 ustawy o trzeźwości doprowadzeniem do izby wytrzeźwień, zawinięciem w kaftan i uspokojeniem biczami wodnymi…
Cóż, sto lat temu wójt miał prawo karać za grzech opilstwa chłostą, pręgierzem, zamknięciem w „kozie” … I choć karany chłop nie był tym zachwycony, ogół stał za wójtem bo za grzech picia należy się manto pijakowi. Myśl o tym, że wyższą wartością jest nietykalność cielesna, nie przychodziła do głowy, bo pijak nie ma praw. W niewielkim stopniu oddaliliśmy się od tej świadomości. Jak można bronić praw pijaków, skoro sami z nich dobrowolnie rezygnują upadlając się wódką? Dopóki krzywda nie dotknie nas osobiście, dopóki sami podstępem nie będziemy wyzuci z własnych praw, milczeć będziemy bojąc się przeciwstawienia mądrości ogółu.
3 comments on “Bij, pijaka, bij”
Ot taki tam film…
Jarku, świetny tekst. Dzięki!
Jarku, absolutnie świetny tekst! Gratuluję i myślę w jaki sposób zrobić z niego użytek (może coś razem wymyślimy…). Zabrakło mi tylko odniesienia się do art. 47 sławetnej ustawy o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi z dn. 26 paździenika 1982 r., który mówi, że: jeżeli zachodzi podejrzenie, że przestępstwo lub wykroczenie zostało popełnione po spożyciu alkoholu, osoba podejrzana może być poddana badaniu koniecznemu do ustalenia zawartości alkoholu w organizmie, w szczególności zabiegowi pobrania krwi… Ten m.in. art. był kiedyś przedmiotem mojej obywatelskiej troski na prośbę kobiet z Bełchatowa organizujących demonstrację przeciwko wysokim opłatom za opiekę przedszkolną (o czym już kiedyś informowałem). W załączniku skarga na działanie bełchatowskiej milicji do łódzkiego komendanta wojewódzkiego (obecnie jest szefem KG), którą napisałem (oczywiście bez merytorycznej odpowiedzi poza bzdetami, że jest ustawa o wychowaniu … która daje milicji prawo…; a owa komendantka została niedawno awansowana – jest teraz szefową milicji w Piotrkowie Trybunalskim), w której wskazywałem na samowolną interpretację owej sławetnej ustawy Jaruzela. Myślę, że jako obywatele (podobno) nie zdajemy sobie sprawy z uciążliwości kwestii drobnych (bij pijaka!), które często urastają do rangi całkiem sporych kłopotów w wymiarze indywidualnym psując jednocześnie życie społeczne. Jarka tekst w wyśmienity sposób takie myślenie obnaża. Szacunek Jarku!
This entry was posted on 19 września 2013 by Fundacja Wolność i Pokój - redakcja witryny in Prawa Człowieka, Społeczeństwo and tagged Jarosław Kapsa.
https://wp.me/p393dN-wi

References: Art. 70
 art. 86
 art. 51
 art. 86
 art. 40
 art. 47