Source: http://polskie-forum.pl/viewtopic.php?f=3&t=1248&start=30
Timestamp: 2019-08-23 10:48:28+00:00

Document:
Teraz jest 23 sie 2019, 11:48
Napisane: 26 mar 2012, 14:09
Ciała ofiar smoleńskiej katastrofy włożono do foliowych worków, które szczelnie zawiązano, a następnie trafiły one do metalowych trumien. Rodziny zapewniono, że wszystko odbyło się z należytym szacunkiem.
To wskazuje na intencje Rosjan, którzy zaraz po katastrofie zacierali wszystkie ślady. Nawet laik wie, że w foliowym worku następuje przyśpieszony proces rozkładu – mówi nam Andrzej Melak, brat Stefana Melaka, szefa Komitetu Katyńskiego, ofiary smoleńskiej katastrofy.
Dorota Kania, Katarzyna Pawlak/GPC
http://autorzygazetypolskiej.salon24.pl ... rali-slady
Napisane: 10 kwi 2012, 06:34
Dowód pierwotny
"Zwracają się do Pana prawnicy w sprawie, która od dwóch lat jest w centrum uwagi opinii publicznej. Mówimy o katastrofie smoleńskiej i niewyobrażalnym lekceważeniu polskich organów ścigania przez Komitet Śledczy Federacji Rosyjskiej. Od dnia katastrofy wrak Tu-154M, podstawowy dowód w prowadzonym śledztwie, niszczeje pod Smoleńskiem. Na naszych oczach demolowane są fragmenty samolotu. A sposób ich przechowywania urąga elementarnym zasadom zabezpieczenia materiału dowodowego. Niszczenie dowodu jest przestępstwem. Co na to polska prokuratura?" - pytają sędziowie: Bogusław Nizieński, Wiesław Johann i Piotr Łukasz Andrzejewski. "Kierujemy do Pana - Prokuratora Generalnego - szefa polskiej, niezależnej prokuratury, pytanie, czy i kiedy samolot wróci do Polski? Nie mamy wątpliwości, że jedynym organem procesowo powołanym do odzyskania wraku tupolewa - dowodu mającego kluczowe znaczenie dla ustalenia przyczyn katastrofy, jest polska prokuratura. I to ona jest zobowiązana do aktywnego działania" - piszą sygnatariusze listu. Ich obawy i dezaprobatę dla dotychczasowej - wyłącznie reaktywnej w stosunku z rosyjskim partnerem - sekwencji działań Prokuratury Generalnej podziela wielu prawników, rozumiejących zasady dyscypliny postępowania przygotowawczego.
Mamy w Polsce wybitnych prawników, praktyków, chociażby prezesów i sędziów Trybunału Konstytucyjnego w stanie spoczynku, posiadających znakomitą znajomość prawa karnego. I doświadczenie. Mogliby swoją wiedzą, doświadczeniem i własnym autorytetem wesprzeć starania prokuratury (gdyby chciała) i pokrzywdzonych, skutkujące wydaniem dowodów.
W przeciwnym razie powinniśmy się liczyć z powtórką scenariusza testowanego przy dwóch komisjach wypadkowych (Jerzego Millera i MAK) i ogłaszaniu raportu Tatiany Anodiny. A mianowicie, że śledztwo prokuratury rosyjskiej zakończy się wcześniej niż postępowanie w Warszawie, a strona polska zostanie skazana na "odkręcanie" ustaleń rosyjskich prokuratorów, nie dysponując ze swej strony własnymi dowodami i wiążącymi ustaleniami.
http://www.naszdziennik.pl/index.php?da ... d=je02.txt
Napisane: 11 kwi 2012, 09:20
Wyczyszczony wrak
Fotoreporterów obsługujących wczorajsze uroczystości w Smoleńsku, którym pozwolono z bliska zrobić zdjęcia pewnych elementów zniszczonego Tu-154M, spotkało spore zaskoczenie. Części samolotu wyglądają tak, jakby ktoś je dokładnie wyczyścił. Takim stanem rzeczy zdumieni są prawnicy. - Wrak samolotu to materiał dowodowy, który nie powinien być nikomu udostępniony. Jeżeli dowód nie został przebadany, nie mogą podchodzić do niego osoby postronne. Ktoś przecież mógłby coś podrzucić lub coś zabrać. Możemy domniemywać, że chodzi tu o zdezawuowanie ewentualnych wyników badań w przyszłości. Zawsze wtedy strona rosyjska będzie mogła powiedzieć, że coś zostało podrzucone lub zabrane i że to nie była ich wina - ocenia Bogdan Święczkowski, prokurator w stanie spoczynku, były szef ABW. - Wrak jest niezbędnym dowodem do ustalenia przyczyn katastrofy. Żeby ją wyjaśnić, musi zostać spełniony jeden z trzech warunków: albo musi się zmienić rząd, albo musi się zmienić jego podejście do śledztwa, albo też należałoby zwołać komisję międzynarodową. Rosjanie kochają symbole. Wrak jest umyty. No więc ktoś tu ingerował. To konkretna demonstracja, ile dla nich znaczy polski Air Force One - konkluduje mec. Piotr Pszczółkowski, pełnomocnik prawny Jarosława Kaczyńskiego. - W tej sytuacji chętniej widziałbym na uroczystościach w Smoleńsku zamiast ministra Bogdana Zdrojewskiego ministra sprawiedliwości. I ekipę roboczą, na ewentualność rozmów o zwróceniu wraku stronie polskiej - dodaje prawnik. - Wymycie wraku świadczy o demonstracji siły strony rosyjskiej. To dowód w sprawie, którego dysponentem jest Komitet Śledczy Federacji Rosyjskiej. A dowód w sprawie powinien być w stanie takim, w jakim był w chwili zdarzenia. Polska jest tylko petentem. Może kierować tylko kolejne noty o właściwe zabezpieczenie dowodu - wyjaśnia mec. Rafał Rogalski. I podkreśla, że wrak powinien zostać od razu po katastrofie przetransportowany do hangaru. - Daleki jestem od twierdzenia, że chodzi o zacieranie śladów. Ale na pewno to nie powinno mieć miejsca - dodaje mec. Rogalski.
Napisane: 13 kwi 2012, 08:13
Po publikacji "Naszego Dziennika": Strona rosyjska nie informowała polskich śledczych o jakichkolwiek planach czyszczenia wraku tupolewa spoczywającego na smoleńskim lotnisku. Naczelna Prokuratura Wojskowa wystąpi do Federacji Rosyjskiej z wnioskiem o wyjaśnienie tej kwestii
Prokuratura pyta o wrak
- Obecnie przygotowujemy takie zapytanie. Powinno ono zostać przekazane stronie rosyjskiej w najbliższym czasie. Przedmiotem tego pisma będą m.in. pojawiające się w ostatnich dniach medialne informacje dotyczące mycia i czyszczenia wraku tupolewa - wyjaśnia kpt. Marcin Maksjan z Naczelnej Prokuratury Wojskowej.
Czy w liście do Rosjan pojawi się pytanie o środki chemiczne, jakie ewentualnie zostały użyte do czyszczenia? Na ten temat prokuratura się nie wypowiada.
10 kwietnia Rosjanie dopuścili obecnych na uroczystościach w Smoleńsku dziennikarzy do zabezpieczonych fragmentów samolotu. Z wykonanych fotografii jasno wynikało, że ocalałe szczątki samolotu zostały dokładnie wymyte. Prokuratura zastrzega, że strona rosyjska nie informowała polskich śledczych o tym, iż są jakiekolwiek plany oczyszczenia wraku czy jego części. Dopytywana, czy umycie wraku wpłynie negatywnie na śledztwo, prokuratura deklaruje, że w tej sprawie na razie wstrzymuje się od ocen. - W tym momencie nie oceniamy tego, ponieważ nie mamy tej informacji potwierdzonej procesowo. Jeśli zostanie potwierdzona, będziemy ją analizować - mówi kpt. Maksjan.
Czy wyczyszczenie wraku należy traktować jako zacieranie śladów? - Wojskowa prokuratura nie jest właściwa do ścigania obcokrajowców, którzy na terenie swojego państwa popełnili przestępstwa na szkodę Rzeczypospolitej Polskiej - odpowiada nasz rozmówca.
W ocenie prawników, sprawą powinna zająć się prokuratura powszechna, która może postawić zarzuty niedopełnienia obowiązków urzędniczych konkretnym przedstawicielom Federacji Rosyjskiej. Dochodzenie w sprawie niszczenia wraku prowadzi warszawska prokuratura okręgowa. - My prowadzimy dochodzenie w sprawie utrudniania postępowania karnego poprzez to, że ten wrak w jakiś sposób był uszkadzany. Jeżeli prokuratura wojskowa wskaże nam, że to mycie wraku w jakiś sposób utrudniło jej postępowanie karne, to się tym zajmiemy. Samo mycie wraku nie jest dla nas przestępstwem - tłumaczy prokurator Dariusz Ślepokura, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Warszawie.
Jak zauważa prof. Piotr Kruszyński, karnista, w sprawie czyszczenia tupolewa powinny zostać podjęte działania na szczeblu dyplomatycznym, szczególnie ze strony Ministerstwa Spraw Zagranicznych.
Do informacji o wypucowaniu wraku nie chciał się natomiast odnieść szef MON Tomasz Siemoniak. - Jeśli z punktu widzenia prokuratora generalnego, co bardzo wyraźnie powiedział, zbadano dokładnie wrak, zbadano dokładnie i skopiowano skrzynki i ta sprawa nie jest problemem dla naszej prokuratury, to pozostaje mi to tylko przyjąć - stwiedził. Ocenił przy tym, że prokuratorzy powinni szerzej informować opinię publiczną o postępach śledztwa. - Chcemy nie tego, żeby to śledztwo toczyło się szybciej. Niech się toczy zgodnie z wszelkimi procedurami, o których mówi prokurator generalny. Natomiast powinniśmy być informowani, co, jak i dlaczego - przekonywał Siemoniak.
Tego samego zdania są prawnicy. - Wiem, że śledztwo nie może być prowadzone w blasku kamer. Ale w tej sprawie, tak bulwersującej opinię publiczną, kiedy jest tak dużo znaków zapytania, uważam, że zasłanianie się przez prokuraturę często dobrem śledztwa jest tylko ruchem operacyjnym. To jest pożywka dla wszelkich opinii, z zamachem włącznie. Rozumiem, że nie można ujawniać wszystkiego, że także rozmowy dyplomatyczne muszą być prowadzone w atmosferze poufności. Nie może być jednak tak, że opinia publiczna nie wie nic na ten temat, a prokuratura wymiguje się jakimiś ogólnikami - ocenia Kruszyński.
Zaskoczony "bardzo odświeżonym" wyglądem elementów wraku jest prokurator generalny Andrzej Seremet, który stwierdził jednak, że nie dopatruje się w działaniu Rosjan złych intencji. - Podejrzewam, że podejmowano je z dobrą wolą - podkreślał wczoraj, zapewniając, że szczątki zostały bardzo dokładnie przebadane przez polskich biegłych. - Jeszcze jesienią ubiegłego roku grupa polskich biegłych, i to nie fotografów, a biegłych z autorytetem, zajmujących się badaniem wraków od lat, przeprowadziła badania tego wraku na miejscu. Dotychczas nie zgłosili oni potrzeby przeprowadzenia dodatkowych badań. Nieważne, gdzie one są, ważne, jak były badane - zaznaczył.
W wydanym wczoraj wspólnym komunikacie Prokuratury Generalnej i Naczelnej Prokuratury Wojskowej, sygnowanym przez prokuratora Mateusza Martyniuka, rzecznika PG, oraz płk. Zbigniewa Rzepę, rzecznika NPW, śledczy stwierdzają, że zespół biegłych, liczący 21 osób, dokonał stosownych badań i pomiarów wraku i szczątków samolotu. Biegli przeprowadzili też odpowiednie badania geofizyczne. Z komunikatu wynika jednocześnie, że polscy biegli przy użyciu najnowocześniejszych metod sporządzili opinię fizykochemiczną. Badaniom poddano przedmioty osobiste i odzież ofiar katastrofy - nie wykazały one śladów użycia jakichkolwiek materiałów wybuchowych. Z komunikatu nie wynika jednak, by takim badaniom został poddany wrak. Jest za to mowa o suwerennym śledztwie polskim, ani słowa wyjaśnienia natomiast, dlaczego wrak zbadano półtora roku po katastrofie.
- Jest bardzo ważne, kiedy dowody, w tym oczywiście wrak samolotu, zostały zbadane. Badania wraku powinny nastąpić zaraz po katastrofie, nie ma co do tego żadnych wątpliwości. Dowody bada się niezwłocznie zaraz po zdarzeniu - zauważa prof. Kruszyński. - Nie mam cienia wątpliwości, że umycie tego wraku z punktu widzenia procesowego to działanie całkowicie nieracjonalne, a wręcz szkodliwe. Można zmyć wtedy większość śladów biologicznych, o ile one były - ocenia prawnik.
Argumentację tę podtrzymują policjanci, z którymi rozmawiał "Nasz Dziennik". - Wiele razy przy śledztwach badaliśmy różne narzędzia, przedmioty, urządzenia, samochody. I nikomu nie przyszło do głowy ich mycie przed sprawdzeniem wszystkich śladów, zrobieniem zdjęć. Po prostu dowód musi być w takim stanie, w jakim był na miejscu zdarzenia, inaczej okazałby się nieprzydatny w śledztwie. A ponadto wnioski z jego badań mogłyby być podważane w sądzie przez którąś ze stron - mówi jeden z mazowieckich policjantów (ponad 20 lat służby kryminalnej). Jak podkreśla, za niewłaściwe obchodzenie się z dowodami, które może doprowadzić do zatarcia śladów, funkcjonariusze mogą być karani dyscyplinarnie lub finansowo. Prokurator Ślepokura mówi, że celowe niszczenie dowodu procesowego podlega penalizacji (art. 231 kk odnoszący się do niedopełniania obowiązków służbowych).
PiS: Musi wrócić do Polski
Wczoraj Klub Parlamentarny PiS złożył w Sejmie projekt uchwały obligującywładze Federacji Rosyjskiej do oddania Polsce dowodów katastrofy z 10 kwietnia 2010 roku pozostających na terenie Federacji Rosyjskiej, a będących własnością Rzeczypospolitej Polskiej. Jak czytamy w dokumencie, chodzi przede wszystkim o wrak samolotu Tu-154M. "Wrak samolotu Tu-154M, mimo upływu dwóch lat od katastrofy, nadal nie został oddany w ręce polskich śledczych, by mogli oni gruntownie przebadać jeden z najważniejszych dowodów rzeczowych w sprawie" - piszą sygnatariusze uchwały. Autorzy projektu zwracają uwagę, że strona polska nadal nie ma dostępu do oryginalnych materiałów dowodowych, w tym zapisów z rejestratorów lotu, wszystkich dokumentów z sekcji zwłok czy też danych dotyczących stanu lotniska Siewiernyj w dniu 10 kwietnia 2010 roku. - Z tego powodu polskie organy śledcze nie są w stanie podejmować ważnych działań wyjaśniających przyczyny katastrofy. W dodatku szczątki tupolewa zostały "wymyte" przez Rosjan. Dlatego zwracamy się do marszałek Sejmu z wnioskiem, żeby jeszcze podczas tego posiedzenia Sejmu taka uchwała została przyjęta. (...) Zobaczymy, czym kieruje się większość rządząca w Sejmie, czym kieruje się pani marszałek Ewa Kopacz. To jest test - mówił na wczorajszej konferencji prasowej szef klubu Mariusz Błaszczak.- Rosja testuje na naszym państwie, jak daleko może się posunąć w relacjach, które nie mają charakteru partnerskiego - dodał.
- Wrak jest czyszczony. Tak być nie może, by ostatnie ślady zostały zniszczone. Liczę na to, że Sejm położy kres z kpienia z suwerenności Rzeczypospolitej Polskiej - wtórował mu Antoni Macierewicz, szef parlamentarnego zespołu wyjaśniającego przyczyny katastrofy smoleńskiej. - Widzieli państwo wybijane szyby w tym wraku, widzieli państwo, ten wrak był cięty, teraz z kolei jest czyszczony. Tak być nie może, aby resztki śladów zniszczyć. To wszystko dzieje się przy absolutnej bezradności, bezwolności i akceptacji de facto tego stanu rzeczy przez rząd pana Donalda Tuska - skwitował Macierewicz.
Prokuratura pokazuje dorobek
Prokuratura reasumuje w komunikacie swoje dokonania w trwającym dwa lata śledztwie. Wymiernymi efektami jej działań mają być: zbadanie czarnych skrzynek, wraku, ekshumacja ciał ofiar katastrofy, zabezpieczenie znalezionej na miejscu tragedii odzieży i przedmiotów należących do ofiar katastrofy. Mimo pozostawania czarnych skrzynek i wraku na terenie Federacji Rosyjskiej zostały one poddane badaniom przez polskich biegłych. Polscy eksperci przeprowadzili zaplanowane czynności przy użyciu własnego sprzętu, stosując uznane przez nich za właściwe metody badawcze. Rezultatem tych prac jest opinia fonoskopijna Instytutu Ekspertyz Sądowych w Krakowie. Prokuratura wyklucza możliwość ingerencji w autentyczność zapisów wszystkich trzech rejestratorów Tu-154M. "Dokładnie rok temu prokuratura stwierdziła publicznie, że zgromadzony dotąd materiał dowodowy nie dostarczył podstaw do przyjęcia, by katastrofa była wynikiem zamachu" - czytamy w komunikacie. Prokuratura przyznaje, że były nieprawidłowości w dokumentacji sądowo-medycznej sporządzonej przez stronę rosyjską. Jednocześnie podaje, iż wynik sekcji zwłok jednej z ofiar wskazuje, że obrażenia są charakterystyczne dla ofiar katastrof lotniczych. "Ustalenia śledztwa wskazują, że na pokładzie samolotu nie było żadnych dokumentów ani urządzeń zawierających informacje niejawne. Stwierdzenie to dotyczy również - budzącego wiele nieuzasadnionych emocji - telefonu satelitarnego. Był on elementem wyposażenia samolotu, nierejestrującym treści prowadzonych rozmów" - piszą prokuratorzy. I zapewniają, że polska prokuratura prowadzi suwerenne śledztwo w oparciu o przepisy prawa. Nie było i nie jest możliwe utworzenie wspólnego zespołu śledczego z prokuratorami rosyjskimi, bowiem tamtejsze przepisy nie znają takiej instytucji. Całkowicie pozbawione racji jest zatem twierdzenie o "oddaniu śledztwa" stronie rosyjskiej - podaje prokuratura.
Z tezami śledczych nie zgadzają się pełnomocnicy rodzin. Ich zdaniem, prokuratura zbyt słabo starała się o zwrot dowodów rzeczowych, za późno podjęła decyzję o ekshumacji ciał ofiar, co uniemożliwia wręcz ustalenie przyczyn katastrofy, niewłaściwie zadbała o zabezpieczenie przedmiotów należących do ofiar. Prawnicy podważają też opinię prokuratury dotyczącą utworzenia wspólnego zespołu śledczego. Powołują się przy tym na ekspertyzę docent Beaty Bieńkowskiej z Instytutu Prawa Karnego Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego. Wynika z niej, że w świetle deklaracji prezydenta Miedwiediewa, który w rozmowie telefonicznej z premierem Tuskiem zaproponował wspólne śledztwo, oraz polskiego i rosyjskiego kodeksu postępowania karnego takie procedury mogły być zastosowane. Jak przypomina mecenas Rafał Rogalski, artykuł 589b polskiego kodeksu postępowania karnego wyraźnie stanowi, że możliwe jest wspólne śledztwo pomiędzy dwoma państwami, jeśli obie strony wyrażą na to zgodę. Zapis kpk odnosi się do sytuacji, gdy dane zdarzenie miało miejsce na terenie kraju UE. Ale jednocześnie nie wyklucza, by w drodze umowy międzynarodowej - jeżeli do zdarzenia doszło poza UE - mogło być zawarte stosowne porozumienie co do powołania wspólnego zespołu śledczego. Umowa międzynarodowa nie ogranicza się jedynie do umów pisemnych. Zarówno praktyka, jak i orzecznictwo trybunałów międzynarodowych znają ustną formę umów międzynarodowych. Prokurator generalny musi jednak wystąpić z inicjatywą do strony drugiej. - Nikt tu jednak nie wystąpił z taką inicjatywą. W mojej ocenie, prokuratura wykazała tu kompletną niezaradność i brak kreatywności. Z mojego punktu widzenia zajęłoby to najwyżej dwa dni, tylko trzeba było chcieć - ocenia Rogalski.
Napisane: 05 maja 2012, 07:05
Rosjanie sprawdzali telefon prezydenta
"Nasz Dziennik" ujawnia: Po katastrofie na Siewiernym ktoś na terenie Federacji Rosyjskiej manipulował przy telefonie prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego ustaliła, że odsłuchiwano pocztę głosową
Prokuratura wojskowa uznała jednak, że można tu mówić jedynie o dzwonieniu na cudzy koszt, a nie o wykradaniu informacji. Ostatecznie stwierdzono, że nie doszło do popełnienia przestępstwa. Ekspertyza ABW jest jednoznaczna. Jak stwierdza prokuratura, "nieustalona osoba" na terenie Rosji uruchamiała 10 i 11 kwietnia 2010 r. telefon Nokia 6310i zarejestrowany na Kancelarię Prezydenta, a użytkowany przez Lecha Kaczyńskiego. Do pierwszego włączenia telefonu doszło tuż po katastrofie, bo o godz. 10.46. Kolejne połączenia miały miejsce następnego dnia o godz. 12.40 i 16.20. Chodziło o numer polskiej poczty głosowej - 505 114 114. - W przekazanych materiałach znajdował się wyciąg z opinii ABW, z której wynikało, że karta SIM współpracująca z telefonem komórkowym marki Nokia 6310i, należącym do Kancelarii Prezydenta RP, logowała się w sieci telefonii komórkowej Federacji Rosyjskiej - mówi w rozmowie z "Naszym Dziennikiem" Dariusz Ślepokura, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie, która prowadziła dochodzenie w tej sprawie. - Z informacji uzyskanych od operatora PTK Centertel wynika, że w dniach 10 i 11 kwietnia 2010 r. doszło do nawiązania za pośrednictwem tego telefonu trzech połączeń z pocztą głosową - stwierdza prokurator.
- Prawda jest taka, że Rosjanie uruchomili ten telefon, odsłuchali pocztę głosową prezydenta i myślę, że nie szukali tam danych związanych z przyczynami katastrofy, tylko szukali tam zupełnie innych danych - uważa mecenas Piotr Pszczółkowski reprezentujący w śledztwie smoleńskim Jarosława Kaczyńskiego. Ekspertyza dotycząca telefonów ofiar katastrofy, w tym prezydenckiej nokii, została sporządzona przez ABW na potrzeby śledztwa smoleńskiego prowadzonego przez prokuraturę wojskową. Ta jednak wyłączyła materiały dotyczące uruchamiania telefonu prezydenta do osobnego postępowania prowadzonego przez prokuraturę cywilną.
- Wojskowa Prokuratura Okręgowa w Warszawie po przeprowadzeniu określonych czynności, zarówno o charakterze eksperckim (ekspertyza ABW), jak i dowodowym, dokonała stosownych ustaleń w tym zakresie, które skutkowały wydaniem postanowienia o wyłączeniu materiałów dotyczących tej sprawy do odrębnego postępowania i przekazaniu ich właściwej jednostce organizacyjnej prokuratury powszechnej - tłumaczy nam uwarunkowania prawne kpt. Marcin Maksjan zastępujący rzecznika prasowego Naczelnej Prokuratury Wojskowej. Dlatego śledztwo prowadziła Prokuratura Okręgowa w Warszawie. Jednak zaskakuje jego podstawa prawna. - W Wydziale V Śledczym Prokuratury Okręgowej w Warszawie pod sygn. V Ds. 230/11 była zarejestrowana sprawa dotycząca włączenia się w dniach 10 i 11 kwietnia 2010 r. na terytorium Federacji Rosyjskiej przez nieustaloną osobę do telefonu komórkowego marki Nokia 6310i i uruchomienia impulsów telefonicznych na cudzy rachunek, tj. na szkodę Kancelarii Prezydenta RP, tj. o czyn z art. 285 ¤ 1 kk - informuje nas Ślepokura. - Przecież nie chodzi o to, czy ktoś naraził Kancelarię Prezydenta na kilka czy kilkanaście złotych kosztów odsłuchania w roamingu poczty głosowej, tylko chodzi o to, że ktoś po prostu grzebał przy telefonie prezydenta - nie ukrywa zdziwienia mec. Piotr Pszczółkowski. Dlaczego nie rozważono kwestii możliwości popełnienia przestępstwa przeciwko ochronie informacji, o czym mówi art. 267 ¤ 1 kodeksu karnego? Chodzi w nim o uzyskanie "bez uprawnienia" dostępu "do informacji dla niego nieprzeznaczonej". Jak się okazuje, prokuratura wojskowa uznała, że nie ma podstaw do takiego przestępstwa. "Nasz Dziennik" pytał Naczelną Prokuraturę Wojskową o szereg szczegółowych kwestii, ale odesłano nas do prokuratury cywilnej. - W zakresie innych czynów zabronionych, w tym np. czynu z art. 267 kk, postępowanie nie było prowadzone, bowiem wyłączenie materiałów przez Wojskową Prokuraturę Okręgową dotyczyło jedynie czynu z art. 285 ¤ 1 kk - przyznaje prokurator Ślepokura. Prokuratura cywilna ubolewa też, że nie dostała od śledczych wojskowych "telefonu komórkowego ani współpracującej z nim karty SIM", lecz jedynie dokumentację. Ostatecznie śledztwo w tej sprawie zostało umorzone przez Prokuraturę Okręgową w Warszawie jeszcze w grudniu zeszłego roku. Uznano, że nie doszło do popełnienia przestępstwa. - Postępowanie w niniejszej sprawie zostało zakończone wydaniem w dniu 19 grudnia 2011 r. postanowienia o odmowie wszczęcia dochodzenia wobec braku znamion czynu zabronionego określonego w art. 285 ¤ 1 kk, tj. w zakresie, w jakim materiały zostały przekazane do Prokuratury Okręgowej w Warszawie przez wojskową prokuraturę okręgową - wyjaśnia Ślepokura. Tłumaczy dalej, że z "materiałów zgromadzonych w niniejszej sprawie nie wynikało, aby doszło do włączenia się telefonu, a następnie uruchomienia impulsów telefonicznych na cudzy koszt, co jest niezbędne do wypełnienia znamion czynu zabronionego z art. 285 ¤ 1 kk". - Natomiast samo bezprawne skorzystanie z cudzego telefonu i przeprowadzenie rozmowy nie wyczerpuje znamion wyżej wymienionego czynu zabronionego - konstatuje prokurator. - No tak, jak się weźmie pod uwagę, że połączenie z pocztą głosową jest za darmo, chociaż najczęściej za granicą nie jest za darmo - mówi z przekąsem mec. Pszczółkowski. Adwokat stwierdza, że takie decyzje prokuratury to smutna konstatacja. - Niedawno czytaliśmy komunikat prokuratury, że oni zapewniają, iż niczego wartościowego na terenie Federacji Rosyjskiej, co by mogło stanowić tajemnicę państwową, nie zostawili i nie ma się czym martwić - wskazuje. Pszczółkowski nie zgadza się z taką oceną tej sprawy, jaką przyjęli śledczy, umarzając postępowanie. - Oczywiście, czy stanowi to przestępstwo w rozumieniu kodeksu karnego, czy nie, należy do oceny prokuratury. Jeżeli jednak prokuratura nie zajęła się wcześniej taką sprawą z tego powodu, że nie istniały dane pozwalające na stwierdzenie, iż ten telefon był logowany na terenie Federacji Rosyjskiej po katastrofie, to teraz te dane są i wypadałoby to postępowanie podjąć. Jak koniecznie już muszą umorzyć, to chociaż niech zmienią podstawę - stwierdza pełnomocnik Jarosława Kaczyńskiego. - Rosjanie do tej pory nie oddali szeregu rzeczy, jak np. broni BOR-owców, co jest świadectwem tego, że polska prokuratura nie dba o to, żeby te dowody wpłynęły do Polski - uważa Pszczółkowski. - Telefon satelitarny czy telefon prezydenta RP to są rzeczy, które wymagają zaangażowania naszych służb, żeby obce służby nie mogły sobie w tym grzebać, jak w Googlach, a myśmy im takie warunki stworzyli - dodaje. Pełnomocnicy rodziny Kaczyńskich nie mogli nawet interweniować, ponieważ nie mieli statusu pokrzywdzonych w tej sprawie i zwyczajnie nie wiedzieli o takim postępowaniu. - Nie mam wiedzy o wyodrębnieniu tej sprawy - przyznaje mec. Rafał Rogalski. Ponadto według ekspertyzy ABW stwierdzono w prawie 30 telefonach "modyfikowane pliki".
Napisane: 07 maja 2012, 06:38
Skandal kwalifikacji
Nadzwyczajnego posiedzenia sejmowej komisji sprawiedliwości po skandalu kwalifikacji czynu i umorzenia śledztwa dotyczącego uruchamiania telefonu prezydenta Lecha Kaczyńskiego po katastrofie na Siewiernym chce opozycja.
Jutro na ręce Ryszarda Kalisza (SLD), przewodniczącego sejmowej Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka, wpłynie wniosek o zwołanie nadzwyczajnego posiedzenia komisji w sprawie manipulacji przy telefonie Lecha Kaczyńskiego, do której doszło na terenie Federacji Rosyjskiej. Złoży go Stanisław Piotrowicz (PiS), wiceszef komisji. Poseł chce wyjaśnień prokuratury, dlaczego umorzyła postępowanie, przyjmując wcześniej kwalifikację czynu jako "dzwonienie na cudzy koszt".
- Wniosek złożę na ręce pana przewodniczącego w najbliższy wtorek. Jeżeli nie będzie z jego strony woli politycznej do zajęcia się tą sprawą, złożę kolejny z podpisami jednej trzeciej członków komisji - deklaruje w rozmowie z "Naszym Dziennikiem" Piotrowicz. Zgodnie z regulaminem Sejmu wniosek poparty przez taką liczbę posłów obliguje szefa komisji do zwołania jej posiedzenia w ciągu miesiąca. W sejmowej komisji sprawiedliwości zasiada 26 posłów. Dziewięciu z nich to parlamentarzyści PiS i Solidarnej Polski, która już teraz deklaruje poparcie. - Ta sprawa pokazuje dobitnie, jak przed katastrofą smoleńską i po niej działały, a właściwie nie działały, nasze służby specjalne. Można domniemywać, że członkowie delegacji prezydenckiej nie mieli właściwej osłony kontrwywiadowczej. A to oznacza swobodny dostęp do naszych danych i danych NATO dla Rosjan. Przecież nawet jeśli strona rosyjska zwróci nam kiedykolwiek te wszystkie rzeczy, tj. telefony komórkowe i laptopy, to już po odpowiedniej ich modyfikacji i zgraniu z nich interesujących dla nich informacji - ocenia poseł. Przypomnijmy, że Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego wykazała, że "nieustalona osoba" na terenie Federacji Rosyjskiej uruchamiała 10 i 11 kwietnia 2010 r. telefon Nokia 6310i zarejestrowany na Kancelarię Prezydenta RP, użytkowany przez Lecha Kaczyńskiego. Do pierwszego włączenia doszło 10 kwietnia o godz. 10.46. Kolejne połączenia nastąpiły dzień później o godz. 12.40 i 16.20. Jak wyjaśnił prok. Dariusz Ślepokura, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie, która prowadziła postępowanie w tej sprawie, "z informacji uzyskanych od operatora PTK Centertel wynika, że doszło do nawiązania za pośrednictwem tego telefonu trzech połączeń z pocztą głosową". Ktoś uruchomił i odsłuchał pocztę głosową prezydenckiego telefonu. Wojskowa Prokuratura Okręgowa w Warszawie, która zleciła ekspertyzę ABW, uznała jednak, że można w tym przypadku mówić jedynie o dzwonieniu na cudzy koszt, a nie o wykradaniu informacji. Sprawę wyłączono do odrębnego postępowania i przekazano prokuraturze powszechnej. Jako kwalifikację prawną czynu przyjęto art. 285 par. 1 kodeksu karnego, który dotyczy uruchomienia impulsów telefonicznych na cudzy rachunek, tj. na szkodę Kancelarii Prezydenta RP. Ostatecznie warszawska prokuratura okręgowa sprawę umorzyła.
Śledczy uznali, że nie doszło do wyczerpania znamion czynu zabronionego. - Samo bezprawne skorzystanie z cudzego telefonu i przeprowadzenie rozmowy nie wyczerpuje znamion wyżej wymienionego czynu zabronionego - stwierdził prokurator. Śledczy nie rozważali przyjęcia innej podstawy prawnej, tj. możliwości popełnienia przestępstwa przeciwko ochronie informacji, o czym mówi art. 267 par. 1 kodeksu karnego, chodzi o uzyskanie "bez uprawnienia" dostępu "do informacji dla niego nieprzeznaczonej". Prokuratura wojskowa uznała, że nie ma do tego podstaw. Co jest zaskakujące, zważywszy, że był to telefon będący w dyspozycji głowy państwa. Dopytywani o zakres prowadzonego śledztwa zarówno prokuratorzy cywilni, jak i wojskowi, nie byli też skorzy do tłumaczeń i odsyłali jedni do drugich.
- Dlatego będę zabiegał o wysłuchanie na posiedzeniu komisji prokuratorów wojskowych i cywilnych, którzy mieli związek z tą sprawą. Liczę na to, że polscy śledczy - o ile mój wniosek zostanie przyjęty przez przewodniczącego Kalisza - nie odmówią udzielenia posłom tej informacji - tłumaczy Piotrowicz.
Prokuratorzy mogą jednak odmówić posłom udzielenia informacji. Zgodnie z ustawą o prokuraturze śledczy są zobowiązani do składania sprawozdania ze swej działalności przed ministrem sprawiedliwości i szefem rządu. - Sprawa jest jednak bardzo poważna, dotyczy bezpieczeństwa naszego kraju. Nie wiem, co znajdowało się na poczcie głosowej telefonu pana prezydenta. Może nie było tam informacji tajnych. Jednak dla służb specjalnych liczy się każda informacja, choćby sama lista kontaktów, także osobistych - ocenia Piotrowicz. - Oddanie śledztwa w ręce państwa rosyjskiego stanowi poważne zagrożenie dla bezpieczeństwa państwa polskiego. Nie mówię tu tylko w kontekście ingerencji w telefon pana prezydenta. W katastrofie smoleńskiej zginęło sześciu generałów NATO, strona rosyjska dotąd nie wydała nam ani telefonów komórkowych, ani ich laptopów, a to przecież jest bardzo znamienne. Dziwę się, że obie prokuratury zbagatelizowały tę sprawę. Prokuratura powszechna nie wszczęła nawet postępowania przygotowawczego. Poza tym, kto jak kto, ale prokuratorzy wojskowi powinni zdawać sobie sprawę, jak istotne z punktu widzenia bezpieczeństwa kraju jest przechwycenie jakichkolwiek danych ważnych osób w państwie przez wywiad obcego kraju - dodaje poseł.
Napisane: 07 maja 2012, 06:40
Gdzie są ustalenia procesowe?
Z Bogdanem Święczkowskim, prokuratorem w stanie spoczynku, byłym szefem Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, rozmawia Zenon Baranowski
ABW ustaliła, że niezidentyfikowana osoba dwie godziny po katastrofie odsłuchiwała pocztę głosową telefonu prezydenta, a prokuratura skupiła się na szkodzie majątkowej. Nie dziwi to Pana?
- Przede wszystkim prokuratura powinna poczynić ustalenia procesowe, czy te wszystkie próby odsłuchiwania poczty głosowej zostały przeprowadzone w formie czynności procesowych przez organy państwa rosyjskiego w toku śledztwa rosyjskiego, względnie organy państwa polskiego, i czy uzyskano na to zgodę sądu. A jeżeli tak, to czy zostały sporządzone protokoły z takich czynności, jak oględziny, zapisy nagranych rozmów i czy uzyskano w tym zakresie zgodę sądu.
"Nasz Dziennik" zadał takie pytanie prokuraturze wojskowej, ale nie otrzymaliśmy odpowiedzi. Wyłączenie materiałów do osobnego postępowania wskazuje, że polscy śledczy nic takiego nie dostali.
- Jeżeli nie sporządzono takich protokołów i opinii, to prokuratura powinna ustalić, kto dokonywał tych sprawdzeń i czy nie jest to działanie na szkodę śledztwa polskiego w sprawie wyjaśnienia katastrofy smoleńskiej.
Prokuratura Okręgowa w Warszawie, która badała tę sprawę, zasłania się tym, że zakres wyłączenia odnosił się jedynie do "uruchomienia impulsów telefonicznych na cudzy rachunek", a nie np. ujawnienia informacji.
- Zasada jest taka, że prokuratura wojskowa wyłącza materiały dotyczące danego zdarzenia, a nie kwalifikacji prawnej. Prokurator cywilny powinien zatem zdarzenie to ocenić, czy i pod jaki artykuł kodeksu karnego można podciągnąć takie działania lub zaniechania, np. albo jako bezprawne włączenie, albo jako element działania na szkodę śledztwa.
Skoro mieli niepełne materiały, tak się tłumaczy prokuratura, to powinni wystąpić o ich uzupełnienie?
- I to zarówno do prokuratury wojskowej, jak i do prokuratury rosyjskiej w formie wniosku o pomoc prawną. Według mnie, to postępowanie powinno być elementem większego śledztwa dotyczącego utrudniania postępowania smoleńskiego, w ramach którego wyjaśnia się teraz m.in. niszczenie dowodu rzeczowego, jakim jest wrak samolotu.
Jeśli nie śledczy rosyjscy, to kto mógł manipulować przy telefonie Lecha Kaczyńskiego?
- Powtórzę, że podstawowe pytanie w tej sprawie jest takie: Czy próby odsłuchu poczty głosowej, połączenia i logowania się z telefonu prezydenckiego po katastrofie były realizowane przez organy procesowe Rosji, względnie Polski? Jeżeli tak nie było, to jest moim zdaniem działanie na szkodę śledztwa polskiego, czyli utrudnianie postępowania. Jeśli zaś czynności te przeprowadzono w postępowaniu, to nie byłyby to działania bezprawne, a wręcz pożądane.
W toku tego postępowania prowadzonego przez warszawską prokuraturę to powinno zostać jednoznacznie wyjaśnione. Jeżeli okazałoby się, że te odsłuchy robili funkcjonariusze FSB czy SWR, i to pozaprocesowo, no to robi się nieciekawie.
W 1991 r. głośno było o sytuacji, w której podczas pożaru ambasady amerykańskiej w Moskwie funkcjonariusze służb rosyjskich weszli na jej teren przebrani za strażaków i zabrali różne dokumenty.
- Takie działania służb leżą w interesie Rosji, ale na pewno nie w interesie Polski i niewątpliwie szkodziłyby polskiemu śledztwu, ponieważ mogło dojść do różnych pozaprawnych ingerencji. A polska prokuratura powinna działać w interesie pokrzywdzonych polskich obywateli i państwa polskiego, a nie w interesie innego państwa, co zresztą wynika z Konstytucji i ustaw. Nie biorę nawet pod uwagę, że mogłoby być inaczej w tej sprawie.
Odmowa wszczęcia śledztwa nastąpiła w grudniu, pełnomocnicy rodziny prezydenta nie zostali o tym poinformowani. Można coś jeszcze wskórać w tej sprawie?
- Jeśliby tak było, to moim zdaniem pełnomocnicy powinni wystąpić z pismem wskazującym, że mimo iż telefon był zarejestrowany na Kancelarię Prezydenta, jego wyłącznym użytkownikiem był prezydent Lech Kaczyński, w związku z czym członkowie jego rodziny są pokrzywdzonymi w tej sprawie. Wtedy mogą domagać się doręczenia postanowienia o odmowie wszczęcia postępowania. Zapoznać się szczegółowo z jego treścią i argumentacją w nim zawartą, a następnie rozważyć złożenie zażalenia. Tu należałoby zapytać przedstawicieli Kancelarii Prezydenta, czy decyzję taką otrzymali i z jakiego powodu jej nie zaskarżyli. Nadto, dlaczego nie poinformowali opinii publicznej o odmówieniu postępowania w tej bardzo poważnej sprawie.
Napisane: 08 maja 2012, 07:47
Sprawa telefonu prezydenta DO REWIZJI
Prokuratura Generalna zleciła Prokuraturze Apelacyjnej w Warszawie natychmiastową analizę umorzonego śledztwa w sprawie manipulacji przy telefonie Lecha Kaczyńskiego po katastrofie smoleńskiej
- W ocenie Prokuratury Generalnej, zasadne byłoby kontynuowanie tego postępowania - przyznaje w rozmowie z "Naszym Dziennikiem" rzecznik Prokuratury Generalnej prokurator Mateusz Martyniuk.
Prokuratura Okręgowa w Warszawie badała pod koniec zeszłego roku sprawę uruchomienia w dniach 10 i 11 kwietnia 2010 r. na terytorium Federacji Rosyjskiej przez nieustaloną osobę telefonu komórkowego użytkowanego przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Wydano decyzję o odmowie wszczęcia śledztwa ze względu na niezaistnienie przestępstwa.
Decyzję prokuratury okręgowej przeanalizował po publikacji "Naszego Dziennika" Departament Postępowania Przygotowawczego Prokuratury Generalnej i uznał, że śledczy powinni jednak nad tą sprawą poważnie się pochylić.
- Prokuratura Generalna zwróciła się do Prokuratury Apelacyjnej w Warszawie o dokonanie dogłębnej analizy tej decyzji, jak również materiałów postępowania, i o rozważenie kontynuowania tego postępowania - podkreśla prok. Mateusz Martyniuk z Prokuratury Generalnej.
Zadowolony z takiej decyzji jest mec. Rafał Rogalski reprezentujący w śledztwie smoleńskim Jarosława Kaczyńskiego. Adwokat będzie się starał o uzyskanie w tej sprawie statusu strony, tak żeby w konsekwencji móc złożyć zażalenie na odmowę prowadzenia śledztwa. - Będzie kierowany wniosek o doręczenie tego postępowania - mówi nam Rogalski. Jest to pierwszym krokiem prawnym na drodze do uzyskania statusu strony w tej sprawie.
Komorowski nie skarżył
Zażalenia na decyzję prokuratury nie złożyła Kancelaria Prezydenta, mimo że była o tym powiadomiona. - O treści postanowienia została powiadomiona Kancelaria Prezydenta, nie było zażalenia - przyznał wczoraj w rozmowie z "Naszym Dziennikiem" prok. Dariusz Ślepokura, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Warszawie.
W opinii mec. Rogalskiego, w tym przypadku powinno się zbadać przede wszystkim kwestię dostępu do informacji osoby nieuprawnionej, a wówczas osobami pokrzywdzonymi byliby również bliscy prezydenta Lecha Kaczyńskiego. - Kancelaria Prezydenta jest pokrzywdzona, jeśli chodzi o samo użytkowanie aparatu, natomiast co do dostępu do informacji to prezydent jako użytkownik - podkreśla adwokat. - Kwalifikacja w tej sprawie wynika z tego, że w tym zakresie Wojskowa Prokuratura Okręgowa w Warszawie przekazała nam materiał. Nie jesteśmy dysponentem całej sprawy - broni się przed krytycznymi ocenami o niewłaściwą kwalifikację prawną prok. Ślepokura. I wskazuje, że z postanowienia WPO z 7 listopada 2011 r. o wyłączenie sprawy do odrębnego postępowania wynika, iż należy wyłączyć do odrębnego postępowania materiały śledztwa dotyczącego katastrofy smoleńskiej "w zakresie włączenia w dniach 10-11 kwietnia 2010 r. na terenie Federacji Rosyjskiej przez nieustaloną osobę telefonu marki Nokia 6610i i uruchomienia impulsów telefonicznych na cudzy rachunek, tj. na szkodę Kancelarii Prezydenta RP". - W tym zakresie Wojskowa Prokuratora Okręgowa przekazała nam materiały i nie mogliśmy prowadzić w innym zakresie postępowania, byliśmy związani tym wyłączeniem - tłumaczy prok. Ślepokura. - Jeżeli prokuratura wojskowa wyłączyłaby materiały w innym zakresie, np. naruszenie ochrony informacji, jeżeli by uznała, że coś takiego nastąpiło, i nam przekazała, to prowadzilibyśmy postępowanie w takim wątku - mówi prokurator. Dodaje, że gdyby wojskowi śledczy mieli taką intencję, to przekazaliby telefon i kartę SIM, co nie nastąpiło.
W materiałach śledztwa znalazły się dokumenty, które zostały przesłane z WPO, m.in. wyciąg z opinii ABW, billingi od operatora sieci komórkowej. Został także przesłuchany pracownik operatora telefonii komórkowej. Trzy dni po publikacji "Naszego Dziennika" milczenie przerwała też Naczelna Prokuratura Wojskowa, tłumacząc się z przyjęcia kuriozalnej kwalifikacji czynu. "Wojskowa Prokuratura Okręgowa w Warszawie (...) przyjęła wstępnie kwalifikację prawną opisanego powyżej czynu określoną w art. 285 ¤ 1 kk (czyli tzw. nielegalne podłączenie się do urządzenia telekomunikacyjnego), która to kwalifikacja prawna w żaden sposób nie była wiążąca dla Prokuratury, do której przesłano wyłączone materiały" - twierdzi rzecznik prasowy Naczelnego Prokuratora Wojskowego płk Zbigniew Rzepa.
"Mając na uwadze, że okoliczności towarzyszące wykonaniu tych trzech połączeń z pocztą głosową, za wykonanie których obciążona została Kancelaria Prezydenta RP, nie miały związku ze śledztwem dotyczącym katastrofy smoleńskiej i wymagały dalszych czynności procesowych, oraz fakt, że czynu tego nie mogła dopuścić się osoba podlegająca orzecznictwu polskich sądów wojskowych, w dniu 7 listopada 2011 r. Wojskowa Prokuratura Okręgowa w Warszawie wydała postanowienie o wyłączeniu materiałów dotyczących tej sprawy do odrębnego postępowania oraz przekazaniu ich według właściwości Prokuraturze Okręgowej w Warszawie" - tłumaczy rzecznik. Naczelna Prokuratura Wojskowa odmówiła "Naszemu Dziennikowi" informacji, który konkretnie prokurator podjął decyzję o przyjęciu takiej, a nie innej kwalifikacji bezprawnego użycia telefonu prezydenta na terenie Federacji Rosyjskiej, mówiąc: "Nie ma takiej potrzeby".
Tłumaczeń prokuratury cywilnej nie rozumie też mec. Rogalski. - Prokuratura cywilna nie była tym związana, dlatego że była to tylko wersja robocza, i jak najbardziej mogła kontynuować postępowanie przede wszystkim pod kątem art. 267 kk - ocenia pełnomocnik Jarosława Kaczyńskiego. Artykuł ten mówi o dostępie do informacji nieprzeznaczonej dla osoby nieuprawnionej. - Ta kwalifikacja, w mojej ocenie, wydawałaby się najbardziej zasadna w tym postępowaniu - dodaje. NPW potwierdza, że według opinii Departamentu Bezpieczeństwa Teleinformatycznego ABW z lipca 2011 r. doszło do uruchomienia telefonu należącego do prezydenta Lecha Kaczyńskiego już po katastrofie. Telefon ten został znaleziony na miejscu wypadku, a następnie 13 kwietnia 2010 r. przekazany stronie polskiej.
"W wyniku przeprowadzonych czynności procesowych ustalono, że w dniu 10 kwietnia 2010 r., po katastrofie, miały miejsce dwa połączenia wychodzące (pierwsze o godz. 12.46, a drugie o godz. 16.24 czasu polskiego), a w dniu 11 kwietnia 2010 r. jedno połączenie wychodzące (o godz. 12.18 czasu polskiego) z telefonu użytkowanego przez śp. Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej Lecha Kaczyńskiego (którego właścicielem była Kancelaria Prezydenta RP) i były to połączenia z pocztą głosową" - przyznaje płk Rzepa.
Napisane: 08 cze 2012, 11:27
Rosjanie celowo kasowali informacje z Tupolewa
Polscy eksperci z Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego odkryli, że w elektronicznym sprzęcie ofiar smoleńskiej katastrofy Rosjanie usuwali dane – z co najmniej jednej karty pamięci skasowano kilka zdjęć, wykonanych już na pokładzie lecącego tupolewa. To kolejny dowód na nielegalną ingerencję Rosjan w materiał dowodowy – wcześniej nasze specsłużby ujawniły, że ktoś z terenu Rosji tuż po katastrofie włamał się i odsłuchiwał pocztę głosową komórki prezydenta Lecha Kaczyńskiego (†61 l.). Nasi eksperci z ABW na zlecenie wojskowej prokuratury przez wiele miesięcy badali aparaty fotograficzne, telefony komórkowe i przenośne komputery, które ocalały po katastrofie i zostały nam zwrócone przez Rosjan. Wiele z nich było mocno zniszczonych, ale naszym specjalistom udało się odzyskać zapisy na nośnikach pamięci. I to, co odkryli, szokuje. Z ekspertyzy, którą otrzymali z ABW polscy prokuratorzy wojskowi wynika, że Rosjanie ingerowali w zawartość elektronicznego sprzętu ofiar katastrofy dwukrotnie. Pierwszy raz zaraz po katastrofie w dniach 10 i 12 kwietnia. Przejrzeli zawartość wszystkich kart telefonów, dysków laptopów oraz pamięci aparatów fotograficznymi i kamer, jakie mieli przy sobie członkowie prezydenckiej delegacji. Drugi raz włamali się tydzień po katastrofie, w dniach 16-19 kwietnia. I właśnie ta druga ingerencja jest najbardziej podejrzana, bowiem zdaniem biegłych z Departamentu Bezpieczeństwa Telekomunikacyjnego ABW, ktoś usiłował wtedy zacierać ślady pierwszej ingerencji. Skasowano też przynajmniej z jednej karty pamięci zdjęcia, wykonane już w trakcie lotu tupolewa. Co było na zdjęciach? Dlaczego Moskwie zależało na ich usunięciu? Tego nie wiadomo, ale zdaniem naszych ekspertów, zacierania śladów dokonał wysokiej klasy specjalista. Z całą pewnością usunięcie danych nie było przypadkowe, bowiem użyto do tego specjalistycznego sprzętu i oprogramowania, które jest poza zasięgiem amatorów. Ani polska ani rosyjska prokuratura nie zakończyły śledztwa, dane z urządzeń elektronicznych ofiar katastrofy są wciąż dowodami – dlatego niszczenie danych lub nawet tylko ich modyfikowanie to działanie bezprawne.
http://wiadomosci.wp.pl/kat,38126,title ... caid=1e97c
Napisane: 09 paź 2012, 10:02
Wrak: leżą trzy ścianki z oknami...
Dostałem mail’em, z dokumentacją:
[więcej o dziwnych ścianka, czasem z 7 okienkami, czasem zaś z 9-ma, szukaj pod Yurko, np. na Nowym Ekranie md]
Podstawowa rzecz:
...na płycie lotniska gdzie wrak, leżą trzy ścianki z oknami - jedna z napisem rep of Poland, druga ta powyginana z prawej patrząc od ogona, i ta rzucona na górę sterty w której wybijano okienka. Żadnej z nich nie ma na mapie satelitarnej z Raportu MAK! Żadnej.
Na filmie SW też nie ma. I już.
Niech zatem wyczarują inną mapę na której są, a potem dyskutują. Niech wytłumaczą pochodzenie reszty ścianek a zwłaszcza tych z oknami i ich położenie, czas. A potem mówią i piszą o reszcie.
Ruscy robią schizę i to skutecznie. Mądrzejsi sobie, a wrak na lotnisku sobie. Takie to badania.
Siedzą na ruskich ścieżkach jak kury na grzędzie.
Jeśli wybuchy zniszczyły kadłub to jakim cudem ci mądrzejsi opisują ścianki, których nie było. Tzn są ale nie tam gdzie myślą, że były. itd
[Pytanie, zdaje się, do uczonych z ZP md]:
czy potrafią oni to wytłumaczyć?
Co chcą powiedzieć Rodzinom ofiar, i całej Polsce? Kłamać jak inni?
właśnie na tym zdjęciu są tylko te wspomniane trzy ścianki. Żadnej innej. Niech szukają na mapie w raporcie MAK. Życzę im powodzenia. Na tzw "trzecim filmie z katastrofy sm" i filmie SW. Niech szukają.
Napisane: 10 kwi 2013, 07:53
Mapa śledztw w śledztwie
Główne śledztwo smoleńskie
Wszczęte 10 kwietnia 2010 r., prowadzone jest w sprawie „nieumyślnego sprowadzenia katastrofy w ruchu powietrznym, w wyniku której śmierć ponieśli wszyscy pasażerowie samolotu Tu-154M”. Śledztwo prowadzi zespół kilkunastu prokuratorów; wiodącą rolę pełni dwóch prokuratorów referentów: ppłk Karol Kopczyk i ppłk Jarosław Sej.
W jego trakcie ponad 1200 razy przesłuchiwano świadków, w wyniku czego zgromadzono ok. 550 tomów dokumentacji. Prokuratura deklaruje, że jest w posiadaniu „zdecydowanej większości” dokumentów, zabezpieczono m.in. „dokumentację techniczną samolotu Tu-154M nr 101, przedmioty i dokumenty dotyczące organizacji i przygotowania lotu”, dokumentację medyczną, próbki paliwa itp. W celu zgromadzenia podstawowych dowodów do Rosji wystosowano 18 wniosków o pomoc prawną. Ale zostały one zrealizowane tylko częściowo. Śledczy wciąż oczekują na zwrot z Rosji wraku samolotu wraz z czarnymi skrzynkami. A także m.in. nagrań z kontroli lotów w Smoleńsku, dokumentacji lotniska, pełnej dokumentacji medyczno-sekcyjnej czy chociażby broni funkcjonariuszy BOR.
Polscy prokuratorzy kilkanaście razy przebywali w Rosji (tylko w 2012 r. sześciokrotnie), dokonując różnych czynności, m.in. brali udział w przesłuchaniach świadków, asystowaniu przy badaniach dowodów, oględzinach miejsca katastrofy.
Prokuratura wystąpiła do biegłych o przeprowadzenie szeregu ekspertyz. Część z nich już uzyskano, jak opinię fonoskopijną nagrań z kokpitu tupolewa, ale nadal w trakcie jest 27 ekspertyz, m.in. uzupełniające opinie fonoskopijne z tupolewa, opinie psychologiczne, opinie na temat ewentualnych wybuchów na pokładzie czy uszkodzeń brzozy. Ekspertyzy te ma wykorzystać całościowa opinia zespołu biegłych z różnych dziedzin.
Dotychczas w śledztwie postawiono zarzuty „niedopełnienia obowiązków” w związku z organizacją lotu do Smoleńska dwóm oficerom z kierownictwa 36. Specjalnego Pułku Lotnictwa Transportowego w Warszawie.
Śledztwo było już przedłużane sześć razy, na dniach ma to nastąpić po raz siódmy.
Przekazane do Prokuratury Okręgowej w Warszawie 23 listopada 2010 roku. Badana jest w nim sprawa możliwego utrudniania śledztwa poprzez „niszczenie materiału dowodowego w postaci wraku samolotu”. Dopuściły się tego rosyjskie służby podczas przenoszenia szczątków z miejsca katastrofy na lotnisko. W sprawie zgromadzono materiał telewizyjny i przesłuchano polskich świadków. Jak informuje prokuratura, śledztwo „jest aktualnie zawieszone z uwagi na konieczność ustalenia, czy defragmentaryzacja wraku samolotu w jakikolwiek sposób utrudniła przeprowadzenie postępowania przygotowawczego prowadzonego przez Wojskową Prokuraturę Okręgową”.
Trudne lądowanie jaka
Wyłączono 25 marca 2011 r. do Wojskowej Prokuratury Okręgowej w Warszawie. Śledztwo dotyczy lądowania samolotu Jak-40 w trudnych warunkach godzinę przed katastrofą rządowego samolotu. Jak ujmuje to prokuratura, chodzi o „sprowadzenie bezpośredniego niebezpieczeństwa katastrofy w ruchu powietrznym” poprzez wykonanie „lądowania poniżej warunków minimalnych i w sytuacji braku zgody kontroli naziemnej”. Śledczy nadal czekają na opinie fonoskopijną rozmów załogi samolotu z kontrolą lotów w Smoleńsku.
W październiku zeszłego roku samobójstwo popełnił Remigiusz Muś, technik pokładowy Jaka-40.
Niedbalstwo BOR
Od 29 marca 2011 r. przekazano do dalszego prowadzenia Prokuraturze Okręgowej Warszawa-Praga. Chodzi w nim o „nienależyte przygotowanie i organizację” ze strony Biura Ochrony Rządu organizacji wizyt premiera Donalda Tuska i prezydenta Lecha Kaczyńskiego 7 i 10 kwietnia 2010 roku. Prokuratura umorzyła to śledztwo 30 czerwca 2012 r. „z braku cech przestępstwa”, ponieważ zabrakło „godzenia w dobro powszechne i dobro instytucji państwowych”. W marcu br. sąd nakazał wznowienie śledztwa, zwracając uwagę, że prokuratura „całkowicie pominęła działanie na szkodę interesu prywatnego”. Z tej sprawy wyłączno do odrębnego rozpatrzenia wątek wiceszefa BOR.
Decyzją z 23 sierpnia 2011 r. przekazano do Prokuratury Okręgowej w Warszawie materiały postępowania w sprawie „uszkodzenia poprzez nadpalenie dowodu osobistego wystawionego na nazwisko Tomasza Merty”. Były wiceminister kultury zginął w katastrofie smoleńskiej. W śledztwie przesłuchano świadków i dokonano oględzin terenu należącego do MSZ, gdzie mogło dojść do zniszczenia dowodu. Śledztwo obejmuje także zaginięcie obrączki. W kwietniu prokuratura „planuje przesłuchać w charakterze świadka pracownika MSZ, który mógł mieć kontakt z przedmiotami należącymi do T. Merty”. Pełnomocnik rodziny zapowiada dalsze wnioski.
Włamanie do telefonu prezydenta
Śledztwo wszczęte po publikacji „Naszego Dziennika”.
Postępowanie przekazane 7 listopada 2011 r. do Prokuratury Okręgowej w Warszawie. Śledztwo „dotyczy nieuprawnionego dostępu do danych zapisanych w telefonie należącym do prezydenta Lecha Kaczyńskiego” „w dniu 10 i 11 kwietnia 2010 r. na terytorium Federacji Rosyjskiej”. „Aktualnie Prokuratura oczekuje na realizację międzynarodowego wniosku o pomoc prawną przez Federację Rosyjską w zakresie danych zarejestrowanych przez rosyjskie BTS-y [stacje przekaźnikowe – red.]” – informuje prokuratura.
Oskarżony wiceszef BOR
To jedyne z postępowań smoleńskich zakończone skierowaniem aktu oskarżenia do sądu. Prokuratura Okręgowa Warszawa-Praga oskarżyła byłego wiceszefa BOR generała Pawła B. o to, że „nie dopełnił ciążących na nim obowiązków” w związku z działaniami ochronnymi wizyt w Katyniu w kwietniu 2010 r., „co skutkowało znacznym obniżeniem bezpieczeństwa ochranianych osób”. Tym samym działał na „szkodę interesu publicznego, to jest zapewnienia ochrony Prezydentowi Rzeczypospolitej Polskiej i Prezesowi Rady Ministrów”. Drugi zarzut dotyczy „poświadczenia nieprawdy” w pismach skierowanych do ambasadora w Moskwie i dyrektora protokołu dyplomatycznego MSZ. Akt oskarżenia wpłynął do sądu w czerwcu zeszłego roku. Do marca br. jeszcze nie wyznaczono terminu pierwszej rozprawy.
Nadzór Millera nad BOR
Śledztwo prowadzone od marca 2012 r. przez Prokuraturę Okręgową Warszawa-Praga dotyczy możliwości niewłaściwego nadzoru nad Biurem Ochrony Rządu przez ówczesnego szefa MSWiA Jerzego Millera. Chodzi o przygotowania dotyczące wizyty prezydenta Lecha Kaczyńskiego w Katyniu w 2010 roku. We wrześniu ubiegłego roku umorzono tę sprawę, ale w grudniu sąd nakazał jej wznowienie. Wskazano, że umorzenie było przedwczesne i nie przesłuchano szefostwa MSWiA. „Cały czas w tej sprawie trwają przesłuchania świadków” – informuje prokuratura.
Śledztwo prowadzone od 2010 r. przez Prokuraturę Okręgową w Warszawie dotyczy ograbienia zwłok jednej z ofiar katastrofy. Według prokuratury, w dniach 10-12 kwietnia z kart kredytowych należących do sekretarza Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa Andrzeja Przewoźnika dokonano 11 wypłat na sumę około 6 tys. złotych. W Rosji o kradzież oskarżono czterech żołnierzy (znaleźli oni także torbę z 12,5 tys. dolarów należącą do Przewoźnika). Ich utajniony proces ma się rozpocząć 23 kwietnia w Smoleńsku. Polska prokuratura w styczniu br. wystąpiła o akta z tego śledztwa.
Zaginiony zegarek
W grudniu 2012 r. Prokuratura Okręgowa w Warszawie umorzyła prowadzone od 2010 r. śledztwo w sprawie możliwości kradzieży przedmiotów należących do prezesa NBP Sławomira Skrzypka, który zginął w katastrofie smoleńskiej. Chodziło o zegarek i spinki.
„Prokurator doszedł do wniosku, że prawdopodobnie w czasie katastrofy zegarek uległ zniszczeniu lub zaginięciu i brak jest jakichkolwiek dowodów, aby doszło do kradzieży” – uzasadniono decyzję.
Do prokuratury zgłaszano również zawiadomienie o kradzież sygnetu Wojciecha Seweryna, autora pomnika Ofiar Katynia w Chicago.
Zdjęcia ofiar w internecie
Prokuratura Okręgowa Warszawa-Praga w październiku 2012 r. wszczęła śledztwo w sprawie zamieszczenia w internecie zdjęć ofiar katastrofy smoleńskiej. Dotyczy ono ujawnienia przez funkcjonariusza państwowego „osobie nieuprawnionej” poufnej informacji, o której dowiedział się podczas czynności służbowych. Zdjęcia te zamieszczono na serwerach w Rosji, Stanach Zjednoczonych i Niemczech. Rosja udzieliła niedawno odpowiedzi na wniosek prawny prokuratury.
Prokuratorzy i ekshumacje
Od listopada 2012 r. Wojskowa Prokuratura Okręgowa w Poznaniu prowadzi śledztwo dotyczące niedopełnienia obowiązków i możliwości mataczenia przez prokuratorów w śledztwie smoleńskim, „gdyż nie wnioskowali o udział i nie brali udziału w sekcjach zwłok, a także nie przeprowadzili tych sekcji także po przetransportowaniu ciał ofiar do Polski”.
Postępowanie prowadzi cywilny prokurator, który zapoznał się już z dokumentacją śledztwa smoleńskiego i przesłuchał kilkunastu świadków. Dalsze decyzje mają zostać podjęte po przesłuchaniu ostatnich, z zaplanowanych, świadków.
20 kwietnia 2012 r. Prokuratura Okręgowa Warszawa-Praga wszczęła śledztwo w sprawie „fałszerstwa dokumentów wytworzonych w Biurze Ochrony Rządu w okresie od 10 kwietnia 2010 r. do 6 maja 2010 r.”. Sprawa została wyłączona z wątku dotyczącego wiceszefa BOR. Podstawą dochodzenia są m.in. zeznania świadków, z których wynika, że „niektóre dokumenty o nazwie plany przedsięwzięcia ochronnego z dnia 6 i 9 kwietnia 2010 r.” „zostały zmienione po dniu 10 kwietnia 2010 r.”.
http://www.naszdziennik.pl/wp/29280,map ... ztwie.html
Napisane: 26 kwi 2013, 18:54
Alternatywny obraz śledztwa smoleńskiego
Notka ta powstała z namowy @Propatriana, by komentarz, który zamieściłam pod swoją wcześniejszą notką, umieścić oddzielnie. Rzeczywiście, tematycznie poprzednią notkę ten akurat wątek rozsadza, więc skorzystałam z podpowiedzi @Propatriana. Nie wiem, co prawda, czy potrafię sprawnie obsłużyć dwie notki równolegle, ale jak tu nie podjąć takiego wyzwania?:)
Wczorajsze uroczystości po raz kolejny przybliżyły emocje z 10.04.2010.
Moje w pewnym momencie zaczęły się koncentrować wokół nieobecnego tego dnia w przestrzeni publicznej B. Komorowskiego.
Próbowałam sobie wyobrazić jeden z alternatywnych początków całego ciągu wydarzeń, które na nas runęły trzy lata temu w tamtą dramatyczną sobotę.
Próbowałam prześledzić inny ciąg logiczny:
1. Natychmiast 10-12.04.2010. zostaje do prokuratury skierowany wniosek o rozpatrzenie związków Zdarzenia w Smoleńsku z wojną prowadzoną p/Prezydentowi przez wyszczególnione grupy urzędnicze, zmniejszające możliwości wykonywania przezeń jego uprawnień konstytucyjnych i przez medialny przemysł pogardy deprecjonujący rangę urzędu prezydenta w Polsce.
2. W pierwszych dniach po 11.04. lub po 18.04., lub nawet w maju (po pogrzebach), zbiera się Trybunał Konstytucyjny i orzeka w sprawie legalności przejęcia władzy p.o. Prezydenta RP przez Marszałka Sejmu.
3. Orzeka nielegalność tych działań. Wskazuje prawidłową ścieżkę postępowania.
4. Orzeka o nieważności wszystkich aktów prawnych wydanych przez p.o. Prezydenta.
5. Prokuratura Generalna RP precyzuje główne kierunki śledztwa w sprawie naruszeń prawa i działań skierowanych przeciwko urzędującemu Prezydentowi RP w okresie do 10.04.2010. włącznie.
6. Prokurator Generalny precyzuje podejrzenie o przeprowadzeniu w Polsce w dniu 10.04.2010. zamachu stanu i nakreśla główne wątki rozpoczynającego się śledztwa.
7. Nakazuje ekshumację wszystkich ciał.
W maju-czerwcu 2010 mielibyśmy więc sytuację, w której prowadzono by kilka śledztw równolegle: NPW - w trybie nam znanym lub zmodyfikowanym; w Prok. Gen. byłyby dwa – wyżej wymienione.
PG prowadziłaby swoje dochodzenie w oparciu o 95% materiału krajowego i już dzisiaj znane byłyby główne elementy toczących się dochodzeń.
W czerwcu 2010 zupełnie inaczej wyglądałyby prawdopodobnie przygotowywania do nowych wyborów prezydenckich: PO i jej koalicjanci znajdowali by się w dyspozycji Prokuratury, jako odpowiedzialni za wskazane wcześniej działania: do 10.04.2010. i w sprawie przygotowania wylotu delegacji prezydenckiej do Katynia.
Tryb toczących się dochodzeń musiałby w jakimś momencie doprowadzić do spotkania wszystkich wątków.
Prawdopodobnie szybsze postępowanie w sprawie odpowiedzialności karnej za działania podejmowane wobec urzędującego Prezydenta RP stanowiłoby element nacisku na zwiększenie wiarygodności świadków zeznających w sprawie samego Zdarzenia w dn. 10.04.2010.
Również Rosja - będąc świadkiem pełnej determinacji polskiej Prokuratury Generalnej i odbierając z Polski stałe i silne sygnały w tym zakresie - musiałaby może jasno określać stan swojego śledztwa, którego u nas (do dnia dzisiejszego) w ogóle nie znamy i nie uczyniłaby tego rzekomego śledztwa swoim orężem politycznym wobec Polski. Przynajmniej nie w takim stopniu, jak ma to miejsce obecnie.
Tak mi się wczoraj myślało...
http://lamelka222.salon24.pl/500010,alt ... olenskiego
Napisane: 28 cze 2013, 05:58
wybuchy nowe i stare
Jeśli bomba (teraz już trzy... [w ZP md]) rozsadziła kadłub na tysiące kawałków, jak twierdzą od kilku miesięcy "oficjalni eksperci" i "śledczy dziennikarze" (obojętnie gdzie - w powietrzu, na ziemi, obojętnie ile metrów od głównego pasa), to skąd cały, duży fragment kadłuba szybko zabranego - i nie ma go na mapie satelitarnej w raporcie MAK ani na zachowanych mapach z "tamtego okresu" z internetu (Wikimapia, Google, Nokia)?
Dlaczego takiego fragmentu nie było i nie ma na lotnisku Siewiernyj w miejscu gdzie złożono wrak? (obecnie w areszcie pod budą).
Czy z Komisji (obojętnie której) ktoś to sprawdzał? (Wiemy, że nie)
Czy znowu za 3 lata (2016r,) nagle jakiś fotoamator zauważy "przełomowe" odkrycie?
http://arkanoego.net/index.php/smolensk ... skiej-cz2/
Napisane: 25 wrz 2013, 07:24
Prokuratura po raz drugi umorzyła tzw. wątek organizacyjny śledztwa smoleńskiego.
Decyzji prokuratury bronił wczoraj w Sejmie szef MSW Marek Biernacki, zapewniając o bezstronności i profesjonalizmie instytucji podlegającej Andrzejowi Seremetowi, choć jeszcze niedawno minister dosłownie zmiażdżył sprawozdanie z działalności Prokuratury Generalnej przesłane premierowi. Widać Seremet wyciągnął daleko idące wnioski z tej lekcji.
Sprawa, o której umorzeniu poinformowała wczoraj prokuratura, dotyczy działania urzędników kancelarii premiera, MSZ, MON i polskiej ambasady w Moskwie podczas przygotowań do wizyt delegacji państwowych 7 i 10 kwietnia 2010 roku. Uzasadnienie jest bardzo obszerne – ponad 340 stron. Decyzja jest nieprawomocna.
– 20 września prokuratorzy umorzyli śledztwo, stwierdzając, że nie ma znamion czynu zabronionego w działaniu funkcjonariuszy publicznych niebędących żołnierzami w służbie czynnej, którzy brali udział w przygotowaniu wizyt – powiedziała rzecznik Prokuratury Okręgowej Warszawa-Praga Renata Mazur.
Sprawa ta została wyłączona z głównego śledztwa smoleńskiego, które prowadzi prokuratura wojskowa. Dochodzenie dotyczyło wyłącznie cywilów.
Podejrzanymi byli urzędnicy kancelarii premiera odpowiedzialni za organizację i koordynację lotów najważniejszych osób w państwie, Ministerstwa Spraw Zagranicznych, które odpowiadało za uzyskanie koniecznych zezwoleń na przelot i lądowanie od Rosji (i Białorusi), a także pracowników polskiej ambasady w Moskwie, którzy mieli praktycznie realizować uzgodnienia ze stroną rosyjską.
Prokuratura już raz zakończyła śledztwo w tej sprawie umorzeniem. Wówczas stwierdzono, że doszło do szeregu nieprawidłowości i zaniedbań, ale nie dopatrzono się przestępstwa. Urzędnicy KPRM: Monika Boniecka, zastępca dyrektora Biura Dyrektora Generalnego, i Miłosław Kuśmirek, doradca szefa kancelarii, działali opieszale, notorycznie nie dopełniali przewidzianych procedurami terminów, łamali procedury.
Boniecka „na chybił trafił” wybrała dla lotu 10 kwietnia jako zapasowe lotnisko w Witebsku, które nie dość, że leży w innym państwie (na Białorusi), to jest nieczynne w soboty. To samo dotyczy resortu spraw zagranicznych. Polscy dyplomaci w Moskwie za późno zgłosili loty polskich samolotów rządowych, potem zaś nie zadbali o dostarczenie odpowiedniej dokumentacji, w tym kart podejścia do lądowania. Niewystarczająca była koordynacja działań różnych służb i urzędów.
Prokuratura stwierdziła, że urzędnicy mieli pełną świadomość zakresu powierzonych im obowiązków i w swoich działaniach co najmniej godzili się na ich wypełnianie niezgodnie z przepisami.
Śledczy stwierdzili też brak kompleksowych regulacji organizacji wizyt zagranicznych najważniejszych osobistości, co wskazuje na odpowiedzialność kierownictwa zainteresowanych resortów, przede wszystkim ówczesnego szefa KPRM Tomasza Arabskiego.
Wywody prokuratorów kończy stwierdzenie, że loty na Siewiernyj w ogóle nie powinny się odbyć ze względu na status i stan tego lotniska, z czego odpowiedzialni urzędnicy zdawali sobie sprawę. Pozytywnie oceniono tylko pracę Kancelarii Prezydenta, ministerstwa kultury i ROPWiM.
To wszystko nie stanowiło jednak, według prokuratorów, przesłanki do postawienia komukolwiek zarzutów. Naruszenia miały „nie wywoływać negatywnych skutków co do bezpieczeństwa wizyt prezydenta i premiera w Smoleńsku”, a jedynie spowodowały „wzmożone działania innych organów państwa”.
Chaotyczne i wyraźnie bezmyślne działania pracowników MSZ i ambasady usprawiedliwiono brakiem szczegółowych przepisów. W MON też dało się znaleźć winnych, gdyż za przygotowanie operacji lotniczych odpowiadają wojskowi, którzy podlegają prokuraturze wojskowej, natomiast ocena nadzoru ze strony cywilnego ministra Bogdana Klicha nie była możliwa bez zbadania działań podlegających mu mundurowych. Ado tych materiałów cywilni prokuratorzy nie mają dostępu.
– Stwierdzone przez prokuratorów nieprawidłowości w działaniu urzędników co do lotów VIP-ów do Smoleńska nie wywołały negatywnych skutków dla organów państwa. W związku z powyższym, pomimo stwierdzenia szeregu różnego rodzaju uchybień, brak jest możliwości odniesienia się i wskazania, jakie konkretnie obowiązki zostały niedopełnione, z czego one wynikały oraz jakie ewentualnie zostały przekroczone uprawnienia. Nie każde naruszenie przepisów jest przestępstwem. Jest możliwa także odpowiedzialność służbowa – mówiła w lipcu 2012 r. prok. Renata Mazur.
Zażalenie na umorzenie śledztwa złożyli Jarosław Kaczyński i Marta Kaczyńska. Podważyli tezę prokuratury, że badany wątek sprawy dotyczył wyłącznie działania na szkodę interesu publicznego i nie ma w tej sytuacji żadnych osób pokrzywdzonych. Sąd podzielił ich zdanie i nakazał zbadać naruszenie interesu prywatnego przez funkcjonariuszy państwowych.
Prokuratura wykonała to polecenie, ale jej działania sprowadzały się do zabiegów formalnych. Ustalono listę wszystkich pasażerów lotów 7 i 10 kwietnia 2010 r. do Smoleńska, nie tylko Tu-154M, ale i towarzyszących im samolotów z dziennikarzami. Razem to 382 osoby, zarówno żyjący, jak i bliscy ofiar katastrofy. Przesłano im odpowiednie zawiadomienia o ich statusie i prawach.
„Pokrzywdzony” Arabski
Co ciekawe, jest wśród nich m.in. Tomasz Arabski, osoba odpowiedzialna jako szef kancelarii premiera za dysponowanie flotą rządowych statków powietrznych i nadzór nad urzędnikami bezpośrednio zajmującymi się organizacją lotów. Arabski, obecnie ambasador w Hiszpanii, leciał z premierem 7kwietnia i stąd jest on, co może się wydać paradoksalne, nie sprawcą zaniedbań, lecz pokrzywdzonym.
W ramach korzystania z uprawnień strony mec. Piotr Pszczółkowski złożył wniosek dowodowy o włączenie do akt sprawy i przeanalizowanie raportu NIK dotyczącego organizacji lotów VIP.
Jednak ani ten materiał dowodowy, ani nowa sytuacja prawna nie zmieniły oceny prokuratorów. – Stwierdzili oni, że interes prywatny w tym przypadku polega na prawie do bezpiecznej podróży, zaś ci funkcjonariusze publiczni, którzy brali udział w organizacji i przygotowaniu wylotów, nie realizowali przelotów. Stąd uznaliśmy, że nie ma znamion czynu zabronionego – tłumaczyła wczoraj Mazur.
Teraz postanowienie o umorzeniu zostanie wysłane do wszystkich poszkodowanych, którzy mogą złożyć zażalenie. Chce tak zrobić mec. Pszczółkowski.
– Będę konsekwentnie skarżyć to postępowanie w kierunku obrazy prawa materialnego, to znaczy podzielając ustalenia faktyczne prokuratury, nie zgadzam się z tym brakiem odwagi w ocenie prawnokarnej zachowań urzędników. Prokuratura uważa, że „liczne nieprawidłowości” nie stanowią przestępstwa, a ja uważam, że wyczerpują znamiona art. 231 kodeksu karnego mówiącego o niedopełnieniu obowiązków przez funkcjonariuszy państwowych i narażeniu w ten sposób ważnego interesu publicznego i prywatnego – mówi „Naszemu Dziennikowi” adwokat.
Niechęć do angażowania się
Zaskarżenie ostatniego postanowienia wiąże się z problemem prawnym. Otóż sąd już raz rozpatrywał zażalenie na działanie prokuratury w tej sprawie. Ale tylko na podstawie wniosku dwóch osób (brata i córki Lecha Kaczyńskiego), natomiast pozostałe zostały włączone do postępowania później.
Według kodeksu postępowania karnego przysługują im teraz inne prawa. Rodzina prezydenta może złożyć do sądu tzw. subsydiarny akt oskarżenia, a pozostali zażalenie.
– Z punktu widzenia formalnego mogę to sobie wyobrazić, ale merytorycznie należy się zastanowić, jak ujednolić uprawnienia poszkodowanych –tłumaczy Pszczółkowski.
Może się wówczas okazać, że oba „odwołania” będą rozpatrywane oddzielnie przez różnych sędziów, którzy wydadzą odmienne orzeczenia. Prokurator i prawnicy reprezentujący zainteresowanych zaskarżeniem poszkodowanych muszą znaleźć rozwiązanie pozwalające uniknąć takiej sytuacji.
Poza kwestią prawną pozostaje kwestia merytorycznej oceny decyzji prokuratury.
– Nie sądzę, że doszło do złamania niezależności prokuratorów. Raczej zadziałała niechęć do angażowania się w sprawę, która mogłaby być uznana za polityczną. Z przykrością należy zauważyć, że czyny urzędników państwowych, często najwyższych szczebli, traktowane są z najwyższym pobłażaniem. Moim zdaniem, sam skutek tych czynów już determinuje wyciąganie surowych konsekwencji, a nie – jak mówią prokuratorzy –odpowiedzialności „pracowniczej”, „urzędniczej”, „dyscyplinarnej”. Jeżeli w wyniku czyichś zaniechań mamy do czynienia z katastrofą tak bezprecedensową, to nie ośmieszajmy się i mówmy nie o odpowiedzialności jakiejś innej, tylko karnej – uważa Pszczółkowski.
Poza wątkiem organizacyjnym ze śledztwa do odrębnego postępowania wyłączono kwestię zaniedbań BOR podczas wizyt w Smoleńsku i fałszowania dokumentacji przez funkcjonariuszy tej służby.
Zakończyło się ono w ubiegłym roku postawieniem zarzutów byłemu wiceszefowi Biura gen. Pawłowi Bielawnemu. Toczyło się też śledztwo w sprawie braku nadzoru nad BOR przez ówczesnego ministra spraw wewnętrznych i administracji Jerzego Millera, zakończone podobnie jak wątek organizacyjny dwukrotnym umorzeniem.
Inne sprawy związane z katastrofą to śledztwo w sprawie niszczenia wraku tupolewa (zawieszone), ryzykownego lądowania Jaka-40 w Smoleńsku, zniszczenia dowodu osobistego Tomasza Merty (niedawno umorzone) i użycia po katastrofie telefonu komórkowego prezydenta (zostało zawieszone, ma zostać wznowione).
Napisane: 11 paź 2013, 07:18
http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... jecie.html

References: art. 285
 art. 267
 art. 267
 art. 285
 art. 285
 art. 285
 art. 285
 art. 267
 art. 285
 art. 267
 art. 231