Source: http://docplayer.pl/1292322-Bezwierszowki-miesiecznik-spoleczno-kulturalny.html
Timestamp: 2018-06-20 15:38:20+00:00

Document:
bezwierszówki MIESIĘCZNIK SPOŁECZNO-KULTURALNY - PDF
bezwierszówki MIESIĘCZNIK SPOŁECZNO-KULTURALNY
Download "bezwierszówki MIESIĘCZNIK SPOŁECZNO-KULTURALNY"
Halina Grzybowska
1 bezwierszówki MIESIĘCZNIK SPOŁECZNO-KULTURALNY styczeń-marzec 2015 Carnevale di Venezia SDP Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich Oddział w Olsztynie ISSN
2 zdążyć z pomocą 2
3 styczeń-marzec 2015 Seweryn Pieniężny Seweryn Pieniężny jr. (ur. 25 lutego 1890 r. strony polskiej, prezentując wiernie przebieg w Olsztynie, zm. 24 lutego 1940 r. w KZ kampanii informacyjnej przed plebiscytem. Hohenbruch) polski patriota, dziennikarz, Seweryn Pieniężny jr. był też autorem drukowanych przez wiele lat felietonów pt. Kuba spod redaktor i wydawca Gazety Olsztyńskiej. Należał do nielicznego grona polskiej inteligencji Olsztyna okresu międzywojennego. skiej komentarze aktualnych wydarzeń nie tylko Wartemborka gada. Pisane w gwarze warmiń- Był synem Seweryna Pieniężnego (współwydawcy Gazety Olsztyńskiej ) i Joanny jedną z mocniejszych stron Gazety, wydawanej z życia miasta, ale też i całego świata, stały się z Liszewskich, pracującej w redakcji Gazety Olsztyńskiej. nów stałym elementem Gazety Olsztyńskiej był początkowo raz w tygodniu. Oprócz tych felieto- Na zawsze w jego pamięci pozostały wydarzenia z 1901 roku, kiedy to niemiecki nauczyciel wydarzeniach z kraju i ze świata, kronika, dział dział polityczny z informacjami o najnowszych zaskarżył ojca Seweryna w olsztyńskim sądzie. powieściowy oraz wiadomości gospodarcze. Chodziło o artykuł, w którym Pieniężny sr. 1 września 1939 r. do redakcji Gazety Olsztyńskiej wkroczyło gestapo. Seweryn Pieniężny potępił zachowanie nauczyciela drwiącego z polskich uczniów i ich rodzin. Na rozprawie został aresztowany, a 24 lutego 1940 r. rozstrzelany w obozie koncentracyjnym w Hohenbruch w roli świadków występował Seweryn jr. i jego brat Władysław. Sąd zasądził grzywnę w wysokości 50 marek i pokrycie kosztów procesu. się pogrzeb Seweryna Pieniężnego. Jego szczątki koło Kłajpedy. Po ekshumacji w 1946 r. odbył W 1910 roku Seweryn Pieniężny rozpoczął działalność publiczną, pełniąc funkcję przy ul. Poprzecznej w Olsztynie. spoczęły w rodzinnym grobowcu na cmentarzu sekretarza w zarządzie Polsko-Katolickiego Na cześć Seweryna Pieniężnego miasto Towarzystwa Ludowego Zgoda w Olsztynie. Melzak, na mocy rozporządzenia ministrów W roku 1914 został powołany do wojska. administracji publicznej i ziem odzyskanych W 1918 roku przejął obowiązki kierownika z 12 listopada 1946 roku o przywróceniu redakcji Gazety Olsztyńskiej. Gazeta stała się głównym organem propagandowym otrzymało nazwę i ustaleniu urzędowych nazw miejscowości, Pieniężno. Zdjęcie to jest pierwszym obiektem opracowanym w katalogu muzealiów Domu Gazety Olsztyńskiej. Pierwszym i jednocześnie jednym z najcenniejszych eksponatów. Jest to jedyna zachowana do naszych czasów fotografia przedstawiająca całą rodzinę ostatniego wydawcy i redaktora Gazety Olsztyńskiej Wandę i Seweryna Pieniężnych z synem Konstantym oraz córkami: Ewą, Marią i Haliną. Zdjęcie wykonane zostało w 1932 roku w olsztyńskim Atelier Diettrich, z okazji przystąpienia dwojga starszych dzieci jedenastoletniego Konstantego i siedmioletniej Ewy do Pierwszej Komunii Świętej. W tym uroczystym dniu młodsze córki pięcioletnia Maria i trzyletnia Halina ubrane były w zakopiańskie serdaczki, co według rodzinnego zwyczaju stanowiło swoistą manifestację polskości. Fotografia ofiarowana została do muzealnych zbiorów w 1994 roku przez panią Ewę Bojarską z d. Pieniężną. Jubileusze dziennikarzy Warmii i Mazur w 2015 roku 80. urodzin Ryszard Piotr Dobek (1 września) 70. urodzin Jan Krakowiak (20 kwietnia), Jerzy Jakub Pantak (25 lipca) 60 urodzin Adam Jerzy Socha (21 lutego), Andrzej Zbigniew Brzozowski (6 lipca) 50 urodzin Wojciech Krzysztof Szalkiewicz (30 marca) 50-lecie pracy dziennikarskiej Andrzej Badurek 40-lecie pracy dziennikarskiej Henryk Monkiewicz 35-lecie pracy dziennikarskiej Jacek Zawadzki Ad multos annos! w numerze Od naczelnego Rok 2015 Jan Paweł II i Jan Długosz, zgodnie z uchwałami Sejmu RP, zostali ogłoszeni patronami 2015 roku. Równocześnie, z okazji 250-lecia powstania Teatru Narodowego w Warszawie, jest to Rok Polskiego Teatru. W uchwale dotyczącej ogłoszenia Roku św. Jana Pawła II ( ) podkreślono ogromne zaangażowanie papieża Polaka w proces odradzania się polskiej niepodległości oraz w propagowanie uniwersalnego przesłania o godności i prawach człowieka. Sejm chce, by te wartości towarzyszyły działaniom podejmowanym m. in. w ramach obchodów 10. rocznicy śmierci Karola Wojtyły. W drugiej uchwale, mającej za cel upamiętnienie dokonań Jana Długosza ( ) wybitnego polskiego historyka, dyplomaty i duchownego, przypomniano, że Jan Długosz jest uważany za ojca polskiej historiografii i heraldyki, twórcę największego dzieła opisującego dzieje państwa polskiego Roczniki, czyli Kroniki sławnego Królestwa Polskiego. Zwrócono także uwagę na szczególne znaczenie jego dzieł dla polskiego dziedzictwa kulturowego. Trzecia z uchwał, podjętych 5 grudnia 2014 roku, ustanawiająca rok 2015 Rokiem Polskiego Teatru stanowi hołd ludziom i instytucjom tworzącym polski teatr, który jest jednym z najważniejszych obszarów życia kulturalnego i społecznego. W dokumencie podkreślono przypadające w bieżącym roku 250-lecie Teatru Narodowego w Warszawie oraz Teatru Wielkiego Opery Narodowej. W ciągu 250 lat istnienia teatr publiczny w Polsce służył sztuce i społeczeństwu, podejmując dialog z tradycją, komentując otaczającą rzeczywistość oraz wytyczając nowe drogi rozwoju sztuki napisano w uchwale. Na szczeblu Polski lokalnej, głównie na Warmii, w lutym obchodzić będziemy dwie szczególne rocznice związane z czołowym działaczem społecznym i oświatowym tych ziem w okresie międzywojennym, wielkim piewcą polskości Sewerynem Pieniężnym jr. ( ). Rocznice 125-lecia urodzin i 75-lecia śmierci tego bohaterskiego patrioty i Polaka, dziennikarza, redaktora i wydawcy będą przypominać ludzie pióra i dziennikarze, zwłaszcza zrzeszeni w Stowarzyszeniu Dziennikarzy Polskich, którego Warmińsko- -Mazurski Oddział przyjął za swojego patrona. IRENEUSZ ST. BRUSKI W numerze: Seweryn Pieniężny 3 Rok 2015 (I. St. Bruski) 3 Aktualności 4 Służalcze dziennikarstwo (A. Dramiński) 9 Zaciskanie pętli? (W. P. Kwiatek) 9 Temida contra dziennikarze 11 Wywiady Błażeja Torańskiego 12 Cenzura państwowa i cenzura prywatna (W. Świetlik) 13 Wywiady Marka Palczewskiego lata po... (T. Bochwic) 17 Twarze mediów: Paweł Staszak (A. Zb. Brzozowski) 18 Na osiemdziesięciolecie Stefana Bratkowskiego 19 Nisza dla myślenia (K. Kłopotowski) 20 Kraj za mgłą (S. Truszczyński) 21 Felietony (J. Jachowicz, J. Rosłan) 22 Przy kawie w Radiu Olsztyn (M. Szczygło) 23 Zdążyć z Pomocą 24 Raz w roku można być szalonym (M. Chomicz) 26 Po wyborach (J. Rosłan) 29 Projekt Media lokalne... (W. Sadowski, J. Pantak) 30 Radio Olsztyn w latach (I. St. Bruski) 33 Hymn Warmiński (A. Mackowicz) 34 Jak zostać Krzyżakiem? (U. Hanhkamp) 36 O reportażu interaktywnym i dokumentalistyce (M. Palczewski) 38 Kultura (A. Sztumski) 39 Mały bohater (E. Karaśkiewicz) 40 Obce ciało na sali kinowej (E. Królikowska-Avis) 42 Co się należy Zanussiemu (K. Kłopotowski) 43 Czy istnieje fotospołeczeństwo? (M. Sokołowski) 45 Okiem satyryka (A. Zb. Brzozowski) 45 Obserwatorzy, świadkowie, aktorzy (B. Ulewicz) 46 Pamięci redaktor Ludmiły (A. Dramiński) 48 Pożegnanie (K. Świtoń) 49 Wspomnienie o Kazimierzu Świtoniu (J. Chmielowska) 49 Z życia Oddziału 50 Wydarzenie miesiąca 51 Na okładce: Carnevale di Venezia. FOT. MAŁGORZATA CHOMICZ, Mademoiselle Conductrice. FOT. PAWEŁ STASZAK 3
4 oświadczenia, komunikaty Sąd Rejonowy w Warszawie uniewinnił dziennikarzy zatrzymanych w PKW. Fotoreporter PAP Tomasz Gzella oraz reporter TV Republika Jan Pawlicki, zostali zatrzymani w siedzibie Państwowej Komisji Wyborczej w nocy z 20 na 21 listopada. Policja zarzucała im naruszenie miru domowego. Dziennikarze relacjonowali liczenie głosów po wyborach samorządowych i zajęcie przez demonstrantów siedziby PKW. Zostali zatrzymani razem z osobami okupującymi siedzibę komisji. Przeciwko zatrzymaniu protestował Zarząd Główny SDP, kierownictwo TV Republika, Klub Fotografii Prasowej przy SDP i SF, Kongres Mediów Niezależnych oraz członkowie Koła Stowarzyszenia Wolnego Słowa w Szczecinie działacze Solidarności, opozycyjni dziennikarze, drukarze i kolporterzy prasy podziemnej w latach Oświadczenie rzecznika prasowego MSW Zatrzymanie dziennikarzy nastąpiło w wyniku nieporozumienia. Po zapoznaniu się z raportem policji w tej sprawie czekałam na rozstrzygnięcie sądowe. Szczegółowa informacja przedstawiona mi przez policję potwierdziła, że nie doszło do naruszenia prawa i procedur przez policję, a okoliczności zatrzymania dziennikarzy wymagają oceny sądu. Sąd uznał, że nie było intencją policjantów zatrzymanie dziennikarzy, które nastąpiło w wyniku nieporozumienia mówi minister Teresa Piotrowska. Niedobrze się stało, że nastąpiła taka pomyłka. To ważne, że sąd już dziś wydał orzeczenie w tej sprawie mówi minister spraw wewnętrznych. W przyszłości nie może dochodzić do takich sytuacji podkreśla minister Piotrowska. Szefowa MSW już 24 listopada br. zobowiązała komendanta głównego Policji do wypracowania odpowiednich procedur współpracy z mediami w podobnych trudnych zarówno dla dziennikarzy, jak i policjantów sytuacjach. W Komendzie Głównej Policji już od 25 listopada działa specjalny zespół, który pracuje nad zasadami współdziałania z mediami. Małgorzata Woźniak Rzecznik prasowy MSW Warszawa, 5 grudnia 2014 r. List Stowarzyszenia Wolnego Słowa do Ministra Spraw Wewnętrznych Pani Teresa Piotrowska Minister Spraw Wewnętrznych Szanowna Pani Minister, Dziennikarze są niewinni tak po trzech rozprawach, 5 grudnia 2014 roku orzekł Sąd Rejonowy w sprawie zatrzymanych 20 listopada 2014 roku w siedzibie PKW reportera TV Republika Jana Pawlickiego i fotoreportera PAP Tomasz Gzella. Ten wyrok wzmacnia wiarę w wolność słowa w Polsce, naruszoną przez ich oskarżenie, ale nie odpowiada na pytania dlaczego w ogóle do niego doszło. Dlatego, w ślad za naszymi listami do Pani z 22 i 25 listopada, nadal domagamy się pełnego wyjaśnienia tego wypadku, naruszającego swobodę przekazu informacji poprzez media. W ustnym uzasadnieniu wyroku sędzia Sądu Rejonowego dla Warszawy Śródmieścia, Łukasz Mroczek, określił zatrzymanie Jana Pawlickiego i Tomasza Gzella mianem niefortunnego przypadku. Jednak Sąd nie analizował całego zdarzenia, a jedynie zatrzymanie dziennikarzy na sali konferencyjnej PKW podczas likwidowania tam protestu osób odmawiających opuszczenia tego miejsca. Sąd doszedł do wniosku, że dziennikarze nie naruszyli miru domowego PKW, o co zostali oskarżeni przez policję, ponieważ przed użyciem siły dowodzący akcją skierował wezwanie do mediów, by nie utrudniały pracy funkcjonariuszy. Tym samym zmienił poprzednie wezwania do opuszczenia sali także przez dziennikarzy. Sąd nie badał jednak tego, co działo się później w Ruchomym Punkcie Zatrzymań ani na komisariacie przy ul. Wilczej. Nie analizował dlaczego po wylegitymowaniu doprowadzonych tam dziennikarzy, z których jeden miał nawet akredytację PKW, nie zostali oni zwolnieni, podobnie jak 10 innych osób, które przed użyciem siły dobrowolnie opuściły salę PKW. Nie wyjaśniał czemu innych dziennikarzy nie zatrzymano w ogóle i za zgodą policji powrócili oni na opróżnioną salę PKW i zabrali z niej swój sprzęt. Okoliczności, które ujawnił przewód sądowy, skłaniają nas do postawienia pytań: na jakiej podstawie zostali wybrani do zatrzymania przez policję fotoreporter PAP i reporter TV Republika? Zeznania policjantów, wskazujące że Jan Pawlicki był wysoki i zadawał im pytania, a Tomaszowi Gzellowi utknęła w drzwiach sali torba ze sprzętem, nie są przekonujące. kto i dlaczego podjął decyzję o dalszym zatrzymaniu obu dziennikarzy po sprawdzeniu ich personaliów i odebraniu wyjaśnień w RPZ przed PKW? kto w siłach interweniującej policji odpowiadał za kontakt z przedstawicielami mediów? Przewód sądowy tego nie ujawnił, choć zgodnie z Zarządzeniem nr 23 Komendanta Głównego Policji z 24 września 2014 roku dowódca każdej operacji policyjnej ma obowiązek wyznaczyć funkcjonariusza odpowiedzialnego za kontakty ze środkami masowego przekazu. Pisaliśmy o tym do Pani 25 listopada, wyjaśniając że deklaracja o zamiarze opracowania procedury współpracy z mediami w trakcie interwencji policyjnych jest spóźniona. kto podjął decyzję o złożeniu wniosku i postawieniu dziennikarzy przed sądem? Dlatego po raz trzeci stawiamy pytania o przyczyny zatrzymania uniewinnionych już dziennikarzy i o postępowanie policji po ich zatrzymaniu, niezmiennie oczekując od Pani Minister publicznej odpowiedzi. Z wyrazami szacunku w imieniu Zarządu Stowarzyszenia Wolnego Słowa Wojciech Borowik Prezes Zarządu SWS Warszawa, 7 grudnia 2014 r. Oświadczenie SDP po wyroku uniewinniającym dziennikarzy SDP wita z zadowoleniem wyrok uniewinniający dziennikarzy Jana Pawlickiego (TV Republika) i Tomasza Gzella (PAP) w procesie o naruszenie miru domowego Państwowej Komisji Wyborczej. Dziennikarze zostali zatrzymani przez policję podczas relacjonowania wydarzeń w PKW w dniu 20 listopada. Po raz pierwszy od 1989 roku, dziennikarze zatrzymani podczas wykonywania swoich obowiązków, przebywali 4 w areszcie ponad 24 godziny. Wzbudziło to słuszne oburzenie i sprzeciw całego środowiska dziennikarskiego. Jednym z fundamentów demokracji jest dostęp do rzetelnej i niezależnej informacji. Pozyskanie informacji jest prawem i obowiązkiem dziennikarzy. Władze demokratycznego, europejskiego państwa powinny respektować prawa dziennikarzy. W uzasadnieniu wyroku sędzia nazwał całe wydarzenie przykrym nieporozumieniem i nie analizował powodów, z jakich do niego doszło. SDP wyraża nadzieję, że takie przykre nieporozumienia nie będą miały miejsca w przyszłości. Krzysztof Skowroński, prezes SDP Agnieszka Romaszewska-Guzy, wiceprezes SDP Piotr Legutko, wiceprezes SDP Warszawa, 8 grudnia 2014 r.
5 styczeń-marzec 2015 aktualności Dziwny rok 2014 Trudno powiedzieć, czy był to rok dobry dla dziennikarstwa. Wydaje się, że nie był ani dobry, ani zły. Ot, taki przeciętny. Pod pewnymi względami był to jednak rok dziwny, i o tym będzie poniżej. Za newsa roku w konkursie Grand Press została uznana informacja o podsłuchanych rozmowach polityków w restauracji Sowa i przyjaciele. Z pewnością nie było newsa, który miałby w 2014 roku większy rozgłos. Ale czy rozgłos musi być równoznaczny ze znaczeniem? I czy ten news był wynikiem pracy dziennikarzy? Przypomnę, że jego główni propagatorzy, czyli Sylwester Latkowski, Michał Majewski i Piotr Nisztor w swoich książkach o aferze podsłuchowej podkreślali, że ten ostatni (czyli Nisztor) obszedł kilka redakcji (m.in. TVP Info, wsieci i Puls Biznesu ), i że nigdzie nie chcieli owych rewelacji opublikować. Dopiero tygodnik Wprost zdecydował się na ujawnienie treści tych rozmów. Uważam, że dziennikarzom Wprost należy się uznanie, albowiem w przeciwnym razie ta ważna sprawa nie ujrzałaby światła dziennego. Ale, z drugiej strony, taki rodzaj newsa bywał wcześniej określany jako kwitowy (o dziennikarstwie kwitowym pisał Paweł Kwiatkowski w książce Przedsiębiorstwo Apokalipsa). Jaka była bowiem zasługa redakcji w zdobyciu tej informacji? Do tej pory nie została ona dokładnie wyjaśniona. Ocenę pozostawiam czytelnikom. Patrząc na to z trzeciej strony, można by powiedzieć, że o wiele bardziej znaczące i ważne dla bieżących spraw i dla przyszłości naszego kraju były newsy o kanonizacji Jana Pawła II, czy o tym, że Donald Tusk został przewodniczącym Rady Europejskiej. Oczywiście, konstrukcja nagrody Grand Press jest taka, że przyznaje się ją za odkrycie ważnej informacji i przekazanie jej do publicznej wiadomości, a nie za jej merytoryczną i obiektywną wartość w polityce krajowej, czy zagranicznej. Z pewnością news o podsłuchach prominentnych polityków posiadał więcej tzw. wartości informacyjnych (choćby z tego powodu, że dotyczył afery i był informacją negatywną), ale trudno powiedzieć, żeby był wynikiem pracy dziennikarskiej (reporterskiej). Był natomiast poddany obróbce redaktorskiej (w takim sensie, że został zaakceptowany do publikacji przez redaktora naczelnego, i że został opracowany przez redaktorów przed jego ujawnieniem). Warto dodać, że Grand Press w kategorii newsa (podobnie jak i w pozostałych) przyznaje się za: a) wybitne walory warsztatowe; b) znaczenie materiału dla opinii publicznej, c) ciekawy, indywidualny charakter materiału, d) zachowanie standardów etycznych dziennikarstwa. Mogę uznać, że wspomniana informacja spełniała kryteria b) i c). Co do pierwszego (a), to raczej nie, a co do ostatniego, to nie mogła spełnić, bo została uzyskana metodami nieetycznymi (aczkolwiek są sytuacje, kiedy takie metody bywają przez kodeksy etyki dziennikarskiej dopuszczalne więc rodzi się pytanie, czy wtedy są one etyczne czy nie? To jest przykład błędnego koła w etyce dziennikarskiej). Tak, czy inaczej, afera była głośna, ale jakiś niesmak w całej tej sprawie pozostaje. W innych kategoriach miałbym łatwiejsze zadanie, by jednoznacznie wskazać dziennikarzy, którzy w minionym roku jak to się mówi tworzyli różnicę. Zatem, w kategorii wywiadu podobały mi się rozmowy Roberta Mazurka (szczególnie wywiad z Joachimem Brudzińskim), Jacka Nizinkiewicza i Magdaleny Rigamonti (jeśli chodzi o prasę) oraz Konrada Piaseckiego i Marcina Zaborskiego (w radiu). Za reportaże zbiorowo wyróżniłbym zespoły Magazynu Ekspresu Reporterów TVP2 i Dużego Formatu Gazety Wyborczej. W kategorii publicystyki prasowej laur przyznałbym oczywiście te nominacje, jak wszystkie inne, są czysto subiektywne Bronisławowi Wildsteinowi za artykuły o Ukrainie oraz Andrzejowi Stankiewiczowi za komentarz polityczny, a wśród programów telewizyjnych z misją Tomaszowi Sekielskiemu za cykl Po prostu. I na koniec, Rzeczpospolitej za dodatek Plus Minus. Miniony rok był również świadectwem solidarności dużej części środowiska dziennikarskiego, które stanęło w obronie prawa dziennikarzy tygodnika Wprost do zachowania w tajemnicy źródeł informacji w aferze podsłuchowej, a także wystąpiło z protestem wobec zatrzymania przez policję dziennikarzy pełniących swoje zawodowe obowiązki w czasie wtargnięcia przez demonstrantów do siedziby PKW. Jednak już stosunek do marszu w obronie demokracji i wolności mediów wywołał wśród dziennikarzy kontrowersje, i to na dwóch płaszczyznach: czy demokracja i wolność mediów w Polsce jest zagrożona, oraz czy dziennikarze powinni brać udział w manifestacjach organizowanych przez partie polityczne? Moja odpowiedź na oba pytania brzmi NIE. Oczywiście, każdemu wolno decydować we własnym sumieniu, co jest stosowne, a co nie. Jednak wybierając czynny udział bezpośredni w akcji organizowanej przez partię polityczną (niezależnie czy to przez PiS, PO, PSL, czy przez SLD), stałbym się dziennikarzem niezależnym inaczej. A tego sobie na Nowy Rok 2015 bynajmniej nie życzę! MAREK PALCZEWSKI Konkurs Ogólnopolski konkurs na reportaż radiowy Pogranicze 2014 Do konkursu można zgłosić reportaże radiowe i fotokasty emitowane w 2014 roku, o tematyce pielęgnującej pamięć o dziedzictwie historycznym, a także ukazującym problematykę pogranicza w sensie współczesnym kulturowym, geograficznym, obyczajowym. Udział w konkursie mogą wziąć utwory pracowników i współpracowników radia publicznego, także utwory zrealizowane przez producentów niezależnych. Prace należy nadsyłać do 10 stycznia 2015 roku. Regulamin konkursu oraz karta zgłoszenia do pobrania na stronie internetowej organizatora: Szczegółowych informacji udziela sekretarz konkursu Mariusz Borsiak (tel , BSC / RO 5
6 oświadczenia, komunikaty Zarząd Główny SDP gratuluje TV Republika złamania zmowy milczenia w sprawie przesłuchania prezydenta Bronisława Komorowskiego Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich obserwowało przesłuchanie prezydenta Bronisława Komorowskiego jako świadka w procesie Wojciecha Sumlińskiego. SDP składa gratulacje dziennikarzowi TV Republika Michałowi Rachoniowi, który za pomocą własnego telefonu komórkowego przełamał zmowę milczenia wobec tego zdarzenia i pozwolił opinii publicznej na zapoznanie się z zeznaniami Bronisława Komorowskiego. Michał Rachoń rzetelnie wykonał swoją pracę. Mamy nadzieje, że takich odważnych i sumiennych dziennikarzy będzie coraz więcej. W Pałacu Prezydenckim były kamery wszystkich polskich telewizji. Jednak żadna z telewizji nie odważyła się przeprowadzić relacji na żywo z przesłuchania pierwszej osoby w państwie. Takie wydarzenie byłoby szeroko komentowane i transmitowane w każdym demokratycznym kraju. Postawa przedstawicieli dużych telewizji jest, z punktu widzenia dziennikarskiego rzemiosła, zawstydzająca. Krzysztof Skowroński, prezes SDP Agnieszka Romaszewska-Guzy, wiceprezes SDP Piotr Legutko, wiceprezes SDP Warszawa, 19 grudnia 2014 r. W odpowiedzi na uchwałę Zjazdu Delegatów Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich ws. outsourcingu pracowników twórczych w TVP S.A., którą opublikowaliśmy w poprzednim numerze Bez Wierszówki (nr 12/2014, s. 5) Ministerstwo Skarbu Państwa wystosowało następującą odpowiedź: List Ministerstwa Skarbu Państwa ws. outsourcingu pracowników twórczych TVP S.A. 6 Pan Tadeusz Woźniak Przewodniczący Prezydium Zjazdu Delegatów SDP Szanowny Panie Przewodniczący, w związku z apelem Zjazdu Delegatów Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich z dnia 26 października 2014 roku w sprawie Spółki Telewizja Polska S.A., skierowanym do Ministra Skarbu Państwa oraz do Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji uprzejmie informuję, co następuje: Spółka Telewizja Polska S.A. kontynuuje od kilku lat działania restrukturyzacyjne, które obejmują m. in. restrukturyzację majątku trwałego, umów z dostawcami, oferty programowej oraz oddziałów terenowych. Jednym z elementów prowadzonej restrukturyzacji jest również restrukturyzacja zarządzania i organizacji Spółki, w tym optymalizacja funkcji i procesów zarządzania zasobami ludzkimi. Głównym celem podejmowanych działań jest zapewnienie jak największych środków na finansowanie działalności programowej Spółki, w warunkach stabilizacji ekonomicznej. W związku z koniecznością dostosowania funkcjonowania Spółki do realiów rynkowych i biznesowych, niezbędne było podjęcie kolejnych, systemowych działań restrukturyzacyjnych, w tym tych, które bezpośrednio dotyczą organizacji procesów wewnętrznych. W celu zwiększenia efektywności funkcjonowania Spółki, Zarząd w maju 2013 roku podjął decyzję, zgodnie z którą poza strukturę została wydzielona część zadań i funkcji: dziennikarskich, montażowych, grafiki komputerowej oraz charakteryzacji. Z informacji będących w posiadaniu Ministerstwa Skarbu Państwa wynika, że współpraca z firmą LeasingTeam Sp. z o.o. w zakresie świadczenia usług na rzecz Telewizji Polskiej S.A. prowadzona jest ze szczególną dbałością o zabezpieczenie realizacji misji publicznej, którą na Spółkę nakłada Ustawa z dnia 29 grudnia 1992 roku o radiofonii i telewizji (Dz. U. z 2011 r., Nr 43, poz. 226, z późn. zm.). Zarząd Telewizji Polskiej S.A. w korespondencji kierowanej do Ministerstwa Skarbu Państwa wielokrotnie podkreślał, iż przeniesienie pracowników na zasadach określonych w art. 231 Kodeksu pracy jest konsekwencją wydzielenia określonych zadań i funkcji poza strukturę i wynika ze zmiany modelu funkcjonowania procesów organizacyjnych, a realizowana reorganizacja zapobiegnie zwolnieniom grupowym oraz pozwoli na utrzymanie miejsc pracy w zmienionej strukturze i organizacji. Jak podkreśla Zarząd, zadania określone w art. 21 ust. la Ustawy o radiofonii i telewizji są i będą realizowane, a ww. Ustawa nie ogranicza możliwości sposobu realizacji zadań wyłącznie poprzez wewnętrzne struktury Spółki lub podmioty zależne. Prowadzone działania zabezpieczą właściwą realizację zadań ustawowych, a w szczególności w zakresie programowym, realizacji telewizyjnej i filmowej oraz zbiorów programowych. Ponadto w perspektywie długofalowej wdrożenie powyższych rozwiązań przyczyni się m. in. do: - uelastycznienia procesów w dziedzinach zarządzania i realizacji zadań, - zwiększenia jakości materiałów trafiających do emisji oraz efektywnego wykorzystania posiadanych zasobów Spółki, - dostępności nowoczesnych technologii i rozwiązań. Związki Zawodowe funkcjonujące w strukturze Spółki byty informowane o istotnych aspektach prowadzonych działań oraz powodach ich realizacji. Komunikacja była prowadzona na bieżąco ze wszystkimi organizacjami związkowymi, zgodnie ze standardami prowadzenia dialogu społecznego. Wszelkie realizowane działania reorganizacyjne, poprzedzane byty stosownymi analizami na zlecenie Zarządu Telewizji Polskiej S.A., a także decyzjami organów Spółki właściwych kompetencyjnie w danym obszarze. Należy wskazać, iż Minister Skarbu Państwa nie jest stroną umowy z firmą LeasingTeam Sp. z o.o. Dysponentem przedmiotowej umowy jest Zarząd Telewizji Polskiej S.A. i tylko Zarząd Spółki może podjąć decyzję o jej udostępnieniu. Jednocześnie informuję, że zgodnie z treścią art. 22 ust. 1 ww. Ustawy o radiofonii i telewizji organy państwowe mogą podejmować decyzje w sprawach działalności jednostek publicznej radiofonii i telewizji tylko w przypadkach przewidzianych ustawami. W ramach sprawowanego nadzoru właścicielskiego Minister Skarbu Państwa w świetle ww. Ustawy o radiofonii i telewizji oraz Ustawy z dnia 15 września 2000 roku Kodeks spółek handlowych nie ma podstaw prawnych do ingerowania w kwestie dotyczące bieżącego prowadzenia spraw Spółki przez Zarząd Telewizji Polskiej S.A. Bezpośrednia Ingerencja Ministra Skarbu Państwa w zagadnienia należące do statutowych obowiązków i kompetencji Zarządu, w tym m. in. umowy z podmiotami zewnętrznymi, czy politykę personalną stanowiłoby naruszenie obowiązujących przepisów prawa. RAFAŁ BANIAK Podsekretarz Stanu Warszawa, 1 grudnia 2014 r. Do wiadomości: Pan Jan Dworak, przewodniczący Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji
7 styczeń-marzec 2015 z Warmii FOT. IRENEUSZ ST. BRUSKI Obchody Dnia Patrona Oddziału SDP w Olsztynie 24 lutego 2014 (wtorek) 75. rocznica śmierci Seweryna Pieniężnego Szlak Pamięci Seweryna Pieniężnego Godz Złożenie kwiatów przy pomniku Seweryna Pieniężnego obok Olsztyńskich Zakładów Graficznych (ul. Towarowa 2) Godz Obchody centralne na cmentarzu komunalnym (ul. Poprzeczna), złożenie kwiatów i zapalenie zniczy na grobie Seweryna Pieniężnego Godz Msza święta w intencji śp. Seweryna Pieniężnego w bazylice konkatedralnej św. Jakuba Godz Złożenie kwiatów przy Głazie upamiętniającym Seweryna Pieniężnego (skwer obok Domu Gazety Olsztyńskiej od ul. Nowowiejskiego) 25 lutego 2015 (środa) 125. rocznica urodzin Seweryna Pieniężnego Konferencja naukowa poświęcona Sewerynowi Pieniężnemu zorganizowana przez Ośrodek Badań Naukowych (ul. Partyzantów) Finał Konkursu o Nagrodę im. Seweryna Pieniężnego za rok 2014 Z zaproszeniem do udziału w uroczystościach rocznicowych ZARZĄD ODDZIAŁU SDP Dziennikarski konkurs Regulamin konkursu 1. Organizatorem Konkursu Nagroda SDP im. Seweryna Pieniężnego jest Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich Oddział w Olsztynie. 2. Celem konkursu jest promowanie dziennikarstwa Warmii, Mazur i Powiśla, zachęcanie do dbałości o przestrzeganie zasad etyki zawodowej, wolność słowa, profesjonalizm oraz podnoszenie umiejętności warsztatowych. 3. Nagrodę główną może otrzymać dziennikarz prasowy, telewizyjny, radiowy lub publikujący w mediach elektronicznych. 4. Laureat Nagrody SDP im. Seweryna Pieniężnego otrzyma statuetkę oraz nagrodę pieniężną w wysokości złotych. Termin i miejsce ogłoszenia wyników konkursu zostaną podane do publicznej wiadomości oraz opublikowane w miesięczniku społeczno-kulturalnym Bez Wierszówki. Jury może przyznać dodatkowe nagrody i wyróżnienia honorowe Nominacje do Nagrody im. Seweryna Pieniężnego mogą zgłaszać kolegia redakcyjne gazet, stacji radiowych, telewizyjnych, portali internetowych, sami dziennikarze oraz członkowie Kapituły Nagrody. 2. Zgłosić należy minimum trzy artykuły prasowe, audycje radiowe, programy telewizyjne, materiały internetowe opublikowane lub wyemitowane od 1 stycznia do 31 grudnia danego roku, za który przyznawana jest Nagroda Zgłoszenia, w terminie do 15 stycznia, należy nadsyłać na adres: Warmińsko-Mazurski Oddział SDP, ul. Hozjusza 12/3, Olsztyn z dopiskiem na kopercie: Konkurs im. Seweryna Pieniężnego. 2. Zgłoszenie powinno zawierać: dane autora (imię, nazwisko, adres) oraz tytuły utworów oraz daty i miejsca ich publikacji lub emisji; materiały konkursowe w trzech egzemplarzach zapisane na płytach CD lub DVD w formatach: Word, txt, mp3, mp4, a w przypadku artykułów wydruk komputerowy albo kserokopia zgłaszanego materiału; Warmińsko-Mazurski Oddział SDP w Olsztynie zaprasza dziennikarzy do udziału w Konkursie o Nagrodę im. Seweryna Pieniężnego. W Konkursie będą brane pod uwagę teksty prasowe, produkcje telewizyjne i radiowe oraz publikacje w mediach elektronicznych, opublikowane lub wyemitowane w roku Nominacje do Nagrody im. Seweryna Pieniężnego mogą zgłaszać redakcje gazet, stacji radiowych, telewizyjnych, portali internetowych, sami dziennikarze oraz członkowie Kapituły Nagrody. Zgodnie z regulaminem Konkursu, Kapituła może również dokonać wyboru antylaureata, czyli napiętnować postawy niegodne, sprzeniewierzające się etyce zawodowej, a tym samym godzące w dobre imię dziennikarzy. Ostateczny termin nadesłana zgłoszenia wraz z wymaganymi załącznikami upływa 15 stycznia 2015 roku. Finał Konkursu nastąpi 25 lutego, podczas obchodów Dnia Patrona Warmińsko-Mazurskiego Oddziału Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich. Szczegółowy regulamin Konkursu poniżej, można go również znaleźć na stronie internetowej Stowarzyszenia: W przypadku wątpliwości: tel Informację o zgłoszeniu konkursowym prosimy również przesłać drogą ową, na adres: IRENEUSZ ST. BRUSKI Przewodniczący Kapituły Nagrody zgodę na przetwarzanie danych osobowych. 7. Kapitułę Nagrody, liczącą od pięciu do dziewięciu członków, powołuje każdego roku Zarząd Oddziału SDP w Olsztynie, nie tylko spośród członków Stowarzyszenia. Przewodniczącym Kapituły jest prezes Oddziału SDP. Zmiany w składzie Kapituły uchwala Zarząd Oddziału SDP. Zarząd może zaprosić do oceny prac konkursowych inne osoby, które swoim dorobkiem zawodowym przyczynią się do podniesienia rangi Konkursu. 8. Kapituła Nagrody ustala regulamin swej pracy. 9. Kapituła Nagrody może również dokonać wyboru antylaureata, czyli napiętnować postawy niegodne, sprzeniewierzające się etyce zawodowej, a tym samym godzące w dobre imię dziennikarzy. Antylaury mogą być przyznawane także wydawcom oraz zespołom redakcyjnym. Olsztyn, 14 marca 2014 r. 7
8 dziennikarz i dziennikarstwo W sprawie red. Adama Jerzego Sochy stanowisko zajęło wiele osób i środowisk, nie tylko Olsztyna i regionu, w tym posłowie Jerzy Szmit i Jarosław Gowin, SDP, CMWP, Fundacja Debata, grupa 34. represjonowanych w stanie wojennym działaczy Solidarności, związki zawodowe MPEC-u. Na tych łamach publikowaliśmy niektóre z apeli i oświadczeń. W ostatnim czasie pismo w sprawie redaktora Sochy wystosował także Warmińsko-Mazurski Zarząd Regionu NSZZ Solidarność, w którym domaga się przywrócenia, znanemu i cenionemu dziennikarzowi, m. in. odznaczonemu przez ministra kultury odznaką «Zasłużony dla Kultury Polskiej», zgody na publikowanie w mediach papierowych i internetowych. Sprawą red. Adama J. Sochy zajmowała się również Rada Programowa Radia Olsztyn S.A., która 16 grudnia przegłosowała specjalną uchwałę, przygotowaną przez Bożennę Ulewicz, stosunkiem głosów 4 do 3. Jednak z uwagi na brak kwalifikowanej większości, uchwała nie została przyjęta. Zakaz, jaki dotknął redaktora Radia Olsztyn, wywołał też demonstracje i protesty uliczne w Olsztynie, m. in. performans artysty Jacka Adamasa pod siedzibą Radia Olsztyn pt. ul. Mysia 3. Polskie Radio Olsztyn, protest Anny Niszczak podczas obchodów 30. rocznicy męczeńskiej śmierci bł. ks. Jerzego Popiełuszki, demonstrację represjonowanych w stanie wojennym 11 listopada na Placu Solidarności oraz demonstrację zorganizowaną przez Fundację Debata 12 grudnia pod siedzibą Radia Olsztyn. RED. Odpowiedź KRRiTV na Apel Nadzwyczajnego Walnego Zebrania Członków Warmińsko-Mazurskiego Oddziału SDP Pan dr Ireneusz St. Bruski Prezes Oddziału Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich w Olsztynie Szanowny Panie Prezesie, w związku z przekazanym do wiadomości Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji wystąpieniem z 1 października 2014 roku, skierowanym do prezesa Radia Olsztyn S.A. p. Mariusza Bojarowicza, dotyczącym cofnięcia zgody udzielonej red. Adamowi Jerzemu Sosze na publikację tekstów w prasie i Internecie, uprzejmie informuję, że zapoznaliśmy się z wyjaśnieniami przedstawionymi w tej sprawie przez prezesa Radia Olsztyn S.A. Pragnę podkreślić, że Krajowa Radia Radiofonii i Telewizji nie posiada kompetencji, by ingerować w sprawy kadrowe spółek publicznej radiofonii i telewizji. Decyzje personalne, w tym również w szczególności określanie warunków współpracy z dziennikarzami, leżą w gestii zarządów spółek. Z poważaniem Anna Szydłowska-Żurawska Dyrektor Departamentu Prezydialnego Warszawa, 7 listopada 2014 r. Opinia w sprawie statusu pracowniczego Adama Sochy redaktora sekcji internetowej Radia Olsztyn S.A. Podstawę prawną dla oceny statusu pracowniczego osoby zatrudnionej w jednostkach radia i telewizji w zakresie prowadzenia działalności konkurencyjnej stanowią: - ustawa z dnia r. Kodeks pracy, - ustawa z dnia 29 grudnia 1992 r. o radiofonii i telewizji, - ustawa z dnia 26 stycznia 1984 r. Prawo prasowe, - ustawa z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych, - ustawa z dnia 16 kwietnia 1993 r. o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji i przede wszystkim przepisy Konstytucji Rzeczypospolitej. Stan faktyczny nie wymaga szerszego komentarza. W dniu 26 stycznia 2009 roku została zawarta umowa pomiędzy Regionalną Rozgłośnią Radio Olsztyn S.A. w Olsztynie a red. Adamem Sochą pracownikiem tej Rozgłośni, o zakazie konkurencji w czasie trwania stosunku pracy. Jednocześnie w dniu 9 lutego 2009 roku Rozgłośnia wyraziła zgodę na współpracę red. Sochy z szeregiem dzienników i czasopism, wychodząc słusznie z założenia, że przygotowywane materiały prasowe dla wskazanych pism nie noszą znamion konkurencji. W dniu 24 września 2014 roku Rozgłośnia bez podania motywów cofnęła zgodę na dziennikarską współpracę ze wskazanymi tytułami. Stanowisko Rozgłośni jest w ocenie obowiązującego prawa całkowicie niezasadne i co więcej, naruszające konstytucyjne prawa Obywatela W jednostkach radia i telewizji jest praktykowany zakaz konkurencji w czasie trwania stosunku pracy, a w szczególnych przypadkach także przez pewien okres po jego ustaniu. Zakaz ten obejmuje przede wszystkim takie powiązanie pracownika, które godzi w interes pracodawcy; chodzi zatem o taką współpracę z innym podmiotem, które jest tożsame z działalnością pracodawcy, w tym przypadku, z działalnością Rozgłośni Radio Olsztyn S.A.. 2. Wprowadzenie do umowy o pracę warunku o zakazie konkurencji mieści się w regułach prawa pracy, niemniej, skoro stanowi to ograniczenie prawa pracowniczego, musi być wyraźnie określone i uzasadnione interesem pracodawcy. Jakiekolwiek ogólnikowe zapisy nie spełniają wymogu prawnej poprawności. Zasadniczy aspekt prawny sprowadza się do wyjaśnienia relacji pomiędzy prawem pracodawcy i obowiązkami pracownika. Pracodawca nie wyjaśnił w swoim oświadczeniu (pismo z dnia 24 września 2014 r.) o jaką działalność konkurencyjną chodzi. Można się jedynie domyślać, że chodzi o materiały prasowe przygotowywane dla krajowych dzienników i czasopism. Zważyć przy tym należy, że red. Socha na portalu internetowym Radia Olsztyn zamieszcza materiały, których nie jest autorem. Nie może być zatem mowy o jakiejkolwiek działalności konkurencyjnej. Jednoznacznie zagadnieniami konkurencji i nieuczciwej konkurencji zajmuje się ustawa z 16 kwietnia 1993 roku o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji. 3. Działalność dziennikarska jest działalnością twórczą, w rozumieniu przepisów ustawy z dnia 4 lutego 1994 roku o prawie autorskim i prawach pokrewnych. Autorzy materiałów prasowych są objęci szeroką prawną ochroną zarówno w zakresie autorskich praw osobistych, jak i praw majątkowych. Ograniczanie tej twórczości jest oczywistym naruszeniem przepisów cyt. ustawy. Nie ulega wątpliwości, że nakazanie pracownikowi dziennikarzowi zaprzestanie prowadzenia działalności twórczej stanowi także naruszenie Konstytucji RP, tym bardziej, że red. Socha nie przygotowuje dla Rozgłośni materiałów prasowych 4. Kolejnym aspektem prawnym jest represyjny charakter tzw. cofnięcia zgody na działalność konkurencyjną. Red. Adam Socha jest jedynym pracownikiem Radia Olsztyn, wobec którego zastosowano tego rodzaju swoistą karę. Ma to zdecydowanie wymiar dyskryminujący, a zatem sprzeczny z zasadą równego traktowania pracowników (art. 18 i następne Kodeksu pracy) 5. Stosowane przez Rozgłośnię Radio Olsztyn S.A. represje w postaci całkowitego zakazu współpracy dziennikarskiej z tytułami prasowymi stanowi moim zdaniem naruszenie przez pracodawcę wskazanych wyżej przepisów prawa pracy, prawa prasowego i prawa autorskiego. Takie zachowanie pracodawcy stanowi podstawę do podjęcia interwencji przez Okręgową Inspekcją Pracy a także przez prokuraturę. WIESŁAW JOHANN Przewodniczący Naczelnego Sądu Dziennikarskiego SDP Warszawa, 3 listopada 2014 r.
9 styczeń-marzec 2015 dziennikarz i dziennikarstwo Służalcze dziennikarstwo Jeden z byłych marszałków województwa warmińsko-mazurskiego opowiadał mi, że z jego kontaktów z dziennikarzami było oczywiste, że można ich podzielić na dwie kategorie: tych, którzy wcześniej zgłębili zagadnienie z którym przychodzili, wiedzieli jakie zadać pytania. I nie było tak, że zjawiali się tylko po temat. Ale dyskutowali ze swoim rozmówcą, wyciągali to, co było najbardziej istotne. Przyciskanie rozmówcy do ściany Potrafili zadać także pytania o sedno sprawy i o to, co dla marszałka było niewygodne, o czym on sam, z własnej inicjatywy by nie wspomniał. Był to prawdziwy kontakt osoby występującej w imieniu opinii publicznej, zasięgającej informacji tak, aby była ona ciekawa, wciągająca czytelnika. Ale także by dowiedzieć się czegoś, co ma olbrzymie znaczenie dla właściwego przebiegu sprawy. Tak, chodzi też o to, że taki autentycznie przygotowany w sprawie dziennikarz potrafił pytaniami zorientowanymi w sprawie przycisnąć rozmówcę do ściany. Oczywiście nie dla samego przyciskania, ale by opinia publiczna wiedziała, że za pośrednictwem dziennikarza faktycznie dyskutuje z tymi, którzy trzymają władzę. I w ten sposób ma realny wpływ na to, co się dzieje. Bo wpływ oznacza także kontrolowanie władzy. I wcale nie tak, że wszystko jest be albo, że potępia się wszystko, co zrobi władza w czambuł. Lecz, że jest się partnerem władzy, a władza z kolei ma świadomość, że wszystko to, co robi ma prawo oceniać opinia publiczna, właśnie także za pośrednictwem dziennikarzy. O kontrolowaniu władzy i jego oczekiwanych skutkach pisze się w wielu pismach. My także poruszaliśmy ten temat w artykule Wolne słowo jak na uwięzi krowa ( Bez Wierszówki, 2013, nr 1). Łykacze tematu A kto to, ci z drugiej kategorii? Nieprzygotowani. I tak naprawdę, to średnio zainteresowani tematem. To, że rozmawiali z marszałkiem już nobilitowało ich dziennikarskie dokonania. Natomiast ich zawodowy wkład był żaden. Całe zadanie polegało na tym, że po prostu zadali jakieś tam pytanie (Melchior Wańkowicz często przestrzegał by nie nadużywać jakieś, bo niewiele znaczy. I używamy go, gdy nie wiemy, co powiedzieć). Jakieś w tym kontekście znakomicie pasuje, bo pokazuje, że nie owo pytanie było ważne, ale że interlokutor zaczynał mówić. I wszystko, co powiedział, dziennikarzyna skrzętnie zapisywał i tak, raczej bezmyślnie publikował. Czy to można nazwać właściwą publicystyką? Wiadomo, że taki zawodowiec niczego do tematu nie wnosił. De facto nie był przedstawicielem opinii publicznej, co pasem transmisyjnym od władzy do ludu. A jeszcze zbyt wielu pamięta jak w czasach jedynego słusznego ustroju tamta władza traktowała dziennikarzy, tylko jako taką transmisję. Dlaczego sami zgadzamy się na taką rolę? Doprawdy trudno to wytłumaczyć. Oczywiście marszałek traktował takiego przedstawiciela środków masowego komunikowania się z lekceważeniem. A tenże nie tylko sprawiał, że można było przypiąć różnorodne łatki temu zawodowi, ale przede wszystkim odwalał, a nie wykonywał robotę. Nikt nie miał z tego pożytku, przedstawiciel władzy był niezadowolony, dziennikarz może tak, ale nie wiadomo z czego. Bo cóż to za sukces: poszedł, usłyszał, zapisał, a nawet się pod tym podpisał (czy był to naprawdę dziennikarski materiał?) i koniec. Na pewno nie o takie aktywne dziennikarstwo chodzi, ani to zadania kontrolne, ani chęć krytycznego spojrzenia na temat, rozmawiał wszak z marszałkiem, a tu taki misz masz. Marszałek sam dla siebie takich zdolniachów nazywał łykaczami tematów. Kandydaci w ogóle się nie liczą Wybory samorządowe w listopadzie 2014 roku pokazały niestety taką złą stronę dziennikarstwa. Gdzie te ambicje, by dziennikarz był aktywnym uczestnikiem tego ważnego procesu społecznego? Gdzie właśnie owo krytyczne przypieranie rozmówcy? Nie po to, aby mu dosolić czy dokopać. Ale po to, aby pozwolić czytelnikom na właściwą, a nawet nie bójmy się tego określenia najlepszą ocenę kandydata i jego programu. I według swojej najlepszej wiedzy uzyskanej za pośrednictwem świadomego dziennikarza odpowiednio oddać głos w wyborach. Niezwykle ciekawych obserwacji dostarczyły wybory w Olsztynie i te na stanowisko prezydenta, ale także radnych do rady miasta i sejmiku. Co więcej takie często wręcz nieudolne dziennikarskie produkcje pokazywały, że kandydaci... w ogóle się nie liczą. I że to nie oni konkurują ze sobą, co raczej różne grupy nacisku i interesów, które za poszczególnymi osobami stoją. Niech autorzy owych tekstów, czy wypowiedzi nie sądzą, że nie można tego wyczytać między wierszami. Albo, że wprost nie wynika to z marnej jakości takiej produkcji dziennikarskiej. Mało tego. Każdy sam potrafi znaleźć nazwiska tych, co tak marnie wykonują zawód. Wystarczy sięgnąć do nieodległych wydań gazet, czy poszperać w Internecie. Nie ma inteligentnie wykonywanego dziennikarstwa? Można odnieść wrażenie, że porządnego dziennikarstwa i inteligentnie wykonywanego w tak ważnych wydarzeniach, jakimi są wybory władz samorządowych w dużym stopniu brak. Dziennikarstwo bowiem stało się służalcze. Nie informuje, nie docieka dlaczego ktoś kandyduje, czy faktycznie ma po co zawracać głowę społeczeństwu? Brak naprawdę krytycznego spojrzenia. Takiego, które byłoby kierunkowskazem dla opinii publicznej. I by można było na zdaniu, czy ocenie takiego zawodowca, polegać w pełnym tego słowa znaczeniu. Jak widać w tak wykonywanym dziennikarstwie, a w listopadzie dowodów było aż nadto, nie ma absolutnie miejsca na krytyczne, a zarazem twórcze spojrzenie. Chociaż w art. 1 Prawa prasowego wyraźnie zapisano, iż celem prasy jest nie tylko urzeczywistnianie prawa obywateli do ich rzetelnego informowania, jawności życia publicznego, ale także kontroli i krytyki społecznej. W tych sprawach wypowiadał się wielokrotnie Sąd Najwyższy, bo tu już blisko może być do naruszenia dóbr osobistych wymienianych w Kodeksie cywilnym jak: zdrowie, wolność, cześć, swoboda sumienia, nazwisko lub pseudonim, wizerunek, tajemnica korespondencji, nietykalność mieszkania, twórczość naukowa, artystyczna, wynalazcza i racjonalizatorska: znieważanie kogokolwiek przy okazji wypowiedzi prasowych nie jest właściwym środkiem do ochrony uzasadnionego interesu społecznego (art. 23 k.c.). I to dotyczy nie tylko któregoś kandydata, ale każdego z nich. A kiedy naruszenie dóbr może być pozbawione elementu bezprawności? Jedynie wyjątkowo przy spełnieniu przesłanek z art. 14 ust. 6 Prawa prasowego: nie wolno bez zgody osoby zainteresowanej publikować informacji oraz danych dotyczących prywatnej sfery życia, chyba, że wiąże się to bezpośrednio z działalnością publiczną danej osoby. Wielokrotnie zarówno sądy powszechne, jak i Trybunał Konstytucyjny dawały wyraz temu, że prawo do ochrony życia prywatnego, rodzinnego, czci i dobrego imienia oraz decydowania o swoim życiu osobistym nakłada na państwo dwojakie obowiązki. Z jednej strony nieingerowania w konstytucyjnie określony zakres życia jednostek. Z drugiej zapewnia stosowną ochronę. Ciąg dalszy na s. 10 9
10 dziennikarz i dziennikarstwo Służalcze dziennikarstwo cd. Usłużna rola mass mediów W takich momentach jak kampania przedwyborcza dziennikarze mają olbrzymią i odpowiedzialną rolę kształtowania opinii publicznej. To, że kampania przedwyborcza była marnym spektaklem, lichym teatrum w dużej mierze tak się stało za przyczyną dziennikarzy. Zbyt wielu jest łykaczy tematu, czy będących na usługach grup, środowisk popierających tego, czy innego kandydata. A z drugiej strony politycy nie zjawiający się na debatach powodowali, że brakowało tej iskry, która byłaby wskazaniem dla wyborców. A co do polityków i quasi-polityków. Z ich haseł Olsztyn, powiat i województwo stawało się wyśnionym rajem: bo to mój dom, tu się urodziłem i znam ten teren, skutecznie upomnę się o wasze interesy itd., itp. Ale były i specyficzne, jak z województwa warmińsko- -mazurskiego, gdy kandydat o odmiennym kolorze skóry proponował: Głosuj w ciemno nie zawiodę!. A szczytem szczytów był kandydat z mazowieckiego o nazwisku Głąb: Idioci już byli czas na Głąba. Jeżeli kolejne wybory samorządowe w 2018 roku odbędą się przy takiej usłużnej roli mass mediów i tak jałowej kampanii, polegającej głównie na hasłach i toczonej walce poszczególnych grup za plecami kandydatów, to znowu niewiele zmienimy we własnym kraju. Jakoś (tu pasuje) politycy nie potrafią zrozumieć, że kontrola i krytyka społeczna także wpływa na ich rzetelniejszy obraz, podnosi ich jakość jako kandydatów. Jeżeli w porę się nie obudzimy, my tworzący tę zbiorową mądrość opinii publicznej nie oczekujmy, że widowisko wyborcze nabierze tempa, rumieńców, będzie barwniejsze i nam umożliwi jak najlepszy wybór. Totalna porażka w kilku okręgach absolutnych pewniaków dowodzi, że społeczeństwo nie tak łatwo daje się nabrać. I obwieszenie plakatami nawet całego miasta, czy ważniejszych punktów, na przykład sklepów, nie będzie skuteczne. Bowiem ilość nie przechodzi w jakość. ANDRZEJ DRAMIŃSKI Między nami dziennikarzami Zaciskanie pętli? Definitywne ustalenie (sic!) wyników wyborów samorządowych spowodowało, że dziennikarski mainstream może znów oddać się nasładzaniu władzy i wypychaniu marginalnych wydarzeń na czołówki serwisów informacyjnych oraz politycznym pyskówkom w licznych studiach i redakcjach z udziałem przedstawicieli naszej klasy politycznej. Póki nie wszystko było jasne, mainstream milczał lub pobąkiwał nieśmiało coś o zamieszaniu, o niejasnościach... Słowo fałszerstwo, mimo wszelkich znamion takowego w licznych miejscach w Polsce, w ogóle nie padło z głównych publikatorów, a gdy użył go publicznie Jarosław Kaczyński, zagrożono mu skierowaniem sprawy do Komisji Etyki Poselskiej, co zaproponował ni mniej ni więcej tylko... Stefan Niesiołowski (!). I jak tu nie kochać tego kraju miłością gniewną (z ang. angry love)? Czy chcemy czy nie, PiS znów wybory przegrał, w niektórych miejscach dość dotkliwie. Nie idzie o to, że wszędzie nie wygrał, ale o to, że nie wygrał tam, gdzie coś by to znaczyło. Przykłady zaś Częstochowy, Radomia czy Słupska każą w ogóle zastanawiać się nad tym, w jakim naprawdę kraju żyjemy. Czy np. dopominanie się dzisiejszej prawicowo-niepodległościowej opozycji o radykalną zmianę ma społeczny mandat? Społeczne przyzwolenie? I czy opozycyjne (wolne) dziennikarstwo ma w ogóle rację bytu? Skoro ludzie głosują na rządzący od siedmiu lat układ polityczny, który niszczy Polskę, znaczy, że w tym niszczonym kraju jest im dobrze i żadne polityczne zaklęcia tego nie zmienią, jak nie zmieni tego kładzenie tym ludziom przed oczy nagich faktów. Ucieczka od wolności na masową skalę, lemingizacja polskiego społeczeństwa mogą mieć jednak i to już w najbliższej przyszłości! konsekwencje idące znacznie dalej. Społeczna afirmacja istniejącego porządku prawnego, gospodarczego i politycznego w Polsce na progu A. D może bowiem ośmielić władzę (i tak niewiele sobie robiącą z opinii publicznej, protestów, petycji etc.) do działań jeszcze bardziej radykalnych, które do tego będą oczywiście wsparte przez prorządowych dziennikarzy (a imię ich legion). Nie będę gołosłowny. Pewna instytucja (co się zowie publiczna) zaprosiła do siebie dziennikarzy opozycyjnego medium, by z jej siedziby medium to nadało audycję publicystyczno-informacyjną. To dość częste praktyki, nie było więc w tym niczego szczególnego. Jeden z dziennikarzy zaprosił do udziału w audycji pewnego bardzo znanego posła opozycji. Gdy zobaczył to dyrektor instytucji po reytanowsku zakrzyknął: Nigdy!. A ponieważ fatalnym (?) zbiegiem okoliczności ów dziennikarz był na co dzień pracownikiem tej zapraszającej instytucji krótko potem stracił pracę. Czy ta sprawa będzie miała ciąg dalszy? Mam nadzieję, że tak, i to głośny. Chciałoby się wierzyć, że za usuniętym z pracy za rzetelne wypełnianie dziennikarskich obowiązków człowiekiem ujmą się koledzy dziennikarze z innych mediów, także tych głównego nurtu. Bo jak pamiętamy może ze szczenięcych podwórkowych lat krążyła wówczas wśród dzieciarni taka maksyma: Nie śmiej się, dziadku, z cudzego wypadku, bo dzisiaj mój, a jutro twój. A owo jutro twój znaczyć może, że wkracza w nasze życie regularny totalitaryzm, prawdziwy faszyzm (eurofaszyzm) z wilczymi biletami, berufsverbot i im podobnymi praktykami. Nie jestem nawet pewien, czy to już nie funkcjonuje, co i raz słyszy się bowiem o kłopotach bądź utracie pracy przez ludzi, którzy znaleźli się w niewłaściwym towarzystwie, w niewłaściwym czasie i niewłaściwym miejscu... Zaraz później kłopoty ma współmałżonek, a ich dziecko nagle dziwnie jakoś opuściło się w nauce... Dziennikarstwo to zawód... trudny: publiczny, etyczny, interwencyjny... Bywa, że niebezpieczny. Każdy, kto w te szranki wchodzi, powinien o tym pamiętać. WOJCIECH P. KWIATEK Zaproszenie Spotkanie Klubu Publicystyki Kulturalnej SDP Klub Publicystyki Kulturalnej SDP zaprasza na pierwsze w tym roku comiesięczne spotkanie. Odbędzie się w środę, 7 stycznia 2015 roku, o godzinie 16, w Klubie Cudzysłów w Domu Dziennikarza, przy ul. Foksal 3/5 w Warszawie. Tym razem gościem będzie Wojciech Sumliński, znany dziennikarz śledczy, z zawodu psycholog, w którego sprawie niedawno (18 grudnia 2014 r.) przesłuchiwany był prezydent RP Bronisław Komorowski. Nasz gość pracował w Życiu, Gazecie Polskiej i Wprost, jest także autorem licznych reportaży i programów w TVP ( Oblicza prawdy o działalności SB, magazynu śledczego minut ). Autor scenariusza filmowego dla TVP o śmierci ks. Jerzego Popiełuszki. Obecnie współpracuje z Frondą, magazynem śledczym Focus, jest redaktorem naczelnym Tygodnika Podlaskiego w Białej Podlaskiej, gdzie obecnie z rodziną mieszka. Pisze i wydaje książki. Jest autorem: Kto naprawdę Go zabił? (2005), Teresa, Trawa, Robot. Największa operacja komunistycznych służb specjalnych (2009), a także bestselerowych powieści autobiograficznych: Z mocy bezprawia i Z mocy nadziei (2011). Ostatnia jego książka to Lobotomia 3.0 (2014). Na łamach Bez Wierszówki (nr 9/2014, s ) mogliśmy przeczytać wywiad Błażeja Torańskiego z Wojciechem Sumlińskim, który mówił O byłych esbekach, gangsterach i dziennikarstwie śledczym w gazetach lokalnych. Zapraszam serdecznie, życzę szczęśliwego 2015 roku i do zobaczenia TERESA KACZOROWSKA Przewodnicząca Klubu
11 styczeń-marzec 2015 Temida contra dziennikarze Ziemkiewicz wygrał proces z Michnikiem Sąd Apelacyjny w Warszawie oddalił apelację Adama Michnika w procesie o naruszenie dóbr osobistych. Redaktor naczelny Gazety Wyborczej poczuł się urażony felietonem Rafała Ziemkiewicza. Poszło o słowa, że Michnik terroryzuje pozwami sądowymi swoich oponentów. Wcześniej sąd I instancji oddalił w całości powództwo Michnika. Ten wniósł jednak apelację od wyroku. Michnik pozwał Ziemkiewicza (autora m. in. książki pt. Michnikowszczyzna) o ochronę dóbr osobistych za fragment jego felietonu w Gazecie Polskiej z 2012 roku. Podkreślał, że pozwany sugerował jego nielegalne związki z wymiarem sprawiedliwości. Wnosił by sąd nakazał przeprosiny i wpłatę przez Ziemkiewicza 50 tys. zł na Zakład dla Niewidomych w Laskach. Ziemkiewicz wnosił o oddalenie pozwu. Twierdził, że publicysta ma prawo wyraziście przedstawiać swe opinie w felietonie. Przypominał wygrane przez Michnika lub Agorę S.A. procesy o ochronę dóbr osobistych, m. in. wobec Jarosława M. Rymkiewicza, co zdaniem Ziemkiewicza budzi poczucie krzywdy. Sąd Okręgowy uznał, że nie doszło do naruszenia dóbr osobistych Michnika, a pozwany nie przekroczył granic dopuszczalnej krytyki i działał w interesie społecznym, jakim jest swoboda wypowiedzi. Jak mówiła sędzia SO Anna Pogorzelska, pozwanemu chodziło nie o korzystanie przez Michnika z metod terroru, ale tylko z drogi procesu sądowego. Nawet jeśli zwrot może uwłaczać sędziom, powód nie ma legitymacji, by występować w ich imieniu dodała. Jej zdaniem słów pozwanego nie można rozumieć jako zarzutu skorumpowania sędziów przez powoda. Sędzia oświadczyła też, że chcąc zwalczać nieprawdziwe zarzuty, powód nie musi wytaczać procesów i można oczekiwać od niego jako szefa dużej gazety ponadprzeciętnego poziomu odporności wobec stwierdzeń, które nie pociągają negatywnych dla niego skutków. Według SO określenie rozgrzani sędziowie to właściwy dla felietonu środek literacki oraz nawiązanie do słów Bronisława Komorowskiego po wygranym przezeń procesie z Jarosławem Kaczyńskim w kampanii prezydenckiej w 2010 roku. W apelacji Michnik wnosił o zmianę wyroku Sądu Okręgowego i uwzględnienie pozwu. Sąd Apelacyjny uznał, że doszło wprawdzie do naruszenia jego dóbr osobistych i mógł obiektywnie poczuć się dotknięty, ale działanie pozwanego nie było bezprawne. Uzasadniając wyrok, sędzia SA Krzysztof Tucharz powiedział, że należy się zgodzić z apelacją, iż o tym czy dana wypowiedź narusza dobra osobiste, nie może przesądzać to, czy wywołała ona dla powoda jakieś negatywne konsekwencje. Powód nie musi zaś tego wykazywać. Zarazem sędzia dodał, że nie można wyciągać tak daleko idących wniosków, jak powód co do znaczenia słów o terroryzowaniu przy pomocy usłużnych sędziów. Według SA zwrotu terroryzować w kontekście całego felietonu pozwanego nie można rozumieć dosłowne, a słowo usłużny nie oznacza znajdujący się na czyichś usługach i nie sugeruje, by powód oddziaływał zakulisowo na sędziów. Sąd Apelacyjny uznał, że nie jest bez znaczenia, iż inkryminowane słowa padły w felietonie i napisał je publicysta, a nie dziennikarz. SA potwierdził prawo do krytyki nawet zjadliwej, ale nie obraźliwej. Sędzia Tucharz dodał, że Michnik jest osobą publiczną, wobec której granice dopuszczalnej krytyki są szersze niż zwykłych osób, a ponadto może on reagować w swej gazecie na wystąpienia swych oponentów. Sędzia podkreślił, że procesy cywilne wytaczane przez powoda nie miały odosobnionego charakteru i mogły być postrzegane jako hamowanie dyskursu ideowego. Pełnomocnik Michnika radca prawny Piotr Rogowski powiedział PAP, że Sąd Apelacyjny odmówił Michnikowi prawa do sądu. Dodał, że SA ośmieszył też tym wyrokiem niedawne oświadczenie prezesów Sądu Najwyższego, Trybunału Konstytucyjnego i Naczelnego Sądu Administracyjnego nt. słów o sędziach wypowiedzianych przez Jarosława Kaczyńskiego 13 grudnia. Chodzi o reakcję na wypowiedź prezesa PiS, gdy odnosząc się do wyborów samorządowych, powiedział: Fałszerstwem jest sytuacja, w której władza, gdy okazuje się, że wybory kończą się katastrofą, że ich wynik jest w gruncie rzeczy nieznany, natychmiast rozpoczyna kampanię ukrywania tego faktu, wpływa na sądy, można powiedzieć, wręcz terroryzuje sądy i to z udziałem prezydenta RP i z udziałem prezesów sądów tych najważniejszych w Polsce, i wreszcie rozpoczyna kampanię medialną przeciwko tym wszystkim, którzy mówią, że doszło do fałszerstwa. Prezesi SN, TK i NSA wyrazili głębokie oburzenie tymi sformułowaniami; podkreślili, że postawiono im zarzuty terroryzowania sędziów i namawiania ich do określonego orzekania w sprawach rozpoznawanych protestów wyborczych. Adwokat Michnika zapowiada skargę kasacyjną do Sądu Najwyższego, bo jego zdaniem Sąd Apelacyjny podniósł kłamstwo i zniesławienie do rangi dopuszczalnej krytyki. Wyrok jest prawomocny. Na jego mocy Michnik ma zapłacić Ziemkiewiczowi 2070 zł tytułem zwrotu kosztów procesu. PW / SDP, GOSC.PL Debata wygrała proces z Cezarym Kuklo Sąd Apelacyjny w Białymstoku, w piątek 12 grudnia 2014 roku, oddalił w całości roszczenie byłego dyrektora Oddziału IPN w Białymstoku Cezarego Kuklo wobec Fundacji Debata i redaktorów Bogdana Bachmury i Adama Jerzego Sochy. Wyrok ten prawomocnie zakończył spór, który przed Sądem Okręgowym w Białymstoku toczył się przez rok. Proces był wyczerpującym, rocznym maratonem. W sprawie przesłuchano kilkudziesięciu świadków. Wymagało to od pozwanych wielokrotnych wyjazdów do Białegostoku. Sąd w Białymstoku bowiem nie chciał uznać, iż właściwym do rozpoznania jest ten sąd, w którym mieści się redakcja. Fundację Debata reprezentował radca prawny Szymon Topa z Kancelarii Radców Prawnych Lech Obara i Współpracownicy. Sąd potwierdził, że artykuły pozwanych mieściły się w granicach dozwolonej krytyki, ustanowionej w art. 41 Prawa prasowego i art. 54 Konstytucji RP skomentował wyrok radca prawny Szymon Topa. Powodowi od wyroku służy kasacja do Sądu Najwyższego. Debata została pozwana za artykuły Adama Jerzego Sochy pt. Niezatapialny dyrektor i Bizancjum oraz komentarz Bogdana Bachmury Przerywamy milczenie. Artykuły dotyczyły relacji pracowniczych w Oddziale IPN, kierowanym przez Cezarego Kuklę. DEBATA.COM.PL 11
12 wywiady Błażeja Torańskiego Z Piotrem Gajdzińskim o Edwardzie Gierku Błażej Torański: W epoce Gierka cenzura interweniowała średnio 10 tys. razy w ciągu roku? Czy władca Polski o tym wiedział? Piotr Gajdziński: Trudno powiedzieć, bo Gierek nie był nadmiernie pracowity i wieloma sprawami za bardzo się nie zajmował. Oczywiście musiał wiedzieć, że istnieje taki mechanizm, ale nie znał szczegółów. Nie miał większego pojęcia, jak głęboko ograniczona była wolność słowa? Że cenzurze podlegały nawet nekrologi? Nie ma dokumentów, które potwierdzałyby, że o tym wiedział. Miał duże pojęcie, znał mechanizm, ale nie wnikał w detale. Widać tu wyraźnie różnicę między nim a Jaruzelskim, który się tym dokładnie interesował. Gierek nie wnikał nawet w Służbę Bezpieczeństwa. Teczkę Jerzego Ziętka kazał zniszczyć. Ale oczywiście nieznajomość szczegółów działalności organów represji w żadnym razie Gierka nie usprawiedliwia. Zdarzyło mu się interweniować osobiście w sprawy kultury, mediów? Najbardziej znany jest przypadek jego oburzenia po specjalnym pokazie Ziemi Obiecanej Wajdy. Nie podobała mu się scena z Kaliną Jędrusik i Danielem Olbrychskim w przedziale pociągu. Ale sam nie ingerował, sprawę powierzono Wincentemu Kraśko, dyrektorowi Wydziału Kultury KC. Nie było tak, że Gierek chwytał za słuchawkę telefonu i dzwonił do reżysera czy dziennikarza. Od tego miał ludzi w KC, którzy interweniowali w jego imieniu. Często zresztą nadinterpretując jego myśli. No dobrze. Ale premier Piotr Jaroszewicz wydzwaniał do szefów telewizji z awanturą w sprawie reportażu, krytykował adaptacje Wesela, Pana Tadeusza czy Balladyny. Wściekał się, że telewizja nadaje serial o Kaliguli. Gierek tak nie reagował. Jaroszewicz był z zawodu nauczycielem, lubił wszystkich pouczać. Gierek zaś był sprytny i zdawał sobie sprawę, że osobiste interwencje nie przydają mu zwolenników. On lubił być lubiany. Jego naczelną zasadą było unikanie głoszenia negatywnych decyzji. On, ojciec narodu, chciał ogłaszać tylko dobre wiadomości. Ale, jak twierdzi Józef Tejchma, Gierek miał w sprawach bardzo podobny gust do Jaroszewicza. Jeszcze gorsze, tyle że jest mądrzejszy i nie wypowiada ich mówił Tejchma Rakowskiemu. Powiedziałbym, że był sprytniejszy i nie robił tego osobiście. Posługiwał się pomocnikami, miał ich bez liku. Jednym z tych pomocników, jak powiadasz, był Maciej Szczepański, redaktor naczelny Trybuny Robotniczej. W 1972 roku Edward Gierek oddał mu władzę nad telewizją. Ufał mu? Bardzo i niemal bezgranicznie. I tylko temu Szczepański zawdzięczał tę funkcję, chociaż 12 kilka tygodni przed jego mianowaniem Gierek obiecał Sokorskiemu, że będzie szefem Radiokomitetu do emerytury. Ale Gierek wiele razy różnym ludziom coś obiecywał i nie dotrzymywał słowa. Szczepańskiemu potem w telewizji na wiele pozwalał. Dał mu ogromną władzę. Przyjaźnili się? Bywali u siebie w domach? To była bliska znajomość. Szczepański świetnie znał żonę Gierka, Stanisławę, ona wielokrotnie dobrze się o nim wyrażała. A Gierek z jej zdaniem bardzo się liczył. Skąd Gierek czerpał wiedzę o wydarzeniach? Z raportów aparatu partyjnego lub służb? Z Trybuny Ludu? Wystarczyła mu Trybuna Ludu. Wolał nie wnikać głębiej. Oczywiście dostawał też informację sporządzaną dla najwyższego kierownictwa partyjnego. Opowiadał o tym Franciszek Szlachcic. O ile za Gomułki był to skrót wydarzeń z krótką oceną, jak leci, o tyle Gierek zażyczył sobie, aby to były najpierw dobre wieści. Złych, na końcu, najczęściej nie czytał. W latach 70. Mieczysław Rakowski redagował dla najważniejszych ludzi w państwie biuletyn, składający się z cytatów z listów, które przychodziły do Polityki, a ta, z powodu cenzury, ich nie drukowała. Było tam wiele informacji o autentycznych nastrojach, ale Gierek czytał ten dokument mniej więcej do połowy lat siedemdziesiątych. Gdy w listach adresowanych do Polityki zaczął przeważać krytycyzm, przestał czytać biuletyn Rakowskiego. Mechanizm wyparcia, u Gierka szczególnie silny. Jego nie interesowała krytyka. Nie sięgał po prasę francuskojęzyczną? Czytywał L Humanité, czasem też inne francuskie gazety, ale nie przywiązywał w nich wagi do informacji o Polsce. Nie miał innych źródeł informacji. Chyba że za takowe uznać bezpośrednie spotkania z ludźmi. Odbył ich bardzo dużo, ale obowiązywał na nich dworski obyczaj. Tam go po prostu nieustannie chwalono i Gierek w te pochwały wierzył. Pod koniec lat siedemdziesiątych pojechał do Cegielskiego w Poznaniu. Gdy spotkał się z robotnikami, co chwila jakiś się podrywał z krzykiem Niech żyje towarzysz Gierek!. On to kochał. Nie słuchał Radia Wolna Europa? Głosu Ameryki? Słuchał tylko w chwilach kryzysu, na przykład podczas powstania na Wybrzeżu w 1970 roku i kiedy trwał proces jego wyboru na pierwszego sekretarza KC PZPR. Na co dzień nie. Nie chciał znać krytycznych opinii na temat wydarzeń w Polsce, bo wierzył, że dzieje się dobrze. Że prawda jest tylko dobra. Był próżny. Lubił się wpatrywać w swojej zdjęcia na pierwszych stronach Trybuny Ludu? Czytałem, że przepadał za tym. Nie rozumiał, albo nie dopuszczał do świadomości, że te zdjęcia są efektem propagandy, prowadzenia Piotr Gajdziński rocznik 1964, dziennikarz i publicysta, pracował m. in. w tygodniku Wprost i Rzeczpospolitej, regularnie publikował na łamach Polityki, Życia Gospodarczego, Magazynu Rzeczpospolitej. Przez 11 lat był rzecznikiem prasowym i dyrektorem Departamentu PR Banku Zachodniego WBK. Obecnie publicysta miesięcznika Odra. Autor kilku książek publicystycznych: Niewinnego mordercy, Balcerowicza na gorąco, Imperium plotki, Prowokacji, Anatomii zbrodni nieukaranej, Sztuki przywództwa. Piłsudski. Nakładem Wydawnictwa Poznańskiego wydał właśnie biografię Edwarda Gierka: Gierek. Człowiek z węgla. FOT. SMAKIZPOLSKI.COM.PL mediów na smyczy. Pasjonował się relacjami ze swoich wizyt zagranicznych, wpatrywał w zdjęcia, zwłaszcza te, które ukazały się w prasie radzieckiej. Najwyższą wagę przywiązywał do tego, jak daleko na tych fotografiach stał od Breżniewa. Czy Honecker, Husak lub Kadar nie byli bliżej. Wszyscy oni rywalizowali, aby być jak najbliżej Breżniewa. To wynikało z konieczności pokazania się przed aparatem partyjnym, że jest bliski Leonidowi, że ten go popiera. To było ważne, bo uśmierzało wszelkie próby buntów w aparacie partyjnym. Przyczyna jest głębsza. Tkwi w bolszewickiej tradycji. Ten, kogo na mównicy ustawiano dalej od Stalina, tracił pozycję, wpływy, a w konsekwencji życie. Tak przesuwali się na zdjęciach Trocki, Zinowiew, Kamieniew. Pewnie tak. Wierzył też Gierek co wmawiał mu Edward Babiuch że z Fidelem Castro rozmawiał, jak profesor ze studentem? Choć wydaje się to dzisiaj bzdurą Gierek absolutnie w to wierzył. Nie tylko nie zaprotestował przeciwko słowom Babiucha, ale przyjął je z wielkim ukontentowaniem. Gomułka nie dowierzał komplementom, uważał, że go nabierają. Pycha Gierka sięgała Mount Everestu? Absolutnie Mount Everestu. Wierzył, że jest geniuszem, że tak wiele zrobił dla Polski. Dlatego tak dramatycznie odebrał protesty w czerwcu 1976 roku w Radomiu i Ursusie. Powtarzał: tak wiele zrobiłem dla robotników, a oni się teraz buntują. Nie potrafił w to uwierzyć, bo żył w świecie kompletnej iluzji. Poczuł się jak Cezar zdradzony przez Brutusa?
13 styczeń-marzec 2015 wątpliwości, pytania Mówiąc krótko: tak. Ostateczny cios zadali mu górnicy, gdy w 1980 roku wybuchły strajki na Śląsku. To było dla niego nie do pojęcia. A jaki miał stosunek do dziennikarzy? Podziwiał ich, cenił? Gardził nimi? Mam wrażenie, że dziennikarzy traktował instrumentalnie. Przyjaźnił się z Rakowskim czy Rolickim? Nigdy nie przyjaźnił się z Rakowskim. Uważał, że jest dla niego ważny ze względu na Politykę, inteligencję, świetne kontakty na Zachodzie, szczególnie w Niemczech. Traktował go instrumentalnie i nigdy nie umożliwił mu kariery politycznej, o której Rakowski marzył. Zrealizował marzenia. Został premierem, ale po odejściu Gierka. Dokładnie. Zawdzięczał to Jaruzelskiemu. Gierek nie wchodził w prywatne relacje z dziennikarzami, nie licząc Macieja Szczepańskiego? Jeśli by uznać Szczepańskiego za dziennikarza, to byłby jedyny znany mi przypadek. Jaruzelski temu zaprzeczył, ale czy tuż przed upadkiem Kiszczak, Olszowski i Moczar nie sterowali przeciwko Gierkowi kampanii medialnej? Z całą pewnością kombinowali. To niemożliwe, aby w gazetach w Polsce, szczególnie partyjnych, ukazywały się bez ich inspiracji ataki na pierwszego sekretarza, nawet jeśli był on już byłym pierwszym sekretarzem. Nie było takiego redaktora naczelnego w Polsce, który odważyłby się wydrukować taki tekst. Jednym ze sterników tej kampanii był Mieczysław Moczar, agent GRU, wtedy prezes NIK. Uważał on Gierka za głupka. Miał urazy osobiste. W 1971 roku na tej samej fali, co Sztygar, jak nazywano Gierka, chciał się dostać na szczyty władzy, ale został wyportkowany. Sam jednak nie byłby w stanie wyreżyserować tak negatywnej kampanii. Inspiracja, a przynajmniej przyzwolenie, musiało iść z wyższego piętra. Jaruzelski w rozmowie ze mną zaprzeczył, że publikacje ostro krytykujące Gierka były przez niego inspirowane, ale generał, jak coś nie było mu wygodne, to albo tego nie pamiętał, albo zaprzeczał. Nie mam cienia wątpliwości, że antygierkowska kampania była mu na rękę. Z pewnością o tej kampanii wiedział i ją popierał. Moczar, jak powiedziałeś, uważał Edwarda Gierka za głupka. Szlachcic za postać tragiczną. Gomułka obruszył się na to: Głupia, nie tragiczna. A jaka jest Twoja ocena? Jestem bliższy opinii Gomułki. Ale należy też pamiętać, że nie babrał się w materiałach MSW, nie był zbyt drobiazgowy, bywało, że się wzruszał, potrafił się popłakać. Kiedyś, podczas jakiejś akademii, podeszła do niego matka Mirosława Chojeckiego, wydawcy Nowej, który siedział wtedy w więzieniu. Ona była łączniczką w Powstaniu Warszawskim. Poprosiła pierwszego sekretarza o zwolnienie syna. Po kilku dniach wyszedł. Gierek, w przeciwieństwie do Bieruta, Gomułki czy Jaruzelskiego miał ludzkie odruchy. Ale nie był to ten format kapelusza. On mógłby dobrze kierować komitetem gminnym PZPR, ale nie 40-milionowym narodem. Dziękuję za rozmowę. Rozmawiał BŁAŻEJ TORAŃSKI Cenzura państwowa i cenzura prywatna czyli o kasowaniu wpisów na lokalnych portalach internetowych Jest takie stare powiedzonko, które doskonale pasuje do posowieckiej i pocarskiej mentalności dużej części naszych elit: co wolno wojewodzie, to nie tobie smrodzie. A powinno być dokładnie odwrotnie. Niestety, na niezrozumienie różnicy pomiędzy publicznym a prywatnym natrafiamy na każdym kroku. Tak też jest z zasadą ochrony wolności słowa. Do Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP regularnie spływają następujące skargi: na profilu facebookowym jednej z prywatnych firm zamieszczałem krytyczne wpisy pod jej adresem. Były kasowane. Proszę o interwencję, bo to niezgodne z Konstytucją; duży portal internetowy usuwa moje wpisy, bo są niezgodne z jego linią polityczną; bloger usuwa moje uwagi pod jego adresem zamieszczane pod jego wpisami; wysłałem list do lokalnego dziennika, redakcja go nie zamieściła, to cenzura. Autorzy tych skarg domagają się interwencji prawnika i zakładają, że właściciele prywatnych tytułów, stron, blogów czy profili na portalach społecznościowych łamią prawo decydując się o umieszczaniu tam jednych treści, a niedopuszczaniu czy kasowaniu innych. Tak nie jest. To ja decyduję Według obowiązujących u nas przepisów wolność słowa jest całkiem nieźle zagwarantowana i chroniona, począwszy od podpisanej przez Polskę Konwencji o Ochronie Praw Człowieka poprzez Konstytucję aż po poszczególne ustawy. Z realną ochroną tej wolności, o czym wie każdy bardziej rozgarnięty dziennikarz, bywa różnie, w dodatku mamy całkiem spory zbiór artefaktów prawnych pozwalających ją ograniczać z niesławnym artykułem 212 na czele. Dlatego nie ma raczej wątpliwości, że media publiczne dopuszczające tylko jedną opcję światopoglądową do swoich anten tę wolność łamią. Nie ma wątpliwości, że robi tak prasa wydawana przez samorządy za publiczne pieniądze, a służąca z reguły chwalstwu prezydentów, burmistrzów, sołtysów czy wójtów, a zarazem będąca orężem walki z lokalną opozycją. Jednak w przypadku mediów prywatnych sytuacja ma się zupełnie inaczej. Na moim blogu ja decyduję, których komentujących nie chcę tu widzieć informuje publicysta Łukasz Warzecha i ma do tego święte prawo. Podobnie jak ogólnopolski czy lokalny tytuł prasowy należący do prywatnego wydawcy, może decydować o tym, które artykuły przyjmie lub nie, tym bardziej jakie listy do redakcji opublikuje. Także w przypadku prywatnego portalu internetowego decyzja o tym, co zostanie opublikowane, także jakie to będą komentarze, jest dowolna. To właśnie sytuacja odwrotna gdzie redakcję zmuszano by do publikacji poszczególnych opinii byłaby oczywistym pogwałceniem wolności słowa. Aczkolwiek tu kilka zastrzeżeń. Mielonka zamiast krakowskiej Po pierwsze, media elektroniczne działają na zasadzie koncesji. A więc załóżmy, że stacja radiowa lub telewizyjna ubiegając się o pozwolenie na nadawanie gromko zapewnia Krajową Radę Radiofonii i Telewizji: będziemy pluralistyczni, politycznie niezaangażowani, będziemy dopuszczać na antenę różne opcje ideologiczne. Pluralizm w praniu kończy się na jednej partii lub opcji. W tym przypadku jest to powód do ukarania nadawcy lub odebrania mu koncesji. Można sobie wyobrazić też wprowadzenie w błąd konsumenta. Oto portal internetowy w swoich reklamach i udostępnianym w sieci dokumencie programowym zapewnia, że jest otwartym spektrum opinii. A okazuje się, że to otwarcie jest owszem, ale tylko na jedną opcję. W tym przypadku jako wprowadzeni w błąd konsumenci możemy domagać się odszkodowania. To tak jakby ktoś na opakowaniu z wędliną pisał, że sprzedaje krakowską, a w środku była mielonka. Jeszcze inny przypadek. Minister, już nie udawajmy, że chodzi o ministra X, ma swoje konto na Twitterze, gdzie informuje o rezultatach swojej pracy, polityce państwowej, robi to w godzinach pracy. Czy może dowolnie decydować o tym, kto może komentować jego informacje, a kto nie? Można mieć wątpliwości. Jego tłity to element jego działalności publicznej i polityki informacyjnej jego urzędu. Jeśli dopuszcza pod nimi do dyskusji to cięć cenzorskich nie powinien wprowadzać według swojego widzimisię. Wolny rynek jedyną bronią Ale tu znowu zastrzeżenie. Zarówno portal internetowy, rubryka z listami do gazety, blog, jak i tłitujący polityk, nie są zwolnieni z odpowiedzialności prawnej za to, co się u nich pojawi, nawet jeśli autorem będzie anonimowy i niechciany autor. Antysemickie, rasistowskie czy zawierające pomówienia wpisy niejedną osobę zawiodły już przed sąd. Dlatego siłą rzeczy osoba redagująca blog lub gazetę musi kontrolować czy nikt z publikujących tam nie łamie prawa. I w końcu, last but not least, trzeba pamiętać, że zachowania nieetyczne czy nieeleganckie, nie zawsze są nielegalne. I to dotyczy dużej części cenzurowania treści w prywatnych mediach. Domorośli cenzorzy często wykazują się ideologiczną nadgorliwością czy po prostu chcą manipulować czytelnikiem. Po to mamy prywatne media należące do różnych opcji ideowych, by tej manipulacji i cięciom się nie poddać. Wolny rynek mediów jest jedyną skuteczną metodą jaką do tej pory wymyślono. A poza tym, na pewno przysługuje nam prawo do tego, by tego rodzaju cenzorskie cięcia skrytykować... gdzie indziej. WIKTOR ŚWIETLIK 13
14 rozmowy Marka Palczewskiego O satysfakcji z reportażu, zbrodni sprzed lat i kłamstwach zamiast prawdy... z Wiesławem Łuką Marek Palczewski: Nad czym teraz pracujesz? Wiesław Łuka: Bardzo chciałbym napisać książkę reporterską o Uniwersytecie Warszawskim na 200-lecie Uniwersytetu (w 2016 r. red.). Reportaż jest tym, co chcesz robić? Bardziej reportaż czy wywiad? Jedno i drugie. Kocham rozmawiać z ludźmi, którzy mają dużo do powiedzenia, zwłaszcza w sprawach, o których nie mam pojęcia, więc za darmo pogłębiam swoją wiedzę. Kocham też pisać o tych ludziach i czekać niecierpliwie, że ktoś czasami powie, że jest to nieźle napisane. Niektórzy mówią, że wywiad jest łatwiejszy do napisania, ale ja uważam, że łatwiejsza jest tylko grafomania. Czy wywiad rzeczywiście jest łatwiejszy? Chyba dużo zależy od tematu i rozmówcy? Mistrz Ryszard Kapuściński twierdził, że najwięcej zależy od dziennikarza prowadzącego rozmowę, bo to on ustawia rozmówcy poprzeczkę. Ale od rozmówców równie dużo zależy. Trzymanie tego balansu między dziennikarzem i rozmówcą jest fascynujące. Na szczęście zaprosiłem do mojej książki Fakt jest święty samych ciekawych rozmówców. Kiedy ją pisałeś, to czy miałeś jakiś klucz, według którego dobierałeś rozmówców? Wybierałem wybitnych dziennikarzy, reportażystów, medioznawców. To był klucz. Na książkę złożyły się wywiady wcześniej pisane dla portalu sdp.pl. Niektórzy piszą do szuflady, ja tak nie mogę, ja muszę szybko widzieć swoje nazwisko pod publikacją. Zawsze byłem na to łasy, bo szukałem potwierdzenia, że coś potrafię. I to była dla mnie luksusowa sytuacja, że te wywiady mogły ukazać się na tym portalu. Podobny luksus miałeś, kiedy pisałeś reportaże, z których później powstała książka reporterska Nie oświadczam się. Tak. Poszczególne rozdziały w tej książce są reportażami, które ukazywały się przez rok, czy ponad rok w Prawie i Życiu ( ). Ale w całości wyglądają jakby były jednym reportażem, mają zwartą narrację. Gdy je pisałem do tygodnika, to już wiedziałem, że piszę książkę. Miałem już wówczas podpisaną umowę u Krystyny Goldbergowej (nazywaliśmy ją wtedy matką reportażu ) w Iskrach. Później przysposabiałem te fragmenty do książki, usuwałem powtórzenia, tu skreśliłem, tu dopisałem, trochę przekomponowałem, żeby to wszystko płynnie się czytało. W książce cały czas powtarza się motyw zbrodni, opis miejsca, w którym jej dokonano i samej zbrodni; piszesz o układaniu zwłok, 14 Wiesław Łuka rocznik 1941, prozaik, reportażysta, krytyk literacki, scenarzysta filmowy i wykładowca dziennikarstwa. Autor wielu książek reporterski i wywiadów. Ukończył filologię polską na Uniwersytecie Warszawskim, Debiutował w tygodniku Życie Literackie. Od 1964 do 1970 roku był redaktorem Wytwórni Filmowej Czołówka, następnie pracował w Walce Młodych, Prawie i Życiu oraz w Sztandarze Młodych. Wielokrotnie nagradzany w konkursach na reportaż. Napisał m. in. Teraz tak mało miłości, Dusze w gipsie, Biniu nie wzywa pomocy, Ślizgiem, Śmierć przychodzi każdego dnia i Nie oświadczam się. Na podstawie tej ostatniej książki został zrealizowany film Zmowa w reżyserii J. Petelskiego. Od prawie 20 lat prowadzi zajęcia ze studentami na Wydziale Dziennikarstwa i Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego. W roku 2014 opublikował książkę zawierającą wywiady ze znanymi reportażystami i medioznawcami Fakt jest święty. Jego reportaż Nie oświadczam się znalazł się w Antologii polskiego reportażu XX wieku oraz ukazał się w nowej wersji książkowej, uzupełnionej o rozdział napisany po 35 latach. Wiesław Łuka jest członkiem Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich. Od 2011 współpracuje z portalem Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich i pismem SDP Forum Dziennikarzy. FOT. BARTOSZ WRÓBLEWSKI / NOWYFOLDER.COM przejeżdżaniu po nich, a następnie o zaprzysiężeniu świadków przez głównego sprawcę, który zobowiązał ich do milczenia. Leitmotivem i szkieletem reportażu był proces sądowy zabójców, wokół niego owijałem resztę wydarzeń i rozmów. W prasie z tamtego okresu pojawiły się opinie, że to była najbardziej mroczna zbrodnia w okresie PRL. Czytając reportaż, zastanawiałem się, jak ty tak swobodnie mogłeś rozmawiać z zabójcami. Rozmawiałem przede wszystkim z głównym oskarżonym Lechem S., zwanym królem Zrębina. Chciał rozmawiać? Chciał. Od tego się książka zaczyna. Czy nie musiałeś go przekonywać do rozmowy? Nie. A dlaczego chciał? Chyba miał nadzieję, że powtarzanie do prasy jestem niewinny pomoże mu w przebiegu sprawy, a potem w orzeczeniu wysokości kary. Czterej główni oskarżeni przyjęli za namową adwokatów krakowskich taktykę pójścia w zaparte. Twierdzili, że to nie oni zabili, że z tą zbrodnią nie mają nic wspólnego. Umówili świadków, przekupili ich łapówkami, S. wypłacał im po kilkaset ówczesnych złotych... I dlatego chciał cię wykorzystać jako reportera z prasy?
15 styczeń-marzec 2015 rozmowy Marka Palczewskiego Ja pisałem to, co on mówił. Pisałem wiernie, nie oceniałem tego. Ocena należała do czytelnika. Zachowałeś jego język. Zamiast na przykład powiedzieć, że odmawia składania zeznań, mówił nie oświadczam się, co dało efekt tragikomiczny. Zresztą w twojej książce jest wiele dziwacznych powiedzeń. Ile byłem w stanie, to notowałem, żeby zachować ich stylistykę, sposób wypowiedzi, ich gwarę. W języku zbrodniarzy i świadków kryła się ich mentalność. Na bieżąco notowałeś? Tak. Nie należę do takich zdolnych, którzy wszystko zapamiętują. Kapuściński mówił, że nie notuje, ma taką pamięć, że nie musi. Trudno mi w to uwierzyć, ale mu zazdroszczę, bo mam słabą pamięć. Dlatego przekręcił wiele rzeczy... Zauważ, że u niego jest mało rozmów z ludźmi, a bardzo dużo opisów i przytaczania treści rozmów. Kiedy on pisze o pewnej rozmowie, to jej ideę owszem zapamiętał, ale chyba trochę ją podkoloryzował. A u mnie jest wszystko bardzo żywe i w dziewięćdziesięciu procentach jest to dokumentalny zapis rozmów. Wyobrażam sobie, że jak się długo rozmawia z takimi ludźmi, jak się długo z nimi przebywa ty byłeś tam z przerwami ponad rok to... znasz powiedzenie kto z kim przestaje, takim się staje? Ja nie byłem, ja bywałem. Rozmowy z rodzinami zabójców i świadkami zbrodni były dość częste, ale nie trwały długo. Wiele nocy przespałem w połanieckim hotelu robotniczym budowniczych wielkiej elektrowni. Mogłem nocować w domu rodziców ofiar zbrodni, ale wolałem Połaniec. Natomiast chętnie dawałem się czasami zaprosić przez panią Kalitową (matkę zamordowanych Krystyny i Miecia red.) na rosół z podwórkowej kury i makaron swojej roboty. Dlaczego nie chciałeś nocować u rodziny ofiar? Jestem włóczykijem, lubię łazić, dwukilometrową drogę z Połańca do Zrębina, trzykilometrową do Wolicy pokonywałem dla zdrowotności... Może też bałeś się, by cię nie posądzano, że komuś sprzyjasz? Nikomu nie sprzyjałem, więc się nie bałem. Zjadłem kilka razy rosołek, bo wiedziałem, że robię zbolałym i osieroconym rodzicom wielką przyjemność. A może nawet przynoszę pocieszenie. Ale kiedy przebywałeś z rodzinami morderców i kiedy oni tak długo cię przekonywali, że nie zabili, to czy nie nabrałeś wątpliwości i nie pomyślałeś, że może oni jednak nie popełnili tej zbrodni? Różne myśli kołatały się w głowie. Miałem wątpliwości, czy oni zdołali to wszystko zrobić w półtorej godziny: wywołać ofiary z pasterki z kościoła, pojechać za nimi, zabić ich, ułożyć ciała, zaprzysiąc świadków, i potem odwieźć niektórych do kościoła. Moim zdaniem było to niewykonalne i sąd też miał wątpliwości. To dlaczego o tym nie napisałeś? Nie chciałem niczego oceniać, nie pisałem reportażu śledczego. Od śledztwa był prokurator i w pewnym sensie sąd. Ja relacjonowałem proces i prześwietlałem mentalność świadków, wieśniaków. Czyli obiektywnie. Ale Barbara Pietkiewicz w wywiadzie opublikowanym w twojej książce Fakt jest święty mówi, że całkiem obiektywnego reportażu napisać się nie da, że opis musi być subiektywny. Oczywiście, całkiem obiektywnie się nie da. Subiektywne są oceny, ale fakt jest fundamentem... Natomiast przypuszczam, że niektórzy dziennikarze manipulują również faktami. Zresztą, jak się przeczyta dyskusję sprzed wielu lat dwóch mistrzów reportażu Kapuścińskiego z Giełżyńskim w której jeden drugiemu zadaje pytania o warsztat, o to na ile dziennikarz może ingerować rzeczywistość, to widać różnicę zdań między nimi. Kapuściński dopuszczał taką ingerencję; mówił, że można zmieniać niektóre aspekty rzeczywistości, to znaczy na przykład napisać, że coś się nie wydarzyło w miejscu A, tylko w miejscu B, ale przecież się wydarzyło, i że można kilka faktów z innych okoliczności umiejscowić w innym miejscu tak, żeby zagęścić narrację i jakieś zjawisko przedstawić z większą intensywnością. Czyli to ma być ta literackość, o której piszesz. U ciebie tego nie ma. Ale, czy nie miałeś wrażenia, że trochę swoich bohaterów polubiłeś, że straciłeś do nich dystans? Na spotkaniu autorskim w warszawskim Faktycznym Domu Kultury w Instytucie Reportażu mówiłeś, że trzeba tych ludzi zrozumieć, że oni tacy po prostu są. Zrozumieć zawsze trzeba. Ale ja podczas wieczoru literackiego zagrałem nieco przewrotnie, żeby było ciekawiej... Pamiętasz od czego zacząłem? Od tego, co powiedział w wywiadzie Tochman: że fakt jest święty, niewzruszony, a ocena dziennikarza jest subiektywna. Wobec tego ja subiektywnie ich oceniałem. Przecież największy łobuz kryje w sobie jakieś pozytywne cechy, często przez siebie nieuświadomione. Podobnie jak kryształowy bohater tai swoje słabości. W opublikowanym niedawno wywiadzie powiedziałeś, że nie chcesz wchodzić w sprawy prywatne, a opisując takie rzeczy czy chcesz, czy nie wchodzisz w sprawy prywatne. Ja chcę wchodzić i wchodzę nieraz, ale kiedy rozmawiam i zadaję pytania, to jeżeli ktoś mówi mi wprost, że nie będziemy o tym rozmawiać, to ja to szanuję. W prywatność wchodzę na tyle, na ile mogę; gdy widzę opór, to wycofuję się. Kiedy po 35 latach odwiedziłeś tę wieś, to piszesz o jednym z zabójców, że ma teraz ładny dom, że ułożył sobie życie... Jeden z zięciów S. mieszka teraz w pięknym domu, wykształcił dzieci i chodzi na pielgrzymki. Jemu Sąd Najwyższy w procesie rewizyjnym zmienił karę śmierci na wiele lat więzienia. Dawno odbył tę karę i ma się nieźle......a ty mu przypominasz jego przeszłość, na co on reaguje nerwowo, bo uważa, że już odbył karę i nie chce wracać do tamtych wydarzeń. Nazwał mnie szatanem......i hieną. I jak się z tym poczułeś? Uderzyło cię to, zabolało? Nie uderzyło mnie, bo reporter musi mieć nieco grubszą skórę od przeciętnej. Mogłem się spodziewać takiej jego reakcji. Nawet, mówiąc szczerze, ucieszyłem się z tych określeń, bo w reportażu przemawiają one do czytelnika. Czytelnik lubi wyraziste zachowania i ekspresyjne słowa. A poza tym, jest w tym szczerość z jego i z mojej strony. Ja się nie czułem tam hieną w ogóle. Ale on miał żal, zapytał: Znów chcesz mnie pan podtopić? Miał żal. Mało tego, to on był agresywny i bezlitosny. Można powiedzieć, że to on mnie obraził, bo zanim padły słowa szatan, czy hiena, to powiedział: Pan jest już starym człowiekiem, jak pan będzie umierał z takim ciężarem kłamstwa?. Oni, zabójcy i ich rodziny, cały czas zarzucali ci, że w reportażach kłamałeś? No tak, rzeczywiście mi to zarzucali. Ale, jeśli dobrze pamiętam, a na pewno to pamiętam, nie było różnicy w stopniu ich szczerości na początku i na końcu naszej znajomości. Nic się w rozmowach nie zmieniło. Zarzucali kłamstwo, ale jednak rozmawiali. Nie było tak, żeby ktoś mi powiedział wtedy, że ja kłamię i nie będę z panem rozmawiać. Twoja praca przypomina dochodzenie dziennikarskie połączone z jakąś formą reportażu uczestniczącego. Bo to nie było tak, że pojechałeś na miejsce, opisałeś sprawę, sprawa się skończyła, i ty już do niej nie wracasz. Cały czas tam jednak byłeś obecny i twoja opowieść, która jest publikowana, wpływa na tych ludzi wpływa na świadków, wpływa na sąd, itd. To jest dokumentalny serial, i on się przeplata jak reporterka z twoim życiem, i też zmienia tych ludzi, których opisujesz. Na pewno wiedzieli, co piszę. Ale ja nie pytałem ich, co sądzą o moich reportażach, nie wiem, jak one na nich wpływały. Ważne, że nikt do mnie nie wyszedł z widłami. W reportażu Nie oświadczam się nie tyle ważna jest sama zbrodnia, co zmowa mieszkańców. Przebieg zbrodni jest równie ważny, jak i jej przyczyny oraz skutki; jak obyczaj i świadomość mieszkańców tamtego zakątka ojczyzny. Sam opis morderstwa można by zamieścić na piętnastu kartkach. Atmosferę wokół niego tworzyło wywoływanie ludzi z kościoła w czasie pasterki, picie wódki zamiast śpiewania kolęd, przysięga na krew i krzyżyk, druga przysięga po powrocie zabójcy z Jasnej Góry, po odprawionej tam mszy za pieniądze, poświęceniu medalików i wręczeniu ich za milczenie. Reasumując, to nie był tylko zapis zbrodni, ale portret zbiorowości. Ciąg dalszy na s
16 rozmowy Marka Palczewskiego Co myślisz po latach, jaki był prawdziwy motyw tamtej zbrodni? Podawany na stronach reportażu motyw zabójstwa za to, że ktoś został oskarżony o kradzież kiełbasy weselnej i to spowodowało tak krwawy odwet, jakoś mnie nie przekonuje. Nic innego nie wykryto. Ja jednak przypomniałem historię dziadka Roja (dziadka po kądzieli zabitych Krystyny i Miecia) który wstąpił do PPR zaraz po wojnie i naraził się wszystkim we wsi, których wyganiał już w 1946 roku na pochód pierwszomajowy do Połańca, jeżdżąc konno od podwórka do podwórka. Dziadek Roj miał dwójkę dzieci. Jego syn, dwudziestolatek, zginął od kuli z karabinu późniejszego króla Zrębina Lecha S. w 1950 roku i na jego podwórku, zaś zabójca młodego Roja zginął rok później w wypadku samochodowym. Drugim dzieckiem dziadka była matka pomordowanych... Konflikt pomiędzy tymi rodzinami trwał w utajeniu. Sędzia Marek Maciąg w uzasadnieniu wyroku powołał się na moje przypomnienie. Czyli to była taka niezabliźniona rana... Trudno bowiem przyjmuje się do wiadomości, że kogoś zamordowano, ponieważ rozpowiada o kradzieży kiełbasy i wódki z wesela... To jest niesłychane, i dlatego wielokrotnie zadaję pytanie, czy to było możliwe. Dla mnie to jest niewyobrażalne, natomiast ludzie ze Zrębina i Połańca uznawali, że taki motyw zbrodni był możliwy. Co znajdujesz w tej wsi, kiedy wracasz tam po 35 latach? Czy nie miałeś wyrzutów, że rozgrzebujesz sprawy dawno zapomniane? Tak. Miałem wrażenie, że ludzie nie chcą już o tamtych wydarzeniach rozmawiać. Dotarłem do jednego świadka, który był kierowcą w PKS-ie. On mi kiedyś sporo naopowiadał, a potem to odwołał przed sądem. Teraz nie chciał zamienić ze mną słowa i pokazał mi swoje plecy. Matka pomordowanych też wolała nie pokazywać się we wsi w moim towarzystwie. Jest to nieco deprymujące, ale taka jest cena często płacona przez reportażystów. Okazało się, że jestem dość twardy. Może mam coś z charakteru starego lisa? Takie zachowania mnie nie dołują. Hanna Krall powiedziała w rozmowie z tobą, że nie tekst jest nadrzędną wartością a człowiek. A dla ciebie, co nią jest? Człowiek i ciekawy tekst o nim. Najlepiej, gdy tekst jest pochwalony przez zazdrosnych kolegów po fachu; do zazdrosnych ja również należę. Zaryzykuję przypuszczenie, że reportaż jest solą twojego życia. Zgadłem? Starzeję się, straciłem kontakty w mediach, więc straciłem możliwości publikowania, a i klimat dla reportażu prasowego się popsuł. Naprawdę? Trzeba by jechać w teren, być tam dwie, czy trzy doby, a kto da delegację, zapłaci za moją podróż? Ty. Ano właśnie. Żeby napisać dobry reportaż trzeba wydać co najmniej kilkaset złotych, a może kilka tysięcy... Gdyby ktoś pokrył koszty dokumentacji, ale o to niełatwo. Najwybitniejsi reportażyści, tacy jak Szczygieł, Tochman, Hugo-Bader, jakoś sobie radzą, czasami znajdują sponsorów. A mnie ślepej już kurze trafiło się ziarnko: Mariusz Szczygieł, inicjator wydania wielkiej antologii polskiego reportażu ubiegłego wieku odkrył po latach książkę Nie oświadczam się, zdobył z Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego dofinansowanie, co zaowocowało wznowieniem książki dużo bogatszej w treści niż jej pierwsze wydanie. Śmiem twierdzić, że polski reportaż zyskał w Mariuszu Szczygle i Wojciechu Tochmanie ojców tego gatunku, bo matka Goldbergowa już się mocno posunęła się w latach. Mimo, że nie masz sponsorów, nadal myślisz o pisaniu reportaży? Myślę... W książce wywiadach z reportażystami drążysz definicję reportażu. Pytanie o definicję pojawia się niemal w każdym wywiadzie. Zatem, czym jest dla ciebie reportaż? Ten wątek warsztatowy jest tam żywy i rzeczywiście każdemu z rozmówców zadawałem dwa, trzy pytania związane z warsztatem dziennikarskim. Marek Miller odpowiedział, że to jest nałóg. Marek ma rację. Ktoś się wyraził, że to jest styl życia też miał rację. Zawsze chciałem to robić, a przynajmniej od czasów, kiedy znalazłem się w Walce Młodych, zwanej przed wielu laty szkołą młodych reporterów. Na jesieni 1970 roku napisałem kilka tekstów, które zostały nieźle ocenione. Zacząłem dostawać nagrody między innymi im. Hanki Sawickiej w wielu konkursach redakcyjnych na reportaż, a także w klubach Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich za prezesury Stefana Bratkowskiego. To mi się spodobało; wyjazdy w teren, rozmowy z ludźmi, czułem jak przede mną przez telefon rozkładają czerwony dywanik zachęcając do przyjazdu. Utwierdzałem się w przekonaniu, że moje teksty komuś w czymś pomagają, że czytelnicy na nie czekają. To mnie napędzało. Nie pisałem do szuflady. Reportaż to dobra rzecz, a na głębokie dziennikarstwo publicystyczne jestem za płytki intelektualnie. Rozmawiał MAREK PALCZEWSKI Z prasy Wolne media zagrożone w Polsce Najnowszy raport międzynarodowej organizacji monitorującej wolność mediów przynosi niepokojące dane i stawia Polskę na równi z krajami takimi jak Rumunia oraz Chorwacja. Ocenę raportu dla Nowego Dziennika komentuje dyrektor Centrum Monitoringu Wolności Prasy Wiktor Świetlik. Reporterzy Bez Granic prowadzą stały monitoring wolności mediów na całym świecie. Większość europejskich krajów posiada najwyższą ocenę, która określana jest mianem dobrej sytuacji. Ocenę taką mają m. in. kraje takie, jak Litwa, Łotwa, Estonia, Finlandia, Czechy, Słowacja czy Węgry. O jeden stopień niżej znajduje się kategoria satysfakcjonująca sytuacja i to właśnie w niej obok Rumunii oraz Chorwacji znalazła się Polska. Według raportu gorzej jest tylko na Ukrainie i w Bułgarii kraje te przynależą do kategorii z zauważalnymi problemami oraz na Białorusi i w Rosji, gdzie sytuacja została określona jako trudna oraz bardzo trudna. Dyrektor Centrum Monitoringu Wolności Prasy Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich Wiktor Świetlik nie jest tą oceną zaskoczony. 16 My sygnałów niepokojących mieliśmy już od dawna bardzo dużo i bardzo się cieszę, że koledzy z organizacji Reporterzy Bez Granic pochylili się nad sytuacją w Polsce i rzeczywiście potraktowali ją w taki sposób, w jaki na to zasługuje. Jak podkreśla Świetlik, problemem są m. in. kontrowersyjne zapisy w prawie. W ciągu ostatnich kilku lat Organizacja Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie zwracały uwagę na funkcjonowanie artykułu 212 Kodeksu karnego. Na funkcjonowanie tego samego artykułu zwracał też uwagę Departament Stanu USA. Z tego artykułu można karać dziennikarzy za zniesławienie, co według tych instytucji nie jest zgodne ze współczesnymi standardami państwa prawa respektującego prawa człowieka mówi dyrektor Świetlik. Jak twierdzi dyrektor Świetlik problemy prawne to nie wszystko. Mamy bardzo wiele sygnałów świadczących o tym, że w Polsce wolność słowa i generalnie stosunek władzy do mediów jest stosunkiem selektywnym, zależnym od tego, czy te media popierają władze, czy nie. Pierwszym narzędziem nacisku, według Wiktora Świetlika, są pieniądze. Media, które są prorządowe, są wspierane bardzo silnym strumieniem pieniędzy z sektora publicznego, tworzy to w oczywisty sposób niekorzystną konkurencję dla mediów prywatnych, które są mediami opozycyjnymi. Kolejnym i najświeższym dowodem na łamanie wolności mediów jest sytuacja sprzed kilku dni. Dziennikarze, którzy relacjonowali okupację w PKW, zostali aresztowani i stoją teraz przed sądem. Jest to praktyka państw nazwijmy to umiarkowanie demokratycznych. Sytuacja związana z wolnością słowa w Polsce nie napawa optymizmem, a ten raport jest tego świadectwem dodaje na zakończenie Wiktor Świetlik. PC, Nowy Dziennik New York, listopada 2014 r.
17 styczeń-marzec 2015 piórem Teresy Bochwic 33 lata po... Oj, nie tak miało być. Bezrobocie? Eksmisje na bruk wyrzuconych z pracy? Wybory z nieprawidłowościami? Ucieczka paru milionów młodzieży? No i osiągnięcia ostatnich lat rozdrapanie unijnych dotacji na podniesienie cywilizacyjnego poziomu życia. Sprzedajna prasa, pełnymi garściami podwójnie czerpiąca z doświadczeń historycznych z doświadczenia, jak robiło rządowo-partyjną propagandę (czyli praktycznie całą) w PRL, i drugiego co mogli wymyślić ludzie z opozycji. Taki klincz. Polski rok liczy dziewięć miesięcy... kiedyś, w PRL był taki dowcip. Nigdy więcej września! (1939, wszędzie co roku to hasło wisiało na plakatach), do Października nie dopuścimy! (1956), sierpień (1944) się nie powtórzy. Tych miesięcy ciągle ubywało, bo to i kwietnia miało już nie być (Powstanie w Getcie 1943), i listopad dla Polaków niespokojna pora (Powstanie Listopadowe 1830 to informacja dla młodzieży szkolonej według nowego programu szkolnego, z historii dają im cztery tematy i nigdy nie wiadomo, które), i styczeń (1863) też powstaniami ciężki. Ale grudzień ma tu miejsce szczególne. Grudzień to miesiąc zwielokrotniony i smutkiem i radością, właściwie dzień po dniu ważne daty, ważne rocznice. Czwartego grudnia św. Barbary, patronki rzeczy niebezpiecznych i podziemnych, czyli coś dla nas, Polaków. Szóstego grudnia św. Mikołaj płacze nad biednymi dziećmi, szczęściem również je obdarowuje. 10 grudnia już zawsze będzie się nam przypominać miesięcznica katastrofy smoleńskiej. 12 grudnia imieniny Kwaśniewskiego, bohater opozycji Michnik wsiada do auta Urbana i jedzie tam z Moniką Olejnik. 13 grudnia (1981) rocznica wprowadzenia stanu wojennego, zduszenia wolnej Polski po 16 miesiącach naiwnych może marzeń o samostanowieniu. Wielu uważa, że to wtedy, w stanie wojennym, złamano Polakom kręgosłup i zarażono ich biernością. A może już brak sił? 14, 15, 16 grudnia (1970) rocznica strzelania do ufających władzy ludowej robotników na Wybrzeżu, Janek Wiśniewski padł, a nocą zakopywano w torbach foliowych zwłoki zastrzelonych. 16 grudnia (1981) osądzone wreszcie rok temu, po 32 latach, strzały pod kopalnią Wujek, 9 zabitych górników. Nareszcie i w grudniu coś radosnego. Święta Bożego Narodzenia! Pierwszy śnieżek, już od połowy grudnia opłatki w instytucjach, w czasach dzisiejszej obfitości (tak, tak, w porównaniu z latami w PRL...) zamieniające się w jedno pasmo wigilii, czyli obżarstwa. Nowocześni księża przepraszają tych z obecnych, którzy mogliby poczuć się urażeni opłatkiem i wspomnieniem Dzieciątka; zawsze nurtuje mnie pytanie, że skoro kogoś to razi, to po co tu w ogóle przyszedł. Potem, też w grudniu, prawdziwa Wigilia, tradycja, miłość rodzinna (96 proc. rodzin jest w Polsce ciągle całkowicie normalnych), wspomnienie pustym nakryciem o drogich nieobecnych, bo zmarłych albo za oceanem; opłatek, choinka, prezenty, dary Boże, radość dziecięca, zwierzątka mówią ludzkim głosem, a potem pasterka, śnieżne spacery, sanny, kuligi, wizyty u rodziny i przyjaciół, indyk, piernik, makowce, przybyło dwa kilo. I wreszcie Sylwester, szaleństwo, trzy dni głodówki i suknie balowe, fraki, koafiury, brokaty, perfumy, bransolety, pantofelki, tańce, hulanki, swawola. Bang, bang, bang, bang, bang, bang, bang, bang, bang, bang, bang, bang... I kończy się zły grudzień. Nowy Rok 2015! Może będzie lepszy... Co po sobotnim Marszu 13 grudnia napisze/ pokaże/nada mainstream medialny? Marsze to raczej słaba strona polskich mediów, kiepsko w ostatnich latach sobie z tym radziły. W roku 2011 to było zaniżanie dziesięciokrotnie frekwencji, wtedy to był stały zwyczaj prasy i rzeczników rządu, w 2012 rozmaite manipulacje, nigdy prawda i staranność o pokazanie wagi zdarzenia. A propos liczby uczestników marszy i manifestacji: niestety dla władzy, wyciekło już dość dawno, jak się domowym sposobem liczy manifestantów, jak liczyli AK-owcy i Żołnierze Wyklęci, jak robi to czasem wojsko i policja, kiedy nie ma odpowiednich narzędzi. Mierzy się swój tzw. podwójny krok, czyli w wykroku liczymy odległość od pięty zostającej w tyle nogi do palców nogi z przodu; zwykle to jest od 1,40 metra (u kobiet) do 1,80 (u wysokich mężczyzn). Gdziekolwiek potem jesteśmy, możemy w przybliżeniu wymierzyć daną powierzchnię. Liczymy, ile naszych kroków liczą dwa boki powierzchni, zajętej przez demonstrantów. Pomnożyć jeden bok przez sąsiedni bok. Przyjmujemy, że czterech stojących zajmuje powierzchnię około 1 metra kw., w jednych miejscach to będzie więcej, bo stoją ciaśniej, w innych luźniej. Wystarczy teraz ten wynik pomnożyć przez 4 i mamy przybliżoną liczbę manifestantów. Niedokładną, to prawda, ale zawszeć doskonale widać, że uczestniczy raczej 1600 osób, nie wcisną nam, że 300. Jeżeli ludzie idą w marszu, liczy się, ile jest osób w rzędzie i przyjmuje się, że mają kilka sekund na to, żeby nas ten rząd minął. Mnoży się liczbę osób np. przez 20 (60 sek. dzielone przez 3 sek. na przejście), i znamy już liczbę osób, które minęły na w ciągu minuty. No więc coraz trudniej nas oszukać. Mamy przenośne tuby, mikrofony, kamery, telefony z funkcją wideo. Mamy drukarki z możliwością kserowania. Mam prasę i media drugiego obiegu, Telewizja Republika nadaje na żywo, podobnie jak Telewizja Trwam. Smutne, że media publiczne, media prywatne ciągle nie mają najmniejszego zamiaru podjąć trudu kontroli władzy i ewentualnej obrony społecznej. Przyczyny są doskonale znane, że tak powiem, resortowe. Widać zresztą wysiłki poszczególnych dziennikarzy, którzy próbują jednak wypełnić swoją misję społeczną. Powinni pamiętać, że to z racji tej misji mają specjalne przywileje, że to z wiary w ich specjalne podejście do życia i obowiązków zawodowych bronią ich przed aresztowaniem na służbie instytucje międzynarodowe i działacze praw człowieka. To dlatego, by lepiej mogli służyć wolnościom obywatelskim, by pomagali naszej wolności i mechanizmom demokratycznym, zatrzymywanie i osądzanie dziennikarzy jest takim skandalem międzynarodowym. TERESA BOCHWIC SDP Najnowsze informacje, rozmowy dnia, felietony, opinie, analizy, blogi dziennikarzy... na stronie internetowej Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich z a p r a s z a m y 17
18 twarze mediów Paweł Staszak w grupie pracuje się lepiej 18 Andrzej Zb. Brzozowski: Dlaczego wstąpiłeś do Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich? Paweł Staszak: (śmiech)...ale mnie załatwiłeś! Zastanawiam się, czy jeszcze w Olsztynie można coś zrobić, poza tym, co już udało mi się dokonać. Byłem nawet trochę zdziwiony, że SDP istnieje w Olsztynie, bo nigdy się tym nie interesowałem. Nie kroczyłem drogą dziennikarską dopóki nie zostałem redaktorem prowadzącym Foto. Zacząłem pisać artykuły, nauczyłem się redagować, zainteresowałem się tym na tyle, że dziś prowadzę swojego bloga. Pomyślałem, że to jest może jakaś nowa droga dla mnie, żeby poznać nowych ludzi związanych z dziennikarstwem i coś wspólnie z nimi zrobić. Co w takim razie możesz dać od siebie Stowarzyszeniu i czego w zamian oczekujesz? Mogę was nauczyć fotografowania (śmiech) na dość przyzwoitym poziomie. A tak serio, to chciałbym pisać i zintegrować się ze środowiskiem. Poznać możliwości, umiejętności, aby się dziennikarsko wpasować. Nie wiem, czy czegoś oczekuję, może tego, co mnie najbardziej interesuje, czyli współdziałania grupy, tworzenia i osiągania wspólnych celów. Można robić dużo samemu, można prowadzić swojego bloga, własne wydawnictwo, można dużo pisać i na każdy temat, ale wiem z własnego doświadczenia, że w grupie pracuje się o wiele lepiej. Grupa zmotywowana do jakiegoś celu, która jest poza obrębem polityki i nacisków zewnętrznych, może zdziałać ogromnie dużo. Z wykształcenia jesteś politologiem, więc jak to się stało, że zająłeś się profesjonalnie fotografią? Po studiach dostałem propozycję pracy na uczelni i pisania doktoratu. Stwierdziłem jednak, że to nie jest droga dla mnie. Raz tylko nad tym ubolewałem (w pewnym momencie mego życia), natomiast nigdy nie żałowałem, że założyłem swoją firmę, która jako jedna z pierwszych zajmowała się impresariatem w sieci. Na moje zainteresowania fotografią złożyły się różne zdarzenia, które miały wspólny mianownik... brak dobrych fotografików w Olsztynie. Przyjmowałem do pracy wielu, którzy nie potrafili znaleźć się w odpowiedniej stylistyce. Wtedy postanowiłem sam zająć się fotografią. W pewnym momencie musiałem się zdecydować, czy prowadzić firmę, czy doskonalić nowe zajęcie. Ponieważ kilka moich zdjęć zostało wyróżnionych w różnych konkursach, pomyślałem sobie, że może to jest dobra droga. Zacznijmy od nazewnictwa, fotograf czy fotografik? Tego rozróżnienia dokonał na początku XX wieku Jan Bułhak, zwany nestorem polskiej fotografii. Fotograf to osoba robiąca np. zdjęcia do legitymacji, natomiast fotografik to artysta, grafik fotografii. Ja na takie zamienne określenia się nie obrażam. Istotniejsze jest rozróżnienie na tych, którzy chcą się napatrzeć udając zaangażowanego fotografa aktu, traktując aparat jako środek tuszujący swoje zwyrodnienie i tych, którzy widząc nagie ciało kobiety zamiast niego widzą: światło, cień i bryłę. To samo jest z fotografiami innych tematów. Autentyczność, zaangażowanie, wychodzenie poza stereotypy oraz sztuka dla sztuki i coraz częściej pożytku oto cechy dobrego fotografa. Czy fotografika, jak wolisz. Przez trzy lata byłeś redaktorem prowadzącym miesięcznika Foto, to coś zupełnie innego niż redaktor naczelny? Wydawca, który jest jednocześnie właścicielem tytułu z reguły jest jego redaktorem naczelnym. Tak się przyjęło. On sprawuje pełnię władzy nad całym pismem. Dlatego byłem nie redaktorem naczelnym a prowadzącym. Zostałem po prostu wynajęty do prowadzenia pisma. Foto jest w tej chwili zawieszone. Powód bardzo prozaiczny brak pieniędzy, wpływów z reklam. Większość reklamodawców doszło do wniosku, że lepiej inwestować w Internet, niż w pisma drukowane. Dziedzina fotografii współcześnie wydaje się bardzo prosta, prawie każdy ma aparat fotograficzny w telefonie, Internet jest zalany zdjęciami. Czy to tylko taka moda, że każdy fotografuje? To jest właśnie znak naszych czasów. Praktyczne przez cały czas mamy przy sobie aparat fotograficzny. Pomimo tego, że nie tylko jako dziennikarze posługujemy się również słowem, to większość z nas ogląda zdjęcia, które bardzo często połączone są z tekstem. Zdjęcia oddają więcej niż słowa. Kultura obrazkowa, moim zdaniem, w dziennikarstwie jest obecnie na wyższym poziomie niż kultura słowa. Nawet prywatne, rodzinne zdjęcia są przecież swoistą fotografią reporterską. Wiele z tych zdjęć, to są świetne, profesjonalne ujęcia. Co to znaczy dobra fotografia? Powiem szczerze, że nie wiem (śmiech). Aparat robi zdjęcie, ale to ty myślisz kiedy pstryknąć. Ta sama sytuacja może być różnie uchwycona przez różnych fotoreporterów. Już jesteśmy blisko tematu paparazzi. Czy to są dobrzy fotograficy? Na pewno mają instynkt. Muszą przewidzieć kilka kroków do przodu. Pomijam tu aspekt moralny. W pewien sposób cenię tych ludzi, chociaż pracują w najbardziej opluwanej profesji świata. Robią brudną robotę, ale mają jednak ten fotograficzny instynkt, którego brakuje innym. To są chaotyczne warunki pracy. Te zdjęcia są oceniane tylko z moralnego punktu widzenia. Jest takie słynne zdjęcie, kiedy sęp siedzi nad małym, wychudzonym dzieckiem i kilku fotografów (nie są to paparazzi) dokumentuje tę sytuację. Nikt z nich nie odgania sępa myśląc tylko o zrobieniu zdjęcia. Zdobyło ono nawet liczące się w świecie nagrody. Dla mnie ta fotografia jest odrażająca. Taka forma żerowania na krzywdzie jest dla mnie o wiele gorsza niż siedzący na drzewie paparazzi, aby przyłapać w stroju bikini jakąś popularną Od stycznia 2011 do października 2013 roku był redaktorem prowadzącym miesięcznika Foto. Jest także m. in. współtwórcą Centrum Sztuk Wizualnych MOK w Olsztynie. Jego prace fotograficzne były prezentowane na wielu wystawach zbiorowych i indywidualnych w kraju i zagranicą. Autor publikacji prasowych o fotografii oraz juror konkursów fotograficznych. Od niedawna członek Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich. FOT. KRZYSZTOF NIEMIEC aktorkę. Zwłaszcza, że ma ona świadomość tego, że jest obserwowana. Czy w Twojej karierze fotografika zdarzyło się, że czegoś nie zdołałeś uwiecznić na zdjęciu i tego żałujesz? Wiele razy. Są np. takie sytuacje, kiedy nie masz aparatu, albo jedziesz samochodem na szybkiej trasie i nie możesz się zatrzymać lub zwolnić, żeby zrobić zdjęcie. Z wiekiem nabywa się jednak przekonania, że to nic straconego. Takiej scenerii już nie będzie, ale będzie inna, równie ciekawa. Trzeba do tego podchodzić z rozsądkiem, chociaż z mała doza rozżalenia mu towarzyszy. A gdybyś nie zajmował się fotografią, to co byś robił zawodowo? Byłbym dziennikarzem motoryzacyjnym. Coś takiego spróbuję teraz robić w Olsztynie. To działalność, która ruszy w nowym roku. Na razie nie chcę o tym szerzej mówić, ale będzie to zupełnie coś nowego. A tak w ogóle jak nie fotografuję to jeżdżę samochodem... trochę bardziej dynamicznie. Na koniec opowiedz jakąś zawodową anegdotę, której byłeś uczestnikiem. Przygotowywałem sesję zdjęciową w Arboretum. Koniec października lub początek listopada. Arboretum było wtedy zamknięte dla odwiedzających, było dosyć zimno. Wpuszczono nas, to znaczy mnie, modelkę, wizażystkę i fryzjerkę, trochę po znajomości. Przygotowywaliśmy się do tej sesji przez około dwa tygodnie. Mieliśmy stroje z teatru, pomysł na fryzurę i makijaż. Modelka nie dość, że była podczas sesji boso, to jeszcze skąpo odziana, aż jej usta robiły się sine. Spytałem, czy przerywamy, aby się trochę ogrzała, ale ona twardo chciała pracować dalej. Zdjęcia robiłem aparatem analogowym i po godzinie robienia zdjęć przypomniałem sobie, że film, na którym robię te zdjęcia ma tylko piętnaście klatek, a ja cały czas przekręcałem i wszystko się naświetliło na jednej klatce. Specjalnie wywołałem ten film, chociaż wiedziałem, że nie ma na nim tego, co zrobiłem. Wyciąłem sobie na pamiątkę jedną białą klatkę, oprawiłem w ramkę, podpisałem Moje najlepsze 75 zdjęć życia i powiesiłem na ścianie. Dziękuję za rozmowę. Rozmawiał ANDRZEJ ZB. BRZOZOWSKI
19 styczeń-marzec 2015 jubileusze Na osiemdziesięciolecie Stefana Bratkowskiego Stan wojenny. Zima. Zdezorientowani dziennikarze, których redakcje zamknięto a ich samych zwolniono z pracy, bezradnie krążą po Warszawie. Gromadzą się w kawiarniach, spotykają w prywatnych domach. Zaglądają do SDP na Foksal, gdzie sekretarz generalny Dariusz Fikus stara się udzielić kolegom jakiegoś, choćby moralnego, wsparcia. W marcu 1982 roku kolejny szok: rozwiązano Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich. Zabrano budynek, majątek, archiwa. Wszystko przejęło powołane przez władze Stowarzyszenie Dziennikarzy PRL, do którego wstąpiła część dziennikarzy, którzy znaleźli pracę w reżimowej prasie, radiu i telewizji. Wielu innym komisje weryfikacyjne zakazały wykonywania zawodu. Ci, tzw. niezweryfikowani zostali nie tylko bez środków do życia, ale i bez Stowarzyszenia, bez Domu Dziennikarza, który dla nich był miejscem ważnym, a w okresie Karnawału Solidarności centrum politycznego życia Warszawy. Wtedy właśnie swoją trwająca do 1989 roku nielegalną działalność wydawniczą i organizatorską na dobre rozkręca Stefan Bratkowski. Powstaje jego Gazeta Dźwiękowa, będąca źródłem wiedzy i informacji dla wielu ludzi, którzy kasety magnetofonowe nagrywane przez Stefana kopiowali i przekazywali dalej. Organizuje niezliczone wykłady, konferencje i seminaria w prywatnych domach, salach parafialnych, salkach użyczanych przez nieliczne, odważne organizacje społeczne. Powstaje wspierany przez jego żonę, Romę Przybyłowską, Dzwonek Niedzielny comiesięczne spotkania dziennikarzy i twórców w udostępnionej przez Duszpasterza Środowisk Twórczych, księdza Wiesława Niewęgłowskiego, salce przy kościele Nawiedzenia Najświętszej Marii Panny na Nowym Mieście. Rysunek satyryczny Jacka Fedorowicza przedstawiający Stefana Bratkowskiego, podpisany Prezes Bratkowski, lata 80. XX wieku RYS. JACEK FEDOROWICZ Nadzwyczajne Walne Zebranie OW SDP, 13 IV 2011 FOT. STEFAN ZUBCZEWSKI / SDP Zajmowany przez Stefana stolik w kawiarni Czytelnika przy ul. Wiejskiej staje się na kilka lat centrum dowodzenia podziemnym Stowarzyszeniem, miejscem wymiany poglądów i plotek towarzyskich. W Czytelniku można było się dowiedzieć, kto jest internowany, kogo posadzili a kto właśnie wyszedł, gdzie można dostać jedzenie lub ubrania z darów, którymi hojnie wspierały Polaków zagraniczne organizacje i osoby prywatne. To tam działała giełda pracy i wielu osobom dzięki Stefanowi udało się znaleźć pracę. Krążyły podziemne gazetki i książki, kasety magnetofonowe, a potem również kasety wideo z takimi filmami, jak Przesłuchanie Ryszarda Bugajskiego czy przemycane z zagranicy dokumenty Mirosława Chojeckiego. Nad tym wszystkim panował Stefan Bratkowski. Zawsze aktywny, zawsze w ruchu, ubrany nieodmiennie w musztardowy garnitur i beżowy płaszcz, przemieszczał się po Warszawie, często na piechotę (nigdy nie dorobił się samochodu) zawiadując sprawami podziemnego dziennikarstwa. Działalność opozycyjna nie była dla niego nowością. Już w roku 1978 wraz z Bogdanem Gotowskim i Andrzejem Wielowieyskim zorganizował Konwersatorium Doświadczenie i Przyszłość. Początkowo działało ono legalnie. Potem sporządzane przez DiP raporty o stanie państwa i drogach jego naprawy publikowała już tylko w drugim obiegu Niezależna Oficyna Wydawnicza NOWA i z zagranicy Radio Wolna Europa. Stefan Bratkowski, syn Konsula RP we Wrocławiu, oficera wywiadu, zmarłego w roku 1941, jest dzieckiem wojny. Po Powstaniu Warszawskim znalazł się w Krakowie, kilka lat wychowywał się w Domu Młodzieży. Dość wcześnie zaangażował się w działalność społeczną, był członkiem ZMP. Już w roku 1956 włączył się w ruch odnowy. Organizował kluby dyskusyjne, był współtwórcą krakowskich Juwenaliów, rozpoczął współpracę z legendarnym tygodnikiem Po prostu. Mimo że ukończył prawo, zawsze pasjonował się nauką i techniką. Napisał niezwykle popularne w swoim czasie książki Księga wróżb prawdziwych i Gra o jutro. W Życiu Warszawy stworzył, ukazujący się w latach , cieszący się wielkim zainteresowaniem czytelników dodatek Życie i Nowoczesność, zlikwidowany z przyczyn politycznych. Napisał scenariusz serialu telewizyjnego Najdłuższa wojna nowoczesnej Europy. Przez wiele lat pozostawał wolnym strzelcem, gdyż jego krytyczny stosunek do władz PRL, a zwłaszcza do prowadzonej przez nie polityki gospodarczej, wyrażany w publikacjach, był trudny do przyjęcia przez Biuro Prasy KC PZPR rządzące niepodzielnie redakcjami. Stefan Bratkowski był członkiem PZPR do roku 1981, kiedy to za działalność antysocjalistyczną został z niej dyscyplinarnie usunięty. Był już wtedy, od jesieni 1980 roku Prezesem odradzającego się Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich. Na nadzwyczajnym Zjeździe usunięte zostały przez delegatów skompromitowane władze SDP, formalnie pochodzące z wyboru, faktycznie zaś mianowane przez KC PZPR. Niektórzy z odrzuconych przez środowisko członków władz za kilkanaście miesięcy wrócili na Foksal jako działacze SD PRL. Stefan Bratkowski wrócił na Foksal dopiero w roku Początkowo jako Prezes, a potem jako Honorowy Prezes Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich. Współtworzył Centrum Monitoringu Wolności Prasy, wspierał kolejne zarządy w skutecznej walce o odzyskanie majątku zawłaszczonego przez SD PRL (przemianowane później na SD RP). W roku 2004 został uhonorowany Laurem SDP. Wciąż niezmordowany, zapracowany, publikujący nowe książki, podejmujący nowe inicjatywy i wyzwania Stefan Bratkowski już 80 lat biegnie przez życie i nowoczesność. Życzymy mu, żeby nie ustawał w tym biegu. Koleżanki i koledzy z Oddziału Warszawskiego SDP 19
20 zaproszenie Książnica Polska i Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich zaprasza na spotkanie z Profesorem Januszem Jasińskim w ramach cyklu: Spotkania SDP w Książnicy Polskiej, które odbędzie się 16 stycznia 2015 roku, o godzinie w Księgarni przy Placu Jana Pawła II nr 2/3. SDP Gość zaprezentuje temat: Lata zbratania polsko-żydowskiego Podczas spotkania wystawa judaików zorganizowana przez Książnicę Polską. Z zaproszeniem Jerzy L. Okuniewski, prezes Książnicy Polskiej Ireneusz St. Bruski, prezes W-M Oddziału SDP Artur Grottger, Schronisko rysunek w ramach cyklu Polonia, 1863 FOT. SZÉPMÜVÉSZETI MÚZEUM, BUDAPEST Z prasy Polacy jako towar eksportowy Jak się pomyśli, to Polska, czy też tereny zamieszkane przez Polaków, była i jest miejscem, w którym hoduje się ludzi na użytek obcoplemieńców. W XVIII i XIX wieku w Ameryce Północnej nie tylko importowano materiał ludzki z Afryki, ale też próbowano hodować go na miejscu na specjalnych farmach, dobierając okazy ludzkie pod względem ich walorów fizycznych, bo do prac fizycznych byli potrzebni. Może dlatego ich potomkowie wygrywają igrzyska olimpijskie. W pewnym sensie Polska jest taką właśnie farmą. W latach poprzedzających powstanie państwa polskiego docierali tu żydowscy handlarze materiałem ludzkim i wywozili go do krajów muzułmańskich dwoma szlakami na Bagdad i Hiszpanię. Zrozumiałe, że wybierano najsprawniejszych fizycznie i umysłowo chłopców i najładniejsze dziewczyny. Traciliśmy część najlepszego materiału genetycznego. Chłopców po drodze kastrowano, była to więc strata genów nie tylko dla przyszłej Polski, ale i dla całej ludzkości. Przyjęcie chrześcijaństwa zakończyło handel ludźmi w naszej okolicy, ale wkrótce zaczął się czas tatarskiego jasyru z południowo- -wschodnich kresów porywano młodzież i sprzedawano na Krymie oraz w Stambule. Przynajmniej jedna ze zdobycznych dziewczyn o dziwnym imieniu Roksolana trafiła do haremu Sulejmana Wspaniałego i jest bohaterką pokazywanego obecnie tureckiego serialu. Jak nie jasyr to janczarzy i znów zdrowi chłopcy na eksport, inni dzielni Polacy (jak Mahmed Sadik Pasza, czyli Michał Czajkowski, albo Marian Langiewicz, dyktator w powstaniu styczniowym, który został w Turcji ministrem do spraw zakupu broni) jechali do Stambułu w nadziei szkodzenia rosyjskiemu zaborcy. Carowie też brali w jasyr, wcielając Polaków 20 na 25 lat do wojska, niepokornymi zasiedlając Syberię, a posłusznym pozwalając robić kariery w nauce i gospodarce. wojnach Napoleona traciliśmy ludzi W w złudnej nadziei, że Francja z wdzięczności zrobi coś dla Polski, trochę tak, jak teraz wysyłamy za nasze pieniądze żołnierzy do udziału w amerykańskich awanturach kolonialnych. Mówi się czasem, że żołnierz lepiej się ćwiczy, strzelając do celów żywych niż do tekturowych tarcz, ale terroryzowanie afgańskich wieśniaków to jest robota żandarmska a nie wojskowa. Była fala wyjazdów za chlebem do Niemiec, Stanów Zjednoczonych gdzie mieszka dziś 10 milionów potomków Polaków (Ford mówił, że Polacy są najinteligentniejszymi robotnikami) do Ameryki Południowej. Potem planowe mordowanie elit przez Sowietów i Niemców, emigracja powojenna i wreszcie teraz idąca w miliony emigracja zarobkowa. Poznałem naszych emigrantów w Irlandii i odczuwałem, jak bardzo ich brakuje w kraju. Oni już nie wrócą, bo tam są lepsze warunki do wychowania dzieci. Trzeba przyznać, że my również inkorporowaliśmy materiał z innych narodów: bardzo inteligentnych Ormian, walecznych Tatarów, pracowitych Holendrów, należy ich szukać na terenach podmokłych, ich wsie często nazywały się Olendry. Białorusinom zawdzięczamy takie nazwiska jak Kościuszko, Moniuszko, Popiełuszko; Matejko był dla odmiany z pochodzenia Czechem. Spójrzmy ile nazwisk niemieckich znajdziemy wśród naszych oficerów z września Żydzi wschodni, czyli potomkowie zjudaizowanych Chazarów znad Wołgi, żyli osobno, ale, skoro już zadali sobie trud nauczenia się języka polskiego, władali nim po mistrzowsku (Tuwim, Brzechwa). W sumie jednak to Polska była przymusowym lub dobrowolnym eksporterem materiału genetycznego. eksport najlepszych trwa. Dwa i pół, A niektórzy mówią trzy miliony młodych, energicznych, zwykle ze średnim, nierzadko zawodowym wykształceniem. Eksportujemy drewno i stolarzy, a fabryki mebli sprzedajemy Niemcowi, który je zamyka. Można obliczyć, ile kosztuje doprowadzenie młodego człowieka do matury, a jeżeli pomnożymy to przez trzy miliony, będziemy wiedzieli, jaką sumą wspieramy Niemcy, Wielką Brytanię czy Irlandię. Zdziwienie budzi, że wobec tak ogromnego upływu krwi nasza młodzież wciąż wygrywa międzynarodowe konkursy i wykazuje (coraz mniejszą) przewagę nad uczniami starej Europy (OECD). Każdy naród i każda cywilizacja dożywa kiedyś swego kresu. Gdyby sądzić z poziomu naszej klasy politycznej owej lumpenelity, jak ją nazwała profesor Pawełczyńska to naród polski miałby przed sobą niedługi żywot. Wietnamczycy cierpliwie czekają, kiedy będą mogli wprowadzić się do naszych opustoszałych mieszkań. Jednak wbrew nadziei mam nadzieję, że jeszcze odżyjemy, że źródło, z którego czerpali inni, wciąż tryska wodą życia. LECH JĘCZMYK Kurier Wnet
REGULAMIN KONKURSU Całkowita wartość nagród i wyróżnień w konkursie wynosi PLN brutto.
REGULAMIN KONKURSU organizowanego przez Świętokrzyskie Biuro Rozwoju Regionalnego Biuro Programu Operacyjnego Kapitał Ludzki, pod patronatem Wicemarszałka Województwa Świętokrzyskiego Zdzisława Wrzałki,
Regulamin Nagród Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich 2012
Regulamin Nagród Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich 2012 20. edycja konkursu o doroczne Nagrody SDP obejmuje publikacje w polskiej prasie, radiu, telewizji i internecie. Konkurs ma charakter otwarty
Regulamin RADA KFE Rada Programowo-Akredytacyjna KFE
Regulamin RADA KFE Rada Programowo-Akredytacyjna KFE 1 POSTANOWIENIA OGÓLNE 1. Rada Programowo-Akredytacyjna KFE (RADA KFE) jest niezależnym organem stanowiącym i nadzorującym Education and Accreditation
My Lubuszanie. Postawa szacunku i życzliwości w Lubuskim tyglu kultur, narodów i religii
My Lubuszanie Postawa szacunku i życzliwości w Lubuskim tyglu kultur, narodów i religii R e g u l a m i n k o n k u r s u I. ORGANIZATOR KONKURSU II. PATRONAT KONKURSU Stowarzyszenie LUBICA z siedzibą
Regulamin II edycji konkursu P O K A Ż L U D Z K Ą T W A R Z P O L I T Y K I N A R K O T Y K O W E J. Postanowienia ogólne
Regulamin II edycji konkursu P O K A Ż L U D Z K Ą T W A R Z P O L I T Y K I N A R K O T Y K O W E J 1 Postanowienia ogólne 1. Global Drug Policy program OSF z siedzibą w Warszawie jest organizatorem Konkursu
REGULAMIN III Konkursu Odkrywamy naszą historię w 30 rocznicę męczeństwa ks. Jerzego Popiełuszki (1984-2014)
REGULAMIN III Konkursu Odkrywamy naszą historię w 30 rocznicę męczeństwa ks. Jerzego Popiełuszki (1984-2014) KSIĄDZ JERZY POPIEŁUSZKO PATRONEM NASZEJ OBECNOŚCI W EUROPIE (Jan Paweł II, 7 czerwca 1991 r.,
Sekcja Krajowa Oświaty i Wychowania NSZZ Afiliant 80-855 Gdańsk, ul. Wały Piastowskie 24, tel.(58)308 44 59, 308 42 78, 308 42 86, fax (58) 308 42 77 edukacja@solidarnosc.org.pl www.solidarnosc.org.pl/oswiata
OGŁOSZENIE O KONKURSIE NA STANOWISKO ASYSTENTA SĘDZIEGO W SĄDZIE OKRĘGOWYM W SZCZECINIE
PREZES SĄDU OKRĘGOWEGO Szczecin, 9 lipca 2013 r. w SZCZECINIE Kd-1102-13/13 OGŁOSZENIE O KONKURSIE NA STANOWISKO ASYSTENTA SĘDZIEGO W SĄDZIE OKRĘGOWYM W SZCZECINIE I. Prezes Sądu Okręgowego w Szczecinie
STATUT STOWARZYSZENIA FOTOGRAFICZNEGO FOTOBZIK STATUT STOWARZYSZENIA FOTOGRAFICZNEGO FOTOBZIK
STATUT STOWARZYSZENIA FOTOGRAFICZNEGO FOTOBZIK 1 Rozdział I Przepisy ogólne 1 Stowarzyszenie o nazwie Stowarzyszenie Fotograficzne Fotobzik zwane dalej Stowarzyszeniem, jest dobrowolnym, samorządnym, trwałym

References: art. 231
 art. 21
 art. 22
 art. 1
 art. 14
 art. 41
 art. 54