Source: http://zaginiona-biblioteka.pl/viewtopic.php?t=2621
Timestamp: 2018-12-16 12:10:30+00:00

Document:
Zaginiona Biblioteka :: Zobacz temat - Pomniki a polityka i historia
Zaginiona Biblioteka Strona Główna » Rzeczy Ulotne » Polityka » Pomniki a polityka i historia Poprzedni temat :: Następny temat
Pomniki a polityka i historia
Wysłany: 2014-10-07, 15:03 Pomniki a polityka i historia
Niedawno władze Szczecina zasugerowały likwidację pomnika wdzięczności Armii Czerwonej w tym mieście, jednak zaprotestowały przeciw temu władze Rosji. Jak się okazało, w 1994 została podpisana jakaś polsko-rosyjska umowa, zgodnie z którą ROPWiM przed zdecydowaniem o usunięciu pomnika czerwonoarmistów, musi zwrócić się do Rosjan o opinię w tej sprawie.
Pytanie: kto i dlaczego podpisał taką umowę? Przecież skoro pomniki stoją na polskiej ziemi, to usuwanie ich powinno być naszą suwerenną decyzją. Czy w 1994 w ogóle poinformowano opinię publiczną o podpisaniu tej umowy, i czy były wtedy jakieś protesty? Czy można anulować tę umowę?
Moim zdaniem to skandal, że przed usunięciem pomnika w Polsce trzeba pytać o zdaniem Rosjan mieszkających w Rosji.
http://polska.newsweek.pl...y,348821,1.html
Co o tym sądzicie? Czy waszym zdaniem też pomniki wdzięczności Armii Czerwonej powinny były zostać usunięte już dawno?
Co innego upamiętniać poległych na polskiej ziemi czerwonoarmistów przez budowanie cmentarzy i wstawianie tablic pamiątkowych z nazwiskami poległych żołnierzy, a co innego za pomocą pomnika upamiętniać Armię Czerwoną jako formację. Bo ta sama Armia Czerwona, która wyparła Niemców z Polski w 1945, zgwałciła ok. sto tysięcy Polek (niektóre wielokrotnie) i ok. 2 miliony Niemek oraz po kilkanaście-kilkadziesiąt tysięcy Czeszek, Słowaczek i Węgierek, napadła na Polskę i Finlandię w 1939 i oderwała od nich ich wschodnie części, a w 1940 anektowała kraje bałtyckie, Besarabię i północną Bukowinę.
Dlatego utrzymywanie w niepodległej Polsce pomników wdzięczności Armii Czerwonej uważam za haniebne i absurdalne.
http://tvnwarszawa.tvn24....rba,144764.html
Kilka dni temu ktoś oblał czerwoną farbą pomnik gen. Zygmunta Berlinga w Warszawie. Dzięki zamieszczonej w necie informacji o tym dowiedziałem się, że w ogóle istnieje taki pomnik.
Czy waszym zdaniem ten pomnik powinien pozostać, czy zostać zdemontowany?
I mała dygresja: jak przypuszczacie, kiedy w Rosji i Białorusi zacznie się masowe burzenie pomników Lenina? I dlaczego waszym zdaniem dotąd w Białorusi nie dochodzi do przypadków burzenia tych pomników? Czy to bardziej kwestia strachu przed represjami ze strony reżimu Łukaszenki, czy to bardziej kwestia wyprania mózgów Białorusinów i ich wiary w fajność bolszewizmu i niewiedzy o zbrodniach Lenina i jego współpracowników, o zbrodniczości leninizmu?
Swoją drogą ciekawe, jaki odsetek Białorusinów ogląda Biełsat i jaki ich odsetek wie, kim byli Anton Łuckiewicz, Jazep Waronka, Iwan Sierada, Roman Skirmunt, Wacłau Łastouski, Wiaczesłau Adamowicz i Aleksandr Cwikiewicz, i co to była Wielka Rada Białoruska i Białoruska Republika Ludowa, i jakie znaczenie w historii ich kraju ma data 25 marca 1918. I jak wiedza lub niewiedza o w/w przedstawia się w poszczególnych grupach wiekowych u Białorusinów.
Wysłany: 2014-10-07, 17:22 Re: Pomniki a polityka i historia
Opinia to nie to samo co zgoda.
Nie wiąże. Zresztą, nie może wiązać w takim przypadku, bo byłaby sprzeczna z polską konstytucją
Nie wiem, kto ją podpisał. Ale pewnie dlatego, aby otoczyć opieką pomniki i miejsca spoczynku. Chciałbyś, aby polskich żołnierzy poległych na Wschodzie wyciągano z grobu?
Skandalem byłoby to wtedy, gdyby ta umowa nie gwarantowała wzajemności.
Oczywiście że tak. Ci... ludzie, nie umierali na polskiej ziemi za naszą i waszą wolność. Tylko na rozkaz Stalina i walcząc z Hitlerem nie o wolność narodów, ale o więcej wpływów dla Rosji Radzieckiej. Tacy sami okupanci, którzy gwałcili, palili i rabowali, jak Niemcy. A pomników nazistom nie stawiamy.
Cieszę się, że nie nawołujesz do wykopywania z grobów.
A co do pomników się zgadzam.
Żenujące i straszne jest to, że w Polsce ulice wciąż cieszą się nazwami komunistycznych zbrodniarzy. I że stoją pomniki okupacyjnej armii.
Tylko trzeba pamiętać o jednym: czy jeśli my Sowietom pomniki zaczniemy burzyć, to czy oni nie zaczną wykopywać naszych żołnierzy? Bo to nie są normalni ludzie, tylko zdolni do wszystkiego barbarzyńcy. Więc to może nie jest taka kwestia oczywista?
A poza tym, proszę: http://www.tvp.info/11746433/sad-nad-pomnikami
Podoba mi się uzasadnienie sądu.
A pomników nazistom nie stawiamy.
Sowietom też nie.
I mała dygresja: jak przypuszczacie, kiedy w Rosji i Białorusi zacznie się masowe burzenie pomników Lenina?
Prawdopodobnie nigdy. ZSRR to były czasy, gdy przed Rosjanami drżał cały świat. Sporo osób ma sentyment do ZSRR, a na pewno wolałoby ZSRR od UE.
Co do umowy to mi się kołacze w pamięci, że było to całkiem jawne, z tym, że wtedy Rosja to nie był zły niedźwiedź Putina tylko stary pijany misiak Jelcyna. Tak wówczas Rosję odbierano (Jelcyn dał "nam" kopię rozkazu unicestwienia naszej kadry oficerskiej w obozach "katyńskich").
Co do Berlinga, to może nie najlepszy pomnik, ale tym, którzy przepłyneli Wisłę na pontonach i wsparli powstanie pomnik się chyba należy i dla mnie tyle ów pomnik zawsze oznaczał.
Wysłany: 2014-10-07, 17:31
Ale za okupacji sowieckiej trochę ich postawiliśmy
W sumie to warto powyższy artykuł skopiować w całości, zanim przepadnie pod "martwym" linkiem:
„Obiekty „Wdzięczności Armii Radzieckiej” oraz „Braterstwa Broni” nie spełniają definicji pomnika (…) Te wymuszone pomniki, (…) są jedynie symbolem komunizmu, zakłamanej historii z dziejów Polski oraz namacalnym symbolem sowieckiej okupacji. Powinny też zostać rozebrane” – takie sformułowania według ustaleń portalu tvp.info, znalazły się w postanowieniu Sądu Rejonowego dla Warszawy Pragi Północ, który w lipcu umorzył sprawę dwóch młodzieńców, oskarżonych o zdewastowanie obu pomników 17 września 2011 r.
Portal tvp.info dotarł do akt z postępowania, które zakończyło się tak zaskakującym uzasadnieniem. Zapewne sprawa zdewastowania stołecznych pomników: „Czterech śpiących”, czyli „Braterstwa Broni” na pl. Wileńskim oraz „Wdzięczności Armii Radzieckiej” w Parku Skaryszewskim w 2011 r. przeszłaby zupełnie bez echa, gdyby przy okazji nie wyszło na jaw, że tak naprawdę w polskim prawie nie ma definicji pomnika. A jak się okazuje to poważna luka, ponieważ polski Kodeks Karny w art. 261 przewiduję kary grzywny lub ograniczanie wolności, dla tego „kto znieważa pomnik lub inne miejsce publiczne urządzone w celu upamiętnienia zdarzenia historycznego lub uczczenia osoby”.
Można się opierać tylko na definicji, zawartej Słowniku Języka Polskiego PWN, że pomnik to: posąg, obelisk, płyta itp., wzniesione ku czci jakiejś osoby lub dla upamiętnienia jakiegoś wydarzenia; krzyż, płyta lub tablica z napisem, stawiane na grobie, coś, co ma dużą wartość historyczną, naukową, estetyczną itp., co jest reprezentatywne dla swojej dziedziny lub epoki; osoba lub przedmiot będące symbolem lub świadectwem czegoś.
To nie są pomniki!
2 lipca 2013 r. odpowiedzialność za wskazanie, co jest pomnikiem, a co nie zasługuje na to miano, wzięła na siebie sędzia Ewa Grabowska z Sądu Rejonowego dla Warszawy Pragi Północ. Na posiedzeniu w sprawie umorzenia postępowania przeciwko dwóm 21-latkom: Wojciechowi B. i Danielowi L. oskarżonych o zdewastowanie dwóch pomników sędzia nie kryła, że dowody potwierdziły, iż obaj w dniu 17 września 2011 r. umieścili na obu obiektach zwanych pomnikami napis „czerwona zaraza” oraz oblali je czerwoną farbą.
„Jednakże, aby przypisać im popełnienie czynów z art. 261 KK należy ustalić czy oba obiekty są pomnikami. Oba obiekty wzbudzają wiele kontrowersji i emocji zarówno wśród historyków jak i mieszkańców Warszawy. Dla jednych są symbolem komunizmu, dla innych zakłamanym świadectwem w historii dziejów Polski, kiedy to armia sowiecka nie udzieliła pomocy Powstaniu Warszawskiemu” – napisała sędzia, przypominając, że w roku 1992 i 2007 doszło do dwóch prób rozebrania pomnika „Czterech śpiących”. Powołała się przy tym nie na oficjalne dokumenty, ale na praski portal internetowy.
Sąd wskazał także w swoim postanowieniu, że w otoczeniu pomnika „Braterstwa Broni” znajdowały się budynki, „w których sowiecki aparat bezpieczeństwa dokonywał represji na obywatelach polskich związanych przede wszystkim z konspiracją niepodległościową, tu wymienił Trybunał wojenny Urząd Bezpieczeństwa Publicznego, placówki NKWD i obozy dla aresztowanych przez NKWD”.
„Trudno, zatem przyjąć, iżby skala represji dokonanych w ww. obiektach mogła i skłaniała mieszkańców Warszawy do poczucia wdzięczności. Sąd analizując sprawę dogłębnie zapoznał się z historią owych dwóch pomników i doszedł do wniosku, że oba obiekty „Wdzięczności Armii Radzieckiej” oraz „Braterstwa broni”, których znieważania dokonali oskarżeni nie mogą zostać uznane za pomniki w rozumieniu art. 261 KK., (...) Zdaniem sądu przedmiotowe obiekty nie spełniają definicji pomnika, bowiem ochronie prawnej podlega obiekt wzniesiony dla upamiętnienia zdarzenia bądź uczczenia osoby, której ta cześć jest należna” – wyjaśniała sędzia Grabowska.
„Czy obiekty „Wdzięczności Armii Radzieckiej” oraz „Braterstwa Broni” upamiętniają zdarzenia historyczne czy osoby, którym należy się cześć? Niestety te wymuszone pomniki, bo tak należy je nazwać są jedynie symbolem komunizmu, zakłamanej historii z dziejów Polski oraz jak słusznie podkreślił obrońca oskarżonego L. „namacalnym symbolem sowieckiej przymusowej okupacji” – czytamy w postanowieniu.
Do wyburzenia?
Argumentem do tak kategorycznych stwierdzeń były załączone do akt sprawy, opinie prof. Wojciecha Roszkowskiego, Prezesa IPN, Zespołu ds. ujawniania form publicznej gloryfikacji systemów totalitarnych Instytutu Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu. Jednak w aktach sprawy nie ma innej opinii niż pisanej przez historyka. Nie ma np. stanowiska władz miasta czy wydziałów infrastruktury, które opiekują się spornymi pomnikami. Tym bardziej, że we wszystkich pismach w sprawie usuwania szkód powstałych przez zmazanie ich czerwoną farbą, wszystkie instytucje używają określenia pomnik. Nie obiekt, jak to określił sąd.
Sędzia Ewa Grabowska nie ograniczyła się jednak tylko do uznania, że wspomniane „obiekty” nie zasługują na miano pomników. Pokusiła się jeszcze o ocenę tego, co winno spotkać owe „obiekty”. „W obecnych realiach politycznych z krajobrazu naszego kraju zniknęło wiele pomników dokumentujących poprzednią epokę. Również obiekty „Wdzięczności Armii Radzieckiej” oraz „Braterstwa Broni” powinny ulec rozebraniu, tym bardziej, iż takie wnioski były składane już dwukrotnie. Fakt, iż oba obiekty nadal istnieją nie nobilituje ich do rangi pomnika i nie uzasadnia ochrony prawno karnej” – uzasadniała sędzia. „ Powołane wyżej okoliczności wskazują, iż obiekty te nie mogą być uznane za pomniki w rozumieniu art. 261 KK, a działanie oskarżonych nie wypełnia znamion tegoż przestępstwa, chociaż należy je traktować, jako naganne. Wobec powyższego z uwagi na brak znamion czynu zabronionego należało postanowić jak na wstępie” – uznał sąd zamykając sprawę umorzeniem.
Prokuratorzy, nie kryli zdumienia nie tyle samym umorzeniem postępowania, ale jego sentencją i tym, że nie doszło do czynu zabronionego. – Złożyliśmy już odwołanie od tej decyzji – mówi prok. Renata Mazur, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej Warszawa Praga
W obecnych realiach politycznych z krajobrazu naszego kraju zniknęło wiele pomników dokumentujących poprzednią epokę. Również obiekty „Wdzięczności Armii Radzieckiej” oraz „Braterstwa Broni” powinny ulec rozebraniu, tym bardziej, iż takie wnioski były składane już dwukrotnie
Definiowanie słuszności pomnika to przesada
Nie wiadomo czy sędzia Ewa Grabowska wydając swoje postanowienie wiedziała, że pomniki, których tego miana pozbawiła, znajdują się na liście obiektów objętych szczególna ochroną ambasady rosyjskiej. W 1994 roku Polska i Rosja zawarły umowę określającą zasady utrzymania miejsc pamięci i spoczynku ofiar wojny i represji w obu krajach. W wykazie takich miejsc na terenie naszego kraju znajduje się pięć stołecznych obiektów, w tym pomniki „Braterstwa Broni” oraz „Wdzięczności Armii Radzieckiej”. Zgodnie z ustaleniami wspominanej umowy gdyby miało dojść do przeniesienia pomników, to strony muszą to ze sobą konsultować.
Gdy spytaliśmy warszawski ratusz czy owe „obiekty” są dla miasta pomnikami, dowiedzieliśmy się, że jak najbardziej, a opieka nad nimi należy do dzielnic, na których są położone.
Prof. Andrzej Kunert, Sekretarz Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa był zdumiony, kiedy przytoczyliśmy mu postanowienie sądu. – Można się zastanawiać czy dany pomnik został postawiony słusznie i we właściwym miejscu, ale nie można się zastanawiać czy to jest pomnik, czy też nie. Są pewne granice, i nie chcę tu krytykować sądu, ale poddaję krytyce takie stwierdzenia przezeń użyte – mówi tvp.info prof. Andrzej Kunert. – Tym bardziej, że Polska ma strasznie niedobre doświadczenia związane z niszczeniem naszych pomników przez obcych okupantów. Nie trzeba rozbierać pomników „Braterstwa Broni” czy „Wdzięczności Armii Radzieckiej”, tylko tak jak to proponowaliśmy w marcu przenieść je na ul. Żwirki i Wigury gdzie jest cmentarz mauzoleum. Tam mogłyby stanąć i nie budziłyby żadnych negatywnych emocji. To byłoby godne załatwienie sprawy – dodał.
Sekretarz ROPWiM przypomniał, że nawet wiedząc, że wejście Armii Czerwonej do Polski nie przyniosło nam prawdziwej wolności, to jednak trzeba pamiętać, o tych wszystkich prostych żołnierzach, którzy ginęli na naszych ziemiach. – Pamiętajmy, że ci żołnierze sami nie mieli wolności i duża część z nich mogła nawet nie mieć pojęcia, czym ta wolność jest. Nikomu przy zdrowych zmysłach nie przychodzi do głowy, aby cokolwiek niedobrego czynić na cmentarzach wojennych. Choć niestety w ostatnim czasie dochodziło do takich haniebnych incydentów – podkreślił prof. Kunert.
Całe to zamieszanie z pomnikami zaczęło się w nocy 17 września, w rocznicę ataku Armii Czerwonej na Polskę. Rencista Waldemar R. wyszedł ok. godz. 1 w na spacer. „Zauważyłem jak do pomnika „Braterstwa Broni” podchodzi dwóch młodych mężczyzn. Chwilę później usłyszałem metaliczny zgrzyt. Odebrałem to jako bliżej nieokreśloną próbę dewastacji pomnika, nie byłem w stanie ustalić, co tam zrobiono. W związku z tym niezwłocznie telefonicznie powiadomiłem oficera dyżurnego KRP Warszawa VI o zaistniałym zdarzeniu” – zeznawał później świadek dewastacji.
Waldemar R. widząc, że młodzieńcy odchodzą od pomnika i wsiedli od busa, zadzwonił raz jeszcze na policję i podał numery rejestracyjne auta, oraz powiedział, że samochód rusza w kierunku ul. Wileńskiej. Chwilę później furgonetkę zatrzymały dwa radiowozy. Policjanci razem ze świadkiem podeszli do pomnika i zobaczyli, że wymalowano na nim duży napis „czerwona zaraza”. Część monumentu była ponadto ochlapana farbą. Obok pomnika leżały puszka po farbie i pędzel.
Policjanci zatrzymali wówczas dwóch 19-latków: Daniela L. i Wojciecha B. To dwaj przyjaciele, którzy chodzili razem do przedszkola, szkoły podstawowej i średniej. W samochodzie, którym jechali znaleziono ubrania pobrudzone farbą. Obaj młodzieńcy w rozmowie z policjantami szybko przyznali się, że to oni dopuścili się dewastacji pomnika. Obaj twierdzili, że akcja ich miała związek z rocznicą 17 września. „Ja napisałem na nim „czerwona zaraza”, a następnie wylałem zawartość puszki na pomnik. (…) Chcę dodać, że zrobiłem to z czysto ideologicznych powodów. Uważam, że obecność pomnika prezentującego takie wartości nie powinna mieć miejsca w wolnej Polsce. Zrobiłem to z własnej woli i nikt mnie do tego nie namawiał. Nie należę do żadnego stowarzyszenia cechującego się nienawiścią do innych nacji. Nic nie mam do narodu Rosyjskiego. Nie żałuję, że to zrobiłem” – takie słowa Daniela L. zanotował rozmawiający z nim policjant. Wojciech B. potwierdził relację kolegi.
Niedługo potem, młodzieńcy wyjawili, że zdewastowali także pomnik „Wdzięczności Armii Radzieckiej” w Parku Skaryszewskim
Już 18 września obaj młodzieńcy usłyszeli zarzuty uszkodzenia pomników „Braterstwa Broni” i „Wdzięczności Armii Radzieckiej”, „działając w zamiarze znieważenia pomnika jako miejsca urządzonego w celu upamiętnienia zdarzenia historycznego. Koszty oczyszczenia obu obiektów oceniono na ok. 7 tys. zł. Mieli odpowiadać za popełnienie przestępstwa z art. 288., KK. (kto cudzą rzecz niszczy, uszkadza lub czyni niezdatną do użytku, podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5) w zbiegu z art., 261 KK (kto znieważa pomnik lub inne miejsce publiczne urządzone w celu upamiętnienia zdarzenia historycznego lub uczczenia osoby, podlega grzywnie albo karze ograniczenia wolności). Daniel L. i Wojciech B. przyznali się do zarzucanych im czynów i złożyli obszerne wyjaśnienia. Pierwszy z młodzieńców twierdził, że to on wpadł na pomysł pomalowania pomników. Przekonywał także, że jego przyjaciel zgodził się na pomalowanie pomnika w parku Skaryszewskim, ale był niechętny akcji na pomniku „Czterech śpiących”.
Jednak w październiku 2011 r. zdecydowano o zmianie zarzutów wobec obu podejrzanych. Tym razem uznano, że obaj popełnili tylko przestępstwo z art. 261 KK, za które groziły mniejsze konsekwencje niż za niszczenie mienia. Jednocześnie w zarzutach koszty czyszczenia pomników wzrosły do ponad 12, 3 tys. zł. I tu ku zaskoczeniu policjantów i prokuratorów, obaj młodzieńcy oświadczyli, że nie przyznają się do tego zarzutu i odmawiają składania wyjaśnień.
10 października 2011 do sądu trafił akt oskarżenia przeciwko Danielowi K. i Wojciechowi B.
Odrzucony wyrok
Przez ponad rok sprawa czekała na osądzenie. Uznano, że może być ona rozstrzygnięta w postępowaniu nakazowym. Jest to możliwe, gdy sprawa nie jest skomplikowana, a czyn zagrożony jest karą grzywny lub ograniczenia wolności. W takim postępowaniu nie jest konieczne przeprowadzanie rozpraw, ani udział stron, a wyrok wydaje jeden sędzia. 11 marca sędzia Magdalena Garstka-Gliwa wydała wyrok nakazowy, uznając, że Daniel L. oraz Wojciech B. dopuścili się zarzucanych im przestępstw, a „okoliczności czynu i wina oskarżonych nie budzi wątpliwości. Obaj zostali skazani na kary 10 miesięcy ograniczenia wolności z obowiązkiem wykonywania „nieodpłatnej kontrolowanej pracy na cele społeczne w wymiarze 20 godzin”.
Obrońcy oskarżonych wnieśli sprzeciw wobec tego rozstrzygnięcia, co oznaczało automatyczne jego odrzucenie. Następnie w czerwcu 2013 r. adwokaci złożyli wniosek o umorzenie postępowania. „Stanowisko oskarżenia zaprezentowane w akcie oskarżenia jest pozbawione jakichkolwiek podstaw prawnych i faktycznych, nadto zdaje się stanowić formę publicznego propagowania „faszystowskiego lub innego totalitarnego ustroju obcego państwa (komunizmu sowieckiego ponoszącego odpowiedzialność za zbrodnie przeciwko narodowi polskiemu. (…)System prawa nie zawiera definicji terminu pomnik. (…) Oba obiekty nie spełniają cech, które pozwoliłby zakwalifikować je jako pomniki” – pisał obrońca Wojciecha B.
Mecenasi wskazywali, że „obiekty” nie upamiętniają żadnego wydarzenia historycznego, lecz wyłącznie fałszywe uczucia oraz wywołują wiele kontrowersji. „Trudno mówić o popełnieniu przestępstwa przez Daniela L., który wprawdzie przyznał się do zarzucanemu czynu, jednakże biorąc pod uwagę wszystkie okoliczności zdarzenia, osobę sprawcy oraz kontekst społeczno-historyczny można uznać, iż czyn Daniela L. był wyrazem społecznego sprzeciwu wobec bierności władz samorządowych, które przez ponad 20 lat pozostają głuche na apele historyków, naukowców, polityków oraz mieszkańców wzywających do usunięcia symboli sowieckiej okupacji i przekłamań historycznych” – przekonywał obrońca Daniela L.
Obrońcom udało się przekonać sąd do swoich argumentów.
Oba zdewastowane pomniki zostały oczyszczone. Zapłaciły za to dzielnice, na których terenie stoją. W listopadzie 2012 r. pomnik „Braterstwa Broni” został rozebrany w związku z budową metra. W czasie prac rozbiórkowych część płyt okalających monument rozpadła się. Firma demontująca pomnik zapowiedziała ich zrekonstruowanie.
Pomnik „Braterstwa Broni” to pierwszy pomnik ustawiony w Warszawie po II wojnie światowej. Obecnie odlane z brązu posągi polskich i radzieckich żołnierzy są konserwowane. Jak pisała „Gazeta Wyborcza” na rzeźbach zachowały się znaki odlewni Lauterbacha i data 1946 r., ponieważ powstawały w Berlinie a pozowali do nich frontowi żołnierze, którzy walczyli o zdobycie stolicy Niemiec.
Nie wiadomo czy po renowacji pomnik wróci na Pragę , ani gdzie miałby zostać przeniesiony. Niewykluczone, że władze miasta przychylą się do propozycji Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa i pomnik trafi na ul. Żwirki i Wigury.
Wysłany: 2014-10-08, 18:29
Podoba mi się uzasadnienie sądu, który nie patrzy na żadne racje polityczne, tylko mówi to, do czego zobowiązuje je stanowisko.
Zaginiona Biblioteka Strona Główna » Rzeczy Ulotne » Polityka » Pomniki a polityka i historia

References: art. 261
 art. 261
 art. 261
 art. 261
 art. 288
 art. 261