Source: http://ippractice.blogspot.com/2015/
Timestamp: 2018-08-18 01:01:48+00:00

Document:
Prawo własności intelektualnej w praktyce: 2015
FC Barcelona na tarczy?
Za wielkim sportem, stoją wielkie pieniądze. Nic więc dziwnego, że kluby sportowe dbają o swoje oznaczenia identyfikujące... czasem nawet aż nadto. Klub sportowy FC Barcelona złożył do OHIM wniosek o udzielenie prawa ochronnego na wskazany obok znak towarowy stanowiący - kontury herbu (tarczy) w odniesieniu do towarów z klas: 16 - generalnie rzeczy z papieru, 25 - odzież, ubrania, nakrycia głowy oraz usługi z klasy 41 - takie jak edukacja rozrywka czy działalność szkoleniowa. Nie trudno się domyślić, że OHIM zakwestionował zdolność odróżniającą złożonego znaku, trudno bowiem skutecznie twierdzić, że tego rodzaju oznaczenie może mieć siłe pozyskania uwagi konsumentów i wywołania skojarzenia z jednym przedsiębiorcą. OHIM zauważył, że dodatkowo wskazana tarcza, nie odbiega zbytnio od tych stosowanych przez inne kluby. FC próbowało argumentować, że znak wytworzył wtórną zdolność odróżniającą, jednak ani OHIM ani SPI nie podzielili jego zapatrywania... W tym starciu klubowi się nie udało ...OHIM - FC - 0:1. Sprawa T-615/14.
Posted by Wojciech Gierszewski at 1:29 PM No comments:
Labels: wspólnotowe znaki towarowe, zdolność odróżniająca znaku towarowego
Marcin Gortat v. Sphinks - komercyjne wykorzystanie wizerunku
Wizerunek osób sławnych jest w dzisiejszych czasach dobrem mającym swoją realną wartość materialną. W przypadku więc jego naruszenia (jako dobra osobistego) zamiast dochodzić zadośćuczynienia za doznaną krzywdę, osoba taka dochodzić może a nawet musi odszkodowania. Trudno bowiem doszukiwać się krzywdy, jeżeli wizerunek danej osoby jest w istocie jej "towarem" i przedstawiony jest w sposób, który nie ośmiesza czy dyskredytuje.
Sprawa dotyczyła kampanii reklamowej sieci restauracji Sphinx, do której wizerunku "użyczył" Marcin Gortat - najsłynniejszy polski koszykarz i gwiazda NBA. Sprawa - pod względem prawniczym - nie była porywająca . Okoliczności faktyczne były dość oczywiste i niekwestionowane. Strony zawarły umowę, na podstawie której pozwana uprawniona była do wykorzystania wizerunku powoda w terminie 12 miesięcy do dnia 25 sierpnia 2010 roku, zaś wykorzystanie wizerunku nastąpiło we wrześniu 2011 roku. Pozwana nie kwestionowała faktu wykorzystania wizerunku poza terminem umownym i natychmiast wycofała się z jego wykorzystywania gdy zażądał tego powód. Marcin Gortat zażądał od właściciela Sphinks m.in. zapłaty na jego rzecz 200.000 zł tytułem odszkodowania. Sąd Okręgowy, na podstawie opinii biegłego, zasądził nieco ponad 100.000 zł. Apelacje obu stron zostały oddalone. Wyrok SA w Warszawie, sygn. akt VI ACa 1657/13
Patrząc z perspektywy praktyka sprawę postrzegam jako "wypadek przy pracy". Podejrzewam, że wykorzystanie wizerunku Gortata nastąpiło przez "przypadek" niż było wynikiem celowych działań. Niestety pracownicy działów kreatywnych mają często problem z należytą uwagą dla pilnowania kwestii formalnych. Inną rzeczą, pozostaje również kwestia trudnej współpracy z "gwiazdami" i roli prawnika w tym procesie zabezpieczającego interes klienta - m.in. przed takimi wpadkami.
Posted by Wojciech Gierszewski at 1:37 PM No comments:
Labels: bezpodstawnie uzyskane korzyści, dobra osobiste, wizerunek
Marka wódek z Lwowa J.A.Baczewski była przed wojną znana nie tylko w Polsce ale również w Europie. Historia marki sięga końca XVIII wieku, zaś jej rozkwit przypadł na połowę XIX wieku. Niestety pożoga wojenna i zmiana granic po II wojnie światowej spowodowała, że marka przestała istnieć w Polsce. Przedwojenny Urząd Patentowy udzielił prawa ochronnego na następujący znak towarowy J.A.Baczewski o numerze: 10444 dnia 17.12.1925 roku, z pierwszeństwem od 3.11.1919 roku, oczywiście dla wódek i .... rosolisów czyli według wikipedii - spirytusów z olejkiem różanym:
W roku 2011 marka wódek Baczewski wróciła do Polski. Aktualnie występując w następującej formie i opakowaniu:
Posted by Wojciech Gierszewski at 6:02 AM No comments:
Posted by Wojciech Gierszewski at 4:37 AM No comments:
Temat "pornografii" w życiu kulturalnym stał się ostatnio głośny w kontekście spektaklu wystawionego przez Teatr Polski we Wrocławiu, w którym występować mają czescy aktorzy pornograficzni. Wskazana tematyka przywodzi mi na myśl wyrok Sądu Apelacyjnego w Warszawie, dotyczący komedii erotycznej z roku 1989 zatytułowanej "Porno".
Powodem w sprawie był odtwórca głównej roli męskiej Zbigniew Rola. Sprawa dotyczyła kwestii naruszenia dóbr osobistych powoda - prawa do intymności, do którego miało dojść wskutek zmiany nośnika na jakim wyświetlany był film z kinowego na kasety VHS. Naruszenie dóbr osobistych - zdaniem powoda - przejawia się w odmiennej w stosunku do filmu kinowego - formie odbioru. Oglądanie w warunkach domowych, możliwość zatrzymania i wielokrotnego oglądania wybranych scen zwłaszcza tzw. drastycznych. Sądy obu instancji nie zgodziły się z twierdzeniami powoda i oddaliły jego roszczenie.
Sąd Okręgowy, a następnie Sąd Apelacyjny po analizie treści zawartej umowy, wskazały, iż zgoda jaką wyraził powód w umowie obejmowała rozpowszechnianie filmu za pomocą "wszelkich technik wideofonicznych", a w tym pojęciu mieści się rozpowszechnianie za pomocą kaset video. Sąd Apelacyjny podkreślił, iż zmiana środka przekazu filmu, mogłaby prowadzić do naruszenia dóbr osobistych powoda, gdyby np. film różnił się od wersji kinowej, byłyby w nim wycięte pewne sceny, które w jakiś sposób ukazywałyby powoda w inny sposób. Takiej sytuacji nie było jednak w omawianej sprawie, bowiem film na kasecie VHS był wierną kopią filmu w wersji kinowej.
Wyrok Sądu Apelacyjnego w Warszawie, sygn. akt. I ACr 215/92
Posted by Wojciech Gierszewski at 3:25 AM No comments:
Od 1 kwietnia 2016 roku czeka nas prawdziwa rewolucja w sposobie udzielania praw na znaki towarowe. Od tego bowiem dnia wchodzą w życie przepisy nowelizujące ustawę prawo własności przemysłowej, na podstawie których udzielanie praw na znaki towarowe odbywać się będzie w trybie sprzeciwowym (pół-badawczym). Do tej pory, znaki towarowe udzielane były w trybie badawczym - tj. ekspert w Urzędzie Patentowym badał zarówno przeszkody bezwzględne jak i względne np. kolizje z innymi znakami towarowymi. Od 1 kwietnia 2016r. Urząd Patentowy co do zasady będzie badał znak tylko przesłanki bezwzględne. Kwestia natomiast naruszenia praw podmiotów trzecich - pozostawiona zostaje inicjatywie uprawnionych. Po otrzymaniu zgłoszenia znaku towarowego i sprawdzeniu przesłanek bezwzględnych następować będzie publikacja zgłoszenia znaku towarowego. W ciągu 3 miesięcy zainteresowany będzie mógł złożyć sprzeciw odnośnie zgłoszenia. Jeżeli sprzeciw do zgłoszenia nie wpłynie, prawo ochronne na znak towarowy zostanie udzielone. Jeżeli zaś wpłynie - rozpocznie to nową fazę postępowania, która zakończy się bądź oddaleniem sprzeciwu i udzieleniem prawa lub uwzględnieniem sprzeciwu i odmową udzielenia prawa. Powyższa nowelizacja wpłynie znacząco na zmianę sposobu pracy rzeczników patentowych jak i wymusi zmianę podejścia uprawnionych ze znaków towarowych do kwestii ochrony swoich praw. Do tej pory uprawniony ze znaku w zasadzie nie musiał robić nic, żeby "chronić" swój znak przed innymi zgłoszeniami znaków towarowych. Miał bowiem pewność, że badając znak identyczny/ podobny ekspert w Urzędzie Patentowym, stwierdzi kolizję z jego znakiem i odmówi udzielenia prawa. W nowej rzeczywistości prawnej to uprawniony ze znaku (rzecznik patentowy) będzie musiał czuwać nad pojawianiem się nowych zgłoszeń, które stanowić mogą kolizję dla istniejącego znaku towarowego. Omówiona zmiana w mojej ocenie jest korzystna dla systemu znaków towarowych. Raz, że odwołuje się do faktycznego zainteresowania ochroną swojego znaku towarowego przez Uprawnionego czyli de facto do rynku - a nie do hipotetycznych dywagacji i porównań ze znakami, które w istocie mogą być "martwe". Dwa zaś, że przyjmuje system, który stosowany jest w ogromnej większości krajów europejskich.
Posted by Wojciech Gierszewski at 1:05 PM No comments:
Posted by Wojciech Gierszewski at 12:32 PM 6 comments:
Przechodziłem ostatnio obok witryny znanej cukierni. Dla tych, którzy nie rozpoznają to Cukiernia Sowa (nie ta od Przyjaciół). Moją uwagę przykuła witryna. Widoczna po lewej. Kompozycja użyta na witrynie rodzi oczywiste skojarzenie ze słynnym motywem wykorzystywanym na torebkach przez markę Louis Vuitton - widoczny po prawej. No i powstaje pytanie: Czy witryna Sowy nie narusza praw LV ? Przecież marka Louis Vitton jak i wskazany znak jest jedną z najbardziej ekskluzywnych i rozpoznawanych marek na świecie. Jest też jedną z najbardziej podrabianych marek na świecie. Nie dziwi więc, że inne marki próbują "inspirować" się pewnymi motywami żeby podnieść prestiż swoich marek czy - jak tu - witryn. No dobrze ale jakby się przyjrzeć, obu motywom z bliska to wykorzystane są zupełnie inne elementy składowe. Co jest zbieżne? ... no chyba tylko wrażenie, a czy to może podlegać ochronie ? Sprawa - gdyby trafiła do sądu, zapowiadałaby się na ciekawą batalię dotyczącą granic ochrony praw do renomowanego znaku towarowego. Ale też ciekawy mógłby być aspekt dowodowy - wykazania renomy przez Louis Vitton na terenie Polski.
Posted by Wojciech Gierszewski at 12:19 PM No comments:
Jakie wymogi trzeba spełnić aby "zatrudnić" dziecko do udziału w reklamie? Wydawać by się mogło, że wystarczy zgoda rodzica lub opiekuna prawnego. Okazuje się jednak, że nie jest to taka prosta sprawa. Regulacja w tym zakresie jest mocno schowana w ... przepisach końcowych kodeksu pracy, a dokładnie w art. 305(4) kodeksu.
Zgodnie z nim, wykonywanie pracy lub innych zajęć zarobkowych przez dzieci do 16 roku życia wymaga zgody ich opiekuna lub rodzica, a także zezwolenia właściwego inspektora pracy. Co zaś należy dołączyć do wniosku o wydanie zezwolenia ?
Opinię poradni psychologiczno-pedagogicznej dotyczącą braku przeciwskazań do wykonywania przez dziecko pracy lub innych zajęć zarobkowych;
orzeczenie lekarza stwierdzające brak przeciwskazań do wykonywania przez dziecko pracy lub innych zajęć zarobkowych;
jeżeli dziecko podlega obowiązkowi szkolnemu - opinię dyrektora szkoły, do której dziecko uczęszcza dotyczącą możliwości wypełnienia przez dziecko tego obowiązku w czasie wykonywania przez nie pracy lub innych zajęć zarobkowych
Wskazana regulacja w moim przekonaniu jest jednym z absurdów prawa choćby dlatego, że nie rozróżnia różnych kategorii prac jakie może wykonywać dziecko. Bez względu bowiem na to czy dziecko ma być aktorem wcielającym się w postać dziecka przez 2000 odcinków Klanu, czy ma być modelem przez 3-4 godziny pozującym do zdjęcia, wymogi jego zatrudnienia są jednolite. Jaki jest efekt? Nie spotkałem się, z tym, żeby ktoś z branży reklamowej specjalnie się wskazanym wymogiem przejmował... a z drugiej strony reklam z udziałem dzieci jakoś wokół nie brakuje.
Posted by Wojciech Gierszewski at 11:51 AM No comments:
Kratka Louis Vuitton - unieważnienie znaku towarowego.
Wszyscy znają słynną kratkę Burberry. Na rynku modowym istnieją jednak również kratki, z którymi związane są zagadnienia prawa własności intelektualnej. Żeńska część populacji zapewne świetnie kojarzy kratkę Louis Vuitton, wykorzystywaną jako deseń na torebkach marki zwanych - neverfull damier (obrazek po lewej).
CTM - nr 370445
Właściciel marki Louis Vuitton złożył do ochrony wskazany niżej znak towarowy w roku 1996 jako wspólnotowy znak towarowy dla towarów i usług z klasy 18 - głównie dla torebek. Prawo ochronne udzielone zostało w 1998 roku. W roku 2009 spółka Nanu-Nana Handelgesellschaft mBH fur Geschenkartikel & Co. KG wniosła o unieważnienie wskazanego znaku towarowego w całości, z uwagi na opisowość znaku, brak zdolności odróżniającej, a także wejście znaku do języka potocznego lub jest zwyczajowo używany w uczciwych i utrwalonych praktykach handlowych. W toku postępowania Louis Vuitton próbował podważać wskazane podstawy wskazując ponadto, że znak uzyskał tzw. wtórną zdolność odróżniającą wskutek wieloletniego używania na rynku. Zarówno OHIM jak następnie Sąd Pierwszej Instancji nie podzielił jednak argumentacji uprawnionego i unieważnił wskazane prawo do znaku towarowego. Louis Vuitton. W aktualnym stanie prawnym Louis Vuitton nie posiada monopolu na wskazane oznaczenie, które nie ma co ukrywać dla znawców marki jest jego znakiem rozpoznawczym. Sprawa niestety, jak to zwykle była, rozstrzygnęła się nie na poziomie racji, ale na poziomie dowodów, a raczej ich braku. Jak można się również domyślać sprawa była następstwem próby powołania się na znak, w celu zablokowania możliwości korzystania ze wskazanej kratki w działalności gospodarczej przez podmiot, który wystąpił z wnioskiem o unieważnienie. Warto więc pamiętać, że powołanie się na prawo ochronne na znak towarowy może czasem być mieczem obosiecznym i obrócić się przeciwko uprawnionemu, szczególnie jeśli znak należy do udzielonych kontrowersyjnie.
Posted by Wojciech Gierszewski at 11:54 AM No comments:
Labels: naruszenie prawa do znaku towarowego, wspólnotowe znaki towarowe, zdolność odróżniająca znaku towarowego
W ostatnich dniach głośno zrobiło się o nowym spocie wyborczym Prawa i Sprawiedliwości. Spot, rzeczywiście jest inny niż wszystkie, z jakimi mieli szansę stykać się do tej pory wyborcy. Jest taki, aż chciałoby się rzecz ... świeży, nowoczesny... amerykański. Nie kolejne "gadające głowy", ale prawdzie "call for action". Zobaczcie sami:
Internauci szybko zaczęli "kopać". I okazuje się, że spot bardzo przypomina popularną w USA reklamę samochodów marki DODGE. Porównajcie sami:
Internet przelewa fala oburzenia - zrzynka i plagiat. Z perspektywy prawa autorskiego sprawa jednak wydaje się prosta i niezbyt korzystna dla piewców tych opinii. Podstawą prawa autorskiego jest dychotomia idei i formy. Prawo autorskie nie chroni idei, lecz formę wyrażenia. Często to, co potocznie wydaje się być "plagiatem" okazuje się być dozwolone z perspektywy prawa i nie chodzi tu o mityczną "inspirację" ale po prostu o wykorzystanie elementów, które nie podlegają ochronie prawnoautorskiej. I tak też wydaje się jest w tym przypadku. Twórcy spotu PiS wykorzystali koncepcję zawartą w reklamie marki DODGE, jednak treść spotu różni się od treści reklamy - poza kilkoma zbieżnymi elementami (naukowiec przy tablicy, budzik z 5:00 rano). Zatem pomimo zbieżności koncepcji, powstały dwa odrębne utwory i nie doszukiwałbym się tu naruszenia praw autorskich.
Posted by Wojciech Gierszewski at 12:54 PM 1 comment:
Labels: naruszenie praw autorskich
Charakter prawny utworów zależnych - haftowane naramienniki policji
Powódka w sprawie była dostawcą haftowanych elementów umundurowania Policji w Radomiu w tym pochewek na naramienniki z odznakami stopni służbowych (jak obok). Wzory wskazanych pochewek na naramienniki były i są elementem rozporządzenia MSWiA, powódka dokonała ich "opracowania" tj. przetworzenia na wersje haftowane. Wobec przegrania przez powódkę kolejnego przetargu na dostawę pochewek, zdecydowała się pozwać Skarb Państwa - KWP w Radomiu o naruszenie praw autorskich.
Powódka twierdziła, że dokonała twórczego opracowania wskazanych pochewek, zatem przysługują jej autorskie prawa zależne do tych opracowań Sądy obu instancji oddaliły roszczenie powódki oraz powyższe twierdzenia jako całkowicie bezpodstawne. Dopiero jednak Sąd Najwyższy dokonał głębszej analizy problematyki jakiej dotknęła sprawa.
Sąd ten wskazał, że, jeżeli mamy do czynienia z opracowaniem cudzego utworu to autorskie prawa zależne powstają tylko wtedy kiedy istnieją prawa do utworu pierwotnego. Jeśli bowiem brak tych praw (domena publiczna lub wyłączenia ustawowe) to dochodzi do powstania "pierwotnego prawa autorskiego" nie zaś zależnego. W niniejszej sprawie utworem pierwotnym są wzory, których ochrona jest wyłączona z mocy art. 4 pkt 1 ustawy o prawie autorskim - stanowią one bowiem integralną część aktu normatywnego. Zatem gdyby doszło do twórczego ich opracowania, twórcy przysługiwałyby prawa autorskie pierwotne nie zaś zależne. To wymagałoby jednak uprzedniego ustalenia, że praca powódki spełnia cechy utworu - oryginalności i indywidualnego charakteru. Sąd podkreślił, że praca powódki niewątpliwie wymagała ogromnego wysiłku oraz umiejętności - są to jednak cechy leżące poza sferą ochrony prawa autorskiego należące do kategorii "rzemieślniczej zręczności". Wyrok SN - sygn.akt. III CSK 40/05.
Posted by Wojciech Gierszewski at 6:04 PM No comments:
Labels: naruszenie praw autorskich, utwór zależny
Posted by Wojciech Gierszewski at 5:18 PM No comments:
Organizacje Zbiorowego Zarządzania prawami autorskimi i pokrewnymi to ciekawe organizacje, których pęd do pobierania opłat gdziekolwiek tylko pojawi się słowo "muzyka" lub z nim związane, nie przestaje mnie dziwić od lat. Jakiś czas temu zgłosiła się do mnie osoba prowadząca jednoosobową działalność gospodarczą, której przedmiotem była nauka rytmiki dzieci wczesnoszkolnych. Osobę tę wypatrzył STOART, tylko ze względu na fakt, że w nazwie działalności pojawiło się słowo - muzyka. Dopiero moja interwencja w sprawie spowodowała, że zaprzestali wzywać tę osobę do zawarcia umowy licencyjnej....
Wczoraj zgłosił się do mnie klient, który posiada małe radyjko za ladą swojego sklepu i od którego ZPAV zażądał zawarcia umowy licencyjnej na publiczne odtwarzanie... wydaje się, że wyrok w sprawie "Fryzjera" nic nie nauczył OZZetów i dalej prowadzą działalność, którą w wielu przypadkach można by określić mianem wymuszenia. Dla przypomnienia zgodnie z art. 24 ust.2 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych, posiadacze urządzeń radiowych mogą z nich korzystać na zasadzie licencji ustawowej o ile nie wiąże się to dla nich z uzyskiwaniem korzyści majątkowej. Ciężar dowodu, że w danej sytuacji odtwarzający nie osiąga korzyści majątkowych spoczywa tutaj na odtwarzającym muzykę. Jednak nie może być tutaj automatyzmu w stosowaniu przepisów. Jak słusznie zauważył Sąd Apelacyjny w Katowicach w wyroku I ACa 102/08: art. 24 ust.2 pr.aut. nie może być pustym zapisem, zakłada, że mogą istnieć takie sytuacje, w których nie zajdzie się nawet pośredni wpływ odbioru nadawanych w programie radiowym utworów na powodzenie prowadzonej działalności. Pozwany przedstawił dowody wskazujące na brak związku z prowadzoną działalnością opisanego odbierania utworów nadawanych w programach radiowych oraz możliwości osiągania z tego tytułu jakichkolwiek korzyści majątkowych. Rzeczą powoda utrzymującego, że zachodzi związek odbierania nadawanych utworów z działalnością pozwanego i jej efektem, było wskazanie w czym wyraża się korzyść pozwanego.
ZPAV wydaje się być nieugięty, w swych działaniach, jeżeli więc sprawa trafi sądu, postaram się aby judykatura wzbogaciła się o jeszcze jedno orzeczenie przemawiające na korzyść drobnych przedsiębiorców, którzy z faktu odtwarzania muzyki nie czerpią żadnych korzyści w swojej działalności gospodarczej.
Posted by Wojciech Gierszewski at 5:12 AM No comments:
Labels: licencja ustawowa, naruszenie praw autorskich, OZZ
Reklama Media Expert a czyn nieuczciwej konkurencji
Sieć Media Expert nie ma ostatnio szczęścia do wyboru strategii marketingowej i reklam podejmowanych w jej ramach. Pod koniec ubiegłego roku, wszyscy mieliśmy po dziurki w nosie irytującej reklamy telewizyjnej z Eweliną Lisowską w roli głównej, której oczy "wyrażały miłość do produktu" (cyt. Szymon Majewski). Kilka dni temu usłyszałem reklamę radiową, w której dziecko pyta jaką ma motywację do pójścia do szkoły, bo wszyscy koledzy dostali już smarftony i tablety... i oczywiście wszystkie te rzeczy można kupić w sieci Media Expert. Co mnie w tej reklamie zbulwersowało? Taka forma reklamy, w moim przekonaniu, stanowi naruszenie reguł uczciwej konkurencji i stanowi reklamę niedozwoloną w myśl ustawy o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji. Artykuł 16 ustawy wskazuje na czyny nieuczciwej konkurencji w zakresie reklamy, przy wskazany w nim katalog czynów jest przykładowy. I tak wskazanym czynem jest np: reklama odwołująca się do uczuć klientów przez wywołanie lęku, wykorzystywanie przesądów lub łatwowierności dzieci. Nikt chyba nie ma wątpliwości jaki jest cel wskazanej wyżej reklamy? Dodanie im "motywacji", do tego żeby wymusić na rodzicach zakup gadżetu. Przesadzam? Stwierdzić może tak chyba tylko ktoś kto nie ma dziecka w wieku podatnym na tego rodzaju przekaz. Wskazana reklama, jest więc świetnym przykładem dlaczego niektóre z reklam są i powinny być zakazane.
Posted by Wojciech Gierszewski at 10:13 PM No comments:
Labels: niedozwolona reklama, reklama
Nieuprawniona zmiana w projekcie architektonicznym - integralność utworu
Jerzy M. był współautorem projektu architektonicznego Muzeum Przyrodniczego Tatrzańskiego Parku Narodowego w Zakopanem. Koncepcja autorska sprowadzała się do uzyskania przestrzenności pomieszczeń wewnętrznych i organicznego ich zespolenia z pejzażem zakopiańskim. Według projektu tafle okienne miały być wykonane ze szkła antisolowego, co zabezpieczałoby żywotność (kolorystykę) okazów wystawowych, jednakże z uwagi na trudności w jego uzyskaniu, autorzy projektu wyrazili zgodę na zastosowanie takiego szkła tylko od strony południowej i zachodniej. Intencją autorów odnośnie wnętrza obiektu było zapewnienie jednolitości materiałowo ­przestrzennej sali głównej i antresoli wzajemnie przenikających się ze środowiskiem zewnętrznym. Przy realizacji inwestycji wprowadzono zmiany w projekcie architektonicznym polegające na zabudowaniu antresoli i zasłonięciu okien drewnianymi przesłonami. Jerzy M. pozwał Skarb Państwa o naruszenie jego autorskich praw osobistych w postaci integralności utworu i domagał się przywrócenia budynku do stanu według projektu.
Sąd Wojewódzki przyznał rację powodowi co do zasady: zmiany w projekcie stanowiły naruszenie integralności utworu, przekreślały bowiem ideę artystyczną tego projektu. Sąd oddalił jednak żądanie przywrócenia stanu poprzedniego jako nieuzasadnione - stwierdził bowiem, że koszty przywrócenia stanu przewyższają koszty realizacji zmienionej koncepcji. Zobowiązał mimo to pozwanych do opublikowania ogłoszenia przeprosin przez pozwanego w Życiu Warszawy, Gazecie Krakowskiej i miesięczniku "Architektura".
Sąd Najwyższy w sprawie, po kasacji pozwanych, przypomniał, że usunięcie skutków naruszenia prawa powinno być dokonane przy użyciu środków celowych i adekwatnych. Takim środkiem nie jest według sądu konieczność przeproszenia powoda w trzech wskazanych wyżej czasopismach, lecz tylko w jednym: "Architekturze". Wyrok SN, sygn. akt IV CR 122/1988.
Wskazane orzeczenie (wydane jeszcze pod rządami ustawy z 1952 roku) jest zaskakujące i trudno odczytywać je w oderwaniu zarówno od czasów w jakich zostało wydane jak i strony postępowania (Skarbu Państwa). Sąd wszak, doszedł do przekonania, że doszło do naruszenia osobistych praw autorskich powoda - prawa do integralności utworu a wprowadzone zmiany przekreślały całkowicie ideę artystyczną utworu, żądanie przywrócenia stanu poprzedniego uznał jednak za nieuzasadnione (!sic). Najwyraźniej interes ekonomiczny pozwanego wziął górę nad interesem twórcy, którego prawa zostały w sposób ewidentny naruszone. Co więcej, Sądy rozpatrujące sprawę, nie pochyliły się znacząco nad wyjaśnieniem dlaczego uważają roszczenie o przywrócenie stanu pierwotnego za nieuzasadnione. Wydaje się, że gdyby sprawa rozpatrywana była w dzisiejszych czasach zapadłby zgoła odmienny wyrok w tym zakresie.
Posted by Wojciech Gierszewski at 2:28 PM No comments:
Labels: autorskie prawa osobiste, naruszenie praw autorskich
Współautorstwo utworu a poprawki w kolejnym wydaniu skryptu
Powódka w sprawie była jedną z autorek skryptu akademickiego. Pozwane wydawnictwo wydało kolejne wydanie skryptu, bez jej zgody umieszczając obok powódki innych autorów i czyniąc ich współautorami poprawionych części. Sprawa dotarła do Sądu Najwyższego, który wyjaśnił, że w współtwórczość w rozumieniu prawa autorskiego - nie zachodzi, gdy współpraca określonej osoby nie ma charakteru twórczego, lecz jedynie pomocniczy. Zatem wprowadzenie do utworu, będącego podręcznikiem akademickim, poprawek niemających charakteru merytorycznego, a jedynie będących poprawkami stylistycznymi czy korektorskimi, nie jest przejawem działalności twórczej i nie uzasadnia przyznania osobie, która dokonała takich poprawek, przymiotu współtwórcy utworu (art. 1 ust. 1 i art. 9 Pr.aut.). Sąd wskazał również, że ocena czy dana osoba jest twórcą (współtwórcą) dzieła w rozumieniu prawa autorskiego jest oceną normatywną dokonywaną przez sąd. Dla tej oceny mogą być oczywiście pomocne wiadomości specjalne - w postaci opinii biegłego - jednak istnienie takiej opinii nie zwalnia sądu z dokonania samodzielnej oceny prawnej ustalonych okoliczności. Wyrok SN sygn. akt V CK 391/2002.
Sąd Najwyższy w powyższej sprawie dotknął bardzo istotnej i aktualnej kwestii, która jest zmorą spraw z zakresu własności intelektualnej, a mianowicie bezkrytycznego podchodzenia do opinii biegłych i przejmowanie zawartych w nich ocen (nawet prawnych!) przez Sądy. Opinia biegłego może dotyczyć wyłącznie wiadomości specjalnych, faktów - a nie ocen prawnych, nawet jednak jeśli takie oceny zawiera, nie mogą być one bezrefleksyjnie przejmowane przez Sąd. W tym aspekcie uwidacznia się wyraźnie postulat powołania specjalistycznych Sądów do spraw własności intelektualnej, w której sędziowie nie uciekaliby od odpowiedzi na pojawiające się problemy z banalnej przyczyny - nieznajomości materii.
Posted by Wojciech Gierszewski at 1:01 PM No comments:
Labels: autorskie prawa osobiste, naruszenie praw autorskich, współautorstwo
Pod numerem 29289 Urząd Patentowy RP udzielił prawa ochronnego na znak towarowy STOMIL z pierwszeństwem od 21.10.1938r. dla wyrobów z kauczuku, i gumy, opon itp. Uprawnionym ze znaku była Fabryka Stomil S.A. z siedzibą w Poznaniu.
Posted by Wojciech Gierszewski at 1:22 PM No comments:
Posted by Wojciech Gierszewski at 1:04 PM No comments:
Ryzyko wprowadzenia w błąd odbiorców to jedno z podstawowych pojęć prawa znaków towarowych. Jest to przesłanka odmowy udzielenia prawa na znak towarowy, jak również przesłanka do uznania, że doszło do naruszenia prawa do znaku towarowego, w sytuacji gdy brak jest tzw. podwójnej identyczności pomiędzy zestawionymi znakami towarowymi - identyczności oznaczeń i towarów/usług.
W ogromnej większości spraw o naruszenie prawa do znaku towarowego czy też sprawie będącej następstwem odmowy udzielenia prawa do znaku towarowego (ewentualnie unieważnienia) dochodzi do badania wskazanej przesłanki. Doktryna i orzecznictwo sądów polskich i europejskich przez lata wypracowały szereg czynników jakie winno się brać pod uwagę przy badaniu czy mamy do czynienia z ryzykiem wprowadzenia w błąd w danym stanie faktycznym. Podstawową zasadą winna być całościowa ocena danego stanu faktycznego i okoliczności które mogą mieć wpływ. Tyle jeśli chodzi o teorię, która niestety nie jest symetryczna z praktyką. Wyroki sądów powszechnych, decyzje Urzędu Patentowego wielokrotnie pokazują "instrumentalne" podejście do omawianej kwestii. Ryzyko wprowadzenia w błąd jest często prostą konsekwencją wyciągniętą z porównania oznaczeń oraz towarów i usług dokonaną bez większej refleksji i uwzględniania pozostałych czynników danego stanu faktycznego.
Krytykę takiej praktyki dokonuje Sąd Najwyższy w jednym z ostatnich wyroków - sygnatura IV CSK 191/13. Sprawa dotyczyła oznaczeń dwóch restauracji działających lokalnie - jedna w Warszawie druga w Toruniu. Restauracje posiadały nazwy identyczne w warstwie słownej: Pasta&Basta ale odmienne w warstwie wizualnej. Sąd Okręgowy oddalił roszczenie wskazując, że w okolicznościach sprawy nie można stwierdzić aby doszło do wypełnienia przesłanki prawdopodobieństwa wprowadzenia w błąd, skutkującej uznaniem, iż doszło do naruszenia praw powoda. Sąd Apelacyjny zmienił wyrok uwzględniając w zasadzie powództwo w całości. Skargę kasacyjną od tego wyroku złożyła strona pozwana. Sąd Najwyższy uchylił wyrok Sądu Apelacyjnego i przekazał mu sprawę do ponownego rozpoznania. Wskazał przy tym, na konieczność całościowej oceny okoliczności danego przypadku jako warunkującej uznaniem, że można uznać wystąpienie przesłanki ryzyka wprowadzenia w błąd. Sąd wskazał wyraźnie, że przeciwko uznaniu wystąpienia wskazanej przesłanki w okolicznościach sprawy przemawiać mogą czynniki takie jak:
a) brak współistnienia obu restauracji na tym samym obszarze,
b) brak posiadania wspólnej klienteli,
c) a także całkowicie odmienny wystrój każdej z restauracji (czyli odmienne „środowisko” oraz kontekst używania znaków towarowych).
Sąd Apelacyjny po ponownym rozpoznaniu sprawy, będąc związany wykładnią prawa zaprezentowaną przez Sąd Najwyższy w sprawie, podtrzymał wyrok Sądu Okręgowego i oddalił powództwo w sprawie (Wyrok SA w Gdańsku V ACa 105/14).
Posted by Wojciech Gierszewski at 10:48 AM No comments:
Labels: naruszenie prawa do znaku towarowego, prawdopodobieństwo wprowadzenia w błąd
Posted by Wojciech Gierszewski at 2:06 AM No comments:
Wszyscy znamy koncern farmaceutyczny BAYER. Okazuje się, że przed wojną firma produkowała farby i środki farmaceutyczne - prawda ze ciekawa dywersyfikacja produkcji? Co ciekawe zgłoszono znak rownież w cyrylicy.
Rejestracja znaków wskazanych poniżej otrzymała w Urzędzie Patentowym RP numery 1015-1017 na rzecz Fa. Farbenfabriken vorm. Friedrich Bayer & Co z siedzibą w Leverkusen pod Kolonią (Niemcy).
Posted by Wojciech Gierszewski at 1:53 PM No comments:
Wymóg ustalenia utworu w prawie autorskim - scenariusz filmowy
Powód w sprawie twierdził, że przekazał pozwanemu pomysł na scenariusz filmowy, który ten następnie zrealizował bez jego zgody w postaci filmu pt: „Biały samochodzik”, zatem naruszone zostały jego prawa autorskie. Sąd Wojewódzki bez przeprowadzania szczegółowego postępowania dowodowego doszedł do przekonania, że sam pomysł scenariusza i przekazanie tego pomysłu pozwanemu w bezpośredniej rozmowie nie ma cech utworu chronionego prawem autorskim. Wymogiem powstania takiego prawa jest bowiem utrwalenia utworu w jakiejkolwiek postaci, dlatego oddalił powództwo nie wyjaśniając zasadniczych okoliczności faktycznych sprawy.
Sąd Najwyższy nie zgodził się z taką oceną prawną zasad ochrony prawnoautorskiej i przekazał sprawę do ponownego rozpoznania. Sąd przypomniał, że warunkiem powstania autorskich praw do utworu jest konieczność jego „ustalenia” w jakiejkolwiek postaci. Ustalenie utworu, w zależności od jego rodzaju i charakteru, może nastąpić nie tylko przez utrwalenie go pismem lub rysunkiem, ale także w inny sposób na tyle indywidualizujący i konkretyzujący, ażeby mógł oddziaływać artystycznie. Zatem również przekazanie utworu w formie słownej wystarczy, aby spełniona została przesłanka w postaci ustalenia utworu. Dodatkowo utrwalenie scenariusza w formie pisemnej (materialnej) nie musi być dokonane przez jego autora, wystarczy, że dokona go inna osoba na podstawie słownego przekazu autora. Kwestią dowodową pozostaje oczywiście co było przedmiotem przekazania – czy wskazany scenariusz (jego koncepcja) była na tyle zindywidualizowana aby mogła zostać objęta ochroną autorską, a następnie kwestia zakresu wykorzystania. Wyrok SN sygn. akt IV CR 353/79.
Posted by Wojciech Gierszewski at 1:45 AM No comments:
Fałszywe rejestry znaków towarowych - Czy można z tego wybrnąć?
Każdy rzecznik patentowy i zgłaszający do ochrony znak towarowy spotkał się z problemem firm podszywających się pod Urzędy Patentowe. Mechanizm działania takiej firmy jest prosty. Na podstawie danych dostępnych w rejestrach Urzędu Patentowego RP czy np. OHIM śledzone są informacje dotyczące zgłoszeń lub udzielonych praw na znaki, następnie zaś do zgłaszającego wysłane zostaje pismo, mające stworzyć wrażenie, że pochodzi z Urzędu Patentowego wraz z blankietem płatności. W rzeczywistości firma taka oferuje umieszczenie danego znaku towarowego w swojej prywatnej "bazie danych" o czym informuje mikrodrukiem w piśmie. Tego rodzaju firmy są prawdziwą plagą w dziedzinie własności przemysłowej, a walka z nimi jest prawdziwą walką z wiatrakami.
Zdarza się niestety, że nieświadomy zgłaszający, zapłaci na rzecz owej firmy kwotą wskazaną w blankiecie, a orientuje się dopiero po fakcie - często po przekazaniu tej informacji swojemu rzecznikowi patentowemu. Co zrobić w takiej sytuacji? Ostatnio zgłosił się do mnie bojowo nastawiony klient, który niestety dał się złapać na opisaną praktykę przedstawiając swoją koncepcje na odstąpienie od umowy. Problem w tego rodzaju sprawie leży niestety nie w prawie, ale w jego wyegzekwowaniu.
W istocie, zapłata za blankiet, jest przystąpieniem do umowy na warunkach wskazanych w przesłanym piśmie, jednak zawarcie umowy następuje tutaj w warunkach podstępu, zatem cywilistycznie nie powinno być większych problemów z uchyleniem się od skutków prawnych takiego oświadczenia woli. Chętny musi jednak zainwestować środki w proces, być może pełnomocnika. Otrzymuje wyrok - załóżmy, że zgodny z żądaniem, prawo jest przecież po naszej stronie. Oczywiście pozwany nie zwraca zasądzonych środków. Dochodzi więc do egzekucji. Nasz zgłaszający musi zainwestować kolejne środki w zaliczki na poczet czynności komornika. I co się okazuje? Naszego pozwanego albo już nie ma, albo na wskazanym przez nas koncie nie ma środków. Członkami zarządu wskazanej firmy są "słupy", które również nic nie mają. Po przejściu więc całej ścieżki dochodzenia do "sprawiedliwości" mamy w garści wyrok, który w istocie nic nam nie daje, prócz moralnej satysfakcji. Zgłaszający oprócz zapłaty kwoty na rzecz owej oszukańczej firmy, poniósł dodatkowe koszty sądowe i egzekucyjne, których prawdopodobnie nigdy nie odzyska. Taka jest niestety gorzka prawda związana z naszą rzeczywistością prawną.
Nowelizacja ustawy prawo własności przemysłowej - listy zgody
Od jakiegoś czasu Parlament RP prowadzi prace nad dosyć obszerną nowelizacją ustawy prawo własności przemysłowej. Zainteresowanych odsyłam do linku, pod którym można śledzić proces legislacyjny. Prace są na finiszu - poprawki Senatu, i zdaje się, że niebawem ustawa wejdzie w życie. Nowelizacja jest obszerna i dotyczy wielu różnych kwestii, zapewne też będzie przedmiotem wielu analiz. W tym poście poruszę jedną tylko kwestię - zmianę dotyczącą tzw. listów zgody. Zgodnie z nową treścią art. 133 ust.1 pwp:
Przepisów art. 131 ust.1 pkt 1, art. 132 ust.1 pkt 2 i 3 oraz ust. 2,5 i 6 pwp nie stosuje się, jeżeli zgłaszający wcześniejszy znak towarowy, uprawniony do wcześniejszego znaku towarowego lub uprawniony z wcześniejszego prawa osobistego lub majątkowego wyrazi pisemną zgodę na rejestrację późniejszego znaku towarowego.
Powyższa zmiana ma kolosalne znaczenie dla praktyki oraz jest normatywną podstawą dla możliwości uzyskania prawa ochronnego na znak towarowy w sytuacji, w której Urząd Patentowy RP stwierdza kolizyjność zgłoszonego znaku z prawami do wcześniejszych znaków, a zainteresowane strony chcą ten stan umownie wyeliminować. Do tej pory Urząd nie brał pod uwagę wszelkich porozumień między przedsiębiorcami w tym zakresie, bowiem pozbawione były one podstawy normatywnej. Urząd stwierdzał, istnienie prawdopodobieństwa wprowadzenia w błąd i odmawiał udzielenia prawa ochronnego na znak późniejszy. Taka sytuacja o ile z normatywnego punktu widzenia była słuszna, o tyle od strony celowościowej przepisów - oderwana była od rzeczywistości. Problem ten ujawniał się w szczególności w strukturach holdingowych gdy uprawnionym do znaku wcześniejszego lub wspólnotowego była zagraniczna spółka matka, a o lokalny znak towarowy wystąpiła polska spółka córka. Formalnie są to dwa odrębne podmioty, zatem Urząd stwierdzając istnienie przeszkód zazwyczaj z art. 132 ust.2 pwp odmawiał udzielenia prawa.
Zgodnie z powyższą treścią art. 133, Urząd Patentowy RP nie będzie miał luzu decyzyjnego lecz będzie zobligowany do udzielania prawa ochronnego na znak towarowy, jeżeli zgłaszający przedstawi pisemną zgodę na udzielenie tego prawa przez uprawnionego z wcześniejszego znaku towarowego.
Dodanie zatem wskazanego przepisu stanowi ogromny krok naprzód, ułatwiający życie wielu przedsiębiorcom, ale przede wszystkim przybliżający stan prawny prawa znaków towarowych do rzeczywistości gospodarczej. W najczęstszej bowiem sytuacji wyłącza odwołanie do abstrakcyjnego wzorca "ryzyka wprowadzenia w błąd" na rzecz odwołania do woli i oceny uprawnionego z istniejącego znaku towarowego. Jeżeli on bowiem (jako dysponent prawa) nie widzi problemu w udzieleniu prawa na znak uznany za "kolizyjny" tym bardziej takiego problemu winien nie zauważać Urząd Patentowy RP.
Posted by Wojciech Gierszewski at 4:57 AM No comments:
Labels: formalności znaków towarowych, listy zgody, zmiany legislacyjne
Posted by Wojciech Gierszewski at 3:35 AM No comments:
Licencja na licencjonowanie
Licencjonowanie własności intelektualnej to biznes liczony w ogromnych kwotach, a licencjonowana odzież, gadżety np. do filmu to dla uprawnionych źródło większych pieniędzy niż sam film, z którego pochodzą, a ponadto sposób na wieloletnią eksploatację filmu i generowanie przychodów. Rynek nie śpi, szczególnie ten zachodnioeuropejski, dlatego pojawił się tam wyraźny trend rozwojowy i swego rodzaju moda na licencjonowanie, bo to przecież takie łatwe pieniądze... wystarczy tylko mieć pomysł na "produkt". Co roku biorę udział w odbywających się w Londynie targach Brand Licensing Europe i co roku widzę jak pojawiają się coraz bardziej dyskusyjne pomysły na licencjonowanie.
I tak np. podczas ostatnich targów natknąłem się na Agencję licencjonującą zdjęcia prac Banksy'ego. Zaraz... ale przecież Banksy nie licencjonuje swoich prac - z zasady, to by było zaprzeczenie całej jego twórczości. No właśnie! Dlatego Agencja wpadła na pomysł, żeby licencjonować wysokiej rozdzielczości zdjęcia graffiti tego artysty. Z ich perspektywy wszystko jest ok, bo przecież Banksy też używa w swoich pracach zdjęcia już powstałe - zatem sam korzysta z cudzej pracy, a ponadto z racji poglądów jest mało prawdopodobne aby pozwał kogoś za tego rodzaju eksploatację swoich prac.
Innym produktem była licencja iStyle, którą w skrócie określić można jako licencja na literkę "i" przed każdym słowem. Pojawiają się tutaj dwie kwestie. Pierwsza czy można zmonopolizować używanie literki "i" przed niemal każdym słowem aby konieczna była licencja na jego używanie? Być może właściciel zainwestował w rejestrację znaków towarowych - licencjonowanie znaków towarowych to też ich używanie zatem z perspektywy prawa znaków towarowych byłoby ok. Sprawdzam bazę danych OHIM ... jeden znak towarowy "iStyle. Upgrade your look". A druga rzecz jaki jest cel tej licencji ? Przecież raczej oczywisty - nikt nie wie co to "iStyle", za to wszyscy znają Apple i jej produkty, stąd licencja ma na celu oczywiste odniesienie do produktów tej firmy. Prawda, że ciekawy sposób na zarabianie?
W końcu, całkiem sprytnym pomysłem, była licencja oparta na słynnej brytyjskiej liście przebojów UK TOP 40. Według jej autorów - historyczne wyniki listy przebojów z każdego tygodnia to autentyczne "dane", które mogą legalnie przedstawiać. Dlatego tworzą np. grafiki stanowiące tygodniowe zestawienie 10 piosenek w formie okładki na kasetę. W całej licencji chodzi oczywiście o darmową eksploatację nazw znanych zespołów i ich hitów. Jej autorzy zapomnieli jednak, że "informacyjny" charakter historycznych danych, przestaje taki być, gdy zostaje przetworzony i komercyjnie eksploatowany.
Na pewno warto posiadać w swoim portfelu produkty licencjonowane, wie o tym każdy przedsiębiorca sprzedający odzież, gadżety czy zabawki. Takie produkty uatrakcyjniają ofertę sprzedażową, a także uwiarygadniają przedsiębiorcę. Jak pokazują powyższe przykłady - warto jednak przed podjęciem decyzji o zawarciu licencji poradzić się specjalisty, nie wszystko bowiem co znajduje się w ofertach agencji licencyjnych trzeba licencjonować, a nie wszystko może być "legalnie" licencjonowane. Przekonał się o tym dotkliwie właściciel sieci TOP SHOP, który nabył licencje na wykorzystanie zdjęcia przedstawiającego znaną piosenkarkę Rihannę bez uzyskiwania jej zgody na wykorzystanie wizerunku. Rezultat - odszkodowanie w wysokości 3 milionów funtów na rzecz Rihanny.
Posted by Wojciech Gierszewski at 12:30 AM No comments:
Labels: umowy licencyjne
Czy wynalazek może być utworem?
Prawo autorskie i prawo własności przemysłowej co do zasady chronią odrębne przedmioty. Pomiędzy oba reżimami ochrony pojawiają się jednak punkty styku. Ochronie kumulatywnej podlegać mogą wzory przemysłowe, o ile spełniają kumulatywnie przesłanki określone w prawie własności przemysłowej oraz w prawie autorskim. W jednej ze spraw sądowych doszło do zbadania relacji pomiędzy ochroną rozwiązania technicznego spełniającego cechy wynalazku a ochroną takiego rozwiązania jako utworu na podstawie prawa autorskiego. Sprawa dotyczyła projektów maszyn do zgniatania i utylizacji śmieci. Sąd Najwyższy w sprawie podkreślił, że generalnie istnieje możliwość zaliczenia dzieł technicznych do obiektów chronionych przez prawo autorskie z tym jednak zastrzeżeniem, że ochronie nie podlega techniczna strona myśli twórczej (którą chronią przepisy pwp). Sąd podkreślił, że w takim wypadku należy zbadać czy w pracy twórcy zawarte są takie elementy, które zależą wyłącznie od osobistego ujęcia ergo czy można mówić o indywidualności tej pracy rozumianej zgodnie z definicją utworu w prawie autorskim. Wyrok SN sygn.akt. IV CSK 203/2006.
Co to oznacza w praktyce? Przede wszystkim prawo autorskie nie chroni rozwiązania technicznego jako takiego - ale konkretny przedmiot (maszynę wytworzoną według projektu) lub dokumentację projektową zgodnie z zasadami wskazanymi w prawie autorskim (art.50 pr.aut). Ponadto prawo autorskie chroni tylko to co wyrasta ponad twórczość zobiektywizowaną, tzn. indywidualnie ujęcie tematu jakie można przypisać danemu twórcy. W końcu, nawet przy spełnieniu powyższych cech prawo autorskie stanowić może dla uprawnionego wyłącznie pewien substytut ochrony jaką daje prawo własności przemysłowej.
Posted by Wojciech Gierszewski at 1:00 PM No comments:
Zurich Solidarni i VABANK
Pamiętacie czasy wprowadzenia reformy emerytalnej i potężnej dawki reklam związanych z Powszechnymi Towarzystwami Emerytalnymi? PTE prześcigały się w przekonywaniu, który z nich jest najlepszy, a środkiem do tego były oryginalne spoty reklamowe. Jednym z nich była reklama PTE Zurich Solidarni, w której główne role grali bohaterowie filmu VABANK - Kwinto i Duńczyk. I właśnie te spoty stały się bohaterem jednej ze spraw sądowych. Sprawa w istocie dotyczyła sporu pomiędzy Studiem Filmowym - producentem spotów, Agencją reprezentującą, ówczesne PTE oraz samym PTE (Generali - jego następcą prawnym) i dotyczyła braku płatności ustalonego w umowach wynagrodzenia.
Sprawa ma kilka ciekawych wątków. Jednym z nich jest kwestia możliwości dochodzenia roszczenia o zaniechanie naruszenia praw autorskich. Sąd wskazał, że jest ono zasadne tylko w sytuacji, w której prawo jest naruszane lub istnieje obawa, że będzie naruszane w przyszłości. Ponieważ jednak spoty nie były już emitowane i nie było realnej podstawy, że taka emisja nastąpi roszczenie należało oddalić.
Kolejnym wątkiem jest kwestia określenia wartości należnego odszkodowania od podmiotów odpowiadających za naruszenie praw autorskich z różnych podstaw. W stanie faktycznym sprawy Agencja Reklamowa związana była umową z Powodem. Umowy takiej nie było po stronie pozwanego Generali PTE. Sąd ustalił zatem, że odpowiedzialność pozwanych ukształtowana jest na zasadzie in solidum. Od pozwanej Agencji zasądził kwotę określoną umową (uznaną przez pozwaną), zaś od pozwanego Generali PTE kwotę o wiele mniejszą obliczoną na zasadach rynkowych jako 3 krotność 15% kosztów produkcji. Pozwana Agencja zobowiązana została więc do zapłaty kwoty ok. 6,7 mln złotych, podczas gdy Generali PTE kwoty 0,9 mln zł. Sąd ustalając powyższe, wskazał, że określona umową kwota wartości emisji stanowiąca podstawę do określenia opłat licencyjnych nie może być brana pod uwagę przy ustaleniu należnego wynagrodzenia, bowiem nie została przez powódkę wykazana. Zatem Sądowi przy określeniu kwoty należnego odszkodowania od Generali PTE pozostało odwołanie się do ogólnych reguł rynkowych (% od wartości kosztów produkcji). Wyrok SN - sygn. akt - V CSK 369/06.
Sprawa stanowi ciekawy przykład dowodowego przegrania sprawy. Jak można się bowiem domyślać, powodowi w sprawie o wiele łatwiej byłoby wyegzekwować zasądzoną kwotę od Generali PTE niż od pozwanej Agencji reklamowej, stąd powódka domagała zasądzenia kwot zgodnie z zawartą umowa. Tymczasem Generali PTE zobowiązano do zapłaty kwoty prawie 8 razy niższej.
Posted by Wojciech Gierszewski at 6:54 AM No comments:
Przedwojenne znaki towarowe: Gilette
Myślicie, że marka Gilette pojawiła się w Polsce po 90 roku? Nic bardziej mylnego. Już 30.01.1919 roku niemiecka spółka Gilette Safety Razor GMBH z siedzibą w Hamburgu zarejestrowała 5 znaków towarowych dla wiadomej kategorii towarów, w tym znaki będące opakowaniem na żyletki. Znaki - poniżej wskazane - zarejestrowane zostały przez Urząd Patentowy RP (II RP) pod numerami od 160 do 164.
Wyczerpanie prawa a zmiany w towarze
Prawo znaków towarowych posiada instytucję tzw. wyczerpania prawa. W wielkim skrócie oznacza ona, iż osoba, która zakupiła towar oznaczony znakiem towarowym przez uprawnionego ze znaku w Polsce lub EU może tym towarem dalej obracać. Uprawniony nie może sprzeciwić się dalszemu obrotowi takiego towaru - bowiem jego prawo się "wyczerpało" - ergo uzyskał już korzyść jaką mógł uzyskać z tytułu wprowadzenia towaru do obrotu.
Wskazana instytucja nie jest jednak prawem o charakterze absolutnym. Zgodnie bowiem z treścią art. 155 ust 3 ustawy prawo własności przemysłowej, uprawniony może sprzeciwić się np. dalszej dystrybucji towarów jeżeli przemawiają za tym "uzasadnione względy", a w szczególności jeżeli zmienił się lub pogorszył stan towarów. Temat ograniczeń wyczerpania prawa jest szeroko rozpoznany, w branży farmaceutycznej, w przypadkach tzw. importu równoległego. Wiadomo, że leki w różnych krajach mają różną cenę, pakowane są w różne opakowania - dzięki ograniczeniom płynącym z wyczerpania prawa - producentom udaje się kontrolować rynki i ustalać własne strategie cenowe na oferowane produkty.
Spotkałem ostatnio ciekawy przypadek z zakresu omawianej tematyki z branży odzieżowej. Wiele firm odzieżowych sprzedaje t-shirty - w linii basic - tj. jednokolorowe, bez żadnych nadruków czy napisów. Jeden z moich klientów odkrył, że tak sprzedawane przez niego t-shirty, zostały przez kogoś zadrukowane i sprzedawane na jednym z targowisk w wypoczynkowej miejscowości - przy zachowaniu jego znaków towarowych na metkach i tzw. hand tagach. Co więcej, do salonów sprzedaży zaczęli zgłaszać sie klienci z reklamacjami dotyczącymi niskiej jakości nadruków, które zaczęły bardzo szybko "schodzić" i farbować inne ubrania. Sytuacja wydaje się klasycznie odpowiadać, definicji wyłączenia spod zasady wyczerpania prawa. Zgodnie bowiem ze wskazanym
wyżej art. 155 ust.3 prawa własności przemysłowej - uzasadnione względy istnieją m.in. wtedy gdy zmienił się lub pogorszył stan towarów. Stan towaru mojego klienta zmienił się w sposób znaczący - można powiedzieć, że po dodaniu do niego nadruku, nie jest to już ten sam t-shirt jaki wprowadził do obrotu sygnując go swoim znakiem towarowym. Wyłączenie możliwości powołania się na wyczerpanie prawa powoduje, iż osoba, dokonująca obrotem tak zmienionym towarem narusza prawo ochronne do znaku towarowego - w praktyce zupełnie tak, jakby sprzedawała podróbki.
Posted by Wojciech Gierszewski at 2:10 AM No comments:
Labels: naruszenie praw autorskich, wyczerpanie prawa, zakres ochrony znaku towarowego
Znak towarowy dla spadkobiercy znanej osoby
Ostatnimi czasy modne staje się uzyskiwanie praw ochronnych na znaki towarowe zawierające imię i nazwisko znanych osób przez ich spadkobierców. Zgłaszający takie znaki chcą sobie zabezpieczyć sobie prawa do komercyjnej eksploatacji wszystkiego co związane ze zmarłą osobą. Jakiś czas temu słynna była sprawa żony Marka Grechuty, która zgłosiła do ochrony znak towarowy słowny - marek grechuta.
Przeczytałem właśnie, że syn Violetty Villas w 2012 roku, zgłosił do ochrony znak towarowy. Krótkie poszukiwanie... i jest - słowny znak towarowy "violetta villas" numer zgłoszenia Z-396055 zgłoszony w Urzędzie Patentowym RP dla towarów z klasy 6 (materiały piśmiennicze), usług z 38 (różnego rodzaju emisje radiowe i telewizyjne) oraz klasy 41 (rozrywka, edukacja, kultura). Ciekawe jest, jakie ów zgłaszający ma oczekiwania w związku ze złożonym znakiem towarowym - pozwolę sobie zacytować: "oznacza to, że każdy kto zechce wykorzystać wizerunek mojej mamy w celach zarobkowych, będzie musiał uzyskać moją zgodę, a także zgłosić się do mnie, by omówić właściwy sposób przedstawienia jej życia".
Szczerze - poziom pomieszania pojęciowego i niezrozumienia ochrony jaką daje znak towarowy jaki wypływa z powyższej wypowiedzi jest przerażający. Znak towarowy nie ma żadnego wpływu na wykorzystanie wizerunku danej osoby. Pozostaje też bez wpływu na sposób przedstawienia danej osoby. Uzyskując znak towarowy - spadkobierca Violetty Villas uzyskuje prawo do wyłącznego posługiwania się znakiem towarowym w sposób zawodowy lub zarobkowy, ale posługiwanie się znakiem towarowym to generalnie oferowanie na rynku towarów lub usług sygnowanych znakiem towarowym. Syn Violetty Villas stara się najwyraźniej przez znak towarowy uzyskać ochronę jaka płynie z ochrony dóbr osobistych... nie wiedząc, że ochrona taka mu przysługuje i znak towarowy jest tutaj całkowicie zbędny.
Dodatkowo prawo ochronne na znak towarowy nie jest prawem absolutnym i doznaje swoich ograniczeń - jednym z nich jest użycie znaku towarowego w tzw. funkcji informacyjnej. Fakt więc, uzyskania prawa ochronnego na znak towarowy - Violetta Villas - nie da spadkobiercy monopolu na posługiwanie się tym imieniem i nazwiskiem w odniesieniu do Violetty Villas właśnie. Jeżeli ktoś będzie chciał np. napisać artykuł lub biografię Violetty Villas, w którym z oczywistych względów imię i nazwisko to padnie wiele razy, uprawniony ze znaku towarowego nie będzie mógł się takiemu użyciu znaku przeciwstawić.
Posted by Wojciech Gierszewski at 1:36 AM No comments:
Labels: zakres ochrony znaku towarowego
Kratka Louis Vuitton - unieważnienie znaku towarow...

References: art. 305
 art. 4
 art. 24
 art. 24
 art. 9
 art. 133
 art. 131
 art. 132
 art. 132
 art. 133
 art. 155
 art. 155