Source: http://januszwojciechowski.blog.onet.pl/2013/02/page/2/
Timestamp: 2018-02-25 02:01:46+00:00

Document:
Luty, 2013 | Blog Janusza Wojciechowskiego - strona 2
Rząd PO-PSL sprzedał w Brukseli polską wieś
Zmniejszenie o 28 miliardów złotych i tak już zaniżonej unijnej pomocy dla polskiej wsi, to nie porażka. To klęska!
W 2013 roku, ostatnim roku budżetu UE na lata 2007-2013 polscy rolnicy w tym roku otrzymają z Unii 5 miliardów Euro, w tym 3 miliardy na dopłaty bezpośrednie i 2 miliardy na rozwój obszarów wiejskich. To są jeszcze pieniądze wywalczone przez rząd Prawa i Sprawiedliwości. Gdyby utrzymać te sam obecny poziom finansowania, w latach 2014-2020, polskie rolnictwo powinno otrzymać 35 miliardów Euro. 7 lat razy 5 miliardów = 35 miliardów.
Premier Tusk „wynegocjował” dla rolników 28 mld Euro, czyli o 7 miliardów Euro mniej, niż wynosi obecny poziom finansowania.
Rząd Tuska nie tylko nie wywalczył dodatkowych 7 miliardów Euro na wyrównanie dopłat rolniczych do średniego poziomu w UE, ale jeszcze 7 miliardów stracił!
Mamy o 7 miliardów mniej od tego co jest i o 14 miliardów Euro mniej od tego co powinno być.
To jest dla polskiego rolnictwa klęska, to jest katastrofa! Nie dość że nie wyrównujemy szans, to jeszcze pogłębiamy dyskryminujące różnice. 28 miliardów złotych mniej… oznacza to 2 tysiące złotych mniej na każdy z 14 milionów hektarów polskiej ziemi. Oznacza to, że przeciętny polski rolnik na 10 hektarach dostanie w ciągu 7 lat o 20 tysięcy złotych mniej unijnej pomocy, niż dostawał do tej pory.
Klęska, klęska i jeszcze raz klęska, żeby nie wiem jakie laury wkładać jej na łeb!
Rząd PO-PSL sprzedał w Brukseli polską wieś!
PS. Właśnie słucham przyjaciela polskiej wsi Donalda Tuska, który mówi, że wynegocjował wzrost wydatków na rolnictwo, bo w poprzedniej perspektywie było 26,9 mld Euro.
Gigantyczna obłuda! Do 2013 roku trwa okres przejściowy, w którym polscy rolnicy mieli niepełne dopłaty z UE. Ten budżet rolny był z założenia niższy i niepełny, zresztą uzupełniany dopłatami z budżetu krajowego. Nie wolno więc tego zaniżonego budżetu porównywać do budżetu na lata 2014-2020, gdy okresu przejściowego już nie ma. Cyniczna manipulacja.
Rolnik zniszczony przez podział
Opublikowano 7 lutego 2013 Autor: Janusz Wojciechowski
Ponad 120 tysięcy złotych spłaty, płatne w ciągu roku….taki wyrok mógł wydać tylko taki sędzia, który nie ma bladego pojęcia o tym jak żyje się na wsi
1. Z doświadczenia prawniczego znam, że najtrudniejsze są sprawy rodzinne, gdy mąż wchodzi w konflikt prawny z żoną, ojciec z synem, czy brat z bratem. To są zazwyczaj najgorsze, konflikty, gorsze od tych, gdy spór wiodą obce osoby.
W takich rodzinnych sprawach jako sędzia starałem się uczynić wszystko, co możliwe, żeby zażegnać spór i doprowadzić do pojednania rodziny i ugodowego zakończenia sporu. Bo to przecież prawdziwa klęska całej rodziny, jeśli sąd wydaje wyrok na rzecz brata przeciw bratu. Choćby i ktoś prawnie wygrywał ten spór, to w ogólnym bilansie zawsze jest to klęska całej rodziny.
2. A jednak czasem zdarzają się takie spory i takie wyroki, gdy brat staje przeciw bratu. .
Za sprawa programu „Sprawa dla reportera” trafiła do mnie sprawa braci B., którzy stali się z mocy prawa współwłaścicielami 11-hektarowego gospodarstwa rolnego na północnym Mazowszu, pod Przasnyszem. To był spadek po ich bezdzietnym wujostwie. Jeden z braci gospodarstwo to prowadził i w nim pracował, drugi brat nie miał z tym gospodarstwem nic wspólnego. Ten, który pracował, pewnie zrobił błąd, że nie zapewnił sobie testamentowego dziedziczenia całego gospodarstwa. W związku z tym po śmierci właścicieli obaj bracia stali się współwłaścicielami gospodarstwa po ½ części. I jakoś nie mogli się dogadać, co do podziału gospodarstwa, że w końcu poszli do sądu po urzędowy, prawny podział.
I sąd w Przasnyszu gospodarstwo podzielił, Całe 11 hektarów, wraz z zabudowaniami przyznał na własność brata, który w tym gospodarstwie pracował, natomiast na rzecz brata, który nie pracował, przyznał 123 tysiące złotych spłaty, płatne w ciągu roku. Sąd Okręgowy w Ostrołęce oddalił apelacje i utrzymał wyrok w mocy.
3. Sąd zrobił swoje, zamknął akta, zamknął drzwi i spokojnie poszedł na obiad. Ludzie zaś pozostali ze strasznym problemem, który zniszczył życie ich rodziny.
Ponad 120 tysięcy złotych spłaty, płatne w ciągu roku….taki wyrok mógł wydać tylko taki sędzia, który nie ma bladego pojęcia o tym jak żyje się na wsi.Taki wyrok mógł wydać tylko taki sędzia, który święcie wierzy w propagandę dobrobytu na wsi i w prawdziwość tezy, że chłop na pieniądzach śpi, a w polu majątek mu rośnie.
Gdyby pan sędzia Kiliański z Przasnysza miał odrobinę pojęcia o tym, czy jest wieś, czym jest gospodarstwo rolne, to by wiedział, że żaden rolnik, gospodarujący na 11 hektarach mazowieckich piasków, nie jest w stanie w ciągu roku wyjąć z kieszeni i zapłacić 120 tysięcy złotych spłaty. Na 11 hektarowym, rodzinnym gospodarstwie, w rok, ani nawet w kilka lat, takich pieniędzy zarobić nie sposób.
4. Gdyby pan sędzia ustalił spłaty w ratach, płatne w ciągu 10-15 lat, właściciel miałby szansę wywiązać si e ze spłaty. Ale sąd nie dał 10-15 lat, lecz tylko rok na zapłatę ponad 120 tysięcy złotych.
Rolnik prowadzący to gospodarstwo takich pieniędzy nie miał i nie miał te`żadnych szans, żeby je zgromadzić. Ale wyrok to wyrok. Brat nie miał litości. Machina prawna ruszyła, do akcji wszedł komornik, zajął gospodarstwo, zarządził licytację. I w ten sposób rolnik, który od lat 70-tych prowadził gospodarstwo swojego wujostwa i z pracy w tym gospodarstwie żył – został nagle wyzuty z wszelkich praw. Komornik sprzedał sporne gospodarstwo, pojawili się nowi właściciele.
Finał niefrasobliwego postępowania sądu był taki, że brat rolnik został pozbawiony wszelkiego majątku, a brat nie-rolnik przejął wszystko.
Sąd teoretycznie rzecz biorąc podzielił gospodarstwo między dwóch braci, ale w rzeczywistości ten, który nie pracował, dostał wszystko, a ten, który pracował, nie dostał nic. Jest bankrutem, który musi się wynosić precz z gospodarstwa, w którym, pracował i które prowadził przez kilkadziesiąt lat. To jest klęska tego człowieka, ale to jest też klęska wymiaru sprawiedliwości który zgotował ludziom ten los.
Niektórzy mówią, że z wyrokami sądowymi się nie dyskutuje. Całkowicie się z takim podejściem nie zgadzam. Z wyrokami sądowymi, tak jak z każdym ludzkim dziełem dyskutować można, a czasem nawet trzeba. Przecież z wyrokami boskimi czasem się dyskutuje, mszę św, się zamawia, żeby złagodzić boski wyrok – a tu chodzi przecież o ludzkie sądy. Ludzkie, a zatem ułomne i omylne.
5. Sędzia orzekający w sprawach podziału gospodarstw rolnych powinien wiedzieć, jakie są wiejskie realia i ze żadem kilkunastohektarowy rolnik nie jest krezusem . Rolnik sieje i nie wie, czy mu coś urośnie. A jak urośnie, to martwi się, czy zdoła zebrać to, co urosło, a jeśli zbierze, to nie ma pewności, czy uda się to sprzedać. A wreszcie, jeśli się już sprzeda – nie ma pewności czy dostanie za to pieniądze.
Smutne, że niektórzy polscy sędziowie, decydujący o losach ludzi, także o losach rolników, nie maja o polskiej wsi bladego pojęcia. Zamiast czynić sprawiedliwość, tworzą ludzkie konflikty, które trudno zażegnać i ludzkie krzywdy, których nie sposób naprawić. Tak jak trudno jest naprawić sprawę braci B. Pokrzywdzony gospodarz za późno się ocknął, nie zwrócił się w porę o wzruszenie niekorzystnych dla niego wyroków, minęło od nich kilka lat i nie sposób jest podjąć w jego sprawie skutecznej interwencji.
6. Jaki morał wynika z tej sprawy? Jeśli masz jakiś spór ze swoim bratem, zrób wszystko, żeby ten spór zakończyć ugodowo. Jeśli brat jest ci bratem – dogadajcie się, wtedy obaj wygracie. A jeśli brat jest ci wrogiem – wtedy idź do sądu, ale pamiętaj, że przegracie obaj. Nawet jeśli wygrasz – przegracie obaj.
Oby nikogo to nie spotkało.
(jest to tekst mojego felietonu wygłoszonego 6 lutego br. w Radiu Maryja)
Kategorie: Bez kategorii	| 388 Komentarze
Koniec żartów, Panie S
Opublikowano 5 lutego 2013 Autor: Janusz Wojciechowski
Rawa Mazowiecka, 5 lutego 2013 roku
Komenda Policji w Rawie Mazowieckiej
Skarga (w trybie art. 488 kpk w zw. Z art. 308 kpk) dotycząca przestępstwa prywatnoskargowego z art. 212 & 1 kk.
Na podstawie art. 488 & 1 kpk wnoszę skargę (akt oskarżenia) na nieznaną mi z imienia i nazwiska osobę, podpisująca się w sieci internetowej nickiem „s3kawka” o to, że w komentarzu internetowym, zamieszczonym w dniu 3 lutego 2013 roku o godz. 16:31 w komentarzu pod moim blogiem internetowym na portalu Onet.pl pomówiła mnie o postępowanie niezgodne z prawem, poważające zaufanie do mnie jako posła do Parlamentu Europejskiego.
Chodzi a następujący komentarz:
„…Co do majątku wyborcy zapytają ciebie też, jak załatwiałeś i załatwiasz Rydzykowi złodziejowi!! Kamienice warszawskie i pieniądze stoczniowe daliście mu z Jarkiem i pisdzielcami w lising?”
Od kilku lat prowadzę blog internetowy o tematyce społeczno-politycznej, na kilku portalach internetowych, między innymi na portalu Onet.pl. Blog ten cieszy się dużym zainteresowaniem czytelników, każdy wpis jest czytany przez tysiące czytelników, setki czytelników zamieszcza w nim swoje komentarze.
Jednym z anonimowych komentatorów jest osoba podpisująca się nickiem „s3kawka”, która od dłuższego czasu zamieszcza w komentarzach treści obraźliwe i znieważające pod adresem mojej osoby. Nie przejmowałem się tym przez dłuższy czas, ale osoba ta w poczuciu bezkarności eskaluje swoje obelgi i bezpodstawne zarzuty.
Między innymi w komentarzu zamieszczonym pod moim wpisem zatytułowanym „Pieśń lemingów” z 3 lutego 2013 roku, o godz. 16:31 komentator s3kawka napisał pod moim adresem:
„Co do majątku wyborcy zapytają ciebie też, jak załatwiałeś i załatwiasz Rydzykowi złodziejowi!! Kamienice warszawskie i pieniądze stoczniowe daliście mu z Jarkiem i pisdzielcami w lising?”
Treść tego komentarza sugeruje, jakobym dopuścił się postępowania niezgodnego z prawem, polegającego na załatwianiu kamienic warszawskich i pieniędzy stoczniowym jakiemuś złodziejowi o nazwisku Rydzyk, a wspólnikiem moim miał być osobnik o imieniu Jarek.
Ten zarzut poniża mnie w opinii publicznej i naraża na utratę zaufania niezbędnego do wykonywania przeze mnie mandatu posła RP do Parlamentu Europejskiego.
Nigdy nikomu nie załatwiałem żadnych kamienic, nigdy nie miałem nic wspólnego z jakimikolwiek „pieniędzmi stoczniowymi”, nic nikomu nie przekazywałem w „lising”. Krzywdzące mnie zarzuty zostały wyssane z palca.
Nie znam autora tych zarzutów i sam nie jestem w stanie go ustalić, ale zamierzam go oskarżyć o przestępstwo prywatnoskargowe, określone w art. 212 & 1 kk. Mój blog internetowy jest jednym z najpopularniejszych w Polsce blogów internetowych (obecnie jest notowany na 4 miejscu w rankingu popularności wszystkich blogów na portalu Onet.pl), a zarzuty podniesione na tym forum mają szeroki zasięg oddziaływania. Tolerowałem to długo, podobnych wypowiedzi było wiele, ale nie mam zamiaru tolerować tego dłużej.
Proszę by policja ustaliła dane personalne tej osoby, podpisującej się na portalu „Onet.pl” nickiem „s3kawka”, a następnie przekazała moja skargę do właściwego sądu rejonowego, jako akt oskarżenia o przestępstwo z art. 212 & 1 kk.
Kategorie: Bez kategorii	| 369 Komentarze
Nawet już nie mówimy, jak Żeromski – ludzie bezdomni. Mówimy – bezdomni. Bezdomni i bezosobowi…
1. Gdy Polskę zasypuje śnieg i ścinają mrozy, słyszymy niemal codziennie suche, beznamiętne komunikaty, że zamarzło gdzieś dwóch, trzech, pięciu bezdomnych. Albo że gdzieś się tam spalił jakiś barak, a w zgliszczach też znaleziono ciała bezdomnych, którzy ogrzewali się przy ogniu i nieszczęśliwie spłonęli albo zaczadzieli. Bez większych emocji przyjmujemy te wiadomości – no cóż, zima, wiadomo, że bezdomni zamarzają.
I nawet już nie mówimy, tak jak Żeromski – ludzie bezdomni. Już nie ludzie, tylko bezdomni i bezosobowi.
2. Coraz więcej mamy tych bezdomnych, to jeden z sukcesów obecnej liberalnej i niezbyt przejmującej się ludźmi władzy. I coraz mniej obchodzą władzę ci bezdomni. Pomagają im ludzie dobrej woli, pomagają schroniska brata Alberta, pomaga katolicka Caritas, a władza państwowa czasem potrafi zachować się tak, jak bodaj trzy lata temu we Wrocławiu, gdy w 20-stopniowe mrozy policja wypędzała i biła bezdomnych, którzy chcieli się ogrzać na dworcu kolejowym. Było o tym kilka artykułów w gazetach, potem sprawa ucichła. No cóż, to tylko bezdomni.
3. A od czasu do czasu słyszymy, że gdzieś tam ktoś, jakaś banda łobuzów, ot tak dla zabawy pobiła albo i zabiła bezdomnego.
Ostatnio usłyszałem, że zostali skazani przez sąd trzej sprawcy, którzy zabili człowieka bezdomnego w Chrzanowie. Dopadli ofiarę gdzieś w parku. Jeden z bandytów najpierw pobił tego człowieka,połamał mu kości policzkowe, a następnie dwaj inni skrępowali mu taśmą nogi, potem wzięli za ręce i nogi i wrzucili, ot tak dla zabawy z 3 metrowego mostu na dno kamienistego potoku. Nieszczęśnik zginął na miejscu, gdyż uderzenie o kamienie rozbiło mu czaszkę.
Zabicie człowieka dla rozrywki, dla zabawy, dla udręczenia i pogardy, to najcięższa zbrodnia,jaką można sobie wyobrazić. Sprawcy dobrze wiedzieli, musieli wiedzieć, że wrzucając pobitego, związanego człowieka z mostu do rzeki, zabijają go. Bo jeśli nawet nie zabiłby się o kamienie, to zapewne by się utopił. Z premedytacją, z zimna krwią, ze szczególnym okrucieństwem dokonana zbrodnia. Skoro to wszystko wyglądało, jak to opisał sąd w wyroku, jedyną sprawiedliwą karą powinno być dożywocie.
Niech Państwo zgadną jaki zapadł wyrok?
Dwa i pół roku dla tego co pobił i po 4 lata więzienia dla tych, którzy zabili biednego człowieka, wrzucając go do rzeki.
Sąd Okręgowy w Krakowie uznał, że to nie było zabójstwo, tylko pobicie, a śmierć ofiary była niezamierzona.
Mam jedno logiczne wyjaśnienie takiego wyroku. Sędziowie uznali, ze napastnicy co prawda zabili, człowieka, ale to tylko bezdomny był.
Interweniowałem w sprawie tego wyroku u Prokuratora Generalnego, zapewne będzie wniesiona apelacja na niekorzyść oskarżonych, bo łagodność, z jaką potraktowano oprawców woła o pomstę do nieba.
4. Wyrok wydali sędziowie, których jak widać nie do końca przejęła śmierć bezbronnego, bezdomnego człowieka. Ten niedostatek wrażliwości nie bierze się jednak z niczego. Gdzieś w naszym państwie, w naszych władzach i urzędach, a po trochu chyba i w naszych duszach tracimy wrażliwość dla drugiego człowieka, zapominamy o jego godności. Na widok bezdomnego człowieka niejedna twarz odwraca się z obrzydzeniem. Bo brudny, bo pewnie pijak, który sam sobie zgotował ten los. Ale wielu spośród bezdomnych to ofiary współczesnego świata, w którym właściwie nie miejsca dla słabych. Jeśli ktoś nie potrafi się przepychać łokciami przez życie, jest cichy, zagubiony, nieśmiały, nikt za nim nie stoi, nikt go nie wspiera – ten zazwyczaj nie ma pracy, nie ma pieniędzy, a gdy zabraknie opiekuńczego serca czy dłoni ojca czy matki, zostaje sam i ląduje na ulicy, wśród ludzi których się boi i którzy nim pogardzają.
Są wśród ludzi bezdomnych i tacy, którzy wszystko stracili wskutek czyjegoś oszustwa, jakiejś ludzkiej podłości, są ofiary tak zwanych reform rynkowych, wskutek których wielu ludzi straciło prace i z powodu nędzy spotkała ich eksmisja na bruk.
5. Bezdomność ludzi, ich cierpienie upokorzenie, jest wielkim wstydem naszego państwa, które do takiej sytuacji dopuszcza. Zmiana tej sytuacji, pomoc ludziom w wyjściu z bezdomności, a nade wszystko niedopuszczenie by kolejni ludzie pozbawieni byli dachu nad głową, jest wielkim wyzwaniem dla państwa, choć zapewne nie dla obecnej władzy. .
A sędziom krakowskim, którzy tak lekko potraktowali zabicie bezdomnego człowieka z Chrzanowa, przydałyby się rekolekcje o wartości i godności ludzkiego życia. Każdego życia….
(jest to tekst mojego felietonu, wygłoszonego w Radiu Maryja 30 stycznia br.)
Pieśń lemingów
Opublikowano 3 lutego 2013 Autor: Janusz Wojciechowski
To pieśń o niezwykłej miłości do rządu Donalda Tuska
Rządź nam rządzie z tą miłością,
którą darzysz nas
Rządź i prowadź twą mądrością
W kryzysowy czas
Niech ci naszych serc orkiestra tango gra lub jazz
Rządź nam, po miłości kres
Rządź nam ręką delikatną,
twardą ręką rządź
Bądź nam ojcem, bądź nam matką,
siostrą bratem bądź
Ty potrafisz nas czarować, wzruszać aż do łez
Rządź i podnoś, jeśli trzeba,
nam podatki – cóż
Że miliony dwa dla chleba
wyjechały już
Rządź na wyspie tej, gdzie coraz mniej zielono jest
Rządź i do stu lat pracować
Albo dłużej każ
I z torbami nas wyprowadź
Rządzie drogi nasz
Kłam, oszukuj nas, bajeruj, zdradzaj nas i grzesz
Tylko rządź nam, po miłości kres
Rządź nam po miłości kres
Rządź, a jeśli przyjdzie bieda,
za złamany grosz
Co się da, do reszty sprzedaj
My ci kwiatów kosz
Słać będziemy, nikt nie spyta, gdzie majątek jest
Rządź nam rządzie i na słupie
Ogłoszenie daj
Że masz wszystko w wielkiej…. trosce
Cały polski kraj
Nas, lemingów nic nie zwiedzie, chandra ani stres
Rząd czy nie rząd, a w Krakowie
Szopkę mamy znów
A więc bawmy się na zdrowie
Szkoda zbędnych słów
Bij nam brawo publiczności, miej ten hojny gest
Baw się, po groteski kres
(tę piosenkę, mojego autorstwa do melodii Leonarda Cohena zagraliśmy wczoraj i zaśpiewaliśmy z tomaszowskim posłem PiS Marcinem Witko (gitara + klarnet) podczas XIII Reality Shopka Show w Teatrze Groteska w Krakowie). I publiczność biła brawo…
Kategorie: Bez kategorii	| 264 Komentarze
Zamek Hamleta i traktorzysta na rowerze
Opublikowano 2 lutego 2013 Autor: Janusz Wojciechowski
Tysiące hektarów państwowej ziemi sprzedawanej na fikcyjnych nabywców – to chyba tylko w Polsce jest możliwe
Bezrobotny traktorzysta z dawnego PGR-u, utrzymujący się z zasiłku trzysta złotych zakłada spółkę z dwoma Duńczykami. Traktorzysta ma 51 procent udziałów, Duńczycy razem mają 49 procent. Spółka kupuje od Skarbu Państwa 350 hektarów ziemi. Zezwolenie Ministra Spraw Wewnętrznych nie jest potrzebne, wszak głównym udziałowcem spółki jest Polak, traktorzysta. Do notariusza przyjechał rowerem, bo traktora nie ma, że o samochodzie nie wspominam. I ten traktorzysta się cieszy, ze w nagrodę, że objął większościowe udziały w spółce, Duńczycy zatrudnią go jako traktorzystę i będzie żył prawie tak jak dawniej, w pegeerze.
A umowa spółki jest tak skonstruowana, że w 2016 roku traktorzysta zostanie już tylko traktorzystą, a 350 hektarów stanie się, jak zamek Hamleta – duńskie.
A Polscy rolnicy w Szczecinie, czy gdzie indziej, mogą sobie protestować. Nie dla psa kiełbasa, nie dla polskiego rolnika polska ziemia.
I nikt nie widzi tu problemu. Państwowa Agencja sprzedaje ziemię traktorzyście, żaden urząd skarbowy, żadna inspekcja kontroli finansowej od prania brudnych pieniędzy, żadna policja, żaden prokurator się nie wcina. Nic się nie stało, Polacy, nic się stało.
Transakcja jest ewidentnym obejściem ustawy zakazującej sprzedaży ziemi cudzoziemcom bez zezwolenia. Zgodnie z art. 58 kodeksu cywilnego czynności prawne mające na celu obejście prawa są nieważne. Psa z kulawą nogą to jednak w państwie polskim nie obchodzi.
Znam papiery z jednej takiej transakcji, ale ludzie mówią, że podobnych transakcji zawarto setki. A w prasie duńskiej czytam – jedźcie do Polski kupować ziemię, u nas drogo, a tam za bezcen i bez ograniczeń.
Wyprzedaż ziemi rolnej bez kontroli, fikcyjne spółki, traktorzysta na rowerze kupujący setki hektarów…to jest możliwe tylko w takim państwie, którego nie ma.
Prawo i Sprawiedliwość tym się różni od Platformy, że chce, aby to państwo jednak było.
Polska ziemia tylko dla prawdziwych rolników
Opublikowano 1 lutego 2013 Autor: Janusz Wojciechowski
Niech polską ziemię kupuje każdy, kto chce, pod warunkiem, że jest prawdziwym polskim rolnikiem
Dziś Prawo i Sprawiedliwość przedstawia projekt ustawy nowelizujące ustawę o kształtowaniu ustroju rolnego, w kierunku większej ochrony polskiej ziemi przed jej spekulacyjnym wykupem, zarówno przez cudzoziemców jak i przez krajowych pseudorolników. Niebezpieczeństwo takiego wykupu istnieje zwłaszcza w obliczu kończącego się w 2016 roku 12-letniego okresu ochronnego na wykup polskiej ziemi przez cudzoziemców, obywateli państw UE.
Chcemy zlikwidować groźny proceder nabywania ziemi rolnej przez na podstawionych nabywców, tzw. słupów. Chcemy tak ukształtować polski ustrój rolny, aby polska ziemia była nabywana tylko przez prawdziwych rolników, chcących uprawiać ziemię i produkować chleb, a nie tylko kupować hektary dla lokaty kapitału.
Wychodzimy z założenia, że Polska powinna skorzystać z możliwości suwerennego określenia zasad nabywania własności ziemi rolnej, którą to możliwość zapewnia art. 345 Traktatu o funkcjonowaniu Unii Europejskiej.
Liczymy, ze wszystkie ugrupowania polityczne poprą nasz projekt, zgodny z polska racja stanu.
Nie ukrywam, ze inspiracją dla projektu są słuszne protesty rolników, zbulwersowanych niemocą państwa wobec patologicznych zjawisk w obrocie ziemia rolna.
Skoro Konstytucja w art. 23 stanowi, że podstawą ustroju rolnego jest gospodarstwo rodzinne, to niech ta zasada znajdzie w prawie swój pełny wyraz.
Po drugie – projekt wprowadza ściślejszą definicję rolnika indywidualnego, przez dodanie do niej kryterium dochodowego. Za rolnika indywidualnego może być uznany tylko ten rolnik, który osobiście pracuje w prowadzonym gospodarstwie, natomiast warunek osobistej pracy w gospodarstwie jest spełniony między innymi wtedy (to jest zmiana dodana przez projekt), gdy dochody z prowadzenia gospodarstwa są nie niższe, niż jedna czwarta część wszystkich jego dochodów. Chodzi tu o wyeliminowanie możliwości spekulacyjnego zakupu ziemi rolnej przez przysłowiowych „rolników z Marszałkowskiej”, czyli osoby, których zasadnicza aktywność życiowa i zawodowa ma miejsce poza rolnictwem, a zakup ziemi traktują oni jako formę lokaty kapitału. Należy dodać, że kryterium dochodowe jest tez proponowane przez Komisję Europejską do definicji aktywnego rolnika, uprawnionego do otrzymywania dopłat bezpośrednich, a zatem jest to możliwa forma definiowania kto jest, a kto nie jest rolnikiem. Kryterium dochodowe miałoby jednak zastosowanie do gospodarstw powyżej 20 ha, W przypadku mniejszych gospodarstw konieczne jest na ogół poszukiwanie przez rolnika innych źródeł dochodu i wobec tych niewielkich gospodarstw wymaganie kryterium dochodowego byłoby nadmiernym i biurokratycznym ograniczeniem.
Po trzecie – nie mogą być tworzone nowe gospodarstwa powyżej 300 ha. Nabycie własności nieruchomości rolnej musi wiązać się z zamiarem utworzenia bądź powiększenia gospodarstwa rodzinnego, czyli gospodarstwa od 1 do 300 ha. Każda transakcja zmierzająca do tworzenia takiego gospodarstwa będzie nieważna z mocy prawa. Jednocześnie projektodawcy chcą zapobiec transakcjom pozornym, których celem jest tworzenie gospodarstw większych niż 300 ha, dotyczy to zwłaszcza sytuacji, gdy dwóch lub więcej właścicieli prowadzi w rzeczywistości jedno gospodarstwo rolne, o wielkości powyżej 300 ha. Tu jest zmiana dość istotna, bowiem obecnie gospodarstwa powyżej 300 ha mogą być tworzone, natomiast nowelizacja to wyklucza.
Po czwarte – projekt zmierza do zapewnienia, by ziemia rolna pozostawała w rękach rzeczywistych rolników, w związku z czym wprowadza instrumenty kontroli, czy nabywca nieruchomości rolnej po nabyciu w rzeczywistości powiększył lub utworzył gospodarstwo rolne i osobiście je prowadzi. Nabycie własności nieruchomości rolnej musi się łączyć z wymogiem osobistego prowadzenia gospodarstwa rolnego, w skład którego wchodzi nabyta nieruchomość, z zakazem zbywania, obciążania oraz wydzierżawiania nabytej nieruchomości rolnej. W przypadkach losowych zgodę na zbycie, obciążenie lub oddanie w użytkowanie nieruchomości rolnej przed upływem 10 lat wydawałby sąd. Zbycie, obciążenie lub oddanie w użytkowanie nabytej nieruchomości bez zgody sadu byłoby nieważne z mocy prawa. Jeśli natomiast nabywca nie wywiązywałby się w okresie 10 lat z obowiązku osobistego prowadzenia gospodarstwa, wówczas czynność prawna w wyniku której nieruchomość została nabyta, uznawana byłaby za nieważną. W takim przypadku, sąd, stwierdzając nieważność nabycia, jednocześnie orzekałby o nabyciu nieruchomości przez Agencję Nieruchomości Rolnych za zapłatą równowartości pieniężnej na rzecz nabywcy.

References: art. 488
 art. 308
 art. 212
 art. 488
 art. 212
 art. 212
 art. 58
 art. 345
 art. 23