Source: http://gatczyna.blogspot.com/2013/
Timestamp: 2017-11-25 03:56:13+00:00

Document:
Gatczyna: 2013
Próchnik A., Żandarmeria na ziemiach Królestwa Polskiego. Szkic historyczno-organizacyjny 1812-1915, Archeion, T. X, Warszawa 1932
Do pobrania, jak w tytule tematu artykuł Adama Próchnika: KLIK
Powyższy tekst jest przykładem tego, jak z pozoru 'drobny' naukowy przyczynek, staje się po latach jednym z ważniejszych dokumentów poświęconych organizacji Żandarmerii już to 3 Okręgu, już to Warszawskiego Okręgu, czy Gen.-Gub. Żandarmerii.
Autor sięga do korzenia tego tworu, czyli do armii księstwa warszawskiego dając przedłożenia swych wywodów do armii francuskiej.
Podaje ewolucyjne podstawy, które każą twierdzić iż korpus żandarmerii który zadomowił się w Rosji w latach 20.tych, wzorowany był na tym z królestwa kongresowego.
Tekst ten, który nazwałem "jednym z ważniejszych dokumentów...", takim w istocie jest, nie tyle przez wzgląd na wartości merytoryczne, które zeń płyną ile przez wzgląd na to iż większość archiwaliów wykorzystanych do napisania tegoż, poszła z dymem w roku 1944.
Spłonęły bowiem akta; Wojennego Generał-Gubernatora Warszawskiego, Kancelarii Specjalnej do Spraw Stanu Wojennego, Audytoriatu Polowego, Komisji Śledczych, naczelników wojennych, Zarządu Generał-Policmajstra KP, Zarządu Oberpolic. m. Warszawy i III Okręgu Korpusu Żandarmerii.
Tutaj polecam relację b. dyrektora Archiwum Akt Dawnych Kazimierza Konarskiego:
"Z całego zasobu Archiwum Akt Dawnych ocalały tylko akta zabezpieczone na forcie im. Sokolnickiego na Żoliborzu. Proces wywożenia z archiwów warszawskich cenniejszych zespołów na fort odbył się w dwóch etapach. Po raz pierwszy w lecie r. 1939; wobec ponawiających się alarmów wojennych Wydział Archiwów Państwowych Min. WRiOP wydał apel (nie polecenie) do poszczególnych zarządów archiwów o wywiezienie co cenniejszych akt na fort.
Archiwa różne zareagowały na ów apel. Archiwum Główne i Archiwum Akt Dawnych przeprowadziły wybór materiału źródłowego i przewiozły akta na fort, Archiwa - Skarbowe i Oświecenia Publicznego zrezygnowały z projektu wywożenia.
Archiwum Akt Nowych, załatwiło sprawę połowicznie wywożąc przeważnie tylko działy osobowy poszczególnych urzędów.
Chodziło tu o ocalenie licznych dokumentów praw emerytalnych, urzędniczych.
Powtórną ewakuację, na mniejszą zresztą skalę, przeprowadzono w ostatnich tygodniach poprzedzających powstanie warszawskie, znów z inicjatywy Wydziału Archiwów Państwowych za zgodą ówczesnych władz okupacyjnych, które dostarczyły pewnych - minimalnych zresztą - środków przewozowych, przeważnie w postaci furmanek.
Ubóstwo środków przewozowych wywarło decydujący wpływ na kryteria wyboru archiwaliów przeznaczonych do wywożenia. Wybór z konieczności musiał paść na zespoły mniejsze a cenne. Z większych wybierano materiały stanowiące pewną zwartość całość tematyczną, np. akta Gen. Gubernatora, dotyczące rewolucji lat 1905-1908, lub formalną - protokoły akt Rady Administracyjnej, wreszcie drobne cymelia jak np. raptularz spraw Komisji Śledczej, akta procesu Rządu Narodowego Traugutta z lat 1863-64 - z zespołu akt Audytoriatu Polowego itd. Ostatnie wywożenie przeprowadzono już w nerwowej, podnieconej atmosferze przewidywanych kataklizmów końca wojny, a zatem bez koniecznej w takim wypadku rozwagi i spokojnej oceny.
Tak więc co wywiezione zostało na fort - ocalało, co pozostało na Jezuickiej - spłonęło w 98%. Uratowano drobne szczątki akt, wyrzucone przez wybuch na rynek".
Na koniec zapodaję pozostałe numery tego wielkiego periodyku naukowego jakim był/i pozostaje do dnia dzisiejszego 'Archeion'; polecam zwrócić uwagę zwłaszcza na okres II RP, http://www.archiwa.gov.pl/pl/wydawnictw ... e/w26.html
Autor: Marcin F. Michalski o 12/13/2013 09:58:00 PM Brak komentarzy:
Etykiety: Administracja Królestwa Polskiego, Generał-gubernatorstwa, Moja biblioteka, Warszawski Okręg Żandarmerii 1866-1896
Władza Heroldii na mocy art. 19 Postanowienia królewskiego z dn. 5/17 czerwca 1817 [Dziennik Praw, t. III, s. 271], składała się z deputacji Senatu, złożonej z trzech wojewodów i czterech kasztelanów, wybieranych corocznie przez Senat.
Deputacja ta utrzymywała księgę tytułów honorowych, do której mieli być zapisani wszyscy, którym tytuły honorowe, służące z dawniejszych nadań, były przyznane, lub którym takowe tytuły po roku 1817, nadane zostały [art. 18].
Osoby, używające tytułów honorowych z dawniejszych nadań, winny były prawa swoje udowodnić w Senacie. Deputacja Senatu obowiązana była także rozpoznawać wszelkie podania o uszlachcenie i przedstawiać takowe wraz z swoją opinią Namiestnikowi do dalszego postępowania.
Po roku 1831, prawo o szlachectwie KP, z 26 czerwca [7 lipca] 1836 roku [D.P. , t. XIX, s. 187], tyczące sprawdzenia dowodów szlachectwa, znalazło się pod głównym dozorem Namiestnika, na ustawiającą się przy Radzie Stanu Heroldię i na tę Radę Stanu [art. 51].
Heroldia jak wiemy oprócz sprawdzania dowodów szlachectwa, zajmowała się wydawaniem świadectw na zatwierdzone dowody szlachectwa, sporządzeniem dyplomów na szlachectwo i utrzymywaniem księgi szlachty całego KP, ułożeniem herbiarza i kontrolowaniem składanych jej przez deputacje szlacheckie wykazów osób, wniesionych do ksiąg szlachty [art. 65]
Zadanie Heroldii tyczyło li tylko rozpatrywania wniosków osób wnoszących przed jej oblicze dowodów iż pochodzą z rodziny o szlacheckim rodowodzie.
Heroldia przeto nie zajmowała się nadaniem szlachectwa osobom które takiego wstępnego warunku nie spełniały.
Zgodnie z Prawem, szlachectwo w takich przypadkach, nadać mógł tylko Imperator, względnie na prośbę Namiestnika.
A priori dodam za Dziennikiem Praw KP, T. III [dalej D.P. tom... itp.];
Artykuł 1, str. 271-272 podaje iż "uszlachcenie będzie nagrodą znakomitych usług krajowi uczynionych, przez rodowitego lub naturalizowanego Polaka."
Art. 2, str. 272 podaje przedział osób które mogą być podanym do uzyskania szlachectwa:
a) Każdy nauczyciel szkół publicznych, który przez lat dziesięć nieprzerwanie pracować będzie z zaletą w zawodzie oświecenie krajowego.
b) Każdy urzędnik, który podobnie przez lat dziesięć nieprzerwanie i ze znamienitą gorliwością zostawać będzie w służbie publicznej.
c) Każdy żołnierz, który się dosłuży stopnia Kapitana.
d) Każdy Oficer, który otrzyma krzyż Polski zasługi wojskowej.
Oraz wreszcie:
e) Każdy Obywatel, który pracą, talentem, lub pożytecznym wynalazkiem, przyłoży się do zakwitnienia światła, przemysłu, rolnictwa, zgoła do ogólnego dobra Kraju.
Dla porównania, prawo o szlachectwie w KP z 26 czerwca [7 lipca] 1836 roku, obszerniej opisywało, kto może a kto nie może dostąpić nobilitacji, np.
Art. 1, s. 187 podaje iż "szlachectwo jest dziedziczne, albo osobiste."
Oddział I, o nabywaniu szlachectwa dziedzicznego., art. 2; Szlachectwo dziedziczne nabywa się:
[1] Przez służbę wojskową i cywilną.
[2] W skutek otrzymania orderu Rosyjskiego, Cesarsko-Królewskiego, przez osoby w służbie zostające.
[3] Przez łaskę szczególną Monarchy.
Przy czym D.P. definiował w art. 3 iż przez służbę wojskową rozumie się iż nabywa szlachectwo dziedziczne każdy mieszkaniec KP, który służy, lub na przyszłość służyć będzie jako oficer w wojsku Cesarskim. Art. 4 dodaje formułkę w kwestii służby cywilnej iż nabywają szlachectwo dziedziczne wszyscy ci którzy obecnie sprawują, lub nadal sprawować będą, w skutek nominacji, urzędnicy od klasy VI -wzwyż...
Autor: Marcin F. Michalski o 12/09/2013 09:56:00 PM Brak komentarzy:
Etykiety: Administracja Imperium Rosyjskiego, Administracja Królestwa Polskiego, Heroldia Królestwa Polskiego
Raków. Dworzec drogi żelaznej. [II]
"Ceną podróży jest strach" Camus.
Autor: Marcin F. Michalski o 11/11/2013 11:51:00 AM Brak komentarzy:
Raków. Dworzec drogi żelaznej.
Dostojewski, który tyle podróżował kolejami, zda się iż nie notuje nigdzie, aby widział coś z okna wagonu. Zdawkowo jedynie stwierdza; "Nikt nie widzi i nie ma ochoty patrzeć na mijane krajobrazy. Świat zewnętrzny znikł z naszego pola widzenia"
Autor: Marcin F. Michalski o 11/11/2013 09:45:00 AM Brak komentarzy:
Popis plutonu służbowego pułku 1-go ułanów na dziedzińcu Saskim przed Mości Wielkim Kniaziem Konstantym, w końcu lipca 1827 roku
Piękny to obrazek kreśli swym piórem Goczałkowski, późniejszy oficer ułanów. Ot popis plutonu służbowego pułku 1-go ułanów na dziedzińcu Saskim przed Mości Wielkim Księciem Konstantym, w końcu lipca 1827 roku
">>Tęgo! tęgo! bardzo dobrze!<< zacierając ręce, klepiąc się w takt po udzie, wołał Konstanty, a skoro się pluton sformował, obok księcia stojący, ciągle go salutujący, z ogromnym brzuchem dowódca ułanów Tomicki, istna ironia lekkiej kawaleryi, zakomenderował: >>Do defilowania - galopem!<< Muzyka zagrała galopadę - i niewidziane dziwy ujrzałem, koń w konia jak Fany Elsner albo Tagliony (słynni ówcześni baletnicy -M.), z taką gracyą, lekkością, nie dotykając prawie ziemi, z jakąś ulożoną minką baletniczą, równając się przytem w szeregach, najdokładniej puszcza się galopem! już o jeźdźcach nie wspomnę, bo ci mi się nie ludźmi tego świata wydawali, lecz w rozgrzanej wyobraźni zdało mi się mieć przed oczyma jakąś falangę nadziemską!... Nie dziw tedy, że wyszły mi z pamięci grenadyery, choć jednego z nich miałem obok siebie, bo w tej uroczystej chiwli poślubiłem dozgonną wiarę ułanom! - Wtem trąbka dała sygnał! cały pluton schyla lance i wpół ucha końskiego, z krzykiem hurra! puszcza się do ataku; lecz za podwójnym znakiem - konie zaryły tylnemi kopytami w ziemię i jak dwa wyciągnięte sznury, najspokojniej pluton zatrzymał się, a lance wróciły na swoje miejsce. Cichość najuroczystsza panowała w szeregach, tylko było słychać parskanie niechętnie powstrzymywanych ochotnych i dzielnych biegunów. Uradowany książę galopem przypadł przed front, wołając:
>>Bardzo dobrze, dzieci, dziękuję, tęgo było! tęgo! Tomicki! dziękuję ci! twoje ułany szlachta! szlachta! w rozkazie dziennym ogłosić moje zadowolenie z dnia dzisiejszego, wszystkim - po formie było, po formie! szczególniej dziękuję ułanom i dowódzcy - dziękuję - bardzo dziękuję!<<
I zacierał ręce - i podgwizdywał, cieszył się jak dziecko..."
Chciałbym w tym miejscu uszczknąć kilka słów o jenerale Janie Tomickim.
Według memuaru Tomasza Skrodzkiego, którego rękopis pt. Ogólnie skreślone uwagi o powstaniu 29 XI 1830 r., rkps 4951/I znajduje się w bibliotece zakładu narodowego im. Ossolińskich we Wrocławiu, na kartach 147-148, tak oto o nim rzecze: "dzielny kawalerzysta, dobry i sumienny administrator, najlepszy kolega i patriota".
Wspomniany już Goczałkowski, służący w 1 pułku ułanów, przedstawił swego dowódcę jako człowieka krewkiego i dobrego szermierza, któremu zdarzyło się raz "pokaleczyć" celników w Terespolu, a innym razem pruskich oficerów w Poznaniu.
Natomiast Czajkowski, wspominając o jenerale przytoczył fakt iż niezbyt przepadał za Niemcami, a także i o fakcie że miał skłonności do kieliszka, "wznosząc nieustannie toasty [za zdrowie wielkiego księcia]".
Służbę swoją zaczął prawdopodobnie w 5 pułku strzelców konnych Księstwa Warszawskiego na przełomie 1806/1807 roku. Wziął udział w wojnie polsko austriackiej 1809 roku, po której to został awansowany na szefa szwadronu i przeniesiony do 6 pułku ułanów [9 X 1809 r.]. W kwietniu 1811 r., trafił do 11 pułku ułanów, w którego to szeregach odbył kampanię 1812 roku, walcząc m.in. w słynnym boju kawaleryjskim pod Mirem. Po powrocie do kraju, awansował najpierw na majora [18 I 1813 r.], a następnie na pułkownika [11 II 1813 r.], obejmując komendyrę nad 11 pułkiem ułanów.
W czasie reorganizacji wojska Księstwa Warszawskiego w Saksonii, regiment ten został wcielony do 3 pułku ułanów. Następnie Tomicki w styczniu 1814 roku objął komendyrę nad 1 pułkiem ułanów.
Autor: Marcin F. Michalski o 11/09/2013 01:31:00 PM Brak komentarzy:
Etykiety: Jazda Królestwa Polskiego 1815-1830, Wielki Kniaź Konstanty Pawłowicz
Proces R. Traugutta... Rzecz o nieszczęsnej latarce gimnazjalisty Łyszkiewicza - Cz. V
Chodzenie od zmroku z latarkami obowiązywało mieszkańców Warszawy od czasu wprowadzenia stanu wojennego w KP w październiku 1861 r.
Carskie władze policyjne wydały w związku z tym szereg szczegółowych rozporządzeń.
W chwili aresztowania Łyszkiewicza obowiązywało rozporządzenie z dn. 27 XI 1863 r.: "Z rozkazu władzy wyższej podaję do publicznej wiadomości, że od dn. 15/27 osoby znajdujące się na ulicy obowiązane są mieć latarki zapalone od godz. 5 do 10 wieczór. Znajdowanie się na mieście od godziny 10 do 5 z rana jest zabronione. Osoby przybywające do miasta wpuszczane będą przez rogatki jak rozświta, wydalające się za z miasta tylko do godz. 9 wieczorem wyjaz mają dozwolony. Gen. mjr Lewszyn" [w:] "Kurier Warszawski", nr 272, 27 XI 1863 r.
W ustępie raportu dotyczącym zatrzymania Łyszkiewicza [oraz Stanisława i Władysława Bogusławskich, Emila i Zygmunta Lauberów] z 16/28 I 1864 r., komisarza cyrkułu X Konstantego Rydzewskiego, dowiadujemy się że zatrzymania Łyszkiewicza dokonał, szeregowy lejb-gwardyjskiego striełkowego batalionu Michaił Szymanowskij, którego jednostka częściowo podległa naczelnikowi X cyrkułu, a który postrzegł zgaszoną latarkę u przechodnia.
Motyw -początkowo niejasny- dlaczego Łyszkiewicz zgasił latarkę mimo że ją miał w kieszeni, wiedząc doskonale o rozporządzeniu gen. mjr Lewszyna w sprawie używania latarek, odnaleźć możemy w zeznaniu złożonym przez Łyszkiewicza dn. 16/28 I 1864 r., które odbyło się w mieszkaniu oberpolicmajstra m. Warszawy tj. w Pałacu Prymasowskim na ul. Senatorskiej.
Otóż po skończeniu się wieczornego spektaklu teatralnego, chodził ów po mieście "a że było już po dziesiątej, więc aresztowano mnie i odstawiono do cyrkułu III".
Wywnioskować można, że z obawy przed złamaniem obowiązującej godziny policyjnej [od 22 do 5 z rana], Łyszkiewicz zgasił latarkę by licząc na los szczęścia móc przedostać się niezauważonym do swojego domu.
Licząc się jednak z możliwością zatrzymania, winien przynajmniej zniszczyć listę którą miał przy sobie, ewentualnie gdzieś ją ukryć, coby ją można było za dnia odebrać.
Gasząc natomiast latarkę, w chwili zatrzymania, mógł dodatkowo zwrócić czujność strażnika że coś jest nie tak.
Autor: Marcin F. Michalski o 11/07/2013 01:35:00 PM Brak komentarzy:
Etykiety: Administracja Królestwa Polskiego, Proces Romualda Traugutta i Członków Rządu Narodowego, Warszawski Okręg Żandarmerii 1866-1896
Autor: Marcin F. Michalski o 4/19/2013 05:41:00 PM Brak komentarzy:
Pióro Lamy Safari Matte Black - F zakupiłem czas już jakiś temu, dołączając doń tłoczek Z 24. Obecnie atramentem jakim napełniam "lamę" jest niebieski Waterman typu Florida Blue.
Wybór pióra wiecznego jako podstawowego przyrządu piśmienniczego był dla mnie nie lada wyzwaniem. Równocześnie wymagania które postawiłem przed potencjalnym kandydatem były żeby nie rzec; nieprzyzwoite. W pierwszej kolejności potrzebowałem dobrej stalówki, stalówki nie tyle przepięknie ozdobionej, pozłacanej; bardzo drogiej, a raczej taniej, najlepiej wymiennej, świetnie piszącej, która może nie zachwyca wyglądem, ale jest solidną, zdolną zapisać setki stron bez słowa sprzeciwu tudzież defetyzmu. Następnie - wygląd i wytrzymałość. Ergonomia; to podstawa przy mojej pracy, ale również cenię klasyczny wygląd.
Ostatni etap - cena - do 200 zł
Przez dwa lata byłem użytkownikiem Pelikana M200 - czarny, również ze stalówką F. Tym niemniej, zauważyłem w moim egzemplarzu kilka niedociągnięć technicznych:
Pierwsza, dość irytująca, objawiała się w rysowaniu korpusu pióra przez zakręcaną nań skuwkę, która nie będąc należycie obrobioną od wewnątrz, tworzyła "lustrzane odbicie" gwintu. Korpus natomiast był podatny na zarysowania i choć pióro trzymałem po skończonej pracy w ściereczce z mikrofibry, zastane rysy nie tyle utrzymywały się na stałym poziomie ile systematycznie ich przybywało.
Czyżby coś było na rzeczy z podważaniem tezy o tzw. niemieckiej precyzji?
Nie zniechęcając się jednak do naszego zachodniego sąsiada, postanowiłem sobie sprezentować pióro ichniejszej manufaktury. I tak trafiłem na Lamy Safari... łączna cena mojego modelu z tłoczkiem wraz z przesyłką zamknęła się na 98 zł.
Z początku byłem troszkę sceptycznie nastawiony, do futurystycznie zaprojektowanej skuwki, oraz może nieco dziecinnie jak na pierwszy rzut oka zaprojektowanego korpusu.
Wszystkie troski uleciały z chwilą przybycia nabytego przyjaciela. Okazało się że obawy co do skuwki są bezzasadne.
Firma Lamy stworzyła jedną z najpraktyczniejszych skuwek jaką miałem przyjemność użytkować. Odpowiednio wyprofilowany klips, bezproblemowo daje się zapinać o kieszeń koszuli a następnie intuicyjnie wyjmować z chwilą gdy poczujemy potrzebę pisania.
Korpus, który posądzałem o dziecinność, okazał się być ergonomicznym majstersztykiem! Specjalne wklęśnięcia na palce, idealnie sprawują się przy dłuższym pisaniu, nieporównywalnie lepiej niż w Pelikanie, przy którym po zapisaniu 4 stron A4, musiałem pasować na czas jakiś.
Waga oraz wielkość pióra są również praktyczne; ani nie za dużo ani nie za mało - w sam raz. Większa waga sprawa że pisanie po X-czasie męczy, mniejsza paradoksalnie również powoduje taki efekt.
Wytrzymałość na rysy pióra Lamy, do dzisiaj mnie zadziwia... Specjalny rodzaj tworzywa z którego jest lany korpus i skuwka, sprawia że nie chwytają się go żadne zarysowania. Na powyższym załączonym zdjęciu, dostrzec można tłoczek Z 24.
Interesującą ciekawostką może być fakt iż tłoczek łączy się z piórem poprzez wpięcie go dwoma małymi bolcami w zatrzaski umieszczone na korpusie.
Po takim zamontowaniu mamy pewność że przy upadku, bądź mocnym szturchnięciu, "nabity" tłoczek nie zsunie się z mocowania.
Ostatni aspekt: stalówka.
W moim modelu jest ona pomalowana proszkowo na czarno. Miękkość F. Pisze płynnie, bez przerw w dostawie atramentu; o dziwo nawet po dłuższym nieużytkowaniu "dziób" nie wysycha. Istnieje możliwość wymiany stalówki [na youtube można znaleźć prosty sposób zdjęcia jej z mocowania]. Należy tylko wyposażyć się w takowe u dystrybutora. Niestety w Polsce nie mogę doszukać się sklepu który oferowałby takowe "akcesorium". Tym niemniej do dostania jest np. na e-bayu, za grosze.
Autor: Marcin F. Michalski o 4/17/2013 04:38:00 PM Brak komentarzy:
Etykiety: Lamy Safari
Karnicki -> Podhorski -> Stablewski ... czyli mariaże dowódcze w VIII BJ cz. 1
Dowódca 203 ochotniczego pułku ułanów mjr Zygmunt Podhorski
"Cud nad Łydynią" jest powszechnie znanym przyczynkiem z wojny 1920 r.
Gwoli telegraficznego skrótu dn. 15 VIII sztab polowy IV armii został rozbity w Ciechanowie przez śmiały zagon polskiej kawalerii uderzającej z podstaw wyjściowych w rejonie Płońska.
Dowódcą zagonu był mjr Podhorski [na załączonym zdjęciu występujący już w stopniu pułkownika; prof. Nowik w tomie II, pracy o 'radiowywiadzie' popełnił drobny lapsus w tekście "awansując" Podhorskiego do stopnia pułkownika, podczas gdy miał natenczas stopień majora].
Powyższy jednak zagon mniej mnie w tej chwili zajmuje. Interesują mnie natomiast konsekwencje jaki ów atak na Ciechanów, wzbudził u dowódcy 18 DP gen. Krajowskiego, czego wynikiem była scysja 16 VIII tj. dzień po owej bitwie, pomiędzy Nim a dowódcą VIII BJ gen. Karnickim.
Otóż dnia tego w rejonie Młocka, stawił się gen. Karnicki dowódca VIII BJ [wespół z mjr Podhorskim], u gen. Krajowskiego. Według wspomnień dowódcy 203 p.uł., "gen Krajowski robił ostre wymówki [gen. Karnickiemu] za samowolny wypad na Ciechanów, który nazwał niewykonaniem rozkazu, za co się oddaje pod sąd. (...) na generała spadły gromy, co spowodowało odwołanie go ze stanowiska dowódcy dywizji i wszczęcie jakiś dochodzeń." [w:] Podhorski Z., Wspomnienia dowódcy 203 pułku ułanów z walk o Ciechanów w 1920 roku, "WPH", Warszawa 1996, Nr. 4 [Rok XLI], s. 212
Po zapoznaniu się ze zdaniem mjr Podhorskiego, można by przyjąć iż za tzw. kwestię odwołania gen. Karnickiego z funkcji dowódcy DJ kluczowy wpływ miał samowolny zagon na Ciechanów.
Otóż sama sprawa zda się iż jest dość bardziej zawiła i zarazem skomplikowana:
[1] Na trzy dni przed przed bitwą pod Ciechanowem, bo 12 VIII dowódca 5 armii gen. Sikorski w rozkazie nr 202/III, stwierdza: "VIII-ma brygada kawalerii [...] tworzy na razie kombinowaną dywizję gen. ppor. Karnickiego wraz z kolumną lekkich samochodów pancernych" [w:] Sikorski W., Nad Wisłą i Wkrą. Studium z polsko-rosyjskiej wojny 1920 roku, Lwów 1928, s. 89 - warto w tym miejscu dodać notę iż dwu pułkowa IX BJ była dopiero w trakcie formowania - gotów do działań był 201 p. szwol., sformowany w lipcu ze szwadronów zapasowych 1 p. szwol. i 5 p. uł, natomiast 1 p. szwol. przybył dopiero z frontu południowo-wschodniego takoż gorączkowo uzupełniał stan liczebny i ekwipunek.
Owo "na razie" odnosiło się nie tylko do osoby dowódcy dywizji - którym, jak wiadomo, został niebawem płk Dreszer - lecz prawdopodobnie także do jej składu. Naczelne Dowództwo nosiło się wówczas - jeśli wierzyć Machalskiemu- z zamiarem utworzenia dużego zgrupowania kawalerii, na które obok sześciu pułków VIII i IX BJ składałoby się siedem pułków jazdy utworzonej 12 VIII Grupy Dolnej Wisły gen. Mikołaja Osikowskiego oraz stojącej w rejonie Sochaczewa 2 BJ gen. Zdzisława Kosteckiego.
Ponieważ jednak to płk Dreszer objąć miał dowództwo nad tym trzynastopułkowym zgrupowaniem, spowodowało to protesty generałów Karnickiego i Kosteckiego, niezadowolonych z projektu podporządkowania ich młodszemu stopniem oficerowi.
[2] Dowództwo Frontu Północnego postanowiło [poniechawszy uprzednio koncept stworzenia jednej wielkiej jednostki pod dowództwem płk Dreszera] utworzyć dwie odrębne dywizje jazdy.
Na mocy rozkazu z 14 VIII jedną w składzie VIII i IX BJ objąć miał... płk Dreszer, drugą zaś w ramach Grupy Dolnej Wisły gen. Osikowskiego utworzyć gen. Karnicki.
Tymczasem dowódca VIII BJ prowadził w tym czasie działania na froncie wspólnie z 18 DP, której dowódcy, gen. Krajowskiemu taktycznie podlegał. Przyszłość jednak pokazała że ani nie sformowano drugiej dywizji jazdy, a po przejściu wraz z VIII BJ pod rozkazy płk Dreszera, co nastąpiło 17 VIII, został odwołany do Warszawy bez nowego przydziału, dowództwo brygady zaś objął po nim ppłk Erazm Stablewski, dotychczasowy dowódca 115 p. uł.
[3] Według wspomnień mjr Podhorskiego powodem pozbawienia dowództwa dywizji gen. Karnickiego była niesubordynacja, takoż nie do końca na tę chwilę jestem w stanie stwierdzić co się stało między 15 a 17 VIII, kiedy to z relacji Podhorskiego dowiaduję się iż w nocy 17 VIII siedząc wraz z dowódcą i francuskim płk Loirem "przyszedł rozkaz odwołujący gen. Karnickiego oraz gen. Suszyńskiego i wyznaczający na dowódcę dywizji płk Dreszera, na dowódcę VIII brygady mnie, a na dowódcę IX brygady mjr Jana Głogowskiego" [w:] Podhorski Z. Op. cit., s. 213.
Czyżby zatem gen. Krajowski uruchamiając procedury sądowe względem gen. Karnickiego 16 VIII za niesubordynację, nie tylko pozbawił go "pośrednio"? i tak tymczasowego dowództwa dywizji jazdy, ale i również swojej VIII BJ?
Czy w tak krótkim czasie [niespełna doba] gen. Krajowski zaalarmował decydentów w sztabie 5 Armii? Czy raczej w dowództwie Frontu Północnego?
Mnożą się te pytania, a ja z racji niepełnych materiałów źródłowych i opracowań nie jestem w stanie udzielić sobie jednoznacznie odpowiedzi w tym względzie.
Zostawiam tę bolączkę na przyszłość, przechodząc jednocześnie do problemu, zaanonsowanego w tytule tego wpisu: Karnicki -> Podhorski -> Stablewski ... czyli mariaże dowódcze w VIII BJ.
Podhorski wspomina iż w nocy 17 VIII otrzymał telegram mianujący go nowym dowódcą VIII BJ.
Jest to o tyle ciekawe, że w opracowaniu Przemysława Olstowskiego, pt. Dywizja Jazdy płk Gustawa Orlicza-Dreszera w bitwie warszawskiej, "WPH", Warszawa 1997, Nr 1-2 (Rok XLII), nie ma ani jednej wzmianki o tym fakcie, autor podaje jedynie iż po odwołaniu Karnickiego, dowództwo brygady przejmuje Stablewski.
Sam "nowo mianowany" dowódca brygady wspomina ową nominację następująco: "Byłem zaskoczony tym rozkazem, bo wszystkimi pułkami VIII brygady dowodzili pułkownicy: 2 p. uł. płk Mikołaj Waraksiewicz, 108 p. uł. płk Dymitr Radwiłłowicz i 115 p. uł. ppłk Erazm Stablewski, wreszcie 8 dak ppłk Buol.
Proszę więc gen. Karnickiego, aby mnie zostawił na stanowisku dowódcy 203 p. uł., gdyż nie czuję się na siłach dowodzić brygadą, zwłaszcza że jestem majorem, a pułkami dowodzą pułkownicy.
Generał, który na pewno sam był dotknięty tym rozkazem, powiedział mi: Musi pan wykonać rozkaz, tak jak ja go wykonuję.
Postanowiłem wobec tego pojechać do płk Dreszera i prosić o to. Tymczasem te nominacje rozniosły się wśród oddziałów i w rezultacie płk. Waraksiewicz i Radwiłłowicz odjechali, natomiast Stablewski przyjechał do mnie i powiada lojalnie, że w tych warunkach skłąda dowództwo, ale nie robi tego jako demonstracji przeciwko mnie osobiście. Nie mam do niego żadnej pretensji, przeciwnie - jestem wdzięczny za jasne postawienie sprawy.
Ale już w następnej akcji zostaje ranny zastępca Stablewskiego i nie może dowodzić. Stablewski przyjeżdża do mnie i oświadcza, że nie mając komu przekazać dowodzenia pułkiem, pozostaje i lojalnie podporządkowuje się mym rozkazom.
Jestem ujęty jego stanowiskiem i powtarzam, że postaram się u płk Dreszera o pozostawienie mnie na dotychczasowym stanowisku dowódcy pułku.
Tak się stało, zameldowałem wszystko płk Dreszerowi, ten wysłuchał mnie i natychmiast przywrócił na dawne miejsce, a na dowódcę VIII brygady wyznaczył ppłk Stablewskiego" [w:] Podhorski Z. Op. cit., s. 213.
Ponieważ na tę chwilę nie dysponuję stosownymi dokumentami, by pewne istotne rzeczy sprawdzić, z powyższego opisu, na szybko mogę stwierdzić, że 'przygoda' na stanowisku dowódcy VIII BJ mjr Podhorskiego trwała dni kilka? może dwa? a może dobę?
Powyższe jednak zostawiam sobie, na czas przyszły po zapoznaniu się w tym względzie z szeregiem materiałów, odpowiedź stosowną zaanonsuję.
Autor: Marcin F. Michalski o 4/16/2013 11:43:00 PM Brak komentarzy:
Etykiety: III KK Gaja, Wojna polsko-bolszewicka 1919/1920
Próchnik A., Żandarmeria na ziemiach Królestwa Pol...
Popis plutonu służbowego pułku 1-go ułanów na dzie...
Proces R. Traugutta... Rzecz o nieszczęsnej latarc...

References: art. 19

Art. 2

Art. 1
 art. 2
 art. 3
 Art. 4