Source: http://politykaakademicka.kkhp.pl/ustawa-2-0/opinia-dotyczaca-ustawy-2-0/
Timestamp: 2019-03-26 17:03:20+00:00

Document:
Opinia dotycząca Ustawy 2.0 – Prawo o szkolnictwie wyższym i nauce (Konstytucja dla Nauki) - Polityka Akademicka
dr Piotr Ahmad
prof. Jan Cieśliński
prof. Joanna Czaplińska
mgr Monika Helak
Pomimo deklaracji, że uczelnie będą wolnorynkowo konkurować ze sobą o zasoby i prestiż, Ustawa 2.0 wprowadza w istocie przestrzeń dla arbitralnie podejmowanych decyzji, a wybrane uczelnie badawcze mają po jej wejściu w życie uzyskać stałą, ustawowo gwarantowaną przewagę, uniemożliwiającą uczelniom regionalnym konkurowanie w zakresie poziomu badań oraz dydaktyki.
Pozostawienie kwestii finansowych w takiej formie, w jakiej sformułowano je w projekcie ustawy, stwarza realną groźbę destabilizacji finansów małych i średnich uczelni akademickich. Można wykazać, że przesunięcie środków finansowych od uczelni regionalnych do uczelni wskazanych jako „badawcze” będzie znacznie większe od tego, które miało miejsce w roku 2017, na skutek wprowadzenia nowego algorytmu.
Ustawa ogranicza – jeśli nie likwiduje – autonomię uczelni i społeczności akademickiej.
Scentralizowana władza rektora skutkować może wygaszaniem badań, a tym samym – w niektórych dyscyplinach naukowych – prowadzenia dydaktyki, gdyż zgodnie z art. 266 ust. 3 projektu: „Ewaluacje w stosunku do podmiotów, o których mowa w ust. 1 pkt 2, przeprowadza się na wniosek”. Skutkiem zapisu tej regulacji może być jednoosobowa decyzja rektora o niepoddawaniu ewaluacji dyscyplin nie tylko nierokujących nadziei na osiągnięcie wysokiej kategorii naukowej, ale także z wielu względów niewygodnych z punktu widzenia rektora bądź rady uczelni.
Ustawa 2.0 proponuje rozwiązania, co trzeba podkreślić, które zostały już negatywnie zweryfikowane w kilku krajach. Stały się one przyczyną nadużyć finansowych, tworzenia fałszywych statystyk rekrutacji i osiągnięć, oszustw badawczych, rozpadu pracy zespołowej, chaosu organizacyjnego i spadku poziomu dydaktyki.
1. Zgodność deklarowanych celów ze skutkami, które wywoła Ustawa 2.0
Podstawowa sprzeczność opiniowanego dokumentu dotyczy zapisanych we wprowadzeniu założeń i wartości, na których (deklaratywnie) jest on oparty: autonomii, odpowiedzialności oraz innowacyjności.
Autonomia i odpowiedzialność to także podstawowe cele kształcenia na 6, 7, 8 poziomie według Polskich Ram Kwalifikacji – oficjalnego dokumentu prawnego, podpisanego przez Polskę, opartego na Europejskiej Ramie Kwalifikacji, w której precyzyjnie określono cele kształcenia dla każdego poziomu edukacji. Edukacji w szkole wyższej przypisano dwa główne cele: autonomię i odpowiedzialność.
Szczegółowe przykłady rozwiązań sprzecznych z autonomią, odpowiedzialnością i innowacyjnością w proponowanej Ustawie 2.0 są następujące:
Przeregulowanie działalności naukowej (publikacji oraz badań). Przeregulowanie dotyczy kryteriów ewaluacji, podporządkowania pracy twórczej, jaką jest praca naukowa, wyłącznie zewnętrznym kryteriom (tzw. punktoza). Przeregulowanie dotyczy zarówno sposobu upowszechniania wyników badań oraz rozwijanych czy tworzonych teorii (publikacje – ich miejsce, ich przedmiot, ich język), jak i rodzajów aktywności (niektóre aktywności naukowo-badawcze są punktowane, inne zaś nie, a decyzje w tych kwestiach są podejmowane odgórnie i arbitralnie przez Ministerstwo), co skutkuje przekierowaniem aktywności badaczy i wymusza podejmowanie jedynie tych form działalności naukowej, za które można otrzymać punkty. Z tego powodu każda niepunktowana działalność badawcza może stać się dla badaczy stratą czasu, a według ich przełożonych – niepotrzebnym wydatkiem. Takim rodzajem aktywności niepunktowanych są zwłaszcza różne formy działań zespołowych dających możliwość wymiany, dzielenia się wynikami badań i współpracy – seminaria, wykłady otwarte, konferencje. Bezpośrednim skutkiem zdeprecjonowania znaczenia niektórych form aktywności naukowej będzie: pogłębienie rozproszenia polskiego środowiska naukowego, wzmocnienie indywidualizacji strategii związanych z karierą naukową, zamieranie wymiany i dzielenia się wynikami badań oraz marnotrawienie środków finansowych. Inaczej mówiąc, opiniowany projekt nie tworzy warunków, które pozwoliłyby odwrócić niekorzystne zjawiska i skutki wynikające z braku pracy zespołowej i powstawania szkół teoretycznych czy badawczych.
Wskazane niekorzystne skutki będą szczególnie dotkliwe dla polskiej humanistyki i nauk społecznych. Projekt Ustawy 2.0 nie uwzględnia ich specyfiki zarówno jeśli chodzi o pracę badawczą, jak i dydaktykę. Wynika to, po pierwsze, z wąsko rozumianej idei umiędzynarodowienia nauki. Znikoma liczba badań wymagających pracy zespołowej i długiego czasu powoduje zmniejszenie widoczności polskiej nauki. Ponadto umiędzynarodowienie oznacza również międzynarodowy podział pracy, który wyraża się w powstawaniu odmiennych, lokalnych tradycji teoretyczno-badawczych. Aktualnie realizowane programy badawcze i dydaktyczne zwłaszcza francuskich i niemieckich uczelni wskazują na trwałość ambicji tworzenia własnych szkół, idei i specjalności. Po drugie opiniowany dokument opiera się na bezkrytycznie przyjętych kryteriach oceny dokonań naukowych. Od przeszło dwóch dekad wskazuje się w literaturze naukowej, że rankingi i kryteria oceny dokonań naukowych są tworzone nie po to, by uwidocznić reguły rywalizacji, ale przeciwnie – służą one, zwłaszcza w warunkach nierównego dostępu do środków finansowych, utrwaleniu nierównej dystrybucji prestiżu i kapitału symbolicznego. Można powiedzieć, że opiniowany dokument przewiduje podporządkowanie twórczości naukowej potrzebom, ideom i zainteresowaniom centrum kulturowego.
Zmienność i nieprzewidywalność centralnie ustalanych kryteriów oceny pracy naukowej. Regułą w ostatnich latach stało się to, że kryteria decydujące o wynikach parametryzacji i ocenie pracowników naukowych są zmieniane w czasie okresu, którego ocena dotyczy. Również obecnie Ministerstwo zaniedbało ustalenia punktów przysługujących za opublikowane artykuły i książki – tymczasem wyniki tych osiągnięć mają być podstawą parametryzacji rozstrzygającej o losach uczelni. Brak bieżących aktualizacji w tym zakresie, praktykowane wsteczne przypisywanie punktów określonym aktywnościom naukowym, czasopismom i wydawnictwom – to rażące naruszenie zasad obiektywności i transparentności procesu ustalania warunków konkurowania uczonych i uczelni.
Ustawa 2.0 spowoduje zniszczenie uczelnianych ciał kolegialnych oraz ograniczanie ich kompetencji. Rady instytutów, rady wydziałów i senaty to kolegialne struktury uczelni, które według nowej ustawy mogą być zlikwidowane, a zakres ich sprawstwa i autonomii jest w projekcie znacznie ograniczony. Niezrozumiały jest na przykład powód, dla którego przewiduje się przeniesienie prawa do podejmowania uchwał o nadawaniu stopni naukowych na senaty, a odebranie ich radom wydziałów.
Ustawa 2.0 jest bezpośrednim zagrożeniem dla autonomii uczelni. Przewidywany skład rady (50 proc. osób spoza uczelni) nie tylko zagraża autonomii, ale także przesuwa sprawczość i decyzyjność w najważniejszych sprawach szkoły wyższej z jej przedstawicieli na ośrodki zewnętrzne – biznesowe i polityczne. Przepis dotyczący możliwości podjęcia każdej decyzji rady przez 50 proc. jej członków sprawia, że możliwe stanie się decydowanie o akademickiej wspólnocie przez ludzi spoza tej wspólnoty.
Groźba zapaści finansowej uczelni regionalnych. Pozostawienie kwestii finansowych w takiej formie, w jakiej sformułowano je w projekcie ustawy, stwarza realną groźbę destabilizacji finansów małych i średnich uczelni akademickich. Można wykazać, że przesunięcie środków finansowych od uczelni regionalnych do uczelni wskazanych jako „badawcze” (zdefiniowanych w ustawie poprzez program „Inicjatywa doskonałości – uczelnia badawcza”) będzie znacznie większe od tego, które miało miejsce w roku 2017, na skutek wprowadzenia nowego algorytmu[1]. Zatem szczególnej wagi nabiera umieszczenie w ustawie zabezpieczeń dla regionalnych uczelni akademickich, zapewniających względną stabilność ich finansowania (powinny one gwarantować przede wszystkim określoną dotację podstawową). Prostym, ale bardzo skutecznym sposobem ochrony uczelni regionalnych przed przepływem dotacji podstawowej do uczelni „badawczych” jest wydzielenie na potrzeby algorytmu podziału subwencji podstawowej osobnej grupy „uczelni badawczych”, z zapewnieniem stabilizacji subwencji dla grupy pozostałych uczelni akademickich, analogicznie jak to ma miejsce w przypadku grupy uczelni zawodowych, która nie konkuruje o dotację z pozostałymi uczelniami[2]. Realizację wskazanych tu celów można zapewnić przez następujące przepisy w ustawie: (1) dodanie dodatkowego ust. 6 w art. 384, o treści: „Przepisy ust. 1–5 dotyczą także środków, o których mowa w art. 369 ust. 2, oraz środków, o których mowa w art. 369 ust. 3”; (2) dodanie dodatkowego ust. 4 w art. 390 (lub osobnego artykułu): „Uczelnie będące beneficjentami środków, o których mowa w art. 388 ust. 1 oraz art. 395 ust. 6, tworzą jedną z grup uczelni, o których mowa w art. 369 ust. 2 pkt 1”.
Jednym z najważniejszych deklarowanych celów nowej ustawy jest poprawa jakości badań naukowych, ale brak jest w ustawie jakichkolwiek nowych rozwiązań dotyczących systemu grantowego (Narodowe Centrum Nauki i Narodowe Centrum Badań i Rozwoju). Zauważalną cechą obecnego systemu grantowego jest „wielograntowość” i duża koncentracja środków grantowych w ośrodkach metropolitalnych. Łatwość dostępu do krajowych środków na badania naukowe dla wąskiej grupy badaczy i ośrodków, powodująca brak motywacji do wzięcia udziału w konkurencji międzynarodowej, jest wręcz wskazywana jako jedna z przyczyn dramatycznie niskiej liczby grantów europejskich zdobywanych przez polskie ośrodki naukowe. W celu uczynienia systemu grantowego bardziej transparentnym i sprawiedliwym ustawa powinna przynajmniej nakazać niezwłoczne opracowanie i wdrożenie systemu ewaluacji wykonanych grantów.
2. Niewystarczająca ocena skutków ustawy
Nowe brzmienie art. 384 wymaga ponownego opracowania przez Ministerstwo wszystkich aspektów finansowych Oceny Skutków Regulacji. Konieczne jest też przybliżone oszacowanie kategorii naukowych posiadanych przez poszczególne uczelnie według nowych reguł (zwłaszcza liczbę nowych kategorii B+), co umożliwi prognozę zwłaszcza w zakresie tego, ilu uczelniom zagraża znaczne zmniejszenie liczby uprawnień doktorskich czy habilitacyjnych, co pociągnęłoby za sobą utratę praw do prowadzenia niektórych kierunków studiów czy nawet utratę statusu akademickiego. Szacunki te pozwolą też stwierdzić, czy istnieją mniejsze uczelnie, dla których nowe rozwiązania są korzystniejsze od systemu obecnego, opartego na minimach kadrowych.
Wśród rozporządzeń wykonawczych do ustawy brak najważniejszego rozporządzenia, czyli opisu algorytmu podziału subwencji. Bez znajomości nowego algorytmu nie można wnioskować o jego wpływie na mniejsze ośrodki. Zachowanie aktualnie obowiązujących reguł z pewnością doprowadzi do upadku wielu uczelni regionalnych.
3. Wady systemu ewaluacji jakości działalności naukowej
Podstawą systemu polskiego szkolnictwa wyższego są minima kadrowe niezbędne do prowadzenia studiów, uzyskania uprawnień doktorskich lub habilitacyjnych. Mniejsze uczelnie planowały swoją przyszłość, kompletując odpowiednią kadrę, aby sprostać tym wymaganiom. Bardzo istotne jest to, że wymagania te były zawczasu znane, a co najwyżej – ulegały niekiedy niewielkim zmianom.
Nowa ustawa radykalnie zmienia warunki funkcjonowania uczelni i nie daje im czasu na dostosowanie się do nowych wymogów, jakim są kategorie naukowe przypisane poszczególnym dyscyplinom na uczelni. Kluczową rolę zaczyna więc odgrywać kategoryzacja, czyli ocena parametryczna. Zmiana ta ma zalety, ale ma też duże wady. Zdecydowanie największym zagrożeniem, zwłaszcza dla uczelni regionalnych, jest nieprzewidywalność i brak transparentności procedury nadawania kategorii naukowych. Dotychczas stosowaną praktyką jest ustalanie wymagań niezbędnych do uzyskania kategorii A czy B dopiero pod koniec ocenianego okresu lub wręcz po jego zakończeniu. Nie daje to najmniejszych szans uczelniom na przyjęcie choćby średniookresowej strategii prowadzącej do zachowania uprawnień doktorskich czy habilitacyjnych, a w przypadku najsłabszych uczelni regionalnych (mających tylko pojedyncze dyscypliny z kategorią B) zagrożenie to może dotyczyć utrzymania uprawnień do prowadzenia studiów ogólnoakademickich. Zwłoka Ministerstwa w określeniu kryteriów wskazuje na brak transparentności w działaniach związanych z ich reformowaniem.
Wskazany problem może być rozwiązany przez następujące modyfikacje przepisów zawartych w Ustawie:
w art. 268 ust. 2 pkt 1 po słowach „sposób określania kategorii naukowej” dodać: „opis wymagań wystarczających do uzyskania kategorii A, B+ oraz B”,
w art. 268 dodać ust. 4 o treści: „Rozporządzenie, o którym mowa w ust. 1, wydawane jest nie później niż rok przed rozpoczęciem się ocenianego okresu, o którym mowa w art. 267, a wykazy, o których mowa w ust. 2 pkt 2, tworzone są i udostępniane przed rozpoczęciem się okresu, którego dotyczą”.
Warto podkreślić, że obecny system ewaluacji prowadzi do szybkiej marginalizacji i likwidacji dyscyplin związanych z kierunkami niemasowymi na uczelniach regionalnych. Jeśli takim dyscyplinom grozić będzie kwalifikacja do kategorii C, to raczej nie będą poddawane kategoryzacji i ulegną likwidacji (co w pierwszej fazie może nawet jest efektem pozytywnym), ale wtedy w takiej dyscyplinie ostatnie miejsca zajmą jednostki dotychczasowej kategorii B. Jeśli nie będzie (postulowanych przez nas wyżej) stabilnych i jasnych kryteriów uzyskiwania kategorii B, to obecne reguły będą prowadziły do nadania tym jednostkom kategorii C. Wszystko to prowadzi do wyniszczającego wyścigu, w wyniku którego wiele dyscyplin naukowych zniknie na zawsze z uczelni regionalnych.
4. Naruszenie reguł konkurencji
Pomimo deklaracji, że uczelnie będą wolnorynkowo konkurować ze sobą o zasoby i prestiż, Ustawa 2.0 wprowadza w istocie przestrzeń dla arbitralnie podejmowanych decyzji, a wybrane uczelnie badawcze uzyskają stałą, ustawowo gwarantowaną przewagę, uniemożliwiającą uczelniom regionalnym konkurowanie w zakresie poziomu badań oraz dydaktyki.
Proponowane zasady ewaluacji jednostek uniemożliwią uczelniom regionalnym skuteczne konkurowanie z uczelniami badawczymi. Projekt rozporządzenia do ustawy utrzymuje metodę oceny polegającą na ustalaniu wag dla poszczególnych kategorii po zakończeniu okresu ewaluacji, co oznacza, że ocena dokonywana jest metodą grading on the curve, czyli mierzeniu odległości od lidera. Taka ocena przy przyznaniu dodatkowych zasobów uczelniom badawczym doprowadzi do powiększenia i utrwalenia dystansu między ośrodkami uczelnianymi.
Ryzykiem dla uczelni regionalnych jest także powiązanie praw do prowadzenia studiów akademickich z kategorią badawczą. Praktyka amerykańska i zachodnioeuropejska pokazuje, że mogą istnieć pierwszorzędne uczelnie wyłącznie dydaktyczne (liberal arts colleges), kształcące akademicko.
Innym przejawem ustawowego uprzywilejowania dużych uczelni jest także powiązanie pełnej autonomii programowej (swobody tworzenia nowych kierunków) z kategorią badawczą A/A+ (art. 53 ust. 7 i 9). W konsekwencji uczelni łatwiej będzie uzyskać prawa habilitacyjne (związane z koniecznością uzyskania kategorii B+) niż autonomię programową czy prawo do prowadzenia jednolitych studiów magisterskich.
Problematyczne jest także wiązanie prawa do prowadzenia studiów nauczycielskich z kategorią badawczą. Studia nauczycielskie są studiami zawodowymi, a ich prowadzenie winno być zadaniem uczelni regionalnych, których istotną część stanowią dawne wyższe szkoły pedagogiczne.
Utrzymanie proponowanego w ustawie systemu może prowadzić do likwidacji uczelni regionalnych. Duże uczelnie badawcze, mające pełną autonomię programową (dydaktyczną) oraz w zakresie nadawania stopni tudzież mogące prowadzić studia praktyczne i akademickie, będą dążyły do zdominowania całego rynku, oferując – wbrew swojej misji – wszystkie rodzaje studiów.
Łatwym do przewidzenia następstwem proponowanych regulacji będzie też wykorzystanie gwarantowanej przepisami dominującej pozycji na rynku akademickim do hamowania rozwoju i degradacji mniejszych konkurentów. Błędnie skonstruowana stratyfikacja uczelni, niejasne zasady parametryzacji umożliwiające ręczne sterowanie nauką oraz przyznanie dużym uczelniom uprawnień dających im przewagę konkurencyjną nad ośrodkami regionalnymi rodzą ryzyko, że w wyniku reformy będzie postępowała stopniowa degradacja uczelni regionalnych, co uczyni z nich nieprestiżowe i niedofinansowane uczelnie dydaktyczne.
5. Skutki społeczne i kulturowe reformy dla Polski prowincjonalnej
Skutki wprowadzenia Ustawy 2.0 pozostają w sprzeczności z deklarowanym przez rząd „nowym modelem rozwoju”, czyli „rozwojem odpowiedzialnym oraz społecznie i terytorialnie zrównoważonym”, „społecznie wrażliwym”, wykorzystującym między innymi „indywidualny potencjał terytorialny, inwestycje, innowacje, rozwój”. Problemem Polski jest nierównomierność rozwoju, czemu planuje się zapobiegać przez „zwiększenie efektywności interwencji publicznej”[3] w polityce regionalnej. Główne cele Strategii na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju to: „wzrost dochodów mieszkańców” oraz „wzrost spójności społecznej, ekonomicznej, środowiskowej i terytorialnej”.
Duże wątpliwości, jeśli chodzi o skuteczność zapobiegania degradacji regionalnych ośrodków, budzą również konkursy nazwane „Regionalnymi Inicjatywami Doskonałości”, ponieważ dostęp do nich również będzie dekretowany i reglamentowany.
Szkodliwe i prawdopodobnie nieodwracalne skutki dla Polski regionalnej wywołane przez Ustawę 2.0 przyczynią się do pogłębienia nierówności rozwojowych i cywilizacyjnych. Projekt Ustawy opiera się na postkolonialnym modelu rozwoju, w którym legitymizuje się podział na uprzywilejowane metropolie rozwijające się kosztem prowincji.
6. Sytuacja doktorantów
6.1. Kwestie socjalne
Ustawa 2.0 przewiduje zmiany w kształceniu doktorantów. Podstawową zmianą jest wprowadzenie szkół doktorskich, do których prowadzenia wymagane jest, zgodnie z art. 198 ust. 3, posiadanie przez uczelnię statusu uczelni akademickiej prowadzącej co najmniej dwa wydziały o kategorii minimum B+. Ponieważ w obecnym systemie parametrycznym kategoria B+ nie jest stosowana, trudno oszacować, ile istniejących uczelni uzyska możliwość prowadzenia szkół doktorskich w więcej niż kilku dyscyplinach. Istnieje zagrożenie, że możliwość uzyskania stopnia doktora, zwłaszcza w niszowych dyscyplinach, ograniczy się do nielicznych ośrodków akademickich. W ten sposób Ustawa 2.0 wymusza wewnątrzkrajową mobilność. Może to wpłynąć negatywnie na dostępność kształcenia na poziomie studiów doktoranckich, jeśli wziąć pod uwagę bardzo niewielką faktyczną mobilność maturzystów i studentów na wcześniejszych etapach edukacji – aż 74 proc. badanej przez Instytut Badań Edukacyjnych młodzieży w toku nauki nie zmieniło pierwotnego miejsca zamieszkania[4].
Jednocześnie warto zaznaczyć, że do tak wymuszonej mobilności uczelnie nie mają odpowiednio przygotowanej infrastruktury. Przeprowadzka z rodzinnej miejscowości do jednego z kilku ośrodków akademickich wymaga znalezienia mieszkania i wyasygnowania dodatkowych środków na ten cel. Trudno oczekiwać, by uczelnie były w stanie zaspokoić potrzeby doktorantów zwiększone z powodu wymuszonej przez ustawę mobilności. Wprowadzenie ustawy nie jest zatem poparte adekwatnymi inwestycjami infrastrukturalnymi.
Ponadto doktoranci najczęściej są w wieku, w którym mogą chcieć założyć rodzinę – zmiana miejscowości zamieszkania oznacza oderwanie się od pierwotnego środowiska, często stanowiącego istotną pomoc przy utrzymaniu i wychowywaniu dzieci, oraz wymusza na rodzinie konieczność znalezienia pracy w nowym ośrodku. Ustawa w żaden sposób nie zobowiązuje uczelni do zapewnienia doktorantom warunków do stacjonarnego studiowania. Uprzywilejowane będą w tych okolicznościach osoby zamieszkujące w metropoliach oraz posiadające wsparcie finansowe rodziny.
Wątpliwości budzą też te przepisy, które mają prosocjalne brzmienie, nie dając jednak żadnych gwarancji ich realizacji. Przykładem jest tu art. 214, mówiący o tym, że jednostka samorządu terytorialnego „może” przyznać doktorantom ulgi na przejazdy komunikacją miejską – ale nie musi. Ustawodawca, deklarując prosocjalne rozwiązania, powinien zabiegać o zabezpieczenie ich realizacji. Podobny przepis widnieje w obecnej ustawie Prawo o szkolnictwie wyższym (Dz.U. 2005, nr 164, poz. 1365), niemniej reforma stanowi dobrą okazję do uzupełnienia tego typu braków, zwłaszcza jeśli jednym z jej naczelnych celów jest poprawa sytuacji młodych naukowców.
Jednocześnie pozytywnie należy ocenić jednoznaczną treść art. 209 ust. 1, mówiącego o tym, że doktorant otrzymuje stypendium. Status quo w tej materii przyczyniało się do wysokiej skali drop outu ze studiów doktoranckich, widocznej w daleko idącej dysproporcji między liczbą osób zaczynających studia doktoranckie a liczbą osób, które z sukcesem obroniły rozprawę doktorską[5]. Niezależnie od dalszych losów projektu Konstytucji dla Nauki wynagradzanie wszystkich młodych naukowców za dokonywanie postępów nad pracą doktorską powinno zostać utrzymane, żeby zapewnić bazową efektywność kształcenia na poziomie doktoranckim i tym samym wydatkowania pieniędzy publicznych na ten cel.
6.2. Sprawczość obywatelska
Ustawa 2.0 może wpłynąć negatywnie na sytuację doktorantów także w innym aspekcie: partycypacji w zarządzaniu uczelnią. Obecnie doktoranci dysponują autonomią podobną do samorządów studenckich i w ramach tej samej minimalnej puli 20 proc. wchodzą w skład przedstawicielskich organów kolegialnych – od rad instytutów aż po uczelniany senat. Z tej racji, że Ustawa 2.0 pomija strukturę wydziałową, a intencją ustawodawcy jest docelowa likwidacja struktury wydziałowej, obszar wpływu młodych naukowców w obrębie uczelni istotnie się skurczy. Obecny projekt Konstytucji dla Nauki gwarantuje istnienie samorządu doktoranckiego szkoły doktorskiej oraz reprezentację doktoranta w senacie uczelni, a więc bezwzględna liczba doktorantów reprezentujących tę część społeczności akademickiej w porównaniu do status quo zmniejszy się znacząco. Wpłynie to negatywnie na stopień demokratyczności zarządzania uczelnią.
Nadto w kontekście celów ustawodawcy, który chce wzmocnić krajowe ośrodki akademickie i uczynić je atrakcyjnymi dla młodych naukowców, dziwi brak gwarancji reprezentacji doktorantów w radzie uczelni. W projekcie słusznie utrzymano obowiązkową reprezentację studenta (choć należałoby rozważyć, czy nie powinien on pochodzić z wyboru bezpośredniego, zważywszy na wagę zadań wykonywanych przez radę uczelni), a doktorant jednocześnie może – choć nie musi – zostać wybrany. Biorąc pod uwagę regulowaną odgórnie niewielką liczbę mandatów rady i obserwowaną w obrębie uczelni polityczną dominację starszych pracowników naukowych, przy realizacji obecnego art. 19 ust. 1 należy spodziewać się trwałego wykluczenia doktorantów ze współzarządzania uczelnią w drodze uczestnictwa w pracach rady uczelni.
W świetle tak ograniczonego w porównaniu do status quo wpływu doktorantów na uczelnię należy negatywnie ocenić art. 201 ust. 4, mówiący o konieczności „zasięgnięcia opinii” samorządu doktoranckiego w kwestii programu kształcenia szkoły doktorskiej. Program kształcenia stanowi przykład najistotniejszego zadania merytorycznego szkół doktorskich, a jednocześnie – w przeciwieństwie do regulaminu dotyczącego spraw technicznych i organizacyjnych – nie musi być w sposób wiążący zatwierdzony przez bezpośrednio zainteresowanych. Jest to brak, który wymaga doprecyzowania – wskazane jest wzmocnienie podmiotowości doktorantów we współkształtowaniu programu nauczania, który ich dotyczy, zwłaszcza jeśli władzom uczelni zależy na przygotowywaniu młodych naukowców do samodzielnej pracy.
7. Skutki organizacyjne
Zgodnie z ustawą o szkolnictwie wyższym z 2005 r. organami jednoosobowymi uczelni są rektor oraz kierownicy jednostek podstawowych (art. 60 ust. 5), organami kolegialnymi są zaś senat i rady podstawowych jednostek organizacyjnych (art. 60 ust. 1).
Podstawowe jednostki organizacyjne, którymi na większości uczelni są wydziały, nie tylko organizują jej strukturę, lecz obarczone są szeregiem funkcji:
Funkcja dydaktyczno-administracyjna. Wydziały prowadzą kierunki studiów, prowadząc tym samym obsługę studentów. W dobie cyfryzacji szereg czynności prowadzonych jest w zintegrowanych programach komputerowych (USOS, POL-on), co powiązane jest z uprawnieniami dostępu oraz specjalistycznymi kompetencjami szeregu pracowników administracyjnych, uwzględniających także aktualne przepisy RODO. Przeniesienie tych obowiązków na inne jednostki uczelni spowodować może chaos organizacyjny, wynikający z konieczności zapoznania się z nowymi, nierzadko bardzo wyspecjalizowanymi obowiązkami w danym miejscu pracy. Ponadto w gestii dziekana (prodziekana ds. kształcenia lub ds. studentów, w zależności od nomenklatury) należy: przedłużanie studentom sesji, wydawanie zgody na wpisy warunkowe na kolejny semestr, reaktywacja na danym semestrze studiów – a zgodnie z projektem przepisów wprowadzających Ustawę 2.0 (art. 224 ust. 4): „Z dniem 1 października 2019 r. rektorzy wstępują w prawa i obowiązki kierowników podstawowych jednostek organizacyjnych”, co oznacza, że spada na nich odium decydowania o dalszym przebiegu studiów niejednokrotnie setek studentów.
Funkcja naukowa. Wydziały są organem odpowiedzialnym za awanse naukowe (prowadzenie – w zależności od uprawnień – przewodów doktorskich, habilitacyjnych, profesorskich). Rady wydziałów składają się ze specjalistów w dziedzinach i dyscyplinach, których decyzje są rezultatem ich wiedzy i doświadczenia. Przeniesienie głosowania w sprawach awansowych na poziom senatu może prowadzić do paradoksalnych sytuacji, w których o poparciu bądź odrzuceniu wniosku o nadanie stopnia lub tytułu naukowego decydować będą osoby specjalizujące się w dziedzinach odległych od dyscypliny wnioskodawcy. Zastosowanie zapisów o „przyspieszonych” awansach naukowych (doktorat wdrożeniowy oraz stanowisko profesora uczelnianego obsadzane osobą ze stopniem doktora) prowadzić może także do niepokojącego zjawiska kształtowania polityki kadrowej według zasad niezgodnych z etyka naukową.
Funkcja organizacyjno-naukowa. Na poziomie wydziału wypełniana jest ankieta ewaluacji działalności naukowej.
Funkcja personalna. Władze dziekańskie mają lepszy wgląd w rozwój naukowy podległych pracowników, uwzględniający nie tylko posiadany dorobek naukowy, ale także sytuację życiową i plany na przyszłość. Scentralizowana polityka kadrowa może prowadzić do niedoszacowania potencjału akademickiego pracowników naukowo-dydaktycznych, z drugiej zaś strony do nepotyzmu i zjawisk korupcjogennych.
Odrębną kwestię stanowi liczebność organów kolegialnych – rad wydziałów, w skład których, w zależności od statutu uczelni, wchodzą bądź wszyscy samodzielni pracownicy naukowo-dydaktyczni (wraz z proporcjonalną liczbą przedstawicieli pracowników niesamodzielnych, administracyjnych oraz doktorantów i studentów), bądź też ich (wybierana) reprezentacja. Jednakże to nie likwidacja, lecz przekształcenie tego organu kolegialnego w gremium, w którym zasiadaliby członkowie z wyboru, może nadać mu nową jakość. Na poziomie wydziału bowiem najlepiej diagnozowane jest zapotrzebowanie społeczne na aktualnie prowadzone i nowe kierunki studiów oraz kierunki badań. Planowanie strategii rozwoju poszczególnych dyscyplin na szczeblu centralnym (rektor, rada uczelni) paradoksalnie powodować może obstrukcję w podejmowaniu decyzji, gdyż przydatna i adekwatna wiedza jest w posiadaniu pracowników wydziałów, którzy bezpośrednio kontaktują się z potencjalnymi pracodawcami i są w kontakcie z akademickimi centrami karier, monitorującymi rynek pracy.
Dlatego należy postulować zachowanie dotychczasowej struktury organizacyjnej uczelni o wielowiekowych tradycjach, z podstawowymi jednostkami o kompetencjach akademickich i dydaktycznych, a zarazem weryfikujących działania rektora.
Proponowane rozwiązania dotyczące wysokości miesięcznego wynagrodzenia, wbrew zapowiedziom, nie są rozwiązaniami gwarantującymi stabilizację finansową i bytową pracowników uczelni. Wynagrodzenia pracowników akademickich w Polsce należą do najniższych w krajach OECD, porównywalnych z pozostałymi krajami postkomunistycznymi[6]. Wskaźnik ten od lat pozostaje na podobnym poziomie. Artykuł 137 ust. 1 i 2 projektu Ustawy 2.0 w sposób bardzo enigmatyczny określają stawki minimalne, uzależnione od wysokości stawki bazowej, która zostanie ustalona przez ministra w drodze rozporządzenia. W projekcie ustawy brak jakiejkolwiek wzmianki o indeksacji płac, uzależnieniu ich od stopy inflacji w kraju, co może spowodować zamrożenie płac pracowników akademickich na kolejne lata. Co więcej, art. 117 ust. 1 projektu ustawy daje rektorowi dowolność w zawieraniu pierwszej umowy o pracę – na czas nieokreślony bądź określony. Domniemywać można, że ze względów ekonomicznych umowy zawierane będą z pracownikami najczęściej na czas określony, potęgując poczucie braku stabilizacji życiowej, która niezbędna jest do pracy naukowo-badawczej. Wymagania ustawodawcy dotyczące lojalności pracownika wobec podstawowego miejsca pracy niepoparte czynnikiem motywacyjnym, jakim jest godne wynagrodzenie, pozwalające naukowcowi również godnie reprezentować swój kraj i swoją Alma Mater na wystąpieniach międzynarodowych świadczą o braku zrozumienia, że jakość badań uzależniona jest nie tylko od wyposażenia laboratoriów, ale także od kondycji psychicznej pracownika, który powinien mieć zapewniony zarówno byt, jak i perspektywy stabilizacji zawodowej, pozwalające na planowanie rozwoju badawczego.
Dodatkowo usunięcie art. 146 ust. 1 – o wieku emerytalnym nauczyciela akademickiego – z projektu ustawy z dn. 26 marca 2016 r. skutkuje stosowaniem w przypadku określania wieku emerytalnego przepisów Kodeksu pracy. Oznacza to, że wiek emerytalny na uczelniach będzie taki sam jak w innych przedsiębiorstwach – 65 lat dla mężczyzn i 60 lat dla kobiet. Jest to przepis jawnie dyskryminujący kobiety naukowców, które stopnie i tytuły naukowe uzyskują później niż mężczyźni, tym samym będąc a priori pozbawiane możliwości kandydowania do pełnienia funkcji kierowniczych, jeśli w trakcie kadencji osoba ta mogłaby osiągnąć wiek emerytalny. Nie uwzględniono także długofalowości badań w wielu dziedzinach nauki, gdzie wyniki eksperymentów poznawane są dopiero po kilku czy nawet kilkunastu latach. Ponadto kobiety po osiągnięciu obniżonego wieku emerytalnego mogą być zmuszane przez władze uczelni do przejścia na emeryturę, co odbijać się będzie także na poziomie naukowym jednostki, gdyż to pracownicy samodzielni są gwarantem jakości badań naukowych.
Scentralizowana władza rektora skutkować może wygaszaniem badań – a tym samym prowadzenia dydaktyki – w niektórych dyscyplinach naukowych, gdyż zgodnie z art. 266 ust. 3 projektu: „Ewaluacje w stosunku do podmiotów, o których mowa w ust. 1 pkt 2, przeprowadza się na wniosek”. Skutkiem zapisu tej regulacji może być jednoosobowa decyzja rektora o niepoddawaniu ewaluacji dyscyplin nie tylko nierokujących nadziei na osiągnięcie wysokiej kategorii naukowej, ale także z wielu względów niewygodnych z punktu widzenia rektora bądź rady uczelni. Niepoddawanie dyscypliny ewaluacji powoduje brak dotacji ministerialnych na prowadzenie dalszych badań naukowych w tej dyscyplinie oraz utratę uprawnień akademickich (nadawanie stopni naukowych). Skutkuje także możliwością prowadzenia studiów jedynie na poziomie praktycznym, co prowadzi do marginalizacji kierunku studiów, a tym samym całej uczelni, w stosunku do uczelni, które posiadają prawa prowadzenia studiów na poziomie akademickim.
Projekt ustawy ma na celu „integrację strumieni finansowania”. Obok godnego pochwały uelastycznienia rozmaitych funduszy i większej swobody uczelni w ich wydawaniu dokonano przy tej okazji centralizacji wszystkich funduszy w ręku rektora. W szczególności dotyczy to stosunkowo niewielkich środków na badania naukowe, dotychczas pozostających w dyspozycji dziekanów. Ich podział, zależąc od kategorii naukowej, ma dużą rolę motywacyjną. Centralizacja środków, o których mowa w art. 369 ust. 3, może mieć szczególnie groźne następstwa dla równomiernego rozwoju nauki na uczelniach regionalnych. Trudna sytuacja finansowa uczelni regionalnych może wymuszać konfliktogenne przesunięcia tych środków między dyscyplinami i marginalizację wielu dyscyplin naukowych w ośrodkach regionalnych.
W związku z powyższym w art. 367 ust. 2 należy dodać: „przy czym środki finansowe, o których mowa w art. 366 pkt 2 lit. a–d, przeznaczone są do wykorzystania na potrzeby dyscyplin naukowych, które wygenerowały te środki za pośrednictwem algorytmu, o którym mowa w art. 369 ust. 3, i związanych z nimi kierunków studiów”.
8. Zagrożenia oligarchizacji środowiska naukowego
Wolność wymiany myśli i poglądów oraz swoboda prowadzenia badań naukowych jako wartości gwarantujące skuteczne „dążenie do prawdy” i „przekazywanie wiedzy” stanowią fundamentalny zamysł ustawodawcy, wyrażony expressis verbis już we wprowadzeniu do projektu nowego prawa. Należy także podkreślić, że autonomia społeczności akademickiej – jako całości – była i pozostaje integralną składową idei kształcenia akademickiego oraz badań naukowych, na której budowano instytucję uniwersytetu już od początków jej zaistnienia w życiu społecznym.
Dlatego też należy odnotować, że regulacje proponowanej Ustawy 2.0 stoją w sprzeczności z deklarowanym we Wprowadzeniu zamiarem ustawodawcy. Ustawa ogranicza – jeśli nie likwiduje – autonomię uczelni i społeczności akademickiej.
W tym miejscu należy zwrócić uwagę, że Ustawa 2.0 nie definiuje pojęcia autonomii. Ma to pierwszorzędne znaczenie, ponieważ „autonomia społeczności akademickiej”, o której mowa, ma co najmniej dwa wymiary: (1) wymiar wewnętrzny, który oznacza autonomię poszczególnych jednostek uczelnianych (jak wydziały czy instytuty) czy też autonomię poszczególnych pracowników w zakresie wolności wyrażania myśli czy swobody badań naukowych wobec pozostałych podmiotów uczelni; (2) wymiar zewnętrzny, nie mniej istotny, który oznacza niezależność wspólnoty uczelnianej jako całości od np. bieżącej polityki czy nacisków płynących spoza środowiska naukowego (lokalni politycy, biznes), co jest bezwzględnym warunkiem rzetelności i uczciwości badań naukowych. Oba wymiary autonomii uczelnianej są przez nową ustawę znacznie ograniczane na rzecz wąskiego rozumienia autonomii jako – przede wszystkim – autonomii rektora wobec wspólnoty uczelnianej.
Rektor uczelni wedle przepisów ustawy w zasadzie nie podlega kontroli ogółu społeczności uczelnianej, a jednocześnie otrzymuje bardzo szerokie prerogatywy (art. 23 ust. 2). Ponadto Ustawa 2.0 nie precyzuje, na jakich zasadach i w jakim zakresie rektor odpowiada za decyzje w sprawach kadrowych, otrzymując wedle art. 23 ust. 2 pkt 6 i 7 projektu władzę mianowania i odwoływania osób sprawujących funkcje kierownicze. W praktyce uniemożliwia to członkom społeczności uczelnianej wywieranie efektywnego wpływu na politykę uczelni w jakimkolwiek zakresie i narusza istotny element demokracji uczelnianej, jakim było istnienie autonomicznych wydziałów (które ustawa rozwiązuje) oraz wyborów dziekanów.
Również proponowany sposób wyłaniania rektora uczelni wskazuje na ograniczenie autonomii społeczności akademickiej. Wybór rektora przez kolegium elektorów albo składającą się w większości z osób spoza środowiska akademickiego radę uczelni skutkować będzie tym, że o osobie mającej piastować najważniejszą funkcję w uczelni zadecydują osoby niemające żadnej legitymacji demokratycznej, niewybierane i nieodpowiadające w żaden sposób przed ogółem członków uczelni – pracowników, studentów i doktorantów.
Najbardziej znaczącym naruszeniem dobrych praktyk demokracji uczelnianej i zagrożeniem autonomii uczelni w jej wymiarze zewnętrznym jest jednak powołanie rad uczelni w kształcie proponowanym przez Ustawę 2.0. Rady uczelni wybierają rektorów, monitorują gospodarkę finansową, uchwalają strategię uczelni oraz monitorują zarządzanie uczelnią, a także – o czym już wspomniano – mogą zgłosić wniosek o odwołanie rektora z urzędu (art. 27 pkt 2).
W tym kontekście poważne zastrzeżenia dotyczące autonomii uczelni muszą budzić art. 19 i 20, w myśl których osoby spoza uczelni mają stanowić ponad 50 proc. składu rady. Wymienione przepisy oddają więc kontrolę nad całością uczelni organowi, który może składać się z osób niemających jakichkolwiek związków z życiem naukowym bądź pracą badawczą czy dydaktyczną. Mogą to być osoby nieznające specyfiki pracy naukowców czy studentów oraz nierozumiejące ich potrzeb czy wyzwań, przed którymi naukowcy i studenci stają każdego dnia. Artykuł 18 bezpośrednio godzi w wypływające z dobrych obyczajów akademickich prawo wspólnoty akademickiej – nie tylko rektora i rad – do decydowania o losach uczelni.
Wspomniane regulacje stwarzają także pole do szeregu nadużyć; pojawia się bowiem realne zagrożenie, że członkami mających tak rozległe prerogatywy rad uczelni zechcą zostać osoby pragnące otrzymać wiążące się z tą funkcją wpływy i władzę, co grozi skolonizowaniem uczelni przez wytworzone, już istniejące w lokalnym środowisku pozauczelnianym układy i koligacje polityczno-biznesowe. Skutkiem może być wytworzenie się patologicznego mechanizmu kooptacji, w którym stanowiska decydujące o losie uczelni powierza się ludziom znanym i wpływowym, mającym odpowiednie koneksje bądź władzę polityczną, poza jakąkolwiek kontrolą wspólnoty akademickiej. Ustawa zezwala bowiem na to, by członkiem rady uczelni został każdy, kto posiada pełnię praw publicznych, nie był karany, nie jest zatrudniony w innej uczelni bądź instytucji publicznej i posiada wykształcenie wyższe. Należy stwierdzić, że kryteria te nie są wystarczające. Zarządzanie i podejmowanie decyzji w sprawach społeczności uczelnianej wymagają obszernej i specyficznej wiedzy, doświadczenia i kompetencji, które można by do pewnego stopnia zagwarantować, wymagając od członków rady legitymowania się przynajmniej stopniem naukowym doktora lub – w razie niespełniania tego kryterium – przynajmniej kilkuletnim doświadczeniem w pracy badawczej bądź dydaktycznej.
Powołanie rad uczelni uzasadnia się m.in. „koniecznością otwarcia uczelni na lokalne otoczenie społeczno-gospodarcze”. Nie można jednakże zapominać o tym, że cele uczelni nie zawsze pokrywają się – i nie muszą się pokrywać – z celami środowiska biznesowego czy gospodarczego. Rolą nauki i szczególną „szlachetną działalnością człowieka” jest „dążenie do prawdy” i wiedzy. Cele otoczenia społeczno-gospodarczego są zasadniczo odmienne. We współczesnej gospodarce, opartej na pieniądzu oraz relacjach kupna-sprzedaży, celem przedsiębiorstwa jest maksymalizacja zysku oraz dostarczenie towaru bądź usługi w możliwie najniższej cenie. Oddanie kontroli nad uczelnią gremium złożonemu z przedsiębiorców bądź polityków niesie za sobą zagrożenie uczynienia z uczelni nastawionego na zysk przedsiębiorstwa, w którym nauka będzie towarem, student – klientem, a pracownik – zasobem ludzkim bez prawa głosu, a w całym procesie liczyć się będzie przede wszystkim natychmiastowy zysk finansowy.
Nietrudno przewidzieć, co stanie się z nauką nastawioną przede wszystkim na zysk. Przykłady „kolonizacji” i oligarchizacji uczelni przez biurokrację urzędniczo-menedżerską oraz efekty przekształcenia uczelni w korporacje są szeroko opisywane i komentowane w Wielkiej Brytanii, Stanach Zjednoczonych czy Kanadzie, gdzie w imię cięcia kosztów poświęca się jakość kształcenia (w jej różnych aspektach). Już teraz większość nauczycieli pracujących ze studentami jest w tych krajach zatrudniana na krótkoterminowych umowach „śmieciowych”, a normą stają się zajęcia w grupach po sto i więcej osób.
Naukowcy zależni od łask miejscowych notabli mogą odczuwać (i – jak pokazują doświadczenia z uczelni zagranicznych – faktycznie odczuwają) presję, aby falsyfikować bądź zniekształcać wyniki badań albo też nie podejmować badań drażliwych bądź wymagających dużych nakładów finansowych. Ponadto przeniesienie mechanizmów gospodarczych na grunt działalności uczelni godzi w rację bytu nauk humanistycznych i społecznych. Środowiska polityczno-biznesowe, dla których idea uniwersytetu jako miejsca dążenia do wiedzy dla niej samej może się wydawać niemającą znaczenia abstrakcją, wykazują zazwyczaj niewielkie zrozumienie dla wagi badań humanistycznych, co uzasadniają ich rzekomą „niepraktycznością” oraz brakiem możliwości przełożenia ich na krótkoterminowy i wymierny zysk finansowy.
Wszystko to może spowodować, że badania humanistyczne i społeczne będą w dłuższej perspektywie czasowej likwidowane jako „niepotrzebne” albo „nieodpowiadające potrzebom rynku”, co ukazuje kolejną głęboką sprzeczność między celem działalności naukowej deklarowanym w mens legislatoris (dążenie do prawdy i wiedzy) a praktycznymi rozwiązaniami proponowanymi w projekcie Ustawy 2.0.
Należy z całą mocą stwierdzić, że funkcje i zadania uniwersytetu jako kuźni elit społecznych oraz szkoły przygotowującej świadomych i aktywnych społecznie i politycznie obywateli znacznie wykraczają poza wąsko pojmowane i wysoce dyskusyjne przygotowanie absolwentów do – zmieniającego się przecież bardzo dynamicznie – rynku pracy bądź dostosowanie uczelni do otoczenia gospodarczego, politycznego czy jakiegokolwiek innego. Uczelnia powinna być miejscem wolnej wymiany myśli i poglądów oraz przygotowaniem do pełnego uczestnictwa w życiu publicznym i społecznym narodu i państwa, jak również przestrzenią do poszukiwania i tworzenia wiedzy oraz prowadzenia dyskusji.
Ustawa 2.0 proponuje rozwiązania, które – co trzeba podkreślić – zostały już negatywnie zweryfikowane w kilku krajach. Stały się one przyczyną nadużyć finansowych, tworzenia fałszywych statystyk rekrutacji i osiągnięć, oszustw badawczych, rozpadu pracy zespołowej, chaosu organizacyjnego i spadku poziomu dydaktyki.
Wreszcie – nastawienie na krótkowzrocznie pojmowane interesy finansowe czy gospodarcze prowadzi w konsekwencji także do strat ekonomicznych, ponieważ nie uwzględnia interesów i celów związanych z trwałym, systematycznym rozwojem.
W społeczeństwie, w którym już teraz całokształt relacji międzyludzkich w ogromnym stopniu determinuje pieniądz, uczelnia jawi się jako jedna z ostatnich przestrzeni, w których człowiek stanowi niezależną wartość.
W związku z powyższym rekomendujemy doprecyzowanie funkcji oraz składu rad uczelni poprzez:
wzmocnienie kompetencji rad uczelni wobec rektora uczelni w obszarze prowadzenia gospodarki finansowej uczelni, czemu powinno towarzyszyć wykreślenie punktów: 1, 5, 6 art. 18 ustawy, przypisujących radzie zadania: uchwalania strategii uczelni, wyboru rektora albo wskazywania kandydatów na rektora czy zatwierdzania sprawozdania z realizacji strategii uczelni;
określenie w ustawie trybu wyłaniania kandydatów do rad uczelni oraz określenie środowisk uprawnionych do delegowania kandydatów do rady uczelni. Sugerowanym wzorem doboru uprawnionych środowisk jest model Rady Dialogu Społecznego.
Załączamy do ekspertyzy całościowy przegląd uwag Komitetu Kryzysowego Humanistyki Polskiej do projektu ustawy o szkolnictwie wyższym: link
[1] Zob. J. L. Cieśliński, E. G. Różycki, Wpływ głównych elementów nowego algorytmu na dotację podstawową dla polskich uczelni akademickich, „Nauka” 2017, nr 4, s. 109–128.
[2] Zob. J. L. Cieśliński, P. Stec, Jak wyodrębnić uczelnie badawcze, nie degradując reszty, „Pauza Akademicka” 2017, nr 385, s. 2.
[3] https://www.miir.gov.pl/strony/strategia-na-rzecz-odpowiedzialnego-rozwoju/informacje-o-strategii, dostęp: 5 IV 2018 r.
[4] Zob. M. Herbst, A. Sobotka, Mobilność społeczna i przestrzenna w kontekście wyborów edukacyjnych, Warszawa 2014.
[5] Zob. D. Michalak (2013), Studia doktoranckie w Polsce – łatwo zacząć, trudniej skończyć, „Nowe Otwarcie Uniwersytetu”, https://noweotwarcie.org/tag/naukowcy/, dostęp: 16 IV 2008 r.
[6] https://www.eui.eu/ProgrammesAndFellowships/AcademicCareersObservatory/CareerComparisons/SalaryComarisons, dostęp: 9 IV 2018 r.

References: Ustawy 2
 art. 266
 Ustawy 2
 art. 384
 art. 369
 art. 369
 art. 390
 art. 388
 art. 395
 art. 369
 art. 384
 art. 268
 art. 268
 art. 267
 Ustawy 2
 art. 198
 art. 214
 art. 209
 art. 19
 art. 201
 Ustawy 2
 art. 117
 art. 146
 art. 266
 art. 369
 art. 367
 art. 366
 art. 369
 Ustawy 2
 art. 23
 art. 19
 Ustawy 2
 art. 18