Source: https://prawonadrodze.org.pl/rola-dowodu-z-opinii-bieglego-w-procesie-ustalania-spracy-kolizji-drogowej/
Timestamp: 2020-03-29 15:16:09+00:00

Document:
Znaczenie dowodu z opinii biegłego w procesie ustalania sprawcy kolizji drogowej | Stowarzyszenie Prawo na Drodze
← Sąd znęca się nad inwalidą. Reasume
Stosunek sądu do stron jako probierz jego bezstronności – czyli do czego sądowi potrzebne są strony? →
Powoływanie biegłych z zakresu rekonstrukcji wypadków drogowych ma sens jedynie wówczas, gdy zabezpieczone zostały ślady oraz dowody o charakterze materialnym. Opinie biegłych, bazujące jedynie na źródłach osobowych, to czyste konfabulacje – to jak wynik równania, w którym wszystkie dane są niewiadome.
W praktyce polskiego Wymiaru Sprawiedliwości dowody rzeczowe zabezpieczane są jedynie wówczas, gdy zdarzenie drogowe posiada co najmniej status wypadku. Natomiast sprawców kolizji drogowych typuje policjant, opierając swój sąd, jedynie na podstawie ustnych relacji uczestników zdarzenia. Jeśli wytypowany na sprawcę uczestnik kolizji nie zgadza się z “orzeczeniem” funkcjonariusza – wówczas kierowany jest przeciwko niemu wniosek o ukaranie do sądu. W sądzie dowodem o podstawowym znaczneiu jest zwykle opinia biegłego. Jest zasadą, że opinie są zgodne z “orzeczeniem’ policjanta.
1. Czynności policjantów na miejscu zdarzenia drogowego (kolizji)
Każdy obywatel, będący uczestnikiem kolizji drogowej, liczy zapewne na to, że funkcjonariusze Policji, wezwani na miejsce zdarzenia, dokonają oceny zdarzenia w oparciu o zabezpieczone ślady i dowody materialne. Jeśli jednak obywatel na to liczy, to się przeliczy – i to w niemal każdym przypadku.
Na miejsce kolizji z zasady posyłani są funkcjonariusze, którzy nie mają żadnego przygotowania kryminalistycznego. Policjanci nie zabierają ze sobą jakiegokolwiek osprzętu technicznego, który umożliwiłby zabezpieczenie śladów materialnych. Nie korzystają nawet z aparatu fotograficznego.
Policjantów przybyłych na miejsce zdarzenia zazwyczaj żadne ślady nie interesują. Jest też regułą, że proszą oni uczestników zdarzenia o opuszczenie miejsca zdarzenia i udanie się na wskazany parking. Policjanci z zasady nie przeprowadzając nawet pobieżnych oględzin miejsca zdarzenia.
Będąc już w ustronnym miejscu, w oddaleniu od miejsca zdarzenia, policjanci sprawdzają dokumenty (prawo jazdy, dowody rejestracyjne, ubezpieczenia), sporządzają protokół oględzin uszkodzeń pojazdów (na użytek postępowań szkodowych) oraz przeprowadzają badania na zawartość alkoholu w wydychanym powietrzu. Następnie po wysłuchaniu relacji uczestników kolizji – typują sprawcę zdarzenia i nakładają na niego mandat karny.
Jeśli wytypowany kierowca mandat przyjmuje – sprawa się kończy. Jeśli nie – sprawa jest kierowana do postępowania sądowego.
2. Postępowanie dowodowe – opinie biegłych
Kluczowymi dowodami w postępowaniach przeciwko sprawcom kolizji drogowych są opinie biegłych z zakresu techniki jazdy oraz rekonstrukcji wypadków drogowych.
Jaki jednak sens ma powoływanie biegłych w sprawach, w których nie zabezpieczono śladów materialnych? Żaden. Nie można bowiem niczego obliczyć w sytuacji, gdy wszystkie dane są niewiadome!
W rozpowszechnionej w naszym kraju praktyce, biegli przygotowują swoje opinie jedynie na podstawie źródeł osobowych, a więc źródeł w wysokim stopniu nieprecyzyjnych i niewiarygodnych. Żaden uczestnik zdarzenia drogowego nie ma przecież zamontowanego w oczach miernika prędkości czy odległości. To wszystko, co zeznają źródła osobowe (obwiniony, pokrzywdzony, świadkowie) jest jedynie szacunkiem, emanacją ich wyobraźni, a skala statystycznego błędu, jaki popełnia zwykły człowiek w ocenie czasoprzestrzeni sięga nawet 500%!
W efekcie, niemal wszystkie opinie przygotowywane przez biegłych sądowych na użytek postępowań wykroczeniowych o ustalenie sprawców kolizji – to jeden wielki kant. W opiniach tych biegi przyjmują dowolne dane, wyprowadzają przeróżne wzory – po to tylko, aby dostarczyć organom prowadzącym postępowanie „podkładki” pod wyrok.
Poprzez wstawianie dowolnych danych oraz inne manipulacje, biegły jest w stanie udowodnić winę każdemu uczestnikowi zdarzenia. Z reguły jednak, za winnych spowodowania kolizji, biegli uznają te osoby, które zostały wytypowane na sprawców przez Policję. Dlaczego tak się dzieje? Ano dlatego, że jeśli biegły nie wykona swego zadania zgodnie z oczekiwaniami organu prowadzącego postępowanie, to w przyszłości żadnej opinii do przygotowania od tego organu już nie dostanie i pójdzie z torbami.
W praktyce zatem: sędziwie, prokuratorzy, policjanci prowadzący postępowania oraz biegli sądowi – to jedna wielka „rodzina”, w której jedni z drugimi żyją w doskonałej symbiozie. Sędzia nie powierzy przygotowanie opinii biegłemu, którego nie zna osobiście, i którego numeru telefonu nie ma zapisanego w swojej komórce. Biegli zatem przygotowują opinie, które są zgodne z oczekiwaniami organów prowadzących postępowanie, a w zamian za to otrzymują kolejne zlecenia, które są dla nich źródłem utrzymania.
Policja nie kształci swoich funkcjonariuszy w kierunku uzyskiwania przez nich umiejętności zabezpieczania śladów i dowodów, bo nic ją do tego nie motywuje. Sądy i tak skażą każdego, kogo Policja oskarża – bez względu na to, czy dostarczone dowody mają jakąś obiektywną wartość czy nie. Po co więc się kształcić?
W sytuacji braku dowodów materialnych można skazać każdego, kogo się chce skazać. Bo jeśli konkurują ze sobą dowody osobowe, sąd może jedne z nich obdarzyć wiarą, a drugie nie.
Wniosek o ukaranie (akt oskarżenia) to najważniejszy „dowód” w sprawie. W tym względzie nic się w Polsce nie zmieniło od czasów w PRL. Zadaniem sądów jest skazywanie oskarżonych – nawet w warunkach, gdy ich wina jest zaledwie domniemana.
Polskie sądy karne pełnią zatem funkcje usługowe na rzecz organów administracji wymiaru sprawiedliwości. W istocie wymiar sprawiedliwości w Polsce zredukowany został (jeszcze w czasach PRL) jedynie do wymiaru kar.
A. Kolizja w Lublinie
W dniu 18 sierpnia 2007 r. w Lublinie na Al. Sikorskiego tuż przed Al. Solidarności, miała miejsce kolizja dwóch samochodów, jadących w jednym kierunku. Na miejsce zdarzenia wezwano Policję. Funkcjonariusze, którzy przybyli na wezwanie, poprosili kierujących, aby ci udali się na parking, znajdujący się przy restauracji MC`Donalds. Policjanci nie zabezpieczyli żadnych śladów materialnych, nie dokonali żadnych pomiarów, nie sporządzili nawet dokumentacji fotograficznej. Stało się tak, pomimo tego, że jeden z kierujących domagał się zabezpieczenia śladów kół na drodze, wskazujących, że jakiś pojazd zmieniał pas ruchu na linii ciągłej, tuż przed skrzyżowaniem.
Na parkingu, na który udali się policjanci oraz uczestnicy zdarzenia, sprawdzone zostały dokumenty, przeprowadzone zostało badanie na zawartość alkoholu w organiźmie. Sporządzony także został wykaz uszkodzonych elementów obu pojazdów. Sierżant K. Chawryło z KMP w Lublinie, zapytał obu kierujących o przebieg zdarzenia. Przedstawione przez kierujących wersje zdarzenia różniły się znacznie. Zasadnicze różnice w obu opisach polegały na tym, że:
I. Kierujący samochodem jadącym z tyłu oświadczył, że kierująca samochodem Fiat, która jechała środkowym pasem ruchu, tuż przed skrzyżowaniem, wjechała gwałtownie i bez sygnalizacji na prawy pas, a następnie – również niespodziewanie – zatrzymała samochód po lewej stronie tego pasa, w sposób uniemożliwiający jego ominięcie.
Chawryło wytypował jako sprawcę kolizji kierowcę Poloneza i jemu też zaproponował mandat w wysokości 300 zł. Kierowca odmówił jego przyjęcia.
Już po powrocie na komendę, Chawryło sporządził notatkę urzędową, w następującym brzmieniu:
„z relacji kierujących oraz po śladach po pojazdach ustaliłem, iż kierującym [Polonezem] jadąc Al. Sikorskiego z kierunku Al. Kraśnickiej przed skrzyżowaniem a Al. Solidarności nie zachował bezpiecznego odstępu od pojazdu poprzedzającego i najechał na tył pojazdu m-ki Fiat”.
Komenda Miejska Policji w Lublinie, prowadząc czynności wyjaśniające (RSOW -2257/07), powołała dowód z opinii biegłego. Biegły miał odpowiedzieć na pytanie: “który z uczestników zdarzenia drogowego, zaistniałego w dniu 18 sierpnia 2007 r. popełnił nieprawidłowości i na czym one polegały”? Biegły miał ocenić obie wersje zdarzenia.
Opinię przygotował rzeczoznawca oddziału PZM w Lublinie mgr inż. Rafał Wrona. Biegły, oceniając wersję zdarzenia przedstawioną przez kierującego Polonezem, stwierdził:
„Przyjmując powyższą wersję za prawdziwą, [kierująca Fiatem] zachowałaby się nieprawidłowo przez to, że manewru zmiany pasa nie poprzedziłaby odpowiednio wczesną i wyraźną sygnalizacją, a przystępując do zmiany dotychczas zajmowanego pasa ruchu nie ustąpiłaby pierwszeństwa poruszającemu się po pasie ruchu, na który zamierzała wjechać, kierującemu samochodem Polonez. Przy czym należy zauważyć (…) że kierujący samochodem Polonez przystąpiłby w tej wersji przebiegu zdarzenia do hamowania dopiero na widok zatrzymującego się bądź zatrzymanego już na pasie ruchu samochodu Fiat. Zatem powyższe nieprawidłowości w zachowaniu się kierującej samochodem Fiat nosiłyby znamiona nieprawidłowości nie związanych bezpośrednio z zaistniała kolizją”.
KMP w Lublinie skierowała wniosek o ukaranie przeciwko kierującemu samochodem m-ki Polonez z zarzutem „niedostosowania prędkości i techniki jazdy do istniejących warunków drogowych w wyniku czego przodem kierowanego pojazdu najechał na tył poprzedzającego pojazdu – tj. o wykroczenie z art. 86 § 1 kw.
Sąd Rejonowy w Lublinie wyrokiem z dnia 26 lutego 2009 r. uznał winę kierowcy Poloneza. W sprawie orzekał sędzia Paweł Tatarczak.
Bardziej szczegółowo casus ten opisany został tutaj: https://prawonadrodze.org.pl/moc-dowodowa-notatki-urzedowej-w-procesie-ustalania-sprawcy-kolizji-drogowej/
W dniu 19 października 2010 r. w Warszawie na ul. Walerego Sławka doszło do kolizji z udziałem dwóch samochodów – BMW oraz Skody. Sytuacja przedkolizyjna wyglądała następująco. Oba samochody jechały tym samym pasem ruchu od strony ulicy Bohaterów Warszawy w kierunku ul. Dzieci Warszawy. Przodem jechało BMW, a 5 metrów za nim Skoda.
Miejsce kolizji.
Kierowca BMW szukał miejsca do zaparkowania po prawej stronie drogi. Zamierzał zaparkować prostopadle do osi jezdni pomiędzy samochodami. W tym celu zmniejszył prędkość, zbliżył się do osi jezdni, aby wykonać manewr skrętu dość dużym gabarytowo pojazdem, wypatrując wolnego miejsca. Kiedy dojrzał wolne miejsce, włączył prawy kierunkowskaz i wykonał manewr skrętu w prawo. I w tym momencie uderzył w samochód Skoda, który realizował manewr wyprzedzania samochodu BMW z prawej strony…
Do zdarzenia wezwano Policję. Policjanci nie przeprowadzili oględzin miejsca zdarzenia, nie zabezpieczyli śladów materialnych, a nawet nie wykonali fotografii miejsca zdarzenia, lecz udali się z oboma uczestnikami kolizji na osiedlowy parking, gdzie po wysłuchaniu wyjaśnień uczestników kolizji oraz sporządzeniu protokołu oględzin pojazdów zaproponowali mandat karny kierującemu samochodem BMW.
Miejsce kolizji z perspekywy nadjeżdżajacego kierowcy
Kierowca BMW odmówił jego przyjęcia, że policjant przestrzegał go, że sprawę w sądzie przegra.
b) Wyprzedzania oraz bezpieczna odległość między pojazdami
Ustawa Prawo o ruchu drogowym w art. 2 pkt 28 definiuje na czym polega manewr wyprzedzania:
wyprzedzanie – przejeżdżanie (przechodzenie) obok pojazdu lub uczestnika ruchu poruszającego się w tym samym kierunku
a następnie w art. 24 ust 3 stanowi, iż „kierujący pojazdem jest obowiązany przy wyprzedzaniu przejeżdżać z lewej strony wyprzedzanego pojazdu”.
Przepisy prawa o ruchu drogowym przewidują pewne wyjątki od zasady określonej w art. 24 ust. 3. Do tych wyjątków zalicza się m. in. sytuację, gdy pojazd poprzedzający sygnalizuje zamiar skręcenia w lewo – wówczas wyprzedzanie może odbywać się tylko z jego prawej strony.
W orzecznictwie oraz w doktrynie powszechnie przyjmuje się, że wyprzedzanie jest jednym z najniebezpieczniejszych manewrów oraz że w trakcie jego wykonywania kierujący musi zachować zachowania szczególną ostrożność.
W opinii W. Kotowskiego wyrażonej w Komentarzu do ustawy Prawo o Ruchu Drogowym (Wydawnictwo Wolters Kluwer) „właściwa realizacja obowiązującej podczas wykonywania manewru wyprzedzania zasady szczególnej ostrożności – zgodnie z dyspozycją art. 3 ust. 1 w zw. z art. 24 ust. 2 p.r.d. – wymaga zaniechania wyprzedzania wówczas, gdy pojazdy poprzedzające wyraźnie zwalniają, a równocześnie nie ma możliwości ustalenia przyczyny takiego stanu rzeczy”. Według tegoż autora „Taka interpretacja jest zgodna ze stanowiskiem Sądu Najwyższego, który w wyroku z dnia 18 lipca 1972 r., V KRN 256/72 (niepubl.), wyraził następujący pogląd: “Wyprzedzający musi mieć absolutną pewność, że na widocznym i wolnym odcinku drogi zdoła wyprzedzić jadący wolniej pojazd. Powinien przy tym uwzględnić panujące warunki drogowe, stan pogody, szerokość jezdni, utrudnienia w ruchu itp.” W konsekwencji Sąd Najwyższy uznał, że “lekkomyślne wyprzedzanie pojazdu bez upewnienia się, iż droga jest wolna, należy do najcięższych naruszeń zasad bezpieczeństwa, stanowi bowiem najczęstszą przyczynę groźnych wypadków drogowych” (por. wyrok SN z dnia 5 września 1979 r., V KRN 203/79, niepubl.)”.
Art. 19 ust. 2 pkt 3 prd stanowi, iż kierujący pojazdem jest obowiązany utrzymywać odstęp niezbędny do uniknięcia zderzenia w razie hamowania lub zatrzymania się poprzedzającego pojazdu. Jak podkreśla R. Stefański „odstęp pomiędzy pojazdami powinien być co najmniej równy drodze zatrzymania pojazdu, która składa się z: a) drogi przebytej w czasie reakcji psychicznej kierowcy, tj. od chwili zauważenia przyczyny powodującej hamowanie do chwili uruchomienia hamulców, b) drogi przebytej w czasie uruchamiania hamulców, tj. od chwili naciśnięcia pedału hamulca do chwili rozpoczęcia hamowania, c) drogi przebytej podczas efektywnego działania hamulców”. Autor ten zauważa, iż „orientacyjnym miernikiem bezpiecznego odstępu jest odstęp odpowiadający w metrach 1/2 prędkości pojazdu liczonej w km/h. Jeśli więc kierujący pojazdem Skoda deklarował, że jechał za samochodem BMW z prędkością 30 km/h, to powinien był utrzymywać bezpieczna odległość od tego samochodu – odległości w granicach 15 metrów.
c) Zarzuty
Warszawska Policja skierowała do Sądu Rejonowego dla m. st. Warszawy wniosek o ukaranie przeciwko kierującemu samochodem BMW z zarzutem „nie zachowania szczególnej ostrożności podczas zmiany kierunku jazdy, w wyniku czego zderzył się z samochodem marki Skoda […], powodujące jego uszkodzenie czym spowodował zagrożenie bezpieczeństwa w ruchu drogowym (art. 86 § 1 kw)”. Podstawa wniesienia wniosku o ukaranie była notatka urzędowa mł. aspiranta Sławomira Madejskiego następującej treści:
„Po rozmowie z kierującymi oraz śladach na pojazdach, ustaliłem następujący przebieg zdarzenia drogowego. Kierujący BMW […], jadąc ulicą Walerego Sławka z kierunku ul. Bohaterów warszawy w kierunku ul. Dzieci warszawy, na wysokości posesji 3/5 zbliżył się do środka jezdni, a następnie wykonał manewr skrętu w prawo w wolne miejsce parkingowe, w wyniku czego nie ustąpił pierwszeństwa pojazdowi marki Skoda Octavia […] jadącemu ul. W. Sławka w kierunku ul. Dzieci Warszawy z kierunku ul. Bohaterów warszawy, przy prawej krawędzi jezdni”.
Na skutek skargi złożonej przez kierowcę BMW Policja skierowała kolejny wniosek o ukaranie – tym razem przeciwko kierującemu samochodem Skoda, zarzucając mu we wniosku, że „naruszył zasady przewidziane w art. 24 ust. 10 pkt 2 pord w ten sposób, że kierując samochodem marki Skoda […] na odcinku drogi z niewyznaczonymi pasami ruchu wyprzedzał pojazd marki BMW […] z prawej strony w wyniku czego doprowadził do zderzenia z nim uszkadzając oba pojazdy, czym spowodował zagrożenie w ruchu drogowym (art. 86 § 1 kw)”.
Oba wnioski były rozpatrywane przez Sąd Rejonowy dla m. st. Warszawy w ramach jednego postępowania. W sprawie (po zmianie Przewodniczącego) orzekała sędzia Agnieszka Kossowka.
d) Postępowanie dowodowe (opinie biegłych)
W ramach postępowania sądowego wywołane zostały dwie opinie biegłych z zakresu techniki samochodowej, ruchu drogowego i rekonstrukcji wypadków drogowych:
– opinię z dnia 19 grudnia 2011 r. przygotowaną przez mgr. inż. Ryszarda Zahorskiego
– opinię z dnia 21 lutego 2012 r. przygotowaną przez mgr. inż. Szczepana Żegotę.
Obaj biegli uznali, że winnym spowodowania kolizji jest kierowca BMW. Natomiast kierowcy Skody Octavii biegli nie przypisali w swoich opiniach żadnej winy.
Biegli nie skomentowali ani jednym słowem faktu, iż kierowca Skody jechał za samochodem BMW w odległości 5 metrów, a więc w takiej odległości, która uniemożliwiała jakąkolwiek reakcję na gwałtowane manewry wykonywane przez kierowcę samochodu poprzedzającego.
Biegły Zahorski uznał, że „bezpośrednią przyczyna kolizji był zamiar kierującego pojazdem BMW 520 i przecięcia przed zbliżającym się pojazdem Skoda Octavia jego toru ruchu i uderzenie go w środek lewego boku nadwozia skośnie skierowanym przednim, prawym narożem nadwozia pojazdu BMW 520.
W opinii Zahorskiego była to kolizja dwóch pojazdów znajdujących się na tej samej jezdni, jadących tym samym pasem i torem ruchu jeden za drugim, w sytuacji, w której pierwszy kierujący podejmuje zamiar zmiany kierunku ruchu i wykonuje manewry kierownicą, doprowadzając do przecięcia toru ruchu jadącemu za nim drugiego pojazdu”.
Biegły Zahorski stwierdził w opinii, że kierującemu samochodem Skoda postawiony został błędny zarzut podjęcia nieprawidłowego manewru wyprzedzania, bowiem „zarówno kierunki ruchu obu kierujących i stan ruchu poszkodowanego, nie spełniały wymogu definicji wyprzedzania innego pojazdu”.
Biegły Żegota uznał, że sytuację kolizyjną na drodze publicznej wytworzył kierowca BMW, który nie obserwował drogi z tyłu swego pojazdu bezpośrednio przed rozpoczęciem zmiany kierunku ruchu. W jego opinii bezpośrednią przyczyną kolizji drogowej było rozpoczęcie zmiany kierunku ruchu przez kierowcę samochodu BMW w nieodpowiednim momencie bezpośrednio przed nadjeżdżającą Skodę.
Biegły Żegota uznał ponadto, iż “brak jest podstaw do stwierdzenia, że kierowca samochodu Skoda wykonywał manewr wyprzedzania BM”…
e) Wyrok
Sąd Rejonowy dla m. st. Warszawy wyrokiem z dnia 19 marca 2012 r. (V W 613/2011) uniewinnił kierowcę Skody Ovtavii od zarzucanego mu czynu. Natomiast kierowcę BMW uznał za winnego popełnienia wykroczenia z art. 86 § 1 kw i za ten czyn wymierzył mu karę grzywny w wysokości 200 zł.
W uzasadnieniu wyroku Sąd zważył co następuje.
„Sąd dał wiarę wyjaśnieniom kierowcy Skody Octavii uznając je za wiarygodne. Jego wersja zdarzeń jest jasna i logiczna i koresponduje z opinią biegłego z zakresu ruchu drogowego i rekonstrukcji wypadków Szczepana Żegoty. (…) Sąd oparł się w swoich rozważaniach na opinii biegłego Żegoty z uwagi na to, iż opinia Biegłego Ryszarda Zahorskiego była przez strony kwestionowana, a zawarte w niej sformułowania podważają jej wiarygodność i rzetelność.
Należy jednak zauważyć iż niektóre wnioski biegłych korespondują ze sobą i w tej części Sąd uwagi obu biegłych podzielił i oparł na nich swe ustalenia faktyczne.
Biegły Ryszard Zahorski stwierdził, że bezpośrednią przyczyna zaistnienia kolizji było usiłowanie przecięcia toru ruchu pojazdu Skoda przez kierującego pojazdem BMW. Do ponownych wniosków doszedł Biegły Szczepan Żegota, który stwierdził, że przyczyną powstania kolizji drogowej było rozpoczęcie zmiany kierunku ruchu przez kierowcę samochodu BMW w nieodpowiednim momencie bezpośrednio przed nadjeżdżającą Skodę. Obwiniony zdaniem obydwu biegłych za późno zasygnalizował manewr skrętu w prawo, dlatego kierowca Skody mylnie sądząc, że będzie skręcał w lewo podjechał bliżej do jego pojazdu po prawej stronie i w ten sposób doszło do kolizji. (…)
Przede wszystkim biegły Żegota w sposób jasny i logiczny obalił linie obrony gorsowaną przez obwinionego i jego obrońcę, jakoby kierowca Skody wykonał manewr wyprzedzania samochodu BMW. Kierowca Skody wobec zachowania kierowcy BMW na drodze nie miał zdaniem Sądu czasu na jakąkolwiek reakcję . Kierowca Skody co prawda przyspieszył chcąc uniknąć zderzenia, ale jak to wyjaśnił biegły Żegota przyspieszenie to nie zwiększyło prędkości jego pojazdu z uwagi na brak czasu i drogi oraz parametry samochodu tj. moc silnika.
Logicznym jest zatem wniosek biegłego, że [kierowca BMW] nie obserwował drogi z tyłu i w ten sposób nie zachował szczególnej ostrożności na drodze”.
Sąd Rejonowy przyjął zatem, że kierowca dokonujący manewru skrętu w prawo (np. w momencie parkowania) ma obowiązek obserwowania w prawym lusterku, czy nie jest w tym momencie wyprzedzany przez pojazd jadący tym samym pasem ruchu. Powyższy Pogląd Sądu Rejonowego należało by jednak skonfrontować ze stanowiskiem Sądu Najwyższego wyrażonym w wyroku z dnia 19 października 2005 r. (IV K 244/05):
“Nałożenie na uczestnika ruchu drogowego obowiązku przewidzenia bez wyjątku wszystkich, nawet najbardziej irracjonalnych zachowań innych uczestników tego ruchu, prowadziłoby w prostej linii do jego sparaliżowania. Nie można przy tym dla uzasadnienia stanowiska przeciwnego odwołać się do zasady ograniczonego zauważania przewidzianej w art. 4 ustawy prawo o ruchu drogowym, który obliguje do uwzględnienia nieprawidłowych zachowań innych uczestników ruchu jedynie wtedy, gdy okoliczności wskazują na możliwość innego zachowania niż przewidziane przepisami tej ustawy”.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Kolizja drogowa, Opinie biegłych, Uncategorized. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.
92 odpowiedzi na Znaczenie dowodu z opinii biegłego w procesie ustalania sprawcy kolizji drogowej
Ratownik-kierowca pisze:
http://www.polsatnews.pl/wiadomosc/2016-10-25/winny-kolizji-choc-jechal-karetka-na-sygnale/
Drodzy czytelnicy. Mój syn kilka dni temu miał kolizję. W tył jego auta wjechał inny pojazd. Syn rano jechał do pracy w Bydgoszczy wcześnie rano. Było ciemno i mgła. Auto bezpośrednio przed pojazdem syna zaczęło hamować więc syn był zmuszony zrobić to samo. Samochód bezpośrednio jadący za synem nie zdążył wyhamować i taki efekt. Po przyjeździe policji wskazano winnym mojego syna. Nie zgadzamy się z tym. Przed nami pewnie nerwy o których czytam tutaj w różnych przykładach. Co możemy zrobić, jakie ruchy jeśli w ogóle powinniśmy. Auto stoi na parkingu. Z firmy ubezp nikt nie zamierza przyjść póki nie będzie zakończone postępowanie przed Sadem Grodzkim.
Jeśli wszystko wyglądało tak, jak w opisie, to winny jest kierowca z tyłu, bo “nie dostosował prędkości do warunków” i “nie zachował bezpiecznej odległości od poprzedzającego pojazdu”.
Warto powalczyć w sądzie.
2 grudnia 2016 o 18:52
Jest Pan w bardzo wielkim błędzie, bowiem aktualna “linia orzecznictwa niezawisłych od rozumu sądów” idzie w tym kierunku, że to jadący z przodu ma uważać na tych jadących z tyłu, aby “broń Boże” nie zajechać im drogi, ani zmusić do “gwałtownego hamowania” i tym podobnych bredni.
Witam właśnie wróciłem z wokandy trwającej rok czasu dowiedziałem się ,że nie potrzeba znać przepisów RD.Mianowicie zostałem uznany winnym kolozji pomimo,że jechałem drogą główną a z lewej strony młody szczawik BMK-ą wymusił pierwszeństwo(zajechał mi drogę)przed maską na dodatek zahamował przed pustym przejściem dla pieszych.Stwierdził po kolizji,że mnie nie widział potem,że bylem dość daleko i musiałem jechać jak szalony,że mam łyse opony,niesprawne hamulce .Wezwałem policję bo to zakrawa na ironię.I mądrzy policjanci stwierdzili,że nie zachowalem odleglości przed poprzedzającym mnie pojazdem pytam ich w którym momencie mialem zachować tą odległość będąc na drodze z pierwszeństwem przejazdu a z lewej nie stosując się do art.22 pkt 4 prawa o ruchu drogowym wjechal przed maską cwaniak z BM-ki.Na dodatek nie poczuwający się do winy.Zresztą sędziemu też to nie przeszkadzało,Wogule zachowywali się jak by mieli obaj amnezję.Zarówno sędzia jak i kierowca BM-ki.Opisałem całą sytuację na drodze nawet świadka miałem który co prawda nie ma prawa jazdy ale ma oczy i widzi co i jak się rozgrywa na jezdni.Czytałem już wcześniej na różnych forach związanych z RD co robią policjanci i sędziowie z kierowcą będącym w takiej samej sytuacji jak ja.Nie docierają do nich czyste argumenty takie jak prędkość, droga hamowania,Czy wspomniany wcześniej art 22 pkt 4.Twierdzą,że skoro poprzedzający samochód jest uszkodzony to jest tylko wina tego z tyłu a to,że zajechał drogę,że zmusił kierowcę jadącego z tyłu do gwałtownego hamowania to nic nie znaczy .Czy to nie jest parodia wymiaru sprawiedliwości,nie wspomnę o opinii rzeczoznawcy uszkodzenia są w obu samochodach po przeciwnych stronach czyli w BM-ce prawy tył a w moim z lewej przód i wedle sędziego i rzeczoznawcy oba pojazdy zderzyły się centralnie czyli jechały jednym torem jazdy-bezsens,gdzie tu logika?
1 czerwca 2017 o 17:04
W związku z tą kolizją kupiłem kamerkę na przód jakież było moje zdziwienie co ta kamera może nagrać włos na głowie się jeży.
1 czerwca 2017 o 22:07
“Wezwałem policję (…)”.
Na tym polegał Pański błąd.
Na przyszłość kamera do auta.
Gorąco polecam oglądnięcie w Magazynie Ekspresu Reporterów z	30.08.2016 reportażu o pracy policji, biegłego sadowego i sądu w sprawie smiertelnego wypadku drogowego…
Czy to dzieje się w Polsce?
http://vod.tvp.pl/26500930/30082016
To jest POLSKA NORMA. Tak właśnie wygląda “praca” polskiej policji, polskich “biegłych” sądowych oraz polskiej prokuratury. A polski sąd dostając taki “materiał dowodowy” nie ma wyjścia – musi wydać wyrok. Wiem coś na ten temat, niestety … Wszyscy oni są diabła warci i miejmy nadzieję, że pójdą do diabła.
3 listopada 2015 o 07:25
Tak jeździ polska policja:
http://czestochowa.wyborcza.pl/czestochowa/1,48725,19125893,policja-dwie-osoby-nie-zyja-radiowoz-potracil-pieszego.html#BoxLokCzeLink
Proszę przeczytać ten fragment:
“Do drugiego tragicznego wypadku doszło w piątek ok. godz. 18 w Kamienicy Polskiej na trasie DK1. Na nitce do Katowic, na słabo oświetlonym przejściu dla pieszych, został potrącony 47-letni mężczyzna. Zmarł po przewiezieniu do szpitala. Trasa w kierunku do Katowic została całkowicie zablokowana na kilka godzin, bo okazało się, że samochód, który śmiertelnie potrącił pieszego to nieoznakowany radiowóz Śląskiej Komendy Wojewódzkiej Policji. Wracali nim ze szkolenia oficerowie komendy w Katowicach. Zarówno kierowca, jak i trójka pasażerów zostali przebadani na zawartość alkoholu – wszyscy byli trzeźwi.
Śledztwo w sprawie spowodowania wypadku przez policjanta wszczęła częstochowska prokuratura. Na wniosek obecnej na miejscu wypadku prokurator dodatkowo pobrano od kierowcy radiowozu krew. W niedzielę przesłuchano także towarzyszącą potrąconemu mężczyźnie kobietę, która wcześniej musiała wytrzeźwieć (w chwili tragedii miała 1,5 prom. alkoholu w wydychanym powietrzu) oraz kolejnego świadka – kobietę, która jechała za radiowozem. Prokuratura nie ujawnia ich zeznań, ale ze wstępnych ustaleń wynika, że pieszy gwałtownie wszedł na jezdnię. Prokuratura zakłada, że w sprawie powołany zostanie też biegły sądowy, którego zadaniem będzie m.in. określić, z jaką prędkością jechał radiowóz. Na razie nie postawiono kierowcy radiowozu żadnych zarzutów. Do poniedziałkowego południa śląska komenda nie wydała w tej sprawie żadnego komunikatu.”
Znam to miejsce doskonale – DK1 prowadzi przez miejscowość, ograniczenie do 70 km/h, (to tam czatowała słynna Straż Gminna z Kamienicy Polskiej ze swoim fotopstrykiem !) co kawałek przejścia dla pieszych bez sygnalizacji świetlnej. Czyli de facto kierujący widząc osobę przy przejściu dla pieszych powinien zwolnić do prędkości bezpiecznej, a nawet się zatrzymać, aby pieszy mógł przejść. A przejście dwóch nitek DK1 w tym miejscu ze względu na ruch graniczy z cudem – sam kilkakrotnie próbowałem to uczynić i trzeba się sporo napocić, aby te przejścia bezpiecznie przejść. Piesi nie mają zatem innego wyjścia, jak widząc nieco wolnego miejsca wejść NA PASY i tym samym uzyskać PIERWSZEŃSTWO przed pojazdem !
Zobaczmy w jakim kierunku idzie śledztwo ?
Po pierwsze przebadano na alkohol kierującego oraz jego pasażerów, ale już na “trawkę” nie …
Zdążono zbadać towarzyszkę potrąconego i tu już bingo, bo była nietrzeźwa. Istnieje zatem duże prawdopodobieństwo, że denat też był co najmniej “pod wpływem”.
Teraz swoje 5 minut będzie miał biegły sądowy. Jego zadaniem będzie ustalić m.in. z jaką prędkością jechał radiowóz ?
Zakładając, że jechał dozwolone 70 km/h czyli ok. 19,5 m/sek, natomiast pieszy “wtargnął na pasy” z prędkością 5 km/h (szybki chód) tj. ca. 1,4 m/sek., to pieszemu zajęło ok. 3 sekund , aby dojść do “linii strzału”, który okazał się śmiertelny. I to w przypadku, gdy radiowóz poruszał się prawym pasem ruchu, czyli jego kierujący MUSIAŁ WIDZIEĆ pieszych przy przejściu dla pieszych.
Gdyby natomiast jechał lewym pasem ruchu, to ten czas jeszcze bardziej się wydłuży o kolejne 2 sekundy.
Sprawa jest właściwie jasna – pieszy musiałby dosłownie wbiec tuż przed rozpędzony radiowóz, aby była jego wina. W każdym innym przypadku winny jest kierowca.
I nie ma co tłumaczyć to zdarzenie “słabym oświetleniem przejścia dla pieszych”, bo to już ukierunkowuje ocenę tego zdarzenia.
Można iść o zakład, że do zaopiniowania tej kwestii zostanie wybrany odpowiedni biegły sądowy tj taki, który “ma doświadczenie” w tego typu sprawach no i ma lub miał kiedykolwiek doświadczenie w pracy w lub dla policji.
Nawet znam takiego biegłego, byłego policjanta, który doskonale będzie znał swą powinność.
Ciekawe czy akurat jemu dadzą to zadanie ? No cóż, za jakiś czas się przekonamy …
W wyniku kolizji wezwano policję. policja stwierdza brak dowodów i po jakimś czasie umarza całe dochodzenie. Teraz mamy podjąć decyzje czy chcemy iść sami do sądu (bo policja na naszą prośbę tego nie zrobi). Czy w sądzie będziemy mogli prosić biegłego o rozstrzygnięcie sporu (w mojej ocenie uszkodzenia samochodu stwierdzają winnego). 2. Czy jeżeli sąd ani biegły nie ustali wiinnego to czy poniesiemy koszty związane z sądem i biegłym?
7 maja 2015 o 16:18
Biegły wie lepiej. Nic nie widział, nic nie zmierzył, pijany i do tego niewidomy nie żyje, więc trzeba skazać tego co żyje.
http://natemat.pl/141739,nie-mam-juz-sil-udowadniac-ze-jestem-niewinny-to-nie-ja-spowodowalem-tamten-wypadek
Pingback: Projekt ustawy o biegłych sądowych | Stowarzyszenie Prawo na Drodze
2 listopada 2014 o 15:37
Re Marmurowy : moim zdaniem nie dałeś dupy to , gdyby przyjąć ten tok rozumowania, musiałbyś mieć obrotową głowę i nieprawdopodobny instynkt myśliwski ostrzegający przed wariatami . Niestety, polucjant to zwykły dureń co chciał ustrzelić podwójny wynik. Ale takich jest jakieś 99.99 % bo tam tylko odpady i śmiecie….31
Długo szukałem aż wreszcie znalazłem.
Wypisz wymaluj – przypadek BMW podobny do mojego, z tym, że ja omijając pojazd skręcający w lewo zderzyłem się z samochodem wyprzedzającym mnie prawą stroną, który jechał poboczem!!!!
Polucjanci wytypowali mnie na sprawcę.
Nasza rozmowa przebiegała mniej więcej tak:
-policjant do mnie: -to Pan jest winny, mandat 250 zł + 6 pkt karnych
-ja: Tak?? A dlaczego niby
-p:, bo Pan wjechał w niego
-ja: przecież on jechał poboczem, miałem prawo spodziewać się, że jego tam nie będzie
-p: Panie -tu wszyscy tak jeżdżą
-ja: przecież jest linia ciągła, wyznaczająca pobocze. On nie miał prawa jej przejechać, a jak już przejechał to powinien mi ustąpić pierwszeństwa przejazdu
-p: to on za przejechanie linii ciągłej dostanie mandat.
-ja: a ja, za co dostanę mandat?
-p: za niezachowanie szczególnej ostrożności przy zmianie pasa ruchu
-ja: przecież tu jest tylko jeden pas ruchu
-p: Panie, my się lepiej na tym znamy
-ja: to ja odmawiam zapłacenia mandatu.
Potem wyrok nakazowy, sprzeciw, rozprawa w SR, wyrok (w oparciu o sfabrykowaną sytuację na drodze, niemającą nic wspólnego z rzeczywistością, ale to już materiał na inny wywód). Sond, co prawda dał wiarę moim zeznaniom, ale stwierdził nieważność znaków drogowych w czasie remontu drogi i z pobocza zrobił dodatkowy pas ruchu.
Tym sposobem uczynił takiego małego FROGA poszkodowanym!!!!
Złożyłem apelację do SO.
Ciekaw jestem, czy w naszym kraju można się obronić przed idiotycznymi decyzjami polucjantów?
Rozczaruje Pana: sąd okręgowy w ogóle nie będzie zajmował się stanem faktycznym. W ogóle nie będzie go interesowało to, jak przebiegało zdarzenie. Sprawdzi tylko, czy formalnie czegoś nie zaniedbano, np. czy w I instancji zamiast sędziego nie orzekał woźny sądowy itp. Jeśli orzekał sędzia, a nie woźny, to wyrok zostanie utrzymany.
Sąd okręgowy ma swoje problemy. Martwi się, czy mu dobrze policzyli wysługę lat oraz czy córka zechce zdawać na aplikację. Pańska sprawa “cadyka” w najmniejszym stopniu nie pochłonie…
2 listopada 2014 o 01:34
Poniekąd spodziewałem się takiej odpowiedzi, choć w skrytości ducha myślałem, że za zaoszczędzone pieniądze, które nie wpłyną na konto strażników budżetu, kupię sobie porządną kamerkę w celu rejestrowania i publicznego piętnowania naszego systemu wyszukiwania kozłów ofiarnych na chybił-trafił.
SSR Musiał widać zrobił to co musiał.
Choć zawsze tli się iskierka nadzieji. Kilkanaście lat temu zostałem oskarżony o spowodowanie kolizji i ucieczkę z jej miejsca. Polucjanci przewidywali maksymalną grzywnę i zatrzymanie prawa jazdy. Sąd uznał jednak moje racje, odrzucił opinie przebiegłego i skazał mie na grzywnę w wysokości zł 30 i pokrycie wszelkich kosztów przez Skarb Państwa.
2 listopada 2014 o 10:55
Nigdy się nie poddawaj . Jeśli uznają Twoją winę z sendzia zapyta czy zrozumiałeś wyrok to patrz sendzi prosto w oczu i powiedz : NIE , nie zrozumiałem . I nie przyjmuję do wiadomości. Czasami się zdarza że sendzia zapyta : a czego pan nie rozumie? Wszystkiego, całości. Taka postawa jest podstawowym warunkiem zachowania szacunku dla siebie a sromota dla sendzi i polucji. Ale nie wszyscy sędziowie to prostytutki bo znamy przykłady wręcz odwrotne ale ich nie ujawnimy bo mogą mieć przykre konsekwencje dla tych dość zacnych postaci. Może będziesz miał farta i trafisz na nie umoczonego skurwysyna? Kto wie ? Na razie poproś SPnD o pomoc bo może ktoś jest z Twojej okolicy, nagrywaj polucjantów, sondy , itd. i zapraszaj na rozprawy jak najwięcej osób bo to ogranicza skalę bezprawia złoczyńców w togach. Pozdrawiam. 31
2 listopada 2014 o 11:16
Do marmur. Mimo współczucia z powodu kolizji na skrzyżowaniu, w mojej opinii – mówiąc kolokwialnie – dał Pan dupy. Zakładam, że miał Pan prawe lusterko i wystarczyło w nie popatrzeć – ba takie jest prawo, wówczas powstrzymałby się Pan od manewru. Całe szczęście, że po poboczu zasuwał tylko samochód a nie rozpędzony słoń.
2 listopada 2014 o 13:52
Może i dałem dupy z tym lusterkiem , ale ustawodawca nie nałożył dla omijających warunku zachowania szczególnej ostrożności, a dla jadących poboczem nałożył obowiązek ustąpienia pierwszeństwa przejazdu.
Polucjant te coś bąknął o matce z dzieckiem na poboczu, ale ta miałaby prawo tam się znajdować i moja wina byłaby bezsporna.
P.S. Rozpędzony słoń również miał prawo tam się znajdować i musiał bym uznać jego prawa.
2 listopada 2014 o 15:30
Nałożył, choć nie wprost jak byś to chciał przeczytać. Ustawodawca na ten temat wymienia bodajże 17 punktów, a ten który dotyczy sprawy to
Założę się, że gdybyś dostrzegł w prawym lusterku samochód, to byś sie wstrzymał z manewrem. Tak podpowiada zdrowy rozsądek i tak nakazuje ustawodawca – unikanie działań niepożądanych tzn takich które narażą kogokolwiek na szkodę.
Byłbyś zwolniony z winy i odpowiedzialności gdybyś nie miał szans dostrzec zagrożenia. Ale szanse miałeś (lusterko).
Tak czy siak następnym razem bedziesz czujny.
Mnie zdarzyła sie podobna historia, bardzo groźna – choć z drugiej/ lewej strony. Już chciałem skrecać w lewo na skrzyżowaniu (droga wojewódzka- jedna jezdnia) . Przede mną czysto, za mna na moim pasie ciężarówka w bezpiecznym odstępie. Sytuacja wydawaloby się pod kontrolą i tylko ostatni rzut oka w lewe lusterko, a w nim … rozpedzone audi wyprzedza naszą mała kolumne na skrzyżowaniu – tak na oko coś 150/h. Dali Bóg, dziś bym tego tekstu już nie miał okazji napisać, gdyby nie ten ostatni rzut oka w lusterko.
Życzę szerokości i żadnych słoni na drodze. 😉
2 listopada 2014 o 02:59
A czy SO zwraca uwagę na fakt, że biegły wprowadził SR w błąd, poświadczając nieprawdę? Czy SO zwraca uwagę na fakt, że SR odrzucił zasadne wnioski o powołanie nowego biegłego w związku z prawdopodobieństwem małej wiarygodności biegłego, który poświadczył nieprawdę? Zaznaczam, że na matactwo biegłego są dowody, które były okazane przed SR, ale SR odrzucił wszelkie wnioski. Tak właśnie zakończyła się moja sprawa. Czy istnieje szansa na wygranie apelacji?
2 listopada 2014 o 09:15
Sądy – na podstawie orzecznictwa SN – zwolniły się z obowiązku dochodzenia prawdy obiektywnej. Sędzia sam sobie ustala stan faktyczny na podstawień “procesów myślowych”, polegających na “obdarzaniu wiarą” jednych dowodów, a “nieobdarzaniu wiarą” innych. Czyli sądy nie dochodzą faktów, ale ich kreują.
Teoretycznie sędzia okręgowy powinien przynajmniej zbadać zasadność wniosków oddalonych przez sędziego rejonowego. Sędzia okręgowy będzie jednak PRZEDE WSZYSTKIM badał, kim jest sędzia rejonowy, który wydał wyrok I instancji: czyim jest synem (córką), protegowanym itp. Nie uchyli przecież wyroku synowi swojego przyjaciela, który akurat zasiada w Krajowej Radzie Sądownictwa…
2 listopada 2014 o 10:27
Wykładnia Redakcji jest absolutnie zgodna ze stanem faktycznym i realiami polskiego sondownictwa. Tzw. “sędziowie” w POmrocznej sondują bowiem najpierw, kto jest kim na sali rozpraw, by następnie na tej podstawie wyrokować. Prawda materialna i stan faktyczny zdarzenia nie mają absolutnie żadnego znaczenia ! Ważne jest, aby wykreować takie “dowody” – głównie zeznania świadków oskarżenia, aby całość trzymała się tzw. “kupy”. A nawet jak się “kupy” nie trzyma, to wtedy sond stwierdza, że właśnie “kupy się trzyma”, bo on daje temu wiarę, a kto twierdzi inaczej jest niewiarygodny ! Co do SO to również najprawdziwsza prawda. Dlatego moja teza, że tylko likwidując przestępcze wobec własnych Obywateli państwo tzw. “polskie” można mieć nadzieję za powrót do praworządności.
Sprawy nabrały tempa. SO w Katowicach wyznaczył termin rozprawy już na 16 grudnia. W poniedziałek wybiorę się do SO by zapoznać się z “dokumentacją”. Nie uczyniłem tego przed rozprawą w SR i to chyba był mój błąd.
24 lipca 2014 o 08:34
Kolejny przykład dyspozycyjności biegłych sądowych rozumiejących doskonale swoją “powinność” wobec “władzy”:
http://katowice.gazeta.pl/katowice/1,35063,16365465,Sedzia_potracila_autem_16_latke__Prokuratura_umorzyla.html#LokKatTxt
19 lutego 2014 o 20:29
Znaczenie dowodu? Oto dowód “na oko”:
http://natemat.pl/92225,straz-miejska-wystawila-mandat-na-oko-auto-stalo-za-blisko-skrzyzowania-zobacz-jak-straznicy-sie-tlumacza-wideo
19 lutego 2014 o 20:37
Tutaj przytoczenie wypowiedzi srażnika, bo obwiniony usunal video z youtuba…
17 lutego 2014 o 20:54
Witam, a próbowała pani szukać pomocy w fundacji Lex Nostra – http://www.fundacja.lexnostra.pl/, prawdopodobnie ta fundacja mogła by pani pomóc. Ci ludzie właśnie walczą z przestępcami którzy śmią nazywać się : policjantami, sędziami, prokuratorami oraz nieuczciwymi adwokatami.
18 lutego 2014 o 12:55
Niech mnie pan znajdzie na faceboku to panu odpowiem!!!
18 lutego 2014 o 17:28
Wolałbym otrzymać odpowiedź na tym portalu. Być może z tą radą nie miałem racji. A jeżeli Pani wie coś innego to zawsze może to pomóc innym osobom.
Niech mnie też pan zrozumie mam spotkanie w Fundacji napisze więcej po spotkaniu.
30 maja 2014 o 10:10
Radom. 23.05.2014r.
ul. Hipoteczna 26
e-mail: wr_gucio@interia.pl
nr. tel 500 840 711
dotyczy skazanego:
3 Ds. 1535/06; 1 Ds. 830/10 (Prokuratura Rejonowa Radom – Zachód)
VIII K 1298/10 (Sąd Rejonowy w Radomiu, VIII Wydział Karny)
V Ka 348/11 (Sąd Okręgowy w Radomiu, V Wydział Karny Odwoławczy)
PG IV KSK 184/13 (Prokuratura Generalna)
Prezydenta Rzeczypospolitej – Bronisława Komorowskiego
Zwracam się do Ministra Sprawiedliwości, Prokuratora Generalnego, Rzecznika praw obywatelskich, Premiera Rządu, Prezesa Rady Ministrów, Prezydenta R.P. oraz wszystkich pozostałych władz państwowych, mediów i społeczeństwa o: podjecie radykalnych działań zmierzających do przywrócenia mojemu mężowi pełnej ochrony prawnej – zbadanie wszystkich moich zarzutów kierowanych pod adresem przedstawicieli „wymiaru sprawiedliwości” okręgu Radomia i Warszawy, Lublina. Zawiadamiam Prokuratora Generalnego o rozlicznych przestępstwach popełnionych na szkodę męża i naszej rodziny przez przedstawicieli „wymiaru sprawiedliwości”- sędziów, prokuratorów, adwokatów i policję, biegłych lekarzy sądowych, biegłych sądowych rekonstrukcji wypadków drogowych. Wniosek o wyłączenie całego okręgu sądowniczego w Radomiu od spraw Marcina Kacprzaka z uwagi że stroną w postępowaniu w tej sprawie jest adwokat Robert Wójcik
Proszę o sprawiedliwe zbadanie sprawy zgodnie z art. 6 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka a to: prawa do sprawiedliwego i publicznego rozpatrzenia sprawy każdego obywatela, zgodnie z art. 2 Konstytucji RP, który gwarantuje nam, iż:”RP jest demokratycznym państwem prawnym, urzeczywistniającym zasady sprawiedliwości społecznej”,art. 7 Konstytucji RP podkreśla, że: “Organy władzy publicznej działają na podstawie i w granicach prawa”,art. 87 Konstytucji RP precyzuje, że:”Źródłami powszechnie obowiązującego prawa Rzeczpospolitej Polskiej są: Konstytucja, ustawy, ratyfikowane umowy międzynarodowe oraz rozporządzenia”. Zgodnie z art. 45 ust. 1 Konstytucji RP każdy ma prawo do sprawiedliwego i jawnego rozpatrzenia sprawy bez nieuzasadnionej zwłoki przez właściwy, niezależny,bezstronny i niezawisły sąd. Art. 79. Konstytucji R.P.
„Rzeczpospolita jest demokratycznym Państwem prawa, urzeczywistniającym zasady sprawiedliwości społecznej”
„Organy władzy publicznej działają na podstawie i w granicy prawa”
„Przyrodzona i niezbywalna godność człowieka stanowi źródło wolności i praw człowieka i obywatela. Jest ona nienaruszalna, a jej
poszanowanie i ochrona jest obowiązkiem władz publicznych”.
„Wolność człowieka podlega ochronie prawnej”
„Wszyscy są wobec prawa równi. Nikt nie może być dyskryminowany w życiu politycznym, społecznym lub gospodarczym z jakiejkolwiek przyczyny”.
Art. 41. Konstytucji R.P.
Art. 42. Konstytucji R.P.
„Każdy ma prawo do sprawiedliwego i jawnego rozpatrzenia sprawy bez nieuzasadnionej zwłoki przez właściwy, niezależny, bezstronny i
Art. 63. Konstytucji R.P.
„Każdy ma prawo do wynagrodzenia szkody, jaka została wyrządzona przez niezgodne z prawem działanie władzy publicznej . Ustawa nie może
nikomu zamykać drogi sądowej dochodzenia naruszonych wolności lub praw”.
„Każdy ma prawo wystąpienia, na zasadach określonych w ustawie, do Rzecznika Praw Obywatelskich z wnioskiem o pomoc w ochronie swoich praw naruszonych przez organy władzy publicznej”.
C 83/402 Dziennik Urzędowy Unii Europejskiej 30.3.2010
•	Kary nie mogą być nieproporcjonalnie surowe w stosunku do czynu zabronionego pod groźbą kary. PL 30.3.2010 Dziennik Urzędowy Unii Europejskiej C 83/401
Zasady odpowiedzialności karnej z.U.1 Kodeks karny
Dz.U.1997.88.553 – Ustawa z dnia 6 czerwca 1997 r. Kodeks karny997.88.553 – ny
Ustawę karną polską stosuje się do sprawcy, który popełnił czyn zabroniony na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej, jak również na polskim statku wodnym lub powietrznym, chyba że umowa międzynarodowa, której Rzeczpospolita Polska jest stroną, stanowi inaczej
art. 17 § 1 pkt 6 k.p.k. przez prowadzenie postępowania karnego w stosunku do Marcina Kacprzaka i wydanie wyroku skazującego w sytuacji, gdy zgodnie z ustawą
•	obowiązującą w miejscu i czasie popełnienia czynu, tj. w dniu 10 listopada 2002 r. w miejscowości Zeeland w Holandii, czyn podlegał kwalifikacji prawnej z art. 6 w zw. z art. 175 § 2 A holenderskiego Kodeksu o ruchu drogowym (Wegenverkeerswet 1994), a ściganie przestępstwa przedawniało się po 6 latach od popełnienia czynu, co prowadzi do kontestacji, że ściganie i skazanie nastąpiło pomimo faktu, że postępowanie podlegało umorzeniu, co winno skutkować umorzeniem postępowania i stanowi o zaistnieniu bezwzględnej przyczyny odwoławczej z art. 439 § 1 pkt 9 k.p.k.;
•	art. 17 § 1 pkt 7 k.p.k. przez wydanie orzeczenia pomimo faktu, że postępowanie karne co do tego samego czynu tej samej osoby było prowadzone przez polskie organy ścigania, w sytuacji, gdy zostało prawomocnie zakończone na terenie Holandii, gdzie decyzją prokuratura umorzono postępowanie jako bezprzedmiotowe, co stanowi bezwzględną przyczynę odwoławczą z art. 439 § 1 pkt 8 k.p.k.;
•	art. 17 § 1 pkt 8 k.p.k. przez wydanie orzeczenia w sytuacji, w której oskarżony nie podlegał orzecznictwu polskich sądów karnych z uwagi na fakt, że czyn przestępny został popełniony poza granicami kraju i nie był przez ustawę obowiązującą w miejscu popełnienia uznany za przestępstwo w rozumieniu art. 111 § 1 k.p.k., co wyłączało możliwość orzekania w sprawie przez polski sąd karny;
•	art. 17 § 1 pkt 8 k.p.k. przez wszczęcie i prowadzenie postępowania karnego w Polsce w sytuacji, w której zapadło za granicą orzeczenie (o odmowie ścigania z uwagi na absolutny brak pewności sprawstwa) stanowiące przeszkodę do wszczęcia i prowadzenia postępowania karnego o ten sam czyn przed sądem polskim w rozumieniu art. 114 § 1 i 3 pkt 3 k.k., co wynika z następujących przepisów umów międzynarodowych wiążących Rzeczpospolitą Polską:
•	art. 82 ust. 1 Traktatu o funkcjonowaniu Unii Europejskiej (Dz. Urz. C 83 z dn. 30 marca 2010 r., s. 47 i nast.), dalej: TFUE,
•	art. 54 Konwencji wykonawczej do Układu z Schengen z dnia 14 czerwca 1985 r. między Rządami Państw Unii Gospodarczej Beneluksu, Republiki Federalnej Niemiec oraz Republiki Francuskiej w sprawie stopniowego znoszenia kontroli na wspólnych granicach (Dz. Urz. L 239 z dnia 22 września 2000 r., s. 19 i nast.), dalej: konwencja wykonawcza;
•	art. 14 ust. 7 Międzynarodowego Paktu Praw Obywatelskich i Politycznych otwartego do podpisu w Nowym Jorku dnia 16 grudnia 1966 r. (Dz. U. z 1977 r. nr 38, poz. 167), dalej: MPPOiP;
•	art. 4 ust. 1 Protokołu nr 7 do Konwencji o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności, zmieniony Protokołem nr 11, z dn. 22 listopada 1984 r. (Dz. U. z 2003 r., nr 42, poz. 364), dalej: Protokół do EKPCz;
5. art. 4 k.p.k przez niedostateczne zbadanie i uwzględnienie okoliczności przemawiających na korzyść oskarżonego Marcina Kacprzaka, w szczególności dokumentacji medycznej pochodzącej od strony holenderskiej, ustaleń funkcjonariuszy holenderskiej Policji znajdujących się na miejscu wypadku, licznych nie jasności co do przebiegu oraz istotnej możliwości kierowania pojazdem przez jedną z ofiar śmiertelnych wypadku, której obrażenia odpowiadały obrażenia.
6. art. 5 k.p.k przez nierozstrzygnięcie niedających się usunąć wątpliwości na korzyść oskarżonego w sytuacji, gdy z całości materiału procesowego nie można było wysnuć niewątpliwego wniosku o sprawstwie oskarżonego, a wiele istotnych dowodów, jak choćby dokumentacja medyczna pochodząca od strony holenderskiej, ustaleń funkcjonariuszy holenderskiej Policji znajdujących się na miejscu wypadku, kierowcy opinie biegłych powołanych w sprawie, nie wskazywały z wysokim prawdopodobieństwem na Marcina Kacprzaka jako kierującego pojazdem, a wręcz optowały za stwierdzeniem, że oskarżony był jedynie pasażerem
7. art. 7 k.p.k. przez ocenę materiału dowodowego z pominięciem zasad prawidłowego rozumowania oraz wskazań wiedzy i doświadczenia życiowego w zakresie oceny sprawstwa czynu zabronionego, zeznań oskarżyciela posiłkowego (brata jednej z ofiar wypadku), a także materiału dowodowego zgłaszanego i zaprodukowanego przez oskarżyciela posiłkowego, w szczególności przez bezkrytyczne akceptowanie stanowiska oskarżyciela posiłkowego i przedłożonej przez niego opinii prywatnego eksperta
8. art. 8 § 1 k.k.p przez odstąpienie od samodzielnego rozstrzygania zagadnień faktycznych w zakresie, w jakim bezkrytycznie przyjęto za własne ustalenia czynione przez oskarżyciela posiłkowego oraz przez prywatnego biegłego działającego na zlecenie oskarżyciela posiłkowego
9. art. 193 § 1 k.p.k. i art. 393 § 3 k.p.k. przez potraktowanie prywatnej ekspertyzy zaprodukowanej przez oskarżyciela posiłkowego jako dowodu z opinii biegłego i jej ujawnienie w toku postępowania oraz wydanie wyroku skazującego w oparciu o jej ustalenia, w sytuacji gdy dokument prywatny tego typu – powstały dla celów postępowania karnego nie może stanowić dowodu w sprawie podlegający ujawnieniu w procesie;
art. 201 k.p.k. przez niewezwanie tych samych biegłych dokonujących sekcji ekshumowanych zwłok ofiar wypadku do uzupełnienia opinii po sporządzeniu opinii przez Instytut Ekspertyz Sądowych w Krakowie pomimo tego, że sami biegli patomorfolodzy wnioskowali o przekazanie wyników opinii ww. Instytutu celem uzupełnienia własnej opinii (o analizę zauważonych obrażeń pod kątem prawdopodobieństwa prowadzenia pojazdu), co stanowi o rażącym uchybieniu w toku przeprowadzenia postępowania dowodowego i jego weryfikacji przez Sąd Odwoławczy.
obrazę przepisów postępowania mającą wpływ na treść orzeczenia, a konkretnie art. 4, art.7 i art. 424 § 1 pkt 1 k.p.k przez brak rzetelnej analizy całości zgromadzonego w sprawie materiału dowodowego z uwzględnieniem zasad prawidłowego rozumowania, wskazań wiedzy i doświadczenia życiowego oraz okoliczności świadczących na korzyść oskarżonego, a także przez nieuzasadnienie odrzucenia koncepcji sprawstwa wypadku przez Sławomira Wójcika, w tym pominięcie, że :
a) Marcin Kacprzak nie odniósł obrażeń charakterystycznych dla kierującego pojazdem w sytuacji, gdy obrażenia takie posiadał Sławomir Wójcik;
b) Sławomir Wójcik ze względu na poniesione obrażenia nie mógł siedzieć na fotelu pasażera, a zajmował miejsce kierowcy.
Wyrok Sądu Najwyższego z 2011-03-29 III KK 365/10
1. Od dnia 1 maja 2004 r. orzeczenie kończące postępowanie karne
w innym państwie Unii Europejskiej (art. 54 Konwencji Wykonawczej do Układu z Schengen) stoi na przeszkodzie ściganiu karnemu w Polsce za ten sam czyn. Nie ma przy tym znaczenia, czy takie orzeczenie wydane winnym państwie członkowskim Unii Europejskiej zapadło przed datą polskiej akcesji do tejże Unii, czy też po tej dacie. Istotne jest jedynie to, czy sąd polski orzekał po dniu 1 maja 2004 r., albowiem od tego dnia na przeszkodzie ściganiu w rozumieniu art. 17 § 1 pkt 7 k.p.k. stoi orzeczenie wydane w innym państwie członkowskim.
art. 114 § 3 pkt. 3 k.k. („do prawomocnych orzeczeń sądów lub innych organów państw obcych kończących postępowanie karne co do tego samego czynu tej samej osoby, jeżeli wynika to z wiążącej Rzeczpospolitą Polską umowy międzynarodowej”.) wynika z brzmienia art .54 Konwencji wykonawczej do układu z Schengen z dnia 14 czerwca 1985 r. o treści: „Osoba, której proces zakończył się wydaniem prawomocnego wyroku na obszarze jednej Umawiającej się Strony, nie może być ścigana na obszarze innej Umawiającej się Strony za ten sam czyn, pod warunkiem że została nałożona i wykonana kara lub jest ona w trakcie wykonywania, lub nie może być już wykonana na mocy przepisów prawnych skazującej Umawiającej się Strony”.
W wyroku TS z dnia 11 lutego 2003 r. wyraźnie stwierdzono (Postępowanie karne przeciwko Hüseyin Gözütok i Klaus Brügge),iż: „Zasada ne bis in idem, ustanowiona w art. 54 Konwencji wykonawczej do Układu z Schengen, której celem jest zapewnienie, iż nikt nie jest ścigany za ten sam czyn w kilku Państwach Członkowskich z tego względu, że korzystał z prawa do swobodnego przepływu, ma również zastosowanie do postępowania, na mocy którego dalsze ściganie jest niedopuszczalne, wskutek czego prokurator w danym Państwie Członkowskim umarza postępowanie karne wszczęte w tym państwie, bez udziału sądu, po spełnieniu przez oskarżonego określonych obowiązków, a w szczególności po uiszczeniu kwoty ustalonej przez prokuratora.
Po zakończeniu takiego postępowania, dana osoba musi zostać uznana za taką, której proces zakończył się wydaniem prawomocnego wyroku dla potrzeb wyżej wymienionego art. 54 oraz po spełnieniu przez oskarżonego nałożonych na niego obowiązków, kara wymierzona w tym postępowaniu musi być uznana za wykonaną dla potrzeb art. 54. Skutki takiego postępowania muszą, w braku wyraźnego przeciwnego wskazania w art. 54, być uznane za wystarczające, by można było stosować ustanowioną tym przepisem zasadę ne bis in idem, nawet jeśli żaden sąd nie uczestniczy w postępowaniu, a rozstrzygnięcie, którym kończy się postępowanie, nie przybiera formy wyroku”.
Należy też zwrócić uwagę, że jeszcze przed przedstawieniem opiniowanego projektu polskie sądy dokonywały takiej właśnie interpretacji art. 54 Konwencji, która pozostawała w zgodzie z wykładnią Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości. W wyroku z dnia 2 czerwca 2006 r. SN stwierdził, iż (IV KO 22/05; OSNKW 2006, nr 7-8, poz. 75): „W konsekwencji przystąpienia Rzeczypospolitej Polskiej do Unii Europejskiej, częścią systemu prawa polskiego stały się normy dotyczące zasady res iudicata i ne bis in idem , stanowiące acquis communautaire , co w istotny sposób zmieniło zakres obowiązywania zasady powagi rzeczy osądzonej. Z mocy art. 114 § 3 pkt 3 k.k. w zw. z art. 54 Konwencji Wykonawczej do Układu z Schengen z dnia 14 czerwca 1985 r. (Dz. Urz. UE L 239, z dnia 22 września 2000 r.) normy unijne, określające moc prawną orzeczeń wydawanych w państwach członkowskich, zyskały pierwszeństwo przed ogólną zasadą art. 114 § 1 k.k”.
Również w piśmiennictwie zwrócono uwagę na konsekwencje art. 54 Konwencji. M.in. P. Kołodziejski wyraził pogląd, że „Wykładnia art. 54 Konwencji wykonawczej prowadzi […] do wniosku, iż zasada ne bis in idem obowiązuje również w stosunku do prawomocnych decyzji o umorzeniu postępowania wydanych przez właściwy organ za granicą. I to niezależnie od tego, czy prawo polskie przewiduje taką przesłankę umorzenia postępowania, na podstawie której prawomocnie rozstrzygnięto za granicą” (Prokuratura i Prawo 2006, nr 9).
Podsumowując podkreślić należy, iż rozszerzenie zakazu ne bis in idem na orzeczenia zagraniczne, stanowi konsekwencję poszerzania obowiązującej w ramach Unii Europejskiej idei wzajemnego zaufania do swoich systemów sądownictwa.
Pełna realizacja swobody przemieszczania się wymaga zagwarantowania, aby osoba, o której czynie prawomocnie rozstrzygnięto w jednym państwie, nie była ścigana za ten sam czyn w innym państwie.
Jak wskazano wyżej, zakaz ne bis in idem obowiązuje zarówno w stosunku do orzeczeń sądów, jak i innych organów właściwych w innym państwie do rozstrzygania spraw karnych, a także orzeczeń rozstrzygających o winie, jak i umarzających postępowanie przeciwko danej osobie.
Ustalenie, iż dany czyn był już przedmiotem rozstrzygnięcia zagranicą przez właściwy organ (idem), obliguje polskie organy ścigania do umorzenia postępowania karnego, bądź jeżeli postępowanie nie zostało jeszcze wszczęte – odmowy wszczęcia. Podstawę takiej decyzji winien stanowić art. 17 § 1 pkt 7 in principio k.p.k.
Zasadnym wydaje się również de lege ferenda rozciągnięcie zawisłości sprawy, która jest ściśle związana z zasadą ne bis in idem także na postępowania zagraniczne.
W państwie prawa prokurator stoi na straży sprawiedliwości i ściga przestępców, a adwokat pełni rolę, nie do końca chlubną, obrony przestępców. W państwie bezprawia role się odwracają. Prokurator oskarża niewinnych ludzi działając w interesie gangsterów, a adwokat usiłuje ich bronić. W pierwszym wypadku sędzia musi być bezstronny i o nieposzlakowanej uczciwości, w drugim dyspozycyjny i najlepiej żeby prawdziwa władza miała na niego jakieś „haki”.
Sędzia Sądu Rejonowego Ewa Adamowicz na podstawie art. 46 § 2k.k. orzeka na rzecz Roberta Wójcika nawiązkę w kwocie 30.000 ( trzydziestu tysięcy złotych)
Mąż pani sędzi Komornik Jarosław Adamowicz – kancelaria komornicza w Radomiu prowadzi egzekucję należności dla Roberta Wójcika
Nawiązka może być orzeczona wyłącznie na rzecz pokrzywdzonego (wyłącznie), co prowadzi do wniosku, że nie wchodzi w grę w razie skazania za przestępstwo, wskutek którego doszło do śmierci pokrzywdzonego. Sąd Apelacyjny w Krakowie w wyroku z dnia 17 czerwca 2009 r. (sygn. akt II AKa 93/09, LEX nr 552034), stwierdził, że „przepis art. 46 § 2 k.k. upoważnia do zasądzenia od oskarżonego nawiązki tylko na rzecz pokrzywdzonego sensu stricto, to jest na rzecz osoby, o której mowa w art. 49 k.p.k., a nie na rzecz tzw. stron zastępczych, to jest osób jedynie wykonujących prawa pokrzywdzonego z powodu jego śmierci”. Podobnie T. Grzegorczyk wskazał, że nawet nowelizacja art. 46 k.k. w 2009 r. nie zmieniła stanu prawnego, zgodnie z którym beneficjentem nawiązki orzekanej na podstawie art. 46 § 2 k.k. może być wyłącznie pokrzywdzony, natomiast nawiązka nie może być zasądzona na rzecz innych beneficjentów obowiązku naprawienia szkody, w tym na rzecz osób najbliższych zmarłemu pokrzywdzonemu.
W przypadku skazania przestępstwo spowodowania katastrofy w ruchu lądowym lub wypadku komunikacyjnego, jeżeli sprawca był w stanie nietrzeźwości lub pod wpływem środka odurzającego lub zbiegł z miejsca zdarzenia sąd może orzec nawiązkę na rzecz Funduszu Pomocy Pokrzywdzonym oraz Pomocy Postpenitencjarnej (art. 47 § 1 k.k.). Nawiązka ta jest orzekana fakultatywnie. Ujęcie tej nawiązki w odrębnym artykule wskazuje na oderwanie wysokości orzekanej nawiązki od rozmiaru szkody. Może ona zostać orzeczona także w sytuacji, gdy szkoda w ogóle nie wystąpiła. Ponadto orzeka się ją na rzec innego podmiotu niż pokrzywdzony – aktualnie Funduszu Pomocy Pokrzywdzonym oraz Pomocy Postpenitencjarnej. Z tych względów w doktrynie prawa karnego przyjmuje się, że dopatrywać się w niej można podobieństwa do grzywny oraz wyraźnych cech represyjnych przeważających nad funkcją kompensacyjną.
Wyrok z dnia 16 kwietnia 2002 roku, II AKa 65/02, Prok. i Pr. 2003/2/18
Nawiązka określona w treści art. 46 § 2 k.k. może zostać zasądzona tylko na rzecz pokrzywdzonego, w celu zadośćuczynienia za ciężki uszczerbek na zdrowiu, naruszenie czynności narządu ciała, rozstrój zdrowia, a także za doznaną krzywdę, w przeciwieństwie do obowiązku naprawienia szkody określonego w art. 46 § 1 k.k., który może być realizowany także na rzecz innej (poza osobą pokrzywdzonego) osobyu prawnionej. Skoro przepis art. 46 § 2 k.k. wyraźnie wskazuje osobę uprawnioną do nawiązki i określa go jako “pokrzywdzonego”, w przeciwieństwie do “innej osoby uprawnionej”, w tym wykonującej prawa pokrzywdzonego (art. 49 § 4, 51 § 2 i 52 k.p.k.), to w niniejszej sprawie zasądzenie nawiązki na rzecz pokrzywdzonego nie było możliwe, bowiem pokrzywdzony zmarł. W razie śmierci pokrzywdzonego prawa, które by mu przysługiwały, mogą wykonywać osoby najbliższe (art. 52 k.p.k.), ale to uprawnienie do przyjęcia tych praw nie oznacza przyjęcia statusu “pokrzywdzonego” w rozumieniu art. 49 § 1 k.p.k.; osoby te będą miały status “innej osoby uprawnionej”, o której mowa w art. 46 § 1 k.k. (por. uzasadnienie wyroku SN z dnia 17 maja 2000 r., V KKN 145/2000, OSN KW 2000, nr 7-8, poz. 64). W tym kontekście oczywistym jest, że w treści art. 46 § 2 k.k. pominięty został skutek w postaci śmierci, który jest przecież w treści art. 46 § 1 k.k., gdzie określone są “inne osoby uprawnione”; śmierć pokrzywdzonego uniemożliwia zatem orzeczenie nawiązki z art. 46 § 2 k.k.
Celem tego listu jest przedstawienie prawdziwej sytuacji w wymiarze sprawiedliwości oraz przekonanie o konieczności jego fundamentalnej naprawy. Jestem przekonana, że zarówno Pan, jak i Minister Sprawiedliwości niestety nie znają całej prawdy o działaniu wymiaru sprawiedliwości. I tak:
Mój mąż Marcin Kacprzak, został oskarżony o to że w dniu 10 listopada 2002 roku w miejscowości Zeeland w gminie Lander w Holandii kierując samochodem osobowym marki BMW 735 o numerze rejestracyjnym WR 06934 umyślnie naruszył zasady bezpieczeństwa w ruchu drogowym w ten sposób, że będąc w stanie nietrzeźwości, to jest nie mniej niż 1.7 promila stężenia alkoholu we krwi (krew pobrana do badania nie była krwią mojego męża, krew została pobrana o godzinie 23.40 a męża znaleziono po godzinie 24.04) nie dostosował prędkości i techniki jazdy do panujących warunków drogowych, zjechał na pobocze następnie uderzając w drzewo, w wyniku czego obrażeń ciała skutkujących zgonem na miejscu zdarzenia doznali w/w pojazdu Mariusz Brzeziński i kierowca Sławomir Wójcik. W Holandii śledztwo zostało umorzone, prokurator pisał do pana Wójcika że trzeba dowieść według prawa Holenderskiego że osoba podejrzana prowadziła samochód i nie ma wystarczających dowodów aby postawić akt oskarżenia M. Kacprzakowi.
W przedmiocie stanu faktycznego i przebiegu postępowania
Z pierwszych, bezpośrednich oględzin miejsca zdarzenia nie wynikało, kto prowadził pojazd. Ciała ofiar wypadku znajdowały się rozrzucone w pewnej odległości od wraku samochodu (pojazd wypadając z drogi i uderzając w dwa drzewa uległ całkowitej destrukcji). Jedyna zaś osoba, która przeżyła zdarzenie – oskarżony doznał stwierdzonej amnezji powypadkowej. Holenderscy policjanci, którzy przybyli na miejsce zdarzenia nie powzięli jednoznacznych podejrzeń, żeby to Marcin Kacprzak był kierowcą pojazdu. W czasie wstępnego rozpoznania miejsca zdarzenia oraz w toku udzielania pomocy medycznej uznano, że oskarżony Marcin Kacprzak w czasie zdarzenia spał na miejscu pasażera i powinien występować w sprawie w charakterze pokrzywdzonego.
Niezwłocznie po zajściu ww. zdarzenia drogowego, wszczęto i prowadzono w Holandii postępowanie przygotowawcze. W tym czasie Robert Wójcik (brat jednej z ofiar wypadku, występujący później w charakterze oskarżyciela posiłkowego) zawiadomił dnia 3 stycznia 2003 r. polskie organy ścigania o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez Marcina Kacprzaka, w związku z czym dnia 29 stycznia 2003 r. wszczęto dochodzenie co do tego samego zdarzenia historycznego, co do którego postępowanie prowadziły już holenderskie organy ścigania. O prowadzeniu postępowania w Holandii zawiadamiający doskonale wiedział, jako że był jego aktywnym uczestnikiem. Prokurator Prokuratury Rejonowej w Den Bosch odstąpił jednak od oskarżenia wskazując, że nie ma podstaw do twierdzenia, jakoby Marcin Kacprzak dopuścił się sprawstwa ww. wypadku drogowego. W ponad 2 lata od wydania orzeczenia w Holandii, gdy toczyło się postępowanie w Polsce, Robert Wójcik wniósł do Sądu Apelacyjnego w Hertogenbosch skargę o podjęcie postępowania wobec Marcina Kacprzaka i nakazanie jego ścigania. Sąd ten rozpoznawał sprawę dwukrotnie i dnia 18 października 2007 r. wydał postanowienie o podjęciu postępowania na nowo. Decyzja Sądu Apelacyjnego opierała się na niepewnej opinii biegłych z Instytutu Ekspertyz Sądowych w Krakowie, która notabene bazowała wyłącznie na materiałach przekazanych przez stronę holenderską panu Robertowi Wójcikowi, a które stanowiły podstawę powzięcia decyzji procesowej o odmowie ścigania przestępstwa. Sąd Apelacyjny w Hertogenbosch zaznaczył jednak wyraźnie, że postępowanie jest wznawiane w Holandii, a jeżeli jest to formalnie dopuszczalne, sprawa o ile pozwala na to prawo przekazana do ścigania organom w Polsce (w tym czasie Marcinowi Kacprzakowi przedstawiono już w Polsce zarzuty). Prokuratura Holenderska nie przekazała jednak sprawy do ścigania organom w Polsce.
Raport policji holenderskiej z którego wynika że kierowca zginął na miejscu, również pasażer a właściciel pojazdu który jeszcze żyje wyjechał do Polski. Sławomir Wójcik ma postawiony art. 8 k.h. Również znajduje się karta informacyjna ze szpitala że w/w pacjent Marcin Kacprzak spał w pozycji siedzącej na tylnim siedzeniu samochodu – po wypadku został znaleziony ok. 30 m w tłumaczeniach są dwie wersje raz że po lewej stronie jezdni a raz poprawo w rowie, którą wersje przyjął Sąd?
Oskarżyciel posiłkowy Robert Wójcik (ADWO(KAT) uzyskał dokumenty z Holandii na własne żądanie i wniósł w Polsce doniesienie o popełnieniu przestępstwa.
Dowód- doniesienie o popełnieniu przestępstwa z dnia 03.01.2003 rok przez Roberta Wójcika z art. 177§2 sprawę prowadziła pani prokurator Barbara Stankiewicz z prokuratury Radom Wschód. Po ponad 4latach 11.04.2006 roku przedstawiono zarzuty Marcinowi Kacprzakowi. Miesiąc później 12.05.2006 roku pan Robert Wójcik wnioskuje o wyłączenie pani prokurator Barbarę Stankiewicz z powodu jego uzasadnionych wątpliwości co do bezstronności w tej sprawie. Jak wynika z postanowienia z dnia 19.05.2006 roku prokurator, prokuratury okręgowej w Radomiu pan Mariusz Potera odmawia wyłączenia prokurator Barbary Stankiewicz od udziału w sprawie. Nie znam przyczyn bo jest znaczny brak kart w aktach sprawy, i tak wyłączono prokurator od tej sprawy. Każda osoba która nie podejmowała działań które wnioskował pan Wójcik, była osobą szkodzącą mu i zawsze ją eliminował, co jest przykładem oddalenia prokurator Stankiewicz. Takie same działania czynił w stosunku do prokuratora prowadzącego dochodzenie w Holandii pana Grimbergena ( opisałam w dalszej części listu) Sprawę przeniesiono do innej prokuratury Radom Zachód jak wynika z postanowienia z dnia 25.03.2009roku pani prokurator prowadząca Dorota Kwiecień występuje z wnioskiem do Holandii o uzyskanie karty informacyjne z leczenia szpitalnego Marcina Kacprzaka, gdyż opinia IES była oparta na słabym materiale dowodowym. Instytut Ekspertyz Sądowych sam również wnosił o uzyskanie informacji z leczenia, gdyż opinia miała zostać uzupełniona. Karty z leczenia nie uzyskała pani Prokurator Kwiecień i zaakceptowała taki stan sprawy, który także odpowiadał panu Robertowi Wójcikowi. Sprawę przeniesiono do prokuratury gdzie pracuje prokurator Elżbieta Blinowska żona, mecenasa Blinowskiego, o czym nie wiedzieliśmy. Analizując akta sprawy dochodzę do wniosku, ze mecenas Rafał Blinowski i pokrzywdzony brat zmarłego mecenas Robert Wójcik działali w zmowie i swoimi kłamstwami, fałszerstwami i oszustwami doprowadzili mnie i moją rodzinę do wykluczenia społecznego.
Dowód- akt oskarżenia z dnia 28.05.2010 roku prokurator Dorota Kwiecień oskarża Marcina Kacprzaka o przestępstwo z art.177§ 2 i niewiadomo z jakich przyczyn w zw. art. 178§ 1kk przecież znajdujący w aktach sprawy wynik badania na zawartość alkoholu nie jest wynikiem badania oskarżonego tylko kierującego pojazdem Sławomira Wójcika który zmarł. Czy w końcu znajdzie się osba która zwróci uwagę jak dokumentacja jest manipulowana i fałszowana. Swoimi oszustwami nie tylko okradli mnie i moją rodzinę z majątku, ale przede wszystkim okradli nas życia, pozbawiono dzieci mieszkać i żyć z ich kochającym tatą, od czterech lat nie widzą swego taty a córka Maja ma lat 4 zna tatę tylko ze zdjęcia. Co mam powiedzieć córce gdy pyta kiedy wreszcie przyjedzie jej tata? nasz wymiar sprawiedliwości jest od ponad dwudziestu lat ciężko chory. Mamy wadliwe prawo, przeżarte korupcją i nepotyzmem prokuratury i sądy. Cały system jest źle zorganizowany, drogi i niewydolny. Brak podstawowej kontroli. Liczne afery dobitnie to potwierdzają. Bardzo krytyczne publikacje w mediach na temat licznych afer i skandali w wymiarze sprawiedliwości niczego nie zmieniają.
Chyba najwyższy już czas, aby w tej sprawie i podobnych sprawach zaczęły działać odpowiednie instytucje państwowe nie wyłączając Rzecznika Praw Obywatelskich. Przecież nie może być tak, ze jakiś dyspozycyjny wobec grupy nacisku Sędzia oraz Adwokat będą wykorzystywali dla doraźnych korzyści dla tej grupy osób przepisy prawa i nimi tak manipulowali, aby zgnoić i zniszczyć niewinnego, ale niewygodnego człowieka i jego rodzinę.
Dowód- Wyrok I instancji W Imieniu Rzeczypospolitej Polskiej ogłoszony w dniu 10.03.2010 roku w składzie przewodniczący SSR Ewa Adamowicz, przy udziale prokuratora Piotra Terleckiego
Dowód- Wyrok II instancji W Imieniu Rzeczypospolitej Polskiej który zapadł w dniu 02. 09.2011roku Sędziowie Sądu Okręgowego w Radomiu Przewodniczący SSO Maciej Gwiazda, SO Andrzej Łyś, SO Agnieszka Chaciej.
Rzetelna analiza akt niniejszej sprawy obnaża szereg błędów popełnionych w przedmiotowym postępowaniu, które urągają fundamentalnym zasadom procesu karnego, przy czym w tak wadliwym postępowaniu zapadł wyrok skazujący Marcina Kacprzaka na karę siedmiu lat pozbawienia wolności.
Można odnieść wrażenie, że przedmiotowe postępowanie karne zostało w niespotykanym w praktyce zakresie zdominowane przez oskarżyciela posiłkowego Roberta Wójcika. Miało to miejsce do tego stopnia, że Sąd Rejonowy w Radomiu zamiast dokonywać – jak nakazuje procedura karna – własnych ustaleń, w dużej mierze odwoływał się i poprzestawał na wiedzy i ustaleniach poczynionych przez tego świadka. Sąd błędnie pozytywnie ocenił zeznania w/wymienionej osoby, stwierdzając, że to właśnie Robert Wójcik posiada najszerszy obraz stanu faktycznego. Zapoznał się on bowiem z całym materiałem dowodowym i uczestniczył w czynnościach dowodowych przeprowadzanych w Polsce. Tymczasem to Sąd a nie świadek powinien zapoznać się z całym materiałem dowodowym i na tej podstawie dokonać własnej swobodnej oceny tych dowodów. Czerpanie wiedzy o przeprowadzonych czynnościach od świadka narusza fundamentalną zasadę bezpośredniości. Zamiast przeprowadzać dowody we własnym zakresie, Sąd uzyskiwał informacje pośrednio od Roberta Wójcika, który przecież był zainteresowany wynikiem tego postępowania. W efekcie Sąd bazował na wiedzy i ocenie dokonanej przez pokrzywdzonego, który niemalże przejął kontrolę nad całym postępowaniem. Należy przy tym podkreślić, że Robert Wójcik nie może być uznany za istotne, jak również wiarygodne źródło dowodowe.
Przede wszystkim jest on jedynie świadkiem prowadzonego przez holenderskie organy ścigania postępowania przygotowawczego, a nie świadkiem zdarzenia. Ponadto świadkiem o tyle niedoskonałym, że komunikował się on z tymi organami w języku angielskim, który nie jest przecież językiem ojczystym ani dla oskarżyciela posiłkowego ani dla Holendrów. Nawet jeśli R. Wójcik zna biegle język angielski, nie ustalono jak zaawansowana jest znajomość tego języka osób, z którymi R. Wójcik się kontaktował. Z tej też przyczyny relacja Roberta Wójcika dotycząca jego kontaktów z przedstawicielami władz holenderskich (przy czym nie wskazano nawet jakich) może być zniekształcona i niekoniecznie odzwierciedla w pełni ich rzeczywisty przebieg.
Po drugie swoim postępowaniem bezpośrednio po wypadku, jak i później już w toku postępowania karnego poprzez różnego rodzaju sugestie, manipulacje i insynuacje Robert Wójcik dowiódł, że celem jego działań nie jest ustalenie rzeczywistego przebiegu zdarzenia, lecz wykazanie za wszelką cenę, że winę za wypadek ponosi skazany Marcin Kacprzak. Sądy obu instancji dały bezkrytycznie wiarę zeznania i twierdzenia oskarżyciela posiłkowego – Roberta Wójcika który jest bratem zmarłego Sławomira Wójcika. Podnoszono, że ten czynił liczne starania w przedmiocie wyjaśnienia sprawy i był nastawiony obiektywnie. Pogląd taki mija się natomiast z zasadami prawidłowego rozumowania. Oskarżyciel posiłkowy miał silne nastawienie uczuciowo- emocjonalne do sprawy i z całą stanowczością dążył nie do odnalezienia prawdy, ale znalezienia dowodów na postawienie w stan oskarżenia i skazanie Marcina Kacprzaka.
Niespotykane zaangażowanie Roberta Wójcika w niniejszą sprawę, jego podstępne postępowanie, w tym nagrywanie organów ścigania sugerowanie przebiegu przedmiotowego zdarzenia, manipulowanie faktami, narzucanie własnych wniosków, stawianie nieprawdziwych zarzutów, uzyskiwanie pisemnych oświadczeń od świadków od początku w sposób ewidentny zmierzało do obarczenia winą za przedmiotowy wypadek właśnie skazanego, a tym samym do jednoczesnego odciążenie Sławomira Wójcika, który w pierwotnej wersji był uznany za sprawcę wypadku. W tym miejscu należy wskazać, że Robert Wójcik bezskutecznie usiłował wprowadzić w błąd nawet holenderskiego prokuratora J.W.M. Grimbergena. Z pisma Ambasady Polskiej z dnia 27 listopada 2003 r. adresowanego do Roberta Wójcika wynika, że Robert Wójcik informował prokuratora Grimbergena, że od pracownika policji wie, iż świadkowie wydobywali ciała z wraku rozbitego samochodu. Prokurator zweryfikował tą informację, kontaktując się ze wskazanym przez Roberta Wójcika pracownikiem policji, który rzekomo miał mu przekazać tą wiadomość. Pracownik policji zaprzeczył jakoby udzielał komukolwiek informacji na ten temat, a nadto stwierdził, że nie rozmawiał z takimi świadkami.
Należy podkreślić, że prokurator J.W.M. Grimbergen cieszył się pozytywną opinią u Roberta Wójcika do czasu, gdy stanowczo stwierdził, że nie znajduje podstaw do skierowania aktu oskarżenia przeciwko Marcinowi Kacprzakowi. We wniosku dowodowym z dnia 11.04.2003 r. (k. 334) R. Wójcik pozytywnie wypowiadał się o prokuratorze J.W.M. Grimbergen, by później (już po jego kolejnej pisemnej odmowie kontynuowania postępowania karnego) w piśmie z dnia 4.01.2004 r. wnosi o wyłączenie tego prokuratora z uwagi na jego rzekomo osobisty stosunek do sprawy. Należy zauważyć, że z nagrań rozmów Roberta Wójcika z holenderską policją wynika, że oskarżyciel posiłkowy nie cieszył się zaufaniem tamtejszych funkcjonariuszy policji, którzy nie życzyli sobie nawiązywania z nim kontaktu.
Aktywność R. Wójcika w zakresie kreowania faktów, które mogły utrudniać dojście do prawdy nie ograniczała się do postępowania holenderskiego, ale wręcz nasiliła się po przejęciu tej sprawy przez polskie władze. Robert Wójcik zarzucał m.in., że już po powrocie do Polski Marcin Kacprzak, będąc po spożyciu alkoholu, spowodował kolejną kolizję. Tymczasem okazało się, że uczestnikami zdarzenia drogowego, które miało miejsce w miejscowości Kraszków w nocy z dnia 7-8 grudnia 2002 r. byli mężczyźni o nazwiskach Komorowski i Krawczyk.
Powyższe okoliczności dyskwalifikują Roberta Wójcika jako wiarygodnego świadka. Tym bardziej, że Robert Wójcik miał motyw materialny, by winą obarczyć skazanego, polegający na tym, że warunkiem wypłaty odszkodowania za śmierć Sławomira Wójcika było uznanie winy Marcina Kacprzaka, czego Sądy obu instancji nie dostrzegły, a na co wskazywał sam R. Wójcik m.in. w piśmie do Policji w Uden z dnia 20.01.2003 r. Do PZU został złożony wniosek o wypłatę odszkodowania, w którym wskazano M. Kacprzaka jako kierującego pojazdem.
Jednak zgodnie z twierdzeniami R. Wójcika z pisma z dnia 20.01.2003 „Gdy obie rodziny złożyły wnioski o otrzymanie odszkodowania z PZU, ubezpieczyciel odpowiedział, że nie będzie w stanie wypłacić odszkodowania, jeśli rodziny nie dostarczą pisma od władz holenderskich (np. Policji lub prokuratora), w którym zostałoby napisane, kto był kierowcą. Warunkiem uzyskania odszkodowania było więc doprowadzenie do postawienia Marcina Kacprzaka w stan oskarżenia i skazania go, co uzasadnia wyjątkową nadgorliwość i kreatywność R. Wójcika w zakresie udowadniania stworzonej przez siebie wersji przebiegu wypadku.
W rzeczywistości istnieją poważne wątpliwości, czy bez aktywności Roberta Wójcika, w ogóle doszłoby do przedstawienia zarzutów Marcinowi Kacprzakowi. Podkreślić bowiem trzeba, że holenderskie organy ścigania konsekwentnie stały na stanowisku, że nie można jednoznacznie stwierdzić, czy Marcin Kacprzak prowadził pojazd, zaś w raporcie, że sprawcą wypadku był Sławomir Wójcik („podejrzany kierowca zginął na miejscu” – raport policyjny xx/Raport PL2130/02-208682). Na podstawie karty informacyjnej ze szpitala (k. luźno włożona do akt sprawy) wynika, że Marcin Kacprzak w czasie wypadku spał na tylnej kanapie samochodu.
Szereg okoliczności wskazuje na to, że przyjęta przez holenderskie organy ścigania wersja była prawidłowa.
Przede wszystkim to przy Sławomirze Wójciku odnaleziono kluczyki do samochodu, a przyjęta przez Sądy teza, że schował je tam Marcin Kacprzak, który następnie oddalił się z miejsca wypadku jest całkowicie dowolna i nie znajduje poparcia w zebranym materiale dowodowym.
Teza ta nie uwzględnia bowiem doznanych przez Marcina Kacprzaka obrażeń, w szczególności urazu mózgu (wylew podpajęczynkowy). Należy przypomnieć, że stan zdrowia skazanego po wypadku był określany jako krytyczny, w czasie transportu pacjent był zaintubowany. W postępowaniu nie przeprowadzono jednak dowodu z opinii sądowo-lekarskiej na okoliczność, czy przy doznanych na skutek wypadku obrażeniach Marcin Kacprzak byłby w stanie – jak przyjęto – przejść około 30 metrów.
Ponadto świadek W. A. T. Van Lieshout, który twierdzi, że był na miejscu zaraz po wypadku, bo się dymiło z auta, nie zaobserwował nic szczególnego. Gdyby Marcin Kacprzak przemieszczał się, świadek ten zapewne by go dostrzegł. W tym kontekście należy wskazać brak konsekwencji Sądu I instancji, który z jednej strony z faktu, że skazany został znaleziony po lewej stronie auta wnioskuje, że to on był kierowcą, a z drugiej zakłada, że po wypadku skazany samodzielnie się przemieszczał. Jeśli więc Marcin Kacprzak zmieniał swoje położenie, miejsce, w którym go odnaleziono jest bez znaczenia dla oceny, czy to on był kierowcą.
Sąd Rejonowy w Radomiu błędnie przy tym przyjął, ze „tylko Marcin Kacprzak był przytomny tuż po zdarzeniu”. Zgodnie z meldunkiem policyjnym funkcjonariuszy M. P. M. Schuurbiers i J. M. T. Gevers druga ofiara po przybyciu policji wydawała jeszcze dźwięki i rzęziła), a zgodnie z twierdzeniami lekarza R. Meijera z dnia 20.11.2002 r. „mogłoby się zdarzyć, że S. Wójcik mógł jeszcze przejść parę metrów”. Fakt przemieszczania się (być może czołgania) przez S. Wójcika po wypadku potwierdza jego wygląd utrwalony na zdjęciach z miejsca zdarzenia, m.in. liście znajdujące się za paskiem spodni, ubłocone dłonie oraz but. Ponadto obrażenia S. Wójcika widoczne na zdjęciach z miejsca zdarzenia wskazują na niego jako kierującego przedmiotowym pojazdem. Na jednym ze zdjęć widoczny jest bowiem wyraźny siny ślad z lewej strony szyi oraz na biodrze na wysokości pasa bezpieczeństwa. Ślad ten w sposób nie budzący wątpliwości pozwala ustalić, na którym miejscu w samochodzie jechał Sławomir Wójcik, przy czym ślad ten został utrwalony jedynie na zdjęciu. Ponadto na zdjęciach S. Wójcika widoczne są liczne lewostronne obrażenia ciała i twarzy, krwawe podbiegnięcia co zdaniem Sądu Rejonowego w Radomiu jest charakterystyczne dla osoby kierującej pojazdem, która mogła „górną partią uderzyć o słupek bądź karoserię nad szybą”. Pan Robert Wójcik zeznaje że widział ciało brata w prosektorium i że brat miał tylko kilka drobnych zadrapań. Nikt nie zapoznał się ze zdjęciami osób zmarłych jako materiałem dowodowym ( strona 16 uzasadnienia)
Obrażenia te nie znalazły odzwierciedlenia w opinii z Instytutu Ekspertyz Sądowych w Krakowie, przez co opinia ta jest niepełna i wymaga uzupełnienia. Biegli wydali opinię iż bardziej prawdopodobne jest, że w czasie wypadku M. Kacprzak zajmował fotel kierującego. Zgodnie z treścią samej opinii materiał, którym dysponowali biegli był niezwykle ubogi. Biegli wypunktowali jakie informacje powinien zawierać materiał dowodowy, aby ustalić osobę kierującą pojazdem, a które nie znalazły się w aktach sprawy. Było to m.in. ustalenie powierzchownych śladów pozostawionych na skórze. Takie właśnie ślady (z lewej strony szyi na wysokości pasa bezpieczeństwa) są widoczne na zdjęciach ciała S. Wójcika. Choć obrażenia te nie zostały opisane, to były utrwalone na zdjęciach, na co jednak biegli nie zwrócili uwagi lub zdjęcia nie zostały dostarczone przez Pana Wójcika. Nasuwa to przypuszczenie, że choć materiał dowodowy był niezmiernie ubogi, biegli nie zapoznali się z nim zbyt dokładnie. Nasuwa się jeszcze jedno przypuszczenie, ze biegli z instytutu ulegli presji lub sugestii Roberta Wójcika, pan Wójcik 21.07. 2004r. wysłał do instytutu Shena list w którym napisał w punktach okoliczności zdarzenia, opinia ta została wydana 06.05.2005r. Biegli nie otrzymali brakujących dokumentów, i nie doszło do ponownej analizy i wydania uzupełnionej opinii.
Podejrzewam, że wydanie nowej opinii uzupełniającej, było nie wygodne dla Roberta Wójcika dlatego też doprowadził do odwołania Pani prokurator Stankiewicz, i sprawę przekazano do innej prokuratury w Radomiu, sprawę prowadziła przez około 8 lat. Pani prokurator zależało na uzyskaniu karty z leczenia szpitalnego, nie uzyskała tej karty ponieważ była już w posiadaniu pana Wójcika i nie przekazał jej ani pani prokurator, jak również nie dotarła do biegłych. Karta z leczenia szpitalnego znajduje się w aktach sprawy, lecz nie jest wpięta ani ponumerowana.
W chwili przeniesienia dochodzenia do drugiej prokuratury wszystko potoczyło się szybko, w dniu 28.05.2010 roku postawiono akt oskarżenia.
Sędzia oparła wyrok skazujący mojego męża na niekompletnej oraz nie uzupełnionej opinii z instytutu Sehna oraz poparła go prywatną opinią rzeczoznawców wydaną na wniosek Roberta Wójcika. Opinie prywatne, czyli pisemne opracowania zlecone przez innych uczestników postępowania aniżeli uprawnione organy procesowe, nie są opiniami w rozumieniu art. 193 k.p.k. w zw. z art. 200 § 1 k.p.k. i nie mogą stanowić dowodu w sprawie. Koniecznym warunkiem do uznania pisemnej wypowiedzi biegłego za opinię jest nie tylko sporządzenie jej przez biegłego sądowego, ale także poprzedzenie jej postanowieniem organu procesowego o zasięgnięciu opinii tej osoby jako biegłego. Dopiero więc z chwilą wydania postanowienia o powołaniu biegłego celem sporządzenia opinii staje się on uczestnikiem postępowania, zaś wydana przez niego opinia uzyskuje cechy opinii w rozumieniu przepisów kodeksu postępowania karnego. Opinia prywatna została zlecona i wykonana przez biuro rzeczoznawców samochodowych – technika motoryzacji i ruchu AUTO KOMPLEX Roberta Dulęby w Radomiu
Zważyć trzeba, iż w sposób całkowicie nieuprawniony w poczet materiału dowodowego zaliczono prywatną ekspertyzę wprowadzoną do postępowania przez oskarżyciela posiłkowego. Sąd przyjął jako własne ustalenia tzw. „prywatnego biegłego”, powielając je w wyroku i na tej podstawie wyjaśniając okoliczności, których nie byli w stanie wyjaśnić biegli powołani w sprawie. Nadto oceniono ów źródło dowodowe jako wiarygodne, choć w sposób oczywisty organ procesowy miał do czynienia z dokumentem prywatnym powstałym na zlecenie strony procesowej. Jako takiemu nie można mu było przypisać waloru dowodu z opinii biegłego w rozumieniu art. 193 § 1 k.p.k. Co więcej, dokument taki w ogóle nie mógł stanowić dowodu w sprawie (zob. wyrok SA w Łodzi z dnia 19 lutego 2013 r., II AKa 295/12, LEX nr 1294814; postanowienie SN z dnia 24 stycznia 2008 r., II KK 290/07, LEX nr 346651; postanowienie SN z dnia 4 stycznia 2005 r., V KK 388/04, LEX nr 141204) i jako taki nie mógł zostać ujawniony w toku postępowania zgodnie z art. 393 § 3 k.p.k. (zob. postanowienie SN z dnia 14 marca 2013 r., IV KK 420/12, LEX nr 1293833). Uchybienie procesowe to miało niewątpliwie istotny wpływ na wynik postępowania i przemawia za wadliwością zapadłych rozstrzygnięć.
Ponadto nie można pominąć, że w sprawie nie powołano biegłych z zakresu patomorfologii do uzupełnienia wcześniej wydanej opinii w sytuacji, gdy istniała w tym zakresie pilna potrzeba procesowa (art. 201 k.p.k.), na którą wskazywali sami biegli opiniujący w sprawie. W efekcie ww. uchybień zasadzających się na rażących błędach przeprowadzonego postępowania dowodowego i poczynionych ocen materiału procesowego, nie zastosowano zasady in dubio pro reo, choć było to w pełni zasadne w realiach referowanej sprawy. Jak wskazano powyżej, w sprawie istniały poważne wątpliwości co do kwestii sprawstwa. Nie dało się bowiem jednoznacznie i przekonująco ustalić, kto prowadził pojazd w chwili wypadku. Brakowało istotnych dowodów, a zebrane dowody poszlakowe nie wykluczały wersji sprawstwa innej osoby niż Marcin Kacprzak. W tym zakresie braki postępowania Sąd błędnie uzupełnił wadliwie wprowadzonym dowodem z prywatnej opinii biegłego oraz zeznaniami świadków nie stanowiących rzetelnego materiału dowodowego. Gdyby ząs nie powyższe nieprawidłowości, to należało dojść do wniosku, iż wyczerpane zostały wszelkie możliwości poznawcze w postępowaniu, a ze zgromadzonego materiału procesowego nie wynikał wniosek o jednoznacznym sprawstwie oskarżonego. W takim też przypadku znaleźć zastosowanie powinna zasada in dubio pro reo (wyrok SN z dn. 31 sierpnia 1979 r., IV KR 173/79, OSNPG 1980, nr 2, poz. 24). O zaistnieniu sytuacji opisanej w art. 5 § 2 k.p.k. można mówić tylko wówczas, gdy pomimo podjęcia starań nie zgromadzono dowodów, które pozwoliłyby na usunięcie istniejących w sprawie wątpliwości (wyrok SN z dn. 10 lutego 2011 r., V KK 281/10, OSNKW 2011, nr 2, poz. 20). W przedmiotowej sprawie nie ma świadków naocznych zaszłych zdarzeń, nie można zbadać rzeczowego materiału dowodowego, który uległ zniszczeniu (w tym np. nie można przeprowadzić badań daktyloskopijnych, czy zbadać wrak pojazdu). Nie jest możliwym przeprowadzenie kolejnych, bezpośrednich dowodów w sprawie, a bazując na posiadanym materiale nie sposób dojść do klarownych wniosków co do sprawstwa czynu zabronionego. W tym stanie rzeczy istnieją niemożliwe do usunięcia wątpliwości, a zatem zastosowanie powinien znaleźć przepis art. 5 § 2 k.p.k., czego jednak nie uczyniono. W efekcie zaś doszło do skazania Marcina Kacprzaka za czyn z art. 177 § 2 k.k. w zw. z art. 178 § 1 k.k., w sytuacji gdy oskarżony powinien zostać uniewinniony od zarzucanych mu czynów, bądź postępowanie powinno zostać umorzone.
Opinia wydana przez Instytut Ekspertyz Sądowych w Krakowie nie odpowiada i nie spełnia podstawowych standardów rekonstrukcji wypadku drogowego, a zwłaszcza badań identyfikacyjnym osoby prowadzącej pojazd. Biegli w treści opinii jednoznacznie stwierdzili, że w trakcie prowadzącego postępowania przygotowawczego nie przeprowadzono podstawowych czynności dochodzeniowo – śledczych mających na celu ujawnienie i zabezpieczenie śladów i mikrośladów mechanoskopijnych i biologicznych pozwalających na przeprowadzenie badań identyfikacyjnych osoby prowadzącej pojazd i położenia pozostałych osób znajdujących się we wnętrzu pojazdu. W celu zebrania ww rzeczowego materiału dowodowego niezbędnym było przeprowadzenie:
– powypadkowych oględzin pojazdu z uwzględnieniem śladów zewnętrznych uszkodzeń pojazdu,
– oględzin wnętrza pojazdu z uwzględnieniem ujawnienia i zabezpieczenia śladów mechanoskopijnych i biologicznych na poszyciu Kokpitu – deski rozdzielczej, kole i kolumny kierowniczej, dźwigni zmiany biegów, poszyciu tapicerki miękkiej i plastikowej, szybie okna czołowego i bocznych , nakładkach pedałów sterowania pojazdem, pasach bezpieczeństwa, tapicerki foteli, podsufitówki, osłon słonecznych, powierzchniach półek pod deską rozdzielczą, powierzchniach dywaników itd.,
– obdukcji ciała i sekcji zwłok osób znajdujących się we wnętrzu pojazdu, z uwzględnieniem precyzyjnego opisu położenia obrażeń na powierzchniach zewnętrznych ciała (otarć, podbiegnięć krwawych itp.) jak również obrażeń wewnętrznych (złamań, podbiegnięć krwawych mięśni, uszkodzeń narządów wewnętrznych itp.
– oględzin odzieży należącej do osób znajdujących się we wnętrzu pojazdu.
Braki w zebraniu ww rzeczowego materiału dowodowego w sposób jednoznaczny dyskwalifikują materiał dowodowy do przeprowadzenia badań identyfikacji osoby prowadzącej pojazd i praktycznie uniemożliwiają ich przeprowadzenie.
Na k. 9 opinii biegli w sposób jednoznaczny wskazali jakie informacje powinni uzyskać na podstawie zebranego rzeczowego materiału dowodowego, by przeprowadzić rekonstrukcyjne badania identyfikacyjne osoby prowadzącej pojazd. W opracowanej opinii biegli praktycznie nie zrealizowali żadnego z przedstawionych obszarów. Nie przeprowadzono rekonstrukcji ruchu pojazdu z ustaleniem kierunku względem geometrii drogi (obrotu i linijnego przemieszczania się względem jezdni, przydrożnego rowu i drzewa ) i prędkości jego przemieszczania w poszczególnych fazach jego ruchu, prędkości pojazdu w momencie zderzenia z drzewem, położenia pojazdu względem pnia drzewa w momencie zderzenia oraz kierunku i wielkości działania sił bezwładności na ciała osób znajdujących się we wnętrzu pojazdu w momencie poszczególnych kolizji z pniami drzewa. Na uwagę w tym miejscu zasługuje fakt, że IES Kraków dysponuje symulatorem wypadków drogowych PC CRASH, którzy są jego licencjonodawcą na Polskę, i takiej symulacji ruchu pojazdu nie przeprowadzono. Brak przeprowadzenia stosownej symulacji ruchu pojazdu lub nie przeprowadzenia stosownych obliczeń kinematyczno – dynamicznych powoduje, że podana przez biegłych na k. 8 opinii wartość prędkości ruchu pojazdu na poziomie VK 130 km/h jest zwykłą fikcją.
Nie przeprowadzono korelacji położenia obrażeń ciała jakich doznali poszczególni uczestnicy wypadku z uszkodzeniami samochodu. Zawarte w opinii opisy, iż pewna grupa obrażeń ciała jakich doznały osoby znajdujące się we wnętrzu pojazdu powstały w wyniku uderzenia lewym bokiem pojazdu o drzewa, mają charakter tylko ogólnikowy i hipotezyczny (od hipotezy) , nie potwierdzonych badaniami szczegółowo – kompleksowymi).
Z treści opinii K. 11 jednoznacznie wynika, że zasadnicze obrażenia osób jadących w samochodzie musiały powstać podczas uderzenia lewą boczną częścią w pień drzewa, a ciała osób w tej fazie wypadku przemieszczały się zgodnie z kierunkiem działających sił bezwładności tj. w kierunku lewego boku pojazdu. Dziwnym w tym miejscu jest fakt, że biegli nie zauważyli, że największe i śmiertelne obrażenia które zlokalizowany były z lewej części ciała posiadały osoby Mariusz Brzeziński i Sławomir wójcik. W tej sytuacji stwierdzenia biegłych na k. 10 opinii, że w tej fazie zderzenia osoba zajmująca fotel osoby kierującej pojazdem może przeciwstawić się tym siłom poprzez przytrzymywanie się kierownicy jest wielkim nieporozumieniem. Takie zjawisko przyjęcia przez kierującego reakcji obronnych w postaci ograniczenia przemieszczania się we wnętrzu pojazdu może wystąpić w przypadkach zderzeń czołowych, a nie bocznych.
Biegli w sposób trafny na k. 12 wskazali, że w ww fazie zderzenia ciało osoby zajmującej przedni fotel pasażera przemieszczało się na ciała osoby kierującej pojazdem lub boczną powierzchnie oparcia fotela kierowcy, co skutkowało mniejszymi obrażeniami. Nie zrozumiała i nieudokumentowana jest tylko dalsza fraza tej myśli, że wg III zasady dynamiki musiałoby dojść do deformacji oparcia fotela kierowcy. Przecież biegli nie przeprowadzili stosownej symulacji kinematycznej lub obliczeń , które by w sposób jednoznaczny wskazali jaki kierunek i wartość impulsu siły działał na osobę zajmującą fotel pasażera.
Z fotogramu nr 6 na k. 12 opinii jednoznacznie wynika, że oparcie fotela kierowcy jest zdeformowane (półokrągły przebieg oparcia świadczy, że fotel ten został zgnieciony) i przemieszczone do wnętrza pojazdu ( w kierunku lewego fotela pasażera) . Z ww fotogramu wynika, że oparcie fotela pasażera jest oddzielone do siedziska i nie nosi śladów deformacji, co też stwierdzili biegli na k. 13 opinii. W tej sytuacji stwierdzenia biegłych na k. 13 opinii, że uszkodzenia lewego fotela przedniego (fotela kierowcy) nastąpiło w wyniku przyłożenia znacznej siły od prawego boku oparcia i działającej w kierunku lewego boku nadwozia jest nieporozumieniem. Z treści opinii jednoznacznie wynika, że w pierwszym uderzeniu samochodu o drzewo działały siły z lewej strony pojazdu, przy drugim uderzeniu k.8 uderzenie przednią częścią samochodu w pień drzewa. Ponadto, trudnym do wytłumaczenia jest fakt udokumentowany fotograficznie by przemieszczenie oparcia fotela kierującego ( lewego fotela) w prawo w kierunku środka wnętrza pojazdu, nastąpiło od działania siły z prawej strony pojazdu. W związku z powyższym skąd w analizowanym przypadku biegli wskazali kierunek działania siły od prawego boku w kierunku lewego boku nadwozia. Ponadto trudnym do wytłumaczenia jest fakt, by siła bezwładności jaką nabyła osoba zajmująca prawy fotel pasażera była większa od wartości impulsu siły działającego w momencie uderzenia pojazdu w pień drzewa. Dziwnym w tym miejscu jest także fakt, że wg biegłych napierające na fotel ciała pasażera spowodowało „zawinięcie” prawego boku oparcia fotela kierowcy do środka, a z fotogramu k. 12 jednoznacznie wynika, że siedzisko i oparcie fotela kierowcy jest przemieszczone w kierunku prawego boku pojazdu z równoczesnym zgięciem konstrukcji oparcia fotela w kierunku lewego boku pojazdu. Jest to zasadniczy i karygodny błąd w opinii , który później miał zasadniczy i merytoryczny wpływ na błędnie wskazanie osoby M. Kasprzak jako osobę zajmującą fotel kierującego pojazdem.
Kontynuując myśl biegłych na k. 11 opinii, że zasadnicze obrażenia osób jadących w samochodzie musiały powstać podczas uderzenia lewą boczną częścią w pień drzewa oraz , że najmniej uszkodzona była prawa przednia część samochodu (praktycznie na tą część pojazdu nie działały żadne siły zderzające i ta część pojazdu w żadnej fazie ruchu pojazdu nie miała żadnego kontaktu z przeszkodą, to w tej sytuacji istnieje bardzo mocna hipoteza, że prawy przedni fotel pasażera musiała zajmować osoba, która nie doznała rozległych obrażeń ciała. Powstałe u tej osoby obrażenia ciała miały charakter wtórny, z lewej części twarzoczaszki i tułowia i mogły powstać w trakcie swobodnego przemieszczania się ( brak zapiętych pasów bezpieczeństwa) w kierunku przedniego lewego fotela i w kierunku ciała osoby zajmującej lewy przedni fotel osoby kierującej pojazdem patrz k. 12 opinii (opis zachowania się osoby zajmującej fotel pasażera)
Pani Sędzia nie wzięła pod uwagę świadków zeznających na korzyść jak również, że M. Kacprzak jest jedynym żywicielem rodziny, jak również że jestem niepełnosprawna od urodzenia mam ograniczoną zdolność ruchową
Postępowanie dowodowe przeprowadzone w niniejszej sprawie zawiera liczne braki i uchybienia, których dopuściły się polskie organy ścigania, a następnie Sądy obu instancji.
W postępowaniu holenderskim rzekomo, nie przeprowadzono dowodów, które w sprawach o przestępstwa komunikacyjne stanowią podstawę rekonstrukcji zdarzenia. W aktach sprawy brakuje m.in. policyjnego szkicu z miejsca wypadku. Ponadto nie dokonano oględzin pojazdu i ubrań uczestników zdarzenia, nie zabezpieczono śladów biologicznych z kierownicy i kluczyków, Robert Wójcik nagrywał rozmowy z prokuratorem Holenderskim jak wynika z tłumaczenia tych rozmów k-650 kluczyki zostały zbadane i nie znaleziono na nich odcisków palców, nie przeprowadzono sekcji zwłok, nie przesłuchano załóg służb ratunkowych i straży pożarnej przybyłych wówczas na miejsce zdarzenia oraz świadków, którzy byli na miejscu bezpośrednio po wypadku m.in. na okoliczność czy nawiązali kontakt Marcinem Kacprzakiem co do przebiegu zdarzenia (z akt spawy wynika, że M. Kacprzak został znaleziony przez straż pożarną, a nadto w zakresie zastanej sytuacji, w szczególności w celu ustalenia dokładnego miejsca, w którym odnaleziono skazanego.
Mimo zaburzeń przytomności i utraty pamięci Marcin Kacprzak był pierwszy raz przesłuchany (i to bez obecności psychologa) następnego dnia po wypadku, tj. 11.11.2002 r., przy czym stan zdrowia skazanego nie pozwolił mu na złożenie podpisu na protokole przesłuchania. Na podstawie znajdującej się w aktach sprawy dokumentacji medycznej można mieć wątpliwości co do świadomości M. Kacprzaka w czasie tego przesłuchania, w tym co do sensu udzielanych przez niego odpowiedzi na pytan
31 maja 2014 o 09:16
Pani “List otwarty” to kompendium czyli “all in one” polskiego wymiaru “sprawiedliwości” inaczej.
Wszystko zgadza się co do przecinka i kropki.
Fałszywe oskarżenie + niepełna i naciągana opinia biegłego, którą sędzia “przyjmuje za własną” + plus chęć szczera prokurwatora skazania oskarżonego = wyrok skazujący w obu instancjach bez możliwości kasacji.
Pisanie do dupków wymienionych adresatach listu NIC nie da, bo oni wszyscy nie mają najmniejszego interesu, aby się w tym babrać.
Jedyna szansa to dowód na fałszywość opinii biegłego pozwalający na wznowienie sprawy. Wszak wyrok skazujący został wydany na podstawie tej opinii biegłego. TO BIEGŁY WYDAŁ WYROK – nie sąd.
17 lutego 2014 o 16:51
Jeżeli już kogoś nie stać( bo ograbili go adwokaci) chątnie pomogę napisać wniosku do sądu zażalenie, wniosek o sporządzenie i doręczenie wyroku z uzasadnieniem
– wniosek o sporządzenie kopii akt sprawy (protokołu z rozprawy)
– wniosek o sprostowanie protokołu z rozprawy
– wniosek dowodowy
– o odroczenie wykonania kary możliwe że inne…..
– zawiadomienie o skorzystaniu z prawa do odmowy składania zeznań (LUDZIE NIE BÓJCIE SIĘ ZEZNAWAĆ TYLKO SIĘ BROŃCIE TO CO POWIE SIĘ W SR JEST NAJWAŻNIEJSZE- WYROK SR JEST NAJWAŻNIEJSZY) potem to tylko procedury i wiele lat biegania do Sądu
16 lutego 2014 o 23:50
No to jak? Są tu jacyś prawnicy, którzy pomogą Pani Barbarze?
Proszę pana nie ma takiego odważnego!!!
16 lutego 2014 o 16:31
Mój mąż uczestniczył w wypadku samochodowym w holandi w 2002 roku w polsce został że skazany w 2011 roku na 7 lat więzienia. Sądy nie widzą rapotu Policji Holenderskiej gdzie pisze że kierowca zginoł na miejscu, pomijana jest karta z leczenia szpitalnego gdzie pisze że spał na tylnim siedzeniu. Brat zmarłego w tym wypadku jset adwokatem 3 lata piszę do różnych instancji w kraju nikt mi nie chce pomóc.Proszę o obejrzenie tego reportażu
To ja przebiję Krzysztofa : w głośnej sprawie z Poznania o znęcanie się sądów (na wniosek SM ) nad inwalidą z uzasadnienia pisemnego SSR Magdaleny Wrotoń : ” Za w pełni wiarygodne Sąd uznał zeznanie Liliany Adamus ( SM-przyp. red) …Jej zeznania były rzeczowe , logiczne i spójne”. I dalej kuriozum na kuriozami :” Ponadto były całkowicie obiektywne”. OBIEKTYWNE !!!!!!!!!!!! I co, co powiesz, Krzysztofie gdy dodam że sendzia (tak) nie uznała żadnego z dowodów przedstawionych przez inwalidę ? Jak myślisz , kto tu oszalał , inwalida czy “znęczacze ” ? Taki sobie termin ukuliśmy : PSS czyli polucja, sraż, sendzia. To ta sama grupa trzymająca władzę i pilnująca własnych , resortowych interesów. Jak długo jeszcze ?
Ależ cytowane uzasadnienie znajduje się praktycznie w każdym tego typu wyroku. W moim przypadku zeznania rzekomo poszkodowanego i jego świadka zostały ocenione podobnie: “zeznania ich były rzeczowe, logiczne i spójne, składane spontanicznie i bez wyrachowania”.
Sędzina wprawdzie ustaliła w pewnej bardzo istotnej sprawie odmienny stan faktyczny niż podawali obaj świadkowie, ale uznała, że świadkowie ci mogli dokładnie nie widzieć tego co zeznali, bowiem sytuacja była dynamiczna i ewidentnie fałszywe zeznania wytłumaczyła “mechanizmem zapamiętywania”, co oczywiście nie świadczyło o wiarygodności ich pozostałych zeznań, które zostały ocenione jak wyżej.
Czy potrzeba więcej “przebić” ?……
13 lutego 2014 o 20:32
Czyli zalicytowałeś szlema z ręki w bez atu. Czyli nie da się skontrować. A może byś sprawę trochę przybliżył ? Pozdro.
Aby sprawę przybliżyć trzeba byłoby udostępnić całość akt sprawy, szczególnie uzasadnienia wyroków. Dość powiedzieć, że obaj świadkowie widzieli w trakcie zdarzenia w moim aucie drugą osobę, której tam oczywiście nie było, a była świadkiem stojącym na zewnątrz w bliskiej odległości. Poszkodowany nawet twierdził, że fakt obecności tej osoby w aucie był powodem wykonania jego manewru obronnego, aby nie doprowadzić do kolizji i nie narazić tej właśnie osoby na szwank ! Ponoć postronny świadek, który miał ponoć widzieć całe zdarzenie jadąc z naprzeciwka również widział czyjegoś ducha w moim aucie. Tak wyglądają w praktyce “spontaniczne zeznania składane bez wyrachowania”. Policja stworzyła na podstawie tych fałszywych zeznań swoją wersję zdarzenia, która nie mogła zaistnieć w danym miejscu. Redakcja była na miejscu zdarzenia i po zapoznaniu się z warunkami ruchu w tym miejscu również wyraziła taką opinię. Moje dowody wskazujące na brak możliwości zaistnienia zdarzenia w wersji oskarżenia zostały uznane za, dosłownie – “manipulowanie dowodami”, gdyż jak wiadomo każdy oskarżony ma prawo kłamać w swojej obronie, więc zapewne z tego prawa korzysta i jego wyjaśnienia są “bez najmniejszej wątpliwości” nieprawdziwe. Co zaś się tyczy rzekomego pasażera w moim aucie, to jego zeznania są niewiarygodne z takiego powodu, że to najbliższa osoba, więc jest “w sposób oczywisty stronnicza”. I dalej tak samo jak w dyskutowanej w artykule sprawie – skoro policja oskarżyła, to oskarżony jest winny, więc sąd nie może wydać innego wyroku jak skazujący, a zbytnie dociekanie prawdy materialnej mogłoby się skończyć zapaleniem togi sędziowskiej z powodów już podanych. Dodam jeszcze, że powołany w sprawie biegły sądowy, czynny w służbie policjant, sporządził “opinię” w fazie nie “ad rem” postępowania, ale już po postawieniu zarzutów jednemu tylko uczestnikowi zdarzenia, która w sposób oczywisty uzasadniała wersję policyjną, a wersję oskarżonego zupełnie pomijała. W taki STRONNICZY sposób można każdego skazać na podstawie fałszywych zeznań i “niepodważalnej” wersji policyjnej. Sprawa będzie miała swój ciąg dalszy…..
“Tak – dla mnie zatrzymał się i jednocześnie gwałtownie skręcił wzajemnie się wyklucza.
Skazany został jedynie kierowca BMW, ten drugi został uniewinniony. Może wiesz dlaczego? Moim zdaniem takie było zapotrzebowanie po stronie WRD KSP w Warszawie. Sąd miał przyklepać pierwotną decyzję policjanta, żeby ukręcić łeb skardze która została złożona.”
W ostatnim zdaniu zawarte jest całe sedno sprawy – polscy policjanci w trakcie typowania sprawcy kolizji czy wypadku stosują wyłącznie metodę zero-jedynkową czyli winny-niewinny. Dzieje się tak dlatego, że ta metoda ma z ich punktu widzenia jedną, fantastyczną wręcz zaletę – pozwala najszybciej jak to możliwe zakończyć sprawę i zepchnąć jej ocenę na “niezawisły” sąd (czy “sond” jak woli W31B) oraz ogranicza użycie “szarych komórek” do absolutnego minimum, co z kolei zapobiega zapaleniu się czapki z powodu przegrzania łepetyny w nią odzianej.
W dyskusji powyżej przedstawiono argumenty wskazujące na współwinę obu kierowców, przy czym naruszenie przepisu o wyprzedzaniu z prawej strony przez kierowcę Skody było ewidentne, gdyż z prawej strony wolno wyprzedzać wyłącznie pojazd sygnalizujący skręt w lewo. Zatem kierowca Skody nie miał żadnego prawa wyprzedzać z prawej BMW ! Zastanówmy się po co ustawodawca wprowadził taki przepis do PRD ? Ano właśnie po to, żeby tacy kierowcy Skód nie wyprzedzali w takiej konkretnej sytuacji drogowej BMW, bo to się może źle skończyć ! Rozumowanie policji (o ile można to nazwać rozumowaniem…) idzie jednak w dokładnie przeciwnym kierunku – kierowca Skody złamał wprawdzie przepis o wyprzedzaniu z prawej strony (i nie poniósł za to żadnej kary !) ale gdyby BMW nie skręciło mu nagle w prawo, to do kolizji by nie doszło. Oczywiście kierowca BMW zgodnie z zasadą ograniczonego zaufania nie mógł przewidzieć, że kierowca Skody dokona złamania przepisów PRD. Natomiast nałożony został na niego “obowiązek zachowania szczególnej ostrożności przy zmianie pasa” a właściwie kierunku ruchu, bo przecież cały czas poruszał się swoim pasem. To czy pas jest szerszy lub węższy nie ma żadnego znaczenia. Gdyby w tym miejscy były wydzielone dwa pasy ruchu do jazdy w tym samym kierunku a BMW jechało pasem lewym, to wtedy i tylko wtedy można by zastosować przepis o niezachowaniu szczególnej ostrożności. Tak więc policjant wytypował sprawcę po linii najmniejszego oporu, natomiast sąd (sond) wyczuwając bezbłędnie zapotrzebowanie WRD KSP w Warszawie także poszedł po linii najmniejszego oporu, zapewne w obawie przed zapaleniem się togi sędziowskiej z powodu nadmiernego wydzielania gazów towarzyszących procesowi “myślenia” i “analizowania” sprawy, w której przecież” wina kierowcy BMW nie budzi najmniejszej wątpliwości” (klasyka nowomowy sędziowskiej). Idę o zakład, że gdyby za kierownicą BMW siedział jaki policjant, sędzia czy prokurator, to wtedy policjant typujący winnego doznałby nagłego olśnienia i z poczuciem braku najmniejszej wątpliwości uznał winnym kierowcę Skody, co by ładnie uzasadnił dokładnie tymi samymi przepisami PRD, które wyżej wymieniłem.
Sądowi (sondowi) oczywiście nie pozostałoby nic innego jak też taki wyrok wydać.
Tak oto w całej swej krasie wygląda “sprawiedliwość” w wydaniu polskiej policji i sądów – wybiórczość w stosowaniu przepisów prawa.
18 stycznia 2014 o 09:54
chciałbym poddać rozważeniu przez Redakcję pewnego pomysłu jaki mi się nasunął w związku w lekturą treści zawartych na ninieszym wortalu.
Zgodzi się ze mną wiele osób jeśli napisze, że świadomość prawna obywateli naszego kraju jest raczej mizerna….
Wg mnie dużą popularnością cieszyłaby się zakładka zatytułowana np.
“przydatne dokumenty do pobrania” z której istniałaby możliwość pobrania edytowalnych wzorów różnych przydatnych pism jak np.:
– sprzeciw od wyroku nakazowego
– wniosek o sporządzenie i doręczenie wyroku z uzasadnieniem
– wniosek o zwrot kosztów dojazdu związanych ze stawiennictwem na rozprawach
– zawiadomienie o popełnieniu wykroczenia
– zawiadomienie o skorzystaniu z prawa do odmowy składania zeznań (SM często straszą wezwaniem na przesłuchanie, pod rygorem nałożenia mandatu za niestawiennictwo, często na drugi koniec Polski. Może takie pismo przesłane do SM załatwiałoby sprawę konieczności stawiennictwa…)
Mam nadzieję, ze pomysł przypadnie Redakcji do gustu i przyczyni się do zwiększenia świadomości prawnej obywateli naszego kraju.
7 stycznia 2014 o 23:45
Chciałbym podzielić się swoimi pozytywnymi wrażeniami ze sprawy ws posądzenia o wjazd na skrzyżowanie przy czerwonym sygnale świetlnym, do której to sprawy został powołany biegły. Sąd bardzo wnikliwie badał sprawę, w mojej ocenie może nawet zbyt wnikliwie, pownieważ policjant nie widział przy jakim świetle wjeżdżałem na skrzyżowanie, a jedynie domniemał, mimo tego wniosek o ukranie nie został oddalony. Biegły w swojej opinii rozważył możliwy przebieg zdarzeń zarówno w oparciu o zeznania obwinionego jak również policjanta świadka. W swojej opinii biegły stwierdził, że obwiniony nie naruszył obowiązujących przepisów prawa, natomiast policjant swoim zachowaniem na drodze tak.
Na marginiesie okazało się, że ustawnienia sygnalizacji świetlnej na skrzyżowaniu są nieprawidowe.
Jest to dowód na to, że są biegli, którzy potrafią zachować bezstronność i w obiektywny sposób przedstawić przebieg wydarzeń.
Co prawda przewód sądowy trwał ok. 1,5 roku (odbyło sie ok. 10 rozpraw),
ale sprawiedliwość wzięła w końcu górę. Ubolewam jedynie, że odbyło się to na koszt podatników, czyli nas wszystkich…
7 stycznia 2014 o 23:57
Czy to był biegły z zakresu rekonstrukcji wypadków drogowych?
8 stycznia 2014 o 13:59
Wpis jest o roli biegłych w procesie ustalania sprawcy kolizji / wypadku, więc dodam moje “trzy grosze”. Opisany przez Redakcję schemat działania tzw “wymiaru sprawiedliwości” jest całkowicie zgodny z rzeczywistością, co sam przećwiczyłem na własnej osobie. Jest to genialny w swej prostocie schemat działania typowo mafinego: jest dwóch uczestników kolizji / wypadku, przyjeżdżają na miejsce żołnierze mafii (policja), typują “po uważaniu” sprawcę i proponują “działkę” dla szefa mafii. W razie odmowy kierują sprawę do sądu, którego w razie wypadku wspomaga dzielnie don-prokuratoro. O skazaniu badź uniewinnieniu decyduje jednak ostatecznie sąd, którego pojęcie o zasadach ruchu drogowego, a szczególnie o praktyce prowadzenia samochodu sprowadza się w większości przypadków jedynie do umiejętności dojechania z domu na parking przy sądzie oraz w drodze powrotnej do domu zahaczenie o jakiś sumermarket ewentualnie stację paliw.
Dlatego to sędzia potrzebuje biegłego, który mu dokładnie napisze kto jest winien, który z uczestników kolizji czy wypadku jakie popołnił lub nie popełnił błędy i właściwie wyda za sędziego wyrok.
Z uzasadnienia mojego wyroku mógłbym przytoczyć odpowiedni “smaczny” fragmencik, jak to młoda sędzina uważa opinię biegłego za swoją, bo biegły ma wieloletnie doświadczenie i nie było na niego nigdy skarg !
Jednym zdaniem – biegli są potrzebni głównie sędziom, ale także policjantom i prokuratorom, w celu ukrycia ich NIEKOMPETENCJI. Mając niekorzystną opinię biegłego oskarżonemu nie pomoże żaden, nawet najlepszy adwokat.
Ponieważ zlecenia sporządzenia opinii biegli dostają od sądów, ewentualnie prokuratorów, a w mojej sprawie, już po przedstawieniu mi zarzutów prowadzący dochodzenie policjant zlecił sporządzenie opinii swojemu kolesiowi również czynnemu policjantowi (naruszając tym zasadę bezstronności), no to oczywiste jest, że biegły jest zależny materialnie od sądu, prokuratury czy policji. I oczywistym jest, że nigdy nie sporządzi opinii niezgodnej z oczekiwaniem zleceniodawcy, gdyż w przeciwnym razie nastepnego zlecenia nie dostanie !
Chciałbym zwrócić uwagę, że w zleceniu o sporządzenie opinii praktycznie w każdym przypadku pojawiają się pytania, które jednoznacznie ukierunkowują odpowiedź biegłego. Co do zasady rolą biegłego powinno być dokonanie REKONSTRUKCJI zdarzenia przeprowadzone na podstawie analizy śladów materialnych zdarzenia. Jeśli ich nie ma lub są niekompletne (np jedynie dotyczą toru ruche jednego pojazxdu, a drugiego juz nie), to opieranie się na materiale osobowym jest już zwyczajnym nadużyciem. Ale nawet w takim przypadku UCZCIWIE i PRAWIDŁOWO przeprowadzona analiza powinna polegać na WERYFIKACJI obu wersji podawanych przez strony na zgdoność z mechaniką ruchu pojazdów samochodowych. Weryfikacja taka pozwala na ocenę wiarygodności podawanych wersji zdarzenia. I w tym dokładnie miejscu powinna się kończyć rola biegłego sądowego, gdyż nie jest rolą biegłego ocena zdarzenia pod względem prawnym (wskazywanie naruszenia przepisów przez kierujących), gdyż taka ocena jest domeną sądów !!!
Kiedy jednak przyjmiemy założenie, że opinia biegłego jest podkładką dla sądu, no to już doskonale rozumiemy mechanizm karania w polskich sądach.
I ostatnia uwaga – polscy biegli sądowi są już tak wytresowani, jak przysłowiowy pies Pawłowa, że nawet nie potrafią już dokonywać weryfikacji osobowych wersji zdarzenia. Przystępując do pracy nad materiałem dowodowym niejako instynktownie wcielaja się w rolę sędziego i tak przeprowadzają proces opiniowania, aby jego wynik był zgodny z oczekiwaniami zlecejącego. A to oczekiwanie jest jedno – skoro jest oskarżony, znaczy jest winny.
I ty biegły masz to nam – policji, prokuraturze i sądowi napisać czarno na białym….
Ja mam jedno poważne zastrzeżenie do Twojego wpisu : określenie “biegli” nie jest tu adekwatne bo winno być :” przebiegli”, zamiast ” sąd” winno być “sond” od sondowania, zamiast ” policja ” winno być “polucja” ew. “milicja”, zamiast “prokurator ” jest “prorok” od proroctwa. Ale reszta się zgadza. Pozdrawiam. 31
I właśnie o tę furię w sianie terroru pośród maluczkich chodzi. Trafnie na ten temat: ” Kraj bezprawia”. ” Do więzień trafiają ….bezbronni , ubodzy, niepełnosprawni”. Źródło : “Fakt”, z dnia 22.12.2013r. A w: “Gazeta-Poznań ” z dnia 22.09.2013 :” Komendanci poznańskiej straży miejskiej nie mają honoru”. Porażający artykuł. Ja zaś określenie ” furor iudex” uważam za określenie więcej jak trafne . Pozdrawiam zacną redakcję . 31
2 stycznia 2014 o 23:24
Pytanie z gruszki : Jest określenie ” Furor teutonicus”. Czy gramatycznie prawidłowym będzie określenie : ” Furor iudex” ? 31
Gramatycznie to byłoby prawidłowo, ale porównywanie sędziów do dzielnych plemion germańskich, mogłoby być dla tych drugich obraźliwe. Germanie siali terror, wykorzystując swoją tężyznę fizyczną i ducha waleczności. Ci pierwsi natomiast nie wybijają się ponad przeciętność ani tężyzną fizyczną, ani umysłową…
Mam pytanie do zacnych i redakcji : jeśli np. polucja czy sraż chce , jak to twierdzą, ustalić twoją tożsamość to jakich danych mają prawo wymagać ? Proszę o konkretną odpowiedź . Czy na przykład pesel też ? Pozdrawiam zacnych z tego forum .31
2 stycznia 2014 o 22:28
Legitymowanie z zasady dokonywane jest na podstawie dokumentu tożsamości. Jeśli więc w dokumencie tym jest odnotowany PESEL, to sobie go spiszą i już.
W art. 65 kw jest natomiast mowa o odpowiedzialności wykroczeniowej za wprowadzenie w błąd lub odmowę udzielenia informacji upoważnionemu organowi lub instytucji upoważnionej do legitymowania w zakresie:
1) tożsamości własnej lub innej osoby,
2) swego obywatelstwa, zawodu, miejsca zatrudnienia lub zamieszkania.
Czy , w związku powyższym, takim dokumentem może być legitymacja członka PZW czyli Polskiego Związku Wędkarskiego ? Albo , czy Wasi członkowie posiadający legitymację , np. nagrywający , mogą się nią do w/w instytucji posługiwać? Czy polucji czy sraży to musi wystarczyć ? No bo przecież dowodu nikt rozsądny nie nosi bo jak ukradną i nabiorą pożyczek to przechlapane …31
2 stycznia 2014 o 23:06
Zależy od uznania tego dokumentu za wiarygodny.
Wieść gminna niesie że na widok Waszej legitymacji srażnicy w pewnym mieście przezornie nie wychodzili ze swojego T-34 i zawezwali posiłki w postaci patrolu polucyjnego oraz powiadomili swego komendianta który piorunem przybył…. Czyli wystarczyła bo nic innego już nie chcieli. Szacunek, Redakcjo , albowiem przechodzicie czyniąc dobrze. 31
1 stycznia 2014 o 21:31
Chciałbym się podzielić informacją rzecznika prasowego Prokuratury Okręgowej w W-wie nt prowadzonego przez Prokuraturę Rejonową Warszawa Śródmieście Północ śledztwa ws “legalizacji” ISKRY-1.
“Badany jest proces zatwierdzania tych urządzeń będących na wyposażeniu Policji, w tym sprawdzenia ich odporności na zaburzenia elektromagnetyczne, jak i wydania stosownych świadectw legalizacji pomimo wadliwości działania oraz importu ich do kraju w drodze przetargu publicznego.”,
gdzie w mojej ocenie Prokuratura przyznaje bez ogródek, że urządzenia działają wadliwie.
Poniżej zamieszczam pełną treść oświadczenia.
1 stycznia 2014 o 19:55
Logiczne jest, że parkując prostopadle przy stosunkowo ciasnych uliczkach trzeba trochę odbić, żeby dobrze “złamac” auto. Szczególnie kombii czy nawet większego sedana.
Ci biegli to jakaś kpina. Chyba prawa jazdy nie mają. Kierujący Skodą też się tak nagle śpieszył, żeby nie dać kierującemu BMW spokojnie wykonać zamierzony manewr jaki on by nie był ? Kpina i jeszcze raz kpina.
1 stycznia 2014 o 18:22
Chciałym poinformawać, że w tytułe wkradł się chochlik do wyrazu “spracy”.
1 stycznia 2014 o 18:20
Chciałbym zwrócić uwagę Redakcji na zaobserwowaną podczas przewodu sądowego (sprawa w toku) ws o popełnienie wykroczenia z art. 92a kw, które to wykroczenie miało zostać ujawnione radarowym miernikiem prędkości typu ISKRA-1, praktykę Sądu polegającą na powołaniu do oceny prawidowości dokonanego pomiaru prędkości urządzeniem ISKRA-1 biegłego z dziedziny rekonstrukcji wypadków!
Za pomocą informacji dostępnych w internecie udało mi się ustalić, że przy Sądach Okręgowych w Warszawie, Warszawie-Pradze, Częstochowie, Piotrkowie Trybunalskim, Lublinie, Zamościu na liscie biegłych wpisane są osoby(-a) będące biegłymi w dziedzinie „pomiar prędkości pojazdów za pomocą technologii radarowych, laserowych i prędkościomierzy kontrolnych, odcinkowy pomiar prędkości”.
Czym może kierować się Sąd powołując biegłego “od wypadków”, zamiast “od radarów”??
Czy fakt powyższy może stanowić solidną przesłankę do uchylenia wyroku w apelacji w przypadku niekorzytsnego obrotu spraw (wyrok skazujący)?
Ma Pan rację. Obserwujemy dwie sprawy, w których taka sytuacja jak u Pana się wydarzyła. Na pewno ten wątek pojawi się w jednej ze styczniowych publikacji. Możliwe też, że będzie jakaś nasza interwencja w tej sprawie. Po prostu sędziowie zlecają opinie swoim znajomkom. Przecież nie chodzi im o to, żeby ktoś coś wyjaśnił, ale żeby znajomek zgarnął szmal za bezwartościową opinię…
Ja do zacnych mam pytanie : jeśli na necie są różne filmy z drogi i na nich są prywatne samochody z czytelną tablicą rejestracyjną to jak to wygląda z punktu widzenia prawa i praktyki tego prawa ? Pozdrawiam zacnych .31
Zamazywanie tablic rejestracyjnych niczemu nie służy. Po co więc się ukrywać? Dla przeciętnego obywatela jest to nic nie znacząca informacja, bo nie jest w stanie ustalić czyje to tablice. Większość (i to dobrze !) nie pamięta tablic swoich sąsiadów. Policja i służby dla odmiany i tak jak chcą to ustalą.
Przypadkowe samochody na filmikach na YouTube się pojawiają, ale komu to przeszkadza?
Sąd dał wiare kierowcy Skody. A to ciekawe. Bo dla mnie pisanie, ze ktoś chciał jechac w lewo, zjechał do środka jezdni, zasygnalizowal że skręca w lewo i za chwilę nie wiadomo skąd skręcił w prawo włączając prawy migacz w trakcie manewru, brzmi jak opowieść nastolatka. Jak kierowca Skody widział, że pojazd przed nim szuka miejsca, to powinien sobie odpuścić jakiekolwiek manewry. Jednak sam nie zachował ostrożności i swoim manewrem doprowadził do kolizji i zagrożenia na drodze. Ciężko na 100% stwierdzić jaki był przebieg, dlatego jak dla mnie wina 50/50
Może nie powinienem się wtrącać w dyskusję, ale było wiele szczegółów do opisania i nie wszystko szło zmieścić. A tekst i tak już jest przydługawy.
1) Nie ulega wątpliwości, że nie istniała fizyczna możliwość wjechania w wolne miejsce po prawej stronie, bez uprzedniego “odbicia” kierownicy ku środkowi jezdni. Kierowca BMW – chcąc zaparkować w tym miejscu- musiał wykonać taki manewr, jaki wykonał.
2) Wydaje się, że w większości samochodów nie ma technicznej możliwości włączenia prawego kierunkowskazu przy jednoczesnym “odbiciu” kierownicy w lewo. Prawy kierunkowskaz się nie włączy. Ja tak miałem we wszystkich swoich samochodach.
3) Kierowca BMW włączył kierunkowskaz w momencie, kiedy zobaczył wolne miejsce do parkowania. Czy powinien go włączyć wcześniej, nie wiedząc na pewno, że znajdzie miejsce do parkowania i wykona skręt w lewo? Wydaje się, że nie.
4) Policjant, który prowadził czynności wyjaśniające w sprawie kolizji, która miała miejsce w Lublinie, wyraził pogląd, że kierowca jadąc na swoim pasie może wykonywać manewry jakie chce. Cały pas jest do jego dyspozycji.
Nie przesądzam, że policjant ten miał rację. Myślą wiodącą tego artykułu jest to, że Policja interpretuje przepisy jak chce i kiedy chce – w zależności od tego, komu chce przypisać winę.
1 stycznia 2014 o 17:21
Gdyby przeprowadzić ankietę, kto zawinił, zapewne społeczeństwo się podzieli. Jak dla mnie, w ogóle dziwie się że sąd powoływał jakiś biegłych. Jeden i drugi przyczynił się do kolizji. Rzecz jasna, fajnie by było, gdyby wszyscy kierowcy byli idealni. Tak nie jest. Co do sygnalizowania – pkt.3. Sygnalizuje się zamiar a nie tylko sam manewr. Kierowca jak najbardziej powinien sygnalizować co zamierza. To czy swój zamiar uskuteczni czy nie, jest całkowicie inną kwestią. Podejrzewam, że kierowca był tak ucieszony faktem, że wypatrzył wolne miejsce, iż w ogóle zapomniał, że nie jest sam na drodze.
2 stycznia 2014 o 00:22
Jeden i drugi stawał przed sądem w charakterze obwinionego. Po co sąd powołał biegłych? No właśnie … po to żeby osiągnąć zamierzony cel. Czy w punkcie e) Wyrok, jest coś na temat winy kierującego Skodą?
To ciekawa interpretacja dotycząca pasa ruchu. Ja spotkałem się w W-wie przy 2 kolizjach kolegów z inną. “Pasów jest tyle ile się samochodów zmieści, a nie tyle ile jest narysowane”.
Mylisz pas ruchu z torem ruchu.
14 stycznia 2014 o 11:16
Wydaje się, że w większości samochodów nie ma technicznej możliwości włączenia prawego kierunkowskazu przy jednoczesnym „odbiciu” kierownicy w lewo. Prawy kierunkowskaz się nie włączy. Ja tak miałem we wszystkich swoich samochodach.
Da się redakcjo tylko trzeba ciut więcej siły użyć, co nie zmienia faktu że o zamiarze zaparkowania szofer BMW wiedział wcześniej i wcześniej mógł ten kierunkowskaz wywalić to nic nie kosztuje. Wtedy lekkie skręcenie kierownicą w lewo nie skasowało by na pewno kierunkowskazu. Moim zdaniem winni byli obaj jeden, że nie pokazał zamiaru skrętu, a drugi, że nie upewnił się czy ma wolny przejazd z prawej.
Nie można kierunkowskazem sygnalizować “samej chęci” skręcenia w prawo. Kierowca BMW nie mógł, a nawet nie miał prawa, sygnalizować skrętu w prawo, dopóki nie nie podjął decyzji o skręcie w prawo. Kierowca BMW wypatrywał miejsca do zaparkowania. Gdyby takiego miejsca nie znalazł – nie skręciłby w prawo. Nie można przecież jechać przez pół miasta z włączonym “na wszelki wypadek” kierunkowskazem! Kierowca BMW (prawdopodobnie) wrzucił kierunkowskaz w momencie, gdy dojrzał wolne miejsce. W warunkach jazdy miejskiej, takie sytuacje, kiedy trzeba reagować dość szybko, zdarzają się często.
20 stycznia 2014 o 10:53
Przy całym szacunku dla redakcji nie mogę, się zgodzić z poglądem, że kierunkowskaz służy jedynie do sygnalizacji skrętu wykonanego, ale także do sygnalizacji zamiaru tego skrętu. Który wcale się nie musi odbyć choćby z braku do tego miejsca. Kierowca BMW najpierw powziął chęć skrętu, a po znalezieniu miejsca tenże zamiar wykonał. Gdyby ten kierunkowskaz miał włączony to pewno nie było by próby wyprzedzenia, a gdyby nawet była to winy kierowcy BMW nie byłoby wtedy wcale. Dlatego przykład z jazdą z włączonym kierunkowskazem przez połowę miasta do tego nie pasuje. Pomijam fakt, że jeśli szofer szukający miejsca do zaparkowania jedzie z włączonym kierunkowskazem nawet przez pół miasta to jest to bezpieczniejsze bo sygnalizuje ruch jaki chce wykonać niż ten który zjeżdża na środek i robi gwałtowny ruch w prawo zaskakując wszystkich jadących za nim. Tym bardziej jeśli zjeżdża na tyle daleko do środka, że daje miejsce na wyprzedzenie z prawej strony. Warto by tu jeszcze dodać, że to miejsce ma swoją specyfikę bo przy dużej szerokości jezdni w obu kierunkach, po drugiej stronie do kierunku jazdy obu samochodów jest wodopój z wodą oligoceńską i kierowcy bardzo często zatrzymują się po drugiej stronie by zatankować, dlatego nie używając kierunkowskazu w celu sygnalizacji kierowca BMW sam wystawił się na strzał.
To nie jest tylko mój pogląd. W przedmiotowym procesie – z tego co mi wiadomo – oskarżyciel publiczny wyraził analogiczny pogląd. Ja niestety nie byłem tego świadkiem. Liczę, że zabierze tutaj głos osoba, która była uczestnikiem tego procesu.
1. Gdyby ten kierunkowskaz miał włączony to pewno nie było by próby wyprzedzenia, a gdyby nawet była to winy kierowcy BMW nie byłoby wtedy wcale.
No właśnie ten prawy kierunkowskaz był włączony, na co wskazują zeznania obu uczestników kolizji
2. … zjeżdża na środek i robi gwałtowny ruch w prawo zaskakując wszystkich jadących za nim
Z zeznań kierującego Skodą będących w aktach sprawy wynika, że pojazd BMW jechał z minimalną prędkością i “praktycznie się zatrzymał”, więc o jakim gwałtownym manewrze piszesz.
3. Tym bardziej jeśli zjeżdża na tyle daleko do środka, że daje miejsce na wyprzedzenie z prawej strony
Nawet jeżeli jest miejsce do wyprzedzenia z prawej strony to manewr ten jest niedozwolony. Art. 24 ust 3 Ustawy Prawo o Ruchu Drogowym stanowi, iż „kierujący pojazdem jest obowiązany przy wyprzedzaniu przejeżdżać z lewej strony wyprzedzanego pojazdu”
4. Warto by tu jeszcze dodać, że to miejsce ma swoją specyfikę bo przy dużej szerokości jezdni w obu kierunkach, po drugiej stronie do kierunku jazdy obu samochodów jest wodopój z wodą oligoceńską i kierowcy bardzo często zatrzymują się po drugiej stronie by zatankować
No skoro znasz to miejsce to pewnie wiesz, że poza kierowcami zatrzymującymi się po lewej stronie przy tym wodopoju (ignorując znak B-36), z pomiędzy tych prawidłowo zaparkowanych po prawej stronie samochodów wychodzą ludzie (najczęściej emeryci) celem przejścia na drugą stronę ulicy niosąc ze sobą baniaki na wodę. Przejeżdżanie z dużą
prędkością w niewielkiej odległości od tych samochodów jest skrajną nieodpowiedzialnością.
23 stycznia 2014 o 17:15
Drogi adminie, usilnie próbujesz mnie przekonać do braku winy kierowcy BMW , a z takimi argumentami, przy tych opisanych w artykule faktach się nie da jeśli chcemy być bezstronnymi. Jak napisałem w swoim pierwszym poście wina w tym konkretnym przypadku leży po stronie obu panów. Kierunkowskaz, czego uczą na kursie ma za zadanie sygnalizować zamiar. Skoro kierowca BMW chciał się zatrzymać to powziął taki zamiar zanim znalazł miejsce i wcześniej powinien go włączyć. Reszta jest wynikiem braku frasobliwości kierowcy BMW. Zeznania obu kierowców wskazują zaś że kierunkowskaz został włączony w momencie skrętu (tak wyczytałem powyżej), czyli za późno, choć często widuje sygnalizacje po fakcie także. Wina drugiego kierowcy to taka, że nie miał pewności co ten z BMW chciał zrobić choć mógł domniemywać tak jak zeznał i co byłeś łaskaw zacytować.
Dalej w zacytowanym art. PoRD jest na temat omijania z prawej i tak kierowca Skody potraktował “praktycznie stojące” na środku BMW, choć nie miał pewności bo BMW nic nie sygnalizowało, a mógł się najzwyczajniej w świecie popsuć. I tu jego wina.
Nie rozumiem też pojęcia dużej prędkości, bo co dla jednego jest duże dla innego może być minimalne . Z emerytami niosące ciężkie baniaki z wodą to jako żywo babcia z “Misia” Barej.
Na drodze nikt z nikogo nie zdejmie myślenia, gdyby obaj pomyśleli nie byłoby sprawy.
Przekonywanie cię do czegokolwiek jest raczej daremne. Nic do ciebie nie dociera, pomimo że wszystko jest wyraźnie napisane. Interpretujesz fakty po swojemu w sposób godny funkcjonariusza służb mundurowych. Jeszcze raz dla wyjaśnienia czytelnikom (nie tobie):
1. Kierowca BMW jechał chociaż powoli, kierujący Skodą to potwierdził w zeznaniach. Co prawda raz zeznał, że “praktycznie się zatrzymał”, a innym razem że skręcił gwałtownie – co się wzajemnie wyklucza. Sądowi to jednak widać nie przeszkadzało. O omijaniu w tym przypadku nie było mowy.
2. Kierujący BMW włączył prawy kierunkowskaz bezpośrednio przed skrętem w prawo (nie w momencie skrętu), ale nawet gdyby go nie włączył kierujący Skodą nie miał prawa go wyprzedzić po prawej stronie w terenie zabudowanym z wydzielonym po jednym pasie ruchu do jazdy w każdą stronę art. 24 ust. 10 pkt.2 Ustawy
3. Prędkość Skody w momencie wykonywania manewru była znaczna co wynika z zeznań obu kierujących:
Kierowca BMW zeznał “Samochód Skoda Octavia otarł się o prawą przednią część mojego pojazdu i zatrzymał się w rejonie oddalonego o kilkadziesiąt metrów postoju taksówek”
Kierowca Skody zeznał “przyśpieszyłem żeby uciec, ale to się nie udało” dodatkowo tłumaczył na sali rozpraw, że zatrzymał się tak daleko “bo rozmawiał z córką”. Teraz już wiesz co oznacza “z dużą prędkością”
4. Art. 4. PORD mówi:
Uczestnik ruchu i inna osoba znajdująca się na drodze mają prawo liczyć, że inni uczestnicy tego ruchu przestrzegają przepisów ruchu drogowego
Kierujący BMW miał prawo zakładać że kierujący Skodą nie wykona manewru niezgodnego z przepisami, a jednak został skazany za „nie zachowanie szczególnej ostrożności podczas zmiany kierunku jazdy (art. 86 § 1 kw)”
26 stycznia 2014 o 15:56
Nie jestem ani brat ani swat żadnego z kierowców dlatego podchodzę do tej sytuacji bez emocji. Interpretuje na podstawie wiedzy nabytej z czytania wyżej. Próba przekonania mnie, że kierowca BMW jest cacy bo włączył kierunkowskaz tuż przed manewrem faktycznie mija się z celem, bo dla mnie kierunkowskaz powinien włączyć zaraz po powzięciu chęci skręcenia, a nie kiedy znalazł miejsce i zaczął skręcać. Używając poprawnie kierunkowskazu uniknął by zapewne skutków które nastąpiły.
Ad1. Wybacz adminie, ale jeśli dla Ciebie “zatrzymał się” i “gwałtownie skręcił” wzajemnie się wyklucza to nie mamy o czym dyskutować.
Ad2. O włączeniu kierunkowskazu już pisałem więc w koło Macieju nie ma sensu. Jeśli pojazd stoi to nie ma mowy o wyprzedzaniu, a jest to omijania i to nie ja użyłem tego stwierdzenia “praktycznie się zatrzymał”.
Ad3 Bez komentarza bo przy stojącym aucie każda inna prędkość jest znaczna
Ad4 Ten art. stosuje się do obydwu kierowców. Obaj zrobili błędy i próba wybielenia kierowcy BMW z twojej strony jest żałosna.
Tak – dla mnie zatrzymał się i jednocześnie gwałtownie skręcił wzajemnie się wyklucza.
Skazany został jedynie kierowca BMW, ten drugi został uniewinniony. Może wiesz dlaczego? Moim zdaniem takie było zapotrzebowanie po stronie WRD KSP w Warszawie. Sąd miał przyklepać pierwotną decyzję policjanta, żeby ukręcić łeb skardze która została złożona.
Instruktor na kursie wbijał podstawowe zasady ruchu drogowego : ” Nie daj się trafić i nie trafiaj” . I drugą : ” Jechać nie musisz ale zatrzymać się zawsze”. I trzecią :” Człowiek jest najważniejszy “. Dawno to było ale jakoś tak się dzieje że nie trafiłem ani mnie nie trafiono. Pewnie szczęście, pewnie przypadek, a może Najwyższy Szef ? A może jakaś wypadkowa ? Artykuł opisuje sytuacje nieprzewidywalnych zachowań na drodze i to nie wynikających ze złej woli kierowców; zła wola zaczyna się od momentu gdy sprawę przejmuje “organ uprawniony” czyli polucja, tzw. sąd, (prze)biegli. Albowiem ONO ma swoje potrzeby…31
1 stycznia 2014 o 11:53
Z tego powodu od roku mam kamerę samochodową.
Te sądy są coraz gorsze, a ja wierzyłem w sprawiedliwość…
1 stycznia 2014 o 13:16
Mo-Do zacny ! Kamera + aparat fotograficzny ! I to koniecznie ! Znajomy mnie opowiadał że w sytuacji niegroźnej stłuczki natychmiast wykonał całą serię zdjęć, jeszcze przed przybyciem polucji, bo tak mu nakazał szef. Przyjechała polucja i była zdumiona ! Ale też sam fakt że znajomek miał swoje zdjęcia zmusił ich do działania ; nawet chcieli zdjęcia ale ten im nie dał bo takie wielkie ma do nich zaufanie…Finału nie znam. 31
A propos kierowcy BMW. Sygnalizowanie zamiaru skrętu nie upoważnia automatycznie kierowcy do jego wykonania. Tym bardziej że wykonywał on manewr mogący wprowadzić w błąd kierowcę Skody – zjazd do środkowej osi z zamiarem skrętu w … prawo.
Taki manewr jest dozwolony i stosowany przez kierowców samochodów o większych gabarytach ale zanim go wykonają muszą się oni upewnić, że nie spowodują zagrożenia. Tu kierowca BMW nie upewnił się, że pojazd jadący za nim rozumie jego zamiar (zasada ograniczonego zaufania).
Zdecydowana większość kierowców uważa, że to co się dzieje za nimi jest dla nich nieistotne. Są pierwsi (przed) i uważają, że mają do wszystkiego prawo. Niestety tak nie jest. Kierowca po to ma lusterka boczne aby czerpać z nich informacje i podejmować właściwe decyzje. Kolizja i mandat w takiej sytuacji jest najmniejszym wymiarem kary. Zdecydowanie gorzej kończą się sytuacje przy większych prędkościach, kiedy kierowca skręca w lewo, a inny kierowca jadący z tyłu nierozważnie wykonuje manewr wyprzedzania pasem (na którym teoretycznie nie powinno go być) z lewej strony. Kilka lat temu, dojeżdżając do skrzyżowania zobaczyłem w lewym lusterku idiotę nomen omen w BMW, który pędził za mną pasem do jazdy w przeciwnym kierunku i miał w głębokim poważaniu, że teren zabudowany (przysłowiowe cztery domki na krzyż), że skrzyżowanie, że sygnalizuję zamiar skrętu w lewo. Gdybym tego idioty nie przepuścił, dziś by mnie na tym forum nie było.
Moja rada, nie liczcie na zdrowy rozsądek innych. Liczcie na siebie i podejmujcie decyzje, które będą bezpieczne. Lepiej jest puścić w powietrze “fucka” na mało rozumnego kierowcę, niż lizać rany.
1 stycznia 2014 o 12:19
Uważać trzeba na wariatów, ale kto w tym wypadku stworzył zagrożenie na drodze?
Kto patrzy w prawe lusterko zjeżdżając w prawo na pobocze?
1 stycznia 2014 o 12:59
Czyli spojrzałeś w lewe lusterko i zobaczyłeś “idiotę nomen omen w BMW” i przepuściłeś go aby uniknąć kolizji. A czemu nie spojrzałeś w prawe? Jeżeli zasygnalizowałeś LEWYM kierunkowskazem zamiar skrętu w LEWO – to istotnie ten z BMW nie mógł cię wyprzedzić po LEWEJ stronie. Analogicznie w artykule który komentujemy kierowca SKODY nie miał prawa wyprzedzić BMW po PRAWEJ stronie, jeżeli ten nie sygnalizował zamiaru skrętu w LEWO, a co dopiero gdy sygnalizował zamiar skrętu w PRAWO.
1 stycznia 2014 o 13:33
Co znaczy nie mógł mnie wyprzedzić? Mógł, co uczynił – aczkolwiek niezgodnie z przepisami.
Rzecz w tym że na drodze warto odróżnić “mieć/nie mieć do czegoś prawa” a winą.
Sąd nie bada kto do czego miał prawo tylko kto był sprawcą kolizji. Uznał, że to kierowca BMW powinien zachować się rozważniej wykonując nietypowy manewr i na tej podstawie wydał wyrok.
Dziwię się policjantowi, że nie wlepił mandatu obu kierowcom –
jednemu za beztroskę, a drugiemu za głupotę.
Rzadko uczęszczany przejazd koloejwy? Chyba autor tekstu nigdy nie przejeżdzal przez ten przejazd. Rano i popołudniu przed zaknietymi szlabanami robi się nawet koreczek.
1 stycznia 2014 o 13:20
” Liczcie na siebie…”. Te trzy słowa oddają całą istotę rzeczy i należy je powtarzać do tzw. znudzenia.Pozdrawiam.31
No przestań. Jak skoda zasuwa wyprzedzając nieprzepisowo BMW to jest OK, jak wyprzedza BMW na skrzyżowaniu to jest Beee. Nie sądzisz że relatywizujesz?

References: art. 86
 art. 2
 art. 24
 art. 24
 art. 3
 art. 24

Art. 19
 art. 24
 art. 86
 art. 4
 art.22
 art. 6
 art. 2
 art. 45
 Art. 79

Art. 41

Art. 42

Art. 63

art. 17
 art. 6
 art. 175
 art. 439
	art. 17
 art. 439
	art. 17
 art. 111
	art. 17
 art. 114
	art. 82
	art. 54
	art. 14
	art. 4
 art. 4
 art. 5
 art. 7
 art. 8
 art. 193
 art. 393

art. 201
 art. 4
 art.7
 art. 424
 art. 17

art. 114
 art. 54
 art. 54
 art. 54
 art. 54
 art. 54
 art. 114
 art. 54
 art. 114
 art. 54
 art. 54
 art. 17
de lege ferenda
 art. 46
 art. 46
 art. 49
 art. 46
 art. 46
 art. 46
 art. 46
 art. 46
 art. 49
 art. 46
 art. 46
 art. 46
 art. 46
 art. 8
 art. 177
 art.177
 art. 178
 art. 193
 art. 200
 art. 193
 art. 393
in dubio
in dubio
 art. 5
 art. 5
 art. 177
 art. 178
 art. 65
 art. 92
 Art. 24
 art. 24
 Ustawy
3
 Art. 4