Source: http://nfa.pl/articles.php?id=598
Timestamp: 2018-09-24 05:13:11+00:00

Document:
Artykuły > Tytułologia stosowana > Czym jest i czym być powinien tytuł doktora honoris causa?
Dedekind wiecznie żywy
Czym jest i czym być powinien tytuł doktora honoris causa?
Tytuł doktora honoris causa używany jest od wielu lat. Nie ma, niestety, - podobnie jak było to z liczbami w wieku XIX – ani dobrej teorii tego tytułu ani nawet utrwalonych i powszechnie uznanych sposobów jego używania. Być może jednak jesteśmy świadkami istotnych zmian ewolucyjnych.
Oto na forum dyskusyjnym kieleckiej edycji „Gazety Wyborczej” pojawiła się ostatnio informacja, iż znany mi dobrze były rektor Akademii Świętokrzyskiej w Kielcach harcmistrz, PT (plenno titulo, skrót dziś już chyba zapomniany) Massalski Adam podpisał się na nekrologu jednego ze swoich kolegów następująco:
prof. dr hab. Adam Massalski dr h.c.
O Massalskim wiem już – głównie na jego własne życzenie, bo sam nie wpadłbym na pomysł grzebania w jego życiorysie – sporo, ale nie sądziłem nigdy, że przyjdzie mi coś takiego przeczytać.
Przez ostatnie kilka dni byłem poza Kielcami i lokalnych gazet „papierowych” nie czytałem, więc wiadomość mocno mnie zaskoczyła. Początkowo myślałem, że to jakiś kolejny jego „wielbiciel” (wygląda na to, że ja nie jestem jedynym) robi sobie jaja, ale sprawdziłem w prasie papierowej i okazało się, że rzeczywiście tak się właśnie podpisał.
Przed nadaniem Masalskiemu tytułu doktora honoris causa krakowskiego Uniwersytetu Pedagogicznego namawiano mnie nawet by napisać do Rektora i członków Senatu tej uczelni list z informacją o naukowych (np. publikacjach w organie KW PZPR w Kielcach), organizacyjnych (np. związanych z funkcjonowaniem Akademickiego Ośrodka Kształcenia w Staszowie) i innych pozanaukowych (np. akceptowaniem cenzury prewencyjnej) osiągnięciach byłego Rektora AŚ, a obecnego Senatora RP, ale ponieważ akurat nikt mnie wówczas nie zaczepiał (ja o sprawach AŚ od kilku lat piszę prawie wyłącznie w odpowiedzi na jakieś zaczepki), więc sprawę senatora Massalskiego olałem.
Każdy ma w Polsce prawo do własnych poglądów na sprawy etyki i jest dla każdego jasne, że poglądy Senatu krakowskiego UP nie muszą być nawet zbliżone do ocen takiego matoła i niewychowańca jak ja. I teraz też bym nie napisał, bo ja różnicę tę dostrzegam i rozumiem.
Napisałem, bo na końcu przytoczonego wyżej ciągu stopni i tytułów naukowych i honorowych zabrakło mi określenia „Uniwersytetu Pedagogicznego im. Komisji Edukacji Narodowej w Krakowie”. Gdyby pan Massalski podpisał się jako:
prof. dr hab. Adam Massalski dr h.c. Uniwersytetu Pedagogicznego im. Komisji Edukacji Narodowej w Krakowie
to na pewno głosu bym nie zabierał.
Kłopot polega na tym, że według mojej wiedzy tytuł honorowy doktora honoris causa funkcjonuje dziś tak, jak w średniowieczu funkcjonował tytuł (bo to był wtedy chyba jednak tytuł, a nie stopień naukowy) zwykłego, niehonorowego, doktora; nie było się doktorem „w ogóle”, ale doktorem konkretnej uczelni.
Ktoś z Państwa powie, że rozszczepiam włos na czworo. Czy na pewno? Czy, nawet dziś, doktor Harvardu to tyle samo, co doktor uniwersytetu im. Misia Puchatka w Zadupiu Małym?
Szczycący się ponad sześćsetletnią tradycją akademicką Kraków Zadupiem, w dodatku małym, oczywiście nie jest.
Jednak stopień naukowy doktora funkcjonuje na zasadzie pewnej „urawniłowki”; zakłada się, że człowiek posiadający taki stopień mógłby go uzyskać w dowolnej uczelni. Niedowiarków odsyłam do oficjalnych kryteriów ocen jednostek naukowych, kierunków, uczelni itp. stosowanych przez forso- i uprawnieniodajne instytucje naszej nauki i szkolnictwa wyższego.
Rozumując podobnie postawilibyśmy prof. harcmistrza PT Massalskiego w jednym szeregu z dr hc Lechem Wałęsą, którego pryncypałowie dr hab. harcmistrza Senatora Massalskiego nie uwielbiają.
Z drugiej strony pan Massalski stałby obok dr h.c. Andrzeja Leppera. Z tego, co wiem ani Wałęsa ani Lepper nie podpisywali się dr h.c., choć obaj tytuły takie posiadają.
Ja pojęcia wielkiego o honorach uczelnianych nie mam więc nie uważam by dla któregokolwiek z trzech wymienionych panów towarzystwo to było dyshonorem, bo się na tym po prostu nie znam. Może jednak warto popytać kolegów pana Massalskiego po doktoracie honoris causa UP im. KEN w Krakowie?
Bo oni, oczywiście, też w tym szeregu stoją, a na uczelnianych honorach znają się lepiej niż ja. Ale nawet to, niestety, nie wystarczy. Wypadałoby zapytać wszystkich dr-ów hc na całym świecie, niezależnie od tego z jakiej dziedziny i kto im ten zaszczytny tytuł nadał. No i tu pojawia się pytanie. Czy panów Wieczorka i Wójcika należy za ich artykuł o tytułomanii (Polityka, przed paru laty, szczegółów nie pamiętam) opierniczyć, czy przeciwnie, pochwalić. Bo, jeśli ja dobrze pamiętam, to pisali oni chyba, że im wężyk tytułów krótszy, tym megalomanii mniej, uczciwiej i coś mi się zdaje, w ogóle lepiej. Czy dziś podtrzymują Panowie to stanowisko?
(red: Prof. dr hab. dożywotni http://www.naukowcy.republika.pl/prof_dozywotni.html)
Jest też inna kwestia. Ewolucja tytułu doktora do stopnia naukowego doktora wygenerowała również pewien sposób i sens używania określenia doktor. Wiadomo np., że przy kasie lepiej być doktorem niż magistrem lub nie daj Bóg licencjatem (z tej samej dziedziny, oczywiście) To samo dotyczy dawania uprawnień (co i tak przekłada się na kasę).
Być może pan Massalski jest pionierem utylitaryzowania (przepraszam za neologizm, ale to chyba lepiej niż utylizacja?) tytułu doktora honoris causa do stopnia (chyba honorowego?) doktora honoris causa? Być może honor jest równie dobrze podzielny jak wiedza? Ja socjologiem nie jestem, ale czytywałem o różnych rodzajach honoru; dla chłopaków z Waffen SS była to wierność (polecam lekturę „Pieśni Nibelungów”), w mafii chyba głównie zasada „omerta” (może „Ojciec chrzestny”?), a w Rosji i ZSRR funkcjonowało pojęcie „wora zakonnego” (może coś o Gułagu?). Ten ostatni jest chyba dość dobrze zestopniowany; ludzie honoru stopnie mają wytatuowane na ciele. Jakiś podział honoru więc mamy.
Sądząc po tytule doktora honoris causa jest też jakiś honor akademicki. Z tego co zrozumiałem, chwilowo nie jest on tak dobrze postopniowany, ale wszystko przed nami.
Może ktoś zapragnie być habilitowanym doktorem honoris causa? Albo profesorem honoris causa? Może też profesorem zwyczajnym honoris causa? A może to już funkcjonuje? Jeśli tak jest, to ja, jak ostatnio często mi się zdarza, znowu coś przegapiłem (tę ewolucję) i napisałem bzdury.
(red: tytul Profesor Honoris Causa funkcjonuje np.Tytuł Profesora Honoris Causa dla JM Rektora SUM http://www.slam.katowice.pl/comment.php?comment.news.866 )
Chcę powiedzieć jasno; nie czepiam się wypisywania tytułów i stopni naukowych czy honorowych w nekrologach. Można to widzieć jako uhonorowanie odchodzących od nas poprzez pokazywanie wielkości żegnających podobnie jak np. ordery na piersiach ludzi w kondukcie, sztandary organizacji, salwę pożegnalną czy marsz żałobny. Nie każdemu jest to dane. Czy jednak przy takich okazjach nie powinno się szczególnie zadbać o uniknięcie wszelkiej nadmiarowości? Tej tytularnej też.
PS. Mam mieszane uczucia wysyłając ten tekst do NFA. Nie wiem czy w ogóle powinien on powstać, bo trochę rządziły mną emocje. Ja jednak naprawdę boję się, że na fali rozmaitych udziwnień naszego życia PijaRowsko – tytularnego wspomniana ewolucja tytułów honorowych do stopni honoru jest możliwa. Ze wszystkimi fatalnymi konsekwencjami.
Bohater tego artykułu ma takich honorowych tytułów i rozmaitych orderów wiele; był honorowym przewodniczącym komitetu wyborczego Unii Wolności, honorowym harcerzem, mistrzem ceremonii kieleckiego Rotary Club i dźwiga na swych barkach jeszcze parę innych honorów. Nie chcę się czepiać, ale czy kapituły tych wszystkich tytułów (stopni?) i odznaczeń nie powinny jakoś wypowiedzieć się na temat ich (tych tytułów i odznaczeń) wykorzystywania? Ja uważam, że powinny i pozwoliłem sobie napisać o tym do Rektora i Senatu Uniwersytetu Pedagogicznego w Krakowie. (por niżej)
Kielce 31 maja 2009
piszę do Was w sprawie tzw. etyki pojmowanej mniej więcej tak jak, jak pojmują ją Autorzy broszurki „Dobre obyczaje w nauce” (wyd. Komitetu Etyki w Nauce PAN, Warszawa, 2001). Chodzi o niedawnego doktora honoris causa Waszej Uczelni, prof. dr hab. Adama Massalskiego. Pan prof. Massalski podpisał się w nekrologu („Gazeta Wyborcza” z dnia 29 maja 2009) jako prof. dr hab. Adam Massalski dr h.c., co w moim odczuciu stanowi nadużycie nadanego mu przez Waszą Uczelnię tytułu honorowego. Według mojej wiedzy tytuł honorowy doktor honoris causa „sam w sobie” nie istnieje. Istniejące wyróżnienia dotyczą zawsze konkretnej uczelni i nie powinno się chyba nawet sugerować, że ktokolwiek mógłby rozumieć to „ogólnie”, podobnie jak stopień naukowy. Nie jest to, moim zdaniem takie zupełnie pozbawione znaczenia, bo choć wyróżnienia honorowe funkcjonują na innych zasadach niż np. tytuły naukowe, to granica między nimi nie została nigdy jasno wytyczona. Szerzej piszę o tym w artykule „Dedekind wiecznie żywy czyli Czym jest i czym być powinien tytuł doktora honoris causa?” w Niezależnym Forum Akademickim (www.nfa.pl). Mam też wątpliwości, czy wpis prof. Massalskiego nie narusza art. 2.9. i 2.10 (str. 17) oraz (chyba w śladowym stopniu) art. 8.3. (str. 27) wspomnianych wyżej „Dobrych obyczajów”1. Nie chcę być źle zrozumianym; nie pisałbym tego listu, gdyby nie obawa, że wpis prof. Massalskiego może być pierwszym(?) krokiem do przekształcenia honorowego tytułu w mniej honorowy, ale honorowany gratyfikacją pieniężną „stopień honorowy”. Zdaje się, że coś takiego stało się z tytułem naukowym profesora. Przywołanie w tym kontekście wspomnianych art. 2.9 i 2.10 to „dmuchanie na zimne”, ale ja byłem już świadkiem bardzo dziwnych wydarzeń społecznych i wolałbym drugi raz niektórych lekcji nie przerabiać. Nie wiem czy zachowanie prof. Massalskiego jest wyjątkowe, czy nie. Być może jest. W poglądzie takim mogłaby mnie utwierdzać znajomość niektórych jego dokonań. Mogą się Państwo z nimi zapoznać np. z artykułów:
„A tak w ogóle wracajac do pytań” (http://www.kontrateksty.pl/index.php?action=show&type=news&newsgroup=3&id=1461
„Jak senator Massalski Akademią Świętokrzyską zarzadzał
http://www.aferyprawa.com/index2.php?p=teksty/show&dzial=urzednicy&id=2504
Zwyczaje akademickie
http://www.forumakad.pl/archiwum/2008/06/45_zwyczaje_akademickie.html
„Pytania do przyszłych europosłów, czyli trochę fantastyki” w witrynie NFA, trzeba znaleźć wyszukiwarką
oraz wielu innych tekstów zamieszczonych w witrynach:
www.aferyprawa.pl
gdzie można je (te teksty) znaleźc lokalnymi wyszukiwarkami na hasło „Massalski”.
Jeśli jednak nie jest to wyjątek, to może dobrze byłoby by kapituła nadająca tytuły honorowe jakoś określała zakres ich stosowalności. Jeszcze jedno, tak przy okazji. Czy mógłbym zapoznać się z uzasadnieniem nadania prof. Massalskiemu tak wysokiego wyróżnienia? Nie mam zamiaru wchodzić w kompetencje Senatu Uniwersytetu Pedagogicznego w Krakowie, a tylko chciałbym zrozumieć kryteria którymi się w takich sprawach kieruje. Rozumiem, że opisane we wspomnianych wyżej tekstach dokonania prof. Massalskiego są Senatowi znane, bo pewnie jakoś kandydata oceniał. Nie chodzi mi jednak tylko, ani nawet nie głównie, o oceny pozanaukowe. Ja chciałbym wiedzieć, jakie konkretne naukowe dokonania prof. Massalskiego zadecydowały o przyznaniu Mu tego tytułu. Co odkrył? Jaki obalił paradygmat? Czym można wyraźnie odróżnić Jego osiągnięcia od dokonań np. dziennikarzy zajmujących się historią? To nie jest złośliwość. Różne uczelnie nadają doktoraty honoris causa wielu ludziom wyróżniając ich spośród bezkształtnej masy społecznej. W przypadku osób spoza nauki sytuacja jest w miarę jasna; tytuł jest ukłonem nauki pod adresem człowieka „z zewnątrz”. Ale ludzie na ogół sami sobie pokłonów bez podstaw nie biją. Dlaczego mieliby to czynić naukowcy? Myślę, że jasna wypowiedź w tej sprawie mogłaby mieć duże znaczenie społeczne, bo demokracja wymaga przejrzystych sytuacji. Nie znam, niestety, żadnego opracowania naukowego (np. z punktu widzenia psychologii czy socjologii) problematyki nadawania i funkcjonowania tytułów honorowych w nauce. Nie wiem nawet czy i kiedy pomagają lub szkodzą. W mojej, a sądząc po niektórych wypowiedziach np. na wspomnianym portalu NFA nie tylko mojej, opinii jest to sprawa ważna, więc odpowiedź Państwa na pewno wielu pracowników nauki ucieszy.
Z wyrazami szacunku, Waldemar Korczyński
1 Art. 2.9. Pracownik nauki powstrzymuje się od samochwalczej reklamy.
Art. 2.10. Pracownik nauki unika używania tytułów i stopni naukowych w wypowiedziach wykraczających poza jego kompetencje i oddziela swe naukowe opinie od innych sądów ...”
Art. 8.3. Pracownik nauki sprzeciwia się wykorzystywaniu autorytetu nauki lub swego własnego do celów reklamowych ...”

References: art. 2
 art. 8
 art. 2
 Art. 2

Art. 2

Art. 8