Source: http://www.dblublin.fora.pl/uchylenie-przepisu-o-obrazie-glowy-panstwa,43/8222-obraza-wladzy-8221-8211-przestepstwo,91.html
Timestamp: 2018-11-18 22:46:54+00:00

Document:
&#8222;Obraza władzy&#8221; &#8211; przestępstwo - www.aktywna demokracja.fora.pl
&#8222;Obraza władzy&#8221; &#8211; przestępstwo
Forum www.aktywna demokracja.fora.pl Strona Główna -> UCHYLENIE PRZEPISU O OBRAZIE GŁOWY PAŃSTWA
Wysłany: Wto 17:30, 30 Kwi 2013 Temat postu: &#8222;Obraza władzy&#8221; &#8211; przestępstwo
Artykuł opublikowany pierwotnie (pod innym tytułem) w ramach działu Kartka z kalendarza na portalu Polska.pl
Przestępstwa „obrazy władzy” nie zostały – oczywiście - wymyślone przez komunistów. Są one prawdopodobnie tak dawne, jak sama instytucja władzy. Rodowód przepisów tego rodzaju, co wspomniany art. 270 §1 dawnego k.k sięga przede wszystkim znanej w prawie rzymskim „zbrodni obrazy majestatu” - zwanej po łacinie „crimen laesae maiestatis”. Pochodząca jeszcze z czasów republiki ustawa o zbrodni obrazy majestatu stanowiła nader groźne narzędzie represjonowania przeciwników cesarza lub po prostu ludzi dlań niewygodnych. Pojęcia „majestatu” i jego „obrazy” nie dość, że nie były w żaden sposób sprecyzowane, to w praktyce rozumiane były tak szeroko, że niemal każde niebaczne słowo, żart, lub przypadkowy gest mogły się dla jego sprawcy skończyć procesem i egzekucją. Szczególnie zaciekle ścigano za „obrazę majestatu” za czasów cesarza Tyberiusza. W okresie jego panowania wytoczono przed Senatem ok. 100 takich procesów, a niemal każdy z nich kończył się konfiskatą majątku i wyrokiem śmierci lub samobójstwem oskarżonego.
Z prawa rzymskiego pojęcie zbrodni obrazy majestatu przejęte zostało do prawa średniowiecznych państw europejskich. „Crimen Laesae Maiestatis” znana była też – rzecz jasna – w prawie polskim. Obowiązującym w tym zakresie do końca okresu I Rzeczypospolitej prawem była konstytucja (tak w dawnej Polsce nazywano wszelkie ustawy) z 1588 r. Ujmowała ona to przestępstwo stosunkowo wąsko – zbrodnia obrazy majestatu mogła być popełniona wyłącznie wobec osoby samego króla. Poza szczególną ochroną pozostawali nawet najbliższy członkowie rodziny królewskiej, ale zbrodnia ta karana była nadzwyczaj surowo. Za „crimen laesae maiestatis” groziła kara śmierci - i to nie tylko zwykła (ścięcie, powieszenie), lecz także kwalifikowana, jak spalenie na stosie, rozerwanie końmi, wbicie na pal, ćwiartowanie, łamanie kołem itp.
W XIX w. – kiedy Polska była pod zaborami – „obraza majestatu” nie była już karana tak drastycznie, jak w czasach sprzed epoki oświecenia. Prawo państw zaborczych – przynajmniej w ostatnich dziesięcioleciach XIX w. – wyraźnie rozróżniało między takimi czynami, jak np. fizyczna napaść czy usiłowanie zabicia cesarza, a jedynie obraźliwymi słowami na jego temat. Niemniej jednak „obraza majestatu cesarza” czy „zuchwałe nieposzanowanie władzy najwyższej” – jak określały wspomniane przestępstwo kodeksy karne państw zaborczych - było zagrożone znacznie wyższą karą, niż znieważanie czy zniesławianie zwykłych obywateli. Nie trzeba też chyba dodawać, że przestępstwa takie były ścigane z urzędu – w odróżnieniu od „zwykłych” pomówień i zniewag, które ścigane były z oskarżenia prywatnego.
Kodeks Karny z 1932 r. obowiązywał do końca 1969 r. Wspomniany art. 125 §2 o „uwłaczaniu czci lub powadze” prezydenta stał się martwy w momencie wejścia w życie Konstytucji PRL z 22 lipca 1952 r., która zniosła jednoosobowy urząd głowy państwa, ale art. 127 nadal pozostał w mocy. Jednak komunistycznym władzom i ten przepis, mogący być przecież całkiem elastycznym narzędziem represjonowania nazbyt – z ich punktu widzenia - śmiałych krytyków, wydawał się niewystarczający. Dlatego w uchwalonym w 1946 tzw. małym kodeksie karnym znalazł się m.in. art. 22 przewidujący karę do 5 lat więzienia lub aresztu za „rozpowszechnianie fałszywych wiadomości, mogących wyrządzić istotną szkodę interesom Państwa Polskiego lub obniżyć powagę jego naczelnych organów”. W okresie stalinowskim za przestępstwo „szeptanej propagandy” – jak określano występek z art. 22 m.k.k. - uznawane było wypowiadanie wszelkich krytycznych uwag o władzy i jej posunięciach, wspominanie o brakach w zaopatrzeniu itp. Pod wspomniany przepis podciągane było też zazwyczaj opowiadanie dowcipów politycznych. W ówczesnych czasach znane było takie oto stwierdzenie:
"Ile wart jest dowcip polityczny? - przeciętny rok, dobry - dwa lata, znakomity - pięć lat"
Prawa grożące surowymi, sięgającymi wielu lat więzienia karami za ciężkie, obelżywe, czy po prostu niepochlebne słowa pod adresem naczelnych (i niekoniecznie nawet naczelnych) organów państwa stanowiły też swego czasu część dziedzictwa prawnego uważanych dziś za wzorcowe demokracje krajów Zachodu. Klasycznym przykładem może być znane w brytyjskim prawie precedensowym (common law) przestępstwo „wywrotowego zniesławienia” - "seditious libel". W XVII i XVIII wieku na jego podstawie ścigane mogły być jakiekolwiek krytyczne uwagi o angielskim królu, rządzie, sądach, ustroju itp. Fakt, że wypowiedziane czy opublikowane przez oskarżonego słowa stwierdzały prawdę, nie był dla sądów usprawiedliwieniem, Owczesna doktryna prawna, którą dobrze ujmował slogan „the greatest truth – the greatest libel” („największa prawda jest największym zniesławieniem”), stała na stanowisku, że takie „prawdziwe” zniesławienia są jeszcze groźniejsze dla porządku społecznego, niż zwykłe kłamstwa i tym bardziej należy za nie karać.
Ewentualni zwolennicy pozostawienia w kodeksie karnym przepisów przewidujących kary za „publiczne znieważenie prezydenta”, „publiczne znieważenie lub poniżenie konstytucyjnego organu RP”, czy „znieważenie funkcjonariusza publicznego lub osoby do pomocy mu przybranej podczas lub w związku z pełnieniem obowiązków służbowych” mogą podnieść argument, że podobnie sformułowane przepisy istnieją w kodeksach karnych i innych ustawach państw Europy Zachodniej. We Francji za publiczne znieważenie prezydenta grozi od 3 miesięcy do roku więzienia, w Holandii za „świadomą obrazę króla lub królowej” można dostać nawet 5 lat i tyle samo można dostać za znieważenie prezydenta Włoch. Przepisy te jednak od dziesiątków lat nie są - praktycznie - używane. Ostatni przypadek ścigania kogoś za znieważenie prezydenta Francji miał miejsce za rządów gen. De Gaulle’a. Również w Wielkiej Brytanii – wbrew popularnemu mitowi, według którego w londyńskim Hyde Parku można powiedzieć wszystko, byleby nie obrazić królowej – monarchini nie jest chroniona przed obelgami i pomówieniami bardziej, niż każdy zwykły obywatel.
Oponenci przepisów zakazujących pod groźbą kar grzywny, czy nawet więzienia znieważania czy poniżania funkcjonariuszy, konstytucyjnych organów państwa, czy wreszcie prezydenta zwracali też uwagę na nieostrość, podatność na subiektywne interpretacje – i co za tym idzie, możliwość nadużywania - samych pojęć typu „zniewaga” czy „poniżanie”. To co zdaniem jednego człowieka może być „zniewagą, czy poniżaniem”, niekoniecznie musi być nią zdaniem innego – ostatecznie rzecz biorąc, osobista wrażliwość, stopień tolerancji, czy wreszcie poczucie smaku i humoru rozmaitych ludzi (w tym także prokuratorów i sędziów) bardzo się różnią. Jak np. można obiektywnie ocenić, czy rozsyłane przez pewnego internautę z Elbląga satyryczne zdjęcie dwóch nurkujących kaczek z naniesionym na nie napisem „A teraz pocałujcie nas w kuper” miało znamiona przestępstwa znieważenia prezydenta, czy było jedynie niewinnym, w oczywisty sposób dopuszczalnym w demokracji, żartem?
Prokuratury i sądy – warto zauważyć - bardzo różnie interpretują pojęcia typu „znieważanie”. Kilka lat temu Sąd Rejonowy w Łodzi sądząc Andrzeja Leppera za jego wypowiedzi pod adresem ówczesnego wicepremiera Janusza Tomaszewskiego i rządu Jerzego Buzka stwierdził, że o ile nazwanie Tomaszewskiego „bandytą z Pabianic” (co, przypomnijmy, odnosiło się do wydanego przez tego ostatniego rozkazu rozpędzenia rolników blokujących drogę) stanowiło przestępstwo „publicznego znieważenia funkcjonariusza publicznego podczas lub w związku z wykonywaniem przez niego obowiązków służbowych”, to określenie Rady Ministrów „reżimem antypolskim i antyludzkim” nie było przestępstwem „znieważenia lub poniżenia konstytucyjnego organu państwa”, lecz jedynie bardzo ostrą, ale mieszczącą się w granicach obowiązującego prawa, krytyką rządzącej ekipy.
Jeszcze lepszy przykład znanej chyba tylko sobie umiejętności subtelnego rozróżniania między dozwolonymi i zakazanymi wypowiedziami dał swego czasu Sąd Rejonowy we Włodawie, rozpatrując sprawę okrzyków „Bolszewiku won!” „Bolszewicy - mordercy i złodzieje” oraz „Kwachu do piachu”, którymi to pięciu członków Polskiej Partii Narodowej przywitało przybyłego do Włodawy prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego. Zdaniem tego sądu, okrzyki „Bolszewiku won!” „Bolszewicy - mordercy i złodzieje” były prawnie dopuszczalne, natomiast okrzyk „Kwachu do piachu” stanowił wykroczenie, polegające na publicznym, demonstracyjnym okazaniu lekceważenia prezydentowi RP. Nasuwa się zatem pytanie, co jest dozwoloną krytyką konstytucyjnego organu państwa, albo „funkcjonariusza publicznego” lub prezydenta, a co jest „okazywaniem lekceważenia” np. prezydentowi (tylko wykroczeniem), a co wreszcie zagrożonym nawet trzyletnim pobytem w więzieniu przestępstwem publicznego znieważenia prezydenta RP? O obiektywną odpowiedź jest chyba trudno.
Zarzut dotyczący nieprecyzyjności i – co za tym idzie – możliwości nadużywania pojęć typu „zniewaga” stanowi - rzecz jasna - argument przeciwko istnieniu w kodeksie karnym nie tylko przestępstw typu publicznego znieważania prezydenta czy konstytucyjnego organu RP, ale i innych przepisów zawierających pojęcia tego rodzaju co „znieważanie”, takich np. jak choćby art. 196, który przewiduje karę grzywny, ograniczenia wolności, albo pozbawiania wolności do lat 2 dla kogoś, kto „obraża uczucia religijne innych osób, znieważając publicznie przedmiot czci religijnej lub miejsce przeznaczone do publicznego wykonywania obrzędów religijnych”, względnie artykułów 133 i 157, które grożą trzyletnim nawet więzieniem – pierwszy za „publiczne znieważenie Rzeczypospolitej Polskiej lub Narodu Polskiego”, drugi za „publiczne znieważenie grupy ludności albo poszczególnej osoby z powodu przynależności narodowej, etnicznej, rasowej, wyznaniowej lub z powodu bezwyznaniowości” – o przepisie dotyczącym zwykłej zniewagi osobistej (art. 216 k.k.) nie wspominając.
Bardzo trudno – a właściwie nie sposób – znaleźć jest w polskim Internecie stronę, na której byłoby wyjaśnione, dlaczego „publiczne znieważenie” prezydenta, sejmu, czy rządu powinno być przestępstwem – i to o karanym o wiele surowiej, niż znieważenie zwykłego, nie będącego „konstytucyjnym organem państwa” ani „funkcjonariuszem publicznym” obywatela. Co najwyżej można się spotkać z twierdzeniami, że ktoś powinien stanąć przed sądem (i być może trafić do więzienia) za popełnienie - zdaniem wypowiadającego się - któregoś z tych przestępstw. Jakiś czas temu np. kierowana wówczas przez obecnego Rzecznika Praw Obywatelskich Janusza Kochanowskiego fundacja "Ius et Lex" oraz Porozumienie Organizacji Kombatanckich i Niepodległościowych twierdziły, że były premier Józef Oleksy powinien stanąć przed sądem za to, że określił niekorzystny dla niego wyrok Sądu Lustracyjnego „farsą” i stwierdził, że ma wrażenie „iż wyrok był z góry ustalony”. Ale takich twierdzeń argumentami nazwać przecież się nie da.
* Odnośnie zakazu „obrażania uczuć religijnych” zob. Przestępstwo „obrazy uczuć religijnych” a wolność słowa.
Odnośnie pornografii – zob. Pornografia i gwałty – usprawiedliwienie dla cenzury? i Apel do polskich posłów do Parlamentu Europejskiego wzywający ich do głosowania przeciwko projektowi dyrektywy w sprawie pornografii dziecięcej i blokowania stron internetowych. Odnośnie propagowania totalitaryzmu i tzw. „hate speech” – zob. zwł. Faszyści do pierdla?, Od zakazu „mowy nienawiści do totalitaryzmu i tyranii: o logice praw przeciwko „hate speech” Jeszcze raz o wolności słowa i hate speech, Kodeksem w homofobów?, Ludobójcy, czy świnie? O sprawach Hansa Fritsche i Juliusa Streichera na procesie zbrodniarzy hitlerowskich w Norymberdze., O tym, czy „hajlowanie” jest na pewno (i zawsze) propagowaniem faszyzmu… i czy artykuły 256 i 257 kodeksu karnego są zgodne z konstytucją, Red Watch info – poza granicami wolności słowa?, Za niebezpieczne poglądy do więzienia? i Zakazy „mowy nienawiści” – lekarstwo gorsze od choroby. Argumenty przeciwko zakazom tego typ wypowiedzi znaleźć też można w tekście O teatrze, pożarze, pewnym amerykańskim sędzim…i wolności słowa tekst ten – również napisany przeze mnie na Polskę.pl – poświęcony jest jednak raczej ogólnemu problemowi, czy – a jeśli, to kiedy – można zakazywać wypowiedzi z tego powodu, że mogą się one przyczynić do destrukcyjnych i przestępczych zachowań innych osób – sprawa „hate speech” poruszona jest w nim niejako okazyjnie.
Forum www.aktywna demokracja.fora.pl Strona Główna -> UCHYLENIE PRZEPISU O OBRAZIE GŁOWY PAŃSTWA Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)

References: art. 270
 art. 125
 art. 127
 art. 22
 art. 22
 art. 196