Source: http://wswieciedaniela.blogspot.com/2012/07/
Timestamp: 2018-02-21 01:27:35+00:00

Document:
W świecie Daniela, w świecie ... z okolic autyzmu: lipca 2012
Autor: Kropka o 23:52 26 komentarzy:
Cholera, czemu to jest takie trudne. :(
Wieki nie robiłam nic dla siebie, nic bez syna. Wczoraj to zmieniłam. Wyszłam na kawę. Dla odmiany z facetem już odpieluchowanym. ;) Miło było.
Wróciłam do domu, dziecko szczęśliwe, widać że miało dobry dzień. Humor dopisywał, zostałam ładnie przywitana, ale bez histerii, bez wskakiwania na ręce i nawet dostałam buziaka. :)
Bez wydziwiania poszedł ze mną do sypialni, sam się uwalił i wziął flachę. Zamknęłam drzwi, położyłam się obok niego i zasypialiśmy... Trochę się tulił, ale zaraz na powrót padł na poduchę i zasnął.
Noc też była super. (A ostatnio mamy kiepsko w tym temacie. :( Przedwczoraj to już masakra była, godzina płaczu.) Jedna mała pobudka na papu i chrap chrap z powrotem. Rano wstał z humorem, z uśmiechem, nie chciał się nosić, dał mi wyjść do kibelka, ubrać się itp.
Ale wyraźnie mu mnie brakowało wczoraj, bo gdy chciałam wyjść... zaczęło się. :( Na ręce i "mama nie". Gdy w końcu drzwi otworzyłam wyszedł boso za mną i na ręce. :(
"Bawiliśmy się tak do 7:10... W końcu musiałam wyjść, bo już byłam spóźniona.
Jeszcze w windzie słyszałam płacz... :(
I zrób tu człowieku coś dla siebie. I nie miej wyrzutów sumienia. :((((((((
Autor: Kropka o 23:54 11 komentarzy:
Nie wiem co to jest, przypuszczam że niedosyt bodźców jakichś. Ale równie dobrze może to być kwestia psychiki dziecka. Nie mogę rozróżnić...
Pojawiło się parę tygodni temu. Trochę ewoluowało, a teraz ma formę przygryzania palców, nadgarstków itp. Mam wrażenie, że nasila się gdy Smark się nudzi.
Wczoraj byliśmy na działce.
Na dzień dobry dostałam reprymendę, że coś tam nie tak wygląda. Heh... Ja rozumiem, że ludzie się nudzą i całe dnie siedzą na trawie i ręcznie skubią każde źdźbło wystające powyżej określonej wysokości, co by było idealnie, ale bez przesady. Za płotem mam takie dwie rodzinki, które nie tylko tam siedzą non stop, ale nawet śpią. (Dodam, że na naszych działkach nie ma prądu!) Nie wiem co ich obchodzi mój teren, ale we wszystko się wtrącają, a to nie tak posiane, a to za blisko płotu, a to "czemu pani wycina piwonie, to takie ładne kwiaty", a to znowu "tamta pani sadziła tu pomidorki, tu pani ma super ziemię" itp. :?
Tak miałam rok temu. Liczyłam, że od wiosny trochę się przymkną. No i przymknęli. Ale są chyba mocno niezadowoleni, że nie uprawiam działki wedle ich cennych rad i z nimi nie gadam, bo donoszą na mnie gdzie się da. Wczoraj usłyszałam, że skarżą się do prezesowej, że działka nie jest zadbana. o_O
Co lepsze, to jest inny R.O.D. Mam tylko pecha dzielić z nimi płot, bo kolejny R.O.D. znajduje się za moimi plecami.
Niektórym to się wydaje, że jak dziecko niepełnosprawne, to w wózku jeździ i sadza się je z kocykiem na słoneczku i ono sobie grzecznie siedzi i czeka na cud. :/ No cóż, Daniel taki nie jest. A ja naszych problemów obcym ludziom tłumaczyć nie mam ochoty.
Na ale do rzeczy...
Wykonujemy go przy okazji kąpieli.
Masaż wewnętrzny narządów artykulacyjnych
- masaż języka rozpoczynamy od podziału języka na dwie części( według bruzdy anatomicznej), rozpoczynamy od strony prawej masując najmniejszym palcem ruchami okrężnymi od czubka języka w kierunku gardła
Autor: Kropka o 00:09 24 komentarze:
Żeby sobie choć trochę spuścić ciśnienie, czytam ciekawe artykuły.
A że akurat coś na zamówienie poszło, to wrzucam. Fajny tekst z Dzikich Dzieci. Autorstwa Agnieszki Stein of course.
"Już wszyscy pewnie czekają więc będzie dalej...
Jak poradzić sobie z 2-3 latkiem (starszym też się może przydać). Z ostrzeżeniem: to nie jest tekst o tym co się powinno tylko o tym co DZIAŁA.
Po pierwsze darować sobie wychowywanie, uczenie dobrych manier itp. - dzieci w tym wieku które są uczone na przykład dzielenia się są wściekłe dużo częściej.
Zamiast tego skupić się głównie na zapewnieniu dziecku bezpieczeństwa. (oraz otaczającym je osobom i sprzętom).
Nie frustrować się jeśli nauka, którą przekazuje się dziecku stacza na pięć minut bo w tym wieku po prostu tak jest.
Ograniczyć wymagane zasady do minimum. Nie warto też samemu wprowadzać nowych rytuałów bo w połączeniu z pomysłami dziecka może się ich zrobić nieznośnie dużo.
Nie traktować dziecka jako "dużego" w sensie oczekiwań, co to dzieci w tym wieku powinny, bo dzieci rzadko się do tych życzeń dostosowują.
Dawać dziecku dużo bliskości, kontaktu fizycznego, dotyku, przytulenia.
Drugą rzeczą ważną dla dziecka oprócz tego, żeby było bezpieczne (przeżyło ;) jest to, żeby ktoś pomagał mu radzić sobie z emocjami.
Troszcząc się o bezpieczeństwo dziecka i o to, żeby koić jego emocje można najmniej stresowo przejść ten wiek.
Chciałam też pocieszyć rodziców, że te trudności, które przechodzi dziecko są NIEZBĘDNĄ fazą rozwoju. Każde dziecko musi kiedyś wyodrębnić się od rodziców i nauczyć mówienia nie. Każde też musi nauczyć się wykorzystywać swoje emocje i regulować je. Jak nie zrobi tego po trochu na raty to zrobi to kiedyś hurtem.
Pomoc w radzeniu sobie z emocjami zaczyna się od uspokojenia siebie (można poszukać starszych wpisów).
Jak już to się uda ( wiem, wiem) to można: być przy dziecku, przytulić je jeśli tego chce, nazwać to, co się stało, nazwać emocje dziecka, powiedzieć dziecku że jesteśmy przy nim.
Ostatnio przeczytałam fajną poradę: powiedz do dziecka coś na co ono na pewno odpowie "tak".
O tym, co się stało i co można było inaczej można rozmawiać jak i rodzic i dziecko są spokojni.
Jak dzieci się biją.
Zadbać o bezpieczeństwo. (czasem jak siły są równe to warto się zastanowić czy interwencja jest w ogóle potrzebna).
Niemowlę plus 2-3 latek to mieszanka wybuchowa, której nie zostawiałabym sama.
Zadbać o emocje KONIECZNIE obydwojga dzieci.
Jak dziecko "jest agresywne" przyjrzeć się bardzo uważnie, bo nie każde bicie to agresja. Czasem to zaproszenie do kontaktu. Czasem próba rozładowania napięcia lub dostarczenia sobie stymulacji.
Dziecko może też uderzyć, ugryźć itp. dlatego, że jest podekscytowane i sobie z tym nie radzi.
(jutro będzie o rodzeństwie i zazdrości)."
"Na zakończenie serii o 2-3 latkach i trudnych sytuacjach do rozważenia.
Chciałabym jeszcze raz zaproponować rodzicom, którym trudno jest z zachowaniem ich dzieci, żeby rozważyli to, co wiadomo o funkcjonowaniu i możliwościach dzieci w tym wieku.
Dziecko trzyletnie ma małą kontrolę nad swoim zachowaniem i małą możliwość powstrzymywania impulsów. W chwilach gdy jest rozregulowane ta kontrola spada niemal do zera.
Kłopot nie polega na tym, że dziecko jest niegrzeczne, nie współpracuje, nie wie co dobre a co złe itp.
Kłopot polega na tym, że dziecko jest MAŁE i żeby skutecznie sobie poradzić ze sobą potrzebuje naszej pomocy.
Dlatego myślenie o zachowaniu dziecka w kategoriach intencjonalności, woli, celowego działania najczęściej nie poprawia jego zachowania a bardzo wiele jest sytuacji gdy to zachowanie się pogarsza. Czemu tak jest? Bo kiedy rodzic myśli, że dziecko robi coś niefajnego celowo budzi się w nim złość. A kiedy rodzic się złości dziecięce emocje nie cichną tylko robią się coraz trudniejsze. Wtedy rodzic już naprawdę jest przekonany, że to na złość a dziecko... zachowuje się coraz gorzej. Tak dzieje się najczęściej do momentu jakiegoś wybuchu i dziecko uspokaja się bo działa strach. I niestety wniosek jest taki, że na TO dziecko działa tylko krzyk, kara itp.
Kiedy taka sytuacja się utrwala to niestety krzyk i kara są "skuteczne", ale dziecięca zdolność radzenia sobie z emocjami rozwija się bardzo słabo, dużo słabiej niż gdyby rodzice rozumieli i wspierali dziecko (piszę o tym co się dzieje, gdy takie działanie jest zasadą a nie gdy zdarza się incydentalnie).
Na koniec jeszcze jedna historia o tym, jak "prosto" są skonstruowane dzieci:
W przedszkolu z którym współpracuję panie nauczycielki zawsze wiedzą, kiedy w życiu dziecka dzieje się jakaś zmiana, szykuje się rodzeństwo, albo jest inna trudna sytuacja. Wiedzą, bo dziecku jest wtedy trudniej. Można też rozpoznać dzieci, które są bardzo grzeczne w domu, bo czasem im też jest trudniej w przedszkolu, bo żaden kilkuletni człowiek nie jest w stanie kontrolować swojego zachowania przez całą dobę (i bardzo dobrze).
Jak sobie radzimy w takich sytuacjach? Tłumaczymy? Wyciągamy konsekwencje? Karzemy? Chwalimy? Przypominamy o zasadach? Bardzo często żadna z tych rzeczy, bo niektóre nie działają a innych nie chcemy robić.
Zamiast tego masujemy dziecko, któremu jest trudno. Gnieciemy je. Przytrzymujemy w mocnym uścisku. Zawijamy w koc. Kołyszemy. Zachęcamy do robienia kanapek - kładzenia się jedno na drugim. Turlamy się z nim.
Dajemy przestrzeń na proste powtarzalne czynności, u nas jest to kąpanie lalki. Dajemy przestrzeń na złość, smutek, płacz. Rozumiemy, kiedy dziecko nie chce się angażować w bycie w grupie, chowa się do ciasnego konta.
Akceptujemy i wspieramy terapeutyczne działania jakie dzieci same konstruują, żeby sobie pomóc. Widzimy je jako autoterapię a nie niegrzeczność. Pomagamy znaleźć dla nich przestrzeń, w której działanie dziecka nie krzywdzi i nie przeszkadza innym. (dlatego zdarza mi się bawić z dziećmi w to, że jestem dla nich niedobra i że się nie lubimy)
Rozmawiamy z rodzicami, bo chcemy, żeby wszyscy, którzy mają do czynienia z dzieckiem mieli podobne rozumienie tego, że jest mu trudno, dlaczego i jak mu pomagać i żeby tak samo byli gotowi je wspierać."
Autor: Kropka o 01:57 2 komentarze:
Autor: Kropka o 01:44 21 komentarzy:
Autor: Kropka o 02:05 25 komentarzy:
Autor: Kropka o 01:36 16 komentarzy:
Noce przesypia, pobudkę zalicza tylko na jedzenie. Dziś zaliczył dwie, w okolicy 3ej robiłam mleko na szybko, bo leżał z zamkniętymi oczami i pokazywał na flaszkę: TU. :)
foto. Mój wytwór z zeszłej niedzieli. Obróbka w pixlr.com.
A wczoraj policzyłam nasze słowa. Mamy ich już (już?) trzy dychy. :) Zaczęłam spisywać, jak skompletuję to wrzucę. :)
Autor: Kropka o 00:33 17 komentarzy:
Bunt, przemyślałam i zbuntowałam się. Ja. A co, dziecko może to ja też.
Oto lista naszych niewychowawczych działań, na dziś.
1. Śpimy razem. I będziemy, bo ja tak lubię i on tak lubi.
Oczywiście często słucham uwag na ten temat, ale gdzie to mam, większość ludzi już wie... Najostrzej i nie zakładając sprzeciwu wyraziła się kiedyś moja koleżanka, ujmując to w słowa: "ma dwa lata, już najwyższy czas, żebyś go oduczyła". Co to za magiczna liczba, dwa lata? Dwulatki zjadają matki przez sen? Nie oduczam i nie dlatego, że mi się nie chce. Nie oduczam, bo nie widzę powodu.
/Ciekawe czemu w innych sprawach nie umiem być taka stanowcza?/
2. Flacha. Jest i ... będzie, bo w ten sposób tankujemy dwa posiłki, których bez flachy nie byłoby. Jasne, mógłby wypić kaszę z kubka, ale nie wypije, bo nie lubi, to raz. A dwa - pijąc do poduszki wycisza się i lepiej zasypia. I znowu nie rozumiem czemu to komuś przeszkadza? Bo dwulatek "powinien"?
3. Noszenie. No cóż, poddałam się. Jakiś czas Daniel więcej chodził. Przy tym gorzej się zachowywał, więcej buczał, marudził. Mam konkretne zalecenia: nie nosić. Terapeuta SI to nawet raczy mnie upominać wprost, ciągle słyszę: "czemu pani nosi dziecko?", albo "proszę nie nosić dziecka".
Złapałam się na tym, że odstawiłam Daniela na podłogę po kolejnej reprymendzie. o_O Aż się sama potem zdziwiłam tym faktem.
Wczoraj pojechałam do CH i wzięłam Gada na ręce. Zadowolony był jak gwizdek. Dał mi znaleźć parę rzeczy, których szukałam, a odstawiony w CCC zaczął mierzyć buty.
Damskie. :D Zrobiłam mu nawet fotkę z tel bo widok był przedni. Pozwolił sobie zmierzyć chyba z 10 par, w rezultacie kupiliśmy sandały i buty na jesień, z jakiejś przeceny - więc fuks.
Ale do rzeczy... Spróbuję po raz kolejny uwierzyć w intuicję swoją i dziecka, i jeszcze go trochę ponoszę. W ramach sił i rozsądku. (Rozsądek oznacza, że wniosę go do przychodni zamiast iść trzy godziny i spóźnić się na wizytę, albo że pójdziemy tak na działkę, bo nam tak będzie pasowało, ale nie będziemy się nosić trzy godziny, będąc na spacerze, bo nie na tym spacer ma polegać.) Co prawda nie wiem co zrobię we wrześniu, po operacji udrażniania zatok, kiedy nie będzie mi wolno unieść nawet 2l wody butelkowanej, ale...
4. Cyrki histeryczne z rzucaniem na ziemię tłumimy niewychowawczo, czyli nie ignorując i nie wychodząc, nie oddalając się też od młodego, a podając mu rękę jeśli zechce, albo będąc obok, gdy nie będzie chciał wstać. Ewentualnie (na ulicy) biorąc niewychowawczo na ręce. Co z tego wyjdzie, zobaczymy. Na razie w ciągu dwóch dni trzy akcje, zakończone ww. metodą w dwie sekundy.
5. Przez ulicę przechodzimy osobno. Tu już jakiś czas temu się poddałam. Daniel idzie sam, przede mną, idzie szybko i mamrocze pod nosem: ATIO, ATIO :) jakby się bał, że go przejedzie, jeśli się nie pospieszy. To działa. Nie było cyrku od tygodnia. Ja tylko zatrzymuję przed przejściem i trzymam go, póki coś jedzie i przejść nie możemy, ale wtedy się nie burzy.
6. Nie odpieluchowuję. Za dużo na raz się dzieje, żeby jeszcze walczyć z pieluchą. A że teraz mamy fazę anty EE, to już w ogóle. Daniel wie kiedy ma mokro, czuje to i w ciepły dzień ewidentnie mu przeszkadza, co uważam za sukces. Chce wtedy by go przebrać. Miewa też fazy, że chce czegoś przewiewnego na tyłku, a wtedy wyciąga z szafki tygrysa (majty wielorazowe w pluszowego tygrysa) i każe sobie ubrać. Uważam więc, że nie jest źle. A z resztą poczekamy... Wiem, że lato to dobry czas, ale nie dla nas, nie teraz.
7. Nadal nie namawiam do jedzenia samodzielnie. Powód jest prosty, a wręcz banalny. Daniel je bardzo mało. Zmuszany do jedzenia samodzielnie nie tylko nie zje, bo nie chce, nie lubi tego robić i nie umie, ale jeszcze będzie bardziej głodny i więcej spadnie na wadze. Niech zacznie jeść, to będzie sens go uczyć jeść.
8. Agresję opanowujemy metodą na idiotę, jakby to co robi, było czymś innym, bez znaczenia, czyli udajemy durnia, konkretnie rzecz ujmując. Beznamiętny ton głosu, ręce zaciśnięte w kieszeniach i uparte powtarzanie bez nadmiernej ekspresji, że tak nie robimy, bo to nie jest ładnie itp. O dziwo to działa dużo szybciej niż ostry ton głosu i kategoryczne zakazy, nie mówiąc już o przytrzymywaniu rąk na siłę. Po jednym pacnięciu Daniel jakby zawstydza się, spuszcza głowę, uśmiecha półgębkiem i zaprzestaje czynności. /Tu mówię o biciu na pokaz, nie w dzikiej złości, bo nie mieliśmy takiej akcji z biciem od trzech dni, wiec nie miałam jeszcze okazji zaobserwować co by było, gdyby./
9. I będziemy dalej zauważać różne zachowania syna, takie jak pokazywanie światła, kolejnego samochodu, czy czegoś co IDZIE albo JEDZIE, oraz inne fiksacje, bo na razie tylko tak wygląda nasz dialog.
Że tak sobie znowu zacytuję Agnieszkę Stein: "większość zdrowych dzieci tak robi, że pokazuje i oczekuje reakcji - ty nagradzasz to, że on inicjuje kontakt a więc coś co powinien robić".
10. Niewychowawczo postanowiłam też "ratować" przytrzaskiwane palce, odgryzane ręce i inne kończyny. Nie wiem jeszcze co z tego wyjdzie, ale spróbujemy tą drogą, skoro inna nie działa.
I jeszcze jeden cytat, a propos nieudanych testów i niesprawdzających się metod:
"A z próbowaniem to jest tak, że może pięknie by było jakbyś od razu wiedziała jak on zareaguje, jak coś zadziała a co będzie porażką. Ale to nie jest możliwe, więc lepiej się wycofać jak widzisz że coś nie działa niż w to brnąć w imię konsekwencji. Czasem z dzieckiem które ma jakieś kłopoty trzeba się bardzo szybko wycofywać jak mu coś nie podpasuje, żeby nie było dramatu."
Zaczynam się zastanawiać czy większość naszych "dramatów" nie wynika właśnie z pewnych konsekwencji w moim zachowaniu, podyktowanych radami "mądrzejszych" czyli specjalistów od zachowań autystycznych...
I to chyba tyle akcji naszych wszystkich problematycznych, gdzie zdaniem większości popełniamy kardynalne błędy wychowawcze.
Niniejszym oznajmiam, że sobie przy nich zostaniemy... bo tak.
Na deser wariacja na temat fotografii Daniusia sprzed paru dni.
Autor: Kropka o 04:55 31 komentarzy:
Wczoraj mieliśmy dzień cudów. Zdarza się taki raz na dwa, trzy miesiące. Dziecko jest spokojne, ma dobry humor i generalnie nie robi scen o co tylko może. Szkoda że tak mało tych dni, ale dają jakiś tam oddech i pozwalają łapać mały dystans do tematu.
Po powrocie do domu zostałam przywitana zamkniętymi drzwiami sypialni. Dziecko spało długo i wstało z dobrym humorem. Na rękach był może 10 minut, po czym przestawił się na zabawę. Trochę mnie "kosztował" próbując wjechać rowerem na łóżko, ale nie zrobił sceny, gdy go z tego łóżka zdjęłam po kwadransie tłumaczenia co i dlaczego.
Natomiast - ciekawostka - pięknie wyłapał z mojego gadania to co najistotniejsze. Dla niego. Otóż, powiedziałam, że do łóżeczka nie wjeżdżamy rowerkiem, tak samo jak nie wchodzimy bucikami, bo rowerek i buciki jeżdżą/chodzą po dworze i są brudne.
Następnym razem gdy zobaczyłam jak podąża na rowerze do sypialni, poszłam za nim i ... zlokalizowałam na jego nogach ... Buty! :D
I niech mi ktoś powie, że to nie jest mega przekorne dziecko?!
Odbyliśmy wycieczkę do sklepu, bardzo miłą i spokojną. /Daniel chyba lubi sklepy. Nigdy nie robi tam scen większego kalibru./ A po powrocie na osiedle młody zaczął wołać pod oknami swojego tatę. Ten był w domu i zszedł, po czym udaliśmy się na pobliski stawik, na kaczki. Tata, mama i kaczki - dziecko przeszczęśliwe było. :) Oboje dostaliśmy po dwa buziaki! Wow, święto! :D
W domu też super, nawet dał nam zjeść kolację. /Szkoda, że sam jadł tylko ogórka kiszonego... i to było wszystko wczoraj./ Fajny był też wieczór, kąpiel, nie było problemu z myciem zębów, ani zasypianiem. Trochę się kręcił, rzucał, ale bez krzyku było, bez płaczu. Próbował mnie pacnąć co prawda, ale dość lekko, a ja nie zareagowałam niewerbalnie w żaden sposób, tylko powiedziałam, że tak nie ładnie jest i nie klepiemy, a on o dziwo przestał.
Noc marzenie! Spał pięknie z przerwą na mleko koło 3ej. A potem jeszcze raz zaliczył pobudkę, bo tak się wiercił, że skończył mu się materac. Ale przyszedł do mnie, przytulił się, po czym położył znowu i zasnął. Wstaliśmy 6:40 z dobrym humorem.
Tak wyglądają u nas dni cudów! Prosimy o więcej!
Trawię sobie ostatnio parę rzeczy. Naszą wizytę u psychologa, ostatnie zajęcia na SI i parę moich pisanek z autorką "Dzikich Dzieci", Agnieszką Stein.
I mam trzy światy. A może i cztery, bo jeszcze mój. :) Próbuję znaleźć w tym siebie, nas i miejsce na jakąś ogólnie przyjętą, naszą normalność, ale mam problem.
W sumie to cholernie się cieszę, że ta nasza psycholog z Goaru jest jaka jest, bo już bym dostała do głowy całkiem. Rozmawiałyśmy trochę o tym pacaniu zadem na ulicy. Ona nie widzi powodu, żeby się z dzieckiem siłować w tej materii. Chce żeby podać mu rękę? Podać. Jeśli to kończy scenę?!
Generalnie mgr Bogacz nie jest nastawiona na "tresurę" odpowiednich zachowań, raczej patrzy pod kątem tego, co należałoby lekko wytracać, minimalizować, omijać. Jak np. ciągłe zamykanie drzwi za każdym razem, gdy przez nie przechodzimy. Poza tym objaśniła mnie, że jestem rodzicem, ja decyduję i ja rządzę, to jasne i oczywiste, i naprawdę nie ma sensu na każdym kroku udowadniać tego dziecku, tocząc różnego rodzaju walki, bo nie tędy droga. Dość nietypowe podejście psychologiczne, ale bardzo mi się podoba. :) Parę razy zaznaczyła mi jak ważna jest moja przewidywalność dla Dziecka, bo to daje mu poczucie bezpieczeństwa. Cóż, obawiam się, że tutaj mam dużo do zrobienia, bo ja raczej mało przewidywalna jestem, nawet sama dla siebie. :(
Nie spotkałam się natomiast z aprobatą moich metod na SI. I tu zonk. Nie wiem czy pan Bernatek patrzy na nas jak na typowy autyzm, czy reprezentuje typową psychologię kliniczną starej daty? W każdym razie nie spodobało mu się nasze komunikowanie typu:
- mama sieci
- tak świeci
- tak, nie świeci, zgasiłeś...
Wg niego należałoby nie umacniać w dziecku takich zachowań i nie reagować. Puściłam mimo uszu...
Kolejna sprawa to reakcja na bunt, krzyk, płacz, nerwowe zachowania. Dziecko wkurzyło się na niego, gdy czegoś nie dał i przyleciało do mnie się przytulić. Przytuliłam, objaśniłam, że pan nie dał, bo już kończymy zabawę i jedziemy do domu. Dość szybko akcja minęła, ale pan Grzegorz zachwycony nie był. Spytał mnie nawet czy zawsze tak robię i dlaczego? Wyjaśniłam, że tak zamykam temat, inaczej Daniel się rozkręca. Nie wiem czy to przyjął, czy po prostu dał spokój... Nasłuchałam się natomiast o konsekwencji, przewidywalności (w którą wierzę akurat) i sytuacjach, kiedy to dziecko "wygrywa" ze mną.
Pożaliłam się Agnieszce Stein.
Oto co mi napisała. Zacytuję, mam nadzieję, że się nie obrazi:
"zastanawia mnie dlaczego te rzeczy, które są dowodem, że w twoim synu jest dużo "zdrowych" rzeczy są równocześnie dla ciebie najtrudniejsze - to, że jest niezadowolony jak wychodzisz, że sygnalizuje ci potrzebę uwagi z twojej strony, to że wynajduje różne strategie na kontakt z tobą i spodziewa się że ty się w to włączysz - to są rzeczy, które świadczą o tym, że jemu nie jest daleko do zdrowych dzieci i mogą być powodem do radości a ty je wszystkie traktujesz z obawą i z kluczem "autyzm" - mam wrażenie, że ktoś cię przekonał do takiego spojrzenia, które powoduje, że masz obawy a nie radość z takich sytuacji, bo one są sprzeczne ze stereotypem grzecznego i dobrze ułożonego dziecka".
Muszę nad tym dłużej pomyśleć, bo taki zalew mądrych zdań, to dla mnie za dużo, na jedną minutę czytania, nie dotarło do szarych komórek.
Ale pytanie z gatunku trudnych. Dlaczego? Bo chcę grzecznego, ułożonego dziecka? O Boże! Nigdy w życiu! Za nic na świecie! To dlaczego te zachowania są dla mnie trudne? Dlaczego mnie nie cieszą?
Bo nie są powszechne? Bo tylko ja tak mam? (Tzn. nie znam ludzi, którzy tak mają.) Bo mi je różni specjaliści każą naprostować? Bo są dla niektórych dowodem na to, że dziecko mną rządzi? Bo ich nie rozumiem i boję się, bo nie wiem jak reagować? Bo nie wiem, że są normalne w pewnych sytuacjach? Bo nie wiem co znaczą?
Naprawdę nie wiem. Ale wydaje mi się, że wszystko po trochę...
Napisałam jej jeszcze o moich obawach, że pewne zachowania się Danielowi utrwalą, np. to trzaskanie palców albo pacanie na dupę - tak mnie ostrzegają spece od spektrum autystycznego! Dla nich każde zachowanie "nie naturalne" w sensie "negatywne" jest tym, co zostanie i z czasem nabierze mocy, więc trzeba z tym walczyć.
Odpowiedziała mi tak:
"jemu sie ma utrwalić, że może cie prosić o pomoc i ty zareagujesz - to jest ten wymiar społeczny,którego jemu brakuje - każdemu dziecku to się musi utrwalić, że może liczyć na opiekuna, na tym polega więź, inaczej by nie mogło normalnie funkcjonować".
Jeszcze nie umiem tego skomentować. Na razie się poryczałam i ... trawię swoją głupotę.
Foto. Moja wariacja na temat Dania parę miesięcy temu, programem http://pixlr.com/o-matic/
Za nami drugi dzień cudów i druga rewelacyjna noc, z przerwą na jedno am.
I na tym będzie koniec, bo dziś już pobudka była taka sobie. Tzn. bez płaczu i scen, ale kwadrans potem już nic nie pasowało. Zasnął wczoraj o 22, wstał o 6, więc ma deficyt. I to na tyle naszych cudów. :)
Autor: Kropka o 03:12 18 komentarzy:
A może on jest na mnie zły, że ja wychodzę? Może w tym jest rzecz, że nie ma mnie w domu? Że go zostawiam? Może stąd te zachowania, bicie mnie (głównie mnie - w sobotę dostałam na dzień dobry, jeszcze nim oczy otworzyłam!; parę razy próbował strzelić swojego ojca), agresja i wymyślanie co tu zrobić, żeby matka zareagowała?
Jeśli jestem w domu on żąda ode mnie uwagi na 100%. Potrafi robić scenę, bo idę do wc. Nienawidzi, gdy jestem w kuchni, nie daje mi spokojnie zrobić śniadania, a ostatnie rewelacje z przytrzaskiwaniem palców były wynikiem próby ugotowania obiadu.
Ostatnio przeczytałam o domowym pieczeniu chleba i jedna z mam uraczyła mnie informacją, że to się da, bo wszystko się da. Boże! Ja nawet nie marzę o pieczeniu chleba. Ja bym chciała tylko normalnie zjeść śniadanie, zrobić kanapki, obrać ziemniaki, zaparzyć kawę i usiąść na chwilę. Nawet przestałam już marzyć o czytaniu... Jeśli mam siły, czytam jak on śpi, nim sama padnę.
Chałupa tonie w syfie, gdy moja mama wyjeżdża.
Jeszcze niedawno próbowałam po pracy coś zrobić, gdy mama była. Ale musiałam się poddać. On nie akceptuje mojego "cośrobienia", babcia może, ja nie.
I teraz jeszcze te akcje z przytrzaskiwaniem palców... A wczoraj doszło gryzienie się. Dopiero co byłam u psycholożki, która stwierdziła, żeby nie dawać mu się rozkręcać, podnosić, gdy robi pady na dupę, aż ten pomysł porzuci. Może to taka próba sprawdzenia mnie, a może chęć "zaopiekowania", zauważenia. Długo się tą radą nie pocieszyłam, dwa dni i wymyślił coś nowego. A kolejna wizyta u psychologa za miesiąc...
Powoli tracę siły. :(
Konia z rzędem temu, kto mi powie co robić, żeby było dobrze.
Autor: Kropka o 04:03 8 komentarzy:
Autor: Kropka o 13:36 9 komentarzy:
Powstaje pytanie czy ktoś aby nie zapomniał o tych dwóch rzeczach:
Jest jeszcze apel Fundacji Lex Nostra do Senatorów
Swój apel wystosowało tez Stop NOP.
A oto ciekawe cytaty z komisji:
Senator Beata Gosiewska:
Przede wszystkim dla mnie zbyt ogólnie i niejasno sprecyzowane są powody zmiany tej ustawy. Co takiego się wydarzyło, że należy zmienić ustawę? Pytam, bo te stwierdzenia, które pani przytaczała, Pani Senator, były bardzo ogólne. Gdyby mogła pani powiedzieć tak prosto i konkretnie…
Drugie moje pytanie. W tych mailach pojawia się zarzut dotyczący rezygnacji z refundacji w przypadku zgłaszania niepożądanych odczynów poszczepiennych. Czy jest prawdą, że ta zmiana spowoduje, że nie będzie refundacji? Drugi zarzut dotyczy próby ograniczenia dostępu do informacji właśnie o niepożądanych skutkach szczepień. Ja jestem zwolennikiem szczepień, jednak wszyscy wiemy, że mogą one powodować negatywne skutki uboczne, że mogą wywoływać niektóre choroby czy powodować dolegliwości. Uważam, że te negatywne skutki szczepień powinno się bardzo precyzyjnie monitorować, a szczepionki, które powodują niepożądane działania, eliminować, zwłaszcza z listy szczepień obowiązkowych, ochronnych.
I kolejne moje pytanie. Wcześniej wielokrotnie mówiono o rezygnacji z obligatoryjnego szczepienia. Jaki cel i jaki sens ma narzucanie obywatelom obowiązkowych szczepień? Jest niewielka grupa rodziców, którzy są przeciwni szczepieniu ich dzieci. I ja nie mówię tu o rodzinach patologicznych, ja mówię o tych rodzicach, którzy w swojej świadomości – często wynikającej z ich wykształcenia czy z podejścia do życia – są przekonani, że nie chcą zaszczepić swojego dziecka. Dlaczego ich zmuszać, skoro nie chcą tego zrobić? To chyba nie grozi epidemią. Dziękuję bardzo.
Chcę powiedzieć, że celem nowelizacji jest dostosowanie przepisów ustawy do zmian finansowania działalności Państwowej Inspekcji Sanitarnej, dostosowanie do zmian organizacyjnych w zakresie podległości wojewodzie i staroście.
Chcę też powiedzieć, że wysokie koszty, które musiały zostać poniesione przez stacje sanitarno-epidemiologiczne, począwszy od dnia wejścia w życie nowych przepisów wykonawczych, czyli od roku 2010… W obecnej chwili zrezygnowano z refundacji kosztów zgłoszeń niepożądanych odczynów poszczepiennych. Szanowni Państwo, koszt takiego zgłoszenia jest absurdalnie niski. Jeżeli uznamy, że rocznie w Polsce mamy około tysiąca zgłoszeń odczynów niepożądanych, to wobec około trzech tysięcy osób, które uchylają się od obowiązku szczepienia, skala tego zjawiska jest niezwykle niska. Niektórzy eksperci uważają, że jest to wyjątkowo dobry prognostyk do stosowania programu szczepień ochronnych i do jego rozwoju.
Chcę powiedzieć, że odczyny poszczepienne są cechą osobniczą. Tak jak niektórzy z nas mogą mieć uczulenie na różne pokarmy, tak samo podanie leku, szczepionki może wywoływać osobnicze reakcje. Oczywiście z pełną świadomością należy powiedzieć, że mogą występować ciężkie przypadki niepożądanych odczynów poszczepiennych – takie sytuacje się zdarzały i nadal się zdarzają – ale nie unika się odpowiedzialności za nie. W art. 37 ustawy – Prawo farmaceutyczne mówi się o tym, że odpowiedzialność za niepożądane efekty stosowania leku ponosi podmiot odpowiedzialny, producent, a więc obywatel może bezpośrednio na drodze sądowej, w trybie postępowania cywilnego, wnosić o zadośćuczynienie.
W art. 24 omawianej dziś ustawy jest informacja o tym, że koszty świadczeń w zakresie naprawy zdrowia, która następuje w związku z takim odczynem, ponosi minister zdrowia bądź płatnik, NFZ. Obywatel może zatem czuć się zabezpieczony także i z tej strony – koszty świadczeń wynikających z konieczności naprawienia szkody, czyli pobytu w szpitalu, rehabilitacji, ponosi system, a więc minister zdrowia i płatnik, jakim jest Narodowy Fundusz Zdrowia.
/To czemu ja płacę za leczenie syna i zajęcia terapeutyczne z własnej kieszeni??/
Dochodzenie roszczeń na drodze cywilnej w stosunku do producentów, do podmiotów odpowiedzialnych przysługuje każdemu obywatelowi. /Państwo opłaci mi prawnika?/
Niektóre kraje na świecie rozwiązały to w sposób nieco odmienny niż Polska. Powstają tam fundusze, na które podmioty odpowiedzialne wpłacają pieniądze po to, by skrócić okres oczekiwania na wyrok, który w sądzie może zapaść dopiero po wielu latach. Takim krajem jest na przykład Szwecja. Inne kraje nie poszły tą drogą – w Polsce nasz system pokazuje, że… Prawa pacjenta umożliwiają dochodzenie roszczeń bezpośrednio od podmiotu odpowiedzialnego. Oczywiście to nie lekarz odpowiada za produkt. Jeśli lekarz dopełni wszelkich swoich obowiązków i prawidłowo zakwalifikuje dziecko do szczepienia, nie ponosi żadnej odpowiedzialności. Ma w tym swój udział i lekarz, i pielęgniarka, która dokonuje szczepień. Jeżeli więc szczepienie zostało wykonane prawidłowo i prawidłowo zostało zakwalifikowane dziecko do szczepienia, to wykonujący nie ponoszą odpowiedzialności za to, że powstał odczyn poszczepienny. Wtedy faktycznie obywatel może dochodzić roszczeń bezpośrednio u podmiotu odpowiedzialnego, producenta czy importera. Zatem wydaje się, że system zabezpieczył obywatela polskiego przed tym niebezpieczeństwem.
Państwowa Inspekcja Sanitarna śledzi z czynnym udziałem konsultantów krajowych w dziedzinie mikrobiologii, epidemiologii i chorób zakaźnych najnowsze piśmiennictwo światowe w tym zakresie. Reagujemy na każdą niepokojącą informację naukową. Sami państwo, podobnie jak ja, braliście udział w gorącej dyskusji, która toczyła się w trakcie pandemii grypy. To właśnie rozsądek ministra zdrowia, ekspertów, konsultantów krajowych oraz pracowników Państwowej Inspekcji Sanitarnej doprowadził do tego, że Polska szczepionki nie kupiła. Chcę powiedzieć, że właśnie wtedy podmioty odpowiedzialne wyłączyły swoją odpowiedzialność z tego powodu, że proces jej produkcji był szybki i nie były w stanie przewidzieć jej efektów. Wyczuleni na ten przypadek dokładamy wszelkich starań, żeby nasi obywatele mieli pełne poczucie bezpieczeństwa.
Jeśli chodzi o zmianę, potrzebę zmiany definicji choroby zakaźnej, to mogę powiedzieć, że obecnie obowiązująca definicja choroby mówi o tym, że to jest choroba, która została wywołana przez biologiczne czynniki chorobotwórcze, które ze względu na swój charakter i sposób szerzenia stanowią zagrożenie dla zdrowia publicznego. Pani senator sprawozdawca bardzo przejrzyście wytłumaczyła, że mówimy tu o chorobach, które zapisane są w załączniku do tej ustawy, a on jest integralną częścią tej ustawy. To ustawodawca ustala listę, katalog chorób zakaźnych, a więc nie ma tu pełnej dowolności ani głównego inspektora sanitarnego, ani ministra zdrowia, jeśli chodzi o dopisywanie, poszerzanie katalogu chorób zakaźnych. Jeśli zaś chodzi o katalog szczepień, to minister zdrowia, władza wykonawcza ma tytuł do wydania rozporządzenia, w którym określa katalog szczepień ochronnych. Zestaw tych szczepień określony jest tylko i wyłącznie w tym załączniku do ustawy.
Zdarzają się sytuacje nadzwyczajne, epidemie, wtedy kiedy szerzy się choroba o wyjątkowo dużej zjadliwości, zakaźności. Państwo musi mieć narzędzie, aby wówczas chronić zdrowie obywateli, zdrowie populacji. W tym celu doprecyzowane zostały przepisy omawiające tak zwany przymus poddania się szczepieniom.
/Czyli jeśli będzie kolejna pseudo epidemia grypy, moje dziecko będzie zaszczepione siłą, dla dobra obywateli? Nie napiszę, gdzie ja mam takie dobro.../
Chcę powiedzieć, że obowiązek wykonywania szczepień nie równa się przymusowi. W ustawie dzisiaj przedkładanej nie ma przepisów penalizujących, które odnoszą się do uchylania się od obowiązku dokonania szczepień. Nikt uchylającego się od obowiązku poddania się szczepieniom nie przymusza do ich wykonania. Może to mieć miejsce tylko w jednym przypadku, wtedy kiedy zostaje ogłoszony na przykład przez wojewodę lub przez ministra zdrowia stan epidemii na terenie województwa bądź na terenie całego kraju. To jest ten szczególny przypadek, kiedy należy uznać, że przymuszanie do poddania się szczepieniom ma cel, jakim jest ochrona zdrowia publicznego.
Ochronę zdrowia publicznego zrealizować można w szczególny sposób. Chciałbym o tym Wysokiemu Senatowi powiedzieć na przykładzie bakteriiEscherichia coli. Jest to szczep niemiecki, znany państwu, występujący w żywności. Zwykła Escherichia coli, która kiedyś była zwykłą escherichią, powodującą zwykłe objawy dyspeptyczne, niewielkie biegunki, posiadła plazmid, który stworzył z niej bakterię bardzo zjadliwą, łatwo przenoszącą się, wywołującą ciężkie, często bardzo dramatyczne objawy prowadzące do zgonów. Nie jesteśmy w stanie przewidzieć, w jaki sposób dojdzie do wymiany materiału genetycznego między bakteriami. I wczoraj bezpieczna, w miarę bezpieczna bakteria dziś wywołuje objawy śmiertelne. A zatem eksperci uznali za konieczne, by w przepisach prawa była wspomniana ewentualność. Chodzi o to, żeby w przypadku epidemii móc reagować w sposób bezpośredni, a nawet sięgać po możliwość przymuszenia do wykonania szczepień.
/Jak się ma poziom bezpieczeństwa epidemiologicznego do faktycznej liczby zachorowań, nie powiedział./
Obowiązek szczepień doprowadził do wyeradykowania ciężkich, śmiertelnych chorób. Taką chorobą jest ospa, taką chorobą jest choroba Heinego-Medina, czyli polio. Szczepienie przeciwko polio… Tej choroby w Polsce nie ma, a mimo to dalej przeciwko niej szczepimy. Dlaczego? Bo Światowa Organizacja Zdrowia podjęła decyzję, że – podobnie jak ospy – polio na świecie być nie powinno. Występują pojedyncze przypadki polio w Tadżykistanie. Do Polski przyjeżdżają turyści, przyjeżdżają uchodźcy, mogą tę chorobę ze sobą przywieźć, więc musimy być na to zaszczepieni. Przypuszcza się, że powszechne szczepienia przeciwko polio na całym świecie powinny trwać jeszcze około dziesięciu, dwunastu lat, tak aby w tych krajach, gdzie występują te zjawiska, doprowadzić do całkowitego wygaśnięcia obecności wirusa, tak jak to było w przypadku ospy.
Czy karać za uchylanie się od obowiązku szczepień? Otóż w naszej ustawie nie ma słowa o karaniu. Penalizacja pojawia się w ustawie – Kodeks wykroczeń i Kodeks postępowania administracyjnego. Tak jak jest w przypadku wszystkich innych decyzji, taki obowiązek obywatelski powinien być spełniony. Powiem, jak to wygląda w praktyce. W przypadku, kiedy nadzór epidemiologiczny trafia na osobę chcącą uniknąć szczepienia, przeprowadza z nią rozmowy, są też kontakty z lekarzem, z pielęgniarką środowiskową. Decyzją ostateczną jest przywołanie obywatela na piśmie do poddania się obowiązkowemu szczepieniu. Jeśli do tego nie dochodzi, w wielu przypadkach pozostaje zrobić wywiad środowiskowy i sprawdzić, czy osoby te żyją w środowisku zaszczepionym, bo na przykład takie dziecko, które żyje w środowisku zaszczepionym, wśród zaszczepionych rodziców, dziadków, wśród kolegów i koleżanek, jest w dużym stopniu zabezpieczone. I to ocena ryzyka w takiej rodzinie pokazuje, czy można odstąpić od penalizacji i czy można nie wręczać mandatu w wysokości 500 zł. Ale ta decyzja należy do powiatowego inspektora sanitarnego, który dokonuje właśnie tej oceny ryzyka.
Czy ustawa wprowadza przymus szczepień? Ustawowy obowiązek poddawania się szczepieniom ochronnym absolutnie nie oznacza przymusowego wykonania szczepienia z zastosowaniem środków przymusu bezpośredniego. Niewykonanie obowiązku szczepienia powoduje, tak jak mówiłem, powstanie konsekwencji prawnych w postaci grzywny. Zgodnie z art. 31 Konstytucji Rzeczypospolitej w demokratycznym państwie konstytucyjne wolności i prawa mogą być ograniczone na drodze ustawy między innymi wtedy, gdy jest to niezbędne dla ochrony zdrowia. Kwestia obowiązku szczepień nie jest określona przepisami ustawy z dnia 5 grudnia 2008 r. o zapobieganiu oraz zwalczaniu chorób zakaźnych, ale reguluje ją ustawa z dnia 17 czerwca 1966 r. o postępowaniu egzekucyjnym w administracji w zakresie, w jakim dotyczy ona obowiązków o charakterze niepieniężnym. Nałożenie przez ustawodawcę powszechnego obowiązku poddawania się szczepieniom ochronnym przeciw wybranym chorobom zakaźnym zapewnia odpowiednio wysoki odsetek osób poddających się szczepieniom i skutecznie zmniejsza ryzyko epidemicznego szerzenia się chorób zakaźnych w populacji. Wprowadzenie obowiązkowych szczepień ochronnych przeciw wybranym chorobom zakaźnym zmniejsza także społeczne skutki związane z ciężkimi zdrowotnymi następstwami chorób zakaźnych, w tym związane z kosztami leczenia tych chorób oraz ich powikłań, co pozwala wykorzystać zaoszczędzone środki lecznicze na leczenie i zapobieganie chorobom niezakaźnym.
Dlaczego ustawa ogranicza dostęp do informacji o NOP? Takie pytanie pojawia się w mailach, które docierały do państwa senatorów. Ustawa w żadnym miejscu nie ogranicza dostępu do danych o zachorowaniach na choroby zakaźne. Dane te od lat są publikowane na podstawie art. 30 ustawy w obecnym kształcie, w tym również umieszczane są w internecie: na stronach Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego i Państwowego Zakładu Higieny. Dostęp do nich jest całkowicie bezpłatny i nie są przewidziane żadne zmiany w tym zakresie. Są to tak zwane dwutygodniówki – co dwa tygodnie otrzymujemy aktualną mapę epidemiologiczną kraju w zakresie wszystkich chorób zakaźnych wymienionych w załączniku do omawianej dziś ustawy.
Przepisy o funkcjonowaniu rejestrów, o których mówiła pani senator, ze względu na vacatio legis wybranych przepisów ustawy właściwie nigdy nie weszły w życie. Faktycznie, nigdy nie zdążyły wejść w życie, a obecnie, ponieważ zrezygnowano z refundacji kosztów zgłoszeń chorób zakaźnych oraz dodatnich wyników badań laboratoryjnych, powinny zostać uchylone jako dodatkowe i niepotrzebne administracyjne obciążenie lekarzy. A zatem usuwamy z ustawy martwy, niedziałający przepis. Istnieją odpowiednie druki i obowiązek raportowania, a zatem ten dodatkowy przepis, który nie wszedł w życie, może zostać usunięty.
Jednym z ważniejszych pytań, które pojawia się w mailach i na które uwagę zwracali państwo senatorowie w trakcie dociekliwych prac na posiedzeniu Komisji Zdrowia… Na pytanie, dlaczego poszerza się wykaz osób, które mogą zastosować przymus bezpośredni przy szczepieniu… Nie poszerzono w tym zakresie katalogu osób. W przepisach określających dopuszczalność i sposób stosowania przymusu bezpośredniego wprowadzono doprecyzowanie, zgodnie z którym przymus będący częścią interwencji medycznej może być stosowany jedynie przez pracowników medycznych pod bezpośrednim nadzorem lekarza lub felczera. Obecnie przepis brzmi tak: „O zastosowaniu bądź zaprzestaniu stosowania środków przymusu bezpośredniego decyduje lekarz lub felczer udzielający pomocy osobie, o której mowa w ust. 1. Każdy przypadek zastosowania przymusu bezpośredniego odnotowuje się w dokumentacji medycznej”. Proponowana zmiana ma z kolei brzmienie następujące: „O zastosowaniu środka przymusu bezpośredniego decyduje lekarz lub felczer, którzy określają rodzaj zastosowanego środka przymusu oraz osobiście nadzorują jego wykonanie przez osoby wykonujące zawody medyczne. Każdy przypadek zastosowania środka przymusu bezpośredniego odnotowuje się w dokumentacji medycznej”. A więc nie poszerzamy tu ani katalogu osób, ani zakresu…
Jedno z pytań, które wzbudziło duże zainteresowanie w trakcie prac i które pojawiało się w mailach, jakie przychodziły do państwa senatorów, dotyczyło tego, dlaczego w art. 24 nakłada się dodatkowe obowiązki związane z zapobieganiem chorobom zakaźnym, oraz tego, kto je będzie finansował. Otóż przepis art. 24 rozszerza zakres współdziałania między instytucjami państwa. Każda instytucja działa na podstawie prawa i w jego granicach. Instytucje mogą między sobą zawierać porozumienia o współpracy i ten artykuł określa właśnie zakres tej współpracy między instytucjami państwowymi. Nie wpływa to w sposób bezpośredni na obywatela. Należy zauważyć, że obecny uregulowany już w istniejących przepisach zakres działania poszczególnych inspekcji obejmuje nie tylko powiadomienie o zagrożeniach epidemiologicznych, ale również zapobieganie ich występowaniu oraz ich zwalczanie. Współpraca ta dotyczy Państwowej Inspekcji Sanitarnej, Inspekcji Weterynaryjnej, Inspekcji Ochrony Środowiska, ale również Inspekcji Sanitarnej MSWiA i Wojskowej Inspekcji Sanitarnej. Ponieważ państwowy inspektor sanitarny nie może uczestniczyć w kontrolach w obrębie zamkniętych jednostek Wojska Polskiego, należy to do właściwości Wojskowej Inspekcji Sanitarnej. Zatem i tak musimy działać w porozumieniu, bo wystąpienie ogniska epidemicznego na terenie koszar wojskowych może bardzo łatwo przenieść się na zewnątrz tych koszar, czego mamy dowody z lat ubiegłych – mam na myśli przypadki przenoszenia się zakażeń meningokokowych również na dzieci. A zatem to współdziałanie jest niezbędne. Tutaj opisujemy tylko ramy tego współdziałania, nie zmieniając zadań tychże instytucji państwowych.
A prawda pewnie jak zwykle leży po środku...
Autor: Kropka o 03:12 2 komentarze:
Taki sobie wątek dziękczynny, w którym dziękujemy dobrym ludziskom, za wpłaty jakie wpadły nam na konto Fundacji. I nie tylko za to. Chcemy byście wiedzieli, że bardzo to dla nas cenna pomoc i że jesteśmy Wam bardzo wdzięczni! :*
Niestety nie dysponuję danymi kto i co, wiem tyle ile udostępnia mi Fundacja, a więc podstawowe dane z przelewu. Jeśli ktoś chciałby się przyznać, że on to on, to ja bardzo proszę o wiadomość na maila..
Podziękowania gorące za wpłaty na fundacyjne konto dla nw.:
- Daniel i Lucyna S. (Luba :* ) /nazwisko usunięte na prośbę darczyńcy/
- Katarzyna Koszewska - Pandit
- Dominika Przekop (z mężem)
- M... i E... O. (na prośbę darczyńców nie umieszczam więcej danych)
- Alicja Kost
- Magdalena Żejmo
- Wiesława Kowalik
- Joanna Kostrzewska
- A. Jaruzelska
Dziękuję także nw. osobom, które pomogły nam w jakikolwiek inny sposób:
- Joanna Kostrzewska - za prezenty w postaci bodziaków
- Ania Górczyńska - za podarowanie mega pudła pieluch
- Kasia Kruk - za adidaski i fotelik rowerowy
- Justyna Minuta - za pomoc finansową
- Joanna Grzegorczyk - za tajemniczą wpłatę na paypall :)
- Magdalena Janik - jak wyżej :)
- Ewa Knop - za paczę z pieluchami, kaszami, proszkiem itp. gadżetami
- Magdalena i Tomasz Majewscy - za regularne fundowanie Daniowi wizyt w fikolandzie i nie tylko
- Teresa Sobczak - za prezenty i nie tylko :)
- Agnieszka Pszonak - za różne prezenty, m.in. taśmę rehabilitacyjną
- Ewa Łuków - za książeczki, piłkę lekarską i inne takie :)
- Irena Królikowska - za prezenty książkowe
- Izabela Zabawska - Domin - za prezent wrotkowy :)
- Paulina (...) - za pudło klocków, układanek i puzzli !
Autor: Kropka o 00:38 Brak komentarzy:
Autor: Kropka o 23:44 24 komentarze:

References: art. 37
 art. 24
 art. 31
 art. 30
 art. 24
 art. 24