Source: http://www.kraszewscy.net/2011/05/piractwo-komputerowe.html
Timestamp: 2017-10-24 11:22:00+00:00

Document:
Paweł Kraszewski: Piractwo komputerowe
Autor: Bartosz K (nazwisko znane redakcji, na razie nie mam pozwolenia na opublikowanie go).
Poniższy tekst pochodzi z portalu www.poradniaprawna.pl.
Nie jestem w żaden sposób związany z autorem.
Nie jestem prawnikiem i nie mam żadnego przygotowania prawnego.
Zawodowo nie wypowiadałem się w żadnej sprawie dotyczącej prawa autorskiego i legalności oprogramowania.
Nie popieram ani nie namawiam do piractwa komputerowego. Używam systemu Linux i mniej majętnym lub bardziej oszczędnym polecam to samo.
Nie weryfikowałem poprawnośc prawnej niniejszego tekstu i w rzeczywistości może on być wielką bzdurą.
Poniższy tekst nie stosuje się do firm, które używały nielegalne oprogramowanie do prowadzenia swojej działalności i czerpały z tego korzyści majątkowe.
Jak widać powyżej "kradzież komputerowa" została stworzona jako szczególna forma przestępstwa kradzieży. Jest to bardzo istotne, gdyż do przestępstwa z §2 odnosić się będą wszystkie regulacje tak jak do kradzieży. Po pierwsze oznacza to, iż występować będzie "wypadek mniejszej wagi", po drugie zaś będzie komplikowało sądowi życie pojęciem "w celu osiągnięcia korzyści majątkowej".
Ale po kolei. Otóż przestępstwo "kradzieży komputerowej" popełnia osoba, która łącznie spełnia trzy przesłanki:
uzyskuje program komputerowy
bez zgody osoby uprawnionej
"uzyskuje program komputerowy"
No właśnie, uzyskuje. Nie "posiada" i nie "używa". Karalne jest samo wejście w posiadanie programu niezależnie od technicznego sposobu: przegranie z płytki oryginalnej albo już wcześniej skopiowanej, ściągnięcie z internetu itp. Oczywiście posiadanie jest tutaj istotną okolicznością dowodową, bo przecież żeby posiadać trzeba było najpierw uzyskać.
Oczywiście wszystko jest (z punktu widzenia prokuratury) ślicznie w momencie, kiedy mieszkamy sobie samotnie i tylko my używamy komputera. Sprawa jednak szalenie komplikuje się w wypadku tak pięknej instytucji jaką jest współwłasność a jeszcze konkretniej współwłasność z członkami rodziny. Dlaczego akurat z nimi? Odpowiedź znajdujemy w k.p.k. Cytat:
Art. 182.§ 1. Osoba najbliższa dla oskarżonego może odmówić zeznań.
Innymi słowy nikogo nie można zmusić do zeznawania przeciwko własnej rodzinie. O tym prawie powinno się pouczyć świadka przed złożeniem przez niego zeznań. Gdyby tak się nie stało (co jest jednak chyba niemożliwe, bo policja stosuje teraz szablony z pouczeniami) zeznania takie należałoby wyłączyć z materiału dowodowego.
Wracając do meritum. Wyobraźmy sobie następującą sytuację: wjeżdża do nas policja, kasuje kompa i losowo wybranej osobie, która jest w mieszkaniu (akurat nam) stawia zarzuty. Zaraz po tym następuje przesłuchanie. Wcześniej jeszcze policja powala nas swoją wiedzą, ekspertyzą biegłego i sugeruje, żebyśmy się przyznali to będzie lepiej, bo oni i tak już wszystko wiedzą. W tej sytuacji można przyjąć trzy linie obrony.
można się przyznać, co skończy się propozycją dobrowolnego poddania się karze w trybie art. 335 k.p.k. Uwaga, przyznanie się oznacza nie tylko to, że zrobiliśmy to co zrobiliśmy!! To oznacza, że przyznajemy się DO POPEŁNIENIA PRZESTĘPSTWA Z ART 278 k.k.!!! Czyli też tego, że np. osiągnęliśmy korzyść majątkową, o czym jeszcze będzie niżej.
można odmówić składania wyjaśnień. Prawdę powiedziawszy prawie zawsze jest to najgłupsze możliwe rozwiązanie. W praktyce skazanie takiej osoby i wybronienie się z tego w uzasadnieniu jest banalnie proste, bo wystarczy, że sąd przyjmie w miarę sensowną wersję wydarzeń i uwiarygodni ją dowodami. Pod warunkiem, że nie zostanie popełniony jakiś kardynalny błąd będzie po nas, niestety, pozamiatane.
Dużo sensowniejsze jest wyjście numer trzy:
nie przyznajemy się do winy i składamy wyjaśnienia. Ewentualnie możemy odpowiedzieć na pytania, choć też nie musimy odpowiadać na wszystkie i to nie będzie miało dla nas żadnych negatywnych konsekwencji.
Co należy wyjaśniać? Odnośnie tego elementu skupiamy się na fakcie, iż nie jesteśmy jedynymi właścicielami i użytkownikami kompa. Nie tylko my z niego korzystamy. Używa go przecież cała rodzina w równym stopniu. Niemniej jednak my na pewno żadnych pirackich programów nie uzyskiwaliśmy w żaden sposób, na pewno z nich żeśmy nie korzystali (zaraz wyjaśnię dlaczego to ważne mimo, że korzystanie nie jest karalne) a prawdę mówiąc to nawet nie mieliśmy pojęcia do przejrzenia ekspertyzy biegłego, że coś takiego w ogóle mieliśmy na dysku, bo tak naprawdę to nawet nie mamy pojęcia jak się przeprowadza instalację. Na wszelkie pytania, kto z rodziny zajmuje się zazwyczaj kompem, kto instaluje windowsa, kto go czyści, czy brat dużo gra na komputerze (innymi słowy na wszystkie które mogłyby ustalić osobę "administratora") konsekwentnie odmawiamy odpowiedzi. Oczywiście wcześniej jeszcze należy pouczyć rodzinę o powyższym tak, żeby wszyscy przedstawili powyższą wersję. Takie podejście jest już dla sądu / prokuratury ciężkie do ugryzienia. Prawo karne może być bowiem stosowane tylko indywidualnie! Nie można skazać np. rodziny (wyjątek będzie poniżej), bo "któreś z nich przecież musi być winne".
Rzeczą na którą trzeba tutaj uważać jest konstrukcja współsprawstwa, czyli działania "wspólnie i w porozumieniu". W wypadku zastosowania tej instytucji nie jest konieczne, aby każdy ze współdziałających wypełnił osobno wszelkie znamiona przestępstwa -- wystarczy, żeby każdy popełnił "kawałek" a potem, żeby te "kawałki" zsumowały się. Przykładowo, żeby popełnić kradzież z włamaniem wystarczy, że dwóch gości wyłamie drzwi a trzeci wpadnie do środka i "capnie" łup, o ile oczywiście udowodnione im zostanie porozumienie.
W naszym przypadku istotnym jest, aby tego porozumienia udowodnić się nie dało Very Happy Nie możemy więc powiedzieć, że owszem, z Photoshopa to my korzystaliśmy sobie spokojnie, ale na pewno go nie instalowaliśmy, bo przecież nie umiemy. Lub też, że prosiliśmy piętnastoletniego brata (który jak już pisałem w poprzednim artykule odpowiedzialności karnej nie podlega), żeby nam załatwił Corela, bo dostaniemy w kwalifikacji sprawstwo kierownicze i będzie po zawodach. Trzeba będzie odwoływać się do pozostałych metod obrony, o których niżej. Ale IMO lepiej jest mieć jedną więcej kartę w ręce. Innymi słowy: nic nie uzyskiwaliśmy, nic nie używaliśmy, nic nie wiemy i jesteśmy jako te lilije Twisted Evil
Na zakończenie chciałbym jeszcze dodać, że w mojej opinii takie sformułowanie przepisu wyłącza w całości stosowanie go do programów shareware. Program ten bowiem uzyskujemy zawsze zgodnie z wolą osoby uprawnionej. Naruszenie jej zgody może nastąpić dopiero w późniejszej fazie, będącej już użytkowaniem. A to, jak wiadomo, nie leży już w zakresie regulacji przepisu.
"bez zgody osoby uprawnionej"
Jeżeli chodzi o przesłankę "wbrew zgody osoby uprawnionej" to jest ona przykładem typowego partactwa legislacyjnego. Z istoty k.p.k. wynika, iż na prokuratorze (czyli oskarżycielu publicznym) ciąży obowiązek udowodnienia, iż miały miejsce wszystkie elementy przestępstwa. Kłopot w tym, że nie da się udowodnić nieistnienia faktu! Jest to niemożliwe z punktu widzenia logiki! Sprowadzając sprawę do absurdu: nie da się udowodnić faktu, iż w Afryce nie występują różowe słonie. Mam nadzieję, że ten przykład jest zrozumiały. Chodzi o to, że dowodzeniu mogą podlegać wyłącznie okoliczności "pozytywne". Innymi słowy można dowodzić, że coś się zdarzyło. Przeciwna rzecz nie jest po prostu możliwa. Jedynym sposobem byłoby przeprowadzenie tzw. przeciwdowodu. Klasycznym przykładem jest tutaj tzw. alibi, czyli stwierdzenie oskarżonego, iż nie mógł być obecny w miejscu popełnienia przestępstwa w chwili jego popełnienia, bo w tym czasie np. przemawiał do 200 osób. Najciekawsze w tym wszystkim jest to, że oskarżony nie ma przecież obowiązku dowodzenia swojej niewinności. Mówi nam o tym k.p.k. Cytat:
Wszelkie prośby o licencje, pudełka, oryginalne płyty, paragony i faktury możemy sobie puścić mimo uszy przypominając jednocześnie organowi prowadzącemu postępowanie, że wszystko co mamy nabyliśmy legalnie a prawo nie zobowiązuje nas do przechowywania jakichkolwiek dowodów legalności oprogramowania. Nawet gdybyśmy je mieli to nie mamy obowiązku ich pokazywania, bo wynikającym z przepisu domniemaniem jest, iż wszystko co uzyskaliśmy, uzyskaliśmy legalnie.
Powtórzę po raz kolejny: nie należy łudzić się, że policja czy prokurator sami wpadną na to, że nie musimy dowodzić naszej niewinności. Nie należy się też przejmować tym, że pomimo powyższego oni i tak skierują akt oskarżenia do sądu. Choć oczywiście z czysto procesowego punktu widzenia prokurator nie ma prawa takiego aktu oskarżenia podpisać.
Uwaga do firm: tu już nie ma tak lekko, firma bowiem musi dokumentować wszelkie zakupy. I tam właśnie Policja będzie szukać dowodów zakupu.
Policja zdaje sobie sprawę z trudności i dlatego posiłkuje się tutaj biegłym. Z biegłymi trzeba być bardzo ostrożnym, gdyż wspomagają oni sąd wiedzą, której on sam nie posiada. A co za tym idzie nie ma możliwości kontrolowania prawdomówności i kompetencji biegłego. Często koronnym dowodem w sprawie bywa opinia, której wyniki nie zostały przez oskarżonego lub jego adwokata w jakikolwiek sposób zakwestionowane.
Trzeba pamiętać, iż przez całe postępowanie karne, zarówno w fazie postępowania przygotowawczego jak i sądowego, podejrzany (a od wniesienia aktu oskarżenia oskarżony) jest stroną. To znaczy, że przysługują mu prawa m.in. dotyczące zgłaszania wniosków dowodowych oraz ustosunkowywania się do już zgłoszonych.
Pierwszym ruchem więc powinno być zgłoszenie sprzeciwu wobec przeprowadzania dowodu z opinii biegłego w oparciu o art. 170 § 1 pkt 3 -- dowód jest bowiem nieprzydatny do stwierdzenia danej okoliczności.
Opinia biegłego jest przeprowadzona w celu stwierdzenia, iż program został uzyskany wbrew woli osoby uprawnionej. A co może stwierdzić biegły? On może stwierdzić, że program jest używany niezgodnie z cywilnoprawną umową licencyjną (bo np. w umowie jest napisane, że nie wolno go modyfikować i obchodzić zabezpieczeń etc.). Ma to kolosalne znaczenie, bo jak się zastanowić, to uzyskanie jest fazą wcześniejszą i na dodatek oddzieloną od używania! Nie można więc na podstawie fazy późniejszej wyciągać wniosków co do legalności wcześniejszego działania! Wynika to z faktu, iż przecież legalny "uzyskiwacz" może sobie zainstalować cracka, żeby przyspieszyć działanie programu (który np. za każdym razem sprawdza, czy mamy oryginalną płytę w napędzie).
W wypadku, w którym opinia została już przeprowadzona należy się odnieść do niej w wyjaśnieniach. Stwierdzamy do protokołu to, co powyżej: opinia jest tylko dowodem na to, iż co najwyżej naruszyliśmy warunki umowy cywilnoprawnej (a ta nie może być źródłem prawa karnego) i że użytkujemy programy w wersji zmodyfikowanej. Opinia nie odnosi się do fazy wcześniejszej, czyli uzyskania. My zaś program uzyskaliśmy legalnie, kupiliśmy w MediaMarkt, a dopiero potem dokonaliśmy modyfikacji, co przecież nie jest przez prawo karne zabronione.
W sytuacji, w której postępowanie jest już w fazie sądowej należy domagać się, aby biegły stawił się na rozprawę w celu wygłoszenia opinii. Jak już wypowie się to zaczynamy zadawać pytania, które mają iść w powyższym kierunku. Pytamy się czy jego opinia dotyczy sposobu uzyskania czy też stanu programów zapisanych na twardym dysku. Gdyby jakimś cudem biegły odpowiedział, że sposobu uzyskania to należy się go zapytać jak do tego doszedł? W jaki sposób ustalił datę i miejsce uzyskania? W jaki sposób stwierdził, że uzyskanie, a nie późniejsze używanie, odbywało się wbrew woli osoby uprawnionej? W jaki sposób wykluczył w sposób stuprocentowo pewny, że nie kupiliśmy jednak programu w MediaMarkcie? Jeżeli biegły stwierdził, że jedyną rzeczą, jaką znalazł to były krakowane programy to jesteśmy prawie w domu. Zadajemy teraz pytanie czy zabezpieczenia bywają dla użytkownika niewygodne (cytowane trzymanie płytki w napędzie). A potem pytanie: czy jest w stanie stwierdzić, czy program, do którego został dograny "crack" był wcześniej uzyskany zgodnie z wolą osoby uprawnionej, czy też nie. Innymi słowy, czy jest w stanie odróżnić Warcrafta z Empiku, do którego użytkownik sam sobie dociągnął no-cd crack a potem sam to sobie zgrał na jedną płytkę, od gry którą użytkownik uzyskał wbrew woli osoby uprawnionej, od razu z crackiem?
Innymi słowy całokształt pytań idzie w kierunku dowiedzenia, iż z samego faktu, iż ktoś ma program z crackiem na dysku wynika i to, że miał "pirata" i to, że miał oryginał. Chodzi o to, żeby biegły powiedział do protokołu, że crack może, ale nie musi wskazywać na "nielegalność" programu i że on nie potrafi tego na 100% stwierdzić.
Kolejne ciekawe pytania do biegłego:
czym się kierował przy wycenie oprogramowania?
skąd wziął cenniki?
czy brał też pod uwagę, iż część oprogramowania była np. udostępniana z różnymi wrzutkami gazetowymi?
czy na pewno sprawdził, czy żaden z programów nie był tak dorzucony?
z kiedy są cenniki?
czy przy wycenie brał pod uwagę utratę wartości programów związaną z faktem, że do chwili obecnej w tej samej cenie dostępna jest wersja o trzy numery nowsza?
czy sprawdzone zostało, że każdy z tych programów znajduje się jeszcze w dystrybucji? Jeżeli nie znajduje się to dlaczego soft nie został potraktowany jako abandonware?
dlaczego programy które są nagrane podwójnie skoro każdy użytkownik ma prawo do kopii zapasowej?
w jaki sposób stwierdził który z programów jest crackowany? Czy dokonał tego poprzez dekompilację kodu i porównanie go z kodem źródłowym dostarczonym przez producenta? Jeżeli nie to jaka to była metoda? Jeżeli tylko znaleziono plik z crackiem to w jaki sposób na podstawie analizy samego dysku stwierdził, że crack w ogóle był uruchamiany, nie zaś tylko wgrany i pozostawiony bezczynnie w katalogu programu?
Jeżeli biegły nie "zezna" do protokołu tego, co chcemy, składamy wniosek o wywołanie innej opinii biegłego, w miarę możliwości takiego, który nie jest zatrudniony w policji i nie jest obciążony wytycznymi przełożonych.
Wszystkie te środki dowodowe tak naprawdę prowadzą jedynie do uprawdopodobnienia, że popełniliśmy czyn zabroniony a to stanowczo za mało, żeby wydać wyrok skazujący. Tak naprawdę jedynym dowodem może być tutaj dowód z zeznań oskarżonego (który się przyzna) albo osoby uprawnionej (która stwierdzi, że z całą pewnością nie zawierała umowy z Janem Kowalskim).
Oczywiście proszę pamiętać, że na niektóre programy istnieją imienne licencje. Wtedy kwestia dowodowa bardzo się prostuje.
"w celu osiągnięcia korzyści majątkowej"
"w celu osiągnięcia korzyści majątkowej" - to jest chyba najcięższa sprawa. Dotyczy bowiem samego przepisu a z istoty naszego ustroju wynika zasada iura novit curia -- sąd zna prawo. I to nie tylko prawo ale też jego prawidłową interpretację. Ta, którą zaraz opiszę (i którą zresztą już opisywałem na forum) jest w mojej opinii słuszna. Niestety część sędziów nie jest do niej przekonana. Ale może to wina tego, że nikt ich nie próbował przekonać poniższymi argumentami. Poniższy kawałek polecam przedstawić sądowi w odpowiedzi na akt oskarżenia a potem w wyjaśnieniach, możliwie słowo w słowo. Acha, w mowie końcowej też się to przydaje, podobnie jak w ewentualnej apelacji w której zarzucamy obrazę przepisów prawa materialnego poprzez błędne uznanie, iż zachowanie oskarżonego wyczerpało znamiona przepisu art. 278 par 2 k.k.
Korzyść majątkowa o której mówi przepis art. 278 par 2 nie jest korzyścią wynikającą z niezapłacenia ceny programu, lub też, jak kto woli, z różnicą pomiędzy ceną rynkową a ceną uzyskania. Przepis art. 278 par 2 jest przepisem szczególnym dla przepisu art. 278 par 1 -- czyli zwykłej kradzieży. Przepis ten brzmi:
Kto zabiera w celu przywłaszczenia cudzą rzecz ruchomą, podlega karze (...).
Czy ustawodawca napisał tutaj cokolwiek o korzyści majątkowej? Nie.
Czy wobec tego kradzież jest przestępstwem którego sprawca dopuszcza się w celu osiągnięcia korzyści majątkowej? Oczywiście tak!
Wynika to z samej konstrukcji przestępstwa. Kradzież i późniejsze dysponowanie rzeczą jak właściciel w oczywisty sposób powoduje wzrost aktywów sprawcy przestępstwa. Ponadto niewątpliwym jest, iż w wypadku kradzieży podstawą orzeczenia grzywny może być art. 33 par 2. W tym tonie wypowiedział się m.in. Sąd Apelacyjny w Lublinie w wyroku z dnia 10 lipca 2003 r. sygn. akt. II Aka 107/03, gdzie stwierdzono:
"Chęć zysku" sąd niesłusznie potraktował jako okoliczność obciążającą, określając ją mianem "niskiej pobudki". Pomijając, że jest to pojęcie pozakodeksowe, bowiem art. 115 § 2 k.k. i art. 53 § 2 k.k. mówi tylko o motywacji jako stymulatorze przestępczego zachowania się sprawcy, to przy przestępstwach kradzieży kwalifikowanej, motywacja "z chęci zysku" należy do istoty tych przestępstw
Należy więc jasno stwierdzić, że również w stanowiącym znamię czasownikowe "uzyskaniu" (które z racji umiejscowienia należy bez wątpienia traktować jako kradzież kwalifikowaną) mieści się korzyść majątkowa wynikająca z niezapłacenia ceny programu. Co istotne, nie jest możliwe zaistnienie sytuacji, w której uzyskanie programu bez zgody osoby uprawnionej nie prowadziło do osiągnięcia korzyści majątkowej.
Jak wobec tego należy zrozumieć przepis?
Jak z pewnością zauważyliście niektóre z podanych wyżej argumentów obronnych przeczą sobie wzajemnie. Jak tu bowiem nie obrażając inteligencji sędziego stwierdzić, że nie mieliśmy pojęcia, że mamy program na dysku ale jesteśmy pewni, że uzyskany on jest zgodnie z wolą osoby uprawnionej? Z pomocą przychodzi tutaj instytucja tzw. ostrożności procesowej. Pozwala ona na czynienie założeń które nie obciążają oskarżonego a pozwalają na uprzednie zbicie argumentów (przy jednoczesnym wykazaniu bezcelowości prowadzenia dalszego postępowania dowodowego). Przykładowo: "Nawet gdyby stwierdzić, że Janina Kowalska, wbrew prezentowanemu alibi, znalazła się na miejscu zdarzenia to niewątpliwie stwierdzić należy, iż nie mogła ona dokonać śmiertelnego pobicia Józefa Nowaka. Janina Kowalska ma bowiem 71 lat, jest osobą schorowaną i poruszającą się o lasce. Nie jest więc możliwym, aby w jakikolwiek sposób mogła zagrozić młodemu, wysportowanemu człowiekowi jakim był 20 letni Józef Nowak. Dysproporcja sił jest tutaj tak rażąca, iż przypisanie Janinie Kowalskie śmiertelnego pobicia Józefa Nowaka jest w pełni sprzeczne z zasadami doświadczenia życiowego oraz regułami logicznego rozumowania". Innymi słowy eksponujemy naraz wszystkie luki w rozumowaniu prokuratury. W naszym przypadku będzie to wyglądało tak.
Nie przyznaję się w całości do stawianych mi zarzutów i wyjaśniam co następuje.
Komputer w moim domu użytkowany jest przeze mnie, moją żonę oraz moich rodziców. Wszyscy jesteśmy współwłaścicielami w częściach równych. Na powyższym komputerze korzystam tylko z przeglądarki internetowej oraz programu OpenOffice.org Writer. Według mojej wiedzy wszystkie programy które są zainstalowane na tym komputerze zostały nabyte w sposób legalny. Uzyskano je zgodnie z wolą osób uprawnionych po opłaceniu wymaganej przez nie ceny. Wyjątkiem jest oprogramowanie na licencji GNU/GPL które rozpowszechniane jest w sposób nieodpłatny. Programy te kupowane były w miarę potrzeb. Część oprogramowania została mi dostarczona wraz z zakupionym sprzętem komputerowym, jako dodatki do jego poszczególnych podzespołów. Pragnę dodać, iż z samego faktu, iż nie okazuję dowodów zakupu w postaci pudełek, faktur i.t.p. zgodnie z art. 74 k.p.k. nie można wnioskować, iż posiadam jakikolwiek z tych programów nielegalnie. Nie istnieje bowiem prawny obowiązek dokumentowania przeze mnie tych transakcji. Nie mam również w obowiązku przechowywać czy też ujawniać na żądanie organu licencji, certyfikatu autentyczności czy też płyty kompaktowej. Ich utrata nie jest bowiem równoznaczna z wygaśnięciem prawa podmiotowego którego źródłem była umowa zakupu poszczególnych egzemplarzy oprogramowania. Z ostrożności procesowej pragnę podkreślić, iż stosowanie programów typu "crack" wiąże się z fazą użytkowania programu, nie zaś uzyskania, które było w pełni zgodne z wolą osoby uprawnionej, i może stanowić co najwyżej naruszenie umowy cywilnoprawnej, nieskutkujące jednak jakąkolwiek odpowiedzialnością karną. Również z ostrożności procesowej pragnę dodać, iż celem stosowania takich programów jest również ułatwienie korzystania z programów uzyskanych zgodnie z prawem. Dlatego też dowód z opinii biegłego, jako dotyczący kompletnie innego zachowania (jako że ustawa karna nie odnosi się do problematyki używania) jest nieprzydatny, gdyż nie prowadzi do stwierdzenia czy program został uzyskany wbrew woli osoby uprawnionej. Biegły nie jest bowiem w stanie stwierdzić, czy program przed zainstalowaniem cracka był uzyskany zgodnie czy wbrew woli osoby uprawnionej. Domniemania i przypuszczenia nie mogą być natomiast podstawą odpowiedzialności karnej. Na zakończenie chciałem podkreślić, iż wszystkie uzyskane przeze mnie programy zakupiłem po ich cenie rynkowej, takiej, jak uwidoczniona w ekspertyzie biegłego, u legalnych dystrybutorów. Nigdy nie odsprzedawałem kopii tych programów. Nie osiągnąłem również z ich użytkowania żadnej korzyści majątkowej. Z ostrożności procesowej zwracam również uwagę na błędy w ekspertyzie biegłego w postaci kilkukrotnego wycenienia tego samego programu (jako użytkownik mam prawo do kopii zapasowej) oraz błędy w wycenie poprzez przyjęcie, iż wersja programu XY z 2000r kosztuje V zł. Zwracam się o udostępnienie mi akt po zakończeniu postępowania w celu zrobienia kserokopii / zdjęć aparatem cyfrowym.
Etykiety: piractwo, prawo
Sindi 7 listopada 2012 09:42

References: Art. 182
 art. 335
 art. 170
 art. 278
 art. 278
 art. 278
 art. 278
 art. 33
 art. 115
 art. 53
 art. 74