Source: https://strasbourgcaselaw.wordpress.com/category/uncategorized/
Timestamp: 2018-08-17 19:07:51+00:00

Document:
Uncategorized – Co w Strasburgu piszczy…
Pussy Riot przeciwko Rosji
W ostatnim wpisie zapowiedziałem omówienie kolejnego wyroku, który zapadł 17.07.2018 r. w głośnej sprawie rosyjskiej.
Tym razem dotyczy ona słynnego występu Pussy Riot w Soborze Chrystusa Zbawiciela w Moskwie. Dziewczyny postanowiły wykonać utwór pt. „Bogurodzico dziewico, Putina przegoń” przed ikonostasem tej świątyni.
Oprócz ewidentnej niechęci względem gospodarza Kremla, zespół chciał zamanifestować swój sprzeciw wobec proputinowskiej postawy Patriarchy Cyryla.
Władze postanowiły pokazać, co można zrobić z krnąbrnym obywatelem: dziewczyny zostały aresztowane za chuligaństwo motywowane nienawiścią na tle religijnym. Przeprowadzono pokazowy proces i skazano je na dwa lata więzienia (!). Wyrok wprawdzie złagodzona, lecz i tak członkinie zespołu spędziły w celach wiele miesięcy (jedna 7, dwie pozostałe – po 21). Ponadto sądy nakazały usunięcie z internetu filmu dokumentującego występ w cerkwi.
Skarga do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka poszła w trzech zasadniczych kierunkach:
naruszenie standardów konwencyjnych w trakcie procesu (art 3, 5 i 6);
naruszenie wolności ekspresji poprzez nałożenie surowej sankcji (art 10);
naruszenie wolności ekspresji poprzez usunięcie filmu z internetu (art 10)
Działania sądów rosyjskich były tak pozbawione finezji, że w niektórych aspektach przypominały procesy stalinowskie, wobec czego ustalenia Trybunału są mało odkrywcze.
Wyrok w sprawie Mariya Alekhina i in. przeciwko Rosji nie stanowi precedensu, lecz jest stosunkowo prostym zastosowaniem znanego, ugruntowanego standardu strasburskiego.
Trybunał wielokrotnie wyrażał dezaprobatę wobec dowożenia podsądnych na proces w „kibitkach” wielkości ok. 0.5 m². Powoływał się przy tym nie tylko na swoje orzecznictwo, ale także na stanowisko Europejskiego Komitetu do Spraw Zapobiegania Torturom oraz Nieludzkiemu lub Poniżającemu Traktowaniu albo Karaniu. Taka praktyka jest sprzeczna z art 3 EKPC.
Podobna konkluzja dotyczy szklanych klatek używanych w rosyjskich sądach. Takie rozwiązania są stosowane w różnych państwach, jeżeli przemawiają za tym szczególne względy. W tym przypadku nie było to konieczne ani dla zapewnienia niezakłóconego przebiegu procesu, ani dla ochrony przed rozzłoszczoną widownią (policjanci ustawieni wokół klatki byli zwróceni twarzami do podsądnych). Zdaniem Trybunału chodziło o wywołanie w oskarżonych uczucia zastraszenia i lęku.
Trybunał nie miał też problemu z ustaleniem, że doszło do naruszenia art. 5 ust 3 EKPC – tymczasowy areszt trwający ponad 5 miesięcy nie był uzasadniony. Tu także Trybunał odwalał się do licznych spraw rosyjskich. Na marginesie dodam, że i Polska ma pokaźny dorobek na gruncie przewlekłego aresztu.
Ta nieszczęsna szklana klatka uniemożliwiała oskarżonym komunikowanie się (również w poufny sposób) ze swoimi obrońcami w trakcie rozprawy, co stanowiło pogwałcenie standardu rzetelnego procesu sądowego (zwłaszcza art 6 ust 3 lit. c EKPC).
Jeżeli chodzi o wolność ekspresji, Trybunał zastosował standardowe modus procedendi:
czy mamy do czynienia z wypowiedzią? tak
czy doszło do ingerencji w swobodę wypowiedzi? tak
czy ingerencja była przewidziana przez prawo krajowe? tak
czy ingerencja służyła realizacji celu prawowitego? tak
czy ingerencja była konieczna w społeczeństwie demokratycznym, zwłaszcza czy była proporcjonalna do celu, któremu miała służyć? nie
Trybunał zauważył, że „zgodnie z międzynarodowymi standardami ochrony wolności wypowiedzi, ograniczenia tej wolności w postaci sankcji karnych są dopuszczalne tylko w przypadku podżegania do nienawiści„.
Dalej Trybunał stwierdził: „Trybunał przyznaje, że skoro omawiane zachowanie miało miejsce w katedrze, mogło zostać uznane za obraźliwe przez pewną liczbę osób, w tym także przez osoby duchowne, jednak biorąc pod uwagę swoje orzecznictwo i wyżej wymienione międzynarodowe standardy ochrony wolności wypowiedzi, Trybunał nie jest w stanie rozpoznać żadnego elementu w analizie sądów krajowych, który pozwoliłby opisać zachowanie skarżących jako podżeganie do nienawiści religijnej”.
Drastyczna sankcja, jaką jest kara pozbawienia wolności za taki wybryk, stanowiący wypowiedź zapewne dla wielu obrazoburczą, ale jednak mieszczącą się w debacie, jaka powinna charakteryzować demokratyczne społeczeństwo, z całą pewnością nie może być uznana za „stosownie i wystarczająco” uzasadnioną.
Tak się składa, że Pussy Riot znów podpadły. Tym razem wtargnęły na murawę boiska w trakcie finałowego meczu Francja-Chorwacja. I jak donoszą media, znowu trafiły do paki. Być może za kilka lat na blogu opiszę wyrok Pussy Riot (No. 2) przeciwko Rosji.
I na koniec polski wątek. Całkiem niedawno polski ustawodawca wprowadził sankcje karne za publiczne przypisywanie narodowi lub państwu polskiemu odpowiedzialności za zbrodnie nazistowskie. Dobrze, że z tego pomysłu władze rakiem się wycofują – zastosowanie tych przepisów (tj. wsadzenie do paki autora książki) byłoby trudne do obronienia przez Europejskim Trybunałem Praw Człowieka.
Jeżeli wszystko dobrze pójdzie, będziemy o tych sprawach debatować na UWM w listopadzie na corocznej konferencji praw człowieka – już teraz zapraszam.
-Maciej Lubiszewski-
Politkowska przeciwko Rosji
Zakończył się mundial – Rosja zebrała pochwały za organizację i gościnność. Ale życie toczy się dalej. W przestrzeni medialnej obraz Rosji zaczyna wracać do normy.
Dziś (17.07.2018 r.) Trybunał poinformował o nowych wyrokach w sprawach rosyjskich. Dwa z nich dotyczą wydarzeń powszechnie znanych i z pewnością włodarzom Kremla nie przypadły do gustu.
Jeden z nich to wyrok w sprawie Mazepa i in. przeciwko Rosji dotyczącej zabójstwa dziennikarki Anny Politkowskiej i tym krótko chciałbym się dziś zająć.
Drugi – Mariya Alekhina i in. przeciwko Rosji – ustawiam w kolejce. Postaram się o nim napisać, tym bardziej, że o skarżących (członkinie zespołu Pussy Riot) znowu stało się głośno po ich akcji w trakcie meczu finałowego Chorwacja-Francja.
Sprawa zabójstwa Anny Politkowskiej jest bardzo dobrze znana i nie ma sensu jej szczegółowo opisywać. Na szczególną uwagę zasługuje fakt, że dziennikarka bardzo podpadła Kremlowi opisując m.in. łamanie praw człowieka w Czeczenii (np. w książce pt. Druga wojna w Czeczenii) , krytykując władcę Kremla – Putina (np. w „Rosji Putina„). Politkowska była zastraszana, niejednokrotnie grożono jej śmiercią. W końcu (7.10.2006 r.) zastrzelono ją w windzie w bloku, w którym mieszkała.
Skarżące (matka, siostra, córka i syn dziennikarki) w skardze do ETPC twierdziły, że władze nie przeprowadziły skutecznego śledztwa, ponieważ nie ustaliły, kto zlecił i zapłacił za zabójstwo Politkowskiej. Trybunał przyznał skarżącym rację uznając, że Rosja naruszyła art 2 EKPC (prawo do życia) w jego aspekcie proceduralnym.
Decyzja Trybunału nie była jednogłośna. Zapadła większością 5 do 2. Zdanie odrębne zgłosili sędzia rosyjski Dedov i sędzia słowacka Poláčková.
Przyznam, że zacząłem lekturę wyroku właśnie od wspólnego zdania odrębnego Dedova i Poláčkovej. Sędziowie podnieśli, że sprawcy zabójstwa zostali szybko zidentyfikowani, postawieni przed sądem i ukarani, więc nie ma podstaw, by przypisać Rosji odpowiedzialność z tytułu braku efektywnego śledztwa.
Jednak ta dwójka sędziów przywiązała dużo mniejszą wagę niż reszta składu do kontekstu zabójstwa. Politkowska zadarła z władzą, otrzymywała pogróżki, zginęła. W zabójstwie wziął udział m.in. milicjant. Wiadomo, że mordercy działali na zlecenie. W takich okolicznościach kluczowe jest ustalenie, kto był zleceniodawcą. Szczególnie, gdy podejrzenia kierowane są ku ścisłej wierchówce rosyjskiej.
I właśnie w tym zakresie Rosja naruszyła standard skutecznego dochodzenia. Przez wiele lat śledczy kurczowo trzymali się wątku biznesmena, który zlecił zabójstwo, a następnie nawiał do Londynu i tam dokonał żywota.
Być może śledczy uznaliby takie wyjaśnienie sprawy za wystarczające, jednak brakowało dowodów łączących biznesmena z morderstwem. W efekcie wątek śledztwa dotyczący zleceniodawcy nie został do dziś zamknięty. Za to Rosji się dostało – i słusznie.
Warto też przeczytać zdanie zbieżne sędzi Jäderblom i sędzi Keller, które uznały, że aspekt proceduralny art 2 EKPC został naruszony jeszcze przez brak niezależnego śledztwa. Panie sędzie zwróciły uwagę m.in. na działania organów prowadzących postępowanie, które zmierzały do uchronienia przed odpowiedzialnością oficera FSB.
Na koniec dwie osobiste refleksje.
Szkoda, że wyrok nie został wydany w trakcie mundialu – może wtedy nie spłynąłby po Putinie jak po kaczce. Zdaję sobie sprawę, że wtedy na Trybunał spadłaby krytyka, że wykorzystuje mistrzostwa do zwiększenia nacisku na Rosję, ale przynajmniej wtedy nikt by nie podejrzewał Trybunału, że wstrzymuje się z ogłoszeniem werdyktu, aby nie zaszkodzić zbytnio Kremlowi.
A ja własnie o to podejrzewam.
Żałuję też, że córka dziennikarki nie została wskazana jako pierwsza skarżąca. Politkovskaya przeciwko Rosji brzmiałoby z pewnością wymowniej.
Związki partnerskie dla hetero (?)
Dzisiejszy (03.02.18) The Daily Telegraph na pierwszej stronie donosi o rewolucyjnych zmianach w brytyjskim prawie małżeńskim, które zapowiedział rząd Jej Królewskiej Mości.
Jedną z nich ma być udostępnienie związków partnerskich parom heteroseksualnym. Ma to być odpowiedź na postulaty formułowane przez niektóre pary, które nie chcą wchodzić w związki małżeńskie, a którym prawo brytyjskie nie pozwala zawrzeć związków partnerskich.
Związki partnerskie wprowadzono na wyspach w 2004 r. Był to – cytuję za Telegrafem – „pierwszy krok na drodze do legalizacji małżeństw jednopłciowych”. Proces ten zakończył się w 2014 roku. Obecnie pary homoseksualne mogą zawrzeć związek partnerski albo małżeński. Parom heteroseksualnym nie dano takiego wyboru – pozostaje im jedynie „stare dobre małżeństwo”.
Ten tekst od razu skojarzył mi się z całkiem niedawnym wyrokiem w sprawie Ratzenböck i Seydl przeciwko Austrii (26.10.17 r.).
Para Austriaków – Pani Helga Ratzenböck i Pan Martin Seydl. Od wielu lat żyli sobie na tzw. kocią łapę. Kiedy w 2010 r. weszła w życie ustawa o rejestrowanych związkach partnerskich postanowili zarejestrować swój związek.
Okazało się jednak, że z dobrodziejstwa ustawy mogą korzystać jedynie pary homoseksualne, co potwierdziły wszystkie instancje krajowe.
Para złożyła skargę do Strasburga twierdząc, że stała się ofiarą traktowania dyskryminacyjnego polegającego na odmowie dostępu do instytucji rejestrowanego związku partnerskiego wyłącznie na podstawie płci i orientacji seksualnej.
Oczywiście podstawą był art. 14 w zw. z art 8 EKPC.
Nie chcę zamęczać Czytelników obszernym omawianiem tego orzeczenia. Warto jednak przypomnieć, że zgodnie z utrwalonym orzecznictwem Trybunału traktowanie dyskryminacyjne dotyczy odmiennego traktowania osób znajdujących się w analogicznych lub istotnie podobnych (relevantly similar) sytuacjach oraz gdy to odmienne traktowanie nie znajduje obiektywnego i racjonalnego uzasadnienia (objective and reasonable justification).
Trybunał dostrzegł podobieństwo sytuacji, w jakiej znajdują się pary homo- i heteroseksualne domagające się od władz prawnego uznania i ochrony ich związków.
Mimo to sędziowie – w każdym razie większość składu orzekającego – uznali, że władze austriackie wprowadziły związki partnerskie dostępne wyłącznie parom jednopłciowym jako substytut związku małżeńskiego, do którego pary te nie miały prawa. Zresztą instytucje te stopniowo zbliżano do siebie i obecnie nie występują pomiędzy nimi substancjalne różnice.
Chodziło więc o prawne uznanie ich związków, co w przypadku par heteroseksualnych jest już realizowane przez związek małżeński.
W konsekwencji Trybunał uznał, że skarżący nie znajdują się w porównywalnej sytuacji względem par homoseksualnych.
Wyrok zapadł większością 5 do 2. Trzech sędziów sporządziło swoje opinie, które są dołączone do wyroku.
Sędzia łotewski Mārtiņš Mits w opinii aprobującej podzielił stanowisko większości, jednak uznał, że uzasadnienie braku wystąpienia porównywalnej sytuacji wymaga rozwinięcia.
Z kolei sędzia gruzińska Nona Tsotsoria oraz sędzia bułgarski Yonko Grozev złożyli opinię odrębną. Uznali bowiem, że pary hetero- i homoseksualne znajdują się w sytuacji porównywalnej i należało zbadać, czy odmienne traktowanie było uzasadnione – ich zdaniem nie było.
Mnie bardziej przekonuje rozumowanie tej dwójki sędziów będących w opozycji do werdyktu. Pary homo- i heteroseksualne domagające się prawnego uznania swych związków przez władze krajowe znajdują się w porównywalnej sytuacji. Dostrzegł to sam Trybunał w sprawie Schalk i Kopf (sprawa pary jednopłciowej), badając zasadność odmiennego traktowania. W sprawie Ratzenböck i Seydl mógł postąpić tak samo.
Aktualnie rozpatrywany jest wniosek o ponowne rozpatrzenie sprawy (Wielka Izba).
Być może Trybunał będzie miał okazję uwzględnić szerszy kontekst sprawy, jak np. postulaty zgaszane w Wielkiej Brytanii (gdzie, w przeciwieństwie do Włoch, pary jednopłciowe mogą zawrzeć nie tylko związek partnerski, ale także małżeństwo), od których zacząłem niniejszy wpis.
Ekscentryczna wdowa
Staram się regularnie przeglądać nowości strasburskie. Dziś (23.01.2018) ogłoszono m.in. wyrok w sprawie Faludy-Kovács przeciwko Węgrom.
Sprawa może zainteresować studentów IV roku Prawa WPiA UWM, których od kilku tygodni katuję orzecznictwem dotyczącym wolności ekspresji i jej styku (zderzenia) z prawem do poszanowania życia prywatnego. Na kolokwium często pytam o kryteria ze sprawy von Hannover (nr 2).
Tej fantastycznej (w zdecydowanej większości) młodzieży dedykuję niniejszy wpis – w omówionym niżej wyroku Trybunał wykorzystał właśnie te kryteria.
Skarżąca jest wdową po słynnym węgierskim poecie. Ich związek był przedmiotem żywego zainteresowania tabloidów – oboje byli celebrytami.
W 2008 r. – dwa lata po śmierci poety w jednej z gazet ukazał się wywiad ze skarżącą. Jak na celebrytkę przystało, postanowiła uraczyć gawiedź jakąś sensacyjką. Podzieliła się swoim pomysłem na połączenie znakomitych genów jej oraz jej zmarłego męża i stworzenie geniusza. Do tego celu chciała wykorzystać wnuka poety i swoją siostrę.
Chwyciło. Wkrótce największy tygodnik węgierski tę „mądrość” opublikował, nie stawiajac przy tym skarżącej w szczególnie korzystnym świetle. Tytuł artykułu (na pierwszej stronie!) brzmiał „Deptanie pamięci Faludy’ego. Wdowa robi wszystko dla jupiterów„. Najgorsze było jednak to, że – mimo nalegań wdowy – w tekście nie wspomniano o książce poświęconej zmarłemu poecie, która miała się ukazać. Skarżąca wprawdzie wyprosiła kolejny artykuł – tym razem zapowiadający książkę, jednak następne prośby wdowy zostały już zignorowane.
I wtedy skarżąca zorientowała się, jak wielką krzywdę wyrządził jej tygodnik tym pierwszym artykułem. Pozwała wydawcę domagając się m.in. 4 mln Forintów (sami to sobie policzcie, kiedy jestem na Węgrzech nigdy nie jestem w stanie stwierdzić, czy płacę dużo czy mało).
Nie chcę tu omawiać wyroków sądów węgierskich. łatwo się domyślić, że nie były po myśli Pani Faludy-Kovács – zwłaszcza wyroki sądu apelacyjnego i Kurii, które m.in. uznały tytuł artykułu za sąd wartościujący (value judgment) a nie stwierdzenie faktu (statement of fact). Ponadto był to pogląd ściśle korespondujący z „osobliwymi” oświadczeniami samej powódki – nie był więc pozbawiony jakichkolwiek podstaw faktycznych.
Europejski Trybunał Praw Człowieka przypomniał swoje stanowisko:
ochrona dobrego imienia wchodzi w zakres art 8 EKPC (prawo do poszanowania życia prywatnego);
aby ten przepis miał zastosowanie, zamach na dobre imię (reputację) musi osiągnąć pewien poziom powagi i musi być dokonany w sposób powodujący uszczerbek w korzystaniu z prawa do poszanowania życia prywatnego;
art. 8 EKPC nie może być przywołany, gdy utrata dobrego imienia jest przewidywalną konsekwencją własnych działań (np. popełnienia przestępstwa);
art. 8 i art. 10 zasługują na jednakową ochronę i rozstrzygnięcie nie powinno zależeć od tego, czy skargę wniósł pomówiony (na podstawie art. 8), czy tez dziennikarz, redaktor, wydawca (na podstawie art. 10);
w swoim orzecznictwie (np. we wspomnianej wyżej von Hannover nr 2) Trybunał wypracował kryteria, którymi kieruje się przy ocenie, której wartości (tj. ósemce czy dziesiątce) dać pierwszeństwo: przyczynienie się do debaty będącej przedmiotem powszechnego zainteresowania, stopień rozpoznawalności danej osoby, przedmiot publikacji, wcześniejsze postępowanie danej osoby, treść, forma i konsekwencje publikacji oraz – tam, gdzie to właściwe – okoliczności zrobienia fotografii lub uzyskania informacji.
Następnie Trybunał zastosował te kryteria w następującej kolejności:
rozpoznawalność skarżącej – Trybunał przyznał, że skarżąca jest osobą publiczną;
wcześniejsze postępowanie skarżącej – wprawdzie fakt wcześniejszej współpracy z prasą nie pozbawia człowieka całkowicie prawa do prywatności, jednak celebryta poszukując świateł fleszy i jupiterów de facto sam redukuje swoją prywatność;
treść, forma i konsekwencje publikacji – tytuł artykułu został uznany za sąd wartościujący. Trybunał zgodził się, że tytuł ten bezpośrednio nawiązywał do wypowiedzi skarżącej. Owszem była to dziennikarska interpretacja jej słów, do tego oceniająca je negatywnie, ale interpretacja nie była „oderwana od rzeczywistości”. Jeżeli chodzi o konsekwencje, to publikacja prasowa sprowadziła na skarżącą krytykę, jednak w istocie taką reakcję wywołała sama celebrytka;
metoda uzyskania informacji i jej prawdziwość – publikacja była wywiadem udzielonym świadomie i dobrowolnie przez skarżącą;
wkład publikacji w debatę będącej przedmiotem publicznego zainteresowania – w zasadzie sądy węgierskie nie badały tego wątku, jednak zdaniem Trybunału w tych okolicznościach nie stanowiło to błędu – skarżąca sama opowiedziała o swoich planach rodzinnych i zrobiła to w celu zaspokojenia ciekawości publicznej niektórych czytelników. Tym samym kwestia debaty publicznej straciła na znaczeniu.
Wszystkie powyższe czynniki (z wyjątkiem ostatniego, ale Trybunał udzielił tu rozgrzeszenia) zostały uwzględnione przez sądy krajowe, które zachowały słuszną równowagę (fair balance) pomiędzy swobodą wypowiedzi dziennikarskiej a prawem do prywatności wdowy po poecie.
23/01/2018	 6
Orzecznicze porządki
Jak się okazuje nie tylko tzw. przeciętny Kowalski wykorzystuje koniec roku do porządkowania swoich spraw.
Jeszcze przed Świętami – 19 grudnia 2017 r. – Wielka Izba wydała wyrok w sprawie Lopes de Sousa Fernandes przeciwko Portugalii, w którym skorygowała rozstrzygnięcie Izby w tej sprawie sprzed dwóch lat, sprzątając powstały wówczas bałagan.
Sprawa dotyczyła śmierci męża skarżącej. Pan Fernandes przeszedł w portugalskim szpitalu operację usunięcia polipów. Po powrocie do domu źle się poczuł. Różni lekarze stawiali różne diagnozy i włączali różne terapie. W efekcie chory zmarł.
Za sprawą skarżącej przeprowadzono szereg (jak się okazało, wieloletnich) postępowań, których celem miało być wyjaśnienie przyczyn śmierci Fernandesa. Wobec lekarza, który zwolnił chorego do domu wszczęto nawet postępowanie karne, jednak sąd uwolnił go z zarzutów.
Tu od razu rozprawmy się z jednym z wątków sprawy, tj. z naruszeniem art 2 EKPC w aspekcie proceduralnym. Jeżeli postępowanie, którego celem jest wyjaśnienie okoliczności śmierci lub pociągnięcie do odpowiedzialności osób, które do tej śmierci się przyczyniły trwa 9 lat, 11 miesięcy i 25 dni to kwestia odpowiedzialności państwa jest przesądzona. Izba uznała, że doszło do naruszenia art 2 w aspekcie proceduralnym. Wielka Izba to rozstrzygnięcie potwierdziła.
Centralnym punktem sprawy Lopes de Sousa Fernandes jest odpowiedzialność Portugalii za naruszenie materialnego aspektu art 2 Konwencji. Izba stwierdziła naruszenie również w tym zakresie.
I tu zapędziła się trochę za daleko .
Wyrok został „zaskarżony” do Wielkiej Izby przez rząd portugalski. Do postępowania przystąpiły też rządy brytyjski i irlandzki.
Trybunał postanowił wyklarować swoje stanowisko w sprawach dotyczących błędów (zaniedbań) medycznych. Wielka Izba jednoznacznie potwierdziła jako zasadę, że (§ 186 wyroku) „w kontekście rzekomych błędów lekarskich, materialne obowiązki pozytywne państw dotyczące leczenia ograniczają się do regulacji, co oznacza obowiązek wdrożenia skutecznych ram prawnych zobowiązujących szpitale – prywatne lub publiczne – do przyjęcia odpowiednich środków w celu ochrony życia pacjentów.„
W takich przypadkach do naruszenia materialnego aspektu art 2 Konwencji dojdzie wyłącznie, gdy te uregulowania prawne nie zapewnią właściwej ochrony życia pacjentów.
Obowiązek regulacyjny jest rozumiany przez Trybunał szeroko, jako obejmujący „obowiązek zapewnienia skutecznego funkcjonowania tych regulacji prawnych„, a zatem obejmujący „konieczne środki do zapewnienia implementacji, włączając w to nadzór i egzekwowanie (§ 189)”.
A ponieważ każda szanująca się zasada ma jakieś wyjątki, Wielka Izba wskazała dwa typy okoliczności, w których może powstać odpowiedzialność państwa za naruszenie materialnego aspektu art 2 EKPC:
przypadki, w których życie pacjenta jest świadomie wystawione na zagrożenie poprzez odmowę zastosowania procedur ratujących życie. Nie dotyczy to przypadków, gdzie takie procedury zastosowano, jednak były one niekompletne, niewłaściwe lub spóźnione (moim zdaniem Trybunał podkreśla tu wyjątkowość okoliczności);
przypadki, w których systemowa lub strukturalna dysfunkcja usług szpitalnych skutkuje pobawieniem pacjenta dostępu do procedur ratujących życie a władze krajowe wiedziały lub powinny były wiedzieć o istniejącym ryzyku, a mimo to nie podjęły żadnych środków, by zapobiec ziszczeniu się tego ryzyka, co naraziło życie pacjentów, w tym pacjenta, którego dotyczy badana sprawa na niebezpieczeństwo.
Wielka Izba zdaje sobie sprawę, że niekiedy trudno będzie rozstrzygnąć, czy dana śmierć spowodowana została przez „zwykły” błąd lekarski (bez generowania odpowiedzialności państwa z materialny aspekt art. 2), czy też przez odmowę dostępu do procedur ratujących życie(co będzie rodziło taką odpowiedzialność).
Sędziowie wskazali jednak czynniki, które – spełniane łącznie – przesądzą o wejściu w grę materialnego aspektu prawa do życia:
a. działania lub zaniechania lekarzy/ratowników muszą wykraczać ponad zwykły błąd lub zaniedbanie – osoby te musiały mieć świadomość, że odmawiając zastosowania procedur medycznych wystawiają życie pacjenta na zagrożenie
b. dysfunkcja, o której mowa wyżej musi być obiektywnie i autentycznie zidentyfikowana jako systemowa lub strukturalna, aby można ją było przypisać państwu – nie chodzi tu więc o pojedyncze przypadki
c. musi zachodzić związek pomiędzy zaskarżoną dysfunkcją i szkodą, której doznał pacjent;
d. dysfunkcja wynikała z nie wykonania przez państwo ciążącego na nim obowiązku wprowadzenia uregulowań prawnych.
Zastosowanie powyższych ustaleń do badanej sprawy było już proste: skarżąca nie twierdziła, że jej męża umyślnie pozbawiono życia, choremu nie odmówiono dostępu do procedur ratujących życie, Trybunał nie dopatrzył się oznak strukturalnej lub systemowej dysfunkcji usług szpitalnych. Wreszcie działania/zaniechania lekarzy nie wykraczały ponad to, co Trybunał dość bezdusznie określa jako zwykły błąd lub zaniedbanie lekarskie (ang. a mere error or medical negligence).
W związku z powyższym zobowiązanie pozytywne Portugalii wynikające z materialnego aspektu prawa do życia jest w tej sprawie ograniczone do wydania stosownych regulacji prawnych. Z tego obowiązku władze krajowe wywiązały się, w więc nie doszło do naruszenia art 2 EKPC (w aspekcie materialnym).
Wyrok może wydawać się brutalny. Człowiek, który był pod opieką lekarzy umarł, a Trybunał uznaje, że wszystko jest OK.
Po pierwsze nie wszystko – nie wolno zapominać o aspekcie proceduralnym. Tu Portugalia przegrała i musi skarżącej zapłacić.
Poza tym fakt, że człowiek leczony umiera nie musi automatycznie oznaczać, że był leczony niedbale. Ważne, by istniały przepisy zobowiązujące szpitale do ratowania życia (zobowiązanie pozytywne w aspekcie materialnym prawa do życia) oraz, aby okoliczności śmierci były przedmiotem rzetelnego (w tym szybkiego) postępowania (zobowiązanie pozytywne w aspekcie proceduralnym prawa do życia).
Wyrok z pewnością klaruje stanowisko Trybunału i zapewne będzie cytowany przez Izby w przyszłych sprawach.
Nowy etap rozwoju procedury pilotażowej
O procedurze pilotażowej napisaliśmy na tym blogu (i nie tylko) już dość dużo. Dzisiejszy wpis też pozostaje w tej tematyce. I jest ku temu bardzo dobry powód.
W czwartkowym (12 października 2017 r.), historycznym wyroku w sprawie Burmych i inni przeciwko Ukrainie Trybunał przekazał sprawy dotyczące blisko 12150 skarżących od razu do wykonania Komitetu Ministrów Rady Europy. Bez wydawania wyroku. Jest to faktyczna realizacja propozycji o której – nieśmiało – mówiło się w Trybunale. Chodzi o wyroki zaoczne (default judgments albo judgments by default). Wspominaliśmy o tym też w naszej książce o procedurze wyroku pilotażowego.
Sam mechanizm jest prosty: chodzi o przekierowywanie przez ETPC skarg (które zostały rozstrzygnięte wyrokiem pilotażowym albo za sprawą dobrze ugruntowanego orzecznictwa) od razu do wykonania wyroku przez Komitet Ministrów Rady Europy.
Tak też się stało w sprawie Burmych i inni. Leżący u podstaw sprawy problem strukturalny został zdiagnozowany już w 2009 r. w wyroku pilotażowym w sprawie Yuriy Nikolayevich Ivanov przeciwko Ukrainie. Polegał on na braku faktycznego wykonywania prawnie obowiązujących wyroków sądów ukraińskich. Głównie chodziło o brak wypłaty zadośćuczynień, zwrotu opłat sądowych i innych wierzytelności przyznanych zgodnie z prawem ze względu na brak środków budżetowych.
Wtedy (w 2009 r.) Trybunał nakazał przyjęcie skutecznego środka lub kombinacji środków w systemie prawa krajowego, które będą zgodne, w teorii i w praktyce, ze wskazaniami Trybunału. Środki te powinny zostać przyjęte w ciągu 1 roku od wejścia w życie wyroku.
Minęło 7 lat i problem nie został rozwiązany.
Trybunał nie dostrzegł żadnych realnych działań po stronie władz, a liczba identycznych skarg rosła. Całkowita ich liczba objęła 14,430 spraw, a 12,143 ciągle się toczy.
ETPC stwierdził, że skuteczna implementacja wyroku pilotażowego polega na czymś zgoła przeciwnym niż brak działań zaprezentowany przez władze ukraińskie. Wskazywał też na rosnący problem zaległości orzeczniczych i konieczność podjęcia działań służących zmniejszeniu liczby skarg repetytywnych.
Ostatecznie, sędziowie uznali, że skargi należy zbadać w kontekście wykonania wyroku pilotażowego w sprawie Yuriy Nikolayevich Ivanov i przekierować sprawy Burmych i inne do wykonania przez Komitet Ministrów Rady Europy, zgodnie z przyjętymi ramami środków generalnych służących wykonaniu wyroku Ivanov, łącznie z regulacjami dotyczącymi zadośćuczynienia za brak wykonania lub opóźnione wykonanie decyzji krajowych organów.
Warto wspomnieć, że siedmioro sędziów (w tym sędzia Yudkivska z Ukrainy) zgłosiło łącznie opinię odrębną.
Podnieśli w niej, że zadaniem Trybunału jest badanie najpoważniejszych naruszeń praw człowieka oraz wydawanie kluczowych decyzji dotyczących europejskich wartości. Ich zdaniem Trybunał nie może, z powodu poważnych zaległości orzeczniczych, przestać wypełniać swoich zadań sądowych, pozostawiając skarżących w nieprzewidywalnej pozycji i przekazywać odpowiedzialności sądowej na polityczny organ, który posiada niewielki wpływ na Rząd, aby ten właściwie wykonał wyrok pilotażowy.
W konkluzji opinii odrębnej sędziowie stwierdzili, że Trybunał powstał aby odpowiadać na naruszenia jako niezależny organ sądowy a nie koncentrować się na statystykach.
Wreszcie podnieśli, że omawiany wyrok nie ma podstawy w Konwencji oraz wrzuca tysiące zdesperowanych ludzi w prawną próżnię i podważa ochronę praw człowieka w Konwencji.
Wydaje mi się, że prawne wątpliwości dotyczące podstaw wydawania wyroków zaocznych pozostaną. Z drugiej strony – ze względu na obciążenie ETPC – jestem pewien, że Trybunał nie zrezygnuje z ich wydawania. A sprawa Burmych i inni przeciwko Ukrainie po prostu będzie pierwszym z wielu wyroków tego rodzaju.
IV Konferencja Praw Człowieka i Prawa Humanitarnego
Od pewnego czasu na przełomie maja i czerwca spotykamy się w olsztyńskim Kortowie na Konferencji Praw Człowieka i Prawa Humanitarnego.
Dotychczas poziom merytoryczny i „towarzyski” 🙂 był bardzo wysoki. Trudno się dziwić: lasek, jeziorko, keja, ognisko, grill – w takich okolicznościach o wszystkim można porozmawiać.
Jestem przekonany, że podobnie będzie również w tym roku. Wszystkich chętnych serdecznie zapraszam. Część informacji na nieśmiertelnym „fejsie„.
Szczegóły wyślę e-mailem – proszę tylko do mnie napisać (m.lubiszewski@uwm.edu.pl).

References: art. 5
 art. 14

art. 8

art. 8
 art. 10
 art. 8
 art. 10
 art. 2