Document ID: /fineweb-2-swissfilter-quality_10-filterrobots/filtered/02991.jsonl.gz/8

Mamy w tej chwili 26 kwietnia, a za moim oknem jest biało. Śnieg zasypał Szwajcarię, a ja z grymasem na twarzy wróciłam do puchowej kurtki i gorącego kubka herbaty przed snem. Wiosna dała mi przez chwilę nadzieję na odrodzenie, ale nie! Dostałam obuchem w łeb i rzuciłam się na ratunek uginającym się pod śniegiem roślinom na balkonie. Miałam nadzieję, że rytualne spalenie bałwana ostatecznie rozprawi się z zimą, ale jak wiemy z tą nadzieją bywa różnie. Spaliliśmy kukłę i… jest jeszcze gorzej!
Czym jest Sechseläuten? Każdego roku w Zurychu odbywa się huczne pożegnanie zimy. Tradycja sięga XVI wieku, kiedy to Rada, składająca się w tamtym czasie z dyrektorów różnych cechów (organizacji rzemieślniczych), zdecydowała, że obchody zostaną przeniesione z miesiąców zimowych na letnie, ze względu na warunki pogodowe. Znakiem zwiastującym nadchodzącą wiosnę było rozbrzmienie o godzinie 18:00, w pierwszy poniedziałek po równonocy, dzwonu znajdującego się na wieży Grossmünster. Do dziś dzwon czyni swoją powinność, dlatego też od XVI wieku Sächsilüüte (dialekt zuryski) nie zmieniło nazwy. W wolnym tłumaczeniu Sächsilüüte oznacza dzwonienie o szóstej. Dziś wiosenny festiwal nie odbywa się w poniedziałek po równonocy, a w trzeci poniedziałek kwietnia, o ile nie koliduje z Wielkim Tygodniem. To czas zabawy, pozytywnej energii i otwarcia się na drugiego człowieka.
Wiosenna zabawa trwa przez trzy dni. W piątek, po obiedzie w Gildii (określenie średniowiecznych stowarzyszeń kupieckich i rzemieślniczych), około godziny 21:00 następuje uroczyste przejście przez miasto 26. grup muzycznych, prezentujących swoje stroje oraz przygotowany na ten szczególny czas repertuar. Sobota to dzień przeznaczony na parady dzieci, które odbywają się od 1896 roku. Udział mogą wziąć wszystkie dzieci w wieku od 5. do 15. lat, które mają na sobie historyczny kostium bądź Tracht, czyli strój ludowy. Rocznie udział w przejściu przez miasto bierze około 2000-3000 dzieci! W tym roku było bardzo barwnie i wesoło, spójrzcie sami:
Więcej zdjęć mojego autorstwa znajdziecie TUTAJ.
Poniedziałek to ostateczne rozprawienie się z zimą i spalenie kukły zwanej Böögg. Nazwa może kojarzyć się i być związana z goblinami czy innymi zjawami (Butzemann, Bullebeiss, Buhmann, itd.), ale w Zurychu to po prostu bałwan symbolizujący zimę. Początkowo kukły, bo było ich więcej niż jedna, były palone przez chłopców podczas równonocy, w czasie kiedy odbywały się spotkania w gildiach. Pod koniec XIX wieku zwyczaje zostały połączone i co roku na końcu dziecięcej parady „kroczy” Böögg, który następnego dnia zostanie spalony. Nie jest to jednak tylko „topienie marzanny”, musicie wiedzieć, że zuryski bałwan stał się pogodynką! Na Sechseläutenplatz, tuż przed Operą Zuryską, zostaje ustawiony 10. metrowy stos, a na jego szczycie dumnie pręży się 3,40. metrowy Böögg. Stos zostaje podpalony, a tłumy dopingują, aby ogień szybko strawił kukłę, w której głowie umieszczone są ładunki wybuchowe. Legenda miejska głosi, że im szybciej głowa bałwana wybuchnie, tym piękniejsze będzie lato. W tym roku wybuch nastąpił po 9. minutach i 56. sekundach, a więc całkiem dobry czas! Najdłużej kukła paliła się w roku 2016 – 43 min. 34 sek., a najkrócej w 1956 roku, ponieżej 4. minut! Niestety w tym roku radość szybko została ostudzona przez śnieg, który spadł na drugi dzień…
Warto wspomnieć, że od 1991 roku, co roku, gościem specjalnym podczas Sechseläuten jest inny kanton. Kanton gościnny przygotowuje wystawę tematyczną oraz oferuje specjały szwajcarskiej kuchni uliczno – festynowej. W tym roku gościem był Kanton Glarus. Ogólnie podczas dni wiosennego festiwalu można skosztować wielu smakołyków oferowanych przez porozstawiane w całym mieście budki z jedzeniem.
Od 2004 roku Sechseläuten obchodzi się również w Bassersdorf, miasteczku pod Zurychem, w którym mieszkam! Tutaj pali się znacznie mniejszą kukłę, a pierwsze trzy razy były nielegalne ;)
Wypadki podczas Sechseläuten:
W tym roku po raz pierwszy uczestniczyłam w wiosennym festiwalu i jestem pod wrażeniem! Bardzo podobało mi się uroczyste przejście dzieci przez miasto. Kolorowe stroje nie tylko reprezentujące Szwajcarię, ale również inne kraje, dodały miastu barw. Uśmiechnięte twarzyczki dzieci rzucających w publiczność cukierkami i przygrywki orkiestr wywoływały ciarki na moim ciele. Podczas takiej zabawy nie sposób nie uśmiechnąć się szeroko! Stałam, śmiałam się i potupywałam nóżką w rytm. Poniedziałkowa parada niestety mnie ominęła, dotarłam dopiero w czasie, kiedy grupy schodziły się już pod stos z Bööggiem. Miasto jednak nadal tętniło życiem i rozbrzmiewało niczym ogromna orkiestra. Dzięki legitymacji prasowej udało mi się wejść na taras Zuryskiej Opery i mieć doskonały widok na płonący stos i otaczające go tłumy. Widowisko niesamowite, emocje ogromne! Kto by pomyślał, że można z takim napięciem oczekiwać wybuchu kukły i wiwatować kiedy już to nastąpi. Przednia zabawa! Polecam uczestnictwo każdemu kto będzie miał ku temu okazję :)