Document ID: /fineweb-2-swissfilter-quality_10-filterrobots/filtered/02949.jsonl.gz/3

W dzisiejszych czasach bardzo niewielu amerykańskich prezydentów nosiło brodę podczas sprawowania urzędu. Podobnie jak prowadzący wieczorne talk-show, nasi politycy – w tym Barack Obama – muszą ubierać się i dbać o nieszkodliwość, a nie osobisty wyraz twarzy. Najwyraźniej my, naród amerykański, wolimy, aby nasi przywódcy kulturalni i polityczni byli gładko ogoleni. Może to tylko bezpieczna strefa o najniższym wspólnym mianowniku. Może dlatego, że sugeruje pewną rygoryzm i przejrzystość. Widzieliśmy Paweł Ryan nosić wywołujący strach zarost, który pasował do jego wywołującego strachu pochlebstwa. Prowadzi nas do przekonania, że może być gładko ogolony jest najmądrzejszy ruch dla pol.
Ale nie dla cywila. Kiedy przygotowujemy się do pożegnania z najfajniejszym prezydentem w historii, Barackiem Obamą, mamy nadzieję, że w pełni wykorzysta on swoją nowo odkrytą bezrobocie, aby zapuścić ogromną brodę na emeryturę. Kiedy prezydent Obama odchodzi z urzędu, nie chcemy, żeby był dopięty na ostatni guzik. Chcemy, żeby się dobrze bawił. I mamy nadzieję, że zrobi to z sękatymi włosami na twarzy. Podobnie jak David Letterman, Jon Stewart, Stephen Colbert i Kobe Bryant, mężczyzna o wielkiej twarzy z futra pieprzonego jest mężczyzną, który w pełni zaakceptował swoją wolność. Nie odpowiada przed nikim – ani swojej partii, ani Senatu, ani ONZ, nikomu. Z wyjątkiem Michelle. Michelle musi wykopać brodę.
Prezydent Obama (będziemy tęsknić za wpisywaniem tego), wiemy, że nawet na emeryturze nadal będziesz zajętym człowiekiem. Mając to na uwadze, oto sześć brody emerytalnych inspirowanych niektórymi z naszych ulubionych zarostów celebrytów, więc możesz zacząć od 20 stycznia:
Nr 1: Reggie Watts