Document ID: /fineweb-2-swissfilter-quality_10-filterrobots/filtered/02902.jsonl.gz/13

Był ranek i jasny, a Reinhard Grubhofer, wyczerpany i odwodniony, podniósł swoje ciało na grzebień i niespokojnie wstał. Tam ze szczytu Mount Everest mógł wszystko zobaczyć. Jak ziemia zakrzywiała się wspaniale we wszystkich kierunkach; jak smugi chmur płynęły pod jego butami. Widok — poza jego zmartwieniami — był piękny. Ale bliżej dostrzegł, że kłopoty nabierają kształtu.
On też to czuł, człapiąc z tuzinem innych wspinaczy na wąski skrawek ziemi mniej więcej wielkości dwóch stołów do ping-ponga. Przestrzeń była zatłoczona. Z drżeniem Grubhofer podniósł małą flagę i pozował do zdjęć ze swoim partnerem wspinaczkowym, rodakiem Ernstem Landgrafem, który z niepokojem wspiął się na szczyt. To był brutalny dzień. Ich 13-osobowa grupa obudziła się poprzedniej nocy o jedenastej i brnęła przez ciemność w górę lodowego zbocza północnej strony Everestu. Po drodze temperatury spadły znacznie poniżej zera. W pewnym momencie butelka wody, którą zapakował Grubhofer, zamarzła w solidną cegłę. Był spragniony i wyczerpany. Ale teraz starał się nie zwracać na to uwagi. Po tygodniach oczekiwania i latach planowania Grubhoferowi udało się. 23 maja była godzina 9:30 i mniej doświadczony wspinacz mógł pomyśleć, że trudna część się skończyła. Grubhofer wiedział lepiej.
Gdy walczył o miejsce na szczycie świata, jego radio Sherpa ożyło. Kari Kobler, założyciel szwajcarskiej agencji alpinistycznej, która zorganizowała wyprawę Grubhofera, pilnie nadawał radio z bazy. Zła pogoda szybko nadciągała. Musieli szybko zejść.
Grubhofer spojrzał w dół, w stronę Nepalu i zobaczył szare chmury omiatające południową ścianę góry. Było tam też coś jeszcze: rząd około stu wspinaczy w kolorowych garniturach wijących się po zboczu góry. Tłum wydawał się niesamowity — jakby worek Skittles został rozrzucony po zboczu. Grubhofer wiedział, że po północnej stronie więcej wspinaczy podążało jego szlakiem w górę z Tybetu.
Zeskoczył ze szczytu i przeciął dwa smagane wiatrem pola śnieżne, niepewnie wbijając raki w skorupę. Ilekroć Grubhofer spotykał kogoś wspinającego się na górę, etykieta zmuszała go do odpięcia się od liny, aby ominąć wspinacza. Za każdym razem, gdy to robił, zdawał sobie sprawę, że podmuch wiatru lub błąd może posłać go ku niepewnemu losowi.
Grubhofer wyrzucił swoje gogle po tym, jak zamarzły w nocy, a teraz miał na sobie sportowe okulary przeciwsłoneczne Adidas, które nieustannie zaparowywały, co wymagało od niego zdejmowania puchowych rękawiczek na zimno w celu wyczyszczenia soczewek – drobna pamiątka o mnóstwie niebezpiecznych nieprzyjemności i nieprzewidziane wyzwania, które pojawiają się na Everest.
Na litość boską, wykrzyknął inny wspinacz, unosząc ręce z obrzydzeniem. Dlaczego się nie rusza?
Nic z tego nie było nowością dla Grubhofera. Żylasty 45-latek ze strzechą rudoblond włosów, zaczął wspinać się 15 lat wcześniej w wieku 30 lat. Wtedy właśnie Grubhofer, pogrążony w depresji po rozwodzie, poprzysiągł sobie na nowo swoje życie. Wyruszył w Himalaje i wspiął się na szczyt Mera o wysokości 21250 stóp w Nepalu. Nie byłem wystarczająco sprawny, ale to mnie wciągnęło, wspomina. W ciągu następnej dekady Grubhofer odhaczył trzy z Siedmiu Szczytów – najwyższe szczyty na każdym z siedmiu kontynentów.
Everest będzie jego czwartym. Pierwsze zdjęcie oddał w 2015 roku, ale przygoda została przerwana. Został okopany ze swoim zespołem na wysokości 21300 stóp, w tzw. Advanced Base Camp, kiedy w region nawiedziło trzęsienie ziemi, wywołując lawinę, która zabiła kilkanaście osób w nepalskim obozie bazowym. Wyprawa Grubhofera pozostała nietknięta, ale nikt z tybetańskiej lub nepalskiej strony Everestu nie wszedł na szczyt w tym sezonie.
Powrót w góry nie był tani. Grubhofer, który pracuje dla firmy turystycznej w Wiedniu, zapłacił 65 000 dolarów za pakiet, który obejmował podróż do iz Tybetu, wizy, opłaty za przewodnika i szerpów oraz pozwolenie na 11 000 dolarów wydane przez rząd chiński. Tym razem zdobycie szczytu stanowiło szczególny rodzaj emocji, ale odmówił świętowania, dopóki nie zejdzie bezpiecznie z góry. Późnym rankiem, gdy szedł zatłoczonym szlakiem, narosła mgła, wzmógł się wiatr i zaczął padać śnieg.