Document ID: /fineweb-2-swissfilter-quality_10-filterrobots/filtered/02986.jsonl.gz/27

Ogrzana, przewodząca już porcja dwutlenku cyrkonu ulega stopieniu, ale nie całkowicie. Nie stopiona pozostaje cienka warstwa, która bezpośrednio przylega do miedzianej chłodnicy, l to właśnie jest cel, jaki chcieli osiągnąć konstruktorzy krystalizatora. Ciekły, stopiony dwutlenek cyrkonu znajduje się w rzeczywistości nie w naczyniu miedzianym, ale jakby w tyglu wykonanym z tego samego, chłodzonego dwutlenku cyrkonu. Zapobiega to zanieczyszczeniu cieczy obcym materiałem w najwyższej nawet temperaturze, gdyż obcego materiału po prostu nie ma. Po stopieniu niezbędnej części dwutlenku cyrkonu wolno obniża się temperaturę przez regulację zasilania elektrycznego, a ciecz wolno stygnąc przechodzi w stan krystaliczny. Produktem tego procesu są kryształy długości kilku centymetrów i średnicy około 2 cm. Równocześnie rośnie jednak wiele kryształów o łącznej wadze 3 do 4 kg. W ten sposób wytwarza się już na skalę przemysłową kamienie szlachetne piękniejsze od diamentu. Od nazwy Fizyczny Instytut Akademii Nauk ZSRR nazwano je „fianitem” i pod taką nazwą można je spotkać w sklepach jubilerskich w Polsce. W latach 1966-1967 w USA opracowano przemysłową metodę syntezy podobnych kryształów stabilizowanych tlenkiem itru, którym nadano nazwę „cubic zirconia”. Szwajcarska firma pod nazwą „djevalit” produkuje regularny dwutlenek cyrkonu stabilizowany dodatkiem CaO, w Austrii-na licencji radzieckiej-produkuje się „zirconię”. A inne firmy stosują nazwy „disconia”, „diamonair”, „diamonegue” i „purdiam shelby diamond reproduction”. W ostatnich nazwach zaszyfrowane jest jego podobieństwo do najwyżej wśród kamieni cenionego diamentu.